Komentarz poranny, 18 czerwca 2013

Dom mediowy ZenithOptimedia obniżył prognozy na 2013r. dla polskiego rynku reklamy, z poziomu -5,2% r/r do poziomu -5,9% r/r. Jedynymi rosnącymi rynkami mają pozostać Intenret (+7,3% r/r) oraz kina (1,8% r/r). Informacja nie jest dla nas zaskoczeniem. Dom mediowy zaktualizował swoje prognozy zgodnie z panującymi warunkami makroekonomicznymi w Polsce. Zmiana o 0,7 p.p. w dół jest niewielka, a ZenithOptimedia już we wcześniejszym raporcie informował, że może obniżać prognozy, jeśli sytuacja ekonomiczna nie polepszy się w trakcie roku.

Komentarz dzienny, 25 czerwca 2013

Zgodnie z oczekiwaniami, niemiecki indeks koniunktury Ifo wzrósł z 105,7 do 105,9. Na zmianę ogólnego wskaźnika złożyła się poprawa oczekiwań (ze 101,6 do 102,5) i gorsza ocena sytuacji bieżącej (spadek subindeksu ze 110 do 109,4). Warto przy tym jednak odnotować, że pogorszenie ocen sytuacji bieżącej było skoncentrowane w handlu detalicznym i hurtowym, w budownictwie i przemyśle odnotowano raczej nieznaczne wzrosty. Dane Ifo po raz kolejny okazały się więc być nieco bardziej optymistyczne od PMI. W szczególności, krótkookresowy trend jest tutaj rosnący, w przeciwieństwie do indeksu menadżerów logistyki.

Komentarz dzienny, 24 czerwca 2013

Tydzień w Europie rozpoczyna się od publikacji niemieckich wskaźników IFO – ze względu na dużą historyczną korelację z PMI i biorąc pod uwagę negatywną niespodziankę tamże w poprzednim tygodniu, można oczekiwać raczej niekonkluzywnego odczytu. Spośród danych ze strefy euro warto zwrócić uwagę na dane o bezrobociu (czwartek), sprzedaży detalicznej (czwartek lub piątek) i inflacji (piątek) w Niemczech. Tym niemniej, po poniedziałku pałeczkę przejmują publikacje danych makroekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych. \textit{Headline} zamówień na dobra trwałe będzie zaburzony przez wahliwą na kategorię zamówień na środki transportu (tym razem – Boeing), dlatego tu warto obserwować kategorie bazowe, w których można oczekiwać raczej spadków, w ślad za negatywnymi sygnałami z badań koniunktury. Trzeci odczyt PKB za I kwartał nie powinien przynieść dużych zmian, choć pewne przesunięcia w strukturze wzrostu są możliwe. Na publikowane w czwartek dane na temat wydatków i dochodów konsumenckich warto zwrócić szczególną uwagę – jeżeli oczekiwania rynku się zrealizują, obserwowane od początku roku słabnięcie konsumpcji z miesiąca na miesiąc ulegnie odwróceniu. Jako przygrywkę do przyszłotygodniowego ISM należy potraktować piątkową publikację Chicago PMI, choć tutaj korelacja nie jest historycznie zbyt mocna. 

Polish Weekly Review, 21 czerwca 2013

The recent stream of data confirmed that disinflation continues, not only on consumer’s side (about which we learned two weeks ago) but also in terms of producer prices. Deceleration of prices is proceeding in environment of stabilization of labor market (bottoming out in terms of annual growth) and falling industrial output. Along with inflation projection which will be probably tailored in such a way that a final cut would be enough to bring inflation to target in mid-term perspective, the data provide a good support for a rate cut in July and it is set to be the final one in this cycle. We think that recent FX intervention and Fed (conditional) announcement of QE tapering are not an obstacle for the cut.

To nie geny, a styl życia ma główny wpływ na powstawanie otyłości

22 proc. Polaków jest otyłych, a już co drugi ma nadwagę – alarmują dietetycy z Instytutu Żywności i Żywienia. W ostatnim czasie ten problem narasta przede wszystkim u ludzi młodych. Dietetycy podkreślają, że otyłość uwarunkowana genami stanowi niewielki odsetek przypadków. 90 proc. zaś to skutek zbyt obfitego jedzenia i małej aktywności fizycznej.

– Otyłość to bardzo poważny problem. Z przeprowadzonych przez Natpol w 2011 r. badań wynika, że co piaty Polak jest otyły, a nadwagę ma już co drugi. Ze statystyk wynika, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat ta częstość otyłości wzrosła z 19 proc. do 22 proc. głównie u mężczyzn i głównie u młodych Polaków, do 34 roku życia – mówi Agencji Informacyjnej Newseria dr Magdalena Białkowska, specjalista dietetyk z Instytutu Żywności i Żywienia.

Otyłość grozi wieloma chorobami (chorobami serca, nadciśnieniem, cukrzycą), ale samo jej podłoże rzadko jest uwarunkowane genetycznie.

– Osoby, u których otyłość jest objawem choroby, często choroby genetycznie uwarunkowanej, stanowią mały odsetek. Większość przypadków otyłości to efekt zbyt obfitego jedzenia oraz braku aktywności fizycznej. Siedzący tryb życia, korzystanie ze wszystkich udogodnień cywilizacyjnych plus brak ruchu musi dawać nadwagę, a potem otyłość. Otyłość zależna od złego stylu życia występuje w ponad 90 proc. przypadków – stwierdza dietetyczka.

U części osób otyłość jest spowodowana chorobami.

– Wiele osób ma skłonność do otyłości z racji chorób, które u tych osób występują, to samo dotyczy nadmiernego apetytu. Każdy otyły nie chciałby mieć takiego wilczego apetytu, ale coś każe mu jeść. Może być to spowodowane szeregiem zaburzeń w wydzielaniu hormonów, np. nadmiernym wydzielaniem insuliny, niektórych neuropeptydów, czy też niektórych hormonów jelitowych,. Te parametry wydzielane w nadmiarze powodują nadmierny apetyt i tycie. Otyłość jest skomplikowanym problemem i nie można upraszczać kwestii otyłości tylko do stylu życia, jednak styl życia stanowi podstawowy czynnik rozwoju tego schorzenia – wyjaśnia dr Białkowska.

Badanie Natpol z 2011 r. wskazuje, że liczba osób otyłych wzrośnie w Polsce z 22 proc. do 33 proc., czyli z 6,5 mln do ponad 9 mln w 2035 r. Największy wzrost otyłości następuje w grupie wiekowej 18–34 lat – odsetek osób a nadwagą w tym przedziale wiekowym wzrósł z 21,5 proc. w 2002 roku do 25,7 proc. w badaniu z 2011 r.
Badanie to objęło 2418 Polaków w wielu w wieku 18–79 lat.

Komentarz dzienny, 21 czerwca 2013

Seria odczytów wskaźników PMI ze strefy euro okazała się być zasadniczo lepsza od oczekiwań – odnotowano wzrosty zarówno w przemyśle (z 47,2 do 48,6 pkt), jak i w usługach (z 48,3 do 49,5), co sygnalizuje słabnące tempo pogarszania się warunków gospodarowania przedsiębiorstw. Nie znamy dokładnego rozbicie geograficznego, ale wiadomo, że na wynik dla całego eurolandu złożyły się niejednoznaczne wyniki dla Niemiec (PMI w usługach znów powyżej 50 pkt, ale zaskakujący spadek wskaźnika dla przemysłu), większa od oczekiwanej poprawa we Francji i dalsze słabnięcie negatywnych tendencji w pozostałych państwach członkowskich. 

Komentarz indeksowy BossaFX 21 czerwca 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 21 czerwca 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Rynek farmaceutyczny wróci na ścieżkę wzrostu w 2013 r.

W 2012 r. rynek apteczny w Polsce po raz pierwszy od wielu lat odnotował ujemną dynamikę zmian i spadł o 6% w stosunku do roku 2011, do wartości 26,53 mld zł w cenach detalicznych. Miało to głównie związek z wejściem w życie ustawy refundacyjnej. Była ona główną przyczyną spadku wartości sprzedaży w segmencie leków refundowanych w 2012 r., który wyniósł aż 23%. Według najnowszego raportu firmy badawczej PMR pt. „Rynek farmaceutyczny i ochrony zdrowia w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2015” w 2013 r. dynamika rynku będzie znowu dodatnia.

W 2013 r. rynek wzrośnie o ponad 4%

Według prognoz PMR, w 2013 r. dynamika rynku aptecznego będzie dodatnia i wyniesie około 4%. Będzie to związane głównie z efektem niskiej bazy z 2012 r. – przed wejściem w życie ustawy refundacyjnej (w czwartym kwartale 2011 r.) pacjenci kupowali lek na zapas, co przełożyło się to na istotne spadki sprzedaży na początku 2012 r.

W 2013 r. nadal na rynek będą mieć wpływ czynniki, które niekorzystnie wpływały na wartość segmentu w 2012 r., takie jak spadki sprzedaży leków refundowanych w stosunku do okresu w poprzednim roku, częste zmiany na listach leków refundowanych i dalsze obniżki cen. „W latach 2014-2015 przewidujemy dalszą stabilizację sprzedaży aptecznej w Polsce i dynamikę wzrostu na poziomie około 4,5-5,5%. Ogółem, CAGR (średnioroczna stopa wzrostu) dla lat 2013-2015 wyniesie 4,7%, a rynek przekroczy 30 mld zł w 2015 r.” mówi Agnieszka Skonieczna, starszy analityk rynku farmaceutycznego PMR i współautor raportu.

W latach 2013-2015 leki przeciwpasożytnicze i wpływające na narządy zmysłów wzrosną najszybciej

W 2012 r. większość kategorii ATC zanotowała spadki sprzedaży – największe odnotowane zostały w kategoriach leków stosowanych w chorobach krwi i układu krwiotwórczego oraz w przypadku leków przeciwnowotworowych i immunomodulacyjnych. Doszło do tego wskutek zmian na listach leków refundowanych oraz obniżek cen leków wymuszonych przez nowy system. W ostatnich dwóch latach trendy we wszystkich głównych kategoriach terapeutycznych były zbliżone: był to gwałtowny skok sprzedaży w czwartym kwartale 2011 r., spadek sprzedaży w pierwszym kwartale 2012 r. i utrzymanie stosunkowo niskiego poziomu sprzedaży w ciągu całego 2012 r.

Według prognoz PMR, w latach 2013-2015 najszybciej będą rozwijały się najmniejsze pod względem wartości sprzedaży kategorie ATC – leki przeciwpasożytnicze (CAGR 2013-2015: 10%) i leki wpływające na narządy zmysłów (9%).

Problem w finansowaniu leków onkologicznych najnowszej generacji

W latach 2008-2009 r. leki onkologiczne i immunomodulujące były motorem wzrostu aptecznego rynku leków. Główną przyczyną była tu zmiana statusu immunosupresorów z preparatów stosowanych w lecznictwie zamkniętym na leki dostępne w aptekach. W 2012 r. apteczna sprzedaż leków onkologicznych i immunomodulujących spadła jednak najbardziej ze wszystkich kategorii, o blisko jedną czwartą. „Wynikało to przede wszystkim ze znaczących obniżek cen leków onkologicznych po wejściu w życie ustawy refundacyjnej. Według prognoz PMR, pomimo wzrostu zachorowalności na nowotwory (według Centrum Onkologii, do 2025 r., w porównaniu do 2009 r., nastąpi wzrost zachorowań o 43% u mężczyzn i 36% u kobiet ), dynamiki tej kategorii w sprzedaży aptecznej będą niewielkie. W Polsce największym problemem jest bowiem finansowanie najnowszej generacji leków onkologicznych” mówi Agnieszka Skonieczna.

Według Krajowego Rejestru Nowotworów liczba zachorowań na nowotwory wzrasta i w roku 2010 osiągnęła poziom ponad 140 tys. zachorowań. Polska jest w porównaniu do średniej UE krajem o niskiej zachorowalności na nowotwory, lecz o wysokiej śmiertelności.

Najczęściej występującym nowotworem w całej populacji jest nowotwór oskrzela i płuca, chociaż zachorowalność na ten nowotwór spada od 15 lat. Jest on na pierwszym miejscu biorąc pod uwagę zachorowalność wśród mężczyzn i na drugim miejscu wśród kobiet. U kobiet obserwuje się wzrost zachorowalności na ten nowotwór, ponieważ kobiety urodzone w latach 1940-1960, wśród których było lub jest wiele palaczek, wchodzą obecnie w wiek największego zagrożenia chorobą nowotworową.

Ponad połowa nowych zachorowań na nowotwory notowana jest u osób powyżej 60 roku życia. Z roku na rok wzrasta jednak zachorowalność wśród osób w wieku produkcyjnym. Na przykład, w roku 2010 o prawie 10% wzrosła liczba nowych zachorowań wśród mężczyzn w wieku 35-39 lat w porównaniu do roku 2009.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Rynek farmaceutyczny i ochrony zdrowia w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2015”.

Dyrektorzy finansowi (CFO) prognozują dla Polski wzrost gospodarczy wyższy niż 1,5 proc.

Ostrożny optymizm – tak można określić nastroje polskich dyrektorów finansowych (CFO) i ich prognozy dla Polski i naszej gospodarki w nadchodzących miesiącach. Aż połowa z nich prognozuje wzrost PKB na poziomie ponad 1,5 proc. Nie oznacza to jednak, że zamierzają już teraz inwestować w nowe przedsięwzięcia. Wręcz odwrotnie, ich zdaniem sytuacja nie jest jeszcze na tyle stabilna, by można było sobie pozwolić na zbyt pochopne wydawanie pieniędzy. M.in. takie wnioski płyną z czwartej edycji międzynarodowego badania dyrektorów finansowych „CFO Survey” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte wśród przedstawicieli dużych firm w Polsce i Europie Środkowej.

Polscy menedżerowie zarządzający finansami są coraz bardziej optymistycznie nastawieni do sytuacji gospodarczej, choć nadal trudno mówić o jakiejkolwiek euforii. Prawie 95 proc. CFO prognozuje wzrost gospodarczy, w tym więcej niż połowa szacuje, że sięgnie on ponad 1,5 proc. Jeszcze pół roku temu ten sam odsetek badanych przewidywał stagnację (wzrost na poziomie 0-1,5 proc.). Na tle innych krajów Europy Środkowej nastroje polskich dyrektorów finansowych wypadają pozytywnie, choć nie tak bardzo jak przedstawicieli „bałtyckich tygrysów” – menedżerów z Litwy, Łotwy i Estonii. Na przeciwległym biegunie znajdują się zaś Słoweńcy oraz Węgrzy. Ci pierwsi bardzo mocno odczuwają wzrost niepewności związany z wyborami w kraju, sytuacją na Cyprze i przede wszystkim poziomem zadłużenia kraju. Węgrzy natomiast od dłuższego czasu próbują uniknąć sankcji ze strony Unii Europejskiej, które grożą im za niemożność stałego sprowadzenia deficytu budżetowego poniżej 3 proc. PKB.

„Wśród przedstawicieli polskich firm odsetek tzw. optymizmu netto, czyli różnicy osób wskazujących na poprawę sytuacji ekonomicznej i odsetek mówiących o pogorszeniu sytuacji wzrósł bardzo wyraźnie, z -28 do +24. Jednocześnie jednak nastąpił dalszy wzrost odczuwanej niepewności. Dziś mówi o niej ponad 90 proc. respondentów. Wskazuje to na dużą ostrożność – z jednej strony CFO widzą poprawę sytuacji gospodarczej, ale z drugiej mają świadomość, że daleko nam do stabilności” – wyjaśnia Krzysztof Pniewski, Partner w Dziale Konsultingu Deloitte. Pomimo tak dużego wzrostu optymizmu na tle Europy Środkowej plasujemy się w środku stawki.

Podobnie jak w badaniu sprzed 6 i 12 miesięcy CFO jako biznesowy priorytet wskazują wzrost przychodów na aktualnych (ok. 84 proc.) i nowych rynkach (ok. 65 proc.). Zainteresowanie tymi ostatnimi wzrosło w porównaniu z poprzednią edycją badania aż o 12 pp. Może to oznaczać, że CFO są gotowi, aby w obronie przed recesją podjąć nieco większe ryzyko i wyjść ze swoją ofertą na nowe obszary. Niestety, pomimo pozytywnego wpływu rekordowo niskich stóp procentowych CFO w dalszym ciągu nie widzą potrzeby inwestowania. Jest to nadal najrzadziej wymieniany priorytet – wskazała na niego jedynie jedna trzecia ankietowanych.

Badanie ujawniło za to wyraźne zmiany w zakresie apetytu na ryzyko. W najnowszej edycji ponownie obserwujemy jego wzrost. Dyrektorzy finansowi planują z jednej strony zwiększenie zadłużenia, a z drugiej bardziej agresywny rozwój dotychczasowej działalności (np. poprzez wchodzenie na nowe rynki). „Nieco zaskakuje fakt umieszczenia inwestycji przez polskich CFO tak nisko na liście priorytetów w porównaniu z innymi krajami. Tylko w Słowenii, Albanii i Rumunii ten element działalności firmy znalazł się niżej. Menedżerowie z innych krajów, nawet przy gorszych prognozach, ale stabilniejszych warunkach są bardziej skłonni do inwestowania. Polacy zaś wobec dużej niepewności ekonomicznej i silnych obaw o popyt nie widzą wartości w nowych inwestycjach” – tłumaczy Paweł Zarudzki, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

W tej edycji badania widać bardzo niewielką zmianę obszarów, które budzą największą obawę dyrektorów finansowych. Pół roku temu najbardziej niepokoiły ich recesja i spadek popytu. I to się nie zmieniło. Odpowiedź tę wybrało 48 proc. badanych. Jednak miejsce obawy przed rosnącymi kosztami działalności (obecnie wskazało na to jedynie 3 proc. badanych) zajęła presja cenowa (22 proc.). Jest to prawdopodobnie efekt systematycznie spadającej inflacji. Zdecydowanie spadł też odsetek CFO obawiających się braku dostępu do finansowania działalności – z 8 proc. do 2 proc. Polscy CFO są w Europie Środkowej największymi optymistami, jeśli chodzi o spadek kosztów finansowania.

Aż 64 proc. z nich oczekuje braku wzrostu tych kosztów, z czego 34 proc. przewiduje ich spadek. Wynika to z decyzji RPP o obniżkach stóp procentowych. Wydaje się, że naturalną konsekwencją takiego myślenia powinien być wzrost zadłużenia. Tym bardziej cieszy fakt, że zmniejsza się odsetek CFO negatywnie postrzegających kredyt jako źródło finansowania działalności firmy. W ich ocenie są one także coraz bardziej dostępne. Można zatem wnioskować, że rozpoczęta w I kwartale tego roku tendencja wzrostowa liczby udzielanych kredytów jeszcze bardziej przybierze na sile w kolejnym półroczu.

Wygląda na to, że polskie firmy mają już za sobą okres wewnętrznych zawirowań wynikających z konieczności cięcia wydatków, gdyż o prawie dwie trzecie spadła liczba tych organizacji, dla których restrukturyzacja stanie się kluczowym priorytetem w kolejnych miesiącach. Optymistyczną informacją jest także to, że wraz z powrotem stabilizacji na polską GPW CFO coraz przychylniejszym okiem spoglądają na emisję akcji jako źródło finansowania swojej działalności. Dziś uważa tak ponad jedna piąta badanych, podczas gdy pół roku wcześniej było to zaledwie 10 proc. Do prawie 60 proc. podwyższył się procent osób, które spodziewają się wzrostu aktywności na rynku fuzji i przejęć. W tym obszarze Polska jest liderem spośród przebadanych krajów.

Podatki, a w szczególności VAT, są niezmiennie największą bolączką polskich dyrektorów finansowych. Aż 62 proc. z nich wskazuje właśnie ten obszar jako przeszkodę, którą usunęliby w pierwszej kolejności, gdyby mieli taką możliwość. Należy podkreślić, że chodzi tu o uproszczenie przepisów z nim związanych. Drugą największą przeszkodą są regulacje dotyczące zatrudnienia (36 proc.) – ubezpieczenia społeczne oraz kodeks pracy (35 proc.). W dobie niepewności ekonomicznej, kiedy elastyczność zatrudnienia może zadecydować o przetrwaniu przedsiębiorstwa, te dwa aspekty dodatkowo zyskują na znaczeniu. Z 24 proc. do 31 proc. wzrósł odsetek CFO, którzy spodziewają się trudności w znalezieniu dobrych pracowników. Chodzi głównie o stanowiska średniego i wyższego szczebla – czyli dostępne dla osób posiadających już pewne doświadczenie. Nie dotyczy to jednak absolwentów.

„CFO są optymistami jeżeli chodzi o prognozy długoterminowe. Aż 73 proc. z nich (w porównaniu do 48 proc. w poprzednim badaniu) przewiduje wzrost możliwości obsługi zadłużenia w ciągu trzech lat. Co więcej praktycznie nikt nie przewiduje pogorszenia swojej sytuacji. Tak dobry wynik pozwala po raz kolejny zachować Polsce pozycję lidera, jeśli chodzi o postrzeganie 3-letnich perspektyw wśród wszystkich państw biorących udział w badaniu” – podsumowuje Krzysztof Pniewski.

Początek monopolizacji usług geolokalizacyjnych? Google kupił Waze!

Świat obiegła informacja o kolejnej niebagatelnej transakcji w branży internetowej. Po zeszłorocznym zakupie Instagramu przez Facebook i majowym przejęciu Tumblra przez Yahoo, przyszedł czas na ruch ze strony Google. Ten wyszukiwarkowy gigant „wytargował” Waze za 1,3 miliarda dolarów.

Waze to darmowa – zarabiająca na reklamach i sprzedaży map drogowych – aplikacja nawigacyjna zaprojektowana przez start-up Waze Mobile z Izraela. Dostępna na urządzenia z Androidem i iOS, łączy w sobie funkcje stale aktualizowanego GPS-u i CB radia, wytyczając trasę, z uwzględnieniem wypadków, prac drogowych, korków i radarów.

Tym, co ją wyróżnia oraz co w dużej mierze przyczyniło się do zdobycia nagrody za Best Overall Mobile App na tegorocznym GSMA Mobile World Congress w Barcelonie, jest jej kontekst społecznościowy. Waze jest zintegrowana z Facebookiem – logując się za pomocą swojego konta można informować innych użytkowników o utrudnieniach na drogach w czasie rzeczywistym. Ta funkcja zadecydowała o popularności aplikacji, z której obecnie korzysta 50 milionów kierowców w 110 krajach na świecie. Tylko w roku 2012 udostępniono za jej pośrednictwem 90 milionów raportów drogowych, a znajdujące się w bazie mapy edytowano 500 milionów razy.

– Jednym z wielu powodów, dla których Google zdecydowało się na zakup Waze jest próba ratowania Google+, które charakteryzuje się bardzo niskim współczynnikiem zaangażowania użytkowników. Oprócz wcześniej wspomnianych funkcji, Waze umożliwia śledzenie tras podróży znajomych oraz aranżowanie spotkań w umówionym i wytyczonym punkcie, tworząc tym samym swoisty komunikator dla kierowców. To o wiele bardziej interesujące niż googlowska opcja wystawiania opinii lokalom umieszczonym na mapie – mówi Dominika Chłopicka, Social Media Manager GRUPA 365 NET. – Zintegrowanie usługi nawigacyjnej i społecznościowej wydaje się być strzałem w dziesiątkę – dodaje.

Batalia o Waze toczyła się pomiędzy Apple, Microsoftem, Facebookiem i Google. O przewadze negocjacyjnej tego ostatniego zadecydował ponoć fakt, iż zespół programistów izraelskiego start-upa nie będzie musiał przeprowadzać się do Stanów Zjednoczonych. Poza tym, Google nie nałożyło na Waze obowiązku wejścia na giełdę.

Google jest obecnie bezapelacyjnym liderem rynku reklamy w internecie. Ta dominacja szczególnie widoczna jest w sektorze mobile marketingu. Aktualne 50% wszystkich przychodów w tym sektorze, ma szansę zmienić się w prawdziwą hegemonię. Dzięki bardzo obszernej bazie map całego świata, uzupełnionej o zdjęcia satelitarne oraz materiały zebrane podczas projektu StreetView oraz Google Earth, Google posiada także niekwestionowanie mocną pozycję na rynku map online. Skonsolidowanie tych informacji w jednej aplikacji, sprawi, że Waze od Google zamieni się ze zamieni się w studnię bez dna i obecne 50 milionów użytkowników, do końca roku na pewno zwiększy się o prognozowane 20 milionów, jak nie więcej.

Euronet instaluje bankomaty sezonowe w miejscowościach turystycznych

Już od 20 czerwca Euronet, największy w Polsce niezależny operator oraz właściciel sieci bankomatów jak co roku, udostępni dodatkowe maszyny w miejscowościach tłumnie odwiedzanych przez turystów. W tym roku zainstalowanych zostanie aż 39 nowych bankomatów, w 25 różnych miastach. Sezonowe maszyny będą funkcjonowały przez cały okres wakacyjny.

– Poprzez instalację dodatkowych urządzeń dajemy turystom większy dostęp do gotówki podczas ich wypoczynku. W mniejszych miejscowościach, które na co dzień, nie są tak tłumnie uczęszczane, możliwość realizacji transakcji kartą płatniczą jest ograniczona. Dlatego każdego roku, decydujemy się na czasową rozbudowę sieci w najpopularniejszych destynacjach turystycznych – mówi Marek Szafirski, Prezes Zarządu Euronet Polska.

Dodatkowe bankomaty staną m.in. przy Molo w Sopocie, Piekarni Brzóska w Ustce, polu namiotowym we Władysławowie, Porcie Ekomarina w Giżycku, deptaku w Rewalu, Pobierowie i Jastrzębiej Górze, oraz przy informacji turystycznej w Ustroniu Morskim. Ilość dostępnych bankomatów sezonowych może ulec zmianie. – Przedstawiciele miast lub mniejszych miejscowości turystycznych, które w okresie letnim będą tłumnie odwiedzane przez wypoczywających mogą cały czas zgłaszać zapotrzebowanie do Działu Rozwoju Sieci firmy Euronet. Po jego weryfikacji eksperci Euronet podejmą decyzję o instalacji dodatkowego urządzenia w kolejnym punkcie – dodaje Marek Szafirski.

Transakcje w bankomatach sezonowych realizowane są na takich samych warunkach jak w przypadku urządzeń całorocznych. Maszyny sezonowe są w większości przypadków bankomatami wolnostojącymi, ponieważ ułatwia to ich montaż we wszystkich punktach o dużym dziennym przepływie osób.

Handel złotem – wszystko co trzeba wiedzieć o rynku złota

Złoto to pierwiastek chemiczny o symbolu Au (łac. Aurum). Jest najbardziej kowalne spośród wszystkich metali. Jeden gram złota może być rozbity na arkusz o powierzchni 1 m², dzięki czemu znalazło ono szerokie zastosowanie w jubilerstwie, przemyśle, elektronice, chemii przemysłowej, medycynie a także przemyśle spożywczym. Raz wydobyte złoto pozostaje w obiegu w tej lub innej postaci – żaden inny towar nie ma takiej właściwości. Oprócz zastosowań fizycznych, złoto jest także aktywem wykorzystywanym jako środek tezauryzacji (czyli gromadzenia majątku), zabezpieczenie w transakcjach finansowych oraz w celach inwestycyjnych. To właśnie ta ostatnia cecha najbardziej interesuje inwestorów na rynku Forex.

Złoto (ang. gold), często kwotowane zgodnie z kodami ISO jako XAUUSD (złoto wyceniane w dolarze amerykańskim) lub XAUEUR (złoto wyceniane w euro), jest obok głównych par walutowych (ang. majors) najchętniej handlowanym instrumentem. Jeszcze w 2010 roku rynek złota wyceniany był na około 2500 mld dolarów (dla porównania brytyjski rynek długu był wart w tym czasie 1200 mld dolarów).

Podobnie jak na Foreksie, lwia część handlu złotem odbywa się na rynku OTC (ang. Over The Counter), czyli na rynku pozagiełdowym. Oprócz tego występują także giełdy udostępniające inwestorom kontrakty futures i opcje na złoto (COMEX, TOCOM, czy MCX). Dzięki szerokiej dostępności kruszcu oraz wysokiej płynności, koszty transakcyjne (spread) stały się porównywalne do tych występujących na rynku Forex. Jednostką transakcyjną jest jedna uncja trojańska (oz), czyli około 31 gramów. Podstawowa cena na rynku podawana jest w dolarach amerykańskich za jedną uncję trojańską. Co najważniejsze, wraz z rozwojem detalicznego runku Forex i powstaniem brokerów działających w modelu ECN, także handel złotem stał się możliwy bez ponoszenia dodatkowego ryzyka w postaci konfliktu interesu pomiędzy brokerem, a klientem. Dla przykładu, w BRE Forex ECN spread transakcyjny oscyluje wokół 0.22 USD/oz (co w przypadku 0.1 lota wynosi około 8 PLN, czyli porównywalnie do kosztów na parze walutowej USDPLN), a kwotowania dostarczają największe globalne banki. Dziennym kosztem utrzymania pozycji na rynku spot są punkty swapowe – obliczane dokładnie tak samo jak dla par walutowych (różnica stóp procentowych dwóch walut określa koszt netto pozycji). W przypadku złota stopą procentową analogiczną do stopy LIBOR, czy WIBOR jest tzw. stopa leasingu (ang. lease rate). Stopa leasingu określa koszt pożyczki w złocie. Oznacza to, ze jeśli pożyczamy jedną uncję złota po 2.5 proc. na rok, po roku jesteśmy zobowiązani zwrócić 1.025 uncji złota. Stopa leasingu jest również ściśle powiązana z wyznaczeniem cen kontraktów futures handlowanych na giełdach, bowiem cena kontraktu futures powstaje poprzez skapitalizowanie ceny spot stopą określaną jako Gold Forward Offered Rate (różnica pomiędzy USD LIBOR, a stopą leasingu).

Z punktu widzenia inwestora indywidualnego handel złotem praktycznie niczym nie różni się zatem od standardowego handlu walutami. Rynek złota jest aktywny podobnie jak Forex 24h/7 dni w tygodniu, dzięki czemu inwestorzy z różnych stron świata mogą w nim partycypować i cieszyć się wysoką płynnością. Wg World Gold Council w 2010 roku, na rynku złota OTC, średni dzienny obrót wyniósł niemal 120 miliardów dolarów, a jest to liczba dotycząca tylko transakcji rozliczanych z dostawą. Faktyczny obrót może być zatem nawet dwukrotnie wyższy. W tym samym czasie dzienny obrót na NYSE wynosił 50 miliardów dolarów.

Transakcje, które kończą się dostawą (opcja niedostępna dla inwestora detalicznego poprzez platformę u brokera) opierają się na złocie zlokalizowanym w londyńskich skarbcach. Rozliczenie transakcji, podobnie jak na rynku międzybankowym, odbywa się po dwóch dniach (T+2). Inwestor może zatem z dowolnego miejsca na Ziemi zakupić złoto zlokalizowane w Londynie w standardzie określanym jako loco London (sztabki o wadze 400 uncji trojańskich, z 99.5 proc. czystości). London Bullion Market Association (organizacja zrzeszająca dealerów złota) pilnuje, aby uczestnicy rynku przestrzegali dobrych praktyk, dzięki czemu rynek OTC nie odbiega efektywnością od giełd terminowych. Członkami LBMA są między innymi takie banki jak Goldman Sachs, UBS, Deutsche Bank oraz JP Morgan (dostarczają kwotowania cen złota w BRE FOREX ECN). W Londynie odbywają się również dwa razy dziennie fixingi cen złota, które stanowią benchmark dla producentów, konsumentów oraz banków centralnych. Entuzjaści rynków towarowych twierdzą, że tam trendy są dłuższe i wyraźniejsze. Spoglądając na wykres cen złota trudno nie przyznać im racji. Niewątpliwie złoto jest idealnym spoiwem pomiędzy rynkiem commodities i Forex.

Dominik Rożko

Makler Papierów Wartościowych w Domu Inwestycyjnym BRE

BRE FOREX ECN

HR-owca portret własny… czyli jaki?

Większość praktyków HR ma szeroki zakres obowiązków. Zajmują się zarówno rekrutacją, selekcją aplikacji, sprawami kadrowymi, jak i szkoleniami. Najbardziej czasochłonne są dla nich spotkania z kandydatami do pracy. Na selekcję napływających aplikacji poświęcają średnio 4 godziny i 45 minut w ciągu tygodnia. Jednocześnie specjaliści HR chcieliby przeznaczać więcej czasu na doszkalanie się i zdobywanie wiedzy, a także na planowanie strategii HR dla firmy. I to mimo, iż nierzadko zostają „po godzinach”. Czy zatem osoba zarządzająca zasobami ludzkimi znajduje czas dla siebie? Jak wygląda work-life balance specjalisty ds. HR? Czy znajduje chwilę na przeczytanie lubianych przez kolegów z branży kryminałów? Jaki jest „HR-owca portret własny” zbadała Grupa Pracuj Solutions – twórca serwisu rekrutacyjnego Pracuj.pl.

Departament ds. HR, biuro kadr i szkoleń, dział zarządzania zasobami ludzkimi. Mnogość nazw i określeń dla najbardziej „ludzkiego” obszaru organizacji, jakim jest Human Resources, od razu wskazuje na wielozadaniowość pracujących w nim specjalistów. Choć jest to także ogromne wyzwanie – zwłaszcza w czasach spowolnienia gospodarczego – dla menedżera HR to chleb powszedni. Jak wynika z przeprowadzonego w lutym 2013 r. przez Grupę Pracuj badania „HR-owca portret własny”[1] oczekiwania firm wobec pracowników HR są wysokie i obejmują wiele różnorodnych zadań.

W gestii pracownika departamentu HR spoczywają kompleksowe działania związane zarówno z rekrutacją nowych pracowników (95%), selekcją napływających aplikacji (92%) czy kwestiami kadrowymi (79%). Ponadto, aż ¾ badanych specjalistów zajmuje się także doskonaleniem pracowników i umożliwianiem im rozwijania swoich kompetencji poprzez szkolenia (77%). Niewiele mniej bo 72% ankietowanych wymieniło także motywowanie pracowników poprzez zapewnianie im możliwości rozwoju w ramach organizacji, jako ważny aspekt ich codziennej pracy.

Ponad ¾ osób zw. z zarządzaniem zasobami ludzkimi zapytanych o to, co jest dla nich największym motywatorem wskazało właśnie różnorodność wykonywanych zadań, a także – co pokazuje poziom zaangażowania specjalistów ds. HR – poczucie wpływu na rozwój całej firmy (70%) oraz bycie partnerem dla biznesu (57%). Pracowników działów HR motywuje bardziej większa decyzyjność i związana z nią odpowiedzialność za całościowy rozwój organizacji niż własna pensja, która znalazła się dopiero na czwartym miejscu (53% głosów).

W wynikach badań przeprowadzonych przez Grupę Pracuj znalazło także potwierdzenie zjawisko luki kompetencyjnej, z którą borykają się nie tylko największe korporacje ale też przedsiębiorstwa z sektora MSP. Aż 56% rekruterów spytanych, co jest największym wyzwaniem w ich codziennej pracy odpowiedziało: znalezienie odpowiedniego kandydata. Odpowiedniego czyli takiego, którego nie tylko doświadczenie i umiejętności ale także wiedza, będą odpowiadały profilowi stanowiska pozostającego do obsadzenia. Wśród innych wyzwań wskazywali także dostosowanie koniecznych działań do ograniczonego budżetu działu HR (15% wskazań) oraz praca bez pomocnych narzędzi i technologii rekrutacyjnych (11%).

Oprócz kwestii związanych z życiem zawodowym, autorzy raportu „HR-owca portret własny” zapytali ankietowanych także o to, w jaki sposób spędzają czas wolny. Choć zdecydowana większość – aż 94% badanych – potwierdziła, że na pracę przeznacza więcej niż ustawowo przewiduje to 40-godzinny tydzień roboczy, to jednak starają się zachować work-life balance. Menedżerowie, specjaliści i pracownicy Human Resources w czasie prywatnym chętnie uprawiają sport, spotykają się ze znajomymi oraz czytają książki i czasopisma.

Działy HR w naturalny sposób stanowią punkt styku między organizacją a jej otoczeniem. Zarówno wewnątrz firmy poprzez motywowanie, szkolenie czy zarządzanie talentami, jak również na zewnątrz – rekrutując i konfrontując się z bieżącą sytuacją na rynku pracy. Dział HR jest więc papierkiem lakmusowym kondycji całej organizacji. Raport „HR-owca portret własny” zawiera odpowiedzi na wiele pytań dotyczących m.in. wyzwań z jakimi mierzą się HR-owcy w swej pracy, sposobu w jaki zarządzają swoim czasem przy niepewnej i stale zmieniającej się sytuacji, a także jakie działania są w ich opinii istotą zawodu, a na jakie poświęcają najmniej czasu. Wyniki przedstawione w raporcie uzmysławiają zatem jak odpowiedzialne, różnorodne i wielozadaniowe jest środowisko pracy HR-owców – podsumowuje raport Agnieszka Bieniak, Senior HR Manager z Grupy Pracuj Solutions.

Złoty został mocno przeceniony z powodu słów Bena Bernanke

Z powodu słów Bena Bernanke, który dał sygnał do porzucenia ryzykownych aktywów złoty został mocno przeceniony. Możliwość zmiany polityki za oceanem oznacza drogie wakacje dla podróżujących za granicę.

Złoty został poturbowany przez słowa Bena Bernanke. Podczas środowego wystąpienia prezes Rezerwy Federalnej – amerykańskiego banku centralnego – nakreślił obraz zacieśnienia polityki pieniężnej. Chociaż perspektywa ograniczenia interwencji jest odległa, to jednak sama sugestia na ten temat została odczytana jako sygnał opuszczenia ryzykownych inwestycji.

Euro jest obecnie najdroższe od roku, rosnąc do 4,3487 zł. Frank szwajcarski wzrósł do 3,5299 zł, co jest najwyższym poziomem od lipca 2012 roku. Dolar zyskał do 3,2809 zł, co jest najwyższym poziomem od początku czerwca.

Z perspektywy inwestorów największe znaczenie miały słowa dotyczące możliwości ograniczenia programu ilościowego łagodzenia polityki pieniężnej (QuantitativeEasing; QE) jeszcze w tym roku, jeżeli sytuacja gospodarki ulegnie poprawie. Oznacza to zmniejszenie skali dodruku pieniądza, od którego zależałą bardzo dobra atmosfera na giełdach oraz niskie koszty obsługi długu publicznego. Program ma zostać wygaszony w 2014 roku, pod warunkiem realizacji prognoz gospodarczych Fed.

Inwestorów nie uspokoiły słowa Bernanke, że Fed „będzie odejmować gazu, ale nie naciśnie hamulca”. Nie pomogły także słowa, że w sytuacji pogorszenia koniunktury w Stanach Zjednoczonych Fed może nawet powiększyć program QE. Jednak na razie polityka zerowych stóp procentowych oraz skupu aktywów wielkości 85 mld dolarów każdego miesiąca będzie wciąż kontynuowana.

Zacieśnienie polityki pieniężnej ma znaczenie także w kontekście obligacji z rynków wschodzących, które dzięki nadpłynnościom zachodnich systemów finansowych notowały historyczne szczyty.

Zmiana nastawienia Fed oznaczać będzie pozbawienie napływu kapitału także polski rynek obligacji, który świętował sukcesy w pierwszej połowie roku. W rezultacie rząd zapłaci więcej za obsługę długu, powiększając swoje potrzeby finansowe.

Tym sposobem słowa Bena Bernanke mogą zwiększyć napięcia w polskim budżecie, co będzie miało następnie przełożenie na posunięcia ministra finansów oraz ostatecznie na kondycję naszych portfeli ze względu na możliwe podwyżki podatków.

Obok przeceny złotego uwagę zwracają silne spadki złota. Cena żółtego metalu poszukuje nowego dna, spadając do zaledwie 1.305 dolarów. Jest to najniższy poziom od dwóch lat. Złoto przez ostatnie lata drożało na fali polityki drukowania dolara przez Rezerwę Federalną. Teraz, kiedy może zabraknąć tego impulsu, żółty metal nie jest już tak atrakcyjną lokatą kapitału.

Zdarzenia po dniu sporządzenia sprawozdania finansowego

Czerwiec to miesiąc, w którym upływa termin zatwierdzenia sprawozdań finansowych. Od momentu ich sporządzenia do zatwierdzenia upływa sporo czasu. W tym okresie może wystąpić wiele zdarzeń, o których opowiada ekspert, Monika Borczyńska, konsultant w Dziale Audytu w Baker Tilly Poland.

Zdarzenia po dniu bilansowym można podzielić na dwie zasadnicze grupy:
a) dostarczające dowodów na istnienie określonego stanu na dzień bilansowy,
b) wskazujące na stan zaistniały po dniu bilansowym.

Ustawa o rachunkowości w sposób bardzo ogólny reguluje kwestię ujmowania zdarzeń, które wystąpiły po sporządzeniu sprawozdania finansowego, a przed jego zatwierdzeniem. Należy w tym przypadku bardziej szczegółowych informacji poszukać w Krajowym Standardzie Rachunkowości nr 7 – „Zmiany zasad (polityki) rachunkowości, wartości szacunkowych, poprawianie błędów, zdarzenia następujące po dniu bilansowym – ujęcie i prezentacja”.

Dowody na istnienie określonego stanu na dzień bilansowy

Do pierwszej grupy zdarzeń, a więc takich, które dostarczają dowodów istnienia określonego stanu na dzień bilansowy, zaliczyć można m.in. korekty przychodów ze sprzedaży za ubiegły rok. Także rozstrzygnięcia spraw sądowych, które potwierdzają lub zmieniają wysokość wykazanej na dzień bilansowy rezerwy na zobowiązanie jednostki bądź powodują powstanie zobowiązania, na które nie utworzono rezerwy, należą do pierwszej grupy zdarzeń. Podobnie jest z uzyskaniem informacji o tym, że na dzień bilansowy wartość składnika aktywów na skutek utraty wartości była niższa od wykazanej w księgach rachunkowych jednostki. Wreszcie ostatnim zdarzeniem dowodzącym istnienia określonego stanu na dzień bilansu, które warto wymienić są uzyskane przychody ze sprzedanych po dniu bilansowym aktywów, pomniejszone o koszty sprzedaży, które są niższe od wartości, w jakiej aktywa te figurują w księgach rachunkowych na dzień bilansowy.
Stan zaistniały po dniu bilansowym

Nieco większą grupę zdarzeń stanowią takie, które wskazują na stan zaistniały już po dniu sporządzenia sprawozdania finansowego. Należy do niej spadek wartości inwestycji posiadanych przez jednostkę w skutek zmiany ogólnej sytuacji rynkowej, a także zadeklarowanie dywidend należnych posiadaczom jej instrumentów kapitałowych. Zdarzeniem tego typu jest również połączenie jednostki z innym podmiotem gospodarczym. Na stan po dniu bilansowym wskazują też znaczące zakupy aktywów oraz przeznaczenie do sprzedaży lub znacząca ich sprzedaż przez jednostkę.

Zniszczenie przez pożar, powódź ważnego zakładu przedsiębiorstwa także uznaje się za tego typu zdarzenie. Podobnie jest w przypadku rozpoczęcia wdrażania restrukturyzacji podmiotu a nawet jedynie jego ogłoszenia. Ostatnie przykłady zdarzeń wskazujących na stan zaistniały po sporządzeniu sprawozdania stanowią: zaciągnięcie znaczących zobowiązań przez jednostkę oraz udzielenie przez nią wysokich gwarancji lub/i poręczeń.
Ujęcie zdarzeń

Jeżeli przed dniem zatwierdzenia sprawozdania finansowego jednostka otrzymała informacje o zdarzeniach, jakie nastąpiły po dniu bilansowym i które zmieniają jej wiedzę o stanie istniejącym na dzień bilansowy, a skutki tych zdarzeń istotnie wpływają na obraz sytuacji majątkowej, finansowej oraz wyniku finansowego jednostki za rok obrotowy, to skutki te odpowiednio uwzględnia w księgach rachunkowych i koryguje już sporządzone roczne sprawozdanie finansowe za rok obrotowy.

Natomiast jeżeli przed dniem zatwierdzenia rocznego sprawozdania finansowego jednostka otrzymała informacje na temat zdarzeń wpływających na jej stan lub sytuację po dniu bilansowym i dane te mogą być istotne dla użytkowników rocznego sprawozdania finansowego, to w dodatkowych informacjach i objaśnieniach podmiot podaje lub aktualizuje już wykazane informacje albo ujawnia dla każdej kategorii zdarzeń informacje o:
a) rodzaju zdarzenia,
b) szacunkowej kwocie jego skutków finansowych lub stwierdza, że szacunek taki jest praktycznie niewykonalny.

Co ze zdarzeniami uznanymi za nieistotne?

Skutki zdarzeń zmieniających wiedzę jednostki o stanie na dzień bilansowy, o których otrzymała ona informacje po sporządzeniu rocznego sprawozdania finansowego, ale przed dniem jego zatwierdzenia, i których nie uznano za istotne, ujmuje się w rocznych księgach rachunkowych i wykazuje w sprawozdaniu finansowym za rok obrotowy, w którym dane te otrzymano.

Firmy widzą potrzebę udostępniania informacji pozafinansowych w swoich raportach

Aż 84% globalnych firm przebadanych przez PwC odwołało się w swoich raportach rocznych przynajmniej do jednego elementu pozafinansowego, ale tylko 15% z nich zrobiło to całościowo. To dowód na to, że wśród przedsiębiorstw rośnie świadomość konieczności dopasowania sposobu raportowania do dzisiejszej rzeczywistości biznesowej. Inwestorzy coraz ostrożniej wybierają podmioty, którym chcą powierzać pieniądze. Jednak nie wszystkie firmy wiedzą jak wzmocnić swoją atrakcyjność poprzez ujawnianie dodatkowych informacji.

Raportowanie zintegrowane umożliwia dostarczenie rynkowi informacji pozafinansowych, dających pełniejszy obraz działalności przedsiębiorstwa, w tym lepszą ocenę ryzyk oraz szans dla danego biznesu. Według ekspertów z firmy doradczej PwC właściwie zaadresowanie obszarów pozafinansowych wpłynie pozytywnie na konkurencyjność danej firmy na rynku oraz w danej społeczności. Według wytycznych International Integrated Reporting Council (IIRC) odpowiednio skonstruowane zintegrowane raporty powinny zawierać, obok danych finansowych oraz tych dotyczących wytworzonego kapitału, również informacje o kapitale ludzkim, intelektualnym, społecznym, naturalnym – czyli wszystkie aspekty tworzące tzw. „wartość dodaną” danego przedsiębiorstwa.

Z badania przeprowadzonego przez firmę doradczą PwC wynika, że 48% firm informuje o zasobach oraz relacjach, na których opiera się ich model biznesowy. Większość przedstawicieli tej grupy omawia ograniczenia oraz możliwe oczekiwania, jednak bardzo niewielu z nich czyni to w odniesieniu do wszystkich elementów pozafinansowych. Z analizy wynika także, że 83% globalnych firm analizuje przyszłe trendy rynkowe, jednak jedynie 40% z nich wykorzystuje dyskusje w tym zakresie do podejmowania decyzji strategicznych.

96% ankietowanych raportuje swoje główne ryzyka, jednak jedynie 23% łączy swoje ryzyka z pozostałymi raportowanymi obszarami – odnosząc je do przyjętej strategii, modelu biznesowego oraz przyjętych wskaźników, na podstawie których oblicza się sukces firmy. Według ekspertów z firmy doradczej PwC ulepszenia w tym zakresie zwiększyłyby zaufanie do firmy oraz przyczyniłyby się do bardziej adekwatnych decyzji operacyjnych.

Raportowanie zintegrowane jest kluczowym elementem dla przedsiębiorstw dążących do osiągnięcia długoterminowego sukcesu. Dobrze, że przedstawiciele firm to zauważają i aktywnie uczestniczą w działaniach promujących ten transparentny sposób komunikacji z otoczeniem. Jednak jesteśmy na początku długiej drogi – firmy nie widzą jeszcze wszystkich istotnych zależności między wynikami finansowymi oraz niefinansowymi, co pokazuje, że dużo jeszcze brakuje do zbudowania świadomości na temat tego, w jaki sposób organizacja może tworzyć swoją „wartość dodaną” oraz w jaki sposób może ją efektywnie komunikować – komentuje Anna Szlachta, Menedżer w zespole ds. zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialnego biznesu w PwC.

Według ekspertów z firmy doradczej PwC kolejnym krokiem będzie opracowanie takich schematów raportów zintegrowanych, by informacje niefinansowe w nich zawarte były w strategiczny sposób powiązane z informacją finansową.

O badaniu PwC

Badanie PwC zostało przeprowadzone wśród 50 największych globalnych firm (m.in. Deutsche Bank, Coca Cola Company, Natura, Unilever, Tata Steel) zaangażowanych w pilotażowy program prowadzony przez International Integrated Reporting Council (IIRC), którego celem jest pomoc w opracowaniu podstaw tzw. raportowania zintegrowanego. Przedstawiciele przedsiębiorstw w ankiecie odpowiadali na pytania dotyczące obecnego sposobu raportowania. Liderzy firm biorących udział w programie spotkają się w dniach
18-19 czerwca we Frankfurcie, aby podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat opracowanych schematów raportowania. Ich opinie zostaną podane do informacji publicznej 15 lipca 2013 roku.

Wydłużenie działalności specjalnych stref ekonomicznych pozwoli na rozwój gospodarczy regionów objętych tymi strefami

– Mamy wspólne stanowisko w sprawie wydłużenia działalności specjalnych stref ekonomicznych – powiedział Janusz Piechociński, wicepremier i minister gospodarki. Obecnie trwa ustalanie nowych zasad, na jakich będą funkcjonować. Mają one być impulsem do rozwoju gospodarczego regionów, w których działają, poprzez m.in. ścisłą współpracę z urzędami pracy czy szkołami. Ich dodatkowym zadaniem ma być wspieranie promocji polskich firm, przede wszystkim małych i średnich oraz eksportu.

 – Wydaje się, że już jesteśmy pogodzeni z wicepremierem i ministrem finansów Jackiem Rostowskim co do tego, że specjalne strefy ekonomiczne niosą w sobie wiele pozytywnego – podkreśla Janusz Piechociński.

Zgodnie z przepisami specjalne strefy ekonomiczne (SSE) mają funkcjonować do końca 2020 roku, jednak resort gospodarki zabiegał o wydłużenie tego terminu co najmniej o kolejnych sześć lat. Minister finansów był temu przeciwny, ponieważ inwestycje w strefach mają być niższe od utraconych dochodów podatkowych (firmy działające w SSE korzystają z ulg). Zarzucał też ministrowi gospodarki, że nie ma analizy, jak zwolnienia podatkowe w strefach wpływają na rozwój regionalny, likwidację bezrobocia i przyciąganie nowych inwestycji.

Konsultacje międzyresortowe w tej sprawie trwają od kilku miesięcy. Szef resortu gospodarki zapewnia, że teraz omawiane są szczegóły nowych zasad działania stref.

 – Diabeł tkwi w szczegółach. Teraz jest pytanie: w których obszarach chcemy, żeby funkcjonowały strefy i jaki rodzaj inwestycji chcemy w sposób szczególny preferować – informuje Janusz Piechociński. – Będzie to oceniane w oparciu o czytelne wskaźniki, które w ustawie czy rozporządzeniu zapiszemy. Jesteśmy bardziej na etapie tworzenia słowniczka do tego dokumentu niż kłócenia się co do intencji.

Zdaniem wicepremiera, nacisk powinien zostać położony na te aspekty, które zwiększają konkurencyjność polskich firm, czyli np. innowacyjność, nowe technologie, energooszczędność.

 – Te zmodyfikowane specjalne strefy ekonomiczne, klastry i parki technologiczne to mają być nowe formy rozsadnika polskiej przedsiębiorczości, mechanizmu zarządzania procesami logistyki, umiejętności współpracy, oddziaływania na Powiatowe Urzędy Pracy, oddziaływania na miejscowy rynek szkolnictwa i tego prywatnego, i publicznego – tłumaczy minister gospodarki.

Te cele miałyby być realizowane przez takie instrumenty, jak kierunki zamawiane, staże, praktyki, fundowanie stypendiów dla najlepszych studentów czy najlepszych uczniów szkół średnich. Powinno także nastąpić odwrócenie ról pomiędzy urzędem pracy a potencjalnym pracodawcą.

 – A więc więcej pieniędzy na rzecz poprawienia jakości poszukiwania miejsca pracy, na kreowanie miejsc pracy poprzez przedsiębiorców, a mniej poprzez urzędy pracy. Specjalne strefy, klastry i parki technologiczne powinny być także reprezentantami polskiej małej i średniej przedsiębiorczości na zewnątrz, w zdobywaniu nowych rynków, kontaktów i promowaniu eksportu. W tę stronę będziemy szli – zapowiada Janusz Piechociński.

Z danych resortu gospodarki wynika, że w 2012 r. tereny SSE zwiększyły się o prawie 784 ha, osiągając łączną powierzchnię ponad 15,8 tys. ha. W porównaniu do 2011 r. zatrudnienie znalazło w nich o 6,7 tys. osób więcej, wzrosła też o blisko 6,2 mld zł wartość inwestycji. Ponad 74 proc. ulokowanego w strefach kapitału pochodziło z 6 krajów: Polski, Niemiec, USA, Holandii, Włoch i Japonii. Największe nakłady poniosły firmy motoryzacyjne oraz producenci wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych, a także wyrobów z pozostałych mineralnych surowców niemetalicznych.

Ministerstwo finansów planuje zmiany w prawie, które usprawnią ściganie przestępstw podatkowych

Dzięki planowanym przez Ministerstwo Finansów zmianom w Ordynacji podatkowej w razie podejrzenia popełnienia przestępstwa podatkowego organy ścigania będą miały większe niż do tej pory możliwości sprawdzenia przelewów bankowych czy operacji na rachunkach maklerskich. Wszystko po to, by skuteczniej ścigać przestępców. Resort podkreśla, że podobne przepisy są już międzynarodowym standardem.

Nowelizowana ustawa o zmianach w Ordynacji podatkowej zakłada m.in. szerszy niż do tej pory wgląd w dokonywane przez nas operacje finansowe. Chodzi nie tylko o rachunki bankowe. Do przekazywania informacji zobowiązywane będą urzędy pocztowe, domy maklerskie, fundusze inwestycyjne i emerytalne, SKOK-i, a nawet firmy ubezpieczeniowe. Skarbówka będzie się mogła dowiedzieć w ten sposób o dokonywanych wpłatach i wypłatach, kredytach i pożyczkach, a nawet formie ich zabezpieczenia.

– To jest norma w krajach OECD, UE i na świecie – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Wiesława Dróżdż, rzeczniczka Ministra Finansów. – Organy ścigania przestępstw podatkowych mają takie uprawnienia i w przypadku podejrzenia, że ktoś dopuszcza się przestępstw podatkowych, mają prawo zwrócić się do banku o udostępnienie szerszej informacji.

Tym bardziej, że jak mówi rzeczniczka resortu, nie chodzi o nic nowego. Szefowie organów skarbowych już dziś mają podobne uprawnienia. Mogą jednak pytać banki tylko o salda na rachunkach bankowych osób, które podejrzewają o przestępstwa finansowe.

– Ta propozycja ma poszerzyć kompetencje tak, by organy kontrolne mogły sprawdzić, jakie przelewy były dokonywane z takiego podejrzanego konta – tłumaczy Wiesława Dróżdż.

Urząd skarbowy występując o takie informacje będzie musiał spełnić szereg warunków formalnych. Ministerstwo zapewnia, że skarbówki nie będą nadużywały nadanych im kompetencji. Po tego typu działania sięgałyby jedynie w uzasadnionych przypadkach.

– Nie chodzi o żadne losowanie, dziś Kowalski, jutro Nowak i zajrzyjmy, co ma na koncie. Absolutnie nie – zastrzega Dróżdż. – Chodzi o skuteczne ściganie przestępstw podatkowych, które zataczają często międzynarodowe kręgi.

Dzisiaj urząd skarbowy może wystąpić do banku mieszczącego się np. we Francji o pełne informacje, dotyczące obywatela Polski i takie informacje uzyskuje. W przypadku polskich banków jest to niemożliwe, bo nie pozwalają na to przepisy.

– Dlatego też chcemy, żeby w polskim prawie zagościło takie uprawnienie, żebyśmy nie mieli w naszym kraju mniej uprawnień niż za granicą – mówi rzeczniczka ministerstwa.

Według resortu obowiązujące rozwiązania prawne, które pozwalają jedynie na sprawdzenie salda w banku, są niewystarczające i nie gwarantują skutecznego ścigania przestępstw podatkowych

– To jest za mało informacji, kiedy tropi się np. przestępstwa karuzelowe, w których wyłudzanie podatku VAT polega przede wszystkim na generowaniu fałszywych faktur – mówi Wiesława Dróżdż. – Aby sprawdzić , czy one faktycznie są prawdziwe, czy fałszywe, czy dokonano przelewu, organy kontrolne muszą mieć prawo do prześledzenia podejrzanego konta bankowego.

Nowelizacja Ordynacji podatkowej jest na etapie konsultacji międzyresortowych. Resort zapewnia, że wszystkie wątpliwości zostaną wyjaśnione.

– Wszystkie uwagi są wyjaśniane, analizowane i będą brane pod uwagę – mówi rzeczniczka Ministra Finansów. – To jest tak wczesny etap konsultacji społecznych, że jesteśmy na etapie analizy.

Wiadomo już, że wątpliwości, co do zasadności i zakresu wprowadzanych zmian są. I to duże. Zgłaszają je przede wszystkim radcy prawni, przedsiębiorcy i środowisko bankowe. Bankowcy obawiają się, że przestanie istnieć tajemnica bankowa, co może skutkować tym, że ludzie przestaną zaciągać pożyczki w bankach czy lokować tam swoje pieniądze.

– Tajemnica bankowa nadal będzie obowiązywała – zastrzega Wiesława Dróżdż. – Ale kiedy w trakcie postępowania kontrolnego okaże się, że istnieją podstawy do tego, by podejrzewać, że ktoś dokonał przestępstwa podatkowego, wtedy na uzasadniony wniosek naczelnik urzędu skarbowego będzie mógł prześledzić dane konto.

Nowe programy studiów będą zwiększać nacisk na umiejętności praktyczne studentów

Reforma nie dzieli uczelni na lepsze i gorsze, kierunki zawodowe są bardzo potrzebne – uważa prof. Zbigniew Marciniak, były wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego. Jego zdaniem, przyjęte przez rząd założenia nowelizacji prawa o szkolnictwie wyższym są korzystne z punktu widzenia studentów, bo są lepiej dostosowane do rynku pracy. Tłumaczy, że więcej praktyki na studiach umożliwi studentom podjęcie pracy w szerszej niż dotychczas grupie zawodów.

 – Zamysł nie polega na tym, żeby zabrać uczelniom, w szczególności uniwersytetom to, co już robią. Raczej chodzi o zachęcenie uczelni zawodowych, żeby poszły jeszcze mocniej w kierunki praktyczne – mówi prof. Zbigniew Marciniak, były wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego.

Jego zdaniem obecny program kierunków o profilu praktycznym nie przystaje do oczekiwań studentów, bo są prowadzone w sposób ogólnoakademicki.

 – Ja to oceniam z punktu widzenia przyszłego studenta. Większość studentów nie marzy o tym, żeby mieć karierę naukową, raczej chcą zdobyć dyplom, który umożliwi im zatrudnienie w zakresie pewnej grupy zawodów – tłumaczy. – Skoro taka jest tendencja potrzeb, to przepisy starają się to skodyfikować, żeby ułatwić podstawowym interesariuszom, czyli studentom, jak najlepsze studia.

Projekt nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym oraz niektórych innych ustaw zakłada m.in. zróżnicowanie uczelni na akademickie i zawodowe. Podział ten ma poprawić jakość kształcenia zarówno praktyków, jak i teoretyków.

 – Oczywiście nie wolno zapomnieć o kształceniu tej szpicy, która będzie potem kadrą akademicką. O to dbamy należycie i nawet nam się udaje mieć tu sukcesy, w końcu to nasi studenci wygrywają różne międzynarodowe konkursy – podkreśla profesor.

Jego zdaniem kluczem do poprawy jakości kształcenia jest wyraźne określenie zasad dotyczących kształcenia na poszczególnych profilach studiów.

 – Trzeba wyraziście powiedzieć, jakie warunki trzeba spełniać, żeby prowadzić kształcenie na profilu ogólnoakademickim, a jakie warunki, nie mniej trudne, trzeba spełnić, żeby uczyć praktycznie, bo tam muszą być praktycy, musi być dużo praktyk. To są dwa różne aspekty kształcenia na poziomie wyższym, ale nie jest tak, że jeden jest ważniejszy, drugi jest mniej ważny – tłumaczy prof. Zbigniew Marciniak.

Przekonuje, że same uczelnie chcą położyć większy nacisk na praktykę i finansowo są w stanie sprostać temu wyzwaniu.

 – Nie ma dwóch zdań, że niektóre aspekty kształcenia praktycznego mogą pociągnąć za sobą dodatkowe koszty, np. dobrze zorganizowane praktyki, ale uczelnie sobie z tego zdają sprawę. Przypomnę, że finansowanie szkolnictwa wyższego skonstruowane jest w taki sposób, że uczelnia dostaje dotację na prowadzenie kształcenia, a nie rozlicza koszty z ministerstwem, wobec tego to jest kwestia mądrego planowania, czyli przesuwania środków – podkreśla były wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego.

„Czytaj etykiety” – trwa akcja uświadamiania Polaków na temat wartości odżywczych produktów

Wciąż niewielu Polaków zwraca uwagę na wartość odżywczą kupowanych artykułów – twierdzi Instytut Żywności i Żywienia. Skutkuje to tym, że jemy niezdrowo i zbyt kalorycznie. W akcję uświadamiania klientów włączają się również sieci handlowe.

 – Coraz więcej Polaków ma nadwagę i otyłość, zaś czytanie etykiet pomaga dokonywać świadomego wyboru produktów, które chcemy zjeść i które mają nam służyć. Odchudzając się często chwytamy po diety cud, a wystarczy po prostu umieć przeczytać etykietę, wybrać właściwy produkt i nie mieć problemu ze zbędnymi kilogramami – mówi dr n. med. Agnieszka Jarosz, Kierownik Centrum Promocji Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej w Instytucie Żywności i Żywienia w Warszawie

A jak zwracają uwagę przedstawiciele sieci Biedronka, biorącej z Instytutem Żywności i Żywienia udział w akcji „Czytaj etykiety”, otyłość to nie tylko defekt estetyczny, to przede wszystkim choroba, która najczęściej powstaje z powodu nieprawidłowego odżywiania. Problem wynika stąd, że nie wiemy, co tak naprawdę wkładamy do sklepowego koszyka.

 – Niewiele osób zwraca uwagę na wartość odżywczą jedzenia. Ciągle nasza świadomość w tym zakresie jest zbyt mała i taka akcja powinna być cały czas prowadzona, żeby rzeczywiście edukować klientów. Wiele badań wskazuje, że w zasadzie takie drążenie tematu przez kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat, jak w przypadku Finów, dopiero daje jakiś efekt. W związku z tym przed nami długa droga – uważa dr Agnieszka Jarosz.

Instytut wraz z siecią Biedronka starał się zmienić zachowania konsumenckie Polaków, by zwracali większą uwagę nie tylko na datę przydatności do spożycia, ale także na inne podane na nich informacje dotyczące jakości kupowanych produktów.

 – Jakość to nie tylko smak. To jest też skład, wartość odżywcza, kraj pochodzenia surowca, warunki produkcji, metoda przetworzenia. Wiele z tych informacji można znaleźć na etykiecie, tylko trzeba to przeczytać – dr inż. Justyna Czarnacka-Szymani, dyrektor działu rozwoju jakości produktu w Jeronimo Martins Polska.

W ramach akcji „Czytaj etykiety” organizatorzy szacują, że dotarli do ponad 12 mln konsumentów, poprzez m.in. spotkania z dietetykami odbywające się na terenie sklepów.

Dr inż. Justyna Czarnacka-Szymani wyjaśnia, że wielu Polaków nie ma w zwyczaju czytania etykiet. Biedronka liczy, że dzięki takim akcjom staną się bardziej świadomi, tego co kupują i co jedzą.

Jednocześnie zapewnia, że sieć przykłada do jakości produktów dużą wagę. Zanim produkt znajdzie się na sklepowych półkach, przechodzi kontrolę jakości na podstawie tych parametrów, które zostały uznane przez sieć za istotne dla konsumentów.

 – Chodzi o dokładnie określony skład, parametry fizykochemiczne, cechy organoleptyczne – wyjaśnia dr inż. Justyna Czarnacka-Szymani.

Kontroli poddawana są także te produkty, które znajdują się już na sklepowej półce.

 – Zależy nam, żeby Polacy czytali etykiety, rozumieli informacje na nich zawarte, aby wiedzieli, jak je wykorzystać przy budowaniu właściwej diety zgodnej z potrzebami żywieniowymi. Budując nowe produkty zwracamy uwagę na ich jakość, wartość odżywczą. Wierzymy, że konsument oceniając informacje na etykiecie, oceniając ich jakość będzie mógł dokonać właściwego dobrego wyboru jakości produktu – podsumowuje wyjaśnia dr inż. Justyna Czarnacka-Szymani.

Zwiększenie bezpieczeństwa w PKP PL pochłonie dziesiątki milionów złotych

0

Na polskich torach ma być bezpieczniej. PKP PLK prowadzi zarówno remonty torów i przejazdów kolejowych, jak i szkolenia dla pracowników. Dyżurni ruchu przechodzą szkolenia z radzenia sobie ze stresem, a wkrótce będą mogli ćwiczyć na wartych kilka milionów złotych symulatorach.

 – W ubiegłym roku przyjęliśmy program ponad 100 inicjatyw, które były związane z poprawą bezpieczeństwa. Zarówno w obszarze formalnym, w obszarze naszych procedur, jak i w obszarze urządzeń, inwestycji oraz szkoleń pracowników. Liczba tych inicjatyw od momentu, kiedy zainaugurowaliśmy program znacznie się zwiększyła, w tej chwili jest ich ponad 140 – mówi Robert Kuczyński, rzecznik prasowy PKP PLK.

Spółka zarządzająca polską infrastrukturą kolejową zrealizowała już ponad połowę z zaplanowanych inicjatyw. Kuczyński podkreśla jednak, że cały program to ciągłe, codzienne działania. Dlatego trudno podsumować łączne koszty akcji zwiększania bezpieczeństwa na polskiej kolei. Według Kuczyńskiego należy mówić o dziesiątkach milionów złotych.

Kilka milionów będą kosztować nowoczesne symulatory dla dyżurnych ruchu, które PKP PLK wkrótce kupi. Procedura jest już przygotowywana. Dzięki urządzeniom ponad 9 tys. pracujących w PLK dyżurnych ruchu będzie mogło lepiej przygotować się do swojej pracy, polegającej na układaniu trasy pociągów. Spółka oferuje osobom na tym stanowisku również wsparcie w radzeniu sobie ze stresem.

 – W pierwszej kolejności przystąpiliśmy do szkoleń dotyczących umiejętności radzenia sobie z sytuacjami stresowymi. Konieczność podejmowania szybkich trafnych decyzji jest bardzo ważnym elementem pracy dyżurnych – wyjaśnia Kuczyński. – Symulatory są kolejnym etapem, który planujemy zrealizować, chcemy zakupić 8 symulatorów, na których nasi pracownicy będą regularnie utrzymywać i zwiększać poziom swoich kompetencji.

PKP PLK prowadzi obecnie ponad 100 programów inwestycyjnych w infrastrukturę kolejową w 250 miejscach w całej Polsce, to przede wszystkim modernizacja torów, ale i przebudowa przejazdów kolejowych, co jest szczególnie istotne dla bezpieczeństwa. Jak podkreśla Kuczyński, na przejazdach kolejowo-drogowych dochodzi aż do 40 proc. wszystkich tragicznych zdarzeń. Tam też jest najwięcej ofiar, a winni najczęściej są nieostrożni kierowcy.

 – Jeśli chodzi o programy przejazdowe, mamy w planach modernizację ponad 400 przejazdów kolejowych. Jest to związane zarówno z poziomem zabezpieczeń, jak i wdrożeniem nowoczesnych urządzeń na przejazdach kolejowych, co będzie zapewniało wyższy poziom bezpieczeństwa w ramach danej kategorii przejazdu kolejowego – mówi Kuczyński. – Budowa przejść podziemnych, wiaduktów, różnego rodzaju zabezpieczeń wpływa również korzystanie na bezpieczeństwo ruchu wokół kolei, ponieważ eliminuje potencjalne możliwości potrąceń bądź wjazdu kierowców na tory w momencie, kiedy jest to niebezpieczne.

Łącznie aż 80 proc. wszystkich zdarzeń wpływających na ruch kolejowy jest spowodowanych czynnikami zewnętrznymi.

 – Mam na myśli kierowców przejeżdżających przez przejazdy kolejowo-drogowe w momencie, kiedy jest to nieuprawnione. Mam na myśli osoby, które poruszają się po torach w miejscach niedozwolonych i narażają na niebezpieczeństwo siebie i wprowadzają również potencjalne zagrożenie dla ruchu kolejowego – tłumaczy Kuczyński.

By zwiększać świadomość wśród kierowców oraz pieszych PKP PLK kontynuuje kampanię „Bezpieczny przejazd”. 17 czerwca odbył się „Bezpieczny poniedziałek”, w trakcie którego w 23 miejscach w Polsce miała miejsce kampania ucząca użytkowników dróg, w jaki sposób należy bezpiecznie przekraczać przejazdy kolejowo-drogowe.

Kuczyński dodaje, że w ramach poprawy bezpieczeństwa na kolei PKP PLK buduje również nowoczesne lokalne centra sterowania. Dzięki wysokiej klasy sprzętowi komputerowemu i systemom informatycznym prawdopodobieństwo popełnienia błędu przez pracownika znacznie maleje.

Szwajcarski Bank Centralny podejmuje działania, które mają osłabić franka

Czwartek może być ważnym dniem dla osób spłacających kredyty we frankach szwajcarskich. Na dziś zaplanowano posiedzenie Narodowego Banku Szwajcarii.  Być może pojawi się pomysł, by franka osłabić  mówi Marek Rogalski, główny analityk walutowy Domu Maklerskiego BOŚ. 

Na decyzje, jakie zapadną dzisiaj w Szwajcarii czekają tysiące kredytobiorców w Polsce, regulujących swoje zobowiązania we frankach. Ostatnie wahania kursowe zasiały w nich spory niepokój. Mało sprzyjająca cena franka sprawiła, że np. rata kredytu mieszkaniowego w tym miesiącu była o kilkadziesiąt złotych wyższa niż w maju.

Zdaniem analityków najbliższe tygodnie powinny przynieść stabilizację.

 W lipcu i sierpniu bardziej realny jest poziom za franka w rejonie 3,40 zł niż 3,50 zł, czyli nasza rata fakt, jest może jeszcze wysoka, ale raczej nie będzie znacznie wyższa – uważa Marek Rogalski z DM BOŚ.

Rogalski zwraca uwagę nie tylko na relację złotówki do franka, ale przede wszystkim euro do franka. Europejska waluta, przez kryzys finansowy w ostatnich latach się osłabiła. W okresie boomu kredytowego euro kosztowało ok. 1,6 CHF, dziś jest to 1,23 CHF.

 – Byśmy wrócili do tego poziomu, frank musi być wyraźnie słabszy, a tego na razie nie widać – zauważa analityk. – Sądzę, że to jest kwestia kilku lat.

Nie można wykluczyć, że szwajcarski bank centralny podejmie działania,zmierzające do osłabienia waluty. To zdarzało się już w przeszłości. Szwajcarzy zapowiedzieli m.in. że nie dopuszczą, by euro kosztowało poniżej 1,2 CHF. Według analityka DM BOŚ, bank ma dwie możliwości działania na osłabienie franka.

 – Po pierwsze, podnosi limit euro do franka, z 1,20 CHF w górę, np. na 1,23 lub 1,25 CHF i bronią tego poziomu z wyższego pułapu, czyli frank zaczyna słabnąć. Druga możliwość, też do wykonania, ale nie do końca fair, to wprowadzenie ujemnych stóp procentowych – mówi Marek Rogalski

Dzisiaj stopa procentowa, ustalona przez szwajcarski bank centralny jest na bardzo niskim poziomie, blisko 0 proc. Wprowadzenie stopy ujemnej mogłoby spowodować niepokój, bo ci, którzy trzymają swoje oszczędności na lokatach we franku traciliby na tym i zapewne chcieliby się pozbyć tej waluty z portfela.

 – Mogłoby to franka osłabić – przekonuje Marek Rogalski. – Z tym, że to już jest ryzykowne posunięcie, więc raczej na krótką metę.

Jeśli e-sklepy przygotują się na handel mobilny, to Polska może stać się liderem w tej branży

W ciągu 5 najbliższych lat 80 proc. ruchu w Internecie będzie pochodzić z urządzeń mobilnych.  Już dziś co 15 sekund ktoś w Europie dokonuje zakupu przez smartfony lub tablety. Według raportu Praktycy.com Polska ma szansę stać się europejskim liderem mobilnego handlu. Problem w tym, że e-sklepy nie są na to gotowe.

Wartość polskiego handlu mobilnego (m-commerce) ma w tym roku osiągnąć pół miliarda złotych. Już 5 milionów Polaków korzysta z internetu mobilnego, a 2/3 kupowanych w Polsce telefonów to smartfony. Eksperci wskazują, że ten rynek będzie stale rósł.

 –  Polska stoi przed ogromnym rozwojem rynku handlu mobilnego, a wszystko wskazuje, że w bieżącym roku będziemy świadkami bardzo dużych zmian – mówi Piotr Krawiec, właściciel Praktycy.com. – Wiele danych jest bardzo optymistycznych, ale są też problemy.

E-sklepy muszą się przystosować do handlu mobilnego

Problemem jest brak przygotowania sklepów internetowych. Według badań Praktycy.com 3/4 polskich sklepów nie ma mobilnej wersji strony ani aplikacji mobilnej.

 – Te firmy już dziś sporo tracą z tego powodu, a w niedalekiej przyszłości te straty będą dla nich jeszcze większe, gdyż w tym roku rynek m-commerce się podwoi. Myślę, że w ciągu najbliższych 2-3 lat będzie odpowiadał za 5 proc. rynku handlu elektronicznego. Jego wartość powinna więc wynosić ok. 1,5 miliarda złotych – prognozuje Krawiec.

Choć e-sklepy nie inwestują w mobilność, to jednocześnie 76 proc. właścicieli e-sklepów uważa, że aplikacje mobilne zwiększają zainteresowanie sklepem. Tylko 10 proc. ankietowanych nie widzi potrzeby wdrażania takich rozwiązań. Wśród tych, którzy mają taki zamiar, 41 proc. chce to zrobić w ciągu kolejnych sześciu miesięcy. Tyle samo e-sklepów taką inwestycję planuje w ciągu dwóch lat.

Najszybciej rozwijają się branże związane z usługami finansowymi typu płatności mobilne, opłaty za bilety, a także kupowanie książek czy produktów elektronicznych.

 – Najszybciej rozwijają się branże związane przede wszystkim z usługami finansowymi typu płatności mobilne, płatności za bilety. Kolejna rzecz to są wszelkiego typu możliwości kupowania książek, produktów związanych z elektroniką. Choć na rynku m-commerce nie ma głębokiej specjalizacji – zauważa Krawiec.

Agencja Praktycy.com przebadała w maju 2013 r. 347 właścicieli e-sklepów w Polsce.

M.Bukowski: destabilizacja finansów publicznych to nie wina II filaru, a obniżki podatków sprzed kilku lat

Pieniądze odłożone przez Polaków w OFE to 0,5 procent PKB, dlatego, zdaniem ekonomistów zgromadzonych w Komitecie Obywatelskim ds. Bezpieczeństwa Emerytalnego, nie można winić II filaru za destabilizowanie finansów publicznych. Znacznie bardziej deficytowe są w tym momencie pozostałe fundusze społeczne, a na budżecie odbijają się też obniżki podatków sprzed kilku lat, których nie zrównoważyły dochody z innych źródeł. Zdaniem ekspertów przeniesienie pieniędzy z OFE do budżetu poprawi sytuację na 5 do 10 lat, ale nie zlikwiduje strukturalnych przyczyn deficytu finansów publicznych. Same fundusze wymagają jednak reformy.

Przeciwnicy otwartych funduszy emerytalnych twierdzą często, że gdyby w Polsce nie wprowadzono kapitałowego filaru systemu emerytalnego dziś nasz dług publiczny byłby znacząco niższy. Polska mogłaby też liczyć na lepszy rating, co pozwalałoby taniej pożyczać pieniądze na rynkach finansowych. Zdaniem Macieja Bukowskiego, ekonomisty SGH i eksperta Komitetu Obywatelskiego ds. Bezpieczeństwa Emerytalnego, takie spojrzenie na OFE to jednak uproszczenie kwestii deficytu.

 – Gdzieś się ta nierównowaga pojawiła. Refleksja powinna być taka, że rząd zbyt hojnie rozdawał prezenty, jak np. obniżki pewnych podatków, co próbował rekompensować podwyżkami, które jednak nie przełożyły się na dochody – tłumaczy Bukowski.

Likwidacja OFE i przeniesienie pieniędzy do ZUS dałoby rządowi czas, nie zastąpi jednak prawdziwych reform. W funduszach Polacy zgromadzili ponad 270 miliardów złotych.

 – To starczy na pięć, może na dziesięć lat hulania. Problem za te kilka lat będzie taki sam, jak dzisiaj, a tak naprawdę większy. Nadal nie będziemy mieli uporządkowanych spraw finansów publicznych, nadal będzie nierównowaga, nadal dług będzie rósł, ale już wydaliśmy wszystko i jesteśmy bez majątku – ostrzega Maciej Bukowski.

Ekonomiści widzą jednak wady II filaru. Przypominają jednak, że podczas reformy emerytalnej zapisano, że co 3 lata rząd będzie przyglądał się działalności OFE, by móc wprowadzić konieczne korekty systemu. Jest długa lista poprawek, które już dziś powinny objąć OFE.

 – Można trochę zmniejszyć opłaty, które pobierają PTE, czyli firmy, które zarządzają otwartymi funduszami emerytalnymi, z naszych składek. Można w ogóle zlikwidować opłatę od składki, zostawić tylko opłatę za zarządzanie. Można poluzować limity inwestycyjne – wymienia Maciej Bukowski.

Wśród propozycji jest też wprowadzenie tzw. zewnętrznego benchmarku, czyli wysokości stopy zwrotu, którą fundusz musi osiągnąć, by nie dopłacać klientom z własnego kapitału. Dla przyszłych emerytów dobre byłoby też zwiększenie składki do OFE.

 – OFE zarabiały pieniądze i to dużo lepiej niż ZUS. Jeżeli wpłacilibyśmy 1000 zł na samym początku reformy emerytalnej do OFE i 1000 zł do ZUS, to dziś w OFE mielibyśmy mniej więcej 1600 zł, a w ZUS 1400 – więc 200 zł różnicy. Ja myślę, że to jest poważna różnica – wylicza Maciej Bukowski.

Komentarz dzienny, 20 czerwca 2013

W maju produkcja przemysłowa spadła o 1,8% r/r wobec +2,7% r/r zanotowanych  w kwietniu (rynek oczekiwał -1,9%). W ujęciu odsezonowanym spadek wyniósł 1,5% r/r wobec 0,3% r/r zanotowanych w poprzednim miesiącu. Właściwie to odsezonowane dane robią bardziej przygnębiające wrażenie niż sam headline. Na spadek produkcji przemysłowej wpływ miały ujemna różnica w liczbie dni roboczych oraz wysoka baza z poprzedniego roku (łatwa do dostrzeżenia, w szczególności w produkcji żywności, która wystrzeliła w górę tuż przed EURO2012). Naszym zdaniem wskaźniki (również odsezonowane) mogły być zaniżone przez długie weekendy (tradycyjnie nie ujmowane prawidłowo w procedurach odsezonowania). Z tego względu majowe dane z przemysłu nie są aż tak złe, jak może się to wydawać na pierwszy rzut oka.

Kamień węgielny pod budowę nowoczesnej linii produkcyjnej

Synthos S.A.SYNTHOS S.A. rozpoczął inwestycję budowy linii produkcyjnej zaawansowanych technologicznie kauczuków typu SSBR. Koszt przedsięwzięcia wynosi 568 mln zł, z czego 147 mln zł stanowić będzie dofinansowanie ze środków unijnych.

17 czerwca 2013 r. miała miejsce uroczystość wmurowania kamienia węgielnego pod budowę instalacji kauczuków SSBR. W uroczystości wzięli udział m.in. Elżbieta Bieńkowska, Minister Rozwoju Regionalnego, Tomasz Tomczykiewicz, Wiceminister Gospodarki, Marek Sowa, Marszałek Województwa Małopolskiego oraz władze samorządowe.

Celem inwestycji jest rozwój portfolio poprzez wprowadzenie na rynek nowego, innowacyjnego produktu w postaci kauczuku SSBR. Ten rodzaj kauczuków otrzymywany będzie w oparciu o technologię pozyskaną na podstawie umowy licencyjnej zawartej z firmą The Goodyear Tire & Rubber Company. Zdolności produkcyjne instalacji wynosić będą 90.000 ton rocznie.

Kauczuki SSBR produkowane w oparciu o tę technologię stosowane są w produkcji nowoczesnych opon zarówno letnich jak i zimowych („performance tires”). Opony wykonane z użyciem tych kauczuków, w porównaniu do opon wytworzonych z użyciem kauczuków tzw. emulsyjnych (E-SBR) charakteryzują się lepszą przyczepnością do nawierzchni drogi (w tym do mokrej nawierzchni) oraz umożliwiają zmniejszenie zużycia paliwa poprzez niższe opory toczenia. Własności te poprawiają w znacznym stopniu bezpieczeństwo i komfort jazdy.

Jak pokazują analizy, rynek na te opony będzie rozwijał się w tempie wyższym niż na opony tradycyjne, co wynika z prowadzonej w krajach rozwiniętych, w tym w Unii Europejskiej, polityki poszanowania energii i redukcji emisji CO2, co znalazło odzwierciedlenie w prawodawstwie obejmującym tzw. etykietowanie opon („labeling”).

SYNTHOS S.A. rozwija ponadto własny program badawczy w zakresie najwyższej jakości kauczuków SSBR jak i pozostałych grup produktowych. Służy temu istniejące od 2010 roku i rozbudowywane obecnie Centrum Badawczo-Rozwojowe nowych technologii.

Inwestycja ma również szczególne znaczenie dla rozwoju gospodarczego powiatu oświęcimskiego i powiatów sąsiednich. W wyniku realizacji projektu utworzone zostaną co najmniej 162 nowe miejsca pracy, w tym co najmniej 11 w działalności badawczo – rozwojowej.

Realizacja inwestycji przy wsparciu z funduszy unijnych pozwoli również osiągnąć dodatkowe korzyści. Najważniejszym z nich będzie wzmocnienie pozycji konkurencyjnej Grupy Kapitałowej Synthos S.A. na rynkach światowych, poprzez wdrożenie technologii innowacyjnej w skali świata oraz zaoferowanie nowych, innowacyjnych produktów, co z kolei pozwoli na znaczące zwiększenie wolumenu i wartości eksportowanych towarów.

Rynek ubezpieczeniowy odchodzi od polisolokat. Stawia na ubezpieczenia ochronne

Na rynku ubezpieczeniowym ogranicza się sprzedaż polisolokat na rzecz ubezpieczeń ochronnych – uważa Krzysztofa Charchuła, prezesa Towarzystw BZ WBK-Aviva. Jego zdaniem jest to właściwy kierunek zmian, które następują w branży. Nie oczekuje natomiast rewolucji po zapowiadanych przez KNF zmianach na rynku ubezpieczeniowo-bankowym.

– Na rynku bancassurance widać już zmianę związaną np. z ograniczeniem w ofercie sprzedaży polisolokat, które były bardzo popularnym produktem w tym kanale – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Krzysztof Charchuła, prezes Towarzystw BZ WBK-Aviva. – Coraz więcej uwagi i nacisku towarzystwa kładą na ubezpieczenia ochronne, co w zasadzie jest tym głównym elementem, z którym ubezpieczyciele powinni wychodzić na rynek. Ubezpieczenia inwestycyjne również będą w ofercie, natomiast myślę, że trend w kierunku ubezpieczeń ochronnych, zabezpieczenia zdrowia, życia, przeciwko wypadkom, to są te rzeczy, w których kierunku to będzie szło.

Obecnie towarzystwa BZ WBK-Aviva ubezpieczają blisko 60 proc., czyli ponad 1,3 mln klientów banku BZ WBK. Na koniec 2012 roku firma miała ponad 10-proc. udział w segmencie bancassurance ubezpieczeń majątkowych oraz 5,3 proc. udział w obszarze ubezpieczeń na życie, wyłączając polisolokaty. Prezes ujawnia, że w ciągu najbliższych trzech lat BZ WBK-Aviva ma zamiar podnieść poziom składki przypisanej brutto o 20 proc. rok do roku, a także kontynuować razem z Bankiem Zachodnim WBK rozwój sprzedaży klasycznych produktów bancassurance.

Spółka ma też skoncentrować się na wzmocnieniu linii ubezpieczeń niepowiązanych z produktami kredytowymi oraz na zbudowaniu najwyższych standardów obsługi klienta na wszystkich etapach korzystania z oferty. W kontekście dalszego rozwoju segmentu bancassurance oraz zmian, których chce na nim KNF, prezes wskazuje na ważne z punktu widzenia ubezpieczyciela kwestie, które wymagają dopracowania.

– Jasny kierunek co do tego, czy ubezpieczenia grupowe, które są zdefiniowane w prawodawstwie polskim, są formą, w której można oferować ubezpieczenia w kanale bancassurance. Inne kwestie te bardziej szczegółowe, związane z definiowaniem i lepszą komunikacją z klientem, co już ubezpieczyciele sami regulują poprzez wypracowanie rekomendacji. Ostatnio Polska Izba Ubezpieczeń zaprezentowała rekomendacje dotyczące np. karty produktu, informowania klienta o wszystkich ważnych dla niego warunkach, w tym również o elementach kosztowych związanych z oferowanymi produktami – wymienia Charchuła.

KNF już w ubiegłym roku zapowiedział zmiany w segmencie bancassurance, bo widzi konflikt interesów na linii bank-klient-ubezpieczyciel. Chodzi o to, żeby bank nie łączył funkcji ubezpieczyciela i pośrednika ubezpieczeniowego, bo działa to na niekorzyść klienta. Dlatego zapowiadane przez nadzór rekomendacje mają wprowadzić wyraźny podział ról na tym rynku.

Charchuła nie spodziewa się rewolucji na rynku ubezpieczeniowym, a bardziej uporządkowania i postawienia jasnego warunku, choć jak zaznacza – ostateczne słowo i tak będzie należało do KNF.

BZ WBK-Aviva Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie i BZ WBK-Aviva Towarzystwa Ubezpieczeń Ogólnych to dwie spółki ubezpieczeniowe utworzone w 2008 roku przez Bank Zachodni WBK S.A. i Aviva International Insurance Ltd. Ubezpieczają one wyłącznie klientów Banku Zachodniego WBK (indywidualnych i MŚP).

Przed wakacjami autogaz tanieje, ale nowe przepisy doprowadzą do wzrostu cen

Tanieje ropa na światowych rynkach, umacnia się złoty i zwiększa się podaż paliw. Przed wakacjami ceny autogazu idą więc w dół, nie powinny jednak spaść poniżej poziomu 2 zł. Jednak Polska Organizacja Gazu Płynnego przestrzega, że rząd planuje wprowadzenie regulacji, które doprowadzą do podniesienia stawek za to paliwo.

Kierowcy mogli już zauważyć spadki cen gazu płynnego na stacjach. Zdaniem Jerzego Szablewskiego, przewodniczącego Polskiej Organizacji Gazu Płynnego ta tendencja będzie się utrzymywać.

– Ceny autogazu z reguły są niższe w okresie letnim niż w zimowym, ponieważ jest wówczas znacznie większa podaż gazu płynnego. Ta część, która była używana zimą do celów grzewczych nie jest wykorzystywana, w związku z tym może zasilać stacje gazu płynnego – tłumaczy Jerzy Szablewski. – W porównaniu z tym, co było dwa, trzy miesiące temu, ten trend spadkowy jest już bardzo dobrze widoczny.

Choć autogaz na niektórych stacjach zbliża się do granicy 2 zł (2,20-2,30 zł), nie należy oczekiwać spadków poniżej tego poziomu. Przewodniczący POGP przestrzega, że te stawki mogą wkrótce pójść do góry, ponieważ rząd przygotowuje zmianę regulacji, które znacząco mogą odbić się na sytuacji tego sektora.

– Niedługo rząd będzie zastanawiał się nad nowelizacją ustawy o zapasach ropy naftowej i jej produktów, gdzie pojawia się zagrożenie dla użytkowników gazu płynnego i dla branży. W tym projekcie postuluje się zwiększenie zapasów obowiązkowych z obecnych 30 dni do 90 dni, co pociąga za sobą dodatkowe koszty, które w jakimś stopniu będą musiały być przeniesione na użytkowników – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Szablewski.

POGP chce, by poziom zapasów pozostał na obecnym poziomie, czyli 30 dni. Innym proponowanym przez przedstawicieli organizacji rozwiązaniem jest całkowite zwolnienie gazu płynnego z zapasów obowiązkowych. Jak argumentują, tylko w cztery kraje Unii Europejskiej wprowadziły obowiązek posiadania zapasów LPG.

– Postulujemy jako organizacja wprowadzenie szeregu zmian do przepisów, które promowałyby LPG jako ekologiczne i dostępne paliwo, tam gdzie nie ma gazu ziemnego. Troska o ekologię i troska o obywateli, którzy nie mają dostępu do gazu ziemnego powinna być dla rządu priorytetem. Stawka akcyzy jest w Polsce wyższa niż w wielu rozwiniętych krajach Unii Europejskiej, jak Francja, Niemcy – podkreśla Jerzy Szablewski.

Dziś akcyza wynosi 695 zł od 1000 kg, czyli 390 zł za 1000 l. Minimalny poziom stawki akcyzy od autogazu wymagany przez Unię Europejską wynosi 125 euro od 1000 kg.

Dodatkowo, wymienione państwa UE wspierają wykorzystanie tego ekologicznego paliwa, poprzez stosowanie dopłat dla kierowców inwestujących w urządzenia do gazu płynnego w samochodach oraz poprzez dotacje związane z wykorzystywaniem gazu płynnego do mikrokogeneracji (czyli wytwarzania ciepła i energii elektrycznej z gazu płynnego).

Branża IT z dużo większym wpływem na PKB Polski niż produkcja węgla

Branża IT to wielka szansa na rozwój Polski i promocję naszej gospodarki. Międzynarodowe firmy są zainteresowane inwestycjami, dzięki czemu powstają nowe miejsca pracy. Rozwój opiera się przede wszystkim na utalentowanych inżynierach. Specjalizacja w zakresie IT to jeden z filarów programów rozwoju regionalnego.

Dariusz Bogdan, wiceminister gospodarki, podkreśla w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria, że sektor IT zyskuje na znaczeniu dla polskiego PKB.

– Z punktu widzenia polskiej gospodarki na pewno zauważamy przesunięcie akcentu. Przemysł informatyczny dzisiaj ma znacznie większy wpływ na nasze PKB niż produkcja, która jest związana z samym węglem jako takim. To jest bardzo dobry sygnał do tego, aby myśleć o Polsce jako o kraju wysokich technologii informatycznych, przemysłu teleinformatycznego i na tym budować nasze szanse – mówi Bogdan.

Informatyka znalazła się w programach regionalnych i centralnych jako tzw. smart specialisation, czyli obszar strategicznego rozwoju. Bogdan przypomina, że Polska w tym roku była partnerem targów CEBIT w Hanowerze. Dzięki temu wiele firm z sektora IT zainteresowało się naszym krajem.

Wiceminister podkreśla, że trwają już rozmowy z potencjalnymi inwestorami. Póki nie zakończą się negocjacje nie chce ujawniać nazw spółek, ale zapewnia, że są to jedni z największych graczy światowych w branży informatycznej.

– Sądzę, że będą nowe miejsca pracy w tym zakresie, a właśnie to jest ten zakres, który jest dla nas szczególnie istotny. Nowe miejsca pracy w nowych technologiach są dobrze płatne i powodują, że opierają się w dużej mierze na kapitale ludzkim, który jest wytworzony tu i teraz. W związku z tym, nawet jeżeli taki inwestor w przyszłości nie chciałby dłużej pozostać, ten kapitał ludzki tutaj pozostanie – zwraca uwagę Dariusz Bogdan.

Według niego to właśnie kapitał ludzki, czyli zdolni inżynierowie i inni pracownicy z branży IT są największym atutem Polski. To właśnie dobrych pracowników oczekują firmy, które inwestują w Polsce. Bogdan dodaje, że ważne jest również zaplecze w postaci uczelni, które mogą przeprowadzać działania z zakresu badań i rozwoju na wysokim poziomie.

Są również takie firmy, które oczekują wsparcia finansowego oraz chętnie lokują się w specjalnych strefach ekonomicznych objętych zwolnieniami podatkowymi. Wiceminister podkreśla jednak, że jest to niewielka część wszystkich zainteresowanych inwestorów. Większość koncentruje się na dostępie do dobrych pracowników.

– Znacznie większym elementem konkurencyjnym są utalentowani ludzie, utalentowani inżynierowie z szeroko pojętej informatyki – mówi Bogdan. – Wiem o tym, że takie zainteresowanie jest, rozmawiałem z przedstawicielami takich firm, nastąpiło bardzo duże ożywienie, szczególnie tuż po CEBIT i ono wciąż trwa. Miejmy nadzieję, że te rozmowy skończą się sukcesem.

Według niego zagraniczne inwestycje w Polsce to tylko część strategii rozwoju IT. Równie ważne jest to, by polskie firmy inwestowały za granicą, stwarzając miejsca pracy atrakcyjne także dla obcokrajowców. Bogdan podaje przykład takiej inwestycji – to otwarte pod koniec kwietnia centrum przetwarzania danych Comarchu w Dreźnie.

Wiceminister zauważa także, że bardzo udane projekty są doskonałą reklamą Polski. Przykładem jest syntezator mowy IVONA. System niedawno zakupił amerykański gigant w branży handlu elektronicznego, Amazon.

– To jest dobre rozwiązanie wymyślone przez polskich inżynierów, przez polskich specjalistów informatyków. Dzięki takim rozwiązaniom mamy szansę wypromować się, wypromować nasz kraj i utalentowanych ludzi – podsumowuje Bogdan.

Poczta Polska planuje debiut na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie

163 mln zł – taki wynik finansowy brutto w ubiegłym roku wypracowała Grupa Poczta Polska. Spółka szuka nowych źródeł przychodu, tnie wydatki – zredukowała koszty o 170 mln zł i inwestuje w rozwój usług i pracowników. Zarząd ma nadzieję, że intensywna restrukturyzacja wkrótce pozwoli myśleć o giełdowym debiucie.

Choć prezes Poczty Polskiej Jerzy Jóźkowiak nie chce podawać konkretnych dat wejścia na GPW, to ma nadzieję, że po kolejnym roku restrukturyzacji spółka będzie gotowa na rozpoczęcie przygotowań. Zależy to jednak od wykonania określonych w strategii działań.

Zapewnia, że plany debiutu giełdowego nie wynikają z problemów finansowych spółki ani konieczności uzyskania finansowania zewnętrznego.

– Dziś dla tej skali działalności, jaką ma Poczta Polska, w zupełności wystarczy nam finansowanie wewnętrzne – podkreśla w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Jerzy Jóźkowiak. – Nie wykluczam również kolejnych nowych projektów, bo dziś remontujemy dom od fundamentów, ale już w tym domu świadczymy bardzo nowoczesne usługi, bo nie mamy innego wyjścia, rynek nam ucieka. Bardzo chętnie chciałbym skorzystać z zewnętrznego źródła finansowania, jeżeli będą projekty, a na pewno je widzimy, które będą generowały bardzo wysoką stopę zwrotu – dodaje Jóźkowiak.

Jak podkreśla, są to duże projekty związane z usługami cyfrowymi, e-commerce, z rozwojem sieci kurierskiej, obecnością w internecie czy z e-administracją.

– To są elementy, które zrobiły już inne poczty, bo tu nie jesteśmy liderem. Akurat Poczta Polska była na szarym końcu, jeżeli chodzi o zmiany, była najgorzej zarządzaną i postrzeganą pocztą, ale z drugiej strony zmiany, które przez dwa lata udało się zrobić, pokazują, że to jest dla nas temat interesujący i atrakcyjny, i na bazie tego można zbudować silną, konkurencyjną polską grupę kapitałową – zapewnia prezes Poczty Polskiej.

Drugim powodem planowanego giełdowego debiutu Poczty jest dążenie do zachowania standardów korporacyjnych.

– Chodzi o to, by standard i ład korporacyjny, który dotyczy Poczty Polskiej był ładem porównywalnym z innymi spółkami giełdowymi. W takiej firmie jest to niezbędne, ponieważ elementy dotyczące sprawozdań finansowych, porównywalności, weryfikowalności, sposobu zarządzania, ustawiają spółkę na zupełnie innych torach – mówi Jóźkowiak.

Koszty liberalizacji rynku nie takie znaczące

Zdaniem Jóźkowiaka liberalizacja rynku pocztowego nie była znaczącym powodem pewnego zmniejszenia przychodów przedsiębiorstwa.

– Jesteśmy jedyną pocztą w Europie, która w momencie liberalizacji rynku ma już na pokładzie istniejącą konkurencję – mówi Jóźkowiak. – To dlatego, że w Poczcie Polskiej nie zarządzono kwestiami kuriera, druków bezadresowych, oddano znaczną część rynku, jeśli chodzi o korespondencję biznesową z dużymi klientami. Oddajemy więc przychody od 2008 roku.

Spadki przychodów wynikają także z cyfryzacji procesów pocztowych, czyli przechodzenia klientów biznesowych na komunikację i wyciągi elektroniczne.

– Z drugiej strony, jeśli popatrzymy przez pryzmat dochodu i wyniku Poczty Polskiej, to okaże się, że wynik biznesowy jest bardzo dobry. W stosunku do 2010 roku wzrósł kilka razy. Jest tak, ponieważ potencjał Poczty nie był przez wiele lat wykorzystywany – twierdzi Jóźkowiak.

Pocztę Polską czeka kontynuacja modernizacji i poszerzania działalności. W ubiegłym roku spółka zaczęła oferować usługi cyfrowe, odświeżyła kurierskie, a także zmodernizowała transport pakunków o małej wielkości.

W maju prezes Jerzy Jóźkowiak został wybrany na kolejną kadencję. Rozpocznie się ona jeszcze w tym miesiącu – po zatwierdzeniu sprawozdania finansowego przez walne zgromadzenie – i potrwa 3 lata.

Komentarz dzienny, 19 czerwca 2013

Przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło w ujęciu rocznym o 0,9% r/r, zgodnie z naszą prognozą i nieznacznie mniej od konsensusu rynkowego (-1,0% r/r). W ujęciu miesięcznym zatrudnienie pozostało niemal bez zmian (+1tys.). Prawie zero robi jednak sporą różnicę w stosunku do spadków po kilka, kilkanaście tysięcy notowanych w ubiegłych miesiącach. Choć tym razem to prawdopodobnie przesunięcia w sezonowym zatrudnieniu pomiędzy kwietniem a majem zadecydowały o odwróceniu dynamiki rocznej, wskaźniki koniunktury (choćby PMI) wskazują, że rynek pracy jest bliski punktu przegięcia. W miarę poprawy koniunktury przedsiębiorstwa zaczną powoli zatrudniać, cementując gradualne ożywienie polskiej gospodarki. Wchodzimy w miesiące efektów sezonowych z nieco inną dynamiką gospodarki (potencjał do poprawy koniunktury, a nie do pogorszenia jak o tej samej porze w ubiegłym roku). Z dużym prawdopodobieństwem majowa dynamika zatrudnienia była więc najniższa w bieżącym cyklu.

Znaj wierzyciela swego – kto jest kim w procesie odzyskiwania należności?

Z perspektywy dłużnika, zobowiązania wobec wierzyciela to po prostu dług, który trzeba spłacić. Jak się jednak okazuje, różnice formalne dotyczące przekazania wierzytelności podmiotom wyspecjalizowanym w ich odzyskiwaniu mogą mieć niemałe znaczenie nie tylko dla pożyczkodawcy, ale i dłużnika.

Wojciech Popławski, radca prawny w Kancelarii Radców Prawnych Kowalski, Popławski i Wspólnicy w Legnicy wyjaśnia na czym polega odzyskiwanie długów na zlecenie.

Wierzyciel (np. instytucja, bank, przedsiębiorca) który chce wyegzekwować przysługujące mu należności ma do wyboru trzy drogi postępowania. Po pierwsze, może samodzielnie podjąć stosowne kroki prawne (duże instytucje, jak na przykład banki często posiadają własne oddziały windykacji). Drugim rozwiązaniem jest udzielenie zlecenia wyspecjalizowanej firmie zajmującej się odzyskiwaniem długów. Po trzecie, możliwe jest zbycie ciążącej mu wierzytelności.

Zlecenie odzyskania należności i cesja wierzytelności to nie to samo

Wierzyciel, który z jakichkolwiek powodów nie chce sam zajmować się odebraniem długu, może skorzystać z usług firm windykacyjnych, które profesjonalnie zajmują się odzyskiwaniem należności. Alternatywą dla zlecenia jest zbycie wierzytelności na rzecz takiego podmiotu. Wybór jednego z dwóch wariantów, wiąże się ze znaczącą zmianą dotyczącą statusu pierwotnego wierzyciela.

Z punktu widzenia dłużnika, firma windykacyjna jest przedstawicielem wierzyciela. Udzielenie pełnomocnictwa firmie nie stanowi przeszkody, aby sprawy związane ze spłatą zadłużenia uzgadniać z wierzycielem. Dopiero jednoznaczne oświadczenie wierzyciela o tym, że sprawą zajmuje się windykator i z nim należy prowadzić wszelkie ustalenia, będzie dla dłużnika wiążące.

W przypadku, gdy działania firmy windykacyjnej nie odniosą zamierzonego skutku na drodze polubownej, sprawa trafia do sądu. Przygotowaniem pozwu i całym postępowaniem sądowym zajmują się współpracujący z firmą zawodowi pełnomocnicy. Koszty procesu pokrywa wierzyciel.

Prezydent skierował do konsultacji społecznych projekt zmierzający do ograniczenia możliwości stawiania wiatraków

O ich lokalizacji będą decydowały samorządy wojewódzkie na podstawie audytów krajobrazu, których łączny koszt ma wynieść około 6,4 mln zł w ciągu trzech lat. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej obawia się, że oddanie decyzji w sprawie zezwoleń na takie inwestycje w ręce marszałków województw zablokuje w praktyce powstawanie nowych siłowni.

– Istnieje konieczność prawnego uregulowania kwestii związanych z korzystaniem przez nas wszystkich z krajobrazu. Wzorce europejskie są dość dobrze pomyślane i można je wdrożyć do polskiego prawa. Niepokoją natomiast rozwiązania szczegółowe, które są charakterystyczne akurat dla projektu ustawy, która jest opracowywana w Polsce. W naszej ocenie dążą do wyeliminowania energetyki wiatrowej z krajobrazu polskiego – mówi Wojciech Cetnarski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

Kancelaria Prezydenta RP skierowała do konsultacji społecznych projekt ustawy o ochronie krajobrazu („o zmianie niektórych ustaw w związku ze wzmocnieniem narzędzi ochrony krajobrazu”), w którym chce zaostrzenia zasad lokalizacji elektrowni wiatrowych. Autorzy projektu przyznają, że siłownie, „zwłaszcza średniej i dużej mocy, będą stanowiły co do zasady dominantę krajobrazową”. Nie sprecyzowano jednak, co należy rozumieć pod pojęciem wiatraków o średniej i dużej mocy. W Polsce najbardziej rentowne są te mające 2–3 MW.

Projekt ma być odpowiedzią na apele starostów suwalskiego, ełckiego, gołdapskiego, oleckiego i sejneńskiego w sprawie podjęcia działań zmierzających do uregulowania stanu prawnego dotyczącego lokalizacji farm wiatrowych. Wyrażono w nim niepokój, że „liczne farmy wiatrowe umiejscowione w północno-wschodniej Polsce, gdzie walory przyrodnicze i krajobrazowe zaliczają się do jednych z najbardziej atrakcyjnych w kraju, zdecydowanie już ograniczyły i ograniczać będą rozwój działalności turystycznej i agroturystycznej”.

Jeśli projekt wejdzie w życie, o lokalizacji wiatraków będą decydowały samorządy wojewódzkie na podstawie audytów krajobrazu. W ten sposób wyznaczą obszary krajobrazu chronionego, gdzie nie będzie można stawiać obiektów o charakterze dominant („obiektów o wiodącym oddziaływaniu wizualnym w krajobrazie”).

– Proponowane rozwiązania odbierają gminom możliwość podejmowania decyzji lokalizacyjnych, czyli odbierają władztwo planistyczne, które jest podstawą porządku konstytucyjnego w Polsce, i przenoszą te decyzje na poziom wojewódzki. To jest prawie niemożliwe, żeby z poziomu województwa regulować kwestie krajobrazowe na poziomie każdej gminy, każdej miejscowości – przestrzega Wojciech Cetnarski.

Zdaniem prezesa PSEW w Polsce istnieją podobne parki narodowe, rezerwaty przyrody, parki krajobrazowe, obszary chronionego krajobrazu, dlatego wprowadzanie dodatkowych stref nie ma uzasadnienia.

– Przestrzegamy przed nadregulacją, czyli wprowadzaniem nowych stref ochrony krajobrazowej i przed przeniesieniem tych decyzji na poziom wojewódzki, bo dla gmin to będzie olbrzymi problem. Do tej pory to one decydowały o tym, jak ma wyglądać przestrzeń wokół nich. Oczywiście można wprowadzić dodatkową formę nadzoru nad ich decyzjami i dołożyć do tego komponent krajobrazowy. Ale powinien być to proces, który jest inicjowany w gminach i podlega ewentualnie ocenie na poziomie województwa, a nie zaczyna się w województwie i tam kończy – podkreśla prezes PSEW-u.

Dodatkowo, koszty opracowania audytów krajobrazowych dla wszystkich województw w skali kraju mają wynieść około 6,4 mln zł w ciągu trzech lat. Wydatki samorządu województwa na wykonanie audytów krajobrazowych zostaną pokryte z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

W uzasadnieniu do projektu ustawy jest napisane, że koszt ten został wyliczony w oparciu o koszty wykonania opracowania „Energetyka wiatrowa w kontekście ochrony krajobrazu przyrodniczego i kulturowego w województwie kujawsko-pomorskim” przez Instytut Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN. Na Pomorzu i Kujawach samorządowcy walczyli z marszałkiem województwa o możliwość stawiania elektrowni wiatrowych, a inwestycje w ten rodzaj energetyki zostały wstrzymane.

Prezes PSEW-u zwraca uwagę, że jest punkt zawarty w projekcie ustawy, który warto wprowadzić w życie.

– W ocenach oddziaływania na środowisko powinno się jednoznacznie określić, jak wprowadzać ocenę oddziaływania projektów wiatrowych na krajobraz. Dzisiaj takich rozwiązań nie ma, a w naszej opinii powinny być i dobrze, że inicjatywa prezydencka zmierza w tym kierunku – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Wojciech Cetnarski.

Polska ma szansę, by przyciągać duże inwestycje największych graczy z branży IT

Światowe koncerny dostrzegają w Polsce potencjał rozwojowy, przede wszystkim w postaci wykwalifikowanych i kreatywnych pracowników. To, jak dynamicznie rozwijać się będzie sektor informatyczny,** zależy w dużej mierze od tego, czy warunki inwestycyjne oferowane firmom będą wystarczająco dobre i stabilne.

– Musiał jakiś czas minąć, zanim firmy zorientowały się, że tu jest stabilnie, tu można prowadzić biznes, tu nic mnie nie zaskoczy i tu będę miał dostatecznie dużą liczbę osób, które mogą dla mnie pracować. To widać nawet po ośrodkach research and development (R&D), które są w Polsce i które liczą już w tej chwili po kilkuset, a nawet powyżej tysiąca ludzi i to są światowi giganci – uważa Michał Jaworski, dyrektor ds. strategii technologicznej firmy Microsoft Polska.

Ich nastawienie się zmienia, ale – jak podkreśla dyrektor ds. strategii w Microsoft – niewielki wpływ mają działania rządzących. Decyzje o lokalizacji w Polsce oddziału czy centrów usług i technologii zapadają w centralach firm informatycznych. A konkurencja rośnie, bo dziś Polska walczy o inwestycje nie tylko z krajami Europy Środkowo-Wschodniej, ale też np. z Meksykiem czy Indonezją.

– Ten rodzaj inwestycji w firmach globalnych może być w każdym miejscu na ziemi, jeżeli się okaże, że dostaje przewidywalnie dobrą jakość z danego miejsca, za określoną cenę, to tam ta inwestycja będzie – podkreśla Michał Jaworski. – Nie liczmy na cuda, liczmy na to, że te warunki będą na tyle dobre, na tyle stabilne, że będziemy wybierani przez tego typu instytucje.

Najważniejszy potencjał ludzki

Opublikowane przez resort gospodarki kilka miesięcy temu prognozy Pierre Audoin Consultants wskazują, że perspektywy dla polskiego sektora IT są obiecujące. Wynika z nich, ze za dwa lata Polska będzie drugim co do wielkości (po Rosji) rynkiem IT w Europie Środkowo – Wschodniej w zakresie sprzedaży oprogramowania i usług.

– Mówimy o górnictwie, hutnictwie, rolnictwie, przemyśle meblarskim, tymczasem mało kto orientuje się, ile osób pracuje w przemyśle informatycznym, mało kto wie, że jest więcej osób po stronie informatyki niż po stronie górnictwa, mało kto wie, że mamy już ogromne przychody z tego rynku – zauważa ekspert.

Jego zdaniem kluczem do sukcesu jest również kadra specjalistów z odpowiednimi kompetencjami.

– To jest kultura pracy, kultura działania w zespole i to jest niezwykle ważne, bo w tej chwili indywidualistów, którzy mają szansę samemu coś zrobić od początku do końca w zasadzie nie ma. To jest umiejętność zarządzania zespołami, która w Polsce się już wytworzyła, również w zakresie zarządzania zespołami twórczymi – mówi Michał Jaworski.

Jego zdaniem szansę mają też młodzi utalentowani ludzie z własnym pomysłem na biznes w IT, którym często brakuje odwagi lub wytrwałości, by zdobyć tym rynki zagraniczne. Ale impulsem mogłoby być promowanie sukcesów polskich przedsiębiorców w kraju

– To jest myślenie o tym, czy mamy ambicję, czy jesteśmy dostatecznie głodni, żeby wyjść na świat – mówi dyrektor ds. strategii technologicznej Microsoft Polska, dodając, że taką drogę zaczyna obierać coraz więcej polskich firm. – Na 1000 osób, które to zacznie, 990 polegnie, 9 być może będzie miało jakiś sukces, a jedna będzie miała sukces więcej niż znaczący. To już jest dobrze.

Szansa dla polskich innowacyjnych start-upów

Może to przynieść również taki efekt, że polskimi firmami zainteresują się zagraniczni inwestorzy.

– Tzw. skauci znajdują bardzo interesującą firmę w Polsce, która robi jakąś technologię. Oni ją kupują, ale jednocześnie zostawiają, by robiła to, co do tej pory i inwestują w jej rozwój – mówi Jaworski, przytaczając przykład działającego w Gdańsku działu badawczo-rozwojowego firmy Intel, zatrudniającego ponad 1000 osób.

Zdaniem przedstawiciela Microsoft dużą rolę w procesie wspierania polskich innowacyjnych firm informatycznych, szczególnie tych młodych, ma do odegrania Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, przez który przechodzi dużo środków przeznaczonych na wdrażanie akademickich rozwiązań do przemysłu.

– Są w Polsce pewne zalążki całkiem już żwawego rynku venture capital, czyli tych, którzy na samym początku w tym drugim etapie powstawania firm je wspierają i zakładają, że z tych firm potem coś będzie się działo – podkreśla ekspert.

Dodaje, że potencjał rozwoju dla rynku jest, nie ma jednak uniwersalnej metody, jak można z niego skorzystać.

– Nie ma takiej sytuacji, że mówię: powołujemy fundusz, stawiamy na jego czele kogoś i to zagra, mamy w ciągu pięciu lat w Polsce kolejną Dolinę Krzemową”. Raczej drobnymi krokami trzeba próbować. Jeżeli to zadziała, należy to wzmocnić, a jeżeli nie działa, nie brnąć w to, tylko zamknąć i spróbować innej metody – podsumowuje ekspert.

RPP zaczęła obniżać stopy zbyt późno i zbyt łagodnie, a ostatnie dwie obniżki niepotrzebne

Stanisław Kluza krytykuje politykę pieniężną państwa. Były minister finansów i szef Komisji Nadzoru Finansowego jest zaskoczony decyzjami RPP o dalszym obniżaniu stóp procentowych. Przestrzega też przed nadmierną interwencją Narodowego Banku Polskiego na rynku walut. Zdaniem ekonomisty, pierwsze działanie niesie za sobą ryzyko wzrostu inflacji w przyszłym roku. Drugie z kolei może doprowadzić do spadku siły polskiego eksportu.

W ocenie byłego szefa resortu finansów, zapoczątkowany pół roku temu trend spadku inflacji, która w maju wyniosła 1 proc. w ujęciu rocznym, był do przewidzenia kilka miesięcy temu.

– Można go było przewidzieć ponad rok temu, na wiosnę 2012 roku – mówi Stanisław Kluza. – Polityka pieniężna, która w mojej opinii była prowadzona w sposób nadto restrykcyjny, właśnie ten trend wykreowała.

Zdaniem ekonomisty ze Szkoły Głównej Handlowej decyzje podejmowane przez Radę Polityki Pieniężnej odbiły się również – i to negatywnie – na naszej gospodarce, której tempo wzrostu w I i II kwartale tego roku jest w okolicach zera.

– Obniżki stóp procentowych po pierwsze rozpoczęto za późno, następnie, w pierwszej kolejności, były one zbyt łagodne. Później pokryły się z apogeum spowolnienia, a więc nie oddziaływały na to, żeby je przełamać – mówi Kluza.

Uważa, że proces systematycznych obniżek stóp procentowych postąpił za daleko (referencyjna stopa NBP jest dzisiaj najniższa w historii i wynosi 2,75 proc.) i przynajmniej dwie z serii ostatnich decyzji Rady Polityki Pieniężnej były podjęte zbyt pochopnie. Zdaniem Kluzy, nie miały żadnego znaczenia z punktu widzenia wzrostu gospodarczego. Ożywienie tak czy inaczej musi przyjść, a pierwsze jego symptomy powinny być obserwowane już w III kwartale tego roku. Korekta stóp może za to przyspieszyć powrót inflacji w kolejnych miesiącach.

– Decyzje Rady jednocześnie wykreowały jeszcze dwa bardzo złe zjawiska – mówi ekonomista SGH. – Pierwsze to jest bardzo duży spadek atrakcyjności depozytów terminowych i w mojej ocenie, wcale nie zwiększy się zdolność banków do udzielania kredytów. Bo jeżeli odpłyną depozyty, a jednocześnie nie mamy wzrostu finansowania zewnętrznego dla banków, to po prostu nie będzie z czego tych kredytów udzielać.

Drugie negatywne zjawisko to zmniejszająca się różnica wysokości stóp procentowych w Polsce i w strefie euro, co sprawia, że nasz kraj staje się mniej atrakcyjny dla inwestorów. To odbija się na kursie walutowym – inwestorzy nie kupują złotego, przez co jego wartość spada, a osoby mające kredyt w walutach obcych muszą płacić wyższe raty.

Słabnący złoty może jednak być jednym z bodźców przełamywania spowolnienia gospodarczego, dlatego – zdaniem Kluzy – do interwencji na rynku walutowym Narodowy Bank Polski powinien podchodzić z dużą ostrożnością.

– Nadmierne interweniowanie banku centralnego może przynieść skutek odwrotny – mówi Kluza. – Pewien potencjał do wykreowania w Polsce bodźca eksportowego zostanie po prostu wygaszony.

W Polsce codziennie powstaje ok. tysiąca nowych firm. Tyle samo jednak jest zamykanych

W Polsce codziennie powstaje ok. tysiąca nowych firm. Tyle samo jednak jest zamykanych. Aby to zmienić, resort gospodarki opracowuje projekt „Polityka nowej szansy”, w ramach którego pomoc mają otrzymać zagrożone upadłością przedsiębiorstwa. Trwają też prace nad nową ustawą o prawie upadłościowym.

W ramach „Polityki nowej szansy” fundusze miałyby trafić do firm w bardzo trudnej sytuacji ekonomicznej. Pomoc będzie finansowana zarówno ze środków publicznych, jak i prywatnych i będzie miała charakter pożyczki.

Ponadto przygotowywana jest nowelizacja prawa upadłościowego i naprawczego, która ma pomóc przedsiębiorcom zagrożonym upadłością w restrukturyzacji, a w przypadku, gdy się to nie powiedzie, umożliwić przedsiębiorcom założenie nowej firmy na bazie większej części masy upadłościowej. W tym celu ograniczone mają zostać m.in. prawa niektórych wierzycieli takich, jak Urząd Skarbowy i ZUS. Szacuje się, że zmiany wejdą w życie w ciągu roku lub dwóch lat.

– Pracujemy nad tym, by nie tylko zachować tę dynamikę powstawania nowych firm, ale również, by zmniejszyć częstotliwość ich zamykania – mówi Agencji Informacyjnej Newseria wiceminister gospodarki Dariusz Bogdan. – Nowelizacja ustawy o prawie upadłościowym, jak również „Polityka nowej szansy” mają na celu poprawę tej sytuacji, tak aby firmy mogły działać znacznie dłużej.

Problemem wizerunek przedsiębiorców i brak zaufania

Do trudnej sytuacji przedsiębiorców przyczynia się dość negatywny wizerunek osób prowadzących własną działalność gospodarczą. Chociaż 52 proc. Polaków twierdzi, że przedsiębiorcy są godni naśladowania i dają dobry przykład, to aż 32 proc. osób jest innego zdania.

– W Polsce mamy problem z kapitałem ludzkim w zakresie wzajemnego zaufania. Przedsiębiorca, który upada, często jest bardzo mocno zniechęcony do podejmowania dalszej działalności – mówi minister Bogdan.

Dlatego też, jeśli nie uda się zapobiec upadkowi przedsiębiorstwa, warto zachęcić byłego właściciela, by zakładał kolejne firmy i aby negatywna opinia ludzi nie zniechęcała go do tego.

– W USA fakt, że ktoś ma drugą czy trzecią firmę jest absolutnie naturalny – zauważa Dariusz Bogdan. – Zwykle pierwsza działalność gospodarcza tam nie wychodzi. Chcielibyśmy, żeby także Polacy wierzyli w dobre intencje przedsiębiorców, także tych mających problemy. Potrzebne jest stworzenie mechanizmów, w oparciu o które można myśleć o tym, żeby od nowa i bez zniechęcenia zacząć prowadzić działalność gospodarczą.

Tym bardziej, że chętnych na uruchomienie własnego biznesu nie brakuje. Przyczyniły się do tego z pewnością również wprowadzane przez resort gospodarki zmiany, związane z formalnościami przy zakładaniu firmy.

– Drugą barierą wejścia był kapitał. Dzięki PARP ten dostęp do kapitału, szczególnie dla mikro, małych i średnich przedsiębiorców jest znacznie łatwiejszy niż kiedykolwiek w historii Polski. Dziś dzięki takim programom jak Narodowy Program Przedsiębiorczości, który realizuje PARP, możemy myśleć o tym, jak promować przedsiębiorczość i związane z nią zdolności na szeroką skalę – podkreśla.

Jeremi Mordasewicz: wyraźnego wzrostu płac można się spodziewać dopiero za kilka lat

W zeszłym roku inwestycje biznesu krajowego, inwestorów zagranicznych i państwa nie przekroczyły 20 proc. produktu krajowego brutto. By tworzyć nowe miejsca pracy i utrzymać wzrost gospodarczy musimy skuteczniej ściągać kapitał – mówi ekspert Konfederacji Lewiatan Jeremi Mordasewicz. Rocznie inwestycje powinny stanowić 25 proc. PKB – czyli być o 80 mld złotych wyższe niż obecnie. Dlatego obecnie na rynku kapitał jest bardziej poszukiwany niż pracownicy. Wyraźnego wzrostu płac można się spodziewać dopiero za kilka lat.

– Wynagrodzenia w kraju mogą wzrastać w powiązaniu z produktywnością. Gdyby wzrosły szybciej niż wzrasta produktywność, tak się stało w Grecji, Portugalii i Hiszpanii, doprowadzilibyśmy do tragedii, bo nasze produkty nie sprzedawałyby się zagranicą i zalałby nas import – argumentuje Jeremi Mordasewicz.

Z danych GUS wynika, że w pierwszym kwartale tego roku wydajność pracy w Polsce wzrosła zaledwie o 0,3 proc. Zdaniem ekspertów można ją poprawiać przez lepszą organizację pracy, szkolenia pracowników i wzrost etyki pracy. To jednak proces długotrwały. Szybciej wydajność poprawiają inwestycje.

– Część produktywności uzyskana jest nie dzięki wyższej wydajności pracy poszczególnych pracowników, ale dzięki zakupowi nowych technologii, nowych linii produkcyjnych, maszyn, urządzeń, dzięki inwestycjom w sieci dystrybucyjne, sieci sprzedażowe, a to oznacza, że ci, którzy inwestują chcą uzyskać stopę zwrotu z tej inwestycji – tłumaczy Mordasewicz.

Trudnością, z którą obecnie spotykają się polskie firmy, jest łatwiejszy dostęp do pracowników niż do kapitału, który pozwala na inwestycje. Dlatego jest bardziej ceniony niż siła robocza.

– Ta sytuacja stopniowo się zmienia, ale ona się będzie zmieniać powoli, w miarę akumulowania kapitału w firmach i ten proces następuje. Będziemy mniej wyceniać kapitał, a więcej pracę, tym bardziej, że w kolejnych 10 latach zacznie się zmniejszać liczba osób w wieku produkcyjnym, gotowych do pracy, szczególnie w mobilnym wieku – mówi ekspert Konfederacji Lewiatan.

Gwałtowny wzrost płac nie jest jednak możliwy. Spowodowałby jednocześnie całościowy wzrost kosztów pracy i zmniejszenie inwestycji. W ubiegłym roku wyniosły one łącznie (państwa, sektora prywatnego oraz inwestorów zagranicznych) 20 proc. PKB.

– Jeżeli chcemy natomiast zaabsorbować te zasoby pracy, którymi dysponujemy, to jest ponad 3 mln ludzi gotowych do pracy, to musielibyśmy zwiększyć inwestycje powyżej 25 proc. PKB, a więc rocznie powinniśmy inwestować o 80 mld złotych więcej niż to robimy – podkreśla Mordasewicz.

Polska musi jednak stwarzać przedsiębiorcom warunki, w których inwestowanie będzie rentowne. Inaczej kapitał popłynie do innych krajów. Pomysł na inwestycje muszą mieć też sami przedsiębiorcy.

– Przed 20 laty, kiedy rozpoczynaliśmy transformację, byliśmy zapóźnieni w stosunku do Europy Zachodniej o 40 lat jeżeli chodzi o metody produkcji, organizację produkcji oraz technologie, którymi dysponujmy. My powolutku dystans zmniejszamy, ale niestety nie jest to proces szybki, bo w naszym kraju stale dominuje bieżąca konsumpcja nad długoterminowymi oszczędnościami i inwestycjami – podsumowuje Mordasewicz.

Komentarz dzienny, 18 czerwca 2013

Zgodnie z opublikowanymi w dniu wczorajszym danymi, deficyt budżetu państwa po maju spadł z 31,7 mld zł zanotowanych po pierwszych czterech miesiącach do 30,9 mld zł. Sam fakt spadku jest zgodny z harmonogramem, choć jego skala musi rozczarowywać – zakładano, że po pięciu miesiącach budżet zamknie się wynikiem -27,5 mld zł. Biorąc pod uwagę niewywiązanie się już w poprzednim miesiącu z jego zapisów, skumulowane odchylenie sięga ok. 3,4 mld zł (prawie 10% planu na ten rok).

Apple przedstawia system operacyjny iOS 7 i jego nowe funkcje

Apple przedstawia system operacyjny iOS 7 — czyli najważniejsze uaktualnienie systemu iOS od czasu pierwszego telefonu iPhone — wyróżniający się nowym i zachwycającym interfejsem użytkownika. System iOS 7 został zaprojektowany od nowa. Dominują w nim: subtelna dynamika ruchu, elegancka paleta barw oraz osobne warstwy funkcjonalne, dzięki którym cały system jest dynamiczny i pełen życia. Typografia została dopracowana w najdrobniejszych szczegółach, dzięki czemu napisy są wyświetlane jeszcze wyraźniej, a ruch i półprzezroczyste tła sprawiają, że nawet najprostsze zadania stają się bardziej wciągające. iOS 7 oferuje setki wspaniałych nowych funkcji, a wśród nich między innymi Centrum sterowania, Centrum powiadomień, udoskonaloną wielozadaniowość, AirDrop, ulepszone aplikacje Zdjęcia, Safari i Siri oraz iTunes Radio — bezpłatne radio internetowe, w którym nadawana jest muzyka dobrana do upodobań każdego użytkownika na podstawie wyborów dokonywanych w iTunes.

„iOS 7 jest najważniejszym uaktualnieniem systemu iOS od czasu pierwszego telefonu iPhone” — powiedział Craig Federighi, wiceprezes Apple ds. inżynierii oprogramowania. „W tworzeniu tego systemu uczestniczył zespół ekspertów z różnych dziedzin: od projektantów do specjalistów rozwiązań inżynieryjnych. Wyniki tej współpracy są bardzo zadowalające, a system iOS 7 jest dla nas ekscytującym początkiem nowej drogi”.

„W prostocie, przejrzystości i wydajności kryje się głębokie i trwałe piękno. Ale prawdziwa prostota to o wiele więcej niż tylko brak chaosu i ozdobników — jest to złożoność, która została uporządkowana” — powiedział Jony Ive, wiceprezes Apple ds. projektowania. „System iOS 7 jest urzeczywistnieniem takiej definicji prostoty. Ma on zupełnie nową strukturę, które jest spójna i obejmuje wszystkie jego warstwy”.

System operacyjny iOS 7 został zaprojektowany od początku z zupełnie nowym interfejsem użytkownika, ale dla setek milionów użytkowników telefonów iPhone, iPadów i iPodów touch na całym świecie korzystanie z niego będzie zupełnie naturalne. Nowy interfejs sprawia, że telefon wydaje się większy, ponieważ wszystkie elementy zostały zaprojektowane z myślą o maksymalnym wykorzystaniu całego ekranu. Przeprojektowane czcionki prezentują się niesamowicie na wyświetlaczu Retina, dzięki czemu tekst jest jeszcze bardziej wyrazisty.

W systemie iOS 7 pojawiło się Centrum sterowania. Teraz elementy sterujące, do których wymagany jest szybki i łatwy dostęp, znajdują się w jednym wygodnym miejscu. Wystarczy tylko jeden gest machnięcia od dołu ekranu i już dostępne są elementy sterujące trybu Samolot, Wi-Fi, Bluetooth i Proszę nie przeszkadzać, a także elementy do regulacji jasności ekranu, odtwarzania i wstrzymywania muzyki, przechodzenia do następnej ścieżki oraz opcje strumieniowego przesyłania muzyki za pomocą funkcji AirPlay. Centrum sterowania zapewnia również natychmiastowy dostęp do aplikacji, takich jak Zegar, Aparat, Kalkulator i Latarka.

Centrum powiadomień w systemie iOS 7 jest dostępne bezpośrednio z ekranu blokady, więc w celu wyświetlenia wszystkich powiadomień wystarczy pojedyncze machnięcie. Nowa funkcja Dzisiaj w centrum powiadomień przedstawia przegląd harmonogramu dnia wraz z podsumowaniem istotnych szczegółów, takich jak pogoda, sytuacja na drogach, terminy spotkań i imprez.

Dzięki udoskonalonej wielozadaniowości w systemie iOS 7 programiści posługujący się nowym interfejsem API mogą dla każdej aplikacji aktywować tryb jednoczesnej pracy z innymi aplikacjami w tle. W nowym systemie użytkownicy mają możliwość przełączania aplikacji w sposób bardziej intuicyjny, a sam system iOS 7 zwraca uwagę na to, które aplikacje są używane najczęściej i automatycznie dba o aktualność materiałów użytkownika.

AirDrop to zupełnie nowy sposób na szybkie i łatwe udostępnianie plików osobom w pobliżu. W celu udostępniania treści wystarczy skorzystać z funkcji AirDrop, w której pojawią się dane znajomych osób znajdujących się w pobliżu. Wystarczy wybrać osobę, a funkcja AirDrop zadba o całą resztę. Transfery AirDrop są realizowane przez połączenia równorzędne, więc z tej funkcji można korzystać nawet bez dostępu do sieci, przesyłane dane są całkowicie zaszyfrowane, zatem treści są chronione i pozostają prywatne. Funkcja nie wymaga żadnej konfiguracji.

Każdego dnia na całym świecie najwięcej zdjęć wykonuje się telefonami iPhone, a w systemie iOS 7 nowa aplikacja Aparat udostępnia filtry, które umożliwiają dodawanie efektów w czasie rzeczywistym. Teraz w aplikacji Aparat dostępna jest funkcja aparatu do zdjęć kwadratowych, a w celu wyboru kamery wideo albo jednego z trzech aparatów (do zdjęć, do zdjęć kwadratowych i do zdjęć panoramicznych) wystarczy tylko wykonać gest machnięcia.

System iOS 7 zawiera przeprojektowaną aplikacja Zdjęcia, w której dostępna jest funkcja Momenty — nowy metoda automatycznego porządkowania zdjęć i filmów odpowiednio do czasu i miejsc. Po zmniejszeniu powiększenia można wyświetlić wszystkie zdjęcia uporządkowane według momentów, kolekcji momentów lub lat. W systemie iOS 7 dostępna jest funkcja udostępniania zdjęć w iCloud, czyli najprostszy sposób udostępniania wybranych zdjęć wybranym osobom. Użytkownik korzystający z funkcji udostępniania zdjęć w iCloud może umożliwić swoim znajomym i członkom rodziny publikowanie zdjęć i filmów w strumieniach zdjęć, które sam udostępnia, a nowy widok aktywności wyświetla w jednym miejscu aktualizacje z wszystkich udostępnionych strumieni.

Udoskonalony interfejs użytkownika Safari umożliwia wyświetlenie większej ilości szczegółów, czemu sprzyja funkcja przeglądania na pełnym ekranie. Nowe inteligentne pole wyszukiwania ułatwia wyszukiwanie, a zakładki i karty w Safari są prezentowane w nowym widoku. Dzięki funkcji iCloud Keychain hasła i dane kart kredytowych użytkownika są bezpiecznie przechowywane i dostępne na wszystkich jego urządzeniach, więc nawigacja na stronach chronionych hasłami jest łatwa i przyjemna, zaś automatyczne wypełnianie pól podczas transakcji finansowych jest realizowane w bezpieczny sposób. Rozszerzone funkcje kontroli rodzicielskiej umożliwiają automatyczne blokowanie dostępu do stron WWW dla dorosłych. Dodatkowo ustawienia można skonfigurować w taki sposób, aby pozwalały na dostęp tylko do konkretnego zestawu dozwolonych stron.

Siri brzmi lepiej niż kiedykolwiek wcześniej, ponieważ dostępne są nowe głosy męskie i żeńskie. Dodatkowo asystent Siri jest zintegrowany z wyszukiwaniem w serwisie Twitter, dzięki czemu można zapytać Siri nawet o to, jakie tematy są popularne na Twitterze*. Siri jest również zintegrowany z Wikipedią i zapewnia dostęp do tego najpopularniejszego w Internecie źródła informacji. Dodatkowo aplikacja Siri udostępnia wyszukiwarkę Bing oraz umożliwia zmianę ustawień urządzenia i odsłuchiwanie poczty głosowej.

Aplikacja Muzyka cieszy oko swoim nowym wyglądem i udostępnia nową funkcję iTunes Radio. Jest to bezpłatne internetowe radio, w którym użytkownik ma dostęp do ponad 200 stacji radiowych, niesamowitego katalogu muzyki z iTunes Store oraz do funkcji dostępnych tylko w iTunes. iTunes Radio to najlepszy sposób na odkrywanie nowej muzyki. Uruchamiając iTunes Radio w telefonie iPhone, iPadzie, iPodzie touch, na komputerze Mac, PC czy w Apple TV, zyskuje się dostęp do stacji inspirowanych wcześniej odsłuchiwaną muzyką, stacji polecanych przez Apple oraz stacji opartych na muzyce jednego gatunku wybranych tylko dla Ciebie. iTunes Radio zmienia się, tak jak zmieniają się utwory, których słuchasz i które pobierasz. Im więcej korzystasz z iTunes Radio oraz iTunes, tym więcej dostępnych jest danych o Twoich preferencjach — i tym bardziej dopasowana staje się kierowana do Ciebie oferta muzyczna. Funkcja iTunes Radio zapewnia również dostęp do premierowych emisji utworów najpopularniejszych wykonawców, jest zintegrowana z Siri oraz umożliwia zakup każdego emitowanego utworu już po jednym stuknięciu.

App Store to serwis z największą na świecie ofertą aplikacji — liczącą ponad 900 tysięcy pozycji. W systemie iOS 7 dostępna jest funkcja Popular Apps Near Me — nowy sposób wyszukiwania aplikacji na podstawie bieżącej lokalizacji użytkownika, a sam system iOS 7 automatycznie dba o to, aby aplikacje były zawsze aktualne. W serwisie App Store dostępna jest nowa kategoria dla dzieci, w której nauczyciele i rodzice mogą odkrywać aplikacje dla dzieci w różnym wieku.

Dodatkowe nowe funkcje systemu iOS 7:
• nowa funkcja blokady aktywacji funkcji Znajdź mój iPhone, która wymaga podania identyfikatora Apple ID i hasła. Dopiero po podaniu tych danych możliwe jest jej wyłączenie, wymazanie danych oraz reaktywacja urządzenia po jego zdalnym wymazaniu;
• tryb nocny w aplikacji Mapy, który reaguje na ilość światła w otoczeniu, co jest szczególnie użyteczne w przypadku korzystania z tej aplikacji w nocy;
• udoskonalone funkcje audio w FaceTime, które umożliwiają realizowanie połączeń wysokiej jakości w sieci danych;
• synchronizacja powiadomień, dzięki której powiadomienie zamknięte na jednym urządzeniu będzie zamknięte także na innych urządzeniach użytkownika;
• funkcja blokowania połączeń, wiadomości i rozmów przez FaceTime od wybranych osób;
• obsługa witryny Tencent Weibo dla użytkowników w Chinach, słownik chińsko-angielski oraz udoskonalone funkcje wprowadzania tekstu w języku chińskim wraz z opcją rozpoznawania wielu znaków chińskich wpisywanych ręcznie;
• możliwość bardziej wydajnego wdrażania i zarządzania telefonami iPhone i iPadami w firmach; oraz
• integracja z samochodem, dzięki której po raz pierwszy zalety rozwiązania Apple można docenić w pełni także w samochodzie.

Oprogramowanie iOS 7 w wersji beta i pakiet SDK są dostępne już teraz dla uczestników programu iOS Developer Program, na stronie developer.apple.com. System iOS 7 będzie dostępny jako bezpłatne uaktualnienie oprogramowania dla telefonu iPhone 4 i późniejszych wersji, iPada 2 i późniejszych wersji, iPada mini i iPoda touch (piątej generacji) jesienią tego roku. Niektóre funkcje mogą być niedostępne w niektórych urządzeniach.

*Języki: angielski (USA), francuski i niemiecki będą dostępne od razu po wprowadzeniu systemu iOS 7 na rynek. Dodatkowe języki będą dodawane w miarę upływu czasu.