Polacy pokochali piwa smakowe. Wzrosty są na poziomie nawet 200%

W porównaniu do I kwartału ub. roku wzrosła promocja piw w sieciach handlowych o 19%. W tej kategorii zdecydowanie najbardziej poszły w górę bezalkoholowe trunki – aż o 90%. Największy przyrost odnotowały w hipermarketach – 193%. Na drugim miejscu znalazły się smakowe piwa. Ich udział w gazetkach zwiększył się o 57%. Najmocniej widoczny wzrost był w sklepach typu convenience – 191%. Trzecią pozycję w zestawieniu zajęły ciemne piwa ze zwyżką 47%. Aktywność promocyjna tych produktów szczególnie podniosła się w sieciach convenience, tj. o 155%. Na samym końcu tabeli jest jasne piwo z wynikiem zaledwie 8%. Promocja tego typu alkoholu w największym stopniu wzrosła w hipermarketach – o 55%.

– Z analizy firmy Hiper-Com Poland wynika, że w I kwartale tego roku, w stosunku do pierwszych trzech miesięcy ub. roku, sieci handlowe ogólnie zwiększyły promocję piwa o 19%. Zaobserwowany wzrost jest połączony z mocnym rozwojem branży piwowarskiej. Portfolio poszczególnych marek rozrasta się, a wprowadzanie na rynek nowych produktów siłą rzeczy wymaga większej aktywności promocyjnej. W sklepach pojawia się coraz więcej nowości i to już nie tylko od znanych producentów – mówi Bartłomiej Morzycki, Dyrektor Generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie.

Najbardziej zwiększyła się promocja piw bezalkoholowych, bo aż o 90%. Jak wyjaśnia Julita Pryzmont, Business Development and Communication Director w Hiper-Com Poland, ma to związek z dynamicznym rozwojem tego segmentu. Wybór i jakość w jego obrębie stale wzrasta, co powoduje, że każdy smakosz jest w stanie znaleźć napój odpowiadający jego upodobaniom. Producenci, konkurując ze sobą, nieustannie wprowadzają nowe smaki. A nowości trzeba przecież komunikować konsumentom. Promocje stanowią do tego doskonałą okazję.

– Polska jest europejskim liderem pod względem tempa wzrostu konsumpcji piw bezalkoholowych. Staramy się doganiać Europę Zachodnią. Dla przykładu, w Hiszpanii tego typu napoje mają kilkunastoprocentowy udział w rynku. Spodziewam się, że u nas podobny poziom osiągniemy w ciągu kilku najbliższych lat. Będzie temu sprzyjać głównie moda na zdrowy styl życia – przewiduje Dyrektor Morzycki.

Patrząc na konkretne formaty handlowe, najwięcej promocji piw bezalkoholowych przybyło w hipermarketach, tj. o 193% więcej. Widoczny wzrost zaobserwowano w hurtowniach – 131%, a także w sieciach typu cash & carry – 93%. Według eksperta z Hiper-Com Poland, większe placówki mogą zaprezentować zdecydowanie szerszy asortyment niż np. sklepy typu convenience, które odnotowały przyrost na poziomie 50%.

– Z kolei piwa smakowe odnotowały ogólny przyrost na poziome 57%. W ostatnich latach widocznie wzrosło zainteresowanie Polaków tymi artykułami, zwłaszcza wśród kobiet. Sieci handlowe doskonale znają zmieniające się oczekiwania swoich klientów. Dlatego tak mocno zwiększyły aktywność promocyjną w tym segmencie. Wskazane artykuły wpływają na wybór miejsca zakupu, a to się liczy dla sklepów – tłumaczy dr Paweł Jurowczyk, Market Research Consultant w Instytucie Badawczym ABR SESTA.

Dyrektor Morzycki dodaje, że zmieniają się oczekiwania konsumentów względem smaków piw. Polacy zdecydowanie oczekują nowych doznań smakowych, w tym zaskakujących mieszanek soków owocowych, różnych odmian chmielu czy też przypraw. Chcą przy tym konsumować trunki o niskiej zawartości kalorii. Coraz częściej sięgają po produkty z wyższej półki. I w odpowiedzi na te wymagania przybywa coraz więcej marek i rodzajów piw smakowych, które są szeroko promowane.

– Największy przyrost promocji piwa smakowego zanotowano w sieciach convenience – aż o 191%. W tym kanale ww. art. stanowią jedną z ważniejszych kategorii. Wpływa na to fakt, że Polacy coraz częściej sięgają po droższe i lepszej jakości trunki o unikalnych smakach. Odpowiednia komunikacja promocji piw smakowych przekłada się na częstsze wizyty i zakupy w sklepach. Dla porównania można wskazać, że w hipermarketach aktywność promocyjna wzrosła o 76% – zaznacza dr Jurowczyk.

Promocja piw ciemnych zwiększyła się o 47%. Jak przypomina Julita Pryzmont, są one mniej popularne niż lżejsze trunki, zwłaszcza wiosną czy latem. Jednak w chłodniejsze wieczory mogą zdecydowanie bardziej odpowiadać konsumentom niż inne napoje. Dlatego pierwszy kwartał roku był idealnym momentem na promowanie tego typu produktów. Ekspert z Hiper-Com Poland ocenia odnotowany wzrost jako znaczący.

– Najwięcej promocji piw ciemnych przybyło w sieciach convenience – o 155%. W hipermarketach wzrost wyniósł 76%. To podobna sytuacja, jak w przypadku piw smakowych. Może to wynikać z tego, że piwa ciemne często są postrzegane przez konsumentów jako trunki o unikalnym smaku. Dlatego strategie przyjęte przez ww. segmenty są dość zbliżone – zauważa ekspert z Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Na samym końcu tabeli jest piwo jasne z przyrostem zaledwie na poziomie 8%. Zdaniem Julity Pryzmont, ten trunek jest najchętniej spożywany w okresie letnim lub w czasie wydarzeń sportowych. Właśnie wtedy jego sprzedaż znacznie wzrasta. Pierwszy kwartał roku zazwyczaj nie jest najlepszy dla tej kategorii. Bliżej lata sieci handlowe bardziej intensyfikują działania promocyjne w jej obrębie.

– Przyrost promocji piwa jasnego widać w hipermarketach – o 55%, następnie w sieciach convenience – o 21%, a dalej w sklepach cash & carry – o 3%. Aktywność promocyjna zmniejszyła się w dyskontach – o 18%, w supermarketach – o 11%, jak również w hurtowniach – o 10%. Moim zdaniem, wzrosty są odzwierciedleniem tego, że piwo jasne ciągle jest najpopularniejsze wśród Polaków. Natomiast spadki pokazują, że spora część konsumentów odwraca się od tego trunku na rzecz innych segmentów – podsumowuje dr Paweł Jurowczyk.

Henkel Polska: dział Laundry & Home Care z nowym dyrektorem zarządzającym

Veli Dincel został mianowany dyrektorem zarządzającym działu Laundry & Home Care (środki do prania i czystości) w polskim oddziale firmy Henkel. Na nowym stanowisku odpowiada za wyniki sprzedaży oraz działania marketingowe wszystkich marek detergentowych Henkla obecnych na polskim rynku, do których należą m.in. Persil, Silan, Perwoll, Somat, Bref.

Veli Dincel, Henkel
Veli Dincel, Henkel

Veli Dincel związany jest z firmą Henkel od ponad 5 lat. Przed objęciem funkcji w Polsce piastował stanowisko dyrektora sprzedaży w Turcji oraz dyrektora zarządzającego w Regionie Adriatyku.

Veli Dincel zastąpił na stanowisku Markusa Rauniga, który pełnił tę funkcję od 2012 roku. W nowej roli będzie odpowiedzialny za wyniki sprzedaży i działania marketingowe działu Laundry & Home Care (środki do prania i czystości).

Moim głównym celem na stanowisku szefa działu środków do prania i czystości w Polsce jest zbudowanie trwałych podstaw długofalowego, zrównoważonego wzrostu. Jestem przekonany, że uda się tego dokonać przy wsparciu doświadczonego i zgranego zespołu, którym mam przyjemność zarządzać – powiedział Veli Dincel.  

Veli Dincel ma 46 lat. Jest absolwentem Wydziału Historycznego Uniwersytetu Boğaziçi w Stambule. Prywatnie interesuje się koszykówką.

30 lat transformacji gospodarczej: Polska gospodarka zbliża się do standardów zachodnich

PKB wzrósł ponad dwuipółkrotnie, a wartość eksportu prawie czternastokrotnie. Dochody gospodarstw domowych są dwa razy wyższe, a mieszkania większe i lepiej wyposażone – wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Polska 1989-2019. Społeczeństwo, gospodarka, kultura”. Obecnie Polka żyje średnio o prawie sześć, a Polak o prawie osiem lat dłużej. Wyższym wykształceniem legitymuje się dziś co 4. mieszkaniec Polski, a rosnące wydatki na infrastrukturę idą w parze z większą dbałością o środowisko.

Porównując się do sytuacji z czerwca 1989 roku możemy zaobserwować szereg zmian jakościowych, które nastąpiły we wszystkich sferach życia publicznego. Z gospodarczego punktu widzenia ostatnie trzydzieści lat to najlepszy czas w historii Rzeczpospolitej – mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego i dodaje, że wystarczy spojrzeć na polski eksport, którego wartość wzrosła z 19 mld USD w 1990 roku do 262 mld USD w roku 2018.

Znacznej przemienia uległa struktura zatrudnienia. 30 lat temu w rolnictwie pracował co czwarty Polak, obecnie zaledwie co dziesiąty. Wyraźnie wzrosło znaczenie usług: obecnie w tym sektorze pracuje sześciu na dziesięciu zatrudnionych. Struktura polskiej gospodarki stała się tym samym podobna do państw Europy Zachodniej i Ameryki Północnej.30 lat transformacji gospodarczej Polska gospodarka zbliża się do standardów zachodnich

Okres transformacji gospodarczej charakteryzował nie tylko dynamiczny wzrost dochodów polskich gospodarstw domowych, który dzisiaj jest niemal dwukrotnie wyższy (96%), lecz także wzrost zadłużenia oraz rosnący zasięg ubóstwa. Zadłużenie polskich gospodarstw domowych wzrosło z niespełna 2,3 proc polskiego PKB w 1995 do niemal 35,6 proc. PKB w roku 2017. W okresie 1994-2004 procent gospodarstw domowych żyjących poniżej poziomu relatywnego ubóstwa wzrósł o połowę (z 13,5 proc. do 20,3 proc.). Od 2005 r. widoczny jest stopniowy spadek wartości tego wskaźnika, który obecnie kształtuje się na poziomie zbliżonym do tego z połowy lat 90.

30 lat transformacji gospodarczej Polska gospodarka zbliża się do standardów zachodnich 2Przemiany wpłynęły również na poprawę jakości systemu ochrony zdrowia, promocję zdrowego trybu życia, a co za tym idzie wzrost długości życia, która w przypadku kobiet wzrosła z 75,2 lat do 81,8 lat, a w przypadku mężczyzn z 66,2 lat do 74 lat. Znacząco wzrosła również liczba studentów: z 378 tys. w 1990 roku do 1,2 mln w roku 2017.

Nowe wyzwania

Wolny rynek zaowocował nieskrępowanym rozkwitem gospodarki, a przystąpienie Polski do NATO w 1999 roku i do Unii Europejskiej w 2004 r. zapewniło Polsce mocną pozycję na arenie międzynarodowej. Oczywiście nie wszystko w tym okresie się udało. Były też trudne chwile i niewykorzystane szanse, dlatego patrząc w przyszłość należy się uczyć na zebranych dotychczas doświadczeniach.

Musimy zmierzyć się z niekorzystnymi trendami demograficznymi, zwiększaniem potrzeb i oczekiwań zdrowotnych Polaków czy nadciągającą rewolucją cyfrową. Ponadto, wspólnie z innymi narodami, będziemy musieli stawić czoło takim problemom, jak światowy pokój i bezpieczeństwo, globalne ocieplenie, a także przyszłość Unii Europejskiej – podsumowuje Piotr Arak.

Nowe drogi ekspresowe napędzają rynek magazynowy

Boom na rynku przemysłowo-logistycznym trwa. W latach 2017-2018 całkowite zasoby powierzchni magazynowej w Polsce powiększyły się o ponad 40%, a dane z I kw. tego roku pokazują, że dynamiczny rozwój jest kontynuowany. Znacząca wielkość nowej podaży, wysoki poziom zainteresowania najemców oraz rekordowa ilość powierzchni w budowie udowadniają, że w krótko- i średnioterminowej perspektywie wolumen powierzchni magazynowej w Polsce będzie nadal szybko się powiększał.

Polska Centralna liderem wzrostu

Nowe projekty magazynowe powstają we wszystkich głównych klastrach magazynowych, jednak zdecydowanie najszybciej rozwijającym się obszarem jest rejon Polski Centralnej. Od początku 2018 r. do końca marca 2019 r. całkowite zasoby powierzchni magazynowej w tym regionie powiększyły się o 870 tys. m kw., co oznacza wzrost o 51% w tym okresie. Czynnikami napędzającymi rozwój obszaru jest centralna lokalizacja, bliskość dwóch dużych obszarów miejskich, Łodzi i Warszawy oraz położenie na skrzyżowaniu dwóch głównych arterii transportowych w Polsce – autostrad A1 i A2. Za znaczną część nowej powierzchni odpowiedzialny jest rozwój Central European Logistics Hub, który docelowo ma stać się największym w Europie kompleksem logistycznym. – Hanna Milczarek, dyrektor, powierzchnie przemysłowe i logistyczne, dział Rynków Kapitałowych, BNP Paribas Real Estate Poland

W dobie rekordowo niskiej stopy bezrobocia, dynamiczne tempo rozwoju sektora generującego wysokie zapotrzebowanie na pracownika sprawia, że skompletowanie załogi przez firmy z branży logistycznej staje się coraz większym wyzwaniem. Deweloperzy doskonale zdają sobie sprawę z takiego stanu rzeczy, dlatego dbając o atrakcyjność swoich obiektów, szukają alternatywnych lokalizacji z większym dostępem do siły roboczej. Jednak w dalszym ciągu kluczowym kryterium rozpoczęcia inwestycji jest dostęp do dróg szybkiego ruchu. W rezultacie, w ostatnim czasie mamy do czynienia z „otwieraniem” dla logistyki nowych lokalizacji poprzez oddawanie do użytku kolejnych fragmentów dróg ekspresowych i autostrad. Najlepszym przykładem takiego zjawiska może być otwarcie w I kw. tego roku ogromnego centrum dystrybucyjnego (130 000 m kw.) dedykowanego gigantowi e-commerce – firmie Zalando. Centrum to położone jest pod Olsztynkiem w bezpośrednim sąsiedztwie niedawno oddanego fragmentu trasy S7. Innym obiektem powiązanym bezpośrednio z rozwojem sieci drogowej jest S5 Wrocław North Gate, którego budowa rozpoczęła się w tym roku w pobliżu nowego fragmentu trasy S5. Zarówno województwo warmińsko-mazurskie, jak i północna część aglomeracji wrocławskiej nie należały dotąd do wiodących lokalizacji logistycznych – Igor Roguski, dyrektor działu powierzchni przemysłowych i logistycznych, w firmie BNP Paribas Real Estate Poland

Pomimo bardzo dynamicznego rozwoju rynku, udział niewynajętej powierzchni pozostaje wciąż na relatywnie niskim poziomie – 5,8% (marzec 2019 r.). Powodem tego jest utrzymujące się, wysokie zainteresowanie magazynami najemców z branż 3PL, e-commerce oraz motoryzacyjnej, które równoważy przyrost nowych powierzchni przemysłowych i logistycznych. To przekłada się również na brak gwałtownych wahań stawek czynszu. Jednak, rosnące koszty budowlane wywierają coraz większą presje na koszty najmu i w dłuższej perspektywie będziemy świadkami ich stopniowego wzrostu – wynika z najnowszego raportu międzynarodowej firmy doradczej BNP Paribas Real Estate Poalnd pt. „Rynek powierzchni przemysłowych i magazynowych w Polsce, I kw. 2019 r.”

Włochy ponownie na celowniku Komisji Europejskiej

Włochy stały się pierwszym krajem, któremu grozi procedura nadmiernego długu. Komisja Europejska ocenia, że realizacja wszystkich obietnic wyborczych włoskiego rządu stwarza zagrożenie dla gospodarki tego kraju, a więc także destabilizuje całą UE.

Jak dotąd stosowana była tylko procedura nadmiernego deficytu, gdy deficyt przekracza 3 proc. PKB. Przed kilku laty wśród krajów nią objętych, w okresie europejskiej dekoniunktury, przejściowo znalazła się Polska, a rząd musiał ograniczyć wydatki publiczne.

We Włoszech deficyt budżetowy jest też na niebezpiecznym poziomie, ale jeszcze większym problemem jest dług publiczny.

– Włoski dług publiczny przekracza 130 proc. PKB tego kraju, w UE większy dług ma tylko Grecja – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

KE przestrzegała już włoski rząd, aby nie realizował w całości swych obietnic wyborczych. Jednak robiła to bez skutku. Jakie mogą być konsekwencje wszczęcia procedury nadmiernego długu?

– Włoski rząd musiałby złożyć nieoprocentowany depozyt w wielkości odpowiadającej 0,2 proc. PKB, czyli byłaby to kwota 3,5 mld euro – wyjaśnia ekspert XTB.

To uniemożliwiłoby włoskiemu rządowi realizację całego pakietu wyborczych obietnic.

TSUE daje zielone światło podatkowi handlowemu. Czekają nas podwyżki cen w supermarketach

Podatek handlowy, zawieszony ze względu na decyzję Komisji Europejskiej, może wejść w życie na początku przyszłego roku. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, do którego Polska wniosła odwołanie po decyzji Komisji, 19 maja wydał wyrok korzystny dla polskiego wnioskodawcy. Podatek handlowy, któremu Komisja Europejska zarzuciła bycie narzędziem pomocy publicznej, może zacząć obowiązywać od przyszłego roku. Na razie wyrok jest nieprawomocny i każdej stronie przysługuje od niego odwołanie. Jednak jeśli wejdzie w życie, duże sieci handlowe będą musiały zmierzyć się z wyższym opodatkowaniem. Jego skutki dotkną także klientów.

– Zwiększenie kosztów, jakie poniosą duże sieci handlowe sprawi, że w supermarketach wzrosną ceny. Dzięki temu dysproporcja między ofertą cenową dużych sieci a mniejszych i średnich przedsiębiorców się zmniejszy – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Wprowadzenie tego podatku ma więc na celu przede wszystkim wyrównanie szans małych sklepów. Duże sieci nie będą w stanie tego podatku wziąć na siebie. Będą go musiały przełożyć na klientów, co będzie widoczne w cenach – wskazuje Soroczyński

Co się dzieje z autem po szkodzie całkowitej?

Jedna z niedawnych interpelacji poselskich zwróciła uwagę na pewną kwestię. Chodzi o losy mocno zniszczonych pojazdów.

Szkoda całkowita w ubezpieczeniu OC to temat, który już od dość długiego czasu wzbudza emocje. Właściciele uszkodzonych pojazdów nierzadko skarżą się, że zakład ubezpieczeń zakwalifikował szkodę jako całkowitą, gdyż taka opcja była dla niego bardziej korzystna. Do mediów oraz Rzecznika Finansowego docierają też skargi związane ze zbyt wysoką wyceną wraków. Wiele wskazuje na to, że niedawno pojawił się jeszcze jeden ciekawy i kontrowersyjny temat dotyczący szkód całkowitych. Problem związany z takimi szkodami, na początku maja 2019 r. zasygnalizował jeden z posłów (Józef Lassota). Interpelacja tego parlamentarzysty zwraca uwagę, że dokładnie nie wiemy, co się dzieje z wrakami samochodów, w przypadku których orzeczono szkodę całkowitą. Nie można wykluczyć, że wiele takich mniej zniszczonych wraków po gruntownym remoncie wraca na rynek wtórny. Powypadkowe samochody nie podlegają dodatkowym badaniom, co może negatywnie wpływać na poziom bezpieczeństwa ich właścicieli oraz pozostałych użytkowników polskich dróg.

Zakład ubezpieczeń powinien pomagać w sprzedaży wraku …

Tytułem wstępu warto przypomnieć, że ze szkodą całkowitą mamy do czynienia wtedy, gdy: „pojazd uległ zniszczeniu w takim stopniu, że nie nadaje się do naprawy albo gdy koszt naprawy przekroczyłby wartość pojazdu w dniu likwidacji szkody”. Cytowane sformułowanie pochodzi z ważnego wyroku, jaki Sąd Apelacyjny w Katowicach wydał 12 lutego 1992 r. (zobacz sygnatura akt I ACr 30/92). Definicja szkody całkowitej przyjęta przez katowicki sąd jest ważna, ponieważ przepisy nie mówią o tym, kiedy ubezpieczyciel może stwierdzić taką szkodę. Warto dodać, że podobną definicję szkody całkowitej stosuje również KNF. Komisja Nadzoru Finansowego w swoich wytycznych dotyczących likwidacji szkód komunikacyjnych wskazała, że orzeczenie szkody całkowitej jest uzasadnione jeśli przewidywany koszt naprawy przekracza wartość rynkową samochodu sprzed wypadku. „Wspomniane wytyczne KNF – u określają również sposób zagospodarowania wraku pojazdu po szkodzie całkowitej. Komisja Nadzoru Finansowego w 2014 r. stwierdziła, że po uznaniu szkody za całkowitą, zakład ubezpieczeń powinien udzielić uprawnionemu pomocy w zagospodarowaniu pozostałości pojazdu” – mówi Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Przepisy nie regulują dalszych losów samochodowego wraku

Aktualna praktyka polega na tym, że wrak samochodu, w przypadku którego orzeczono szkodę całkowitą jest sprzedawany przez Internet. Takie pozostałości kupują nie tylko podmioty profesjonalnie zajmujące się naprawą pojazdów. Zbywca przekazuje zwycięzcy licytacji wrak wraz z dowodem rejestracyjnym. Ze względu na lukę w przepisach, późniejsze losy poważnie uszkodzonego auta są nieznane. Istnieje niestety duże prawdopodobieństwo, że wiele „eks – wraków” po naprawie wraca na rynek wtórny samochodów. Problemy związane z opisywaną sytuacją są dwojakie. „Po pierwsze, remont auta po szkodzie całkowitej bywa dokonywany z wykorzystaniem najtańszych zamienników lub zużytych części oryginalnych. Dzięki takiej niechlujnej naprawie i późniejszej odsprzedaży auta, można bowiem sporo zarobić. Skoro ubezpieczyciel stwierdził, że kapitalny remont samochodu jest nieopłacalny, to osiągnięcie dużego zysku ze sprzedaży takiego auta prawdopodobnie wymaga znacznego obniżenia jakości naprawy” – tłumaczy Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Drugim problemem wydaje się możliwość wprowadzenia powypadkowego pojazdu do obrotu na rynku wtórnym bez dodatkowych badań oraz wiedzy kupującego. Osoba nabywająca samochód z poważną powypadkową przeszłością, nie tylko może znacząco przepłacić za auto. „Taki właściciel pojazdu zostaje również narażony na skutki kiepsko wykonanej naprawy. Co więcej, nie można przesądzać, że pierwsze rutynowe badanie techniczne wykonane po gruntownej naprawie odkryje powypadkową przeszłość samochodu i ewentualne problemy konstrukcyjne” – komentuje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Informacja w „aktach” pojazdu mogłaby rozwiązać problem

Warto podkreślić, że autor majowej interpelacji do Ministra Infrastruktury (zobacz Interpelacja Poselska numer 31375) proponuje konkretne działania, które mogą pomóc w rozwiązaniu problemu samochodowych wraków. Poseł Lassota postuluje, żeby wytyczne KNF-u dotyczące szkody całkowitej wprowadzały konieczność odnotowania poważnego wypadku w dokumentach pojazdu i zgłoszenia takiej informacji do Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPIK). Autor interpelacji proponuje również opracowanie specjalnej procedury, która dzięki rozszerzonym badaniom technicznym pozwoli na bezpieczne wprowadzanie do ruchu pojazdów po szkodzie całkowitej. Wspomniane auta musiałyby trafić pod lupę niezależnego rzeczoznawcy. „Konieczność sprostania właściwym wymogom technicznym prawdopodobnie zniechęciłaby te firmy, które aktualnie skupują wraki w celu dokonania ich remontu i odsprzedaży. Można mieć nadzieję, że rząd jeszcze przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi odpowiednio zareaguje na interpelację posła Lassoty i dokładnie przyjrzy się tematowi skupu powypadkowych wraków” – podsumowuje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Autor/Źródło: Ubea.pl

Polaków irytują nietrafne oferty i nieprzemyślany marketing. Cyfrowa analiza emocji pozwala uniknąć tych błędów

Polaków irytują nietrafne oferty i nieprzemyślany marketing. Cyfrowa analiza emocji pozwala uniknąć tych błędów 1

Nadmierna liczba telefonów i e-maili, zalewanie niedopasowanymi treściami oraz różnice między ofertą online a offline – to według badań SAP najczęstsze zachowania marek, które irytują konsumentów i mogą ich zniechęcić do korzystania z produktów i usług danej firmy. Dlatego coraz więcej przedsiębiorstw zaczyna stawiać pozytywne doświadczenia klientów w centrum uwagi. Pomagają im w tym narzędzia technologiczne, które pozwalają łączyć twarde dane z cyfrową analizą emocji klienta.

– Polski klient szczególnie zirytowany jest tym, kiedy firma odpowiada zbyt późno, kiedy jest zbyt dużo komunikacji pomiędzy klientem a firmą i kiedy jest niespójna oferta pomiędzy sklepem stacjonarnym a kanałami cyfrowymi. Dlatego musimy bardzo dużą uwagę przyłożyć do tego, w jaki sposób i jak często się komunikujemy, czy jest to komunikacja adekwatna, we właściwym czasie i czy mamy spójną ofertę offline i online – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Michał Rusinowski, CX Sales Leader w SAP Polska.

Badania SAP Customer Experience wskazują, że polscy konsumenci bardzo zwracają uwagę na jakość obsługi klienta. Trzy czwarte (73 proc.) rezygnuje z danej marki, jeśli zbyt długo czeka na odpowiedź od niej, a blisko połowa (46 proc.) – gdy doświadcza powtarzających się problemów. To zaś bezpośrednio przekłada się na wyniki biznesowe.

– Wiele firm audytorskich wskazuje, że to właśnie zadowolenie klienta z marki bezpośrednio wpływa na wartość firmy. Istnieją porównania, które pokazują, że firmy mające znacznie wyższy poziom zadowolenia klienta są znacznie więcej warte na Giełdzie Papierów Wartościowych. Połączenie danych operacyjnych z danymi typu experience bezpośrednio wpływa na zwiększenie sprzedaży i wartość marki – mówi Michał Rusinowski.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez KPMG (raport „Cyfrowy klient nasz Pan”), firmy działające na polskim rynku przykładają coraz większą wagę do budowania pozytywnych doświadczeń klientów i radzą sobie z tym coraz lepiej. W ubiegłym roku odsetek firm pozytywnie ocenionych przez konsumentów w Polsce był o 10 proc. wyższy niż jeszcze rok wcześniej.

– Experience management, czyli zarządzanie relacją z klientem, polega na zarządzaniu każdym z punktów styku klienta z naszą firmą i marką. Bez względu na to, czy jest to e-mail, telefon albo aplikacja mobilna i bez względu na to, jaki jest kontekst tej komunikacji, czy jest to  zamówienie, czy windykacja, powinniśmy zarządzać tym, jakie jest odczucie klienta odnośnie do naszej firmy – podkreśla Michał Rusinowski.

Największy wpływ na opinię klientów o markach mają wiarygodność firmy oraz personalizacja oferty. Raport SAP Customer Experience wskazuje, że konsumenci rozumieją przez personalizację najczęściej otrzymywanie od marek dopasowanych prezentów (np. zniżek) – tak twierdzi 61 proc. badanych lub rekomendacji produktów (44 proc.). Według 40 proc. za personalizacją kryje się pamiętanie o historii relacji marki z danym konsumentem i korzystanie z niej, by nie wysyłać kolejnych niepasujących ofert.

– Wszystkie te działania dążą do tego, żeby to klient był w centrum tego, co robimy. Nie możemy więc sobie wyobrazić tego, żeby zmiany w firmie dokonywane były wyłącznie w oparciu o to, co dzieje się wewnątrz niej. Musimy połączyć te dane na temat efektywności i procesów wewnętrznych z danymi o tym, jak nasi klienci postrzegają naszą markę – wyjaśnia ekspert SAP.

Umożliwiają to nowe technologie i metodologie, np. lean management, który dąży do tego, żeby wewnętrzne procesy w firmie zachodziły w zgodzie z oczekiwaniami klientów. Umożliwiają one także cyfrową analizę emocji konsumentów.

 – To właśnie narzędzia customer experience powodują, że jesteśmy w stanie uspójnić ofertę w wielu kanałach lub też wprowadzić przemyślaną strategię obecności naszych produktów w tych kanałach. Jesteśmy w stanie zapewnić, że komunikacja ostanie sprowadzona do jednego miejsca, w którym będziemy dbali i czuwali nad tym, żeby odpowiedź na zapytania klienta następowała wtedy, kiedy powinna – mówi Michał Rusinowski. – Ważne jest, żeby rozumieć, jaką potrzebę klienta zaspokajamy. Dlatego na przykład w SAP Polska proponujemy naszym klientom skorzystanie z metodyki customer journey. Pomaga ona zbudować pewną ścieżkę, którą klient przebywa z firmą na wszystkich etapach relacji jako konsument.

Customer journey i narzędzia, które służą do jej poprawiania, były głównym tematem spotkania ponad setki ekspertów z branży podczas SAP CX Day.

Ryzyka związane z nową mobilnością. Jak się chronić?

W drodze do pracy, szkoły czy domu lub podczas zwykłego spaceru po mieście coraz częściej możemy natknąć się na elektryczne hulajnogi. Według raportu „Nowa miejska mobilność. Co oznacza dla ubezpieczeń?”, opracowanego przez Polską Izbę Ubezpieczeń przy współpracy z McKinsey & Company, popularność tego typu środków transportu – zwanych UTO – dynamicznie rośnie. Polacy skorzystali już z ponad 3000 takich urządzeń. Sięgamy po nie chętnie, ponieważ pozwalają nam szybko pokonywać krótkie dystanse. Rzadko jesteśmy jednak świadomi skali ryzyka związanego z ich użytkowaniem. Biorąc pod uwagę, że obecność UTO nie jest uregulowana, warto zadać sobie pytanie, jakie ubezpieczenie chroni nas na wypadek nieszczęśliwego zdarzenia.

Nowa miejska mobilność: niebezpieczna hulajnoga?

Urządzenia transportu osobistego (UTO) są w Polsce dopiero od kilku miesięcy, dlatego nie mamy jeszcze statystyk dotyczących wypadków z ich udziałem. Jednak patrząc na dane ze Stanów Zjednoczonych, możemy zaobserwować aż 25-krotnie wyższą wypadkowość hulajnóg w porównaniu z rowerami miejskimi. W 2018 r. odnotowano ok. 1500 wypadków z urazami wymagającymi hospitalizacji, w których uczestnikami byli użytkownicy elektrycznych hulajnóg. W tym czasie zrealizowano ok. 30 mln przejazdów. Oznacza to ok. 50 poważnych wypadków na milion przejazdów. Do najczęstszych urazów należą złamania (40%), uszkodzenia głowy (32%) oraz skręcenia i skaleczenia (28%). W zdecydowanej większości przypadków są one spowodowane upadkiem (80%), rzadziej kolizją – z elementem infrastruktury drogowej (11%) lub innym pojazdem (9%). Oczywiście, jedni powiedzą, że to sporo, drudzy, że zaledwie promil. Dla ubezpieczycieli wniosek jest jeden. Jest ryzyko, które może rodzić zapotrzebowanie na ochronę. Do tego trzeba się przygotować.

…czy brak wyobraźni?

Wydaje się, że jazda na elektrycznej hulajnodze to nic trudnego. Takie wyobrażenie często bywa jednak zgubne. Nie zapoznajemy się dobrze ze sprzętem i często nie stosujemy się do zasad jego użytkowania. Dobrym przykładem może być korzystanie z hulajnogi przez dwie osoby jednocześnie. Zapominamy też, że taki pojazd może osiągnąć prędkość do 25 km/h i ma dynamiczne przyśpieszenie. Przy nieostrożnej jeździe nie trudno więc o wypadek, zwłaszcza w miejscach, gdzie są wysokie krawężniki lub chodniki są w złym stanie.

Problem braku regulacji

Ryzyko związane z użytkowaniem UTO wynika też z braku przepisów regulujących ich obecność w przestrzeni miejskiej, zarówno na poziomie Unii Europejskiej, jak i Polski. Obecnie możemy zostawić hulajnogę nawet na środku chodnika. Co stwarza zagrożenie dla innych użytkowników, zwłaszcza osób niewidomych. Aby uniknąć tego typu sytuacji, w niektórych krajach, np. w Wielkiej Brytanii czy Holandii, elektryczne hulajnogi nie są dopuszczone do ruchu w miejscach publicznych. Również Francja planuje od września uregulowanie korzystania z UTO m. in. poprzez zakaz jazdy hulajnogami elektrycznymi po chodnikach czy ograniczenie maksymalnej prędkości tych pojazdów do 25 km/h.

W Polsce konieczne jest uwzględnienie urządzeń transportu osobistego w nowelizacji ustawy Prawo o ruchu drogowym. Należy zdefiniować ich parametry, dozwolony obszar poruszania się oraz miejsca do parkowania. Warto zaznaczyć, że szczegółowe rozwiązania mogą być wprowadzane na poziomie miast, jak ma to miejsce np. w Barcelonie. Jest to zasadne, ponieważ władze i społeczności lokalne najlepiej znają infrastrukturę swojego miejsca zamieszkania.

Mądry Polak przed szkodą

Zapoznanie się ze urządzeniem, przestrzeganie zasad jego użytkowania oraz uważanie na innych uczestników ruchu to warunki konieczne, aby zminimalizować ryzyko wypadku. Dodatkowo warto uświadomić sobie, jakie ubezpieczenie chroni nas w razie nieszczęśliwego zdarzenia. Według dyrektywy UE 168/2013, UTO nie podlegają homologacji i rejestracji, która jest także jednym z powodów obowiązkowego ubezpieczenia OC. Ich użytkownicy nie muszą więc posiadać OC komunikacyjnego. Na razie jedynie w Niemczech planowane jest wprowadzenie obowiązku posiadania prawa jazdy kategorii AM dla korzystających z tego typu pojazdów, a co za tym idzie – również obowiązkowego OC. Niemieccy ubezpieczyciele zamierzają też wprowadzić polisy specjalnie dla użytkowników UTO.

W Polsce takie produkty na razie nie istnieją. I nie ma takiej potrzeby. Mamy produkty, które wystarczą, by pokryć ryzyko związane z korzystaniem z UTO. Jeśli więc, jadąc na hulajnodze, spowodujemy wypadek, w którym poszkodowana zostanie osoba trzecia, otrzymamy wsparcie finansowe z tytułu OC w życiu prywatnym. W sytuacji, gdy sami poniesiemy uszczerbek na zdrowiu, pomocne będzie indywidualne ubezpieczenie NNW. Co nie znaczy, że nie ma tu pola do stworzenia zupełnie nowej oferty.

Usage-based insurance

W najbliższej przyszłości możemy spodziewać się rozwoju produktów wykorzystujących mechanizm usage-based insurance. Są to ubezpieczenia, w których stawka jest zależna np. od czasu użytkowania pojazdu lub od długości pokonywanej trasy (opłata podstawowa + za kilometr). Biorąc pod uwagę, że coraz więcej osób, zwłaszcza z pokolenia Z, oczekuje prostych i elastycznych rozwiązań, to taki trend spowoduje powstanie nowych modeli ubezpieczeniowych, które odpowiedzą na te potrzeby.

Możliwe, że powstaną produkty oferujące ochronę „na żądanie”. Uruchamiane np. w momencie rozpoczęcia korzystania z UTO i tylko na czas jazdy. Albo zryczałtowane ubezpieczenia chroniące nas w jakimś określonym czasie, np. tylko w ciągu dnia pracy, albo wyłącznie na konkretnym obszarze.

Dystrybucja może odbywać się za pomocą aplikacji umożliwiającej zakup ubezpieczenia bez względu na to, z którego serwisu wynajmującego korzystamy. Może także pojawić się możliwość wykupienia produktu gwarantującego jednolitą ochronę w różnych krajach np. gdy korzystamy z usług tego samego operatora. Możliwości jest bardzo wiele, a czas i oczekiwania klientów pokażą, które z nich zostaną wdrożone i staną się popularne. Świadomość ubezpieczeniowa przecież ciągle rośnie.

Wojny handlowe kierują rynkami

Maj 2019 był dla S&P drugim najgorszym (pod względem stopy zwrotu) majem od 1960. Na rynkach dominują obawy o perspektywy amerykańskiej i globalnej gospodarki, co zwiększa znaczenie dzisiejszej publikacji ISM dla sektora przetwórstwa przemysłowego za maj. O ile headlinowe odczyty indeksów regionalnych wskazują na wciąż dobrą kondycję amerykańskiego przetwórstwa, to ich struktura (głównie zmiany zamówień) sugerują, że amerykański przemysł przestaje się opierać negatywnym tendencjom widocznym w globalnej gospodarce. Druga kluczowa publikacja z USA to piątkowe dane z rynku pracy. Wzrost zatrudnienia w tempie około 200 tys. powinien potwierdzić, że trendy: spadkowy bezrobocia i wzrostowy wynagrodzeń na razie się utrzymają.

W sobotę zakończył się okres przejściowy utrzymujący niższe (10%) cła na import towarów z Chin do USA. Zgodnie z wcześniejszą decyzją D. Trumpa cła wzrosły do 25%. Równolegle weszły też w życie cła na amerykańskie towary, które w odwecie zostały podniesione przez Chiny (z 5-10% do 20-25%).

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami finalny odczyt indeksu nastrojów konsumentów wg Uniwersytetu Michigan uplasował się znacząco poniżej wstępnego szacunku (100 pkt. vs 102,4 pkt. wg oceny flash). Głównym źródłem silnego pogorszenia nastrojów gospodarstw domowych w drugiej połowie maja było fiasko negocjacji handlowych pomiędzy USA i Chinami. W drugiej połowie miesiąca aż 35% badanych w swoich ocenach spontanicznie podnosiło kwestię wojen handlowych (vs 15% w pierwszej połowie miesiąca). Zapowiedź wzrostu ceł przełożyła się także na wzrost oczekiwań inflacyjnych (wzrost oczekiwanej w horyzoncie roku inflacji do 2,9% wobec 2,5% w poprzednim badaniu) oraz ograniczenie przez gospodarstwa domowe planów co do dokonywania istotnych zakupów.

Źródło: PKO Bank Polski

Zapowiedź pogorszenia koniunktury

Indeksy koniunktury w dalszym ciągu potwierdzają nadejście trudniejszych chwil na rynkach. Dane z Polski wypadają lepiej od średniej dla strefy euro, ale wciąż nie można ich nazwać dobrymi. Złotemu w dalszym horyzoncie mogą również ciążyć problemy dwóch polskich banków.

Finalne dane z indeksów PMI

Dzisiaj rano poznaliśmy uzupełnienie wstępnych danych z indeksów PMI dla Europy. Z jednej strony, dane dla strefy euro oraz indywidualnie dla Niemiec, które były głównym powodem niepokojów, okazały się zgodne z oczekiwaniami. Z drugiej strony, zrewidowano odczyt dla Polski z 49 punktów na 48,8 punktu. Pomimo zmiany wskaźniki te nie wpłynęły na złotego. Warto natomiast zwrócić uwagę, że poziom 50 punktów oddziela przewagę odpowiedzi negatywnych i pozytywnych. Oznacza to, że więcej ankietowanych spodziewa się spowolnienia w gospodarce, a nie wzrostów, co nie jest najlepszą wróżbą na przyszłość.

Problemy polskich banków

Komisja Nadzoru Finansowego nie wyraziła zgody na połączenie Getin Banku z Idea Bankiem. Oznacza to, że plan naprawczy, polegający na połączeniu obu podmiotów, musi zostać zweryfikowany. Dodatkowym problemem jest rezygnacja (nazywana przez część analityków ucieczką) trzech członków zarządu Idea Banku. Nie ujawnili przyczyn swoich decyzji, ale pamiętając fatalne wyniki finansowe, można mieć pewne przypuszczenia. Połączenie dwóch instytucji nie było ostatnią możliwością na wyjście z trudnej sytuacji. W dalszym ciągu trwa poszukiwanie inwestora, który byłby skłonny dokapitalizować Idea Bank. Wielkość obu tych organizacji (nawet w przypadku niekorzystnego scenariusza) sprawia, że ich problemy nie zachwieją systemem bankowym w Polsce. Jednak jeśli kłopoty się pogłębią, może to stawiać złotego w złym świetle.

Ropa wciąż w dół

Po piątkowych doniesieniach o przecenach ropy okazało się, że dno jest znacznie głębiej. W ostatnich 10 dniach maja czarne złoto straciło imponującą wartość 12 dolarów na baryłce. W tym samym czasie widoczny był proces osłabiania się rubla, jako waluty silnie związanej z tym surowcem. Ruch nie był tak silny, jak w przypadku ropy, ale przecena sięgnęła 3%. Dla porównania to tak jakby nagle euro zmieniło wycenę do złotego o 13 groszy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Chief Happiness Officer (CHO) – jak dyrektorzy szczęścia zmieniają organizacje?

Chief Happiness Officer (CHO), czyli dyrektor ds. szczęścia to stanowisko, które coraz częściej pojawia się w zachodnich firmach. Do zadań takiej osoby należy m.in. zwiększenie zadowolenia pracowników oraz budowanie ich zaangażowania, dzięki czemu staną się bardziej efektywni w pracy. Czy polskie firmy potrzebują tego typu specjalistów? Eksperci z obszaru rekrutacji z firmy Michael Page zaprezentowali lokalnym przedsiębiorcom ze Śląska globalne trendy w zarządzaniu zespołem i organizacją.

Dyrektor szczęścia

Jednym z wyzwań współczesnego biznesu jest nieustająca pogoń za produktywnością. Odpowiedzią na nią może być zbudowanie zaangażowanego zespołu, który z pasją realizuje swoje obowiązki zawodowe. Wiele firm dostrzegło, że zwiększenie satysfakcji i zadowolenia z pracy oddziałuje na efektywność zespołów. W związku z tym, na rynku pracy już kilka lat temu pojawiło się nowe stanowisko – Chief Happiness Officer (CHO), którego zadaniem jest pomaganie pracownikom zrozumieć cel i znaczenie wykonywanej przez nich pracy. Zakres obowiązków dyrektorów ds. szczęścia jest elastyczny i często zależy od indywidualnych potrzeb danej organizacji, jednak wszyscy z nich dążą do tego, aby każdy pracownik czuł się ważny dla firmy oraz widział głębszy sens swojej pracy.

Dyrektorzy ds. szczęścia odpowiadają również za definiowanie i promowanie wartości firmy, które powinny być spójne ze strategią i celem całej organizacji. Takie stanowiska po raz pierwszy pojawiły się kilka lat temu w Stanach Zjednoczonych i na Zachodzie Europy. W Polsce trend ten nie jest jeszcze popularny. Biorąc pod uwagę konkurencyjność rynku pracy i trudności związane z pozyskaniem i zatrzymaniem talentów w firmie, możemy przypuszczać, że w przyszłości i polscy pracodawcy będą szukać specjalistów z tego obszaru – mówi Radosław Szafrański, senior dyrektor w firmie rekrutacyjnej PageGroup.

Polski rynek pracy cechuje bez wątpienia silna pozycja kandydatów, którzy w niektórych branżach wręcz przebierają w ofertach pracy. Sytuację pracodawców utrudnia również fakt, że spośród nowo zatrudnionych pracowników  wielu odchodzi po okresie próbnym lub w pierwszym roku pracy. 23 maja spotkaliśmy się w Zabrzu z przedstawicielami śląskiego biznesu, aby wspólnie omówić największe wyzwania współczesnego rynku pracy. Cieszymy się, że jako eksperci z obszaru rekrutacji mogliśmy doradzić pracodawcom w kwestii pozyskiwania i zatrzymania talentów w firmie. Kolejne takie spotkanie odbędzie się już 11 czerwca w Katowicach – mówi Bogumiła Siwiec, senior manager w Michael Page.

Jak wynika z badania „Confidence Index” przeprowadzonego przez firmę rekrutacyjną Michael Page, w I kwartale 2019 r. z warunków zatrudnienia i sytuacji na rynku pracy zadowolonych było 64 proc. ankietowanych Polaków. Jednak to nie pieniądze były dla nich głównym motywatorem do pracy. Badanie pokazało, że wyższa pensja do zmiany miejsca zatrudnienia zachęciłaby tylko 43 proc. respondentów. Dużo większe znaczenie dla rodaków ma za to możliwość pozyskiwania nowych kompetencji oraz szansa na rozwój w organizacji. Ponad 90 proc. ankietowanych przyznało również, że zwraca uwagę na atmosferę w firmie i relacje między pracownikami i przełożonym.

Nasze obserwacje, jak i wyniki badań potwierdzają, że obecnie zaoferowanie kandydatom wyższej pensji może nie wystarczyć, aby przyciągnąć i zatrzymać talenty, a tym bardziej zbudować ich zaangażowanie i lojalność względem firmy. W związku z tym, rola dyrektora ds. szczęścia również w naszym kraju może w niedługim czasie zyskać na znaczeniu – dodaje Radosław Szafrański.

Cel uświęca środki

Nic tak nie łączy ludzi jak wspólny cel. Również w biznesie, kluczem do zwiększenia zaangażowania pracowników jest jasne sprecyzowanie celu organizacji, z którym ci będą się utożsamiać. Zgodnie z danymi EY, około 87 proc. konsumentów uważa, że przedsiębiorstwa osiągają najlepsze wyniki, gdy ich cel wykracza poza zysk. Dostrzegli to zwłaszcza najwięksi na rynku gracze, jak np. firma odzieżowa Patagonia, która nie tylko otwarcie i transparentnie komunikuje swoje przekonania i wartości, ale również przekłada je na działalność biznesową.

Cel firmy powinien być oparty na wartościach organizacji, wiarygodny i realny do osiągnięcia. Dyrektorzy ds. szczęścia powinni również zabiegać o to, aby każdy z pracowników firmy widział, jak trud, który wkłada w pracę przybliża go do sukcesu. Biznes ukierunkowany na cel nie tylko stymuluje zaangażowanie zespołów, ale również napędza wzrost i rozwój organizacji, co wielokrotnie podkreślaliśmy na spotkaniu z pracodawcami – podsumowuje Bogumiła Siwiec.

Przedstawiciele śląskiego biznesu oraz eksperci z obszaru rekrutacji z firmy PageGroup spotkali się 23 maja w Zabytkowej Kopalni Guido, aby wziąć udział w merytorycznych dyskusjach nt. najnowszych globalnych trendów w zarządzaniu zespołem i organizacją. Wspólnie starali się znaleźć odpowiedź na nurtujące przedsiębiorców pytanie, jak zwiększyć konkurencyjność firmy na współczesnym, wymagającym rynku pracy? Kolejne spotkanie, które odbędzie się 11 czerwca w Browarze Mariackim w Katowicach adresowane jest do osób zarządzających zakładami produkcyjnymi. Eksperci będą rozmawiać m.in. o tym, jak zaangażować i zmotywować pracowników do zmian, które w następstwie zoptymalizują procesy biznesowe.

Polityka i obawy o przyszłość gospodarki kierują rynkami

Zdecydowana reakcja chińskiego rządu na politykę celną Donalda Trumpa istotnie przyczyniła się do wzrostu napięcia na rynkach finansowych. Indeksy giełdowe z całego świata ulegają wyprzedaży, a rentowności obligacji rządowych regularnie spadają.

W porównaniu z innymi aktywami, rynek walutowy zachowuje się jednak stosunkowo spokojnie – wyjątek stanowi meksykańskie peso. Po ostatnich wypowiedziach prezydenta Trumpa o cłach na meksykański import, waluta Meksyku osłabiła się o ponad 3% w relacji do dolara amerykańskiego. W konsekwencji, peso efektywnie straciło wszystkie „zyski” osiągnięte przez siebie w 2019 roku.

Z kolei na miano najgorzej radzącej sobie waluty G10 zasłużył po raz kolejny funt brytyjski. W obliczu chaosu politycznego i braku wyraźnych perspektyw rozwiązania problemu Brexitu, pewność inwestorów co do szterlinga wyraźnie stopniała.

Czynniki polityczne, jak i potencjalny długoterminowy wpływ konfliktu handlowego na wzrost gospodarczy, wyraźnie zastępują dane makroekonomiczne oraz politykę pieniężną, jako główne siły kierujące rynkami finansowymi. W ostatnich dniach analitycy byli zajęci obniżaniem dotychczasowych prognoz dla walut G10, oczekując obniżek stóp procentowych wszędzie tam, gdzie są one dodatnie – dotyczy to zwłaszcza Stanów Zjednoczonych. Jesteśmy jednak zdania, że z takimi prognozami rozważniej będzie poczekać na faktyczne dane makroekonomiczne. Na ten moment nie oczekujemy żadnych zmian w dotychczasowej polityce Rezerwy Federalnej – ani w górę, ani w dół.

Najważniejszym wydarzeniem kalendarza ekonomicznego w nadchodzącym tygodniu będzie czerwcowe spotkanie Europejskiego Banku Centralnego. Oczekujemy również, że pod koniec tygodnia nowy raport o amerykańskim rynku pracy wprawi rynek w ruch.

PLN

Podobnie jak pozostałe waluty w regionie CEE, również polski złoty doświadczył aprecjacji w drugiej połowie ubiegłego tygodnia. Tym samym PLN ożywił się po wyprzedaży, której waluta doznała w wyniku wzrostu niepewności związanej z wojną handlową na linii USA-Chiny.

W przypadku Polski najistotniejszym wydarzeniem zeszłego tygodnia było sprawozdanie z majowego spotkania Rady Polityki Pieniężnej. „Minutki” nie przyniosły wielu zaskoczeń. Decydenci NBP oczekują, że w najbliższych kwartałach stopy procentowe utrzymają się na dotychczasowym poziomie. Dynamika cen CPI, która w kwietniu wyniosła ponad 2%, powinna zwolnić w nadchodzących miesiącach – jej gwałtowny wzrost wynikał ze wzrostu wynagrodzeń, jak i wyższych cen energii. Według niektórych członków Rady wyższy poziom inflacji może jednak uzasadniać zacieśnianie polityki monetarnej w nadchodzących kwartałach. Jesteśmy zdania, że polityka monetarna NBP pozostanie niezmieniona do końca 2019 roku. W przyszłym roku natomiast nie można wykluczyć podwyżki stóp.

Kalendarz ekonomiczny w nadchodzącym tygodniu przewiduje publikację danych o dynamice cen w maju, jak i kolejne spotkanie decyzyjne Narodowego Banku Polskiego. Biorąc pod uwagę, że polska gospodarka rozwija się zgodnie z naszymi prognozami, nie spodziewamy się, żeby retoryka banku centralnego miała doświadczyć gwałtownej zmiany.

GBP

Niepewność związana z Brexitem wciąż rośnie. Najnowsze sondaże sugerują wyraźną zmianę na scenie politycznej Wielkiej Brytanii – zarówno torysi, jak i laburzyści tracą na rzecz partii z wyraźnym stanowiskiem w sprawie Brexitu. Po jednej stronie znajdują się Liberalni Demokraci, popierający Remain, natomiast po przeciwnej stronie barykady znajduje się najnowszy twór polityczny Nigela Farage’a.

Niebawem minie drugi miesiąc od uzgodnienia z Unią Europejską dłuższego terminu na Brexit i od tego czasu nie widać prawie żadnego śladu postępu. Z obecnej sytuacji zdecydowanie nie są zadowolone rynki finansowe. Pod koniec tygodnia szterling po raz kolejny okazał się najsłabszą walutą G10. Kalendarz ekonomiczny w nadchodzącym tygodniu nie oferuje istotnych danych, stąd w najbliższych dniach kurs funta będzie zależał praktycznie wyłącznie od wieści politycznych.

EUR

Kurs euro okazał się stosunkowo stabilny w obliczu rosnącej niechęci do ryzyka, jak i zagrożenia wojną handlową. Nadchodzący tydzień będzie natomiast burzliwy dla wspólnej europejskiej waluty. Poza oczywistością, jaką jest nadciągające spotkanie decyzyjne Europejskiego Banku Centralnego, we wtorek poznamy wstępne dane o dynamice cen w bloku walutowym w maju. Konsensus rynkowy zakłada, że inflacja spadnie do wartości podobnych do tych z pierwszego kwartału br.

Większość analityków wyczekuje również bardzo gołębiej retoryki przewodniczącego EBC. Widzimy zatem pewne szanse na aprecjację euro w nadchodzącym tygodniu – konsensus oczekuje wyraźnie gołębiej retoryki EBC, a na rynku dominują krótkie pozycje na euro. Do umocnienia waluty wystarczy zatem, że albo dane o inflacji, albo komunikacja banku centralnego okaże się bardziej optymistyczna niż zakłada rynek.

USD

Konsensus rynku i ekonomistów zgodnie oczekuje obniżki oprocentowania depozytów overnight Rezerwy Federalnej, jednak dane makroekonomiczne kreślą inną historię. Naszym zdaniem w perspektywach gospodarczych USA nie zmieniło się wiele. Nadal obserwujemy wysoki wzrost gospodarczy, silną kreację miejsc pracy, rosnące realne wynagrodzenia oraz ograniczoną presję inflacyjną. Napięcia w handlu międzynarodowym są co prawda czynnikiem grającym na niekorzyść w średnim okresie, niemniej uważamy, że administracja Trumpa będzie naciskać na osiągnięcie porozumień, jeżeli tylko pojawią się pierwsze sygnały szkód w amerykańskiej gospodarce.

Utrzymujemy naszą opinię o stabilnej polityce monetarnej Fedu i uważamy, że raport o amerykańskim rynku pracy, który poznamy w piątek, tylko potwierdzi naszą prognozę.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Karol Kondrat wzmocnił zespół MLP Group

MLP Group powiększył zespół odpowiedzialny za ekspansję oraz komercjalizację parków logistycznych. Karol Kondrat objął funkcję Leasing Managera i będzie odpowiedzialny za pozyskiwanie terenów inwestycyjnych oraz wynajem powierzchni magazynowych na rynku lubelskim.

Karol Kondrat, MLP Group
Karol Kondrat, MLP Group

MLP Group wzmacnia dział odpowiedzialny za wynajem powierzchni komercyjnych. Do zespołu dołączył Karol Kondrat obejmując stanowisko Leasing Managera. W ramach MLP Group będzie odpowiedzialny za pozyskiwanie terenów inwestycyjnych w nowych lokalizacjach na rynku polskim oraz wynajem powierzchni w parku logistycznym MLP Lublin II.

Karol Kondrat posiada 7-letnie doświadczenie w branży nieruchomości magazynowych i przemysłowych. Dotychczas sfinalizował 64 transakcje najmu o łącznej powierzchni 67 000 m2. Przed dołączeniem do zespołu MLP Group pełnił funkcję doradcy ds. nieruchomości komercyjnych w ramach marki osobistej karolkondrat.pl. W latach 2012-2017 zdobywał doświadczenie otwierając i prowadząc regionalny oddział Agencji Nieruchomości Komercyjnych magazyny24.net w Lublinie. W latach 2016-2017 pełnił funkcję zarządcy nieruchomości w Centrum Logistycznym Mełgiewska oraz był odpowiedzialny za komercjalizację powierzchni magazynowych i produkcyjnych. Tytuł magistra inżyniera uzyskał na Politechnice Lubelskiej.

MLP Group rozwija aktualnie drugi park logistyczny w pobliżu Lublina. Pierwszy został już w całości skomercjalizowany.  Nowa inwestycja zlokalizowana jest w podlubelskim Świdniku i dostarczy docelowo około 51,5 tys. m2 nowoczesnych powierzchni magazynowo – produkcyjnych.

Pominięcie pełnomocnika a przedawnienie zobowiązań podatkowych

Przesłanki przedawnienia zobowiązań podatkowych od zawsze budziły wiele kontrowersji. Niejasna i nieczytelna konstrukcja przepisów Ordynacji podatkowej wielokrotnie stawała się przyczyną sporów pomiędzy podatnikami a fiskusem. W ostatnim czasie najwięcej emocji budzi przesłanka zawieszenia biegu terminu przedawnienia w postaci wszczęcia postępowania karnoskarbowego. Sprawa dotarła nawet do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

Przedawnienie zobowiązań podatkowych

Przedawnienie się zobowiązań podatkowych stanowi jedną z najważniejszych instytucji chroniących prawa podatników. Po upływie ustawowego 5-letniego okresu organ podatkowy traci możliwość skutecznego dochodzenia zapłaty podatku wynikającego z określonego zobowiązania podatkowego. Konstrukcja przepisów Ordynacji podatkowej powoduje jednak, że na tym tle rysują się liczne spory pomiędzy fiskusem a podatnikiem. Organy skarbowe robią wiele, aby nie doszło do przedawnienia. W tym celu sięgają po różne mechanizmy zawieszenia jego terminu. Problematyczna dla podatnika jest sama konstrukcja terminu. Początek jego biegu związany jest bowiem z upływem terminu płatności podatku, a nie z powstaniem zobowiązania podatkowego. Dodatkowo liczony jest od końca danego roku. W konsekwencji 5-letni termin niejednokrotnie znacząco się wydłuża.

Przesłanka wszczęcia postępowania karnoskarbowego

Kontrowersyjna jest również przesłanka wskazana w art. 70 § 6 pkt 1 Ordynacji podatkowej, czyli wszczęcie postępowania w sprawie o przestępstwo skarbowe lub wykroczenie skarbowe, o którym podatnik został zawiadomiony, jeżeli podejrzenie przestępstwa lub wykroczenia wiąże się z niewykonaniem tego zobowiązania. Przesłanka ta budzi wątpliwości z tego względu, iż nie jest związana z zapłatą podatku ani też z postępowaniem wymiarowym lub jego kontrolą. W praktyce zatem fiskus dysponuje silną bronią, umożliwiającą mu każdorazowe zawieszenie biegu terminu przedawnienia.

Stanowisko Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego

Z kwestią przedawnienia zobowiązania podatkowego zmierzył się m.in. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi. Wydał wyrok niekorzystny dla podatnika, nie uwzględniając przedawnienia. Sąd stwierdził, że skoro Dyrektor Urzędu Kontroli Skarbowej w Łodzi wszczął postępowanie przygotowawcze związane z podejrzeniem popełnienia przez podatnika czynu zabronionego polegającego na podaniu nieprawdy w deklaracjach VAT-7, to zawiadomienie o zawieszeniu biegu terminu przedawnienia, doręczone podatnikowi przez Naczelnika Urzędu Skarbowego należy uznać za skuteczne. Podatnik miał co prawda pełnomocnika, ale pełnomocnictwo złożono w odrębnym postępowaniu prowadzonym przez Dyrektora Urzędu Kontroli Skarbowej. Dokument ten obejmował z kolei upoważnienie do reprezentowania podatnika w tym konkretnym postępowaniu oraz na jego kolejnych etapach.

Konieczne rozstrzygnięcie przez NSA

Podatnik nie dał za wygraną i wniósł skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Skarżący stwierdził, iż skoro powiadomienie o wszczęciu postępowania karnoskarbowego miało bezpośredni wpływ na postępowanie dotyczące zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego, oznacza to, że organy skarbowe miały obowiązek uwzględnić fakt posiadania przez podatnika profesjonalnego pełnomocnika. To właśnie do niego powinno zostać skierowane zawiadomienie o zawieszeniu biegu terminu przedawnienia zobowiązania. W ocenie podatnika sąd błędnie uznał, iż przedawnienie zobowiązania nie nastąpiło.

Niejednolite orzecznictwo

Omawiane zagadnienie budzi liczne kontrowersje. Orzecznictwo w tym zakresie nie jest jednolite. Przykładowo Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 14 października 2015 r. (sygn. akt I FSK 1052/14), odwołując się do wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 17 lipca 2012 r. (sygn. P 30/11), stwierdził, że istotne jest powzięcie przez podatnika informacji o zawieszeniu biegu terminu przedawnienia. Nie ma natomiast znaczenia, czy zawiadomienie zostało skierowane bezpośrednio do podatnika, czy też doręczono je pełnomocnikowi. Podobnie orzekały wojewódzkie sądy administracyjne oraz Naczelny Sąd Administracyjny w innych wyrokach. Z drugiej jednak strony istnieje spora liczba orzeczeń, w których sądy doszły do diametralnie różnych wniosków. Przykładowo Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 9 grudnia 2016 r. (sygn. akt I FSK 359/15) uznał, że jeżeli podatnik skutecznie ustanowił pełnomocnika i prawidłowo zawiadomił o tym fakcie organy podatkowe, ewentualne pismo o zawieszeniu biegu terminu przedawnienia doręcza się pełnomocnikowi. Istnieje nawet trzecia linia, która zakłada bezwzględny obowiązek doręczenia zawiadomienia bezpośrednio podatnikowi.

Potrzebna uchwała „siódemkowa”

Zagadnienie okazało się na tyle trudne, że podjęto decyzję o przedstawieniu go do rozstrzygnięcia składowi siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego. On z kolei 18 marca 2019 r. (sygn. akt I FPS 3/18) wydał uchwałę, w której podzielił stanowisko podatnika. W ocenie Naczelnego Sądu Administracyjnego, jeżeli strona ustanowiła pełnomocnika, to właśnie jemu należy doręczać wszelkie pisma w sprawie. Pominięcie pełnomocnika odnosi natomiast taki skutek jak pominięcie strony. Organy skarbowe powinny natomiast zadbać o szybki i sprawny przepływ informacji pomiędzy poszczególnymi strukturami, wydziałami i komórkami tych organów.

Pełnomocnictwo ogólne a pełnomocnictwo szczególne

Należy podkreślić, że ustalenie, czy w danej sytuacji strona ma pełnomocnika, czy też działa samodzielnie, możliwe jest na podstawie dokumentu pełnomocnictwa. Przy czym możemy mieć do czynienia z pełnomocnictwem ogólnym lub szczególnym. Pełnomocnictwa szczególnego udziela się po to, aby dana osoba mogła nas reprezentować w konkretnym postępowaniu. W treści umocowania wskazuje się wtedy precyzyjnie, o jakie postępowanie chodzi. 1 lipca 2016 r. w prawie podatkowym pojawiła się natomiast instytucja pełnomocnictwa ogólnego. Upoważnia ono pełnomocnika do działania we wszystkich sprawach podatkowych oraz innych sprawach należących do właściwości organów podatkowych. Informacja o udzieleniu takiego pełnomocnictwa trafia natomiast do Centralnego Rejestru Pełnomocnictw Ogólnych. Organy podatkowe mają zatem bieżący dostęp do informacji dotyczących udzielonych pełnomocnictw i ich obowiązkiem jest każdorazowe sprawdzenie, przed doręczeniem stronie jakiegokolwiek pisma, czy dany podmiot posiada pełnomocnika.

Wyzwanie dla KAS?

Realizacja postanowień uchwały Naczelnego Sądu Administracyjnego może okazać się dużym wyzwaniem dla organów administracji skarbowej. Jak powszechnie wiadomo, wymiana informacji na temat poszczególnych, równolegle prowadzonych postępowań przez różne jej komórki, pozostawia wiele do życzenia. Często sąsiadujące ze sobą oddziały nie mają wiedzy na temat postępowań, które wzajemnie prowadzą. Osoby prowadzące postępowania karnoskarbowe lekceważą natomiast obowiązki związane z weryfikowaniem pełnomocnictw w Centralnym Rejestrze Pełnomocnictw Ogólnych bądź ze sprawdzeniem faktu udzielenia pełnomocnictwa szczegółowego.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Technologiczna przyszłość pracowników handlu

Czasochłonna inwentaryzacja, żmudne przyjęcia towarów, kłopotliwe zwroty produktów to tylko jedne z wielu obowiązków, na które w przyszłości nie będą tracić czasu pracownicy zatrudnieni w branży retail. Automatyzacja zmieni organizację pracy w handlu i będzie wymagała od obsługi sklepów nowych kompetencji. Odpowiedzialni detaliści już dziś przygotowują się do tej rewolucji, a pracownicy powinni zastanowić się jakie umiejętności powinni nabyć by wykonywać ten zawód, gdy ulegnie on diametralnej zmianie.

Intensywny rozwój technologii jest ogromną szansą na budowanie przewagi konkurencyjnej w branży retail. Jednocześnie stanowi on duże wyzwanie dla detalistów pełniących rolę pracodawców. Wielu przedsiębiorców w Stanach Zjednoczonych (92 proc.) i Azji 70 proc.) nie czeka na to co stanie się za kilka lat i już wdraża systemy zdalnej identyfikacji radiowej (RFID) pozwalające zrewolucjonizować ich pracę. W porównaniu z nimi Europa (30 proc. firm wdraża RFID)* i Polska mają jeszcze dużo do zrobienia. Większość osób otwiera się na nadchodzące zmiany. W regionie Azji i Pacyfiku, entuzjastycznie podchodzi do nich aż 81 proc. respondentów, w Europie 59 proc. badanych wynika z raportu „Evolution of Work”. Technologicznej rewolucji w handlu nie da się zatrzymać. Firmy, które za nią nie podążą mogą zniknąć z rynku. Wpłynie ona również na pracowników, bo ich obowiązki w niczym nie będą przypominały tych obecnych.

Pracownik sklepu w przyszłości, nie będzie tracił czasu na działania, które pochłaniają wiele godzin. Należy do nich pełna inwentaryzacja, przyjęcie dostaw, kompletowanie zamówień, sprzedaż przy kasie czy replenishment. Te i wiele innych czynności zostanie zautomatyzowanych i będzie można wykonywać je nie tylko intuicyjnie, ale też zdecydowanie szybciej – mówi Marek Kwiatkowski, Head of Retail RFID w Sescom. – Jedna z ostatnich analiz Sescom wykazała, że pracownicy naszego klienta – właściciela sieci sklepów z obuwiem, w każdym obiekcie, na wykonywanie obowiązków, których nie będą musieli wypełniać po wdrożeniu RFID, poświęcają miesięcznie po 185 godzin, czyli ponad jeden etat. Jest to tylko jeden z wielu przykładów, które można mnożyć. Nieefektywna organizacja pracy w sklepach stanowi dla wielu firm problem. Szczególnie dotyczy on sieci wykorzystujących przestarzałe metody zarządzania i tych bez solidnej bazy stałych pracowników. Dlatego detaliści inwestują w technologie, które sprawiają, że zespół pracuje szybciej, skuteczniej i koncentruje się na działaniach generujących wyższą sprzedaż takich jak ciągła aktualizacja stanów magazynowych czy Omnichannel – zaznacza Marek Kwiatkowski.

Handlowcy z intuicją

Doświadczenie zebrane przez Sescom w 30 krajach podczas współpracy z ponad 300 klientami (przeszło 40 000 obiektów) pozwalają prognozować przyszłość handlowców. Fale radiowe zautomatyzują ich pracę i sprawią, że stanie się ona intuicyjna. Przyjęcie towaru nie będzie polegało już na żmudnym otwieraniu kartonów i przeliczaniu ich zawartości. Prześwietli je za nas RFID. Bezobsługowe kasy czy inteligentne przymierzalnie (już testowane przez niektóre firmy) sprawią, że klienci sami dokonają transakcji zakupu wybranych przez nich produktów, w tym czasie sprzedawca zajmie się np. visual merchandisingiem czy uzupełnianiem towarów. Geolokalizacja produktów ułatwi znalezienie konkretnej rzeczy na sali sprzedaży czy na zapleczu sklepu i pozwoli m.in. ograniczyć liczbę ginącego towaru.

Problemem nie będzie także pełna inwentaryzacja. W średniej wielkości sklepie, w którym w sumie znajduje się ok. 3.000 sztuk towaru zamiast 48 godzin (łącznie) potrwa ona tylko 2 godziny. Dzięki falom radiowym jedna osoba w ciągu 60 minut będzie w stanie zweryfikować min. 1.750 sztuk towaru (bez wykorzystania tej technologii jedynie 150 sztuk).

Praca w sklepie zmieni się nie tylko na poziomie niższych stanowisk, ale też tych kierowniczych i managerskich. Zarządzający siecią sklepów dzięki RFID będzie mógł zdalnie kontrolować sytuację w każdym obiekcie i podejmować trafne, błyskawiczne decyzje np. o przecenie, zmianie ekspozycji towarów lub ich przesunięciach pomiędzy sklepami. System poinformuje go o bieżącym stanie zatowarowania całego sklepu czy jego strategicznych miejsc np. wyspy z produktami ustawionej w jego frontowej części. Jeśli zasygnalizuje braki, manager będzie mógł skontaktować się z pracownikami w danej lokalizacji i poprosić o natychmiastowe uzupełnienie towaru – mówi Marek Kwiatkowski.

Z prognoz Sescom wynika, że w przyszłości problemem przestanie być także efektywność pracowników. Wyniki działań zespołu nie będą, jak dotychczas, aż tak uzależnione od jego skrupulatnej pracy. Błędy będą raczej niemożliwe, bo system już teraz działa w czasie rzeczywistym, szybko wyłapuje niedociągnięcia, przypomina o zadaniach do zrealizowania i daje pełny obraz sytuacji w sklepie.

– Intuicyjność, która pojawi się dzięki nowym technologiom, będzie odpowiedzią na trend związany ze zmianą podejścia do pracy pokoleń rozpoczynających swoją aktywność zawodową i oczekiwaną przez nie wygodą wykonywania powierzonych im obowiązków. Dzięki automatyzacji łatwiejsze stanie się również wdrożenie nowej osoby lub przeniesienie jej do innego sklepu, bo intuicyjna praca sprawi, że nikogo nie trzeba będzie prowadzić za rękę – podkreśla Marek Kwiatkowski.

* Raport „Cyfrowa przyszłość firm z branży detalicznej”, Accenture.

Grupa ONICO przekroczyła 3 mld zł przychodów w 2018 roku

Skonsolidowane przychody ze sprzedaży Grupy ONICO w 2018 roku wyniosły 3,06 mld zł, o blisko 9 procent więcej niż rok wcześniej. To drugi najlepszy wynik w historii spółki, nieznacznie niższy od rekordowych przychodów na poziomie 3,15 mld zł, osiągniętych w 2016 roku. Zysk ze sprzedaży wyniósł 19 mln zł, wobec 7,1 mln zł w 2017 roku, a zysk z działalności operacyjnej 7,4 mln zł (15,1 mln zł rok wcześniej).

Na poziomie netto Grupa zanotowała stratę w wysokości 21,2 mln zł, w porównaniu do 10,7 mln zł zysku w 2017 roku, ale jak podkreśla zarząd Spółki, w dużej mierze wynikała ona z dwóch zdarzeń jednorazowych.

Na koniec 2018 roku Grupa ONICO utrzymywała 41,2 tys. ton zapasów obowiązkowych, finansowanych kredytami walutowymi. Na koniec roku nastąpiła negatywna wycena kredytów w stosunku do wartości zapasów, wycenianych po kursach historycznych. Skutkiem tego było powstanie ujemnych, niezrealizowanych różnic kursowych w wysokości 9,5 mln zł, co musiało zostać odzwierciedlone w wynikach finansowych Spółki. Zarząd ONICO zwraca uwagę, że jest to wartość przejściowa i w momencie odsprzedaży zapasów ujemny wpływ zostanie zniwelowany.

Ponadto wykryto błędne rozpoznanie kosztu własnego sprzedaży produktów w 2017 roku, w wysokości 15,2 mln zł (która została skorygowana przez wynik lat ubiegłych w bieżącym okresie). Zarząd Spółki przeprowadził dogłębną analizę, która wykazała, że problem powstał na wskutek błędu algorytmu systemu kalkulacji mieszania biokomponentów, a trudność w jego szybkim wykryciu spowodowana była jego kroczącym efektem narastającym w długim okresie oraz niewielką skalą w stosunku do wartości sprzedanych towarów (0,7 proc.). W celu uniknięcia podobnej sytuacji zarząd wprowadził dodatkowe procedury kontrolne oraz wzmocnił dział kontrolingu finansowego.

Dodatkowo w wyniku pogarszającej się sytuacji płatniczej klientów Spółka utworzyła odpisy aktualizujące wartość należności w wysokości 9,56 mln zł.

Bez wpływu tych zdarzeń jednorazowych, wynik netto Grupy za 2018 roku oscylowałby wokół kilkunastu mln zł zysku.

Grupa ONICO podjęła działania zmierzające do poprawy wyników. Wdrożono program redukcji kosztów i dokonano dogłębnej analizy rentowności spółek działających w Grupie. Podjęto decyzję o ograniczeniu finansowania pobocznych działalności Grupy i skupieniu się na sprzedaży paliw ciekłych.

W ocenie zarządu Spółki, pomimo błędów popełnionych w latach 2017-2018, Grupa nadal prowadzi bardzo rentowną działalność core-biznesową, która po wyeliminowaniu błędów finansowo-księgowych jest w pełni zdolna do utrzymywania zyskowności i dynamiki wzrostu z okresów poprzedzających rok 2018.

Badanie Mastercard: Polacy cenią sobie bankowość mobilną i online za wygodę i szybkość, oczekują bezpieczeństwa

Polacy ponownie znaleźli się w ścisłej, europejskiej czołówce, jeśli chodzi o popularność usług bankowości cyfrowej, która stała się już ich codziennym standardem.

Mastercard opublikował wyniki drugiej edycji europejskiego badania nt. bankowości online i mobilnej, w którym wzięli udział internauci z 11 krajów, w tym z Polski[1]. Potwierdza ono, że Polacy coraz chętniej korzystają z cyfrowych usług finansowych i są pod tym względem w europejskiej czołówce. Ankietowani uważają, że takie usługi są wygodne i pozwalają oszczędzać czas. Są też zainteresowani korzystaniem z rozwiązań tzw. bankowości otwartej, takich jak na przykład aplikacja pozwalająca zarządzać środkami zdeponowanymi w różnych bankach. Jednocześnie najważniejszym czynnikiem branym pod uwagę  przy podejmowaniu decyzji o korzystaniu z cyfrowych usług finansowych jest bezpieczeństwo, a banki pozostają najbardziej zaufanym źródłem informacji o zarządzaniu finansami.2019-05-24 #digitalbanking_BankingEuropeMap_RZ-RGB 2019-05-24 #digitalbanking_BankingEuropeMap_RZ-RGB

Polacy entuzjastami bankowości cyfrowej

Dostęp do konta przez internet stał się już standardem w ofercie banków, a ponad 10 milionów klientów[2] w Polsce korzysta z usług bankowych za pośrednictwem smartfona. Badanie Mastercard potwierdza, że korzystanie z usług bankowości cyfrowej stało się już codziennością dla zdecydowanej większości polskich internautów. Już 96% z nich deklaruje, że z takiej oferty korzysta (lub korzystało w przeszłości), w porównaniu z 88% w 2017 r. Co najmniej raz w tygodniu serwisu bankowości internetowej lub bankowej aplikacji mobilnej używa natomiast 56% badanych, w porównaniu z 45% dwa lata temu. Rośnie zatem liczba klientów korzystająca z cyfrowych rozwiązań, ale jeszcze szybciej rośnie częstotliwość, z jaką są one używane.

Powyższe dane obrazują też technologiczne zaawansowanie Polaków, którzy znaleźli się w ścisłej, europejskiej czołówce. Tylko Rosjanie powszechniej korzystają z usług bankowości cyfrowej – 99% badanych, w tym 60% co najmniej raz w tygodniu. Tym samym wyprzedzamy uznawane na rynku za rozwinięte kraje Europy Zachodniej, takie jak na przykład Niemcy, Francja czy Wielka Brytania.

Klienci polskiej bankowości cieszą się, że mają do dyspozycji coraz więcej nowoczesnych usług finansowych. 60% z nich pozytywnie ocenia cyfryzację w bankowości, uważając, że ułatwia ona codzienne zarządzanie finansami osobistymi i gwarantuje ich bezpieczeństwo.

Smartfon wygodniejszy od oddziału

Wśród zalet cyfrowej bankowości ankietowani najbardziej doceniają szybkość (76%), łatwość użycia (71%), a także dostępność w dowolnym miejscu i czasie (30%). Oszczędność czasu jest przy tym dla Polaków ważniejsza niż dla innych Europejczyków (średnia europejska 66%), co pokazuje, że coraz częściej operacji finansowych dokonujemy „w biegu” i zależy nam na tym, żeby zrealizować je możliwie szybko. Oszczędność czasu i wygoda jednak nie wystarczą. Przy podejmowaniu decyzji o korzystaniu z usług bankowości cyfrowej na pierwsze miejsce wysuwa się bezpieczeństwo, na które wskazuje 73% badanych. Dopiero później użytkownicy zwracają uwagę na: wygodę użytkowania (35%), niskie koszty i programy lojalnościowe (29%) oraz na przejrzystość i możliwość kontroli wydatków (25%).

W ostatnich latach, wśród cyfrowych usług finansowych, najbardziej dynamicznie rośnie popularność bankowości mobilnej. Polacy uważają, że ten trend się utrzyma. Według ankietowanych w badanu Mastercard na sukces bankowości mobilnej składają się wygoda i prostota użytkowania (64%), możliwość realizacji transakcji finansowych za pomocą telefonu (30%), a także nowoczesność i dopasowanie tej usługi do ich stylu życia (22%). Polacy przewidują też, że „bankowanie przez telefon” będzie powodowało zmniejszenie znaczenia placówek banków. O ile 92% z nich wierzy, że za 10 lat oddziały bankowe będą nadal funkcjonować, o tyle 62% uważa, że ich liczba w tym czasie spadnie.

Polacy zainteresowani rozwiązaniami bankowości otwartej

We wrześniu 2019 r. w życie wejdą nowe przepisy, które sprawią, że rzeczywistością stanie się tzw. otwarta bankowość, w której usługi do tej pory zarezerwowane dla banków będą mogli świadczyć też inni rynkowi gracze. Jedni i drudzy będą ze sobą konkurować, ale też współpracować, dzięki czemu usługi finansowe staną się jeszcze bardziej innowacyjne i wygodne.

Zgodnie z wynikami badania Mastercard, Polacy są zainteresowani korzystaniem z rozwiązań typowych dla bankowości otwartej. 48% z nich chciałoby używać aplikacji, która pozwala zarządzać kontami w różnych bankach, a 25% z takiej, która pozwala planować swoje wydatki na podstawie historii transakcji pochodzących z różnych źródeł. Ponadto 24% respondentów chciałoby używać usług finansowych, które oferują daleko idącą personalizację, w oparciu o dane z ich kont w różnych instytucjach.

Presja konkurencyjna ze strony nowych, cyfrowych graczy może być wyzwaniem dla tradycyjnych banków. Klienci oczekują bowiem od swojego banku wygody, którą zapewnia coraz mocniej obecna w ich życiu technologia. 30% Polaków uważa, że ich bank powinien być bardziej dostępny, a jego produkty prostsze w obsłudze. 24% ankietowanych sygnalizuje potrzebę większej przejrzystości i kontroli nad wydatkami w czasie rzeczywistym. Z kolei 23% oczekuje większej elastyczności, co rozumieją jako brak długoterminowych umów, możliwość konsultacji 24 godz. na dobę itp. 57% Polaków rozważa zmianę swojego aktualnego banku na bardziej cyfrowy i mobilny, z czego 12% planuje taką zmianę zrealizować w ciągu najbliższego roku.

Banki, mimo że mogą odczuwać presję konkurencyjną ze strony nowych graczy, mają jeden z kluczowych zasobów – zaufanie klientów. 65% respondentów w badaniu Mastercard odpowiedziało, że ich zaufanym źródłem informacji o zarządzaniu finansami są właśnie banki. Co więcej, zaufanie to jest jeszcze wyższe (71%) w najmłodszej grupie wiekowej (18-29 lat), która szczególnie chętnie korzysta z technologicznych nowinek. Dopiero na dalszych miejscach znalazły się inne godne zaufania źródła informacji o finansach, takie jak: rodzina i przyjaciele (39%), media tradycyjne (35%) i media społecznościowe (19%). Co ciekawe, Polacy do mediów, zarówno tych tradycyjnych, jak społecznościowych, mają największe zaufanie w Europie (średnia europejska odpowiednio 21% i 11%).

Jednocześnie instytucje finansowe wprowadzające nowe usługi w oparciu o ekosystem bankowości otwartej muszą być przygotowane na konieczność edukacji klientów. Polacy mają bowiem małą świadomość nadchodzących zmian. Tylko 23% z nich uważa, że dobrze rozumie, na czym polega bankowość otwarta.

Współpraca kluczem do innowacji

Oprócz badania opinii klientów, Mastercard przygotował też europejską mapę cyfrowych banków. Znalazło się na niej aż 60 innowacyjnych instytucji z różnych krajów, zarówno banków, jak i firm fintech. Liczba ta jest dwa razy większa niż w analogicznym raporcie sprzed dwóch lat, co pokazuje, że grono nowych, innowacyjnych graczy szybko rośnie, a trend cyfryzacji w finansach przyspiesza. W Polsce wyróżniony został mBank, a także firmy DiPocket i IgoriaCard.

„Dziś trudno wyobrazić sobie bank bez serwisu transakcyjnego online czy bez aplikacji mobilnej. Klienci oczekują coraz to nowych udogodnień, dlatego instytucje finansowe oferują kolejne innowacje, wykorzystujące technologie takie jak tokenizacja, biometria, sztuczna inteligencja czy blockchain. Już teraz polskie banki są bardzo zaawansowane technologicznie, ale spodziewam się, że rozwój firm fintech skłoni je do oferowania kolejnych cyfrowych funkcjonalności. W Mastercard stawiamy sobie za cel wspieranie współpracy różnych graczy w ramach ekosystemu bankowości otwartej, aby klienci instytucji finansowych mogli korzystać z jeszcze bardziej inteligentnych i wygodnych usług” – mówi Bartosz Ciołkowski, dyrektor generalny polskiego oddziału Mastercard Europe.

Wraz z coraz większą liczbą dostawców usług finansowych coraz ważniejsza staje się współpraca pomiędzy różnymi graczami rynkowymi. 94% ankietowanych Polaków uważa, że takie partnerstwo jest niezbędnym elementem dla tworzenia innowacji w finansach, a 26% wierzy, że współpraca taka zacieśni się w przyszłości. Mastercard od lat wspiera proces cyfryzacji sektora finansowego oraz współpracę między dużymi instytucjami i sektorem fintech.

[1] Informacje na temat metodologii badania można znaleźć w stopce na końcu tekstu.

[2] Na podstawie danych Cashless.pl i PRnews.pl za I kw. 2019 r.

Rynek faktoringu będzie rósł w dwucyfrowym tempie

W II kwartale br. 7,5 proc. przedsiębiorców z sektora MŚP wskazało, że do finansowania swojej działalności korzysta z faktoringu  wynika z Barometru EFL. Kwartał wcześniej na to narzędzie wskazało mniej, bo 6 proc. firm. Na rosnącą rolę faktoringu wskazują również najnowsze dane sprzedażowe. W I kwartale 2019 roku firmy faktoringowe zrzeszone w Polskim Związku Faktorów (PZF) sfinansowały wierzytelności o łącznej wartości 62,6 mld zł. To aż o 18,4 proc. więcej niż przed rokiem.

Eksperci Eurofactor Polska S.A. podkreślają, że rynek faktoringowy w całym 2019 roku będzie rósł w dwucyfrowym tempie, a dynamika sektora będzie pochodną głównie dwóch czynników.

 Po pierwsze, jeszcze wiele firm w Polsce nie miało do czynienia z faktoringiem. Z badania EFL wynika, że sięga po niego 1 na 13 mikro-, małych lub średnich firm, co oznacza, że zdecydowana większość jeszcze nie zapoznała się z zaletami tego narzędzia finansowego.  Jednak świadomość zalet i korzyści wynikających z faktoringu rośnie, co widać po wynikach firm faktoringowych, i kolejne lata powinny być dalszym okresem dynamicznego rozwoju faktoringu w Polsce. Po drugie, faktorzy dostosowują swoją ofertę do specyfiki klientów – pojawiają się dedykowane usługi dla najmniejszych firm, które dotychczas nie były grupą docelową faktorów, ze względu na ich specyfikę i profil ryzyka; czy faktoring dla bardzo dużych korporacji, w ramach których możemy obsłużyć tysiące odbiorców jednego klienta. – mówi Stanisław Atanasow, prezes zarządu Eurofactor Polska S.A.

Z „Barometru EFL” wynika, że w II kwartale br. swoją działalność faktoringiem planuje finansować 7,5 proc. Mikro-, małych i średnich firm. Najczęściej decydują się na niego firmy średnie (14,2 proc. wskazań), podczas gdy wśród małych firm ten odsetek jest niemal o połowę niższy (7,5 proc.), a w przypadku najmniejszych przedsiębiorstw wynosi zaledwie 3,5 proc. Z faktoringu najczęściej korzystają firmy transportowe – blisko 11 proc. i produkcyjne – 10 proc. Nieco mniejsze zainteresowanie obserwujemy w usługach – 8 proc. wskazań.

Z danych Polskiego Związku Faktorów (PZF) wynika, że w I kwartale 2019 roku przedsiębiorcy najczęściej wybierali faktoring pełny krajowy. Wartość wierzytelności sfinansowanych przy użyciu tego instrumentu wyniosła 31,7 mld zł, co stanowi nieco ponad połowę obrotów (51 proc.). Na drugim miejscu znalazł się faktoring krajowy niepełny z udziałem na poziomie 33 proc. W sumie z usług firm należących do PZF korzysta niemal 16 tys. przedsiębiorców.

Murapol: Filtry antysmogowe to nowy standard wyposażenia inwestycji

Mieszkania powstające w najnowszych inwestycjach Grupy Murapol, poza możliwością zainstalowania w nich inteligentnych rozwiązań smart home, wideomofonów z systemem SOS czy korzystania z monitoringu wizyjnego części wspólnych, będą wyposażone również w innowacyjną technologię zapewniającą ochronę przed smogiem i innymi zanieczyszczeniami powietrza. Deweloper rozszerzył wachlarz funkcjonalności systemu Home Management System o unikalne filtry antysmogowe, które poprawią jakość powietrza w mieszkaniach Murapolu.

Wykorzystana do budowy filtrów specjalna membrana z nanowłókien zatrzymuje nawet najmniejsze stałe i ciekłe cząsteczki, dzięki czemu chroni powietrze w mieszkaniu przed smogiem, pyłkami, kurzem, grzybami i bakteriami, zapewniając jednocześnie doskonałą przepuszczalność powietrza. Montowane w nawiewnikach okiennych filtry eliminują także konieczność stosowania siatek przeciw owadom.

Filtry antysmogowe, jako nowy standard wyposażenia inwestycji, znajdą się w kilkunastu najnowszych komercjalizowanych obecnie projektach Grupy Murapol w większości lokalizacji, w których Grupa jest obecna tj. na terenie Krakowa, miast województwa śląskiego, Wrocławia, Warszawy, Poznania oraz innych lokalizacji.

Nikodem Iskra
Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.

– Wysokie zanieczyszczenie powietrza, szczególnie w okresie grzewczym, to coraz bardziej dotkliwy problemem dla mieszkańców większości miast w Polsce, w tym także tych, w których realizujemy projekty deweloperskie. Mając na uwadze jego istotność postanowiliśmy wyposażyć nasze najnowsze inwestycje w rozwiązanie, które zapewni ochronę mieszkań przed smogiem i innymi szkodliwymi związkami chemicznymi – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA. – Filtry antysmogowe są kolejnym elementem wdrożonego z początkiem bieżącego roku autorskiego Home Management System. Analizujemy dalsze możliwości uzupełniania go o kolejne funkcjonalności odpowiadające na obserwowane potrzeby klientów – dodaje Nikodem Iskra.

Murapol opracował własny systemu infrastruktury technicznej i instalacji HMS w celu wyposażenia oferowanych lokali w dodatkowe udogodnienia dla mieszkańców, które nie tylko zapewnią wygodę i bezpieczeństwo, ale również pozwolą na oszczędności w eksploatacji. W ramach HMS deweloper umożliwia wyposażenie nabywanych mieszkań w smart rozwiązania Murapol Appartme, dzięki którym można m.in. zarządzać zużywaną energią, sterować oświetleniem, ogrzewaniem, zaworami wody czy roletami wewnętrznymi, zarówno lokalnie jak i zdalnie za pomocą aplikacji w telefonie lub tablecie. Poza tym system obejmuje monitoring wizyjny części wspólnych oraz wideodomofony z systemem SOS, umożliwiającym szybkie wezwanie pomocy w nagłych sytuacjach.

Polki nie są zadowolone z zarobków, chcą podwyżek. Najnowszy raport Fundacji Sukces Pisany Szminką

64 proc. kobiet ankietowanych przez Sukces Pisany Szminką jest zadowolonych ze swojej pracy, ale tylko 27 proc. w pełni satysfakcjonuje to, co robią. Ponad 1/3 w ogóle nie jest zadowolona z kariery zawodowej. Aż 66 proc. kobiet uważa, że ich wynagrodzenie nie jest adekwatne do kompetencji i chciałoby dostać podwyżkę w wysokości min. 1000 zł na rękę. Raport „Satysfakcja Polek z Pracy i Zarobków” odkrywa też dobre karty: kobiety nie pozostają bezczynne – chętnie uczestniczą szkoleniach i warsztatach, także poza pracą.

SYTUACJA POLEK

Aż 4 miliony Polek w wieku 20-64 lata pozostaje biernych zawodowo – wynika z raportu „Ukryty potencjał polskiego rynku pracy. Kobiety nieaktywne zawodowo” przygotowanego przez Deloitte na zlecenie Coca-Coli. Potwierdzają to ostatnie dane GUS – w 2018 roku niepracujących było 52 proc. kobiet. Dlaczego? Bo się boją, nie wierzą w swoje możliwości, nie mają dostępu do szkoleń, a często rezygnują z kariery zawodowej na rzecz rodziny.

Zapytane przez Fundację Sukces Pisany Szminką kobiety wskazały bariery w rozwoju zawodowym, które sprawiają, że nie są one z niego zadowolone. Okazało się, że to zbyt niskie zarobki powodują największa frustrację – tylko 24 proc. ankietowanych określiła je jako bardzo dobrze lub dobrze pasujące do ich kompetencji.

ZAROBKI

Nic więc dziwnego, że pytane o podwyżkę wskazują dość wysokie kwoty. 1000 zł to minimum, większość chciałaby nawet 2000 zł podwyżki na rękę. Dlaczego aż tyle? Jak odpowiadają: „koszty życia w Polsce bardzo szybko rosną, moja wypłata za 8h dziennie w pracy nie wystarcza mi i muszę być zależna od męża”. Dodatkowe 1000 zł niektórym ankietowanym umożliwiłoby samodzielne zaspokojenie podstawowych potrzeb, ale żeby być usatysfakcjonowaną z zarobków chciałyby zarabiać nawet 3000 zł więcej.

Kobiety wskazują też inne powody, dla których ich pensje miałyby pójść znacząco w górę: często pracują za najniższe ceny rynkowe albo według widełek przyjętych na zajmowanych stanowiskach zarabiają najniższą stawkę. Nawet za pracę opartą na relacjach z zarządem czy prowadzenie kluczowych projektów dla organizacji, kobiety pracują za mniejsze pieniądze niż mężczyźni na podobnych stanowiskach (60 proc. odpowiedzi).

– Chciałabym zarabiać chociaż o 1 000 zł więcej, ponieważ jestem warta więcej niż obecnie marne 2100 zł, które otrzymuję po 20 latach pracy. Mam dużą wiedzę, doświadczenie i wysokie zaangażowanie oraz motywację, a mimo to nie mogę wykorzystać swoich talentów i możliwości w obecnej pracy – mówi jedna z uczestniczek ankiety Fundacji Sukces Pisany Szminką.

Na co kobiety wydają zarobione pieniądze? Okazuje się, że ponad  42 proc. odpowiedziało, że najwięcej przeznacza na rachunki, 17 proc. na jedzenie i 10 proc. ze na dzieci. Tylko ok. 6 proc. ankietowanych najwięcej wydaje na podróże i inwestycje, a 4 proc. na rozwój zawodowy. Ubrania i dbanie o siebie znalazły się dalej w zestawieniu.

– Czytając wyniki badania, miałam przed oczami kobietę z jednej strony świadomą swoich potrzeb w obszarze; pieniądz, rozwój i partnerstwo, z drugiej strony nadal poszukającą odpowiedzi – jak tym zarządzić, by coś się realnie zmieniło – i czy to ja mam tym zarządzić czy ktoś powinien to zrobić za mnie? Wydaję mi się zatem, że jesteśmy w połowie drogi. Następny krok to podjęcie konkretnych działań oraz edukacja i uświadamianie innych – naszych przełożonych, współpracowników i partnerów. – mówi Olga Kozierowska, prezeska Fundacji Sukces Pisany Szminką

ROZWÓJ ZAWODOWY POLEK

Z ankiety wyłaniają się także inne pozytywne wnioski: 1/3 ankietowanych kobiet korzysta ze szkoleń w miejscu pracy, a aż 92 proc. prywatnie z innych narzędzi rozwoju zawodowego. Tu prym wiodą książki (80 proc. wskazań), różnego rodzaju warsztaty oraz e-booki, podcasty i wideo.

Część odpowiedzi pochodzi od uczestniczek bezpłatnych warsztatów prowadzonych przez Fundację w ramach programu Sukces To Ja. Oczekują one, że dzięki tym szkoleniom poznają ciekawe kobiety, które będą ich inspiracją, zdobędą kompetencje miękkie, pozbędą się lęków, nabiorą motywacji i zaczerpną przykłady, które przełożą się na samorozwój, wyższe zarobki czy zakładanie własnych biznesów.

Rosnące cła wyhamują wzrost gospodarczy. Czy odbije się to na bijącej rekordy polskiej wymianie handlowej

Napięta sytuacja na linii USA-Chiny budzi wiele wątpliwości co do przyszłości globalnej wymiany handlowej. W obecnej sytuacji OECD przewiduje spadek poziomu wzrostu gospodarczego do 3,2 proc. Taki rozwój sytuacji, to realizacja scenariusza rosnącego egoizmu gospodarczego opisywanego przez DNB Bank Polska i PwC w raporcie „Kierunki 2019”. Na tę chwilę nic nie zapowiada złagodzenia sytuacji, co nie jest dobrą wiadomością dla polskiej gospodarki. Do tej pory globalizacja nam sprzyjała. Polski eksport pod względem wzrostu jest dziś w europejskiej czołówce.

W ramach wymiany ciosów gospodarczych administracja USA podjęła decyzję o wpisaniu firmy Huawei na listę podmiotów, które mają ograniczony dostęp od amerykańskich technologii. Zdaniem ekspertów decyzja ta w znaczący sposób odbije się na rozwoju chińskiego giganta. Na skutek tych działań brytyjski producent chipów firma ARM,  ze względu na swoje powiązania z USA, zawiesił współpracę z Huawei. W odpowiedzi Chiny mogą wstrzymać eksport do Stanów Zjednoczonych produktów z metali szlachetnych, wykorzystywanych do produkcji elektroniki. To kolejne etapy wojny handlowej, która do tej pory ograniczała się do nakładania ceł.

Wzrost barier odczują wszyscy

Decyzja USA o podwyższeniu ceł z 10 proc. do 25 proc. na część chińskich towarów niesie ze sobą duże konsekwencje. Analitycy Banku DNB wskazują, że cła w większym stopniu dotkną międzynarodowe koncerny niż chińskie firmy. Głównie technologiczne, ale ta zależność dotyczy także innych branż. Straty Państwa Środka mogą okazać się największe w przypadku wyrobów chemicznych.

Eksperci argumentują, że wiele firm i tak podjęłoby w przyszłości decyzje o przeniesieniu produkcji z Chin. Wpływ na nią ma wiele czynników takich jak rosnący poziom płac, ceny ziemi i ochrona środowiska. Jednak zdaniem analityków DNB konflikt gospodarczy w wielu przypadkach przyspieszy decyzje o relokacji.

Obecne relacje pomiędzy USA i Chinami to ciągłe przeciąganie liny. Z perspektywy inwestorów oznacza to niepewność, czyli wzrost ryzyka. W takiej sytuacji wiele firm rozważa opuszczenie „strefy konfliktu”. Jest to racjonalne, ponieważ o ile Chiny dają wiele możliwości inwestycyjnych, nie są jedynym miejscem gdzie można się rozwijać. Alternatywą są inne kraje rozwijające się – mówi Marcin Prusak, Członek Zarządu DNB Bank Polska.

Liczba firm rozważających rekolacje z ChinŹródło: The American Chamber of Commerce in South China/ DNB Markets

Branże, które odczują cła USAŹródło: Peterson Institute/ DNB Markets

Polscy przedsiębiorcy są przeciwni egoizmowi gospodarczemu

Liczby obrazujące konsekwencje konfliktu są jednoznaczne – egoizm gospodarczy nie sprzyja rozwojowi biznesu. Jak pokazuje badanie DNB Bank Polska i PwC, ochrona własnych interesów w oczach polskich przedsiębiorców nie powinna być związana z ograniczaniem swobód wymiany handlowej. Nikt z ankietowanych nie zgadza się w pełni ze stwierdzeniem, że rządy powinny stosować politykę gospodarczą, która chroni rodzimych przedsiębiorców kosztem ograniczenia swobody przepływu towarów, kapitału i przedsiębiorczości. Zdecydowana większość sceptycznie podchodzi do takich ograniczeń.

ograniczenia swobody przepływu towarów, kapitału i przedsiębiorczościŹródło: DNB Bank Polska i PwC „Kierunki 2019. Nowe nadzieje, nowe zagrożenia w dobie rosnącego egoizmu gospodarczego. Skutki dla polskiej gospodarki i przedsiębiorstw”

Polscy przedsiębiorcy postrzegają globalizację jako zjawisko sprzyjające rozwojowi gospodarczemu. Takiej odpowiedzi udzieliło 65,2 proc. badanych. Pozostałe 34,8 proc. jest odmiennego zdania. Wskazują oni, że otwartość ekonomiczna i społeczna niesie ze sobą zagrożenia w postaci osłabienia spójności ze względu na migrację i koszty polityki socjalnej państw.

Z którym ze stwierdzeń zgadzają się Państwo w największym stopniuŹródło: DNB Bank Polska i PwC „Kierunki 2019. Nowe nadzieje, nowe zagrożenia w dobie rosnącego egoizmu gospodarczego. Skutki dla polskiej gospodarki i przedsiębiorstw”

Udział Polski w wymianie handlowej wzrasta

Pozytywne podejście do globalizacji polskich przedsiębiorców to także efekt wzrostu wymiany handlowej. WTO podaje, że w roku 2018 wartość polskiego eksportu wyniosła 261 mld dolarów, co stanowiło 1,34 proc. światowego eksportu. W ciągu roku jego skala zwiększyła się o 11,3 proc. Oznacza to, że dynamika eksportu jest w Polsce jedną z najwyższych w Unii Europejskiej. Jednocześnie import przewyższył eksport i dziś jesteśmy pod tym względem na dziewiętnastej pozycji na świecie (z udziałem globalnego importu na poziomie 1,34 proc.). Obrazuje to, że Polska handluje na coraz większą skalę.

Ze względu na różnice w rozmiarach gospodarek, Polska ma deficyt handlowy w relacjach z Chinami. W ujęciu liczbowym wartość eksportu to około 10 proc. wartości importu chińskich towarów. O ile ta proporcja jest niekorzystna, to warto podkreślić, że nie jesteśmy wyjątkiem. Zgodnie z danymi Eurostat w roku 2018 deficyt handlowy Unii Europejskiej w stosunku do Chin wyniósł 185 mld EUR. Oznacza to, że jako Wspólnota importujemy z Chin więcej towarów niż eksportujemy. Mimo tego deficytu, relacja na linii UE-Chiny przebiega bez zakłóceń. – Nie oznacza to jednak, że obie strony nie odczują narastającego egoizmu gospodarczego. Wymiana handlowa to dziś system naczyń połączonych. Otwartym pozostaje więc pytanie o przyszłość polskiej, europejskiej i  globalnej ekonomii – mówi Marcin Prusak.

Zmiany klimatyczne coraz większym zagrożeniem dla gospodarki żywnościowej

Zmiany klimatyczne wpływają na bardzo wiele obszarów. Bardzo istotnym jest gospodarka żywnościowa. Globalny rynek żywności zwiększył się trzykrotnie. Rolnictwo, jak i hodowla zwierząt, stały się przemysłowe i masowe. To postęp cywilizacyjny ludzkości, która na przestrzeni ostatnich 70-80 lat się w tym wyspecjalizowała. Mamy więc znaczną nadprodukcję żywności i wynikające z niej ogromne obciążenia środowiskowe. Udział produkcji przemysłowej mięsa w emisji gazów cieplarnianych to aż 18 proc. Zmienia się także struktura upraw. Pogłębia się kryzys wodny – więc te, które wymagają dużego nawodnienia, zastępowane są innymi – jak choćby soja czy pewne odmiany kukurydzy. Monouprawy są jednak dużym zagrożeniem dla świata. Znacznie zubożają bioróżnorodność, a przy okazji powodują globalne wymieranie owadów, czyli naturalnych zapylaczy.

– W tej sytuacji należałoby przywrócić gospodarkę rolną opartą na niewielkich, zróżnicowanych areałach. Oprócz tego należy pamiętać o zabójczej dla organizmów chemizacji rolnictwa – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, reprezentant i prezes Generalny Global Compact w Polsce –  Obciążenia środowiskowe Polski – przy zmieniającym się bilansie wodnym, gdzie będzie coraz większa susza – mogą przyspieszyć proces stepowienia. Poszczególne tereny tracą wodę, a sytuacja ta będzie się pogłębiać. Pojawiają się też zjawiska takie, jak trąby powietrzne, gwałtowne ulewy po przedłużających się okresach suszy. Dochodzi do nagłych przejść od temperatur wysokich do bardzo niskich. Będziemy mieli do czynienia z wyjątkowo mroźnymi zimami i upalnymi latami. Do zaniku warunków charakterystycznych dla wiosny i jesieni będzie trzeba dostosować nową strukturę upraw. Należy zapomnieć o tych chłodnolubnych, czyli ozimych – jak wiele gatunków zbóż. W ich miejsce pojawią się uprawy soi, cytrusy czy winorośle. W obliczu braków wody hodowla zwierząt stanie się utrudniona. W Polsce przypada obecnie 1600 m3 wody na mieszkańca. To bardzo mały zasób, porównywalny do Egiptu. W Hiszpanii, gdzie od lat ogłoszony jest kryzys wodny, to 2700 m3. Średnia unijna jest znacznie wyższa – ok. 4000 m3 na mieszkańca. To bezpieczny poziom, wyraźnie poniżej którego znajduje się Polska. Działania powinny zostać podjęte natychmiast – wdrożenie narodowego programu, w ramach którego magazynuje się wodę – podkreślił Wyszkowski.

Zawód Fizjoterapeuty, a obowiązek ubezpieczeniowy w świetle nowych przepisów po 1 czerwca 2019 r.

Z dniem 1 czerwca weszło w życie rozporządzenie Ministra Finansów w sprawie obowiązkowego ubezpieczenia OC podmiotów wykonujących działalność leczniczą. Rozporządzenie doprecyzowuje kwestie ubezpieczenia zawodowego, jakie musi posiadać każdy fizjoterapeuta prowadzący działalność gospodarczą. W świetle nowych przepisów takie ubezpieczenie mają obowiązek posiadać wszyscy fizjoterapeuci prowadzący działalność gospodarczą – zarówno w formie podmiotu leczniczego, a także jako indywidualna lub grupowa praktyka fizjoterapeutyczna. Co daje takie ubezpieczenie? Czy różni się ono w zależności od formy wykonywania zawodu? Jakiej jeszcze ochrony potrzebuje fizjoterapia/”>fizjoterapeuta? Oto ubezpieczeniowe scenariusze dla fizjoterapeutów w myśl nowych przepisów.   

Fizjoterapeuci mogą wykonywać swój zawód w nowej formie – jako indywidualne lub grupowe praktyki zawodowe. Praktyki te, podobnie jak praktyki pielęgniarek i położnych, muszą spełniać określone warunki prowadzenia działalności leczniczej. Jednym z głównych warunków jest obowiązek posiadania od 1 czerwca 2019 roku odpowiedniej polisy odpowiedzialności cywilnej OC.

Obowiązek ubezpieczeniowy obejmuje fizjoterapeutów, którzy posiadają własną działalność gospodarczą. Co oznacza w praktyce konieczność zakupu OC?

Andrzej Twardowski, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Medycznych i OC w INTER Polska
Andrzej Twardowski, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Medycznych i OC w INTER Polska

– Nowe przepisy prawa, umożliwiające fizjoterapeucie rejestrację własnej praktyki zawodowej są odpowiedzią na postulaty środowiska. Dziś każdy fizjoterapeuta prowadzący własną działalność gospodarczą może wybrać formę jej wykonywania, natomiast niezależnie od podjętej decyzji, podlega obowiązkowemu ubezpieczeniu OC. Polisy dla podmiotu leczniczego i praktyki fizjoterapeutycznej różnią się wysokością sum ubezpieczenia. Jako podmiot leczniczy fizjoterapeuci muszą posiadać wyższe sumy ubezpieczenia. Jest to minimum 75 tys. euro na jedno i 350 tys. euro na wszystkie zdarzenia w okresie ubezpieczenia. Z kolei dla praktyki fizjoterapeutycznej, te kwoty wynoszą odpowiednio – 30 tys. euro i 150 tys. euro mówi Andrzej Twardowski, Dyrektor Biura Ubezpieczeń Medycznych i OC w INTER Polska

Od 01 czerwca br. INTER oferuje dedykowany pakiet ubezpieczeń INTER Fizjoterapeuta, który jest w pełni dostosowany do obowiązujących przepisów prawnych i powstał w wyniku ścisłej współpracy ze środowiskiem fizjoterapeutycznym. Posiada on rekomendację Stowarzyszenia fizjoterapia Polska.

W zależności od wybranego wariantu ochrona ubezpieczeniowa obejmuje nie tylko OC obowiązkowe, ale także ubezpieczenie od naruszenia praw pacjenta, ochronę prawną w życiu zawodowym i prywatnym, ubezpieczenie od następstw nieszczęśliwych wypadków, ubezpieczenie na wypadek ekspozycji na materiał zakaźny HIV/WZW czy ubezpieczenie na wypadek agresji pacjenta – mówi Andrzej Twardowski z INTER.

Własna działalność gospodarcza w formie praktyki fizjoterapeutycznej

Po 1 czerwca 2019 roku, chcąc zarejestrować praktykę fizjoterapeutyczną w Krajowej Izbie Fizjoterapeutów, należy wykazać się polisą obowiązkowego ubezpieczenia OC podmiotu wykonującego działalność leczniczą z odpowiednimi sumami gwarancyjnymi. Jest to obowiązek wynikający z ustawy o działalności leczniczej. Brak polisy uniemożliwi rejestrację praktyki fizjoterapeutycznej w rejestrze i w konsekwencji także prowadzenie dalszej działalności w tej formie.

Własna działalność gospodarcza w formie podmiotu leczniczego

Co z fizjoterapeutami, którzy mają podmiot leczniczy i już wcześniej kupili polisę obowiązkowego ubezpieczenia – czy muszą podjąć jakieś działania związane z ubezpieczeniem po 01.06.2019? Nie. Jeśli nie chcą przerejestrować podmiotu i zamieniać go w praktykę fizjoterapeutyczną, to nie muszą podejmować żadnych działań. Obecna polisa ubezpieczenia podmiotu wykonującego działalność leczniczą jest ważna i nie trzeba jej zmieniać.

Praca na etacie

W przypadku fizjoterapeutów pracujących na etacie, których ustawodawca nie objął nowym obowiązkiem zakupu ubezpieczenia, dobrym zabezpieczeniem jest dobrowolna polisa OC. Obecnie jako pracownik etatowy fizjoterapeuta ponosi bowiem odpowiedzialność za szkody wyrządzone pracodawcy do wysokości trzech wynagrodzeń. Jeśli więc pracodawca był ubezpieczony na niskie kwoty, a szkoda była wysoka, koszty mogą być pokryte z pensji fizjoterapeuty. Dobrowolna polisa OC chroni majątek w sytuacji, w której fizjoterapeuta popełni błąd w sztuce i sąd uzna, że musi naprawić szkodę, wypłacając odszkodowanie, zadośćuczynienie bądź rentę. W takiej sytuacji ubezpieczyciel pokryje koszty do wysokości sum gwarancyjnych polisy, którą posiadamy.

Praca na umowie zleceniu

Jeszcze inną sytuację mają fizjoterapeuci pracujący na umowach zlecenie. Wprawdzie ta grupa także nie musi mieć obowiązkowego OC, jednak trzeba pamiętać, że w myśl przepisów pracując na zlecenie – fizjoterapeuta ponosi odpowiedzialność do pełnej wysokości szkody. Praca bez ubezpieczenia wiąże się więc z ekstremalnym ryzykiem. Sąd może zadecydować, że fizjoterapeuta, który popełnił błąd, musi pokryć koszt operacji, wypłacić zadośćuczynienie za ból i cierpienie pacjenta, a nawet zdecydować o rencie dla pacjenta, który stracił możliwość powrotu do pracy. Przy takim wachlarzu ryzyk posiadanie dobrowolnego ubezpieczenia OC jest oczywistym wyborem.

–  Fizjoterapeuci powinni pamiętać, że mając polisę obowiązkową, zgodnie z decyzją Ustawodawcy są ubezpieczeni tylko w zakresie szkód osobowych powstałych w następstwie udzielania świadczeń zdrowotnych. To znaczy, że ochroną nie są objęte chociażby szkody w mieniu pacjentów, czy szkody u osób postronnych przebywających na terenie placówki. Taką ochronę można dokupić w formie ubezpieczenia OC dobrowolnego. Wykonując zawód fizjoterapeuty, warto pamiętać, że jest to zawód wysokiego ryzyka. Zakup polisy to z jednej strony obowiązek wynikający z ustawy w przypadku osób prowadzących działalność, z drugiej to obowiązek wobec siebie i pacjentów  – podkreśla Andrzej Twardowski.

Nowy miesiąc, stare problemy

Zaczynamy nowy miesiąc, ale z pewnością nie będzie to świeży start, gdyż rynki ciągną za sobą paskudny bagaż z maja. Wojny handlowe USA rozpalają się na nowych frontach, co bynajmniej nie zachęca do utrzymywania ryzykownych pozycji. Rekordowo niskie rentowności obligacji skarbowych pokazują, gdzie ucieka kapitał. Na FX coraz słabsza jest rola USD jako bezpiecznej przystani, za to korzystają na tym JPY, CHF i EUR.

Prezydent USA Trump uderza w Meksyk nowymi cłami w odwecie za nierozwiązany (w jego opinii) problem nielegalnych imigrantów. Jakkolwiek decyzja ma przede wszystkim znaczenie dla wewnętrznych gierek politycznych przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi, to jednak nie jest do zignorowania przez świat finansów. Przy podtrzymywanym sporze z Chinami czy groźbach wobec UE i Japonii wygląda na to, że ryzyko protekcjonizmu handlowego prędko nie zniknie i może wyraźnie zaszkodzić perspektywom globalnego ożywienia. Szczególnie, że nie zanosi się, aby żądania Trumpa miałyby być wypełniane bez zająknięcia. Wręcz przeciwnie. W weekend chińskie władze wypuściły dokument, w którym oświadczają, że „Chiny nigdy nie ustąpią w zasadniczych kwestiach” oraz „Chiny nie chcą prowadzić wojny handlowej, ale nie boją się walczyć i będą walczyć w razie potrzeby. Ta postawa się nie zmieniła”. Jest to kolejne działanie odwetowe Chin po piątkowym przedstawieniu listy niewiarygodnych firm, których działania uderzają w interes chińskich przedsiębiorców.

To wszystko nie wygląda, aby miało się zakończyć w jeden tydzień, więc eskalacja napięć pozostanie tematem przewodnim dla rynków finansowych. Silne spadki rentowności obligacji skarbowych USA i Niemiec czy skok cen złota w piątek pokazują, jak bardzo inwestorzy zaczynają szukać bezpieczeństwa. Oprocentowanie niemieckich dziesięciolatek na -21,5 pb były najniższe w historii. Odpowiedniki USA na 2,12 proc. są najniżej do września 2017 r., ale w tym czasie Fed podniósł stopy procentowe o 1,25 pkt proc. Teraz jednak coraz głośniej mówi się, że wielkimi krokami zbliżamy się do terminu pierwszej obniżki. I to nie tylko jako zapobiegawcze działania chroniące gospodarkę przed skutkami wojen handlowych, ale już problematycznie wyglądają bieżące dane z gospodarki. W piątek indeks cen PCE Core spadł do 1,5 proc. r/r, tj. poziomu, który niektórzy członkowie Fed (np. Evans) wskazują jako argument za złagodzeniem polityki pieniężnej. W tym tygodniu szczególna uwagę będzie przypisywana odczytów ISM dla przemysłu (dziś), usług (śr) i raportowi z rynku pracy (pt). Ryzyka rozkładają się asymetrycznie i słabsze odczyty będą mocno pobudzać spekulacje o gołębim zwrocie Fed.

Na FX USD traci swój urok jako bezpieczna przystań i kierunek dla kapitału uciekającego m.in. z rynków wschodzących. Przy rosnącym ryzku obniżek stóp procentowych dolar ma najwięcej do stracenia. Status bezpiecznych przystani powinny zachować JPY i CHF. Wzrosty EUR/USD przy obawach o globalny wzrost gospodarczy mogą być zaskoczeniem, ale ujawnia się tu wcześniejsze wykorzystywanie EUR jako waluty finansującej carry trade. Przy zamykaniu tych pozycji, teraz widać popyt na euro. Może to jednak być pułapką przed czwartkowym posiedzeniem EBC, gdzie w obecnych warunkach niemal na pewno powieje gołębiością.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zaległości sektorów po I kwartale 2019. W handlu przybyło ponad 0,5 mld zł

Łączna wartość przeterminowanych zobowiązań kredytowych i pozakredytowych polskich przedsiębiorstw, widoczna w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w Biurze Informacji Kredytowej wyniosła na koniec I kw. 2019 r. 30,41 mld zł. W ciągu trzech miesięcy 2019 roku zaległości wzrosły o 840 mln zł (2,8 proc.). Liczba niesolidnych płatników powiększyła się w tym czasie o ponad 19 tys. (6,5 proc.), do 314,65 tys. firm.

Zestawienie bierze pod uwagę dłużników zgłoszonych do BIG InfoMonitor (firmę można wpisać po 30 dniach od terminu płatności przy zaległości na kwotę min. 500 zł) oraz firmowe kredyty z BIK, przeterminowane o 30 dni, przy opóźnionej kwocie wynoszącej co najmniej 500 zł. Wyliczając udział niesolidnych dłużników w danym sektorze uwzględniamy przedsiębiorstwa działające, zawieszone oraz zamknięte.

Rosnąca dynamika wzrostu liczby firm niepłacących w terminie sprawiła, że przez kwartał udział niesolidnych płatników w całej gospodarce zwiększył się z 6,1 do 6,3 proc. Rok wcześniej było to 5,8 proc. W okresie marzec 2018 – marzec 2019 łączna wartość zaległości wzrosła o 4,16 mld zł (16 proc.).

Zaległości sektorów po I kwartale 2019

Waga poszczególnych sektorów dla gospodarki przekłada się na skalę opóźnionych płatności. Znaczenie ma również skala transakcji z odroczonym terminem, praktykowana głównie w relacjach B2B. Pod względem kwot dominuje więc handel, który ma blisko 7 mld zł zaległości, przemysł ( 5,21 mld zł) oraz budownictwo (4,9 mld zł).

Za wzrostem zaległości o ponad 0,84 mld zł w głównej mierze stoi handel, którego przeterminowane płatności przyrosły przez trzy miesiące o prawie 0,52 mld zł (8 proc.). W największym stopniu, o przeszło 10 proc. (94 tys. zł), zwiększyły się zaległości handlu pojazdami i naprawie pojazdów. Z kolei o ponad 8 proc. (ok. 161 tys. zł) wzrosła zaległość handlu detalicznego, a o ponad 7 proc. (powyżej 261 tys. zł) handlu hurtowego. W handlu, w którym znacząco wzrosła kwota zaległości, sam odsetek firm z problemami zmienił się nieznacznie z 5,7 proc. do 5,8 proc. Oznacza to, że w porównaniu z końcem 2018 r. mocno w górę poszybowały kwoty opóźnianych przez ten sektor zobowiązań.

Niemało, bo o ponad 0,15 mld zł zwiększyły się też zaległości budownictwa (3,2 proc.), a o ponad 0,12 mld zł transportu (blisko 8 proc.). Powyżej przeciętnej dla całej gospodarki przybyło także przeterminowanych płatności w sektorach: edukacja (22 proc.), pozostała działalność usługowa (ponad 12 proc.) oraz informacja i komunikacja (blisko 9 proc.).

Na tym tle dobrze wypadł przemysł, w którym zaległości zwiększyły się o niecałe 0,1 mld zł, czyli jedynie 2 proc. Sektorami w których zaległości przybywało mniej niż w pozostałych, a nawet ubywało, są także: górnictwo, kultura, rozrywka i rekreacja oraz obsługa rynku nieruchomości.

Największe prawdopodobieństwo zawarcia kontraktu z firmą, która nie zapłaci za odebrane usługi czy towar lub ratę kredytu istnieje w relacjach z przedsiębiorstwem reprezentującym sektor: dostawa wody, gospodarowanie ściekami i odpadami oraz rekultywacja. Już ponad 9 proc. firm z takim PKD ma problemy z solidnością płatniczą. Sektor nie jest jednak jednorodny. Renomę psują tu przede wszystkim firmy zajmujące się rekultywacją i pozostałą działalnością usługową związaną z gospodarką odpadami, gdzie co siódma (ponad 14 proc.) nie reguluje zobowiązań na czas. Ostrożność należy też zachować w kontaktach z przedsiębiorstwami zbierającymi, przetwarzającymi i unieszkodliwiającymi odpady oraz odzyskującymi surowce (ponad 11 proc. niesolidnych płatników). Z kolei firmy zajmujące się poborem, uzdatnianiem i dostarczaniem wody oraz odprowadzaniem i oczyszczaniem ścieków świecą przykładem.

Zaległości sektorów po I kwartale 2019 2

Źródło: BIG InfoMonitor

Na liście najbardziej ryzykownych sektorów drugą pozycję zajmuje transport, w którym w ciągu I kw. problem się rozpowszechnił (udział nierzetelnych płatników wzrósł z 8,5 do 8,7 proc.). Na trzecim jest górnictwo z niezmienionym odsetkiem niesolidnych płatników (8,5 proc.). Kolejny sektor to zakwaterowanie i gastronomia, czyli inaczej HoReCa, gdzie udział firm przysparzających kłopotów kontrahentom i bankom wynosi 6,6 proc. (wzrost o 0,2 p.p.), a dalej budownictwo z odsetkiem 6,1 proc. (wzrost o 0,2 p.p.). Na przeciwnym biegunie znajdują się przedsiębiorstwa zajmujące się opieką zdrowotną i pomocą społeczną, edukacją oraz pozostałą działalnością usługową (są to m.in. pralnie, zakłady fryzjerskie i kosmetyczne, zakłady pogrzebowe, fitnessy, punkty serwisowe). W tych obszarach działalności zaległościami wobec partnerów biznesowych czy banków ma mniej niż 3 proc. przedsiębiorstw.

Plagiat pozostaje dużą bolączką polskich uczelni i szkół. Jednolity System Antyplagiatowy nie jest wystarczający

Plagiat pozostaje dużą bolączką polskich uczelni i szkół. Jednolity System Antyplagiatowy nie jest wystarczający 2

Kopiowanie przez studentów całych fragmentów prac dyplomowych jest jedną z największych bolączek uczelni. Jednolity System Antyplagiatowy miał być remedium na ten problem, w praktyce nie zawsze jednak jest w stanie rozpoznać zapożyczenie całych fragmentów, bo przy weryfikacji korzysta z ograniczonych, zamkniętych zasobów. W praktyce i tak uczelnie korzystają również z innych systemów antyplagiatowych. Eksperci podkreślają jednocześnie, że nawet najlepsze algorytmy nie zastąpią nauczycieli akademickich. Tymczasem wielu promotorów nie ma ścisłego kontaktu ze studentem, a wówczas łatwiej o brak uczciwości przy tworzeniu prac.

System antyplagiatowy to narzędzie wspierające ocenę samodzielności pracy pisemnej. W związku z tym weryfikacje, czy studenci i uczniowie samodzielnie przygotowują prace pisemne, powinniśmy zacząć jak najwcześniej. Najlepiej od starszych klas szkół podstawowych, bo nawyki wykształcone na wcześniejszym etapie nauczania zostają na całe życie. Z tego względu weryfikacja dopiero pracy dyplomowej może być zbyt późnym etapem na sprawdzenie tej samodzielności – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Słowińska, kierownik ds. kluczowych klientów w Plagiat.pl.

Zdarza się, że na wcześniejszym etapie edukacji uczniowie kupują prace lub korzystają z opracowań innych uczniów. Dlatego, zdaniem Anny Słowińskiej, nawet najlepszy system może nie wystarczyć, jeśli plagiatowanie jest już kwestią przyzwyczajenia.

– Niezbędne jest, aby studenci i uczniowie pisali jak najwięcej prac pisemnych, które będą weryfikowane pod kątem prawidłowości oznaczeń przypisów, cytowań. Wsparciem może być system antyplagiatowy, który wskaże te fragmenty, które wymagają poprawy od strony merytorycznej – ocenia ekspertka Plagiat.pl.

Jednolity System Antyplagiatowy miał pomóc ukrócić nieuczciwe praktyki. Obowiązkowy od roku akademickiego 2018/2019 i bezpłatnie udostępniany uczelniom do sprawdzenia prac jest odporny na takie manipulacje, jak mikrospacje czy wykorzystywanie różnych czcionek. W praktyce jednak nie zawsze się sprawdza. Przede wszystkim ze względu na wykorzystywaną bazę tekstów.

– Jednolity System Antyplagiatowy posługuje się zasobami bazy Ogólnopolskiego Repozytorium Pisemnych Prac Dyplomowych, w którym zgromadzone zostały prace dyplomowe obronione po 1 października 2009 roku, oraz zasobami wyszukiwarki NEKST składającej się z polskich stron internetowych. Natomiast system Antyplagiat poza bazą prac uczelni, również prac pisanych od 2003 roku, umożliwia weryfikowanie także z pełnymi zasobami internetu, bez ograniczenia do języka czy zasobów – podkreśla Anna Słowińska.

Antyplagiat ma w zasobach ponad 3,5 mln tekstów i treści naukowych. Nie ogranicza się też tylko do polskich stron, zwłaszcza że inwencja studentów czy doktorantów jest coraz większa i tworzą prace nie tylko w oparciu o polskojęzyczne źródła.

– Kontrola antyplagiatowa składa się z kilku etapów. Pierwszy to dysponowanie porównywarką tekstów, czyli musi istnieć oprogramowanie i repozytoria, bazy, z którymi teksty poddane kontroli antyplagiatowej są porównywane. Tyle że to nie wyczerpuje zagadnienia: porównywarka tekstów nie pozwala stwierdzić, że był plagiat albo nie, ona daje materiał analityczny – tłumaczy prof. Jerzy Woźnicki, prezes zarządu Fundacji Rektorów Polskich.

JSA posługuje się zupełnie innym algorytmem niż dotychczas stosowane systemy i np. pokazuje prace na podobne tematy jako prace zapożyczone. Wykorzystuje też dość ograniczoną bazę tekstów, więc część uczelni wciąż stosuje inne systemy, wykorzystywane już wcześniej, bo formalnie obowiązek sprawdzania prac istniał także przed wprowadzeniem JSA.

– Doradzam uczelniom dysponować jeszcze innym programem i poddawać kontroli ten sam tekst na dwa sposoby po to, żeby mieć poziom odniesienia, zobaczyć, jaka jest skuteczność działania tego programu. Partnerzy całego procesu, firmy takie jak Plagiat.pl powinny mieć swój rynek, nawet jeśli minister wyposaży w Jednolity System Antyplagiatowy wszystkie uczelnie – ocenia prof. Jerzy Woźnicki.

Różne systemy antyplagiatowe są niezbędne, zwłaszcza biorąc pod uwagę specyfikę poszczególnych uczelni czy prac powstających na kierunkach ścisłych, np. inżynierskich. Zastosowanie w kolejnych pracach identycznych sekwencji matematycznych, nieodzownych np. do wykonania obliczeń, systemy wskazywały jako potencjalne naruszenie praw autorskich. Zapożyczenia to częsty przypadek zwłaszcza na kierunkach humanistycznych, w pracach opisowych.

– Jeżeli moi studenci dokonują pewnych pomiarów, to wiem, że oni je wykonali, bo nie mogli skądinąd ich wziąć, po prostu nikt takich pomiarów poza nimi nie robi. Jeśli chodzi o prace medyczne również wygląda to nieco inaczej, dlatego szereg typów uczelni ma swoje systemy sprawdzania tego typu zdarzeń –wskazuje prof. Jan Szmidt, przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich.

Jednak nawet najlepsze systemy mogą nie wystarczyć. Kluczowa jest współpraca między promotorem a studentem. Ta zaś przy nadmiernym obciążeniu wykładowcy często jest niewystarczająca.

– Jeżeli student od początku zdaje sobie sprawę z tego, że jest w ścisłym kontakcie z promotorem, gdzie każdy tekst jest wspólnie omawiany, to pokusa, żeby coś przepisać, jest mało prawdopodobna – ocenia prof. Jan Szmidt. – Nie więcej niż 60 proc. promotorów potrafi z tego korzystać, a więc jeżeli nie spełniają warunku częstego kontaktu i panowania nad tym, co student robi, to bardzo prawdopodobne jest, że coś wymknie się spod ich kontroli.

Problem plagiatu w szkołach i na uczelniach był głównym tematem konferencji „Fundamentalne wartości akademickie w dobie nowoczesnej edukacji – jak wykorzystać innowacje technologiczne w kształtowaniu kanonu dobrych praktyk?”, która odbyła się w 29 maja w Warszawie.

Kilka lat pracy w jednym państwie UE wystarczy, by otrzymać z niego emeryturę. Gwarantuje to unijna koordynacja systemów

Kilka lat pracy w jednym państwie UE wystarczy, by otrzymać z niego emeryturę. Gwarantuje to unijna koordynacja systemów 3

Tylko w 2018 roku na podstawie przepisów unijnych i umów dwustronnych zawartych przez Polskę z niektórymi państwami Zakład Ubezpieczeń Społecznych wypłacał miesięcznie blisko 184 tys. emerytur i rent. Dzięki koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego osoby, które pracowały w różnych krajach, mogą liczyć na świadczenia z każdego z nich. – Wielkim osiągnięciem jest indywidualizacja uprawnień – jako obywatele mamy prawo do świadczeń, ich transferu, dopłaty do świadczeń minimalnych czy prawo do renty rodzinnej – podkreśla prof. Gertruda Uścińska, prezes ZUS.

– Koordynacja systemów zabezpieczenia społecznego to zespół regulacji prawnych UE, które mają zagwarantować łączność między różnymi systemami zabezpieczenia społecznego w krajach członkowskich. Krajowe systemy zabezpieczenia społecznego, jak system emerytalny, uprawnienia do zasiłków, opieki zdrowotnej, podlegają regulacjom narodowym. Gdyby poprzestać tylko na nich, to osoby, które korzystają z możliwości przemieszczania się, najczęściej nie nabyłyby prawa do różnych świadczeń, ze względu na krótkie okresy zatrudnienia – przypomina  w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Gertruda Uścińska, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

W ramach Unii Europejskiej i państw Europejskiego Obszaru Gospodarczego obowiązują wspólne przepisy dotyczące koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego. Dzięki tym przepisom osoby, które mieszkają w tych państwach i pomiędzy nimi się przemieszczają, zmieniając miejsce zamieszkania oraz pracy, zachowują prawo do świadczeń z każdego z tych państw. Co istotne, nawet jeśli staż pracy i okres ubezpieczeniowy nie jest wystarczający w danym kraju do otrzymania świadczenia, brany jest pod uwagę także staż z innych krajów.

Przepisy przez lata ewoluowały tak, aby dostosować się do zmieniającego otoczenia – wraz z przyjęciem do Unii Europejskiej kolejnych krajów czy nasileniem migracji za pracą.

– W XXI wieku kategoria obywatelstwa jest moim zdaniem najwyższym osiągnięciem z punktu widzenia uprawnień podmiotowych do ochrony socjalnej. Przepisy o koordynacji także musiały się zmienić, nie mogły być oparte tylko na normie „my, pracownicy, mamy do czegoś prawo”. W tej chwili my, obywatele, w tym także pracownicy, mamy szerokie prawa socjalne i to jest ta pozytywna, ogromna zmiana – przekonuje prof. Gertruda Uścińska.

ZUS na podstawie umów międzynarodowych zawartych przez Polskę w 2018 roku wypłacał przeciętnie miesięcznie 183,9 tys. emerytur i rent przyznanych z zastosowaniem przepisów międzynarodowych. Z tego za granicę transferowanych jest nieco ponad 60 tys. świadczeń.

Dzięki zasadom koordynacji osoby ubezpieczone w danym kraju członkowskim mają takie same prawa i obowiązki jak ubezpieczeni obywatele tego kraju. Gwarantuje to zasada równego traktowania i niedyskryminacji. W przypadku ubiegania się o świadczenie z systemu ubezpieczeń społecznych brane są pod uwagę okresy ubezpieczenia w innych państwach członkowskich. Zasada transferu świadczeń umożliwia natomiast otrzymanie emerytury czy renty z jednego kraju, nawet mimo mieszkania w innym. Istotne są również prawa pochodne, np. uprawnienia do renty rodzinnej.

Dużym ułatwieniem dla instytucji we wszystkich krajach unijnych będą przepisy dotyczące elektronicznej wymiany danych.

 Stworzenie europejskiego systemu wymiany danych spowoduje, że po pierwsze, usprawni się współpraca między wszystkimi krajami, po drugie, na pewno skróci się okres oczekiwania na decyzję. Poprawi się wymiana dokumentacji między instytucjami – wskazuje prof. Gertruda Uścińska.

Konieczne są jednak zmiany i doprecyzowanie niektórych przepisów, wśród nich kwestia bardziej restrykcyjnego uwzględniania okresów przy ustalaniu np. prawa do świadczeń z tytułu bezrobocia czy ograniczania delegowania.

– Jednym z problemów jest delegowanie pracowników, które stwarza ogromne pole do nadużyć. Dużo się mówi o osobach, które próbują uniknąć płacenia składek, szukając dogodnego miejsca. Z drugiej strony, musimy mieć też świadomość, że w kwestii zasiłków istnieje również – o czym często się zapomina – coraz większa tendencja do poszukiwania największych korzyści najmniejszym kosztem – podkreśla Yves Jorens, profesor europejskiego prawa socjalnego na Uniwersytecie w Gandawie.

Polska jest krajem, który deleguje do pracy za granicą stosunkowo dużą liczbę osób, w tym wystawia najwięcej w Europie zaświadczeń o podleganiu ubezpieczeniom społecznym w Polsce – ok. 600 tys. Korzystając ze swobody świadczenia usług w Europie, przedsiębiorcy mogą realizować zlecenia na rzecz kontrahentów w innych państwach.

– Zaświadczenia A1 dotyczą poświadczenia polskiego ustawodawstwa, czyli mówią o tym, że osoba mimo że wykonuje czasowo pracę za granicą, podlega polskiemu systemowi ubezpieczeń społecznych, a składki na ubezpieczenia społeczne opłacane są w Polsce. Na przestrzeni ostatnich 15 lat ZUS wystawił ponad 5 mln takich zaświadczeń. Tylko w ubiegłym roku było ich 605 tys. – mówi Andrzej Szybkie, dyrektor Departamentu Rent Zagranicznych ZUS.

Zdaniem ekspertów przy ustalaniu nowych przepisów konieczna jest szeroka współpraca między państwami członkowskimi. Pojawiają się już pierwsze takie inicjatywy, np. umowy dwustronne czy utworzenie Europejskiego Urzędu ds. Pracy.

– Realizowanych jest kilka projektów, sam przewodziłem FreSsco, obecnie jest też projekt MoveS. To coś w rodzaju sieci pracowników naukowych wspierających Unię Europejską. Cele projektu obejmują doradztwo naukowe i starania na rzecz informowania obywateli o zmianach w zakresie europejskich przepisów socjalnych podczas seminariów – mówi Yves Jorens. – Każda zmiana przepisów wymaga oceny oddziaływania, a projekty Komisji, takie jak FreSsco i obecny MoveS, przyczyniają się do przygotowywania ocen prawnych propozycji Unii Europejskiej.

Polisy na życie posiada 44 proc. Polaków. Co czwarty w ten sposób zabezpiecza się na czarną godzinę

Polisy na życie posiada 44 proc. Polaków. Co czwarty w ten sposób zabezpiecza się na czarną godzinę 4

Co czwarty Polak w przypadku wystąpienia nieprzewidzianych zdarzeń losowych wykorzysta polisę na życie. Podobny odsetek sięgnie po oszczędności, choć większość badanych ma oszczędności nie wyższe niż równowartość trzymiesięcznych zobowiązań – wynika z badań Unum Insight. Świadomość w obszarze zabezpieczania przyszłości własnej i rodziny pozostawia jeszcze dużo do życzenia. Ubezpieczenia na życie posiada zaledwie 44 proc. osób. Ich liczba będzie stopniowo rosnąć wraz ze wzrostem świadomości i wartości wypłaty świadczeń – przekonuje Małgorzata Morańska z Unum Życie TUiR.

 Z naszych badań wynika, że co trzeciemu Polakowi trudno jest wskazać źródło finansowania swoich zobowiązań finansowych w przypadku nieprzewidzianych zdarzeń losowych. 28 proc. badanych wskazało swoje oszczędności, natomiast, co istotne, 65 proc. badanych Polaków posiada oszczędności, które zabezpieczyłyby ich wydatki na nie więcej niż 3 miesiące – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Małgorzata Morańska, rzecznik prasowy Unum Życie Towarzystwo Ubezpieczeń i Reasekuracji.

Jak wynika z badania Unum Insight, tylko 15 proc. badanych dysponuje środkami, które mogłyby pokryć ich półroczne zobowiązania. Dla porównania, blisko połowa (45 proc.) Amerykanów w razie potrzeby sięgnie po oszczędności, a niewiele mniej (43 proc.) skorzysta z polisy na życie. W Polsce na ubezpieczenie wskazuje 25 proc. U nas znacznie popularniejsza jest też pożyczka od przyjaciół lub krewnych. Zdecydowałoby się na nią 18 proc. ankietowanych, podczas gdy w USA – tylko 8 proc.

– W razie nagłej śmierci głównego żywiciela zarówno Polacy, jak i Amerykanie wskazali małżonków jako tych odpowiedzialnych za spłatę pozostałych zobowiązań finansowych. Natomiast, co interesujące, z naszych badań wynika, że aż 40 proc. Polaków uważa, że po swojej śmierci nie pozostawi żadnych zobowiązań, którymi mogliby obarczyć bliskich – mówi Małgorzata Morańska. – Wysoka świadomość swoich comiesięcznych opłat i kosztów związanych z utrzymaniem jest bardzo ważna dla oszacowania właściwej sumy ubezpieczenia.

Co trzeci Polak szacuje, że wysokość sumy ubezpieczenia w jego polisie na życie nie powinna przekraczać 100 tys. zł, 20 proc. wskazuje na kwotę 101–250 tys. zł. Takie środki mogłyby pozwoliłyby rodzinie przez pewien czas utrzymywać poziom życia zbliżony do tego sprzed śmierci ubezpieczonego. Jednocześnie jednak polisa na życie jest jeszcze w Polsce mało popularna. Posiada ją 44 proc. społeczeństwa, podczas gdy w USA jest to 53 proc.

– Popularność polis na życie w Polsce będzie rosła wraz ze wzrostem świadomości i wartości wypłaty świadczeń – przekonuje rzecznik prasowy Unum Życie. – Stany Zjednoczone Ameryki to bardziej dojrzały finansowo rynek, z długoletnią tradycją ubezpieczeniową. O popularności ubezpieczeń na życie może również świadczyć fakt, że tam więcej osób miało styczność z wypłatą świadczenia: 45 proc. w porównaniu do 20 proc. w Polsce.

Polska Izba Ubezpieczeń podaje, że w 2018 roku łączna wartość wypłaconych odszkodowań sięgnęła 41,7 mld zł, z czego 21,5 mld zł wypłaciły zakłady życiowe, a 20,2 mld zł – majątkowe.

Polisę na życie posiadają przeważnie osoby z wyższym wykształceniem, w wieku 30–59 lat. Najczęściej o zakupie ubezpieczenia decyduje poczucie odpowiedzialności za rodzinę.

 Osoby, które nie decydują się na zakup polisy, zwykle swoją decyzje argumentują zbyt wysokimi kosztami takiego ubezpieczenia bądź brakiem potrzeby. To są najczęściej osoby młodsze. Natomiast bez względu na to, czy posiadamy polisę, czy nie, w Polsce wywołuje ona pozytywne emocje, kojarzy się ona z poczuciem odpowiedzialności, bezpieczeństwa i zadowoleniem – wskazuje Małgorzata Morańska.

Wdrożenie chmury może przyspieszyć cyfrowe zmiany w firmach. Pod tym względem Polska jednak zajmuje jedno z ostatnich miejsc w Europie

Wdrożenie chmury może przyspieszyć cyfrowe zmiany w firmach. Pod tym względem Polska jednak zajmuje jedno z ostatnich miejsc w Europie 5

Według Deutsche Telekom usługi chmurowe mogą przyspieszyć cyfrową transformację firm w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Tymczasem w Polsce wciąż korzysta z nich raptem średnio co dziesiąta firma, przy czym prym wiodą głównie duże przedsiębiorstwa. Adaptację cloudu na polskim rynku – także wśród małych i średnich przedsiębiorstw – ma przyspieszyć nawiązana właśnie współpraca T-Mobile z Microsoftem. Telekom planuje zatrudnić 3,5 tys. specjalistów, którzy wspomogą klientów biznesowych w cyfrowej transformacji i migracji do chmury.

Cyfrowa rewolucja stawia wiele wyzwań. Największym są oczekiwania klientów, które zmieniają się głównie przez firmy typowo cyfrowe. Te potrafią dostarczać usługi tu i teraz, mocno spersonalizowane, więc wszystkie firmy starej ekonomii muszą się do tego dostosować, a to wymaga głębokiej transformacji i zmiany sposobu myślenia. Kolejnym wyzwaniem są kompetencje pracowników i zdobywanie talentów. Dziś każdy aspekt działalności firmy wymaga kompetencji technicznych, digitalowych, więc wszyscy staramy się zdobyć te same zasoby, których na rynku jest zdecydowanie za mało – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Górnik, dyrektor odpowiedzialny za rozwój produktów w T-Mobile Polska.

Pomimo wielu wyzwań cyfryzacja stała się dla biznesu koniecznością i priorytetem – niezależnie od wielkości organizacji i branży. Jest warunkiem utrzymania się na rynku, umożliwia tworzenie nowych modeli biznesowych i możliwość lepszego odpowiadania na potrzeby klientów w czasie rzeczywistym.

Przede wszystkim nowe technologie w biznesie pozwalają się nam szybciej adaptować do zmieniających się warunków konkurencji. Stanowią też platformę, dzięki której potrafimy lepiej zrozumieć ewoluujące potrzeby naszych klientów – mówi Mariusz Chochołek, prezes T-Systems Polska. – Dobrym przykładem jest branża retail. Format niektórych galerii handlowych przypomina showroomy, które nie prowadzą sprzedaży detalicznej. Dziś kluczowym elementem sukcesu jest właśnie połączyć ten świat fizyczny ze światem cyfrowym.

Jak podkreśla, w realiach cyfrowej rewolucji biznes oczekuje od operatorów telekomunikacyjnych, że dostarczą na rynek kompleksowe rozwiązania „end-to-end”, które odpowiadają na konkretne wyzwania.

Żeby móc zaoferować takie rozwiązania, potrzebujemy partnerów. Dlatego właśnie ogłosiliśmy partnerstwo z Microsoftem, żeby móc stać się operatorem multiservice. W ramach tej współpracy przygotujemy ofertę, która umożliwi polskim firmom nadrobienie zaległości w ich podróży do środowisk chmurowych Microsoftu, da im możliwość wykorzystania bardzo innowacyjnych systemów, które rozwiązują konkretne problemy w poszczególnych branżach – mówi Mariusz Chochołek.

Według Deutsche Telekom usługi chmurowe mogą być akceleratorem cyfrowej transformacji firm w regionie Europy Środkowej i Wschodniej. Dlatego telekom nawiązał strategiczne partnerstwo z firmą Microsoft, w ramach którego wspólnie zapewnią usługi chmury publicznej Microsoft Azure, usług Dynamics 365 i Office 365 w dziewięciu krajach: w Polsce, Czechach, Słowacji, Chorwacji, Węgrzech, Rumunii, Macedonii, Czarnogórze i Grecji.

– Startujemy od bardzo oferty komercyjnej, a już dzisiaj oferujemy darmowe assessmenty cloudowe. Jesteśmy przekonani, że z naszą pomocą Polska, będąc dzisiaj na 3. miejscu od końca pod względem adopcji chmury w Europie, przeskoczy przynajmniej kilka pozycji w górę w ciągu następnych trzech lat – mówi Mariusz Chochołek.

Rozwiązania chmurowe zapewniają firmom cały szereg korzyści – usprawniają pracę, zapewniają bezpieczeństwo, eliminują konieczność rozbudowy serwerowni i inwestowania w odpowiednią infrastrukturę IT. Według Deutsche Telekom usługi chmurowe umożliwią firmom wdrażanie nowych rozwiązań w ciągu zaledwie kilku minut, oszczędzając od 30 do 50 proc. kosztów operacji IT w porównaniu z rozwiązaniami lokalnymi.

Według danych Eurostatu rozwiązania chmurowe wykorzystuje 11,5 proc. polskich przedsiębiorstw, z czego jedną trzecią (ok. 37 proc.) stanowią duże firmy zatrudniające powyżej 250 pracowników. Dla porównania z chmury korzysta ponad połowa przedsiębiorstw w Finlandii (65 proc.), Szwecji (57 proc.) i Danii (56 proc.).

Adaptacja chmury w Polsce jest na poziomie 11 proc. i tutaj znacząco odstajemy od naszych zachodnich kolegów. Dlatego planujemy stworzyć portfolio dla firm z segmentu MŚP, które najbardziej tego potrzebują – mówi Jakub Górnik.

Telekom już w tej chwili dysponuje kilkudziesięcioosobowym zespołem specjalistów, świadczącym pełen zakres usług w kwestii migracji cloudowych i pełnego wsparcia firm w transformacji cyfrowej. Docelowo ten zespół ma się powiększyć do 3,5 tys. pracowników, którzy zostaną zatrudnieni w nowym centrum T-Mobile, obsługującym region Europy Środkowo-Wschodniej.

– Współpracę z Microsoftem w ramach naszego centrum akceleracyjnego chmury w regionie Europy Środkowo-Wschodniej rozpoczynamy już od czerwca. W ciągu kolejnych miesięcy będziemy dodawać kolejne usługi, planujemy zakończyć pracę w drugim półroczu tego roku – mówi Jakub Górnik. – To centrum będzie milowym krokiem na polskim rynku technologicznym. Do tej pory żadna firma nie świadczyła usług tak kompleksowo, jak my planujemy robić, zarówno w zakresie telekomunikacyjnym, informatycznym, jak i całej podróży klienta do chmury.

Google aktualizuje algorytm wyszukiwarki – June 2019

analizaDziś od samego rana wszyscy bacznie obserwują wyniki, sprawdzają co dzieje się w wynikach wyszukiwania, monitorują pozycje swojej strony. Google oficjalnie poinformował na Twitterze o wprowadzeniu aktualizacji algorytmu swojej wyszukiwarki. Aktualizacja została wprowadzona w poniedziałek 3 czerwca 2019 roku.

Jak podaje Google aktualizacje algorytmów mogą nie dotyczyć konkretnych rodzajów treści, ale raczej poprawy trafności dostarczanych treści.

Aktualizacja ma na celu poprawę zrozumienia zapytań użytkowników wyszukiwarki, oraz lepsze „zrozumienie” stron internetowych dostarczanych w wynikach wyszukiwania. Na samym końcu ma to pomóc nam – „szukającym” otrzymać szybsze i trafniejsze wyniki wyszukiwania. Wprowadzając kolejną tak dużą aktualizację Google z pewnością wpłynie na rynek SEO, SEM i reklam internetowych. Klienci, których strony są słabo widoczne w wynikach zapewne zainwestują w reklamę a  w dłuższej perspektywie zaczną zmieniać strategię biorąc na wzór pierwszą 10 w wynikach wyszukiwania.

Patotreści mają w internecie miliony wyświetleń. Z poniżającymi i pełnymi przemocy nagraniami zetknęło się 37 proc. nastolatków w Polsce

Patotreści mają w internecie miliony wyświetleń. Z poniżającymi i pełnymi przemocy nagraniami zetknęło się 37 proc. nastolatków w Polsce 6

W Polsce nasila się zjawisko patostreamingu. Z wulgarnymi, poniżającymi, pełnymi przemocy fizycznej i słownej treściami spotkało się już 37 proc. nastolatków. Choć większość uważa, że takie treści powinny być zakazane, to według ponad jednej trzeciej patotreści pokazują prawdziwe życie – wynika z raportu „Patotreści w internecie”. Ze względu na szerokie rozpowszechnienie patologicznych treści, walka z nimi powinna mieć charakter kompleksowy – konieczna jest edukacja cyfrowa, aktywizacja rodziców i szeroka współpraca różnych instytucji.

 Patostreaming to patologiczne treści, które streamowane są w różnych serwisach, najczęściej na YouTube, w których twórcy pokazują m.in. libacje alkoholowe, przemoc, dużo wulgarnych treści. To zjawisko jest unikalne dla Polski, niespotykane w innych krajach – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Ewa Dziemidowicz, psycholog Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

Patotreści prezentują przemoc fizyczną, psychiczną, seksualną, promują zażywanie substancji psychoaktywnych, gloryfikują poniżanie i lekceważenie innych. Raport „Patotreści w internecie” opracowany przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę we współpracy z Rzecznikiem Praw Obywatelskich, przy wsparciu Orange Polska, wskazuje, że w Polsce zjawisko to nasila się w skali nieznanej w innych krajach. Popularność wulgarnych filmów ukazujących patologiczne zachowania w sieci liczy się w milionach wyświetleń. Odsłony filmów najpopularniejszych, a przy tym wyjątkowo wulgarnych patostreamerów liczy się zaś w dziesiątkach milionów.

– Patostreaming to codzienność polskiego internetu. Większość naszych dzieci ma styczność z treściami, które przekazują zachowania patologiczne oraz szkodliwe – wskazuje Adam Bodnar, Rzecznik Praw Obywatelskich.

Z raportu wynika, że zdecydowana większość (84 proc.) nastolatków w wieku 13–15 lat słyszała o patotreściach. Więcej niż co trzeci (37 proc.) deklaruje, że oglądał tego typu nagrania. Ponad 70 proc. po takie materiały sięga z ciekawości, inni wskazują na chęć rozrywki i bycia na czasie. Co istotne, 30 proc. nastolatków na takie treści trafiło przypadkiem – wyświetliły się jako polecane przez strony lub aplikacje z filmami, jak YouTube, Snapchat, Instagram czy Messenger. Oglądający patotreści robią to najczęściej regularnie – średnio 5 razy w miesiącu, ale 43 proc. ma kontakt z tego typu materiałami co najmniej raz w tygodniu. Z większą częstotliwością takie treści oglądają zwłaszcza młodsze nastolatki.

Młodzież często ocenia tego typu treści negatywnie, natomiast młodsze dzieci, w wieku 10–12 lat, wierzą w to, co widzą, nie traktują tego jako performance, ale jako rzeczywistość. Dla nich te treści są największym zagrożeniem – ocenia Ewa Dziemidowicz. – Chodzi o szkodliwe wzorce, dotyczące relacji w rodzinie, bliskości i seksualności. W filmach pojawia się bardzo dużo wulgarnych treści i przemoc fizyczna. To buduje konkretny świat i młodzi, oglądając tego typu przekazy, nasiąkają tym, obojętnieją wobec przemocy, tracą wrażliwość. 

Zdecydowana większość nastolatków podkreśla, że obejrzenie patostreamu było dla nich niepokojącym doświadczeniem i uważa, że takie treści powinny być zakazane. Jednocześnie blisko 40 proc. uważa, że takie filmy pokazują prawdziwe życie. Co piąty lubi je oglądać, a podobny odsetek twierdzi, że podziwia twórców takich materiałów. Wszyscy oglądający potrafią wskazać co najmniej jedną taką osobę, co świadczy o ich dużej rozpoznawalności.

Ogromną popularnością zaczęły cieszyć się streamingi na żywo. Najpopularniejsi twórcy zdobywali miliony subskrybentów, a ich filmiki – miliony „łapek w górę”. Patostreamy ogląda ok. 45 proc. nastolatków, niewiele mniej śledzi posty z takimi treściami w mediach społecznościowych. Dla młodzieży bardziej interesujące od długich relacji na żywo są tzw. shoty, czyli wybrane fragmenty patostreamów na YouTube (73 proc.).

Zdaniem ekspertów te statystyki są niepokojące i wymagają aktywnej walki z patotreściami. Do tego potrzebne są kompleksowe działania. Ogromna odpowiedzialność spoczywa na rodzicach, którzy często nie zdają sobie sprawy, z jakimi materiałami w internecie ma kontakt ich dziecko.

 Musimy nauczyć się z tym walczyć, musimy uświadamiać nauczycieli, rodziców i młodzież, że tego typu zjawiska są niebezpieczne, stanowią propagowanie norm, które są niezgodne z zasadami moralnymi, czasami także z prawem. Wolność słowa, wolność komunikowania się za pomocą internetu ma także swoje granice, które pojawiają się chociażby wtedy, kiedy trzeba chronić godność drugiego człowieka – przekonuje Adam Bodnar.

Raport wskazuje, że problem patologicznych treści został już dostrzeżony przez część rodziców i nauczycieli. Ponad połowa badanych nastolatków (59 proc.) twierdzi, że ktoś dorosły rozmawiał z nimi na ten temat. Zwykle to byli rodzice (55 proc.), częściej mama (47 proc.). 16 proc. osób deklaruje, że rozmowę o tym problemie podjął nauczyciel, a 6 proc. – psycholog lub pedagog szkolny.

– Trzeba postawić na mądrą edukację cyfrową. Ona dotyczy zarówno edukacji formalnej w szkołach, ale i edukacji nieformalnej, czyli prowadzonej przez firmy, organizacje pozarządowe, ale też prowadzonej przez rodziców w domu – podkreśla Konrad Ciesiołkiewicz, dyrektor w Orange Polska zajmujący się społeczną odpowiedzialnością przedsiębiorstw i relacjami publicznymi. – Walka z patotreściami nie zamyka się tylko w świecie internetu, wręcz przeciwnie. Ona dotyczy spotkania człowieka z człowiekiem. To jest w zasadzie klucz do wszystkiego. Jako Orange wspieramy inicjatywy uczące dialogu jako kompetencji.

Zablokowanie twórców na niewiele się zdaje – na miejsce jednego zablokowanego pojawia się kilku kolejnych. Jak podkreśla ekspert Orange Polska, aby skutecznie walczyć z patotreściami niezbędna jest współpraca wszystkich stron.

– Sam biznes nic nie zrobi, podobnie jak instytucje państwa, sami rodzice też często nie są w stanie rozpoznać tych zjawisk i nie mają umiejętności radzenia sobie z nimi. Budowanie pozytywnego ekosystemu, połączenie działań ze strony instytucji państwa, samorządu, biznesu i organizacji pozarządowych to jest jedyne, co w tym przypadku działa i ma szansę przynieść rezultaty – ocenia Konrad Ciesiołkiewicz.

Okrągły Stół powołany przy RPO do walki z patotreściami w internecie ma pomóc ograniczyć to zjawisko m.in. poprzez działania edukacyjne kierowane do dzieci i rodziców, ale też organów ścigania czy platform internetowych.

– Dla nas najważniejszą rzeczą było zareagowanie na skargę, że takie zjawisko się w Polsce rozpowszechnia. To nas skłoniło do zorganizowania Okrągłego Stołu ds. walki z patotreściami w internecie, przy którym gromadzimy przedstawicieli różnych środowisk związanych z edukacją, organizacjami pozarządowymi, przedstawicieli Ministerstwa Cyfryzacji, dostawców usług internetowych. Najważniejsza kwestia to aktywizowanie organów państwa takich jak policja oraz prokuratura, ale też uświadamianie, że te treści są niebezpieczne i mogą zagrażać rozwojowi dzieci – podkreśla Adam Bodnar.

Monitoring pojazdów flotowych coraz popularniejszy wśród firm. Pozwala chronić przed kradzieżą i monitorować pracę kierowców

Monitoring pojazdów flotowych coraz popularniejszy wśród firm. Pozwala chronić przed kradzieżą i monitorować pracę kierowców 7

Branża telematyki pojazdów rośnie w siłę. Dzięki zastosowaniu zaawansowanych systemów lokalizacji, firmy mogą w czasie rzeczywistym śledzić położenie poszczególnych pojazdów floty, a także kontrolować ich kluczowe parametry takie jak średnia prędkość, zużycie paliwa, czas pracy czy przebyty dystans. Systemy wykorzystujące aplikacje mobilne umożliwiają także prowadzenie dwustronnej komunikacji z kierowcami, która może posłużyć np. do ostrzegania o niebezpieczeństwach na drodze oraz nieprawidłowościach w funkcjonowaniu poszczególnych pojazdów.

Z badań przeprowadzonych przez Berg Insight wynika, że liczba aktywnych użytkowników systemów zarządzania flotą w najbliższych latach będzie rosła w tempie 15 proc. w skali roku. W 2022 roku urządzenia do monitoringu będą zamontowane w 15,6 mln pojazdów flotowych, z czego aż 9,1 mln trafi do samochodów funkcjonujących na terenie Europy Środkowej, Wschodniej oraz Rosji.

– Samochody we flotach są dzisiaj coraz droższe i szybsze. Pracownicy mają coraz więcej zadań, dlatego możliwość podglądu na sytuacje, gdzie samochody aktualnie się znajdują, z jakimi prędkościami się poruszają, czy pracownicy wykonali swoje zadania, czy też nie, czy ile kilometrów miesięcznie przejeżdżają, staje się dzisiaj standardem. GPS w samochodach nie jest niczym ekskluzywnym – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jakub Wesołowski, członek zarządu firmy Neptis.

Systemy telematyczne coraz częściej trafiają na pokład pojazdów służbowych. Pozwalają one operatorom flot samochodowych ograniczyć koszty oraz zwiększyć jej efektywność. Dzięki możliwości monitorowania pojazdów w czasie rzeczywistym, firma może na bieżąco i z dużą precyzją analizować położenie poszczególnych samochodów, a co za tym idzie – mieć realny wgląd w efektywność pracowników. Najbardziej zaawansowane systemy zbierają nawet tak szczegółowe informacje jak czas wyłączenia silnika oraz dane geolokalizacyjne miejsca zaparkowania pojazdu. Umożliwiają także generowanie raportów czasowych podsumowujących efektywność pracowników we wskazanym okresie rozliczeniowym.

Coraz większą rolę odgrywają też aplikacje mobilne. Pozwalają na bieżąco monitorować funkcjonowanie konkretnych pojazdów flotowych. Za ich pośrednictwem można sprawdzić m.in. trasę przebytą przez dany samochód czy monitorować faktury na paliwo. Oprogramowanie umożliwia także tworzenie subkont, dzięki czemu operator może monitorować to, w jaki sposób pojazd jest eksploatowany przez konkretnych użytkowników. Dla zwiększenia bezpieczeństwa pojazdów, urządzenia wyposaża się w system montażu dyskretnego. Ułatwi on odnalezienie samochodu w przypadku kradzieży.

– Kiedyś była obawa o to, czy pracownika można monitorować. Dzisiaj w świecie nowoczesnych technologii, w ramach pójścia na pewien kompromis oddajemy część swojej prywatności za to, że mamy pewną wygodę i bezpieczeństwo. Montaż urządzeń do monitoringu pojazdów jest tak naprawdę dzisiaj czymś oczywistym i pewnym kompromisem między pracodawcą a pracownikiem – mówi ekspert.

Firma Verizon Connect postanowiła wyposażyć swój system telematyczny w funkcję geostref, usprawniających raportowanie pracy pojazdów funkcjonujących na konkretnym obszarze. Oprogramowanie na bieżąco monitoruje i analizuje pracę poszczególnych samochodów, dzięki czemu jest w stanie zaproponować utworzenie nowych geostref ułatwiających raportowanie funkcjonowania całej floty. System umożliwia także wyznaczanie celów biznesowych w oparciu o predefiniowaną walutę, potrafi także dostrzegać tendencje funkcjonowania poszczególnych rozwiązań, a co za tym idzie – przyspieszyć proces wdrażania decyzji, które umożliwią zwiększenie potencjalnych dochodów albo zmniejszenie strat.

Systemy telematyczne można także wykorzystać w procesie grywalizacji do motywowania pracowników. Aplikacja Eurofleet od Gannet Guard Systems rejestruje wszystkie przekroczenia prędkości i tworzy raporty cykliczne, które posłużą do wyłonienia najlepszych kierowców danego miesiąca. W ofercie firmy dostępne są także radiowe moduły lokalizacyjne GanTrack, które funkcjonują nawet w parkingach podziemnych i są odporne na działanie zagłuszarek standardowych lokalizatorów GPS, dzięki czemu znacząco utrudnią ukrycie pojazdu przez złodziei.

– Monitoring to przede wszystkim nadzór, możliwość śledzenia i sprawdzania, ale także możliwość tak naprawdę dbania o bezpieczeństwo zarówno pracowników, jak i floty samochodowej – wskazuje Jakub Wesołowski.

Według najświeższych danych policyjnych opisanych w raporcie firmy Gannet Guard Systems, w 2018 roku w Polsce doszło do 9215 zarejestrowanych przypadków kradzieży samochodów, o 827 mniej niż w 2017 roku. Złodzieje inwestują w najnowsze technologie. Są już w stanie zneutralizować immobiliser i wyłączyć autoalarm, obejść system bezkluczykowy, a nawet zagłuszają wbudowany system GPS. Firmy dostarczające tego rodzaju zabezpieczenia nieustannie ścigają się z przestępcami, by ich ochrona była nie do złamania.

Analitycy marketsandMarkets przewidują, że wartość globalnego rynku telematyki samochodowej w 2017 roku wyniosła 7,3 mld dol. Do 2022 roku wzrośnie ona do 18,4 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 20 proc.

Ekspert: ACTA 2 może oznaczać cenzurę internetu i koniec wolności. Polskie przepisy mogą jednak znacznie złagodzić wymowę dyrektywy

Ekspert: ACTA 2 może oznaczać cenzurę internetu i koniec wolności. Polskie przepisy mogą jednak znacznie złagodzić wymowę dyrektywy 8

Przyjęta przez Parlament Europejski dyrektywa ACTA 2 nie musi mieć tak dużego wpływu na polski internet jak przewidywano w czarnych scenariuszach. Każde państwo może dostosować do dyrektywy swoje przepisy tak, by tylko został zrealizowany jej cel. Sprawa nie jest przegrana. Jak zaadaptujemy przepisy, zależy od nas i takie będziemy stosować – podkreśla Krzysztof Szubert z University of Oxford. Krytycy ACTA 2  przekonują, że nowe unijne dodatkowe prawo autorskie sprzyja tylko dużym wydawnictwom i redakcjom, a nie mniejszym i bardziej krytycznym. Dla internautów nowe przepisy to w dużej mierze koniec memów.

– Dwa główne obszary ACTA 2, tzw. podatek od linków, czyli jak powinniśmy wynagradzać twórców. I drugi obszar – odpowiedzialność dużych platform internetowych za publikowane treści. Czy powinny za to odpowiadać, czy nie, było oczywiście zastrzeżenie, że to prowadzi w stronę pewnego cenzurowania internetu. Być może dla bezpieczeństwa jakieś treści będą zbyt szybko usuwane – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Krzysztof Szubert z University of Oxford.

Przyjęta w marcu 2019 roku przez Parlament Europejski dyrektywa w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym, potocznie nazywana ACTA 2, budzi olbrzymie kontrowersje. Dotyczy to zwłaszcza dwóch przepisów: art. 15 i art. 17. Pierwszy dotyczy ochrony wydawców prasowych oraz ich wynagrodzenia za publikowanie w internecie utworów ich autorstwa. Freidhelm Greis z Golem.de obliczył, że nowe unijne dodatkowe prawo autorskie sprzyja tylko dużym wydawnictwom i redakcjom, a stracą mniejsze i bardziej krytyczne. Według jego wyliczeń, jeden z potentatów na rynku otrzymywałby prawie 64 proc. dochodów właśnie za publikowanie w internecie jego treści. Tymczasem za przyjęciem dyrektywy opowiadali się głównie najwięksi wydawcy prasowi.

Drugi artykuł dotyczy odpowiedzialności portali za naruszanie przez użytkowników praw autorskich innych podmiotów. Nowe prawo zobowiązuje dostawców internetu do korzystania z tzw. filtrów przesyłania, a oprogramowanie samo zdecyduje, co użytkownicy mogą przesyłać, a co nie.  Tym samym każde działanie będzie cenzurowane –  każde przesłane zdjęcie, wideo, każdy tekst zostanie sprawdzony.

– Ważne, że jest to dyrektywa, czyli dopiero na poziomie państw będziemy zajmować się implementacją. I jeśli dopracujemy sobie przepisy w kraju, aby pasowały do naszego myślenia, to będziemy mieli je zaadaptowane do naszych potrzeb. To nie jest jeszcze sprawa tak absolutnie przegrana – przekonuje Krzysztof Szubert.

Eksperci przekonują, że przepisy zostały skonstruowane w sposób, który umożliwia ich pełną interpretację, czyli – teoretycznie – w zależności od sytuacji czy podmiotu, którego prawa zostały naruszone – decyzje mogłyby być zupełnie inne.  Krytycy jasno oceniają, że jeśli przepisy weszłyby w takiej formie, jak w samej dyrektywie, oznacza to de facto pełną cenzurę, koniec wolności. Rację bytu straciłyby niewielkie portale, które np. demaskują manipulacje największych mediów, lub przemilczają niewygodne fakty.

Szansę można jednak upatrywać w tym, że każde państwo dostosuje te przepisy na własny sposób. Przedstawiciele polskiego rządu deklarowali już, że będą starali się w taki sposób skonstruować prawo, aby nie ograniczyło ono korzystania z internetu i w ten sposób będą chcieli dostosować rozwiązania przyjęte przez Parlament Europejski.

– Jestem  zwolennikiem wolności w internecie. W  grupie zarządzania internetem przy ONZ, tzw. Internet Governance Forum, do której należę, myślenie jest takie, że internet musi być otwarty. Jesteśmy zdecydowanie przeciwni budowaniu internetu różnych prędkości, różnych jakości, bo to jest jedna z dobroci postępu technologicznego, do której musimy mieć wszyscy dostęp, szczególnie myśląc o wyrównywaniu szans, dostępu do wiedzy, czyli wszystkich tych elementów, które m.in. gwarantuje nam konstytucja – podkreśla ekspert.

Pomagać, a nie szkodzić. O idei bezpiecznego pożyczania

pieniądzeIdeę odpowiedzialnego pożyczania można zawęzić do czterech przewodnich haseł: transparentności, technologii, bezpieczeństwa i zgodności z obowiązującymi standardami prawnymi i etycznymi. Instytucje finansowe, które w swojej działalności potrafią wcielić w życie każdą z tych zasad, dają gwarancję, że udzielając pożyczek działają przede wszystkim w interesie swoich klientów. Sytuacja jednak zmienia się diametralnie, gdy pożyczkodawca dąży wyłącznie do maksymalizacji swojego zysku. Pożyczka staje się wtedy jedynie dodatkowym obciążeniem, a nie rozwiązaniem przejściowych problemów z płynnością finansową.

Przejrzystość zasad

Istnieje wiele przyczyn, dla których konsumenci starają się o pozyskanie dodatkowego wsparcia finansowego. Mogą to być niespodziewane wydatki, ale także problemy finansowe wynikające z różnych okoliczności. Zawarcie umowy o pożyczce z firmą działającą w sposób nieetyczny może jedynie pogłębić aktualnie trudną sytuację materialną klienta i stać się początkiem życiowego dramatu. Natomiast dobrze dobrany rodzaj zobowiązania może finalnie przyczynić się poprawy jego położenia. Co zatem może pomóc konsumentowi w podjęciu właściwej i świadomej decyzji?

Ogromne znaczenie dla klienta decydującego się na zawarcie umowy o pożyczce jest świadomość faktycznych kosztów zobowiązania. Działający na rynku pożyczek online SuperGrosz już na samym początku procesu starania się o finansowanie umożliwia sprawdzenie końcowych kosztów zobowiązania. Potencjalny klient może skorzystać z dostępnego na stronie kalkulatora, wpisując kwotę pożyczki, o którą chciałby wnioskować i sprawdzić wysokość miesięcznej raty, koszty prowizji, wysokość odsetek i RRSO.  Wartości te nie mają jedynie przykładowego charakteru (jak ma to miejsce w przypadku wielu firm pozabankowych) – są to faktycznie warunki, na których klient otrzyma finansowanie po pozytywnym przejściu weryfikacji kredytowej.

Technologia i bezpieczeństwo

Postęp technologiczny w zakresie przetwarzania informacji nie ominął firm z sektora pożyczek online. Dzięki analizie dużych zbiorów danych pochodzących z różnych źródeł (m.in. dane behawioralne, bazy danych kredytowych) mają one możliwość coraz lepszego dopasowania oferty do potrzeb klientów i ich realnych możliwości. SuperGrosz wyróżnia w tym kontekście szybki i bezpieczny proces weryfikacyjny, wspomagany użyciem autorskich scoringów i zaawansowanych algorytmów technologicznych.

Zgodność ze standardami prawnymi i etycznymi

Działalność firm z sektora pozabankowego regulują odpowiednie przepisy, m.in. ustawa o kredycie konsumenckim. W szybko zmieniającym się świecie niezmiernie ważne jest więc monitorowanie otoczenia regulacyjnego i zdolność do szybkiej implementacji ewentualnych zmian prawnych. Część firm z sektora pozabankowego dąży nie tylko do jak najszybszego i najskuteczniejszego wdrażania przepisów chroniących konsumentów. Przedstawiają one również własne inicjatywy. Przykładem  tendencji do samoregulacji rynku pożyczek pozabankowych może być Katalog Dobrych Praktyk zainicjowany przez Fundację Rozwoju Rozwoju Rynku Finansowego i Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych. Celem tej inicjatywy jest wyeliminowanie nieuczciwych praktyk polegających m.in. na rolowaniu pożyczek, czy też nieinformowaniu konsumentów o finalnym koszcie zobowiązania. W efekcie coraz więcej firm pozabankowych dokładnie weryfikuje swoich klientów i stara się udzielić im wyczerpującej informacji na temat kosztów pożyczki. Wychodzą one z założenia, że wysokość finansowania powinna być jak najlepiej dopasowana zarówno do potrzeb jak i możliwości danego pożyczkobiorcy. Firmy te mają świadomość, że realizując ideę odpowiedzialnego pożyczania działają w interesie zarówno konsumentów jak i branży, w której działają.

8. edycja spotkania DIMAQ Voice

Wielkimi krokami zbliżamy się do 8. już spotkania DIMAQ Voice. Jak zwykle organizatorzy gwarantują potężną dawkę marketingowej wiedzy przekazywanej przez najlepszych ekspertów z branży. Zapraszamy 26 czerwca do Domu Innowacji Społecznych Marzyciele i Rzemieślnicy.

W programie nadchodzącego wydarzenia:

17:35 – 18:00 Voice Presentation – Twój głos w prezentacjach, Daniel Bordman, www.bordman.pl

Przygotowując się do prezentacji przed klientem, partnerem biznesowym w czy zarządem, liczą się dane i fakty. Jednak to jak to zrobisz może mieć kluczowe znaczenie, czy Twój pomysł, idea czy usługa zostanie zaakceptowana czy nie. Dlatego zebrałem dla Ciebie zestaw narzędzi bazujących tylko na głosie, które ułatwiają przyciągnięcie i utrzymanie uwagi.

18:10 – 18:35 Social Selling dla marketerów B2B, Łukasz Kosuniak, Grow Consulting

Jak marketing może organizować i wspierać działania social sellingowe. Praktyczne wskazówki dla osób, które chcą wykorzystać potencjał sieci społecznościowych do generowania wartościowych leadów oraz tworzenia profesjonalnego wizerunku organizacji i jej pracowników.

18:45 – 19:10 Jak wdrożyć content marketing w e-commerce i nie tylko tu?, Agata Chmielewska, E-commerce & Online Marketing Consultant

Wszędzie słyszysz, że content marketing działa i to podstawa, ale nie wiesz jak do niego podejść? A może po prostu nie masz pomysłu jak go wdrożyć w Twoje działania marketingowe? Przyjdź i naucz się w content, a także zobacz jak to robią inni i dlaczego robią to dobrze.

Obowiązuje rejestracja: http://bit.ly/2SKNcSe

Dołącz do wydarzenia:  http://bit.ly/2EN2ZqK

Partnerem spotkań jest Goldensubmarine

Pomimo dobrych wyników gospodarczych, NBP nie podnosi stóp procentowych

W tym tygodniu nie pojawiło się zbyt wiele nowych danych makroekonomicznych. Z protokołu z ostatniego posiedzenia polskiego banku centralnego, który został opublikowany w czwartek, wynika, że długoterminowe oczekiwania inflacyjne rynku są zakotwiczone w pobliżu celu inflacyjnego NBP. Większość jego członków zgodziła się co do stanowiska, że w najbliższych kwartałach stopy procentowe prawdopodobnie pozostaną na obecnym poziomie. Potwierdza się więc prognoza mówiąca, że w tym roku nie nastąpią zmiany w polskiej polityce pieniężnej. Większe szanse na podniesie stóp procentowych mają za to Czechy. Wg głównego ekonomisty czeskiego banku centralnego (CNB), Tomasa Holuba, powodem do podniesienia stóp procentowych może być osłabienie czeskiej korony. Co więcej, wg eksperta, w perspektywie najbliższych dwóch a nawet trzech miesięcy jej umocnienie jest bardzo mało prawdopodobne. Jednocześnie wspomniał, że przeciwko podniesieniu stóp jest ryzyko związane z sytuacją makroekonomiczną w strefie euro czy spowolnieniem wzrostem płac w Czechach, co w efekcie może wpłynąć na spowolnienie wzrostu konsumpcji. CNB ma zatem powód do rozważenia zamiany stóp procentowych, w przeciwieństwie do NBP.

Kurs złotego w minionym tygodniu praktycznie się nie zmienił i w piątek rano był na poziomie 4,29 EUR/PLN. Złotemu nie pomógł nawet spadek stopy bezrobocia do 5,6%, co jest najniższym wynikiem od 1990 roku. Dolar w stosunku do euro umocnił się i w piątek rano kurs dla tej pary walutowej wynosił 1,11 EUR/USA.

AKCENTA CZ a.s.

Gospodarka dalej mocno rozpędzona. Prognozy dynamiki PKB w 2019 należy skorygować w górę?

Ujemny wkład zapasów do PKB najprawdopodobniej potwierdza, że dalsze inwestycje przedsiębiorstw będą nieuniknione, jeśli już teraz sięgają one granic możliwości produkcyjnych.

Opublikowany dzisiaj przez GUS wstępny szacunek PKB weryfikuje szybki odczyt sprzed dwóch tygodni in plus. Dynamika niewyrównanego sezonowo produktu krajowego brutto w I kwartale 2019 wyniosła 4,7% r/r (korekta o 0,1 pp. w górę; 5,2% przed rokiem), po wyrównaniu – 4,7% r/r, 1,5% q/q. To bardzo dobry wynik, który potwierdza, że gospodarka jest nadal mocno rozpędzona. Dzisiejsze dane o strukturze PKB dostarczają bardzo ciekawego obrazu o tym, co za ten impet polskiej gospodarki odpowiada.

Popyt krajowy jest silnie zdominowany przez spożycie i to zarówno spożycie gospodarstw domowych, jak i publiczne. Obserwujemy jednak trend spadkowy dynamiki spożycia prywatnego, pomimo nowej oferty transferów publicznych. Ich struktura (transfery regularne z wstecznym wyrównaniem i jednorazowe wysokie świadczenie) oraz sposób komunikacji (realizacja poprzedzona zapowiedzią) miały zachęcić gospodarstwa domowe do zwiększonej konsumpcji – dokonywania dużych zakupów, jak i powzięcia regularnych zobowiązań na przyszłość. Badania koniunktury konsumenckiej wprawdzie wskazują, że gospodarstwa zareagowały pozytywnie, jednak być może jest to sygnał, że racjonalni konsumenci zdają sobie sprawę, że zwiększone deficyty będą w przyszłości spłacane przy pomocy wyższych podatków. Nie należy również bagatelizować spożycia publicznego, którego dynamika rośnie (6,4%), a jego wkład w dynamikę PKB po raz pierwszy od lat przekroczył 1 pp.

Nakłady brutto na środki trwałe miały również pozytywny wpływ na dynamikę PKB (wzrost o 12,6% r/r). Jakkolwiek te dane należy traktować bardzo pozytywnie, nie pozwalają one orzec jednoznacznie o inwestycjach przedsiębiorstw (takiej kategorii GUS nie wyróżnia w tym zestawieniu). Powinny one raczej studzić optymizm po zeszłotygodniowych danych. Wygląda na to, że zryw inwestycyjny dużych i średnich firm nie jest miarodajny dla całej gospodarki. Ten wniosek wzmacnia deklaracja ministra Kwiecińskiego, który w końcu marca sygnalizował, że za wzrost stopy inwestycji w 2018 w największym stopniu odpowiadały podmioty sektora rządowego i samorządowego, mobilizowane obecnością środków unijnych.

Warto jednak zwrócić uwagę na silnie ujemny wkład zapasów (-1,1 pp.) – najprawdopodobniej oznacza to, że przedsiębiorstwa je wyprzedają. To naturalnie byłby dobry sygnał, gdyby okazał się czymś więcej niż zjawiskiem statystycznym. Najprawdopodobniej ten wynik potwierdza, że dalsze inwestycje przedsiębiorstw będą nieuniknione, jeśli już teraz sięgają one granic możliwości produkcyjnych, krajowa gospodarka nie spowalnia znacząco, a działalność eksportowa wydaje się mieć potencjał (o czym piszemy dalej).

Obserwujemy mniejszy niż dotąd udział czynników krajowych – saldo obrotów zagranicznych jest mocno dodatnie (0,7 pp. z 4.7% dynamiki), a zatem eksport silnie przeważa nad importem. To nie jest typowe, wziąwszy pod uwagę kiepską koniunkturę naszych głównych partnerów handlowych, natomiast przejawy aktywności eksportowej widzieliśmy w danych o sytuacji finansowej przedsiębiorstw – rósł udział firm zaangażowanych w nią, a wskaźniki finansowe eksporterów są lepsze niż przedsiębiorstw, które nie podbijają nowych rynków.

Podsumowując, wyższe wzrosty niż w 2018 są raczej poza zasięgiem. Motory wzrostu są krótkowzroczne, ale podmioty w gospodarce reagują na nie, co sugerowałoby, że prognozy dynamiki PKB w 2019 należy skorygować w górę.

Komentarz Soni Buchholtz, ekspertki ekonomicznej Konfederacji Lewiatan

Polska gospodarka wciąż zaskakuje, ale nie budzi szczególnego zaufania inwestorów

O ile  Polskę znów możemy opisywać jako zieloną wyspę, a nasz kraj pokazuje nadspodziewanie dobre wyniki, to nie wszędzie jest tak dobrze. W ostatnich dniach otrzymaliśmy kilka bardzo mocnych sygnałów, że w gospodarce światowej nie dzieje się najlepiej. Spadający popyt na ropę sugeruje, że zakładane tempo rozwoju nie będzie utrzymane. Spadająca rentowność długoterminowych obligacji pokazuje, że inwestorzy wybierają bezpieczniejsze aktywa. To wszystko składa się w niepokojący scenariusz dla giełdy.

Gospodarka wciąż zaskakuje

Krótkoterminowy efekt zwiększonych transferów socjalnych był łatwy do przewidzenia. Jest to istotny wzrost konsumpcji w Polsce. Co ciekawe, na razie na inflacji nie odbija się to proporcjonalnie. Efekt jest za to dostrzegalny we wzroście PKB. W czasie, gdy zachód przygotowuje się do kolejnego spowolnienia, Polska sprawdza, czy znowu uda się rozwijać w tempie 5% i szybciej. Dzisiejsze dane GUS pokazały odczyt na poziomie 4,7%, mimo że analitycy spodziewali się delikatnie niższego wyniku. Rynki walutowe przyjmują te dane dość neutralnie. Z jednej strony, są to bardzo dobre wskaźniki, szczególnie w porównaniu np. z Włochami, którzy właśnie wykazali -0,1% w skali roku. Z drugiej strony, jest to wzrost generowany na koszt przyszłych pokoleń. Zamiast rozwijać się bardziej umiarkowanie i redukować zadłużenie, aby posiadać bufor na trudniejsze czasy, to my niestety zadłużamy się w okresie dobrej koniunktury. Taka polityka nie budzi szczególnego zaufania inwestorów.

Czy to już początek recesji?

Inwestorzy w USA wyraźnie przerzucili swoje zainteresowanie na obligacje rządowe. W rezultacie ich cena gwałtownie rośnie. Obligacje są bezpieczniejszą alternatywą dla giełdy, która biorąc pod uwagę koniunkturę na świecie, konflikt handlowy i kilka pomniejszych czynników, wcale nie musi zapewnić dobrej stopy zwrotu. Jednak trzeba pamiętać, że zapowiadane są obniżki stóp procentowych. Oznacza to, że stopy rynkowe również będą spadać, zatem kupno teraz może dać znacznie lepsze warunki niż w przyszłości. Warto też zwrócić uwagę na pewną specyficzną sytuację. Stopa zwrotu z 10-letniej obligacji jest niższa niż 3-miesięcznej. Zwyczajowo jest odwrotnie, gdyż pożyczanie na dłużej wiąże się z większym ryzykiem. Oznacza to, że inwestorzy spodziewają się gwałtownego spadku stóp zwrotu w dłuższym okresie. Stąd też pojawiające się pytania wielu komentatorów, czy to już zapowiedź kolejnego kryzysu.

Ropa również w dół

Spadająca cena ropy to kolejny czynnik potwierdzający, że w światowej gospodarce nadchodzi spowolnienie. Teoretycznie jako przyczynę dzisiejszych spadków można wskazać obłożenie Meksyku cłami przez USA. To powinno zmniejszyć popyt na ropę. Warto jednak zwrócić uwagę, że w ciągu ostatnich dziesięciu dni cena ropy spadła już niemal o 15% i z pewnością sankcje na linii USA-Meksyk nie są jedyną przyczyną tego stanu rzeczy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka,
  • 14:30 – USA – raport na temat wydatków Amerykanów,
  • 16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

ASM Group ogłasza wyniki finansowe za Q1 2019

  • W pierwszym kwartale 2019 r. ASM Group odnotowała skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 133,2 mln zł, co stanowi wzrost o 170 proc. w stosunku do pierwszego kwartału 2018 r.
  • W ubiegłym roku ASM Group za pośrednictwem spółki zależnej nabyła 91,6 proc. udziałów w Vertikom Group, rozszerzając tym samym swoją działalność na 3 nowe rynki.
  • To następny etap konsekwentnie realizowanej strategii inwestycyjnej zarządu ASM Group zmierzającej do umocnienia pozycji lidera w Europie.

Notowana na GPW spółka holdingowa ASM Group ma za sobą 1Q 2019 roku. ASM Group odnotowała 133,2 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży, co oznacza wzrost o 170 proc. w stosunku do pierwszego kwartału roku poprzedniego, kiedy przychody wynosiły 49,3 mln zł. Zysk EBITDA w 1Q 2019 r wyniósł 5,53 mln zł. Stanowi to wzrost o 92 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2018 r. i zysku w wysokości 2,88 mln zł. Osiągnięte wyniki są zgodne z oczekiwaniami zarządu Grupy. Skuteczne przejęcie oraz efektywna synergia wewnątrz spółek zaowocowały pozytywnymi wynikami całej Grupy. Cel jest jasny: ASM Group ma zająć pozycję lidera wsparcia sprzedaży w Europie, dlatego konsekwentnie realizuje długoplanowy plan międzynarodowej ekspansji. W maju br. Grupa ASM nabyła kolejne udziały w Grupie Vertikom, dzięki czemu posiada obecnie 96,2 proc. kapitału zakładowego tej spółki.

Adam Stańczak, prezes zarządu ASM Group
Adam Stańczak, prezes zarządu ASM Group

Przejęcie Grupy Vertikom było kolejnym etapem konsekwentnie realizowanej strategii rozwoju poprzez akwizycję. Mierzymy wysoko i podążamy starannie przemyślaną drogą. Chcemy być liderem wsparcia sprzedaży w Europie. Oczywiście, mamy świadomość, że to długoterminowy cel. Obecnie skupiamy się na procesie integracji, przy jednoczesnym zachowaniu wzrostów sprzedaży na kluczowych rynkach. Co więcej, myślimy już o kolejnych krokach rozwoju naszej Grupy poprzez realizowanie kolejnych projektów inwestycyjnych. Rok 2019 będzie czasem kolejnych, strategicznych decyzji. – podkreśla Adam Stańczak, prezes zarządu ASM Group.