Przedświąteczny tydzień

W miniony piątek dolar kontynuował umocnienie a kurs głównej pary walutowej spadł w okolice 1,08. Na Wall Street mieliśmy mieszaną sesję. Nasdaq Composite zyskał 0,2 proc., natomiast SP500 oraz Dow Jones straciły odpowiednio 0,1 proc. oraz 0,8 proc. W całym minionym tygodniu benchmarki zyskały jednak ponad 2 proc. co było pokłosiem tego, że Fed dał sygnał, że jest nadal stosunkowo „gołębi” i prawdopodobnie w tym roku obniży stopy procentowe trzy razy. Brakowało danych z USA. Pozytywnie zaskoczył indeks klimatu biznesowego Ifo dla Niemiec. W najbliższych dniach uwaga rynku będzie skupiona na piątkowych danych dotyczących raportu na temat wydatków Amerykanów.

W piątek inwestorzy otrzymali niespodziewany wzrost indeksu klimatu biznesowego Ifo z 85,7 pkt. do 87,8 pkt. Wzrost był spowodowany zarówno lepszą oceną bieżącej sytuacji biznesowej (88,1 pkt., poprzednio 86,9 pkt.), jak i bardziej pewnymi oczekiwaniami biznesowymi na kolejne sześć miesięcy (87,5 vs 84,4). Klimat biznesowy poprawił się również we wszystkich sektorach gospodarki. To ożywienie w klimacie biznesowym Ifo daje nadzieje, zwłaszcza że perspektywiczny indeks menedżerów zakupów dla sektora usług strefy euro wzrósł w ostatnich miesiącach i opuścił strefę recesji. Widać, że efekt gwałtownych podwyżek stóp procentowych przez zachodnie banki centralne, które miały miejsce ponad rok temu, obecnie zanika. Również gospodarki odczuwają ulgę w związku z niższymi cenami energii. Średnia cena dla niemieckich firm zmniejszyła się o około połowę w stosunku do poprzedniego gwałtownego wzrostu, choć nadal są znacznie wyższe niż na przykład w USA.

Być może Niemiecka gospodarka wyjdzie z recesji już latem. Ciężko będzie jednak na impuls, który przyczynił by się do dynamicznego ożywienia. Liczne problemy strukturalne hamują gospodarkę, w szczególności długoterminowa erozja atrakcyjności Niemiec jako lokalizacji dla biznesu.

Wracając do USA, w piątek brakowało danych makro. Dziś poznamy dziś indeks aktywności krajowej Chicago Fed, aktywność produkcyjną Dallas Fed i sprzedaż nowych domów. We wtorek opublikowane zostaną dane na temat zamówień na dobra trwałe oraz ceny domów S&P CaseShiller i zaufanie konsumentów Conference Board. W środę kalendarz makro jest ubogi. W czwartek zostanie zaprezentowany trzeci i ostatni odczyt PKB za czwarty kwartał 2023 roku. Konsensus rynkowy wynosi 3,2 proc. kw/kw w ujęciu rocznym, bez zmian w porównaniu z drugim szacunkiem. Poznamy również liczbę nowych bezrobotnych, sprzedaż domów oraz ostateczny odczyt marcowego nastroju konsumentów Uniwersytetu Michigan.

W piątek, mimo, że będzie to w wielu krajach dzień wolny, pojawi się kilka publikacji danych. Poznamy ważny deflator PCE za luty, a konsensus rynkowy wynosi 0,4 proc. m/m lub 2,5 proc. r/r. Bazowy deflator PCE, który nie obejmuje żywności i energii, ma wynieść 0,3 proc. m/m lub 2,8 proc. r/r. Poznamy również dochody osobiste i wydatki osobiste Amerykanów

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Dlaczego lajki w social mediach są tak ważne?

Facebook, Instagram, TikTok i YouTube to potężne platformy, które nie służą już tylko do celów rozrywkowych. W czasie mocno rozwiniętego Internetu i stale rosnącej konkurencji w sieci, twórcy treści i firmy szukają sposobów na rozwój swoich fanpage’ów na tych platformach. Jedną z opcji jest kupowanie lajków i followersów. Jak kupione lajki mogą wpłynąć na rozwój Twojego konta? Dlaczego warto zwiększyć liczbę polubień?

Zakupione polubienia z polskich kont pomogą zwiększyć Twoje zasięgi w social mediach.

Social media – potężne narzędzie w cyfrowym świecie

Social media bardzo mocno wpływają na nasze codzienne życie. Obecnie ciężko sobie wyobrazić świat bez Facebooka czy Instagrama. Coraz więcej firm opiera swoje marketingowe działania właśnie na social mediach, wpływając na myślenie ogromnej ilości internautów. Kolejne marki zauważają również potencjał, który tkwi w wynajmowaniu popularnych osób do promocji swoich produktów oraz usług. Im większy wpływ ma dana osoba na internautów, im bardziej jest popularna, tym bardziej jest atrakcyjna dla firm oraz organizacji, które chcą wypromować daną ideę albo sprzedawać konkretne produkty. Zatrudnianie znanych influencerów to w tej chwili powszechna praktyka w świecie biznesu.

Wiele osób wspiera rozwój swoich kont w social mediach (Instagram, TikTok, YouTube, Facebook) poprzez kupowanie like. Kupione lajki zwiększają popularność postów i opublikowanych filmów. Aby upewnić się, że widzowie będą chcieli oglądać film do końca, możesz kupić lajki zwiększające jego atrakcyjność. Jeżeli chciałbyś zarabiać na platformie YT, duża ilość polubień jest kluczowa. Jeśli masz więcej like, wyniki wyszukiwania na platformie YT będą Cię klasyfikować wyżej niż inne filmy. Zakup lajków to prawdziwa inwestycja w social media!

Jak zwiększyć swoje szanse w mediach społecznościowych?

Prowadzenie profili w social mediach wymaga dużej cierpliwości i bycia regularnym w publikowaniu treści. Kampanie reklamowe, efektowne zdjęcia i grafiki oraz regularna publikacja postów rozwijają twój biznes. Istnieje jednak kilka rzeczy, które mogą znacznie przyspieszyć żmudny proces budowania popularności profilu. Jedna z nich to „followers Instagram”.

Dla niektórych użytkowników będzie to tylko statystyka, jednak dla większości osób jest to jasny sygnał, że nasz profil wzbudza zainteresowanie bardzo dużej ilości użytkowników. Jest to również szalenie istotny czynnik w trakcie zawierania współpracy z influencerem. Duża ilość wyświetleń, followersów oraz polubień na Instagramie oznacza dla zainteresowanej firmy, że warto z nami nawiązać współpracę. Dlatego kupno followersów to bardzo istotny element rozwijania swojej marki. Dzięki followers Instagram budujemy naszą markę na Instagramie, co przekłada się na zwiększony ruch wokół naszych produktów i świadczonych usług. Im większa liczba osób skupia się wokół naszego fanpage’a, tym algorytmy Instagrama zauważają większą aktywność.

Kupowanie lajków. Dlaczego lajki są tak ważne?

Zakup Instagram like pomaga bardziej wypromować posty, a to z kolei przekłada się na większy ruch wokół naszego profilu. Algorytmy platformy odnotowują większą aktywność w postaci ilości wyświetleń, lajków, komentarzy i przyrostu obserwatorów. Dane dotyczące ilości lajków mają niezwykle duży wpływ na algorytmy, które odpowiadają za zasięg opublikowanych postów. Sztuczna inteligencja w postaci złożonego algorytmu wpływa na polecenie naszych postów innym użytkownikom Instagrama. Podobnie sprawa wygląda w przypadku platform TikTok, YouTube i Facebook.

Negatywnie na nasze konta i ogólną obecność na platformach może wpłynąć kilka czynników, m.in. nieregularne publikowanie postów lub robienie tego o złych godzinach czy posiadanie zbyt małej ilości lajków, by platforma zaczęła nas promować. Warto korzystać ze sprawdzonych metod i sposobów, by poprawiać sytuację naszych kont w social mediach, jednak to kupowanie lajków i followersów jest najszybszym rozwiązaniem.

Jak przebiega proces kupna? W bardzo prosty sposób! Najpierw wybierasz dowolną ilość lajków (np. Facebook like), follow, czy wyświetleń na danej platformie. Określasz pochodzenie i dodatkowe ustawienia. Potem dodajesz odpowiedni link. Wybierasz metodę płatności (w sklepie można płacić BLIKiem, przelewem, kartą czy opcją PayPal). Po dokonaniu płatności poczekaj kilka minut na pojawienie się pierwszych efektów.

Kup lajki i followersów, a Twoje konta zyskają na popularności!

Tydzień banków centralnych i ich wpływ na rynki walutowe

Mijający tydzień przyniósł kilka zaskoczeń ze strony banków centralnych. Największą niespodziankę zaserwował SNB obniżając stopy już teraz, czego rynek w ogóle nie brał pod uwagę. W Japonii koszt pieniądza wzrósł pierwszy raz od 17 lat i tym samym ostatni bank centralny wyszedł z ujemnych stóp procentowych. Fed na moment osłabił dolara wskazując, że wciąż w grze są trzy obniżki stóp procentowych. Dobre dane makro z kolejnego dnia przyczyniły się jednak do aprecjacji USD i ruch wzrostowy na EUR/USD został całkowicie zniesiony z nawiązka. Z kolei Bank Anglii wysłał „gołębi” sygnał i tym samym przyczynił się do osłabienia funta. W Norwegii parametry polityki monetarnej nie uległy zmianie. Na agresywną podwyżkę zdecydował się Bank Turcji podnosząc stopy aż o 500 punktów bazowych co przełożyło się na silniejszą lirę.

Dolar jest w potrzasku. Jednego dnia traci po decyzji Fed-u oraz konferencji Powella, drugiego zyskuje po dobrych danych makro (PMI, Conference Board). Na eurodolarze brak przełomu, choć krótkoterminowo znajdujemy się już poza kanałem wzrostowym i niebawem notowania prawdopodobnie ponownie przetestują wsparcie na 1,08.

Jen osłabił się po decyzji BoJ, co było spowodowane faktem, że rynek nie otrzymał sygnału, że instytucja rozpoczyna cykl zacieśniania a jedynie wykonuje ruch dostosowujący warunki monetarne do aktualnej sytuacji makro. Kurs USD/JPY znalazł się w tym tygodniu ponownie w obrębie historycznych rekordów (powyżej 151,00) co rodzi ryzyko możliwej interwencji walutowej ze strony banku centralnego lub Ministerstwa Finansów.

Fran szwajcarski znalazł się pod presją spadkową na skutek obniżki stóp przez SNB. Zarówno para walutowa EUR/CHF jak i USD/CHF powinna przynajmniej w średnim terminie podążać w trwającym od początku roku kanale zwyżkującym.

Lira była w stanie zyskać po decyzji Banku Turcji ale skala aprecjacji jest symboliczna, jeśli spojrzymy na wykres USD/TRY w szerszym horyzoncie czasowym. Krok podjęty przez instytucję należy traktować jako coś pozytywnego, pokazuje ona bowiem, że bank jest w pewnym stopniu niezależną jednostką. Lira miałaby szanse na mocniejszy ruch aprecjacyjne ale dopiero wówczas, gdyby bank jasno zakomunikował, że jest w stanie podnieść stopy jeszcze wyżej, dopóki inflacja nie zrówna się z celem. Deklaracje CBT, że dynamika wzrostu cen spowolni w drugiej połowie roku mogą być interpretowane w ten sposób, że dalsze zacieśnianie nie będzie mieć miejsca.

Posiedzenie Banku Anglii również osłabiło funta szterlinga. Bank utrzymał stopy procentowe na wysokim poziomie 5,25 proc. a wynik głosowania 8-1 był bardziej gołębi niż oczekiwane 7-1-1. Nikt bowiem nie popierał podwyżki. Ogólnie wczorajsza decyzja nie wniosła niczego nowego. BoE zrobił kolejny krok w kierunku obniżek, ale wciąż jednak nie jest do końca jasne czy nastąpi to szybciej niż oczekiwano dotychczas. Kolejne posiedzenie będzie prawdopodobnie decydujące. Co więcej, w maju poznamy również nowe prognozy. Jeśli inflacja nadal będzie zaskakiwać w dół, wówczas nastroje mogą rzeczywiście zmienić się w kierunku wcześniejszych obniżek kosztu pieniądza. Para EUR/GBP urosła do poziomu najwyższego od 18 stycznia. Kurs znalazł się powyżej teoretycznej linii szyi formacji podwójnego dołka, która widoczna jest na wykresie przedstawiającym dane dzienne. Na uwagę zasługuje również fakt, że została naruszona linia trendu spadkowego łącząca szczyty z listopada i grudnia 2023 roku. Z kolei para GBPUSD nieuchronnie zmierza w kierunku technicznego wsparcia na zlokalizowanego wokół poziomu 1,25.

Przysżły tydzień zapowiada się dość spokojnie. Zmienność będzie wygasać im bliżej bedziemy znajdować się Świąt Wielkanocnych. Z danych makro z USA na uwagę zasługuje piątkowy raport na temat wydatków Amerykanów, który zawiera preferowaną przez Fed miarę inflacji (deflator PCE core).

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Dane o polskiej inflacji są tylko z pozoru optymistyczne

Inflacja zmniejszyła się w lutym do 2,8% r/r. Sukces jest jednak skromny, skoro porównujemy wzrost cen do sytuacji sprzed roku, gdy w lutym 2023 r. inflacja była rekordowa, wynosiła 18,4%. Inflacja będzie znów rosnąć od kwietnia br.

Inflacja CPI zmniejszyła się w lutym do 2,8% r/r wobec 3,7% w styczniu, kształtując się poniżej konsensusu rynkowego (3,2%). Tym samym inflacja po raz pierwszy od marca 2021 r., choć tylko przejściowo, znalazła się poniżej górnej granicy odchyleń od celu inflacyjnego NBP (3,5% r/r).

Główną przyczyną obniżenia inflacji w lutym była niższa dynamika cen w kategorii „żywność i napoje bezalkoholowe” (2,7% r/r w lutym wobec 4,9% w styczniu). Spadek dynamiki cen żywności i napojów bezalkoholowych został odnotowany w większości jej głównych kategorii i wynikał z efektów wysokiej bazy sprzed roku, jak również z obserwowanego w ostatnich kwartałach wyraźnego obniżenia cen surowców rolnych.

Do spadku inflacji przyczyniła się także niższa inflacja bazowa, która wyniosła w lutym 5,3% r/r wobec 6,2% w styczniu. Spadek inflacji bazowej miał szeroki zakres i został odnotowany przez GUS w większości jej kategorii.

– Jesteśmy blisko celu inflacyjnego i cieszmy się tą chwilą, zwłaszcza, że nie potrwa długo – mówi w rozmowie z Market News 24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Wzrost cen znacząco spowolnił, ale ceny są nadal coraz wyższe. Inflacja za marzec prawdopodobnie będzie jeszcze niższa, ale w kolejnych miesiącach będzie już rosnąć.

Przed nami powrót od kwietnia do 5% stawki VAT na żywność, a w kolejnych miesiącach rezygnacji z innej tarczy ochronnej, a dotyczącej sztucznie zaniżanych cen energii.

W ostatnich dniach dużo było danych GUS, które warte są uwagi. Nominalna dynamika sprzedaży detalicznej w firmach zatrudniających powyżej 9 osób zwiększyła się w lutym do 6,7% r/r wobec 4,6% w styczniu, kształtując się poniżej konsensu rynkowego (6,8%). Dynamika sprzedaży detalicznej liczonej w cenach stałych zwiększyła się w lutym do 6,1% r/r wobec 3,2% w styczniu.

Silniejsze od oczekiwań zwiększenia realnej dynamiki sprzedaży ogółem w ujęciu rocznym było większe od oczekiwań skutkiem zwiększonej realnej dynamiki wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw do poziomu najwyższego od 1999 r. Dynamika ta w lutym wynosiła 12.9% rok do roku. W ujęciu realnym, czyli po skorygowaniu o inflację, płace zwiększyły się o 9,9% r/r (wobec 8,6% w styczniu).

– Sprzyjają nam znacznie niższe ceny żywności na świecie i ropy naftowej, a światowe ceny energii też są znacznie poniżej pesymistycznych oczekiwań z jesieni 2022 r. – komentuje ekspert XTB.

W strukturze sprzedaży detalicznej GUS odnotował wzrost realnej dynamiki sprzedaży w kategoriach obejmujących dobra trwałego użytku. Dynamika sprzedaży w kategorii „pojazdy samochodowe, motocykle i części” zwiększyła się z 23,3% r/r w styczniu do 26,6% w lutym. W kategorii „meble, RTV i AGD” dynamika sprzedaży zwiększyła się w lutym do -5,2% r/r wobec -16,8% w styczniu, to poziom najwyższy od stycznia 2023 r.

W lutym indeks koniunktury konsumenckiej dotyczący „obecnego dokonywania ważnych zakupów” wzrósł w porównaniu ze styczniem i ukształtował się na poziomie najwyższym od października 2021 r. Wzrósł również indeks odnoszący się do „przyszłego dokonywania ważnych zakupów”, który był najwyższy od marca 2020 r.

– Poznaliśmy nowy „koszyk” GUS, a przy okazji szczegółowe z nim związane dane za styczeń i luty, okazuje się, że w dobrach dyskrecjonalnych nadal mamy do czynienia z silnym wzrostem cen, a początek roku jest szczególnie istotny bo producenci i usługodawcy właśnie wtedy podejmują decyzje o skali wzrostu cen, wiedząc, że ze względów psychologicznych konsumenci mogą wzrost cen łatwiej zaakceptować – podkreśla P.Kwiecień. – Presja inflacyjna jest nadal mocno zakotwiczona, bo w styczniu i lutym konsumenci zaakceptowali duże wzrosty cen dóbr dyskrecjonalnych.

Dobra dyskrecjonalne są istotne z tego względu, że dotyczą tej części rynku, gdzie konsument ma większą swobodę decydowania o zakresie wydatków. To odzież i obuwie, AGD czy takie usługi jak turystyka, rozrywka i kultura. To są wydatki w takich kategoriach, które możemy przełożyć o kilka miesięcy jeżeli finanse rodzinne nas do tego skłaniają.

– Inflacja wzrośnie i może nawet przekroczy 6% pod koniec roku i bazowy jest dla mnie wariant, że w tym roku nie będzie obniżek stóp procentowych, co będzie sprzyjać wzmocnieniu polskiej waluty – wyjaśnia ekspert. – Jeżeli Fed i EBC będą obniżać stopy procentowe, a w Polsce pozostaną bez zmian, to globalny kapitał będzie chętniej u nas „parkował”.

Firmy optymistyczne, ale kluczowe branże wciąż w opałach

W marcu br. w większości obszarów gospodarki wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury kształtuje się na poziomie zbliżonym lub wyższym niż w lutym – podał GUS.

Nastroje w przedsiębiorstwach w ślad za nastrojami konsumentów w marcu poprawiają się. Dotychczasowe badania obu grup społecznych pokazywały, że to inflacja była czynnikiem, który w największym stopniu psuł nastroje. Inflacja spadła wyraźnie na początku roku i prawdopodobnie w marcu znowu się obniży, co też przełoży się w kwietniu na kolejną poprawę nastrojów.

Przedsiębiorstwa widzą, że sytuacja się ustabilizowała i powoli zaczyna wracać do względnej normy. Większość z branż odnotowuję poprawę wskaźników koniunktury, choć nadal te najważniejsze dla naszej gospodarki: przetwórstwo przemysłowe, budownictwo, transport i gospodarka nadal mają wartości ujemne. Oznacza to przewagę pesymistów nad optymistami.

Dużo ciekawszych danych dostarczają pytania dodatkowe do głównej ankiety GUS. Widać, że przedsiębiorstwa w znaczącej mierze planują utrzymać zatrudnienie, szczególnie wśród pracowników trudnych do zastąpienia. Niewielki odsetek firm planuje redukcję zatrudnienia – średnio około 10% firm w poszczególnych branżach. To tylko potwierdzenie, że rynek pracy jest stabilny i taki pozostanie.

Presja płacowa nie maleje, choć firmy wskazują na przestrzeń do podwyżek w związku z dobrą sytuacją finansową. Jednak decyzje dotyczące zwiększenia wynagrodzeń czy zmiany struktury zatrudnienia będą podejmować na bieżąco. To dowód na nadal pragmatyczne podejście firm do prowadzenia działalności w tych niepewnych czasach.

Mariusz Zielonka, Konfederacja Lewiatan

W 2023 r. ubezpieczyciele wypłacili poszkodowanym 44,2 mld zł – za nami spokojny rok

W 2023 r. Polacy otrzymali 44,2 mld zł odszkodowań i świadczeń ubezpieczeniowych – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). To 0,3 proc. mniej niż rok wcześniej. W 2023 r. ubezpieczonych na życie było 23,9 mln Polaków. Zawarliśmy też 79,3 mln polis majątkowych.

Kluczowe liczby:

  • 44,2 mld zł dla poszkodowanych, w tym:
    • 16,2 mld zł z ubezpieczeń na życie
    • 17,9 mld zł z ubezpieczeń komunikacyjnych (OC+AC)
    • 10,1 mld zł z pozostałych ubezpieczeń
  • Na ubezpieczenia Polacy przeznaczyli (składka przypisana brutto): 78,9 mld zł, o 9,2% proc. więcej niż rok wcześniej.
  • Prawie 96,4 mld zł aktywów ubezpieczyciele ulokowali w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne.
  • Ponad 17,9 mld zł aktywów było ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu.
  • Ponad 1,8 mld zł podatku dochodowego zapłacili ubezpieczyciele.

Ubezpieczenia na życie

W 2023 r. 23,9 miliona Polaków miało ubezpieczenie na życie, w tym 11,7 mln w ramach ubezpieczeń grupowych. To o około 3,6 proc. mniej niż rok temu, mimo to widać utrzymujące się zainteresowanie ubezpieczeniami życiowymi. Ogółem składka z ubezpieczeń na życie wyniosła 22,8 mld zł, co stanowi wzrost o 6,2%. Wypłaty wróciły do poziomu sprzed pandemii i odzwierciedlają aktualną sytuację związaną ze śmiertelnością Polaków.

Sytuacja na rynku ubezpieczeń życiowych jest stabilna, natomiast widać zmiany w strukturze produktów. Produkty ochronne i wypadkowe stają się bardziej popularne. Maleje udział produktów o charakterze oszczędnościowym i inwestycyjnym. W rozwoju tych ostatnich kluczową rolę odgrywają regulacje, ale też obowiązujące podatki. Zapowiadane przez Ministerstwo Finansów zmiany w podatku Belki mogłyby zachęcić Polaków do oszczędzania, w tym w produktach ubezpieczeniowych – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU.

Ubezpieczenia komunikacyjne

W ubezpieczeniach majątkowych największą część odszkodowań stanowią ubezpieczenia komunikacyjne. Odszkodowania i świadczenia z obowiązkowego OC komunikacyjnego wyniosły w 2023 r. prawie 10,7 mld zł i były o 8,2 proc. większe niż przed rokiem. Jednocześnie pomimo wzrostu kosztów szkód, średnia składka w ubezpieczeniu OC komunikacyjnym wzrosła jedynie o 2,9 proc. i wyniosła 513 zł. Średnia szkoda z OC ppm wzrosła o 11,4 proc., do 9 980 zł.

Polacy są bardzo wrażliwi na cenę ubezpieczenia komunikacyjnego. Jednak w tym segmencie rynku spodziewamy się korekt. Inflacja, rosnące koszty likwidacji szkód, w tym procedur medycznych muszą znaleźć odzwierciedlenie w składkach, do czego ubezpieczycieli obligują regulacje i nadzór – mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

Odszkodowania z autocasco wyniosły 7,3 mld zł, czyli o 13,1 proc. więcej niż przed rokiem.

Inne ubezpieczenia majątkowe

Rok 2023 był spokojny pod względem gwałtownych zjawisk pogodowych i katastrof, w przeciwieństwie do rekordowego wręcz pod względem wypłat 2022 r. Odszkodowania związane z żywiołami oraz pozostałymi szkodami rzeczowymi wyniosły 4,2 mld zł, czyli o 0,3 proc. mniej niż rok temu.

To, że 2023 r. był stosunkowo spokojny, nie oznacza, że ryzyko zjawisk związanych z żywiołami możemy pomijać. Ono towarzyszy nam stale w zmiennym natężeniu, co nie powinno uśpić naszej czujności. Obserwowaliśmy nadal duże niedoubezpieczenie. Szacunki rynkowe pokazują, że dotyczy ono nawet 3 na 10 nieruchomości i wynosi nawet kilkadziesiąt procent. Średnio brak aktualizacji sumy ubezpieczenia w ostatnich 2 latach może spowodować, że suma ubezpieczenia jest niedoszacowana o 20 proc. – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

Zyski w 2023 r.

W 2023 r. ubezpieczyciele odprowadzili do budżetu państwa ponad 1,8 mld zł podatku dochodowego. Wypracowali w tym czasie 9,5 mld zł zysku netto, czyli o 67 proc. więcej niż przed rokiem.

Przykłady szkód ubezpieczeniowych z IV kwartału 2023 r.

Rodzaj polisy Składka Zdarzenie Pomoc dla poszkodowanych
Obowiązkowa polisa OC 475 zł (rocznie) Zderzenie czołowe z winy ubezpieczonego z udziałem kilku aut Wypłacone odszkodowanie kierowcom poszkodowanych pojazdów w kwocie: 316 982 zł
Dobrowolna polisa AC 45 000 zł (rocznie, auto luksusowe) Pożar pojazdu na autostradzie Wypłacone odszkodowanie
w kwocie: 790 892 zł
NNW 30 zł (rocznie) Uderzenie pojazdem w drzewo, zakończone śmiercią ubezpieczonego kierowcy Wypłacone świadczenie za zgon
w kwocie: 10 000 zł
Indywidualne ubezpieczenie na życie 221 zł (miesięcznie) Śmierć spowodowana urazem wielonarządowym w wyniku wypadku Wypłacone świadczenia za zgon
w kwocie: 116 000 zł
Obowiązkowa polisa OC 529 zł (rocznie) Wypadek z udziałem rowerzysty Wypłacone osobie poszkodowanej – rowerzyście odszkodowanie: 14 900 zł
Obowiązkowa polisa OC 622 zł (rocznie) Śmierć w wyniku wypadku na motocyklu Wypłacone świadczenie za zgon: 800 000 zł oraz dwie płatne renty dla dzieci poszkodowanego
Ubezpieczenie na życie (grupowe) 528 zł (rocznie) Wypadek komunikacyjny na motorze. Kolizja z innym pojazdem. Urazy wielonarządowe: pęknięcie śledziony, lewego płata wątroby, złamanie kości promieniowej i łokciowej, złamanie lewej łopatki; wstrząśnienie mózgu, liczne złamania odcinka lędźwiowego kręgosłupa i miednicy; głuchota jednostronna, niedowład lewostronny kończyny górnej Świadczenia: z tytułu uszczerbku na zdrowiu – bezsporne 21 450 zł, poszkodowany jest jeszcze w trakcie rehabilitacji. Z tytułu pobytu w szpitalu – 12 320 zł, z tytułu operacji – 7 000 zł

 

Ubezpieczenie na życie (grupowe) 525 zł (rocznie) Wypadek komunikacyjny podczas urlopu – pasażerka motocykla – złamania  żeber, obojczyka, łopatki, kości ramiennej, łokciowej, odma opłucnowa, złamania w obrębie kręgosłupa szyjnego i lędźwiowego Świadczenia: z tytułu uszczerbku na zdrowiu – 80 592 zł z tytułu pobytu w szpitalu – 10 100 zł

 

Kolejne zmiany na stanowiskach redaktorów naczelnych w Polska Press Grupie

W ostatnim czasie Polska Press Grupa ogłosiła istotne zmiany personalne na stanowiskach redaktorów naczelnych w swoich flagowych wydawnictwach. Dotychczasowi liderzy dwóch znaczących dzienników regionalnych – „Głosu Wielkopolskiego” oraz „Nowin” – opuszczają swoje stanowiska, a ich obowiązki przejmują dotychczasowi zastępcy.

Anna Raczyńska, która do tej pory pełniła rolę redaktora naczelnego „Głosu Wielkopolskiego”, kończy swoją karierę w spółce Polska Press. Jej odejście to zakończenie etapu, w którym dziennik ten kształtował lokalną debatę publiczną pod jej redakcyjnym okiem. Leszek Waligóra, dotąd zastępca Raczyńskiej, został mianowany pełniącym obowiązki redaktora naczelnego. Jego doświadczenie i znajomość redakcji zapewne będą kluczowe w płynnym przejściu przez okres zmian i wyzwań, które niesie przyszłość.

Podobny scenariusz rozegrał się w przypadku „Nowin”. Arkadiusz Rogowski, dotychczasowy redaktor naczelny, również rozstaje się ze spółką. Na jego miejsce, jako pełniącego obowiązki redaktora naczelnego, wskazano Marcina Żminkowskiego. Jego zadaniem będzie nie tylko utrzymanie pozycji dziennika jako ważnego głosu w regionalnej przestrzeni medialnej, ale również adaptacja do zmieniającego się krajobrazu mediów i oczekiwań czytelników.

Zmiany na stanowiskach redaktorów naczelnych są naturalnym elementem ewolucji każdej organizacji medialnej. Wyzwania, przed którymi stoją nowi liderzy, dotyczą nie tylko zarządzania zespołami redakcyjnymi, ale również adaptacji strategii wydawniczych do szybko zmieniającego się świata mediów, zwłaszcza w kontekście cyfryzacji i zmian w sposobach konsumpcji treści przez odbiorców.

Nagła siła dolara

Wczorajsze dane makroekonomiczne z obydwóch stron oceanu wsparły dolara. Dane z Polski pomogły złotemu. Z kolei Turcja, podnosząc stopy procentowe, by walczyć z inflacją, doprowadziła do umocnienia liry.

Dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy dwa ważne odczyty z Polski. Z jednej strony była to produkcja budowlano-montażowa, która spada o 4,9%, co jest wynikiem słabszym od oczekiwanego spadku 2%. Z drugiej sprzedaż detaliczna, która rośnie o 6,7%. Tutaj oczekiwania mówiły o wzroście o 6,2%. Mamy zatem pozytywną i negatywną niespodziankę opublikowaną w tym samym momencie. Rynki za ważniejszą informację uznały jednak sprzedaż detaliczną. Dowodem tego jest umacnianie się złotego po tych danych.

Dolar odrabia straty

Wczoraj poznaliśmy dwa bardzo ważne odczyty tłumaczące nagły przepływ kapitału za ocean. Pierwszym z nich był niemiecki indeks PMI dla przemysłu. Pesymizm w niemieckiej gospodarce to w sumie nic nowego. Od czerwca 2022 roku nie było tam przewagi pozytywnych odpowiedzi. Skala pesymizmu jednak znów rośnie. Pozytywnych odpowiedzi co do przyszłości udziela już tylko 41,6% ankietowanych (po wykluczeniu odpowiedzi neutralnych). Przy takim nastawieniu ciężko spodziewać się szczególnej poprawy sytuacji. Z drugiej strony w USA pozytywnie wypowiada się 52,5% ankietowanych. Jeżeli dodamy do tego w ramach tła przyzwoite dane z rynku pracy i dobre dane z rynku nieruchomości, nie powinna dziwić nas wczorajsza siła dolara. Amerykańska waluta zyskała na wartości około 0,75% i po dzisiejszych porannych zmianach jest najsilniejsza względem euro od pierwszych dni marca.

Turcja podnosi niespodziewanie stopy procentowe

Turcja od czasu, gdy regularnie dewaluuje lirę turecką względem dolara, zaczęła być bardziej przewidywalna pod kątem walutowym. Nie zmienia to faktu, że nadal decyzje banku centralnego potrafią zaskoczyć. Tak było wczoraj, kiedy podniesiono stopy procentowe z 45% na 50%. Tak, nie ma tutaj brakującego przecinka, naprawdę jest to 50% stopy procentowej. Podwyżka stóp jest związana z dalej bardzo wysoką w tym kraju inflacją, która wzrosła właśnie do 67% i jest to czwarty miesiąc wzrostowy z rzędu. Sama decyzja doprowadziła do około 1,5% umocnienia liry tureckiej względem dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
12:00 – Wielka Brytania – wskaźnik zamówień wg CBI,
13:30 – Kanada – sprzedaż detaliczna.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

SNB zaskakuje rynki obniżką stóp procentowych. Frank szwajcarski i funt szterling pod presją

SNB jako pierwszy bank centralny z grona krajów G10 obniża stopy procentowe. Rynki zostały zaskoczone, ponieważ wcześniejsze komunikaty banku nie wskazywały na taki ruch w marcu. Frank szwajcarski stracił zarówno do dolara jak i do euro i ta tendencja może się utrzymać w kolejnych tygodniach. Gołebi wydźwięk płynął również z wyników posiedzenia Banku Anglii, mimo, że instytucja utrzymała koszt pieniądza na obecnym poziomie.

Oczywiście biorąc pod uwagę umiarkowanie spadkowy trend inflacyjny w Szwajcarii, cięcie było możliwe. SNB ocenił swoją walkę ze wzrostem cen z ostatnich ponad 2 lat jako skuteczną. Wskaźnik CPI od kilku miesięcy znajduje się poniżej 2 proc., czyli w zakresie, który bank centralny utożsamia ze stabilnością cen. Zgodnie z nową prognozą, inflacja prawdopodobnie utrzyma się w tym przedziale w ciągu najbliższych kilku lat”. Podejmując decyzję SNB wziął pod uwagę oprócz zmniejszonej presji inflacyjnej również aprecjację franka szwajcarskiego w ujęciu realnym w ciągu ostatniego roku. Aktualnie główna stopa procentowa wynosi 1,5 proc.

Bank centralny dodał, że zamierza uważnie monitorować rozwój wskaźników CPI i w razie potrzeby będzie dalej dostosowywał swoją politykę pieniężną aby utrzymać inflację w celu. Teoretycznie może to oczywiście oznaczać działania w obu kierunkach. W końcu inflacja w innych krajach jest uparcie wysoka i może ponownie wzrosnąć w niesprzyjających okolicznościach.

Zasadniczo SNB ma mniejszą swobodę niż inne banki centralne, aby obniżyć główną stopę procentową, ponieważ nie podniósł jej tak gwałtownie. W związku z tym, jeśli okaże się, że EBC dokona kilku obniżek stóp procentowych, a SNB prawdopodobnie zrobił już wystarczająco dużo, aby zagwarantować stabilność cen, frank może nawet zyskać na wartości w dłuższej perspektywie. Na razie jednak presja spadkowa powinna zostać utrzymana.

Wczorajsze posiedzenie Banku Anglii również osłabiło funta szterlinga. Bank utrzymał stopy procentowe na wysokim poziomie 5,25 proc. a wynik głosowania 8-1 był bardziej gołębi niż oczekiwane 7-1-1. Nikt bowiem nie popierał podwyżki. Ogólnie wczorajsza decyzja nie wniosła niczego nowego. BoE zrobił kolejny krok w kierunku obniżek, ale wciąż jednak nie jest do końca jasne czy nastąpi to szybciej niż oczekiwano dotychczas. Kolejne posiedzenie będzie prawdopodobnie decydujące. Co więcej, w maju poznamy również nowe prognozy. Jeśli inflacja nadal będzie zaskakiwać w dół, wówczas nastroje mogą rzeczywiście zmienić się w kierunku wcześniejszych obniżek kosztu pieniądza.

Funt stracił na wartości. Para EUR/GBP urosła do poziomu najwyższego od 18 stycznia. Kurs znalazł się powyżej teoretycznej linii szyi formacji podwójnego dołka, która widoczna jest na wykresie przedstawiającym dane dzienne. Naruszona została linia trendu spadkowego łącząca szczyty z listopada i grudnia 2023 roku.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Nomagic pozyskuje 8 mln euro od EBI na rozwój zrobotyzowanych rozwiązań magazynowych opartych na sztucznej inteligencji

Nomagic, firma rozwijająca i wdrażająca zrobotyzowane rozwiązania do kompletacji zamówień w magazynach oparte o sztuczną inteligencję, zapewniła sobie 8 mln euro nowego finansowania. Stało się to dzięki podpisaniu umowy z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym (EBI) na finansowanie typu R&D (Research & Development loan). Nowa inwestycja to potwierdzenie rosnącej pozycji rynkowej spółki oraz jej osiągnięć na polu badań i rozwoju AI w obszarze tworzenia rozwiązań magazynowych działających w modelu 99,9%, czyli niemal bez przerwy.

– Umowa z EBI to nie tylko wyraz wiary w nasze prorozwojowe projekty, które zamierzamy zrealizować. To przede wszystkim docenienie naszej dotychczasowej drogi, jaką przeszliśmy od założenia firmy, bowiem tego typu finansowanie trafia wyłącznie do firm z silnym, udokumentowanym popytem rynkowym i mogących pochwalić się wsparciem renomowanych inwestorów. Dzięki niemu będziemy mogli dalej skutecznie konkurować z amerykańskimi firmami – podkreśla Kacper Nowicki, współzałożyciel Nomagic.

– Wspieranie innowacji leży u podstaw strategicznych priorytetów Europejskiego Banku Inwestycyjnego. Z przyjemnością informujemy o zapewnieniu niezbędnego kapitału dla Nomagic w ramach programu InvestEU. Nasze zaangażowanie finansowe ma na celu wsparcie Nomagic w rozwoju rozwiązań automatyzacji dla sektora magazynowego – zaznacza prof. Teresa Czerwińska, wiceprezydent EBI.

Duży zastrzyk kapitału z przeznaczeniem na badania i rozwój pojawia się w kluczowym momencie dla Nomagic. Polski startup przyspiesza z  komercjalizacją i zdobywa kolejnych chętnych na swoje rozwiązania, szczególnie na flagowe produkty czyli justInduct for Pocket Sorters i justPick for AutoStore. Niedawno ogłoszone partnerstwa z wiodącymi zewnętrznymi firmami logistycznymi (tzw. 3PL), takimi jak Fiege i Arvato, ugruntowały pozycję Nomagic jako lidera w branży zrobotyzowanej obsługi przedmiotów w centrach logistycznych.

Pozyskany od EBI kapitał zostanie przeznaczony na przyspieszenie strategicznych projektów w zakresie badań i rozwoju systemów AI w Nomagic. Znaczna część funduszy zostanie przeznaczona więc na udoskonalenie już i tak wyróżniających się w branży rozwiązań w zakresie zrobotyzowanej kompletacji zamówień, w szczególności technologii React.AI.

React.AI, dzięki opartym na analizie wideo zaawansowanym funkcjom wykrywania anomalii, identyfikuje nawet rzadkie błędy w kompletacji zamówień w magazynie, takich jak podniesienie i spakowanie dwóch przedmiotów np. wówczas gdy przedmioty są sklejone lub niezamknięte pudełka otwierają się podczas działań robotów. Po zidentyfikowaniu problemu React.AI automatycznie reaguje i koryguje te błędy, dzięki czemu operacje są kontynuowane bez konieczności ludzkiej interwencji na miejscu. Nowe fundusze od EBI pozwolą Nomagic wdrożyć tę technologię we wszystkich swoich robotach i umożliwić procesowi kompletacji z ich udziałem wielogodzinną autonomię na nocnych oraz weekendowych zmianach, gdy w magazynach nie ma żadnych operatorów.

– Nomagic zbudował światowej klasy, zwinny zespół ekspertów i praktyków AI, dążący do opracowania rozwiązań o efektywności na poziomie 99,9%. Taki standard zapewniają naszym klientom najlepszą obsługę i pewny zwrot z inwestycji. Oznacza to budowanie platformy i funkcji, które co prawda nie są widoczne gołym okiem podczas obserwowania pracy naszych robotów, ale są niezbędne do zapewnienia klientowi największej wartości biznesowej. Doskonałą próbką naszych możliwości w zakresie wykorzystania AI jest technologia Nomagic React.AI, którą dzięki nowemu finansowaniu wdrożymy we wszystkich naszych robotach produkcyjnych –  podkreśla Marek Cygan, współzałożyciel i Chief AI Officer Nomagic i od niedawna również członek zespołu doradczego ds. AI w Ministerstwie Cyfryzacji.

Aktualnie roboty Nomagic są obecne w kilkunastu centrach logistycznych na świecie m.in. w Niemczech, Szwajcarii i Norwegii. Z właśnie ogłoszonym finansowaniem spółka zebrała 38 mln USD kapitału od inwestorów w USA i Europie.

Dane Research and Markets i Mordor, pokazują, że wartość globalnego rynku automatyki magazynowej do 2025 r. wyniesie 31 mld USD, natomiast rynek robotów do kompletacji zamówień rośnie w tempie 62,5% i do 2026 r. osiągnie wartość 2,9 mld USD.

PZWLP wybrał nowe władze – Prezesem Zarządu po raz trzeci Robert Antczak

Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), jedyna w Polsce organizacja branżowa skupiająca firmy wynajmu długoterminowego aut i wypożyczalnie samochodów (Rent a Car) wybrał w marcu nowe władze na kolejną dwuletnią kadencję. Na czele PZWLP, obejmując funkcję Prezesa Zarządu, po raz trzeci z rzędu stanął Robert Antczak, na co dzień Dyrektor Generalny Arval Polska. W skład nowego Zarządu PZWLP wchodzą ponadto Paweł Piórkowski, Prezes Hertz (Motorent sp. z o.o.), Daniel Trzaskowski, Prezes Carefleet, Piotr Wróbel, Dyrektor Handlowy Alphabet Polska oraz Tomasz Kapelko, Prezes 99rent.

Nowy Zarząd został powołany podczas Walnego Zebrania PZWLP na dwuletnią kadencję, która upłynie w marcu 2026 roku. Za sterami organizacji po raz trzeci z rzędu stanął Robert Antczak, Dyrektor Generalny Arval Polska, który funkcję Prezesa Zarządu PZWLP pełni od marca 2020 r.

Robert Antczak jest Dyrektorem Generalnym Arval Service Lease Polska od grudnia 2019 r., a z Grupą BNP Paribas jest związany od 2017 roku. Wcześniej pełnił funkcję Dyrektora Zarządzającego Pionu Rozwoju Biznesu i Organizacji w obszarze MŚP i Bankowości Korporacyjnej. Swoją karierę w bankowości rozpoczął w 2002 r. w Banku Handlowym w Warszawie S.A. (Citigroup). Od 2004 do 2009 r. pracował tam jako Dyrektor Departamentu Leasingu. W latach 2009-2013 był Dyrektorem Zarządzającym w Departamencie Bankowości Przedsiębiorstw w Kredyt Banku S.A. a w latach 2013-2017 Dyrektorem Departamentu Sprzedaży Produktów w Pionie Biznesowo-Korporacyjnym w Santander Bank Polska S.A. i odpowiadał za Bankowość Transakcyjną, Sprzedaż Produktów Finansowania Handlu oraz Obsługę Działu Międzynarodowego.

W składzie nowego pięcioosobowego Zarządu PZWLP, poza Robertem Antczakiem, znaleźli się również Paweł Piórkowski (Członek Zarządu PZWLP), Prezes Hertz (Motorent sp. z o.o.), Daniel Trzaskowski (Członek Zarządu PZWLP), Prezes Carefleet, Piotr Wróbel (Członek Zarządu PZWLP), Dyrektor Handlowy Alphabet Polska oraz Tomasz Kapelko (Członek Zarządu PZWLP), Prezes 99rent.

Paweł Piórkowski - Członek Zarządu PZWLP
Paweł Piórkowski – Członek Zarządu PZWLP

Paweł Piórkowski funkcję Członka Zarządu PZWLP pełni nieprzerwanie od 2017 roku. Ukończył studia magisterskie na kierunku Inżynierii Komputerowej na Politechnice Warszawskiej. Od początku jego kariera zawodowa związana była z obszarami turystyki i wynajmu. Już w trakcie studiów zajmował się tworzeniem systemów zarządzania wynajmem apartamentów w firmie Old Town Apartments. Karierę kontynuował w Nivette Fleet Management, gdzie budował zespół rozwijający systemy informatyczne zarządzające flotą samochodową i wspierał rozwój spółki na wielu obszarach, co przyczyniło się do przejęcia w 2013 roku Orbis Transport (licencjobiorca Hertz). Od 2013 roku Paweł Piórkowski jest Prezesem Zarządu Hertz Polska (Motorent sp. z o.o., wcześniej Orbis Transport sp. z o.o.).

Daniel Trzaskowski Członek Zarządu PZWLP
Daniel Trzaskowski Członek Zarządu PZWLP

Daniel Trzaskowski sprawował już funkcję Członka Zarządu PZWLP w przeszłości, w latach 2014-2019. Karierę w branży motoryzacyjnej rozpoczął w 2001 roku na stanowisku doradcy serwisowego w Opel Nivette. Początkowo odpowiadał za obsługę klientów indywidualnych, a z czasem przeszedł do Centrum Obsługi Firm, gdzie opiekował się dużymi klientami flotowymi. W latach 2003-2008 rozwijał Dział Techniczny w Nivette Fleet Management (NFM). W latach 2008 – 2010 stworzył od podstaw Centrum Techniczne i prowadził Departament Car Fleet Management w ramach Bankowego Funduszu Leasingowego (obecnie PKO Leasing S.A.). Od 2010 roku był zawodowo związany z Volkswagen Financial Services, gdzie jako Dyrektor Biznesu Flotowego odpowiadał za sprzedaż flotową, Centrum Techniczne oraz remarketing. W latach 2021 – 2022 pełnił również funkcję Chief Digital Officera, gdzie odpowiadał między innymi za otwarcie oraz rozwój Volkswagen Financial Services STORE. W 2019 roku zdobył tytuł „Osobowości Flotowej” w ogólnopolskim plebiscycie organizowanym przez magazyn Fleet. Daniel Trzaskowski jest również wykładowcą i członkiem rady programowej Wydziału Transportu Politechniki Warszawskiej. W 2019 zdobył tytuł doktora nauk inżynieryjno-technicznych. Od maja 2023 roku zajmuje stanowisko Prezesa Zarządu w firmie Carefleet S.A.

Piotr Wróbel - Członek Zarządu PZWLP
Piotr Wróbel – Członek Zarządu PZWLP

Piotr Wróbel, na co dzień Dyrektor Handlowy Alphabet Polska, debiutuje w roli Członka Zarządu PZWLP. Jest związany z branżą Car Fleet Management (CFM) od samego początku swojej kariery zawodowej. W tym czasie zdobywał doświadczenie na stanowiskach menadżerskich w strukturach handlowych m.in. takich firm jak Hertz Lease, Daimler Fleet Management Polska czy FCA Poland. Od 2015 roku był związany z LeasePlan Polska gdzie przez ostatnie 5 lat jako Commercial Director odpowiadał za cały pion handlowy. Od czerwca 2023 r. pełni obowiązki Chief Commercial Officer’a (CCO) w Alphabet Polska, będąc odpowiedzialnym za zarządzanie całym obszarem handlowym firmy. Z wykształcenia prawnik z dyplomem International MBA z Warsaw University of Technology.

Tomasz Kapelko - Członek Zarządu PZWLP
Tomasz Kapelko – Członek Zarządu PZWLP

Tomasz Kapelko, Prezes Zarządu 99RENT Sp. z o.o., piąty w składzie nowo powołanego Zarządu PZWLP, również debiutuje we władzach organizacji. Z wykształcenia magister inżynier, absolwent Politechniki Warszawskiej oraz Szkoły Głównej Handlowej. Z branżą motoryzacyjną związany jest od 2004 roku. Karierę zawodową rozpoczął w grupie Auto – Żoliborz, będącej dealerstwem marki Opel w ramach AVAG Holding SE. W 2009 roku dołączył do współzałożycieli i Zarządu startupu 99RENT Sp. z o.o., będąc odpowiedzialnym za obszar handlowy i marketingu, obecnie jednej z największych polskich firm
z branży Rent a Car. Od 2019 roku pełni funkcję Prezesa Zarządu 99RENT Sp. z o.o. oraz spółki Car Hire Poland Sp. z o.o., reprezentującej międzynarodową franczyzę Enterprise/National/Alamo
na lotniskowym rynku usług Rent a Car w całej Polsce. Współzałożyciel 99TRUCK Sp. z o.o., firmy obsługującej rynek wynajmu ciągników siodłowych wraz z naczepami dla branży ubezpieczeniowej oraz assistance w zakresie realizacji usług pojazdów zastępczych.

Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów istnieje już blisko 20 lat i obecnie jest jedną z najważniejszych organizacji rynku flotowego w Polsce oraz jedyną reprezentującą branżę wynajmu samochodów. W wynajmie długoterminowym znajduje się już co czwarty kupowany przez firmy w naszym kraju nowy samochód osobowy, w 2023 r. na potrzeby oferowanych usług wynajmu branża nabyła ponad 85 tys. nowych samochodów. Należy podkreślić, że większość z tych aut została zakupiona przez Członków PZWLP, firmy należące do naszej organizacji mają również coraz większy wpływ na rynek wtórny pojazdów, oferując na nim kilkadziesiąt tysięcy pokontraktowych aut używanych rocznie – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP. – W związku z tym, w naturalny sposób nasza organizacja jest obecnie współodpowiedzialna za kształtowanie w Polsce nie tylko rynku flotowego, ale i całego rynku motoryzacyjnego. Nowo powołany Zarząd PZWLP składa się z bardzo doświadczonych ekspertów branży flotowej, zarówno w dziedzinie w wynajmu długoterminowego, jak i krótkoterminowego samochodów. Jesteśmy przekonani, że będzie skutecznie zarządzał organizacją w kontekście wyzwań jakie stoją obecnie przed całą branżą, a więc normalizacją rynku po kryzysie związanym z podażą nowych aut i wzrostem cen pojazdów, wdrażaniem elektromobilności i napędów alternatywnych, edukacją sektora małych przedsiębiorców i firm w zakresie nowych form finansowania pojazdów, czy też wdrażaniem rozwiązań opartych o digitalizację.               

Poza Zarządem PZWLP, organizacja wybrała w marcu na kolejną dwuletnią kadencję także Komisję Rewizyjną. Jej skład pozostał niezmienny, swoją pracę w tym organie będą kontynuować Marcin Nivette, Prezes NFM, Dariusz Tucharz, Dyrektor Departamentu Sprzedaży i Rozwoju Biznesu w mLeasing oraz Hubert Laszczyk, Prezes Express.

Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP) istnieje od 2005 roku i działa na rzecz rozwoju oraz profesjonalizacji rynku flotowego w Polsce. Skupia największe i najważniejsze w Polsce firmy wynajmu długoterminowego samochodów oraz duże, sieciowe, polskie i międzynarodowe wypożyczalnie aut (Rent a Car). W ramach organizacji działa kilka eksperckich zespołów roboczych zajmujących się najbardziej istotnymi dla branży obszarami tematycznymi – jak np. regulacje prawne i podatkowe, tworzenie standardów branżowych czy rozwój oraz edukacja na temat elektromobilności we flotach. PZWLP jest członkiem zbiorowym Związku Polskiego Leasingu (ZPL), Partnerstwa dla Bezpieczeństwa Drogowego oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP). Organizacja współtworzy ze Stowarzyszeniem Kierowników Flot Samochodowych (SKFS) uruchomione w 2017 roku jako pierwsze w Polsce, pełnowymiarowe podyplomowe studia flotowe „Zarządzanie flotą samochodową i mobilnością” na Wydziale Transportu Politechniki Warszawskiej. Członkowie PZWLP są nabywcami ok. 40% wszystkich sprzedawanych do firm nowych samochodów w Polsce.

Zmiana w zarządzie spółki zależnej SUNEX

  • David Kalyciok, dotychczasowy zastępca przewodniczącego Rady Nadzorczej SUNEX, od 21 marca 2024 r. będzie pełnił funkcję prezesa spółki Polska Ekologia Przetargi
  • Stery w spółce przejmuje od Romualda Kalycioka, który dotychczas łączył tę funkcję z kierowaniem SUNEX
  • Romuald Kalyciok pozostaje prezesem i wraz z podmiotami zależnymi największym akcjonariuszem SUNEX

SUNEX, czołowy polski producent innowacyjnych rozwiązań bazujących na OZE, poinformował, że do zarządu Polska Ekologia Przetargi, spółki w 100% zależnej od SUNEX, która jest dedykowana do obsługi przetargów, na stanowisko prezesa został powołany David Kalyciok.

„Przed rynkiem OZE, wspieranym przez samorządy, są dobre perspektywy, m.in. w kontekście odblokowania środków z KPO, co może prowadzić do zwiększenia liczby przetargów organizowanych przez samorządy. Dlatego zdecydowałem się powierzyć zarządzanie tą częścią Grupy dedykowanej osobie. David od siedmiu lat jest zaangażowany w rozwój SUNEX i jest gotowy pokierować spółką koncentrującą się na obsłudze przetargów”- mówi Romuald Kalyciok, prezes SUNEX.

Dotychczas David Kalyciok pełnił funkcję zastępcy przewodniczącego Rady Nadzorczej SUNEX, z której to funkcji zrezygnował 20 marca 2024 r. z powodu niemożności łączenia obu funkcji – w radzie nadzorczej emitenta i zarządzie spółki zależnej.

JNT Group finalizuje transakcję zakupu rumuńskiej firmy i prezentuje plany strategiczne

21 marca br., w Bukareszcie, na mocy umowy warunkowej z dnia 20 grudnia 2023, doszło do finalizacji transakcji zakupu większościowego pakietu udziałów rumuńskiej firmy DOMENIILE BOIERU SRL, przez spółkę JNT Group z Dobronia, jednego z największych producentów i dystrybutorów win w Polsce.  JNT Group rozpoczęło budowę silnego podmiotu winiarskiego na rynku rumuńskim, a także planuje rozwój dystrybucji win rumuńskich na międzynarodowych rynkach oraz w Polsce.

JNT Group od wielu lat działa na rynkach międzynarodowych. Eksport opiera na modelu bezpośredniej dystrybucji swoich win do sieci handlowych przez zatrudnionego w danym kraju przedstawiciela firmy. W Rumunii natomiast JNT Group przyjęło inny model działania. W ubiegłym roku firma otworzyła tam nową spółkę Magna Wines SRL i swoją pozycję planuje budować przez inwestowanie w kolejne podmioty, a także tworzenie nowych segmentów rynku oraz rozwój tych o największym potencjale. Jednocześnie firma chce budować silną pozycję win rumuńskich na świecie.

Rumunia należy do naszych strategicznych kierunków rozwoju na rynkach międzynarodowych. To region winiarski z tradycjami, silny, o ogromnych możliwościach rozwoju, który jeszcze nie został doceniony na światowych rynkach. Czas to zmienić – mówi Jakub Nowak, Prezes Zarządu JNT Group. – Zainwestowaliśmy w ten segment rynku, ponieważ mocno wierzymy w potencjał win z Transylwanii, ze względu na ich doskonałą relację jakości do ceny. Chcemy być ich ambasadorem na arenie międzynarodowej.

JNT Group rozpoczęło budowanie świadomości transylwańskich win od rynku polskiego. W ciągu minionych dwóch lat firma sprzedała niemal milion butelek, obecnie jest największym importerem win rumuńskich w Polsce i chce budować pozycje tych win w wielu europejskich krajach. Obecnie eksport rumuńskich win to niecałe 5%, JNT Group planuje wykorzystać swoją pozycję, aby zwiększyć jego udziały. Wina z Transylwanii są już dostępne w największych polskich sieciach, a ich sprzedaży towarzyszy kampania informacyjna.

Jesteśmy przekonani, że zbudujemy silną pozycję tego segmentu win, a podjęte działania pozwolą na jego rozwój przez wiele lat. Nasze doświadczenia i potencjał grupy JNT wykorzystamy do budowania dostępności transylwańskich win również na kolejnych zagranicznych rynkach – wyjaśnia Jakub Nowak. – Z kolei nasze plany strategiczne na rynku rumuńskim w perspektywie długoterminowej obejmują między innymi, budowanie na bazie naszych polskich doświadczeń kategorii win grzanych, w której w kraju utrzymujemy od wielu lat pozycję lidera, a także rozwijanie kategorii win aromatyzowanych.

W skład zakupionej spółki DOMENIILE BOIERU SRL wchodzi między innymi 200 hektarów winnic w Ciumbrud i Sebes w Transylwanii, a także kompaktowy zakład produkcyjny o pojemności 2,9 mln litrów. DOMENILE BOIERU SRL i należąca do JNT Group spółka Magna Wines zostaną obecnie połączone.

Zakup DOMENILE BOIERU SRL niesie ze sobą synergię na wielu poziomach naszej działalności. Z jednej strony planujemy rozwój transylwańskich win na rynku światowym, z drugiej – wykorzystamy nasze doświadczenia z Polski w segmentach, które dopiero raczkują na rynku rumuńskim, jak wina grzane czy wina aromatyzowane. Chcemy kreować trendy oraz budować nowe segmenty rynku – podsumowuje Jakub Nowak.

Zatrzymano Cię bez przedstawienia zarzutów? Nie zobaczysz akt sprawy

Do 72 godzin może potrwać zatrzymanie osoby podejrzanej o popełnienie przestępstwa. Potem organy ścigania mogą Cię zwolnić bez przedstawienia żadnych zarzutów, jednocześnie odmawiając dostępu do akt sprawy.

Zatrzymanie do 72 godzin

Na mocy przepisów Kodeksu postępowania karnego policja ma prawo zatrzymać osobę, co do której istnieje uzasadnione przypuszczenie, że popełniła przestępstwo. Zatrzymanie osoby podejrzanej i jej przymusowe doprowadzenie może również zarządzić prokurator. Zatrzymanie może trwać maksymalnie do 48 godzin. W tym czasie policja musi wystąpić do sądu o tymczasowe aresztowanie zatrzymanego. Jeśli tego nie zrobi, musi go wypuścić. Sąd ma 24 godziny na wydanie postanowienia, w którym zgodzi się na tymczasowe aresztowanie albo nie. W praktyce więc przepisy dopuszczają możliwość zatrzymania osoby na okres do 72 godzin, i to bez postawienia jakichkolwiek formalnych zarzutów. I mowa tu tylko o „osobie podejrzanej” a nie o „podejrzanym”, czy „oskarżonym”. Status podejrzanego otrzymuje bowiem dopiero osoba, co do której wydano już postanowienie o przedstawieniu zarzutów albo postawiono zarzut w związku z przystąpieniem do przesłuchania w charakterze podejrzanego. Z kolei oskarżonym jest ten, przeciwko komu wniesiono oskarżenie do sądu, a także ta osoba, która przyznała się do winy, wobec której prokurator zamiast z aktem oskarżenia wystąpił do sądu z wnioskiem o wydanie na posiedzeniu wyroku skazującego, lub z wnioskiem o warunkowe umorzenie postępowania.

Zatrzymany bez zarzutów nie ma statusu strony

Rzecznik Praw Obywatelskich w marcu 2023 roku wystąpił do ministra sprawiedliwości o odniesienie się do sprawy zatrzymanego, którego zwolniono przed upływem 48 godzin bez postawienia jakichkolwiek zarzutów. Gdy zwolniony chciał się dowiedzieć o przyczynach swojego zatrzymania i zapoznać z aktami sprawy, odmówiono mu, z uwagi na brak podstawy prawnej. Zgodnie bowiem z art. 156 § 5 oraz § 5b K.p.k., jeśli nie zachodzi potrzeba zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania lub ochrony ważnego interesu państwa, w toku postępowania przygotowawczego, a także po jego zakończeniu, stronom, obrońcom, pełnomocnikom i przedstawicielom ustawowym udostępnia się akta. W przypadku niepostawienia zarzutów osobie zatrzymanej, nie zyskuje ona statusu strony postępowania przygotowawczego, zatem nie przysługuje jej zgodnie z ww. przepisami prawo dostępu do akt tego postępowania.

Łamanie prawa do obrony i konwencji praw człowieka

RPO podniósł, że taki stan stanowi naruszenie art. 2 oraz art. 42 ust. 2 Konstytucji RP (prawo do obrony) w związku z jej art. 31 ust. 3 (dopuszczalne ograniczenia wolności). Rzecznik przywołał orzecznictwo Sądu Najwyższego, który stwierdził, że to nie formalne postawienie zarzutów a już pierwsza czynność organów ukierunkowana na ściganie danej osoby czyni tę osobę podmiotem prawa do obrony. Uniemożliwianie dostępu do akt sprawy zatrzymanemu narusza również art. 41 ust. 2 Konstytucji RP, pozbawiając obywatela możliwości kontroli prawidłowości działania organów państwa. Przywołując jeszcze szereg innych naruszeń ustawy zasadniczej, a także Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności oraz unijnej dyrektywy ws. prawa do informacji w postępowaniu karnym, RPO zwrócił się do ministra sprawiedliwości o ustosunkowanie się do sprawy, nakłaniając jednocześnie do podjęcia odpowiednich działań legislacyjnych.

Odpowiedź ówczesnego ministra sprawiedliwości

W opublikowanej na stronie RPO 7 grudnia 2023 r. odpowiedzi (datowanej 24 listopada 2023 r., nr DLPK-I.053.10.2019), ówczesny minister sprawiedliwości odpowiedział, że istniejące rozwiązania w zakresie dostępu do akt postępowania przygotowawczego i akt sprawy sądowej dla osób niebędących stroną postępowania, w tym zatrzymanego, są wystarczające i nie wymagają interwencji legislacyjnej.

Prawa zatrzymanego

Aż do chwili wydania przez sąd prawomocnego wyroku orzekającego o winie, każdego zatrzymanego, a także oskarżonego, uznaje się za niewinnego. Winę dowieść musi oskarżyciel. Choć organy ścigania mogą dokonać zatrzymania na 48 godzin, a w obliczu opisanego stanu prawnego także odmówić dostępu do akt sprawy zatrzymanemu, któremu nie postawiono zarzutów, to organy te nie mają pełnej swobody i całkowitej dowolności w pozbawianiu wolności każdego, kto wyda im się podejrzanym. Stosownie do art. 244 K.p.k., zatrzymanie musi być uzasadnione podejrzeniem popełnienia przestępstwa przez daną osobę, przy jednoczesnym wystąpieniu obawy, że może ona uciec lub utrudniać postępowanie, np. zacierać ślady. Inną z przyczyn uzasadniających zatrzymanie jest niemożność ustalenia tożsamości osoby podejrzanej, lub gdy wystąpią przesłanki do przeprowadzenia wobec niej postępowania przyspieszonego.

W każdym przypadku zatrzymany może zapytać o powód zatrzymania. Przede wszystkim powinien otrzymać odpis protokołu z zatrzymania, w którym ujawnione będzie imię i nazwisko funkcjonariusza, data, godzina i miejsce, a także przyczyna zatrzymania z określeniem przestępstwa o jakie zatrzymanego się podejrzewa. Poza tym, każdy zatrzymany powinien znać swoje prawa: a) do składania wyjaśnień, oświadczeń, jak i do odmowy ich składania (funkcjonariusze nie mogą przymuszać zatrzymanego do ich składania), b) do kontaktu z prawnikiem (telefonicznie lub „na żywo”), c) do powiadomienia swoich najbliższych, pracodawcy, lub innej osoby o swoim położeniu, d) do niezbędnej pomocy medycznej. Zatrzymanemu przysługuje również prawo wniesienia do sądu zażalenia na dokonane zatrzymanie. W zażaleniu zatrzymany może domagać się zbadania zasadności legalności oraz prawidłowości zatrzymania.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Patrycja Rogowska-Tomaszycka wraca do zarządu Provident Polska

Po półtora roku pracy poza strukturami firmy, Patrycja Rogowska-Tomaszycka wraca na stanowisko Członka Zarządu, Dyrektora ds.Korporacyjnych w Providencie.

Od listopada 2022 roku Rogowska-Tomaszycka skupiała się na prowadzeniu własnego biznesu związanego z branżą rolniczą, ponadto była zaangażowana we wsparcie strategiczne dla kilku instytucji działających na polskim rynku.

Do spółki dołączyła w 2012 roku i otrzymała zadanie stworzenia pionu korporacyjnego, który miał łączyć cztery obszary: public relations, public affairs, CSR oraz komunikację wewnętrzną. Wcześniej pracowała w departamencie prawnym Konfederacji Lewiatan, gdzie odpowiadała za prowadzenie projektów legislacyjnych m.in. dla branży finansowej, tytoniowej oraz medialnej.

CTP powołuje zarząd w Polsce. Spółką pokieruje Piotr Flugel

CTP, europejski deweloper, zarządca i właściciel nieruchomości produkcyjno-logistycznych, powołał zarząd polskiego oddziału spółki. Na jego czele stanął Piotr Flugel, który objął stanowisko Managing Director. Wraz z nim biznesem pokierują Bogi Gabrovic, pełniąca funkcję Director of Client Relations & Corporate Affairs oraz Dominika Duda-Słoma, Chief Financial Officer.

Po dwóch latach obecności na polskim rynku i 16 inwestycjach przemysłowo-magazynowych, będących aktualnie na różnych etapach realizacji, firma CTP zdecydowała się na kolejny krok milowy. Od marca zarządzanie biznesem w tej części Europy zostało powierzone trzyosobowemu zarządowi, pod kierownictwem dotychczasowego Country Construction Director i COO.

Nominacja Piotra jest przełomowym momentem dla CTP Polska. Jestem pewien, że jego zdolności przywódcze, w połączeniu z pasją i gotowością do wprowadzania innowacji będą motorem napędowym dalszych sukcesów spółki w regionie. Cieszymy się, że Piotr jest na pokładzie i z dużą ekscytacją czekamy na realizację naszych wspólnych celów i ambicji,
-wyjaśnia Remon Vos, CEO CTP.

Priorytetem Piotra Flugel jest dalszy rozwój polskiego portfela sieci CTParks. Obecnie inwestycje firmy zlokalizowane są w ośmiu województwach w kraju, głównie w ośrodkach miejskich. Natomiast ich udział w rynku magazynowym będzie dynamicznie rósł w perspektywie najbliższych lat, a CTP dostarczy najemcom jedne z najnowocześniejszych w Europie parków biznesowych. Część z nich jest już dostępna i standardem przystosowana do szerokiego spektrum operacji – od logistyki i obsługi sektorów e-commerce oraz handlu poprzez magazynowanie i przeładunek towarów, aż po produkcję. Kolejne ponad 500 000 mkw. znajduje się aktualnie w budowie.

Model biznesowy build-to-own okazał się odporny na wahania rynkowe, a Grupa CTP pozostaje na dobrej drodze do osiągnięcia celu, jakim jest dostarczenie 20 mln mkw. (GLA) przed końcem dekady. W 2023 roku firma oddała do użytkowania w sumie 1,2 mln mkw. w 10 krajach, utrzymując wskaźnik wynajmu na poziomie 94 proc. Najbardziej ekspandującymi rynkami w portfolio marki są Polska i Czechy.

Od 2022 rozwijamy struktury CTP w Polsce. Wspólnie zbudowaliśmy zespół, który dostarcza rocznie kilkaset metrów kwadratowych powierzchni logistyczno-przemysłowej. Chcę utrzymać to tempo wzrostu i wzmocnić wolumen najmu. Dlatego wspólnie z naszym polskim zespołem będziemy kontynuować bliską współpracę z klientami, dla których tworzymy coś więcej niż hale magazynowe. Oddajemy im całe parki biznesowe klasy A, które realizujemy w modelu multi-tenant, adresując tym samym niszę na rynku,
-wyjaśnia Piotr Flugel, Managing Director w CTP Polska.

W nowej roli Piotr Flugel będzie czerpał z wieloletniego doświadczenia, które zdobywał między innymi w branży budownictwa przemysłowego, gdzie w ciągu dekady był zaangażowany w transakcje o łącznej wartości ponad 1 miliarda euro.

Jako Managing Director w CTP będzie również odpowiedzialny za rozwój zespołu Business Development. Dziś tworzy go siedmiu leasing managerów: Patrycja Makowska, Katarzyna Myjak i Daniel Soboń koncentrujący się na komercjalizacji i rozwoju inwestycji zlokalizowanych w aglomeracji warszawskiej, Sandra Winiarska, odpowiadająca za leasing i współpracę z najemcami oraz partnerami biznesowymi w zachodniej i północnej Polsce, Piotr Merta specjalizujący się w pozyskiwaniu najemców i obsłudze projektów na południowym-zachodzie kraju, a także Grzegorz Sikora i Łukasz Tomczyk, którzy zarządzają wynajmem powierzchni magazynowych na południowym-wschodzie, w tym w województwie śląskim.

Sądy przeżywają najazd frankowiczów. Wzrosty są trzycyfrowe

Według danych z sądów okręgowych, w 2023 roku najwięcej spraw frankowych, bo przeszło 18 tysięcy, wpłynęło do SO w Warszawie. To jedyny sąd w Polsce, w którym rok do roku zmalała liczba pozwów. W pozostałych widać wzrosty, w tym w prawie połowie sądów są one aż trzycyfrowe. Eksperci komentujący te dane twierdzą, że powyższe różnice są spowodowane zmianami w kodeksie cywilnym i były one spodziewane. Przewidują też, że w tym roku liczba składanych pozwów powinna być zbliżona do odnotowanej w ubiegłym roku. I dodają, że do SO w Warszawie będzie wpływać coraz mniej spraw. Odwrotnie będzie w pozostałych jednostkach w kraju. Tym samym zaobserwowany trend będzie kontynuowany.

Jak wynika z analizy danych pochodzących ze wszystkich sądów okręgowych w Polsce, w 2023 roku najwięcej spraw frankowych wpłynęło do Sądu Okręgowego w Warszawie – 18 071. To o 30,9% mniej niż w 2022 roku, kiedy tego typu pozwów złożono 26 141. To jedyny sąd, który odnotował rdr. spadek liczby składanych takich spraw. Dalej w zestawieniu widać SO w Poznaniu – 7 093 (rok wcześniej – 4 080, +73,8% rdr.), Warszawa-Praga w Warszawie – 6 933 (2 958, +134,4% rdr.), SO w Gdańsku – 6 732 (4 870, +38,2% rdr.), SO we Wrocławiu – 4 583 (2 026, +126,2% rdr.), SO w Krakowie – 4 413 (2 022, +118,2% rdr.) i SO w Szczecinie – 4 115 (2 304, +78,6% rdr.). Natomiast na końcu rankingu są sądy okręgowe w takich miastach, jak Przemyśl – 116 (rok wcześniej – 104, +11,5% rdr.), Łomża – 125 (60, +108,3% rdr.) oraz Sieradz – 264 (153, +72,5% rdr.).

– Spadek liczby spraw frankowych w Sądzie Okręgowym w Warszawie, przy jednoczesnym wzroście w innych sądach okręgowych, był w mojej opinii spodziewanym efektem wprowadzonych zmian w Kodeksie Postępowania Cywilnego. Miały one na celu decentralizację i równomierniejsze rozłożenie obciążenia sprawami po całym kraju. Taka tendencja jest w pełni zgodna z założeniami – komentuje radca prawny Adrian Goska z Kancelarii SubiGo.

Do tego widać, że w prawie połowie sądów okręgowych wzrosty rdr. są aż trzycyfrowe. Największy z nich jest w SO w Tarnobrzegu – o 555,9% (2022 rok – 118 spraw, 2023 rok – 774). Dalej widzimy Zamość – 204,5% (odpowiednio 89 i 271), Opole – 181,9% (414 i 1167), Krosno – 164,7% (102 i 270), a także Radom – 158,7% (264 i 683).

– To nie są duże miasta. Wzrosty w nich mogą więc oznaczać, że wnoszenie pozwów było barierą dla konsumentów. W wielu przypadkach można zapewne mówić o pierwszych doświadczeniach związanych z postępowaniami sądowymi i wynikającą z tego niepewnością. Natomiast taką skalę wpływu pozwów traktowałabym jako poważne wyzwanie organizacyjne dla sądów. To zapewne przełoży się na różne utrudnienia, w tym odleglejsze terminy rozpraw – zauważa dr hab. Edyta Rutkowska-Tomaszewska z -Uniwersytetu Wrocławskiego.

Jak stwierdza adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal, zmiana dotycząca właściwości miejscowej ma bardzo duży wpływ na obłożenie poszczególnych sądów. Potwierdzeniem tego są przytoczone statystyki. Widoczne jest, że sprawy, które wcześniej były kierowane do SO w Warszawie, zaczęły trafiać do innych miejscowości. Ekspert podkreśla, że pozwy te rozłożone są na liczne miasta. Zatem przy dobrej organizacji pracy nie powinno to być problemem dla poszczególnych sądów.

– Gdyby nie niekorzystne dla frankowiczów ruchy kursu CHF/PLN, sprawa nigdy nie zostałaby uruchomiona, bo kredytobiorcy odnosiliby z tego tytułu korzyści. W tym zakładzie z rynkiem zmiana kursu okazała się jednak dla frankowiczów niekorzystna. W związku z tym wystosowują oni roszczenia i oczekują wymazania z umów ryzyka kursowego i przeniesienia go w całości na banki. Prowadzi to do nieproporcjonalnego oraz bezzasadnego wzbogacenia się kredytobiorców kosztem banków, ich akcjonariuszy i klientów – uważa dr Michał Pronobis, ekonomista z Uniwersytetu WSB Merito w Gdańsku.

Zdaniem Adriana Goski, w obliczu rosnącej presji, banki mogą zaoferować korzystniejsze propozycje ugodowe. Jednak ekspert nie spodziewa się, aby do takich przypadków dochodziło na szeroką skalę. Masowa akcja ugodowa mogłaby przekroczyć możliwości finansowe banków, związane z wypłatą nadpłaconych środków. Ekspert z Kancelarii SubiGo przewiduje, że banki będą kontynuować strategię wydłużania postępowań sądowych i proponowania umiarkowanych ugód. To pozwoli zarządzać ryzykiem finansowym i rozłożyć ewentualne wypłaty w czasie.

– Gros kredytobiorców w Polsce to złotówkowicze, którzy spłacają swoje raty w sposób standardowy, a więc kapitał plus odsetki. Frankowicze stawiają się wobec nich niejako w uprzywilejowanej pozycji. A trzeba pamiętać, że byli zwykle średnio lepiej usytuowani niż pozostali kredytobiorcy. Przez długi czas, aby dostać kredyt frankowy w Polsce, należało spełnić wyższe wymogi dochodowe. Dziś ta lepiej uposażona grupa próbuje wykorzystać sytuację i najlepiej całkowicie pozbyć się obciążeń wynikających z zaciągniętych zobowiązań – mówi dr Pronobis.

Z kolei dr hab. Edyta Rutkowska-Tomaszewska zwraca uwagę na możliwą strategię banków. Mogą one wnosić przeciwko frankowiczom sprawy o wynagrodzenie z tytułu korzystania z kapitału w wyniku unieważnienia umowy z powodu zawartych w niej klauzul abuzywnych. Pozwy mogą traktować jako pewnego rodzaju straszaki, aby zniechęcić kolejne osoby do wstępowania na drogę sądową. Ekspertka ma jednak nadzieję, że kredytodawcy nie zdecydują się na taki krok. I dodaje, że nie każdy spór musi kończyć się w sądzie. Są różne sposoby ugodowego rozwiązania problemów na rynku finansowym. Bankom powinno zależeć na takim podejściu do tematu, chcąc odbudować zaufanie i dowodząc, że są instytucjami społecznie odpowiedzialnymi i dążącymi do minimalizowania ryzyka braku zgodności z prawem ochrony konsumenta.

– Trend, który wywołała zmiana dotycząca właściwości miejscowej, będzie kontynuowany w tym roku. Liczba spraw wnoszonych do Sądu Okręgowego w Warszawie będzie maleć, natomiast w przypadku innych sądów jeszcze przez jakiś czas będzie wzrastać lub utrzymywać się na podobnym poziomie – stwierdza adwokat Jakub Bartosiak.

Ponadto mecenas Goska dodaje, że nadal ponad połowa frankowiczów nie podjęła żadnych kroków prawnych w związku ze swoimi kredytami. Można więc oczekiwać, że liczba pozwów frankowych będzie nadal rosnąć. Wiele osób wciąż czeka na rozwój sytuacji lub zbiera informacje, co oznacza, że potencjał do zwiększenia liczby spraw jest znaczny. I to skumuluje się w sądach w całej Polsce. Do tego ekspert z Kancelarii MBM Legal dodaje, że w 2024 roku spodziewa się wpływu nowych spraw frankowych do sądów okręgowych na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego. Jednak wzrost czy spadek rdr. o 10% nie będzie żadnym zaskoczeniem.

Rynek nieruchomości w lutym 2024: Rekordowy wzrost rozpoczętych budów i stabilizacja na rynku

Pokłosiem stymulowania popytu „Bezpiecznym kredytem 2%” jest utrzymujące się na dobrym poziomie zainteresowanie zakupem mieszkania. Nawet po zakończeniu programu aktywność kredytowa pozostaje stosunkowo wysoka, co może zaskakiwać. Z kolei wyczekiwany mocno nowy projekt subsydiów w ramach „Mieszkania na start” tylko dodatkowo wzmocni popyt. Sytuacja na rynku zachęca deweloperów do działania, co widoczne jest w najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego. W rezultacie w lutym br. można było zaobserwować znaczący wzrost aktywności deweloperskiej. Rozpoczęte budowy dostarczą ponad 14 tys. nowych mieszkań i jest to najlepszy wynik od czerwca 2022 roku. Komentuje Ula Olczak, ekspertka Otodom Analytics.

W lutym br. odnotowano łącznie ponad 20 tys. nowych budów. Z tego 14,2 tys. jednostek mieszkaniowych było zasługą deweloperów. Ta wartość jest o 115% wyższa od tej sprzed roku. Należy jednak zwrócić uwagę, że może to też wynikać z niskiej bazy – w analogicznym okresie w 2023 roku deweloperzy zaczęli budowę jedynie nieco ponad 6,5 tys. mieszkań. Mimo to liczba rozpoczętych budów w lutym tego roku jest wyższa nawet od czasu, gdy rynek nieruchomości przechodził szczyt budowlanego boomu, czyli m.in. w lutym 2021 roku. Miesiąc do miesiąca wzrost wyniósł blisko 18%. Nie tylko deweloperzy są bardziej aktywni na rynku. Prężnie działają też inwestorzy indywidualni, którzy rozpoczęli budowę blisko 5,9 tys. lokali, co oznacza wzrost o blisko 49% w porównaniu do roku poprzedniego.

Miesiące wzrostów

Łączna liczba mieszkań oddanych do użytkowania przekroczyła ponownie 15 tys., z czego dwie trzecie (9,8 tys.) przekazali deweloperzy. To zdecydowanie więcej niż w ubiegłym miesiącu. W efekcie na rynku deweloperskim pojawiło się o 42% mieszkań więcej niż rok temu i o 6% więcej w porównaniu do poprzedniego miesiąca.

Na stabilnym poziomie utrzymuje się liczba pozwoleń na budowę uzyskanych przez deweloperów. To znaczy około 15 tys. miesięcznie. Przy czym lutowy wynik jest o 42% wyższy niż rok wcześniej, choć niższy niż w latach 2022 i 2021. Miesięcznie wzrost wyniósł niespełna 6%. Zatem podsumowując, w lutym łączna liczba pozwoleń na budowę wyniosła 21,4 tys., z czego 15,5 tys. otrzymali deweloperzy.

Agregując dane GUS w okresach trzymiesięcznych, widać wyraźnie, jak zachowuje się obecnie rynek. W ciągu roku liczba rozpoczętych budów wzrosła dwukrotnie. Jeżeli tendencja ta utrzyma się, wówczas liczba nowych inwestycji deweloperskich osiągnie rekordowy wynik.zagregowane-dane-gus

Co przyniesie najbliższa przyszłość?

Początek roku to dla deweloperów dobry czas nie tylko z uwagi na rozpoczęcie projektów mieszkaniowych czy uzyskanie pozwoleń na budowy. Wygląda na to, że rynek wchodzi w okres względnej stabilizacji. Mimo wygaszenia programu Bezpieczny Kredyt 2%, nadal są chętni na zakup mieszkań. Z danych Otodom Analytics wynika, że na siedmiu największych rynkach w Polsce sprzedano ponad 4,5 tys. mieszkań, czyli 9% więcej niż w styczniu i o 17% więcej niż rok wcześniej. Co więcej, w większości miast oferta mieszkaniowa odbudowuje się, co widać we wprowadzeniach nowych lokali do oferty – w lutym było ich 4,7 tys. Choć nie jest to najwyższa liczba w skali ostatnich 12 miesięcy, to można spodziewać się powrotu do pewnej równowagi i sukcesywnego zwiększania podaży. Niestety nie można się spodziewać w najbliższym czasie spadków cen za metr kwadratowy mieszkań w standardzie deweloperskim.

Zmiany na stanowiskach redaktorów naczelnych w Polska Press Grupie

Piotr Kotomski, dotychczas pełniący rolę redaktora naczelnego serwisu I.PL, opuszcza swoje stanowisko oraz kończy współpracę ze spółką PL24, będącą częścią Polska Press. Jego obowiązki przejmuje Wojciech Rogacin, który równolegle sprawuje funkcję redaktora naczelnego dziennika „Polska Metropolia Warszawska”. Taki podwójny zakres obowiązków Rogacina podkreśla jego znaczącą rolę w strukturze grupy oraz jej zaufanie do jego umiejętności redakcyjnych i zarządczych.

Z kolei Marcin Habel rezygnuje z roli redaktora naczelnego w przypadku trzech ważnych dzienników regionalnych: „Gazeta Pomorska”, „Express Bydgoski”, „Nowości – Dziennik Toruński”. Jego odejście z Polska Press otwiera drogę dla Alicji Polewskiej-Matusewicz, która do tej pory pełniła funkcję zastępczyni redaktora naczelnego. Polewska-Matusewicz zostaje mianowana pełniącą obowiązki redaktora naczelnego wspomnianych tytułów, co stanowi świadectwo jej profesjonalizmu i doświadczenia w branży.

Misja EagleEye to początek nowej ery dla polskiego sektora kosmicznego

W tym roku największy i najbardziej zaawansowany satelita w historii Polski zostanie wyniesiony na orbitę okołoziemską. EagleEye, opracowany przez firmę Creotech Instruments, Scanway oraz Centrum Badań Kosmicznych PAN został zbudowany na autorskiej platformie HyperSat, która pozwala na prowadzenie różnego rodzaju misji kosmicznych. Platforma już teraz stanowi kluczowy element szeregu projektów na szczeblu krajowym i europejskim o charakterze zarówno cywilnym, jak i obronnym. Tegoroczna misja znacząco przyspieszy trwający proces komercjalizacji platformy. Satelita EagleEye powstał na terenie Polski przy zaangażowaniu krajowych firm, budując narodowe kompetencje w zakresie tworzenia małych satelitów i stanowi kamień milowy dla rozwoju polskiego sektora kosmicznego. Projekt ten otwiera rodzimym podmiotom drzwi na szybko rosnący i dochodowy rynek projektowania, budowy, integracji oraz wynoszenia małych satelitów.

Pomimo szybkiego wzrostu wartości rynku kosmicznego, w Europie tylko osiem grup kapitałowych posiada udowodnioną zdolność do tworzenia satelitów o masie przekraczającej 50 kg. Na całym świecie takich firm jest zaledwie kilkadziesiąt. Główną barierą wejścia jest wysoka inżynieryjna złożoność.

Przełomowy charakter misji EagleEye unaocznia fakt, że masa naszego satelity jest porównywalna z masą wszystkich kilkunastu polskich satelitów zbudowanych od początku krajowego udziału w eksploracji kosmosu. EagleEye będzie ważył ponad 50 kg i poza naszą autorską platformą HyperSat, przetestuje również pierwszy polski wysokorozdzielczy system zobrazowania Ziemi firmy Scanway oraz komputer instrumentu opracowany w Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk. Misja ma zatem duże znaczenie nie tylko dla Creotech, ale również dla pozostałych konsorcjantów i całego polskiego sektora kosmicznego. Otwieramy rodzimym podmiotom drzwi na szybko rosnący i dochodowy rynek projektowania, budowy, integracji oraz wynoszenia małych satelitów o masie powyżej 50 kg komentuje dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Misja EagleEye

EagleEye to pierwszy zaprojektowany i zbudowany w Polsce satelita o masie większej niż 50 kg. Tym samym ma szansę wprowadzić Polskę do elitarnego grona państw posiadających zdolności tworzenia tak zaawansowanych systemów kosmicznych na potrzeby krajowe, Europejskiej Agencji Kosmicznej czy komercyjnych klientów z całego świata.

Wyróżnikiem misji EagleEye będzie również zdolność do operowania na bardzo niskiej orbicie (VLEO – ang. Very Low Earth Orbit). Satelita schodzący na wysokość około 300-350 km zapewni lepszą jakość obrazowania Ziemi, jednak kosztem pokonania szeregu inżynieryjnych wyzwań. Na bardzo niskiej orbicie Ziemi, istotny wpływ na statek kosmiczny ma szczątkowa atmosfera ziemska, obecna na tej wysokości. Wymagało to od inżynierów pracujących nad EagleEye odpowiedniego zaprojektowania satelity tak by ten mógł wykorzystać napęd do ciągłego utrzymania precyzyjnej orientacji platformy i wysokości orbity. Obecnie EagleEye przechodzi pomyślnie końcowe testy i zewnętrzne przeglądy gwarantujące spełnienie wyśrubowanych standardów wymaganych przez firmę SpaceX, z której rakietą satelita zostanie wkrótce zintegrowany.

Creotech Instruments jako lider konsorcjum odpowiada w projekcie EagleEye za przeprowadzenie całej misji, tj. przygotowanie platformy satelitarnej HyperSat oraz jej elementów składowych, integrację satelity, jak również wyniesienie na orbitę okołoziemską we współpracy z firmą ExoLaunch, która jest operatorem integracji SpaceX. Spółka odpowiada także za zapewnienie łączności gdy satelita będzie już na orbicie. EagleEye jest wyposażony w precyzyjny teleskop optyczny zaprojektowany i wykonany przez polską firmę Scanway S.A. oraz komputer instrumentu opracowany przez Centrum Badań Kosmicznych PAN.

Rozwój platformy satelitarnej HyperSat, stanowiącej podstawę misji EagleEye, rozpoczął się w 2017 roku jako odpowiedź Creotech Instruments na wymagania dynamicznie rozwijającego się segmentu małych satelitów. Jednym z głównych wyróżników platformy rozwiniętej przez Creotech jest jej modularność, co umożliwia dostosowywanie się do indywidualnych wymagań klienta w misjach o różnorodnym zastosowaniu i profilu. Modularność ta pozwala także na skalowanie platformy do obsługi satelitów o masie większej niż 50 kg. Spółka zamierza w ciągu kilku lat obsługiwać satelity o masie do 200 kg, otwierając dostęp do nowego, jeszcze bardziej wysokomarżowego segmentu rynku.

Projekt EagleEye jeszcze przed wyniesieniem na orbitę stanowi kamień milowy w rozwoju polskiego sektora kosmicznego i przyczynia się do wzrostu liczby miejsc pracy w wysokotechnologicznym przemyśle. Narodowe zdolności do budowania zaawansowanych satelitów o charakterze cywilnym i militarnym są spójne z długoterminowym kierunkiem rozwoju polskiego sektora kosmicznego. Pozwalają również na budowanie konstelacji Made in Poland oraz rozwijanie ogólnopolskiej sieci firm dostarczających niezbędne komponenty dla krajowego łańcucha wartości budowy satelitów. Platforma HyperSat może w przyszłości służyć nie tylko misjom optycznym, ale również radarowym, komunikacyjnym, związanym z łącznością 5G i Internetem Rzeczy, naukowym czy dotyczącym bezpieczeństwa i obronności, a także związanym z logistyką orbitalną dodaje Grzegorz Brona.

Platforma HyperSat już dziś cieszy się dużym zainteresowaniem klientów. Została wybrana przez niemiecką firmę OHB w misji pierwszego testowego tankowania satelity na orbicie okołoziemskiej. Z kolei ESA powierzyła Creotech Instruments fazę 0-A dla drugiej, po 20 latach przerwy, największej europejskiej misji księżycowej, której celem będzie mapowanie zasobów naturalnych Srebrnego Globu. Misja ta również będzie realizowana przez satelitę opartego na platformie HyperSat. Platforma ma także stać się jednym ze standardów w projekcie Europejskiego Funduszu Obronności REACTS, związanego z budową europejskich zdolności szybkiego reagowania na wypadek zaistnienia sytuacji kryzysowej. Jest również podstawą dla krajowych misji m.in. PIAST czy potencjalnej przyszłej konstelacji dla wojska.

Creotech Instruments identyfikuje łącznie przynajmniej kilkunastu potencjalnych klientów, w tym międzynarodowych instytucji oraz podmiotów komercyjnych, zainteresowanych wykorzystaniem platformy HyperSat do realizacji swoich własnych misji kosmicznych.

Rynek małych satelitów

Według raportu firmy BryceTech[1], aż 96% wszystkich wysłanych przez ludzkość w kosmos obiektów w roku 2022 stanowiły małe satelity – ważące poniżej 600 kg obiekty, które w ostatnich latach zdominowały rynek. Z jednej strony są one wielokrotnie tańsze niż ich zdecydowanie więksi i bardziej skomplikowani poprzednicy. Z drugiej – oferują funkcjonalność dotrzymującą kroku wielkim satelitom, dzięki postępowi w miniaturyzacji elektroniki, zaawansowanych systemach obrazowania, operowaniu na niższych orbitach czy wykorzystaniu algorytmów sztucznej inteligencji.

Jak pokazuje wykorzystanie danych orbitalnych oraz internetowej łączności satelitarnej podczas wojny w Ukrainie, małe satelity zapewniają wysoki poziom bezpieczeństwa. Dzięki niskiemu kosztowi produkcji, siły zbrojne mogą w ramach tych samych budżetów operować większymi konstelacjami, zapewniając sobie szybszy dostęp do precyzyjnego obrazowania istotnego terenu, ciągłą łączność w przypadku zagrożenia, a także nieustanny nasłuch wywiadowczy sygnałów elektronicznych i radiowych przeciwnika. Do realizacji tych zaawansowanych zadań najczęściej wykorzystywane są satelity ważące około 50-200 kg, nazywane micro- i mini-satelitami. Ta kategoria pozwala na realizację zdecydowanie bardziej zaawansowanych misji niż mniejsze CubeSaty, wciąż charakteryzując się niewielkimi rozmiarami i ceną, obniżaną także przez wprowadzanie seryjnej produkcji mówi Marcin Mazur, Kierownik Projektu EagleEye w Creotech Instruments.

Rynek małych satelitów (ang. smallsats) w latach 2013-2022 osiągnął wartość 30 mld dolarów, a już w bieżącej dekadzie do 2032 roku, ma sięgnąć 111 mld dolarów według danych firmy analitycznej Euroconsult[2]. Średnio w czasie dekady 2023-2032 na orbitę będzie trafiać ponad 2600 satelitów rocznie, co przekłada się dziennie na ponad 7 małych satelitów. Do tej klasy obiektów kosmicznych należą m.in. zapewniające satelitarną łączność internetową satelity Starlink firmy SpaceX, obrazowania optycznego Ziemi OneWeb firmy Planet czy nawigacyjne satelity należące do Spire. Małe satelity zaczynają być wykorzystywane do precyzyjnej obserwacji Ziemi w zakresie światła widzialnego, jak i podczerwieni czy przy użyciu radarów, zapewniają również globalną łączność radiową ze statkami i samolotami.

[1] https://brycetech.com/reports/report-documents/Bryce_Smallsats_2023.pdf

[2] https://www.euroconsult-ec.com/press-release/smallsat-market-keeps-growing-despite-supply-challenges-and-starlink-moving-to-larger-form-factors/

Luty 2024 w budownictwie mieszkaniowym – w danych widać jaskółki ożywienia

Luty 2024 roku w ocenie branży deweloperskiej wygląda zdecydowanie lepiej niż styczeń. Utrzymanie dotychczasowego tempa wydawania pozwoleń na budowę daje szansę na odbudowanie zapału inwestycyjnego deweloperów. Nie bez znaczenia dla rynku mieszkaniowego jest też decyzja o przesunięciu terminu wejścia w życie rozporządzenia w sprawie warunków technicznych jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie. Przepisy te miały obowiązywać już od 1 kwietnia br. i stawiały pod znakiem zapytania wiele nowych inwestycji wielorodzinnych.

Pozwolenia na budowę

W lutym tego roku deweloperzy otrzymali zgodę na budowę 15,4 tys. nowych lokali. Możemy zatem mówić o relatywnym odbiciu. Wzrost r/r dla okresu styczeń-luty w sektorze deweloperskim wyniósł co prawda 42,3 proc., ale nie możemy zapominać, że na początku zeszłego roku wyniki te były najsłabsze od kilku lat, co niejako zaburza porównanie i może prowadzić do zbyt pochopnych, hurraoptymistycznych wniosków.

Niemniej należy cieszyć się, że od września 2023 roku kontynuowana jest solidna dynamika wydawanych pozwoleń, oscylująca wokół 15 tys. zgód na nowe lokale wydawanych deweloperom każdego miesiąca. Utrzymanie tego tempa pozwoliłoby na odbicie po fatalnym 2023 roku, w którym wydano najmniej pozwoleń od ponad pięciu lat.

Nie można jednak zapominać o konieczności systemowego usprawnienia podaży nowych inwestycji. A do tego potrzebne są zmiany legislacyjne, które poprawią warunki prowadzenia procesu inwestycyjnego w Polsce.

Rozpoczynane inwestycje

Statystyki GUS za luty dowodzą, że utrzymuje się bardzo pozytywny dla rynku trend stopniowego odbicia podaży w zakresie nowych inwestycji deweloperskich. W lutym deweloperzy rozpoczęli budowę 14 179 nowych lokali. Lepszy, pojedynczy wynik dla danego miesiąca obserwowaliśmy ostatnim razem w czerwcu 2022 roku, a przecież był on sztucznie wywołany wejściem w życie nowych przepisów ustawy deweloperskiej. Wzrost o 111,4 proc. w analogicznym okresie r/r może wyglądać naprawdę imponująco. Pamiętajmy jednak, że przede wszystkim jest to efekt niskiej bazy, gdyż przełom 2022 i 2023 roku były dla deweloperów pod względem nowych inwestycji najgorszym czasem od ośmiu lat.

Do odbudowania zapału inwestycyjnego deweloperów przyczynił się fakt wprowadzenia programu Bezpieczny Kredyt 2 proc., zmiany w przepisach dotyczące decyzji środowiskowych, ogólna poprawa sytuacji gospodarczej oraz poluzowanie polityki kredytowej przez Komisję Nadzoru Finansowego (rekomendacja S).

– W najbliższych miesiącach przekonamy się, czy dynamika zostanie utrzymana. Z jednej strony będzie to zależeć od sentymentu i zdolności finansowej nabywców, z drugiej natomiast od możliwości zapewnienia odpowiedniego poziomu podaży. Inwestorzy w całym kraju podnoszą bowiem, że brak odpowiednich gruntów i przedłużające się procedury blokują możliwość strukturalnego zwiększenia podaży na największych rynkach – mówi Patryk Kozierkiewicz, ekspert Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Pozwolenia na użytkowanie 

W lutym wynik sektora deweloperskiego w zakresie mieszkań oddawanych do użytkowania był nieco lepszy niż w fatalnym styczniu, w którym zanotowaliśmy najgorsze dane dla pojedynczego miesiąca od lat. Wynik sektora w okresie od stycznia do lutego jest jednak wciąż słabszy o 5,9 proc. niż w analogicznym czasie w 2023. PZFD od dłuższego czasu alarmował w swoich komunikatach, że spadkowy trend będzie obserwowany właśnie począwszy od 2024 i 2025 roku. Jest to efekt znacznego osłabienia aktywności inwestycyjnej, spadku podaży dostępnych gruntów oraz wysokiego skomplikowania procedur administracyjnych w toku realizacji przedsięwzięć deweloperskich. Mniej nowych budów w ostatnich latach naturalnie skutkować będzie spadkiem wolumenu lokali oddawanych od użytkowania.

Powodów do optymizmu próżno doszukiwać się również wśród nabywców indywidualnych, którzy odebrali w pierwszych dwóch miesiącach roku o 1/5 domów mniej niż rok wcześniej. Łączny, skumulowany dla wszystkich sektorów spadek tempa realizacji budów wyniósł natomiast 11,7 proc. Potwierdza to przewidywania PZFD, który alarmował o konieczności poprawy sytuacji podażowej.

Banki centralne w centrum uwagi

Jesteśmy ostatnio świadkami dużych zmian poziomów stóp procentowych w ramach walki z inflacją. Obecnie większość gospodarek wchodzi w fazę obniżek. Wczoraj taką decyzję podjęli Czesi, dzisiaj rano Szwajcarzy, USA zgodnie z oczekiwaniami czeka.

Szwajcaria obniża stopy procentowe

Wydawało się, że w dzisiejszym komentarzu główną wiadomością będzie wczorajsza decyzja Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Dzisiejsza niespodziewana decyzja Banku Szwajcarii wydaje się nawet ważniejsza. Szwajcarzy obniżyli główną stopę procentową z 1,75% na 1,5%. Warto pamiętać, że inflacja w tym kraju wynosi obecnie 1,2%, zatem nie można mówić, że istnieje tutaj problem zbyt szybkiego wzrostu cen. Z drugiej strony im niższe stopy procentowe, tym słabsza waluta. Przekonaliśmy się o tym tuż po decyzji, kiedy to frank osłabił się o około 1% względem euro. Dla gospodarki szwajcarskiej mocny frank jest ostatnimi laty dużym utrudnieniem. Problem ten tylko pogłębił się po inwazji rosyjskiej na terytorium Ukrainy. Wielu inwestorów potraktowało franka jako bezpieczną przystań na trudne czasy. To dodatkowo umocniło walutę jeszcze bardziej, utrudniając życie przedsiębiorcom w Szwajcarii próbującym eksportować swoje towary.

O co chodzi z FED?

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami nie doszło do obniżki stóp procentowych w USA. Stopy pozostały w niezmienionym przedziale 5,25%-5,5%. Konferencja Jerome Powella wydawała się również nie być przełomowa. Wskazywał na silny rynek pracy. Na ogólnie poprawiającą się sytuację. Na lepsze prognozy gospodarcze. Problem w tym, że w kwestii oczekiwanych czerwcowych obniżek stóp procentowych był bardzo zachowawczy. Rynki jednak ten element zupełnie zignorowały i postanowiły iść w stronę oczekiwanego luzowania. Kontrakty terminowe pokazują jeszcze większe szanse na obniżkę stóp procentowych w czerwcu. To właśnie to spowodowało również przecenę dolara. Problem w tym, że pozostaje duży znak zapytania, czy mimo tego, że kontrakty terminowe dają obecnie około 75% na obniżkę, faktycznie do niej dojdzie. Zapowiada się ciekawa sytuacja na rynku w nadchodzących miesiącach.

Czesi obniżają stopy procentowe

Nasi południowi sąsiedzi kontynuują cykl obniżek stóp procentowych. Na wczorajszym posiedzeniu zgodnie z oczekiwaniami obniżono je z 6,25% na 5,75%. Tym samym stopy procentowe są dokładnie na tym samym poziomie co w Polsce. Biorąc pod uwagę, że kraj ten jest obecnie w cyklu obniżek, nie zapowiada się, by stan ten utrzymał się długo, szczególnie biorąc pod uwagę ostatnie wypowiedzi prezesa Adama Glapińskiego. Co ciekawe, mimo oczekiwań obniżek stóp procentowych w Czechach było widać wczoraj zwiększoną zmienność na parze euro do czeskiej korony.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
12:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych,
13:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

W 2023 roku SEAT S.A. dostarczył łącznie 519176 samochodów, co stanowi wzrost o 35,3% r/r

  • Zysk operacyjny SEAT S.A. w 2023 roku wyniósł rekordowe 625 mln euro, przy obrotach na poziomie 14,3 mld euro i zwrocie ze sprzedaży osiągającym 4,4%.
  • SEAT planuje wprowadzenie poliftingowych modeli Ibiza i Arona oraz odświeżonych wersji Leona i Ateki.
  • W 2024 r na rynek zostaną wprowadzone modele CUPRA Tavascan i Terramar. To największa jak dotąd ofensywa produktowa marki.
  • CUPRA zapowiada też kontynuację globalnej ekspansji: do 2030 roku marka pojawi się na rynku amerykańskim.

SEAT S.A. przedstawił na corocznej ogólnoświatowej konferencji prasowej swoje wyniki za 2023 r. oraz strategię na nadchodzące lata. W ubiegłym roku grupa SEAT S.A. osiągnęła rekordowy zysk operacyjny w wysokości 625 mln euro – to wzrost względem 2022 roku o 592 mln euro (33 mln euro w 2022 r.). Wynik ten oznacza poprawę rentowności sprzedaży przedsiębiorstwa o 4,1 punktu procentowego (z 0,3% do 4,4%). Roczne obroty osiągnęły historyczny poziom 14,333 mld euro – to wzrost o 31% w porównaniu do 2022 r. (10,941 mld euro). Wyniki te potwierdzają mocną pozycję firmy w branży.

– W zeszłym roku firma SEAT S.A. odnotowała najlepsze wyniki finansowe w swojej 73-letniej historii. Mamy plan, aby nadal sukcesywnie zwiększać nasze dochody – przyznaje Wayne Griffiths, dyrektor generalny marek SEAT i CUPRA.

Rok 2023 to potwierdzenie siły SEAT S.A.

Po ostatnich latach pełnych trudności i wyzwań, w tym m.in. rosnących kosztów surowców, inflacji i skutków wojny, stabilizacja łańcucha dostaw w zeszłym roku doprowadziła do wzrostu produkcji i dostaw. Pozwoliło to firmie SEAT S.A. dostarczyć łącznie 519 176 samochodów, co stanowi wzrost o 35,3% w porównaniu z rokiem poprzednim (2022 r.: 385 592 pojazdów). CUPRA po raz kolejny osiągnęła rekord dostaw – dostarczono 230 739 pojazdów, co stanowi wzrost o 50,9% w porównaniu z rokiem poprzednim (2022 r.: 152 896). Marka SEAT dostarczyła 288 437 pojazdów, czym powróciła do dwucyfrowych wyników wzrostu (2022: 232 696 aut, wzrost o 24,0%).

– W 2023 r. osiągnęliśmy rekordy wszech czasów w zakresie obrotów, zysku operacyjnego i rachunku przepływów pieniężnych. Doskonale odzwierciedla to pozytywny wpływ wzrostu wolumenu marki CUPRA i odbudowy wolumenu marki SEAT, a także istotę postępów, jakie poczyniliśmy w ramach naszego Programu Poprawy Wydajności – stwierdził David Powels, wiceprezes ds. finansów i IT w SEAT S.A.

Inwestycje w markę SEAT

Marka SEAT będzie odgrywać kluczową rolę w utrzymaniu rentowności firmy SEAT S.A. W planach SEAT-a jest wprowadzenie samochodów hybrydowych typu plug-in i o niskim zużyciu paliwa w całej marce SEAT do zakończenia produkcji aut spalinowych. Modele Arona i Ibiza zostaną poddane liftingowi w 2025 roku, a w nadchodzących miesiącach marka wprowadzi na rynek nową wersję SEAT-a Leona. Odświeżeniu zostanie poddany również model Ateca.

– Chcemy przywrócić blask marce SEAT. W planach mamy utrzymanie dwucyfrowego wzrostu z ubiegłego roku dzięki wprowadzeniu nowych inwestycji i odświeżeniu gamy modelowej. Weryfikujemy również możliwości marki w związku z nadchodzącą erą elektryfikacji. Zapewniam, że najlepsze jeszcze przed nami – przyznaje Wayne Griffiths.

Nowy rozdział marki CUPRA

Rok 2024 to początek największej jak dotąd ofensywy produktowej marki. W tym roku na rynku pojawi się CUPRA Tavascan, drugi w pełni elektryczny model marki oraz CUPRA Terramar, hybrydowy SUV barcelońskiego producenta. CUPRA ogłosiła również nowe wersje swoich flagowych modeli Leon i Formentor, które zostaną zaprezentowane w nadchodzących tygodniach.

CUPRA potwierdziła również kolejny ważny krok w swojej globalnej ekspansji – wprowadzenie marki na rynek amerykański do 2030 r. W tym roku producent planuje także otwarcie kolejnych punktów CUPRA City Garage w Stambule, Wiedniu i Manchesterze.

– Pod koniec obecnej dekady wejdziemy z marką CUPRA na rynek amerykański, gdzie w pierwszej kolejności wprowadzimy Formentora w wersji BEV i większego elektrycznego SUV-a. Produkcja samochodów będzie odbywać się w fabrykach Grupy Volkswagen zlokalizowanych w regionie Ameryki Północnej, w tym w Meksyku. Wprowadzenie naszej marki do Stanów Zjednoczonych odbędzie się poprzez nowy model dystrybucji – zapowiada Wayne Griffiths.

Działania zakładu w Martorell w kierunku elektryfikacji

Firma SEAT S.A. w ramach projektu Future: Fast Forward realizuje działania mające na celu przekształcenia Hiszpanii w europejskie centrum mobilności elektrycznej. Strategia obejmuje powstanie zakładu montażu systemów akumulatorowych w Martorell oraz transformację linii produkcyjnej w zakładach we wrześniu, przed startem produkcji modeli CUPRA Raval i Volkswagen ID.2aII.

Powrót marki SEAT do dwucyfrowych wyników wzrostu, nadchodzące premiery odświeżonych modeli CUPRA Leon i Formentor oraz zupełnie nowych modeli CUPRA Tavascan i Terramar, zapowiadają kolejny przełomowy rok w historii firmy.

People In Production – wyzwania Managerów Produkcji | 8-9 maja 2024, Warszawa

Budowanie i utrzymywanie motywacji pracowników, zarządzanie różnorodnymi zespołami produkcyjnymi czy zaspokajanie indywidualnych wymagań wobec wynagrodzeń przy jednoczesnym zadaniu utrzymania ciągłości na produkcji – to tylko część wyzwań, z jakimi mierzy się sektor produkcyjny, w którym sercem każdej fabryki są właśnie ludzie. Podczas Forum PEOPLE IN PRODUCTION (8-9 maja 2024 r. w Warszawie) dyrektorzy i managerowie produkcji czołowych firm produkcyjnych w Polsce podzielą się swoimi doświadczeniami w zakresie skutecznego zarządzania swoimi zespołami.

Organizatorem wydarzenia jest brave conferences – firma realizująca od 5 lat konferencje biznesowe na rynku polskim.

— Skuteczne zarządzanie w sektorze produkcyjnym dotyczy nie tylko optymalizacji samych procesów produkcyjnych, ale również pełnego wykorzystania potencjału zatrudnionego personelu. Jednym z wyzwań jest pozyskanie wyspecjalizowanych pracowników z wkraczającego na rynek pracy pokolenia Z. Nie mniej trudne jest utrzymanie i zapewnienie odpowiednich warunków rozwojowych oraz finansowych doświadczonym specjalistom z branży. Kluczowe stają się umiejętności osób zarządzających pracownikami. Na znaczeniu zyskują te, które pomogą zbudować odpowiednią atmosferę w zespołach tak by pracownik chętnie przychodził do pracy na produkcji — podkreśla Anna Kępka, Project Manager brave conferences.

Podczas forum poszukamy odpowiedzi na pytania:

  • Jak pozyskać pracowników z trudnego rynku pracy i szybko ich wdrożyć ale jednocześnie nie zniechęcić do pracy na produkcji?
  • Jak włączać pracowników w proces doskonalenia procesu produkcyjnego i budować ich zaangażowanie?
  • Jak sprawnie budować zgrany różnorodny zespół na produkcji?
  • Jak wykorzystać potencjał młodych ludzi?

To, co wyróżnia forum People In Production, to formuła praktycy dla praktyków, a prelegentami będą przedstawiciele  m.in.: ABB, BAT, BIOMED, ELECTROLUX, EUROWAFEL, GEBERIT PRODUKCJA, GUDRUN GROUP, HAGER GROUP, JACOBS DOUWE EGBERTS PL, ORIFARM, 3M HEALTHCARE POLAND MANUFACTURING, MAHLE BEHR OSTRÓW WIELKOPOLSKI, MICHELIN, ROLAND INTERNATIONAL, TORF CORPORATION, ZF GROUP, WIĘCEK BOGDAN BUDOMAT, NOWY STYL.

Lista prelegentów: https://people-in-production.com/prelegenci/

Propozycje programowe: https://people-in-production.com/program-1-dzien/

Bilety: https://peopleinproduction2024.registration-form.online/

Saule chce rozpocząć wielkoskalową produkcję perowskitów

Grupa Saule dąży do przyspieszenia komercjalizacji i przeskalowania technologii produkcji ogniw perowskitowych. W tym celu poszukuje technologicznego inwestora z branży produkcyjnej lub odnawialnych źródeł energii.

W celu przyspieszenia procesu komercjalizacji technologii perowskitowej, spółki z Grupy Saule Technologies porozumiały się z DC24 ASI, Columbus Energy, Arturem Kupczunasem, Olgą Malinkiewicz, Knowledge is Knowledge sp. o.o. sp.k., Dariuszem Chrząstowskim, H.I.S. CO., LTD. (Japonia) oraz Piotrem Krychem, aby rozpocząć przygotowania do procesu pozyskania strategicznego inwestora.

Analizując różne kierunki działalności Saule S.A., rozwijającej technologię ogniw perowskitowych, zdecydowaliśmy się znaleźć strategicznego partnera, który umożliwi nam zbudowanie w pełni zautomatyzowanej, wielkoskalowej technologii produkcji perowskitów. Aby to zrobić we własnym zakresie, musielibyśmy poświęcić kilka lat. Nasza technologia jest poparta najważniejszymi europejskimi certyfikatami jakości i gotowa do pełnej komercjalizacji. Dlatego podstanowiliśmy poszukać inwestora z branży technologii produkcji, który dostarczy potrzebne know-how oraz finansowanie, i stanie się głównym producentem perowskitów. Tego typu transakcja może się zakończyć wylicencjonowaniem technologii, wejściem inwestora do Spółki lub sprzedażą akcji Saule S.A. Bez względu na ostateczny rezultat transakcji, zależy nam na tym, aby technologia ogniw perowskitowych miała szansę zdobyć świat i uznanie komentuje Olga Malinkiwicz, SEO Saule Technologies S.A.

Jak podkreśla Olga Malinkiewicz, certyfikowane sprawności konwersji energii dla jednozłączowych ogniw perowskitowych przekroczyły już 26%, a dla urządzeń tandemowych 33%. Według szacunków, do 2030 r. technologia perowskitowa osiągnie 30% pokrycia rynku fotowoltaicznego. Z kolei ostatni raport Markets and Markets „Rynek perowskitowych ogniw słonecznych 2024-28” wskazuje, że według prognoz wielkość światowego rynku fotowoltaiki perowskitowej wzrośnie z 250 mln euro w 2024 r. do ponad 2,2 mld euro w 2028 r., co stanowi roczną stopę wzrostu na poziomie ok. 70%.

– Jako udziałowiec Saule Technologies uważam, że technologia ogniw perowskitowych będzie odgrywała bardzo istotną rolę na rynku odnawialnych źródeł energii. Dlatego też w gronie osób najbardziej zaangażowanych w jej rozwój podjęliśmy decyzję, aby znaleźć inwestora, który pomoże w szybkiej komercjalizacji technologii na rynku. W tego typu transakcji należy brać pod uwagę interesy wszystkich akcjonariuszy. A ponieważ największe doświadczenie w tym względzie posiada DC24 ASI, dlatego to właśnie jemu przekazaliśmy pełnomocnictwo do podjęcia kluczowych decyzji w tej sprawie twierdzi Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A. i Członek Rady Nadzorczej Saule Technologies S.A.

Zgodnie z zawartym porozumieniem, na czas trwania procesu transakcyjnego, DC24 ASI wyraził zamiar zapewnienia finansowania w Grupie Kapitałowej Saule Technologies. Z kolei do 19 kwietnia br. odbędzie się Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Saule Technologies, podczas którego zostaną dokonane czynności umożliwiające realizację porozumienia.

Wraca największa w Polsce konferencja poświęcona otwartym technologiom – Open Source Day już 18 kwietnia w Warszawie!

Przyszłość rynku open source, konteneryzacja, data engineering i najnowsze trendy w bezpieczeństwie oprogramowania – to główne tematy 13. Edycji Open Source Day, która odbędzie się 18 kwietnia w Warszawie. Organizatorem konferencji jest Linux Polska – lider otwartych technologii na polskim rynku. Rejestracja na wydarzenie jest już otwarta.

Tegoroczna edycja Open Source Day będzie się składała z 16 sesji technicznych przydzielonych do czterech głównych ścieżek tematycznych: kontenery i cloud native, DevOps/Security, Data Engineering oraz CI/CD. Eksperci będą rozmawiać o aktualnej sytuacji na rynku open source, przyszłości nowych technologii, dostępnych narzędziach oraz kierunkach rozwoju branży.

Tworząc agendę konferencji, skupiliśmy się na praktycznych zagadnieniach i aktualnych potrzebach przedstawicieli rynku open source. Uczestnicy wydarzenia będą mieli okazję zdobyć wiedzę od twórców najnowszych rozwiązań i wybitnych specjalistów IT, których ogłosimy niebawem. Porozmawiamy zarówno o aktualnej sytuacji w branży otwartych technologii, jak i kierunkach jej rozwoju. Udział w konferencji to także okazja do networkingu, wymiany doświadczeń i integracji specjalistów open source z całej Polski – mówi Dariusz Świąder, CEO Linux Polska.

Open Source Day to największa w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej konferencja poświęcona tematowi otwartych technologii. Ostatnia edycja wydarzenia odbyła się w 2019 roku. Wzięło w niej udział około 1000 uczestników, a drugie tyle śledziło transmisję online.

Przez 5 lat od ostatniej konferencji rynek open source przeszedł prawdziwą rewolucję. Z jednej strony pandemia i wynikająca z niej recesja wpłynęły na duży skok popularności otwartych technologii. Z drugiej – w ostatnim czasie widoczny jest wzrost znaczenia sztucznej inteligencji nie tylko w rozwoju otwartego oprogramowania, lecz także zapewnienia organizacjom bezpieczeństwa IT. Udział w konferencji jest świetną okazją do zdobycia wiedzy zarówno o tych, jak i innych aspektach, które w najbliższym czasie będą kształtowały rynek open source – wyjaśnia Katarzyna Krystkiewicz, Operations Manager Linux Polska.

Mimo początkowych obaw otwarte oprogramowanie jest chętnie wykorzystywane przez organizacje na całym świecie. Raport „World of Open Source: Europe Spotlight 2023” wskazuje, że ponad 90% europejskich firm korzysta z niego w codziennej pracy. Według statystyk builtwith.com liderem pod tym względem są Stany Zjednoczone, a Polska znajduje się na 13 miejscu na świecie i 8 w Europie. Na wzrost zastosowania technologii open source wpływają nie tylko kwestie finansowe, lecz także coraz większe zaufanie do rozwiązań tworzonych przez kolektywy deweloperów z całego świata.

13. edycja Open Source Day odbędzie się 18 kwietnia 2024 roku w hotelu Hilton Warsaw City w Warszawie (ul. Grzybowska 63). Szczegóły wydarzenia i link do zapisów są dostępne na oficjalnej stronie konferencji.

Polska i słoweńska branża cyfrowa wzmacnia współpracę

Związek Cyfrowa Polska i ICT Association of Slovenia podpisały w czwartek (21 marca br.) porozumienie o ścisłej współpracy sektora cyfrowego z Polski i Słowenii. Obie organizacje będą stanowiły platformę dla firm z obu krajów do dzielenia się wiedzą i praktykami w zakresie prowadzonych działalności cyfrowych, a także angażowały się we wspólne projekty.

Porozumienie podpisano oficjalnie w Planicy w Słowenii w obecności prezydentów obu krajów – Polski Andrzeja Dudy oraz Słowenii Natasy Pirc Musar. Wydarzenie odbyło się w ramach polsko-słoweńskiego forum cyfrowego poświęconego kwestiom cyberbezpieczeństwa oraz rozwoju sztucznej inteligencji. Konferencja została zorganizowana wspólnie przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu, polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, SPRIT Slovenia, Polish-Slovenian Business Club Triglay Rysy oraz  Związek Cyfrowa Polska i ICT Association of Slovenia.

Wsparcie dla biznesu w obszarze cyberbezpieczeństwa i sztucznej inteligencji

Z podpisanego porozumienia wynika, że obie organizacje będą wspólnie angażowały się w promowanie transformacji cyfrowej w obu krajach, a także działania podnoszące umiejętności cyfrowe obywateli tych państw. Związek Cyfrowa Polska i ICT Association of Slovenia będą też wspierały rozwój infrastruktury i usług cyfrowych. Jak podkreśla Michał Kanownik, prezes Cyfrowej Polski, zawiązana współpraca ma również na celu wsparcie innowacji i konkurencyjności firm działających w sektorze cyfrowym w Polsce i Słowenii. – Szczególnym obszarem, w którym polskie i słoweńskie przedsiębiorstwa osiągają wymierne sukcesy jest cyberbezpieczeństwo. Chcemy umożliwić biznesowi wymianę doświadczeń i praktyk, by wzmocnić w ten sposób ich rozwój w tym zakresie. Wspólnie też chcemy łączyć przedsiębiorców z naszych krajów pracujących nad rozwiązaniami opartymi o sztuczną inteligencję, która zaczyna odgrywać we współczesnym świecie kluczową rolę – mówi Michał Kanownik.

– Umowa stanowi duży krok we wzmacnianiu partnerstwa cyfrowego między Słowenią a Polską. Dzięki współpracy nasze branże będą mogły wzajemnie wykorzystywać swoje atuty, dzielić się wiedzą i napędzać innowacje na większą skalę – podkreśla Igor Zorko, prezes ICT Association of Slovenia. – Jesteśmy szczególnie podekscytowani możliwościami współpracy w zakresie cyberbezpieczeństwa i sztucznej inteligencji. Słowenia dysponuje dużą pulą talentów w tych dziedzinach, a łącząc siły z Polską, możemy skuteczniej rozwijać te kluczowe obszary w obu krajach. Jesteśmy przekonani, że to zawiązane partnerstwo przyniesie nowe możliwości dla branży cyfrowej w Słowenii, jak i Polsce – dodaje.

Związku Cyfrowa Polska i ICT Association of Slovenia są częścią CEE Digital Coalition, koalicji branży cyfrowej z regionu Europy Środkowo-Wschodniej oraz Digital Europe, europejskiej organizacji zrzeszającej organizacje branży cyfrowej z terenu całej Europy.

Jak powrót VAT na żywność wpłynie na inflacje?

Można śmiało powiedzieć, że eldorado i rozpasanie budżetowe w naszym kraju, które miało miejsce od kilku lat, czas kończyć. I można rozumieć, z czego to wynikało, wystarczy wspomnieć pandemię czy wojnę na Ukrainie. Sytuacja finansów naszego kraju już rok wcześniej była trudna, a w tym nie zapowiada się lepiej. Według metodologii europejskiej za 2023 rok Polska miała 6% deficytu, w 2024 roku ma być tylko ciut lepiej, bo w okolicach 5-5,5%. To oczywiście szacunki, bo kluczowe będzie, czy uda się osiągnąć zakładaną kwotę wpływów do budżetu, przede wszystkim z podatków.

Podwyżka podatków jako odpowiedź na deficyt

Polska z pewnością znajdzie się w procedurze nadmiernego deficytu tzw. EDP od 2024 roku i będzie musiała raportować UE plany redukcji zadłużenia. Nie może więc dziwić fakt, że nowy rząd stanął przed nie lada dylematem i zdecydował się na mało popularny, choć uważany za skuteczny krok. W celu poprawy wpływów budżetowych planuje podnieść podatki. I tutaj od razu małe sprostowanie. Nie do końca jest to podniesienie podatków, a raczej ich powrót do stanu sprzed wystrzału inflacji. Obniżona stawka podatku VAT na żywność zaczęła obowiązywać od 1 stycznia 2022 roku, gdy poziom cen konsumpcyjnych wynosił ponad 9%.

Argumenty za i przeciwko powrotowi VAT na żywność

Ministerstwo Finansów argumentuje ten „idealny” moment powrotu do punktu wyjścia tym, że inflacja w gospodarce utrzymuje się w tendencji spadkowej. I trzeba przyznać, że tutaj pełna zgoda, bo poziom CPI za luty wyniósł 2,8%, a za marzec może wynieść jeszcze niżej. Oznacza to, że inflacja znajdzie się w paśmie odchyleń od celu założonym przez NBP po raz pierwszy od początku 2021 roku. Wśród ekonomistów również płyną głosy poparcia, że lepszego momentu nie będzie, a wojna w sektorze dyskontów pozytywnie wpływa na to, że ceny żywności wcale nie muszą wzrosnąć nawet w przypadku powrotu stawki VAT do poziomu 5%. I tyle z obozu ekonomistów, bo oczywiście producenci mają inne zdanie i twierdzą, że o tyle wzrosną ceny w sklepach, bazując na tym, że VAT jest podatkiem cenotwórczym.

Trudno na ten moment wyrokować, kto ma rację, natomiast patrząc czysto matematycznie, można powiedzieć, że żywność odpowiada za 25% całości koszyka inflacyjnego, co oznacza, że wzrost stawki VAT o 5% powinien przynieść dodatkowo 1,3% do odczytów, które pojawią się za okres kwietniowy już objęty wyższą stawką podatkową.

Jak VAT wpływa na inflację?

Decyzja Ministerstwa Finansów odnośnie powrotu 5% podatku VAT na żywność to także wrzucenie kamienia do ogródka NBP. Profesor Glapiński na niemal każdej konferencji prasowej po posiedzeniu RPP powtarzał, że decyzje odnośnie stóp procentowych są uwarunkowane tym, jak rząd postąpi z szeregiem działań osłonowych, które były wprowadzone w celu zniwelowania skutków wysokiej inflacji w naszym kraju. Jak stwierdził, bez tej wiedzy nie będzie możliwa obniżka kosztu pieniądza w naszym kraju, bo panuje duża niepewność na przyszłość. Teraz przynajmniej w części karty zostały odkryte.

Pozostaje pytanie, czy to coś zmienia w aktualnie prowadzonej polityce monetarnej? Wydaje się, że nie. Wzrost podatków, który może przynieść, jak wspominaliśmy ponad 1% dodatkową dynamikę inflacji CPI, będzie działał jako argument za utrzymaniem stóp procentowych na obecnych poziomach. I nie może zmylić tutaj fakt, że aktualnie poziom cen pozostaje w ryzach sygnowanych przez naszych decydentów polityki monetarnej.

VAT a przyszłość polityki pieniężnej w Polsce

Powrót do stawki 5% VAT na żywność to początek zmian podatkowych i w działaniach osłonowych, które niejako muszą zaistnieć w naszym kraju. Czas rozpasania budżetowego się skończył i nowy rząd czeka trudny czas zaciskania pasa. W kolejce czeka likwidacja tarcz antyinflacyjnych na czele z zamrożonymi cenami energii i gazu. Już mówi się o tym, że może to wpłynąć na poziom inflacji CPI ponad 5% na koniec roku. Co to oznacza dla RPP? Tylko tyle, że najprawdopodobniej żadnych zmian na stopach procentowych nie będzie.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Niemiecki przemysł znów w dół, PMI poniżej oczekiwań

PMI dla przemysłu w marcu w strefie euro wyniósł 45,7 wobec 46,5 miesiąc wcześniej. Odczyt okazał się gorszy niż wskazywały prognozy (47,0). Wskaźnik nadal utrzymuje się poniżej 50 pkt.

Po raz kolejny szczególnie patrzymy na odczyt z Niemiec, gdzie jeszcze dwa miesiące temu wydawało się, że przemysł najgorsze ma za sobą, a PMI wynosił 45,4. Oczekiwano, że już niedługo może nadejść ożywienie w tym sektorze. To się jednak nie stało, a niemiecka gospodarka, która jest względnie mocno zależna od przemysłu okazuje dalszą słabość. W marcu wskaźnik dla przemysłu wyniósł 41,6 wobec oczekiwanych 43,1.

Dużo lepsze dane odnotowaliśmy w sektorze usług. Wskaźnik PMI dla strefy euro w tym sektorze wzrósł do 51,1 pkt. Wzrost jest pozytywnym zaskoczeniem, konsensus wynosił 50,5. Jest to kolejny miesiąc, gdzie widzimy piątkę z przodu.

Zbiorczy wskaźnik PMI wyniósł 49,9 wobec 49,2 miesiąc wcześniej. Mały krok od poziomu 50 pkt. Pomimo utrzymującej się słabości sektora produkcyjnego, mocniejsze odbicie w sektorze usług pozwoliło na wzrost zagregowanego wskaźnika. Jeżeli poprawa w sektorze usług się utrzyma, może to pomóc w uniknięciu recesji w kolejnych kwartałach.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Nieśmiały optymizm na rynku nieruchomości – wnioski i wrażenia z MIPIM 2024

W nastrojach panujących na MIPIM zauważalny był nieśmiały, umiarkowany optymizm. Dużo mówiło się o Polsce w kontekście stabilnego, silnego ekonomicznie rynku, zapewniającego dobre warunki dla inwestycji w nieruchomości. Dlatego też spodziewamy się, że kolejni, nowi gracze zadebiutują w Polsce w tym roku.

Silny pipeline

Widzimy – na podstawie własnych projektów, ale również na podstawie rozmów z innymi uczestnikami rynku – że  sporo obiektów z każdego sektora jest w fazie ofertowania, due diligence czy też nawet ich finalizacji. Ciągle jednak nie są to duże, spektakularne projekty, ale te powinny pojawiać się w miarę poprawy koniunktury na rynku. Patrząc optymistycznie na ilość transakcji liczymy na to, że wolumen inwestycyjny w 2024 roku przekroczy wynik z 2023 roku i da sygnał do wzrostu w kolejnych latach. Niemniej jednak powrót do pełnej płynności z lat ubiegłych zajmie trochę czasu.

Dopasowanie cenowe

Największym wyzwaniem ostatnich dwóch lat była rozbieżność w oczekiwaniach cenowych sprzedających i kupujących – jedni chcieli sprzedać po starych cenach, drudzy – kupić z obniżką wynikającą z uwarunkowań rynkowych. To wstrzymywało finalizacje wielu transakcji. Jednak taki status quo nie mógł trwać wiecznie, transakcje musiały i muszą się dziać i dlatego obecnie obserwujemy większe kompromisy cenowe po obu stronach. Czas zrobił swoje, ale dalej rynek nie ogląda spektakularnych przecen, tak jak miało to miejsce w innych krajach europejskich. Co tylko potwierdza silną i niesłabnąca pozycję Polski na międzynarodowej arenie rynku nieruchomości.

Wyczekując na spadek stóp

Gorzej już nie będzie? Cały rynek wyczekuje na spadek stóp procentowych, na który liczymy w 2 połowie roku, co dałoby sygnał na powrót tańszego pieniądza i wzrostu aktywności inwestorów. Problemem nie są obecnie pieniądze, one są na rynku, ale koszt tego pieniądza. Póki stopy nie zaczną spadać, rynek nie ruszy na pełnych obrotach. A kiedy spadną – zapewne rozpocznie się wzmożone tempo zakupów. Więc wygrają ci, którzy będą do tego dobrze przygotowani, wcześniej przeanalizują rynek, upatrzą sobie aktywa i będą lepiej niż konkurencja przygotowani do składania ofert i szybkiej finalizacji transakcji.

Kto kupuje w Polsce?

Ze względu na bieżącą sytuację gospodarczą, geopolityczną czy makroekonomiczną, najbardziej aktywni kupujący na polskim rynku to inwestorzy „value – add” oraz szukający projektów, które wymagają poprawy, solidnego „asset managementu”, a które w przyszłości pozwolą na wygenerowanie wyższych stóp zwrotu. Dalej utrzymuje się sytuacja, gdy to lokalny kapitał z Europy Środkowo-Wschodniej jest najbardziej aktywny w Polsce – inwestorzy z Europy Zachodniej koncentrują się przede wszystkim na polowaniu na okazje w swoich rodzimych krajach. Co ciekawe, dostrzegamy coraz większą aktywność mniejszych podmiotów inwestycyjnych – tzw. „family offices” z  krajów europejskich a także, na co czekaliśmy od wielu lat, zwiększone zaangażowanie inwestorów z polskim kapitałem. Te ostatnie dwie grupy kupują głównie mniejsze nieruchomości komercyjne. Polscy HNWI nauczyli się, że na nieruchomościach komercyjnych też można zarabiać i nawet trochę więcej niż na mieszkaniach.

Retail is back

Sektor handlowy, a szczególnie segment parków handlowych i obiektów typu „convenience”, to obecnie niezmiennie gorący temat. Sam sektor zajął w 2023 roku drugie miejsce pod względem wolumenu, który w ok. 50% był zbudowany w oparciu o transakcje właśnie mniejszymi formatami handlowymi. Do połowy marca tego roku mieliśmy w Polsce już 3 transakcje tego typu aktywami, z dominującym udziałem Avison Young jako doradcy po stronie sprzedającej. A kolejne projekty będziemy finalizować niebawem.

Parki handlowe stanowią niezmiennie wiarygodną i bezpieczną opcję inwestycyjną. Są także tańsze – średnia wartość pojedynczej transakcji waha się w okolicach 5-15 mln euro. Co warto podkreślić – sektor handlowy, najbardziej poturbowany przez reperkusje pandemii COVID-19, wojny na Ukrainie, czy inflacji, najszybciej dostosował swoje ceny do oczekiwań kupujących.

Biura czekają

Czy biura są w kryzysie? Na  aktywa biurowe jest dalej apetyt, ale jest on bardzo selektywny, inwestorzy szukają okazji, a gdy dojdzie już do transakcji, trwa ona dłużej. Co ciekawe, rok 2023 był rokiem Warszawy jeżeli chodzi o realizowane transakcje, a obecny wykazuje rosnące zainteresowanie inwestorów również miastami regionalnymi, gdzie obecnie toczy się kilka rozmów pomiędzy sprzedającymi a kupującymi. Zauważalnym jest brak kapitału „corowego” a aktywny jest ten „value-add” i oportunistyczny, który co do zasady nie przepłaca za aktywa a szuka okazji. Zespół Avison Young ma kilka ciekawych ofert biurowych na sprzedaż, i aktywnie poszukuje kapitału, który byłby zainteresowany tego typu aktywami. Kluczowe dla sektora biurowego będzie obniżenie stóp procentowych – wtedy wrócą transakcje biurowcami na większą skalę.

Magazyny – szału nie ma

W sektorze magazynowym mamy do czynienia z największą różnicą pomiędzy oczekiwaniami cenowymi sprzedających i kupujących, dlatego, mimo że transakcje się dzieją, ich skala nie jest taka, jaka mogłaby być. Widać że dostosowywanie oczekiwań cenowych zajmuje więcej czasu inwestorom oraz brak jest dużych graczy którzy mogliby zrobić spektakularne transakcje z wolumenami przekraczającymi 100 mln euro.

Nowe sojusze, nowe projekty

Obserwujemy coraz częstsze tworzenie nowych modeli współpracy pomiędzy inwestorami, deweloperami czy właścicielami nieruchomości. Rynek poszukuje alternatywnych rozwiązań i struktur transakcji, aby móc inwestować. Dlatego też tworzone są nowe platformy czy to PRS czy „student housing”, coraz częstsze są projekty typu joint-venture. Dzięki temu podmioty te, dzielące koszty inwestycji mają zapewnioną większą płynność i możliwość realizacji kolejnych projektów, czy też wprost zbudowaniu skali.

Autor: Marcin Purgal, Senior Director, Investment

Wall Street i złoto na rekordach po decyzji Fed. Dolar osłabł

Amerykańska Rezerwa Federalna jest coraz bliżej cięcia stóp procentowych, ale najpierw chce uzyskać większą pewność, że inflacja naprawdę została pokonana. Pierwszy ruch na posiedzeniu w czerwcu jest nadal prawdopodobny, jeśli kolejne dane o inflacji wykażą postęp. Fed nadal spodziewa się trzech obniżek stóp procentowych w tym roku, tak wynika z najnowszego wykresu „dot plot”. Dolar osłabił się a Wall Street zanotowała nowe historyczne rekordy.

Zgodnie z oczekiwaniami, Fed nie zmienił kluczowych stóp procentowych. Zakres docelowy pozostaje zatem na poziomie 5,25-5,50 proc. Komunikat po posiedzeniu w dużej mierze przypominał ten ze stycznia. Forward guidance nie został zmieniony. Fed ponownie stwierdził, że nie spodziewa się, że właściwe będzie obniżenie docelowego przedziału, dopóki nie uzyska większej pewności, że inflacja będzie trwale zmierzać w kierunku 2 proc. Amerykański bank centralny kontynuuje również redukcję portfela papierów wartościowych (QT) w niezmniejszonym na razie tempie. Wczorajsze decyzje były jednogłośne.

Rynek obok samej decyzji w sprawie stóp otrzymał również inne dane, które mógł poddać interpretacji. Rezerwa Federalna zaprezentowała nowe projekcje kwartalne. Oczekiwania dotyczące wzrostu gospodarczego na ten rok zostały znacznie podniesione. PKB w 2024 ma wynieść 2,1 proc., poprzednio było to 1,4 proc. a w 2025 roku dynamika wzrostu ma uplasować się na poziomie 2,0 proc. (w grudniu wskazywano 1,8 proc. W dłuższym terminie (2026 rok) wzrost gospodarczy ma wynieść również 2 proc., tu nastąpiła zmiana w górę z 1,9 proc. Fed oczekuje, że inflacja mierzona deflatorem PCE spowolni do 2,4 proc. i powinna nieznacznie odbiegać od celu 2 proc. na koniec 2025 r. na poziomie 2,2 proc. (poprzednio 2,1 proc.).

Można przypuszczać, że ze względu na lepsze perspektywy wzrostu, ocena prawdopodobnej odpowiedniej ścieżki stóp procentowych („wykres kropkowy”) została nieznacznie podniesiona dla niektórych okresów. Mediana urzędników Fed nadal oczekuje trzech obniżek stóp procentowych o 25 punktów bazowych każda w tym roku. Jednak tylko 10 z 19 członków Fed opowiada się za trzema lub więcej obniżkami stóp, podczas gdy 9 widzi tylko dwie lub mniej. Oznacza to, że tylko jedna osoba musiałaby zmienić obóz, a mediana zmieniłaby się na dwa ruchy. Na lata 2025 – 2026 ścieżka stóp procentowych została podniesiona o 25 punktów bazowych w porównaniu do grudniowych szacunków.

Powell na konferencji był dość wyważony, zatem tu nie uległo nic zmianie. Powtórzył znane rynkom stwierdzenie, że poziom kosztu pieniądza znajduje się obecnie prawdopodobnie na szczycie i że „w pewnym momencie w tym roku” należałoby go obniżyć. Nie padł konkretny termin czerwca, ale rynek zaczął wyceniać większą szansę na start w właśnie w tym miesiącu. Przewodniczący odniósł się do ostatnich danych inflacyjnych, które wypadły dość wysoko ale nie wpłynęły na zmianę oceny Fedu dotyczącej procesu dezinflacji.

Temat redukcji bilansu Fed był szeroko dyskutowany ale w tej materii nie została podjęta żadna decyzja. Tu zmiana nastąpi prawdopodobnie w maju i będzie nią spowolnienie tempa zacieśniania ilościowego.

Fed nie ma jeszcze 100 proc. jasności kiedy zacząć obniżać stopy. Potrzebuje więcej danych, które staną się dowodem na to, że inflacja spadnie do celu w dłuższej perspektywie. Po ostatnich zaskakująco wysokich liczbach jest mało prawdopodobne, aby Fed uzyskał taką pewność na następnym posiedzeniu 1 maja. Najwcześniejszą datą pierwszej obniżki stóp procentowych jest zatem czerwiec i rynek właśnie w ten sposób to zinterpretował. Wydźwięk wczorajszej konferencji oraz przedstawionych danych jest gołębi, inwestorzy trochę obawiali się tego, że Fed może stać się bardziej restrykcyjny po ostatnich publikacjach CPI oraz PPI i że trzy cięcia w tym roku mogą się nie zrealizować.

Reakcja rynku jest dość wyraźna i klarowna. Gospodarka jest w dobrej kondycji a prognozy są lepsze od poprzednich. Łagodzenie warunków monetarnych rozpocznie się w tym roku i będzie odbywać się w podobnej skali jak zakładano w grudniu. Inflacja pomimo aktualnego podbicia, w dłuższym horyzoncie zmierza do celu i jeśli nie wystąpią zdarzenia wyjątkowe, cel zostanie osiągnięty. Dolar osłabł (EURUSD wskazuje 1,0935), Wall Street ponownie wypełniła się optymizmem i a główne indeksy wyznaczyły nowy poziom ATH (all time high). Rentowności amerykańskich obligacji spadły, złoto zyskało i znalazło się pierwszy raz w historii powyżej pułapu 2200 USD.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

One2tribe z silnym wzrostem przychodów i zysku EBITDA w 2023 roku. Spółka stawia na AI i ekspansję zagraniczną

Notowana na NewConnect spółka technologiczna One2tribe w całym 2023 r. zanotowała prawie 13,4 mln zł jednostkowych przychodów netto, co stanowi wzrost o blisko 43 proc. względem poprzedniego roku. Spółka również znacząco zwiększyła zysk EBITDA o 35 proc. do poziomu 2,3 mln zł, przy 55 tys. zł zysku, na który kluczowy wpływ miała amortyzacja wynikająca z połączenia Spółek. Bazując tylko na podpisanych kontraktach, planowane przychody One2tribe w 2024 r. wyniosą ok. 11 mln zł. Aktualnie Spółka realizuje płatne projekty pilotażowe dla dużych międzynarodowych firm z ogromnym potencjałem na stałą współpracę.

– Prezentowane wyniki finansowe świadczą o stabilnym wzroście naszej firmy w oparciu o przyjęty model biznesowy. Zanotowaliśmy zarówno znaczący wzrost przychodów, jak też EBITDA, co jest szczególnie istotne w przypadku takich spółek technologicznych, jak nasza. Zysk netto został zaburzony przez kwotę amortyzacji, która jest pochodną poniesionych wieloletnich nakładów na platformę technologiczną Tribeware oraz wartości godziwej przejętej One2tribe Sp. z o.o. w procesie połączenia spółek. Stopniowo budujemy swoją przewagę technologiczną i pozyskujemy kolejnych klientów z dużym naciskiem na ekspansję zagraniczną. Naszym celem jest realizacja założeń finansowych przyjętych w strategii rozwoju, co oznacza to wzrost na poziomie minimum 50 proc. r/r. pod kątem przychodu do końca roku 2024 – informuje Radosław Sosnowski, prezes zarządu One2tribe SA. – Był to pierwszy rok, w którym możliwe jest pokazanie wartości przyjętego modelu biznesowego One2tribe, szczególnie w kontekście porównania z historycznymi wynikami – dodaje Sosnowski.

Przychody One2tribe są generowane przez kilka segmentów działalności, których głównym punktem wspólnym jest innowacyjna platforma Tribeware, służąca do zarządzania wydajnością w dużych zespołach pracowniczych. Obecnie korzysta z niej ponad 80 000 użytkowników na 7 rynkach, z największą organizacją liczącą ponad 20 000 pracowników. Tribeware wykorzystuje najnowsze technologie z zakresu sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego, wzbogacone o elementy psychologii behawioralnej oraz mechanizmy grywalizacji. Dodatkowo, platforma oferuje kompleksowe wsparcie w zakresie kampanii motywacyjnych dla użytkowników, co przynosi znaczącą wartość dla firm, umożliwiając im precyzyjne definiowanie celów i zadań dla pracowników oraz elastyczne dostosowywanie się do zmieniających się warunków rynkowych. Pracownicy z kolei mają możliwość rozwijania swoich kompetencji przy wsparciu platformy i są dodatkowo motywowani poprzez nagradzanie za wykonane zadania. Prowizja od usług dodatkowych, w tym obsługi kampanii motywacyjnych, oprócz modelu SaaS, stanowi kluczowe źródło przychodów dla One2tribe.

W ubiegłym roku One2tribe SA ogłosiła nową strategię rozwoju, koncentrującą się na maksymalnym wykorzystaniu narzędzi sztucznej inteligencji we wszystkich procesach w organizacji oraz ekspansji na rynki zagraniczne. Cele finansowe do końca tego roku zakładają osiągnięcie 50 proc. przychodów  ze sprzedaży licencji Tribeware z rynków międzynarodowych, dzięki kampanii outbound oraz wzrostu wszystkich przychodów Spółki o 50 proc. r/r przy niezmiennie dodatniej EBITDA.

– Końcówka ubiegłego roku oraz początek obecnego to okres wytężonej pracy naszego zespołu nad rozpoczęciem nowych projektów. Realizujemy działania pilotażowe dla dużych, międzynarodowych firm m.in. dla sieci stacji paliw, kilku sieci retail czy contact center. Nie są to jeszcze podpisane umowy, dlatego na tym etapie nie komunikowaliśmy naszych aktywności. Mierząc efekty, które już teraz wypracowaliśmy dla potencjalnych klientów, widzimy bardzo duży potencjał finalizacji. Wraz z rozpoczęciem 2024 r. nasz backlog przychodów z istniejących kontraktów i umów wynosi co najmniej 11 mln zł. Mając na względzie wielkość samych projektów pilotażowych, każda nowa współpraca będzie miała istotny wpływ przychodowy dla spółki – komentuje Wojciech Ozimek, wiceprezes One2tribe.

Spółka rozwija swoją platformę Tribeware o funkcjonalności wspierane przez sztuczną inteligencję. Jednym z ostatnich osiągnięć jest nowe narzędzie wspierające trenerów, edukatorów i menadżerów w przygotowywaniu treści szkoleniowych. Rozwiązanie wprowadzone zostało m.in. w austriackim oddziale Sanofi. Wykorzystując bazę specjalistycznych materiałów medycznych opartych o tekst, grafikę, dźwięk dla jednej z terapii przygotowany został program zmiany (w kilku językach) skierowany do przedstawicieli medycznych. Wdrożenie zrealizowane przez One2tribe pozwoliło znacząco skrócić czas projektu oraz obniżyć koszty klienta.

Nasza platforma Tribeware jest niezwykle rozbudowanym produktem, który od lat jest wspierany  przez własne narzędzia AI. Niewątpliwie ostatni skok technologiczny przyczynił się do przyspieszenia efektów naszej pracy, jednak nie zmieniliśmy naszego podejścia. Rozwijając znaczenie wcześniej projekty oparte o narzędzia sztucznej inteligencji, mamy dużą przewagę nad konkurencją i chcemy to umiejętnie wykorzystać. Kluczowe w tym momencie jest dla nas zwiększenie nakładów na strukturę sprzedaży oraz promocję usług i samego produktu na rynkach międzynarodowych. Na ten cel chcemy przeznaczyć znaczne środki z dodatkowego finansowania – dodaje Wojciech Ozimek.

18 marca zarząd Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie wprowadził do obrotu na rynku NewConnect 45 556 560 akcji serii C One2tribe S.A. w ramach emisji połączeniowej, stanowiących ok. 82,50 proc. wszystkich akcji Spółki. Zarząd informuje, że dołoży wszelkich starań, aby możliwie jak najsprawniej doszło do wyznaczenia pierwszego dnia notowania tych akcji.

Rozporządzenie o sztucznej inteligencji – wyzwania i szanse dla biznesu

13 marca br. Parlament Europejski przyjął rozporządzenie w sprawie AI (Artificial Intelligence Act). Nowe regulacje pozwalają budować środowisko prawne, które z jednej strony zapewnia możliwość rozwoju sztucznej inteligencji, a z drugiej gwarantuje poszanowanie praw człowieka i minimalizuje zjawisko dyskryminacji. Sztuczna inteligencja jest wyznacznikiem zmian w świecie biznesu. Firmy stoją przed wyzwaniem adaptacji i wykorzystania potencjału tej przełomowej technologii. Kluczowe jest utrzymywanie tempa konkurencji w obszarze cyfryzacji i automatyzacji, przy jednoczesnym zapewnieniu bezpieczeństwa.

Wniosek legislacyjny w sprawie rozporządzenia dotyczącego sztucznej inteligencji Komisja Europejska złożyła w kwietniu 2021 roku. W grudniu 2023 roku Parlament Europejski, Rada i Komisja Europejska wypracowały kompromis w zakresie głównych założeń tego dokumentu. 13 marca 2024 roku PE przyjął rozporządzenie w sprawie AI. Nowe przepisy wprowadzają kategorię zakazanych praktyk w zakresie sztucznej inteligencji, wśród których znalazło się m.in. stosowanie rozwiązań opartych na technikach podprogowych czy takich, które dyskryminują określone grupy osób. Niedozwolone będzie także stosowanie systemów AI do śledzenia stylu życia obywateli.

Rozporządzenie AI Act stanowi pierwszy na świecie kompleksowy dokument regulujący obszar sztucznej inteligencji. Celem dokumentu jest stworzenie solidnych ram prawnych, które zapewnią bezpieczne i etyczne wykorzystanie systemów AI, chroniąc Europejczyków przed negatywnymi skutkami jej rozwoju. Ostatecznym celem jest budowanie powszechnego zaufania do tej technologii, która niesie ze sobą ogromny potencjał rozwoju zarówno dla jednostek, jak i całych organizacji.

Rozwój generatywnej sztucznej inteligencji wiąże się z ogromnym wachlarzem zagrożeń – od klasycznego bezpieczeństwa informacji, po kwestie związane z podejmowaniem decyzji na temat finansów, kariery zawodowej, czy nawet zdrowia i życia. W obliczu tej rewolucji cyberbezpieczeństwo jest redefiniowane. Tradycyjne podejście do bezpieczeństwa systemów informatycznych jest niewystarczające. Wdrażanie sztucznej inteligencji wymaga zabezpieczenia integralności i poufności danych wykorzystywanych w procesie trenowania modelu AI. Rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji pozyskiwane od zewnętrznych dostawców generują konieczność budowania mechanizmów zapewniających właściwy poziom zaufania oraz ochronę przed atakami na łańcuchy dostaw. W związku z szeregiem nowych wyzwań Rozporządzenie AI Act to bardzo potrzebna inicjatywa legislacyjna, dzięki której zapewnianie cyberbezpieczeństwa w procesie projektowania i wdrażania rozwiązań AI stanie się obligatoryjne – mówi Michał Kurek, Partner w Dziale Consultingu, Szef Zespołu Cyberbezpieczeństwa w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Co warto wiedzieć o założeniach rozporządzenia o sztucznej inteligencji?

Pierwszy etap wejścia w życie rozporządzenia AI Act nastąpi po upływie 20 dni od publikacji w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej, a w pełni będzie ono obowiązywać 36 miesięcy po opublikowaniu, czyli w pierwszej połowie 2027 roku. Definicja sztucznej inteligencji zawarta w unijnym akcie prawnym obejmuje szeroki zakres technologii i systemów, co w rezultacie znacząco wpłynie na funkcjonowanie firm. Istotne jest, że większość obowiązków jakie nakłada regulacja, będzie musiała być spełniana już w pierwszej połowie 2026 roku. Ograniczenia dotyczące systemów AI o wysokim ryzyku będą obowiązywały już sześć miesięcy po wejściu w życie rozporządzenia, a zasady dotyczące wykorzystywania systemów AI ogólnego przeznaczenia już po 12 miesiącach.

Rozporządzenie opiera się na klasyfikacji ryzyka związanego ze sztuczną inteligencją na następujące poziomy: niedopuszczalne, wysokie, ograniczone i minimalne. Systemy AI o wysokim ryzyku będą mogły być używane, ale podlegać będą surowym ograniczeniom, które dotyczyć będą zarówno użytkowników, jak i dostawców tych systemów. Termin „dostawca” obejmuje podmioty tworzące systemy AI, w tym organizacje, które robią to na własny użytek. Ważne jest zatem zrozumienie, że organizacja może pełnić zarówno rolę użytkownika, jak i dostawcy tych systemów.

Wdrażanie sztucznej inteligencji w przedsiębiorstwach przynosi wymierne korzyści, ale stanowi także wyzwanie, szczególnie w kontekście regulacji prawnych. Implementacja unijnych przepisów dotyczących AI nakłada na firmy obowiązek zapewnienia zgodności z surowymi standardami dotyczącymi etyki i ochrony danych. Konieczność przestrzegania tych regulacji wymaga gruntownej analizy istniejących systemów AI oraz ewentualnych modyfikacji w procesach biznesowych, aby zagwarantować zgodność z nowymi wymogami prawnymi i etycznymi. Przedsiębiorstwa muszą być świadome konsekwencji naruszania przepisów i działać proaktywnie, aby zapobiec ewentualnym nieprawidłowościom i utracie zaufania klientów – mówi Radosław Kowalski, Partner w Dziale Consultingu, Szef Zespołu Data Intelligence Solutions w KPMG w Polsce.

Jak przygotować biznes do zmian?

Wśród kluczowych działań krótkoterminowych organizacje powinny postawić na odpowiednie zarządzanie, polegające na kształtowaniu polityki firmy zgodnie z kategoryzacją ryzyka związanego z AI. Muszą brać pod uwagę, że lista systemów AI o ryzyku sklasyfikowanym jako niedopuszczalne lub wysokie może wydłużać się z biegiem czasu. Istotne jest ciągłe ulepszanie ram zarządzania sztuczną inteligencją przy jednoczesnym stosowaniu przepisów prawa.

Kolejnym niezbędnym działaniem jest rozpoznanie ryzyka związanego z korzystaniem z systemów AI. Organizacje powinny skoncentrować się na ryzyku zarówno wewnętrznym, jak i zewnętrznym. Kluczowa jest klasyfikacja zagrożeń, identyfikacja luk w zakresie bezpieczeństwa cyfrowego oraz działania profilaktyczne w postaci testów systemów AI.

Jeszcze innym działaniem powinno być wdrażanie dobrych praktyk i działań wspierających proces adaptacji systemów AI. Pożądanymi działaniami są: automatyzacja i optymalizacja zarządzania technologią sztucznej inteligencji, prowadzenie rzetelnej dokumentacji i rejestrów działań, szkolenia pracowników oraz przejrzysta komunikacja względem klientów.

Rozporządzenie AI Act jest ważnym krokiem na drodze do regulacji kwestii wprowadzania do obrotu i funkcjonowania systemów sztucznej inteligencji. Pomimo tego, że obowiązki wynikające z rozporządzenia, zgodnie z założeniem, powinny być spełniane od pierwszej połowy 2026 roku, przygotowania do jego wejścia w życie warto zacząć znacznie wcześniej. Dotyczy to w szczególności przedsiębiorstw stosujących rozwiązania AI zaliczane do kategorii systemów wysokiego ryzyka, takich jak zautomatyzowane narzędzia do rekrutacji pracowników, które już teraz są wykorzystywane przez wiele organizacji. W takich przypadkach konieczne będzie wdrożenie szeregu procedur i mechanizmów – oceny ryzyka (dotyczącego przetwarzanych danych osobowych) i wypracowanie właściwej dokumentacji – mówi Magdalena Bęza, Associate Director, radca prawny w KPMG Law.

Kluczowe działania organizacji w perspektywie średnio- i długoterminowej

  • Prognozowanie wpływu nowych regulacji na działalność organizacji. Zachowanie przejrzystości działań i utrzymanie zaufania klientów poprzez współpracę z otoczeniem, w tym prowadzenie otwartego dialogu z innymi podmiotami z branży. Dostosowanie strategii firmy do nowych wymogów prawnych może pomóc w przewidywaniu zmian.
  • Poszerzanie wiedzy na temat etycznego wykorzystywania sztucznej inteligencji. Rekomendowane jest planowanie szkoleń dotyczących AI oraz utworzenie dedykowanego zespołu odpowiedzialnego za zapewnienie zgodności z normami etycznymi i wymogami legislacyjnymi.
  • Wykorzystywanie zaufanych systemów AI już na wczesnych etapach realizacji projektów. Regularny audyt oraz aktualizacje używanej technologii są istotne. Priorytetem powinno być zachowanie zgodności z zasadami etyki, również w procesach wspierania innowacyjnych rozwiązań opartych na AI.

O RAPORCIE:

Raport KPMG „Decoding the EU AI Act: Understanding the AI Act’s impact and how you can respond” przybliża założenia rozporządzenia, które stanowi nowy, globalny standard regulujący obszar sztucznej inteligencji.

Grupa ROBYG z silnymi wynikami za 2023 rok: Przychody 1,8 mld zł, EBIT 460 mln zł i zysk netto 370 mln zł

W 2023 roku Grupa ROBYG zanotowała przychody ze sprzedaży na poziomie 1,8 mld zł, podczas gdy marża brutto ze sprzedaży przekroczyła 460 mln zł. EBIT wyniósł około 460 mln zł, a wynik netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 370 mln zł.

W 2023 roku Grupa ROBYG podpisała 2800 umów przedwstępnych i deweloperskich oraz dodatkowo 680 umów rezerwacyjnych. ROBYG przekazał około 3360 lokali. Łącznie Grupa TAG w Polsce sprzedała 3600 lokali mieszkalnych i komercyjnych, zrealizowała i przekazała 4300 lokali, z czego 3800 lokali zostało przekazanych klientom, a 500 wprowadzono na wynajem. Bank ziemi Grupy obejmuje potencjał budowy około 20.000 lokali w całej Polsce. W 2024 roku ROBYG planuje sprzedaż na poziomie 2300 mieszkań.

Grupa ROBYG znajduje się w bardzo dobrej sytuacji płynnościowej. Pozycja gotówkowa Grupy na zakończenie 2023 roku sięgnęła blisko 560 mln PLN (wliczając środki zgromadzone na rachunkach powierniczych), zaś wskaźnik długu netto do kapitałów był negatywny – czyli na koniec roku Grupa posiadała więcej środków pieniężnych niż zadłużenia finansowego. Tak mocna pozycja gotówkowa pozwala z optymizmem patrzeć na możliwości odnośnie akwizycji nowych działek, jak również powinna przełożyć się na atrakcyjne poziomy kosztów obsługi dla nowych finansowań.

„2023 rok był bardzo dobry dla ROBYG i dla całej Grupy TAG w Polsce. Udało nam się zrealizować założone cele i efektywnie wprowadzać kolejne inwestycje do oferty. Skupialiśmy się na dopasowaniu proponowanych mieszkań do oczekiwań klientów – zwłaszcza pod kątem wymogów technologicznych i środowiskowych. Od wielu lat intensywnie rozbudowujemy swoje osiedla o elementy związane z kwestiami ochrony środowiska, oszczędności energii, poprawy jakości powietrza, etc. Przygotowaliśmy też obszerną ofertę odpowiadającą na rządowe programy wsparcia dotyczące zakupu mieszkań. Zakładamy, że rok 2024 będzie również bardzo satysfakcjonujący. Widzimy ogromną przestrzeń i nadal duży popyt na mieszkania. Największą barierą nadal są zbyt wolne procedury pozwoleniowe – uważam, że to najpilniejszy problem do rozwiązania na poziomie zarówno administracji rządowej, jak i samorządowej. To kluczowa kwestia, która blokuje podaż i zwiększa ceny mieszkań” – wskazał Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG i Vantage.

W 2024 roku planujemy wprowadzić kilka tysięcy nowych lokali do oferty na wszystkich rynkach, na których działamy – czyli w Warszawie, Trójmieście, Wrocławiu, Poznaniu i Łodzi. Intensywnie pracujemy również nad rozbudową naszego banku ziemi – który i tak jest jednym z największych w Polsce – obejmuje potencjał budowy około 20.000 mieszkań. Bardzo ważna jest nasza stabilność finansowa i mocna pozycja gotówkowa – atuty, które ROBYG systematycznie prezentuje od wielu lat. Dzięki temu jesteśmy wiarygodnym partnerem na rynku finansowym i kapitałowym” – powiedział Eyal Keltsh, prezes zarządu ROBYG i Vantage.

ROBYG to ponad 30.000 sprzedanych lokali i ponad 90.000 zadowolonych klientów.

Najważniejsze dane ROBYG:

  2020 2021 2022 2023
Umowy deweloperskie i przedwstępne 2738 4308 2144 3488
Lokale uznane w przychodach 2715 2940 3500 3359
Przychody 1,11 mld zł 1,3 mld zł 1,5 mld zł 1,8 mld zł

39% firm branży dóbr i usług konsumenckich planuje nowe rekrutacje, o zwolnieniach mówi jedynie 4%

Jak pokazują dane rynkowe, organizacje branży dóbr & usług konsumenckich kładą nacisk na rozwój zespołów. Od kwietnia do końca czerwca 39% firm tego sektora chce zatrudniać nowych pracowników, a zmniejszenie liczby etatów przewiduje jedynie 4% organizacji. Lwia część pracodawców, bo aż 57% z nich nie planuje żadnych zmian kadrowych w najbliższych miesiącach. To dane raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany rekrutacyjne na II kwartał tego roku.

Zaprezentowana przez ManpowerGroup analiza wskazuje, że w drugim kwartale 2024 plany rekrutacyjne pracodawców dóbr & usług konsumenckich są optymistyczne – prognoza netto zatrudnienia, będąca barometrem rynku pracy i pokazująca plany firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr, wynosi tutaj bowiem +32%, co jest najwyższym wynikiem spośród wszystkich 8 analizowanych branż. Wskaźnik ten wzrósł aż o 30 punktów procentowych rok do roku, a także o 7 punktów procentowych względem I kwartału 2024 roku.

– Po spowolnieniu gospodarczym, z którym borykaliśmy się w minionym roku, według prognoz, w polskiej gospodarce nastąpi odbicie. Polski Instytut Ekonomiczny, przewiduje, że najmocniejszy będzie tutaj II kwartał, w którym PKB powiększy się o ok. 3% rok do roku – mówi Anna Tietianiec, ekspertka rynku pracy i business manager w Manpower i dodaje, że głównym motorem wzrostu ma być konsumpcja prywatna, która wpłynie również na rynku pracy. – Prognoza netto zatrudnienia w sektorze dobra i usług konsumpcyjnych na czas od kwietnia do końca czerwca jest efektem pozytywnych nastrojów konsumentów, napędzanego m.in. wzrostem płacy minimalnej, waloryzacją świadczenia 500+, rosnących wynagrodzeń, a także spadającej inflacji. Dodatkowym aspektem wpływającym na tak optymistyczne prognozy pracodawców w tym sektorze jest jego sezonowość – dodaje ekspertka.

Zdaniem Anny Tietianiec w sektorze dóbr i usług konsumpcyjnych, widoczny będzie wzrost zapotrzebowania na stanowiska sprzedażowe, związane z obsługa klienta oraz logistyczne. – Dla wielu branż, takich jak gastronomia, hotele, kurorty rozpocznie się sezon, a wraz z nim zapotrzebowanie na pracowników takich jak kelnerzy czy kucharze. Poza doświadczeniem oraz twardymi kompetencjami, pracodawcy coraz częściej zwracają uwagę na kompetencje miękkie, takie jak poczucie odpowiedzialności, rzetelność, umiejętność komunikacji, współpracy i pracy zespołowej – podsumowuje.

Raport ManpowerGroup prezentuje także dane odnoszące się do planów rekrutacyjnych organizacji w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA). Dane pokazują, że pracodawcy branży nauk dóbr & usług konsumenckich tego obszaru patrzą na II kwartał tego roku z większym sceptycyzmem, niż przedsiębiorstwa z Polski. Prognoza netto zatrudnienia w tym sektorze dla regionu EMEA na kwietnia do końca czerwca wyniosła bowiem +14%. Wzmożone działanie rekrutacyjne planuje 36% organizacji, 19% liczy się z koniecznością redukcji etatów, a 4% organizacji nie zna planów rekrutacyjnych na nadchodzące miesiące. 41% pracodawców branży nauk dóbr & usług konsumenckich EMEA chce pozostawić zatrudnienie na niezmienionym poziomie.

Polakom podoba się walka wśród dyskontów. Ponad 55 proc. chce jej zaostrzenia

Ponad 55% Polaków oczekuje zaostrzonej walki cenowej pomiędzy dyskontami, żeby zrobić tańsze zakupy wielkanocne. Tak wynika z najnowszego badania. Na zaostrzoną rywalizację między sklepami najbardziej liczą Polacy w wieku 45-55 lat oraz 35-44 lat. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy miesięcznie zarabiają na rękę poniżej 1000 zł, 1000-2999 zł, ale także 5000-6999 zł. Natomiast nieco ponad 22% badanych nie czeka na taką wojnę. Eksperci wyjaśniają, że ww. działania dyskontów przynoszą konsumentom tylko pozorne oraz krótkotrwałe korzyści. I dodają, że sklepy będą chciały sobie odbić straty, wynikające z oferowanych promocji. W niektórych przypadkach już teraz to się dzieje na rynku.

Jak wykazało badanie UCE RESEARCH i Grupy Offerista, przeprowadzone w marcu br. wśród ponad tysiąca dorosłych osób, Polacy oczekują zaostrzonej walki cenowej pomiędzy dyskontami (np. Biedronką a Lidlem). W sumie dotyczy to 55,5% rodaków. Wśród nich 28,3% raczej ma taką nadzieję, a 27,2% zdecydowanie się na to nastawia. Z kolei 22,1% społeczeństwa nie czeka na ww. scenariusz. W tej grupie 14,5% raczej nie spodziewa się wojny sklepów na ceny, a 7,6% absolutnie na nią nie liczy. Ponadto 14,2% Polaków nie ma wyrobionej opinii w tym zakresie, a 8,2% w ogóle to nie obchodzi.

– Konsumenci w Polsce oczekują lepszych cen, walki sklepów i to jest naturalny proces rynkowy. Wychodzą też z założenia, że sieci handlowe bardziej powinny się bić między sobą o ich uwagę – mówi Robert Biegaj, ekspert rynku retailowego z Grupy Offerista. – Polacy wciąż żyją w cieniu oszczędności, nawet pomimo tego, że inflacja mocno wyhamowała. Chcą, a nie niektórzy dalej muszą, ostrożnie wydawać pieniądze – dodaje ekspert.

Z badania również wynika, że zwolennicy zaostrzenia wojny cenowej wśród dyskontów najczęściej są w wieku 35-55 lat. Przeważnie zarabiają miesięcznie netto mniej niż 1000 zł lub generują przychód w przedziale 1000-2999 zł bądź 5000-6999 zł. Głównie mieszkają w miastach liczących co najmniej 500 tys. ludności albo 100-199 tys. osób.

– Te przedziały wiekowe i dochodowe oraz średnie i duże miasta idealnie odpowiadają strukturze odbiorców ofert promocyjnych dyskontów. Takie zakupy nie wymagają wielogodzinnych wypraw, jak do hipermarketu. I nie ma tam zawyżania cen, jak w tradycyjnych małych sklepikach – stwierdza dr Andrzej Maria Faliński, ekspert ze Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego. – W dyskontach jest zakupowy potencjał dla rodzin, zarówno jeśli chodzi o ceny, ale też inne koszty, w tym m.in. paliwo czy czas poświęcany zakupom – zauważa dr Faliński.

Według eksperta ze Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, wysoki udział zwolenników zaostrzenia wojny cenowej w większych i średnich miastach jest efektem tego, że mieszka tam najwięcej osób mających średnie i nieco niższe dochody. To czyni je szczególnie zainteresowanymi poszukiwaniem ofert promocyjnych. Siłą rzeczy często wybierają zakupy właśnie w dyskontach. I nic nie wskazuje na to, by ci klienci mieli te zwyczaje zmienić w najbliższym czasie.

– Polski konsument stał się ultra-smart shopperem. Coraz roztropniej wydaje kurczące się zasoby na artykuły spożywcze i chemię gospodarczą. Korzysta z możliwości, jakie daje technologia oraz dyrektywa Omnibus. Do tego uważnie analizuje ceny na półce i na paragonie – komentuje Michał Sadecki, prezes MSL Consulting. – Prawdopodobnie był to mocny argument do uruchomienia SMS-owej kampanii Biedronki, stanowiącej reklamę porównawczą. Mimo pojawiających się na jej temat negatywnych ocen, wydaje się, że była dobrze przemyślana i odpowiedziała na potrzeby klienta – ocenia Michał Sadecki.

Wojna sieci dyskontowych, prowadzona głównie między Biedronką i Lidlem, podoba się konsumentom z wielu powodów. Przede wszystkim liczą oni, ile pieniędzy wydają obecnie na zakupy. Chodzi także o spodziewane okazje cenowe podczas zakupów na zbliżające się zakupy wielkanocne. Z perspektywy rynku tak ostra walka na promocje i inne okazje między dużymi sieciami handlowymi nie jest jednak uważana za zbyt pozytywne zjawisko.

– Z punktu widzenia naszych przedsiębiorców, wojna cenowa pomiędzy dyskontami w obecnej formie budzi bardzo poważne zastrzeżenia w kontekście zgodności z ustawą o ochronie konkurencji i konsumentów. Jej kontynuowanie w tej formie może prowadzić do trwałych i bardzo negatywnych zmian na rynku, zarówno dla handlu, jak i dla producentów. Konsekwencją tego może być trwałe osłabienie pozycji małych i średnich firm. Długofalowo grozi to pogorszeniem możliwości zakupowych konsumentów – alarmuje Maciej Ptaszyński, prezes Polskiej Izby Handlu (PIH).

Zdaniem Roberta Biegaja z Grupy Offerista, osoby nieoczekujące zaostrzenia wojny cenowej prawdopodobnie nie za bardzo szukają w sklepach promocji. – Są to głównie konsumenci, którzy osiągają miesięczne zarobki powyżej średniej krajowej. Według badania, przede wszystkim najmłodsi dorośli nie liczą na walkę między sklepami. Takie osoby rzadko robią duże, rodzinne zakupy – zwraca uwagę Robert Biegaj.

Eksperci przewidują, że wojna cenowa miedzy dyskontami będzie jeszcze trwała, choć trudno jednoznacznie wskazać, jak dalej się ona potoczy. Przeważa opinia, że za obecne promocje konsumenci prędzej czy później będą musieli zapłacić – choćby wyższymi cenami innych produktów niż te kupowane obecnie po rabatach. W niektórych przypadkach już to się dzieje.

– Walka będzie się zaostrzać. Z czasem może przybrać nowe oblicze, bo zwyczajnie wyczerpnie się obecna formuła. Klienci nie będą na to tak mocno zwracać uwagi, jak obecnie – przewiduje Robert Biegaj. – Jednak działania będą kontynuowane, tylko w innej formie, może nawet jeszcze ostrzejszej, niż teraz to obserwujemy – prognozuje ekspert z Grupy Offerista.

W efekcie konsumenci mogą zacząć na dobre gubić się, gdzie faktycznie jest tanio i co jest okazją, a co nie. Atakujące ich z każdej strony komunikaty o super ofertach i okazjach w końcu zaczną być obojętne lub zwyczajnie niezauważalne. Klienci sklepów zaczną się przed tym sami bronić, uznając, że kierowany do nich przekaz, choćby reklamowy, nie jest do końca wiarygodny.

– W krótkim okresie konsument będzie dokonywał zakupów nieco taniej. Wojna cenowa zniweluje odrobinę wpływ inflacji oraz odmrożonych przez rząd stawek VAT na produkty pierwszej potrzeby, m.in. mięso czy nabiał – zapowiada prezes MSL Consulting. – W długim okresie sieci mogą odnotować nieco niższą rentowność, a niektóre będą musiały nawet wypaść z rynku. W wyniku tego zmniejszy się konkurencyjność sektora spożywczego i ostatecznie konsument poniesie koszty wojny cenowej – ostrzega Michał Sadecki.

Z kolei dr Andrzej Maria Faliński uważa, że wojna cenowa przybiera coraz bardziej kuriozalne formy, jak oferowanie 0,5 l wódki za 10 zł. – W takiej sytuacji do akcji wkracza UOKiK, a nawet prokuratura, jak informują media. W dłuższym okresie rynek się zawęża, zagrożona jest jakość, klient i producent tracą zaufanie do handlowca. Następuje nadmiarowa ucieczka w eksport i dumping ofert cenowych – podsumowuje ekspert Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Wielkanocne zakupy Polaków 2024: cena, jakość, tradycja

Według najnowszego raportu Grupy BLIX, w tym roku 81,2% konsumentów odpowiedzialnych za domowe zakupy nabędzie art. spożywcze na święta w promocjach. W stosunku do ub.r. nastąpił spadek o 0,3 p.p. Tym razem 5,5% ankietowanych kupi produkty na Wielkanoc w regularnych cenach. To z kolei o 0,3 p.p. więcej niż poprzednio. Do tego widać, że 38,9% konsumentów postawi na wypróbowane produkty oraz nowości, czyli nieco więcej osób niż rok wcześniej. Największy wpływ na decyzję o zakupie danych towarów wciąż będzie miała cena – 58,3%. Jednak jej znaczenie mocno spadło od zeszłego roku, tj. o 15,8 p.p. W następnej kolejności liczyć się będzie m.in. promocja i jakość.

Jak wynika z cyklicznego raportu pt. „Świąteczne zakupy Polaków 2024”, autorstwa Grupy BLIX, w tym roku 81,2% konsumentów odpowiedzialnych za domowe zakupy nabędzie art. spożywcze na święta w promocjach (w ub.r. – 81,5%). Dla 7,3% shopperów nie ma to znaczenia (poprzednio – 7%). 5,6% klientów sklepów jest niezdecydowanych (rok wcześniej – 6,3%). Tylko 5,5% ankietowanych kupi produkty na Wielkanoc w regularnych cenach (5,2%), a 0,4% będzie negocjować na targowiskach lub bazarach (0%).

– Wyniki badania pokazują, że promocje nadal odgrywają kluczową rolę w decyzjach zakupowych Polaków. To jest wyraźnym odzwierciedleniem poszukiwania przez konsumentów najlepszego stosunku wartości do ceny. W obliczu zeszłorocznych podwyżek cen i obecnej niepewności ekonomicznej, rabaty są atrakcyjną opcją, pozwalającą na ograniczenie wydatków. Ułatwiają pilnowanie planowanego budżetu, szczególnie w kosztownym okresie przedświątecznym. Z tego też wynika stabilna popularność promocji. Nieznaczny spadek wskazań może sugerować, że inne czynniki niż cena zaczynają mieć większe znaczenie – mówi Marcin Lenkiewicz, jeden ze współautorów badania z Grupy BLIX.

Z kolei dr Krzysztof Łuczak, drugi współautor badania z Grupy BLIX, zwraca uwagę na niewielki wzrost procentowy osób, które będą kupować w cenach regularnych. Jest on zaskakujący w kontekście ww. podwyżek cen. Natomiast można go zrozumieć, analizując dwa aspekty. – Po pierwsze, część konsumentów mogła przyzwyczaić się do wyższych cen i uznać je za nową normę, co zmniejsza skłonność do poszukiwania promocji. Po drugie, klienci, którzy decydują się na zakup produktów w regularnych cenach, mogą to robić z takich powodów, jak lojalność wobec określonych marek, wyższe wymagania dotyczące jakości produktów czy też unikanie konieczności śledzenia promocji i dostosowywania do nich swoich planów zakupowych – wyjaśnia dr Łuczak.

Badanie też wykazało, że 38,9% ankietowanych kupi wypróbowane produkty oraz nowości (poprzednio – 35,8%). 25,3% respondentów postawi na sprawdzone marki (rok temu – 25,3%). 16,2% uczestników sondażu jest otwartych na nowości – (w zeszłym roku – 18,9%). 10,1% badanych nastawia się na marki własne sieci handlowych (10,4%). Dla 6,3% konsumentów nie ma to znaczenia (wcześniej – 5,2%), a 3,2% shopperów jest niezdecydowanych (4,4%).

– Zwiększenie odsetka osób stawiających na sprawdzone artykuły oraz nowości może wynikać z rosnącej potrzeby stabilności i zaufania do znanych produktów. Jednocześnie mówi to o otwartości na niedostępne wcześniej opcje, które mogą wprowadzić świeżość do świątecznych tradycji. Możliwe, że ww. wzrost jest efektem zwiększonej dostępności informacji o nowych produktach poprzez media cyfrowe i social media. To z reguły ułatwia konsumentom podejmowanie decyzji o ich wypróbowaniu – stwierdza dr Łuczak.

Zdaniem Marcina Lenkiewicza, niezmienna popularność sprawdzonych marek pokazuje, że święta nie są zazwyczaj czasem na eksperymenty zakupowe. – Polacy wolą polegać na produktach, które już znają i preferują. To nie jest zaskakujące, gdyż Wielkanoc to okres, kiedy wielu konsumentów stawia na tradycję i pewność, że ich starannie przygotowane potrawy i desery będą smakować tak, jak się tego oczekuje – podkreśla ekspert.

Ankietowani wskazali też, co w tym roku najbardziej wpłynie na ich decyzję o wyborze danych produktów spożywczych podczas świątecznych zakupów. Przede wszystkim będzie to cena – 58,3% (rok temu – 74,1%).

– Mniej osób niż rok temu wskazuje cenę jako główny czynnik wpływający na wybór produktów spożywczych podczas świątecznych zakupów. Spadek jest znaczący. Nie można jednak jednoznacznie stwierdzić, że jest to efekt słabnącej inflacji, bez dokładnych danych ekonomicznych potwierdzających tę tendencję. W rzeczywistości, wiele innych czynników mogło wpłynąć na ten trend. Po pierwsze, długotrwałe okresy inflacji mogą prowadzić do tzw. inflacyjnej bezczynności. Oznacza ona, że oczekiwania inflacyjne stabilizują się na wyższym poziomie i cena przestaje być głównym kryterium wyboru. Po drugie, konsumenci zaczynają kłaść większy nacisk na inne wartości, takie jak jakość, pochodzenie produktów czy aspekty zdrowotne i ekologiczne – analizuje Marcin Lenkiewicz.

Na wybór konkretnych produktów spożywczych podczas świątecznych zakupów wpłyną też takie kwestie, jak promocja – 48,7% (rok wcześniej – 48,4%), jakość – 41,2% (53,3%), własne doświadczenie – 33,2% (29,7%), dostępność – 24% (18,4%), a także bliskość miejsca zakupu – 16,3% (11,5%). – W kontekście ciągłego parcia na oszczędności, promocje mogą być postrzegane jako sposób na uzyskanie dobrego gatunkowo towaru w najniższej możliwie cenie. Zmniejszenie znaczenia jakości w porównaniu z poprzednim rokiem niekoniecznie oznacza, że konsumenci uważają ją za mniej ważną – tłumaczy dr Krzysztof Łuczak.

Natomiast Marcin Lenkiewicz twierdzi, że skłonność do szukania oszczędności przez promocje może być wynikiem nie tylko presji ekonomicznej, ale również coraz większego nacisku na świadome zarządzanie domowym budżetem. Ponadto, w obliczu dużej dostępności informacji o promocjach, za pośrednictwem różnych kanałów, łatwiej jest konsumentom porównywać oferty i wybierać te najkorzystniejsze.

– Widać też, że dostępność i bliskość miejsca zakupu zyskały na znaczeniu. To może odzwierciedlać chęć ograniczenia czasu poświęcanego na zakupy lub być wynikiem optymalizacji logistyki zakupowej i życia w szybszym tempie – podsumowuje dr Krzysztof Łuczak.

Badanie zostało przeprowadzone metodą wywiadów internetowych przez Grupę BLIX na próbie 1294 aktywnych konsumentów, którzy we własnych gospodarstwach domowych są odpowiedzialni za realizację zakupów.

Sfinks z 2,7 mln zł zysku netto w IV kw. 2023 r.

Sfinks Polska, spółka zarządzająca sieciami SPHINX, Chłopskie Jadło, The Burgers i Piwiarnia, w IV kwartale 2003 r. wypracowała przychody ze sprzedaży na poziomie 24,2 mln zł, zysk brutto na sprzedaży w wysokości 7,2 mln zł i zysk netto o wartości 2,7 mln zł – wynika ze wstępnych wyników finansowych opublikowanych przez spółkę. Oznacza to, że w całym 2023 roku Sfinks wygenerował na poziomie jednostkowym 98,1 mln zł przychodów ze sprzedaży przy zysku brutto na sprzedaży w wysokości 28,3 mln zł. Wg wstępnych danych spółka w całym 2023 zanotowała wynik netto o wartości -0,7 mln zł.

– Na naszą sytuację korzystnie wpływają aktualne trendy makroekonomiczne. Umocnienie się złotego  w ostatnim kwartale w stosunku do końca III kw. 2023 r. spowodowało istotne zmiany w wycenie naszych zobowiązań i należności z umów najmu, co w rezultacie kontrybuowało do wyniku netto w kwocie 1,9 mln zł. Mamy nadzieję, że jest to dobry prognostyk i po okresie wielu trudnych lat dla gastronomii kolejne miesiące i lata zapewnią bardziej stabilne warunki, w których będziemy mogli realizować zaplanowaną ścieżkę rozwoju. Wstępne wyniki za IV kwartał 2023 roku zawierają również dodatni wpływ zmiany warunków najmu części lokali i podnajęcie ich franczyzobiorcom w kwocie 2,4 mln zł – komentuje Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska. – Wstępne dane potwierdzają, że systematyczna praca nad porządkowaniem naszych sieci i przekształceniem kolejnych lokali na model franczyzowy przekłada się pozytywnie na nasze wyniki. To ważny element naszej strategii rozwoju, przyjętej jesienią ubiegłego roku, którą zamierzamy konsekwentnie realizować – dodaje prezes Sfinksa.

Zaprezentowane wyniki są wynikami wstępnymi i będą podlegały badaniu przez firmę audytorską.

Nowy zarząd spółki Agora Książka i Muzyka

Zarząd Agory podjął decyzję o składzie zarządu spółki Agora Książka i Muzyka, która od 1 kwietnia br. przejmie odpowiedzialność za działalność wydawniczą Agory. W zarządzie spółki znajdą się Robert Kijak, Małgorzata Skowrońska i Beata Gutowska. Wskazany został również przyszły zarząd spółki Czerska 8/10, która będzie zarządzać kwestiami administracyjnymi Agory.

Agora Książka i Muzyka Sp. z o.o. została zarejestrowana 22 sierpnia 2023 r., a od 1 kwietnia br. przejmie odpowiedzialność za Wydawnictwo Agora wraz z jego markami wydawniczymi, wytwórnię Agora Muzyka, dystrybucję muzyczną w ramach Agora Digital Music, a także księgarnie internetowe Publio.pl i Kulturalnysklep.pl.

Do zarządu Agora Książka i Muzyka Sp. z o.o. powołane zostaną trzy osoby: Robert Kijak, odpowiedzialny za wytwórnię Agora Muzyka i za działalność dystrybucyjną w ramach Agora Digital Music, Małgorzata Skowrońska, odpowiedzialna za książkowe Wydawnictwo Agora, oraz Beata Gutowska, odpowiedzialna za zarządzanie księgarnią internetową Publio.pl.

Jednocześnie, zarząd Agory podjął również decyzję o składzie przyszłego zarządu ostatniej z czterech wydzielanych spółek – spółki Czerska 8/10, która będzie odpowiedzialna za zarządzanie główną siedzibą Grupy Agora w Warszawie, usługami administracyjnymi na rzecz spółek w Grupie Agora oraz gastronomią w budynku przy Czerskiej 8/10, czyli stołówką i kawiarnią. W zarządzie spółki znajdą się Marcin Tkaczyk, dyrektor administracji Agory oraz Kamil Pałyska, zastępca dyrektora ds. kontrolingu strategicznego w Grupie Agora.

Robert Kijak pracuje w Agorze od 1990 r. Od 2005 r. odpowiada za projekty wydawnicze – zarówno książkowe, jak i muzyczne. Jest współtwórcą Wydawnictwa Agora, a także wydawcą kilkuset albumów muzycznych. Współtworzył Olsztyn Green Festival, był producentem Najmniejszych Koncertów Świata Radia Roxy i pomysłodawcą wielu projektów wydawniczych. Od 2013 r. kieruje firmą NEXT FILM należącą do Grupy Agora, która zajmuje się dystrybucją i produkcją filmową. Od kwietnia 2023 r. jest Wiceprzewodniczącym Zarządu Związku Producentów Audio Video. Członek Akademii Fonograficznej. Odznaczony przez Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego Złotym Krzyżem Zasługi (za wkład w kulturę RP) oraz Ministra Kultury RP brązowym medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

Małgorzata Skowrońska jest współtwórczynią książkowego Wydawnictwa Agora i jedną z osób stojących za sukcesem serii “Biblioteka Gazety Wyborczej”, w ramach której ukazało się ponad 60 kolekcji, wśród nich dzieła m.in. Ryszarda Kapuścińskiego, Stanisława Lema i Tadeusza Konwickiego oraz pionierska seria audiobooków “Mistrzowie słowa”. Pracę w Agorze rozpoczynała w 1998 r. w zielonogórsko-gorzowskim oddziale “Gazety Wyborczej”, gdzie była odpowiedzialna za promocję, a w 2003 r. awansowała na kierownika promocji stołecznego wydania „Wyborczej”. Od 2019 r. jako dyrektorka zarządzająca odpowiada za rozwój i strategię Wydawnictwa Agora. Jest członkinią Rady Polskiej Izby Książki (PIK) i członkinią Zarządu SAiW Copywrite Polska. Reprezentuje Agorę w Radzie Fundacji Powszechnego Czytania.

Beata Gutowska od 2014 r. jest dyrektorką zarządzającą księgarnią internetową Publio.pl. Wcześniej pracowała w Grupie PWN, gdzie była dyrektorką zarządzającą w pionie publikacji referencyjnych i specjalnych oraz dyrektorką wydawniczą ds. projektów specjalnych. Przedtem zarządzała działem książek w G+J RBA, była zastępczynią dyrektora wydawniczego miesięcznika „National Geographic” oraz szefową fotoserwisu i asystentką wydawcy w koncernie prasowym Gruner + Jahr Polska. Reprezentuje Agorę w zarządzie Stowarzyszenia Czytam i Słucham Legalnie.

Realizuje się również jako wykładowczyni, dzieląc się swoją wiedzą ze studentami Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii UW.

Marcin Skrzypczak awansował w globalnych strukturach Iron Mountain. Odpowiada za region Poland & Nordics

Marcin Skrzypczak to kolejny ekspert Iron Mountain z Polski, który został wyróżniony awansem w globalnych strukturach organizacji. Dotychczasowy Operations Director odpowiedzialny za polski rynek, z początkiem 2024 r. przejął zarządzanie operacjami również w Finlandii, Szwecji, Danii i Norwegii. Jest związany z firmą od blisko 10 lat.

Marcin Skrzypczak dołączył do Iron Mountain w 2015 r., obejmując wówczas stanowisko Branch Operations Managera. W ciągu niespełna 10 minionych lat konsekwentnie piął się po kolejnych szczeblach w wewnętrznych strukturach Działu Operacji. Przez ostatnie 2 lata piastował funkcję Operations Directora na polskim rynku. Od 1 stycznia br. zakres jego odpowiedzialności został rozszerzony o region Nordics, czyli Finlandię, Szwecję, Danię i Norwegię.

To dla mnie ogromny zaszczyt, że mogę rozwijać się w strukturach międzynarodowej organizacji, a tym samym mieć coraz większy wpływ na jej operacje. Obecnie kieruję obszarem Core Service, który obejmuje kluczowe usługi, takie jak transport, składowanie i obsługa dokumentacji, niszczenie, prace archiwistyczne, cyfrowe kancelarie pocztowe, czyli tzw. digital mailroom, oraz digitalizacja danych. Liczby udowadniają, że skala zasługuje na wyróżnienie. Aktualnie zatrudniamy w regionie 600 pracowników na pełny etat, obsługujących klientów w 6 językach, w 22 lokalizacjach. Powierzchnia zarządzanych obiektów magazynowych wynosi ponad 420 tys. m3, a nasza flota liczy 45 samochodów. Rocznie pokonuje ona około 2 milionów km, z czego aż 30% to podróże w pełni elektrycznymi pojazdami. Dzięki temu nasza firma generuje o 90 ton mniej dwutlenku węgla rocznie, co jest równoważne z zasadzeniem 15 tysięcy drzew. Jestem niezmiernie dumny z tego, co udało nam się osiągnąć dotychczas, i nie mogę się doczekać dalszej współpracy z zespołem, aby kontynuować naszą misję polegającą na uwalnianiu potencjału pracy klientów i wspieraniu ich w zrównoważonym rozwoju poprzez rozwiązania technologiczne – mówi Marcin Skrzypczak, Operations Director – Poland & Nordics w Iron Mountain Polska.

Marcin Skrzypczak jest absolwentem socjologii na Uniwersytecie Wrocławskim, a także studiów Executive MBA organizowanych przez Politechnikę Wrocławska. Posiada wieloletnie doświadczenie we współpracy z kluczowymi klientami z sektorów: finansowego, energetycznego, publicznego i przemysłowego.