PFR Ventures inwestuje 100 mln PLN w 2 fundusze private debt

PFR Ventures zainwestował 100 mln PLN w dwa fundusze private debt: polski CVI oraz wywodzący się z Wielkiej Brytanii Beechbrook. Oba zespoły udzielają firmom finansowania dłużnego. Tym samym, PFR Ventures poszerzył zakres swojego programu PFR PE o ten typ funduszy.

Z początkiem 2022 roku portfel PFR Ventures rozbudował się o dwa nowe fundusze private debt: CVI oraz Beechbrook. Tym samym polski inwestor instytucjonalny zainwestował już w sumie w 10 funduszy PE. Dotychczas zapewniły one około 6 mld PLN dla blisko 60 firm działających na polskim i międzynarodowym rynku.

Do tej pory PFR Ventures inwestowało przede wszystkim w fundusze o profilu wzrostowym (growth), wykupowym (buyout) oraz mezzanine (formuła hybrydowa łącząca dług z kapitałem własnym). Inwestycje w CVI i Beechbrook rozszerzają mandat inwestycyjny o fundusze dłużne (private debt). PFR Ventures planuje zainwestować w jeszcze co najmniej jeden zespół o takim profilu.

Rozwój lokalnego rynku

CVI to doświadczony zespół ekspertów inwestycyjnych, zdecydowany lider private debt w regionie Europy Centralnej, który już wcześniej dostarczał finansowania spółkom z regionu. Z początkiem 2022, najnowszy fundusz CVI skierowany do inwestorów instytucjonalnych osiągnął kapitalizację 100 mln EUR. Obecnie PFR Ventures zainwestował w niego 12 mln euro.

Jesteśmy liderem rynku private debt w Europie Centralnej – mówi Rafał Lis, partner zarządzający CVI. – Łącząc wieloletnie doświadczenie zespołu z najlepszymi standardami procesu inwestycyjnego udało nam się zbudować efektywną platformę dostarczania finansowania najbardziej interesującym przedsięwzięciom. Nowy fundusz CVI, w który zainwestował PFR Ventures umożliwi realizację kolejnych ciekawych projektów, oferując jednocześnie atrakcyjne stopy zwrotu inwestorom

Annemarie Dalka, dyrektorka inwestycyjna w PFR Ventures
Annemarie Dalka, dyrektorka inwestycyjna w PFR Ventures

Balansujemy nasz portfel, aby kapitał PFR trafiał do najlepszych zespołów zarządzających zarówno w regionie, jak i na świecie. Nasze inwestycje w lokalnych zarządzających potwierdzają ich atrakcyjność w oczach zagranicznych inwestorów i ułatwiają pozyskiwanie kapitału z dodatkowych źródeł. Tak było też w przypadku CVI, który dzięki naszemu zaangażowaniu mogło liczyć na dodatkowe pieniądze z Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego – mówi Annemarie Dalka, dyrektorka inwestycyjna w PFR Ventures.

Ekspozycja w najlepszych międzynarodowych funduszach

Beechbrook to fundusz, który działa od blisko 13 lat i zainwestował już w 83 spółki. Zespół prowadzi już czwarty fundusz dłużny. Inwestycja PFR Ventures wyniosła 10 mln EUR i jest powiązana ze zobowiązaniem Beechbrook do zainwestowania dwukrotności tej kwoty w polskie spółki.

Nasze międzynarodowe działania ponownie skierowały uwagę jednego z najlepszych zespołów w Europie na polski rynek. Beechbrook nie tylko zainwestuje w polskie przedsiębiorstwa dwukrotność naszego wkładu, ale także rozbuduje swój zespół o zarządzających z naszego rynku. Tym samym do polski trafi nie tylko kapitał, ale też wiedza o najlepszych praktykach rynkowych – mówi Michał Gładyś, dyrektor inwestycyjny w PFR Ventures.

Cieszymy się, że PFR Ventures dołącza do naszego czwartego europejskiego funduszu private debt. Zapewniamy elastyczne opcje finansowania małym i średnim firmom z Europy Północnej i cieszymy się, że możemy poszerzyć obszar naszej działalności o Polskę. Segment lower mid–market to ważny element ekosystemu gospodarczego każdego państwa, a my będziemy kontynuować wspieranie średnich firm w rozwoju – mówi Paul Shea, partner zarządzający Beechbrook Capital.

Zgodnie z informacjami z połowy 2021 roku, PFR Ventures przeznaczyło na inwestycje w fundusze Private Equity dodatkowe 0,5 mld PLN. Z tych środków dokonano już trzech inwestycji. Kolejne planowane są jeszcze w tym roku.

Wynagrodzenia w digital i e-commerce

Pandemia wymusiła na wielu firmach zmianę strategii biznesowej, co znacząco oddziaływało na rynek pracy i doprowadziło do zwiększonego zapotrzebowania na ekspertów z obszaru digital i e-commerce. Duży popyt na nowych pracowników przy jednoczesnym niedoborze talentów stale wpływa na rosnące wynagrodzenia. W efekcie kandydaci z tego obszaru, w trakcie zmiany pracy, mogą liczyć na wzrost wynagrodzeń nawet o 10% – 20%. Najwięcej zarobi się na stanowiskach bezpośrednio związanych z e-commerce i digital, najmniej otrzyma copywriter i graphic designer. Więcej o płacach w obszarze digital i e-commerce w najnowszym raporcie Manpower.

30 000 zł brutto to najczęściej ofertowane wynagrodzenie na pozycji dyrektora e-commerce, a niektórzy kandydaci na to stanowisko mogą liczyć nawet na 45 000 zł brutto. Z kolei manager w ramach e-commerce najczęściej może zarobić 18 000 zł brutto, a najlepsi w dobrze płatnych branżach mogą otrzymać nawet 22 000 zł brutto. W obszarze digital kandydatowi na stanowisko dyrektora proponuje się najczęściej 28 000 zł brutto, z maksymalną stawką na poziomie 35 000 zł brutto. Z kolei digital manager może spodziewać się 15 000 zł brutto, które jest ofertowane najczęściej.

– Zwiększenie sprzedaży online oraz rozwój technologii wpłynęły na dynamiczny wzrost zapotrzebowania na specjalistów z obszaru digital i e-commerce. Aby osiągnąć przewagę konkurencyjną, firmy rozpoczęły inwestycje w zaawansowane analizy danych, personalizację, customer experience czy automatyzację procesów marketingowych. Dlatego na wiele ofert pracy mogą liczyć obecnie osoby na stanowiskach, takich jak e-commerce manager, digital manager, projektant UX/UI, marketing automation specialist, czy CRM manager. Korzystne perspektywy kariery czekają też na pracowników zajmujących pozycje SEM/SEO specialist, traffic manager, web analyst, czy customer experience manager. W agencjach marketingowych nieustannie prowadzone są rekrutacje mające na celu przyciągnięcie project managerów, account managerów, strategy plannerów, content managerów, czy social media managerów – mówi Anna Tietianiec, business manager i ekspert w obszarze rekrutacji dla obszaru digital i e-commerce.

Mimo intensywnego rozwoju e-commerce i digital w Polsce na przestrzeni ostatnich kilku lat, liczba ekspertów w tym obszarze nadal pozostaje niewystarczająca. Zapotrzebowanie na nowe ręce do pracy a jednocześnie trudna dostępność pożądanych pracowników zachęcają firmy do szukania rozwiązań, które pozwolą im wzmocnić swoją konkurencyjność na rynku.

– Doświadczony pracownik, w trakcie zmiany pracy, może liczyć na wzrost wynagrodzenia w granicach 10 – 20%. Kandydaci z tego sektora niezwykle cenią sobie elastyczność. Doceniają pracę w formule w pełni zdalnej, rzadziej, hybrydowej. Najczęstszą motywacją do udziału w procesie rekrutacyjnym jest motywacja finansowa bądź możliwość rozwoju. Oceniając atrakcyjność propozycji zawodowej, kandydaci biorą pod uwagę zaplecze technologiczne firmy, możliwości uczestniczenia w szkoleniach branżowych oraz atrakcyjność projektów, w jakich będą brali udział – podsumowuje Anna Tietianiec.

Stanowiska najniżej opłacane w ramach obszaru digital i e-commerce to copywriter, z najczęściej oferowaną stawką na poziomie 8 000 zł brutto i maksymalną wyższą o 2 000 zł. Specjalista ds. afiliacji zarobi najczęściej 7 500 zł brutto, do maksymalnie 10 000 zł brutto.

Zaległości firm wobec banków i dostawców wzrosły w ciągu pierwszych dwóch miesięcy br. o ponad 419 mln zł

Na koniec lutego 314 352 przedsiębiorstw miało łącznie 37,74 mld zł przeterminowanych zobowiązań w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK. Zaległości firm wobec banków i dostawców wzrosły w ciągu pierwszych dwóch miesięcy br. o ponad 419 mln zł (1,1 proc.), przybyło też 2785 niesolidnych dłużników. W porównaniu z początkiem zeszłego roku widać, że dynamika zmian wyhamowała.

Wg danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK, w ciągu pierwszych dwóch miesięcy 2022 roku, w największym stopniu za sprawą długów pośredników finansowych, podwyższyły się przeterminowane i nieopłacone zobowiązania sektora Działalność finansowa i ubezpieczeniowa (o 26 proc., 150 mln zł). Znacząco ponad średnią wzrosły też zobowiązania Pozostałej działalności usługowej (2,5 proc., 8,5 mln zł).Zaległości firm wobec banków i dostawców wzrosły w ciągu pierwszych dwóch miesięcy br. o ponad 419 mln zł

– Głównie dołożyły się do tego zakłady fryzjersko-kosmetyczne i zakłady pogrzebowe oraz usługi związane z poprawą kondycji fizycznej. Szczególnie martwiące są kłopoty oferujących usługi beauty i fitness, bo w sumie obostrzenia pandemiczne już ich nie dotyczą, a widać, że sytuacja do końca nie wróciła do normy. Bardziej zauważalny na tle innych sektorów wzrost zaległości odnotowała też Informacja i komunikacja (2,1 proc., 11 mln zł). I tu  zaskoczenie, bo w płatnościach zawiodły, w tym sektorze przede wszystkim podmioty zajmujące się oprogramowaniem oraz doradztwem IT, które z pewnością obecnie na brak klientów nie narzekają – wskazuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Z początkiem roku słabiej wypadły też Transport i gospodarka magazynowa (1,9 proc., 41 mln zł), tu zaległości podbił głównie transport drogowy. Nie najlepiej w 2022 weszły też  Rolnictwo (1,8 proc., 10,5 mln zł) oraz Kultura, rozrywka i rekreacja (1,7 proc., 2,9 mln zł). W ostatnim przypadku widać, że trudności mają firmy przygotowujące przedstawienia oraz prowadzące obiekty sportowe.

W największych, kluczowych sektorach gospodarki, przemyśle, handlu i budownictwie zmiany były bardzo nieznaczne.

Ponad 60 proc. Polaków wyda mniej na święta niż rok temu

  • Rośnie liczba Polaków chcących oszczędzić na zakupach świątecznych. Zmiana rdr. jest na poziomie 13 p.p.
  • Polacy przytną nakłady na świąteczne zakupy. Najczęściej wydadzą o 10-20 proc. mniej niż rok temu
  • Prawie co trzeci Polak w tym roku wyda na świąteczne zakupy spożywcze do 200 zł na osobę

Z najnowszego sondażu wynika, że Polacy najczęściej planują wydać do 200 zł na świąteczną żywność dla jednej osoby. Tak deklaruje prawie 37% badanych. 200-300 zł wskazuje 26% rodaków, 300-400 zł – ponad 13%, 400-500 zł – powyżej 8%, a przeszło 500 zł – blisko 5%. Od początku pandemii przybyło shopperów tnących koszty. W tym roku z powodu rosnącej inflacji i innych negatywnych czynników niecałe 64% ankietowanych chce przed świętami zacisnąć pasa. W porównaniu do poprzedniego roku to więcej o blisko 13 p.p. Obecne redukcje mają sięgać przeważnie od 10 do 20%.

Wielkość wydatku

Według badania przeprowadzonego pod koniec marca br. przez UCE RESEARCH i Grupę BLIX, w tym roku 36,9% Polaków planuje wydać na wielkanocną żywność do 200 zł w przeliczeniu na jednego domownika. 25,8% rodaków deklaruje 200-300 zł, 13,2% – 300-400 zł, a 8,4% – 400-500 zł. Z kolei 4,8% konsumentów zamierza przekroczyć 500 zł. Wysokość wydatku nie ma znaczenia dla 1,6% respondentów. W ankiecie uczestniczyło ponad 2,2 tys. dorosłych osób, które w swoich gospodarstwach odpowiadają za robienie zakupów.

– Niemal 40% ankietowanych planuje przeznaczyć na zakup produktów spożywczych mniej niż 200 zł na osobę. Wskazanie najniższego pułapu wynika z potrzeby oszczędzania w dobie rosnącej inflacji. Jednak deklarowana kwota powinna pokryć zakup składników tradycyjnych potraw świątecznych, w tym m.in. jaj, majonezu, bakalii, białego sera, masła i wielu innych potrzebnych artykułów spożywczych – mówi Anna Senderowicz, analityk sektorowy z PKO Banku Polskiego.

Z sondażu wynika też, że 9,3% uczestników badania jeszcze nie wie, ile wyłoży na wielkanocne potrawy. Jak zauważa dr Krzysztof Łuczak, współautor badania z Grupy BLIX, Polacy w przeszłości wielokrotnie przesadzali z ilością kupowanej żywności na święta, której nie byli w stanie zjeść. W rezultacie duża część pożywienia marnowała się. W ostatnim roku sytuacja ekonomiczna wielu osób pogorszyła się, a do tego większość rodaków zaczęła niepokoić się o swoją przyszłość. Konsumenci chcą rozważniej robić świąteczne zakupy. Jednak potrzebują nauczyć się tego w praktyce. Dlatego prawie 1 na 10 badanych może nie wiedzieć, ile pieniędzy finalnie wyda.

– Zaplanowanie świątecznego budżetu jest wyzwaniem. Silnie rosnące ceny podstawowych artykułów spożywczych uderzają szczególnie w rodaków z niższymi dochodami. Osoby lepiej zarabiające raczej nie będą oszczędzały na wielkanocnych zakupach. Zniesienie obostrzeń pandemicznych może sprzyjać spotkaniom w większym gronie, co pociągnie za sobą powiększenie zaplanowanych wydatków. Dlatego część osób nie umie określić, ile faktycznie wyda – wyjaśnia analityk z PKO Banku Polskiego.

Więcej oszczędzających

W związku z rosnącą inflacją i innymi negatywnymi czynnikami, 63,6% badanych zamierza wydać mniej pieniędzy na świąteczne potrawy niż rok temu. W minionych latach nieco ponad połowa respondentów zapowiadała redukcję wydatków (51% w 2021 roku i 56% w 2020 roku). Natomiast w br. 20,1% ankietowanych nie planuje zaciskać pasa. I pod tym względem nastąpił spadek (32% w 2021 roku i 29% w 2020 roku). W obecnej edycji badania 6,3% rodaków jeszcze nie podjęło decyzji w tej kwestii, a 5,3% nie potrafi się określić. Dla 4,7% to nie ma znaczenia.

– Obawy związane z toczącą się tuż obok nas wojną i gwałtowny wzrost kosztów utrzymania pogarszają nastroje konsumenckie. Ponadto w ostatnim czasie Polacy przeznaczyli część swoich dochodów na wsparcie dla uchodźców i z tego powodu mogą mieć mniej środków na święta. Niemniej udział osób, które nie zamierzają ograniczać wydatków, nadal jest spory. To pokazuje silne przywiązanie do tradycji przygotowania świąt przy suto zastawionym stole. Może też być efektem dobrej sytuacji na rynku pracy i wzrostu wynagrodzeń – analizuje Senderowicz.

Wśród osób, które planują ograniczenie świątecznych wydatków, 22,3% wyda o 15-20% mniej niż rok temu. 22,2% badanych z tej grupy deklaruje spadek o 10-15%. Z kolei 16,2% ankietowanych wskazuje redukcję o 20-30%. Jak komentuje dr Łuczak, chęć zmniejszenia inwestycji powyżej poziomu inflacji wynika z silniejszej potrzeby oszczędzania niż w minionych latach. Polacy zdają sobie sprawę z tego, że Ukraina była dużym eksporterem żywności. I tym samym przewidują, że przez trwający konflikt ceny produktów spożywczych w Europie mocno wzrosną w tym roku.

– W sytuacji drożejącej żywności ograniczanie wydatków oznacza mniejszą konsumpcję. Niewiele pomaga wprowadzona w lutym br. tarcza antyinflacyjna, gdyż wzrosty cen są tak silne, że obniżka VAT-u nie jest w stanie zmienić trendu. Dziś praktycznie niemożliwe jest znalezienie artykułu spożywczego, który byłby tańszy niż przed rokiem. Deklaracje konsumentów oznaczają więc, że część z nich planuje spędzić święta znacznie skromniej, niż to bywało wcześniej – zaznacza Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego z Santander Bank Polska.

Jak jeszcze zacisnąć pasa?

Natomiast 9,5% Polaków chcących wydać mniej pieniędzy niż na poprzednią Wielkanoc jeszcze nie zdecydowało, o ile procent zmniejszy tę kwotę. 9,2% deklaruje redukcję o 10%. Z kolei 8,9% nie wie, jak odpowiedzieć na zadane pytanie. Łącznie prawie 12% respondentów przewiduje ograniczenie wydatków o co najmniej 30% względem zeszłego roku. Wśród nich 6% zapowiada uszczuplenie świątecznego budżetu o 30-40%, 4,2% badanych – o 40-50%, a 1,5% ankietowanych – o ponad 50%.

– Redukcja wydatków przekraczająca 30% na osobę w rodzinie świadczy o tym, że konsumenci już doświadczają trudności finansowych lub niedługo się ich spodziewają. Wpływać na to mogą m.in. rosnące raty kredytów na domy, mieszkania i samochody. Tego rodzaju podwyżki mogą pochłaniać nawet 30-40% dotychczasowych budżetów. To tłumaczy ww. poziom ograniczeń. Jednak nie wszyscy Polacy, których sytuacja ekonomiczna pogorszyła się, chcą zaciskać pasa na święta. Dlatego tylko niespełna 12% ankietowanych deklaruje zmniejszenie wydatków o ponad 30% – tłumaczy dr Łuczak.

Jak podsumowuje Grzegorz Rykaczewski, drastyczne ograniczenie wydatków prawdopodobnie jest związane z pogorszeniem kondycji gospodarstw domowych względem poprzedniego okresu. W niektórych przypadkach nastawienie na duże oszczędności może też być reakcją na wybuch wojny za naszą wschodnią granicą. Rozgrywający się blisko nas konflikt militarny wciąż stanowi nowe doświadczenie dla Polaków. Wysoka dynamika wydarzeń skłania do gwałtownych reakcji i deklaracji. Jednak może dawać krótkotrwały efekt. Po pierwszym etapie szoku emocje opadną. Wówczas nastroje konsumentów mogą się uspokoić. Oznacza to, że część osób będzie w stanie wydać więcej na święta, niż zapowiadało.

Vivid Games zaprezentował wstępne wyniki za marzec

Vivid Games utrzymuje przychody ze sprzedaży na wysokim poziomie. Poza niesłabnącą kondycją Real Boxing 2, coraz większy wpływ ma na nie rosnąca sprzedaż Eroblast.W marcu Spółka wypracowała przychody na poziomie 2,6 mln zł i zysk netto w kwocie 20 tys. zł. EBITDA za I kwartał to 1,0 mln zł. Na koniec marca na rachunkach Spółki były 2 mln zł.

Real Boxing 2 otrzymał w ostatnich tygodniach kilka następujących po sobie globalnych wyróżnień w kanałach sprzedaży, co dowodzi rosnącego potencjału gry w oczach Apple App Store i Google Play.

Real Boxing 2 jest obecnie w fazie szerokiego eksplorowania kolejnych możliwości zwiększania zarówno zasięgu jak i dochodowości. Z jednej strony stale inwestujemy w angażujące kampanie live-ops i rozbudowę gry. Z drugiej znajdujemy nowe kanały jak TikTok, dzięki którym społeczność użytkowników stale rośnie. Jednym z celów na II kwartał jest odświeżenie animacji wewnątrz gry. Chcemy, by rozgrywka na naszym ringu dostarczała graczom jeszcze więcej wrażeń.” – podkreśla Bartosz Biniecki, product owner Real Boxing 2.

Dzięki wyróżnieniom w kanałach sprzedaży istotnie zwiększyliśmy dzienną liczbę aktywnych użytkowników (DAU). W samym marcu gra została pobrana blisko 1,2 mln razy, z czego aż ~530 tys. to użytkownicy organiczni, czyli tacy, którzy nie wymagają nakładów na user acquisition. ARPU jest nieco niższe niż w styczniu czy lutym i wynosi dla kluczowych rynków 1,09 USD, jednak jest to standardowe odchylenie w sytuacji dużej liczby użytkowników organicznych. Przeanalizowaliśmy ARPU dla ruchu nabytego w ramach UA i tutaj nie widzimy istotnych odchyleń, wobec poprzednich miesięcy.” – tłumaczy Bartosz Biniecki.

Poza Real Boxing 2 Spółka może też pochwalić się coraz wyższymi przychodami Eroblast. „Eroblast jest specyficzną grą. W związku z tematyką nie może liczyć na wyróżnienia kanałów sprzedaży. Nasz zespół jednak konsekwentnie realizuje przyjętą strategię i od podstaw buduje bardzo zaangażowaną społeczność graczy. Przychody w marcu wzrosły o niemal 40% wobec lutego i wyniosły prawie 100 tys. USD. W ubiegły poniedziałek (04.04.) uruchomiliśmy pierwszą kampanię live-ops, a kolejne będą wypuszczane w tygodniowych odstępach. Zakładamy, że to również pozytywnie przełoży się na przychody.” – podkreśla Łukasz Kamiński, product owner Eroblast.

Poza powyższymi Spółka pracuje nad rozbudową portfolio. W marcu ogłosiła, że leitmotivem nowego, nawiązującego do Real Boxing 2, tytułu będzie świat walk karate. 8 kwietnia do dystrybucji na Nintendo Switch trafiła też kolejna gra z segmentu casual – Calm Colors.

Firmy z Litwy, Niemiec i Słowacji największymi dłużnikami polskich firm

Prawie 400 polskich firm czeka na uregulowanie 25,3 mln zł od zagranicznych kontrahentów. Największą część tej kwoty, bo 44 proc., muszą odzyskać spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, 22 proc. jednoosobowe działalności gospodarcze, a 12 proc. polskie spółki akcyjne. Jednak zdaniem ekspertów Krajowego Rejestru Długów i Rzetelnej Firmy, skala tych wierzytelności może być znacznie większa, gdyż nie każdy przedsiębiorca wie, że dłużnika z zagranicy można wpisać do KRD.

Średni dług zagranicznego przedsiębiorcy wynosi 34,8 tys. zł. W ciągu ostatniego roku łączne zaległości spadły, o 8 proc. r/r. Jednak liczba dłużników wzrosła o 1,7 proc.

Litwini najmniej rzetelni, Włosi spłacili zadłużenie

Najbardziej nierzetelnymi zagranicznymi partnerami biznesowymi dla polskich firm pozostają kontrahenci z krajów sąsiadujących. Najwięcej, bo 5,6 mln zł, zalegają Litwini. O milion mniej, czyli 4,6 mln zł, Niemcy, a 2,08 mln zł są winni Polakom Słowacy.

Co ciekawe, rok wcześniej na trzecim miejscu plasowały się Włochy, z ponad 3,9 mln zł do oddania. Jednak przedsiębiorstwa z tego kraju spłaciły sporą część swojego zadłużenia i do uregulowania pozostało im obecnie ponad 1 mln zł. Tuż za pierwszą trójką plasuje się Wielka Brytania, z której firmy narobiły sobie zaległości w Polsce na przeszło 1,9 mln zł. Ponad milion zł winne są belgijskie i holenderskie przedsiębiorstwa, niewiele do tego progu brakuje też Łotyszom.

O ile najwyższe sumy polskie firmy próbują odzyskać od Litwinów, o tyle najwięcej dłużników działa w Niemczech. Co trzeci wpisany do KRD zagraniczny podmiot to firma zza Odry.

W Krajowym Rejestrze Długów widnieje obecnie 727 zagranicznych firm, które nie uregulowały swoich należności wobec polskich przedsiębiorstw. Większość, bo 83 proc. niesolidnych kontrahentów, to przedsiębiorstwa z Unii Europejskiej, z którą polski biznes robi najwięcej interesów. Jednak zdarzają się także dość egzotyczne przypadki, jak dłużnicy z Wysp Świętego Tomasza i Książęcych, Peru czy Nowej Zelandii. Wszędzie na świecie bowiem mogą znaleźć się niesolidni płatnicy – podkreśla Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Kropla drąży skałę

Polski biznes z roku na rok coraz bardziej otwiera się na świat. Według wstępnych danych GUS, w 2021 r. polskie firmy wyeksportowały za granicę produkty o wartości ponad 1 biliona zł, pobijając zeszłoroczny wynik o 22,8 proc. Obroty w imporcie były zbliżone, również przekroczyły 1 bln zł i były wyższe o 28,8 proc. r/r. Do tego dochodzą także usługi, których polska jest znaczącym dostawcą. Ich wartość zrealizowana przez polski biznes w 2020 r. była szacowana na 257,8 mld zł. Z kolei import usług sięgał 156,5 mld zł. Międzynarodowe przepływy między Polską a innymi krajami są więc ogromne i tak jak w biznesie krajowym firmy mogą napotkać na partnera, który nie wywiąże się ze swoich finansowych zobowiązań, tak niesolidnych płatników nie brakuje również w innych częściach globu. Problemy z płatnościami od zagranicznych kontrahentów nie są też wyłącznie domeną firm eksportowych i importowych. Przedsiębiorstwa z innych państw inwestują na polskim rynku, podnajmują miejscowych wykonawców, składają zamówienia i tu również mogą pojawić się problemy z nieterminowymi płatnościami.

Zgłoszone w Krajowym Rejestrze Długów zaległości zagranicznych podmiotów mogą pomóc innym firmom uniknąć współpracy z nierzetelnym kontrahentem. Jednak wciąż niewiele firm decyduje się na taki ruch.

Polscy przedsiębiorcy mają ograniczone możliwości weryfikacji rzetelności płatniczej zagranicznych kontrahentów. Takie dane zbiera między innymi Krajowy Rejestr Długów. Warto z nich korzystać, bo myślenie, że zagraniczne firmy są zawsze solidne, jest błędne. Ale to co ujawnia KRD, to tylko niewielka część tych zaległości. Szacujemy, że skala wierzytelności zagranicznych może być nawet dziesięć razy wyższa. Po prostu wiele firm nie wie, że dłużników z innych państw można wpisywać również do KRD. A ma to głęboki sens, bo ostrzega innych polskich przedsiębiorców przed takimi kontrahentami. Tym samym wywiera na nich presję, aby zapłacili, bo inaczej nikt im nic więcej nie sprzeda – wskazuje Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Wojna zagrożeniem dla biznesu

Międzynarodowy biznes jest wrażliwy na wszelkie kryzysy i wahania koniunktury na globalnym rynku. Duże perturbacje może więc wywołać konflikt zbrojny za naszą wschodnią granicą. Krajowy Rejestr Długów odnotowuje obecnie śladowe zadłużenie podmiotów z Rosji, które nie przekracza kilku tysięcy złotych. Nie widnieje w nim Białoruś. Nieco gorzej wypadają tu firmy z Ukrainy, które nie uregulowały 443,6 tys. zł. Niemniej jednak, w związku z wojną, relacje handlowe w tych regionach ulegną załamaniu i wiele polskich firm może mieć problem z odzyskaniem pieniędzy od kontrahentów z tych krajów.

Co więcej, jak zwraca uwagę Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy, wojna na Ukrainie dotknie nie tylko kraje w nią zaangażowane, ale zatoczy dużo szerszy krąg. Nastąpi efekt domina. Do tego dochodzi wzrost kosztów, który towarzyszy wojnie, i który też częściowo będą musieli ponieść przedsiębiorcy w swoich krajach.

Kto czeka na pieniądze z zagranicy?

W gronie czekających na swoje pieniądze największą grupę stanowią spółki z o.o. (257) oraz jednoosobowe działalności gospodarcze (244). Te pierwsze mają jednak dwa razy więcej do odzyskania od zagranicznych dłużników, bo przeszło 11,2 mln zł.

Wśród branż nie ma zdecydowanego lidera. Poważnym wierzycielem są firmy zajmujące się budownictwem (5,6 mln zł), jak i transportem lub gospodarką magazynową (5,5 mln zł). Na spłatę sporej kwoty czekają też przetwórcy przemysłowi (4,7 mln zł) oraz przedstawiciele sektora handlu (4 mln zł). Wierzytelności tych czterech branż stanowią 79 proc. sumy zadłużenia wobec polskich firm.

NBP zaskoczył wszystkich znaczną podwyżką stóp procentowych

W tym tygodniu głównym wydarzeniem dla złotego było posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej NBP. Bank centralny zaskoczył wszystkich znaczną podwyżką głównej stopy procentowej o 1%, do 4,5%. Rynek oczekiwał wzrostu jedynie o 0,5%. Natomiast powodem tak gwałtownego wzrostu jest wysoka inflacja. W marcu wzrosła do 10,9% rok do roku, co zdołało nawet przewyższyć wysokie oczekiwania rynku. Mówi się też, że członkowie Rady są gotowi do dalszej interwencji przeciwko osłabieniu złotego. Według NBP kolejne działania będą uzależnione od rozwoju sytuacji w gospodarce w zakresie skutków konfliktu na Ukrainie.

Inne dane makroekonomiczne to opublikowane w czwartek w Niemczech wyniki lutowej produkcji przemysłowej. Wzrosła ona o 0,2% miesiąc do miesiąca i o 3,2% w skali rok do roku. Należy jednak zauważyć, że styczniowe wyniki produkcji przemysłowej zostały zrewidowane w dół. Ponadto przemysł europejski prawdopodobnie stanie w obliczu stosunkowo trudnego okresu z powodu gwałtownego wzrostu nakładów.

Kurs złotego nie zmienił się znacząco w porównaniu do ubiegłego tygodnia i w piątek rano był na poziomie 4,64 PLN/EUR. Z kolei eurodolar spadł w tym tygodniu i w piątek rano był notowany po 1,085 USD/EUR.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Podwyżka stóp procentowych to wyższe odsetki podatkowe

Na wczorajszym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej kolejny raz podniosła stopy procentowe. Decyzja ta ma wpływ nie tylko na raty kredytów, ale także na wartość odsetek ustawowych od zaległości podatkowych.

Od października 2014 do lutego 2022 roku wysokość odsetek ustawowych wynosiła 8%. Po ostatnich podwyżkach stóp procentowych było to 8,5% w lutym oraz 10% w marcu. Środowa decyzja RPP spowodowała, że od 7 kwietnia podstawowe odsetki ustawowe (także od zaległości podatkowych) wynoszą 12%. Ekonomiści przewidują dalsze podwyżki stóp w kolejnych miesiącach. Co za tym idzie, wysokość odsetek również wzrośnie. Następne posiedzenie RPP jest zaplanowane 5 maja br.Podwyżka stóp procentowych to wyższe odsetki podatkowe

Czym są odsetki ustawowe?

Jest to najpowszechniejsza forma odszkodowania za opóźnienia w spłacie świadczeń pieniężnych. Dzięki tej regulacji wierzyciel musi jedynie udowodnić okres zwłoki ze strony dłużnika oraz wysokość zadłużenia wynikającą z nieterminowego opłacania zobowiązań. Aby otrzymać odszkodowanie nie musi więc wykazywać swoich strat.

Odsetki ustawowe należą się zarówno przedsiębiorcom, jak i osobom, które nie prowadzą działalności gospodarczej. Każdy może się znaleźć w sytuacji, w której musi je spłacić, np. za zaległości podatkowe, nieterminowe opłacanie faktur i rachunków czy ujemne saldo na koncie bankowym. Podmiot, który zaczyna naliczać odsetki, nie musi informować o tym innego podmiotu, także dłużnika.

Czym są zaległości podatkowe?

​​Są to podatki nieuregulowane w terminie. W sytuacji kiedy podatnik wie, że z pewnych względów niemożliwa będzie terminowa zapłata podatku, może złożyć wniosek o tzw. ulgę podatkową, czyli odroczenie zapłaty lub rozłożenie należności na raty. Jeśli tego nie zrobi, fiskus będzie naliczał odsetki, które obecnie wynoszą wspomniane 12% w skali roku (wzrost o 4% względem roku 2021).

Co grozi za niepłacenie podatku w terminie?

Podatnik, który zalega z zapłatą podatku, może dodatkowo zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnoskarbowej. Jeśli pomimo upomnienia dług nie zostanie uregulowany w terminie 14 dni od dnia doręczenia decyzji, US może wszcząć postępowanie egzekucyjne, w ramach którego będzie ściągać zaległości podatkowe z majątku dłużnika. Dodatkowo, jeśli podatnik uporczywie nie płaci podatku, musi liczyć się z konsekwencjami karnoskarbowymi, czyli np. karą grzywny. Wynosi ona od 1/10 do dwudziestokrotności minimalnego wynagrodzenia. W 2022 roku to kwota od 301 zł do 60 200 zł.

Jak wyliczyć wysokość odsetek za zwłokę?

Do wyliczenia zaległości można skorzystać ze wzoru:

(kwota zaległości x liczba dni x stopa odsetek za zwłokę) / 365 = odsetki naliczone

Wszystkie wartości należy przez siebie pomnożyć, a następnie podzielić przez 365 dni w roku. Wynik należy odpowiednio zaokrąglić zgodnie z zasadami matematycznymi – jeśli końcówka jest mniejsza niż 50 groszy – pomija się ją, jeśli jest wyższa niż 50 groszy – zaokrągla się w górę do pełnych złotówek.

Co ważne, odsetek za zwłokę nie nalicza się, jeżeli ich wysokość nie przekracza trzykrotności wartości opłaty pobieranej przez operatora wyznaczonego w rozumieniu ustawy Prawo pocztowe za traktowanie przesyłki listowej jako przesyłki poleconej (obowiązki operatora wyznaczonego pełni Poczta Polska S.A.). Obecnie kwota ta wynosi 8,70 zł (czyli 3 x 2,90 zł).

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Amerykanie pokazują coraz lepsze dane

Perspektywy amerykańskiego rynku pracy są jeszcze lepsze niż były. Z naszego regionu ciemne chmury zbierają się z kolei nad Węgrami. Nie powinno zatem dziwić, że dolar zyskuje a forint traci.

Rynek pracy za oceanem idzie na rekord

Wczoraj poznaliśmy wyjątkowo niską wartość liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. 166 tysięcy tygodniowo to wynik, który uchodziłby za bardzo dobry w najlepszych momentach przed pandemią. Potwierdza on stawianą przez wielu analityków hipotezę, że USA ma szansę wyjść z pandemii z najlepszą kondycją rynku pracy od wielu dekad. Ma to oczywiście pozytywny wpływ na rynki walutowe. Przy tak dobrych wynikach ryzyko, że podwyżki stóp wpędzą największą gospodarkę świata w recesję, wydaje się niewielkie. Tym samym oddala się główny argument powstrzymujący wzrost stóp procentowych. Konsekwencje widać szczególnie patrząc na kurs dolara. O ile złoty był stabilny względem euro, to dolar od początku tygodnia podrożał o 7 groszy już.

Co z Węgrami?

Po wyborach wiele instytucji wypowiadało się na temat sytuacji Węgier. Prognozy dla tego kraju należy określić jako pesymistyczne. dobrym przykładem jest ostatnie stanowisko agencji ratingowej Fitch. Wskazuje ona na wzrost niepewności w relacjach z Unią Europejską. Z drugiej strony analitycy tej instytucji jako główny scenariusz przewidują brak odcięcia Węgier od środków unijnych, co jest bardzo dobrą wiadomością dla Budapesztu. Z drugiej strony nie wykluczają tego scenariusza. Bardzo mocno za to zrewidowano oczekiwania wzrostu gospodarczego. Na ten rok jest to spadek z 7,1% na 2,3%. Wśród głównych problemów wskazuje się zarówno militarną agresję Rosji na Ukrainę jak również wysoką inflację na Węgrzech. W tle tych mało jednak optymistycznych prognoz inwestorzy wycofują się z forinta.

Ropa przez moment złamała 100 dolarów

Wczoraj również baryłka ropy naftowej Crude złamała magiczną barierę cenową 100 dolarów. Piszemy również, gdyż baryłka ropy WTI notowana w USA robiła to już kilkukrotnie w ostatnich dwóch tygodniach. Znajduje się ona zresztą od środy poniżej tej bariery. Analitycy jako główny powód spadków wskazują uwolnienie rezerw. Jest też kwestia korekty. Dotychczasowe poziomy są relatywnie wysokie. Mniej negatywnych bodźców powoduje, że cena wraca do poziomów sprzed wojny. Z drugiej strony pandemia w Azji, która była jednym z powodów spadków popytu na ropę powoli wygasa. Szczególnie na uwagę zasługuje Hong Kong, gdzie osiągnięto już poniżej 5% zarażeń z marcowych szczytów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

NBP sugeruje, że podwyżka o 100 pb. to nie front-loading

Brak jasnej komunikacji ze strony NBP i ogólna niepewność sprawiają, że trudno precyzyjnie przewidywać wysokość stóp, lecz oczekiwania dotyczące podwyżek rosną. Uważamy obecnie, że w nadchodzących miesiącach stopy sięgną do 5,50% lub wyżej.

Prezes NBP na konferencji prasowej zasugerował, że decyzja podwyżki stóp o 100 pb. nie stanowiła front-loadingu (skoncentrowanego, mocnego ruchu, który mógłby sugerować szybsze zakończenie cyklu zacieśniania) i że nie wskazuje ona, kiedy może zakończyć się cykl. Jednocześnie Adam Glapiński nie określił, jak wysokie mogą być stopy, ani nawet czego można się spodziewać po kolejnym posiedzeniu. Podkreślił, że RPP będzie regulować politykę w zależności od napływających danych, podobnie jak zrobiła to w kwietniu. Niemniej wspomniał, że luźna polityka fiskalna w obecnej sytuacji oznacza, że polityka monetarna musi być ciaśniejsza, by przeciwdziałać inflacji.

Prezes Glapiński poświęcił sporo czasu na omówienie wpływu wojny w Ukrainie i niepewności z nią związanych na inflację i sytuację gospodarczą. Zasugerował, że nawet 4–5 p.p. inflacji może wynikać z czynników geopolitycznych i gdyby nie one, inflacja mogłaby wynosić 6–7%.

Poinformował również, że rozmawiał z prezesem Rezerwy Federalnej Jerome’em Powellem. Miał on potwierdzić, że Fed jest gotów udzielić wsparcia NBP. Wcześniej, mniej więcej dwa tygodnie temu, NBP ogłosił uruchomienie linii swapowej o wartości 10 mld euro z Europejskim Bankiem Centralnym. Tego typu wsparcie pozwala na łagodzenie napięć na rynku poprzez zapewnienie płynności w obcej walucie oraz może poprawić komfort prowadzenia interwencji walutowych.

Zacieśnianie polityki pieniężnej powinno pomóc złotemu

Rynek na środową decyzję zareagował umocnieniem złotego. Po publikacji komunikatu po posiedzeniu waluta utraciła jednak swoje zyski, a kurs EUR/PLN z okolic 4,61 powrócił do 4,65, co mogło mieć związek z brakiem nowych wieści dotyczących dalszych działań banku centralnego. Wpływ mógł mieć również negatywny sentyment do ryzyka, który wywierał presję na waluty CEE i inne aktywa ryzykowne w dniu decyzji.

Reakcja złotego na odbywającą się następnego dnia konferencję prezesa Glapińskiego była ograniczona. Pod koniec konferencji waluta doświadczyła osłabienia. Niemniej złoty zakończył dzień, radząc sobie lepiej niż pozostałe kluczowe waluty regionu, czyli forint węgierski i korona czeska.

Narodowemu Bankowi Polskiemu wyraźnie zależy na silniejszej walucie, która wspierałaby ograniczenie inflacji. Uważamy, że mimo posiadania znacznych rezerw walutowych odpowiadających 158 mld dolarów (mniej więcej 5,5 miesięcy pokrycia importu) i wsparcia głównych banków centralnych, w tym pod postacią linii swapowej z EBC, NBP nie będzie wykorzystywać interwencji walutowych jako głównego narzędzia do wsparcia złotego. Ważniejsze będą zapewne zmiany stóp procentowych i komunikacja.

Zacieśnianie polityki pieniężnej powinno naszym zdaniem pomóc polskiej walucie i umożliwić jej dalszą aprecjację w nadchodzących miesiącach i kwartałach.

Wykres 1: Kurs EUR/PLN (05.04.2022 – 08.04.2022)

Wykres 1: Kurs EUR/PLN (05.04.2022 – 08.04.2022)
Źródło: Bloomberg Data: 08.04.2022

Rosną oczekiwania dotyczące podwyżek stóp

Sądzimy, że Rada Polityki Pieniężnej będzie kontynuować podwyżki stóp na nadchodzących posiedzeniach. Brak jasnej komunikacji ze strony NBP i ogólna niepewność sprawiają jednak, że trudno precyzyjnie przewidywać wysokość stóp. Nieco podnieśliśmy nasze oczekiwania i uważamy obecnie, że w nadchodzących miesiącach stopy sięgną do 5,50% lub wyżej – podczas gdy obecny poziom stopy referencyjnej wynosi 4,50% (najwyżej od 2012 r.). Wydaje się, że przeciwdziałanie inflacji będzie głównym celem banku, który nie martwi się zbytnio możliwym spowolnieniem gospodarczym.

Oczekiwania rynkowe są jeszcze agresywniejsze niż nasze – wyceny instrumentów pochodnych sugerują, że oczekiwana wysokość stóp za sześć miesięcy to 6,50–6,75%, czyli niemal 50 pb. więcej niż przed posiedzeniem.

Wykres 2: Stawki FRA 6×9 dla PLN (oczekiwany poziom WIBOR 3M za 6 miesięcy) (kwiecień ‘21 – kwiecień ‘22)

Wykres 2: Stawki FRA 6x9 dla PLN (oczekiwany poziom WIBOR 3M za 6 miesięcy) (kwiecień ‘21 – kwiecień ‘22)
Źródło: Bloomberg Data: 08.04.2022

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Co bardziej zagraża złotemu – wojna czy inflacja?

Trzymanie gotówki staje się nieopłacalne. Chociaż świat codziennie zamiera w szoku wywołanym wojną w Ukrainie, pierwsza panika na rynkach finansowych minęła. Jednak nie odpuszcza inflacja.

Giełdy odrobiły straty wywołane agresją rosyjską w Ukrainie, a kursy głównych walut spadły w ostatnim czasie o kilkadziesiąt groszy. Zdaniem ekspertów pierwszy szok spowodowany wybuchem wojny został wyhamowany. – Pod koniec lutego polska waluta osłabła na niespotykaną skalę, a z giełdy wyparowały miliardy złotych. Mimo iż w Ukrainie nadal giną ludzie, to rynki otrząsnęły się z panikizłotówka się umacnia, a warszawska giełda rośnie – mówi Jakub Balcerzak, doradca biznesowy Amronet.pl. Ale jednocześnie podkreśla, iż mimo spadków kursów dolara (4,20 zł – 04.04.2022) i stabilizacji euro (4,63 zł – 04.04.2022), nasza rodzima waluta kończy kwartał w najgorszej formie od 18 lat.

Kolejne zagrożenie

Koniec marca to powolny powrót kursów walut do poziomu sprzed 24 lutego. Zarówno dolar, jak i euro są obecnie w tym samym miejscu, gdzie były w listopadzie, czyli wtedy, gdy mało kto wierzył w scenariusz, w którym Putin zdecyduje się zaatakować Ukrainę.

Całe straty od początku wojny odrobił już najważniejszy indeks warszawskiej giełdy. WIG20 od dołka odnotowanego 24 lutego zyskał na wartości już około 20 proc. Podobnie jest na parkietach w Niemczech czy Francji. Z kolei w USA akcje są wyceniane najwyżej od połowy stycznia – mówi Jakub Balcerzak i dodaje, że dalszy rozwój sytuacji zależy od międzynarodowego „cichego” wsparcia Rosji, np. przez Chiny czy też od pogłębiania sankcji nakładanych na reżim Putina przez USA i Unię Europejską.

Obecnie problemem najbardziej palącym jest inflacja. Jej efektem będzie znaczna podwyżka cen artykułów spożywczych. Chleb już wkrótce może zdrożeć o 20 proc., a to i tak nie koniec. Dobrym wskaźnikiem jest indeks cen żywności FAO, który osiągnął w ubiegłym miesiącu rekordową wartość.

Ale w żadnym stopniu nie uwzględniał tego, co się wydarzyło na rynku zbóż, roślin oleistych w reakcji na wybuch wojny. Ceny zbóż i roślin oleistych na giełdach światowych wzrosły o ponad 50 proc.

Inflacja w marcu wyniosła 10,98 proc. i zdaniem ekspertów podwyższenie tego wyniku nie jest wykluczone.

Ukraińcy kupują na potęgę mieszkania w Polsce

W 2021 r. w ręce cudzoziemców trafiło ponad 10,6 tys. mieszkań. Portal GetHome.pl ustalił, że pod względem metrażu obywatele Ukrainy kupili ich więcej, niż łącznie obywatele kolejnych 16 krajów, w tym m.in. Niemiec, Białorusi, Rosji, Włoch, Francji i Wielkiej Brytanii!   

Od przeszło 20 lat nasz rynek mieszkaniowy jest dla cudzoziemców niemal całkowicie otwarty. Zezwolenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) wymaga jedynie zakup nieruchomości w strefie nadgranicznej. Ograniczenie obejmuje więc m.in. kupno mieszkań w Szczecinie, Trójmieście, Świnoujściu oraz Zakopanem. Oczywiście takiego zezwolenia nie potrzebują obywatele UE.

Raporty MSWiA przyzwyczaiły nas więc do tego, że rejestrowanych transakcji mieszkaniowych z udziałem cudzoziemców jest coraz więcej. Pandemia COVID-19 tylko na rok przełamała ten trend. 2021 r. przyniósł eksplozję transakcji – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo, który dotarł do najnowszych statystyk MSWiA. Jak podaje ten resort, w 2021 r. osoby z zagranicznym paszportem kupiły w naszym kraju 10621 mieszkań oraz 2542 lokale użytkowe. Tych pierwszych było aż o ponad 43% więcej niż rok wcześniej!Ukraińcy kupują na potęgę mieszkania w Polsce

Warto zwrócić uwagę, że nad Wisłą coraz lepiej czują się nasi wschodni sąsiedzi, zwłaszcza z Ukrainy. Pandemia Covid-19 zwiększyła ich skłonność do pozostania w Polsce i ograniczyły ich plany wyjazdów do innych krajów.  Agencja zatrudnienia Gremi Personal podaje, że do naszego kraju sprowadzają się już całe rodziny, które kupują u nas nieruchomości, a nawet zakładają własny biznes. Dlaczego Polska, a nie inny kraj UE? Gremi Personal wyjaśnia, że Polska jest dla imigrantów z Ukrainy „oknem na świat”, jest stabilna politycznie i gospodarczo, a jej obywatele korzystają w pełni z praw UE, co jest dla nich korzystne. Ponadto nasz kraj jako jedyny wprowadził podczas pandemii ułatwienia w przekraczaniu granicy oraz podjęcia pracy dla swoich wschodnich sąsiadów.

W Gremi Personal tłumaczą, że głównym powodem przyjazdów imigrantów z Ukrainy do Polski jest różnica w poziomie wynagrodzeń. Ponadto duża część osób wybiera imigrację także w poszukiwaniu lepszej jakości życia. Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej podaje, że w 2021 r. blisko 504,2 tys. cudzoziemców dostało zezwolenie na pracę. Aż 325,2 tys., czyli przeszło dwie trzecie przypadało na obywateli Ukrainy.

Nie dziwi więc, że od siedmiu lat to właśnie oni są największą grupą kupujących z obcym paszportem.  W 2021 r. sfinalizowali transakcje dotyczące co najmniej 4,5 tys. mieszkań. Pod względem metrażu obywatele Ukrainy kupili ich więcej, niż łącznie obywatele kolejnych 16 krajów, w tym m.in. Niemiec, Białorusi, Rosji, Włoch, Francji i Wielkiej Brytanii – mówi ekspert GetHome.pl.

I dodaje, że obywatele Ukrainy kupują u nas nie tylko mieszkania, ale także grunty, na co wciąż muszą mieć zezwolenie MSWiA. Resort podał, że w 2020  r. wydał im 626 takich zezwoleń na zakup 28,3 hektarów gruntów. Jako główny cel nabycia działek wnioskodawcy wskazywali zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych.Ukraińcy kupują na potęgę mieszkania w Polsce

Duży odsetek wśród cudzoziemców kupujących u nas mieszkania stanowią obywatele Białorusi i Rosji. Łącznie nasi wschodni sąsiedzi kupili w 2021 r. – głównie w największych miastach – przeszło 5,5 tys. mieszkań o łącznej powierzchni przeszło 303 tys. m kw. Gdyby przyjąć, że średnia cena metra kwadratowego wynosi 10 tys. zł, to oznaczałoby, że w ubiegłym roku wydali oni na mieszkania w naszym kraju łącznie przeszło 3 mld zł. Raport MSWiA pokazał też rosnąca aktywność na rynku mieszkaniowym osiedlających się w naszym kraju obywateli Indii i  Wietnamu. Zaczęli oni kupować u nas mieszkania w 2005 r., czyli po przystąpieniu naszego kraju do UE. Jednak od trzech lat robią to coraz odważniej.

Ukraińcy kupują na potęgę mieszkania w Polsce

Ekspert GetHome.pl przypomina, że przed przystąpieniem Polski do UE chętnych na mieszkania w naszym kraju nie było wielu. W ręce cudzoziemców trafiało poniżej 500 mieszkań rocznie. Kupującymi byli głównie obywatele Niemiec, w tym Polacy z niemieckim paszportem. Faktycznie po uzyskaniu członkostwa w UE zainteresowanie zakupem mieszkań w Polsce wzrosło. W 2005 r. resort spraw wewnętrznych  odnotował 1368 transakcji mieszkaniowych. Wtedy wśród kupujących wciąż przeważali Niemcy. Jednak na drugim miejscu byli obywatele Wielkiej Brytanii, a na trzecim – Irlandii. Mieszkania chętnie kupowali też Włosi i Hiszpanie, ale nie po to, żeby zamieszkać w naszym kraju. To byli inwestorzy liczący na zarobek będący efektem szybko rosnących cen mieszkań.

Niektórzy kupowali od deweloperów całe pakiety. Najczęściej nie trafiały one do rejestru MSWiA, bo były odsprzedawane z zyskiem jeszcze przed zakończeniem budowy. Jednak światowy kryzys finansowy, który wybuchł w 2008 r., wymiótł w Polski inwestorów spekulacyjnych.

Mimo to każdy kolejny rok przynosił nowy rekord w liczbie transakcji mieszkaniowych z udziałem cudzoziemców. W 2012 r. na drugie miejsce – po kupujących z Niemiec – wysunęli się obywatele Ukrainy. W kolejnych latach coraz więcej Ukraińców zaczęło przyjeżdżać do Polski za pracą i coraz częściej decydowali się na pozostanie w naszym kraju. Według MSWiA w 2015 r. po raz pierwszy to właśnie przybysze z Ukrainy kupili w Polsce najwięcej mieszkań. W 2021 r. stanowiły one 42% wszystkich mieszkań kupionych przez cudzoziemców.Ukraińcy kupują na potęgę mieszkania w Polsce

Widać wyraźnie, że najchętniej kupują oni mieszkania w największych miastach, a więc tam, gdzie najłatwiej jest o pracę, czyli w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Łodzi, Poznaniu i Gdańsku. Co ciekawe, w ostatnich trzech latach najbardziej, bo aż o 67% wzrosła liczba transakcji mieszkaniowych zawieranych w Łodzi. W 2021 r. było ich więcej niż w Poznaniu i Gdańsku.Ukraińcy kupują na potęgę mieszkania w Polsce

Trzeba zastrzec, że rejestry MSWiA nie w pełni odzwierciedlają rzeczywistą skalę transakcji. Niektóre dane od notariuszy docierają bowiem z opóźnieniem.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Polska w europejskiej czołówce pod względem rejestracji autobusów elektrycznych

Do połowy 2022 r. aż 64 polskie przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej będą dysponować autobusami elektrycznymi w swoich flotach. W ciągu kolejnych miesięcy łączna liczba e-busów w Polsce wyniesie prawie 850 szt. – prawie cztery razy więcej niż pod koniec 2019 r. – wynika z najnowszej edycji cyklicznego raportu Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA) „Polish EV Outlook 2022”.  

Polska w europejskiej czołówce pod względem rejestracji autobusów elektrycznych

Na podstawie danych Izby Gospodarczej Komunikacji Miejskiej (IGKM), która jest jednym z partnerów merytorycznych „Polish EV Outlook 2022”, na dzień 31 grudnia 2021 r. w polskich miastach jeździło 615 autobusów elektrycznych. To prawie 5,2% całego parku autobusów miejskich w Polsce.

Największą flotą – składającą się ze 160 e-busów – dysponuje MZA Warszawa. Pojazdy zeroemisyjne stanowią prawie 11% floty stołecznego przedsiębiorstwa. Na kolejnych miejscach znajdują się takie podmioty jak MPK Kraków (79 szt., 13,7% floty), MPK Poznań (59 szt., 18,3%), PKM Jaworzno (44 szt., 62,9% – to najwyższy procentowy udział w Polsce wśród przedsiębiorstw posiadających co najmniej 3 e-busy) oraz MZK Zielona Góra (43 szt., 48,3%). Zeroemisyjny transport publiczny – podobnie jak inne obszary elektromobilności w Polsce – koncentruje się przede wszystkim w największych miastach.

Ponad połowa (54,1%) wszystkich autobusów elektrycznych zarejestrowanych w Polsce (333 szt.) wchodzi w skład flot kursujących w niektórych miastach powyżej 300 tys. mieszkańców, czyli w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Szczecinie, Bydgoszczy oraz w Lublinie. W wybranych ośrodkach miejskich liczących od 150 tys. do 300 tys. mieszkańców (Katowice, Częstochowa, Radom, Sosnowiec, Rzeszów, Gliwice) jeżdżą 83 takie pojazdy (13,5% floty w Polsce). Autobusami elektrycznymi dysponują zaledwie 3 polskie przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej z siedzibą w gminach liczących od 100 tys. do 150 tys. mieszkańców (Zielona, Góra, Włocławek, Tychy). W ich flotach porusza się łącznie 48 e-busów (7,8% parku takich pojazdów w Polsce) z czego aż 43 w Zielonej Górze. Zauważamy jednak trend polegający na zamawianiu pojazdów zeroemisyjnych również przez mniejsze gminy, nie obciążone obowiązkami wynikającymi z Ustawy o Elektromobilności. To efekt dostępności wsparcia ze środków publicznych – mówi Jan Wiśniewski, Dyrektor Centrum Badań i Analiz PSPA.

Zdaniem IGKM, mimo znaczącego rozwoju elektromobilności w komunikacji miejskiej nie można zapominać, że jest to kosztowny proces. Skokowy wzrost kosztów – w tym energii elektrycznej – stawia operatorów komunikacji miejskiej w bardzo trudnej sytuacji ekonomicznej i to w chwili, gdy wciąż są odczuwalne skutki kryzysu pandemicznego.

– W obliczu poważnego kryzysu finansów publicznych bardzo niepokoimy się o przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej. Im mniejsze miasto, tym konsekwencje deficytu budżetowego mogą być gorsze dla funkcjonowania sieci transportu publicznego. Musimy pamiętać o tym szczególnie przy wdrażaniu nowych technologii – w tym elektrycznych autobusów – mówi Marcin Żabicki, Dyrektor ds. Rozwoju Izby Gospodarczej Komunikacji Miejskiej.

Pod koniec ubiegłego roku na dostawę do flot polskich operatorów oczekiwały 233 autobusy elektryczne. Otrzymają je 36 przedsiębiorstwa prowadzące działalność w obszarze zbiorowego transportu publicznego. Najwięcej autobusów zeroemisyjnych trafi do flot PKA Gdynia (24 szt.), MZK Gliwice i MPK Łódź (po 17 szt.), PKM Gliwice (16 szt.) oraz MPK Wrocław 11 szt. Aż 22 operatorów, którzy oczekują na odstawy e-busów, nie dysponowało wcześniej pojazdami zeroemisyjnymi.  Do przedsiębiorstw z miast liczących od 300 tys. do 1 mln mieszkańców (Łódź, Lublin, Wrocław, Gdańsk, Szczecin) zostaną dostarczone 42 zamówione e-busy (18% wszystkich zamawianych pojazdów). Floty podmiotów z siedzibą w gminach liczących od 150 tys. do 300 tys. mieszkańców (Katowice, Częstochowa, Gdynia, Radom, Toruń, Sosnowiec, Gliwice) otrzymają 72 autobusy zeroemisyjne (31% wszystkich zamawianych pojazdów). Polskie przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej z siedzibą w gminach liczących od 100 tys. do 150 tys. mieszkańców (Zielona, Góra, Opole, Gorzów Wielkopolski) zakontraktowały lub zamierzają zakontraktować w najbliższym czasie 21 e-busów (9% wszystkich zamawianych pojazdów).

 

Polska polityka wsparcia elektromobilności w obszarze zbiorowego transportu publicznego przynosi wymierne efekty prowadząc do synergii pomiędzy posiadającymi fabryki w naszym kraju, kreującymi podaż dostawcami e-busów (reprezentowanymi m.in. przez takie podmioty jak Solaris, Volvo czy MAN) oraz infrastruktury ładowania a będącymi odbiorcami tych pojazdów jednostkami samorządu terytorialnego oraz instytucjami udzielającymi wsparcia finansowego, w tym NFOŚiGW, który uruchomił cieszący się znaczną popularnością program „Zielony Transport Publiczny”. W rezultacie staliśmy się nie tylko europejskim centrum eksportowym autobusów elektrycznych, ale również jednym z liderów pod względem rozwoju zelektryfikowanej floty w samorządach. W 2021 w zakresie liczby nowo zarejestrowanych e-busów zajęliśmy 5 miejsce w Europie, a wyprzedziły nas tylko takie kraje jak Dania, Francja, Wielka Brytania oraz Niemcy.  Wiele wskazuje na to, że w roku bieżącym Polska umocni swoją pozycję w tym rankingu – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Powrót pesymizmu amerykańskich inwestorów indywidualnych

Wczoraj poznaliśmy najnowsze odczyty wskaźników sentymentu amerykańskich i polskich inwestorów indywidualnych. Saldo „byków” i „niedźwiedzi” w sondażu American Association of Individual Investors (AAII) tydzień temu po raz pierwszy w tym roku wyszło na plus, ale w czwartek ponownie spadło do wartości ujemnych („byki” 24,7 proc., „niedźwiedzie” 41,4 proc.) To najbardziej pesymistyczny odczyt od 3 tygodni. Saldo optymistów i pesymistów w sondażu nastrojów polskich inwestorów indywidualnych przeprowadzanych co tydzień przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych spadło w tym tygodniu, ale trzeci tydzień z rzędu pozostawała dodatnie (+2,6 pkt. proc.).

Czwartkowa sesja na Wall Street zakończyła się niewielkimi wzrostami wartości głównych indeksów (S&P 500 +0,43 proc.), a dziś rano to odbicie było kontynuowane na rynku kontraktów terminowych (S&P 500 +0,29 proc.).

Najwyżej od 2006 roku był wczoraj Tadawul All Share Index giełdy w Arabii Saudyjskiej.
Na giełdach Azji i Oceanii w piątkowy poranek przeważały ostrożne wzrostu. Najsilniejszy – +0,83 proc. – notował indonezyjski Jakarta Composite Index, który po raz kolejny ustanowił swój nowy historyczny rekord.

Za wyjątkiem rosyjskiego RTS (-0,76 proc.) wszystkie główne indeksy giełd europejskich otworzyły się dziś na plusach (ok. 9:30 DAX +1,4 proc., CAC 40 +1,4 proc.).

WIG-20 po wczorajszym spadku do najniższego poziomu od ponad 3 tygodni rósł w okolicach 9:30 o 0,8 proc. Wśród składników mWIG-u 40 najwyżej od lipca 2020 był na początku dzisiejszej sesji kurs akcji XTB, zaś do najniższego poziomu od końca 2019 roku spadła cena akcji spółki TS Games. Wśród składników sWIG-u najniżej w historii był dziś rano kurs akcji ubiegłorocznego debiutanta firmy Captor Therapeutics.

Wczoraj najwyższy poziom od 2018 roku osiągnęły rentowności 10-letnich obligacji rządu Kanady. Swe nowe cykliczne maksima dziś rano ustanawiały rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w Australii (najwyżej od 2017 roku), Indiach (najwyżej od 2019 roku), Malezji (najwyżej od 2019 roku) oraz Singapurze (najwyżej od 2018 roku). Rentowności 10-latek polskiego rządu zbliżały się powoli do poziomu 6 proc. osiągając wczoraj najwyższy poziom od dekady (5,817 proc.). Na rynku obligacji w strefie euro i w USA rentowności 10-latek dziś lekko spadały.

Najwyżej od 2010 roku były wczoraj ceny kontraktów na uran na COMEX-ie. Najwyższe od 2018 roku były w czwartek ceny kontraktów na sok pomarańczowy na ICE. Lekko – ok. +0,4 proc. – drożały dziś rano ceny kontraktów na ropę naftową.

Spadał ponownie kurs euro względem dolara (-0,25 proc.) zbliżając się do swego minimum sprzed miesiąca.

Kurs BTC/USD spadał dziś rano o 0,17 proc.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Fala pozwów w warszawskim sądzie. Terminy w sprawach frankowych wyznaczane są już na 2023 rok

Warszawski sąd puchnie od postępowań frankowych. Na jednego sędziego przypada ponad tysiąc spraw.

Jak wynika z danych udostępnionych przez Sąd Okręgowy w Warszawie, w styczniu i lutym br. wpłynęło do niego ponad 4,5 tys. spraw frankowych. To o 2,5% mniej niż w analogicznym okresie ub.r. Jednak, według ekspertów, to wciąż spory ruch w temacie. W XXVIII Wydziale Cywilnym, rozpoznającym ww. spory, orzeka 21 sędziów. Natomiast liczba czynnych spraw przekracza 23,5 tys. Na każdego sędziego przypada więc średnio ponad tysiąc spraw. Władze Sądu podejmują działania, by nie doszło do paraliżu. Mimo wszystko efektywność jego pracy jest osłabiana przez kolejne fale pozwów, które mogłyby przecież trafiać do innych sądów na ternie całego kraju.

Według oficjalnych danych, aż 4542 tzw. spraw frankowych wpłynęło do Sądu Okręgowego w Warszawie w ciągu dwóch pierwszych miesięcy br. (styczeń – 2933, luty – 1609). To tylko nieznacznie mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich pozwów złożono 4658 (odpowiednio 2452 i 2206). Od kwietnia 2021 roku działa w nim XXVIII Wydział Cywilny, który rozstrzyga spory dotyczące umów kredytu denominowanego lub indeksowanego do walut obcych.

– Skala obciążenia tego typu sprawami w innych sądach okręgowych jest znacznie niższa niż w Warszawie. Zatem oczywiste jest, że to w tamtych sądach sprawy te powinny zakończyć się znacznie szybciej. Orzecznictwo w sprawach frankowych jest bardzo bogate i jedna z ostatnich wątpliwych kwestii dotyczy roszczeń banków o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału. Nie ma żadnych przeszkód, by i inne sądy prowadziły oraz kończyły tego typu sprawy – komentuje Sylwia Urbańska, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie.

Obecnie w XXVIII Wydziale Cywilnym orzeka 21 sędziów, a liczba czynnych spraw przekracza 23,5 tys. W kilku referatach terminy rozpraw są już wyznaczane na wiosnę 2023 roku. Adwokat Jakub Bartosiak z warszawskiej Kancelarii MBM Legal zaznacza, że w ww. wydziale minimalny czas na rozpoznanie spraw to zwykle 18 miesięcy. Zdaniem eksperta, okres ten będzie się ciągle wydłużał. Nowy wydział staje na wysokości zadania. Jednak referaty poszczególnych sędziów są coraz bardziej obciążone, co znacznie wydłuża moment, w którym sprawa trafia na wokandę. Po liczbach widać, że średnio na jednego sędziego przypada ponad 1,1 tys. spraw.

– Stały, bardzo duży wpływ nowych pozwów przekłada się negatywnie na tempo rozpoznania spraw. Sędziowie muszą skupić uwagę na większej liczbie zadań do wykonania. Zanim dojdzie do etapu wydania wyroku, należy wykonać wcześniej bardzo dużą liczbę innych czynności. Mam na myśli m.in. doręczenie odpisu pozwu, ewentualnie dalszych pism, np. w razie modyfikacji powództwa, zapoznanie się z wnioskami dowodowymi, zaplanowanie czynności dowodowych, wyznaczenie rozprawy czy przesłuchanie świadków i stron – zaznacza sędzia Urbańska.

Władze SO w Warszawie podejmują stale działania, by nie doszło do paraliżu funkcjonowania wydziału, m.in. poprzez kierowanie do niego kolejnych sędziów, zmiany organizacyjne czy poprawę warunków lokalowych. Kierowane są także wnioski do Ministra Sprawiedliwości o delegowanie do wydziału sędziów z innych sądów. Wdrażane są także różne inne rozwiązania mające na celu usprawnienie oraz racjonalizację pracy. Jak wynika z informacji Przewodniczącego XXVIII Wydziału Cywilnego, organizowane są zebrania sędziów. Stanowią one niewątpliwe forum wymiany argumentów czy bieżących doświadczeń. Nie ma jednak instrumentów prawnych, które mogłyby prowadzić do przyjmowania przez sędziów we wszystkich sprawach jednolitego stanowiska.

– Sędziowie orzekający w wydziale frankowym mają już doświadczenie w tego typu sprawach. Często wydają wyroki po pierwszej rozprawie, pomijając wnioski o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego oraz o przesłuchanie świadków, których zeznania właściwie nic nie wnoszą do sprawy. Niestety, nadal są braki kadrowe wśród sędziów i pracowników sądu. Sytuację komplikuje funkcjonowanie tzw. neo-KRS i fakt, że z tego powodu wielu doświadczonych sędziów wstrzymuje się z aplikowaniem do Sądu Okręgowego – stwierdza mec. Jakub Bartosiak.

W SO w Warszawie mówi się, że kredytobiorcy powinni zdecydowanie w pierwszej kolejności kierować sprawy frankowe do sądów właściwych ze względu na ich miejsce zamieszkania. Dotyczy to także oczywiście powództw o ustalenie nieważności umów kredytu. Jak podkreślają prawnicy, taką możliwość zapewnia im art. 37(2) § 1 kpc oraz dyrektywa 93/13.

– Dalsze obciążanie wydziału tysiącami kolejnych spraw, które równie dobrze mogłyby toczyć się w innych sądach, de facto przyczynia się do osłabienia efektywności jego pracy. Skala obciążenia sędziów orzekających w tym wydziale jest nieporównywalna do obciążenia sędziów orzekających na analogicznych stanowiskach w innych sądach w kraju. Pomimo wysiłku orzeczników, po raz kolejny wskazuję na konieczność rozwiązań systemowych problemu spraw kredytów tzw. frankowych – podsumowuje sędzia Sylwia Urbańska.

Deloitte: Polska najbardziej aktywnym rynkiem pod względem fuzji i przejęć w sektorze ubezpieczeniowym w Europie Środkowo-Wschodniej

W porównaniu z poprzednimi rekordowymi latami, w 2021 r. liczba fuzji i przejęć na rynku ubezpieczeniowym w Europie Środkowo-Wschodniej spadła. Pomimo mniejszej liczby sfinalizowanych transakcji utrzymuje się jednak ich wysoka dynamika – wynika z raportu CEE insurance M&A outlook. Calm after the storm – steady outlook with further consolidation and disposal of non-core assets on the horizon, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Wiele wskazuje na to, że poważny wpływ na sytuację branży, perspektywy jej dalszego rozwoju oraz potencjalne transakcje będą w najbliższym czasie miały konsekwencje wojny toczącej się w Ukrainie.

Przed wybuchem pandemii COVID-19 Europa Środkowo-Wschodnia doświadczała wyraźnego rozwoju gospodarczego, a w latach 2015-2019 średnie roczne tempo realnego wzrostu PKB dochodziło bądź przekraczało 3 proc. Ekonomiczne konsekwencje koronakryzysu odwróciły ten pozytywny trend, a uśrednione PKB tej części Europy spadło o 4 proc. Do spowolnienia przyczyniły się także działania poszczególnych państw, których rządy, walcząc z rozprzestrzeniającym się zagrożeniem i tym samym zmniejszając obciążenie krajowych systemów opieki zdrowotnej, wprowadzały różne obostrzenia w przestrzeni publicznej.

Zdaniem ekspertów Deloitte, choć wszystkie gałęzie gospodarek regionu CEE musiały zmierzyć się z najgorszym spowolnieniem od czasu zakończenia II Wojny Światowej, sektor ubezpieczeniowy stosunkowo łagodnie odczuł skutki tego kryzysu. Po dziesięciu latach nieprzerwanego wzrostu w 2020 r. ubezpieczyciele musieli jednak pogodzić się ze spadkiem całkowitym dynamiki składek przypisanych (GWP) o 4 proc. w latach 2019-2020. Spadki nie rozłożyły się jednak równo między segmentami i podczas gdy biznes polis majątkowych okazał się bardziej odporny i zmalał o 2,8 proc., segment ubezpieczeń na życie stracił ponad dwukrotnie więcej (6,5 proc.)

– Na ograniczone spadki w ubezpieczeniach majątkowych wpływ miało upowszechnienie cyfrowych procesów sprzedażowych i zdalnej działalności operacyjnej. Z drugiej strony, do spadków sprzedaży w segmencie polis na życie przyczyniły się zmiany regulacyjne dotyczące produktów z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym. Co więcej, niepewność związana z pandemią i kryzysem gospodarczym sprawiła, że klienci unikali zaciągania długoterminowych zobowiązań finansowych. Taki też może się okazać skutek wojny. Choć wyniki finansowe z 2021 r. wskazują na potencjalnie szybkie odbicie, tragiczne wydarzenia w Ukrainie, kontynuacja problemów w łańcuchach dostaw a w rezultacie wysoka inflacja mogą znacząco wpływać na rentowność sektora ubezpieczeniowego – mówi Tomasz Ochrymowicz, partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte.

Ubezpieczeniowy krajobraz Europy Środkowo-Wschodniej

Jak wynika z analizy Deloitte, pomimo mniejszego wolumenu transakcji w ostatnim roku, dynamika na rynku fuzji i przejęć (M&A) w sektorze ubezpieczeniowym pozostała taka sama. Duże międzynarodowe grupy, takie jak Aegon, MetLife czy Aviva, postanowiły zrewidować swoją strategię regionalną i opuścić Europę Środkowo-Wschodnią w ramach globalnego podejścia, skupiającego się na rynkach o silnej pozycji lub większym potencjale wzrostu. Jednocześnie ich brak stał się okazją dla dominujących graczy, takich jak NN czy Allianz, do dalszego umacniania swojej pozycji poprzez dalszą konsolidację rynku.

W latach 2017-2021 najwięcej transakcji było prowadzonych na rynku polskim (18), w tym świeżo sfinalizowane przejęcie Aviva Poland przez Allianz (za 2,5 mld euro) lub zakup Metlife Polska przez NN. Znacznie mniej aktywne były kolejne w zestawieniu rynku czeski i węgierski, gdzie zanotowano po osiem umów w zakresie M&A.

Kluczowe wyzwania sektora ubezpieczeniowego

Zdaniem ekspertów Deloitte na poziomie regionalnym największą zmianą regulacyjną najbliższych kilku lat jest niewątpliwie wprowadzenie nowego standardu rachunkowości MSSF 17, który zakłada nowe podejście do wyceny zobowiązań ubezpieczeniowych oraz rozpoznawania przychodów i zysków oraz strat w okresie świadczenia takich usług.

Poważnym wyzwaniem dla firm ubezpieczeniowych są także kwestie zrównoważonego rozwoju wprowadzone przez regulatora w postaci raportowania ESG, szczególnie trudnego w regionie, który dopiero rozpoczyna transformację energetyczną. Można oczekiwać, że te zagadnienia będą odgrywać istotną rolę w kontekście przyszłych transakcji M&A, ponieważ zrozumienie możliwych ryzyk klimatycznych staje się priorytetem dla potencjalnych inwestorów.

Nie można też zapominać o długofalowych konsekwencjach pandemii. Ograniczenia wprowadzone przez większość krajów w szczytowych okresach zakażeń koronawirusem zmieniły zachowania konsumenckie i często prowadziły do zmniejszenia ruchu pojazdów, ograniczenia podróży, zmniejszenia aktywności gospodarczej, a w konsekwencji do zmniejszenia liczby szkód i ich wartości. Poprawiające się wskaźniki szkodowości zaowocowały nieoczekiwanymi choć krótkoterminowymi zyskami dla ubezpieczeń majątkowych, zwłaszcza komunikacyjnych.

W związku z postępującą cyfryzacją i konsolidacją szeroko pojętej branży usług finansowych w Europie Środkowo-Wschodniej kluczowym tematem pozostają nowe kanały i modele dystrybucji usług. Kolejną kwestią, dawno niespotykaną w regionie, jest nowe środowisko inflacyjne, odbijające się zarówno na odszkodowaniach, jak i kosztach operacyjnych, ale mające co najwyżej niewielki pozytywny wpływ na wyniki inwestycyjne.

Wcześniejsze klarowne perspektyw rozwoju sektora oraz potencjalne wyzwania, z którymi mógłby się ewentualnie mierzyć biznes ubezpieczeniowy, takie jak zmieniające się czynniki makroekonomiczne, rekrutacja i utrzymanie talentu oraz transformacja cyfrowa stały się jeszcze bardziej istotne w konsekwencji wzrostu niepewności rynkowej wynikającej z inwazji rosyjskiej na Ukrainę– mówi Tomasz Ochrymowicz.

Dark stores – postpandemicznym trendem

W Polsce pandemia COVID-19 w zdecydowany sposób przyspieszyła rozwój sieci q-commerce, tym samym zwiększając liczbę tak zwanych dark stores w największych polskich miastach. Łącznie jest ich w Polsce kilkadziesiąt, jednak większość z nich funkcjonuje w stolicy – Warszawie. Powstają one  nie tylko w bliskiej odległości od osiedli mieszkaniowych, ale także w parterach bloków mieszkalnych oraz w centrach miast, co sprzyja możliwości dostarczenia zamówionych produktów w ciągu deklarowanych kilkunastu lub maksymalnie kilkudziesięciu minut.

„Dynamiczny rozwój technologii oraz wybuch pandemii, czego efektem była zmiana nawyków i potrzeb konsumentów, wpłynęły również na gwałtowny rozwój sprzedaży internetowej. Dark stores powstały pod presją skracania łańcucha dostaw, w szczególności artykułów spożywczych, w dobie lockdownów, podczas których mieszkańcy miast w trosce o swoje zdrowie chętniej korzystali z ekspresowych dostaw podstawowych produktów,”komentuje Lidia Zawiła, Konsultant w dziale Badań Rynku w Knight Frank. Do wzrostu popularności usług typu quick delivery przyczyniło się także wejście na rynek e-commerce tradycyjnych sieci handlowych, które dotychczas prowadziły sprzedaż w ramach stacjonarnej sieci sklepów.

Na polskim rynku działa kilka platform funkcjonujących w modelu q-commerce: Lisek.app (prekursor tego typu usług w Polsce), Glovo, a także działająca w ramach współpracy Glovo i sieci Biedronka usługa Biek, Wolt Market, Bolt Market, GetNowX oraz Żabka Jush. Co więcej, w Polsce funkcjonuje także platforma logistyczna Stuart, która oferuje dostawy „last-mile” dla biznesu. Warto dodać, że platforma Swyft, która weszła na polski rynek latem 2021 roku zawiesiła działalność po zaledwie kilku miesiącach w wyniku zmian strategicznych, natomiast Jokr, który wystartował na polskim rynku w czerwcu 2021 roku, jako pierwszy podmiot podjął decyzję o zamknięciu działalności w Polsce. Firma rozważała sprzedaż Jokr Polska, jednak z uwagi na uwarunkowania geopolityczne i niepewną sytuację ekonomiczną w Europie Środkowo-Wschodniej transakcja nie doszła do skutku i platforma Jokr planuje skupić się na optymalizacji swojej działalności na rynkach obu Ameryk.

„Problemem, który zaczynają dostrzegać władze miast jest zewnętrzny wygląd dark stores – zaklejone witryny lokali w prestiżowych częściach miast negatywnie wpływają na estetykę przestrzeni publicznej. Ponadto krótki czas dostawy często wymusza na dostawcach brawurową jazdę, na co w szczególności zwracają uwagę miejscy aktywiści. W efekcie można się spodziewać, że w przypadku wzmożonej ekspansji tego typu działalności handlowej w przyszłości będzie konieczne wprowadzenie stosownych regulacji i wytycznych dla funkcjonowanie dark stores, np. wykluczenie możliwości prowadzenia tego typu działalności w lokalach będących własnością miast położonych na reprezentacyjnych ulicach lub regulacje na poziomie planowania przestrzennego,”dodaje Lidia Zawiła.

Oczekuje się także, że w przyszłości może nastąpić konsolidacja rynku szybkich dostaw w Polsce, czego efektem ma być zwiększenie skali biznesu i zwiększenie efektywności pojedynczego podmiotu.

Jak wzrosty stóp procentowych odbijają się na kredytobiorcach?

Od października 2021 roku co miesiąc Rada Polityki Pieniężnej podnosi stopy procentowe. Nowa uchwała wchodzi w życie 7 kwietnia br. Brak zdolności kredytowej, obawa przed rosnącymi ratami kredytów przełoży się na rynek nieruchomości. Jakie są alternatywy dla osób planujących zakup nieruchomości na kredyt?

Czy decyzja Rady Polityki Pieniężnej jest zaskoczeniem dla rynku?

„Rynek spodziewał się decyzji o podwyżce, jednak prognozowano wzrost o 0,5%-0,75%. Podwyżka stóp procentowych o 1% jest zaskoczeniem dla branży finansowej. Dziś, w wyniku podwyżki stopa referencyjna jest obecnie na poziomie 4,5%.” – mówi Katarzyna Dmowska, wiceprezeska w Grupie ANG.

W jaki sposób wzrosty stóp procentowych odbijają się na kredytobiorcach?

„Po pierwsze, wzrost stóp procentowych, który obserwujemy od października 2021 roku, ma bardzo negatywny wpływ na nowych kredytobiorców. Ceny kredytów są coraz wyższe, a zdolność kredytowa klientów spada. Dodatkowo zdolność kredytową obniża mocno rekomendacja KNF, która wprowadziła obowiązek doliczania 5% buforu oraz zwiększenia kosztów utrzymania branych pod uwagę przy szacowaniu zdolności kredytowej. Po drugie, odbija się także na kondycji domowych budżetów obecnych kredytobiorców. Raty kredytów wzrosły w znacznym stopniu. To zaś zaczyna także przekładać się na ceny wynajmu. Te znacząco wzrosły w wyniku wzrostu rat kredytów, które często są spłacane przez właścicieli mieszkań na wynajem oraz dodatkowo wzmożonego popytu spowodowanego przybyciem do naszego kraju dużej liczby uchodźców z Ukrainy.” – wyjaśnia Katarzyna Dmowska z Grupy ANG.

Co mogą zrobić osoby, które planują zakup mieszkania na kredyt?

„Liczba zapytań w BIK oraz bardzo duża liczba wniosków złożonych w marcu br., czyli przed wejściem w życie rekomendacji KNF, pokazuje, że klienci – mimo wzrostu oprocentowania – są gotowi na nowe mieszkania, co za tym idzie na kredyt. Widzimy wyraźny wzrost zainteresowania kredytami ze stałą stopą procentową. Musimy teraz znaleźć rozwiązanie na dobrą zdolność kredytową. W przypadku młodych osób może być pomocne dołączenie do kredytu rodziców. Niemniej należy pamiętać, że banki w różny sposób podchodzą do szacowania maksymalnego okresu kredytowania ze względu na wiek kredytobiorców. Stąd dobrze zasięgnąć opinii u eksperta kredytowego, który zna procedury bankowe i potrafi dopasować rozwiązanie do potrzeb oraz możliwości klienta.” – mówi Katarzyna Dmowska z Grupy ANG.

Magazyny na wagę złota

Rekordowe zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe, które notowane było w ubiegłym roku, utrzymuje się nadal. Wolnych magazynów nie ma, mimo, że na terenie kraju powstaje największa ilość powierzchni logistycznych w historii naszego rynku     

– W sektorze magazynowym mamy do czynienia z dużą aktywnością deweloperów już od kilku lat. Motywacją do działania dla inwestorów jest stale rosnąca chłonność polskiego rynku. W ubiegłym roku do najemców trafiła rekordowa ilość – 7,4 mln mkw. powierzchni magazynowych. Popyt wzrósł o ponad 40 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Sektor rozwija się w tempie, jakiego nigdy dotąd nie obserwowaliśmy. Roczny wzrost rynku przekroczył 15 proc. Na terenie kraju pozostaje aż 4,7 mln mkw. powierzchni magazynowych. Tylko w Niemczech w obszarze UE budowanych jest więcej magazynów niż w Polsce – zauważa Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner /CEO w Walter Herz.

­– Brak magazynów dostępnych od ręki sprawia, że rośnie presja na podwyżki czynszu. Już pod koniec 2021 roku mogliśmy zauważyć niewielki wzrost w wyjściowych stawek czynszowych, generowany przez zwyżkujące koszty budowy projektów. Szanse na wzrost rentowności w segmencie magazynowym w Polsce stwarza również potrzeba uruchamiania nowych destynacji logistycznych w naszym regionie w związku z przenoszeniem biznesu z obszarów objętych konfliktem. Popyt mogą generować też u nas inwestorzy opuszczający Rosję – wyjaśnia. – Coraz większym zainteresowaniem cieszy się nasza usługa Land Development, w ramach której poszukujemy i kompleksowo przygotowujemy dla klientów grunty pod inwestycje magazynowe i produkcyjne. Pozyskujemy WZ, dokonujemy uzgodnień, analizujemy wydajność działek,  robimy przygotowania projektowe zjazdów/wjazdów, itp. dostarczając inwestorom całościową usługę i najbardziej optymalne rozwiązania – dodaje Bartłomiej Zagrodnik.

– W ubiegłym roku w segmencie magazynowym odnotowanych zostało kilka dużych transakcji najmu na ponad 100 tys. mkw. powierzchni. Sektor okazał się także gwiazdą rynku inwestycyjnego, notując również w tym przypadku rekordowy wynik. Nieruchomości magazynowe miały ponad połowę udziału w wolumenie transakcji inwestycyjnych o wartości 5,9 mld euro zarejestrowanych w Polsce. Na sektor magazynowy przypadło blisko 3 mld euro, co oznacza wzrost o 8 proc. r/r. – informuje Piotr Szymoński, Director Office Agency w Walter Herz.

Mimo światowych zawirowań Polska utrzymuje swoją pozycję dojrzałego rynku, który ma do zaoferowania dobrej klasy nieruchomości w relatywnie niższych cenach w porównaniu z Europą Zachodnią, zapewniające atrakcyjne zwroty z inwestycji na tle innych krajów. – Stopy kapitalizacji dla nieruchomości magazynowych na rynkach regionalnych w Polsce sięgają 5,0-5,5 proc., a w rejonie Warszawy około 4,0-4,3 proc. Potwierdzeniem utrzymującej się dobrej koniunktury mogą być natomiast m.in. kolejne spektakularne transakcje zawarte niedawno w sektorze komercyjnym, w tym zakup warszawskiego kompleksu The Warsaw HUB, wrocławskiej wieży Sky Tower, czy działki przy ulicy Towarowej 22 w Warszawie, przeznaczonej pod inwestycję mixed-use – mówi Piotr Szymoński.

Krajowe zasoby magazynowe na koniec 2021 roku wynosiły 23,8 mln mkw. powierzchni. W minionym roku, jak podaje Walter Herz, deweloperzy dostarczyli na rynek przeszło 3 mln mkw. magazynów. Sytuacja w sektorze sprzyja budowie nowych obiektów, z których co najmniej połowa realizowana jest spekulacyjnie.

Ponad połowa powierzchni magazynowo-przemysłowych, tworzących zasoby magazynowe w Polsce wybudowana została w ciągu ostatnich pięciu latach. Największym rynkiem magazynowym pozostaje województwo mazowieckie, na terenie którego skupiona jest blisko jedna czwarta krajowej podaży. Na kolejnych miejscach plasuje się województwo śląskie, łódzkie, dolnośląskie i wielkopolskie. W pozostałych województwach zaplecze magazynowe nie przekracza 1 mln mkw. powierzchni.

W minionym roku najwięcej powierzchni przybyło w województwie śląskim (620 tys. mkw.), mazowieckim (425 tys. mkw.) oraz lubuskim (415 tys. mkw.). Najwięcej magazynów budowanych jest z kolei aktualnie w województwie łódzkim, dolnośląskim i śląskim. W trakcie realizacji pozostaje największa ilość powierzchni magazynowych od 2015 roku.

W 2021 roku do najemców trafiło o 2,2 mln mkw. powierzchni więcej niż w roku poprzednim. Najwięcej zakontraktowanych magazynów zostało na obszarze województwa mazowieckiego (1,3 mln mkw.), śląskiego (1,2 mln mkw.), wielkopolskiego (1,1 mln mkw.) oraz dolnośląskiego (1 mln mkw.).

Niezwykle duże zapotrzebowanie na magazyny zrównoważyło wysoki wolumen nowej podaży i dodatkowo wpłynęło na obniżenie współczynnika pustostanów do poziomu przeszło 3 proc. w skali kraju.

Czynsze wywoławcze w obiektach magazynowych typu Big Box mieszczą się obecnie w przedziale 2,75 a 4,5 euro/mkw./m-c. Stawki czynszowe w magazynach miejskich typu last mile lub SBU pozostają na poziomie 4 euro/mkw./m-c., a w przypadku niektórych dużych miast mogą dochodzić nawet do 6 euro/mkw./m-c.

3/4 mieszkańców Europy Środkowej uważa, że przyczyną zmian klimatycznych są działania człowieka

Inwazja Rosji na Ukrainę przyniosła katastrofę humanitarną na skalę niespotykaną w Europie od wielu lat, a jej konsekwencje będą odczuwalne także w zakresie wpływu na środowisko. W długofalowej perspektywie może się to przyczynić do zmiany strategii energetycznej w Unii Europejskiej i przyspieszonego odchodzenia od paliw kopalnych. Jak wynika z raportu Sustainable Actions Index: Consumers, Employees, Citizens – CE perspective. Growing concerns about Global Warming, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, zaledwie 7 proc. respondentów z obszaru Europy Środkowej nie wierzy, że do niepożądanych zmian klimatycznych przyczynia się działalność człowieka. Daje to nadzieję na poparcie działań mających na celu ochronę klimatu, takich jak zmiana nawyków konsumenckich i powszechniejszy wybór zrównoważonych produktów i usług.

Jak wynika z opublikowanego w lutym br. raportu Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatycznych ONZ (IPCC), temperatura atmosfery stale rośnie i w ciągu 20 lat może przekroczyć 1,5 st. C w stosunku do okresu przedprzemysłowego, ponieważ nie maleją emisje gazów cieplarnianych spowodowane aktywnością człowieka. W obliczu coraz bardziej prawdopodobnego katastrofalnego i nieodwracalnego kryzysu klimatycznego, wojna w Ukrainie zwróciła uwagę m.in. na znaczenie i pilną konieczność położenia kresu uzależnieniu świata od paliw kopalnych.

– Chociaż na razie trudno przewidzieć wszystkie skutki tej wojny dla środowiska, historia pokazuje, że będą one dalekosiężne i długotrwałe. Mamy tutaj do czynienia także z bezpośrednim wpływem działań wojennych na ekosystemy. W dłuższej perspektywie presja geopolityczna i cenowa wywołana inwazją Rosji na Ukrainę może przyspieszyć proces odchodzenia Europy od ropy, gazu i węgla, ale krótkoterminowo budzi konieczność zabezpieczenia alternatywnych źródeł paliw – mówi Irena Pichola, partner w Deloitte, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju Deloitte w Polsce i Europie Środkowej.

W reakcji na tragiczne wydarzenia w Ukrainie, Unia Europejska zmienia swoje podejście do kwestii energetycznych i chce przyspieszyć proces zmniejszania udziału paliw kopalnych w swoim miksie energetycznym.

Zmiany klimatyczne to efekt działania człowieka

Raport Sustainable Actions Index: Consumers, Employees, Citizens – CE perspective. Growing concerns about Global Warming prezentuje odpowiedzi 4 tys. respondentów z Polski, Czech, Rumunii i Węgier, które uzupełniają światowe badanie przeprowadzone w ramach Global State of Consumer Tracker wśród 23 tys. respondentów z 23 krajów. W badaniu pytaliśmy o to jak postawy, zachowania i niepokoje związane ze środowiskiem i zmianami klimatu kształtują ich działania w trzech obszarach: osobistych wyborach, aktywności obywatelskiej i w miejscu pracy.

Wyniki badania globalnego pokazują, że niepokój klimatyczny jest wyższy w tych regionach, gdzie badani są bardziej narażeni na osobiste doświadczanie ekstremalnych warunków pogodowych. Jednak nawet w obszarach o relatywnie niższym narażeniu na konsekwencje zmian klimatu, takich jak Europa Środkowa, odsetek respondentów deklarujących obawy z tym związane utrzymuje się w przedziale od 40 do 60 proc.

W tym regionie bardzo wyraźne jest wskazywanie na antropogeniczne, a więc wynikające z działalności człowieka, powody obserwowanych zmian. W Rumunii tak uważa 80 proc. respondentów, w Polsce udział ten wynosi 79 proc., na Węgrzech 77 proc., a w Czechach 64 proc. Jak wynika z badania, tylko 7 proc. badanych w tych krajach nie wierzy, że to ludzka aktywność powoduje degradację środowiska.

Zdaniem ekspertów Deloitte niski odsetek osób zaprzeczających faktom naukowym leżącym u podstaw zmian klimatycznych daje nadzieję na merytoryczną dyskusję i poparcie dla działań mających na celu ochronę planety. Stosunkowo wysoki jest natomiast odsetek osób, które nie potrafią odpowiedzieć na pytanie dotyczące ich obaw związanych ze zmianami w środowisku naturalnym. Średnie wskazanie w regionie wynosi w tym przypadku 18 proc. Wskazuje to wyraźnie na konieczność podjęcia zwiększonych wysiłków i dalszej dyskusji na temat możliwości zaangażowanie większych środków w działalność edukacyjną dotyczącą tego obszaru

Zmieniający się klimat i wynikające z tego ekstremalne zjawiska pogodowe nie tylko mogą bezpośrednio powodować utratę życia i mienia, ale także wpływają na produktywność światowej gospodarki. Katastrofy, takie jak powodzie i huragany, powodują zakłócenia logistyczne, wstrzymując pracę fabryk, podczas gdy fale upałów mogą stwarzać warunki, w których ani maszyny, ani pracownicy nie mogą osiągnąć normalnej wydajności. Susza może zaszkodzić produkcji żywności, powodzie mogą prowadzić do rozprzestrzeniania się chorób i szkód w ekosystemach oraz infrastrukturze – mówi Irena Pichola.

Globalizacja i duża zależność regionu CE od niemieckiej gospodarki

Wzajemne ścisłe relacje gospodarek na świecie powodują, że nastrojów dotyczących klimatu obserwowanych w jednym kraju nie można oceniać w oderwaniu od tych zauważanych w innych. Globalizacja sprawia, że firmy muszą odpowiadać na zmieniające się potrzeby nie tylko klientów krajowych, ale również zagranicznych.

Jest to szczególnie ważne w przypadku rynków tak otwartych jak w krajach Europy Środkowej. Widać to w skali ich zależności od najsilniejszej w Europie gospodarki Niemiec. Jako jeden z czołowych partnerów handlowych krajów z tego regionu w ciągu ostatnich 30 lat, Niemcy cały czas wywierają znaczący wpływ na lokalne rynki. Od jednej trzeciej do jednej piątej wartości eksportu w Europie Środkowo-Wschodniej przypada na Niemcy, co stanowi niemal jedną czwartą PKB państw z regionu. Oznacza to, że preferencje niemieckich konsumentów w dużym stopniu kształtują podaż wśród producentów w Polsce, Czechach, Rumunii i na Węgrzech.

W kierunku zielonej gospodarki regionu

W badaniu przeprowadzonym w krajach Europy Środkowej średnio sześciu na dziesięciu ankietowanych (61 proc.) wyraża chęć takiego dostosowania swoich preferencji zakupowych, aby ograniczyć negatywny wpływ na środowisko naturalne. Powyżej średniej wypadają deklaracje w Polsce (aż 71 proc.) i Rumunii (67 proc.). Na Węgrzech i w Czechach takich wskazań jest nieco mniej – odpowiednio 55 proc. i 53 proc.

Sposób postrzegania tego, co znaczy wybór produktów lub usług zrównoważonych klimatycznie różni się jednak w zależności od badanego kraju. W Czechach (83 proc.) i na Węgrzech (76 proc.) respondenci przywiązują największą wagę do kwestii odpowiedzialności społecznej. Dla ankietowanych w Rumunii czynniki społeczne znalazły się na drugim miejscu (80 proc.), a najważniejsze było skupienie się na lokalnej produkcji (86 proc.). Polscy konsumenci za najistotniejsze uznali wykorzystanie materiałów pochodzących z recyklingu (61 proc.) oraz biodegradowalnych (57 proc.), a najmniejszą wagę przykładali do długowieczności wybieranych towarów (30 proc.) oraz bliskiego miejsca ich produkcji (29 proc.). Oznacza to, że w zależności od rynku, aby sprostać oczekiwaniom konsumentów, producenci powinni kłaść różny nacisk na poszczególne aspekty zrównoważonego rozwoju.

W oparciu o przyjętą przez siebie definicję zrównoważonego rozwoju prawie połowa respondentów z krajów Europy Środkowej (47 proc.) w ciągu czterech tygodni poprzedzających badanie kupiła takie towary lub usługi. Najczęściej wspominali o tym badani w Polsce (56 proc.), a najgorzej wypadli w tym przypadku konsumenci z Czech, gdzie na taki krok zdecydowała się niewiele więcej niż jedna trzecia respondentów (36 proc.).

– Wyniki badania wskazują, że na wybór zrównoważonych produktów i usług częściej decydują się młodsi respondenci. W regionie CE średnio bycie o 10 lat starszym odpowiada spadkowi odsetka deklarujących taki wybór o 4 p.p. Taka zmiana preferencji wśród młodszych konsumentów, połączona z oczekiwanym w nadchodzących latach wzrostem ich dochodów, oznacza rosnące prawdopodobieństwo dalszego i dynamicznego rozwoju potencjału zielonej gospodarki – mówi Aleksander Łaszek, menedżer Deloitte w zespole analiz ekonomicznych i zrównoważonego rozwoju.

Klimat a rynek pracy

W badaniu Deloitte widać też wpływ kwestii środowiskowych na nastawienie do wyborów zawodowych respondentów z rejonu CE i sposób postrzegania przez nich pracodawców.

Średnio, co trzeci ankietowany deklaruje, że jego firma dokonała pewnych zmian, aby działać w sposób zrównoważony. Odpowiedzi twierdzące polskich ankietowanych występują nieznacznie częściej niż średnio w badaniu – tak wskazało 38 proc. z badanych w Polsce i jest to najwyższy odsetek wśród badanych państw. Wśród najrzadziej deklarujących takie działania Czechów odsetek odpowiedzi wyniósł 32 proc. W tym przypadku bardzo wyraźnie widać natomiast, jak liczna jest grupa osób niepotrafiących jednoznacznie określić, czy ich firma podejmuje, czy nie podejmuje się takich aktywności – wskazała na to aż połowa czeskich respondentów.

Jak wynika z badania, prawie czterech na dziesięciu respondentów w regionie deklaruje, że rozważyłoby zmianę pracodawcy na firmę kładącą większy nacisk na kwestie dbałości środowisko. Takie opinie najczęściej występują w Rumunii (44 proc.) i Czechach (40 proc.), a najmniej popularne są w Polsce, gdzie taką możliwość rozważa tylko co czwarty pytany. Mimo to, odpowiedzi uzyskane w Europie Środkowej wskazują, że pracownicy z tego regionu są bardziej wrażliwi na korporacyjne wysiłki na rzecz zrównoważonego rozwoju niż np. z Niemiec, gdzie tak odpowiedziało tylko 21 proc. respondentów.

W handlu nadal gorąco. „Klienci wyżywają się na pracownikach sklepów za wysokie ceny”

Ilość skarg trafiających do stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom w pierwszym kwartale roku 2022 była zdecydowanie mniejsza niż rok wcześniej – odnotowaliśmy znaczący spadek tematów „koronawirusowych”, ale nie brakuje zupełnie nowych wątków. Najwięcej dotyczy pracowników handlu. – Najwięcej skarg w ostatnim czasie dotyczyło przede wszystkim bardzo nieeleganckich zachowań klientów. Zdarzały się sytuacje, że pracownicy marketów czy stacji benzynowych byli obrażani przez klientów za to, że ceny paliwa czy produktów spożywczych są wysokie – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. – Otrzymaliśmy także kilka skarg od pracowników sieci handlowych, które nie zdecydowały się na wyjście z Rosji – dodaje.

  • Najwięcej skarg w roku 2022 dotyczyło sektora handlowego
  • Kasjerzy i ekspedienci padają często ofiarami frustracji klientów, którzy mają do nich pretensje za wysokie ceny w sklepach. Kilka skarg dotyczyło stacji benzynowych
  • Pracownicy zwracają uwagę na braki kadrowe i konieczność pracy po godzinach
  • Inne skargi dotyczą handlu w niedzielę, dokuczania pracownikom sieci, które nie zrezygnowały z handlu z Rosją czy spraw związanych z pandemią COVID-19

Początek roku 2022 jest zdecydowanie spokojniejszy niż to, co działo się w roku 2021. Fakt wyciszenia zamieszania związanego z pandemią nie oznacza jednak, że stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom nie ma co robić. W pierwszym kwartale roku 2022 trafiło do nas blisko 250 wiadomości z czego ok. połowa została skierowanych do analizy przez prawników i windykatorów. Co warte odnotowania znaczna część skarg dotyczy sektora handlowego. Istotne jest również to, że skargi dotyczą częściej relacji pracownik-klient, a rzadziej pracownik-pracodawca.

–  Wiele sygnałów, które otrzymujemy dotyczą braków kadrowych i tego, że pracownicy są często zmuszani do pracy powyżej swojego wymiaru godzinowego. Dotyczy to zarówno sklepów franczyzowych jak i dyskontów czy stacji benzynowych. Podobne skargi zdarzają się w sektorze transportowym, budownictwie czy hotelarstwie – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

– Handel ewidentnie znajduje się w ogniu. Galopująca inflacja powoduje, że ceny wciąż są wysokie. Otrzymujemy skargi od znerwicowanych pracowników, którzy piszą o pretensjach, a nawet awanturach wywoływanych przez klientów, którzy często swoją frustracje wyładowują na Bogu ducha winnych kasjerach. Zdarzały się również sytuacje, że klienci wręcz wyliczali o ile spadła wartość VAT, a produkt nie zmniejszył swojej ceny proporcjonalnie – mówi Prezes Marczulewska. – Nigdy też nie dostaliśmy tak wiele skarg od pracowników stacji benzynowych. Tutaj również powodem awantur była cena paliwa. Zdarzały się niewybredne komentarze polityczne wystosowywane w kierunku pracowników stacji paliw, co oczywiście nie powinno mieć miejsca – dodaje.

Inne tematy skarg odnosiły się np. do zmuszania pracowników do handlu w niedzielę, do braku noszenia maseczek mimo, że obowiązek ten został zniesiony czy do… awarii kas samoobsługowych, co mocno zirytowało jednego z klientów.

– Zdarzyło się również kilka wiadomości od pracowników sieci, które nie wyszły z Rosji. Jeden z pracowników marketu budowlanego zajmujący się dowozem mebli i sprzętów został wulgarnie zwyzywany w czasie swojej pracy. Pojawiały się także złośliwe uwagi od klientów tych sklepów w kierunku kasjerów. Trudno to zrozumieć, ktoś przychodzi do sklepu, robi zakupy i dokucza kasjerce, że ta pracuje w „prorosyjskiej” sieci sklepów – mówi Małgorzata Marczulewska.

7R sprzedało centrum badawczo-rozwojowe Grupy BWI zlokalizowane w Polsce

Polski deweloper 7R i amerykańska firma inwestycyjna InSite Real Estate sprzedali centrum badawczo-rozwojowe BWI Group w Balicach. Niemalże samowystarczalna energetycznie nieruchomość została nabyta przez REICO ČS LONG LEASE, jeden z czeskich funduszy inwestycyjnych, zarządzany przez REICO investiční společnost České spořitelny, a.s. Wartość transakcji wynosi około 27,3 mln euro.

Centrum badawczo-rozwojowe BWI Group, zrealizowane przez 7R w Balicach, zajmuje 11 000 mkw. powierzchni laboratoryjno-biurowej i posiada certyfikat BREEAM na poziomie Very Good. Składa się z dwóch, przyjaznych środowisku, połączonych ze sobą budynków, oddanych do użytkowania w 2020 roku. Wyłącznym najemcą obiektu jest BWI Group, globalny koncern zajmujący się projektowaniem i produkcją elementów zawieszenia dla przemysłu motoryzacyjnego.

Centrum badawczo-rozwojowe BWI Group jest zabezpieczone długoterminową umową najmu. Przejęcie jest ważnym kamieniem milowym w rozwoju funduszu REICO ČS LONG LEASE i jasnym sygnałem dla akcjonariuszy oraz partnerów biznesowych, czego można oczekiwać od funduszu w przyszłości. -Tomáš Jandík, prezes zarządu REICO IS ČS

Nieruchomość, sprzedana przez 7R, położona jest w atrakcyjnej lokalizacji w Małopolsce, w bezpośrednim sąsiedztwie krakowskiego lotniska, oraz około 1 km od autostrady A4, łączącej kraj z Niemcami na zachodzie i Ukrainą na wschodzie. Centrum Krakowa oddalone jest o około 20 km i posiada dogodny dojazd różnymi środkami transportu.

Jachna, Chief Capital Markets Officer 7R
Łukasz Jachna, Chief Capital Markets Officer 7R

Sprzedany właśnie budynek BWI Group to przede wszystkim stabilność najmu i ekologiczne rozwiązania. Tworząc ten obiekt udowodniliśmy, że zeroemisyjna przyszłość w branży nieruchomości jest możliwa. Mamy świadomość, że inwestorzy poszukują wysokiej jakości produktów, które zapewniają zysk w długiej perspektywie i – co bardzo ważne – spełniają standardy ESG. Tak właśnie jest w przypadku centrum BWI Group w Balicach. Tym bardziej cieszymy się, że ten wyjątkowy projekt powiększy portfel funduszu REICO ČS LONG LEASE. -Łukasz Jachna, Chief Capital Markets Officer, członek zarządu w 7R

Obiekt jest unikalny pod względem rozwiązań proekologicznych i produkcji energii, ponieważ wykorzystuje nowoczesny system trigeneracji. Zaawansowana technologia sprawia, że przy użyciu turbiny gazowej wytwarzana jest energia potrzebna do zasilania, ogrzewania, chłodzenia i wentylacji budynku. Jest to pierwsze w Polsce wdrożenie tego typu systemu w projekcie biurowo-laboratoryjnym. 7R zrealizowało tę nieruchomość kompleksowo w formule BTS (Build-to-Suit) – począwszy od pozyskania gruntu, po spełnienie wszystkich wymogów operacyjnych, technicznych, środowiskowych i kadrowych.

W 2021 roku sprzedaliśmy 17 projektów o wartości prawie 400 mln euro. Jesteśmy dumni, że nasza strategia nastawiona na innowacje i zgodna z kryteriami ESG wpisuje się w modele biznesowe międzynarodowych inwestorów, takich jak REICO ČS LONG LEASE. – Tomasz Kostrzewa, Senior Investment Director w 7R

Centrum badawczo-rozwojowe BWI Group jest nie tylko niemal samowystarczalne energetycznie. Budynek posiada także własną studnię i racjonalnie gospodaruje wodą w obrębie całej działki. W 2020 roku nieruchomość zdobyła pierwszą nagrodę w konkursie Prime Property Prize w kategorii Zielony Budynek.

Kupującego w procesie transakcji reprezentowały firmy: CMS, TPA, Knight Frank oraz Arcadis. Doradcą 7R i InSite Real Estate była kancelaria Baker McKenzie.

BETFAN z 354 mln zł obrotów i 3,5 mln zł zysku netto w 2021

BETFAN, polski bukmacher, wypracował w 2021 r. przychody ze sprzedaży w wysokości 354 mln zł, co oznacza wzrost o blisko 90% r/r. Bukmacher, działający zaledwie od kwietnia 2019 r., rośnie skokowo i za 2021 r. osiągnął zysk netto o wartości 3,5 mln zł. W planach firmy na 2022 r. jest dalszy wzrost przychodów w dwucyfrowym tempie, wprowadzenie nowej aplikacji mobilnej i desktopowej oraz kolejnych innowacji technologicznych, a także inwestycje w sieć samoobsługowych terminali bukmacherskich.

BETFAN to jeden z najmłodszych rodzimych bukmacherów legalnie działających w Polsce. Firma pierwsze zakłady zaoferowała w kwietniu 2019 r., prowadząc biznes wyłącznie w Internecie. Od tego czasu konsekwentnie rozwija skalę działalności. Jednocześnie, mimo wynikających z pandemii restrykcji w zakresie organizacji rozgrywek sportowych, firma wypracowała rentowność netto w rekordowo krótkim czasie, bo po niecałych trzech latach działalności – nie osiągnął tego dotąd żaden bukmacher na polskim rynku.

Wzrostowi wyników finansowych za 2021 r. towarzyszyło zwiększenie liczby klientów o 85 % r/r oraz znaczny rozwój oferty. W ubiegłym roku gracze mieli w BETFAN niemal 1 mld możliwości obstawienia zakładów, co oznaczało 20-procentowy wzrost rok do roku liczby zakładów przygotowanych przez dział bukmacherski. Rozwijając ofertę, BETFAN kładzie duży nacisk na przestrzeganie zasad odpowiedzialnej gry
i regularnie szkoli swoich pracowników w tym zakresie.

Ruszając z działalnością trzy lata temu mieliśmy bardzo ambitne plany i te założenia konsekwentnie realizujemy. Sprzyja nam rosnący rynek zakładów, który w ubiegłym roku zwiększył się o około 50%, a w tym jego dynamika ma wynieść między 15% a 20%. BETFAN rośnie jednak znacznie szybciej niż branża i będziemy dążyć do utrzymania tego trendu także w kolejnych latach. Jednocześnie naszą solidną przewagą jest biznesowa skuteczność i efektywność kosztowa. Nie jest sztuką wlać ogromny strumień pieniędzy w marketing i sponsoring, żeby rozwijać sprzedaż i przy tym ciągle dopłacać do biznesu. A tak właśnie wygląda praktyka na polskim rynku. My mamy zupełnie inną strategię – bardzo uważnie planujemy wydatki i sięgamy wyłącznie po mierzalne narzędzia marketingowe o odpowiedniej stopie zwrotu. Jednocześnie duży nacisk kładziemy na rozwój technologiczny. Nasza strategia od początku koncentruje się na segmencie mobilnym, który ma coraz większe znaczenie i jest głównym motorem napędzającym naszą sprzedaż. Dzięki takiemu podejściu obecnie plasujemy się wśród głównych graczy rynku bukmacherskiego, mimo że konkurujemy z wieloma markami o dłuższym niż my stażu i znacznie większym kapitale – mówi Łukasz Łazarewicz, współwłaściciel i przewodniczący rady nadzorczej BETFAN.

Większe potrzeby kapitałowe BETFAN będzie mieć w 2022 r. Firma inwestuje w nowoczesne technologie – wprowadziła nowy zintegrowany system CRM, całkowicie zmienia swój produkt mobilny i desktopowy, a równolegle buduje naziemną sieć tzw. betting corners. To punkty z samoobsługowymi innowacyjnymi terminalami bukmacherskimi, które  umożliwiają oglądanie wydarzeń i obstawianie zakładów. Jednocześnie bukmacher w kilku lokalizacjach testuje nowy koncept pubów bettingowo-sportowych.

– W minionym roku inwestycje w segment detaliczny dociążyły nasz wynik, ale w 2022 r. planujemy urentownienie także tego obszaru działalności. Chcemy stawiać przede wszystkim na terminale bukmacherskie, które są przyszłością kanału stacjonarnego. Mamy już 60 otwartych punktów betting corners i w tym roku planujemy uruchomić dodatkowych 90 – zapowiada Łukasz Łazarewicz.

Na koniec 2021 r., tj. po niespełna trzech latach od startu, BETFAN z blisko 3,5 proc. udziałów w polskim rynku bukmacherskim uplasował się na 6. miejscu wśród 19 firm działających legalnie w branży. Po trzech latach działalności, BETFAN odprowadził do budżetu państwa 86 mln zł w ramach podatku od gier. Firma zamierza nadal rosnąć, korzystając z innowacyjnych narzędzi marketingu internetowego i pozytywnych trendów na rynku bukmacherskim.

– Sytuacja na rynku legalnych zakładów bukmacherskich w Polsce jest niezwykle ciekawa, zwłaszcza to, co dzieje się za plecami dwóch największych firm. Konkurencja staje się coraz bardziej zacięta, a dodatkowo pandemia obnażyła wiele problemów w modelach biznesowych firm. W BETFAN stosujemy różne sposoby, aby jak najlepiej wykorzystać potencjał rosnącego i wciąż zmieniającego się rynku – dodaje Łukasz Łazarewicz.

W 2021 r. ubezpieczyciele wypłacili poszkodowanym ponad 41 mld zł

W 2021 r. Polacy otrzymali 41,3 mld zł odszkodowań i świadczeń ubezpieczeniowych – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). To ponad 4 proc. więcej niż rok wcześniej.

  • 41,3 mld dla poszkodowanych, w tym:
    • 18,4 mld zł z ubezpieczeń na życie (w tym o 17 proc. wyższe wypłaty z ubezpieczeń ochronnych).
    • 15,3 mld zł z ubezpieczeń komunikacyjnych (OC+AC).
    • Około 7,6 mld zł z pozostałych ubezpieczeń.
  • Na ubezpieczenia Polacy przeznaczyli (składka przypisana brutto):
    • 69,2 mld zł, o 9,1 proc. więcej niż rok wcześniej.
  • Ponad 85,6 mld zł aktywów ubezpieczyciele ulokowali w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne.
  • Ponad 17,5 mld zł aktywów było ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu.

Ubezpieczenia na życie

Na rynku życiowym w 2021 r. rosły zarówno wypłaty świadczeń jak i składka. Miało to związek ze zwiększonym zainteresowaniem polisami ochronnymi oraz ze zwiększoną śmiertelnością z powodu pandemii. Ogółem składka z ubezpieczeń na życie wyniosła 22,1 mld zł.Ostatni kwartał 2021 r. to wyhamowanie wzrostu wypłacanych świadczeń z tytułu polis na życie. Jeśli jednak rozpatrujemy pod tym kątem cały zeszły rok, to niewątpliwie pandemia była najważniejszym czynnikiem dla rynku życiowego, jeśli chodzi o wypłaty świadczeń – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU.

Grupa 2020 r. (tys. zł) 2021 r. (tys. zł) Różnica rok do roku
na życie 7 963 584 9 066 916 13,85%
posagowe 109 829 106 692 -2,86%
związane z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym 5 884 507 5 700 455 -3,13%
rentowe 158 752 161 003 1,42%
wypadkowe 6 636 813 7 092 419 6,86%
reasekuracja czynna 8 5 -37,50%
SUMA: 20 753 493 22 127 490 6,62%

Ubezpieczenia komunikacyjne

W ubezpieczeniach majątkowych największą część odszkodowań stanowią ubezpieczenia komunikacyjne.

  • Odszkodowania i świadczenia z obowiązkowego OC posiadaczy pojazdów wyniosły w 2021 r. 9,3 mld zł i były o 3,2 proc. większe niż przed rokiem.
  • Odszkodowania z autocasco wyniosły 6 mld zł, czyli o 9,2 proc. więcej niż przed rokiem.

Jednocześnie pomimo wzrostu kosztów szkód, spada średnia składka w ubezpieczeniach OC ppm. W 2021 r. wyniosła ona 488 zł, o 2 proc. mniej niż rok wcześniej. W tym samym czasie średnia szkoda z OC ppm wzrosła o 3,8 proc., do 8484 zł.

Średnia składka z autocasco wyniosła w 2021 r. 1197 zł, czyli o 1 proc. więcej niż rok wcześniej. W tym samym czasie koszt średniej szkody wzrósł o 7 proc. – do 7257 zł.

Grupa 2020 r. (tys. zł) 2021 r. (tys. zł) Różnica rok do roku
wypadku 1 738 320 1 981 788 14,01%
choroby 779 471 1 043 287 33,85%
casco pojazdów lądowych 8 797 202 9 697 615 10,24%
casco pojazdów szynowych 83 536 92 973 11,30%
casco statków powietrznych 44 482 53 959 21,31%
żeglugi morskiej i śródlądowej 97 109 115 485 18,92%
przedmiotów w transporcie 170 941 182 277 6,63%
szkód spowodowanych żywiołami 3 934 708 4 414 609 12,20%
pozostałych szkód rzeczowych 3 663 641 4 472 245 22,07%
odpowiedzialności cywilnej wynikającej
z posiadania pojazdów lądowych
14 631 214 14 927 006 2,02%
odpowiedzialności cywilnej wynikającej
z posiadania pojazdów powietrznych
23 462 19 060 -18,76%
odpowiedzialności cywilnej
za żeglugę morską i śródlądową
22 949 21 218 -7,54%
odpowiedzialności cywilnej ogólnej 2 551 192 2 809 700 10,13%
kredytu 488 950 592 276 21,13%
gwarancji 475 066 458 906 -3,40%
różnych ryzyk finansowych 799 870 1 205 371 50,70%
ochrony prawnej 79 760 83 863 5,14%
świadczenia pomocy 1 344 436 1 595 003 18,64%
reasekuracja czynna 2 942 443 3 328 232 13,11%
SUMA: 42 668 752 47 094 873 10,37%

Inne ubezpieczenia majątkowe

W 2021 r. w Polsce nie odnotowano zjawisk pogodowych, które przyniosłyby znaczące wzrosty odszkodowań w ubezpieczeniach majątkowych. Odszkodowania związane z żywiołami oraz pozostałymi szkodami rzeczowymi wyniosły 3,4 mld zł, czyli o 0,5 proc. mniej niż rok temu. – Musimy pamiętać, że zjawiska związane z żywiołami będą się pojawiały w Polsce co roku, na większą lub mniejszą skalę. Ubezpieczyciele są przygotowani finansowo na to, by nieść swoim klientom pomoc w takich przypadkach – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

Zyski w 2021 r.

W 2021 r. ubezpieczyciele odprowadzili do budżetu państwa ponad 1,2 mld zł podatku dochodowego. Wypracowali w tym czasie 5,7 mld zł zysku netto, czyli o 7,3 proc. mniej niż przed rokiem.

Wielkość 2020 r. (tys. zł) 2021 r. (tys. zł) Różnica rok do roku
Dział I
Koszty działalności ubezpieczeniowej 5 051 082 5 410 232 7,11%
Wynik techniczny 2 974 496 2 142 982 -27,95%
Wynik finansowy brutto 2 831 850 2 040 610 -27,94%
Podatek dochodowy 629 028 407 850 -35,16%
Wynik finansowy netto 2 202 201 1 633 206 -25,84%
Udziały, akcje oraz inne papiery wartościowe o zmiennej kwocie dochodu oraz jednostki uczestnictwa i certyfikaty inwestycyjne w funduszach inwestycyjnych 6 554 986 6 128 104 -6,51%
Dłużne papiery wartościowe i inne papiery wartościowe o stałej kwocie dochodu 29 738 676 29 121 822 -2,07%
Wielkość
Dział II 2020 r. (tys. zł) 2021 r. (tys. zł) Różnica rok do roku
Koszty działalności ubezpieczeniowej 10 381 593 10 882 010 4,82%
Wynik techniczny 3 128 909 2 970 447 -5,06%
Wynik finansowy brutto 4 739 660 4 855 299 2,44%
Podatek dochodowy 801 567 797 592 -0,50%
Wynik finansowy netto 3 938 093 4 057 707 3,04%
Udziały, akcje oraz inne papiery wartościowe o zmiennej kwocie dochodu oraz jednostki uczestnictwa i certyfikaty inwestycyjne w funduszach inwestycyjnych 10 107 197 11 328 036 12,08%
Dłużne papiery wartościowe i inne papiery wartościowe o stałej kwocie dochodu 57 575 678 56 526 209 -1,82%

Medicover przejmuje Nasz Lekarz

Medicover sfinalizował przejęcie działalności z zakresu badań prowadzonej w ramach działalności Nasz Lekarz. Jest to jeden z wiodących tego typu ośrodków w Polsce. Jest to wspólna transakcja obu pionów Medicover – Diagnostic Services i Healthcare Services – ponieważ Medicover podpisał również umowę nabycia lokalnej przychodni pod szyldem Nasz Lekarz. Transakcja obejmuje nowoczesną nieruchomość o powierzchni 2000 m2.

Medicover świadczy szeroki zakres usług opieki zdrowotnej obejmujący opiekę ambulatoryjną i specjalistyczną, sieć szpitali, laboratoriów oraz punktów pobrań krwi świadczonych w ramach dwóch pionów – Healthcare Services i Diagnostic Services.

Nasz Lekarz to największy ośrodek badawczy w województwie kujawsko-pomorskim. W ciągu 20 lat istnienia na rynku ośrodek uczestniczył w ponad 600 badaniach klinicznych I do IV fazy. Równolegle przychodnie oferują innowacyjne, biologiczne leczenie chorób reumatologicznych, dermatologicznych, gastroenterologicznych i pulmonologicznych.

Nasz Lekarz to synergiczna inwestycja dla obu dywizji Medicover. Diagnostic Services wykorzysta potencjał zespołu przychodni, który umożliwi wzrost w strategicznych obszarach zarządzania badaniami i włączaniem pacjentów do badań klinicznych, z kolei pion Healthcare Services, Medicover, wzmocni wysokiej jakości opiekę medyczną na polskim rynku usług medycznych. Toruńska przychodnia stanowi atrakcyjne uzupełnienie działalności Healthcare Services, zapewniając pacjentom wielospecjalistyczną opiekę i odpowiadając na rosnące zapotrzebowanie na jakościową opiekę w tym regionie.

Przejęcie biznesu Nasz Lekarz jest kluczowe dla strategii Medicover w zakresie rozwoju działalności Diagnostic Services w obszarze badań klinicznych. To doskonały moment, aby wzmocnić naszą globalną obecność w branży life science, wykorzystując potencjał przejmowanego podmiotu, jego doświadczenie i regionalną infrastrukturę odpowiadającą usługom laboratoriów klinicznych, zarządzania pacjentami i diagnostyki towarzyszącej. Jesteśmy o krok bliżej do stania się kompleksowym partnerem dla firm z branży life science i organizacji badań klinicznych, wspierającym je we wprowadzaniu na rynek innowacyjnych terapii i diagnostyki – mówi Staffan Ternström, COO Diagnostic Services.

Przejęcie biznesowego obszaru badań klinicznych Nasz Lekarz pozwala Medicover Integrated Clinical Services (MICS) na dalszą synergiczną współpracę z globalnymi partnerami z branży farmaceutycznej oraz wzmocnienie już rozwiniętej działalności w zakresie usług laboratoriów klinicznych, zarządzania pacjentami i diagnostyki towarzyszącej. MICS jest wyspecjalizowaną jednostką biznesową w ramach pionu Diagnostic Services, która ma ambicję stania się silnym, globalnym podmiotem i przyspieszenia integracji innowacyjnej diagnostyki i terapii w ramach Medicover.

Przychodnie Nasz Lekarz działają w Toruniu i Bydgoszczy od 20 lat, obsługując ok. 15 tys. pacjentów. Ponad stuosobowy zespół lekarzy i pielęgniarek zapewnia opiekę medyczną w ramach podstawowej opieki zdrowotnej oraz specjalistycznej opieki ambulatoryjnej za pośrednictwem 36 poradni i 20 pracowni. Szeroki zakres świadczonych usług obejmuje: medycynę pracy, medycynę sportową, medycynę podróży oraz badania kliniczne. Inwestycja pozwoli pionowi Healthcare Services zaznaczyć silną obecność Medicover w województwie kujawsko-pomorskim.

Pozyskanie sieci Nasz Lekarz to kolejny etap ekspansji Medicover po przejęciu m.in. Grupy CDT Medicus – prywatnego dostawcy usług medycznych z okręgu legnicko-głogowskiego, sieci centrów medycznych i szpitali Dom Lekarski w Szczecinie i warszawskiego Centrum Medycznego MML – kliniki wyspecjalizowanej w otolaryngologii.

Mangata Holding z najwyższym poziomem sprzedaży w historii

Mangata Holding, polska grupa przemysłowa, działająca w segmentach produkcji: podzespołów dla motoryzacji i komponentów, armatury i automatyki przemysłowej oraz elementów złącznych, wypracowała 791 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży, co stanowi 40%-owy wzrost w porównaniu do 2020 r. Był to najwyższy poziom sprzedaży w historii Holdingu. Największy wzrost przychodów odnotowano w segmencie podzespołów dla motoryzacji i komponentów – o 161 mln zł, czyli o 53% w relacji do roku ubiegłego. Segment ten odpowiada za blisko 60% przychodów Grupy. Wysoki poziom sprzedaży przełożył się na prawie 130 mln zł EBITDA (wzrost o 75%). W ubiegłym roku Grupa podwoiła skonsolidowany zysk netto (wzrost o 107%) osiągając blisko 72 mln zł, co również stanowi historyczny rekord Holdingu.

Pomimo niestabilnych warunków rynkowych Mangata Holding osiągnęła rentowność brutto ze sprzedaży na wyższym poziomie niż w 2020 r. – wzrost o 25%. Z kolei marża EBITDA wyniosła 16,4% wobec 13,1% w ubiegłym roku. Rentowność zysku netto w roku 2021 osiągnęła poziom 9,1% wobec 6,1 % w 2020.

Ubiegły rok był kolejnym dosyć nieprzewidywalnym okresem dla przemysłu. Pomimo znaczącego wzrostu popytu na rynku, musieliśmy zmierzyć się z szeregiem trudnych do przewidzenia zdarzeń. Wśród czynników, które destabilizowały rynki były m.in.: skokowo rosnące ceny stali, gazu oraz energii czy też brak podzespołów elektronicznych, który miał największy wpływ na segment automotive. Pomimo tego, we wszystkich trzech segmentach produkcyjnych, zrealizowaliśmy znacznie wyższe wolumeny produkcji. – powiedział Leszek Jurasz, prezes zarządu Mangata Holding SA. – Bardzo dobra rentowność była zasługą m.in. realizowania polityki inwestycyjnej, która jest ukierunkowana na modernizację oraz działania służące optymalizacji technologicznej – dodał prezes.

Segment Podzespołów dla motoryzacji i komponentów, za który odpowiada Kuźnia Polska, MCS oraz Masterform, odnotował wzrost 53% (465 mln zł przychodów ze sprzedaży, stanowiących 60% sprzedaży ogółem).

W segmencie Elementów Złącznych (Śrubena Unia), przychody ze sprzedaży wyniosły 160,8 mln zł, co stanowiło wzrost o blisko 36% rok do roku. Wzrost przychodów ze sprzedaży to przede wszystkim efekt zwiększonego popytu rynkowego oraz podwyżki cen stali.

Segment Armatury i automatyki przemysłowej (Zetkama) odnotował przychody ze sprzedaży na poziomie 162 mln zł, co stanowi wzrost o prawie 14%. Pomimo pandemii Covid-19, sprzedaż w tym segmencie w 2020 r. utrzymywała się na stabilnym poziomie, dlatego nie odnotowano tak wysokiej dynamiki wzrostu przychodów w 2021 r., jaka ma miejsce w pozostałych segmentach działalności Grupy.

– W minionym roku w segmencie automotive miała miejsce odbudowa sprzedaży i silny trend wzrostowy popytu rynkowego. Wynikało to m.in. z ożywienia na rynkach europejskich i amerykańskim. W segmencie Elementów złącznych – za który w ramach działalności Holdingu odpowiedzialna jest Śrubena Unia – oprócz zwiększonego popytu, na wzrost przychodów ze sprzedaży, miały również podwyżki cen stali, co ma miejsce również i w tym roku. Dzięki odpowiednim mechanizmom indeksującym staramy się przekładać wzrosty na ceny naszych produktów.-  powiedział Leszek Jurasz, Prezes Zarządu Mangata Holding SA.

Grupa zanotowała wzrosty przychodów ze sprzedaży na większości obsługiwanych rynkach. Najistotniejszy wzrost w ujęciu procentowym odnotowano na rynku polskim, gdzie przychody ze sprzedaży były wyższe o 56%. Na rynkach Unii Europejskiej odnotowała 35% wzrost przychodów, natomiast na pozostałych rynkach wygenerowała wzrost o blisko 28%. Największym rynkiem zbytu dla Grupy pozostaje rynek krajowy, na którym realizowane jest około 30% sprzedaży. Głównymi kierunkami sprzedaży wśród krajów Unii Europejskiej są: Niemcy, Finlandia oraz Czechy. Natomiast w gronie kluczowych rynków pozostają również klienci z USA oraz Szwajcarii.

W latach 2016-2021 Mangata Holding wypłaciła akcjonariuszom łącznie aż 155 mln zł dywidendy. W ubiegłym roku Spółka wypłaciła dywidendę w wysokości 4,5 zł na akcję (łącznie 30 mln zł).

Kazimierz Przełomski Wiceprezes Zarządu Dyrektor Finansowy_Easy-Resize.com
Kazimierz Przełomski, wiceprezes zarządu oraz dyrektor finansowy Mangata Holding S.A.

Naszym celem jest systematyczna realizacja polityki dywidendowej komunikowanej w 2017 roku. Wyniki finansowe za ubiegły rok i obecna pozycja gotówkowa Grupy umożliwiają zarządowi Mangaty planowanie wypłaty dywidendy w tym roku. Wkrótce Rada Nadzorcza i akcjonariusze (WZA) podejmą  decyzję w tej sprawie.  W naszych założeniach planu finansowego oczekujemy  wypłatę dywidendy nie niższej niż rok temu.– podkreśla Kazimierz Przełomski, wiceprezes zarządu oraz dyrektor finansowy Mangata Holding S.A.

Zgodnie z założeniami strategicznymi Holding planuje przeznaczać średnio 50 proc. zysku corocznie na wypłatę dywidendy.

Nieudana próba umocnienia złotego

Rada Polityki Pieniężnej zareagowała w sposób najbardziej zdecydowany od 2000 roku. Przed odczytem inflacyjnym za marzec konsensus rynkowy wskazał ruch o 50 pb. Po danych oczekiwania wzrosły do 75 pb. Rada zaskoczyła, ale był to ruch zamierzony, być może skierowany na aprecjację złotego, którego siła może skompensować wysoką inflację. Mamy stopy najwyższe od 10 lat.

Wczoraj jeszcze przed decyzją RPP w okolicach godz. 14:00 można było zaobserwować chwilowe, bardzo dynamiczne umocnienie złotego. Kurs EUR/PLN spadł na moment w okolice 4,56 po czym szybko zawrócił powyżej 4,60. W trakcie decyzji, złoty ponownie zaczął zyskiwać, jednak na koniec dnia PLN był słabszy. Tak naprawdę najbliższe dni zobrazują nam, czy wczorajsza decyzja Rady wpłynie na trwałe umocnienie złotego. Widać wyraźnie, że wsparcie na 4,60 jest silnie bronione. Wszystko wskazuje na to, że do jego przełamania nie wystarczy jastrzębie zaskoczenie RPP. Cały czas na złotym ciąży presja wojny. Giełdy spadają w obawie przed kryzysem energetycznym oraz stagflacją. Euro nie radzi sobie najlepiej, a spadki na głównej parze walutowej nie będą pomagać w aprecjacji PLN. To nie jest najlepsze środowisko dla walut EM, w którym to koszyku nadal jest złoty.

Poza samą decyzją o wielkości podwyżki RPP już niczym nie zaskoczyła. Rada podtrzymała w najnowszym komunikacie stwierdzenie, że będzie robić wszystko aby zapewnić stabilność makro, w głównej mierze będzie starać się aby nie doprowadzić do utrwalenia się podwyższonej inflacji. Cały czas możliwe są interwencje na FX, w przypadku, gdyby kurs złotego zmierzła w odwrotnym kierunku do prowadzonej polityki monetarnej. To oczywiście werbalna próba umocnienia PLN, która wydaje się nie do końca zadziałała spoglądają na wykresy. Być może na efekty musimy chwilę poczekać.

Jedno jest pewne, raty kredytów w Polsce ponownie wzrosną a dochód do dyspozycji gospodarstw domowych tym samym zmniejszy się co w konsekwencji w pierwszej kolejności wpłynie na spadek wydatków na towary i usługi konsumpcyjne. W średnim terminie oznacza to spadek koniunktury. W I kwartale w Polsce nadal utrzymywała się wysoka dynamika aktywności gospodarczej, co pokazują dane o sprzedaży detalicznej oraz produkcji przemysłowej czy budowalno-montażowej. W kolejnych miesiącach wyniki będą prawdopodobnie gorsze.

Łukasz Zembik, DM TMS Brokers

Stopy procentowe aż o 1% w górę

Jeszcze kilka miesięcy temu optymiści uważali, że stopy procentowe osiągną co najwyżej poziom 4%. Dzisiaj już mamy 4,5%, a to absolutnie nie wygląda na ostatnie słowo. Węgrzy wybrali słaby moment na zaprzyjaźnienie się z Rosją.

WIBOR nie kłamał

Okazuje się, że prognozowanie podwyżek stóp procentowych o stawkę WIBOR okazało się najskuteczniejszym sposobem. Wczorajsza podwyżka stóp procentowych o 1% jest tego doskonałym dowodem. Wzrost ten powinien podnieść ratę kredytu hipotecznego wziętego na 30 lat o ponad 15%. Z drugiej strony niezwalczanie inflacji może spowodować znacznie większe straty w naszych domowych budżetach. Na rynkach wczoraj pojawił się pewien nietakt. Mianowicie przed samą decyzją nagle doszło do absurdalnego, zdaniem niektórych, źródeł nawet 6-groszowego umocnienia złotego względem euro. Kurs niemal od razu powrócił do poprzednich poziomów. Pomimo tego wzrostu stóp złoty zakończył dzień stratami.

Winne czynniki globalne

Fenomen tego, że złoty pomimo bardzo wyraźnej podwyżki stóp procentowych tracił na wartości, łatwo wyjaśnić, patrząc na to, co działo się na szerszym rynku. Wczoraj trwał odwrót od walut z naszego koszyka. Złoty stracił proporcjonalnie mniej na wartości niż np. czeska korona, czy szczególnie forint węgierski. Waluta ta ma zresztą bardzo nieciekawy tydzień, na własne życzenie Węgrów zresztą. W poniedziałek rano jedno euro kupowano za 368 forintów, dzisiaj jest to 382 forinty, to około 4% straty. Okazuje się, że rynki nie patrzą przychylnie nie tylko na Rosję, ale również na jej europejskich przyjaciół. Niestety dla Węgrów Wiktor Orban jest za takiego, nie bez podstaw, uznawany. Zdaniem części analityków niektórzy inwestorzy powoli rozważają ryzyko odcięcia Węgier od funduszy unijnych.

Ropa znów szuka dnia

Pomimo napięć w naszej części świata na rynku nadal nie materializują się najgorsze dla kupujących ropę naftową scenariusze. Nie można jednak wykluczyć, że masakr ludności cywilnej na Ukrainie było znacznie więcej i Rosjanie zostanę definitywnie odcięci od rynku. Obecnie cena poszła w dół przez uwolnienie rezerw na rynki. To z kolei spowodowało nadmiar surowca, który zdusił cenę. Nie jest to jednak stabilne rozwiązanie i problem trzeba rozwiązać fundamentalnie. W przeciwnym wypadku, jak tylko skończy się nadmiarowa ropa, problem powróci. Warto zwrócić uwagę, że po wczorajszym spadku cen ropy mamy jedne z najniższych cen hurtowych diesla od początku pandemii. Jest zatem duża szansa, że wkrótce odczujemy to na stacjach benzynowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Jakie strony lubi Google? Poradnik skutecznego pozycjonowania

Profesjonalnie przeprowadzone pozycjonowanie stron internetowych może zakończyć się tym, że dana witryna będzie zajmować wysoką pozycję w wynikach wyszukiwania. Dzięki temu internauci łatwo ją odnajdą, a marka zyska na rozpoznawalności. Istnieje kilka ciekawych sposobów, które mogą doprowadzić do tego, że budowana witryna stanie się przyjazna dla Google. Warto wdrożyć je w życie i oczekiwać na korzystne rezultaty.

Szybki serwer i krótki czas ładowania witryny

Pierwszym elementem, na którym należy się bezwzględnie skupić jest szybkość serwera. Im szybszy jest serwer, tym większa wydajność strony www. Następnie warto się zabrać za krótki czas ładowania witryny. Zawieszająca się strona nie będzie zbyt atrakcyjna w odbiorze i internauci szybko ją opuszczą. Kluczem do sukcesu okaże się sprawdzony i funkcjonalny hosting. Dodatkowo nie można omijać przydatnych narzędzi Google, które pomogą zainteresowanym przeanalizować stronę www i wskażą potencjalne zmiany.

Bezpieczeństwo i atrakcyjne treści

Tworzenie stron internetowych nie obejdzie się bez certyfikatu SSL. To gwarancja bezpieczeństwa w sieci, gdyż taki certyfikat jest w stanie:

  • zapewnić użytkownikom pełną prywatność podczas transmisji danych,
  • poprawić wizerunek firmy,
  • zadbać o autentyczność i poprawność pobieranych danych,
  • zwiększyć komfort użytkowników w trakcie surfowania po rozmaitych stronach www.

Równie ważne są atrakcyjne treści, które będą się pojawiać na konkretnej stronie internetowej. Treści muszą być nie tylko stale aktualizowane, ale też wartościowe i unikalne. Strzałem w dziesiątkę okaże się firmowy blog i nawiązywanie do branży, w której klient obraca się na co dzień. Dzięki temu można zbudować prawidłową relację na linii właściciel witryny – użytkownik.

Responsywność, prowadzenie social mediów i linki

Trzy ostatnie elementy, które sprawią, że Google polubi tworzoną stronę internetową to responsywność, linki oraz prowadzenie social mediów. Profesjonalnie tworzona strona musi być umiejętnie dopasowana do wielkości wyświetlacza urządzeń poszczególnych użytkowników.

Jeśli chodzi o linki można pomyśleć przede wszystkim o materiałach wideo, zdjęciach czy też rzetelnych artykułach. Użytkownicy zaczną udostępniać je na swoich blogach i profilach, a to z kolei przełoży się na generowanie linków.

Strony www powinny być też ściśle powiązane z social mediami. To szansa na zbudowanie silnej pozycji w wyszukiwarce Google. Można sprawdzić takie serwisy, jak: Facebook, Instagram, GoldenLine, LinkedIn oraz Snapchat.

Współpraca na B2B z byłym pracodawcą a preferencyjny ZUS

Przedsiębiorca założył działalność gospodarczą i w ramach ulgi na start przez 24 miesiące mógł opłacać składki ZUS w wysokości nawet 30% minimalnego wynagrodzenia. Po pół roku nawiązał współpracę w ramach B2B z byłym pracodawcą. Stracił tym samym prawo do preferencyjnego ZUS. Jednak po upływie całego roku kalendarzowego na dużym ZUS-ie wystąpił o powrót do preferencyjnych składek. Dlaczego?

Preferencyjny ZUS

Zgodnie z art. 18a ust. 1 i 2 w zw. z art. 20 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych prawo do preferencyjnego ZUS przysługuje przedsiębiorcom przez pierwsze 24 miesiące kalendarzowe prowadzenia działalności, pod warunkiem, że:

  1. w okresie ostatnich 60 miesięcy kalendarzowych przed dniem rozpoczęcia wykonywania działalności gospodarczej nie prowadzili pozarolniczej działalności gospodarczej;
  2. nie wykonują działalności na rzecz byłego pracodawcy, na rzecz którego przed dniem rozpoczęcia działalności gospodarczej w bieżącym lub w poprzednim roku kalendarzowym wykonywali czynności wchodzące w zakres wykonywanej działalności gospodarczej w ramach stosunku pracy lub spółdzielczego stosunku pracy.

Powrót do niższych stawek

Jeden z przedsiębiorców uruchomił działalność gospodarczą 2 marca 2020 roku i korzystał z obniżonych stawek ZUS w ramach ulgi na start. Z dniem 2 listopada 2020 roku w ramach tej działalności nawiązał współpracę z byłym pracodawcą, z którym niespełna rok wcześniej łączył go stosunek pracy. Od tej pory, zamiast preferencyjnego ZUS zgłosił się do zwykłego, dużego ZUS. Z końcem 2021 roku wystąpił do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych o potwierdzenie, że od 1 stycznia 2022 roku będzie mógł powrócić do preferencyjnego sposobu naliczania składek przez okres jaki pozostał mu z ustawowych 24 miesięcy wskazanych w art. 18a.

Poprzedni i bieżący rok

Przedsiębiorca stwierdził, że skoro nawiązał współpracę w oparciu o umowę B2B z byłym pracodawcą w 2020 r. i kontynuował ją w 2021 r., to z dniem 1 stycznia 2022 r. upłynie okres, o którym mowa w art. 18 ust. 2 pkt 2, czyli okres wykonywania w bieżącym lub poprzednim roku kalendarzowym czynności mieszczących się w zakresie działalności gospodarczej na rzecz byłego pracodawcy. Od tego momentu może więc korzystać z preferencyjnego ZUS, bez względu na to, czy wykonywane przez niego czynności na rzecz byłego pracodawcy są tożsame lub podobne do tych, które wykonywał w oparciu o umowę o pracę.

Przedsiębiorca źle rozumie przepis

Zakład Ubezpieczeń Społecznych uznał stanowisko przedsiębiorcy za błędne. Jak wskazał, w spornym przepisie chodzi o czynności wykonywane na rzecz byłego pracodawcy, które przedsiębiorca wykonywał w oparciu o umowę o pracę w bieżącym lub poprzednim roku kalendarzowym przed rozpoczęciem działalności gospodarczej, a nie w trakcie okresu 24 miesięcy kalendarzowych jej prowadzenia.

„… gdy w okresie pierwszych 24 miesięcy kalendarzowych prowadzenia działalności gospodarczej (…) osoba prowadząca działalność gospodarczą, która współpracuje z byłym pracodawcą i w ramach tej współpracy wykonuje czynności, które wykonywała w ramach stosunku pracy w bieżącym lub poprzednim roku kalendarzowym przed rozpoczęciem działalności gospodarczej, nie może opłacać składek na ubezpieczenia społeczne od podstawy wymiaru nie niższej niż 30% kwoty minimalnego wynagrodzenia” (interpretacja indywidualna Centrali Zakładu Ubezpieczeń Społecznych z 11 stycznia 2022 r., sygn. DI/100000/43/834/2021).

Komentarz eksperta

Interpretacja przepisów zaprezentowana przez przedsiębiorcę jest bez wątpienia ciekawa, jednak stoi w sprzeczności z celem, dla którego zostały one ustanowione. Przepis, o którym mowa ma za zadanie przeciwdziałać zjawisku samozatrudnienia w miejsce wcześniejszego zatrudnienia u tego samego pracodawcy, i korzystaniu dzięki temu z preferencyjnej podstawy wymiaru składek – komentuje Agnieszka Stachurska, dyrektor biura rachunkowego Skarbiec Corporate Services współpracującego z Kancelarią Prawną Skarbiec.

Na tle tego przepisu można skutecznie wejść w spór z ZUS-em, gdy ten z automatu kwalifikuje każdą działalność wykonywaną przez nowego przedsiębiorcę na rzecz byłego pracodawcy jako tożsamą z wykonywaną wcześniej w ramach stosunku pracy. Wskazał na to m in. Sąd Okręgowy we Wrocławiu, orzekając, że przedsiębiorca zachował prawo do preferencyjnego ZUS, bo prace budowlane wykonywane przez niego na rzecz spółki, w której wcześniej był zatrudniony jako inżynier budowlany, nie były tożsame (wyrok z 12 lutego 2014 r., sygn. akt IX U 359/13). Również Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 23 marca 2010 r., sygn. akt I UK 323/09 podkreślił, że „wykonywanie w ramach stosunku pracy czynności wchodzących w zakres wykonywanej działalności gospodarczej”, o którym mówi art. 18a ustawy systemowej, należy odnosić do obowiązków powierzonych przez pracodawcę i faktycznie wykonywanych przez pracownika na konkretnym stanowisku pracy, a nie do wszystkich czynności jakie pracownik może wykonywać.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Blisko 40 proc. Polaków przez pandemię skarży się na pogorszenie zdrowia psychicznego

Prawie 40% Polaków skarży się na pogorszenie zdrowia psychicznego w czasie pandemii. Ponad połowa rodaków nie stwierdza tego u siebie, a jedna dziesiąta społeczeństwa nie umie tego ocenić. Problem dotyka głównie ludzi młodych, najmniej zarabiających i najsłabiej wykształconych, a także mieszkańców największych miast. Blisko połowa osób ze złym samopoczuciem uznaje, że najmocniej obciąża ich wzrost cen, a najbardziej dokucza im stres. Niemal 70% badanych z objawami osłabienia zdrowia emocjonalnego nie miało ich przed pandemią. Natomiast eksperci przewidują, że kondycja psychiczna Polaków będzie coraz słabsza w związku z postępującą inflacją i trwającą za naszą granicą wojną.

Zagrożone zdrowie

Z najnowszego badania, przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla platformy ePsycholodzy.pl na grupie ponad tysiąca Polaków w wieku 18-80 lat, wynika, że ich zdrowie psychiczne pogorszyło się w czasie trwającej dwa lata pandemii. 38,5% respondentów odpowiedziało twierdząco, a 51% – przecząco. 10,5% ankietowanych nie potrafiło tego określić.

– Po wybuchu pandemii i lockdownów ludzie doświadczyli tzw. anomii, czyli sytuacji, w której brakowało reguł postępowania. Nie wiadomo było, jak zadbać o swoje bezpieczeństwo i co będzie dalej. Dezorientacja i niepewność mocno wpłynęły na zdrowie psychiczne nas wszystkich. Tocząca się obecnie blisko nas wojna powoduje podobne poczucie zagrożenia. W związku z tym w kolejnych miesiącach na pewno będzie przybywało osób, które odczują pogorszenie kondycji psychicznej – przewiduje dr Łukasz Rogowski z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Z kolei Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl podkreśla, że wojna będzie długoterminowo wpływać negatywnie na zdrowie psychiczne osób żyjących w Polsce. Wszyscy przede wszystkim chcemy czuć się bezpiecznie, ale za działania wojenne naszych sąsiadów już płacimy ekonomicznie. Temat konfliktu zbrojnego pozostanie w dyskursie publicznym na długi czas. Dzieci w szkołach będą miały kontakt z ofiarami wojny. To będzie pouczającym wyzwaniem. Natomiast ludzie boją się zmian, tym bardziej wymuszanych zewnętrznie.

– Obecnie tocząca się wojna może pogorszyć ogólny dobrostan psychiczny Polaków. Szalejąca inflacja też nie pomoże. Tutaj jednak nie mamy problemu izolacji społecznej, który był na początku pandemii. Jest wprost przeciwnie. Solidarność i wsparcie społeczne mogą stanowić bufor chroniący przed symptomami lęku i depresji – mówi dr Maria Baran ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie.

Kto czuje się gorzej?

Jak wynika z badania, o pogorszeniu się zdrowia psychicznego mówią głównie osoby w wieku 23-35 lat (wśród nich – 44,5%), z dochodem miesięcznym netto poniżej 1000 zł (44,6%), wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym (50%). Najczęściej są to mieszkańcy miast liczących ponad 500 tys. ludności (43,3%).

– Negatywne konsekwencje psychologiczne pandemii najbardziej dotknęły młodych ludzi, głównie z powodu izolacji społecznej oraz niemożliwej lub trudnej do zaspokojenia potrzeby przynależności do grup. Osoby z niższymi dochodami i najsłabszym wykształceniem mają mniej zasobów, żeby radzić sobie z trudnościami. Z kolei mieszkańcy dużych miast mogą ponosić wyższe koszty życia. Warto tutaj wziąć pod uwagę poziom strat spowodowanych kryzysem gospodarczym, w tym rosnące raty kredytów hipotecznych – wyjaśnia dr Baran.

Według sondażu, w młodszych grupach wiekowych więcej jest osób, które stwierdzają u siebie pogorszenie się ich zdrowia psychicznego. Widać to wśród Polaków mających od 18 do 22 lat (odpowiedzi na tak – 44,2%, nie – 32,6%) oraz od 23 do 35 lat (tak – 44,5%, nie – 44,2%). Odwrotnie jest w przypadku rodaków w wieku od 36 do 55 lat (tak – 35,6%, nie – 53,5%), a także od 56 do 80 lat (tak – 34,7%, nie – 59,1%). Jak komentuje dr Rogowski, samo przyznawanie się do osłabienia kondycji emocjonalnej może być wstydliwe dla starszego pokolenia. Dla młodych osób to nie jest temat tabu.

– Pandemia znacznie spowolniła tempo życia młodych ludzi, przyzwyczajonych do przemieszczania się, spotkań ze znajomymi na żywo, uprawiania sportów i realizowania innych pasji. Do tego osoby uczące się czy studiujące mogły wpaść w pułapkę i rozregulować sobie rytm dnia, śpiąc np. do godziny 13.00, jedząc i pijąc w łóżku, przy laptopie. To w dłuższej perspektywie może paradoksalnie obniżać nastrój, negatywnie wpływa na motywację i ogólne samopoczucie – stwierdza psycholog Michał Murgrabia, prezes platformy ePsycholodzy.pl, współautor badania.

Drożyzna najmocniej szkodzi

Respondenci, których zdrowie psychiczne pogorszyło się, mogli wskazać kilka przyczyn. I zdaniem 48,8% badanych, powodem był wzrost cen. Michał Pajdak podkreśla, że pod ww. pojęciem kryje się wiele znaczeń. Fakt, że wszystko drożeje, dla większości społeczeństwa wiąże się ze zmianą zachowań konsumenckich i stylu życia, a to jest niezwykle stresogenne. Dla wielu osób oznacza to też utratę wartości gotówki, która miała być ich zabezpieczeniem na przyszłość. Najgorsza w tym wszystkim jest niepewność i nieprzewidywalność zdarzeń, a także złożoność zachodzących procesów globalnych – jednocześnie ekonomicznych, społecznych i militarnych. Wpływ wzrostu cen na zdrowie psychiczne Polaków – szczególnie mniej zarabiających, rencistów i emerytów – będzie coraz bardziej widoczny.

– Zarówno wzrost cen, jak i wojna za naszą granicą to zjawiska, które większość Polaków doświadcza po raz pierwszy w życiu. Oba mogą wywoływać poczucie zagrożenia i ograniczenia swobody życia. To, jakie doświadczenie jest najtrudniejsze dla danego człowieka, zależy od indywidualnych uwarunkowań – zauważa Michał Murgrabia.

Drugim czynnikiem rujnującym zdrowie psychiczne Polaków jest obawa, że zachorują ich bliscy – 35,3%. Na trzecim miejscu jest lęk przed byciem chorym – 33,5%. Czwarty powód to ograniczenie kontaktów międzyludzkich – 29,8%. Na piątej pozycji znalazł się zły wpływ izolacji społecznej na psychikę – 28,3%, a także natłok informacji o pandemii w mediach – 27%. Dość rzadko przyczyna tkwi w nieracjonalnych zachowaniach innych ludzi czy też w pogorszeniu się własnych warunków finansowych – odpowiednio 22,5% i 22,3%.

– Warto spojrzeć na te wyniki poprzez pryzmat badań z początku pandemii, kiedy to obawy o zachorowanie swoje czy bliskich wyrażało ponad 70% Polaków. Poziom tych obaw po dwóch latach jest zdecydowanie niższy. Teraz bardziej boimy się konsekwencji gospodarczych i finansowych. I te obawy, wraz z inflacją i toczącą się wojną, będą rosnąć – uważa dr Baran.

Objawy osłabienia

Każdy, kto zaznaczył, że jego kondycja emocjonalna pogorszyła się, mógł podać kilka oznak. Wśród najczęściej wymienianych objawów pogorszenia się zdrowia psychicznego jest stres – 48%. W następnej kolejności respondenci wskazują obniżenie nastroju – 47,3%, zaburzenia snu – 38%, częsty niepokój – 36,3%, a także zmniejszenie aktywności i brak energii – 35,5%.

– Lęki odczuwane w związku z pandemią, inflacją i niedaleko toczącą się wojną są naturalne. Ważne natomiast jest to, aby ww. objawy nie dezorganizowały nam życia. Jeżeli ktoś na przykład co chwilę sprawdza wiadomości i w związku z tym odczuwa coraz większe napięcie, to powinien zastanowić się, czy warto te działania kontynuować. Czasem wskazane może okazać się skorzystanie z profesjonalnej pomocy terapeutycznej, aby poradzić sobie z ww. odczuciami – tłumaczy psycholog Murgrabia.

Należy również dodać, że aż 68% osób stwierdzających u siebie objawy pogorszenia się zdrowia psychicznego nie miało ich przed pandemią. 25,3% respondentów twierdzi, że występowały one wcześniej, a 6,7% nie pamięta, czy je miało, zanim pojawił się koronawirus.

– Pandemia nastała nagle i zmieniła całą rzeczywistość społeczną oraz gospodarczą. Co więcej, na początku nie wiedzieliśmy, z czym dokładnie mamy do czynienia. To naturalne, że pojawił się lęk, a wraz z narastającą izolacją społeczną, wystąpiły też symptomy depresji. W ww. warunkach ogólnie gorsze funkcjonowanie psychiczne jest uzasadnione i to nawet w zdrowej populacji, a więc u osób, które wcześniej nie miały takich objawów – podsumowuje ekspert z SWPS.

Handel światowy: Zmagania z wahaniami popytu i cen

  • Inwazja na Ukrainę i ponowne pojawienie się ognisk zakażeń Covid-19 w Chinach uderzą w 2022 roku w światowy handel z podwójną siłą: niższymi wolumenami (wielkością wymiany) i wyższymi cenami
  • Koszty handlu mogą wzrosnąć z powodu wyższych cen ropy naftowej
  • Wyższe ceny towarów uderzają również w terms of trade (relacja cen towarów importowanych do eksportowanych), a co za tym idzie bilans handlowy poszczególnych krajów

Inwazja na Ukrainę i ponowne pojawienie się ognisk zakażeń Covid-19 w Chinach uderzą w 2022 roku w światowy handel z podwójną siłą: niższymi wolumenami i wyższymi cenami. Obecnie przewidujemy, że w 2022 handel wzrośnie o +4,0% w ujęciu ilościowym (-2 punkty procentowe mniej niż oczekiwano przed wojną) i aż o +10,9% w ujęciu wartościowym (wobec +7,2% oczekiwanych wcześniej). Istniejące już przed wojną ryzyko dwucyfrowego spadku wolumenu handlu światowego w I półroczu 2022 roku jeszcze wzrosło.

Spadek zaufania i popytu spowoduje utratę 480 mld USD eksportu do Rosji i krajów strefy euro w 2022 roku (podzieloną mniej więcej równomiernie między te dwa kierunki), przy czym najbardziej narażone na efekty zerwania dostaw z Rosji są firmy w Europie Środkowo-wschodniej – udział rosyjskich produktów (energetycznych, metalowych, rolno-spożywczych) w lokalnej produkcji wynosi: Bułgaria (blisko 9% PKB), Litwa (ponad 5% PKB) i Węgry (ponad 2% PKB). Tymczasem całkowite zerwanie stosunków dla czterech największych gospodarek strefy euro oznaczałoby utratę do 0,4% PKB i 1,1% eksportu.

Większym problemem dla globalnych łańcuchów dostaw jest ponowne występowanie ognisk zakażeń Covid-19 w Chinach, gdzie kontynuowana jest polityka „zero Covid”: Terminy dostaw będą prawdopodobnie nadal wydłużone przez cały rok 2022.

Koszty handlu mogą wzrosnąć z powodu wyższych cen ropy naftowej: Ceny ropy wg Brent i ceny frachtu kontenerowego wykazują od 2020 roku korelację na poziomie 90%, co sugeruje możliwość wystąpienia rekordowo wysokich stawek transportowych na poziomie 14.000 USD/FEU. Eksporterzy netto towarów (Bliski Wschód, Norwegia, niektóre gospodarki Ameryki Łacińskiej) mogą odnieść korzyści z powodu wyższych cen towarów i potencjalnych efektów wycofania się z eksportu do Rosji. W Europie nadwyżka handlowa Niemiec zmniejszyłaby się o jedną trzecią, a deficyt handlowy Francji mógłby wzrosnąć o ponad dwie trzecie.

Allianz Trade

FPP apeluje o zapewnienie łańcuchów dostaw

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) od 1 kwietnia przewodniczy Radzie Przedsiębiorczości. Rada Przedsiębiorczości to forum gospodarcze, w pracach którego uczestniczą szefowie największych w Polsce organizacji gospodarczych. Najważniejsze cele, jakie stawia Przewodniczący FPP, a obecnie również Rady Przedsiębiorczości, to nawiązanie dialogu z Rządem w celu zabezpieczenia interesów firm polskich w związku z wojną na Ukrainie. Przedstawiciele Rady wyrażali swoje opinie i uwagi do przedstawianych przez Rząd projektów ustaw i kierunków polityki gospodarczej. W ostatnim czasie krytycznie ocenili przygotowany przez Rząd Polski Ład – zwracając, jak się okazało słusznie, na wyjątkowo skomplikowane rozwiązania prawa podatkowego oraz zbyt wysokie daniny nakładane na przedsiębiorców osłabionych problemami wywołanymi przez dwuletnie ograniczenie możliwości prowadzenia działalności gospodarczej w związku z kolejnymi lockdownami.

– Oczekujemy od Rządu w trybie pilnym przedstawienie projektów zapewniających zastąpienie zerwanych łańcuchów dostaw surowców z kierunku Rosji, Białorusi i Ukrainy. Zerwanie dostaw takich surowców jak drewno, stal, paliwa energetyczne czy gaz zagrażają w Polsce wielu branżom, które do tej pory były napędem naszej gospodarki. Dotyczy to przemysłu meblowego, motoryzacyjnego, budowlanego, deweloperskiego czy spożywczego – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – W obliczu problemów z dostawą surowców dla naszego przemysłu widzimy możliwość – na przykład w przypadku przemysłu meblarskiego i motoryzacyjnego – zastąpienia odzyskiwanym do wtórnego przerobu w ramach gospodarki zamkniętej złomu metalowego czy też starych mebli to powtórnego przetworzenia. Przepisy dotyczące importu takich materiałów do powtórnego przetwórstwa są niejasne – dlatego oczekujemy pilnego dostosowania prawa tak, by umożliwić dopływ materiałów do produkcji niezbędnych naszym przedsiębiorcom. Konieczne też jest zastąpienie utraconych wskutek wojny rynków zbytu dla polskich produktów nowymi – pozwalającymi prowadzić bezpieczny eksport. Jednak aby te rynki w jak najkrótszym czasie zdobyć, niezbędne jest wsparcie instytucji państwowych dla polskich przedsiębiorców w zakresie misji gospodarczych z udziałem przedstawicieli rządu polskiego oraz programu udziału polskich przedsiębiorców w imprezach targowych. Rozumiemy i popieramy Rząd w nakładaniu sankcji na Rosję – oczekujemy jednak w trybie jak najszybszym wskazania kierunków, z których Rząd zamierza pozyskiwać alternatywne dostawy paliw, gazu i węgla. Nie można dopuścić do sytuacji, kiedy przedsiębiorcy polscy będą musieli zatrzymać produkcję. Oczekujemy też od Rządu przyspieszenia prac ustawowych nad alternatywnymi źródłami energii – takimi, jak energia wiatrowa i cofnięcie negatywnych zmian legislacyjnych w zakresie fotowoltaiki prosumenckiej – dodaje Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Osiągnięcie autonomii energetycznej wymaga dodatkowych działań legislacyjnych

W czwartek 31 marca miało miejsce uroczyste podpisanie apelu o odblokowanie możliwości inwestycyjnych w zakresie lądowej energetyki wiatrowej. Można uznać, że tak zwana
„ustawa 10H” to kluczowy akt prawny dla polskiej energetyki w kontekście obecnej sytuacji geopolitycznej kraju. W wyniku wojny na Ukrainie, niezależność energetyczna staje się priorytetem zarówno pod względem politycznym, jak i gospodarczym. To aspekt, który wymaga od nas działań wyjątkowo szybkich i konkretnych.

Jedynymi źródłami, które mogą w najbliższym czasie szybko uzupełnić nasz bilans energetyczny – zwiększając znacząco podaż energii – są lądowe farmy wiatrowe i wielkoskalowe źródła solarne. ZPP od dłuższego czasu apeluje o nadanie szczególnego priorytetu legislacyjnego dla usprawnienia tych inwestycji, przedstawiając przy tym korzyści, jakie płyną dla całej polskiej gospodarki z realizacji tego rodzaju przedsięwzięć.

Wobec szybko zwiększającego się deficytu zielonej energii, oba te źródła mają kluczowe znaczenie, szczególnie dla firm eksportujących na rynki europejskie. Inwestycje w rozwój energetyki rozproszonej dodatkowo mają wpływ na poziom bezpieczeństwa kraju. Wojna w Ukrainie pokazała, jak łatwo jest przejąć duże elektrownie i jakie to może mieć skutki dla poziomu bezpieczeństwa państwa. Z kolei trudniej jest zaburzyć pracę miliona małych, rozproszonych instalacji solarnych i wiatrowych.

Uważamy, że każde działanie w stronę zwiększania bezpieczeństwa i osiągania niezależności energetycznej przez Polskę należy bezwzględnie wspierać, stąd nasza decyzja, aby przyłączyć się do apelu w sprawie szybkiego odblokowania inwestycji w lądową energetykę wiatrową. Jest to szczególnie istotne, jeśli chcemy uchronić pewną część naszej energetyki węglowej przed polityczną śmiercią, a tym samym uzyskać zgodę Unii na wydłużenie procesu odchodzenia od węgla. Tylko spójne działania w tym obszarze mogą zapewnić nam energetyczną autonomię.

Rozwój energetyki rozproszonej będzie miał istotne znaczenie dla całej polskiej gospodarki, o ile będzie on integralnym elementem całego programu transformacji energetycznej kraju. Przedstawione niedawno założenia rewizji Polskiej Polityki Energetycznej zakładają dynamiczny rozwój tej formy energetyki, zatem mamy nadzieję, że szybkie przywrócenie możliwości inwestycyjnych dla lądowej energetyki wiatrowej będzie jednym z najważniejszych celów polskiego rządu.

Chcielibyśmy raz jeszcze zwrócić uwagę na ogromny potencjał, jaki niesie za sobą rozwój wielkoskalowych źródeł solarnych na terenach poprzemysłowych. Duża część tych terenów jest w rękach spółek państwowych, posiadających możliwości inwestycyjne i przyłączeniowe. Jedynym problemem w tym przypadku jest nadzwyczaj długi czas oczekiwania na uzyskanie pozwolenia na budowę.

Legislacyjne skrócenie terminów wydawania tych pozwoleń na terenach poprzemysłowych i pogórniczych dałoby nam dodatkowe 4 – 5 GW zielonych mocy w ciągu zaledwie 3 – 4 lat. Nowelizacja ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych, która zliberalizowałaby zasadę 10H to następne 5 – 7 GW mocy, tym samym osiągnięcie 20 – 25 GW zainstalowanych zielonych mocy w 2027 roku stanie się w pełni możliwe. To z kolei przekłada się na 40 – 45 terawatogodzin energii rocznie, która to energia pochodziłaby z rozproszonych instalacji lądowych.

Bazując na powyższych wyliczeniach można zakładać, że w 2027 roku bylibyśmy w stanie produkować 25 – 30% energii wyłącznie z lądowych, rozproszonych i odnawialnych źródeł, a to już stanowiłoby wyraźny krok w kierunku suwerenności energetycznego Polski. Zwracamy się do decydentów i apelujemy o szybkie działania w zakresie procedowania i uchwalania niezbędnych przepisów, które umożliwią nam osiągnięcie autonomii w obszarze dostaw energii.

Włodzimierz Ehrenhalt, Główny Ekspert ZPP ds. Energetyki

Spore zaskoczenie ze strony RPP rodzi kolejne pytania

Rada Polityki Pieniężnej ogłosiła dziś podniesienie stóp procentowych o 100 pb. W konsekwencji stopa referencyjna wzrośnie do 4,50%, najwyższego poziomu od 2012 r. Skala podwyżki jest zaskoczeniem: ekonomiści ogólnie spodziewali się, że stopy wzrosną o 50 lub 75 pb., my zakładaliśmy wzrost o niższą z tych wartości.

Reakcja rynku

Natychmiastową reakcją rynku walutowego na informacje o stopach procentowych było umocnienie złotego. Niedługo po publikacji komunikatu po posiedzeniu polska waluta oddała jednak zyski, a kurs EUR/PLN z okolic 4,61 powrócił do 4,65. Możliwe, że jest to odpowiedź na brak rozjaśniających informacji w komunikacie po posiedzeniu RPP – jego treść jest bardzo zbliżona do poprzedniego. Z drugiej strony warto nadmienić, że sentyment, jaki obserwujemy dziś na rynku, jest ogólnie negatywny wobec aktywów uznawanych za ryzykowne, do grupy których zalicza się złoty, a pod presją znajduje się szeroki wachlarz walut regionu.

Kluczowe pytanie

Kluczowym pytaniem w kontekście decyzji RPP jest to, czy dzisiejsza decyzja miała charakter front-loadingu (czyli była skoncentrowanym, mocnym ruchem, który potencjalnie pozwalałby na szybsze zakończenie cyklu), czy jednak oznacza, że stopy procentowe wzrosną do wyższych poziomów niż wydawało się wcześniej. Rynek nie jest tego pewny. Z jednej strony wzrosły wyceny stóp procentowych, a rynek zaczął zakładać, że stopy wzrosną ok. 25 pb. wyżej niż szacował wcześniej: obecnie wyceny instrumentów pochodnych sugerują, że rynek wierzy, że za pół roku stopa procentowa znajdzie się na poziomie mniej więcej 6,25-6,50%. Niemniej, są to wyceny rozchwiane. Ponadto złoty utracił wszystkie zyski, jakie zanotował po decyzji Rady.

Niepewność w zakresie tego, jak należy interpretować decyzję sprawia, że konferencja prasowa prezesa Glapińskiego, która rozpocznie się w czwartek 07.04 o 15:00, nabiera dodatkowego znaczenia. W trakcie jej trwania można spodziewać się większych ruchów na rynku walutowym.

Obecnie zakładamy nadal, że kolejne miesiące przyniosą kontynuację podwyżek stóp procentowych, a stopy wzrosną do 5% lub wyżej.

Autor: Roman Ziruk – analityk Ebury

Stopy procentowe mocno w górę. I to nie koniec…

Nasilająca się inflacja nie pozostawia Radzie Polityki Pieniężnej wyboru. Stopy procentowe po raz kolejny poszły w górę zaskakująco mocno i na tym z pewnością nie koniec. Zagadką pozostaje jedynie docelowa ich wysokość.

Na kwietniowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej podwyższyła wszystkie stopy procentowe o 100 punktów bazowych. Tak ostra reakcja jest nieco zaskakująca, ale też przesadnie dziwić nie powinna. Inflacja zdaje się wymykać spod kontroli, a gospodarka nie powinna  mocno ucierpieć na podwyższeniu kosztów pieniądza. Kłopot mogą mieć posiadacze kredytów hipotecznych. Stopa referencyjna wynosi już 4,5 proc. Wysokość stawki WIBOR, od której zależne jest oprocentowanie kredytów jeszcze przed ogłoszeniem decyzji o kwietniowej podwyżce stóp skoczyła do 4,9 proc. w przypadku terminu trzymiesięcznego i 5,15 dla sześciomiesięcznego. W swoim komunikacie Rada Polityki Pieniężnej zwraca uwagę zarówno na skok inflacji, jak i dobre perspektywy gospodarki, którym rosyjska agresja na Ukrainę nie powinna zbytnio zaszkodzić. Ryzyko utrzymywania się wysokiej inflacji jest duże i trzeba mu przeciwdziałać, nawet jeśli jej źródła są w dużej mierze niezależne od czynników lokalnych.

Inflacja w marcu wyniosła 10,9 proc. Z tak wysoką dynamiką wzrostu wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych poprzednio mieliśmy do czynienia w październiku 2001 r., czyli ponad dwie dekady temu. Wówczas stopa referencyjna Narodowego Banku Polskiego wynosiła 13 proc. To zestawienie ma oczywiście charakter jedynie symboliczny, bo obecnie polska gospodarka jest na zupełnie innym poziomie rozwoju, a źródła inflacji mają charakter nadzwyczajny i są w dużej mierze poza zasięgiem oddziaływania narzędzi polityki pieniężnej. Niemniej jednak pytanie o docelowy poziom stopy referencyjnej w tym cyklu monetarnym jest jak najbardziej uzasadnione i wcale nie jest abstrakcyjne. Od tego bowiem będą zależeć zarówno wysokość oprocentowania kredytów, jak i odsetek od lokat, złożonych w bankach.

Jeszcze do niedawna prognozy inflacji kończyły się nieco powyżej 10 proc., a w przypadku stopy referencyjnej barierą było 5,5 proc. Już teraz jednak widać, że dynamika wzrostu cen może być jeszcze wyższa i może utrzymywać się znacznie dłużej niż się spodziewano, a najnowsze prognozy niektórych ekonomistów wskazują, że stopa referencyjna może sięgnąć nawet 6,5–7,5 proc. To raczej scenariusz skrajnie pesymistyczny i oznaczałby poważne kłopoty kredytobiorców, a jednocześnie cieszyłby posiadaczy oszczędności, gdyż oprocentowanie lokat w bankach poszłoby mocno w górę. Choć otoczenie makroekonomiczne i rozwój sytuacji geopolitycznej są bardzo trudno przewidywalne, można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że dynamika inflacji w kolejnych kwartałach jednak zacznie się obniżać, a w przyszłym roku powróci do poziomu uznawanego za rozsądny, choć zapewne nadal będzie znajdować się powyżej górnej granicy celu inflacyjnego Narodowego Banku Polskiego, wynoszącej 3,5 proc. Poziom stopy referencyjnej będzie zależał nie tylko od dynamiki inflacji, ale także od kondycji gospodarki.

Na razie koniunktura w Polsce  jest bardzo dobra, ale wszystko wskazuje na to, że tempo wzrostu PKB spowolni, o czym świadczy zniżkujący wskaźnik wyprzedzający (PMI). Wówczas Rada Polityki Pieniężnej będzie mniej skłonna do podwyższania stóp procentowych, a w nieodległej perspektywie może dojść do zmiany nastawienia, a więc trzeba będzie się liczyć z ich obniżkami” – analizuje Maciej Pieczkowski, Dyrektor Generalny Oddziału Inbank w Polsce.

Po decyzji RPP realne stopy procentowe cały czas niższe niż w Czechach i na Węgrzech

RPP podniosła podstawową stopę procentową w Polsce aż o 1 pp. do 4,5 proc. To już siódma podwyżka stóp w serii podwyżek, która trwa od października 2021 roku. Mimo znacznej podwyżki, Polska nadal ma realną stopę procentową niższą niż Czechy i Węgry. To dotyka właścicieli lokat, którzy tacą na nich ponad 9 proc. rocznie.

RPP podniosła stopy procentowe o 100 pb., co oznacza, że podstawowa stopa procentowa wynosi obecnie 4,5 proc. Rada podnosi stopy na każdym kolejnym posiedzeniu od października 2021 roku, ta podwyżka jest już siódmą w serii. W sumie stopy wzrosły z 0,1 proc. do 4,5 proc. obecnie.

Większość dotychczasowych podwyżek to wzrosty o 50 pb., tym razem jednak rada podniosła stopy znacznie mocniej, głównie ze względu na chęć wzmocnienia złotego. Złoty jest obecnie mocniejszy niż na początku marca, kiedy spektakularnie się osłabił z powodu sytuacji na Ukrainie. Jednak nadal jest znacznie słabszy wobec średnich notowań z ostatnich 2 lat. Umocnienie złotego zostało w ostatnich dniach zatrzymane przez coraz bardziej jastrzębią retorykę FED i zapowiedź kolejnych podwyżek stóp w USA.

Wysoka podwyżka stóp to także odpowiedź na spektakularny wzrost inflacji, która według wstępnego szacunku, wyniosła w marcu 10,9 proc. (wzrost z 8,5 proc. w lutym). Choć bieżącym źródłem inflacji pozostają głównie czynniki zewnętrzne, w tym, przede wszystkim wzrost cen surowców, to RPP nie mogła nie zareagować na tak znaczny jej wzrost.

Rada wpisała się także w trend podwyżek stóp w Europie Centralnej. W ciągu ostatnich dwóch tygodni stopy podniosły m.in. banki centralne na Węgrzech – do 4,40 proc. (przy inflacji 8,3 proc. w lutym) oraz w Czechach – do 5 proc. (przy inflacji 11,1 proc. w lutym).  Jednak nawet po takiej podwyżce stóp, to Polska ma cały czas najniższą realną stopę procentową (stopa procentowa minus inflacja). Wynosi ona w Polsce -5,77 proc., podczas gdy w Czechach jest to -5,49 proc. a na Węgrzech -3,6 proc.

Wyższe stopy procentowe powinny przynieść wzrost oprocentowania nowych bankowych depozytów. Jednak właściciele założonych wcześniej lokat o stałym oprocentowaniu, ponoszą wysokie straty. Na rocznej lokacie bankowej założonej na początku kwietnia 2021 roku i zakończonej w marcu 2022 roku, realna strata jej właściciela wyniosła 9,6 proc. Wynika to z faktu, że według NBP średnie oprocentowanie lokat zakładanych w kwietniu 2021 r. na okres od 6 do 12 miesięcy wyniosło 0,2 proc. Nawet wybierając najlepsze lokaty na rynku w tamtym okresie – oprocentowane na 0,8 proc.
– straciliśmy aż 9,1 proc.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Wyższe mandaty w 2022 roku nie przełożyły się na zmniejszenie statystyk wypadkowych

Wyższe mandaty w 2022 roku nie przełożyły się na zmniejszenie statystyk wypadkowych. W porównaniu do pierwszych trzech miesięcy 2021 roku liczba wypadków wzrosła o 14,7%, a w ich wyniku rannych zostało 12,3% osób więcej oraz zmarło 5,7% więcej uczestników ruchu drogowego. Niestety nie maleje także liczba zatrzymanych kierowców pod wpływem alkoholu, która była wyższa o 27,1%. 

W zeszłym roku rząd wypowiedział wojnę nietrzeźwym kierowcom i piratom drogowym. Jej głównym założeniem było zaostrzenie kar dla łamiących przepisy drogowe dla ogólnej poprawy bezpieczeństwa na drogach. Dlatego eksperci rankomat.pl przeanalizowali dane policyjne z I kwartału 2022 roku, aby sprawdzić, czy zmiany w prawie przyniosły oczekiwane efekty. Niestety, wynika z nich, że nowy taryfikator, który miał odstraszyć kierowców od łamania przepisów i tym samym zapewnić większe bezpieczeństwo na drogach, nie przyniósł efektu w postaci spadku liczb wypadkowych.

Odwrócenie trendu spadkowego

Od 2019 r. do 2021 roku statystyki wypadkowe wskazywały regularny spadek. W 2020 roku pod koniec I kwartału sprzyjał temu pierwszy i najtwardszy lockdown covidowy, który spowodował zmniejszenie ruchu na polskich drogach. Jednak dane policji pokazują, że w pierwszych 3 miesiącach 2022 roku odnotowano o 501 wypadków drogowych więcej. Zginęło w nich o 20 osób więcej niż w I kwartale 2021 roku. Zwiększyła się też liczba rannych i to aż o 481 osób.

I kwartał Kierujący po spożyciu alkoholu Wypadki
drogowe
Zabici
w wypadkach
Ranni
w wypadkach
2022 17800 3911 370 4396
2021 14009 3410 350 3915
2020 14068 5138 476 5822
2019 15551 5537 533 6494
2018 14780 5192 448 6187

Źródło: policja.pl Informacja dzienna za okres 01.01 – 30.03 w latach 2018 – 2022

Od 1 stycznia 2022 r. maksymalna wysokość mandatu wzrosła 10-krotnie – z 500 do 5000 zł. Z kolei, przy zbiegu przepisów, czyli gdy sprawca popełni jednocześnie kilka wykroczeń – z 1000 do 6000 zł. To tylko część zmian w kodeksie drogowym, która jest wymierzona w piratów drogowych. Jej głównym celem było ograniczenie liczby wypadków i ich ofiar. Niestety dane policji pokazują, że wyższe mandaty nie przełożyły się na zmniejszenie statystyk wypadkowych, a już na pewno nie odstraszyły kierowców od prowadzenia auta pod wpływem alkoholu.

Prawie o 1/3 pijanych kierowców więcej

Największy wzrost w porównaniu z I kwartałem 2021 roku odnotowano w grupie zatrzymanych nietrzeźwych kierowców. W pierwszych 3 miesiącach bieżącego roku było ich więcej o 3791. Teoretycznie, to właśnie oni mieli odczuć największe skutki zmiany taryfikatora. Statystyki wypadkowe Q1 2022

Część zmian w prawie już funkcjonuje. Kierowcy po użyciu alkoholu, mogą spodziewać się mandatu nie mniejszego niż 2500 zł. Jednak sąd może nałożyć na nich grzywnę w wysokości nawet 30 tys. zł. Wcześniej widełki dla takich osób wynosiły od 50 zł do 5000 zł. Dodatkową karą pozostaje niezmiennie zakaz prowadzenia pojazdów od 6 miesięcy do 3 lat. Należy także pamiętać, że uzależnienie cen OC od zdobytych punktów karnych będzie kolejnym elementem reperkusji, który dotknie nie tylko prowadzących pod wpływem alkoholu – wyjaśnia Stefania Stuglik, ekspert ds. ubezpieczeń komunikacyjnych rankomat.pl.

Jak podwyżka stóp procentowych wpłynie na rynek nieruchomości i kredytobiorców?

Rada Polityki Pieniężnej od października siódmy raz podnosi stopy procentowe. Od dzisiaj stopa referencyjna wynosi 4,5 proc., osiągając najwyższy wskaźnik od listopada 2012 r. Na decyzję wpływ miała rekordowa inflacja. Według GUS ceny towarów i usług konsumpcyjnych w marcu były wyższe o 10,9 proc. To pierwszy raz w tym wieku, kiedy osiągnęliśmy dwucyfrowy wskaźnik. Kredytobiorcy nie mają wątpliwości, że raty będą jeszcze wyższe niż dotychczas, a osiągnięcie zdolności kredytowej trudniejsze. Wielu z nich decyduje się na kredyt właśnie teraz. Pod koniec marca do banków wpłynęło najwięcej wniosków kredytowych od 10 lat, na co wpływ z pewnością miało wprowadzenie rekomendacji KNF, dotyczącej liczenia zdolności kredytowej.

Poprzednie podwyżki stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej miały na celu głównie walkę z rosnącą inflacją. Zmienił to jednak atak Rosji na Ukrainę, który ma poważne konsekwencje dla Polski w wymiarze ekonomicznym, handlowym i gospodarczym. Co prawda złoty odrobił znaczną części strat z początku marca, ale póki wojna trwa, pozycja polskiej waluty względem walut światowych wciąż jest niepewna. Nie tylko w Polsce, ale na całym świecie, w ciągu najbliższych kwartałów banki centralne będą zmuszone do ostrzejszej niż dotąd reakcji.

Czy i kiedy brać kredyt hipoteczny?

Siódma z rzędu podwyżka referencyjnej stopy procentowej o 100 punktów bazowych osiągnęła poziom 4,5 proc. – najwyższy od listopada 2012 roku. Powodem decyzji RPP jest walka z inflacją, ale sprawia to, że rośnie WIBOR, a razem z nim zmienne oprocentowanie kredytu hipotecznego, co przekłada się na wzrost rat.

– Mimo podwyżek stóp procentowych wciąż najlepszym i najszybszym sposobem na zakup własnego „M” pozostaje kredyt hipoteczny. Wyraźnie widać to po wysokiej liczbie wniosków składanych w zeszłym miesiącu. Pewnym utrudnieniem dla kredytobiorców może być nowa rekomendacja KNF dotycząca obliczania ich zdolności kredytowej przez banki, która weszła w życie na początku kwietniu. Rozwiązaniem w tej sytuacji może być wybór stałego oprocentowania. Daje to gwarancję niezmienności wysokości rat przez określony w umowie czas – mówi Maciej Dymkowski, prezes zarządzający serwisem tabelaofert.pl.

Czy będą podwyżki cen nieruchomości?

Na ostateczną cenę nieruchomości wpływ ma wiele czynników. Inflacja i wojna w Ukrainie powodują wzrost kosztów budowy, cen materiałów budowlanych, surowców energetycznych, transportu, a także kosztów pracy związanych z nagłym odpływem pracowników zza wschodniej granicy. Wysokie stopy procentowe determinują również cenę pieniądza, czyli koszt kredytowania działalności deweloperskiej.

– Na spadek cen nieruchomości na razie nie ma co liczyć. Ceny materiałów budowlanych rosną, drogie są energia i paliwa, a inflacja ma dwucyfrową wartość. Odpowiednia lokalizacja, zakup gruntu, projekt, jego wykonanie – to często wielomilionowe przedsięwzięcie. Do finansowania inwestycji wielu deweloperów potrzebuje zewnętrznego wsparcia, co oznacza zaciągnięcie kredytu deweloperskiego. Wysokie stopy procentowe to wyższe koszty dla dewelopera, a finalnie wyższa cena nieruchomości. Dlatego wiele osób mimo wysokich rat świadomie decyduje się na kredyt hipoteczny właśnie teraz, bo nic nie wskazuje na to, żeby ceny miały spaść. Nabywcy nie chcą czekać z decyzją o zakupie wymarzonego mieszkania do przyszłego roku, kiedy ceny mogą pójść do góry o 10% – ocenia Katarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich.

Zmiany w prawie restrukturyzacyjnym. Czym jest restrukturyzacja zapobiegawcza?

Choć w obecnej sytuacji gospodarczej unijne przepisy umożliwiające efektywną restrukturyzację mogłyby uratować wielu polskich przedsiębiorców, prace nad wdrożeniem krajowych regulacji jeszcze się nie rozpoczęły. Polska do lipca 2022 roku wstrzymała wdrożenie Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1023 z 20 czerwca 2019 roku w sprawie ram restrukturyzacji zapobiegawczej, umorzenia długów i zakazów prowadzenia działalności oraz w sprawie środków zwiększających skuteczność postępowań dotyczących restrukturyzacji, niewypłacalności i umorzenia długów, a także zmieniającej dyrektywę (UE) 2017/1132 (dalej: Dyrektywa). Co zakłada Dyrektywa i czym jest restrukturyzacja zapobiegawcza?

Celem Dyrektywy jest usunięcie przeszkód w korzystaniu przez przedsiębiorców z państw członkowskich Unii Europejskiej, a więc i z Polski, z podstawowych swobód, tj.: przedsiębiorczości i przepływu kapitału, które to przeszkody powstają z powodu różnic między prawem krajowym a wspólnotowym w zakresie postępowań w sprawach restrukturyzacji zapobiegawczej, umorzenia długów, niewypłacalności i zakazu prowadzenia działalności. Zadaniem Dyrektywy jest więc stworzenie gwarancji:

  • dla przedsiębiorców, zarówno rentownych, jak i znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej, aby mieli zapewniony dostęp do instytucji restrukturyzacji zapobiegawczej, która pozwala uniknąć niewypłacalności i daje możliwość kontynuowania działalności;
  • dla uczciwych niewypłacalnych lub nadmiernie zadłużonych przedsiębiorców, aby mogli korzystać z całkowitego umorzenia długów po upływie rozsądnego terminu;
  • zapewniających poprawę skuteczności postępowań restrukturyzacyjnych, niewypłacalności i umorzenia długów, w szczególności z myślą o skróceniu czasu trwania tych postępowań.

Czym jest restrukturyzacja zapobiegawcza?

Zgodnie z definicją zawartą w  Dyrektywy, instytucja restrukturyzacji to zbiór środków zmierzających do restrukturyzacji przedsiębiorstwa obejmujących: zmianę składu, stanu lub struktury aktywów i pasywów dłużnika lub jakiegokolwiek innego elementu jego struktury kapitałowej, na przykład sprzedaż aktywów lub części przedsiębiorstwa, oraz – w przypadku gdy tak przewidziano w prawie krajowym – sprzedaż jako przedsiębiorstwa kontynuującego działalność, a także wszelkie niezbędne zmiany operacyjne, lub połączenie tych elementów. Polega ona np. na zamianie długu na udziały w kapitale własnym spółki.

Restrukturyzacja z użyciem ww. środków powinna umożliwiać znajdującym się w trudnej sytuacji finansowej przedsiębiorcom kontynowanie ich działalności w pełnym lub choć częściowym zakresie. Jej celem jest skuteczna poprawa kondycji przedsiębiorstwa już na wczesnym etapie pojawienia się sytuacji kryzysowej i uniknięcie niewypłacalności firmy, ograniczając do minimum ryzyko zamknięcia rentownego podmiotu.

Główne cechy i zalety wczesnej restrukturyzacji

Restrukturyzacja zapobiegawcza ma przywrócić przedsiębiorstwo do dobrego stanu lub przynajmniej uratować te jego jednostki, które nadal są ekonomicznie rentowne, ratować miejsca pracy, jak i fachową wiedzę i umiejętności. Taki mechanizm ma zatem na celu również ochronę całej gospodarki kraju. Wszystko to umożliwi zwrot wierzycielom roszczonych przez nich wierzytelności w znacznie wyższej wysokości, niż byłoby to możliwe, gdyby przedsiębiorstwo dłużnika zlikwidowano. Z drugiej strony, Dyrektywa unijna wskazuje, że firmy nierentowne, niemające szans na wyjście z kryzysu, trzeba likwidować jak najszybciej. Podejmowanie wobec takich przedsiębiorstw działań restrukturyzacyjnych może bowiem tylko przyspieszyć proces generowanych strat i tym samym zwiększać szkody wierzycieli, pracowników, innych zainteresowanych podmiotów i całej gospodarki.

Jak deklaruje w swojej preambule unijna Dyrektywa unikanie niepotrzebnych kosztów ma odzwierciedlać wczesny charakter restrukturyzacji zapobiegawczej i zachęcać dłużników do ubiegania się o objęcie ich tym postępowaniem już na początkowym etapie pojawienia się trudności finansowych. Dlatego też powinni oni zasadniczo zachowywać kontrolę nad swoim majątkiem i działalnością firmy. Nadzorca restrukturyzacyjny powinien być więc powoływany tylko fakultatywnie. Jedynie w ściśle określonych okolicznościach jego powołanie byłoby obligatoryjne.

Jednocześnie Dyrektywa zakłada, by długi, które trudno rozdzielić na prywatne i mające źródło w działalności gospodarczej były przedmiotem jednego postępowania upadłościowego. Często bowiem jeden składnik majątku wykorzystywany jest przez przedsiębiorcę zarówno do działalności zawodowej, jak i prywatnej. Przepisy krajowe nie powinny więc stać na przeszkodzie objęciu prywatnych długów przedsiębiorcy prowadzonym wobec niego postępowaniem upadłościowym.

Dążąc natomiast do maksymalnego skrócenia postępowań restrukturyzacyjnych zgłoszenie wierzytelności, powiadamianie wierzycieli i wnoszenie skarg i odwołań powinno być możliwe za pośrednictwem środków komunikacji na odległość – drogą elektroniczną.

Również prawo spółek nie powinno zagrażać realizacji planu restrukturyzacji przedsiębiorstwa. Zatem w przepisach państw członkowskich UE powinny zostać wprowadzone regulacje umożliwiające odstąpienie od części wymogów dotyczących obowiązków zwoływania walnego zgromadzenia i oferowania akcji akcjonariuszom z zachowaniem ich prawa pierwszeństwa, jeśli zabezpieczenie majątku spółki wymagałoby podjęcia szybkich, natychmiastowych działań.

Na czym polega restrukturyzacja zapobiegawcza?

Narzędzia restrukturyzacyjne powinny być dostępne zanim dłużnik stanie się niewypłacalny, a więc zanim spełni przesłanki do objęcia go postępowaniem upadłościowym i zostanie pozbawiony zarządu nad majątkiem. Plan restrukturyzacji powinien zawierać środki zapobieżenia niewypłacalności i zapewniać rentowność firmy.

Dyrektywa proponuje, by państwa członkowskie mogły ustanawiać tzw. testy rentowności, warunkujące dostęp przedsiębiorcy do zapobiegawczego postępowania restrukturyzacyjnego. Miałby ono być przeprowadzane bez uszczerbku dla majątku przedsiębiorstwa, a przybierałoby formę np. tymczasowego wstrzymania wobec niego czynności egzekucyjnych przez okres do 4 miesięcy (z możliwością wydłużenia tego okresu w skomplikowanych przypadkach do 12 miesięcy, a nawet i dłużej). A więc w okresie tym zadłużone przedsiębiorstwo zyskiwałoby ochronę przed wierzycielami. Poza tym, zadłużony przedsiębiorca mógłby sam, w ramach testu, udowodnić swoją rentowność. Kolejną cechą proponowanej restrukturyzacji zapobiegawczej jest, by w okresie jej trwania, osoby odpowiedzialne (np. członkowie zarządu spółek) były zwolnione z obowiązku zgłaszania wniosku o ogłoszenie upadłości.

Oprócz czasowego wstrzymywania czynności egzekucyjnych przepisy prawa krajowego powinny zapewniać, by kluczowi dostawcy dłużnika nie mogli w związku z objęciem dłużnika postępowaniem restrukturyzacyjnym powoływać się na tzw. klauzule ipso facto, czyli klauzule uprawniające do rozwiązywania umowy na dostawy z uwagi na obawę o niewypłacalność kontrahenta, nawet gdy ten wywiązuje się jeszcze ze swoich zobowiązań.

Możliwość pozyskania finansowania i dokonywania określonych płatności

Finansowanie pozyskane przez dłużnika dla realizacji planu restrukturyzacji, zarówno od istniejącego, jak i od nowego wierzyciela, podlegałoby określonej ochronie, tak by finansujący nie ponosili ryzyka związanego z ewentualnym późniejszym ogłoszeniem upadłości dłużnika, w tym odpowiedzialności karnej i cywilnej. Ochronie podlegałyby też określone, niezbędne dla funkcjonowania zadłużonego przedsiębiorstwa transakcje, tj.: zapłata honorariów związanych z doradztwem i negocjacjami dotyczącymi przyjęcia lub zatwierdzenia planu restrukturyzacji, zapłata wynagrodzeń pracowników, pozostałe płatności i wypłaty dokonywane w ramach prowadzenia zwykłej działalności.

Drugie życie

Ustawodawstwa poszczególnych państw członkowskich UE przewidują dłuższe lub krótsze okresy orzekanych wobec przedsiębiorców zakazów prowadzenia działalności. Założeniem proponowanych zmian w prawie restrukturyzacyjnym jest, by zadłużeni lub niewypłacalni przedsiębiorcy mieli szansę na szybszy powrót do prowadzenia działalności gospodarczej. Służyć temu miałoby wprowadzenie terminów, po których upływie następowałoby całkowite umorzenie długów, jak i skrócenie okresów, na jaki zakazy są wydawane. Wraz z umorzeniem długów przestawałyby obowiązywać wszelkie zakazy podejmowania lub kontynuowania działalności handlowej nałożone z tytułu niewypłacalności przedsiębiorcy.

Wczesne ostrzeganie o zagrożeniu

W ramach proponowanych zmian w prawie restrukturyzacyjnym Unia chce, aby w państwach członkowskich wprowadzono narzędzia wczesnego ostrzegania w postaci mechanizmów alarmowych sygnalizujących sytuację, gdy dłużnik nie uregulował określonych płatności, np. swoich zobowiązań podatkowych lub składek na ubezpieczenie społeczne.

Jakie korzyści dla firm mogłyby przynieść unijne zmiany w prawie restrukturyzacyjnym?

Prócz uchronienia przedsiębiorstwa przed likwidacją, a co za tym idzie, przed likwidacją miejsc pracy i zwiększeniem strat po stronie wierzyciela niebędącego w stanie odzyskać swoich środków od nieistniejącej już firmy, unifikacja prawa restrukturyzacyjnego i likwidacja istniejących pomiędzy ustawodawstwami państw członkowskich UE różnic oraz wdrożenie rozwiązań restrukturyzacji zapobiegawczej może w przyszłości skutkować:

  • zapobieżeniem narastania kredytów i pożyczek, których spłata jest zagrożona;
  • zmniejszeniem skali problemu, jaki tworzy się poprzez obowiązujące w niektórych państwach długie okresy zakazu prowadzenia działalności orzekane wobec przedsiębiorców, których firmy zlikwidowano, czy dłużników, którym umorzono dług – bo to tworzy przeszkody w podejmowaniu przez te podmioty działalności gospodarczej w ramach samozatrudnienia, jak i hamuje rozwój przedsiębiorczości;
  • poprawą sytuacji, gdy brak skutecznych, wczesnych działań restrukturyzacyjnych powoduje niskie stopy odzysku wierzytelności, co zniechęca inwestorów do prowadzenia działalności w krajach, w których postępowania toczą się przewlekle lub są bardzo kosztowne;
  • zmniejszeniem dodatkowych kosztów oceny ryzyka i transgranicznej egzekucji wierzytelności ponoszonych przez wierzycieli nadmiernie zadłużonych przedsiębiorców, którzy przenoszą się do innego państwa członkowskiego UE;
  • zmniejszeniem dodatkowych kosztów wynikających z potrzeby przeniesienia się do innego państwa członkowskiego UE w celu skorzystania z umorzenia długów;
  • obniżeniem kosztów restrukturyzacji zarówno dla dłużników, jak i wierzycieli;
  • ułatwieniem restrukturyzacji grup spółek niezależnie od tego, gdzie na terytorium UE znajdują się siedziby podmiotów tworzących grupę;
  • zwiększeniem przejrzystości i przewidywalności postępowań;
  • zmniejszeniem przewlekłości postępowań upadłościowych.

Kto może zgłosić wniosek?

Plan restrukturyzacji może przedłożyć dłużnik, ale prawo krajowe państw członkowskich powinno dopuszczać możliwość złożenia takiego planu również przez wierzycieli i nadzorcę restrukturyzacyjnego. W roli zainteresowanych wierzycieli mogą wystąpić pracownicy restrukturyzowanego przedsiębiorstwa oraz jego udziałowcy.

Jeśli plan restrukturyzacji zostałby zakwestionowany przez zainteresowanego uczestnika postępowania, wówczas decyzję w sprawie wyceny zadłużonego przedsiębiorstwa podejmowałby organ sądowy lub administracyjny.

Dyrektywa nie obejmuje dłużników będących:

  • zakładami ubezpieczeń i zakładami reasekuracji;
  • instytucjami kredytowymi;
  • firmami inwestycyjnymi lub przedsiębiorstwami zbiorowego inwestowania;
  • kontrahentami centralnymi;
  • centralnymi depozytami papierów wartościowych;
  • oraz innymi instytucjami i podmiotami finansowymi;
  • a także podmiotami publicznymi;
  • i osobami fizycznymi niebędącymi przedsiębiorcami.

Podsumowanie

Wdrożenie przepisów unijnej Dyrektywy do krajowego obrotu gospodarczo-prawnego umożliwiłoby polskim przedsiębiorcom podejmowanie skutecznych działań naprawczych już na wczesnym etapie pojawiających się problemów finansowych, jeszcze zanim firma straci zdolność do spłaty pożyczek i kredytów.

Niestety, pomimo zobowiązania państw członkowskich UE do wdrożenia przepisów Dyrektywy do 17 lipca 2021 roku, polskie władze wykorzystały możliwość przedłużenia tego terminu o rok. A przecież proponowane przez Unię rozwiązania to koło ratunkowe i ogromna szansa na przetrwanie i na rozpoczęcie działalności na nowo po okresie umorzenia długów dla wielu przedsiębiorców. To również znacznie mniej kosztowne, a więc i bardziej dostępne dla mniejszych przedsiębiorstw, uproszczone procedury postępowania o zatwierdzenie układu, m.in. dzięki pełnej elektronizacji postępowania restrukturyzacyjnego i upadłościowego.

Autor: radca prawny Kamil Nagrabski, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.