Młodzi Polacy chętnie się zadłużają

Średni niespłacony dług osób w wieku 18-25 lat to 4 tys. zł. Około 48 proc. złych długów Polaków w tym wieku dotyczy zobowiązań wobec banków, a 25 proc. – nieopłaconych rachunków telefonicznych. Tylko w rejestrze Grupy Kruk znalazły się 64 tys. młodych ludzi. Najwięcej niesolidnych młodych dłużników jest na Śląsku. Banki i firmy windykacyjne podkreślają, że najgorszym wyjściem jest unikanie kontaktu z wierzycielami.

Kłopoty ze spłacaniem długów wobec banków czy firm telekomunikacyjnych zaczynają się coraz częściej już w chwili wkraczania w dorosłość. – W grupie kapitałowej KRUK dłużnikóww przedziale wiekowym 18-25 lat, którzy nie regulują swoich zobowiązań mamy ponad 60 tys. osób – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Anna Pakulska,, dyrektor sprzedaży w obszarze klienta strategicznego Rejestru Dłużników ERIF BIG S.A., który jest częścią Grupy KRUK.

Zgodnie z przepisami minimalną kwotą niespłaconego zadłużenia, jaka uprawnia do wpisania długu do Biura Informacji Gospodarczej, jest 200 zł.

– W praktyce w przypadku młodych ludzi długi często są znacznie wyższe, bo nawet kilkutysięczne, ale też czas niespłacania czy też wielość zobowiązań jest znacznie większa – mówi ekspertka.

Z danych Grupy KRUK wynika, że wśród 64 tysięcy Polaków między 18. a 25. rokiem życia, którzy są w rejestrze Grupy, największe średnie zadłużenie mają młodzi z Małopolski – ponad 5 tys. zł i Wielkopolski – prawie 5 tys. zł. Najwięcej młodych zadłużonych jest na Śląsku – prawie 9 tysięcy, a dopiero potem w Mazowieckiem – niespełna 8 tysięcy. Najmniej osób między 18. a 25. rokiem życia, które nie spłacają długów, jest w województwie świętokrzyskim – trochę ponad tysiąc. Średnie zadłużenie tych ostatnich to niespełna 3 tysiące złotych.

Niespłacone dlugi w tej grupie wiekowej dotyczą najczęściej umów z bankami (48 proc.), operatorami telekomunikacyjnymi (26 proc.) oraz pożyczek zaciąganych w innych instytucjach finansowych (10 proc.).

Brak regulowania na czas swoich zobowiązań ma daleko idące konsekwencje na przyszłość.

– Kiedy młody człowiek podejmuje kolejne zobowiązania i nagle okazuje się, że nie jest w stanie się z nich wywiązać, to spotyka się z brutalną rzeczywistością egzekucji tej należności. W momencie, kiedy należności nie są regulowane i młody człowiek faktycznie zaczyna mieć kłopoty, dochodzi do tego problem egzekucji sądowej. To już są takie rzeczy, które mogą młodych ludzi w jakiś sposób też ukształtować, ale też uczulić przed nierozważnym zaciąganiem zobowiązań. Na pewno uczą – podkreśla Anna Pakulska.

Najprostszym sposobem, by zniknąć z rejestru dłużników, jest uregulowanie długu. Najważniejsze to nie unikać kontaktu z wierzycielami.

– Jeżeli ktoś ma problemy z uregulowaniem długu, powinien jak najszybciej skontaktować się z wierzycielem, podjąć dialog, spróbować polubownie załatwić problem. W przypadku firm zarządzających wierzytelnościami istnieje możliwość podpisania ugody i ustalenia możliwych do spłaty rat. Jeśli chodzi o dostawcę mediów czy podmiot, z którym dany młody człowiek podpisał umowę i nie jest w stanie się z niej wywiązać, tu jest właśnie kwestia kontaktu z tym wierzycielem – wyjaśnia Anna Pakulska.

Wyniki finansowe Grupy Asseco za 2012 rok

0

Ponad 5,5 mld zł przychodów ze sprzedaży wypracowała w 2012 roku Grupa Asseco. Zysk operacyjny wyniósł 650 mln zł, a wynik netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej ponad 370 mln zł. Grupa wygenerowała w analizowanym okresie rekordowy poziom środków pieniężnych z działalności operacyjnej na poziomie 847 mln zł.

Przychody ze sprzedaży wyniosły 5 529,1 mln zł, co stanowi 11,5% wzrost w stosunku do 2011 roku. Wynik operacyjny w wysokości 649,9 mln zł był na porównywalnym poziomie jak rok wcześniej. Grupa wypracowała zysk netto 555,9 mln zł. Natomiast wynik netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 370,1 mln zł. Asseco konsekwentnie realizowało strategię wzrostu wyników dzięki sprzedaży własnych rozwiązań informatycznych. W 2012 roku przychody z oprogramowania i usług własnych stanowiły 75,9% sprzedaży ogółem (4 197,4 mln PLN). Przychody były zdywersyfikowane sektorowo, a ich podział rozkładał się następująco: bankowość i finanse 33,5%, przedsiębiorstwa 42,8% oraz administracja publiczna  23,7%. Asseco podpisało w minionym roku wiele prestiżowych kontraktów. Całkowita liczba realizowanych umów wyniosła blisko 3000 co po raz kolejny potwierdza dywersyfikację portfela klientów.
W minionych dwunastu miesiącach do Grupy dołączyły nowe spółki, które umocniły kompetencje Asseco w wybranych obszarach. Polska koncentrowała się na projekcie budowy ogólnopolskiej spółki integracyjnej działającej w poszczególnych regionach naszego kraju. Asseco South Eastern Europe z sukcesem przeprowadzało akwizycje na perspektywicznym rynku tureckim, a Formula Systems nabyła spółki w Stanach Zjednoczonych i Izraelu.
Strategia wzrostu organicznego oraz poprzez akwizycje przyniosła w 2012 roku umocnienie pozycji Asseco wśród liderów rynku informatycznego w Europie. Jako jedyna polska grupa IT Asseco znalazło się w pierwszej dziesiątce największych producentów oprogramowania na Starym Kontynencie, zajmując 7 lokatę.
Plany na 2013 rok zakładają dalszą rozbudowę Grupy Kapitałowej. Asseco Poland prowadzi rozmowy z kolejnymi podmiotami w Polsce oraz ze spółką z Rosji. Asseco South Eastern Europe poszukuje firm w Turcji. Niezależnie od ambitnych planów inwestycyjnych Asseco koncentruje się na tym, co jest największą przewagą konkurencyjną Grupy – produkcji i rozwoju własnych rozwiązań informatycznych dla największych europejskich i światowych instytucji.

M.Belka: przedsiębiorcy powinni teraz myśleć o inwestycjach

– Racjonalny przedsiębiorca właśnie teraz powinien zacząć inwestować – uważa prof. Marek Belka, prezes Narodowego Banku Polskiego. W ten sposób będzie przygotowany na lepszą koniunkturę gospodarczą, a co za tym idzie, również na zwiększony popyt w kraju i zagranicą. Tym bardziej, że prognozy dla polskiej gospodarki są optymistyczne.

– Jeśli proces inwestycyjny trwa rok, to dzisiaj się powinno zacząć inwestować, bo za rok sytuacja będzie lepsza, a wtedy ci przedsiębiorcy będą mieli wolne moce produkcyjne i będą mogli zaspokajać zwiększony popyt, czy to krajowy, czy zagraniczny – tłumaczy prof. Marek Belka.

Według prezesa Narodowego Banku Polskiego błędne są decyzje przedsiębiorców, którzy planują w krótkim horyzoncie, czyli na najbliższe miesiące.

Tym bardziej, że mamy powody, by twierdzić, że nasza gospodarka wychodzi z dołka, w jakim się ostatnio znalazła. Prognozy mówią o nadchodzącym ożywieniu, choć i tak kryzys, który dotknął wiele krajów w naszym regionie, z Polską obszedł się dość łagodnie. Zdaniem profesora Belki udało się osiągnąć poziom deficytu budżetowego (prognozy Ministerstwa Finansów mówią o tegorocznym deficycie budżetowym na poziomie prawie 36 mld złotych), którego nie trzeba już obniżać.

– Konkurencyjność międzynarodowa Polski nie została zachwiana, wręcz przeciwnie ona się umacnia – podkreśla prof. Marek Belka. – W dodatku niska inflacja spowoduje, że trochę więcej pieniędzy zostanie w kieszeniach konsumentów, co mam nadzieję ożywi gospodarkę.

Polska gospodarka w ocenie Belki, budowana jest na zdrowych fundamentach. Martwić może jedynie sytuacja, w jakiej znaleźli się nasi główni partnerzy handlowi, przede wszystkim ze strefy euro.

– Wszyscy się spodziewają, że gospodarka sfery euro będzie w fazie „stagnacji plus”, czyli może wyjdzie z ujemnego tempa,, a to nie są dobre rynki dla naszych eksporterów – dodaje ekonomista.

To może trochę rozczarować tych, którzy spodziewają się powtórki z 2009, kiedy europejska gospodarka szybko zaczęła piąć się w górę.

– Wtedy jeszcze odczuwaliśmy pozytywne wpływ bodźców fiskalnych, które zaaplikowaliśmy sobie w dwa lata przed kryzysem, czyli obniżki podatków. To są czynniki, które wtedy wystąpiły, teraz już nie mogą – mówi prof. Belka.

Rentowność firm przewozowych w 2012 roku w okolicach zera

Polska wyrasta na ilościowego lidera europejskiego transportu drogowego. Jednak firmy działające w branży mają problem z rentownością. Dumpingowe ceny, silnie regulowane koszty, brak precyzyjnych przepisów – to niektóre z powodów, dla których branża transportu drogowego w Polsce zarabia bardzo niewiele.

– Dzisiaj na rynku jest po części targowisko transportowe. Kto da mniej, ten będzie wykonywał przewóz. To jest niekorzystne dla przewoźników – mówi prof. dr hab. Zdzisław Kordel z Instytutu Transportu Samochodowego. – Rentowność na przewozach w 2012 roku była w okolicach zera.

Prof. Kordel podkreśla, że są dwa podstawowe powody trudnej sytuacji ekonomicznej polskiej branży transportu drogowego. Przedsiębiorstwa mają niewielkie pole manewru w obniżaniu swoich kosztów. Z drugiej jednak strony bardzo niewielki jest nadzór nad przychodami spółek. Oznacza to, że nie ma zabezpieczeń przed rywalizacją cenową i dumpingiem. Według profesora Kordela, w szczególności dotyczy to małych i średnich przedsiębiorstw, które stosują dumping, czyli zaniżają ceny za usługi. Ten proceder powinien być ścigany, ale jak uważa ITS, w Polsce nikt się tym nie zajmuje.

– Branża transportowa generuje nawet 5 proc. polskiego dochodu narodowego – przypomina prof. Kordel.

Według niego państwo powinno bardziej zadbać o ten sektor. Zaznacza, że przewoźnikom nie chodzi o żadne dotacje lub dofinansowania, a jedynie o zmianę prawa oraz jasne reguły prowadzenia działalności.

– Przede wszystkim trzeba, by władze pochyliły się nad oddziaływaniem na stronę przychodową przedsiębiorstw transportu drogowego. Rozważyć może ceny minimalne, może taryfy, może elastyczną politykę w zakresie poziomu kosztów, które spływają na przedsiębiorstwa – proponuje ekspert.

Jedną z propozycji branży jest choćby czasowe obniżenie VAT-u na paliwo. ITS apeluje również o nadzór nad przewoźnikami, którzy deklarują, że wykonują przewozy na potrzeby własne. Prof. Kordel uważa, że wielu z nich przewozi towary zarobkowo, stwarzając dodatkową konkurencję dla firm transportowych. Według niego niewystarczająco sprecyzowane są również przepisy o bazach eksploatacyjnych (np. odpowiednim zapleczu garażowym), których obecnie może nie spełniać nawet 70 proc. przewoźników.

Mimo tych problemów prawnych oraz niskiej rentowności, branża transportu drogowego w Polsce wciąż rośnie. Już w tej chwili działa w niej około 140 tys. przedsiębiorstw, z czego znaczna większość zajmuje się przewozami ładunków. Tylko ok. 6 tys. firm przewozi pasażerów na trasach międzynarodowych.

– Jesteśmy dużym krajem, po drugie mamy znakomitą kadrę transportową, po trzecie mamy znakomitych kierowców, po czwarte wiele osób zna języki, a więc jesteśmy postrzegani w Europie jako ci aktywni. Potrafiliśmy wygospodarować kapitał, bo przecież rynek transportu drogowego powstał w oparciu o własny kapitał i wykazujemy się dużą inicjatywą – wylicza zalety polskich firm prof. Kordel.

Według analityków Brand Finance Polska jako marka jest warta niemal 500 mld dolarów

Organizowanie dużych, międzynarodowych imprez sportowych i gospodarczych to jeden z powodów wzrostu wartości marki Polski – uważa Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Według analityków z prestiżowej firmy Brand Finance, polska marka jest warta niemal 500 mld dolarów, co daje nam 20. miejsce na świecie. Może być jeszcze lepiej dzięki deklarowanym chęciom organizowania kolejnych imprez sportowych oraz tegorocznemu światowemu szczytowi klimatycznemu ONZ, który odbędzie się w Warszawie.

Wartość polskiej marki wzrosła aż o 75 proc. w porównaniu do poprzedniego roku. Choć marka prowadzących w rankingu Stanów Zjednoczonych jest warta niemal 15 bln dolarów – ponad trzydziestokrotnie więcej niż marka Polski – to w dynamice rozwoju zostawimy w tyle inne państwa. Wartość amerykańskiej marki wzrosła zaledwie o 19 proc. Wolniej od Polski zyskują również marki m.in. Chin i Szwajcarii (po 61 proc.).

– Na wycenę wartości polskiej marki składa się szereg czynników, m.in. to, jak jesteśmy postrzegani, jak czują się przyjeżdżający do Polski turyści, czy jesteśmy w stanie organizować duże międzynarodowe wydarzenia gospodarcze, turystyczne, konferencyjne. Ja myślę, że to jest taka kompleksowa oferta tego, co możemy zaproponować wszystkim, którzy z zagranicy nas obserwują – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Beata Stelmach, wiceminister spraw zagranicznych.

Wiceminister spraw zagranicznych przyznaje jednak, że trudno będzie utrzymać tak szybki wzrost. Polska zawdzięcza go bowiem między innymi niższemu punktowi odniesienia. Według Stelmach musimy poprawić się także w innych rankingach, na przykład w oceniającym koszty działalności dla przedsiębiorców rankingu Doing Business Banku Światowego. Polska zajmuje w nim dopiero 55. miejsce, rok wcześniej byliśmy na pozycji 62.

– Skok o 7 pozycji w takim rankingu jest niezwykle pozytywna oznaką, ale 55. pozycja to nie jest pierwsza dziesiątka. W związku z tym mamy jeszcze bardzo wiele do zrobienia – mówi Beata Stelmach.

Wiceszefowa MSZ uważa, że na wzrost wartości polskiej marki wpływ mają organizowane przez nas imprezy sportowe i gospodarcze, np. Euro 2012. Szansą w kolejnych latach może być np. organizacja zimowych igrzysk olimpijskich razem ze Słowacją w 2022 r., o co zaczęliśmy się starać. Organizacja takich wydarzeń to duże wyzwanie dla Polski, między innymi w zakresie infrastruktury. Stelmach uważa jednak, że jesteśmy do niego w pełni przygotowani, a co więcej, jak podkreśla, lubimy być prymusami.

Jeszcze w tym roku Polskę czeka inna ważna impreza – jesienny światowy szczyt klimatyczny ONZ, który odbędzie się w Warszawie. Szacunki mówią, że stolicę Polski może z tej okazji odwiedzić nawet 20 tys. gości.

Inflacja w Polsce najniżej od sześciu lat

Inflacja w lutym spadła z 1,7 proc. w skali roku odnotowanych w styczniu (zmiana koszyka inflacyjnego nie przyniosła tutaj rewizji) do zaledwie 1,3 proc. r/r. – Oznacza to, że w lutym ceny dóbr i usług konsumpcyjnych rosły w ujęciu rocznym w tempie najwolniejszym od października 2006 r. – mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku.

Różnice w stosunku do naszej prognozy i konsensusu rynkowego (odpowiednio, 1,6 i 1,5 proc. r/r) wynikają przede wszystkim ze spadku cen żywności oraz z mocniejszej od zakładanej dezinflacji w kategoriach bazowych. W odniesieniu do cen żywności oczekiwaliśmy wzrostu o ok. 0,5 proc. i była to wartość zgodna zarówno z odczytami regionalnymi, jak i z opublikowanymi wczoraj szacunkami. Dlatego też spadek cen żywności o 0,2 proc. należy uznać za niespodziankę. Wzrost cen paliw okazał się być zgodny z oczekiwaniami (1,1 proc. m/m). Po stronie bazowej największym zaskoczeniem są ceny łączności (spadek o 3 proc. m/m). Tu spadki zawdzięczamy promocjom na rynku telefonii komórkowej – jak podaje GUS w swoim komentarzu do danych, usługi telefonii komórkowej potaniały o 3,1 proc. m/m, a sprzęt o 0,6 proc. m/m. Tym samym, szacujemy, że inflacja bazowa w styczniu wyniosła ok. 1,5 proc., a w lutym spadła do zaledwie 1,1-1,2 proc. (dokładniejsze szacunki NBP poznamy w poniedziałek).

– W kolejnych miesiącach spodziewamy się dalszego wyhamowywania wzrostu cen konsumenckich. Marcowa inflacja najprawdopodobniej wyniesie ok. 1,1 proc. i będzie w dalszym ciągu spadać, osiągając minimum w miesiącach letnich – mówi Ernest Pytlarczyk.

– Wówczas spodziewamy się odczytów w okolicy 0,8-0,9 proc. Oznacza to, że wskaźnik ten znajdzie się istotnie poniżej dolnej granicy dopuszczalnych odchyleń od celu inflacyjnego. Jeszcze bardziej wyraźny będzie spadek inflacji bazowej, dla której przewidujemy spadkową ścieżkę z minimum pod koniec roku – dodaje główny ekonomista BRE.

Nieoczekiwany spadek inflacji poniżej dolnej granicy celu NBP może skłonić Radę Polityki Pieniężnej do rozważenia przyjętej ostatnio w wyjątkowo szerokim konsensusie postawy wait-and-see i przerwy w cyklu łagodzenia polityki pieniężnej – tym bardziej, że opublikowana projekcja inflacyjna zakładała znacznie łagodniejszą ścieżkę spadków (tylko drugi kwartał br. poniżej dolnej granicy celu na poziomie ok. 1,4 proc.). Dzisiejsze dane wskazują, że CPI już w kolejnych 3-4 miesiącach spadnie poniżej 1 proc., zaś poniżej dolnej granicy celu ma szanse pozostać nawet do końca 2013 roku. Ostatnie komentarze prezesa NBP Marka Belki wskazywały, że Rada szczególnie uczulona będzie na odstępstwa publikowanych danych od ścieżki nowej projekcji i w tym kontekście dzisiejsze dane mogą wywołać oczekiwania na kontynuację cyklu poluzowania (w istocie rzeczy – w reakcji na dane złoty natychmiast osłabił się o ok. 0,5 gr., a stawki rynkowe długu obniżyły się ok. 3-5 punktów bazowych wzdłuż całej krzywej) i ponownie podzielić członków RPP (po danych prof. Winiecki ocenił spadek inflacji jako warunkowany ,,czynnikami jednorazowymi i nie oczekuje, że w kolejnych miesiącach inflacja spadnie poniżej 1 proc.’’ – poczekajmy jednak na wypowiedzi pozostałych członków Rady).

Na razie nie widzimy podstaw do zmiany naszego scenariusza ścieżki stóp procentowych – czynnikiem kluczowym będą publikacje wskazujące na skalę spowolnienia w pierwszej połowie roku.

KGHM Polska Miedz SA stabilna produkcja i dobre wyniki finansowe za 2012 rok

KGHM Polska Miedź S.A. w 2012 roku utrzymała wysoki poziom produkcji miedzi elektrolitycznej – 566 tys. ton miedzi (w porównaniu do 571 tys. ton w 2011 roku) oraz srebra – 1274 ton (w porównaniu do 1260 ton w 2011). EBITDA w 2012 roku wyniosła 8,1 mld PLN a zysk 4,868 mld PLN. Najważniejsze czynniki mające wpływ na wyniki finansowe KGHM, to poziom produkcji, notowania miedzi i srebra oraz kurs walutowy USD/PLN. W stosunku do roku 2011 średnie notowania miedzi były niższe o 10 proc, a średnie notowania srebra niższe o 11 proc. Kurs walutowy był wyższy o 10 proc. Produkcja miedzi elektrolitycznej była zgodna z planem, przy 26 proc. udziale wsadów obcych. W odniesieniu do roku 2011 całkowity koszt produkcji miedzi ze wsadów własnych był wyższy o 42 proc., głównie w wyniku wprowadzenia podatku od kopalin.

KGHM International w 2012 roku wyprodukował 110,5 tys. ton miedzi oraz 95,2 tys. uncji trojańskich metali szlachetnych (m.in. złoto, platyna, palladium). Spółka osiągnęła EBIDTA 333 mln USD, przekraczając wcześniejsze założenia budżetowe.

Łączna produkcja miedzi Grupy KGHM wyniosła 676,3 tys. ton (wzrost o 18 % w stosunku do 2011).

– Zrealizowaliśmy większość planowanych założeń, po raz kolejny potwierdzając naszą rzetelność i przewidywalność. Prognozę na rok 2012 zrealizowaliśmy z 3 procentową nadwyżką, osiągając 4 868 mln zł zysku netto – mówi Włodzimierz Kiciński, pierwszy wiceprezes KGHM Polska Miedź S.A. – Pomimo wprowadzenia podatku od wydobycia niektórych kopalin, po przejęciu Quadry FNX wartość akcji KGHM wzrosła powyżej średniej w branży wydobywczej. Jednocześnie całkowita stopa zwrotu dla akcjonariuszy, czyli wartość ceny akcji w ciągu ostatniego roku, zwiększyła się o ponad 60 proc. To wartość znacząco wyższa od konkurentów w branży wydobywczej.

Nowe projekty inwestycyjne Grupy KGHM w Polsce i na świecie.

Niecka Grodziecka

Dzięki pozytywnym wynikom pierwszych odwiertów możliwe jest zaplanowanie kolejnych etapów i dalsze rozwijanie projektu w Niecce Grodzieckiej w okolicach Bolesławca. W dziewięciu wykonanych otworach wiertniczych średnia zawartość miedzi wyniosła ok. 1,4%, a zawartość srebra 50 gramów w tonie rudy. Zakres zaplanowanych do realizacji prac geologicznych, badań i analiz projektowo-technicznych pozwoli wykonać wstępne studium wykonalności projektu, które będzie dla zarządu spółki podstawą do podjęcia decyzji inwestycyjne o budowie kopalni i wystąpienia o koncesję na eksploatację górniczą.

Sierra Gorda

W Sierra Gorda trwa budowa kopalni, zakładu przeróbczego i ściąganie nakładu. Stan zaawansowania prac na koniec 2012 roku wynosił 33 proc., przy pracach projektowych zakończonych w 92 proc. Uruchomienie produkcji nastąpi w II kwartale 2014 roku. Według zaktualizowanej prognozy, nakłady kapitałowe na uruchomienie tego projektu wyniosą 3,9 mld USD. To wzrost o 35 proc. w stosunku do poprzednich założeń, bez uwzględnienia potencjalnych oszczędności (160 mln USD program leasingu sprzętu górniczego i 55 mln USD pozytywnego wpływu zabezpieczenia kursu walutowego).

Konieczność aktualizacji nakładów inwestycyjnych projektu Sierra Gorda wynika głównie z zewnętrznych, niezależnych od KGHM przyczyn. To przede wszystkim zmiana regulacji prawnych w zakresie wymogów sejsmicznych, wzrost kosztów energii, pracy i materiałów oraz wzmocnienie chilijskiej waluty. Aktualizacja nakładów uwzględnia także dodatkowe usprawnienia i zmiany w zakresie projektu w stosunku
do pierwotnych założeń ze Studium Wykonalności.

Projekt Sierra Gorda jest strategicznym projektem dla KGHM, ponieważ dzięki tej inwestycji obniży się średni koszt wydobycia miedzi w całej Grupie, co jest szczególnie ważne w przypadku spadku cen miedzi. Dzięki temu Grupa KGHM będzie konkurencyjna nawet w warunkach niskiej ceny miedzi na świecie.

Należy także podkreślić, że realizowana przez KGHM International inwestycja jest obecnie jednym z najbardziej terminowo realizowanych projektów górniczych, co znacząco wyróżnia go na tle branży, w której średnie opóźnienia uruchomienia nowych projektów górniczych typu greenfield sięgają blisko 3 lat.

Projekt Sierra Gorda już dziś generuje pozytywną wartość dla akcjonariuszy KGHM. Analitycy przypisują 30-50 proc. wartości KGHM do biznesu międzynarodowego, głównie do Sierra Gorda. Przy dzisiejszej kapitalizacji rynkowej KGHM oznacza to, że 3,4 – 5,7 mld USD przypisuje się zagranicznym aktywom KGHM.

– Weryfikacja nakładów inwestycyjnych przy tak rozbudowanych projektach górniczych jest powszechną praktyką, co potwierdzają międzynarodowe raporty firm audytorskich. Koszty budowy zakładów górniczych rosną na całym świecie, średnie przekroczenia wynoszą 60 proc. budżetu, KGHM International zachowuje więc dyscyplinę budżetową na wysokim poziomie – mówi Herbert Wirth, prezes KGHM Polska Miedź S.A. – Według uaktualnionych założeń projekt Sierra Gorda ma także znaczący potencjał wzrostu .Cały czas prowadzimy analizy możliwości lepszego wykorzystania znajdujących się tam złóż. Trwają prace nad badaniem dodatkowych zasobów rudy siarczkowej. Możliwe jest także wykorzystanie części nadkładu zawierającego rudy tlenkowe. Można będzie w ten sposób istotnie wydłużyć zakładany okres eksploatacji.

Międzynarodowe standardy raportowania

W trzecim kwartale 2012 roku KGHM zlecił niezależnej kanadyjskiej firmie Micon przeprowadzanie audytu aktywów produkcyjnych i zasobów w Polsce. Audyt przeprowadzony zgodnie z metodologią NI-43.101 (który jest standardem raportowania wymaganym od spółek sektora wydobywczego notowanych na giełdzie w Toronto) potwierdził jakość aktywów produkcyjnych i wielkość zasobów KGHM w Polsce. KGHM Polska Miedź SA notowana na GPW nie ma obowiązku sporządzania i publikowania raportów technicznych. Dzięki przeprowadzeniu audytu i publikacji raportu obecni i przyszli inwestorzy KGHM otrzymują usystematyzowaną i zweryfikowaną przez niezależnych, uprawnionych specjalistów wiedzę na temat zasobów oraz działalności produkcyjnej firmy w Polsce.

Wyniki finansowe Jastrzębskiej Spółki Węglowej za 2012 rok

Grupa Kapitałowa Jastrzębskiej Spółki Węglowej w 2012 roku wypracowała 988,1 mln zł zysku netto przy przychodach ze sprzedaży wynoszących 8 821,0 mln zł. Na inwestycje służące zapewnieniu wzrostu produkcji w okresie długoterminowym przeznaczono 1 816,7 mln zł.

Spółka, mimo drastycznego spadku cen węgla i koksu w 2012 roku w stosunku do rekordowego 2011 roku, odnotowała dobry wynik finansowy. Na ten wynik złożyło się utrzymanie produkcji węgla i koksu na stosunkowo wysokim poziomie oraz aktywna polityka handlowa i pozyskanie nowych odbiorców, głównie poza dotychczasowymi rynkami. Pozytywny wynik wypracowano w warunkach systematycznego pogarszania się sytuacji na rynku stalowym w Europie i w realiach spowolnienia gospodarczego, jakie dotknęło szczególnie nasz kontynent.

– Inwestycje, efektywność w działaniu i konsekwencja w realizacji strategii – to charakteryzowało spółkę w 2012 roku. Dla nas był to bardzo trudny i wymagający szczególnej aktywności czas zmagania się z realiami kryzysu gospodarki europejskiej i problemami sektora stalowego. Mimo dramatycznego spadku cen węgla koksowego i koksu wypracowaliśmy zdecydowanie dobry wynik i przekroczyliśmy zapowiadany poziom wydobycia – mówi Jarosław Zagórowski, Prezes Zarządu JSW S.A. I dodaje – Początek tego roku przynosi pewnie sygnały ożywienia, więcej sprzedajemy i systematycznie redukujemy zapasy. Ale bardzo uważnie obserwujemy rynek i wahania cen, aby móc odpowiednio zareagować. Tak jak 2012 rok, tak i 2013 na pewno nie powtórzy wyników z rekordowego 2011 roku. Wtedy polskie górnictwo, ze względu na rekordowe ceny węgla i koksu, wypracowało także rekordowe zyski.

Produkcja węgla w Grupie wyniosła w 2012 roku 13 462,4 tys. ton. To o 6,8% więcej niż w 2011 roku, kiedy produkcja wyniosła 12 610 tys. ton. Łączne przychody ze sprzedaży węgla do odbiorców zewnętrznych po czterech kwartałach 2012 roku osiągnęły poziom 4 134,9 mln zł i były niższe o 16,4% niż uzyskane w analogicznym okresie 2011 roku. Do odbiorców zewnętrznych trafiło 8 196,9 tys. ton węgla, o 2,6% mniej niż w 2011 roku, kiedy kupili oni 8 418,4 tys. ton. Natomiast do odbiorców w Grupie Kapitałowej trafiło w 2012 roku 4 476,1 tys. ton, o 11,3% więcej niż w 2011 roku, kiedy kupili oni 4021,5 tys. ton.

W porównaniu do czterech kwartałów 2011 roku, produkcja koksu w okresie od stycznia do grudnia 2012 roku wzrosła o 23,5%, bez wliczania produkcji KKZ i WZK. Sprzedaż liczona w tonach w tym samym okresie wzrosła o 24,2% (bez wliczania sprzedaży KKZ i WZK). Przychody ze sprzedaży koksu do odbiorców zewnętrznych w tym samym ujęciu w 2012 roku wyniosły 4 307,9 mln zł i były wyższe o 2,1% niż w 2011 roku (bez wliczania sprzedaży KKZ i WZK).

Grupa w 2012 roku zwiększyła nakłady na inwestycje, szczególnie dotyczące zapewnienia wydobycia węgla z nowych pokładów i podnoszenia poziomu bezpieczeństwa pracujących pod ziemią górników. Na inwestycje wydano prawie 1 816,7 mln zł. To wzrost o 22,9% w porównaniu do 2011 roku, kiedy poziom nakładów wyniósł 1 478,6 mln zł.

Kluczowe zdarzenia w 2012 roku dotyczące zapewnienia długofalowego rozwoju Grupy i utrzymania dynamiki produkcji to między innymi uzyskanie koncesji dla złoża „Pawłowice 1”, dającej możliwość eksploatacji do 31 grudnia 2051 roku; udostępnienie złóż „Bzie-Dębina 2 – Zachód” i „Bzie–Dębina 1 –Zachód” – dostęp do około 100 mln ton zasobów operatywnych węgla; oraz wniosek o nową koncesję na wydobywanie do 2030 roku węgla i metanu dla KWK „Krupiński” – dostęp do 48,8 mln ton zasobów operatywnych węgla. W efekcie konsekwentnie realizowanej strategii rozwojowej w 2012 roku nastąpił przyrost zasobów operatywnych o 74,6 mln ton. Aktualny stan bazy zasobowej kopalń spółki to 567,6 mln ton zasobów operatywnych węgla.

Spółka w odpowiedzialny i bezpieczny dla jej finansów sposób rozwiązała trwale sposób kształtowania wynagrodzeń. Dzięki porozumieniu ze stroną społeczną wprowadzono mechanizm waloryzacji świadczeń powiązany z realną inflacją i dający pracownikom pewność wzrostu wynagrodzeń na konkretnych zasadach.

Grupa JSW jest największym producentem wysokiej jakości węgla koksowego typu 35 (hard) i znaczącym producentem koksu w Unii Europejskiej pod względem wielkości produkcji. Podstawową działalność Grupy JSW stanowi produkcja i sprzedaż węgla koksowego i do celów energetycznych oraz produkcja i sprzedaż koksu i węglopochodnych. Węgiel wydobywany przez Grupę JSW, w tym głównie węgiel koksowy, jest wykorzystywany w Europie Środkowej przez lokalne huty należące do międzynarodowych producentów stali i regionalne przedsiębiorstwa użyteczności publicznej. Produkowany przez Grupę JSW wysokiej jakości koks jest również sprzedawany na rynku globalnym. Głównymi odbiorcami produktów Grupy JSW są klienci w Polsce, Niemczech, Austrii, Czechach, na Słowacji, w Rumunii i na Węgrzech.

Bank Pekao SA prezentuje wyniki finansowe za 2012 rok

Banku Pekao osiągnął skonsolidowany zysk netto na poziomie 2 956 mln zł, co oznacza 1,9% wzrost r/r. ROE osiągnął 13,3%, przy jednoczesnym zachowaniu wysokiego poziomu współczynnika wypłacalności Core Tier 1 wynoszącego 19,0%. Wzrost zysku netto został osiągnięty dzięki poprawie zysku operacyjnego, który wzrósł o 6,0% według danych porównywalnych z sektorem i wyniósł 4 312 mln złotych. Dochody operacyjne wzrosły o 2,5% r/r, podczas gdy koszty operacyjne pozostawały pod ścisłą kontrolą, wykazując spadek o 1,3% r/r. Koszt ryzyka w 2012 roku odnotowano na poziomie 72 punktów bazowych, co potwierdza efektywność Pekao w zarządzaniu ryzykiem. Bank zwiększył swoje udziały rynkowe dla kluczowych produktów kredytowych, takich jak złotowy kredyt hipoteczny i kredyty konsumpcyjne.

Bank Pekao ogłosił osiągnięcie 2 956 mln zł zysku netto, +1,9% r/r. Wzrost zysku netto został wypracowany dzięki wzrostowi zysku operacyjnego o 6,0% według danych porównywalnych z sektorem i został osiągnięty dzięki wczesnemu przygotowaniu Banku do spowolnienia wzrostu gospodarczego i zdolności do szybkiego dostosowania się do nowego otoczenia ekonomicznego. Dochody operacyjne wzrosły o 2,5% r/r do 7 935 mln zł, głównie dzięki wzrostowi wyniku odsetkowego. Wynik odsetkowy netto wzrósł o 5,4% r/r do kwoty 4 805 mln zł dzięki wzrostowi wolumenów i skutecznemu zarządzaniu marżą odsetkową netto. Wzrost wolumenów wynikał z dobrych wyników sprzedaży kluczowych produktów kredytowych, co skutkowało dalszym wzrostem udziałów w rynku. Dochody z opłat i prowizji pozostawały pod presją widoczną w całym sektorze bankowym i wyniosły 2 257 mln zł.

Pekao utrzymał doskonałą kontrolę kosztów, zmniejszając koszty operacyjne w 2012 roku o 1,3% w porównaniu do poprzedniego roku, pomimo poniesienia wydatków związanych z Mistrzostwami EURO 2012 i odświeżeniem marki.
Bank zanotował silny wzrost kredytów detalicznych o 10,2% r/r, osiągając kwotę 40 485 ​​mln zł. Wolumen złotowych kredytów hipotecznych wzrósł o 22,6%, do 22 868 mln zł, natomiast kredyty konsumpcyjne wzrosły o 4,5% do 7 131 mln zł. Strategiczne kredyty korporacyjne wzrosły o 0,3% do 33 077 mln zł, podczas gdy łączne kredyty korporacyjne spadły o 2,0% do 62 679 mln zł.

Oszczędności detaliczne wzrosły o 3,2% r/r, osiągając 64 723 mln zł. Depozyty korporacyjne wzrosły w 2012 r. o 0,7% i osiągnęły 62 993 mln zł.

Bank Pekao potwierdził pozycję lidera w zarządzaniu ryzykiem, przy koszcie ryzyka w 2012 roku na poziomie 0,72% i wskaźniku NPL 7,5%, w warunkach rosnącej w całym sektorze bankowym presji na jakość aktywów korporacyjnych.
„Dzięki wczesnej mobilizacji i naszej zdolności do natychmiastowego dostosowania do nowego scenariusza, udało nam się odnieść sukces również w zeszłym roku” – powiedział Luigi Lovaglio, dyrektor generalny i prezes zarządu Banku Pekao SA. „Sukces ten był możliwy dzięki dwudziestu tysiącom naszych pracowników, którzy każdego dnia z wyjątkowym poświęceniem obsługują naszych klientów.”

Kryzys ekonomiczny nie omija branży farmaceutycznej

Firmy z branży farmaceutycznej zmagają się ze spadającą rentownością wynikającą m.in. ze spowolnienia gospodarczego, presji cenowej na produkowane przez nie leki oraz ogromnej konkurencji – podaje firma doradcza Deloitte w najnowszym globalnym raporcie „2013 Global life sciences outlook: Optimism tempered by reality in a ‘new normal’”. Według Deloitte kluczowym czynnikiem, który zrewolucjonizuje już niebawem strategie firm farmaceutycznych są jednak wygasające w tym roku patenty na leki. Ich wartość oceniania jest na 29 mld dolarów. Leki innowacyjne będą wypierane przez preparaty generyczne, których produkcja jest tańsza nawet o 80 proc. W Polsce ten rok prawdopodobnie będzie zdominowany przez nowelizację ustawy refundacyjnej i presję na obniżkę cen leków refundowanych.

Od lat branża farmaceutyczna uznawana jest za jedną z bardziej dochodowych, choć także za wyjątkowo konkurencyjną. W 2011 r. przychody spółek z tego sektora wyniosły 1,1 biliona dolarów, z czego 798 mld przypadło producentom leków, a 289 mld firmom biotechnologicznym. W latach pomiędzy 2007 a 2011 średnia roczna stopa wzrostu tego rynku wyniosła 6,7 proc. Według wstępnych szacunków w 2012 r. sprzedaż farmaceutyków wzrosła o 4 proc. (do około biliona dolarów). Ale już w samych Stanach Zjednoczonych (największym rynku w tej branży – 46 proc. udziałów) wzrost ten szacowany jest tylko na około 1 proc.

Co wpływa na słabnące wyniki finansowe w tej branży?
„Największym problemem są wygasające patenty leków innowacyjnych. Wartość rynkowa leków, których patenty wygasły pomiędzy rokiem 2009 a 2012 wyniosła ponad 100 mld dolarów. Jednak kluczowy dla wielu największych graczy, zwłaszcza w USA i Europie, będzie ten rok. W najbliższych miesiącach ochrona patentowa zostanie zdjęta z produktów wycenianych na 29 mld dolarów” – wyjaśnia Michał Kłos, Dyrektor w Zespole Doradztwa dla Sektora Farmaceutycznego i Ochrony Zdrowia, Deloitte. Skutkiem tych przemian jest ogromny wzrost konkurencji cenowej i spadek rentowności całego sektora. W 2013 r. przewidywana marża operacyjna wyniesie około 20 proc., podczas gdy jeszcze cztery lata wynosiła 24 proc.

W związku ze spadającą rentownością firmy farmaceutyczne coraz mniej pieniędzy przeznaczają na badania i rozwój. W 2009 r. na ten cel wydano 70 mld dolarów, rok później już o 2 mld mniej. Szacuje się, że w 2012 r wydatki te obcięto o kolejne 5,7 proc. Najwięksi gracze sektora szukają środków finansowych na innych polach. W wyniku pogarszającej się sytuacji finansowej, firmy w pierwszej kolejności redukują zatrudnienie. Przykładowo w ostatnich dwunastu latach zlikwidowano 300 tys. miejsc pracy w sektorze farmaceutycznym na całym świecie. A tylko od 2009 r. pracę straciło aż 150 tys. osób.

Beneficjentami wygasających patentów będą producenci leków generycznych, czyli zamienników leków innowacyjnych. Koszt ich produkcji jest zwykle niższy od oryginałów od 30 do 80 proc. Według ekspertów Deloitte w 2015 r. rynek generyków będzie wart ponad 140 mld dolarów. W Niemczech już w 2010 r. stanowiły one 45 proc. wszystkich sprzedawanych medykamentów i aż 80 proc. tych przepisywanych na receptę.

Nie bez wpływu na sytuację firm farmaceutycznych pozostaje również spowolnienie gospodarcze, które zmusiło koncerny do obniżania cen za leki i zaostrzyło presję wywieraną przez administracje rządowe.. Zjawisko to wystąpiło w wielu krajach, m.in. Brazylii, Turcji czy Niemczech, w których reforma systemu ochrony zdrowia nałożyła na koncerny obowiązek negocjacji cen leków innowacyjnych (wchodzących na rynek) oraz udowodnienia ich szerokiego zastosowania, a tym samym sensu ich wprowadzania. Starzejące się społeczeństwo, a co się z tym wiąże rosnąca liczba osób cierpiących na choroby przewlekłe zmusza rządy do ciągłego zwiększania wydatków na opiekę zdrowotną. W 2000 r. w krajach UE na ten cel przekazano środki odpowiadające równowartości średnio 8 proc. PKB tych krajów, w 2030 r. będzie to już 14 proc.

Kurczące się przychody koncernów farmaceutycznych w krajach rozwiniętych zmusiły je do szukania nowych źródeł przychodu na rynkach wschodzących. W 2011 r. już jedną piątą leków sprzedano w krajach rozwijających się. Zdaniem ekspertów Deloitte najbardziej obiecujące pod tym względem są Chiny, Indie, Brazylia, ale też Rosja i Ukraina. Bogacąca się klasa średnia oraz starzejące się społeczeństwo powodują, że państwa te są doskonałym miejscem ekspansji koncernów farmaceutycznych.

A jak na tym tle wypada Polska?
„Odnotowujemy spadek sprzedaży leków. Przykładowo w październiku 2012 r. liczba nowych aptek była mniejsza, niż tych zamkniętych. Zjawisko to oraz ustawa refundacyjna mają przełożenie na działalność zarówno zagranicznych, farmaceutycznych firm innowacyjnych, jak i lokalnych producentów” – tłumaczy Krystyna Palka-Ichas, Dyrektor w Zespole Doradztwa dla Sektora Farmaceutycznego i Ochrony Zdrowia, Deloitte. „Obszar, który na tle innych państw jest u nas w małym stopniu wykorzystany są badania kliniczne. A właśnie dzięki nim otwiera się dostęp pacjentów do nowych leków oraz zwiększa świadomość nowych rozwiązań w środowisku medycznym” – dodaje. Na sytuację producentów wpłyną też zmiany regulacji. W 2013 r. spodziewana jest nowelizacja ustawy refundacyjnej. Eksperci Deloitte przewidują dalsze naciski mające skłonić producentów leków znajdujących się na listach refundacyjnych do obniżek ich cen.

Kryzys ekonomiczny wpłynął na większą liczbę transakcji fuzji i przejęć w tym sektorze. W 2010 r. według firmy Thomson Reuters wartość transakcji M&A w branży farmaceutycznej na świecie wyniosła 99,4 mld dolarów, a rok później prawie 104 mld dolarów. W ostatnich latach do największych transakcji można zaliczyć zakup przez Sanofi firmy Genzyme czy przejęcie przez Johnson and Johnson spółki Synthes. W Polsce jedną z największych transakcji na tym rynku było przejęcie Polfy Warszawa przez Polpharmę. „Oszczędności kosztów osiągnięte dzięki fuzjom i przejęciom istotnie zwiększają poziom zysków firm farmaceutycznych” – zauważa John Rhodes, Partner, Globalny Lider Sektora Farmaceutycznego i Ochrony Zdrowia, Deloitte USA.

Zdaniem ekspertów Deloitte branża farmaceutyczna mimo chwilowej „zadyszki” ma przed sobą dobre perspektywy. Konieczny jest jednak rozwój innowacyjności, choćby poprzez współpracę z akademickimi ośrodkami badawczymi, ale także zmiana strategii marketingowej i sprzedaży. „Koncerny powinny wcielić się w rolę adwokata coraz bardziej świadomych grup chorych, oraz walczyć o większy wpływ oddziałów klinicznych na decyzje zakupowe szpitali. Nie zmienia to jednak faktu, że nie mogą liczyć na zmniejszenie presji cenowej na produkowane przez siebie leki, gdyż przynajmniej na razie nie widać oznak poprawy sytuacji gospodarczej” – podsumowuje Michał Kłos.

Komentarz indeksowy BossaFX 15 marca 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 15 marca 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Resorty gospodarki i finansów sprawdzą PTK Centertel i inne firmy wyprowadzjące kapitał z Polski

– Nasza rachunkowość musi bardzo silnie kontrolować różne formy wyprowadzania kapitału poprzez firmy globalne – zapowiada wicepremier Janusz Piechociński. Ministerstwo Gospodarki zamierza zwiększyć kontrolę nad działalnością międzynarodowych firm, które zarabiają w Polsce. Niepokój resortu wzbudziły przedstawione w połowie lutego wyniki Telekomunikacji Polskiej (Orange Polska), które skutkowały spadkiem cen akcji spółki o 40 proc.

Jak powiedział Agencji Informacyjnej Newseria minister gospodarki, w ubiegłym tygodniu doszło do spotkania przedstawicieli resortu z menadżerami PTK Centertel, operatorem sieci komórkowej Orange. Miało się ono odbyć w trakcie targów CeBIT w Hanowerze.

Spotkanie mogło dotyczyć trudnej sytuacji spółki. W lutym, po opublikowaniu wyników TPSA za IV kwartał 2012 roku, cena za akcję spadła o ponad 40 proc. w ciągu trzech dni. Dziś wicepremier stawia publicznie pytanie o przyczyny tych kłopotów.

– To jest pytanie do zarządu w Polsce: co jest powodem załamania się ważnej firmy giełdowej, czy procesy inwestycyjne, czy wytransferowanie kapitału – zastanawia się minister gospodarki.

Orange w blisko 50 proc. należy do France Telecom.

Jednocześnie Piechociński zapowiada, że jego resort będzie zwracał szczególną uwagę, by nie następowało osłabianie znaczenia polskich menadżerów w zarządzanych przez nich w Polsce spółkach-córkach. To może oznaczać, że międzynarodowe firmy prowadzące tu interesy powinny liczyć się ze zwiększonym zainteresowaniem ze strony administracji. Urzędnicy nie chcą dopuścić do wytransferowania z Polski za granicę zgromadzonego w kraju kapitału.

– Pilnujemy bardzo mocno kapitału i tą drogą chcę zapewnić tych, którzy są w firmach globalnych czy europejskich, że minister gospodarki, ale też minister finansów są zainteresowani różnymi pozycjami w ich księgowości czy rachunkowości, bo wydaje się nie tylko, że polska rachunkowość musi bardzo silnie kontrolować różne formy wyprowadzania kapitału poprzez firmy globalne – wyjaśnia wicepremier.

Jego zdaniem na polskim rynku nie brakuje zdolnych menadżerów i pracowników, którzy mogliby z sukcesem realizować różnego rodzaju projekty.

– Musimy lepiej wykorzystać polską przedsiębiorczość i zdolny kapitał ludzki. W tym sektorze jest 30 tys. absolwentów programowania, telekomunikacji, informatyki, których warto wykorzystywać. Ja chciałbym, żeby firmy zasysały polską myśl techniczną, żeby uczestniczyły w wsparciu programu rządowego w zakresie uruchamiania start-upów – twierdzi Janusz Piechociński.

Ponad 90% przedsiębiorców ma duże problemy z przeterminowanymi fakturami

Tylko 8,9% przedsiębiorców nie boi się o swoją przyszłość, dla nich problem z egzekwowaniem należności nie istnieje, przynajmniej do tej pory. Niestety, ponad 90% firm czuje niepewność. Dla nich zatory płatnicze i nieterminowy spływ zobowiązań są ciągłym problemem. Gdy dodamy do niego wyhamowywanie ogólnej koniunktury, drastyczne zmniejszenie produkcji w niektórych branżach, spowolnienie gospodarcze i spadek popytu, stajemy przed problemem zatamowania przepływu pieniądza w polskiej gospodarce i ryzykiem utraty płynności finansowej przez przedsiębiorstwa.

Procentowy udział firm, które zauważają pogorszenie swojej sytuacji finansowej (18,8%) jest zbliżony do liczby przedsiębiorstw, których stan finansów uległ poprawie (17,4%). Trzeba jednak pamiętać, że niektóre firmy doznały sporej obniżki przychodów we wczesnej fazie spowolnienia i w bieżącym badaniu nie wykazują pogorszenia sytuacji finansowej w porównaniu do ubiegłego kwartałem. Jednak gdyby pod uwagę wziąć ich kondycję budżetową sprzed roku i w chwili obecnej, okazałby się, że odsetek firm, które są pod kreską byłby znacznie wyższy. Dodatkowo, firmy już w znaczącym stopniu wykorzystały swoje rezerwy finansowe i niezwykle trudno będzie im rozpocząć nowe inwestycje w przyszłości.

Spadł za to odsetek niezapłaconych faktur i obecnie wynosi on 26,3%. Jednak to, czy są powody do optymizmu, będzie można stwierdzić dopiero po kolejnych badaniach kwartalnych. Wtedy dowiemy się, czy to początek trendu spadkowego, czy tylko chwilowa obniżka. Może to oznaczać, że przedsiębiorcy wyciągnęli wnioski z poprzednich lat i obecnie coraz większą uwagę skupiają na zarządzaniu wierzytelnościami. Wydaje się, że firmy, którzy w przeszłości mocno odczuły skutki przeterminowanych płatności, nauczyły się skutecznie z nimi walczyć, jednak te, które od niedawna spotyka ten problem, dopiero szukają rozwiązania.

Zmniejszyła się również liczba przedsiębiorstw, które deklarują istnienie bariery w prowadzeniu działalności gospodarczej na skutek zatorów płatniczych. Spadek wartości tego wskaźnika może być spowodowany dwoma, przeciwstawnym czynnikami. Z jednej strony, przedsiębiorcy mogli się nauczyć niwelować bariery poprzez lepsze zarządzania zasobami. Z drugiej, może to być skutek tego, że wcześniej spowodowały one ograniczenia inwestycyjne i zmusiły do redukcji zatrudnienia przez co nie są już odczuwane przez przedsiębiorców.

Gospodarka coraz ostrzej hamuje, a polscy przedsiębiorcy oraz konsumenci na skutek wyczerpania się zgromadzonych w przeszłości oszczędności, mają coraz mniej środków, by łagodzić skutki spowolnienia gospodarczego. Można się więc spodziewać, że problem niewypłacalnych kontrahentów się nasili i tylko od przedsiębiorców zależy, czy pozwolą na to, by problemy zadłużenia innych podmiotów przeniosły się także na nich.

Raport BIG: Nastroje przedsiębiorstw rekordowo złe

Wartość Wskaźnika BIG (wskaźnika bezpieczeństwa prowadzenia działalności gospodarczej) na koniec lutego 2013 wyniosła 5,42 pkt. To o ponad 3 pkt. mniej niż w listopadzie minionego roku. Mimo to, jest to lepszy wynik niż dokładnie 12 miesięcy temu, kiedy spowolnienia gospodarczego nie było jeszcze na horyzoncie. Niestety w niektórych sektorach sytuacja jest bardzo zła. Wskaźnik BIG dla przedsiębiorców wyniósł -9,42 pkt., to najniższy wynik w historii. Na drugim biegunie turystyka, której przedstawiciele po trudnym sezonie letnim w minionym roku sukcesywnie oceniają bezpieczeństwo prowadzenia działalności gospodarczej coraz lepiej – wynika z 21. edycji Raportu BIG, publikowanego przez BIG InfoMonitor

Potwierdził się pesymistyczny scenariusz zapowiedziany w poprzednim Raporcie BIG w listopadzie 2012 roku. Szczególnie dotyczy to Wskaźnika BIG dla przedsiębiorców, który zanotował najniższy poziom w historii -9.42 pkt. Sytuacja wygląda równie poważnie w branży budowlanej, której indeks dla tego sektora od miesięcy oscyluje wokół 0 pkt. Na szczęście nie we wszystkich sektorach sytuacja wypada tak źle. Szczególnie dotyczy to branży turystycznej, w której poziom bezpieczeństwa prowadzenia działalności gospodarczej sukcesywnie poprawia się od zeszłego roku.

Główny Wskaźnik BIG mimo, że ma wartość niższą o 3 pkt. niż w listopadzie, jest na wyższym poziomie niż dokładnie 12 miesięcy temu. To bardzo istotny argument wspierający tezę o tym, że najgorszy okres spowolnienia już minął. W lutym 2012 roku firmy były optymistycznie nastawione i z nadziejami podchodziły do zysków związanych z organizacją Euro 2012, poza tym spowolnienia gospodarczego nie było jeszcze nawet na horyzoncie(www.BIG.pl/raportbig)

„Trzy miesiące temu przewidywaliśmy spadki Wskaźnika BIG, niestety te prognozy się sprawdziły. Wydaje się jednak, że najgorsze jest za nami. Szczegółowe dane wskazują, że kolejny raz wzrosły oceny zdolności kontrahentów do terminowego regulowania zobowiązań. Rośnie również wiele wskaźników wyprzedzających koniunkturę. Takie niskie wartości Wskaźnika BIG to również zmiana nastawienia firm, które są znacznie bardziej ostrożne w formułowaniu ocen.” – mówi Mariusz Hildebrand, Prezes Zarządu BIG InfoMonitor S.A.

Od przeszło sześciu miesięcy wzrasta liczba firm pozytywnie ocieniających zdolność kontrahentów do regulowania bieżących zobowiązań. Wynik ten jest wyższy w stosunku do badania z sierpnia 2012 o 5 pkt. proc. Obecnie 64% respondentów uważa, że ich partnerzy biznesowi mają wysoką zdolność do regulowania bieżących zobowiązań.
Na koniec lutego 2013 spadła liczba firm, które otrzymują więcej niż 75% płatności w terminie. Obecnie grupa ta zmniejszyła się o 4 pkt. proc. i wynosi 40%. Już od ponad 9 miesięcy powiększa się grupa firm, które otrzymały w terminie ponad 90% należności. Na koniec lutego było to 16% wszystkich badanych firm. Warto dodać, że na koniec maja zeszłego roku, grup ta liczyła 13% badanych. To jeden z sygnałów wskazujących na to, że najtrudniejszy okres już minął.

W ciągu ostatnich trzech miesięcy o 10 pkt. proc. zmalała ogólna liczba respondentów (27%), którzy oceniają, że suma przeterminowanych należności z jakimi zalegają na ich rzecz kontrahenci przekracza 100 tysięcy złotych. Warto podkreślić, że w samym segmencie przedsiębiorców sytuacja również się poprawia , gdzie obecnie około 35% ankietowanych oczekuje na zaległe płatności, których suma przekracza 100 tysięcy złotych. Jeszcze trzy miesiące temu grupa ta była wyższa o 30 pkt. proc. To zaskakująco dobre wyniki, mimo to Wskaźnik BIG dla przedsiębiorców zanotował historyczne minimum.

„Naszym zdaniem wzrost poziomu płatności płaconych w terminie i o 30% niższy udział przedsiębiorstw oczekujących na płatności powyżej 100 tysięcy złotych, to efekt coraz lepiej działającego systemu wymiany informacji gospodarczej. Firmy lepiej i częściej sprawdzają wiarygodność finansową kontrahentów, dbają również o własny wizerunek solidnego płatnika. To dobra droga – dzięki temu minimalizują ryzyko współpracy z niesolidnymi partnerami.” – podkreśla Marcin Ledworowski, Wiceprezes Zarządu BIG InfoMonitor.

Zdaniem ekspertów BIG (www.big.pl) widać pierwsze optymistyczne sygnały dotyczące sytuacji gospodarczej. Należy jednak pamiętać, że nawet firmy są bardzo ostrożne w inwestowaniu środków i rozwijaniu produkcji oraz oferowanych usług. Sytuacja gospodarcza w ciągu ostatnich lat już kilka razy wydawała się stabilizować, czy nawet poprawiać, by po kolejnych miesiącach znowu wpadać w spowolnienie. Ryzyko, szczególnie dla małych i średnich przedsiębiorstw jest więc duże. Stąd zalecana jest ostrożność w działaniu i pilnowanie kosztów.

Grupa PZU notuje dobre wyniki i wzmacnia skład zarządu PZU SA

Rada Nadzorcza PZU SA powołała z dniem 15 marca 2013 r. Barbarę Smalską i Dariusza Krzewinę na członków Zarządu PZU SA. Jednocześnie zarówno Barbara Smalska jak i Dariusz Krzewina pozostają w składzie zarządu PZU Życie SA.

„Zmiany w składzie zarządu PZU SA związane są z transformacją modelu funkcjonowania Grupy PZU. Zgodnie ze nową strategią PZU 2.0, Grupa powinna być organizacją skoncentrowaną na Kliencie. Wzmocnienie Zarządu o tak doświadczonych menadżerów jest realizacją tej ambicji” – powiedział Andrzej Klesyk, prezes Zarządu PZU SA.

Nowi członkowie zarządu odpowiadać będą za poszczególne grupy klientów: Barbara Smalska – za segment klienta masowego, a Dariusz Krzewina – segment klienta grupowego.

W zarządzie PZU SA, którym kieruje Andrzej Klesyk zasiadają ponadto Bogusław Skuza nadzorujący segment klienta korporacyjnego, Ryszard Trepczyński odpowiedzialny za obszar inwestycji, Tomasz Tarkowski nadzorujący obszar likwidacji szkód i operacji oraz Przemysław Dąbrowski nadzorujący pion finansowy PZU SA.

W 2012 roku Grupa PZU osiągnęła najwyższy wynik finansowy netto od czasu debiutu giełdowego. Zysk netto przekroczył 3,25 mld zł, czyli był o blisko 40% wyższy niż w roku poprzednim. Składki przypisane brutto osiągnęły poziom 16,24 mld zł, co oznacza wzrost o ponad 6% w stosunku do roku 2011. Grupa odnotowała wysoki zwrot na kapitale (ROE) w wysokości 24%.

„Prezentujemy dzisiaj najlepsze od czasu debiutu giełdowego wyniki finansowe Grupy PZU. W 2012 rósł wynik finansowy, składka przypisana, a także rentowność prowadzonego przez nas biznesu. Zawdzięczamy to konsekwentnie realizowanej strategii, która zakłada modernizację i restrukturyzację Grupy PZU oraz dyscyplinę kosztową. Jesteśmy zdeterminowani, żeby zrealizować cele, które zdefiniowaliśmy w naszej strategii. Do końca bieżącego roku planujemy wystawić pierwsze polisy z najnowocześniejszego ubezpieczeniowego systemu informatycznego, który właśnie wdrażamy. W 2012 odświeżyliśmy naszą markę. Z dumą patrzymy na nowe logo PZU, które symbolizuje głęboką transformację biznesową i kulturową w największej w tej części Europy grupie finansowej. Zmiany zaszły też wewnątrz organizacji, gdzie przykładowo zmieniliśmy stary Zakładowy Układ Zbiorowy Pracy na nowy system wynagrodzeń promujący pożądane cechy pracowników PZU, takie jak zaangażowanie” – powiedział Andrzej Klesyk, prezes Zarządu PZU SA.

Leasing nieruchomości coraz bardziej popularny

Leasing nieruchomości jest często rozpatrywany jako źródło pozyskania finansowania, będące alternatywą dla kredytu. Popularny jest zwłaszcza leasing zwrotny umożliwiający odmrożenie czy też uwolnienie cichych rezerw drzemiących w nieruchomościach, zwłaszcza tych których wartość wzrosła, np. wskutek zakończenia budowy, komercjalizacji czy też zmian na rynku. Przedmiotem leasingu mogą być wszystkie nieruchomości komercyjne, samodzielne budynki jak również lokale użytkowe. Nie leasinguje się natomiast nieruchomości mieszkaniowych.

– Leasing, w przeciwieństwie do kredytu nie ma charakteru celowego, a więc pozyskane środki mogą być wykorzystane w sposób dowolny – mówi Agnieszka Kaczyńska Dyrektor Pionu Nieruchomości i Inwestycji Strukturyzowanych BRE Leasing. – Inne istotne korzyści, jakie daje ta usługa to możliwość dopasowania struktury do indywidualnych potrzeb, pozyskanie długoterminowego finansowania i korzyści podatkowe – wymienia. Agnieszka Kaczyńska wskazuje również na tendencję wzmacniającą w ostatnim czasie popularność leasingu nieruchomości. Firmy posiadające atrakcyjne nieruchomości, są gotowe poczekać kilka lat na poprawę koniunktury na rynku nieruchomości, czyli na zwyżkę cen, a do tego czasu „zaparkować” aktywo w firmie leasingowej.

Znakomita większość transakcji leasingu nieruchomości to struktury, w których korzystający jest zobowiązany do odkupu nieruchomości na zakończenie okresu leasingu. Nie jest to więc kwestia decyzji, ale zobowiązanie w formie aktu notarialnego do odkupu nieruchomości. Leasing pozabilansowy z opcją odkupu na zakończenie umowy, a więc taki w którym przedsiębiorca może swobodnie decydować czy odkupi nieruchomość czy nie, jest oferowany sporadycznie.

Z perspektywy podatkowej wyróżnia się tzw. leasing operacyjny i tzw. leasing finansowy. Leasing operacyjny pozwala na zaliczenie rat leasingowych do kosztów uzyskania przychodu czyli kosztem podatkowym jest zarówno spłata kapitału jak i płacone odsetki. Inaczej w kredycie czy leasingu finansowym, gdzie kosztem uzyskania przychodu jest jedynie część odsetkowa raty. W leasingu finansowym korzystający ma jednak prawo do odpisów amortyzacyjnych, czego nie ma w leasingu operacyjnym. Do końca 2012r. umowa leasingu operacyjnego musiała być zawierana na minimum 10 lat, co powodowało, że część firm sięgała po leasing finansowy, dający swobodę kształtowania okresu umowy. Od stycznia 2013 r. minimalny okres, na jaki może zostać zawarta umowa leasingu operacyjnego wynosi 5 lat, co zwiększy zapewne jeszcze bardziej popularność tej formy.

Jeżeli jednak przedsiębiorca chce mieć całkowitą elastyczność w kształtowaniu okresu leasingu, a więc zależy mu na możliwości zakończenia umowy np. po 3 latach, powinien zdecydować się na leasing finansowy. – To atrakcyjna opcja dla tych, którzy chcą przeczekać spadek cen na rynku nieruchomości, a równocześnie uzyskać pieniądze na nowe inwestycje już teraz zawierając umowę leasingu mogą „zaparkować” nieruchomość na jakiś czas w firmie leasingowej – komentuje Agnieszka Kaczyńska. – Kiedy ceny nieruchomości pójdą w górę, można zakończyć umowę leasingu i sprzedać nieruchomość za wyższą cenę, np. do funduszu inwestującego w nieruchomości – dodaje.

Jednej piątej małych pośredników handlu nieruchomościami grozi zamknięcie

Niedostosowanie do potrzeb rynku to największa słabość firm na polskim rynku obrotu nieruchomościami. Konkurencją dla licencjonowanych specjalistów jest internet, w którym klienci poszukują i sprzedają mieszkania, domy i ziemię. Działalność na rynku nieruchomości utrudnia także spowolnienie gospodarcze i trudności w uzyskiwaniu przez klientów kredytów hipotecznych. W efekcie nawet 20 proc. mniejszych firm może być zmuszona do zakończenia działalności.

Zamknięcie firmy grozi zwłaszcza małym firmom.

– Nie wiem, czy to można nazwać upadłością, bo to nie w takim sensie, że pociąga za sobą skutki dla innych, zewnętrznych firm, ale po prostu przestaną funkcjonować, zamienią działalność indywidualną na być może bardziej grupową, zorganizowaną. – tłumaczy w rozmowie z Agencja Informacyjną Newseria Mariusz Kania, prezes Polskiej Izby Nieruchomości.

Alternatywą dla firm pośredniczących na rynku nieruchomości coraz częściej staje się internet. Firmy muszą być gotowe do korzystania z platform wirtualnych. Spowolnienie na rynku może też w dłuższej perspektywie spowodować powrót klientów do biur pośrednictwa.

– Czym trudniej jest sprzedać, tym większa chęć do tego, żeby skorzystać z usług specjalisty. To jest kwestia dostosowania się do tego, czego ludzie oczekują od pośrednika niż jakiejś fundamentalnej zmiany na rynku – podkreśla prezes Polskiej Izby Nieruchomości.

Ożywienia na rynku nieruchomości specjaliści spodziewają się w połowie roku. Rozluźnienie polityki kredytowej przez Komisję Nadzoru Finansowego może spowodować zwiększoną liczbę transakcji.

– Druga połowa roku przyniesie bardzo istotne zmiany, bo będą już widoczne skutki wyprzedawania oferty, która jest w tej chwili na rynku. Myślę, że to będzie akurat takie apogeum największej konkurencji na rynku bankowym, czyli kredyty będą najtańsze i najbardziej dostępne, a także będzie jeszcze końcówka dostępności tych stóp procentowych, więc myślę, że popyt po wakacjach się odrodzi. – podkreśla Mariusz Kania, prezes zarządu agencji Metrohouse & Partnerzy.

Jak wynika z Raportu Szybko.pl, Metrohouse i Expandera na rynku wtórnym znajduje się od 30 do 50 proc. więcej mieszkań na sprzedaż niż przed rokiem. Ceny ofertowe w lutym były o 9 proc. niższe niż w lutym 2012 roku.

Co roku Polacy wydają setki milionów na pirackie oprogramowanie

Choć skala piractwa informatycznego maleje w ujęciu procentowym, to zwiększa się procent strat ponoszonych z tego tytułu przez producentów. Jednak na piractwie tracą nie tylko producenci oprogramowania, ale także konsumenci. Pirackie oprogramowanie wiąże bowiem się najczęściej z obecnością wirusów czy oprogramowania szpiegowskiego, które „wykrada” z komputerów istotne dane, m.in. dotyczące bankowości internetowej.

Według badań firmy BSA, piractwo jest nadal dużym problemem w Polsce.

– Dla przykładu, w 2011 roku w Polsce skala piractwa to było 53 proc., o jeden procent mniej niż w roku 2010 – mówi Krzysztof Janiszewski, specjalista od ochrony własności intelektualnej w firmie Microsoft. – Natomiast straty producentów z tego tytułu poniesione tylko w Polsce wyniosły 640 mln dolarów wobec 608 mln w roku poprzednim.

Z kolei badania firmy IDC, przeprowadzone na zlecenie Microsoftu, pokazują, że skutkiem ubocznym używania nielegalnego oprogramowania jest niekiedy także zagrożenie dla komputerów użytkowników, a także dla ich danych.

– Badania IDC zrobione na zlecenie Microsoftu wyraźnie pokazują, że na tym procederze tracą również konsumenci, klienci, tracą również użytkownicy – mówi Krzysztof Janiszewski. – Wskazują one, że oprogramowanie pirackie, podrobione w dużym stopniu jest oprogramowaniem, w którym zaszyte są złośliwe aplikacje, wirusy, konie trojańskie, oprogramowanie szpiegowskie, czyli takie aplikacje, które skutecznie infekują komputery użytkowników.

Zgodnie z tymi badaniami 79 procent programów pobieranych z nielegalnych witryn komputerowych zawiera oprogramowanie szpiegowskie, które może spowodować wykradzenie danych poufnych, haseł, a nawet kradzież z kont bankowych.

– Przywrócenie takiego zainfekowanego komputera do stanu używalności, ale przede wszystkim do bezpiecznego stanu to są realne, wymierne koszty – mówi przedstawiciel Microsoftu. – To są z jednej strony koszty naszej pracy, którą musimy włożyć, żeby ten komputer znów zaczął działać, ale często są to koszty zewnętrzne, zwłaszcza w przypadku przedsiębiorstw, które musimy ponieść, żeby specjaliści pomogli nam oczyścić nasze komputery. Nie mówiąc już o kosztach chociażby w postaci wykradzionych nam przedsiębiorcom poufnych planów, danych sprzedażowych i innych wrażliwych danych – dodaje Janiszewski.

Zdaniem przedstawiciela Microsoftu, producenci nielegalnego oprogramowania zarabiają na swojej działalności miliardy dolarów. Za jego produkcją stoją zorganizowane grupy przestępcze.

– Bardzo często są to bezwzględni przestępcy, którzy nie dość, że wyciągają od klientów pieniądze za te nielegalne kopie, to jeszcze wykorzystują komputery i zawartość komputerów nieświadomych klientów do przestępczych działań – ostrzega Krzysztof Janiszewski.

Twierdzi, że tylko zakup bezpośrednio od producenta daje gwarancję oryginalności oprogramowania. Zakup od pośredników czy przez internet nie zawsze jest całkowicie bezpieczny.

– W przypadku, kiedy kupujemy od pośredników musimy przede wszystkim uzbroić się w czujność, porównać ceny, wygląd tego oprogramowania. Warto zadać sobie trochę trudu, żeby na stronach producentów chociażby sprawdzić, jak powinno wyglądać oryginalne oprogramowanie. Jeżeli kupujemy fizyczne nośniki, fizyczne pakiety, starajmy się je kupować w godnych zaufania źródłach, czy to dużych sieciach handlowych, czy w sklepach komputerowych, które funkcjonują od dawna i co do których mamy zaufanie. Na pewni wystrzegajmy się aukcji internetowych – mówi Janiszewski.

Przedstawiciel Microsoftu szacuje procentowy udział nielegalnego – a co za tym idzie niebezpiecznego – oprogramowania w Polsce na ok. 50 proc. rynku..

– W Polsce niestety mamy przykłady dystrybucji oprogramowania chociażby podrobionych pakietów Office, gdzie nawet pobieżne skanowanie takiego nośnika wskazało obecność koni trojańskich czy innych złośliwych aplikacji – dodaje Krzysztof Janiszewski.

Według badań firmy IDC, w 2013 r. spodziewana jest instalacja – przez firmy i użytkowników prywatnych – 2 miliardów nielegalnych programów. To ponad 3 razy więcej niż w 2006 r. Okazało się, że w 78 procentach pirackie programy dostępne w internecie posiadają wbudowane oprogramowanie szpiegowskie, w 36 procentach – tzw. „trojany”, a w 20 procentach – malware. Komputer co trzeciego użytkownika takiego oprogramowania zostanie zainfekowany. Spowoduje to straty użytkowników indywidualnych w wysokości 22 miliardów dolarów i 1,5 miliarda godzin.

Z kolei przedsiębiorstwa wydadzą w 2013 r. 114 miliardów dolarów na walkę z problemami spowodowanymi przez pirackie oprogramowanie. Jeśli weźmie się pod uwagę także koszt utraconych danych, to łączny koszt firm wyniesie 350 miliardów dolarów. W Polsce ponad połowa awarii służbowych komputerów wynika z zainstalowanego na nich złośliwego oprogramowania.

Badanie IDC “The Dangerous World of Counterfeit and Pirated Software” zostało zrealizowane na zlecenie Microsoftu. Jest ono elementem kampanii Play it Safe, której celem jest zwiększenie świadomości społecznej dotyczącej zagrożeń powodowanych przez pirackie oprogramowanie.

Na potrzeby badania przeanalizowano 270 stron www oraz sieci P2P. Pobrano ponadto 108 aplikacji, zbadano 155 dostępnych płyt CD i DVD z oprogramowaniem. Przeprowadzono również ankiety wśród 258 menedżerów i dyrektorów IT i 2077 prywatnych użytkowników. Badanie było realizowane w 10 krajach świata.

Specjaliści na rynku pracy wciąż w cenie. Ich średnie wynagrodzenie to 9,5 tys. zł

Średnie miesięczne wynagrodzenie brutto specjalistów i menadżerów w ubiegłym roku, w Polsce wyniosło prawie 9,5 tysiąca złotych. Najlepiej zarabiała wyższa kadra zarządzająca, na której konto wpływało co miesiąc średnio 18 tysięcy złotych. Pensje prawników i pracowników branży IT w 2012 roku wahały się w granicach 8,9 – 9,7 tys. zł. – Te zarobki nieznacznie spadły – przyznaje Łukasz Kośnik, partner w firmie rekrutacyjnej Antal International, która przeprowadziła kompleksowe badania wynagrodzeń.

Raport, przygotowany przez Antal International w dość kompleksowy sposób oddaje tendencje, panujące na dzisiejszym rynku pracy. Został bowiem opracowany, zarówno na podstawie rozmów oraz ankiet, przeprowadzonych wśród pracodawców i ich pracowników, jak i w oparciu o dane, pochodzące z procesów rekrutacyjnych.

– Niestety, w porównaniu z rokiem 2011 widać lekkie różnice na niekorzyść pracowników – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Łukasz Kośnik. – Z drugiej strony, z naszego punktu widzenia, nie ma większych powodów do obaw.

Tym bardziej, że różnice w średniej zarobków są niewielkie i wynikają, głównie ze spadku wynagrodzeń wśród prawników. W 2012 roku zarabiali oni średnio 9 670 zł, czyli o około 20 proc. mniej niż przed rokiem.

– Wiąże się to, przede wszystkim ze stopniowym uwalnianiem zawodu i dużo większą liczbą kandydatów, którzy mają aplikacje za sobą i są dostępni dla wszelkiego rodzaju kancelarii – wyjaśnia partner w firmie, na zlecenie której przeprowadzono badania.

Lekkie wyhamowanie daje się zauważyć, również w sektorze IT, ale w tym przypadku pensje rosły systematycznie od czterech lat. I to, jak oceniają specjaliści w szalonym tempie, zatem drobna korekta nie jest niczym nadzwyczajnym. Tym bardziej, że średnie wynagrodzenie informatyków wciąż utrzymuje się na dosyć wysokim poziomie. W ubiegłym roku wynosiło 8 950 zł, do tego prognozy na przyszłość są bardzo optymistyczne. Z badań firmy Antal International wynika bowiem, że 48 proc. pracodawców ma zamiar rekrutować nowych pracowników i to już w drugim kwartale tego roku.

– Jak połączy się wyniki jednego i drugiego badania oraz prognozy ekonomiczne na drugą część roku, to raczej sytuacja będzie taka, że te wynagrodzenia nie powinny dalej hamować – przewiduje Kośnik.

Co ciekawe, wysokie zarobki utrzymują się na stanowiskach handlowych w branży IT. Średnie wynagrodzenie wynosi tutaj na poziomie 9 800 zł. Według Kośnika nie ma w tym niczego nadzwyczajnego.

– Wiadomo, że jak spada rynek, to każda firma bardziej inwestuje w działy sprzedaży i w samym IT widać taką tendencję – wyjaśnia.

Zarobki specjalistów i menadżerów co najmniej od roku utrzymują się na niezmienionym poziomie. Ci pierwsi dostawali w ubiegłym roku co miesiąc 7 110 zł, ci drudzy ponad 4 400 zł więcej. Wynagrodzenie kadry zarządzającej oscylowało w granicach 18 130 zł.

Są też takie obszary rynku pracy, gdzie wynagrodzenia bardzo szybko rosną.

– Takim ciekawym sektorem jest farmacja, gdzie są potrzebne bardzo wysokie kompetencje – odpowiednia edukacji, background biznesowy związany z farmacją i medycyną, a także znajomość, przynajmniej jednego języka obcego – wymienia.

Dlatego kandydaci na pracowników mają wysokie oczekiwania. Chcą przede wszystkim nieźle zarabiać. Liczą także na komfortowe warunki pracy.

Co ciekawe, wysokie tendencje zarobkowe utrzymywały się w ubiegłym roku i nadal utrzymują w branży budowlanej. Mimo kryzysu i spadku zamówień nadal jest problem ze znalezieniem specjalistów.

– Duża część pracowników w tym sektorze jest już zakontraktowana na różne projekty zagraniczne i to przekłada się na dosyć wysoki poziom zarobków w branży budowlanej – tłumaczy partner w firmie Antal International.

Ale nie tylko farmaceuci i budowlańcy nie mają na co narzekać. Wysokie pensje, rzędu 9 500 zł otrzymywali w ubiegłym roku inżynierowie. Finansiści o 900 zł mniej. HR-owcy zarabiali 7 100 zł. Zarobki w administracji przekraczały, nieznacznie 6 tysięcy złotych.

Przewidywania, co do roku 2013 mówią, że najbardziej obiecującą może okazać się branża e-commerce. Nasz rynek internetowy nadal jest niedojrzały, dlatego wykazuje duże wciąż zapotrzebowanie na pracowników, zajmujących się sprzedażą w sieci.

– Co więcej, przy każdym lekkim spowolnieniu gospodarczym Polak szuka oszczędności, a jak szuka oszczędności, to zaczyna robić więcej zakupów w internecie – tłumaczy Kośnik. – Przekłada się to na większy ruch w interncecie, większy obrót, a za tym idą kolejne wakaty i rozwój firm e-commercowych.

Najlepsi specjaliści w tej branży mogą liczyć na zarobki sięgające nawet 10 tysięcy złotych. Średnio, o 2 tysiące zł mniej zarabiają logistycy, ale i w tym przypadku, branża ta wykazuje dużą chęć na zwiększanie zatrudnienia.

Komentarz indeksowy BossaFX 13 marca 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 13 marca 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

W 2016 r. przychody z zakupów przez Internet będą stanowiły aż jedną piątą całkowitej sprzedaży handlu detalicznego

Łączne przychody 250 największych sieci handlowych na świecie przekroczyły w ubiegłym roku finansowym po raz pierwszy poziom czterech bilionów dolarów. Mimo gorszej sytuacji gospodarczej m.in. w Europie Zachodniej czy Japonii wiodący detaliści rozwijają swoją działalność poprzez ekspansję na nowych rynkach, m.in. na Bliskim Wchodzie, w Europie Środkowej i Wschodniej czy Ameryce Południowej. W najbliższym czasie muszą jednak skupić się przede wszystkim na ułatwianiu konsumentom zakupów przez Internet. W 2016 r. handel e-commerce będzie stanowić już bowiem jedną piątą całkowitej sprzedaży detalicznej – to najważniejsze wnioski z corocznego raportu „Global Powers of Retailing 2013. Retail Beyond” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Ostatni rok finansowy* był dla sieci handlowych podobny do roku wcześniejszego, w którym handel odbijał się po światowym kryzysie. Łączne przychody detalistów, którzy znaleźli się na liście TOP 250 Deloitte przekroczyły 4 biliony dolarów, przy wzroście o 5,1 proc. w porównaniu z rokiem wcześniejszym. Ponad 80 proc. sieci odnotowało wzrost przychodów. Średnia marża zysku netto w branży, podobnie jak w roku finansowym 2010 r., wyniosła 3,8 proc. To wszystko udało się osiągnąć pomimo kryzysu finansowego, który dotknął Europę Zachodnią i złej sytuacji ekonomicznej w Japonii, wywołanej trzęsieniem ziemi i tsunami.

„Te dobre wyniki są przede wszystkim efektem ekspansji sieci handlowych na rynkach wschodzących, na Bliskim Wschodzie, w Ameryce Płd., regionie Azji i Pacyfiku, ale też w Europie Wschodniej. W omawianym okresie 40 sieci rozpoczęło działalność na nowych rynkach otwierając 107 nowych punktów w 72 krajach” – wyjaśnia Marcin Diakonowicz, Partner w dziale Audytu Deloitte. W Polsce ten trend najlepiej obrazuje przykład Biedronki, która w 2012 r. zanotowała 6,4 proc. wzrost sprzedaży i otworzyła 263 nowe sklepy.

Największe sieci handlowe, szczególnie pochodzące z krajów europejskich i USA, nie mają wyjścia – muszą szukać źródeł przychodów na nowych rynkach. Tylko tak mogą poprawiać swoje wyniki finansowe pomimo stagnacji ich rodzimych rynków. Aż 62 proc. firm z TOP 250 działa dziś w więcej niż jednym kraju, a 82 proc. z tej grupy więcej niż w jednym subregionie. Zatem tylko niecałe 20 proc. europejskich spółek prowadziło aktywność wyłącznie na swoich krajowych rynkach. Warto też odnotować, że spółki chińskie i rosyjskie oraz firmy z Afryki, Bliskiego Wschodu i Ameryki Łacińskiej tworzą istotną grupę wśród 50 najszybciej rozwijających się podmiotów w branży.

Jak wynika z raportu bogacąca się klasa średnia, młode społeczeństwo i wysokie bezpośrednie inwestycje zagraniczne to najważniejsze czynniki rozwoju rynków wschodzących. „Są one szansą na wzrost także dla rynku dóbr luksusowych, bowiem bogacąca się klasa średnia z tych regionów poszukuje dobrze zdefiniowanych i zakorzenionych marek globalnych” – wyjaśnia Antoine de Riedmatten, Partner, Globalny Lider Consumer Business, Deloitte Francja.

Według ekspertów Deloitte największym wzywaniem dla handlu będzie walka o wirtualnego klienta. Konsumenci coraz częściej wybierają ofertę e-commerce lub zakupy mieszane (oglądają towar w sklepie stacjonarnym, a kupują w sieci). „Niska cena przestała być jedynym czynnikiem, który przyciąga klienta i decyduje o jego wyborze. Równie ważna stała się dostępność, możliwość obejrzenia i porównania cen w Internecie i wreszcie różnorodność wyboru. To klient decyduje gdzie kupi przedmiot, którym jest zainteresowany, a sprzedawca musi mu to umożliwić. Dotyczy to wszystkich branż: począwszy od sklepów spożywczych po dobra luksusowe i sprzęt elektroniczny” – wyjaśnia Magdalena Jończak, Dyrektor w dziale Konsultingu Deloitte.

Rosnąca popularność sklepów internetowych to także skutek coraz większej dostępności smartfonów i innych urządzeń mobilnych. Szacuje się, że liczba użytkowanych smartfonów zbliży się pod koniec tego roku do 2 mld**. W tej chwili e-commerce stanowi 5,1 proc. całego handlu, w 2016 r. będzie to już 17-21 proc. (jego wartość w skali globalnej wyniesie 628-752 mld dolarów). Sprzedawcy muszą więc inwestować w nowe kanały sprzedaży poprzez zakup technologii, ale także szkolenie pracowników, którzy często nie są przygotowani, by komunikować się z klientami przez Internet. Coraz większą rolę w handlu zaczynają odgrywać także media społecznościowe, tj. Facebook czy Twitter, za pośrednictwem których handlowcy powinni budować relacje z klientami. „Minęły czasy, gdy firmy miały luksus kontrolowania swojego wizerunku za pośrednictwem działów Public Relations czy prawników. Obecnie komunikacja z konsumentami musi odbywać się non stop – 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu, dodatkowo musi być natychmiastowa, spersonalizowana i zrozumiała dla odbiorcy. Jeżeli te warunki nie zostaną spełnione klient natychmiast pójdzie do konkurencji” – tłumaczy Antoine de Riedmatten.

Jak wynika z listy TOP 250 sektor FMCG stanowi ponad 50 proc. wszystkich detalistów w zestawieniu. Dominuje on także w pierwszej dziesiątce, gdzie osiem firm reprezentuje właśnie dobra szybko zbywalne. Sektor ten pod względem wzrostu przychodów (5,6 proc.) wyprzedził w omawianym okresie branżę modową i przemysłową. Wzrost przychodów w sektorze odzieżowym zmniejszył się z siedmiu do pięciu procent rok do roku. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż jest to najbardziej rentowny segment. W sektorze dóbr przemysłowych, produktów sportowych i rekreacyjnych odnotowano wysoką rentowność i znaczne wzrosty przychodów, jednak wyniki te nie osiągnęły wartości z FY 2010 r.

Pierwsza dziesiątka TOP 250 pozostaje bez większych zmian. Na czele króluje nadal amerykański Wal-Mart, który zanotował 6 proc. wzrost przychodów i zwiększył swoją przewagę nad Carrefourem. Na trzecim miejscu znalazło się Tesco. Przychody giganta z USA przekraczają dziesięć procent całkowitych przychodów wszystkich sieci w zestawieniu, a przychody pierwszej dziesiątki stanowią 29 proc. wyniku wszystkich detalistów z listy.

* Ostatni zamknięty rok finansowy tj. FY 2011 (obejmujący rok podatkowy kończący się najpóźniej w czerwcu 2012 r.).
** Do końca 2013 roku liczba użytkowanych smartfonów zbliży się do 2 miliardów, raport Deloitte „TMT Predictions 2013”, 15 stycznia 2013 r.

Raport „Global Powers of Retailing 2013. Retail Beyond”:
16. edycja opracowania przedstawia ranking 250 największych światowych sieci detalicznych na podstawie osiągniętych przychodów (powszechnie dostępne dane firm). Tegoroczna edycja raportu grupuje firmy na podstawie danych za ostatni zamknięty rok finansowy tj. FY 2011 (obejmujący rok podatkowy kończący się najpóźniej w czerwcu 2012 r.). Aby znaleźć się na liście firma musiała w poprzednim roku finansowym FY 2010 osiągnąć średni przychód co najmniej w wysokości 3,7 mld dolarów. Raport przedstawia również prognozę dla gospodarki światowej, trendy w nadchodzących miesiącach oraz analizę kapitalizacji rynku w branży detalicznej.

Kradzież do 1000 zł tylko wykroczeniem – nowelizacja Kodeksu wykroczeń

W Sejmie trwają prace nad nowelizacją Kodeksu wykroczeń, które przewidują, że wykroczeniem będzie kradzież rzeczy o wartości do 1 tys. zł. Obecnie już kradzież 250 zł jest traktowana jako przestępstwo. Polska Izba Handlu obawia się, że wejście w życie tych zmian spowoduje większą bezkarność złodziei i może przełożyć się na trzykrotny wzrost strat z tytułu kradzieży w sklepach.

Polska Izba Handlu (PIH) złożyła już w lutym br. pismo z protestem w tej sprawie do Komisji Kodyfikacyjnej Sejmu, w której trwają prace nad zmianami w Kodeksie wykroczeń.

– Już teraz skala kradzieży w sklepach to jest 1-1,5 proc. obrotu. Jeżeli to przeliczymy na cały handel detaliczny w skali całego kraju mówimy o kwotach zbliżonych do 1 mld zł. A mówimy tylko o niewykrytych zdarzeniach. Jeżeli podniesiemy próg czterokrotnie, z 250 zł do 1 tys. zł, to na pewno kilkukrotnie skala tego zjawiska wzrośnie – prognozuje w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Maciej Ptaszyński, dyrektor generalny Polskiej Izby Handlu.

Wykroczenie ma inny charakter niż przestępstwo, chodzi tu głównie o kary, które są znacznie niższe i mniej dolegliwe niż za przestępstwo. W porównaniu z przestępstwami także okres przedawnienia wykroczenia jest znacznie krótszy.

– Kara za wykroczenie nie wiąże się z wpisaniem do Centralnego Rejestru Skazanych. To jest taka kara, jak za zbyt szybką jazdę samochodem. Podniesienie limitu do 1 tys. zł oznacza, że wyniesienie ze sklepu komputera, odtwarzacza Blu-Ray czy tabletu nie będzie przestępstwem – wyjaśnia Maciej Ptaszyński.

Polską Izbę Handlu nie przekonują argumenty, że planowane zmiany w Kodeksie wykroczeń odciążą pracę organów ścigania – Policji i prokuratury.

– Już teraz mamy do czynienia z wyspecjalizowanymi gangami, które kradną w sklepach do wysokości 250 zł, nie przekraczając tego limitu przestępstwa. A jeśli to podniesiemy, otworzymy tym przestępcom drogę do dokonywania kradzieży na znacznie większą skalę. Nie mówię, że straty sklepów wzrosną czterokrotnie, ale wystarczy, żeby wzrosły dwukrotnie i mówimy już o kradzieżach sięgających nawet 3 proc. obrotu. To jest nie do zaakceptowania przez handel detaliczny – argumentuje dyrektor generalny PIH.

Polska Izba Handlu mówi, że inne organizacje wspierające handle są także przeciwne projektowanym zmianom.

– W handlu i tak jest ciężko, a jeśli się dodatkowo podniesie ten próg, dodatkowo ośmielimy przestępców, będzie jeszcze gorzej. Jeśli mówimy o małym sklepie, to już są to gigantyczne straty – podsumowuje Maciej Ptaszyński.

Z szacunków PIH wynika, że będzie to oznaczało w praktyce straty sięgające od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych na jeden sklep w skali roku. Dlatego Izba chce, aby wycofano się z planów wprowadzenia do prawa omawianego rozwiązania. Polska Izba Handlu reprezentuje ponad 20 000 podmiotów handlu detalicznego na terenie kraju.

Zgodnie z obecnymi przepisami Kodeksu wykroczeń, kradzież jest wykroczeniem, jeżeli wartość skradzionych rzeczy nie przekracza 250 złotych. Taka kradzież podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny. Także usiłowanie, podżeganie i pomoc w kradzieży rzeczy o wartości do 250 zł są karalne.

W najbliższym kwartale nie będzie poprawy na polskim rynku pracy

Ożywienia na rynku pracy nie będzie, przynajmniej do końca tej połowy roku. Najnowsze wyniki badania Barometru Manpower dotyczącego pespektyw zatrudnienia w II kwartale br. nie nastrajają optymizmem. Wprawdzie co dziesiąta firma zamierza zwiększać zatrudnienie, lecz również co dziesiąta zamierza je redukować. Najtrudniejsza sytuacja już od kilku kwartałów z rzędu panuje w budownictwie. Ale powody do obaw mogą mieć również pracownicy energetyki, wodociagów i przemysłu wydobywczego.

Choć ogólne trendy w Polsce są negatywne, to istnieją sektory, w których należy się spodziewać wzrostu zatrudnienia. Należą do nich: transport, logistyka, komunikacja, a także sektor publiczny. Spodziewany jest w nich 8-procentowy wzrost zatrudnienia. Ostrożniejszy optymizm wykazują pracodawcy w branżach takich jak: handel detaliczny i hurtowy oraz finanse, nieruchomości, ubezpieczenia i usługi.

Na nowe oferty pracy najbardziej mogą liczyć mieszkańcy południowo-zachodniej Polski.

– Badamy sześć regionów w Polsce i tam, gdzie firmy są najbardziej nastawione na zatrudnienia, to są firmy z Polski południowo-zachodniej, czyli z Dolnego Śląska – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Iwona Janas, dyrektor generalna Manpower Group w Polsce. – Tam rzeczywiście można spodziewać się najwięcej ofert pracy w II kwartale tego roku.

Branże, w których należy spodziewać się raczej zwolnień, a nie wzrostu zatrudnienia to przede wszystkim kopalnie i przemysł wydobywczy, gdzie o 18 proc. więcej firm planuje zmniejszyć niż zwiększyć zatrudnienie. Niewiele lepsze są prognozy dotyczące energetyki, gazownictwa i wodociągów (różnica 14 proc.). Nieco rzadziej spadek zatrudnienia planują restauratorzy, hotelarze, a także firmy zajmujące się budownictwem i produkcją przemysłową.

– Negatywne nastroje przedsiębiorców w innych krajach, a także obawy o dalsze rozprzestrzenianie się kryzysu finansowego w strefie euro, sprawiają, że przed osobami poszukującymi pracy rysuje się niezbyt optymistyczny scenariusz – mówi Iwona Janas, Dyrektor Generalna ManpowerGroup w Polsce. – Spodziewamy się jednak, że utrzyma się panujące wysokie zapotrzebowanie na specjalistów. Pracodawcy nadal bowiem poszukują pracowników, którzy zapewnią rozwój ich przedsiębiorstwom. Być może sytuacja zacznie zmieniać się na lepsze po II kwartale. Jednak, na podstawie obserwacji rynku możemy ocenić, że poprawa nie nastąpi wcześniej niż przed nastaniem IV kwartału.

W zestawieniu globalnym wyniki raportu Manpower Group pokazują, że większość pracodawców na świecie przewiduje, w mniejszym lub większym stopniu, zwiększenie zatrudnienia w drugim kwartale 2013 r. Dodatnie prognozy netto zatrudnienia uzyskano w 32 z 42 badanych krajów. Najbardziej optymistyczne ustalono na podstawie deklaracji pracodawców w Brazylii, na Tajwanie (+30 proc. dla obydwu krajów ), w Turcji (+28 proc.), w Indiach (+27 proc.). Z kolei najbardziej pesymistyczni są pracodawcy we Włoszech, Hiszpanii (-11proc. dla obydwu państw), Grecji (-6 proc.) i Holandii (-3 proc.).

W polskiej edycji badania wzięło udział 750 pracodawców.

CeBIT 2013 „Shareconomy” – jako nowa forma współpracy między firmami

Liczby związane z tegorocznym CeBIT mogą przyprawiać o zawrót głowy. Na targach w Hanowerze wystawiło swoje stoiska ponad 4 tys. firm z całego świata. Z ich ofertą zapoznało się, według szacunków organizatorów, ok. 350 tys. osób. Silną reprezentację wystawiła w tym roku Polska. Nasz kraj pełnił rolę partnera strategicznego CeBIT 2013. Na targach swoją ofertę zaprezentowało aż 170 rodzimych firm. To ponad dwa razy więcej, niż przed rokiem, gdy na CeBIT pojawiło się ich tylko 70.

Długopisy skanujące i tłumaczące treść tekstu na kilkadziesiąt języków, inteligentne roboty czy lotnicze drony zwiadowcze – to najbardziej znane, medialne oblicze zakończonych w sobotę 9 marca niemieckich targów CeBIT. Zaliczane do najważniejszych wydarzeń branży IT na świecie, stanowiły one jednak nie tylko okazję do poznania technologii przyszłości, ale także najnowszych rozwiązań, już dziś usprawniających pracę nowoczesnych przedsiębiorstw. Specjalistyczne aplikacje do smartfonów, urządzenia zarządzające dużymi zbiorami danych czy inteligentne rozwiązania telekomunikacyjne coraz częściej stają się integralną częścią życia biznesu.

Siłę CeBIT stanowi zróżnicowanie. Na licznych stoiskach można było zapoznać się zarówno z najnowszymi, znajdującymi się w fazie testów wynalazkami naukowców i działów badawczych największych koncernów, jak i ofertą skierowaną do przedsiębiorców, poszukujących rozwiązań usprawniających działalność ich firm.

Hasło tegorocznych targów, po cloud computingu w 2011 r. i zarządzaniu zaufaniem w 2012 r., stanowiło „Shareconomy”. To pojęcie oznaczające model ekonomiczny oparty na dzieleniu się wiedzą, wspólnym korzystaniu z zasobów intelektualnych i wymiany doświadczeń jako nowej formy współpracy między firmami. Według tego modelu partnerzy biznesowi, doradcy, dostawcy i klienci zaangażowani w poszczególne elementy działalności firmy, stają się elementem większego procesu wymiany wiedzy i doświadczeń.

W Europie może zabraknąć żywności. IERiGŻ: Wspólna Polityka Rolna wymaga zmian

– Wspólna Polityka Rolna wymaga istotnych zmian – uważa dr hab. Renata Grochowska z IERiGŻ. Chodzi tu nie tyle o pieniądze, rozdzielane pomiędzy poszczególnych członków Unii Europejskiej, ale o podejście do problemu i określenie długoterminowych priorytetów. Inaczej może się okazać, że za 20 czy 30 lat bezpieczeństwo żywnościowe Europy zostanie poważnie zagrożone.

– Obserwujemy w ostatniej dekadzie spadek tempa wzrostu produkcji rolnej. Prognozy wskazują na kontynuację tego trendu w nadchodzących latach. Zmiany klimatyczne, a szczególnie pogłębiający się brak wody, będą prowadzić do istotnych niedoborów żywności w niektórych regionach świata, a w konsekwencji kryzysów społecznych i fali migracji – mówi Agencji Informacyjnej Newseria dr hab. Renata Grochowska z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Według niej wyczerpujące się zasoby będą także negatywnie oddziaływać na rolnictwo i produkcję żywności w Europie.

– Za 20-30 lat może się okazać, że Unia Europejska nie będzie samowystarczalna i będziemy zmuszeni importować żywność – mówi dr hab. Grochowska . – Wśród czynników, które mogą przyczynić się do spadku produkcji żywności w Europie w przyszłości można wymienić spadek wydajności jednostkowej roślin i zwierząt gospodarskich, opór przeciwko wykorzystaniu biotechnologii, np. GMO, zmniejszającą się powierzchnię i jakość gruntów rolnych, większą zmienność plonów na skutek warunków atmosferycznych, wzrost kosztów produkcji rolnej, spadek liczby gospodarstw rolnych, wyludnianie się wsi i jej starzenie.

Do niedawna bezpieczeństwo żywnościowe traktowano jako element polityki bezpieczeństwa ekonomicznego danego kraju. Uważano bowiem, że wystarczy mieć pieniądze, by kupić żywność u innych, stąd wielkość własnej produkcji rolnej nie miała istotnego znaczenia. Ostatnie lata, a szczególnie globalne kryzysy żywnościowe, zmieniły to podejście, a samowystarczalność w zakresie żywności stała się priorytetem m.in. dla rządów Stanów Zjednoczonych i Chin. Tą samą drogą, zdaniem specjalistów, powinna pójść Unia Europejska.

– Zarówno Polska, jak i UE powinny zmienić podejście do kwestii bezpieczeństwa żywnościowego i bardziej koncentrować się na rozwiązaniach, które faktycznie zapewnią to bezpieczeństwo w perspektywie długoterminowej – uważa dr hab. Renata Grochowska. – Duże znaczenie ma zwiększenie efektywności łańcucha żywnościowego na każdym jego etapie, od rolnika do sprzedawcy. Coraz więcej uwagi poświęca się potrzebie eliminacji strat, które powstają podczas produkcji żywności, a także jej marnowaniu przez konsumentów. Nie bez znaczenia są także zachodzące procesy globalizacji oraz przejmowanie procesu produkcji, przetwarzania i sprzedaży żywności przez korporacje międzynarodowe. Zmiany systemowo- instytucjonalne powinny również dotyczyć Wspólnej Polityki Rolnej – dodaje ekspertka.

Dlatego jej zdaniem Wspólna Polityka Rolna powinna stopniowo zmierzać ku ograniczeniu wsparcia bezpośredniego dla rolników – chodzi tu np. o dopłaty do hektara pól uprawnych – na rzecz instrumentów, które w skuteczniejszy sposób będą sprzyjać rozwojowi rolnictwa i obszarów wiejskich. Mowa tu np. o finansowaniu badań rolniczych oraz ich wdrażania do praktyki, większego wsparcia doradztwa rolniczego, budowy infrastruktury, także tej informatycznej czy promocji i marketingu. Działania te mogą pobudzić inwestycje w rolnictwie, a docelowo – przeciwdziałałyby zagrożeniu bezpieczeństwa żywnościowego.

Jak tłumaczy ekspertka, ostatnio w Europie dużo mówi się o tzw. zrównoważonej intensyfikacji, rozumianej jako efektywniejsza produkcja rolna przy racjonalnym wykorzystaniu wyczerpujących się zasobów naturalnych i ochronie środowiska. Wymaga to dużej wiedzy i innowacyjnych rozwiązań stosowanych w gospodarstwach rolnych. Tym należy tłumaczyć potrzebę przekierowania WPR właśnie na takie instrumenty, które będą tworzeniu tej wiedzy oraz jej wdrażaniu służyć.

– Wiele zależy od polityki realizowanej w ramach UE, ale z drugiej strony nie możemy podchodzić do tego w ten sposób, że wszystko załatwi Bruksela. To moim zdaniem jest często powtarzany błąd, że coś ustalono w Brukseli i my już nic nie możemy. To nieprawda. Państwa członkowskie mają wiele możliwości wprowadzania własnych rozwiązań i to zależy od nas, w jaki sposób podejdziemy do zagadnienia wprowadzając choćby różnego typu innowacje – tłumaczy dr hab. Renata Grochowska.

Prezes PTK Centertel: cena za częstotliwości dalece przestrzelona

PTK Centertel, operator sieci Orange, mimo przegranej w przetargu na 1800 MHz, nie rezygnuje z walki o częstotliwości dla superszybkiego internetu LTE. Spółka będzie starać się m.in. o częstotliwości 800 MHz, które Urząd Komunikacji Elektronicznej jeszcze w tym roku zamierza zlicytować. Oferta Centertela w rozstrzygniętym 13 lutego przetargu została odrzucona ze względu na zaoferowaną zbyt niską kwotę zakupu częstotliwości.

Konkurs na 1800 MHz wygrali operatorzy obsługujący sieci Play (P4) i T-Mobile (Polska Telefonia Cyfrowa). P4, który otrzymał łącznie 15 MHz z cennego pasma, zapowiedział, że te częstotliwości będą dedykowane wprowadzeniu na rynek LTE – szybkiego, bezprzewodowego internetu, który dziś oferuje Plus i Cyfrowy Polsat.

PTK Centertel złożył ofertę na dwie częstotliwości z pasma o wartości 126,5 mln i 151,5 mln zł. Kwoty te okazały się niższe niż zaoferowały zwycięskie firmy.

– Uważamy, że położyliśmy taką cenę, która była godziwą wartością za te aktywa. Znalazł się ktoś inny, kto uznał, że inna cena jest wartością godziwą. Nadal uważamy, że ta cena, która znalazła się finalnie na rynku, jest dalece przestrzelona – wyjaśnia Mariusz Gaca, prezes PTK Centertel w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria w czasie targów CeBIT w Hanowerze.

Jak podkreśla wskazują na to rozbieżności między kwotami, jakie zaoferowali wygrani (blisko 1 mld zł), a kwotami, których oczekiwało UKE przy ogłaszaniu konkursu (500-700 mln zł)

Operator Orange liczy, że uda mu się zdobyć częstotliwości 800 MHz oraz 2600 MHz. Zostaną one uwolnione m.in. dzięki przejściu z telewizji analogowej na naziemną telewizję cyfrową i mają być przeznaczone np. do przekazywania drogą radiową ultraszybkiego Internetu albo sygnału telewizji mobilnej. To ma być droga do tego, by Orange weszło w LTE.

– W nowym przetargu z całą pewnością położymy taką cenę, którą będziemy uważali, że ma biznesowe uzasadnienie i taką cenę, która jest w stanie zapewnić w rozsądnej perspektywie zwrot z tej inwestycji. Kupowanie czegoś w świecie komercyjnym, co nie generuje zwrotu, jest dosyć nieroztropne – przekonuje prezes PTK Centertel

Jednocześnie prezes operatora Orange nie chce komentować informacji, czy Centertel prowadzi rozmowy z innymi operatorami, np. P4 (operator sieci Play) na temat współdzielenia pasma na 1800 MHz.

– W tym temacie nie będzie żadnych komentarzy – zapowiada Mariusz Gaca. – Rozstrzygnięcie przetargu ogłoszono 13-tego lutego, mamy nową sytuację. Analizujemy ją, zastanawiamy się nad nią. Natomiast tu jeszcze jest daleko za wcześnie, by w jakikolwiek sposób ten temat komentować.

Komentarz indeksowy BossaFX 11 marca 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 11 marca 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

MSP włącza się w rozmowy o ewentualnym połączeniu PKO BP i Banku Pocztowego

Nie ma uzasadnienia biznesowego, ekonomicznego, by obie te instytucje działały osobno – twierdzi minister skarbu państwa Mikołaj Budzanowski. Na razie przeciwna przejęciu jest Poczta Polska, posiadacz większościowego pakietu akcji Banku Pocztowego, który odrzucił już dwie propozycje PKO BP.

Według Ministerstwa Skarbu Państwa połączenie obu podmiotów byłoby dzisiaj najlepszym rozwiązaniem.

– Z punktu widzenia sektora bankowego lepiej jest, aby obie te instytucje ze sobą połączyć – przekonuje szef resortu skarbu w wywiadzie udzielonym Agencji Informacyjnej Newseria po odebraniu nagrody dla Finansisty Roku 2012, przyznawanej przez redakcję tygodnika ekonomicznego „Gazeta Finansowa”.

W opozycji do planów ministra skarbu jest stanowisko zarządu Poczty Polskiej, w której posiadaniu jest Bank Pocztowy.

– Poczta Polska potrzebuje tej instytucji do swojej działalności, ale będziemy na ten temat dyskutować i będą prowadzone analizy, by podjąć ostateczną decyzję – dodaje Mikołaj Budzanowski.

Do PKO BP należy dziś ok. 25 proc. akcji Banku Pocztowego. Właścicielem pozostałych ok. 75 procent jest Poczta Polska. O możliwym połączeniu obu banków mówi sie od ubiegłego roku, kiedy PKO BP zadeklarował chęć kupienia Banku Pocztowego za 240 mln zł. W grudniu 2012 r. Poczta Polska ofertę odrzuciła. Jednocześnie nie wykluczyła możliwej współpracy z największym, polskim bankiem, przy zachowaniu obecnej struktury akcjonariatu.

W lutym PKO BP złożył nową ofertę w sprawie dokapitalizowania Banku Pocztowego kwotą 380 mln zł, z czego 290 mln zł miał wyłożyć PKO BP, a Poczta miałaby zainwestować 90 mln zł. Propozycja PKO BP zakładała również zwołanie walnego zgromadzenia akcjonariuszy, decyzji o emisji akcji i większego wpływu na proces podejmowania decyzji w Banku Pocztowym. Jednak i ta oferta została odrzucona.

Sama Poczta Polska kilka dni temu złozyla z kolei propozycję przejęcia 25 proc. akcji należących do PKO BP. Zarząd Poczty gotowy jest dokapitalizować posiadany przez siebie bank, by poszerzyć możliwości jego działania na rynku bankowym. Bank Pocztowy jest jedną z najszybciej rozwijających się instytucji w Polsce, jednak jego rezerwy kapitałowe są ograniczone i dlatego potrzebuje dokapitalizowania.

500 mln zł na wsparcie prac badawczo – rozwojowych

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR) po raz pierwszy uruchamia nowy instrument ukierunkowany na wsparcie projektów w skali demonstracyjnej. Przedsiębiorcy, przyzwyczajeni do standardowych projektów badawczo – rozwojowych (B+R), mogą nie widzieć od razu korzyści dla siebie, tymczasem program odpowiada na wiele ich potrzeb i otwiera liczne nowe możliwości. NCBiR przewidziało bardzo atrakcyjny budżet wynoszący aż 500 mln PLN.

W polskich programach nie mamy doświadczenia w dofinansowywaniu typowych projektów demonstracyjnych, ale analizując programy europejskie np. LIFE+ możemy znaleźć już wiele przykładów. Jednym z nich było opracowanie czystej technologii PVD (technika zastosowana do dekoracyjnego platerowania) do produkcji elementów dekoracyjnych, czy też demonstracja systemu blanszowania „Closed Loop” w przetwórstwie ziemniaka. Z ciekawszych przykładów można też przywołać projekt dotyczący opakowań do ryżu pozbawionych zanieczyszczeń, gdzie demonstracja dotyczyła zastosowania przemysłowego nowej „czystej” technologii pakowania żywności przy użyciu przyjaznej dla środowiska maszyny próżniowej. Z dziedziny motoryzacji dotację dostał projekt demonstracyjny przyjaznego środowisku systemu odlewania aluminiowych bloków silnika „Core Package” przy zastosowaniu nieorganicznego spoiwa. Wśród projektów dofinansowanych z Polski znalazł się między innymi projekt poświęcony instalacji demonstracyjnej wytwarzania kruszyw lekkich z osadów ściekowych i krzemionki odpadowej.

Jak więc widać z powyżej przytoczonych przykładów, są to projekty dotyczące w większości rozwoju technologii, metod produkcji lub dostosowania technologii w celu osiągnięcia określonego produktu.

W przypadku LIFE+ projekty muszą dotyczyć ochrony środowiska, w przypadku zaś Programu NCBiR Wsparcia badań w skali demonstracyjnej można mówić o 4 głównych obszarach oceny: zasadności kosztów, potencjale wykonawców i sposobie zarządzania projektem, strukturze projektu (trafność naukowa, zasadność zadań, efektywność ekonomiczna, ryzyka) i innowacyjności oraz ostatni obszar związany z celami projektu i ich uzasadnieniem.

Program będzie ukierunkowany na dwa główne typu projektów: pierwszy to budowa instalacji demonstracyjnych w celu przetestowania nowych technologii, drugi zaś typ obejmuje fazy wcześniejsze, gdyż zaczyna się od badań naukowych i kończy na przygotowaniu technologii lub produktu przetestowanego na instalacji demonstracyjnej.

Bardzo ważne jest zrozumienie, iż jest to projekt badawczo – rozwojowy z całą swoją specyfiką w zakresie kwalifikowania kosztów. – mówi Beata Tylman, dyrektor w zespole pomocy publicznej PwC. – Przede wszystkim instalacja pilotażowa/ demonstracyjna nie może być wykorzystywana komercyjnie. Jeśli to nastąpi, wszelkie dochody uzyskane z tego tytułu są odejmowane od kosztów kwalifikowanych do dotacji. Po drugie, należy wnikliwie przejrzeć katalog kosztów kwalifikowanych. Są to koszty typowe dla projektów B+R tj. wynagrodzenia zaangażowanych osób lub amortyzacja wykorzystywanego sprzętu. W katalogu znalazły się dodatkowo techniczne studia wykonalności na potrzeby prac rozwojowych. Nie ma tu miejsca na inwestycje przedsiębiorstw, czy choćby wdrożenie wyników prac B+R.

Dodatkowo projekt powinien uwzględniać plan wykorzystania instalacji demonstracyjnej po zakończeniu realizacji projektu, nie można więc założyć zbudowania instalacji, która po zakończeniu projektu będzie stała bezużytecznie lub zostanie zutylizowana.

Interesujący jest zakładany system składania wniosków. Ma być on jednoetapowy i oparty wyłącznie o system elektronicznego składania wniosków. Wnioski, które otrzymają minimum 60% punktów, przechodzą do etapu prezentacji projektu na panelu ekspertów, który podejmuje ostateczną decyzję o przyznaniu dofinansowania.

Generalnie zakłada się wsparcie dużych projektów, gdyż wartość minimalna projektów została określona na 5 mln PLN, a maksymalna kwota dotacji to aż 100 mln PLN. Zakłada się, iż w wyniku programu powstanie zaledwie 10 instalacji pilotażowych/ demonstracyjnych.

Projekty mogą trwać maksymalnie 3 lata, poziomy dofinansowania są standardowe jak dla projektów badawczych, czyli od 25% do 80% w zależności od wielkości przedsiębiorstwa i rodzaju badań. Przy tym badania przemysłowe nie mogą stanowić więcej niż 15% kosztów kwalifikowanych. Dotacja na techniczne studia wykonalności na potrzeby prac rozwojowych wynosi dla małych lub średnich przedsiębiorstw do 50%, zaś dla dużych – do 40%.

Rusza nowy program wsparcia prac badawczo – rozwojowych (R&D)

Do 100 mln zł dotacji może otrzymać przedsiębiorstwo na dofinansowanie swoich prac badawczo – rozwojowych (wraz z budową instalacji pilotażowych) w ramach nowego programu ogłoszonego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. O dofinansowanie mogą starać się zarówno małe, średnie jak i duże przedsiębiorstwa. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte jest to jedna z ostatnich możliwości otrzymania tak wysokich dotacji na projekty R&D przed wejściem w życie nowego budżetu unijnego na lata 2014-2020. Wnioski do NCBiR można składać w terminie od 19 marca do 2 maja br.

W ramach programu wsparcie otrzymają duże i kompleksowe przedsięwzięcia badawcze, których wartość przekracza 5 mln zł. Pod uwagę będą brane te projekty, które uwzględniają budowę instalacji pilotażowych lub demonstracyjnych służących testowaniu innowacyjnych rozwiązań technologicznych i produktowych.

„Nowy program NCBiR stanowi z pewnością ważny i potrzebny instrument wsparcia zwłaszcza w obecnej sytuacji wyczerpania środków na duże przedsięwzięcia badawcze. Mogą z niego skorzystać przedsiębiorstwa reprezentujące różne branże. Istotnym elementem jest możliwość dofinansowania działań dotyczących budowy instalacji pilotażowych, walidacji czy testów, celem jak najlepszego przygotowania uzyskiwanych wyników do wdrożenia w działalności gospodarczej” – mówi Magdalena Burnat-Mikosz, Partner, Lider zespołu R&D and Government Incentives w Europie Środkowej, Deloitte.

Firmy, które posiadają już wiedzę wynikającą z wcześniej zrealizowanych prac badawczych będą mogły ubiegać się o wsparcie na realizację dalszych prac uwzględniających techniczne studia wykonalności, testy oraz budowę prototypów.

Wartość dofinansowania może wynieść od 40 proc. do 80 proc. dla przedsiębiorców (w zależności od rodzaju prowadzonych prac i wielkości przedsiębiorstwa) oraz do 100 proc. dla jednostek badawczych. Na dofinansowanie projektów badawczych NCBiR przeznacza 830 mln PLN (łącznie wkład publiczny i krajowy). „Dla wnioskodawców nowy program NCBiR może być jedną z ostatnich możliwości otrzymania tak wysokich dotacji na projekty B+R przed uruchomieniem nowych programów w ramach unijnej perspektywy finansowej 2014-2020, na które musimy poczekać co najmniej rok” – dodaje ekspert.

Więcej informacji o programie „Wsparcie badań naukowych i prac rozwojowych w skali demonstracyjnej”: www.ncbir.pl

Służbowa komórka i samochód podlegają opodatkowaniu

Według wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego korzystanie przez menedżera ze służbowej komórki czy samochodu lub zwrot kosztów hotelowych przez firmę, która go zatrudnia, podlega opodatkowaniu. Może to oznaczać w praktyce, że menedżerowie, ale także osoby wykonujące pracę na umowę o dzieło lub zlecenie, dostaną niższe wynagrodzenie „na rękę”. Eksperci mówią, że w konsekwencji orzeczenia NSA zmienią się zapisy umów o zarządzanie przedsiębiorstwem, jakie podpisują menedżerowie firm.

W wyroku z 6 grudnia 2012 r., Naczelny Sąd Administracyjny orzekł, że firma zatrudniająca menedżera przed przekazaniem świadczeń takich jak pobyt w hotelu czy służbowy samochód musi pobrać od niego zaliczkę na podatek dochodowy. NSA podkreślił, że na podstawie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, przychodem są otrzymane lub postawione do dyspozycji podatnika pieniądze oraz wartość otrzymanych świadczeń w naturze i innych nieodpłatnych świadczeń. Dlatego też sąd uznał, że nie ma znaczenia to, że przekazane przez spółkę składniki jej majątku nie były wykorzystywane przez menedżerów do celów osobistych, a tylko do celów związanych z wykonywaniem umowy o zarządzanie, zawartej z tą spółką.

Orzeczenie NSA może się odnosić także do umów o dzieło czy umów zlecenia, gdzie zleceniobiorca zobowiązuje się do wykonania na rzecz zlecającego dzieła lub czynności, korzystając ze składników majątku zleceniodawcy.

– Orzeczenie dotyczy menedżerów, którzy w ramach własnej działalności gospodarczej świadczyli usługi zarządzania. Na gruncie przepisów podatkowych te usługi zarządzania traktowane są jak działalność wykonywana osobiście, niezależnie od tego, że są świadczone w ramach działalności gospodarczej. Dlatego może mieć to znaczenie dla bardzo szerokiej grupy osób. Trzeba pamiętać o tym, że w chwili obecnej ta forma zatrudnienia – wykonywanie czynności zarządzania – jest bardzo powszechna w wielu podmiotach, zarówno prywatnych, jak i państwowych – wyjaśnia w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Anna Misiak, członek Rady Podatkowej PKPP Lewiatan.

Wyrok NSA oznacza w praktyce ubytek w wynagrodzeniu netto osób zatrudnionych na podstawie kontraktów menedżerskich, na podstawie umów o dzieło lub zlecenie, którzy otrzymują świadczenia od zleceniodawcy.

– W przypadku, kiedy powstaje dodatkowy przychód do opodatkowania, to koszty dodatkowego opodatkowania ponosi sam pracownik, zleceniobiorca czy menedżer, ale jednocześnie traci on na swoim wynagrodzeniu netto. Ma więc argument, aby żądać od pomiotu, który go zatrudnia, zwiększonego wynagrodzenia po to, żeby zrekompensować sobie w jakiś sposób utracony zarobek netto – podkreśla ekspertka Rady Podatkowej Lewiatan. – To mogą być również zwiększone koszty po stronie ubezpieczeń społecznych, ponieważ przychód podatkowy stanowi jednocześnie podstawę do naliczenia składek ZUS, które obciążają zarówno podmiot dający zatrudnienie, jak i podmiot wykonujący pracę.

Wyrok NSA dotyczy indywidualnej sprawy, nie został wydany w formie uchwały wiążącej wojewódzkie sądy administracyjne, dlatego nie jest pewne, jakie decyzje będą podejmowały organy podatkowe i sądy w kolejnych podobnych sprawach.

– Mamy nadzieję, że nie rozciągnie się to na inne przypadki, które aktualnie są rozpatrywane przez sądy. Trzeba mieć nadzieję, że sądy rozpoznając podobne sprawy będą kierowały się racjonalizmem i będą oceniały w każdym przypadku indywidualnie, czy można mówić o powstaniu przychodu z tego tytułu, że udostępnia się wyłącznie pewne narzędzia i środki do wykonania pracy – mówi ekspertka.

Może mieć to jednak wpływ na zapisy umów o zarządzanie firmą, jakie podpisują menedżerowie.

– Już teraz będzie trzeba mieć na względzie to, że zobowiązanie spółki do udostępnienia samochodu, telefonu czy komputera w celu wykonania zlecenia na jej rzecz może wiązać się z ryzykiem podatkowym. Omawiany wyrok NSA może mieć także skutek dla osób, które w ramach ustawy kominowej wykonują swoje czynności zarządzania przedsiębiorstwami, czyli spółki Skarbu Państwa będą miały zwiększone koszty – podsumowuje Anna Misiak.

NSA w wyroku z 6 grudnia 2012r. orzekł, że przychodem osób zatrudnionych na podstawie kontraktów menedżerskich są wszelkie świadczenia otrzymane w celu wykonania usługi. Chodzi głównie o koszty udostępnienia menedżerom składników majątku oraz ponoszenie przez firmę jakichkolwiek innych kosztów związanych z wykonaniem kontraktu menedżerskiego.

Zmniejsza się skala zatorów płatniczych

Nastroje przedsiębiorców coraz gorsze i to w większości branż – wynika z raportu BIG. W ciągu ostatnich trzech miesięcy najbardziej zmieniło się nastawienie dostawców usług finansowych i usług masowych. Wskaźnik BIG wśród małych i średnich przedsiębiorców wyniósł -9,42 pkt i jest na najniższym w historii poziomie. Pozytywnym sygnałem jest to, że spada zadłużenie firm i skala zatorów płatniczych. wWedług autoró raportu może to oznaczać zapowiedź odbicia koniunktury.

– Patrząc na najnowszy raport BIG, pokazujący wskaźnik bezpieczeństwa w obrocie gospodarczym widać, że spadły trochę nastroje przedsiębiorców. Spadek ten jest podobny do tego, który wystąpił rok temu. Wskaźnik osiągnął poziom 5,46 pkt. Zdecydowanie większy spadek nastrojów nastąpił w segmencie małych i średnich firm i przekroczył on poziom -9 pkt – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Mariusz Hildebrand, prezes BIG InfoMonitor.

Spadki nastrojów odnotowano we wszystkich branżach. Wyjątkiem jest branża turystyczna, w której wskaźnik wzrósł o prawie 2,69 punkty. W porównaniu z lutym 2012 roku jest blisko dwa razy większy.

Najpoważniejsze pogorszenie nastrojów w ciągu ostatnich trzech miesięcy nastąpiło w grupie dostawców usług finansowych (-15,18 pkt.) oraz w nieco mniejszym stopniu w grupie przedsiębiorców (-6,56 pkt.). Na ten spadek wskaźnika w przypadku dostawców usług finansowych przede wszystkim wpływ miał zdecydowany wzrost przeterminowanych wierzytelności. Dotyczy to zarówno klientów indywidualnych (spadek o ponad 48 pkt.), jak i klientów korporacyjnych (spadek o ponad 30 pkt.).

– Największe spadki nastrojów odnotowaliśmy wśród dostawców usług masowych i dostawców usług finansowych. Na wskaźnik składa się wiele czynników, które pokazują pozytywne lub negatywne skutki działalności gospodarczej, to, co się dzieje w gospodarce od kilku miesięcy, jak również to, że w styczniu i w lutym wystąpił wzrost bezrobocia. To przekłada się również na nastroje przedsiębiorców – mówi Mariusz Hildebrand.

Dobre nastroje są również wśród firm z branży e-commerce. Nie jest to tylko polska specyfika.

– Wynika to głównie z faktu, że firmy e-commerce są najmniej narażone na efekty zmian nastrojów. Zresztą jak patrzymy na ogólnoświatową tendencję, branża sprzedaży w internecie przynosi największe efekty gospodarcze w ciągu ostatnich kilku lat – podkreśla Mariusz Hildebrand.

Podstawowe wskaźniki spadają, ale są i dobre sygnały

Nadal dla 83 proc. firm nieterminowe płatności stanowią przeszkodę w prowadzeniu działalności gospodarczej. Pozytywnym sygnałem jest jednak to, że spada zadłużenie firm i zmniejsza się skala zatorów płatniczych. Od przeszło sześciu miesięcy wzrasta liczba firm pozytywnie ocieniających zdolność kontrahentów do regulowania bieżących zobowiązań. Wynik ten jest wyższy w stosunku do badania z sierpnia 2012 br. o 5 pkt. proc. Obecnie 64 proc. respondentów uważa, że ich partnerzy biznesowi mają wysoką zdolność do regulowania bieżących zobowiązań. 27 proc. ankietowanych firm ocenia, że suma przeterminowanych należności, z jakimi zalegają na ich rzecz kontrahenci, przekracza 100 tysięcy złotych.

– Większość przedsiębiorców wskazuje, że zmniejszają się kwoty zaległości powyżej 100 tysięcy zł, czyli zaczynają się spłacać należności. Odczuwalność problemów, jeśli chodzi o zatory płatnicze trochę się zmniejszyła, więc mamy kilka sygnałów, że jednak koniunktura będzie w tym roku lepsza niż się spodziewamy – ocenia prezes BIG InfoMonitor.

Mimo spadku nastrojów, widać, że firmy coraz lepiej radzą sobie lepiej z sytuacją gospodarczą.

– Pomimo spadku głównych wartości wskaźników, mamy pozytywny rozwój sytuacji gospodarczej: zmniejszają się zatory płatnicze, widać, że więcej przedsiębiorców ma środki, żeby nam zapłacić nasze należności. I to powoduje, że pozytywny nastrój wśród przedsiębiorców powoli się rozwija i jest on możliwy w przyszłości – ocenia prezes BIG InfoMonitor.

Z badania BIG InfoMonitor wynika także, że już od ponad 9 miesięcy powiększa się grupa firm, które otrzymały w terminie ponad 90 proc. należności. Według stanu na koniec lutego br. było to 16 proc. wszystkich badanych firm. Wciąż najlepiej swoją sytuację finansową oceniają dostawcy usług masowych, wśród których 54 proc. respondentów otrzymuje między 76 proc. a 100 proc. płatności na czas. Najwolniej płatności spływają do przedsiębiorców i przedstawicieli branży e-commerce, wśród których odpowiednio 25 proc. i 26 proc. firm otrzymuje w terminie mniej niż jedną czwartą należnych płatności.

Działalność finansowana głównie ze środków własnych

Progresu nie widać natomiast w nastawieniu firm do banków. Z raportu BIG InfoMonitor wynika, że większość badanych firm (84 proc.) wykorzystuje środki własne do finansowania działalności. Zaledwie 18 proc. ankietowanych podmiotów w tej grupie korzysta z kredytów bankowych.

Blisko jedna trzecia firm korzysta z pożyczek z banków komercyjnych, najchętniej z takiego typu finansowania działalności korzystają firmy z branży e-commerce. Równie często, choć nieznacznie rzadziej, na takie rozwiązanie decydują się przedsiębiorcy (39 proc.) oraz firmy z branży budowlanej (37 proc.). Co dziesiąta badana firma korzystała lub korzysta z usług zarówno banków komercyjnych bądź spółdzielczych, większość wybiera banki komercyjne (53 proc.), aż 22 proc. deklaruje, że w ogóle nie korzysta z usług banków.

– Spora cześć firm upatruje banki jako utrudnienie prowadzenia działalności. Większość korzysta jednak z własnych środków finansowych, co jest dość niezrozumiałe, bo korzystanie z finansowania zewnętrznego, czyli z kapitału obcego, jest zwykle bardzo dobrym i najmniej kosztownym rozwiązaniem dla firmy. Oczywiście, wiąże się z pewnym ryzykiem związanym z tym, że zaciągając zobowiązanie kredytowe czy finansowe musimy je spłacić, zresztą jak każde inne zobowiązanie. Jednak spora część firm nie korzysta z tego typu finansowania działalności. Jeśli już korzystają, to zwykle z banków komercyjnych niż spółdzielczych – podsumowuje Mariusz Hildebrand.

Polkomtel wnioskuje o unieważnienie całego przetargu na 1800 MHz

Polkomtel złożył wniosek o unieważnienie przetargu na częstotliwości z zakresu 1800 MHz, z powodu rażącego naruszenia przepisów prawa i interesów uczestników przetargu. Zgodnie ze złożonym wnioskiem rażące naruszenia wystąpiły zarówno w ramach ogłoszenia, procesu dokonywania ocen złożonych ofert oraz rozstrzygnięcia przetargu.

W złożonym wczoraj wniosku o unieważnienie podane zostały argumenty, które w sposób oczywisty podważają legalność przeprowadzonego przetargu. Zastrzeżenia budzi kwestia odrzucenia oferty nr 2 Polkomtel z powodu braku pieczątki. Niepokoi także fakt, że dokumentacja przetargowa UKE od początku faworyzowała jeden podmiot kosztem innych. Spółka wskazuje także na rażące błędy przy weryfikacji konkurencyjności uczestników przetargu oraz powierzchowną, niekompletną oraz nierzetelną opinię Prezesa UOKiK.

Na szczególną uwagę zasługuje nierówne traktowanie uczestników przetargu. Według dokumentacji przetargowej, Polkomtel, aby tak jak PTC SA, operator sieci T-Mobile zdobyć miejsca 4 i 5 musiałby zadeklarować dwa razy po 526 mln zł. Przypominamy przy tym, że PTC SA, która jak sama twierdzi ma najwięcej klientów na polskim rynku, czyli ponad 16 mln, za częstotliwości zapłaci 450 mln zł, podczas gdy Polkomtel z blisko 14 mln abonentów, aby nie tyle wygrać, ale tak jak T-Mobile zdobyć miejsca 4 i 5 musiałby zapłacić niemal 1 mld 100 mln zł, czyli 650 mln zł więcej niż koncern Deutsche Telekom.

Co więcej, dokumentacja przetargowa UKE od początku faworyzowała jedne podmioty kosztem innych. Prezes UKE konstruując warunki przetargu, od początku miał świadomość, że na ich podstawie przyzna częstotliwości konkretnej firmie. Mierniki badania poszczególnych kryteriów oceny ofert zostały skonstruowane jedynie w sposób fasadowy i pozorujący taką ocenę.

W sprawie odrzucenia jednej z ofert Polkomtelu z powodu braku pieczątki, niepokoi fakt powierzchowności działań komisji przetargowej i dowolność podejścia organu do kwestii oceny spełnienia wymogów formalnych uczestnika przetargu. We wniosku o unieważnienie bezsprzecznie udowodniliśmy błędy, jakie w tym zakresie popełniła Komisja przetargowa.

Podaliśmy powyżej jedynie wybrane argumenty. Cała nasza argumentacja zarzucająca UKE ogłoszenie, przeprowadzenie i rozstrzygnięcie przetargu w sposób rażąco naruszający prawo, zajmuje kilkadziesiąt stron. Biorąc pod uwagę powyższe, stoimy na stanowisku, że Prezes UKE jako urzędnik państwowy, który zawsze deklaruje konieczność działania zgodnie z prawem, zastosuje tę zasadę również teraz i przede wszystkim w stosunku do siebie. Jedyną decyzją zgodną z prawem, jaką może podjąć Prezes UKE jest unieważnienie przetargu.

Złoto tanieje a powrót hossy jest mało prawdopodobny

Od 1 stycznia 2013 r. cena złota spadła o ponad 100 dolarów za uncję. Podczas poniedziałkowej sesji inwestorzy płacili za uncję 1575 dolarów. Spadek ten wynika z ogólnej poprawy sytuacji na rynkach finansowych – zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i strefie euro. Sprzyja to inwestowaniu w bardziej ryzykowne aktywa, takie jak akcje. Inwestorzy natomiast stopniowo pozbywają się złota, którego głównym walorem jest bezpieczeństwo.

Tylko przez ostatni miesiąc cena złota spadła o ponad 5 proc.

– Już od dłuższego czasu wycofywali się z tego rynku ci najbardziej świadomi inwestorzy w funduszach hedgingowych. Niedawno napłynęły dane, że dotyczy to również inwestorów indywidualnych, którzy kupują złoto poprzez fundusze ETF [fundusze inwestycyjne odwzorowujące dany indeks giełdowy – red.] i oni również powoli wyprzedają swoje aktywa z funduszy. To na razie nie jest proces dramatyczny. Działają też czynniki stabilizujące ceny złota, więc nie będzie panicznej wyprzedaży, ale moim zdaniem scenariusz powolnego osuwania się ceny złota jest najbardziej prawdopodobny – prognozuje Maciej Bitner, główny ekonomista Wealth Solutions.

Hossa na rynku złota trwała aż dwanaście lat, napędzana głównie przez liberalną politykę monetarną amerykańskiego banku centralnego. Choć stojący na czele FED Ben Bernanke zwiększa ilość pieniądza na rynku, to nie ma już tak znacznego wpływu na cenę złota, jak w ubiegłych latach.

Ceny złota rosły wraz z popytem na kruszec, ponieważ pojawiało się coraz więcej zainteresowanych kupnem inwestorów.

– W 2012 roku mniej więcej co druga sztabka była kupowana w celach inwestycyjnych – tłumaczy Bitner. – Ci inwestorzy kupowali je po to, żeby za jakiś czas sprzedać z zyskiem. Póki cały czas ta grupa rośnie, to cena może się piąć do góry. Natomiast jak warunki rynkowe się zmienią i inwestorów ubędzie, to czeka nas przecena, bo ten popyt fundamentalny może złoto przyjąć, ale nie po tak wysokich cenach.

Nie oznacza to, że hossa na rynku szlachetnego kruszcu nie powróci w przyszłości. Będzie jednak ona w mniejszym stopniu wynikała z działań inwestorów, a w większym z popytu na praktyczne zastosowanie złota.

– Widzę powrót hossy wtedy, kiedy ten wzrost będzie bardziej zdrowy, kiedy wycofa się część inwestorów z tego rynku i większą część popytu z powrotem będzie stanowił popyt jubilerski, bo ten popyt gdzieś tam w tle jest – twierdzi główny ekonomista Wealth Solutions. – Gospodarka światowa się rozwija, kraje azjatyckie będą chciały kupować więcej złota, nie tylko w celach inwestycyjnych.

Zdaniem Bitnera złoto nie jest najlepszym aktywem na najbliższe lata.

– Jeżeli inwestor kupił po to, żeby mieć zupełnie bezpieczne środki, to zdecydowanie już powinien sprzedać, dlatego że to nie jest właściwa inwestycja przy takim celu inwestycyjnym – mówi analityk. – Jeśli chcemy wycofać się bezpiecznie za pół roku czy rok, to w ogóle powinniśmy od złota trzymać się z daleka, podobnie jak od rynku akcji. Natomiast jeżeli chcemy przez kilka lat zarobić, to moim zdaniem większy zarobek będzie na tradycyjnych aktywach.

Zdaniem głównego ekonomisty Wealth Solutions osoby, które mimo wszystko zdecydują się na inwestowanie w złoto, powinny nabyć raczej jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych, a nie sztabki.

– Inwestowanie w sztabki nie jest efektywną strategią, ponieważ wysokie są marże z tego tytułu, że sztabka musi być wytopiona, dostarczona, jest też marża marketingowa firm, które te sztabki oferują – przekonuje Bitner. – Dużo lepiej jest zainwestować w fundusze ETF, niestety na polskiej giełdzie takiego funduszu nie ma, ale poprzez giełdy zagraniczne można kupić fundusz, który masowo kupuje i magazynuje złoto np. w Szwajcarii czy w Londynie i nie pobiera żadnej opłaty dystrybucyjnej, natomiast za zarządzanie jest opłata na poziomie 0,2-0,3 proc. rocznie.

W przypadku zakupu sztabek problemem może być także ich przechowywanie, a także późniejsza sprzedaż.

Luty był piątym z rzędu miesiącem, w którym wartość złota spadała. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w 1997 r.

Od nowego roku ulgi podatkowe dla najbardziej innowacyjnych firm?

To ma być prawdziwa rewolucja. Ministerstwo Gospodarki zapowiada nową ulgę podatkową dla najbardziej innowacyjnych firm. Jeżeli ta propozycja przejdzie to już od przyszłego roku będzie można odliczyć od podatku wydatki poniesione na badania i rozwój. Wicepremier i szef resortu Janusz Piechociński przyznaje, że może być trudno przekonać do tego Ministerstwo Finansów.

– Proponujemy ulgę innowacyjną. Byłyby to odpisy w podatkach CIT i PIT. Takie rozwiązania są w niektórych krajach europejskich i tam się sprawdziły – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Janusz Piechociński. – My chcemy dać nowy impuls. W ostatnich latach z funduszy publicznych, nie tylko europejskich, ale i krajowych, wprawdzie znacząco zwiększyliśmy nakłady na to, co się nazywa badania i rozwój, ale najczęściej są to sale wykładowe, laboratoria i sprzęt.

Propozycja nowej ulgi zakłada, że firma prowadząca prace badawczo-rozwojowe może skorzystać z preferencji podatkowych (przy rozliczaniu podatku dochodowego od osób fizycznych – PIT lub osób prawnych – CIT).

– Myślę, że to rozwiązanie znajdzie szersze poparcie społeczne, ponad partyjnymi podziałami. Dzisiaj jesteśmy to winni polskiej przedsiębiorczości, bo wygasają te proste przewagi konkurencyjne sprzed kilku lat, oparte o niższe ceny kapitału ludzkiego, niższe ceny energii, niższe podatki czy opłaty lokalne – wyjaśnia szef resortu gospodarki.

Ministerstwo Gospodarki, w którym powstał projekt, chce, by ulga obowiązywała od początku 2014 roku. Jest to część Programu Rozwoju Przedsiębiorstw do 2020 roku, który wpisuje się w nowy budżet Unii Europejskiej. Dzięki nowej uldze zwiększyć się ma innowacyjność polskich firm.

– Chcielibyśmy, aby na styku poprzedniej i nowej perspektywy finansowania unijnego odwrócić proporcje. Aby były to wspólne wystąpienia przedsiębiorczości polskiej oraz nauki, które bardzo szybko, w odstępie kilku albo kilkunastu miesięcy pojawią się w realnej produkcji jako zaimplementowane wynalazki czy rozwiązania techniczne – zapowiada Janusz Piechociński w czasie targów CeBIT w Hanowerze, których Polska jest partnerem strategicznym, a Ministerstwo Gospodarki i Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości współorganizatorami.

Projekt znajduje się obecnie na etapie konsultacji międzyresortowych. Jeżeli poszczególne ministerstwa nie będą zgłaszały większych wątpliwości, to powinien on w drugiej połowie roku przejść całą ścieżkę legislacyjną i wejść w życie wraz z 2014 rokiem. Minister gospodarki obawia się jednak, że zastrzeżenia mogą pojawić się w Ministerstwie Finansów. Nowa ulga wiązałaby się bowiem z uszczupleniem wpływów do budżetu państwa.

– Zapewne będzie to pole sporu z tymi, którzy w rządzie pilnują dochodów budżetowych. Ale w ramach równowagi gospodarczej nie wolno tylko oszczędzać, trzeba też inwestować. Inwestowanie w rozwój i praktyczne wdrażanie na co dzień innowacyjności w usługach i przemyśle jest jedyną szansą odbudowania większej niż dotąd konkurencyjności polskiej gospodarki – podkreśla wicepremier.

Dziś firmy, które decydują się na inwestowanie w badania, by zwiększyć jakość swoich produktów, mogą zaliczyć poniesione wydatki do kosztów uzyskania przychodu, ale nie mogą skorzystać z ulg za tworzenie innowacyjnych produktów.

Postęp technologiczny powoduje, że media publiczne straciły przewagę w jakości treści

Media publiczne straciły przewagę nad prywatnymi pod względem jakości treści – uważa były prezes TVP Robert Kwiatkowski. Konkurencja i brak dobrych programów powodują fatalną kondycję finansową państwowego nadawcy. Wiadomo, że tylko w okresie od stycznia do listopada 2012 r. TVP straciła 150 mln zł netto. Oficjalne wyniki za cały 2012 r. TVP ma podać pod koniec marca.

– Wyniki są rzeczywiście alarmujące, bo strata przekracza tę, którą miał LOT. Dramatem byłaby utrata płynności, mam nadzieję, że do tego nie dojdzie – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Robert Kwiatkowski, były prezes TVP. Nie chce jednak oceniać Juliusza Brauna, który jest prezesem spółki od 2011 r. Podkreśla, że niedługo miną dwa lata jego prezesury i jest to dobry moment na ocenę, ale powinna ona wyjść ze strony rady nadzorczej.

Kwiatkowski przyznaje, że media publiczne w coraz mniejszym stopniu mogą rywalizować z nadawcami prywatnymi. Podkreśla jednak, że problemem jest nie tylko siła konkurencji, ale i przestarzały model funkcjonowania nadawców publicznych.

– Zmiana technologii stawia pod znakiem zapytania sens funkcjonowania rozgłośni radiowych, regionalnych, w składzie stu czy stu kilkudziesięciu pracowników – mówi były prezes TVP.

Kwiatkowski dobrze wspomina jednak okres własnej prezesury w latach 1998-2004. Przypomina, że podjął wtedy trudną decyzję o zwolnieniu 2 tys. ludzi, czyli jedną trzecią pracowników. Podkreśla, że nie był to łatwy proces, jednak zmiany były konieczne dla reformy TVP. Były prezes uważa, że pomimo pojawiającej się krytyki widzowie dobrze wspominają lata jego urzędowania.

– Udało się zwiększyć udziały w rynku, mieliśmy masę premierowych produkcji. Oczywiście, krytyki nigdy nie brakowało, ale ja jestem dumny z tego, co osiągnąłem – mówi Robert Kwiatkowski.

Polska strategicznym partnerem CeBIT 2013

Ponad 200 wystawców z Polski weźmie udział w tegorocznych targach CeBIT. Kolejnych 100 przedsiębiorców uczestniczy będzie w tzw. giełdzie kooperacyjnej, gdzie nawiązywane są nowe kontakty biznesowe. Są wśród nich najróżniejsi przedstawiciele sektora ICT (technologii informacyjnych i komunikacyjnych) – od twórców oprogramowania, przez firmy logistyczne, po operatorów pocztowych. Strona polska zorganizuje około 700 spotkań z biznesmenami i organizacjami przedsiębiorców.

– Na CeBIT będzie wszystko: hardware, software, usługi, logistyka – wymienia wiceminister gospodarki Dariusz Bogdan. – Od Instytutu Logistyki i Magazynowania który będzie pokazywał świetne rozwiązania, poprzez InPost, operatora pocztowego, który zapewnia również logistykę, poprzez Oktawave, czyli polską wielka chmura obliczeniowa, aż po duże rozwiązania software i to, co oferujemy jako Polska samej administracji publicznej, czyli usługi – dodaje wiceminister w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria.

Podczas targów odbędą się nie tylko wystawy, ale także spotkania i seminaria. Tegoroczny CeBIT jest dla Polski szczególnie ważny, ponieważ w tym roku Polska jest partnerem strategicznym tych targów.

– Chcemy zaprezentować wszystko to, co w Polsce jest najlepsze – mówi Dariusz Bogdan. – Chcemy pokazać, że Polska to kraj nowych technologii. Chociaż zwykle dla wielu państw kojarzymy się przede wszystkim z węglem, to jeśli bliżej się temu przyjrzymy, to dojedziemy do wniosku, że polski sektor ICT ma większy wpływ na PKB niż sam przemysł węglowy.

Firmy uczestniczące w CeBIT będą także brały udział w spotkaniach z partnerami na tzw. giełdzie kooperacyjnej, którą przygotowała Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości. Będzie to okazja do spotkań między średnimi i małymi firmami oraz start-upami. W targach uczestniczyć będzie wiele małych firm i mikroprzedsiębiorstw.

Targi posłużą także promocji Polski jako dobrego miejsca na inwestycje.

– Na targi jadą również strefy ekonomiczne po to, żeby pokazać, że Polska to świetny kraj do inwestowania – mówi Bogdan. – Przypomnę, że Polska została uznana w ubiegłym roku jako drugi kraj do inwestowania w UE po Niemczech.

Według wiceministra podczas targów będziemy mieli okazję pokazać inne mocne strony, m.in. chodzi tu o ukazanie Polski jako kraju rozwiniętego technologicznie i ludzi przedsiębiorczych.

– Spotykamy się z niemieckimi przedsiębiorcami, mówimy o tym jak bardzo ważne jest dla nas uczestnictwo w CeBIT, ale przede wszystkim mówimy to, że jesteśmy krajem nowoczesnym i pokazujemy nasz potencjał intelektualny i techniczny. Prezentujemy się również i przez cały rok będziemy prezentowali się w prasie i branżowej, jeżeli chodzi o ICT, ale również pozabranżowej – dodaje wiceminister gospodarki.

Polski sektor ICT (Information & Communication Technologies) jest najbardziej rozwinięty w UE, a jego szacunkowa wartość to 20 mld euro.

– Trzeba zwrócić uwagę, że rynek polski to największa dynamika i 10. miejsce na świecie. To warto podkreślać – mówi Bogdan.

Sukcesem Polski jest także wybór jej przez Niemcy na partnera strategicznego targów. Niemcy to kraj, w którym sektor ICT jest najlepiej rozwinięty, a jego wartość wynosi 150 mld euro. Strona polska nie zamierza się więc ograniczać do kilkudniowego uczestnictwa w targach, lecz wykorzystać swoją rolę partnera strategicznego niemieckich targów do celów promocyjnych.

– To jest dla nas bardzo ważne dlatego, że podkreśla nasze umiejętności, stąd przez cały rok będziemy chwalić się tym, będziemy jeździli po świecie i będziemy mówili o tym, że Niemcy wybrały Polskę jako partnera strategicznego, bo to jest dla nas ważne i pokazuje rzeczywisty potencjał – mówi wiceminister gospodarki.

Oprócz Niemiec, promocja polskiego ICT będzie się odbywać w innych krajach, takich jak USA, Chiny czy Indie.

Polscy specjaliści z branży wśród najlepszych

Największym walorem polskiego ICT jest kapitał ludzki.

– We wszystkich konkursach, które się odbywają na świecie, od konkursów Google, Microsoftu, Intela, programowania grupowego, Polacy wszędzie zajmują doskonałe miejsca, są cenionymi pracownikami w największych firmach na świecie – zauważa wiceminister. – Samych centrów BPO [Business Process Offshoring, usługi pozaprodukcyjne dla biznesu – red.] w Polsce jest 360 – dodaje.

Corocznie studia związane z ICT kończy w Polsce 40 tysięcy absolwentów. Co więcej, wyjazdy zagraniczne do pracy nie są wśród specjalistów z tej branży tak powszechne jak w innych dziedzinach. Wynika to z dobrych płac w polskich firmach działających w tym sektorze. Szczególne sukcesy Polacy odnoszą w tworzeniu gier komputerowych.

– Również na targach CeBIT będzie bardzo duży sektor gaming, reprezentowanych będzie kilkanaście polskich firm. To jest coś, w czym jesteśmy absolutnie liderami na świecie i w czym jesteśmy doceniani – przekonuje wiceminister.

Targi CeBIT (skrót od Centrum der Büro- und Informationstechnik) to jedne z największych targi Technologii Informacyjnych i Komunikacyjnych (ITC). Odbywają się w Hanowerze od 1986 r. co roku w połowie marca – w tym roku między 5 a 9 marca.

20 mld zł na inwestycje drogowe w 2013 r.

Od czasu wejścia Polski do Unii Europejskiej wkład budownictwa drogowego w branżę budowlaną rósł nieprzerwanie, osiągając w 2011 roku udział na poziomie 28%. Rok 2012 był pierwszym okresem spowolnienia, a wkład drogownictwa spadł do 22%. Najbliższe dwa lata dla branży będą raczej trudne, jednakże długoterminowy potencjał wciąż jest spory, co wynika przede wszystkim z dużych potrzeb, jakie generuje polska, wciąż niekompletna, sieć drogowa.

Według najnowszego raportu firmy badawczej PMR „Budownictwo drogowe w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2015”, po spadkowym roku 2012, kiedy to wartość rynku budownictwa drogowego skurczyła się o ok. 19%, także rok 2013 przyniesie dalszy spadek produkcji w tym segmencie – do ok. 20 mld zł. Obecnemu spowolnieniu w branży drogowej towarzyszy znaczne pogorszenie sytuacji finansowej firm wykonawczych, co jest związane z malejącą liczbą przetargów na nowe przedsięwzięcia.

Budownictwo drogowe znajduje się aktualnie w punkcie zwrotnym, a ostateczny scenariusz będzie zależał od kilku czynników. Dalszy rozwój branży może ułatwić planowana poprawa standardów współpracy między zamawiającymi a wykonawcami inwestycji. Spory toczące się pomiędzy stronami doprowadziły do rozwiązania wielu umów oraz wydłużenia terminów realizacji inwestycji. Co więcej, konieczność przeprowadzania nowych przetargów pociąga za sobą dodatkowe koszty oraz opóźnia oddawanie tras do użytku.

Obecnie stosowane praktyki, oparte o funkcjonujące zapisy prawne, przyczyniły się do upadłości wielu firm budowlanych. W 2012 roku zbankrutowało ok. 300 przedsiębiorstw parających się realizacją prac budowlanych, a jako jedną z głównych przyczyn takiego stanu rzeczy wymienia się niskie poziomy cen oferowanych przez firmy budowlane w przetargach i brak możliwości późniejszej ich waloryzacji. Nowe zasady opracowywane dla postępowań przetargowych mają wejść w życie wraz z projektami przewidywanymi na kolejny okres finansowania unijnego. Przyszłe ramy prawne mają zagwarantować bardziej zrównoważony podział ryzyk pomiędzy stronami umowy, a gwałtowne zmiany cenowe, które dla wielu przedsiębiorstw stały się powodem poważnych trudności, mają zostać zniwelowane (jeśli nie zupełnie wykluczone) poprzez zastosowanie waloryzacji cen materiałów. W trakcie ustaleń są także regulacje dotyczące kwestii podwykonawców. Istnieje zatem realna szansa, by szara strefa w budownictwie została znacznie ograniczona.

Istotnym jest fakt, iż wraz z bolesnymi doświadczeniami, rośnie świadomość podmiotów odnośnie tego, jak prowadzić dane przedsięwzięcia. O ile najbliższe lata zostaną odpowiednio wykorzystane, to jakość pracy branży drogowej ulegnie znacznej poprawie.

Kluczową kwestią, która stanowi bazę wyjściową dla dalszej sytuacji branży, jest zapewnienie środków finansowych na realizację planowanych przedsięwzięć. Według szacunków analityków PMR, obecnie na różnym etapie przygotowania znajdują się projekty o wartości ok. 85 mld zł. Jednakże, z pewnością nie uda się zrealizować wszystkich zamierzeń, a ostateczny kształt programu inwestycyjnego planowanego przez GDDKiA będzie uzależniony od porozumienia osiągniętego na szczycie UE. Wstępnie wynegocjowana wielkości budżetu na lata 2014-2020 zakładającego środki dla Polski na zbliżonym do obecnego budżetu poziomie, powinny przynieść branży inżynieryjnej kilka lat stabilnej odbudowy potencjału.

Budujący dla drogowców powinien być fakt, że GDDKiA zapowiada rozpoczynanie pierwszych przetargów w ramach nowej perspektywy już w 2013 roku. Dodatkowo, racjonalne rozłożenie tych postępowań w czasie pozwoli uniknąć spiętrzenia zadań w jednym okresie i gwałtownych zmian cenowych na rynku, co miało miejsce w przypadku pakietu inwestycyjnego na Euro 2012.

Bardzo dobrym rozwiązaniem jest również przekazywanie utrzymywania dróg w ręce prywatnych przedsiębiorców na mocy umów zawieranych na określony czas. Segment ten jest co prawda zbyt mały, by wypełnić wyrwę po wielomilionowych przetargach na roboty budowlane, jednak stanowi dodatkowy rynek dla firm wykonawczych, a przy tym generuje oszczędności dla inwestora oraz gwarantuje odpowiedni stan nawierzchni dla użytkowników. Obecnie umowy dotyczą ok. 830 km tras krajowych, natomiast docelowo mają objąć wszystkie trasy będące pod zarządem GDDKiA.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Budownictwo drogowe w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2015”.

Niepewna przyszłość Specjalnych Stref Ekonomicznych

Specjalne Strefy Ekonomiczne, w których przedsiębiorcy mogą prowadzić działalność na preferencyjnych warunkach, istnieją w Polsce od 1994 r. Według obecnie obowiązującego prawa zakończą one swoją działalność w 2020 r. W tej chwili Ministerstwo Gospodarki proponuje przesunięcie tego terminu o kolejne sześć lat. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte jest to konieczne, gdyż zbliżająca się data zakończenia ich funkcjonowania, już teraz powoduje zmniejszenie ich atrakcyjności w oczach nowych inwestorów.

„SSE są jednym z nielicznych dostępnych obecnie instrumentów, jakie Polska może zaoferować inwestorom. Korzyści związane z ulokowaniem inwestycji w SSE polegają na objęciu dochodów uzyskanych w SSE zwolnieniem od podatku dochodowego, oczywiście przy założeniu, że spełnione zostaną określone przepisami warunki” – wyjaśnia Magdalena Szmulewska-Wich, Dyrektor w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte. Wysokość tego zwolnienia zależna jest od lokalizacji inwestycji oraz jej wielkości (poniesionych wydatków inwestycyjnych i utworzonych miejsc pracy). Przedsiębiorca może czerpać korzyści ze zwolnienia podatkowego w dłuższym okresie czasu, zazwyczaj wielokrotnie przekraczającym czas realizacji inwestycji. Nie może to trwać jednak dłużej niż okres funkcjonowania SSE.

Zasadniczym problemem jest tymczasem to, że zgodnie z obowiązującymi przepisami SSE funkcjonować mają jedynie do końca 2020 r. Oznacza to nie tylko ograniczenia czasowe w wykorzystaniu całości dostępnego zwolnienia podatkowego dla inwestorów, którzy są właśnie w trakcie realizacji inwestycji bądź już ją zrealizowali na terenie SSE, ale przede wszystkim znacznie zmniejszenie ich atrakcyjności dla nowych inwestorów. „Dostępność ulg podatkowych nie stanowi priorytetowego kryterium dla wyboru lokalizacji inwestycji, choć w wielu wypadkach okazuje się przysłowiowym języczkiem u wagi, nie tylko dla lokalizacji, ale także dla określenia rozmiaru inwestycji czy momentu jej rozpoczęcia” – tłumaczy Magdalena Szmulewska-Wich. Tymczasem, uwzględniając okres realizacji inwestycji, jest mało prawdopodobne, aby do końca funkcjonowania SSE przypadającego na 2020 r., inwestorzy mogli zakładać osiągnięcie takich zysków z nowo zakończonej inwestycji, aby możliwość objęcia ich zwolnieniem podatkowym była przez nich postrzegana jako korzyść realną do zrealizowania.

Problem ten został już dawno zauważony przez Ministerstwo Gospodarki, które w ostatnim czasie przedstawiło propozycję przedłużenia okresu funkcjonowania SSE do roku 2026. Postulat ten spotkał się jednak ze sprzeciwem Ministra Finansów, który twierdzi, że brak jest kompleksowych analiz i badań, które pozwoliłyby obiektywnie ocenić wartość ulg podatkowych w SSE (i uszczuplających wpływy do budżetu) w porównaniu z uzyskanymi korzyściami z tytułu tych inwestycji.

Oba resorty mają teraz opracować spójne kryteria zasadności przedłużenia funkcjonowania SSE.
W jednym projektów założeń nowelizacji ustawy strefowej Minister Gospodarki zaproponował wręcz bezterminowe funkcjonowanie SSE w zamian za ograniczenie pomocy publicznej (zwolnienia podatkowego). Dla nowych inwestorów jedynym ograniczeniem byłby wówczas określony kwotowo limit pomocy wynikający z wartości inwestycji i kosztów pracy oraz tzw. współczynnika intensywności pomocy dla danej lokalizacji. „Rozwiązanie takie byłoby szczególnie pożądane z perspektywy inwestorów branż o niskiej rentowności, w tym również różnego rodzaju centrów usług wspólnych, które ze względu na charakter i liczbę tworzonych miejsc prac dla absolwentów uczelni oraz szkół średnich są w wielu miastach szczególnie pożądanym rodzajem inwestycji” – podsumowuje Magdalena Szmulewska-Wich.

Dotychczas przez 16 lat funkcjonowania SSE ponad 600 przedsiębiorców krajowych i zagranicznych zdecydowało się wybrać tereny SSE na lokalizację swoich inwestycji, a ich łączna wartość przekroczyła 80 mld złotych, tworząc i utrzymując przy tym ponad 230 tysięcy miejsc pracy*. Pomimo, że w tym momencie trudno oszacować precyzyjnie, jak brak przedłużenia SSE wywarłby wpływ na przyszłe statystyki SSE, niewątpliwie nie byłby to skutek pożądany.

Профессиональные переводчики Польша Краков

Профессиональные переводчики Польша Краков - tłumaczenia Kraków

Компетентные и профессиональные люди, слушающие потребности клиентов – вот наша сила! Мы хотим быть для них профессиональным консультантом и ответственным партнёром, который старательно проанализирует их потребности  и предложит наиболее оптимальное решение.

Biuro Tłumaczeń 123tlumacz.pltłumaczenia patentów i norm

Наша миссия и цели:

Миссия: Создание бренда, связанного с качеством, своевременностью и честностью.

Наша миссия заключается в последовательной реализации программы развития и укрепления позиций на рынке переводческих услуг при полном соблюдении принципов политики качества, а также при заботливости об имидже. Кроме того её важным  элементом является обеспечение клиентов услугами самого высокого качества в кратчайшие сроки.

Цели: Создать взаимную лояльность и признание, осуществляя намерения и исполняя ожидания потребителей.  Целью компании, обусловленной исполнением миссии, является постоянный рост, обеспечение всех групп наших клиентов переводческими услугами самого высокого качества, а затем возможность справиться с вызовами, которые несут с собой развитие рынка переводческих услуг.

Знаем, что успех не рождается день ото дня, и поэтому, идя навстречу ожиданиям наших клиентов, на свой успех  мы работаем каждый день.