Wydatki na konsumpcję wyraźnie spadają, a inflacja utrzymuje się

Dane dotyczące zakupów w lutym, pochodzące od ponad miliarda konsumentów na całym świecie z wykorzystaniem platformy Salesforce Commerce Cloud, pokazują, że ze względu na mniejszą siłę nabywczą konsumenci złożyli mniej zamówień oraz kupili mniej artykułów niż w tym samym czasie w zeszłym roku. Ponieważ jednak inflacja spowodowała wzrost cen, przychody sprzedawców detalicznych z tytułu handlu elektronicznego wzrosły. Z drugiej strony w tym samym okresie globalne przychody z działalności online spadły o 5% rok do roku.

Towarami, które drożeją najszybciej są produkty z grupy meble, sprzęt AGD oraz akcesoria kuchenne i wystrój wnętrz. Najwolniej rosły natomiast ceny obuwia czy elektroniki. Regionami, w których konsumenci najbardziej ograniczyli swoje wydatki zakupowe oraz drastycznie ograniczyli liczbę składanych zamówień są Holandia oraz kraje skandynawskie – tu spadki sięgają nawet 45% (Holandia).

Co ciekawe, rynki Europy Wschodniej (w tym Polska) zachowują się nieco inaczej, niż wskazują dane globalne. Nasz region charakteryzuje wyraźnie większy spadek w cyfrowych kanałach sprzedaży (o 13%) niż ma to miejsce w ujęciu globalnym, jednak nie aż tak wysoki jak we wspomnianej wyżej Holandii. W lutym zaobserwowano u nas także mniejszy wzrost cen niż np. w USA, Kanadzie.

 Problemy, z którymi konsumenci borykali się podczas świąt, takie jak inflacja i niski poziom zapasów, nie zniknęły w nowym roku – powiedział Rob Garf, wiceprezes i dyrektor generalny ds. sprzedaży detalicznej w firmie Salesforce. – Chociaż handel cyfrowy nadal dominuje, to oczywiste jest, że inflacja ma wpływ na ogólne wydatki konsumentów. W obliczu tych utrzymujących się niekorzystnych czynników sprzedawcy detaliczni muszą eliminować problemy i usprawniać obsługę klienta poprzez łączenie zakupów offline i online.

Luty w liczbach:

  • Po okresie świątecznym, który charakteryzował się umiarkowanym wzrostem, sprzedaż w kanałach cyfrowych w lutym wzrosła o 6% rok do roku w Stanach Zjednoczonych, a spadła o 5% rok do roku na całym świecie.
  • Wolumen zamówień w lutym był niższy o 11% rok do roku, a liczba artykułów przypadająca na jedno zamówienie zmniejszyła się o 1,3% rok do roku (3,79 szt. w porównaniu z 3,84 szt. w 2021 r.).
  • Ceny detaliczne w Stanach Zjednoczonych wzrosły w lutym o 11,2% rok do roku, podczas gdy ceny na świecie wzrosły o 4,4% rok do roku.
  • Zapasy produktów w lutym zmniejszyły się o 1% w Stanach Zjednoczonych i o 5% na całym świecie, ponieważ sprzedawcy detaliczni i konsumenci nadal zmagają się z problemami związanymi z łańcuchem dostaw.
  • Kategorie produktów, których ceny w lutym wzrosły najbardziej w ujęciu rok do roku, to m.in.:
    • Dom, meble (21,8%)
    • Dom, sprzęt AGD (17,9%)
    • Dom, akcesoria kuchenne i wystrój wnętrz (11%)
  • Kategorie produktów, których ceny w lutym wzrosły najmniej, to m.in.:
    • Obuwie sportowe (1,3%)
    • Obuwie ogólnego zastosowania (0,8%)
    • Elektronika i akcesoria (0,5%)

Inne ciekawe dane

Dane globalne i kluczowe dane rynkowe

  • Wzrost wolumenu sprzedaży brutto
    • Po okresie świątecznym, w którym odnotowano niewielki wzrost, sprzedaż w kanałach cyfrowych w lutym spadła na całym świecie o 5% rok do roku (-13% w Europie Wschodniej).
      • Największy spadek odnotowano w krajach skandynawskich i Holandii – o 39% w każdym z tych regionów.
      • Kolejne miejsca zajęły Belgia (24%) i Kanada (21%).
    • Z kolei sprzedaż w kanałach cyfrowych wzrosła w regionie APAC-EANZJ (14%), Ameryce Łacińskiej (13%) i USA (6%).
  • Liczba zamówień
    • W skali globalnej wzrost zamówień zmniejszył się o 11,1% rok do roku (+2,5% w Europie Wschodniej).
    • Największy spadek liczby zamówień odnotowano w Holandii i krajach skandynawskich – odpowiednio o 43,5% i 37,1%.
    • W niektórych krajach/regionach odnotowano jednak wzrost liczby zamówień pomimo globalnego spadku, przy czym w krajach Ameryki Łacińskiej odnotowano największy wzrost liczby zamówień o 5,6%, a w Wielkiej Brytanii o 5,3%.
  • Wzrost cen
    • Ceny detaliczne na całym świecie wzrosły o 4,4% rok do roku (-1,6% w Europie Wschodniej).
    • Krajem, w którym odnotowano największy wzrost cen, były Stany Zjednoczone (11,2%), a następnie Kanada (10,4%).
    • Regionem o najniższym wzroście cen były kraje skandynawskie, gdzie odnotowano wzrost o -2,3%, a następnie Japonia z wynikiem -1,8%.
  • Wzrost wskaźnika UPT (ang. Unit Per Transaction, liczba jednostek na transakcję)
    • W ujęciu globalnym liczba jednostek przypadających na jedną transakcję zmniejszyła się o 1,3% rok do roku (+2,1% w Europie Wschodniej).
    • Największy spadek odnotowały Hiszpania (-8,2%) i Kanada (-5%).
    • Regiony, w których odnotowano największy wzrost wskaźnika UPT, to APAC-EANZJ (6%) i Europa Wschodnia (2,1%).
  • Wzrost stanu zapasów
    • Zapasy produktów w lutym zmniejszyły się o 5% w skali globalnej, ponieważ sprzedawcy detaliczni i konsumenci nadal zmagają się z problemami związanymi z łańcuchem dostaw.
      • Największe straty poniosły kraje skandynawskie (-35%), Kanada (-22%) i Belgia (-15%).

Szersza perspektywa: Sprzedawcy detaliczni i konsumenci zmagają się z wyższymi cenami, ponieważ koszty pracy, problemy z zapasami i koszty dostaw powodują wzrost cen towarów. Prezydent Joe Biden poświęcił znaczną część swojego pierwszego orędzia o stanie państwa na omówienie problemu inflacji oraz obiecał obniżenie kosztów ponoszonych przez amerykańskie rodziny.

Obligacje tracą na wartości najbardziej od lat

Rosnąca inflacja i podwyżki stóp procentowych przez FED wywołały w tym roku bezprecedensową wyprzedaż na rynku amerykańskich obligacji. Cena 30-letnich amerykańskich obligacji spadła
o 14 proc. Także polskie obligacje tanieją – od początku roku o 4,9 proc.

Na największym na świecie – amerykańskim rynku obligacji od początku roku trwają poważne spadki. Cena 30-letnich obligacji USA spadła o 14 proc., dwa razy więcej niż wyniósł spadek cen globalnych akcji (czyli instrumentu o wyższym ryzyku). Straty przynoszą także, tradycyjnie najbezpieczniejsze, krótkoterminowe amerykańskie bony skarbowe. Jest to najgorszy początek roku dla amerykańskich obligacji od ponad 30 lat. W środowisku wysokiej inflacji, która utrzyma się prawdopodobnie przez dłuższy czas, inwestorzy zamiast obligacji preferują obecnie surowce, nieruchomości oraz spółki value i dywidendowe. To także efekt obaw o pojawianie się stagflacji, czyli okresu wysokiej inflacji i niskiego wzrostu gospodarczego, który najlepiej pomagają przetrwać takie właśnie aktywa.

Także w Polsce obserwujemy spadki cen obligacji, choć nie tak wysokie jak w USA. Od początku roku TBSP Indeks – oficjalny (dochodowy – uwzględniający odsetki) indeks polskich obligacji skarbowych spadł o prawie 4,9 proc., a w ciągu ostatniego roku o 13,5. Wraz z obligacjami tanieją także polskie fundusze obligacji. Dla porównania indeks WIG20, od początku roku stracił 6,4 proc., ale za to w ciągu ostatnich 12 miesięcy zyskał 10,3 proc.

Rentowność amerykańskich obligacji jest też wyznacznikiem ryzyka wystąpienia recesji. Jest to ważne dla inwestorów giełdowych, bowiem pieniądze zarabia się zwykle poza okresami recesji, które przynoszą istotne straty. Każdy z ostatnich 10 okresów recesji w USA trwał średnio 11 miesięcy
i przynosił 30-procentową stratę kapitału. Najlepszym prognostykiem recesji jest wystąpienie negatywnej różnicy między rentownością 10-letnich i 3-miesięcznych obligacji USA. Obecnie oprocentowanie obligacji 10-letnich w USA wynosi 2,29 proc., a 3-miesięcznych 0,44 proc. To oznacza, że różnica jest dodatnia i wynosi bezpieczne, z punktu widzenia ryzyka recesji, 1,85 p.p. Wydaje się zatem, że fundamenty amerykańskiej gospodarki są nadwątlone wysoką inflacją, ale bezpieczne. Warto jednak przyglądać się także różnicy między rentownością obligacji 10- i 2-letnich, ta wynosi tylko 0,20 p.p. i jest znacznie bliżej spadku poniżej zera. A to może być źródłem dodatkowej zmienności
na rynku.

Osoby poszukujące ekspozycji na instrumenty zapewniające stały dochód, mają obecnie na rynku wiele opcji zależnie od perspektywy inwestycyjnej i profilu ryzyka. Pierwszym wyborem mogą być w takiej sytuacji tanie i szeroko dostępne fundusze ETF. Na przykład fundusze ETF SPDR Bloomberg Barclays 1-3 Month T-Bill (BIL) lub iShares Short Treasury Bond (SHV) oferują ekspozycje na instrumenty o stałym dochodzie i niskim ryzyku. Koncentrują się one bowiem na instrumentach krótkoterminowych o najmniejszej ekspozycji na długoterminową inflację. Natomiast osoby, które uważają, że inflacja w USA będzie jeszcze rosnąć, mogą rozważyć fundusze ETF z obligacjami chroniącymi przed inflacją takie jak iShares TIPS Bond ETF (TIP) lub Vanguard Short-Term Inflation-Protected Securities (VTIP). Alternatywnie gdy, ktoś wierzy natomiast w rychły spadek inflacji, może rozważyć inwestowanie w ETF-y oparte o bardziej narażone na ryzyko inflacyjne obligacje długoterminowe, takie jak iShares 7-10 Year Treasury Bond ETF (IEF) lub nawet iShares 20+ Year Treasury Bond ETF (TLT).

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Polski Ład a neutralność podatkowa restrukturyzacji

Większość działań reorganizacyjnych spółek, takich jak połączenia, podziały, wymiany udziałów, jest neutralna podatkowo. Obowiązek podatkowy powstaje dopiero z chwilą osiągnięcia przez wspólnika lub spółkę zysku z tytułu zbycia udziałów. Autorzy Polskiego Ładu i tu dostrzegli możliwość podejmowania działań optymalizacyjnych polegających na przesuwaniu w czasie terminu powstania obowiązku podatkowego. Nowy ład wprowadza więc regulacje uszczelniające dotychczasowe przepisy w zakresie neutralności podatkowej restrukturyzacji spółek.

Uszczelnienie opodatkowania zysków kapitałowych

W uzasadnieniu Polskiego Ładu napisano, że unijna Dyrektywa 2009/133/WE regulująca kwestie opodatkowania reorganizacji spółek nie zalicza transakcji: łączenia, podziału i podziału przez wydzielenie do podstawy opodatkowania zysków kapitałowych obliczanych poprzez odniesienie do różnicy między wartością rzeczywistą przekazanych aktywów i pasywów, a ich wartością do celów podatkowych. Mogą jednak wystąpić sytuacje, gdy spółka przejmując aktywa, uwzględni w swoich rozliczeniach związane z nimi odpisy amortyzacyjne lub zyski, czy też straty. W tym przypadku reguła neutralności podatkowej restrukturyzacji spółek mogłaby przynieść spółkom przejmującym korzyść w postaci zwolnienia z opodatkowania konkretnych zysków kapitałowych.

Autorzy Polskiego Ładu dostrzegli również, że restrukturyzacja przedsiębiorstwa, w ramach której dochodzi nie tylko do wymiany udziałów, ale i przeniesienia zarządu do innego państwa, nie powinna skutkować utratą przez macierzyste państwo prawa do opodatkowania rezerw kapitałowych wypracowanych na jego terytorium.

Polski Ład a neutralność podatkowa reorganizacji spółki

Mając na uwadze ww. pobudki restrukturyzacje spółek o charakterze transgranicznym zostały objęte regulacjami podatku od niezrealizowanych zysków (tzw. exit tax). W ustawach o podatku dochodowym dokonano zmian przepisów, na mocy których neutralne podatkowo są obecnie restrukturyzacje spółek, także o charakterze transgranicznym w przypadku:

  • kontynuacji wyceny restrukturyzowanego majątku;
  • pierwszej wymiany udziałów, łączenia lub podziału.

Obecnie więc, jeśli spółka przejmowana była już kiedyś restrukturyzowana poprzez połączenie, podział, czy wymianę udziałów to każda następna taka transakcja, której ta spółka jest podmiotem, może skutkować opodatkowaniem.

Dwa nowe warunki neutralności podatkowej

Przed wejściem w życie Polskiego Ładu, by skorzystać ze zwolnienia z opodatkowania wymiany udziałów, restrukturyzacja spółek musiała spełniać dwa warunki:

  • spółka nabywająca oraz spółka zbywająca musiały być podmiotami wymienionymi w załączniku nr 3 do ustawy o CIT lub ustawy o PIT, lub spółkami podlegającymi opodatkowaniu podatkiem dochodowym od całości swoich dochodów, bez względu na miejsce ich osiągania, w innym niż państwo członkowskie Unii Europejskiej państwie należącym do Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz
  • wspólnik musiał być podatnikiem podatku dochodowego i wnoszone przez niego udziały (akcje) musiały stanowić wkład niepieniężny przeznaczony w całości lub w części na podwyższenie kapitału zakładowego spółki nabywającej.

Na mocy Polskiego Ładu od 1 stycznia 2022 roku taka reorganizacja przedsiębiorstwa musi spełniać dwa dodatkowe warunki:

  • zbywane przez wspólnika udziały nie mogą zostać nabyte lub objęte w wyniku innej transakcji wymiany udziałów, albo przydzielone wcześniej w wyniku łączenia lub podziału podmiotów, oraz
  • wartość nabywanych przez wspólnika udziałów przyjęta dla celów podatkowych nie może być wyższa niż wartość zbywanych przez tego wspólnika udziałów, jaka byłaby przyjęta dla celów podatkowych, gdyby nie doszło do ich wymiany.

Co wprowadzone zmiany oznaczają dla przedsiębiorców?

Po pierwsze, w przypadku restrukturyzacji transgranicznych spółek poprzez połączenie, podział czy wymianę udziałów, co do których fiskus ustali, że powstała rezerwa kapitałowa, a której beneficjentem została zagraniczna spółka przejmująca, skutkiem może być konieczność zapłacenia 19% podatku od niezrealizowanych zysków (exit tax).

Po drugie, 19% podatek może obciążyć każdą kolejną (nie pierwszą) restrukturyzację spółki. Chodzi o każde połączenie, podział lub wymianę udziałów spółki, która już wcześniej dokanała takich transakcji. Podatek obarczy każdą kolejną wymianę udziałów, czy podział spółki, bez względu na to, jaki jest cel i uzasadnienie tej restrukturyzacji.

Zmiany w zakresie uszczelniania przepisów dotyczących neutralności podatkowej reorganizacji spółek dotyczą również samych wspólników, oddziałując odpowiednio na ich sytuację prawną w zakresie zobowiązania w podatku dochodowym od osób fizycznych. – wskazuje Paweł Chmielowiec Manager zespołu doradztwa podatkowego w Kancelarii Prawnej Skarbiec.

Wspólnik, który wcześniej objął już udziały w wyniku restrukturyzacji spółki, przy późniejszej ich wymianie może zostać pozbawiony prawa do zwolnienia kolejnej transakcji z opodatkowania. Przed nowelizacją przepisów generalnie ewentualne przysporzenia po stronie wspólnika powstałe z tytułu objęcia udziałów w wyniku ich wymiany, przydzielenia wskutek połączenia lub podziału spółki, podlegały opodatkowaniu dopiero przy odpłatnym zbyciu udziałów, a podstawę opodatkowania wspólnik pomniejszał o koszt nabycia udziałów dzielonej lub przejmowanej spółki. Polski Ład to zmienia. – dodaje.

Po trzecie, by móc skorzystać z neutralności podatkowej restrukturyzacji spółki i przesunąć moment powstania obowiązku podatkowego do chwili zbycia udziałów, przedsiębiorcy będą musieli pamiętać o konieczności spełnienia dwóch nowych, wprowadzonych Polskim Ładem warunków (wskazanych wyżej w p. 3 i 4).

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Ryzyka wracają – złoty słabnie, ropa drożeje

Z rynku dobiega wiele negatywnych sygnałów. Złoty słabnie przez wydarzenia na Wschodzie. Ropa drożeje. Wzrastają prognozy docelowych stóp procentowych, a na deser rząd pracuje nad reformą podatkową.

Na rynek wraca ryzyko

Pomimo dobrego początku tygodnia inwestorzy znów zaczynają uciekać od ryzyka. Powodów nie trzeba dzisiaj daleko szukać. Jest to brak porozumienia pokojowego w rosyjskiej agresji na Ukrainę. Widać to bardzo dobrze po zachowaniu pary EURCHF. Inwestorzy wyraźnie chowają swoje środki we franku szwajcarskim, uciekając z bardziej ryzykownych rynków. Również wczoraj byliśmy świadkami przeceny złotego, euro kosztuje w nocy 4,73 zł po 5-groszowym wzroście w środę. Nieciekawie jest również na rynku ropy. Cena baryłki ponownie idzie gwałtownie w górę. Przekroczyła już 120 dolarów za baryłkę, co przekłada się od razu na wzrosty na stacjach benzynowych.

Ile będzie wynosił WIBOR?

Spekulacje na temat tego, jak daleko zajdzie WIBOR, wciąż trwają. Biorąc pod uwagę panikę wśród kredytobiorców, którzy nie zakładali tak dużego wzrostu rat, jest to zrozumiałe. Pewnym punktem odniesienia są kontrakty terminowe na stawkę WIBOR. Te niestety za pół roku pokazują wyraźnie powyżej 6%, oznaczałoby to, że czeka nas jeszcze minimum 5 podwyżek stóp procentowych po 0,5%. W rezultacie osoby, biorące 30-letni kredyt w trakcie rekordowo niskich stóp procentowych w trakcie pandemii, będą musiały się liczyć z podwojeniem raty kredytowej. Z drugiej strony tak mocny wzrost stóp procentowych będzie najprawdopodobniej powodował umocnienie złotego. To jednak nastąpi, o ile uspokoi się sytuacja na Wschodzie.

Jeszcze nowszy ład

W mediach pojawiły się dzisiaj doniesienia z prac nad nowszą wersją polskiego nowego ładu. Jeżeli coś budzi niepokój ekonomistów to właśnie manipulacje przy systemie podatkowym. Szczególnie takie subtelne jak tegoroczne. Zapowiedzi są oczywiście dobre, aczkolwiek wielu sceptyków powoli zaczyna nazywać ten program “księgowi+”. Zmiany te tworzą bowiem olbrzymi popyt na usługi tej grupy zawodowej. Z drugiej strony zawsze jest nadzieja, że po blamażu, bo jednak to słowo ma tutaj uzasadnienie, może w końcu doczekamy się uproszczenia podatków. Rozważana jest podobno likwidacja niesławnej ulgi dla klasy średniej w zamian za obniżki podatków dla większych grup. Cokolwiek oznacza to w praktyce. Nie zmienia to faktu, że biorąc pod uwagę wojnę w sąsiednim państwie nie jest to idealny moment na zmiany systemu podatkowego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

TMF Group kończy współpracę z rosyjskimi klientami na całym świecie i utrzymuje działanie ukraińskiego zespołu

TMF Group kończy współpracę na całym świecie z klientami rosyjskimi. Jednocześnie firma nie przerywa działania ukraińskiego zespołu, którego część wraz z dziećmi trafiła do Warszawy.

W momencie podejmowania decyzji przez zarząd TMF Group, sankcjami nakładanymi głównie przez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię oraz Unię Europejską objętych było łącznie około 750 firm. W TMF Group funkcjonuje globalny dział zgodności, na którego czele stoi Polka Katarzyna Saganowska, który stale monitoruje listę podmiotów objętych sankcjami. Dotychczas tym, które znalazły się na liście, a były klientami TMF Group, firma automatycznie wypowiadała umowę o współpracy.

Od teraz TMF Group podjęła decyzję o zakończeniu współpracy ze wszystkimi podmiotami posiadającymi rosyjski UBO (a więc tymi, których właścicielami są Rosjanie), nawet jeśli nie znajdują się one na liście sankcji. Jednocześnie firma kontynuuje działalność swoich biur w Rosji, które wspierają klientów ze Stanów Zjednoczonych, Europy i Azji w ich działaniach na tym rynku.

– Kiedy organy regulacyjne ustalają nowe standardy dotyczące rodzaju klientów i działalności, jaką chcą widzieć w swoim kraju, my odpowiadamy za ich spełnienie. W związku z tym stanowimy pierwszą linię obrony zarówno dla naszych klientów, jak i dla krajów, w których działamy. Nasza decyzja dotycząca klientów o kapitale rosyjskim jest ważnym sygnałem, że zamierzamy w pełni odgrywać tę rolę – powiedział Mark Weil, CEO TMF Group.

Pracę kontynuuje również ukraiński oddział TMF Group.

– Część naszego ukraińskiego zespołu zdecydowała o pozostaniu w kraju i kontynuacji pracy w trybie zdalnym, wtedy i gdzie jest to możliwe. Jesteśmy w stałym kontakcie. W Warszawie gościmy grupę naszych pracowników z rodzinami, którzy zdecydowali się na wyjazd z Ukrainy – mówi Joanna Romańczuk, dyrektor zarządzająca TMF Group w Polsce i w Ukrainie.

Firma zapewniła pracownikom z Ukrainy i ich rodzinom środki na zamieszkanie w Polsce, zorganizowała mini przedszkole w swoim oddziale oraz zapewniła opiekę medyczną, szczególnie ważną dla matek, które do Warszawy przyjechały ze swoimi dziećmi.

Deloitte: Banki mogą odegrać kluczową rolę w ograniczeniu emisji dwutlenku węgla

Transformacja gospodarki w stronę neutralności klimatycznej to największe wyzwanie na najbliższe dekady. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte Tackling the challenges of the net-zero transition, instytucje finansowe mogą odegrać istotną rolę w realizacji ambitnych celów europejskiej polityki net zero. Zmiana strategii rozwoju tak, aby odpowiadała na potrzeby dążenia do neutralności to wyzwania, przed którymi stoi branża finansowa. Najważniejsze jest jednak uznanie neutralności klimatycznej za nowy obszar odpowiedzialności sektora finansowego.

Osiągnięcie zerowej emisji gazów cieplarnianych netto do 2050 r. to światowa próba ograniczenia negatywnych skutków zmian klimatu poprzez utrzymanie globalnego wzrostu temperatury poniżej 1,5°C. Aby osiągnąć ten cel, emisja CO2 powinna spaść o około 45 proc. do 2030 roku. Niestety według analizy ONZ, do zmniejszenia o połowę globalnych emisji jest jeszcze daleko. Zmierzamy ku ociepleniu w wysokości 2,7°C, czyli powyżej poziomu sprzed epoki przemysłowej.

Instytucje finansowe, dostosowując działalność do scenariusza globalnego wzrostu temperatury poniżej 1,5°C, mogą mieć istotny wpływ na przyspieszenie ogólnosystemowych zmian i osiągnięcie zerowych emisji netto. Sektor już wykazuje gotowość do podjęcia wyzwania i aktywności pro-ekologicznej, zaś wiele instytucji finansowych dołącza do ważnych inicjatyw branżowych.

Największym wyzwaniem dla sektora jest konieczność przebudowy portfeli kredytowych i inwestycyjnych pod względem ich emisyjności. Zbadanie jej wymaga dużej ilości danych, odpowiedniej technologii oraz powszechnej bazy danych. Pomimo tych wyzwań, instytucje finansowe muszą poczynić znaczne postępy w pierwszej połowie tej dekady, aby spełnić ambitne cele europejskiej polityki zero net – mówi Przemysław Szczygielski, partner, lider sektora finansowego i zarządzania ryzykiem oraz doradztwa regulacyjnego dla sektora finansowego, Deloitte w Polsce.

Banki znajdują się pod coraz większą presją regulacyjną, aby wykazać postępy na drodze ku neutralnej gospodarce i przełożyć swoje strategiczne zobowiązania na zrównoważone przepływy kapitałowe. Realizację ambitnych celów w zakresie neutralności klimatycznej w określonym tempie i skali umożliwi długoterminowa polityka krajowa i międzynarodowa w sektorze finansowym. Trudno natomiast przewidzieć, w jaki sposób będą rozwijać się technologie redukcji emisji. Nie jest także jasne, jak szybko i w jakim stopniu wpłyną one na sektory o wysokiej emisyjności dwutlenku węgla.

Wszystkie organizacje będą musiały ujednolicić swoje strategie w zakresie dbania o czynniki ESG (środowisko, społeczeństwo oraz ład korporacyjny), aby udzielane kredyty i prowadzone inwestycje zmierzały w stronę neutralności klimatycznej. Firmy świadczące usługi finansowe muszą także zobowiązać się do przestrzegania jednego globalnego standardu pomiaru emisji i korzystania ze wspólnej bazy danych, z której będzie można czerpać informacje, a także do jednolitych zasad raportowania.

Pomiar śladu węglowego banków trudny, ale możliwy

Osiągnięcie celów zerowej emisji wymaga szybkich i dalekosiężnych zmian we wszystkich sektorach, które angażują się w dekarbonizację. Wyzwanie jest ogromne. Rosnąca liczba interesariuszy, w tym pracownicy, inwestorzy, decydenci i klienci oczekują od instytucji finansowych, aby odegrały rolę w przeciwdziałaniu zmianom klimatu. Proces ten rozpoczyna się od zbadania poziomu emisji, w celu zrozumienia jaki wpływ na środowisko ma dotychczasowa działalność sprzedażowa, pożyczkowa i inwestycyjna.

Dziś nieliczne instytucje finansowe mierzą ślad węglowy całego swojego portfela, a jeszcze mniej to raportuje. Jednak presja ze strony interesariuszy, by wdrożyć plany w zakresie dążenia do neutralności klimatycznej, osiąga punkt krytyczny. Aby spełnić oczekiwania i wymagania prawne dotyczące pomiaru i ujawniania emisji portfeli kredytowych, instytucje finansowe muszą nauczyć się zbierać szczegółowe dane dotyczące emisji ze wszystkich źródeł, w tym od klientów oraz dokładnie mierzyć ślad węglowy wszystkich inwestycji i działań, uwzględniając różne scenariusze klimatyczne. Powinny też stosować metodologię, która umożliwia porównanie z innymi instytucjami finansowymi.

– Pomiar śladu węglowego instytucji finansowych związanego z ich działalnością jest skomplikowany. Istnieją metodologie ujęte w Porozumieniach Paryskich PACTA czy inicjatywie SBTi, które są stopniowo implementowane i wykorzystywane. Bez ujednoliconego systemu badania i zarządzania danymi, sektor będzie miał duże trudności z realizacją ambitnych obietnic zielonej transformacji, które już złożył – mówi Irena Pichola, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju Deloitte w Polsce i Europie Środkowej.

Oprócz zmian regulacyjnych, jest coraz więcej inicjatyw branżowych ujawniających zagrożenia, czego dobrym przykładem może być protokół GHG. Standard ten obejmuje rozliczanie i raportowanie gazów cieplarnianych, umożliwiając organizacjom na całym świecie wiarygodne pomiary i raportowanie emisji, bazując na doświadczeniach i wiedzy 350 ekspertów reprezentujących biznes, organizacje pozarządowe i sektor publiczny. Wyznacza on najczęściej stosowane ramy raportowania, uznane m.in., przez Komisję Europejską oraz Grupę Zadaniową ds. Ujawniania informacji Finansowych Związanych z Klimatem (TCFD). Chociaż są to zalecenia dobrowolne, to coraz bardziej zyskują na popularności. Wielka Brytania planuje stać się pierwszym krajem G20, który wprowadzi obowiązek ujawniania informacji zgodnych z TCFD w 2022 r.

Pięć kroków do zielonej transformacji sektora finansowego

Instytucje finansowe zobowiązane do mierzenia i raportowania emisji dwutlenku węgla mogą wykorzystać jeden z powstających standardów pomiarowych takich jak: SBTi, PACTA, EBA czy PCAF. Jednak nawet wtedy szacowanie emisji związane z całym portfelem handlowym, pożyczkowym i inwestycyjnym może być bardzo złożone i skomplikowane.

– Choć wiele nowych metodologii jest stale w fazie rozwoju zastosowanie każdej z nich wymagać będzie dużej mobilizacji w zakresie pozyskania odpowiednich informacji od swoich klientów. Tym samym zbieranie danych, ocena integralności, identyfikacja problemów może wydawać się czasochłonna. Ale instytucje finansowe składające zobowiązania strategiczne w obliczu obowiązków regulacyjnych muszą poczynić postępy w gromadzeniu własnych danych dotyczących emisji – mówi Przemysław Szczygielski.

Obecnie instytucje finansowe mogą zwiększyć wiarygodność swoich postępów niskoemisyjnych, stosując solidne podejście do pomiaru emisji w czterech praktycznych krokach:

  1. Dostosowanie strategii rozwoju i modelu biznesowego firmy do Celów Porozumienia Paryskiego
  2. Określenie zakresu aktywów o wysokiej emisji dwutlenku węgla.
  3. Zdefiniowanie źródeł danych, obliczenia przybliżone w razie braku informacji.
  4. Pomiar emisji, wykorzystujący wybraną metodologię.

Aby w pełni przyczynić się do osiągnięcia światowego celu zerowego netto i spełnić wymogi regulacyjne, branża musi zjednoczyć się w celu opracowania rozwiązań w zakresie pomiaru, zarządzania i łagodzenia finansowanych emisji oraz ryzyka związanego z klimatem w ramach systemu finansowego.

Media i gospodarka w czasie wojny, oczekiwania konsumentów vs obawy menedżerów firm

Agresja Rosji wobec Ukrainy oraz napływająca do Polski fala uchodźców z terenów wojny, w naturalny sposób rodzą obawy Polaków. Czasem te niepokoje mogą powodować irracjonalne zachowania konsumentów. Sytuacja jest na tyle bezprecedensowa, że spowodowała już duży chaos wśród przedsiębiorców, którzy obserwując zarówno sytuację polityczną na świecie, ale przede wszystkim nastroje społeczne, coraz częściej zawieszają realizację zaplanowanych działań i inwestycji. Czy Polacy są gotowi na „odblokowanie” normalności? Agencja komunikacji LoveBrands Group wraz z agencją badawczą SW Research postanowiły zbadać nastroje Polaków i przeanalizować je z pomocą ekspertów w dziedzinie gospodarki oraz psychologii biznesu[1].

Newsfeed pełen wojny

To, że zawartość naszych newsfeedów w portalach społecznościowych się zmieniła, dostrzec łatwo. Jednak nie jest to tylko zasługa mediów, NGO’sów czy zwykłych ludzi, którzy komentują sytuację i próbują pomóc uchodźcom. To także efekt zmiany komunikacji marek, którą według badania SW Research i LoveBrands Group, dostrzegło blisko 2/3 Polaków. 4 na 10 dostrzega, że w ostatnim czasie działaniom komunikacyjnym firm oferujących produkty lub usługi towarzyszą informacje na temat możliwości wsparcia obywateli Ukrainy.  To właściwa reakcja firm na kryzys wywołany wojną i naturalny sposób na włączenie w swoje działania z obszaru CSR aktywności na rzecz uchodźców. Wiele firm zastanawia się jednak, czy wypada im w tak trudnym okresie kontynuować działania reklamowe, które promowałyby nie tyle ich aktywności CSR, co produkty lub usługi oferowane na co dzień konsumentomkomentuje Joanna Niemiec, strateg i wiceprezes w LoveBrands Group.

Wyniki wspomnianego badania potwierdzają taką ocenę sytuacji. Ponad połowa konsumentów (56 proc.) zwraca uwagę, że wszystkie marki i producenci powinni aktywnie angażować się w pomoc na rzecz uchodźców. Jednocześnie 2/3 z nich (65 proc.) deklaruje, że nie widzi nic złego w tym, że marki reklamują swoje produkty tak samo, jak przed wybuchem wojny. Co więcej, 6 na 10 badanych jest zdania, że reklama o lekkiej lub rozrywkowej treści jest nam wszystkim potrzebna, aby w tym trudnym czasie oderwać się choć na chwilę od wywołującej stres sytuacji. W czasie wojny milczą muzy – te słowa klasyka można z powodzeniem odnieść do sytuacji, w których sztuka komunikacji i reklamy schodzi na dalszy plan. Mimo to, ostatnie badania pokazują, jak silna jest tęsknota konsumentów za normalnością, której jednym z wyznaczników są zwykłe, standardowe działania komunikacyjne marek. Przytaczając wyniki badań, większość z nas deklaruje, że potrzebuje w tym trudnym czasie treści o lekkim charakterze. Oznacza to, że z dużym prawdopodobieństwem, jeszcze większa grupa konsumentów spojrzy przychylnie na zwyczajną, standardową komunikację, do której przywykła przed wybuchem wojnykomentuje Piotr Zimolzak, wiceprezes i główny analityk SW Research.

Panika konsumentów zaburza gospodarkę

Aż 58 proc. badanych podkreśla, że ilość informacji na temat wojny jest według nich przytłaczająca.  Co drugi konsument (53 proc.) chciałby, aby świat w mediach i przekazywane treści wróciły do normalności, nawet mimo trwającej wojny. Tym bardziej, że nieustanne wystawienie na informacje o wojnie i jej skutkach wzmaga lęk i sprzyja działaniom, które nie zawsze są racjonalne. Jak pokazują badania konsumenci, w pierwszej kolejności szukają możliwości istotnych oszczędności. Najczęściej wiąże się to ze wstrzymaniem większych inwestycji (np. zakupu auta czy domu) – 51 proc, rzadziej sprzętów AGD (39 proc.) odzieży czy butów (39 proc.). Inna strategia konsumencka to rezygnacja z niekoniecznie niezbędnych dóbr i usług, np. rozrywki (47 proc.) czy alkoholu (35 proc.). Wreszcie, trzecią taktyką jest gromadzenie zapasów – aż 4 na 10 konsumentów przyznaje się, że w wyniku niepokojących informacji zdecydowało się na nadprogramowy zakup podstawowych produktów spożywczych, a 28 proc. uczyniło to samo z lekami. Z punktu widzenia stabilności gospodarki skutki tego typu strategii mogą być katastrofalne.

 

Firmy także panikują

To jak rozwija się potencjalny kryzys finansowy czy gospodarczy często zależy nie tylko od czynników o charakterze makroekonomicznym i instytucjonalnym, ale też od tych natury psychologicznej. Te ostatnie czasem powodują, że zarówno zwykli obywatele, jak i doświadczeni inwestorzy czy menedżerowie, mogą podejmować nieracjonalne decyzje. Decyzje te w czasach kryzysu często podyktowane są strachem, a nawet paniką i powodują wzrost awersji do ryzyka – a zatem także do inicjowania nowych przedsięwzięć, czy to inwestycyjnych, czy komunikacyjnychtłumaczy prof. Marcin Rzeszutek z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Obecnie niestety wszyscy, łącznie z firmami, są w takim stanie „emocjonalnego wzburzenia” i racjonalność ich zachowań jest bardzo ograniczona. W szczególności chodzi o to, że obserwowane różnego rodzaju nieracjonalne zachowania, czy to firm czy poszczególnych ludzi stanowią formę radzenia sobie z stresem emocjonalnym w sytuacji, na które nie ma rady. Obserwowaliśmy to podczas pandemii, w której ludzie desperacko szukali jakichś rozwiązań, by mieć choć iluzoryczną kontrolę nad niekontrolowalną rzeczywistością. Dziś podobnie jest z kryzysem wojennym – kontynuuje.

Skutki paniki groźne dla firm i gospodarki

Nieprzemyślane decyzje menedżerów firm mogą mieć negatywny wpływ nie tylko na same firmy, ale także na ich pracowników, kontrahentów i w rezultacie na całą gospodarkę. Jak wskazują badania SW Research, zauważają to także sami konsumenci: blisko 3/4 z nich (72 proc.) uważa, że z punktu widzenia stabilności całej polskiej gospodarki ważne jest, aby mimo wojny firmy nadal działały normalnie, a dla 4/5 kluczowe jest, aby firmy miały środki na rozwój, zakup nowych sprzętów (78 proc.) oraz utrzymanie i zatrudnianie nowych pracowników (80 proc.).

Co więcej 83 proc. konsumentów rozumie, że wstrzymanie działań reklamowych przez firmę może doprowadzić do zmniejszenia jej obrotów, a 80 proc. z nich dostrzega fakt, że efektem wstrzymanych działań reklamowych może być konieczność poniesienia przez firmę dodatkowych nakładów, by powrócić na rynek i odbudować dawny wizerunek marki. Konsumenci zdają sobie także sprawę z tego, że w dłuższej perspektywie taką firmę może czekać redukcja zatrudnienia – 74 proc., a w opinii7 na 10 ankietowanych może mieć negatywny wpływ na kontrahentów takiej firmy.

W obecnej sytuacji jeszcze bardziej niż dotąd potrzebujemy racjonalnej i pozbawionej emocji oceny uwarunkowań wewnętrznych i zewnętrznych prowadzonej działalności gospodarczej. Uleganie panice prowadzi do przesadnych reakcji oraz pochopnych decyzji również w sferze biznesowej, czego skutkiem może być ponoszenie zbędnych kosztów i strat lub utrata przyszłych przychodów w efekcie zaniechanych inwestycji oraz innych działań zauważa Arkadiusz Pączka, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich i dodaje: Utrzymywanie normalnej działalności operacyjnej firm długoterminowo umacnia ich pozycję rynkową i w żadnym stopniu nie wyklucza możliwości dalszego zaangażowania w realną pomoc ofiarom konfliktu zbrojnego.

Konsumenci do polskich przedsiębiorców – „Róbcie swoje”

Z badania SW Research wynika jasno, że aż 2/3 Polaków uważa, że mimo wyjątkowej i trudnej sytuacji firmy powinny nadal „robić swoje”, tj .działać i reklamować się jak dawniej. Za istotnym ograniczeniem lub zaniechaniem przekazu reklamowego opowiada się tylko 29 proc. respondentów, a blisko połowa (43 proc.) uważa, że tego typu działania to wyrządzanie sobie krzywdy na własne życzenie.  Jak podsumowuje prof. Marcin Rzeszutek, „Ważne jest, aby osoby podejmujące ważne decyzje gospodarcze zdawały sobie sprawę ze swoich ograniczeń, tj. ograniczeń swojej racjonalności. Już samo wzięcie pod uwagę, że nasze emocje i psychika zaburzają właściwą ocenę sytuacji grają dużą rolę”

[1] Nota metodologiczna: 

Badanie zostało zrealizowane przez agencję SW Research w dniach 9-10.03.22 techniką CAWI na panelu badawczym SW PANEL, na reprezentatywnej próbie n=1004 dorosłych Polaków.

Czym jest biuro serwisowane?

Biura serwisowane w Polsce są jeszcze mało znane, pomimo tego, że już od kilkunastu lat istnieją w naszych kraju. W stolicy Polski można znaleźć około 20 tego typu powierzchni biurowych zlokalizowanych w Śródmieściu, Mokotowie, a także na Woli. Biura serwisowane są wynajmowane nie tylko przez prawników, czy zagraniczne firmy, ale także przez innych przedsiębiorców, którym zależy na prestiżu miejsca. Zamiast wynajmować powierzchnie biurową w lokalu mieszkalnym, decydują się na biuro serwisowane.

Czym jest biuro serwisowane?

Biuro serwisowane to gotowe do pracy biuro, gdzie potrzebny jest Tobie jedynie własny komputer. Ten nowoczesny typ powierzchni biurowej zawiera najczęściej recepcję obsługiwaną przez operatora, poczekalnię dla gości, sale konferencyjne, toalety, aneksy kuchenne, no i oczywiście same biura. Korzyści wynikające z wynajmu takiej powierzchni biurowej to m.in. recepcja, gdzie sekretarka odbierze telefon, pokieruje do Twojego biura gości, odbierze pocztę dla firmy, podczas spotkania w Sali konferencyjnej otrzymasz kawę lub inny napój.

Ponadto nie musisz się martwić o sprzątanie, bo do tego typu czynności zaaranżowany jest specjalnie przeznaczony do tego serwis. Nie trzeba martwić się o opłaty licznikowe, internet, koszty eksploatacji, czy telefony. Może zdarzyć się sytuacja, że Twoja firma zacznie szybko rosnąć i będziesz musiał zatrudnić nowych pracowników. W biurze serwisowanym istnieje duża elastyczność wynajmu biur, możesz zwiększać lub zmniejszać liczbę gabinetów w zależności od Twoich potrzeb.

Gdzie są zlokalizowane biura serwisowane?

Biura serwisowane można znaleźć w prestiżowych miejscach w mieście. Powierzchnie biurowe tego typu znajdują się biurowcach wyższych klas. Można też znaleźć biura serwisowane w starszych, ale zrewitalizowanych budynkach. Tego typu biura wyszukać można na stronie investmap.pl.

Kto ma dostęp do biura serwisowanego?

Poza częściami wspólnymi powierzchni biurowej takimi jak recepcja, aneksy, hall, toalety, do których dostęp mają również inni użytkownicy, to dostęp gabinet dostępny jest przez Ciebie na wyłączność. Dużym plusem w biurowcach wysokiej klasy są karty magnetyczne, za pomocą której dostaniesz się do swojego gabinetu. W tych biurowcach o niższych standardzie otrzymasz kluczyk. Dostęp do swojego gabinetu masz 24h na dobę, jednak w niektórych przypadkach istnieje limit dostępności tylko do godziny 20-tej. Na takie szczegóły trzeba zwracać uwagę przy podpisywaniu umowy najmu. Istotne jest również to, że do twojego gabinetu ma dostęp serwis sprzątający. Zatem jeśli nie wyrażasz zgody, aby takie usługi były świadczone podczas Twojej nieobecności, możesz ograniczyć to i poinformować, że serwis sprzątający ma wykonywać swoje usługi tylko w godzinach Twojej pracy. Dostęp do Twojego gabinetu będzie miał również serwis techniczny. Jednak takie wizyty będą odbywały się tylko w przypadku wcześniejszego umówienia się.

Ile kosztuje wynajęcie biura serwisowanego?

Ceny biura serwisowanego przeliczane są na stanowiska pracy. Wiele też zależy od miasta, w którym będziesz chciał wynająć powierzchnie biurową, klasy budynku oraz jego położenia. Przeciętny koszt gabinetu dla 2 osób powinien zamknąć się w przedziale 3 500 – 4 000 zł za miesiąc wliczając w to kilka godzin wynajmu Sali konferencyjnej. Wynajęcie biura serwisowanego dla 3 osób może kosztować w przedziale 5 000 – 7 000 zł/miesiąc.

Warto dodać, że ceny stanowiska pracy mogą różnić się o ok. 30% w zależności od liczby stanowisk pracy – im więcej tym taniej, długości umowy najmu – im dłuższa, tym taniej.

Rekordowe wyniki roczne Grupy Kapitałowej KGHM za 2021 rok

Wzrost produkcji, wzrost przychodów, rekordowy wynik operacyjny oraz solidny wynik netto – Grupa Kapitałowa KGHM podsumowuje 2021 rok, który zamknęła m.in. najwyższą w historii wartością skorygowanej EBITDA w wysokości 10,3 mld zł. Miedziowy gigant zanotował 6 proc. wzrost produkcji miedzi w całej grupie.

Doskonałe wyniki produkcyjne i finansowe

W 2021 r. GK KGHM zanotowała wzrost produkcji miedzi o 6,3 proc., tj. o 44,6 tys. ton więcej w relacji do 2020 roku. Wzrost dotyczył wszystkich segmentów Grupy, w szczególności Sierra Gorda SCM (+22,6 tys. ton dla udziału 55 proc.) oraz Polskiej Miedzi (+17,2 tys. ton). Wzrost wolumenów produkcji i sprzedaży, w połączeniu z dobrą koniunkturą na miedź, przełożył się na ponad 26 proc. wzrost przychodów grupy, które wyniosły 29,8 mld zł.

Grupa Kapitałowa KGHM zamknęła ubiegły rok wysoką wartością skorygowanej EBITDA, która wyniosła 10,3 mld zł. Aktywa netto wzrosły w stosunku do 2020 r. o 6,1 mld zł, osiągając na koniec 2021 r. poziom 27,1 mld zł. Wpływ na takie wyniki miało m.in. zwiększenie przychodów na skutek korzystniejszych cen metali, obniżenie kosztów podstawowej działalności operacyjnej oraz skuteczne zarządzanie.

Miniony rok Grupa Kapitałowa KGHM zakończyła bardzo wysokim – drugim takim w historii – skonsolidowanym wynikiem netto, który wzrósł w stosunku do roku ubiegłego aż o 242,5 proc., do kwoty 6,2 mld zł. Wynik netto jednostkowy KGHM wzrósł o 190,6 proc. do 5,2 mld zł.

Zagraniczne projekty na plusie

W Sierra Gorda wzrosła zarówno produkcja miedzi płatnej (+28 proc.), jak i zysk operacyjny w wysokości 3,2 mld zł (prawie 2,4-krotny wzrost na 55 proc. udziale KGHM Polska Miedź). Sytuacja finansowa chilijskiej kopalni KGHM pozwoliła, pierwszy raz w historii, na odwrócenie przepływów finansowych do spółki matki.

Bezpieczeństwo na najwyższym poziomie

Pomimo zagrożenia spowodowanego pandemią, liczba zdarzeń wypadkowych w KGHM spadła z 213 w 2020 roku do 165 na koniec 2021 roku. Zmniejszyła się przede wszystkim liczba wypadków powodowanych przez ludzką nieostrożność.

W KGHM w 2021 roku odnotowany został rekordowo niski wskaźnik wypadkowości LTIFR KGHM (Lost Time Injury Frequency Rate KGHM). Ukształtował się on na poziomie 5,63, co oznacza spadek o 23 proc. w porównaniu do 2020 roku i aż o 70 proc. w stosunku do 2010 roku.

Strategia i Polityka Klimatyczna

W 2021 roku zarząd KGHM przyjął Politykę Klimatyczną, a następnie zaktualizował strategię spółki, dodając do 4e (elastyczność, efektywność, ekologia, e-przemysł), kolejne e, czyli energię. Wpisuje się to w plany inwestycyjne firmy związane z transformacją. Polityka Klimatyczna dotyczy redukcji emisji gazów cieplarnianych i osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r.

Ambicją KGHM jest skuteczne zwiększanie udziału odnawialnych źródeł energii i produkcji własnej w pokryciu zapotrzebowania na energię. Spółka posiada własne niskoemisyjne źródła wytwórcze zasilane paliwem gazowym. Rozwija też projekty OZE, w tym elektrownie fotowoltaiczne na terenach należących do KGHM.

Jednym z kluczowych projektów KGHM będzie wdrożenie małych modularnych reaktorów jądrowych (SMR – Small Modular Reactor). Spółka podpisała w tej sprawie umowę z amerykańskim dostawcą technologii, firmą NuScale Power. Do tego KGHM przystąpił do porozumienia sektorowego na rzecz rozwoju morskiej energetyki wiatrowej. Firma zaangażowana jest również w budowę Dolnośląskiej Doliny Wodorowej, widząc potencjał do wykorzystania wodoru m.in. w hutach.

Branża Pogrzebowa: lawinowo rosnące ceny energii uderzają w nas. Rozwiązanie – w nowelizacji Polskiego Ładu

Branża Pogrzebowa odczuwa coraz dotkliwiej skutki lawinowych podwyżek cen energii elektrycznej, gazu i paliwa. Są one ściśle związane ze świadczeniem przez pogrzebowych przedsiębiorców swoich usług i dotyczą np. transportu, przechowywania czy kremacji zwłok. – Dziś stajemy przed podjęciem kluczowych decyzji, jak dalej działać – informuje Robert Czyżak – prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. Negatywny trend mógłby zostać zatrzymany przez  zapowiedziane właśnie przez rząd zmiany podatkowe, a w szczególności umieszczenie sektora pogrzebowego na liście branż objętych nowelizacją Polskiego Ładu.

Trwający od kilku miesięcy, a nasilający się zwłaszcza teraz – podczas wojny w Ukrainie, wzrost cen nośników energii, Polska Izba Branży Pogrzebowej nazywa lawinowym.

– Dziś stajemy przed podjęciem kluczowych decyzji, jak dalej działać – informuje Robert Czyżak – prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

Lawinowo rosnące koszty

Koszty utrzymania swoich firm rosną niemal z tygodnia na tydzień. Pogrzebowi przedsiębiorcy mówią, że coraz ciężej utrzymać im jest obecne warunki cenowe, oferowane swoim klientom. Skutki widoczne są gołym okiem. Ceny zakupywanych trumien urn i utensyliów pogrzebowych drożeją już z dostawy na dostawę, zaczyna brakować również surowca do produkcji trumien.

– Naszym celem jest teraz zminimalizowanie ewentualnych negatywnych skutków, jakie odczuwać w związku z tym mogą nasi klienci. To ogromne, a przy tym główne w tej chwili wyzwanie dla wszystkich naszych przedsiębiorców – uważa Robert Czyżak.

Coraz droższa energia i paliwa

Rachunki za energię elektryczną i gaz wzrosły nawet 3 – 4 krotnie, cena paliwa poszybowała w ciągu tygodnia o kilkadziesiąt procent. Jeśli sytuacja taka utrzyma się jeszcze przez kolejny miesiąc, przełoży się to zapewne na ceny usług pogrzebowych. – Już dzisiaj niektórzy przedsiębiorcy pogrzebowi mają problemy z regulowaniem podstawowych płatności – ostrzega Robert Czyżak i przypomina, że zasiłek pogrzebowy po osobie zmarłej wypłacany jest średnio po 3 tygodniach, a przez ten czas to właśnie firmy pogrzebowe kredytują koszty pogrzebu.

Rozwiązanie – nowelizacja Polskiego Ładu

Negatywny trend mógłby zostać zatrzymany przez  zapowiedziane właśnie przez rząd zmiany podatkowe. – Jak najbardziej urządzałoby nas obniżenie stawki PIT do 12 procent, jak również umożliwienie odliczania od podstawy opodatkowania pełnej składki zdrowotnej – zaznacza Robert Czyżak, licząc, że rząd umieści sektor pogrzebowy na liście branż objętych nowelizacją Polskiego Ładu.

Putin szachuje, gaz drożeje

Putin ponownie zaskoczył Europę i chyba cały świat. Zapowiedział, że w przyszłości za eksport gazu do „nieprzyjaznych” państw będzie można płacić jedynie rublami. Tymi nieprzyjaznymi państwami jest oczywiście Zachód. Oznacza to, że popyt na rosyjską walutę pojawi się i może go umocnić w dłuższej perspektywie. Na tę wiadomość cena gazu na Starym Kontynencie zareagowała wzrostami.

Żeby zdobyć ruble, firmy nie muszą łamać sankcji wobec Rosyjskiego Banku Centralnego. Waluta jest dostępna w bankach komercyjnych (również bezpośrednio lub pośrednio w rosyjskich). Nie wszystkie są objęte sankcjami. Putin mógłby zakazać bankom sprzedaży rubli Zachodowi, ale dla obu stron jest jasne, że uniknięcie załamania handlu zagranicznego jest możliwe jedynie wtedy, kiedy możliwości płatności jakieś pozostaną. Europa potrzebuje gazu, Rosja pieniędzy – to oczywiste.

W tym momencie kontrakty na dostawy, które nie mogą być honorowane, muszą zostać spisane na nowo. Europejscy importerzy, którzy wcześniej byli chronieni przed wzrostem cen gazu dzięki długoterminowym kontraktom na dostawy, będą narażeni na pogorszenie warunków.

Rosja zdała sobie sprawę, że należności, które otrzymała od Zachodów w ostatnich latach stały się po części bezużyteczne. Zostały zamrożone częściowo aktywa Banku Centralnego, konta firm czy majątek osób prywatnych. Putin chce pozbyć się tego ryzyka, dlatego zmienia warunki gry. Ruble, które będą służyć do przyszłych transakcji muszą skądś pochodzić. Jeśli będą one płynęły z komercyjnych banków rosyjskich, wówczas naturalnie zachód zapłaci za nie dolarem i euro. Wówczas twarde waluty będą znajdować się w instytucjach nie objętych sankcjami, czyli teoretycznie w bezpiecznym miejscu.

Putin ratuje się jak może. Zdaje sobie sprawę, że dalsze osłabienie rubla będzie wzmagać kryzys gospodarczy w Rosji dlatego chce złagodzić konsekwencje ekonomiczne dla swojego kraju. Ruch prezydenta Rosji to też chęć rozbicia jedności Zachodu oraz uniemożliwienie nałożenia nowych sankcji, które forsuje USA. Putin dał podobno tydzień importerom na znalezienie rubli do realizacji płatności. Teraz ruch po stronie Europy oraz USA.

Już wczoraj rubel w relacji do dolara wykonał ruch aprecjacyjny. Para walutowa USD/RUB spadła w okolice 95.60. Gaz europejski podrożał do ponad 114 euro za MWh.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Kredyt hipoteczny dla singla – sprawdź, czy masz szansę

Banki coraz chętniej zgadzają się na udzielenie kredytu hipotecznego singlom. Marzysz o małym mieszkaniu, ale nie jesteś w związku małżeńskim? Nic straconego – osoby niezamężne mają takie same szanse na pozytywne rozpatrzenie wniosku kredytowego, co wielodzietna rodzina. Dowiedz się więcej o warunkach kredytu dla singla i zacznij budować swoją przyszłość!

Kredyt hipoteczny dla singla – warunki przyznania

Od lat panuje przekonanie, że to małżeństwa z kilkuletnim stażem mają większe szanse na otrzymanie kredytu hipotecznego, niż osoba samotna. W rzeczywistości szanse na uzyskanie pozytywnej decyzji kredytowej są takie same – różnica polega na procedurach składania wniosku oraz warunkach, które powinien spełnić singiel. Oprócz badania zdolności kredytowej brane są pod uwagę m.in.:

  • rodzaj zatrudnienia – etat na podstawie umowy o pracę daje większe szanse na dostanie kredytu hipotecznego;
  • wysokość i ciągłość uzyskiwania dochodów – w trakcie składania wniosku należy przedstawić stosowne dokumenty o wynagrodzeniu;
  • dodatkowe obciążenia finansowe – m.in. nieuregulowane zakupy na raty czy comiesięczne opłaty związane z wynajmem mieszkania mogą wpłynąć na ostateczną decyzję banku;
  • aktualne miejsce zamieszkania – osoby, które na stałe mieszkają w dużych aglomeracjach miejskich, mają większe szanse na podpisanie umowy kredytowej.

Oczywiście warto pamiętać, że każdy przypadek rozpatrywany jest indywidualnie. Na ostateczną decyzję banku wpływa niezwykle wiele czynników, w tym m.in. wiek kredytobiorcy oraz wielkość wkładu własnego. Jeżeli chcesz sprawdzić swoją zdolność kredytową i wysokość hipotetycznych rat kredytu hipotecznego dla singla, skorzystaj z kalkulatora na mFinanse.pl: https://mfinanse.pl/oferta-indywidualna/kredyt-hipoteczny/.

Kredyt na singla – jak zwiększyć swoje szanse?

Dla wielu placówek bankowych udzielanie kredytu hipotecznego osobie samotnej lub niebędącej w związku małżeńskim może wiązać się z ryzykiem nieregularnego spłacania zobowiązania. Wynika to m.in. z jednego źródła dochodów singla – w wielu małżeństwach zarówno mąż, jak i żona pracują, a w przypadku problemów finansowych o wiele łatwiej zachować ciągłość w regulowaniu rat.

Warto wiedzieć:

Przy udzielaniu kredytu hipotecznego istotna jest wysokość wkładu własnego. Może wynosić od 10% do 20% wartości nieruchomości – im mniejszy, tym większe prawdopodobieństwo, że bank będzie wymagał od kredytobiorcy dodatkowego ubezpieczenia.

Nieważne, czy planujesz kupno mieszkania, czy rozglądasz się za kredytem na dom dla singla – istnieje kilka sposobów na to, aby zwiększyć swoje szanse na pozytywne rozpatrzenie Twojego wniosku przez bank:

  1. Ureguluj wszystkie zaległe należności – im mniej będziesz mieć aktywnych zobowiązań kredytowych, tym lepiej;
  2. Postaraj się o dodatkowe źródło dochodu – np. pochodzące z wynajmu czy dzierżawy;
  3. Zmniejsz limity na kartach kredytowych – to sprawi, że zmniejszą się Twoje miesięczne wydatki związane z opłacaniem należności;
  4. Postaraj się pozyskać żyranta – poręczyciel zobliguje się do spłaty kredytu hipotecznego w przypadku problemów finansowych kredytobiorcy; .
  5. Sprawdź raport BIK – poznaj szczegóły weryfikowanej przez bank historii kredytowej i przygotuj wyjaśnienia dotyczące negatywnych wpisów BIK oraz opóźnień w regulowaniu zobowiązań.

Kredyt mieszkaniowy dla singla to szansa na realizację marzeń – ilość dostępnych ofert dla osób niezamężnych stale rośnie! Obawiasz się długoterminowych zobowiązań? Znajdź eksperta mFinanse, który odpowie na wszystkie Twoje pytania i rozwieje wątpliwości dotyczące tej formy finansowania nieruchomości: https://mfinanse.pl/eksperci-mfinanse/?lat=51.919437&lng=19.145136&zoom=6.

Unfold.vc zamiast Venture INC – zmiany w funduszu VC notowanym na GPW

  • Notowany na GPW Venture INC debiutuje w nowej odsłonie. Łączy się to ze zmianami w funduszu. Cel? Unfold.vc chce umacniać swoją pozycję jako „first choice” w regionie.
  • Wrocławski VC rozszerza kategorie inwestycyjne i aktywnie szuka kolejnych projektów. Powiększył też zespół zarządzający oraz wzmacnia międzynarodowy network.
  • Fundusz Venture INC powstał z inicjatywy Jakuba Sitarza, Mariusza Ciepłego i Macieja Jarzębowskiego (współzałożyciele LiveChat Software). Początkowo jako inkubator inwestował na poziomie kilkudziesięciu tysięcy zł. Od 2010 r. notowany był na NewConnect, by po 7 latach przenieść się na główny parkiet. Dziś ma w portfelu takie spółki jak Brand24, Infermedica, Timecamp, Intelliseq, Sundose, Poley.me czy GibLib. W tym roku planuje kolejnych kilka inwestycji.
  • Ubiegły rok wrocławski VC zakończył z zyskiem na poziomie blisko 46 mln zł, co daje sześciokrotny wzrost r/r.
  • Nowa nazwa Funduszu Unfold.vc zostanie formalnie poddana pod głosowanie na najbliższym Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy.

Po restrukturyzacji portfela i ze wzmocnionymi kompetencjami menedżerskimi, giełdowy fundusz venture capital z Wrocławia przechodzi rebranding: zmienia nazwę na Unfold.vc, odświeżając strategię i intensyfikując działania inwestycyjne. Nowe otwarcie funduszu oznacza m.in. rozszerzenie zakresu poszukiwanych projektów czy aktywne wspieranie ekosystemu startupów na rodzimym rynku. Unfold.vc ma przy tym ambitne międzynarodowe plany.

– Stawiamy na ciągły rozwój. Rebranding jest pokłosiem starannie zaplanowanych zmian, które w ostatnim czasie konsekwentnie wdrażaliśmy. Od zmian organizacyjnych po restrukturyzację portfela i poszerzenie zespołu. Dysponujemy nowymi narzędziami i znacznie większym networkiem międzynarodowym oraz lokalnym, co pozwala nam oceniać dużo więcej projektów. To właśnie dla dalszego poszerzania portfolio, wzrostu kompetencji i zakresu poszukiwanych spółek postanowiliśmy pokazać się na nowo branży technologicznej jak i inwestorom. Unfold.vc powstał w duchu nowych priorytetów, ale i obserwowanych trendów rynkowych po to, by zintensyfikować działania inwestycyjne – podkreśla Jakub Sitarz, prezes zarządu w Unfold.vc.

Fundusz powiększył też zespół zarządzający: do Unfold.vc dołączyła Magdalena Surowiec, wcześniej związana m.in. z funduszem VC Leonarto i była prezeska Lemon Sky. Jako managing partner wniesie do spółki swoje wieloletnie doświadczenie w tworzeniu strategii biznesowych i budowaniu efektywnie działających zespołów zwłaszcza w środowisku technologicznym.

– Decydujemy się na ogłoszenie rebrandingu w trudnych czasach. Obecna sytuacja ekonomiczna czy geopolityczna niesie ze sobą dużą niepewność. Ale dziś tym bardziej jako zespół jesteśmy przekonani, że to dobry moment na jeszcze większe zaangażowanie i wsparcie liderów z mądrymi pomysłami biznesowymi, którzy stawią czoła nowym wyzwaniom. Ze świeżą tezą inwestycyjną otwieramy nowy rozdział – tak dla nas jak i dla liderów spółek, z którymi się wiążemy. Mamy im wiele do zaoferowania. Chcemy je rozwijać i pomagać komercjalizować. Zespół Unfold.vc już nie raz udowodnił swoją wartość, mnożąc zainwestowany kapitał w takich spółkach jak Infermedica, Intelliseq, TimeCamp czy Exit Plan komentuje Magdalena Surowiec.

Software? Nie tylko

Dotychczas fundusz skupiał się na wspieraniu projektów IT szczególnie w modelu SaaS. Teraz odświeżona strategia Unfold.vc zakłada m.in. rozszerzenie kategorii inwestycyjnych, czego dowodem jest choćby ostatnia inwestycja we wrocławską spółkę Poley.me, rozwijającą technologię – tzw. baru przyszłości – w modelu RaaS (Robot as a Service). Unfold.vc zakłada jednocześnie inwestowanie w projekty bez określonego horyzontu czasowego i na różnych etapach rozwoju: pre-seed i seed, jak i w późniejszej fazie, inwestując w wykup akcji lub udziałów.

– Rozszerzamy nasze cele inwestycyjne. Do tej pory koncentrowaliśmy się na firmach software’owych i sprzedających usługi w modelu subskrypcyjnym, ale jako Unfold.vc otwieramy się na nowe obszary. Nie wykluczamy przy tym większych inwestycji, jeśli widzimy w projekcie duży potencjał. Chętnie wspieramy startupy w ramach kilku kolejnych rund finansowania. Nasze zaangażowanie w spółkę sięga 4,5 mln zł. Co nas wyróżnia? Nie mamy określonego horyzontu inwestycyjnego. Możemy być z daną spółką całą dekadę, a nawet dłużej. Szukamy liderów, budujących dla swoich klientów długofalowe wartości. Wiemy, że to wymaga czasu. Przeglądamy kilkaset potencjalnych inwestycji rocznie, a realnie w tym czasie inwestujemy w kilka projektów tak, by móc poświęcić wystarczająco dużo uwagi liderom z naszego portfela – podkreśla Rafał Sobczak, managing partner w Unfold.vc.

Nie liczba, a jakość

Ostatnie 4 lata to dla wrocławskiego funduszu intensywne budowanie portfolio i aktywne wspieranie spółek w rozwoju ich biznesów. Pod swoimi skrzydłami Unfold.vc ma obecnie blisko 20 spółek technologicznych, wśród nich nie brakuje rozpoznawalnych na międzynarodową skalę projektów o dużym potencjale rozwoju i wzrostu. To innowacje z sektora medtech, biotech, martech, foodtech, ale i spółki gamingowe. Fundusz wspiera więc m.in.: Timecamp, Brand24, Sundose, Infermedicę, Primetric, PixelRace, Exit Plan Games czy Giblib.

– Mocno wierzymy w liderów spółek, w które zdecydowaliśmy się zainwestować. Miarą naszej skuteczności jest ich sukces. Nasza “liderocentryczność” procentuje – osiągamy wysoką efektywność i wzrost wartości wyrażony ponadprzeciętnym zyskiem. W ostatnich miesiącach z tą myślą zainwestowaliśmy w 7 projektów – 3 nowe inwestycje i 4 rundy kontynuacyjne – wylicza prezes Unfold.vc.

Mowa tu m.in. o inwestycjach we wrocławski Boostsite – startup z autorskim software’m do automatycznej analizy SEO stron internetowych; wyłożonym kapitale na PixelRace tworzący studio z technologią virtual production do produkcji wideo; czy inwestycji we wrocławski Poley.me z autorskim „barem przyszłości”.

Giełdowy Unfold.vc zrealizował ponadto kolejne, udane i wielomilionowe rundy inwestycyjne w Exit Plan Games, Primetric, Giblib i Intelliseq, potwierdzając niezmienny element strategii funduszu, w ramach którego wspiera on spółki portfelowe w kilku kolejnych rundach finansowania.

Ubiegły rok wrocławski VC zakończył z zyskiem na poziomie blisko 46 mln zł, co daje sześciokrotny wzrost r/r.

Najbliższe plany

Najnowsza inwestycja Unfold.vc to wsparcie kapitałowe dla niemieckiej neurocare group. Spółka rozwija platformę DTP (Digital Therapy Platform), integrującą zaawansowane procesy i technologie dla terapii pacjentów cierpiących na choroby o podłożu psychicznym. Neurocare group wspiera jednocześnie rozwój badań nad medycyną spersonalizowaną czy neuromodulacją. Obecnie spółka wyceniana jest na blisko 100 mln USD.

– Szacujemy, że w bieżącym roku w naszym portfelu pojawi się 5-7 nowych spółek. Rundę zagraniczną lub debiut na NewConnect bierze pod uwagę choćby bioinformatyczny Intelliseq, w który inwestujemy od 2018 roku – podkreśla Jakub Sitarz.

Fundusz zaangażowany

Dla Unfold.vc rozwój to nie tylko konsekwentny wzrost wartości aktywów. To też realny wkład w środowisko startupów i VC przy jednoczesnym budowaniu międzynarodowych relacji – tak, by wspierać spółki portfelowe w obszarach kluczowych dla budowania ich wartości.

Nasze wsparcie wykracza daleko poza inwestycję kapitałową. Stale poszerzamy sieć kontaktów, aby oferować spółkom faktyczną wartość dodaną. Właśnie wróciłem z kilkumiesięcznego pobytu w Stanach Zjednoczonych, podczas którego nawiązałem kilka obiecujących relacji. Efektem międzynarodowego networkingu jest też nawiązanie nowych kontaktów inwestycyjnych w Niemczech. Wierzymy, że takie działania realnie wzmacniają spółki, na które postawiliśmy – mówi Rafał Sobczak z Unfold.vc.

Na co dzień, menedżerskim i inwestycyjnym know-how oraz szerokim doświadczeniem zespół Unfold.vc dzieli się też ze studentami, uczestnicząc w programach edukacyjnych wspierających aspirujących młodych liderów.

Współpracujemy m.in. z wrocławskimi uczelniami, które uruchomiły własne programy startupowe dla studentów. Prowadzimy też zajęcia w jednym z programów akceleracyjnych dla kobiet planujących uruchomić własne biznesy, Shesnovation – mówi Magdalena Surowiec. – W związku z obecną sytuacją geopolityczną, postanowiliśmy postawić kolejny zdecydowany krok, wpisujący się w naszą strategię zaangażowania społecznego. Od teraz, systematycznie będziemy przekazywać darowiznę na wybrany cel charytatywny. Tegoroczna kwota zasili konto wybranego programu wspierającego osoby przybywające do naszego kraju z Ukrainy – podsumowuje menedżerka w Unfold.vc.

Nowa nazwa Funduszu Unfold.vc zostanie formalnie poddana pod głosowanie na najbliższym Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy.

Jakie ułatwienia rząd powinien jeszcze wprowadzić dla uchodźców z Ukrainy?

Przygotowana przez rząd ustawa o pomocy obywatelom Ukrainy przybywającym do Polski, w związku z prowadzonym na terenie tego kraju konfliktem zbrojnym, zawiera szereg bardzo potrzebnych i pilnych rozwiązań. Ustawa ta zawiera rozwiązania otwierające szeroko dostęp do polskiego rynku pracy i eliminuje wszelkie formalności związane z zatrudnianiem tych osób. Mogą one swobodnie podejmować pracę na terenie Polski – natomiast obowiązkiem ciążącym na pracodawcach będzie zgłoszenie w terminie siedmiu dni od powierzenia pracy faktu zatrudnienia uchodźców do właściwego urzędu pracy. Zabrakło jednak w ustawie zachęt do tworzenia dodatkowych miejsc pracy, w których uchodźcy z Ukrainy mogliby znaleźć zatrudnienie – co jest ważne zważając na ich dużą liczbę. Przydałyby się instrumenty podatkowe czy rozszerzenie istniejących rozwiązań, aby w kluczowych sektorach gospodarki stworzyć zachętę do tworzenia nowych miejsc pracy nikogo nie faworyzując.

– Trzeba też wziąć pod uwagę, że około połowa osób napływająca do Polski to dzieci, konieczne jest zapewnienie im opieki. Ustawa zawiera kilka rozwiązań ułatwiających tworzenie miejsc opieki – natomiast zabrakło przepisów ułatwiania zatrudnienia opiekunów do przedszkoli, żłobków czy klubów dziecięcych. Jest to ważne, ponieważ obecne przepisy stawiają wysokie wymagania osobom sprawującym opiekę nad młodszymi i uzasadnione jest złagodzenie tych wymagań – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).  W ustawie uzgodniono również pakiet rozwiązań podatkowych, które zwalniają z opodatkowania uchodźców otrzymujących wsparcie czy darowizny. Z drugiej strony są to też rozwiązania kierowane do przedsiębiorców, którzy mogą zaliczać w poczet podatkowe koszty uzyskania przychodów. Chodzi o wszelkiego rodzaju wsparcie i dotacje przekazywane za pośrednictwem organizacji pożytku publicznego, jednostek samorządowych, placówek leczniczych czy Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Tutaj jednak rząd nie wykazał się zaufaniem do przedsiębiorców, ponieważ w tych kosztach nie mogą być odejmowane podatki z pomocy bezpośrednio udzielanej uchodźcom – na przykład przez zapewnienie noclegu, zakwaterowania i miejsc opieki nad dziećmi. Dobrze by było, aby uzupełniono ustawę również o ten aspekt – wskazuje Kozłowski.

Uchodźcy z Ukrainy mogą dostać mieszkania komunalne

Napływ setek tysięcy osób z Ukrainy zaatakowanej przez Rosję stanowi spore wyzwanie między innymi pod względem mieszkaniowym, zdrowotnym i logistycznym. Uchodźcy z Ukrainy nierzadko próbują szukać lokali na wolnym rynku. Najnowsze sygnały wskazują jednak, że w Warszawie i Krakowie liczba dostępnych do wynajęcia mieszkań bardzo szybko zmalała. Chodzi zwłaszcza o lokale, w przypadku których łączne koszty najmu nie przekraczają 2500 zł – 3000 zł. Trudno się dziwić, że na rynku najmu brakuje lokali, skoro do Warszawy w krótkim czasie napłynęło ponad 200 000 osób. Niewykluczone, że sytuacja wymusi relokację przybyszów zza wschodniej granicy do mniejszych miast. Tamtejsze rynki najmu są mniej rozwinięte, a dość dużą rolę odgrywa wynajem komunalnych mieszkań. Wyjaśniamy, czy uchodźcy z Ukrainy mogą otrzymać mieszkanie komunalne.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Obywatelstwo ukraińskie nie wyklucza możliwości skorzystania z mieszkaniowej pomocy w Polsce. Chodzi zarówno o mieszkania komunalne oraz socjalne, jak i dodatki mieszkaniowe.
  • W praktyce uchodźcy z Ukrainy mogą mieć poważny problem dotyczący korzystania z komunalnego zasobu mieszkań. Chodzi po prostu o brak dostępnych lokali. W wielu miastach kolejki po mieszkanie komunalne są kilkuletnie.
  • Problemów nie będzie natomiast z dodatkami mieszkaniowymi. Trzeba jednak pamiętać, że osoba wnioskująca o taką pomoc, najpierw musi znaleźć jakieś lokum.

Poniżej prezentujemy więcej informacji, które mogą zainteresować nie tylko uchodźców z Ukrainy. Ze względu na problemy z dostępnością komunalnych mieszkań i ograniczenia podażowe na rynku najmu, takie osoby będą musiały liczyć na niekomercyjne zakwaterowanie u Polaków i ukraińskich krewnych oraz znajomych.

Obywatelstwo innego państwa nie stanowi żadnej przeszkody

Jeżeli chodzi o kwestie typowo prawne, to uchodźcy z Ukrainy teoretycznie znajdują się w dobrej sytuacji. Obowiązujące przepisy nie wykluczają bowiem możliwości wynajmu mieszkań komunalnych i socjalnych osobom nieposiadającym polskiego obywatelstwa. „Ograniczeń dotyczących narodowości najemcy nie przewiduje ustawa z dnia 21 czerwca 2001 r. o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy i o zmianie Kodeksu cywilnego (Dz.U. 2001 nr 71 poz. 733)” – komentuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Wspomniana ustawa wskazuje, że zadaniem gminy jest zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych osób o niskich dochodach (niekoniecznie Polaków). Zatem uchwały gmin określające zasady najmu mieszkań komunalnych i socjalnych nie powinny wskazywać innych kryteriów zawarcia umowy niż te dotyczące aktualnej sytuacji lokalowej wnioskodawcy oraz jego dochodów. „Taką interpretację przepisów potwierdzają sądy administracyjne” – dodaje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ukrainiec z lokum bez problemu otrzyma dodatek mieszkaniowy

Jeżeli chodzi o dodatek mieszkaniowy jako pomoc dla uchodźcy z Ukrainy, to warto natomiast zajrzeć do ustawy z dnia 21 czerwca 2001 r. o dodatkach mieszkaniowych (Dz.U. 2001 nr 71 poz. 734). Wspomniany akt prawny również nie zawiera przepisów, które mogłyby być wykluczające dla uchodźcy z Ukrainy potrzebującego pomocy. „Zgodnie z aktualnymi przepisami, taka osoba może otrzymać dodatek mieszkaniowy na identycznych zasadach, jak polski obywatel” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Warto jednak pamiętać, że wnioskodawca najpierw musi posiadać jakieś lokum. Oprócz własności lokalu/domu chodzi również o najem, podnajem i użyczenie nieruchomości mieszkaniowej, a także spółdzielcze prawa do mieszkania (lokatorskie oraz własnościowe). Dodatek mieszkaniowy przysługuje także osobom zajmującym lokal mieszkalny bez tytułu prawnego i oczekującym na przysługujący im lokal zamienny albo lokal socjalny. „Według danych GUS, przeciętna wartość opisywanego dodatku wynosiła w 2020 r. około 225 zł miesięcznie” – podaje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

W wielu miastach niestety nie ma już wolnych „M” od gminy …

Dane Głównego Urzędu Statystycznego na temat gospodarki mieszkaniowej i komunalnej wyjaśniają również, dlaczego w praktyce uchodźcy z Ukrainy mogą długo czekać na mieszkanie komunalne. GUS podaje, że pod koniec 2020 r. na gminne lokum czekało aż 136 156 gospodarstw domowych z całego kraju. Sytuacja dotycząca mieszkań gminnych nie przedstawia się dobrze nawet jeśli pomniejszymy podaną liczbę o 74 859 gospodarstw potrzebujących lokalu socjalnego o niższym standardzie. „Niestety, w wielu miastach kolejka po mieszkanie komunalne, a nawet socjalne jest kilkuletnia” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Pod koniec stycznia bieżącego roku mogliśmy się na przykład dowiedzieć, że w kolejce po mieszkanie komunalne czeka około 2000 stołecznych rodzin i osób samotnych. Aktywiści społeczni czasem wskazują, że w największych miastach znajdziemy sporo komunalnych pustostanów. Według informacji GUS, pod koniec 2020 roku sama Warszawa miała 10 167 mieszkaniowych pustostanów. W skali całego kraju pustostany stanowią około 7% – 8% mieszkań komunalnych. Trzeba jednak pamiętać, że te puste lokale znajdują się w różnym stanie (często kiepskim), a ich przystosowanie do celów dłuższego pobytu, jakiego mogą potrzebować uchodźcy z Ukrainy będzie wymagało czasu i pieniędzy. „Mowa o czasie dłuższym niż dwa miesiące, przez które rząd chce wypłacać 40 zł dziennie osobom goszczącym uchodźców” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Autor/Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Sprzedaż kredytów w Polsce – luty 2022 r.

W lutym 2022 r., w porównaniu do lutego 2021 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej tylko kredytów gotówkowych o (+5,5%). Spadek o (-35,4%) odnotowały limity w kartach kredytowych, kredyty mieszkaniowe (-24,3%) i kredyty ratalne (-7,3%). W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość w dwóch produktach kredytowych: w kredytach gotówkowych (+4,7%) oraz ratalnych (+1,4%). Natomiast o (-18,1%) spadła wartość przyznanych limitów w kartach kredytowych i o (-14,4%) kredytów mieszkaniowych.

W relacji do stycznia 2022 r. w lutym 2022 r. banki udzieliły mniej dwóch rodzajów produktów kredytowych. Spadki odnotowały kredyty ratalne (-22,8%) oraz kredyty mieszkaniowe (-10,0%). Również w ujęciu wartościowym w porównaniu do stycznia 2022 r. banki udzieliły w lutym 2022 r. niższą wartość tych dwóch produktów: kredytów ratalnych (-4,0%) oraz kredytów mieszkaniowych (-11,4%). Dodatnią dynamikę m/m, zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym, odnotowały kredyty gotówkowe (+0,4% oraz +7,3%) oraz karty kredytowe (+7,4% oraz +8,7%).

W dwóch pierwszych miesiącach 2022 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku ujemne dynamiki w obu ujęciach odnotowały karty kredytowe (-32,9% oraz 15,5%) i kredyty mieszkaniowe (-13,8% oraz -1,8%). Dodatnie dynamiki r/r zanotowano w przypadku kredytów gotówkowych (+11,3% oraz 9,1%) a także ratalnych (+9,6% oraz +9,4%).

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie wnioski, BIK zawsze bierze pod uwagę trzy ważne aspekty metodyczne.

Po pierwsze, uwzględnia specyfikę produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank. Zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu. Zatem w przypadku tych produktów, lutowa akcja kredytowa jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w lutym 2022 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet do dwóch miesięcy od złożenia wniosku, w związku z tym, sprzedaż kredytów mieszkaniowych w lutym 2022 r. jest efektem wniosków składanych w grudniu 2021 r. i styczniu 2022 r.

Po drugie, oceniając wartość akcji kredytowej w lutym 2022 r. w porównaniu do lutego ubiegłego roku, musimy pamiętać, że w lutym 2021 r. nadal obserwowaliśmy spadki zarówno liczby, jak i wartości udzielanych kredytów gotówkowych także w porównaniu do lutego 2019 r. oraz lutego 2020 r.

Po trzecie, duże problemy ze spłacaniem kredytów mogą w pełni zmaterializować się w odczytach Indeksów Jakości dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty, co wynika z ich konstrukcji, ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni.

Kredyty gotówkowe w dobrej formie – wzrost liczby i wartości

Dodatnie lutowe odczyty dynamiki rocznej w kredytach gotówkowych o 5,5% w ujęciu liczbowym i o 4,7% w ujęciu wartościowym trzeba odebrać pozytywnie. Częściowo jednak dodatnie dynamiki są efektem niskiej bazy z lutego zeszłego roku.

– W dwóch pierwszych miesiącach br. kredyty gotówkowe we wszystkich przedziałach kwotowych odnotowały dodatnie dynamiki w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku. Tym razem to jednak nie kredyty wysokokwotowe, jak to miało miejsce w całym 2021 r., ale niskokwotowe są głównym motorem napędzającym wzrosty. Odnotowały one najwyższe dodatnie dynamiki akcji kredytowej zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym. Dynamika kredytów niskokokwotowych tj. z dwóch przedziałów kwotowych do 5 tys. zł oraz 5-10 tys. zł wyniosła odpowiednio (+19,4% L) i (+15,3% W) oraz (17,8% L) i (17,2% W). Kredyty z tych dwóch przedziałów odpowiadają za 9,3% wartości sprzedaży w okresie styczeń-luty 2022 r. W ujęciu liczbowym udział kredytów z tych dwóch przedziałów to już prawie połowa liczby udzielonych kredytów gotówkowych w dwóch pierwszych miesiącach 2022. Stąd dynamika w całym segmencie kredytów gotówkowych w ujęciu liczbowym jest wyższa niż wartościowym – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Po słabszym styczniu, w którym już od wielu lat obserwujemy tzw. „efekt stycznia”, w lutym pomimo tego, że stopy procentowe po czterech podwyżkach wróciły do poziomu sprzed 9 lat, a rynek oczekuje dalszych podwyżek, kredyty gotówkowe odnotowały w ujęciu m/m dodatnie dynamiki. W mojej opinii to jednak nie wysokość stóp procentowych będzie determinować zainteresowanie kredytami, w tym kredytami gotówkowym w najbliższych miesiącach, lecz wojna w Ukrainie. Trzeba bowiem pamiętać, że w lutowej sprzedaży nie widać jeszcze pełnego wpływu działań wojennych. To dopiero marcowa sprzedaż pokaże nam pełen obraz – puentuje prof. Rogowski.

Lekka zadyszka w kredytach ratalnych

W lutym 2022 r. kredyty ratalne odnotowały wzrost r/r w ujęciu wartościowym (+1,4%), ale spadek w ujęciu ilościowym (-7,3%).

– Podobnie jak w przypadku kredytów gotówkowych, dynamiki sprzedaży kredytów ratalnych mają zróżnicowany charakter dla różnych przedziałów kwotowych. W ujęciu liczbowym najwyższe dodatnie dynamiki w okresie styczeń – luty 2022 r. w porównaniu do stycznia – lutego 2021 r. dotyczą kredytów ratalnych do 1 tys. zł. (19,1%). W ujęciu wartościowym za dodatnie dynamiki odpowiadają kredyty z najwyższych przedziałów kwotowych: 5-10 tys. zł (+15,2%), a powyżej 10 tys. zł (+9,2%). Kredyty ratalne z tych dwóch wysokokwotowych przedziałów mają 61,7% udział w całej wartości udzielonych kredytów ratalnych – stwierdza główny analityk BIK.

Średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w lutym 2022 r. to 4 998 zł i jest ona wyższa niż w lutym rok temu o 9,4%.

Dla kredytów gotówkowych, średnia wartość udzielonego kredytu w lutym 2022 r. wyniosła 22 024 zł – to spadek o 0,8% w stosunku do lutego 2021 r.

Obserwowany przez BIK co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych), w oparciu o BIK Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na bardzo niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – lutowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych wynosi 1,12%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Lutowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wynosi 3,61%.

– W porównaniu do lutego 2021 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych polepszyła się (spadła) o 0,88 pkt proc. Od jedenastu miesięcy w ujęciu m/m Indeks polepsza się (spada), co niewątpliwie jest sygnałem bardzo pozytywnym, informującym o spadku ryzyka kredytowego tych kredytów. Na uwagę zasługuje również bardzo niski odczyt Indeksu dla kredytów ratalnych. W okresie 12-miesięcznym wartość Indeksu polepszyła się (spadła) o 0,05 p.p. Jednak z uwagi na trzy czynniki ryzyka, tj. ryzyka stopy procentowej, ryzyka pojawienia się stagflacji oraz ryzyka geopolitycznego, w kolejnych miesiącach należy bardzo uważnie obserwować poziom ryzyka kredytów ratalnych i gotówkowych – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe – nieoczekiwany negatywny czynnik psychologiczny może dodatkowo pogłębić spadki akcji kredytowej

W lutym br. w porównaniu z lutym 2021 r., na rynku kredytów mieszkaniowych wystąpił duży spadek liczby (-24,3%) oraz wartości (-14,4%) udzielonych kredytów. Średnia wartość udzielonego kredytu mieszkaniowego wyniosła 345,08 tys. zł i była wyższa w ujęciu rocznym o 13,1%, co odpowiada w przybliżeniu średniej rocznej dynamice wzrostu cen nieruchomości.

Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych, określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego w okresie styczeń – luty 2022 r. widać duże zróżnicowanie.

Dodatnie dynamiki dotyczyły jedynie kredytów z przedziału powyżej 500 tys. zł, w ujęciu liczbowym (+36,5%) i wartościowym (+41,4%). W pozostałych przedziałach kwotowych dynamika liczby i wartości udzielanych kredytów mieszkaniowych jest ujemna.

– Dla kredytów mieszkaniowych luty 2022 r. był słaby. A w ujęciu liczbowym nawet zły, bowiem w porównaniu do lutego 2021 r. banki udzieliły aż o 24,3%, a do lutego 2020 r. o 24,6% mniej kredytów mieszkaniowych. Jest to spowodowane przede wszystkim spadkiem liczby osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy, co obserwowaliśmy już od kwietnia zeszłego roku. Trend spadkowy popytu na kredyty mieszkaniowe zaczął się więc jeszcze przed rozpoczęciem cyklu podwyżek stóp procentowych. Głównym powodem był wówczas wzrost cen nieruchomości, co przy 20% wkładzie własnym powodowało wzrost kwoty zaciąganego kredytu, a tym samym część potencjalnych kredytobiorców utraciła zdolność kredytową. Trend ten jeszcze przyśpieszył od października 2021 r., kiedy to RPP po raz pierwszy podniosła stopy procentowe. Obecnie jesteśmy już po pięciu podwyżkach. Ostatnia marcowa nie znalazła jeszcze, bo nie mogła, swojego odzwierciedlenia w akcji kredytowej. Podwyżki stóp procentowych jeszcze bardziej obniżają zdolność kredytową. Do tego dochodzą działania KNF. Już w lipcu zeszłego roku KNF nakazał bankom ograniczyć okres kredytowania do 25 lat, który jest uwzględniany do liczenia zdolności kredytowej. W marcu br. doszły jeszcze dwa działania, tj. zwiększenie z 2,5 do 5 p.p. bufora na zmianę wysokości stóp procentowych uwzględnianego przy liczeniu zdolności kredytowej oraz wzrostu wysokości kosztów utrzymania uwzględnianych w algorytmie liczenia zdolności kredytowej. Dodatkowo poziom DSTI (relacja środków przeznaczanych na obsługę zobowiązań kredytowych i innych zobowiązań finansowych do dochodu kredytobiorcy) przy niższych dochodach został ustanowiony na poziomie 40%, a przy wyższych – na 50%. Wszystkie te czynniki negatywnie wpłyną na poziom zdolności kredytowej, istotnie ją obniżając. I na koniec ostatni element – niepewność związana z wojną w Ukrainie. Ten zestaw w mojej opinii będzie miał ogromny negatywny wpływ na rozmiary akcji kredytowej w kolejnych miesiącach – komentuje prof. Rogowski i dodaje, że w ujęciu wartościowym sytuacja również nie jest dobra. Wyniki lutego są niższe zarówno w porównaniu do lutego 2021 r. (-14,4%), jak i lutego 2020 r. (-9,1%).

– Rynek kredytów mieszkaniowych odnotowuje spadki również w ujęciu wartościowym. Wiąże się to z ujemnymi dynamikami kredytów ze wszystkich przedziałów kwotowych, poza wysokokwotowym (500 tys. zł). Spada również średnia wartość udzielonego kredytu w porównaniu do stycznia br. o (-1,5%). O takim negatywnym scenariuszu tj. spadku liczby osób wnioskujących i spadku średniej kwoty udzielanego kredytu ostrzegałem już w wielu komentarzach w zeszłym roku – stwierdził prof. Rogowski.

– W mojej opinii kolejne miesiące będą jednymi z ciekawszych w całej historii polskiego rynku kredytów mieszkaniowych, bowiem na wartość akcji kredytowej będzie łącznie oddziaływać kilka negatywnych zjawisk. Oprócz wyżej wymienionych dochodzi dodatkowo element rynku nieruchomości. Przez stopy procentowe ograniczony będzie nie tylko popyt lewarowany, ale również gotówkowy – potencjalny wzrost atrakcyjności mi.in. depozytów bankowych. Dużą niepewnością w obliczu obecnej sytuacji geopolitycznej obarczone są decyzje inwestorów instytucjonalnych związanych z inwestowaniem w polskie nieruchomości. Z drugiej strony, wzrosty cen materiałów budowalnych i robocizny jeszcze pobudzone sytuacją w Ukrainie, w tym odpływem 30% pracowników z budów, to czynniki, które przełożą się na wzrost kosztów wybudowania PUM (Powierzchni Użytkowej Mieszkalnej). Jak w tej sytuacji zachowają się deweloperzy? Już w 2021 r. obserwowaliśmy spadek liczby wydanych pozwoleń na budowę. Reasumując, jeżeli spadkowi popytu będzie towarzyszyć spadek podaży na podobnym poziomie, ceny nieruchomości ustabilizują się. W przypadku, gdy podaż spadnie mniej niż popyt to ceny nieruchomości powinny spaść. Jednak, gdy spadek podaży będzie większy niż popytu, to ceny nieruchomości będą rosnąć. Trzeba więc obserwować sytuację na rynku nieruchomości. Bowiem oba rynki tj. rynek mieszkaniowy i kredytów mieszkaniowych bezpośrednio na siebie oddziałują – puentuje prof. Rogowski.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w lutym 2022 r. wyniósł 0,57%. W ostatnich 12 miesiącach (od lutego 2021 r. do lutego 2022 r.) jakość portfela nieznacznie pogorszyła się, o czym świadczy wzrost Indeksu o (+0,03 p.p.).

– Jak już sygnalizowałem w komentarzach do wcześniejszych Newsletterów czynnikiem, który może niekorzystnie w przyszłości wpłynąć na jakość portfela kredytów mieszkaniowych są podwyżki stóp procentowych. Bowiem prawie cały portfel złotowych kredytów mieszkaniowych to kredyty na zmienną stopę. Efekt będzie jednak opóźniony. Wzrost oprocentowania nastąpi bowiem po trzech (WIBOR 3M) lub 6 miesiącach (WIBOR 6M). Jeżeli dodamy do tego jeszcze konieczność wystąpienia opóźnień powyżej 90 dni to negatywny efekt może pojawić się dopiero na jesieni. Szczególnie na obniżenie jakości narażone będą kredyty zaciągnięte w okresie historycznie rekordowo niskich stóp procentowych przez pojedynczych kredytobiorców, którzy dodatkowo posiadają do spłaty inne zobowiązania. Wyższym poziomem ryzyka będą prawdopodobnie charakteryzować się również kredyty wysokokwotowe powyżej 1 mln zł oraz kredyty osób z wysoką wartością wskaźnika DSTI – powyżej 50%. Z uwagi na wojnę wzrósł również kurs franka szwajcarskiego, co powoduje wzrost wysokości raty, tak więc i w tym przypadku mamy podwyższony poziom ryzyka kredytowego – ostrzega prof. Rogowski.

Karty kredytowe – nadal nie ma powrotu do sytuacji sprzed pandemii

W lutym 2022 r. banki wydały 37,9 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 301 mln zł.

– W lutym 2022 r. pomimo efektu niskiej bazy sprzed roku, nadal utrzymują się ujemne odczyty zarówno w ujęciu liczbowym (-35,4%), jak i wartościowym (-18,1%). W ujęciu liczbowym ujemne dynamiki dotyczą wszystkich przedziałów kwotowych. Wartościowo dodatnią dynamiką charakteryzowały się jedynie limity kartowe udzielone na ponad 10 tys. zł (+6,8%). Należy pamiętać, że limity kartowe są po kredytach gotówkowych drugim najbardziej ryzykownym produktem kredytowym. Choć wartość Indeksu Jakości w lutym br. wyniosła 3,13%, to w ujęciu rocznym wartość Indeksu polepszyła się o (-0,12 p.p.) – mówi prof. Rogowski z BIK.

Transport ma do spłaty prawie 2,2 mld zł zaległości i znów znalazł się na rozdrożu

Branżę transportową znów czeka trudny czas. Wojna w Ukrainie może postawić część firm pod ścianą. Wyzwań nie brakuje, rosnące ceny paliw, zakłócenia w łańcuchach logistycznych, brak rąk do pracy oraz ryzyko opóźnień w regulowaniu zobowiązań przez zleceniodawców. I to wszystko w sytuacji, gdy już teraz branża ma do spłaty prawie 2,2 mld zł zaległości wobec banków i kontrahentów – wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK.

Najpierw pandemia, która szczególnie w początkowej fazie mocno pogorszyła sytuację branży transportowej, a teraz wojna w Ukrainie, która w swoich skutkach może okazać się jeszcze bardziej dotkliwa. Transport zwykle jako pierwszy odczuwa negatywne skutki wszelkiego rodzaju zawirowań, tym razem dostał naprawdę silny cios.

Jak wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK, szczególnie pierwszy rok pandemii dał się branży we znaki. Jej zaległości wzrosły wówczas o prawie 111 mln zł. Ale już w 2021 r. sytuacja się poprawiła. Od stycznia 2021 do stycznia 2022 przeterminowane zobowiązania wobec dostawców i banków nawet nieznacznie zmalały, choć większość innych branż zanotowała spore wzrosty. – Na utrzymanie tego pozytywnego trendu nie ma już jednak większych szans. Transport zawsze stoi na pierwszej linii działalności gospodarczej, na którą szczególnie silnie wpływają zmiany i komplikacje na rynkach międzynarodowych. Tak było w 2020 roku, gdy pandemia COVID-19 przynosiła kolejne lockdowny i tak będzie teraz – zaznacza Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Widać to zresztą po wynikach badań na temat obaw przedsiębiorstw przed skutkami wojny. W branży transportowej lęki są największe, 4 na 10 firm bierze nawet pod uwagę upadłość, wśród wszystkich firm są to trzy na 10 – dodaje.

Dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK pokazują, że o ile w pierwszym roku epidemii COVID-19, ale też przed pandemią zaległości sektora Transport i gospodarka magazynowa rosły o wiele bardziej niż ogółu przedsiębiorstw, to już później działo się coraz lepiej. W drugim roku koronakryzysu i na początku bieżącego roku, transport znalazł się wśród sektorów, których przyrost przeterminowanych zobowiązań wobec dostawców i banków wyhamował. Od stycznia 2021 do stycznia 2022, doszło nawet do nieznacznego spadku zaległości z 2,174 mld zł do 2,165 mld zł, ubyło też 261 firm niesolidnych dłużników i obecnie problemy z rozliczeniami ma 32 776 przedsiębiorstw transportowych. W rezultacie udział firm transportowych (aktywnych, zawieszonych i zamkniętych) niepłacących w terminie spadł w styczniu br. do 8,6 proc. z 8,9 proc. na koniec 2020 r.

Transport ma do spłaty prawie 2,2 mld zł zaległości i znów znalazł się na rozdrożu
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza BIK

Transport ma do spłaty prawie 2,2 mld zł zaległości i znów znalazł się na rozdrożu

Zdecydowana większość przeterminowanych zobowiązań Transportu i gospodarki magazynowej przypada na transport drogowy towarów – 1,66 mld zł. W tym przypadku też w ostatnich 12 miesiącach doszło do niewielkiego spadku wartości zaległych zobowiązań, o blisko 11 mln zł. Ale mimo tego ponad 11 proc. podmiotów o tym profilu działania ma opóźnienia w rozliczeniach z kontrahentami i bankami. Jest to jeden z najwyższych wskaźników ryzyka niedotrzymania terminu płatności wśród wszystkich sektorów, dwa razy wyższy niż w całej gospodarce. Zaległości ma 23 659 aktywnych, zawieszonych i zamkniętych przedsiębiorstw. Średnio na firmę przewożącą towary przypada obecnie 70 165 zł.

– Jeśli chodzi o skalę zaległości, to zmiany jakich doświadczył transport najlepiej pokazują, że gospodarka jest systemem naczyń połączonych. Zwykle większe kłopoty z zaległościami firm transportowych miały uzasadnienie w słabszej dyscyplinie płatniczej ich zleceniodawców. Niestety rosnąca inflacja i turbulencje związane z konfliktem nie wróżą tu niczego dobrego – przestrzega Sławomir Grzelczak.

Transport ma do spłaty prawie 2,2 mld zł zaległości i znów znalazł się na rozdrożu
Źródło: badanie Keralla Resarch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Na początku 2020 r., gdy zaległości transportu przyrastały gwałtownie, ponad połowa firm przewozowych skarżyła się na problemy ze ściąganiem należności pow. 60 dni od wyznaczonego terminu, w tym czasie w innych sektorach, firm posiadających tak niesolidnych klientów było ok. 30 proc. Wyjątek stanowił jeszcze handel, w którym 43 proc. zmagało się z należnościami przeterminowanymi o ponad dwa miesiące. – W zeszłym roku jednak odsetek firm transportowych doświadczonych przez niesolidnych kontrahentów spadł do 33-36 proc. I pod tym względem, w transporcie było już lepiej niż w handlu czy przemyśle. Przynajmniej częściowe uporządkowanie sytuacji w relacjach rozliczeniowych z klientami i większa ostrożność inwestycyjna w niepewnych czasach przełożyły się też na spadek zaległości. Ten rok dla transportu zapowiadał się jeszcze lepiej, bo ostatnio jedynie 28 proc. przedstawicieli tej branży miało kłopoty z kontrahentami ociągającymi się z przelewami, podczas gdy w handlu była to prawie połowaJednak w obliczu nowych wyzwań, szanse na utrzymanie się obserwowanego ostatnio pozytywnego trendu są znikome. Dlatego, warto na nowo z dużą uwagą podejść do tematu ściągania należności – radzi Sławomir Grzelczak.

FPP: Konstytucja Biznesu nie chroni przedsiębiorców. Trzeba wprowadzić ochronne zapisy do Kodeksu karnego

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że Konstytucja Biznesu nie chroni przedsiębiorców zgodnie z jej zapisami o domniemaniu uczciwości przedsiębiorcy oraz rozstrzyganiu wątpliwości na korzyść przedsiębiorcy. Niestety, urzędnicy w obawie przed odpowiedzialnością wynikającą z art. 231 Kodeksu karnego nie stosują korzystnych dla przedsiębiorców rozwiązań i niemal każda sporna sprawa trafia do sądu. Utrudnia to działalność gospodarczą i zwiększa niepewność prawną dla firm. Rozwiązaniem jest wprowadzenie zapisów Konstytucji Biznes do Kodeksu karnego i zwolnienie urzędników z odpowiedzialności, jeśli stosują te konkretne przepisy Konstytucji Biznesu.

FPP postuluje dodanie do Kodeksu karnego §5 w brzmieniu: „§5. Nie popełnia przestępstwa określonego w §1 i 3 funkcjonariusz publiczny, który, biorąc udział w przygotowaniu lub wydaniu rozstrzygnięcia w postępowaniu określonym ustawą, przekroczył uprawnienia lub nie dopełnił obowiązków przy ustaleniu stanu faktycznego lub treści normy prawnej wskutek usprawiedliwionego błędnego przekonania, że zachodzi wątpliwość podlegającą rozstrzygnięciu na korzyść przedsiębiorcy albo podatnika.”

„Istotny krok naprzód można wykonać przez zmianę Kodeksu karnego w kontekście odpowiedzialności urzędniczej. Obecnie bowiem dyrektywy zakodowane w Prawie przedsiębiorców – domniemanie uczciwości przedsiębiorcy oraz rozstrzyganie wątpliwości co do prawa na korzyść przedsiębiorcy – napotykają na barierę w postaci art. 231 Kodeksu karnego, czyli przestępstwa nadużycia władzy. Stąd propozycja uzupełnienia tego przepisu. W ten sposób można urzeczywistnić gwarancje zawarte w Prawie przedsiębiorców i sprawić, by urzędnicy podejmujący decyzje w indywidualnych sprawach przedsiębiorców zyskali autentyczną swobodę decyzyjną w ramach obowiązujących przepisów. Mówiąc wprost, by w razie powzięcia wątpliwości co do prawa nie obawiali się podjąć decyzji na korzyść przedsiębiorcy. Jeśli ta kwestia pozostanie nierozwiązana – nie będzie można winić urzędników za to, że zamiast podejmować decyzje domagają się przedstawienia kolejnych dokumentów, opracowań, ekspertyz czy oczekują na interpretację przepisów w celu rozwiania wątpliwości” – podkreśla Piotr Wołejko, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Ogólne założenia i kierunkowe rozwiązania „Konstytucji biznesu”, w tym katalog zasad takich jak „co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone” czy „domniemanie uczciwości przedsiębiorcy” były godne poparcia i słusznie uwzględniono je w ustawie – Prawo przedsiębiorców, stanowiącej trzon pakietu „Konstytucji biznesu”. Zasady te pozwoliły nieco wzmocnić pozycję przedsiębiorcy względem administracji państwowej różnych szczebli.

Polska musi przyspieszyć rozwój infrastruktury ładowania

Ponad 41 tys. punktów ładowania może funkcjonować w Polsce do 2025 r. To ok. 10 razy więcej niż obecnie (3,9 tys.). Impulsem do dynamicznego rozwoju rynku będzie m.in. wdrożony przez NFOŚiGW program dofinansowania do budowy ładowarek, jednak na znaczny wzrost ich liczby poczekamy co najmniej do roku 2023 – wynika z najnowszej edycji raportu PSPA „Polish EV Outlook 2022 r.”. Jak twierdzą eksperci, mimo rozbudowy sieci, przy ładowarkach już wkrótce mogą zacząć tworzyć się kolejki – w 2022 r. na 1 punkt ładowania będzie przypadać ok. 15 samochdów elektrycznych.Polska musi przyspieszyć rozwój infrastruktury ładowania (3) Polska musi przyspieszyć rozwój infrastruktury ładowania (3) Polska musi przyspieszyć rozwój infrastruktury ładowania (3)

Pod koniec lutego 2022 r. kierowcy samochodów elektrycznych w Polsce mieli do dyspozycji 2034 ogólnodostępne stacje ładowania (3963 punkty). Od początku roku uruchomiono 104 nowe ładowarki. W jakim tempie infrastruktura będzie rozwijać się w kolejnych latach? Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA) udziela odpowiedzi na to pytanie w najważniejszej w Polsce publikacji poświęconej rynkowi elektromobilności – „Polish EV Outlook 2022”.

W przyszłym roku liczba nowo oddanych do użytku punktów ładowania może sięgnąć 9 tys. Będzie to przede wszystkim konsekwencja odnotowywanego już od II połowy 2021 r., rosnącego popytu na usługi ładowania, a także wspierania rozbudowy infrastruktury ze środków publicznych oraz coraz mocniejszego zaangażowania na polskim rynku operatorów międzynarodowych, w tym koncernów paliwowych. Do 2025 r. sieć infrastruktury w Polsce będzie składać się z prawie 42 tys. punktów. Do końca 2022 r. spodziewamy się podwyższenia liczby EV przypadających na 1 punkt ładowania do ok. 15 pojazdów. Pod koniec 2021 r. ta proporcja wynosi 1 do mniej niż 11  – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

PSPA podkreśla, że uruchomiony w styczniu przez NFOŚiGW program subsydiów w 2022 r. nie wpłynie jeszcze na rynek w decydującym stopniu. W celu dynamizacji rozwoju sieci ładowarek Fundusz przeznaczył na dofinansowanie 700 mln zł (oraz 100 mln zł na infrastrukturę tankowania wodoru). Budżet naboru obejmującego ładowarki ultraszybkie (o mocy co najmniej 150 kW), został zarezerwowany zaledwie w dwa tygodnie.

Mimo funkcjonowania wsparcia operatorzy wciąż stają przed szeregiem poważnych wyzwań związanych m.in. z niedostępnością infrastruktury elektroenergetycznej odpowiedniej mocy (w tym na Miejscach Obsługi Podróżnych). Prowadzi to do konieczności ponoszenia znacznych kosztów dodatkowych na budowę takiej infrastruktury, które w niektórych przypadkach przewyzszaja kilkukrotnie nakłady na zakup i instalację stacji ładowania.

Warto również zwrócić uwagę na przewlekłość procedur przyłączeniowych do sieci elektroenergetycznej, która sprawia, że proces uruchamiania stacji ładowania w Polsce jest procesem długotrwałym. W przypadku urządzeń DC trwa średnio od 18 do 24 miesięcy, w niektórych przypadkach przedłuża się do 36 miesięcy. Dofinansowanie ze środków NFOŚiGW stanowi impuls do wdrażania nowych inwestycji, jednak bariery natury systemowej ograniczają skuteczność dopłat. Kompleksowa zmiana obowiązujących przepisów to jedno z najpoważniejszych wyzwań, przed którymi stoi obecnie polski sektor e-mobility, zwłaszcza w kontekście planowanej rewizji Dyrektywy 2014/94/UE i zastąpieniu jej rozporządzeniem, które nałoży na każde państwo członkowskie określone wymogi dotyczące rozbudowy sieci ładowarek  – podkreśla Maciej Mazur.

 

Mimo licznych ograniczeń, rozbudowa ogólnodstępnej infrastruktury ładowania w Polsce stopniowo przyspiesza, a sieć ładowarek rozwija się zarówno w ujęciu ilościowym jak i jakościowym. Operatorzy inwestują w coraz więcej ultraszybkich ładowarek DC, podwyższają moc funkcjonujących punktów, jak również instalują dodatkowe stacje w już wcześniej zajętych lokalizacjach.

 

W 2021 r. łączna liczba ogólnodostępnych stacji ładowania w Polsce powiększyła się o 42%. Co istotne, Polska nadal posiada jeden z największych udziałów stacji DC w Europie (30%). Stale rośnie  liczba ładowarek o mocy co najmniej 100 kW zlokalizowanych wzdłuż sieci TEN-T. W grudniu kierowcy EV w Polsce mieli do dyspozycji 74 takie urządzenia. Stacje ultraszybkie wiążą się  z najdroższymi jednostkowo inwestycjami, ale jednocześnie cieszą się zdecydowanie największym zainteresowaniem wśród kierowców samochodów elektrycznych. To sprawia, że wielu operatorów  w Polsce skupia się w coraz większym stopniu przede wszystkim na instalowaniu ładowarek prądu stałego – mówi Jan Wiśniewski, Dyrektor Centrum Badań i Analiz PSPA.

 

Jak wynika z najnowszej edycji „Polish EV Outlook” w ostatnim czasie zdecydowanie – do 88% – wzrósł odsetek ładowarek dostępnych odpłatnie. Podobnie, odnotowano wzrost udziału stacji funkcjonujących w ramach sieci 10 wiodących operatorów. Wynosi on już 61,1%. Liderem na krajowym rynku pozostaje GreenWay Polska z 16,8% udziałem. W pierwszej dziesiątce znajdują się również Energa Orlen, PKN Orlen, Tauron, NOXO, PGE, EV+, Revnet,  GO+EAuto oraz e.on. Ponad połowa – 57% – wszystkich ogólnodostępnych stacji ładowania w Polsce funkcjonuje w miastach liczących powyżej 100 tys. mieszkańców.

Ranking miast z największą liczbą ładowarek niezmiennie otwiera Warszawa. Kolejne pozycje zajmują: Gdańsk, Katowice, Poznań i Kraków. W podziale na województwa, najwięcej ogólnodostępnych stacji zlokalizowanych jest na terenie województwa mazowieckiego, śląskiego, pomorskiego, dolnośląskiego i pomorskiego. 39,5% ogólnodostępnych stacji ładowania w Polsce znajduje się na publicznych parkingach, 19% w obrębie galerii handlowych, 15,5% na terenach hoteli, a 11% na stacjach paliw. Zdecydowana większość (93%) stacji ładowania w Polsce otwarta jest 24 godziny na dobę, a 11% stacji DC zostało zlokalizowane w ramach sieci TEN-T – dodaje Jan Wiśniewski.

Polska znów z najniższymi stopami w regionie

Wczorajszy wzrost stóp procentowych na Węgrzech ponownie spowodował, że Polska ma niższe stopy nie tylko od Czechów, ale i od Węgrów. Co więcej, różnica jest tak duża, że utrzymując tempo, potrzebujemy dwóch podwyżek, by nadrobić dystans.

Ceny rosną na Wyspach

Poranny odczyt inflacji konsumenckiej z Wielkiej Brytanii pokazał nam dobitnie, dlaczego w zeszłym tygodniu podnoszono stopy procentowe. Biorąc pod uwagę wzrost cen o 6,2% w skali roku, czyli 0,7% więcej niż miesiąc temu i 0,3% więcej niż oczekiwania analityków, wciąż możemy mieć wątpliwości, czy wzrost o 0,25% nie był zbyt ostrożny. Z drugiej strony główny partner handlowy Brytyjczyków, czyli strefa euro, wciąż udaje, że problemu nie ma i prowadzi swoistą wojnę walutową. Jeżeli wyspiarze zbyt szybko podnosić będą stopy procentowe, to będą cierpieć z powodu nadmiernie umacniającego się funta. W rezultacie pomimo opuszczenia Unii Europejskiej dalej pozostają w pewnym sensie zakładnikiem jej polityki.

Bezrobocie bez zmian

Dzisiaj zgodnie z oczekiwaniami rynków zobaczyliśmy wynik bezrobocia na poziomie 5,5%. Nie są to jeszcze poziomy sprzed pandemii, kiedy to bezrobocie wynosiło zaledwie 5%, ale już dużo do tego nie brakuje. Tym bardziej biorąc pod uwagę opublikowany ostatnio wzrost zatrudnienia. Jeżeli tempo to się utrzyma, w te wakacje powinniśmy znowu znaleźć się na podobnych poziomach. Należy pamiętać, że w Polsce mierzymy bezrobocie rejestrowane. Na Zachodzie znacznie popularniejsza jest metoda BAEL. Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności odrzuca osoby zarejestrowane jako bezrobotne, ale nieszukające aktywnie zatrudnienia. W tej metodzie nagle bezrobocie spada w Polsce poniżej 3%.

Węgry podnoszą stopy procentowe

Wzrost stopy procentowej na Węgrzech nie powinien nikogo dziwić. W końcu spodziewali się tego właściwie wszyscy analitycy. Zdziwiła natomiast wysokość samej podwyżki. Wczoraj główna stawka wzrosła z 3,4% na 4,4%. Była to podwyżka wyższa od oczekiwań o 0,25%. Tym samym Węgry nie dogoniły naszego lokalnego lidera wzrostu stóp, którym są Czechy, ale brakuje im do poziomów z Pragi 0,1%, a nie 1% jak Polsce. Pokazuje to tylko, jak bardzo banki centralne boją się zwiększonej inflacji wywołanej nagłymi wzrostami cen paliw.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Czy deweloperzy będą waloryzować ceny mieszkań?

Prognozy inflacyjne dla polskiej gospodarki w 2022 roku nie napawają optymizmem. Szybko drożejące surowce energetyczne w połączeniu z zawirowaniami wywołanymi wojną w Ukrainie z dużym prawdopodobieństwem przełożą się na dalszy wzrost cen nieruchomości mieszkaniowych.

Inflacja w lutym nieco wyhamowała – według danych Głównego Urzędu Statystycznego wyniosła 8,5 proc. w ujęciu rocznym. W styczniu wskaźnik ten kształtował się na poziomie 9,4 proc. i był najwyższy od ponad 21 lat. Nie mamy jednak dużych powodów do optymizmu – spadek jest efektem działania uruchomionej 1 lutego rządowej Tarczy Antyinflacyjnej 2.0 i ma charakter tymczasowy. Ekonomiści są zgodni, że niebawem wrócimy do dwucyfrowych odczytów. Według prognoz Narodowego Banku Polskiego inflacja w 2022 roku wyniesie 10,8 proc., ze szczytem w III kwartale (12,1 proc.). Będzie to przekładać się na rosnące koszty materiałów budowlanych, a w konsekwencji również na ceny mieszkań.

Na trwające od miesięcy podwyżki stawek surowców energetycznych nakładają się ównież wydarzenia za wschodnią granicą. Dynamika działań militarnych, politycznych i gospodarczych utrudnia formułowanie długoterminowych prognoz dla segmentu nieruchomości, jednak już teraz można stwierdzić, że wojna w Ukrainie będzie miała dla niego wyraźne skutki. Według danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej w 2021 r. w sektorze budownictwa na podstawie tzw. oświadczeń o powierzeniu pracy i zezwoleń na pracę pracowało ok. 373 tys. Ukraińców (+21 proc. r/r), co stanowi blisko 80 proc. zatrudnionych w ten sposób osób z zagranicy. Od momentu wybuchu konfliktu tysiące pracowników z Ukrainy opuściły place budów. Podobna sytuacja ma miejsce w transporcie i logistyce, gdzie byli zatrudniani jako kierowcy. Po ustabilizowaniu sytuacji obywatele Ukrainy zaczną wracać do pracy, ale może dojść do opóźnień w realizacjach inwestycji, co z kolei wpłynie na powiększanie luki podażowej na rynku mieszkaniowym.

Kolejnym problemem będą także rosnące ceny materiałów budowlanych, które drożały jeszcze przed rosyjską agresją w Ukrainie. Według Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa czeka nas dalsza aprecjacja stawek ropy naftowej, miedzi, aluminium i rud żelaza, co przełoży się na wyższe koszty produkcji asfaltu, kabli i przewodów elektrycznych, wyrobów stalowych oraz konstrukcji aluminiowych. Drożejące surowce energetyczne zwiększą również stawki za produkcję materiałów oraz w istotny sposób podwyższą nakłady na eksploatację maszyn i sprzętu budowlanego. Nie bez znaczenia pozostanie fakt, że w ostatnich latach Polska importowała z Ukrainy, Rosji i Białorusi duże ilości stali, cementu i kruszyw do produkcji betonu.

Zarówno drożejące surowce energetyczne, jak i wojna w Ukrainie będą wywierać dodatkową presję na wzrost cen materiałów na polskim rynku i mogą utrudniać realizację niektórych inwestycji. Z pewnością nie pozostanie to bez wpływu na podaż i wycenę nowych lokali – mówi Andrzej Oślizło, prezes zarządu firmy deweloperskiej Develia.

 

W obliczu postępującej inflacji, rosnących kosztów wykonawstwa i związaną z nimi możliwością opóźnień na budowach deweloperzy mogą zabezpieczać się przed utratą rentowności inwestycji, wprowadzając do umów deweloperskich klauzule waloryzujące ceny mieszkań, oparte np. o oficjalne wskaźniki GUS. Nie jest to nowe rozwiązanie, ale do tej pory stosowano je sporadycznie. Należy się spodziewać, że w obecnych warunkach ekonomicznych będziemy się z nim stykać częściej. Develia nie ma w planach takiego posunięcia – ceny naszych projektów są stałe. Warto jednak pamiętać, że rosnące stopy procentowe wpływają nie tylko na zdolność kredytową potencjalnych nabywców, ale podwyższone zostają również koszty finansowania nieruchomości dla deweloperów. Przy tak dużej kumulacji czynników cenotwórczych – do inflacji, podwyżek stóp i drożejących materiałów dodałbym wprowadzenie w tym roku Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego oraz spodziewany istotny popyt na mieszkania ze strony ukraińskich uchodźców – 2022 będzie kolejnym rokiem, w których wzrosty cen lokali w ujęciu rocznym będą znaczące – dodaje Andrzej Oślizło.

Widmo ataku Rosji na Polskę, czyli jak zwiększyć zdolności obronne Polski „na cito”?!

Sytuacja na Ukrainie jest niepewna i może rozwinąć się w różnych kierunkach, włącznie z formą agresji rosyjskiej wobec Polski. Nie będzie to możliwe w perspektywie najbliższych tygodni czy miesięcy, biorąc pod uwagę, że około 75% całych rosyjskich wojsk lądowych i powietrznodesantowych jest obecnie zaangażowanych w atak na naszego sąsiada i siły te ponoszą ogromne straty. Ale niebezpieczeństwo może pojawić się w perspektywie roku, dwóch czy trzech. Gdyby do tego doszło, wówczas Siły Zbrojne Rzeczpospolitej musiałyby stawić czoła agresorowi niemalże z tym samym uzbrojeniem, które posiada obecnie, wzmocnione w relatywnie niewielkim stopniu dotychczasową modernizacją. Będzie to jednak kropla w morzu potrzeb.

Pojawia się więc pytanie: jak realnie poprawić obronność Polski nie w ciągu najbliższych lat, ale kilkunastu miesięcy? Wydaje się, że takie możliwości istnieją, ale w wielu przypadkach będzie trzeba odrzucić dotychczasową politykę pozyskiwania sprzętu najnowocześniejszego i najbardziej perspektywicznego. Wydaje się, że inwestycje powinny zostać przeprowadzone w następujących obszarach:

Kontynuacja zakupów istniejącej już krajowej broni i wyposażenia, do których istnieją już w Polsce gotowe linie produkcyjne (w przemyśle prywatnym i państwowym).

Polska dysponuje gotowymi rozwiązaniami w niektórych obszarach, z których większość już jest produkowana, więc nie ma potrzeby tworzenia linii produkcyjnych. Na większość z tego wyposażenia zamówienia zostały już złożone i trwa ich produkcja. Obecnie powinny nastąpić jednak działania mające na celu zwiększenie jej intensywności. Chodzi tutaj przede wszystkim o efektory, ponieważ w najbliższym czasie – biorąc pod uwagę pomoc amerykańską dla Ukrainy – Polska mogłaby w takiej sytuacji liczyć na pomoc z zakresu rozpoznania czy walki elektronicznej.

Chodzi więc o: przenośne systemy przeciwlotnicze (MANPADS) typu Piorun, z których część została niedawno przekazana Ukrainie, więc tym bardziej trzeba uzupełnić ich zapasy, a zapewne także zwiększyć nasycenie tego rodzaju uzbrojeniem. Systemy te uniemożliwiają swobodne działanie lotnictwa przeciwnika i śmigłowców, co oznacza, że nie byłby on w stanie prowadzić śmiałych operacji powietrznodesantowych, ani niszczyć polskich celów za pomocą tanich klasycznych bomb i musiałby do tego wykorzystywać kosztowną (i nieliczną) amunicję precyzyjną.

W oparciu o Pioruna przygotowywane są też wozy OPL Poprad, których produkcja dobiega już do końca, a także systemów OPL Pilica, których dostawy niedawno się rozpoczęły. W ich przypadku także można rozważyć zwiększenie zamówienia i skrócenie terminów dostaw oraz optymalizację kosztu i czasu dostaw. W Popradzie można byłoby np. rozważyć zmianę używanego obecnie ciężkiego pojazdu Żubr na lekki, gabarytowo odpowiadający HMMWV (ang. high-mobility multipurpose wheeled vehicle, czyli wielozadaniowy pojazd kołowy o wysokiej mobilności, potocznie Humvee). Być może wyrzutnie można byłoby montować nawet na posiadanych dzisiaj pojazdach opancerzonych, takich jak np. zakupione niedawno MRAP-y Cougar czy właśnie HMMWV.

Przyspieszenie powinno objąć produkcję dostarczanej od kilku lat z powodzeniem artylerii – modułów ogniowych z systemami armatohaubic 155 mm Krab (przede wszystkim) i moździerzy samobieżnych Rak. Artyleria, jak pokazał konflikt ukraiński, jest we współczesnych konfliktach głównym elementem zadającym straty nieprzyjacielowi. Radykalne zwiększenie jej produkcji w krótkim czasie nie będzie jednak możliwe (zwykle rocznie do służby oddawane są 1–2 moduły ogniowe Krabów i 2–3 moduły Raków, każdy po osiem wozów artyleryjskich plus pojazdy towarzyszące), stąd nacisk być może powinien zostać położony raczej na zapewnienie tym, które już są, skutecznej amunicji precyzyjnej i rozpoznania, które stanowią mnożnik wartości każdej posiadanej lufy i które mogą zostać dostarczone w dużej ilości. Rozważyć można też zakup precyzyjnej amunicji 155 mm za granicą, co powinno być dzisiaj wykonalne, biorąc pod uwagę, że armia ukraińska posiada artylerię kalibru 152 mm, więc nie otrzymuje amunicji 155 mm z zapasów naszych sojuszników.

Skuteczność artylerii zwiększają też rozpoznawcze systemy bezzałogowe. W Polsce wykorzystywane są systemy FlyEye krajowej produkcji (WB Electrionics) współpracujące z systemem artyleryjskim Topaz. Rozwiązania te są od pewnego czasu znów zamawiane. Jako stosunkowo niedrogie powinny zostać zamówione w dużej ilości i powinno to iść w parze z rozbudową ich linii produkcyjnej, zatrudnieniem personelu itp., tak aby osiągnąć optymalne nasycenie tym środkiem walki. Zwiększone zakupy FlyEye’ów mogłyby się odbyć np. kosztem zamówionych pod koniec ubiegłego roku bezzałogowców w ramach programu Wizjer. Ich dostawy rozpocząć się mają dopiero w 2024 roku, co pozwala powątpiewać w to, czy wyrób ten jest dopracowany (państwowy przemysł zbrojeniowy notuje już wielkie opóźnienia związane z większymi systemami bezzałogowymi programu Orlik). W dodatku linia produkcyjna Wizjera po prostu nie istnieje.

Zakupy w WB Electronics powinny objąć także rozwiązania z zakresu łączności (m.in. radiostacje Fonet), która w SZ RP kuleje (znów: jest to kolejny mnożnik możliwości sił zbrojnych), a także BBSP (amunicja krążąca) Warmate, oręż zdolny do niszczenia celów opancerzonych lub logistyki nieprzyjaciela z dużej odległości i w efektywny kosztowo sposób. Te ostatnie, podobnie jak FlyEye, są już w Wojsku Polskim, jednak w niewielkich ilościach. Co ciekawe złożono kiedyś zamówienie na 100 aparatów latających w 10 systemach plus 900 aparatów latających zapewne w 90 systemach w ramach pewnej opcji. Opcję tę warto teraz wykorzystać i pomyśleć o kolejnych zakupach, w tym także wraz z systemem działania Warmate’ów w roju w ramach tzw. systemu Wampir, a także o większym aparacie latającym – Warmate 2. Zamówienie powinno to zostać także złożone wraz z inwestycjami w rozwój linii produkcyjnych. Warto tutaj dodać, że wszystkie wymienione systemy są przetestowane bojowo, a duża część z nich jest obecnie używana na Ukrainie. Nasycenie Sił Zbrojnych Rzeczpospolitej Polskiej (dalej: SZ RP) amunicją krążącą można też zwiększyć zakupami w firmach amerykańskich (np. Switchblade) i ewentualnie izraelskich, pod warunkiem, że byłyby one w stanie dostarczyć swoje wyroby w krótkim czasie.

Kluczowa dla obrony Polski jest także obrona przeciwpancerna. W zakładach Mesko istnieje linia, na której można produkować na licencji kierowane pociski przeciwpancerne Spike. W SZ RP jest ich zbyt mało, ale jest to broń o dobrej opinii i – co ważne – jest już znana polskim żołnierzom. Wzmożona produkcja mogłaby przynajmniej częściowo zmniejszyć ten problem. Drugim rozwiązaniem jest krajowy, przetestowany już z sukcesem, choć jeszcze nie zamówiony, system przeciwpancerny rozwinięty przez Telesystem Mesko, który mógłby być produkowany w zakładach Mesko. Chodzi o niedrogi, naprowadzany laserowo system Pirat. Wątpliwości w kontekście szybkiego podnoszenia zdolności SZ RP budzi tutaj tylko czas, jaki musiałoby zająć przygotowanie do produkcji.

W Polsce jest też firma Lubawa posiadająca jedne z najlepszych na świecie, o ile nie najlepsze, wyniki, jeżeli chodzi o produkcję multispektralnych kamuflaży, chroniących żołnierzy i pojazdy przed wykryciem w spektrach podczerwieni. Rozwiązania te są kupowane dla SZ RP, udaje się je także eksportować. Ich zastosowanie, w przypadku masowego wyposażenia zwiększa zdolność sił własnych do przetrwania na polu walki, pozwala ukryć przemieszczenia wojsk, a także skutecznie przeprowadzać zasadzki, tak jak ma to miejsce na Ukrainie. Wydaje się, że masowe zamówienia kamuflażu multispektralnego mogłyby zostać zrealizowane w krótkim czasie ze względu na niskie skomplikowanie procesu produkcyjnego i istniejące zakłady gotowe do produkcji.

Modernizacja posiadanego uzbrojenia

Chcąc zwiększyć możliwości SZ RP w krótkim czasie, trzeba pamiętać, że produkcja wielu skomplikowanych rodzajów broni i wyposażenia wojskowego jest bardzo czasochłonna. Do tej kategorii sprzętu należą wszystkiego typu wozy bojowe, śmigłowce czy samoloty. Zamawianie fabrycznie nowego sprzętu tych klas w sytuacji, kiedy chcemy szybko podnieść zdolności obronne, mija się z celem. Zamiast tego można jednak położyć nacisk na modernizację lub modyfikacje posiadanych starych (przyznajmy – czasem nieprzyzwoicie wręcz starych) platform.

Chodzi przy tym nie o modyfikacje mające na celu podniesienie ich przeżywalności na polu bitwy (co jest czasochłonne i kosztowne), ale o zwiększenie ich możliwości ofensywnych. Chodzi tutaj o dozbrojenie w kierowane pociski przeciwpancerne (najlepiej produkowanych Polsce typów), a być może w lepsze uzbrojenie lufowe (armata automatyczna) sędziwych bojowych wozów piechoty BWP-1 (około 1000 w służbie), które dodatkowo powinny otrzymać nowoczesne środki łączności i kamery umożliwiające operowanie w nocy. Z kolei nowoczesne KTO Rosomak (też niemal 1000 w służbie) z wieżą Hitfist powinny zostać dozbrojone w kierowane pociski przeciwpancerne – bez oczekiwania na wieżę bezzałogową ZSSW-30, którą oczywiście należy wprowadzać równolegle. Dozbrojenie wież Hitfist w pociski Spike oferowała włoska forma Oto Melara (część grupy Leonardo).

Modernizację polegającą przede wszystkim na zintegrowaniu z kierowanymi pociskami przeciwpancernymi, a być może i innym uzbrojeniem (naprowadzane laserowo lekkie rakiety) powinny przejść też przynajmniej niektóre z posiadanych śmigłowców W-3 Sokół.

Przyspieszony powinien zostać program rakietowych niszczycieli czołgów Otokar-Brzoza, dla którego platformą powinny być istniejące już podwozia – KTO Rosomak (pozyskane np. z marnujących się wozów tego typu wykorzystywanych do przewozu piechoty z ppk, tzw. Spikobusów), BWP-1 albo transporterów z rodziny MT-LB. Tego rodzaju pomysły były już prezentowane przez polski przemysł jako tańsze przejściowe alternatywy dla tworzenia kosztownych niszczycieli czołgów od podstaw.

Można się też zastanowić nad zakresem prowadzonej obecnie modyfikacji około 330 przestarzałych czołgów T-72 prowadzonych w formie Bumar Łabędy. Wozy te powinny otrzymać skuteczniejszą amunicję, nowoczesne przyrządy celownicze i łączność, a także wzmocnione opancerzenie. W wielu zakresach podobnymi pracami można objąć wszystkie 233 czołgi PT-91 Twardy.

Zakup gotowego sprzętu wojskowego zagranicznego „z półki”

Na świecie pojawiają się co jakiś czas możliwości pozyskania uzbrojenia z demobilu bądź zapasów różnych państw. Często są to zakupy w okazyjnej cenie, choć sprzęt wymaga potem dużych nakładów eksploatacyjnych i trzeba ponieść duże nakłady pracy i środków, żeby zintegrować go z posiadanym już systemem logistycznym. W przypadku kiedy chcemy szybko zwiększyć zdolności Sił Zbrojnych, takie zakupy wydają się jednak celowe. W ostatnim czasie Polska dokonała kilku tego rodzaju inwestycji: w czołgi Abrams (które mają być dostarczone szybko, bo w oparciu o istniejące skorupy) i w MRAP-y Cougar. Cougary nie dość, że mają zostać dostarczone „od ręki” to dodatkowo jeszcze zostały zaoferowane Polsce przez Stany Zjednoczone w ramach EDA praktycznie za darmo (30 mln USD za 300 wozów).W celu szybkiego zwiększenia zdolności obronnych należy szukać tego rodzaju okazji (bardziej czasowych niż finansowych) w krajach zachodnich, a czasami samemu wychodzić z zapytaniami. Przykładowo Korpus Piechoty Morskiej USA wyłączył niedawno z użytku 27 nowoczesnych śmigłowców bojowych AH-1Z Viper i 26 śmigłowców pola walki UH-1Y Venom, a Departament Stanu nie ma dodatkowo co zrobić z 12 nowymi śmigłowcami Viper wyprodukowanymi kilka lat temu dla Pakistanu. Polska mogłaby zacząć starania o pozyskanie tych maszyn od ręki. Na rynku są też np. używane samoloty F-16AM/BM, które wycofują obecnie państwa europejskie. Są one podobne do polskich F-16C/D więc wdrożenie ich do służby mogłoby się odbyć relatywnie szybko (znacznie szybciej niż np. wzięcie używanych myśliwców Eurofighter starych wersji).

Polska dysponuje też dużą ilością sprzętu pancernego produkcji niemieckiej wraz ze stworzoną do niego logistyką. Pozyskanie pewnych elementów do tego systemu z demobilu takich państw jak: Niemcy, Austria, Holandia czy Szwajcaria także jest warte rozważenia. Ostatnio np. firma KMW oferowała Ukrainie kilkadziesiąt pojazdów obrony przeciwlotniczej Gepard, które ostatecznie nie zostały tam wysłane.W SZ RP brakuje także nowoczesnych granatników przeciwpancernych. W tym zakresie powinny być czynione próby jak najszybszego zakupu odpowiednich rozwiązań wraz z przeszczepieniem produkcji do kraju, szczególnie że jest to niedrogie uzbrojenie. Do rozważenia jest rozwiązanie przejściowe w postaci zakupienia nowocześniejszej amunicji do posiadanych obecnie w Polsce granatników RPG-7.

Model „francuski”

W ostatnich latach Francji udało sprzedać się na świecie liczne samoloty wielozadaniowe Dassault Rafale. Wiele z tych sukcesów eksportowych (do Grecji, Egiptu, Chorwacji) wynikało z tego, że Francuzi oferowali używane samoloty tego typu dostępne praktycznie „od ręki”. Zauważyli bowiem, że z powodu zaostrzającej się sytuacji międzynarodowej wiele państw chce otrzymać przynajmniej pierwsze samoloty jak najszybciej tak, aby móc rozpocząć przeszkalanie swoich pilotów i personelu technicznego. Dzięki temu maszyny tego typu znacznie szybciej będą mogły osiągnąć gotowość operacyjną.

Nie chodzi przy tym o namawianie do kupna samolotów Rafale, a o poszukiwanie podobnych modelów zakupu sprzętu. Ważne jest, by częścią transakcji było wypożyczenie jakiejś jego części od razu. Częściowo takim zakupem była polska inwestycja w bezzałogowce bojowe Bayraktar TB2, których pierwszy fabrycznie nowy zestaw ma trafić do Polski zaledwie półtora roku po zamówieniu i ten czas dostawy mógł być z polskiego punktu widzenia kluczowy.

Dzięki temu mógłby on zostać wdrożony do systemu obrony bardzo szybko i z czasem zostałby wymieniony na docelowy, fabrycznie nowy. Taki model, który nazywam „francuskim”, powinien dotyczyć wyposażenia, którego Polska nie będzie w stanie pozyskać w krótkim czasie – baterii obrony powietrznej średniego zasięgu Patriot (poza tymi dwiema, które zamówiono w pierwszej fazie programu Wisła i które pojawią się w Polsce już niedługo), baterie OPL krótkiego zasięgu Narew, ale np. także systemy ppanc Javelin czy czołgi Abrams starszych wersji z zapasów US Army.

Reasumując, istnieje wiele możliwości zwiększenia szybkości uzbrajania i modernizacji SZ RP, a część z nich już została uruchomiona w ubiegłym roku, co poskutkowało m.in. zaskakującymi dla branży zamówieniami zagranicznymi (Bayraktar TB2, Abrams, Cougar). Narzędzia te mogą zostać uruchomione jednak niekiedy kosztem programów długofalowych związanych z tworzeniem zaawansowanych technicznie i kosztownych produktów polskich, które nie doczekały się jeszcze rozpoczęcia produkcji seryjnej.

Maciej Szopa z Defence24.pl dla Warsaw Enterprise Institute

Hakerzy atakują kraje NATO z chińskich IP. Kto stoi za cyberatakami?

W zeszłym tygodniu doszło dynamicznego wzrostu cyberataków wymierzonych w kraje NATO, które pochodziły z chińskich adresów IP – informują eksperci ds. bezpieczeństwa cybernetycznego z Check Point Research. Analizując trendy przed i po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, badacze ustalili, że cyberataki z chińskich IP wzrosły o 116 proc. na kraje NATO oraz o 72 proc. na całym świecie.

Tygodniowa ilość wszystkich cyberataków pochodzących z chińskich IP, była w zeszłym tygodniu wyższa o 72 proc. w porównaniu do okresu przed rosyjską inwazją oraz o 60 proc. wyższa niż w pierwszych trzech tygodniach wojny. Jeszcze wyższy odsetek ataków zaobserwowano na kraje stowarzyszone w NATO – udokumentowano tu odpowiednio 116 proc. i 86 proc. wzrost. W przypadku Polski był to wzrost o 112 proc. względem okresu przed inwazją i o 110 proc. w porównaniu do pierwszych trzech tygodni wojny.

O tym, jak skuteczni potrafią być chińscy hakerzy, przekonał się w styczniu 2022 roku koncern medialny News Corp., wydawca dziennika „Wall Street Journal”. 20 stycznia br. atak dał hakerom dostęp do maili i dokumentów pracowników koncernu, w tym dziennikarzy. Zhakowano m.in. materiały Wall Street Journal, Dow Jones, New York Post, News Technology Services, News UK – napisał wydawca w mailu wysłanym do personelu.

Choć adresy IP wskazują na Chiny, to analitycy Check Point Research zaznaczają, że nie może przypisać cyberataków chińskim podmiotom cyberprzestępczym. Ich obserwacje mówią jedynie, że po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej hakerzy, zarówno w Chinach jak i spoza Chin, coraz częściej wykorzystują chińskie adresy IP jako źródło ataków.

– W miarę nasilania się konfliktu rosyjsko-ukraińskiego zaciekawiły nas cyberataki pochodzące z Chin, a w zasadzie z chińskich adresów IP. Należy podkreślić, że nie możemy dokonać atrybucji podmiotom chińskim, ponieważ w cyberbezpieczeństwie trudno jest ją ustalić bez dodatkowych dowodów. Jasne jest jednak to, że hakerzy wykorzystują chińskie adresy IP do przeprowadzania cyberataków na całym świecie, zwłaszcza w krajach NATO. Adresy IP są prawdopodobnie używane przez hakerów w Chinach i spoza granic Chin. Trend może mieć wiele znaczeń. Na przykład może pokazywać, gdzie obecnie łatwo lub tanio skonfigurować i operować pewnymi usługami lub gdzie najłatwiej ukryć prawdziwe źródła ataku. Może również wskazywać, w jaki sposób globalny ruch cybernetyczny jest obecnie kierowany – wyjaśnia Omer Dembinsky, kierownik grupy analizy danych w firmie Check Point Software.

Ponad 70 proc. Polaków nie zdecydowałoby się dziś na zmianę pracy – badanie Nationale-Nederlanden

Trwająca od blisko miesiąca wojna w Ukrainie niesie za sobą wiele implikacji dla światowej gospodarki – dotyczy to również Polski. Wszystko wskazuje na to, że w nadchodzącym czasie spore zmiany czekają także rynek pracy. Dostrzegają to nie tylko jego baczni obserwatorzy, ale sami pracownicy. Zgodnie z badaniem Nationale-Nederlanden przeprowadzonym kilkanaście dni po rosyjskiej napaści na Ukrainę, aż 84 proc. Polaków jest zdania, że wpłynie ona na sytuację związaną z zatrudnieniem w kraju. W obliczu tak dużej niepewności na świecie, tylko nieco ponad jedna czwarta odważyłaby się teraz na zmianę pracy.

Zmiana nastrojów na rynku pracy

Napięta sytuacja geopolityczna zasadniczo wpłynie na różne sektory gospodarki. Szacuje się, że w wyniku dużej fali migracji z Ukrainy do Polski może trafić nawet kilka milionów obywateli tego kraju – już teraz polską granicę przekroczyło ponad 2,1 mln uchodźców. Zdaniem ekspertów, ale także samych pracowników, może się to wiązać również ze zmianami na rynku pracy. Potwierdzają to wyniki najnowszego sondażu zrealizowanego na zlecenie Nationale-Nederlanden. Zdaniem 53 proc. zatrudnionych wojna w Ukrainie i związana z nią niepewność, wpłyną na ten obszar w znacznym stopniu. Niewielkich zmian w tym zakresie spodziewa się jedna trzecia pracowników, z kolei co dziesiąty uważa, że obecne okoliczności nie będą miały w ogóle przełożenia.

Z badania wynika również, że ze względu na trwający konflikt zbrojny w Ukrainie aż 71 proc. Polaków nie zdecydowałoby się aktualnie na zmianę pracy.  – Tocząca się za wschodnią granicą wojna to sytuacja, która również wśród Polaków budzi obawy o bezpieczeństwo – nie tylko osobiste, ale także to finansowe. Wielu z nas zaczęło zastanawiać się, jak może zabezpieczyć się na wypadek nieprzewidzianych okoliczności. Utrzymanie miejsca pracy, a co za tym idzie stałego źródła dochodu, wydaje się więc pierwszym działaniem w tym zakresie. To zrozumiałe, że aż tak wysoki odsetek respondentów deklaruje, że nie szukałoby dziś zatrudnienia w innej firmie. Równowaga i stabilizacja są tym, czego wszyscy dziś potrzebujemy – mówi Anna Kwiatkowska, menadżer ds. produktów grupowych i oferty benefitowej w Nationale-Nederlanden.

Polacy w wirze zmian zawodowych

Nie oznacza to jednak, że Polacy są niechętni do podejmowania nowych wyzwań. Zgodnie z wynikami badania przeprowadzonego przez Nationale-Nederlanden pod koniec ubiegłego roku, aż 63 proc. ankietowanych było wówczas zdania, że ludzie częściej niż jeszcze 5 lat temu decydują się na zmianę pracy. Co ciekawe, częściej na taką odpowiedź wskazywały osoby, które wykonują swoje obowiązki całkowicie zdalnie. Wśród nich odsetek wynosił 48 proc., podczas gdy wśród pracowników działających z biura było to 41 proc.

Wyższa płaca – nowa praca

Czynniki wpływające na to, że ludzie częściej zmieniają pracę są bardzo zróżnicowane, choć nie powinny budzić większych zaskoczeń. Zgodnie z wynikami badania motywacją do poszukiwania nowego miejsca zatrudnienia jest przede wszystkim ciągła potrzeba zwiększania zarobków. W obliczu rosnącej inflacji czy drożejących chociażby kredytów hipotecznych na taką odpowiedź wskazało już 62 proc. ankietowanych. Kolejnym aspektem, który skłoniłoby blisko 40 proc. Polaków do podjęcia nowych wyzwań zawodowych, jest nieustanna potrzeba rozwoju. Jedna trzecia zdecydowałaby się na nowe miejsce, gdyby oferowało ono lepsze świadczenia pozapłacowe.

Nie są to jednak jedyne czynniki, na które wskazali pod koniec ubiegłego roku respondenci. Już wtedy niemal co drugi ankietowany był zdania, że do zmian skłania także niepewna sytuacja na rynku pracy. Jednocześnie dla jednej trzeciej powodem było dotykające coraz większą grupę Polaków wypalenie zawodowe. Przeciągający się stan epidemiologiczny, długotrwałe przeciążenie obowiązkami, brak wsparcia przy trudnych zadaniach zbierają dziś swoje żniwo. Pracownicy cenią sobie pracodawców, którzy dają obietnicę poczucia stabilizacji i bezpieczeństwa – dodaje Anna Kwiatkowska.

***

W tekście powołano się na wyniki dwóch badań przeprowadzonych na zlecenie Nationale-Nederlanden. Pierwsze z nich zostało opracowane przez Smartscope na przełomie listopada i grudnia 2021 roku. Wywiady zrealizowano przy użyciu techniki CAWI na pracownikach w wieku 16+ (N = 1086). Drugie badanie zostało przeprowadzone przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych w dniach 11-12 marca 2022 r. W ramach badania ilościowego zrealizowano wywiady przy użyciu techniki CATI, na reprezentatywnej grupie dorosłych Polaków (n=1100).

IDEAS NCBR i Politechnika Łódzka podpisują umowę o współpracy

IDEAS NCBR oraz Politechnika Łódzka będą współpracować w zakresie edukacji nowego pokolenia specjalistów w obszarze sztucznej inteligencji. Umowa obejmuje utworzenie dodatkowych miejsc dla uczestników studiów doktorskich. Studenci wyłonieni we wspólnym procesie rekrutacji rozpoczną już jesienią b.r. naukę w Interdyscyplinarnej Szkole Doktorskiej PŁ i jednocześnie otrzymają wsparcie merytoryczne i finansowe ze strony IDEAS NCBR.

Zapotrzebowanie na dobrze wykształconych specjalistów IT, w tym tych, którzy specjalizują się w sztucznej inteligencji czy uczeniu maszynowym, od lat rośnie. Ich obecność na rynku pracy jest dziś konieczna, również w obszarach, które do tej pory nie były kojarzone informatyką. W ciągle zmieniającym się świecie i przy ciągłej presji modernizowania usług i produktów to od ekspertów technologii informacyjnych często zależy „być, albo nie być” firmy czy organizacji. Brak specjalistów ICT to olbrzymia luka, która wymaga zagospodarowania. Z tego powodu coraz więcej uczelni uzupełnia ofertę studiów o kierunki dedykowane sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowemu, czy decyduje się na interdyscyplinarną współpracę z uczelniami lub ośrodkami badawczo-rozwojowymi reprezentującymi odmienne dyscypliny lub profile działalności.

„IDEAS NCBR to powołany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ośrodek badawczo-rozwojowy, którego celem jest m.in. kształcenie nowego pokolenia naukowców zajmujących się sztuczną inteligencją oraz zapewnienie im atrakcyjnego środowiska do prowadzenia prac badawczych. Zależy nam, żeby kompleksowo spojrzeć na edukację młodych badaczy i wspierać ich zarówno w rozwoju naukowym, jak i biznesowym. Dopiero takie połączenie kompetencji pozwoli im na pełne wykorzystywanie potencjału, jaki posiadają jako przyszli wynalazcy przełomowych technologii, które znajdą zastosowanie w gospodarce” – mówi dr Remigiusz Kopoczek, p.o. dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Współpraca z uczelniami będzie oparta na zapewnieniu przyjaznych przyszłemu doktorowi warunków realizacji badań naukowych i mentoringu w trakcie trwania studiów doktorskich. Oferta skierowana jest do studentów zainteresowanych prowadzeniem badań w takich obszarach jak uczenie maszynowe, inteligentne kontrakty, robotyka, blockchain czy uczące się struktury danych. Celem współpracy jest zapewnienie studentom atrakcyjnych warunków edukacji, zarówno od strony finansowej, jak i merytorycznej. Studenci będą mogli realizować swoje projekty badawcze pod okiem promotora, przy jednoczesnym wsparciu zespołu ekspertów IDEAS NCBR. Praca lub staż w organizacji to szansa na uczestnictwo w projektach badawczo-rozwojowych, które mają praktyczne zastosowanie w różnych sektorach gospodarki,  a także na współautorstwo publikacji w prestiżowych czasopismach oraz wymianę informacji w międzynarodowym środowisku.

„Praca informatyków jest obecnie bardzo ekscytująca. Stają się oni częścią zespołów, które pomagają rozwiązać skomplikowane problemy – biznesowe, społeczne czy środowiskowe. Można powiedzieć, że zmieniają świat. Kompetencje z obszaru AI czy ML są wykorzystywane np. w branży medycznej, technologicznej czy finansowej. Aby tworzyć innowacje na skalę światową bez wyjeżdżania z kraju, Polsce potrzebni są wyedukowani specjaliści, których dziś jest zbyt mało. Współpraca IDEAS NCBR z uczelniami wyższymi ma na celu wsparcie w tworzeniu sprawnie funkcjonującego systemu AI w kraju. Dlatego tak cieszymy się, z podpisanej z Politechniką Łódzką umowy partnerskiej. To kolejny krok, który zbliża nas do budowy w Polsce światowej klasy ekosystemu innowacji w obszarze SI” – tłumaczy dr hab. Piotr Sankowski, prof. UW, prezes IDEAS NCBR.

Jednym z naszych strategicznych celów jest wzmocnienie pozycji naukowej uczelni w międzynarodowym środowisku akademickim. Technologie ICT, na których zapotrzebowanie jest dziś praktycznie w każdej branży, stanowią jeden z głównych priorytetów badawczych dla rozwoju Politechniki Łódzkiej, a rozwijamy go także w zakresie kształcenia. Nową propozycją w aktualnej rekrutacji jest kierunek Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe. Jednocześnie, w myśl przyjętej strategii, zdecydowanie wspieramy młodych naukowców, których potencjał jest szansą na rozwój innowacji ważnych dla polskiej gospodarki. Umowa z IDEAS NCBR przyczyni się kształcenia specjalistów na światowym poziomie. Chcemy wspólnie stymulować doktorantów do tworzenia rozwiązań istotnych problemów społecznych i gospodarczych. Ważną rolę przypisujemy włączaniu osób będących na początku kariery naukowej do prac badawczo-rozwojowych w obszarze sztucznej inteligencji i rozwiązań informatycznych dla ekonomii cyfrowej”– mówi prof. Krzysztof Jóźwik, rektor Politechniki Łódzkiej.

W ciągu najbliższych lat IDEAS NCBR zatrudni 200 naukowców, którzy będą prowadzili badania w ramach grup roboczych związanych z sektorami nauki i gospodarki takimi jak m.in.: medycyna, ekonomia, grafika komputerowa, robotyka czy rozszerzona rzeczywistość. Oprócz działań edukacyjnych, istotnym obszarem działalności spółki jest rozwijanie współpracy naukowców z biznesem oraz komercjalizacja wyników realizowanych projektów (np. przez współtworzenie spółek spin-out, w których badacze mogą zostać udziałowcami).

Europa szuka surowców, aby uniezależnić się od Rosji i zadbać o bezpieczeństwo energetyczne

Wojna w Ukrainie sprawiła, że Rosja, będąca do tej pory głównym dostawcą w sektorze ropy naftowej i gazu ziemnego, przestała być zaufanym partnerem dla rządów wielu państw. Kraje europejskie, w tym Polska, muszą szukać alternatyw, aby zachować bezpieczeństwo energetyczne. Nowe odkrycia złóż na Morzu Czarnym sprawiają, że Stary Kontynent może myśleć o dywersyfikacji dostaw tych surowców.

W latach 20. XX wieku Polska odgrywała istotną rolę na rynkach ropy naftowej i gazu ziemnego. Jednak wyczerpywanie się dojrzałych złóż tych surowców, a także ograniczone działania poszukiwawcze w połączeniu ze stale rosnącą konsumpcją napędzaną przez rozwój technologiczny, doprowadziły do coraz większego uzależnienia od importu. Ten prowadzony był głównie z Rosji, co biorąc pod uwagę obecną sytuację polityczną, stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. W 2020 roku zaledwie 3,6% zapotrzebowania zakładów produkcyjnych nad Wisłą zostało zaspokojone lokalnie. Jak podkreślają analitycy EMIS, Polska musi szukać nowych partnerów, a także przejść transformację energetyczną i przyspieszyć kluczowe inwestycje.

Złoża nie tylko w Rosji, nowe odkrycia w Europie

W Europie od wielu lat najważniejszą rolę w globalnym sektorze ropy naftowej i gazu ziemnego odgrywa Rosja. Na terenie tego kraju znajdują się jedne z największych na świecie rezerw węglowodorów, co czyni go głównym dostawcą surowców energetycznych na rynek globalny. Kraj produkuje dwa razy więcej ropy, niż potrzebuje do wewnętrznego użytku, a nadwyżkę tego surowca wciąż sprzedaje głównie do Europy i Azji. Komisja Europejska zaprezentowała plan szybkiego ograniczenia importu rosyjskiego gazu do państw wspólnoty. W wielu krajach trwa dyskusja jak uniezależnić lokalny rynek od dostaw z Rosji. Eksperci EMIS z ISI Emerging Markets Group podkreślają, że jest to stopniowy proces, który może przebiegać inaczej w poszczególnych gospodarkach. Przykładowo Bułgaria nie planuje przedłużenia długoterminowego kontraktu z Gazpromem, który kończy się już w lipcu tego roku. Z kolei rząd Niemiec przyznał, że całkowite uniezależnienie nie może nastąpić w jednej chwili, gdyż gospodarka tego kraju w ogromnym stopniu polega na rosyjskiej energii. Jak wynika z danych BP Statistical Review of World Energy, w 2020 r. aż 55% gazu było importowane właśnie z Rosji.

Twórcy raportu EMIS „Emerging Europe Gas and Oil Sector 2022/2023” wyróżniają inne kraje, które w najbliższych latach mogą zyskać na znaczeniu w sektorze naftowym i gazowym. Według ekspertów Rumunia jest jednym z najbardziej zasobnych w ropę państw w regionie CEE. Jednak pomimo szacunkowych 0,6 Bbbl ropy naftowej i 3,7 tcf rezerw gazu ziemnego na koniec 2020 roku, dojrzewanie złóż i niewystarczająca ilość przyrostu wydobycia węglowodorów, sprawiają, że kraj musi jeszcze wiele zainwestować, aby wzmocnić ten sektor gospodarki. Mimo to prezydent Klaus Iohannis stwierdził, że Rumunia jest gotowa zapewnić własną infrastrukturę, aby zdywersyfikować dostawy gazu ziemnego z wielu źródeł w Europie. W Turcji natomiast szacowane rezerwy ropy naftowej określono na poziomie 0,4 Bbbl, a gazu ziemnego 0,1 tcf na koniec 2020 roku. Perspektywy na wykorzystanie zasobów w celu zwiększenia lokalnej produkcji są obiecujące. Ponadto pod koniec sierpnia 2021 roku Turcja ogłosiła odkrycie pola gazowego Sakarya na Morzu Czarnym, co wraz z dodatkowymi rezerwami ujawnionymi w czerwcu tego samego roku zwiększyło szacunkowe złoża do 540 miliardów m3. Rozpoczęcie produkcji planowane jest na 2023 rok i po pełnym zagospodarowaniu może zaspokoić około 30% krajowego zapotrzebowania na gaz.

W 2016 roku spółki OMV Petrom i Exxon Mobil dokonały znaczącego odkrycia na Morzu Czarnym, co w 2026 roku ma wnieść do rumuńskiej produkcji 10 mld m3 gazu rocznie. Byłaby to niemal równowartość rocznego zużycia tego surowca w całym kraju. Z kolei amerykańska grupa Carlyle, poprzez swoją spółkę zależną Black Sea Oil and Gas, ma rozpocząć produkcję w ramach projektu Midia Gas Development Project na Morzu Czarnym. Szacuje się, że już w tym roku z tamtejszego złoża będzie się wydobywać miliard m3 gazu rocznie.

Nowe inwestycje w Polsce pomogą zyskać niezależność energetyczną

Polska jest obecnie jednym z państw o najniższym potencjale wykorzystywania złóż w Europie Wschodniej. Do lat 20. ubiegłego wieku odgrywała wiodącą rolę na Starym Kontynencie, jednak obecnie musi mierzyć się z wieloma problemami, które wpływają na jej pozycję na rynku. Dodatkowo, jesteśmy jednym z niewielu krajów w regionie, który nie posiada elektrowni jądrowej. W opinii ekspertów EMIS z ISI Emerging Markets Group sytuację w Polsce poprawiłyby między innymi nowe inwestycje w rozwój zasobów gazu ziemnego i ropy naftowej oraz rozbudowa mocy rafineryjnych i sieci gazowych.

Najważniejszym czynnikiem ograniczającym przemysł naftowy i gazowy w Polsce są małe udokumentowane zasoby konwencjonalne ropy naftowej i gazu ziemnego. W 2020 roku bowiem krajowe wydobycie ropy naftowej stanowiło zaledwie 3,6% dostaw do lokalnych rafinerii, a polski gaz ziemny zaspokajał jedynie około jednej czwartej zapotrzebowania. Niestety, oznacza to, że kraj jest w znacznym stopniu uzależniony od importu węglowodorów. Kolejną przeszkodę stanowi monopol w branży największych spółek państwowych. PGNiG posiada około 90% rynku wydobycia węglowodorów w Polsce, a dwie inne spółki państwowe, PKN Orlen i Grupa Lotos, są właścicielami wszystkich czterech polskich rafinerii. Transport oraz dystrybucja gazu ziemnego są także kontrolowane przez rząd, co tworzy bariery dla rozwoju konkurencji i zniechęca inwestorów do wejścia na rynek.

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) przewiduje, że do 2030 r. zapotrzebowanie na gaz ziemny w Polsce wzrośnie o 50%, do około 30 miliardów m3. Najsilniejszym motorem wzrostu może okazać się transformacja energetyczna Polski. Oznacza to m.in. przyłączenie do sieci nowych elektrowni gazowych. W tym celu spółka GAZ-SYSTEM S.A. do roku 2025 planuje wybudować ponad 2000 kilometrów gazociągów w zachodniej, południowej i wschodniej części Polski. Ponadto wdrożono przyspieszoną ścieżkę inwestycyjną dla budowy terminalu gazowego na Zatoce Gdańskiej.

Dalsze plany inwestycyjne, czyli rozbudowa krajowej sieci przesyłowej, będą stanowiły istotny wkład w rozwój europejskiego systemu, a co za tym idzie – mogą pomóc Polsce osiągnąć ważniejszą rolę w branży energetycznej, a także umożliwić uniezależnienie dostaw kluczowych surowców od decyzji politycznych. Polski rząd potwierdził plan przejęcia węglowych elektrowni przez Narodową Agencję Bezpieczeństwa Energetycznego. Wicepremier Jacek Sasin zapewnia, że Polska jest przygotowana na odcięcie dostaw gazu przez jednego ze światowych gigantów, a krajowe magazyny są obecnie zapełnione w 80%. Rząd przewiduje, że całkowite uniezależnienie od Rosji ma nastąpić do 2023 roku, kiedy wygaśnie kontrakt jamalski. Pomóc w tym ma budowanie infrastruktury, która zwiększy bezpieczeństwo energetyczne. Plany obejmują między innymi powstanie gazoportu w Świnoujściu czy zakończenie prac nad Baltic Pipe, siecią gazociągów z Norwegii. Głównym celem tej inwestycji jest umożliwienie zawarcia sojuszu energetycznego państw Unii Europejskiej. Uruchomienie przesyłu przez Baltic Pipe może nastąpić już w listopadzie bieżącego roku.

Źródło: Raport EMIS “Emerging Europe Gas and Oil Sector Report”

WIG-20 atakuje kluczowy poziom oporu

WIG-20 wznowił swój szturm na wyznaczaną przez jego „przedwojenne” dołki z listopada, grudnia, stycznia i lutego minima (w strefie poniżej poziomu 2200 pkt.). W ok. pół godziny po otwarciu zwyżkował o +1,1 proc. osiągając najwyższy poziom od 21 lutego (2145 pkt.).
Zwyżkowały – chociaż nieco słabiej niż WIG-20 – zaraz po otwarciu również pozostałe główne indeksy polskiego rynku akcji. Za wyjątkiem WIG-MEDIA (-0,86 proc.) zwyżkowały dziś rano wszystkie indeksy sektorowe GPW.

WIG-20 rósł dziś rano najsilniej wśród głównych europejskich indeksów (DAX +0,29 proc., CAC 40 +0,12 proc.).

Ciekawostką było osiągnięcie przez portugalski PSI 20 Index najwyższego poziomu od 2015 roku. Indeks ten właśnie osiągnął ważny poziom oporu wyznaczany przez jego szczyty z 2018 i 2021 roku.

Wcześniej na giełdach w Azji i Oceanii również przeważały wzrosty cen akcji (najsilniej – o 3 proc. – zwyżkował japoński Nikkei 225, który osiągnął najwyższy od połowy stycznia poziom.

Kontrakty na główne amerykańskie indeksy notowały dziś rano minimalne spadki.
Dziś rano cykliczne szczyty rentowności ustanawiały 10-letnie obligacje skarbowe w Australii, Południowej Korei i Singapurze. Rentowność amerykańskich 10-latek (2,39 proc.) była na początku dzisiejszych notowań najwyżej od maja 2019.

Drożała lekko ropa naftowa.

W okolicach najwyższego od 6 lat poziomu utrzymywał się kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena.

Lekko – o +0,2-0,3 proc. – drożały względem złotego USD i EUR.

Minimalnie spadała kurs BTC/USD, który nadal przebywał w obrębie 2-miesięcznej formacji „trójkąta symetrycznego”.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Vivid Games wybrało motyw przewodni dla nowego tytułu. Kolejna gra przeniesie użytkowników w świat walk karate

Zgodnie z ogłoszoną w listopadzie 2021 strategią, spółka planuje wydać w 2023 roku kolejną dużą grę własną, nawiązującej do serii Real Boxing 2. Tytuł będzie korzystał ze zbudowanej przez ostatnie lata wiedzy i doświadczeniu oraz danych analitycznych z Real Boxing 2. Zespół developerski rozwija obecnie prototyp, który powstał w ostatnich miesiącach.

W związku z zakończeniem pierwszego etapu prac koncepcyjnych chcemy zdradzić kilka szczegółów nowego projektu. Tytuł nie tylko wykorzysta przetestowane w Real Boxing 2 mechanizmy, ale przede wszystkim istotnie je rozwinie. Zdecydowaliśmy się postawić na karate jako temat przewodni. Pozostaniemy w uniwersum sztuk walki, ale jednocześnie unikniemy kanibalizacji Real Boxing 2. Otworzymy się też zarówno na nowych użytkowników, jak i możliwe do zaimplementowania IP. Mamy prototyp, który zespół developerski zaczął już rozwijać. Pracujemy nad tytułem, także od strony biznesowej i marketingowej. Weryfikujemy niestandardowe kanały promocji i możliwości implementacji w grze znanych IP.” – mówi Piotr Gamracy, członek zarządu Vivid Games.

Spółka zapowiada, że do czasu soft launchu gry będzie przekazywała publicznie tylko najbardziej istotne informacje dotyczące nowego tytułu.

Chcemy uniknąć szumu informacyjnego i w kolejnych miesiącach, do pierwszego SL, będziemy przekazywać tylko najbardziej istotne i potwierdzone kwestie związane z nową grą. Tytuł znajduje się obecnie we wczesnej fazie rozwoju, więc wiele aspektów koncepcyjnych czy technicznych może jeszcze ulec zmianie. Podsumowanie najważniejszych informacji zamieścimy w raportach okresowych. Naszym celem jest stworzenie dużego wysokiej klasy tytułu, którego potencjał komercyjny w pełni wykorzystamy”. – dodaje Piotr Gamracy.

PGE publikuje wyniki za 2021 rok – rekordowa EBITDA w Energetyce Odnawialnej

Grupa Kapitałowa PGE opublikowała wyniki finansowe i operacyjne za 2021 rok. Powtarzalny zysk EBITDA w 2021 roku wyniósł 8,1 mld złotych, czyli o 31 proc. więcej niż w roku 2020. Finalne rezultaty nie odbiegają istotnie od wcześniej opublikowanych wyników szacunkowych. Poprawa wyników finansowych jest przede wszystkim efektem zwiększonej produkcji i dystrybucji energii elektrycznej. Te z kolei były rezultatem dynamicznego odbicia polskiej gospodarki w 2021 roku wraz z równoczesnym wzrostem eksportu energii elektrycznej. Rekordowy wynik osiągnął segment Energetyki Odnawialnej, którego powtarzalna EBITDA wyniosła 1 mld złotych, czyli o 70 proc. więcej niż w 2020 roku.

W świetle agresji Rosji na Ukrainę oraz jej możliwych następstw, dobre wyniki wypracowane w ubiegłym roku przez Grupę PGE zyskują tylko na znaczeniu. Zwiększają one stabilność organizacji, która musi sprostać nowym wyzwaniom, równolegle z procesami transformacji energetycznej – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej – Ze szczególną satysfakcją prezentujemy rekordowe wyniki finansowe segmentu Energetyki Odnawialnej. Świadczą one o rosnącej roli, jaką pełnią odnawialne źródła energii w Grupie PGE – podkreśla Wojciech Dąbrowski.

Szczegółowe wyniki finansowe

W efekcie zdecydowanie wyższej produkcji ze źródeł konwencjonalnych segment Energetyki Konwencjonalnej wypracował powtarzalny zysk EBITDA na poziomie 2,6 mld złotych, czyli wyższy o 37 proc. w porównaniu z rokiem 2020.

Zwiększenie ilości dystrybuowanej energii elektrycznej o 6 proc. przyczyniło się do poprawy wyniku segmentu Dystrybucji. Wygenerował on 2,7 mld złotych EBITDA powtarzalnej, czyli więcej o 18 proc. w skali roku.

Segment Ciepłownictwa, pomimo wyższego zapotrzebowania na ciepło, wobec rosnących kosztów CO2 oraz gazu ziemnego, osiągnął powtarzalny zysk EBITDA na poziomie 0,8 mld złotych, co oznacza spadek o 9 proc.
w porównaniu do 2020 roku.

Powtarzalna EBITDA segmentu Energetyka Odnawialna wyniosła 1 mld złotych, co stanowi wynik o 70 proc. wyższy w odniesieniu do roku poprzedniego.

Powtarzalny wynik EBITDA segmentu Obrót wyniósł 0,9 mld złotych i był
o 42 proc. wyższy w skali roku, na co wpływ miała przede wszystkim niska baza 2020 roku.

Utworzony w 2021 roku segment Gospodarka Obiegu Zamkniętego osiągnął zysk EBITDA w wysokości 45 mln złotych.

Na poziomie EBITDA raportowanej Grupa PGE odnotowała wynik
w wysokości 9,5 mld złotych, na co główny wpływ miała zmiana szacunków rezerwy rekultywacyjnej, jako efekt rosnących rynkowych stóp procentowych, będących podstawą do kalkulacji wysokości rezerwy. Zdarzenie o charakterze niegotówkowym wsparło wynik raportowany o ok. 1,5 mld złotych.

Zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej w 2021 roku wyniósł 4 mld zł wobec 0,1 mld zł w 2020 roku. Nakłady inwestycyjne wyniosły ok. 4,7 mld złotych, wobec 5,5 mld złotych w porównywalnym okresie 2020 roku.

Poziom zadłużenia netto Grupy PGE wyniósł 4,2 mld zł, co oznacza wzrost
o 1,7 mld zł w stosunku do III kwartału 2021 roku. Wskaźnik zadłużenia netto w relacji do EBITDA (dług netto/ LTM EBITDA) wyniósł 0,44x.

Szczegółowe wyniki operacyjne

Łączna produkcja energii elektrycznej netto w 2021 roku w jednostkach wytwórczych PGE wyniosła 68,8 TWh, czyli o 18 proc. więcej niż w 2020 roku. Produkcja z węgla brunatnego wyniosła 37,2 TWh (o 25 proc. więcej r/r), z węgla kamiennego 24,3 TWh (wzrost r/r o 20 proc.), a z gazu ziemnego 4,2 TWh (mniej o 16 proc. względem 2020 roku). Łączna produkcja ze źródeł odnawialnych Grupy PGE utrzymała się pomimo gorszych warunków wietrznych na poziomie 2,3 TWh. Dodatkowo produkcja w elektrowniach szczytowo-pompowych wyniosła 0,7 TWh, o 9 proc. mniej niż w 2020 roku.

Wolumen dystrybuowanej energii elektrycznej wyniósł 37,7 TWh. Sprzedaż energii elektrycznej do odbiorców finalnych wyniosła 37,5 TWh, mniej o ok. 9 proc. w skali roku. Wolumen sprzedaży ciepła wyniósł 55,1 PJ, rosnąc o 13 proc. w porównaniu do 2020 roku.

Dane niefinansowe

W sprawozdaniu niefinansowym z działalności Grupy PGE za 2021 rok,
po raz pierwszy, PGE opublikowała szczegółowe dane dotyczące śladu węglowego Grupy, który został wyliczony w trzech zakresach – czyli obejmuje również emisje pośrednie związane z funkcjonowaniem PGE. Wypracowanie metodologii liczenia śladu węglowego jest wstępem do określenia precyzyjnych celów dekarbonizacyjnych Grupy PGE.

Znaczenie sprawozdania z działalności niefinansowej systematycznie wzrasta wraz z coraz szerszym zainteresowaniem opinii publicznej czynnikami ESG.

PGE jako lider zrównoważonej transformacji energetycznej szczególną wagę przykłada do wpływu swojej działalności na otoczenie – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej. – W obszarze społecznym szczególną uwagę przywiązujemy do transformacji regionów węglowych, aby zapewnić nowe perspektywy dla naszych pracowników i mieszkańców tych terenów.

Niezależnie od postępów w procesach inwestycyjnych, dekarbonizujących Grupę, dążymy do zwiększenia poziomu naszej świadomości klimatycznej, aby efektywnie działać w kierunku ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, a zarazem budować odporność organizacji na zmiany – dodaje Wojciech Dąbrowski.

Wojna obcięła obroty co piątej firmie

56 proc. firm uważa, że konflikt w Ukrainie i sankcje nałożone na Rosję oraz Białoruś będą negatywnie wpływać na ich kondycję finansową. W wielu przypadkach skutki są natychmiastowe, co piąte przedsiębiorstwo już musiało ograniczyć działalność, tyle samo boi się, że z czasem sytuacja zmusi ich nawet do zamknięcia. Nie jest dobrze, ale w porównaniu z odczuciami jakie towarzyszyły biznesowi na początku pandemii zdecydowanie lepiej. Wtedy od razu spadek sprzedaży odczuło 72 proc. podmiotów, 71 proc. musiało stawić czoła kłopotom z utrzymaniem płynności finansowej – wynika z badań w sektorze MŚP, zrealizowanych dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Firmy nie podniosły się jeszcze po pandemii, a już muszą obmyślać jak poradzić sobie z konsekwencjami wojny. Po trzech tygodniach od ataku Rosji na Ukrainę, większość z nich, 56 proc. (w tym 18 proc. zdecydowanie) jest przekonana, że nie uniknie negatywnych skutków konfliktu. Wojny boją się prawie wszyscy, zarówno powiązani z Ukrainą, Rosją i Białorusią (72 proc.), handlujący z innymi państwami (69 proc.) oraz działający wyłącznie na krajowym rynku (47 proc.). Bo wojna to również uderzające w biznes wzrost cen paliw, energii (76 proc.), problemy z dostępnością surowców, półproduktów (38 proc.) oraz droższe finansowanie i wzrost kosztów podwykonawców (po 31 proc.) – pokazują wyniki badania zrealizowanego przez Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Wojna obcięła obroty co piątej firmie
Źródło: badanie Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

W największym stopniu negatywnych skutków konfliktu obawiają się firmy transportowe i logistyczne (61 proc.), tuż za nimi zajmujące się budownictwem, usługami i przemysłem (57 proc.), stosunkowo najmniej handlowe, ale i tak jest to niemal co druga (48 proc.). W transporcie kłopoty pojawiły się zresztą bardzo szybko. Wielu ukraińskich kierowców by walczyć, zrezygnowało z pracy. Trudno też mówić o przewozach na Ukrainę, a obecnie coraz bardziej realne staje się ograniczenie dostaw towarów do Rosji i Białorusi. Odpływ pracowników natychmiast odczuły też firmy budowlane, o czym informowały publicznie, w badaniu jednak częściej na wakaty po ukraińskich pracownikach wskazywali przedstawiciele przemysłu i usług. Jeśli chodzi o region kraju, to największy stres towarzyszy obecnie przedstawicielom firm z Podkarpacia i woj. świętokrzyskiego, gdzie źle widzi perspektywy biznesu ok. 80 proc. sektora MŚP, ale już w drugim z graniczących z Ukrainą województw, woj. lubelskim jest to obawa jedynie 39 proc. przedsiębiorstw.

Co piątej firmie wojna zwolniła obroty

Już po trzech tygodniach konfliktu co piąta firma informuje też, że ze względu na wojnę, działa w ograniczonym zakresie. Główny problem to zerwanie łańcuchów dostaw, utrata klientów, pracowników oraz kłopoty z transportem i wzrost kosztów. Zakłócenia w misternie tworzonych powiązaniach to ryzyko, które już dotyczy części firm przemysłowych, a z czasem może dotknąć nawet połowę z nich, wynika z badania. Zerwane łańcuchy dostaw odbiją się też według ankietowanych na 43 proc. firm usługowych. Boi się tego też jedna trzecia ankietowanych z branży handlowej i budowlanej.

Z kolei utrata klientów z Ukrainy, Rosji czy Białorusi to głównie bolączka transportu, bo więcej niż co czwarta firma przewozowa ma lub za chwilę będzie miała mniej zleceniodawców, w przemyśle utratę kontrahentów prognozuje co piąta, a w handlu co dziesiąta. Wśród wszystkich badanych mikro, małych i średnich firm 19 proc. zadeklarowało, że ma powiązania z rynkiem ukraińskim, rosyjskim i białoruskim.

20 proc. boi się też upadłości

Reprezentanci aż 20 proc. przedsiębiorstw mówią, że mogą zostać zmuszeni nawet do zawieszenia czy zamknięcia działalności. – Wiele zależy od skali uzależnienia i powiązań, choć aż połowa firm przemysłowych deklaruje relacje z rynkami za wschodnią granicą, ich kierunki działania są na tyle zdywersyfikowane, że wojna nie zagraża tak bardzo ich istnieniu. Natomiast w części firm transportowych, których działalność mocno opierała się na krajach ogarniętych wojną i sankcjami, pojawił się ogromny problem. Niestety z czasem może się też okazać, że bezpieczni wydawałoby się kontrahenci również mogą być w jakiś sposób uzależnieni od Ukrainy, Rosji i Białorusi i negatywnie oddziaływać na swoich dostawców i zleceniodawców – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. Na razie ewentualność zamknięcia przewiduje co trzecia firma transportowa i co czwarta handlowa. Wśród przemysłowych, usługowych i budowlanych czarny scenariusz rozpatruje od 14 do 18 proc. badanych.

Ograniczenie inwestycji i redukcje zatrudnienia

Jeszcze więcej firm niż zamknięcie (20 proc.), bierze pod uwagę problemy z płynnością finansową, 29 proc. Myśl o tym, popycha przede wszystkim do zawieszania inwestycji (35 proc.) i poszukiwania nowych rynków zbytu (25 proc.). Przedsiębiorcy sięgną też po rezerwy (27 proc.), ale będą również ciąć koszty rezygnując z różnego rodzaju zakupów, które nie są niezbędne (23 proc.). Zapowiadają też zwolnienia pracowników (20 proc.) i podjęcie prób obniżek wynagrodzenia (10 proc.), szczególnie, że aż co szósta firma przewidująca kłopoty z powodu wojny, zakłada, że przetrwa ograniczając działalność (16 proc.). Inny, wcale nierzadki pomysł na ratowanie płynności to opóźnianie płatności faktur i rat kredytowych (13 proc.), a to już cios w płynność finansową innych firm. – Najczęstszą przyczyną powstawania zatorów płatniczych jest właśnie brak zapłaty, nie płacą mnie, nie zapłacę też innym. Tak powstaje zabójczy dla niektórych efekt domina, który może doprowadzić do upadłości – ostrzega Sławomir Grzelczak.

Wojna obcięła obroty co piątej firmie
Źródło: badanie Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

COVID-19 wystraszył bardziej

Patrząc na to, co się obecnie dzieje przychodzi na myśl szok jakim dla wszystkich, również dla biznesu okazała się pandemia. Porównanie panujących wówczas nastrojów i obaw firm z dzisiejszymi pokazuje, że COVID-19 budził zdecydowanie większy strach. W pierwszym tygodniu od ogłoszenia bardzo restrykcyjnego lockdownu w 2020 r., aż 71 proc. informowało, że działało w ograniczonym zakresie. Dziś, z powodu wojny jest to doświadczenie 20 proc. firm. Również ponad 70 proc. spodziewało się wówczas prędzej czy później problemów z płynnością finansową a blisko połowa rozważała zwolnienia pracowników. Teraz perturbacje z płynnością finansową to prognoza niecałych 30 proc., a zwolnienia 20 proc. Próbę na jaką wystawiła biznes pandemia najdobitniej pokazywały odpowiedzi o spodziewanej skali spadku obrotów, niemal co druga firma wskazywała, że obniżą się one o ponad 50 proc. W konsekwencji konfliktu wojennego, niższej sprzedaży o ponad połowę oczekuje 8 proc. badanych, a 18 proc. zakłada, że będzie to ubytek w granicach 25-50 proc.

– W czasie pandemii sytuację ratowały Tarcze Antykryzysowe, wakacje w spłacie rat kredytowych, nierzadko też leasingowych i przyspieszenie rozwoju handlu online oraz zdalnie świadczonych usług. W rezultacie nie sprawdziły się m.in. obawy o powszechną utratę płynności finansowej czy też część czarnych wizji na temat załamania się sprzedaży. Ostatecznie według naszych danych z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, w pierwszym roku pandemii, w 2020 zaległości ogółu przedsiębiorstw podwyższyły się nieznacznie, bo o 4 proc. do 33,5 mld zł. Choć oczywiście były wyjątki jak kultura i rozrywka, rolnictwo, działalność administracyjna i wspierająca (gdzie mieści się turystyka, administrowanie biurowcami, działanie firm sprzątających, czy agencje pracy) czy transport, którym to sektorom zaległości wobec kontrahentów i banków podwyższyły się od kilkunastu do 30 proc. – mówi Sławomir Grzelczak. – W minionym roku wzrost zaległości był już jednak znacznie wyższy i przekroczył 11 proc. Nie można też ignorować faktu, że cały czas jedna trzecia firm informuje, że nie odbudowała sprzedaży do poziomu sprzed pandemii. Warunki by to zrobić stają się coraz trudniejsze – dodaje.

Zawsze można też zyskać

Po dwóch latach funkcjonowania z COVID-19 – 11 proc. firm zwiększyło swoją sprzedaż, choć początkowo tylko nieliczni spodziewali się, że skorzystają na tej sytuacji (1,5 proc.). W przypadku wojny już na starcie 7 proc. przedsiębiorstw zintensyfikowało swoje działania. Budownictwo i transport wskazują, że na skutek odcięcia przez konflikt rynków wschodnich, zwiększyło się zainteresowanie zagranicznych kontrahentów przedsiębiorstwami z Polski. Z kolei usługom i produkcji przemysłowej pomaga wprowadzenie nowej oferty, na którą wojna tworzy zapotrzebowanie. Handel korzysta na większej sprzedaży i pozyskiwaniu nowych pracowników wśród uchodźców.

Badanie wykonane przez Quality Watch metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród przedstawicieli sektora MŚP (osoby zarządzające i kierownictwo firm). Próba: 321. Termin realizacji: 10-14 marca 2022 r.

Badanie wykonane przez Research and Grow metodą CATI na próbie mikro, małych i średnich firm – do 250 pracowników. Próba: 251. Termin realizacji 16-18 marca 2020 r.

Dane z sądów: Na razie fala upadłości lekko dryfuje. Eksperci ostrzegają: Najgorsze wciąż przed nami

Z danych sądów rejonowych wynika, że w ubiegłym roku wpłynęło do nich w sumie o około 18% mniej wniosków o ogłoszenie upadłości firm niż w 2020 roku. Jednocześnie pod koniec 2021 roku weszły w życie przepisy dotyczące Krajowego Rejestru Zadłużonych. Najwięcej ww. przypadków odnotowano w Warszawie, Krakowie i Poznaniu. Natomiast najmniej było ich w Elblągu oraz Piotrkowie Trybunalskim. Jednak eksperci prognozują, że nie ma co popadać w euforię, bo 2022 rok mimo wszystko będzie gorszy pod tym względem.

Upadające firmy

Jak wynika z danych pochodzących z sądów rejonowych, w 2021 roku wpłynęło do nich niespełna 4 tys. wniosków o ogłoszenie upadłości firm. W 2020 roku takich przypadków stwierdzono ponad 4,8 tys. Jednocześnie sądy zaznaczają, że zestawienia za ub.r. są niepełne, ponieważ 1 grudnia wszedł w życie Krajowy Rejestr Zadłużonych. Ministerstwo Sprawiedliwości podaje, że w okresie od 1 do 31 grudnia ub.r. w KRZ zarejestrowano 93 sprawy dotyczące ogłoszenia upadłości przedsiębiorstw.

– W mojej opinii, odnotowany spadek nie ma znaczącego związku ze wzrostem gospodarczym, jaki nastąpił wskutek zluzowania obostrzeń pandemicznych. Mniejsza liczba wniosków o ogłoszenie upadłości podyktowana jest ekonomicznym uzasadnieniem wyboru ścieżki oddłużenia. Przedsiębiorcy prowadzący jednoosobowe działalności gospodarcze decydują się na skorzystanie z instytucji upadłości konsumenckiej. Ponadto część właścicieli firm wybrało drogę restrukturyzacji w formie uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego – komentuje Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Z kolei jak stwierdza Piotr Bijański, prezes sieci kancelarii Twój Prawnik 24, jeśli przedsiębiorstwo znajduje się w trudnej sytuacji finansowej, to upadłość gospodarcza jest coraz rzadziej wybieranym rozwiązaniem. Ustępuje miejsca restrukturyzacji, która w wielu przypadkach jest bardziej korzystna. Firmy ogłaszające upadłość to zazwyczaj te, które nie mają dużych szans na to, aby ponownie zacząć przynosić zyski oraz się rozwijać. Ekspert też dodaje, że dla drobnych przedsiębiorców z niewielkim majątkiem istnieje również możliwość zamknięcia działalności i ogłoszenia upadłości konsumenckiej. Ale osoby, które nadal posiadają status przedsiębiorcy, nie mogą jej ogłosić.

– Dużą część przedsiębiorców stanowią osoby fizyczne prowadzące biznes w oparciu o wpis do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Po wyrejestrowaniu się z CEIDG, mają one ułatwioną możliwość ogłoszenia upadłości. W takiej sytuacji nie muszą korzystać z kłopotliwej i kosztownej procedury przewidzianej dla właścicieli firm – podkreśla Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Natomiast Łukasz Goszczyński zwraca uwagę na utworzenie Krajowego Rejestru Zadłużonych. Z założenia jest to korzystne dla stron postępowania upadłościowego. Elektronizacja tego procesu pozwoli dłużnikom i ich wierzycielom na łatwiejszy udział w sprawie, a także na większą kontrolę nad prowadzonym postępowaniem.

– Krajowy Rejestr Zadłużonych to nowoczesny i wygodny system, w którym jest możliwość przesyłania wniosków oraz dokumentów online. Jednak jeszcze chwilę musimy poczekać, aż zacznie funkcjonować tak, jak trzeba. Naprawdę wierzę, że znacznie ułatwi oraz usprawni proces upadłości, zwłaszcza w trudnej sytuacji pandemicznej – dodaje prezes sieci kancelarii Twój Prawnik 24.

Od kilku do kilkuset

W ubiegłym roku najwięcej wniosków o ogłoszenie upadłości firm wpłynęło do sądu w Warszawie – 526. Następnie w zestawieniu widać Kraków – 169, Poznań – 140, Katowice – 122 i Gdańsk – 106. Natomiast na końcu znajdują się takie miasta, jak Elbląg – 7, Piotrków Trybunalski – 13, Radom, Jelenia Góra i Gorzów Wielkopolski – po 14.

– Na obszarach działania sądów, do których wpłynęło najwięcej wniosków, jest większe skupienie firm. I to przekłada się na przedstawione statystyki. Z kolei tam, gdzie tego typu spraw było najmniej, działa relatywnie mniejsza liczba firm. Tym samym w tych rejonach jest niewiele firm niewypłacalnych – analizuje radca prawny Parol.

Jak podkreśla Łukasz Goszczyński, Krajowy Rejestr Zadłużonych nie jest pozbawiony błędów technicznych, które są na bieżąco usuwane. W ocenie eksperta, należy się spodziewać zwiększonej liczby wniosków o ogłoszenie upadłości w połowie br. Natomiast w całym 2022 roku może być ich więcej niż w ubiegłym roku. Zagrożone są firmy prowadzące produkcję rolną oraz z branży transportowej, przede wszystkim ze względu na wzrost obciążeń podatkowych, cen nośników energii i kosztów obsługi finansowania.

– Mam nadzieję, że wniosków o upadłość gospodarczą będzie z roku na rok coraz mniej. A jeśli zostaną złożone, to tylko jako ostateczność. Wynika to z faktu, iż coraz częściej i chętniej przedsiębiorcy korzystają z dobrodziejstwa, jakim aktualnie jest postępowanie o zatwierdzenie układu. Natomiast sytuacja gospodarcza w kraju w dalszym ciągu jest bardzo zła dla przedsiębiorców. Na pewno szeroko pojęte rolnictwo czy transport będą potrzebować rozwiązania, dzięki któremu można uzdrowić sytuację finansową danej firmy – mówi Piotr Bijański.

Zdaniem mecenasa Adriana Parola, z uwagi na obecną sytuację gospodarczą wzrośnie liczba wniosków o ogłoszenie upadłości, w szczególności spółek prawa handlowego. Będzie to dotyczyło firm z branży automotive i gastronomicznej z woj. małopolskiego, mazowieckiego i śląskiego. Według eksperta, wzrost upadłości będzie spowodowany dużą liczbą takich przedsiębiorstw w tych rejonach kraju, a także znaczącym pogorszeniem sytuacji gospodarczej oraz zachwianiem łańcuchem dostaw.

Centrum Medycyny Konopnej pozyskało nowego inwestora i członka zarządu

Fundusz WP2 Investments został nowym udziałowcem Centrum Medycyny Konopnej – placówki wyspecjalizowanej w świadczeniu usług w oparciu o terapie medyczną marihuaną. Do zespołu zarządzającego spółki dołączył nowy członek zarządu, Grzegorz Ciężadło – manager doświadczony w rozwoju innowacyjnych biznesów na rynku medycznym. To intensywny czas dla CMK, które w najbliższych tygodniach uruchomi pierwszą klinikę stacjonarną w Warszawie.

– Cieszymy się, że do grona naszych udziałowców dołączyło WP2 Investments – fundusz inwestujący w spółki i branże, dla których innowacyjność jest motywem przewodnim. Pozyskane środki pomogą nam realizować dalsze działania związane z rozbudową marki. Przeznaczymy je m.in. na rozwój technologii ułatwiającej terapię, promocję kliniki stacjonarnej w Warszawie oraz otwarcie kolejnych placówek, które planujemy uruchamiać w innych miastach w Polsce – mówi Konrad Gładkowski, prezes Centrum Medycyny Konopnej.

WP2 Investments kapitałowo i strategicznie wspiera firmy w ich rozwoju. Najczęściej prowadzą one działalność w branżach takich jak Fintech, Biotechnologia czy Zielona Energia.

– W Centrum Medycyny Konopnej innowacyjność, potencjał biznesowy i jakość kadry managerskiej- uzupełnia realna i bardzo istotna potrzeba społeczna. Dla naszego funduszu jest to kolejny ważny krok w stronę świadomego impact investing – podkreśla Wojciech Pysiewicz, Co-Founder WP2 Investments.

Centrum Medycyny Konopnej wkrótce zaprosi pacjentów do swojej pierwszej kliniki stacjonarnej, która zlokalizowana będzie w Mennica Residence przy ul. Grzybowskiej w ścisłym centrum Warszawy. Firma będzie też kontynuować swoją działalność online, oferując pacjentom tzw. telewizyty. CMK dysponuje zespołem lekarzy i specjalistów z różnych dziedzin medycyny, łączących doświadczenie lekarskie z misją świadomego i bezpiecznego udostępniania pacjentom nowoczesnych form terapeutycznych zwłaszcza w tych obszarach, gdzie tradycyjne formy leczenia nie są wystarczające.

Intensywny rozwój Centrum Medycyny Konopnej niesie ze sobą także zmiany w zarządzie spółki. Dołączył do niego Grzegorz Ciężadło, manager z wieloletnim doświadczeniem w sektorze ochrony zdrowia i farmacji, który poprzednio pełnił funkcję Dyrektora ds. Strategii, M&A i Innowacji w Grupie Scanmed. Nowy członek zarządu będzie odpowiadać za budowanie długoterminowej strategii rozwoju firmy, realizację planowanych inwestycji oraz nadzorowanie i optymalizację kluczowych procesów operacyjnych.

To dla mnie przyjemność wspierać tak ambitny i ciekawy projekt, jakim jest Centrum Medycyny Konopnej. Terapia z wykorzystaniem medycznej marihuany jest niezwykle skuteczna, zwłaszcza jeśli chodzi o zwalczanie objawów lub opóźnienie postępu wielu chorób. Już dziś zalecana jest w leczeniu pacjentów cierpiących m.in. na depresję, migrenę, zaburzenia lękowe, a nawet w przypadku osób zmagających się nowotworami czy też chorobą Alzheimera. Na bieżąco poznajemy jej nowe zastosowania i tą wiedzą chcemy dzielić się z pacjentami – mówi Grzegorz Ciężadło, członek zarządu Centrum Medycyny Konopnej.

W Polsce terapia medyczną marihuaną jest legalna od 2017 roku. W styczniu br. sejm skierował do dalszych prac jeden z trzech projektów ustaw zmierzających do uregulowania kwestii upraw i zbioru konopi innych niż włókniste w celu uzyskania surowca farmaceutycznego. Projekt zakłada umożliwienie uprawy marihuany medycznej przez instytuty badawcze znajdujące się pod nadzorem Głównego Inspektora Farmaceutycznego. Pojawił się w nim także postulat, aby dopuszczalny poziom stężenia THC w legalnych produktach z konopi wzrósł do 0,3%.

Z danych brytyjskiej firmy Prohibition Partners tworzącej opracowania o globalnej branży cannabis – wartość rynku marihuany medycznej do 2028 roku może wzrosnąć do nawet 2 mld euro.

Ceny OC w lutym 2022 r.

Eksperci już od pewnego czasu ostrzegają, że obecna sytuacja gospodarcza związana m.in. z inflacją zmusi ubezpieczycieli do podniesienia składek za OC dla kierowców. Nadzór finansowy również sygnalizuje, że będzie dbał o rentowność rynku OC, by nie dopuścić do kolejnego cyklu bolesnych wzrostów składek. Wbrew pozorom, to dobra wiadomość dla kierowców pamiętających gwałtowne podwyżki kosztów OC z lat 2015 – 2017. Na razie takie zmiany nie mają miejsca. Niemniej jednak, warto uważnie przyjrzeć się wynikom barometru cenowego Ubea.pl z drugiego miesiąca 2022 r.

W 2022 r. barometr nadal będzie obliczany tak samo

Eksperci porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl podobnie jak co roku, dopiero w marcu opublikowali pierwsze informacje na temat średniego miesięcznego kosztu ubezpieczeń OC dla kierowców. Takie postępowanie wynika z faktu, że styczniowy odczyt barometru jest zawsze identyczny i wynosi 100. Średnia składka OC ze stycznia obliczona na podstawie ponad 100 000 kalkulacji internautów, stanowi bowiem punkt wyjściowy dla wskazań barometru cenowego z kolejnych miesięcy. „Jeżeli zatem w jakimś miesiącu 2022 r. średni poziom składki OC (z ponad 100 000 indywidualnych wyliczeń) będzie o 3% większy od styczniowego wyniku, to barometr wskaże poziom 103” – tłumaczy Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Na rynku widzimy powolne wzrosty kosztów polis OC

Przed zaprezentowaniem lutowych danych warto wspomnieć, że średnia składka OC z grudnia 2021 r. (1218 zł) oraz stycznia 2022 r. (1219 zł) była praktycznie taka sama. To sugeruje brak poważnych zmian cenowych na przełomie roku. Lutowe wyniki potwierdzają, że później sytuacja zaczęła się nieco zmieniać. W lutym eksperci Ubea.pl zaobserwowali bowiem wzrost średniej składki OC o 1,0% (z 1219 zł do 1231 zł). „Na razie trudno wyrokować, czy ten jednomiesięczny kierunek zmian zostanie podtrzymany. Wskazuje na to jednak kilka czynników o charakterze zewnętrznym dla rynku ubezpieczeń OC” – mówi Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Prognozy inflacyjne są coraz bardziej niepokojące …

Na politykę zakładów ubezpieczeniowych w kwestii cen OC, na pewno może wpływać ogólny poziom inflacji. Od pewnego czasu widzimy, że prognozy inflacyjne stają się coraz bardziej niepokojące. W świetle oczekiwań analityków, prawdopodobna wydaje się inflacja na poziomie 9% – 11% zarówno w bieżącym, jak i następnym roku. Podwyżki stóp procentowych NBP będące odpowiedzią na ryzyko inflacyjne zapewniają ubezpieczycielom coraz wyższe zyski z lokat. Trzeba jednak pamiętać, że inflacja oznacza też wyższe koszty naprawy pojazdów. „Co więcej, od połowy 2022 r. ubezpieczyciele będą musieli likwidować szkody zgodnie z nowymi rekomendacjami KNF” – przypomina Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Eksperci Ubea.pl podkreślają również, że większa liczba pojazdów na polskich drogach (związana z napływem obywateli Ukrainy) prawdopodobnie przełoży się na wzrost liczby wypadków drogowych i stłuczek. W kontekście wypadkowości, znaczenie może mieć też malejące ryzyko epidemiczne, które zwiększy mobilność naszych rodaków. „Wszystkie wymienione czynniki podwyższają prawdopodobieństwo systematycznych wzrostów składek OC” – podsumowuje Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Źródło: porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl

Marcin Mandryk z awansem w globalnych strukturach Iron Mountain. Objął stanowisko Head of Sales Operations Europe & South Africa

Marcin Mandryk, dotychczasowy Sales Operations Executive CEE & Product Manager w Iron Mountain, objął nowe stanowisko w globalnych strukturach firmy. Z początkiem roku pełni funkcję Head of Sales Operations, będąc odpowiedzialnym za obszar całej Europy oraz RPA.

Marcin Mandryk jest związany z Iron Mountain od ponad 10 lat. Do firmy dołączył w 2012 r., obejmując stanowisko Business Development Managera odpowiedzialnego za sektor finansowy w Polsce. W tym okresie trzykrotnie został nagrodzony najważniejszym wyróżnieniem za efektywne działania sprzedażowe – Chairman’s Club. Bezpośrednio przed awansem pełnił funkcję Sales Operations Executive CEE & Product Managera, która umożliwiła egzekwowanie celów sprzedażowych wraz z jednoczesnym zarządzaniem i rozwijaniem portfolio produktowego.

W nowej roli Marcin Mandryk będzie kierował regionalnym zespołem ds. operacji sprzedaży w rejonie ESA (Europe & South Africa), będąc przy tym wsparciem dla działów handlowych funkcjonujących na lokalnych rynkach. Kluczowy obszar działania stanowi stymulowanie rozwoju organizacji poprzez zwiększanie efektywności sprzedaży.

Głównym celem zespołu pod moim kierownictwem jest dostarczenie danych, narzędzi i pełnego wsparcia dla regionalnych działów handlowych, odciążając je z obowiązków administracyjnych. Skupiając się na krytycznych dla dalszego rozwoju firmy działaniach, sprzedaż istotnie zwiększy swoją efektywność. Dążymy do zbudowania silnego partnerstwa, które doprowadzi do jeszcze lepszej współpracy między działami. Moim priorytetem jest również opracowanie strategii, w ramach której wdrożymy unifikację źródeł wykorzystywanych danych i standaryzację oceny wydajności – mówi Marcin Mandryk, Head of Sales Operations Europe & South Africa w Iron Mountain.

Marcin Mandryk jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Przed dołączeniem do Iron Mountain pracował dla firm, takich jak Nordea Bank, Expander Advisors i Polbank EFG. Posiada ponad 15-letnie doświadczenie w obszarze sprzedaży, głównie w branży technologicznej i usługowej. Specjalizuje się w zarządzaniu sprzedażą, procesami i projektami, a jego kompetencje w zakresie Product Managementu oraz Product Marketingu potwierdzają liczne międzynarodowe certyfikaty.

7 faktów na temat kondycji rynku magazynowego w Polsce w 2021 r.

W 2021 r. rynek magazynowy w Polsce zanotował kolejne imponujące wyniki w swojej historii. Wśród siedmiu najistotniejszych faktów znalazły się rekordowy wolumen transakcji inwestycyjnych, popyt i powierzchnia pozostająca w budowie. Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej na koniec grudnia 2021 r. wynosiły ponad 25 mln mkw., przy czym współczynnik pustostanów wskazał jedynie 3,72% w skali kraju. Firma AXI IMMO zachęca do zapoznania się z najnowszą publikacją „Raport: Polski Rynek Magazynowy w 2021 r.”

W 2021 r. ponownie byliśmy świadkami przesuwania się kolejnych granic dotyczących polskiego rynku magazynowego. Zanotowaliśmy kilka spektakularnych transakcji najmu na ponad 100 000 mkw., gdzie to znów segment e-commerce oraz operatorzy logistyczni okazali się najaktywniejszymi graczami. Dobra koniunktura na rynku sprzyja budowie nowych powierzchni magazynowych, przy czym rosnące od drugiej połowy 2021 r. koszty materiałów i wykonawstwa pośrednio wpływają na wzrost wyjściowych stawek czynszów. Polski rynek magazynowy w 2021 r. udowodnił, że każdy rekord może zostać ustanowiony na nowo i tego życzymy sobie również w 2022 r.,” mówi Anna Głowacz, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO.

  1. Duże transakcje portfelowe na rynku inwestycyjnym

Wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w 2021 r. wyniósł 5,9 mld EUR (+5% r/r). Sektor magazynowy odpowiadał za 53% całości popytu, co przełożyło się na kwotę około 3 mld EUR (+15% r/r). Najwięcej kapitału na polskie nieruchomości logistyczne i produkcyjne przeznaczyły fundusze azjatyckie (ok 30%) oraz amerykańskie. W strukturze popytu dominowały transakcje portfelowe. Wartym uwagi jest liczba zawieranych transakcji, która wzrosła o 40% w ujęciu rok do roku. Inwestorzy, jak przed rokiem byli najbardziej zainteresowani wieloformatowymi, w pełni wynajętymi magazynami zlokalizowanymi na największych rynkach. Stopy kapitalizacji dla takich inwestycji osiągnęły wartość 5,0-5,5% na rynkach regionalnych i 4,0-4,3% w rejonie Warszawy. Dużym zainteresowaniem cieszyły się także projekty z segmentu logistyki miejskiej oraz nieruchomości BTS/BTO. Wśród trzech największych transakcji znalazły się sprzedaż portfolio EQT Exeter do singapurskiego funduszu GIC (ok. 330 000 mkw.*), zakup nieruchomości Panattoni w ramach Projektu Phoenix (285 000 mkw.) przez amerykański fundusz Ares Management oraz sprzedaż przez Elite Partners Capital’s praw do portfela nieruchomości Elite Logistics Fund I (250 000 mkw.*), którego właścicielem został fundusz Blackstone.

  1. Popyt ponownie z rekordem

Całkowita aktywność najemców na koniec 2021 r. w ramach długoterminowych umów najmu osiągnęła wysokość 6,8 mln mkw. (+31% r/r). W okresie od stycznia do grudnia ubiegłego roku podpisano także 446 000 mkw. (-25% r/r) w ramach umów krótkoterminowych, co pozwoliło na uzyskanie rekordowego w historii całego rynku wolumenu na poziomie 7,25 mln mkw. Ponad 70% umów najmu zostało zawartych w pięciu głównych regionach magazynowych, gdzie najwyższą aktywność zarejestrowano w Warszawie i okolicach (1,2 mln mkw.), Poznaniu (1,12 mln mkw.) oraz na  Górnym Śląsku (1,1 mln mkw.).

 

  1. E-commerce napędza rynek magazynowy

Ponownie jak przed rokiem to najemcy z segmentu e-commerce oraz operatorzy logistyczni odpowiadali za ponad 50% całkowitego popytu. Wśród największych transakcji przekraczających 100 000 mkw. znalazły się dwie umowy podpisane przez Zalando (ponad 100 000 mkw. w Białych Błotach w parku Hillwood i ponad 140 000 mkw. w Bydgoszczy w parku Panattoni). Z kolei poufny najemca z segmentu e-commerce zdecydował się na wynajem 130 000 mkw. w Panattoni BTS Iłowa. Ponadto reprezentujący operatorów logistycznych DHL zajmie ok. 105 000 mkw. w budynku Panattoni BTS w Poznaniu (Żerniki).

  1. 25 mln mkw. powierzchni magazynowej w Polsce, wciąż z apetytem na więcej

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce na koniec 2021 r. wyniosły ponad 25 mln mkw. i był to wzrost o 26% rok do roku. Od stycznia do grudnia ubiegłego roku deweloperzy dostarczyli 2,8 mln mkw. (34% r/r), z czego najwięcej oddano na rynku górnośląskim (709 tys. mkw.), warszawskim (ponad 350 tys. mkw.) i w Polsce Zachodniej (336 tys. mkw.). Wśród największych zrealizowanych inwestycji znalazły się BTS Panattoni dla firmy Amazon (ponad 200 tys. mkw.), Hillwood Rokitno (112 tys. mkw.) oraz GLP Lędziny (111 500 mkw.). W 2021 r. znacząco wzrósł odsetek powierzchni spekulacyjnej w budowie (do ok. 50%), a wielkoformatowe projekty magazynowe zaczęły częściej powstawać poza głównymi rynkami regionalnymi.

  1. W drodze po 30 mln mkw.

Według zapowiedzi deweloperów na rynku magazynowym w budowie znajduje się 4,8 mln mkw. (+152% r/r), z których zdecydowana większość trafi na rynek w 2022 roku. Najwięcej nowej podaży powinno zostać oddane na Dolnym Śląsku (823 000 mkw.) Górnym Śląsku (780 000 mkw.), w Polsce Centralnej (770 000 mkw.), w Warszawie i okolicach (698 000 mkw.) oraz w Poznaniu (558 000 mkw.).

  1. Pustostany najniżej w historii

Niesłabnący popyt na powierzchnie magazynowe i logistyczne ponownie obniżył poziom pustostanów do 3,72% w skali kraju, przy czym to najniższy w historii wynik od III kw. 2018r., który wtedy osiągnął 4,3% całkowitych zasobów. Największą dostępnością powierzchni charakteryzują się regiony Górnego Śląska (7,8%, spadek o 2,4 pp. r/r),  woj. kujawsko-pomorskie (4,77%) oraz Warszawa i okolice (średnio 4,08% dla stref I-III). Na zakończenie 2021 r. w Polsce w ujęciu nominalnym znajdowało się ok. 961 000 mkw. wolnej powierzchni magazynowej. Najwięcej do wynajęcia od ręki znajduje się na Górnym Śląsku (345 000 mkw.), Warszawie i okolicach (234 000 mkw.) oraz w Polsce Centralnej (127 000 mkw.).

  1. Niewielki wzrost w wyjściowych stawkach czynszów

Od połowy 2021 r. zaobserwowaliśmy powolny wzrost wyjściowych stawek czynszów na rynku magazynowym. Wśród kilku powodów wskazuje się wysoki popyt, ograniczoną dostępność wolnej powierzchni, a także rosnące ceny materiałów i wykonawstwa. Średnie stawki w projektach typu big box wahają się w przedziale pomiędzy 3,0 – 3,9 EUR/mkw. na głównych rynkach, przy czym to wciąż Warszawa pozostaje najdroższą lokalizacją, w której czynsze zamykają się pomiędzy 4,9 a 5,3 EUR/mkw.

Prognozy

W 2022 r. polski rynek magazynowy może okazać się czasem wyzwań. Głównym czynnikiem, który będzie miał wpływ nie tylko na sektor, ale także na całą gospodarkę jest utrzymująca się wysoka inflacja. Wzrost kosztów materiałów oraz wykonawstwa mogą przyczynić się do wydłużenia terminu dostarczanej nowej podaży, przy czym spodziewamy się, że deweloperzy szybko znajdą rozwiązanie tej sytuacji. Rynek  będzie nadal stymulowany przez rozwój najemców z segmentów e-commerce oraz operatorów logistycznych, co wpłynie na optymalizację czasu dostawy towarów do odbiorców końcowych i budowę regionalnych centrów dystrybucji w byłych miastach wojewódzkich. Spodziewamy się także kontynuacji ekotrendów rozumianych jako spełnianie założeń i uwarunkowań ESG (eng. Environmental, Social and Corporate Governance) oraz dalszej zielonej certyfikacji budynków magazynowych.

*Część portfela, powierzchni magazynowa zlokalizowana w Polsce.

** Dane pochodzą z informacji uzyskanych przez AXI IMMO oraz podanych przez deweloperów.

Cła antydumpingowe na folię z Chin utrzymane

Od 11 marca 2022 Komisja Europejska przedłużyła na kolejne pięć lat cła antydumpingowe na import z Chin folii aluminiowej przeznaczonej do użytku domowego. Dochodzenie, które było prowadzone w tej sprawie wykazało dumping chińskich eksporterów, utrzymujący się mimo obowiązujących środków ochronnych. Gdyby UE zniosła te środki ochronny to przemysł unijny poniósłby ogromne straty – komentuje dr Izabella Tymińska, ekspert ds. ceł i handlu zagranicznego.

Cła antydumpingowe na sprowadzaną z Chin folię aluminiową przeznaczoną do użytku domowego zostają utrzymane na obecnym poziomie czyli 6,4 % i 30%. Ich nałożenie ma eliminować nieuczciwą przewagę cenową, jaką charakteryzował się bardzo popularny import tego produktu.
„Gdyby Komisja Europejska podjęła decyzję o zniesieniu tych środków ochronnych, to doprowadziłoby to do utraty przez unijne przedsiębiorstwa znacznego udziału w rynku przemysłu UE oraz zagroziłoby miejscom pracy i rentowności zakładów produkcyjnych w kilku państwach członkowskich UE” – tłumaczy dr Izabella Tymińska, ekspert ds. ceł i handlu zagranicznego.

Unia Europejska jest najbardziej atrakcyjnym rynkiem zbytu dla Chin jeśli chodzi o folię aluminiową, dlatego chińscy producenci angażują swoje wolne moce produkcyjne, aby zwiększyć eksport do UE. Komisja Europejska podaje, że w UE rocznie zużywa się folii aluminiowej do użytku domowego o wartości 200 mln euro.

Chińscy eksporterzy próbowali wcześniej obchodzić obowiązujące cła antydumpingowe w UE, modyfikując nieznacznie produkt lub wysyłając towary przez Tajlandię.

Jak wyjaśnia dr Tymińska – „Chińczycy łamali przepisy prawa wprowadzając naszych importerów w sankcje domiarowe”.

UE już w 2017 roku zajęła się tymi próbami obejścia ceł i rozszerzyła wówczas środki antydumpingowe na zmodyfikowany produkt, a w 2021 roku także na import produktu pochodzącego z Tajlandii w 2021 r.

Czy rynki zapominają o wojnie?

Od początku zeszłego tygodnia rynki akcji na świecie rosną. S&P500 wzrósł o 6,9 proc., WIG20 o 6,8 proc., a DAX o 3,8 proc. Czy rynki już przywykły do wojny na Ukrainie?

W zeszłym tygodniu oglądaliśmy największy giełdowy rajd w górę od listopada 2020 roku. Także w tym tygodniu ceny akcji utrzymują się na tym wyższym poziomie. Wzrosty dotyczyły zarówno USA, gdzie indeks S&P500 wzrósł od 14 marca do dziś o 6,9 proc., ale także innych rynków, w tym Polski. WIG20 w tym samym czasie wzrósł o 6,8 proc. Także niemiecki DAX zanotował wzrost o 3,8 proc.

Rynek w zeszłym tygodniu odczuł potrójną ulgę. Pierwsza dotyczyła decyzji FED o podwyżce stóp, zgodnie z oczekiwaniami o 0,25 p.p. Rynek od dłuższego czasu spodziewał się tej decyzji, obawiając się rozpoczęcia cyklu podwyżek. Teraz zareagował pozytywnie na realizację zapowiedzianego scenariusza, choć dalsze podwyżki stóp są prawie pewne, to ich skala w obecnej sytuacji jest trudna do oszacowania. Z jednej strony rosnąca inflacja, z drugiej jednak obawy o poziom wzrostu gospodarczego, dla którego obciążeniem pozostają wysokie ceny surowców oraz problemy w łańcuchach logistycznych. Pojawiają się obawy dotyczące pojawiania się stagflacji, podobnej do tej, jaka dotknęła USA w latach 70-tych XX wieku. Chwilowo jednak zwycięża narracja o zbijaniu inflacji i jastrzębim FED, co widać po poniedziałkowym wzroście rentowności amerykańskich obligacji. To pokazuje, że rynek spodziewa się, że podwyżki stóp mogą następować na każdym kolejnym posiedzeniu FED, do tego mogą pojawić się podwyżki o 50 p.b.

Druga ulga przyszła z Chin, gdzie indeks MSCI China wzrósł od 14 Marca o 16,3 proc. Jednak od początku roku nadal jest 15,5 proc pod kreską. Chiński rząd w końcu zdecydował się pomóc chińskim akcjom, które w zeszłym roku spadły o prawie 70 proc. wobec cen akcji w USA. A podobne spółki w Chinach były nawet o 50 proc. tańsze od ich amerykańskich odpowiedników. Wicepremier Liu He zapowiedział zakończenie presji administracyjnej na chińskie spółki technologiczne i nie tylko, a także rozwiązanie problemów ryzyka w branży deweloperskiej. Giełdzie pomaga także poprawiający się stan chińskiej gospodarki, co w połączeniu z niskimi wycenami stanowi o atrakcyjności chińskiej giełdy. Wzrosty w Chinach pozytywnie wpływają na wszystkie giełdy na Dalekim Wschodzie. A także na wybrane sektory, mocno zależne od sytuacji na chińskim rynku, np. dobra luksusowe czy e-commerce.

Trzeci element to fakt, że giełdy powoli przyzwyczają się do niepewności i ryzyk związanych z konfliktem na Ukrainie. Rynki wyczekują pierwszych efektów rozmów pokojowych, prowadzonych przez Ukrainę i Rosję, jednak stabilizują się, mimo braku jakichkolwiek pozytywnych efektów tych rozmów. Dotyczy to giełd na świecie, ale przede wszystkim giełdy w Warszawie, która na sytuacje za nasza wschodnią granicą jest najbardziej wyczulona. Giełda wydaje się umiarkowanie pozytywnie oceniać perspektywy gospodarcze do Polski, mimo zwiększonych wydatków budżetu na przyjęcie uchodźców oraz zbrojenia. Na przykład prawdopodobnie w ciągu najbliższych tygodni w polskich szkołach pojawi się 0,8-1 mln. nowych uczniów, co stanowi ogromny wysiłek logistyczny i finansowy, przy ogólnej liczbie 4,6 mln dotychczasowych uczniów. Rynek oczekuje jednak, że szybko dojdzie do odblokowania środków z Krajowego Programu Odbudowy, które zamiast na wsparcie firm po pandemii, trafią na wydatki związane z przyjęciem ukraińskich uchodźców.

Obecne wzrosty na giełdach najbardziej odczuły przecenione wcześniej spółki technologiczne oraz cykliczne spółki z rynku konsumenckiego (spółki samochodowe, nieruchomościowe, handlowe oraz entertainment). Nie ma jednak wątpliwości, że choć rynki rosną i są szczególnie wyczulone na pozytywne informacje, cały czas będziemy mieć do czynienia ze zwiększoną zmiennością. W przypadku wojny na Ukrainie rynki raczej przyzwyczają się do „nowej normalności” jaką jest wojna, niż wyceniają jakiekolwiek pozytywne informacje dotyczące konfliktu.

Dane rynkowe na dzień 22.03.2022 godz. 11:00

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Trei zwiększył wolumen inwestycyjny o 40% rok do roku do ok. 1,7 mld euro w 2021 r.

  • Wartość aktywów będących w zarządzaniu Trei pozostała na niezmienionym poziomie ok. 1,3 mld euro
  • Portfel Vendo Parków wzrósł z 31 do 39 aktywów, w tym 29 znajduje się w Polsce
  • Prawie 90 procent inwestycji w skali międzynarodowej stanowią budynki mieszkalne
  • Deweloper realizuje łącznie 6 000 mieszkań w Niemczech, Polsce i Stanach Zjednoczonych

Trei Real Estate, międzynarodowy deweloper i właściciel nieruchomości specjalizujący się w sektorach mieszkaniowym i handlowym, podsumowuje działalność w 2021 r. Łączna wartość portfela projektów deweloperskich firmy wynosiła 1,7 mld euro, co stanowi wzrost o 40% rok do roku (2020 r.: 1,2 mld euro). Na tę sumę składa się 1,5 mld euro w nieruchomościach mieszkaniowych i ok. 200 mln euro w obiektach handlowych. Wartość zarządzanych aktywów, pozostała na niezmienionym poziomie 1,3 mld euro. Z tego 1,2 mld euro przypada na portfel własny, natomiast około 100 mln euro zarządzanych jest w ramach zleceń podmiotów zewnętrznych.

W 2021 r. kontynuowaliśmy ekspansję, mimo że nadal utrzymywały się trudności spowodowane pandemią. Przygotowaliśmy szereg nowych projektów, a jednocześnie poczyniliśmy znaczne postępy w realizowanych obecnie inwestycjach mieszkaniowych. Rozwój naszej działalności zagranicznej przewyższa obecnie poziom inwestycji na rodzimym rynku niemieckim. W ostatnich latach rozpoczęliśmy wiele nowych projektów w Stanach Zjednoczonych oraz w Polsce, komentuje Pepijn Morshuis, CEO Trei Real Estate.

Rozwój budownictwa mieszkaniowego pozostaje głównym filarem strategii Trei
Portfel projektów deweloperskich dla nieruchomości mieszkaniowych wzrósł o 50% w porównaniu z rokiem poprzednim, do 1,5 mld euro. Deweloper aktualnie ma 6 000 mieszkań w fazie planowania lub w budowie. Najważniejszymi rynkami dla firmy Trei pod względem rozwoju budownictwa mieszkaniowego pozostają Niemcy, a następnie Stany Zjednoczone i Polska.

Osiedle Bacciarellego 54 we Wrocławiu

Szczególnie w drugiej połowie roku wzmocniliśmy obecność w Stanach Zjednoczonych, gdzie nabyliśmy nowe grunty i rozpoczęliśmy inwestycje mieszkaniowe. W 2021 r. dzięki projektowi w Charlotte ukończyliśmy i sprzedaliśmy nasz pierwszy projekt w u USA. Obecnie w budowie mamy trzy inwestycje wielorodzinne – w Charleston w Karolinie Południowej, w Charlotte, w Karolinie Północnej oraz Nashville w stanie Tennessee. Ponadto rozpoczęliśmy prace na czterech kolejnych działkach zlokalizowanych w Cary (Karolina Północna), Charleston/SC i Nashville/TN, dodaje Pepijn Morshuis.

W Niemczech projekt mieszkaniowy „Port-o-Prenz” w Berlinie, ukończony pod koniec 2020 r., zyskał komplet najemców. Kolejne dwie inwestycje w tym mieście, jedna przy Winsstrasse, a druga przy Fürstenberger Strasse, zostaną oddane do użytku pod koniec 2022 r. Łącznie te trzy projekty dostarczą około 550 mieszkań. Trei realizuje również inwestycje w Berlinie, Hamburgu, Moguncji, Monachium, Wiesbaden i Düsseldorfie, które są w fazie planowania lub w trakcie budowy.

Osiedle Kraft w Łodzi

Równocześnie firma kontynuuje ekspansję w Polsce, gdzie aktualnie realizuje dwie inwestycje mieszkaniowe. Pierwsza, zlokalizowana jest we Wrocławiu, gdzie w budowie jest już czwarty i ostatni etap osiedla Bacciarellego 54, a całość inwestycji dostarczy 277 mieszkań. Drugie osiedle mieszkaniowe – Kraft na łódzkim Teofilowie – zaoferuje 550 mieszkań. Deweloper rozpoczął tu drugi z czterech etapów budowy. Kolejne trzy projekty, zlokalizowane w Warszawie, Poznaniu i podwarszawskim Milanówku są w przygotowaniu.

„Widzimy w tym kraju duży potencjał. W ubiegłym roku rynek nieruchomości mieszkaniowych w Polsce pobił wszelkie rekordy. Popyt na nowoczesne mieszkania jest ogromny, podczas gdy podaż nadal jest raczej niewielka”, podsumowuje Pepijn Morshuis.

Dalszy rozwój w sektorze parków handlowych

Obok budowy nieruchomości mieszkalnych, projekty handlowe stanowią około 200 mln euro portfela deweloperskiego Trei. Firma aktualnie posiada 39 Vendo Parków w Polsce, Czechach i na Słowacji. W 2021 r. polska spółka Trei wybudowała, skomercjalizowała i otworzyła osiem Vendo Parków zlokalizowanych w Zielonce, Piekarach Śląskich, Koszalinie, Myśliborzu, Oświęcimiu, Inowrocławiu, Chorzowie i Radzyminie. Tym samym wzmocniła krajowe portfolio parków handlowych do 29 obiektów. Od listopada Trei rozwija część parków handlowych w Polsce wraz ze swoim partnerem joint venture, inwestorem Patron Capital Partners.

Parki handlowe, które budujemy pod marką Vendo Park pozostają ważnym elementem naszej strategii. Popyt na tego typu obiekty okazał się silniejszy niż oczekiwaliśmy, szczególnie w mniejszych miastach Polski. Choć wkrótce osiągniemy cel 50 Vendo Parków w naszym portfelu właścicielskim, czyli o 10 więcej niż pierwotnie planowaliśmy, to widzimy potencjał do dalszego rozwoju w Polsce. Planujemy budowę od 15 do 20 kolejnych Vendo Parków wraz z naszym partnerem Patron Capital, komentuje Jacek Wesołowski, dyrektor zarządzający, Trei Real Estate Poland.

W listopadzie ubiegłego roku Trei i Patron Capital utworzyły spółkę joint venture o wartości 140 mln euro na realizację nowych parków handlowych w naszym kraju. Z kolei w grudniu 2021 r. deweloper uzyskał finansowanie w wysokości 27,5 mln EUR od Pekao. Pozyskany kapitał dłużny jest przeznaczony na dalszą ekspansję firmy w Polsce, w tym na inwestycje mieszkaniowe oraz budowę Vendo Parków. Zabezpieczeniem kredytu jest siedem parków handlowych z portfela Trei zlokalizowanych nad Wisłą.

Istniejący portfel nieruchomości z naciskiem na Niemcy i Polskę

Aktywa zarządzane przez spółkę Trei Real Estate to 324 nieruchomości, których łączna wartość wynosi 1,3 mld euro. Większość z nich (prawie 80%) zlokalizowana jest w Niemczech i Polsce.

Rozliczenie kryptowalut w Polsce, a w innych jurysdykcjach podatkowych

Osoby obracające wirtualną walutą dobrze wiedzą jak duże problemy ze zrozumieniem charakteru tego obrotu mieli regulatorzy prawa w Polsce. Największym nonsensem było opodatkowanie podatkiem od czynności cywilnoprawnych każdego dokonanego obrotu. Twórcy tego regulacyjnego bubla przyznali się do błędu i poprawili prawo. Czy odpowiada ono na realia rynku i jest zadawalające dla handlujących bitcoinem zarówno profesjonalnie jak i amatorsko? A jak do rozliczeń kryptowalut podchodzi się w innych krajach?

Polski chaos regulacyjny

W marcu 2018 r. Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że przychód ze sprzedaży bitcoina należy zakwalifikować jako przychód ze sprzedaży praw majątkowych (sygn. akt II FSK 488/16). Już miesiąc później Ministerstwo Finansów wydało komunikat, w którym w ślad za wyrokiem NSA ogłosiło, że zgodnie z art. 7 ust. 1 pkt 1b i 2b ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych, każdorazowa sprzedaż lub zamiana kryptowaluty będzie podlegać 1% podatkowi od czynności cywilnoprawnych, tak jak podlega mu sprzedaż lub zamiana innych praw majątkowych.

Tyle, że ministerstwo nie rozumiało specyfiki obrotu wirtualną walutą. Charakteryzuje się on bowiem tym, że jedna osoba dokonuje jednego dnia nawet tysiące zautomatyzowanych transakcji, za każdym razem zarabiając, albo tracąc na kryptowalutowym handlu. Przy opodatkowywaniu 1% wartości obrotu każdej wymiany/kupna/sprzedaży bitcoina podatnik musiałby najpewniej dopłacać do swojego biznesu, bo tak ustalane obciążenia podatkowe wielokrotnie przekraczałyby wartość osiągniętego dochodu. Poza tym trudne do wyobrażenia byłoby składanie w urzędzie skarbowym deklaracji PCC z wykazanymi wielotysięcznymi transakcjami obrotu wirtualną walutą. Jednocześnie nie wolno zapomnieć o podatku dochodowym, którego fiskus też się domagał.

Przychody z kapitałów pieniężnych

Od 2019 r. przychody z obrotu kryptowalutami są zaliczane do źródła przychodów z kapitałów pieniężnych, a dochód z tego źródła jest opodatkowany stawką 19%. Wirtualnych walut nie można rozliczać w ramach działalności gospodarczej, a jedynie osobno, jako odrębne źródło przychodu w deklaracji PIT-38. Podatek można pomniejszyć o dające się przypisać do tego źródła, udokumentowane koszty uzyskania przychodu.

Na szczęście dla kryptowalutowych graczy, w odróżnieniu od pomysłów Ministerstwa Finansów z 2018 r., opodatkowaniu nie podlega każdy obrót ethereum, czy bitcoinem, a jedynie ich odpłatne zbycie. Zgodnie z art. 17 ust. 1f ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, przez odpłatne zbycie waluty wirtualnej rozumie się jej wymianę na prawny środek płatniczy, towar, usługę lub prawo majątkowe inne niż waluta wirtualna, lub regulowanie innych zobowiązań walutą wirtualną. Opodatkowaniu podatkiem dochodowym nie będzie więc podlegać wymiana jednej kryptowaluty na inną.

W Polsce, tak jak i w pozostałych krajach członkowskich Unii Europejskiej, po wyroku TSUE z 22 października 2015 r., handel kryptowalutą jest zwolniony z opodatkowania VAT.

Estonia legalnym rynkiem dla kryptowalutowych firm

Jednym z państw szeroko otwierających ramiona dla handlujących wirtualną walutą jest Estonia. Jej prawo oferuje możliwość założenia firmy trudniącej się licencjonowanym obrotem kryptowalutą. Przy czym w Estonii nie ma de facto podatku dochodowego od osób prawnych. Podlegają mu jedynie wypłacone ze spółki zyski. Podatek ten wynosi 20% z 20/80 wypłaconego zysku netto. Firma może więc nie płacić podatków dopóty, dopóki inwestuje osiągane dochody w dalszą działalność.

Portugalska miłość do bitcoina

Władze Portugalii oznajmiły, że wirtualne waluty będą traktowane w ich kraju jak każda inna klasyczna waluta. W 2016 r. tamtejsze ministerstwo finansów oświadczyło, że handel detaliczny kryptowalutami nie będzie podlegał opodatkowaniu. Jedynie dokonane w jego ramach transakcje lub dochody uzyskane z działalności zawodowej są opodatkowane. Tak więc jedynie przedsiębiorca zmuszony jest do zapłaty podatku uzależnionego od wypracowanego w obrocie kryptowalutą zysku.

W kwietniu 2020 r. Portugalia przyjęła „Przejściowy plan działań cyfrowych” tworzący przyjazne środowisko dla innowacji cyfrowych, w tym wolne strefy technologiczne z pakietem zachęt dla rozwoju technologii blockchain.

W ramach programu NHR (Non-Habitual Residency) nowi rezydenci podatkowi Portugalii mogą korzystać z obniżonych stawek opodatkowania oraz niektórych zwolnień i ulg dla inwestorów zagranicznych. Warunkiem uznania za nowego rezydenta brak rezydentury w Portugalii przez 5 ostatnich lat. System NHR jest uznawany za jeden z najbardziej konkurencyjnych systemów podatkowych dla ekspatów i innych inwestorów indywidualnych. Oferuje zwolnienie z opodatkowania dochodów kapitałowych (odsetek i dywidend) oraz zysków kapitałowych ze sprzedaży papierów wartościowych pochodzących z zagranicy, pod warunkiem spełnienia pewnych wymogów.

Ponieważ wszystkie umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania zawarte przez Portugalię, zgodnie z Modelową konwencją OECD w sprawie podatku od dochodu i majątku, zezwalają państwu źródła na opodatkowanie dywidend i odsetek, w Portugalii nie jest należny żaden PIT w ramach systemu NHR.

Natomiast w odniesieniu do zysków kapitałowych ze zbycia aktywów finansowych uzyskanych poza terytorium Portugalii, większość zawartych przez nią umów o unikaniu podwójnego opodatkowania (jak również Modelowa konwencja OECD w sprawie podatku od dochodu i majątku) nie zezwala państwu źródła na opodatkowanie takiego dochodu, co oznacza, że z reguły będzie on opodatkowany w Portugalii według stawki 28% (która może zostać podwyższona do 35%, jeżeli dochód został uzyskany w rajach podatkowych). Małe i średnie przedsiębiorstwa mogą obniżyć swoje zobowiązanie podatkowe dzięki 50% uldze, zgodnie z zaleceniem Komisji Europejskiej nr C(2003) 1422 – zaznacza Agnieszka Stachurska, dyrektor Biura Rachunkowego Skarbiec Corporate Services współpracującego z Kancelarią Prawną Skarbiec.

Niemcy

Podobnie jak pod jurysdykcją portugalską, również za naszą zachodnią granicą obrót detaliczny bitcoinem przez osoby fizyczne dokonywany poza prowadzoną działalnością gospodarczą, zwolniony jest z opodatkowania. Warunkiem jest posiadanie kryptowaluty co najmniej przez rok. W przeciwnym razie sprzedając w Niemczech kryptowalutę podatnik zapłaci podatek od zysków kapitałowych liczony od kwoty transakcji przekraczającej 600 euro. Przedsiębiorcy trudniący się profesjonalnie obrotem kryptowalutą muszą odprowadzać podatek dochodowy od każdej transakcji, bez względu na jej wartość.

0% podatku na Wyspie Afrodyty

Stawka efektywnego opodatkowania zysku z handlu wirtualną walutą na Cyprze wynosi… 0%. Tak, to prawda. Zgodnie bowiem z tamtejszymi przepisami fiskalnymi cypryjski podatek od zysków z handlu akcjami lub innymi papierami wartościowymi, w tym forex lub bitcoinami, wynosi 0%”. Na Cyprze można więc obracać kryptowalutą bez podatku, bez znaczenia, czy występujemy jako osoba fizyczna, czy jako firma. Decydując się na założenie spółki na Wyspie Afrodyty przedsiębiorca będzie zobowiązany do ponoszenia ciężaru zryczałtowanego podatku korporacyjnego w wysokości 12,5% od wszystkich dochodów, jednak w podstawie opodatkowania nie znajdą się zyski wypracowane z handlu wirtualną walutą, jako niewygenerowane na terytorium Cypru.

Malta też kocha bitcoina

Były premier Malty Joseph Muscat już w lutym 2017 r. w przemówieniu skierowanym do całej Unii Europejskiej namawiał, by Europa stała się kontynentem bitcoina. Szansy dla małej wyspy na Morzu Śródziemnym upatrywał w rozwoju sektora technologii blockchain i branży finetech. Pomimo zmiany rządu w 2020 r. maltańskie władze nadal podążają w kierunku tworzenia środowiska przyjaznego dla rozwoju tej technologii, traktując kryptowaluty jako pełnoprawny środek rozliczeniowy.

Choć generalnie stawka opodatkowania wypracowanych pod maltańską jurysdykcją dochodów wynosi 35%, to jednak dzięki systemowi tzw. pełnej refundacji, podatek zapłacony przez spółkę zostaje zaliczony na poczet podatku płaconego przez udziałowców w momencie wypłaty dywidendy. Dlatego też efektywna stawka opodatkowania CIT spółek na Malcie może wynosić jedynie ok 5%. Co do PIT – w systemie podatkowym Malty dochody rezydentów uzyskane poza jej terytorium są z niego zwolnione.

Podsumowanie

To, która jurysdykcja będzie najbardziej opłacalna dla osoby handlującej bitcoinem zależy przede wszystkim od dwóch czynników, tj. czy obrót kryptowalutą prowadzi przedsiębiorca, czy niebędąca nim osoba fizyczna, oraz jakie koszty przeniesienia działalności i zmiany rezydencji jest w stanie ponieść. Dlatego kryptowalutowcy poszukujący alternatywy dla Polskiego Ładu, przed dokonaniem wyboru powinni przeprowadzić analizę własnej sytuacji materialno-prawnej, najlepiej nie tylko ze specjalistą od rozliczania wirtualnych walut, ale i z ekspertem od zagranicznych spółek i rachunków bankowych.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

GfK: polscy konsumenci poszukują wygodnych i prostych rozwiązań

Wygoda była najważniejszym trendem konsumenckim w 2021 roku – wynika z najnowszego badania „Consumer Life” zrealizowanego przez GfK. Połowa Polaków deklaruje, że aktywnie szuka sposobów, aby ułatwić sobie życie. Chcemy zaoszczędzić czas, nawet kosztem większych nakładów finansowych. Coraz chętniej korzystamy więc z takich technologii jak sterowanie głosem czy inteligentne algorytmy.

Dynamiczny postęp technologiczny oraz rozwój e-commerce skutecznie przyzwyczajają konsumentów do łatwych i szybkich rozwiązań. W efekcie już 48 proc. Polaków deklaruje, że zawsze poszukuje sposobów, aby ułatwić sobie życie. – Chętnie korzystamy z nowoczesnych rozwiązań, które pozwalają nam zaoszczędzić czas. Pandemia i związane z nią wyzwania sprawiły, że poszukujemy udogodnień, nawet jeśli wymagają one większych nakładów finansowych. Już co trzeci konsument jest gotowy zapłacić więcej za tego typu produkty. Dla porównania, rok wcześniej taką deklarację składał co czwarty Polakmówi Dominika Grusznic-Drobińska, director marketing & consumer intelligence w GfK.

Polacy nie boją się technologii

W następstwie popularyzacji trendu „wygodnego życia” konsumenci coraz częściej sięgają po nowinki technologiczne. Obecnie ponad 20 proc. nabywców chce korzystać z technologii głosowej wszędzie, gdzie jest to możliwe, zamiast wprowadzania tekstu na klawiaturze lub naciskania przycisków. – Polacy nie boją się technologii i chętnie uczą się nowych rzeczy. Z badania „Consumer Life” wynika, że już ponad 30 proc. nabywców w ostatnim czasie użyło sterowania głosem na smartfonie. Doceniamy także inteligentne algorytmy, które obserwują nasze wybory zakupowe, a następnie rekomendują nam odpowiednie produkty i usługi. Oczywiście znaczną część zwolenników technologii stanowią młodzi Polacy. Jednak co ciekawe, takie rozwiązania docenia coraz więcej osób z pokolenia „baby boom”, czyli obecnych sześćdziesięciolatków – zauważa Dominika Grusznic-Drobińska.

Ważna dostępność 24/7

Według danych GfK, konsumenci przyzwyczaili się do zakupów online oraz oczekują bezpośredniego dostępu do produktów i usług. Dotyczy to również produktów spożywczych. – Polakom zależy, aby sklepy były dla nich dostępne o każdej porze. Co więcej, chętnie skorzystają z produktu lub usługi niższej jakości, jeżeli będą dostępne wtedy, kiedy ich potrzebują. Marki uważnie obserwują te wybory i wprowadzają coraz to nowsze udogodnienia dla klientów. Przykładem jest q-commerce, czyli „quick commerce”, w którym czas trwania dostawy liczony jest w godzinach, a nawet minutachwyjaśnia Dominika Grusznic-Drobińska.

Co natomiast zniechęca konsumentów do zakupów? Zdaniem ekspertki GfK jednym z takich czynników jest zbyt duży wybór. – Nabywcy podkreślają, że łatwiej im podjąć decyzję o zakupie, kiedy mają mniej możliwości wyboru. Jest to szczególnie ważne przy droższych produktach, takich jak sprzęt RTV&AGD, meble czy samochód. 27 proc. Polaków odczuwa wówczas nadmiar informacji – dodaje Dominika Grusznic-Drobińska.