Zmiany na liście największych odbiorców polskiego eksportu

Zmiany na liście największych odbiorców polskiego eksportu wyraźnie pokazują, że choć kryzys rosyjski zabolał nasze firmy, to ich ból dość skutecznie uśmierza rosnący popyt rynku Hiszpanii i Holandii. Zwiększył się także udział eksportu do trzech naszych największych odbiorców czyli Niemiec, Wielkiej Brytanii i Czech, a także do Włoch.

W ubiegłym roku, w okresie od stycznia do kwietnia, udział Rosji w całości polskiego eksportu wynosił 4,3 proc. W tym samym okresie tego roku jest o niższy ponad 1/3 (2,8 proc.). W zestawieniu największych zagranicznych odbiorców polskich towarów kraj ten – w minionym roku notowany na 6. miejscu – znalazł się na miejscu 8. – Rosja powoli zmierza poza grono naszych największych odbiorców i jest to niestety proces nieunikniony. Tym bardziej, że pomimo pewnych nadziei Rosja, utrzymała embargo na żywność z Unii Europejskiej. Przedsiębiorcy, którzy ucierpieli, nie mieli wyjścia i musieli znaleźć nowych odbiorców. I znaleźli. Na razie przekierowali eksport na bliskie rynki. Za chwilę wyjdą na dalsze – mówi Robert Antczak, odpowiedzialny za rozwój biznesu międzynarodowego w Banku Zachodnim WBK.

Zgodnie z przewidywaniami ekspertów Banku Zachodniego WBK sprzed trzech miesięcy, przebojem do zestawienia 10 top-odbiorców polskiego eksportu weszła Hiszpania.  Dziś jest na miejscu 7. (awans z 11. miejsca w 2014 r.) ze wzrostem eksportu w pierwszych czterech miesiącach 2015 r. na poziomie 22,2 proc. r/r. – Półwysep Iberyjski będzie w najbliższych miesiącach jednym z popularniejszych rynków zbytu dla towarów z Polski. Stwierdzam to nie tylko na podstawie dotychczasowych wolumenów, ale też na podstawie zapytań naszych klientów. Wydaje się, że Hiszpania powoli zmierza w kierunku pierwszej piątki odbiorców polskich towarów – mówi Robert Antczak i podkreśla, że na Półwyspie Iberyjskim świetnie radzą sobie eksporterzy zbóż, głównie pszenicy i żyta, leków, kosmetyków i chemikaliów przemysłowych oraz np. wyrobów z kauczuku (w tym opon). Hiszpania jest też ważnym rynkiem dla branży motoryzacyjnej i mięsnej, jak również artykułów AGD i RTV oraz mebli.

Dane pokazują, że bardzo wzrósł też udział Holandii w całości polskiego eksportu. W pierwszych czterech miesiącach 2014 r. wynosił on 4,1 proc., w tym roku sięga już 4,6 proc. Do Holandii eksportujemy sprzęt elektroniczny i RTV oraz elementy i podzespoły do produkcji tego sprzętu, produkty mineralne, w tym głównie oleje. Mocni jesteśmy także w eksporcie na rynek holenderski mebli i elementów wyposażenia wnętrz oraz mięsa.

Polscy eksporterzy świetnie radzą sobie także na dotychczasowych najważniejszych kierunkach, głównie w strefie euro. W okresie styczeń-kwiecień br. eksport na rynek naszego najważniejszego partnera, czyli Niemiec wzrósł o 9 proc. r/r, natomiast do drugiej w zestawieniu Wielkiej Brytanii i trzecich Czech odpowiednio o 10,5 i 13,1 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w 2014 r. – W przypadku naszych głównych partnerów handlowych nawet umiarkowane przyrosty procentowe w udziale w całym naszym eksporcie przekładają się na bardzo duże kwoty bezwzględne. Przykładowo, w ciągu zaledwie czterech miesięcy obecnego roku, na rynek niemiecki polskie firmy wyeksportowały towary warte o ponad 6,8 mld zł więcej niż w podobnym okresie rok temu – mówi Piotr Dylak, dyrektor ds. finansowania handlu Banku Zachodniego WBK.

Eksperci Banku Zachodniego WBK podkreślają, że polscy eksporterzy coraz odważniej patrzą na regiony dalsze geograficznie. – Podczas paneli dyskusyjnych odbywających się w ramach konferencji Programu Rozwoju Eksportu, za pomocą specjalnego systemu organizowaliśmy ankiety w czasie rzeczywistym. Na pytanie dotyczące perspektywicznych rynkach wielu przedstawicieli firm wskazywało na kraje Bliskiego i Dalekiego Wschodu, Afryki oraz Ameryki Południowej – mówi Robert Antczak.

Wynagrodzenia programistów w 2015 roku

Jak wynika z Raportu płacowego Sedlak & Sedlak dla branży IT – 2015, najwyższe wynagrodzenia wśród programistów otrzymują specjaliści od aplikacji mobilnych. Mediana wynagrodzeń całkowitych starszych specjalistów to aż 9 800 PLN. Doświadczeni programiści tych technologii zarabiają 7 200 PLN, a młodsi 4 095 PLN.

W dalszej części rankingu znalazły się: Java/JEE/J2EE, C/C++, bazy danych, .NET, serwisy i aplikacje internetowe, systemy klasy ERP oraz PHP.

Wykres 1. Wynagrodzenia całkowite programistów różnych języków z różnym doświadczeniem

Wynagrodzenia programistów w 2015 roku
Źródło: raport płacowy Sedlak & Sedlak dla branży IT – 2015

Wynagrodzenia programistów na kontrakcie oraz umowie o pracę

Ze względu na charakter pracy informatyków, właśnie w branży IT szczególnie często występują inne formy zatrudnienia niż umowa o pracę. W prezentowanej grupie stanowisk, pracownicy na kontrakcie zarabiają około 10% więcej, niż pracownicy na umowie o pracę. Średnio w całej branży IT wskaźnik ten wynosi 14%. Inne ciekawe zjawisko powszechne w branży IT, to relacja wynagrodzeń stanowisk kierowniczych do stanowisk eksperckich. Okazuje się, że często kierownicy niższego szczebla czy koordynatorzy zarabiają mniej niż starsi specjaliści czy eksperci od danego języka programowania.

Wykres 2. Wynagrodzenia całkowite wybranych pracowników zatrudnionych na kontrakcie oraz na umowie o pracę

Wynagrodzenia programistów w 2015
Źródło: raport płacowy Sedlak & Sedlak dla branży IT – 2015

Wynagrodzenia na stanowiskach kierowniczych w dziale projektowo-programistycznym

Najwyższe wynagrodzenie w dziale projektowo-programistycznym otrzymuje dyrektor ds. produkcji oprogramowania. Mediana wynagrodzeń na tym stanowisku to 19 667 PLN. Wysokie pensje otrzymują również koordynatorzy zespołów programistów i projektantów. Mediany ich wynagrodzeń wynoszą odpowiednio 10 239 PLN oraz 8 828 PLN.

Wykres 3. Wynagrodzenia całkowite na stanowiskach kierowniczych w dziale projektowo-programistycznym

Wynagrodzenia całkowite na stanowiskach kierowniczych
Źródło: raport płacowy Sedlak & Sedlak dla branży IT – 2015. Wszystkie przedstawione stawki są kwotami brutto wyrażonymi w PLN. Jeżeli w tekście nie zaznaczono inaczej, zaprezentowane wartości to mediany.

O raporcie

Analizy przeprowadzono w oparciu o metodologię Sedlak & Sedlak. Do prezentacji danych wykorzystano następujące miary statystyczne: mediana, średnia, kwartyle, decyle.

Informacje zawarte w raporcie Analizy ogólne prezentujące dane dla szczebli i poziomów stanowisk, z uwzględnieniem rodzaju współpracy (umowa o pracę, umowa zlecenie, kontrakt)*:
• wynagrodzenia podstawowe, całkowite, zmienne,
• wynagrodzenia w różnych województwach,
• wynagrodzenia w firmach polskich i zagranicznych,
• wynagrodzenia w firmach o różnej wielkości zatrudnienia,
• wynagrodzenia w firmach o różnej wielkości przychodu,
• wynagrodzenia w firmach o różnym profilu działalności,
• świadczenia pozapłacowe przysługujące pracownikom na poszczególnych poziomach stanowisk,
• wysokość i termin planowanych podwyżek,
• wysokość zrealizowanych podwyżek.

Analizy szczegółowe prezentujące dane dla 64 stanowisk*:
• opis stanowiska,
• wynagrodzenia podstawowe, całkowite i zmienne,
• wynagrodzenia w różnych województwach,
• wynagrodzenia w firmach polskich i zagranicznych,
• wynagrodzenia w firmach o różnej wielkości zatrudnienia,
• wynagrodzenia w firmach o różnej wielkości przychodu,
• wynagrodzenia w firmach o różnym profilu działalności,
• wykres prezentujący przyznawane świadczenia pozapłacowe.

*szczegółowy zakres analiz zależy od próby statystycznej

Źródło: Sedlak & Sedlak Ogólnopolskie Badania Wynagrodzeń

R. Antczak: bez głębokich reform sektora publicznego polska gospodarka nie przyspieszy w kolejnych latach

CEO Magazyn Polska

 Choć średnia dynamika PKB Polski wynosi w ostatnim czasie ponad 3 proc. rocznie, to ekonomiści ostrzegają, że model gospodarczy oparty na tradycyjnych rezerwach wzrostu wkrótce osiągnie swój kres. Po 25 latach niezbędne są głębokie reformy sektora publicznego. Na razie polską gospodarkę chroni napływ funduszy unijnych, jednak potrwa to tylko do 2022 roku. W przypadku braku zachęt dla inwestorów Polsce grozi znaczny spadek konkurencyjności.

– Wyzwań przed Polską nie zabraknie w najbliższym półroczu. Mają one jednak głównie charakter polityczny, ponieważ wiemy, że to będzie główna zmienna i to ona zadecyduje o tym, jaka polityka gospodarcza będzie prowadzona w roku przyszłym – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Rafał Antczak, wiceprezes Deloitte Business Consulting.

Jego zdaniem niezależnie od wyników jesiennych wyborów oraz prowadzonej polityki makroekonomicznej Polska powoli zbliża się do kresu modelu gospodarczego bazującego na rezerwach wzrostu. Tego rodzaju wzrost jest charakterystyczny głównie dla gospodarek postindustrialnych, a w przypadku Polski był on przez ostatnie 25 lat. Obecnie polska gospodarka zbliża się do punktu, w którym niezbędne będą głębokie reformy sektora publicznego.

– Sektor publiczny w Polsce miał gigantyczne pieniądze, a efektywność tego sektora jest bardzo słaba w porównaniu z sektorem prywatnym – tłumaczy przedstawiciel Deloitte.

Nieefektywność sektora publicznego odbija się na prywatnych przedsiębiorstwach. Podobna sytuacja ma miejsce nie tylko w Polsce, lecz także w pozostałych krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Zwiększenie przeciętnego poziomu płac możliwe będzie jedynie dzięki zwiększeniu wartości dodanej wytwarzanej przez gospodarkę, czyli produkowanie i eksportowanie bardziej przetworzonych produktów.

– I na tym polega m.in. polityka makroekonomiczna: w dłuższym okresie powinna prowadzić do tego, że dany kraj przesuwa się w łańcuchu do produkcji towarów o wyższej wartości dodanej – tłumaczy Antczak.

Podniesienie produktywności gospodarki będzie w opinii wiceprezesa Deloitte Business Consulting jednym z najważniejszych wyzwać stojących przed polskim rządem w perspektywie najbliższych 5-10 lat.

Rafał Antczak przypomina też o istotnym wsparciu w postaci środków unijnych. Fundusze europejskie będą płynąć do naszego kraju przynajmniej do 2022 roku, a ich obecność podniesie krajowe PKB o przynajmniej jeden punkt procentowy rocznie. Obecny wzrost na poziomie 3 proc., choć niewielki, to jest przynajmniej dość zrównoważony.

– Jest to zarówno eksport, jak i konsumpcja. Czasami do tego dochodzi ten bodziec inwestycyjny i mamy w tym roku do czynienia z małym ożywieniem inwestycyjnym i dlatego wzrost gospodarczy nam rośnie powyżej 3 proc. – wyjaśnia.

W I kwartale 2015 roku PKB Polski wzrósł o 3,6 proc. rok do roku. Popyt krajowy wzrósł o 2,6 proc., popyt inwestycyjny o 11,4 proc., a wpływ eksportu netto po raz pierwszy od końca 2013 roku był dodatni i wyniósł 1,1 proc. Ekonomista przypomina jednak, że polska gospodarka notowała już wzrost na dużo wyższym poziomie. W latach 2006-2007 było to ponad 6-7 proc. rocznie.

– Obecnym problemem jest to, że firmy działające w Polsce nie za bardzo dostrzegają długookresową perspektywę i nie chcą inwestować – ocenia Antczak.

Ekspert wylicza, że obecnie zagrożeniem dla dalszego wzrostu konkurencyjności naszej gospodarki jest niepewność odnośnie do prowadzonej polityki podatkowej, nieprzewidywalny kurs walutowy oraz kierunek realizowanej polityki sektorowej.  

Ranking najtańszych ubezpieczeń samochodowych – czerwiec 2015

Od początku bieżącego roku już ponad 900 000 kierowców obliczyło swoją składkę ubezpieczeniową dzięki porównywarce Ubea.pl. W czerwcu kalkulację obowiązkowego ubezpieczenia OC, wykonało 150 000 internautów. Wyniki indywidualnych porównań posłużyły do stworzenia kolejnego rankingu polis OC dla kierowców. W ramach czerwcowego porównania można również podsumować wyniki z poprzedniego kwartału i pierwszego półrocza.

You Can Drive, Liberty i Link4 – to zwycięzcy czerwcowego rankingu

Ważną cechą rankingów Ubea.pl jest niezmienna metodologia. Dzięki identycznym zasadom przyznawania punktów, wyniki z poszczególnych miesięcy mogą być porównywane. W czerwcu każde z klasyfikowanych towarzystw również oceniono w skali od 0,00 punktów do 5,00 punktów. „Najniższy wynik oznacza, że ubezpieczyciel we wszystkich pojedynczych porównaniach ulokował się na ostatniej pozycji. Firma z najwyższą ilością punktów (5,00 pkt) musiałaby zająć pierwsze miejsce w każdej kalkulacji wykonanej przez internautów” – wyjaśnia Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Nina Kuczyńska zwraca uwagę, że w praktyce żaden ubezpieczyciel nie uzyskuje skrajnych wyników (0,00 pkt lub 5,00 pkt). Od 1 do 30 czerwca b.r. największą liczbę punktów w jednej kategorii zebrała firma Liberty Ubezpieczenia (4,61 punktu – ranking pakietów OC + AC i OC + AC + NNW). Ostatnie miejsce w czerwcowych kalkulacjach najczęściej zajmowały polisy OC dla kierowców sprzedawane przez Compensę (wynik: 1,35 punktu).

Po przeanalizowaniu danych z czerwca b.r. okazuje się, że firma Liberty Ubezpieczenia wygrała w dwóch kategoriach (OC + AC oraz OC + AC + NNW). Jeżeli chodzi o samodzielne polisy OC dla kierowców, to najwyższy wynik uzyskała Ergo Hestia (pod marką handlową You Can Drive). Najtańsze pakiety OC + NNW oferował natomiast Link4. Prócz wymienionych ubezpieczycieli, w czerwcu czołowe miejsca zajęły również firmy Aviva oraz AXA Direct. Pewnym zaskoczeniem jest wysokie miejsce PZU w rankingu pakietów OC + AC (zobacz poniższa tabela). „Największy krajowy ubezpieczyciel zajął jednak ostatnią pozycję w zestawieniu dotyczącym pakietów OC + NNW. W czerwcu rankingową stawkę zamykały też dwie inne firmy – Compensa i Proama” – mówi Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.  

Ranking OC dla kierowców (czerwiec 2015 r.)

Miejscerankingowe Nazwa ubezpieczyciela Liczba punktóww czerwcu 2015 r. Suma punktów uzyskanych w II kw. 2015 r. (max. 15 pkt)
1. You Can Drive (Ergo Hestia) 4,29 12,82
2. Liberty Ubezpieczenia 4,20 12,62
3. Aviva 4,00 11,87
4. Link4 3,88 11,68
5. MTU (Ergo Hestia) 3,64 10,78
6. Generali Direct 3,58 10,55
7. PZU 3,56 10,23
8. AXA Direct 3,55 10,63
9. TUW TUZ 3,28 10,10
10. InterRisk 3,14 7,52
11. Ergo Hestia 3,06 8,65
12. Gothaer 2,92 8,56
13. UNIQA 2,85 8,26
14. TUW „TUW” 2,29 7,22
15. Proama 1,81 Firma nieklasyfikowana w kwietniu
16. Compensa 1,35 5,58

 

Ranking pakietów OC + NNW dla kierowców (czerwiec 2015 r.)

Miejscerankingowe Nazwa ubezpieczyciela Liczba punktóww czerwcu 2015 r. Suma punktów uzyskanych w II kw. 2015 r. (max. 15 pkt)
1. Link4 4,17 12,45
2. You Can Drive (Ergo Hestia) 4,01 11,54
3. Aviva 3,97 11,42
4. Liberty Ubezpieczenia 3,96 11,47
5. MTU (Ergo Hestia) 3,75 10,76
6. AXA Direct 3,67 10,49
7. Generali Direct 3,60 10,19
8. Compensa 3,47 9,88
9. TUW TUZ 3,39 9,75
10. Ergo Hestia 2,92 8,96
11. Gothaer 2,87 7,64
12. UNIQA 2,61 6,76
13. InterRisk 2,58 8,04
14. Proama 2,50 Firma nieklasyfikowana w kwietniu i maju
15. PZU  2,17 10,58

 

Ranking pakietów OC + AC dla kierowców (czerwiec 2015 r.)

Miejscerankingowe Nazwa ubezpieczyciela Liczba punktóww czerwcu 2015 r. Suma punktów uzyskanych w II kw. 2015 r. (max. 15 pkt)
1. Liberty Ubezpieczenia 4,61 13,80
2. Link4 4,46 13,37
3. PZU 4,00 Firma nieklasyfikowana w maju
4. AXA Direct 3,94 11,72
5. Aviva 3,79 11,26
6. You Can Drive (Ergo Hestia) 3,67 11,19
7. Ergo Hestia 3,50 Firma nieklasyfikowana w maju
8. Gothaer 3,47 9,97
9. Generali Direct 3,07 8,82
10. TUW TUZ 3,06 8,64
11. MTU (Ergo Hestia) 3,02 8,59
12. UNIQA 2,43 6,64
13. InterRisk 1,50 Firma nieklasyfikowana w maju
14. Compensa 1,50 Firma nieklasyfikowana w maju

 

Ranking pakietów OC + AC + NNW dla kierowców (czerwiec 2015 r.)

Miejscerankingowe Nazwa ubezpieczyciela Liczba punktóww czerwcu 2015 r. Suma punktów uzyskanych w II kw. 2015 r. (max. 15 pkt)
1. Liberty Ubezpieczenia 4,61 13,74
2. Link4 4,60 13,66
3. AXA Direct 4,24 12,65
4. Aviva 4,03 11,94
5. Compensa 3,96 11,58
6. You Can Drive (Ergo Hestia) 3,95 11,34
7. Gothaer 3,68 10,56
8. Generali Direct 3,51 9,95
9. TUW TUZ 3,45 9,81
10. MTU (Ergo Hestia) 3,44 9,73
11. UNIQA 2,87 7,77
12. InterRisk 2,40 8,07
13. Ergo Hestia 1,94 6,78
14. PZU 1,88 8,83
15. Proama 1,46 7,24

 

Metodologia tworzenia rankingów: wynik punktowy jest ustalany na podstawie kalkulacji składek, które użytkownicy serwisu Ubea.pl wykonali w ostatnich 30 dniach. Najlepszy możliwy wynik to 5,00 punktów, a najgorszy to 0,00 punktów. Źródło: opracowanie własne na podstawie danych Ubea.pl

Kwartalne i półroczne wyniki potwierdzają dominację kilku firm …

Na uwagę zasługują również informacje dotyczące minionego kwartału. Po podsumowaniu punktów z trzech rankingów (kwiecień, maj, czerwiec) okazuje się, że rywalizację wygrali faworyci. Mowa o firmach:

  • Ergo Hestia (marka handlowa You Can Drive) – pierwsze miejsce w kwartalnej klasyfikacji polis OC dla kierowców
  • Liberty Ubezpieczenia – pierwsze miejsce w kwartalnej klasyfikacji pakietów OC + AC i OC + AC + NNW
  • Link4 – pierwsze miejsce w kwartalnej klasyfikacji pakietów OC + NNW

Nina Kuczyńska przypomina, że ze względu na porównywalność wyników we wszystkich rankingach, można również zsumować punkty, które towarzystwa ubezpieczeniowe uzyskały od początku bieżącego roku. Po uwzględnieniu sześciu kolejnych porównań okazuje się, że najwyższe noty otrzymały firmy:

  • Ranking OC – Link 4 (25,60 pkt), Ergo Hestia/You Can Drive (25,58 pkt), Liberty Ubezpieczenia (25,03 pkt)
  • Ranking OC + NNW – Link 4 (26,47 pkt), Ergo Hestia/You Can Drive (23,13 pkt), Liberty Ubezpieczenia (22,90 pkt)
  • Ranking OC + AC – Link 4 (27,61 pkt), Liberty Ubezpieczenia (27,55 pkt), AXA Direct (24,20 pkt)
  • Ranking OC + AC + NNW – Link 4 (27,85 pkt), Liberty Ubezpieczenia (27,16 pkt), AXA Direct (25,66 pkt)

„Zaprezentowane wyniki potwierdzają, że pod względem cenowym, rynek polis OC i pakietów dla kierowców został zdominowany przez trzy – cztery firmy. W ogólnej klasyfikacji na razie prowadzi Link4. Jest to konsekwencja przewagi punktowej, którą ten ubezpieczyciel osiągnął w pierwszym kwartale bieżącego roku” – podsumowuje Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.  

Źródło: porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl.

Rynek spożywczy w Polsce wart 243 mld zł w 2015 roku

Według prognoz PMR, w 2015 roku rynek artykułów spożywczych w Polsce osiągnie wartość prawie 243 mld zł, czyli 2,1% więcej w stosunku do poprzedniego roku[1]. Wzrost ten jest przede wszystkim generowany w segmencie dyskontów oraz convenience, a w jego tle nadal pozostaje deflacja cen produktów spożywczych z pierwszej połowy roku, jak wynika z najnowszego raportu PMR pt. „Handel detaliczny artykułami spożywczymi w Polsce 2015. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2015-2020”.

Rok 2014 zakończył się wzrostem rynku na jedynie trochę wyższym poziomie niż w roku wcześniejszym, bo o 1,8%, co przełożyło się na wartość 238 mld zł. Warto podkreślić, że jest to największy ze wszystkich segmentów rynku handlu detalicznego w Polsce.

Rynek ten można scharakteryzować jako względnie dojrzały, tzn. nie podlega on nagłym i znacznym zmianom w zależności od pogorszenia się lub polepszenia sytuacji ekonomicznej konsumentów lub ewentualnych zmian wśród największych graczy. Między innymi dlatego mimo deflacji cen na produkty spożywcze rynek ten wciąż rośnie. Niższe ceny i przez to częściowe oszczędności konsumentów dały klientom nieduże oszczędności, zostały wykorzystane na zakup produktów lepszych jakościowo, czy produktów na licznych promocjach prowadzonych przez największe sieci.

Co więcej rynek spożywczy w Polsce cechuje się dużą konkurencją. Oprócz czołowych zagranicznych sieci funkcjonuje na nim bardzo wiele polskich sieci małych sklepów i supermarketów. Z drugiej strony jest to także rynek zdominowany przez sieci międzynarodowe, bo tylko jedna spółka wśród największych dziesięciu firm operujących na tym rynku posiada polskiego właściciela. Między innymi dlatego propozycje dodatkowego podatku obrotowego dla największych sieci, czy poszerzenia liczby dni wolnych od handlu o niedzielę trafia na tak podatny grunt.

Wartość i dynamika rynku spożywczego w Polsce 2011-2015
Wartość i dynamika rynku spożywczego w Polsce 2011-2015. Źródło PMR

Warto jeszcze wspomnieć, że rynek ten z roku na rok się konsoliduje. Dziesięć największych firm generuje ponad połowę sprzedaży na rynku. Co więcej, w związku z tym, że małym sieciom, czy sklepom indywidualnym z roku na rok jest coraz trudniej, to albo przyłączają się one do franczyzy, albo starają się bardziej wyspecjalizować. Natomiast franczyzy sklepów jak: abc, Odido, Żabka, itp. są w znakomitej większości prowadzone przez największe spółki na rynku, co powoduje dalsze umacnianie pozycji liderów rynku.

Prognozujemy, że w najbliższych latach, w związku ze zmieniającymi się przyzwyczajeniami konsumentów, nastąpi polepszenie sytuacji mniejszych sklepów, dzięki formatowi convenience oraz sklepom specjalistycznym. Dodatkowo nasze prognozy pokazują, że deflacja ustąpi z końcem wakacji, przez co cały rynek w 2015 roku wzrośnie powyżej dynamiki z roku minionego.

[1] W ujęciu PMR, wartość rynku spożywczego obejmuje wartość wszystkich produktów sprzedawanych w sklepach spożywczych (w tym artykułów przemysłowych), jak również żywności nabywanej w innych kanałach dystrybucji.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Handel detaliczny artykułami spożywczymi w Polsce 2015.

Autor raportu:
Jarosław Frontczak

Wandalex pod nową nazwą WDX zapowiada wzrost przychodów o około 15 proc. rocznie oraz utrzymanie wysokiej rentowności

0

Spółka Wandalex, która ogłosiła zmianę nazwy na WDX, zapowiada zwiększenie rocznych przychodów o około 15 proc. W I kwartale br. firma znacząco poprawiła swoje wyniki finansowe i chce dzielić się zyskiem z akcjonariuszami. Zarząd będzie rekomendował wypłatę dywidendy w kolejnych latach na poziomie około 50 proc.

Zakładamy przede wszystkim 15-proc. średnioroczny wzrost skali przychodów – twierdzi Marek Skrzeczyński. – Oczywiście, żeby osiągnąć taki wynik, trzeba spełnić pewne warunki.

Spółka chce to zrealizować m.in. dzięki modernizacji i rozbudowie istniejących mocy produkcyjnych w zakładzie w Zgierzu, poprzez rozwój platformy produktowej czy wzrost sprzedaży eksportowej. Oprócz usług kompleksowej organizacji magazynów – od audytu logistycznego, poprzez zarządzanie projektami logistycznymi, aż po produkcję regałów i przenośników magazynowych – spółka jest dystrybutorem i serwisantem wózków widłowych, na których rynku w ciągu najbliższych trzech lat osiągnąć ok. 5 proc. udziałów (m.in. dzięki rozwoju dystrybucji internetowej).

Sprzyjać ma temu również rebranding. Mająca już około 20 lat nazwa Wandalex zostanie w najbliższym czasie zmieniona na WDX. Według Marka Skrzeczyńskiego nowy logotyp powinien przede wszystkim ułatwić kontakty z nowymi klientami.

Stara nazwa trąciła nieco myszką i miała niekorzystne skojarzenia – tłumaczy prezes Skrzeczyński. – Z drugiej strony zachowujemy ciągłość z uwagi na to, że WDX jest skrótem Wandaleksu i jako taki funkcjonuje na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Istotnym czynnikiem wzrostu potencjału spółki jest również e-commerce.

Ma on dla nas ogromne znaczenie – twierdzi prezes Marek Skrzeczyński. – Przykładem może być realizacja w czwartym kwartale ubiegłego roku dostaw wózków widłowych dla firmy Amazon, która wkroczyła do Polski w dwóch lokalizacjach. W tym roku, już w trzecim kwartale, będziemy realizować blisko 10-milionowy kontrakt dla tego klienta, który uwierzył w nas, jest usatysfakcjonowany i ponowił zamówienie. Ale są też inni, chociażby Merlin.

WDX zamierza przy tym dzielić się zyskiem z akcjonariuszami. Jak deklaruje prezes Skrzeczyński, zarząd będzie rekomendował wypłatę dywidendy w wysokości około połowy zysku.

Tu stanowisko zarządu i w ogóle spółki jest jasne – zapewnia szef spółki Wandalex. – Chcemy się dzielić zyskami, bo uważamy, że akcjonariusze mają do nich prawo.

W I kwartale br. spółka odnotowała znaczącą poprawę swoich wyników finansowych. Przychody ze sprzedaży przedsiębiorstwa wyniosły 30,5 mln i były o blisko połowę wyższe niż w tym samym okresie rok wcześniej (20,8 mln zł). Spółka w tym czasie zarobiła netto 2,75 mln zł wobec 486 tys. zł w pierwszym kwartale 2014 roku.

ZUS może dofinansować wydatki na bezpieczeństwo pracy w firmach. Mikroprzedsiębiorstwa mogą liczyć na zwrot 90 proc. kosztów

0

W ubiegłym roku w wypadkach przy pracy poszkodowanych zostało ponad 88 tys. osób. Choć dbanie o bezpieczeństwo pracy spoczywa na pracodawcy, mniejsze firmy mają problem ze sprostaniem wszystkim wymogom. W ramach programu wspierającego poprawę warunków pracy w firmach ZUS proponuje dofinansowanie do 500 tys. zł. Łącznie na ten cel zostanie w tym roku przeznaczone 27 mln zł. Środki będą stopniowo zwiększane – w 2017 roku będzie to już 46 mln zł. 

Pracodawcy są zobowiązani przestrzegać ogółu zasad i przepisów wynikających z prawa pracy i innych ustaw okołokodeksowych dotyczących bezpieczeństwa i higieny pracy. Oznacza to, że osoba, która prowadzi działalność i zatrudnia pracowników, musi obowiązkowo stosować się do wymogów zawartych w kodeksie pracy i różnych ustawach – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert rynku pracy Konfederacji Lewiatan.

Przede wszystkim sama organizacja pracy powinna zapewniać higieniczne warunki. Pracodawca ma również obowiązek kontrolować przestrzeganie przepisów, reagować na potrzeby w zakresie BHP i dzięki osiągnięciom techniki zapobiegać wypadkom i chorobom zawodowym. W zależności od branży i ewentualnych szkodliwych warunków pracy, obowiązują dodatkowe przepisy.

Przepisów jest bardzo dużo. Pracodawcy negatywnie oceniają niektóre rozwiązania, uważając je za nazbyt szczegółowe i wymagające, a przez to generują duże obciążenia. To powoduje, że budzą wątpliwości interpretacyjne i są czasami trudno wykonalne. Dotyczy to zwłaszcza małych firm, gdzie pracodawcy nie mają odpowiedniego zaplecza techniczno-organizacyjnego – podkreśla ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Często wynika to z konieczności poniesienia wysokich kosztów. Takim pracodawcom Zakład Ubezpieczeń Społecznych proponuje dofinansowanie inwestycji, które poprawią bezpieczeństwo w pracy, i projektów doradczych.

Firmy mogą skorzystać z dofinansowania do 500 tys. zł. Małym firmom, do 9 pracowników, dofinansujemy aż 90 proc. inwestycji. Tylko na ten rok mamy zarezerwowane na ten cel 27 mln zł. W 2016 będzie to już 35 mln zł, a w 2017 – 46 mln zł. Nie ma sytuacji, że nie przyjmujemy nowych wniosków. Dofinansowania wypłacane są w transzach i każdy może się o nie starać na bieżąco – podkreśla Wojciech Andrusiewicz, rzecznik prasowy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Poziom dofinansowania jest zróżnicowany w zależności od wielkości firmy. Maksymalna kwota dla mikroprzedsiębiorstw (1-9 osób) wynosi 40 tys. zł dla projektów doradczych, 100 tys. zł dla projektów inwestycyjnych i 140 tys. zł dla projektów doradczo-inwestycyjnych. Małe firmy (10-49 zatrudnionych) mogą liczyć na 80 proc. dofinansowanie, w wysokości odpowiednio 60, 150 i 210 tys. zł. Z kolei średnie przedsiębiorstwa przy 60 proc. dofinansowaniu dostaną maksymalnie 340 tys. zł.

Nasza oferta kierowana jest do wszystkich branż. Ale, co oczywiste, zależy nam na tych, które są najbardziej wypadkowe, czyli budownictwo, produkcja, obróbka różnego rodzaju materiałów, czyli wszędzie tam, gdzie mogą powstać urazy związane z wykonywaniem obowiązków pracowniczych – wskazuje Andrusiewicz.

Z danych GUS-u wynika, że w 2014 roku doszło łącznie do ponad 88,5 tys. wypadków przy pracy. To niewiele więcej niż rok wcześniej (o 0,4 proc.). Na Spada liczba wypadków ciężkich (o 3,3 proc.) i tych ze skutkiem śmiertelnym (o 5,4 proc.), wciąż jednak utrzymuje się na wysokim poziomie.

Dofinansowanie ma zmniejszyć prawdopodobieństwo wypadków przy pracy, pozwoli także na oszczędności dla pracodawców. Te przedsiębiorstwa, gdzie dochodziło do wypadków, płacą wyższe składki wypadkowe. Więcej wypadków to więcej osób na zwolnieniach, świadczeniach wypadkowych i chorobowych i tych, którzy otrzymują rentę z tytułu niezdolności do pracy.

Takie osoby nie zdobywają dodatkowego kapitału na emeryturę. Zależy nam więc na tym, żeby zatrudnionych utrzymywać na rynku pracy bez wypadku, tak by mogli zdobywać pieniądze na utrzymanie, a firmy nie musiały ponosić dodatkowych kosztów. Chcemy, by pracownicy mogli zarabiać na starość, żeby odeszli z pracy dopiero wtedy, kiedy będą mogli, a nie z powodu wypadku w pracy – tłumaczy ekspert ZUS.

Cyfryzacja kluczowa dla poprawy konkurencyjności polskiej gospodarki. Biznes może na tym skorzystać, ale potrzebne są dobra infrastruktura i regulacje

CEO Magazyn Polska

Polski biznes w większym stopniu mógłby wykorzystywać potencjał internetu i narzędzi cyfrowych do rozwoju działalności w kraju i za granicą – przekonują eksperci. Najpierw trzeba jednak rozbudować infrastrukturę dostępu do sieci i zwiększyć kompetencje cyfrowe. Do postępu w technologii powinny też być dostosowywane regulacje, zarówno na poziomie krajowym, jak i unijnym. Tymi kwestiami będzie zajmować się powołany Thinktankcyfrowy.pl (TTCpl).

Infrastruktura jest podstawą rozwoju gospodarki cyfrowej. Niezbędne są dalsze inwestycje w rozwój infrastruktury szerokopasmowej, zarówno kablowej, jak i mobilnej. Jest szereg programów, które mają nam w tym pomóc, m.in. PO PC, ale też niezwykle ważne są inwestycje prywatne operatorów, którzy działają bez subsydiów, inwestując własne środki – mówi agencji Newseria Biznes Patrycja Gołos, dyrektor ds. korporacyjnych i polityki publicznej, UPC Polska, jednego z inicjatorów Thinktankcyfrowy.pl.

Infrastruktura i konieczne inwestycje w jej rozwój to jeden z obszarów, którym będzie się zajmować Thinktankcyfrowy.pl. Ta inicjatywa powołana przez firmy Dirlango, Facebook, Microsoft, Poczta Polska i UPC Polska pod patronatem Krajowej Izby Gospodarczej, ma na celu zwiększanie konkurencyjności polskiej gospodarki i budowy nowoczesnego społeczeństwa.

Zależy nam na tym, żeby szukać rozwiązań, które będą motywowały tych, którzy do dzisiaj nie działali cyfrowo, do ekspansji, innowacji i zwiększania efektywności w prowadzeniu działalności – wyjaśnia Gołos. – Chcemy też wskazywać na bariery, które właśnie uniemożliwiają rozwój i stworzyć platformę wymiany myśli, wymiany najlepszych praktyk i doświadczeń, które pomogą nam docelowo zwiększać konkurencyjność przedsiębiorstw i konkurencyjność polskiej gospodarki.

TTCpl ma być platformą dialogu między biznesem, polityką a administracją. Jak przekonują eksperci, bez udziału strony publicznej cyfryzacja gospodarki nie będzie możliwa, ponieważ rozwojowi technologii powinno towarzyszyć dostosowywanie przepisów prawnych.

Nie ma granic między państwami z punktu widzenia technologii, ale z punktu widzenia regulacji one ciągle istnieją – mówi Jakub Turowski, head of public policy w Facebook. – Wyobraźmy sobie mały sklepik w Polsce, który chce eksportować swoje produkty. Technicznie rzecz ujmując, wystarczy stworzyć stronę na Facebooku i eksportować. Legislacyjnie istnieje gros barier, więc ten mały sklepik potrzebuje armii prawników, żeby dostosować się do 28 różnych reżimów prawnych.

Przekonuje, że taka sytuacja musi ulec zmianie, bo tym sposobem regulacje hamują wzrost gospodarczy. Z badania „Cyfrowa przyszłość Polski”, przygotowanego na zlecenie UPC w 2013 roku, wynika, że do 2020 roku udział internetu w PKB może wzrosnąć do 9,5 proc., co oznacza wkład w gospodarkę na poziomie 200 mld zł. Cyfryzacja wpłynie również na większą konkurencyjność na globalnym rynku.

Stany nie czekają, Korea też nie. W Europie mamy cudowny potencjał pod względem wiedzy i infrastruktury, ażeby też być liderem w rozwiązaniach cyfrowych. Musimy jednak mieć dostosowane do tego regulacje – podkreśla Turowski. – W Dolinie Krzemowej całe otoczenie, również regulacyjne, nakierowane jest na innowacyjność. Pierwsze zadawane pytanie to: „Czy z tego będą miejsca pracy i nowe firmy?”. Z takim podejściem powinniśmy częściej działać w Europie i Polsce.

Rozwój internetu mógłby przede wszystkim uruchomić potencjał małych i średnich firm. Chociaż – jak podkreśla Turowski – leży to w interesie również dużych korporacji.

Zdaniem Patrycji Gołos Polska ma duże możliwości cyfryzacji gospodarki. Prowadzone prace nad rozbudową infrastruktury szerokopasmowej sprawiają, że dziś jest ona dużo lepsza niż np. w Stanach Zjednoczonych. Większe są też prędkości internetu oferowane przez operatorów.

Mamy też bardzo dobrze wykształconych młodych ludzi, ambitnych, kreatywnych, którzy są gotowi do tego, żeby działać. Trzeba im tylko stworzyć odpowiednie warunki. Potrzebują tylko przyjaznego środowiska, w którym mogą dzielić się swoimi pomysłami, i warunków, w których będą mogli funkcjonować – mówi przedstawicielka UPC Polska.

Zapowiada, że pierwszą inicjatywą Thinktankcyfrowy.pl będzie raport zlecony centrum analitycznemu Polityka Insight „Cyfryzacja Polskiej Gospodarki”, który przedstawi wykorzystanie potencjału cyfrowego w Polskiej gospodarce oraz związane z nim szanse dla biznesu i wyzwania przed nim stojące.

Orange rozwija internet dużych prędkości. Ponad 4 mln gospodarstw domowych w zasięgu najszybszej Neostrady

CEO Magazyn Polska

Polacy poszukują coraz szybszego internetu – staje się on jednym z dominujących kryteriów wyboru usługi. Równie ważna jest dla nich stabilność połączenia z siecią. Dlatego Orange inwestuje w rozwój szybkiego internetu – modernizuje istniejącą sieć obsługującą Neostradę i rozbudowuje światłowody. Do końca roku w zasięgu sieci światłowodowej ma być ponad 650 tys. gospodarstw domowych.

Prędkość internetu stacjonarnego jest ważna, ponieważ w coraz większym stopniu korzystamy z serwisów, które wymagają niezakłóconej transmisji. Poza parametrem prędkości ważna jest także stabilność połączenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Michał Paschalis-Jakubowicz, dyrektor wykonawczy ds. marketingu rynku masowego Orange Polska.

W tej chwili z Neostrady korzysta ponad 2 mln klientów. W jej zasięgu jest blisko 80 proc. gospodarstw domowych, z czego niemal połowa ma dostęp do jej najszybszej opcji, czyli do 80 Mbps (to w sumie 4,4 mln gospodarstw domowych). Orange prowadzi inwestycje, które mają ten udział zwiększać. Jak podkreśla ekspert, w tym roku szybka Neostrada jest wybierana przez co trzeciego klienta.

Do tego dostosowujemy naszą ofertę. Zrównaliśmy cenę płaconą przez internautów za każdą prędkość dostępną w Neostradzie. Czy jest to Neostrada o prędkości do 10, do 20 czy do 80 Mbps, cena jest ta sama i wynosi 39,90 zł. Jedynie dostępność techniczna łącza warunkuje to, z jakiej oferty klient może skorzystać. Takie zrównanie cen ma sens tylko wtedy, kiedy równocześnie zwiększamy zasięg tych najszybszych prędkości – wyjaśnia Paschalis-Jakubowicz.

Spółka inwestuje także w sieć światłowodową. Dziś mogą z niej korzystać użytkownicy z ośmiu miast Polski.

Do końca roku ponad 650 tys. gospodarstw domowych będzie w zasięgu światłowodu. W ofercie mamy prędkość gwarantowaną 100 lub 300 Mbps – mówi dyrektor w Orange Polska.

Z badań wynika, że Polacy spędzają w sieci coraz więcej czasu (ok. 13 godzin tygodniowo), a aż 80 proc. użytkowników z siecią łączy się także przez urządzenia mobilne. To efekt upowszechniania się coraz szybszego internetu mobilnego. W zasięgu szybkiego mobilnego internetu LTE Orange znajduje się niemal 79 proc. populacji kraju. Jak przekonuje Paschalis-Jakubowicz, internet stacjonarny i mobilny doskonale się uzupełniają, dlatego przyszłością jest łączenie tych technologii.

Dostęp do internetu w obu przypadkach ma trochę inną charakterystykę, inaczej zachowuje się połączenie mobilne, inaczej stacjonarne, więc różne są też zastosowania. Ważne jest to, żeby w swojej ofercie trafiać w potrzebę klienta – wyjaśnia Michał Paschalis-Jakubowicz. – To staramy się robić w naszej ofercie Orange Open, która łączy oba te rodzaje dostępu. Staramy się też rozwijać usługi polegające na tym, że klient Orange może korzystać z Wi-Fi innych klientów Neostrady, oczywiście nie ingerując w ich dostęp.

Upowszechnianie się usług internetowych stawia przed użytkownikami i dostawcami usług również wyzwania z zakresu bezpieczeństwa. Internauci zwracają na to coraz większą uwagę, bo też większa jest ich świadomość zagrożeń związanych z utratą danych lub pieniędzy. Tym bardziej że wielu z nich ma dostęp do bankowości internetowej i online przeprowadza większość operacji finansowych.

Ważne jest, żeby korzystać ze wszelkiego rodzaju programów antywirusowych czy zabezpieczających nas przed przejmowaniem kontroli nad naszym urządzeniem – mówi ekspert. – My jako operator również staramy się być bardzo odpowiedzialni. Oferujemy klientom Neostrady tzw. CyberTarczę, specjalną funkcjonalność w warstwie sieci, a więc niedotykającą sprzętu użytkownika, która pozwala wychwycić ataki botnetów na nasz modem i zapobiec przejmowaniu kontroli nad naszym komputerem – dodaje.

Z corocznego raportu UKE wynika, że Orange jest liderem usług internetowych w Polsce. W ubiegłym roku obsługiwał 29,1 proc. internautów. Na drugim miejscu jest Polkomtel (8,8 proc. użytkowników), a na trzecim T-Mobile (8,3 proc.).

Outsourcing procesów rekrutacji pozwala oszczędzić czas i koszty. W Polsce popularność takich usług jest jednak wciąż niewielka

CEO Magazyn Polska

Światowy rynek outsourcingu rekrutacji stałych rośnie w tempie 15 proc. rocznie. W 2016 roku jego wartość może wynieść 4,9 mld dolarów. Na Zachodzie z tego typu usług korzysta coraz więcej firm, m.in. banków i korporacji, w Polsce świadomość jest wciąż niewielka. Zlecenie innej firmie procesów rekrutacyjnych (RPO) pozwala obniżyć koszty nawet o jedną trzecią, zmniejszyć rotację nowo zatrudnianych pracowników, oszczędzić czas i zyskać dodatkową wiedzę rynkową.

Proces RPO w Polsce, czyli outsourcingu usług rekrutacyjnych, jest zjawiskiem raczkującym. Zauważamy coraz większą chęć klientów do korzystania z takiej możliwości w swoich siedzibach, ale świadomość rynku jest jeszcze niewielka i pracujemy nad tym, aby móc porównywać nasz rynek do tego, co dzieje się na Zachodzie. Tam większość największych graczy korzysta z tego typu usług – mówi agencji Newseria Biznes Anna Grabowska-Samulak, dyrektor ds. RPO w agencji rekrutacyjnej People.

Dostawca usług RPO staje się częścią firmy, a nie jedynie jej zewnętrznym dostawcą, jak w przypadku tradycyjnego outsourcingu. W praktyce oznacza to, że firma otrzymuje wyspecjalizowanych rekruterów na miejscu, na wyłączność. Ma gwarancję profesjonalnie zaplanowanej, kompleksowej rekrutacji, ujednolicenia procedur i skrócenia procesu do 4-6 tygodni.

Z danych agencji Hays wynika, że wartość rynku RPO dynamicznie się rośnie, nawet w tempie 15 proc. rocznie. W przyszłym roku rynek rekrutacji stałych będzie wart 2,2 mld dolarów, zaś rekrutacji czasowych – nawet 100 mld dolarów łącznie z wynagrodzeniem. W tym segmencie wzrost wynosi powyżej 25 proc. Największymi rynkami RPO są USA, Wielka Brytania i Australia. W Polsce firmy dopiero zaczynają korzystać z pomocy firm zewnętrznych przy rekrutacji.

RPO jest rozwiązaniem dla firm, które zatrudniają minimum około 200-300 pracowników lub dla organizacji dynamicznie rozwijających się, które w danym momencie potrzebują wzmocnić usługę HR-ową czy rekrutacyjną. Wachlarz obowiązków powierzanych agencji świadczącej usługi RPO może być bardzo szeroki – zaznacza ekspertka People.

Firmy świadczące usługi RPO przejmują na siebie cały proces rekrutacji: od stworzenia planu, profili idealnych kandydatów, pozyskiwanie aplikacji, aż po regularne raportowanie postępów po tworzenie analiz rynkowych czy dostarczenie technologii wykorzystywanych podczas np. testów, ocen kandydatów. Sposób prowadzenia takiego procesu ma bezpośrednie przełożenie na całość wrażeń kandydata, co jest określane terminem candidate experience. To istotne, zwłaszcza że jak pokazują badania, wrażenie, jakie robi rekruter, przekłada się na postrzeganie samej firmy.

To szczególnie ważne w przypadku pokolenia Y, młodych ludzi, którzy duży nacisk kładą na percepcję przyszłego pracodawcy. W tym rozwiązaniu możemy dopasować nasze narzędzia do populacji, którą rekrutujemy, stosując np. rozwiązania online, gamifikacyjne (wykorzystujące mechanizmy motywacyjne z gier) w przypadku młodego pokolenia lub standardowe metody rekrutacji z dużym przełożeniem na jakość, sprawdzające się w przypadku stanowisk specjalistycznych i menadżerskich – tłumaczy Anna Grabowska-Samulak.

Outsourcing procesów rekrutacji pozwala firmom zaoszczędzić nie tylko czas, lecz także pieniędzy. Zdaniem ekspertki z agencji People mowa o oszczędnościach rzędu 30-40 proc. Badania Aberdeen Group wskazują również, że RPO pozwala zmniejszyć rotację nowo zatrudnionych pracowników nawet o 55 proc.

Dużą korzyścią jest elastyczność. Wdrożenie RPO pozwala na dostosowywanie liczby i formy przebiegu procesów rekrutacyjnych do zmieniających się potrzeb biznesu, np. w wakacje kiedy ze względu na urlopy rośnie zapotrzebowanie na pracowników.

Koszt usługi RPO składa się z dwóch składowych. To opłata związana z tzw. management fee, czyli stała, którą płaci klient za utrzymanie zespołu. Drugim kosztem jest opłata rekrutacyjna. Zazwyczaj jest ona elastyczna i dużo niższa od standardowych na rynku. Wpływają na to przede wszystkim efekt skali oraz zwykle długoletnia współpraca z klientem – mówi Grabowska-Samulak.

Jeśli pracownik się nie sprawdzi, firma nic nie traci. W ramach okresu gwarancyjnego rekruter gwarantuje znalezienie nowej osoby o odpowiednich kwalifikacjach. W zależności od umowy okres gwarancji wynosi od 3 do 12 miesięcy.

Jesteśmy w stanie zamykać nawet około 3 tys. rekrutacji rocznie dla jednego klienta. Mówię o przykładzie dużej firmy z branży finansowej i prowadzeniu procesów zarówno zewnętrznych, w tym dbaniu o candidate experience, jak i wewnętrznych. Każdy pracownik danej firmy, który chciałby wziąć udział w procesie rekrutacyjnym, również musi przejść taką jakościową rekrutację – tłumaczy Anna Grabowska-Samulak.

Polska jednym z najważniejszych rynków UE dla Mitsubishi. W ciągu 10 lat sprzedaż nowych aut może się podwoić

CEO Magazyn Polska

Dla koncernu Mitsubishi Motors Corporation Polska jest jednym z najważniejszych europejskich rynków. Pod względem wielkości sprzedaży znajdujemy się na piątym miejscu. W 2014 roku w polskich salonach kupiono prawie 5,3 tysiąca nowych aut marki Mitsubishi. Oznacza to wzrost rok do roku na poziomie niemal 60 proc. Największa część przychodów pochodzi ze sprzedaży modeli ASX i Outlander. 

Mitsubishi Motors jest częścią globalnego koncernu Mitsubishi Corporation. Jest producentem średniej wielkości, a roczna produkcja wynosi około 1,3 mln samochodów – mówi agencji informacyjnej Newseria Adam Męciński, dyrektor sprzedaży w Mitsubishi Motors Polska.

Europa w tej chwili jest dla koncernu Mitsubishi Motors drugim najważniejszym kontynentem, zaraz po Azji. Z kolei Polska jest piątym pod względem wielkości sprzedaży rynkiem w Europie. Według danych Instytutu Samar w ubiegłym roku z salonów Mitsubishi w naszym kraju wyjechało łącznie blisko 5,3 tysiąca nowych samochodów. Wzrost sprzedaży wyniósł niemal 60 proc. rok do roku. Z krajowym rynkiem koncern wiąże duże nadzieje.

Polski rynek ma duży potencjał i w ciągu najbliższych 10 lat sprzedaż nowych samochodów powinna się podwoić – ocenia Męciński.

W 2014 roku w Polsce zarejestrowano ponad 327,2 tys. nowych samochodów osobowych. Oznacza to wzrost o 12,9 proc. w stosunku do poprzedniego roku. W opinii dealerów w najbliższych latach rynek będzie nadal rósł, chociaż dynamika będzie niższa. Wpłynie na to chociażby brak korzyści fiskalnych, wynikających z kupna nowych aut przez firmy.

W Europie trwa już boom na samochody ekologiczne, zarówno elektryczne, jak i hybrydowe. Dla Mitsubishi, zaraz po modelu ASX, drugim najbardziej popularnym modelem w Europie jest Outlander hybrydowy – informuje przedstawiciel Mitsubishi Motors Polska.

Wskazuje, że w Polsce w dalszym ciągu brakuje odpowiednich regulacji prawnych, które zachęcałyby do kupna samochodów niskoemisyjnych. Tego typu rozwiązania stosuje wiele państw europejskich i przynoszą one efekty. Męciński ocenia jednak, że auta ekologiczne to kierunek, w którym będzie podążał europejski rynek motoryzacyjny.

Ekspert wskazuje na wyraźny boom na samochody typu crossover i SUV w ostatnich latach. Szczególnie widoczne jest to w przypadku aut klasy premium. Ten segment rynku wzrósł w 2014 roku aż o 24,4 proc., a wśród pięciu najpopularniejszych modeli znalazły się aż cztery SUV-y.

Obserwujemy bardzo duży przepływ klientów z segmentu C do samochodów crossover. To widać też po ofercie konkurencji – pojawia się coraz więcej takich modeli na rynku. Wydaje mi się, że to jest kierunek, w którym sprzedaż samochodów w Europie będzie się rozwijać – podsumowuje dyrektor sprzedaży w Mitsubishi Motors Polska.

Dane za ubiegły rok mówią, że dynamika sprzedaży Mitsubishi ASX osiągnęła wzrost aż o 76 procent w stosunku do poprzedniego roku. W przypadku Outlandera wzrost zainteresowania klientów był dwukrotnie większy. Model ASX odpowiadał za blisko 40 proc. przychodów uzyskanych przez koncern na polskim rynku.

Zwiększa się przeżywalność chorych na nowotwory hematologiczne. Nadzieja w terapiach ratujących życie

CEO Magazyn Polska

W Polsce poprawia się sytuacja chorych na nowotwory hematologiczne. Prawie dwukrotnie zwiększyła się przeżywalność ciepiących na szpiczaka plazmocytowego. Udaje się też wyleczyć ponad 90 proc. pacjentów z chłoniakiem Hodgkina, jednak ze względu na brak refundacji chorzy na oporną odmianę tego chłoniaka nie mają dostępu do terapii najnowszej generacji.

Nowotwory hematologiczne, do których zaliczają się chłoniak Hodgkina i szpiczak mnogi, przestają być równoznaczne z szybkim wyrokiem śmierci. Dzięki osiągnięciom współczesnej medycyny stają chorobami przewlekłymi, a nawet w pełni wyleczalnymi. Chłoniak Hodgkina, nazywany również ziarnicą złośliwą, to nowotwór układu limfatycznego. Rozwija się głównie u ludzi w dwóch grupach wiekowych: 18-25 oraz 50-55 lat. W Polsce rocznie zapada na niego ok. 1 tys. osób. Jeszcze pół wieku temu przeżywalność wynosiła zaledwie 5-20 proc. pacjentów. Dziś lekarze są w stanie wyleczyć nawet 90 proc. chorych. Wciąż jednak ok. 10-15 proc. chorych z chłoniakiem Hodgkina jest oporna na standardowe leczenie chemiczne.

W ostatnich latach pojawiło się światełko w tunelu. Jest lekarstwo, które działa u tych chorych, a przede wszystkim może im udostępnić kolejną terapię, jaką jest przeszczepienie szpiku od innej osoby. To jest tzw. leczenie pomostowe – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Wiesław Jędrzejczak, krajowy konsultant w dziedzinie hematologii.

Lek ten to brentuksymab vedotin. Badania kliniczne potwierdziły jego skuteczność: 70 proc. chorych, u których nastąpił nawrót choroby po przeszczepie, odpowiedziało na nowy lek. U 25 proc. tych chorych nastąpiły remisje całkowite. Terapia tym lekiem dostępna jest w większości krajów Unii. W Polsce miała być stosowana w przypadku chorych po przeszczepie komórek macierzystych szpiku oraz po co najmniej dwóch terapiach lekowych, które nie przyniosły efektu. Agencja Oceny Technologii Medycznych negatywnie oceniła jednak terapię tym lekiem, uznając, że jest ona nieefektywna kosztowo.

Podstawowy problem z brentuksymabem vedotinem to oczywiście jego cena. Ona co prawda w ostatnim okresie podobno się zmniejszyła i mam nadzieję, że zmieści się w tej granicy, która została wyznaczona ustawowo, czyli około 105 tys. zł za dodatkowy rok życia i wtedy będzie przestrzeń do negocjacji między Ministerstwem Zdrowia a producentem, żeby tę terapię finansować – mówi prof. Wiesław Jędrzejczak.

Szpiczak mnogi jest nowotworem powstającym z komórek plazmatycznych, a więc komórek szpiku kostnego produkujących przeciwciała. Choroba ta rzadko występuje u dzieci i młodzieży, zazwyczaj diagnozowana jest u osób powyżej 55. roku życia. Szpiczak wciąż pozostaje chorobą nieuleczalną, jednak nowoczesne terapie są w stanie znacznie wydłużyć życie pacjentów, a także poprawić jakość życia chorych. Obecnie cierpiący na szpiczaka żyją nawet do pięciu lat od momentu rozpoczęcia terapii, czyli prawie dwukrotnie dłużej niż kilka lat temu. Niektóre ośrodki medyczne mówią nawet o przeżywalności 7-10 lat.

– Dzięki nowym metodom leczenia takim jak autotransplantacja komórek krwiotwórczych, która już nie jest nową metodą, nawet u osób starszych, które się nie kwalifikują do autotransplantacji, jeśli mają stosowane leki w skojarzeniu, tzw. leki immunomodulujące inhibitory proteazomu, bendamustynę, i czasami potem mają autotransplantację, przeżycie się zdecydowanie wydłużyło – mówi prof. Jadwiga Dwilewicz-Trojaczek, onkolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

W opiece nad pacjentami chorymi na szpiczaka plazmocytowego istotne jest także łagodzenie objawów choroby, a więc leczenie anemii oraz niwelowanie bólu kości. W przypadku obu nowotworów niezwykle ważna jest wczesna diagnoza i możliwie szybko rozpoczęte skuteczne leczenie, co znacznie zwiększa szanse chorego na przeżycie bądź wydłużenie życia. Objawy szpiczaka i chłoniaka Hodgkina bardzo przypominają jednak zwykłe przeziębienie, dlatego chorzy często zbyt późno zgłaszają się do lekarza.

Popołudniowy komentarz walutowy z 10.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 10.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Podwyżki stóp procentowych za oceanem możliwe już jesienią. Wiele zależy jednak od sytuacji w Europie

CEO Magazyn Polska

Pierwsza podwyżka stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych spodziewana jest przez ekonomistów jesienią. Mimo wahań wskaźnika PKB przybywa miejsc pracy, bezrobocie spada, a przemysł się rozwija. Decyzja Fedu uzależniona jest jednak w dużej mierze od sytuacji w Europie.

– Myślę, że amerykański bank centralny rozpocznie podwyżki stóp procentowych we wrześniu tego roku. Chociaż ten scenariusz też nie jest taki całkowicie bezwarunkowy – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.

Ekspert wskazuje jednak na to, że decyzja Fedu uzależniona jest zarówno od sytuacji w Grecji, jak i stanu całej gospodarki europejskiej. Podwyżki za oceanem nastąpią, kiedy amerykański bank centralny nie będzie dostrzegał żadnych większych przeszkód zagrażających ożywieniu.

– Z kolei gdyby doszło do grexitu, w jakiś sposób mogłoby to naruszyć pewność co do ożywienia w Europie i w efekcie osłabić perspektywę amerykańskiej gospodarki. Grexit zmniejsza szansę na podwyżki stóp w tym roku. Pewnie te podwyżki tak czy inaczej będą następowały, ale być może pierwsza dopiero po zakończeniu tego roku – wyjaśnia przedstawiciel banku BZ WBK.

Ekonomista jako bazowy przyjmuje jednak scenariusz, w którym Grecja ostatecznie zawrze porozumienie z wierzycielami, a pierwsza podwyżka stóp w USA nastąpi już we wrześniu. Fed będzie dokonywał następnych podwyżek dość ostrożnie, tak aby nie stłumić pojawiającego się ożywienia.

– Jest to początek procesu normalizacji polityki pieniężnej. To, że ona następuje, odzwierciedla pewności Fedu, że ta gospodarka zaczęła rzeczywiście podnosić się z kolan, dlatego nie sądzę, żeby to było katastrofalne dla rynków finansowych – ocenia Piotr Bielski.

Ekonomista BZ WBK nie sądzi, aby podniesienie stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych istotnie wpłynęło na trendy panujące na giełdach czy rynkach walutowych. Inwestorzy decyzję Rezerwy Federalnej powinni odbierać raczej jako silny komunikat, że Fed wierzy w amerykańską gospodarkę, a pozytywne tendencje będą kontynuowane.

– Myślę, że amerykański Fed będzie stopniowo podnosił stopy. Właśnie po to, żeby po pierwsze, nie podciąć kruchych w miarę podstaw ożywienia, a po drugie, żeby nie dobić nastrojów inwestorów, którzy jak widać, też są rozchwiani z powodu tych wszystkich czynników niepewności – tłumaczy ekonomista BZ WBK.

W wyniku działań Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych poziom stóp procentowych za oceanem od 2009 roku pozostaje na poziomie zaledwie 0-0,25 proc.

Symbio pod kierunkiem nowego zarządu chce potroić przychody i wyjść na plus. Stawia na poszerzenie oferty i produkty wysokomarżowe

0

CEO Magazyn Polska

Symbio planuje wzrost przede wszystkim dzięki poszerzeniu asortymentu i rozbudowie bazy zaopatrzenia. Przychody spółki rosną znacznie szybciej niż sam rynek żywności ekologicznej, lecz zarówno w ubiegłym roku, jak i w I kwartale br. spółka odnotowała straty. W drugiej połowie tego roku dynamika wzrostu powinna przekroczyć 50 proc., a w 2016 roku tempo wzrostu ma być jeszcze większe. Wprowadzenie do oferty produktów o wyższej marży ma podnieść rentowność.

Pieniądze z emisji obligacji, czyli 1,5 mln zł, chcemy przeznaczyć na dwa cele. Pierwszy to potrzeby obrotowe, codzienne wydatki. Drugi jest związany z modelem biznesu, który opiera się na skupie ekologicznych owoców. Między wypłatą pieniędzy dla rolników a spływem należności od kontrahentów mija trochę czasu. Te pieniądze mają wypełnić lukę w krwiobiegu firmy – mówi agencji Newseria Inwestor Jacek Skowroński, prezes zarządu Symbio, producenta żywności ekologicznej.

W ubiegłym roku przychody firmy przekroczyły 18 mln zł i były o 14 proc. wyższe niż w 2013 roku. Sprzedaż detaliczna w spółce wzrosła zaś o 47 proc., ponaddwukrotnie szybciej niż rynek certyfikowanej żywności ekologicznej, który rośnie w tempie ok. 20 proc. rocznie. Jak przekonuje Skowroński, obecnie tempo wzrostu sprzedaży jest wyższe niż na koniec 2014 roku o ma rosnąć, a w najbliższych kilku latach spółka może nawet ją potroić.

Symbio ma dwie główne nogi biznesowe. Jedna to produkty detaliczne, które sprzedajemy głównie w Polsce, druga to półprodukty, czyli działalność polegająca na skupie owoców miękkich – malin, truskawek czy porzeczek, przerabianiu ich do postaci zamrożonej i sprzedaż głównie do klientów zachodnich. Oba te biznesy bardzo mocno się rozwijają i to tempo wzrostu wyniesie ok. 50 proc. – zapowiada prezes.

Spółka ma w ofercie ok. 200 produktów detalicznych, które są dostarczane do ponad 1 tys. sklepów (400 odbiorców). W tym roku Symbio chce pozyskać kolejnych 100 odbiorców detalicznych. Wzrost ma zapewnić nie tylko nawiązywanie współpracy z nowymi sklepami, lecz także rozszerzenie asortymentu. Konieczna będzie kompleksowość oferty, cały przekrój żywności ekologicznej dostarczanej partnerom. Symbio chce też więcej zarabiać na produkcji produktów wyżej przetworzonych, a więc i o wyższej marży. Od 2012 roku spółka odnotowuje bowiem stratę netto. W ubiegłym roku było to 470 tys. zł.

Powołujemy teraz dział rozwoju produktów, a jego głównym zadaniem będzie wprowadzenie produktów na rynek. Myślimy o produktach przetworzonych. Dotychczas rynek był przyzwyczajony, że produkty były proste. Teraz myślimy o produktach, które będą bardziej uszlachetnione i tym samym bardziej interesujące dla klienta – przekonuje Jacek Skowroński.  

A. Jawień (IFM): Japonia, Indie i Indonezja dobrymi miejscami na inwestycje

0

CEO Magazyn Polska

Jeżeli dane makroekonomiczne będą dobre, japoński rynek akcji jeszcze przez jakiś czas będzie jednym z najlepszych do inwestowania. Polityka tamtejszego banku centralnego jest ukierunkowana na utrzymanie kursu jena na niskim poziomie w stosunku do dolara i euro, rośnie więc eksport, co sprawia, że japońskie spółki mają coraz wyższe zyski. Zdaniem Aleksandra Jawienia z IFM Global Asset Management warto w tym roku także zwrócić uwagę na Indie i Indonezję.

Japonia jest rynkiem stabilnym, jeżeli chodzi o podstawy wzrostu, czyli o świetne dane makroekonomiczne – wskazuje z rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Aleksander Jawień, prezes IFM Global Asset Management. – W tym kraju nadal trwa dodruk pieniądza, czyli bank centralny redukuje ryzyko inwestorów. Ale przede wszystkim świetne wyniki notują tamtejsze spółki, bo słaby jen przełożył się na dynamiczny wzrost eksportu i historycznie wysokie wyniki.

Od połowy października japoński indeks giełdowy Nikkei 225 wzrósł o blisko 40 proc. W I kwartale br. produkt krajowy brutto tego kraju zwiększył się o 3,9 proc. w ujęciu zannualizowanym. Urzędy statystyczne zrewidowały tym samym pierwszy odczyt z maja (2,4 proc.), który i tak był dużo wyższy od oczekiwań analityków (1,5 proc.).

Kwartalnie sezonowo wyrównany wzrost wyniósł 1 proc. i był najwyższy od roku, kiedy wyniki japońskiej gospodarki zawyżyły zwiększone zakupy dokonywane przed wejściem w życie podniesionej stawki podatku od sprzedaży. Na czerwcowym posiedzeniu BoJ zdecydował więc nie zmieniać głównych parametrów polityki monetarnej, podtrzymując swoje wcześniejsze zobowiązanie o rocznym wzroście bazy monetarnej o 80 bln jenów.

Rynkiem, na który warto zwrócić uwagę, są także Indie – zauważa Aleksander Jawień. – W br. wzrost gospodarczy tego kraju po raz pierwszy był wyższy niż w Chinach, gdzie spadł do 7 proc. Jednocześnie wprowadzone są długoterminowe reformy strukturalne: wydaje się bardzo dużo na inwestycje infrastrukturalne i ułatwia dostęp inwestorów zagranicznych do rynku w takich strategicznych sektorach jak finanse. W ciągu najbliższych lat stopniowo będzie redukowany podatek od zysków przedsiębiorstw z 30 do 25 proc.

Indie należą do najszybciej rozwijających się gospodarek. W drugiej połowie ub.r. wzrost PKB zbliżył się do 8 proc. W pierwszym kwartale br. dobra passa była kontynuowana. Ekonomiści ankietowani przez Bloomberga przewidują, że w całym 2015 roku indyjska gospodarka urośnie o 7,5 proc., czyli o 0,6 pkt proc. szybciej niż Chiny. Ostatni odczyt wskaźnika PMI sektora przemysłowego za marzec (52,1) wskazywał dobrą koniunkturę siedemnasty miesiąc z rzędu. W sektorze usług (53,2) był pozytywny po raz jedenasty. Produkcja przemysłowa także szybko się zwiększa. Ostatni odczyt był powyżej średniego tempa wzrostu w ostatnich latach.

Indie mogą być na celowniku inwestorów bardziej niż jeszcze w ciągu ostatnich dwóch kwartałów, bo reformy, które zapowiedział premier Modi, są sukcesywnie realizowane – przekonuje Jawień. – Jedynym czynnikiem ryzyka są podwyżki stóp procentowych.

Nie ma tam w dodatku silnej presji inflacyjnej. Bardzo ważnym wydarzeniem okołogospodarczym w Indiach zawsze jest monsun. W br. deszcze są bardzo obfite w stosunku do średniej. Oznacza to, że ceny żywności będą utrzymywać się prawdopodobnie na niskim poziomie. Spowoduje to, że bank centralny Indii będzie mógł obniżyć stopy procentowe, co z kolei wpłynęłoby na polepszenie warunków gospodarowania.

Zdaniem tego analityka Indie są na celowników inwestorów od dwóch lat, tak samo jak Indonezja, dlatego że szefami obu tych państw zostali reformatorzy. Zarówno Narendra Modi w Indiach, jak i Joko Widodo w Indonezji to osoby, które są zdeterminowane, by podnieść wzrost gospodarczy w sposób na tyle istotny, żeby miał on charakter długoterminowy i polepszył życie społeczeństw.

W rekordowym tempie przybywa nowych lokali mieszkalnych. Popyt nie hamuje

CEO Magazyn Polska

Deweloperzy nie zwalniają tempa. W ciągu ostatniego roku wystąpili o pozwolenie na budowę ponad 83 tys. mieszkań. Tylko w maju rozpoczęli budowę 8,3 tys. lokali, co jest jednym z najlepszych wyników w historii. Popyt też nie zwalnia, coraz więcej klientów chce w nieruchomościach ulokować posiadane oszczędności.

Od początku roku do końca maja deweloperzy rozpoczęli budowę blisko 34 tys. mieszkań. To rekordowy wynik, bo w analogicznym okresie 2014 roku było ich aż o 30 proc. mniej. Liczba wydanych pozwoleń na budowę wzrosła o 13,2 proc. Według ostatnich dostępnych danych GUS-u w samym maju wydano pozwolenia na budowę 8,3 tys. mieszkań. To prawie o 60 proc. więcej niż przed rokiem.

Po kryzysie w latach 2008-2009 branża jest silniejsza i dużo bardziej rozsądna, zarówno sami deweloperzy, jak i firmy zajmujące się generalnym wykonawstwem postępują racjonalniej – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jarosław Jankowski, prezes zarządu Grupy Waryński. – Dzisiaj branża rozwija się bardzo stabilnie.

Jak wyjaśnia prezes Grupy Waryński, na sytuację na rynku deweloperskim wpływ będzie miał przede wszystkim wzrost gospodarczy i stabilność na rynkach finansowych. Duże znaczenie ma również relacja między bankami a kredytobiorcami – zarówno klientami, którzy kredytem finansują zakup mieszkania, jak i deweloperami, którzy pożyczają na realizacje inwestycji.

Jankowski podkreśla, że wielu klientów kupuje nieruchomości za gotówkę. Niskie stopy procentowe sprawiają, że coraz więcej osób chce w ten sposób ulokować swoje oszczędności.

Popyt na mieszkania jest bardzo duży – mówi Jarosław Jankowski. – Warszawa jest rynkiem, który nadal konsumuje migrację do miast. To jest miejsce, gdzie ludzie przyjeżdżają na studia, do pracy, a następnie zostają na stałe i po okresie wynajmu kupują mieszkania. Popyt tutaj będzie wyższy niż w innych miastach.

Jak podkreśla prezes Grupy Waryński, na dobrą sprzedaż mieszkań wpływa jeszcze stosunkowo niski poziom cen, jednak ta sytuacja w najbliższych miesiącach będzie się zmieniać.

Już po naszych inwestycjach widzimy, że ceny rosną. Wychodziliśmy z niższych pułapów, dzisiaj ceny idą w górę i myślę, że ta tendencja jeszcze przez jakiś czas będzie się utrzymywać – podkreśla Jankowski. – Wszystkim, którzy chcą kupić mieszkanie, rekomenduję przyspieszyć ewentualną decyzję, gdyż jej odłożenie w czasie może skutkować wyższą ceną.

Na ceny mieszkań może mieć również wpływ nowelizacja ustawy o pomocy państwa w nabyciu pierwszego mieszkania przez młodych. Przegłosowane zmiany w programie Mieszkanie dla Młodych obejmą możliwość dopłat do kupna mieszkań na rynku wtórnym. Do tej pory taka możliwość istniała wyłącznie w przypadku lokali mieszkalnych z rynku pierwotnego.

J. Borowski (Crédit Agricole): w programie PiS-u wydatki niedoszacowane, przychody przeszacowane

CEO Magazyn Polska

Gospodarcze postulaty Prawa i Sprawiedliwości będą kosztowały znacznie więcej, niż twierdzi partia – uważa główny ekonomista Crédit Agricole. Z kolei przychody są przeszacowane – na przykład nie do osiągnięcia jest całkowite uszczelnienie systemu podatkowego, co miałoby wnieść ponad 50 mld zł do budżetu. Zdaniem Jakuba Borowskiego proponowane podatki dla sieci handlowych – mowa tu o bankowym i obrotowym – mogą zaszkodzić całej gospodarce.

Mamy propozycję znaczącego zwiększenia wydatków bez wskazania stabilnych i pewnych źródeł ich finansowania – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Borowski, główny ekonomista Crédit Agricole.

Podczas konwencji programowej PiS zaprezentował swoje pomysły gospodarcze. Partia zapowiada m.in. obniżenie wieku emerytalnego, podniesienie kwoty wolnej od podatku do 8000 zł rocznie oraz dodatek w wysokości 500 zł na każde dziecko (z wyjątkiem pierwszego w zamożnych rodzinach).

Według dzisiejszej opozycji wprowadzenie tych pomysłów w życie będzie kosztowało 39 mld zł: obniżenie wieku emerytalnego – 10 mld zł, dodatek na dzieci – 22 mld zł, a kwota wolna – 7 mld zł. Borowski podkreśla jednak, że to nierealne założenie, bo koszty postulowanych rozwiązań są niedoszacowane.

Najprawdopodobniej mamy do czynienia z dużym niedoszacowaniem w przypadku wydatków związanych z obniżeniem wieku emerytalnego. Jest jeszcze oczywiście kwota wolna od podatku, tu też mieliśmy sygnały ze strony Ministerstwa Finansów wskazujące na to, że ten ubytek może być bardziej znaczący, wynoszący kilkanaście miliardów złotych – tłumaczy Borowski.

Według analityków koszty obniżenia wieku emerytalnego mogą sięgnąć nawet 20 mld zł.

Główny ekonomista Crédit Agricole zauważa, że PiS nie przedstawił wiarygodnego programu sfinansowania tych wydatków. Według partii 9 mld zł ma pochodzić z podatku VAT – to wyliczenie opierające się na tym, że 23 proc. z 39 mld zł trafi z powrotem do kasy państwa. Taki rachunek nie uwzględnia jednak chociażby tego, że nie wszystkie produkty są objęte 23-proc. VAT-em. Opozycja proponuje zresztą obniżkę tego podatku do 22 proc.

Kolejnym źródłem przychodów dla państwa ma być uszczelnienie systemu podatkowego (głównie w zakresie VAT-u). Dzięki likwidacji szarej strefy PiS chce zyskać aż 52 mld zł.

Zdecydowanie z największym przeszacowaniem dochodów mamy do czynienia w przypadku luki w dochodach z VAT – podkreśla Borowski. – Nie sądzę, żeby było możliwe tak szybkie zredukowanie luki w VAT i w związku z tym osiągnięcie bardzo dużych dodatkowych dochodów z tytułu tego podatku. Sądzę, że to będzie rozłożone na lata i w związku z tym w krótkim okresie nie może to być źródłem finansowania znacząco wyższych wydatków.

PiS zaproponował także dwa nowe podatki: obrotowy dla sieci handlowych i od aktywów dla banków. Mają one przynieść odpowiednio 3 mld i 5 mld zł. Borowski zauważa jednak, że ich skutki mogą być bardzo poważne.

Przede wszystkim dla konsumentów, którzy będą płacić najprawdopodobniej więcej za dobra nabywane w sklepach wielkopowierzchniowych i za usługi bankowe. W obu tych przypadkach właściciele kapitału w sytuacji, kiedy ich wynik finansowy ulega znaczącemu obniżeniu z tytułu wprowadzonego podatku, będą szukali pomysłów na to, jak go jednak zwiększyć – podkreśla Borowski.

Ekonomista zaznacza, że podatek bankowy może zabrać temu sektorowi jedną trzecią zysków netto. Dlatego jego wprowadzenie mogłoby doprowadzić nie tylko do wzrostu cen usług finansowych, lecz także do spowolnienia akcji kredytowej. Udzielane kredyty wpływają na wzrost aktywów banków – miałyby zatem bezpośrednie przełożenie na wysokość podatku.

Borowski dodaje, że niepotrzebny jest także inny pomysł PiS-u, czyli wykorzystanie kapitału spółek Skarbu Państwa i BGK do finansowania inwestycji polskich przedsiębiorców. Według niego w obecnej sytuacji polskiej gospodarki nie ma potrzeby uruchamiania wyjątkowych mechanizmów pobudzających inwestycje. W zamian należy popracować nad zmniejszeniem bezrobocia strukturalnego.

Bardzo trudno dalej znacząco obniżać bezrobocie, moce wytwórcze są już w dużym stopniu wykorzystane. W związku z tym polska gospodarka nie potrzebuje dzisiaj nadmiernej stymulacji – uważa Borowski.

Polacy coraz częściej wybierają dobre jakościowo wódki z wyższej półki cenowej. Segment premium rośnie, choć cały rynek spada

CEO Magazyn Polska

Polski rynek wódek premium powoli zwiększa swoje udziały w rynku alkoholowym – ocenia firma Stock, jeden z liderów branży. To wyjątek, bowiem sprzedaż wódki w ostatnich latach systematycznie spada. Branża liczy, że sprzedaż droższych alkoholi tradycyjnie najwyższa będzie pod koniec roku.

– Rynek wódek top premium notuje kilkuprocentowy wzrost rocznie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Wałach, brand manager Stock Polska. – Rok do roku jest to około 4-5 proc. w ujęciu wolumenowym. Największą sprzedaż tego segmentu notuje się w dużych miastach, gdzie konsument wódek premium jest bardziej zamożny i skłonny wydać kilka złotych więcej na produkt wysokiej jakości.

W raporcie opisującym rynek alkoholi KPMG zwraca uwagę na to, że w Polsce dominującym trunkiem jest piwo. Jego udział w wartości sprzedaży to 47 proc. Na drugim miejscu była wódka – 30,7 proc. 6,3 proc. pieniędzy wydanych na alkohol Polacy przeznaczyli na wina, 4,3 proc. – na whisky, zaś 5,4 proc. – likiery, nalewki i podobne napitki.

Ubiegły rok ze względu na podwyżkę akcyzy na mocne alkohole przyniósł jednak spadek produkcji. Nawet mimo kilkudziesięcioprocentowej poprawy w produkcji wódki w I kwartale br. i tak była ona niższa od tej sprzed dwóch lat o 7 proc. Sprzedaż natomiast spadła o 4,5 proc.

– Ogólnie rynek wódek w Polsce notuje spadki – zwraca uwagę Paweł Wałach. – Konsumenci migrują też do różnych innych kategorii. Zauważyliśmy jednak, że segment top premium stale rośnie rok do roku. Jest to wzrost kilkuprocentowy, natomiast w odróżnieniu od pozostałych segmentów jest to kategoria, która pozwala optymistycznie spoglądać w przyszłość. Wzrosty notujemy zarówno w ujęciu wolumenowym, jak i wartościowym.

Z wypowiedzi producentów wynika, że największe znaczenie dla rozwoju branży będzie miała kategoria top premium (77 proc.), następnie premium (62 proc.), a potem dopiero wódek ekonomicznych (46 proc.).

Cechą charakterystyczną wódek z segmentu premium jest ich dopracowanie. Nie tylko sam trunek musi mieć wysoką jakość, lecz także ogromne znaczenie ma opakowanie. Najnowszy produkt Stocka, wódka Amundsen, odwołuje się więc do słynnej wyprawy – zdobycia bieguna południowego w 1912 roku, a stylizacja butelki nawiązuje do surowej scenerii Antarktydy.

– Podczas ostatnich badań zaobserwowaliśmy, że konsument segmentu premium i top premium jest coraz bardziej świadomy – tłumaczy Paweł Wałach. –Konsumenci stają się już koneserami i poszukują coraz więcej informacji o danym produkcie. Możemy powiedzieć, że powoli stają się ekspertami. Stąd też nasza nowa propozycja w tej kategorii.

Wartość polskiego rynku alkoholi oceniono w raporcie KPMG na ponad 41 mld zł. Obecnie najwięcej zarabiają na nim producenci lżejszych trunków. Na cięższe przyjdzie czas zimą.

– Lato jak wiadomo jest sezonem dla piwoszy – podkreśla brand manager Stock Polska. – W IV kwartale spodziewamy się odwrócenia tej dynamiki, a że jest to też okres żniw zarówno dla segmentu premium, jak i top premium, więc prognozujemy jeszcze wyższą sprzedaż naszych marek z tych dwóch segmentów.

Warszawiacy zadecydowali o wykorzystaniu 51 mln zł z budżetu partycypacyjnego na ten rok. 1/3 projektów z poprzedniego roku już zrealizowana

CEO Magazyn Polska

Mieszkańcy Warszawy wybrali projekty, które w 2016 roku będą realizowane w ramach drugiej edycji budżetu partycypacyjnego. Łącznie sfinansowane zostaną aż 622 inicjatywy, na które przeznaczone zostanie ponad 51 milionów złotych. Wśród wybranych projektów znalazły się między innymi budowa ścianki wspinaczkowej na Pradze-Północ, cyfryzacja kina we Włochach oraz budowa parku sportowego w Rembertowie.

W tym roku głosowało więcej osób niż w zeszłym, bo aż ponad 172 tys., w zeszłym niespełna 167 tys. osób. Jest to wynik, z którego bardzo się cieszymy – mówi Anna Petroff-Skiba z Centrum Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy.

Największe zainteresowanie budżetem partycypacyjnym wykazali mieszkańcy dzielnicy Wesoła. Zagłosowało tam ponad 17 proc. mieszkańców. Równie dużym powodzeniem inicjatywa cieszyła się na Mokotowie, Żoliborzu i Woli. Średnia aktywność wyborcza wyniosła tam ponad 13 proc.

Większa niż przed rokiem była liczba osób, które zagłosowały osobiście za pomocą kart papierowych. Ten sposób wybrało 59 proc. głosujących. Reszta oddała głos przez internet. Ogółem wśród głosujących przeważały kobiety, których było blisko 60 proc.

Projektem, który powtarzał się w ponad 30 miejscach, był projekt łąk kwietnych i on w tych wszystkich miejscach będzie realizowany w 2016 roku – informuje Anna Petroff-Skiba, pytana o najpopularniejszy rodzaj zgłaszanych projektów. – Sporo było projektów dotyczących infrastruktury dla rowerów i pieszych, również dużo projektów dotyczyło działalności kulturalnej i inicjatyw ułatwiających życie mieszkańcom.

Największą liczbę głosów oddano na projekt związany z rozbudową ścieżki rowerowej na Pradze-Południe. Inicjatywę poparło ponad 4,2 tys. osób. 

Przyszłoroczny budżet partycypacyjny to 51,2 mln zł – blisko dwukrotnie więcej niż przed rokiem. Ta kwota zostanie wykorzystana w 98 proc.

Realizacja projektów w ramach budżetu partycypacyjnego 2015 cały czas trwa, bo część z nich to duże projekty inwestycyjne wymagające wykonania procedury przetargowej – mówi przedstawicielka Centrum Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy.

Spośród inicjatyw wybranych w ubiegłym roku zrealizowano już 116 projektów. Dalsze 220 czeka na zakończenie. Wszystkie wykonania są łatwo dostrzegalne w przestrzeni publicznej Warszawy, a symbolizuje je logo budżetu partycypacyjnego.

Budżet partycypacyjny jest procesem, który ma bardzo wiele celów. Po pierwsze, chodzi o to, żeby mieszkańcy mogli współdecydować o swoim otoczeniu, przestrzeni, czasie wolnym i żeby mogli współdecydować poprzez to o pieniądzach z budżetu dzielnicy – tłumaczy Anna Petroff-Skiba.

Drugim celem jest edukacja. Miasto poprzez swoje inicjatywy liczy również na integrację mieszkańców oraz pobudzenia lokalnych działań społecznych.

Do drugiej edycji budżetu partycypacyjnego w Warszawie zgłoszono ponad 2330 projektów, a głosowanie odbywało się w ponad 70 okręgach.  

Najwięcej ofert pracy w sprzedaży i obsłudze klienta. Kandydaci poszukują jednak czegoś innego

CEO Magazyn Polska

W II kwartale najczęściej szukano do pracy w obszarach sprzedaży i obsługi klienta, IT oraz finansów i bankowości. Jednocześnie najczęściej poszukiwanymi ofertami przez kandydatów były stanowiska specjalisty ds. administracyjnych, sprzedawców i kierowców. W II kwartale był wysyp ofert dla pracowników fizycznych, a także w turystyce i hotelarstwie, co ma związek z rozpoczętym sezonem letnim.

Według raportu Praca.pl w II kwartale w serwisie najczęściej szukano specjalistów z obszaru sprzedaży i obsługi klienta. Tej branży dotyczyło 34 proc. wszystkich ogłoszeń. Na drugim miejscu byli specjaliści IT, głównie w zakresie programowania (17,2 proc. udziału w ofertach), oraz pracownicy specjalizujący się w finansach i bankowości (12,1 proc.)

– Topowe stanowiska, na które pracodawcy poszukiwali kandydatów, to przedstawiciel handlowy, księgowy oraz specjalista do spraw obsługi klienta – wymienia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Filipkiewicz z serwisu Praca.pl. – Wiosna i perspektywa wakacji przyniosła za to bardzo duży skok zapotrzebowania na pracowników fizycznych.

Oferty w tym sektorze stanowiły w ostatnim kwartale prawie 12 proc. wszystkich ogłoszeń. To o 5 proc. więcej niż kwartał wcześniej i o 3 proc. więcej niż rok wcześniej w analogicznym okresie. W raporcie Praca.pl czytamy także, że coraz więcej pracy jest w turystyce i hotelarstwie – pojawiło się dwa razy więcej ofert niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Także po stronie pracowników widać coraz większe i intensywniejsze zainteresowanie rynkiem pracy. Jak wskazują eksperci z Praca.pl, składanych aplikacji również było więcej niż przed rokiem.

– Jest pewien rozdźwięk między tym, kogo poszukiwali pracodawcy, a tym, jakiej pracy szukali pracownicy – wyjaśnia Michał Filipkiewicz. – Kandydaci poszukiwali najczęściej pracy na stanowisku specjalisty do spraw administracyjnych, sprzedawcy czy kierowcy. Widać tutaj pewne niedopasowanie pracowników do tego, czego oczekuje rynek pracy – dodaje.

Jak wskazuje ekspert, wśród pracodawców zaobserwowano szczególne zainteresowanie praktykami i stażami. Takich ofert nie brakuje, bo w okresie wakacyjnym firmy szukają dodatkowych rąk do pracy pod nieobecność stałych pracowników.

Tradycyjnie najwięcej ofert (17,3 proc. wszystkich opublikowanych) było w województwie mazowieckim, przy czym aż 73 proc. dotyczyło stolicy. Wyraźny wzrost ofert widać także w Małopolsce. Udział tego rynku zwiększył się o 3,2 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim i stanowił 13 proc. wszystkich ofert. Dolny Śląsk to 12,5 proc. wszystkich ofert.

Inaczej sytuacja wygląda natomiast w Wielkopolsce, która odnotowała największy spadek liczby ofert pracy, zarówno w porównaniu do ubiegłego roku, jak i pierwszego kwartału tego roku (odpowiednio o 1,6 proc. i 1 proc.)

– Mamy też trudną sytuację na Podkarpaciu. Na to województwo przypada ok. 2 proc. wszystkich ogłoszeń, czyli porównywalny odsetek, jak w województwie lubuskim czy opolskim. Natomiast należy wziąć pod uwagę to, że na Podkarpaciu mieszka dwa razy więcej ludzi niż w tych dwóch województwach – zauważa Filipkiewicz. – W związku z czym tamtejsi mieszkańcy mają do wyboru dwa razy mniej ogłoszeń.

Niepokojącym trendem może być fakt zmniejszenia zapotrzebowania na pracowników administracyjnych przy jednoczesnym wzroście zainteresowania kandydatów tym obszarem pracy – czytamy w komentarzu do raportu.

Z ostatnich danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w czerwcu stopa bezrobocia spadła do 10,4 proc. i jest najniższa od 2009 roku.

Absurdalne przepisy uniemożliwiają leczenie pacjentom z nietrzymaniem moczu

CEO Magazyn Polska

W Polsce problemy z nietrzymaniem moczu ma 4 mln osób. Wiele z nich nie stać na leczenie, bowiem znaczna część nowoczesnych leków i zabiegów terapeutycznych nie jest refundowana przez państwo. Dodatkowo osoby cierpiące na nietrzymanie moczu mają tendencję do wycofywania się z życia społecznego i zawodowego.

Nietrzymanie moczu to mimowolne oddawanie moczu, prowadzące do częściowego lub całkowitego opróżniania pęcherza moczowego. W Polsce z tego powodu cierpią ok. 4 mln osób, zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Schorzenie to dotyka co ósmą kobietę w wieku do 39 lat oraz co drugą po menopauzie.

Nietrzymanie moczu jest nie tylko chorobą, lecz także poważnym problemem społecznym. Wielu chorych z powodu wstydu, obniżonego poczucia własnej wartości i braku leczenia izoluje się od społeczeństwa oraz wycofuje z życia zawodowego.

– Kłopoty z pęcherzem nadreaktywnym i w ogóle nietrzymaniem moczu są ogromnym problemem. W Polsce szacuje się, że prawie 10 proc. społeczeństwa ma takie przypadłości. Są to zarówno mężczyźni, jak i kobiety, osoby starsze i osoby bardzo młode, po porodach, a także dzieci – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Anna Sarbak, prezes Stowarzyszenia Osób z Nietrzymaniem Moczu UroConti.

Polska opieka medyczna zapewnia diagnostykę nietrzymania moczu. Leczenie NTM i zespołu pęcherza nadreaktywnego obejmuje terapie farmakologiczne oraz zabiegi mało inwazyjne i chirurgiczne. Pomagają także regularne ćwiczenia mięśni Kegla, które utrzymują pęcherz we właściwym miejscu. Nie wszystkie procedury diagnostyczne i terapeutyczne są jednak w Polsce refundowane przez NFZ.

Przykładem jest leczenie nietrzymania moczu w dysfunkcji neurogennej pęcherza. Potrafimy opanować ten objaw, wstrzykując toksynę botulinową. Niestety, nie jest ona refundowana. Również nie jest refundowana neuromodulacja, bardzo nowoczesna metoda poprawy czynności mikcyjnych zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. Jest to procedura stosowana na Zachodzie od ponad 20 lat – mówi prof. Zbigniew Wolski, prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego.

Środowiska pacjenckie negatywnie oceniają konieczność wykonywania badania urodynamicznego w celu otrzymania refundacji leków na zespół pęcherza nadreaktywnego. Badanie to polega na wprowadzeniu do pęcherza cewnika, za pomocą którego pęcherz wypełniany jest solą fizjologiczną – w ten sposób mierzy się ilość oddawanego moczu oraz szybkość jego oddawania. Większość lekarzy jest zdania, że badanie urodynamiczne nie jest potrzebne do zdiagnozowania zespołu pęcherza nadreaktywnego. Polska jest jedynym krajem na świecie, który decyzje refundacyjną leków na OAB warunkuje wykonaniem tego badania.

– Jest to pomysł typowo administracyjny, który jak rozumiem, miał ograniczyć liczbę pacjentów korzystających z refundacji tych leków. Co dla mnie jest dziwne, dlatego że tam jest i tak współpłacenie pacjenta, więc ci, którzy naprawdę potrzebują, którym naprawdę to pomaga, będą to kupować. Reszta tego nie potrzebuje – mówi Tomasz Michałek, pełnomocnik zarządu UroConti ds. współpracy międzynarodowej i członek rady wykonawczej World Federation of Incontinent Patients (WFIP).

Na liczne zapytania organizacji pacjenckich, interpelacje poselskie i apele środowisk medycznych Ministerstwo Zdrowia zawsze miało tę samą odpowiedź – nie można zmienić przepisów dotyczących refundacji leków na OAB, chyba że ich producent wystąpi z takim wnioskiem. Producenci tłumaczyli, że oni nie wnioskowali o zapisanie warunku, więc czemu mieliby wnioskować o jego usunięcie. Pod naporem pacjentów i lekarzy zdecydowali się jednak taki wniosek złożyć.

Pytanie, czy faktycznie zostanie usunięta jedyna podawana przez resort zdrowia przeszkoda blokująca pacjentom dostęp do leczenia OAB, czy wymyśli on nowe ograniczenie – mówi Tomasz Michałek.

Popołudniowy komentarz walutowy z 09.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 09.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

WB Electronics i Thales podpisały umowę o współpracy w dziedzinie systemów bezzałogowych

0

WB Electronics i Thales podpisały umowę o współpracy w dziedzinie systemów bezzałogowych. Dzięki zawartemu porozumieniu możliwe stało się zbudowanie polskiego bezzałogowego statku powietrznego klasy taktycznej – Gryf.

Dnia 8 lipca WB Electronics i Thales podpisały porozumienie o współpracy w dziedzinie systemów bezzałogowych
Dnia 8 lipca WB Electronics i Thales podpisały porozumienie o współpracy w dziedzinie systemów bezzałogowych

Bezzałogowce dla polskiej armii

Jednym z kluczowych programów operacyjnych w ramach modernizacji Sił Zbrojnych RP jest dostarczenie polskiej armii bezzałogowych systemów powietrznych (BSP). Po trzech latach dialogu technicznego Inspektorat Uzbrojenia MON podjął decyzję o budowie BSP średniego zasięgu siłami polskiego przemysłu obronnego. Jednocześnie MON zapowiedział, że BSP klasy taktycznej zostaną pozyskane w ramach umowy międzyrządowej od zagranicznego kontrahenta. Powodem takiej decyzji jest brak możliwości budowy takiego systemu w Polsce.

Możliwości te zmienia podpisana 8 lipca br. umowa pomiędzy WB Electronics i Thales. Umowa zakłada budowę polskiego BSP klasy taktycznej Gryf bazującego na doświadczeniach i technologiach systemu Watchkeeper 450. Współpraca zakłada budowę BSP Gryf w polskich zakładach i zgodnie z wymaganiami MON. Co więcej, zgodnie z porozumieniem technologie krytyczne (np. data link, komputer misyjny, oprogramowanie, niektóre głowice obserwacyjne, elementy kryptograficzne, integracja z systemami C4ISR) będą opracowane przez polskich inżynierów. Pozwoli to uzyskać pełną kontrolę nad oferowanym polskiej armii systemem, a także kluczami szyfrowania, co pozwoli zabezpieczyć podstawowe interesy kraju.

– Dzisiaj spółki Thales i WB Electronics podpisały memorandum porozumienia w celu rozpoczęcia bliskiej współpracy i stworzenia warunków, które wesprą polskie inwestycje w bezzałogowe systemy powietrzne i związane z nimi technologie. Oczekujemy, że pozwoli ono na stworzenie trwałego i rentownego partnerstwa podczas opracowywania systemu Watchkeeper przeznaczonego na polski rynek. Mamy w tym wsparcie rządu Wielkiej Brytanii. Watchkeeper to dojrzały system nowej generacji, który obecnie jest wykorzystywany przez brytyjskie siły zbrojne i został sprawdzony podczas misji w Afganistanie. Jest także wyjątkowy: bezzałogowiec posiada stosowne certyfikaty bezpieczeństwa lotów w przestrzeni powietrznej oraz mechanizm przeciwoblodzeniowy, co sprawia że doskonale nadaje się dla potrzeb polskich sił zbrojnych. Jesteśmy gotowi do współpracy z polskim przemysłem, aby zagwarantować Polsce pełną niezależność w zakresie korzystania z systemu Watchkeeper – powiedział Victor Chavez, Prezes Thales w Wielkiej Brytanii.

Thales to główny wykonawca systemu Watchkeeper. Ten największy program bezzałogowy w Europie umocnił spółkę na pozycji lidera w zakresie bezzałogowych systemów powietrznych. Watchkeeper jest wyposażony w dwa zaawansowane sensory oraz stanowi system przystosowany do działań we wszystkich warunkach pogodowych, który zapewnia stałą możliwość prowadzenia nadzoru i obserwacji na całym świecie. Co ważne, Watchkeeper to obecnie jedyny bezzałogowiec zaprojektowany, skonstruowany i przetestowany, który spełnia europejskie cywilne i wojskowe kryteria zdatności do lotu. Jest również certyfikowany przez brytyjski Inspektorat Lotnictwa Wojskowego w ramach brytyjskiego ministerstwa obrony.

Dnia 8 lipca WB Electronics i Thales podpisały porozumienie o współpracy w dziedzinie systemów bezzałogowych
Dnia 8 lipca WB Electronics i Thales podpisały porozumienie o współpracy w dziedzinie systemów bezzałogowych

Podpisane porozumienie z Thales stwarza nam niezwykłą szansę na opracowanie polskiego BSP klasy taktycznej. Tworząc technologie kluczowe dla bezpieczeństwa Polski siłami krajowych producentów działamy zgodnie z polską racją stanu. Szczególnie gdy za krytyczne rozwiązania dla funkcjonowania BSP będzie odpowiadała strona polska – powiedział Adam Bartosiewicz, Wiceprezes Zarządu WB Electronics.

Polski BSP finansowany z NCBiR

Polski przemysł posiada szerokie kompetencje w budowie samolotów bezzałogowych. Wiele polskich rozwiązań, jak FlyEye oferowany przez WB Group, wykorzystywanych jest obecnie przez Siły Zbrojne RP. Potwierdzeniem kompetencji polskich przedsiębiorstw w dziedzinie bezzałogowców jest utworzenie przez Narodowe Centrum Badania i Rozwoju programu sektorowego dotyczącego platform bezzałogowych. O wnioskowało 17 podmiotów zrzeszonych w Polskiej Platformie Technologicznej Systemów Bezzałogowych. Program sektorowy (IINNOSBZ) szacowany jest na ok. 800 mln złotych.

– Dzięki finansowaniu z NCBiR na bazie rozwiązań, które znajdujemy w BSP Watchkeeper możemy polskimi siłami, w polskich przedsiębiorstwach i przy użyciu krytycznych technologii opracowanych przez polskich inżynierów zbudować bezzałogowca klasy Gryf, którego będziemy mogli w pełni kontrolować i być może w przyszłości eksportować do innych państw – dodał Adam Bartosiewicz, Wiceprezes Zarządu WB Electronics.

Korzystając z finansowania NCBiR polski przemysł może – na bazie Watchkeepera – rozwinąć technologię bezzałogowców klasy taktycznej do zastosowań cywilnych i wojskowych. Spółka Thales zaprosiła spółkę WB Electronics do wzięcia udziału w dojrzałym programie wartym na jego finalnym etapie niemal miliard funtów brytyjskich, aby ta była w stanie w pełni korzystać z  jej doświadczenia w ustanawianiu niezależnej kontroli nad rozwojem jej systemu bezzałogowego najnowszej generacji.

Firmy deklarują wyższe nakłady na B+R głównie licząc na unijne dotacje

Aż 48 proc. polskich firm przeznaczyło w 2014 roku na działalność B+R więcej niż 3 proc. swoich obrotów, a 67 proc. przedsiębiorców deklaruje, że w ciągu najbliższych 3-5 lat zwiększą wydatki na ten cel. Jednocześnie wpływ na te optymistyczne prognozy ma przede wszystkim uruchomienie funduszy z Unii Europejskiej na lata 2014-2020. Jak wynika z piątej edycji badania „Badania i rozwój w przedsiębiorstwach” przeprowadzonego w Polsce i dziesięciu krajach Europy Środkowej przez firmę doradczą Deloitte, tylko jedna trzecia polskich firm ma przemyślaną i wypracowaną strategię badań, rozwoju i wspierania innowacyjności.

Wydatki na B+R w Polsce rosną. Jeszcze w 2006 roku przeznaczaliśmy na ten cel 0,55 proc. polskiego PKB. W 2013 roku było to już 0,87 proc., co oznacza wzrost o 58 proc. „Choć dokonaliśmy bardzo znaczącego skoku, to pod tym względem wciąż pozostajemy w tyle za Czechami i Węgrami, które na działalność badawczo-rozwojową w 2013 roku przeznaczyły odpowiednio 1,91 i 1,41 proc. swojego PKB. Średnia dla Unii Europejskiej wynosiła w tym samym czasie 2,02 proc.” – mówi Michał Turczyk, Dyrektor w zespole R&D and Government Incentives, Deloitte.

Źródłem finansowania prac B+R są w Polsce przede wszystkim środki publiczne (54,3 proc.). Wskaźnik BERD (ang. Business Expenditures on R&D), czyli wydatki badawczo-rozwojowe przedsiębiorstw w stosunku do PKB wyniosły w roku 2013 w Polsce 0,38 proc.

Jak pokazało badanie Deloitte udział firm, których wydatki na badania i rozwój przekroczyły 3 proc. obrotów zwiększył się z 26,3 proc. w 2013 roku do 48 proc. rok później, a to oznacza, że poprawia się świadomość przedsiębiorców na temat znaczenia inwestowania w innowacyjność w rozwoju ich biznesu. Średnia dla całego regionu Europy Środkowej wyniosła 51 proc. Krajem, w którym najwięcej firm (47 proc.) przeznacza na B+R więcej niż 10 proc. swoich obrotów jest Estonia. Z kolei udział polskich firm nieponoszących wydatków na B+R lub ponoszących wydatki mniejsze niż 1 proc. obrotów praktycznie nie uległ zmianie (31,9 proc. w 2013 r. w porównaniu do 31 proc. w 2014 r.).
Tylko nieco ponad jedna trzecia firm w Polsce deklaruje, że posiada strategię badań, rozwoju i innowacji – w pozostałych przypadkach decyzje związane z działalnością badawczo – rozwojową podejmowane są doraźnie przed zarząd. Aż 64 proc. badanych przyznało, że w ich firmach nie wdrożono żadnej strategii w tym zakresie.

Pozytywne sygnały pojawiają się za to w obszarze finansowania działalności naukowo-badawczej. Aż 67 proc. firm wierzy, że ich wydatki na B+R wzrosną w przeciągu 3-5 lat. Jeszcze dwa lata temu o takim zamiarze mówiło 51,2 proc. badanych. „W tej materii polskie firmy są jednymi z najbardziej optymistycznych w Europie Środkowej, gdzie wzrost w tym samym okresie zadeklarowało 53,4 proc. respondentów. Ambitne plany zwiększenia wydatków na B+R wiążą się najpewniej z uruchomieniem w tym roku nowej fali dotacji unijnych na ten cel w latach 2014-2020, które w Polsce wyniosą ponad 10 mld euro oraz zamiarem wprowadzenia nowej ulgi podatkowej na B+R w 2016” – wyjaśnia Michał Turczyk, Dyrektor w zespole R&D and Government Incentives, Deloitte.

Jakie zewnętrzne czynniki wpływają na poziom finansowania działalności badawczo-rozwojowej w polskich przedsiębiorstwach? Czynnikiem, który kolejny rok z rzędu miał największy wpływ na wzrost wydatków na B+R w Polsce była dostępność kilku różnych form korzyści dla firm, w tym dotacji pieniężnych i ulg podatkowych. Tegoroczne wyniki badania dowodzą również ciągłego wzrostu znaczenia innych czynników zewnętrznych: dostępności wykwalifikowanej i doświadczonej kadry badawczej, większej liczby dotacji niż ulg podatkowych oraz dostępu do uniwersytetów i jednostek badawczych, a także współpracy z nimi. W regionie największe znaczenie miała dostępność do większej liczby rodzajów wsparcia (75 proc.) oraz dostępność wykwalifikowanej i doświadczonej kadry B+R (71 proc.).

Ponad dwie trzecie spośród polskich firm (68 proc.), które decydują się na współpracę ze stronami trzecimi (w tym ośrodkami akademickimi i jednostkami badawczymi) przy realizacji projektów B+R, czyni to, ponieważ jest to niezbędne dla przeprowadzenia projektów badawczych. Dla połowy firm takim powodem są wymagania systemu wsparcia, a dla 41 proc. chęć otrzymania wyższego dofinansowania.

„W innych krajach Europy Środkowej czynniki te w znacznie mniejszym stopniu decydują o podejmowaniu współpracy. W Polsce rośnie potrzeba współpracy z uniwersytetami i jednostkami badawczymi, ale nadal wykorzystywanie tej formy wsparcia działalności B+R jest niewystarczające. Deklaruje ją tylko 53 proc. badanych firm, podczas gdy średnia dla całego regionu wynosi aż 66 proc.” – mówi Tomasz Gondek, Lider R&D Networks w ramach Innovation Consulting w Deloitte.

Badanie Deloitte pokazało, że w Polsce rośnie świadomość potrzeby ochrony praw własności intelektualnej. Liczba firm deklarujących, że nie korzysta z tego typu ochrony spadła w ciągu roku z 9,7 proc. do 8 proc. Najczęściej wykorzystywanym sposobem ochrony własności intelektualnej zarówno w Polsce, jak i w Europie Środkowej jest tajemnica przedsiębiorstwa. Wskazało na nią 77 proc. polskich badanych. Z kolei odsetek firm chroniących własność intelektualną i know-how za pomocą patentów i wzorów użytkowych zmniejszył się o 13,4 pp. w Polsce i o 6,3 punktów procentowych w Europie Środkowej (w porównaniu z badaniem z 2014 r.). W naszym kraju patenty są domeną przede wszystkim jednostek badawczych, a nie przedsiębiorstw komercyjnych.

Ankietowani byli pytani również o ich stosunek do ulg podatkowych związanych z działalnością B+R. „Ponad 42 proc. respondentów twierdzi, że nie ma pewności co do podejścia organów podatkowych do kosztów B+R, wobec czego uznaje korzystanie z ulg podatkowych za ryzykowne. Należy jednak wyjaśnić, że w Polsce brak jest obecnie ulgi na prowadzenie prac B+R, a przedsiębiorcy zwracają uwagę nie na wykładnię stosowaną przez urzędy skarbowe, a na brak jednolitych przepisów dotyczących działalności B+R w obszarze podatkowym, księgowym i grantowym.” – wyjaśnia Michał Turczyk.

W 2014 roku taką wątpliwość wyrażała jedna trzecia badanych. Obecnie niepewność ta ma szczególne duże znaczenie w przypadku mikroprzedsiębiorstw i firm zatrudniających powyżej 500 osób, wśród których odsetek wskazań wynosi odpowiednio 86 proc. i 60 proc.

To samo pytanie padło także o stosunek firm do dotacji. W Polsce 38 proc. respondentów deklaruje, że ma wiedzę na ten temat i z nich korzysta. Spośród badanych krajów wyższy wskaźnik uzyskała jedynie Bułgaria (39 proc.).

Dlaczego pozostali respondenci nie korzystają z systemu dotacji? Aż 45 proc. firm z tej grupy co prawda orientuje się w systemie dotacji na działalność B+R, ale nie aplikuje o dofinansowanie, ponieważ proces uzyskania i korzystania z nich jest zbyt sformalizowany i skomplikowany. Na szczęście w nowej perspektywie unijnej zmiany idą w kierunku uproszczenia procedur.

Zdaniem ankietowanych, na wzrost wydatków na B+R w ich firmach najbardziej wpłynąłby mieszany system zachęt, składający się zarówno z ulg, jak i dotacji. Takiej odpowiedzi udzieliło 48 proc. badanych. W tej chwili spośród krajów OECD system taki jest stosowany w 27 na 34 państwa OECD, co dla firm prowadzących działalność na poziomie międzynarodowym ma istotne znaczenie w aspekcie decydowania o lokowaniu działalności B+R w krajach o najlepszych warunkach do prowadzenia takiej działalności. Badanie wskazało również na duże znaczenie wprowadzenia dodatkowej premii za działalność B+R w formie ulgi podatkowej. Aż 44 proc. respondentów jest zdania, że dzięki temu środki przeznaczane przez nich tę działalność wzrosłyby w perspektywie najbliższego roku lub dwóch lat, a 59 proc. deklaruje taką zmianę w najbliższych 3-5 latach. Znaczenie ma również fakt, że 34 proc. ankietowanych w Polsce źle ocenia obecny system zachęt wspierających działalność B+R.

„Z roku na rok nasze badanie udowadnia, że polscy przedsiębiorcy mają coraz większą świadomość i wiedzę na temat działalności B+R. Nadal jednak czynnikiem zewnętrznym mającym największy wpływ na poziom wydatków B+R jest dostępność większej liczby rodzajów wsparcia, a współpraca z jednostkami naukowymi stymulowana jest głównie wymogami programów pomocowych lub chęcią uzyskania wyższego dofinansowania. Można zatem dojść do wniosku, że polskie przedsiębiorstwa nie dostrzegają jeszcze korzyści wynikających z badań, rozwoju i innowacji i oparcia na tych filarach swojego długofalowego rozwoju” – podsumowuje Magdalena Burnat-Mikosz, Partner Zarządzająca zespołami Innovation Consulting i R&D and Government Incentives, Deloitte.

O badaniu:
Badanie w tym roku przeprowadzono w 11 krajach Europy Środkowej: Polsce, Czechach, Słowacji, Chorwacji, Bułgarii, Estonii, Rumunii, Słowenii, na Węgrzech, Litwie oraz Łotwie. Wzięło w nim udział 411 przedstawicieli firm prowadzących działalność w wyżej wymienionych krajach. Raport dotyczący polskich przedsiębiorstw jest dostępny na deloitte.com/pl/badaniairozwoj. Pełny raport z badania regionalnego zostanie opublikowany we wrześniu 2015 r.

Badanie Samsung Techonomic Index 2015

Badania Samsung Techonomic Index 2015 pokazały wyraźną różnicę pomiędzy krajami Europy Południowej i Północnej, a w kontekście obecnej sytuacji gospodarczej Starego Kontynentu wyniki wydają się zaskakujące. Mieszkańcy krajów skandynawskich wykazują powściągliwość w planowaniu wydatków związanych z nowymi technologiami, podczas gdy mieszkańcy krajów Europy Południowej są bardziej skłonni do zakupu nowych urządzeń. Jak w badaniach wypadli Polacy?

Przedmiot pożądania

Badanie Samsung Techonomic Index 2015 przeprowadzone w 18 krajach Europy wyraźnie pokazuje rożne trendy w Europie Północnej i Południowej: aż 41% Włochów, 31% Hiszpanów i 30% Greków zadeklarowało chęć zakupu nowego telefonu komórkowego w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Liczby są zaskakująco wysokie, zważywszy na nie najlepszą koniunkturę gospodarczą w tej części Europy. Co więcej, odsetek osób planujących nowe wydatki na urządzenia mobilne wśród mieszkańców krajów Europy Południowej jest znacznie wyższy od średniej europejskiej, która wynosi 21%. Kraje skandynawskie wykazują największą powściągliwość w wydatkach: tylko 13% Finów i 14% Duńczyków w najbliższym kwartale planuje zakup telefonu komórkowego.

W kategorii telefonów komórkowych Polska nie odbiega mocno od średniej europejskiej – w najbliższym kwartale 25% Polaków planuje nabyć nowy model. Przyczyny zakupów są różne, ale przeważa chęć posiadania urządzenia o lepszych parametrach – tak przyznało 29,9% respondentów spośród tych, którzy wyrazili zamiar zakupu nowego telefonu komórkowego. 29,5% tej grupy odpowiedziało, że obecnie posiadany produkt nie działa tak dobrze, jak powinien, co skłania ich do kupna nowego urządzenia. Na plany zakupowe Polaków zdecydowanie wpływu nie mają celebryci. Jedynie 0,4% Polaków kupi telefon, ponieważ widziało go u znanej osoby.

Południowy apetyt na technologię…

Podobne tendencje ujawniają się w przypadku innych rodzajów sprzętu elektronicznego. W nadchodzącym kwartale trzykrotnie więcej konsumentów we Włoszech niż w innych krajach europejskich planuje zakup nowych telewizorów oraz urządzeń do sprzątania i gotowania. Tablet zamierza nabyć 26% Włochów i 18% Greków – to znacznie wyższy wynik w porównaniu z całą Europą, gdzie średnia wynosi zaledwie 11%. W kwestii zakupu tego typu sprzętów elektronicznych Polska zbliża się do średniej europejskiej: 10% Polaków planuje nabyć tablet w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Tyle samo osób chce zakupić nowy telewizor, a odpowiednio 9% i 11% planuje nabyć urządzenia do gotowania i sprzątania.

… a północna powściągliwość

Interesująco prezentuje się oszczędność mieszkańców północnych rejonów Europy. W krajach skandynawskich aż 60% respondentów nie zamierza kupić żadnego sprzętu elektronicznego w nadchodzącym kwartale. Tak samo odpowiedziało 45% Polaków, przy czym 35,2% Polaków nie martwi się przyszłoroczną sytuacją finansową, a obawia się o nią 46,3%. Dla porównania, aż 59% Norwegów ze spokojem patrzy na najbliższe 12 miesięcy.

Europejskie gospodarstwa domowe pod lupą

Obecnie aż 98% europejskich gospodarstw domowych posiada przynajmniej jeden telefon komórkowy, komputer stacjonarny lub laptop, telewizor i urządzenie gospodarstwa domowego. W europejskim domach znajduje się średnio 19 urządzeń elektronicznych, czyli o jedno więcej niż w 2014 roku. Jednocześnie wzrósł czas spędzany przy użyciu tychże sprzętów – konsumenci korzystają z urządzeń elektronicznych przez 8 godzin dziennie. W porównaniu z rokiem poprzednim czas ten wzrósł o 0,3 godziny.

Nieco inaczej wygląda sytuacja w Polsce. W przeciętnym gospodarstwie domowym znajduje się 18 urządzeń elektronicznych, wśród których znajdziemy przede wszystkim telefony komórkowe, komputery i telewizory. Tylko 1% gospodarstw domowych nie posiada telefonu komórkowego, 3% nie ma komputera lub laptopa i w 5% domów nie znajduje się żaden telewizor. W typowym dniu Polacy korzystają z telefonów komórkowych średnio przez 1 godzinę 26 minut, a telewizję oglądają średnio przez ponad 3 godziny 26 minut.

Pomimo niepewności gospodarczej w Europie, gospodarstwa domowe uznają korzyści, jakie technologia może przynieść w codziennym życiu – zarówno rodzinnym, jak i towarzyskim czy związanym z edukacją. Ma to duży wpływ na decyzje zakupowe Europejczyków – komentuje Radosław Miszkiel, Dyrektor Działu B2B, Samsung Electronics Polska.

Samsung Techonomic Index 2015:

Firma Lightspeed GMI, za pośrednictwem własnych paneli internetowych w Austrii, Belgii, Bułgarii, Danii, Finlandii, Niemczech, Grecji, we Włoszech, na Węgrzech, w Holandii, Norwegii, Polsce, Portugalii, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Rumunii i Wielkiej Brytanii, przeprowadziła wywiady z 18 000 osób mających 16 i więcej lat (1000 osób na rynek). Danym przypisano wagę stosownie do znanego profilu wieku i płci dla każdego kraju. Rozmowy ankietowe w formie online odbyły się w dniach 21 kwietnia – 18 maja 2015 r. Firma Lightspeed GMI była odpowiedzialna za przeprowadzenie badań terenowych, natomiast firma Blue Rubicon sporządziła wszystkie raporty i analizy.

Bankier.pl proponuje Kwotę Wolną od Wszystkiego

W przededniu wyborów parlamentarnych politycy prześcigają się w składaniu propozycji dla obywateli. My też postanowiliśmy dorzucić swoje trzy grosze, dlatego Bankier.pl proponuje wprowadzenie Kwoty Wolnej od Wszystkiego.

Niskie płace to gigantyczny problem, bo napędzają emigrację, burzą pokój społeczny, a według niektórych ekonomistów nawet skracają życie. Istnieje kilka pomysłów na ich podniesienie, ale najprostszym z nich byłaby radykalna reforma systemu podatkowego.

Obecnie system wygląda tak, że człowiek zatrudniony na umowę o pracę, otrzymujący wynagrodzenie minimalne, na rękę dostaje 1286 zł netto (1750 zł brutto). Łączne koszty pracodawcy to ponad 2,1 tys. zł. Wartość ta jest większa niż kwota brutto, bo państwo celowo rozdziela składki na dwie części – jedną płaci pracownik, a drugą pracodawca. W mediach różne opcje i partie polityczne proponują zwiększenie kwoty wolnej od podatku zupełnie tak, jakby miało to być remedium na niskie płace w kraju. Jednak nawet trzykrotne zwiększenie tej kwoty, czyli do 10 tys. zł rocznie, spowodowałoby zwiększenie dochodów netto tylko o nieco ponad 100 zł miesięcznie.

Docelowo dochody do 2 tys. zł miesięcznie powinny być całkowicie wolne od wszelkich składek i podatków, a wyższe też nie powinny być w żaden sposób dzielone na koszty pracownika i pracodawcy. Powyżej progu 2 tys. zł łączne obciążenia podatkowe i składkowe mogą wynosić, tak jak obecnie – 40%, ale dzielone w systemie 60/40. To oznacza, że na każde 100 zł brutto dochodu powyżej 2 tys. zł, pracownik na rękę otrzymywałby 60 zł netto, a do państwa trafiałoby 40 zł.

– Dzięki temu człowiek, który dzisiaj zarabia 2500 zł brutto dostałby na rękę 2300 zł netto, a nie 1800 zł, jak obecnie. Zmniejszyłyby się też koszty pracodawców. Realnie zarobki wzrosłyby średnio o 30%. Naturalnie wiązałoby się to z poważnym uszczupleniem dochodów państwa, docelowo o ok. 70 mld zł. W przyszłości ożywienie gospodarcze skompensowałoby te straty. Druga sprawa, to prostota systemu, który jest przyjazny nie tylko dla obywatela, ale też dla księgowego i systemu podatkowego, a to generowałoby poważne oszczędności na wydatkach administracyjnych, które trudno nazwać innowacyjnymi. Ponadto warto zwrócić uwagę na inny problem – otóż jeśli państwa nie stać na to, by nie opodatkowywać najmniej zarabiających, to oznacza, że państwo jest utrzymywane głównie przez najbiedniejszych, a tak nie powinno być – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

 

Pierwszy krok po dotacje z UE 2014-2020 na zakup oprogramowania klasy ERP dla przedsiębiorstw

Decyzja o zakupie i wdrożeniu systemu klasy ERP wymaga wielu przygotowań, także pod kątem finansowym. Część przedsiębiorców może połączyć zakup i wdrożenie systemu z pozyskaniem zewnętrznych, a bezzwrotnych źródeł finansowania, jakimi mogą być dotacje z Unii Europejskiej. Gdzie szukać dodatkowego wsparcia podpowiada Hicron, integrator systemów IT.

Rozdanie funduszy europejskich w ramach nowej perspektywy finansowania 2014 – 2020 już wystartowało. Zatwierdzone są Programy Operacyjne ze szczegółowymi opisami osi priorytetowych, działań i poddziałań. Aktualnie poszczególne województwa przygotowują i ogłaszają harmonogramy naboru wniosków, które przynoszą ogłoszenia o kolejnych konkursach. Jakie szanse na dofinansowanie mają firmy w nowej unijnej rzeczywistości? Oto garść praktycznych wskazówek.

Dla kogo wsparcie z UE?

Każdy program operacyjny jest przeznaczony dla innej grupy beneficjentów, definiowanej na podstawie rozmaitych wskaźników, w tym np. lokalizacji, czy też wielkości przedsiębiorstwa. Często przy tej okazji pojawia się skrót MŚP, dokładnie opisujący szczegółowe wskaźniki pozwalające przyporządkować firmę do danej grupy.

Skrót MŚP odnosi się do małych i średnich przedsiębiorstw. Unia Europejska zdefiniowała to pojęcie w rekomendacji 2003/361/EC.

Podstawowe czynniki decydujące o tym, czy dana firma może zostać uznana za MŚP, to:

  1. Liczba pracowników oraz
  2. Roczny obrót albo całkowity bilans roczny.
Kategoria przedsiębiorstwa Liczba pracowników Roczny obrót albo Całkowity bilans roczny
Średnie < 250 ≤ 50 mln euro ≤ 43 mln euro
Małe < 50 ≤ 10 mln euro ≤ 10 mln euro
Mikro < 10 ≤ 2 mln euro ≤ 2 mln euro

Powyższe progi odnoszą się wyłącznie do wyników indywidualnych firm. Przedsiębiorstwo, które stanowi część większej grupy firm, może być zmuszone dodać niektóre dane dotyczące pracowników/obrotu/bilansu takiej grupy do własnych danych.

Okres programowania 2014-2020 – co dla przedsiębiorców na wdrożenie systemów IT?

Mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa mogą liczyć na duże wsparcie ze środków unijnych na lata 2014-2020. Wsparcie pochodzić będzie z trzech głównych źródeł :

  1. Programu Inteligentny Rozwój
  2. Programu Polska Wschodnia
  3. oraz 17 Regionalnych Programów Operacyjnych.

Komisja Europejska w rozporządzeniach na nową perspektywę wskazała w jedenastu ogólnych punktach (tzw. celach tematycznych) obszary, na które będzie można przeznaczyć fundusze. Na dwa z tych celów, które są skierowane bezpośrednio do firm i dotyczą inwestycji w badania i innowacje oraz podnoszenia konkurencyjności, przewidziano (w ramach ww. programów) prawie 16 mld euro.

  1. Program Operacyjny Polska Wschodnia – realne możliwości

Program Operacyjny Polska Wschodnia to dodatkowy ukierunkowany terytorialnie instrument wsparcia finansowego 5 województw: lubelskiego, podlaskiego, podkarpackiego, świętokrzyskiego i warmińsko-mazurskiego, który wzmacnia i uzupełnia działania prowadzone w ramach regionalnych i krajowych programów operacyjnych.

Tu na uwagę zasługuje Priorytet I – Przedsiębiorcza Polska Wschodnia, działanie 1.2: Internacjonalizacja MŚP. Państwowa Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) zarządzająca programem wskazuje, że na zakup oprogramowania niezbędnego do automatyzacji procesów biznesowych w związku z przygotowaniem do internacjonalizacji działalności przewidziano dofinansowanie do wysokości 20% wydatków kwalifikowalnych.

  1. Program Operacyjny Inteligentny Rozwój

Potencjał i środki na wdrożenie systemu klasy ERP widzimy w Programie Operacyjnym Inteligentny Rozwój, Priorytet III Wsparcie innowacji w przedsiębiorstwach. Wsparcie oferowane w ramach III osi POIR będzie dostępne wyłącznie dla przedsiębiorstw sektora MŚP. Finansowanie obejmuje projekty polegające na wdrożeniu innowacyjnych produktów, usług lub technologii. Nacisk położony zostanie na wybór takich projektów, które dotyczą zastosowania wyników prac B+R w działalności gospodarczej – mówi Anna Rutkowska z Hicron.

Ponadto w III osi przewiduje się wsparcie innowacyjnych startup’ów, czyli młodych firm prowadzących prace B+R lub wdrażających innowacyjne pomysły w swojej działalności. W ramach III osi programu finansowane są również usługi doradcze z zakresu internacjonalizacji firm oraz programy promocji polskich marek produktowych. Celem tych działań jest zapewnienie kompleksowej obsługi MŚP w procesie umiędzynarodowienia działalności. To kolejna okazja dla przedsiębiorców, by otrzymać wsparcie na wdrożenie systemu klasy ERP.

  1. Regionalne Programy Operacyjne i ich dwa główne działania

Dla sektora realne pieniądze na technologie IT, w tym na zakup i wdrożenie rozwiązań klasy ERP wraz z odpowiednią infrastrukturą sprzętową, są możliwe właśnie z Regionalnych Programów Operacyjnych. W poszczególnych RPO dla każdego z województw należy szukać osi priorytetowych dotyczących rozwoju przedsiębiorstw i innowacji, a tam – działań skierowanych na rozwój przedsiębiorczości poprzez innowacje procesowe, organizacyjne oraz działań wspierających internacjonalizację biznesu.

Zestawienie poszczególnych działań dla MSP np. na wdrożenie dla każdego z województw zostało przedstawione w tabeli nr 1. W zależności od regionu dofinansowanie może wynieść nawet do 70% kosztów zakwalifikowanych do wsparcia.

Przykład: Regionalny Program Operacyjny woj. lubelskie

Maksymalny % poziom dofinansowania UE wydatków kwalifikowalnych na poziomie projektu:

  • Mikroprzedsiębiorstwa i małe przedsiębiorstwa: 70% (zgodnie z mapą pomocy regionalnej).
  • Średnie przedsiębiorstwa: 60% (zgodnie z mapą pomocy regionalnej).
  • Podmiot wdrażający instrument finansowy: 85 %.

Minimalna i maksymalna wartość projektu (PLN):

  • Minimalna wartość projektu: 50 000,00 PLN
  • Maksymalna wartość projektu: 13 000 000,00 PLN

Jak uzasadnić we wniosku wdrożenie ERP?

Jak uzasadnić we wniosku na umiędzynarodowienie firmy czy internacjonalizację biznesu zakup i wdrożenie systemu klasy ERP? – Trzeba skupić się na wybranych funkcjonalnościach systemu: np. wdrożenie systemu dającego możliwość zakupu usługi przez Internet, płatności kartą sail pass, rozliczania płatności w systemie elektronicznym, generowania deklaracji Intrastat, sprzedaży i wystawiania faktur w walucie obcej i w wybranym języku, wparcie wielooddziałowości przedsiębiorstwa, zarządzanie magazynami konsygnacyjnymi w kraju i zagranicą, czy elektronicznej wymiany danych z zagranicznym kontrahentem – mówi Anna Rutkowska, Business Consultant w Hicron, integratorze systemów IT. – Tak umotywowany wniosek ma duże szanse na akceptację i tym samym otrzymanie zgody na dofinansowanie.

Z kolei przy działaniach dotyczących wprowadzenia innowacji procesowej, produktowej, organizacyjnej systemy klasy ERP i poszczególne ich moduły usprawniają procesy zarządcze w przedsiębiorstwach. Zarządzanie zasobami ludzkimi, towarowymi i usługowymi, systemami finansowo-księgowymi, produkcją, automatyzacja procesu produkcyjnego, controlling oraz zarządzanie kontaktami z klientami wpłynie na wzrost konkurencyjności firmy i dostosowanie się do wyzwań rynkowych, co jest jednym z głównych celów do osiągnięcia w projekcie.

Oprócz rozwiązań klasy ERP w nowej perspektywie unijnej dużą szansę na dofinansowanie zdobędą również modele działające w chmurze, a także rozwiązania z dziedziny Big Data czy Business Intelligence.

„Pewniaki” na innowacje dla MŚP, czyli priorytety i działania, w ramach których można aplikować po środki na zakup i wdrożenie technologii informacyjno-komunikacyjnych (w tym wdrożenie systemów klasy ERP), ilustruje poniższa tabela.

Województwo Priorytet Działanie/ priorytet inwestycyjny
Program Operacyjny Polska Wschodnia Oś Priorytetowa I:

Przedsiębiorcza Polska Wschodnia

Działanie 1.2: Internacjonalizacja MŚP.
Dolnośląskie Oś Priorytetowa I:

Przedsiębiorstwa i innowacje

Działanie 1.4: Internacjonalizacja przedsiębiorstw.

Działanie 1.5: Rozwój produktów i usług w MŚP.

Kujawsko-pomorskie Oś Priorytetowa I:

Wzmocnienie innowacyjności i konkurencyjności gospodarki regionu

 

Działanie 3.2: Opracowywanie i wdrażanie nowych modeli

biznesowych dla MŚP, w szczególności w celu umiędzynarodowienia.

Działanie 3.3: Wspieranie tworzenia i rozszerzania

zaawansowanych zdolności w zakresie rozwoju produktów i usług.

Lubelskie Oś priorytetowa III:

Konkurencyjność przedsiębiorstw

Działanie 3.6: Marketing gospodarczy.

Działanie 3.7: Wzrost konkurencyjności MSP.

Lubuskie Oś Priorytetowa I:

Gospodarka i innowacje

Działanie 1.2: Rozwój przedsiębiorczości.

Działanie 1.4: Promocja regionu i umiędzynarodowienie sektora MŚP.

Łódzkie Oś priorytetowa II:

Innowacyjna i konkurencyjna gospodarka

Działanie 2.2: Internacjonalizacja przedsiębiorstw.

Działanie 2.3: Zwiększenie konkurencyjności MŚP.

Małopolskie Oś Priorytetowa III:

Przedsiębiorczość małopolska

Działanie 3.3: Umiędzynarodowienie małopolskiej gospodarki.

Działanie 3.4: Rozwój i konkurencyjność małopolskich MŚP.

 

Mazowieckie Oś Priorytetowa III:

Rozwój potencjału innowacyjnego i przedsiębiorczości

Działanie 3.2: Internacjonalizacja MŚP.

Działanie 3.3: Innowacje w MŚP.

Opolskie Oś Priorytetowa I:

Innowacje w gospodarce

Działanie 1.1: Innowacje w przedsiębiorstwach.
Oś priorytetowa II:

Konkurencyjna gospodarka

Działanie 2.1: Nowe produkty i usługi w MŚP.

Działanie 2.1.1: Nowe produkty i usługi.

Działanie 2.1.2: Wsparcie TIK w przedsiębiorstwach.

Działanie 2.1.3: Nowe produkty i usługi w MŚP na obszarach przygranicznych.

Podkarpackie Oś Priorytetowa I:

Konkurencyjna i innowacyjna gospodarka

Działanie 3.3: Wspieranie tworzenia i poszerzania zaawansowanych zdolności w zakresie rozwoju produktów i usług.
Podlaskie Oś Priorytetowa I:

Wzmocnienie potencjału i konkurencyjności gospodarki regionu

Działanie 1.3: Wspieranie inwestycji w przedsiębiorstwach: wdrażanie innowacji technicznych (produktowych i technologicznych), marketingowych i organizacyjnych.

 

Pomorskie Oś priorytetowa II:

Przedsiębiorstwa

Działanie 2.1: Inwestycje podstawowe.

Działanie 2.2: Inwestycje profilowane.

Działanie 2.3: Aktywność eksportowa.

Śląskie Oś Priorytetowa III:

Konkurencyjność MŚP

Priorytet inwestycyjny 3.3: Wspieranie tworzenia i poszerzania zaawansowanych zdolności w zakresie rozwoju produktów i usług.
Świętokrzyskie Oś priorytetowa II:

Konkurencyjna gospodarka

Priorytet inwestycyjny 3.2: Opracowywanie i wdrażanie nowych modeli biznesowych dla MŚP, w szczególności w celu umiędzynarodowienia.

Priorytet inwestycyjny 3.3: Wspieranie tworzenia i poszerzania zaawansowanych zdolności w zakresie rozwoju produktów i usług.

Warmińsko-mazurskie Oś priorytetowa I:

Inteligentna gospodarka Warmii i Mazur

 

Priorytet inwestycyjny 3.2: Opracowanie i wdrażanie nowych modeli biznesowych dla MŚP, w szczególności w celu umiędzynarodowienia.

Priorytet inwestycyjny 3.3: Wspieranie tworzenia i poszerzania zaawansowanych zdolności w zakresie rozwoju produktów i usług.

Wielkopolskie Oś priorytetowa I:

Innowacyjna i konkurencyjna gospodarka

Działanie 1.4: Internacjonalizacja gospodarki regionalnej.

Działanie 1.5: Wzmocnienie konkurencyjności przedsiębiorstw.

Zachodnio-pomorskie

 

Oś priorytetowa I:

Gospodarka, innowacje, nowoczesne technologie

Priorytet inwestycyjny 3.3: Wspieranie tworzenia i poszerzania zaawansowanych zdolności w zakresie rozwoju produktów i usług.

 

Jak wybrać dostawcę, który sprosta wymogom UE?

Wybór podwykonawcy, któremu zostanie powierzone wdrożenie systemu ERP przy wsparciu zewnętrznego finansowania, to istotny element. Podejmując się realizacji tego zadania, dostawca systemów IT zobowiązuje się nie tylko do implementacji środowiska IT, lecz także prowadzenia i raportowania przebiegu projektu zgodnie z wymaganiami instytucji udzielających dofinansowania. Kluczem do sukcesu jest zatem nie tylko doświadczenie w realizacji podobnych przedsięwzięć, lecz także umiejętność elastycznego dopasowania się do specyfiki projektowej, w tym do cyklu życia unijnego projektu.

10 kroków do unijnych dotacji

  1. Wybór źródła finansowania inwestycji.
  2. Sprawdzenie w harmonogramie naboru wniosków dla danego województwa/programu planowanego terminu ogłoszenia konkursu.
  3. Przygotowanie kompletnego wniosku wraz z biznesplanem i innymi wymaganymi załącznikami.
  4. Ewentualne uzupełnienia we wniosku, bądź biznesplanie.
  5. Ogłoszenie wyników projektów zakwalifikowanych do dofinansowania.
    1. W szczególnych przypadkach – odwołanie się od oceny i ponowne rozpatrzenie wniosku.
  6. Podpisanie umowy o dofinansowanie.
  7. Rozpoczęcie realizacji projektu.
  8. Zarządzanie projektem.
  9. Rozliczenie projektu.
  10. Utrzymanie trwałości rezultatów projektu.

Na drodze zawodowej stykamy się z wieloma firmami, które już w poprzednim rozdaniu funduszy europejskich z sukcesem, wystartowali to unijne wsparcie, dokonali udanej implementacji systemów SAP i z powodzeniem rozliczyli projekty. Połączenie zmiany organizacyjnej związanej z wymianą systemu IT, zarządzanie projektem z wymaganiami stawianymi przez urzędników w poszczególnych programach wymaga jednak właściwej dyscypliny i odpowiedniego zespołu. W Hicron nad sukcesem każdego projektu pracują zarówno eksperci z naszego zespołu, jak i zewnętrzni doradcy, którzy służą wsparciem na każdym z 10 kroków aplikacji. Nowe programy UE to kolejna szansa na podniesienie konkurencyjności firmy przy pomocy zewnętrznego finansowania, z której warto skorzystać – podsumowuje Anna Rutkowska z Hicron.

Grecy oczekują finansowania przez kolejne 3 lata

Tak jak wcześniej zakładano Grecja złożyła formalny wniosek o pomoc z Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego. Ateny oczekują finansowania przez kolejne 3 lata. Na tę chwilę w Grecji przedłuża się czas zamknięcia banków, na pewno będą nieczynne jeszcze dzisiaj, prawdopodobnie też jutro, czyli tym samym do końca tygodnia.

Krzysztof Pawlak - dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Krzysztof Pawlak – dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Zaskoczeniem jest to, że minister finansów Grecji obiecał realizację programu reform i to już od przyszłego tygodnia. Reformy mają także objąć system podatkowy i emerytalny, to istotna zmiana ponieważ dotychczas to były sfery największych rozbieżności z wierzycielami.

Szczegółowy program reform zostanie przedstawiony przez premiera Alexisa Ciprasa dzisiaj lub najpóźniej jutro. Wiadomym jest, że zbytnio wierzycielom nie może ustępować. W końcu 60% Greków wyraziło poparcie dla jego działań. Pokajanie się przed wierzycielami mogłoby oznaczać spadek zaufania wśród społeczeństwa, które obdarzyło go sporym kredytem zaufania.

Grecja ma na zakończenie negocjacji czas tylko do niedzieli. Syriza, aby otrzymać pomoc musi tak naprawdę zrzec się stanowiska, o które walczyła ostatnie 5 miesięcy, i w końcu podjąć się trudnych reform. Patrząc na ostatnie wydarzenia trudno się spodziewać, by coś takiego miało miejsce. I na nic zdają się groźby wierzycieli mówiące o tym, że plan wyjścia ze strefy euro Grecji już jest gotowy. Wiadomo, że straty poniosłyby obie strony, mimo wszystko jednak po wyjściu z unii monetarnej najwięcej straciliby Grecy. Hellada chyba nie zdaje sobie sprawy, że tym razem brak porozumienia będzie oznaczał koniec dostarczania płynności finansowej dla greckich banków.

W całym tym zamieszaniu sporo traci polska waluta. Niestety nikt już nie pamięta o rekordowo niskim bezrobociu. Gospodarka polska ma się bardzo dobrze, RPP na dzisiejszym posiedzeniu podniósł prognozy makroekonomiczne, zakładając choćby wyższe tempo wzrostu PKB. Mimo że ekspozycja polskiej gospodarki na kryzys grecki jest znikoma, złotówka jest pod presją. Inwestorzy w takich sytuacjach odchodzą od rynków rozwijających. Mimo to w sytuacji niepomyślnego rozwiązania w niedzielę, polska waluta nie powinna już stracić wiele na wartości.

Dzisiejszy kalendarz nie jest zbyt bogaty. Co prawda o 13 Bank Anglii przedstawi decyzję co do wysokości stóp procentowych, sensacji jednak być nie powinno i polityka monetarna powinna zostać bez zmian. Warto jeszcze zwrócić uwagę o 14.30 na liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych z amerykańskiej gospodarki.

EUR/PLNKomentarz walutowy 09.07.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 08.04.2015 do 09.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2400. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,1850.

CHF/PLNKomentarz walutowy 09.07.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 08.04.2015 do 09.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy. Dotychczas okolice 4zł były skutecznym oporem dla dalszych wzrostów kursów, jednakże problemy Grecji spowodowały, że poziom ten został wyraźnie przekroczony. Poprzedni opór na 4,0500 został przebity a kurs powoli ustanawia kolejne coraz bardziej niepokojące maksima. Wsparciem jest psychologiczna wartość 4zł a dalej dolne ograniczenie formacji na poziomie 3,9700.

USD/PLNKomentarz walutowy 09.07.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 08.04.2015 do 09.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. W przypadku ruchu w dół wsparciem będzie dotychczasowa linia oporu przebiegająca w okolicach 3,8150 a następnie dolne ograniczenie kanału na 3,7250.

GBP/PLNKomentarz walutowy 09.07.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 08.04.2015 do 09.07.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w szerokim kanale wzrostowym. W przypadku ruchu w dół wsparciem jest dolne ograniczenie kanału na 5,8300 a następnie 38,2% zniesienie Fibonacciego na 5,7700. Dla ruchu w górę oporem jest maksimum na 5,9800 a następnie górne ograniczenie kanału na 6,0100.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

65 proc. kandydatów nie kupi produktu od firmy, która nie odezwała się do nich po wywiadzie rekrutacyjnym

Poszukując pracy, liczymy na kontakt ze strony pracodawców, bez względu na to, jakim wynikiem zakończy się postępowanie rekrutacyjne. Tymczasem z odpowiedzią pracodawcy mają duży problem, co jest bardzo rozczarowujące dla kandydatów.

Czekając na…

Mijają dni, tygodnie, a nawet miesiące, a kandydat wie tyle samo, ile wiedział wówczas, kiedy zdecydował się wysłać swoje zgłoszenie. Co prawda, można przyjąć, że nie spełnił wymagań stawianych przez pracodawcę, ale nie oznacza to, że należy ten fakt przemilczeć. Pracodawcy często zakładają, że spokój ich sumienia zawarty jest w dopisku widniejącym przy ogłoszeniu o pracę, a mianowicie, że zastrzegają sobie kontakt tylko z tymi, którzy pomyślnie przebrną przez pierwszy etap rekrutacji. To błędne założenie. Wystarczy wczuć się w rolę osoby poszukującej pracy, by zdać sobie sprawę, że brak reakcji wywołuje rozczarowanie, frustrację, zniechęcenie. Trudno oczekiwać, że każdemu z osobna firma wyjaśni powody takiej a nie innej decyzji, udzielając przy tym wskazówek na przyszłość, ale zwykły komunikat z pewnością zrobiłby lepsze wrażenie niż powstrzymanie się od jakiejkolwiek odpowiedzi.

Konsekwencje

Szukając powodów takiego zachowania firm, można wskazać poczucie, że nie wszystkim trzeba odpowiadać, za duża liczba kandydatów, brak czasu, czy też wewnętrzne zasady. Jakkolwiek by nie było, takie postępowanie niekorzystnie odbija się na wizerunku firm i zniechęca do korzystania z ich produktów czy usług. Zgodnie z wynikami badania serwisu CareerBuilder – The 2015 Candidate Behavior, 69 proc. osób poszukujących pracy jest mniej skłonna do zakupu produktu lub usługi od firmy, która źle potraktowała ich podczas rekrutacji, 65 proc. kandydatów nie kupi produktu od firmy, która nie odezwała się do nich po wywiadzie rekrutacyjnym, 58 proc. kandydatów deklaruje, że rzadziej kupią produkt firmy, która nie potwierdziła nawet przesłania aplikacji. Zmiana nastawienia firm przekłada się na inne nastroje wśród kandydatów. Niemal 70 proc. z nich chętniej kupi produkt firmy, która dobrze ich potraktowała w trakcie rekrutacji, 67 proc. chętniej kupi produkt, jeśli firma zadbała o to, by przez cały proces rekrutacji informować o tym, na jakim etapie jest aplikacja kandydata. Zdaniem Marka Jurkiewicza, General Managera InfoPracy, w wielu przypadkach odpowiednia reakcja firm jest równie skutecznym sposobem zyskiwania przychylności kandydatów i potencjalnych klientów, jak akcje marketingowe. Zaniedbania na tym polu mogą być trudne do odrobienia pod względem budowania marki, dbałości o potencjalnych pracowników i szeroko pojętego employer brandingu.

Stan kandydatur InfoPraca

Budując efektywnie rynek pracy, InfoPraca dokłada starań, by na linii pracodawca-kandydat istniał przepływ informacji. Służy do tego stan kandydatur. Kandydat od początku wie, na jakim etapie rekrutacji jest jego zgłoszenie. Status „otrzymane” dowodzi, że CV trafiło do rekrutera, czyli właściwej osoby, „rozpatrywane”, że jest poddawane analizie, a „zaakceptowane” – że przed nim kolejne etapy. Nawet jeśli postępowanie nie zakończy się sukcesem, kandydat będzie o tym wiedział, widząc komunikat „odrzucone”. Zasadność takiego komunikowania spotyka się z pozytywnym oddźwiękiem ponad 70 proc. pracodawców zamieszczających ogłoszenia na portalu InfoPraca, a wskaźnik ten stale rośnie. Przyciąga to kandydatów, dla których im mniej niewiadomych, tym bardziej przejrzysta sytuacja.

Raytheon przekazał grant w wysokości 100 tys. dolarów dwóm polskim uczelniom technicznym

0

Firma Raytheon Company (NYSE: RTN) poinformowała, że przekazała grant w wysokości  100 000 dolarów dwóm czołowym polskim uczelniom technicznym – Wojskowej Akademii Technicznej oraz Politechnice Warszawskiej na rozwój studiów w dyscyplinach STEM -nauce, technologii, inżynierii i matematyce. Grant  opiewający na kwotę 50 000 dolarów dla każdej z uczelni posłuży do sfinansowania stypendiów i programów badawczych wspierających studia magisterskie  na kierunkach inżynierskich.

Thomas Vecchiolla – Prezes Raytheon International Inc. oraz po lewej Rektor-Komendant gen. bryg. prof. dr hab. inż. Zygmunt Mierczyk –Wojskowa Akademia Techniczna
Thomas Vecchiolla – Prezes Raytheon International Inc. oraz po lewej Rektor-Komendant gen. bryg. prof. dr hab. inż. Zygmunt Mierczyk –Wojskowa Akademia Techniczna

Jako lider w dziedzinie technologii i innowacyjności, Raytheon docenia strategiczne znaczenie globalnej współpracy z przemysłem, uniwersytetami i środowiskiem naukowym. Firma prowadzi rozmowy z czołowymi polskimi uczelniami aby ustalić, jak najlepiej wspierać studia i badania naukowe w dziedzinie technologii. Celem firmy jest współpraca w zakresie długofalowych inicjatyw edukacyjnych i naukowych, które zachęcają do nieustających inwestycji w technologie i innowacje –  najważniejsze siły napędowe każdej gospodarki narodowej.

„Jedną z korporacyjnych misji firmy Raytheon jest promowanie innowacyjnej edukacji aby stymulować zainteresowanie dyscyplinami naukowymi oraz powiększać grona studentów i pracowników naukowych dysponujących kompetencjami w zakresie STEM –nauki, technologii, inżynierii oraz matematyki– powiedział Thomas Vecchiolla, prezes Raytheon International, Inc.” Ta inwestycja w wysokości 100 000 dolarów stanowi pierwszy etap naszego wsparcia dla wyjątkowego zaangażowania Polski w rozwój badań naukowych w obszarach , które przyczyniają się do gospodarczego rozwoju kraju.”

Grecki kryzys nie będzie miał długoterminowego wpływu na złotego

Ze względu na brak komunikatów Europejskiego Banku Centralnego dotyczących nowej polityki monetarnej, cała uwaga Europy skupiała się od kilku miesięcy na Grecji ze względu na nasilenie trwającego w tym kraju kryzysu finansowego. W lipcu Grecja zrobiła duży krok w kierunku opuszczenia strefy euro, co określane jest jako „Grexit”, gdy w długo oczekiwanym referendum mieszkańcy stanowczo opowiedzieli się przeciwko reformom gospodarczym proponowanym przez kraje, które wcześniej udzielały Grecji pomocy.

Enrique Diaz - Dyrektor ds. Oceny Ryzyka Ebury
Enrique Diaz – Dyrektor ds. Oceny Ryzyka Ebury

Wydarzenia z Aten na razie nie wpłynęły znacząco na euro, jednak trwające negocjacje i zagrożenie wyjściem Grecji z unii monetarnej odbiło się w pewnym stopniu na kursie wspólnej waluty, której wartość spadła początkiem lipca do najniższego poziomu od 5 tygodni. Opuszczenie przez Grecję strefy euro, którego prawdopodobieństwo szacujemy na 60%, przypuszczalnie spowoduje dalsze kłopoty wspólnej waluty.

W związku z obawami dotyczącymi wpływu greckiego kryzysu na Polskę, wiceminister finansów Artur Radziwiłł stwierdził, że nie będzie on miał prawie żadnego bezpośredniego wpływu na krajową gospodarkę ani system bankowy zarówno w najbliższym czasie, jak i w perspektywie długoterminowej. Premier Ewa Kopacz również podkreśliła, że bank centralny ma instrumenty potrzebne do obrony złotego przed negatywnym wpływem sytuacji w Grecji.

Rezerwy walutowe w naszym kraju znacząco wzrosły w poprzedniej dekadzie i równoważą około ośmiomiesięczne wydatki na import. Dlatego Narodowy Bank Polski ma duże możliwości interwencji na rynku wymiany walut, aby chronić naszą walutę, w przypadku gdy wydarzenia w Grecji zaczną wpływać na jej kurs.

Biorąc pod uwagę możliwości i gotowość banku centralnego do stabilizacji kursu wymiany złotego, jeśli będzie to konieczne, nie przewidujemy żadnego długoterminowego wpływu greckiego kryzysu na wartość polskiej waluty. Przypuszczamy, że kurs złotego będzie raczej kształtowany przez podniesienie stóp procentowych przez Rezerwę Federalną w USA oraz osłabienie euro po wdrożeniu przez Europejski Bank Centralny programu poluzowania polityki monetarnej.

Autor: Enrique Diaz – Dyrektor ds. Oceny Ryzyka Ebury

J. Borowski (Crédit Agricole): Gdyby o grexicie decydowały względy ekonomiczne, Grecja opuściłaby Unię. Decydujące będą jednak względy polityczne

główny ekonomista Crédit Agricole Jakub Borowski

Względy polityczne prawdopodobnie zdecydują o kompromisie między Grecją a Unią Europejską, uważa główny ekonomista Crédit Agricole Jakub Borowski. Ateny mogą liczyć na rozłożenie długu na więcej mniejszych rat lub redukcję odsetek. Choć uspokoi to nastroje, Grecja nadal nie będzie sobie mogła pozwolić na deficyt budżetowy.

– Scenariusz podstawowy to dzisiaj nadal pozostanie Grecji w strefie euro, dlatego że decyzja o pozostaniu i decyzja o zgodzie obu stron na jakiś kompromisowy pakiet jest w znacznym stopniu decyzją polityczną. Gdyby dzisiaj podejmowano decyzję o tym, czy dalej Grecji pomagać i na jakich warunkach, kierując się wyłącznie kryteriami ekonomicznymi, najprawdopodobniej rozstrzygnięcie byłoby negatywne – tłumaczy Jakub Borowski.

Przedstawiciel Crédit Agricole jako najważniejszy czynnik o charakterze politycznym wskazuje chęć utrzymania stabilności strefy euro oraz niedopuszczenie do powstania znaczących napięć społecznych w Grecji. Największy wpływ na ostateczną decyzję w sprawie Aten będą miały wiodące gospodarki strefy euro, ze wskazaniem na Niemcy.

– Grecja powinna mieć zredukowany dług publiczny znacząco w tym sensie, że powinna być to stopniowa redukcja długu w zamian za reformy, które będzie wprowadzać. Najpierw reformy, potem redukcja długu, a nie odwrotnie – tłumaczy Jakub Borowski.

Wysokość greckiego długu publicznego sięga już 175 proc. PKB, a rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Aten wynosi niemal 20 proc. i w ciągu ostatnich dwóch tygodni wzrosła niemal dwukrotnie. To poziom z drugiej połowy 2012 roku, podczas gdy jeszcze we wrześniu 2014 roku rentowność greckich papierów dłużnych nie przekraczała 6 proc. W obecnej sytuacji rząd Hellady nie ma możliwości terminowej obsługi zadłużenia. Jakub Borowski jako rozwiązanie wskazuje na redukcję długu do poziomu około 120 proc. PKB. Obecnie jednak prawdopodobieństwo, że Eurogrupa zgodzi się na taką opcję, jest według niego bliskie zera.

– Sądzę, że najbardziej prawdopodobny jest scenariusz trwania, polegającego na tym, że ten dług jest zrestrukturyzowany, ale ta restrukturyzacja długu nie polega na tym, że się umarza Grecji jakąś kwotę, tylko pozwala jej się zapłacić tę kwotę później, rozłożyć raty na dłuższy czas, być może nawet na kilkadziesiąt lat – mówi przedstawiciel Crédit Agricole.

Jakub Borowski zwraca jednak uwagę na to, że rozłożenie długu w czasie wraz z redukcją jego oprocentowania nie będzie równoznaczne z całkowitym rozwiązaniem greckiego kryzysu. Powrót Grecji do pełnej równowagi ekonomicznej możliwy jest dopiero w długoletniej perspektywie.

– Ale można mieć nadzieję, że taki wariant rozłożenia tego długu na bardziej korzystne raty, na dłuższy czas, będzie czynnikiem uspokajającym nastroje w Grecji i jednocześnie czynnikiem, który zwiększy prawdopodobieństwo przeprowadzenia kolejnych reform – ocenia ekonomista.

Zdaniem Jakuba Borowskiego kompromis z wierzycielami jest rozwiązaniem znacznie lepszym, niż opuszczenie przez Ateny strefy euro. Ewentualny grexit skutkowałby bardzo dużymi zawirowaniami rynkowymi i prowadził do dalszej eskalacji kryzysu.

– Niezależnie od tego, gdzie Grecja będzie, czy w strefie euro, czy poza nią, nie ma przestrzeni do tego, żeby prowadzić ekspansję fiskalną, wydawać więcej, niż się zarabia – kończy wypowiedź główny ekonomista Crédit Agricole.

Grecja ma mało czasu na zakończenie negocjacji z wierzycielami. Już na 20 lipca przypada termin wykupu obligacji o wartości 3,5 miliarda euro, będących w posiadaniu EBC.

Maleje udział polskich eksporterów w skandynawskich rynkach

Skandynawskie banki centralne obniżają stopy procentowe, aby chronić własne gospodarki przed nadmiernym umocnieniem swoich walut. Ofiarą tych działań są polscy eksporterzy. Sprzedaż krajowych towarów na rynkach tego regionu spada od początku roku.

Piotr Lonczak, analityk walutowy Cinkciarz.pl
Piotr Lonczak, analityk walutowy Cinkciarz.pl

Polska eksportuje do krajów skandynawskich głównie produkty przemysłu elektromaszynowego oraz samochodowego. Sprzedajemy także żywność, surowce drzewne oraz wyroby chemiczne.

Jednak eksport polskich towarów do tych krajów spada od początku 2015 r. Sprzedaż w kwietniu zmalała aż o 2.9 proc. w porównaniu do ub.r. Był to najgorszy wynik od 2006 r. Z każdym miesiącem tendencja pogłębia się. W dodatku udział krajów z tego regionu w polskim eksporcie maleje. Jeszcze w grudniu wynosił on 7 proc., aby w kwietniu zmniejszyć się do 6.5 proc.

Eksport do krajów skandynawskich (zmiana rok do roku). Źródło: GUS. Opracowanie: Cinkciarz.pl
Eksport do krajów skandynawskich (zmiana rok do roku). Źródło: GUS. Opracowanie: Cinkciarz.pl

Bardzo słaby ogólny wynik eksportu do tych państw jest spowodowany silnym spadkiem sprzedaży do Norwegii. Jest on aż o 27 proc. niższy niż przed rokiem. W przypadku pozostałych krajów mamy co prawda do czynienia ze wzrostem, ale zdecydowanie wolniejszym niż w ostatnich latach. Niemniej analiza dotyczy regionu jako całości.

Dlaczego tak się dzieje?

W połowie 2014 r. kraje Skandynawii zostały dotknięte problemami wynikającymi z załamania cen ropy naftowej (spadek z ok. 100 dol. do blisko 50 dol. obecnie). To oznaczało konieczność ograniczenia inwestycji w sektorze wydobywczym oraz petrochemicznym. Szkodzą również niskie ceny rud żelaza i stali.

Od początku 2015 r. nie widać jednak spadku eksportu polskich produktów przemysłu elektromaszynowego, wykorzystywanych w sektorze wydobywczym (ogólnie wzrósł on o 12.2 proc., jedynie sprzedaż do Norwegii zmalała). Można natomiast dostrzec ograniczenie eksportu w kategoriach produktów, które są wrażliwe cenowo.

To oznacza wyraźnie wolniejszy wzrost sprzedaży produktów przemysłu drzewnego oraz chemicznego. Gorsze wyniki widać także w niektórych kategoriach produktów żywnościowych. To może oznaczać, że za ograniczeniem eksportu tych towarów stoją zbyt wysokie ceny wynikające z umocnienia złotego.

Sposób na silne waluty

Na początku 2015 r. Europejski Bank Centralny zaczął kupować rządowe obligacje, aby wesprzeć gospodarkę oraz pobudzić inflację w strefie euro. Napływ taniego euro na światowe rynki zmusił kraje posiadające własne waluty do odpowiedzi. Stąd obserwowana od początku roku fala obniżek stóp procentowych, często dochodząca do rekordowo niskich poziomów.

Ostatnie kilka tygodni przyniosły kolejną rundę cięć. 2 lipca br.szwedzki bank centralny (Riksbank) niespodziewanie ściął stopy procentowe o 10 punktów bazowych do minus 0.35 proc. Władze monetarne zdecydowały dodatkowo o zwiększeniu skupu rządowych obligacji.

Decyzja Riksbanku była sporym zaskoczeniem. Kondycja szwedzkiej gospodarki jest bowiem stosunkowo dobra. Bank centralny uzasadnił obniżenie stóp procentowych niepewnością związaną z greckim kryzysem oraz wpływem tego czynnika na kurs walutowy. Ostatnio obserwowano wyraźne umocnienie korony. Tym samym Szwedzi przyznali wprost, że walczą o słabszą walutę.

Kilka tygodni wcześniej (18 czerwca br.) podobne kroki podjął norweski bank centralny, Norges Bank. Stopa procentowa została ścięta do rekordowo niskiego poziomu 1 proc. Jednak w porównaniu do Szwecji, kondycja norweskiej gospodarki jest znacznie gorsza. Kraj został mocniej doświadczony przez spadek ceny ropy naftowej. Ostatnio ten surowiec ponownie traci na wartości, co zwiększa prawdopodobieństwo kolejnych cięć. Ich rezultatem będzie dalsze osłabienie korony.

Szczególny jest przypadek Danii, ponieważ tutaj korona jest sztywno powiązana z euro. Po decyzji EBC o rozpoczęciu skupu obligacji, kraj zastosował ujemne stopy procentowe, aby nie dopuścić do oderwania kursu swojej waluty od euro. Z polskiej perspektywy taka sytuacja oznacza, że duński pieniądz zachowuje się praktycznie tak samo w stosunku do złotego, jak do euro.

Natomiast ostatni z krajów tej grupy, czyli Finlandia, jest członkiem strefy euro. Tym samym tutaj zasadnicze znaczenie ma kurs wspólnej waluty, który jest dość stabilny.

Silny złoty hamuje eksport

Indeks Złotego Cinkciarz.pl SCAN* dla grupy krajów skandynawskich pokazuje, że mamy obecnie do czynienia z okresem silnego złotego. W czerwcu był on wyższy o 1.9 proc. wobec poprzedniego roku, a miesiąc wcześniej było to aż 4.4 proc.

Jak na razie niewielkie znaczenie ma czerwcowy spadek indeksu o 1 proc. wobec poprzedniego miesiąca. Trend wzrostowy indeksu SCAN trwa już od początku 2012 r. Natomiast po decyzjach Riksbanku i Norges Banku trudno oczekiwać zahamowania tendencji. Sytuacja jest gorsza tylko w przypadku krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Indeks Złotego Cinkciarz.pl SCAN. Źródło: Cinkciarz.pl
Indeks Złotego Cinkciarz.pl SCAN. Źródło: Cinkciarz.pl

Eksport do krajów skandynawskich odpowiada rozmiarami sprzedaży do Wielkiej Brytanii, która jest drugim po Niemczech najważniejszym partnerem handlowym Polski. To oznacza, że spadek sprzedaży do tych krajów znajdzie odbicie w pogorszeniu bilansu handlowego Polski, przez co wpłynie na zmniejszenie wzrostu PKB.

Odpowiedź banków centralnych z tego regionu na działania podjęte przez EBC wpisuje się w kolejną odsłonę starań o osłabienie krajowych walut. Wszystko po to, aby poprawić swoją konkurencyjność.

Na początku czerwca widmo powrotu do podobnych rozwiązań wskrzesiła Angela Merkel. Niemiecka kanclerz oceniła silne euro jako zagrożenie dla wzrostu gospodarek zmagających się z problemami budżetowymi, takich jak Hiszpania czy Irlandia. Kilka dni wcześniej, podczas szczytu G7, Barack Obama miał powiedzieć, że silny dolar szkodzi amerykańskiej gospodarce, chociaż później zaprzeczył tym słowom.

Osłabienie eksportu na rynki skandynawskie pokazuje, jak istotne znaczenie ma troska o konkurencyjność cenową towarów.

* Szczegółowe informacje o indeksach walutowych Cinkciarz.pl są dostępne tutaj:
https://cinkciarz.pl/nowosci/komentarze-walutowe/indeks-zlotego-cinkciarz-pl-raport-lipiec-2015-czesc-1

https://cinkciarz.pl/nowosci/komentarze-walutowe/indeks-zlotego-cinkciarz-pl-raport-lipiec-2015-czesc-2

Autor: Piotr Lonczak, analityk walutowy Cinkciarz.pl

Konferencja Rady Polityki Pieniężnej w dniu 08.07.2015 r.

0

Konferencja prasowa po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej, które odbyło się w dniach 7 – 8 lipca 2015 r.