Wybrano Najlepsze Przedsiębiorstwo Społeczne Roku

Inowrocławska Flandria została laureatem trzeciej edycji Konkursu na Najlepsze Przedsiębiorstwo Społeczne Roku. Nagroda w kategorii „Pomysł na Rozwój” trafiła do spółdzielni socjalnych z Wrocławia, Dzierżanin koło Tarnowa i Olsztyna.

Zakończyła się trzecia edycja Konkursu na Najlepsze Przedsiębiorstwo Społeczne Roku, organizowanego przez Fundację Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych (FISE). Celem inicjatywy jest wyróżnienie firm, które realizując misję społeczną potrafią odnaleźć się w rzeczywistości rynkowej, dbając o najwyższą jakość produktów i usług. Laureatem kategorii głównej i zdobywcą nagrody pieniężnej w wysokości 50 tys. zł zostało Stowarzyszenie Wzajemnej Pomocy „Flandria”, wspólnie z SCE „Flandria” Spółdzielnią Europejską, które zajmują się działalnością społeczną w obszarze promocji zdrowia i ułatwieniem dostępu do wysokiej jakości usług medycznych.

– Rada Konkursu doceniła fakt, że w efekcie działań Flandrii mieszkańcy już kilku miast mogą łatwo zamówić tanią wizytę u lekarza specjalisty, skorzystać z bezpłatnej opieki pielęgniarskiej dla osób obłożnie chorych, niedrogo wypożyczyć sprzęt medyczny i rehabilitacyjny oraz kupić tańsze leki w aptekach społecznych otwieranych przez stowarzyszenie – mówi Julia Koczanowicz-Chondzyńska z FISE.

W kategorii „Pomysł na Rozwój” nagrodzono trzy firmy, spośród których pierwsze miejsce zajęła Wielobranżowa Spółdzielnia Socjalna PANATO, założona przez młodych absolwentów uczelni artystycznych. Jury przyznało wrocławskiej firmie nagrodę w wysokości 15 tys. zł, doceniając przede wszystkim innowacyjne podejście do prowadzonej działalności i zagospodarowanie ciekawej niszy, łączącej przemysły kreatywne z biznesem. Podobnego zdania byli internauci, którzy uhonorowali spółdzielnię prestiżową „Nagrodą Publiczności. Drugą ze zwycięskich firm jest Spółdzielnia Socjalna „Serce Pogórza” z Dzierżanin koło Tarnowa, która otrzymała 10 tys. zł. Dodatkowym wyróżnieniem i nagrodą w wysokości 3 tys. zł, ufundowaną przez Towarzystwo Inwestycji Społeczno-Ekonomicznych, uhonorowano olsztyńską Spółdzielnię Socjalną „Marzenie”.

Z roku na rok konkurs aktywizuje coraz większą grupę przedsiębiorców nastawionych na dokonanie pozytywnej zmiany społecznej. W tym roku, na podstawie oceny zgłoszeń i wizyt studyjnych, eksperci zakwalifikowali do ścisłego finału aż 23 firmy, podzielone na dwie kategorie.

Konkurs, objęty patronatem Prezydenta RP, jest organizowany w ramach projektu „Zintegrowany system wsparcia ekonomii społecznej”, finansowanego ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Nagrody ufundowały Fundacja Crédit Coopératif i Fundacja BRE Banku. Wybrane firmy otrzymają także doradztwo biznesowe PwC, a finaliści kategorii głównej konkursu będą mogli dodatkowo korzystać przez rok ze „Znaku [eS]”, czyli certyfikatu oznaczającego sprawdzonych, rzetelnych partnerów biznesowych, którzy realizują ważne społecznie cele. Patronem merytorycznym konkursu jest Stała Konferencja Ekonomii Społecznej.

Jak opodatkować honorarium za występ gwiazdy zza granicy?

Honoraria wypłacane zagranicznym artystom (na przykład muzykom lub aktorom) za występy odbywające się w Polsce podlegają opodatkowaniu w Polsce. W każdym przypadku pod uwagę należy wziąć jednak przepisy właściwej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania podpisanej pomiędzy Polską a krajem, w którym swoje miejsce rezydencji podatkowej posiada artysta.

Należy pamiętać, iż powinien on potwierdzić status swojej rezydencji podatkowej, przedstawiając certyfikat (rezydencji) wydany przez właściwy organ administracji podatkowej państwa swojego miejsca zamieszkania.

Generalna zasada

W świetle art. 16 i art. 17 właściwych umów o unikaniu podwójnego opodatkowania, generalnie bez względu na postanowienia tych umów dotyczące opodatkowania zysków z przedsiębiorstw, wolnych zawodów oraz pracy najemnej, przychody z tytułu działalności artystycznej (np. artystów scenicznych, filmowych, radiowych lub telewizyjnych, muzyków lub sportowców) osobiście wykonywanej w tym charakterze, podlegają opodatkowaniu w tym państwie, w którym wykonywana jest taka działalność – mówi Magdalena Zarudzka z Baker Tilly Poland Tax Advisers Sp. z o.o. – Takie zasady przewidują przykładowo umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania podpisane z Niemcami, Wielką Brytanią, Francją, Austrią, Włochami, Rosją, Ukrainą, Szwecją czy Holandią – dodaje ekspert. Tym samym, jeżeli artyści występują w Polsce, ich przychody podlegają opodatkowaniu w Polsce 20% zryczałtowanym podatkiem (na mocy art. 29 ust. 1 pkt 1 ustawy o PIT). Umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania nie przewidują bowiem żadnych obniżonych stawek, odsyłają jedynie do właściwych przepisów krajowych.

Kiedy możliwe jest zwolnienie

W określonych sytuacjach, poszczególne umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania przewidują jednak możliwość zwolnienia honorarium artysty z opodatkowania w Polsce. -Tak jest na przykład w sytuacji, gdy pobyt artysty w Polsce jest całkowicie lub głównie opłacany ze środków publicznych (np. umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania z Niemcami) lub gdy występy są skutkiem wymiany kulturalnej pomiędzy państwami (np. umowa z Francją) albo na podstawie umowy międzyrządowej o współpracy kulturalnej zawartej między dwoma państwami (np. umowa z Japonią) – mówi Sebastian Stec z Baker Tilly Poland Tax Advisers Sp. z o.o.

Szczególne zasady opodatkowania przewiduje też umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania zawarta ze Stanami Zjednoczonymi. W świetle art. 15 przedmiotowej umowy, generalnie honoraria artystów z USA nie podlegają opodatkowaniu w Polsce, o ile artyści przebywają w Polsce krócej niż 183 dni w roku podatkowym.

Powyższe zasady opodatkowania będą miały zastosowanie również w sytuacji, gdy artyści będą otrzymywać swoje honoraria za pośrednictwem swoich agentów. Istotne jest bowiem, kto jest rzeczywistym beneficjentem wynagrodzenia wypłacanego przez polski podmiot.

PiS składa do prokuratury wniosek ws. przetargu na okręty podwodne. MON odpiera zarzuty

CEO Magazyn Polska

Posłowie Prawa i Sprawiedliwości zawiadomią Prokuraturę Generalną o nieprawidłowościach przy przetargu na zakup okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej. Ich zdaniem, zapowiedź wiceministra Waldemara Skrzypczaka o pracach nad zmianami warunków przetargu, tak by spełniał je również niemiecki okręt 212A, to „ustawianie przetargu”. Tym bardziej, że – w ich opinii – ten typ okrętu nie spełnia podstawowego zadania, jakim powinno być zwiększanie potencjału polskiej armii. MON tłumaczy, że żadne decyzje jeszcze nie zapadły.

 – Wniosek dotyczy postępowania, jakie jest toczone w tej chwili w Ministerstwie Obrony Narodowej postępowania przetargowego na zakup okrętów podwodnych dla polskiej Marynarki Wojennej – podkreśla Jacek Sasin, poseł Prawa i Sprawiedliwości. – Chodzi tutaj o dwie nowe jednostki. To ogromne zamówienie, jedno z największych zamówień dla polskiej armii, bo koszt dwóch okrętów to jest około 5 mld złotych.

Wątpliwości posłów PiS budzi fakt, że w odpowiedzi na interpelację poselską Jacka Sasina wiceminister Waldemar Skrzypczak zapowiedział zmianę wymagań technicznych co do okrętów podwodnych i w ten sposób wytłumaczył opóźniający się proces przygotowań do ich zakupu.

 – Minister Skrzypczak wyjaśnił mi, że kryteria wyboru takiego okrętu zostaną zweryfikowane, ponieważ nie spełnia ich niemiecki okręt podwodny typu 212, który od początku jest preferowany przez Ministerstwo Obrony Narodowej – wyjaśnia Jacek Sasin. – Mamy tutaj rzecz ewidentną, ale jednak dosyć niesłychaną, że wysoki urzędnik państwowy, wiceminister obrony przyznaje otwarcie w odpowiedzi na interpelację, że dopuszcza się ustawiania przetargu, bo inaczej tego nazwać nie można.

PiS liczy, że Prokuratura Generalna wyjaśni, jakie są powody takich decyzji MON.

Resort odpiera zarzuty Prawa i Sprawiedliwości, tłumacząc, że prace nad zakupem sprzętu są w fazie dialogu technicznego. Do procedury zamówienia publicznego MON ma być gotowy w przyszłym roku, a umowa na zakup ma być przygotowana w ciągu kolejnego roku.

 – Trwa etap prac analitycznych oraz studium wykonalności, których finałem będzie przygotowanie  specyfikacji warunków zamówienia – powiedział podczas briefingu pierwszy zastępca szefa Sztabu Generalnego WP gen. dyw. A. Wojtan. – Zredefiniowano wymagania operacyjne, sformułowane po raz pierwszy w 2006 roku, pozostawiając zasadnicze elementy i wprowadzając możliwość uczestnictwa w postępowaniu wielu kontrahentów. Chodzi o to, by było jak najwięcej możliwych dostawców, by oferta była jak  najszersza i tym samym był możliwy optymalny wybór – podkreślał.

Jednak, zdaniem Jacka Sasina, ewentualny wybór niemieckich okrętów typu 212A byłby sprzeczny z podstawowym celem modernizacji armii, jakim jest zwiększanie jej potencjału obronnego.

 – To są okręty starej generacji, dzisiaj właściwie o małej przydatności w przypadku konfliktu zbrojnego – podkreśla poseł PiS w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes. – W dzisiejszych warunkach okręty podwodne, które nie mogą przenosić rakiet samosterujących i unieszkodliwić przeciwnika, są archaizmem, który naszego potencjału nie wzmocni. Więc to będą pieniądze wyrzucone w błoto.

NFZ zerwał umowę ze szpitalem za pobieranie dopłat za świadczenia ponadstandardowe

CEO Magazyn Polska

NFZ rozwiązał umowę z warszawską placówką Sensor Cliniq, zarzucając jej pobieranie dopłat za dodatkowe usługi medyczne poprawiające standard leczenia. Takie dopłaty są jednak wyborem pacjentów, a podobny system funkcjonuje w wielu krajach. Szpital odwołał się od decyzji oddziału do Prezesa NFZ. Wobec milczenia Centrali zwrócił się także z prośbą o interwencję do Ministerstwa Zdrowia. – Fundusz w ten sposób pozbawia pacjentów dostępu do nowoczesnej medycyny, a wypowiadając umowę szpitalowi wyrzucił pacjentów z kolejki do świadczeń gwarantowanych – przekonuje adwokat Paulina Kieszkowska-Knapik z kancelarii Baker & McKenzie. 

 – NFZ stwierdził w swoich komunikatach, że ochronił pacjentów przed dopłatami do ponad standardowych soczewek. Z tego co wiem pacjenci nie godzą się z decyzją NFZ. Teraz nie dość, że nie dokupią lepszej soczewki to w ogóle stracili szanse na operację w ramach składki. Ludzie sami chcą decydować o swoim wzroku i pytają jakim prawem NFZ wypowiada się w ich imieniu? – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paulina Kieszkowska-Knapik, adwokat z kancelarii Baker & McKenzie, reprezentująca Szpital.

Problem dotyczy zabiegów okulistycznych, leczących zaćmę. Polegają one na wszczepieniu pacjentom specjalnych soczewek, w ramach finansowanego przez NFZ zabiegu operacyjnego. Standardowo w ramach NFZ wszczepia się prostą soczewkę korygująca tylko zaćmę. Ale są też bardziej zaawansowane soczewki, które mogą równocześnie rozwiązać problemy z wadami wzroku, w tym z astygmatyzmem. Można za jednym zamachem pozbyć się wad wzroku i nie nosić okularów. Takie soczewki nie są one jednak w koszyku świadczeń gwarantowanych NFZ, pacjenci mogą z nich skorzystać za dodatkową opłatą.

NFZ uważa jednak, że szpitale nie mogą pobierać dopłat od pacjentów, którzy chcą zamiast podstawowego modelu soczewek wybrać bardziej zaawansowane. Adw. Kieszkowska-Knapik uważa, że to działanie ogranicza prawa człowieka – prawo do ochrony zdrowia.

 – Każdemu przysługuje wsparcie NFZ w równym zakresie. Natomiast tam, gdzie pacjent decyduje się na leczenie lepsze niż to, co gwarantuje NFZ, jest swoboda decyzji pacjenta. Zgodnie z ustawą o prawa pacjenta pacjent ma prawo do aktualnej wiedzy medycznej nawet jeśli NFZ jej nie finansuje – zauważa Kieszkowska-Knapik.

Podkreśla, że w większości krajów europejskich istnieje dualny system, w którym z jednej strony jest publiczny płatnik, a z drugiej – współpłacenie lub ubezpieczenia dodatkowe.

 – NFZ mówi: wszystko albo nic. Albo robisz to, co ja ci gwarantuję, ale jak chcesz mieć lepszy standard, to wypadasz systemu. To jest wywłaszczanie ze składki. Pacjent, który chce mieć lepszy standard ma zostawić swoją składkę i zapłacić drugi raz – za cały zabieg z własnej kieszeni. Uważam, że  pacjent ma prawo dopłacił tylko różnicę, jak to jest wskazane w dyrektywie transgranicznej. Skoro ludzie mają pracować do 67. roku życia, to rząd powinien wspierać lepsze standardy okulistyczne, a nie je torpedować – podkreśla adwokat z kancelarii Baker & McKenzie.

Po rozwiązaniu we wrześniu umowy przez NFZ z Sensor Cliniq pacjenci oczekujący na zabieg wypadli z kolejki. Oznacza to dla nich dalsze wydłużenie czasu oczekiwania na leczenie. Część z nich zapisała się na zabieg już ponad rok temu. Ci, których terminy operacji zostały wyznaczone na dzień po 20 grudnia kiedy kończy się okres wypowiedzenia umowy będą musieli zapisać się na koniec kolejki w innej placówce.

Dlatego Szpital zwrócił się z prośbą o pilną interwencje do Ministerstwa Zdrowia. Tym bardziej, że NFZ ociąga się z rozpatrzeniem zażaleń ze strony szpitala. Zażalenie na rozwiązanie umowy Prezes Funduszu rozpatruje już 2 miesiące temu, choć prawny termin udzielenia odpowiedzi to 14 dni. Pierwsze zażalenie – na nałożoną karę umowną – szpital złożył w czerwcu – również nie otrzymał jeszcze odpowiedzi.

 – NFZ reaguje, gdy szpitale biorą dopłaty, karząc je umownie. Znam kilka takich przypadków. Natomiast to pierwszy znany mi przypadek, kiedy rozwiązano umowę, czyli krótko mówiąc pacjenci w ogóle stracili szanse na operacje w ramach NFZ w tym szpitalu. Tak drastyczny środek, jakim jest rozwiązaniem kontraktu jest wylaniem dziecka z kąpielą – ocenia Kieszkowska-Knapik.

Szpital Sensor Cliniq podkreśla w komunikacie prasowym, że w ciągu 11 lat kontraktu z Funduszem wykonał ok. 50 tys. operacji leczenia zaćmy. Jeśli najpóźniej do 20 grudnia NFZ nie rozpatrzy zażalenia szpitala, prawne cofnięcie zerwania umowy nie będzie już możliwe, a pacjenci będą musieli przygotować się na dłuższe oczekiwanie na zabieg. Przeciwko działaniom NFZ w tej sprawie opowiedział się Polski Związek Niewidomych, który uznał je za szkodliwe dla pacjentów, opóźniające dostęp do leczenia i ograniczające możliwości korzystania do nowoczesnych metod leczenia.

Nowy minister środowiska może przyspieszyć prace nad regulacjami dotyczącymi łupków

Prace nad projektem ustawy dotyczącej poszukiwania i wydobycia gazu łupkowego mają przyspieszyć.  Szanse na to, zdaniem ekspertów, daje zmiana na stanowisku ministra środowiska. Liczą, że nowy minister załagodzi konflikt między resortami środowiska i skarbu, który od dłuższego czasu opóźniał prace nad nowymi regulacjami.

 – Premier Donald Tusk, zmieniając ministra Marcina Korolca, daje sygnał, że oczekuje zmian – uważa Andrzej Sikora, prezes zarządu Instytutu Studiów Energetycznych. – Już nie możemy czekać, od 2009 roku mówimy ciągle „za trzy miesiące”, inwestorzy są zmęczeni takim oczekiwaniem, tym bardziej, że przychodzili do Polski w innych warunkach, a dziś zastają ciągłe zmiany i nie wiedzą, w którym kierunku one do końca zmierzają.

Nowym ministrem środowiska został dotychczasowy wiceminister finansów od podatków Maciej Grabowski. W poprzednim resorcie zajmował się projektem ustawy o specjalnym podatku węglowodorowymi oraz zmianą ustawy o podatku od wydobycia niektórych kopalin. Propozycje zawarte w nowelizacji wzbudzały sprzeciw przedsiębiorców i od lutego tego roku opublikowano jej pięć wersji, a prace nad projektem nadal trwają. Sikorski przyznaje, że ceni sobie nowego ministra środowiska.

 – Sądzę, że dzięki tej zmianie zostanie policzone to, w jaki sposób gaz z łupków może wpisać się w polską ekonomię. Ciągle mamy za mało danych, jesteśmy na wstępnym etapie. A konflikt między Ministerstwem Skarbu Państwa a Ministerstwem Środowiska nie był dobrze odbierany przez rynek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Sikora.

Kością niezgody między szefami obu resortów była kwestia nadzoru nad Narodowym Operatorem Kopalin Energetycznych (NOKE). Od miesięcy nie mogli dojść do porozumienia w tej sprawie, każdy z nich miał inną koncepcję dotyczącą sposobu funkcjonowania operatora i nadzoru nad całym procesem, a to blokowało prace nad nowelizacją Prawa geologicznego i górniczego.

 – Według oceny naszego instytutu, nawet niewysoki podatek i NOKE z udziałami w koncesji, mogą zabić projekt. Trzeba się zastanowić, w jaki sposób zabezpieczyć w nim rolę państwa, jak ma wyglądać współpraca publiczno-prywatna, bo przecież państwo nie jest powołane po to, żeby wydobywać węglowodory, czy decydować o tym, jak firma ma zajmować się taką działalnością – podkreśla Andrzej Sikora. – Państwo ma na tyle otworzyć rynek, żeby firmy same chciały przyjść. Dla mnie cały czas podatki na tym etapie są przedwczesne. Oczekuję więc przyspieszenia prac i konstruktywnego podejścia administracji do prywatnych przedsięwzięć, łącznie z firmami państwowymi.

Zdaniem prezesa ISE, to jednak nie do końca zależy od decyzji jednego czy drugiego ministerstwa. Jest to raczej kwestia decyzji rządu, czy Polska chce postawić na gaz łupkowy.

 – Gaz z łupków to jest projekt większy niż elektrownia jądrowa w Polsce. To jest projekt na 15-20 lat, chyba że w ciągu kolejnych 2-3 lat okaże się, że ten projekt nas zupełnie nie interesuje. To jest decyzja przełomowa, nie tylko jednego rządu, ale decyzja na co najmniej jedno pokolenie podkreśla ekspert.

Bank Pekao SA chce pozyskiwać 34 tys. klientów biznesowych rocznie

CEO Magazyn Polska

Bank Pekao SA postanowił skuteczniej zawalczyć o klientów biznesowych. Przekonać chce ich szeregiem dedykowanych przedsiębiorcom rozwiązań. Partnerami banku zostali home.pl, Microsoft, Google, BIG InfoMonitor oraz Allianz Direct. – Chcielibyśmy dzięki temu osiągać cel, jakim jest 34-40 tysięcy nowych klientów rocznie – podkreślają przedstawiciele banku.

 – Po raz pierwszy tak duże firmy jak Microsoft czy Google decydują się na partnerstwo z bankiem – podkreśla Dariusz Chrastina, dyrektor operacyjny Pekao SA. w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes. – Chcemy świadczyć naszym klientom dodatkowe usługi, nie tylko finansowe. Chcemy, żeby nasi klienci postrzegali bank jako prawdziwego partnera.

Bank i jego partnerzy chcą ułatwić małym i średnim firmom stworzenie strony internetowej, zareklamowanie się w sieci, zbadanie kondycji finansowej kontrahenta czy zawarcie umowy ubezpieczeniowej z jednym z partnerów programu na preferencyjnych warunkach. 

Pekao SA, konstruując najnowszą ofertę opierał się na ostatnim raporcie na temat e-gospodarki, z którego wynika, że jakiekolwiek działania reklamowe czy marketingowe w internecie podejmuje niespełna 50 proc. małych i średnich przedsiębiorstw. Tyle samo ma swoją stronę internetową. Sześciu na dziesięciu przedsiębiorców zarządza firmą, wykorzystując przy tym specjalistyczne oprogramowanie.

 – Chcemy wspierać naszych klientów w ramach innowacyjności. Jest to dla nas bardzo ważne i dlatego chcemy iść tą drogą – mówi Emanuele Cacciatore, dyrektor zarządzający Pekao SA. – Jest to projekt, który chcemy rozwijać.

Dlatego prowadzone są rozmowy z innymi podmiotami, które być może dołączą do programu. Bank ma nadzieję, że dzięki ofercie uda mu się pozyskać nowych klientów biznesowych.

 – Chcielibyśmy dzięki tej nowej usłudze zrealizować nasz cel roczny, który wynosi 34 tys. nowych klientów – mówi Cacciatore.

Oferta Pekao SA skierowana jest głównie do mikro i małych przedsiębiorstw, zatrudniających do 49 osób,  których przychody nie przekraczają 20 mln zł. Bank obsługuje ich dzisiaj około 200 tysięcy.

Prezes JSW: Kraje UE wywierają presję na redukcję CO2, bo szukają rynków zbytu na swoje technologie ekologiczne

CEO Magazyn Polska

 – Węgiel ostatnio jest „chłopcem do bicia” i stał się elementem gry interesów rozwiniętych państw, które szukają rynków zbytu dla technologii atomowych lub źródeł odnawialnych – uważa prezes Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Prognozuje, że węgiel będzie stopniowo zastępowany przez inne źródła energii, nim to jednak nastąpi trzeba zwiększyć efektywność rodzimego górnictwa, a sam proces redukcji emisji CO2 powinien przebiegać wolniej niż proponuje UE. 

 Kraje bogate mają technologię atomową lub związaną z wiatrakami czy fotoogniwami. I jeśli mocno pod hasłem ekologii stawia się warunek przemodelowania systemu energetycznego, nie dając na to odpowiedniego czasu, to śmiem postawić tezę, że te kraje kreują sobie rynek zbytu na te technologie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Zagórowski, prezes zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

Dlatego, jego zdaniem, węgiel w ostatnich latach stał się „chłopcem do bicia”, a na kraje, których mix energetyczny opiera się głównie na tym surowcu, wywierana jest silna presja na zmiany. Podkreśla, że potrzeba więcej czasu, by zmienić model energetyki na bardziej przyjazny środowisku.

 – Wywierana presja nie powinna być tak mocna, ponieważ trzeba wziąć pod uwagę historyczny rozwój systemów energetycznych w naszych państwach. W Polsce, w Niemczech są one oparte o węgiel, bo ten surowiec był w naszych zasobach. W Skandynawii mamy wodę, w Danii wiatr. Próba przykładania tej samej miary do wszystkich krajów jest nieuczciwe – uważa prezes węglowej spółki.

Podkreśla, że nie ma złudzeń, że węgiel będzie zastępowany, również w Polsce, innymi źródłami energii, ponieważ jego zasoby stopniowo będą się wyczerpywać.

 – To nie jest zasób odnawialny, więc ja też jestem zainteresowany, żeby ten węgiel był zastępowany. Jestem przekonany, że jeszcze przez dziesiątki lat będzie miał główną pozycję. Nie eliminujmy tego surowca w sposób bezwzględny, natychmiastowy. Pod hasłem dekarbonizacja powinniśmy rozumieć eliminację CO2, a nie węgla z naszego otoczenia – mówi Jarosław Zagórowski. – Powinniśmy iść w kierunku wykorzystania węgla w gospodarce, ale przy wyższych sprawnościach.

Problemem jest jednak spadająca opłacalność wydobycia węgla z polskich kopalń. Z analizy Fundacji InE (Instytut na rzecz Ekorozwoju) wynika, że ceny tego surowca spadają na rynku międzynarodowym od września 2011 roku. W ostatnim sezonie zimowym cena 1 tony tce (tce to ekwiwalent węgla) wynosiła 85–86 dolarów, tj. około 9 zł za GJ energii. Polskie elektrownie płacą za krajowy węgiel 12,4 zł/GJ. Koszty wydobycia rosną, a rok 2013 ma być, według prognoz InE, szczególnie trudny dla Kompanii Węglowej i Katowickiego Holdingu Węglowego z powodu szybko rosnącego importu i dalszego spadku cen na świecie.

 – Węgiel będzie nam jeszcze potrzebny, natomiast powstaje pytanie, czy to będzie węgiel polski. Będzie on rodzimy, jeżeli nasze górnictwo przejdzie odpowiedni proces zmian i zostanie zwiększona efektywność wydobycia. Jeśli nie wytrzymamy zagranicznej konkurencji, jeśli nie będziemy potrafili obniżyć kosztów, to obawiam się, że węgiel będzie jeszcze głównym nośnikiem energii przez najbliższe lata, ale może to nie być polski węgiel – przestrzega prezes JSW.

Szef resortu gospodarki Janusz Piechociński zapowiedział, że przeprowadzany w ostatnich miesiącach w spółkach węglowych audyt pozwoli na opracowanie działań naprawczych w kopalniach należących do Skarbu Państwa tak, by umożliwić osiągnięcie trwałej rentowności sektora węglowego.

 – Mamy bardzo konkurencyjny rynek, jeśli chodzi o ceny węgla, musimy więc się do tego dostosować. Jest wiele obszarów w polskim górnictwie, gdzie możemy podnieść efektywność, wykorzystać maszyny, kompetencje naszych pracowników i ograniczyć koszty – zwraca uwagę Jarosław Zagórowski.

Rachunki za prąd w firmach mogą być niższe o 40 proc.

CEO Magazyn Polska

Renegocjowanie ceny energii z przedsiębiorstwem dostarczającym prąd nie jest jedyną możliwością obniżenia rachunku. Dzięki dostosowaniu warunków umowy do potrzeb i specyfiki przedsiębiorstwa, możliwe są oszczędności wynoszące nawet do 40 proc. 

 – Cena energii wcale nie jest pierwszą zmienną, na którą się patrzy. Oszczędności płyną z każdego elementu polityki energetycznej danej firmy – zapewnia Przemysław Książczyk, członek zarządu Energii dla firm. – Szacujemy, że oszczędności mogą sięgnąć około kilkudziesięciu procent . Czasami jest to 20, a czasem nawet 40 proc.

Od lipca 2007 roku wszyscy odbiorcy energii elektrycznej w Polsce mają prawo do zmiany sprzedawcy. Na rynek weszły nowe firmy, a większa konkurencja na liberalizującym się rynku sprawiła, że odbiorcy mogą obniżać wysokość swoich rachunków.

Energia dla firm w prawie 90 proc. bazuje na energii wytwarzanej z węgla. Mimo to Książczyk nie podziela obaw części polskiego przemysłu, że prace nad nowelizacją dyrektywy o Systemie Handlu Emisjami (ETS) – tzw. backloading, mający doprowadzić do wzrostu cen za emisję CO2 – przełoży się na wyższe stawki za energię. Podobnie jak wycofanie wsparcia dla biomasy przez polski rząd, które miało miejsce kilka miesięcy temu.

 – Rynek już to zdyskontował i nie odnotowaliśmy znaczącego wpływu na wycenie energii czarnej. Było to widoczne w instrumentach pochodnych, jak zielone, żółte czy pomarańczowe certyfikaty – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Przemysław Książczyk.

Energia dla firm jest sprzedaje energię elektryczną od 2010 roku. Z usług firmy korzysta ponad 25 tys. klientów. Firma wchodzi również na liberalizujący się rynek gazu. Chce przy wykorzystaniu dziś używanych kanałów sprzedawać gaz dla małych i średnich przedsiębiorstw.

 – Bliżej jest nam do łączonej oferty na energię i gaz niż do jednoczesnego oferowania pakietów telekomunikacyjnych i energii. Nasza oferta dla klienta będzie pełniejsza, gdy będziemy posiadać energię i gaz. Łączenie sprzedaży energii i usług telekomunikacyjnych ma większe prawdopodobieństwo sukcesu w przypadku klienta indywidualnego niż biznesowego, gdzie oprócz ceny liczą się również jego potrzeby, profil działalności czy usługi doradztwa w zakresie polityki energetycznej – wyjaśnia Książczyk.

Obciążony długami spadek można odrzucić. Nie da się go zrzec na rzecz wybranej osoby.

CEO Magazyn Polska

Zaletą sporządzenia testamentu jest swoboda decydowania, komu chce się przekazać majątek, a także to, że spadkodawca może w każdej chwili odwołać zarówno cały testament, jak i jego poszczególne postanowienia. Bliscy spadkodawcy mogą uniknąć zapłacenia podatku od nabycia spadku, o ile zdążą w wymaganym terminie. Spadek z długami można odrzucić, ale nie w każdym wypadku jest to możliwe.

 –  Osoby zaliczone do tak zwanej grupy zerowej: dzieci, wnuki, rodzeństwo i rodzice w ogóle nie podlegają opodatkowaniu, czyli podatek jest według skali 0 proc., jeżeli w terminie 6 miesięcy od dnia stwierdzenia nabycia spadku zgłoszą się do urzędu skarbowego i zgłoszą spadek do opodatkowania – wyjaśnia notariusz Leszek Zabielski.

Osoba należąca do najbliższej rodziny, którą spadkodawca pominął w testamencie, ma prawo do zachowku. Zachowek polega na tym, że dzieciom, małżonkowi oraz rodzicom spadkodawcy, którzy mieliby ustawowe prawo do spadku, należy się dwie trzecie wartości udziału spadkowego, który by mu przypadał przy dziedziczeniu ustawowym, jeżeli uprawniony jest trwale niezdolny do pracy albo jeżeli uprawnione dziecko jest małoletnie; w innych zaś wypadkach – połowa wartości tego udziału.

 – Taki zachowek w polskim prawie wynosi połowę tego, co bym dostał, gdybym dziedziczył. Na konkretnym przykładzie: Henio Malinowski ma piekarnię i tylko jednego syna, a całą piekarnię zapisał pięknej blondynie. Otóż syn Heńka Malinowskiego, gdyby nie ten testament, dziedziczyłby całą piekarnię. W konsekwencji może wystąpić do tej pani o zachowek odpowiadający wartości połowy piekarni – tłumaczy  Leszek Zabielski.

Odrzucenie spadku z długami

Przepisy dopuszczają  możliwość odrzucenia spadku, obarczonego długami spadkodawcy.

 – Jeżeli stwierdzam, że pasywa spadku, czyli długi, przewyższają jego wartość, to oczywiście mogę spadek odrzucić. Odrzucenie może nastąpić tylko w okresie sześciu pierwszych miesięcy. Milczenie przez sześć miesięcy oznacza, że spadek przyjąłem i odrzucić go nie mogę. Natomiast polskie prawo zabrania przyjmowania aktywów spadku, a odrzucania pasywów. Mogę albo cały spadek przyjąć z aktywami i długami, albo cały spadek odrzucić – wyjaśnia Leszek Zabielski.

Nie można zrzec się spadku na rzecz innej osoby, ale jego odrzucenie ma swoje konsekwencje dla dalszych spadkobierców.

 – Jeśli odrzucam spadek, to prawo uważa mnie za osobę, która nie dożyła otwarcia spadku. Na moje miejsce wchodzą moje dzieci; jeżeli dzieci odrzucą, to na ich miejsce wchodzą wnuki i tak dalej. Jeżeli wszyscy w linii prostej go odrzucą, to spadek przejdzie na tych z linii bocznej: rodzeństwo, dzieci rodzeństwa, wnuki rodzeństwa i tak dalej – tłumaczy Leszek Zabielski.

Jeśli wszyscy spadkobiercy odrzucą spadek, przejmuje go gmina. W niektórych wypadkach sąd może orzec o bezskuteczności odrzucenia spadku z długami. Chodzi o ochronę praw wierzycieli, którzy mają prawo dochodzić zaspokojenia wierzytelności z majątku spadkowego.

 – Polskie prawo zabrania konstrukcji spadków nieobjętych ktoś spadek musi objąć. Na końcu tym kimś jest gmina.. Gdyby zaś się okazało, że nasze odrzucenie spadku ma na celu tylko i wyłącznie pokrzywdzenie wierzycieli, to wierzyciel ma taką drogę prawną, która uznaje nasze odrzucenie spadku za bezskuteczne. I gdyby sąd uznał, że nasze odrzucanie spadku jest bezskuteczne, wtedy odpowiadalibyśmy za długi spadkowe mimo odrzucenia spadku – reasumuje Leszek Zabielski. 

Formy testamentu

Kodeks cywilny przewiduje kilka form sporządzania testamentu zwykłego.

 – Polskie prawo przewiduje, że testament można sporządzić u notariusza, ale także własnoręcznie. Przy tej drugiej formie spadkodawca sporządza testament pismem własnoręcznym, czyli sam pisze datę, kto, komu, co zapisuje i go podpisuje. Testament własnoręczny ma taką samą moc prawną jak testament notarialny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes notariusz Leszek Zabielski.

Pod względem mocy dowodowej testament własnoręczny ma mniejszą moc i łatwiej go podważyć niż ten zawarty przed notariuszem.

Jeszcze inną formą testamentu zwykłego jest testament tzw. allograficzny. Jego sporządzenie polega na tym, że spadkodawca w obecności dwóch świadków oświadcza swoją ostatnią wolę ustnie wobec wójta (burmistrza, prezydenta miasta), starosty, marszałka województwa, sekretarza powiatu albo gminy lub kierownika urzędu stanu cywilnego. To oświadczenie spadkodawcy spisuje się w protokole z podaniem daty jego sporządzenia. Protokół odczytuje się spadkodawcy w obecności świadków. Protokół powinien być podpisany przez spadkodawcę, przez osobę, wobec której wola została oświadczona oraz przez świadków. Jeżeli spadkodawca nie może podpisać protokołu, np. z powodu choroby, należy to zaznaczyć w protokole ze wskazaniem przyczyny braku podpisu.

Kodeks cywilny dopuszcza także możliwość sporządzenia testamentu szczególnego, jeżeli zachodzi obawa szybkiej śmierci spadkodawcy albo w sytuacji, gdy zachowanie zwykłej formy testamentu jest niemożliwe lub bardzo utrudnione. W takim wypadku spadkodawca może oświadczyć ostatnią wolę ustnie przy jednoczesnej obecności co najmniej trzech świadków.

Przedsiębiorcy z Mazowsza mają szansę na pół miliona preferencyjnej pożyczki na rozwój biznesu

CEO Magazyn Polska

Mikro, małe oraz średnie przedsiębiorstwa z woj. mazowieckiego mogą jeszcze skorzystać z unijnych pieniędzy z kończącej się perspektywy unijnej 2007-2013. Zasilane nimi są m.in. tanie pożyczki na rozwój biznesu z Mazowieckiego Regionalnego Funduszu Pożyczkowego (MRFP). Jego prezes podkreśla, że o pożyczkę może starać się każdy przedsiębiorca, bez względu na to, czy prowadzi już swoją działalność, czy dopiero ma zamiar ją rozpocząć.

Pod koniec października Mazowiecki Regionalny Fundusz Pożyczkowy podpisał umowę z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, stając się pośrednikiem finansowym w pilotażowym programie rozwoju przedsiębiorczości wśród studentów i absolwentów. Oznacza to, że będzie dysponował środkami na udzielanie pożyczek na rozpoczęcie działalności gospodarczej w kwocie do 60 tys zł . To jednak nie jedyny program z udziałem środków unijnych, który fundusz adresuje do przedsiębiorców.

 – Udzielamy pożyczek dla wszystkich pozostałych, to nie dotyczy wyłącznie absolwentów, w ogóle wszystkich osób prowadzących działalność, bądź chcących rozpocząć działalność, bez względu na to, czy są studentami, czy nie, mogą o takie pożyczki się starać – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Sypuła, prezes Mazowieckiego Regionalnego Funduszu Pożyczkowego.

O środki w kwocie od 20 tys zł do 500 tys. zł mogą wnioskować wszyscy przedsiębiorcy z Mazowsza w ramach projektu „Mazowiecki Program Pożyczkowy dla Mikro, Małych i Średnich Przedsiębiorstw” współfinansowanego przez UE. Warunkiem uzyskania  pożyczki jest wkład własny w wysokości 5 proc. wnioskowanych środków.

 – Oprocentowanie od 4,18 do 7,18 proc. na długi czas, bo do pięciu lat z sześciomiesięcznym okresem karencji – wymienia prezes funduszu. – Biorąc pod uwagę uwarunkowania rynkowe są to bardzo korzystne pożyczki.

Choć kryzys znacząco osłabił akcję kredytową przedsiębiorstw, preferencyjne warunki pożyczek z MRFP sprawiają, że cieszą się one wciąż sporą popularnością.

 – Wszelkie przesłanki mówią, że wzrost gospodarczy powoli będzie się ożywiać. Myślę, że wrócimy do poziomu z poprzedniego roku, kiedy tych pożyczek było udzielanych zdecydowanie więcej – dodaje Sypuła.

Wśród branż, które najczęściej korzystają z preferencyjnego finansowania są m.in. handel, usługi, drobna wytwórczość i budownictwo. Tomasz Sypuła podkreśla, że na rynku bankowym przedsiębiorcy nie mają już szans pożyczyć pieniędzy na równie korzystnych warunkach jak te, które oferuje MRFP.

 – Nie wydaje mi się, żeby to były warunki powszechne w bankach, szczególnie przy mniejszych pożyczkach. Sam okres udzielenia pożyczki  5 lat raczej w bankach przy pożyczkach obrotowych nie jest możliwy – tłumaczy.

Wnioskując o preferencyjną pożyczkę z Funduszu, nie można zalegać z należnościami wobec instytucji publiczno-prawnych, takich jak ZUS czy urząd skarbowy.

Na organizacji zimowych igrzysk przez Kraków skorzystałaby cała Polska

CEO Magazyn Polska

Starania Krakowa o organizację zimowych igrzysk w 2022 roku zaowocują wieloma korzyściami, takimi jak promocja polskiej turystyki, rozwój infrastruktury sportowej, a co za tym idzie również zimowych dyscyplin sportu  uważa Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego. Jego zdaniem, oprócz wielkich imprez trzeba się też skupić na propagowaniu sportu wśród młodych. To też oznacza inwestycje w infrastrukturę. Brakuje na przykład małych skoczni narciarskich dla początkujących sportowców.

O prawo do organizacji zimowych igrzysk i paraolimpiady w 2022 roku obok Krakowa ubiegają się również Pekin, Ałma–Ata, Lwów, Sztokholm i Oslo. Choć konkurencja jest spora, Polski Związek Narciarski w staraniach Krakowa pokłada bardzo duże nadzieje.

 – Uważam, że te starania są celowe. Może to bardzo wypromować nasz kraj to by dotyczyło całej Polski, ale również samego Krakowa i Małopolski i poprawiłoby stan infrastruktury sportowej i okołosportowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego.

Uchwałę w sprawie ubiegania się o organizację igrzysk w Krakowie podjął rząd. Za projekt koncepcji imprezy oraz przygotowanie dokumentacji aplikacyjnej odpowiadają Polski Komitet Olimpijski i Słowacki Komitet Olimpijski, miasto Kraków oraz Komitet Konkursowy, powołany do tego celu we wrześniu.

Zdaniem Tajnera, atutem Polski jako gospodarza igrzysk może być współpraca ze Słowacją przy ich organizacji.

 – Dwa kraje, których reprezentantem jest miasto Kraków to jest główny atut, bo w tej chwili świat bardzo skłania się w kierunku integracji, współpracy pomiędzy krajami. Tutaj taka inicjatywa wystąpiłaby pierwszy raz w historii organizacji igrzysk olimpijskich – podkreśla Tajner.

Zdaniem szefa Polskiego Związku Narciarskiego, organizacja takiej imprezy przyczyniłaby się do dynamicznego wzrostu popularności zimowych dyscyplin sportu. Dodaje jednak, że ich rozwój w dużej mierze zależy od stanu infrastruktury do nich przeznaczonej.

 – Tajemnica rozwoju sportu polega na tym, aby obiekty, służące do uprawiania poszczególnych dyscyplin były w każdej praktycznie miejscowości. Nie muszą być to obiekty wielkie, wystawne, ale obiekty technicznie przygotowane do tego, aby daną dyscyplinę sportu można było tam uprawiać, rozwijać w dobrych warunkach, i to jest ta podstawa – tłumaczy były trener polskich skoczków, m.in. Adama Małysza.

Podaje przykład skoków narciarskich – o ile w Polsce jest już dobrze rozwinięta infrastruktura dla zawodowców, przystosowana do międzynarodowych konkursów, o tyle nadal brakuje małych skoczni dla początkujących sportowców.

 – W tej chwili trudno jest je uruchamiać tam, gdzie się uczy abecadła. Tak jest praktycznie w każdej wsi – podkreśla. – Tam, gdzie panują dobre warunki do uprawiania danej dziedziny sportu, gdzie jest dobry trener, dobra grupa młodzieży, tam powinna być infrastruktura podstawowa, skromna, ale odpowiadająca potrzebom.

Decyzja o wyborze gospodarza zimowych igrzysk oraz paraolimpiady w 2022 roku zapadnie podczas sesji Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego w Kuala Lumpur 31 lipca 2015 roku.

Igrzyska miałyby być finansowane z budżetów jednostek samorządu terytorialnego, budżetów obu państw, a także ze środków przekazanych przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski oraz od sponsorów. 

Najbliższe zimowe igrzyska odbędą się natomiast w lutym 2014 r. w Soczi, a cztery lata później w południowokoreańskim Pyeongchang.

ENEA liderem w zakresie raportowania społecznej odpowiedzialności biznesu

0

Grupa Kapitałowa ENEA opublikowała raport CSR (społecznej odpowiedzialności biznesu) za rok 2012. Dokument powstał wg najnowszego, międzynarodowego standardu Global Reporting Initiative: GRI G4, na poziomie aplikacji „Core”. Proces raportowania został przeprowadzony w zgodzie z czterema zasadami standardu: uwzględniania Interesariuszy, istotności, kontekstu zrównoważonego rozwoju oraz kompletności.  Dotąd tylko dwie firmy w Polsce przygotowały swoje raporty pozafinansowe zgodnie z tymi wytycznymi.

Na rynku mieszkaniowym niewielka poprawa, ale cały rok może być najsłabszy od początku kryzysu

Mimo kolejnego wzrostu zarówno liczby jak i wartości nowych kredytów hipotecznych o około 4% w III kwartale, rok 2013 prawdopodobnie będzie najgorszy dla rynku mieszkaniowego od początku kryzysu. Ostatni kwartał może poprawić te wyniki, bo będzie to ostatni okres przed wejściem kolejnej rekomendacji KNF, z drugiej strony wielu klientów może odłożyć decyzję o zakupie mieszkań do stycznia, kiedy startuje rządowy program „Mieszkanie dla Młodych” – takie wnioski płyną z najnowszej 17. edycji Raportu AMRON-SARFiN.

W Konferencji wzięli udział Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes ZBP, Mieczysław Groszek, Wiceprezes ZBP, Jacek Furga, Prezes CPBiI, Przewodniczący Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości oraz Marcin Idzik z TNS Polska.

Początek 2013 roku nie był dla rynku mieszkaniowego powodem do optymizmu. Kolejne kwartały były coraz lepsze, ale te wzrosty prawdopodobnie okażą się zbyt małe, aby całoroczny wynik można uznać za pozytywny. W III kwartale wzrosła zarówno liczba jak i wartość nowych kredytów hipotecznych. Mimo to bieżące prognozy wskazują, że rok 2013 będzie gorszy niż nawet 2009, czyli do tej pory najsłabszy od początku kryzysu.

„Niewielka poprawa na rynku finansowania nieruchomości drugi kwartał z rzędu może oznaczać, że najgorsze jest już za nami. Tak, jak w poprzednim kwartale, zwiększeniu popytu sprzyjał niski poziom stóp procentowych, co pozwalało bankom na zaoferowanie tańszych kredytów hipotecznych. Część klientów odkłada jednak decyzję o zakupie mieszkania do stycznia 2014, kiedy rusza rządowy program Mieszkanie dla Młodych. Czas najwyższy na wprowadzenie w naszym kraju premiowanego systemu oszczędzania na cele mieszkaniowe. Wprowadzenie takiego rozwiązania oznacza zawarcie umowy społecznej stwarzającej realne szanse na uzyskanie upragnionego mieszkania w Polsce dla setek tysięcy naszych obywateli.”– mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes Związku Banków Polskich.

Trzeci kwartał 2013 roku zaowocował liczbą 45,8 tysięcy nowych kredytów o łącznej wartości 9,5 miliarda złotych, czyli odpowiednio o 3,84% kredytów hipotecznych więcej niż I kwartale na aż o 4,05% wyższej wartości.

Klienci starają się wykorzystać ostatnie miesiące przed wprowadzeniem kolejnej modyfikacji Rekomendacji S Komisji Nadzoru Finansowego. Zakłada ona, że od 1 stycznia 2014 roku nie będzie możliwe finansowanie 100% wartości mieszkania za pomocą kredytu, innymi słowy będzie wymagany wkład własny. Wyniki III kwartału pokazują wzrost wskaźnika LtV aż o 6 pkt. proc, do średniej wartości 80%.

„Przełom 2013 i 2014 roku będzie kolejnym okresem istotnych zmian na rynku mieszkaniowym. Wchodzi w życie nowa wersja rekomendacji S KNF oraz rusza rządowy program „Mieszkanie dla Młodych”. Oba te fakty będą miały istotne znaczenie dla kształtu rynku mieszkaniowego, ale stały i dynamiczny wymaga bardziej kompleksowych rozwiązań, jak stosowany w wielu krajach europejskich system kas oszczędnościowo-budowlanych. ”– dodaje Jacek Furga, Przewodniczący Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości Związku Banków Polskich, Prezes Zarządu Centrum Prawa Bankowego i Informacji.

Pengab: sezonowa stabilizacja

W listopadzie indeks Pengab osiągną podobną jak przed miesiącem wartość 25,7 pkt., wzrósł jednak r/r o 7,6 pkt. W środowisku bankowym dominują opinie o utrzymaniu dotychczasowej dynamiki wzrostu na podstawowych rynkach. Wskaźnik wyprzedzający wzrósł do 33,7 pkt. Na runku kredytów konsumpcyjnych r/r odnotowano poprawę jednak m/m, podobnie jak w przypadku kredytów mieszkaniowych nastąpiło sezonowe osłabienie dynamiki. Zdecydowanie poprawiła się sytuacja w przypadku depozytów zarówno osób indywidualnych jak i przedsiębiorstw. W półrocznym horyzoncie przewiduje się dalszą poprawę sytuacji na wszystkich monitorowanych rynkach. Systematycznie, lecz powoli poprawia się także ocena przyszłej sytuacji ekonomicznej kraju, przedsiębiorstw oraz gospodarstw domowych.

Dobre praktyki obsługi osób z niepełnosprawnościami

Sektor bankowy oraz Związek Banków Polskich prowadzi liczne działania, których celem jest poprawa jakości usług finansowych. Działania te mają doprowadzić do sytuacji, w której wszyscy klienci banków będą cieszyć się wysokim, bezpiecznym i wygodnym poziomem obsługi.

Osoby z niepełnosprawnościami mają szczególne potrzeby jeśli chodzi o sposób oferowania usług bankowych, również w porównaniu do oczekiwań innych grup społecznych. Z powyżej wskazanych względów Zespół ds. obsługi osób z niepełnosprawnościami, działający w ramach Komitetu ds. Jakości Usług Finansowych przy Związku Banków Polskich podjął się wypracowania zasad dobrych praktyk w zakresie obsługi osób z niepełno sprawnościami.

Według wyników Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności, prowadzonego przez Główny Urząd Statystyczny, liczba osób niepełnosprawnych powyżej 15 roku życia w 2012 r. roku wynosiła 3,46 mln. Oznacza to, że 10,84% ludności w wieku 15 lat i więcej, posiada prawne orzeczenie niepełnosprawności. Nieco ponad 2 mln osób niepełnosprawnych to grupa osób w wieku produkcyjnym. „Beneficjentami usług bankowych są osoby z niepełnosprawnościami, a więc nie tylko osoby posiadające prawne orzeczenie niepełnosprawności, ale także inne osoby z niepełnosprawnościami, które pomimo braku takiego orzeczenia zmagają się z problemami ze wzrokiem, słuchem czy też poruszaniem się. Do tej drugiej grupy autorzy projektu zaliczają przede wszystkim osoby starsze.” – wskazuje wiceprezes ZBP dr Mieczysław Groszek

Nowe przepisy dotyczące e-commerce od czerwca 2014 roku

Właściciele sklepów internetowych mają czas do czerwca 2014 roku, aby dostosować się do nowych przepisów dotyczących e-commerce. Zmiany wynikają z obowiązku implementacji w całej Unii Europejskiej dyrektywy regulującej między innymi sprzedaż w Internecie. Nowe prawo ma na celu zwiększenie ochrony konsumentów, czego skutkiem jest nałożenie na sklepy internetowe dodatkowych obowiązków, m. in. precyzyjnego informowania klientów o sposobach zapłaty, wszelkich dodatkowych kosztach i zasadach zwrotu towarów. Zdaniem ekspertów Kancelarii prawniczej Deloitte Legal zakres zmian jest na tyle szeroki, że już teraz właściciele sklepów internetowych, powinni rozpocząć dostosowywanie regulaminów e-sklepów do nowych przepisów.

Jak wynika z badań Deloitte, dynamizm wzrostu e-handlu w Polsce, podobnie zresztą jak w innych krajach europejskich, jest wyższy niż handlu w ogóle. Jednocześnie, konsumenci w dalszym ciągu mają problem z zaufaniem do robienia zakupów przez Internet. Z najnowszych danych Komisji Europejskiej wynika, że zaledwie 35 proc. Europejczyków kupujących przez Internet ma zaufanie do sprzedawców z innych krajów niż UE. Aż 41 proc. preferuje nabywanie towarów u sprzedawców ze swojego kraju, a tylko 11 proc. w e-sklepach mających siedzibę poza ich rodzimym państwem. „Dyrektywa 2011/83/UE z dnia 25 października 2011 r. w sprawie praw konsumentów ma ujednolicić przepisy we wszystkich krajach unijnych i zwiększyć zaufanie do e-handlu prowadzonego nie tylko w ojczystym kraju, ale także we wszystkich pozostałych w UE. Jednym słowem sklepy internetowe w Polsce, we Francji czy Wielkiej Brytanii będą miały podobne obowiązki wobec europejskiego konsumenta” – tłumaczy Anna Ostrowska-Tomańska, adwokat, Managing Associate w kancelarii Deloitte Legal.

Nowe przepisy muszą zostać uchwalone i ogłoszone do 13 grudnia 2013 r., a wejść w życie najpóźniej w czerwcu 2014 r. Rada Ministrów RP pracuje obecnie nad projektem nowej ustawy o prawach konsumenta. Polski prawodawca zdecydował się na wprowadzenie całej nowej regulacji i uchylenie dotychczasowych przepisów zawartych w ustawach o ochronie niektórych praw konsumentów oraz ustawy o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej. „Przy okazji wdrożenia dyrektywy, polski ustawodawca porządkuje system prawny w zakresie przepisów regulujących prawa konsumenta. Ułatwi to z jednej strony ustalenie praw konsumentów i obowiązków sprzedawców, które dotychczas rozproszone były po wielu aktach prawnych, ale z drugiej strony rodzi pytanie czy nowe przepisy będą interpretowane podobnie do poprzednio obowiązujących” – mówi Tomasz Rutkowski, Radca Prawny, Managing Associate w kancelarii Deloitte Legal.

Według nowych przepisów konsument musi uzyskać przejrzystą i wyczerpującą informację o cenie produktu i jej wszystkich składnikach, wszelkich dodatkowych kosztach oraz zasadach zwrotu towarów. Istotną zmianą będzie również wydłużenie czasu na odstąpienie od umowy zawartej na odległość lub poza lokalem przedsiębiorstwa – będzie on wynosił 14 dni od dnia otrzymania towaru. W Polsce termin ten dotychczas wynosił 10 dni. Dodatkowo, w przypadku odstąpienia od umowy przez konsumenta, przedsiębiorca będzie zobligowany do zwrotu zapłaconej przez niego sumy w terminie 14 dni. Co ważne, zwrot kosztów będzie obejmował również koszty wysyłki.

Klienci dokonujący zakupów online nie będą musieli ponosić kosztów dodatkowych, jeżeli nie zostaną o nich poinformowani odpowiednio wcześniej przed złożeniem zamówienia. Przedsiębiorcy będą musieli dostarczyć towar „bez zbędnej zwłoki”, czyli nie później niż 30 dni od daty zawarcia umowy. To sprzedawca będzie musiał zadbać, aby konsument w momencie składania zamówienia wyraźnie przyjął do wiadomości, że zamówienie pociąga za sobą obowiązek zapłaty. W konsekwencji przycisk służący do składnia zamówienia musi być oznaczony w czytelny sposób np. przy użyciu słów „zamówienie z obowiązkiem zapłaty”. Dodatkowo dyrektywa nakazuje wprowadzenie jednolitego dla całej UE formularza odstąpienia od umowy, wyeliminowanie opłat za korzystanie z kart kredytowych i infolinii prowadzonych przez przedsiębiorców. W Polsce wydłużony zostanie również termin, w którym konsument będzie mógł skorzystać z domniemania istnienia wady w chwili zakupu. Domniemanie to będzie działać, jeżeli wada ujawni się w ciągu roku (a nie jak dotychczas w ciągu 6 miesięcy) od dnia wydania rzeczy kupującemu.

Polską specyfiką będzie również konieczność stosowania ochrony konsumentów na poziomie dyrektywy w transakcjach o wartości od 50 złotych, podczas gdy próg wyznaczony przez dyrektywę wynosi 50 euro.

Podobnie jak dotychczas, to sprzedawca a nie np. producent czy dystrybutor, będzie odpowiedzialny wobec konsumenta za wadę polegającą na niezgodności towaru z zapewnieniami składanymi w ramach reklamy czy promocji. „Zakres odpowiedzialności nałożonej na sprzedawcę wykracza niejednokrotnie poza konsekwencje jego własnych działań, a jednocześnie nie zostają mu przyznane skuteczne narzędzia dochodzenia roszczeń wobec podmiotów, od których sam nabył sprzedawane konsumentom produkty. Dodatkowo przepisy o regresie – jako regulacja polska, a nienarzucona ze strony dyrektywy unijnej – nie będą obowiązywały zagranicznych dostawców, więc przepis ten będzie miał znaczenie jedynie w Polsce. Sprawa będzie jeszcze trudniejsza, jeżeli nabyte towary pochodzą spoza Unii Europejskiej” – tłumaczy Anna Ostrowska-Tomańska. Celem dyrektywy z 2011 r. było zwiększenie sprzedaży transgranicznej i wzmocnienie zaufania konsumentów do handlu elektronicznego. Trudno ocenić, czy diagnoza potrzeb rynku e-commerce sprzed kilku lat była trafna i zachowuje aktualność do dziś, z pewnością jednak, dopóki konsumenci będą największymi beneficjentami zmian, dopóty sprzedawcy końcowi będą tymi zmianami najbardziej obciążeni.

”Sprzedawca, żeby ograniczyć swoje ryzyko musi przede wszystkim wiedzieć, jakie ciążą na nim obowiązki wobec konsumentów i zadbać o to, aby obowiązujące u niego zasady sprzedaży, a także sam sposób przekazywania informacji konsumentom, były zgodne z przepisami. W ten sposób może wykluczyć przynajmniej ryzyko grzywny za popełnienie wykroczenia polegającego na niespełnianiu obowiązków informacyjnych, czy kary za stosowanie niedozwolonych klauzul umownych nakładanej przez UOKiK. W miarę możliwości sprzedawca końcowy powinien także w odpowiedni sposób kształtować umowy ze swoimi dostawcami starając się przynajmniej część ryzyka sprzedaży konsumenckiej przerzucić na swoich poprzedników w łańcuchu dostaw” – podsumowuje Tomasz Rutkowski.

Raport Game Industry Trends 2013

III edycja Raportu Game Industry Trends 2013 przynosi wyniki kolejnej fali badania „Rynek elektronicznej rozrywki w Polsce”, które na zlecenie NoNoobs.pl S.A. przeprowadziła Research.NK na próbie ponad 4 000 internautów.

Zmniejsza się dystans pomiędzy grającymi mężczyznami, a kobietami, notujemy wzrost we wszystkich grupach wiekowych. Mocny wzrost osób grających na tabletach, wzrost odsetka osób grających codziennie oraz co ciekawe widzimy zmniejszenie chęci grania na smartfonach. Więcej czasu poświęcamy na granie oraz więcej osób gra codziennie.

„III edycja badania GIT 2013 przynosi potężną dawkę informacji dotyczącą rynku growego w Polsce – komentuje Dariusz Sokołowski, co-founder NoNoobs.pl S.A. – Dzięki współpracy z Research.NK mogliśmy przebadać bardzo dużą grupę internautów uzyskując bardzo ciekawe dane. Warto zwrócić uwagę na ciągły wzrost liczby graczy, zwłaszcza w najstarszych grupach wiekowych. Tą tendencję obserwujemy od kilku lat i zbliżamy się powoli do granicy czyli do 100%. Ciekawe wydaje się być lekki spadek graczy na smartfonach, wygląda na to, że następuje przesiadka na tablety oraz inny, bardziej zaawansowany sprzęt do grania – dodaje Dariusz Sokołowski.”

Największy odsetek heavy userów znajdziemy wśród gier społecznościowych – blisko 2/3 użytkowników deklaruje, że gra codziennie. Na drugim miejscu znajdziemy inne gry przeglądarkowe, jednak tutaj codzienne granie deklaruje tylko ok. 1/3 internautów. We wszystkich kategoriach widzimy wzrost liczby osób grających codziennie. Podobnie jak w ubiegłych latach najwięcej light userów (grających rzadziej niż kilka razy w miesiącu) znajdziemy wśród użytkowników gier konsolowych. Może być to związane z tym, że gry konsolowe częściej od pozostałych działają w modelu offline multiplayer.

„W 2013 roku odsetek grających kobiet wyniósł aż 82% kobiet – mówi Agnieszka Świtkowska, co-founder NoNoobs.pl S.A. – To już wzrost o 11 pp. odkąd prowadzimy badanie. Jeśli chodzi o płatności są to wciąż dominują tradycyjne gry PC – blisko 63% użytkowników płaci za nie. Na drugim miejscu, z wzrostem o 9 pp. Znajdują się gry społecznościowe. Spada za to skłonność do płatności za gry tabletowe, co może wiązać się z większą próbą w tegorocznym badaniu, a także z upowszechnieniem się tabletów i pojawieniem się tańszych modeli na rynku. A może po prostu jest mniej ciekawych tytułów? – dodaje Agnieszka Świtkowska.”

W raporcie poza pełnymi wynikami badanie znajdziemy komentarze jego dotyczące przygotowane przez Konrada Adamczewskiego, Krzysztofa Augustyna, Pawła Borawskiego, Rafała Dziducha, Marcina Kosmana, Arkadiusza Cybulskiego, Macieja Miąsika, Pawła Kozierkiewicza, Agnieszkę Szóstak, Roberta Łapińskiego, Macieja Kuca, Artura Kurasińskiego, Macieja Szcześnia, Barbarę Siegel, Tymona Smektałę, Michała Nowakowskiego oraz Pawła Winiarskiego. Raport jest dystrybułowany bezpłatnie na stronach konferencji Game Industry Trends 2013 oraz u naszych Partnerów. Zapraszamy do lektury!

Raport można pobrać bezpośrednio ze strony: http://www.git2013.pl/raport

Zgoda KNF na powołanie Józefa Wancera na stanowisko prezesa Zarządu Banku BGŻ

Józef Wancer ukończył ekonomię w City College of New York (1971) oraz studia w dziedzinie zarządzania i stosunków interpersonalnych na Webster University w Wiedniu (1983). Z bankowością związany jest od ponad 40 lat. Przez blisko 25 lat pracował w Citibanku w Nowym Jorku na stanowisku wiceprezesa oraz stanowiskach kierowniczych, m.in. w filiach tego banku w Japonii, Austrii, Wielkiej Brytanii i Francji. Na początku lat 90. zajął się działalnością menedżerską w Polsce. Był niezależnym konsultantem współuczestniczącym w tworzeniu Citibanku w Warszawie. W 1992 roku organizował Bank Rolno-Przemysłowy, a w latach 1993–1994 był dyrektorem generalnym firmy Legler Polonia. W latach 1995–2000 był wiceprezesem, a potem prezesem zarządu Raiffeisen Centrobank w Warszawie. W latach 2000–2010 był prezesem Banku BPH, gdzie pod jego kierownictwem zrealizowane zostały liczne projekty w tym m.in. fuzja z PBK, podział Banku BPH oraz fuzja z GE Money Bank. Od 2010 roku do powołania w skład Zarządu Banku BGŻ pracował jako doradca zarządu Deloitte w Polsce oraz od 2011 roku zasiadał w radzie nadzorczej Alior Banku (do 5 września 2013 roku). Obecnie jest członkiem rady nadzorczej Gothaer Towarzystwo Ubezpieczeń SA oraz KRUK SA. Zasiada w kapitule Nagrody Gospodarczej Prezydenta RP. Jest członkiem rady i przewodniczącym komisji finansowej Fundacji Auschwitz-Birkenau, przewodniczącym Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce oraz członkiem rady Business Centre Club.

Za wybitne osiągnięcia w dziedzinie bankowości w okresie transformacji Józef Wancer został odznaczony w 2005 roku Złotym Krzyżem Zasługi oraz w 2011 roku Orderem Odrodzenia Polski Polonia Restituta.

Prezydent B. Komorowski leci w rejon Zatoki Perskiej

CEO Magazyn Polska

Prezydent Bronisław Komorowski planuje w grudniu wizytę w Arabii Saudyjskiej, Katarze i Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Dzięki niej ma wzrosnąć wymiana handlowa pomiędzy tymi krajami a Polską. To szansa dla przemysłu spożywczego, zbrojeniowego, farmaceutycznego, a także sektora budowlanego. Za kilka miesięcy w Dubaju otwarte zostanie polskie przedstawicielstwo handlowe, którym pokieruje osoba z otoczenia PAIiIZ.

 – Wyjazd prezydenta Bronisława Komorowskiego do Arabii Saudyjskiej, Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich jest kontynuacją otwarcia na obszary nowych rynków działalności ekonomicznej. Polska już jest bardzo istotnym partnerem dla tych krajów, szczególnie na rynku żywnościowym. Jest również potencjalnie zainteresowana eksportem do niektórych z tych krajów w zakresie techniki i technologii uzbrojenia – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Olgierd Dziekoński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP.

Obecnie wymiana handlowa pomiędzy Polską a krajami arabskimi jest stosunkowo niewielka, choć szybko rośnie. Zgodnie z danymi GUS, w pierwszym półroczu tego roku w handlu z Arabią Saudyjską Polska odnotowała nadwyżkę handlową w wysokości 102 mln euro, z Katarem – blisko 5 mln euro, a ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi – 225 mln euro. Szczególnie szybko rośnie eksport do ZEA – w porównaniu z pierwszym półroczem 2012 r. wzrósł o prawie 72 proc.

Dziekoński podkreśla jednak, że chodzi nie tylko o handel, ale również o przyciągnięcie inwestycji do Polski. Spółki z Bliskiego Wschodu mogą być zainteresowane długoterminowymi kontraktami w obszarach energetyki czy wysokich technologii, ale także w przemyśle. Minister ocenia, że połączenie bliskowschodniego kapitału z polskimi możliwościami produkcyjnymi stworzyłoby szansę na eksport towarów na inne rynki, m.in. do Azji Południowo-Wschodniej i Afryki.

 – Obecność przedstawicieli polskiego biznesu będzie swoistym znakiem aktywności, jednocześnie przewidywane są trzy fora gospodarcze – dodaje Dziekoński. – Z prezydentem lecą m.in. przedstawiciel polskiego przemysłu farmaceutycznego, cieszącego się dużym zainteresowaniem w tych krajach szeroko rozumianego przemysłu żywnościowego i budownictwa  z racji planowanych przedsięwzięć takich jak Mistrzostwa Świata w piłce nożnej w Katarze w 2022 r.

Dodaje, że po wizycie prezydenta można spodziewać się organizacji kolejnych spotkań gospodarczych, a także wzrostu aktywności polskich firm w regionie. Poza firmami z sektora energetycznego i żywnościowego zainteresowane Bliskim Wschodem są także przedsiębiorstwa sprzedające produkty luksusowe, meble, a także jachty.

Efektem wizyty ma być też otwarcie w Dubaju w perspektywie kilku miesięcy przedstawicielstwa Wydziału Promocji Handlu i Inwestycji Ministerstwa Gospodarki.

 – Będzie to z pewnością silny ośrodek wsparcia dla polskich przedsiębiorców w tym regionie i możliwości rozwoju polskiej gospodarki – zapowiada Dziekoński.

Z usług WPHI będą mogły korzystać wszystkie zainteresowane przedsiębiorstwa. Przedstawicielstwo będzie oferowało m.in. pomoc w organizowaniu wydarzeń promocyjnych, a także przy kontaktach z potencjalnymi kontrahentami w Dubaju.

Polskie Inwestycje Rozwojowe: Do końca roku chcielibyśmy mieć podpisane 3-4 umowy z firmami

CEO Magazyn Polska

Polskie Inwestycje Rozwojowe zapowiadają, że jeszcze w tym roku zostaną zawarte dwa lub trzy kolejne porozumienia dotyczące inwestycji infrastrukturalnych. Jedna z nich ma szansę zakończyć się umową inwestycyjną w pierwszym kwartale 2014 roku, podobnie jak domknięcie projektu z Lotosem. Na razie wiadomo jedynie, że nowe inwestycje, w które zamierza zaangażować się PIR, będą spoza z branży paliwowo-gazowej.

 – Liczymy bardzo, że dwa, a może nawet trzy projekty uda nam się w takim samym stadium zaprezentować rynkowi, jak mieliśmy możliwość z robić to w przypadku złoża B8 Lotosu półtora miesiąca temu, czyli na stosunkowo wczesnym etapie, ale już jednak wystarczająco solidnym, by sądzić że transakcja taka ma szansę się zrealizować – deklaruje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mariusz Grendowicz, prezes Polskich Inwestycji Rozwojowych.

Porozumienia miałyby zostać zawarte jeszcze w tym roku.

 – Myślę że zakończymy ten rok z trzema, może czterema transakcjami, które zaprezentowaliśmy i zaprezentujemy rynkowi – zaznacza prezes PIR. – Są to branże inne niż ta, z którą mamy do czynienia w przypadku złoża B8, czyli nie będzie to ropa ani gaz.

Polskie Inwestycje Rozwojowe (PIR) dążą obecnie do podpisania umowy inwestycyjnej z Lotosem na współfinansowanie energetycznego projektu złoża B8. Porozumienie w tej sprawie państwowa spółka podpisała w październiku.

 – Mówimy cały czas o bardzo wstępnych etapach przygotowań, bo umowa z Lotosem podpisana półtora miesiąca temu była porozumieniem zmierzającym ku inwestycji, lecz nie była to jeszcze umowa inwestycyjna – tłumaczy Mariusz Grendowicz.

Chodzi o inwestycję polegającą na uruchomieniu i eksploatacji złoża ropy naftowej na Morzu Bałtyckim, która ma wzmocnić bezpieczeństwo energetyczne kraju. To pierwszy projekt infrastrukturalny, w który zaangażował się PIR. Harmonogram inwestycji zakłada, że umowa inwestycyjna zostanie podpisana w pierwszym kwartale 2014 roku, a uruchomienie produkcji ropy naftowej nastąpi na koniec 2015 roku.

 – Mamy nadzieję, że podpiszemy z Lotosem umowę inwestycyjną w okolicach pierwszego kwartału przyszłego roku. Kawał pracy został już wykonany – dodaje prezes PIR.

Z założeń państwowej półki wynika, że na mocy wszystkich porozumień zawartych w tym roku, umowy inwestycyjne zostaną podpisane w przyszłym roku. Ich wartość ma wynieść około miliarda złotych. W przypadku najlepiej przygotowanych projektów, istnieje możliwość zrealizowania ich jeszcze w tym samym roku.

 – Jeden z nich jest realizowany przez podmiot prywatny, a zatem nie mamy wymogów ustawy o zamówieniach publicznych. W tego typu przypadkach będziemy mieli możliwość szybszej realizacji projektów, bo nie będą wymagać bardzo długotrwałych procesów przetargowych – wyjaśnia Mariusz Grendowicz.

Ambitne plany PIR zakładają realizację nawet pięciu inwestycji rocznie. Mariusz Grendowicz ocenia je jako optymistyczne, ale również realne.

Powołana do pobudzania słabnącej gospodarki spółka Polskie Inwestycje Rozwojowe docelowo ma zarządzać 10 mld zł, które pozyska ze sprzedaży akcji państwowych spółek.

Dariusz Seliga (PiS): Polski rząd nie ma strategii rozwoju polskiej armii

CEO Magazyn Polska

Dariusz Seliga, poseł PiS, członek Komisji Obrony Narodowej zarzuca rządowi brak koncepcji modernizacji armii i podkreśla słabość pozycji ministra obrony. Jego zdaniem świadczy o tym znaczące obniżenie budżetu MON, jak i zamieszanie związane z warunkami przetargu na nowe okręty podwodne dla polskiej Marynarki Wojennej.

 – Premier polskiego rządu nie mówi na temat polskiego bezpieczeństwa, na temat filozofii polskiej armii, na temat tego, jak to bezpieczeństwo miałoby wyglądać za 5, 10 czy 20 lat – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Seliga, poseł PiS, członek Komisji Obrony Narodowej.  To pokazuje, że zainteresowanie rządu polską armią jest słabe.

Seliga zarzuca rządowi brak strategii dotyczącej przyszłości polskiej armii. Jego zdaniem jednym z dowodów na to jest zamieszanie z przetargiem na trzy nowe okręty podwodne dla Polski. Pierwotne kryteria wykluczyły z postępowania niemiecką ofertę, teraz MON zasygnalizował, że analizuje ich zmianę.

 – Możemy sobie tylko wyobrazić, jakie musiały być naciski, żeby te postanowienia i uwarunkowania zmienić. Jeżeli zostaną zmienione, to będzie to potwierdzenie i dowód na to, że tej strategii nie ma. Jeżeli byłaby spójna, twarda strategia i byśmy wiedzieli, czego chcemy, to nie możemy zmienić przetargów i nie możemy zmienić całkowicie filozofii zakupowej – mówi poseł PiS.

Jego zdaniem problemem są nie tylko okręty, a cała modernizacja armii oraz jej finansowanie. Seliga krytykuje ministra obrony za to, że budżet ministerstwa po nowelizacji w tym roku został zmniejszony o 3,1 mld zł. Zdaniem posła, pozycja ministra Tomasza Siemoniaka jest słaba.

 – To są pieniądze, którą będą czymś skutkowały. Boję się myśleć czym, bo to mogą być pieniądze zabrane z projektów rozwojowych polskiej armii – mówi Seliga. – To, że minister obrony zgodził się na to, żeby pieniądze z budżetu, za który on odpowiada, zabrać, świadczy dla mnie, mimo sympatii do pana ministra, o tym, że jego pozycja polityczna jest słaba. Nie ma drugiego ministerstwa, któremu by zabrano tyle pieniędzy.

Zdaniem rozmówcy Newserii Biznes, ograniczenie wydatków na armię w połączeniu z wycofywaniem polskich żołnierzy z misji pokojowych będzie oznaczało znaczące pogorszenie się stanu armii.

 – Te misje dawały polskim żołnierzom pewne doświadczenie. Chociaż minister Koziej, szef BBN, będzie zapewniał, że strategia dla armii jest, ale proszę mi wierzyć, że strategia NATO a strategia polskiego rządu, jeśli chodzi o obronność, mimo pewnej spójności, to są dwie różne rzeczy – uważa Seliga. – Musimy wiedzieć, że są takie momenty w działaniach w polityce, że państwo jest zdane samo na siebie. I wszystkie te działania związane z bezpieczeństwem powinny dążyć do tego, żebyśmy byli w stanie sami sobie dawać radę.

Prezes Gaz-System: Za cztery lata Polska może być w 100 procentach uniezależniona od Rosji pod względem dostaw gazu

CEO Magazyn Polska

W 2018 roku Polska będzie miała infrastrukturę pozwalającą na sprowadzenie całości potrzebnego importu gazu z innych kierunków niż rosyjski. Dzięki inwestycjom w sieć przesyłową już dziś prawie połowę surowca możemy sprowadzać z innych krajów.

 – Ostatnie trzy lata były dla Polski przełomowe. Jeszcze w 2011 roku mogliśmy kupić tylko 9 proc. całego importu z kierunku innego niż wschodni, czyli innego niż Gazprom. I to nie wiązało się z długoterminowymi umowami, tylko po prostu z fizyczną możliwością dostarczenia gazu do Polski – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Chadam, prezes Gaz-Systemu.

Dziś 45 proc. importu gazu Polska może realizować spoza Rosji, w 2015 r.  zdaniem  prezesa Gaz-Systemu  może to być 80 proc., a w 2018 r. nawet 100 proc. Zwiększenie możliwości przesyłu gazu z różnych kierunków jest możliwe dzięki inwestycjom operatora, m.in. w rozbudowę połączenia z Niemcami, wybudowanie nowego połączenia z Czechami i uruchomienie tzw. rewersu wirtualnego na gazociągu Jamał. 

 – Gospodarka polska jest już w miarę zdywersyfikowana pod względem dostaw gazu, zmierzamy do tego, by to zróżnicowanie było pełne – zapowiada Jan Chadam. – Będzie to możliwe poprzez terminal LNG w Świnoujściu oraz po uruchomieniu dodatkowych połączeń, nad którymi pracujemy.

Budowa korytarza Północ-Południe ma zostać ukończona w 2018 roku. To zwiększy szanse Polski na wykorzystanie dobrego położenia geograficznego na trasie tranzytu gazu.

 – Zakładam, że po wybudowaniu tej infrastruktury znaczna część pieniędzy, która będzie płynęła do spółki, do Polski, będzie pochodziła również z tranzytu gazu przez Polskę do innych krajów europejskich z wykorzystaniem również terminala LNG – podkreślał Chadam podczas Konferencji Energetycznej EuroPOWER, zorganizowanej przez MM Conferences.

Operator Gazociągów Przesyłowych Gaz-System jest firmą strategiczną dla polskiej gospodarki oraz bezpieczeństwa energetycznego kraju. Jej kluczowym zadaniem jest transport paliw gazowych siecią przesyłową na terenie całego kraju.

W przyszłym roku KGHM rozpocznie budowę kopalni Victoria w Kanadzie

Drugi najważniejszy projekt dla KGHM, budowa kopalni miedzi, niklu i platynowców w Kanadzie, ruszy w przyszłym roku. Dzięki projektowi Victoria znacząco spadną koszty wydobycia metali.

 Projekt Victoria jest na etapie studium wykonalności. Mamy już określone decyzje, np. środowiskowe, jest już wycięty las na obszarze  planowanym pod lokalizację szybu. Mam nadzieję, że  pod koniec przyszłego roku rozpoczniemy głębienie szybu dla Victorii – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Herbert Wirth, prezes zarządu, KGHM Polska Miedź.

To drugi, po chilijskim Sierra Gorda najważniejszy projekt KGHM International. W sierpniu tego roku, KGHM International zawarł porozumienie z globalnym potentatem górniczym, firmą Vale, dotyczące rozwoju projektu Victoria oraz sprzedaży rudy zakładom Vale w Sudbury w Kanadzie.

 – Dzięki temu, że będziemy mogli budować szyb, lepiej rozpoznamy to złoże.  Oczekujemy, że surowców będzie zdecydowanie więcej, głównie tych, na których nam szczególnie zależy, czyli platyny i palladu – wyjaśnia Herbert Wirth.

Rozpoczęcie produkcji na tym złożu planowane jest na przełomie lat 2018-2019. Bardziej zaawansowane są prace związane z budową kopalni w Sierra Gorda.

 – To już ponad 70 proc. wszystkich robót budowlanych. Na przełomie marca i kwietnia w sensie fizycznym ta inwestycja zostanie wykonana. Rozruch będzie następował sukcesywnie, czy to pompowanie wody czy dostawy prądu – zapowiada Herbert Wirth.

Kopalnia ma zostać uruchomiona w drugim kwartale 2014 roku.

Jeśli plan zostanie zrealizowany i zgromadzone zostaną wystarczające środki, KGHM zacznie myśleć o kolejnych inwestycjach za granicą.

 – Taka firma górnicza jak KGHM musi poszukiwać, musi nabywać, więc rozglądamy się – mówi Wirth. – Taką decyzję podejmiemy wtedy, gdy pokażemy, że Sierra Gorda jest rzeczywiście dobrze zrealizowanym projektem – dla uwiarygodnienia siebie i źródeł finansowania w przyszłości.

W grę wchodzą zarówno potencjalne akwizycje w Ameryce Południowej, jak i w Afryce.

 – Mamy klucz krajów stabilnych politycznie. Na pewno nie będziemy wchodzili do państw o wysokim ryzyku politycznym. Mamy już partnera, który sam się zadeklarował, że chętnie z nami wejdzie w inne kraje ze względu na ich potencjał złożowy i to niekoniecznie w Ameryce Łacińskiej – zdradza Wirth.

Elektroniczna kostka DICE+ pierwszym polskim produktem w amerykańskich sklepach Apple

Patryk Strzelewicz, jeden z pomysłodawców kostki DICE+
Patryk Strzelewicz, jeden z pomysłodawców kostki DICE+

Elektroniczna kostka do gry DICE+ jako pierwszy polski produkt trafi do amerykańskiej sieci sklepów Apple Store. Urządzenie współpracuje z tabletami i umożliwia interaktywną zabawę dzięki kilkunastu aplikacjom z grami planszowymi. Jego twórcy liczą, że popularnością dorówna tradycyjnym kostkom do gier planszowych i sprzeda się w milionach sztuk.

 – Jeśli rzucimy kostką obok tabletu, ona automatycznie przekaże wynik do urządzenia. Dzięki temu rozgrywka jest bardziej interaktywna i ciekawsza niż w przypadku gier, które skupiają się tylko i wyłącznie na tablecie. A co najważniejsze – pozwala dwóm osobom swobodnie grać na tablecie – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Patryk Strzelewicz, jeden z pomysłodawców kostki DICE+.

Kostka DICE+ („dice” to po angielsku właśnie kostka do gry) to niewielkie urządzenie, przypominające dużą tradycyjną kostkę do gier. Ma wbudowanych sześć diod, akcelerometr, procesor, magnetometr oraz system komunikacji Bluetooth 4.0. Jak podkreślają producenci, dzięki licznym podzespołom obsługa kostki jest bardzo intuicyjna.

Urządzenie zostało po raz pierwszy zaprezentowane w 2012 r. Trzy miesiące temu kostka została wprowadzona do sprzedaży. Kluczowym momentem była przedpremierowa prezentacja na marcowych targach CeBIT w Hanowerze, gdzie kostką DICE+ zagrali premier Donald Tusk razem z kanclerz Niemiec Angelą Merkel. Wprowadzenie kostki do oferty Apple Store to przełomowe wydarzenie dla polskiego rynku IT.

 – Po dwóch latach intensywnych prac nad technologią, ale też nad całą konstrukcją i nad aplikacjami, udało nam się przekonać Apple Store do tego, żeby wstawić ten produkt do ich sklepu jako pierwszy produkt z Polski z branży game’ingowej – mówi Strzelewicz.

Dodaje, że pomysł na kostkę to tylko dostosowanie znanej od tysięcy lat tradycyjnej kostki do możliwości tworzonych przez technologię. DICE+ jest sprzedawana w pakiecie z kilkunastoma aplikacjami, a Apple Store mają wyłączność na handel tym urządzeniem.

Strzelewicz liczy, że elektroniczna kostka okaże się równie popularna jak  ta tradycyjna. Przewiduje sprzedaż liczoną w milionach sztuk na całym świecie. Podkreśla, że wraz ze wzrostem liczby tabletów zwiększy się zapotrzebowanie na urządzenia dodatkowe, takie jak DICE+. Choć DICE+ będzie dostępna w Apple Store, kostka współpracuje z tabletami zarówno z systemem operacyjnym iOS, jak i z Androidem.

Game Technologies, która produkuje kostkę DICE+ zatrudnia 80 osób. Firma, oprócz biura w Poznaniu posiada przedstawicielstwa w Korei oraz Stanach Zjednoczonych. Kostka produkowana jest w piotrkowskim Centrum Logistycznym Logistic City. Spółka pracuje już nad kolejnymi aplikacjami, które poszerzą ofertę gier współpracujących z DICE+.

BTFG: debiut Energi nie będzie tak spektakularny jak PKP Cargo

CEO Magazyn Polska

Choć publiczna oferta akcji Energi cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem, małe są szanse, by jej debiut był tak spektakularny, jak w przypadku PKP Cargo – uważa Adam Ruciński, prezes firmy doradczej BTFG. Jego zdaniem inwestorzy mogą oczekiwać zysku na poziomie 10–15 proc. Jeśli zatrzymają akcje dłużej, mogą liczyć też na dywidendę.

Energa ma zadebiutować na warszawskim parkiecie 11 grudnia. Ministerstwo Skarbu Państwa sprzedaje w ofercie publicznej do 34,18 proc. kapitału spółki, za co może uzyskać ponad 2,8 mld zł.

 – Jeżeli ktoś ma podejście długoterminowe, to powinien na pewno rozpatrzyć tę ofertę. Inwestorzy krótkoterminowi również, choć nie będzie to tak spektakularny debiut jak np. PKP Cargo – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Ruciński, prezes firmy doradczej BTFG. 

Kurs akcji przewoźnika na otwarciu wzrósł o 18 proc. do 80,20 zł za akcję (cena w ofercie publicznej wyniosła 68 zł za papier). Zainteresowanie ofertą Energi jest duże, bo wielu inwestorów liczy na równie udany debiut jak w przypadku PKP Cargo.

 – Inwestorzy oczekują przebicia już na pierwszych sesjach. Wydaje się, że ich cel inwestycyjny jest taki, by kupić te akcje teraz i na najbliższych sesjach, w ciągu pierwszego tygodnia, dwóch, może miesiąca sprzedać i rozstać się ze spółką – tłumaczy Adam Ruciński.

Inwestorzy indywidualni, dla których przewidziano 20–25 proc. sprzedawanych papierów Energi, mogą zapisywać się na nie do 2 grudnia po cenie maksymalnej 20 zł za akcję. Przyjęto, że każdy może zapisać się na 1,5 tys. akcji, czyli wydać do 30 tys zł. Zapisy dla dużych inwestorów indywidualnych, którzy mogli zapisać się na maksymalnie 6 tys. akcji, ze względu na ogromne zainteresowanie, zostały zakończone już w pierwszym dniu zapisów. Cena sprzedaży akcji oraz ich ostateczna liczba z podziałem na transze, zostanie podana 3 grudnia. Przydział zaplanowano na 9 grudnia.

Adam Ruciński podkreśla, że wycena spółki zostanie faktycznie wyznaczona przez dużych inwestorów instytucjonalnych. Będą oni mogli zapisywać się na akcje między 4 a 6 grudnia.

 – Oni z reguły mają takie podejście, że obserwują to, co się dzieje na rynkach europejskich przede wszystkim i obliczają dyskonto w stosunku do bieżących notowań – dodaje prezes BTFG. – Myślę, że pomiędzy czasem decyzji o cenie, jakakolwiek ta cena będzie, a debiutem spółki to będzie można oczekiwać zysku 10–15 proc. Przy czym trzeba mieć też na uwadze, że drobni inwestorzy będą chyba stroną podażową w ciągu pierwszych sesji.

Ruciński podkreśla, że ze względu na stabilną i przewidywalną działalność energetycznej spółki nie należy oczekiwać spektakularnych zmian kursu jej akcji.

 – O ile spółka zajmująca się przewozem towarów, jak PKP Cargo, może dalej się rozwijać i to nawet dynamicznie, choć jest to spółka bardzo duża, o tyle w przypadku Energi nie oczekuje się spektakularnych wzrostów –  tłumaczy prezes.

Działająca na regulowanym rynku Energa kusi natomiast atrakcyjną dywidendą. Z deklaracji zarządu spółki wynika, że do kieszeni akcjonariuszy w najbliższych latach ma trafiać ponad 90 proc. zysku jednostkowego.

 – Myślę, że inwestorzy mają lub powinni mieć tego świadomość, że nie należy oczekiwać na regulowanym bądź co bądź rynku, albo przynajmniej istotnej części przychodów, tego, że zysk wzrośnie dwu-, trzykrotnie, albo przychody istotnie wzrosną. To jest raczej spółka dywidendowa. Dla jednych jest to plus, dla innych minus i na tym chyba polega piękno giełdy, że każdy znajdzie tu spółkę dla siebie – dodaje Adam Ruciński.

Analitycy biur maklerskich zaangażowanych w ofertę Energi szacują, że do 2015 roku będzie ona przeznaczać na dywidendę 400-500 mln zł rocznie. Oznacza to, że przy założeniu maksymalnej ceny akcji w ofercie (na poziomie 20 zł) stopa dywidendy wyniesie powyżej 5 proc., czyli powyżej rynkowych oczekiwań wobec innych spółek giełdowych z branży energetycznej.

Doceniany pracownik bardziej przykłada się do obowiązków. Polscy szefowie wolą kary i kontrole

Polscy pracodawcy łatwiej dostrzegają błędy pracowników niż ich zasługi. Nie mają problemu z wytykaniem podwładnym niedociągnięć, ale nie zawsze potrafią docenić i nagrodzić ich osiągnięcia. Pracownik, który jest tylko krytykowany i kontrolowany wcale nie pracuje lepiej. Regularne pochwały budują za to jego motywację.

 W Polsce szefowie mają problem z docenianiem pracy swoich podwładnych. Wolimy karać pracowników i mówić, czego oni nie zrobili, niż dostrzegać to, co zrobili. Wielu szefów przypisuje sobie nawet sukcesy pracowników – mówi agencji informacyjnej Newseria Izabela Kielczyk, psycholog biznesu.

Zdaniem ekspertki, błędem jest myślenie, że karcony i ciągle kontrolowany pracownik pracuje lepiej. Z drugiej strony, wielu pracodawców nie umie nagradzać dobrych pracowników, a część wręcz boi się to robić. Zarządzanie doceniające wymaga po stronie pracodawcy czasu i uwagi na pracy poszczególnych osób i ich wkładzie w osiągane rezultaty.

 – Przełożony musi się zastanowić, jakie osoby miały wkład w to, że odnieśliśmy sukces. Nie może powiedzieć „dobra robota”. Bo co to znaczy? Dla mnie to jest żadna informacja zwrotna. Muszą to być konkretne informacje, np. jeden z pracowników umie rozmawiać z trudnymi klientami, inny jest bardzo odporny na stres – podkreśla Izabela Kielczyk.  – Ważne w zarządzaniu doceniającym jest to, żeby to robić cyklicznie. Niech to nie będzie nagroda tylko i wyłącznie na Boże Narodzenie czy na koniec roku, tylko niech ona będzie za np. wykonany projekt czy zadanie – mówi psycholog biznesu.

Poza samym docenieniem wkładu poszczególnych pracowników liczy się więc też systematyczność w pozytywnym ich motywowaniu. Trzeba tu jednak zachować równowagę. Zbyt częste, a zwłaszcza nie do końca zasłużone, pochwały mogą skutkować postawą roszczeniową pracowników.

W opinii ekspertki w każdej firmie powinny istnieć wewnętrzne regulacje w tym zakresie, w postaci np. regulaminu nagród. Taka transparentność zasad nagradzania jest bardzo przydatna zarówno szefowi, jak i pracownikom.

 – Jeżeli takie wewnętrzne uregulowania w firmie są, to szef wie, za co nagradzać, a pracownicy mają jasną informację zwrotną. I wbrew pozorom, ludziom, którzy są doceniani i chwaleni bardziej się chce pracować niż tym, którym jest ciągle wytykany każdy, nawet drobny błąd. Tacy ludzie bardziej destrukcyjnie podchodzą do pracy – podkreśla Izabela Kielczyk.

Zarządzanie doceniające nie zawsze oznacza przyznania gratyfikacji finansowej w postaci nagrody pieniężnej czy też premii.

 – Pochwałą może być jedno zdanie, mogą być trzy słowa, ale żeby pracownik naprawdę czuł się doceniony – reasumuje Izabela Kielczyk.

Kupujący przez internet mają więcej praw niż klienci tradycyjnych sklepów

Przed świętami wielu Polaków – chcąc zaoszczędzić czas i pieniądze – decyduje się na zakupy prezentów przez internet. UOKiK przypomina, że konsumenci kupujący w sieci są lepiej chronieni niż w tradycyjnych sklepach. Wciąż jednak niewiele wiedzą o przysługujących im prawach.

 Powinniśmy pamiętać, że kupując wirtualnie jesteśmy lepiej chronieni niż w przypadku zakupów tradycyjnych. Wynika to ze specyficznego charakteru kontraktów zawieranych przez internet, w których nie ma jednoczesności zawarcia przez strony umowy – mówi agencji informacyjnej Newseria Małgorzata Cieloch, rzeczniczka Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Większość badanych przez UOKiK konsumentów uważa, że ich prawa w sieci są takie same jak podczas zakupów tradycyjnych. Część z nich nie wie, że kupując w sklepie internetowym mają 10 dni na odstąpienie od umowy, czyli odesłanie towaru bez podawania przyczyny (według nowej unijnej dyrektywy termin ten zostanie wydłużony do 14 dni). Nie dotyczy to jednak towaru kupionego od osoby prywatnej, np. na aukcji. W tradycyjnym sklepie możliwość zwrotu towaru zależy od woli sprzedającego.

Zgodnie z przepisami sprzedawca musi zwrócić pieniądze za oddany towar w ciągu 14 dni. Wątpliwości konsumentów budzi to, kto pokrywa koszty wysyłki.

 – Konsument, który rezygnuje z umowy, odsyła towar na własny koszt, ale ma wówczas prawo do zwrotu pieniędzy, które zapłacił za dany towar i zwrotu kosztów za dostarczenie nabytku do niego – mówi Cieloch. – Konsument zwracający produkt płaci więc wyłącznie za wysyłkę zwrotną.

Zarówno towar kupiony w sieci, jak i w tradycyjnym sklepie, podlega reklamacji. Klient ma dwa lata na zwrot wadliwego towaru – o ile przedstawi dowód zakupu.

 – W przypadku zakupu przez internet ważne jest, by zwrócić uwagę na odległość siedziby przedsiębiorcy. Jeśli jest ona za granicą, to wysyłka wiązać się będzie ze znacznymi kosztami – mówi Cieloch.

Z badania UOKiK wynika, że prawie wszyscy konsumenci sprawdzają opis towarów, cenę, warunki płatności oraz koszty związane z dostawą. 82 proc. deklaruje, że czyta warunki umowy i regulamin sklepu. Chętniej też kupujemy w sklepach, które nam polecono lub które mają dobrą opinię wśród internautów.

UOKiK przypomina, że szczególnie w okresie przedświątecznych zakupów w sieci klienci są narażeni na fałszywe oferty.

 – Klienci powinni zwracać uwagę na to, kto jest po drugiej stronie, czy rzeczywiście prowadzi działalność gospodarczą, czy założono ją tuż przed świętami, a także gdzie ma siedzibę i czy podaje wszystkie informacje dotyczące swojej firmy – przestrzega Cieloch. – Należy także brać pod uwagę cenę kupowanego towaru. Jeśli jest ona wyjątkowo niska, to warto zastanowić się, czy nie jest to oszustwo.

UOKiK w poniedziałek rozpoczął kampanię informacyjną dotyczącą zakupów przez internet. Pod adresem e-zakupy.uokik.gov.pl można zapoznać się z informacjami dla przedsiębiorców i konsumentów, takimi jak np. wykaz klauzul niedozwolonych i wzory przydatnych pism.

90 tysięcy użytkowników i transakcja IKO co minutę

Aplikację IKO aktywowało już 90 tysięcy użytkowników, którzy płacą lub wypłacają za pomocą telefonu średnio co minutę. Dzięki IKO możliwe jest już kupienie najważniejszych produktów codziennego użytku – żywności, paliwa czy też kosmetyków.

Sukces Centrum Bankowości Prywatnej PKO Banku Polskiego

W ciągu dwóch lat od uruchomienia Centrum Bankowości Prywatnej PKO Banku Polskiego wartość aktywów najzamożniejszych klientów zarządzanych przez CBP osiągnęła poziom blisko 5 miliardów złotych.

Z czym to się je? Teraz już wiadomo dzięki Karcie Piw!

Czy wypada zamówić piwo do owoców morza? Jaki gatunek psuje do deseru? Na te i inne pytania odpowiada Karta Piw, czyli przewodnik po świecie piwa i rozmaitych piwnych ciekawostkach, przygotowany przez Kompanię Piwowarską specjalnie z myślą o gastronomii. Do końca roku do 9 tys. lokali w całej Polsce trafi 60 tysięcy eleganckich kompendiów, które mają zmienić sposób postrzegania piwa przez konsumentów i sprawić, by chmielowy napój zyskał status podobny do wina i był chętniej wybierany do posiłku.

Producenci wina z pasją opowiadają o pochodzeniu oraz sposobach degustacji tego trunku. Natomiast o piwie konsumenci nadal wiedzą niewiele, nie zdają sobie sprawy z bogactwa i różnorodności tej kategorii. Piwo wydaje im się nudne i pospolite, nie dość wyrafinowane, by wybierać je do posiłku. W dodatku pracownicy lokali gastronomicznych – mimo edukacji prowadzonej przez producentów – raczej nie rekomendują złocistego trunku jako dopełnienia dań.
– Piwo nie ustępuje winu pod żadnym względem, te dwie kategorie różnią się jedynie sposobem opowiadania o nich. Chcemy przywrócić piwu jego atrakcyjność, „odczarować” je, zaciekawić konsumentów – tłumaczy Krzysztof Kaczmarek, dyrektor ds. rozwoju gastronomii w Kompanii Piwowarskiej. – Kanał gastronomiczny idealnie się do tego nadaje, bowiem właśnie tutaj konsumenci chętnie próbują nowości i korzystają z rekomendacji.

Ciekawa treść w atrakcyjnej formie

Narzędziem mającym zainspirować konsumentów do traktowania piwa jako napoju idealnie komponującego się z daniami jest Karta Piw, która do końca roku pojawi się w 9 tysiącach lokali gastronomicznych w całej Polsce. Jej celem jest zachęcenie gości lokali do degustacji poprzez edukowanie ich na temat różnorodności kategorii piwa i cydru, a docelowo – zmiana nawyków konsumenckich. W poręcznej, estetycznej Karcie Piw Kompania Piwowarska zebrała wszystkie potrzebne informacje: kroki perfekcyjnego serwowania piwa, sposób degustacji, prezentację marek z portfolio KP, opis procesu produkcji, propozycje łączenia kategorii piwa z wybranymi daniami oraz kilka ciekawych faktów na temat chmielowego napoju.

– Karta Piw prezentuje się bardzo okazale. Elegancka, przyciągająca wzrok szata graficzna idzie w parze z ciekawą treścią. Liczymy na to, że goście lokalu przy pomocy Karty nie tylko wybiorą odpowiedni gatunek piwa albo cydr do potrawy, ale także z zainteresowaniem przejrzą ją w oczekiwaniu na zamówienie – mówi Tomasz Honkisz z lokalu Tawerna Żeglarska – Gniazdo Piratów w Warszawie.

60 tysięcy piwnych przewodników w 9 tysiącach lokali

Kartę Piw przygotowano w dwóch wariantach, Premium i Standard. Różnica między nimi polega głównie na proporcjach treści. Wersja Premium prezentuje szeroki opis marek Premium (Pilsner Urquell, Grolsch), a informacje o markach mainstream (Dębowe Mocne, Żubr, Wojak) są skondensowane; natomiast w wersji Standard jest odwrotnie. Oba warianty zawierają wyjmowaną wkładkę z możliwością uzupełnienia cen marek dostępnych w ofercie. Karta Piw będzie dystrybuowana w ilości 60 tys. sztuk do lokali w całej Polsce.

– Karta Piw stanowi dla nas niezwykle ważne narzędzie do komunikacji z obsługą i klientami lokali, dlatego postawiliśmy sobie za cel, aby jej wprowadzenie nie ograniczyło się do logistyki, czyli jej rozwiezienia. Zamiast tego postanowiliśmy inspirować i wprowadzać obsługę w świat naszych marek. Wierzymy, że przyczyni się ona do zmiany nawyków konsumentów, a w efekcie do zwiększenia sprzedaży piwa w gastronomii – szczególnie jeśli informacje z karty zostaną poparte rekomendacją kelnera czy barmana – podkreśla Krzysztof Kaczmarek. – Oczywiście zdajemy sobie sprawę z faktu, że te zmiany nie nastąpią błyskawicznie. Dlatego wydanie ponad 60 tysięcy Kart Piw i rozdystrybuowanie ich w lokalach gastronomicznych traktujemy jako długofalową inwestycję – dodaje.

Karta Piw została zaprezentowana na 11. edycji konferencji Food Business Forum, która jest najważniejszym spotkaniem branży gastronomicznej i co roku gromadzi coraz więcej uczestników.

– W tegorocznej edycji przedstawiliśmy 200 uczestnikom forum, jak istotne w gastronomii jest piwo, jakie są trendy rynkowe, a także pokazaliśmy nowości, jakie wprowadziliśmy w celu wsparcia gastronomów – między innymi naszą Kartę Piw – mówi Anna Pietrzak, junior channel manager w Kompanii Piwowarskiej.

Prawo: Jakie informacje może udostępniać nadzór budowlany?

Gdy sąsiad złoży wniosek o udostępnienie informacji dotyczącej pozwolenia na budowę twojego domu, nadzór budowlany jest zobowiązany mu jej udzielić. Na szczęście wszelkie dane osobowe musi uprzednio zanonimizować. Nie ma jednak obowiązku powiadamiania inwestora o tym, iż taką informację udostępnił. Dlaczego tak jest, tłumaczy ekspert, Wojciech Popławski, radca prawny w Kancelarii Radców Prawnych Kowalski, Popławski i Wspólnicy w Legnicy.

Jakie informacje można udostępniać?

Zgodnie z prawem, udostępnieniu podlega informacja publiczna o danych publicznych, w tym: „treść i postać dokumentów urzędowych. W szczególności są to:
– treść aktów administracyjnych i innych rozstrzygnięć,
– dokumentacja przebiegu i efektów kontroli oraz wystąpienia, stanowiska, wnioski i opinie podmiotów ją przeprowadzających”.
Stanowi to podstawę do udzielenia informacji o fakcie wydania decyzji w postępowaniu, którego przedmiotem jest udzielenie pozwolenia na budowę, jak i treści tego rozstrzygnięcia.

WAŻNE! W przypadku, gdy wnioskodawca (np. sąsiad) jest zainteresowany otrzymaniem dokumentów z akt sprawy administracyjnej, organ ma obowiązek wydać mu ich kopie po uprzedniej ich anonimizacji, tj. przetworzeniu treści w sposób, który uniemożliwi zapoznanie się z podlegającymi ochronie danymi osobowymi (następuje to zazwyczaj poprzez zamazanie nazwisk, adresów, daty i miejsca urodzin, numerów PESEL, itp.).

Nie musisz wiedzieć, że ktoś pyta

O fakcie udzielenia informacji publicznej podmiot jej udzielający nie zawiadamia z urzędu osoby, której one dotyczą. W sprawach tych bowiem nie stosuje się przepisów Kodeksu postępowania administracyjnego, nakładających obowiązek informowania stron (nie ma zastosowania zasada udzielania informacji określona w art. 9 Kpa). Ustawa o dostępie do informacji publicznej zawiera własny tryb postępowania, który jest odrębny i niezależny względem przepisów Kpa. Regulacje kodeksowe stosuje się jedynie do decyzji (patrz art. 16 i art. 23g).

Prawo nie nakłada więc na organ udzielający informacji publicznej obowiązku zawiadamiania o tym osób, których ta informacja dotyczy. Obowiązku takiego próżno szukać także w Prawie budowlanym. Udzielenie informacji nie jest bowiem elementem postępowania administracyjnego, w ramach którego na organie spoczywa obowiązek należytego i wyczerpującego informowania stron o okolicznościach faktycznych i prawnych, które mogą mieć wpływ na ustalenie ich praw i obowiązków, jak również czuwania nad tym, aby strony i inne osoby uczestniczące w postępowaniu nie poniosły szkody z powodu nieznajomości prawa (i w tym celu udzielają im niezbędnych wyjaśnień i wskazówek).

Inwestor nie dowie się zatem o tym, że sąsiad zasięgał informacji o jego procesie budowlanym, chyba że sam złoży do organu stosowne zapytanie. Odpowiedź bywa udzielana bardzo szybko, ponieważ organy często prowadzą specjalną ewidencję informacji udzielanych w trybie ustawy. Formułując wniosek, można też zażądać podania imienia i nazwiska lub nazwy podmiotu, któremu została udzielona informacja publiczna.

Raport: Sytuacja bieżąca i prognozy dla rynku telekomunikacyjnego w Polsce

Rynek usług telekomunikacyjnych dla segmentu biznesowego i operatorskiego w 2013 r. wyceniono na 16,7 mld zł. Po stagnacji w 2011 r. przychody operatorów telekomunikacyjnych z rozliczeń hurtowych i segmentu biznesowego w latach 2012-2013 w Polsce powróciły do trendów spadkowych. Według raportu PMR „Usługi telekomunikacyjne dla segmentu biznesowego i operatorskiego w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2014-2017”, segment hurtowy oraz biznesowy odmiennie wpływają na cały rynek telekomunikacyjny.

Wartość rynku usług telekomunikacyjnych dla segmentu biznesowego i operatorskiego w Polsce w 2013 r. ukształtuje się na poziomie 16,7 mld zł. Na negatywną 8% dynamikę wpłynie przede wszystkim sytuacja na rynku hurtowym, gdzie erozja przychodów operatorów następuje już w tempie dwucyfrowym. Głównym powodem są obniżki stawek MTR w telefonii komórkowej. Pozytywne trendy w segmencie stacjonarnych usług operatorskich i hurtowej dzierżawy łączy nie zdołają powstrzymać wyraźnych spadków całkowitych przychodów z hurtu w bieżącym roku. Dla odmiany, wartość rynku rozwiązań telekomunikacyjnych dla firm jest bardziej stabilna, w tym sensie, że przychody operatorów topnieją stopniowo. W kontekście oddziaływania na cały rynek istotny jest również wyższy wolumen sprzedaży usług dla firm niż wpływów z rozliczeń międzyoperatorskich i hurtu.

W obliczu wysokiego nasycenia usługami telekomunikacyjnymi segment rozwiązań dla biznesu zyskuje na znaczeniu, zarówno w obrębie telefonii stacjonarnej, komórkowej, jak i usług dostępowych. Skala spadków liczby usług oraz przychodów na kurczącym się rynku telefonii stacjonarnej jest niższa w przypadku przedsiębiorstw niż na rynku masowym. W telefonii komórkowej firmy generują dla operatorów wyższe ARPU w przeliczeniu na jedną kartę SIM. Najważniejsza jednak przewaga segmentu biznesowego wynika z większej (w porównaniu do segmentu klientów indywidualnych) potrzeby korzystania z różnego rodzaju usług dodanych – czy to w segmencie DLISP (np. usługi oferowane w centrach danych czy cloud computing), czy telefonii stacjonarnej (np. centrale abonenckie, infolinie itp.) lub komórkowej (np. usługi komunikacji M2M, masowa wysyłka SMS-ów itp.). W 2012 r. rynek usług dla segmentu biznesowego w Polsce zanotował 4% obniżkę swojej wartości względem 2011 r. Po stabilizacji w 2011 r. oznacza to powrót bardziej wyraźnych trendów spadkowych. Chociaż o skali spadku zadecydował głównie segment telefonii komórkowej, należy podkreślić, że wszystkie trzy główne segmenty na rynku biznesowym zanotowały negatywne dynamiki. W bieżącym roku trend spadkowy pogłębi się. Nadal jednak będzie to wynik lepszy w porównaniu do całego rynku telekomunikacyjnego w Polsce, a w stosunku do spadku dynamiki rynku hurtowego w danym roku – nawet ponad dwukrotnie niższy.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Usługi telekomunikacyjne dla segmentu biznesowego i operatorskiego w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2017”.

GDDKiA pracuje nad stworzeniem systemu zarządzania ruchem

CEO Magazyn Polska

Na początku przyszłego roku GDDKiA chce rozpocząć wybór konsultanta wdrożenia Krajowego Systemu Zarządzania Ruchem. Pierwsze projekty finansowe z instrumentu „Łącząc Europę” rozpoczną się w 2015 r. Na razie działa strona internetowa, na której GDDKiA prezentuje dokumenty i specyfikacje dla dostawców. Ma to ułatwić stworzenie spójnego systemu. 

 – Zapewne na początku 2014 roku rozpoczniemy procedurę wyboru konsultanta, inżyniera kontraktu, który będzie nas wspierał przy realizacji poszczególnych wdrożeń. Sądzę, że to, co mielibyśmy finansować z CEF (Connecting Europe Facility), to 2015 rok i wtedy pierwsze postępowania. Natomiast już teraz elementy teleinformatyki, telematyki drogowej są wkładane do projektów drogowych tak, żeby nie tracić czasu – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Andrzej Maciejewski, zastępca Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad.

Pierwszym krokiem GDDKiA jest uruchomienie strony internetowej, na której publikowane są dokumenty związane z przygotowaniem i wdrożeniem Krajowego Systemu Zarządzania Ruchem. Podmioty zainteresowane współpracą będą mogły sprawdzić wymagania techniczne dotyczące sprzętu i oprogramowania.

Maciejewski dodaje, że GDDKiA chce stworzyć nowoczesny, zintegrowany system, więc wymagania muszą być na bieżąco dostosowywane do postępów techniki. Dzięki witrynie dyrekcja liczy na to, że dyskusja o KSZR będzie transparentna i publiczna. 

 – Chodzi o to, żeby pokazać architekturę, żeby wszyscy, którzy są potencjalnie zainteresowani współpracą przy tworzeniu tego typu systemów, jego różnych modułów, różnych elementów, wiedzieli, czego się należy spodziewać i w jakich latach – podkreśla Maciejewski.

W jego opinii dzięki stworzeniu jednolitych i przejrzystych standardów powstanie spójny krajowy system. KSZR ma być oparty o europejski standard do budowy systemów telematycznych FRAME. Dzięki temu łatwo będzie połączyć systemy miejskie z tymi stosowanymi na drogach krajowych i autostradach. 

 – Klientowi końcowemu, czyli kierowcy zależy na tym, żeby wiedział jak z A do B dojechać, a nie jak między zarządcami dróg się poruszać, bo to będzie dla niego tylko większy kłopot niż pożytek. Infrastruktura, którą dzisiaj mamy, w oczywisty sposób jest elementem tego wdrożenia. Byłoby nieracjonalne, gdyby nie korzystać z bramownic, chociażby tych wykorzystywanych do systemów viaTOLL, żeby pewne elementy Krajowego Systemu Zarządzania Ruchem na nich zawieszać. Już dziś zresztą trwa przetarg na system osłony meteorologicznej – mówi Maciejewski.

Cały KSZR będzie składał się z kilkudziesięciu modułów, czyli różnych urządzeń i systemów, a jego łączny koszt sięgnie kilkuset milionów złotych.

Po wyborze nowej szefowej FED dolar będzie jeszcze tańszy

CEO Magazyn Polska

Wybór Janet Yellen na nowego szefa FED oznacza kontynuację łagodnej polityki monetarnej jej poprzednika Bena Bernanke. Zmiana może polegać jedynie na jeszcze większym łagodzeniu  dotychczasowego, i tak mocno ekspansywnego, charakteru polityki monetarnej. Podaż pieniądza będzie więc ciągle zwiększana w celu pobudzenia popytu globalnego. By to osiągnąć, dolar ma być tani. 

 – To jest jasny sygnał dla rynku, że stopy procentowe nie wzrosną, dopóki nie pojawią się wyraźne objawy powracania gospodarki na tory wzrostu. Nie przewiduję więc większych zmian. Waluta USA powinna być w dłuższym terminie cały czas pod presją, jeżeli oczywiście nic się nie wydarzy – prognozuje dla agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Lipka, analityk z firmy Cinkciarz.pl.

Zmiana wartości dolara odbija się na złotym. Już samo opublikowanie wystąpienia nowej szefowej  Banku Centralnego Stanów Zjednoczonych przed komisją senacką doprowadziło do wzmocnienia złotego o 1-1,5 grosza w stosunku do dolara. 

 – Jeżeli okaże się, że polityka monetarna FED rzeczywiście będzie cały czas bardzo akomodacyjna, czyli bardzo luźna, to redukcja skupu aktywów nie nastąpi w grudniu, tylko zostanie przesunięta na marzec, wtedy złoty ma szansę zakończyć rok na poziomach 4,10 za euro – wyjaśnia Marcin Lipka.

Zdaniem analityka z firmy Cinkciarz.pl, złoty jest w bardzo dużym stopniu zależny właśnie od polityki monetarnej Rezerwy Federalnej. To jest główny element, który kształtuje sytuację nie tylko na polskim złotym, ale na wielu walutach rynków wschodzących. Dotyczy to również głównej pary, czyli eurodolara oraz franka, powiązanego ze wspólnym pieniądzem europejskim.

 – Jeżeli amerykańska waluta będzie słabła, to złoty będzie się wzmacniać zarówno do dolara, jak i do euro – prognozuje Marcin Lipka.

Oznacza to między innymi, że raczej nie ma powodów do obaw o podwyżki cen paliwa.

 – Oczywiście, ten najbardziej prawdopodobny scenariusz mogą odwrócić dobre dane z gospodarki USA, np. optymistyczny raport z rynku pracy. Wtedy oczekiwania na temat polityki monetarnej mogą się zmienić i dolar amerykański może zyskać. Umocnienie to natychmiast przekłada się na ceny, chociażby paliw i pewne wzrosty cen możemy obserwować. Natomiast nie będą to dramatyczne ruchy – uspokaja Lipka.

Prof. Jerzy Hausner: Urzędy pracy stały się urzędami rejestracji bezrobotnych, a nie ich aktywizacji

CEO Magazyn Polska

Działania Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w obszarze zwalczania bezrobocia idą w dobrym kierunku, ale są niewystarczające – uważa były minister pracy prof. Jerzy Hausner. Brakuje przede wszystkim długofalowych rozwiązań prawnych, a także działań łączących edukację z rynkiem pracy.

 Urzędy pracy w dużym stopniu stały się urzędami rejestracji bezrobotnych, a nie promowania zatrudnienia i aktywizacji bezrobotnych. Poszukiwanie nowych rozwiązań jest więc całkowicie uzasadnione, ja im kibicuję i wspieram. Uważam, że trzeba jeszcze poszerzyć tę gamę, pomyśleć na przykład o tym, w jaki sposób pobudzać aktywność studentów i absolwentów, czy nie poszukać innych instrumentów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Jerzy Hausner, członek Rady Polityki Pieniężnej i były minister pracy.

W tym roku MPiPS przekaże Powiatowym Urzędom Pracy ponad 3 mld złotych na aktywizację bezrobotnych, w tym przede wszystkim osób młodych. Od stycznia 2014 r. budżet programu przeciwdziałania bezrobociu jeszcze się zwiększy – minister pracy i polityki społecznej zapowiedział przeznaczenie na ten cel 5 mld złotych.

Wśród nowych rozwiązań proponowanych przez MPiPS jest między innymi współpraca z prywatnymi agencjami zatrudnienia. W tym roku dzięki pilotażowi tego programu za 30 mln zł pracę miało znaleźć 3 tys. bezrobotnych. Od stycznia w życie mogą wejść w życie nowe przepisy, które wprowadzą dodatkowe mechanizmy dla młodych, m.in. gwarancję otrzymania oferty pracy w ciągu czterech miesięcy lub wsparcie aktywizacji. W latach 2014-2015 Polska otrzyma także ok. 2 mld zł unijnych środków na zmniejszenie bezrobocia – trafią one do 10 województw, gdzie na brak pracy narzeka ponad 25 proc. młodych.

Choć zgodnie z danymi resortu pracy stopa bezrobocia rejestrowanego od ośmiu miesięcy nie rośnie, wciąż jest bardzo wysoka. Według danych ministerstwa, w październiku wyniosła 13 proc. – dokładnie tyle samo, ile we wrześniu i w sierpniu. Oficjalne dane GUS poda o dziś 10:00. W lutym tego roku stopa bezrobocia była na rekordowo wysokim poziomie 14,4 proc. Przed tym momentem po raz ostatni poziom 14 proc. bezrobocie przekroczyło na początku 2007 roku.

 – Mam wrażenie, że to, co w obszarze rynku pracy jest przygotowywane przez ministra Jacka Męcinę, jest moim zdaniem rozsądne, to aktywne poszukiwanie wyjścia z impasu – ocenia prof. Hausner. Dodaje jednak: – A z drugiej strony trzeba by było jeszcze pytać o inne obszary, które mają bardzo istotne znaczenie dla rynku pracy i nie tylko w tej perspektywie spowolnienia gospodarczego, bo ona obchodzi, ale w perspektywie długotrwałego wzrostu gospodarczego.

Według prof. Hausnera dodatkowym impulsem dla obniżenia bezrobocia mogłoby być wprowadzenie instrumentów pożyczkowych lub poręczeniowych, szczególnie dla studentów i absolwentów pozostających bez pracy. Jeszcze ważniejsze są zmiany w obszarze prawa pracy, których obecnie brakuje. 

 – Nie sądzę żeby tutaj pojawiały się jakieś nowe, rozsądne inicjatywy, a zwłaszcza długofalowe, strategiczne. Tutaj widzę deficyt. Takim obszarem jest kwestia zbiorowych umów pracy, znowu nie widzę żadnych nowych inicjatyw, również styk edukacji z rynkiem pracy – wiele na ten temat mówimy, ale wydaje mi się, że potrzeba więcej nowych pomysłów – przekonuje prof. Hausner.

Dodaje, że walka z bezrobociem to nie tylko zadanie resortu pracy i polityki społecznej. Zaangażowane powinny być też Ministerstwa Edukacji Narodowej, Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Gospodarki oraz Finansów. Jak przekonuje prof. Hausner, tylko koordynacja działań resortów pozwoli na rozwiązaniem strukturalnych problemów polskiego rynku pracy.

KGHM modernizuje huty za 1,7 mld złotych

Coraz surowsze wymogi dotyczące emisji dwutlenku węgla i ochrony środowiska wymuszają zmiany na energochłonnym hutnictwie. KGHM, miedziowy gigant, unowocześnia swoje huty i obniża koszty produkcji. Łącznie wyda na 1,7 mld zł.

 – Rozwój hutnictwa to przede wszystkim przejście ze starej technologii w Hucie Miedzi „Głogów I” na technologię zawiesinową, identyczną jak w Hucie Miedzi „Głogów II”. Stanie się to poprzez eliminację starego rozwiązania technologicznego, jeszcze z lat 60-tych. Będziemy uruchamiać nową linię technologiczną i częściowo wygaszać starą. To jest technologia oparta na identycznych rozwiązaniach, jak „Głogów II” – mówi Piotr Kwapisiński, dyrektor techniczny Huty Miedzi Głogów.

Budowa pieca zawiesinowego w Hucie Miedzi „Głogów I” jest kolejnym elementem Programu Modernizacji Pirometalurgii w KGHM Polska Miedź. Jak zapowiada miedziowy koncern, będzie to najnowocześniejsza linia produkcyjna na świecie o zdolności produkcji 250 tysięcy ton miedzi blister rocznie. Pozwoli to na zmniejszenie kosztów produkcji i ograniczenie negatywnego wpływu huty na środowisko, a także zwiększenie bezpieczeństwa i higieny pracy, m.in. poprzez ograniczenie narażenia pracowników na szkodliwe dla zdrowia związki ołowiu. Zakończenie prac planowane jest na 2015 rok.

Podobne zmiany zostały już wprowadzone w Hucie Miedzi „Głogów II”, gdzie pod koniec ubiegłego miesiąca koncern ukończył kolejny z etapów programu modernizacji.

 – Teraz pracujemy nad możliwością przetopu koncentratów miedzi na poziomie średnio 105,8 ton na godzinę oraz maksymalnie 112 ton na godzinę, co daje 863 401 tysiące ton w skali roku. Sądzimy, że wyniki będą znakomite. Dotychczas, po niespełna miesiącu, wyniki są celujące – mówi Newserii Biznes Piotr Kwapisiński.

Modernizacja Huty Miedzi „Głogów II” ma przygotować ją do przetopu koncentratów o większej zawartości węgla, unowocześnić infrastrukturę pieca elektrycznego i fabryki kwasu siarkowego. Koszt tej inwestycji opiewa na ponad 300 milionów złotych.

 – Cała modernizacja, łącznie z remontami, włączając modernizację Huty Miedź „Głogów I”, to wydatek niespełna 2 mld złotych – mówi Piotr Kwapisiński.

Firmy szukają większych zysków. Lokaty przegrywają z funduszami inwestycyjnymi

CEO Magazyn Polska

Rachunki oszczędnościowo-rozliczeniowe, depozyty jednodniowe, czyli tzw. overnight’y oraz klasyczne lokaty bankowe to wciąż najpopularniejsze instrumenty do zarządzania bieżącymi środkami w polskich firmach. Przedsiębiorcy są dość ostrożnymi inwestorami, ale przy rekordowo niskich stopach procentowych coraz częściej szukają narzędzi, które pozwolą im na większe zyski. Fundusze inwestycyjne zmieniają swoje oferty, by przyciągnąć właśnie firmy.

Choć rynek kapitałowy w ciągu ostatnich dwóch dekad stworzył wiele możliwości inwestowania, firmy nie zmieniły w tym czasie swoich sposobów zarządzania płynnością finansową.

 – Głównym i podstawowym narzędziem do zarządzania bieżącymi środkami w firmach jest ciągle lokata średnio- bądź długoterminowa, a do zarządzania bieżącą gotówką – tzw. lokata nocna, czyli overnight – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Lipka–Bebeniec, ekspert z departamentu ds. klientów instytucjonalnych Union Investment TFI.

Spośród rozwiązań dostępnych na rynku lokata bankowa jest podstawowym i najbezpieczniejszym instrumentem finansowym. Jednak obok bezpieczeństwa kapitału, firmy coraz częściej patrzą też na efektywność, czyli na zwiększenie dochodowości pieniądza. Lokowanie środków wyłącznie na lokacie overnight przestaje im wystarczać, biorąc po uwagę najniższe w historii stopy procentowe.

Popularność zyskują płynne pieniężne fundusze inwestycyjne, czyli takie, które inwestują w papiery dłużne (obligacje skarbowe bądź korporacyjne). Tym bardziej, że dostosowują one swoją ofertę do potrzeb przedsiębiorców.

 – Firma to jest z reguły konserwatywny, bezpieczny inwestor, więc nie polecalibyśmy funduszy innych niż pieniężne czy gotówkowe. Spośród tej puli funduszy też warto wybierać te fundusze, które dają tę pewność, stabilność i jakość zarządzania – podkreśla  ekspert. – One przede wszystkim zabezpieczają środki, czyli nie wchodzą na rynek akcyjny, rynek papierów udziałowych, inwestują tylko na rynku dłużnym. Po drugie, myślą o tym, że środki, którymi dysponuje przedsiębiorca, często muszą być dostępne na teraz, na zaraz.

Dają więc przedsiębiorcy możliwość wypłacenia środków w dowolnym momencie. Rentowność funduszu pieniężnego zazwyczaj jest wyższa lub równa rocznemu oprocentowaniu depozytu, a płynność zbliżona do lokat overnight. Jednak przy obecnych warunkach rynkowych fundusz pieniężny jest w stanie zarobić nawet dwa razy więcej niż lokata overnight. Stopy zwrotu w funduszach są w granicach 3–5 procent, a zysk z lokaty overnight wynosi obecnie pomiędzy 1 a 2 procent w skali roku. 

 – Efektywność w funduszach pieniężnych, szczególnie w czasie niższych stóp procentowych w okresie kryzysu, jest na tyle satysfakcjonująca, że widzimy, że coraz więcej klientów instytucjonalnych pyta o  nasze płynne bezpieczne fundusze pieniężne – dodaje ekspert.

Union Investment TFI spodziewa się wzrostu zainteresowania płynnymi funduszami pieniężnymi  na przełomie pierwszego i drugiego półrocza 2014 roku. Wtedy wygaśnie spora część  lokat długoterminowych, zawiązanych kilka miesięcy temu przez firmy, które chciały uchronić się przed spodziewanym spadkiem stóp procentowych.

Usługi w chmurze coraz popularniejsze. Rynek rośnie w tempie 28 proc. rocznie

CEO Magazyn Polska

Oszczędność, elastyczność i bezpieczeństwo danych – to przewagi usług chmury obliczeniowej dla firm. Cloud computing staje się coraz popularniejszym narzędziem wśród polskich przedsiębiorców. Z szacunków firmy PMR wynika, że na koniec roku rynek będzie wart 300 mln zł. To stwarza nowe możliwości dla dostawców tych usług, posiadających centra danych w Polsce lub w naszym regionie. 

 Zarządzanie serwisami infrastrukturalnymi to nie jest łatwy biznes. Tu nie ma wysokich marż, a one jeszcze będą spadać, bo – przynajmniej w wersji podstawowej – produkt nie jest aż tak trudny, więc dostawców będzie wielu. Pytanie, czy w naszym regionie powstanie dostawca infrastruktury, który wytrzyma presję cenową i kosztową – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Dąbrowski, dyrektor ds. IT w Grupie Allegro.

Dla firm, korzystających z usług cloud computingu, kluczowe jest bezpieczeństwo, a te mogą zapewnić tylko najwięksi dostawcy, z siecią serwerowni rozmieszczonych na całym świecie. 

 – Co innego,  gdy firma ma cztery szafy w jednym data center w Polsce, a co innego, gdy posiada cztery tysiące szaf w sześciu lokalizacjach na całym świecie. Dla tej pierwszej awaria dwóch szaf oznacza, że połowa zasobów nie istnieje. Dla tej drugiej awaria nawet 10 szaf to „business as usual”, gdyż jest na takie przypadki przygotowana – wyjaśnia Dąbrowski.

Dla dostawców rynek związany z usługami w chmurze jest coraz bardziej perspektywiczny, mimo niewysokich marż. Przedsiębiorcy zaczynają dostrzegać ich zalety w porównaniu z tradycyjną infrastrukturą. Z informacji firmy PMR wynika, że dynamika rynku utrzymuje się na wysokim poziomie – 28 proc. rocznie. Na koniec roku rynek cloud computingu, obejmujący zarówno usługi wdrażane w modelu chmury prywatnej, jak i publicznej, osiągnie wartość 300 mln zł.

 – Cały problem z tradycyjną infrastrukturą polega na tym, że jest to po prostu środek trwały, który ma jakiś okres amortyzacji, który kupujemy i po jakimś czasie użytkowania wymieniamy – zauważa Dąbrowski. – W przypadku chmury, jeżeli korzystamy z zewnętrznego dostawcy,  nie ponosimy inwestycji na początku, tylko płacimy za zużycie. Oczywiście płacimy za nie więcej, niż płacilibyśmy za zużycie własnego środka trwałego, więc każdy użytkownik musi rozważyć co mu się bardziej opłaca – dodaje dyrektor ds. IT Grupy Allegro.

Przekonuje jednak, że chmura może przynieść oszczędności, ponieważ użytkownik płaci jedynie za wykorzystane mocy chmury obliczeniowej, a nie za jej dostępność. To szczególnie ważne w korporacjach, gdzie infrastruktura informatyczna nie jest wykorzystywana w pełni lub też przez cały czas. 

 – W typowej informatyce korporacyjnej, według wielu szacunków, istniejąca infrastruktura jest wykorzystywana np. tylko w 10 procentach. To nie są przypadki skrajne – o tym się słyszy w wielu firmach. W związku z czym przeniesienie do chmury, albo prosta wirtualizacja i konsolidacja, nawet wewnątrz tej firmy może przynieść im gigantyczne oszczędności z tego powodu, że przestają płacić za to, z czego nie korzystają – podkreśla Krzysztof Dąbrowski.

Dodatkowo, chmura daje taką przewagę, że w każdej chwili, w zależności od potrzeb, ale bez potrzeby kolejnych dużych nakładów inwestycyjnych, firma może uzyskać dostęp do większej mocy obliczeniowej. Dla wielu przedsiębiorców atutem jest też bezpieczeństwo, które gwarantują usługi cloud computing.

 – Za pomocą chmury można sobie stworzyć środowisko back-up’owe, czyli środowisko na wypadek awarii. Bez dublowania swojej infrastruktury, stosunkowo niskim kosztem można mieć taki bezpiecznik, że w razie poważnej awarii odtwarzamy się w chmurze i stamtąd działamy – podkreśla dyrektor ds. IT w Allegro.

Spada sprzedaż piwa. Statystyczny Polak wypije w tym roku 95 litrów

CEO Magazyn Polska

W tym roku rynek piwa skurczy się o ok. 2-3 proc. – prognozują przedstawiciele branży. Oczekują powrotu do poziomów sprzedaży z 2011 roku, czyli ok. 95 litrów na osobę. Największy udział w rynku wciąż mają piwa jasne pełne, ale nieznacznie tracą na rzecz piw smakowych i innowacji, których sprzedaż rośnie nawet 40 proc. rocznie.

 W Polsce konsumpcja piwa wynosiła już 97 litrów na głowę, co jest bardzo dobrym wynikiem, jednym z najlepszych w Europie. Niekoniecznie jest tutaj miejsce na dalszy wzrost – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Bławat, prezes Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie oraz prezes Carlsberg Polska. – Wszystko wskazuje na to, że w tym roku będziemy mieli kilkuprocentowy spadek. Jest szansa na to, że ta kategoria będzie może minimalnie lepsza od poziomu z roku 2011, ale do poziomu roku 2012 powrotu raczej nie będzie.

Bławat podkreśla, że rekordowy poziom ponad 97 litrów piwa na osobę udało się osiągnąć w zeszłym roku między innymi dzięki udanej pogodzie i piłkarskim mistrzostwom Euro 2012. Z tej okazji wielu producentów zdecydowało się wypuścić nowe produkty oraz zaangażowało się w wydarzenia związane z rozgrywkami. Choć pełnych danych za ten rok jeszcze nie ma, wyniki będą zapewne gorsze.

W I półroczu sprzedaż spadła o 3,3 proc. W miesiącach letnich nieco odbiła, ale od września ponownie zaczęła spadać. Branża spodziewa się, że ten rok zakończy się na poziomie 95 litrów na osobę.

Zdaniem Tomasza Bławata, konsumenci w Polsce są coraz bardziej otwarci na nowości.. 77 proc. rynku to wciąż sprzedaż piw jasnych pełnych, ale ich udziały nieznacznie spadają  na rzecz piw smakowych i specjalnych. Ta kategoria w ubiegłym roku stanowiła 3 proc. rynku i rośnie rocznie o ok. 40 proc. Najszybciej rozwija się kategoria radlerów, czyli lżejsze piwa z dodatkiem np. lemoniady. W przypadku piw  pszenicznych i niepasteryzowanych wzrosty wynoszą ok. 20 proc.

Polacy coraz chętniej sięgają również po piwa z kategorii Premium, które są droższe niż tradycyjne marki.

 – Mamy w Polsce sporo marek Premium, które dotąd nie rozwinęły się bardzo silnie. Do tego potrzebny byłby bardziej energiczny wzrost gospodarczy i poprawa optymizmu konsumenckiego. W tym segmencie mamy wiele do zrobienia i to powinno zaowocować nowymi rodzajami piwa, nowymi gatunkami, ciągle wprowadzanymi nowościami, które dają klientowi powód, by płacić więcej – podkreśla prezes Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie .

Dodaje, że duża konkurencja na rynku (według danych GUS w 2012 roku były 132 podmioty warzące piwo) spowodowała, że średnia cena piwa w kraju od lat utrzymuje się na stałym poziomie. Choć koszty producentów rosną, do tej pory szukali oni raczej oszczędności we własnych firmach niż przerzucali koszty na konsumentów. Istnieje ryzyko, że może się to zmienić.

 – Presja kosztowa jest tak duża, że nie pozwala już na przekładanie wszystkich podwyżek cen surowców na finalną cenę produktu – podkreśla Bławat. – Piwo powinno drożeć, ale poprzez wprowadzanie nowych, koneserskich produktów. Jednocześnie konsumenci w Polsce są wrażliwi na cenę, zatem spodziewane wzrosty nie powinny być zbyt duże.

Święta bez stresu. Warto je planować z wyprzedzeniem

Święta bez <a title=stresu. Warto je planować z wyprzedzeniem" title="Święta bez stresu. Warto je planować z wyprzedzeniem" />

CEO Magazyn Polska

Przedświąteczna gorączka przygotowań, nadmierny perfekcjonizm czy nawet inny pomysł na spędzenie wolnego czasu niż ma reszta rodziny mogą spowodować, że kilka dni wolnego w czasie świąt będzie bardziej czasem stresu niż odpoczynku. Dlatego psychologowie przekonują, by już w listopadzie poświęcić trochę czasu na zaplanowanie świątecznego relaksu.

 Relaks jest umiejętnością, ogromnym zasobem – mówi agencji informacyjnej Newseria Sylwia Michalska-Pyszny, psycholog biznesu z Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu. – Żeby umieć się zrelaksować, trzeba dobrze siebie znać i wiedzieć, w jaki sposób się skutecznie odpoczywa, i czy jest to sposób, który zostanie zaakceptowany przez rodzinę.

Zdaniem ekspertki, warto z wyprzedzeniem zaplanować odpoczynek świąteczny. By uniknąć nieporozumień, w proces planowania dobrze włączyć pozostałych członków rodziny. Trzeba jednak liczyć się z tym, że każdy będzie mieć swój własny pomysł na święta. Tym bardziej, że coraz więcej osób decyduje się na spędzenie tego czasu poza domem, np. za granicą.

 – Jeśli młodsze pokolenie spędza święta inaczej, niż lubi, to powstaje pytanie, jak będzie wyglądała taka relacja przy świątecznym stole – mówi Sylwia Michalska-Pyszny. – Najczęściej jest to kolejny obowiązek do wykonania, co rodzi frustrację i nie sprzyja ani wypoczynkowi, ani budowaniu relacji.

Psycholog biznesu przestrzega przed uleganiem presji związanej z idealnym wizerunkiem świąt, który kreują media i społeczeństwo. Jeśli nie udaje się nam do tego ideału dostosować, to odczuwamy dyskomfort.

 – Pamiętajmy jednak, że mało jest takich rodzin, w których są idealne relacje i wszyscy zachowują się w sposób wzorcowy. Często przeżywamy kłótnie i starcia, wynikające z napięcia przedświątecznego. Warto dać sobie na nie przyzwolenie i pamiętać, że tak zachowują się również normalne rodziny – zauważa Michalska-Pyszny. – Przede wszystkim mamy wyobrażenie świąt i często gubi nas nadmierny perfekcjonizm. Wówczas wszystko, co dzieje się niezgodnie z misternym planem, jest powodem przeżywanej przez nas frustracji i dyskomfortu.

Capital Park: debiutujemy na giełdzie w najlepszym momencie. Spółka myśli o przejęciach

Kończą się zapisy na akcje inwestorów indywidualnych w publicznej ofercie spółki Capital Park. Firma z rynku nieruchomości chce zadebiutować na warszawskim parkiecie w połowie grudnia.  Blisko 200 mln zł środków pozyskanych z emisji ma zamiar przeznaczyć na dokończenie rozpoczętych inwestycji oraz na przejęcia.

Książka dla inwestorów indywidualnych zamyka się 27 listopada, a dla inwestorów instytucjonalnych dzień później. Pierwsze notowania na GPW przewidziane są na 13 grudnia. Z emisji akcji Capital Park chce pozyskać 210 mln zł brutto, co po potrąceniu wszystkich kosztów związanych z ofertą powinno dać ponad 198 mln zł na czysto. Spółka chce je przeznaczyć na rozwój istniejących projektów oraz nowe akwizycje.

 – Nasze projekty są w bardzo zaawansowanych stadiach, właściwie większość ryzyk związanych z procesem administracyjnym jest za nami i w tej chwili największe budowy idą pełną parą, trwa proces komercjalizacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kinga Nowakowska, dyrektor działów Asset Management oraz Sprzedaży i Marketingu w Capital Park. – Z punktu widzenia naszych inwestorów jest to bardzo dobry czas, dodatkowo jest sporo pieniędzy wśród inwestorów indywidualnych, którzy szukają atrakcyjnych inwestycji, więc wydaje nam  się, że jest to dobry moment na debiut.

Wśród najważniejszych projektów, które firma realizuje jest m.in. budowa biurowca Eurocentrum przy Dworcu Zachodnim oraz wielofunkcyjnego obiektu Royal Wilanów. Nieruchomościowa spółka stara się również o pozwolenie na budowę swojej kluczowej inwestycji Art–Norblin. Ma ona polegać na rewitalizacji dawnej fabryki cyny Norblin przy ul. Żelaznej w Warszawie z przeznaczeniem na obiekt biurowo-handlowy. Poza zakończeniem rozpoczętych inwestycji Capital Park zapowiada też o kolejnych zakupach.

 – Mamy bardzo ambitne plany akwizycyjne, chcemy kontynuować inwestycje w nasze high streets [główne ulice handlowe  red.] , czyli w małe lokale handlowe, które z sukcesem sprzedaliśmy do zamkniętego  funduszu inwestycyjnego, zachowując 15 proc. akcji. Mamy też plany zakupowe mniejszych centrów handlowych, convenience center  takie rzeczy nas interesują – ujawnia Kinga Nowakowska.

Ocenia, że polski rynek nieruchomości znajduje się obecnie w przededniu nowego, korzystnego cyklu koniunkturalnego. W najbliższej przyszłości można oczekiwać korzystnych wycen nieruchomości komercyjnych w ujęciu rok do roku. W 2012 roku roku z powodu wahań kursowych Capital Park odnotował 115 mln zł straty netto wobec 121,1 mln zł zysku rok wcześniej.

 – Nasze straty wynikały tylko i wyłącznie z wycen. Nasze nieruchomości wyceniane są w euro, dlatego że czynsze i kredyty są w euro, natomiast my raportujemy sprawozdania finansowe w złotych. Wystarczy, że jest lekkie wahnięcie kursu euro w górę czy w dół, natychmiast ma to odzwierciedlenie w naszych wynikach finansowych, ale nie można nas porównać do spółki operacyjnej my nie mamy operacyjnej straty – tłumaczy dyrektor. – Natomiast wyceny naszych nieruchomości w euro od samego początku istnienia firmy rosną co roku.

W ramach działalności na rynku nieruchomości komercyjnych Capital Park stworzył również zamknięty fundusz inwestycyjny, mając na względzie fakt, że nie ma na tym polu konkurencji ze strony rodzimych funduszy. W polskie nieruchomości najczęściej inwestują bowiem fundusze zagraniczne, np. brytyjskie.

 – Większość polskiej infrastruktury, biurowców czy centrów handlowych rzeczywiście trafia do zagranicznych funduszy. My tego za bardzo nie rozumiemy, więc sami stworzyliśmy zamknięty fundusz inwestycyjny, znajdują się w nim nasze nieruchomości komercyjne – mówi Nowakowska. – Planujemy stworzyć taki fundusz w przyszłości dla naszych inwestycji biurowych, dla wszystkich naszych projektów, które generują już dochody, obsługują kredyty. Są to fundusze, które wypłacają dywidendy i są na czas nieokreślony. Mamy nadzieję, że polskie fundusze będą naszymi akcjonariuszami.

Capital Park funkcjonuje na polskim rynku nieruchomości od ponad dekady prowadząc działalność deweloperską i inwestycyjną. Spółka zarządza obecnie portfelem nieruchomości o łącznej powierzchni wynajmu brutto blisko 250 tys. m kw., zlokalizowanych w 39 miastach. Należą do nich m.in. projekty biurowe, handlowe oraz wielofunkcyjne.

Elektrociepłownia Białystok buduje instalację do odazotowania spalin

25 listopada została zawarta umowa na budowę instalacji katalitycznego odazotowania spalin na kotłach węglowych K7 i K8 w Elektrociepłowni Białystok.

Wykonawcą instalacji będzie konsorcjum firm Strabag Sp.z.o.o Polska (lider) & Strabag Energy Technology GmbH Austria. Wartość kontraktu wyniesie 47 mln zł netto. Inwestycja zmniejszy emisję tlenków azotu z obecnego poziomu 500-600 mg/Nm3 do poniżej 100 mg/Nm3. W ten sposób Elektrociepłownia Białystok wykona kolejny krok na drodze do dostosowania swoich instalacji do wymogów nowej dyrektywy o emisjach przemysłowych tzw. IED.