Prawie 2/3 polskich firm tnie koszty działalności, ale tylko 7 proc. planuje redukcję zatrudnienia

84 proc. przedsiębiorstw utrzymało dotychczasowy poziom zatrudnienia, nie dokonując zmian kadrowych podczas wakacji. Ciekawe, że obecnie więcej firm planuje dać pracownikom podwyżki niż obniżki wynagrodzeń – odpowiednio 7 i 6 proc. A jeszcze na początku kwietnia aż połowa firm planowała cięcia pensji. Jak wynika z IX fali badania kondycji firm i nastrojów pracowników przeprowadzonego pod koniec sierpnia 2020 r. przez Polski Fundusz Rozwoju i Polski Instytut Ekonomiczny, przedsiębiorstwa dostosowują się do nowej sytuacji, ograniczając koszty działalności i dokonując ekspansji na nowe rynki. Dla blisko ¼ firm (23 proc.) ważnym elementem strategii jest także wdrażanie systemów do pracy zdalnej.

Na koniec sierpnia udział firm planujących redukcję zatrudnienia wzrósł o 1 pp. w porównaniu do końca lipca, a planujących zwiększenie zatrudnienia zmalał o 2 pp. i wynosił odpowiednio 7 proc. i 11 proc. Wśród dużych przedsiębiorstw zmalał odsetek firm planujących wzrost zatrudnienia (-8 pp.) i równocześnie odsetek mających w planach zmniejszenie zatrudnienia (-6 pp.). O 4 pp. wzrósł za to odsetek firm handlowych planujących zwiększenie zatrudnienia.

W porównaniu do początku kwietnia widać, że udział firm planujących utrzymanie zatrudnienia zwiększył się z 62 proc. do 79 proc. na koniec sierpnia (+17 pp.). Jednocześnie odsetek firm planujących zwiększenie zatrudnienia wzrósł o 9 pp., a odsetek planujących zmniejszenie zatrudnienia zmalał o 21 pp.

Tyle o planach, pytanie, jak wyglądała ich realizacja? W lipcu i sierpniu 84 proc. przedsiębiorców nie dokonało żadnych zmian kadrowych. 6 proc. firm zmniejszyło liczbę zatrudnionych, a 9 proc. zwiększyło liczbę pracowników. Zwiększenie zatrudnienia najczęściej występowało w firmach małych (14 proc.). W parze z deklaracjami firm idą spokojne nastroje pracowników. Łącznie 76 proc. ocenia, że utrata pracy w najbliższych trzech miesiącach jest zdecydowanie lub raczej nieprawdopodobna.planowane zwolnienia pracowników

W porównaniu do wyników V fali badania z końca maja odsetek firm, które utrzymały dotychczasowe wynagrodzenia, wzrósł o 7 pp. do 88 proc., a odsetek firm, które obniżyły wynagrodzenia zmalał o 8 pp. do 6 proc. Odsetek firm dokonujących redukcji wynagrodzeń spadł z poziomu 18 proc. na koniec kwietnia do 6 proc. na koniec sierpnia.

W okresie wakacyjnym na rynku pracy przeważały strategie przewidujące status quo pod względem wynagrodzeń i stanu zatrudnienia lub poprawy obu tych wskaźników. Oznacza to, że w sezon jesienno-zimowy, pomimo utrzymującego się zagrożenia epidemiologicznego, polskie firmy wchodzą z większym optymizmem niż jeszcze pół roku temu. Oznaką tego jest przywracanie części pracowników do pełnego wymiaru czasu pracy. Od końca czerwca o 8 pp. spadł odsetek osób, które pracują w niepełnym wymiarze godzinowym, co przekłada się na rosnące poziomy zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. Co więcej, obecnie jedynie co ósmy pracownik obawia się utraty zatrudnienia. To pokazuje, że pomimo pojawienia się w naszym kraju pierwszej od trzech dekad recesji, Polacy nie przeczuwają ryzyka bezrobocia, a co za tym idzie nie ograniczają w znaczący sposób swoich planów konsumpcyjnych – dodaje Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Wdrażanie systemów pracy zdalnej jest elementem strategii dla 23 proc. podmiotów. Ich wprowadzenie stanowi priorytet w ciągu najbliższych 12 miesięcy dla 38 proc. dużych firm oraz 17 proc. mikrofirm.

Pandemia zmusza firmy do cięcia kosztów działalności

Przebadane firmy najczęściej dostosowują się do sytuacji wywołanej pandemią, zmniejszając koszty swojej działalności. Łącznie 63 proc. przedsiębiorstw deklaruje takie działania jako element swojej strategii. Do innych należą wprowadzanie nowych produktów/usług i ekspansja na nowe rynki (52 proc.), a także wykorzystywanie wielokanałowej sprzedaży (40 proc.).

Pandemia wpłynęła na spadek udziału firm, które korzystają z niektórych zewnętrznych form finansowania. Pod koniec sierpnia 35 proc. ankietowanych przedsiębiorstw deklarowało korzystanie z kredytu bankowego. To wciąż czyni go najczęściej wykorzystywaną formą finansowania zewnętrznego (poza leasingiem), mimo że przed pandemią korzystało z niego 41 proc. firm. Mniejszą popularnością cieszy się także kredyt kupiecki (z 21 proc. przed pandemią do 17 proc. obecnie) oraz usługi factoringowe (z 11 proc. do 8 proc.).

wykorzystanie instrumentów finansowychCoraz więcej firm pozytywnie ocenia swoją płynność finansową

12 proc. przebadanych przedsiębiorstw odnotowało wzrost sprzedaży pod koniec sierpnia względem końca lipca. To wzrost o 6 pp. od początku kwietnia. Blisko połowa (47 proc.) przedsiębiorstw utrzymała sprzedaż na niezmienionym poziomie – to o 13 pp.  więcej niż w pierwszej fali badania z początku kwietnia.

Prawie 2/3 przebadanych firm (64 proc.) ocenia swoją płynność finansową jako dostateczną, by przetrwać okres powyżej 3 miesięcy. To wzrost o 25 pp. w porównaniu do połowy kwietnia, kiedy taki stan deklarowało 39 proc. przedsiębiorstw w Polsce. Brak płynności finansowej dziś deklaruje jedynie 3 proc. firm – o 8 pp. mniej niż w połowie kwietnia.

ocena płynności finansowejPo zauważalnym spadku pod koniec lipca, kondycja finansowa polskich firm wraca do trendu wzrostowego, przynajmniej w ich odczuciach. Od końca kwietnia do końca lipca obserwowaliśmy coraz więcej firm z nowymi zamówieniami. Szczególnie dobrze mają się duże przedsiębiorstwa. To właśnie w tej grupie jest coraz mniej tych, którym nadal spada liczba nowych zamówień. Jednak w najnowszej fali badania tylko 10 proc. wszystkich przedsiębiorstw notuje wzrost zamówień, połowa utrzymuje stałą ich liczbę, a 1/3 odnotowuje spadek liczby nowych zamówień – mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Jakie zegarki Vostok będą najlepsze dla biznesmena?

Zegarek to nie tylko modny dodatek do stroju, ale także praktyczny gadżet. Za jego pomocą można wyrazić swój własny styl oraz podkreślić status społeczny. Czasomierze szczególną popularnością cieszą się wśród biznesmenów oraz mężczyzn na wysokich stanowiskach. W tej kategorii wiele do zaoferowania ma marka Vostok Europe. Którym model będzie najlepszy?

Zegarki Vostok Europe dla mężczyzn z klasą

W kolekcji tej marki przeważają sportowe modele o eleganckim wykończeniu. Zegarki męskie Vostok wyróżniają się starannym wykończeniem detali oraz niezawodnością i funkcjonalnością. Są więc idealnym wyborem dla biznesmenów, którzy potrzebują urządzenia do precyzyjnego odmierzania czasu oraz kontrolowania daty. Ponadto zegarki Vostok należą do kategorii premium, dlatego są odpowiednim gadżetem dla ludzi sukcesu.

Które sklepy oferują zegarki Vostok?

Na rynku funkcjonuje wiele sklepów internetowych, które zajmują się sprzedażą luksusowych zegarków Vostok Europe, a wśród nich godną polecenia firmą jest ZegarkiCentrum – https://zegarkicentrum.pl/zegarki-vostokeurope/. Znajdziesz tam zarówno najnowszą kolekcję marki, jak i kultowe modele Vostok Europe. Ponadto skorzystasz z profesjonalnej obsługi oraz atrakcyjnych promocji i obniżek cen. Asortyment obejmuje zegarki automatyczne Vostok oraz te z mechanizmem kwarcowym. Które modele będą najlepsze dla biznesmena?

Luksusowy zegarek męski Vostok

Zegarek męski Vostok
Zegarek męski Vostok

To propozycja, która idealnie sprawdzi się jako gadżet dla biznesmenów. Zegarek wykonany jest ze stali szlachetnej w kolorze różowego złota i charakteryzuje się luksusowym wyglądem. Model ten wyposażony jest w przydatne funkcje, takie jak tachymetr, datownik i chronograf. Masywna bransoleta oraz elegancki design, będzie idealnym dopełnieniem koszuli i garnituru. Prezentowany zegarek męski Vostok wyposażony został w mechanizm kwarcowy, co gwarantuje jego niezawodność oraz precyzyjne odmierzanie czasu.

Nowoczesny zegarek automatyczny Vostok

Zegarek automatyczny Vostok
Zegarek automatyczny Vostok

Kolejnym modelem, który zasługuje na uwagę, jest ten nowoczesny zegarek Vostok. Przyciąga wzrok swoim wyjątkowym designem oraz umiejętnym połączeniem eleganckiego i sportowego stylu. Pasek do zegarka Vostok został wykonany ze skóry naturalnej, która jest nie tylko wygodna, ale także trwała. W modelu tym do dyspozycji jest datownik, stoper oraz tachymetr. Cechą charakterystyczną jest zastosowanie mechanizmu automatycznego oraz szkła mineralnego, o podwyższonym stopniu odporności na zarysowania.

Klasyczny zegarek Vostok Europe

Zegarek Vostok Europe
Zegarek Vostok Europe

Niektórzy mężczyźni cenią sobie klasyczne dodatki i proste wzornictwo. W tym przypadku godnym polecenia jest ten elegancki zegarek męski Vostok na skórzanej bransolecie. Ciekawym rozwiązaniem jest tu duża, okrągła tarcza o nieszablonowym wyglądzie. Znajdują się na niej jedynie cyfry oraz logo Vostok Europe, dlatego prezentuje się niezwykle efektownie. Jest to uniwersalny model, który sprawdzi się zarówno podczas spotkań biznesowych, jak i praktyczny gadżet na co dzień.

Ile kosztują luksusowe zegarki Vostok dla biznesmenów?

Vostok Europe to prestiżowa marka, której głównymi odbiorcami są ludzie ceniący sobie wysoką jakość. Zegarki wyróżniają się precyzją wykonania, która gwarantuje ich niezawodność. Ceny zegarków Vostok zaczynają się od 1000 zł, jednak są warte zakupu. Ponadto jest to inwestycja na wiele lat, gdyż urządzenia są odporne na uszkodzenia i zostały wyposażone w nowoczesne mechanizmy.

Szczególne procedury rozliczania podatku VAT przy świadczeniu usług

Świadczenie usług turystyki związane jest z ponoszeniem istotnych kosztów w związku z działalnością na rzecz swoich klientów, którymi następnie są oni obciążani. Co do zasady przedsiębiorcy mogą korzystać z zasad ogólnych rozliczenia VAT tj. dokonywać zakupu, odliczając VAT naliczony, a następnie wystawiać faktury sprzedaży, wykazując VAT należny. W efekcie VAT byłby płacony jedynie od części uwzględniającej wynagrodzenie podatnika, a rozliczenie kosztów ponoszonych na rzecz klientów byłoby neutralne podatkowo. W związku z tym ustawodawca w przypadku świadczenia usług turystyki zdecydował się na wprowadzenie do ustawy o VAT specjalnej procedury marży dla biur podróży.

Podstawa opodatkowania

W art. 119 ustawy o VAT ustawodawca odniósł się do szczególnej procedury przy świadczeniu usług turystyki, wskazując jak w takich przypadkach kalkulować podstawę opodatkowania, kto może z niej skorzystać oraz na jakich warunkach. Podstawą opodatkowania w przypadku tej procedury jest marża, rozumiana jako różnica pomiędzy kwotą, którą ma zapłacić nabywca usługi a faktycznymi kosztami poniesionymi przez podatnika w związku ze świadczoną usługą dla bezpośredniej korzyści turysty. W celu skorzystania z tej procedury powinno się spełnić następujące warunki: podatnik działa na rzecz nabywcy usługi we własnym imieniu i na własny rachunek oraz nabywa usługi dla bezpośredniej korzyści turysty.

W przypadku nabycia towarów i usług dla bezpośredniej korzyści turysty podatnikowi nie przysługuje prawo do odliczenia VAT naliczonego z takich faktur.

Jeżeli podatnik poza świadczeniami dla bezpośredniej korzyści turysty wykonuje również tzw. usługi własne, wtedy podstawę opodatkowania ustala się odrębnie w odniesieniu do usług nabywanych dla bezpośredniej korzyści turysty oraz usług własnych (w tym przypadku obowiązują zasady ogólne ustalania podstawy opodatkowania określone w art. 29a ustawy o VAT).

Bezpośrednia korzyść turysty

Ustawodawca nie definiuje pojęcia „turysty”, przez co pojęcie to zostało dookreślone w orzecznictwie sądów administracyjnych. Przykładowo w wyroku WSA w Szczecinie z dnia 28 listopada 2018 r., sygn. I SA/Sz 749/18, jako turystę określono osobę podróżującą do innej miejscowości znajdującej się poza stałym miejscem pobytu, na okres nieprzekraczający 12 miesięcy, dla której celem podróży nie jest podjęcie stałej pracy i która korzysta z noclegu przynajmniej przez jedną noc. Zatem nie są to tylko usługi świadczone w celach wypoczynkowych, poznawczych czy rozrywkowych. W przywołanym wyroku WSA wskazał, że usługi turystyczne to także wyjazdy językowe czy zagraniczne studia.

Dodatkowo ustawodawca, jak słusznie podkreślił NSA w wyroku z dnia 6 lipca 2018 r., sygn. I FSK 1578/16, nie ograniczył korzystania z procedury marży tylko do osób fizycznych. Zatem zastosowanie procedury jest niezależne od nabywcy tej usługi (przykładowo instytucja, przedsiębiorca, biuro podróży).

Pod pojęciem „usług dla bezpośredniej korzyści turysty” należy rozumieć nabycie przez podatnika takich świadczeń jak transport, zakwaterowanie, wyżywienie czy ubezpieczenie.

Działanie we własnym imieniu i na własny rachunek

Drugim warunkiem skorzystania z tej procedury jest działanie we własnym imieniu i na własny rachunek. Przykładowo działanie w imieniu i na rzecz touroperatora nie uprawnia podatnika do skorzystania z tej procedury (por. wyrok WSA w Warszawie z dnia 6 kwietnia 2017 r., sygn. III SA/Wa 560/16). Zapisy te dotyczą w szczególności odpowiedzialności za podejmowane działania i świadczenia turystyczne, która nie może być przenoszona na nabywcę usługi. Problem taki może wystąpić przykładowo w przypadku agencji marketingowych organizujących wyjazdy dla klientów swoich kontrahentów. Błędnie sformułowana umowa i zakresy odpowiedzialności mogą w takim przypadku prowadzić do negatywnych konsekwencji podatkowych. Oczywiście usługi nabywane przez usługobiorcę powinny być nabywane na rzecz turysty.

Ewidencja

Zgodnie z art. 119 ust. 3a ustawy o VAT w przypadku zastosowania procedury marży dla biur podróży podatnik zobowiązany jest prowadzić ewidencję, w której uwzględni wydatkowane kwoty dla bezpośredniej korzyści turysty. Dodatkowo powinien on posiadać dokumentację potwierdzającą te kwoty. W przypadku świadczenia usług dla bezpośredniej korzyści turysty i usług własnych podatnik zobowiązany jest do prowadzenia ewidencji umożliwiającej wyodrębnienie kwot oddzielnie.

Zaliczka

W przypadku rozliczenia usługi turystycznej w procedurze marży problematyczne jest otrzymywanie zaliczek oraz jej dokumentowanie. Co do zasady w takich sytuacjach podatnik nie powinien czekać do momentu ostatecznego rozliczenia i skalkulowania marży. Zgodnie z poglądem NSA wyrażonym w wyroku z dnia 18 lipca 2019 r., sygn. I FSK 165/16, podatnik powinien oszacować koszty i przychody, jakie poniesie w związku ze świadczeniem usług turystyki, a następnie na tej podstawie skalkulować marżę. W przypadku, gdy podatnik zapozna się już z ostateczną marżą, będzie zobowiązany do korekty podatku. W podobnym tonie wypowiedział się Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-422/17 (wyrok z dnia 19 grudnia 2018), gdzie wskazał, że jeżeli podatnik nie poniósł jeszcze żadnych kosztów w związku ze świadczeniem usług turystyki lub poniósł tylko część kosztów, powinien skalkulować szacowane koszty, uwzględniając dotychczas poniesione koszty, koszty wynikające z umów, a pozostałą część oszacować w oparciu o swoje dotychczasowe doświadczenie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Moonlit z sukcesem uplasował kolejną emisję akcji

Moonlit – producent dedykowanych symulatorów, przydzielił akcje oferowane w drugiej publicznej ofercie akcji. Popyt Inwestorów znacznie przewyższył liczbę oferowanych akcji. Inwestorzy złożyli łącznie zapisy na 892 800 akcji o wartości 4 mln 454 tys. zł, podczas gdy w ramach oferty można było nabyć maksymalnie 499 999 akcji o wartości 2,5 mln zł. 

Bardzo duże zainteresowanie zapisami na akcje w ofercie publicznej jest najlepszym dowodem na to, jakie oczekiwania mają inwestorzy wobec naszych nadchodzących projektów. Cieszymy się, że nasza praca przekłada się na zaufanie kolejnych akcjonariuszy decydujących się na inwestycję w Moonlit. Zarząd niezwłocznie podejmie czynności związane z rejestracją akcji, a następnie dopuszczeniem ich do obrotu. – komentuje Maciej Kowalówka, wiceprezes Moonlit.

Środki pozyskane w czasie emisji przeznaczone zostaną na rozbudowę projektu Model Builder oraz na pokrycie całości kosztów produkcji gry Dog Trainer. Terminy realizacji są szacowane odpowiednio na koniec bieżącego roku w przypadku symulatora modelarstwa, natomiast w przypadku Trenera Psów – na przełom 2021/2022 roku.

Model Builder po raz kolejny zdobywa uznanie podczas targów gamingowych. W czasie trwającego w dniach 27-30 sierpnia 2020 Gamescom, gra cieszyła się sporym zainteresowaniem wśród graczy. W trakcie wydarzenia Spółka przeprowadziła rozmowy z szeregiem potencjalnych wydawców. Poza interesującą tematyką projektu, magnesem dla potencjalnych dystrybutorów Model Builder są m.in. praktycznie nieograniczone możliwości tworzenia dodatkowej treści w postaci płatnych dodatków do gry oraz opcja przyszłej współpracy z firmami modelarskimi i hobbystycznymi, nad którą studio już pracuje.

Udział w tegorocznych targach Gamescom był dla Moonlit bardzo owocny. Przeprowadziliśmy rozmowy biznesowe z przedstawicielami kilkunastu wydawców, którzy są świadomi sporego potencjału sprzedażowego Model Buildera. Wśród nich pojawili się Ci publisherzy, na których uwadze szczególnie nam zależało – dzięki czemu mieliśmy możliwość przeprowadzenia z nimi następnej rundy rozmów biznesowych. – przybliża Michał Gardeła, prezes Moonlit.

Dlaczego warto inwestować w profesjonalne stoiska targowe?

W dzisiejszych czasach wiele firm bierze udział w różnego rodzaju targach, podczas których promują swoje usługi, produkty czy też prowadzą sprzedaż. Bardzo ważną sprawą jest zadbanie o swój wizerunek, który w znacznej mierze może zostać poprawiony przez odpowiednio dobrane stoisko targowe. Warto zainwestować w profesjonalne rozwiązania oferowane przez firmy, które specjalizują się w projektowaniu i produkcji stoisk targowych. Rozwiązanie to ma wiele zalet.

Przede wszystkim dobrze dopasowane stoiska targowe pozwalają na skuteczną ekspozycję elementów marki czy też promowanych produktów, a to z kolei przekłada się na lepsze rezultaty sprzedaży i zyski. Nic więc dziwnego, że coraz więcej firm biorących udział w targach dostrzega ten atut i decyduje się na zadbanie o właściwe eksponowanie towarów, plakatów, ulotek czy też swoich logotypów. Dobrze dobrane stoiska charakteryzują się również innymi zaletami.

Praktyczne rozwiązania targowe

Wiele firm inwestuje w profesjonalne projektowanie stoisk targowych ze względu na to, że dobrze przygotowane stoiska można przystosować do większych i mniejszych przestrzeni, tak aby były one jak najbardziej praktyczne dla osób pracujących przy danym stoisku. Warto zadbać o to, aby wszystkie potrzebne rzeczy znajdowały się pod ręką oraz o to, aby pracownicy mieli odpowiednią ilość miejsca potrzebną do wykonywania swoich obowiązków. Nic więc dziwnego, że w ofercie firm projektujących dostępnych jest wiele rodzajów stoisk charakteryzujących się różnym układem, kształtem i rozmiarem. Dodatkowo najbardziej wymagające firmy mogą zamawiać realizację indywidualnych, nawet bardzo nietypowych projektów.

Gdzie szukać dobrych firm?

Jeśli chodzi o stoiska targowe cennik jest uzależniony od rodzaju stoiska i specyfiki danego zamówienia oraz od firmy, która wykonuje usługę. Wiele profesjonalnych i niedrogich firm można znaleźć bez większych problemów w Internecie. Przyjmują one zamówienia on-line oraz dostarczają gotowe stoiska pod wskazany adres. Oznacza to, że z ich ofert mogą korzystać klienci z całej Polski.

Ruch lotniczy jeszcze długo nie wróci do poziomu sprzed epidemii

Ruch lotniczy dzisiaj rośnie – ale tylko dlatego, że odbił się praktycznie od zera. W okolicach marca i kwietnia jego redukcja wyniosła aż 90 procent. Każdy wzrost jest więc dziś znaczący. Niestety wszystko wskazuje na to, że zryw związany z wyjazdami na wakacje po miesiącach lockdownu i restrykcji może być jedynym plusem w tym roku. Kluczowy dla wielu linii ruch biznesowy jest praktycznie nadal na zerowym poziomie. Nic też nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie miało się to zmienić. Latanie staje się dziś ruletką. Wyloty nie są pewne do ostatniej chwili – chociaż rząd nie zaskakuje już rozporządzeniami na 3-4 godziny przed ich wejściem w życie, nadal projekty pojawiają się zaledwie kilka dni wcześniejPodstawową barierą na ścieżce stabilnej odbudowy ruchu lotniczego jest niewiedza co do aktualnego postępowania danych krajów wobec podróżnych z innych państw, gdzie obserwuje się wzrost zakażeń. Według danych codziennie od 5 do 10 krajów zamyka granicę lotniczą albo wprowadza obostrzenia w postaci kwarantanny dla wjeżdżających. Tak postąpiła wobec Polski Norwegia i kraje bałtyckie, a od 1 września zapewne wejdzie zakaz lotów do Hiszpanii.

– Wydaje się, że powinny obowiązywać wspólne zasady dotyczące obostrzeń, już w samolotach i lotniskach. Chodzi o jasne wytyczne i przestrzeganie badania temperatury czy zachowywania dystansu, także w autobusach – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, wiceprezes zespołu doradców gospodarczych TOR. – Wiele wskazuje jednak na to, że dopóki nie pojawi się szczepionka, a duża część populacji nie nabierze odporności na koronawirusa – stałe odbudowywanie sektora lotniczego nie będzie możliwe. Powrót do stanu sprzed pandemii – do 4,6 miliarda pasażerów – przesunięto aż na 2024 rok. Dzisiaj nie ma strategii wychodzenia z kryzysu w liniach lotniczych, bo obecnie zarządzają nim decydenci polityczni i wirusolodzy. Linie tymczasem latają tam, gdzie aktualnie można odbywać loty i starają się zarabiać pieniądze na możliwych destynacjach. Pokazuje to przykład LOT-u – który także podejmuje działania, żeby maszyny nie stały uziemione, a pracownicy zachowali posady. Polskie Linie Lotnicze wchodzą z niskimi cenami na pole działania zagospodarowane dotychczas przez przewoźników niskokosztowych. To z kolei korzyść dla podróżujących, którzy nie boją się dziś latać mimo ryzyka i obostrzeń. Ceny biletów nie poszły w górę, co też szybko nie ulegnie zmianie. Często kształtują się one dużo poniżej poziomu z zeszłego roku – ocenia Furgalski.

Przyszłość Portu Lotniczego Szczecin-Goleniów zagrożona

Północna Izba Gospodarcza apeluje do przedstawicieli samorządu o porozumienie w sprawie ratowania Portu Lotniczego w Goleniowie. Z niepokojem przyjmujemy powracające od kilku tygodni informacje o złej sytuacji finansowej lotniska oraz braku wsparcia obiektu przez stronę rządową oraz groźbę wycofania się z planu dofinansowania lotniska przez samorząd województwa. Apelujemy do Wojewody Zachodniopomorskiego Tomasza Hinca, Marszałka Województwa Olgierda Geblewicza oraz Prezydenta Szczecina Piotra Krzystka o działanie ponad podziałami na rzecz ratowania lotniska, które jest istotnym elementem w rozwijaniu zachodniopomorskiej gospodarki. Degradacja lotniska lub jego upadek doprowadzi do poważnego kryzysu w regionie. Trudno sobie wyobrazić prowadzenie efektywnej działalności gospodarczej bez sprawnej komunikacji. Lotnisko jest idealną alternatywą dla transportu drogowego i kolejowego. Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie deklaruje swoje zaangażowanie w rozmowy na temat przyszłości lotniska.

– Doniesienia o kryzysowej sytuacji finansowej lotniska w Goleniowie, które w dyskursie medialnym pojawiły się w poniedziałek są bardzo niepokojące i wymagają natychmiastowych działań ponad podziałami ze strony wszystkich stron samorządu terytorialnego, lokalnych parlamentarzystów i przedsiębiorców. Oczywistym jest, że Port Lotniczy w czasie pandemii koronawirusa generuje straty, podobne problemy ma np. port lotniczy Warszawa-Modlin. Należy więc wprowadzić działania, które umożliwią lotnisku możliwość funkcjonowania i realizacji zaplanowanych, koniecznych inwestycji łącznie z działaniami restrukturyzacyjnymi jeśli to niezbędne.

Z niepokojem przyjmujemy doniesienia o braku zaangażowania strony rządowej we wspieranie lotniska mimo obietnic pomocy złożonych w kampanii prezydenckiej. Rozumiemy działania samorządu województwa, który podtrzymuje działalność lotniska i apelujemy o dalsze podtrzymanie wsparcia dla lotniska i nacisk na wypracowanie rozwiązań długofalowych – mówi Jarosław Tarczyński, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Sytuacja w której Port Lotniczy Szczecin – Goleniów upada to scenariusz, którego konsekwencje gospodarcze byłyby odczuwalne i zepchnęły nas ponownie na margines. Przez lata Pomorze Zachodnie i Szczecin walczyło z łatką „końca świata” i miejsca, w którym nie warto inwestować, bo jest „za daleko”. Sprawne połączenie kolejowe, drogowe i lotnicze jest PODSTAWĄ podczas zapraszania do miasta inwestorów. Transport lotniczy w całej Europie rozwija się bardzo dynamicznie i dla wielu menadżerów jest podstawą komunikacji. Obawiamy się, że wiele inwestycji i wiele ważnych gospodarczych spotkań nie dojdzie do skutku, jeżeli lotnisko będzie nieczynne lub mocno ograniczy swoją działalność. Jeszcze nie tak dawno cieszyliśmy się z połączenia Szczecin – Ukraina. Północna Izba Gospodarcza w imieniu zrzeszonych przedsiębiorców deklaruje możliwość przystąpienia do rozmów na temat przyszłości lotniska – dodaje Prezes Jarosław Tarczyński.

– Jako organizacja, której jednym z celów statutowych jest tworzenie warunków rozwoju i unowocześniania życia gospodarczego oraz przyczynianie się do rozwoju lokalnej oraz regionalnej infrastruktury przedsiębiorczości, apelujemy o dialog między stronami ws. lotniska Szczecin-Goleniów. Brak zgody co do finansowania lotniska pozbawia region ważnego determinantu rozwoju i zamyka jego stolicę na świat. Szczecin, z uwagi na swoje położenie stanowi ważny szlak komunikacyjny i ośrodek gospodarczy, a dostępność transportowa regionu jest jednym z czynników intensyfikujących jego rozwój. Lotnisko z dobrym planem wzrostu powinno stanowić serce regionu nie tylko w ramach systemu transportu lotniczego, ale także w ramach multimodalnego systemu transportu. Im większa jest liczba pasażerów i operacji lotniczych na lotnisku, tym większe znaczenie mają regionalne połączenia drogowe i kolejowe. To z kolei ma ogromny wpływ na gospodarkę, miejsca pracy, inwestycje i atrakcyjność województwa – dodaje dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Apetyt na ryzyko. Fala osłabienia USD nie słabnie

Koniec wakacji przyniósł kolejną falę osłabienia USD, która dziś rano nie zdaje się słabnąć. Motyw przewodni lata jest dalej podtrzymywany. Tłem będą dane o aktywności gospodarczej i wystąpienia przedstawicieli Fed/EBC.

Niezależnie jak bardzo przejadł się nam temat słabości USD, cały czas jest to główny motyw handlu na FX i jedyna różnica do odnotowania to nowe szczyty par XXX/USD. EUR/USD o włos zbliżył się do 1,20, ale i inne ryzykowne waluty korzystają na odpływie kapitału z bezpiecznej, dolarowej przystani. Tylko rynek akcji zaliczył w miarę spokojny finisz sierpnia pod presją realizacji zysków, choć Nasdaq jako jeden z nielicznych wybronił wzrosty. Ogólnie jednak, apetyt na ryzyko króluje.

Każdy rajd potrzebuje jednak stałego dopływu paliwa i „dziś wzrosty, bo od wczoraj nic się nie zmieniło” nie starczy na długo. Jednym ze świeżych czynników mogą być kolejne komentarze z Fed. Wczoraj wiceprezes Clarida w większości powtórzył przekaz prezesa Powella z czwartku. Fed poczynił duże kroki w rewizji strategii, zmieniając cel dotyczący zatrudnienia z „odchyleń” na „niedobory” maksymalnego zatrudnienia, a także przeszedł z elastycznego celu inflacyjnego na elastyczny średni cel inflacyjny. Na razie mało prawdopodobne jest, aby Fed zdecydował się na kontrolę krzywej dochodowości lub ujemne stropy procentowe. Interesująco Clarida dodał, że do końca roku Fed zdecyduje, co zrobić z projekcjami gospodarczymi. Czy to może oznaczać koniec tzw. „dot plot”, tj. punktowych prognoz członków FOMC dotyczących poziomu stóp procentowych? Jeśli kiedyś ma dojść do zmiany, to chyba nie ma lepszego momentu niż teraz, kiedy nikt nie widzi pola do podwyżek w horyzoncie co najmniej 3 lat. Byłaby to rewolucja, która mogłaby być przyjęta spokojnie.

Wydaje się, że rynek pozytywnie (dla apetytu a ryzyko, nie dla USD) przyjmuje szerokie poparcie członków FOMC dla zmian strategii. Kolejny przychylny (dziś przemawia Brainard) głos może być dodatkowym impulsem, by podtrzymać aktualny motyw rynkowy. Warto też zacząć śledzić komentarze przedstawicieli EBC. W końcu kryzys globalny i stawieni przez niego wyzwania mają charakter globalny i jeśli Fed czuje potrzebę dalszego wspierania ożywienia, w podobnej roli może się stawiać także EBC. W weekend główny ekonomista banku Lane powiedział, że EBC stoi w gotowości do działania, jeśli będzie to konieczne, ale aktualnie gospodarka strefy euro rozwija się zgodnie z oczekiwaniami. Pytanie tylko, jak długo tak będzie, jeśli ciężarem stanie się zbyt wysoki kurs EUR/USD. EBC również jest w trakcie rewizji swojej strategii i ostateczne konkluzje mogą być wymuszone przez utrzymanie agresywnego luzowania Fed. Korespondencyjna wojna walutowa banków centralnych może zachwiać obecnymi trendami. Dziś mamy kolejne przemówienie Lane’a, a także Knota z EBC.

Poza tym pierwszy dzień roboczy miesiąca to wysyp odczytów PMI. W strefie euro rewizja wskaźników PMI powinna być neutralna dla EUR. Finalne odczyty PMI z Wielkiej Brytanii nie powinny odbiegać od wstępnych, mocnych wyników, ale trzeba jednak pamiętać, że wynik świadczy jedynie o odczuciach biznesu względem sytuacji z poprzedniego miesiąca, a nie o sile ożywienia. Z tego względu reakcje GBP na dane są umiarkowane. W USA aktywność biznesu w sierpniu pozostawała na trajektorii wzrostowej, co powinno przełożyć się na solidne wyniki ISM. Dane jednak będą dobre dla sentymentu na Wall Street, a risk-on oznacza dalsze kłopoty USD.

Za nami już rozczarowujący odczyt PMI dla polskiego przemysłu (50,6, prog. 52,9), ale rynek złotego ignoruje dane. Mając na uwadze, że polityka RPP pozostanie na autopilocie jeszcze przez wiele miesięcy, wahania w danych makro nie wnoszą nic dla perspektyw waluty. Wyższy EUR/USD ma tutaj większe znaczenie dla zbliżenia się EUR/PLN do 4,38.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Fani na Gamescom zachwyceni prezentacją nowych gier od Bloober Team

The Medium oraz Observer: System Redux zrobiły furorę podczas największych targów gamingowych tego roku.

Bloober Team przedstawił na targach Gamescom dwie swoje nadchodzące gry: The Medium oraz Observer: System Redux. Podczas pierwszego dnia targów spółka ogłosiła, że wyczekiwany remaster jej klasycznej gry Observer nie tylko ukaże się na konsolach nowej generacji na czas, ale też będzie dostępny w tym samym terminie na komputerach stacjonarnych. Co więcej, użytkownicy platformy Steam mogą pobrać darmowe demo gry do 30 sierpnia br.

– Każdy Gamescom jest niepowtarzalną okazją do zaprezentowania swoich gier i zainteresowania nimi graczy. Ten rok jest dla nas niesamowicie intensywny, dlatego też mieliśmy naprawdę sporo niespodzianek przygotowanych na te wyjątkowe targi. Przeczuwaliśmy, że pomimo szczególnej formuły, w jakiej odbywają się one w tym roku w związku z epidemią, gracze będą równie podekscytowani jak co roku – mówi Piotr Babieno, prezes Bloober Team.

Krakowski developer ogłosił też, że zaprosił do współpracy nad The Medium dwójkę znanych amerykańskich aktorów głosowych: Troy Bakera, znanego m.in. z użyczania głosu w Mass Effect 3, Diablo III, The Last of Us czy Bioshock Infinite, oraz Mary Elizabeth McGlynn, która zasłynęła swoim wkładem w serie Silent Hill i Devil May Cry. Co więcej, od poniedziałku 31 sierpnia na platformie Steam dostępny będzie za darmo jeden z utworów autorstwa Akiry Yamaoki skomponowany w ramach ścieżki dźwiękowej do gry.

– Zarówno The Medium, nasz największy dotychczasowy tytuł, jak i Observer: System Redux, który również jest produkcją zmierzającą na konsole nowej generacji, wzbudziły już ogromne zainteresowanie graczy. Zdradzenie kolejnych szczegółów dotyczących tych gier powinno utwierdzić ich w przekonaniu, że mają na co czekać – dodaje Babieno.

Premiery obu gier Bloober Team planowane są na czwarty kwartał bieżącego roku.

Przyszłość pracy to nie tylko technologia – musimy pomyśleć także o umiejętnościach miękkich

Gdy zastanawiamy się nad przekwalifikowaniem pracowników w kontekście przyszłości pracy, w pierwszej kolejności przychodzi nam na myśl nauka kodowania, analiza danych lub inne technologie operacyjne. I choć te kompetencje są z pewnością bardzo pożądane na rynku pracy, to pomijamy jeden ważny aspekt – umiejętności miękkie, takie jak przywództwo, komunikacja i kreatywność. Nie ma znaczenia, jak bardzo zautomatyzowany jest Twój biznes, te umiejętności zawsze będą kluczowe.

W rzeczywistości umiejętności miękkie mają coraz większe znaczenie. Zgodnie z wynikami badania LinkedIn przeprowadzonego na początku roku, najważniejsze umiejętności pracowników obejmują przywództwo i zarządzanie, kreatywne rozwiązywanie problemów, myślenie projektowe oraz zdolności komunikacyjne.

Dlaczego to właśnie te umiejętności zyskują na znaczeniu? Jaki wpływ będzie miał COVID-19 na pracowników w przyszłości? Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Historia automatyzacji

Żeby zrozumieć z czego wynika gwałtowny zwrot ku umiejętnościom miękkim, musimy spojrzeć wstecz i zrozumieć, jaki wpływ automatyzacja wywarła na pracowników na przestrzeni lat. Jak możemy zauważyć istnieje i zawsze istniał pewien strach przed powierzeniem pracy maszynom. Wynika to przede wszystkim z obawy o utrzymanie miejsc pracy. Taką sytuację obserwujemy już od lat dwudziestych XX wieku, kiedy to wprowadzono zaawansowane maszyny i technologie, które miały przyspieszyć wiele procesów. Historia pokazuje jednak, że niepokój był nieuzasadniony – miejsc pracy nie ubyło, jedynie zmieniły one swój kształt.

Traktory nie zastąpiły rąk rolników, bankomaty nie spowodowały masowych zwolnień bankowców, a arkusze kalkulacyjne z pewnością nie byłyby na tyle wydajne gdyby nie praca księgowych. Pojawienie się tych narzędzi spowodowało, że personel zamiast wykonywać mozolne i rutynowe zadania może skoncentrować się na wyzwaniach o wiele bardziej aktywizujących.

Dziś mamy do czynienia z tym samym – tylko na znacznie większą skalę. Automatyzacja staje się coraz bardziej powszechna na całym świecie i „uwalnia” pracowników od żmudnych, rutynowych zajęć na rzecz tych wymagających ludzkiej inteligencji. Bez wątpienia „człowiek” jest tu nadal kluczowy. Dlaczego? Ludzki pierwiastek jest wręcz synonimem miękkich umiejętności, których nie można zastąpić nawet przez najbardziej zaawansowane technologie. To właśnie kreatywność, wnikliwość, przywództwo i inteligencja emocjonalna będą stanowiły kluczowy aspekt przewagi konkurencyjnej w zautomatyzowanej przyszłości.

Mówiąc o umiejętnościach miękkich, nie możemy zapomnieć o innej kompetencji, która z dnia na dzień nabiera większego znaczenia – jest nią adaptacyjność. W dynamicznym środowisku, firmy które chcą coś znaczyć na rynku muszą szybko dostosowywać się do zmiennych warunków, wdrażając nowe systemy i wprowadzając nowe technologie. Cecha adaptacyjności, zarówno w kontekście umiejętności pracowników jak i narzędzi firmy musi być zawsze wysoko rozwinięta, aby móc łatwo i szybko przystosowywać się do otaczającego środowiska.

Pandemia Covid-19

Innym czynnikiem, który wpłynął na środowisko pracy na całym świecie jest pandemia Covid-19. Elastyczność w miejscu pracy już od pewnego czasu była bardzo istotna w biznesie, jednak to pandemia znacznie zwiększyła nacisk na nią. Wiele firm z dnia na dzień musiało przejść na tryb pracy zdalnej, a nie wszystkie były na to przygotowane. Choć w najbliższym czasie biura na nowo będą się otwierać, to nie ulega wątpliwości, że praca zdalna będzie stanowić podstawę kultury biurowej w przyszłości.

Dla pracowników oznacza to nowe wyzwanie: nie tylko muszą doskonalić swoje umiejętności miękkie, ale także muszą to robić zdalnie. W konsekwencji pracy z domu bądź z każdego innego miejsca na świecie, rozproszone zespoły muszą znaleźć sposób jak komunikować się pomimo tych trudności.

Barier do pokonania jest wiele, a wraz z wyzwaniami pojawiają się nowe pytania: Jak menedżerowie mogą zdalnie pielęgnować talenty? W jaki sposób można odtworzyć kreatywność i spontaniczność zespołu poprzez rozmowę online? W jaki sposób firmy mogą utrzymać motywację, entuzjazm i zaangażowanie pracowników w rozwój organizacji, gdy wielu z nich pracuje w domu?

Wreszcie, wracając do zdolności adaptacyjnych – jak przedsiębiorstwa mogą przekwalifikować, przeorganizować i przekształcić personel pracujący w ramach hybrydowego środowiska? COVID-19 wpłynął na już i tak szybko zmieniający się krajobraz biznesu, wprowadzając go na wyższy poziom. Pomimo tego, że menedżerowie w większości skupieni są na uelastycznieniu kultury organizacyjnej, w taki sposób aby jak najlepiej dostosować ją do pracy zdalnej, to jednak umiejętności miękkie nadal pozostają na celowniku przedsiębiorców.

Dziś transformacja to nie tylko kwestia technologii – to także ludzie. Bez wątpienia największy sukces odniosą te firmy, które oprócz technologii zainwestują także w swojego pracownika.

Podsumowanie

Przyszłość pracy oznacza rozwój zarówno umiejętności miękkich, jak i twardych.

Do czasu pojawienia się pandemii wiele uwagi poświęcano temu, w jaki sposób wzrost sztucznej inteligencji i automatyzacji zwiększył potrzebę rozwoju umiejętności miękkich. W obliczu pandemii i wynikającej z niej pracy zdalnej, patrzymy na to z innej perspektywy – podobnie jak przyszłość pracy zależy od stopnia wykorzystania sztucznej inteligencji jako wsparcia dla pracy personelu, tak samo przywództwo i kultura, wydajność i konkurencyjność organizacji zależą od rozwijania umiejętności miękkich.

Według opublikowanej z początkiem roku LinkedIn Learning Survey – do najbardziej istotnych umiejętności, których pracownicy muszą się nauczyć w 2020 r. należą: przywództwo i zarządzanie, kreatywne rozwiązywanie problemów, myślenie projektowe, komunikacja. Kiedy mówimy o przyszłości pracy, ona dzieje się na naszych oczach. Rynek stale się rozwija, generując nowe wymagania. Każda firma potrzebuje pracowników, którzy poza posiadaniem odpowiednich twardych umiejętności potrafią zakwestionować status quo i myśleć nieszablonowo, w sposób jaki technologia nie jest w stanie. Bez inwestowania w umiejętności miękkie firmy mogą zatrzymać swój rozwój.

AI/kontekst automatyczny: Umiejętności miękkie uzupełniają wykorzystanie technologii w pracy.

Połączenie wykorzystania sztucznej inteligencji i wysoko rozwiniętych umiejętności miękkich, stanowi o zwiększeniu produktywności personelu.

Przykłady umiejętności miękkich, które uzupełniają pracę z wykorzystaniem technologii:

Kreatywne rozwiązywanie problemów i myślenie projektowe – Nowe technologie, takie jak sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe automatyzują wiele zadań administracyjnych, pozostawiając pracownikom możliwość wykorzystania kreatywnego myślenia do realizacji celów firmy. Z tego powodu kreatywność jest ważną umiejętnością dla organizacji, które chcą rozwijać się w przyszłości.

Zdolności adaptacyjne/i umiejętność ciągłego uczenia się – Technologie rewolucjonizują biznes w szybkim tempie, więc posiadanie zdolnych do adaptacji pracowników jest konieczne. Potrzebne są zespoły, które potrafią się dostosować i rozwijać wraz z szybko zmieniającym się środowiskiem biznesowym.

COVID-19/Kontekst transformacji cyfrowej: Wykorzystanie umiejętności miękkich jest istotne w hybrydowym środowisku pracy.

Podczas pandemii nauczyliśmy się jak wykonywać codzienne, zawodowe obowiązki zdalnie. Co za tym idzie pozyskaliśmy umiejętności dzięki którym w przyszłości będziemy mogli stworzyć hybrydowe środowisko pracy – łączące pracowników z biura oraz zdalnych.

Przykłady umiejętności miękkich, które pomagają firmom i pracownikom w efektywnej pracy i kierowaniu zespołami zdalnie:

Przywództwo i zarządzanie, Inteligencja emocjonalna, współpraca – Transformacja cyfrowa polega na tworzeniu bardziej złożonych i globalnych projektów, co sprawia, że współpraca staje się niezbędnym narzędziem sukcesu. Pracownicy muszą być w stanie pracować w środowisku pracy zespołowej, zarówno w biurze jak i ze zdalnymi członkami zespołu.

Perswazja – Posiadanie świetnego produktu lub świetnego pomysłu to jedynie początek. Na dalszym etapie jest pozyskanie klientów, którzy zechcą go kupić. Perswazja to cenne narzędzie sprzedaży, dzięki któremu nasze produkty stają się interesujące z pozycji konsumenta.

Praca i sposób, w jaki się zmienia (Przyszłość pracy, umiejętności i kultura)

Przyszłość pracy wymaga od nas stałego dokształcania się i poszerzania naszych umiejętności interpersonalnych, niezależnie od miejsca w którym pracujemy.

W momencie cyfrowej transformacji, charakter pracy zmienia się szybciej niż kiedykolwiek. Musimy być przygotowani na to, że z biegiem czasu wymagania i umiejętności techniczne będą się zmieniać. Jednak poszerzając nasze kompetencje, nie możemy zapomnieć o konieczności rozwijania naszych umiejętności miękkich. Jednym słowem – jako firmy i pracownicy musimy być elastyczni.

Jest to ważne nie tylko ze względu na sposób w jaki pracujemy, ale także z punktu widzenia kultury organizacyjnej firmy.

Podsumowanie sierpnia na rynkach: poza spółkami technologicznymi, trudno było znaleźć motory wzrostu

Sierpień był miesiącem, w którym rynki akcji, przynajmniej zagraniczne, kolejny miesiąc wzrosły.  pomimo istniejącym i w dalszym ciągu aktualnym przesłankom do rynkowej korekty. Patrząc na rynek z perspektywy Stanów Zjednoczonych, po wynikach największych technologicznych spółek trudno było znaleźć kolejne motory wzrostu na nowojorskiej giełdzie.

Kontynuacja wzrostów na Wall Street

Jak łatwo się jednak domyślić, scenariusz wzrostowy był kontynuowany. Do prącego w górę w kierunku kolejnych rekordów indeksu spółek technologicznych Nasdaq dołączył szeroki rynek w postaci S&P 500, który najpierw odrobił wszystkie epidemiczne straty, by później kolejno, rozprawić się z historycznymi szczytami na poziomach 3400 i 3500 punktów. Warto dodać, że amerykański rynek spółek technologicznych jest już warty więcej, niż cały europejski rynek akcji. Dla porównania i podkreślenia zmian w rozkładzie największych spółek na przestrzeni lat, w roku 2007, czyli 13 lat temu, europejskie spółki były warte 4 razy więcej od rosnących wówczas dopiero w siłę amerykańskich gigantów z branży IT. Ciężko, aby było inaczej, skoro amerykański Nasdaq od początku roku jest już ponad 30% na plusie, zaś od wybuchu pandemii ponad 50%. Trudno się zresztą dziwić, gdy przykładowo Amazon od początku roku jest na 80% plusie, zaś walory Tesli wzrosły o ponad 400%. Patrząc chociażby na te dwie wartości i porównując sytuację z pandemicznym otoczeniem i gospodarczą recesją, nie da się nie myśleć o możliwej korekcie. Ta jednak jak na razie nie ma zamiaru nadejść.

Wsparcie ze strony Fed

Duże znaczenie ma tutaj polityka monetarna na świecie i niespotykana wcześniej ilość pieniądza na rynku. Pod koniec miesiąca amerykański Fed potwierdził nowe podejście do ustalania stóp procentowych, gdzie do zadań banku centralnego będzie należała walka zarówno z wysoką, jak również z niską inflacją. W praktyce oznacza to utrzymanie stóp procentowych na niskim poziomie przez dłuższy czas.

Wciąż aktualne czynniki ryzyka

Z drugiej jednak strony jest wiele czynników, które mogą ciążyć rynkowi. Jednym z nich są wyceny, które już dawno oderwały się od historycznych średnich i to pomimo dobrych wyników części spółek za II kwartał. Ciążyć może sytuacja w USA i przedwyborcza polaryzacja sceny politycznej, czego efektem może być blokada kolejnych pakietów pomocowych w kongresie. Ciążyć może również druga fala pandemii, jeśli takowa nadejdzie. I przede wszystkim ciężarem ciągnącym w dół notowania indeksów może być dalsze zaostrzenie sytuacji na linii USA – Chiny, również w kontekście pojedynku Joe Biden – Donald Trump. Jeśli przypomnimy sobie przyczyny spadków z 2018 roku, dziś wydają się one być trywialne. Sytuacja polityczna i gospodarcza była dużo prostsza. A rynki również były na historycznych (ówczesnych) szczytach.

Krajowy rynek nie uczestniczył w globalnych wzrostach

Zostawiając na chwilę sytuację na rynkach zagranicznych, spójrzmy na krajowe podwórko. WIG20 w dalszym ciągu nie może wyjść z czerwcowej konsolidacji wokół poziomu 1800 punktów. W sierpniu pomagały wzrosty CD Projektu, który zyskał ok. 10% na fali ogłoszenia kolejnej, tym razem mobilnej wersji Wiedźmina. A dodajmy, że w połowie miesiąca indeks był bardzo blisko przełamania impasu i ruchu w górę w kierunku 1900, zabrakło jednak siły po stronie popytowej. Ciążyły tradycyjnie energetyka i sektor bankowy. Średnie spółki po raz kolejny flirtują z lokalnymi szczytami, ale na razie również brakuje sił do dalszej drogi w górę. Dość ciekawa jest za to sytuacja w sektorze małych spółek, które po tegorocznym triumfalnym marszu w górę, w ostatnim miesiącu wyhamowały wzrost. Pisząc o małych spółkach, myślę również przede wszystkim o małych inwestorach, którzy w ostatnich miesiącach gremialnie pojawili się na krajowym rynku (lub też na niego powrócili).

Recesyjny odczyt PKB za II kwartał

Koniec miesiąca przywitał nas finalną publikacją odczytu krajowego PKB za II kwartał. Za najsilniejszy w historii, 8,9% spadek krajowej gospodarki odpowiadały, zgodnie z oczekiwaniami, przede wszystkim silne spadki konsumpcji i inwestycji. Pod znakiem zapytania są jak na razie odczyty konsumpcji za III kwartał, gdy część Polaków powróciła do w miarę normalnego funkcjonowania.

Wątpliwości odnośnie kontynuacji wzrostów do końca roku

Przed nami ostatni miesiąc kwartału. Pytanie, czy w tym roku nie opłacało się bardziej kupić w maju i sprzedać w październiku, idąc nieco w kontrze do starego giełdowego porzekadła. Chociaż obecny rok jest na tyle niestandardowy, że każde rozwiązanie wydaje się być równie możliwe.

Autor: Kamil Hajdamowicz, zarządzający aktywami Vienna Life TU na Życie S.A. Vienna Insurance Group

Okolice Dworca Zachodniego z perspektywą jeszcze lepszego biurowego jutra?

Analiza nowej podaży na rynku biurowym w Warszawie wskazuje, że zgodnie z oczekiwaniami po zagłębiu biurowym na Służewcu, nową lokalizacja z całkowitymi zasobami przekraczającymi milion mkw. staną się okolice Ronda Daszyńskiego. Wśród obecnych lokalizacji biurowych, w najbliższych latach, dość nieoczekiwanie na popularności może zyskać Dworzec Zachodni. Co stoi za tą przyczyną? To postanowił przeanalizować dział biurowy firmy AXI IMMO.

Warszawa wchodzi w kolejny etap przebudowy infrastruktury drogowej i kolejowej. Miasto ma być bardziej mobilne i umożliwiać komfortowy dojazd nie tylko z każdej z jej dzielnic, ale także z oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów innych miast uznawanych po Ursynowie i Białołęce jako tzw. sypialnie Warszawy. Projektem, który ma umożliwić dużo swobodniejszy transport jest planowana od lat przebudowa trasy linii średnicowej. Pierwszym etapem modernizacji ma być ogłoszona na lata 2020-2023 przebudowa Dworca Zachodniego, który pomimo swojego wieku i kosmetycznych renowacji od lat w ciągu doby obsługuje około 1000 różnych połączeń kolejowych tj. aglomeracyjnych, regionalnych, dalekobieżnych krajowych i międzynarodowych. Jako dodatkowy projekt przy przebudowie Dworca Zachodniego, władze Warszawy planują linię tramwajową, która docelowo ma połączyć Wilanów z Odolanami, a główna stacja przesiadkowa będzie zlokalizowana tuż pod stacjami kolejowymi. W ten sposób okolice Dworca Zachodniego stworzą ogromny nowoczesny hub transportowy, który z dostępną już w tej okolicy tkanką biurową może zainteresować część firm do zmiany swojego adresu.

Zakładając optymistyczny scenariusz, w którym wykonawca zdąży przebudować dworzec i zrealizuje projekt położenia torów, budowy infrastruktury i uruchomienia trasy tramwajowej to okolice Dworca Zachodniego w perspektywie kilku lat zaoferują atrakcyjne warunki dla najemców. Lokalizacja ta byłaby komfortową alternatywą dla firm, które chcą z jednej strony być blisko centrum miasta, a z drugiej nie chcą płacić wysokiej stawki za czynsz. Dziś znajdujące się tu budynki jak West Station, Brama Zachodnia czy Eurocentrum, to opcja dla najemców, którym kończy się umowa za 3 lata. Z dużą dozą prawdopodobieństwa w wyniku polepszenia transportu komunikacyjnego nie można wykluczyć, że jedną z wymuszonych zmian będzie wzrost wyjściowych stawek za czynsz. Jednak nadal w porównaniu do tzw. bliskiej Woli czy samego centrum Warszawy uda zaoszczędzić się o kilka EUR na mkw., które w czasie miejmy nadzieję już post pandemicznym uda się przeznaczyć na dużo atrakcyjniejszy fit-out powierzchni,” mówi Bartosz Oleksak, Negocjator, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO.

W związku z dość nieprzewidywalną przyszłością spowodowaną przez pandemię Covid-19 kolejne inwestycje biurowe w całej Warszawie stoją pod znakiem zapytania. Dodatkowo na rynku pojawiła się nowa oferta w postaci podnajmów, która wydaje się, że może nieco zniechęcić i czasowo wstrzymać plany deweloperów do realizacji kolejnych projektów. Podobnie kształtuje się sytuacja w kontekście  nowej podaży w okolicach Dworca Zachodniego. Na dziś trudno doszukiwać się żurawi zwiastujących budowy biurowców w tej części Warszawy. Pewnego rodzaju wyzwaniem dla deweloperów jest dość ograniczona liczba gruntów pod nowe inwestycje. Jednak czy w kolejnych trzech latach, wynalezieniu szczepionki na Covid-19 i po poprawie infrastruktury transportowej przyszłość tej lokalizacji się zmieni? W przypadku pozytywnego wariantu naturalnym kierunkiem pod zabudowę wydają się tereny położone na części administracyjnej Woli od strony ul. Tunelowej, ponieważ od strony Ochoty większość zabudowy to budynki mieszkaniowe. Ewentualna zabudowa biurowa wiązałaby się z przekształceniem i wykupieniem obecnych budynków komercyjnych pod inne cele, jak chociażby znana z przeszłości zamiana hotelu Mercure F. Chopin na biurowiec Q22.

„Obecni właściciele biurowców zlokalizowanych w okolicach Dworca Zachodniego wiadomość o modernizacji węzła komunikacyjnego Dworzec Zachodni przyjęli z dużym optymizmem. Dodatkowa inwestycja w infrastrukturę komunikacyjną wiąże się z dużo lepszą wyceną ich nieruchomości. Analizując potencjał tej lokalizacji stwierdziliśmy, że o ile same najbliższe okolice Dworca Zachodniego zyskają na znaczeniu to raczej, przebudowa nie powinna wpłynąć na zainteresowanie biurowcami położonymi za centrum handlowym Blue City i Atrium Reduta,” dodaje Martin Lipiński, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, AXI IMMO.

Akcjonariusze Quercus TFI zdecydowali o emisji akcji

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Quercus TFI zdecydowało o emisji nie więcej niż 5.500.000 akcji serii D. Celem emisji akcji jest pozyskanie dodatkowych środków finansowych na rozwój sieci dystrybucji, konsolidację rynku funduszy inwestycyjnych oraz na utworzenia agenta transferowego.

Quercus TFI chce z emisji pozyskać co najmniej 22 mln zł. Cena emisyjna akcji zostanie ustalona przez Zarząd, przy zastrzeżeniu, że wyniesie nie mniej niż 4 zł za jedną akcję. Pierwszeństwo w obejmowaniu akcji będą mieli dotychczasowi akcjonariusze posiadający co najmniej 1 proc. kapitału zakładowego na dzień WZA.

– Obecna sytuacja rynkowa, a w szczególności środowisko praktycznie zerowych stóp procentowych, może skutkować istotnym napływem środków do funduszy inwestycyjnych w najbliższych miesiącach. To dobra okazja do istotnego zwiększania skali działalności i zebrania znacznie większych aktywów niż obecnie. Wymaga to jednak poszerzenia możliwości dystrybucyjnych, co staramy się konsekwentnie realizować. – powiedział Sebastian Buczek, założyciel i Prezes Zarządu Quercus TFI.

Istotnym elementem strategii rozszerzenia kanałów dystrybucji jest planowane przejecie spółki dystrybucyjnej. Quercus TFI w lipcu bieżącego roku zakomunikował o złożeniu wiążącej oferty przejęcia 100% udziałów Domu Inwestycyjnego Xelion. Obecnie prowadzone są negocjacje, mające doprowadzić do realizacji przejęcia. Równolegle Quercus TFI nie wyklucza również innych transakcji, zarówno w obszarze dystrybucji, jak i podmiotów komplementarnie uzupełniających ofertę TFI. Dzięki pozyskanym środkom finansowym z emisji akcji serii D, Spółka chce również utworzyć własnego agenta transferowego.

– Chcemy przyspieszyć rozwój Quercus TFI. Jednocześnie nie chcemy zmieniać dotychczasowej, wieloletniej praktyki wypłaty zdecydowanej większości wypracowanych zysków dla akcjonariuszy. Z tego powodu zdecydowaliśmy, iż optymalnym rozwiązaniem jest podwyższenie kapitału – dodaje Sebastian Buczek.

W sytuacji, gdyby nie udało się dokonać przejęć, a tym samym środki z emisji nie zostałyby przeznaczone na ten cel, Zarząd zamierza rekomendować WZA wypłatę środków z emisji na rzecz akcjonariuszy w postaci dodatkowej, nadzwyczajnej wypłaty.

Walne Zgromadzenie zdecydowało, że akcjonariusze posiadający co najmniej 1 proc. akcji Quercus TFI na dzień WZA, którzy zgłoszą deklarację objęcia akcji po cenie nie niższej niż cena emisyjna ustalona przez Zarząd, będą uprawnieni do pierwszeństwa w objęciu nowych akcji w liczbie zapewniającej im utrzymanie udziału w kapitale zakładowym po realizacji emisji akcji serii D.

Używany sprzęt na siłownie – czy jego zakup ma sens?

Najważniejszym elementem każdej siłowni czy klubu fitness, jest sprzęt do ćwiczeń. Na rynku znajdziemy kilku dobrych producentów. Jedynym problemem może być wysoka cena profesjonalnego i markowego sprzętu na siłownię. A takich urządzeń trzeba kupić przynajmniej po kilka z każdego rodzaju. Niektórzy decydują się na kompromis, którym jest regenerowany sprzęt do ćwiczeń. Czy warto?

Czym charakteryzuje się profesjonalny sprzęt na siłownię?

Zanim weźmiemy się za używany sprzęt na siłownie, dobrze będzie najpierw wyjaśnić, dlaczego profesjonalne urządzenia są tak drogie i czemu jednak warto właśnie w nie zainwestować. Jeśli weźmiemy pod uwagę takie marki jak Technogym, Precor czy Life Fitness, które na rynku istnieją już od kilkudziesięciu lat, to od razu widzimy, że urządzenia, które oferują, są nie tylko wykonane z doskonałych materiałów, ale odznaczają się niezwykle przemyślaną konstrukcją, nad którą inżynierowie pracowali przez wiele lat.

I to właśnie dlatego markowy sprzęt na siłownie od renomowanych producentów odznacza się bardzo dużą wytrzymałością, nawet przy ekstremalnej eksploatacji, a także bezpieczeństwem i ergonomią. Są one bowiem dopracowane pod każdym względem, dzięki czemu nie tylko są mało awaryjne, ale także ćwiczy się na nich bardzo wygodnie, bez obawy o ewentualną kontuzję.

Jednak przy wyposażeniu całej siłowni w nowe urządzenia do ćwiczeń, koszty mogą być bardzo duże. W takiej sytuacji pojawia się dylemat czy kupić tańszy sprzęt, który bardziej nadaje się do użytku amatorskiego, czy może zdecydować się na sprzęt po regeneracji.

Regenerowany sprzęt na siłownię

Dla kogoś obeznanego w temacie nie ma żadnych wątpliwości, że przy ograniczonym budżecie w grę powinien wchodzić regenerowany sprzęt na siłownię, ale tylko wtedy, gdy cała renowacja maszyny została wykonana przez profesjonalną firmę. A poznać to można w bardzo prosty sposób. Prawidłowa regeneracja sprzętu na siłownie to nic innego jak jego całkowite odnowienie, łącznie z odświeżeniem wizualnym urządzenia. Taka maszyna wygląda praktycznie jak nowa i tak samo działa.

O tym, jak powinna przebiegać profesjonalna regeneracja maszyn na siłownię, można się dowiedzieć u źródła, czyli od firmy Total Fitness Concept, która zajmuje się tym na co dzień. Oprócz tego produkuje własny sprzęt do ćwiczeń oraz zajmuje się sprzedażą, naprawą i serwisowaniem urządzeń sportowych od najbardziej cenionych na rynku marek. Sprawdźmy zatem, jak przebiega proces regeneracji sprzętu na siłownie, takiego jak bieżnie, rowery, maszyny eliptyczne, crosstrainery, czy maszyny siłowe, właśnie w tej firmie.

Jak wygląda regeneracja sprzętu na siłownię?

Przede wszystkim, taka regeneracja jest w pełni kompleksowa i obejmuje całkowite rozkręcenie maszyny, przegląd jej wszystkich podzespołów, w tym również elektronicznych oraz wymiana eksploatacyjnych części na nowe (fabrycznie oryginalne).

Poza tym rama maszyny jest dokładnie myta i czyszczona, a następnie trafia do lakierowania – na życzenie klienta można poddać ją customizacji, czyli pomalowaniu na wskazany kolor i dodaniu loga czy innych elementów graficznych. Po wszystkim urządzenie jest skręcane i przechodzi wnikliwą kontrolę jakości. Po takiej regeneracji sprzęt jest praktycznie jak nowy. Dlatego też, jeśli mamy do czynienia z tego typu regeneracją, to zakup używanego i odnowionego sprzętu na siłownie jest najlepszym wyjściem w sytuacji, kiedy chcemy otrzymać sprzęt profesjonalnej jakości, za niższą cenę.

Badanie potrzeb klientów – od rozmowy do sprzedaży

Każdy, kto telefonicznie kontaktuje się z obsługą klienta, dzwoni z nastawieniem, żeby jak najszybciej otrzymać pomoc, instrukcję lub informację. Z każdą sekundą połączenia i poszukiwaniem odpowiedniego działu, narasta zniecierpliwienie. Tymczasem dobrze przygotowana i przeprowadzona rozmowa to okazja do rozpoznania potrzeb klienta. Co z kolei może przełożyć się na lepsze wyniki sprzedażowe. Warto więc skorzystać z nowoczesnych technologii, które mogą usprawnić proces obsługi klienta.

Diagnoza potrzeb klienta, czyli jak wykorzystać technologię

 Konsultanci powinni reagować możliwie szybko na telefon od obecnego lub potencjalnego klienta. Skutecznym rozwiązaniem w tym zakresie jest wprowadzenie menu głosowego, które przekierowuje bezpośrednio do odpowiedniego działu lub eksperta. Do tego dochodzi usługa automatycznego oddzwaniania. Jeżeli klient rezygnuje w trakcie oczekiwania, wówczas platforma “widzi” niezrealizowaną rozmowę i nawiązuje połączenie. Kolejna sprawa to stworzenie bazy wiedzy o kliencie, w której gromadzone są zapisy wszystkich rozmów, zgłaszanych spraw, czy uwag. W bazie tej powinny znaleźć się informacje przekazywane różnymi kanałami (m.in. telefonicznie, pocztą tradycyjną lub drogą e-mailową), co dodatkowo daje dowolność kontaktowania się w sposób aktualnie preferowany przez klienta. Przykładowym narzędziem do zarządzania relacjami z klientami jest baza danych CRM, dzięki której możliwe jest szybsze rozpoznanie potrzeb klienta. Nie otrzymuje on nietrafionych propozycji, a konsultant ma szerszą wiedzę na temat tego, co faktycznie może skusić rozmówcę do dokonania transakcji. 

Ważna jest nie tylko reakcja, ale i relacja

 Jeżeli chodzi o badanie potrzeb klienta i techniki sprzedażowe, to bardzo dobrze działa także personalizacja. Klient, który jest zadowolony z efektów połączenia z konkretną osobą, chętniej wróci do takiej rozmowy. To pozwala na budowanie trwałych relacji. Inny aspekt personalizacji to znajomość swoich klientów – ich imion, realizowanych spraw i usług, z których korzystają. To daje pole do rozmowy o tym, czego obecnie potrzebuje klient, a jakie usługi lub produkty w ogóle go nie zainteresują. Po pewnym czasie można sobie pozwolić na pytania otwarte do klienta, celem poznania jego preferencji. Kolejnym etapem jest zaproponowanie np. dodatkowego pakietu usług lub zakupu konkretnego produktu. Jeżeli takie działania sprzedażowe zakończą się sukcesem, warto pomyśleć o nagrywaniu rozmów z klientami (po uprzednim poinformowaniu ich) i wykorzystaniu ich do celów szkoleniowych firmy.

 

Po kilku miesiącach przerwy dzieci wracają do szkół. Tylko co dziesiąty rodzic nie ma żadnych obaw związanych ze wznowieniem lekcji stacjonarnych

Połowa rodziców obawia się, że ich dziecko zarazi się w szkole koronawirusem. Co trzeci uważa, że szkoły nie są dostatecznie przygotowane do ponownego przyjęcia uczniów i nie będzie w nich przestrzegany reżim sanitarny – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Nationale-Nederlanden. To może skutkować powrotem do lekcji zdalnych. Jednocześnie rodzice podkreślają, że dbają o bezpieczeństwo zdrowotne dzieci – pilnują, by nosiły maseczki, uczą zasad higieny, wzmacniają ich odporność i dbają o szczepienia. Tylko co dziesiąty rodzic zdecydował się na dodatkowe ubezpieczenie NNW dla dziecka.

 Pandemia spowodowała, że rodzice muszą zmierzyć się z obawami, które nigdy wcześniej nie miały miejsca. Według badania przeprowadzonego na zlecenie Nationale-Nederlanden jedna trzecia rodziców uważa, że szkoły nie są dostatecznie przygotowane na przyjęcie uczniów. Ponadto 30 proc. rodziców obawia się, że wskutek rozprzestrzeniania się koronawirusa lekcje znowu będą musiały odbywać się w domu – mówi agencji Newseria Biznes Iwona Debis, menadżer ds. produktów w Nationale-Nederlanden.

Od 12 marca w związku z pandemią koronawirusa szkoły były zamknięte, a nauka odbywała się wyłącznie zdalnie. Od września zajęcia znów mają być prowadzone stacjonarnie. Trzy czwarte badanych uważa, że tradycyjny sposób nauczania jest lepszy niż zdalny. Choć według co drugiego rodzica powrót dzieci do szkoły pozwoli mu lepiej wykonywać obowiązki zawodowe, a także mniej angażować się w zadania szkolne, to wiąże się z tym wiele różnych obaw. Przede wszystkim dotyczą one kwestii zdrowotnych.

Ponad połowa ankietowanych wskazuje, że boi się zakażenia przez dziecko koronawirusem lub grypą – wskazuje Iwona Debis.

Na tę obawę częściej wskazują ojcowie (59 proc.) niż matki (31 proc.). 29 proc. rodziców ma wątpliwości, czy w szkołach będzie przestrzegany reżim sanitarny. Większość opiekunów podejmuje we własnym  zakresie działania, które mają zminimalizować ryzyko zakażenia. Co trzeci rodzic otwarcie rozmawia z najmłodszymi o zagrożeniach związanych z koronawirusem.

– Większość rodziców deklaruje, że dba o prawidłową dietę, by wzmocnić odporność swoich dzieci. Dodatkowo ponad 39 proc. wskazuje na to, że pilnują, by dzieci w miejscach publicznych chodziły w maseczkach. Ponad jedna trzecia respondentów przyznaje również, że przeprowadza szczepienia ochronne zalecane i dodatkowe – wymienia ekspertka Nationale-Nederlanden.

Obawy rodziców dotyczą także tego, czy dzieci będą umiały odnaleźć się w szkolnej rzeczywistości i zawiązywać relacje po tak długiej przerwie. Prawie jedna trzecia badanych ma wątpliwości, czy najmłodsi nadrobią  zaległości wynikające z całego semestru nauki zdalnej.

– Tylko 1 na 10 rodziców nie ma żadnych obaw przed powrotem dzieci do szkoły – dodaje ekspertka Iwona Debis.

Powrót do szkoły po kilku miesiącach przymusowej kwarantanny może być dla dzieci dużym wyzwaniem. Dlatego też rodzice powinni zadbać o kondycję psychiczną dzieci, np. poprzez zaplanowanie aktywności, które zminimalizują u nich stres. Około 30 proc. rodziców twierdzi, że nie będzie ograniczać najmłodszym zajęć dodatkowych.

 Trzeba jednak pamiętać, że koronawirus nie jest jedynym zagrożeniem, które może się przytrafić. Dlatego przed pierwszym dzwonkiem warto pomyśleć o tym, by wykupić dodatkowe ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków – przypomina ekspertka Nationale-Nederlanden. – Z naszej ankiety wynika, że tylko co dziesiąty rodzic myśli o zakupie takiej polisy.

Koronawirus może oznaczać koniec tradycyjnych open space’ów. Zmienia się podejście firm do aranżacji biur

Pozycja biur, mimo znaczącej roli pracy zdalnej, pozostaje niezagrożona. – Nie ma takiej przestrzeni, która mogłaby zastąpić biurową, ze względu na kwestię socjalizacji i wspólnego spędzania czasu – mówi Monika Szawernowska, prezes pracowni projektowej Concept Space. Zmienia się jednak podejście firm do aranżacji biur. Typowe open space’y z kilkudziesięcioma biurkami zmienią się w mniejsze przestrzenie, które można elastycznie dzielić, z pomieszczeniami pomocniczymi. Przestrzenie wspólne są projektowane dla poszczególnych działów, a nie jak przed pandemią dla wszystkich pracowników.

Powierzchnie biurowe będą potrzebne i swoich najemców znajdą również te biurowce, które się budują. Nie ma takiej przestrzeni, która zastąpi biuro. W pracy zdalnej brakuje czynnika socjalizacji czy kwestii wspólnego spędzania czasu, a to jest istotne dla każdej firmy – mówi agencji Newseria Biznes Monika Szawernowska.

Możemy mieć jednak do czynienia z kurczeniem się przestrzeni biurowych. Dotyczy to szczególnie korporacji, które ze względu na wielkość użytkowanych biur mogą je optymalizować. W przypadku mniejszych firm nie będzie to już takie proste – ważny staje się bowiem czynnik odległości między stanowiskami pracy, który umożliwi trzymanie odpowiedniego dystansu.

– Oszczędność na metrach może być więc widoczna, ale na pewno nie będzie takiego scenariusza, jaki wieszczono w kwietniu, że biura już nie będą potrzebne i przechodzimy na pracę zdalną. W Concept Space pracujemy od maja i większość naszych klientów nie ma takich pomysłów – mówi prezes pracowni projektowej Concept Space.

COVID-19 na pewno wpłynął na zmianę aranżacji biur. Z badania Concept Space „Przyszłość aranżacji biura. Co się zmieni?” wynika, że co trzecia osoba wracająca po pracy zdalnej do biura zauważyła zmiany w organizacji powierzchni. Wśród nowych priorytetów firm znalazły się bezpieczeństwo, elastyczność i modułowość. Eksperci podkreślają, że ogromne open space’y mieszczące cały zespół przechodzą do historii.

– One nie znikną z naszego rynku, tylko będą wyglądały inaczej. Pozostaną popularne ze względu na kwestie finansowe oraz optymalizację przestrzeni do pracy. Obecnie realizujemy projekty, w których dzielimy je na mniejsze przestrzenie. Ich najważniejsze elementy to modułowość, elastyczność i funkcjonalność, żeby w każdej chwili można było ją przearanżować. Ważne są odpowiednie odległości między biurkami oraz wydzielenie części do spotkań i burzy mózgów – tłumaczy Monika Szawernowska.

Duży nacisk kładziony jest na strefy socjalne służące spotkaniom i relaksowi. Są one przypisywane konkretnemu działowi czy zespołowi, by uniknąć gromadzenia większej liczby pracowników.

Wcześniej były one aranżowane dla całej przestrzeni biurowej, ale teraz potrzebne są mniejsze kuchnie i strefy relaksu. Ponadto w biurze oczekujemy elementów domowych. Widać, że pracodawcy chcą zapewnić pracownikom jak najbardziej sprzyjające warunki do pracy – mówi prezes Concept Space.

W niektórych firmach pojawiły się też hot deski, czyli biurka, które nie są przypisane tylko jednej osobie, co pozwala na bardziej elastyczne reagowanie na liczbę pracowników obecnych w biurze.

Z badania Concept Space wynika, że przed pojawieniem się koronawirusa 22 proc. pracowników nie miało możliwości pracy w elastycznym trybie. Wśród nich jest aż 67 proc. pracowników instytucji państwowych. Nie wszystkie podmioty były zresztą przygotowane na przejście na pracę zdalną. Większość respondentów wskazało na problem z pracą w domu ze względu na brak odpowiedniego stanowiska i dostępu do sprzętu czy zasobów firmy. Wiele osób nie ma w domu wszystkich potrzebnych elementów do tego, żeby móc efektywnie pracować.

Obecnie większość firm pracuje zdalnie, choć część wróciła już do pracy hybrydowej – mówi Monika Szawernowska. – Mam wrażenie, że większość  jednak nie wróci do pracy w starym układzie, który obowiązywał do marca. W tym momencie większość firm pracuje w sposób hybrydowy.

W 65 proc. biur praca zdalna będzie możliwa również w kolejnych miesiącach. Co czwarta firma daje pracownikowi pełną swobodę w wyborze miejsca do pracy. Model hybrydowy wydaje się być najbardziej popularnym i pożądanym. Tylko 13 proc. pracowników, którzy mają możliwość pracy zdalnej, codziennie przychodzi do biura, a tylko 18 proc. nie korzysta w ogóle z przestrzeni biurowej.

Coraz więcej internautów kupuje przez internet na zagranicznych serwisach. Przybywa też skarg

Prawie co trzeci internauta kupujący online wybiera zagraniczne e-sklepy lub platformy sprzedażowe – wynika z tegorocznego raportu firmy Gemius. Chętnych na transgraniczne zakupy przybywa z roku na rok, a co za tym idzie, rośnie też liczba skarg. – Klienci powinni pamiętać, że gdy kupują od przedsiębiorcy z siedzibą w UE, łatwiej będzie dochodzić ewentualnych roszczeń – mówi Katarzyna Słupek z Europejskiego Centrum Konsumenckiego. 

W czasie pandemii koronawirusa wzrosło zainteresowanie zakupami online w Polsce i za granicą. Z raportu Gemiusa na temat e-commerce w 2020 roku wynika, że już aż 73 proc. internautów robi zakupy przez internet. To więcej o 11 pkt proc. niż w ubiegłorocznej edycji badania. Wraz ze wzrostem zainteresowania zakupami przez internet rośnie też liczba skarg związanych z takimi transakcjami.

Nie zauważyliśmy jednak większych trudności w egzekwowaniu praw konsumentów od przedsiębiorców handlujących przez internet – mówi agencji Newseria Biznes Katarzyna Słupek, ekspertka Europejskiego Centrum Konsumenckiego.

Z zagranicznych serwisów e-commerce korzysta już 30 proc. badanych internautów, którzy robią zakupy przez internet. To o 4 pkt proc. więcej niż rok temu. Najczęściej są to najmłodsi internauci (15–24 lata), a odsetek kupujących spada wraz z wiekiem. Klienci kupują przede wszystkim odzież, szczególnie sportową, obuwie oraz biżuterię i telefony. Najczęściej badani zaopatrują się na platformach AliExpress, eBay i Amazon.

Z doświadczenia Europejskiego Centrum Konsumenckiego wynika, że zdarzają się przypadki, kiedy przedsiębiorcy nie dostarczają towaru, który zamówiliśmy, często nie jest on takiej jakości, jaką byśmy sobie wymarzyli – mówi ekspertka. – Jeżeli pochopnie wybierzemy e-sklep, to może się okazać, że nie jest on sprzedawcą, tylko pośrednikiem.

Ze względu na potencjalne problemy z zakupem przez internet u zagranicznego przedsiębiorcy ważne jest to, czy ma on siedzibę na terenie Unii Europejskiej. Prostsze jest wówczas dochodzenie roszczeń, bo obowiązujące prawo konsumenckie jest jednolite we wszystkich państwach członkowskich. Kupujący ma prawo do bezpłatnego odstąpienia od umowy w ciągu 14 dni, a w ciągu dwóch lat ma prawo do reklamacji.

Każdy obywatel Unii ma takie same uprawnienia, więc również ich egzekucja jest sprawna. Poza tym w przypadku problemów z uznaniem reklamacji konsumenta w stosunku do przedsiębiorcy działającego na terenie UE można liczyć na bezpłatną pomoc Europejskiego Centrum Konsumenckiego. Jeśli natomiast robimy zakupy w sklepach działających poza UE, to jesteśmy zdani tylko na siebie i musimy się liczyć z ryzykiem, że nasze prawa jako konsumentów europejskich nie będą respektowane – mówi Katarzyna Słupek.

Dodatkowo konsument jest zdany na siebie, bo nie ma instytucji, która zajmowałaby się takimi sprawami.

Po nieudanej transakcji w serwisie zagranicznym musimy przede wszystkim złożyć reklamację do przedsiębiorcy, u którego dokonaliśmy zakupu usługi czy towaru. Zasada jest prosta: powinniśmy złożyć zawiadomienie, wysyłając maila lub pismo, że mamy problem z przedmiotem, który kupiliśmy, czy z wykonaniem danej usługi – mówi ekspertka Europejskiego Centrum Konsumenckiego.

Radzi, żeby jeszcze przed zakupem w sieci dokładnie sprawdzić, u kogo zamawiamy produkty. Trzeba znaleźć dane kontaktowe przedsiębiorcy, sprawdzić, gdzie ma zarejestrowaną działalność, oraz przeczytać w regulaminie, czy przewidział ścieżkę reklamacyjną i jak ona wygląda.

– Warto też prześledzić, jakie są opinie o danym sklepie w internecie, szczególnie jeśli cena towaru, który chcemy u niego kupić, jest wyjątkowo atrakcyjna. Wygooglujmy danego przedsiębiorcę, sprawdźmy, czy inni użytkownicy przypadkiem nie ostrzegali przed nim – mówi Katarzyna Słupek.

Obroty w portach morskich spadły z powodu pandemii o 10 proc. W najbliższych miesiącach powinny znowu rosnąć

W całym I półroczu odnotowano wagowy spadek przeładunków o kilkanaście procent, jednak w przypadku niektórych towarów poszczególne porty mogą się pochwalić znaczącymi wzrostami. Średnie obroty spadły o ponad 10 proc. O ile gospodarka wyjdzie obronną ręką ze skutków lockdownu, branża transportu morskiego powinna rozwijać się pomyślnie, do czego porty przygotowują się przez trwające inwestycje. – W przypadku przedłużającego się spowolnienia gospodarczego trzeba będzie skorygować część ambitnych planów rozwojowych – mówi Marek Tarczyński, przewodniczący Rady Polskiej Izby Spedycji i Logistyki.

– Porty morskie relatywnie słabiej zostały dotknięte pandemią niż inne dziedziny gospodarki. Niemniej transport, logistyka i porty są ściśle związane z kondycją gospodarczą – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Tarczyński. – Można powiedzieć, że średnio w wyniku pandemii obroty spadły o około 10 proc. Porty pracowały bez przerwy, nie było żadnego lockdownu, a więc nawet w marcu i kwietniu pełna obsługa lądowych i morskich środków transportu była zabezpieczona, funkcjonowały magazyny znajdujące się wokół terminali portowych. Dzisiaj sytuacja się poprawia wraz z coraz lepszą sytuacją gospodarczą w kraju.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w I półroczu 2020 roku drogą morską przewieziono w Polsce 3,623 mln ton towarów, o 14,2 proc. mniej niż rok wcześniej. Obroty ładunkowe w portach morskich w tym czasie wyniosły 43,5 mln ton, czyli o 10,6 proc. mniej niż przed rokiem. Spadek obrotów odnotowano we wszystkich rodzajach ładunków, a największy w przeładunku ładunków masowych ciekłych – o 24,3 proc., w tym ropy naftowej o 32,2 proc. Jednak już w samym czerwcu odnotowano wzrost przewozów drogą morską o 11 proc. rok do roku i o 37,6 proc. w ujęciu miesięcznym.

– Przez lata, mniej więcej od czasu wejścia Polski do Unii Europejskiej, gospodarka morska rozwijała się w szybszym tempie niż gospodarka narodowa. Tempo wzrostu było około dwa i pół raza szybsze od tempa wzrostu PKB – informuje przewodniczący Rady Polskiej Izby Spedycji i Logistyki. – Długotrwały spadek PKB na pewno wpłynąłby na rozwój dynamiki portów. Wydaje mi się, że przed nami mniej więcej roczny okres, w którym wykrystalizują się dalsze tendencje wzrostu.

Pomimo ogólnoświatowego spadku aktywności w portach i na szlakach morskich w dobie pandemii koronawirusa Port Gdynia utrzymał ubiegłoroczny poziom przeładunków w I półroczu br. Do końca czerwca w Gdyni przeładowano ponad 12 mln ton (w analogicznym okresie 2019 roku – 12,1 mln ton). W największych portach regionu skutki kryzysu są bardziej widoczne. Jednak eksperci prognozują, że przed gospodarką morską – jak i całym sektorem logistyki – stoi perspektywa mocnego odbicia w III lub IV kwartale br. Do końca maja br. na realizację inwestycji portowych pozyskano niemal 424 mln zł w ramach dofinansowania z funduszy Unii Europejskiej. W Porcie Gdynia trwają inwestycje w modernizację stanowiska przeładunku paliw płynnych oraz dwa nowe zbiorniki w bazie paliw w Dębogórzu. Przebudowywane są także nabrzeża, co ma umożliwić przyjmowanie większych statków.

Port Gdańsk w I półroczu 2020 roku obsłużył 23,2 mln ton, co stanowi spadek o 15,2 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w 2019 roku. W całym ubiegłym roku przeładowano w nim rekordowe 52 mln ton. Z kolei w portach w Szczecinie i Świnoujściu przeładowano w ciągu I połowy 2020 roku niemal 15,3 mln ton ładunków, o prawie 8 proc. mniej niż rok wcześniej. Wzrosła jednak, i to o niemal 20 proc., liczba przeładowanych kontenerów TEU.

Jeśli sytuacja ograniczenia i powolnego wzrostu gospodarczego będzie się utrzymywać, to trzeba będzie skorygować część ambitnych planów rozwojowych. Jeśli okaże się, że te problemy mają charakter krótkotrwały, korekta będzie niewielka – ocenia Marek Tarczyński.. – Inwestycje portowe są długoletnie, nie robi się ich w perspektywie dwóch–pięciu lat, ale co najmniej 15–20 lat. Zatem planując rozwój branży morskiej, należy wykazać pewien dystans i nie ulegać chwilowym tendencjom, które mogą wpływać na sytuację rynkową.

Wkrótce poznamy tajemnice trzech największych księżyców Jowisza. Nowa misja może mieć fundamentalne znaczenie dla badania powstawania życia

Wokół Jowisza krąży blisko 70 naturalnych satelitów. Już wkrótce poznamy tajemnice trzech największych z nich. Misja JUICE, która wystartuje w 2022 roku, ma zbadać Ganimedesa, Europę oraz Kallisto. Sonda będzie miała za zadanie obserwację atmosfery oraz magnetosfery Jowisza. Dzięki misji może udać się poznać warunki formowania się planet oraz powstawania życia, a także w jaki sposób funkcjonuje Układ Słoneczny. JUICE zbada Jowisza za pomocą 11 instrumentów, dwa z nich powstają przy udziale polskich naukowców.

– Misja JUICE to jest duża misja Europejskiej Agencji Kosmicznej, jej celem jest zbadanie Jowisza oraz jego księżyców: Ganimedesa, Europy, Kallisto. To jest pierwsza misja, która skupia się na księżycach Jowisza, a nie na samym Jowiszu. Celem misji jest zbadanie, czy na tych księżycach mogą istnieć warunki, które sprzyjają powstawaniu życia – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Łukasz Wiśniewski, członek zarządu w firmie Astronika.

Jowisz to największa planeta w naszym Układzie Słonecznym, prawie jedenaście razy większa od Ziemi i ponad dwa razy masywniejsza niż wszystkie inne planety razem wzięte. Dziewięć statków kosmicznych badało dotychczas z bliska Jowisza. Sonda kosmiczna Juno NASA bada gazowego giganta z orbity i jest pierwszą, która zbadała tajemnicze, spowite chmurami wnętrze planety. Naukowcy wykorzystują także Kosmiczny Teleskop Hubble&HASH39;a na orbicie Ziemi i naziemne teleskopy do regularnych obserwacji Jowisza.

O ile o samej planecie wiemy stosunkowo dużo, to o jej księżycach już niewiele. Ogółem wokół Jowisza krąży ok. 70 satelitów, a dzięki misji JUICE poznamy tajemnice trzech z nich – misja skupi się przede wszystkim na badaniu Ganimadesa, poza tym Europy i Kallisto.

– To wyjątkowa misja pod tym względem, że po raz pierwszy będziemy odwiedzać też księżyce Jowisza. To ważne, ponieważ chcemy znaleźć potwierdzenie, czy istnieje możliwość powstania życia w innych ciałach niebieskich. Właśnie księżyce Jowisza do takich ciał należą, ponieważ znajduje się na nich ciekła woda. Ta misja będzie to badać – tłumaczy Łukasz Wiśniewski.

Księżyce będą badane za pomocą 11 instrumentów, przy czym dwa z nich powstają z udziałem polskich naukowców. Firma Astronika zaprojektowała dwa rodzaje urządzeń: system anten RWI (Radio Wave Instrument) oraz cztery instrumenty z czujnikami pomiaru potencjału plazmy LP-PWI (Langmuir Probe – Plasma Wave Instrument). Oba urządzenia zostały stworzone jako część projektów realizowanych we współpracy z Instytutem Fizyki Plazmy w Uppsali, Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk oraz japońskim Tohoko University.

– Te instrumenty będą znajdowały się na sondzie kosmicznej. My realizujemy urządzenia, które pozycjonują układy pomiarowe oraz czujniki na sondzie kosmicznej. Oznacza to, że urządzenie LPPWI, które dostarczamy to taki 3-metrowy wysięgnik, który jest złożony na czas startu rakiety, natomiast na orbicie okołoziemskiej otworzy się i spozycjonuje w odległości 3 metrów od sondy kosmicznej – tłumaczy ekspert.

Sonda JUICE trafi na orbitę Jowisza w styczniu 2030 roku i spędzi kolejne trzy lata na obserwacji nie tylko księżyców Jowisza, lecz również atmosfery i magnetosfery planety. Dzięki instrumentom zaprojektowanym specjalnie na potrzeby misji będzie można przeprowadzać eksperymenty fal radiowych i plazmowych i w ten sposób sprawdzić warunki formowania się planet i powstawania życia.

–  Jowisz ma największą magnetosferę ze wszystkich planet w Układzie Słonecznym, tak więc to jest świetny obiekt do tego, żeby też po prostu poznać fizykę plazmy – przekonuje Łukasz Wiśniewski. – Lepsze poznanie tych zjawisk fizycznych i różnic między poszczególnymi planetami pozwoli lepiej zrozumieć, gdzie może tak naprawdę ewoluować życie na Ziemi i jaki wpływ ma magnetosfera planety na życie.

Innowacyjny materiał pozwoli opracować samonaprawiające się skrzydła samolotu. W przyszłości może zostać użyty do tworzenia wielu futurystycznych technologii

Naukowcy opracowali nową grupę materiałów, które mogą się same naprawiać i mają pamięć kształtu. Naturalnie przylegają do siebie w powietrzu lub pod wodą, tym samym mogą znaleźć zastosowanie w stworzeniu platform dla pojazdów powietrznych czy futurystycznych samonaprawiających się skrzydeł samolotu. – Chcielibyśmy zbadać wprowadzenie inteligencji niskiego poziomu, aby materiały te wiedziały, że dostosowują się autonomicznie bez konieczności inicjowania procesu przez użytkownika – zapowiada dr Frank Gardea z United States Army Research Laboratory.

Naukowcy z Uniwersytetu Texas A&M oraz Dowództwa ds. Rozwoju Zdolności Bojowych Armii Stanów Zjednoczonych Army Research Laboratory, poprawiając skład chemiczny pojedynczego polimeru, stworzyli całą rodzinę materiałów syntetycznych o różnej teksturze, od ultramiękkich po bardzo sztywne.

– Stworzyliśmy grupę materiałów, których właściwości można precyzyjnie dostroić, aby uzyskać miękkość gumy lub wytrzymałość nośnych tworzyw sztucznych – podkreśla dr Svetlana Sukhishvili, profesor na Wydziale Inżynierii Materiałowej Texas A&M University.

Takie właściwości sprawiają, że w przyszłości może udać się stworzyć realistyczne roboty inspirowane biologicznie czy zaawansowane maszyny. W ten sposób mogą powstać protezy, które zastąpią np. kończynę, będą przy tym nie do odróżnienia od prawdziwego ciała, a nawet lepsze. Wszystko dzięki wyjątkowym właściwościom materiału.

– Takie cechy tych materiałów, jak możliwość druku 3D i możliwość samoleczenia w ciągu kilku sekund, sprawiają, że nadają się one nie tylko do bardziej realistycznej protetyki i miękkiej robotyki, lecz także do szerokich zastosowań wojskowych, takich jak zwinne platformy dla pojazdów powietrznych i futurystyczne samoodbudowujące się skrzydła samolotu – wymienia dr Svetlana Sukhishvili.

Polimery syntetyczne składają się z długich sznurków powtarzających się motywów molekularnych, podobnych do koralików. W polimerach elastomerowych lub elastomerach takie długie łańcuchy są lekko usieciowione, co sprawia, że materiały są gumowate. Poprzez zwiększenie liczby wiązań poprzecznych elastomery można też usztywnić.

– Połączenia są jak szwy w kawałku materiału, im więcej masz szwów, tym sztywniejszy staje się materiał i odwrotnie – tłumaczy dr Sukhishvili. – Chcieliśmy jednak uzyskać dynamiczne i odwracalne usieciowienie, abyśmy mogli stworzyć materiały, które nadają się do recyklingu.

Naukowcy skupili się na cząsteczkach biorących udział w sieciowaniu. Najpierw wybrali polimer macierzysty, prepolimer, a następnie chemicznie uzupełnili łańcuchy prepolimeru dwoma typami małych cząsteczek sieciujących – furanem i maleimidem. Odkryli, ze im więcej cząsteczek w prepolimerze, tym sztywniejsze materiały udaje im się stworzyć. Dzięki temu najtwardszy materiał, który stworzyli, był tysiąc razy mocniejszy niż ten najdelikatniejszy.

Wiązania poprzeczne są odwracalne. Gdy temperatura jest wystarczająco wysoka, furan i malemid odrywają się od łańcuchów polimeru, a materiały miękną. W temperaturze pokojowej materiały twardnieją, ponieważ cząsteczki szybko łączą się ze sobą, ponownie tworząc wiązania poprzeczne.

– Modyfikując sprzęt i parametry przetwarzania w standardowej drukarce 3D, mogliśmy używać naszych materiałów do drukowania złożonych obiektów 3D warstwa po warstwie – tłumaczy dr Frank Gardea, inżynier badawczy w United States Army Research Laboratory. – Wyjątkową zaletą naszych materiałów jest to, że warstwy tworzące część 3D mogą mieć bardzo różną sztywność.

W przyszłości naukowcy planują zwiększyć funkcjonalność swoich nowych materiałów. Jeśli im się powiedzie, materiały będą potrafiły np. same się naprawiać.

– W tej chwili możemy łatwo osiągnąć około 80 proc. samoleczenia w temperaturze pokojowej, ale chcielibyśmy osiągnąć 100 proc. Chcemy również, aby nasze materiały reagowały na bodźce inne niż temperatura, takie jak światło – wskazuje dr Frank Gardea. – W dalszej perspektywie chcielibyśmy zbadać wprowadzenie inteligencji niskiego poziomu, aby materiały te wiedziały, że dostosowują się autonomicznie bez konieczności inicjowania procesu przez użytkownika.

Sytuacja w Polsce – komentarz walutowy

Poznaliśmy dane na temat zmian PKB w Polsce. Są to jednak dane za drugi kwartał, więc nie pokazują aktualnej sytuacji. Prognozy, patrząc na budżet na przyszły rok, nie są jednak optymistyczne.

Dochody i wydatki Amerykanów

W piątek poznaliśmy dane na temat dochodów i wydatków w USA. Dochody w lipcu rosły w ujęciu miesięcznym o 0,4%, z kolei wydatki o 1,9%. Oczekiwania było odpowiednio o 0,6% i 0,4% niższe. Dane są zatem wyraźnie lepsze od oczekiwań, aczkolwiek tendencja, gdzie wydatki rosną szybciej niż dochody, nie jest bezpieczna w długim okresie. Kurs dolara, pomimo korzystnego odczytu indeksu Uniwersytetu Michigan, utrzymał wysoki poziom i tydzień zakończyliśmy w okolicach 1,19 dolara za jedno euro blisko najwyższych poziomów od ponad dwóch lat.

Finalne dane z Polski

Dzisiaj poznaliśmy ostateczny odczyt PKB za drugi kwartał. Od początku kwietnia do końca czerwca PKB spadło w Polsce o imponujące 8,9%. W skali roku jest to nadal mniejsza wartość, głównie przez dobre miesiące przed pandemią. Dane te pokazują jednak okres bez lipca i sierpnia, w rezultacie uwzględnienie tego okresu może powodować, że recesja jest jeszcze głębsza. Najprawdopodobniej lipiec i sierpień były w tym roku bowiem słabsze niż w zeszłym. Po publikacji danych byliśmy świadkami zwiększonej zmienności na złotym, jednakże waluta nie straciła wiele na wartości. Powodem są wyniki z innych państw Unii, gdzie np. Włosi pokazali w skali roku spadek o 17,7%.

Budżet Polski na 2021

Poznaliśmy projekt budżetu na 2021 rok. To, co się od razu rzuca w oczy, to kwestia, na którą wskazywała część analityków. Raz zwiększone wydatki w 2020 wcale nie wracają do normy w roku kolejnym. Pomimo założonego wzrostu PKB na poziomie 4% i inflacji poniżej 2% projekt zakłada imponujące 82,3 mld złotych deficytu. Jest to zasługą utrzymania bardzo wysokiego poziomu wydatków. Są one wyższe aż o 25% niż w 2019 roku. Nie wiadomo, jakie będą źródła finansowania tych wydatków. Zawsze łatwiej jest zwiększyć niż zmniejszyć wydatki.

Dzisiaj dzień wolny w Wielkiej Brytanii z okazji letniego święta bankowego, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

 

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Pracodawcy odmawiają urlopów pracownikom. Boją się, że przywiozą koronawirusa z wypoczynku nad morzem, a nawet… ze ślubu czy pogrzebu

W ostatnich dniach dość szerokim echem w mediach odbiła się historia, gdzie pracodawca odmówił pracownicy urlopu, który wykorzystany miał zostać na obecność na ślubie. Pracodawca argumentował to koronawirusem i zagroził, że jeżeli pracownica mimo wszystko zdecyduje się na udział w uroczystości to niech wypisze sobie wolne na kolejne dwa tygodnie w ramach kwarantanny. Do stowarzyszenia STOP Nieuczciwych Pracodawcom dociera coraz więcej sygnałów odmowy „jednodniowych” urlopów. Pojawiają się także sugestie szefów, by jesienią unikać wypoczynku w zatłoczonych miejscowościach nawet w weekendy.

  • Pracodawcy coraz częściej odmawiają urlopu pracownikom, którzy zamierzają udać się na wesele, pogrzeb lub inną uroczystość rodzinną
  • Podejrzliwym okiem pracodawcy patrzą również w stronę osób wracających z urlopów zagranicznych
  • Pracodawca ma prawo „apelować do rozsądku”, ale nie ma prawa wprost odmówić urlopu, który wykorzystany może zostać przez pracownika w dowolny sposób
  • Jeżeli zachodzi ryzyko ciągłości pracy lub zagrożenia zdrowia współpracowników, pracodawca może zdecydować o działaniu interwencyjnym np. pracy zdalnej dla osoby, która wróciła z takiego wydarzenia jak wesele, pogrzeb czy impreza masowa

Pracodawca może „apelować do rozsądku” pracownika, ale nie może wywierać na nim presji

Jak mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom pracodawcy obawiają się o funkcjonowanie swoich firm w sezonie jesiennym, gdzie poza pandemią koronawirusa możliwe jest także występowanie standardowej grypy. – Wiele firm jest bardzo osłabionych czasem pandemii koronawirusa. Odnotowują straty, dokonują optymalizacji, dokładnie sprawdzają jak mogą możliwie efektywnie funkcjonować w tak trudnym czasie. Nie może być więc zaskoczenia, że menadżerowie odradzają pracownikom zachowania, które mogą być potencjalnie niebezpieczne – mówi Prezes Marczulewska. – Wszystkie działania pracodawców muszą jednak trzymać się w ramach Prawa Pracy. Jeżeli występuje odmowa urlopu czy próba ingerencja w wolność pracownika to jest to nieetyczne i nie powinno mieć miejsca. Pracodawca ma prawo apelować do rozsądku pracownika, ale nie może wywierać na nim presji lub wprost zakazywać mu udziału w weselu czy w pogrzebie – mówi Małgorzata Marczulewska.

– Do naszego stowarzyszenia dotarło kilka skarg. Dotyczyły one np. uzasadnienia wzięcia urlopu na żądanie w danym terminie czy wprost sugestii, że pracodawca odradza pracownikowi udział w ślubie, bo może to poskutkować kwarantanną. Otrzymaliśmy także ciekawe zgłoszenie, że pracownicy otrzymali reprymendę za zorganizowanie czegoś w rodzaju „spotkania integracyjnego” w klubie. Według zarządzających było to zachowanie nieodpowiedzialne w czasie pandemii – dodaje Prezes Małgorzata Marczulewska.

Pracodawca nie może odmówić urlopu na ślub czy wesele, ale ma prawo interweniować gdy obawia się o zdrowie innych pracowników

Temat konsultowany był także z prawnikami współpracującymi ze stowarzyszeniem STOP Nieuczciwym Pracodawcom: – Co do zasady pracodawca nie może wymagać od pracownika wskazania powodu skorzystania z urlopu czy destynacji ewentualnego wyjazdu. Zgodnie z przepisami Kodeksu pracy pracodawca może przesunąć pracownikowi termin urlopu „jeżeli nieobecność pracownika spowodowałaby poważne zakłócenie toku pracy” (art. 164 Kp). Niemniej jednak każdemu pracownikowi przysługuje tzw. urlop na żądanie w wymiarze czterech dni w roku (art. 1672 Kp) i tu pracodawca nie ma możliwości odmówić pracownikowi skorzystania z takiego uprawnienia – wyjaśnia radca prawny Mateusz Galikowski.

Szeroko dyskutowany jest także temat „kwarantanny” dla pracownika po uczestnictwie w weselu, pogrzebie czy po zagranicznych wakacjach: – Przepisy Tarczy Antykryzysowej informują, że pracodawca może udzielić pracownikowi, w terminie przez siebie wskazanym, bez uzyskania zgody pracownika i z pominięciem planu urlopów, urlopu wypoczynkowego niewykorzystanego przez pracownika w poprzednich latach kalendarzowych, w wymiarze do 30 dni urlopu, a pracownik jest obowiązany taki urlop wykorzystać – mówi mec. Galikowski.

– Należy również zauważyć, że pracodawca może wysłać pracownika wracającego z wesela jeśli obawia się o zdrowie innych pracowników do pracy zdalnej zapewniając mu narzędzia do wykonywania takiej pracy. To rozwiązanie wydaje się być rozwiązaniem kompromisowym – wyjaśnia mec. Galikowski.

Bezpieczeństwo pracowników podstawą zarządzania w nowej rzeczywistości – menedżer pod dodatkową ochroną

  • Rośnie zainteresowanie przedsiębiorców ubezpieczeniem od przestoju z powodu szkód niematerialnych.
  • Ważnym elementem ciągłości działania jest też dodatkowa ochrona pracowników, którzy decydują o sukcesie firmy.
  • Ubezpieczenie kluczowych menedżerów chroni zarówno pracowników, jak i przedsiębiorstwo w momencie, gdy ich zabraknie.

Nowa sytuacja społeczno-gospodarcza zmusiła wiele firm do radykalnej zmiany sposobu działania. Po pierwszym szoku i oswojeniu sytuacji przyszedł czas na refleksje. Najpierw wprowadzono zmiany w systemach zarządzania ryzykiem i ciągłości działania. Jak można było się spodziewać, skupiono się na ochronie zdrowia pracowników i dostosowaniu firmy do reżimu sanitarnego. Potem zaczęto analizować zabezpieczenia na wypadek przerw w działalności. Brokerzy ubezpieczeniowi obserwują zatem wzrost zainteresowania ubezpieczeniami mającymi zapewnić utrzymanie przedsiębiorstwa na rynku niezależnie od charakteru zdarzeń skutkujących przestojem. Uwaga większości firm skupiła się więc na możliwości modyfikacji warunków ubezpieczeń od utraty zysku.

Dotychczas uruchomienie ubezpieczeń przerw w działalności było zależne od uprzedniego wystąpienia szkód materialnych, jak pożar, zalanie czy wszelkiego rodzaju wypadki i awarie. Dziś przedsiębiorcy, a co za tym idzie rynek ubezpieczeniowy, poszukują rozwiązań, które umożliwią uruchomienie ochrony finansowej w sytuacji, gdy przestój spowodowany jest przyczyną zewnętrzną niezwiązaną jednak z jakimkolwiek uszkodzeniem mienia. To słuszne podejście i z pewnością już niedługo usłyszymy o nowych rozwiązaniach w zakresie tych ubezpieczeń. Jednak to nie koniec możliwości ubezpieczeniowych, jakie mają przedsiębiorcy chcący zabezpieczyć stabilność finansową swoich firm. Co w sytuacji, gdy zachorują kluczowe osoby w firmie lub właściciele? Jak zapewnić ciągłość działania, gdy ich zabraknie? Warto wtedy zainteresować się też ubezpieczeniem kluczowych menedżerów – radzi Łukasz Zoń, prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych.

Co zapewnia ubezpieczenie kluczowych menedżerów?

Ochrona najważniejszych osób w firmie jest rozbudowanym ubezpieczeniem na życie. Zabezpiecza przedsiębiorstwo na wypadek utraty ważnych pracowników. Przede wszystkim przewiduje wypłatę środków na znalezienie zastępstwa. Ubezpieczenie zakłada najczęściej pokrycie części kosztów związanych z rekrutacją, tymczasowym zatrudnieniem specjalistów do czasu wyboru kogoś na stałe, a niektórzy ubezpieczyciele oferują też pokrycie części wynagrodzenia nowej osoby przez kilka miesięcy. W razie długotrwałej niezdolności menedżera do pracy polisa może zapewniać rekompensatę ewentualnych utraconych zysków. Z kolei w przypadku spółek, polisa zakłada też wykup akcji posiadanych przez osobę ubezpieczoną. Może też dojść do tego, że brak osoby ubezpieczonej uniemożliwia dalsze prowadzenie działalności. W takiej sytuacji polisa ułatwia proces likwidacji firmy.

Główne kategorie kosztów przedsiębiorstwa, które może uwzględniać ubezpieczenie:

  • utracone zyski
  • zatrudnienia zastępstwa
  • zobowiązania handlowe i kredytowe
  • wykup udziałów lub akcji
  • likwidacja przedsiębiorstwa

Ubezpieczenie przewiduje wsparcie w wielu obszarach związanych ze stratą kluczowej osoby w firmie i składa się z różnych elementów. Dlatego firmy zainteresowane jego zakupem korzystają najczęściej ze wsparcia brokerów ubezpieczeniowych. Choć ochrona ta jest standardem w korporacjach i dużych firmach, to uwagę na nią powinien zwrócić też sektor MŚP. Zwłaszcza przedsiębiorstwa rodzinne lub bazujące na unikalnym pomyśle biznesowym. To w ich przypadku najczęściej cała działalności i sukces firmy zależą od pojedynczej osoby  – zauważa Łukasz Zoń.

Bezpieczeństwo pracowników podstawą zarządzania w nowej rzeczywistości

Nowa rzeczywistość biznesowa i zdrowotna jeszcze mocniej niż wcześniej uwypukliły znaczenie czynnika ludzkiego w zarządzaniu marką. Znalazł się on w centrum zainteresowania. W planach ciągłości działania należy uwzględniać wiele elementów związanych z zabezpieczeniem pracowników. Odpowiednio skonstruowany system zarządzania kryzysowego powinien zatem uwzględniać zarówno wprowadzenie dodatkowych procedur bezpieczeństwa sanitarnego, jak i możliwość płynnego przejścia na inny model pracy, np. zdalnej. To z kolei powoduje, że obraz ryzyka zmienia się poważnie.

W obecnej sytuacji pandemii, zmiana mapy ryzyka wymusza nowe spojrzenie na posiadane programy ubezpieczeń. Z jednej strony pracodawcy mogą i powinni poprzez stosowny program ubezpieczeń zadbać o specjalną pomoc zdrowotną dla pracowników. Z drugiej strony przejście na pracę zdalną w zupełnie nowym świetle stawia na przykład potrzebę zakupu cyberubezpieczeń. Powstały zatem nowe kategorie kosztów, o czym nie wolno zapominać, a każda firma powinna zakładać też pewną rezerwę na pokrycie zobowiązań stałych w trakcie przestoju. Na szczęście część tych wydatków można uwzględnić w programie ochrony ubezpieczeniowej przedsiębiorstwa – dodaje Łukasz Zoń.

 

Źródło: SPBUiR

Innowacyjne firmy lepiej reagują na kryzys

0

II kw. 2020 r., ze względu na lockdown i wynikające z niego konsekwencje, był najtrudniejszym od lat testem dla wielu firm. Jednak jak wynika z raportu „Zatrudnienie w Nowoczesnej Gospodarce Q2 2020” przygotowanego przez ADP Polska, od kwietnia do czerwca znacznie lepiej z bieżącymi wyzwaniami poradziły sobie firmy Nowoczesnej Gospodarki, czyli przedsiębiorstwa wdrażające innowacyjne rozwiązania. Zwiększyły one w tym okresie (vs II kw. 2019 r.) zatrudnienie o 3,73 proc. Z kolei zatrudnienie w przypadku ogółu przedsiębiorstw rosło o 2 proc. wolniej niż w analogicznym kwartale 2019 r. W wyniku tego odnotowano największą różnicę pomiędzy Nowoczesną Gospodarką a ogółem rynku w niemal dziesięcioletniej historii raportu.

Według danych raportu Głównego Urzędu Statystycznego dynamika zatrudnienia ogółu rynku zmniejszyła się o 2 proc. (vs. II kw. 2019 r.). Ostatnia taka sytuacja, gdy poziom zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw osiągnął ujemny wynik, miała miejsce w 2013 r. Natomiast z danych ADP Polska wynika, że zatrudnienie w przedsiębiorstwach Nowoczesnej Gospodarczej było wyższe niż ogółu rynku o rekordowe 5,73 p.p. – przez co Wskaźnik Nowoczesnej Gospodarki, bazujący na różnicy między poziomem zatrudnienia w awangardzie biznesu a ogółem rynku, wzrósł do 122,23.

– Porównując innowacyjne przedsiębiorstwa i ogół rynku widać dużą różnicę na korzyść tych pierwszych. Oznacza to, że awangarda biznesu skuteczniej radzi sobie ze skutkami kryzysu. Od początku roku różnica między Nowoczesną Gospodarką a ogółem przedsiębiorstw przekracza 5,5, podczas gdy w ubiegłym roku najwyższy wynik wynosił 3,42 (IV kw.). Jednym z powodów tego rozdźwięku są inwestycje w nowe technologie i cyfryzację, która – jak udowodniły ostatnie miesiące – jest szansą na zachowanie ciągłości procesów biznesowych. Dodatkowo, innowacyjne firmy o wiele wcześniej wdrażały niestandardowe rozwiązania, stąd łatwiej było im przenieść zespoły w tryb pracy zdalnej. Nie musiały dzięki temu wstrzymywać rekrutacji, którą skutecznie, przy pomocy odpowiednich narzędzi, można przeprowadzić także online – powiedziała Anna Barbachowska, HR Business Partner w ADP Polska.

Produkcja rośnie w siłę

Do wyników Nowoczesnej Gospodarki w największym stopniu przyczyniły się duże firmy produkcyjne, które w II kw. 2020 r. zwiększyły zatrudnienie aż o 6,23 proc. (vs II kw. 2019 r.). To spore odbicie po historycznie najniższych wynikach tego sektora z ostatnich kwartałów. Warto przypomnieć, że w I kw. 2020 r. dynamika zatrudnienia w firmach produkcyjnych była na poziomie 2,06 proc., a w II kw. wyniosła już 5,46 proc. (vs II kw. 2019 r.). Również małe przedsiębiorstwa nieco zwiększyły zatrudnienie. Dynamika ich wzrostu w II kw. 2020 r. wyniosła 2,43 proc. wobec analogicznego okresu z 2019 r.

– W drugim kwartale odnotowano znaczny wzrost dynamiki zatrudnienia szczególnie w firmach produkcyjnych. Wynika on z zwiększonej produkcji firm tego sektora. Ze względu na niepokój związany z przerwami w łańcuchach dostaw, które miały miejsce w czasie lockdownu, firmy, chcąc zabezpieczyć się na wypadek drugiej fali pandemii, uzupełniały zapasy magazynowe. A zwiększona produkcja, to większe zapotrzebowanie na pracowników – komentuje Anna Barbachowska.

ZMIANY ZATRUDNIENIA

Usługi w II kw. 2020 r. mocno w dół

Odmienną sytuację odnotowano w firmach usługowych, które dotychczas były motorem napędowym zatrudnienia w Nowoczesnej Gospodarce. W II kw. 2020 r. przyjmowały one do pracy z mniejszą dynamiką  niż w poprzednich miesiącach. Wzrost zatrudnienia wyniósł 2,96 proc. (vs I kw. 2019 r.), podczas gdy w I kw. 2020 r. wynosił on 7,79 proc. W analizowanym okresie lepiej poradziły sobie małe przedsiębiorstwa usługowe, które odnotowały wzrost zatrudnienia na poziomie 5,73 proc., natomiast w dużych firmach zatrudnienie wzrosło jedynie o 2,32 proc. To zmiana trendu z poprzednich kwartałów, kiedy to duże firmy usługowe miały większą dynamikę zatrudnienia.

Na gorszym wyniku firm usługowych w największym stopniu zaważył popyt na ich ofertę. Branże takie jak eventowa czy gastronomiczna wciąż nie podniosły się po najgorszych miesiącach, muszą szukać oszczędności i zabezpieczać się na przyszłość. Wobec tego przedsiębiorstwa te dużo ostrożniej podchodzą do inwestycji czy rekrutacji nowych pracowników – uważa Anna Barbachowska.

FitAdept zdobył ponad milion złotych na rozwój platformy treningowej

Polski startup FitAdept, który stworzył platformę do umawiania i prowadzenia indywidualnych treningów on-line oraz narzędzie optymalizacji planów treningowych, pozyskał milion złotych od funduszu venture capital AgriTech Hub. Inwestycja została zrealizowana w dwóch transzach. Startup wsparli również trzej aniołowie biznesu.

– Alternatywne formy aktywności poza siłownią oraz parametryzowanie i śledzenie własnych postępów fizycznych już teraz wpływają na kształt sektora fitness w Polsce i na świecie. Ostatnie miesiące tylko potwierdziły, że wykorzystanie nowych technologii w tej branży jest nieuniknione i może uratować ją przed kryzysem – mówi Marcin Woźniak, prezes zarządu AgriTech Hub. – FitAdept przeszedł trudną próbę ostatniego lockdown pomyślnie, skutecznie realizując swoje cele i dowodząc, że posiada produkt dostosowany do zmieniających się realiów. To skłoniło nas do dalszej inwestycji i zaufania zespołowi spółki – dodaje. 

Firma założona przez Michała Gębalę i Kamila Bąka, od kilku lat skupia się na rozwijaniu nowych technologii dla branży fitness. Obecnie pracuje nad dwoma rozwiązaniami. Pierwsze to wirtualny asystent treningowy, który dzięki wykorzystaniu mechanizmów sztucznej inteligencji pozwala na opracowywanie oraz optymalizację indywidualnych planów dla osób ćwiczących. Drugie to rozwiązanie do umawiania zdalnych treningów jeden na jeden (1:1) z trenerami personalnymi. Platforma ruszyła w marcu br., pojawiając się w momencie, gdy większość Polaków musiała zrezygnować z dotychczasowych form aktywności ze względu na lockdown spowodowany Covid-19. Wiele osób skorzystało w tym czasie z rozwiązania zdalnych treningów 1:1 z trenerami FitAdept. Takich sesji treningowych zrealizowano już ponad 10 tysięcy.

– Bardzo cieszymy się z powiększenia grona inwestorów o kolejny fundusz i doświadczonych aniołów biznesu. Misją FitAdept jest pomóc 1 mln osób, w Polsce i poza granicami, poczuć się lepiej w swoim ciele. Obserwujemy, że połączenie nowych technologii, zdalnej formuły ćwiczeń przy jednoczesnym zachowaniu bezpośredniej interakcji z człowiekiem – wykwalifikowanym trenerem FitAdept – jest skuteczną drogą realizacji naszej misji – mówi Michał Gębala, współzałożyciel FitAdept. – Szeroka dostępność oferty, w tym trening w dowolnym miejscu i czasie, personalizowany trening dla każdego podopiecznego, atrakcyjna cena – to wszystko wpływa na ponadprzeciętną retencję klientów i jest dla nas dobrym wskaźnikiem na przyszłość – dodaje.

CI Games zakończyła proces bookbuildingu i ustaliła ostateczną cenę emisyjną oraz wielkość emisji akcji serii I

CI Games SA zakończyła proces bookbuildingu i ustaliła ostateczną wielkość emisji na poziomie 21 mln akcji zwykłych na okaziciela serii I, oferowanych po cenie emisyjnej 1,2 zł. W jej ramach spółka może pozyskać od profesjonalnych inwestorów 25,2 mln zł. Środki zostaną przeznaczone na produkcję gier w zakresie marek Lords of the Fallen oraz Sniper Ghost Warrior. Firmą inwestycyjną pośredniczącą w oferowaniu akcji był Trigon Dom Maklerski.

– Z sukcesem zamknęliśmy proces budowania książki popytu na akcje nowej emisji w obrębie wszystkich oferowanych akcji serii I. Zainteresowanie ze strony inwestorów było bardzo duże. Szczególnie cieszę się ze znaczących pakietów, które trafią do inwestorów instytucjonalnych, co jest zgodne z naszymi wcześniejszymi oczekiwaniami i tym co ostatnio komunikowaliśmy – informuje Marek Tymiński, prezes CI Games.

Pozyskane z emisji środki spółka przeznaczy na produkcję naszych gier w zakresie dwóch marek – Lords of the Fallen oraz Sniper Ghost Warrior.

Po skutecznie przeprowadzonej emisji nie będziemy dążyć do podpisania umowy współwydawniczej, dzięki czemu utrzymamy zdecydowaną większość zysku z gry Lords of the Fallen 2 po stronie Spółki – dodaje Marek Tymiński.

CI Games dokona formalnego przydziału akcji 3 września.

Akcje Serii I były oferowane w ramach subskrypcji prywatnej, z wyłączeniem prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy spółki i z zastrzeżeniem ograniczonego prawa pierwszeństwa.  Minimalna wartość zapisu wynosiła 0,5 mln zł. Firmą inwestycyjną pośredniczącą w oferowaniu akcji będzie Trigon Dom Maklerski.

Awanse Polek w strukturach TMF Group

0

Joanna Romańczuk została dyrektor zarządzającą polskiego i ukraińskiego oddziału TMF Group, czołowej firmy świadczącej administracyjne usługi biznesowe dla firm. Zastąpiła w roli zarządzającej polskim oddziałem Dagmarę Witt-Kuczyńską, która objęła stanowisko lidera praktyki Księgowości i Podatków na obszar CEE, obejmujący Polskę, Czechy, Słowację, Ukrainę, Rosję i Kazachstan.

Romańczuk kieruje zespołem blisko 500 specjalistów w Warszawie, Katowicach i Kijowie obsługującym ponad 850 klientów. Sprawuje nadzór operacyjny nad dostarczaniem usług w obszarze kluczowych kompetencji polskiego i ukraińskiego biura: Kadr i Płac, Księgowości i Podatków oraz Sekretariatu Korporacyjnego.

W latach 2014 – 2020 menedżerka była związana z firmą MoneyGram Poland, gdzie od roku 2018 pełniła funkcję prezesa zarządu, a w globalnych strukturach MoneyGram zarządzała obszarem zarządzania przychodami (ang. Revenue Operations).

Joanna Romańczuk jest absolwentką Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz Studiów Podyplomowych w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie.

Dagmara Witt-Kuczyńska zarządzająca dotychczas polskim oddziałem TMF Group objęła stanowisko lidera praktyki Księgowości i Podatków na obszar CEE. Z TMF Group związana jest od pięciu lat. Wcześniej, w latach 2005 – 2015, menedżerka była związana z firmą doradczą EY, gdzie pracowała w działach Usług Księgowych, Księgowości Wewnętrznej, Audytu, a w ostatnich latach jako menedżer w Dziale Doradztwa w Zakresie Rachunkowości.

Dagmara Witt-Kuczyńska jest absolwentką kierunku Finanse i Bankowość w Głównej Szkole Handlowej w Warszawie. Posiada tytuł Biegłego Rewidenta nadany przez Krajową Izbę Biegłych Rewidentów oraz tytuł FCCA, przyznawany przez The Association of Chartered Certified Accountants (ACCA).

TMF Group jest czołową firmą świadczącą administracyjne usługi biznesowe dla firm w obszarze rozwoju międzynarodowego – zarówno organicznego lub w wyniku fuzji i przejęć, oraz dla funduszy inwestycyjnych. Z usług TMF Group korzysta ponad 60 proc. firm z listy Fortune Global 500 i FTSE 100 oraz blisko połowa z 300 największych na świecie firm private equity.

W ciągu 10 lat czeka nas rewolucja, podziękujmy pandemii

Przed nami ostatnie miesiące drugiej dekady XXI wieku, to nie jest dla nas łatwy rok. Zdaniem instytutu Gartnera aktualne wydarzenia odbiją się echem
w kolejnym dziesięcioleciu, w którym technologia zmieni otaczający nas świat. Analitycy z amerykańskiej firmy doradczej wybrali pięć — ich zdaniem kluczowych — trendów, które zrewolucjonizują naszą rzeczywistość. Co zatem przyniosą lata 20.?

Gartner, to globalny lider w obszarze konsultingu, który przygotowuje prognozy dla największych światowych korporacji, wielu agencji rządowych, firm technologicznych i funduszy inwestycyjnych. Raporty analityków z tej firmy lądują na biurkach najbardziej wpływowych ludzi na świecie. Baza klientów składa się z ponad 15 000 organizacji w ponad 100 krajach. Firma uważana jest  za wyrocznię, bo prognozy przez nią przygotowywane charakteryzują się dużą sprawdzalnością.

Tym razem instytut Gartner wskazał pięć kluczowych trendów technologicznych, które powinniśmy obserwować w ciągu najbliższej dekady. Dlaczego? Ponieważ jak twierdzą twórcy raportu – odmienią one nasze życie. Niektóre z nich już się pojawiły, ale są też takie, które nas zaskoczą.

Żeby przygotować raport “Hype Cycle for Emerging Technologies, 2020”, eksperci wzięli pod lupę aż 1700 technologii, które przypisali do 30 kategorii. Dopiero na podstawie tego podziału wyłowili 5 globalnych trendów, które powinniśmy obserwować w ciągu najbliższej dekady. Zdaniem Briana Burke, wiceprezesa ds. badań w Gartner, firmy, które chcą zachować swój innowacyjny charakter, muszą bacznie śledzić nadchodzące zmiany.

#1. Cyfrowe ja

Na początku czeka nas większa integracja człowieka z technologią. “Cyfrowe ja” (Digital me), tak zdaniem ekspertów Gartnera będzie nazywał się ten trend. W tym zbiorze zawierać się będą nasze cyfrowe identyfikatory. Do takowych zaliczamy np. cyfrowe paszporty albo aplikacje służące do zachowania dystansu pomiędzy ludźmi, tak chętnie wykorzystywane podczas pandemii. Jednak nie będzie to tylko zdigitalizowana wersja klasycznego dokumentu, a bardziej zaawansowane rozwiązanie. Grupa aplikacji będzie rosła, co zdaniem Gartnera doprowadzi do wykreowania zdigitalizowanego odbicia lustrzanego. Taki “awatar” pozwoli na budowanie nowych interakcji zarówno ze światem wirtualnym, jak i rzeczywistym.

Zmienia się sposób, w jaki dochodzi do interakcji pomiędzy człowiekiem a siecią. Dziś, oprócz tradycyjnej klawiatury i ekranu wykorzystujemy do tego celu głos, gesty i wzrok. Człowiek stał się istotą wielowymiarową, która funkcjonuje na granicy dwóch światów, wirtualnego i rzeczywistego. Niedługo podział na to, co cyfrowe, a co prawdziwe, przestanie obowiązywać. – mówi Piotr Prajsnar, prezes Cloud Technologies, warszawskiej spółki specjalizującej się w Big Data marketingu, która posiada jedną z największych na świecie hurtowni anonimowych danych o użytkownikach Internetu oraz autorską technologię do analizy danych Data Management Platform. Ekspert dodaje: – Jak bardzo cyfrowa rewolucja zmienia naszą rzeczywistość, najlepiej świadczą badania zrealizowane przez portal eMarketer. Mimo że ogólne wydatki na reklamę ogółem będą mniejsze w tym roku o około 5%, co w porównaniu do 2019 oznacza spadek o 11 p.p., to wydatki na reklamę w internecie wciąż będą rosnąć, do czego przyczyniła się pandemia koronawirusa, w wyniku której ludzie przenieśli wiele aktywności do Sieci. Szacuje się, że w 2020 wydamy na ten rodzaj promocji ponad 330 mld USD. To dwukrotnie więcej niż na reklamy w telewizji.

#2 Architektura kompozytowa

Kolejnym trendem, na który wskazują analitycy Gartnera jest Composite Architectures, które po polsku możemy tłumaczyć jako architektura kompozytowa przedsiębiorstwa. Tym razem jednak nie jest to technologia, a koncepcja bazująca na technologii. Jak piszą autorzy raportu, architektura kompozytowa przedsiębiorstwa jest rozwinięciem zwinnego modelu zarządzania przedsiębiorstwem.

Jakie będzie “przedsiębiorstwo kompozytowe”? Otóż będzie ono zaprojektowane tak, aby reagować na gwałtownie zmieniające się potrzeby biznesowe. W tym celu ma łączyć dwie cechy: zwinność i elastyczność. Żeby tak się stało nowy model organizacji, bazuje na danych. W praktyce wyglądać to będzie następująco: duże zbiory informacji, które generuje np. zakład produkcyjny, będą zbierane i transportowane do aplikacji. Tam będą one przetwarzane, a proces nadzorować będzie Sztuczna Inteligencja, by “przerobione” wnioski przekazać dalej. W ten sposób firmy będą bardziej elastyczne.

Brzmi to bardzo skomplikowanie, ale sprowadza się do jednego – znacznie wyższej elastyczności. Bo jak pokazały ostatnie miesiące, zwinność była w cenie. Jak wyjaśnia Błażej Migoń, Product Manager z BPSC – Od dawna biznes idzie w stronę zwinności i elastyczności. Kolejne lata będą pogłębiać ten stan rzeczy. Biznes musi mieć w rękach narzędzia, by skutecznie reagować i w rezultacie działać w obliczu dynamicznie zmieniających się potrzeb biznesowych. Nie tylko w przypadku kryzysu, ale też niespodziewanego popytu. Elastyczny model to właśnie zbiór kompetencji i narzędzi pozwalających na wdrożenie efektywnej transformacji operacji, procesów i powiązań biznesowych w odpowiedzi na zmieniającą się sytuację. Tyczy się to zarówno otoczenia wokół, jak i wewnątrz organizacji. – podsumowuje ekspert z firmy dostarczającej zaawansowane rozwiązania IT dla biznesu.

#3 W objęciach sztucznej inteligencji

Kolejnym trendem, który przykuł uwagę analityków Gartnera, jest Sztuczna Inteligencja. Podobnie jak model zarządzania firmą, omawiany wcześniej, tak również SI, ma stać się na tyle elastyczna, by mogła samodzielnie dopasowywać się do zmieniających się warunków. Eksperci amerykańskiej firmy opatrzyli tę grupę mianem formatywnej SI (Formative AI).

Kluczem jest tutaj elastyczność w budowaniu modeli SI, które odpowiednio wykorzystane przez np. twórców aplikacji i projektantów UX będą w stanie generować całkowicie nowe modele, opracowane do określonych zagadnień. Sztuczna inteligencja przestanie być trwałym w swej formie kawałkiem kodu, a będzie się adaptować do problemu, jaki naprzeciw niej stawiamy.

Predykcje – o tym będzie niedługo mówił biznes. Umiejętność skutecznego przewidywania będzie kluczowym obszarem do rozwoju biznesu. Proaktywność w tym obszarze będzie napędzać inwestycje w innowacje, które będą kluczowe. Preferencje klientów, newralgiczne punkty w procesie produkcji czy logistyki, albo wąskie gardła w łańcuchu dostaw to obszary, które można usprawnić dzięki technologii. Można to osiągnąć poprzez skuteczne i sprawne zbieranie danych wsparte technologią, które w kolejnym etapie, opatrzone stosownymi algorytmami będą dawały analizy wspierające managerów w podejmowaniu kluczowych i trafnych decyzji. Kto najlepiej poradził sobie podczas pandemii? Przedsiębiorstwa, które inwestują w swój rozwój od lat. Warto jednak wiedzieć, że czas na podjęcie takich działań jest zawsze dobry i nie warto zwlekać z takimi decyzjami – mówi Błażej Migoń z BPSC.

W tym samym tonie Gartner pisze o Algorithmic Trust. Co oznacza ten obco brzmiący termin? Modele zaufania algorytmicznego, które oparte są na odpowiedzialności osób i organów sprawujących władzę, będą zastępowane algorytmicznymi modelami zaufania. Inteligentne oprogramowanie będzie analizowało szereg danych, tylko po to, by zminimalizować ryzyko związane z działaniem przedsiębiorstwa. Czy to koniec polegania na ludzkiej intuicji? Jak twierdzą Amerykanie, nadchodzi era modelowania w czasie rzeczywistym i podejmowanie decyzji w oparciu o fakty i predykcje. Wszystko po to, by zapewnić sobie prywatność i bezpieczeństwo danych, źródła aktywów oraz tożsamości osób i rzeczy.

Zaufanie algorytmiczne znacznie przyczyni się do tego, że ryzyko operacyjne, na jakie narażone są instytucje i przedsiębiorstwa, stanie się o wiele mniejsze. Nie od dziś wiadomo, że zaufanie klientów, pracowników i partnerów to kapitał, który ciężko jest odbudować.

#4 Koniec epoki krzemowej

Krzem to dzisiaj jeden z najważniejszych surowców na Ziemi. Jest powszechnie wykorzystywany do produkcji nowoczesnych procesorów, które zasilają wszystkie zaawansowane urządzenia elektroniczne – od komputerów, przez smartfony po smart zegarki. – Żyjemy w czasach Internetu Rzeczy. Niemal każdy przedmiot wyposażony jest w moduł, który pozwala urządzeniom komunikować się ze sobą za pomocą technologii bezprzewodowej. Według danych firmy Intel, świat IoT rośnie w oszałamiającym tempie, od 2 miliardów obiektów w 2006 roku do 200 miliardów obecnie. Oznacza to, że na każdego człowieka przypada około 26 inteligentnych urządzeń! A każde z nich generuje informacje, które tworzą olbrzymi zbiór, zwany Big Data. Analiza wielkich zbiorów danych jest dziś często fundamentem nie tylko skutecznych strategii marketingowych, ale także strategii rozwoju biznesu – mówi Piotr Prajsnar z Cloud Technologies. Firmy i organizacje rządowe, wykorzystują tę technologię, by lepiej zrozumieć to, co się dzieje organizacji i wokół niej.

“Co po krzemie?” – tak brzmi pytanie zadane przez analityków i zarazem ostatni z przedstawionych przez Gartnera trendów. Jak twierdzą amerykańscy eksperci, ta technologia zbliża się do szczytu swoich fizycznych ograniczeń. Co więcej, olbrzymie zapotrzebowanie na ten surowiec spowodowało podniesienie jego cen oraz malejącą dostępność. Dlatego musimy liczyć się z tym, że w ciągu najbliższej dekady pojawią się alternatywne rozwiązania, które zastąpią wysłużony krzem.

Jednak ta teza nie jest niczym nowym, już w 2012 roku fizyk Michio Kaku ostrzegał, że: – Za 10 lat prawo Moore’a nie będzie już obowiązywało. Już teraz obserwujemy spowolnienie w przyroście liczby tranzystorów możliwych do umieszczenia na jednym kawałku układu scalonego. To prawa fizyki ograniczają wzrost mocy obliczeniowej komputerów opartych na krzemie. Nie mniej ni więcej, oznacza
to tylko jedno – koniec ery krzemu.

Gartner przewiduje, że pod uwagę musimy wziąć takie rozwiązania jak komputer DNA, w którym obliczenia zachodzą dzięki reakcjom chemicznym między cząsteczkami DNA. To technologia opracowana na podstawie obserwacji i badań tego, jak działa ludzkie ciało.

Równie futurystycznie brzmi koncepcja biodegradowalnych sensorów, które mogą być wprowadzone do ludzkiego ciała, by kontrolować jego funkcje życiowe, a następnie się… rozpuścić. Takie rozwiązania znajdują się już na etapie testów, np. na Uniwersytecie w st. Illinois w Urbana-Champaign. Ostatnią z alternatyw mają być tranzystory węglowe, które pozwalają zbudować komputer zawierający wyłącznie tranzystory zbudowane na bazie węglowych nanorurek. To również nie jest nowość w świecie nauki, jakiś czas temu, pierwsze tego typu urządzenie zaprezentowali naukowcy pracujący w Stanford University.

Firma Gartner zwróciła uwagę na 5 jej zdaniem najistotniejszych trendów. Jednak prawda jest taka, że trendy technologiczne nie będą się rozwijać osobno, ale będą się przenikać. Rozwój 5G i Edge Computing zapewni wzrost mocy obliczeniowej i stanie się podstawą dla platform IoT nowej generacji. Integracja technologii konsumenckich i biznesowych ze sztuczną inteligencją, dużymi zbiorami danych, IoT i przetwarzaniem brzegowym przyczyni się do rozwiązania problemów dotyczących niemal każdego zagadnienia.

Chyba że na naszej drodze, znów pojawi się przeszkoda, jakiej nikt nie przewidział…

Postępowanie sanacyjne spółki a przedłużanie terminu zwrotu VAT

Naczelnik urzędu celno-skarbowego wszczął w spółce kontrolę celno-skarbową i wstrzymał wykazany przez nią, należny jej zwrot VAT. W trakcie kontroli sąd rejonowy otworzył postępowanie sanacyjne spółki w celu uniknięcia jej upadłości. Mimo to fiskus jeszcze przez pół roku przedłużał termin zwrotu VAT. Działania organów zaskarżył w końcu zarządca sanacyjny, zarzucając im naruszenie przepisów podatkowych oraz przepisów prawa restrukturyzacyjnego.

Kontrahenci z grupy wysokiego ryzyka

Przedsiębiorstwo handlowe w złożonej w lipcu 2018 r. korekcie deklaracji podatkowej za czerwiec 2018 r. wykazało nadwyżkę naliczonego podatku od towarów i usług nad należnym do zwrotu na jego rachunek w ustawowym terminie 60 dni. Naczelnik urzędu celno-skarbowego we wrześniu 2018 r. wszczął w przedsiębiorstwie kontrolę celno-skarbową, którą następnie trzykrotnie przedłużał aż do lipca 2019 r. W jej trakcie, podejmując wątpliwości co do zasadności zwrotu, również trzykrotnie postanowieniami z: września 2018 r., listopada 2018 r. oraz lutego 2019 r. przedłużał jego termin. Organ nie chciał zwrócić spółce VAT, bo jak ustalił, jej głównymi dostawcami są firmy zaliczane do grupy wysokiego ryzyka (w przypadku jednej z nich jej jedynym właścicielem i udziałowcem był obcokrajowiec, a w przypadku innych ich rozliczenia podatkowe były już kwestionowane przez organy podatkowe). Podobne obawy organ wyraził co do odbiorców towarów od spółki, którymi były firmy litewskie.

Postępowanie sanacyjne, czyli ochrona firmy przed upadłością

W listopadzie 2018 r. sąd rejonowy otworzył postępowanie sanacyjne spółki i wyznaczył zarządcę masy sanacyjnej. Celem tego postępowania jest próba zawarcia układu z wierzycielami, ochrona majątku firmy przed egzekucją, a także wprowadzenie właściwego zarządu majątkiem dłużnika, a tym samym umożliwienie odzyskania przez przedsiębiorstwo zdolności do wykonywania swoich zobowiązań i w konsekwencji uniknięcie upadłości.

Zarządca zaskarżył kolejne przedłużanie terminu zwrotu VAT

W maju 2019 r. zarządca sanacyjny spółki złożył zażalenie na postanowienie naczelnika urzędu celno-skarbowego przedłużające termin zwrotu VAT spółce, zarzucając naruszenie przepisów ustawy o VAT, Ordynacji podatkowej, a także ustawy – Prawo restrukturyzacyjne. Zarządca podniósł, że organ podatkowy nieskutecznie przedłużał termin zwrotu do lipca 2019 r., bowiem możliwość dalszego jego wstrzymywania wygasła już w listopadzie 2018 r., gdy do obrotu prawnego nie weszło drugie z postanowień naczelnika o przedłużeniu. Powodem był brak doręczenia mu (zarządcy sanacyjnemu) w wymaganym terminie takiego postanowienia.

To, że postanowienie z listopada doręczono dopiero w kwietniu, jest efektem działań spółki

Dyrektor izby administracji skarbowej nie przychylił się do zażalenia. Uznał, że organ zachował terminy uprawniające fiskus do przedłużania terminu zwrotu VAT, doręczając sporne postanowienie spółce w listopadzie 2018 r. W uzasadnieniu podniósł, że pismo sądu rejonowego w sprawie otwarcia postępowania sanacyjnego spółki wpłynęło do organu drugiej instancji w listopadzie 2018 r., po czym organ ten doręczył je naczelnikowi urzędu celno-skarbowego w grudniu 2018 r. Naczelnik w kwietniu 2019 r. doręczył z kolei zarządcy sanacyjnemu informację wyjaśniającą przesłanki doręczenia mu postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu VAT z listopada 2018 r. Jak podkreślił DIAS, w treści pisma zawarte było pouczenie o możliwości i terminie wniesienia zażalenia na to postanowienie. Skoro zarządca go nie wniósł, postanowienie z listopada 2018 r. weszło do obrotu i stało się ostateczne. Co więcej, zdaniem organu drugiej instancji postępowanie sanacyjne zostało uruchomione przez spółkę, zatem organ nie może ponosić odpowiedzialności za skutki podjętych przez nią z własnej inicjatywy działań.

To zarządca sanacyjny, a nie spółka był stroną postępowania

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu, analizując zarzuty naruszenia przepisów, stwierdził, że dla zachowania wymogów regulacji art. 87 ust. 2 ustawy o VAT, a więc możliwości przedłużania podatnikowi terminu zwrotu VAT, niezbędne jest spełnienie łącznie trzech przesłanek:

  • termin na dokonanie zwrotu jeszcze nie upłynął;
  • weryfikacja rozliczeń podatnika odbywa się w toku czynności sprawdzających, kontroli podatkowej, postępowania podatkowego lub kontrolnego;
  • wykazywana przez organy konieczność dodatkowej weryfikacji zasadności zwrotu musi opierać się co najmniej na uprawdopodobnionych przesłankach.

Z kolei art. 212 Ordynacji podatkowej stanowi, że organ podatkowy związany jest decyzją, którą wydał, od chwili jej doręczenia podatnikowi. Z kolei jak wskazał sąd, pierwsza z przywołanych wyżej przesłanek w niniejszej sprawie nie została spełniona, bo postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu VAT z listopada 2018 r. zostało doręczone zarządcy sanacyjnemu w kwietniu 2019 r., czyli już po upływie 60-dniowego terminu na dokonanie zwrotu (upływał on w grudniu 2018 r.). Dlaczego?

„…z dniem […] listopada 2018 r., mimo pozostawienia zwykłego zarządu dłużnikowi, stroną w prowadzonym dotychczas wobec spółki postępowaniu kontrolnym stał się ustanowiony tego dnia zarządca masy sanacyjnej. (…) zarządca stał się z mocy prawa stroną postępowania (…), tzw. stroną zastępczą i tylko do niego mogło być skierowane postanowienie przedłużające termin do zwrotu podatku” (wyrok WSA w Poznaniu z 4 czerwca 2020 r., sygn. akt I SA/Po 177/20).

Podsumowanie

Odpowiedzialność za skutki nieznajomości prawa nie dotyczy jedynie przedsiębiorców czy innych podatników. Nie są z niej zwolnione także organy podatkowe. Oczywiście w niniejszej sprawie organ próbował naprawić swój błąd, doręczając postanowienie o przedłużeniu zarządcy sanacyjnemu w kwietniu 2019 r., ale – wziąwszy pod uwagę terminy przewidziane w przepisach ustawy o VAT – było to o wiele za późno.

Spółka wystąpiła o objęcie postępowaniem sanacyjnym, bowiem taka procedura służyć ma uniknięciu upadłości, odbudowaniu zdolności do regulowania zobowiązań, a więc i zaspokajania wierzycieli, w tym będących przedstawicielami Skarbu Państwa. Przedsiębiorcy podejmujący takie starania, jak i zarządcy sanacyjni, którzy w ich imieniu działają, powinni zrewidować, czy również w ich przypadku organy podatkowe nie naruszają reguł postępowania i w sposób nieuprawniony wstrzymują tak potrzebne restrukturyzującemu się przedsiębiorstwu należne mu zwroty VAT.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec

Ponad 8 mln zł z UE na zdobywanie wiedzy

Mikro, mali i średni, a także duzi przedsiębiorcy mogą starać się o dofinansowanie usług szkoleniowych, doradczych oraz studiów podyplomowych dla siebie oraz swoich pracowników. Operator wybrany przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości rozpoczął już nabór. Wsparcie finansowane z Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwoju jest skierowane do branży motoryzacyjnej (z uwzględnieniem elektromobilności) oraz sektora mody i innowacyjnych tekstyliów.

Jest to kolejna możliwość uzyskania dofinansowania do szkoleń lub studiów w ramach programu „Kompetencje dla sektorów”, które zostało uruchomione w sierpniu tego roku.

-Wielu przedsiębiorców wykorzystuje czas pandemii i pracy zdalnej na rozwój. Czas, który obecnie w większym stopniu  spędzamy w domowym zaciszu, można przeznaczyć na poszerzanie kompetencji. Tym bardziej, że nowa rzeczywistość może wymagać od nas nowych umiejętności – mówi Iwona Augustynowicz z Departamentu Rozwoju Kadr w Przedsiębiorstwach w PARP.

Na szkolenia dla sektora mody i innowacyjnych tekstyliów przeznaczone jest 1,6 mln zł, zaś w branży motoryzacyjnej do podziału jest aż 6,5 mln zł. Aby otrzymać dofinansowanie na usługi rozwojowe firma musi spełniać warunki uzyskania pomocy de minimis lub pomocy publicznej oraz zobowiązać się do wniesienia wkładu w wysokości min. 20 proc.
Tematyka usług objętych wsparciem wynika ściśle z rekomendacji wydanych przez Sektorowe Rady ds. Kompetencji działające w różnych branżach. Na podstawie rekomendacji przygotowanych przez Rady, PARP sukcesywnie uruchamia kolejne działania szkoleniowo-doradcze dla sektorów, celem podniesienia kompetencji w najważniejszych obszarach. Rady są platformą współpracy na linii biznes-edukacja-administracja. Ich głównym zadaniem jest wyznaczenie kierunków zmian oraz wskazanie luk kompetencyjnych w sektorach.

Tematy szkoleń dla sektora mody i innowacyjnych tekstyliów (oferta „Przepis na rozwój – kompetencje szyte na miarę” operatora HRP Group Sp. z o.o.) obejmują m.in.:
  • konstruowanie w systemach CAD/CAM przemysłowych szablonów odzieżowych;
  • zarządzanie procesami technologicznymi przemysłowego szycia odzieży z dzianin;
  • wytwarzanie odzieży miarowej damskiej;
  • konstruowanie szablonów odzieżowych do produkcji przemysłowej odzieży;
  • sztuka bezpośredniej sprzedaży i doradztwa przy zakupie;
  • sprzedawanie odzieży krótkoseryjnej i luksusowej typu made to measure (MTM).
Tematy szkoleń dla branży motoryzacyjnej (oferta „Przepis na rozwój – rozpędzamy kompetencje w branży moto” operatora HRP Group Sp. z o.o.) obejmują m.in.:
  • mentor w branży motoryzacyjnej;
  • instruktor praktycznej nauki zawodu (kwalifikacje wymienione w §10 ust. 3 Rozporządzenia Ministra Edukacji Narodowej z dnia 22 lutego 2019 r. w sprawie praktycznej nauki zawodu Dz.U. 2019 poz. 391);
  • utrzymanie ruchu (specjalista utrzymania ruchu);
  • operator CNC (w zakresie tworzenia narzędzi i matryc);
  • lakiernictwo (lakiernik).

– Cały czas realizowane są również projekty dla sektora budownictwa, finansów, turystyki, IT, zdrowia i opieki społecznej oraz mody (I edycja). A od sierpnia 2020 r. można także zgłaszać się na szkolenia w branży motoryzacyjnej oraz mody (II edycja). Zachęcamy przedsiębiorców do zgłaszania się online poprzez formularz na naszej stronie – dodaje ekspert z PARP.

Dofinansowane mogą być wyłącznie usługi doradcze i szkoleniowe, które znajdują się w Bazie Usług Rozwojowych, administrowanej przez PARP.

Czy “odbiór z krawężnika” wypełni lukę pomiędzy handlem tradycyjnym i online?

0

Sklepy internetowe i warzywniaki na rogu – to wbrew pozorom nie dwa przeciwne obozy, walczące o rynek handlu. Powstaje między nim coraz więcej hybrydowych form robienia zakupów, a rok 2020 jak żaden inny sprzyja ich testowaniu i wdrażaniu. Wśród nich dobrze przyjmuje się curbside pickup, czyli odbiór w punkcie stacjonarnym produktów zakupionych online. Czy taka może być właśnie przyszłość zakupów?

Myszka komputerowa, bezprzewodowe słuchawki, buty sportowe, oczyszczacz powietrza, laptop – wszystkie te wynalazki miały pierwotnie służyć astronautom w kosmosie. Gdy już powstały, okazało się, że są niemniej użyteczne w normalnych, ziemskich warunkach.
Podobny może być los licznych innowacji, które zrodziła lub wypromowała pandemia Covid-19. Ograniczenie fizycznego kontaktu między ludźmi nie tylko powstrzymuje postępy wirusa, ale często oszczędza też nasz czas w załatwianiu rozmaitych spraw. Dlatego mimo zawieszenia narodowej kwarantanny nie słabnie popularność zakupów w sieci – wg. Izby Gospodarki Elektronicznej w czerwcu robiło je 72 proc. Polaków, czyli o 15 proc. więcej niż przed pandemią – a także przybywa hybryd handlu online i offline.

Jak działa Curbside Pickup?

W najprostszym ujęciu chodzi o zakupy internetowe, które nie przyjeżdżają do domu, a klient musi sam po nie podjechać. Jeśli wiernie trzymać się nazwy (ang. odbiór z krawężnika) odbywa się to nawet nie w samym sklepie, a w specjalnym punkcie na zewnątrz.  Nie jest to zupełna nowość, gdyż wiele e-sklepów już dawno posiadało opcję odbioru zamówienia na miejscu (pozwala to uniknąć kosztu wysyłki), ale w czasie pandemii po raz pierwszy na szerszą skalę skorzystały z niej tradycyjne firmy handlowe. W USA ten model wprowadziła największa sieć handlowa Walmart, jak również Target, Kmart, Gap czy Apple

– Przenoszenie się sklepów z galerii handlowych do internetu, które mocno przyspieszyło po wprowadzeniu reżimów sanitarnych w wielu krajach, odbywa się w dwóch sferach. Pierwsza, czyli uruchomienie e-sklepu, jest prostsza. Wykorzystując nasze sprawdzone narzędzia, moglibyśmy wystartować z internetową wersją nawet dużego supermarketu w ciągu kilku miesięcy – ocenia ‎Paweł Szewczyk, Chief Marketing Officer firmy merce.com – Większym wyzwaniem jest logistyka dostaw, a zwłaszcza tzw. problem ostatniej mili. W e-commerce często okazuje się, że przesyłka najwięcej czasu spędza w ostatniej sortowni, bo firma kurierska nie ma mocy przerobowych, by dostarczyć ją szybko pod drzwi klienta. Podobnie jest ze sklepami, które dopiero uruchamiają nowe kanały sprzedaży i nie byłyby w stanie dostarczyć wszystkich zamówień tego samego dnia, a to kluczowe zwłaszcza przy zakupach spożywczych, które potrzebne są już dziś, na kolację. W tej sytuacji faktycznie najlepiej, jeśli klient sam podjedzie po swoje zakupy – wyjaśnia ekspert.

Przyszłość jest hybrydowa

O tym, że granica między kupowaniem z domu a wyjściem po zakupy powoli zaciera się, przekonuje choćby sukces paczkomatów, których w ciągu dekady pojawiło się w Polsce ponad 7 tysięcy (z czego kilkaset tylko w tym roku), a ich operator, firma inPost z powodzeniem przenosi to rozwiązanie do kolejnych europejskich krajów. Okazuje się, że wielu osobom wygodniej wybrać się w wolnej chwili na spacer po paczkę niż synchronizować grafik dnia z planami kuriera.

Często zresztą paczkomaty stają przy sklepach i dyskontach, co sprawia, że robimy zakupy internetowe i stacjonarne za jednym zamachem. Same placówki handlowe też stają się punktami odbioru e-zakupów. Do kiosków, z usługą “Paczka w Ruchu”, dołączyły trzy lata temu sklepy Żabka, a niedawno o podobnych planach poinformowała sieć Dino.
W kilku innych sieciach handlowych pandemia przyspieszyła proces wprowadzania bezobsługowych kas, a supermarkety Carrefour uruchamiają w pełni bezobsługowe sklepy. Mogą być czynne przez całą dobę – zupełnie jak zakupy internetowe. Z kolei Eobuwie.pl prowadzi już kilkadziesiąt sklepów stacjonarnych, gdzie kupuje się prawie jak w sieci – nie ma półek z towarem, klienci przeglądają ofertę na ekranach tabletów, a wybrane produkty są im w kilka minut dostarczane do przebieralni.

– Kiedyś do kupowania w sieci skłaniały niskie ceny, teraz widzimy, że pozwala to też zaoszczędzić czas. Przy dobrze wdrożonym systemie e-sprzedaży sprawdzenie, czy w magazynie jest interesujący klienta kolor i rozmiar bluzy zajmuje kilka sekund, podczas gdy w stacjonarnym punkcie sprzedaży wymaga to przewertowania kilkunastu wieszaków i poproszenie pracownika obsługi, by sprawdził, czy nie została może ostatnia sztuka na zapleczu. Zakupy spożywcze online zrobimy w kilka minut, a nie w kilkadziesiąt, jak przy wyprawie do supermarketu. Jednak stacjonarne punkty sprzedaży nie znikną zupełnie choćby dlatego, że zwykle będą w pobliżu i pozwolą na łatwy odbiór zakupów internetowych. Dlatego firmy handlowe, nawet jeśli nie zamierzają w pełni przechodzić do sieci, powinny się otworzyć na rozwiązania mieszanie – podpowiada ‎Paweł Szewczyk.

Newsletter kredytowy BIK – Przedsiębiorcy, lipiec 2020 r.

W lipcu 2020 r., w porównaniu do lipca 2019 r., banki udzieliły dużo mniej kredytów mikroprzedsiębiorcom zarówno w ujęciu liczbowym (-37%), jak i wartościowym (-27,7%).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

W ujęciu liczbowym banki przyznały o (33,1%) mniej kredytów w rachunku bieżącym, o (-31,3%) mniej kredytów obrotowych oraz o (-17,8%) inwestycyjnych. Spadła także wartość udzielonych w lipcu 2020 r. kredytów inwestycyjnych o (-31,5%), kredytów w rachunku bieżącym (-27,7%) oraz obrotowych (-20,3%).

W siedmiu pierwszych miesiącach 2020 r. banki udzieliły 73,9 tys. kredytów mikroprzedsiębiorcom (-32,6%) na łączną kwotę 9,179 mld zł (-30,6%), w tym: 5 tys. kredytów inwestycyjnych (-30,8%) na kwotę 1,384 mld zł (-41,2%), 25,8 tys. kredytów obrotowych (-31,7%) na kwotę 3,988 mld zł (-26,2%) oraz 20,6 tys. (-34,3%) kredytów w rachunku bieżącym na kwotę 2,488 mld zł (-26,9%).

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

Lipcowy odczyt Indeksu Jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 6,8% w ujęciu wartościowym oraz 5,0% w ujęciu liczbowym. Produktowe Indeksy jakości w lipcu kształtowały się w ujęciu liczbowym: kredytów inwestycyjnych 6,0%, kredytów obrotowych 9,5% oraz kredytów w rachunku bieżącym 3,1%. I odpowiednio w ujęciu wartościowym – kredyty inwestycyjne 3,5%, kredyty obrotowe 13,8% oraz kredyty w rachunku bieżącym 4,0%.

W lipcu 2020 r. w porównaniu do czerwca 2020 r. poprawił się (spadł) ogólny indeks jakości (-0,35). Jednak indeks pogorszył się (wzrósł) w okresie 12 miesięcy o +0,82. Niepokojącym zjawiskiem jest stałe jego pogarszanie się już od pięciu lat. W 2016 r. średnia wartość wynosiła 4,84%. Pogorszenie odczytu w okresie 12 miesięcy jest jednak zróżnicowane produktowo. Największe pogorszenie (wzrost) o 3,06 odnotowały kredyty obrotowe. Najmniejsze pogorszenie tylko o 0,05 wystąpiło w przypadku kredytów inwestycyjnych. Może wynikać to z faktu, że kredyty inwestycyjne z uwagi na swoją specyfikę są bardziej weryfikowane i analizowane.

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według sektorów

Na 9,9 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w lipcu br., 4,7 tys. zaciągnęły firmy usługowe (44,5%) i 2,6 tys. handlowe (26,3%). Łącznie więc ponad 70% kredytów przypada na te sektory. Banki udzieliły 498 mln zł (36,9%) kredytów firmom z sektora usług oraz 444 mln zł (32,9%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność handlową. Finansowanie tych dwóch sektorów to 69,8% łącznej wartości udzielonych kredytów.

W okresie styczeń – lipiec 2020 r. najwyższe spadki udzielonych kredytów dotyczyły finansowania usług (-33,9%) oraz produkcji (-33,3%) i handlu (-33,2%). W ujęciu wartościowym w okresie pierwszych siedmiu miesięcy 2020 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. najwyższa ujemna dynamika dotyczyła kredytów mikroprzedsiębiorców z sektora przemysłowego (-33,7%). Widzimy już pierwsze symptomy wzrostu akcji kredytowej. W lipcu w stosunku do czerwca (m/m) we wszystkich sektorach odnotowaliśmy wysokie wzrosty. W ujęciu liczbowym najwyższe wzrosty dotyczyły kredytów udzielanych firmom z sektora usług (+35%) oraz handlu (+30,9%).

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według sektorów

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) spłacane są kredyty przez firmy usługowe – w lipcu wartość indeksu wyniosła 7,6%. W okresie ostatnich 12 miesięcy polepszeniu (spadek o – 0,91) uległ jedynie Indeks Jakości kredytów mikroprzedsiębiorców z sektora budowalnego. Wyraźnemu pogorszeniu uległ natomiast indeks dla kredytów mikroprzedsiębiorców świadczących usługi (+1,69).

BADANIE: Konsumenci biorą gazetki głównie ze sklepów i to tylko wtedy, kiedy ich faktycznie potrzebują

0

Niespełna 60% konsumentów pozyskuje gazetki ze sklepów. Przeszło 40% z nich tak robi, bo bierze to, czego w danej chwili potrzebuje. Blisko 30% stawia w ten sposób na własną wygodę, a dla 14% osób to kwestia przyzwyczajenia. Bezpośrednio po zabraniu publikacji do domu 32% badanych odkłada ją na później do czytania. 27% zapoznaje się z nią od razu i zatrzymuje do czasu kolejnych zakupów. Tylko 12% natychmiast ją sprawdza i następnie wyrzuca. Powyższe dane pochodzą z badania zrealizowanego na zlecenie Grupy AdRetail.

Z badania wynika, że aż 56% konsumentów zabiera gazetki bezpośrednio ze sklepów. 14% nie zwraca na to uwagi. 11% wskazuje na skrzynki pocztowe, a 7% – na klatki schodowe z pojemnikami na ulotki. Natomiast 6% nie pamięta, skąd w ogóle bierze tego rodzaju publikacje. 4% pozyskuje je z innego miejsca niż powyższe. Tylko 2% korzysta z gazetek zabranych z domowych wycieraczek.

– Gazetki zabierane do domu przy okazji zakupów pozwalają na świadome korzystanie z promocji i planowanie wydatków. Są też emocjonalnym impulsem ściśle powiązanym z dokonanym wyborem. Wynikają z chęci sprawdzenia tego, co ciekawego klient będzie mógł nabyć w korzystniejszej cenie w trakcie kolejnej wizyty w sklepie – komentuje Agata Biernacka z ALDI Polska.

Natomiast Karol Kamiński z serwisu DING.pl zauważa, że konsumenci już od dawna sięgają tylko po te gazetki, które naprawdę ich interesują. Nie chcą czekać na przypadkowe oferty. Wolą zabierać ze sklepu tylko to, co ich faktycznie interesuje. Do tego ekspert dodaje, że w dobie Internetu w łatwy i szybki sposób mogą także zweryfikować dowolną promocję i to bez wychodzenia z domu.

– Nie jest dla nas zaskoczeniem, że gazetki są najczęściej pozyskiwane w sklepach. Trafiają do nich osoby, które są zainteresowane konkretnymi produktami. Drukowana oferta jest dla klientów dodatkową przesłanką do zakupu, więc chętnie zabierają ją do domu, aby porównać zaprezentowany asortyment z wybranymi przez siebie modelami. Dla wielu osób papierowa gazetka jest też punktem wyjścia do dalszych poszukiwań w Internecie – mówi Sylwia Kocon z sieci RTV EURO AGD.

Jak zaznacza Marcin Kłosek z Tesco Polska, dla wielu klientów papierowa gazetka wciąż jest jedynym źródłem informacji o promocjach. Jeśli nie dostają jej już tak często pod drzwi czy do skrzynki, to z chęcią sięgają po nią w sklepie. Zakupy z nią są wygodniejsze, bo klient od razu wie, jakich okazji może szukać w danej chwili. Często konsumenci w oparciu o gazetki porównują oferty między innymi sklepami i wybierają finalnie te, które oferują im produkty konkurencyjne cenowo.

– Pojemniki na ulotki na klatce schodowej, a tym bardziej skrzynki pocztowe to miejsca głównie przypadkowych reklam i publikacji marketingowych. Polacy coraz bardziej cenią sobie swoją prywatność. A nachalne próby narzucenia im wyborów mają odwrotny skutek do zamierzonego – podkreśla Maciej Tygielski z Grupy AdRetail.

Z powyższych danych wynika również, że konsumenci dość rzadko pobierają gazetki z okolicy swojego najbliższego otoczenia. Łącznie 20% zabiera je ze skrzynek pocztowych, wycieraczek czy stojaków na ulotki i gazetki. Dr Maria Andrzej Faliński ze Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego uważa, że to wcale nie jest mały odsetek. Dotyczy konsumentów, którzy z wyprzedzeniem planują zakupy pod względem rzeczowym, cenowym i kalkulacyjnym.

– Gazetki pozostawiane w skrzynkach pocztowych są jednak niechętnie widziane przez większość klientów. Są postrzegane jako niechciane śmieci. Natomiast publikacje pozostawiane na wycieraczkach domów, a nawet oferowane na stojakach w miejscach publicznych w dobie pandemii są nie do przyjęcia – przekonuje dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Respondenci podali przyczyny pobierania gazetek ze sklepów. 41% bierze to, czego w danej chwili potrzebuje. 29% czyni tak dla wygody. 14% wskazuje na przyzwyczajenie. Z kolei 9% robi to z innego powodu niż wyżej wskazane. 7% nie ma na ten temat zdania.

– Konsumenci już od dawna koncentrują się tylko na tym, co ich faktycznie interesuje. Mało kto zabiera ze sklepu wszystkie ulotki i foldery. I nie chodzi tylko o koronawiursa, ale przede wszystkim o czas. Duża sterta publikacji i tak nie byłaby przeczytana – zapewnia Karol Kamiński.

Zdaniem Sylwii Kocon, nowoczesny klient bardzo ceni sobie wygodę i swój czas. Sięga tylko po takie materiały marketingowe, w których znajduje informacje na temat poszukiwanych przez siebie produktów. Chce otrzymywać informacje stricte dostosowane do swoich potrzeb.

– Przyzwyczajanie klientów, np. do brania gazetek ze sklepów, bardzo trudno jest zmienić. Wiele sieci właśnie z tego powodu powstrzymuje się przed podjęciem odważnych decyzji o redukcji papierowych publikacji. Jednak kompletnie nowa sytuacja związana z pandemią pokazała, że dotychczasowe nawyki mogą nagle przestać istnieć. Wielu Polaków zaczęło obawiać się pobierania drukowanych form i zrozumiało, że dokładnie te same treści może zobaczyć w Internecie lub w aplikacji – zwraca uwagę Maciej Tygielski.

Jak stwierdza Aleksandra Robaszkiewicz z Lidl Polska, klienci są zainteresowani różnymi formami gazetek produktowych – zarówno papierowymi, jak i elektronicznymi. Natomiast popularność danego rodzaju publikacji zależy od grupy docelowej.

– Klienci oczekują, poza promocjami cenowymi i wysoką jakością asortymentu, ułatwienia im zakupów i wygody. Coraz częściej sięgają po sprawdzone, niedrogie i dopasowane do własnych potrzeb produkty marek własnych, których nie ma w innych sieciach – dodaje Agata Biernacka z ALDI Polska.

Respondenci wskazali też, co robią bezpośrednio po zabraniu gazetki. 32% stwierdziło, że odkłada ją na później do przeczytania. 27% sprawdza publikacje i odkłada je do czasu zakupów. Gazetka jest od razu czytana i wyrzucana przez 12% konsumentów. Natomiast 14% badanych nie pamięta, jak postępuje z tego typu publikacją. Z kolei 8% robi z nią inną rzecz niż wyżej wskazano. 5% nie zwraca na to uwagi.

– Sposób korzystania z gazetki to rzecz wtórna. Ważne jest, by klient podejmował decyzje zakupowe z jej udziałem. Wskazane różnice to kwestie indywidualne. Właśnie dlatego sieci nie poprzestają na samych publikacjach. Dla zwiększenia sprzedaży stosują też inne mechanizmy na terenie samych sklepów, ale gazetki są konieczne – wyjaśnia dr Faliński.

Jak podsumowuje dr Kłosiewicz-Górecka, klienci chcą mieć możliwość zapoznania się z interesującymi ofertami w spokoju, tj. w wybranym przez siebie czasie oraz miejscu. Dopiero wtedy mogą podejmować rozsądne decyzje zakupowe.

Badanie zostało zrealizowane przez UCE RESEARCH na zlecenie Grupy AdRetail. Ankieta była prowadzona w okolicach dużych centrów handlowych oraz małych i średnich sklepów. Łącznie odbyło się 989 wywiadów bezpośrednich z losowo wybranymi osobami. Próba odpowiadała strukturze kobiet i mężczyzn w wieku 18-80 lat.

Mazars w Polsce wzmacnia zespół doradztwa i powołuje nowego Partnera

Firma audytorsko-doradcza Mazars wzmacnia swój zespół Usług Doradztwa Finansowego w
Polsce powołując nowego Partnera – Jacka Byrta.

Jacek Byrt posiada blisko 20-letnie doświadczenie zawodowe w zakresie transakcji fuzji i
przejęć, finansów przedsiębiorstw oraz doradztwa strategicznego, które zdobył pracując w
firmach doradczych oraz w sektorze bankowości korporacyjnej i inwestycyjnej.

W trakcie kariery zawodowej uczestniczył w ponad 100 projektach zakończonych sukcesem.
Pracował zarówno dla dużych polskich przedsiębiorstw, jak i MŚP reprezentujących różne
branże, m.in. sektor produkcyjny, produkcję żywności i rolnictwo, usługi dla przedsiębiorstw (IT i outsourcing), usługi medyczne.

Przed dołączeniem do Mazars Jacek Byrt spędził 16 lat w niezależnej firmie doradczej
Azimutus specjalizującej się w transakcjach fuzji i przejęć oraz w doradztwie strategicznym
dla przedsiębiorstw, której był założycielem i wspólnikiem. Ponadto pracował w McKinsey &
Company w Warszawie, w Dresdner Kleinwort Benson i w Commerzbanku we Frankfurcie
nad Menem, w Morgan Stanley w Londynie oraz w Banku Zachodnim WBK SA (obecnie
Santander Bank Polska) w Warszawie.

Ukończył studia na London School of Economics (z tytułem Master of Science) oraz Szkołę
Główną Handlową w Warszawie (w tym CEMS Master na paryskim HEC). Ukończył również
Advanced Management Program na IESE Business School w Barcelonie. Biegle włada
językiem angielskim, francuskim oraz niemieckim.

Na nowym stanowisku Jacek będzie członkiem zespołu kierowniczego wyższego szczebla
Mazars w Polsce oraz Partnerem odpowiedzialnym za usługi doradztwa finansowego (w tym
m.in. finanse przedsiębiorstw, fuzje i przejęcia, restrukturyzacje, usługi transakcyjne,
finansowe due diligence, wyceny, forensic i dochodzenia w sprawach nadużyć oraz globalne
finansowanie infrastruktury). Będzie współpracował z lokalnymi i międzynarodowymi
konsultantami Mazars, aby zapewnić najwyższy poziom doradztwa i najlepsze praktyczne
rozwiązania dla firm w Polsce.

“To bardzo wymagający czas dla firm w całej Polsce, a my chcemy być w czołówce firm
świadczących usługi doradcze dla biznesu. Cieszę się, że dołączam do już i tak silnego
zespołu Usług Doradztwa Finansowego Mazars w Polsce i że będę wspierać przedsiębiorstwa
w skutecznym radzeniu sobie z pandemią oraz korzystaniu z możliwości pojawiających się w świecie po Covid-19.” – powiedział Jacek Byrt.

Michel Kiviatkowski, Partner Zarządzający Mazars w Polsce dodał: “Nadal obserwujemy
wzrost popytu na nasze usługi doradcze w Polsce i wzmocniliśmy zespół o Partnera, który ma duże doświadczenie w zakresie transakcji Fuzji i Przejęć i Finansów Przedsiębiorstw.
Doświadczenie biznesowe Jacka, w połączeniu z jego specjalistyczną wiedzą wniesie do
zespołu kolejne cenne doświadczenie. Bardzo się cieszę, że osoba z tak wysokimi
kompetencjami dołączyła do Mazars w Polsce.”

II kwartał 2020 na mieszkaniowym rynku wtórnym – bez korekty cenowej

Wiosenny szczyt epidemii koronawirusa nie przełożył się na ceny mieszkań na rynku wtórnym. Tak wynika z danych, które opublikował Narodowy Bank Polski. Średnie cenowe na lokalnych rynkach nie tylko nie spadły, ale w niektórych przypadkach odnotowano dość wyraźne wzrosty. Rok do roku mieszkania używane w największych miastach Polski podrożały nawet o kilkanaście procent. 

Ciągle czekamy na raport NBP z rynku mieszkaniowego za II kw. 2020. Na razie dysponujemy jedynie danymi dotyczącymi średnich cen na lokalnych rynkach. Pewnym wskaźnikiem opisującym sytuację jest raport za I kw. 2020, ale obejmuje on jedynie początek epidemii w Polsce.

Co wynika z danych NBP odnośnie cen w II kw. 2020? Wniosek jest jeden – na razie koronawirus nie przekłada się na ceny mieszkań, co może wskazywać na dwa istotne czynniki: 1) albo popyt utrzymał się na wysokim poziomie, mimo restrykcji i obaw o kondycję tak własną, jak i całej gospodarki 2) albo właściciele mieszkań zdecydowali się na przeczekanie najtrudniejszego okresu, wierząc w powrót koniunktury i zdecydowali się „zamrozić ceny”.

Patrząc na średnie cenowe z głównych miast wojewódzkich, można zaryzykować tezę o kombinacji tych dwóch czynników. Nie byłaby ona bezpodstawna, bowiem jak donoszą pośrednicy sprzedaży i inni eksperci rynkowi, tradycyjnie już w „ciężkich czasach” inwestorzy szukają przede wszystkim aktywów, które pozwolą im przeczekać trudny okres i zachować wartość kapitału. W dobie ultra-niskich stóp procentowych lokaty bankowe są rozwiązaniem zupełnie nieopłacalnym, które przy wysokiej inflacji powoduje realne straty. Podobnie ma się rzecz z nisko oprocentowanymi lokatami skarbowymi. Z kolei rynek akcji jest rynkiem niepewnym.

Tym samym na jedną z atrakcyjniejszych i bezpieczniejszych form inwestowania wyrastają nieruchomości, przy czym ważne zastrzeżenie – kapitał zachowują przede wszystkim nieruchomości drogie, z segmentu luksusu. One w mniejszym stopniu podatne są na wahania koniunkturalne i raczej trzymają swoją wartość.

Tak więc – wzrost średnich cen, a przecież takie dane dostarcza nam NBP, nie musi oznaczać, że mieszkania generalnie drożały w szczycie pandemii. Nawet jeśli duża część sprzedających zdecydowała się „zamrozić” cenę w nadziei na powrót popytu, który siłą rzeczy w kwietniu czy maju musiał być  znacznie niższy, to ciężko posądzić ich o to, że w takich warunkach jeszcze ceny podnosili.

Wzrost średnich cenowych to więc raczej zasługa zakupów inwestycyjnych w segmencie premium, a nie podniesienia ogólnego poziomu cen.

Trzeba też pamiętać o tym, że rynek mieszkaniowy cechuje się swoistą inercją, a więc powoli reaguje na procesy makroekonomiczne. Przy rozgrzanym do czerwoności rynku z I kw. 2020, będącego w fazie boomu, nie ma się co spodziewać gwałtownego ostrego hamowania, które byłoby widoczne już z kwartału na kwartał. Należy raczej zakładać, że skutki awantury pod nazwą koronawirus będą lepiej widoczne dopiero jesienią, a nawet po końcu roku, kiedy stanie się jasne czy (a jeśli tak, to na ile) na rynek przełoży się zapowiadana przez ekspertów druga faza pandemii.

Bez spadku cen

Jak już powiedzieliśmy, z danych NBP za II kw. 2020 z rynku wtórnego nie wynika, by doszło do korekty cenowej. Wręcz przeciwnie  –  mieszkania nadal drożały, choć dynamika wzrostów w Warszawie mocno osłabła. Wzrost cen spowolnił też w Krakowie i Trójmieście. Nie jest to niczym dziwnym, biorąc pod uwagę, że życie społeczne w marcu i kwietniu zamarło nieomal całkowicie. Były jednak i takie znaczące rynki, gdzie wzrosty wcale nie przyhamowały.

W II kw. 2020 roku, ceny transakcyjne metra kwadratowego używanego mieszkania na sprzedaż w Warszawie, wynosiły średnio 9920 zł. Stawki minimalnie poszły w górę – dokładnie o 25 zł/mkw. We Wrocławiu za 1 mkw. na rynku wtórnym w tym samym czasie płaciło się 7496 zł. Ceny wzrosły o niecałe 2,5 proc. W Gdańsku stawki poszły w górę z 8347 do 8551 zł, czyli o 2,44 proc. W Krakowie wzrost był wyraźniejszy – z 7766 do 8061 zł, czyli o 3,7 proc.  W Łodzi obecnie za 1 mkw. płaci się 5245 zł, co jest wzrostem o 230 zł/mkw. Ceny mieszkania na sprzedaż w Poznaniu również wzrosły o około 200 zł do 6724 zł.

Dane o średnich cenach wskazują, że mieszkania – poza Warszawą – dość wyraźnie podrożały, jednak jak mówiliśmy – miernik, jakim jest arytmetyczna średnia, jest miernikiem niedokładnym. O wiele lepiej sytuację  na rynku prezentuje indeks hedoniczny cen. Dlaczego? Bowiem – w odróżnieniu od średniej arytmetycznej pokazuje zmiany cenowe mieszkań o zbliżonych parametrach, a więc oddaje bardziej „czystą” zmianę ceny, niezależną od liczby obiektów danej grupy w całym zbiorze (np. od liczby apartamentów).

Co wynika z indeksu hedonicznego?

Tu spowolnienie wzrostu cen z kwartału na kwartał na niektórych głównych rynkach jest bardziej widoczne, ale jednak ciągle nie ma mowy, by mówić o jakiejkolwiek korekcie, zwłaszcza jeśli spojrzymy na wyniki rok do roku.

W Warszawie mieszkania z kwartału na kwartał podrożały zaledwie o 0,7 proc. W Krakowie mieszkania zdrożały ledwie o 1 procent, podobnie w Trójmieście, ale już we Wrocławiu wzrost cen był znaczny, bo wyniósł ponad 4 procent. Ponad 4 procentowe wzrosty  zanotowano również w Poznaniu i Łodzi.

Spojrzenie na dane rok do roku potwierdza, że II kw. 2020 nadal był okresem dynamicznego kilkunastoprocentowego wzrostu cen mieszkań, a to oznacza, że ciągle jeszcze pandemia nie przekłada się na stawki na rynku wtórnym.

Wzrosty rok do roku na głównych rynkach nie straciły na dynamice. W Warszawie w II kw. 2020 odnotowano  ponad 10 proc. wzrost cen rok do roku. Takie same wyniki indeksy hedonicznego dotyczą i III i IV kwartału 2019 roku, wcześniej natomiast w I i II kw. 2019 wzrost cen były nieco niższe, na poziomie 7 i 8 proc. rok do roku. To pokazuje, że dynamika wzrostu cen została zachowana – nawet w najtrudniejszym okresie szczytu pandemii. Jak już mówiliśmy – nie znaczy to z całą pewnością, że koronawirus nieruchomości się „nie ima”. Na wnioski dotyczące jego wpływu na sytuację na tym rynku trzeba będzie jednak jeszcze poczekać. Na razie  cenowych efektów nie widać.

Tabela 1. Indeks hedoniczny zmian cen mieszkań używanych w II kw. 2020 – na podstawie danych NBP (wartość powyżej lub poniżej 100 oznacza procentowy wzrost, lub spadek cen mieszkań) 

Miasto Zmiana cen kwartał do kwartału (indeks hedoniczny) Zmiana cen rok do roku
(indeks hedoniczny)
Warszawa 100,7 110,5
Kraków 101,4 113,1
Wrocław 104,2 116
Trójmiasto 101,1 105,1
Poznań 105,8 118
Łódź 104,1 110,7

 

Opracowanie: Marcin Moneta, ekspert GetHome.pl

Jak bardzo polski budżet ucierpi na koronawirusie?

Budżet na 2020 rok w sposób naturalny się zdezaktualizował. Przez epidemię koronawirusa i idący za nią kryzys gospodarczy znacznie zwiększyły się wydatki skarbu państwa, a wpływy z podatków zmalały. Instytut Studiów Podatkowych szacuje, że już w marcu wpływy do budżetu z podatków dochodowych, akcyzy i VAT-u spadły o około 15%. Można założyć, że w budżecie państwa na ten rok zabraknie około 60 miliardów złotych. Nie oznacza to jednak wcale, że rząd zredukuje wydatki planowane na resztę roku. Według obliczeń ISP potencjał tak zwanego pieniądza dłużnego, czyli środków branych na kredyt, pozwoli państwu pokryć ten 60 miliardowy deficyt. Kredyt brany przez państwo charakteryzuje się jednak tym, że brany jest pod zastaw przyszłego budżetu – w tym roku pożyczamy z pieniędzy, które wpłynęłyby do kasy państwa w roku przyszłym i kolejnych. Dlatego takie rozwiązanie nie jest krokiem idealnym. Pozwoli jednak zrealizować niezbędne wydatki, łatając dziurę w nadszarpniętym budżecie. Nie przełoży się również na groźny wzrost deficytu finansów publicznych.

– Przy wprowadzeniu takiego rozwiązania deficyt finansów publicznych zamknie się kwotą około stu miliardów złotych. Łatwo policzyć, że jest to około 5% PKB. Nie jest to kwota ani zatrważająca, ani destabilizująca naszą gospodarkę – powiedział serwisowi eNewsroom Witold Modzelewski, prezes Instytutu Studiów Podatkowych. – Szczególnie, że wzrost deficytu wcale nie oznacza, że te pieniądze w istotnej części nie wrócą do naszego budżetu. By wróciły, należy stymulować popyt wewnętrzny – a zwłaszcza konsumpcyjny. Przez najbliższe miesiące, a także w przyszłym roku, powinniśmy użyć finansów publicznych do rozkręcenia popytu. Dzięki temu budżet zasilą podatki od sprzedaży – takie jak VAT i akcyza. Nie uciekniemy od deficytu budżetowego. Taki deficyt nie jest jednak groźny – zwłaszcza, że będzie to jeden z mniejszych deficytów w UE, w relacji do PKB i nominalnie. Jesteśmy w grupie trzech państw najmniejszego regresu przychodów. To dobrze wróży polskiej gospodarce – podsumowuje Modzelewski.

Smutne święta pracowników? Covidowe bezrobocie wzrośnie pod koniec roku

Wbrew czarnym scenariuszom na covidowym rynku pracy w Polsce nie sprawdziły się najgorsze prognozy. Jak wynika z danych GUS stopa bezrobocia rejestrowanego w lipcu wyniosła 6,1 proc. i nie zmieniła się ona względem czerwca. Wydaje się, że pracodawcy i pracownicy powoli zapominają o zagrożeniu jakim jest dla nich COVID-19. Jednak wiele wskazuje na to, że już niebawem zapłacimy „koronawirusowe”, gdy prace sezonowe się skończą, podobnie jak środki na tarczę antykryzysową, a firmy zaczną zwalniać stawiając na efektywność pracy i optymalizację zatrudnienia.

Echa koronawirusa na naszym rynku pracy rozbrzmiewają coraz głośniej. Polscy pracodawcy przeszli ostatnio przyśpieszony kurs radzenia sobie w ekstremalnych warunkach. Niestety, wiele wskazuje na to, że ich kondycja po raz kolejny zostanie poddana testowi. Wybuch pandemii wymusił na firmach, organizacjach i instytucjach wiele zmian, które pomogły w uratowaniu ich przed zamknięciem lub upadłością. Wielu z nich walcząc o utrzymanie etatów decydowało się na obniżenie wynagrodzeń, przymusowe postojowe, wstrzymanie premii i podwyżek czy zmniejszanie etatów. Jak donosi GUS te działania mogły pomóc w zapobieganiu zapaści na rynku pracy – od początku kwietnia do końca czerwca liczba osób pracujących zmniejszyła się „jedynie” o 151 tys. Co więcej, w utrzymaniu miejsc pracy pomogła również tarcza antykryzysowa – wartość przyznanej pomocy – według stanu na 31 lipca 2020 – wynosiła 123,27 mld zł.

Ten bilans już niebawem może się zmienić, bo po wakacjach z rynku pracy znikną stanowiska pracy sezonowej, a środki dostępne do tej pory w ramach tarczy antykryzysowej mogą nie wystarczyć na pokrycie potrzeb pracodawców i utrzymanie miejsc pracy. Sytuacji nie ułatwia również fakt, że wielu pracodawców coraz częściej stawia na efektywność pracy oraz optymalizację, a to prowadzi do redukcji etatów, które ich zdaniem wydają się zbędne.

Dane dotyczące bezrobocia prezentowane przez GUS mogą napawać optymizmem. Z pewnością przyda on się w najbliższym czasie. Obecnie jesteśmy w popandemicznie bardzo dobrym momencie – pracodawcy dostali wsparcie w postaci tarczy antykryzysowej, realizowali  plany awaryjne oraz skoncentrowali się na zachowaniu płynności procesów organizacyjnych, optymalizacji działalności biznesowej oraz przede wszystkim płynności finansowej – mówi Cezary Maciołek, wiceprezes Grupy Progres. – Moim zdaniem COVID-19 powie polskim przedsiębiorcom „sprawdzam” w IV kwartale tego roku i I kwartale 2021 r. Wtedy też może dojść do zauważalnego i odczuwalnego dla pracowników pogorszenia sytuacji na rynku pracy, a bezrobocie może osiągnąć swoje apogeum. Co więcej, wielu pracodawców, którym tarcza antykryzysowa nie pomoże będzie szukało oszczędności za pomocą reorganizacji struktury zatrudnienia i pracy nad wzrostem efektywności pracowników, a to z kolei wpłynie na zwiększenie zainteresowania elastycznymi formami zatrudnienia – zaznacza Cezary Maciołek.

Koniec wakacji początek bezrobocia?

Jeszcze przed wakacjami Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej (MPiPS) informowało o wyraźnym przyroście nowych ofert pracy, przede wszystkim sezonowej, zaobserwowanym w II połowie maja i na początku czerwca. Jak wynika z danych Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) w czerwcu 2020 r. do urzędów pracy zgłoszono 91,0 tys. wolnych miejsc pracy i aktywizacji zawodowej, tj. o 15,4 tys. ofert (o 20,4%) więcej niż w maju 2020 r. Wraz z końcem wakacji kilkadziesiąt tysięcy sezonowych stanowisk pracy zniknie z rynku, a na ich miejscu nie pojawią się kolejne, co może spowodować kolejny wzrost bezrobocia.

Pod koniec lipca liczba bezrobotnych zarejestrowanych wyrównana sezonowo wynosiła 1071,5 tys. osób. GUS określił ją po eliminacji tzw. efektów sezonowych, czyli corocznych, regularnych odchyleń od trendu obserwowanych w cyklu rocznym oraz efektów, które nie mają charakteru sezonowego – wynikają z układu kalendarza i zmienności liczby dni roboczych. Od początku roku ta liczba (bezrobotnych zarejestrowanych wyrównana sezonowo) wzrosła o 212 tys. (z 859,5 tys. w styczniu 2020 r.), już niebawem tę grupę mogą powiększyć jeszcze osoby dotychczas zatrudnione na sezon.

Z tarczą czy na tarczy?

Wartość pomocy przyznanej w ramach tarczy antykryzysowej – według stanu na 31 lipca – wyniosła 123,27 mld zł. w tym 21,08 mld zł przeznaczono m.in. na zwolnienie z obowiązku opłacenia należności z tytułu składek do ZUS, 22,10 mld zł  na dofinansowania na ochronę miejsc pracy z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, dofinansowania wynagrodzeń pracowników dla MMŚP z Europejskiego Funduszu Społecznego i mikropożyczki dla przedsiębiorców, a 60,31 mld zł – subwencje z Tarczy Finansowej PFR.

Ponad 312 mld zł przeznaczone przez rząd na walkę z kryzysem wywołanym pandemią może okazać się kroplą w morzu potrzeb, których pracodawcy mają coraz więcej. Przed nimi bowiem liczne wydatki spowodowane nie tylko przez COVID-19. Obok kosztów, które będą musieli ponieść w związku z obowiązującymi lub zwiększonymi obostrzeniami, czeka ich również wzrost płacy minimalnej oraz wyższe koszty utrzymania pracownika. Wiele wyjaśni się w połowie września – do 15 września rząd ustali wysokość obowiązującej od 1 stycznia 2020 r. płacy minimalnej, która stanie się obowiązującym prawem. Już wiadomo, że nie może być ona niższa od zaproponowanej przez rząd: 2 800 zł oraz 18,3 zł – minimalna stawka godzinowa.

Opasłe struktury do odchudzenia. Tymczasowość w cenie

 – Z naszej wiedzy i rozmów prowadzonych z przedsiębiorcami wynika, że z powodu koronawirusa kończy się era „opasłych struktur”. Pracodawcy coraz częściej deklarują, że obecnie liczy się dla nich efektywność danego pracownika. Dlatego wielu z nich zredukuje swoje często zbyt rozbudowane zespoły – mówi Cezary Maciołek. – Pandemia koronawirusa zmieniła optykę pracowników, przedsiębiorców i osób zarządzających firmami. Wpłynęła również na ich podejście do organizacji pracy. Managerowie widzą, że pracę i procesy można  skonsolidować i zmienić utrzymując w dalszym ciągu jakość produkowanych towarów lub świadczonych usług. Automatyzacja rozwiązań i efektywność pracy nabierają nowego znaczenia w covidowej rzeczywistości. Firmy, które rozumieją bezpowrotne zmiany znacznie lepiej działają w sytuacji kryzysowej. Te działania mają jednak drugą stronę medalu – przyczyni się ona bowiem do wzrostu liczby bezrobotnych, który może nastąpić już pod koniec tego roku – zaznacza ekspert.

W zależności od rozwoju sytuacji, koronawirus może wpłynąć także na wzrost popularności pracy tymczasowej. Firmy coraz bardziej doceniają tę formę współpracy, korzystną dla nich szczególnie w czasach kryzysowych, w których nie będą w stanie zagwarantować stałego etatu, a bez kadry ich przedsiębiorstwo nie przetrwa. Rosnące zainteresowanie tą formą zatrudnienia widać już także wśród kandydatów do pracy. Jak wynika z danych Grupy Progres obecnie na ofertę pracy tymczasowej aplikuje około 20 proc. więcej kandydatów niż w analogicznym okresie 2019 r.

Auxilia S.A. utrzymuje dobre wyniki w kolejnym kwartale

0

Auxilia S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od stycznia 2016 r., działająca na rynku odszkodowawczym, miała ponad 0,4 mln zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym w 2 kw. 2020 r., a jej przychody netto ze sprzedaży przekroczyły w tym okresie 2,16 mln zł. W pierwszym półroczu 2020 r. Grupa Kapitałowa zanotowała zysk netto w wysokości blisko 2,65 mln zł. 

Auxilia S.A. wypracowała w 2 kw. 2020 r. ponad 401 tys. zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym przy przychodach netto ze sprzedaży w kwocie 2.165 tys. zł. W całym pierwszym półroczu 2020 r. Grupa Kapitałowa Auxilia S.A. zwiększyła zysk netto do 2.648 tys. zł wobec 2.476 tys. zł rok wcześniej, a jej przychody netto ze sprzedały sięgnęły 6.997 tys. zł w porównaniu z 7.528 tys. zł w 2019 r. Osiągnięcie przez Spółkę zysku w drugim kwartale br., a więc w okresie pandemii COVID-19 i spowolnienia w gospodarce oraz w pracy sądów to bardzo dobry wynik. Emitent realizował nadal współpracę w ramach umowy ramowej z PHI Wierzytelności S.A., której efektem jest quasi-sekurytyzacyjny model monetyzacji portfela wierzytelności z segmentu odszkodowań dla biznesu służący skróceniu cyklu konwersji gotówki. Wartość nominalna transakcji z tym podmiotem wyniosła w 2 kw. 2020 r. ok. 1,23 mln zł. Zarząd Spółki pozytywnie ocenia jej wyniki, szczególnie w kontekście panującej pandemii koronawirusa i jej wpływu na sprawność działania sądów.

„Osiągnięte wyniki finansowe w minionym kwartale z pewnością należy uznać jako bardzo dobre. Jest to ogromny sukces Zarządu i całego zespołu, bowiem funkcjonowaliśmy w bardzo niesprzyjających warunkach. Pandemia COVID-19 całkowicie zmieniła prace sądów, co spowodowało niższą od zakładanej konwersję portfela spraw na etapie sądowym. Udało nam się kontynuować współpracę w ramach umowy ramowej z PHI Wierzytelności S.A. Mamy nadzieję, że kolejne kwartały pozwolą na przywrócenie normalnego trybu pracy sądów.”– mówi Kamila Barszczewska, V-ce Prezes Zarządu Spółki AUXILIA S.A.

Auxilia S.A. przeprowadziła w drugim kwartale 2020 r. terminowy wykup zabezpieczonych obligacji na okaziciela serii B o łącznej wartości nominalnej wynoszącej 1.320.000,00 zł. W związku ze zrealizowaniem wykupu obligacje serii B zostały umorzone. Ich oprocentowanie było stałe i wynosiło 10,00% w skali roku przy kwartalnej wypłacie odsetek. W dniu wykupu nastąpiła także wypłata należnych obligatariuszom odsetek za ostatni okres odsetkowy.

W maju br. Emitent poinformował o otrzymaniu decyzji z Polskiego Funduszu Rozwoju S.A. w sprawie udzielenia subwencji finansowej w kwocie 684.836,00 zł. Powyższa subwencja przyznana została Spółce w ramach pomocy publicznej, przeznaczonej na realizację rządowego programu wsparcia finansowego przedsiębiorców w celu minimalizacji negatywnych skutków gospodarczych pandemii COVID-19. Spółka podpisała również aneks do umowy o kredyt w rachunku bieżącym z Alior Bank S.A., w wyniku którego maksymalny limit jej zadłużenia w rachunku bieżącym został zwiększony do 2,3 mln zł.

W obszarze sprzedażowym Auxilia S.A zakontraktowała w 2 kwartale 2020 r. portfel roszczeń odszkodowawczych na poziomie 10.005.000 zł, na co składa się kwota 5.542.000 zł pozyskana w ramach roszczeń związanych z odszkodowaniami komunikacyjnymi oraz kwota 4.463.000 zł pozyskana w ramach odszkodowań dla biznesu.

„Niższa od planowanej kontraktacja portfela odszkodowań była w dużej mierze spowodowana pandemią COVID-19. Spowodowała ona wprowadzenie szeregu ograniczeń związanych z możliwością bezpośredniego kontaktu, co wpłynęło na powstanie trudności w przeprowadzaniu spotkań handlowych oraz zawieraniu umów. Udało nam się też pozyskać wsparcie z Polskiego Funduszu Rozwoju S.A. w ramach pomocy publicznej, co z pewnością przełoży się na poprawę płynności finansowej. Z sukcesem dokonaliśmy też terminowego wykupu obligacji serii B i potwierdziliśmy w ten sposób dobrą kondycję finansową Spółki.” – zakończyła Kamila Barszczewska, V-ce Prezes Zarządu Spółki AUXILIA S.A.

W maju br. analitycy East Value Research podwyższyli cenę docelową dla akcji Auxilia S.A. do 6,10 zł z 5,00 zł w poprzedniej rekomendacji. Jednocześnie podtrzymana została dla Spółki rekomendacja „Kupuj”.

Auxilia S.A. nadal prowadzi nawiązaną współpracę z PHI Wierzytelności S.A. opartą na ramowej umowie o współpracy w ramach quasi-sekurytyzacyjnego modelu monetyzacji portfela wierzytelności z segmentu odszkodowań dla biznesu, co służy skróceniu cyklu konwersji gotówki w sprawach, w których nie występuje element wypłaty odszkodowania na etapie polubownym.

Spółka wypracowała w 2019 r. zysk netto na poziomie skonsolidowanym w kwocie 3.258 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 13.709 tys. zł. W 2018 r. skonsolidowany zysk netto Auxilia S.A. wyniósł 1.334 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży w wysokości 10.989 tys. zł. 

Na początku 2019 r. Spółka zaktualizowała strategię rozwoju, zgodnie z którą będzie się ona koncentrowała na aktywności w segmentach rynku, w których zidentyfikowano istnienie wysokowartościowych należności wymagających: innowacyjnego rozwiązania prawnego lub ekonomicznego, specjalistycznej wiedzy lub zapotrzebowania na kapitał przy opracowaniu strategii, metodologii działań czy też przy wdrożeniu dochodzenia należności. Strategia Grupy Kapitałowej Auxilia S.A. zakłada dalszy rozwój dotychczas prowadzonej działalności w kilku najważniejszych obszarach, do których można zaliczyć: obszar sprzedaży, obszar oferty produktowej, obszar finansów, obszar obsługi prawnej oraz obszar procesów wewnętrznych.

Auxilia S.A. jest spółką notowaną na rynku NewConnect od stycznia 2016 r. Grupa Kapitałowa Auxilia S.A. działa na rynku odszkodowawczym, koncentrując się na najpoważniejszych sprawach klientów, które pozwalają na uzyskanie najwyższych kwot odszkodowania. Auxilia S.A. jest jednostką dominującą Grupy. Lexbridge Groński Adwokaci i Radcowie Prawni sp. k. jest spółką zależną od Emitenta. Działalność Emitenta obejmuje: pozyskiwanie klientów poszkodowanych w wypadkach, finansowanie działalności Grupy, nadzór oraz kontrolę spółki zależnej, a także koordynację strategii rozwoju całej Grupy.

Fundusz Trójmorza szansą na rozwój gospodarczy Polski i całego regionu

Wzrasta rola Funduszu Trójmorza, dzięki któremu strategiczne inwestycje w obszarze transportu, energetyki i infrastruktury cyfrowej mają szansę na finansowanie – podkreślali uczestnicy dyskusji na III Forum Wizja Rozwoju w Gdyni. Fundusz został powołany do życia w ubiegłym roku.

Beata Daszyńska-Muzyczka, prezes Banku Gospodarstwa Krajowego otwierając debatę podkreśliła, że Inicjatywa Trójmorza poza inwestycjami pozwala też budować kapitał społeczny, a czas pandemii wyraźnie pokazał, jak ważna jest współpraca. Jej zdaniem rozwój regionu musi się odbywać w obu osiach: wschód-zachód oraz północ-południe.
„Budowa infrastruktury, w tym nowych łańcuchów logistycznych na osi północ-południe, ma ogromne znaczenie. Być może to będzie dla nas kamień węgielny pod budowę silnych gospodarek w całym regionie. To również duża szansa dla Polski” – stwierdziła Beata Daszyńska-Muzyczka.

W 2017 roku Bank Gospodarstwa Krajowego wyszedł z inicjatywą utworzenia Funduszu Trójmorza, aby wspomóc finansowanie najważniejszych inwestycji w regionie. W tym roku na październikowym szczycie Trójmorza w Estonii dowiemy się więcej o pierwszych projektach, jakie zostaną z jego udziałem zrealizowane.

„BGK i rumuński Exim Bank jako pierwsze przystąpiły do Funduszu Trójmorza, ale obecnie prowadzimy rozmowy z kolejnymi pięcioma państwami. Liczymy na to, że do czasu szczytu w Tallinnie co najmniej dwa kraje do niego przystąpią” – stwierdził Nierada.

O projektach pozostających w strefie zainteresowania Trójmorza opowiadał Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny portalu Biznes Alert. Według niego ich nadrzędnym celem powinno być zmniejszenie zależności regionu od sił zewnętrznych i likwidacja zaległości. Jedną z nich stanowi mapa gazowa Europy Środkowo-Wschodniej.

„Zostały zidentyfikowane wąskie gardła w infrastrukturze gazowej. Chodzi o to, żeby razem zmobilizować fundusze, które pozwolą usunąć te zaległości. Oczywiście Amerykanie są stale zainteresowani sprzedażą gazu, ale pozostaje pytanie, jak długo będziemy mogli go używać w kontekście polityki klimatycznej Unii Europejskiej” – zaznaczył Jakóbik.

Cyfrowy filar Trójmorza omówił Robert Kroplewski, pełnomocnik Ministra Cyfryzacji do spraw społeczeństwa informacyjnego. Jego zdaniem cyfryzacja może wspomóc budowanie kompetencji kooperacyjnych w regionie, które są konieczne do skutecznego konkurowania o fundusze przydzielane z Unii Europejskiej.

„Cyfryzacja stwarza wyjątkową możliwość, bo w świecie niewidzialnych aktywów, jakimi są dane, możemy generować niezwykłe przedmioty własności intelektualnej i ją komercjalizować. Algorytmy i ich zastosowanie do konkretnych nisz rynkowych może dać nam jeszcze większą przewagę” – zauważył Kroplewski.

O Trójmorzu jako obszarze gospodarczym opowiedział Paweł Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego. W jego opinii pandemia koronawirusa cofnęła Unię Europejską o 15 lat wzrostu pod względem wskaźników PKB. Tymczasem Polska, będąca najszybciej rozwijającą się gospodarką Trójmorza, cofnęła się zaledwie o 2-3 lata.

„To jest historyczna szansa i moment, w którym można wykorzystać szansę rozwojową, okres wyjścia z recesji i marazmu gospodarczego. Region Trójmorza rozwija się szybko. W 2004 roku stanowił 15 proc. PKB całej UE, a dziś ma już prawie 20 proc. Od 2004 roku obroty handlowe wzrosły o 250 proc. To jest ogromna suma kapitału” – wyliczał Arak.