XTB osiągnął kolejny kamień milowy w swojej strategii rozwoju, jakim jest przekroczenie liczby miliona klientów korzystających z usług polskiej firmy. Dynamiczny wzrost liczby użytkowników to efekt przyjętej strategii oraz systematycznie rozszerzanej oferty produktowej, w tym o Plany Inwestycyjne.
Dynamiczny przyrost bazy klientów odzwierciedla tempo, z jakim rozwija się XTB. Wystarczy zobaczyć, że zaledwie trzy lata temu, na koniec I kwartału 2021 roku, z usług polskiego fintechu korzystało 316,7 tys. użytkowników, natomiast w marcu 2024 roku, ta liczba przekroczyła 1 mln. Tylko w samym 2023 roku XTB pozyskało rekordowe 312 tys. klientów.
Strategia oparta na dynamicznym zwiększaniu bazy klientów ma również odzwierciedlenie w wynikach finansowych XTB. W 2023 roku spółka osiągnęła rekordowe skonsolidowane przychody, wynoszące 1,6 mld złotych, oraz co najważniejsze, zysk netto, który wyniósł 791 mln złotych.
– Wierzę, że to dopiero początek naszej drogi. Podejmujemy działania, które jeszcze mogą zwiększyć dynamikę wzrostu naszej bazy klientów. Naszym celem jest stanie się wiodącą aplikacją do zarządzania finansami w Europie. Dążymy do tego, aby zostać pierwszym wyborem dla każdego, kto będzie szukał miejsca, w którym jego pieniądze pracują – mówi Omar Arnaout, prezes zarządu XTB. – Przed nami bardzo intensywne miesiące, w których zadebiutujemy z nowymi produktami i usługami. Wierzę, że dzięki temu podwojenie tej liczby klientów będzie kwestią niezbyt długiego czasu. Nasz cel na 2024 rok jest niezmienny i w każdym kwartale chcielibyśmy powitać od 65 tys. do 90 tys. nowych użytkowników naszej platformy – dodaje Arnaout.
W I kwartale 2024 roku XTB udostępniło swoim użytkownikom Plany Inwestycyjne z automatycznymi płatnościami, usługę wymiany walut oraz usługę XTB Social, która wprowadza funkcje społecznościowe do polskiej platformy inwestycyjnej. To jednak dopiero początek nowości. W kolejnych miesiącach wprowadzone zostaną obligacje (zarówno skarbowe, jak i korporacyjne) oraz konta emerytalne (w przypadku Polski – mowa o IKE i IKZE).
Jednakże największą nowością, która zmieni oblicze XTB i pozwoli polskiemu fintechowi stać się superaplikacją do zarządzania finansami, jest wprowadzenie wirtualnego portfela z kartą wielowalutową. W ten sposób użytkownicy otrzymają w jednej aplikacji możliwość dokonywania płatności, przelewów, wymiany walut oraz swobodnego inwestowania.
Rada Administracyjna GFT Technologies SE 26 marca br. mianowała Marco Santosa nowym CEO Grupy. 48-latek obejmie stanowisko 1 lipca 2024 roku i początkowo będzie kierować GFT jako współ-CEO wraz z Mariką Lulay do końca roku. Marika Lulay (61 l.) opuści Zarząd Grupy po wygaśnięciu jej kontraktu 31 grudnia 2024 r. Ponadto, Jochen Ruetz (56 l.), obecny CFO GFT, rozszerzy swoje obowiązki o funkcję zastępcy CEO od 1 stycznia 2025 r.
Santos zajmował stanowiska kierownicze w GFT od 2011 r. Początkowo był Country Managerem GFT Brazil, a następnie kierował działalnością firmy w Ameryce Łacińskiej. W 2020 r. przejął również odpowiedzialność za GFT USA i został powołany do Zarządu Grupy GFT. W tym czasie nadzorował okres szybkiego rozwoju, zwłaszcza GFT Brazil. W 2023 r. awansował na stanowisko CEO GFT Americas, kierując operacjami w Ameryce Północnej i Łacińskiej.
Ulrich Dietz, Przewodniczący Rady Administracyjnej GFT Technologies, powiedział: Marco Santos jest gwarantem wzrostu i innowacji. Udowodnił to wielokrotnie podczas swojej kariery w GFT, zarówno w Ameryce Północnej, jak i Łacińskiej. Budował silne zespoły i otwierał nowe rynki. Konsekwentnie jako jeden z pierwszych wykorzystuje potencjał nowych technologii, takich jak sztuczna inteligencja, z korzyścią dla GFT i naszych klientów.
Chciałbym podziękować Radzie Administracyjnej za ich zaufanie i nie mogę się doczekać kształtowania przyszłości GFT Technologies jako CEO – mówi Marco Santos. Rozwój GFT w ostatnich latach pokazuje ogromny potencjał naszego silnego zespołu liczącego ponad 12 tys. talentów na 20 kluczowych rynkach. Nasz cel jest zatem jasny – kierujemy firmę w stronę zmieniającej się przyszłości.
Rada Administracyjna powołała również Jochena Ruetza, CFO GFT, na stanowisko zastępcy CEO. Posiada on wieloletnie doświadczenie na rynku kapitałowym i w biznesie, a od 2003 r. pełni funkcję CFO GFT Technologies SE. Rada Administracyjna ponownie przedłużyła umowę Jochena Ruetza do 31 grudnia 2029 r.
Jochen Ruetz, GFT Technologies
Przez ostatnie dwie dekady Jochen Ruetz był kluczową postacią przyczyniającą się do sukcesu i profesjonalizmu GFT – mówi Ulrich Dietz. Jego solidna wiedza finansowa, umiejętności przywódcze i zdolność strategicznego przewidywania są fundamentalne dla nowej ery wzrostu. Jest on zatem predestynowany do objęcia stanowiska zastępcy CEO.
Cieszę się, że Marco i Jochen będą nadal wspólnie rozwijać GFT – mówi Marika Lulay. Od wielu lat współpracuję z nimi ściśle i z zaufaniem, dlatego wiem, że obaj żyją wartościami GFT i kultywują styl zarządzania, który zmotywuje nasze zespoły na całym świecie do osiągnięcia nowych szczytów wydajności.
Patrząc wstecz na kadencję Mariki Lulay i przyszłość GFT, Ulrich Dietz powiedział: Marika Lulay kształtowała GFT przez ponad 20 lat, najpierw jako COO, a następnie jako CEO. Wraz z naszym zespołem rozwinęła GFT w firmę, która zajmuje wiodącą i uznaną pozycję na całym świecie. Niezwykle udana ekspansja międzynarodowa jest w dużej mierze zasługą strategii Mariki Lulay. Rada Administracyjna pragnie podziękować jej za jej bezwarunkowe zaangażowanie. Ustanowiła ona wysokie standardy dla swoich następców. Wraz z Marco Santosem i Jochenem Ruetzem znaleźliśmy doskonały plan sukcesji, który podkreśla ciągłość i nasze ambicje dalszego wzrostu. Jestem pewien, że GFT będzie nadal pomyślnie rozwijać się z nowym zespołem.
Zarząd Banku Pocztowego podjął decyzję o zakończeniu działań naprawczych dotyczących adekwatności kapitałowej. Wdrożone w latach 2022-2023 mechanizmy pozwoliły podnieść miary kapitałowe do bezpiecznych poziomów. Dzięki działaniom Banku podnoszącym jego rentowność, inicjatywom sprzedażowym, niskim kosztom ryzyka, akumulacji zysków oraz zmianie struktury i częściowemu odwróceniu negatywnych wycen papierów dłużnych w portfelu Banku – było to możliwe bez dokapitalizowania Banku Pocztowego przez jego Akcjonariuszy. Jednocześnie wprowadzone wcześniej mechanizmy ułatwiły wdrożenie nowej strategii na lata 2023-2026 zakładającej, że w każdym roku jej obowiązywania Bank Pocztowy osiągnie wysokie zyski netto – ponad 100 mln zł. Dzięki temu będzie dynamicznie zwiększać kapitały własne, doprowadzając do ich niemal czterokrotnego wzrostu w perspektywie strategii – ponad 1,2 mld zł na koniec 2026 r.
Bank Pocztowy 25 lutego 2022 r., w związku ze spadkiem wskaźnika dźwigni finansowej oraz rozpoznaniem ryzyka przekroczenia w horyzoncie trzech miesięcy poziomów granicznych miar kapitałowych, uruchomił Awaryjny plan kapitałowy, a następnie 12 kwietnia 2022 r. Plan Naprawy w zakresie dokapitalizowania Banku. Ostatecznie Akcjonariusze nie podjęli decyzji o dokapitalizowaniu Banku.
– Przed decyzją o potencjalnym dokapitalizowaniu skupiliśmy się na wdrożeniu kompleksowego i innowacyjnego planu działań dotyczących niemal każdego obszaru aktywności Banku, mającego finalnie wpływ na wzrost bezpieczeństwa kapitałowego. Wraz z wysokim poziomem stóp referencyjnych doprowadziło to do historycznie rekordowej poprawy kondycji finansowej Banku Pocztowego. Dzięki znaczącemu podniesieniu miar kapitałowych, które pozostawały na poziomie bezpiecznym Planu Naprawy od sierpnia 2023 r., jak również dalszemu ich wzrostowi w kolejnych miesiącach, zaistniały wystarczające warunki do podjęcia decyzji o zakończeniu realizacji działania naprawczego dotyczącego adekwatności kapitałowej, tj. dokapitalizowania Banku w ramach realizacji Planu Naprawy Banku Pocztowego S.A. – pomimo braku formalnej realizacji dokapitalizowania w formie emisji nowej serii akcji – oraz zakończenia realizacji Awaryjnego planu kapitałowego w Banku Pocztowym –powiedział Jakub Słupiński, Prezes Zarządu Banku Pocztowego.
Na koniec 2023 roku miary kapitałowe Banku kształtowały się powyżej obowiązujących minimów regulacyjnych:
wartość wskaźnika TCR wyniosła 23,56% przy poziomie regulacyjnym 11,55% uwzględniającym wszystkie obowiązujące bufory;
wartość wskaźnika Tier 1 wyniosła 21,73% przy poziomie regulacyjnym 9,55%;
wartość wskaźnika dźwigni finansowej wyniosła 8,05% przy poziomie regulacyjnym 3,0% i poziomie bezpiecznym 6,0%.
Ponadto Bank Pocztowy może dziś pochwalić się znakomitą sytuacją płynnościową oraz jednym z najlepszych na rynku wyników w zarządzaniu ryzykiem w ujęciu poziomu odpisów czy dynamiki spadku portfela należności nieregularnych. Na 31 grudnia 2023 r. Bank notował koszty ryzyka na poziomie +0,07%.
Warto przypomnieć, że wdrożona nowa strategia do 2026 r. oparta jest na sześciu priorytetach. Koncentruje się m.in. na finansowaniu konsumpcyjnym klientów detalicznych
z wykorzystaniem nowego procesu kredytowego i wejścia na rynek e-commerce oraz obsłudze klientów segmentu instytucjonalnego w obszarze mieszkalnictwa. Dzięki jej wdrażaniu oprócz generowania wysokiego zysku netto w kolejnych latach Bank Pocztowy ma także dynamicznie zwiększać kapitały własne, doprowadzając do ich niemal czterokrotnego wzrostu w perspektywie strategii – ponad 1,2 mld zł na koniec 2026 r. Jednocześnie w tym czasie blisko dwukrotnie wzrośnie wartość wskaźnika Tier I.
Z najnowszych danych GUS wynika, że średnia płaca brutto w polskiej firmie, która zatrudnia co najmniej pięć osób, wyniosła w styczniu 2024 roku 7768 zł brutto, co oznacza wzrost o 12,8 proc. rok do roku.[1] Nastroje osób w wieku produkcyjnym powinny być optymistyczne, podobnie jak nastroje seniorów, którym Rząd obiecał w tym roku rekordowo wysoką waloryzację emerytur, a także wypłatę trzynastek i czternastek. W ubiegłym roku emerycka kieszeń dostała też dwa zastrzyki pod postacią trzynastych i czternastych emerytur. Mimo to zadłużenie emerytów wzrosło (rok do roku) o ponad miliard złotych.[2] Gdyby podzielić średnią „trzynastkę” z 2023 roku przez 12 miesięcy okazałoby się, że senior dostał dodatkowe 104,54 zł miesięcznie.[3] Policzyliśmy na co emerytom wystarczą (a raczej nie wystarczą) dodatkowe pieniądze.
W tym roku do emeryckiej kasy wpłyną dodatkowe pieniądze. Waloryzacja emerytur ma być w 2024 rekordowa, a do tego będą wypłacane trzynastki i czternastki. Warto przypomnieć, że w 2023 seniorzy też dostali trzynaste i czternaste emerytury, a mimo to ich zadłużenie wzrosło o ponad miliard złotych. Z najnowszych danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy informacji kredytowych BIK wynika, że emeryci są zadłużeni na ponad 11 mld zł.[4]
Jest coraz gorzej i nie widać światełka w tunelu
Co trzeci emeryt musiał w 2023 roku ograniczać wydatki – tak wynika z badania opinii BIG Info Monitor pt. „Budżety domowe Polaków”. Jednym z powodów dla których emeryci musieli ciąć wydatki była, według ankietowanych, wysoka inflacja (45 proc.). Kolejne to zbyt niskie dochody (11 proc.), wysokie koszty opieki zdrowotnej (11 proc.) konieczność niesienia pomocy finansowej bliskim (7 proc.).[5]
– Ze względu na wysoką inflację sytuacja finansowa emerytów z pewnością nie uległa znaczącej poprawie. Oczywiście wypłacanie trzynastek i czternastek to działania godne pochwały. Trzeba je jednak nazwać jednorazowymi zastrzykami gotówki, a nie stałą, realną i wymierną pomocą, która faktycznie wpływa na podreperowanie domowego budżetu – mówi Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM. – Z naszych badań opinii wynika, że już ponad 90 proc. emerytów narzeka na pogarszającą się sytuację materialną, a ponad 60 proc. osób, które interesują się rentą dożywotnią lub decydują się na to rozwiązanie robi to dlatego, że chce spłacić zadłużenie – dodaje Majkowski.
Na co wystarczą (a na co nie wystarczą) trzynastki
Z danych GUS wynika, że opłaty za mieszkanie (w tym za media) wzrosły w 2023 roku o 14 proc. względem roku 2022, a tempo przyrostu było szybsze od wskaźnika inflacji. Koszty energii cieplnej podrożały w 2023 roku średnio o 33,3 proc., prąd o 21,4 proc., a gaz o 15,9 proc.[6] W 2022 i 2023 roku rosły też ceny żywności, choć tempo wzrostu w 2023 roku było znacznie wyższe niż w roku poprzednim. Mocno drożał nabiał, mięso, warzywa, owoce i alkohol. Nietania jest także prywatna opieka medyczna. Zważywszy na to, że przeciętny Polak czeka na wizytę do lekarza specjalisty średnio 3,6 miesiąca,[7] wielu emerytów decyduje się na leczenie prywatne, nie mówiąc o rehabilitacji, czy leczeniu stomatologicznym lub protetycznym.
Pół koszyka zakupowego
Z danych zebranych przez ASM Sales Force Agency, a przytaczanych m.in. przez serwis money.pl wynika, że w styczniu tego roku podstawowe zakupy były droższe o 15 proc. niż w roku poprzednim. Eksperci wyliczyli, że średnia cena koszyka zakupowego wyniosła w styczniu br. 273,72 zł.[8] Okazuje się, że najbardziej (rok do roku) podrożały m.in. produkty sypkie (o 22,8 proc.), nabiał (o 19,1 proc.), mięso, wędliny, ryby (o 15,22 proc.).[9] Gdyby przeanalizować na jakie zakupy wystarczy seniorowi trzynastka w ujęciu miesięcznym, czyli ok. 104,54 zł, to wystarczyłaby ona na pół koszyka zakupowego.
– Polskę czeka duże spowolnienie gospodarcze, a inflacja wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie. Coraz większa liczba Polaków decyduje się na szybkie pożyczki z dość krótkim terminem zwrotu, tzw. chwilówki, które są produktem wygodnym, ale dosyć drogim. Tylko w listopadzie ubiegłego roku Polacy zaciągnęli chwilówki na kwotę 1,5 mln zł, co daje wzrost o 80 proc. względem roku poprzedniego. Seniorzy są jedną z najbardziej zadłużonych grup społecznych i nie są wyjątkiem wśród całej populacji osób zapożyczających się. Problem w tym, że nie mając zróżnicowanych źródeł dochodów (poza emeryturą) wpadają w spiralę zadłużenia. Rozwiązaniem, które realnie polepsza ich sytuację finansową jest renta dożywotnia. To nie jest jednorazowy zastrzyk gotówki. To stałe świadczenia pieniężne wypłacane miesiąc w miesiąc do końca życia emeryta, a dodatkowo przenoszące koszty utrzymania mieszkania na podmiot, który wypłaca rentę – podsumowuje Robert Majkowski.
Jak wynika z najnowszego sondażu, 76,1% Polaków na co dzień oszczędza na zakupach spożywczych, np. nabywając tańsze produkty lub korzystając z promocji. 17,2% rodaków tego nie robi. Jednocześnie 17,1% konsumentów przyznaje, że podczas świąt wielkanocnych w ich domach marnuje się żywność, która jest potem wyrzucana do kosza. Natomiast 76,5% badanych twierdzi, że u nich to się nie zdarza. Art. spożywcze są oszczędnie kupowane głównie przez osoby uzyskujące 1000-2999 zł i mniej niż 1000 zł netto miesięcznie. Z kolei trwonienie żywności przeważnie jest domeną najlepiej zarabiających Polaków, tj. powyżej 9000 zł na rękę.
Według raportu UCE RESEARCH i Grupy Offerista, 76,1% Polaków na co dzień wciąż oszczędza na zakupach żywnościowych, np. szukając tanich produktów lub atrakcyjnych promocji. 17,2% rodaków tego nie praktykuje. 5,4% ankietowanych jest niezdecydowanych, a 1,3% respondentów w ogóle nie interesuje się takim ograniczaniem wydatków.
– W moim przekonaniu, obecnie blisko 80% Polaków oszczędza na zakupach żywnościowych głównie z powodu wysokiej inflacji. Aspekt niemarnowania żywności często jest postrzegany wyłącznie przez pryzmat finansowy. Chodzi o niewyrzucanie jedzenia, za które trzeba było wcześniej zapłacić. Jednak tę zasadę konsumenci zazwyczaj łamią w dwóch okresach – Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Wówczas trwonienie art. spożywczych, a przez to również pieniędzy, mocno przybiera na sile. Jest to związane z tym, że Polacy chcą mieć wszystkiego pod dostatkiem, szczególnie gdy zapraszają gości. Często nie dostrzegają faktu, że kupują za dużo produktów, które finalnie lądują w koszu na śmieci – mówi Robert Biegaj, współautor badania i ekspert rynku retailowego z Grupy Offerista.
O ww. oszczędzaniu mówią głównie osoby uzyskujące miesięczny dochód netto na poziomie 1000-2999 zł, mniej niż 1000 zł, a także 3000-4999 zł. – Z reguły z powodów finansowych na zakupie żywności oszczędzają konsumenci, którzy najmniej zarabiają. I to właśnie pokazuje badanie. Tych osób zwyczajnie nie stać na wyrzucanie jedzenia – komentuje ekspert z Grupy Offerista.
Oszczędną postawę reprezentują przede wszystkim mieszkańcy miast liczących 200-499 tys. ludności, a także jeszcze bardziej zaludnionych. – Osoby zamieszkujące duże i średnie miasta częściej ostrożnie wydają pieniądze na zakupach spożywczych, bo z reguły żywność jest u nich droższa niż na wsiach i w małych miasteczkach. Koszty życia też mają wyższe – zauważa Robert Biegaj.
Jak informują analitycy z UCE RESEARCH, tylko 17,1% badanych przyznaje, że podczas świąt wielkanocnych w ich domach z reguły marnuje się żywność. Oznacza to, że później wyrzuca się do kosza na śmieci to, co nie zostało zjedzone. Jednak 76,5% respondentów zajmuje przeciwne stanowisko. Z kolei 5,1% ankietowanych jest niezdecydowanych, a 1,3% nie pamięta, jak to u nich wygląda.
– Mam wrażenie, że Polacy nie bardzo chcą się przyznać, przede wszystkim – sami przed sobą, że marnują jedzenie. Starają się w ogóle tego nie zauważać, bo źle by się z tym czuli, zwłaszcza w kontekście finansowym. Oczywiście mogą faktycznie nie zwracać na to uwagi. Ale jeżeli rzeczywiście obecnie tak niewiele osób marnuje świąteczną żywność, to z pewnością przyczyniła się do tego wysoka inflacja, która mocno przycisnęła Polaków – stwierdza Robert Biegaj.
Do marnowania żywności przyznają się głównie osoby uzyskujące ponad 9000 zł netto miesięcznie, mniej niż 1000 zł oraz 7000-8999 zł. – To, że najlepiej zarabiający Polacy wyrzucają nadmiar jedzenia, wcale mnie nie dziwi. Bardziej mnie zaskakuje fakt, że w tym gronie znajdują się rodacy uzyskujący najniższe dochody. W mojej opinii, mogą to być konsumenci, którzy nie utrzymują się samodzielnie i z tego powodu nie mają żadnych dylematów. To jest najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie, bo z reguły najmniej zarabiające osoby dokładnie kalkulują swoje wydatki, żeby czasem nie zmarnować ani złotówki – analizuje współautor badania z Grupy Offerista.
Do tego eksperci z UCE RESEARCH dodają, że wyrzucanie żywności po świętach dotyczy przede wszystkim mieszkańców miejscowości liczących 5-19 tys. ludności i do 5 tys. osób oraz wsi. W następnej kolejności deklarują to Polacy zamieszkali w miastach, w których żyje 100-199 tys. ludzi. – Zaskoczeniem dla mnie jest fakt, że najczęściej do marnowania żywności przyznają się osoby ze wsi i małych miast. To można jednak wyjaśnić w ten sposób, że często sami produkują żywność i nie jest im aż tak bardzo szkoda jej wyrzucać, bo nie kupują jej w sklepach. Trudno mi znaleźć inny powód takiego zachowania – podsumowuje Robert Biegaj.
***
Opis metody badawczej
Badanie zostało przeprowadzone w dniach 13-14.03.2024 roku metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Grupę Offerista na próbie 1007 dorosłych Polaków.
Grupa InPost w 2023 roku osiągnęła spektakularne wyniki na wszystkich kluczowych rynkach. Ubiegły rok Grupa zakończyła rekordowymi poziomami zarówno jeżeli chodzi o przychody, jak i obsłużone wolumeny przesyłek oraz zyski. Przychody wzrosły o 25% r/r do poziomu 8,86 mld zł. Wolumen obsłużonych przesyłek zwiększył się w ciągu roku o 20% osiągając 892 mln sztuk. Zysk operacyjny EBIT wzrósł o 59% r/r do 1,5 mld zł, a skorygowana EBITDA wzrosła o 39% r/r, osiągając 2,73 mld zł.
Rafał Brzoska, założyciel i prezes zarządu InPost:
W roku 2023 osiągnęliśmy rekordowe wyniki pod względem przychodów, zysków oraz obsłużonych wolumenów. Co najważniejsze, zrealizowaliśmy nasze cele strategiczne. Pomimo wymagającej sytuacji na rynku e-commerce, w każdym z kluczowych krajów, odnotowaliśmy wzrost szybszy niż rynek. Grupa InPost posiada ponad 66 tysięcy punktów out-of-home, co czyni ją wiodącą siecią w Europie.
Nasza Grupa, utrzymując pozycję niekwestionowanego lidera sieci maszyn paczkowych w Polsce, zajmuje także czołowe miejsce pod względem wielkości sieci w Wielkiej Brytanii. Niedawno staliśmy się również numerem 1 pod względem liczby maszyn paczkowych we Francji.
W Polsce nieustannie doskonalimy jakość oferty, co przekłada się na bardzo dobre oceny użytkowników. W badaniach Kantar z listopada 2023,Grupa InPost po raz kolejny otrzymała najwyższy w branży wskaźnik NPS na poziomie 80 pkt. Dodatkowo, aż 94% polskich klientów, robiących zakupy online, wybiera Paczkomat® InPost jako preferowaną formę dostawy. Ubiegłoroczny szczyt zakupowy po raz kolejny udowodnił, że InPost jest niezawodnym i preferowanym partnerem dla klientów i handlowców.
We Francji, gdzie Grupa działa pod marką Mondial Relay, pomimo wyjątkowo wymagającego otoczenia, nie tylko rośliśmy szybciej niż rynek, ale także zanotowaliśmy wzrost wolumenów B2C na poziomie 23% rok do roku. Mondial Relay jest na początku swojej ekspansji pod względem zwiększania skali prowadzonych operacji, poprawie jakości i rozbudowie sieci.
Rok 2023 był dla nas przełomowy w Wielkiej Brytanii. Mamy teraz znacznie lepsze i bardziej skalowalne rozwiązanie logistyczne. W rezultacie osiągnęliśmy zdecydowany wzrost obsługiwanych wolumenów oraz rentowność na poziomie EBITDA. Obecnie koncentrujemy się na przyspieszeniu ekspansji sieci oraz poprawie jakości usług.
Jestem również dumny z postępów, jakie poczyniliśmy we wdrażaniu naszej strategii ESG. Dostawy przez Paczkomat® InPost to najbardziej ekologiczna forma dostarczania przesyłek. Dzięki dużej gęstości naszej sieci, na ostatniej mili generujemy aż o 98% niższą emisję dwutlenku węgla w porównaniu z dostawami kurierskimi InPost[1]. Nasze wysiłki i strategia ESG zostały ostatnio docenione przez włączenie InPost do indeksu Euronext AEX ESG oraz wyższe ratingi. Carbon Disclosure Project przyznał Grupie InPost ocenę -A, przy globalnej średniej ocenie dla biznesu logistycznego wynoszącej C, co potwierdza skuteczność naszych działań w walce ze zmianami klimatycznymi.
Podsumowując nasze dotychczasowe osiągnięcia chciałbym także podkreślić, że patrzę z optymizmem w przyszłość, jeżeli chodzi o realizację naszych planów strategicznych.
KLUCZOWE INFORMACJE
Wzrost wolumenów: W IV kwartale 2023 r. wolumeny osiągnęły poziom 268,2 mln, po wzroście o 21% r/r. Wzrosty notował zarówno rynek w Polsce, jak i rynki zagraniczne, odpowiednio o 17% i 28% r/r.
Przychody Grupy: W IV kwartale 2023 r. Grupa osiągnęła znaczący wzrost przychodów do poziomu 2,66 mld zł, czyli więcej o 23,7% r/r. Było to głównie spowodowane zwiększeniem wolumenów w Polsce i Wielkiej Brytanii.
Znaczący wzrost skorygowanej EBITDA: Skorygowana EBITDA Grupy osiągnęła poziom 846,3 mln zł, co oznacza wzrost o 44,5% r/r. Marża skorygowanej EBITDA osiągnęła poziom 31,8%. EBIT Grupy wzrósł aż o 79,1% r/r, a marża EBIT wyniosła 19,3% w IV kw. 2023 r., wobec 13,4% rok wcześniej. W IV kwartale 2023 r., po raz pierwszy w historii, wszystkie rynki notowały dodatni zysk EBITDA.
Dodatnie wolne przepływy pieniężne i redukcja poziomu zadłużenia netto: W IV kwartale 2023 r. Grupa InPost osiągnęła dodatnie wolne przepływy pieniężne (Free Cash Flow) w wysokości 243,2 mln zł. W Polsce FCF wyniosły 391,8 mln zł, co odpowiada 53% konwersji FCF / skorygowana EBITDA, umożliwiając finansowanie szybkiej ekspansji Grupy w Europie. Jednocześnie, poziom zadłużenia netto Grupy spadł do 2,2x w IV kwartale 2023 r. w porównaniu do 3,2x w IV kwartale 2022 r.
Wolumeny w Polsce: W IV kwartale 2023 r. InPost obsłużył 175,4 mln przesyłek, czyli o 17% więcej r/r. Wzrost był większy niż wzrost rynku e-commerce, który zwiększył się o 12%.
Mondial Relay – silny wzrost B2C: Mondial Relay obsłużył w IV kwartale 2023 roku o 9% więcej przesyłek. Było to spowodowane silnym wzrostem w segmencie B2C, aż o 31% r/r. Silna kontrola kosztów logistycznych i oszczędności na ostatniej mili umożliwiły poprawę skorygowanej marży EBITDA r/r do 12,6% (z 11,1% rok wcześniej).
Poprawa rentowności EBITDA w Wielkiej Brytanii: W Wielkiej Brytanii w ostatnim kwartale ubiegłego roku InPost dostarczył 17,2 mln paczek, aż o 169% więcej r/r. Wielka Brytania odnotowała kolejny zyskowny kwartał na poziomie skorygowanej EBITDA, która wyniosła 21,6 mln zł (skorygowana marża EBITDA osiągnęła poziom 12,4% wobec 9% w III kwartale 2023 r.).
PERSPEKTYWY NA ROK 2024
Grupa InPost oczekuje, że wzrost wolumenów w 2024 roku przewyższy wzrost rynku i po raz kolejny zwiększy swoje udziały na kluczowych rynkach. Spodziewa się, że wzrost przychodów Grupy przewyższy dynamikę wolumenów. Oczekuje także wzrostu skorygowanej EBITDA na poziomie zbliżonym do dynamiki przychodów oraz osiągnięcia rentowności na wszystkich naszych rynkach (na poziomie skorygowanej EBITDA).
W 2024 roku InPost zamierza umocnić pozycję lidera, skupiając się na zwiększaniu gęstości sieci Paczkomat® InPost w Polsce, a także na dalszym rozwoju we Francji i Wielkiej Brytanii. Grupa szacuje, że wydatki inwestycyjne wyniosą około 1,3 miliarda złotych (z wyłączeniem fuzji i przejęć), ze zwiększonym udziałem inwestycji na międzynarodowych rynkach. Przewiduje także stabilne, pozytywne przepływy pieniężne na poziomie Grupy oraz kontynuację redukcji wskaźnika zadłużenia netto.
W pierwszym kwartale 2024 roku na poziomie Grupy obserwowano wzrost wolumenu nieznacznie wyższy niż ten, który odnotowano w całym roku 2023.
[1] średnia ważona za 2023 w Polsce, wartość obejmuje emisje z transportu na ostatniej mili, bez mediów
Rozwój pracowników odgrywa kluczową rolę w osiąganiu sukcesu i efektywności organizacji. Szkolenia HR stanowią cenne narzędzie, które przyczynia się do rozwoju kariery pracowników oraz wzrostu efektywności firmy. Poprzez poszerzanie wiedzy, doskonalenie umiejętności i budowanie silnego zespołu, szkolenia HR tworzą fundamenty dla rozwoju i osiągania celów organizacji. Przyjrzyjmy się bliżej, jakie korzyści przynoszą szkolenia HR i jak wpływają na rozwój kariery pracowników oraz efektywność firmy.
Szkolenia HR, czyli kluczowa inwestycja w rozwój kariery pracowników
W dzisiejszym środowisku biznesowym, rozwój pracowników odgrywa kluczową rolę w osiąganiu sukcesu i efektywności organizacji. Szkolenia HR stanowią cenne narzędzie, które przyczynia się do rozwoju kariery pracowników oraz wzrostu efektywności firmy. Poprzez poszerzanie wiedzy, doskonalenie umiejętności i budowanie silnego zespołu, szkolenia HR tworzą fundamenty dla rozwoju i osiągania celów organizacji. Przyjrzyjmy się bliżej, jakie korzyści przynoszą szkolenia HR i jak wpływają na rozwój kariery pracowników oraz efektywność firmy.
Jak szkolenia HR wpływają na efektywność i sukces firmy?
Szkolenia HR mają bezpośredni wpływ na efektywność i sukces organizacji. Dzięki nim pracownicy zyskują nowe umiejętności, wiedzę i narzędzia, które mogą wykorzystać w swojej codziennej pracy. Szkolenia HR pomagają w doskonaleniu zarówno umiejętności twardych, czyli fachowych i technicznych, jak i umiejętności miękkich, takich jak komunikacja, przywództwo czy zarządzanie czasem. Poprzez rozwijanie tych kompetencji, pracownicy stają się bardziej efektywni w wykonywaniu swoich zadań, co przekłada się na osiąganie lepszych wyników przez całą firmę.
Szkolenia HR jako narzędzie doskonalenia umiejętności pracowników
Szkolenia HR stanowią skuteczne narzędzie doskonalenia umiejętności pracowników na różnych poziomach organizacji. Niezależnie od tego, czy jest to szkolenie wprowadzające dla nowych pracowników, czy specjalistyczne szkolenie dla doświadczonych liderów, ich celem jest poszerzanie wiedzy i umiejętności w konkretnych obszarach. Przez udział w szkoleniach HR pracownicy mogą nauczyć się nowych technik, metod i praktyk, które mogą zastosować w swojej pracy, aby być bardziej skutecznymi i efektywnymi. To doskonała okazja do doskonalenia zarówno umiejętności technicznych, jak i miękkich, takich jak umiejętność pracy w zespole, rozwiązywanie problemów czy budowanie relacji z klientami.
Znaczenie szkoleń HR w budowaniu silnego zespołu i kultury organizacyjnej
Szkolenia HR odgrywają istotną rolę w budowaniu silnego zespołu i kultury organizacyjnej. Poprzez udział w wspólnych szkoleniach, pracownicy mają okazję lepiej się poznać, nawiązać więzi i zbudować większą świadomość grupową. Szkolenia HR mogą być także platformą do wspólnego tworzenia wartości i zasad, które będą stanowiły fundamenty kultury organizacyjnej. Dzięki temu, szkolenia HR nie tylko przyczyniają się do rozwoju indywidualnego pracowników, ale także budują więź i spójność w całym zespole, co ma pozytywny wpływ na efektywność pracy i osiąganie celów organizacji.
Szkolenia HR a rozwój kompetencji menedżerskich i przywództwa
Szkolenia HR mają szczególne znaczenie w rozwoju kompetencji menedżerskich i przywódczych. Przez udział w specjalistycznych szkoleniach, menedżerowie i liderzy organizacji mają możliwość poszerzenia swojej wiedzy i umiejętności z zakresu zarządzania zespołem, motywowania pracowników, rozwiązywania konfliktów czy podejmowania strategicznych decyzji. Szkolenia HR dają im narzędzia i techniki, które mogą zastosować w praktyce, aby być bardziej efektywnymi liderami. W rezultacie, szkolenia HR przyczyniają się do rozwoju kompetencji menedżerskich i przywódczych, co ma kluczowe znaczenie dla skutecznego zarządzania organizacją i osiągania sukcesów.
Jak szkolenia HR mogą przyczynić się do doskonalenia procesów rekrutacyjnych i selekcji
Szkolenia HR odgrywają istotną rolę w doskonaleniu procesów rekrutacyjnych i selekcji pracowników. Oto kilka sposobów, w jakie mogą przyczynić się do poprawy tych obszarów:
Dostarczają pracownikom wiedzy i umiejętności niezbędne do skutecznego prowadzenia procesów rekrutacyjnych, takich jak techniki oceny kandydatów, badanie kompetencji czy wywiad
Szkolenia HR często skupiają się na rozwoju umiejętności komunikacyjnych, które są kluczowe w procesie rekrutacyjnym. Pracownicy uczą się efektywnie prowadzić rozmowy kwalifikacyjne, zadawać trafne pytania, słuchać uważnie i skutecznie oceniać odpowiedzi kandydatów.
Szkolenia pozwalają pracownikom na bieżąco śledzić trendy i zmiany na rynku pracy. Poznanie nowych narzędzi, strategii i praktyk rekrutacyjnych umożliwia dostosowanie procesów do aktualnych oczekiwań kandydatów i zapewnia skuteczniejsze pozyskiwanie najlepszych talentów.
Szkolenia HR a podnoszenie efektywności pracy i osiąganie celów organizacyjnych
Szkolenia HR mają ogromny wpływ na podnoszenie efektywności pracy i osiąganie celów organizacyjnych. Poprzez inwestowanie w rozwój pracowników, organizacje tworzą silne fundamenty, które przekładają się na lepsze wyniki. Szkolenia HR pozwalają pracownikom rozwijać umiejętności, poszerzać wiedzę i doskonalić się w swoich obszarach działania. Dzięki temu, organizacje zyskują bardziej kompetentny personel, który jest w stanie sprostać wymaganiom rynku i realizować strategię rozwoju. Szkolenia HR są zatem nieodzownym narzędziem w budowaniu przewagi konkurencyjnej i osiąganiu sukcesów biznesowych.
Blisko połowa aktywnych konsumentów chce ograniczyć tegoroczne wydatki wielkanocne w sklepach względem zeszłorocznych. Jednak w tym roku takich osób jest zdecydowanie mniej niż tych, które w ub.r. chciały mocniej zaciskać pasa. Obecnie 31% nie planuje cięć i tego typu deklaracji jest więcej niż poprzednio. Natomiast najczęściej przewidywana redukcja jest na poziomie 15-20%. Następnie wskazywane są przedziały 10-15% oraz 20-30%. Eksperci komentujący te wyniki zauważają, że ubyło osób przewidujących ograniczenie wydatków o 30%, 40% i ponad 50%. I podkreślają, że aktualne dane w porównaniu z ubiegłorocznymi wskazują na poprawę nastrojów konsumenckich. Niemniej niektórzy znawcy rynku zwracają też uwagę na ostrą rywalizację między marketami i zachęcanie klientów do pozornie korzystnych zakupów na święta.
Według raportu pt. „Świąteczne zakupy Polaków 2024”, prawie 48% aktywnych konsumentów zamierza wydać mniej na zakupy wielkanocne niż w ub.r. Poprzednio blisko 68% shopperów planowało zachować większą oszczędność względem 2022 roku. Obecnie 31% ankietowanych nie chce pomniejszać świątecznych wydatków w stosunku do wcześniejszego roku. Wówczas ponad 18% respondentów deklarowało taką postawę. Badanie zostało przeprowadzone metodą wywiadów internetowych, wśród blisko 1,3 tys. konsumentów, którzy we własnych gospodarstwach domowych są odpowiedzialni za realizację zakupów.
– Postawy konsumentów mocno się zmieniły od zeszłego roku. Głównie mógł na to wpłynąć obniżony o prawie 10 p.p. poziom inflacji. W związku z tym, że ceny produktów i usług względem wcześniejszego roku nie rosną tak szybko, shopperom łatwiej jest utrzymać swoje wydatki na stabilnym poziomie. Do tego zwiększyła się siła nabywcza osób, które zyskały na wzroście płacy minimalnej i podniesieniu świadczenia wychowawczego z 500 zł do 800 zł – mówi dr Krzysztof Łuczak z Grupy BLIX.
Jak komentuje dr Artur Fiks z Uniwersytetu WSB Merito Warszawa, w oczach konsumentów, sytuacja gospodarcza w tym roku jest lepsza, a perspektywy zmian są optymistyczne. Polacy mają powody, by tak myśleć. – W końcu w marcu br. inflacja osiągnęła poziom poniżej 3%. Ponadto wielu pracodawców w swoich planach finansowych na ten rok przewidziało podwyżki dla pracowników. Negatywny wpływ mają natomiast informacje o przywróceniu podatku VAT na żywność oraz przewidywany radyklany wzrost cen energii wskutek likwidacji tarcz antyinflacyjnych – zauważa dr Fiks.
Z kolei dr Michał Pienias z Uczelni Łazarskiego w Warszawie podkreśla, że obecnie widoczna jest ostra rywalizacja pomiędzy marketami o klienta, chociażby w obszarze obniżek cen. – Rozmaite czasowe promocje zachęcają konsumentów do kompulsywnego kupowania. Dodatkowym elementem jest możliwość nabywania przed świętami kilku produktów w pozornie niższych cenach, np. trzeci artykuł jest oferowany za 1 grosz. Warto sobie zadać pytanie, czy potrzebny jest nam dokładnie ten sam, trzeci produkt – zaznacza dr Pienias.
Raport wykazał również, że obecnie przeszło 17% shopperów jest niezdecydowanych pod względem ewentualnego ograniczenia wydatków na zakupy świąteczne. Rok temu dotyczyło to blisko 13% konsumentów. Teraz ta kwestia nie ma znaczenia dla ponad 4% osób. Poprzednio była nieistotna dla nieco więcej niż 1% kupujących.
– Dla części konsumentów ważne jest robienie zakupów dla samego procesu rywalizowania z innymi osobami o fakt zdobycia produktu w niższej cenie. Natomiast wstrzymywanie się z podjęciem decyzji, czy wydać więcej czy mniej środków na nadchodzące święta, jest związane z oczekiwaniem do ostatniej chwili, czyli do samych świąt, na wyjątkowe okazje. Niektórzy chcą też skorzystać z możliwości kupienia produktu z odroczonym terminem płatności – analizuje dr Michał Pienias.
Konsumenci, którzy są zdecydowani na ograniczenie tegorocznych wydatków, przeważnie chcą je zmniejszyć o 15-20% względem zeszłorocznych. Dotyczy to blisko 24% z nich. Rok temu ten przedział wskazało ponad 22% oszczędzających shopperów. – Te wyniki ewidentnie pokazują, że konsumenci dążą do umiarkowanych oszczędności. Chcą ograniczyć wydatki, nie robiąc tego drastycznie. Zależy im na zachowaniu pewnych wielkanocnych standardów. Pragną, by na ich świątecznych stołach znalazły się dobrej jakości produkty – stwierdza Marcin Lenkiewicz z Grupy BLIX.
Blisko 24% konsumentów nastawionych na większe oszczędności zamierza ograniczyć wydatki o 10-15% w stosunku do ubiegłorocznych. Tych osób jest minimalnie mniej niż chcących zmniejszyć koszty o 15-20%. Rok wcześniej prawie 18% zaciskających pasa shopperów podało przedział 10-15%. – Fakt, że grupa osób deklarujących 10-15% powiększyła się, wskazuje na rosnącą świadomość konieczności oszczędzania wśród części Polaków. Pomimo ogólnej poprawy kondycji finansowej społeczeństwa, niektórzy wciąż zachowują ostrożność. Są też bardziej skłonni do dokonywania drobnych oszczędności, by nie rezygnować z dobrej jakości życia – wyjaśnia dr Łuczak.
Ograniczenie tegorocznych wydatków aż o 20-30% względem zeszłorocznych zapowiada blisko 17% oszczędzających konsumentów, a poprzednio prawie 18% tak wskazywało. Z kolei niezdecydowani w tym względzie stanowią 13,3%. Rok temu było ich prawie 18%. – Ta ostatnia grupa zmniejszyła się. Poprawa ogólnej sytuacji gospodarczej lub indywidualnej finansowej sprawia, że niektórzy konsumenci są bardziej pewni siebie i świadomi swoich możliwości zakupowych – zwraca uwagę Marcin Lenkiewicz.
Natomiast o 10% zamierza ograniczyć wydatki blisko 11% konsumentów nastawionych na oszczędzanie (rok temu – prawie 8%). Redukcje na poziomie 30-40% planuje ponad 6% shopperów z grupy zaciskającej pasa (poprzednio – niecałe 9%). Z kolei o 40-50% chce ciąć świąteczne inwestycje przeszło 4% ankietowanych (w ub.r. – blisko 7%). Zmniejszenie wydatków o więcej niż 50% zapowiada nieco ponad 1% respondentów (wcześniej – przeszło 2%).
– Osoby deklarujące spadek wydatków między 10% a 20% stanowią w sumie ponad 50% konsumentów planujących redukcje. W obecnej sytuacji może to wynikać nie tylko z czynników gospodarczych, ale i politycznych, takich jak choćby wojna w Ukrainie czy też brak pewności co do dalszych decyzji podejmowanych przez obecny rząd. Pozytywnym wydaje się natomiast fakt, iż wyraźnie ubyło respondentów przewidujących ograniczenie wydatków o 30%, 40% czy ponad 50%. Należy podkreślić, że porównanie danych obecnych z ubiegłorocznymi wskazuje na znaczną poprawę nastrojów konsumenckich – podsumowuje ekspert z Uniwersytetu WSB Merito.
Wyboje na drodze do: elektryfikacji; utrzymania europejskiej podmiotowości w motoryzacji; trwałego zdominowania globalnego rynku przez Chiny; utrzymania się transformacji w amerykańskim przemyśle samochodowym.
Globalny rynek motoryzacyjny unormuje się w tym roku po silnym odbiciu w 2023 roku. W efekcie z jednej strony Allianz Trade spodziewa się w tym roku spowolnienia wzrostu globalnej liczby rejestracji samochodów do +1,9% r/r, z drugiej strony – zmniejszenia siły cenowej (zdolności narzucania cen odbiorcom) producentów samochodów i kurczenia się ich marż w obliczu nasilonej konkurencji i niepewnego otoczenia.
Tektoniczna zmiana– jej siła przełomową stały się Chiny. Globalny przemysł motoryzacyjny przechodzi transformację w kierunku pojazdów elektrycznych (EV), ale nadchodząca ścieżka będzie burzliwa, kształtowana przez napięcia geopolityczne, spowolnienie popytu i niepewność regulacyjną:
Europejscy producenci samochodów, a zwłaszcza niemieccy, tracą grunt pod nogami
Chińskie pojazdy elektryczne są na dobrej drodze do podbicia globalnego rynku, ale stoją przed nimi ogromne przeszkody
Amerykańska polityka przemysłowa (w tym popandemiczne finansowanie dzięki IRA Inflation Reduction Act) napędza amerykańską motoryzację w przejściu na pojazdy elektryczne, ale wyzwania kosztowe i niepewność polityczna pozostają
Normalizacja sprzedaży samochodów
Nowe rejestracje samochodów odnotowały znaczne ożywienie w 2023 r., ponieważ zakłócenia w łańcuchu dostaw wywołane przez Covid-19 ustąpiły, a stłumiony popyt został uwolniony. Ponadto sprzedaż samochodów napędzały prężny wzrost gospodarczy i silny, choć spowalniający, wzrost liczby pojazdów elektrycznych – łączna liczba rejestracji samochodów na świecie wzrosła o +11,3% do prawie 88 mln, choć nadal jest poniżej poziomów sprzed pandemii. Trzy największe rynki motoryzacyjne – Chiny, USA i Europa – odnotowały silny wzrost w 2023 r., na poziomie odpowiednio +11,9%, +12,5% i +17,2%.
Ze względu na ograniczanie wydatków przez konsumentów – zwłaszcza w Chinach i Europie – oraz słaby globalny wzrost gospodarczy oczekujemy, iż sprzedaż samochodów w skali globalnej wzrośnie w tym roku o +1,9% r/r. Pomimo poważnych przeciwności we względnie korzystnej sytuacji są producenci pojazdów elektrycznych. Allianz Trade prognozuje, że w 2024 r sprzedaż nowych samochodów osobowych z napędem elektrycznym przekroczy 18 mln (+32,8% r/r)., przy liderem tempa wzrostu „elektryfikacji” będzie Europa (odpowiednio +41,2%).
Wzrost sprzedaży pojazdów elektrycznych i samochodów
Źródła: IEA, Allianz Research
Uwagi: dane obejmują tylko pojazdy osobowe
Jak odczują to producenci? Zaostrzona konkurencja, która jest szczególnie intensywna w segmencie pojazdów elektrycznych i w Chinach, zaszkodzi sile cenowej producentów samochodów. Allianz Trade spodziewa się przyspieszonej konsolidacji, ponieważ producenci samochodów stoją w obliczu spadku marż, a słabsi walczą o przetrwanie. Allianz Trade spodziewa się spadku ich marż brutto i EBIT do 18,7% (-28 pkt proc r/r.) i 5,2% (-164 pkt proc.) oraz przyspieszenie konsolidacji. Oczekiwany wzrost wskaźnika nakładów na badania i rozwój (do poziomu 4,5%, wzrost o +14 pp) oraz wskaźnika CAPEX do sprzedaży (5,4%, +33 punkty procentowe) wskazuje, że producenci samochodów prawdopodobnie dywersyfikują swoje inwestycje i pozostają gotowi do wyzwań – jakiekolwiek (technologicznie) by one nie były. W celu utrzymania elastyczności na ewoluującym rynku, producenci samochodów inwestują w pojazdy z silnikami spalinowymi, modele hybrydowe i w pełni elektryczne, co wiąże się ze wspomnianym wzrostem wydatków na badania i rozwój oraz nakładów inwestycyjnych. Branża jest gotowa na wzrost wewnątrzregionalnej współpracy między producentami samochodów i interesariuszami w całym łańcuchu dostaw, aby uzyskać przewagę w spodziewanych przetasowaniach (pomiędzy producentami).
Inwestycje i marże 30 największych firm motoryzacyjnych według sprzedaży
Źródła: Bloomberg, Allianz Research
„Ograniczenia prędkości” na drodze do elektryfikacji
Globalny przemysł motoryzacyjny przechodzi obecnie najbardziej znaczącą zmianę paradygmatu od czasu pojawienia się pojazdów napędzanych silnikami spalinowymi. Przemysł motoryzacyjny odegra kluczową rolę w tej transformacji, która będzie zależeć od zwiększenia liczby używanych pojazdów elektrycznych (EV). W tym kontekście atrybut definiujący samochód stopniowo przesuwa się z pojemności silnika – domeny, w której europejscy, amerykańscy, japońscy i południowokoreańscy producenci samochodów przodowali w erze ICE – na możliwości akumulatora i oprogramowania.
W obliczu tej strukturalnej zmiany Chiny stały się siłą przełomową, inwestując w akumulatory i oprogramowanie od ponad dekady i zapewniając sobie pozycję lidera. W rezultacie Chiny zmieniają globalny krajobraz motoryzacyjny dzięki szybkiemu rozwojowi pojazdów elektrycznych i dominacji w całym łańcuchu dostaw.
W obliczu podwyższonych napięć geopolitycznych Europa i Stany Zjednoczone coraz bardziej zwracają uwagę na swoją zależność od chińskich dostaw, a także wpływ rosnącej popularności chińskich pojazdów elektrycznych na ich lokalne branże związane z motoryzacją. Przykładowo, akumulatory stanowią największy pojedynczy wydatek w produkcji pojazdów elektrycznych, stanowiąc zazwyczaj około 40% całkowitych kosztów. Sześciu z 10 największych światowych producentów akumulatorów ma siedzibę w Chinach, a pozostali czterej również w Azji, co łącznie stanowi 92,1% całkowitej światowej mocy produkcyjnej akumulatorów w 2023 r.
Regionalny rozkład łańcucha dostaw akumulatorów do pojazdów elektrycznych
Źródła: IEA, Allianz Research
Zdolności produkcyjne głównych producentów akumulatorów (MWh)
Źródła: CleanTechnic, Allianz Research
Uwagi: * odnosi się do spółek chińskich, ** odnosi się do spółek japońskich,*** odnosi się do firm południowokoreańskich
Europa i Stany Zjednoczone, obawiając się swojej zależności od chińskich komponentów i wpływu na lokalny przemysł, zareagowały zwiększeniem barier handlowych i kontroli. Niedawne spowolnienie popytu na pojazdy elektryczne, w połączeniu z niepewnym klimatem regulacyjnym i gospodarczym, dodatkowo komplikuje trajektorię krótkoterminowego rozwoju branży.
Europejscy producenci samochodów, a zwłaszcza niemieccy, tracą grunt pod nogami
Przemysł samochodowy był kręgosłupem europejskiej gospodarki (6% produkcji regionu), służąc jako centrum innowacji (32% badań i rozwoju w UE) i eksportu (2,8% wartości eksportu UE), zatrudniając jednocześnie ogromną siłę roboczą (6,5 mln bezpośrednich miejsc pracy). Jednakże, koncentrując się przez długi czas na swoich mocnych stronach, europejscy producenci samochodów spóźnili się na rynek pojazdów elektrycznych i mają trudności z opłacalnością produkcji przystępnych cenowo modeli (europejskie pojazdy elektryczne nadal kosztują o 27% więcej niż samochody benzynowe).
Chociaż producenci samochodów starają się obniżyć swoje koszty, podwyższone koszty energii i robocizny sprawiły, że trudne do utrzymania było połączenie rentowności ze sprzedażą po przystępnych cenach. W rezultacie europejscy producenci samochodów skupili się głównie na segmencie premium, co doprowadziło do braku przystępnych cenowo modeli na rynku. Średnia cena pojazdów elektrycznych w Europie wynosiła 55 821 EUR w 2022 r. – o 27% więcej niż w przypadku samochodów benzynowych – i prawie wszystkie pojazdy elektryczne były droższe niż 20 000 EUR. Dla porównania – w Chinach średnia cena samochodu elektrycznego to 31 829 EUR. W rezultacie europejscy producenci samochodów notują znaczny spadek udziału w rynku.
Europejscy producenci samochodów tracą udział w rynku
Udział w rynku motoryzacyjnym w UE według regionu produkcji
Udział w rynku motoryzacyjnym w Chinach według regionu produkcji
Źródła: ACEA, Allianz Research
Zmagając się z wysokimi kosztami i niską rentownością pojazdów elektrycznych, europejscy producenci samochodów stoją również w obliczu potencjalnego spadku rentowności produkcji pojazdów spalinowych. W ubiegłym roku UE osiągnęła wstępne porozumienie w sprawie Euro 7, zaktualizowanego rozporządzenia, które ma obejmować dodatkowe zasady dotyczące emisji spalin i nakładać surowsze wymogi dotyczące żywotności pojazdów. Szacuje się, że nowe przepisy zwiększą bezpośrednie koszty o 2 000 EUR na samochód osobowy/van z silnikiem spalinowym
Transformacja motoryzacji miała już widoczny wpływ na krajobraz biznesowy pod względem niewypłacalności, przy czym szczególnie dotknięte są obecnie Niemcy (+13% w 2023 r.). W odniesieniu do zatrudnienia, ponieważ pojazd elektryczny składa się z mniejszej liczby części, szacujemy, że firmy w segmentach produkcyjnych mogłyby działać z 30% mniejszą liczbą osób, co oznacza 730 000 miejsc pracy mniej w EU.
Niemcy są szczególnie narażone, ponieważ sektor ten w tym kraju jest (i) silnie zorientowany na eksport, a zatem bardziej narażony na konkurencję ze strony zagranicznych marek, zwłaszcza chińskich, oraz (ii) znacznie bardziej pracochłonny, a zatem narażony na ryzyko outsourcingu / podwykonawstwa do krajów o niskich płacach, zwłaszcza krajów Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie jednostkowe koszty wynagrodzeń są znacznie niższe (między 60-70%).
Fabryki samochodów w Europie
Źródła: Klier i Rubenstein (2016)
Aby nadrobić zaległości w nowym wyścigu i zwiększyć konkurencyjność rynkową, Europa powinna zapewnić więcej marchewek (zachęt) niż kijów i podjąć natychmiastowe działania w celu zbudowania ekosystemu wokół produkcji pojazdów elektrycznych. Spośród trzech największych rynków motoryzacyjnych, UE wyznaczyła najbardziej ambitny cel w zakresie redukcji emisji do 2020 r. skuteczny zakaz sprzedaży nowych pojazdów napędzanych paliwami kopalnymi do 2035 roku. Jednak w porównaniu ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami, podejściu UE brakuje skoordynowanego wsparcia i kompleksowej strategii – utrzymanie przewagi w konkurencji pojazdów elektrycznych to coś więcej niż tylko doświadczenie w produkcji samochodów. Wymaga to również solidnego łańcucha dostaw, a także postępów w technologii akumulatorów i oprogramowania, które mają kluczowe znaczenie w zakresie zarządzania kosztami oraz poprawy osiągów i wrażeń z jazdy. W związku z tym decydenci polityczni powinni podjąć działania mające na celu przyciągnięcie inwestycji w całym łańcuchu dostaw, zapewniając dostęp do niezbędnych surowców, poprawiając infrastrukturę rafineryjną i rozwijając technologię akumulatorów. Np. .dostępność stacji ładowania, która ma kluczowe znaczenie dla zaspokojenia obaw nabywców pojazdów elektrycznych o zasięg, jest nierównomierna w UE, przy czym 60% wszystkich stacji ładowania jest skoncentrowanych. w trzech tylko krajach: Holandii (149 025), Niemczech (125 997) i Francji (124 526)!
Chińskie pojazdy elektryczne na fali – kurs na podbój globalnego rynku
Chińskie pojazdy elektryczne rozwijają się w zadziwiającym tempie, a ich sprzedaż i produkcja wzrosły niemal ośmiokrotnie w latach 2019-2023.
Rynek pojazdów elektrycznych był znaczącym katalizatorem dla chińskiego przemysłu motoryzacyjnego, a chińskie pojazdy elektryczne odpowiadają za prawie 60% globalnej sprzedaży i ponad 60% całkowitej światowej produkcji pojazdów elektrycznych w 2023 roku. Ta dominacja w sektorze pojazdów elektrycznych podkreśla znaczący wpływ Chin na przyszły kierunek globalnego przemysłu motoryzacyjnego. Międzynarodowy zasięg chińskich producentów samochodów drastycznie się rozszerzył, napędzany intensywną konkurencją na rynku krajowym. Ta (wewnątrz-chińska) konkurencja doprowadziła do znacznego wzrostu eksportu samochodów osobowych, a liczba ta wzrosła z poniżej 1 mln sztuk w 2020 roku do 4,4 mln sztuk w 2023 roku. Ten wykładniczy wzrost sprawił, że Chiny wyprzedziły Japonię, stając się największym na świecie eksporterem samochodów osobowych i wzmacniając swoją kluczową rolę w kształtowaniu globalnego krajobrazu motoryzacyjnego.
Udział sprzedaży pojazdów elektrycznych według regionu
Źródła: IEA, Allianz Research
Uwagi: dane obejmują tylko pojazdy osobowe
U podstaw były hojne dotacje rządowe i koordynowane przez państwo ogromne inwestycje na wszystkich etapach produkcji (a więc także komponentów).
Łańcuch dostaw odegrał kluczową rolę w budowaniu branży od podstaw i ustanowieniu niekwestionowanej dominacji Chin. Już w 2001 r.Chiński rząd dostrzegł kluczową szansę w branży pojazdów elektrycznych, w czasie, gdy Chiny walczyły o konkurowanie z uznanymi liderami motoryzacyjnymi w technologii spalinowej (ICE) i nie udawało im się rozwinąć konkurencyjnych marek lokalnych. Wykorzystując duży rynek krajowy i bazę produkcyjną, chiński rząd skierował ogromne inwestycje w cały łańcuch dostaw. W formie dotacji, ulg podatkowych, zamówień publicznych i kredytowaniu popytu jak i podaży krajowych pojazdów, publiczne wsparcie finansowe dla chińskiej motoryzacji wyniosło co najmniej 115-150 mld EUR do końca 2022 r., przekraczając łączne finansowanie rządowe w USA (ok. 8 mld EUR) i Europie (ok. 75-80 mld EUR). Wraz ze stopniowym zmniejszaniem dotacji, tradycyjni chińscy producenci samochodów, tacy jak BYD, SAIC i Geely, z powodzeniem przekształcili się w głównych producentów pojazdów elektrycznych, a startupy, takie jak NIO, Li Auto i XPeng, zyskały na znaczeniu jako nowe potęgi na chińskim rynku pojazdów elektrycznych
Chińscy producenci pojazdów elektrycznych mają silną przewagę kosztową, dzięki wcześniejszej obecności na rynku, niższym kosztom pracy i korzyściom skali, ale wyróżniają się także jakością.
Weźmy na przykład BYD, światowego lidera w eksporcie pojazdów elektrycznych i znaczącą postać w produkcji akumulatorów do pojazdów elektrycznych. Firma znacznie obniżyła koszty produkcji dzięki szerokiej integracji pionowej. Biorąc pod uwagę, że baterie stanowią największą część pojazdów elektrycznych, specjalizacja BYD w akumulatorach litowo-żelazowo-fosforanowych (LFP) – opłacalnym zamienniku powszechnie stosowanych akumulatorów niklowo-manganowo-kobaltowych (NMC) w pojazdach elektrycznych – stawia ją w czołówce. Ta wiedza specjalistyczna pozwala BYD osiągnąć jedną z najwyższych gęstości energii przy jednych z najniższych kosztów na świecie. Co więcej, dzięki
W związku z tym, że krajowa konkurencja w Chinach w coraz większym stopniu skupia się na zaawansowanych technologiach pojazdów, takich jak inteligentne systemy jazdy i możliwości interfejsu człowiek-maszyna (HMI), chińscy producenci pojazdów elektrycznych szybko rozwijają oprogramowanie. Postępy te podkreślają ich strategiczną koncentrację nie tylko na zwiększaniu wydajności i bezpieczeństwa pojazdów, ale także na poprawie ogólnych wrażeń z jazdy, pozycjonując ich jako liderów na globalnym rynku pojazdów elektrycznych.
Co może zepchnąć Chiny z drogi do zdominowania światowej motoryzacji ?
Chociaż chiński przemysł pojazdów elektrycznych stał się konkurencyjną siłą na całym świecie, kilka czynników stwarza potencjalne ryzyko, które może podważyć jego obecną pozycję lidera:
Wojna cenowa (na chińskim rynku), wywołana przez Teslę w 2023 r., nasiliła się dopiero w 2024 r., znacząco wpływając na rentowność producentów pojazdów elektrycznych (OEM).
W październiku 2022 r. i styczniu 2023 r. Tesla zainicjowała agresywne obniżki cen swoich modeli produkowanych w Szanghaju, z rabatami sięgającymi nawet 24% po dwóch rundach, co skłoniło co najmniej 30 innych producentów samochodów, od lokalnych startupów EV, takich jak Xpeng i Nio, po uznanych gigantów, takich jak Mercedes-Benz, Volkswagen i Ford, do obniżenia cen w odpowiedzi. Konkurencja na rynku masowym stała się jeszcze bardziej zaciekła wraz z ostatnimi obniżkami cen Tesli w styczniu. Kolejni producenci samochodów, w tym BYD, poszli w ich ślady i zaoferowało swoje rabaty. Wartość średniego rabatu na pojazdy elektryczne wzrosła w ciągu ostatniego roku o ponad 180%! Mniejsze zyski a nawet straty niektórych producentów na rynku chińskim doprowadzi do ich konsolidacji wg. scenariusza „zwycięzca bierze wszystko”.
Od surowców po samochody, problem nadwyżki mocy produkcyjnych rozprzestrzenił się na cały łańcuch dostaw.
Chińskie firmy dokonały ogromnych inwestycji w technologię pojazdów elektrycznych, rozszerzając swoje możliwości produkcyjne od rafinacji surowców po produkcję samochodów. Wraz z ochładzaniem globalnego popytu pojawił się problem niewykorzystanych mocy w całym łańcuchu dostaw. W efekcie np. cena litu spadła w ciągu ostatniego roku o -70%, a wykorzystanie mocy produkcyjnych producentów samochodów od 2019 utrzymuje się poniżej 50%. Stąd wielu chińskich producentów samochodów, w tym BYD i Geely, uznało ekspansję międzynarodową za swój priorytet. Rosnące napięcia geopolityczne mogą jednak zniweczyć ich wysiłki i zaważyć na marżach.
Szybka ewolucja technologii akumulatorów, w szczególności rozwój akumulatorów półprzewodnikowych, akumulatorów sodowo-jonowych i anod krzemowych, może zachwiać dominującą pozycją Chin w łańcuchu dostaw akumulatorów.
Bateria półprzewodnikowa wykorzystuje materiały stałe jako elektrolity zamiast ciekłych, zmniejszając tym samym ryzyko pożaru. Dzięki usunięciu grafitu, który jest zwykle stosowany w anodach, można uzyskać większą gęstość energii i większy zasięg, a także krótszy czas ładowania. Producenci akumulatorów prześcigają się w podejmowaniu wyzwań technologicznych ze względu na ich ogromny potencjał, a Toyota ogłosiła pierwszy przełom. W przypadku masowej produkcji, bateria ta mogłaby zrewolucjonizować branżę i podważyć obecną pozycję Chin jako lidera w dziedzinie baterii litowo-żelazowo-fosforanowych (LFP). Rozwijają się również technologie akumulatorów, takie jak akumulatory sodowo-jonowe, które wykorzystują tanie materiały bez litu, oraz anody krzemowe, które zastępują grafit krzemem w anodach, co prowadzi do zwiększenia zasięgu i szybszego ładowania. Technologie te mogą jeszcze bardziej podważyć dominację Chin, zmniejszając ich zapotrzebowanie na krytycznych materiałów, które są w przeważającej mierze kontrolowane przez Chiny. W tym kontekście chińscy producenci akumulatorów zintensyfikowali swoje wysiłki badawczo-rozwojowe w zakresie technologii akumulatorów nowej generacji. W szczególności, konsorcjum kierowane przez rząd, które obejmuje najlepszych producentów baterii i producentów pojazdów elektrycznych, założone na początku tego roku w celu komercjalizacji akumulatorów półprzewodnikowych. Chińscy gracze nadal mają znaczną przewagę, ale konkurencja „reszty świata” jest coraz silniejsza.
Wyzwania i niepewność polityczna przed amerykańskim przemysłem pojazdów elektrycznych
W Stanach Zjednoczonych wdrożono cały łańcuch działań wspierających przyjęcie pojazdów elektrycznych: bezpośrednio – poprzez ulgi podatkowe dla kupujących – jak i pośrednio – poprzez rozbudowę infrastruktury ładowania. Wsparcie wprowadzono poprzez Ustawę o inwestycjach w infrastrukturę i miejscach pracy (IIJA), oraz Ustawę o redukcji inflacji (IRA). Dotacje związane z pojazdami elektrycznymi z tych dwóch polityk wynoszą łącznie około 21,7 mld USD, w tym 7,5 mld USD z IIJA na stacje ładowania i szacunkowo 14,2 mld USD na dotacje na zakup pojazdów elektrycznych w latach 2022-2031. Dotacje te przyczyniły się do wzrostu sprzedaży – sprzedaż pojazdów elektrycznych osiągnąć rekordowy poziom 1,2 mln w 2023 r., co stanowi 7,6% całkowitej sprzedaży pojazdów w 2023 r., w porównaniu z 5,9% w 2022 r.
Szacuje się, że połączony efekt dotacji i zachęt zwiększy liczbę rejestracji pojazdów elektrycznych i udział w rynku nowych lekkich pojazdów elektrycznych odpowiednio o 59,3% i 14 punktów procentowych. Liczba ładowarek (i ich dostępność) ma wzrosnąć prawie dziesięciokrotnie w porównaniu z końcem 2022 r..
Polityka przemysłowa związana elektromobilnością została wprowadzona także w celu ożywienia krajowej bazy produkcyjnej i odzyskania miejsc pracy z zagranicy. Wraz z rozdaniem przez rząd historycznych pakietów zachęt, Stany Zjednoczone odnotowały boom w zakresie zielonych inwestycji. Od czasu wdrożenia IRA ogłoszono 189 projektów produkcyjnych dotyczących pojazdów elektrycznych lub akumulatorów, o łącznej wartości inwestycji wynoszącej prawie 66 mld USD. Oczekuje się, że stworzą one ponad 100 000 miejsc pracy.
Ceny pojazdów elektrycznych pozostają jednak wysokie, a wyzwania związane z kosztami zaostrzają rosnące koszty pracy i specyficzne dla USA upodobanie do większych pojazdów. Rozwiązanie strajku United Auto Workers (UAW) w listopadzie ubiegłego roku doprowadziło do tego, że GM, Ford i Stellantis zgodziły się na znaczną 25% podwyżkę płac dla pracowników UAW w ciągu najbliższych czterech lat. Porozumienie to, w połączeniu z rozszerzeniem ochrony związkowej na zakłady produkujące akumulatory do pojazdów elektrycznych, może podnieść koszty produkcji, potencjalnie wpływając na ceny pojazdów. Silna preferencja amerykańskich konsumentów dla dużych pojazdów dodatkowo potęguje te wyzwania.
Dynamika polityczna określi przyszłość amerykańskiego przemysłu motoryzacyjnego. Potencjalna druga prezydentura Trumpa może wyznaczyć ścieżkę w kierunku alternatywnego kursu, biorąc pod uwagę rozbieżność stanowisk obu partii w sprawie zielonej transformacji. Biden wcześniej wyznaczył cel aby do 2030 r. połowę wszystkich sprzedawanych nowych samochodów stanowiły pojazdy elektryczne. Boom produkcyjny wywołany przez IRA ma już widoczny wpływ na sprzedaż pojazdów elektrycznych, a nowe przepisy dotyczące emisji zaproponowane przez EPA w zeszłym roku mają przyspieszyć osiągnięcie tego celu, potencjalnie zwiększając sprzedaż pojazdów elektrycznych do dwóch trzecich sprzedaży wszystkich nowych samochodów w USA do 2032 roku. Z kolei Trump był zdecydowanym przeciwnikiem zielonej energii i pojazdów elektrycznych, obwiniając istniejącą politykę środowiskową za wzrost cen energii i utratę miejsc pracy. Jeśli zostanie wybrany w listopadzie, prawdopodobnie cofnie regulacje klimatyczne mające na celu zwiększenie popularności pojazdów elektrycznych i skieruje fundusze z powrotem do tradycyjnej produkcji silników spalinowych. Spowodowałoby to znaczne spowolnienie zielonej transformacji na drugim co do wielkości rynku samochodowym na świecie, gdzie transport jest największym źródłem gazów cieplarnianych.
W 2023 roku Grupa Asseco osiągnęła 16,9 mld zł przychodów ze sprzedaży. Sprzedaż własnych produktów oraz usług informatycznych przekroczyła 13,2 mld zł. Zysk operacyjny wyniósł ponad 1,6 mld zł. Zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej osiągnął poziom 483 mln zł, co oznacza drugi pod względem wartości zysk netto w historii Grupy.
Wyniki Asseco są bardzo dobrze zdywersyfikowane geograficznie. W 2023 roku rynki zagraniczne reprezentowane przez segmenty Formula Systems i Asseco International odpowiadały łącznie za 88% przychodów Grupy. Sprzedaż segmentu Formula Systems wyniosła 10,9 mld zł, a zysk operacyjny 906 mln zł. W segmencie Asseco International przychody wyniosły 4,1 mld zł, a zysk operacyjny – po wzroście o 12% – osiągnął poziom 456 mln PLN. Sprzedaż segmentu Asseco Poland wzrosła o 13% do blisko 2,0 mld zł, a zysk operacyjny wyniósł 264 mln zł.
„2023 rok to kolejny bardzo dobry rok dla Asseco. Istotny wpływ na wyniki Grupy miały w tym czasie kursy walut. Organicznie rośliśmy stabilnie – nasze przychody wzrosły w kursach stałych o 5%, a zysk operacyjny zwiększył się o 6%. Osiągnęliśmy drugi pod względem wartości zysk netto w naszej ponad 30-letniej historii. Dalej konsekwentnie realizujemy obraną strategię, skupiając się na produkcji oprogramowania i usługach własnych, a także silnej dywersyfikacji. Cieszę się, że udało nam się wypracować tak dobre wyniki pomimo trudnego otoczenia gospodarczego oraz napiętej sytuacji geopolitycznej. To pokazuje, że niepewne czasy wymagają zwiększenia roli cyfryzacji, ze szczególnym uwzględnieniem rozwiązań chmurowych, cyberbezpieczeństwa czy sztucznej inteligencji. Naszym priorytetem pozostaje dostarczanie najwyższej jakości własnego oprogramowania dla instytucji i firm z kluczowych sektorów gospodarki. W minionym roku intensywnie pracowaliśmy nad umocnieniem pozycji rynkowej w każdym z segmentów biznesowych, w których działamy.W 2023 roku przejęliśmy 7 spółek działających w Portugalii, Słowenii, Bośni i Hercegowinie, Polsce, a także na rynku izraelskim. Od momentu debiutu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie w 2004 roku do naszej Grupy dołączyło ponad 135 spółek. To sprawia, że dzisiaj Asseco to ponad 33 tys. osób zatrudnionych w 60 krajach na 6 kontynentach” – powiedział Adam Góral, Prezes Zarządu Asseco Poland.
Skonsolidowany portfel zamówień Asseco na rok 2024, w obszarze oprogramowania i usług własnych, ma obecnie wartość ponad 10,2 mld zł. W kursach stałych, w jakich został przeliczony backlog na 2023 rok, przekracza 11,1 mld zł i jest o 14% wyższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.
„Od rozpoczęcia wojny w Ukrainie mierzymy się ze zwiększonym ryzykiem oraz liczbą ataków cybernetycznych. Dlatego tak ważne jest budowanie odporności cybernetycznej państwa na każdym poziomie działań – zarówno ogólnokrajowym, jak i samorządowym. Jako dostawca rozwiązań dla wielu instytucji publicznych i przedsiębiorstw będziemy kontynuowali aktywny udział w zabezpieczaniu systemów informatycznych, a także pomagali w dostosowaniu infrastruktury oraz procedur bezpieczeństwa do nowych realiów” – tłumaczy Adam Góral. „Jedną z naszych ambicji pozostaje rynek usług chmurowych i aktywny udział w tym szybko rosnącym obszarze sektora IT. Oprócz własnego oprogramowania oraz budowy zasobów chmurowych w ramach Asseco Cloud współpracujemy z największymi światowymi dostawcami chmury publicznej. Przed nami kolejny rok, w którym będziemy pracowali nad wdrożeniem i rozwojem zastosowań sztucznej inteligencji. Celem jest postęp, z jakim do tej pory nie mieliśmy jeszcze do czynienia. Mamy ogromną szansę zrewolucjonizować wiele aspektów naszego życia. Szczególnie warto tu wymienić ochronę zdrowia, administrację publiczną, sektor produkcyjny czy usługi. Mądrze wykorzystana sztuczna inteligencja przyczyni się także do zwiększenia poziomu cyberbezpieczeństwa, poprzez przyspieszenie wykrywania potencjalnych zagrożeń” – dodał Adam Góral.
Asseco konsekwentnie buduje wartość dla akcjonariuszy i dzieli się z nimi wypracowanym zyskiem. W tym roku Zarząd Spółki zarekomendował Walnemu Zgromadzeniu wypłatę 250 mln zł dywidendy za 2023 rok, co oznacza 3,66 zł na jedną akcję uczestniczącą w wypłacie dywidendy*.
* Dywidenda przypadająca na jedną akcję, po wyłączeniu akcji własnych, które nie uczestniczą w dywidendzie.
Columbus wraz z Grupą DTEK startuje z realizacją projektu BESS (Battery Energy Storage System) w Polsce. Spółka DRI, należąca do Grupy DTEK, rozpoczęła proces nabycia od Columbus największego magazynu energii, który Spółka przygotuje do warunków RTB (Ready to Build).
Columbus Energy S.A. zawarł z DRI (DTEK Renewables International B.V.) przedwstępną umowę sprzedaży wielkoskalowego magazynu energii o mocy 133 MW i pojemności 532 MWh, zlokalizowanego na terenie gminy Chrzanów. Projekt ma wygraną aukcję rynku mocy i jest jednym z największych tego typu projektem w Polsce oraz jednym z większych w Europie. Realizację wszystkich czynności określonych w umowie, związanych z uzyskaniem przez ten projekt pozwolenia na budowę, DRI powierzył spółce Columbus.
– Zdecydowaliśmy się na sprzedaż jednego z naszych projektów magazynów energii do partnera z Grupy DTEK. Inwestycje w wielkoskalowe magazyny energii są nieuniknione, a wartość portfela projektów, jaki posiada Columbus, jest bardzo wysoka. Środki pozyskane z tej transakcji przeznaczymy na zmniejszenie naszych zobowiązań wobec inwestora DC24 ASI, co czynimy sukcesywnie, realizując naszą strategię finansową, jak również na rozwój innych wielkoskalowych projektów. Grupa Columbus posiada i rozwija wiele projektów, które chcemy wybudować i nimi zarządzać. Najbardziej zaawansowane projekty magazynów energii mają moc odpowiednio 202 MW oraz 63 MW. Na tym etapie nie przewidujemy ich sprzedaży, natomiast jesteśmy otwarci na współpracę i potencjalne okazje biznesowe. Ta transakcja pokazuje, że Columbus może być równorzędnym partnerem dla międzynarodowych korporacji energetycznych. Przeprowadziliśmy skuteczną transakcję z Engie, teraz z DTEK – twierdzi Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A.
Przypomnijmy, że Columbus i DRI zawarły w październiku 2023 r. porozumienie Term Sheet, dotyczące strategicznej współpracy w zakresie budowy wielkoskalowych magazynów energii. Grupa DTEK zainteresowała się wówczas trzema projektami magazynów energii, należącymi do Columbus, o łącznej mocy 398 MW i pojemności 1,6 GWh.
– Zgodnie z warunkami umowy, 100 proc. udziałów w projekcie magazynu w Chrzanowie zostanie przekazane na rzecz DRI po spełnieniu warunków zawieszających, a dodatkowy bonus zostanie wypłacony po doprowadzeniu projektu do warunków RTB, co powinno się wydarzyć najpóźniej w tym roku. W związku z tym zakładamy, że pierwsza transza środków zostanie przekazana do Columbus w połowie maja, a kolejna – po uzyskaniu RTB – twierdzi Dariusz Kowalczyk-Tomerski, Wiceprezes Columbus Energy S.A.
Teva Pharmaceuticals Polska będzie mieć nowego Dyrektora Generalnego – w kwietniu 2024 r. stanowisko to obejmie Ewa Królikowska, dotychczas Dyrektor Komercyjny RX i Wiceprezes ds. Dystrybucji. Poprowadzi ona komercyjny zespół firmy, która jest światowym liderem rynku farmaceutycznego i jednym z największych dostawców leków w Polsce.
Ewa Królikowska będzie jednym z szefów europejskich rynków w Tevie, raportującym bezpośrednio do Michała Nitki, który pełni rolę SVP, Commercial Lead South & East Europe (ad interim) oraz globalnego OTC Head.
– Teva od wielu lat jest w gronie liderów rynku farmaceutycznego w Polsce, dostarczając pacjentom kluczowe leki w ważnych obszarach terapeutycznych. Jestem dumna, stając na czele zespołu, który z sukcesami realizuje w Polsce globalną strategię Tevy „Pivot to Growth” – koncentruje się na badaniach i rozwoju portfolio, stawia na innowacyjność i wzmacnia obecność na rynku leków generycznych. W najbliższym czasie będziemy pracować też nad dalszym usprawnianiem działań skoncentrowanych na potrzebach naszych wszystkich klientów – a zwłaszcza pacjentów, wspólnie z nimi chcąc kształtować zrównoważoną i zdrową przyszłość – komentuje Ewa Królikowska, Dyrektor Generalny Teva Pharmaceuticals Polska.
Ewa Królikowska związana jest z branżą farmaceutyczną od 20 lat, a z firmą Teva (wcześniej w zespole Ratiopharm) – od 2008 r. Ma wieloletnie doświadczenie w logistyce i kompleksowym zarządzaniu łańcuchem dostaw w Polsce i regionie CEE (Czechy, Słowacja, Węgry, kraje bałtyckie, Rumunia) dla portfela leków Rx i OTC, suplementów diety, wyrobów medycznych. Jej doświadczenie obejmuje szereg projektów z zakresu fuzji i przejęć w branży farmaceutycznej (Ratiopharm, Mepha, Cephalon, Actavis), współpracy w ramach joint ventures (PGT) oraz współpracy z zewnętrznymi wytwórcami.
Od 2016 pełni rolę Wiceprezesa ds. Dystrybucji. W latach 2019-2023 pełniła rolę Dyrektora Komercyjnego OTC i Dystrybucji, odpowiadając za dystrybucję hurtową całego portfela Tevy w Polsce oraz marketing, trade marketing i sprzedaż produktów bez recepty takich marek, jak Flegamina, Olfen, Calperos, Sudocrem i Vibovit.
W październiku 2023 r., obok roli w zakresie dystrybucji, została Dyrektorem Komercyjnym Rx. Od lutego 2024 r. pełniła obowiązki szefa Tevy w Polsce, jednocześnie pracując nadal jako Wiceprezes ds. Dystrybucji.
Jest członkinią zarządu PASMI, organizacji zrzeszającej polskie i zagraniczne firmy farmaceutyczne produkujące leki dostępne bez recepty, a także wyroby medyczne, suplementy diety oraz kosmetyki.
Zaniżanie stawek przez konkurencję, rosnące koszty prowadzenia działalności i malejąca liczba zleceń to główne bolączki firm z sektora spedycji – wynika z badania Transcash przeprowadzonego wśród przedstawicieli branży. Są one pokłosiem szerzej zakrojonych problemów trapiących cały sektor TSL, wśród których na szczególną uwagę zasługuje wpływ sytuacji geopolitycznej na jego kondycję.
Spedycje w kłopotach
Ponad 68% naszych ankietowanych przyznało, że sytuacja ich firmy pogorszyła się w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Poprawę zadeklarowało jedynie nieco ponad 9%, a pozostali nie widzą znaczących zmian w kondycji swojego przedsiębiorstwa. Zapytani o czynniki, które w największym stopniu wpływają na obecną kondycje rynku transportowego, nasi ankietowani na pierwszym miejscu postawili ex aequo sytuację geopolityczną oraz zmniejszenie światowej produkcji (po 50% wskazań w pytaniu wielokrotnego wyboru). Na miejscu trzecim z wynikiem 45,5% znalazł się wzrost opłat drogowych.
Koszty będą rosnąć
Długo oczekiwane spadki poziomu inflacji w ostatnich miesiącach nie przyniosły spodziewanej ulgi. Nadwyrężona rosnącymi kosztami branża przeżywa kryzys, który zmusił wiele firm do zakończenia działalności. Tę tendencję w odniesieniu do całej gospodarki pokazuje najnowsza analiza Dun&Bradstreet, mówiąca o rekordowej liczbie 250 tys. zawieszonych działalności i 4200 restrukturyzacji firm w Polsce w roku 2023.
– Koszty prowadzenia działalności w sektorze TSL rosną nieustannie, napędzane również przez przepisy unijne. Dyrektywa uzależniająca wysokość myta od skali emisji CO2 spowodowała drastyczny wzrost opłat drogowych w Niemczech, o ponad 80 proc. w przypadku pojazdów spełniających normę Euro 6. Do 24 marca 2024 roku dyrektywę muszą wdrożyć wszystkie państwa Unii, co oznacza kolejne podwyżki dla firm zajmujących się międzynarodowym przewozem towarów – komentuje Jakub Gwiazdowski, Head of Partnership & Relations w Transcash.
Z kolei sytuacja międzynarodowa wpływa na branżę w często nieprzewidywalny sposób. Strajki rolników, które przetaczają się przez całą Europę, są ogromnym utrudnieniem także dla przewoźników. W Polsce wiążą się nie tylko z ustawodawstwem unijnym, ale również z chęcią ograniczenia przywilejów wobec dostawców żywności z Ukrainy. Po wybuchu wojny Polska umożliwiła bezcłowy import towarów z tego kraju, co obniżyło konkurencyjność między innymi polskich rolników.
Historyczne spadki stawek za fracht
Deklarujących pogorszenie sytuacji swojej firmy zapytaliśmy o przyczyny tego stanu rzeczy w ramach pytania wielokrotnego wyboru. Do najważniejszych zaliczyli zaniżanie stawek przez konkurencję (63,64%) i wzrost kosztów prowadzenia działalności (61,6%). Spadek liczby zleceń to bolączka połowy naszych ankietowanych. Najmniejsza grupa (40%) wskazała na zmniejszenie marży.
– Stawki za fracht, liczba zleceń oraz terminy płatności to najczęściej wskazywane czynniki, które zdaniem uczestników badania wpływają na funkcjonowanie firm transportowych. Choć dyskusja o malejącej liczbie kierowców nie ustaje, ten czynnik za istotny dla codzienności firmy uznało niecałe 5 proc. naszych ankietowanych – mówi Jakub Gwiazdowski z Transcash.
Spadki stawek za fracht i niepewność z nimi związana potwierdza najnowszy raport Upply x Ti x IRU. Zgodnie z danymi organizacji, w IV kwartale 2023 roku stawki w Europie widocznie zmalały, skutkując obniżeniem ich wartości w zleceniach spotowych w stosunku do kontraktów – to pierwszy taki przypadek od początku 2017 roku. Różnica wyniosła aż 6 punktów procentowych. W Polsce nie odnotowano tego zjawiska, co nie zmienia faktu, że stawki malały systematycznie przez cały 2023 rok, najmocniej właśnie w odniesieniu do spotów.
Sposobem na powstrzymanie spadków mogłoby być wprowadzenie ogólnoeuropejskiej, minimalnej stawki za fracht. Tą drogą poszli Węgrzy, którzy za pomocą rozporządzenia ustanowili algorytm wyliczający ją na podstawie zmiennych powiązanych z transportem, takich jak wysokość opłaty drogowej, dystans czy cena paliwa.
Dobre relacje z przewoźnikami
Spedytorzy zapytani przez Transcash o to, co przyciąga do nich przewoźników, wskazują na dwie kwestie: reputację wiarygodnego płatnika i stałe kontrakty. Spedycje poszukujące nowych podwykonawców muszą więc zapewnić im stabilność, czyli stałe zlecenia i pewną zapłatę w terminie.
Te wskazania nie dziwią, biorąc pod uwagę skalę zatorów płatniczych w branży TSL. Jak wynika z badania „Skaner MŚP”, zrealizowanego przez Big Info Monitor w I kwartale tego roku, 54% firm transportowych współpracuje z kontrahentami, którzy zwlekają z płatnością ponad 60 dni po upływie pierwotnego terminu. To czyni sektor transportu niechlubnym rekordzistą na tle innych badanych branż, nie tylko pod względem terminów płatności, ale też tempa wzrostu zaległości. W 2023 roku długi firm z branży TSL wzrosły o 18%, przekraczając 3 mld zł, przy średniej dla sektora MŚP na poziomie 6%.
Dobre relacje z przewoźnikami buduje wiarogodność płatnicza, którą trudno osiągnąć bez finansowej stabilności. Wsparciem w tym zakresie może być eSkonto, czyli usługa, dzięki której spedycja jest w stanie opłacić swoich przewoźników bez angażowania własnych środków.
– Niezależnie od tego, czy przewoźnik zdecyduje się sfinansować fakturę w ramach usługi eSkonto, ta możliwość sama w sobie zwiększa wiarygodność płatniczą spedycji. To szczególnie ważne w trudnym dla branży TSL okresie, którego kres trudno przewidzieć – podsumowuje Jakub Gwiazdowski.
Święta Wielkanocne to ten okres w roku, w którym wiele osób wybiera samochód, aby dostać się do swoich rodzin. Jeśli samochodu nie używa się na co dzień, wiele osób zastanawia się, kiedy jest najlepszy moment do tego, aby zatankować. Choć logika wskazywałaby na to, że stacje benzynowe zwykle podwyższają ceny przed świętami, w związku ze zwiększeniem popytu, a później mogą je obniżyć, to rzeczywistość może być zupełnie inna. Kiedy w takim razie zatankować nasze samochody?
Warto na samym miejscu przeanalizować to, gdzie obecnie znajduje się cena ropy, a gdzie cena paliw na polskich stacjach. Cena ropy jest o dokładnie 10 %wyższa w ujęciu dolarowym niż rok temu, natomiast od początku tego roku wzrost wynosi niecałe 11%. Nieco lepiej wygląda perspektywa, patrząc z ujęcia ostatnich 12 miesięcy, analizując cenę ropy w złotych. Pod tym względem ropa zdrożała o ok. 3%, ale już od początku tego roku jest to ok. 15% więcej. Cena baryłki ropy Brent to obecnie ok. 85 dolarów za baryłkę. Okazuje się jednak, że za paliwo w tym roku będziemy płacić mniej niż w roku zeszłym!
Cena za litr benzyny w kwietniu zeszłego roku nierzadko przekraczała 6,80 zł. Co więcej, ceny paliw w Polsce były przez niemal całe pierwsze półrocze zawyżone w porównaniu do sytuacji na rynku ropy naftowej. Cena ropy naftowej w marcu czy w maju spadała w okolice 70 USD za baryłkę, a w szczytowym momencie była notowana w okolicach 85 USD za baryłkę, czyli podobnie jak teraz. To właśnie w kwietniu zeszłego roku przez moment mieliśmy mocny wzrost cen ze względu na cięcie produkcji ze strony kartelu OPEC+, ale później rynek nie dowierzał eksporterom i cena runęła ponownie wyraźnie w dół i zaczęła odbijać dopiero w czerwcu.
Cena benzyny w zeszłym roku była niewspółmiernie wysoka w stosunku do fundamentów, dlatego obecnie będzie minimalnie taniej. Z perspektywy kraju cena oscyluje w okolicach 6,50 zł, ale zdecydowanie drożej może być w dużych miastach. W Warszawie ceny mogą przekraczać poziomy 6,60-6,70 zł za litr bezołowiowej 95. Kiedy w takim razie tankować? W zasadzie najwcześniej jak się da.Statystyki bazujące na ostatnich 10 latach wskazują, że najtaniej na stacjach jest ok. 5-7 dni przed świętami. Z drugiej strony wysokie ceny przez stacje zwykle utrzymywane są po świętach i swoją kulminację osiągają ok. 2 tygodnie później. Warto też pamiętać, że na rynku ropy naftowej obserwujemy ostatnio cykl wzrostowy, a ceny na stacjach reagują z ok. 1-2 tygodniowym opóźnieniem w stosunku do tego, co dzieje się z ceną produktu pierwotnego. Wobec tego nie można wykluczyć, że ceny faktycznie po świętach wzrosną, biorąc pod uwagę trend wzrostowy na rynku ropy naftowej.
Czy w przyszłości można liczyć na niższe ceny paliw? W tym momencie ze względu na czynniki fundamentalne trudno wskazać na możliwe perspektywy spadkowe. Z drugiej strony nie można wykluczyć próby obniżenia akcyzy czy podatku VAT lub jednorazowych promocji ze strony stacji paliw. Jednocześnie biorąc pod uwagę fakt, że obecne władze wycofują się z programów tarczowych, chcąc unormować sytuację inflacyjną, to raczej nie powinniśmy oczekiwać podobnego działania, które miało miejsce w ostatnich latach w postaci obniżenia stawki VAT na paliwa z poziomu 23% do 8%. Warto pamiętać, że w zeszłym roku powróciła normalna stawka VAT na paliwa, ale stacje benzynowe cen ostatecznie nie podniosły. Z drugiej strony sztucznie utrzymywały ceny paliw na wysokim poziomie w momencie, kiedy ceny ropy naftowej spadały. Wobec tego nadzieją na niższe ceny jest w tym momencie jedynie spadek cen na rynku ropy, a o to być może zadba prezydent Joe Biden przed zbliżającymi się jesiennymi wyborami prezydenckimi w USA.
Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB
Przepływy z działalności operacyjnej: wzrost o 26% do 356,9 mln euro
Integracja Spedimexu w Polsce, otwarcie pierwszego oddziału w Wielkiej Brytanii, rozwój działalności w USA i zdobycie strategicznych kontraktów
ID Logistics, europejski lider logistyki kontraktowej, podsumował wyniki finansowe za 2023 rok. Grupa osiągnęła wzrost przychodów o 10,7% do 2,74 mld euro i podstawowego dochodu operacyjnego o 16,3% do 125,8 mln euro. Szczególnie dynamiczne tempo wzrostu ID Logistics odnotował na polskim rynku.
Eric Hémar, prezes i dyrektor generalny Grupy ID Logistics, komentuje: „2023 rok był kolejnym, wyjątkowym rokiem dla ID Logistics, z dużym wzrostem wszystkich kluczowych wskaźników finansowych. Po pomyślnym zakończeniu integracji Kane Logistics w Stanach Zjednoczonych w 2022 r., ID Logistics kontynuował inwestycje w roku 2023, przejmując Spedimex w Polsce. Kilka miesięcy później, ta operacja przyniosła nam korzyści biznesowe, gdy wspieraliśmy światowego lidera branży fashion w jego ekspansji w Wielkiej Brytanii. Grupa wygrała też kilka strategicznych kontraktów po obu stronach Atlantyku, co otwiera nam doskonałe perspektywy wzrostu w 2024 roku”.
WZROST PRZYCHODÓW O 10,7% (+7,2% LIKE-FOR-LIKE)
W 2023 r. przychody Grupy ID Logistics wyniosły 2,74 mld euro i wzrosły o 10,7% w porównaniu z 2022 r. Wynik ten uwzględnia przychody firmy Spedimex, przejętej w Polsce i konsolidowanej od 1 czerwca ub.r., oraz Kane Logistics, przejętej w USA i konsolidowanej od 1 kwietnia 2022 r. Po skorygowaniu o ten efekt i uwzględnieniu niekorzystnego wpływu kursów wymiany walut, wzrost przychodów w ujęciu like-for-like wyniósł 7,2% wobec 2022 r.
Rynki europejskie (47% przychodów Grupy w roku 2023), z wyłączeniem Francji: wzrost wyniósł 9,5% like-for-like, na co miał wpływ przede wszystkim rozwój działalności Grupy w Polsce i Włoszech, a także otwarcie oddziału w Wielkiej Brytanii.
Francja (30% przychodów Grupy): spadek aktywności o 4% w porównaniu z 2022 r. , co było wynikiem zmniejszających się od marca wolumenów konsumpcji oraz przesunięcia uruchomienia niektórych nowych projektów na rok 2024;
Stany Zjednoczone (14% przychodów Grupy): dynamiczny wzrost przychodów o 12,8% w ujęciu like-for-like, z gwałtownym przyspieszeniem do 34,1% w IV kwartale
Pozostałe kraje (9% przychodów Grupy): utrzymanie dobrego tempa wzrostu na poziomie 41% like-for-like, na co miało wpływ m.in. uruchomienie nowych magazynów, szczególnie w Brazylii.
WZROST PODSTAWOWEGO DOCHODU OPERACYJNEGO O 16,3% DO 125,8 MLN EURO
W 2023 r. Grupa poprawiła rentowność operacyjną, odnotowując wzrost podstawowej EBIDTA o 16,6% do 434,7 mln euro.
Podstawowy dochód operacyjny zwiększył się o 16,3% do 125,8 mln euro. Grupa kontynuowała ekspansję na rynkach międzynarodowych, osiągając marżę operacyjną na poziomie 4,7%, o 30 punktów bazowych więcej w porównaniu z 2022 r. We Francji, dzięki skutecznej korekcie kosztów, wpływ spowolnienia sprzedaży na marżę operacyjną został ograniczony do 4,2%, czyli poziomu zbliżonego do 2022 r. Ogólnie, w ubiegłym roku Grupa odnotowała wzrost marży operacyjnej do 4,6%.
WZROST PRZEPŁYWÓW PIENIĘŻNYCH Z DZIAŁALNOŚCI OPERACYJNEJ O 26%
W 2023 r. działalność Grupy ID Logistics wygenerowała 356,9 mln euro przepływów pieniężnych po uwzględnieniu inwestycji operacyjnych, o 26% więcej niż w 2022 r. Inwestycje operacyjne, z których 80% to uruchomienie nowych magazynów, były wyższe niż rok wcześniej i wyniosły 72,9 mln euro. Po akwizycji Colisweb we Francji i Kane Logistics w USA, w 2023 r. ID Logistics zakończył transakcję przejęcia Spedimexu w Polsce. Dzięki rygorystycznemu zarządzaniu i dobrym wynikom finansowym osiągniętym w ubiegłym roku, wskaźnik zadłużenia do kapitału własnego przed IFRS 16 spadł do 1,6-krotności powtarzalnej EBITDA (stan na 31 grudnia).
SZYBKI WZROST W POLSCE
W 2023 r. Grupa ID Logistics utrzymała szybkie tempo rozwoju na polskim rynku, o strategicznym dla niej znaczeniu, co przełożyło się na wzrost przychodów do blisko 1,5 mld złotych. Przejęcie Spedimexu, a także otwarcie 3 nowych centrów dystrybucji dla branż: modowej, e-commerce i DIY, ponad dwukrotnie zwiększyło liczbę centrów dystrybucyjnych zarządzanych przez polski zespół, z 17 w 2022 r. do 39. W rezultacie łączna powierzchnia magazynowa wzrosła z 720 tys. mkw. do ponad 1 mln mkw. ID Logistics rozszerzył też sieć operacyjną, kilkukrotnie zwiększając liczbę regionalnych oddziałów transportowych z 3 do 15, co znacząco wzmacnia ofertę zintegrowanych rozwiązań transportowych, w tym FTL i LTL. Kluczowym elementem rozwoju ID Logistics na polskim rynku był wzrost zatrudnienia, w ciągu roku z 6 tys. do ponad 7 tys. pracowników.
Dynamiczny rozwój ID Logistics zyskał uznanie na rynku, a firma została laureatem licznych nagród i wyróżnień, przyznawanych przez media biznesowe i logistyczne.
PERSPEKTYWY
Rozwój działalności Grupy w Stanach Zjednoczonych i Polsce, a także otwarcie pierwszych oddziałów we Włoszech i Wielkiej Brytanii, potwierdza skuteczność modelu biznesowego ID Logistics.
W tym roku, dzięki inwestycjom w technologie i operacje, ID Logistics będzie nadal wspierać swoich głównych klientów w zakresie organizacji i optymalizacji łańcuchów dostaw, szczególnie z branż takich jak: handel detaliczny, e-commerce, fashion, FMCG i kosmetycznej. Z uwagi na szybką redukcję zadłużenia od czasu akwizycji w 2022 r., Grupa ID Logistics rozważa potencjalne możliwości dalszego wzrostu zewnętrznego w Europie i USA.
Jak wskazują najnowsze dane Santander Leasing po pierwszych dwóch miesiącach 2024 r. nastąpiło bardzo mocne odbicie w dynamice udzielanego finansowania pojazdów. Od początku roku do końca lutego wartość udzielonego przez Spółkę finansowania wyniosła historycznie rekordową wartość 892 mln zł, co stanowi dynamikę 37,7 proc. r/r.
W krajowych wskaźnikach widzimy coraz więcej potwierdzenia tego, że aktywność gospodarcza zaczęła delikatnie poprawiać się z początkiem roku. Jak wskazuje Instytut Rozwoju Gospodarczego SGH koniunktura w przemyśle przetwórczym ponownie uległa poprawie. W lutym 2024 r. wartość wskaźnika koniunktury (IRGIND) wzrosła kolejny raz – wynosi 2,9 pkt., o 7,3 pkt. więcej niż w styczniu i 11,5 pkt. więcej niż przed rokiem. Jak wskazują analitycy przewidywane jest stopniowe ożywienie wzrostu gospodarczego w kolejnych kwartałach, którego źródłem będzie przede wszystkim poprawa w popycie krajowym, wzrost inwestycji oraz dostęp do funduszy UE.
– Przy praktycznie zerowym wzroście PKB w roku 2023 rynek leasing urósł o 16 proc. Spodziewane 3 proc. wzrostu PKB w roku 2024, wspierane przede wszystkim przez inwestycje i dochody gospodarstw domowych, to zdecydowanie dobry prognostyk
na dalsze wzrosty w br.– ocenia Paweł Piotrowski, Dyrektor Biura Finansów
w Santander Leasing.– Stopy procentowe w Polsce najprawdopodobniej nie spadną do końca bieżącego roku, ale ich stabilizacja i perspektywy obniżek w roku 2025
są wystarczająco dobrym sygnałem dla przedsiębiorców planujących inwestycje
i odnowę bazy swoich środków trwałych. Od pierwszego kwartału obserwujemy zdecydowany wzrost zainteresowania leasingiem. Przy rosnącej gospodarce przedsiębiorcy nie mogą i nie będą czekali z inwestycjami. Muszą wystartować do wyścigu o zamówienia prywatne i publiczne, które dodatkowo będą wspierane środkami z KPO– dodaje.
Zarejestrowany przez Spółkę dynamiczny wzrost zainteresowania leasingiem
to przede wszystkim zasługa wysokiego poziomu inwestycji w pojazdy.
Od stycznia do końca lutego odnotowana została rekordowa w historii Spółki wartość finansowania gdzie dynamika dla finansowania pojazdów osobowych wyniosła +49 proc. r/r, pojazdów ciężarowych +34,6 proc. r/r (w tym poj. pow. 3,5t prawie +86 proc.).
– Powyższy trend w motoryzacji potwierdzają informacje pochodzące z Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów (ECEA). Tylko w lutym 2024 r. rynek samochodów w UE wzrósł o ponad 10 proc. r/r osiągając 883 608 sztuk. Łącznie w pierwszych dwóch miesiącach tego roku rejestracje zwiększyły się o ponad 11 proc. do 1,7 mln sztuk. Perspektywy na kolejne miesiące br. w produkcji samochodów są pozytywne. Standard&Poor’s zakłada wzrost o 2,8 proc. na świecie i 2,9 proc. w Europie w 2024 r. W lutym br. Międzynarodowa Unia Transportu Drogowego (IRU) przewidywała, że europejski rynek drogowego transportu towarowego wzrośnie o 0,6 proc. w 2024 r. i średnio o 1,3 proc. do 2028 r. Z kolei Samar prognozuje 5,3 proc. wzrost rejestracji samochodów osobowych i 5,4 proc. wzrost w samochodach dostawczych w tym roku w Polsce. Nie zapominamy jednak o pewnych zagrożeniach, które mogą determinować rynek pojazdów, jak na przykład wysokie ceny samochodów, zakłócenia w łańcuchu dostaw, rosnące koszty wynagrodzeń w Europie Środkowo-Wschodniej, czy też malejąca konkurencyjność europejskich producentów – wskazuje Jakub Poręcki, dyrektor zarządzający, rynek małych i średnich przedsiębiorstw w Santander Leasing.
– Z naszej perspektywy osiągnięte w pierwszych miesiącach br. wyniki to głównie zasługa mocnej obecności w segmencie transportu ciężkiego, wprowadzenie procedury uproszczonej w tym segmencie, zawarte kolejne umowy z partnerami oraz konsekwentny wzrost liczby współpracujących z nami salonów dealerskich przy udzielanym finansowaniu – dodaje.
Węgierski bank centralny nie ma litości dla stóp procentowych. To 6 decyzja z rzędu na łączną wysokość 4,75%. Lepsze od oczekiwań dane z USA. Rynki ignorują zamieszanie z wnioskiem o Trybunał Stanu dla prezesa NBP.
Węgrzy kontynuują obniżki
Wczorajsza decyzja Banku Węgier nie zaskoczyła rynków. Spodziewano się dużej obniżki i otrzymano dużą obniżkę. Główna stopa procentowa poszła w dół o 0,75% do poziomu 8,25%. Jest to oczywiście nadal 2,5% powyżej polskich stawek, ale w tym tempie jeszcze w tym półroczu ma szansę dojść niemal do wyrównania poziomów, pomimo tego, że Polska szybciej zaczęła obniżki i zaczynała z wyraźnie niższego poziomu (6,75%) niż Węgry (13%). Na forincie po samej decyzji było widać lekkie umocnienie względem euro. Powodem tego ruchu był fakt, że w obecnym cyklu mieliśmy najpierw cztery obniżki po 0,75% i ostatnią już o 1%. W rezultacie część inwestorów nastawiała się, że i ta obniżka może być o pełen procent. Inflacja konsumencka, która od początku roku znajduje się poniżej 4% dawała miejsce na uzasadnienie tej silniejszej obniżki.
Lepsze dane zza oceanu
Poznaliśmy wczoraj odczyt zamówień na dobra. Wzrósł on o 0,5%, ale co dziwne ostatnio subindeks dóbr trwałego użytku rósł szybciej, bo aż o 1,4%. Jest to o tyle interesujące, że w USA po pandemii, a właściwie od popularyzacji pracy zdalnej, wskaźnik ten był wyraźnie słabszy, przez gorszą sprzedaż aut. Obecne odbicie jest jednak efektem niskiej bazy. Dane odwołujące się do słabszych wyników mogą pokazać procentowo korzystną zmianę pomimo tego, że poziom wcale nie jest dobry. Dane z lutego odnoszą się bowiem do stycznia, a styczeń był najsłabszym miesiącem dla tego wskaźnika od kilku lat, był bowiem spadkiem o 6,9%. Odbicie w kolejnym miesiącu o 1,4% nie wygląda już zatem fenomenalnie. Były to jednak i tak dane lepsze od oczekiwań, stąd wzrosty kursu dolara.
Trybunał Stanu dla prezesa NBP?
Wczorajszy dzień miał upłynąć pod dyktando bomby, jaką miał być wniosek o postawienie prezesa NBP przed Trybunałem Stanu. Do tego konferencja zarządu NBP sugerowała, że naprawdę będzie się działo. Reakcja rynków była jednak taka sama jak obecność prezesa Adama Glapińskiego na konferencji prasowej zarządu Banku. Żadna. Rynki absolutnie zignorowały to „wydarzenie”, aczkolwiek zarówno w przypadku wniosku, jak i konferencji w przestrzeni medialnej, da się zauważyć silniejsze stwierdzenia. Rynki patrzą jednak na fakty. Reagować będą dopiero, kiedy będzie to mogło mieć wpływ na decyzje. Na razie się na to nie zanosi. Całe zamieszanie teoretycznie mogłoby wpłynąć na opóźnienie w obniżkach stóp procentowych. Dzieje się tak, gdyż tego typu zamieszanie może spowodować strach w członkach władz monetarnych do podejmowania działań. Nie ma to jednak wpływu na rynki, bo ostatnie konferencje i tak już bardzo mocno oddalały tę perspektywę.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl
Prezesi w Polsce mierzą się z większymi wyzwaniami biznesowymi niż ich zagraniczni odpowiednicy – jedynie 30% z nich oczekuje wzrostu rentowności (na świecie to aż 63% wskazań). Równolegle, wobec niestabilnego otoczenia, apetyt na zmiany jest w Polsce większy niż średnio na świecie: 80% rodzimych CEO planuje przyspieszyć transformację, 22 pkt proc. więcej niż średnio na świecie.
Świat VUCA, coraz bardziej pełen niestabilności i zmienności, stawia coraz to nowe wyzwania przed prezesami zarządzającymi firmami w Polsce i na świecie. Dyrektorzy generalni firm z optymizmem patrzą w przyszłość zarządzanych przez siebie firm, wykorzystując sztuczną inteligencję (AI) oraz koncentrując się transformacji biznesowej by utrzymać sprawność i efektywność przedsiębiorstwa zarówno poprzez pracę organiczną nad własnym bilansem jak i poprzez przetasowania w portfolio – to główne konkluzje z najnowszego raportu EY-Parthenon CEO Outlook Pulse.
Polscy CEO z większymi wyzwaniami
Z badania wynika, że Polscy prezesi mają większe wyzwania związane z prowadzeniem biznesu i osiąganiem wyników finansowych niż CEO średnio na świecie. W Polsce jedynie 37% prezesów spodziewa się wzrostu przychodów (64% na świecie), 30% – wzrostu rentowności (63% na świecie), a 43% – wzrostu kosztów (57% na świecie).
Prezesi w Polsce cały czas mierzą się z większymi wyzwaniami biznesowymi niż ich zagraniczni odpowiednicy. Jedynie 30% z nich oczekuje wzrostu rentowności zarządzanych firm. To zdecydowanie mniej niż światowa średnia, gdzie aż 63% CEO przewiduje wzrost marży. Co bardzo cieszy, polscy prezesi nie godzą się z takim stanem rzeczy i chcą przyspieszać transformację biznesową zarządzanych firm. W zmianach widzą szanse na szybszy rozwój. Taki ruch planuje zdecydowana większość naszych CEO, bo aż 80%. To budujące, że mimo mniej stabilnego otoczenia zarówno makroekonomicznego, jak i geopolitycznego polscy prezesi cały czas chcą realizować procesy transformacyjne – mówi Jacek Kędzior, Partner Zarządzający EY Polska.
Pomimo wyzwań jakie stoją przed CEO próbującymi kontynuować ścieżkę wzrostu zarządzanych przez siebie firm, przedsiębiorstwa te mają silną pozycję wobec klientów: 85% CEO w Polsce, w porównaniu do 36% na świecie spodziewa się, że będzie mogło przerzucić wszystkie rosnące koszty na konsumentów. W absorpcji tych podwyżek cen towarów i usług może pomóc spodziewany wzrost wynagrodzeń w naszym kraju i odbicie gospodarcze, które w Polsce będzie bardziej dynamiczne niż średnio na świecie a przede wszystkim niż w Unii Europejskiej.
Transformacja w centrum uwagi
Polscy prezesi odważnie idą w kierunku transformacji i to ona znajduje się w centrum uwagi agendy CEO na rok 2024. Aż 80% respondentów z naszego kraju planuje przyspieszyć transformację portfolio biznesowego w ciągu najbliższych 12 miesięcy, 22 pkt proc. więcej niż średnio na świecie.
Mając realistyczne, ale pozytywne spojrzenie na własne osiągnięcia oraz większą pewność co do globalnego krajobrazu makroekonomicznego i geopolitycznego, prezesi planują podejmować świadome działania biznesowe, aby zapewnić stabilny rozwój. Tylko 7% respondentów w Polsce i 5% na świecie twierdzi, że nie ma planów transformacji biznesowej. Ci dyrektorzy powinni ze szczególną uwagą obserwować otoczenie biznesowe, by utrzymać pozycję konkurencyjną wobec dynamicznie zmieniających się warunków – mówi Paweł Bukowiński, Partner Zarządzający w Dziale Strategia i Transakcje EY Polska, Lider Doradztwa Dezinwestycyjnego w regionie CESA.
Prezesów do zmian motywuje mieszanka zewnętrznych okoliczności i czynników wewnątrz organizacji. Głębsza analiza powodów, dla których prezesi w Polsce chcą przeprowadzić zmiany prowadzi znów do wniosku, że rodzimi CEO są pod większą presją osiągnięcia wyniku niż ich odpowiednicy na świecie. Chęć poprawy wyników finansowych stoi za ponad połową decyzji o zmianach w portfolio biznesowym deklarowana przez polskich dyrektorów generalnych (57%). Na świecie ten sam czynnik znalazł się dopiero na 4. miejscu i był wskazywany o ponad połowę rzadziej (28%). Prezesi na poziomie globalnym mierzą się mocniej z wyzwaniami wywoływanymi przez wdrażanie nowych technologii, które wymuszają na 32% z nich przyspieszenie transformacji biznesu – i jest to najczęściej wskazywany powód zmian w modelu funkcjonowania firmy. W Polsce wpływ technologii jest wymieniany dopiero na trzecim miejscu, z 29% wskazań.
Technologiczna transformacja przyspiesza, ale firmy w Polsce mają jeszcze daleką drogę do jej pełnego wdrożenia. Tymczasem niesłabnące tempo postępu technologicznego wciąż przekształca coraz to nowe branże umożliwiając usprawnienie procesów, obniżenie kosztów i zwiększenie efektywności. Spodziewam się, że doraźne korzyści z poprawy wyników finansowych będą ustępowały miejsca w hierarchii celów biznesowych polskich prezesów na rzecz transformacji technologicznej, która w dłuższym horyzoncie czasowym wpływa na poprawę efektywności przedsiębiorstwa, szczególnie z odpowiednim wykorzystaniem sztucznej inteligencji – konkluduje Arkadiusz Gęsicki, Partner EY-Parthenon w Polsce i krajach bałtyckich, Lider Transaction Strategy & Execution w Regionie CESA, w zespole Strategia i Transakcje w EY Polska.
Geopolityka wpływa na realizację strategii biznesowych
Odpowiedzi na pytanie o strategie biznesowe pokazują zupełnie odmienne oblicze wyzwań z jakimi mierzą się CEO w Polsce i średnio na świecie. Na pierwszym miejscu strategii biznesowych na najbliższe 12 miesięcy w naszym kraju znalazła się rekonfiguracja łańcuchów dostaw. Ten aspekt działalności – mocno akcentowany na świecie w ubiegłorocznej edycji badania – obecnie spadł w światowej edycji badania na przedostatnią pozycję. Globalni liderzy natomiast borykają się z koniecznością bardziej efektywnego zarządzania kapitałem obrotowym i bezpieczeństwem finansowym (42% wskazań). W Polsce na tym aspekcie działalności firmy zamierza koncentrować się 33% ankietowanych prezesów.
CEO łączą ambicje z pragmatycznym podejściem, dostosowując priorytety do realiów, z którymi mają do czynienia. Prezesi odchodzą od planów wzrostu za wszelką cenę, napędzanego tanim kapitałem i zwiększoną płynnością, do nowego paradygmatu, w którym wobec wyższych kosztów finansowania kluczowa staje się maksymalizacja efektywności finansowej w celu generowania gotówki na inwestycje. W Polsce na znaczeniu urosły czynniki zewnętrzne wynikające z niestabilnej sytuacji geopolitycznej – od konieczności rekonfiguracji łańcuchów dostaw po dostosowanie obecności na niektórych rynkach – zauważa Paweł Bukowiński.
Równolegle, polscy CEO wykazują się większą odpornością na zawirowania niż ich globalni odpowiednicy. W obliczu niestabilności geopolitycznej i niezbyt korzystnego otoczenia makroekonomicznego opóźniają inwestycje (38% wskazań, 8 pkt proc. więcej niż średnia światowa) raczej niż je wstrzymują lub zupełnie z nich rezygnują. Na świecie 57% respondentów zadeklarowało, że wstrzymuje lub wycofuje się z inwestycji / dezinwestycji (wobec 52% respondentów w Polsce) a 30% wycofuje się z niektórych biznesów (24% w Polsce).
Poprawa rentowności czy kredyt bankowy
Polscy prezesi nieco inaczej podchodzą do sposobu, w jaki chcą finansować biznesową transformację. O ile na świecie 32% prezesów (i jest to najwyższy odsetek wskazań na pytanie o sposoby finansowania transformacji) chce skupić się na poprawie rentowności, o tyle w Polsce prezesi stawiają na emisję długu lub finansowanie kredytem bankowym (36% odpowiedzi). Ta opcja na świecie stosunkowo mało popularna (25% wskazań) ze względu na wysokie stopy procentowe. Coraz ważniejsze staje się wykorzystanie do maksimum wewnętrznych źródeł finansowania, zarówno poprzez strukturyzowanie kosztów i zarządzania kapitałem obrotowym.
Nie ma uniwersalnej odpowiedzi dla wszystkich przedsiębiorstw na obecne wyzwania rynkowe. Sposób podejścia do transformacji biznesowej i jej realizacji jest zależny od struktury portfela, decyzji związanych z alokacją kapitału, ogólnej strategii i sektora, w którym działa przedsiębiorstwo. Prezesi powinni przyjąć proaktywne podejście do planowania scenariuszowego swojej strategii transformacji biznesowej, uwzględniającego możliwość szybkiego reagowania na dalsze zmiany w otoczeniu zewnętrznym. Ocena wpływu na różne aspekty działalności może zwiększyć odporność na szczeblu całej organizacji – konkluduje Arkadiusz Gęsicki.
O badaniu
Badanie CEO Outlook Pulse zostało przeprowadzone na zlecenie EY w okresie grudzień 2023 – Styczeń 2024 r. przez FT Longitude, specjalistyczny dział badań i marketingu treści Financial Times Group. Wśród respondentów znalazło się 1200 prezesów dużych firm z 21 krajów, którzy wzięli udział w anonimowej ankiecie online. Reprezentowali następujące kraje: Brazylię, Meksyk, Kanadę, Stany Zjednoczone, Belgię, Luksemburg, Holandię, Francję, Niemcy, Włochy, Danię, Finlandię, Norwegię, Szwecję, Wielką Brytanię, Australię, Chiny, Indie, Japonię, Singapur i Koreę Południową.
Prawie jedna piąta (dokładnie to 19%) badanych organizacji osiąga roczne, globalne przychody poniżej 500 mln USD. Kolejne 19% wykazuje przychody w przedziale od 500 mln do 999,9 mln USD. Z kolei 30% firm ma przychody w wysokości od 1 mld do 4,9 mld USD, a ostatnia grupa (32%) – powyżej 5 mld USD.
W polskiej edycji badania realizowanej na zlecenie EY-Parthenon wzięło udział 30 prezesów polskich spółek działających międzynarodowo lub globalnie.
W lutym 2024 r., w porównaniu do lutego 2023 r., banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom więcej kredytów (+4,3%) i na wyższą wartość (+5,3%).
Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych
W ujęciu liczbowym banki udzieliły więcej kredytów obrotowych (+5,0%), natomiast mniej kredytów w rachunku bieżącym (-10,8%) i kredytów inwestycyjnych (-19,3%). W ujęciu wartościowym dodatnią dynamikę roczną odnotowały jedynie kredyty obrotowe (+3,5%). Natomiast spadek wartości sprzedaży nastąpił w kredytach inwestycyjnych (-4,8%) oraz w kredytach w rachunku bieżącym (-0,4%).
W okresie styczeń–luty 2024 r. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, banki udzieliły więcej kredytów dla mikroprzedsiębiorców (+5,5%) i na wyższą kwotę (+5,3%). Dodatnią dynamikę w tym okresie zarówno w ujęciu liczbowym (+7,4%) jak i wartościowym (+6,6%) odnotowały jedynie kredyty obrotowe. Natomiast zarówno kredyty inwestycyjne jak i w rachunku bieżącym odnotowały ujemną dynamikę w ujęciu liczbowym. W ujęciu wartościowym dodatnią dynamikę odnotowały również kredyty w rachunku bieżącym (+1,0%). Natomiast podobnie jak w ujęciu liczbowym także w wartościowym ujemną dynamiką charakteryzowały się kredyty inwestycyjne (-5,4%).
Jakość Portfeli Kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych
Lutowy odczyt Indeksu jakości kredytów dla mikroprzedsiębiorców wyniósł 5,16% w ujęciu wartościowym. Nadal jest on na w miarę bezpiecznym poziomie. W lutym 2024 r. w porównaniu do lutego 2023 r. ogólny Indeks jakości nieznacznie pogorszył się (wzrósł) o (+0,01). Natomiast w okresie 12 miesięcy, czyli w porównaniu do lutego 2023 r., ogólny Indeks polepszył się (spadł) o (-1,03).
Sprzedaż kredytów dla mikrofirm według sektorów
Na 13,4 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w lutym br., 6,3 tys. zaciągnęły firmy usługowe (47%) i 3,2 tys. handlowe (24%). Łącznie 71% udzielonych w lutym 2024 r. kredytów przypada więc na te dwa sektory.
Z całkowitej kwoty 1,807 mld zł, banki udzieliły 715 mln zł (39,6%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność usługową oraz 516 mln zł (28,5%) kredytów firmom z sektora handlu. Finansowanie tych dwóch sektorów w lutym 2024 r. to 68,1% łącznej wartości udzielonych kredytów mikroprzedsiębiorcom.
W lutym 2024 r. najwyższy wzrost r/r liczby udzielonych kredytów dotyczył finansowania usług (+7,2%). W ujęciu wartościowym w lutym 2024 r. w porównaniu do lutego 2023 r. najwyższa dodatnia dynamika dotyczyła kredytów dla firm handlowych (+11,7%). Mniejsze wzrosty odnotowały kredyty udzielone firmom usługowym (+9,9%). Spadła wartość kredytów udzielonych firmom produkcyjnym (-9,8%) oraz budowlanym (-2,0%).
Jakości Portfeli Kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż
Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w lutym 2024 r. spłacane były kredyty przez firmy produkcyjne – wartość Indeksu wyniosła 5,99% oraz budowlane (5,55%). Najlepszy (najniższy) odczyt w lutym br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora usługowego i wyniósł on 4,9%.
W porównaniu do lutego 2023 r. Indeks poprawił się (spadł) w trzech branżach, najbardziej w handlu (-1,76) i usługach (-1,17). Pogorszył się (wzrósł) w budownictwie (+0,23).
Wtorkowa sesja przyniosła niewielkie zmiany głównej pary walutowej, która wczoraj lekko zniżkowała ale wciąż notowania oscylują pomiędzy poziomem 1,0850 a 1,08. Indeksy z Wall Street zamknęły dzień na umiarkowanych minusach. Dow Jones, SP500 oraz Nasdaq Composite spadły o odpowiednio 0,1 proc., 0,3 proc. oraz 0,4 proc. W Europie sesja wyglądała lepiej, DAX zyskał 0,7 proc. a CAC40 zwyżkował i osiągnął wynik na poziomie 0,4 proc. Złoty stracił względem euro oraz dolara amerykańskiego, ale zmiana ta jest symboliczna. Dziś brakuje istotnych danych makro z USA. Interesująco jest natomiast na rynku kakao. Kontrakty na giełdzie NYMEX osiągnęły wczoraj pierwszy raz w historii wartość 10 tys. USD. Imponujący rajd ceny rozpala zmysły inwestorów.
Kiedy na większości rynków niewiele się dzieje w okresie przedświątecznym, rynek kakao jest rozgrzany do czerwoności. Wczoraj po raz pierwszy w historii cena tego surowca osiągnęła wartość 10 tys. USD za tonę metryczną. Oznacza to, że w tym roku notowania urosły już o ponad 130 proc. Oczywiście tak silna reakcja ceny nie wzięła się znikąd. Z reguły tak się dzieje, kiedy występują znaczne zakłócenia w relacji podaży i popytu. Tym razem imponujący rajd to pokłosie trudnych warunków pogodowych oraz występujących chorób w Afryce Zachodniej, która odpowiada za mniej więcej 70 proc. globalnych dostaw tego surowca. Intensywne opady a następnie silne upały nawiedziły Wybrzeże Kości Słoniowej oraz Ghanę.
Według listopadowego raportu Międzynarodowej Organizacji Kakao, pod koniec ubiegłego roku ulewne deszcze i rozprzestrzenianie się choroby czarnych strąków (wywołanej przez patogen, który może zniszczyć całe uprawy) w tych dwóch krajach wpłynęły na rolnictwo. Słabe warunki drogowe utrudniły również dostarczenie dostępnych ziaren do portu. Z racji tego, że te dwa kraje odgrywają kluczową rolę w globalnej produkcji, jakiekolwiek utrudnienia w rolnictwie znacząco wpływają na rynek kakao, głównie na cenę.
Według lutowego raportu ICCO, liczba przylotów do portów w Wybrzeżu Kości Słoniowej i Ghanie spadła odpowiednio o 28 proc. i 35 proc. od początku sezonu w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku.
Szacunki wskazują, że podaż kakao spadnie o 8 proc. w sezonie 2023-2024 w porównaniu z poprzednimi dwunastoma miesiącami. Oczekuje się, że zbiory pośrednie, które rozpoczną się w kwietniu, będą również niższe niż w ubiegłym roku. Drzewa dotknięte wirusem muszą zostać ścięte, podczas gdy nowo posadzone potrzebują od trzech do pięciu lat, aby powstały nowe ziarna, dlatego podaż w ciągu najbliższych latach będzie prawdopodobnie niższa niż średnia z ostatnich 15-20 lat.
Oczywiście rajd ceny w tej formie w której widzimy obecnie jest nie do utrzymania w długim terminie i prawdopodobnie niebawem zobaczymy korektę spadkową. Sytuacja fundamentalna wskazuje jednak, że podwyższone ceny utrzymają się jeszcze przez jakiś czas.
Na rynku kontraktów futures doszło do zjawiska „backwardation”, czyli takiego, w którym cena spot jest wyższa od poziomu instrumentu pochodnego, co wskazuje na niedobór podaży.
W 2023 roku Lokum Deweloper przekazał klientom 774 lokale, dzięki czemu odnotował 451,3 mln zł przychodu, co przełożyło się na 100,7 mln zł zysku przypadającego akcjonariuszom podmiotu dominującego z działalności stricte deweloperskiej. Oznacza to marżę w wysokości 22,3%. Całkowity zysk spółki został dodatkowo wsparty przez zdarzenia jednorazowe.
Lokum Deweloper w 2023 wydał klucze do 774 lokali. Przychody sięgnęły 451,3 mln zł, czyli o 23% więcej r/r. Zysk przypadający akcjonariuszom podmiotu dominującego z działalności deweloperskiej (nie obejmujący zdarzeń jednorazowych) osiągnął 100,7 mln zł, co oznacza rentowność w wysokości 22,3%, zaś całkowity wyniósł 138,0 mln zł.
Grupa zwiększyła też kontraktację mieszkań. Od stycznia do końca grudnia zawarto 706 umów deweloperskich i przedwstępnych, a więc o 62% więcej niż rok wcześniej.
W 2023 r. Lokum Deweloper wypłacił dywidendę za 2022 r. w wysokości 30,42 mln zł, 1,69 zł na akcję.
Miniony rok wiązał się z zakończeniem realizacji kilku projektów dewelopera. Do użytku oddano III etap Lokum Verde, etapy IV-V Lokum Porto we Wrocławiu oraz etap IIIb osiedla Lokum Vista w Krakowie – łącznie 685 lokali. W drugiej połowie 2023 r. Lokum Deweloper rozpoczął budowę nowego osiedla Lokum la Vida oraz kolejnych etapów Lokum Porto we Wrocławiu – łącznie 388 lokali. Na koniec 2023 r. Grupa miała 392 lokale w realizacji. Rok 2024 deweloper otworzył z ofertą obejmującą 361 mieszkań, w tym 274 gotowe do odbioru.
– Rok 2023 był powrotem do normalności na rynku mieszkaniowym. Już od pierwszego kwartału widoczna była duża poprawa nastrojów, jak i możliwości finansowych naszych klientów. Korzystali oni ze spadku inflacji, wzrostu wynagrodzeń, obniżenia stóp procentowych, a także od połowy roku z programu wsparcia w postaci Bezpiecznego Kredytu 2%. Na rynku dostępne jeszcze były gotowe mieszkania, w stosunkowo niskich cenach. Dzięki temu wielu klientów mogło zrealizować swoje potrzeby mieszkaniowe, odroczone przez trudną sytuację poprzedniego roku. Nasza spółka była dobrze przygotowana na te potrzeby dysponując zarówno dużą pulą lokali gotowych, jak i takich, których realizacja finalizowana była w drugiej połowie roku. Przełożyło się to na dobre wyniki spółki, redukcję zadłużenia, czyli umocnienie fundamentów finansowych dla realizacji nowych osiedli – mówi Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper.
W minionym roku Lokum Deweloper dokonał wykupu wszystkich nieumorzonych obligacji serii F, G i H, spłacił też kredyty zaciągnięte na poczet realizacji prowadzonych inwestycji, łącznie na kwotę 168 mln zł, oraz wyemitował nową serię obligacji o łącznej wartości nominalnej 53 mln zł z terminem zapadalności w czerwcu 2027 r. W lutym br. przeprowadził przedterminowy wykup obligacji serii I w wysokości 50 mln zł. Redukcja zadłużenia miała wpływ na poprawę struktury bilansu.
– Dobra sprzedaż i wyniki 2023 roku zarówno naszej spółki, jak i całego rynku, nie powinny przesłaniać dominującego obrazu trudności, z jakimi się mierzymy. Działalność deweloperska jest mocno ograniczana przez niewydolność systemu administracji publicznej i liczne nieuzasadnione protesty stron postępowań administracyjnych. Grunty, na których można w krótkim czasie uruchomić inwestycje mieszkaniowe są dziś niedostępne, a czas przygotowania inwestycji stale wzrasta. Lokale przekazane klientom przez naszą spółkę w bieżącym roku zostały zrealizowane na gruntach zakupionych średnio 7,5 roku temu – większość czasu zajmuje przygotowanie inwestycji, podczas gdy sama budowa trwa ok. 1,5 roku. Nowelizacje prawa dotyczące zagospodarowania przestrzennego oraz warunków technicznych w jeszcze większym stopniu pogłębią problem niedostępności mieszkań w kolejnych latach – zarówno przez wydłużenie czasu na przygotowanie inwestycji, jak i ograniczenie intensywności zabudowy, przekładające się na wzrost kosztów wytworzenia. Naturalnie spowoduje to dalszy znaczny wzrost cen mieszkań ponoszony przez klientów. Aby tego uniknąć, konieczne wydaje się naprawienie źle przygotowanych przepisów ograniczających podaż mieszkań. Pierwszymi krokami powinna być nowelizacja specustawy mieszkaniowej w zakresie oddania samorządom możliwości bardziej elastycznego kształtowania zabudowy – głównie w zakresie wyznaczania zabudowy śródmiejskiej, oraz wskaźników parkingowych, które są kluczowe zarówno dla kosztów wytworzenia mieszkań, jak i jakości życia mieszkańców. Konieczne wydaje się też wprowadzenie długofalowych programów wsparcia nabywców kredytami o stałym i niskim oprocentowaniu, aby mogli oni racjonalnie podejmować decyzje o zakupie mieszkań, mające wieloletni wpływ na ich życie – komentuje prezes zarządu Lokum Deweloper.
Po optymistycznych dla obszaru transportu, logistyki & motoryzacji poprzednich kwartałach nadeszły ciemne chmury. Od kwietnia do końca czerwca więcej pracodawców tej branży zapowiada konieczność redukcji zatrudnienia (34%) niż wzmacniania zespołów (29%). W tym czasie 36% firm tego sektora nie chce żadnych zmian w liczbie pracowników, a 2% organizacji nie zna planów rekrutacyjnych na najbliższy czas. To dane płynące z najnowszego raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany rekrutacyjne na II kwartał tego roku.
Dane zaprezentowane w raporcie „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” wskazują na to, że plany rekrutacyjne firm z branży transportu, logistyki & motoryzacji są zdecydowanie mniej optymistyczne niż dotychczas. Prognoza netto zatrudnienia, będąca barometrem rynku pracy i pokazująca plany firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr, wynosi tutaj bowiem -5%. To jeden z najniższych wyników spośród 8 analizowanych sektorów. Wskaźnik ten spadł o 23 punkty procentowe w porównaniu do I kwartału 2024 roku, a także jest mniejszy o 24 punkty procentowe w ujęciu rocznym. Oznacza to, że firmy chcą zmniejszać liczbę pracowników, a po wielomiesięcznych wzrostach nadszedł dla nich czas stabilizacji.
Jak mówi Bartłomiej Deleżyński, ekspert rynku pracy z ramienia Manpower ujemna prognoza zatrudnienia jest rezultatem wielu czynników. – Po pierwsze, globalna niepewność gospodarcza może powodować ostrożność w inwestycjach i planach rozwoju, co w konsekwencji prowadzi do ograniczenia zatrudnienia. Należy zaznaczyć, iż mowa tutaj o inwestycjach w obszarze motoryzacji, bowiem sama branża logistyczno-magazynowa rozwija się rok do roku. Dodatkowo, zmieniające się trendy konsumenckie, regulacje dotyczące emisji oraz rosnące koszty operacyjne mogą wymuszać restrukturyzację firm, stawiających między innymi na automatyzację procesów. A to jak wiadomo znacznie przekłada się na poziom zatrudnienia – podkreśla ekspert.
Według danych Job Market Insights w obszarze transportu i logistyki od stycznia do połowy marca tego roku najczęściej poszukiwani byli kandydaci na stanowiska magazyniera, operatora wózka widłowego, kierowcy, pracownika magazynu, spedytora międzynarodowego oraz kierowcy zawodowego z prawem jazdy kat. C+E. Na najwięcej możliwości zmiany pracodawcy mogli liczyć kandydaci z okolic Warszawy, Wrocławia, Krakowa, Gdańska, Poznania oraz Łodzi.
– Warto zauważyć, że regiony, w których ofert pracy dla kandydatów obszaru transportu i logistyki było najwięcej są tymi, w których skumulowane jest 80% branży logistyczno-magazynowej. To sektory rynku, które wciąż się rozwijają, powiększając powierzchnię magazynową w poszczególnych regionach. Natomiast wraz ze zmieniającymi się potrzebami rynku, rosnącą automatyzacją, pożądani mogą być również inni kandydaci jak specjaliści ds. e-logistyki, analitycy danych logistycznych, czy eksperci ds. zrównoważonego transportu – dodaje ekspert Manpower.
Dane zebrane przez ManpowerGroup prezentują także plany rekrutacyjne organizacji w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA). Pracodawcy branży transportu, logistyki & motoryzacji tego obszaru deklarują wzrosty zatrudnienia. Prognoza netto zatrudnienia w tym sektorze dla regionu EMEA na kwietnia do końca czerwca wyniosła bowiem +13%. Nowe rekrutacje planuje 37% organizacji, 24% liczy się z koniecznością redukcji etatów, a 2% firm nie zna planów rekrutacyjnych na nadchodzące miesiące. 37% pracodawców branży transportu, logistyki & motoryzacji w EMEA chce pozostawić zatrudnienie na niezmienionym poziomie.
– Ten rok przynosi wyzwania dla polskiej branży transportui logistyki, z widocznymi spadkami prognoz i niestabilnością zatrudnienia. Pojawiają się jednak szanse dla tych, którzy są gotowi dostosować się do zmieniających się potrzeb rynku oraz rozwijać nowe umiejętności. Warto więc śledzić rozwój sytuacji oraz elastycznie reagować na zmieniające się warunki, aby wykorzystać możliwości rozwoju zawodowego w tej dynamicznej branży – podsumowuje Bartłomiej Deleżyński.
Grupa Vantage – należąca do TAG Immobilien, aktywnie działająca na rynku instytucjonalnego najmu mieszkań w Polsce (PRS) – zanotowała w 2023 roku przychody na poziomie 275,2 mln zł, podczas gdy marża brutto wyniosła 87,8 mln zł. EBIT wyniósł 106,7 mln zł, a wynik netto wyniósł 189,1 mln zł.W ramach marki Vantage Rent Grupa oferuje wynajem długoterminowy i rozwija rynek PRS. Vantage ma w wynajmie ponad 2500 mieszkań w całej Polsce.
W 2024 roku Vantage pozyskał 90 mln euro na refinansowanie części portfela mieszkań na wynajem na okres 5 lat. Finansowanie zostało zapewnione przez ERGO Group – jedną z kluczowych grup ubezpieczeniowych w Niemczech i w Europie. VICTORIAPARTNERS pełniła funkcję doradcy finansowego Vantage Group.
Vantage posiada lokale we Wrocławiu, Poznaniu i w Łodzi – łącznie w 12 inwestycjach. Ponadto w budowie ma kolejnych 1200 lokali na wynajem w miastach, w których Grupa działa, ale także na nowych rynkach – m.in. w Trójmieście. Grupa TAG – wraz z Vantage – oferuje łącznie ponad 87.000 mieszkań na wynajem w Europie.
W sierpniu 2023 roku Vantage zakończył z sukcesem emisję obligacji serii AA i pozyskał łącznie 24 mln euro. Termin zapadalności wyemitowanych obligacji wynosi do 4 lat od dnia emisji. Oferującym w ramach Programu Emisji Obligacji był Haitong Bank.
„Rynek instytucjonalnego wynajmu mieszkań w Polsce dopiero się rozwija – ważne jest, aby kluczowe pozycje na nim zajęły odpowiedzialne, wiarygodne podmioty. Rozwiązania PRS wypełniają lukę na rynku mieszkaniowym w kraju i pozwalają na większą dostępność mieszkań – zwłaszcza dla tych grup społecznych, które mają utrudnione możliwości zakupu, w tym także ogromnej rzeszy cudzoziemców mieszkających i pracujących w Polsce. Ważne jest, że Vantage jest stabilnym, wiarygodnym partnerem, finansowanym przez znane, europejskie instytucje i zarządzanym przez doświadczony, profesjonalny zespół. Dzięki temu możemy planować rozwój Grupy w długim terminie pokazując bardzo dobre wyniki i inwestując w kolejne projekty na wynajem. W 2023 roku potwierdziliśmy, że Vantage cieszy się zaufaniem inwestorów – uplasowaliśmy znaczącą emisję obligacji w wysokości 24 mln euro. Była to pierwsza tego typu emisja obligacji na rynku PRS i wyjątkowa, bo denominowana w euro. W bieżącym roku zawarliśmy również umowę finansowania z ERGO Group – jedną z największych firm ubezpieczeniowych w Niemczech i Europie – na 90 mln euro. Pozwoli to nam na skokowy wzrost i umacnianie pozycji jednego z liderów na rynku PRS w Polsce” – wskazał Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG i Vantage.
„Ogromnym atutem Vantage jest doświadczenie i wsparcie naszego akcjonariusza – Grupy TAG Immobilien. W oparciu o to w naszej działalności najmowej wdrażamy najlepsze standardy, sprawdzone na rynkach Europy Zachodniej. Mamy duży, zdywersyfikowany geograficznie portfel mieszkań na wynajem – umożliwia nam to sprawne zarządzanie i dalszy rozwój Grupy. Dzięki temu byliśmy w stanie uzyskać bardzo satysfakcjonujące wyniki operacyjne jak i finansowe za 2023 rok (przychody na poziomie 275 mln złotych, marża brutto ze sprzedaży wynosząca niemal 88 mln złotych). Dzięki zaufaniu inwestorów w naszą działalność w 2023 roku uplasowaliśmy obligacje na kwotę 24 mln. euro, a z początkiem 2024 roku pozyskaliśmy finansowanie z ERGO Group, co umożliwiło nam refinansowanie istotnej części naszego portfela mieszkań na wynajem we współpracy z międzynarodowym graczem finansowym o ugruntowanej pozycji. Doceniamy zaufanie, które otrzymujemy zarówno od naszych klientów, jak i od inwestorów – pozyskane finansowanie i współprace nawiązane z międzynarodowymi instytucjami potwierdzają, że jesteśmy wiarygodnym partnerem. – powiedziała Marta Hejak, wiceprezes zarządu i CFO ROBYG oraz Vantage.
„Polski rynek PRS budujemy już od niemalże 3 lat – to czas intensywnego rozwoju, w którym dzięki pełnemu zaangażowaniu całego Zespołu możemy cieszyć się bogatą, różnorodną ofertą lokali na wynajem w 3 dużych miastach, a także obiecującymi perspektywami na dalszy rozwój. Jako jeden z liderów polskiego sektora najmu instytucjonalnego oferujemy najwyższą jakość obsługi, dzięki czemu poziom wynajęcia lokali w 2023 roku sięgnął blisko 98% (z wyłączeniem projektów wprowadzonych do oferty w 2H 2023). Oferujemy mieszkania w 12 inwestycjach, a w budowie mamy kolejnych 1200 lokali. Nasi klienci cenią naszą elastyczną ofertę i dobre lokalizacje, ale także pełne pakiety wsparcia, jakie proponujemy. Dotyczy to przede wszystkim pomocy w zakresie dokumentacji i wymaganych formalności, co jest standardem naszego działania. Przed nami dalszy rozwój, który pozwoli nam rozbudować ofertę w miastach, w których już działamy, jak i w zupełnie nowych lokalizacjach” – dodał Dariusz Pawlukowicz, wiceprezes zarządu Vantage.
Kluczowe wydarzenia w Grupie Vantage w 2023 roku:
Uzyskano pozwolenia na użytkowanie trzech projektów na wynajem obejmujących łącznie 625 lokali:
we Wrocławiu – Madalińskiego 1 (Pułaskiego) (101 mieszkań + 3 lokale usługowe),
w Poznaniu – Piątkowska 92 (237 mieszkań + 6 lokali usługowych),
w Łodzi – Rembielińskiego 4 (272 mieszkania + 6 lokali usługowych).
Do oferty najmu (po zakończeniu prac wykończeniowych i wyposażeniu) trafiły 1264 lokale (stan oferty na koniec 2022 – 1 153, na koniec 2023 – 2 417), co oznacza przyrost o blisko 110%.
W czerwcu 2023 licznik wynajętych mieszkań wskazał okrągłe 2000. Od tamtego momentu liczba sukcesywnie rośnie.
Poziom wynajęcia w ustabilizowanych projektach (z wyłączeniem tych wprowadzonych do oferty w 2H 2023) sięgnął blisko 98%.
Kontynuowano budowy projektów sprzedażowych przede wszystkim w Porcie Popowice, ale i na Legnickiej 36.
Pozyskano 24 mln euro to pierwsza tego typu emisja obligacji na rynku PRS, denominowana w euro.
Jako pierwszy PRS w Polsce Vantage wprowadził pełny program dodatkowych benefitów dla najemców – Vantage Club, w którym mieszkańcy mogą korzystać z: programu rabatowego (partnerami są lokalne biznesy w pobliżu naszych inwestycji), eventów i indywidualnych konsultacji z ekspertami.
Opublikowano drugi raport ESG podsumowujący rok 2022.
Inwestycja w Łodzi, Tuwima 64 nominowana do nagrody Prime Property Prize 2023.
PoPoPark, czyli przestrzeń zielona pomiędzy Parkiem Zachodnim a osiedlem Port Popowice zdobyła I nagrodę w kategorii Przestrzeń Publiczna w XXXII edycji konkursu Piękny Wrocław.
W 2022 roku ROBYG i VANTAGE rozpoczęły budowę synergii w ramach Grupy TAG Immobilien, a ROBYG przejął kompetencje nadzorcze i zarządcze w Vantage. Na stanowisko prezesa zarządu (CEO) obu spółek został powołany Eyal Keltsh. Oscar Kazanelson, przewodniczący Rady Nadzorczej ROBYG od ponad 20 lat, przejął dodatkowo funkcję przewodniczącego Rady Nadzorczej Vantage. Niezależnie od połączonego zarządu oraz nadzoru każda ze spółek kontynuuje swoją dotychczasową działalność. ROBYG buduje i sprzedaje mieszkania, a także zarządza generalnym wykonawstwem oraz sprzedażą inwestycji Vantage. Vantage Rent prowadzi działalność w segmencie PRS – czyli mieszkań na wynajem. Każda ze spółek jest finansowana niezależnie.
W 2023 roku Grupa TAG sprzedała łącznie 3600 lokali mieszkalnych i komercyjnych. Grupa TAG zrealizowała i przekazała 4300 lokali, z czego 3800 lokali zostało przekazanych klientom indywidualnym, a 500 lokali powiększyło portfel na wynajem. Portfolio mieszkań na wynajem Vantage to 2400 lokali na koniec 2023 roku i około 2500 obecnie.
Podstrefa biurowa Centrum-Zachód, wokół Ronda Daszyńskiego, to najdynamiczniej rozwijający się obszar na biurowej mapie Warszawy, gdzie koncentruje się 70% nowo powstającej powierzchni biurowej. Na koniec 2023 r. całkowita podaż tej lokalizacji wyniosła około 1,12 mln mkw., podczas gdy popyt osiągnął wartość niemal 170 000 mkw. Jakie znaczenie dla Warszawy ma dziś ta podstrefa biurowa? Jakie wydarzenia i decyzje wpłynęły na szybki rozwój tej lokalizacji? Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO prezentuje specjalną publikację „Co nadaje rytm biurowej Warszawie?”.
Podstrefa biurowa Centrum-Zachód, zlokalizowana wokół Ronda Daszyńskiego, stanowi obecnie najdynamiczniej rozwijający się obszar na biurowej mapie Warszawy. Pod koniec 2023 roku, aż 70% nowo powstającej powierzchni biurowej w Warszawie koncentrowało się właśnie tutaj. Decyzja o planie przebiegu II linii warszawskiego metra, wraz z otwarciem centralnego odcinka w marcu 2015 roku, przyspieszyła inwestycje deweloperskie i uczyniła Bliską Wolę nowym centrum biznesowym stolicy.
Mikro obszar wyznaczają ulice: Koszykowa od południa, Karolkowa od zachodu i Al. Solidarności od północy, z kolei od wschodu podstrefa graniczy z Centralnym Obszarem Biznesu (Al. Jana Pawła II i ul. Chałubińskiego). Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Centrum-Zachód wynoszą około 1,12 mln mkw., co stanowi 18% całkowitej podaży w Warszawie. Na ok. 570 nowoczesnych budynków biurowych w stolicy ok. 60 zlokalizowanych jest na Bliskiej Woli. Dla porównania w drugiej największej strefie biurowej w Warszawie (1,07 mln mkw.) tj. na Służewcu znajduje się 75 obiektów.
Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Analiz i Badań Rynkowych AXI IMMO, mówi: „Bliska Wola to przede wszystkim niezwykle udany projekt biurowy, który swoją skalą dorównuje niektórym miastom regionalnym. Gdybyśmy zestawili ze sobą całkowitą podaż biur w obszarze Ronda Daszyńskiego z podażą na poszczególnych rynkach regionalnych, tzw. Bliska Wola uplasowałaby się za Krakowem i Wrocławiem, natomiast przed Trójmiastem i Katowicami. Odnosząc się do rynku warszawskiego, niemal 1/5 całkowitej podaży biurowej stolicy skupiona jest właśnie w podstrefie Centrum-Zachód. Na 15 projektów znajdujących się obecnie w budowie siedem z nich powstaje w okolicach Ronda Daszyńskiego, a kolejne nowe inwestycje wydają się tylko kwestią czasu”.
W ostatniej dekadzie podstrefa przeszła intensywny rozwój, z punktem zwrotnym stanowiącym ukończenie Warsaw Spire w latach 2014-2016. Na koniec 2016 roku podaż biurowa w tym obszarze wynosiła 510 000 mkw., aby w ciągu siedmiu kolejnych lat zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej podwoiły się (+118%), wprowadzając do panoramy miasta wiele nowych obiektów, w tym Mennica Legacy Tower, The Warsaw Hub, Generation Park Y, Skyliner czy Warsaw Unit.
Na koniec 2023 roku w Centrum-Zachód budowało się niemal 210 000 mkw. nowej powierzchni biurowej. Największe projekty to The Bridge, V Tower, Office House w ramach kompleksu Towarowa 22 oraz The Form. W badanej strefie aktywni są również deweloperzy Skanska i Yareal, a planowane są kolejne projekty, takie jak Chopin Tower czy Skyliner II.
Jakub Potocki, Associate Director, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, komentuje: „Ostatnie 10 lat jest modelowym przykładem, jak powinna rozwijać się nowoczesna strefa biurowa, będąc niejako uzupełnieniem innych ważnych funkcji miejskich tj. mieszkaniowej, rozrywkowej, a przede wszystkim z uwzględnieniem wydajnej komunikacji zbiorowej. Planując tak dużą strefę, zadbano, aby najemcy mieli dostęp do wszystkich możliwych usług w pobliżu miejsca pracy. Bliska Wola stanowi niejako idealną definicję dla nowoczesnego biznesowego centrum miasta, a także świetną wizytówkę dla stolicy. To tu dzieje się biznes”.
Pomimo dużego zasobu relatywnie nowych projektów deweloperskich dostępność powierzchni biurowej w podstrefie Centrum-Zachód pozostaje ograniczona. Na koniec 2023 r. współczynnik pustostanów wyniósł 7,1% i był tym samym znacznie niższy niż średnia dla Warszawy, tj. 10,4%. Wynik ten przekłada się na ok. 80 000 mkw. powierzchni biurowej dostępnej na wynajem od zaraz.
Bartosz Oleksak, Associate Director, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, dodaje: „Rondo Daszyńskiego staje się kluczowym obszarem inwestycyjnym dla deweloperów, przyciągając ich korzystnymi warunkami i doskonałą lokalizacją. Bliska Wola rozwija się jako nowoczesne centrum biznesowe Warszawy, co stanowi alternatywę dla historycznie tradycyjnych dzielnic biurowych, takich jak np. Mokotów-Służewiec. Przyszłość lokalizacji zależy od wielu czynników, przy czym podjęte kilka lat temu decyzje administracyjne i plan zagospodarowania dla tej części stolicy okazały się trafione. Zachowany balans pomiędzy różnymi funkcjami sprawił, że dziś Bliska Wola to zarówno miejsce do pracy, jak i życia”.
Popyt brutto na biura w 2023 roku wyniósł niemal 170 000 mkw., co stanowiło 22% udział w całym warszawskim popycie. Podstrefa Centrum-Zachód była najaktywniejszym mikro obszarem pod względem podpisanych umów, z wyższym udziałem nowych umów i ekspansji niż średnia dla całej Warszawy. Najaktywniejszą branżą w analizowanym obszarze były usługi dla biznesu (28% popytu w 2023 roku), następnie sektory publiczny i produkcyjny (po 15%).
Liczne zalety posiadania biura w badanym rejonie powodują, że Centrum-Zachód jest jedną z najdroższych lokalizacji na biurowej mapie Warszawy. Czynsze ofertowe oscylują między 14,75 EUR/mkw./mies. a 25,50 EUR/mkw./mies., natomiast opłaty eksploatacyjne wynoszą aktualnie od 23,00 PLN/mkw./mies. do 39,00 PLN/mkw./mies. i wykazują tendencję wzrostową.
Ubiegły tydzień obfitował w decyzje banków centralnych, z których nie wszystkie były zgodne z oczekiwaniami. Wśród głównych walut zdecydowanie najjaśniej błyszczał dolar, mimo że nie otrzymał istotnego bezpośredniego wsparcia ze strony Rezerwy Federalnej. W otoczeniu mocnego dolara gorzej radziły sobie waluty takie jak złoty. Pomimo osłabienia polska waluta odnotowała lepsze wyniki od bliskich jej walut regionu.
Najistotniejsze było prawdopodobnie oświadczenie Banku Japonii, który we wtorek podniósł stopy procentowe po raz pierwszy od 17 lat – to historycznych ruch, który zakończył trwający 8 lat okres ujemnych stóp procentowych. Jen doświadczył jednak wyprzedaży względem podobnych walut, ponieważ komunikaty banku były podszyte gołębim nastawieniem. Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) przyjął przeciwną postawę, zaskakując rynki obniżką stóp procentowych, w obliczu czego frank szwajcarski natychmiast doświadczył deprecjacji. Funt również nie radził sobie najlepiej, do czego przyczyniły się kolejne oznaki dezinflacji w Wielkiej Brytanii i gołębi zwrot Banku Anglii (BoE).
Ten tydzień powinien być na rynkach trochę spokojniejszy, niemniej przemówienie prezeski EBC Christine Lagarde (wtorek 26.03), zrewidowane dane o wzroście gospodarczym w USA i Wielkiej Brytanii (czwartek 28.03) i najnowszy odczyt inflacji PCE w USA (piątek 29.03) bez wątpienia będą warte uwagi.
PLN
Waluty CEE mają za sobą trudny tydzień, co można do pewnego stopnia łączyć z siłą dolara. Poza mnogością posiedzeń banków centralnych ekonomistów zajmowały liczne publikacje danych. W Polsce zaobserwowaliśmy nieznaczną poprawę zaufania konsumentów, silny wzrost płac (imponujące 9,8% w ujęciu realnym) i przyzwoity wzrost sprzedaży detalicznej (6,1% r/r w ujęciu realnym). Pozwala to mieć nadzieję na ożywienie wydatków konsumenckich i solidny wzrost gospodarczy w 2024 r. – wciąż pod znakiem zapytania stoi jednak to, w jakim stopniu wyższe zarobki przełożą się na konsumpcję, w jakim zaś na oszczędności.
Na tapet powrócił również temat wniosku o postawienie prezesa NBP Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu – zgodnie z wypowiedziami przedstawicieli rządu ma on zostać złożony w najbliższych dniach. Dotychczasowe wiadomości nie wpłynęły silnie na rynek walutowy, lecz pozostaje to pewnym ryzykiem dla złotego, mimo że znaczne zwiększenie zmienności w kontekście tej kwestii wydaje się mało prawdopodobne.
Uwaga w tym tygodniu skupi się również na inflacji. Spodziewamy się, że marcowy odczyt wykaże kolejny jej spadek (konsensus Bloomberga to 2,3%). Istnieją pewne obawy dotyczące dalszej jej ścieżki, jest jednak nadzieja, że wzrost inflacji w II kwartale nie będzie tak znaczący, jak przewidywano wcześniej (warto przywołać wojnę cenową między głównymi detalistami i oświadczenie, że część z nich zrezygnuje z podniesienia cen mimo powrotu 5-procentowego VAT-u na żywność).
EUR
Kilka ostatnich tygodni cechowało się powrotem optymizmu względem gospodarki strefy euro, co zapewniło solidne wsparcie wspólnej walucie. Wydaje się, że odczyty makroekonomiczne z bloku rzeczywiście zaczęły zmierzać w dobrą stronę. Marcowe wskaźniki PMI pozostały na stagnacyjnych poziomach, miara zbiorcza znalazła się jednak tuż poniżej granicznego poziomu 50 pkt, najwyżej od dziewięciu miesięcy. Należy odnotować, że również wskaźnik dla usług był na poziomie wyższym niż w lutym.
Dobrym indykatorem tej poprawy jest Indeks zaskoczeń ekonomicznych Citigroup dla strefy euro, który nie tylko po raz pierwszy od maja znajduje się na dodatnich poziomach, ale jest także wyższy od analogicznych wskaźników dla USA i Wielkiej Brytanii. W tym tygodniu nie zostaną opublikowane istotne odczyty ze wspólnego bloku, inwestorzy będą jednak uważnie przysłuchiwać się przemówieniom prezeski EBC Christine Lagarde i głównego ekonomisty Philipa Lane’a.
USD
Marcowe oświadczenie Rezerwy Federalnej wywołało w pierwszej chwili osłabienie dolara. FOMC podkreślił, że zanim zdecyduje się na obniżenie stóp procentowych, potrzebuje więcej dowodów na trwały spadek inflacji, niespodziewanie utrzymał jednak swoje stanowisko dotyczące trzech cięć w tym roku, podczas gdy rynki przygotowywały się na wskazującą tylko dwa ruchy w dół w 2024 r. zmianę mediany w dot plocie.
Spadek dolara był jednak krótkotrwały. Można to łączyć zapewne z rewizją w górę długoterminowych projekcji Fedu dotyczących stóp procentowych – szczególnie w kontekście mediany na 2025 r., która wskazuje obecnie na tylko trzy obniżki zamiast czterech. Gołębie zwroty wielu innych banków centralnych, szczególnie BoE i SNB, wsparły atrakcyjność dolara, szczególnie ze względu na wysokie nominalne stopy fed funds i dobre wyniki amerykańskiej gospodarki. Oczekuje się, że czwartkowa (28.03) rewizja PKB w IV kwartale nie przyniesie zmian, większa aktywność może jednak towarzyszyć piątkowemu (29.03) raportowi dotyczącemu inflacji PCE, która jest dla Fedu najważniejszą miarą dynamiki cen.
GBP
Ostatni tydzień był dla funta dość trudny. Przed czwartkową decyzją Banku Anglii wszystko wskazywało na gołębi zwrot po tym, jak lutowy odczyt inflacji rozminął się z rynkowymi oczekiwaniami. Zarówno główna, jak i bazowa miara dynamiki cen były niższe, niż przewidywano – pierwsza spadła do najniższego poziomu od września 2021 r., druga zaś od stycznia 2022 r.
Funt ucierpiał także w końcówce tygodnia za sprawą komunikatów ze strony BoE. Nie dość, że oba jastrzębie zagłosowały za utrzymaniem stóp na niezmienionym poziomie (rynki oczekiwały takiej zmiany tylko od jednego z nich), to bank zaskoczył wszystkich, dodając do oświadczenia zdanie, zgodnie z którym sprawy „podążają we właściwym kierunku”. To wyraźne wskazanie, że BoE uważa obniżki stóp za niezbyt odległe, w wyniku czego rynki niemal w pełni wyceniają początek rozluźniania polityki banku w czerwcu.
CHF
W znacznej mierze niespodziewane cięcie stóp procentowych Szwajcarskiego Banku Narodowego osłabiło franka, w wyniku czego kurs EUR/CHF wzrósł do najwyższego od wczesnego lipca poziomu tuż poniżej 0,98. Zwracając uwagę na postępy w walce z inflacją i aprecjację waluty w ujęciu realnym, SNB postanowił obniżyć swoją stopę procentową o 25 pb. do 1,5%, w wyniku czego stał się pierwszym bankiem centralnym G10, który w obecnym cyklu zdecydował się na taki ruch. Ścieżka inflacji w nowej projekcji jest mniej więcej o 0,5 pp. niższa w horyzoncie prognozy i sięga maksymalnie 1,5%. Sugeruje to, że decydenci są przekonani o wygranej w walce z inflacją, i nie pozostawia wątpliwości, że nadchodzą dalsze cięcia.
Rynki spodziewają się w tym roku jeszcze 50 pb. obniżek ze strony SNB. Uważamy te oczekiwania za całkiem realistyczne, nie bylibyśmy też zaskoczeni, gdyby bank zdecydował się na jeszcze większe rozluźnienie. Wszystko zależy oczywiście od przyszłych odczytów makro, szczególnie dotyczących dynamiki cen.
Ten tydzień będzie obfitował w znacznie mniej publikacji niż poprzedni, warto jednak zwrócić uwagę na dane SNB dotyczące transakcji walutowych w IV kwartale i wyprzedzający wskaźnik KOF (oba w czwartek 28.03). Pierwsze z nich dadzą lepszy wgląd w postawę banku wobec franka. Marcowa komunikacja banku w tej sprawie była powtórzeniem tej z grudnia – jeśli będzie taka potrzeba, SNB jest gotów do interwencji na rynku walutowym.
Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury
W tym roku 17,3% Polaków zamierza wydać 200-300 zł na wielkanocną żywność w przeliczeniu na jedną osobę. To najczęściej wskazywana kwota w sondażu UCE RESEARCH i Grupy Offerista. Przeważnie deklarują ją konsumenci zarabiający 3000-4999 zł netto miesięcznie. Na drugim miejscu w zestawieniu znalazł się najwyższy próg finansowy w badaniu, wynoszący ponad 500 zł. Został zapowiedziany przez 13,9% rodaków. Prawie tyle samo osób, tj. 13,4%, jeszcze nie wie, jaki poniesie koszt. Z kolei najmniej wskazań mają najniższe wydatki, będące poniżej 50 zł – 2,3%.
Wyniki sondażu UCE RESEARCH i Grupy Offerista pokazują, ile pieniędzy zamierzają wydać Polacy na świąteczną żywność, w tym m.in. na napoje bezalkoholowe, w przeliczeniu na jedną osobę. 17,3% ankietowanych deklaruje 200-300 zł. To najwyższy odsetek w badaniu.
– To wskazanie stanowi polski średni wydatek na jedną osobę przy świątecznym stole. Według mnie, to ani dużo, ani mało. Wszystko oczywiście zależy od tego, na ile osób są organizowane święta. Liczy się też indywidualne podejście do obchodzenia Wielkanocy. Natomiast na podstawie ww. wyniku można wyciągnąć wniosek, że statystyczna czteroosobowa rodzina wyda w tym roku na świąteczne produkty spożywcze średnio ok. 800-1200 zł. Zresztą w zeszłym roku bardzo podobnie to wyglądało – komentuje Robert Biegaj, współautor badania i ekspert rynku retailowego z Grupy Offerista.
Jak informują analitycy z UCE RESEARCH, w tym roku więcej Polaków będzie chciało wydać ww. kwotę niż w ub.r. Widać kilkuprocentowy wzrost w deklaracjach konsumentów. – Moim zdaniem, świadczy to o tym, że Polacy wciąż oszczędzają. Nie zmieniła tego nawet spadająca inflacja. Ekonomiści mówią, że w drugiej połowie roku inflacja znowu pójdzie w górę. Słysząc to, statystyczny Kowalski nieco wyhamowuje z wydatkami na święta, bo nie wiadomo, co będzie dalej. I taka ostrożność może być dłużej widoczna, bo konsumenci potrzebują stabilniej się poczuć w dłuższym okresie, żeby szerzej otworzyć portfele – podkreśla Biegaj.
O kwocie 200-300 zł częściej mówią mężczyźni niż kobiety. Takiego wyboru dokonują przede wszystkim osoby w wieku 75-80 lat, z miesięcznymi dochodami netto na poziomie 3000-4999 zł i z wyższym wykształceniem. Dotyczy to głównie mieszkańców miast liczących od 50 tys. do 99 tys. ludności.
– Dla osób o takich dochodach ww. wydatek może być znaczący w domowym budżecie. Niemiej jednak mogą to być respondenci, którzy są mocno przywiązani do tradycji i samej idei Wielkanocy. Zatem dla nich akurat wysoki koszt będzie zasadny i konieczny, nawet jeśli musieliby zrezygnować z realizacji innych potrzeb – wyjaśniają analitycy z UCE RESEARCH.
13,9% ankietowanych wskazuje, że wyda ponad 500 zł w przeliczeniu na jedną osobę przy świątecznym stole. Jest to najwyższy próg finansowy w sondażu i znalazł się on na drugim miejscu w zestawieniu. Natomiast 13,4% badanych jeszcze nie wie, jaki poniesie koszt. 12,5% respondentów podaje 150-200 zł, 10,7% – 300-400 zł, 9,7% – 400-500 zł, a 9,3% – 100-150 zł.
– Odsetek osób podających kwotę powyżej 500 zł jest o kilka punktów procentowych wyższy od tego, jaki był odnotowany rok temu. To pokazuje, że zamożniejsza grupa konsumentów bardziej poluzowuje w tym roku swoje wydatki na święta. Z kolei przedział 150-200 zł jest mniej więcej tak samo często wskazywany, jak rok temu. Jest on poniżej średniej liczonej dla klasycznego koszyka konsumenckiego. Natomiast zakres kwotowy 300-400 zł wykazał delikatną zmianę, która dla rynku w ogóle nie będzie zauważalna – stwierdza ekspert z Grupy Offerista.
Według autorów badania, wskaźnik niezdecydowanych konsumentów mówi o tym, że wciąż wielu Polaków zastanawia się nad swoimi wielkanocnymi wydatkami. – Osoby wahające się zapewne w większości poniosą niższe koszty. Będzie to spowodowane jakąś życiową niepewnością bądź wyraźnymi trudnościami, bo mało kto chce oszczędzać na Wielkanocy, jeśli oczywiście nie musi i ją świętuje. Z reguły Polacy kochają więcej kupować z takiej okazji, bo duże święta są raptem tylko dwa razy w roku – zauważa Robert Biegaj.
Z kolei najmniej wskazań mają wydatki poniżej 50 zł – 2,3%. To najniższa wartość, jaką mogli podać ankietowani. 2,8% zadeklarowało, że nic nie zapłaci za wielkanocną żywność, bo np. nie obchodzi świąt albo wyjeżdża na ten czas. Natomiast 8,1% ankietowanych zapowiedziało, że poniesie koszt w wysokości 50-100 zł.
– Wydatki poniżej 50 zł na osobę to raczej domena Polaków, którzy obchodzą święta bardzo symbolicznie bądź są na skraju ubóstwa. Jak widać po wynikach, rok do roku ten poziom jest mniej więcej podobny. Przedział 50-100 zł można potraktować jak ww. wartość, bo tego typu wydatki przy obecnych cenach w sklepach są raczej skromne. To wskazanie rdr. zyskało kilka punktów procentowych, co może świadczyć o tym, że najubożsi Polacy oszczędzają jeszcze bardziej niż rok wcześniej – podsumowuje Robert Biegaj.
***
Opis metody badawczej
Badanie zostało przeprowadzone w dniach 13-14.03.2024 roku metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Grupę Offerista na próbie 1007 dorosłych Polaków.
Pakiet wystąpień decydentów z FED i EBC miał duże szanse zmienić poziomy wielu par walutowych. Tak się jednak nie stało. W tle tanieje ropa naftowa, a sprzedaż detaliczna w Kanadzie się lekko poprawia.
Dużo zamieszania bez wpływu na rynek
Piątek miał upłynąć pod dyktando wystąpień członków gremiów decyzyjnych. Pomimo pokaźnej liczby przemówień niewiele się wydarzyło na rynku. Najważniejsze wydają się oczekiwania względem pierwszej obniżki stóp procentowych w USA. Szansa na utrzymanie się stóp na niezmienionym poziomie po czerwcowym posiedzeniu wynosi obecnie nadal około 25%. Są to poziomy, przy których można zakładać, że czerwcowa obniżka stóp procentowych powinna dojść do skutku. Patrząc na rentowność jednorocznych obligacji, rynek zakłada, że stopa rynkowa powinna w tym czasie być niemal 0,5% niższa niż obecnie. Oznacza to nie tylko czerwcową obniżkę, ale również pójście za ciosem jeszcze 2 do 3 razy w tym roku. Taki ruch powinien przekładać się docelowo na osłabianie dolara amerykańskiego. O ile oczywiście nic się nie zmieni, czego wykluczyć nie można.
Pełzająca korekta ropy
Jeszcze we wtorek trwał silny ruch wzrostowy na ropie naftowej. Baryłka ropy Brent, czyli tej notowanej w Londynie, kosztowała wówczas 87,5 dolara. Od tego czasu rozpoczął się jednak ruch powrotny. Od tego momentu ropa naftowa staniała o około 2 dolary na baryłce. Warto zwrócić uwagę, że obecny poziom 85 dolarów, to coś, co w marcu oglądamy regularnie, aczkolwiek nie zawsze było tak drogo. Od początku listopada do początku marca ropa była bowiem cały czas tańsza. Warto zwrócić uwagę, że rosną prognozy konsumpcji na świecie ze względu na oddalające się spowolnienie gospodarcze. Widać to chociażby po piątkowych danych z USA, gdzie znów wzrasta liczba wież wiertniczych na rynku ropy.
Sprzedaż detaliczna w Kanadzie
W piątek poznaliśmy dane z Kanady na temat sprzedaży detalicznej. Sam odczyt wyniósł minus 0,3%, co i tak jest lepszym wynikiem od oczekiwań, bo oczekiwano większego spadku. Warto natomiast zwrócić uwagę, że podobnie jak w USA, lepiej wypadają dane po wykluczeniu samochodów. Sprzedaż aut mocno spadła w Ameryce Północnej. Wskaźnik bez nich za styczeń pokazuje 0,5% wzrostu, co jest wyraźnie lepszym wynikiem. Pomimo tych trochę lepszych danych w piątek, kurs dolara kanadyjskiego tracił na wartości względem dolara amerykańskiego.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl
Pojemniki PET, znane również jako opakowania PET to wszechstronne rozwiązanie, które znalazło zastosowanie w wielu branżach. Dzięki swojej trwałości, lekkości i możliwości ponownego przetworzenia, pojemniki PET stały się niezastąpionym elementem wielu procesów produkcyjnych. W poniższym artykule przyjrzymy się różnym branżom, w których opakowania PET odgrywają kluczową rolę, oraz dowiemy się, dlaczego warto rozważyć ich wykorzystanie również w Twoim biznesie.
Opakowanie PET w branży spożywczej
W branży spożywczej opakowania PET zdobywają coraz większą popularność ze względu na swoje liczne zalety. Pojemniki PET są lekkie, co ułatwia transport i przechowywanie produktów spożywczych. Ponadto ich transparentność pozwala na atrakcyjne prezentowanie zawartości, co przyciąga uwagę klientów. Dzięki doskonałym właściwościom izolacyjnym, pojemniki PET chronią produkty przed działaniem czynników zewnętrznych, zachowując świeżość i smak na dłużej.
Zastosowanie pojemników PET w branży kosmetycznej
W branży kosmetycznej opakowania PET są cenione za swoją elegancję i funkcjonalność. Pojemnik PET producent posiada szeroką opakowań, odnośnie ich wielkości i kształtu, co doskonale sprawdza się w kosmetykach. Pojemniki te doskonale sprawdzają się jako opakowania dla różnego rodzaju kosmetyków, od kremów po żele pod prysznic. Ich wytrzymałość i odporność na uszkodzenia zapewniają bezpieczne przechowywanie i prezentację produktów kosmetycznych. Ponadto fakt, że pojemniki PET można wielokrotnie przetwarzać, doskonale wpisuje się w koncepcję zrównoważonego rozwoju, co jest coraz bardziej istotne dla świadomych konsumentów.
Opakowanie PET w branży farmaceutycznej
W branży farmaceutycznej bezpieczeństwo i higiena są kluczowe, dlatego opakowania PET są wybierane ze względu na swoją niezawodność. Pojemniki PET zapewniają odpowiednią ochronę leków, chroniąc je przed wilgocią, światłem i innymi czynnikami mogącymi wpłynąć na ich skuteczność. Transparentność opakowań PET ułatwia identyfikację produktów, co jest istotne w przypadku leków o podobnych opakowaniach.
Zastosowanie pojemników PET w branży napojów
W branży napojów opakowania PET są powszechnie stosowane ze względu na swoją wygodę i funkcjonalność. Pojemniki PET są lekkie i łatwe w transporcie, co sprawia, że napoje mogą być szybko i sprawnie dostarczane do klientów. Dodatkowo, opakowania PET są odporne na uszkodzenia mechaniczne, co gwarantuje bezpieczeństwo podczas transportu. Dzięki różnorodnym kształtom i rozmiarom, pojemniki PET pozwalają na kreatywne i atrakcyjne prezentowanie napojów.
Opakowanie PET w branży e-commerce
W branży e-commerce opakowania PET odgrywają istotną rolę w procesie pakowania i wysyłki produktów. Pojemniki PET są łatwe w użyciu i zapewniają skuteczną ochronę towarów podczas transportu. Ich lekkość przekłada się na niższe koszty wysyłki, co jest korzyścią zarówno dla sprzedawców, jak i klientów. Ponadto, opakowania PET są ekologiczne, co jest istotne w kontekście rosnącej świadomości ekologicznej konsumentów.
Zastosowanie pojemników PET w różnych branżach przynosi liczne korzyści zarówno producentom, jak i konsumentom. Dzięki swojej wszechstronności i funkcjonalności, opakowania PET stały się nieodłącznym elementem wielu procesów produkcyjnych. Rozważając wykorzystanie pojemników PET w swoim biznesie, warto zwrócić uwagę na ich trwałość, estetykę i ekologiczność, które mogą przyczynić się do zwiększenia efektywności i atrakcyjności oferowanych produktów.
Już trzeci rok z rzędu produkcja kakao jest mniejsza niż popyt – dlaczego ona nie rośnie oraz czy (i jak) wpłynie to na marże producentów słodyczy?
Czy „czeko-flacja” to tylko kolejny pretekst do podnoszenia cen czekoladowych jajek, króliczków i kurczaczków przed Wielkanocą? Ceny kontraktów terminowych na kakao gwałtownie wzrosły do poziomu powyżej 6000 USD za tonę, ponieważ 2024 to trzeci rok z rzędu, gdy podaż nie będzie w stanie zaspokoić popytu.
Perspektywy rentowności producentów czekolady pozostają jednak solidne, co sugeruje, że to konsumenci (w całości) zapłacą za to wyższą cenę. Ponieważ wzrost cen słodyczy wciąż jeszcze pozostaje w tyle za wzrostem cen kakao, miłośników czekolady spotkać może jeszcze wiele przykrych niespodzianek przy kasie.
Aby zrównoważyć rynek kakao – zwiększyć jego produkcję w odpowiedzi na popyt, także rolnicy z Afryki Zachodniej skorzystać muszą na jego wyższych cenach, aby zachęcić ich do większej i lepszej produkcji.
Ceny kakao gwałtownie rosną, ponieważ 2024 r. to trzeci z rzędu rok, gdy podaż nie jest w stanie zaspokoić popytu. Z analiz Allianz Trade wynika, że cenę za to będą płacić konsumenci. W latach 2015-2019 tona kakao kosztowała średnio około 2500 USD. Obecnie ceny kontraktów terminowych na kakao pobiły 46-letni rekord, przekraczając 6000 USD za tonę, ponieważ oczekiwać można, iż konsumpcja przewyższy produkcję i w efekcie niedobór kakao wyniesie 374 000 ton.
Nadwyżka/deficyt na rynku kakao (w tys. ton)
Źródła: ICO, Allianz Research
Aby chronić marże, producenci słodyczy prawdopodobnie będą poszukiwać oszczędności, takich jak zmniejszenie zawartości kakao w swoich produktach, zastąpienie kakao tańszymi alternatywami lub zmniejszenie wielkości/gramatury produktów (shrinkflation – tj. inflacja skurczowa). Alternatywnie mogą po prostu podnieść ceny lub wdrożyć strategiczne przesunięcie profilu swoich produktów w kierunku produktów premium – o wysokiej marży, równoważąc w ten sposób rosnące koszty nakładów. Na dzień dzisiejszy perspektywy rentowności głównych producentów słodyczy/czekolady pozostają solidne, przy czym oczekiwać można, iż zysk na akcję nieznacznie wzrośnie średnio o +1% w przypadku największych spółek giełdowych. Sugeruje to, że bezpośrednie konsekwencje rosnących cen kakao odczują konsumenci, a firmy (ich zyski) – producenci słodyczy. Allianz Trade stwierdza, że warto zauważyć, że wzrost cen detalicznych jest obecnie wciąż jeszcze znacznie niższy niż wzrost cen kakao, co sugeruje, że miłośników czekolady czeka jeszcze dużo przykrych podwyżek jej cen.
Ceny kakao a wskaźniki CPI (wskaźnik cen towarów i usług konsumenckich) dla czekolady/słodyczy (styczeń-2022=100)
Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research
Niedobór podaży uwydatnia utrzymujące się od dłuższego czasu strukturalne wyzwania w przemyśle kakaowym
Globalna produkcja kakao zależy od kilku krajów Afryki Zachodniej – Wybrzeża Kości Słoniowej, Ghany, Kamerunu i Nigerii – które łącznie odpowiadają za prawie 75% światowej produkcji. Sektor ten w dużej mierze działał na plecach drobnych rolników, których ceny sprzedaży zawsze pozostawały na niskim poziomie – niezależnie od warunków rynkowych – ponieważ mechanizmy cenowe w skupie od producentów ziarna są zazwyczaj kontrolowane przez rządy tych krajów i kształtują się poniżej wartości rynkowej kakao. W międzyczasie z powodu ograniczonej podaży korzystali handlowcy, przetwórcy i producenci wyrobów czekoladowych osiągali w tych warunkach wyższe marże. Sytuacja ta doprowadziła do wykreowania pewnego mechanizmu ubóstwa, niedoinwestowania i spadku plonów u rolników uprawiających kakao. Z analiz Allianz Trade wynika, że trwający niedobór powinien być sygnałem alarmowym dla sektora i rządów, aby zająć się odwiecznymi kwestiami niedoinwestowania i nieodpowiednimi praktykami rolniczymi. Wyższe ceny uzyskiwane przez rolników zachęciłyby do niezbędnych inwestycji w nasadzenia i modernizację upraw kakao, zapewniając tym samym zrównoważoną produkcję kakao i zaspokajając rosnący globalny popyt na czekoladę.
Według ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego pensje w sektorze przedsiębiorstw znowu wzrosły i średnio zbliżają się do psychologicznego pułapu ponad 8 tysięcy złotych brutto na etat. Eksperci rynku pracy z jednej strony przyznają, że to dobra wiadomość, bo przedsiębiorcy żywo reagują na sytuację na rynku pracy, ale z drugiej wyrażają zaniepokojenie. – Pensje rosną na tyle, na ile mogą pozwolić sobie na to przedsiębiorcy. Obawiam się, że dalszy skokowy wzrost płacy minimalnej może spowodować, że przedsiębiorców nie będzie stać na podnoszenie wynagrodzeń. Mamy obecnie płace na sterydach, a niektóre branże odnotowują spowolnienie – przyznaje Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
Według aktualnych informacji GUS pensje w Polsce w sektorze przedsiębiorstw wynoszą 7978 złotych brutto
Rok do roku to wzrost o blisko 13%, a miesiąc do miesiąca o ok. 3%
Wciąż najwięcej zarabia się w sektorze IT, ale także w transporcie i budownictwie
Eksperci rynku pracy przyznają, że bieżące rekrutacje trwają także w sektorze TSL, sektorze magazynowym oraz w handlu. Brakuje także np. księgowych
Eksperci rynku pracy nie mają także wątpliwości, że możliwe jest, że bezrobocie minimalnie wzrośnie
Wzrost płacy i wynagrodzeń Polaków jest bardzo mocno odczuwalny przez rynek pracy i pracodawców.
– Z naszych obserwacji wynika, że najwyższe wzrosty wynagrodzeń są niewątpliwie zauważalne w księgowości i finansach oraz na stanowiskach inżynierskich i wszystkich tych związanych z obsługą produkcji. Bardzo wzrosły też wynagrodzenia handlowców, czy osób pracujących w branży usługowej. Są oczywiście sektory w których ten wzrost jest niewielki. Mowa o obszarach, w których koniunktura ma się gorzej – logistyka, czy branża e-commerce. Dynamika wzrostu wynagrodzeń spada również w branży IT – mówi Marta Cichecka, manager działu rekrutacji w firmie LSJ HR Group.
– Nie mamy obecnie ani rynku pracownika, ani rynku pracodawcy. Mamy rynek kompetencji. Wiele firm wstrzymuje masową rekrutację, ale chętnie przyjmie do pracy osoby posiadające niezbędną im wiedzę. Osoby posiadające wyspecjalizowane kompetencje w danej branży, dodatkowo znające języki obce otrzymują najwięcej ofert i najszybciej rosną ich wynagrodzenia – dodaje Marta Cichecka.
W jaki sposób wzrost płacy minimalnej wpływa na wysokość wynagrodzeń w sektorze prywatnym?
– Nie da się ukryć, że to zestaw naczyń połączonych. Zawsze wzrost płacy w sektorze publicznym generuje podania o podwyżkę w sektorze prywatnym. W roku 2024 wzrost jest bardzo widoczny z 3600 złotych brutto do 4242 złotych brutto. W sektorze komercyjnym pensje w styczniu rosły wolniej, ale już w lutym ta dynamika była większa – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspertka rynku pracy z firmy IDEA HR Group.
Eksperci rynku pracy nie spodziewają się, że w najbliższych miesiącach wzrośnie bezrobocie. Nie można jednak wykluczyć, że tempo rekrutacji się zmieni.
– To jest, być może, chwilowa przerwa złotego czasu w sektorze IT. Mniej jest rekrutacji także w usługach, ale to również zależy od regionu, a bardzo często także od pory roku. Hale logistyczne chętnie rekrutują, ale tutaj widzimy coraz większe dysproporcje w ilości pracowników z Polski i z Ukrainy. Mniej jest rekrutacji także w transporcie – dodaje Dorota Siedziniewska – Brzeźniak.
Według najnowszego sondażu, w tym roku, ze względu na malejącą inflację, 28% Polaków zamierza zwiększyć swoje świąteczne wydatki w porównaniu z ubiegłorocznymi. 52,7% rodaków nie planuje tego. W pierwszej grupie dominują osoby z miesięcznymi dochodami netto w wysokości 5000-6999 zł, a w drugiej – z zarobkami na poziomie 1000-2999 zł. Badanie też pokazuje, na co konsumenci chcą wydać teraz więcej pieniędzy niż rok temu. 49,7% ankietowanych podaje art. spożywcze, a 33% – prezenty dla rodziny. Z kolei 30,5% respondentów zamierza poluzować wydatki na wszystkim po trochu. Do tego 17,4% uczestników sondażu wymienia napoje alkoholowe, a 15,6% – ozdoby i gadżety świąteczne.
Jak wynika z badania UCE RESEARCH i Grupy Offerista, w tym roku, ze względu na odpuszczającą inflację, 28% Polaków zamierza zwiększyć swoje świąteczne wydatki w porównaniu z zeszłorocznymi. 52,7% rodaków zajmuje przeciwne stanowisko. Z kolei 12,2% jeszcze nie wie, jak postąpi. Natomiast 7,1% nie potrafi się określić.
– Konsumenci od dłuższego czasu czekali na spadek inflacji, który w końcu przyszedł. W mojej ocenie, spowodowało to, że Polacy trochę odpuścili oszczędzanie, ale nie wszyscy. Widać to nie tylko po tym sondażu. Wskazują też na to inne rynkowe opracowania oraz dane samych sklepów. Natomiast fakt, że blisko co czwarta badana osoba chce poluzować wydatki świąteczne, jest dobrym prognostykiem na przyszłość. Jednak trzeba mieć na uwadze to, że wciąż ponad połowa Polaków nie myśli o tym. To oznacza, że wielu rodaków nadal musi liczyć się z każdym groszem. I to akurat jest zły sygnał. Oczywiście część osób zaciska pasa z daleko posuniętej ostrożności – mówi Robert Biegaj, współautor badania i ekspert rynku retailowego z Grupy Offerista.
Z kolei analitycy z UCE RESERCH zwracają uwagę na to, że Polacy są zmęczeni skutkami wysokiej inflacji. A w okresach przedświątecznych zawsze chętniej sięgali do kieszeni. – Jeżeli inflacja nadal będzie spadać i Polacy odczują to w dłuższej perspektywie, to przed Bożym Narodzeniem będą jeszcze mniej oszczędni niż teraz. Oczywiście tak może być, jeśli nic złego nie wydarzy się znowu w gospodarce lub geopolityce, w tym nie pogłębi się konflikt w Ukrainie i nie rozszerzy się on na inne kraje – dodaje Robert Biegaj.
O zwiększeniu świątecznych wydatków częściej mówią mężczyźni niż kobiety. Dotyczy to głównie Polaków w wieku 75-80 lat. Przeważnie tak twierdzą osoby z miesięcznymi dochodami netto w wysokości 5000-6999 zł i z wykształceniem zasadniczym zawodowym. Najczęściej deklarują to mieszkańcy miast liczących 200-499 tys. ludności.
– To nie jest zaskakujące, że o tzw. luzowaniu świątecznych wydatków częściej mówią mężczyźni niż kobiety. W zasadzie wynika to z faktu, że to właśnie one najczęściej zarządzają budżetami domowymi, przez to ostrożniej podchodzą do zakupów. Ponadto patrzą na tego typu kwestie z dużo szerszej perspektywy – wyjaśnia współautor badania.
Częściej nie zamierzają zwiększać świątecznych wydatków kobiety niż mężczyźni. Głównie zapewniają o tym osoby w wieku 65-74 lat, z miesięcznymi dochodami netto na poziomie 1000-2999 zł i z wyższym wykształceniem. Dotyczy to przede wszystkim mieszkańców miejscowości liczących 50-99 tys. ludności.
– Patrząc na strukturę wykształcenia, wyraźnie widać, że z dużo większą powściągliwością podchodzą do wydatków osoby najlepiej wykształcone. To z pewnością wynika z faktu, że potrafią one lepiej przewidzieć przyszłe skutki niekontrolowanych zakupów. Mają z reguły też większą wiedzę ekonomiczną, co pozwala im rozsądniej podchodzić do tego typu spraw – uważa ekspert z Grupy Offerista.
Respondenci wskazują również obszary, w których głównie zamierzają zwiększyć swoje wydatki. 49,7% Polaków podaje art. spożywcze, a 33% – prezenty dla rodziny. – Ten wybór w ogóle nie powinien dziwić, ponieważ przez cały okres wysokiej inflacji Polacy musieli najbardziej oszczędzać właśnie na art. spożywczych. Teraz ci, którzy zdecydowali się na poluzowanie wydatków, będą chcieli odetchnąć w tym obszarze. I czym inflacja będzie niższa, tym ten odsetek będzie coraz większy – nie tylko podczas świąt. Podobnie sprawa może wyglądać z prezentami dla najbliższych – przewiduje Biegaj.
Z kolei 30,5% rodaków (z ww. grupy) deklaruje, że wyda więcej pieniędzy na wszystko po trochu. – Trzecie wskazanie może świadczyć o tym, że wcześniej ta grupa osób najbardziej oszczędzała i teraz chce ten stan odwrócić. Jednak odpuszczanie oszczędzania na wszystkim po trochu i tak z reguły – w dużej części – będzie kończyło się na art. spożywczych – stwierdza ekspert rynku retailowego.
Natomiast 17,4% ankietowanych twierdzi, że zwiększy wydatki na napoje alkoholowe. 15,6% badanych wskazuje na ozdoby i gadżety świąteczne, a 15,3% deklaruje prezenty dla przyjaciół. – Przy nieco lepszej koniunkturze nie powinien też dziwić fakt, że na czwartym miejscu Polacy wskazali alkohol. W czasach wysokiej inflacji, po żywności, była to pierwsza w kolejce kategoria do oszczędzania – komentuje Robert Biegaj.
***
Opis metody badawczej
Badanie zostało przeprowadzone w dniach 13-14.03.2024 roku metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Grupę Offerista na próbie 1007 dorosłych Polaków.
W największych miastach ceny nowych mieszkań mogą przyprawiać o zawrót głowy. Dla tych, którzy nie chcą lub po prostu nie mogą płacić bajońskich sum, tańszą alternatywą może okazać się zakup własnego M w lokalizacji podmiejskiej. Portal RynekPierwotny.pl prześwietlił pod tym kątem ofertę deweloperów działających w okolicach 10 metropolii.
Pod miastem taniej nawet o 1/3!
W metropoliach ceny mieszkań osiągnęły poziom, który stawia wiele osób przed trudnym wyborem: najem mieszkania w lokalizacji, w której zakup wymarzonego lokum jest poza ich zasięgiem finansowym albo przeprowadzka, do którejś z miejscowości okalających metropolię. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że mieszkania są tam wciąż dużo bardziej dostępne cenowo.
Najdroższą metropolią jest oczywiście Warszawa, gdzie w lutym bieżącego roku średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez firmy deweloperskie przekroczyła 17 tys. zł. Z kolei w Krakowie średnia przebiła pułap 16 tys. zł, a w Trójmieście – 15 tys. zł. Najmniej w przeliczeniu na metr kwadratowy – średnio poniżej 10 tys. zł – zapłacą kupujący nowe mieszkania w Bydgoszczy. Nieco droższe są nieruchomości w Olsztynie, Łodzi i Lublinie. W tych miastach zapłacimy ok. 11 tys. zł za metr kwadratowy nowego M.
Tymczasem w okolicach tych metropolii nowe mieszkania w ofercie deweloperów są tańsze przeciętnie o jedną trzecią. Różnice potrafią być jednak dużo większe. Na przykład w okolicach Krakowa średnia cena metra kwadratowego lokali jest niższa niż w mieście aż o 46%! Różnice sięgające 40% występują też w aglomeracjach: warszawskiej, wrocławskiej, lubelskiej i poznańskiej.
Z czego wynikają tak duże różnice w cenach? Kluczowe znaczenie ma podaż i cena gruntów. W miejscowościach okalających największe miasta są one po prostu dużo tańsze. Ponadto w lokalizacjach podmiejskich dominują mieszkania z segmentu popularnego. W metropoliach z kolei średnią cenę metra kwadratowego windują bardzo drogie mieszkania z segmentu premium, wprowadzane przez deweloperów na rynek z myślą o zamożnych nabywcach.
– Z tego względu na zakup mieszkania w podmiejskiej lokalizacji coraz częściej decydować się będą ludzie młodzi, którzy muszą posiłkować się kredytem. Dla nich często szczytem możliwości jest kwota 500 tys. zł – ocenia Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.
Własne M2 – ile kosztuje takie marzenie?
Jak wynika z danych portalu RynekPierwotny.pl, dużą popularnością cieszą się mieszkania dwupokojowe. W stolicy za M2 trzeba obecnie zapłacić średnio ok. 767 tys. zł. Natomiast pod miastem przeciętna cena takiego lokum wynosi ok. 498 tys. zł. Z kolei w Krakowie deweloperzy życzą sobie za dwupokojowe mieszkania średnio 737 tys. zł, a za rogatkami miasta – niespełna 400 tys. zł. Różnica jest więc gigantyczna!
Oczywiście część osób kupuje mieszkania w lokalizacjach podmiejskich ze względu na większy metraż. Dysponując kwotą 767 tys. zł, można bez problemu kupić w okolicach Warszawy czteropokojowe M.
Trzeba mieć jednak na uwadze, że zarówno w obrębie danego miasta, jak i aglomeracji ceny mieszkań są bardzo zróżnicowane. Oznacza to, że przykładowo na stołecznym Śródmieściu średnia cena lokali oferowanych przez deweloperów to ponad 38 tys. zł za metr kwadratowy. Natomiast na obrzeżach miasta, głównie w takich dzielnicach jak Wesoła, Wawer czy Białołęka, metr kwadratowy nowego mieszkania kosztuje średnio mniej niż 13 tys. zł.
Z kolei w okolicach Warszawy można znaleźć nowe mieszkania przeciętnie po 8,5 tys. zł za metr kwadratowy (np. w Mińsku Mazowieckim), ale też i takie, które kosztują średnio 10-11 tys. zł za metr (w Pruszkowie, Legionowie czy Piasecznie). Zdarza się, że pod miastem nowe mieszkania mogą być nawet droższe niż w mieście. Kluczowa jest w tym przypadku komunikacja, bliskość przedszkoli, szkół, punktów usługowych i sklepów. Na obrzeżach miast infrastruktura jest najsłabiej rozwinięta, więc ceny lokali mogą być niższe.
Mieszkanie do 9 tys. zł za metr kwadratowy? Pod miastem tak, ale już nie w każdej metropolii
Szerszy obraz rynków przedstawiają dane dotyczące struktury cenowej oferty deweloperów. W okolicach Warszawy 28% oferty stanowią mieszkania z ceną poniżej 9 tys. zł za m kw. W samej stolicy tak tanich lokali praktycznie już nie ma. Co więcej, przeszło 9 na 10 mieszkań w ofercie kosztuje w przeliczeniu na metr kwadratowy więcej niż 12 tys. zł. W miejscowościach okalających stolicę przeważają lokale poniżej tej kwoty. Odsetek przekraczających ją wynosi tylko 13%.
Bardziej spektakularne różnice widoczne są np. w aglomeracji łódzkiej. Aż 98% dostępnych tam mieszkań ma cenę nieprzekraczającą 9 tys. zł za metr kwadratowy. W samej Łodzi natomiast takie lokale stanowią już tylko 24% oferty.
Są też lokalizacje podmiejskie – wokół Bydgoszczy i Lublina – w których taką cenę ma 100% nowych mieszkań.Co ważne, często na korzyść miejscowości okalających największe miasta przemawia nie tylko udział w ofercie, ale i sama liczba stosunkowo tanich mieszkań. W stolicy niemal z cudem graniczy znalezienie lokum z ceną metra kwadratowego poniżej 9 tys. zł. W podwarszawskich miejscowościach ten warunek spełnia jeszcze ponad 700 lokali z ujawnioną ceną.
Z podobną sytuacją, choć oczywiście nie na tak dużą skalę ze względu na dużo mniejszą podaż, mamy do czynienia w okolicach Krakowa, Wrocławia, Poznania i Olsztyna.
Ratujmy polski przemysł chemiczny. Krytyczna sytuacja polskiej chemii wynika z napływu na europejski rynek rosyjskich surowców i komponentów.
– Naszym obowiązkiem jako samorządu gospodarczego województwa zachodniopomorskiego jest głośne zwracanie uwagi na problemy, które zagrażają miejscom pracy i gospodarce w regionie. Otrzymujemy niepokojące sygnały od strony społecznej w sprawie sytuacji Zakładów Chemicznych Police. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że sytuacja globalna powoduje, że jedna z największych firm w regionie, a jednocześnie narodowy gigant sektora chemicznego znaleźli się w trudnym położeniu w wyniku wojny w Ukrainie. Niewyobrażalne jest dla nas, by dopuszczać do tego, by nietestowane i trudne do kontroli nawozy ze wschodu, w tym z Rosji trafiały na polski rynek. Musimy zrobić wszystko, by ten proceder zdusić i odbudować nasz przemysł. Dzisiaj bijemy na alarm – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
„Musimy sprzeciwić się napływowi nawozów spoza Unii Europejskiej na nasz rynek”
Apel Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie jest pokłosiem rozmowy Prezes Hanny Mojsiuk z p.o. prezesa Grupy Azoty ZCH Police Anną Tarocińską oraz z zapoznaniem się ze stanowiskiem strony społecznej, która bardzo jasno i wyraźnie nakreśliła problemy z jakimi boryka się chemiczny gigant, jeden z największych pracodawców w naszym regionie. Problemem jest to, że polski i europejski rynek jest zalewany nawozami oraz składnikami do produkcji nawozów ze wschodu. Te surowce trafiają do Polski przez europejskie porty. Są poza kontrolą jakościową Unii Europejskiej, co powoduje, że ich cena jest niższa niż w przypadku nawozów produkowanych w Polsce.
– Grupa Azoty Zakłady Chemiczne Police SA od dłuższego czasu zmaga się ogromnym problemem jaki jest import nawozów do Polski, zwłaszcza zza wschodniej granicy. Napływ nawozów wieloskładnikowych oraz mocznika widzimy w polskich portach. Producenci nawozów azotowych oraz wieloskładnikowych zza wschodniej granicy mają dostęp nie tylko do znacznie tańszego gazu, ale także posiadają własne, tanie surowce takie jak: apatyt (źródło fosforu) czy sól potasowa. Dodatkowo należy podkreślić, że ich produkcja nie jest obciążona opłatami środowiskowymi wynikającymi z szeregu uregulowań UE, którym podlegamy my troszcząc się o ochronę środowiska – mówi Anna Tarocińska, p.o prezesa Grupy Azoty Zakładów Chemicznych Police.
Oficjalne dane Eurostat wskazują na bardzo niebezpieczny dla polskich fabryk trend wzrostu importu nawozów z Rosji. W 2022 roku suma importu mocznika wynosiła 1.008 mln ton w tym 154 tys. ton z Rosji (15%). Import mocznika w 2023 roku był także dużym ciosem dla polskich producentów nawozów azotowych. W sumie zaimportowano aż 1.015 mln ton mocznika z czego aż 344 tys. pochodziło z terytorium Federacji Rosyjskiej (33%).
– Polscy rolnicy nie mają problemów z dostępem do nawozów z Rosji czy Białorusi. Producent rolny poszukuje najtańszego źródła składników pokarmowych. Dalsza ekspansja rosyjskich producentów nawozowych w Polsce i Unii Europejskiej to sytuacja, której musimy się przeciwstawić, póki mamy jeszcze taką możliwość – mówi Anna Tarocińska.
– Oczekujemy wprowadzenie ceł zaporowych przez Unię Europejską , które spowodują, że produkty sprowadzane spoza Unii Europejskiej będą się równoważyć kosztami. Dbamy o środowisko, mamy narzucone bardzo poważne restrykcje środowiskowe, a w innych krajach spoza UE nie ma takich restrykcji. Sprowadzając do Unii Europejskiej tanie produkty, gdzie nie są przestrzegane zasady i restrykcje unijne, możemy oczekiwać, że produkcja będzie na takich zasadach jak nasza rodzima produkcja – dodaje Anna Tarocińska.
Pełniąca obowiązki Prezesa Grupy Azoty Zakłady Chemiczne Police dodaje również, że liczy na współpracę w tym zakresie z Ministerstwem Rolnictwa oraz agendami odpowiedzialnymi za sytuację przemysłu chemicznego w Polsce.
„To jest czas, gdy należy podnieść alarm”
Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie popiera apel strony społecznej Zakładów Chemicznych Police, by jak najpilniej zająć się sytuacją regulacji sytuacji na europejskim rynku chemicznym. W opinii prezes Hanny Mojsiuk należy zaangażować parlamentarzystów, europarlamentarzystów, samorządowców i autorytety świata gospodarki w dyskusję na temat tego, jak to możliwe, że rosyjskie surowce trafiają na europejski rynek mimo embarga.
– Jako Północna Izba Gospodarcza uważamy, że obrona Zakładów Chemicznych Police jest naszą zachodniopomorską racją stanu. Musimy walczyć o to, by kondycja naszych narodowych firm była możliwie silna. Zakłady Chemiczne to jeden z najważniejszych pracodawców w regionie, a wiadomości o kondycji zakładu nie brzmią optymistycznie. Doceniamy zaangażowanie prezes Anny Tarocińskiej i deklarujemy pełne wsparcie w działaniu zwracającym uwagę na problemy polskiego przemysłu – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
– To jest czas, gdy należy podnieść alarm. Na rynku dzieją się rzeczy, które nie powinny mieć miejsca i osłabiają kondycje jednego z głównych pracodawców w regionie. Oczekujemy działania zanim będzie trzeba wdrożyć np. program dobrowolnych odjeść czy nawet zwolnienia grupowe. Pamiętam jakim wstrząsem była dla Zakładów Chemicznych taka sytuacja w 2011 roku. Nie możemy do niej dopuścić ponownie – mówi Hanna Mojsiuk.
Analitycy z Proxi.cloud prognozują, jak w tym roku może wyglądać ruch w sklepach, galeriach i centrach handlowych przed świętami. W ub.r. zarówno w dyskontach, jak i w hipermarketach zaobserwowano największą dzienną liczbę wizyt w Wielki Piątek. Z kolei w przypadku galerii i supermarketów odnotowano ją ponad tydzień przed świętami. W tym roku nie warto odkładać zakupów na ostatnią chwilę, bo można utknąć w naprawdę długich kolejkach. W związku z poprawą sytuacji finansowej Polaków, mogą oni chcieć odbić sobie poprzednie „chudsze” święta. I jeżeli rzeczywiście tak się stanie, to wówczas natężenie w sklepach i galeriach mocno wzrośnie.
Dzięki najnowszemu raportowi firmy technologicznej Proxi.cloud, wiemy, jak kształtowała się liczba wizyt w placówkach handlowych na trzy tygodnie przed ubiegłoroczną Wielkanocą. Badanie zostało przeprowadzone w oparciu o dane zbierane od 20 marca ub.r. do samych świąt. Generowano je poprzez sieć aplikacji mobilnych wykorzystujących technologię opartą o geofencing. W ten sposób zbadano ruch w ponad 7,1 tys. dyskontach, blisko 7,9 tys supermarketach, 509 hipermarketach i 710 galeriach i centrach handlowych. Wielkość próby wyniosła ponad 602 tys. unikalnych konsumentów. Dla poprawności, w badaniu uwzględniono jedynie wizyty w sklepach, które trwały co najmniej dwie minuty i nie więcej niż dwie godziny.
– Opracowane przez nas dane idealnie przydadzą się konsumentom. Pozwalają one określić, jak w tym roku będzie wyglądał ruch w sklepach, galeriach i centrach handlowych. Dzięki temu klienci sami będą mogli rozładować ruch w sklepach, a przede wszystkim – skutecznie ominąć jego epicentrum – komentuje dr Nikodem Sarna z Proxi.cloud.
W przypadku dyskontów spożywczych dynamika ruchu w badanym okresie była względnie stabilna. Widzimy nieco mniejszą liczbę odwiedzin w ciągu pierwszych dni tygodnia, a większą – w piątki i soboty. W ostatnim tygodniu przed świętami pojawiła się tendencja zwyżkowa. Największa dzienna liczba wizyt przypadła w Wielki Piątek. Jak stwierdza dr Krzysztof Łuczak, ekspert rynku retailowego z Grupy BLIX, Polacy od lat zostawiają zakupy na ostatnią chwilę, licząc na to, że zrobią je szybko i sprawnie. Niestety, jest to dość złudne przekonanie.
– Na pierwszy rzut oka zdziwienie może budzić drastyczny spadek ruchu 2 kwietnia. Ale nie jest to zaskakujące. Wypadła wówczas niedziela handlowa, ale też rocznica śmierci Jana Pawła II. Do tego Polacy nieco odwykli od niedziel handlowych i być może część nawet nie wiedziała, że w tym dniu można w ogóle zrobić zakupy – mówi dr Sarna.
Z kolei dynamika ruchu w hipermarketach była bardzo podobna do tej w dyskontach. Największe dzienne liczby wizyt notowane były na koniec tygodnia. W tym przypadku również maksimum przypadło na Wielki Piątek, ale za to nie zanotowano równie dużego spadku w niedzielę handlową 2 kwietnia.
– Ruch w hipermarketach cechuje większa zmienność ze względu na dzień tygodnia. Różnica pomiędzy dniami roboczymi a weekendami była większa niż w przypadku supermarketów. Natomiast ogólnie do hipermarketów częściej przyjeżdża się w weekend, na duże rodzinne zakupy. Niemiej jednak przed świętami ta tendencja może się odwracać. Wszystko zależy od tego, jak układa się kalendarz i jakie dni wypadają w same święta – podkreśla ekspert z Grupy BLIX.
Natomiast analizując dane dotyczące galerii handlowych i supermarketów, widać, że liczba wizyt w nich również zwyżkowała pod koniec tygodnia. Jednak w obu tych przypadkach największy dzienny wolumen ruchu przypadł ponad tydzień przed świętami. I jak tłumaczy dr Nikodem Sarna, to głównie wynikało z tego, że Polacy w dużej części lubią, a czasami wręcz muszą, zostawiać niektóre zakupy na ostatnią chwilę.
– Trzeba jednak zaznaczyć, że różnica pomiędzy rekordowymi dniami a Wielkim Piątkiem była nieznaczna. Supermarkety zaliczyły duży spadek ruchu w niedzielę handlową 2 kwietnia. Dla galerii handlowych nie był on aż tak dotkliwy – analizuje dr Łuczak.
Jak informuje dr Nikodem Sarna, na podstawie zebranych danych uzasadnione jest postawienie tezy, że w ubiegłym roku znaczna część Polaków robiła zakupy świąteczne na ostatnią chwilę. Największa liczba wizyt w dyskontach i hipermarketach przypadła w Wielki Piątek. W pozostałych placówkach była ona tego dnia niewiele mniejsza niż w poprzedzające go piątki.
– Jednocześnie spora dynamika ruchu tydzień i dwa tygodnie przed Wielkanocą sugeruje, że wielu konsumentów planuje przygotowania do świąt z większym wyprzedzeniem. Moim zdaniem, ta grupa osób chce przede wszystkim uniknąć kolejek – dodaje ekspert z Grupy BLIX.
Dr Sarna przewiduje, że sytuacja z zeszłego roku może się powtórzyć przed nadchodzącą Wielkanocą, ponieważ nic nie wskazuje na zmianę zwyczajów zakupowych Polaków. Niemniej w tym roku nieco poprawiła się sytuacja finansowa Polaków, a do tego spadła inflacja. Przez to rodacy będą chcieli sobie odbić poprzedni „chudszy” dla nich czas. I jeżeli to wszystko się sprawdzi, to wówczas natężenie ruchu w sklepach i galeriach się zmieni. To znaczy, będą większe kolejki i zatory. Dlatego tym bardziej nie warto odkładać zakupów na ostatnią chwilę.
Firma doradcza Savills z dniem 1 marca br. rozszerzyła działalność Operational Capital Markets (OCM) o Polskę, który będzie świadczyć usługi doradcze dla inwestorów, deweloperów i zarządców we wszystkich sektorach nieruchomości wymagających istotnego zaangażowania operacyjnego.
Dział OCM firmy Savills doradza klientom w sektorach mieszkań na wynajem, domów jednorodzinnych, co-living, domów studenckich, mieszkalnictwa senioralnego, opieki zdrowotnej, hoteli i samoobsługowych magazynów na terenie Wielkiej Brytanii i rynkach Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA). Dział OCM posiada mocną pozycję na rynkach międzynarodowych, gdzie w ciągu ostatnich trzech lat doradzał przy transakcjach o wartości ponad 20 miliardów funtów.
Na czele nowego działu w Polsce stanie Jacek Kałużny, awansując na stanowisko dyrektora i Head of Operational Capital Markets w Polsce. Jacek to ekspert z 15-letnim doświadczeniem zawodowym w obszarze doradztwa w zakresie transakcji nieruchomościowych, zarządzania inwestycjami, transakcji fuzji i przejęć oraz finansów przedsiębiorstw. W trakcie swojej dotychczasowej kariery uczestniczył w przygotowaniu i realizacji kilkudziesięciu projektów inwestycyjnych w segmencie najmu instytucjonalnego (PRS) oraz dostępnego budownictwa (affordable housing).
„Segmenty prywatnych domów studenckich (PRSA), najmu instytucjonalnego (PRS), a z czasem również budownictwo senioralne, to wschodzące sektory na polskim rynku nieruchomości z ogromnym potencjałem wzrostu. Savills globalnie posiada bardzo silną sieć specjalistów i bogate doświadczenie w obsłudze tych klas aktywów. Również w Polsce z sukcesami doradzaliśmy naszym klientom w ich pierwszych transakcjach w tych sektorach” – powiedział Jacek Kałużny, Head of Operational Capital Markets, Savills w Polsce.
Rozwój Savills OCM w Polsce będzie oparty o sukcesy dotychczas działającego zespołu, który na rynku polskim w ostatnich latach doradzał w transakcjach kupna i sprzedaży projektów o wartości ponad 230 mln EUR (ponad 1 mld PLN).
Savills OCM działa na terenie Wielkiej Brytanii i EMEA, dostarczając klientom kombinację usług doradztwa nieruchomościowego i bankowości inwestycyjnej, przy współpracy z ekspertami z dziedziny doradztwa kapitałowego (finanse przedsiębiorstw,, strukturyzacja joint venture, pozyskiwanie kapitału, fuzje i przejęcia, doradztwo w zakresie finansowania dłużnego).
„Gratuluję Jackowi nowej roli i nie mogę się doczekać naszej współpracy nad dalszym rozwojem platformy Operational Capital Markets w Polsce. Jego bogate doświadczenie będzie wspierać wzrost OCM, ponieważ sektory mieszkaniowe w Polsce nadal zyskują na znaczeniu. Oprócz naszej specjalizacji sektorowej i szerokiej oferty usług, wykorzystujemy sieć Savills obejmującą ponad 700 międzynarodowych biur, aby zapewnić naszym klientom wiedzę o lokalnym rynku, wiodącą inteligencję sektorową i globalny zasięg inwestorów” – powiedział Peter Allen, Head of Operational Capital Markets, UK & EMEA.
Cztery lata po rewolucji wywołanej wybuchem pandemii widać, że praca w modelu hybrydowym, chociaż nie jest dominująca, to pozostanie z nami na długo. Jak pokazały wyniki badania międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield, 27% Polaków łączy pracę w biurze z home office, a odsetek ten w miastach pow. 500 tys. mieszkańców wynosi aż 36%. Tymczasem pracodawcy i zarządcy nieruchomości szukają sposobów, aby zachęcić pracowników do częstszego korzystania z biur. Jak pokazał raport „Biuro czy dom? Co przyciąga Polaków do pracy w biurze?”, osoby korzystające w ciągu tygodnia z obu lokalizacji najbardziej cenią sobie biuro za dobrze wyposażone przestrzenie do pracy w skupieniu oraz możliwość współpracy i budowania pozytywnych relacji w zespole. Jednocześnie 47% z nich jest przeciwnych odgórnemu narzucaniu liczby dni spędzanych w biurze.
Co trzeci pracownik biurowy w Polsce w miastach pow. 200 tys. mieszkańców korzysta z możliwości pracy w modelu hybrydowym, wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Cushman & Wakefield. Widać też, że rynek pracy po 2020 roku dostosował się do nowych oczekiwań części kandydatów. W serwisie Pracuj.pl w połowie lutego 2024 roku, podobnie jak i trzy miesiące wcześniej, co piąta oferta zatrudnienia umożliwiała pracę hybrydową, a co czwarta – hybrydową lub zdalną.
Dane rynkowe potwierdzają, że zwłaszcza w największych miastach w Polsce jest znacząca grupa osób, które dzielą pracę pomiędzy biuro a dom. Wielu pracodawców dopuszcza taki model, chociaż z punktu widzenia organizacyjnego i budowania kultury korporacyjnej preferowaliby zwiększyć obecność pracowników w biurze. Dlatego zapytaliśmy „u źródła”, jakie aspekty faktycznie przyciągają osoby pracujące hybrydowo do siedziby firmy. Dla 44% ankietowanych jest to możliwość spotkań twarzą w twarz z większą liczbą współpracowników. Jednocześnie bardzo istotne są dla nich kwestie związane z logistyką – 45% wskazało jako ważny czynnik przestronny parking, a 28% – lokalizację biura przy przystanku komunikacji miejskiej, mówi Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.
Jak wynika z danych Cushman & Wakefield prezentowanych w ramach serii raportów okresowych “Marketbeat Polska” na aktywność najemców biurowych w Warszawie w ostatnich 12 miesiącach w dużym stopniu wpłynął widoczny trend optymalizacji i redukcji zajmowanej przez nich powierzchni. Wskazuje na to liczba zawartych transakcji, która była o blisko 18% wyższa niż w rekordowym pod względem ilości wynajętej powierzchni 2019 roku. Jednocześnie w 2023 roku strukturę popytu zdominowały relokacje, które stanowiły ok. 53% wszystkich zawartych umów. To pokazuje, że pracodawcy dostosowują swój model działania do zmieniających się warunków – niejednokrotnie stawiając jakość biura przed liczbą zajmowanych metrów kwadratowych. Zyskują na tym przede wszystkim właściciele budynków klasy A w centralnych lokalizacjach, spełniających wysokie wymagania w aspektach dotyczących ESG – zarówno tych środowiskowych, jak i dotyczących zdrowia i samopoczucia użytkowników.
Socjalizacja w szerszym gronie i komfortowe warunki do pracy przewagą biura
Jak czytamy w raporcie „Biuro czy dom? Co przyciąga Polaków do pracy w biurze?”, aż 71% Polaków pracujących hybrydowo ceni sobie elastyczny model pracy, jednak też i ponad połowa lubi, gdy spotyka się w biurze z większym gronem współpracowników. Co więcej, tylko 12% preferuje przejście na pracę w pełni zdalną lub wyłącznie w siedzibie firmy. Jednocześnie 28% przyznaje, że praca poza biurem przyczyniła się do pogorszenia ich relacji z zespołem.
Tylko część z nas ma w domu warunki, które mogą pozytywnie wpłynąć na naszą efektywność i dobre samopoczucie w czasie pracy. Nic więc dziwnego, że co trzeci pracownik przyznaje, że siedziba firmy może stanowić dla niego ważne wsparcie w sytuacji, gdy potrzeba jest większego skupienia – np. w obliczu remontu lub innych tymczasowych złych warunków w miejscu zamieszkania, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.
Zaletami biurowych przestrzeni, na które zwracają uwagę pytani pracownicy, są także kwestie związane z wyposażeniem i jakością – estetyczna i nowoczesna aranżacja zachęca do przychodzenia 38% z nich, a wysokiej jakości łącze internetowe – 35%. Dlatego są oni generalnie otwarci (85%) na przekształcenia biur w sposób lepiej odpowiadający na potrzeby pracy hybrydowej, w tym większy nacisk na działania zespołowe i pokoje do cichej pracy.
Wnioski płynące z naszego badania, dotyczące tego, jak ważne dla pracowników biurowych są kwestie dojazdu do pracy i parkingów, czy też poszczególnych funkcji biura, są niezwykle cenne w momencie podejmowania przez firmę decyzji o pozostaniu w dotychczasowym miejscu czy relokacji. Zwłaszcza, że jeszcze nie wszyscy pracodawcy decydują się na przygotowanie strategii środowiska pracy, bazującej w dużej mierze na analizie potrzeb i opinii pracowników. W takiej sytuacji, w momencie decydowania o kategoriach oceny nowej lokalizacji, warto zwrócić uwagę, że wśród ankietowanych przez Cushman & Wakefield elementami przemawiającymi na korzyść biura są np.: dostęp do różnorodnej oferty gastronomicznej (24%) oraz dobrze oczyszczane i filtrowane powietrze w budynku (24%), tłumaczy Mariola Bitner, Head of Workplace Strategy, Cushman & Wakefield.
Nie dostaniesz już fałszywego sms-a od skarbówki wzywającego do opłacenia podatku. Nowy system teleinformatyczny zmniejszy liczbę fałszywych SMS-ów od podmiotów publicznych.
Już 25 marca możemy zacząć dostawać mniej SMS-ów od oszustów – przynajmniej tych, którzy będą próbowali podszyć się pod podmioty państwowe. Operatorzy telekomunikacyjni podłączeni do specjalnego systemu, uruchomionego przez NASK, będą mieli obowiązek blokować takie wiadomości. Przepisy wchodzące w życie pod koniec miesiąca (25 marca 2024) ograniczą skalę phishingu SMS-owego (tzw. smishingu), ale eksperci wskazują, że wciąż brakuje analogicznych metod ochrony dla sektora prywatnego.
Nowy system teleinformatyczny służy do wymiany informacji o fałszywych wiadomościach i chronionych nadpisach podmiotów publicznych między operatorami telekomunikacyjnymi, a kluczowymi podmiotami państwowymi dbającymi o cyberbezpieczeństwo: CSIRT NASK, Policją oraz Prezesem UKE.
Tide Software, jeden z wiodących dostawców platform komunikacyjnych CPaaS w Polsce i operator telekomunikacyjny dla klientów biznesowych chroni odbiorców komunikacji przed próbami wyłudzeń, związanymi m.in. z przekierowaniami do domen o niskiej reputacji, niespełniających kryteriów bezpieczeństwa. Działania te realizuje poprzez autorskie rozwiązania, a blokowane smsy dotyczą głównie firm z sektora e-comm, banków czy podmiotów windykacyjnych.
W Polsce phishing pozostaje najbardziej rozpowszechnionym typem ataku cybernetycznego[1]. Na całym świecie nawet 8 na 10 organizacji było celem przynajmniej jednej próby phishingu[2]. Aż w 4 na 10 przypadkach do tego wykorzystywane są SMS-y[3].
Czym jest smishing?
– Ataki typu smishing są socjotechniką, której celem jest wyłudzenie wrażliwych danych. Opierają się na fałszywych informacjach np. o konieczności uiszczenia dodatkowych opłat za odbiór przesyłek czy odblokowania konta bankowego. Wiadomość zawiera link prowadzący do strony internetowej, która może do złudzenia wyglądać jak prawdziwa strona banku czy kuriera, jednak wcale taką nie jest. Każda informacja, którą się podzielimy na takiej stronie, jak login czy hasło, wpada w ręce przestępców. Mamy autorskie narzędzia jak Tide Protect, które minimalizują ryzyko takich ataków smishingowych, jednak działania regulacyjne jak ustawa o zwalczaniu nadużyć w komunikacji elektronicznej wprowadzają nową przestrzeń i podstawę prawną konieczną do walki z tym szkodliwym zjawiskiem – tłumaczy Jerzy Klimaszewski, prezes zarządu Tide Software.
W odpowiedzi na ten narastający problem, w Polsce wprowadzono nowe przepisy ustawy o zwalczaniu nadużyć w komunikacji elektronicznej. Na początku roku CSIRT NASK uruchomił system służący do wymiany informacji o fałszywych wiadomościach między kluczowymi organami państwowymi (CSIRT NASK, Policja, Prezes UKE) a przedsiębiorcami telekomunikacyjnymi. Dzięki wprowadzeniu systemu wymiany wzorców i nadpisów, przedsiębiorstwa telekomunikacyjne uzyskały wiedzę umożliwiającą blokowanie wiadomości o charakterze smishingowym.
Blokowanie smishingu obowiązkiem każdego operatora
W poniedziałek 25 marca w życie wchodzi kolejny etap tej ustawy. Mianowicie, dla operatorów telekomunikacyjnych możliwość blokowania fałszywych SMS-ów przerodzi się w obowiązek. Blokowane będą przede wszystkim wiadomości, których nadpisy mogą być myląco podobne do tych używanych przez chronione podmioty publiczne, takie jak Policja, ale również Urząd Skarbowy – co może być szczególnie istotne z uwagi na trwający sezon podatkowy. W ubiegłym roku CSIRT NASK ostrzegało m.in. przed fałszywymi wiadomościami dotyczącymi rzekomych zwrotów nadpłaconych podatków, które w rzeczywistości były próbami wyłudzenia danych osobowych[4].
Jakie mogą być dalsze kroki?
– Nowe obowiązki po stronie operatorów telekomunikacyjnych są ważnym krokiem ze strony ustawodawcy. Brakuje jednak analogicznych możliwości dla sektora prywatnego, pod który przestępcy również chętnie się podszywają. Jak wykorzystać nowe otoczenie regulacyjne? Zachęcamy podmioty publiczne aby wpisywać się na specjalną listę nadpisów. W kolejnych krokach warto rozważyć regulacjyjne rozszerzenie tych możliwości na sektor komercyjny – wskazuje Jerzy Klimaszewski z Tide Software.
W dzisiejszych czasach wyłudzenia różnego rodzaju stają się codzienną zmorą wielu firm i konsumentów. Nowe przepisy stanowią ważny krok w kierunku zwiększenia ochrony przed cyberprzestępczością w Polsce, jednak poszerzenie tych przepisów i adaptacja nowych technologii – takich jak Rich Communication Services – będą kluczowe w długofalowej walce z phishingiem i smishingiem.
Nowe przepisy prawne dążące do poprawy stanu środowiska i klimatu pozostają często niezrozumiałe nie tylko dla osób prywatnych, ale również firm. Niezbędna jest więc edukacja. PodczasPolskiego Kongresu Klimatycznego, który odbył się w dniach 19-20 marca w Warszawie, dyskusja koncentrowała się wokół kwestii regulacji dotyczących ochrony klimatu, konkurencyjności przedsiębiorstw oraz korzyści płynących z osiągnięcia neutralności klimatycznej. Eksperci firmy doradczej Deloitte podkreślali, że dialog między wdrażającymi regulacje klimatyczne a społeczeństwem i biznesem doprowadzi do efektywniejszej współpracy i przyspieszy transformację klimatyczno-energetyczną.
Podczas sesji plenarnej „Zielona Rewolucja. Przyspieszenie transformacji klimatyczno-energetycznej: Reformy, Regulacje, Wyzwania”, skoncentrowano się na analizie działań koniecznych do dokonania potrzebnych zmian, w tym inicjatyw, zasobów oraz regulacji, które będą wspierać proces zielonej transformacji. Dekarbonizacja energetyki nie jest jedynym i największym problemem na drodze do neutralności klimatycznej. Równie duże wyzwania stoją przed m.in. przemysłem, budownictwem i transportem, w związku z czym sektory te powinny być uwzględniane w rządowym finansowaniu transformacji.
– Musimy zdać sobie sprawę, że nasza przyszłość zależy od naszych działań. Zielona rewolucja paradoksalnie wymaga ewolucyjnego działania i przemyślanych decyzji. Natomiast przyspieszenie transformacji sprowadza się do doboru efektywnej strategii, zróżnicowanej w poszczególnych klimatyczno-energetycznych obszarach, tak abyśmy mogli zrobić duży krok naprzód. To właśnie ta ewolucja otwiera nam drogę do wielu możliwości – mówi Piotr Hałoń, starszy menedżer, Risk Advisory, Deloitte.
Transformacja szansą dla biznesu
W ostatnich latach rola odbiorców energii znacząco się zmieniła i stała się kluczowa z perspektywy transformacji. W kontekście finansowania zielonych inicjatyw mamy do czynienia z pewnego rodzaju dwuwymiarowością. Z jednej strony własna transformacja zakłada niezbędną, szybką redukcję, a z drugiej odkrywa potencjał biznesowy i tworzy możliwość budowania przewagi konkurencyjnej.
– Nie należy traktować aktywności związanej z ESG jako zagrożenia, bo jest ona po prostu koniecznością. W Polsce istnieje szerokie spektrum odbiorców energii, co wymaga zróżnicowanych działań i ram czasowych. Optymalizacja energii jest w zasięgu wszystkich. Jednakże, aby umożliwić wszystkim odbiorcom indywidualnym korzystanie z energooszczędnych rozwiązań, konieczne jest racjonalne podejście do finansowania publicznego. Wzrastająca popularność projektów termomodernizacyjnych wymaga znalezienia odpowiednich sposobów ich finansowania, co jest istotnym wyzwaniem w kontekście transformacji energetycznej – mówi Jacek Hutyra, dyrektor ds. ESG, Leroy Merlin Polska.
Potrzeba holistycznego podejścia
Podczas debaty zidentyfikowano też szereg wyzwań i przeszkód stojących przed transformacją. Podstawową trudnością pozostaje jej finansowanie oraz mądra strategia podziału środków pomocowych na wdrażanie przemian. Istnieją różne mechanizmy finansowania, takie jak preferencyjne pożyczki, dotacje, fundusze inwestycyjne oraz wsparcie ze strony instytucji europejskich. Problemem na drodze do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku jest obecność tanich alternatyw tradycyjnej gospodarki jak np. gaz łupkowy. Jednocześnie podkreślano rolę decomissioningu oraz zrównoważonego wykorzystania odnawialnych surowców w pełnym cyklu. Niezbędne jest również dostosowanie sieci energetycznych oraz giełd energii do nowych realiów.
Rolę przemyślanego wprowadzanie regulacji dla uzyskania poparcia społecznego dla procesu transformacji podkreślano w debacie „Prawo klimatyczne. Konkurencyjność gospodarki na krawędzi – dlaczego potrzebne nam prawo ochrony klimatu i konsekwentna transformacja energetyczna”.
– W kontekście regulacji klimatycznych widać istotne wyzwania, zwłaszcza jeśli chodzi o brak dialogu oraz niską świadomość społeczeństwa i biznesu. Przekonanie firm do konieczności zmiany jest możliwe, zwłaszcza, gdy regulacje motywują lub wręcz zmuszają do działania. Jednak motywacja ekonomiczna jest znacznie bardziej skuteczna. Regulacje mogą wspierać dyskusje i zachęcać do różnych zachowań, ale muszą być odpowiednio zrozumiane i skomunikowane – mówi Julia Patorska, partnerka, liderka zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce, Deloitte.
Różnice między sektorami, wielkością firm oraz ich pochodzeniem wpływają na odmienne podejście do regulacji. Wpływ na biznes mają różne czynniki, takie jak presja społeczeństwa, relacje z partnerami biznesowymi czy specyfika sektora, w którym dany podmiot działa. Duże firmy, które działają globalnie, są często motywowane do zmian przez swoich kontrahentów.
Rola edukacji i zwiększania świadomości
Podczas Polskiego Kongresu Klimatycznego podkreślano, że edukacja stanowi fundament dla podejmowania odpowiedzialnych decyzji dotyczących kwestii energetycznych. W zwiększaniu świadomości nie chodzi o to, żeby kilku ekspertów mówiło interesariuszom, co mają robić i jak myśleć. Ma to być współpraca. Trzeba pokazać, że zmiana jest możliwa, prawdziwa i co najważniejsze dla korzystna.
– Optymalizacja współpracy jest kluczowa. W kontekście regulacji, szczególnie tych związanych z dyrektywą dotyczącą zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialności korporacyjnej, istnieje perspektywa istotnego postępu. W ramach tych przepisów firmy zostaną zobligowane do ujawniania swoich działań w zakresie współpracy z lokalnymi społecznościami. W efekcie, regulacje te nie tylko narzucają pewne standardy, ale również stwarzają warunki sprzyjające dialogowi. Zintegrowana współpraca pomiędzy przedsiębiorstwami, organami samorządowymi oraz społecznościami lokalnymi jawi się jako kluczowy czynnik w realizacji celów związanych z zrównoważonym rozwojem – mówi Julia Patorska.
Podczas debaty dyskutowano na temat ustawy o ochronie klimatu przedstawionej w zeszłym roku przez Fundację Client Earth Prawnicy dla Ziemi. Projekt ustawy skupia się na redukcji emisji, adaptacji do zmian klimatycznych oraz zapewnieniu minimalnego finansowania na ochronę klimatu. Zakłada również ustanowienie Rady Ochrony Klimatu, która będzie odpowiedzialna za monitorowanie i rekomendację działań w zakresie klimatu.
Dyskusja nad potrzebą takiego prawa w Polsce rozpoczęła się w zeszłym roku. W Europie podobne ustawy funkcjonują m. in. w Wielkiej Brytanii, Słowacji, Turcji i od 2023 Szwajcarii. Ustawy klimatyczne mają też Stany Zjednoczone, Nowa Zelandia i Australia.
Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło kolejny konkurs IPCEI w ramach Programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki. Przed polskimi przedsiębiorcami kolejna szansa na realizację zaawansowanych projektów badawczo-rozwojowych, stanowiących przedmiot wspólnego europejskiego zainteresowania. Wnioskodawcy mogą starać się o łączny budżet 135 milionów złotych.
Projekty IPCEI (Important Projects of Common European Interest) to ważne projekty stanowiące przedmiot wspólnego europejskiego zainteresowania, dla których Komisja Europejska wydała pozytywną decyzję dopuszczającą udzielenie pomocy. Mechanizm ten wspiera realizację polityki gospodarczej oraz polityki konkurencji Unii Europejskiej w celu wzmocnienia potencjału europejskiego przemysłu na tle globalnej konkurencji.
Realizacja projektów IPCEI pozwala polskim przedsiębiorcom gromadzić specjalistyczną wiedzę oraz wpisać się w łańcuchy wartości w zakresie przełomowych technologii. Sprzyjają one internacjonalizacji polskich przedsiębiorstw przez możliwość nawiązania bliskiej współpracy z przedsiębiorcami z innych krajów UE działających w obszarze zaawansowanych technologii. Docelowo, projekty mają pobudzić również eksport produktów wysokich technologii.
– Dzięki środkom z Unii Europejskiej – programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki, NCBR ma możliwość wspierać przedsiębiorców w realizacji projektów IPCEI. Projekty, które pomagają udrażniać kanały współpracy pomiędzy dużymi przedsiębiorcami i MŚP oraz środowiskiem naukowym, co jest niezwykle ważne w dalszym zbliżaniu się sektorów biznesu z naukowym – powiedział prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, p.o. dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.
135 mln na projekty o wysokim poziomie innowacyjności
Wnioskodawcy mogą starać się o łączny budżet 135 milionów złotych, przeznaczony na realizację projektów wpisujących się w co najmniej jedną Krajową Inteligentną Specjalizację oraz w zakres tematyczny „IPCEI EuBatIn – European Battery Innovation”. Każdy z projektów musi obejmować dwa etapy: działalność badawczą, rozwojową i innowacyjną oraz pierwsze zastosowanie w przemyśle. Nabór wniosków o dofinansowanie w konkursie IPCEI EuBatIn rozpocznie się 13 maja i potrwa do 21 czerwca br.
Projekty mogą obejmować rozbudowę instalacji pilotażowych lub opracowanie całkowicie nowej aparatury i urządzeń w ramach etapu następującego po etapie linii pilotażowej (w tym fazę testów), ale nie mogą obejmować produkcji masowej, ani działalności komercyjnej. Zgodnie z założeniami mechanizmu IPCEI, projekty powinny charakteryzować się wysokim poziomem innowacyjności, pozytywnym wpływem na środowisko oraz przyczyniać się do wzrostu konkurencyjności europejskiego przemysłu.
O dofinansowanie mogą starać się podmioty, dla których Komisja Europejska wydała pozytywną decyzję dopuszczającą udzielenie pomocy. Ocena złożonych wniosków o dofinansowanie potrwa do 85 dni od zakończenia naboru. Realizacja wybranych w konkursie projektów musi zakończyć się do końca 2029 roku.
Cechą charakterystyczną konkursów IPCEI jest to, że ich uczestnicy reprezentują pełny łańcuch wartości tj. od materiału, przez ogniwa, po system akumulatorów i końcowy etap recyklingu.
Uczestnicy projektu i ich partnerzy koncentrują swoją pracę na czterech obszarach roboczych:
Surowce i zaawansowane materiały: Wiąże się to z rozwojem zrównoważonych innowacyjnych procesów ekstrakcji, rafinacji i oczyszczania rud w celu uzyskania surowców o wysokiej czystości. Celem jest udoskonalenie istniejących materiałów i opracowanie nowych materiałów na innowacyjne ogniwa akumulatorowe.
Ogniwa akumulatorowe: opracowywanie innowacyjnych ogniw i modułów akumulatorowych, które spełniają wymagania bezpieczeństwa i wydajności obowiązujące w przemyśle motoryzacyjnym i innych zastosowaniach.
Systemy akumulatorów: Obejmuje to opracowanie innowacyjnych systemów akumulatorów, w tym systemów zarządzania akumulatorami (oprogramowanie i algorytmy) oraz innowacyjnych metod testowania.
Recykling i zrównoważony rozwój: Celem jest opracowanie bezpiecznych i innowacyjnych metod gromadzenia, demontażu, ponownego użycia, konwersji i rafinacji materiałów nadających się do recyklingu.
Co drugi obcokrajowiec (57 proc.) planujący pracę zarobkową w Polsce oczekuje od rządzących uproszczenia procedur legalizujących jego pobyt i zatrudnienie, wynika z badania Grupy Progres. Najbardziej problematyczna jest dla nich czasochłonność formalności do załatwienia i papierologia, które sprawiają, że część obcokrajowców decyduje się na przyjazd do Polski i pracę w szarej strefie. W 2023 r. Straż Graniczna zatrzymała 10 342 osób nielegalnie przebywających w Polsce (w 2021 r. było ich 6 812). Praca na czarno, niezgodne z prawem powierzenie wykonywania pracy i prowadzenie działalności gospodarczej stwierdzono w przypadku 9 964 cudzoziemców.
W ostatnich tygodniach kwestia cudzoziemców przyjeżdżających do Polski stała się tematem gorących dyskusji, głównie z powodu komisji śledczej badającej sprawę wiz przyzwanych obcokrajowcom. Propozycje dotyczące polityki migracyjnej i bezpiecznego przyjmowania do nas ludzi z zagranicy niestety nie były też mocnym punktem w programach wyborczych. Pracodawcy poszukujący kandydatów z innych krajów oraz sami zainteresowani przyjazdem do Polski oraz podjęciem u nas pracy nadal czekają na propozycje polityki migracyjnej i rozwiązań usprawniających rekrutację obcokrajowców. Jak wynika z badania Grupy Progres, 57 proc. cudzoziemców, którzy chcą przyjeżdżać nad Wisłę, oczekuje od rządzących wdrożenia prostszych procedur i krótszego czasu oczekiwania na załatwienie formalności. Wielu chętnych ma długofalowe plany, jeśli chodzi o Polskę. 42 proc. Azjatów i 32 proc. osób z Afryki chcących podjąć etat w naszym kraju ma zamiar zostać nad Wisłą od 5 do 10 lat. O wiele dłużej – od 10 do 20 lat w Polsce przewiduje mieszkać i pracować 37 proc. Azjatów i 27 proc. migrantów z Afryki. Nasz kraj jest dla nich atrakcyjnym kierunkiem, ale oczekują pewnych ułatwień, nie zawsze mają też dobre doświadczenia w kontakcie z urzędnikami.
W badaniu Grupy Progres cudzoziemcy oceniający pracę polskich urzędników w skali od 1 do 5 wystawili im średnią notę wynoszącą 3,75. Twierdzą, że urzędowe informacje, które otrzymują od polskich instytucji, rzadko są w ich ojczystym języku, a to z pewnością ułatwiłoby im załatwienie wszelkich formalności i pozwoliło uniknąć błędów przy ich dopełnianiu. 16 proc. uważa, że polskie urzędy nie są przygotowane do obsługi cudzoziemców – urzędnicy nie znają języków obcych, problemem jest dostępność formularzy, które obcokrajowiec powinien wypełnić, czy tłumaczenie ich treści w momencie, gdy dana osoba przychodzi dopełnić formalności urzędowych i ma dodatkowe pytania. 52 proc. nie ma poważniejszych zastrzeżeń do pracy korpusu służby cywilnej, a 28 proc. nie ma zdania na ten temat. Nie zawsze bywa też przyjemnie – 11 proc. badanych deklaruje, że spotkały ich nieprzyjemności ze strony osób pracujących w służbie cywilnej, z którymi mieli kontakt związany z legalizacją pracy i pobytu w Polsce.
Skomplikowane przepisy, biurokracja i złożony proces podjęcia etatu w Polsce sprawiają, że cudzoziemcy udają się do prawnika. Takiej pomocy najczęściej potrzebują w związku z legalizacją pobytu i pracy (52 proc.). 18 proc. z nich korzysta ze wsparcia prawnego już po podjęciu zatrudnienia, a chętnych do przyjazdu i pracy nie brakuje. W 2023 r. do Polski wjechało 14 031 061 osób, w tym 12 960 221 pochodziło spoza Unii Europejskiej i państw EOG (Europejski Obszar Gospodarczy). W sumie liczba przekroczeń granicy Polski przez obywateli państw trzecich zwiększyła się dwukrotnie – porównując 2023 z 2020 i 2021 r., gdy kolejno było to 5 949 420 i 5 475 544 osób (dane Straży Granicznej).
Jak wynika z danych Grupy Progres, spora część przyjezdnych została u nas na dłużej. Tylko od stycznia do grudnia 2023 r. liczba cudzoziemców podejmujących pracę tymczasową w Polsce wzrosła o 68 proc. Co więcej, w ciągu trzech lat (od 2021) czas, na który wiążą się oni z pracodawcą, również uległ zmianie – zwiększył się o 17 proc. Niestety skomplikowanie procesu legalnego zatrudniania cudzoziemców i jego czasochłonność od lat pozostają bez zmian, a to woda na młyn dla nieuczciwych pośredników.
– Szara strefa w Polsce jest odporna na kryzysy i zawirowania. Gdy przedsiębiorcy działający zgodnie z przepisami martwią się np. rosnącymi kosztami pracy czy zatrudniania, ci nieuczciwi śpią spokojnie, bo unikają różnych opłat i podatków, działając w szarej strefie. Na trafienie do niej narażeni są m.in. uchodźcy oraz cudzoziemcy z odległych kierunków, którzy potrzebują środków do życia, ale nie znają dobrze naszego języka, przepisów i nie wiedzą, do kogo zwrócić się o pomoc np. w znalezieniu legalnej pracy czy załatwieniu formalności. W efekcie po przyjeździe, gdy okazuje się, że obiecany im etat wcale na nich nie czeka, podejmują się jakiegokolwiek zajęcia, a ich zaangażowanie i chęć do zarobku wykorzystują nieuczciwi pośrednicy, którzy nie tylko zatrudniają obcokrajowców na czarno, ale też pomagają im w nielegalnym przyjeździe do Polski – mówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres.
Według danych Straży Granicznej na granicy zewnętrznej z UE w 2023 r. odmówiono wjazdu w niemal 18 tys. przypadków. Liczba osób zatrzymanych i ujawnionych przez Straż Graniczną za nielegalny pobyt wynosiła 10 342 i była o wyższa niż w latach ubiegłych – w 2022 r. (7 166), 2021 r. (6 812) czy 2020 r. (9 823). Na pracy w szarej strefie, powierzaniu wykonywania pracy niezgodnie z prawem i nieprzepisowym prowadzeniu działalności gospodarczej przyłapano od 2019 r. do 2023 r. w sumie niemal 60 tys. osób niemających polskiego obywatelstwa. W ubiegłym roku było ich 9 964. Co więcej, w analogicznym okresie (2019-2023) Straż Graniczna ujawniła niemal 10 tys. przypadków osób posługujących się fałszywymi dokumentami uprawniającymi do przekroczenia granicy i pobytu na terytorium RP.
– Pamiętajmy, że większość cudzoziemców chce przyjechać do Polski lub już przebywa u nas legalnie. Bez względu na kierunek, z którego pochodzą – są weryfikowani przez polskie organy państwowe, ale też pracodawców, którzy – żeby zatrudnić cudzoziemca – muszą wywiązać się z szeregu formalności i najczęściej weryfikują, kim jest dany kandydat i czy jego dokumenty nie są sfałszowane. Podobne zadanie należy do urzędników, którzy kontrolują procedury i legalność pobytu cudzoziemca w Polsce. Opinia urzędu powinna być gwarancją wiarygodności danego człowieka i argumentem za tym, by bez obaw przyjąć go do zespołu. Niestety nadal wiele firm skarży się, że nikt z polityków nie pomyślał, w jaki sposób usprawnić ten proces. Nie mówiąc już o przemyślanej i dostosowanej do aktualnych realiów polityce migracyjnej, która w naszym kraju praktycznie nie istnieje – podkreśla Cezary Maciołek.