Wsparcie finansowe dla dużych i małych firm na biogazownie rolnicze

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej zapowiedział ogłoszenie w lipcu nowego konkursu w ramach programu priorytetowego System zielonych inwestycji (GIS – Green Investment Scheme) Część 2 – Biogazownie rolnicze. Minimalna wartość przedsięwzięcia w ramach konkursu wynosi 10 mln zł. Przedsiębiorcy mogą ubiegać się maksymalnie o 30% dotacji oraz o 45% pożyczki (łączna kwota możliwego poziomu dofinansowania to nawet 75%).

Nabór wniosków w ramach tego programu będzie trwał od 1 do 30 sierpnia 2013 r. Wsparcie skierowane będzie na inwestycje w zakresie wytwarzania energii elektrycznej lub cieplnej z wykorzystaniem biogazu powstałego w procesach rozkładu cząstek roślinnych i zwierzęcych oraz wytwarzania biogazu rolniczego celem wprowadzenia go do sieci gazowej dystrybucyjnej i bezpośredniej.

Rozwój sektora biogazowni zależy w dużym stopniu od regulacji dotyczących wsparcia dla odnawialnych źródeł energii w postaci zielonych certyfikatów. Obecnie wciąż nie wiadomo jak te regulacje będą wyglądały w przyszłości. Dlatego bez możliwości pozyskania wsparcia na ten cel inwestorzy nie są chętni do podjęcia ryzyka związanego z budową i prowadzeniem biogazowni. Dofinansowanie w ramach GIS może ożywić ten sektor. Warto dodać, że będzie to prawdopodobnie ostatni taki konkurs do 2015 r. – powiedziała Beata Tylman, dyrektor w zespole pomocy publicznej PwC.

W konkursie startować mogą zarówno osoby fizyczne, osoby prawne oraz jednostki organizacyjne nieposiadające osobowości prawnej, którym ustawa przyznaje zdolność prawną. Jednak podmiot dominujący oraz spółki od niego zależne mogą złożyć w jednym konkursie tylko jeden wniosek o dofinansowanie. Zgłaszający się do konkursu podmiot dominujący oraz spółki od niego zależne mogą złożyć tylko jeden wniosek o dofinansowanie.

W ramach programu GIS dofinansowane zostaną wyłącznie projekty o zaawansowanym stopniu przygotowania tj. posiadające już decyzje środowiskowe, warunki przyłączenia do KSE, wstępne potwierdzenia zakupu ciepła oraz dostaw substratu, a także złożony wniosek o wydanie pozwolenia budowlanego. Dlatego wniosek o dofinansowanie musi być przemyślany i kompletny, a skorzystanie z porady eksperta może zwiększyć szanse pozyskania wsparcia – mówi Beata Tylman.

Przedsiębiorcy muszą obowiązkowo m.in. zastosować nowe urządzenia oraz udowodnić, że projekt jest wykonalny technicznie i pozwoli na osiągnięcie korzystnego efektu ekologicznego. Dodatkowo trzeba uzasadnić dlaczego w inwestycji przyjęto dane rozwiązanie, w oparciu o analizę różnych opcji. Kryterium selekcji, decydującym o miejscu projektu na liście rankingowej, jest jego efektywność kosztowa.

Warszawa utrzymuje drugą pozycję w Europie pod względem liczby IPO – podsumowanie w drugiego kwartału 2013 r.

Ożywienie na rynku pierwszych ofert publicznych w Europie nabierało tempa w drugim kwartale 2013 r., kontynuując udany początek roku. Łącznie pozyskane zostało 5,2 mld euro, co oznacza wzrost o 58% w porównaniu do 3,3 mld euro odnotowanych w pierwszym kwartale 2013 r. – wynika z najnowszej kwartalnej ankiety PwC IPO Watch Europe, badającej liczbę oraz wartość pierwszych ofert publicznych (Initial Public Offering – IPO) na najważniejszych giełdach europejskich.

Warszawa utrzymała swoją drugą pozycję w Europie pod względem liczby IPO, w drugim kwartale 2013 r. na GPW miało miejsce 24% wszystkich debiutów, których łączna wartość wyniosła ponad 40 mln euro.

Tomasz Konieczny, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC, powiedział:

„Był to kolejny mocny kwartał w Europie. Wysoką aktywność odnotowano na wielu giełdach. Londyn ponownie znalazł się na pierwszym miejscu z prawie połową łącznie pozyskanych środków. Za Londynem uplasowały się Euronext i Deutsche Börse z odpowiednio 18% i 14% łącznej wartości ofert.

Po udanych IPO spółek esure oraz Countrywide w pierwszym kwartale 2013 r., w minionych trzech miesiącach odnotowano kolejne oferty ze strony spółek z portfeli funduszy private equity. Odpowiadały one za 60% łącznie pozyskanych środków oraz siedem z dziesięciu największych ofert publicznych w Europie”.

Dziesięć największych transakcji odpowiadało za ponad 81% łącznie pozyskanych środków w drugim kwartale 2013 r. Uwagę inwestorów przyciągnęło przeprowadzone na Euronext IPO spółki bpost – narodowego operatora pocztowego w Belgii, a także debiut Platform Acquisition Holdings na giełdzie londyńskiej.

Kursy akcji po debiutach w przypadku IPO spółek należących do funduszy private equity zachowywały się obiecująco, szczególnie w Londynie, gdzie średni wzrost cen akcji tego typu spółek od momentu debiutu przewyższył stopę zwrotu z indeksu FTSE. W innych częściach Europy kursy akcji w większości przypadków nie spadły poniżej wartości emisyjnej i osiągają stopy zwrotu na równi z rynkiem. Wyjątkami były IPO Moleskine i Evonik, których cena rynkowa akcji znajduje się poniżej ceny emisyjnej.

Miniony kwartał na europejskich rynkach kapitałowych można podzielić na dwa etapy. W pierwszych tygodniach odnotowano wyraźne wzrosty indeksów rynkowych spowodowane rosnącym zaufaniem ze strony inwestorów w strefie euro. Z kolei czerwiec na globalnych rynkach charakteryzował się dużą zmiennością spowodowaną obawami o stan chińskiej gospodarki oraz zapowiedziami szefa amerykańskiej Rezerwy Federalnej dotyczącymi planów ograniczania programu luzowania polityki pieniężnej. Pomimo znacznych spadków na rynkach europejskich w tym okresie, do końca czerwca udało się odrobić część strat – indeks FTSE zakończył kwartał 5% powyżej poziomu z końca roku 2012.

Filip Gorczyca, starszy menedżer w zespole ds. rynków kapitałowych PwC, dodał:

„Pomimo niekorzystnych warunków w minionym miesiącu, rynek pierwszych ofert publicznych wykazał się odpornością – ponad 55% łącznej wartości ofert jest wynikiem debiutów czerwcowych.

Przeprowadzone z powodzeniem oferty oraz wzrosty cen akcji po debiutach na pewno będą działać motywująco na wiele planujących IPO podmiotów. Można spodziewać się, że odnotowana w pierwszej połowie roku aktywność na rynku zostanie utrzymana również w drugim półroczu.”

KOMENTARZ DO RYNKU POLSKIEGO
Oferta AviaAM Leasing największym IPO na warszawskiej giełdzie. Aktywność na rynku NewConnect uległa poprawie w porównaniu do pierwszego kwartału 2013 r.

W drugim kwartale 2013 roku na giełdzie w Warszawie odnotowano 18 debiutów (15 na NewConnect oraz 3 na rynku głównym). Łączna wartość IPO wyniosła ponad 40 mln euro, z czego 26,5 mln euro stanowiła oferta AviaAM Leasing. Drugą i trzecią największą ofertą w Warszawie były IPO spółek – Tarczyński (10,6 mln euro) oraz Feerum (5,3 mln euro).

Na rynku New Connect odnotowano 15 IPO o łącznej wartości 4,6 mln euro. Warto podkreślić, że miniony kwartał cechował się większą aktywnością na rynku alternatywnym niż pierwszy kwartał bieżącego roku, kiedy to odnotowano 12 IPO o łącznej wartości 2 mln euro. Z kolei względem analogicznego kwartału ubiegłego roku nastąpił zdecydowany spadek aktywności (odnotowano wówczas 28 IPO o łącznej wartości 7,9 mln euro).

Filip Gorczyca, starszy menedżer w zespole ds. rynków kapitałowych PwC, w następujący sposób skomentował wyniki i perspektywy rynku pierwotnego w Warszawie:

„Aktywność na rynku NewConnect jest nadal zdecydowanie niższa niż w poprzednich latach. Widać wyraźnie, że część inwestorów odwróciła się od ofert przeprowadzanych na tym rynku. Nie powinno to dziwić jeśli popatrzymy na stopy zwrotu na akcjach spółek debiutujących w minionych latach na warszawskim rynku alternatywnym. Miejmy nadzieję, że ostatnie działania władz Giełdy mające na celu poprawę jakości funkcjonowania NewConnect – m.in. modyfikacje w konstrukcji indeksu NCIndex – przyczynią się do zmiany tego niekorzystnego trendu i pozwolą na lepszą ocenę całego rynku.

Na rynku pierwotnym w Warszawie mocno ciąży ponadto niepewność związana z zapowiadanymi przez rząd zmianami w systemie emerytalnym i potencjalnym ograniczeniem środków napływających na rynek akcji ze strony Otwartych Funduszy Emerytalnych. Miejmy nadzieję, że nie przeszkodzi to w skutecznym przeprowadzeniu zapowiadanych na jesień kilku dużych ofert publicznych, w tym oferty prywatyzacyjnej Energi, która może być jednym z największych IPO w Europie w 2013 roku.”

Innowacje priorytetem dla biznesu

Aż 97% prezesów firm na świecie uważa działania innowacyjne za priorytet swojej działalności – to główny wniosek z raportu „Unleashing the power of innovation” przygotowanego przez firmę doradczą PwC.

Z badania firmy wynika, że blisko dwie trzecie prezesów uważa, że działania innowacyjne są równie ważne dla sukcesów ich przedsiębiorstwa, jak efektywność operacyjna. Dodatkowo kolejne 8% postrzega innowacje jako ważniejsze od efektywności operacyjnej. Oznacza to, że działania innowacyjne są przez prezesów postrzegane jako konieczność do rozwoju firmy w dzisiejszej rzeczywistości.

Prezesi przebadani przez firmę doradczą PwC przyznają, że muszą być bezpośrednio zaangażowani we wspieranie innowacyjności przedsiębiorstw w ramach swojej działalności – 37% określa się jako „lidera” w tej dziedzinie, a 34% – jako „wizjonera”.

W ocenie prezesów plany dotyczące działalności innowacyjnej w ciągu najbliższych trzech lat powinny być kompleksowe i obejmować całość działalności firm – poczynając od kontaktu z klientem, poprzez produkty i usługi, a kończąc na modelach biznesowych, systemach i rozwiązaniach.

Raport firmy doradczej PwC został opracowany na podstawie przeprowadzonych w maju 2013 roku ankiet wypełnionych przez 246 prezesów przedsiębiorstw z 60 krajów z Ameryki Północnej i Południowej, Europy, Azji oraz państw Bliskiego Wschodu.

Regulacje UE związane z ochroną przed cyberprzestępczością

Od przyjęcia przez Radę Europejską Decyzji Ramowej w sprawie ataków na systemy informatyczne (2005/222/JHA) minęło ponad 8 lat. Jest to okres, w którym w bardzo istotny sposób zmieniło się zarówno otoczenie technologiczne jak i biznesowe, przy jednoczesnej znacznej ewolucji samych zagrożeń. Dlatego, według ekspertów firmy doradczej Deloitte, przyjęta 4 lipca br. przez Parlament Europejski propozycja nowej dyrektywy, zastępującej decyzję ramową z 2005 r., jest właściwym krokiem na drodze do budowania odporności przed zagrożeniami w cyberprzestrzeni. Jednak z uwagi na złożony i ulotny charakter regulowanych zagadnień, propozycja dyrektywy nie jest wolna od niedoskonałości.

Wśród zalet projektowanej dyrektywy eksperci Deloitte wymieniają przede wszystkim:

duży nacisk na poszerzenie oraz zintensyfikowanie międzynarodowej współpracy oraz wymiany informacji pomiędzy organami ścigania w sprawach związanych ze ściganiem sprawców ataków na systemy informatyczne,

odniesienie się do kwestii ochrony infrastruktury krytycznej, czyli tych systemów, których niedostępność w istotny sposób wpływa na bezpieczeństwo publiczne oraz życie obywateli w kluczowych dla funkcjonowania państwa sektorach, takich jak: transport, energetyka, telekomunikacja, finanse czy ochrona zdrowia,

próbę nakłonienia państw członkowskich do nałożenia większej odpowiedzialności na dostawców usług i innych przedsiębiorców za bezpieczeństwo ich systemów i przetwarzanych w nich danych a także do szerszej współpracy z sektorem publicznym,

zwrócenie uwagi na potrzebę stałego doskonalenia umiejętności i poszerzania wiedzy organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości w zakresie zagrożeń i bezpieczeństwa systemów teleinformatycznych.

Niektóre z proponowanych przepisów nowej dyrektywy budzą wątpliwości, a przede wszystkim:

brak propozycji konkretnych rozwiązań zwłaszcza w obszarze zapobiegania zagrożeniom i wykrywania ich, przeniesienie odpowiedzialności za opracowanie tych regulacji na kraje członkowskie, co może skutkować brakiem kompatybilnych i skutecznych rozwiązań,

zbytnie skupienie uwagi na kwestii penalizacji określonych w propozycji dyrektywy przestępstw, co miałoby stanowić czynnik odstraszający potencjalnych ich sprawców.

Nie jest także jasne, czy urzędnicy europejscy proponując, aby kraje członkowskie zachęcały do zgłaszania podatności systemów informatycznych na cyberzagrożenia, chcą aby tzw. niezależni eksperci wykonywali niezamówione testy penetracyjne czy też urzędnikom chodzi o rozpowszechnienie inicjatyw typu „bug bounty” *, które promują informowanie w odpowiedzialny sposób o błędach bezpieczeństwa systemów i usług – mówi Piotr Szeptyński, Menedżer w Deloitte.

Jedynym krajem UE, którego nie obejmie obowiązek wdrożenia przepisów jest Dania. Z uwagi na transgraniczny charakter sieci i wielu usług w efekcie może to oznaczać skupienie się na jej terytorium działalności, która w pozostałych krajach – w myśl nowych przepisów – jest z nimi niezgodna.

Kolejną niejasną propozycją jest ta, która mówi aby nie karać osób nieświadomych popełnianych czynów „na przykład w sytuacji, gdy osoba [popełniająca czyn] nie wiedziała, że dostęp jest nieautoryzowany”. Może to doprowadzić do wykorzystania furtki w prawie a w efekcie do uniknięcia odpowiedzialności przez cyberprzestępców powołujących się na niewiedzę.

W uzasadnieniu do jednej z postulowanych zmian, członkowie Komisji ds. Przemysłu, Badań Naukowych i Energii napisali, że „wprowadzenie sankcji jest krokiem w dobrym kierunku, jednak kompleksowe podejście Unii do walki z cyberprzestępczością nie powinno skupiać się jedynie na wzmocnieniu efektywności w egzekwowania prawa, lecz powinno stworzyć strategię i instrumenty pozwalające zapobiegać aktom przestępstw”.

Komentarz ten bardzo dobrze podsumowuje cały projekt wyrażając jednocześnie obawy, co do skuteczności podejmowanych działań w dłuższej perspektywie. Trzeba jeszcze dużo pracy by mieć pewność, że przepisy krajowe uwzględnią specyfikę Internetu i cyberzagrożeń, dając organom ścigania i przedsiębiorcom realne narzędzie do walki z nadużyciami – podkreśla Piotr Szeptyński.

Kraje członkowskie będą miały 2 lata na dostosowanie wewnętrznych przepisów do nowej dyrektywy.

Niemal połowa Polaków nie ma zaufania do lekarzy

Z roku na rok Polacy tracą zaufanie do lekarzy − wynika z badania European Trusted Brands 2013, przeprowadzonego przez Reader’s Digest. W Europie mniejsze zaufanie do przedstawicieli tej profesji wykazują jedynie Rosjanie.

Lekarzom ufa w Polsce 57% ankietowanych, podczas gdy średnia w Europie wynosi 76%. Mniejszym zaufaniem medycy darzeni są jedynie w Rosji (47%). Poniżej średniej jest też Rumunia (63%) i Portugalia (75%).

Największym zaufaniem lekarze cieszą się w Finlandii (89%), Holandii (87%), Szwajcarii (86%) oraz w Belgii (84%), a także na Słowenii (84%).

W Polsce zaufanie do lekarzy od kilku lat systematycznie spada. W 2012 r. przedstawicielom tej profesji ufało 64% ankietowanych, w 2011 r. – 73%.

− Lekarze obok m.in. strażaków, pilotów, policjantów należą do grupy zawodów „ratunkowych”, od których zależy nasze zdrowie, życie i dobytek. Generalnie we wszystkich krajach zawody takie ze swej natury cieszą się największym zaufaniem. Nie oznacza to, że stosunek do nich nie podlega żadnym wahaniom. Doskonałym dowodem jest Polska. Coraz bardziej negatywna ocena systemu ochrony zdrowia w naszym kraju odbija się także na spadku zaufania do lekarzy, które jest obecnie o ¼ niższe niż średnio w innych krajach Europy. – komentuje wyniki prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny.

W badaniu European Trusted Brands 2013 respondenci zostali także zapytani o zaufanie do pielęgniarek i farmaceutów. Zaufanie do tych pierwszych deklaruje 76% Polaków, podczas gdy średnia europejska wynosi 82%. Najmniejsze zaufanie do pielęgniarek mają Rumuni (51%), a poniżej europejskiej średniej są też Rosjanie (55%) oraz Portugalczycy (77%). Pielęgniarki największym zaufaniem cieszą się wśród mieszkańców Finlandii (94%), a także Francji, Holandii oraz Słowenii (92%).

Farmacetom ufa w Polsce 78% badanych wobec średniej europejskiej wynoszącej 80%. Najmniejszym zaufaniem farmaceuci cieszą się w Rosji (57%), największym – w Finlandii (93%), Belgii (89%) i Szwajcarii (87%).

***

European Trusted Brands to jedno z największych i najszerzej zakrojonych badań konsumenckich w Europie. Jego organizatorem jest miesięcznik Reader’s Digest. Oprócz tematyki marketingowej coroczne badanie European Trusted Brands porusza również tematy społeczne. Pozwala na poznanie dominujących nastrojów mieszkańców Europy, postaw i wartości, które kształtują nasze opinie i decyzje, a także zaufanie do różnych aspektów życia.

Badanie European Trusted Brands przeprowadzono po raz pierwszy w 2001 roku. Co roku kontynuowane jest ono w kilkunastu krajach europejskich. Tegoroczna trzynasta już edycja badania została przeprowadzona w 12 krajach europejskich. Kraje, które zostały objęte tegorocznym badaniem to: Belgia, Czechy, Finlandia, Francja, Holandia, Niemcy, Polska, Portugalia, Rosja, Rumunia, Słowenia i Szwajcaria. Wzięło w nim udział 18 314 respondentów.

Badanie realizowano metodą kwestionariusza on-line lub wywiadów pocztowych. Jak co roku próba została dobrana tak, aby odzwierciedlała szeroki profil badanej populacji.

W Polsce badanie przeprowadzono metodą on-line. Analizie poddano 1049 ankiet.

DI BRE: kwestia OFE nie pozwoli na spokojne wakacje

Koniec czerwca stał pod znakiem zawirowań wokół OFE. Reakcja rynku na propozycje ministrów Rostowskiego i Kosiniaka-Kamysza była natychmiastowa i ciężko przewidzieć jak długo może potrwać niepewność inwestorów. Wybór jednego z trzech proponowanych wariantów i prace legislacyjne będą trwały kilka miesięcy. W kolejnych tygodniach polskie indeksy mogą być poddane dużej zmienności – piszą analitycy Domu Maklerskiego BRE Banku w comiesięcznym Przeglądzie Strategii Inwestycyjnej.

Nie potwierdziły się przewidywania zakładające transfer do ZUS 10-15 proc. aktywów OFE. Propozycje zmian są o wiele głębsze i mogą mieć niebagatelny wpływ na rynek akcji. W najbliższym czasie wiele będzie zależało od przecieków dotyczących przyszłej decyzji rządu. Polityczna otoczka debaty i możliwe pozamerytoryczne naciski na decydentów nie napawają inwestorów optymizmem.

Sytuacja na światowych rynkach to w dużej mierze pochodna działań FED. Wydarzeniem miesiąca było wystąpienie jego szefa. Pomimo ogłoszenia utrzymania dotychczasowej polityki monetarnej (stopy procentowe: 0-0,25 proc., zakup obligacji: 85 miliardów USD miesięcznie), nie udało się powstrzymać kolejnej fali wyprzedaży na rynkach finansowych. Chociaż FED potwierdził, że dopóki stopa bezrobocia nie obniży się do 6,5 proc. (obecnie 7,6 proc.), dopóty utrzyma zerowe stopy procentowe oraz że prawdopodobieństwo trwałego ożywienia gospodarki rośnie, pozytywny wydźwięk komunikatu kontrastował z zaskakująco słabymi danymi o PKB za pierwszy kwartał bieżącego roku. Na niepokój inwestorów wpływ ma również ciągle niepewna sytuacja w gospodarce chińskiej. Okres korekty na rynkach rozwiniętych może potrwać jeszcze kilka tygodni.

W Polsce wskaźnik inflacji pikuje w kierunku historycznych rekordów . W maju obniżył się do 0,5 proc. z 0,8 proc. zanotowanych w kwietniu. Wpływ na to miały relatywnie niskie ceny żywności i przede wszystkim spadki cen w kategorii paliwa, rekreacja i kultura oraz telekomunikacja. Choć zdecydowanie poniżej oczekiwań i prognoz NBP, majowy odczyt i tak nie będzie najniższy, bowiem prognozy na czerwiec zakładają wskaźnik na poziomie sięgającym 0,2 proc.

Zaskoczyły czerwcowe wskaźniki wyprzedzające dla przemysłu w strefie euro. Niespodzianka dotyczy krajów peryferyjnych, które szybciej wychodzą ze spowolnienia. Podczas gdy dla całej strefy wskaźnik PMI wyniósł 48,8 pkt. (poprzednio 48,3 pkt.), w Hiszpanii osiągnął najwyższy poziom od 26 miesięcy (50,0 przy 48,1 pkt. poprzednio), a dla Włoch zanotował wzrost do 49,1 pkt. (47,3 pkt. poprzednio). Spośród dużych gospodarek jedynie w Wielkiej Brytanii indeks utrzymuje się powyżej 50 punktów (w czerwcu 52,5 pkt. w stosunku do 51,5 pkt. w maju). Polsce PMI również wzrósł, zbliżając się do progu 50 punktów (z 48 do 49,3 pkt.), co jest najwyższym poziomem od roku. Zdaniem analityków Domu Maklerskiego DI BRE trend wzrostowy powinien się utrzymać, co przełoży się na stopniową poprawę danych makroekonomicznych w drugiej połowie roku.

Analizując poszczególne sektory, analitycy DI BRE podtrzymują neutralne nastawienie do rynku bankowego pomimo kolejnych obniżek stóp procentowych. Na uwagę zasługuje wyraźny wzrost depozytów. Powrót wzrostów na marży petrochemicznej to dobra nowina dla branży paliw. Analitycy DI BRE widzą w tym szczególną szansę dla Orlenu, podwyższając jego rekomendację (kupuj). Branża energetyczna może pozytywnie zaskoczyć wynikami w nadchodzących kwartałach (ENA, TPE), a najgorszym wyborem wydaje się wciąż PGE. Wraz z poprawą twardych danych makro ze światowej gospodarki (wzrosty PMI) sytuacja na rynkach surowcowych powinna się stabilizować. Okazją do kupna w długim okresie powinna być podaż akcji pracowniczych w JSW. W budownictwie eksperci Domu Maklerskiego DI BRE szanse na wzrosty upatrują w niezadłużonych spółkach, które wciąż potwierdzają zdolność do pozyskiwania nowych kontraktów, a w branży deweloperskiej zwracają uwagę na możliwość kupna akcji dużych deweloperów komercyjnych, którzy dostali zadyszki w czerwcu (GTC, Echo).

W raporcie miesięcznym DI BRE podwyższa rekomendację dla spółek: Lotos (Trzymaj) i PKN Orlen (Kupuj).

Komentarz dzienny, 10 lipca 2013

Inflacja w Czechach zaskoczyła wyraźnie w górę (konsensus 0,1% m/m, odczyt 0,4% m/m). W ujęciu rocznym inflacja zawróciła i wyniosła +1,6% (1,3% poprzednio). Przyczyna niespodzianki to ceny żywności, a właściwie ceny ziemniaków, które poszybowały w górę o ponad 80% w ujęciu miesięcznym, bijąc tym samym ubiegłoroczny rekord (ale uwaga – majowy), kiedy dynamika cen wyniosła nieco ponad 50%. Idąc dalej, GUS odnotował w krajowych statystykach w maju właśnie dynamikę cen tej kategorii z Czech, nie zaś z krajowych targowisk (które pokazywały normalną dynamikę cen tej kategorii – różnica to oczywiście kategoria ziemniaków młodych, które pojawiają się w maju lub w czerwcu i których miesięczna dynamika jest imputowana przez statystyków GUS, gdyż nie ma cen z poprzedniego miesiąca).

Galerie handlowe w Polsce ciągle sie otwierają, na ten rok zaplanowo 22 nowe centra

W branży galerii handlowych kryzysu nie widać. W tym roku powstały lub powstaną w Polsce 22 centra handlowe, łącznie pół miliona metrów kwadratowych powierzchni handlowych. Niektóre inwestycje są wprawdzie odkładane ze względu na trudności z pozyskiwaniem finansowania, ale nie są zawieszane. W ciągu dwóch lat rynek ma się zwiększyć o 1 mln metrów kwadratowych i wciąż planowane są dalsze inwestycje.

– Nie doświadczamy już boomu sprzed 5-7 lat, ale galerie ciągle się rozwijają – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Marek Noetzel, partner w dziale powierzchni handlowych Cushman & Wakefield.

W tym roku powstanie łącznie pół miliona metrów kwadratowych nowoczesnych powierzchni. Tyle samo eksperci prognozują na przyszły rok.

– Wciąż zapowiadane są nowe inwestycje. Zważywszy na kryzys panujący teraz na rynku, są one odwlekane w czasie, a proces uzyskania finansowania jest dużo dłuższy. Jednak chociaż projekty się opóźniają, to nie są zawieszane, a to jest najważniejsze – wyjaśnia Marek Noetzel.

Chociaż obecnie czynsze wynajmu w galeriach są niższe, to do inwestowania zachęcają mniejsze koszty inwestycji, wynikające z najniższych w historii stóp procentowych.

Jak podkreśla Noetzel, w tym roku przybędzie wyjątkowo dużo nowoczesnych powierzchni handlowych w największych aglomeracjach.

– W ciągu najbliższych kilku kwartałów będziemy świadkami bardzo znaczących otwarć w dużych aglomeracjach, bo mówimy tutaj o Galerii Katowickiej, o Poznań City Center w Poznaniu czy Centrum Riviera w Trójmieście – wymienia ekspert firmy Cushman & Wakefield.

Jak wskazuje, dwa obiekty spośród wymienionych galerii są zintegrowane z węzłami komunikacyjnymi. Taki trend jest możliwy dzięki prowadzonej przez PKP polityce uwalniania gruntów i potencjału, jaki się z nimi wiąże.

– Kolejne grunty będą uwalniane, więc rynek i potencjał tych miejsc na pewno jest. Jest kwestia dostępności tych gruntów i poradzenia sobie z dokumentacją, biurokracją, która związana jest z przebrnięciem przez proces przygotowania takiego projektu. Są to jednak projekty o dużo większym stopniu skomplikowania, bo są to centra miast. Tam łączą się funkcje handlowe, transportowe, więc są to dużo dłuższe projekty, ale też dużo bardziej perspektywiczne – podkreśla Marek Noetzel.

Pod względem rozwoju rynku powierzchni handlowych niezmiennie od kliku lat pozostajemy w czołówce państw z naszego regionu.

– Polska jest w pierwszej piątce krajów regionu, które w ciągu najbliższych dwóch lat dostarczą nowoczesną powierzchnie handlową na rynek – zauważa Noetzel.

Nic nie wskazuje na to, żeby w kolejnych latach mogło się to zmienić, bo popyt ze strony najemców wciąż rośnie. Mimo że powoli i czynsze w Polsce wzrastają.

– W porównaniu do czynszów w UE w Polsce wciąż są one niższe. To jest pochodną chociażby tego, że dużo niższa jest siła nabywcza naszego społeczeństwa, czyli niższe są obroty, a to się przekłada na czynsze. Natomiast ta różnice się wyrównują i są projekty, które swoją jakością są porównywalne do najlepszych projektów europejskich, ale też pod względem uzyskiwanych czynszów – wyjaśnia ekspert.

Cushman & Wakefield to firma zajmująca się doradztwem na rynku nieruchomości komercyjnych. Według ostatniego opublikowanego przez nią raportu podaż nowej powierzchni w centrach handlowych w 2013 r. w Europie wyniesie 7 mln mkw. Aż 70 proc. z nich przypadnie na kraje Europy Wschodniej.

Jak sytuacja polityczna w Egipcie przyczynia się do wakacyjnych wyjazdów Polaków?

Pomimo niestabilnej sytuacji politycznej w Egipcie nie ma zagrożenia dla bezpieczeństwa turystów. Organizatorzy wyjazdów odradzają jednak opuszczanie kurortów, wstrzymane są wycieczki do Kairu. Demonstracje nie wpływają na obniżenie cen ani na zwiększoną liczbę rezygnacji z wyjazdu.

– W każdym kraju, do którego wysyłamy turystów śledzimy sytuację polityczną, również pod kątem ewentualnych zagrożeń dla zdrowia turystów. Mamy przecież swoich przedstawicieli na miejscu, kontaktujemy się z Ministerstwem Spraw Zagranicznych, mamy informacje z ministerstw spraw zagranicznych innych krajów – podkreśla w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Krzysztof Piątek, prezes Polskiego Związku Organizatorów Turystyki.

Zaznacza, że bezpieczeństwo klientów jest ważne dla wszystkich touroperatorów. Sytuacja w Egipcie nie powinna jednak budzić niepokoju turystów. PZOT nie otrzymał żadnych sygnałów o niebezpieczeństwie w kurortach turystycznych. Piątek radzi jednak, by unikać miast, w których odbywają się demonstracje. Do 10 lipca nie będą organizowane wycieczki fakultatywne do Kairu.

Piątek dodaje, że niestabilna sytuacja polityczna nie ma przełożenia na ceny wyjazdów ani na popularność Egiptu jako celu podróży. To trzeci najbardziej popularny wśród polskich turystów kraj, po Grecji i Turcji, głównie ze względu na atrakcyjne ceny.

– Setki tysięcy polskich turystów rokrocznie udają się do Egiptu. W sytuacji kiedy liczba miejsc wolnych wzrasta, ceny topnieją. Jesteśmy w szczycie sezonu, który sprzedawany jest od października zeszłego roku, także tych miejsc nie zostało dużo. Można trafić oczywiście na fajne oferty last minute, niezmiernie atrakcyjne cenowo, z czego wielu turystów chętnie korzysta – mówi Piątek.

Przyznaje jednak, że nie ma bezpośredniego wpływu sytuacji politycznej na ceny. Wynika to przede wszystkim z tego, że turyści nie rezygnują z wykupionych wycieczek. Przez to liczba wolnych miejsc jest niewielka, a tym samym mniej jest atrakcyjnych ofert last minute.

– Nie dostrzegamy żadnych rezygnacji z wyjazdów do Egiptu, ani wzmożonych zapytań, czy nie można by zmienić planów urlopowych. Podobnie jest w Europie i u wszystkich innych większych touroperatorów – podkreśla Piątek.

Prezes PZOT dodaje, że wyjazdy do Egiptu podlegają standardowym ograniczeniom związanym z rezygnacją. Dopuszczalne są jedynie zmiany przy wyjazdach w odleglejszych terminach. Natomiast w przypadku rezygnacji z niewielkim wyprzedzeniem turyści muszą się liczyć z kosztami.

Według Piątka nie widać jednak, by Polacy obawiali się wyjazdów do Egiptu i rezygnowali z wyjazdów bądź chcieli zmieniać kraj wypoczynku. Przyznaje jednak, że jeśli sytuacji zrobi się bardziej poważna, może się to zmienić.

Kancelarie prawne wprowadzają innowacyjne rozwiązania w postaci systemu wirtualnej obsługi

0

Nowe technologie coraz bardziej obecne w kancelariach prawniczych. Rosnące rozproszenie klientów sprawia, że decydują się one rozwijać wirtualny kanał komunikacji. Daje to przede wszystkim łatwy dostęp do akt sprawy, możliwość stałego kontaktu z doradcą i łatwiejsze zarządzanie dokumentacją. Dzięki obsłudze online odległość między kancelarią a klientem przestaje mieć znaczenie. Prawnicy podkreślają, że system posiada odpowiednie zabezpieczenia na wzór obowiązujących w bankach.

– Ta technologia umożliwia klientom współpracę z zewnętrzną kancelarią tak, jakby była w tym samym budynku. W ten sposób kancelaria staje się właściwie wewnętrznym działem prawnym klienta – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Jarosław Ostrowski, radca prawny z Kancelarii Ostrowski i Wspólnicy.

Jak podkreśla, w całej procedurze zachowane są najwyższe standardy bezpieczeństwa.

– Obydwa moduły są szyfrowane, tzn. korzystają z połączeń szyfrowanych, z jakich korzystają banki, czyli bezpieczeństwo po stronie klienta jest gwarantowane – mówi Jarosław Ostrowski.

System składa się z dwóch modułów. Pierwszy z nich obejmuje dostęp klienta do dokumentacji, związanej z prowadzoną sprawą (np. o pismach, które wpływają do kancelarii). Klienci mogą śledzić na bieżąco nanoszone tam zmiany, jak również sprawdzać status prowadzonych spraw. Dodatkowo moduł ten umożliwia nanoszenie zmian w informacji dotyczących firmy przez klienta. Chodzi tu np. o aktualizację danych.

– Drugi moduł ma charakter komunikacyjny, umożliwia on klientowi bezpośrednią komunikację z prawnikiem, jakby siedział on w tym samym pokoju. Jest to system oparty o wideokonferencje i połączenia w trybie audio. Umożliwia wspólną pracę nad dokumentem i wspólne edytowanie, jest bardzo podobny do znanych wszystkim Skype czy nawet Gadu-Gadu – mówi mecenas Ostrowski.

Jego zdaniem, nowy system spotka się z zainteresowaniem klientów, którzy pozytywnie postrzegają każdy innowacyjny pomysł, mogący ułatwić współpracę z kancelarią. Tym bardziej, że kancelarie prawnicze z reguły są mocno konserwatywne w porównaniu do innych przedsiębiorców.

– Klient ma nieprzerwaną, choć wirtualną asystę swojego doradcy. W ten sposób odległość w relacjach z prawnikiem przestaje mieć znaczenie. W Warszawie przemieszczenie się zajmuje sporo czasu, nie mówiąc już o odległościach większych niż jedno miasto. Dlatego szyfrowana bezpieczna komunikacja jest krokiem w stronę klienta. Innowacyjność w usługach prawniczych i oparcie ich o technologią internetową po prostu zwyczajnie musi mieć miejsce – podkreśla mecenas.

Dodaje, że to nie tylko wygoda dla klientów, ale również dla samej kancelarii. Dzięki systemowi wirtualnej obsługi pracownicy kancelarii mają łatwiejszy dostęp do gromadzonych przez lata informacji.

M. Boni: cyfryzacja polskiej administracji to długi proces, ale nadchodzące dwa lata zdecydowanie go przyspieszą

W przyszłym roku ma powstać informatyczny system ostrzegania przed katastrofami. Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji buduje regionalne systemy razem z TVP. Telefon alarmowy 112 ma działać w całym kraju od początku przyszłego roku, a elektroniczne wojewódzkie centra powiadamiania ratunkowego – w połowie roku.

– Widać, że te kroki się zbliżają, ale są różne opóźnienia związane także z procedurami przetargowymi. Niestety wszyscy na to narzekają, więc ja nie narzekając usprawiedliwiam, że te przesunięcia w czasie następują – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Michał Boni, minister administracji i cyfryzacji.

Boni podkreśla, że cyfryzacja polskiej administracji to długi proces. Dodaje, że powstało wiele opóźnień w procedurach przetargowych oraz zmianach organizacyjnych i prawnych. Były one niezbędne, by przed informatyzacją wprowadzić proste i uporządkowane rozwiązania.

– Myślę, że jesteśmy na takim etapie, w którym samolot się rozpędza, jeszcze się nie wzbił w powietrze, ale za jakiś czas się wzbije, a później będzie w miarę szybko już osiągał taką wysokość, jaką powinien mieć, by dolecieć do celu – prognozuje szef resortu administracji i cyfryzacji.

Boni zapowiada, że nadchodzące dwa lata będą okresem dużego przyspieszenia w procesie cyfryzacji.

– Jeszcze rok i będziemy mieli informatyczny system ostrzegania przed katastrofami. Powoli budujemy Regionalne Systemy Ostrzegania razem z TVP – wymienia Michał Boni.

Pierwszy Regionalny System Ostrzegania ruszył pod koniec czerwca w województwie lubuskim. Dzięki możliwościom, jakie stwarza nadawanie cyfrowe, mieszkańcy przez telewizję zyskują dostęp do informacji i komunikatów o zagrożeniach i sytuacjach nadzwyczajnych w regionie.

Dzięki Informatycznemu Systemowi Osłony Kraju przed Nadzwyczajnymi Zagrożeniami mieszkańcy Polski będą mogli łatwo sprawdzić w internecie, czy znajdują się na terenie zagrożonym na przykład powodzią. Podobne systemy działają już m.in. w Stanach Zjednoczonych i Czechach.

– Prawdopodobnie od 1 stycznia 2014 roku numer 112 w formie telefonicznej będzie funkcjonował już w całym kraju, natomiast wszystkie centra powiadamiana ratunkowego w połowie 2014 mam nadzieję już w formule elektronicznej – dodaje minister.

Telefon alarmowy 112, zgodnie z założeniami systemu, ma umożliwiać połączenie z wojewódzkimi centrami powiadamiania ratunkowego w sytuacjach wymagających nagłej reakcji służb: policji, służb medycznych lub straży pożarnej. Do czasu jego pełnego wdrożenia pod numerem 112 dodzwonimy się jednak nie do WCPR, lecz do jednostek policji lub straży pożarnej. Numer 112 działa w całej Europie i można na niego zadzwonić nawet nie posiadając aktywnej karty SIM w telefonie komórkowym.

Ministerstwo Finansów wprowadza zaostrzenie przepisów w Ordynacji podatkowej

Resort finansów chce nakładać kary na podatników za nieokazanie dokumentów, których zażąda organ podatkowy, na przykład przy zwrotach VAT. Taka propozycja znalazła się w przygotowanym przez ministerstwo projekcie zmian w Ordynacji podatkowej. – Nie ukrywam, że jest to związane z tym, że np. przy zwrotach VAT mamy czasem do czynienia z wyłudzeniami i przestępstwami skarbowymi – mówi wiceminister Maciej Grabowski.

Wiceminister finansów mówi, że intencją zmian jest zdyscyplinowanie podatników, którzy nie chcą okazać żądanych przez organy podatkowe dokumentów.

– Mamy takie sytuacje, że np. przy zwrotach VAT podatnicy nie chcą ujawniać faktur VAT organom podatkowym i wówczas nie ma żadnej kary porządkowej. Jednak jeżeli podatnik chce uzyskać zwrot podatku VAT, powinien organowi takie faktury przedstawić. W tej chwili nie ma możliwości nałożenia kary. My chcemy, by taka możliwość się pojawiła, jeżeli podatnik poproszony o przekazanie tych dokumentów do organu skarbowego, takiej czynności nie wykona – tłumaczy w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Maciej Grabowski.

Zapewnia, że nie będzie to sankcja obligatoryjna, a jedynie możliwość nałożenia kary, jeśli odmowa przekazania niezbędnych dokumentów będzie nieuzasadniona.

– Nie ukrywam, że to też jest związane z tym, że np. przy zwrotach VAT mamy do czynienia z wyłudzeniami i przestępstwami skarbowymi – mówi Maciej Grabowski.

Jak podkreśla, proponowane zmiany nie dotyczą sytuacji, kiedy podatnik nie udostępni organom podatkowym swojego mieszkania w celu przeprowadzenia czynności sprawdzających. W tym przypadku przepisy pozostają bez zmian.

– Urzędnicy skarbowi mogą wejść do mieszkania wyłącznie za zgodą podatnika i np. sprawdzić, czy zgadzają się deklarowane przez podatnika koszty remontu. Mogą również dokonać oględzin samochodu, ale również wyłącznie za zgodą podatnika i w tych kwestiach nic się nie zmieni – deklaruje Maciej Grabowski. – Zapisu o karach za nieudostępnienie mieszkania do oględzin nie ma i nie mieliśmy intencji wprowadzenia takiego przepisu.

Procedura oględzin mieszkania

Wiceminister zapewnia, że obecne przepisy w tej sprawie są w wielu wypadkach korzystne dla podatników, którzy chcą szybkiego sprawdzenia danych w złożonych deklaracjach podatkowych.

Obecnie obowiązujące przepisy Ordynacji podatkowej przewidują, że organ podatkowy, za zgodą podatnika, może dokonać oględzin mieszkania lub części tego lokalu, jeżeli jest to niezbędne do sprawdzenia zgodności stanu faktycznego z danymi, jakie podatnik podał w złożonej przez deklaracji lub też w innych dokumentach potwierdzających poniesienie wydatków na cele mieszkaniowe. Wówczas pracownik organu podatkowego, w porozumieniu z podatnikiem, ustala termin dokonania oględzin. Podpisaną przez podatnika adnotację o ustaleniu terminu oględzin zamieszcza się w aktach sprawy.

W przypadku nieudostępnienia lokalu mieszkalnego w uzgodnionym terminie organ podatkowy może wyznaczyć nowy termin przeprowadzenia oględzin. Pracownik organu podatkowego sporządza protokół przeprowadzonych oględzin, który dołącza do akt sprawy. Powyższą procedurę przeprowadza się także w przypadku skorzystania przez podatnika z ulg inwestycyjnych.

– Przepisy dotyczące oględzin mieszkania obowiązują bodaj 10 lat i podatnicy z nich korzystają głównie ze względu na to, żeby skrócić jakieś postępowania i dość długotrwały proces dowodowy. Czasami obu stronom wychodzi to na dobre, i naszym inspektorom, i podatnikom, którzy mogą szybciej swoje sprawy wyjaśnić – mówi wiceminister finansów.

Dodaje, że ani obecne przepisy, ani proponowane zmiany Ordynacji podatkowej nie pozwalają karać podatników za brak udostępnienia organom podatkowym mieszkania w celu przeprowadzenia czynności sprawdzających.

– Wpuszczenie urzędnika skarbowego do mieszkania jest uprawnieniem podatnika. Jeśli z niego nie skorzysta, to nie może być pociągnięty do żadnej odpowiedzialności i żadna kara porządkowa nie jest tu nakładana. Podatnik oczywiście może odmówić, po prostu dlatego, że sobie tego nie życzy i przedstawić inne dowody, które służą wyjaśnieniu jego sytuacji podatkowej. Podatnicy też często to robią, bo te dowody są wystarczające i ich zdaniem nie ma potrzeby, aby takie oględziny przeprowadzać, więc sprawy rozstrzyga się bez tego – wyjaśnia Maciej Grabowski.

W przygotowanym przez Ministerstwo Finansów projekcie założeń zmiany Ordynacji podatkowej proponuje się umożliwienie przeprowadzania oględzin nie tylko lokali mieszkalnych, ale także np. samochodu w celu ustalenia jego wartości w ramach czynności sprawdzających, ale również za zgodą podatnika, na takich samych zasadach, jak w przypadku lokali, a brak zgody podatnika wyłącza ukaranie.

Ministerstwo Finansów uzasadnia propozycje tym, że jej przyjęcie pozwoli wyjaśnić większą liczbę spraw już na etapie wstępnej procedury bez konieczności wszczynania bardziej sformalizowanych i angażujących podatnika oraz urząd procedury kontroli podatkowej lub postępowania podatkowego.

Obecnie trwa analiza uwag i propozycji zmian, które wpłynęły do MF w efekcie uzgodnień międzyresortowych i konsultacjach społecznych. Niebawem odbędzie się konferencja uzgodnieniowa.

UOKiK po raz drugi przygląda się parabankom, niestety do każdego są jakieś zastrzeżenia

We wtorek Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zaprezentuje drugą część raportu dotyczącego parabanków. Urząd od stycznia br. przyglądał się szczególnie kosztom: oprocentowaniu i dodatkowym opłatom, jakie wiążą się z zaciągnięciem pożyczki w tego typu instytucjach. – Wobec każdego przedsiębiorcy mamy jakieś zastrzeżenia – mówi rzeczniczka UOKIK, Małgorzata Cieloch.

– Wszelkie opłaty, które dotyczą różnego rodzaju pożyczek, nie kryją się wcale w oprocentowaniu, ale we wszelkich opłatach dodatkowych, doliczanych do pożyczki – podkreśla rzeczniczka UOKiK w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria. – Bardzo często te opłaty dodatkowe nie są uwidaczniane w rzeczywistej rocznej stopie oprocentowania, co jest niezgodne z prawem.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wziął pod lupę 30 parabanków i sprawdził wszystkie koszty, z którymi konsument musi się liczyć pożyczając pieniądze.

– Przyjrzeliśmy się, jak realizowane są w praktyce wszelkiego rodzaju zapewnienia, że u nas najtaniej, u nas najlepiej, u nas rzeczywista roczna stopa oprocentowania jest bardzo niska. Już z tych pierwszych analiz, które napływały do nas widzieliśmy, że na rynku nie jest dobrze. Wobec każdego przedsiębiorcy mamy jakieś zastrzeżenia – podkreśla Małgorzata Cieloch.

Szczegółowe wyniki badań UOKiK zaprezentuje 9 lipca.

To już druga część trwającego od stycznia br. badania. Pierwsza część raportu UOKiK poświęcona była analizie reklam parabanków. Przeanalizowano komunikaty reklamowe 37 tego typu firm. Okazało się, że 23 przedsiębiorców reklamuje się w sposób niezgodny z prawem, choćby sugerując brak wymaganego przez ustawę sprawdzania zdolności kredytowej.

Wobec wszystkich instytucji, które w opinii UOKiK naruszyły prawa konsumentów Prezes Urzędu wszczęła postępowania. Za wprowadzanie konsumentów w błąd grozi kara maksymalnie do 10 proc. ubiegłorocznego przychodu firmy.

Czy Polska nawiąże współpracę gospodarczą z będącą w kryzysie Grecją? Prezydent Papulias dziś w Warszawie

Polska i grecka gospodarka mogą się uzupełniać w wielu dziedzinach – uważa Marek Kłoczko, wiceprezes Krajowej Izby Gospodarczej. Dziś obroty handlowe między naszymi krajami to ok. 700 milionów euro, a mogłyby być nawet dwukrotnie wyższe. Sytuację może poprawić dzisiejsza wizyta w Warszawie prezydenta Grecji, Karolosa Papuliasa, zwłaszcza że polskie firmy intensywnie poszukują nowych rynków zbytu.

– Takie wizyty zawsze sprzyjają pobudzaniu kontaktów. Przypada ona chyba w dobrym momencie, dlatego że polskie firmy coraz bardziej poszukują nowych rynków zbytu. I to zarówno w Unii Europejskiej, jak i poza nią – podkreśla Marek Kłoczko, wiceprezes KIG.

Ważnym elementem polsko-greckich rozmów będzie też polityka. To właśnie Grecja będzie przewodniczyć UE w pierwszej połowie 2014 roku.

Mimo różnic kulturowych i gospodarczych oba kraje mogą znaleźć wiele płaszczyzn współpracy.

– Współpraca gospodarcza jest na umiarkowanym poziomie, daleko odbiega od możliwości i potencjału zarówno Polski, jak i Grecji. Obroty rzędu 700-800 milionów euro, bo takie są co roku, nie mogą zadowalać – podkreśla w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Marek Kłoczko.

Polska ma co prawda w wymianie z Grecją nadwyżkę handlową, ale dla firm z obu krajów jeszcze lepsze byłoby zwiększenie obrotów. Zdaniem eksperta KIG wymiana handlowa mogłaby być nawet dwukrotnie większa.

– Grecja jest potęgą, jeżeli chodzi o transport morski. W tym także jako centrum logistyczne dla regionu Morza Śródziemnego. Polska z kolei ma znacznie lepiej rozwinięty przemysł, również przemysł maszynowy. Jest położona w innej strefie klimatycznej i z tego względu również może być atrakcyjna. Przede wszystkim mamy komplementarne rolnictwo i produkcje spożywcze – wymienia Marek Kłoczko.

Grecja ma również dużo bardziej rozwinięty sektor bankowy i turystyczny. Greccy przedsiębiorcy mogą zaś skorzystać z polskich doświadczeń związanych z przerabianiem surowców wtórnych.

– W Polsce w ostatnich latach wyrosło bardzo dużo firm zajmujących się odzyskiem śmieci. Wdrażane są najbardziej nowoczesne technologie w tym zakresie. Myślę, że polskie przedsiębiorstwa mogłyby być dobrymi partnerami dla firm greckich – mówi Marek Kłoczko.

Grecja mimo kryzysu to wciąż atrakcyjny rynek dla polskich firm. PKB na mieszkańca jest wyższe niż w Polsce, a to oznacza większą siłę nabywczą greckiego społeczeństwa.

– Grecy importują bardzo dużo towarów z całego świata. Myślę, że tu możemy konkurować szczególnie z tymi krajami, których produkty są znacznie droższe – wyjaśnia wiceprezes KIG.

Komentarz dzienny, 9 lipca 2013

Już sam wstęp prof. Sławińskiego na prezentacji najnowszej projekcji inflacyjnej mówił wszystko. Projekcja jest w zasadzie kalką poprzedniej, a wprowadzone zmiany są wręcz kosmetyczne. Dynamika PKB została w dużej mierze dopasowana do realiów bieżącego cyklu (Instytut Ekonomiczny musiał przyznać, że za wcześnie wytypował moment odbicia gospodarczego), inflacja zaś – pomimo lekko wzrostowej trajektorii – nadal plasuje się w horyzoncie projekcji poniżej celu inflacyjnego. Słaba dynamika PKB to przede wszystkim wynik kontynuacji słabości popytu wewnętrznego (według NBP jest to w dużej mierze wynik faktu, że podmioty gospodarcze dopasowały swoje oczekiwania do dłuższego spowolnienia gospodarczego, co skutkuje automatycznie dostosowaniami o większej skali) oraz powolnego odbicia produkcji za granicą. Niska inflacja to pochodna bardzo dużej luki popytowej, która nie zamyka się nawet pod koniec horyzontu projekcji inflacyjnej. Skutkiem otwartej luki jest bardzo niska inflacja bazowa (nie przekracza 1,1% w całym horyzoncie projekcji), co przy niskich cenach żywności i energii skutkuje bardzo umiarkowaną ścieżką inflacji headline.

SERM czyli wizerunek i reputacja w Internecie

Zgodnie z aktualnymi danymi (Geminus, VI. 2013) ponad 96% Polaków korzystających z Internetu używa wyszukiwarki Google. Wysoka popularność wyszukiwarek na całym świecie sprawiła, że stały się one jednym z najważniejszych narzędzi internetowych, a co za tym idzie – najbardziej popularnym źródłem informacji.

Jak wynika z Google Annual Search Statistics 2012, dziennie do wyszukiwarki trafia ponad 5 miliardów zapytań z całego świata. O co pytaja internauci? Odpowiedź jest prosta – o wszystko. A to oznacza, że Google powoli staje się lustrem rzeczywistości – ocenia Łukasz Kluczny, Traffic Manager GRUPA 365 NET.

Czym zatem jest wizerunek w sieci? Najprościej mówiąc, jest on zbiorem najlepiej dopasowanych odpowiedzi na zadane pytanie, lub najlepszych, według wyszukiwarki, informacji na dany temat. A zatem to, jak przedstawiamy się w Internecie, jest wyborem algorytmu wyszukiwarki. Na czym polega ta selekcja? Najistotniejszą zmienną są treści tworzone przez internautów, które pojawiają się w formie odnośników – czyli jest to coś, na co możemy mieć wpływ.

SERM to anglojęzyczny akronim określenia Search Engine Reputation Management, czyli zarządzanie reputacją w wyszukiwarce. Jest to zbiór działań i procesów, które mają wpływ na to, jakie treści odnajdzie wyszukiwarka w kontekście konkretnego zapytania. Jakie możliwości nam daje?

Wszystko zależy od naszych potrzeb wizerunkowych. Przykładowo, znany naukowiec, który chciałby być postrzegany w sieci poprzez pryzmat swoich dokonań, ma zupełnie inne potrzeby od dużej firmy produkcyjnej, której zależy na powiązaniu wizerunku z otoczeniem dobrych rekomendacji lub pozytywnych skojarzeń, a jeszcze inne potrzeby wizerunkowe ma sam produkt. Istotą działań SERM jest zbudowanie w Internecie wizerunku nie tylko tożsamego z tym, jaki jest on w rzeczywistości, ale też jego korekta w kierunku przez nas oczekiwanym. Innymi słowy, SERM jest kreowaniem wizerunku, jaki prezentujemy całemu światu.

Wydawać by się mogło, że działania w tym zakresie są niezbędne tylko osobom lub instytucjom, które świadomie chcą wykreować swój wizerunek albo go zmienić. Mało kto uświadamia sobie, że dla każdego z nas brak posiadania wizerunku w sieci może wiązać się z negatywnymi skutkami, bowiem konkurencja może bazując na podobnych procesach zniszczyć naszą reputację w sieci. A zatem działania SERM to z jednej strony sposób na pozytywną kreację wizerunku, z drugiej zaś stały proces jego ochrony.

Działania w ramach SERM mogą mieć bardzo różny wymiar, od doradczego lub interwencyjny; mogą być prowadzone stale albo w regularnych odstępach czasowych.

Wizerunek w sieci jest kreowalny i zależy od nas. Ważne abyśmy mieli świadomość tej plastyczności, a jednocześnie zagrożeń, jakie niesie ze sobą brak kontroli nad nim – podsumowuje Łukasz Kluczny, Traffic Manager GRUPA 365 NET.

Ericsson przejmuje firmę Red Bee Media

Przejęcie to, które wymaga jeszcze uzyskania zezwoleń odpowiednich władz, stanowi część strategii firmy Ericsson zakładającej rozwój w segmencie usług nadawczych. W ramach przejęcia Ericsson wykorzysta swoje najwyższej jakości technologie i usługi do pomocy nadawcom i właścicielom treści w zapewnieniu konwergencji usług wideo i usług mobilnych. Firma zyska 1 500 wysoko wykwalifikowanych pracowników, jak również urządzenia do świadczenia usług medialnych i prowadzenia działalności operacyjnej w Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech, Hiszpanii i Australii. Pozwoli to jeszcze bardziej wzmocnić ofertę usług nadawczych firmy Ericsson, która została utworzona w 2007 r. i rozszerzona w 2012 r. przez przejęcie działu usług nadawczych firmy Technicolor.

Dzięki przejęciu 1 240 pracowników Red Bee Media w Wielkiej Brytanii liczba pracowników w brytyjskim oddziale firmy wzrośnie do około 4 000, z czego ponad jedna trzecia będzie pracować w dziale usług medialnych. Dzięki temu oddział brytyjski stanie się centrum usług medialnych firmy Ericsson.

Firma Red Bee Media powstała w 2005 r. i od tego czasu zdobyła pozycję silnego i zróżnicowanego przedsiębiorstwa z rosnącą bazą klientów na całym świecie. Świadczy ona szeroką gamę usług medialnych dla największych nadawców i platform szerokopasmowych: od zarządzania zasobami medialnymi, przez usługi związane z emisją i cyfrową transmisją wideo, do usług dostępu w wielu językach oraz usług kreatywnych. Firma Red Bee Media, znana z wysokiej jakości usług związanych z emisją, jest również największym w Europie dostawcą metadanych — co roku dostarcza ponad 100 000 godzin napisów dla największych nadawców.

Branża telewizyjna i medialna przechodzi obecnie bezprecedensowe zmiany wynikające z dużego zapotrzebowania klientów na bogatą i interakcyjną rozrywkę dostępną w każdym miejscu i czasie. Konwergencja technologii telekomunikacyjnych, szerokopasmowych i medialnych oraz wykorzystanie sieci IP i sieci mobilnych do dostarczania takich usług zapewnia usługodawcom nowe możliwości.

Nowe usługi rozszerzają i na nowo definiują to, w jaki sposób klienci korzystają z rozrywki, co z kolei stawia przed firmami na całym świecie nowe wyzwania ekonomiczne i kreatywne. Dotyczy to zarówno nadawców, jak i operatorów telekomunikacyjnych i innych firm z branży medialnej. Według raportu firmy Ericsson na temat usług mobilnych opublikowanego w czerwcu 2013 r. treści wideo w największym stopniu przyczyniają się do zwiększenia ruchu w sieciach mobilnych, a do końca 2018 r. ich ilość ma rosnąć o 60 procent rocznie.

„Ericsson wprowadza istotne zmiany w swoim przedsiębiorstwie, potwierdzając swoje zaangażowanie w usługi telewizyjne i nadawcze oraz kontynuując strategię rozpoczętą w 2007 r.” — powiedział Magnus Mandersson, wiceprezes wykonawczy i dyrektor działu usług globalnych w firmie Ericsson. „Zapewniamy nadawcom korzyści dzięki zwiększeniu dostępu do treści cyfrowych, co umożliwia czerpanie większych zysków z treści telewizyjnych. Ilość treści wideo przesyłanych w sieciach mobilnych znacznie wzrasta, a firma Ericsson jest w stanie zaspokoić potrzeby zarówno nadawców, jak i operatorów telekomunikacyjnych dzięki swojej wiedzy technicznej i możliwościom w zakresie świadczenia usług”.

Kluczowe możliwości firmy Ericsson w dziedzinie sprzętu, oprogramowania, integracji systemów oraz usług w zakresie zarządzania operacjami zostały wykorzystane przez dostawców usług telekomunikacyjnych i szerokopasmowych na całym świecie i pomogły im osiągnąć sukces. Ericsson dostarcza innowacyjne rozwiązania do gromadzenia, wymiany i dystrybucji treści oraz zapewniania wieloekranowej rozrywki, oparte na 20-letnim doświadczeniu firmy — laureata nagrody Emmy — w dziedzinie badań i rozwoju w sektorze medialnym.

Świadcząc usługi nadawcze, Ericsson wykorzystuje również swoją pozycję lidera w dziedzinie usług zarządzanych i obsługuje największych nadawców regionalnych i globalnych, zwiększając wydajność ich operacji biznesowych w zakresie treści przekazywanych na żywo i treści tematycznych.

Firma Ericsson to największy dostawca usług zarządzanych, obsługujący operatorów, którzy mają ponad 1 mld abonentów na całym świecie. Inwestuje w procesy, metody i narzędzia w tym segmencie już od ponad 15 lat, a ostatnio wykorzystała swój udany model biznesowy w innych branżach, takich jak sektor użyteczności publicznej, transport i telewizja.

Sfinalizowanie transakcji podlega odpowiednim ustawowym zatwierdzeniom administracyjnym i konsultacjom. Po jej zakończeniu firma Red Bee Media zostanie włączona do działu usług globalnych firmy Ericsson.

PPG Deco Polska z nowym prezesem

Sławomir Majchrowski, dotychczasowy Dyrektor Marketingu i Członek Zarządu PPG Deco Polska, objął stanowisko Prezesa Zarządu zastępując na tej pozycji Davida Parrotta. Nowy Prezes będzie jednocześnie pełnił funkcję Dyrektora Operacyjnego Sprzedaży i Marketingu.

Sławomir Majchrowski rozpoczął swą karierę w firmie w 1997 roku. Od samego początku związany był z obszarem marketingu, w którym pełnił rożne funkcje aż po stanowisko Dyrektora Marketingu, które objął w 2003 roku. W tym czasie odpowiadał m.in. za politykę firmy w obszarze brand marketingu, channel marketingu, a także wsparcia i badań marketingowych. Równolegle zajmował się również innymi działaniami w pionie handlowym. Od 2006 r. był także Członkiem Zarządu PPG Deco Polska.

Rok 2013 to czas zmian w PPG Deco Polska. Przed powołaniem nowego prezesa firma zakończyła proces przejmowania przedsiębiorstwa Dyrup. W efekcie portfolio marek PPG Deco Polska – skład, którego tworzyły dotychczas m.in. marki Dekoral, Drewnochron, Domalux i Cieszynka – powiększyło się o Bondex i Malfarb, a sama firma umocniła swą pozycją w segmencie farb oraz lakierów. Nowy prezes zapowiada kontynuację zmian, których celem jest dalsze umacnianie PPG Deco Polska na pozycji branżowego lidera: – Przejęcie firmy Dyrup oraz poszerzenie portfela marek nie tylko zwiększyło nasz udział w rynku farb i lakierów o kilka procent, ale przede wszystkim otworzyło przed nami nowe perspektywy. Rozbudowanie naszej oferty produktowej – m.in. o tynki elewacyjne czy lakiery segmentu premium – sprawiło, że stała się ona jeszcze bardziej konkurencyjna i jeszcze lepiej odpowiada rosnącym wymaganiom klientów. W nadchodzącym czasie PPG Deco Polska będzie kontynuować intensywny rozwój – podsumowuje Sławomir Majchorwski, nowy Prezes Zarządu PPG Deco Polska.

Komentarz dzienny, 8 lipca 2013

Wg opublikowanych w piątek danych, w czerwcu b.r. zatrudnienie poza rolnictwem wzrosło o 195 tys. osób. Konsensus rynkowy ukształtował się na poziomie 165 tys. etatów, choć jest to wartość – jak wskazywaliśmy w piątkowym raporcie – zaniżona, a najnowsze szacunki analityków, uwzględniające dane z pierwszych dni lipca (ADP, ISM), były bliższe 185 tys. Faktyczna wartość okazała się bardzo bliska średniej z ostatnich miesięcy. Dodatkowo, dane z poprzednich dwóch miesięcy zostały zrewidowane w górę łącznie o 70 tys. osób, co dodatkowo potwierdza tezę o dużej stabilności wzrostów zatrudnienia. W kategorii samego przyrostu liczby pracujących jest to najlepsza pierwsza połowa na amerykańskim rynku pracy od 1999 r. 

Komentarz indeksowy BossaFX 8 lipca 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 8 lipca 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Polish Weekly Review, 5 lipca 2013

In line with analysts’ expectations, the MPC cut rates by 25 bps, bringing the reference rate down to 2.50%. As we anticipated, the statement announced that the easing cycle had indeed been ended: ”The decision to lower NBP interest rates made at the current meeting ends the loosening cycle of monetary policy”. This was confirmed during the press conference by Governor Belka who was full of optimism regarding the future of the Polish economy. He also stated that he would happily see the economic situation improving so markedly that the Council would be willing to raise interest rates. Such a declaration by a central banker is a clear indication as to which scenario would be favored by the Council in right macroeconomic circumstances.

Niemcy zastanawiają się nad odejścem od alternatywnych źródeł energii na rzecz elektrowni jądrowych

Niemcy, które ponad dekadę temu zdecydowały się na odwrót od energetyki atomowej na rzecz odnawialnych źródeł, mogą z czasem powrócić do elektrowni jądrowych – uważa prof. Grzegorz Wrochna, dyrektor Narodowego Centrum Badań Jądrowych. Wskazywać na to mają wysokie ceny energii elektrycznej u naszych zachodnich sąsiadów i konieczność zapewnienia konkurencyjność zarówno niemieckiej, jak i europejskiej gospodarki. Rozwój alternatywnych źródeł energii schodzi na dalszy plan – uważa ekspert.

– Powrót Niemiec do energii jądrowej na pewno nie jest wykluczony, zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń w Unii Europejskiej. W maju mieliśmy do czynienia z „dużym przewrotem”. Język, którym mówili szefowie rządów w Brukseli 22 maja był zupełnie inny niż ten, do którego się przyzwyczailiśmy – zwraca uwagę prof. Grzegorz Wrochna.

Ekspert wyjaśnia, że podczas spotkania zwracano uwagę na wysokie koszty energetyki wiatrowej i słonecznej, która pochłania miliardowe subwencje zadłużające państwa lub obciążające odbiorców. Przywódcy państw UE koncertowali się nad zapewnieniem niskich cen energii dla przemysłu, aby mógł być konkurencyjny. Ma to być teraz podstawowym celem Unii, zaś cele klimatyczne odchodzą na plan drugi.

– Oficjalnie nikt nie mówi o tym, że z nich się rezygnuje, ale zarówno zwolennicy energetyki jądrowej czy konwencjonalnej, jak również zwolennicy tzw. źródeł odnawialnych, ostro ten szczyt komentowali. Jedni z entuzjazmem, drudzy ze zgrozą, mówili o wywróceniu do góry nogami polityki klimatycznej – wyjaśnia prof. Grzegorz Wrochna.

Prof. Grzegorz Wrochna przywołuje słowa unijnego komisarza ds. energii Guenthera Oettingera, który mówił, że ustanowienie celów klimatycznych po 2020 roku na poziomie 3×30 nie wydaje się być dobrym pomysłem. Obecne cele zawarte w pakiecie „3×20”, zobowiązują kraje UE do ograniczenia emisji dwutlenku węgla o 20 proc., zmniejszenia zużycia energii o 20 proc., oraz wzrostu zużycia energii z odnawialnych źródeł do 20 procent przez całą UE. Trwa dyskusja, jakie powinny być kolejne zadania przeciwdziałające zmianom klimatycznym.

– Komisarz Guenther Oettinger mówił, że przemysł europejski, żeby być konkurencyjny musi mieć tanią energię. A odnawialne źródła są kosztowne, niestabilne, wymagają dużych inwestycji w systemy energetyczne, w szczególności w sieci przesyłowe. Niedawna wypowiedź Angeli Merkel jakby echem powtórzyła te argumenty mówiąc, że Niemcy muszą myśleć o tym, żeby energia była tańsza, żeby można było więcej zainwestować w sieci przesyłowe i nie obciążać tak bardzo kieszeni podatników – informuje dyrektor NCBJ.

W maju 2011 r. rząd Angeli Merkel zdecydował o zmianie strategii w polityce energetycznej, zapowiadając stopniowe wyłączenie 17 elektrowni atomowych do 2022 roku. Jednocześnie wprowadził znaczne subwencje na rozwój energetyki odnawialnej, które teraz są znacznym obciążeniem dla niemieckiej gospodarki.

– Niemcy zdecydowały o całkowitej rezygnacji z energetyki jądrowej, nie tylko o zaprzestaniu budowy nowych reaktorów, ale także wyłączeniu wszystkich, które posiadają. Był to jedyny kraj na świecie, który podjął tak radykalną decyzję. Ona zbiegła się w czasie z wydarzeniami w Fukushimie i często była z nimi kojarzona – mówi prof. Grzegorz Wrochna.

Profesor zaznacza jednak, że decyzja dotycząca zmiany w tej polityce, została podjęta znacznie wcześniej, bo już w 2000 roku, zaś dwa lata później weszła w życie decyzja rządu niemieckiego o wycofaniu się z energetyki jądrowej. Od tamtej pory jedynie czasowo zawieszano jej wykonanie i przedłużano zezwolenia na eksploatację poszczególnych reaktorów.

– Ostatnia decyzja o zamknięciu elektrowni jądrowych zapadła w maju w 2011 r. w trzy tygodnie po położeniu pierwszej nitki Nord Streamu i nie chodziło w tym przypadku o trzęsienie ziemi czy fale tsunami, których Niemcy nie muszą się obawiać. Tylko o to, że w walce o niemiecki rynek energii gaz zaczął wygrywać z energetyką jądrową – mówi Agencji Informacyjnej Newseria prof. Grzegorz Wrochna.

Wraz z rozwojem energetyki odnawialnej rośnie rynek energetyki gazowej. Te konwencjonalne elektrownie stabilizują system, ponieważ prąd pochodzący z wiatru czy słońca nie jest wytwarzany jednostajnie sposób ciągły i stabilny.

– Niemcy deklarują przejście na energię z wiatraków, ale wiatr wieje średnio tylko przez 20 proc. czasu. W związku z tym 80 proc. mocy musi być zarezerwowana w elektrowniach konwencjonalnych, np. właśnie gazowych. Czyli mówiąc o tym, że budujemy wiatraki, tak naprawdę w Niemczech budujemy elektrownie gazowe – przypomina dyrektor.

Polska na 28. miejscu wśród najbardziej rozwiniętych rynków handlu internetowego

Polska zajmuje 28. miejsce wśród najbardziej rozwiniętych rynków handlu internetowego na świecie. To dość dobra pozycja, bo wyprzedzamy m.in. Czechy i Hiszpanię – wynika z raportu firmy Cushman & Wakefield. Sprzedaż internetowa stanowi w Polsce ok. 5 proc. ogólnej sprzedaży, co daje nam 14. miejsce na świecie. Eksperci podkreślają, że co prawda istnieją jeszcze w Polsce obszary bez dostępu do internetu, ale szybko nadrabiamy dystans cywilizacyjny.

Raport firmy doradczej Cushman & Wakefield Global Perspective on Retail (Handel z perspektywy globalnej) wskazuje, że pod względem wielkości rynku Polska zajmuje 17. pozycję i 25. w zestawieniu wielkości sprzedaży internetowej na jednego mieszkańca. Sprzedaż internetowa stanowiła 4,6 proc. całkowitej sprzedaży, co daje Polsce 14. miejsce na świecie. W ostatnich pięciu latach wzrosła o ponad 15 proc.

– 28. pozycja Polski wśród najbardziej rozwiniętych rynków handlu internetowego, zważywszy na to jak duże i rozwinięte gospodarki są przed nami, nie jest wcale najgorsza. Dość powiedzieć, że wyprzedzamy naszych sąsiadów z regionu czy tak duże państwa jak Hiszpania – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Marek Noetzel, partner, dział powierzchni handlowych Cushman & Wakefield.

Nasze miejsce w rankingu to pochodna wielu czynników. Jednym z nich jest dostęp do infrastruktury, a jak podkreślają eksperci, to wciąż w Polsce problem. Polska zajmuje dopiero 37. miejsce pod względem infrastruktury.

– Są regiony, gdzie internet, zwłaszcza ten szerokopasmowy wciąż nie jest dostępny, np. na wschodzie kraju, na Mazurach i w takich miejscach nie można mówić o handlu on-line. Poza tym Polska jest dość dużym krajem, ale z mniejszym zagęszczeniem ludności. O wiele łatwiej w infrastrukturę zaopatrzyć kraj wielkości Czech czy Węgier. W porównaniu do Zachodu nadrabiamy różnice cywilizacyjne, szczególnie widać to na przykładzie najmłodszego pokolenia, które bardzo intensywnie korzysta z nowych technologii dokonując zakupów – stwierdza Marek Noetzel.

Polska nie znalazła się w pierwszej dwudziestce również pod względem czynników kluczowych dla rozwoju rynku e-commerce, takich jak najwyższy wskaźnik cyberbezpieczeństwa, największy procent osób korzystających z internetu czy największa ilość kart kredytowych i płatniczych na osobę.

Wielka Brytania liderem

Najbardziej rozwiniętym rynkiem pod względem handlu internetowego jest Wielka Brytania. Natomiast Stany Zjednoczone są największym rynkiem, na który przypada prawie jedna trzecia globalnej sprzedaży w internecie. Z kolei Chiny są największym wschodzącym i najszybciej rozwijającym się rynkiem handlu internetowego w świecie, ale Rosja i Malezja mają szanse zwiększyć udział w globalnej sprzedaży w sieci.

Eksperci Cushman & Wakefield podkreślają, że handel online przyczyni się do zmiany oblicza handlu detalicznego, przy czym najbardziej dynamicznie będzie rozwijać się handel mobilny (m-commerce) w krajach wschodzących.

– Udział usług e-commerce w całym handlu bardzo wyraźnie rośnie. Tę tendencję obserwujemy od mniej więcej 5-7 lat i pogłębia się z roku na rok. Dostępność internetu jest coraz większa. Mam też na myśli smartfony, bo to kolejna rewolucja na rynku. Internet zrewolucjonizował handel, ale dostępność aplikacji na smartfonach tę rewolucję jeszcze pogłębia – podkreśla Marek Noetzel.

Obroty światowego handlu internetowego w ostatnich trzech latach wzrastały o 18 proc. rocznie. Z raportu wynika, że w niedługim czasie na handlowej mapie świata mogą także pojawić się nowe rynki (tzw. hub markets) na terenach oferujących infrastrukturę wysokiej jakości, nowe technologie oraz dostęp do szerokiego rynku zbytu. Przykładem takiego rynku są Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Autorzy raportu uwzględnili dane dotyczące aspektów prawnych, infrastruktury technologicznej oraz wielkości rynku handlowego i internetowego w ponad 100 krajach.

Polska Marynarka Wojenna otrzyma 20 nowych jednostek pływających, oprócz obrony, musi być gotowa na atak

Silniejsza Marynarka Wojenna to niezbędny element solidnego systemu odstraszania potencjalnych wrogów, ale też systemu zapewnienia bezpieczeństwa na Bałtyku, m.in. budowanego w Świnoujściu gazoportu. Jak przekonują eksperci Instytutu Jagiellońskiego. Trzy nowe okręty podwodne, które Ministerstwo Obrony Narodowej planuje zakupić do 2022 roku, powinny być wyposażone w pociski manewrujące.

– Nie możemy postrzegać Bałtyku wyłącznie jako obszaru, na którym ma działać polska Marynarka Wojenna. Mamy gazoport, do którego będą przypływały gazowce, potrzebujemy je jakoś chronić, żeby zapewnić nasze bezpieczeństwo – podkreśla Łukasz Kister, ekspert ds. bezpieczeństwa Instytutu Jagiellońskiego.

Jego zdaniem Marynarka Wojenna to niezbędny element dla zapewnienia ochrony interesów ekonomicznych, jak i militarnych państwa. Dlatego powinna być brana pod uwagę w budowaniu sprawnego systemu odstraszania.

– Systemy odstraszania muszą wykorzystywać zasadę tarczy i miecza, czyli powinniśmy bronić naszego terytorium przed atakiem rakietowym czy lotniczym, ale musimy mieć też zdolności do odpowiedzenia na taki atak. Systemy lądowe, które planuje zakupić MON, nie są w stanie tego zrobić. To są systemy, które mają nas ochronić. Co nam po ochronie, jeśli nie potrafimy odpowiedzieć na atak, a przede wszystkim wywołać u potencjalnego wroga strachu przed kontruderzeniem – podkreśla Łukasz Kister w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria.

Zgodnie z planami MON w ramach programu modernizacji sił morskich (do 2022 roku, z perspektywą do 2030 roku) Marynarka Wojenna ma otrzymać 20 nowych jednostek pływających, m.in. trzy nowe okręty podwodne. Eksperci Instytutu Jagiellońskiego przekonują, że powinny one być wyposażone w pociski manewrujące. Podkreślają, że okręty podwodne przenoszące pociski manewrujące, to jedyne dostępne dla Polski uzbrojenie o charakterze ofensywnym. Daje ono możliwość rażenia newralgicznych celów przeciwnika w sposób trudny do obrony.

– Są nam potrzebne po to, by nasza marynarka posiadała miecz, który będzie postrachem dla naszych wrogów, państw, które chciałyby nam zaszkodzić. Okręty wyposażone w tego rodzaju broń są w stanie razić większość celów znajdujących się na obu półkulach, a więc tutaj możemy wykorzystywać bardzo silne narzędzie przy okazji korzystając z przenoszenia ich okrętami, które są trudne do wykrycia, nawet na takim akwenie jakim jest Bałtyk – zapewnia Łukasz Kister.

Do budowania silnej Marynarki Wojennej zobowiązują nas również sojusze międzynarodowe.

– Jesteśmy w NATO, musimy realizować wiele sojuszniczych operacji, do których niezbędne są okręty zdolne do realnego działania na wielu różnych akwenach – mówi ekspert Instytutu Jagiellońskiego. – NATO jest sojuszem, dlatego każde z państw, które w nim jest, musi posiadać zdolności do wzajemnej ochrony. Nie może być tak, że Polska będzie krajem, który tylko liczy na swoich sojuszników z NATO, a nasi sojusznicy nie będą mogli liczyć na nas.

Podkreśla przy tym, że nie tylko Polska buduje swoje systemy odstraszania, oparte o zasadę tarczy i miecza. W Europie wymienia m.in. takie kraje jak Francja, Wielka Brytania czy Rosja.

Marszałek Mazowsza: nie mamy pieniędzy na zapłatę janosikowego

Mazowsze nie ma pieniędzy na zapłatę kolejnych rat tzw. janosikowego na rzecz biedniejszych województw. Zabraknie łącznie ok. 200 mln zł. Województwo nie ma już gdzie szukać oszczędności, więc zamierza zwrócić się do Ministra Finansów, by zrezygnowało z poboru tej wpłaty.

– Najprawdopodobniej nie będziemy w stanie zapłacić co najmniej czterech rat janosikowego. Przypomnę, że jedna rata to 51 mln zł, czyli poszukujemy łącznie 204 mln zł. Zwrócę się do ministra finansów z prośbą o to, żeby nam w jakiś sposób pomógł, poprzez zaniechanie poboru tej wpłaty – zapowiada Adam Struzik, marszałek Mazowsza w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria.

Sytuacja budżetowa województwa mazowieckiego jest dużo gorsza od przewidywanej.

– Dochody są mniejsze od planowanych o około 370 mln złotych – mówi Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego. – Na przykład dochody z podatku CIT zaplanowaliśmy na czerwiec na bardzo skromnym poziomie 20 mln zł, a zrealizowaliśmy jedynie 12 mln zł.

Już w tej chwili większość wydatków bieżących finansowana jest z kredytów na rachunku bieżącym. W trudnej sytuacji zarząd województwa szuka oszczędności, ale i tu możliwości się wyczerpały.

– Zarząd województwa podjął decyzję o kolejnych oszczędnościach o 10 proc. w wydatkach bieżących – mówi Struzik. – Te oszczędności, które zaprogramowaliśmy to już jest ściana, więcej nie znajdziemy.

Przez braki w kasie, pod dużym znakiem zapytania stoi realizacja kolejnych inwestycji. Mimo, że jak zapewnia Adam Struzik, ze względu na zakładane trudności właśnie, były one planowane bardzo racjonalnie. Marszałek podkreśla, że województwo nie rozpoczyna nowych projektów inwestycyjnych. Jednak zdaje sobie sprawę, że kolejne, nadmierne cięcia stanowią zagrożenie dla już realizowanych inwestycji.

– Staramy się dokonać remanentów polegających na tym, że wszędzie tam, gdzie przetargi wykazały mniejsze finansowanie, to te nadwyżki przekazujemy nie na nowe inwestycje, tylko zwracamy je do naszego własnego budżetu. Nie otwieramy nowych tytułów inwestycyjnych. Te, które są realizowane, zwłaszcza z dopłatą unijną, będą kontynuowane. Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby zamrozić inwestycje i płacić kary umowne – zapewnia Adam Struzik.

Nowa perspektywa budżetowa Unii Europejskiej zakłada przekazanie regionowi ok. 60 proc. środków, które ten otrzymał w latach 2007 – 2013. W przypadku Mazowsza chodzi o kwotę 3,3 mld euro. Około 1,9 mld wydatkowane będzie z poziomu samorządu, 1,4 mld na płaszczyźnie krajowej. Problemem może być uzbieranie środków na wkład własny, który jest niezbędny przy realizacji inwestycji za pomocą funduszy unijnych.

– Zarówno my, jak i inne samorządy, możemy mieć problemy z generowaniem udziału własnego przy realizowanych projektach – alarmuje Struzik, dodając, że trzeba dziś zmienić przepisy, dotyczące janosikowego. To w znacznym stopniu uszczupla kasę województwa, w dodatku płacąc na rzecz innych regionów, ma problem z dopięciem własnego budżetu.

– Przepisy z roku 2003 zupełnie nie pasują do obecnej sytuacji ekonomicznej – zaznacza Adam Struzik.

W tym roku województwo mazowieckie będzie musiało przeznaczyć na janosikowe w sumie 661 mln zł.

Pakistan kolejnym partnerem gospodarczym Polski?

Rośnie zainteresowanie polskimi produktami w Pakistanie. W ubiegłym roku nasz eksport do tego kraju wzrósł prawie o jedną piątą. Polska ma co zaoferować tamtejszym rynkom – przekonuje wicepremier i minister gospodarki, Janusz Piechociński.

Spadł za to import. To efekt problemów, z jakimi boryka się Pakistan. Chodzi przede wszystkim o niestabilną sytuację geopolityczną w regionie. Mimo wszystko w niektórych obszarach możliwa jest nawet dużo bardziej intensywna niż dziś współpraca między dwoma krajami.

– To jest szeroko pojęty przemysł wydobywczy, od badań geologicznych po eksploatacje węgla, gazu, ropy – wymienia wicepremier. – Drugi obszar to szeroko pojęta energetyka.

Pakistańczycy zainteresowani są ponadto polskimi technologiami, stosowanymi w przetwórstwie rolno-spożywczym, szczególnie w małych i średnich gospodarstwach czy przedsiębiorstwach.

– Strona pakistańska sygnalizuje duże zainteresowanie, co mnie szczególnie cieszy, wobec wyrobów tego, co w Polsce nazywamy przemysłem zbrojeniowym – mówi Janusz Piechociński.

Współpraca handlowa na linii Warszawa-Islamabad była głównym tematem rozmowy, jaką wicepremier Janusz Piechociński odbył kilka dni temu z przewodniczącym tamtejszego Senatu.

– Mówiliśmy wprost o wymianie – mówi Piechociński. – Ona jest istotna, szczególnie, że polski eksport wzrósł ostatnio o 18 proc.

Według zapewnień ministra gospodarki, Polska – w kontekście rozwoju wymiany handlowej – myśli także o innych rynkach. Wśród kierunków, które budzą nasze szczególne zainteresowanie wymienić można m.in. Tajlandię. Z wizytą w Polsce przebywa właśnie premier kraju Yingluck Shinawatra.

– Wkrótce w tamten kierunek geograficzny ruszą bardzo silne, profesjonalnie przygotowane misje gospodarcze – zapewnia Piechociński.

Ministerstwo chce, by w każdej sprawie urzędowej dominowała droga elektroniczna

Najprawdopodobniej na najbliższym posiedzeniu Rada Ministrów zajmie się projektem zmian w przepisach, które mają doprowadzić do znacznego ograniczenia papierowej formy kontaktów z urzędami. Wielu spraw administracyjnych nie będzie trzeba osobiście załatwiać. Urzędy będą musiały wprowadzić m.in. elektroniczną skrzynkę podawczą. Elektroniczna forma ma obowiązywać także przy składaniu zeznań lub wyjaśnień, czy też wezwaniu na rozprawę. Nowa forma e-komunikacji obejmie także postępowanie przed sądami administracyjnymi.

Przygotowany przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji projekt nowelizacji ustawy o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne ma ułatwić osobom fizycznym i przedsiębiorcom kontakt drogą elektroniczną – bez konieczności wychodzenia z domu czy z pracy – z administracją publiczną i sądami administracyjnymi.

Jeżeli jakąś sprawę da się załatwić elektronicznie, urzędy będą musiały przygotować odpowiednie elektroniczne wzory pism i formularze.

– Projekt zmian w ustawie o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne Rada Ministrów ma przyjąć 9 lipca, następnie trafi do Sejmu. Chcemy, aby już od przyszłego roku obowiązywało zrównanie elektronicznej formy kontaktu obywateli z urzędami z papierową – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Michał Boni, Minister Administracji i Cyfryzacji.

Jedną z ważniejszych zmian będzie obowiązek udostępniania i wykorzystywania przez urzędy elektronicznej skrzynki podawczej spełniającej określone standardy.

Rozszerzeniu ulegnie kwestia zgody strony lub uczestnika postępowania na komunikację drogą elektroniczną. Obecnie taka zgoda musi być wyrażana odrębnie w każdym toczonym się postępowaniu administracyjnym. Proponowane przez MAC zmiany mają na celu wprowadzenie nowego rodzaju zgody, która dotyczyć będzie stałego komunikowania się z petentem w drodze elektronicznej w określonej przez organ administracji kategorii spraw. Po udzieleniu takiej zgody nie będzie konieczne jej ponowne wyrażanie w każdej następnej załatwianej sprawie.

– Jeżeli obywatel spytany o to, czy chce mieć od tej pory korespondencje wyłącznie drogą elektroniczną, odpowie pozytywnie albo będzie chciał ten fakt zgłosić do urzędu, to wówczas cała jego korespondencja, różne sprawy, które załatwia, będą odbywały się drogą elektroniczną – podkreśla minister Boni.

Ministerstwo chce, żeby w każdej sprawie, w której jest to możliwe, dominowała droga elektroniczna. Choć przy niektórych formalnościach nie będzie to proste.

– Niektóre rzeczy są prostsze do zelektronizowania, inne wymagają większych zabezpieczeń, jak np. dowód osobisty, bo jest on podstawą identyfikacji, więc być może jeszcze przez pewien czas będą stosowane rozwiązania pośrednie. To też się wiąże z projektem budowania elektronicznej platformy usług, administracji publicznej, rozszerzania profilu zaufanego. Ustawa daje możliwość dawania tego profilu zaufanego nie tylko instytucjom publicznym, ale także sektorowi biznesowemu i bankom – mówi Michał Boni.

Jak zaznacza, to kolejne dwa lata będą kluczowe dla rozwoju elektronicznych usług.

– To wymaga jeszcze przeglądu różnego rodzaju zarządzeń, rozporządzeń, gdzie często mamy napisane „drogą papierową”, „bezpośrednia obecność”, czyli takie formy zachowań obywatela załatwiającego sprawy w urzędzie, które mają charakter z dawnej epoki – podkreśla minister.

Zmiany w Kodeksie postępowania administracyjnego przewidują wprowadzenie elektronicznej formy dokumentu np. przy udzielaniu pełnomocnictwa procesowego, składaniu zeznań lub wyjaśnień, wezwaniu na rozprawę. Podobne zmiany są planowane w postępowaniu podatkowym. Nowa forma komunikacji obejmie także procedurę przed sądami administracyjnymi. Obecnie brak informatyzacji procedury przed sądami administracyjnymi wpływa negatywnie nie tylko na funkcjonowanie tych sądów, ale także na działalność samej administracji publicznej.

Nawet jeżeli organ administracji publicznej używa komunikacji elektronicznej w postępowaniu administracyjnym, to na potrzeby sprawy sądowo-administracyjnej musi przenosić elektroniczne dokumenty na papier. MAC chce w związku z tym umożliwić m.in. utrwalenie pism stron w postaci elektronicznej oraz ich doręczanie w postaci elektronicznej, elektroniczny wgląd w akta sprawy oraz wewnętrzne zarządzanie w sądzie elektronicznymi dokumentami.

Analiza rynku nieruchomości: Warszawa jedną z dwóch najtańszych stolic w Europie

Polak, aby zarobić na 70-metrowe mieszkanie musi pracować przez siedem lat. To długo, ale ceny nieruchomości w Warszawie są i tak jednymi z najniższych w Europie. Metr kwadratowy mieszkania w stolicy kosztuje około tysiąca siedmiuset euro. Taniej jest tylko w Budapeszcie. Tymczasem średni koszt metra kwadratowego w centrum Londynu wynosi aż 10 tys. euro, a w Paryżu – 8,3 tys. euro. W porównaniu z innymi mieszkańcami Europy jesteśmy także mniej obciążeni kosztami utrzymania mieszkania i ratami kredytu hipotecznego. To najważniejsze wnioski z drugiej edycji raportu „Property Index. Overview of European Residential Markets – European Housing 2012” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, który analizuje rynek nieruchomości w dwunastu europejskich krajach.

Wśród najdroższych aglomeracji tuż za Londynem i Paryżem znalazło się Monachium z ceną około 5 tys. euro za metr kwadratowy. Najtańsze mieszkania można znaleźć zaś w Budapeszcie (1,2 tys. euro za metr) i w Warszawie (1,7 tys. euro za metr). W 2012 r. najwyższy wzrost cen rok do roku miał miejsce w Berlinie (13 proc.), Londynie (12 proc.) i Moskwie (11 proc.). Z drugie strony Warszawa i Amsterdam były miastami o największych spadkach cen, wynoszących odpowiednio 8 proc. i 7 proc.

Średnia cena metra kwadratowego dla całej Polski wynosiła w ubiegłym roku około jednego tysiąca euro, i podobnie jak w przypadku stolic, taniej było tylko na Węgrzech. Najdrożej jest za to we Francji i Wielkiej Brytanii, gdzie za metr kwadratowy trzeba zapłacić średnio cztery razy więcej. W 2012 r. ceny mieszkań spadły u nas w porównaniu z rokiem 2011 nieznacznie, bo jedynie o 1,8 proc. „Jednocześnie w Polsce na tysiąc mieszkańców przypada o 25 proc. mniej mieszkań niż wynosi średnia europejska. I to pomimo boomu deweloperskiego, który trwa od kilku lat. Buduje się u nas jednak przede wszystkim w dużych miastach, brakuje za to nowoczesnego budownictwa w mniejszych miejscowościach, a to oznacza, że jest jeszcze duże pole do rozwoju” – tłumaczy Piotr Żarski, Partner, Lider Real Estate Group Polska i kraje bałtyckie, Deloitte. Raport Deloitte wskazuje na generalną zasadę, że w Europie Środkowej i Wschodniej buduje się znacznie mniej niż w krajach tzw. starej UE.

Najszybciej na własne mieszkanie mogą sobie pozwolić Duńczycy, których już po 26 miesiącach pracy stać na 70-metrowe lokum. Rosjanie muszą zaś swoją pensję brutto odkładać aż przez dziesięć lat. Polska znalazła się w grupie krajów (wraz z Czechami, Węgrami i Włochami), w której mieszkańców stać na własne lokum po 6,9-7,7 latach pracy.

Wskaźnik rozwoju budownictwa mieszkaniowego na rynku Unii Europejskiej spadł z 3,9 (2011 r.) do 3,3 (2012 r.) mieszkań oddanych do użytku w przeliczeniu na tysiąc obywateli. Największą liczbę mieszkań wśród krajów europejskich objętych badaniem oddano do użytku we Francji i Austrii. Wskaźnik rozwoju budownictwa mieszkaniowego we Włoszech, Polsce, Belgii i Holandii oscylował w granicach średniej europejskiej. Najniższą wartość odnotowały Węgry (zaledwie 1,1 mieszkania oddanego do użytku na tysiąc mieszkańców) i Niemcy (1,9 nowych mieszkań). „Warto też przy tej okazji zwrócić uwagę na dysproporcje występujące pomiędzy zachodnią i wschodnią częścią Niemiec, które mają wpływ na średnie statystyczne, szczególnie jeśli chodzi o koszt 1m2 mieszkania czy dostępność mieszkań, w przeliczeniu na roczne pensje” – dodaje Michał Rokosz, Wicedyrektor, zespół doradztwa dla rynku nieruchomości, Deloitte.

Nie zaskakuje fakt, że najmniejsze mieszkania można znaleźć w krajach Europy Środkowej, w tym w Polsce. Historycznie dominuje tu bowiem budownictwo dwu- i trzypokojowe. Jednak w całej Europie przeważają większe apartamenty. Mieszkania pięciopokojowe i większe stanowią aż 40 proc. ogólnej liczby, a w takich krajach jak Hiszpania czy Wielka Brytania nawet ponad 70 proc.

Polacy nie powinni narzekać na koszty utrzymania swoich nieruchomości. W porównaniu z innymi mieszkańcami Europy, wypadają pod tym względem bardzo ekonomicznie. W ubiegłym roku średnie koszty utrzymania mieszkania w UE (wliczając czynsz, usługi, naprawy i remonty) wyniosły 3,5 tys. euro w przeliczeniu na mieszkańca, podczas gdy w Polsce wydatki te stanowiły mniej niż 1,500 euro, co stanowi 42 proc. średniej europejskiej. Jedynie Węgrzy płacili mniej (36 proc.). „Z pewnością wpływ na niski koszt ma fakt, że Polacy posiadają mniejsze niż przeciętny Europejczyk mieszkania, a także to że mamy najniższe, z pośród krajów badanych, zasoby mieszkaniowe, w przeliczeniu na 1.000 mieszkańców (357 mieszkań – co stanowi 75 proc. średniej europejskiej). W przyszłości jednak można spodziewać się systematycznego wzrostu wydatków mieszkaniowych w Europie Środkowej, wynikającego m.in. z konieczności prowadzenia remontów starzejących się budynków. Dla porównania, przeciętny Duńczyk na utrzymanie mieszkania wydaje ponad 4 razy więcej niż przeciętny Polak, i aż o 82 proc. więcej niż przeciętny Europejczyk. W Anglii i Francji te różnice nie są już tak duże, gdyż średni koszt jest odpowiednio o 36 proc. i 29 proc. wyższy od średniej Europejskiej” – wyjaśnia Michał Rokosz.

Ważnym wskaźnikiem na rynku nieruchomości jest zadłużenie związane z zaciąganiem kredytów hipotecznych i porównaniem ich wolumenu do PKB. Średnia dla 27 krajów unijnych wynosi prawie 52 proc. Spośród członków UE najniższy wskaźnik zadłużenia mają Czesi – 13 proc. Zaraz za nimi uplasowali się Polacy z 20 proc. Najbardziej zadłużeni są zaś Holendrzy i Duńczycy ze wskaźnikiem wynoszącym ponad 100 proc. „To z kolei przekłada się na zadłużenie pojedynczych mieszkańców. Duńczycy i Holendrzy należą do tych, którzy ponoszą największe koszty kredytów hipotecznych w stosunku do swoich zarobków, choć należy zaznaczyć, że ich pensje są zdecydowanie jednymi z najwyższych. Najmniej obciążający jest zaś kredyt statystycznego Polaka, Czecha i Węgra, a także Rosjanina” – podsumowuje Michał Rokosz.

O raporcie:

Raport został przygotowany przez Deloitte Czechy i został opublikowany w maju br. Eksperci Deloitte przeanalizowali rynek mieszkań w dwunastu krajach Europy: Austria, Belgia, Czechy, Dania, Francja, Niemcy, Węgry, Włochy, Niderlandy, Polska, Hiszpana, UK.

Komentarz dzienny, 5 lipca 2013

Na lipcowym posiedzeniu Europejski Bank Centralny utrzymał stopy procentowe na dotychczasowym poziomie (depozytowa – 0,00%, operacji refinansowania – 0,50%) – decyzja ta była zgodna z oczekiwaniami. Zrealizowały się również oczekiwania łagodnego wydźwięku komunikatu i późniejszej konferencji prezesa Draghiego. Podobnie, jak w poprzednim miesiącu, ocena stanu gospodarki strefy euro była bardzo ostrożna. Nie oznacza to oczywiście, że polityka pieniężna Europejskiego Banku Centralnego nie uległa  zmianie. Wręcz przeciwnie, EBC po raz pierwszy w sposób jawny zobowiązał się do utrzymywania stóp procentowych na niskim poziomie przez dłuższy czas (podobnie jak w przypadku Fed osławione forward guidance). W przeciwieństwie do analogicznego sposobu prowadzenia polityki pieniężnej w Stanach Zjednoczonych, przyjętego jesienią zeszłego roku, nie zadeklarowano ani konkretnych zmiennych makroekonomicznych, których obserwacja będzie podstawą do ewentualnego zacieśnienia, ani progowych wartości dla tychże. Takie rozwiązanie, choć uniezależnia bank od procesów pozostających całkowicie poza jego kontrolą (vide możliwość osiągnięcia docelowego poziomu stopy bezrobocia tylko z powodu odpływu zniechęconych z rynku pracy), w praktyce osłabia jego przesłanie.

Komentarz indeksowy BossaFX 5 lipca 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 5 lipca 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Prowadzisz fimę, rozwijasz swój pomysł, ale myślisz o pozyskaniu inwestora?

W Kielcach od 17-19 października tego roku odbędzie się wydarzenie pt. Inno-Tech Expo. Ma na celu promocję i integrację firm zajmujących się rozwojem nowych technologii w Polsce i na świecie. Adresowane jest do przedsiębiorstw zarówno tych dużych jak i małych, które swoją pracą rozwijają wąską specjalizację. Udział w wydarzeniu potwierdziły także uczelnie, instytucje otoczenia biznesu. Inno-Tech Expo służyć ma wydobyciu na światło dzienne to, czym na co dzień zajmuje się szkolnictwo wyższe.

Nie zabraknie w tej inicjatywie inwestorów. Organizatorzy zapraszają szeroki przedział osób zajmujących się tak dofinansowaniem, jak i inwestowaniem w rozwijające się projekty. Dzięki temu w jednym miejscu będzie okazja do tego, aby poznać portfolio przedstawicieli różnych funduszy.

Pierwszego dnia wydarzenie będzie zamknięte dla odwiedzających, a skierowane głównie na nawiązywanie relacji biznesowych z wystawcami. Wtedy też odbędzie się Demo Day, w trakcie którego chętni wystawcy będą mogli w trakcie trzyminutowej prezentacji opowiedzieć o swojej dzialności i realizowanych projektach.

Zainteresowane pozyskaniem inwestora startupy, tuż po tym jak zarejestrują się jako wystawcy, dostaną od organizatorów ankietę do wypełnienia, w której przedstawiać będą dotychczasową działalność oraz kierunki ich rozwoju. 17 października zorganizowane będą dla nich spotkania z inwestorami. Oni także otrzymają ankietę, która z kolei będzie miała za zadanie przedstawić branże, jakimi są zainteresowani.

Drugi i trzeci dzień Inno-Tech Expo służyć będzie nie tylko nawiązywaniu kolejnych relacji biznesowych. Pozwolą także na intensywną promocję wśród zwiedzających osob, także zainteresowanych nowymi rozwiązaniami technologicznymi.

Strona wydarzenia: http://www.targikielce.pl/innotech/index.php

Patronem honorowym targów jest Ministerstwo Gospodarki, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Wojewoda Świętokrzyski, Marszałek Województwa Świętokrzyskiego, Prezydent Miasta Kielce oraz Stowarzyszenie Eksporterów Polskich.

Patronat branżowy nad wydarzeniem objęły IAB Polska oraz Aula Polska.

Patroni medialni targów to Pulsu Biznesu, Dziennik Internautów, Magazyn Proseed, Mam Startup oraz Nowy Marketing.

Targi Inno-Tech Expo odbędą się w dniach 17-19.10 w Kielcach, w jednym z największych europejskich centrów targowych.

Organizatorami targów są: Com Creation, należąca do grupy Planet Group – firma wyspecjalizowana w organizacji wydarzeń, w szczególności dla branży nowych technologii, Świętokrzyskie Centrum Innowacji i Transferu Technologii w Kielcach – instytucja otoczenia biznesu, Targi Kielce – drugi ośrodek wystawienniczy w Europie Środkowo-Wschodniej.

Ranking kont oszczędnościowych – lipiec 2013 r.

Lokaty i konta oszczędnościowe nie dają obecnie nadziei na wysokie zyski. Dobre oferty kont oszczędnościowych kurczą się z dnia na dzień, ale na rynku wciąż są takie, które można uznać za korzystne.

W czasach, kiedy Rada Polityki Pieniężnej, niemal z miesiąca na miesiąc, obniża stopy procentowe, trudno znaleźć dobrą lokatę czy konto oszczędnościowe. W ślad za obniżkami stóp NBP, banki tną bowiem oprocentowanie oferowanych lokat i kont oszczędnościowych. Różnica pomiędzy najlepszą (ze stawką 4,15%), a najgorszą (z oprocentowaniem 0,25%) ofertą to ponad 25 zł miesięcznie odsetek na każde 10 tys. zł oszczędności.

Uważaj na niskie oprocentowanie

W przypadku spadku oprocentowania i znacznej obniżki odsetek z oszczędności, wskazane jest przeniesienie swoich pieniędzy do tych banków, które jeszcze gwarantują zysk. Trzeba uważać, by oprocentowanie w naszym koncie nie spadło poniżej inflacji. Gdy do tego dojdzie, to zamiast zarabiać, w rzeczywistości nasze oszczędności będą się kurczyć. Lipcowa obniżka stóp procentowych była najprawdopodobniej ostatnią w tym roku, co oznacza, że w kolejnych okresach oprocentowanie lokat i kont powinno przestać spadać.

– Jeżeli posiadany przez nas rachunek oszczędnościowy znalazł się w grupie niebezpiecznie nisko oprocentowanych , np. poniżej 1%, warto rozważyć przeprowadzkę do innego banku. Na rynku są jeszcze oferty, które mogą być uznane za zadowalające. Najlepsze obecnie rachunki oszczędnościowe pozwolą uzyskać jeszcze 4,00% zysku brutto w skali roku. Dla wpłaconych dziś 10.000 zł oznacza to po miesiącu około 27 zł odsetek na rękę – wyjaśnia Katarzyna Wojewoda-Leśniewicz, Bankier.pl.

Banki wspólnie tworzą lokalny standard płatności mobilnych

Kilkanaście milionów klientów banków będzie mogło płacić telefonem w ramach jednolitego standardu. Alior Bank, Bank Millennium, Bank Zachodni WBK, BRE Bank, ING Bank Śląski i PKO Bank Polski porozumiały się w sprawie strategicznej współpracy, dotyczącej zbudowania wspólnego standardu płatności mobilnych. Zainicjowany projekt jest unikalny ze względu na swoją skalę, dzięki znaczącemu udziałowi rynkowemu zaangażowanych instytucji finansowych, jak i szerokim możliwościom, które to rozwiązanie oferuje użytkownikom.

Celem projektu jest zbudowanie wspólnej infrastruktury dla płatności mobilnych w Polsce. Nowy standard autoryzacji i rozliczeń będzie otwarty na wielu uczestników rynku, w tym na inne banki oraz akceptantów rozliczeniowych. Porozumienie Alior Banku, Banku Millennium, Banku Zachodniego WBK, BRE Banku (mBanku, MultiBanku), ING Banku Śląskiego i PKO Banku Polskiego pozwala określić założenia i harmonogram dalszych kroków związanych z projektem, którego zarządzanie zostanie powierzone spółce joint venture pod nadzorem krajowych instytucji regulujących rynek finansowy.

– Nadrzędnym celem Alior Banku jest wprowadzanie nowych standardów i zmiana reguł panujących na rynku usług bankowych. Nie mogło nas zatem zabraknąć w gronie banków, które uczestniczą w realizacji tego niezwykle ważnego i innowacyjnego projektu – mówi Wojciech Sobieraj, Prezes Zarządu Alior Banku.

– Naszym klientom potrzebna jest świadomość, że system płatności mobilnych jest nie tylko nowoczesnym, ale też bezpiecznym i efektywnym rozwiązaniem – powiedział Bogusław Kott, Prezes Zarządu Banku Millennium. – Wspólny standard może stać się istotnym impulsem dla jeszcze szybszego rozwoju tego rynku, stąd nasza obecność w tym porozumieniu jest oczywista – dodaje.

– Bankowość mobilną w Banku Zachodnim WBK traktujemy jako strategiczny kierunek naszego rozwoju. Chcemy uczestniczyć w budowaniu systemów płatności mobilnych, które mają szansę stać się standardem i zapewnią dla naszych klientów możliwie najszerszą sieć akceptacji – powiedział Mateusz Morawiecki, Prezes Zarządu Banku Zachodniego WBK. – Jesteśmy przekonani, że inicjatywa, która swoim zakresem obejmuje 70 proc. klientów banków w Polsce, ma duże szanse, żeby stać się powszechnie używanym standardem – dodaje Mateusz Morawiecki.

– Od lat wspieramy innowacje, które mają szansę odnieść sukces. Dlatego zaangażowaliśmy się w precedensowy na polskim rynku wspólny projekt płatności mobilnych, dający realną szansę na upowszechnienie się tej metody płatniczej zarówno wśród przeszło 4 mln klientów BRE (w tym mBanku i MultiBanku), jak i osób korzystających z usług naszych partnerów. W ten sposób wspólnie stawiamy też czoła nowym wyzwaniom w bankowości, związanym m.in. z regulacjami w dziedzinie kart płatniczych oraz rosnącym zainteresowaniem klientów nowoczesną bankowością mobilną – mówi Cezary Stypułkowski, Prezes Zarządu BRE Banku.

– Klienci oczekują wygodnych, uniwersalnych, szybkich i bezpiecznych metod płatności. Jednocześnie na przykładzie nowych rozwiązań ostatnio zaoferowanych przez ING Bank Śląski, takich jak bankowość mobilna, czy bankomaty zbliżeniowe, widzimy, jak szybko zaczynają z nich korzystać. To pokazuje skalę potencjału rynku w tym obszarze. Dlatego podjęliśmy decyzję o przystąpieniu do projektu z innymi bankami, które ma na celu stworzenie jednolitego standardu płatności mobilnych. Wierzymy, że dzięki temu będziemy mogli zapewnić klientom najwyższy poziom usług w obszarze codziennych płatności – mówi Małgorzata Kołakowska, Prezes Zarządu ING Banku Śląskiego.

– Stworzenie wspólnej infrastruktury dla płatności mobilnych w Polsce jest jednym z elementów naszej Strategii na lata 2013-2015. Standard będzie elastyczny i otwarty na innych uczestników rynku, tak by klienci płacący telefonem mogli z tej opcji korzystać w jak największej liczbie miejsc, bez względu na to, z którym bankiem są związani – mówi Zbigniew Jagiełło, Prezes Zarządu PKO Banku Polskiego.

Stworzenie lokalnego standardu płatności mobilnych w Polsce, ze względu na innowacyjny charakter projektu oraz niższe od obowiązujących stawek kartowych koszty funkcjonowania, wpłynie pozytywnie na obrót bezgotówkowy, a przez to na efektywność gospodarczą.

Przedsięwzięcie to ma unikalny charakter, ponieważ po raz pierwszy tego typu projekt tworzony jest przez wiodące instytucje finansowe. Łączny udział sześciu uczestniczących w projekcie banków w rynku komercyjnych instytucji finansowych pod względem liczby klientów z dostępem do bankowości elektronicznej przekracza 70 proc. Dzięki porozumieniu klienci będą mogli docelowo realizować płatności mobilne w szerokiej sieci sklepów zarówno tradycyjnych, jak i internetowych, korzystać z bankomatów oraz przelewać środki na numer telefonu odbiorcy. Te wszystkie funkcje nie są łącznie dostępne dla użytkowników już istniejących systemów w kraju i za granicą. Ze względu na wyjątkowe korzyści dla konsumentów oraz firm, próby zbudowania podobnych standardów podjęto już m.in. w Hiszpanii i Wielkiej Brytanii, jednak zaangażowane w ich powstanie były firmy spoza sektora finansowego, głównie telekomunikacyjne oraz sieci handlowe.

W marcu br. PKO Bank Polski wprowadził na rynek IKO – bankowość mobilną czwartej generacji, czyli połączenie w jednej aplikacji funkcji bankowych (sprawdzanie salda, historii rachunku, przelewy) z płatniczymi (płacenie za zakupy w sklepach tradycyjnych i internetowych, wypłaty z bankomatów, przelewy na numer telefonu czy generowanie czeków do użycia offline). Aplikacja jest także dostępna na telefony starszej generacji. Z IKO korzysta obecnie 40 tysięcy osób, które wykonały dotychczas prawie 70 tysięcy transakcji na łączną kwotę ponad 16 milionów złotych.

System płatności mobilnych PKO Banku Polskiego, który już funkcjonuje na rynku, zostanie rozbudowany
o elementy umożliwiające podłączenie wielu partnerów i będzie podstawą funkcjonowania lokalnego standardu. Natomiast aplikacja dla klienta będzie przygotowywana oddzielnie przez każdego uczestnika systemu.

Projekt jest wspólnym przedsięwzięciem Alior Banku, Banku Millennium, Banku Zachodniego WBK, BRE Banku (mBanku, MultiBanku), ING Banku Śląskiego i PKO Banku Polskiego. Żadna z instytucji nie będzie w nim miała dominującej pozycji.

Polska elektroenergetyka potrzebuje prywatnych inwestorów

Polska musi wypracować model finansowania energetyki, który połączy zysk inwestorów oraz przystępne ceny dla odbiorców – uważa ekspert Collegium Civitas. Jednym z rozwiązań skłaniających inwestorów do bardzo dużych inwestycji w elektroenergetykę może być zagwarantowanie im udziału w przyszłych zyskach elektrowni.

– Kwoty, które są potrzebne na zbudowanie takich bloków węglowych, jak te w Opolu czy elektrowni atomowej, to są kwoty idące w miliardy złotych – podkreśla w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Dominik Smyrgała, kierownik studiów podyplomowych „Bezpieczeństwo energetyczne. Państwo, samorząd, biznes” w Collegium Civitas. Dodaje: – Mamy zapisane w różnych strategiach, że wszystkim się chętnie zajmiemy, ale pytanie, kto za to zapłaci, bo to są potężne pieniądze i w budżecie państwa raczej się ich nie znajdzie.

Według Smyrgały koszt przyłączenia 1 GW mocy z planowanej polskiej elektrowni atomowej wyniesie co najmniej 4,5 mld euro. Oznacza to, że cała inwestycja o założonej mocy 6,4 GW będzie nas kosztować minimum 120 mld zł. O podobnych kwotach mowa w przypadku inwestycji w odnawialne źródła energii.

Smyrgała przypomina, że już w przypadku znacznie tańszej, bo kosztującej 11 mld zł rozbudowy elektrowni w Opolu pojawiły się problemy związane z finansowaniem. PGE w kwietniu poinformowało o zawieszeniu prac, ale w czerwcu rząd ogłosił, że inwestycja będzie jednak kontynuowana. Pozwolenie na budowę ma być wydane do 15 sierpnia br.

– PGE powiedziała, że to się nie opłaca, bo zapłacą za dużo i przy obecnych cenach energii nie zwrócą się poniesione nakłady. Natomiast można stworzyć mechanizmy, które długofalowo będą gwarantowały rentowność, ponieważ inwestycje w elektroenergetykę są inwestycjami długofalowymi. Tutaj liczymy w okresie 40-50 lat, a nie roku czy dwóch lat – podkreśla Smyrgała.

Smyrgała zaznacza, że polskie prawo musi pogodzić sprzeczne interesy. Elektrownie i spółki energetyczne jako spółki prawa handlowego z udziałem Skarbu Państwa, czasem mniejszościowym, mają za zadanie maksymalizować zysk. Odbiorcy prądu, w tym osoby indywidualne, chcą z kolei, by energia elektryczna była tania i dostępna. Na to nakłada się interes państwa, które musi zagwarantować bezpieczeństwo energetyczne.

– Znalezienie ram prawnych, żeby to jakoś poskładać, to jest duże zadanie – podkreśla ekspert Collegium Civitas.

Dodaje, że obecne ceny energii są zbyt niskie, by inwestycje były opłacalne dla spółek. Przyznało to nawet PGE. Dlatego według Smyrgały należy szukać wzorcowych rozwiązań poza granicami Polski.

Jednym z rozwiązań może być zagwarantowanie inwestorom udziału w zyskach. Według Smyrgały w takim modelu prywatna spółka zagwarantowałaby kapitał, za który państwo budowałoby elektrownię. Po jej uruchomieniu inwestor otrzymywałby pewną część zysków.

– Będzie miał jakąś część marży zagwarantowaną dla siebie. Na całym świecie takie są rozwiązania przyjmowane. Jeżeli się znajdzie ktoś, kto dostarczy kapitał i wyliczy sobie, że on się zwróci i to w lepszym stopniu niż w innych branżach, to z pewnością to zrobi – podkreśla Smyrgała.

Według niego dodatkowym argumentem, który może skłonić inwestorów do wejścia w polski sektor energetyczny jest prestiż związany z takimi projektami. Smyrgała podkreśla, że po udanej realizacji inwestycji związanej z energetyką spółki mogą wykorzystać ten fakt jako atut w kolejnych przetargach.

Smyrgała zaznacza jednak, że finansować inwestycje w energetyce można również z środków krajowych. Mogą być za to odpowiedzialne m.in. Polskie Inwestycje Rozwojowe, Bank Gospodarstwa Krajowego lub Polska Agencja Rozwoju Przemysłu.

Zmiany w prawie dotyczące opieki nad osobami starszymi, potrzebują większego wsparcia ze strony Rządu

0

Proces starzenia się społeczeństwa zwiększa popyt na usługi profesjonalnej opieki nad osobami starszymi. Chociaż w Polsce wciąż to przede wszystkim członkowie rodziny przejmują na siebie ten obowiązek, to w wielu sytuacjach korzystają z pomocy. Politycy pracują nad projektem zmian w prawie, które umożliwią m.in. wsparcie dla osób niesamodzielnych i ich opiekunów.

Proces starzenia się Polaków z roku na rok przyspiesza. Podobnie jak w Europie, w Polsce mamy do czynienia z rosnącym odsetkiem osób starszych przy zmniejszającym się udziale osób w wieku produkcyjnym. Osoby w wieku powyżej 65 lat stanowią obecnie 13,5 proc. polskiego społeczeństwa (ponad 5 milionów) – wynika z danych GUS. Prognozuje się, że do 2030 roku liczba ta się podwoi.

Odpowiedzią parlamentarzystów na starzenie się społeczeństwa jest projekt ustawy o pomocy osobom niesamodzielnym. Zakłada on m.in. wprowadzenie bonów opiekuńczych oraz urlopów w celu opieki nad osobami niesamodzielnymi. Projekt został przedstawiony w maju br.

– Dzięki pomocy rządu większa część społeczeństwa będzie mogła skorzystać z profesjonalnej pomocy w opiece nad osobami starszymi – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Dorota Machnik, Dyrektor Departamentu Wsparcia Operacyjnego w Promedica24.

Zapotrzebowanie na takie usługi rośnie z roku na rok. Eksperci prognozują, że będzie jeszcze większe. Dotyczy to całej Europy. Obecnie średnia długość życia kobiet wynosi około 81 lat, a mężczyzn 72. Szacuje się, że dzieci urodzone w dzisiejszej Polsce będą dożywać 100 lat.

W Polsce osobami starszymi na ogół zajmują się członkowie rodziny. Wynika to z m.in. z naszej kultury i tradycji.

– Przede wszystkim należy uświadamiać osobom zajmującym się swoimi bliskimi, seniorami, że im też należy się odpoczynek, że bez ich sił witalnych, bez ich energii opieka nie będzie miała takiej wartości, jaką powinna mieć, że na ten odpoczynek zasługują – tłumaczy Dorota Machnik.

Dlatego Promedica24 – czołowy dostawca usług opiekuńczych w Polsce i w Niemczech, postanowiła wprowadzić nową wakacyjną usługę. Polega ona na zapewnieniu seniorom profesjonalnej opieki domowej na czas wakacyjnej nieobecności pozostałych członków rodziny. Jak podkreśla przedstawicielka firmy, opieka w ramach wakacyjnej usługi nie wymaga zmiany otoczenia przez starszą osobę, bo jest świadczona w domach podopiecznych.

– Nasz personel zapewnia towarzystwo podczas nieobecności członka rodziny, ale również pomoże w czynnościach życia codziennego. Są to podstawowe czynności związane np. z jedzeniem, ubieraniem, jeśli tego wymaga stan podopiecznego – z myciem, zachowaniem higieny, ale czasami mogą to być wyjścia na spacer czy wyjście po zakupy – wymienia Machnik.

Podkreśla, że takie rozwiązanie jest dużo bardziej korzystne niż np. umieszczenie starszej osoby na ten sam czas w domu opieki.

– Usługi świadczone są w różnym przedziale czasowym. Zaczynając od usług godzinowych, kiedy rodzina może skorzystać z 2 czy 4 godzin dziennie, poprzez usługi całodobowe aż do usług całodobowych z zamieszkaniem – tłumaczy.

Duży sukces operatora viaTOLL: funkcjonują dwa lata, a przychody to prawie 2 mld zł.

Mijają dwa lata od wdrożenia elektronicznego systemu poboru opłat viaTOLL. Do tej pory przychody przekroczyły 1,855 mld zł, a koszty budowy systemu zwróciły się już po 17 miesiącach. Kapsch Telematic Services, operator viaTOLL podkreśla, że to duży sukces, choć przyznaje, że w wyniku kryzysu przewoźnicy wożą mniej towarów, a co za tym idzie – mniej płacą za przejazd.

– Z punktu widzenia komercyjnego bez wątpienia jest to duży sukces i wdrażającego, i autora pomysłu, czyli Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad – podkreśla w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Marek Cywiński, dyrektor generalny Kapsch Telematic Services.

viaTOLL zaczął obowiązywać na polskich drogach 3 lipca 2011 r. Zastąpił ryczałtową opłatę, czyli winiety dla pojazdów o masie przekraczającej 3,5 tony. W pierwszym etapie elektronicznym poborem opłat objętych zostało prawie 1600 km dróg zarządzanych przez GDDKiA, w tym prawie 600 km autostrad.

Marek Cywiński podkreśla, że na etapie wdrażania systemu największym wyzwaniem była budowa infrastruktury naziemnej, czyli przede wszystkim bramownic. To konstrukcje nad drogami, na których montowane są czujniki systemu viaTOLL. Cywiński zauważa, że montaż bramownic był skomplikowany zarówno z uwagi na gąszcz przepisów prawnych, jak i na konieczność podłączenia zasilania.

– Nie spodziewaliśmy się aż takich problemów w tym zakresie. Natomiast kolejne rozszerzenia systemu, a do tej pory były już trzy, pokazały, że nauczyliśmy się z administracją lokalną, z zakładami energetycznymi rozwiązywać te problemy. Odbyły się na bez żadnych problemów technicznych i praktycznie nie ma w tej chwili nigdzie generatorów diesla, które w początkowym okresie musieliśmy postawić – mówi Cywiński.

W tej chwili system viaTOLL obejmuje ok. 2300 km dróg. W tym roku planowane jest jeszcze co najmniej jedno rozszerzenie w październiku, które obejmie kolejnych 300 km dróg. Cywiński przewiduje, że niewykluczone jest kolejne rozszerzenie w grudniu, które również obejmie 200-300 km dróg. Podkreśla jednak, że zależy to od wytycznych GDDKiA.

– Dostosowujemy się do instrukcji, które dostajemy od GDDKiA w zakresie pokrycia kolejnych dróg systemem – zaznacza Cywiński. Dodaje: – Jesteśmy gotowi technicznie i organizacyjnie na to, żeby kolejne drogi włączać do systemu.

System jest skierowany przede wszystkim dla kierowców pojazdów ciężarowych, którzy w samochodach muszą posiadać urządzenie viaBOX umożliwiające elektroniczny pobór opłat. Od 1 lipca 2012 r. również kierowcy aut osobowych mogą za pośrednictwem systemu uiszczać opłatę za przejazd autostradami zarządzanymi przez GDDKiA. Dotyczy to odcinka drogi A2 z Konina do Strykowa oraz A4 z Wrocławia do Katowic.

Cywiński podaje, że z tej formy płatności korzysta w niecałe 7 tysięcy kierowców samochodów o masie nieprzekraczającej 3,5 tony. Przewiduje, że liczba zainteresowanych kierowców wzrośnie wraz z rozwojem sieci autostrad zarządzanych przez GDDKiA.

– Przypominam, że system głównie dotyczy poboru opłat od pojazdów o masie powyżej 3,5 tony – zaznacza Cywiński. – Wyniki są również pochodną pracy przewoźników, tego, ile towaru się przewozi, bo głównie pobieramy opłaty od przewozu towarów. Rejestrujemy nieco zmniejszoną wartość przychodów wynikającą z tego, że przewóz towarów spada, ale jest to skutek pewnych procesów ekonomicznych.

Cywiński dodaje, że wpływ ma nie tylko stan polskiej gospodarki, bo aż 30 proc. zarejestrowanych w systemie przewoźników to firmy zagraniczne. Dla wielu z nich Polska jest jedynie krajem tranzytowym. Według niego pomimo spadku przychodów system należy uznać za sukces. Cywiński podkreśla, że 100-procentowa skuteczność poboru opłat gwarantuje, że przychody są na maksymalnym możliwym poziomie.

Duży potencjał rozwoju współpracy polsko-tajskiej. Premier Tajlandii z wizytą w Polsce

Dziś rozpoczyna się dwudniowa wizyta w Polsce premier Tajlandii Yingluck Shinawatra. Podczas niej otwarte ma zostać polsko-tajlandzkie Forum Gospodarcze, w czasie którego szefowie rządów będą prowadzić rozmowy na temat współpracy obu państw. Wizyta premier Tajlandii ma pokazać ten kraj jako atrakcyjny gospodarczo i rozpocząć nowy rozdział współpracy polsko-tajskiej.

-Tajlandia dla Polaków to przede wszystkim kraj turystyczny – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Małgorzata Bonikowska, partner zarządzający ośrodka analitycznego THINKTANK. – Wielu Polaków tam jeździ, bardzo to dobrze wspomina, natomiast nie myśli się o Tajlandii w kategoriach gospodarczych.

Tymczasem Tajlandia jest integratorem regionu Azji Południowo-Wschodniej i ogrywa czołową rolę w Stowarzyszeniu Narodów Azji Południowo-Wschodniej ASEAN.

– Przeciętny polski przedsiębiorca bardzo mało wie o tej organizacji i o tym rynku, który integruje się w bardzo podobny sposób jak to robiła UE – powiedziała Małgorzata Bonikowska. – Od 2015 r. ma tam istnieć w pełni swobodny rynek przepływu kapitału, ludzi, towarów i usług.

Współpraca z tym rejonem, a zwłaszcza z Tajlandią, może więc być bardzo atrakcyjna dla polskiego biznesu.

– Rynek tajski to ponad 60 mln konsumentów i kraj który się rozwija bardzo dynamicznie – 6 proc. wzrostu gospodarczego rocznie. Jest to również region szerzej rozumiany, czyli całe Indochiny. Warto też pamiętać, że to są kraje również mocne gospodarczo, takie jak Indonezja, Malezja czy Singapur, jak również kraje rozwijające się – mówi przedstawicielka THINKTANK.

Tajowie również wiążą nadzieję ze współpracą z polskimi partnerami.

– Tajlandia widzi Polskę jako potencjalnie nowego, ciekawego, silnego partnera w Europie, zwłaszcza w Europie Środkowo-Wschodniej. Tajowie dostrzegają, że jesteśmy największym rynkiem tej części Europy i potencjalnie bardzo dobrym miejscem, żeby zacząć biznes na cały region – zauważa Bonikowska. – Problemem jest jednak niewielka wzajemna znajomość. Tajowie wiedzą o Polakach nie więcej niż my o nich.

Tymczasem, jak zauważa Bonikowska, kultura Tajlandii sprzyja współpracy gospodarczej.

– Tym, co odróżnia Tajlandię od innych części Azji to niezwykle przyjazny klimat dla biznesu i kultura bardzo probiznesowa – twierdzi Bonikowska. – Tajlandia to jedyne państwo w południowo-wschodniej Azji, które zawsze było niepodległe i wolne. Dzięki temu są tam sprawne struktury i wolny rynek. Tam całe otoczenie sprzyja działalności gospodarczej i warto żeby Polacy to dostrzegli – dodaje rozmówczyni Newserii.

Z okazji wizyty premier Tajlandii w Polsce ośrodek analityczny THINKTANK opublikował raport „Dossier Polska – Tajlandia – ASEAN. Szanse na pogłębienie wzajemnych relacji”. Autorzy zwracają uwagę na duży potencjał rozwoju współpracy polsko-tajskiej, jak również na fakt, że obydwa kraje mogą posłużyć jako „bramy” dla firm w swoich regionach. Atutem współpracy z Tajlandią są także niewielkie bariery kulturowe oraz fakt, że kraj ten sąsiaduje z rozwijającymi się państwami należącymi do ASEAN: Birmą, Kambodżą i Laosem.

„Z dużej chmury mały deszcz” – stwierdza M. Woszczak komentując pozew UE dotyczący regulacji gazu

Prezes URE Marek Woszczyk nie obawia się konsekwencji pozwu Trybunału Sprawiedliwości UE dotyczącego regulacji cen gazu. – Akurat w tej sytuacji to z dużej chmury mały deszcz – komentuje. Tłumaczy, że w obliczu znowelizowanej ustawy Prawo energetyczne zarzuty KE przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie, bo o cenie gazu będzie decydował głównie rynek.

Proces legislacyjny znowelizowanej ustawy Prawo energetyczne właśnie się kończy. Wraz z nią pojawi się obowiązek sprzedaży gazu przez giełdę. W ślad za wprowadzeniem obowiązku giełdowego prezes URE zamierza podjąć decyzję o zwolnieniu sporej części rynku detalicznego w Polsce z przedstawiania taryf do zatwierdzania.

– Na początek pewnie najwięksi odbiorcy przemysłowi, którzy są przyłączeni do sieci przesyłowej będą objęci zakresem takiego zwolnienia, a precyzyjnie – sprzedawcy gazu, którzy sprzedają surowiec do tychże odbiorców – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Marek Woszczyk, prezes Urzędu Regulacji Energetyki. – Zatem niebawem te zarzuty, które KE stawia Polsce, dotyczące nie tyle stanu faktycznego, co prawa, przestaną mieć jakiekolwiek znaczenie, dlatego że rzeczywistość będzie wyglądała już inaczej.

Mija właśnie 6 lat od momentu, kiedy odbiorcy paliw i energii w Polsce uzyskali formalnie prawo do swobodnego wybierania i decydowania o tym, kto będzie im je sprzedawał. W przypadku gazu tylko teoretycznie, bo rynek tego surowca nadal nie jest wolny.

Zdaniem Marka Woszczyka niedługo to się zmieni, bo giełda stanie się generatorem ceny rynkowej.

– Giełda jest narzędziem rynkowym, na którym obrót surowcem jest realizowany, przede wszystkim na zasadach przejrzystych, transparentnych, ale też i równoprawnych. Ona obiektywizuje wycenę każdego dobra, w tym wypadku gazu, a tego nam potrzeba, żeby można było odejść od regulacji. Giełda może być generatorem ceny i wierzę w to, że będzie. Na pewno przy postulowanych w tej chwili poziomach obliga to się może zrealizować.

Prace w parlamencie nad tzw. małym trójpakiem, który wprowadzi tzw. obligo giełdowe w obrocie gazem są już na finiszu. W ubiegłym tygodniu projekt został przegłosowany w Sejmie, teraz trafi do Senatu. To oznacza, że część gazu wprowadzanego do polskiego systemu gazowego (najpierw 30 proc., później 50 proc., a docelowo aż 70 proc.) będzie najpierw musiała być sprzedana w obrocie giełdowym.

– Bez tego trudno mi sobie wyobrazić sytuację, w której jako regulator będę mógł zwolnić przedsiębiorstwa funkcjonujące na rynku sprzedaży detalicznej gazu w Polsce z obowiązku przedkładania mi taryf do zatwierdzenia. Dzisiaj z konieczności, z braku rynkowego punktu widzenia dla cen gazu, to regulator musi regulować koszty przedsiębiorstw i zatwierdzać taryfy, które później są oferowane klientom – podkreśla Woszczyk.

Tłumaczy, że na mocy nowych przepisów o wysokości ceny gazu będzie decydował głównie rynek.

– Czyli przede wszystkim popyt i podaż. Natomiast o tym, jak ta cena będzie konkretnie wyglądała, zdecydują czynniki przede wszystkim makroekonomiczne, skąd my dzisiaj możemy ten gaz sprowadzać, jakie są koszty jego wydobycia w kraju, ale także za granicą. Wreszcie także siła złotego też o tym decyduje, bo za gaz sprowadzany z zagranicy w większości płacimy w walucie, głównie w dolarze, i kurs walutowy ma duże znaczenie.

Spowolnienie godspodarcze w strefie euro dalej trwa. Kiedy nastąpi poprawa?

Dopiero w przyszłym roku należy spodziewać się poprawy sytuacji gospodarczej w strefie euro. Recesja potrwa dłużej, niż spodziewali się tego analitycy – wynika z raportu „Prognoza dla strefy euro” przygotowanego przez doradczą firmę EY i instytut Oxford Economics. To nie najlepsze wieści dla Polski, której ponad połowa eksportu uzależniona jest od eurostrefy. Przy słabnącym popycie wewnętrznym, od eksportu w dużej mierze zależy z kolei nasz wzrost gospodarczy, a co za tym idzie zasobność portfeli Polaków.

Analitycy firmy badawczej EY zrewidowali swoje wcześniejsze poglądy na temat rozwoju gospodarczego Starego Kontynentu. Wbrew wcześniejszym oczekiwaniom recesja w strefie euro potrwa dłużej niż zakładano.

– Oczekujemy, że w tym roku gospodarka strefy euro skurczy się o 0,6 proc. – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Marek Rozkrut, główny ekonomista EY. – W dużej mierze jest to wynikiem gorszej sytuacji na rynku pracy i tym samym słabszej konsumpcji w strefie euro.

Duże znaczenie ma również spowolnienie w Chinach i w Brazylii, czyli na rynkach rozwijających się. To one do tej pory „ciągnęły do przodu” światową gospodarkę. Ich nie najlepsza kondycja zaważyła m.in. na sytuacji eksporterów w strefie euro. Dotyczy to przede wszystkim przedsiębiorstw z Niemiec i Hiszpanii, które liczyły na znacznie lepsze wyniki handlowe.

– Dodatkowo polityka gospodarcza rządu japońskiego i banku centralnego Japonii przyczynia się do osłabienia jena, co zwiększa konkurencyjność producentów japońskich względem eksporterów ze strefy euro – dodaje Rozkrut. – To także pogarsza perspektywy wzrostu.

Według analityków EY dopiero przyszły rok ma okazać się dużo lepszy dla krajów posługujących się europejską walutą. Wzrost gospodarczy ma być „wyraźnie dodatni”, jednak wciąż nieprzekraczający 1 proc. Najlepiej na tle pozostałych państw eurostrefy powinna radzić sobie nadal gospodarka Niemiec. Wszystko wskazuje na to, że uniknie recesji.

– Wzrost będzie bliski stagnacji, bo niewiele powyżej zera, na poziomie 0,3-0,4 proc. – zastrzega ekonomista EY.

Chociaż to dobra informacja dla polskich eksporterów, bo Niemcy to nasz główny partner handlowy, to jednak ogólna kondycja całej strefy euro nie napawa ich optymizmem.

– Gospodarka strefy euro jako całość odpowiada za ponad połowę naszego eksportu, gospodarka całej Unii Europejskiej zaś za ponad trzy czwarte – tłumaczy Marek Rozkrut.

Podkreśla, że nauczeni doświadczeniem kryzysu z ostatnich lat polscy eksporterzy dążą do zmniejszenia uzależnienia od handlu z krajami europejskimi.

– Należy odnotować na plus fakt, że coraz większa grupa polskich przedsiębiorców eksportuje także na rynki poza Unią Europejską, rynki, które charakteryzują się dużo silniejszym wzrostem gospodarczym. Eksport do tych krajów rośnie dwucyfrowo. W niektórych przypadkach wzrost sięga nawet 20 proc. w stosunku rocznym – podkreśla główny ekonomista EY.