Druk 3D w samolotach, czyli polski wkład w rozwój branży lotniczej

Obniżenie wagi samolotu o jeden kilogram wystarczy do tego, aby maszyna w ciągu całego życia wyemitowała o 25 ton dwutlenku węgla mniej. Producenci szukają więc lżejszych i bardziej wytrzymałych materiałów. Z pomocą przychodzi im druk 3D, z którego dobrodziejstw już dziś korzystają najwięksi, czyli Airbus i Boeing.

Przewiduje się, że do 2021 r. 75% nowych samolotów komercyjnych i wojskowych będzie zawierać części drukowane w technologii 3D. Airbus w 2014 roku rozpoczął testy elementów tytanowych wyprodukowanych w taki sposób, od 2017 roku są one już na wyposażeniu samolotów seryjnych. W kabinach Airbusów A320 latających w barwach Finnair znajdują się widoczne dla pasażerów części z drukarek 3D – panele wypełniające luki w rzędzie schowków ponad siedzeniami.

Boeing od 1997 roku prowadzi prace badawczo-rozwojowe w dziedzinie zastosowania w produkcji samolotów technologii przyrostowej. Dziś dysponuje ponad 60000 części wydrukowanych w 3D. Można je znaleźć w maszynach komercyjnych i wojskowych.drukarki3D

Lżej znaczy ekonomiczniej

Elementy wydrukowane w 3D są o około 55% lżejsze od tych wytworzonych tradycyjnymi technikami. Dodatkowo pozwalają zmniejszyć zużycie materiału nawet o 90%. To dlatego technologia przyrostowa od lat przyciąga uwagę tuzów światowego przemysłu lotniczego. Wielkie koncerny i małe firmy z tej branży produkują w 3D części do samolotów i helikopterów, lżejsze i wydajniejsze silniki czy turbiny. Ze względów bezpieczeństwa w 3D nie drukuje się tak zwanych części krytycznych, narażonych na największe przeciążenia. Technologię tę wykorzystuje się za to między innymi do produkcji wsporników podtrzymujących różne instalacje w samolocie, ale też coraz częściej widocznych elementów kabiny. Boeing testuje obecnie wytwarzanie metodą 3D większych struktur, np. części skrzydeł.

Technologia 3D oszczędza czas i pieniądze. Co ciekawe, można ją wprowadzić do już eksploatowanych samolotów. Nie trzeba czekać latami, aż zostanie opracowana kolejna generacja maszyn. Bez trudu bowiem pozwala zastąpić część istniejącego modelu samolotu lżejszą wersją 3D. Jedną z jej zalet jest również to, że np. części zapasowe można zaprojektować wirtualnie, wydrukować, a następnie przetestować w bardzo krótkim czasie.

Materiał materiałowi nierówny

Nie ulega wątpliwości, że w branży lotniczej poza wagą części, przekładającą się na masę samolotu i tym samym na zużycie paliwa oraz emisję CO2 do atmosfery, ważną rolę odgrywają trwałe i bardzo mocne materiały, które wytrzymają duże obciążenia i zapewnią bezpieczeństwo. To głównie z tego powodu przez pierwsze lata producenci wytwarzali na drukarkach 3D przede wszystkim części plastikowe. Jednak wraz z rozwojem technologii 3D udoskonalane są także filamenty. Dziś w produkcji można używać już materiałów wzmacnianych między innymi włóknem szklanym lub węglowym, a to oznacza nowe obszary zastosowania wydrukowanych w 3D elementów w samolotach.

Nowe materiały wprowadza do swoich maszyn Airbus. Po raz pierwszy zainstalował wspornik tytanowy wytworzony na drukarce 3D w produkcji seryjnej samolotu A350 XWB. Wspornik jest częścią pylonu łączącego skrzydła z silnikami. Z kolei w niektórych samolotach testowych Airbus A320neo i A350 XWB zastosowane zostały wydrukowane w 3D metalowe wsporniki kabinowe i rury odpowietrzające.

– Producenci drukarek z uwagą śledzą potrzeby przemysłu, aby zaproponować użytkownikom swoich urządzeń rozwiązania dopasowane do ich rosnących potrzeb. Druk 3D jest wsparciem dla branży produkcyjnej, pozwala bowiem szybciej i taniej wytwarzać elementy maszyn, części zamienne czy nawet gotowe produkty małoseryjne bez strat materiałowych oraz o właściwie dowolnych kształtach. I co ważne – coraz wytrzymalsze. Najlepsze drukarki są wyposażone w wiele wymiennych głowic dopasowanych do rodzaju filamentu. Nowy, wytrzymalszy materiał nie wymaga wymiany całej drukarki, a jedynie zakupienia dodatkowej głowicy. To szybkie i łatwe do wdrożenia rozwiązanie – tłumaczy Sebastian Pietruszewski, Key Account Manager w firmie 3DGence, która produkuje przemysłowe drukarki 3D.

Polski wkład w rozwój branży lotniczej

Na polskim rynku lotniczym także nie brakuje przykładów zastosowań druku 3D. Firma MB Aerospace Poland specjalizuje się w zaawansowanej technologicznie obróbce cieplnej i powierzchniowej dla przemysłu lotniczego. Zajmuje się wprowadzaniem nowych produktów i wytwarzaniem części do produkcji silników samolotów. Ze względu na potrzeby sektora aerospace komponenty z aluminium, stali nierdzewnej czy superstopów na bazie niklu i tytanu, produkowane przez przedsiębiorstwo, muszą być wykonane niezwykle precyzyjnie. W niektórych fazach ich powstawania wdrożona została technologia druku 3D.

Firma stosuje wytwarzanie przyrostowe do produkcji elementów oprzyrządowania do mocowania części na maszynach CNC czy prototypów, a także do testowania nowych rozwiązań. Sama produkcja elementów oprzyrządowania specjalnego do mocowania części lotniczych na maszynach CNC wymaga dużego nakładu czasu i pieniędzy. Dzięki drukarce 3DGence ONE MB Aerospace tworzy m.in. tuleje rozprężne, stosowane w przyrządach tokarskich, które służą do mocowania części lotniczej podczas obróbki. Takie rozwiązanie to znaczna oszczędność.

Firma MB Aerospace z Rzeszowa za pomocą druku 3D wytworzyła też m.in. przyrządy z filamentu PLA, na których wykonywana jest operacja cechowania. Prototyp wydrukowany w 3D pozwolił następnie na wyprodukowanie gotowego elementu zabezpieczającego część przed uszkodzeniem, który pomaga eliminować drgania podczas obróbki. Cena podobnego przyrządu ze stali to około 2200 PLN, natomiast wydruk za pomocą technik addytywnych kosztował ok. 10 PLN.

Rewolucja 3D w branży lotniczej dokonuje się nie tylko dzięki producentom samolotów i ich części, ale też dzięki polskim firmom projektującym i wytwarzającym drukarki 3D. Na przykład współpracująca z MB Aerospace spółka 3DGence ma w swojej ofercie również urządzenie INDUSTRY F340, które pozwala drukować elementy z materiału PEEK. To filament o doskonałych własnościach mechanicznych oraz termicznych, od lat wykorzystywany w przemyśle lotniczym.

Niedawno opublikowane wyniki badania przeprowadzonego przez Research and Markets prognozują, że rynek druku 3D w przemyśle lotniczym do 2021 roku będzie rósł 23,01% rocznie. Już dziś branża z powodzeniem korzysta z technologii przyrostowej, a deklaracje gigantów pokazują, że przełomowych zastosowań druku 3D w sektorze będzie jeszcze więcej.

Poziom adaptacji usług chmury publicznej – raport IDG i Oktawave

  • Aż 93 proc. organizacji na świecie już używa lub planuje wdrożenie technologii chmurowych. W Polsce tylko 52 proc. firm wykorzystuje chmurę lub ma to w planach.
  • Połowa biznesów (48 proc.) uważa, że ich dane i systemy są bezpieczne w rękach certyfikowanych dostawców chmury.
  • Co trzecie z przedsiębiorstw (29 proc.) wybiera model hybrydowy łączący zalety modelu on-premise i chmury publicznej.
  • 1/3 przedsiębiorstw korzystających z chmury wdrożyła rozwiązania typu multicloud.
  • Wybór dostawcy chmury kierowany jest ofertą produktową, zaufaniem, a także dostępem specjalistów w zakresie architektury, migracji oraz utrzymania infrastruktury w chmurze.

Globalnie aż 93 proc. organizacji już używa lub planuje wdrożenie technologii chmurowych. W Polsce tymczasem zaledwie 52 proc. firm korzysta z chmury lub ma to w planach.

Prognozy są jednak optymistyczne: 22 proc. biznesów w Polsce jest na etapie planowania chmury, 6 proc. w trakcie implementacji, a 4 proc. już ją wdrożyła w środowisku testowym. Tak wynika z pierwszej części badania IDG „Chmura publiczna w Polsce 2019. Wykorzystanie, bezpieczeństwo, plany rozwoju”, gdzie analizie poddano poziom adaptacji usług chmurowych. Badanie zostało zrealizowane w partnerstwie z firmą Oktawave.

Analizując dane dotyczące poziomu adaptacji chmury obliczeniowej w Polsce można odnieść wrażenie, że nasz rynek jest daleko w tyle za krajami rozwiniętymi. Jednak jest to luka, którą możemy wypełnić w krótkim czasie, jeśli chcemy przyspieszyć innowacyjność technologiczną lokalnego biznesu, zwiększać jego bezpieczeństwo cyfrowe, i szybciej wprowadzać usługi lub produkty na rynek. Ponad połowa firm już dziś planuje wdrożyć cloud computing – mówi Michał Paschalis-Jakubowicz, CEO w Oktawave.

Bezpieczny krok w chmury

Obecnie jedna trzecia (31 proc.) wszystkich systemów małych, 23 proc. średnich i 17 proc. dużych firm, jest dostarczana z chmury publicznej. Połowa biznesów (48 proc.) jest pewna, że ich dane i systemy pozostają bezpieczne w rękach certyfikowanych dostawców chmury.

Mimo coraz popularniejszego wykorzystania rozwiązań typu multicloud, aż 72 proc. ankietowanych przedsiębiorstw nadal korzysta z usług jednego dostawcy. Tylko co trzecia firma wdrożyła technologię multicloud opartą na rozwiązaniach różnych firm.

–  Rozwiązania typu multicloud to kierunek, jaki warto obrać, chcąc zapewnić maksymalne bezpieczeństwo swoim danym i systemom w chmurze. Jest to idealne rozwiązanie dla graczy o zasięgu międzynarodowym, międzykontynentalnym lub globalnym. Korzystanie z usług kilku dostawców chmurowych wpływa pozytywnie na bezpieczeństwo biznesowe. Z kolei w sytuacji krytycznej, jedna chmura może błyskawicznie przejąć obowiązki innej, zapewniając tym samym ciągłość operacyjną – wyjaśnia Maciej Kuźniar, COO w Oktawave.

Chmura hybrydowa

Co trzecie z badanych przedsiębiorstw (29 proc.) przedsiębiorstw wybiera model hybrydowy łączący zalety rozwiązań wdrażanych on-premise oraz w publicznej chmurze obliczeniowej. Najczęściej korzystają z niego najmniejsze firmy (36 proc.). Zakłada on dostarczanie systemów i aplikacji z własnych serwerowni (on-premise) i publicznej chmury obliczeniowej w zależności od tego, które rozwiązanie wydaje się w danej chwili korzystniejsze z perspektywy uwarunkowań biznesowych, technologicznych i prawnych.

Chmura hybrydowa to dzisiaj naturalny wybór dla przedsiębiorstw, które operują zróżnicowanymi zasobami danych. Mając moc możliwości, nie trzeba od razu wszystkich krytycznych danych biznesowych umieszczać w jednej określonej chmurze. Można swoje dane podzielić i wypróbować na nich kilka różnych rozwiązań. Warto też inwestować w platformy i dostawców, którzy wesprą i ujednolicą zarządzenie takim wielochmurowym środowiskiem – podkreśla Stanisław Bochnak, Senior Business Solutions Strategist w VMware.

Przedsiębiorstwa chcą dziś powiększać swoje zasoby za pomocą infrastruktury chmury publicznej, nie porzucając przy tym dotychczasowych inwestycji w środowiska lokalne. Model chmury hybrydowej pozwala organizacjom IT bezproblemowo rozszerzać obciążenia lokalne na środowiska zewnętrzne, a tym samym w pełni wykorzystać elastyczność i wysoką skalowalność chmur publicznych – podsumowuje Adam Wojtkowski, Dyrektor Generalny na region Europy Środkowo-Wschodniej w Red Hat.

Dostawcy z chmur

Decyzje o wykorzystaniu rozwiązań chmurowych najczęściej kierowane są wewnętrzną polityką przedsiębiorstwa (35 proc.), podczas gdy odpowiednio 29 i 23 proc. ankietowanych firm zdecydowało o wyborze dostawcy na podstawie oferowanego wsparcia merytorycznego i technicznego w zakresie migracji oraz utrzymania infrastruktury IT. Z perspektywy firm działających na rodzimym rynku do ważnych kryteriów oceny usługi chmurowej należą lokalizacja centrów danych na terenie Polski (14 proc.) oraz możliwość kontaktu z dostawcą w języku polskim (12 proc.).

Co czwarte badane przedsiębiorstwo zdecydowało o wyborze dostawcy chmury publicznej, ponieważ oferował on wsparcie merytoryczne i technicznego na poziomie migracji i/lub utrzymania infrastruktury IT w chmurze.

Wykorzystanie przewag chmury

Które elementy chmury obliczeniowej firmy najczęściej wykorzystują? Są to aplikacje, jako usługi (61 proc.), do backup i archiwizacja danych (46 proc.) oraz instancje obliczeniowe (40 proc.). W wielu scenariuszach chmura w funkcji zapasowego centrum danych staje się krytycznym czynnikiem planu odzyskiwania po katastrofie (tzw. disaster-recovery) – co trzecia średnia lub duża firma wykorzystuje ją w tym celu. Z kolei małe firmy (52 proc.) chętniej korzystają z klasycznych instancji obliczeniowych niż średnie (42 proc.) i duże (40 proc.).

Obserwując rynek chmurowy przewiduję, że będziemy mieli tutaj podobną sytuację, jak w bankowości. Tam, dzięki wykorzystaniu innowacyjnych rozwiązań i przeskoczeniu kilku etapów rozwoju rynku, przeszliśmy błyskawicznie z poziomu 1.0 do 4.0. i jesteśmy jednym z europejskich liderów. Dokładnie tak samo możemy zrobić w przypadku korzystania z rozwiązań chmurowych. Ułatwiamy to zadanie, udostępniając zarówno własną certyfikowaną infrastrukturę, zlokalizowaną w Polsce, jak i rozwiązania globalne. Udzielamy też pełnego wsparcia na każdym etapie migracji do chmury i bierzemy na siebie utrzymanie zmigrowanej infrastruktury – podsumowuje Michał Paschalis-Jakubowicz, CEO w Oktawave.Infografika_raport

***

O raporcie:

Badanie „Chmura publiczna w Polsce 2019. Wykorzystanie, bezpieczeństwo, plany rozwoju”, przeprowadzone przez IDG Poland w marcu i kwietniu 2019 r. w partnerstwie z firmą Oktawave, miało na celu określenie poziomu wykorzystania publicznej chmury obliczeniowej w Polsce. Do wypełnienia ankiety zaproszono 676 przedstawicieli różnej wielkości przedsiębiorstw, z których: 324 podmiotów (48 proc.) nie korzysta, ani nie planuje wdrożenia publicznej chmury obliczeniowej. Firmy te zostały wyłączone z dalszej części badania. W grupie docelowej znalazły się 352 firmy działające na polskim rynku, które korzystają lub planują skorzystać z rozwiązań chmurowych. Zostały one podzielone na trzy kategorie ze względu na wielkość: małe firmy (10-50 zatrudnionych), średnie firmy (50-250) oraz największe przedsiębiorstwa i korporacje (powyżej 250 pracowników).

Mazowsze, Wielkopolska i Dolny Śląsk – tam pracuje najwięcej Ukraińców

W województwie mazowieckim pracuje aż jedna piąta wszystkich Ukraińców w Polsce – wynika z danych ZUS za I kwartał 2019 roku[1]. Na drugim miejscu jest Wielkopolska, w której zarejestrowanych jest 11% spośród sąsiadów ze Wschodu, a podium domyka Dolny Śląsk, z wynikiem 10%. Jak wskazują eksperci Personnel Service, cudzoziemcy, którzy pracują w tych regionach uzupełniają wakaty w usługach, handlu, budownictwie, rolnictwie i przemyśle.

Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service
Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service

Ukraińcy najczęściej wybierają miasta, w których pracuje już duża liczba ich rodaków. Tworzą się w ten sposób sieci rodzinno-przyjacielskie, dzięki którym przyjeżdżający do nas nowicjusze nie czują się wyobcowani, a proces asymilacji przebiega dużo łagodniej. Warszawa, jako stolica, jest najbardziej popularna z oczywistych względów: wysokiego popytu na pracowników i zarobków, ale to nie jedyne jej zalety. Stąd jest blisko na Ukrainę. Z tego samego powodu wśród mniejszych miast wybija się Lublin. W całym województwie lubelskim jest już niemal 12 tys. Ukraińców – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service, ekspert rynku pracy.

Ukraińcy lubią Warszawę i Poznań

Z danych ZUS za IQ 2019 wynika, że w regionie Mazowsza zarejestrowanych w ZUS jest prawie 162 tys. cudzoziemców, w tym 97,7 tys. Ukraińców. To najwięcej w skali kraju. Podobnie wygląda sytuacja z Białorusinami i Wietnamczykami – największe grupy z tych państw pracują w województwie mazowieckim. Białorusinów jest aż 13,5 tys., a Wietnamczyków 6,2 tys. Obcokrajowcy zajmują tu przede wszystkim wakaty w branżach takich jak rolnictwo i ogrodnictwo, ale również handel i przemysł.

Drugie miejsce pod względem liczby wszystkich cudzoziemców zajmuje Wielkopolska, w której w ZUS zarejestrowanych jest 59,7 tys. obcokrajowców. To województwo z najniższym bezrobociem – w kwietniu wyniosło ono zaledwie 3% (GUS). Wielkopolska jest też druga pod względem liczebności Ukraińców – w ZUS zarejestrowanych jest ich 50,2 tys. Jak wskazuje raport przeprowadzony przez konsulat honorowy Ukrainy w Poznaniu, naszym sąsiadom ze Wschodu żyje się w tym mieście dobrze, a wielu z nich wysyła tu swoje dzieci do szkół. Drugą grupą pracowników zza granicy w województwie wielkopolskim są Białorusini, którzy stanowią ponad 2 tys. mieszkańców.

A we Wrocławiu język ukraiński słychać na każdym rogu

Trzecim pod względem liczebności obcokrajowców w Polsce jest Dolny Śląsk, w którym zarejestrowanych w ZUS jest aż 56,2 tys. osób zza granicy, w tym 45,7 tys. Ukraińców. To najliczniejsza mniejszość narodowa we Wrocławiu, która uzupełnia wakaty w usługach, a także w budowlance i przemyśle. Drugą grupą cudzoziemców są tutaj Białorusini. Jak wskazują najnowsze dane ZUS, w województwie dolnośląskim jest ich 1,7 tys. Pracuje tu także wielu Gruzinów i Rosjan, więcej niż w innych regionach kraju.

[1] https://psz.zus.pl/kategorie/ubezpieczeni/ubezpieczenia-emerytalne-i-rentowe

Kurs funta pod presją. Trump nie śpieszy się do porozumienia z Chinami

Wtorkowa sesja nie zmieniła ogólnego obrazu krajowego rynku walutowego. Złoty od rana lekko tracił na wartości, ale kurs EUR/PLN nadal utrzymywał okolice 4,29-4,30. Na poranne pogorszenie nastrojów rynkowych mogły wpłynąć doniesienia z frontu handlowego, po tym jak prezydent Donald Trump poinformował, że USA nie są jeszcze gotowe na podpisanie umowy z Chinami, a cła na chińskie towary mogą znacząco i szybko pójść w górę.

Na rynku mówi się, że USA i Chiny nie ponoszą dostatecznie dużych kosztów gospodarczych i w związku z tym nie mają bodźca do szybkiego zawarcia umowy handlowej. Pozostaje więc czekać na czerwcowy szczyt G20 w Japonii, podczas którego prezydenci obydwu stron konfliktu ogłosili zamiar kolejnego spotkania. Jednakże biorąc po uwagę sugestie Trumpa, że oba kraje „ogłoszą pewne rzeczy, prawdopodobnie w sierpniu, które będą bardzo dobre dla obu krajów” w zakresie handlu, to w przyszłym miesiącu rynki mogą nie poznać wielu nowych szczegółów negocjacyjnych. Ponadto na europejskich nastrojach nadal ciążyły ostatnie wypowiedzi przedstawicieli strefy euro, że KE w dniu 5 czerwca prawdopodobnie nałoży karę na Włochy, gdyż dopuściły do wzrostu długu i deficytu wbrew zasadom UE.

Wtorkowy kalendarz zawierał już więcej pozycji makro w porównaniu do poniedziałku, kiedy to świętowały Stany Zjednoczone (Dzień Pamięci) i Wielka Brytania (Wiosenne Święto Bankowe). W centrum uwagi znalazły się wskaźniki nastrojów niemieckich konsumentów GfK i koniunktury ESI dla strefy euro oraz zaufania konsumentów z USA, które były analizowane w kontekście polityki monetarnej EBC i działań amerykańskiej Rezerwy Federalnej. W Europie zobaczyliśmy słabsze nastroje konsumentów (w czerwcu spadek indeksu, do 10,1), ale pozytywnie zaskoczyła koniunktura gospodarcza, w maju, odbijając do 105,1 pkt. po 10 miesiącach spadków dzięki większemu optymizmowi w sektorze usług, a także w przemyśle i wśród konsumentów. Jedynie lekko pogorszyły się nastroje w biznesie (BCI) spadając o 0,12 pkt. w ujęciu miesięcznym do +0,3 pkt. Zaskakująco dobre dane (wskaźnik oczekiwań dotyczących produkcji wzrósł najmocniej od ponad sześciu lat i to pomimo dalszych negatywnych oczekiwań wobec zamówień eksportowych) ograniczyły spadki euro wywołane obawami o wspomniany dług Włoch i konflikt handlowy. Waluta europejska nadal jednak odczuwa presję spowalniającej gospodarki EZ. Członków EBC niepokoi niska inflacja oraz ciągły brak oczekiwanego w prognozach wzrostu aktywności gospodarki. Majowe minutes sugerowały, że nastawienie EBC może stać się jeszcze bardziej gołębie. Nadal nie wiadomo jak zakończą się amerykańsko-chińskie rozmowy handlowe, a do tego doszła jeszcze kwestia dymisji szefowej brytyjskiego rządu i rosnąca z tym groźba twardego Brexitu. Prawdopodobieństwo takiego scenariusza nasiliło zwycięstwo Partii Brexitowców nad Konserwatystami w wyborach do PE. W ocenie rynku może to być znak, że Brytyjczycy tak bardzo nie obawiają się bezumownego Brexitu, jak niektórzy członkowie parlamentu. Faworyt na stanowisko premiera B.Johnson już wcześniej sygnalizował, że jest gotowy na taki scenariusz, jeśli Bruksela odmówi powrotu do negocjacji w sprawie umowy o warunkach Brexitu.

Popołudniowe mieszane dane z USA ostatecznie przesunęły EUR/PLN w dół di blisko 1,1155. Pozytywnie zaskoczył wzrost indeksu zaufania konsumentów biorąc pod uwagę napięcia handlowe oraz niejasną przyszłość amerykańskiej gospodarki.

Wykres dnia: Funt pod presją. W sytuacji, gdy Partia Brexitowców uzyskała przewagę nad Konserwatystami w wyborach do PE wzrosło ryzyko bezumownego opuszczenia UE przez Wielką Brytanię. Poniżej kurs GBP/USD.

kurs funta do dolara wykres
Źródło: Thomson Reuters

Autor/Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Udział inwestorów zagranicznych na polskim rynku hurtowych obligacji spadł do 26%

We wtorek utrzymywała się presja na spadek rentowności obligacji skarbowych, co widać było szczególnie na dłuższym końcu krzywej. W przypadku wyceny papierów o krótszych terminach wykupu negatywny wpływ mają jeszcze wypowiedzi sugerujące podwyższone ryzyko podwyżek stóp procentowych w Polsce. W takim tonie utrzymana była m.in. wtorkowa wypowiedź K. Zubelewicza z RPP. Polskie długoterminowe papiery zyskiwały na wartości głównie dzięki pozytywnym trendom na globalnym rynku długu, wynikającym z obaw o trwałość wzrostu gospodarczego na świecie. W efekcie rentowności polskich DS1029 spadły już do 2,78%. W najbliższych latach papiery skarbowe będą wzmacniać zmiany w zakresie systemu emerytalnego. W Europie obawy potęguje jeszcze niepewna sytuacja fiskalna Włoch (widoczna w postaci rosnących rentowności obligacji tego kraju) zmuszając EBC do przerwania procesu „normalizacji” polityki pieniężnej.

W najbliższych dniach spadki rentowności obligacji powinny być kontynuowane. W przypadku papierów 2-letnich powinny się one zatrzymać w przedziale 1,60%-1,65%, natomiast w sektorze 10 lat w okolicy 2,70%. W krótkim terminie wspomniany trend wspierać będzie rosnąca awersja do ryzyka na świecie, ale też i pozytywna sytuacja na rynku pierwotnym. W tym kontekście warto pamiętać, że MF pod koniec miesiąca poda czerwcowy kalendarz aukcji. Oczekiwać można, że w przyszłym miesiącu odbyć się powinny dwie aukcje z łączną sprzedażą ok. 9 mld PLN (w dużej części na aukcji zamiany). Poza samą wartością emisji dla inwestorów ważne jest też to, że prognozowana umiarkowana podaż wynika bardziej z decyzji resortu finansów ograniczającej sprzedaż niż z samego braku popytu. Dowodem mogą być wyniki ostatnich aukcji zamiany. Popyt okazał się na nich wysoki, a mimo to MF emitowało mniej papierów niż mogło. Wynikać to mogło nie tylko z wysokiej realizacji potrzeb pożyczkowych i płynności, ale również z prognozowanej dobrej realizacji budżetu.

W najbliższych latach papiery skarbowe będą wzmacniać zmiany w zakresie systemu emerytalnego. Po 1 lipca zacznie działać system PPK. Wartość napływów począwszy od 2020 r. szacować można na ok. 12-15 mld PLN rocznie (w 2019 r. program obejmie jedynie duże firmy zatrudniające powyżej 250 pracowników). Mniej więcej połowa z tej kwoty może trafić na krajowy rynek długu, wypierając jednocześnie kapitał zagraniczny (już teraz ma on jedynie ok. 26% udziału w rynku). Dodatkowo we wtorek podano szczegóły zmian systemu OFE. Z punktu widzenia krajowego rynku długu ważne jest to, że długoterminowo duża część aktywów funduszy będzie prawdopodobnie alokowana w kierunku obligacji. Łącznie do IKE miałoby trafić ok. 130 mld PLN, jeśli 80% uprawnionych przystąpi do systemu (od tej kwoty trzeba odliczyć opłatę ok. 20 mld PLN). Jednocześnie nałożony został limit minimalnego zaangażowania w akcje (90%), który będzie mógł być obniżany o 2,5 pkt. proc. co roku. W ujęciu nominalnym dawałoby to rocznie ok. 3 mld PLN wolnych środków, które m.in. mogłyby trafić na rynek długu (w tym również na zakupy aktywów na rynkach zagranicznych). Podliczając zatem wspomniane zmiany od przyszłego roku na rynek długu trafiać może blisko 10 mld PLN nowych środków rocznie.

Wykres dnia: Udział inwestorów zagranicznych na polskim rynku hurtowych obligacji spadł do 26%.

Udział inwestorów zagranicznych na polskim rynku hurtowych obligacji
Źródło: Ministerstwo Finansów

Autor/Źródło: Mirosław Budzicki / PKO Bank Polski

8 na 10 internautów zna Rankomat. Marka wyrasta na synonim swojej kategorii

Rankomat, multiporównywarka usług, m.in. ubezpieczeniowych, jest kojarzona przez 77 proc. polskich internautów – wynika z badania przeprowadzonego przez Wavemaker, agencję obsługującą markę. Działania marketingowe Rankomatu przyniosły 60 proc. wzrost świadomości w ciągu ostatnich 6 miesięcy.

Co dziesiąty ankietowany odrzuca możliwość skorzystania z porównywarki ubezpieczeń.

Rankomat wyrósł na najbardziej rozpoznawalną markę w swoim segmencie, pokazuje zrealizowane w maju badanie Wavemaker. Rankomat kojarzy 77 proc. internautów, a więc o 60 proc. więcej niż jeszcze w listopadzie 2018 r., gdy markę znało 48 proc. badanych.

Rankomat wyróżnia się na tle innych porównywarek usług finansowych. Majowe badanie Wavemaker pokazało, że np. Cuk.pl kojarzy niemal dwukrotnie mniej, bo zaledwie 40 proc. internautów. Kolejne miejsca zajmują UbezpieczeniaOnline.pl z wynikiem 29 proc., i Comperia, którą zna co piąty respondent.

Internauci kojarzą Rankomat głównie z ubezpieczeniami komunikacyjnymi, na życie oraz nieruchomości, czyli najpopularniejszymi usługami ubezpieczeniowymi oferowanymi na rynku.

Znajomość marki oraz oferty Rankomatu jest w dużej mierze zasługą komunikacji reklamowej, którą serwis prowadzi od jesieni, we współpracy z Wavemaker, który dobiera media i świadczy serwis badawczy.  Wykorzystywała ona przede wszystkim reklamę spotową w TV, która skutecznie odsyłała widzów do świata online i na stronę rankomat.pl. W efekcie 35 proc. internautów spontanicznie wymieniało Rankomat w badaniu Wavemaker jako markę, z której reklamami zetknęło się w ostatnich trzech miesiącach.

Ponad połowa ankietowanych deklaruje, że skorzystałaby z usług porównywarki szukając ubezpieczenia, a jedna trzecia nie odrzuca takiej opcji. Zaledwie 12% osób biorących udział w badaniu nie chce korzystać z internetowych porównywarek.Czy szukając ubezpieczenia skorzystałbyś z internetowej porównywarki ubezpieczeń

Podobnie wygląda sytuacja z polecaniem takich usług. 57% ankietowanych rekomendowałoby takie usługi przyjaciołom lub rodzinie, zaś jedna trzecia dopuszcza taką możliwość. Tylko co dziesiąty respondent nie poleciłby internetowych porównywarek ubezpieczeń.Czy poleciłbyś skorzystanie z internetowej porównywarki ubezpieczeń rodzinie i znajomym

Tomasz Masajło
Tomasz Masajło

W komunikacji Rankomatu postawiliśmy na budowę marki, ale też na promocję całej kategorii porównywarek. Jak się okazało, Rankomat wyrósł na jej synonim i coraz częściej spotykamy się w sieci z opiniami na temat „tych rankomatów, tak jak np. ”adidasami” często nazywa się obuwie sportowe – komentuje Tomasz Masajło, Prezes Zarządu Rankomat. – Pozytywnym dla całej branży trendem jest coraz większa skłonność konsumentów do korzystania z tego typu usług. Ponad połowa użytkowników poszukujących w sieci oferty ubezpieczeniowej twierdzi, że skorzystałaby z porównania, jakie umożliwiają serwisy takie jak rankomat.pl – dodaje.

Savills: Kamil Szymański nowym dyrektorem działu powierzchni magazynowych i przemysłowych

Kamil Szymański awansował na stanowisko dyrektora działu powierzchni magazynowych i przemysłowych w firmie doradczej Savills. W najbliższym czasie planowana jest dalsza rozbudowa struktur zespołu, w ramach której w ostatnim czasie do działu dołączyła już Aneta Kaszowicz-Pająk.

Tomasz Buras, dyrektor zarządzający oraz dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego Savills
Tomasz Buras, dyrektor zarządzający oraz dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego Savills

„Rynek magazynowy niezmiennie pozostaje jednym z kluczowych obszarów biznesowych, w których Savills chce się rozwijać jako firma. Kamil dołączył do nas jako jeden z pierwszych pracowników w momencie, w którym dwa i pół roku temu rozpoczęliśmy świadczenie usług w tym sektorze, i od początku aktywnie budował rozpoznawalność marki Savills na nowym rynku. Jestem przekonany, że w wyniku planowanych przez nas wzmocnień i kontynuowania strategii rozwoju działu będzie on z sukcesami realizować się w nowej roli” – mówi Tomasz Buras, CEO Savills w Polsce.

Kamil Szymański pierwsze kroki w branży TSL stawiał 15 lat temu w firmie DHL. Następnie swoją wiedzę z zakresu logistyki zgłębiał w TNT, odpowiadając za współpracę z kluczowymi klientami firmy. Przed dołączeniem do Savills pełnił rolę menadżera ds. rozwoju biznesu w dziale powierzchni magazynowych w JLL. Od listopada 2016 r. jako Associate Director w Savills obsługiwał transakcje najmu, skupiając się głównie na współpracy z klientami z branży logistycznej. Obejmując stanowisko dyrektora zespołu powierzchni magazynowych i przemysłowych od maja 2019 r. odpowiada za strategię rozwoju działu, nadzór nad jego bieżącą pracą na terenie całej Polski, relacje z kluczowymi klientami, pozyskiwanie nowych projektów i rozbudowę oferty. W trakcie swojej kariery z sukcesem doradzał wielu prestiżowym klientom, w tym największym dostawcom usług logistycznych w Polsce, m.in. DSV Solutions, DB Schenker, No Limit, ID Logistics, ND Logistics.

Kamil Szymański, dyrektor działu powierzchni magazynowych i przemysłowych w Savills
Kamil Szymański, dyrektor działu powierzchni magazynowych i przemysłowych w Savills

„Chcę kontynuować drogę, którą obraliśmy, kiedy postanowiliśmy budować nową linię biznesową w Savills, która dedykowana jest nieruchomościom magazynowym i przemysłowym. Zamierzam jeszcze mocniej czerpać z możliwości, jakie dają nam nasze międzynarodowe struktury i silna pozycja na wielu kluczowych rynkach zagranicznych. W najbliższym czasie będziemy skupiać się na jeszcze dynamiczniejszym rozwoju, ale jedna rzecz na pewno się nie zmieni – zachowamy naszą energię i entuzjazm, a zarazem skuteczność, które wyróżniają nas na rynku” – mówi Kamil Szymański, dyrektor działu powierzchni magazynowych i przemysłowych w Savills.

Dział powierzchni magazynowych i przemysłowych w Savills
Dział powierzchni magazynowych i przemysłowych w Savills

W tej chwili dział powierzchni magazynowych i przemysłowych w Savills liczy sześć osób, z czego równo połowę stanowią kobiety. Obecnie trwa proces rekrutacyjny w celu wzmocnienia pozycji firmy w kluczowych regionach magazynowych w kraju. Obsługę klientów zainteresowanych zlokalizowaniem swojego zaplecza logistycznego w obszarze Polski Centralnej od niedawna wspiera Aneta Kaszowicz-Pająk.

Aneta dołączyła do Savills jako konsultant w dziale powierzchni magazynowych i przemysłowych. Odpowiada za region Polski Centralnej doradzając najemcom w procesie poszukiwania nowych lokalizacji, a także renegocjacji obecnych umów najmu. Wcześniej przez ponad cztery lata pracowała na rynku usług doradczych dla branży nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych, ponad osiem lat po stronie operatora logistycznego w CAT Group oraz przez cztery lata w Frans Maas (obecnie DSV). Jest absolwentką Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej oraz ukończyła studia podyplomowe z zakresu zarządzania nieruchomościami na Politechnice Warszawskiej.

Wojciech Kostrzewa nowym prezesem Polskiej Rady Biznesu

28 maja Polska Rada Biznesu, organizacja właścicieli i prezesów największych firm działających w Polsce, wybrała nowe władze na dwuletnią kadencję. Prezesem zarządu został Wojciech Kostrzewa, przedsiębiorca i menedżer z blisko trzydziestoletnim doświadczeniem w zarządzaniu firmami z sektora finansowego i medialnego.

Wojciech Kostrzewa zastąpił na fotelu prezesa PRB Jacka Szwajcowskiego, który pełnił tę funkcję przez ostatnie cztery lata. Wojciech Kostrzewa był dotychczas wiceprezesem Polskiej Rady Biznesu, a także przewodniczącym kapituły trzech ostatnich edycji Nagrody PRB. Od 2007 r. zasiada również we władzach Konfederacji Lewiatan.

Wojciech Kostrzewa
Wojciech Kostrzewa

Nowy prezes PRB jest m.in. prezesem Grupy Billon, polsko-brytyjskiej firmy technologicznej oferującej rozwiązania dla przedsiębiorstw oraz system natychmiastowych płatności oparty na technologii blockchain. Wojciech Kostrzewa zasiada też w radzie dyrektorów szwajcarskiej spółki giełdowej Stadler Rail, jest członkiem rad nadzorczych spółek z grupy Ergo Hestia, właścicielem i przewodniczącym rady nadzorczej Wydawnictwa Pascal oraz inwestorem i chairmanem Quedex Bitcoin Derivatives Exchange. Jest absolwentem wydziału ekonomicznego Uniwersytetu w Kilonii. Swoją karierę zawodową rozpoczął jako asystent i pracownik naukowy Institute for World Economy w Kilonii. Od 1989 r. był doradcą Ministra Finansów, prof. Leszka Balcerowicza. W latach 1990–2004 był kolejno prezesem Polskiego Banku Rozwoju i BRE Banku (dziś mBank), kierował też działalnością Commerzbanku w Europie Środkowej i Wschodniej jako członek zarządu regionalnego. W latach 2005–2018 był m.in. prezesem grupy ITI oraz wieloletnim przewodniczącym rady nadzorczej TVN S.A.  Z Polską Radą Biznesu jest związany od 25 lat.

– Objęcie funkcji prezesa organizacji, do której należę od dwudziestu pięciu lat, to dla mnie szczególny moment i wielki zaszczyt. Chciałbym przede wszystkim podziękować kolegom i koleżankom z Polskiej Rady Biznesu za zaufanie i zapewnić, że będę nadal godnie reprezentować naszą organizację – mówi Wojciech Kostrzewa. – Mój program na najbliższe lata nie zakłada rewolucji. Będziemy dalej działać na rzecz polskich przedsiębiorców i rozwoju gospodarczego, monitorować warunki funkcjonowania biznesu w Polsce i angażować się w inicjatywy obywatelskie – deklaruje nowy prezes Polskiej Rady Biznesu.

W nowym zarządzie Polskiej Rady Biznesu obok Wojciecha Kostrzewy znaleźli się Małgorzata Adamkiewicz, Teresa Mokrysz oraz Zbigniew Jakubas, Jacek Olechowski, Marian Owerko i Marek Żołędziowski.

Polska Rada Biznesu to organizacja zrzeszająca właścicieli i kluczowych menedżerów największych polskich przedsiębiorstw oraz firm międzynarodowych działających w Polsce. Członkowie PRB reprezentują̨ większość sektorów gospodarki. Misją organizacji jest działanie na rzecz rozwoju polskiej przedsiębiorczości.

Trei Real Estate kupuje grunty pod budowę Vendo Parków w Kutnie i Kobyłce

Trei Real Estate GmbH (Trei), zakupił właśnie kolejne działki pod budowę parków handlowych. W polskim portfolio dewelopera znajduje się aktualnie 11 nieruchomości handlowych, które Trei buduje pod wspólną marką Vendo Park, a w ciągu najbliższych kilku miesięcy liczba ta zwiększy się do 16 obiektów. Park handlowy w Kobyłce (woj. mazowieckie) ma być gotowy pod koniec tego roku, natomiast inwestycja w Kutnie (woj. łódzkie) jest planowana na 2020 rok.

Trei Real Estate kupuje grunty pod budowę Vendo Parków w Kutnie i KobyłceTeren, który zakupił Trei w Kutnie znajduje się przy ul. Oporowskiej. Na działce liczącej  prawie 28 000 mkw. powstanie Vendo Park, który zaoferuje ok. 5 200 mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej dla 8 sklepów. Komercjalizacja obiektu jest w toku. Vendo Park, którego budowa rozpocznie się na początku przyszłego roku, ma być gotowy w ostatnim kwartale 2020. W sąsiedztwie inwestycji znajduje się supermarket Carrefour, natomiast park handlowy będzie dodatkowo uzupełniony o ofertę gastronomiczną.

Vendo Park powstanie również w podwarszawskiej Kobyłce, gdzie Trei zakupił działkę o powierzchni prawie 8 500 mkw. Inwestor posiada już pozwolenie na budowę parku handlowego i uruchomił postępowanie przetargowe, w którym wyłoni generalnego wykonawcę nieruchomości. Vendo Park przy ul. Napoleona dostarczy na lokalny rynek ok. 3 200 mkw. powierzchni najmu, na której docelowo ma powstać 6 sklepów. Proces komercjalizacji właśnie się rozpoczął.

Jacek Wesołowski, Prezes Trei Real Estate Poland
Jacek Wesołowski, prezes Trei Real Estate Poland

Planujemy długofalowy rozwój w Polsce, a jednym z filarów naszej działalności są inwestycje w nowoczesne i funkcjonalne nieruchomości handlowe. Sieć Vendo Parków, którą sukcesywnie rozwijamy również w innych krajach Europy, idealnie wypełnia białe plamy na handlowej mapie Polski. Wybierając kolejne lokalizacje, skupiamy się głównie na mniejszych miejscowościach, ponieważ to właśnie w nich brakuje centrów zakupowych. Jak wynika z opublikowanego przez nas i CBRE raportu, na koniec I kw. 2019 r. zasoby parków handlowych w Polsce wyniosły 1,52 mln mkw., a perspektywy rozwoju tego segmentu rynku są bardzo obiecujące. Aktualnie popyt na mniejsze formaty handlowe przewyższa podaż, co potwierdza chociażby fakt szybkiej komercjalizacji naszych parków handlowych. Zazwyczaj już na wczesnym etapie budowy Vendo Parki są w całości wynajęte, a coraz częściej najemcy zgłaszają się do nas w fazie planowania danej inwestycji. – Jacek Wesołowski, Dyrektor Zarządzający Trei Real Estate Poland

Trei wybudował już w Polsce 11 Vendo Parków. Aktualnie deweloper realizuje inwestycje zlokalizowane w Pułtusku, Ostrołęce i Łasku oraz planuje kolejne parki handlowe. Firma sukcesywnie skupuje grunty pod przyszłe projekty, obecnie ma zabezpieczonych 11 działek pod budowę nieruchomości handlowych (Władysławowo, Sierpc, Częstochowa, Zielonka, Jawor, Solec Kujawski, Płock, Kraków, Inowrocław, Piekary Śląskie, Warszawa).

Vendo Parki to parterowe parki handlowo – usługowe wyposażone w parkingi, zlokalizowane w miejscach, do których można w łatwy sposób dojechać.  Zazwyczaj są budowane w bliskim sąsiedztwie dużego dyskontu, np. inwestycja w Kobyłce powstaje tuż obok supermarketu Lidl. Często określane jako obiekty typu convenience, ponieważ projektowane są w taki sposób, by zapewnić ich klientom maksymalną wygodę w codziennych, szybkich zakupach. W grupie stałych najemców parków handlowych Trei znajdują się m.in. Pepco, Hebe, Rossmann, Martes Sport, Action, CCC, Jysk, Media Expert, Neonet i Tedi. Coraz częściej do mniejszych formatów handlowych wchodzą również znane sieci odzieżowe jak np. pochodząca z Polski grupa LPP (właściciel Reserved, Mohito, Sinsay, Cropp i House), która otworzyła swoje sklepy w Vendo Parku w Nysie, czy obecna w Vendo Parku w Chodzieży sieć Top Secret.

Trei Real Estate jest nie tylko inwestorem, ale również zarządcą sieci Vendo Parków. Aktualnie w portfolio dewelopera, wchodzącego w skład niemieckiej grupy Tengelmann, znajduje się 20 parków handlowych zlokalizowanych w Europie. W Polsce pierwszy Vendo Park został otwarty w 2013 r. w Nysie. Od tego czasu spółka konsekwentnie realizuje strategię rozwoju, zwłaszcza w mniejszych miastach. Dziś centra zakupowe Trei zlokalizowane są w Chełmie, Milanówku, Mińsku Mazowieckim, Skierniewicach, Łodzi, Świdnicy, Dąbrowie Górniczej, Chodzieży i Bytowie. Oprócz realizacji przedsięwzięć związanych z obiektami handlowymi spółka Trei Real Estate Poland zarządza ponad 100 nieruchomościami komercyjnymi, w których znajdują się sklepy spożywcze sieci Biedronka, w tym dwoma zlokalizowanymi w Kutnie.

SEGRO Deweloperem Roku w kategorii centra magazynowe w konkursie Diamenty Inwestycji

Magdalena Szulc, Dyrektor SEGRO na Europę Centralną
Magdalena Szulc, Dyrektor SEGRO na Europę Centralną

Gala Diamenty Inwestycji odbyła się we wtorek 28 maja w hotelu The Westin w Warszawie. Nagrodę w imieniu SEGRO odebrała Magdalena Szulc, Dyrektor SEGRO na Europę Centralną. – SEGRO jest obecne na Polskim rynku już 14 lat. Wyróżnia nas nie tylko wieloletnie doświadczenie, ale także silny zespół oraz dbałość o wysoką jakość wszystkich realizowanych przez nas projektów, zarówno deweloperskich, jak i związanych z adaptacją istniejących powierzchni. Wierzymy, że nasz perfekcjonizm jest kluczem do sukcesu, którego ukoronowaniem jest przede wszystkim zaufanie naszych klientów, którzy rozwijają się w ramach parków logistycznych SEGRO. Cieszymy się, że również rynek docenia naszą pracę, czego dowodem jest tytuł Dewelopera Roku w konkursie Diamenty Inwestycji – mówi Magdalena Szulc, Dyrektor SEGRO na Europę Centralną.

Tegoroczne Diamenty Inwestycji uhonorowały przedsiębiorców oraz firmy, które w sposób szczególny przyczyniły się do rozwoju polskiej gospodarki i dokonały istotnych inwestycji w kraju i za granicą. Wyróżnione zostały również podmioty, które promowały samą ideę inwestowania w Polsce oraz rozwoju sektora real estate. Decyzję podjęło grono przedstawicieli kluczowych spółek z sektora rynków inwestycyjnych i nieruchomości oraz ze świata nauki zrzeszone w kapitule konkursu Diamenty Inwestycji. W tegorocznej edycji nagród kategoria Deweloper Roku została podzielona na trzy podkategorie: powierzchnia biurowa, powierzchnia handlowa oraz centra magazynowe, a jej celem było uhonorowanie firm, które realizują inwestycje o najwyższej jakości oraz mające znaczący wpływ na rozwój sektora nieruchomości.

WeWork w Hotelu Europejskim

WeWork – globalna sieć zapewniająca elastyczną przestrzeń do pracy otwiera swoją trzecią lokalizację w Warszawie. Nowe miejsce to Hotel Europejski, warszawska perła architektury.  WeWork działa już w 26 krajach i łączy w sumie 466 000 członków społeczności na całym świecie.

Warszawski Sukces

Globalna firma WeWork, zrzeszająca społeczność przedsiębiorców działa w Polsce od grudnia 2018 r. Dwie dotychczasowe lokalizacje przy ul. Kruczej i Grzybowskiej 62 cieszą się dużą popularnością zarówno wśród dużych korporacji, jak i rozpoczynających przygodę w biznesie młodych właścicieli start-upów. Z ostatnich badań wynika, że aż 40 proc. członków WeWork to przedsiębiorcy, którzy zatrudniają ponad 1000 osób. Jednym z nich jest na przykład PayU, które wybrało przestrzeń przy Kruczej 50 – pracuje tu 80 osób. Młodzi przedsiębiorcy i freelancerzy również postawili na WeWork. Firma ma program dla początkujących start-upów WeWork Labs, w którym miejsce znalazło aż 50 przedsiębiorców na wczesnym etapie rozwoju. Program zapewnia pełne wsparcie we wszystkich obszarach – kursy, wykłady i sesje jeden-na-jeden. Uczestniczące w programie start-upy mają szansę „nauczenia się” biznesu i prowadzenia firmy od podstaw – wsparcie obejmuje zakres od księgowości i marketingu, po zatrudnianie pracowników i pozyskiwanie inwestorów.

Nowoczesny ekosystem w Hotelu Europejskim

WeWork to nowoczesny ekosystem, gdzie praca to nie tylko osiem godzin przed komputerem, ale też networking i wymiana doświadczeń. Przestrzeń sprzyja nowym kontaktom, na co dzień w obu lokalizacjach czuć puls zawodowego życia stolicy. Teraz będzie można do niego dołączyć w trzeciej lokalizacji – Hotelu Europejskim. To prestiżowe miejsce, które jest perłą na architektonicznej mapie Warszawy, nie zostało wybrane przypadkowo. Europejski, który od 160 lat jest dumą mieszkańców stolicy, usytuowany jest w samym sercu Salonu Warszawy – przy odrestaurowanym Trakcie Królewskim i Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego. W Europejskim miejsce do twórczej pracy znalazły pracownie architektoniczne i młodzi wzięci projektanci.

Mikhail Konoplev, dyrektor generalny WeWork na Europę Środkową i Wschodnią
Mikhail Konoplev, dyrektor generalny WeWork na Europę Środkową i Wschodnią

To ekscytujący dzień dla WeWork w Warszawie. Nie tylko otwieramy nową lokalizację i witamy kolejne 800 członków naszej społeczności, ale udowadniamy, że jesteśmy naprawdę zaangażowani w szybki rozwój stolicy. Hotel Europejski jest jednym z najważniejszych budynków w Warszawie. Jestem pewien, że stworzy ogromne możliwości zarówno dla naszej społeczności, jak i okolicy – mówi Mikhail Konoplev, Managing Director CEE.

WeWork w Europie Środkowo-Wschodniej to społeczność, który liczy 100 000 małych i dużych przedsiębiorców.

Koncentrujemy się na wspieraniu naszych firm członkowskich i zapewnianiu im najlepszej przestrzeni, usług i narzędzi, dzięki którym ich praca będzie efektywna. Przestrzeń w ekskluzywnym Hotelu Europejskim będzie domem dla wielu firm – od małych start-upów po większe przedsiębiorstwa, z których 40 proc. stanowi nasza globalna społeczność. Z niecierpliwością czekam na przyjęcie ich do nowej lokalizacji i do naszej społeczności ponad 100 000 członków w regionie EMEA tłumaczy Mikhail Konoplev.

5000 członków społeczności WeWork

Po otwarciu wszystkich lokalizacji w Warszawie, polski oddział WeWork będzie liczył  5000 członków społeczności.

W tym roku WeWork nawiązał współpracę z HR & A Advisor, wiodącą w branży firmą z branży rozwoju gospodarczego i badań nad polityką. Wspólnym celem jest stworzenie Globalnego Raportu Wpływu – ma on szczegółowo przedstawić wpływ obecności WeWork na ludzi i firmy, dzielnice i miasta na całym świecie. Pierwsze ustalenia to:

  • 73 proc. członków społeczności WeWork na świecie bierze aktywny udział w budowaniu innowacyjnej gospodarki i nowych technologii.
  • WeWork to miejsce, w którym promowany jest ekologiczny styl życia – 76 proc. pracowników korzysta z transportu publicznego lub roweru, a 1 na 10 osób przenosi się blisko siedziby głównej.
  • W skali globalnej czteroosobowa firma może zaoszczędzić średnio 24 000 USD (lub 35 proc.) rocznie w stosunku do tradycyjnych opcji nieruchomości komercyjnych.
  • Ponad jedna trzecia Global Fortune 500 to członkowie WeWork
  • 45 proc. członków korporacji na całym świecie twierdzi, że WeWork pomógł im wejść na nowe rynki.

83 proc. członków korporacji wybrało WeWork na swoją lokalizację.

Międzynarodowy gracz Aurec Home rozszerza działalność na polskim rynku mieszkaniowym

Obecny na polskim rynku nieruchomości od 9 lat międzynarodowy deweloper intensyfikuje swoją działalność. Działając pod nową marką Aurec Home jest zainteresowany realizacją projektów mieszkaniowych we wszystkich segmentach cenowych. Ma ambicje by stać się znaczącym graczem w największych miastach łącząc wysoką jakość z przystępną ceną.

Aurec Home jest częścią międzynarodowej grupy Aurec Capital, która oprócz działalności w branży private equity i venture capital, ma na swoim koncie inwestycje deweloperskie w Niemczech, Polsce, USA, Izraelu, Australii oraz na Węgrzech. Przewodniczy jej – jako prezes i współwłaściciel – Shraga Weisman, znany i ceniony manager z 25‑letnim międzynarodowym doświadczeniem w branży deweloperskiej, w tym na rynku polskim (tutaj znany w szczególności jako prezes Ronson Development w latach 2008‑2017).

Shraga Weisman, prezes i współwłaściciel Aurec Home
Shraga Weisman, prezes i współwłaściciel Aurec Home

Nasz zespół wraz z partnerami od ośmiu lat realizuje inwestycje w prestiżowych dzielnicach Warszawy. Znamy lokalne realia i uważnie śledzimy zmiany ekonomiczne. Widząc potencjał polskiego rynku mieszkaniowego, jako Aurec Home zamierzamy zintensyfikować swoją obecność na nim. Nasza uwaga skupi się na największych miastach, w tym w szczególności Warszawie i Poznaniu – mówi Shraga Weisman, prezes i współwłaściciel Aurec Home.

– Nowa marka będzie łączyć niezawodność i wysoką jakość z przystępną ceną. Chcemy by jej wizytówką były inteligentne technologie i nowoczesne rozwiązania ekologiczne. Planujemy projekty mieszkaniowe we wszystkich segmentach cenowych. Jesteśmy także zainteresowani realizacją projektów komplementarnych, takich jak budowa domów studenckich. Pragnąc sprostać zróżnicowanym potrzebom klientów, wprowadzimy również m.in. mieszkania bez barier przystosowane dla osób starszych – dodaje Shraga Weisman.

Leasing napędza branżę tworzyw sztucznych

Ograniczenie negatywnego wpływu na środowisko, sprostanie rosnącemu popytowi oraz wzrost konkurencji na rynku – to najważniejsze wyzwania jakie czekają przemysł tworzyw sztucznych w nadchodzących latach. Jak w takiej sytuacji najlepiej sfinansować inwestycje, by móc utrzymać wysokie tempo rozwoju sektora, które wynosi ponad 8 proc. rocznie – wyjaśnia Anita Grygorowicz z Siemens Financial Services.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, średnia stopa wzrostu rocznego branży tworzyw sztucznych w ostatnich 10 latach wyniosła 8,4 proc. i była o 60 proc. wyższa od stopy wzrostu całego przetwórstwa przemysłowego i ponad dwukrotnie wyższa od średniego rocznego wzrostu PKB. Chęć utrzymania wysokiego tempa rozwoju wymusza na firmach stałe podnoszenie efektywności, między innymi poprzez uruchamianie nowych linii produkcyjnych. Według raportu Siemens Financial Services dzięki cyfryzacji produkcji przedsiębiorstwa z tej branży mogą zyskać nawet 4,1 mld złotych do 2025 r. Taki kierunek zmian jest zgodny z ideą Przemysłu 4.0 (tzw. czwartej rewolucji przemysłowej), która bazuje na cyfrowych rozwiązaniach i dąży do integracji nowoczesnych systemów i maszyn w celu poprawy produktywności przedsiębiorstwa. Czy przedsiębiorcy zdołają utrzymać wysokie tempo wzrostu mimo wyzwań, z jakimi zmierzą się w nowym roku? Jak branża tworzyw sztucznych może sfinansować potrzebne inwestycje? Na te pytania odpowiada Anita Grygorowicz, Szef Zespołu Vendorskiego w Siemens Financial Services.

Kolejne lata pod znakiem wyzwań

Jednym z najważniejszych wyzwań przed jakimi stoi branża tworzyw sztucznych jest ograniczenie jej negatywnego wpływu na środowisko. Obecnie mniej niż 30 proc. odpadów podlega recyklingowi. Firmy zrzeszone w organizacji branżowej PlasticEurope dobrowolnie zobowiązały się, by do 2030 roku poziom recyklingu odpadów opakowaniowych osiągnął co najmniej 60 proc., a do 2040 r. – 100 proc. Te cele są zgodne z europejską Strategią dla Tworzyw w Gospodarce o Obiegu Zamkniętym, ale – co warto zauważyć – bardziej ambitne: zgodnie z przyjętym przez UE w maju 2018 r. tzw. pakietem odpadowym, poziom recyklingu do 2030 r. ma wynieść 55 proc.

– Aby utrzymać zyski i jednocześnie wypełnić zobowiązania, firmy będą musiały przeprowadzić odpowiednie inwestycje. Jest to tym bardziej istotne, że do 2030 r. nie tylko poziom recyklingu ma się zwiększyć, ale według dyrektywy UE również wszystkie opakowania z tworzyw sztucznych na rynku unijnym mają się nadawać do recyklingu. Wymaga to wdrożenia odpowiednich zmian w procesie produkcji – mówi Anita Grygorowicz. Według eksperta budżety firm z branży tworzyw sztucznych mogą odczuć również europejską dyrektywę w zakresie plastikowych produktów jednorazowego użytku (tzw. single-use plastic), zgodnie z którą od 2021 r. produkcja niektórych wyrobów z plastiku, takich jak słomki lub patyczki do mieszania napojów, będzie niedozwolona. – Nowe regulacje unijne zobligują do rozpoczęcia lub poszerzenia produkcji z tworzyw biodegradowalnych, co także wiąże się z koniecznością przeprowadzenia kolejnych inwestycji – dodaje ekspert Siemens Financial Services.

Pomimo ustawowych ograniczeń, rynkowe prognozy są optymistyczne – w najbliższych latach popyt na tworzywa sztuczne ma nadal rosnąć. Zmiany w zamówieniach związane z nowymi przepisami będą szczególnie widoczne w sektorze opakowań – który stanowi obecnie ponad 30 proc. całej branży tworzyw sztucznych – oraz motoryzacyjnym (10 proc.). Problem z zaspokojeniem popytu jest odczuwalny już teraz – w 2017 r. zanotowano ujemny bilans handlu zagranicznego w wysokości ponad 2 milionów ton materiałów. I to pomimo tego, że branża bardzo dużo inwestuje w produkcję – w 2017 r. wartość wdrożeń nowych metod produkcyjnych wyniosła ponad 4 mld zł, co stanowi wzrost w stosunku do poprzedniego roku o 7,2 proc.

– Tworzywa sztuczne są coraz bardziej zaawansowane technologicznie, a ich produkcję można modyfikować tak, by uzyskać materiały o pożądanych parametrach. Wachlarz ich zastosowań stale się zwiększa, a wraz z nim rośnie zapotrzebowanie – mówi Anita Grygorowicz.

W najbliższych latach przeszkodą w realizacji nowych zamówień będą również czynniki, które dotykają wszystkich branż w Polsce, to jest brak dostępu do wykwalifikowanej kadry oraz rosnąca konkurencja spowodowana globalizacją. Jak wynika z badania „Unlocking digital transformation: the finance factor” przygotowanego przez Siemens Financial Services, w wyniku rozwoju nowoczesnych form komunikacji, e-commerce, logistyki, przejrzystości i dostępu do globalnego rynku, nawet małe i średnie przedsiębiorstwa mogą z powodzeniem sprzedawać swoje towary klientom z całego świata. – To może znacząco wpłynąć na rynek tworzyw sztucznych w Polsce, gdyż ponad 70 proc. firm działających w tym sektorze stanowią małe i średnie przedsiębiorstwa – mówi Anita Grygorowicz.

Aby sprostać tym wyzwaniom konieczne są inwestycje, które przestawią linie produkcyjne na bardziej ekologiczne, zwiększą efektywność produkcji oraz poprawią konkurencyjność przedsiębiorstw. – Warto zwrócić uwagę na wybór takiej metody finansowania inwestycji, która pozwoli efektywnie rozłożyć płatność. Firma nie może zostać pozbawiona kapitału, który mógłby być wykorzystany na inwestycje związane z recyklingiem – mówi Anita Grygorowicz.

Leasing – bez formalności i wkładu własnego

W jaki sposób firmy z branży tworzyw sztucznych mogą sfinansować niezbędne inwestycje? – Coraz częściej przy zakupie maszyn i urządzeń do produkcji tworzyw sztucznych wybierany jest leasing – w 2018 r. wartość tego typu umów wzrosła o ponad 18 proc. rok do roku i osiągnęła wartość ponad 1 mld zł (dane Związku Polskiego Leasingu) – mówi Anita Grygorowicz z Siemens Financial Services.

– Firmy z branży tworzyw sztucznych najczęściej decydują się na leasing operacyjny, który polega na użyczeniu przedmiotu w zamian za comiesięczną ratę leasingową i daje możliwość wykupu maszyny po zakończeniu umowy. Taka formuła nie tylko daje przedsiębiorcy możliwość korzystania z najnowocześniejszych urządzeń i maszyn bez angażowania własnych środków, ale także pozwala na optymalizację podatkową dzięki możliwości wliczenia całej raty leasingowej w koszty uzyskania przychodu, a tym samym obniżenia podatku dochodowego – mówi Anita Grygorowicz z Siemens Financial Services.

Dodatkowo przy leasingu operacyjnym często nie jest wymagany wkład własny – jedyną formą zabezpieczenia, nawet przy dużych i skomplikowanych projektach, jest sama maszyna. Dzięki temu przedsiębiorca nie musi angażować środków firmy np. na zaliczkę, co jest szczególnie istotne w sytuacji, gdy dostawa urządzenia trwa kilka tygodni lub nawet miesięcy. Leasing operacyjny to bardzo elastyczne narzędzie, doskonale dopasowane do potrzeb MŚP – odpowiednio regulując wysokość opłaty wstępnej oraz wartość końcową przedmiotu leasingu, firma może dopasować wysokość miesięcznej raty do swoich możliwości.

Innym rodzajem leasingu jest leasing finansowy. W tym rodzaju finansowania przedmiot jest własnością finansującego, jednak korzystający z niego wykazuje go w swoim bilansie i amortyzuje. W przeciwieństwie do leasingu operacyjnego, leasing finansowy może zostać zawarty na krótki okres (np. tylko rok), ponieważ nie jest ograniczony stawką amortyzacji urządzenia, a własność przedmiotu po zakończeniu umowy automatycznie przechodzi na korzystającego po zapłacie ostatniej raty miesięcznej.

– Zalety leasingu (niezależnie od jego formy) to także minimum formalności i szybkość podejmowania decyzji. Aby otrzymać finansowanie wystarczy złożyć wniosek leasingowy oraz dostarczyć podstawowe dokumenty finansowe. Decyzja wstępna zostanie wydana już po kilkunastu minutach, a cała procedura, w zależności od wolumenu transakcji, zajmie od jednego do maksymalnie kilku dni – dodaje Anita Grygorowicz.

Pożyczka jako uzupełnienie funduszy UE

Modernizację linii produkcyjnej można również sfinansować do pewnego stopnia z dotacji unijnych, jednak w tym wypadku wymagany jest wkład własny, a także finansowanie pomostowe do czasu otrzymania refundacji poniesionych wydatków. Jeśli firma ma trudności ze zgromadzeniem niezbędnych środków, najlepszym narzędziem finansowym w tym przypadku będzie pożyczka. Zakupiony dzięki niej towar od razu staje się własnością firmy, co umożliwia szybkie rozliczenie dotacji.

– Leasing w tym wypadku byłby bardzo trudny do wykorzystania, ponieważ refundacji podlegają tylko zapłacone raty leasingowe, co oznaczałoby konieczność rozliczania wydatków przez cały okres leasingu – mówi Anita Grygorowicz z Siemens Financial Services.

W jaki sposób pożyczka łączy się z pozyskaniem publicznych funduszy? Dotacja unijna może zostać wypłacona dopiero po nabyciu nowego sprzętu, dlatego już na początku należy dysponować pełną kwotą na zakup. Po otrzymaniu dotacji firma zwraca pożyczkodawcy wartość przyznanych funduszy, a następnie regularnie spłaca pozostałą należną kwotę w formie rat, zgodnie z ustalonym harmonogramem.

Pożyczkę i leasing łączy wiele wspólnych zalet. W obu przypadkach najczęściej jedyną formą zabezpieczenia jest zakupiony sprzęt, a formalności konieczne do uzyskania finansowania są niewielkie. Do otrzymania pożyczki wystarczy złożyć odpowiedni wniosek, dostarczyć podstawowe dokumenty finansowe oraz projekt wniosku o dotacje. Jeżeli chodzi o sposób rozliczania podatkowego, to jest on bardzo zbliżony do leasingu finansowego. Koszty amortyzacji oraz odsetki od zaciągniętej pożyczki mogą być wliczone w koszty uzyskania przychodu.

Leasing i pożyczka – jak wybrać firmę i ofertę?

Przed podjęciem decyzji o wyborze źródła finansowania warto sprawdzić doświadczenie instytucji finansowych, które chcą nam go udzielić. Jest ono ważne między innymi ze względu na wspomnianą elastyczność leasingu. Tylko firma, która dobrze zna realia rynku i ma doświadczenie – także międzynarodowe – we współpracy z wieloma największymi dostawcami maszyn i urządzeń, będzie partnerem do rozmowy z właścicielem bądź zarządzającym firmą i jednocześnie zaproponuje rozwiązania dobrze dopasowane do konkretnych potrzeb klienta.

Do możliwości firmy powinien być również dopasowany okres finansowania. Im dłuższy czas spłaty rat, tym większa szansa na to, by nabyć najnowocześniejsze środki produkcji w korzystnej cenie. Dlatego warto szukać firm, które oferują finansowanie nawet na 10 lat oraz umożliwiają spłatę w walucie, w której osiągana jest większość przychodów. Jeżeli firma planuje bardzo dużą inwestycję – jak na przykład cała linia produkcyjna zamiast jednej maszyny – to leasingu będzie mogła udzielić tylko firma finansowa, która zgadza się na wysoki współczynnik wartości finansowania do obrotów spółki. Co to oznacza? Jeżeli firma ma np. 5 mln zł obrotów rocznie, to maksymalne finansowanie będzie równe tej kwocie, a nie – jak jest przyjęte w standardzie rynkowym – połowie, czyli 2,5 mln zł.

– Istotną kwestią jest również biegłość firmy leasingowej w realizacji zakupu przedmiotu leasingu. Każdy dostawca proponuje inne warunki płatności, często wymagając dużych zaliczek przed wyprodukowaniem maszyny. Stąd doświadczenie i elastyczność firmy leasingowej są kluczowe na finalnym etapie transakcji leasingowej. Są to elementy często pomijane przez klientów, natomiast praktyka pokazuje, że mają fundamentalne znaczenie dla sprawnej realizacji zakupu i braku opóźnień, które mogłyby generować wymierne koszty po stronie klienta – mówi Anita Grygorowicz z Siemens Financial Services.

– Również w przypadku pożyczek kryterium wyboru instytucji finansowej realizującej projekty w branży tworzyw sztucznych powinno być jej doświadczenie. Jest ono tym bardziej istotne, że klienci korzystając z dotacji unijnych realizują często dużo większe projekty, niż te, na które byłoby ich stać bez dofinansowania – dodaje ekspert.

Dotacje potrafią sięgać nawet 70 proc. ceny netto maszyny, więc firma leasingowa musi mieć procedury umożliwiające udzielanie pożyczek pomostowych do czasu spłaty z dotacji na projekty przewyższające możliwości finansowe klienta.

Nie bez znaczenia jest również sama dokumentacja niezbędna do przeprowadzenia inwestycji, która musi spełniać wyśrubowane oczekiwania instytucji przyznającej fundusze. Bez szczegółowej znajomości tych wytycznych, finansujący może narazić klienta na problemy z rozliczeniem poniesionych wydatków i tym samym na ryzyko wstrzymania wypłaty należnej dotacji.

Trendy MSP – co napędza a co hamuje sektor – raport Salesforce

W 2019 roku dla firm z sektora MSP najważniejsze jest wzbudzenie zaufania w otoczeniu rynkowym. Według przedsiębiorców, aby utrzymać konkurencyjność lub zapewnić wzrost, niezbędne są inwestycje w rozwiązania oraz technologie wspomagające działania rynkowe: sprzedaż, marketing i obsługę klienta. Nakłady na te cele w ciągu 3 lat mają wzrosnąć kilkukrotnie – tak wynika z ostatniego raportu Salesforce: „Small and Medium Business Trends”.

Małe i średnie firmy (MSP) to główna siła napędowa wzrostu gospodarczego na świecie. Do tego sektora należy ponad 90% wszystkich przedsiębiorstw, w których zatrudnienie znajduje dwie trzecie całego rynku pracy. W gospodarkach rozwiniętych MSP generują 55% PKB. Salesforce od kilku lat bada ten sektor analizując potrzeby firm, ich wyzwania, jak również czynniki mające największy wpływ na ich rozwój lub hamowanie. Najnowsze opracowanie na ten temat zawarto w raporcie „Small and Medium Business Trends”, który powstał w oparciu o badanie przeprowadzone w marcu 2019 r. na grupie ponad 2 tys. właścicieli i szefów firm z MSP z Europy, Ameryki Północnej i Azji.

Badanie sektora MSP przyniosło cztery główne wnioski:

  1. Największą wartością w sferze budowania i utrzymywania relacji z klientami, pracownikami i dostawcami jest zaufanie. Przedsiębiorstwa cieszące się zaufaniem wskazywane są jako te, które zyskały kluczową przewagę konkurencyjną.
  2. Motywacja do zakładania biznesu oraz podejście do czynników warunkujących sukces lub regres firmy zależy od wieku oraz płci managerów.
  3. Oczekiwania klientów zwłaszcza związane z personalizacją ich obsługi oraz komunikacji (jakość customer experience) wpływają na plany inwestycyjne w sektorze MSP. Firmy coraz częściej sięgają po rozwiązania wspierające procesy biznesowe na styku przedsiębiorstwa i rynku – sprzedaży, marketingu i obsługę klienta.
  4. Pojawiają się priorytety w postaci zastosowania nowoczesnych technologii, w tym sztucznej inteligencji (AI) czy rozwiązań wspierających zarządzanie relacjami z klientami (CRM), jednak sposób ich wykorzystania zależy od wielości przedsiębiorstw i stopnia ich rozwoju. Dostęp do rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji coraz częściej jest utożsamiany z uzyskaniem przez firmę przewagi konkurencyjnej.

Bez zaufania nie ma dobrego biznesu

Według szefów małych i średnich przedsiębiorstw zaufanie jest podstawą w kontaktach z klientami, dostawcami i pracownikami. Stanowi ono mocny fundament w czasach, gdy ponad połowa klientów nie wierzy, że firmy mają na względzie ich dobro (tak wykazało inne badanie Salesforce). Zaufanie to dla biznesu nie tylko imperatyw, ale także potencjalny czynnik zwiększający konkurencyjność. Dla firm zaufanie jest ważniejsze od jakiegokolwiek innego czynnika w relacjach – z klientami (90%), pracownikami (89%) i dostawcami (85%).

Demografia warunkuje sposób prowadzenia biznesu

Jak wykazało badanie, przedsiębiorcy zależnie od wieku i płci mają różne motywacje i podejście do prowadzenia biznesu. Najczęściej wymienianym powodem założenia firmy jest chęć bycia szefem (55%), elastyczny czas pracy i wyższe zarobki. Osoby z młodszego pokolenia, tzw. millenialsi (urodzeni po 1983 r.) i pokolenie Z (urodzeni między1990 a 2000) częściej niż osoby starsze chcą uciec od nieatrakcyjnego środowiska pracy (73%) oraz móc poprzez własną firmę realizować swoje pasje i zainteresowania.

Według szefów firm z sektora MSP o sukcesie najmocniej decydują czynniki miękkie, takie jak samodyscyplina, umiejętności komunikacyjne oraz zaangażowanie wywodzące się z pasji. Co ciekawe, mężczyźni za czynnik sukcesu uznają także gotowość do podejmowania ryzyka (45%), podczas gdy kobiety – innowacyjny sposób myślenia (42%).

Wśród czynników hamujących rozwój przedsiębiorstw szefowie MSP najczęściej wymieniają trudności z zatrudnieniem odpowiednich talentów (60%), brak dostępu do kapitału (59%) i wystarczającą ilości czasu (58%). Badanie pokazało, że kobietom-managerom trudniej jest uzyskać dostęp do finansowania firmy (62% kobiet wobec 57% mężczyzn), natomiast mężczyznom-managerom trudniej jest pozyskać ludzi do pracy. Innym często wskazywanym wyzwaniem jest konieczność sprostania oczekiwaniom klientów. Co najmniej połowa szefów MSP uważa, że problem ten można rozwiązać poprzez wdrożenie odpowiednich technologii.

Oczekiwania klientów dyktują plany inwestycyjne

Ponad połowa (53%) szefów MSP przyznaje, że traci na konkurencyjności zawsze, gdy obok działa firma lepiej spełniająca oczekiwania klientów. Sprawę komplikuje tu fakt, iż wiele firm ma ograniczony budżet na zakup technologii wspomagających zarządzanie relacjami z klientami. Poza tym możliwości inwestycyjne firm są silnie powiązane ze stopniem ich rozwoju. Wśród przedsiębiorstw rozwijających się najwyższym priorytetem jest wdrożenie systemu CRM, oprogramowania finansowego i usług technologicznych. Biznesy będące w stagnacji i regresie większy nacisk kładą na zakup sprzętu czy zapewnienie dobrego hostingu. Priorytety zakupowe różnią się w MSP również dlatego, że mniejsze przedsiębiorstwa nadal częściej rozbudowują swoją infrastrukturę techniczną.

Zaawansowana technologia wkracza do MSP

Firmy z sektora MSP wykorzystują do prowadzenia działalności średnio 5,2 aplikacji. Coraz częściej sięgają po rozwiązania, które do niedawna były użytkowane głównie przed duże przedsiębiorstwa (takie jak systemy CRM czy narzędzia oparte na sztucznej inteligencji). W 2019 r. niemal jedna trzecia (31%) firm uznaje systemy wspomagające zarządzanie relacjami z klientami za najwyższy priorytet zakupowy. Na drugim miejscu znalazło się oprogramowanie finansowe (31%), a na kolejnym – sprzęt (28%). W ostatnich kilku latach przybyło firm MSP wykorzystujących rozwiązania CRM: 45% ogółu przedsiębiorstw przyznaje, ze użytkuje takie systemy, lecz spośród nich prawie trzy na pięć (62%) mają te rozwiązanie od mniej niż dwóch lat.

Główne bariery w przyjęciu nowych technologii to ograniczenia budżetowe (68%), jak również trudności we wdrażaniu i szkoleniu pracowników w zakresie ich wykorzystania (59%). Technologią o największym potencjale wzrostu (aż 310%) jest sztuczna inteligencja zaszyta w rozwiązaniach i aplikacjach wspierających prowadzenie biznesu. Obecnie tylko 8% małych i średnich przedsiębiorstw uważa, że wykorzystuje narzędzia oparte na AI, natomiast aż 32% firm planuje wkrótce wdrożyć tego rodzaju technologię. Najczęściej AI wykorzystana jest do tworzenia automatycznych chatbotów, do wsparcia procesów obsługi klienta oraz do nadawania zadaniom priorytetów. W opinii przedsiębiorców w przyszłości zastosowania sztucznej inteligencji poszerzą się o generowanie szybkich, automatycznych rekomendacji dla klientów oraz o prognozowanie sprzedaży.

Priorytety zakupowe w obszarze technologii IT w MSP podlegają szybkim zmianom

Poprzednia edycja raportu „Small and Medium Business Trends” została opublikowana przed dwoma laty. Od tego czasu widać zmianę w priorytetach zakupowych firm. W poprzednim badaniu najpilniejszą potrzebą inwestycyjną były: oprogramowanie użytkowe (39%), finansowe (35% – obecnie także na drugiej pozycji) i systemy bezpieczeństwa informatycznego (34%). Rozwiązania CRM figurowały wówczas na czwartej pozycji, tymczasem obecnie są już na pierwszym miejscu.

Podsumowanie najważniejszych wniosków z raportu:

  • główną motywacją do rozpoczęcia własnego biznesu jest możliwość bycia szefem (55%) oraz elastyczny czas pracy (36%);
  • 38% firm z sektora MSP za najważniejszy czynnik do osiągnięcia sukcesu w biznesie wskazuje samodyscyplinę, umiejętności komunikacyjne (łącznie 33%) oraz pasję i wiedzę o rynku (33%);
  • najsilniejsze czynniki hamujące rozwój biznesu to trudności z zatrudnieniem właściwych, utalentowanych ludzi (60%), brak dostępu do finansowania i kapitału (59%) oraz brak czasu (58%). Dla kobiet-managerów największą przeszkodą jest utrudniony dostęp do kapitału (62%); dla mężczyzn – niedostatek odpowiednich pracowników (62%);
  • w ciągu następnych lat dużym wyzwaniem będzie utrzymywanie wzrostu (68%) oraz spełnienie oczekiwań klientów (58%), a także zatrudnianie i zatrzymywanie pracowników (55%);
  • 53% szefów małych i średnich przedsiębiorstw uznaje, iż znajduje się w niekorzystnej sytuacji konkurencyjnej w porównaniu z przedsiębiorstwami, które spełniają oczekiwania klientów;
  • priorytety zakupowe w budżetach technologicznych na 2019 rok to rozwiązania CRM (31%), oprogramowanie finansowe (31%) i zakup sprzętu IT (28%);
  • największą przeszkodą w adaptacji nowych technologii w MSP są ograniczenia budżetowe (68%);
  • chociaż obecnie tylko 8% małych i średnich przedsiębiorstw korzysta z rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, aż 32% ogółu firm planuje wdrożyć taką technologię. Potencjalnie oznacza to wzrost inwestycji w tym segmencie o 310%;
  • dla MŚP w budowaniu relacji najważniejsze jest zaufanie. Tak twierdzi 90% firm w kontekście relacji z klientami, 89% w kontekście relacji z pracownikami, a 85% w odniesieniu do relacji z dostawcami.

Dynamiczny wzrost znaczenia sztucznej inteligencji w sektorze MSP:

Przeznaczenie AI w sektorze MSP. Ile firm obecnie używa, a ile planuje używać sztucznej inteligencji (udział w ogóle firm):
  Obecnie używa: Planuje użyć w ciągu 3 lat Potencjał wzrostu w 3 lata (w proc.)
Automatyczne roboty w obszarze obsługi klienta 3% 25% 714%
Priorytetyzacja leadów 3% 27% 775%
Analityka predykcyjna dla marketingu 3% 29% 845%
Automatyczne rekomendacje dla klientów 3% 30% 892%
Prognozowanie dla sprzedaży 3% 29% 1054%
Zautomatyzowane analizy prowadzonych kampanii 2% 28% 1154%

 

O badaniu MSP: Badane firmy zatrudniały od 2 do 200 pracowników. Przedsiębiorstwa podzielono na dwie grupy: będące w stagnacji lub regresie, wykazujące wzrost przychodów mniejszy niż 1% lub ich spadek w ciągu ostatnich dwóch lat oraz firmy rosnące, wykazujące wzrost przychodów o co najmniej 1% w ciągu ostatnich dwóch lat.

Bob Dorf dołącza do Rady Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego „Ultima Ratio”

Bob Dorf- współautor światowego bestsellera „Podręcznik Startupu” dołącza do Rady Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego „Ultima Ratio”

 

Bob Dorf -współautor światowego bestsellera “Podręcznik Startupu” – szczegółowego przewodnika rozwoju biznesu zgodnego z praktykami „Customer Development” został członkiem Rady Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego „Ultima Ratio”. Rada e-sądu, złożona między innymi ze znanych prawników i osób działających na rzecz rozwoju gospodarki cyfrowej w Polsce jest organem monitorującym i wspierającym działalność Ultima Ratio. Zdaniem twórców e-arbitrażu fakt dołączenia do niej Boba Dorfa ułatwi e-sądowi bardziej dynamiczny rozwój.

Bob Dorf
Bob Dorf

Bob Dorf to profesor “Business Development” i “Business Modelling” w Columbia Business School w Nowym Jorku, prowadzi wykłady poświęcone Customer Development oraz skutecznemu budowaniu startupów. Wcześniej był przedsiębiorcą, który założył i rozwinął 7 własnych firm. Jest jednocześnie inwestorem i konsultantem wspierającym startupy. W sumie zaangażował się w ponad 24 projekty związane z rozwojem przedsiębiorstw z rożnych branż, co w efekcie przełożyło się na 7 debiutów giełdowych. W 2012 roku razem ze Stevem Blankiem opublikował „Podręcznik Startupu”, który szybko zyskał miano bestsellera.

Teraz Bob Dorf dołącza do Rady „Ultima Ratio”, Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego, który powstał dzięki wspólnej inicjatywie Stowarzyszenia Notariuszy Rzeczypospolitej Polskiej oraz spółki Causa Finita. To arbitraż dla firm, w którym sprawy są prowadzone wyłącznie przez internet. W zamyśle twórców Ultima Ratio Sąd ma odciążyć działalność sądownictwa tradycyjnego, które rocznie prowadzi około miliona spraw, w których stronami są firmy i przedsiębiorstwa. Wyrok zgodnie z regulaminem ma być wydany w ciągu 3 tygodni.

„Założyciele Ultima Ratio budują poważny i wiarygodny projekt z dziedziny elektronicznego arbitrażu stosując przy tym techniki rozwoju biznesu właściwe startupom. Stworzyli w ten sposób niesamowitą propozycję wartości dla klientów. Mowa tu o zupełnie bezstresowym rozwiązywaniu sporów w sieci w czasie zaledwie trzech tygodni – nigdzie na świecie nie spotykanym. Dlatego z przyjemnością wsparłem ten projekt swoim doświadczeniem i pomocą jako członek Rady. „komentuje Bob Dorf.

Robert Szczepanek, współtwórca Ultima RatioRada Ultima Ratio to instytucja, która ma monitorować działalność naszego e-sadu, ale także wspierać rozwój naszego przedsięwzięcia. W jej skład wchodzą największe autorytety polskiego prawodawstwa, ale także osoby wspierające proces digitalizacji polskiej gospodarki. Teraz dołącza do niej Bob Dort, praktyk we wspieraniu nowych przedsięwzięć. Znaczna ich część odniosła sukces. Mam nadzieję, że przy wsparciu Boba dołączymy do tego grona.- komentuje Robert Szczepanek, współzałożyciel Ultima Ratio.

W składy Rady Ultima Ratio, oprócz Boba Dorfa wchodzą także prof. Jacek Gołaczyński, prof. Uniwersytetu Wrocławskiego Łukasz Błaszczak, prof. UKSW dr hab. Jadwiga Pazdan, prof. Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie Andrzej Kidyba, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego Jerzy Pisuliński oraz Anna Dańko – Roesler, Prezes Stowarzyszenia Notariuszy RP.

Ultima Ratio rozpoczął formalnie działalność pod koniec kwietnia tego roku. Ma rozpatrywać sprawy gospodarcze, w których stronami są firmy i przedsiębiorstwa. Żeby złożyć pozew, obydwie strony muszą zgodzić się na rozstrzygnięcie sporu właśnie przez Ultima Ratio. Sąd rozpatruje sprawy wyłącznie przez internet – nie posiada budynku, w którym trzeba się stawić, nie organizuje rozpraw, na które trzeba dojechać. Pozew składa się w ciągu kilku minut, po zalogowaniu się do systemu informatycznego. Sąd będzie mógł korzystać z profilu zaufanego, podpisu kwalifikowanego oraz e-dowodów tożsamości. Ułatwi to identyfikacje tożsamości użytkowników, którzy będą występować przed sądem w charakterze stron. Takie rozwiązania udostępniło Ministerstwo Cyfryzacji. Wyrok zaś ma być co do zasady wydany w 3 tygodnie czyli ponad 20 razy szybciej niż w sądzie tradycyjnym. Arbitrami są notariusze przeszkoleni w Stowarzyszeniu Notariuszy RP.

System elektroniczny Ultima Ratio jest prosty i intuicyjny – czynności procesowych można dokonywać o każdej porze dnia i nocy i w każdym miejscu na świecie, posiadającym oczywiście dostęp do internetu. Niezwykle wygodne jest prezentowanie materiału dowodowego – w przypadku na przykład roszczeń z rękojmi za wady rzeczy sprzedanej, strona będzie mogła wprost z aplikacji mobilnej Ultima Ratio nakręcić telefonem komórkowym film obrazujący wady oraz jednym kliknięciem umieścić go na profilu danej sprawy. W analogiczny sposób możliwa jest prezentacja zdjęć, skanów pism, linków, nagrań audio, zrzutów ekranu i innych tego typu materiałów. Arbiter zaś ma możliwość kontaktowania się ze stronami poprzez dedykowany każdej sprawie czat. Zabezpieczenia systemu elektronicznego Ultima Ratio są analogiczne do zabezpieczeń systemów bankowości elektronicznej. System informatyczny e-sądu został zbudowany przez polską spółkę ZETO Rzeszów.

Brak kroku do przodu, to krok w tył

Ponury sentyment powrócił na rynki finansowe, chociaż ostatnie 24 godziny nie przyniosły wyraźnych ku temu powodów. Jednak, jak to bywa często wśród inwestorów, czas na rozmyślania jest pożytkowany na przywołanie obaw. Do wyboru: wojny handlowe, brexit, włoski budżet.

Brak kroku do przodu, to krok w tył. Wygląda na to, że brak na horyzoncie postępów w kluczowych kwestiach politycznych jest wystarczającym pretekstem do zwiększonej nerwowości na rynkach. W tym tygodniu nie usłyszeliśmy nic nowego w kwestii negocjacji handlowych USA-Chiny, ale sam fakt, że spór istnieje, a dane z globalnej gospodarki nie wypadają rewelacyjnie, wystarcza, by mieć obawy o perspektywy światowego ożywienia. Wczoraj spadki rentowności obligacji skarbowych USA i innych głównych gospodarek rozkręciły spiralę niepewności, pchając w dół indeksy giełdowe. Na rynku walutowym zmiany były względnie niewielkie, choć zaznaczyła się dominacja USD względem ryzykownych walut rynków wschodzących. Dobrze trzymały się też bezpieczne przystanie: JPY i CHF. Dodatkowo w przypadku EUR odkryty został czuły punkt w postaci powracającego konfliktu Komisji Europejskiej z włoskim rządem – według prasowych doniesień KE rozważa nałożenie kary na Włochy w wysokości 0,2 proc. PKB za niedotrzymanie limitów zadłużenia. Wreszcie w temacie brexitu szef KE Jean-Claude Juncker rozwiał nadzieje kandydatów na nowego premiera Wielkiej Brytanii, którzy liczą na renegocjacje umowy rozwodowej z UE. Nic z tych rzeczy nie jest nowa i nie powinna być szokiem dla inwestorów. Ale kolejny raz przy braku innych punktów zaczepienia, droga po linii najmniejszego oporu jest ucinanie ryzykownych pozycji.

Przed nami raczej spokojny dzień od strony publikacji makro, co powinno pomóc zatrzymać uwagę na tematach politycznych, takich jak wojny handlowe i targi stanowisk w UE. W kalendarzu wyróżnia się decyzja Banku Kanady, choć powszechnie oczekuje się utrzymania stopy overnight na 1,75 proc. Dane od czasu ostatniego posiedzenia w kwietniu były netto dobre. Rynek pracy kolejny raz dostarczył silnych liczb, rynek nieruchomości ustabilizował się, a inflacja bazowa zakotwiczyła się blisko środka przedziału celu 1-3 proc. Z drugiej strony negatywnie odbija się słaba aktywność gospodarcza, choć świeże dane o PKB za I kw. będą dostępne dopiero w piątek. Mimo to spadki cen ropy naftowej i zaognienie sporu handlowego USA-Chiny są czynnikami ryzyka, których Bank Kanady nie może zignorować. BoC czeka na rozwój wypadków i w komunikacie powinien podtrzymać neutralne nastawienie. W ostatnich komentarzach prezes Poloz wyraźnie zaznaczał swoje stanowisko z otwartością do dalszych podwyżek, ale pod warunkiem, że dane na to pozwolą. Reakcja rynku będzie się rozbijać o to, czy bank widzi więcej pozytywnych lub negatywnych sygnałów. Podkreślenie mocnych danych z gospodarki pomoże CAD, podczas gdy skupienie uwagi na napięciach handlowych i taniejącej ropie przyniesie osłabienie. Ale musielibyśmy otrzymać wyjątkowo jasny sygnał, że BoC myśli o obniżkach, by USD/CAD miał zanotować silny ruch. Wątpię w taki rozwój wypadków i najprawdopodobniej kurs nie wyrwie się z panującego ostatnio trendu bocznego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Co trzeci Polak niezadowolony z publicznej służby zdrowia. Dwie trzecie szuka pomocy w placówkach prywatnych.

Blisko jedna trzecia Polaków (29,2%) źle lub bardzo źle ocenia publiczną służbę zdrowia. Na negatywną opinię wpływ mają przede wszystkim długi czas oczekiwania na wizytę oraz tłok i kolejki w placówkach – wynika z ogólnopolskiego badania zrealizowanego przez SW Research na zlecenie AXA Partners[1]. W związku z tą sytuacją Polacy szukają już od wielu lat pomocy lekarskiej w placówkach niepublicznych. Aktualnie z prywatnych gabinetów korzysta już dwie trzecie ankietowanych (66,8%), a przeszło 4 na 10 posiada prywatne ubezpieczenie zdrowotne. 

Prywatna służba zdrowia jest postrzegana przez Polaków pozytywnie. Wśród osób, które choć raz w przeciągu minionych 12 miesięcy skorzystały z usług medycznych tego typu, aż 85,8% ocenia je pozytywnie – bardzo dobrze (30,3%) lub raczej dobrze (55,5%). Dla porównania podobną opinię na temat publicznej służby zdrowia ma tylko 37,6% badanych, a blisko co trzecia osoba (29,2%) jest zdania przeciwnego.

Na negatywną ocenę sektora publicznego wpływ mają przede wszystkim długi czas oczekiwania na wizytę  (70% wskazań) oraz tłok i kolejki w placówkach (52,4%). Wśród głównych bolączek wskazywane są również zbyt mała liczba placówek (11,5%), zbyt duże odległości placówek od miejsca zamieszkania respondentów (10,2%) oraz nieprzystosowanie placówek do potrzeb osób o ograniczonych możliwościach poruszania się (8%).Główne problemy w dostępie do publicznej służby zdrowia

Szukając pomocy medycznej Polacy coraz chętniej kierują się do prywatnych gabinetów lekarskich. Skorzystanie z niepublicznej służby zdrowia przynajmniej raz w ciągu ostatnich 12 miesięcy deklaruje dwie trzecie badanych (66,8%). Równocześnie, przeszło 4 na 10 osób (44,5%) wskazuje, że posiada ubezpieczenie prywatne – w całości lub częściowo opłacone przez pracodawcę (22%) lub finansowane samodzielnie (22,5%).

– Prywatne usługi medyczne są coraz popularniejsze wśród Polaków. Potwierdza to liczba pacjentów, która jest znacząco wyższa od liczby posiadaczy polis. Mając świadomość wyższego standardu świadczeń, coraz chętniej rozszerzamy ochronę także na bliskich. W naszej ocenie w najbliższych latach trend ten będzie się nasilał. Łatwy i szybki dostęp oraz pewność pomocy lekarskiej to główne przewagi konkurencyjne placówek niepublicznych, które z czasem niewątpliwe będą jeszcze bardziej widoczne – komentuje Łukasz Hajkowski, Dyrektor Sprzedaży Korporacyjnej AXA Partners.

Pomimo bardzo dobrej opinii na temat niepublicznej służby zdrowia, Polacy nie są jednak skłoni płacić we własnym zakresie dużych kwot na tego typu ubezpieczenie. Miesięcznie za prywatny pakiet medyczny, oferujący dostęp do lekarzy pierwszego kontaktu oraz specjalistów, kwotę 50 zł jest gotowa zapłacić jedna trzecia badanych. Dla kwoty 75 zł odsetek wskazań sięgnął 17,1%, a dla 100 zł – 19,4%. Kwotę powyżej 200 zł byłoby skłonnych zapłacić 6,2% respondentów. Równocześnie tylko co piąty badany Polak (21,9%) nie wyraził chęci ponoszenia dodatkowych opłat z tytułu prywatnego ubezpieczenia medycznego. Deklarowana przez pracowników kwota akceptowalnych wydatków na prywatne ubezpieczenie medyczne

Gotowość do rozszerzenia prywatnego pakietu medycznego i objęcia nim członków rodziny deklaruje dwie trzecie badanych. Kwotę 100 zł miesięcznie jest skłonnych zapłacić 37,8% ankietowanych. Dla kwoty 150 zł odsetek ten wyniósł 14,4%. Wydatek minimum 200 zł jest w stanie zaakceptować 13,9% respondentów. Z kolei co trzecia osoba (33,9%) nie chciałoby płacić za rozszerzenie pakietu.

­– Prywatna polisa medyczna finansowana lub współfinansowana przez pracodawcę to wciąż jedno z najlepiej postrzeganych świadczeń pozapłacowych. Przynosi ona wymierne korzyści zarówno ubezpieczonym, jak i firmie. Łatwy dostęp do usług medycznych pomaga pracownikowi dbać o zdrowie swoje oraz bliskich, co w efekcie pozytywnie przekłada się na jego frekwencję i efektywność w pracy. W obliczu narastających problemów publicznej służby zdrowia, atrakcyjność ubezpieczeń prywatnych będzie systematycznie rosła – podsumowuje Łukasz Hajkowski.

[1] Badanie zrealizowane przez SW Research na zlecenie AXA Partners na reprezentatywnej grupie pełnoletnich Polaków, N=1075, CAWI, maj 2019 r.

Internetowe zbiórki w 2019 roku, czyli ile wpłacamy, kiedy, komu i na jakie cele?

Choć dominują przelewy o wartości do 50 zł, to największy przyrost, bo o 73%, odnotowały donacje w przedziale 251-500 zł. W czwartki jest największa liczba wpłat, a szczyt przypada w godzinach wieczorno-nocnych. Jednak to w niedziele i poniedziałki Polacy robią najbardziej wartościowe przelewy. Co prawda finansowanie społecznościowe to domena osób młodych i w średnim wieku, jednak najbardziej zwiększyła się liczba osób starszych, internautów w wieku 65+, aż o 100% w ciągu ostatnich dwóch lat. Co jeszcze zmieniło się w crowdfundingu w 2019 roku w stosunku do 2017?

To już drugie tak kompleksowe badanie zbiórek organizowanych w polskim internecie. Pierwsze odbyło się dwa lata temu. Co się zmieniło w 2019r vs tj. w 2017? Kto organizuje zbiórki, a kto jest finansuje? Ile osób korzysta z przelewów błyskawicznych, a ile z tych tradycyjnych? Ile średnio darczyńcy przekazują? Na te oraz wiele innych pytań, odpowiada najnowszy raport, opracowany przez platformę zrzutka.pl, na podstawie ponad 302 tysięcy przeprowadzonych zbiórek w internecie oraz analizy zachowań ponad 8 milinów internautów w okresie pierwszego kwartału 2019 r.

Po ile wpłacamy?

W dalszym ciągu najwięcej (blisko 70%) wpłat to kwoty do 50 zł, zarówno w bieżącym roku, jak i dwa lata wcześniej. Także bez zmian, pozostał udział drugiej (25%) największej grupy kwot wpłat, tj. 51-250 zł. Największe zmiany nastąpiły w przypadku wpłat na kwoty 251-500 zł. W 2019 roku stanowiły one 3,5%, co oznacz wzrost dynamice na poziomie 73,27% w ciągu ostatnich 24 miesięcy. Bez zmian (1,6%) pozostały donacje przekraczające 500 zł.

Wartość wpłat na internetowe zbiórki

Kwota wpłaty 2019r 2017r zmiana zmiana %
do 50 zł 69,9% 70,74% -0,84% -1,19%
51-250 zł 25,0% 25,65% -0,65% -2,53%
251-500 zł 3,5% 2,02% 1,48% 73,27%
powyżej 500 zł 1,6% 1,60% 0,00% 0,00%

Źródło: Zrzutka.pl, dane za okres 2019r oraz 2017r

Po ile i kiedy?

Na przestrzeni ostatnich dwóch lat zwiększyła się średnia wartość przelewu. W bieżącym roku wynosi ona 70 zł, a w 2017 było to 65 zł. Zatem dynamika zmian była na poziomie 107,69%.

Wartość średniej wpłaty na zrzutkę

2019r 2017r zmiana zmiana %
70 zł 65 zł 5 zł 7,69%

Źródło: Zrzutka.pl, dane za okres 2019r oraz 2017r

Aktualnie aż 95,2% korzysta z przelewów przez PayU (błyskawicznych), a 4,8% wybiera te tradycyjny. Szczyt wpłat następuje w godzinach między 20:30 a 22:30.

– W dalszym ciągu, tak jak to miało miejsce 2 lata temu, w czwartki jest najwięcej wpłat. Zaś soboty i niedziela są nieco słabsze pod tym względem. – mówi Tomasz Chołast, współzałożyciel platformy zrzutka.pl. – Z kolei w niedziele i poniedziałki darczyńcy wpłacają największe wartościowo kwoty – dodaje Chołast ze zrzutka.pl.

Kto odwiedza portale crowdfundingowe?

W ciągu ostatnich 2 lat, nastąpiło kilka zmian w zakresie wieku osób, które odwiedzają portale finansowania społecznościowego. Widać wyraźnie, że największe zmiany zaszły w najmłodszej grupie internautów, jak i trzech najstarszych. Drugą największą grupą (30%) w 2017 roku stanowiły osoby w najmłodszym przedziale wiekowy, tj. 18-24 lata. Tak samo jest w tym roku, jednak ich udział procentowy zmalał aż o 26,67% do poziomu 22%. Z kolei wzrosty odnotowały przedziały wiekowe 45-54 lata, 55-64 lata wzrost o 60% i 65+, odpowiednio o 28,57%, 60% i 100%. Praktycznie bez zmian, pozostaje największa grupa tj. 25-34 oraz trzecia najbardziej liczna tj. 35-44. Ich udział procentowy w 2019 r. wynosi odpowiednio 38% i 19%.

Wiek osób odwiedzających platformy finansowania społecznościowego

Wiek osób odwiedzających platformy finansowania społecznościowego
Źródło: Zrzutka.pl, dane za okres 2019r oraz 2017r

Wiek osób odwiedzających platformy finansowania społecznościowego

wiek 2019r 2017r zmiana zmiana %
18-24 22% 30% -8,00% -26,67%
25-34 38% 37% 1,00% 2,70%
35-44 19% 19% 0,00% 0,00%
45-54 9% 7% 2,00% 28,57%
55-64 8% 5% 3,00% 60,00%
65+ 4% 2% 2,00% 100,00%

Źródło: Zrzutka.pl, dane za okres 2019r oraz 2017r

Wśród osób, które najczęściej odwiedzały portale finansowania społecznościowego w tym roku były kobiety 57,8%. W stosunku do roku 2017 nastąpiła duża zmiana. Gdyż wówczas to mężczyźni dominowali – 52,9%. W bieżącym roku ich udział spadł o 10,70%, co oznacza spadek na poziomie 20,23%.

Płeć osób odwiedzających platformy finansowania społecznościowego

płeć 2019r 2017r zmiana zmiana %
kobiety 57,8% 47,10% 10,70% 22,72%
mężczyźni 42,2% 52,90% -10,70% -20,23%

Źródło: Zrzutka.pl, dane za okres 2019r oraz 2017r

Kto organizuje internetowe zrzutki?

W obszarze zakładania i promowania zrzutek w dalszym ciągu dominują panowie. Jednak ich udział zmniejszył się o 5,97%, przy dynamice 9,11%, do poziomu 59,5%. Panie organizują zbiórki w internecie w 40,5% w 2019r vs 34,49% dwa lata wcześniej.

Kto zakłada internetowe zrzutki?

Kto zakłada internetowe zrzutki
Źródło: Zrzutka.pl, dane za okres 2019r oraz 2017r

Kto zakłada internetowe zrzutki?

płeć 2019r 2017r zmiana zmiana %
kobiety 40,5% 34,49% 5,97% 17,31%
mężczyźni 59,5% 65,51% -5,97% -9,11%

Źródło: Zrzutka.pl, dane za okres 2019r oraz 2017r

Kto finansuje zbiórki?

Jeżeli chodzi o internautów, którzy realizują przelewy na zorganizowane zrzutki, to kobiety w ciągu ostatnich 2 lat umocniły swoją pozycję. Aktualnie blisko 2/3 wpłaty realizowanych jest przez płeć piękną, podczas gdy w 2017 roku było to 59,35%, a to oznacza dynamikę wzrostu na poziomie 6,34%. Udział mężczyzn w tym roku spadł do poziomu 36,9%.

Płeć osób finansujących zbiórki internetowe

płeć 2019r 2017r zmiana zmiana %
kobiety 63,1% 59,35% 3,76% 6,34%
mężczyźni 36,9% 40,65% -3,76% -9,25%

Źródło: Zrzutka.pl, dane za okres 2019r oraz 2017r

Stomilionowa

Przygotowanie tegorocznego raportu zbiegło się z wyjątkowym wydarzeniem. Platforma zrzutka.pl, autor raportu i najpopularniejsza platforma crowdfundingowa dedykowana organizacji zbiórek na wszystkie cele, świętuje zebranie ponad 100 000 000 zł wpłat na zrzutki zorganizowane za pośrednictwem portalu.

– Celebrując stumilionową wpłatę, warto także podkreślić, że za naszym pośrednictwem internauci zorganizowali już 302 058 zbiórek online, z czego 291 399 to zrzutki prywatne, a 10 659 to publiczne. Na serwisie zarejestrowało się ponad ćwierć miliona użytkowników, a liczba wpłat wyniosła 1 567 925. –  mówi Tomasz Chołast, współzałożyciel zrzutka.pl.

Wszystkie dane prezentowane w tabelach, na wykresach oraz w tekście zostały opracowane na podstawie analizy 325 194 wpłat na platformie Zrzutka.pl zrealizowanych w okresie styczeń – marzec 2019 roku oraz na podstawie odwiedzin 8 111 472 użytkowników, także w okresie pierwszego kwartału br.

Adam Lange szefem zespołu ds. wykrywania cyberzagrożeń w banku Standard Chartered

Adam Lange został powołany na stanowisko szefa zespołu ds. wykrywania cyberzagrożeń (VP, Cyber Threat Hunting) w Standard Chartered, jednym z wiodących banków międzynarodowych, który w ubiegłym roku otworzył w Warszawie swoje globalne centrum usług. Do zadań Adama będzie należało zbudowanie i zarządzanie zespołem wyspecjalizowanym w identyfikowaniu anomalii i złośliwych aktywności w systemach bankowych, a przez to dbanie o bezpieczeństwo banku i jego klientów, zlokalizowanych w ponad 60 krajach.

Adam Lange, Standard Chartered
Adam Lange, Standard Chartered

Adam Lange jest ekspertem ds. cyberbezpieczeństwa z ponad 20-letnim doświadczeniem
w sektorze finansowym i IT. Specjalizuje się w takich obszarach, jak analiza i wykrywanie cyberzagrożeń (cyber threat intelligence, cyber threat hunting), bezpieczeństwo bankowości internetowej i mobilnej, oraz analizy złośliwego oprogramowania. Zanim dołączył do grona pracowników Standard Chartered, kierował zespołem Analiz i Modelowania Cyberzagrożeń w PKO Banku Polskim S.A., a wcześniej odpowiadał za bezpieczeństwo w obszarze IT w Alior Bank S.A. Przez ponad 9 lat był także odpowiedzialny za tworzenie oprogramowania klasy „enterprise security” i zarządzanie projektami w firmie Symantec. Do końca kwietnia 2019 roku przewodził Forum Cyber Threat Intelligence przy Związku Banków Polskich, aktywnie wpływając na bezpieczeństwo w polskim sektorze finansowym. Adam jest również członkiem rady programowej największej konferencji dot. cyberbezpieczeństwa (Confidence) w Polsce, oraz prelegentem regularnie dzielącym się swoją wiedzą i doświadczeniem na wydarzeniach branżowych w kraju i za granicą.

W Standard Chartered dołączył do grona polskich ekspertów należących do międzynarodowej kadry menedżerskiej obszaru cyberbezpieczeństwa, w skład której wchodzą również Cezary Piekarski, szef zespołu ds. zabezpieczeń przed złośliwym oprogramowaniem (Head of Malware Protection), i Krystian Szybis, szef zespołu ds. testów penetracyjnych (Head of Security Penetration Testing). Wszyscy trzej pracują w warszawskim biurze banku.

„Adam wnosi do naszego międzynarodowego zespołu bogatą wiedzę i doświadczenie
z zakresu cybezpieczeństwa w sektorze finansowym. Jego doskonała znajomość lokalnej bazy talentów umożliwi nam zbudowanie w Warszawie zespołu wysokiej klasy specjalistów, którzy będą współtworzyli naszą globalną sieć cyberbezpieczeństwa”, mówi Chia Wing Fei, szef globalnego centrum ds. cyberbezpieczeństwa Standard Chartered. Rekrutacja do zespołu Adama Lange wystartowała, a ogłoszenia o pracę dostępne są na portalu Pracuj.pl
i w zakładce Kariera na stronie internetowej banku.

„Cieszymy się, że Adam dołącza do naszego grona ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa, które jest jednym z filarów strategii rozwoju globalnego centrum usług biznesowych Standard Chartered w Warszawie. Centrum to zostało uruchomione we wrześniu 2018 roku z myślą o wspieraniu rozwoju banku przede wszystkim w regionie Europy i Ameryk, ale także w innych częściach świata. W naszym warszawskim biurze zatrudniamy obecnie ponad 300. doświadczonych specjalistów, zarządzających złożonymi procesami na skalę międzynarodową. Poza cyberbezpieczeństwem koncentrujemy się na takich obszarach, jak zapobieganie przestępczości finansowej, zarządzanie zasobami ludzkimi, zarządzanie ryzykiem płynności czy negocjowanie umów z klientami korporacyjnymi i instytucjonalnymi”, mówi Rowena Everson, dyrektor zarządzająca (CEO) globalnym centrum usług biznesowych banku Standard Chartered w Polsce.

Wyniki wyborów do PE pokazują sprzeciw wobec działań europejskiej biurokracji

Wyniki tegorocznych wyborów do Parlamentu Europejskiego dla wielu mają wydźwięk narodowy czy nacjonalistyczny. Zaczęto eksponować bardziej lokalne sprawy i narodowe interesy niż było to do tej pory. Należy pamiętać, że Unia Europejska w 2019 roku jest zupełnie inną organizacją niż 15 lat temu, kiedy Polska się do niej przyłączała. Nic więc dziwnego, że w wielu krajach zauważono dramatyczny rozdźwięk pomiędzy fundamentami, które niegdyś stworzyły wspólny organizm polityczny, następnie unię a obecnymi działaniami biurokracji europejskiej. Zaczęła się ona usamodzielniać na tyle, że wymyśla cele nie zawsze zgodne z interesami krajów członkowskich. Istnieje obawa, że proces ten w ramach UE mógłby się pogłębiać. To tłumaczy ostatnie wyniki wyborów.

– Unia Europejska jest pojęciem abstrakcyjnym. Konkretne są wyłącznie interesy najsilniejszych państw członkowskich – Niemiec i Francji – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. – Na tyle nadają one ton działalności biurokracji, że realizowane są takie działania, jak choćby dyrektywa o tzw. mobilności. Wymierzona jest ona w wolną konkurencję dotyczącą przemysłu transportowego, który w Polsce na tle całej UE stoi na najwyższym poziomie. Tym samym zagraża rynkowo interesom krajów „Starej Unii”. Nie istnieje obiektywna, ponadnarodowa biurokracja Unii Europejskiej realizująca świetlane cele. Jest ona widocznie związana z interesami wybranych państw, które są przez nią bardzo silnie eksponowane. Wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego wskazują, że istnieją obawy, iż biurokracja ta stanowi dzisiejszą arystokrację – jednak nie reprezentującą najlepsze cnoty, ale znajdującą się całkowicie poza kontrolą obywatelską. Ma ona własne cele, nie zawsze zgodne z interesami obywateli poszczególnych państw – ocenił Sadowski.

Mapa aktywności kredytowej Polaków

Aktywność kredytowa może skłaniać do refleksji nad istotą finansowania, czyli realizowania swoich potrzeb i marzeń przy pomocy kredytów. Na koniec marca 2019 r. aż 48,3% Polaków spłacało zobowiązanie finansowe, kredyt lub pożyczkę. Okazuje się, że stopień korzystania z kredytów i pożyczek znacząco różni się pomiędzy województwami. Najwięcej kredytobiorców, w relacji do liczby mieszkańców, jest w województwie wielkopolskim (53,2%), najmniej zaś w województwie świętokrzyskim (39%).

W refleksji nad rolą kredytów w spełnianiu marzeń Polaków, zamieszkujących poszczególne regiony kraju, pomagają analizy geograficzne BIK. Prezentują one stopień skłonności do „życia na kredyt” mieszkańców poszczególnych województw. Rzeczywistą aktywność kredytową, BIK przedstawia za pomocą tzw. ukredytowienia. Jest to wskaźnik określający liczbę osób posiadających czynny kredyt bankowy, tj. spłacany obecnie kredyt konsumpcyjny, mieszkaniowy, limity kredytowe, karty kredytowe w stosunku do liczby dorosłych, zamieszkujących dany obszar.

Kredytowa mapa Polski

Patrząc na kredytową mapę Polski zwraca uwagę zróżnicowanie aktywności kredytowej Polaków. Średni wskaźnik ukredytowienia dla Polski wynosi 48,3%. Najwyższe wartości wskaźnika już od kilku lat stabilizują się w zachodniej Polsce, a najniższe w południowo – wschodniej części kraju.mapa aktywności kredytowej Polaków

Oznacza to, że najwięcej kredytów w stosunku do poziomu zaludnienia, mają mieszkańcy województw wielkopolskiego (53,2%), dolnośląskiego (52,2%) oraz lubuskiego (52,1%). Najmniej kredytów spłacają obecnie mieszkańcy województwa podlaskiego, gdzie tylko 39,6% osób korzysta z kredytu.

prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej
prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej

– Zróżnicowanie aktywności kredytowej Polaków można częściowo tłumaczyć kilkoma czynnikami, które występują w różnym stopniu i natężeniu, przekładając się na otrzymany obraz poziomu ukredytowienia Polaków. Wśród determinantów znajdują się zarówno czynniki o charakterze ekonomicznym, jak i socjologicznym, demograficznym czy kulturowym – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Wpływ na aktywność kredytową ma bowiem m.in. zróżnicowana skłonność do ryzyka w różnych obszarach kraju albo różnice w poziomie zamożności oraz poziom uzyskiwanych dochodów – dodaje prof. Rogowski.

Jakość w parze z aktywnością

Terminowość spłaty kredytów, mierzona wartością wskaźnika NPL licznego na poziomie klientów, pokazuje liczbę kredytobiorców posiadających przynajmniej jedno opóźnione pow. 90 dni zobowiązanie kredytowe w stosunku do liczby wszystkich osób posiadających kredyty. Średnia wartość tego wskaźnika dla Polski wynosi 6,9%.jakośc kredytów 2019Informacje z bazy BIK pokazują, że południowo – wschodnia część kraju obsługuje kredyty dużo lepiej niż północno – zachodnia. Dla przykładu, w województwie podkarpackim wskaźnik jakości wynosi 4,7% a w małopolskim 5,4%. Najniższą jakością, ilustrowaną wskaźnikiem NPL równym i powyżej 8%, charakteryzują się kredytobiorcy zamieszkujący północno – zachodnią Polskę, województwa lubuskie, śląskie, zachodniopomorskie, kujawsko-pomorskie.

Wynika z tego, że im wyższy poziom ukredytowienia, tym gorzej jest z terminową spłatą zobowiązań. Pytanie, skąd może wynikać zjawisko związane z bardziej sumiennym i odpowiedzialnym podejściem do spłacania rat kredytowych, i czy przyczyna tkwi tylko w odmienności kulturowej, stylu życia czy też we wspieraniu przez rodzinę, np. pomocy krewnych, w przypadku kłopotów finansowych.

– Podobnie, jak w  przypadku ukredytowienia, przyczyn zróżnicowania w jakości obsługi kredytów w różnych regionach kraju, należy szukać w kilku aspektach, m.in ekonomicznych, socjologicznych, kulturowych czy demograficznych – mówi prof. Rogowski.

– Do czynników ekonomicznych można zaliczyć m.in. poziom dochodów, poziom bezrobocia, do czynników kulturowych, m.in.: podejście do konsumpcjonizmu (hedonizm vs konserwatyzm), społecznym (pożyczanie od rodziny i znajomych vs pożyczanie od instytucji finansowych), demograficznym – rozkład wiekowy osób zamieszkujących obszar danego województwa – tłumaczy Główny Analityk BIK.

Dobra analiza a decyzja o kredycie

Chcąc dbać o swoją historię kredytową i regulować raty w terminie, należy odpowiedzialnie zaciągać nowe zobowiązania, rozważając zarówno swoją obecną sytuację finansową, jak i biorąc pod uwagę ewentualne nieprzewidziane okoliczności. W pierwszej kolejności warto dokonać autoanalizy swoich bieżących kredytów. Może w tym pomóc Analizator Kredytowy BIK, nowe analityczne narzędzie, standaryzujące sposoby indywidualnego przygotowania się do złożenia wniosku o kredyt bankowy, wspierające racjonalne podejście. Najpierw warto bowiem obliczyć swoje szanse na uzyskanie wsparcia finansowego, by sprawdzić na ile kredyt bankowy pomoże urzeczywistnić własne marzenia.

Startuje wsparcie dla projektantów gier

Rada Ministrów, podczas wtorkowego posiedzenia (28 maja br.), przyjęła uchwałę o ustanowieniu Programu Rozwoju Talentów Informatycznych.

Jest to program wieloletni, który powstał z inicjatywy Ministra Cyfryzacji, Marka Zagórskiego, uzupełniający działania Ministerstwa Edukacji Narodowej w zakresie kształcenia kadr nowoczesnej gospodarki. Program jest adresowany do uczniów i studentów o szczególnych zdolnościach w zakresie algorytmiki i programowania oraz projektowania gier komputerowych, którzy jeszcze nie rozpoczęli kariery zawodowej.

Celem programu jest zaktywizowanie młodzieży ze szkół ponadpodstawowych oraz uczelni pod kątem rozwoju najbardziej zaawansowanych umiejętności informatycznych. Ponadto program ma na celu zapewnienie wsparcia młodzieży o szczególnych zdolnościach w zakresie algorytmiki i programowania oraz projektowania gier. Ma też podnieść kompetencje merytoryczne i metodyczne nauczycieli przedmiotów matematyczno-informatycznych i wykładowców. Wyrówna też szanse na zdobycie zaawansowanych kompetencji cyfrowych między młodzieżą z dużych i mniejszych ośrodków. Na rynku pracy wzrasta zapotrzebowanie na takie osoby. Efektem programu będzie wzmocnienie grupy specjalistów od technologii informacyjno-komunikacyjnych. Rynek zostanie wzmocniony grupą specjalistów zajmujących się projektowaniem gier, którzy będą konkurować na światowym rynku gamingowym.

Realizacja Programu została przewidziana na lata 2019-2029 i będzie kosztowała ponad 80 mln. zł.

Program będzie realizowany w dwóch ścieżkach: „Mistrzostwa w Algorytmice i Programowaniu” oraz „Mistrzostwa w Projektowaniu Gier Komputerowych”. W ramach obydwu ścieżek uczniowie i studenci pracujący w około 8-osobowych zespołach pod kierunkiem nauczycieli i wykładowców, będą mogli wziąć udział w intensywnych wyjazdach edukacyjnych, zespołowym rozwiązywaniu zadań (w formie grywalizacji) i zespołowym projektowaniu gier, jak również zespołowych zawodach algorytmiczno-programistycznych i prezentacji gier. Zwycięskie drużyny wezmą udział w zagranicznych wyjazdach edukacyjnych, podczas których zapoznają się możliwościami zastosowania umiejętności w zakresie algorytmiki i programowania oraz projektowania gier w inspirującej pracy zawodowej.

Mike Fitzmaurice dołącza do WEBCON

Mike Fitzmaurice dołącza do WEBCON

Polski producent zaawansowanej platformy do digitalizacji i automatyzacji procesów biznesowych ogłosił ekspansję na rynek amerykański. Do zespołu dołącza Mike Fitzmaurice, światowej sławy ekspert ds. wykorzystania nowoczesnych technologii informatycznych w biznesie oraz metodyki workflow. Jako Chief Evangelist oraz Wiceprezes WEBCON North America będzie miał za zadanie m.in. zbudowanie pierwszego oddziału firmy w Stanach Zjednoczonych.

Jak tłumaczy Radosław Putek, CEO i Prezes WEBCON, decyzja o ekspansji na rynki północnoamerykańskie jest zwieńczeniem długo planowanego i konsekwentnie realizowanego procesu akceleracji. ─ Będąc firmą europejską, za priorytet postawiliśmy sobie zbudowanie silnej obecności i świadomości marki na Starym Kontynencie. W ciągu ostatnich 13 lat rozwinęliśmy naszą platformę, zbudowaliśmy świetny zespół specjalistów i pomogliśmy ponad 350 firmom w kraju i za granicą przeprowadzić transformację cyfrową. Czekaliśmy cierpliwie na odpowiedni moment, by szerzej zaprezentować nasze rozwiązanie i ugruntować naszą obecność również poza Europą i ten moment właśnie nadszedł.

W podobnym tonie wypowiada się Łukasz Wróbel, CBDO i Wiceprezes w WEBCON. – To niezwykle ekscytujący i zarazem strategiczny krok dla WEBCON. Setki klientów i dziesiątki partnerów – nie tylko z Europy, ale z różnych stron świata, w tym Stanów Zjednoczonych – są najlepszym dowodem wartości i skuteczności naszego rozwiązania. Otwarcie biura w Seattle to zarówno ważny krok w budowaniu świadomości marki na rynku amerykańskim, jak i zapewnienie najlepszego możliwego wsparcia naszym klientom za oceanem. I trudno wyobrazić nam sobie lepszego towarzysza na tej drodze niż Mike Fitzmaurice – mówi.

Fitzmaurice to prawdziwa legenda w świecie Microsoft i workflow. Ma ponad 25-letnie doświadczenie w obszarze inżynierii oprogramowania i procesów, konsultingu, marketingu i zarządzania IT. Jest również jedną z najbardziej rozpoznawalnych i wpływowych osobowości w społeczności związanej z technologiami Microsoft dla biznesu oraz stałym prelegentem najważniejszych międzynarodowych wydarzeń koncentrujących się na tym obszarze. Doświadczenie zdobywał w Microsoft, gdzie jako techniczny menedżer platformy SharePoint uczestniczył w uruchomieniu czterech pierwszych wersji tego produktu. Po 11 latach pracy w firmie Billa Gatesa przeszedł do Nintex – australijskiego producenta platformy do automatyzowania procesów biznesowych. To w dużej mierze dzięki jego wiedzy i umiejętnościom managerskim firma przeszła ewolucję z początkującego start-upu, który tworzył „dodatki do SharePointa” do liczącego się gracza na światowym rynku oprogramowania Workflow Automation i Intelligent Process Automation (IPA).

Do obowiązków Chief Evangelist w WEBCON należeć będzie rozpowszechnianie wiedzy w zakresie automatyzacji i cyfrowej transformacji oraz wspieranie klientów firmy w optymalizacji procesów biznesowych i projektowaniu efektywnego workflow. Jako Vice President WEBCON North America będzie również odpowiedzialny za rozwój kanałów biznesowych oraz partnerskich w USA i Kanadzie. ─ Obserwuję WEBCON od lat i jestem pod niesłabnącym wrażeniem nie tylko technologii, jaką stworzyli, ale również tego, w jaki sposób konsekwentnie budują swoją wiarygodność biznesową. Szczególnie w ostatniej dekadzie odnotowali niesamowicie dynamiczny wzrost, czyniąc to organicznie, bez zewnętrznych źródeł finansowania, w oparciu wyłącznie o zysk z rozwijanego produktu. Świadomie i rozważnie budowali swoją obecność na europejskim rynku innowacji, czego efektem jest imponująca rozpoznawalność marki i niezwykle lojalna baza klientów  – mówi Mike Fitzmaurice, Chief Evangelist i VP WEBCON North America. I dodaje ─ na to ostatnie wpływa również wysoka jakość rozwiązania, jakie oferują. Bez cienia przesady mogę powiedzieć, że gdybym chciał zaprojektować od podstaw własną platformę do automatyzacji procesów, wyglądałaby w dużej mierze jak WEBCON BPS.

Pierwszym branżowym wydarzeniem na arenie USA, podczas którego WEBCON szeroko zaprezentuje swoją platformę, będzie SharePoint Conference 2019 w Las Vegas (21-23 maja). To największa na świecie konferencja, podczas której omawiane są najnowsze trendy i możliwości technologiczne rozwiązań Microsoft dla biznesu.

Dobra koniunktura w budowlance ciągnie w górę inne branże. Sprzedaż elektrotechniki notuje dynamiczne wzrosty

Dobra koniunktura w budowlance ciągnie w górę inne branże. Sprzedaż elektrotechniki notuje dynamiczne wzrosty 1

Dobra koniunktura w branży budowlanej trwa, potwierdzają to kwietniowe dane Głównego Urzędu Statystycznego dotyczące produkcji budowlano-montażowej. Przekłada się ona również na powiązane branże, m.in. sprzedaż materiałów elektrotechnicznych, co potwierdzają rekordowe wyniki grupy TIM SA. Lider dystrybucji elektrotechniki w Polsce odnotował w I kwartale br. historycznie najlepsze wskaźniki finansowe, co w dużej mierze zawdzięcza sprzedaży online. Grupa zapowiada, że w kolejnych latach zamierza się uniezależnić od koniunktury w budowlance i do 2021 roku chce przekroczyć 1 mld zł ze sprzedaży.

Jak wynika z danych GUS, w kwietniu produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 17,4 proc. rdr., a w ujęciu miesięcznym była wyższa o 7,1 proc. Dobra koniunktura to m.in. efekt inwestycji infrastrukturalnych i wzrostów w budownictwie mieszkaniowym i przemysłowym.

– Dane GUS dotyczące sektora budowlanego wyglądają bardzo optymistycznie, ale w tym podsektorze, który jest kluczowy dla nas, czyli budynki, budowle, dynamika, maleje. Zauważam tę tendencję już od drugiego półrocza zeszłego roku i myślę, że ona będzie się pogłębiała. Nie sądzę, żeby zbliżała się recesja, ale dynamika wzrostu z kwartału na kwartał będzie coraz mniejsza – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Folta, prezes zarządu TIM SA.

Jak podkreśla Krzysztof Folta, grupa będzie kłaść duży nacisk na to, by uniezależnić się od sezonowości i koniunktury w budownictwie. Na razie dobra kondycja w tym sektorze przekłada się na inne, powiązane branże, w tym m.in. elektrotechnikę. Potwierdzają to rekordowe wyniki finansowe grupy TIM, która jest największym w Polsce dystrybutorem materiałów elektrotechnicznych.

– Pierwszy kwartał był rewelacyjny, po raz pierwszy w historii przekroczyliśmy 200 mln zł obrotów. Najważniejszym elementem jest wzrost sprzedaży o 7 proc. oraz prawie trzykrotny wzrost zysku ze sprzedaży. Z kolei zysk EBITDA grupy wzrósł ponad 2,5-krotnie. Głównym motorem wzrostu było poprawienie marży, która urosła nam o 2,9 pkt proc., co przy naszych obrotach oznacza bardzo duży skok – mówi Krzysztof Folta.

Za prawie 72 proc. obrotów odpowiada sprzedaż w internecie. Grupa TIM wprowadziła model online w 2014 roku.

– Już pod koniec ubiegłego roku pokazywaliśmy, że przejście z offline’u na online zaczyna działać. Po pięciu latach udało nam się przełamać złą passę w tym obszarze – model online’owy pozwala się nam rozwijać szybciej niż rynek i generuje zyski. Będziemy go rozwijać w najbliższym okresie – mówi Krzysztof Folta.

Jak podkreśla, grupa TIM była pionierem, wprowadzając online’owy model sprzedaży, ale w tym kierunku zacznie podążać niedługo cały rynek.

W kwietniu grupa przedstawiła również nową strategię rozwoju na lata 2019–2021. Dwa jej główne cele to osiągnięcie do 2021 roku rocznych przychodów na poziomie co najmniej 1 mld zł oraz rentowności EBITDA nie niższej niż 3,6 proc. W tym roku polski lider dystrybucji elektrotechniki prognozuje wzrost o 7 proc.

– Pierwszy kwartał potwierdził, że jesteśmy na dobrej drodze. Drugi element to nowe aktywności, których jeszcze nie uruchomiliśmy, ale chcemy to zrobić w tym roku, m.in. dropshipping, marketplace, segment B2B2C. Zakładamy, że te nowe aktywności przyniosą nam w 2021 roku 10 proc. sprzedaży. Myślę, że wszystkie cele zawarte w naszej strategii są realne, patrząc optymistycznie, możemy je nawet lekko przekroczyć – mówi Krzysztof Folta.

Do realizacji tych celów ma się przyczynić między innymi ekspansja geograficzna i produktowa grupy oraz większa rentowność sprzedaży, którą TIM zamierza osiągnąć m.in. dzięki poprawie obsługi klientów. Spółka będzie dalej rozwijać swój hybrydowy model biznesowy – oparty na połączeniu sprzedaży w e-commerce oraz tradycyjnej sieci, a także tworzyć alternatywne modele handlu materiałami elektrotechnicznymi. Te za dwa lata mają już odpowiadać za ok. 10 proc. całej sprzedaży grupy.

Państwa członkowskie mają dwa lata na wdrożenie unijnej dyrektywy o prawach autorskich. Polska zaskarżyła ją do Trybunału Sprawiedliwości UE

Państwa członkowskie mają dwa lata na wdrożenie unijnej dyrektywy o prawach autorskich. Polska zaskarżyła ją do Trybunału Sprawiedliwości UE 2

W ciągu dwóch najbliższych lat państwa członkowskie Unii Europejskiej muszą wdrożyć dyrektywę o ochronie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. Przyjęta w połowie kwietnia regulacja wprowadza wiele zmian w zasadach publikowania treści w internecie oraz wzmacnia pozycję twórców względem globalnych koncernów, takich jak Facebook, YouTube czy Google. Ekspert kancelarii Gekko Taxens ocenia, że powody do zadowolenia będą mieć m.in. wydawcy, dziennikarze, twórcy czy artyści. W mniejszym stopniu natomiast operatorzy serwisów internetowych, dla których przyjęcie dyrektywy oznacza wzrost odpowiedzialności i dodatkowe obowiązki.

Nowe przepisy jasno regulują kwestie związane z odpowiedzialnością poszczególnych uczestników obrotu prawami autorskimi. Przepisy te są z pewnością korzystne dla tych użytkowników, którzy korzystają z treści objętych prawami autorskimi w celach niezarobkowych, ponieważ ich obejmie licencja uzyskiwana przez operatorów serwisów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Pacuski, radca prawny w Gekko Taxens. – Licencja nie będzie pokrywała natomiast korzystania z treści objętych prawami autorskimi przez tych użytkowników, którzy korzystają z serwisów w celach zarobkowych.

Unijna dyrektywa o ochronie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym została przyjęta przez Parlament Europejski w ostatnim tygodniu marca br., a w połowie kwietnia zaakceptowana przez państwa członkowskie UE. Po opublikowaniu dyrektywy w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej państwa członkowskie – w tym Polska – będą miały dokładnie 24 miesiące na jej wdrożenie do krajowego ustawodawstwa.

Dyrektywa wprowadza wiele zmian w zasadach publikowania i monitorowania treści w internecie. Jak podkreśliła Komisja Europejska, nie dotyczy ona użytkowników korzystających z utworów w celach niezarobkowych. Ci – tak jak do tej pory – będą mogli wymieniać się treściami w mediach społecznościowych, zamieszczać memy i linkować łącza do stron internetowych i gazet. Regulacja ma przede wszystkim chronić interesy twórców i posiadaczy praw autorskich oraz praw pokrewnych w sieci, a także wzmocnić ich pozycję względem globalnych koncernów, takich jak Facebook, YouTube czy Google. Nie wprowadza natomiast żadnych nowych praw dla twórców i dziennikarzy – zapewnia im jedynie lepsze egzekwowanie praw już im przysługujących, takich jak np. prawo do wynagrodzenia za wykorzystanie ich utworów, prawo do żądania zablokowania i usunięcia utworu udostępnionego bez licencji.

Radca prawny Gekko Taxens podkreśla, że dyrektywa jest korzystna zarówno dla posiadaczy praw autorskich i praw pokrewnych – ponieważ oni będą głównymi beneficjentami opłat płynących z tytułu udzielenia licencji – jak i wydawców prasy.

– Dyrektywa daje wydawcom uprawnienie do wynagrodzenia za upublicznianie ich materiałów prasowych przez okres 2 lat od ich pierwszej publikacji – mówi Adam Pacuski.

Izba Wydawców Prasy oraz Stowarzyszenie Dziennikarzy i Wydawców REPROPOL w oficjalnym oświadczeniu poinformowały, że uchwalenie dyrektywy przez Parlament Europejski przyjęły z wielkim zadowoleniem i zadeklarowały chęć współpracy przy wdrożeniu nowych przepisów do polskiego ustawodawstwa.

Mniej powodów do zadowolenia będą mieć z kolei operatorzy serwisów internetowych, dla których przyjęcie dyrektywy oznacza wzrost odpowiedzialności i dodatkowe obowiązki.

– Przede wszystkim będą musieli informować, że w serwisach umożliwiają zapoznawanie się z twórczością chronioną prawem autorskim i prawami pokrewnymi. Następnie będą musieli spełnić obowiązek posiadania licencji, czyli zezwolenia uprawniających do tego, żeby takie treści w ich serwisach mogły być udostępniane – mówi Adam Pacuski.

Dyrektywa o ochronie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym modyfikuje zasady odpowiedzialności operatorów serwisów internetowych za treści objęte prawami autorskimi, które się na tych serwisach znajdują. Do tej pory operatorzy serwisów co do zasady nie ponosili za nie odpowiedzialności.

Zasadniczo operatorzy serwisów internetowych będą zobligowani do posiadania licencji. Prawdopodobnie ta licencja nie obejmie wszystkich utworów, które będą w tych serwisach udostępniane. Stąd dyrektywa przewiduje, że jeżeli jakiś utwór nie jest objęty licencją, to operator serwisu będzie musiał wykazać, że dołożył należytych starań w celu jej uzyskania. Po drugie, będzie musiał wdrożyć procedury reagowania na zgłoszenie, że dany utwór nie jest taką licencją objęty. Po trzecie, będzie musiał wdrożyć procedury, które pozwolą mu zablokować korzystanie z tego utworu, a następnie usunąć go z serwisu na stałe – mówi radca prawny Gekko Taxens.

Dyrektywa Unii Europejskiej ma przystosować przepisy o prawach autorskich do nowych, cyfrowych realiów. Te są przestarzałe, przez co platformy internetowe i serwisy informacyjne są w uprzywilejowanej pozycji, podczas gdy prace artystów, wydawców wiadomości i dziennikarzy, którzy dostają za nie niewielkie wynagrodzenia, krążą bezpłatnie w sieci.

W ubiegłym tygodniu polski rząd zaskarżył nowe przepisy do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Dyrektywa jeszcze przed uchwaleniem budziła duże kontrowersje. Przez jej przeciwników, którzy obawiali się m.in. cenzury w internecie, została nazwana ACTA2. Najwięcej kontrowersji budziły art. 11. (wprowadzał obowiązek płacenia wydawcom za treści udostępniane przez globalne koncerny internetowe) oraz art. 13. dyrektywy (wprowadzał obowiązek filtrowania treści pod kątem praw autorskich). W końcówce ubiegłego roku organizacje z sześciu państw regionu Trójmorza, które reprezentują branżę cyfrową, wspólnie zaapelowały do rządów swoich krajów o zablokowanie propozycji zawartych w unijnej dyrektywie, które w ich opinii będą szkodliwe dla sektora kreatywnego i nowoczesnych technologii. Ostatecznie jednak ww. przepisom obok zmiany numerów porządkowych zmodyfikowano także redakcję, co pozwoliło lepiej oddać cel ich wprowadzenia i oddalić od nich krytykę wynikającą z niejasnej treści.

PLL LOT chce być przewoźnikiem pierwszego wyboru dla Europy Środkowej. Pomogą mu w tym zaawansowane technologie Sabre

PLL LOT chce być przewoźnikiem pierwszego wyboru dla Europy Środkowej. Pomogą mu w tym zaawansowane technologie Sabre 3

Technologie zmieniają przemysł lotniczy i turystykę. Klienci szukają destynacji, porównują ceny biletów albo robią rezerwacje już przede wszystkim online, więc linie lotnicze muszą się dostosowywać do tych nowych oczekiwań. Polskiego narodowego przewoźnika wspiera w tym Sabre – dostawca usług technologicznych dla ponad 400 linii lotniczych na całym świecie. Spółka podpisała właśnie z LOT-em strategiczne porozumienie, które dotyczy m.in. wspólnego rozwijania zaawansowanych rozwiązań technologicznych.

W przemyśle lotniczym technologie informatyczne są dziś w centrum wszystkiego, co dzieje się w obszarze podróży. Nie tylko umożliwiają klientom znalezienie dobrych połączeń, lecz także dbają o to, żeby ich podróż była przyjemna i bez opóźnień. Mogą ją monitorować, mogą nią zarządzać, ich bagaż trafia we właściwe miejsce. Mogą też zarządzać swoimi rezerwacjami hotelowymi i to wszystko w ramach naszych systemów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Sebastian Drzewiecki, dyrektor zarządzający Sabre w Polsce.

Sabre to wiodący dostawca technologii i rozwiązań IT dla branży lotniczej i turystycznej, który we wdrażaniu nowych rozwiązań wspomoże również polski LOT. W tym tygodniu spółka i narodowy przewoźnik odnowili partnerstwo strategiczne i podpisali porozumienie, które dotyczy m.in. umowy dystrybucyjnej oraz współpracy w zakresie wspólnego rozwijania zaawansowanych rozwiązań technologicznych.

– LOT współpracuje z Sabre od wielu lat. Podstawą naszej współpracy jest model dystrybucyjny Global Distribution System, który umożliwia nam sprzedaż biletów na ponad 60 rynkach na całym świecie. Korzystamy także z innych systemów, jak Sabre AirCentre Flight Plan Manager, który umożliwia optymalizację zasobów w organizacji podróży lotniczej, w planowaniu samolotów i szeregu innych elementów operacyjnych. Nasza współpraca została właśnie przedłużona i będzie rozwijana. Podpisaliśmy list dotyczący rozwoju nowych, innowacyjnych produktów, które mogą się przełożyć na większą przewagę konkurencyjną LOT-u – mówi Rafał Milczarski, prezes zarządu Polskich Linii Lotniczych LOT SA.

Przykładem rozwiązania, z którego korzysta narodowy przewoźnik, jest system Sabre Travel Network. Dostarcza on technologię w zakresie dystrybucji oferty LOT-u, czyli automatycznego połączenia taryf lotniczych, dostępności miejsc oraz rozkładu lotów. Pozwala to na sprzedaż biletów czy dodatkowych usług w najwyższych dostępnych standardach.

Jak podkreśla prezes LOT-u, technologie informatyczne już w tej chwili optymalizują tzw. customer journey na całym etapie podróży klienta, a w przyszłości będą odgrywać jeszcze większą rolę w rozwoju linii lotniczych. Ma to pomóc osiągnąć narodowemu przewoźnikowi strategiczne cele w najbliższej dekadzie.

Docelowo chcemy być linią pierwszego wyboru dla całej środkowej Europy. W perspektywie 2030 roku chcemy bardzo istotnie rozwinąć skalę działalności i zacząć operować z Centralnego Portu Komunikacyjnego. Musimy być pionierami technologicznymi, żeby to wszystko osiągnąć. Potrzebujemy ogromu dobrze zintegrowanej technologii, ogromu pracy na big data, by to doświadczenie było naprawdę unikalne i by pasażerowie chcieli latać przez to lotnisko na pokładach LOT-u – podkreśla Rafał Milczarski.

– Dzięki jasnej strategii i silnemu zaangażowaniu zespołu, LOT osiągnął olbrzymi sukces na przestrzeni ostatnich kilku lat. Chcemy też odkrywać nowe obszary, gdzie za pomocą naszej technologii możemy wspierać rentowny wzrost i dalsze sukcesy LOT-u – podkreśla Sean Menke, prezes Sabre.

Sebastian Drzewiecki ocenia, że poziom cyfryzacji linii lotniczych na świecie jest w tej chwili satysfakcjonujący, ale wiele pozostaje jeszcze do zrobienia w obszarze doświadczeń klienta

Już niedługo można będzie wyszukać cel podróży bez podawania destynacji, którą chcemy odwiedzić. Wystarczy podać np. że chcemy spędzić czas na plaży – mówi Sebastian Drzewiecki. – Linie lotnicze potrzebują dziś jeszcze lepszego dopasowania oferty dla klientów końcowych, żeby ci mogli spełniać swoje marzenia, nawet niekoniecznie wiedząc, kiedy, z kim i dokąd chcą podróżować.

W Krakowie od 2000 roku działa globalne centrum rozwoju oprogramowania Sabre Polska zatrudniające około 1 540 osób. Programiści z Polski odpowiadają za kluczowe projekty dla całej firmy, w tym za rozwiązania wspierające funkcjonalność linii lotniczych. Firma w najbliższym czasie planuje rozbudowanie krakowskiego centrum.

Prawie co druga mała firma korzystała z leasingu lub zamierza to zrobić. Najczęściej finansują w ten sposób samochody

0

Prawie co druga mała firma korzystała z leasingu lub zamierza to zrobić. Najczęściej finansują w ten sposób samochody 4

Leasing jest trzecią najczęściej wykorzystywaną przez małe firmy formą zewnętrznego finansowania. Jego popularność wzrosła o 8 pkt proc. na przestrzeni trzech ostatnich lat, a doświadczenie w korzystaniu z tej formy finansowania ma prawie co drugie przedsiębiorstwo – wynika z najnowszego badania Santander Leasing. Dla branży motorem napędowym pozostaje segment lekkich pojazdów, a na polskim rynku widać rosnące zainteresowanie finansowaniem typu captive, które wynika ze współpracy importera samochodów oraz instytucji finansowych.

– W grupie przedsiębiorstw zatrudniających do 49 pracowników, a więc w tej najważniejszej grupie z punktu widzenia polskiej gospodarki, leasing jest trzecim produktem wybieranym przez firmy do finansowania bieżącej działalności, zaraz po pożyczce bankowej i kredycie bankowym [tu odsetek wynosi 51 proc. – red.] – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Poręcki, dyrektor sprzedaży rynku vendorsko-dealerskiego w Santander Leasing.

Jak wynika z majowego raportu „Korzystanie z leasingu wśród małych firm w Polsce”, opracowanego przez Santander Leasing, 43 proc. firm deklaruje w tym roku doświadczenie bądź chęć skorzystania z produktu leasingowego. W tej grupie najaktywniejsze są firmy produkcyjne, wśród których zainteresowanie tego typu produktami wyraża 49 proc. Na drugim miejscu plasuje się branża budowlana (44 proc.) oraz handlowa (39 proc.). Leasing jest trzecią najczęściej wykorzystywaną przez małe firmy formą zewnętrznego finansowania, pod względem popularności wyprzedzając m.in. dotacje unijne i wsparcie zewnętrznych inwestorów.

– Tym, co nas niezwykle cieszy, jest dynamiczny rozwój zainteresowania przedsiębiorców produktami z naszej gamy. Porównując te wyniki do badania przeprowadzonego w 2016 roku, mamy wzrost zainteresowania o 8 pkt proc. Wtedy jedynie 35 proc. przedsiębiorców na polskim rynku wykazywało doświadczenie bądź zainteresowanie produktami leasingowymi – mówi Jakub Poręcki.

Z badania wynika też, że im większa firma, tym większa popularność leasingu – doświadczenie w korzystaniu z tej formy finansowania deklaruje 46 proc. firm zatrudniających od 10 do 49 pracowników, podczas gdy odsetek dla jednoosobowych działalności wynosi 37 proc.

Firmy raportujące do Związku Polskiego Leasingu sfinalizowały w ubiegłym roku transakcje o łącznej wartości 82,6 mld zł. Wzrost na poziomie 21,8 proc. roku do roku był najwyższy, jaki branża odnotowała od 11 lat. Natomiast łączna wartość umów obsługiwanych przez sektor leasingowy na koniec ubiegłego roku wyniosła 146,6 mld zł, co z kolei oznacza wzrost o 22,8 proc.

Główną kategorią finansowaną przez firmy leasingowe niezmiennie pozostają samochody osobowe do 3,5 tony. Ubiegły rok w tym segmencie był rekordowy – sfinalizowano transakcje o łącznej wartości przekraczającej 58,5 mld zł, co stanowiło prawie połowę polskiego rynku leasingowego. Do boomu w tym segmencie przyczyniły się m.in. zmiana od stycznia br. przepisów podatkowych w PIT i CIT, dotyczących używania samochodów w działalności gospodarczej.

– W segmencie samochodów lekkich ubiegły rok był również dla Santander Leasing bardzo dobry. Nasza dynamika wzrostów przekroczyła 45 proc. w porównaniu ze wzrostem całego rynku na poziomie 23 proc., tak więc samochody lekkie stanowią główne koło napędowe polskiego leasingu. Zaraz za tym segmentem jest transport ciężki, dalej natomiast maszyny i urządzenia – mówi Jakub Poręcki.

Na polskim rynku widać rosnące zainteresowanie finansowaniem typu captive, które jest efektem połączenia współpracy importera samochodów z instytucjami finansowymi. Santander Leasing chce się wpisać w ten rynkowy trend, w końcówce maja podpisał umowę, na mocy której został oficjalnym partnerem leasingowym marki Ford w Polsce. Dostarczy rozwiązania finansowe, narzędzia i obsługę dla sieci dealerskiej Forda w pełnym zakresie finansowania przedsiębiorców.

– Wierzymy, że ta współpraca przyniesie bardzo dużo korzyści, zarówno dla nas, jak i dla klientów finalnych. Dealerzy marki Ford będą obsługiwani przez zespół sprzedażowy Santander Leasing, zyskają dostęp do naszych elastycznych i bezpiecznych produktów finansowych oraz narzędzi do ich obsługi. Jestem głęboko przekonany, że te programy brandowe w najbliższym czasie będą się dynamicznie rozwijać – mówi dyrektor sprzedaży rynku vendorsko-dealerskiego w Santander Leasing.

Inwestycja w prywatną opiekę medyczną pozwala pracodawcy oszczędzić 1 tys. zł na każdego pracownika rocznie. W skali gospodarki to 15,6 mld zł

Inwestycja w prywatną opiekę medyczną pozwala pracodawcy oszczędzić 1 tys. zł na każdego pracownika rocznie. W skali gospodarki to 15,6 mld zł 5

W 2018 roku Polacy spędzili na zwolnieniach lekarskich blisko 243,7 mln dni. Najczęstszą przyczyną są infekcje dróg oddechowych i przewlekłe choroby układu ruchu. Koszty związane z nieobecnością w pracy liczone są w miliardach złotych, ponoszą je zarówno ZUS, jak i sami pracodawcy. Dzięki inwestycji w koordynowaną opiekę ambulatoryjną można je obniżyć nawet o 15,6 mld zł – wynika z raportu „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2013–2017” opracowanego przez Medicover Polska. Dla pracodawcy oznacza to oszczędność rzędu 1 tys. zł na każdego pracownika rocznie.

– Każda absencja kosztuje pracodawcę. W momencie, kiedy pracownicy nie przychodzą do pracy, jest to ewidentna strata dla pracodawcy. W związku z tym, jeśli zaopiekujemy się dobrze pracownikami i będą oni utrzymywani w zdrowiu, absencja będzie spadała, dzięki temu pracodawca będzie oszczędzał – podkreśla Artur Białkowski, Dyrektor Zarządzający Medicover Polska.

Z danych ZUS wynika, że w 2018 roku Polacy spędzili na zwolnieniach lekarskich 243,7 mln dni. Biorąc pod uwagę fakt, że liczba osób zatrudnionych sięga 17 mln, oznacza to, że przeciętny pracownik spędził na chorobowym ok. 14,3 dni. Wprawdzie chorujemy krócej, ale częściej – w ubiegłym roku lekarze wystawili rekordowe 20 mln zwolnień. Koszty absencji chorobowej i nieefektywnej obecności w pracy (tzw. prezenteizmu) liczone są w miliardach złotych. Części kosztów można byłoby uniknąć.

– Skoordynowana opieka medyczna, którą oferuje Medicover, powoduje, że pracodawca ma oszczędność rzędu 1 004 zł średnio na każdym pracowniku w skali roku – ocenia Artur Białkowski.

Z raportu Medicover Polska wynika, że gdyby wszyscy pracownicy mieli dostęp do koordynowanej opieki ambulatoryjnej, łącznie można byłoby zaoszczędzić 15,6 mld zł w skali roku. To wzrost o 4,6 mld zł, czyli 28 proc. w stosunku do poprzedniego raportu przybliżającego perspektywę 2012–2016.

– Absencja może być mniejsza, bo oferujemy coraz bardziej innowacyjne rozwiązania uzyskiwania porady medycznej, chociażby poprzez rozwiązania telemedyczne. Dzięki temu pracownik szybko uzyskuje konsultację medyczną, szybko zaczyna być leczony, więc jego absencja jest coraz krótsza – tłumaczy Artur Białkowski.

Efektywna opieka medyczna musi być dopasowana do realnych potrzeb polskich pracowników, to zaś wymaga lepszej współpracy na linii lekarz – pacjent i dostępu do koordynowanej opieki zdrowotnej. Istotne jest również przestrzeganie zaleceń przez pacjenta.

– Efektywna opieka nad pracownikiem, który ma problem zdrowotny, polega na tym, że analizujemy dokładnie, jaka jest jego potrzeba. Przy infekcjach oddechowych organizujemy krótkie wizyty z dużą dostępnością tak, żeby każda osoba, która ma katar, mogła szybko się do nas dostać i uzyskać oczekiwaną pomoc. U osób, które nie dostaną się do lekarza, rozwijają się powikłania, i to już nie jest efektywna opieka – mówi agencji Newseria Biznes dr n. med. Katarzyna Gorzelak-Kostrzewska, kierownik ds. profilaktyki i medycyny pracy w Medicover Polska.

W Polsce najczęstszą przyczyną nieobecności w pracy, które generują największe koszty, są infekcje górnych dróg oddechowych (26 proc. zwolnień). Powodują one liczne, krótkotrwałe zwolnienia lekarskie, głównie w sezonie jesienno-zimowym. Zwolnienia lekarskie z powodu infekcji dróg oddechowych w Medicover są średnio o 1/3 krótsze od zwolnień wystawianych w całej Polsce, a koszt choroby to 620 zł przy 807 zł w przypadku przeciętnego pracownika.

– Innym przykładem efektywnej opieki jest to, że pacjent z bólem pleców trafia bezpośrednio do rehabilitanta, fizykoterapeuty, który potrafi udzielić mu efektywnej pomocy. Nie trafia do lekarza, na rentgen, a potem w wiele innych miejsc, tylko bezpośrednio tam, gdzie pomoc jest najefektywniejsza – przekonuje dr Katarzyna Gorzelak-Kostrzewska.

Przewlekłe choroby układu ruchu i urazy stanowią kolejne najczęstsze przyczyny zwolnień (po 8 proc.). Do najczęściej występujących chorób układu ruchu należą bóle pleców, choroba zwyrodnieniowa kręgosłupa oraz choroby zwyrodnieniowe stawów. W przypadku bólów pleców koszt na jednego pracownika pod opieką Medicover jest prawie 4 razy niższy niż w przypadku przeciętnego pracownika w Polsce (194 do 775 zł).

– W Medicover od wielu lat mamy wskaźniki jakości klinicznej dotyczące konkretnych chorób. Jeśli mamy osoby z nadciśnieniem, to są one dobrze leczone wtedy, kiedy mają prawidłowe wartości ciśnienia. Taki jest wskaźnik jakości klinicznej – tłumaczy dr Katarzyna Gorzelak-Kostrzewska. – Nasze efekty, również kosztowe, są ściśle związane z jakością. Potrafimy pokazać, że jakość się opłaca.

Ziemi zagraża blisko 900 obiektów kosmicznych. Najbardziej niebezpieczna asteroida może uderzyć w 2095 r., ale naukowcy wciąż odkrywają nowe zagrożenia

Ziemi zagraża blisko 900 obiektów kosmicznych. Najbardziej niebezpieczna asteroida może uderzyć w 2095 r., ale naukowcy wciąż odkrywają nowe zagrożenia 6

W naszym Układzie Słonecznym krąży ok. 600 tys. asteroid. Spośród nich blisko 20 tys. to obiekty bliskie Ziemi, z których 861 znajduje się na liście ryzyka Europejskiej Agencji Kosmicznej. To zaś oznacza, że ​​tych kilkaset asteroid jest obserwowanych bardzo uważnie, bo potencjalnie zderzenie z nimi może mieć katastrofalne skutki dla całej planety. Niedawno odkryta asteroida 2018XB4, o średnicy 70 metrów, może spaść na Ziemię 22 czerwca 2092 roku. Ryzyko wynosi 1 do niemal 7 tys., tym samym jest więc jedną z bardziej niebezpiecznych w najbliższej przyszłości.

– Pod koniec zeszłego roku naukowcy odkryli kolejną asteroidę, która może nam zagrażać – 2018XB4. Asteroidy są tak numerowane ze względu na to, że jest ich naprawdę dużo i trudno byłoby każdej z osobna nadawać nazwę, choć myślę, że ta niebawem zyska nową nazwę, która będzie imieniem jakiejś bogini, nawiązaniem do mitologii czy dawnych wierzeń, dlatego że to jest asteroida, która może nam poważnie zagrozić w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat – mówi agencji Newseria Innowacje Mateusz Borkowicz z Centrum Nauki Kopernik.

Z danych europejskiej agencji kosmicznej ESA wynika, że obecnie w Układzie Słonecznym krąży blisko 600 tys. asteroid. Część z nich znajduje się na tyle blisko Ziemi, że potencjalnie mogą być niebezpieczne, choć ich trajektoria nie pozwala na razie sądzić, że zderzą się z naszą planetą. Na liście ryzykownych obiektów ESA znajduje się obecnie dokładnie 861 niebezpiecznych obiektów kosmicznych. Asteroida 2018XB4 znajduje się w czołówce, jednak nie jest jedyną, która może zagrozić przyszłości Ziemi.

– Prawdopodobieństwo, że ta asteroida w nas uderzy jest 1 do prawie 7 tys. Nam się wydaje, że to jest bardzo małe prawdopodobieństwo, bo z naszego punktu widzenia to naprawdę mała szansa. Ale z drugiej strony dla naukowców to ogromne zagrożenie, bo nie znają dokładnej trajektorii takiego obiektu, badają, sprawdzają, jak ona się porusza. Z czasem obliczenia są dokładniejsze i okazuje się, że rozrzut błędu jest dosyć duży, więc ten margines, jaki zachowują naukowcy, jest duży – tłumaczy Mateusz Borkowicz.

Już 12 października 2017 roku 20-metrowa asteroida minęła Ziemię zaledwie o 50 tys. kilometrów. Przez całe tygodnie dziesiątki astronomów z laboratoriów na całym świecie sprawdzało prędkość, szacowało trajektorię lotu, aby przygotować się na uderzenie i wyliczyć dokładnie miejsce, w które mogłaby uderzyć. W momencie odkrycia astronomowie wiedzieli, że w rzeczywistości nie stanowi ona zagrożenia dla Ziemi. Ale wykorzystali przelot jako ćwiczenie, aby przetestować zdolność astronomów do szybkiego koordynowania ogólnoświatowej kampanii obserwacyjnej.

– Szanse zderzenia z takimi obiektami są od 1 do kilku tysięcy, do 1 do wielu milionów, czyli naprawdę niewielkie. Ale potencjalnie takie obiekty mogą stanowić zagrożenie, gdyby zderzyły się z innymi obiektami i zmieniły trajektorię. Wtedy musimy je dokładnie badać i monitorować. Naukowcy odkrywają nowe asteroidy, w przyszłości musimy się na to przygotować. Bo statystycznie rzecz biorąc od czasów dinozaurów, przynajmniej raz coś powinno spaść na Ziemię, na tyle dużego, żeby nam naprawdę zagrozić – ocenia ekspert.

W 1972 roku 10-metrowa asteroida ominęła Ziemię w odległości zaledwie 57 km. W 2006 roku ogromny 100-metrowy głaz minął Tokio o nieco ponad 70 km. To, jakie straty może spowodować obiekt kosmiczny, przekonaliśmy się w 2013 roku, kiedy nad obwodem czelabińskim, po wejściu w ziemską atmosferę, 17 metrowy meteoryt rozpadł się na małe części. Powstała w wyniku przelotu i eksplozji silna fala uderzeniowa spowodowała znaczne straty.

Obecnie – według naukowców – najniebezpieczniejsza dla Ziemi jest zaledwie 9-metrowa asteroida 2010RF12, która może uderzyć w Ziemię 5 września 2095 roku, a prawdopodobieństwo wynosi aż 1 do 16. Jej odkrycie było możliwe dzięki coraz lepszym teleskopom i dokładniejszym zdjęciom.

– W przeszłości było to trudne do wykrycia. Trudno było wykryć obiekty, które mają średnicę kilku, kilkunastu kilometrów. Technologia postępuje, i kto wie, być może za 10 lat będziemy w stanie wykrywać odległe, bardzo małe asteroidy, tak małe, że w sumie nie będą nam wcale groziły, ale będziemy mogli przewidzieć zjawisko wejścia w atmosferę takiego meteoroidu. Będziemy mogli wtedy przewidzieć zjawisko bolidu, czyli bardzo jasnego meteoru na niebie – podkreśla Mateusz Borkowicz.

Czy można zmienić kilka kredytów w jeden?

wallet-1013789_1920Kiedy mamy kilka kredytów, co miesiąc musimy pamiętać o spłacie kilku rat, które często są dużym obciążeniem domowego budżetu. Zaczynamy wówczas szukać rozwiązań, które ten budżet nieco odciążą a nam pozwolą odetchnąć. Jedną z takich możliwości jest kredyt konsolidacyjny, który polega na połączeniu w jedną ratę wszystkich posiadanych zobowiązań. Kredytem konsolidacyjnym możemy spłacić kredyt gotówkowy, hipoteczny, samochodowy, kredyty ratalne, zadłużenie na karcie kredytowej a także limit w koncie.

Kiedy mamy kilka kredytów, co miesiąc musimy pamiętać o spłacie kilku rat, które często są dużym obciążeniem domowego budżetu. Zaczynamy wówczas szukać rozwiązań, które ten budżet nieco odciążą a nam pozwolą odetchnąć. Jedną z takich możliwości jest kredyt konsolidacyjny, który polega na połączeniu w jedną ratę wszystkich posiadanych zobowiązań. Kredytem konsolidacyjnym możemy spłacić kredyt gotówkowy, hipoteczny, samochodowy, kredyty ratalne, zadłużenie na karcie kredytowej a także limit w koncie.

Co daje kredyt konsolidacyjny? – więcej porad na niskarata.org
W sytuacji gdy miesięcznie mamy do spłaty kilka różnych zobowiązań, konsolidacja połączy je w jedno zobowiązanie, przez co zarządzanie domowym budżetem będzie znacznie łatwiejsze. Dużym plusem jest również obniżenie miesięcznej raty, czyli jedna rata będzie mniejsza niż suma wcześniejszych miesięcznych zobowiązań. Taką możliwość daje wydłużenie okresu kredytowania. Wiąże się to jednak z dodatkowymi kosztami, ponieważ dłuższy okres spłaty zobowiązania to równocześnie konieczność spłaty wyższych odsetek. Jeśli więc chcemy wykorzystać konsolidację aby zaoszczędzić, to niekoniecznie będzie to dobre posunięcie. Wszystko zależy od dokładnej analizy kosztów. Jednak gdy bardziej zależy nam na podreperowaniu domowych finansów i płacenie mniejszej raty kosztem dłuższego okresu spłaty, to konsolidacja na pewno będzie tutaj pomocna.

Na co bank zwróci uwagę?
Procedury bankowe są zbliżone do innych procedur kredytowych. Z pewnością bank zacznie od analizy naszej sytuacji finansowej aby określić zdolność kredytową. Sprawdzi też historię kredytową i naszą rzetelność jako kredytobiorcy. Wszystkie niezbędne dane znajdzie w Biurze Informacji Kredytowej, więc nie warto nic ukrywać. Oprócz tego bank może poprosić o zaświadczenie o dochodach, które otrzymamy od pracodawcy, wyciąg z konta osobistego, jak również o umowy kredytowe zobowiązań, które chcemy skonsolidować.

Co jest ważne dla kredytobiorcy?
Zanim zdecydujemy się na kredyt konsolidacyjny porównajmy kilka ofert z różnych banków. W dobie internetu wcale nie jest to trudne i czasochłonne. W ogóle nie musimy wychodzić z domu aby zapoznać się chociażby ze wstępnymi informacjami. Poza tym w każdym banku działa infolinia, dzięki czemu uzyskamy odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Im więcej będziemy wiedzieć, tym mniej nas później zaskoczy. Szczególną uwagę zwróćmy więc na wysokość raty po konsolidacji, całkowitą kwotę kredytu i wymagane zabezpieczenie. Z taką wiedzą możemy wybrać najkorzystniejszy kredyt konsolidacyjny.

Rewitalizacja: Jak łączyć stare z nowym?

Żyjemy w czasach nieustannie zmieniającej się przestrzeni miejskiej. Ma to bezpośredni związek z coraz częstszymi procesami rewitalizacyjnymi obejmującymi zasłużone miejsca i budynki. Powodem tego jest fakt, iż odnowa historycznych dzielnic dużych miast to proces o ogromnym potencjalne ekonomicznym i kulturowym. Działania prowadzone w wielu miastach pokazują, że dzięki rewitalizacji, możliwa jest poprawa jakości przestrzeni publicznej, która idzie w parze z zachowaniem klasycznego, historycznego charakteru miejsca, a także wprowadzeniem do wnętrz rewitalizowanych budynków nowych funkcji. Udowadnia to również gdańskie Młode Miasto, gdzie już niedługo w miejscu pierwszej przemysłowej fabryki chleba powstanie nowoczesny apartamentowiec Chlebova.

Na początek należy zadać fundamentalne pytanie: czym tak naprawdę jest rewitalizacja?

Wyrażenie to często niesie ze sobą skojarzenia, które nie są do końca słuszne lub nie oddają w pełni jego definicji. Rewitalizacja często utożsamiana jest z remontem, przez co jej charakter postrzegany jest jednostkowo – jako odnowa historycznego obiektu, który z biegiem czasu utracił swój urok, blask i koloryt oraz ponowne wprowadzenie w jego progi mieszkańców. Rzeczywistość pokazuje, że proces ten ma dużo bardziej złożony charakter.

Rewitalizację powinniśmy postrzegać jako całokształt procesów, które mają na celu przywrócenie do życia istniejących przestrzeni zurbanizowanych, np. odbudowę lub przebudowę niegdyś tętniących życiem obszarów miejskich, które zostały zdegradowane  w wyniku działań wojennych lub też powojennych dewastacji, zaniedbań czy rozbiórek. Należy pamiętać również, że rewitalizacja to pojęcie odnoszące się bezpośrednio do funkcjonowania organizmu miejskiego w sferze ekonomicznej, ekologicznej, czy planistyczno-przestrzennej. Co za tym idzie, nie powinniśmy postrzegać jej jako procesu wyłącznie architektonicznego.

Niegdyś praktyką była jedynie odnowa fasad obiektu. Obecnie coraz częstszą praktyką jest diametralna zmiana jego pierwotnej funkcji. Przykładem są dawne fabryki czy browary zamieniane na ośrodki kultury, miejsca spotkań, budynki mieszkalne, a nawet centra biznesowe. Bywa, że rewitalizacja obejmuje również całe dzielnice, które posiadają wspaniałą historię, a przez ostatnie dekady były zaniedbywane. Dzięki temu historyczne części miast otrzymują zasłużone, nowe życie.

Tendencje pokazują, że rewitalizacja jest coraz częściej wykorzystywanym narzędziem poprawiającym jakość przestrzeni publicznej. Nie brakuje udanych inwestycji, które są połączeniem trzech aspektów – nowoczesności, historii i prestiżu. Również polskie pracownie coraz częściej pokazują jak wielką moc sprawczą niesie za sobą rewitalizacja.

Podejmując się stworzenia jakiegoś projektu, zawsze stawiamy na autentyczną opowieść, dlatego sięgamy do materiałów historycznych, ale też zwiedzamy skanseny, czy pozyskujemy informacje o danej kulturze. Swoiste łączenie starego z nowym wymaga pewnego estetycznego wyczucia – należy bardzo uważać, żeby nie przesadzić i nie przerysować takiego wnętrza, ponieważ w ten sposób powstanie coś na kształt teatru, a ludzie nie czują się dobrze w takich wnętrzach. – mówi Łukasz Koziana, architekt, założyciel pracowni Iliard Architecture & Interior Design.

Jestem zdania, że historyczne elementy powinny być zintegrowane z nową tkanką. Najlepiej w świeżej, zaskakującej funkcji czy odsłonie. Oczywiście są obiekty czy detale, które należy chronić jak zabytki. Mistrzowskie, moim zdaniem, przykłady integracji nowych rozwiązań w starych budynkach są autorstwa Normana Fostera. To, np. British Museum czy przebudowa Reichstagu – uważa Prezes Zarządu sopockiej pracowni architektonicznej Roark Studio.

Taka synteza wymaga od architektów nie tylko estetycznego wyczucia ale również ogromnych umiejętności. W końcu łączenie tradycji z nowoczesnością teoretycznie jest czymś w rodzaju spotkania dwóch przeciwstawnych światów. Praktyka pokazuje, że to spotkanie nie tylko jest możliwe ale również potrafi obudzić w miejscu uśpiony potencjał ekonomiczny oraz kulturalny. Nietrudno znaleźć przykłady udanych rewitalizacji. Za kolejny przykład udanej rewitalizacji może posłużyć dzielnica portowa Docklands we wschodnim Londynie.

Zniszczone w bombardowaniach podczas II wojny światowej i niezdolne do pomieszczenia większych statków doki postanowiono poddać rewitalizacji. W 1981r. całkowicie zmieniono charakter tego miejsca, a najbardziej zauważalnym efektem miało być Canary Wharf – największy kompleks biurowy w Wielkiej Brytanii. Dziś to miejsce jest siedzibą największych banków komercyjnych oraz przedsiębiorstw medialnych na świecie, przez co bez problemu konkuruje ze słynnym City of London o miano biznesowego centrum Londynu. Ta część miasta stała się również popularnym miejscem do życia, o czym najlepiej świadczy fakt, że w ciągu ostatnich 20 lat liczba mieszkańców Docklands podwoiła się.

Przykładów rewitalizacji nie brakuje również w Polsce. Tendencja, jaką możemy zauważyć, dotyczy przede wszystkim obszarów śródmiejskich m.in. w Krakowie, Warszawie, Gdańsku, czy Łodzi. Na uwagę zasługuje stolica, w której obszar rewitalizacji objął ponad 11% powierzchni, zamieszkałej przez blisko 31% mieszkańców miasta. Celem działań infrastrukturalnych i społecznych było nie tylko przywrócenie funkcji, które zostały utracone ale także stworzenie warunków sprzyjających dalszemu rozwojowi. Równolegle do prowadzonych prac remontowo-budowlanych, zaangażowano mieszkańców, stowarzyszenia, wspólnoty mieszkaniowe oraz przedsiębiorców. Dzięki pracom rewitalizacyjnym wiele obiektów i przestrzeni publicznych uzyskało nowe funkcje, a mieszkańcy mogą ponownie wykorzystywać ich potencjał.

Niezwykle emocjonująco zapowiadają się nowe inwestycje, które mają na celu połączenie nowoczesnego designu oraz tradycji. Przykładem swoistej reinterpretacji historii jest gdańskie Młode Miasto, które obejmuje poprzemysłowe obszary położone nad Motławą w bliskim sąsiedztwie Starego Miasta. Rewitalizacja Młodego Miasta ma obejmować 73 ha terenu po dawnej Stoczni Gdańskiej. Wykorzystanie dawnych hal stoczniowych oraz budowa obiektów hotelowych, biurowych i mieszkalnych ma sprawić, że nowa dzielnica Gdańska ma stać się nową wizytówką miasta.

Ważną zapowiedzią tego, co wydarzy się na terenie Młodego Miasta  staje się inwestycja o nazwie Chlebova, prowadzona obecnie przez spółkę NDI Development. Za projekt odpowiada sopocka pracownia Roark Studio. Nowoczesny apartamentowiec stanie w miejscu Germania Brotfabrik, czyli pierwszej przemysłowej fabryki chleba w Gdańsku.

Przygotowywana inwestycja to z pewnością unikalny projekt. Znajduje się jednocześnie w centrum miasta i na uboczu zapewniającym kameralność. Bezpośredni kontakt z nabrzeżem z pewnością zainteresuje wszystkich, którzy kochają wodną rekreację. Pobliska przystań jachtowa pozwoli im spełnić marzenia o stałym dostępie do wody praktycznie o krok od ich miejsca zamieszkania. – mówi Arkadiusz Zalaszewski – kierownik ds. Inwestycji NDI Development.

Dodatkową wartością wnętrz budynku mają stać się zabytkowe elementy odzyskane podczas wyburzeń. Będą to m. in. cegły, lampy, elementy klatki schodowej, maszyn i komina. Każdy z nich opatrzony zostanie ciekawostkami lub opisami, które uwydatnią historyczny charakter miejsca.

ChlebovaChlebova to nie tylko apartamenty. Na najniższej kondygnacji przewidziano lokale usługowe. Nieco wyżej, na pierwszym piętrze, znajdą się mniejsze mieszkania pod wynajem. Można tę strefę traktować jako miejsce dla klientów inwestycyjnych. Dopiero wyższe kondygnacje zaprojektowane zostały z myślą o większych metrażach. Chlebova to miejsce, które oferuje nie tylko prestiżową lokalizację ale również widok na Motławę, Muzeum II Wojny Światowej i inne symboliczne gdańskie budynki. To ukłon w stronę wszystkich klientów, którzy przywiązują wagę do historycznego charakteru Młodego Miasta. Wspaniała panorama Głównego Miasta będzie widoczna z perspektywy tarasu wypoczynkowego, który znajdzie się na najwyższej kondygnacji. W obiekcie planowana jest również bawialnia dla dzieci, strefa fitness oraz business lounge. Planowany termin oddania apartamentów do użytku to połowa 2020 r.

BrainSHARE IT: 3 cechy firmy, w której chce się pracować

“Rób to, co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia” – powiedzenie to często przywołują w pamięci osoby, które myślą o zmianie dotychczasowego zawodu. Wolnorynkowa rzeczywistość jest jednak brutalna, a żadne stanowisko samo z siebie nie gwarantuje nikomu poczucia spełnienia zawodowego. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: na nic przyda się wymarzona profesja, jeśli zatrudnimy się w firmie, której wartości i struktura organizacyjna mijają się z naszymi preferencjami.

Wielu ekspertów staje często przed nie lada dylematem: przymknąć oko na kulturę organizacyjną, czy może zaryzykować i szukać firmy, z którą od razu zaiskrzy? Dylemat ten oczywiście nigdy nie jest zerojedynkowy, a każdy z nas ma zróżnicowane motywacje i cele zawodowe. Niemniej jednak warto pamiętać, że rosnące w siłę zjawisko wypalenia zawodowego ma swoje źródło nie tylko w specyfice danej profesji, ale również wartościach firmy, w której ją wykonujemy. Na co zatem zwrócić uwagę podczas poszukiwania wymarzonej organizacji aby nie trafić do złotej klatki?

  1. Kultura organizacyjna – jedyna rzecz, której nie można sfabrykować

Kultura firmy jest unikalna i nie sposób jej podrobić. Dzieje się tak dlatego, ponieważ jej rozwój zależy od wszystkich osób w organizacji i tworzy ją atmosfera pracy, charakter zatrudnionych osób, sposoby rozwiązywania konfliktów czy otwartość na zmiany. To właśnie z kulturą pracownicy się identyfikują, to dla niej są w stanie podejmować nowe wyzwania nawet wtedy, kiedy okazują się niezwykle wymagające. Warto pamiętać o tym, że ta specyficzna atmosfera po prostu rozchodzi się w powietrzu i jest wyczuwalna na korytarzach – intuicja zazwyczaj szybko podpowiada nam, czy znajdujemy się we właściwym miejscu i czy chcemy w nim związać swoje dalsze zawodowe losy.

Rozwój zawodowy, a więc i satysfakcjonująca praca to zdecydowanie coś więcej niż czterdziestogodzinny tydzień pracy i godna wypłata. Nikt z nas nie lubi mieć poczucia zmarnowanego czasu, tym bardziej w miejscu, któremu dedykuje tak ogromny kawałek życia. Dlatego też to właśnie firmy, w których od progu wyczuwalna jest pasja do tworzenia i brak zgody na bezproduktywne zmarnowanie choćby jednej godziny, są tak cenione przez najlepszych specjalistów.

Od początku stawialiśmy sobie za cel stworzenie firmy, która chce stworzyć coś wielkiego, coś unikatowego i rozpoznawalnego w wybranym sektorze. Firmy, która skupia się na robieniu rzeczy SMART, czyli automatyzujących, wspomagających pracę i wypełniających nisze, które przez wielu są niedostrzegane. Stawialiśmy także na płaską strukturę, w której osoby pracujące mają bezpośredni kontakt z osobami zarządzającymi firmą, a ich zdanie wpływa na kierunek działania firmy. Dzięki temu istniejemy już 10 lat i wciąż się rozwijamy, bo wierzymy, że zawsze można spróbować zrobić coś lepiej, bardziej efektywnie, bo po prostu słuchamy ludzi, których zatrudniamy – tłumaczy Edyta Wojtas, wiceprezes i analityk biznesowy w BrainSHARE IT.

Nie jest również tajemnicą, że nawet najwyższe kompetencje pracownika przegrywają w zestawieniu z dopasowaniem do profilu firmy. Aby na linii specjalista – organizacja powstała swoista chemia, ludzie muszą do organizacyjnej kultury “pasować”. Tak do zespołu, w którym funkcjonują, jak i do wyznawanych wartości czy nawet sposobu pracy. Na nic zda się ekspercka wiedza i ponadprzeciętne umiejętności, kiedy firma nie będzie mogła ich w pełni wykorzystać. Taki nietrafiony wybór szybko rodzi także frustrację samego pracownika, który czuje się niezrozumiany.

  1. Pracodawco, zauważ mnie!

Choć celem każdej firmy jest zarabianie pieniędzy, to warto jednak swój czas poświęcać tym organizacjom, dla których zespół to nie tylko “zasób” i które rozumieją złożoność ludzkiej natury. Każdy człowiek jest unikalny, ma umiejętności, mocne i słabe strony, a przede wszystkim posiada zestaw emocji. Właściwe zarządzanie to wybieranie odpowiednich osób do odpowiednich zadań. Nie ma osób dobrych we wszystkim i to jest w świecie najciekawsze. To co jednak jest wspólne dla tej całej masy pojedynczych jednostek, to chęć bycia zauważonym. W pracy może się to wyrażać poprzez pochwałę, liczenie się ze zdaniem danej osoby, a nawet zainteresowanie się stanem jej samopoczucia w danym dniu przez kolegę z pracy.

Z punktu widzenia szefostwa jest to niezwykle trudne, aby nikt nie poczuł się „niewidzialny”. Kiedy nasza firma miała 6-8 pracowników wszyscy znaliśmy się bardzo dobrze. Relacja pomiędzy osobami była bardzo bezpośrednia i otwarta, co też bardzo ułatwiało nawet w sytuacjach kryzysowych, kiedy należało przekazać krytykę i ulepszyć proces, który zawiódł. Teraz, gdy firma liczy już 35 osób utrzymać to jest dużo trudniej. Bardzo dużo pracy wkładamy w to, aby współpracownicy czuli się widoczni i potrzebni, a ich zdanie miało znaczenie. I jak we wszystkim odnosimy w tym sukcesy i porażki – dodaje Edyta Wojtas z BrainSHARE IT.

  1. Duma z produktu, czyli duch Google w MŚP

Niezależnie od tego, czy firma tworzy produkt niezwykle unikalny w skali kraju, czy zajmuje się np. doradztwem lub outsourcingiem, bardzo ważnym elementem jej działalności jest duma z tego, w czym się specjalizuje. Poczucie dumy integruje i wpływa na resztę pracowników, zwiększa ich zawodową pewność siebie. Trudno wyobrazić sobie zadowolonego pracownika, który musi sprzedawać produkt, w który po prostu nie wierzy.

Praca w organizacji, w której tylko zarząd podpisuje się pod jej główną wizją, to prosta droga do wypalenia zawodowego. Stworzenie firmy, w której pracownicy ekscytują się produktem, proaktywnie biorą udział w jego rozwoju i przede wszystkim są do niego absolutnie przekonani, jest bardzo trudne ale możliwe. Wpływa na to przede wszystkim kultura organizacyjna i atmosfera sprzyjająca tworzeniu oraz popełnianiu błędów, bez których rozwój całego przedsiębiorstwa nie ma racji bytu. To właśnie umiejętność szerszego spojrzenia na własny biznes oraz wspierania sugestii pracowników i klientów co do dalszego rozwoju jest miarą biznesowej dojrzałości.

Rząd zajmie się projektem ustawy o Rzeczniku Praw Podatnika

• Na dzisiejszym posiedzeniu rząd ma zająć się projektem ustawy powołującej Rzecznika Praw Podatnika.
• Zdaniem Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan jego powołanie zasługuje na poparcie, ponieważ obecnie prawa podatników nie są odpowiednio chronione.
• Wątpliwości budzi umiejscowienie go de facto w strukturach organów podatkowych, czy prawo odwołania rzecznika, przysługujące ministrowi finansów, bowiem może ograniczyć to jego swobodę.

Projekt ustawy o Rzeczniku Praw Podatnika zakłada utworzenie profesjonalnej instytucji, której celem ma być ochrona szeroko pojętych praw podatników. Rzecznik ma przyczynić się do zwiększenia poczucia bezpieczeństwa podatników w kontaktach z administracją skarbową, wzmocnić ich pozycję, zniwelować dysproporcję pomiędzy uprawnieniami organów skarbowych a możliwościami obrony obywateli.

Przemysław Pruszyński Lewiatan
Przemysław Pruszyński, Konfederacja Lewiatan

– Pozytywnie oceniamy propozycję utworzenia instytucji Rzecznika Praw Podatnika. Ale niepokoi nas umiejscowienie go w strukturach organów podatkowych. Rzecznik powoływany będzie przez premiera na wniosek ministra finansów. Uważamy, że RPP powinien mieć zagwarantowaną niezależność od władzy wykonawczej – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

To dobrze, że Ministerstwo Finansów zdecydowało się powołać instytucję kompetentną do interweniowania w sprawach podatkowych na korzyść podatników. Lepiej mieć RPP w takim kształcie, niż go w ogóle nie mieć. Dlatego dajmy mu szansę.

Znacznie łatwiej będzie po zidentyfikowaniu problemów działalności rzecznika naprawić błędy, które pojawią się w praktyce, niż nadal pozostawić podatników bez żadnej ochrony i instytucji, która ma interweniować w ich imieniu.

Ceny kawalerek na rynkach pierwotnym i wtórnym, w sześciu największych polskich miastach

Zwykle kupując swoje pierwsze mieszkanie skupiamy się na jak najniższej cenie za całość lokalu. Takie podejście do transakcji sprawia, że przedmiotem zakupu może być kawalerka, której cena za metr kwadratowy może przyprawić o zawrót głowy.

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl podczas analizowania sytuacji na największych rynkach deweloperskich sprawdzili między innymi średnie ofertowe ceny 1 mkw. nowych mieszkań w zależności od liczby pokoi. Na rynku pierwotnym zwykle można zauważyć zależność, zgodnie z którą najmniejsze mieszkania cechują się wyższą ceną 1 mkw. niż większe lokale o podobnym standardzie. – Wynika to z faktu, że w przypadku takich niewielkich lokali, koszty stałe ponoszone przez dewelopera rozkładają się na mniejszą liczbę metrów kwadratowych, mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Mieszkania jednopokojowe najdroższe

Dane RynekPierwotny.pl z I kw. 2019 r. wskazują, że na największych rynkach deweloperskich rzeczywiście była widoczna wspomniana zależność między wielkością mieszkania oraz ceną 1 mkw. Na terenie wszystkich sześciu metropolii, mieszkania jednopokojowe cechowały się najwyższą średnią ceną 1 mkw. W zależności od lokalizacji, średnia ofertowa cena metra kwadratowego nowej kawalerki następująco różniła się od średniej stawki dla całego rynku deweloperskiego:

  • Warszawa – +34%/(średnia ofertowa cena M1: 12 273 zł/mkw., średnia ofertowa cena na całym rynku: 9142 zł/mkw.)
  • Kraków – +30%/(10 507 zł/mkw., 8 083 zł/mkw.)
  • Łódź – +11%/(6 454 zł/mkw., 5 817 zł/mkw.)
  • Wrocław – +18%/(8 802 zł/mkw., 7 465 zł/mkw.)
  • Poznań – +8%/(7 643 zł/mkw., 7 088 zł/mkw.)
  • Gdańsk – +28%/(9 526 zł/mkw., 7 466 zł/mkw.)

Fakt, że największe różnice odnotowano dla Warszawy, Krakowa i Gdańska z całą pewnością nie jest przypadkowy. – Wspomniane miasta cechują się bowiem najbardziej rozbudowanym rynkiem drogich lokali deweloperskich (w tym również jednopokojowych). Co więcej, od pewnego czasu można zauważyć rozbudowę oferty kosztownych kawalerek we wszystkich wymienionych metropoliach. Takie ekskluzywne mieszkania (nierzadko usytuowane w historycznym centrum miasta), skutecznie zawyżają średnie ceny ofertowe nowych M1, komentuje Andrzej Prajsnar z portalu RynekPierwotny.pl.

Jeżeli chodzi o nowe mieszkania dwupokojowe, to eksperci RynekPierwotny.pl w metropoliach zauważyli o wiele mniejsze odchylenia średniej ceny takich „M” od przeciętnej stawki obliczonej dla całego rynku deweloperskiego.

W zależności od miasta, wspomniane odchylenie ceny 1 mkw. wynosiło:

  • Warszawa – (-1%)/(średnia ofertowa cena M2: 9092 zł/mkw., średnia ofertowa cena na całym rynku: 9142 zł/mkw.)
  • Kraków – 1%/(8 152 zł/mkw., 8 083 zł/mkw.)
  • Łódź – 0%/(5 798 zł/mkw., 5 817 zł/mkw.)
  • Wrocław – 3%/(7 680 zł/mkw., 7 465 zł/mkw.)
  • Poznań – 0%/(7 110 zł/mkw., 7 088 zł/mkw.)
  • Gdańsk – (-3%)/(7 241 zł/mkw., 7 466 zł/mkw.)

Jak nietrudno zauważyć, nowe mieszkania dwupokojowe pod względem cenowym są znacznie bardziej zbliżone do rynkowej średniej niż kawalerki. Wynika to z faktu, że wśród M2 znajdziemy bardzo wiele lokali należących do segmentu popularnego i budowanych dla typowego klienta szukającego niedrogiego lokum o powierzchni 40 mkw. – 50 mkw.

Zakup kawalerki? Przemyśl dokładnie decyzję

Na rynku wtórnym różnice w cenie między średnią ceną mkw. mieszkań jednopokojowych a średnią dla całego miasta nie są tak duże jak na rynku pierwotnym. Jak zauważają eksperci sieciowej agencji nieruchomości Metrohouse, największe różnice mają miejsce w Krakowie i wynoszą 17%, w Gdańsku jest to 12%. Dla porównania w Warszawie jest to „zaledwie” 6 proc., a w Łodzi 9 proc. W tych przypadkach mowa jest o cenach transakcyjnych. Jak twierdzą specjaliści za każdym razem należy skrupulatnie wyliczyć opłacalność zakupu kawalerki. – Cena mkw. jest w dużym stopniu zależna od metrażu nabywanego mieszkania. Na rynku wtórnym 1 mkw. kawalerki jest i był zawsze najwyższy. Jeżeli kupując mieszkanie zwracamy uwagę tylko i wyłącznie na cenę za całość, możemy przeoczyć, że zakup takiego mieszkania jest zwyczajnie zupełnie nieopłacalny, ponieważ za niewiele większą kwotę możemy stać się właścicielami dwupokojowego lokalu, który umożliwi nam znacznie lepszy komfort zamieszkiwania, mówi Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse.

Aby lepiej zobrazować sytuację wystarczy przeanalizować dowolny przykład. W Gdańsku kupując kawalerkę na rynku wtórnym, klienci płacili w ostatnim czasie średnio 7744 zł za mkw. podczas, gdy cena mkw. mieszkań dwupokojowych była niemal o tysiąc złoty niższa (6781 zł). Standardowa kawalerka ma średnio 28 mkw., a nabywca płaci za nią 217 tys. zł., natomiast za standardowe niewielkie mieszkanie dwupokojowe o metrażu 36 mkw. – 244 tys. zł. – Oczywiście wyliczenia nie biorą pod uwagę lokalizacji i innych czynników, ale poglądowo pokazują, że zakup większego mieszkania może wiązać się z potrzebą dość nieznacznego zwiększenia budżetu – w tym przypadku o 27 tys. zł. Jak wyliczają eksperci Gold Finance różnica w wysokości miesięcznej raty pomiędzy zakupem ww. kawalerki a zakupem mieszkania dwupokojowego to zaledwie ok. 150 zł. Warto zatem zastanowić się, czy nie wybrać mieszkania, którego zakup będzie po prostu bardziej uzasadniony ekonomicznie, oczywiście w tych lokalizacjach gdzie różnice w cenie metra kwadratowego są najbardziej znaczące, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse.

Branża mięsna na zakręcie, konsekwencje afery odczuwa cały rynek

Na wybuchu afery mięsnej, ujawnionej z początkiem roku, straciła nie tylko ubojnia oferująca wołowinę pochodzącą od chorych lub martwych zwierząt. W trudnej sytuacji jest wiele zakładów mięsnych dystrybuujących mięso jak i gotowe wyroby mięsne, którzy korzystali z oferty nieuczciwego sprzedawcy. Zostali wprowadzeni w błąd – bo kupowane mięso posiadało odpowiednie oznaczenia. Teraz ponoszą konsekwencje zarówno wizerunkowe, jak i finansowe. Poprawy swojej sytuacji upatrują w systemie sprawiedliwości. O podejmowanych krokach prawnych mówi ekspert z Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Tło problemów

Po wybuchu afery mięsnej na początku tego roku, ujawnioną przez media, Państwowa Inspekcja Sanitarna skierowała pisma do zakładów, które kupiły wołowinę nienadającą się do spożycia. Firmy, które otrzymały feralne mięso musiały usunąć z obrotu nabyte w określonej ubojni partie oraz produkty je zawierające.

Działanie Państwowej Inspekcji Sanitarnej było zgodne z unijnym prawem, dokładnie art. 54 Rozporządzenia nr 882/2004 w sprawie kontroli urzędowych przeprowadzanych w celu sprawdzenia zgodności z prawem paszowym i żywnościowym oraz regułami dotyczącymi zdrowia zwierząt i dobrostanu zwierząt. Po otrzymaniu informacji o znajdujących się na rynku środkach spożywczych szkodliwych dla zdrowia lub życia, podjęła ona odpowiednie czynności. Producenci stanęli przed ogromnym wyzwaniem. Do nich należało powiadomienie klientów, odebranie towarów i ich utylizacja. Warto dodać, że odbyło się to na koszt zakładów.  Szacunkowo musiały one przeznaczyć na ten cel nawet pięciokrotnie więcej niż na zakup mięsa – wskazuje Agata Jaczyńska, Associate, Adwokat w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Długofalowe konsekwencje

Zakłady mięsne poniosły straty finansowe nie tylko związane z koniecznością wycofania z obrotu partii wadliwego mięsa, ale także spadkiem zamówień. Przychody jednej z firm spadły dwukrotnie w porównaniu kwartał do kwartału. Do tego dochodzi jeszcze kwestia utraty dobrego wizerunku i zmiana podejścia dotychczasowych partnerów biznesowych. Odbiorcy nie chcąc narażać na szwank swojego dobrego imienia decydują się na współpracę z innymi partnerami.

Producenci kupując mięso w ubojni nie mieli świadomości jego rzeczywistego pochodzenia. Partie z chorych lub martwych krów były oznaczone w taki sposób, że można było zakładać, że przeszły kontrolę weterynaryjną. Zakłady mięsne domagają się odszkodowania od ubojni, od której pochodziło wadliwe mięso. Zostały wprowadzone w błąd i cały czas ponoszą tego konsekwencje – mówi Agata Jaczyńska, Associate, Adwokat w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Afera mięsna wpłynęła także na uczciwych hodowców i ubojnie działające zgodnie z prawem oraz dbające o jakość sprzedawanego towaru. Polska wołowina straciła na wartości na europejskich rynkach.

Sytuacja jest trudna nie tylko dla branży mięsnej, ale całego sektora spożywczego. Straty liczone są w milionach. Działania jednego podmiotu naruszającego prawo wpłynęły niekorzystanie na wiele innych. Producenci muszą dochodzić sprawiedliwości w sądach i odbudowywać utraconą reputację. To dla nich szansa na utrzymanie się na rynku, a w dalszej kolejności zwiększenie obrotów – podkreśla Jarosław Chałas, Partner Zarządzający w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej rozpoczyna współpracę z MIT Enterprise Forum CEE

Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej nawiązała współpracę z MIT Enterprise Forum CEE, akceleratorem technologicznym przy najlepszej uczelni technologicznej na świecie –  Massachusetts Institute of Technology. Tym samym studenci programu EMBA będą mieli dostęp do najnowszej wiedzy na międzynarodowym poziomie z zakresu startupów.

Od czego zacząć zakładając startup? Jak pozyskać finansowanie na jego rozwój? Jak udoskonalić procesy współpracy ze startupami w swojej firmie? Na te i wiele innych pytań odpowiedź znajdą studenci Executive MBA Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej, podczas realizowanego w ramach studiów programu New Venture Project. Światowy poziom wiedzy gwarantowany jest przez partnera merytorycznego, jakim jest  MIT Enterprise Forum CEE, jeden z czołowych w Europie Środkowo-Wschodniej akceleratorów dla startupów technologicznych.

Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej jest jedyną w Polsce uczelnią kształcącą kadrę managerską, która sprofilowała swój program studiów EMBA na potrzeby uczestników w zakresie tworzenia, rozwijania i współpracy ze startupami.  – „Nawiązaliśmy współpracę z MIT Enterprise Forum CEE, ponieważ jest to akcelerator technologiczny przy najlepszej uczelni technologicznej na świecie, czyli Massachusetts Institute of Technology. Daje to szansę naszym studentom Executive MBA na czerpanie wiedzy i poznawanie najlepszych światowych praktyk w zakresie budowania i rozwijania przedsięwzięć start-up’ owych. Myślenie startup’owe jest obecnie jednym z najważniejszych biznesowych trendów i z naszych doświadczeń wynika, że uczestnicy studiów Executive MBA są bardzo zainteresowani rozwijaniem własnych przedsięwzięć. Bardzo często jest to najlepszy moment w ich karierze na poszukiwanie  nowych wyzwań i inspiracji, zarówno w celu stworzenia własnego biznesu, jak i start-up’ów realizowanych w ramach korporacji.  Dzięki projektowi New Venture Project w Szkole Biznesu PW uzyskują niezbędne wsparcie, co już zaowocowało sukcesem wielu startupów technologicznych i nie tylko. Sztandarowym przykładem jest powstanie spółki PZU LAB” – komentuje Joanna Pęgier, Dyrektor Marketingu, Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej.

Wiedza, wytrwałość, sukces

W ramach zajęć New Venture Project, studenci programu Executive MBA poznają tajniki zakładania własnych startupów i współpracy biznesowej z startupami w firmach. Zajęcia prowadzone przez ekspertów z MIT EF CEE będą oparte na metodologii 24 kroków przedsiębiorczości zdyscyplinowanej, opracowanej przez profesora Billa Auleta z Massachusetts Institute of Technology, który zanim rozpoczął pracę w MIT, przez 25 lat pracował w biznesie. Ważnym elementem programu New Venture Project w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej jest także praca studentów na „żywych organizmach”, czyli na własnych pomysłach biznesowych pod okiem mentorów z MIT EF CEE. Jak podkreśla Angelika Krawczyk, Chief Growth Officer MIT EF CEE oraz Wykładowca na studiach EMBA Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej: – „Sprawdzenie własnych pomysłów jest dobrym początkiem, od którego również wychodzimy w metodologii 24 kroków przedsiębiorczości zdyscyplinowanej Billa Auleta. Później liczy się wyłącznie twarda egzekucja i ciągła nauka. A statystyka nie pozostawia złudzeń – co trzecie przedsiębiorstwo nie przetrwa pierwszego roku działalności, po drugim roku tylko połowa pozostanie na rynku, a po pięciu latach od założenia pozostanie zaledwie tylko co trzecia organizacja. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele: od niedopracowanych koncepcji biznesowych, braku płynności finansowej, itp. Wbrew pozorom, sprzymierzeńcem startupów jest statystyka, która premiuje wytrwałość. „Systematyczni” przedsiębiorcy częściej osiągają sukces – im więcej razy spróbujesz, tym większe prawdopodobieństwo, że znajdziesz się w odsetku wygranych”.

Wraca hossa na kryptowalutach? Zmiany w europejskich rządach

Regułą po eurowyborach są zmiany w organach władzy wykonawczej państw członkowskich. Wiele partii odsyła do Strasburga zasłużone i znane nazwiska. W Polsce dotyczy to relatywnie małej liczby osób ważnych dla gospodarki. Znacznie istotniejsze przetasowania obserwujemy w Austrii, gdzie oprócz eurowyborów zostało także przegłosowane wotum nieufności dla rządu.

Zmiany w Radzie Ministrów

W najbliższych dniach możemy się spodziewać złożenia dymisji z funkcji w rządzie przez polityków, którzy uzyskali mandaty w Parlamencie Europejskim. Z punktu widzenia rynków nie będą to istotne zmiany. Gospodarczo znaczącym stanowiskiem jest zasadniczo tylko Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Na razie nie znamy nazwisk następców. W tle tej dyskusji pojawia się jednak Ministerstwo Finansów. Teresa Czerwińska wielokrotnie dawała do zrozumienia, że ostatnie programy socjalne nie są czymś, co chce firmować swoim nazwiskiem. Niewykluczone zatem, że przed krajowymi wyborami parlamentarnymi, które mogą być poprzedzone kolejnymi wydatkami, i tak zrezygnuje.

Wotum nieufności w Wiedniu

Po ostatniej aferze (związanej z propozycjami korupcyjnymi składanymi przez byłego już wicekanclerza) notowania austriackiego rządu wyraźnie osłabły. Wniosek o wotum nieufności był niemal pewny. Niespodzianką jest fakt, że zostało ono przegłosowane. W rezultacie rolę szefa rządu tymczasowo przejął minister finansów Hartwig Loeger. Nie będzie on jednak kierował rządem do momentu wyborów. Do tego czasu ma zostać wyłoniony kolejny tymczasowy kanclerz. Jednak te wydarzenia nie odbiły się na kursie euro. Po pierwsze, Austria nie jest aż tak dużym państwem w perspektywie całej unii walutowej. Po drugie, rynki czekają z reakcją do chwili, gdy przekonamy się, jak dokładnie będzie wyglądało nowe rozdanie. Opuszczenie rządu przez partię uważaną za skrajnie prawicową równoważy brak stabilności politycznej. Co ciekawe, bohater skandalu zwanego “Ibizagate”, pomimo całego zajścia, uzyskał mandat do europarlamentu.

Wraca hossa na kryptowalutach?

W weekend bitcoin podrożał o około 10%, ocierając się w szczycie ruchu o poziom 8900 dolarów. Wielu analityków znów mówi o hossie. Dlaczego? Od początku kwietnia podwoiła się wartość tej najpopularniejszej kryptowaluty. W świecie kryptowalut 100% przebicia nie jest szczególnie imponującym wynikiem. Jesteśmy już niemal w połowie drogi do poprzednich szczytów sprzed około  półtora roku. Pytanie brzmi, czy znów będziemy świadkami rajdu w górę, czy też może podobnie jak to miało miejsce po załamaniu z 2013 roku, po pierwszym istotnym odbiciu zobaczymy pogłębienie dołków. Nie brakuje również głosów, że bitcoin już nigdy nie odzyska poziomów ze swych historycznych szczytów. Warto zwrócić uwagę, że wraz ze wzrostem zainteresowania tym środkiem płatniczym, rośnie także koszt transakcyjny. Jeszcze w marcu wysłanie przelewu kosztowało 10-30 centów, dzisiaj jest to już ponad 3 dolary. Powodem jest wyższa marża, zarówno w ułamku bitcoina przez większy ruch i ograniczone możliwości sieci oraz wyższą wartość samej kryptograficznej waluty. W szczycie z przełomu lat 2017/2018 koszt ten przekraczał 35 dolarów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 16:00 – USA – Indeks zaufania konsumentów – Conference Board.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Wideo marketing – przegląd najważniejszych trendów

Jednym z największych trendów marketingowych ubiegłego roku niewątpliwie było pojawienie się Instagram TV – IGTV, czyli formatu pozwalającego na dodawanie dłuższych materiałów wideo, z możliwością ich przewijania. Niesłabnącą popularnością cieszyły się również stories znikających po 24 godzinach na Facebooku, Instagramie czy Whatsapp. Przykłady te pokazują, że aby zbudować solidną strategię marketingową, trzeba być na bieżąco z aktualnymi trendami marketingowymi, które wykorzystuje coraz więcej światowych marek.

Niesłabnąca popularność

Mariusz Maksymiuk
Mariusz Maksymiuk, CEO Adexon

Filmy zawsze były najbardziej interaktywną i angażującą formą treści. Dlaczego zatem dopiero od kilku lat są jednym z najpopularniejszych i najefektywniejszych rozwiązań marketingowych? Powodem jest łatwy dostęp do wideo za pośrednictwem platform takich jak YouTube, Instagram czy Snapchat, czyli serwisów, które cały czas rozbudowują swoją ofertę oraz wprowadzają wiele nowości, aby urozmaicić przekaz treści. Każdego miesiąca, już ponad 180 mln użytkowników Internetu ogląda wideo online, a liczba ta nieustannie rośnie, co pokazuje, że w ostatnim czasie ten format stał się prawdziwym królem marketingu. Powodem może być również autentyczność, jaką zapewnia marce w dzisiejszym świecie pełnym fake newsów. Wideo marketing otwiera drogę interakcji między klientem a marką oraz zapewnia jej bardziej przyjazne postrzeganie przez konsumentów.

Budowanie relacji z odbiorcą

Powodów, dla których w dzisiejszych czasach nie należy rezygnować z przekazu  audiowizualnego w swojej strategii marketingowej jest wiele. Jednym z nich jest przyciągający, interaktywny i angażujący charakter filmów. Według raportów Cisco, w 2019 wideo będzie generowało prawie 80% ruchu w Internecie. Filmy są najlepszą alternatywą dla treści tekstowych, co potwierdza prawie 3/4 internautów. W większości przypadków użytkownik woli obejrzeć objaśniające wideo dotyczące danego produktu niż o nim przeczytać. Animowany film będzie zatem najefektywniejszym sposobem na zaprezentowanie produktu lub usługi w sieci. Dlatego też, w ostatnim czasie wideo stało się najlepszym narzędziem pomagającym konsumentom w podejmowaniu decyzji zakupowych, pozwalającym użytkownikom być bliżej marki.

Trendy, o których nie można zapomnieć

Filmy są bez wątpienia najbardziej wciągającą i angażującą treścią dostępną online. Chcąc być na bieżąco z nowościami, należy stale śledzić zmieniające się trendy. To co było popularne w 2018, może nie być atrakcyjne dla konsumentów obecnie. Ważne jest zatem, aby wiedzieć, co nadal przyciąga klientów, a następnie wykorzystać te rozwiązania w swojej strategii.

Niesłabnącą popularnością cieszy się wykorzystanie w wideo marketingu wirtualnej rzeczywistości. VR wciąż otwiera przed marketerami nowe możliwości, jest niezwykle angażująca, wciągająca oraz umożliwia zaprezentowanie oferty w nietypowy, interaktywny, a nawet zabawny sposób. Zapewnia użytkownikom niezapomniane wrażenia, pokazując produkt lub usługę w bardzo rzeczywisty sposób. Wysoką pozycję zajmują również filmy wyświetlane na żywo oraz wideo 360 °. Transmisja na żywo cieszy się coraz większą popularnością na różnych platformach społecznościowych, takich jak Facebook, czy Instagram.  80% ludzi woli oglądać wideo na żywo niż czytać bloga, podczas gdy 82% preferuje live video w serwisach społecznościowych. Taki przekaz umożliwia interakcję z widzami w czasie rzeczywistym poprzez możliwość komentowania i zadawania pytań. Ta dodatkowa personalizacja sprawia, że ​​widzowie pozostają z marką na dłużej.

Widzimy więc, że krajobraz marketingu wideo stale się zmienia i nadal pozostaje ważną częścią każdej skutecznej strategii marketingu cyfrowego. Filmy są wykorzystywane obecnie prawie we wszystkich obszarach: marketingu, sprzedaży, reklamie czy obsłudze klienta. Sposób, w jaki marketerzy wdrażają ten potężny trend, decyduje o sukcesie ich strategii marketingowej.

Nowe prawo, kolejne sankcje i obowiązki. Nowelizacja przepisów o wymianie informacji podatkowych

W poniedziałek 15 kwietnia 2019 r. w Dzienniku Ustaw ukazała się Ustawa z dnia 4 kwietnia 2019 r. o zmianie ustawy o wymianie informacji podatkowych z innymi państwami oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. 2019, poz. 694). Nowe prawo nadaje więcej uprawnień organom podatkowym i więcej obowiązków podmiotom i instytucjom zobowiązanym do raportowania informacji podatkowych.

Ustawa autorstwa rządu wprowadza modyfikacje zasad i trybu wymiany informacji podatkowych między polskimi organami a odpowiednimi organami państw będących drugą stroną umów, które mają na celu zapobieganie unikaniu podwójnego opodatkowania. Modyfikacji uległ również katalog obowiązków ciążących na instytucjach finansowych w zakresie wymiany tych informacji.

Przesłuchania, wgląd w dokumenty i inne dowody

Przepis art. 11 ust. 1. Ustawy z dnia 9 marca 2017 r. o wymianie informacji podatkowych z innymi państwami stanowi, że: „Wniosek właściwego organu państwa członkowskiego wszczyna postępowanie w sprawie udzielenia informacji podatkowych” (Dz.U. 2017, poz. 648). Od 30 kwietnia 2019 r. w celu uzyskania tych informacji organy będą mogły przeprowadzić postępowanie dowodowe, a do udziału w nim mogą zostać dopuszczeni przedstawiciele organu państwa członkowskiego, który wystąpił z wnioskiem. Przedstawiciele ci będą mogli zadawać pytania świadkowi oraz stronie, przeglądać i utrwalać dokumenty i inne dowody związane ze sprawą.

Obecność przedstawicieli właściwego organu państwa członkowskiego Unii Europejskiej w toku postępowań w sprawie udzielenia informacji podatkowych, postępowań podatkowych i czynności kontrolnych umocowana będzie na podstawie porozumienia zawartego z Szefem Krajowej Administracji Skarbowej.

Dostosowaniu uległy przy okazji przepisy Ordynacji podatkowej, tak aby polska administracja skarbowa mogła udzielić informacji organowi innego państwa poprzez przesłuchanie świadka i przesłanie pozyskanych w tym przesłuchaniu informacji.

Rachunki raportowane, umowa renty, prawa z papierów wartościowych i trustu

Zmianie ulegną również definicje pojęć stosowanych przez ustawę zmienianą w zakresie automatycznej wymiany informacji o rachunkach raportowanych. Za objęte obowiązkiem raportowym aktywa finansowe uznawane będą od 30 kwietnia 2019 r.: udziały w prawach przysługujących osobie współuprawnionej z papieru wartościowego, umowy swapu, umowy ubezpieczenia lub umowy renty, a także rzeczywiste prawo własnościowe w truście. Zmodyfikowano też samą definicję umowy renty.

Większy ciężar spadnie na raportujące instytucje finansowe. Dotychczas, aby móc uznać niebędącego właścicielem beneficjenta pieniężnej umowy ubezpieczenia lub umowy renty, otrzymującego świadczenie z tytułu śmierci, za osobę raportowaną, traktującą posiadany rachunek finansowy jako rachunek raportowany, instytucja finansowa musiała wykazać, że posiada informację, iż beneficjentem jest osoba raportowana. Po wejściu w życie nowelizacji dla takiego uznania wystarczy, jeśli instytucja ta będzie wiedzieć lub mieć powody, aby sądzić, że beneficjentem jest osoba raportowana.

Beneficjent rzeczywisty trustu

Nowelizacja wprowadza też do ustawy o wymianie informacji podatkowych pojęcie trustu. Wskazuje, że należy je rozumieć zgodnie z definicją art. 2 ust. 2 pkt 24 ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, a przy rozpoznawaniu obowiązków ciążących na tak rozumianych trustach, uwzględniać przepisy CRS (ang. Common Reporting Standard). Trust zobowiązany będzie m.in. do stosowania procedur należytej staranności oraz identyfikacji rachunków raportowanych, a jako posiadacz rachunku, do rozpoznania trustu jako podmiotu podlegającego automatycznej wymianie informacji. Nowe przepisy określają przesłanki ustalenia, rezydentem którego państwa jest trust.

W świetle przepisów ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, a dokładnie definicji beneficjenta rzeczywistego, należy też rozumieć beneficjenta trustu. Zgodnie z dodawanym art. 24 ust. 1 pkt 38 lit. d:

„…w przypadku trustu będącego instytucją finansową – udział w kapitale rozumiany jako udział posiadany przez osobę traktowaną jako założyciel lub beneficjent trustu lub inną osobę fizyczną sprawującą ostateczną lub faktyczną kontrolę nad trustem; osoba raportowana będzie traktowana jako beneficjent trustu, jeżeli taka osoba raportowana posiada prawo do otrzymywania bezpośrednio lub pośrednio, w tym za pośrednictwem pełnomocnika, obowiązkowej wypłaty z trustu lub może otrzymywać, bezpośrednio lub pośrednio, wypłaty uznaniowe z trustu” (Dz.U. 2019, poz. 694).

Dodatkowa weryfikacja rezydencji podatkowej posiadaczy części rachunków

Polska instytucja finansowa o statusie raportującej zobowiązana będzie do 16 września 2019 r. do wystąpienia do posiadacza rachunku prowadzonego w dniu wejścia w życie ustawy zmieniającej, a otwartego w okresie od dnia 1 stycznia 2016 r. do dnia 30 kwietnia 2017 r. z żądaniem złożenia oświadczenia o rezydencji podatkowej. Oświadczenie to będzie musiało zawierać dane aktualne na dzień otwarcia rachunku.

Dodatkowa weryfikacja może objąć wszystkie istniejące rachunki, jeśli weryfikacji dokonywano na podstawie przepisów obowiązujących przed nowelizacją, niewymagających identyfikacji z uwzględnieniem kryterium rezydencji podatkowej posiadacza rachunku.

Większy rygor wobec przedsiębiorstw zbiorowego inwestowania

Polskie instytucje finansowe korzystające ze statusu zwolnionego przedsiębiorstwa zbiorowego inwestowania, emitujące certyfikaty inwestycyjne lub prawa uczestnictwa, zwolnione były z obowiązków raportowania, jeśli tylko spełniały jedną z trzech wskazanych w art. 32 ust. 7 przesłanek. Teraz katalog tych przesłanek został rozszerzony, a do zachowania statusu zwolnionego przedsiębiorstwa zbiorowego inwestowania niezbędne będzie spełnienie ich wszystkich.

Zmiana definicji grupy podmiotów

Ustawa o wymianie informacji podatkowych z innymi państwami w dotychczasowym brzmieniu definiowała grupę podmiotów jako grupę kapitałową w rozumieniu przepisów ustawy o rachunkowości. Po nowelizacji zobowiązana do raportowania na temat grupy kapitałowej będzie jednostka dominująca, mająca siedzibę lub zarząd za granicą, wskazana przez polską jednostkę, lub jej spółki zależne. Będzie miała na to trzy miesiące od dnia zakończenia sprawozdawczego roku obrotowego grupy podmiotów. Dotąd termin ten upływał wraz z ostatnim dniem sprawozdawczego roku obrotowego.

Do realizacji obowiązków automatycznej wymiany informacji podatkowych o jednostkach wchodzących w skład grupy podmiotów zobligowane są te grupy kapitałowe, których skonsolidowane przychody w poprzednim roku obrotowym przekroczyły kwotę progową 750 000 000 euro. Nowelizacja określa równowartość tej kwoty w złotych polskich w wysokości 3 250 000 000 zł, a gdy rok obrotowy obejmuje okres inny niż 12 miesięcy, kwotę tę ustala się w wysokości 1/12 za każdy rozpoczęty miesiąc roku obrotowego.

Interpretacje podatkowe tylko dla obnażonych

Nowelizacja wprowadza również modyfikacje do procedury uzyskiwania interpretacji podatkowej. Podatnik występujący o jej wydanie będzie musiał wskazać miejsce zamieszkania osoby fizycznej, dane identyfikujące osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej lub państw czy też terytoriów, gdzie wystąpiły lub mogą wystąpić skutki transgraniczne.

Nowe prawo, kolejne sankcje

Ustawa z dnia 4 kwietnia 2019 r. o zmianie ustawy o wymianie informacji podatkowych z innymi państwami oraz niektórych innych ustaw wprowadza jeszcze szereg innych zmian dotyczących polskich podatników w zakresie podatkowych obowiązków raportowych. Najważniejszymi z punktu widzenia prowadzenia działalności przez przedsiębiorców czy instytucji finansowych są te, określające sankcje za niedostosowanie do tej działalności nowych regulacji.

Zgodnie z dodawanym zdaniem drugim do art. 43 ust. 1 ustawy o wymianie informacji podatkowych oświadczenia o rezydencji podatkowej są składane pod rygorem odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych oświadczeń i zawierają klauzulę deklaracji świadomości tej odpowiedzialności. Złożenie podpisu pod tą klauzulą oznacza więc, że osoba podpisująca potwierdza prawidłowość danych zawartych w tym oświadczeniu. To na niej spoczywał będzie ciężar weryfikacji informacji wprowadzonych przez raportującą instytucję finansową.

Taką samą sankcję dodano do art. 19 ust. 5 Ustawy z dnia 9 października 2015 r. o wykonywaniu Umowy między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Stanów Zjednoczonych Ameryki w sprawie poprawy wypełniania międzynarodowych obowiązków podatkowych oraz wdrożenia ustawodawstwa FATCA (Dz.U. z 2017 r. poz. 1858).

Omawiana ustawa nowelizująca oznacza dla przedsiębiorców, podatników i instytucji finansowych nie tylko nowe obowiązki raportowania w zakresie wymiany informacji podatkowych między państwami. Niesie za sobą również zagrożenie sankcjami za niespełnienie wynikających z niej wymogów.

Przed negatywnymi tego skutkami może uchronić audyt prawny podległych transgranicznych struktur, holdingów spółek czy grup kapitałowych. Z kolei poszukujący sposobów ochrony majątku firmy przy wykorzystaniu zagranicznych struktur organizacyjnych, decydując się na to, powinni mieć na uwadze dokonaną nowelizację przepisów o wymianie informacji podatkowych. Prowadzenie przedsiębiorstwa w przyjaznych biznesowi jurysdykcjach, w wyniku zmiany rezydencji podatkowej czy choćby wykorzystując zagraniczne konta bankowe, stanowi wciąż najlepsze remedium na politykę rozbudowy biurokracji, zaostrzania restrykcji oraz zasad prowadzenia działalności gospodarczej.

Ustawa weszła w życie z dniem 30 kwietnia 2019 r.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rok po RODO: Jakie nasuwają się wnioski?

Mija rok, odkąd 25 maja 2018 r. w Unii Europejskiej rozpoczęto stosowanie wyczekiwanego ogólnego rozporządzenia o ochronie danych (RODO). Związanych z tym było wiele obaw, niepewności i wątpliwości. Nadszedł jednak czas, aby w poświęconych RODO dyskusjach wyjść poza związany z nim szum i wspiąć się na wyższy poziom. Przepisy, które zastąpiły wcześniejszą dyrektywę o ochronie danych osobowych z 1995 r., wykazały w ciągu minionych dwunastu miesięcy dwie kluczowe cechy: konkretność i skuteczność.

Konsekwencją tych cech jest fakt, że ochrona danych stała się kwestią dostrzeganą na całym świecie, podobnie jak podstawowe prawa człowieka. Przedsiębiorstwa przetwarzające dane nie tylko powinny chcieć przestrzegać RODO, lecz także są teraz do tego zobowiązane przez UE. Można to uznać za dynamiczny krok naprzód i sukces dla branży – technologia nie może przecież osiągnąć swojego potencjału, jeśli konsumenci nie będą mieć niezbędnego zaufania w zakresie bezpieczeństwa i ochrony prywatności w odniesieniu do swoich danych.

Ochrona danych staje się konkretna

Jedną z najlepszych cech RODO jest konkretność tych przepisów. Wiadomo, komu służą, do kogo się odnoszą, co egzekwują i jakie są kary za ich nieprzestrzeganie. W związku z tym ludzie coraz częściej postrzegają ochronę danych jako podstawowe prawo człowieka, zbliżone do wolności słowa.

Przyczyną tej wyraźnej zmiany jest fakt, że RODO zwiększa świadomość zarówno na poziomie indywidualnym, jak i organizacyjnym. Tak jak tragiczne wydarzenia z 11 września 2001 r. przyniosły nam zablokowane drzwi do kabiny pilota, tak rozporządzenie RODO przyniosło konkretne, zasadnicze zmiany w sposobie zarządzania ochroną danych, jej regulowania i zgłaszania związanych z nią incydentów.

Z oficjalnych statystyk Komisji Europejskiej wynika, że obywatele wnieśli na podstawie RODO ponad 95 000 skarg, co uwidacznia, że ludzie są obecnie bardziej świadomi naruszania ich praw w zakresie danych osobowych. Dodatkowe statystyki wskazują na większe zrozumienie po stronie przedsiębiorstw, które samodzielnie zgłosiły 41 000 naruszeń.

Inne wymierne skutki, które można powiązać z RODO, to ograniczenie stosowania śledzących plików cookie innych firm na stronach internetowych i rosnąca nieufność w obrębie marketingowego łańcucha dostaw. W raporcie sporządzonym przez Instytut Studiów nad Dziennikarstwem Reutersa odnotowano, że na trzy miesiące po wprowadzeniu RODO stosowanie plików cookie spadło o 22 proc., a wydawcy, firmy z branży technologii reklamowych i agencje marketingowe modyfikują umowy, aby uniknąć udziału w naruszeniach ochrony danych.

Tak jak zablokowane drzwi kabiny pilota zwiększają bezpieczeństwo lotów bez negatywnego wpływu na latanie jako takie, tak konsekwencje RODO są niewidoczne, lecz istotne. Badanie firmy Cisco wykazało, że 75 proc. klientów odnotowuje większe korzyści ze swoich inwestycji w ochronę prywatności, jak choćby uzyskaną przez poprawę zarządzania danymi większą elastyczność i innowacyjność.

RODO szczerzy zęby

Jednym z głównych powodów, dla których rozporządzenie RODO wywołało takie poruszenie poza obszarami ochrony danych i korporacyjnych kwestii prawnych, są olbrzymie kary za jego nieprzestrzeganie. Komisja Europejska może nakładać na przedsiębiorstwa grzywny sięgające 20 mln EUR lub 4 proc. ich globalnych rocznych obrotów (zależnie od tego, która kwota jest wyższa), jeśli okaże się, że złamały jakikolwiek z zapisów rozporządzenia.

Co więcej, organy ochrony danych rzeczywiście te środki stosują — w statystykach Komisji Europejskiej widnieje 91 odnotowanych kar grzywny w ciągu pierwszych ośmiu miesięcy obowiązywania RODO.

Najsłynniejszą z tych kar finansowych była grzywna w wysokości 50 mln EUR nałożona w styczniu 2019 r. na firmę Google przez francuską komisję ds. informatyki i wolności. Władze niemieckie wymierzyły z kolei za naruszenia rozporządzenia RODO ponad 40 niższych kar pieniężnych.

Oprócz sankcji finansowych, które mogą wręcz zrujnować mniejsze przedsiębiorstwa, mające mniej środków niż światowi giganci przetwarzający dane, ważny jest też bardziej subtelny aspekt odstraszający: ryzyko utraty reputacji. Ochrona danych jest coraz częściej postrzegana jako jedna z podstawowych swobód obywatelskich, dlatego przedsiębiorstwa każdej wielkości naprawdę nie mogą sobie pozwolić na piętno podmiotu naruszającego to prawo.

Jaka jest przyszłość RODO?

W najbliższym roku nie nastąpi żadne radykalne przesunięcie w zakresie samych przepisów. RODO po prostu działa. Możemy spodziewać się więcej ze strony organów regulacyjnych: więcej grzywien, surowszych kar i dalszych starań ukierunkowanych na ujawnianie niezgodności z przepisami.

Warto obserwować, czy rozmowy, do których RODO zmusza dyrektorów ds. informatycznych, doprowadzą do konsekwencji na szczeblu globalnym, zwłaszcza w odniesieniu do praktyk w zakresie ochrony danych w takich krajach jak Chiny i Stany Zjednoczone.

Komisja Europejska w dalszym ciągu będzie prężyć muskuły w obszarze ochrony danych, spodziewamy się też jednak zmian w sposobie korzystania z danych osobowych przez przedsiębiorstwa. W dobie cyfrowej dane są fundamentem firm — mimo przykładów niektórych podmiotów, które podeszły do RODO radykalnie i usunęły całe swoje bazy danych użytkowników.

Dane gromadzone dziś mogą być wykorzystywane do generowania analiz w przyszłości i posłużyć do zapewnienia użytkownikom lepszych doświadczeń, opracowywania produktów dostosowanych do realnych potrzeb rynku i nagradzania klientów za lojalność. Wraz ze wzrostem świadomości użytkowników spadać będzie tolerancja wobec firm, które gromadzą dane, lecz ich nie szanują.

Dlatego przedsiębiorstwa, które nie poradzą sobie z ochroną danych i nie włączą ochrony prywatności w swoją kulturę korporacyjną, muszą spodziewać się gwałtownej reakcji klientów i drakońskich kar ze strony regulatorów. Zdaniem firmy Veeam ochrona danych nie powinna być postrzegana jako coś, co trzeba odhaczyć lub co robi się wyłącznie z przymusu.

Osiąganie zgodności z RODO to ciągły proces, a sukcesu nie należy rozpatrywać w kategorii nieotrzymania kary ani tym bardziej nieponiesienia konsekwencji za popełnione naruszenie. Przedsiębiorstwa muszą traktować zrozumienie i ochronę swoich danych oraz zarządzanie nimi jako powód do dumy. Zgodność z przepisami jest tylko jednym z kroków na drodze do stworzenia przedsiębiorstwa opartego na danych, które nieustannie poszukuje nowych sposobów na wykorzystywanie informacji do tworzenia lepszych produktów, usług i doświadczeń dla klientów.

Autor: Danny Allan, wiceprezes ds. strategii produktowej w firmie Veeam