Rosja i Chiny zacieśniają współpracę w obliczu wojny w Ukrainie

Wojna w Ukrainie sprawiła, że Rosja, będąc pod ciężarem zdecydowanych działań i sankcji Zachodu, zaczęła szukać sojuszników na arenie międzynarodowej. Cele strategiczne w postaci importu surowców, a także głębokie powiązania energetyczne, skłoniły Chiny do zacieśnienia stosunków z Rosją w czasie, gdy jej władze znalazły się w ogniu krytyki. Aktualnie w interesie Państwa Środka leży prowadzanie ostrożnej polityki, dzięki której możliwa będzie realizacja planu skutecznego powstrzymania wybuchu konfliktu pomiędzy Rosją a NATO, przy jednoczesnym zapewnieniu bezpieczeństwa energetycznego.

Jak zauważają eksperci CEIC z ISI Emerging Markets Group, organizacji zajmującej się agregowaniem danych służących do pogłębionych analiz ekonomicznych, wojna w dużym stopniu ogranicza rozwój gospodarczy na całym świecie, także w Polsce. Najnowsze prognozy PKB na rok 2022 wskazują spadek do 3,6% z 5% przewidywanych pod koniec 2021 roku. Z kolei inflacja wzrosła do prawie 11% z 5,4%. krajach Europy Zachodniej, po wybuchu wojny i nałożeniu sankcji na Rosję, wskaźniki CPI poszybowały w górę. Jest to szczególnie zła wiadomość dla zwykłych obywateli, ponieważ stawki podatkowe są tam dość wysokie, co w połączeniu ze wzrostem cen towarów i usług konsumpcyjnych znacznie wpływa na budżety domowe.

Rosja eksportuje coraz więcej ropy i gazu do Chin

Od 2010 roku Chiny, zaraz po Stanach Zjednoczonych, posiadają drugą co do wielkości gospodarkę światową. Państwo Środka jest potęgą przemysłową i jednym z najzasobniejszych w surowce krajów świata. Rosja natomiast jest największym światowym eksporterem energii, co sprawia, że powiązania gospodarcze obu krajów są bardzo silne.

Chiny są jednym z największych konsumentów ropy naftowej na świecie, ale dysponują stosunkowo ograniczonymi rezerwami tego konkretnego surowca. Ekonomiści CEIC z ISI Emerging Markets pokazują, że w 2021 roku łączna wartość importu z Rosji do Państwa Środka wyniosła 79,32 miliardów dolarów, z czego import samej energii był równy 50,96 miliardom dolarów. W ubiegłym roku ropa naftowa stanowiła prawie 50% całego chińskiego importu z Rosji. Chiny kupiły 513 milionów ton ropy naftowej, podczas gdy produkcja krajowa wyniosła 199 milionów ton, co pokazuje ogromną zależność tego kraju od dostaw z zagranicy.

Przez ostatnią dekadę Rosja w szybkim tempie stawała się konkurencyjna dla Arabii Saudyjskiej, która od dawna jest największym eksporterem ropy do Chin. Jej udział w całkowitym imporcie ropy przez Państwo Środka stale rośnie – z 6% w 2010 roku, do 16% w 2021 roku. Rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskow, zapewnia, że słabnące zainteresowanie rosyjskimi surowcami w Europie nie jest problemem, ponieważ wszystko zostanie zrekompensowane poprzez sprzedaż właśnie do Azji Południowo-Wschodniej. W chińskim eksporcie do Rosji dominują natomiast maszyny i produkty elektroniczne. W 2021 roku sprzedaż tych dóbr osiągnęła wartość 67,6 miliardów dolarów, co oznacza wzrost o 36% w stosunku do 2020 roku.

Chińsko-rosyjskie stosunki są mocne jak nigdy dotąd

Więzi energetyczne między Chinami a Rosją były bliskie jeszcze przed wojną w Ukrainie. Z początkiem lutego podpisano trzydziestoletnie porozumienie, według którego dostawy Gazpromu do CNPC (China National Petroleum Corporation) mają wynieść 10 miliardów metrów sześciennych gazu rocznie. Obecnie Rosja jest trzecim co do wielkości dostawcą gazu do Chin, zaspokajając 5% zapotrzebowania tego kraju – w głównej mierze dzięki gazociągowi „Power of Siberia”. Planowane otwarcie drugiej nitki gazociągu może zwiększyć eksport tego surowca do 25 miliardów sześciennych. Eksperci CEIC z ISI Emerging Markets zwracają uwagę na fakt, że po aneksji Krymu w 2014 roku i nałożonych wówczas sankcjach, handel towarów takich jak ropa, gaz, węgiel oraz produkty rolne pomiędzy Chinami i Rosją wzrósł o połowę.

Mając na uwadze fakt, że wiele zachodnich korporacji wycofało się z Rosji, kraj ten musi szukać nowych sojuszników, a Chiny wydają się być naturalnym partnerem. Podczas wizyty w Pekinie, szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow podkreślił, że chińsko-rosyjskie stosunki są mocne jak nigdy dotąd. Z kolei przedstawiciel MSZ Chin Wang Yi zapewnił, że relacje tych dwóch państw już na tę chwilę zdały test zmieniającej się dynamiki międzynarodowej.

Źródło: Impact of Russia-Ukraine War for China: A Closer Look at the China-Russia Economic Ties
z dedykowanej strony: Russia Invasion of Ukraine | Economic Impact (ceicdata.com)

O ile zdrożeją kredyty?

Dzisiaj Rada Polityki Pieniężnej podejmie ważną decyzję. Wzrosty stóp powinny tonować inflację. Z drugiej strony w górę pójdą raty kredytów hipotecznych. Wczoraj stopy podnosiła Rumunia, robi to jednak niespiesznie.

Czekamy na decyzję RPP

Już dzisiaj poznamy decyzję w sprawie stóp procentowych. Oczekiwania bazowe wynoszą 0,5%. Z drugiej strony WIBOR w ciągu miesiąca wzrósł o około 1%. Oznacza to, że banki podniosły o tyle wartość stawki, po której wzajemnie pożyczają sobie pieniądze. Czego zatem spodziewać się dzisiaj? To jest bardzo dobre pytanie. Można zakładać, że 0,5% jest scenariuszem minimum. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że prezes NBP ubiega się o reelekcję, co czyni go mniej niezależnym. Jak będzie reagował złoty? Zdaniem analityków można spodziewać się, że do umocnienia polskiej waluty konieczna będzie wyższa podwyżka niż 0,5%. Jeżeli będzie to zaledwie 0,5%, to możliwe jest nawet osłabienie złotego, gdyż w cenach uwzględniany jest już wyższy wzrost.

Lepsza koniunktura w Europie

Co ciekawe, pomimo konfliktu na Wschodzie i potencjalnych konsekwencji związanych z sankcjami optymizm na Zachodzie nie spada. Indeksy koniunktury szły w górę w większości państw strefy euro. Wynik 55,6 pkt jest nie tylko lepszy od oczekiwanych 54,8 pkt, ale jest nawet wzrostem o symboliczne 0,1 pkt względem sytuacji z lutego. W trakcie wojny wywołanej przez Rosjan wzrósł zatem optymizm przepytanych managerów. Jest to mało spójne z tym, co widzimy w ostatnich dniach na rynkach. Niemniej poprawa koniunktury u naszego głównego partnera handlowego, jakim jest strefa euro, powinna cieszyć.

Rumunia podnosi stopy

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami Bank Rumunii podniósł stopy procentowe. Oczekiwania wynosiły 2,9%. Biorąc jednak pod uwagę pewną logikę zaokrąglania wartości, w przypadku takich decyzji nie można być zdziwionym, że ostateczna wartość wynosi teraz 3%. To, co powinno dziwić, to bardzo wolne tempo podwyżek stóp procentowych. Analizując ten potencjalny błąd, należy jednak brać pod uwagę specyficzną relację rumuńskiego leja do euro. Kurs ten jest niemal usztywniony. Od początku wojny, kiedy euro względem złotego zmieniało swoją wartość od 4,60 zł do 5 zł, lej pozostawał bardzo stabilny. Jak bowiem inaczej określić zakres wahań 4,94 do 4,96. Również ta decyzja oprócz krótkiego wyskoku nie spowodowała zmian notowań leja.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych najważniejszym wydarzeniem jest decyzji RPP w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Podsumowanie 1Q 2022 w GK Murapol

W okresie od stycznia do marca br. Grupa Murapol podpisała 764 umowy deweloperskie i przedwstępne utrzymując sprzedaż na stabilnym i zrównoważonym poziomie. W analizowanym okresie klucze do swoich mieszkań odebrało 805 klientów. Grupa postawiła do dyspozycji klientów kolejnych 1 080 mieszkań, uzupełniając i rozbudowując posiadaną ofertę do 3,5 tys. lokali. Jednocześnie w procesach pozwoleniodawczych deweloper posiada kolejnych ponad 30 projektów inwestycyjnych (w większości wieloetapowych), które zapewnią GK Murapol jedną z najbardziej zróżnicowanych ofert produktowych na rynku mieszkaniowym.

SPRZEDAŻ

W pierwszym kwartale 2022 GK Murapol podpisała umowy deweloperskie i przedwstępne dot. 764 mieszkań wobec 779 rok wcześniej.

Największym zainteresowaniem cieszyły się lokale GK Murapol w Poznaniu i Krakowie z Wieliczką, gdzie nabywców znalazło odpowiednio 127 i 114 mieszkań. 84 umowy zostały podpisane we Wrocławiu, a jedna mniej w Gdańsku. W Łodzi GK Murapol sprzedała 73 lokale, 58 w Toruniu, a 53 w Gliwicach. W Bydgoszczy podpisane zostały 52 umowy, po 28 w Katowicach i Warszawie, 23 w Tychach, a 21 w Sosnowcu. GK sprzedała mieszkania także w Gdyni i Siewierzu.

PRZEKAZANIA

W okresie od stycznia do marca 2022 GK Murapol przekazała klucze do 805 mieszkań wobec 452 w analogicznym okresie ub.r. Tegoroczny wynik jest zatem lepszy o ponad 78 proc. r/r.

Najwięcej lokali w 1Q 2022 roku zostało wydanych klientom w Krakowie i Wieliczce – 239, Poznaniu – 169 i Siewierzu – 113. Ponadto klucze do swoich mieszkań odebrało 87 klientów w Katowicach, 77 w Warszawie i 71 w Łodzi. Nowe lokale zostały przekazane także klientom z Wrocławia, Gdyni i Gliwic.

WPROWADZENIE DO OFERTY

W pierwszym kwartale br. GK Murapol wprowadziła do oferty 1 080 mieszkań w dwóch nowych inwestycjach oraz kolejnych etapach już oferowanych projektów nieruchomościowych. W 1Q 2022 oferta GK Murapol obejmowała blisko 3,5 tys. lokali mieszkalnych dostępnych w 22 inwestycjach w 15 miastach.

Najwięcej, bo o 249 mieszkań GK Murapol zwiększyła ofertę w Poznaniu, gdzie do dyspozycji klientów postawiła kolejne dwa budynki Murapol Zielonego Żurawińca realizowanego przy ul. Sielawy. Ofertą 208 lokali Grupa powróciła do Tychów, gdzie rozpoczęła komercjalizację nowej inwestycji – Murapol Osiedle Fit, powstającej przy al. Bielskiej. 190 kolejnych mieszkań w 5 budynkach trafiło do oferty w Siewierzu. W Krakowie deweloper uruchomił komercjalizację kolejnych dwóch budynków ze 157 mieszkaniami w inwestycji realizowanej przy ul. A. Vetulaniego – Murapol Parki Krakowa. O 110 lokali zwiększyła się gdańska oferta GK Murapol w dwóch budynkach tamtejszego projektu – Murapol Osiedle Zdrovo 2. W Toruniu uruchomiona została komercjalizacja kolejnych dwóch budynków Murapol Osiedla Smart, realizowanego przy ul. H. Strobanda, w których do dyspozycji klientów trafiło kolejnych 100 mieszkań. Murapol Jagodno Park to nowa inwestycja wprowadzona do sprzedaży we Wrocławiu. W pierwszym budynku zaoferowanych zostało 66 lokali mieszkalnych.

LICZBA MIESZKAŃ W BUDOWIE

Na koniec pierwszego kwartału 2022 r. portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował 6 801 lokali w 82 budynkach, w ramach 20 projektów na terenie 13 miast, z tego dla segmentu PRS 1700* lokali

Największy udział w portfelu budowanych inwestycji miała Łódź, gdzie w 7 budynkach powstaje 1 311 lokali mieszkalnych. Na kolejnych pozycjach plasują się Wrocław, Kraków z Wieliczką i Poznań, w których realizowanych jest odpowiednio 825, 823 i 801 mieszkań. 609 lokali budowanych jest w gdańskich inwestycjach GK Murapol, a 512 w toruńskich. W Warszawie przebiega realizacja 441 mieszkań, 378 w Gliwicach, 352 w Tychach. W bydgoskiej inwestycji powstaje 340 lokali, 241 w sosnowieckiej, a 168 w gdyńskiej.

Portfel 6 801 lokali mieszkalnych w budowie obejmuje 1 723 lokale o łącznym PUM ok. 51,2 mkw., które zostały sprzedane (w 2021 roku) na rzecz instytucjonalnego najmu (PRS i PBSA).

BANK ZIEMI

Na dzień 31 marca 2022 r. Grupa Murapol dysponowała aktywnym bankiem ziemi pod budowę ponad 21,6 tys. lokali, który można podzielić wg dwóch kategorii – kryterium własności i etapu inwestycyjnego:

  • ponad 9,7 tys. lokali powstanie na gruntach będących własnością lub w użytkowaniu wieczystym Grupy oraz blisko 11,9 tys. lokali na gruntach objętych warunkowymi umowami przedwstępnymi,
  • ponad 5,1 tys. lokali jest w trakcie realizacji oraz blisko 16,5 tys. lokali w przygotowaniu.
Potencjalna liczba lokali
W trakcie realizacji 5 105
W trakcie przygotowania 16 498
Razem 21 603
Własność/użytkowanie wieczyste 9 658
Umowy przedwstępne 11 945
Razem 21 603

Spośród 21,6 tys. lokali wchodzących w skład aktywnego banku ziemi, ok. 18,8 tys. mieszkań przeznaczone jest na rzecz klientów detalicznych, z kolei ok. 2,73 tys. lokali dedykowane jest pod segment PRS.

– Pierwszy kwartał 2022 GK Murapol operacyjnie zalicza do zdecydowanie udanych. Odnotowaliśmy wzrosty niemal we wszystkich parametrach charakteryzujących naszą działalność. Nasze wyniki potwierdzają, że wypracowane przez ponad 21 lat kompetencje, umiejętność rozwijania i odnawiania banku ziemi oraz regulowania procesów pozwoleniodawczych – co odbywa się kompleksowo we własnej pracowni projektowej – wprost przekłada się na szeroką i atrakcyjną ofertę mieszkań, która w pierwszym kwartale br. obejmowała blisko 3,5 tys. lokali. To z kolei zaowocowało dużym zainteresowaniem klientów czego wyrazem jest 780 umów rezerwacyjnych podpisanych w br. To wynik lepszy o ponad 12% r/r. Nie zwalniamy tempa. Kolejnych ponad 30 projektów nieruchomościowych mamy w procesach pozwoleniodawczych. To one w kolejnych okresach trafią do sprzedaży. – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA – W minionym kwartale przekazaliśmy klucze do ponad 800 mieszkań co zaowocuje satysfakcjonującymi poziomami finansowymi i umocni wzrostowy trend wynikowy z poprzednich okresów. Sprzyjać temu będzie także kontynuowany z minionego roku wysoki poziom marży na zysku netto. Takie fundamenty działalności napawają optymizmem co do kolejnych kwartałów – podsumowuje Nikodem Iskra. 

W ciągu ponad 21 lat działalności GK Murapol zrealizowała 71 wieloetapowych inwestycji, w ramach których powstało 340 budynków obejmujących łącznie 21,4 tys. lokali.

Zmiana w Zarządzie Columbus Energy

Zarząd Columbus Energy S.A. poinformował o złożeniu przez Janusza Sternę rezygnacji z pełnienia funkcji Wiceprezesa Spółki ze skutkiem na dzień 6 kwietnia 2022 r. Janusz Sterna będzie nadal ściśle współpracował ze Spółką.

W dniu 6 kwietnia br. Janusz Sterna złożył na ręce Przewodniczącego Rady Nadzorczej Columbus Energy S.A. rezygnację z pełnienia funkcji Wiceprezesa Spółki. Powodem rezygnacji Janusza Sterny są przyczyny osobiste. Jednocześnie Janusz Sterna deklaruje gotowość dalszego wsparcia Spółki w kluczowych obszarach działalności.

Moja decyzja o rezygnacji z funkcji Wiceprezesa Columbus Energy S.A. była poprzedzona rocznymi przygotowaniami.  W tym czasie udało się powołać w Spółce zespoły profesjonalistów, z bogatym doświadczeniem, które płynnie przejmą moje kompetencje w poszczególnych obszarach.                       

W szczególności mam na myśli obecną Dyrektor Finansową – Ewę Kochaną, która od drugiego kwartału br. oficjalnie obejmie nowe obszary związane z działalnością Spółkiwyjaśnia Janusz Sterna, Wiceprezes Columbus Energy S.A.Moje zaangażowanie w  Columbus Energy pozostanie na wysokim poziomie, ponieważ jako akcjonariusz i partner biznesowy Spółki chcę nadal aktywnie wspierać jej działalność w wielu obszarach.

Nasza 6-letnia, współpraca z Januszem Sterną zmienia swoją formułę. Nadal będziemy wspólnie konsultować i ustalać kierunki rozwoju Columbus, zwłaszcza w segmencie farm fotowoltaicznych, gdzie Janusz wniósł tak cenny wkład i zaangażowanie. Jestem mu głęboko wdzięczny za dotychczasową pomoc w zarządzaniu organizacją oraz za budowanie Columbusa ramię w ramię ze mną i managerami przez te lata – komentuje Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A.

Janusz Sterna jest związany z Columbus Energy od 2016 r., początkowo jako akcjonariusz i członek Rady Nadzorczej, a od 1 kwietnia 2017 r. jako Wiceprezes. Odpowiadał przede wszystkim za Dział Finansowy, a w ostatnich latach za uruchomienie i realizację biznesu projektów farm fotowoltaicznych w ramach Grupy Kapitałowej Columbus Energy.

Poprawa nastrojów w handlu tradycyjnym. W kwietniu ma być jeszcze lepiej

Wskaźnik nastroju handlu tradycyjnego (NHT) wzrósł w marcu aż o 14,4 pkt. do poziomu 46,7 pkt, mimo że był niższy od prognoz o 3,2 pkt. Prowadzący małe i średnie sklepy z optymizmem patrzą na kolejny miesiąc – wynika z marcowego badania M/platform.

Wskaźnik prognozujący na kolejny miesiąc (NHT+1) wyniósł 57,1 pkt. i pierwszy raz od sierpnia 2021 r. ponownie przekroczył 50 pkt. Wzrostowi wskaźników towarzyszą rosnące obroty w handlu tradycyjnym, których wartość zwiększyła się o 9% r/r. Za wzrostem obrotów stał wzrost średniej wartości koszyka (+ 4,8%), ale w naszych koszykach było nieco mniej produktów niż przed rokiem – średnio 4,8 produktu w marcu 2022 vs 5,0 w marcu 2021.

Wzrosty sprzedaży odnotowano w następujących kategoriach: wyroby tytoniowe (+4,5%), piwo (+7,5), napoje bezalkoholowe (+5,6%), nabiał (+1,2%), słodycze (+2,9%) czy alkohole mocne jak whisky, rum, likiery, gin (+12,9%). Bardzo dużym tempem wzrostowym charakteryzowały się, podobnie jak przed miesiącem, żywność sucha (+23,7%), rosła także sprzedaż gotowych posiłków (+4,1%), konserw (1,6%), mrożonek (+3,8%) czy olejów i oliwy (+55%). Kategoriami malejącymi okazały się wódka (-0,4%) oraz wino (-5,3%).

Zaobserwowane trendy są mocno związane z tym, że w marcu liczba osób, które przybyły z Ukrainy do Polski wg danych Straży Granicznej przekroczyła 2,3 mln, co znacząco zwiększyło zapotrzebowanie na różnorodne kategorie produktów na terenie Polski. Zwiększonemu popytowi towarzyszył wzrost cen. Największe zmiany zaobserwowaliśmy dla kategorii oleje i oliwy (+70,3%), żywności suchej (+30,1%) czy wyrobów piekarskich i cukierniczych (+13,5%) – skomentowała badanie Ewa Rybołowicz, dyrektor ds. analiz rynkowych M/platform.

Analitycy M/platform, cyfrowej platformy usług, wspierającej tradycyjne punkty handlowe, na początku każdego miesiąca analizują nastroje wśród właścicieli i kierowników tradycyjnych sklepów. Wyniki badania pozwalają określić ogólne nastroje w handlu detalicznym, a także prognozy na kolejne miesiące. Najnowsze badanie zostało przeprowadzone w ostatnim tygodniu marca br. na próbie 1105 osób prowadzących małe i średnie sklepy detaliczne.

Metodologia NHT: Wskaźniki mogą przyjmować wartość od 0 do 100. Wynik powyżej 50 świadczy o nastrojach optymistycznych, a poniżej o przewadze opinii negatywnych. Oba wskaźniki będą publikowane na początku każdego miesiąca.

10 pytań i odpowiedzi o rozliczaniu podatku liniowego

Trwa okres składania rocznych zeznań podatkowych. Część przedsiębiorców pozostała przy podatku liniowym, pomimo tego, że ta forma opodatkowania wiąże się z pewnymi ograniczeniami dotyczącymi np. możliwości wspólnego rozliczania małżonków czy stosowania ulg. Księgowa w firmie inFakt Joanna Grochala zebrała pytania, które najczęściej zadają jej klienci stosujący „liniówkę”.

Czy z PIT-36L mogę przekazać 1% podatku?

Jak najbardziej, podatnicy rozliczający się liniowo mogą przekazać 1% na rzecz organizacji pożytku publicznego. Oczywiście musi on wynikać z zeznania złożonego w obowiązującym terminie lub też korekty deklaracji podatkowej.

Wybrałem rozliczenie podatkiem liniowym. Czy mogę się rozliczyć razem z małżonkiem, który jest zatrudniony na umowie o pracę?

Nie, podatek liniowy całkowicie wyłącza możliwość skorzystania ze wspólnego rozliczenia z małżonkiem.

Rozliczam się 19% podatkiem liniowym. Jaką deklarację podatkową mam złożyć i w jakim terminie?

Należy złożyć deklarację PIT-36L. W 2022 roku termin na rozliczenie upływa 2 maja.

Czy jeśli na kolejny rok planuję pozostać przy podatku liniowym, to muszę składać jakieś dokumenty do Urzędu Skarbowego?

Nie ma takiego obowiązku. Raz wybrana forma opodatkowania jest aktualna w kolejnych latach, o ile podatnik nie złożył rezygnacji z rozliczania się liniowo lub nie utracił prawa do rozliczania się w takiej formie.

Czy mogę jedną cześć swojej działalności rozliczać liniowo, a dla drugiej części wybrać zasady ogólne?

Nie, wybór opodatkowania liniowego dotyczy wszystkich form prowadzenia działalności gospodarczej.

Czy mogę w trakcie roku zrezygnować z podatku liniowego?

Nie ma możliwości zmiany formy opodatkowania w ciągu roku. Można to natomiast zrobić w kolejnym roku. Termin to 20. dzień miesiąca następującego po miesiącu, w którym uzyskano pierwszy przychód w roku. Jednak, zgodnie z ostatnimi zapowiedziami płynącymi z Ministerstwa Finansów, jest szansa, że zmiana formy opodatkowania będzie możliwa podczas składania PIT za 2022 roku.

Prowadzę działalność gospodarczą opodatkowaną liniowo, dodatkowo mam też umowę o pracę. Czy ma to wpływ na moje rozliczenie roczne z działalności?

Zakres umowy o pracę musi dotyczyć innych usług niż na działalności gospodarczej. Jeśli ten warunek jest spełniony, to umowa o pracę nie ma wpływu na rozliczenie roczne z działalności.

Jeśli podatnik zlikwiduje działalność gospodarczą rozliczaną na zasadach ogólnych, a po pewnym czasie w tym samym roku podatkowym założy nową działalność, czy może wybrać 19% podatek liniowy?

Nie, według obecnych interpretacji nie można w trakcie roku wybrać opodatkowania liniowego, gdy już raz dokonano wyboru innej formy opodatkowania dla prowadzonej działalności gospodarczej.

Od 2019 roku przepisy mówią, że: „podatnicy mogą wybrać sposób opodatkowania dochodów z pozarolniczej działalności gospodarczej na zasadach liniowych. W tym przypadku są obowiązani do złożenia właściwemu naczelnikowi urzędu skarbowego pisemnego oświadczenia o wyborze tego sposobu opodatkowania do 20. dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym został osiągnięty pierwszy przychód z tego tytułu w roku podatkowym, albo do końca roku podatkowego, jeżeli pierwszy taki przychód został osiągnięty w grudniu tego roku podatkowego”

Czy w rozliczeniu rocznym na podatku liniowym można zastosować jakieś ulgi?

Tak, ale występują pewne ograniczenia. Jeśli chodzi o odliczenie od podatku, mogą to być:

  • składki ZUS (zdrowotne) – ostatni raz w rozliczeniu za 2021,
  • ulga za pracę zagranicą (abolicyjna)- również ostatni raz w rozliczeniu za rok 2021.

Natomiast od dochodu można odliczyć:

  • ulgę termomodernizacyjną,
  • IKZE (Wpłaty na Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego),
  • ulgę na badania i rozwój,
  • składki społeczne ZUS,
  • darowizny na cele charytatywno-opiekuńcze Kościołów oraz innych związków wyznaniowych,
  • darowizny na cele edukacji zawodowej,
  • darowizny na cele walki z COVID-19,
  • darowizny w postaci tabletów i laptopów na rzecz jednostek prowadzących placówki oświatowe,
  • stratę podatkową.

Ile trzeba czekać na zwrot nadpłaty podatku wynikający z PIT-36L?

Jeśli rozliczenie zostało złożone przez internet, to zwrot nadpłaconego podatku wpłynie na konto w ciągu 45 dni. Okres ten nalicza się od daty złożenia deklaracji, ale nie wcześniej niż od 15 lutego. Jeśli zeznanie złożono w formie papierowej, urząd zwróci nadpłatę w ciągu 3 miesięcy od daty przekazania deklaracji.

Joanna Grochala, księgowa w firmie inFakt

Można zatrzymać dostawy ropy i gazu z Rosji. Czas na liberalizację ustawy odległościowej

Polska ma do dyspozycji proste rozwiązanie, które przyspieszy odchodzenie od paliw kopalnych Vladimira Putina. Teraz jest czas na liberalizację ustawy odległościowej, która ogranicza lądową energetykę wiatrową. Faktem jest, że OZE potrzebują zabezpieczenia w postaci energetyki konwencjonalnej. Nie jesteśmy jeszcze gotowi do przestawienia się na magazyny energii ani na energetykę jądrową – która w latach 30tych miejmy nadzieję pojawi się w Polsce. Natomiast jesteśmy w stanie zabezpieczać się importem spoza Polski – dlatego dalszy bardziej intensywny rozwój odnawialnych źródeł energii możliwy dzięki temu, że odblokujemy energetykę wiatrową na lądzie. To jest część rozwiązania, które pozwoli porzucić paliwa kopalne w ogóle – a przede wszystkim te pochodzące z Rosji.

– Dostawy gazu i ropy z Rosji mogą zostać zatrzymane w każdej chwili, niezależnie od tego czy Europa zdecyduje się na embargo czy nie. Z powodów bezpieczeństwa wskazane jest maksymalizowanie zapasów oraz dostaw spoza Rosji. Dlatego wiele miesięcy jeszcze przed zbrodniczym atakiem Rosji na Ukrainę rozpoczęły się rozmowy na temat interwencyjnych dostaw gazu i ropy ze Stanami Zjednoczonymi i innymi partnerami Europy – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert. – Te dostawy coraz większym strumieniem będą płynąć – zastąpią częściowo gaz i ropę z Rosji. Do tego będziemy maksymalizować zapasy gazu, ropy i paliw po to, żeby z końcem 2022 roku mieć magazyny zapełnione w 80% i każdej kolejnej jesieni przed sezonem grzewczym w 90%. To propozycja komisji Europejskiej niezbędna ze względów bezpieczeństwa – z Rosją zawsze były problemy w zakresie dostaw gazu, a teraz mogą się tylko pogłębić. Putin używa energetyki do szantażu – ostatnio przekonując, że należy przejść do płatności w rublach. W ten sposób oczekuje, że Zachód zacznie znów współpracę z bankiem Rosji – który jest objęty sankcjami za atak na Ukrainę. Na szczęście nikt nie poszedł na taką współpracę. Żadne państwo nie chce płacić rublami – w kontraktach są zapisane określone waluty, a ich zmiana oznaczałaby zerwanie umów, a zatem problem dla Rosji – podsumowuje Jakóbik.

Kraków z największym popytem na biura w 2021 r. w regionach

Na krakowskim rynku biurowym popyt od kilku lat utrzymuje się na najwyższym poziomie wśród miast regionalnych – w 2021 r. najemcy podpisali umowy na blisko 160 tys. mkw. W strukturze popytu dominowały relokacje i nowe umowy, których udział w porównaniu do 2020 r. wzrósł o blisko 15%.  

— Choć popyt utrzymał się na podobnym poziomie co przed rokiem, widzimy wyraźne zmiany w strukturze umów najmu. W 2020 r. nowe umowy i relokacje stanowiły 45%, w 2021 r. już 59%.

Z transakcji na blisko 22,5 tys. mkw., w których doradzaliśmy naszym klientom, dwie największe – najem 8,6 tys. mkw. w Podium Park A przez Heineken Global Shared Services oraz 5,3 tys. mkw. w Brain Park przez Pepsico Global Business Services, to nowe umowy — mówi Anna Galicka-Bieda, Partner, Dyrektor Regionalny Colliers w Krakowie.

Wśród największych transakcji zawartych w 2021 r. należy ponadto odnowienie umowy klienta z sektora finansowego w obiekcie Kapelanka 42a (15,6 tys. mkw.) oraz klienta z sektora usługowego w biurowcu Kazimierz Office Center (12,8 tys. mkw.).

1,6 mln mkw. biur

W 2021 r. w Krakowie przybyło ponad 60 tys. mkw. biur, co po Trójmieście, stanowi drugi wynik wśród miast regionalnych. Do największych inwestycji oddanych do użytku należy m.in. Tertium Business Park B (13,4 tys. mkw.), Ocean Office Park A (13 tys. mkw.) i Equal Business Park D (11,4 tys. mkw.). Pomimo obniżonego współczynnika nowej podaży stolica Małopolski pozostaje, po Warszawie, największym rynkiem biurowym w Polsce z blisko 1,62 mln mkw. biur.

— Spadek nowej podaży, jaki odnotowaliśmy w 2021 r., wynika z obniżonego popytu w odniesieniu do lat ubiegłych. W ciągu najbliższych dwóch lat sytuacja powinna się poprawić, wraz z oddaniem do użytku nowych inwestycji o łącznej powierzchni ok. 190 tys. mkw. To znak, że Kraków wciąż stanowi atrakcyjny wybór dla inwestorów, pomimo podwyższonego współczynnika pustostanów i obniżonego popytu. Wojna za naszą wschodnią granicą sprawia jednak, że trudno przewidzieć, w jaki sposób będzie kształtowała się sytuacja na rynku nieruchomości w nadchodzących miesiącach — mówi Anna Galicka-Bieda.

Rynek najemcy i elastycznych form najmu

W Krakowie współczynnik powierzchni niewynajętej osiągnął poziom 16,1%, co sprawia, że mamy obecnie do czynienia z rynkiem najemcy.

— Rynek sprzyja firmom, które są skłonne do podpisywania tradycyjnych 5-letnich, a nawet dłuższych umów najmu. W takim przypadku najemcy mogą liczyć na bardzo korzystne warunki komercyjne, jest to więc dobry moment na weryfikację rynku — mówi Adam Florczyk, Senior Associate w Dziale Powierzchni Biurowych Colliers w Krakowie.

Rosnące zainteresowanie elastycznymi warunkami najmu znajdują odzwierciedlenie w popyciena biura serwisowane oraz przestrzenie dostępne na podnajem.

— Firmy obecnie chętnie korzystają z tej opcji w celu krótkoterminowego zabezpieczenia powierzchni. Poza tradycyjnymi umowami podnajmu zdarzają się sytuacje, w których podnajem staje się okazją do wynajęcia powierzchni dla nowych najemców, którzy podpisują długoletnią umowę najmu, bezpośrednio z wynajmującym — mówi Adam Florczyk.

Jaka będzie tegoroczna Wielkanoc? Czy inflacja ostudzi wielkanocny apetyt Polaków?

Wielkanocna przerwa świąteczna, choć krótka, sprawia jednak, że tłumnie ruszamy do sklepów i z ochotą zapełniamy nasze lodówki rozmaitymi przysmakami. Tak przynajmniej było w poprzednich latach. A jaka będzie Wielkanoc w tym roku? Jaki budżet przeznaczymy na zakup produktów spożywczych, czy kupimy dla naszych najbliższych upominki i w końcu – jak na nasze zakupy wpłyną rosnące ceny? To sprawdził najnowszy PAYBACK Opinion Poll.

Na wielkanocny stół prosto z supermarketu

Jak wynika z badania PAYBACK Opinion Poll, do Wielkanocy nie przygotowujemy się z dużym wyprzedzeniem. Ponad połowa z nas (54%) konieczne zakupy spożywcze robi kilka dni przed świątecznym weekendem, natomiast ok. 30% odwiedza sklepy tydzień wcześniej. Większość ankietowanych (68%) swoje koszyki zapełnia w super- lub hipermarketach, 60% odwiedza w tym celu dyskonty, a prawie 20% wyrusza na targi lub bazary. Przez internet, w sklepach osiedlowych lub delikatesach zakupy robi niewielki odsetek respondentów – odpowiednio 7, 6 i 5%.Na wielkanocny stół prosto z supermarketu

Wśród najczęściej wybieranej motywacji zakupowej wpływającej na wybór konkretnego sklepu, jest oczywiście cena oferowanych produktów, która jest kluczowa dla 64% ankietowanych. Ponad połowa konsumentów (52%) ceni sobie wygodę i dostępność produktów w jednym miejscu, niewiele mniej, bo 48%, zwraca uwagę na jakość asortymentu, a 37% wybiera sklepy znajdujące się blisko domu.

Wielkanoc w cieniu inflacji

Zdecydowana większość konsumentów (68%) przeznaczy na wielkanocne zakupy spożywcze w tym roku pomiędzy 101 a 500 zł. Świąteczne wydatki sfinansujemy przede wszystkim z bieżących dochodów lub oszczędności, co zadeklarowało 88% ankietowanych. Kartą kredytową zapłaci tylko co dziesiąty z nas, po środki z programu 500+ sięgnie 4% respondentów, a o kredyt, pożyczkę lub pieniądze od rodziny poprosi zaledwie 2% konsumentów.Wielkanoc w cieniu inflacji

Sporym wyzwaniem podczas kompletowania wielkanocnych koszyków spożywczych może być w tym roku inflacja. Prawie 60% respondentów naszego badania przyznało, że rosnące ceny prawdopodobnie przełożą się w ich przypadku na mniejsze zakupy. To dwukrotnie wyższy odsetek, jeśli spojrzymy na tę grupę ankietowanych, która zamierza kupić tyle produktów, co zwykle. Co ciekawe, zwłaszcza w świetle wysokiej inflacji, tylko co trzeci konsument planuje wielkanocny budżet z wyprzedzeniem i wyznacza sobie konkretną kwotę, którą wyda na zakupy – komentuje Katarzyna Grzywaczewska, Dyrektor Marketingu w PAYBACK Polska.

Z pomocą dla naszych portfeli mogą jednak przyjść rozmaite promocje, a z tych korzysta duża grupa konsumentów – 46% z nich często, a 38% zawsze. Najciekawszych wielkanocnych ofert zwykle szukamy w gazetkach promocyjnych (52% ankietowanych), w aplikacjach mobilnych sklepów (14%) lub na ich stronach internetowych (11%).

Święta w rodzinnym gronie

Nadchodzącą Wielkanoc większość z nas spędzi w domowym zaciszu, które wybierze 59% respondentów. Częściowo we własnym domu lub u rodziny czy znajomych, albo po prostu u rodziny ten czas będzie celebrować odpowiednio 18 i 17% ankietowanych. Święta najchętniej poświęcimy biesiadowaniu i spotkaniom z bliskimi, co planuje 46% osób biorących udział w PAYBACK Opinion Poll. Dla 21% z nas będzie to doskonała okazja do odpoczynku i na przykład nadrobienia filmowych czy książkowych pozycji. Z kolei 16% już teraz chce spędzić tych kilka dni aktywnie, między innymi na spacerach, do czego (miejmy nadzieję) zachęci nas kwietniowa aura.Święta w rodzinnym gronie

Co ciekawe, w temacie tradycji wielkanocnego zajączka, czyli wręczania bliskim upominków, zdania są podzielone – 52% respondentów nie ma takiego zwyczaju, w przeciwieństwie do 48% ankietowanych, którzy kupują z tej okazji prezenty. Zazwyczaj są to słodycze (38%), gry i zabawki (16%) lub gotówka, którą wręcza co dziesiąty badany. Wielkanocne upominki dajemy przede wszystkim najmłodszym, co zadeklarowało 44% osób biorących w badaniu PAYBACK.

Pomoc dla obywateli Ukrainy

Ostatnie tygodnie dla zdecydowanej większości polskiego społeczeństwa upłynęły jako czas mobilizacji i niesienia pomocy uchodźcom z pogrążonej wojną Ukrainy. Potwierdza to badanie PAYBACK, w którym 65% respondentów zadeklarowało, że angażowało się (lub angażuje nadal) w działania pomocowe na rzecz naszych wschodnich sąsiadów. Zwykle pomagamy biorąc udział w zbiórkach jedzenia, odzieży i środków higieny (42%), przekazując wsparcie finansowe (31%) lub w formie wolontariatu (6%).Pomoc dla obywateli Ukrainy

– Gotowość polskiego społeczeństwa do niesienia pomocy potwierdziła uruchomiona dla uczestników naszego Programu możliwość wymiany punktów PAYBACK na vouchery o różnych nominałach. Zebrane w ten sposób środki są przeznaczane na zbiórkę organizowaną przez Polską Akcję Humanitarną w ramach akcji „SOS Ukraina”. To działanie spotkało się to z dużym odzewem ze strony użytkowników, którzy do tej pory przekazali w punkach równowartość ponad 190 tys. zł na pomoc ukraińskim obywatelom – podsumowuje Katarzyna Grzywaczewska.

PAYBACK Opinion Poll
To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 22-24 marca 2022 r. metodą ankiety online na grupie 823 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju..

Wojna jako siła wyższa w trakcie realizacji zamówienia publicznego

W dniu 24 lutego 2022 r. wojska rosyjskie dokonały inwazji na Ukrainę, co spowodowało destabilizację zarówno sytuacji geopolitycznej, jak i gospodarczej na świecie. Okoliczności, związane z toczącym się konfliktem zbrojnym, mają charakter dynamiczny i nieprzewidywalny, a jednocześnie potencjalnie narastający, którego rozmiaru nie da się w obecnej sytuacji przewidzieć, ani mu zapobiec, nawet przy dołożeniu najwyższej staranności przez kontrahentów.

Zaistniała sytuacja bez wątpienia wpływa na gospodarkę oraz warunki realizacji kontraktów, w tym zawartych w reżimie zamówień publicznych. Przykładowo, na skutek zarządzonej przez władze ukraińskie mobilizacji część zatrudnionych w Polsce ukraińskich pracowników zrezygnowała z pracy, wzrost cen surowców i żywności oraz przerwane łańcuchy dostaw utrudniły lub uniemożliwiły dostęp do produktów, a podwykonawcy i dostawcy z Ukrainy i Rosji z uwagi na działania wojenne utracili możliwość prowadzenia działalności operacyjnej.

– Moim zdaniem konflikt zbrojny w Ukrainie można uznać za okoliczność, która nie była obiektywnie możliwa do przewidzenia, pomimo zachowania należytej staranności. Należy jednak pamiętać, że sam fakt toczącej się wojny, nie jest wystarczającym powodem, by dokonać zmiany umowy- musi ona wpływać na możliwość wykonania zobowiązania, powodując konieczność jego modyfikacji ( np. w przypadku sprowadzania materiałów lub surowców z terenów objętych działaniami zbrojnymi, utrudnieniu w dostępności siły roboczej) – podkreśla Marta Gazda, radca prawny z katowickiej kancelarii JKM i Partnerzy.  – Ponadto, w celu dokonania zmiany umowy na podstawie art. 455 ust. 1 pkt 4 pzp należy zadbać, by były spełnione warunki, o których mowa w tym przepisie, tj. zmiana nie może wpływać na ogólny charakter umowy ( np. zmieniać przedmiotu zamówienia, czasu trwania z określonego na nieokreślony, czy zmieniać zamówienia publicznego na koncesję), a także musi mieścić się w określonych ramach wartościowych- wzrost ceny spowodowany każdą kolejną zmianą umowy nie może przekroczyć 50% wartości pierwotnej umowy – dodaje mecenas Gazda.

Klauzule wystąpienia siły wyższej

Bezwzględnie w sytuacji, gdy toczące się działania wojenne uniemożliwiają lub utrudniają wywiązanie się z obowiązków umownych, wskazane jest powołanie się na okoliczność siły wyższej. Większość umów zawiera klauzule siły wyższej. Zwykle przyjmuje się, że wojna stanowi przypadek siły wyższej- jest to, bowiem zdarzenie zewnętrzne, niemożliwe (lub prawie niemożliwe) do przewidzenia, którego skutkom nie można zapobiec. Aby dane zdarzenie mogło być uznane za siłę wyższą, musi ono wpływać na realizację umowy- uniemożliwiać ją lub utrudniać.

W pierwszej kolejności należy ustalić, czy umowa określa prawo polskie, jako prawo właściwe dla kontraktu. Następnie należy przeanalizować zawarty kontrakt pod kątem regulacji związanych z siłą wyższą- jak określona została definicja siły wyższej i jej skutki. Często umowa określa wymóg zawiadomienia o jej wystąpieniu w odpowiednim terminie, pod rygorem utraty powoływania się na to zdarzenie- wtedy należy zadbać o dotrzymanie tego terminu. Umowa może też regulować kwestie odpowiedzialności kontrahenta, mającego siedzibę za granicą ( w Ukrainie lub w Rosji).

Jeżeli ze względu na siłę wyższą strona nie mogła wywiązać się ze swoich zobowiązań, będzie mogła uniknąć odpowiedzialności, np. za opóźnienie w realizacji robót budowlanych lub dostaw. Należy jednak udowodnić, że wojna rzeczywiście wpłynęła na brak możliwości wykonania obowiązków- nie wystarczy ogólne powołanie się na wystąpienie siły wyższej.

Jeżeli w umowie nie ma zapisów dotyczących siły wyższej, to możliwe jest powołanie się na ogólne przepisy prawa. Zgodnie z art. 471 Kodeksu cywilnego dłużnik obowiązany jest do naprawienia szkody wynikłej z niewykonania lub nienależytego wykonania zobowiązania, chyba, że niewykonanie lub nienależyte wykonanie jest następstwem okoliczności, za które dłużnik odpowiedzialności nie ponosi. Można powoływać się, więc na siłę wyższą, jako na okoliczność wyłączającą odpowiedzialność dłużnika także wówczas, gdy umowa nie posługuje się pojęciem siły wyższej. Zatem nawet brak klauzuli dotyczącej siły wyższej nie musi oznaczać, ze można pociągnąć kontrahenta do odpowiedzialności ( np., gdy zastosowanie znajdzie art. 475 Kodeksu cywilnego).

Często okoliczność siły wyższej stanowić będzie także przesłankę zmiany zapisów umowy, np. poprzez przedłużenie terminów wiążących strony, czy zmianę wysokości wynagrodzenia. W tym zakresie strony powinny współdziałać, by doprowadzić do możliwości zakończenia realizacji umowy, mimo zmienionych warunków. Część komentatorów zwraca także uwagę – w kontekście realizowanych już prac będących następstwem wygranych przetargów, na konieczność „przywrócenia zachwianej niespodziewanymi zdarzeniami ekwiwalentności świadczeń”. – Według mnie oceniając, gdzie leży ta granica, należy brać pod uwagę zakres zobowiązań stron, wyznaczony poprzez treść oferty wykonawcy oraz warunki umowy w tym przede wszystkim sposób rozliczenia-wynagrodzenie ryczałtowe czy kosztorysowe, czas, na jaki umowa została zawarta. Oczywistym jest, że każdy wykonawca, składając ofertę, uwzględnia okoliczności związane z wzrostem kosztów realizacji, w takim stopniu, jaki miał miejsce w latach poprzednich ( wzrost o ok. 2-3%). W ostatnim czasie natomiast można zaobserwować gwałtowny wzrost cen, sięgający, co do niektórych elementów robót czy usług nawet 50% czy 100%. Okoliczność ta, zwłaszcza w przypadku umów ryczałtowych, prowadzi do całkowitego przeniesienia ryzyka związanego ze wzrostem kosztów na wykonawcę oraz istotnego naruszenia ekwiwalentności świadczeń – zdecydowanie wyjaśnia mecenas Marta Gazda i kontynuuje – Wykonawca zobowiązał się, bowiem do wykonania pewnego zakresu świadczeń za kwotę x, zakładając osiągnięcie zysku w określonej kwocie, obecnie zaś jest zobowiązany wykonać ten sam zakres za kwotę x+ 20%, w konsekwencji nie tylko nie osiągnie zysku z realizacji inwestycji, ale także będzie musiał z własnych środków pokryć zwiększone koszty jej realizacji. Kwestia ta jest bardzo ocenna, niemniej pomocne mogą być wskazówki płynące ze stanowiska doktryny i orzecznictwa sądowego, wydanego na gruncie art. 632 § 2 k.c., zwłaszcza, co do pojęcia rażącej straty.

Problem rażącej straty

„Rażąca strata” w rozumieniu art. 632 § 2 k.c. zachodzi przede wszystkim w takim przypadku, gdy na skutek zmiany stosunków przyjmujący zamówienie (wykonawca) z umówionego ryczałtu nie tylko nie osiągnie żadnego zysku, ale w celu wykonania zamówienia zmuszony jest sam dopłacić. – Zauważamy, że o rażącej stracie decyduje nie samo porównanie aktualnej wartości świadczeń, ale całokształt skutków wykonania zobowiązania dla majątku strony, przy uwzględnieniu celu zobowiązania i tego, jakich korzyści z jego wykonania strona mogła się spodziewać – zwraca uwagę mecenas M. Gazda.

Odwołanie się do rażącej straty to sytuacja, w której chodzi o stratę, która niweczy przeprowadzoną przez wykonawcę kalkulację, z uwzględnieniem zwykłego ryzyka kontraktowego. Nieosiągnięcia przez przyjmującego zamówienie (wykonawcę) zysku lub utraty przez niego dochodu, w szczególności niewielkiej w relacji do całego jego wynagrodzenia, nie można utożsamiać z „rażącą stratą” w rozumieniu art. 632 § 2 k.c.

Porozumienie, czy waloryzacja sądowa?

– Z praktyki i doświadczenia wynika, że rekomendowanym rozwiązaniem jest zawarcie porozumienia przez strony – przekonuje Marta Gazda. – W sukurs temu przekonaniu idzie zarówno tempo wzrostu cen, jak i czas postępowań sądowych – dodaje.

Warto zwrócić uwagę również na fakt, iż konsekwencją braku porozumienia, może być wstrzymanie realizacji inwestycji w przypadkach, kiedy niemożliwe staje się  choćby z uwagi na wzrost cen zakontraktowanie podwykonawców do pewnych prac. Dziś także zupełnie naturalnym następstwem braku wspomnianego porozumienia, co do zmiany ceny i terminów może być –jako konsekwencja rażącej straty transakcyjnej  – restrukturyzacja lub postępowanie upadłościowe wykonawcy.

Konsekwencje nigdy nie są dotykają tylko jednej strony. Dla zamawiającego brak porozumienia również wiąże się z ryzykiem. Wykonawca może skierować na drogę postępowania sądowego żądanie zapłaty odszkodowania lub podwyższenia wynagrodzenia ryczałtowego, związanego m.in. z podwyżkami cen materiałów i coraz większymi trudnościami ze znalezieniem podwykonawców. W razie pozytywnego wyniku sprawy sądowej będzie się to wiązać z koniecznością zapłacenia przez Zamawiającego nie tylko należności dochodzonej przez Wykonawcę, lecz również kosztów procesu i kosztów zastępstwa procesowego przez zawodowego pełnomocnika. – W sytuacji, gdy Zamawiający bezzasadnie odmawia dokonania zmiany umowy, może stanowić to przesłankę do odpowiedzialności odszkodowawczej Zamawiającego lub przesłankę do miarkowania kar umownych przez sąd powszechny – zwraca uwagę mecenas Gazda.

W takim przypadku Zamawiający również może ponieść koszty procesu i koszty zastępstwa procesowego, jeśli wynik postępowania sądowego będzie korzystny dla Wykonawcy. – Daleko bardziej idącą konsekwencją może się jednak okazać konieczność powierzenia realizacji prac nowemu wykonawcy. Biorąc pod uwagę obecne uwarunkowania rynkowe i lawinowy wzrost cen będzie to niewątpliwie rozwiązaniem droższym, aniżeli utrzymanie w mocy obowiązującej Umowy, nawet przy zwiększeniu wysokości wynagrodzenia Wykonawcy – podsumowuje mecenas Marta Gazda.

Zresztą o ile przepis art. 54a ustawy z dnia 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych operuje sformułowaniem „może zawrzeć ugodę”, to nie można tego zawsze traktować w kategorii uprawnienia. Jeśli spodziewane dla jednostki sektora finansów publicznych skutki ugody są korzystniejsze niż prawdopodobny (spodziewany, przewidywany) wynik postępowania sądowego, to ugodę należy po prostu zawrzeć, bo tego wymaga nie tylko treść art. 54a ustawy o finansach publicznych, ale, przede wszystkim dbałość o finanse publiczne.

Korzyści dla obu stron z załatwienia sprawy w sposób polubowny zdecydowanie przewyższają potencjalne ryzyka, związane z ewentualnym skierowaniem sprawy na drogę postępowania sądowego.

– Zawsze, kiedy pojawiają się wątpliwości, zachęcamy do  kontaktu z kancelarią prawną, która po analizie umowy ustali możliwości dalszego działania i najbardziej odpowiednie dalsze kroki prawne – zachęca mecenas Marta Gazda.

Wysoka rentowność CA Immo i rekordowy zysk netto za 2021 rok

Wzrost wyników sprzedaży oraz wyników osiąganych z aktualizacji wycen, zrealizowany roczny cel w zakresie środków z działalności operacyjnej (FFO I), korzystny bilans.

  • Stałe przychody (w ramach FFO I) na poziomie 128,3 mln EUR (1,31 EUR na akcję): realizacja rocznego celu co najmniej 128 mln EUR. Kwota jest o 4% niższa, niż wartość osiągnięta w ubiegłym roku
  • Przychody czynszowe na nieznacznie niższym poziomie – 229,1 mln EUR, głównie ze względu na rotację kapitału (stan na dzień 31 grudnia 2020 roku: 235,6 mln EUR)
  • Wynik operacyjny (EBITDA) osiągnął wysokość 210,1 mln EUR, 7% wyższą niż wynik z roku ubiegłego, który wyniósł 195,6 mln EUR
  • Dodatni wynik z aktualizacji wyceny w wysokości 541,1 mln EUR odzwierciedla zyskowność działalności deweloperskiej oraz utrzymującą się korzystną sytuację rynkową, zwłaszcza w Niemczech (stan na dzień 31 grudnia 2020 r.: 183,5 mln EUR)
  • Najwyższy od początku działalności CA Immo skonsolidowany dochód netto osiągnął poziom 479,8 mln EUR, co stanowi wzrost o 89% w porównaniu do roku ubiegłego (stan na dzień 31 grudnia 2020 r.: 254,0 mln EUR), i w głównej mierze jest zasługą wysokiego wyniku z aktualizacji wyceny
  • Stopa zwrotu z kapitału własnego wzrosła do 14,9% (stan na dzień 31 grudnia 2020 r.: 8,3%)
  • Wartość nieruchomości wzrosła o 12% do poziomu 6,3 mld EUR
  • Wartość aktywów netto (rzeczowych aktywów trwałych netto) na akcję utrzymała się na poziomie 40,05 EUR (wcześniej 40,09 EUR – na dzień 31 grudnia 2020 r.) pomimo wypłaty wysokiej dywidendy w 2021 r. i pierwszym kwartale 2022 r.
  • Korzystny wynik bilansowy ze wskaźnikiem kapitału własnego na poziomie 46,3% oraz ze środkami pieniężnymi i ich ekwiwalentami w wysokości 633,1 mln EUR
  • Dodatni wynik bilansowy za rok obrotowy 2021 zostanie przeniesiony na kolejny rok

Silvia Schmitten-Walgenbach, dyrektor generalna w CA Immo: „Portfel wysokiej jakości aktywów biurowych zlokalizowanych w centrach miast oraz wysoka rentowność działalności deweloperskiej pozwoliły nam wypracować zysk i zapewnić wzrost wartości dla naszych akcjonariuszy w roku obrotowym 2021. Dzięki ukierunkowanemu zarządzaniu portfelem wzrosły jakość, zrównoważony charakter i wartość naszych nieruchomości, ponadto wygenerowaliśmy łączny zwrot z kapitału w wysokości 14,9%. Również w 2022 r. będziemy koncentrowali się na biurowcach klasy A, działaniach z obszaru ochrony środowiska i klimatu oraz na intensyfikacji działań związanych z utrzymaniem stałego grona najemców. W kontekście aktualnych zmian na rynku pracy chcemy wspierać naszych najemców, oferując im najlepszy produkt i najlepszą obsługę w kształtowaniu ich środowiska pracy”.

Wyniki za rok obrotowy 2021

Regularne wpływy (w ramach FFO I) wyniosły 128,3 mln EUR i tym samym były o 4% niższe od wartości uzyskanej w roku ubiegłym (stan na dzień 31 grudnia 2020 r.: 133,8 mln EUR). Środki z działalności operacyjnej (FFO I) na akcję wyniosły 1,31 EUR na dzień sprawozdania (stan na dzień 31 grudnia 2020 r.: 1,44 EUR na akcję). Osiągnięto w ten sposób cel roczny w wysokości >128 mln EUR. Środki z działalności operacyjnej (FFO II), obejmujące wyniki ze sprzedaży, po opodatkowaniu, będące wskaźnikiem ogólnej rentowności Grupy, wyniosły 143,1 mln EUR w porównaniu z 141,1 mln EUR w 2020 r. (+1,4% w stosunku do roku poprzedniego). Wartość FFO II na akcję wyniosła 1,46 EUR (stan na dzień 31 grudnia 2020 roku: 1,52 EUR na akcję).

W 2021 r. firma CA Immo odnotowała niewielki spadek przychodów z tytułu czynszów  (o 2,8%) do poziomu 229,1 mln EUR. Był on częściowo spowodowany sprzedażą nieruchomości z portfela i tymczasowo wyższymi wskaźnikami pustostanów w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Przychody netto z najmu, po odliczeniu bezpośrednich kosztów zarządzania związanych z najmem powierzchni, zmniejszyły się o 4,9%, z 209,7 mln EUR do 199,5 mln EUR. Pandemia COVID-19 negatywnie wpłynęła na przychody netto z najmu na dzień bilansowy (3,1 mln EUR).

Wyniki ze sprzedaży nieruchomości

Wkład w zysk z portfela transakcyjnego wyniósł 6,7 mln EUR (stan na dzień 31 grudnia 2020 r.: 7,9 mln EUR). Największy pod względem wartości wkład w zysk wygenerowała sprzedaż projektu mieszkaniowego NEO Living zrealizowanego przez CA Immo w Monachium. Wynik ze sprzedaży długoterminowych aktywów nieruchomościowych w wysokości 52,7 mln EUR był znacznie wyższy niż w roku ubiegłym, kiedy to wyniósł 43,9 mln EUR. Największy udział w tym wyniku miała sprzedaż niestrategicznej nieruchomości w Düsseldorfie w drugim kwartale.

Koszty pośrednie spadły z –73,2 mln EUR w roku ubiegłym do –58,2 mln EUR w 2021 r. (o –20,4%). W ubiegłym roku kwota ta obejmowała opłaty sądowe z tytułu roszczeń odszkodowawczych wniesionych przez CA Immo w drugim kwartale 2020 r. związanych z prywatyzacją federalnych przedsiębiorstw budownictwa mieszkaniowego (BUWOG) zakończoną w 2004 r.

Wynik finansowy przed potrąceniem odsetek, opodatkowania i amortyzacją (EBITDA) wzrósł do 210,1 mln EUR i tym samym był o 7,4% wyższy niż w roku poprzednim, kiedy to wyniósł 195,6 mln EUR.

Wynik z aktualizacji wyceny oparty na niezależnych, zewnętrznych wycenach wyniósł 541,1 mln EUR, tym samym znacznie przekroczył wartość z poprzedniego roku (stan na dzień 31 grudnia 2020 r.: 183,5 mln EUR). Wynik ten odzwierciedla wciąż atrakcyjną sytuację rynkową w Niemczech, szczególnie w Monachium i Berlinie, pomimo pandemii COVID-19. Ponadto głównym czynnikiem wpływającym na wzrost wyceny była rentowna działalność deweloperska, zarówno pod względem zaawansowania realizowanych projektów budowlanych, jak i zwiększania rezerw gruntów (nadawanie prawa zabudowy).

Wynik finansowy przed potrąceniem odsetek i opodatkowania (EBIT) wyniósł 749,6 mln EUR i tym samym podwoił się w porównaniu z wartością uzyskaną w roku ubiegłym (375,4 mln EUR, +99,6%), w szczególności dzięki wyższemu wynikowi z aktualizacji wyceny.

Wynik finansowy w 2021 r. wyniósł ogółem –74,4 mln EUR w porównaniu z –27,2 mln EUR w roku poprzednim. Wzrost ten wynika przede wszystkim z ujemnej wyceny pochodnych obligacji zamiennych wyemitowanych w październiku 2017 r., które od tego czasu uległy konwersji do kwoty – 46,2 mln EUR (stan w 2020 r.: 32,2 mln EUR).

Koszty finansowe Grupy w wysokości –47,6 mln EUR były również wyższe niż w roku poprzednim (stan na dzień 31 grudnia 2020 roku: –42,3 mln EUR). Z kolei zmiany stóp procentowych w 2021 r. doprowadziły do korzystnej wyceny instrumentów pochodnych w zakresie stopy procentowej w wysokości 20,3 mln EUR (stan na dzień 31 grudnia 2020 roku: –10,8 mln EUR). Średnie koszty finansowe Grupy (z uwzględnieniem zabezpieczeń przed ryzykiem związanym ze zmianą stóp procentowych) na koniec roku utrzymywały się na niezmienionym poziomie 1,5%.

Wynik finansowy przed opodatkowaniem (EBT) w wysokości 675,2 mln EUR (stan na dzień 31 grudnia 2020 r.: 348,3 mln EUR) znacząco wzrósł, bo aż o 93,9% w porównaniu z rokiem poprzednim, co wynika z opisanych powyżej zmian w strukturze zysków. Zysk netto za ten okres, wynoszący 479,8 mln EUR, jest najwyższy od początku działalności spółki (o 88,9% wyższy niż w roku poprzednim, kiedy to wyniósł 253,9 mln EUR). Zysk na akcję (nierozcieńczony) wyniósł 4,89 EUR (stan na dzień 31 grudnia 2020 roku: 2,73 EUR na akcję).

Wartość dla akcjonariuszy i polityka w zakresie wypłaty dywidendy na rok obrotowy 2021

CA Immo wypłaciło dywidendę w wysokości 3,50 EUR na akcję z zysków zatrzymanych na dzień 31 grudnia 2020 roku w roku obrotowym 2021 oraz kolejną dywidendę w wysokości 2,50 EUR na akcję dla akcjonariuszy w bieżącym roku obrotowym w dniu 15 marca 2022 r. (łączna kwota dywidendy w wysokości 604,2 mln EUR lub 6 EUR na akcję). Pomimo tak wysokiego wskaźnika wypłaty wartość aktywów netto (rzeczowych aktywów trwałych netto, EPRA Net Tangible Assets (NTA)) na dzień sprawozdawczy wyniosła 4 033,9 mln EUR i była o 0,9% wyższa od wartości zanotowanej na koniec 2020 roku (3 999,3 mln EUR). Odpowiada to wskaźnikowi EPRA NTA na akcję w wysokości 40,05 EUR (stan na dzień 31 grudnia 2020 roku: 40,09 EUR na akcję).

Ze względu na wysoki wskaźnik wypłaty, a także w kontekście aktualnej sytuacji geopolitycznej oraz zwiększonej niepewności i zmienności na rynkach, Zarząd i Rada Nadzorcza CA Immo postanowiły, po dokładnej analizie, zaproponować Walnemu Zgromadzeniu, które odbędzie się 5 maja 2022 r., odejście od dotychczasowej polityki wypłacania dywidendy i przeniesienie całego zysku netto za rok obrotowy 2021 na kolejny okres.

Stabilny wynik bilansowy i korzystna sytuacja kapitałowa

CA Immo nadal znajduje się w niezwykle korzystnej sytuacji bilansowej z dobrym wskaźnikiem kapitału własnego utrzymującym się na poziomie 46,3% (stan na dzień 31 grudnia 2020 r.: 45,9%), co znajduje odzwierciedlenie w zachowawczych wskaźnikach zadłużenia, takich jak wskaźnik stosunku wysokości kredytu do wartości zabezpieczenia (zobowiązania finansowe pomniejszone o środki pieniężne i ich ekwiwalenty do aktywów nieruchomościowych) wynoszący 31,1% (stan na dzień 31 grudnia 2020 roku: 33,8%). Środki pieniężne i ich ekwiwalenty na dzień bilansowy wyniosły 633,1 mln EUR, a zatem były niższe od poziomu z 31 grudnia 2020 r. (934,9 mln EUR). Zmniejszenie środków pieniężnych i ich ekwiwalentów wynika m.in. z umorzenia obligacji korporacyjnych z terminem wykupu w 2021 r. (107 mln EUR) oraz wypłaty specjalnej dywidendy w wysokości około 252 mln EUR w grudniu 2021 r.

Wartość aktywów nieruchomościowych wzrosła do kwoty 6,3 mld EUR

Ze względu na przeniesienie zrealizowanych projektów własnych do portfela oraz pozytywny wynik z wyceny, wartość księgowa aktywów nieruchomościowych wzrosła na przestrzeni roku o kolejne 12%, tj. do 6,3 mld EUR na dzień 31 grudnia 2021 r. (stan na dzień 31 grudnia 2020 r.: 5,6 mld EUR). Aktywa nieruchomościowe obejmują nieruchomości inwestycyjne (80% portfela) oraz nieruchomości inwestycyjne w trakcie realizacji (17%), a pozostałe 3% stanowią nieruchomości krótkoterminowe (przeznaczone do obrotu i sprzedaży). Około 60% wszystkich nieruchomości zlokalizowanych jest w Niemczech. W portfelu inwestycyjnym o wartości ok. 5,0 mld EUR (stan na dzień 31 grudnia 2020 r.: 4,7 mld EUR) 50% przypada na Niemcy, 40% na Europę Środkowo-Wschodnią, a 10% na Austrię. Stopa zwrotu z portfela wyniosła 4,6%[1] (stan na dzień 31 grudnia 2020 r.: 5,2%[2]); współczynnik najmu wyniósł 88,9%[1] (stan na dzień 31 grudnia 2020 r.: 94,8%[2]). Nieruchomości w trakcie realizacji obejmują projekty w budowie i rezerwy gruntów o łącznej wartości księgowej ok. 1,1 mld EUR (w tym projekty i rezerwy gruntów przeznaczone do obrotu i sprzedaży), z czego 100% znajduje się w Niemczech.

Zarządzanie portfelem: wzrost jakości portfela, sprzedaż z zyskiem powyżej wartości księgowej

Po pomyślnym sfinalizowaniu licznych transakcji sprzedaży nieruchomości już w pierwszej połowie roku (w tym wyjście z rynku słowackiego wraz ze sprzedażą kompleksu biurowego w Bratysławie oraz kilka transakcji sprzedaży niestrategicznych nieruchomości w Niemczech) w drugiej połowie roku kontynuowano sprzedaż niestrategicznych nieruchomości w Warszawie, Budapeszcie i Wiedniu. Transakcje sprzedaży w 2021 r. zostały zawarte po cenach wyższych niż ich ostatnia wartość księgowa.

Po stronie inwestycji, zgodnie z założeniami planu, do portfela inwestycyjnego dodano trzy kolejne projekty własne w Pradze i Moguncji. Ponadto, na początku 2022 r. CA Immo nabyło wysokiej jakości biurowiec o powierzchni około 10 400 m² w doskonałej centralnej lokalizacji, w celu wzmocnienia swojego czwartego głównego rynku w Niemczech – Düsseldorfu.

Dzięki takiej strategicznej rotacji kapitału CA Immo wzmacnia jakość, zrównoważony charakter oraz wartość swojego portfela inwestycyjnego.

Polska gospodarka hamuje – Rafał Benecki (ING Bank Śląski)

Polska gospodarka również może ucierpieć na sytuacji wojny na Ukrainie. Możliwe jest pewne przyhamowanie inwestycyjne. Ale z drugiej strony przyjęcie tak dużej rzeszy uchodźców oznacza większe wydatki w Polsce i impuls wydatkowy warty od 1,4 do 0,7 pkt procentowego PKB. W związku z tym można się spodziewać nieco słabszego wzrostu gospodarczego niż zakładano przed wojną, przy kontynuacji dużej presji popytowej i dużej presji cenowej. Bank centralny zadeklarował, że będzie podnosił stopy procentowe, aby zatrzymać wzrost cen i umocnić złotego – bo to też działa antyinflacyjnie przez ograniczenie zewnętrznej presji cenowej.

Podczas ostatniej dekady mieliśmy do czynienia z niską inflacją za granicą, do pewnego momentu również w Polsce oraz z niskimi stopami procentowymi. Polska wygenerowała dużą inflację już przed pandemią, prawie 5%. To był efekt modelu wzrostu gospodarczego bardzo mocno opartego na konsumpcji, mało na inwestycjach – przy dużych wydatkach nowych budżetowych. Do tego doszedł szok inflacyjny związany z pandemią, a teraz z wojną. W związku z tym powrót niskiej inflacji wydłuża się. Amerykański FED skończy swoje podwyżki wyżej niż na poziomie 3%. A skala opóźnienia zagranicznych banków centralnych w stosunku do inflacji jest już duża. W Stanach Zjednoczonych to jest 2/3 tego co w latach 70tych. W związku z tym również i w Polsce podwyżki stóp procentowych będą spore.

– Skorygowaliśmy prognozy PKB w dół. Zakładamy, że to będzie takie dziwne spowolnienie – bo z jednej strony nastąpi pogorszenie handlu zagranicznego ze wschodnimi i z zachodnimi partnerami. Jednocześnie podnieśliśmy swoje prognozy inflacji. Zakładamy, że średni wzrost cen w tym roku wyniesie 10-11 procent, 8-9 w roku następnym – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, główny ekonomista, ING Bank Śląski.

– Uważamy, że Narodowy Bank Polski będzie kontynuował podwyżki stóp procentowych. Posiedzenie w marcu pokazało, że zmienia się funkcja reakcji – sposób i cele, jakie sobie stawia bank centralny. Do niedawna główne cele to była inflacja i PKB. Obecnie jest to inflacja i kurs walutowy. Trzeba nastawiać się, że w najbliższym czasie inflacja będzie podwyższona, a bank centralny będzie dalej podnosił stopy procentowe.

Banki centralne w naszym regionie również przygotowują się na dalsze zacieśnienie swojej polityki. Węgierski bank centralny może podnieść stopy w tym roku nawet do ponad 8%. Czeski bank centralny do niedawna sygnalizował, że zbliża się do końca podwyżek, a w 2023 roku możliwe są obniżki stóp – jednak w ubiegłym tygodniu diametralnie zmienił swoją komunikację. Stąd też my opracowaliśmy scenariusz ostrzegawczy – docelowy poziom stóp procentowych zakładamy w przedziale 5-10% a nie 0-5%, jak w ostatniej dekadzie. 

Nasze prognozy punktowe PKB w tym roku to wzrost do poziomu 6,5% oraz 7,5% w roku przyszłym. Oczywiście mamy tu bardzo dużą niepewność – co odzwierciedla szerokość tego przedziału w naszym scenariuszu ostrożnościowym. Należy się jednak nastawić, że jesteśmy w okresie podwyższonej inflacji i banki centralne w Stanach Zjednoczonych, w Europie, na Węgrzech, w Czechach chcą walczyć z inflacją nawet kosztem gorszej koniunktury. Należy to uwzględnić prognozując dane w Polsce – analizuje Benecki.

Badanie Kantar: Konsumenci wciąż są przeważnie rozważni i pragmatyczni. Ale coraz mocniej patrzą na ceny

Piąta już edycja badania „FMCG Brands We Shop by BLIX & Kantar” wykazała, że największą grupę aktywnych konsumentów wciąż stanowią osoby rozważne i pragmatyczne. Zależy im na jak najtańszym nabywaniu markowych produktów. Takie podejście reprezentuje co czwarty badany. W ciągu roku zmalał udział zakupowych entuzjastów. Odwiedzają oni sklepy dla rozrywki. Natomiast przybyło cenoholików, skupionych na wysokości wydatków. Minimalnie urosła grupa shopperów z przymusu, ograniczających zakupy do minimum. Jest też więcej ekocentrycznych konsumentów, poszukujących ekologicznych towarów. Z kolei ubyło świadomych koneserów, nieprzejmujących się cenami. Zmalał też udział shopperowych domatorów.

Wiosenna edycja badania „2022 FMCG Brands We Shop by BLIX & Kantar”, przeprowadzonego wśród ponad 3,8 tys. aktywnych konsumentów, pokazuje zwyczaje zakupowe 7 segmentów smart shopperów. Jak wynika z raportu, największą grupę stanowią osoby rozważne i pragmatyczne (23%). Jednak ich udział rok do roku odnotował lekki spadek, tj. o 1 p.p.

– Konsumenci rozważni i pragmatyczni już trzeci rok z rzędu stanowią najliczniejszą grupę badanych shopperów. Ich liczba w tym roku raczej będzie utrzymywać się na stałym poziomie lub nieznacznie spadnie na rzecz osób jeszcze mocniej skupionych na codziennym oszczędzaniu. Natomiast ww. klienci najbardziej zwracają uwagę na odpowiednią proporcję między ceną i jakością nabywanych produktów. Chcą kupować znane i sprawdzone towary, ale po rabatach – wyjaśnia Marcin Lenkiewicz, współautor badania z Grupy BLIX.

Na drugim miejscu w rankingu smart shopperów znalazły się ex aequo dwie grupy z identycznymi wynikami (po 17%). Jedną z nich są zakupowi entuzjaści. Natomiast porównując wyniki rok do roku, widać, że ten segment zmniejszył się o 2 p.p.

– Zakupowi entuzjaści mają swoje ulubione marki i sklepy. Często jeżdżą na zakupy dla przyjemności i rozrywki. Zmniejszenie tej grupy jest związane z ogólnym, globalnym i lokalnym pogorszeniem nastrojów konsumenckich. Chodzenie do sklepów generalnie przestało sprawiać radość Polakom, głównie z powodu rosnących cen. I to nie jest żadnym zaskoczeniem w obecnej sytuacji gospodarczej – komentuje Lenkiewicz.

Kolejną grupą, która zajęła drugą pozycję w ww. zestawieniu, są cenoholicy. Od wiosny zeszłego roku ten segment urósł o 3 p.p.

– Wzrost tej grupy wynika z tego, że dla coraz większej części Polaków cena jest najważniejszym kryterium wyboru nie tylko danego produktu, ale też sieci handlowej jako miejsca rodzinnych zakupów. Globalna inflacja, wojna tocząca się za naszą wschodnią granicą i problemy z podażą stały się olbrzymimi wyzwaniami dla producentów. Dlatego niemal wszystkie produkty FMCG drożeją i konsumenci mocno to odczuwają – podkreśla ekspert z Grupy BLIX.

Natomiast na trzecim miejscu w zestawieniu znaleźli się shopperzy z przymusu (15%). W skali roku odnotowali wzrost o 1 p.p.

– To zdecydowanie najbardziej oporny i najtrudniejszy w dotarciu segment. Shopperzy z przymusu traktują kupowanie produktów wyłącznie jako konieczność i nie mają ulubionych marek. Wzrost tej grupy nie powinien jednak niepokoić sieci handlowych. Ostatnie wydarzenia społeczno-polityczne mogły zniechęcić Polaków do interesowania się zakupami. Jednak tego typu fluktuacje są zbyt małe, by mówić jeszcze o jakimkolwiek szerszym trendzie – mówi Krzysztof Domeradzki, współautor sondażu z firmy badawczej Kantar Polska.

Z kolei na czwartym miejscu w rankingu widać kategorię ekocentryczni konsumenci (13%). Rok do roku ta grupa powiększyła swój udział o 3 p.p.

– Ciekawym wynikiem jest to, że obecnie przybywa konsumentów, dla których cena nie jest najważniejsza. Ekocentryczni shopperzy chętnie kupują polskie i ekologiczne artykuły. I starannie czytają etykiety. Rośnie grupa nabywców mających na uwadze środowisko, klimat oraz skład produktu. Jej wzrost zauważają oczywiście sieci handlowe. Nawet teraz, w czasach dużej inflacji, w swoich materiałach promocyjnych, poza rabatami, komunikują strefy z ekologiczną żywnością, dedykują tym kategoriom gazetki promocyjne czy nawet całe kanały tematyczne w Internecie – zauważa Marcin Lenkiewicz.

Przedostatnie miejsce w zestawieniu zajmuje kategoria świadomych koneserów (10%). W skali roku odnotowano jej spadek o 2 p.p.

– Na przestrzeni roku osoby z tego segmentu zasiliły grupę ekocentrycznych konsumentów. Świadomi koneserzy bardziej skupiają się na marce i na jej wartościach dodanych. Częściej też kierują się opiniami influencerów oraz podążają za trendami. Jednak obserwujemy, że część takich shopperów rezygnuje z ze swoich modnych rytuałów zakupowych i skupia się tylko na wartościach społecznych, jakimi kieruje się marka. To zbliża ich bardziej do postaci ekocentrycznych klientów – tłumaczy ekspert z Kantar Polska.

Na samym dole zestawienia znaleźli się shopperowi domatorzy (5%). Odnotowali spadek rok do roku o 1 p.p. Może to wynikać z tego, że obecnie mniej osób gotuje samodzielnie w domu posiłki niż rok temu, gdy sytuacja pandemiczna była inna. Tego typu konsumenci rzadko chodzą do sklepów. Nie podążają za trendami i nie szukają nowości. Jednak chętnie wspierają gospodarkę, wybierając polskie produkty.

– Wyniki dotyczące wszystkich grup smart shopperów jasno pokazują, że komunikacja promocji i najlepszych cen jeszcze nigdy nie była tak ważna, jak obecnie. Polacy w tym roku wyjątkowo oczekują rabatów od sieci handlowych. Zwycięzcami walki o konsumenta mogą się okazać sklepy, które od lat pozycjonują się w świadomości nabywców jako oferujące najlepsze ceny – stwierdza Lenkiewicz.

Jak podsumowuje Krzysztof Domeradzki, ten rok spędzimy w atmosferze niepokojów społecznych i ekonomicznych. Szersze deklaracje ekonomiczne i zakupowe Polaków mogą ulec jeszcze większym zmianom niż dotychczas. Kolejne edycje raportu będą w stanie pokazać lepiej, które zwyczaje zakupowe i grupy ostatecznie okażą się dominujące.

Drogi jak najem. Stawki wyższe nawet o 30 proc. w skali roku

Wojna w Ukrainie wywarła historyczny wpływ na rynek najmu w Polsce. Chętnych znajduje niemal każdy lokal, a nowe oferty znikają z rynku błyskawicznie. W ślad za ogromnym popytem idą też ceny. Eksperci od zarządzania najmem z firmy Fiesta ZN szacują, że podwyżki będą znaczne i nie chwilowe. W skali 2022 roku mogą sięgać nawet 30% w porównaniu do stanu sprzed wybuchu wojny. A wpłynie na to nie tylko rosyjska inwazja na Ukrainę.

Do Polski przybyło już ponad 2 miliony ukraińskich uchodźców i liczba ta ciągle rośnie. Wielu znalazło bezpieczną przystań u rodziny i znajomych. Część mogła schronić się w prywatnych domach i mieszkaniach oraz zorganizowanych miejscach noclegowych. Jest to jednak rozwiązanie tymczasowe, dlatego nowoprzybyli jak najszybciej starają się wynająć mieszkanie. Chętnych jest jednak więcej niż może zaoferować rynek.

Warto zdać sobie sprawę, że z Ukrainy uciekają wszyscy, lepiej i gorzej sytuowani, posiadający oszczędności oraz nie mający grosza przy duszy. Dlatego popyt na rynku najmu jest odczuwany dla wszystkich typów lokali, zarówno tych o niskim i wysokim standardzie. Teraz jednakowo wynajmuje się praktycznie wszystko. Niedobór obserwujemy więc nie tylko na rynku najtańszych mieszkań. Zgłaszają się do nas chętni na droższe mieszkania i są skłonni jeszcze dopłacić za lepszą ofertę, ale jej po prostu na rynku już nie ma. Mieszkania znikają z oferty nawet mimo niskiej atrakcyjności, słabego przygotowania do najmu czy nieadekwatnej ceny. Przed wojną zapewne stałyby puste – komentuje Dariusz Kłosiński, właściciel firmy zarządzającej nieruchomościami na wynajem Fiesta ZN.

Skalę zjawiska może chociażby pokazywać przykład z Trójmiasta, gdzie jeden ze specjalistów do spraw zarządzania najmem Fiesty ZN, oferujący w danym momencie jedynie kilkanaście lokali na wynajem tylko w jeden weekend miał ponad 800 telefonów w ich sprawie . Pracownicy zajmujący się wynajmem nie są wręcz w stanie odbierać wszystkich telefonów od chętnych i nadążyć z odpowiedziami. W Fieście ZN co najmniej o połowę skrócił się też czas ekspozycji ofert na rynku, i to przy zachowaniu standardowych procedur, jak formalna weryfikacja najemcy i podpisanie umowy najmu. Przed wojną klienci zza wschodniej granicy stanowili ok. 15 proc. najemców obsługiwanych przez firmę. Obecnie odsetek ten jest już znacznie wyższy i sięga blisko jednej piątej.

Długoterminowa zmiana

Jak podkreśla ekspert, zmiany na rynku najmu w Polsce nie będą krótkotrwałe. Skala emigracji jest ogromna i bezprecedensowa. Nasz kraj jest i będzie jednym z głównych kierunków dla uchodźców. Jesteśmy państwem sąsiednim, a więc i Ukraińcy czują bliskość domu i mają łatwiejszą możliwość powrotu. Tu znaleźli też ogromną pomoc i wsparcie, mają mniejszą barierę językową i kulturową niż w krajach Zachodniej Europy. Spora część uchodźców będzie więc chciała przeczekać tu czasy inwazji. Trzeba się też spodziewać, że wiele osób zechce też osiąść w Polsce na stałe.

Uchodźcy tęsknią za domem i część z nich chciałaby jak najszybciej wrócić. Niestety nie będzie to takie proste. Niektórzy nie będą mieli do czego wrócić. W wielu miastach zniszczenia są ogromne. Rosjanie nie oszczędzają budynków i infrastruktury cywilnej. Odbudowa zajmie lata, a nie miesiące. Do tego dochodzi brak poczucia bezpieczeństwa, pracy oraz kryzys gospodarczy. Z czasem coraz więcej uchodźców będzie sobie to uświadamiać i myślę, że popularny obecnie najem na kilka miesięcy przejdzie w długoterminowy. Niektórzy już wiedzą, że zostaną w Polsce na stałe i tu będą sobie układać od nowa życie. Z perspektywy gospodarczej to może wpłynąć pozytywnie na polski biznes i demografię. Jednak z drugiej strony, spowoduje, że popyt na wynajem prędko nie spadnie, co będzie powodowało presję na stawki. Dlatego sądzimy, że nie jest wykluczone, że średnia na koniec roku wykaże nawet 30 proc. podwyżkę cen najmu w stosunku do stanu sprzed wybuchu wojny – szacuje Dariusz Kłosiński.

Nadchodzi szczyt sezonu

Problem ze znalezieniem lokalu na wynajem może się jeszcze dodatkowo pogłębić. Polacy będą w stanie oferować swoje mieszkania za darmo przez ograniczony czas. Podobnie w przypadku ofert bezpłatnego najmu. Coraz więcej osób będzie chciało poszukać sobie samodzielnego lokum. Tymczasem, rynek już teraz ugina się pod naporem chętnych, a najgorętszy sezon dla najmu dopiero przed nami. Na przełomie lata i jesieni zacznie się napływ studentów i to okres największego ruchu na rynku. Popyt więc znów wzrośnie, co wesprze trend wysokich cen za wynajem mieszkania. Utrzymanie się więc 30% wyższych stawek w bieżącym roku jest tym bardziej realne, zaznacza ekspert Fiesty ZN. Dodatkowo, w wyniku wysokich stóp procentowych i trudności w pozyskaniu kredytu na rynku najmu pozostaną też osoby, które planowały przenieść się „na swoje”. Obecnie utraciły zdolność kredytową lub nie mogą pożyczyć wystarczającej kwoty. To również czynnik utrzymujący wysoki poziom stawek za najem w przyszłości.

W gorączce panującej obecnie na rynku najemcy nie powinni zapominać o bezpieczeństwie. Wraz  z bardzo dużym zapotrzebowaniem i tempem znikania ofert rośnie zagrożenie oszustwami. Niezmiennie, trzeba mieć się na baczności i weryfikować potencjalną ofertę, a przede wszystkim zawierać pisemną umowę najmu. Podobnie o swoje interesy powinni też zadbać wynajmujący. Weryfikacja najemcy, to podstawa i ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa najmu. W idealnej sytuacji potwierdzeniem dla właściciela jest zaświadczenie o zatrudnieniu i zarobkach, jednak nie zawsze jest to możliwe w przypadku nowoprzybyłych uchodźców. Dobrym rozwiązaniem jest umówienie się na płatność za pewien okres z góry lub gwarancja ze strony osoby prywatnej czy firmy z Polski. Także polski PESEL podnosi wiarygodność ukraińskiego kandydata do najmu w oczach wynajmującego. Warto też szukać pomocy u profesjonalnych pośredników, agencji nieruchomości czy firm zarządzających najmem, które będą czuwać nad zabezpieczeniem interesów obu stron transakcji – podkreśla Dariusz Kłosiński z Fiesty ZN

Szansa na inwestycję, ale nie dla wszystkich

Tak ogromny popyt na najem to świetna okazja do inwestycji na tym rynku. Przez wysokie stopy procentowe i drogi kredyt obecnie jest ona jednak głównie w zasięgu osób, które dysponują gotówką.

Kryzys na Wschodzie wyjątkowo wzmocnił pozycję najmu jako dobrej lokaty kapitału. Wzrost stawek za wynajem i długoterminowa perspektywa dużego popytu będzie sprzyjała zyskom. To jednak nie jedyny aspekt, który wpływa na atrakcyjność takiej inwestycji. Jednocześnie wciąż drożeją też same mieszkania, szczególnie te mniejsze, o niezbyt dużych metrażach. Wzrost ich wartości pozwala na ochronę swojego kapitału przed inflacją. Z drugiej strony, coraz mniej osób może sobie na taką inwestycję pozwolić, a mniejsza podaż, to także czynnik wpływający na wzrost cen za najem i opłacalność takiego zakupu.

Answear.com z 42 proc. wzrostem przychodów ze sprzedaży rdr. w I kw. 2022 r.

Answear.com, wiodący e-commerce sprzedający modę w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, według wstępnych danych wypracował w I kw. 2022 roku 175 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza wzrost o 42 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w 2021 r. Jednocześnie sprzedaż online osiągnęła wartość 166 mln zł, co oznacza wzrost o 32 proc. w porównaniu do analogicznego okresu w 2021 r. Różnica w dynamikach sprzedaży on-line i przychodów ze sprzedaży wynika z zafiskalizowanych w sprzedaży on-line w pierwszym kwartale 2022 r. zwrotów dotyczących transakcji sprzedaży z roku 2021, które zgodnie z zasadami rachunkowości obniżyły już przychody w IV kw. 2021 poprzez tworzenie rezerw na ten cel w księgach spółki. Wbrew sytuacji na rynku ukraińskim, na którym spółka wstrzymała dostawy, Answear.com osiągnął bardzo dobrą dynamikę sprzedaży.

Answear.com rozpoczął rok 2022 zgodnie z planem realizując założone wzrosty w miesiącu styczniu oraz w pierszych tygodniach lutego. Spółka kontynuowała pozytywny trend sprzedaży z 2021 roku dobrze wykorzystująć okres trwających w tym czasie wyprzedaży w branży fashion oraz powiększoną ofertę produktową. Na koniec ubiegłego roku Answear.com posiadał w swojej ofercie 145 tys. produktów oraz 500 marek. Spółka skupia się na stałym rozszerzaniu swojej oferty w segmencie marek premium oraz średniej półki cenowej. W zeszłym roku portfolio produktowe Answear.com powiększyło się o takie brandy jak: Penny Black, Max Mara Leisure, Victoria Beckham, Stella McCartney, Samsoe Samsoe, Sisley, United Colors of Benetton, Superdry, Boss, Paul&Shark, Tiger of Sweden, Aeronautica Militare, Marella, Eton, Lyle&Scott, Chiara Ferragni, Weekend Max Mara, Burton i wiele innych. Wybuch wojny na Ukrainie miał  wpływ na poziomy sprzedaży notowane od dnia 24 lutego br.

Dostawy na rynku ukraińskim z chwilą wybuchu wojny zostały przez Answear.com całkowicie wstrzymane. Również sentyment do zakupów na pozostałych rynkach obniżył się, zwłaszcza w okresie pierwszych dwóch tygodni od dnia wybuchu konfliktu, powodując istotny spadek ilości składanych zamówień przez klientów sklepów Answear. Natomiast w marcu br. poziomy sprzedaży stopniowo odbudowywały się i pod koniec tego miesiąca powróciły do poziomów porównywalnych do zakładanych w naszych pierwotnych założeniach, z wyjątkiem rynku ukraińskiego, który został wyłączony z możliwości realizowania wysyłek. Warto zaznaczyć, że model działalności stosowany na rynku ukraińskim nie wiąże się z ponoszeniem istotnych stałych kosztów, natomiast elastyczne zarządzanie budżetami marketingowymi daje nam możliwość ograniczenia wydatków bądź przekierowania ich na pozostałe 9 rynków, na których prowadzimy działalność. – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes Answear.com

W 2021 roku sprzedaż na rynku ukraińskim stanowiła blisko 17 proc. sprzedaży Spółki ogółem. Na obecną chwilę Zarząd ściśle monitoruje sytuację na tym rynku. Warto podkreślić, że Spółka jest gotowa na wznowienie dostaw do klientów w Ukrainie, w wybranych regionach tego kraju, jak tylko sytuacja umożliwi bezpieczną realizację sprzedaży.

Słabe euro i silny dolar

Główna para walutowa kieruje się w stronę poziomu 1,08. Ostatnie spadki to pokłosie dwóch czynników: nowo zaproponowanych sankcji, które uderzą w Rosję ale również będą kosztowne dla Europy oraz z powodu wzrostu prawdopodobieństwa ruchu Fed o 50 punktów bazowych na majowym posiedzeniu. RPP podejmuje dziś decyzję o stopach procentowych. Rynek spekuluje w jaki sposób zareaguje NBP na ostatni wysoki odczyt inflacyjny.

Unia Europejska planuje dokręcić śrubę na rosyjskiej gospodarce. Dyskutowane są kolejne sankcje. Wśród nich najwięcej emocji budzi embargo na węgiel. Cały czas jednak brak decyzji co z importem ropy. Politycy unijni zdaja sobie sprawę, że embargo na ropę i gaz spowoduje daleko idące konsekwencje gospodarcze. Spowolnienie koniunktury byłoby najłagodniejszym scenariuszem. Ryzyko recesji jest stosunkowo duże. Tym samym presja na EBC rośnie z każdym dniem wojny. Coraz więcej wskazuje na to, że w najbliższej przyszłości polityka pieniężna banku może stać się mniej ekspansywna – jastrzębie w Radzie EBC (Nagel – Bundesbank i Holzmann ÖNB), nie ustają w podkreślaniu, że podwyżki stóp pod koniec roku mogą być realistyczne. Rynek jednak nie może być tak pewny tej decyzji, zdecydowanie mniej ryzykowne jest obstawianie mocniejszych podwyżek przez Fed w maju.

Dziś poznamy protokół z posiedzenia FOMC. To co może jeszcze rynek zaskoczyć to informacja w jakim tempie może być redukowany bilans Fed. Jeśli będzie ono zdecydowanie szybsze niż w okresie 2017-2019, wówczas dolar może otrzymać kolejne paliwo do wzrostu. Dolar w ostatnich godzinach umacnia się z powodu pogorszenia sentymentu na rynku (wojna) oraz mocno jastrzębich wypowiedzi regionalnych prezesów Fed (Esther George oraz Lael Brainard). EUR/USD jest już poniżej 1,09 a zejście o kolejne 100 pk do 1,08 wydaje się być jak najbardziej prawdopodobne.

RPP na dzisiejszym posiedzeniu prawdopodobnie po raz kolejny podniesie koszt pieniądza. Zakładamy, że ruch będzie o 75 bps. czyli taki sam jak ostatnio a stopa referencyjna wyniesie finalnie 4,25 proc. Jednocześnie uważamy, że po osiągnięciu poziomu 5 proc. RPP przejdzie do strategii „wait and see” i wstrzyma się przed dalszym zacieśnianiem (jednocześnie pilnie obserwując dane makro), w obawie o zbyt mocne ostudzenie gospodarki.

Łukasz Zembik, DM TMS Brokers

Złoty czeka już na RPP

Rynki globalne znów reagują strachem o przyszłość sytuacji na Wschodzie. Złoty czeka na decyzję w sprawie stóp procentowych. W tle Turcja znów redefiniuje politykę monetarną wbrew absurdalnej inflacji.

Na rynki wraca strach

Na rynkach globalnych znów widać wyraźne objawy awersji do ryzyka. Cena złota jest na razie stabilna. Jednak jej walutowy odpowiednik, czyli frank szwajcarski, wyraźnie zyskuje. W ciągu tygodnia CHF podrożało o niemal 2% względem euro. Pokazuje to, że inwestorzy mają poważne wątpliwości względem konfliktu na Wschodzie. Odkryte zbrodnie wojenne popełnione przez Rosję mocno komplikują potencjalne porozumienie. Z jednej strony po tym co zostało odkryte, stanowisko Ukrainy i jej skłonność do kompromisu jeszcze bardziej spadną. Z drugiej strony takie wydarzenia nie mogą przejść bez echa. To się musi skończyć większymi konsekwencjami ekonomicznymi. To tego właśnie boją się rynki.

Złoty silny mimo napięć

Pomimo negatywnych napięć na rynkach światowych złoty pozostaje wciąż silny. Wczoraj nawet zyskiwał względem euro. Jest to jednak po części zasługą słabszego euro. W pewnym stopniu to także zasługa jutrzejszego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. Prognoza mówi o wzroście stóp o pół procenta z 3,5% na 4%. Nie brakuje jednak głosów, że mogą one wzrosnąć mocniej. Potwierdza to, chociażby kształtowanie się rynkowej stawki WIBOR. Wzrosła ona w ciągu miesiąca więcej niż to 0,5%, co świadczy o tym, że rynek zaczyna oczekiwać więcej. Właśnie te oczekiwania wyższe od dotychczasowego konsensusu odpowiadają za lepszą dyspozycję złotego.

Inflacja w Turcji rośnie, ale wolniej

Wczoraj poznaliśmy dane na temat wzrostu cen w Turcji. Inflacja wynosi obecnie 61,14%. Jest to poziom niższy od oczekiwań o 0,46%. W przypadku większości państw te niemal pół procenta to ważna zmiana. Gdy inflacja przekracza jednak 60% i tak jak w Turcji rośnie o prawie 7% względem poprzedniego miesiąca, to nie robi to większej różnicy. Jak reagowała lira? Patrząc na dolara niemal wcale. Patrząc jednak na euro, zyskiwała na wartości. Wynika to ze zmian na niekorzyść euro względem dolara wczoraj na rynkach. Można zatem mówić o lekkim umocnieniu liry. Wśród inwestorów rosną bowiem nadzieje, że prezydent Erdogan pozwoli chociaż odrobinę podnieść stopy procentowe. Ten ruch z kolei pomoże tureckiej walucie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić na:

14:00 – Rumunia – stopy procentowe,
14:30 – USA – bilans handlowy,
15:45 – USA – indeks PMI dla usług.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Podwyżka stóp procentowych a kursy walut

Kolejne podwyżki stóp procentowych będą sprzyjać złotemu. Inflacja może okazać się niższa od stóp procentowych nie wcześniej niż wiosną 2023 r., dopiero wówczas pojawią się szanse, że lokaty bankowe nie będą przynosić strat posiadaczom oszczędności.

Banki centralne dostrzegają, że inflacja wymknęła się im spod kontroli w większości krajów. Szczególnie wysoka jest w Polsce, w marcu wg. GUS inflacja CPI wynosiła 10,9% r/r. czyli jest znacznie wyższa niż w UE (o ok. 2 pkt. proc.).

Reakcje na skokowy wzrost inflacji są różne. W Polsce RPP zaczęła podnosić stopy procentowe później niż banki centralne w naszym regionie Europy. O ile Fed zdecydował właśnie o pierwszej podwyżce, to EBC utrzymuje ujemne stopy procentowe.

To wpływa na rynek walut. Inwestorzy wolą wyższe stopy procentowe. Jeśli zaparkują swój kapitał w kraju, gdzie stopy są dodatnie, to mają korzyści w postaci odsetek.

Jednak najważniejsza nie jest wysokość stóp procentowych. Najistotniejsze są oczekiwania dotyczące jej zmiany w przyszłości. Rynki zakładają, że Polsce stopy procentowe wzrosną co najmniej do poziomu 6%, gdy przed pandemią podstawowa stopa referencyjna wynosiła 1,5%.

– Dla inwestorów finansowych obecnie najistotniejszym pytaniem jest jak długo stopy procentowe w Polsce pozostaną wysokie, co do tego panuje niepewność wpływająca na kurs złotego – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – To co robi RPP złotemu pomaga, bez wprowadzonych już podwyżek stóp procentowych złoty straciłby o wiele bardziej.

Obecnie z powodu rekordowej inflacji najbardziej tracą posiadający oszczędności. Kiedy oprocentowanie lokat bankowych znów będzie wyższe od wzrostu cen?

Perspektywy dla stawiających na lokaty są kiepskie. Sytuacja jest szczególna bo banki nie potrzebują naszych depozytów na taką skalę, aby konkurowały pomiędzy sobą poprzez oprocentowanie lokat.

– Taka sytuacja utrzyma się co najmniej do wiosny przyszłego roku, bo zakładam, że wówczas inflacja będzie spadać ze względu na spowolnienie gospodarcze – wyjaśnia ekspert XTB.- Realne jest, że stopy procentowe będą wówczas na poziomie 6%, natomiast inflacja spadnie poniżej tego poziomu.

Agresja rosyjska i polityka energetyczna zaburzają funkcjonowanie rynku surowców i tworzyw sztucznych

Atak zbrojny Rosji na Ukrainę stał się kolejnym czynnikiem jeszcze mocniej pogarszającym sytuację na rynku surowcowym, a tym samym na rynku przetwórstwa tworzyw sztucznych. O gwałtownych zmianach, jakich można spodziewać się w najbliższym czasie, mówi Krzysztof Wiśniewski, prezes zarządu Eurocast.

Sytuacja robi się naprawdę poważna. Z jednej strony drastyczne wzrosty ceny energii elektrycznej skutkują dla przedsiębiorstw wzrostem cen produktów. Jako że nie są one w stanie w całości przenieść podwyżek na klientów, ich marże stopniowo spadają, a tym samym obniżeniu ulega rentowność firmy. Z drugiej strony wojna w Ukrainie spowodowała znaczące ograniczenie możliwości eksportowych. Co prawda, dla Eurocast Rosja, Ukraina i Białoruś stanowiły niewielki procent całości sprzedaży bezpośredniej naszych produktów, jednak część naszych polskich odbiorców również kooperowała z tymi krajami. Tym samym nasze ograniczenie eksportowe będzie znacznie większe.

Biorąc dodatkowo pod uwagę to, co stało się z surowcami do produkcji w 2021, można szacować niemal dwukrotny wzrost cen 2022 vs 2021 na nasze produkty.

W przypadku produkcji wyrobów z folii sztywnych takich jak tacki na mięso, opakowania ryb, serów, przez ostatnie dwa lata ceny surowców bezpośrednich (granulaty, płatki PET z recyklingu) wzrosły o ponad 40% rok do roku. W tym czasie z uwagi na wzrosty notowań surowców branża była zmuszona podnieść ceny wytwarzanych folii sztywnych o około 30-35%. Rynek nie był w stanie zaakceptować wyższego poziomu cen.

Jeszcze trudniejsza sytuacja jest w przypadku folii z polipropylenu, stosowanych jako większość opakowań miękkich, np. do pakowania chleba/pieczywa. Spodziewam się, że wzrosty tegoroczne będą co najmniej podobne o ile nie wyższe.

Niestety nie dostrzegamy przesłanek świadczących o tym, aby aktualne realia miały zmienić się w najbliższym czasie. Z jednej strony rynek mierzy się z okrutną i szkodliwą na wielu płaszczyznach wojną, której daty zakończenia nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Z drugiej natomiast wpływ na tę sytuację mają także spekulacje uprawnieniami do emisji CO2, które z narzędzia polityki chroniącej klimat stały się papierem wartościowym obracanym przez duże instytucje finansowe.

Polscy inwestorzy indywidualni pozostają wierni spółkom technologicznym mimo ostatniej zmienności

  • Pomimo zagrożenia spowodowanego wzrostem stóp procentowych na koniec I kwartału, firmy technologiczne nadal dominują w zestawieniu 10 najchętniej kupowanych akcji w Polsce.
  • Obecnie Tesla utrzymuje się na pierwszym miejscu, podobnie jak przez większą część ubiegłego roku.

Polscy inwestorzy indywidualni pozostają wierni akcjom spółek technologicznych, mimo że sektor ten był jednym z najbardziej dotkniętych ostatnimi wahaniami rynkowymi. Z danych eToro wynika, że 9 z 10 spółek, które na koniec pierwszego kwartału były w posiadaniu użytkowników pochodziło właśnie z sektora technologicznego.

Jedyną spółką w pierwszej dziesiątce spoza sektora tech, jest GameStop – detaliczny sprzedawca gier, którego akcje wzrosły o ponad 40 proc. w ciągu ostatniego miesiąca. W zeszłym tygodniu akcje Gamestop jeszcze bardziej zyskały na wartości po ogłoszeniu ich podziału.

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro, mówi: Akcje spółek technologicznych były jednymi z najbardziej dotkniętych w 2022 r., przy czym Nasdaq podlega korekcie, a kilka dużych spółek jest znacząco na minusie. Przyczyn tego stanu rzeczy jest wiele. Oczywistą jest wojna na Ukrainie, która wpłynęła na nastroje we wszystkich krajach. Ale być może bardziej istotny dla sektora technologicznego jest fakt, że główne gospodarki – a w szczególności USA – po raz pierwszy od lat zaczęły podnosić stopy procentowe.

Wysoka inflacja i rosnące stopy procentowe zazwyczaj uderzają w akcje spółek technicznych bardziej niż w inne sektory, ponieważ ich wyceny opierają się raczej na przyszłych, niż na obecnych zyskach. Problem polega na tym, że wobec wysokiej inflacji i rosnących stóp procentowych, przyszłe zyski są warte mniej i – teoretycznie rzecz biorąc – czynią sektor mniej atrakcyjnym.

Dane eToro pokazują, że producent pojazdów elektrycznych Tesla, podobnie jak rok temu, pozostaje najczęściej posiadaną akcją na platformie. To oznacza, że inwestorzy dostrzegają długofalowy potencjał sektora. Między IV kwartałem 2021 r., a I kwartałem 2022 r., liczba inwestorów posiadających akcje Tesli wzrosła o 21 proc.

Apple (+25 proc. kwartał do kwartału) wskoczył na drugie miejsce, a Amazon (+18 proc. kwartał do kwartału) utrzymał trzecią pozycję, mimo że ceny akcji obu firm spadły o około 2 proc. od początku roku.

Spółka matka Facebooka, Meta Platforms (+72 proc. w stosunku do poprzedniego kwartału), awansowała o cztery miejsca: zajęła czwartą pozycję wśród preferencji polskich inwestorów na platformie eToro, mimo że jej akcje spadły o ponad 33 proc. w ciągu ostatnich trzech miesięcy.

Chiński producent pojazdów elektrycznych Nio Inc. spadł z drugiego miejsca na piąte (+11 proc. kw/kw).

Alibaba (+14 proc. kw/kw), Microsoft (+37 proc. kw/kw), producent układów scalonych NVIDIA (+37 proc. kw.kw),spółka Google – Alphabet (+17 proc. kw/kw) oraz GameStop (-5 proc. kw/kw) dopełniły pierwszą dziesiątkę.

Laidler dodaje: Wzrost liczby otwartych pozycji na akcje spółek technologicznych w trudnym okresie handlowym, jakim był I kwartał 2022 r., sugeruje, że inwestorzy wykorzystują obecną zmienność na rynku i szukają okazji do kupienia akcji tuż po spadku ich wartości, aby uzupełnić pozycje długoterminowe po niskiej cenie.

Chociaż sektor ten ostatnio się chwieje, fakt, że indeks NASDAQ, w którym dominują technologie, wzrósł o ponad 12 proc. od połowy marca wskazuje, że ostatnia poprawa może być krótkotrwała.

Oczywiście, trudno o pewność, że tak się stanie, biorąc pod uwagę niestabilne tło gospodarcze. Jeśli dojdzie do eskalacji sytuacji w Rosji lub jeśli banki centralne podniosą stopy procentowe szybciej niż oczekiwano, może to mieć negatywny wpływ na wszystkie akcje, w tym te z sektora technologicznego.

Jednak wielu inwestorów wyraźnie ignoruje krótkoterminowe czynniki makro i inwestuje w technologie ze względu na możliwości długoterminowe.

Najczęściej wybierane akcje użytkowników eToro w Polsce na koniec I kwartału 2022
(I kwartał 2022) Spółka IV kwartał 2021 – ranking I kwartał 2021 – ranking
1 Tesla Motors, Inc. 1 1
2 Apple 4 4
3 Amazon.com Inc 3 5
4 Meta Platforms Inc 8 31
5 Nio Inc. 2 2
6 Alibaba 5 8
7 Microsoft 6 10
8 NVIDIA Corp 10 13
9 Alphabet 7 11
10 GameStop Corp 9 3
Źródło: eToro

 

Prima Moda ze 150 proc. wzrostem EBITDA w 2021 roku

Prima Moda S.A., notowana na głównym rynku GPW spółka z branży fashion, opublikowała szacunkowe nieaudytowane wyniki za 2021 rok. Wynik EBITDA był wyższy o 154% i wyniósł 2,5 mln zł przy i wzroście rentowności do 8,5%. Poprawa zysku EBITDA to efekt zmiany modelu biznesowego
w zakresie rosnącego udziału kanału e-commerce w strukturze sprzedaży, efektywnego wykorzystania warunków rynkowych oraz optymalizacji operacyjno-kosztowej działalności.

Prima Moda to jeden z wiodących krajowych podmiotów w branży fashion (marki własne z kategorii akcesoriów skórzanych). Spółka przechodzi proces transformacji sprzedaży w kierunku kanału e-commerce (obecnie dostępny w Polsce i na kilkunastu rynkach europejskich poprzez platformę Zalando). W minionych latach marka Prima Moda była obecna w wiodących galeriach handlowych w Polsce.

Miniony rok był dla naszej spółki okresem wytężonej pracy pod kątem operacyjnym. Sukcesywnie realizowaliśmy transformację struktury sprzedaży w kierunku kanału e-commerce, realizując szereg inicjatyw innowacyjnych usprawniających procesy biznesowe, ich wydajność i potencjał większej przyszłej skali działalności. W połączeniu z know how wieloletniej obecności na rynkach europejskich oraz planowanym rozwojem obszaru IT i automatyzacją procesów, rozważamy rozwinięcie naszej oferty na kolejne rynki UE – mówi Dariusz Plesiak, Prezes Zarządu Prima Moda S.A.

Prima Moda w ostatnim opublikowanym raporcie finansowym po III kwartałach 2021 roku osiągnęła wzrost zysku z działalności operacyjnej do 1 mln zł (wobec 0,3 mln zł r/r), przy EBITDA 1,6 mln zł (wobec 2 mln zł – skutek wyższej amortyzacji wynikającej ze sprzedaży w sklepach stacjonarnych). Zysk netto ww. okresu wyniósł 0,5 mln zł (wobec 0,3 mln zł r/r). Na spółkę naturalnie wpłynęła sytuacja pandemiczna.

Spółka efektywnie wykorzystała okres pandemii na płynne przeniesienie modelu biznesowego z kanału offline do online. Zdaniem zarządu, pierwsze efekty są już zauważalne i będą w rosnącym stopniu wpływać na działalność w kolejnych kwartałach.

Ruch powrotny amerykańskich indeksów do przełamanych linii trendu wzrostowego?

Czwartkowe spadki wartości głównych amerykańskich indeksów giełdowych doprowadziły do przełamania w dół linii 3-tygodniowych trendów wzrostowych. Piątkowe i poniedziałkowe wzrosty wartości tych indeksów można traktować jako ruch powrotny do tych przełamanych rosnących linii wsparcia, które obecnie stały się liniami oporu.

Chińskie giełdy były dziś zamknięte drugi dzień z rzędu z powodu obchodów tamtejszego święta zmarłych („Quinmingje”). Na pozostałych rynkach akcji w Azji i Oceanii przeważały niewielkie wzrosty głównych indeksów. Najsilniej – o 0,57 proc. – zwyżkował nowozelandzki NZX50. Swój kolejny historyczny szczyt zaliczył indonezyjski JCI. Najmocniejszy – 0,42 proc. – spadek przypadł w udziale indyjskiemu SENSEX 30 Index.

Na giełdach europejskich brak było dziś rano jakiejś dominującej tendencji. Niemiecki DAX spadał ok. 9:30 0,28 proc., a francuski CAC 40 tracił 0,26 proc. Kontrakty na amerykańskie notowały minimalne straty.

Na niewielkich plusach otworzyła się GPW (WIG-20 +0,23 proc. ok. 9:30).
Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w USA i Europie rosły dziś naśladując ruch indeksów rynków akcji.

Wczoraj do swych historycznych szczytów z 2008 roku zbliżyły się ceny kontraktów na cynk (+3,42 proc.). Dziś rano ropa naftowa lekko drożała (WTI +0,76 proc., Brent +0,76 proc.).

Po 3 sesjach dosyć wyraźnych spadków kurs EUR/USD stabilizował się dziś rano w okolicach poniedziałkowego zamknięcia (-0,01 proc.). Amerykański dolar dosyć silnie dziś tracił wobec dolara australijskiego: kurs USD/AUD spadał 1,14 proc. osiągając najniższy poziom od czerwca ub.r. Drugą najbardziej wzmacniającą się względem USD walutą był nowozelandzki dolar (USD/NZD -0,67 proc.). Wczoraj kurs USD względem brazylijskiego reala spadł po raz kolejny do najniższego poziomu od 2 lat. Polski złoty lekko dziś słabł (USD/PLN +0,27 proc., EUR/PLN +0,28 proc.).

Bitcoin lekko się umacniał względem USD (+0,29 proc. dziś rano).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Well-being – nowe wyzwanie dla pracodawców

40 proc. Polaków uważa, że ich pracodawca w trakcie pandemii nie zapewnił im finansowego well-beingu – wynika z badania przeprowadzonego przez firmę ADP. Choć w najbliższych miesiącach to pracownicy mają stanowić o sile przedsiębiorstwa, ich samopoczucie pozostawia wiele do życzenia. Pandemia COVID-19 uwypukliła problemy na linii zatrudniony-przełożony i postawiła przed kadrą kierowniczą nowe wyzwania.

Jak wskazują wyniki badania „People at Work 2021: A Global Workforce View” przeprowadzonego przez firmę ADP, światowego lidera usług kadrowo-płacowych, niemal 40 proc. Polaków uważa, iż ich pracodawca w trakcie pandemii nie zapewnił im finansowego well-beingu, czyli komfortu psychicznego wynikającego z poczucia bezpieczeństwa finansowego. Z kolei 24 proc. uczestników ankiety „Candidate Pulse” autorstwa firmy Michael Page stwierdziło, że ze względu na pracę zdalną towarzyszy im poczucie izolacji. Okazuje się jednak, że to nie samotność jest największą bolączką pracowników. 50 proc. badanych przyznało, że podczas pandemii czuje większą presję ze strony pracodawcy niż wcześniej, a 49 proc. jest zdania, że ich praca nie jest wystarczająco doceniana. Zaburzenia w harmonii work-life balance zauważyło ponad 40 proc. respondentów[1]. Z drugiej strony
– aż 44 proc. uczestników badania ADP wskazało, że podczas pandemii ich przełożeni zaczęli zwracać większą uwagę na terminowość oraz zaangażowanie swoich podwładnych.

Pojęcie well-beingu w kontekście zawodowym znane jest od lat, jednak ostatnio, w trakcie pandemii COVID-19, zdecydowanie zyskało na znaczeniu. Problem w tym, że nieprzyzwyczajeni do funkcjonowania w nowych realiach pracodawcy wciąż nie wiedzą, jak zapewnić zatrudnionym psychiczny dobrostan. Z drugiej strony natomiast, dane rynkowe pokazują, iż kadra kierownicza szybko wdrożyła kroki mające usprawnić zarządzanie zespołem podczas pracy zdalnej. Jest to oczywiście słuszne podejście z punktu widzenia dbałości o zachowanie ciągłości firmy, jednak do jej właściwego funkcjonowania niezbędna jest również większa wrażliwość na potrzeby zespołu. To jedno z kluczowych wyzwań dla większości pracodawców na progu 2022 roku – wyjaśnia Anna Barbachowska, HR Business Partner w ADP Polska

Ludzie podstawą kultury pracy

Z ankiety „People at Work 2021: A Global Workforce View” wynika, że w najbliższych miesiącach kulturę pracy będą definiować ludzie oraz stawiane przed nimi cele. Nie ma zatem wątpliwości, iż odpowiednia komunikacja i dobre relacje z pracownikami to klucz do sukcesu. Ważnym elementem well-beingu pracowników są też różnego rodzaju benefity. Uczestnicy badania „Firma w trendzie zdrowia i zero waste” zrealizowanego przez Dailyfruits wskazali, że najważniejszymi są dla nich te wspierające zdrowie oraz związane z czasem pracy[2]. Zatrudniający są otwarci na tego typu innowacje, bo wiedzą, że w dłuższej perspektywie mogą być one dla nich opłacalne.

Coraz większy odsetek pracodawców zdaje sobie sprawę, że ich relacje z pracownikami będą w przyszłości budować kulturę pracy w firmie. Z badania „People at Work 2021: A Global Workforce View” autorstwa ADP wynika, że już teraz ponad połowa polskich pracowników czuje, iż organizacja wspiera ich mentalny well-being. To optymistyczny wynik, choć oczywiście widać tu jeszcze spore pole do poprawy. Podobny odsetek respondentów wskazał, że pracodawca komunikuje się z nimi w sposób transparentny, a przecież komunikacja stanowi jeden z filarów właściwych relacji z zatrudnionymi. Budujące jest również to, jak uczestnicy badania zapatrują się na przyszłość w swojej firmieponad 75 proc. z nich jest wobec niej nastawionych optymistycznie – kończy Barbachowska.

[1] [1] https://www.prawo.pl/kadry/jak-pandemia-wplywa-na-pracownikow-jakie-dzialania-podejmuja,510759.html

[2] https://brief.pl/wellbeing-w-pracy-czyli-jakiego-dobrostanu-pragna-pracownicy-badanie/

Polacy przed świętami: Zakupy zrobią niemal na ostatnią chwilę. Główne oblężenie czeka dyskonty

Jak wynika z najnowszego badania opinii publicznej, prawie co trzeci Polak zamierza zrobić przedświąteczne zakupy spożywcze dopiero tydzień przed Wielkanocą. Do tego wiadomo, że przeszło 9 na 10 rodaków planuje nabyć produkty w sklepach stacjonarnych. Najwięcej respondentów zapowiada, że wykona transakcje w dyskontach. Ponad czterech na pięciu ankietowanych chce kupić świąteczne towary w promocji. I co najważniejsze, przy tegorocznym wyborze konsumenci będą kierować się przede wszystkim ceną.

Stacjonarnie w dyskontach

Z sondażu przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i Grupę BLIX wśród 2200 dorosłych Polaków odpowiedzialnych w swoich domach za zakupy, wynika, że 32% konsumentów nabędzie świąteczne produkty spożywcze dopiero tydzień przed Wielkanocą. Z kolei 25,6% respondentów zamierza je kupić 2 tygodnie przed świętami, a 22,6% – kilka dni przed nimi. Natomiast 14,3% ankietowanych informuje, że już tym się zajęło.

– Największa liczba klientów czeka z zakupami świątecznymi do ostatniego tygodnia. Mogą mieć nadzieję, że właśnie wtedy sklepy jeszcze bardziej postawią na promocje i obniżki. Takie zachowanie nie jest nowością. W odróżnieniu od Bożego Narodzenia, te zakupy są robione z mniejszym wyprzedzeniem – komentuje Marcin Lenkiewicz, współautor badania z Grupy BLIX.

Sondaż pokazuje też, gdzie Polacy chcą zrobić świąteczne zakupy. 93,8% zamierza nabyć towary stacjonarnie. 4,1% badanych wskazuje, że część transakcji dokona offline, a część online. Z kolei dla 1% nie ma to żadnego znaczenia, a 0,8% – jeszcze tego nie wie. Natomiast 0,2% konsumentów deklaruje wizyty w e-sklepach, a 0,1% nie zamierza robić żadnych zakupów.

– Polacy od wielu lat są przyzwyczajeni do tego, żeby przed świętami robić zakupy stacjonarnie. Nawet COVID-19 tego nie zmienił. Oczywiście w trakcie pandemii cześć klientów kupowała online, ale to nie był zbyt wysoki odsetek. Natomiast teraz konsumenci w dużej części wrócili do nawyków sprzed pandemii. I z tego wynikają ich deklaracje – stwierdza ekonomista dr Krzysztof Łuczak z Grupy BLIX.

W pytaniu wielokrotnego wyboru ankietowani wybrali też formaty sklepów, w których zrobią zakupy przed świętami. Aż 98,7% wskazań mają dyskonty. Dalej są hipermarkety – 24%, a następnie supermarkety – 20%. Kolejne wybory to targowiska i bazary – 19%, sklepy osiedlowe – 8%, cash&carry – 1,1%, a także convenience – 0,9%.

– Na pewno ważna jest tu kwestia cen, ale z różnych badań wynika, że dyskonty wcale nie są już najtańszymi sklepami w Polsce. Jednak takich placówek jest dużo na rynku. Klienci mają do nich blisko. Natomiast do hipermarketu czy supermarketu wiele osób musi dojechać, co oznacza dodatkowy koszt. To, zwłaszcza w przypadku mniejszych zakupów, może spowodować, że nie opłaca się jechać, żeby coś kupić taniej – wyjaśnia ekonomista Marek Zuber.

Głównie promocja

Ponadto z badania wynika, że 83,3% respondentów zamierza kupować produkty w promocjach, a 5,5% – w regularnych cenach. Z kolei dla 7,5% nie ma to znaczenia, a 3,5% jeszcze nie wie. Jak przekonuje Marek Zuber, tutaj wyraźnie widać obawy przed dalszym wzrostem cen. Polacy szukają więc możliwości zaoszczędzenia na zakupach. Zdaniem eksperta, na pewno sklepy przeprowadzą dużo promocji przed Wielkanocą, ale wcześniej mogą np. podnieść ceny.

– Promocje od lat są czynnikiem, który przyciągał do sklepów polskich konsumentów. Uważam, że przed świętami sklepy jeszcze bardziej zintensyfikują takie działania, zwłaszcza że wyjątkowo wysoka jest dynamika wzrostu cen takich produktów, jak mięso wieprzowe, cukier, mąka, oleje czy masło. W tych warunkach ważne jest, żeby w przejrzysty sposób komunikować promocje, aby klienci nie mieli wątpliwości, czy proponowane obniżki są dla nich korzystne – zaznacza Paweł Wyrzykowski, starszy analityk sektora Food & Agri w Banku BNP Paribas.

Z kolei dr Łuczak podkreśla, że w tym roku z pewnością sieci będą komunikować obniżki na produkty pierwszej potrzeby. Wiedzą, że klienci są coraz bardziej świadomi i wrażliwi cenowo. Z badania wynika też, że 35,1% respondentów kupi sprawdzone produkty oraz nowości. 28,8% postawi na te pierwsze, a 19,9% – na drugie. Natomiast 8% wybierze marki własne sieci handlowych, a dla 5,7% nie ma to znaczenia.

– Zakupy przed świętami są zwykle planowane, co sugerowałoby, że mniejszą uwagę będziemy zwracać na nowości. Do tego dochodzi czas potrzebny na zapoznanie się z informacją o nowym produkcie, a tego przed świętami zwykle nam brakuje. W odczuciu Polaków, może to nie być dobry moment na eksperymenty, tym bardziej że przygotowując posiłki dla większej liczby osób, nie chcemy ryzykować, aby dania nie smakowały tak, jak zazwyczaj – dodaje Paweł Wyrzykowski.

Za ceną i jakością

Ankietowani, w pytaniu wielokrotnego wyboru, wskazali też, co wpłynie na ich wybory produktów podczas zakupów na Wielkanoc. Tu zdecydowanie najczęściej wybierana jest cena – 86,4%. Dalej są takie kwestie, jak jakość – 66,5%, promocja – 54,4%, własne doświadczenie – 29,2%, a także dostępność – 14%. Według ekspertów z Grupy BLIX, wyniki te nie mogą zaskakiwać. Polacy szukają produktów dobrej jakości, ale przystępnych cenowo. Konsumenci mogą więc rozglądać się za danym towarem, ale w niższej cenie lub w innym sklepie, ewentualnie wybiorą tańszy odpowiednik.

– Według badania ZPF i IRG SGH, już pod koniec 2021 roku aż 86% gospodarstw domowych w Polsce odczuwało wzrost cen bardziej niż zwykle. Znaleźliśmy się w nowej rzeczywistości. To może sprawić, że również w przypadku zakupów na święta będziemy zachowywać się nieco ostrożniej niż zwykle – informuje analityk Banku BNP Paribas.

Patrząc na ubiegłoroczne wyniki, widać, że wzrosło znaczenie ceny (z 80% do 86,4%), a spadło – jakości (z 74% na 66,5%). Marek Zuber podkreśla, że te zmiany rok do roku nie są spektakularne. Natomiast, wobec szalejącej drożyzny, kwestie tego, ile co kosztuje, będą kluczowe. Jednocześnie Polacy zwrócą uwagę na stosunek ceny do jakości. I to będzie dotyczyć również osób, które dysponują większymi środkami finansowymi. Zdaniem eksperta, to jest racjonalne podejście do zakupów.

– W ramach ustalonego budżetu konsumenci będą chcieli kupić więcej produktów, stąd główny nacisk zostanie położony na poszukiwanie promocji. Jakość produktów jest bardzo ważna i sieci handlowe są tego świadome. Już nie tylko produkty markowe, ale również marki własne gwarantują dobry skład. I coraz częściej chwalą się tym, np. na opakowaniach – podsumowuje Marcin Lenkiewicz.

Digitalizacja i zrównoważony rozwój napędzają inwestycje w branży dóbr luksusowych

Przychody ze sprzedaży 100 największych firm z sektora dóbr luksusowych wyniosły w minionym roku obrotowym (zakończonym 31 grudnia 2020 roku) 252 mld dolarów, o ponad 12 proc. mniej niż rok wcześniej. Spadek ten to efekt przede wszystkim pandemii. Liderem pozostaje francuski koncern LVMH. Jak wynika z raportu Global Powers of Luxury Goods 2021. Breakthrough luxury, producenci dóbr luksusowych koncentrują się obecnie przede wszystkim na wykorzystaniu technologii do opracowania materiałów przyjaznych dla środowiska. Poszukują też nowych sposobów prowadzenia działalności w duchu zrównoważonego rozwoju w obszarze projektowania, produkcji czy dystrybucji, jak i komunikacji. Wizerunek sprzedawców luksusowych marek ucierpiał, gdy zwlekali z wycofaniem się z rynku rosyjskiego po ataku tego kraju na Ukrainę.

Branża była mocno krytykowana od początku wojny Rosji z Ukrainą, głównie ze względu na odbywające się w tym samym czasie tygodnie mody w Paryżu i Mediolanie. Mimo symbolicznych gestów solidarności podczas pojedynczych pokazów, opinia publiczna domagała się bardziej stanowczych decyzji, które odczuliby rosyjscy oligarchowie.

Tymczasem na reakcję luksusowych marek czekaliśmy ponad tydzień. Jako pierwszy decyzję podjął Hermès, który poinformował o „tymczasowym zamknięciu” swoich trzech butików w Moskwie. Za jego przykładem poszły m.in. Chanel oraz grupy LVMH, Kering i Richmont. Media obiegły zdjęcia pustych półek ich butików w Moskwie, po tym jak Rosjanie w panice kupowali luksusowe towary. Nie można wykluczyć, że część klientów głównie z innych krajów europejskich, ze względu na tę spóźnioną reakcję, będzie bojkotować sprzedawców dóbr luksusowych. Pytaniem pozostaje również, czy w tak niepewnych czasach firmy nie powinny przygotować i wdrożyć polityk związanych z szybkim i konkretnym reagowaniem na sytuacje zupełnie nieoczekiwane i związane z wartościami, które są im bliskie. Wojna w Ukrainie wyraźnie pokazuje, że aktywizm marek nabiera znaczenia, a konsumenci oczekują konkretnych, szybkich i aktywnych działań – mówi dr Marta Karwacka, starszy menedżer w dziale Sustainability Consulting, Deloitte.

Post-pandemiczny obraz

Spadek sprzedaży w minionym roku obrotowym w branży dóbr luksusowych wyniósł 12,2 proc. Rok wcześniej był to wzrost o 8,5 proc. Tylko 19 ze 100 najlepszych firm odnotowało wzrost sprzedaży w omawianym okresie w porównaniu do 78 rok wcześniej. Sześćdziesiąt dwie firmy odnotowały dwucyfrowe spadki sprzedaży, w porównaniu do zaledwie dwóch w roku poprzednim.

Wartość zysku netto spółek z TOP 100 wzrosła jednak o 5,1 proc. Co istotne, ponad połowa firm w zestawieniu była w omawianym okresie rentowna, a w przypadku 13 firm zyski te były dwucyfrowe.

Średnia wartość przychodów przypadająca na spółkę wynosiła 2,5 mld dolarów. Aby znaleźć się w zestawieniu należało osiągnąć minimum przychodów w wysokości 182 mln dolarów.

W ciągu ostatnich dwóch lat na skutek pandemii konsumenci i firmy adaptują się do nowych wyzwań i nowego stylu życia. Zdecydowanie wyraźny trend rosnącej świadomości problemów środowiskowych wpływa na zmianę w sposobie konsumpcji i jednocześnie tworzenie strategii ESG w firmach oraz wdrażanie ich w wielu procesach m.in. produkcji, dystrybucji czy komunikacji z rynkiem. W ostatnich latach bardzo wyraźnie widać transformację zarówno w kierunku zrównoważonego rozwoju, jak i cyfryzacji, co ma odzwierciedlenie w długofalowych strategiach – mówi dr Marta Karwacka.

Na podium wciąż ci sami liderzy

Pierwsza trójka wśród 100 największych producentów dóbr luksusowych pozostaje bez zmian. Pierwsze miejsce ponownie zajął koncern LVMH, w którego portfolio znajdują się marki takie jak Louis Vuitton czy Marc Jacobs. Na drugim miejscu pojawiła się kolejna francuska spółka – Kering SA, właściciel marek Gucci czy Saint Laurent. Na podium, podobnie jak rok temu, znalazł się także amerykański koncern kosmetyczny Estee Lauder. Producenci z TOP 10 wygenerowali w sumie aż 51,4 proc. sprzedaży całej pierwszej setki.

Top 10 zwiększyło swój udział w całkowitej sprzedaży dóbr luksusowych firm Top 100 o 0,2 punktu procentowego. Chociaż wszystkie firmy pierwszej dziesiątki, z wyjątkiem PVH, odnotowały spadek sprzedaży w roku obrotowym 2020, pozostały rentowne, zapewniając łącznie większy zysk niż ogółem dla Top 100. Co ciekawe po raz pierwszy do Top 10 w omawianym okresie wszedł Hermès International, debiutując na dziewiątym miejscu. Z pierwszej dziesiątki wypadł za to Swatch Group, w przypadku którego sprzedaż spadła o 33 proc. – mówi Bartek Bobczyński, dyrektor, lider Advertising, Marketing & Commerce, Deloitte.

Najwięcej spółek w ogólnym zestawieniu to firmy produkujące różnorodny asortyment dóbr luksusowych (35 proc.), które w tym roku po raz pierwszy wyprzedziły producentów ubrań i butów (33 proc.). Najliczniejszą reprezentację mają przedsiębiorstwa z Włoch (26 proc.), chociaż odpowiadają one tylko za 11,3 proc. przychodów ze sprzedaży dóbr luksusowych. Z kolei pod tym względem przodują firmy z Francji (28,1 proc. udziału).

Koncentracja na e-commerce

Rozwój sprzedaży internetowej w branży dóbr luksusowych przekroczył punkt krytyczny i stał się istotną częścią strategii dystrybucji wielokanałowej dla globalnych graczy z tego sektora.

Cele digitalizacji i zrównoważonego rozwoju napędzają w branży dóbr luksusowych inwestycje w fashion-tech. Firmy koncentrują się na zrównoważonym projektowaniu i produkcji dóbr luksusowych, a jednocześnie przyspieszają wdrożenia rozwiązań cyfrowych, co ma skutkować większym zaangażowaniem konsumentów i dostarczeniu im doświadczeń zakupowych za pomocą technologii. Skok do cyfrowego świata był szybszy niż oczekiwano, a celem firm jest dopracowanie rozwiązań już wdrożonych i implementacja nowych rozwiązań cyfrowych.

Branża dóbr luksusowych zazwyczaj przyjmuje konserwatywne podejście w stosunku do tego, co może zagrozić jego dziedzictwu, ale pandemia zmieniła ten stan rzeczy i zmusiła firmy do odważnych ruchów w tworzeniu i rozwoju ich strategii cyfrowych. Takie firmy jak Patek Philippe po raz pierwszy w historii uruchomiły sprzedaż swoich produktów online. Wciąż jednak kilka firm, w tym Rolex i Chanel, nie zdecydowało się na taki krok – mówi Bartek Bobczyński.

Jednym z widocznych objawów wykorzystania technologii w produktach luksusowych są tokeny NFT. To rodzaj niezamiennego tokena kryptograficznego opartego o technologię blockchain. Każdy pojedynczy NFT jest wyjątkowy i unikalny – oznacza to, że tym samym może być certyfikatem autentyczności. Tokeny NFT nie są w żaden sposób wymienne i stanowią cyfrową własność posiadacza. Nie można ich również skopiować. Między innymi z tego powodu NFT znalazły się w centrum uwagi producentów dóbr luksusowych, którzy wykorzystują je przy tworzeniu limitowanych kolekcji. Są one również pomocne na rynku wtórnym, pozwalając konsumentom zweryfikować autentyczność zakupionych produktów luksusowych.

Pokolenie Alfa: nadchodzą konsumenci przyszłości

Branża dóbr luksusowych w ostatnich latach wykonała ogromny wysiłek, by pozyskać konsumentów z pokolenia Y, a potem Z. Teraz nadchodzi generacja Alfa. Są to osoby urodzone po 2010 roku, które w połowie tej dekady będą stanowić znaczącą grupę ponad dwóch miliardów młodych konsumentów. W nadchodzących latach będą odgrywać oni kluczową rolę w kształtowaniu trendów społecznych i konsumenckich. To pokolenie chrakteryzujące się innymi nawykami niż wcześniejsze generacje. Pokolenie Alfa żyje w zdigitalizowanej gospodarce i zglobalizowanym świecie. To w większości dzieci milenialsów, wychowywane zgodnie z wartościami wyznawanymi przez rodziców. Mimo, że są jeszcze bardzo młodzi, to już zaobserwowano, że bliskie im są: globalizacja, cyfryzacja, socjalizacja oraz zrównoważony rozwój.

O raporcie

Raport przedstawia stu największych na świecie producentów dóbr luksusowych, w oparciu o skonsolidowaną wielkość sprzedaży za rok obrotowy 2020 (definiowany jako każdy rok obrotowy obejmujący okres 12 miesięcy od 1 stycznia do 31 grudnia 2020) i ogólnie dostępne dane, oraz zawiera ocenę wyników w podziale na poszczególne regiony geograficzne i sektory produktów. Raport omawia również kluczowe trendy kształtujące rynek dóbr luksusowych.

White Star Logistics wybuduje 30 tys. m2 powierzchni w Łodzi

White Star Logistics, wspólne przedsięwzięcie White Star Real Estate i Bain Capital Credit, wybuduje w Łodzi park logistyczno-produkcyjny o łącznej powierzchni 30 tys. m2. Kompleks będzie składał się z dwóch budynków, z których pierwszy do użytku zostanie oddany w pierwszej połowie 2023 r. To kolejna inwestycja White Star Logistics, która została ogłoszona w ostatnich miesiącach – po parkach magazynowych w Raszynie, Nowym Koniku i Toruniu.

Nowy park logistyczno-produkcyjny zlokalizowany jest przy zjeździe z autostrady A1 na ulicę Brzezińską, która jednocześnie prowadzi do centrum Łodzi. Dzięki temu, że projekt ma już przygotowane prawomocne pozwolenie na budowę, prace ziemne przy pierwszym z budynków powinny się rozpocząć już w przeciągu kilku najbliższych miesięcy.

„Powierzchnia w naszej najnowszej inwestycji w Łodzi będzie dostosowana zarówno do potrzeb najemców produkcyjnych jak i logistycznych. Obok dużych modułów, chcemy zaoferować również powierzchnie dla lokalnych przedsiębiorców. W tym rejonie takie wielofunkcyjne parki wpisują się w potrzeby lokalnego biznesu, a jednocześnie dla logistyków gwarantują dogodne połączenia z siecią drogową, co pozytywnie wpływa na stabilność łańcuchów dostaw. Podobnie jak wszystkie nasze inwestycje, również ta najnowsza, będzie opracowana z wykorzystaniem tzw. zielonych rozwiązań, co potwierdzi certyfikat BREEAM na poziomie co najmniej very good” mówi Bartosz Szewczyk, Managing Partner w White star Real Estate.

Park logistyczno-przemysłowy będzie wyposażony w ramach standardowego wykończenia min. w nowoczesne oświetlenie LED-owe, czujniki obecności w częściach wspólnych powierzchni biurowej, a na zewnątrz budynków w czujniki zmierzchu oraz wzmocnienie konstrukcji dachu w celu umożliwienia montażu paneli fotowoltaicznych.

„Znaczną część rozwiązań związanych z realizacją strategii ESG wprowadzamy w naszym standardzie wykończenia. Obiekty White Star Logistics będą miały m.in. system magazynowania wody deszczowej do podlewania roślin, ładowarki do samochodów elektrycznych, a zagospodarowanie terenu zewnętrznego uwzględnienia bioróżnorodność. Kolejne elementy staramy się realizować również w porozumieniu z najemcami” dodaje Dominik Buczkowski, Industrial Business Development Director w White Star Real Estate.

Atutem Łodzi, jak i całego regionu Polski Centralnej jest jego położenie geograficzne oraz bardzo dobra infrastruktura drogowa. Dzięki dostępowi do dwóch kluczowych arterii: A1 oraz A2, stanowi dogodny punkt w komunikacji północ-południe i wschód-zachód, co czyni z tej lokalizacji jeden z najważniejszych rynków magazynowych w Polsce.

Polska Centralna ma nadal olbrzymi potencjał na rynku magazynowym, głównie dzięki doskonałej lokalizacji, która przyciąga najemców. Dogodne połączenie ze skrzyżowaniem autostrady A2 z A1 sprawia, że nasza najnowsza inwestycja jest ciekawą alternatywą dla lokalizacji przemysłowych z okolic Strykowa. Zapowiedziane inwestycje w infrastrukturę, takie jak rozbudowa A2 do Warszawy, o trzeci pas ruchu zapowiedziana na 2025 r., dodatkowo zwiększają potencjał łódzkiego rynku dla branży logistycznej” – podsumowuje Urszula Rassmusen, Head of Industrial Leasing w White Star Real Estate.

Nowa inwestycja White Star Logistics jest efektem umowy ze spółką Quantum A1, a przy transakcji doradzały kancelarie prawne: Argon Legal oraz Sadkowski i Wspólnicy.

Strategia White Star Logistics zakłada stworzenie sieci nowoczesnych centrów logistycznych w najbardziej pożądanych lokalizacjach w Polsce, a w pierwszych 3 latach w ramach wspólnego przedsięwzięcia White Star Real Estate i Bain Capital Credit zamierza zrealizować w Polsce osiem do dziesięciu projektów magazynowych o łącznej powierzchni docelowej ponad 500 tys. m2. Budżet tych projektów ma wynieść 350 mln euro.

Nadzieje na zawieszenie ognia w Ukrainie pomogły umocnić się europejskim walutom

Ostatnie dni przyniosły poprawę nastrojów na rynkach dzięki perspektywom zakończenia wojny w Ukrainie. Oprócz informacji dotyczących konfliktu w tym tygodniu czekamy na posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej, które powinno przynieść kolejną niemałą podwyżkę stóp procentowych.

Poczucie, że rosyjska inwazja może wchodzić w lżejszy etap z pewnością pomogło umocnić się walutom europejskim. Na ich korzyść zadziałał także spadek cen ropy po tym, jak prezydent Biden zapowiedział sprzedaż dużej części surowca ze strategicznej rezerwy USA, by spróbować ograniczyć inflację. Gwałtowny wzrost cen energii na całym świecie był bardzo problematyczny dla waluty strefy euro, ponieważ wspólny blok walutowy jest zależny od importu gazu i ropy. Korona norweska po oświadczeniu Bidena doświadczyła istotnej wyprzedaży. Niższe ceny ropy nie zatrzymały jednak gwałtownego wzrostu walut rynków wschodzących, spośród których ponownie najlepiej radziły sobie waluty Ameryki Łacińskiej.

W tym tygodniu RPP podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych (6.04). Światowy kalendarz ekonomiczny na ten tydzień nie jest zaś zbyt obszerny. Uwaga powinna skupić się na komunikatach banków centralnych, ponieważ zarówno Rezerwa Federalna, jak i Europejski Bank Centralny opublikują opisy dyskusji ze swoich marcowych posiedzeń (odpowiednio w środę 6.04 i w czwartek 7.04). Zdecydowany, jastrzębi ton minutek FOMC powinien potwierdzić rosnące wyceny rynkowe na zacieśnianie polityki. Charakter opisu dyskusji z posiedzenia EBC trudniej przewidzieć, ale spodziewamy się wyraźnego podziału między gołębiami i jastrzębiami i stale rosnącej przewagi tych drugich, ponieważ niestrudzenie silna presja inflacyjna staje się coraz trudniejsza do usprawiedliwienia. Powinno to wspierać wspólną walutę.

PLN

Ostatnie dni przyniosły kontynuację umocnienia polskiego złotego. Miało to związek m.in. z poprawą nastrojów wokół wojny w Ukrainie po tym, jak rosyjski agresor ogłosił znaczne ograniczenie aktywności militarnej wokół Kijowa i Czernihowa na północy kraju.

Pod koniec tygodnia uwaga skupiła się na danych makro z Polski. Primaaprilisowym żartem nie było niestety ogromne zaskoczenie inflacyjne – w związku z szokiem energetycznym wywołanym przez działania Rosji i ich konsekwencje wzrost cen w marcu podbił do 10,9%. W piątek rozczarowały też dane PMI dla przemysłu: spadek indeksu okazał się mocniejszy od oczekiwań. Najniższy jego poziom od 14 miesięcy i tak nie oddaje dobrze sytuacji, biorąc pod uwagę, że indeks podbijały zakłócenia łańcuchów dostaw (w normalnych czasach wydłużony czas dostaw jest zwykle pozytywnym sygnałem sugerującym mocny popyt).

W kontekście ubiegłego tygodnia warto też wspomnieć o zawartej między EBC i NBP linii swapowej o wartości 10 mld euro. Stanowi ona dodatkową gwarancję, że Narodowy Bank Polski będzie mógł reagować na ewentualne napięcia na rynku.

Zakładamy, że w tym tygodniu RPP podniesie stopę referencyjną o 50 pb. – do 4%. Oczekiwania ekonomistów dotyczące podwyżki kształtują się mniej więcej po równo między 50 a 75 pb. Zaskoczenie inflacyjne teoretycznie zwiększa szanse na większy ruch (w piątek rynek zaczął wyceniać również mocniejsze zacieśnienie polityki pieniężnej), niemniej warto zwrócić uwagę, że bank centralny niewiele może zrobić w kontekście wzrostu cen powodowanego szokiem energetycznym. Kurs walutowy uległ zaś znacznej normalizacji od początku marca, kiedy bank dokonał ruchu o 75 pb., więc presja na podjęcie równie silnego kroku w tym kontekście jest mniejsza.

EUR

Dane o inflacji w strefie euro w marcu ponownie mocno zaskoczyły w górę, pokazując poziom 7,5% – główna stopa inflacji znacznie przekroczyła i tak już wysokie oczekiwania głównie przez wzrosty cen w Hiszpanii i Niemczech. Indeks bazowy zanotował istotnie niższą dynamikę, 3,0%, lecz można to częściowo wyjaśnić niską wagą wydatków na mieszkanie w tym indeksie. Niższe ceny ropy po oświadczeniu Bidena dotyczącym strategicznych rezerw z pewnością pomogły słabym warunkom handlu (terms of trade) strefy euro, co tłumaczy odbicie wspólnej waluty w ostatnich dniach. By waluta mogła pozostać w trendzie wzrostowym, potrzebne są jednak wyraźniejszy jastrzębi zwrot EBC i przewaga jastrzębi w jego wewnętrznej debacie. Spodziewamy się zobaczyć to w nadchodzących tygodniach – począwszy od publikowanych w czwartek minutek z marcowego posiedzenia.

USD

Kolejny mocny raport z amerykańskiego rynku pracy potwierdza, że gospodarka notuje pełne zatrudnienie, a niedobory siły roboczej w wielu sektorach raczej nie zostaną szybko uzupełnione. Naszym zdaniem oznacza to, że presja inflacyjna będzie się rozlewać. Wszystkie oczy są teraz zwrócone ku publikacji minutek z marcowego posiedzenia Fedu, które powinny zawierać szczegóły dotyczące redukcji ogromnych zasobów obligacji skarbowych i hipotecznych listów zastawnych, jakie znajdują się w bilansie banku. Najważniejsze będzie tempo, w jakim Fed pozwoli obligacjom na zapadanie bez ich reinwestycji. Jeśli przekroczy 80 mld dolarów miesięcznie, będzie to postrzegane jako jastrzębie i może skutkować gwałtownym umocnieniem dolara.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Gi Group z nowym rozdziałem w swojej historii – powstaje marka korporacyjna Gi Group Holding

Nowa korporacyjna marka Gi Group Holding, wprowadzana 4 kwietnia 2022 roku, umożliwia ujednolicenie strategicznego podejścia i rozwiązań w obszarze zatrudnienia we wszystkich markach Gi Group, jednej z wiodących na świecie firm rekrutacyjnych i doradczych. Tworzy międzynarodowy ekosystem usług HR w 30 krajach, w których Grupa działa bezpośrednio, obsługując 20 tys. firm.

Celem wprowadzenia nowej korporacyjnej marki jest ujednolicenie wartości, strategicznego podejścia i rozwiązań we wszystkich markach Gi Group świadczącej kompleksowe usługi w zakresie rekrutacji, zatrudnienia i rozwoju kadr. Holding obsługuje obecnie ponad 20 tys. spółek w 30 krajach świata, a przychody Grupy wynoszą 3,3 miliardów euro (dane za 2021 rok*), co daje jej 5. pozycję w rankingu największych europejskich firm z sektora HR i 16. miejsce na świecie.

Globalny ekosystem usług Gi Group Holding wspiera przyjazne i bezpieczne środowisko pracy, zrównoważone wartości społeczne i ekonomiczne rynku pracy, elastycznie odpowiadając na zmieniające się potrzeby firm, kandydatów i pracowników. To podejście odzwierciedlają wartości nowej marki, oparte na hasłach „More than Work” (Więcej niż praca) oraz „Change Lives” (Zmieniamy życia innych).

Marki Grupy

Uzupełniające się marki Grupy tworzą kompleksowy pakiet usług w obszarze z rekrutacji i zatrudniania pracowników wszystkich szczebli, różnych form zatrudnienia (praca stała, tymczasowa, outsourcing), podwyższania i zmiany kwalifikacji. Jednocześnie wspierają kandydatów w poszukiwaniu zatrudnienia i rozwoju kariery zawodowej oraz kompetencji. Marki Gi Group Holding:

  • Gi Group: zatrudnienie w obszarze pracy tymczasowej i stałej
  • Gi BPO: outsourcing procesów biznesowych
  • INTOO: zmiana kwalifikacji i szanse na rynku zatrudnienia
  • Wyser: rekrutacja i selekcja menedżerów średniego i wyższego szczebla
  • Grafton Recruitment: rekrutacja specjalistów
  • TACK/TMI: nauka i rozwój

W Polsce Gi Group Holding oferuje usługi w ramach marek: Gi Group (rekrutacje stałe i tymczasowe), Grafton Recruitment (rekrutacje specjalistów), Thomas International (testy psychologiczne i rozwój) oraz Wyser (rekrutacje menedżerów średniego i wyższego szczebla). Świadczenie usług jest wsparte wiedzą i doświadczeniem pracowników, umiejętnie reagujących na potrzeby rynkowe, trendy globalne i regionalne.

– Rozpoczynamy nowy, ważny rozdział w historii naszej firmy, jesteśmy z tego bardzo dumni. Nasza spółka, która powstała w 1998 roku, stała się wiodącym graczem w branży HR dzięki zaangażowaniu pracowników na całym świecie. Nigdy wcześniej troska o jednostkę nie była tak ważna w kontekście sukcesu organizacji. Po powstaniu Gi Group Holding nasza misja stała się jeszcze bardziej wyrazista – chcemy przyczyniać się do rozwoju zrównoważonego rynku pracy, podkreślać jej indywidualną i społeczną wartość – powiedział Stefano Colli-Lanzi, CEO Gi Group Holding.

Plany Grupy

Gi Group jest obecna bezpośrednio w 30 krajach świata. Świadczy usługi ponad 20 tys. spółkom, generując przychody 3,3 miliardów euro (dane za 2021 rok[1]). Daje jej to 5. miejsce w rankingu największych europejskich firm z sektora rekrutacji i zatrudnienia i 16. pozycję na świecie. W ciągu ostatnich pięciu lat (2017-2021) przychody Grupy wzrosły o 65% (o 1,3 miliardów euro). Zatrudnia obecnie ponad 6 tys. pracowników.

W ciągu pięciu kolejnych lat strategia biznesowa Grupy skupi się na dalszej konsolidacji działalności na najsilniejszych rynkach (Włochy, Brazylia, Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Polska, Chiny i Hiszpania) oraz przyspieszeniu rozwoju w krajach o wysokim potencjale wzrostu dzięki organicznemu wzrostowi i przejęciom. Priorytetem Gi Group jest rozwój kluczowej działalności w obszarze pracy tymczasowej oraz rekrutacji specjalistów.

Bardzo ważne miejsce w strategii firmy zajmuje propagowanie zrównoważonej pracy – Gi Group Holding skoncentruje działania mające na celu podnoszenie standardów w branży HR, będzie podejmował inicjatywy promujące wspólną i angażującą interesariuszy rynku pracy odpowiedzialność za tworzenie takich warunków życia i pracy, które wspierają pracowników w całym okresie ich aktywności zawodowej. Elementy koncepcji zrównoważonej pracy:

  • Ludzie: pomaganie w zrozumieniu sensu i wartości pracy, troska o kondycję psychofizyczną pracowników, inwestycje w rozwój umiejętności twardych i miękkich, budowanie relacji zawodowych i przywódczych.
  • Spółki: zwiększanie elastyczności, stawianie na innowacje i tworzenie wartości, inwestycje w kapitał ludzki. Promocja różnorodności i integracji, ochrona środowiska, w tym ograniczenie ilości odpadów.
  • Instytucje: rozwijanie i wspieranie aktywnej polityki zatrudnienia, zwalczanie pracy nierejestrowanej i uchylania się od płacenia podatków. Promowanie elastyczności, zmniejszanie niedopasowania umiejętności do potrzeb rynku pracy, promocja szkoleń zwiększających szanse na zatrudnienie.

[1] Wszystkie podane w tym dokumencie dane są danymi wstępnymi, które zostaną potwierdzone przez zewnętrznych rewidentów.

Polski Ład – limity ceny metra kwadratowego dla kredytu bez wkładu własnego

Na przełomie maja i czerwca 2022 r. w ofercie banków pojawi się kredyt hipoteczny z gwarantowanym przez państwo wkładem własnym. Portal GetHome.pl sprawdził, jak duża jest w największych miastach oferta mieszkań do kupienia za taki kredyt.

Rzecz w tym, że cena mieszkania nie będzie mogła przekraczać ogłaszanego przez wojewodów co pół roku wskaźnika ceny metra kwadratowego. Dla mieszkań kupowanych od firm deweloperskich limit cenowy będzie nieco wyższy niż dla mieszkań z rynku wtórnego. Trzeba też wiedzieć, że osobne limity będą obowiązywały dla miasta wojewódzkiego, dla gmin z nim sąsiadujących i reszty województwa – wyjaśnia ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

I przypomina, że ten mechanizm był już stosowany w przeszłości w programie dopłat do kredytów „Mieszkanie dla młodych”, a obecnie jest wykorzystywany w programie dopłat do czynszów „Mieszkanie na start”.

Stąd wiemy, że do końca września kupujących mieszkania za kredyt bez wkładu własnego będą obowiązywały limity cenowe ogłoszone 1 kwietnia – mówi Marek Wielgo.

Limity cen w programie „Mieszkanie bez wkładu własnego” w II i III kw. 2022 r.

Rynek pierwotny Rynek wtórny
Wrocław 8668 8001
gminy sąsiadujące 7389 6821
województwo dolnośląskie 6157 5684
Bydgoszcz 7517 6939
gminy sąsiadujące 6816 6291
Toruń 7456 6883
gminy sąsiadujące 6785 6263
województwo kujawsko-pomorskie 6114 5643
Lublin 6923 6390
gminy sąsiadujące 6397 5905
województwo lubelskie 5871 5419
Gorzów Wielkopolski 6868 6340
gminy sąsiadujące 6558 6053
Zielona Góra 6868 6340
gminy sąsiadujące 6558 6053
województwo lubuskie 6248 5767
Łódź 6354 5865
gminy sąsiadujące 5768 5325
województwo łódzkie 5183 4784
Kraków 8863 8181
gminy sąsiadujące 6830 6305
województwo małopolskie 5692 5254
Warszawa 10013 9242
gminy sąsiadujące 7493 6917
województwo mazowieckie 6244 5764
Opole brak danych
gminy sąsiadujące brak danych
województwo opolskie brak danych
Rzeszów 7158 6607
gminy sąsiadujące 6315 5829
województwo podkarpackie 5472 5051
Białystok 7180 6628
gminy sąsiadujące 6912 6381
województwo podlaskie 6645 6134
Gdańsk 9475 8746
gminy sąsiadujące 8435 7787
województwo pomorskie 7396 6827
Katowice 7293 6732
gminy sąsiadujące 6804 6280
województwo śląskie 6314 5828
Kielce 6572 6067
gminy sąsiadujące 6087 5618
województwo świętokrzyskie 5601 5170
Olsztyn brak danych
gminy sąsiadujące brak danych
województwo warmińsko-mazurskie brak danych
Poznań 8917 8231
gminy sąsiadujące 7077 6533
województwo wielkopolskie 5897 5444
Szczecin 5945 5488
gminy sąsiadujące 5521 5096
województwo zachodniopomorskie 5097 4705

Teoretycznie wybór mieszkań powinien być spory, bo w grę wchodzi zarówno rynek pierwotny, jak i wtórny. Problem w tym, że pole poszukiwań zawęzi nie tylko limit ceny metra kwadratowego, ale także maksymalna kwota gwarancji dla 10-20% wkładu wymaganego przez banki. Nie będzie ona przekraczać 100 tys. zł, co oznacza to, że ci, którzy nie mają żadnych oszczędności będą musieli znaleźć mieszkanie lub dom, którego cena nie przekracza 500 tys. zł.

Marek Wielgo zastrzega, że nie każdy będzie mógł ustawić się w kolejce po taki kredyt, który umożliwi zakup bądź budowę mieszkania lub domu łącznie z wykończeniem. Z automatu z kolejki wypadają ci, którzy już posiadają lokum. Rząd przewidział wyjątek od tej zasady dla rodzin z co najmniej dwójką dzieci. Takie rodziny będą mogły uzyskać gwarantowany kredyt mieszkaniowy, jeśli ich dotychczasowe mieszkanie nie przekroczy określonego metrażu:

  • dwoje dzieci – 50 m kw.,
  • troje dzieci – 75 m kw.,
  • czworo dzieci – 90 m kw.

Dla liczniejszych rodzin ustawa nie przewiduje żadnego limitu.

Ekspert GetHome.pl zwraca uwagę, że szczególnie w największych miastach, czyli tam, gdzie popyt na mieszkania jest największy, limity cenowe są dużo niższe od średniej cen ofertowych na rynku. Np. na rynku pierwotnym w  Łodzi różnica wynosi ok. 40%.Polski Ład - limity ceny metra kwadratowego dla kredytu bez wkładu własnego

Ogromne dysproporcje cenowe są również na rynku wtórnym. W dodatku obowiązują go niższe wskaźniki, choć w wielu miastach średnia cena używanych mieszkań jest wyższa niż nowych, np. w Warszawie, Krakowie i Gdańsku.

Ustawa o gwarantowanym kredycie mieszkaniowym wejdzie w życie 27 maja 2022 r. po trwającym sześć miesięcy tzw. vacatio legis.   Niestety, w tym przypadku czas działał na niekorzyść potencjalnych nabywców mieszkań za kredyt bez wkładu własnego. Wskutek rosnących cen działek i kosztów budowy, dolna granica cen nieubłaganie przesuwała się w górę. W efekcie na rynku pierwotnym kurczył się udział mieszkań spełniających kryteria cenowe programu „Mieszkanie bez wkładu  własnego” – mówi Marek Wielgo.

Spektakularne zmiany widoczne są szczególnie w Gdańsku. Jeszcze w październiku ubiegłego roku 39% mieszkań w ofercie firm deweloperskich byłoby do kupienia za kredyt z wkładem gwarantowanym przez państwo. Obecnie udział tak tanich lokali wynosi 27%. Jednak wciąż odsetek nowych mieszkań za kredyt bez wkładu własnego jest najwyższy właśnie ofercie gdańskich deweloperów. Z kolei najmniejsze szanse mają potencjalni nabywcy w Łodzi. Kryteria programu spełnia w tym mieście tylko 2% mieszkań z ujawnioną ceną.Polski Ład - limity ceny metra kwadratowego dla kredytu bez wkładu własnego

Z kolei na rynku wtórnym sporym wyzwaniem byłoby obecnie znalezienie atrakcyjnego mieszkanie za kredyt bez wkładu własnego w Warszawie i Krakowie. Nawet, jeśli liczba lokali w rzeczywistości jest tam większa niż wskazywałyby na to dane portalu GetHome.pl (podane są w nim same unikalne oferty, czyli bez duplikatów), to udział prawdopodobnie niewiele by się różnił. Za to zwłaszcza w Katowicach, Poznaniu i Łodzi potencjalni nabywcy raczej bez problemu znajdą lokum spełniające kryteria cenowe.Polski Ład - limity ceny metra kwadratowego dla kredytu bez wkładu własnego

Marek Wielgo przyznaje, że z pewnością są też i takie miasta, w których większość mieszkań z drugiej ręki można byłoby obecnie kupić za kredyt bez wkładu własnego. Ponadto w mniejszych miastach, gdzie ceny działek są stosunkowo niskie, alternatywą dla zakupu mieszkania jest budowa niewielkiego domu jednorodzinnego. Co ważne, kredytem będzie można sfinansować także zakup działki.

Nie można wykluczyć, że kiedy na rynku pojawi się kredyt bez wkładu własnego, cześć firm deweloperskich zacznie oferować więcej mieszkań spełniających kryteria cenowe programu „Mieszkanie bez wkładu własnego”. Z drugiej strony skutkiem obocznym może być wzrost cen w segmencie mieszkań najtańszych. Innymi słowy, deweloperzy mogą nie oprzeć się pokusie podwyższenia cen do limitów, które umożliwiają uzyskanie kredytu bez wkładu własnego – komentuje ekspert GetHome.pl.

Ponadto zwraca uwagę, że program zacznie działać po serii podwyżek stóp procentowych, które mogą pokrzyżować plany zakupowe wielu potencjalnych nabywców.  Przede wszystkim spada ich zdolność kredytowa. W dodatku banki zapowiadają zaostrzenie warunków kredytowych, czyli np. podwyżkę marży, która jest stałym składnikiem oprocentowania.

Dla zaciągających kredyty bez wkładu będzie ona dużo bardziej bolesna, bo banki będą je traktowały jako bardziej ryzykowne – mówi Wielgo.

Jest raczej mało prawdopodobne, że wyższe koszty zakupu mieszkania zrekompensuje tzw. spłata rodzinna. Mogą na nią liczyć rodziny, które w trakcie spłaty kredytu zdecydują się na potomstwo. Jeśli przyjdzie na świat drugie dziecko państwo zmniejszy dług o 20 tys. zł. Prezentem z okazji urodzin trzeciego i kolejnego dziecka będzie spłata przez państwo 60 tys. zł.

Sektor TSL poważnie odczuwa konsekwencje wojny w Ukrainie

Budownictwo i transport – to dwa sektory gospodarki najmocniej dotknięte przez gospodarcze konsekwencje wojny w Ukrainie. Transport boryka się z problemem zerwanych łańcuchów dostaw, wzrostem cen paliwa i z poważnym odpływem kierowców z Ukrainy. Jak mówią eksperci, w tej chwili każdy kierowca jest na wagę złota. – Damy ładunek każdej firmie transportowej, która przestała obsługiwać kierunek rosyjski i białoruski. Sektor TSL jest rozpędzony, staramy się odpowiadać na potrzeby inwestycyjne i np. rozwój sektora e-commerce. Bez kierowców jednak sprostanie wszystkim oczekiwaniom będzie ciężkie. Póki co trwa gaszenie pożarów, czyli próba terminowego dostarczania jak największej ilości transportów. Robimy to mając do dyspozycji zdecydowanie mniejszą ilość firm dostawczych i kierowców do dyspozycji – przyznaje Laura Hołowacz, Prezes Grupy CSL.

TSL w obliczu zarządzania kryzysowego

Wiele firm sektora TSL zmuszonych było do wprowadzenia interwencyjnego systemu pracy. Podobnie, jak wtedy, gdy spustoszenie w gospodarce siała pandemia COVID-19. Sprawna i terminowa obsługa wielu klientów jest niemożliwa bez kierowców, a tych z rynku zniknęło – według różnych szacunków – od 25 do nawet 35%. Załatanie tej dziury jest niemożliwe, ale firmy z sektora TSL starają się jak najszybciej uzupełniać braki kadrowe podnosząc stawki czy proponując dobre warunki pracy firmom, które dotychczas kursowały na Ukrainę, Rosję i Białoruś.

– Sektor TSL nauczył się zarządzania kryzysowego w czasie pandemii koronwirusa. Teraz mamy kolejną rewolucję w postaci wojny w Ukrainie. Rynek transportowy bardzo odczuwa to, co się dzieje. Przewoźnicy nie przemieszczają się po terenie Ukrainy, Rosji i Białorusi. Z powodu wojny ukraińscy kierowcy wrócili do swoich krajów, wiele firm transportowych ma problem z odpowiednim układem kadrowym. Najpoważniejszy problem jest na wschodzie Polski oraz w centrum – mówi Laura Hołowacz, Prezes Grupy CSL. – Jest więcej ładunków do przewożenia, ale nie ma wydolności, by wszystkie towary przewozić – dodaje Laura Hołowacz.

Sektor TSL wprowadza działania interwencyjne: – Opóźnienia mogą sięgać nawet 20% wszystkich transportów w Europie. Co piąty transport w Europie może nie być dostarczony na czas. Skracamy terminy płatności, zatrudniamy dodatkowych spedytorów, prowadzimy bardzo szeroką rekrutacje, podnieśliśmy wynagrodzenia. Liczymy na ustabilizowanie się tej sytuacji, bo widzimy, że cały sektor TSL mocno odczuwa wojnę. Transport to krwioobieg gospodarki, nie możemy sobie pozwolić na zatory, bo może to spowodować konsekwencje dla niemal wszystkich innych branż – dodaje Laura Hołowacz.

Najpierw logistyka, potem budownictwo, a potem handel? Tak może wyglądać mapa wojennego kryzysu gospodarczego

Jak dodaje Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie sektor TSL nie jest jedyny, który ma poważne problemy z bieżącą działalnością operacyjną z powodu konfliktu zbrojnego wywołanego przez Rosję.

– Przedsiębiorcy z dużą niecierpliwością wyczekują na obiecany przez Premiera RP pakiet wsparcia gospodarczego i osłonowego dla firm, które odczuwają konsekwencje wojny w Ukrainie. Transport jest dotknięty bardzo mocno, bo zrywane łańcuchy dostaw czy brak kierowców do pracy to powody bezpośrednie, które blokują działalność operacyjną i znacznie podnoszą koszty funkcjonowania. Problemy ma również budownictwo i przemysł. Cena stali bije właśnie wszelkie rekordy, ceny betonu, ceny wszelkich surowców niezbędnych do prowadzenia inwestycji infrastrukturalnych. Za moment obudzimy się w rzeczywistości masowego wypowiadania umów inwestycyjnych. Alarmujemy, że również w handlu sytuacja wygląda nieciekawie. Do Północnej Izby Gospodarczej zgłaszają się już firmy, które obawiają się, że brak importu produktów spożywczych z Ukrainy przełoży się np. na ceny mąki, a to spowoduje, że chleb będzie kosztował 10 złotych nie z powodu cen gazu, a właśnie z powodu braku mąki. Prosimy o interwencje, bo biznes przygotowuje się do poważnego kryzysu – mówi Prezes Hanna Mojsiuk.

Dyrektywa MCP

  • Niecałe trzy lata – tyle czasu pozostało niektórym firmom produkcyjnym na spełnienie restrykcyjnych założeń dyrektywy MCP
  • Jeśli tego nie zrobią, grożą im kary, które mogą postawić działanie przedsiębiorstw pod dużym znakiem zapytania
  • Jaka może być wysokość kary? Za każdy przekroczony kilogram emisji pyłów, przedsiębiorstwo zapłaci 20-krotność stawki emisyjnej, czyli 7,8 zł/kg.

Ograniczenie emisji – ważna rola biznesu

Główną przyczyną zmiany klimatu jest ciągły wzrost stężenia w atmosferze CO2 oraz innych gazów cieplarnianych, w tym m. in. takich jak metan czy podtlenek azotu. Tymczasem biznes odpowiada za ponad 70 proc. emisji szkodliwych gazów do atmosfery, dlatego też niezbędne są natychmiastowe działania mające na celu zahamowanie ich produkcji.

Założenia unijne zakładają neutralność klimatyczną Starego Kontynentu do 2050 r., a Porozumienie Paryskie z 2015 r. ma zahamować wzrost globalnego ocieplenia z 2 stopni Celsjusza do 1,5 stopnia. Możliwe jest to dzięki stopniowemu odchodzenia od najbardziej szkodliwego gazu CO2 (dekarbonizacja), ale też ograniczeniu emisji pozostałych. Ważne obowiązki zostały nałożone w tym zakresie na przedsiębiorstwa produkcyjne, choćby w postaci dyrektywy MCP.

Dyrektywa MCP – czym jest i kogo dotyczy

Dyrektywa MCP to skrócona nazwa dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) ws. ograniczenia emisji niektórych zanieczyszczeń do powietrza ze średnich obiektów energetycznego spalania.

Dyrektywa dotyczy podmiotów, które użytkują tzw. średnie obiekty spalania paliw, czyli kotły o mocy cieplnej od 1 MW – 50 MW, jednocześnie różnicując terminy wejścia przepisów w życie z uwagi na moc instalacji:

  • 1 stycznia 2025 r. – dla instalacji o mocy większej niż 5 MW.
  • 1 stycznia 2030 r. – dla instalacji o mocy nie mniejszej niż 1 MW i nie większej niż 5 MW.

– Przepis ten ma kluczowy wpływ na firmy w obszarze stosowanych przez nie rozwiązań energetycznych, służących wytworzeniu ciepła na potrzeby procesów produkcyjnych. Zwróćmy uwagę, że w przypadku większych mocy, przedsiębiorcy mają niecałe trzy lata na dostosowanie instalacji do nowych wymogów. Czasu jest niewiele, a pamiętajmy, że przejście na alternatywy jak np. gaz również jest procesem czasochłonnym – mówi Krzysztof Kowalski prezes DUON Dystrybucja.

Kary – czy należy się ich obawiać?

Na przedsiębiorstwa, które na czas nie dostosują swoich instalacji do nowych wymogów, czekać będą kary w postaci biegnącej kary finansowej zależnej od ilości substancji wyemitowanej do atmosfery lub nawet konieczność zamknięcia instalacji.

Karę nakłada Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska, po kontroli, podczas której stwierdza przekroczenie lub naruszenie norm dyrektywy. Wymiar kary ustala się uwzględniając przekroczenia lub naruszenia w skali doby. Za przekroczenie ilości lub rodzaju gazów lub pyłów wprowadzonych do powietrza wymiar kary biegnącej określa się uwzględniając przekroczenie w skali godziny!

– Obie kary mogą okazać się druzgocące dla przedsiębiorstwa, które albo nie będzie mogło korzystać z zasilania z kotłowni niespełniającej wymogów dyrektywy, albo narażone będzie na drakońskie kary finansowe w wysokości 20-krotności jednostkowej stawki opłat za wprowadzenie pyłów do powietrza, czyli 7,8 zł / kg. Za emisję dwutlenku siarki czy tlenków azotu kara jest odpowiednio wyższa.

Kara może być naliczona wstecz, jeśli inspektor będzie mógł ustalić poziomy emisji np. na podstawie specyfikacji technicznej instalacji i informacji o intensywności jej eksploatacji. Taki sposób naliczania powoduje, że sumy nałożonych kar mogą być niebagatelne – precyzuje Krzysztof Kowalski, prezes DUON Dystrybucja.

Świadomość przedsiębiorców

Tymczasem mimo realnej groźby kar, duża grupa przedsiębiorców nie ma świadomości co do nowych przepisów, co potwierdzają wyniki badania “Transformacja energetyczna w polskich firmach produkcyjnych” przeprowadzonego przez Duon i Kerallę.

Otóż okazuje się, że aż 38% przedstawicieli firm nie zapoznało się dotąd z założeniami dyrektywy MCP, a dla 29% przedstawicieli zapisy dyrektywy są trudne i stanowią wyzwanie.

Wynajem z możliwością wykupu mieszkania. Na rynek powraca pomysł sprzed lat

Pomysł nie jest nowy, był odpowiedzią na przewidywany ponad dekadę temu kryzys na rynku nieruchomości. Deweloperzy i instytucje finansowe szukały wówczas niestandardowych ofert dla pozyskiwania klientów i stymulacji wzrostu sprzedaży. W przeszłości wynajem z możliwością wykupu cieszył się sporym zainteresowaniem. Jednak z czasem, gdy minęła dekoniunktura, stopniowo tracił na popularności, ponieważ zwiększyła się liczba osób zainteresowanych zakupem nieruchomości w ramach kredytu hipotecznego.

Krajowi deweloperzy mieszkaniowi od lat budowali mieszkania głównie z myślą o sprzedaży. Bardzo dobra koniunktura na rynku pierwotnym powodowała, że firmy inkasowały z tego tytułu od 20 do 30 proc marży. W samym ub.r. w całym kraju oddano do użytku rekordowe 235 tys. nowych domów i mieszkań. Dobra passa i duży popyt wynikał nie tylko z faktu, że na rynku wciąż brakuje ponad 2 mln mieszkań, przy jednoczesnym wskaźniku jednej z najniższych średniej liczby pokoi na osobę w UE, ale również z faktu ucieczki przed utratą wartości lokat bankowych. Z drugiej strony Polacy posiłkowali się kredytami mieszkaniowymi, których dostępność została teraz mocno ograniczona.

Obecnie rynek mieszkaniowy znajduje się pod dużą presją – z jednej strony inflacji i wzrostu cen, z drugiej ograniczenia popytu przez co czeka go czasowe wychłodzenie i zmniejszenie podaży. Jednak dobra kondycja czołowych graczy deweloperskich pozwala na przeprowadzenie niezbędnej korekty i przezwyciężenie okresowych trudności. Sygnałem do wzrostu popytu na mieszkania może być planowany na maj start programu kredytów bez wkładu własnego, w br. banki powinny udzielić ich nawet 185 tys.

Niestabilność rynku pracy, drożejące kredyty i rosnące ceny powodują, że rośnie znaczenie modelu PRS, czyli oferty mieszkań do wynajmu długoterminowego. Firmy  widzą coraz większy potencjał w tym sektorze. W ubiegłym roku już niemal 1 na 5 mieszkań zostało sprzedanych z takim przeznaczeniem. Już ponad dekadę temu w dobie koniunkturalnego spowolnienia, znajdowali się deweloperzy, którzy zapowiadali uruchomienie programów wynajmu wybudowanych przez siebie i wykończonych pod klucz lokali z możliwością ich późniejszego nabycia na korzystnych warunkach. Miało to stanowić panaceum na wyraźny spadek popytu na mieszkania na rynku pierwotnym. To rozwiązanie niosło ze sobą sporo korzyści. Jednak zanim przyszło co do czego, rynek się ożywił i cały temat zupełnie przepadł. Jak będzie tym razem, pokaże nam najbliższy czas.

Istotne, że nawet w czasach kryzysu branża nieruchomości widzi więcej możliwości niż przeszkód. Firmy, które najszybciej odpowiednio zareagują na obecną sytuację, będą w stanie zoptymalizować swój rozwój. Liderzy sektora deweloperskiego szacują, że w tym roku ubytek ich przychodów wyniesie od 15 do 25 proc. Rosnące ceny mogą stanowić okazję dla większych podmiotów i inwestorów, którzy są w stanie odebrać aktywa od firm z mniejszymi portfelami, na które w większym stopniu wpłyną podwyżki.

Autor: Adam Białas – ekspert rynku nieruchomości, dyrektor BIALAS Consulting & Solutions, dziennikarz biznesowy. 

Ceny ofertowe a ceny transakcyjne mieszkań w Warszawie. Ile kupujący może wynegocjować?

Cena ofertowa nie jest najczęściej tą ostateczną. W naszym najnowszym raporcie SonarHome pokazujemy, jak wyglądały różnice pomiędzy cenami ofertowymi i transakcyjnymi we wszystkich dzielnicach Warszawy. Odpowiadając na pytanie jak bardzo kupującym udało się wynegocjować niższą cenę mieszkania. Zwracamy również uwagę na zdolności nabywcze warszawiaków, które w ostatnich latach nieco spadły.

Czego dowiesz się z artykułu?

  • W jakich dzielnicach Warszawy ceny ofertowe najbardziej różniły się od transakcyjnych.
  • O ile można było obniżyć cenę mieszkania?
  • Jak przeciętne wynagrodzenie osób pracujących w stolicy i wzrost cen mieszkań wpływają na zdolności nabywcze?

Negocjacje cenowe w Warszawie

Różnice pomiędzy ceną ofertową a ceną transakcyjną mieszkań z rynku wtórnego w Warszawie nie były zbyt duże w badanym okresie. Może to oznaczać, że sprzedający nie byli skłonni do wyraźnego obniżania ceny sprzedaży.

Drugi scenariusz zakłada, że ogłoszenia mocno przeszacowane nie znalazły kupującego i pozostały w ofercie. Transakcje były przeprowadzane częściej w przypadku mieszkań z wyceną adekwatną do stanu nieruchomości, lokalizacji itp.

Zgodnie z danymi SonarHome największą różnicę pomiędzy ceną ofertową i transakcyjną w 2021 roku można zaobserwować na Ochocie i Wilanowie – odpowiednio 7% i 6%. Zaskakująca była sytuacja na Żoliborzu. W tej dzielnicy średnia cena ofertowa była niższa (kosmetycznie, różnica 2%) od średniej ceny transakcyjnej. Na Żoliborzu mamy do czynienia ze stosunkowo małą ofertą (niska podaż w skali miasta) i wysokimi cenami mieszkań. Osoby decydujące się na zakup lokalu mieszkalnego w tej dzielnicy są zazwyczaj świadomymi kupującymi, którzy poznali te realia. Możliwe, że spośród oferty, jaka była dostępna w danym okresie, kupujący wybrali mieszkania droższe. Stąd przeciętna cena mieszkań sprzedanych była wyższa niż średnia cena mieszkań z puli będącej w ofercie.Negocjacje cenowe w Warszawie

Różnice pomiędzy średnimi cenami ofertowymi a transakcyjnymi mieszkań z rynku wtórnego były wprawdzie dość niskie (w 2021 roku wynosiły zaledwie kilka procent), jednak biorąc pod uwagę ceny całkowite, nawet te kilka procent może złożyć się na znaczącą sumę.

Symulacja zmiany ceny całkowitej mieszkania o powierzchni 55 m2 w 2021 roku

Najwyższą różnicę pomiędzy ceną ofertową a transakcyjną w 2021 odnotowaliśmy na Ochocie. Przeciętna cena w ogłoszeniach była wyższa o 7% od średniej ceny transakcyjnej. Realnie oznacza to, że w drodze negocjacji można było przeciętnie obniżyć kwotę zakupu mieszkania o ponad 44 tys. zł.

Podobną nominalną różnicę pomiędzy ceną ofertową a transakcyjną można było zaobserwować na Wilanowie. – mówi Barbara Bugaj, główny analityk SonarHome.

W całej Warszawie różnica pomiędzy ceną ofertową a transakcyjną wyniosła przeciętnie 20 tys. zł. Różnice w cenach całkowitych pomiędzy dzielnicami są znaczące. Za mieszkanie o metrażu 55 m2 na Śródmieściu zapłacimy przeciętnie o 260 tys. zł więcej niż za mieszkanie w najtańszej Wesołej (patrząc na ceny transakcyjne).Negocjacje cenowe w Warszawie 2

Możliwości nabywcze kupujących w Warszawie

W 2021 roku pracujący w stolicy zarabiali średnio 7 226 zł brutto. Z kwoty brutto po odliczeniu podatków oraz zaliczek, które razem stanowią około 30% wypłaty, osobie pracującej w Warszawie zostało na rękę około 5 200 zł miesięcznie.Negocjacje cenowe w WarszawieWzrost transakcyjnych cen mieszkań w Warszawie w 2021 wyniósł 6% w porównaniu do 2020, był więc o 2 pp. niższy od wzrostu wynagrodzeń netto (czyli na rękę). Zdolność nabywcza warszawiaków przez ostatnie dwa lata trwała w trendzie bocznym. Oznacza to, że w niektórych kwartałach pojawiały się wahania zdolności nabywczej, jednak w ogólnym rozrachunku możemy założyć, że wyniosła przeciętnie około 0,44 m2. Tym samym za średnie miesięczne wynagrodzenie netto można było kupić 0,44 m2 mieszkania. To oznacza, że na zakup mieszkania o powierzchni 50 m2 zarabiający średnią miesięczną pensję w Warszawie musiałby odkładać całość wynagrodzenia przez 9,5 roku.

Rząd łata dziury w Polskim Ładzie

Przy przygotowywaniu przepisów podatkowych warto korzystać z konsultacji i rozwiązań proponowanych przez ekspertów od podatków. Dotyczy to szczególnie dużych zmian – jak np. Polskiego Ładu. Najnowsze zmiany w tej obszernej legislacji to na pewno dobry kierunek zmian – uproszczenie i naprawienie błędów jest słuszne. Niestety nie wiadomo, czy tym razem Rząd ustrzeże się błędów. Znowu poprawki wprowadzane są w zawrotnym tempie i w dodatku w trakcie roku podatkowego – co jest ewenementem i może generować kolejne problemy.

– Zmiany, które Pan Premier zaproponował, trudno nazwać inaczej niż próbą łatania dziur, jakie się zrobiły w Polskim Ładzie. Zresztą nazwa Polski Ład zdaje się ma być zapomniana przez wszystkich – bo Pan Premier już jej nie używa. Nie da się ukryć, że tamta nazwijmy to reforma była przygotowana w sposób tak nieprofesjonalny i niechlujny, jak tylko można było – to rzeczywiście dość kompromitująca sprawa – powiedział serwisowi eNewsroom  profesor Witold Orłowski, ekonomista, Rektor Akademii Finansów i Biznesu VISTULA. – Trzeba było ratować albo w ogóle się wycofać. To, co mnie niepokoi to to, że prawdopodobnie zmiany wprowadzają teraz ci sami ludzie, którzy zmajstrowali Polski Ład. Co więcej – znowu zastosowana ma być ta sama metoda bez konsultowania się, czy z fikcyjnymi konsultacjami skróconymi. To jest bardzo niepokojące, bo być może będzie potrzebne kolejne łatanie – zaznacza Orłowski

Forint słabnie po wyborach na Węgrzech. Dolar zyskuje

Na koniec dnia w piątek mieliśmy pozytywną niespodziankę z amerykańskiego rynku pracy. Zmiana ratingu Polski nie zatrzęsła rynkiem. Wiadomością weekendu były jednak wybory parlamentarne na Węgrzech.

Dobre dane z USA

W piątek byliśmy świadkami lepszych od oczekiwań danych z amerykańskiego rynku pracy. Na szczególną uwagę zasługuje stopa bezrobocia, która spadła z 3,8% na 3,6%. Jest to nie tylko wartość o 0,1% niższa, niż oczekiwali analitycy. Jest to przede wszystkim także zaledwie 0,1% więcej niż w dołku przed pandemią. To z kolei było najniższe bezrobocie od końca lat 60-tych. Ponieważ dane te były lepsze od oczekiwań analityków, po samej publikacji inwestorzy kupowali dolara. Było to widać szczególnie na parze EURUSD, gdzie po publikacji kurs dolara zyskiwał około ćwierć centa względem euro. Względem złotego nie było widać tej zmiany, gdyż w tamtym czasie złoty umacniał się względem głównych walut światowych.

Rating dla Polski

W piątek poznaliśmy raport agencji S&P w sprawie Polski. Z jednej strony zarówno rating, jak i nastawienie na przyszłość pozostało bez zmian. Z drugiej strony wyraźnie obniżono prognozy danych makroekonomicznych dla Polski. Nie powinno być to zaskoczeniem, skoro jeden z naszych sąsiadów najechał drugiego. W związku z czym mamy do czynienia ze stratami wynikającymi z sankcji na Rosję oraz z osłabieniem stratami wojennymi na Ukrainie. Oczekiwany jest również wyższy deficyt, co w obecnej sytuacji nie powinno dziwić. Nie są to jednak na tyle poważne zmiany, by wpłynąć na perspektywy wypłacalności Polski. Z tego właśnie powodu po publikacji złoty lekko zyskiwał na wartości.

Zwycięstwo Orbana

W weekend odbyły się wybory parlamentarne na Węgrzech. Zgodnie z oczekiwaniami zwyciężył, kierowany przez Victora Orbana, Fidesz. Wygląda na to, że uzyskał ponad 53% głosów. Należy pamiętać, że przy obecnej ordynacji przełoży się to na około 65-70% miejsc w parlamencie. Nota za styl nie jest tematem tego tekstu. Warto jednak zwrócić uwagę na reakcję rynków. Na otwarciu widać było wyraźne umocnienie się węgierskiego forinta. Potem jednak zaczęła się przecena. Od optymistycznego otwarcia z rana kurs forinta spadł już 1%. Zdaniem analityków wynika to z tego, że inwestorzy z niepokojem patrzą na tak dużą dominację tej formacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić na:

16:00 – USA – zamówienia na dobra,
16:00 – USA – zamówienia w przemyśle.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Czy będzie możliwa zmiana formy opodatkowania za 2022 rok?

Rząd dość niespodziewanie zdecydował się na ogłoszenie daleko idących zmian w podatkach: obniżeniu stawki PIT do 12% dla pierwszego progu skali podatkowej i likwidacji ulgi dla klasy średniej. Zmienią się również zasady dotyczące rozliczenia składki zdrowotnej przez podatników na liniówce, ryczałcie i karcie podatkowej. Stanie się to jednak już w trakcie roku podatkowego, a więc po terminie, kiedy przedsiębiorcy mogli wybrać formę opodatkowania na 2022 rok. Czy będą mieli szansę, aby raz jeszcze zmienić sposób rozliczania się z fiskusem na najbardziej dla siebie korzystny?

25 marca uczestniczyłem w spotkaniu konsultacyjnym z udziałem wiceministra finansów Artura Sobonia. Przedstawiciele rządu zaprosili do rozmów reprezentantów różnych środowisk: przedsiębiorców, księgowych czy doradców podatkowych. Mieliśmy okazję przedstawić swoje wątpliwości dotyczące nowych przepisów ustawy. Ministerstwo zaproponowało z kolei opracowanie roboczego dokumentu, w którym zostaną zebrane wszystkie wątki i sugestie do omówienia po zakończeniu konsultacji.

Jednym z tematów na piątkowym spotkaniu była możliwość zmiany formy opodatkowania dla przedsiębiorców w związku ze zmianami na skali podatkowej. Wedle zapowiedzi stawka PIT na pierwszym progu podatkowym zostanie obniżona do 12%. Składka zdrowotna pozostanie bez zmian
i nadal będzie wynosić 9%, jednak będzie ona rekompensowana przez niższy podatek. Z moich wyliczeń wynika, że w przypadku skali podatkowej i liniówki dopiero przy dochodzie na poziomie 171 tys zł. zaoszczędzimy więcej wybierając tę drugą formę. W poprzednim roku progiem dającym korzyść
z przejścia na liniówkę było 100 tys. zł. Proponowane zmiany sprawiają też, że skala podatkowa będzie korzystniejsza niż w roku 2021 dla tych, którzy uzyskują roczny dochód do kwoty 171 200 zł.

Podatnicy mogliby wybrać inaczej, gdyby znali nowe przepisy

Opisywane zmiany wejdą w życie1 lipca 2022 r. z mocą wsteczną od 1 stycznia. Ich działanie odczujemy dopiero w pełni podczas rozliczenia za rok 2022. Tymczasem większość podatników w lutym tego roku dokonała zmiany formy opodatkowania, bazując na zasadach Polskiego Ładu obowiązujących od 1 stycznia. Dziś, już w trakcie trwania roku podatkowego, mając wiedzę o nowych, korzystnych dla skali przepisach, nie mogą dokonać tej zmiany ponownie.

Należy więc zadać pytanie, czy w związku z tak istotnymi reformami nie powinno się umożliwić podatnikom ponownej możliwości zmiany formy opodatkowania, jeśli okazało się, że ich wybór z lutego okazał się niekorzystny? Będąc na spotkaniu z Ministerstwem Finansów zadałem właśnie takie pytanie. Być może wielu podatników podjęłoby inną decyzję, gdyby wiedzieli, na jakich zasadach będą rozliczać się z końcem roku.

Czy ponowna zmiana opodatkowania będzie możliwa?

Przepisy mają zadziałać wstecz, ale czy zadziała również zasada, że prawo w trakcie roku nie powinno się zmieniać na niekorzyść podatnika? Wszak podatnicy na zmianach z 1 lipca skorzystają względem Polskiego Ładu, jednak być może dokonaliby innego wyboru. Wiceminister Soboń poinformował mnie, że ze względów formalnych przywrócenie możliwości zmiany formy opodatkowania czy też wydłużenie go byłoby problematyczne. Z tym należy się oczywiście zgodzić – mogłoby to przysporzyć problemów urzędom i samym podatnikom.

Wiceminister wskazał również, że taka możliwość mogłaby pojawić się na zakończenie roku. W praktyce oznacza to, że podatnicy przy składaniu deklaracji PIT, mieliby jeszcze raz szansę, żeby określić wybraną formę opodatkowania. Taką chęć wyrażałoby się na formularzu PIT. Natomiast już od lipca podatnicy mogliby płacić zaliczkę na podatek według nowej formy, co później wykazaliby w zeznaniu rocznym. W mojej opinii jest to dobry pomysł.

Oczekiwany i korzystny precedens

Trzeba jednak pamiętać, że byłby to precedens w historii kształtowania się prawa podatkowego w Polsce. Pomysł jak najbardziej należy pochwalić, zobaczymy jednak, jaka będzie jego realizacja. Dużo może się jeszcze wydarzyć w trakcie procedowania ustawy przez Sejm i Senat.Liniówka po 1 lipca Ryczałt po 1 lipca Skala po 1 lipca a Polski Ład Skala po 1 lipca Składka zdrowotna w kosztach po 1 lipca

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Prosta droga do stagflacji? Przedsiębiorcy o rosnącej inflacji

Inflacja w górę. Eksperci: „Stagflacja coraz bardziej prawdopodobna. To poważna choroba gospodarki”.

Bieżący odczyt inflacyjny Głównego Urzędu Statystycznego w żaden sposób nie zaskakuje. Przedsiębiorcy spodziewali się wzrostów. Wojna w Ukrainie to wielkie wyzwanie gospodarcze dla całej Europy. Jak mówią eksperci nasza gospodarka jest narażona na perturbacje z kilku powodów: nasza narodowa waluta jest mniej stabilna niż waluta wspólnoty, a już wcześniej inflacja galopowała do góry jak szalona. – Nie ma perspektyw uspokojenia sytuacji pod kątem inflacyjnym, a to w perspektywie musi oznaczać kolejne wzrosty cen. Przedsiębiorcy są bardzo niespokojni i wielu ogranicza inwestycje lub ostrożniej planuje kolejne miesiące działania. Wojna przynosi wielkie zmiany. Społeczeństwu łatwiej wytłumaczyć pewne mechanizmy, które sterują cenami i gospodarką, ale przedsiębiorcy wiedzą, że nie mogą podnosić cen zbyt radykalnie, bo to droga do kryzysu – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Prezes Mojsiuk: „Konsumpcja wzrośnie, ale nie zatrzyma ona inflacji”

Według najnowszego odczytu inflacyjnego Głównego Urzędu Statystycznego wskaźnik wynosi 10,9% i jest najwyższy od 2000 roku. Wzrost w porównaniu z lutym jest gigantyczny – to był miesiąc działania tarcz antyinflacyjnych, gdzie wskaźnik drożyzny udało się zbić do 8,5%.

– Nie jest dla nikogo zaskoczeniem, że inflacja rośnie przez wojnę na Ukrainie. Już wcześniej spodziewano się, że ta statystyka może wzrosnąć do nawet 12%. Moim zdaniem taka liczba jest prawdopodobna już w kwietniu, bo wojna się rozpędza. Najpierw widzieliśmy kryzys humanitarny, potem polityczny, a teraz czas na echa wojny w gospodarce. Turbulencje będą silne, bo brakować będzie surowców oraz materiałów składowych do produktów spożywczych. Należy się spodziewać ograniczenia eksportu i komplikacji w imporcie. To musi wygenerować wzrost cen na poziomie przynajmniej kilkunastu procent. Oczywiście obecność osób z Ukrainy w Polsce powinna zwiększyć konsumpcję i uspokoić rynek pracy, ale nie mam przekonania, by były to ruchy tak silne, by zatrzymać inflację – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Ile kosztowałoby paliwo gdyby nie tarcza antyinflacyjna? Ile kosztowałaby żywność gdyby nie obniżka vat? Rządowe inicjatywy dotyczą czasu przedwojennego, a trochę zakłamują gospodarczą rzeczywistość w Polsce. Ceny byłoby bowiem jeszcze wyższe niż są obecnie. Wisi więc nad nami widmo tego, że gdy skończą się programy wspierające to wyskok cen będzie gigantyczny. Przedsiębiorcy czują zbliżające się problemy gospodarcze, stąd liczne apele organizacji otoczenia biznesu, by możliwie mocno zniwelować czynniki negatywne zależne od Rządu. Nie mamy wpływu na pandemię czy wojnę, ale na Polski Ład czy ceny mediów już owszem – mówi Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Zagrożenie stagflacją w Polsce jest dzisiaj bardzo realne, a większość prognoz czy analiz scenariuszowych uznaje ryzyko stagflacji za wysoko prawdopodobne”

Przed 24 lutego, wszystko wskazywało na to, że w Polsce odbicie gospodarcze po pandemii jest bardzo dynamiczne. Prognozy i scenariusze dla Polski były optymistyczne, choć spokój zakłócały trochę silna presja inflacyjna i związane z nią konieczne podnoszenie stóp procentowych, czyli ceny pieniądza.

– Inwazja na Ukrainę stała się „game changerem” i radykalnie odmieniła uwarunkowania gospodarcze. Dzisiaj trzeba się przygotować na zjawisko od dawna (bo od lat 80. poprzedniego wieku) w gospodarce światowej niewidziane, czyli na tzw. stagflację. Termin stagflacji pochodzi z połączenia dwóch przebiegających paralelnie zjawisk: stagnacji gospodarczej i wysokiej inflacji, czyli oznacza wzrosty cen w warunkach spowolnionego wzrostu gospodarczego, a nawet w warunkach recesji. To zaskakujące połączenie, bo zwykle inflacja towarzyszy fazom silnego wzrostu gospodarczego. Zwykle, dobrej koniunkturze towarzyszą wzrosty cen, bo rośnie popyt, rośnie produkcja, rosną inwestycje. Tymczasem stagflacja oznacza wzrost cen mimo kiepskiej koniunktury i jako taka jest poważną „chorobą” gospodarki, bardzo trudną do wyleczenia – komentuje prof. Aneta Zelek z Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu.

– Zagrożenie stagflacją w Polsce jest dzisiaj bardzo realne, a większość prognoz czy analiz scenariuszowych uznaje ryzyko stagflacji za wysoko prawdopodobne. Dlaczego? Główną przyczyną zjawisk stagflacyjnych mają być: utrzymująca się wysoka dynamika wzrostu cen surowców, w tym głównie cen nośników energii, ale także zakłócenia w handlu międzynarodowym – dodaje prof. Zelek.

Polski Ład wprowadza 10 proc. minimalny CIT dla firm i spółek

Luka w podatku dochodowym od osób prawnych powodowana sztucznym transferowaniem zysków do innych państw przez przedsiębiorców, zwłaszcza przez międzynarodowe korporacje, to wg autorów Polskiego Ładu główna przyczyna konieczności wprowadzenia w Polsce minimalnego, 10 proc. CIT. Podatek ma dosięgnąć firmy, które nieadekwatnie do skali i rodzaju prowadzonej działalności, wykazują niskie dochody, lub nawet straty. Sprowadza się to do opodatkowywania firm za zbyt małe zyski. Czym jest i kogo obejmie nowy, minimalny CIT?

Na celowniku firmy wykazujące niskie dochody

Wprowadzone Polskim Ładem zmiany w przepisach uszczelniające system podatkowy mają wygenerować wymierne wpływy do budżetu państwa i zasilić sektor finansów publicznych. Według twórców nowego ładu nie do zaakceptowania jest sytuacja, gdy przedsiębiorstwa z dużymi obrotami wykazują niski przychód z działalności operacyjnej, albo nawet straty. Według ustawodawcy jest to symptom działań optymalizacyjnych, których konsekwencją jest zmniejszenie zobowiązań w podatku dochodowym.

Minimalny podatek dochodowy od osób prawnych

Polski Ład wprowadza więc nowy, minimalny podatek dochodowy w wysokości 10 proc. podstawy opodatkowania, obarczający spółki mające siedzibę lub zarząd na terytorium Polski oraz podatkowe grupy kapitałowe, a także podmioty niemające siedziby lub zarządu w Polsce, ale prowadzące tu działalność poprzez położony na jej terytorium zakład zagraniczny (w zakresie osiąganych przez ten zakład przychodów), które ponoszą straty ze źródła przychodów innych niż z zysków kapitałowych albo wykazują niski dochód z działalności operacyjnej, tzn. nieprzekraczający 1% przychodów.

Podstawa opodatkowania

Podstawę opodatkowania minimalnym 10 proc. CIT stanowi suma:

  1. 4% wartości przychodów ze źródła przychodów innych niż z zysków kapitałowych,
  2. kosztów finansowania dłużnego poniesionych na rzecz podmiotów powiązanych, przekraczających wartość 30% tzw. EBITDA,
  3. odroczonego podatku dochodowego zwiększającego zysk brutto lub zmniejszającego stratę netto, oraz
  4. poniesionych na rzecz podmiotów powiązanych, podmiotów z państwa lub terytorium stosującego szkodliwą konkurencję podatkową, kosztów nabycia określonych usług lub praw niematerialnych, przekraczających wartość 3 mln złotych plus 5%.

W praktyce nowy ciężar podatkowy może dotknąć wielu przedsiębiorców nie dystrybuujących sztucznie zysków za granicę celem optymalizacji opodatkowania, a po prostu nie przekraczających 1% wymaganego przez autorów Polskiego Ładu progu rentowności z uwagi na specyfikę swojej działalności. Przykładem mogą tu być liczne gałęzie handlu, w których firmy obracają towarami o wartości milionów złotych, jednak sam czysty zysk, po potrąceniu kosztów jego uzyskania, jest procentowo niewspółmiernie niski do wartości tego obrotu.

Pomniejszenia podstawy opodatkowania

Wprowadzając nowy, minimalny podatek dochodowy od osób prawnych Polski Ład przewidział możliwość stosowania odpisów zmniejszających podstawę opodatkowania. Chodzi np. o darowizny na cele pożytku publicznego i kultu religijnego oraz dochody uwzględniane przy kalkulacji dochodu zwolnionego w ramach działalności w specjalnej strefie ekonomicznej lub z realizacji nowej inwestycji określonej w decyzji o wsparciu.

Firmy, które obawiają się, że mogą nie osiągnąć 1 proc. progu dochodowości uwalniającego od obowiązku ponoszenia nowego ciężaru, mogą przy obliczaniu straty oraz procentowego udziału dochodów w przychodach nie uwzględniać zaliczonych w roku podatkowym do kosztów uzyskania przychodów, w tym poprzez odpisy amortyzacyjne, kosztów wynikających z nabycia, wytworzenia lub ulepszenia środków trwałych.

Przedsiębiorcy będą musieli wykazywać w zeznaniu podatkowym podstawę opodatkowania, dokonane pomniejszenia, a także kwoty minimalnego podatku dochodowego. Kwotę zapłaconego minimalnego CIT przedsiębiorca będzie mógł odliczyć od standardowego zobowiązania w CIT w zeznaniu podatkowym za kolejne 3 lata.

Ile stracą przedsiębiorcy?

Przyjmijmy, że spółka uzyskała roczny przychód w wysokości 10 mln zł. Odliczając koszty nabycia towarów, materiałów i niezbędnych do sprzedaży usług, dochód netto zamknęła wynikiem 99 tys. zł. Standardowo, przy 19 proc. podatku CIT jej podatek wyniósłby 18 810 zł. Od nowego roku będzie jednak zmuszona zapłacić nowy, minimalny 10 proc. CIT, liczony od podstawy opodatkowania, a więc np. od 4 proc. osiągniętego przychodu. Podatek dochodowy wyniesie więc 40 000 zł.

Według opublikowanych przez Ministerstwo Finansów danych na temat największych podatników CIT, w 2020 roku 64 firmy wykazujące obroty przekraczające 1 miliard zł nie przekroczyły 1-procentowego progu rentowności.

Polski Ład likwiduje przepis art. 15e ustawy o CIT limitujący wysokość możliwych do odliczenia kosztów uzyskania przychodów ponoszonych przez podatnika na nabycie określonych usług lub praw niematerialnych. W głównej mierze materię, którą przepis ten regulował, Polski Ład przeniósł do art. 24ca tej samej ustawy dotyczącego minimalnego 10 proc. CIT. Od 1 stycznia 2022 r. koszty nabycia określonych usług lub praw niematerialnych poniesione na rzecz podmiotów powiązanych czy podmiotów z państwa lub terytorium stosującego szkodliwą konkurencję podatkową nie będą podlegać ograniczeniom w zaliczeniu do kosztów uzyskania przychodu, ale będą powiększać podstawę opodatkowania nowym podatkiem minimalnym.

Niejasne przepisy rodzą wątpliwości

Jak widać już samo ustalenie podstawy opodatkowania może nastręczać przedsiębiorcom spore trudności, a przecież to oni są zobowiązani do obliczania minimalnego CIT-u i wpłacania go na rachunek urzędu skarbowego. Wątpliwości budzi również samo klasyfikowanie czy dany przedsiębiorca podlega nowemu, minimalnemu podatkowi dochodowemu od osób prawnych, czy nie. Zgodnie bowiem z art. 24ca ust. 14 ustawy o CIT, podatek ten nie obejmuje przedsiębiorców:

  • w pierwszym roku prowadzenia swojej działalności i w dwóch kolejnych latach podatkowych;
  • będących przedsiębiorstwami finansowymi;
  • którzy w roku podatkowym uzyskali przychody niższe o co najmniej 30 proc. w stosunku do przychodów uzyskanych w roku podatkowym bezpośrednio poprzedzającym ten rok podatkowy;
  • których udziałowcami, akcjonariuszami albo wspólnikami są wyłącznie osoby fizyczne i jeżeli nie posiadają udziałów (akcji) w kapitale innej spółki, tytułów uczestnictwa w funduszu inwestycyjnym lub w instytucji wspólnego inwestowania, ogółu praw i obowiązków w spółce niebędącej osobą prawną oraz innych praw majątkowych związanych z prawem do otrzymania świadczenia jako założyciele (fundatorzy) lub beneficjenci fundacji, trustu lub innego podmiotu albo stosunku prawnego o charakterze powierniczym;
  • którzy w roku podatkowym większość uzyskanych przychodów innych niż z zysków kapitałowych osiągnęli z transportu morskiego, lub powietrznego, oraz eksploatacji kopalin;
  • wchodzących w skład grupy co najmniej dwóch spółek, w której jedna spółka posiada przez cały rok podatkowy bezpośrednio 75% udział odpowiednio w kapitale zakładowym, kapitale akcyjnym lub udziale kapitałowym pozostałych spółek wchodzących w skład tej grupy.

Doprecyzowaniu, czy nawet korekcie powinien ulec ostatni z ww. warunków niepodlegania nowemu, minimalnemu CIT. Trudno bowiem uwierzyć, że pomysłodawcom Polskiego Ładu chodziło o posiadanie 75-procentowego udziału w kapitale zakładowym, a nie o spółki posiadające co najmniej 75-procentowy udział.

Podsumowanie

Jak ujawnił Business Insider, w 2019 roku spośród największych podatników podatku dochodowego od osób prawnych w Polsce aż 536 odnotowało straty lub miało rentowność niższą niż 1%. Z czego 283 to były firmy polskie. Twórcy Polskiego Ładu tłumacząc się dążeniem do zatamowania wycieku za granicę wypracowanego w Polsce kapitału, walką ze sztucznym transferowaniem zysków, zwłaszcza przez międzynarodowe korporacje tak naprawdę uderzyli więc w polskich przedsiębiorców.

Wiele firm, by zrekompensować nowe daniny na rzecz łatania dziur w budżecie państwa, do tego nakładane za zbyt niskie dochody, może próbować chronić się przed tymi działaniami w najprostszy sposób – podwyższając ceny. Jeszcze innym sposobem jest cięcie kosztów, w tym zwłaszcza kosztów zatrudnienia. Gdy i to nie pozwoli wytrzymać ciężaru nowych obciążeń, dla wielu jedynym wyjściem może okazać się zmiana rezydencji podatkowej i przeniesienie biznesu za granicę.

Autor: Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Betsys wypłacił dywidendę STS SA

Betsys s.r.o. w marcu br. wypłacił 13,3 mln zł w formie dywidendy do STS SA, spółki zależnej STS Holding SA. Spółki wchodzą w skład Grupy STS – jednego z największych bukmacherów w Europie Centralnej oraz lidera rynku w Polsce. EBITDA Betsys w 2021 roku wyniosła 21,8 mln zł, przed rokiem było to 14,5 mln zł. Oznacza to wzrost o 50,1% rok do roku. Dywidenda Betsys wpłacona do STS SA docelowo zasili wynik finansowy STS Holding SA i zostanie wypłacona akcjonariuszom zgodnie z polityką dywidendy.

Zyski wypracowywane przez spółki z Grupy STS będą trafiać do STS Holding i następnie, zgodnie z polityką dywidendy tej spółki, będą wypłacane akcjonariuszom. Polityka dywidendy STS Holding zakłada wypłatę 100% jednostkowego zysku netto.

Betsys z Grupy STS działa na terenie Czech i Polski. Spółka zatrudnia zdecydowanie ponad 100 specjalistów od technologii, w tym deweloperów w Pradze, Brnie i Katowicach. Jest największym dostawcą rozwiązań IT dla branży bukmacherskiej w Europie Środkowej. Betsys zapewnia rozwój technologii i niezależność w tym aspekcie spółkom operacyjnym w Grupie STS.

Tylko najwięksi operatorzy na świecie posiadają własną platformę bukmacherską i niezależne zaplecze technologiczne. Tymczasem Betsys z Grupy STS dostarcza pełne spektrum rozwiązań dla zakładów sportowych. Jest największym dostawcą tego typu w naszej części kontynentu. Platforma Betsys obsługuje wszystkie kanały sprzedaży – mobile, online, retail. Naszym celem jest jej dalszy rozwój oraz budowanie naszych przewag i nowych kompetencji w tej kategorii mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding.

W 2021 roku NGR Grupy STS wzrósł do rekordowych ok. 565 mln zł. Rok wcześniej było to ok. 434 mln zł. Oznacza to wzrost wskaźnika o ok. 30% rdr. NGR to wartość zakładów zawartych przez klientów, pomniejszona o wypłacone wygrane i podatek od gier.

Grupa STS poinformowała, że odnotowała wzrost kluczowych danych operacyjnych w rekordowym 2021 roku. W zeszłym roku wartość zawartych zakładów przez klientów Grupy STS wyniosła blisko 4,5 mld zł, gdy w 2020 roku było to niemal 3,6 mld zł. Rok do roku wzrost wyniósł 25%. Spółka podtrzymuje dotychczasowe cele i plany rozwoju oraz zamierza dzielić się całym wypracowanym zyskiem z akcjonariuszami.

Na koniec zeszłego roku liczba aktywnych użytkowników wyniosła 693 tys., gdy przed rokiem było ich 557 tys., co oznacza wzrost o 24%. Od stycznia do grudnia 2021 roku Grupa odnotowała 370 tys. nowych rejestracji, gdy rok wcześniej było ich 314 tys. Wzrost rok do roku wyniósł zatem 18%.

Co więcej, wzrosła również liczba klientów, którzy dokonali pierwszego depozytu. W 2021 roku było ich 249 tys., gdy rok wcześniej ich liczba wynosiła 205 tys. Oznacza to wzrost o 21% rok do roku.

Grupa STS jest największym pod względem obrotów bukmacherem w Polsce, który działa również na skalę międzynarodową dzięki licencjom w Wielkiej Brytanii oraz Estonii, skąd oferuje usługi na kilku rynkach. Produkty oferowane przez Grupę obejmują zakłady sportowe, zakłady na sporty wirtualne, kasyno internetowe (poza Polską), BetGames oraz szeroką ofertę zakładów na wyniki wydarzeń esportowych.

Grupa od wielu lat nieprzerwanie wdraża strategię „mobile-first” w oparciu o autorski system bukmacherski. Stale rozwija własną platformę technologiczną, aby sprostać potrzebom klientów i wyznaczać rynkowe trendy. Inwestycje Grupy w portfolio produktowe i rozwiązania technologiczne wyniosły w 2020 r. 27,1 mln PLN, w 2019 r. 19,5 mln PLN oraz w 2018 r. 6,5 mln PLN. Ponadto w 2020 roku STS S.A. przejęła kontrolę nad czeską spółką technologiczną Betsys, w której obecnie posiada 74% akcji. Betsys jest głównym dostawcą rozwiązań IT dla bukmachera w Polsce, zarówno na potrzeby kanałów online, jak i retail. Łącznie w Grupie zespół ds. rozwoju produktów i platform Grupy składa się z około 160 wysoko wykwalifikowanych osób, w tym około 85 programistów, 55 innych pracowników zajmujących się rozwojem technologii i platform oraz 20 pracowników zajmujących się business intelligence oraz analityką biznesową.

Bitcoin stoi w miejscu

itcoin odnotował w zeszłym tygodniu odbicie cen, ale te ostatnie wzrosty ustały. Kryptowaluty rozpoczęła tydzień handlu poniżej 47 000 dolarów, osiągając w poniedziałek najwyższy poziom 47 635
dolarów na eToro. Jednak jego wyniki ucierpiały przez resztę tygodnia, spadając w piątek poniżej 44 000 dolarów. Jednak w weekend nieco się odbił i obecnie kosztuje około 45 800 dolarów.
Ethereum w międzyczasie kontynuował stabilne wzrosty w ciągu tygodnia, pomimo ogromnego odwrotu w piątek. Kryptowaluta rozpoczęła tydzień handlu około 3250 dolarów, wzrastając do 3370 dolarów
w czwartek. Jednak w piątek token uległ znacznemu spadkowi, kształtując się zaledwie na poziomie 3192 dolarów. Jednak w weekend szybko odrobił straty i obecnie notuje się znacznie powyżej 3450
dolarów.

Wydaje się, że rynki kryptowalut w ostatnim miesiącu podążały podobną drogą co akcje, które zostały dotknięte przez napięcia geopolityczne i rosnące stopy procentowe. Odbicie z ostatniego miesiąca jest zachęcające, ale tokeny nadal działają w dość ograniczonym zakresie, szukając bardziej pozytywnych wskaźników, aby umocnić cenę.

Inwestorzy będą cieszyć się z bieżących wiadomości, że operatorzy stablecoinów, tacy jak Terra, nadal kupują duże wolumeny tokenów, ale poza tym rynek nadal znajduje się w okresie niepewności,
w obliczu wydarzeń na świecie.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro