Zmiany na rynku nieruchomości. Spadków cen mieszkań nie będzie

Bezprawny atak Rosji na Ukrainę i działania wojenne z ostatnich dniach silnie wpływają na gospodarkę oraz funkcjonowanie całej branży budowlanej, której ważny obszar stanowi sektor mieszkaniowy. Z jednej strony zerwane łańcuchy dostaw materiałów z rynków wschodnich z drugiej, konieczność wyjazdu na wojnę pracowników zatrudnionych na budowach i kierowców firm transportowych z Ukrainy. Niewątpliwie rynek nieruchomości czeka wychłodzenie i zmniejszenie podaży. Jednak dobra kondycja czołowych graczy deweloperskich na rynku, pozwala na przeprowadzenie niezbędnej korekty i przezwyciężenie okresowych trudności.

Obecna sytuacja jest wieloczynnikowa i bardzo dynamiczna, trudno więc szczegółowo oszacować następstwa wynikające z wojny na Ukrainie. Na szacunek zasługuje, fakt, iż cały sektor budowlany stoi za naszymi ukraińskimi przyjaciółmi, organizowane są setki akcji pomocowych. Analizowane plany długofalowe i możliwości pomocy w odbudowie zrujnowanego przez Rosjan kraju. Natomiast widać już kilka ważnych elementów, które wpływają na Polski rynek mieszkaniowy. Pierwszą istotną zmianą ostatniego tygodnia, był fakt, że z rynku najmu zniknęły wszystkie oferty. Oczywiście wiąże się to z falą uchodźców i faktem, że wykorzystano dostępne zasoby lokalowe. W tym samym czasie zatrzymał się rynek sprzedaży nieruchomości, co jest związane z przeniesieniem uwagi konsumentów na sytuację związaną z wojną, a jednocześnie obserwacją jej wpływu na nasze budżety domowe.

Rynek nie znosi próżni

Prognozuje się, że przez pewien czas na znaczeniu zyska rynek wtórny oraz wszystko, co jest już gotowe do kupienia i zamieszkania „od zaraz” na rynku pierwotnym. Przez obecną niestabilność rynku pracy i drożejące kredyty wzrośnie znaczenie, budzącego kontrowersje, modelu PRS, czyli oferty mieszkań do wynajmu długoterminowego. Jest on na pewno rozwiązaniem tymczasowym, ale przez fakt, iż nie stajemy się właścicielem mieszkania, w dłuższej perspektywie, najemca pozostaje bez zabezpieczenia kapitałowego, które uzyskuje przy zakupie lokalu na własność. Mieszkania są podstawowym towarem, niezbędnym do egzystencji. W całej historii nigdy nie odnotowano sytuacji, aby były niepotrzebne. Niedobór surowców i materiałów przy jednoczesnym wysokim popycie oraz braku pracowników i rosnących kursach walut może spowodować ograniczenie podaży, oraz naturalny wzrost popytu. Pamiętajmy też, że z blisko 2 tys. firm budujących mieszkania na naszym rynku wiele z nich robiła to „amatorsko”, korzystając z dobrej koniunktury. To właśnie one mogą mieć problemy. Od dekady budowano dużo, a ceny mieszkań stale szły w górę, tylko w 2021 r. w siedmiu największych miastach o około 10 proc. a nawet 70 proc. wartości transakcji była finansowana gotówką. W ub.r. w całym kraju oddano do użytku rekordowe 235 tys. nowych domów i mieszkań. Dobra koniunktura i duży popyt wynikał nie tylko z faktu, że na rynku wciąż brakuje ok. 2 mln mieszkań, przy jednoczesnym wskaźniku jednej z najniższych średniej liczby pokoi na osobę w UE, ale również z faktu ucieczki przed utratą wartości lokat bankowych. Z drugiej strony Polacy posiłkowali się kredytami mieszkaniowymi.

Oferta dostosowana do potrzeb

Innym istotnym elementem są m.in. czynniki — jaką ofertą mieszkaniową dysponuje dany deweloper, jak szybko potrafi przeprowadzić cykl operacyjny, jakie koszty stanowią pozyskane grunty i obsługa finansowania itd. Podobnie jak przy powodzi przydadzą się kalosze, parasole i pompy, a nie okulary przeciwsłoneczne, to obecnie rynek będzie szukał tanich i szybko osiągalnych lokali. Pamiętajmy również, że trzeba odbudować Ukrainę. Wiele z rodzin, które zmuszone zostały do ucieczki, nie mają tam, do czego wracać i pozostaną w naszym kraju czasowo lub na stałe. Musimy zatroszczyć się o wymagające opieki matki i dzieci. Cały cywilizowany świat powinien również włączyć się w ten proces. Dla przykładu w Wielkiej Brytanii — XX w. rozwiązaniem na szybkie masowe budowanie było zastosowanie domów z prefabrykatów. Wynikało ono z potrzeby natychmiastowego zbudowania tymczasowych mieszkań dla tysięcy rodzin „zbombardowanych” podczas II wojny światowej. Montaż elementów w fabrykach oszczędzał czas na miejscu, a lekkość paneli obniżyła koszty fundamentów i montażu. Zbudowane w Londynie kolorowe betonowo-szare z płaskimi dachami, domy były zamieszkiwane znacznie dłużej niż przewidywane 10 lat. To rozwiązanie stosowano też w wielu innych miejscach.

Zmiany prawa są niezbędne

Prócz istniejących od lat nierozwiązanych problemów mieszkaniówki, które wpływały na wzrost cen — jak m.in.: dostępność gruntów, przewlekłe procedury administracyjne, ciągnąca się reforma planowania przestrzennego, czy brak powszechnej na zachodzie możliwości inwestowania dla każdego przez REIT-y — teraz doszły kolejne i to znacznie większe. Jak podaje Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej w 2021 r. w sektorze budownictwa pracowało ok. 373 tys. obywateli Ukrainy, którzy stanowili blisko 80 proc. cudzoziemców zatrudnionych w naszym kraju. Gwałtowny odpływ tych pracowników to dla polskiej branży budowlanej ogromny problem. Należy pilnie zintensyfikować wysiłki, o które polscy pracodawcy postulują od lat, aby maksymalnie uprościć i przyspieszyć procedury, które zachęcałyby pracowników do podejmowania pracy zarobkowej w naszym kraju. Jak policzyła firma konsultingowa Deloitte oraz Związek Pracodawców Producentów Materiałów dla Budownictwa łączny wpływ sektora materiałów i usług budowlanych odpowiada za 20,3 proc. PKB i prawie 2,6 mln miejsc pracy. To oznacza, że 1/5 rynku pracy w Polsce to ludzie związani bezpośrednio lub pośrednio z budownictwem. Z punktu widzenia budżetu państwa branża budowlana jest bardzo istotna, gdyż stanowi 11-12 proc. rocznych dochodów sektora finansów publicznych. Kluczowe okazują się też fundusze z budżetu UE na lata 2021-2027, jak i z Funduszu Odbudowy, to łącznie 770 mld zł które, mają ogromny wpływ na sytuację branży budowlanej oraz będą silnie oddziaływać na całą gospodarkę. Przełomowe będzie przyznanie funduszy na odbudowę zniszczonej wojną Ukrainy oraz pozyskanie stałych mieszkań dla uchodźców, którzy pozostaną w Polsce. Nasz gospodarka potrzebuje zmian prawnych adekwatnych do obecnej sytuacji oraz wsparcia systemowego.

Autor: Adam Białas. Ekspert rynku nieruchomości, dyrektor BIALAS Consulting & Solutions, dziennikarz biznesowy

Kierowcy wystraszyli się inwazji na Ukrainę. Z dnia na dzień ruch na stajach paliw wzrósł o ponad 36 proc.

Jak wykazała analiza, przeprowadzona na podstawie obserwacji blisko 4 tys. stacji benzynowych w całej Polsce wśród ponad 178 tys. konsumentów, 24 lutego br. ruch w tego typu placówkach wzrósł o ponad 36% względem dnia poprzedzającego atak na Ukrainę. Natomiast od 24 do 28 lutego w porównaniu do okresu od 17 do 21 lutego br. liczba wizyt zwiększyła się o blisko 13%. Jednak już piątego dnia wojny zanotowano wyraźny spadek obłożenia w relacji tygodniowej. W pierwszych dniach po jej wybuchu ruch najbardziej podniósł się w woj. łódzkim, lubelskim oraz zachodniopomorskim, a najmniej – w opolskim, śląskim i małopolskim. Bez względu na wielkość miast, rozmiar paniki na stacjach był podobny praktycznie w całym kraju.

Ze specjalnego raportu autorstwa Proxi.cloud i UCE RESEARCH wynika, że 24 lutego br., czyli w dniu rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę, nastąpił gwałtowny wzrost wizyt na polskich stacjach benzynowych. W porównaniu do poprzedniego dnia wyniósł aż ponad 36%. Wzmożony ruch utrzymał się przez trzy dni, tj. do 26 lutego br. Następnie zaczął sukcesywnie spadać.

– Obecnie można zaobserwować ruch podobny do tego, jaki był notowany przed najazdem wojsk rosyjskich na Ukrainę, a nawet nieco mniejszy. To może wskazywać na opanowanie paniki wśród Polaków. W pierwszych dwóch dniach ruch był zdecydowanie powyżej średnich wartości odnotowywanych przed atakiem Rosji, aczkolwiek już czwartego dnia od tego momentu widać było zdecydowany spadek – mówi Adam Grochowski, współautor badania z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Jak podają analitycy z UCE RESEARCH, 28 lutego br. względem poprzedniego poniedziałku (21 lutego) wyraźnie zmniejszyła się aktywność klientów stacji benzynowych. Nastąpił spadek z 103% średniego ruchu notowanego przed inwazją do 87%.

– Należy interpretować to w ten sposób, że wzrost liczby wizyt na stacjach, widoczny w pierwszych trzech dniach wojny, został w pełni unormowany. Osoby, które wtedy zatankowały samochody, nie mają już potrzeby dotankowywania. Widzimy tutaj klasyczny przykład regresji do średniej. Kierowcy nie zaczęli tankować częściej, lecz w obliczu wojny u naszych sąsiadów pojechali na stację szybciej, bo woleli się upewnić, że ich samochody mają pełne baki. Obecnie sytuacja na stacjach paliw jest stabilna i nie ma pod tym względem powodów do niepokoju – komentuje Matusz Chołuj, szef zespołu Proxi.cloud.

Z kolei porównując dane z dni od 24 do 28 i od 17 do 21 lutego br., wyraźnie widać, że liczba wizyt na stacjach paliw wzrosła o 12,8%. Od 24 do 27 lutego br. wynik ten jest znacznie większy, lecz panika okazała się na tyle krótka, że ogólny wzrost liczby wizyt w badanych obiektach z każdym dniem trwania konfliktu wraca do normy.

– Analizując ruch od 24 do 28 oraz od 17 do 21 lutego br., można zauważyć różnice w obłożeniu na stacjach w poszczególnych częściach Polski. Największy wzrost zanotowano w woj. łódzkim – o 23%, lubelskim – o 20%, a także zachodniopomorskim – o 19%. Z kolei najmniejsza różnica wystąpiła na południu kraju, tj. w woj. opolskim – 10%, śląskim – 8%, jak również małopolskim – 8% – informuje Krzysztof Zych z UCE RESEARCH.

Do tego, jak zauważa Mateusz Chołuj, panika przeszła przez Polskę w miarę równo. Wzrost ruchu na stacjach znajdujących się na wschodzie kraju był jedynie o 0,5 p.p. wyższy od usytuowanych w zachodniej części.

– Biorąc pod uwagę różne wielkości miast, również można zaobserwować zbliżone wyniki. Tam, gdzie żyje ponad 100 tys. mieszkańców, średni ruch po rozpoczęciu inwazji względem okresu poprzedzającego ją wzrósł o 13,6%. To o 1 p.p. więcej niż w miastach mających poniżej 100 tys. ludności. Świadczy to o podobnym zachowaniu Polaków – podsumowują eksperci z UCE RESEARCH.

Wyniki pochodzą z raportu firmy technologicznej Proxi.cloud oraz platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH. Monitoringiem objęto 3 798 stacji benzynowych oraz 178 417 konsumentów na terenie 16 województw. Dane zostały zebrane w dniach 14-28.02.2022 r. za pośrednictwem tzw. geofencingów, czyli wirtualnych punktów na mapie. Ujednolicono je do jednej wartości, jaką jest średni ruch notowany przed ww. inwazją, który został obliczony w dniach 14-23.02.2022 r. Następnie porównano wyniki z okresu poprzedzającego atak Rosji na Ukrainę i z pierwszych dni wojny.

Kupujemy dolary – ruble wstrzymane, czyli sytuacja w kantorach

W związku z agresją Rosji na Ukrainę, nałożonymi sankcjami i zawirowaniami na giełdach trwają duże ruchy również na kursach walut. Internetowe kantory odnotowują znacznie zwiększony ruch, a w samym Walutomacie, w ciągu ostatnich 10 dni wymieniono ponad miliard złotych.

Niepewna sytuacja polityczna na świecie zawsze przekłada się na duże ruchy na walutach. Inwestorzy szukają spokojnych przystani i powoduje to zazwyczaj wzrost kursów walut takich jak dolar, euro czy frank szwajcarski.

Klienci wykorzystują te wahania, by chronić swoje oszczędności, by zdążyć przed ewentualnym dalszym wzrostem, lub wymienić walutę po jeszcze korzystnej cenie – mówi Maciej Przygórzewski, Kierownik Działu Operacyjnego Walutomatu. – W naszym serwisie widzimy ogromny wzrost zainteresowania zakupem wszystkich głównych walut światowych. W ciągu ostatnich 10 dni obrót serwisu sięgnął miliarda złotych – dodaje M. Przygórzewski.

Rubel w zawieszeniu

Kantory internetowe musiały także szybko reagować na sytuację na rublu. W związku z odcięciem Rosji w ramach sankcji od systemu SWIFT, zawiesiły handel tą walutą. – Było to konieczne, ze względu na zarówno brak możliwości zawierania transakcji w rosyjskim rublu, jak i brak możliwości wysłania go do i z serwisu – tłumaczy Przygórzewski. – Sytuacja ta potrwa, w zależności od scenariusza najprawdopodobniej przez kilka-kilkanaście tygodni. 

A co z hrywnami?

Waluta ta ma problemy z kwotowaniami i nie można jej wymienić w większości kantorów. Powodów tej sytuacji jest kilka.

Na polskim rynku jest zdecydowanie zbyt dużo tej waluty w gotówce. Banki nie oferują prowadzenia kont w tej walucie, co utrudnia handel nią w sieci, a nawet gdyby się dało niemal nie ma możliwości sprzedaży tej waluty w wersji elektronicznej – tłumaczy analityk Walutomatu.

Jak widać sytuacja polityczna od razu przekłada się na gospodarkę i dynamiczną sytuację na walutach. Podobne wzrosty kursów twardych walut, czyli euro czy dolara obserwowaliśmy podczas wybuchu pandemii koronawirusa, czy Brexitu.

Dalsze osłabienie złotego

Złoty w tym tygodniu był pod bardzo silną presją sprzedażową. Powodem była eskalacja konfliktu na terenie Ukrainy i bardzo agresywne działania Rosji zarówno w odniesieniu do samej inwazji, jak i ryzyka użycia broni jądrowej. Biorąc pod uwagę odległość geograficzną i silne uzależnienie polskiej gospodarki od rosyjskiej ropy naftowej i jeszcze bardziej od gazu ziemnego, duży wpływ na PLN jest zrozumiały. NBP nie dopuścił jeszcze do wielkich strat złotego, a na swojej stronie internetowej poinformował, że interweniował w celu wsparcia polskiej waluty. Ministerstwo Finansów podało również, że planuje napływ funduszy europejskich w euro, które będą konwertowane na złotówkę. To jest również forma interwencji wspierającej PLN.

Obecnie prognozowanie skutków wojny w Ukrainie dla polskiej gospodarki jest w zasadzie niemożliwe. Jest jednak jasne, że inflacja w nadchodzących miesiącach gwałtownie przyśpieszy (cena baryłki ropy Brent wynosi już prawie 120 USD) i wzrost gospodarczy będzie w tym roku prawdopodobnie znacznie słabszy. Być może jedynie bezrobocie nie wykaże znaczącego wzrostu.

W tym tygodniu złoty się osłabił, a na jego notowania w przyszłości będzie miał przede wszystkim wpływ sytuacji w Ukrainie. Kurs złotego w piątek rano był na poziomie 4,81 PLN/EUR. Eurodolar na koniec tygodnia wynosił 1,101 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Grupa Transition Technologies notuje rekordowe wyniki za 2021 rok

Rok 2021 był dla Grupy Transition Technologies (Grupa TT, GK TT) bardzo udany. Zgodnie z wstępnymi wynikami, Grupa TT osiągnęła  przychody netto ze sprzedaży na poziomie 487 mln PLN, czyli o 35% wyższe niż rok wcześniej. Zysk netto Grupy był rekordowy w historii i sięgnął 42 mln a EBITDA wyniosła 56 mln PLN (wzrost o 35%  r/r w przypadku obu pozycji).

GK TT koncentruje się na nowoczesnych rozwiązaniach zarówno w zakresie usług integracyjnych, sprzedaży oprogramowania własnego oraz outsourcingu i managed services, kierowanych głównie do dużych klientów z sektora energetycznego, utility, przemysłu i farmaceutycznego. Jest także obecna w przetargach sektora publicznego i wojskowego. Grupa Transition Technologies bardzo silnie rozwija działalność międzynarodową – ponad 50% obrotów to wdrożenia i usługi za granicą lub dla największych międzynarodowych korporacji. Firma Transition Technologies (TT) jest także liderem rynku energetycznego,  szczególnie w zakresie systemów wspomagania handlu hurtowego. Ostatnie lata to także dynamiczny wzrost wydzielonych z TT spółek działających w obszarach data science w medycynie czy usług inżynierskich w automatyce i robotyce.

„Dziś największym wyzwaniem jest bezpieczeństwo biznesu i spodziewane gospodarcze konsekwencje wojny na Ukrainie dla gospodarki światowej” – mówi Prezes Zarządu TT prof. Konrad Świrski. „Zawsze przykładaliśmy dużą wagę do bezpieczeństwa i gwarancji ciągłego rozwoju. Mamy specyficznie dobraną, wyjątkową linię produktową i usługową oraz duży udział zamówień opartych o długoletnie umowy partnerskie z wiodącymi światowymi korporacjami. Wchodzimy w każdy kolejny rok z dużym udziałem gwarantowanych zamówień, niezależnych od zawirowań rynkowych. Dlatego uważam, że nawet silny kryzys gospodarczy na świecie nie zatrzyma naszego rozwoju” – dodaje Konrad Świrski. „Swoje przekonanie opieram na tym jak poradziliśmy sobie z wyzwaniami w przeszłości  – takimi jak chociażby pandemia, czy zawirowania w latach 2008-2009, albo w roku 2000 – zawsze w takich sytuacjach firma dalej dynamicznie się rozwijała i odnotowywała zyski”.

GK TT wciąż otwiera nowe biura za granicą, w ostatnim roku dokonała też kilku znaczących akwizycji rynkowych. „Wchodzimy w nową fazę rozwoju, w której kolejnym czynnikiem wzrostu będą akwizycje. Kilka naszych ostatnich zakupów w Polsce jak i zagranicą pokazuje, że jesteśmy w stanie nie tylko kupować udziały w innych firmach, ale także efektywnie integrować nowe spółki w Grupie, uzyskując korzyści w postaci efektów synergii” – mówi Prezes Zarządu TT prof. Konrad Świrski.To w kolejnych latach jeszcze bardziej przyspieszy. Jesteśmy w trakcie zaawansowanych rozmów z kilkoma interesującymi firmami w kraju i za granicą, oprócz tego będziemy rozwijać się zarówno w obszarze naszych klientów, ale też poprzez zagospodarowywanie nowych nisz technologicznych.”

„Korzystamy z wyjątkowej koniunktury wzrostowej na rynku outsourcingu i managed services. Zapotrzebowania na usługi w naszej opinii nie spowolni nawet obecna sytuacja geopolityczna”dodaje Sebastian Sokołowski, Prezes Zarządu Transition Technologies MS, dostawcy nowoczesnego outsourcingu IT w Polsce i na rynkach zagranicznych.

„Obecnie zamówienia z Europy Zachodniej i USA, które są podstawą działania spółki, są na rekordowym poziomie a sektory, w których działamy powinny okazać się odporne na wpływ obserwowanych w tej chwili zawirowań” – mówi z kolei Szymon Bartkowiak, Prezes Transition Technologies PSC – innej wiodącej spółki z grupy TT, która z kolei koncentruje się na wdrożeniach systemów IoT, AR, PLM, Industrial Cloud i wspomagania produkcji.

GK TT zatrudnia ponad 2000 osób, w 14 Oddziałach w Polsce i 9 za granicą. W ostatnich latach z uwagi na ciągły wzrastający popyt na usługi IT, spółki z grupy chętnie sięgają także po specjalistów nie tylko z Polski ale z wielu innych krajów europejskich, czy spoza Europy: „Stajemy się firmami naprawdę światowymi, pracującymi na międzynarodowych rynkach, zatrudniających zagranicznych managerów i programistów”mówi Sebastian Sokołowski, prezes Transition Technologies MS.

 „Chciałbym, aby za kilka lat można było powiedzieć, że Grupa Transition Technologies jest nowoczesną międzynarodową grupą firm o polskich korzeniach, której obroty przekraczają 1 mld złotych. Co najważniejsze, chcemy być organizacją zawsze patrzącą w przyszłość i jednocześnie zapewniającą przyjazne miejsce do pracy i rozwoju dla pracowników. To, że będziemy już wkrótce „zieloną” grupą zeroemisyjną, jest też oczywiste” – podsumowuje Prezes Świrski. „Ale dzisiaj nasze myśli są z Ukrainą, gdzie działa jedna z firm Grupy TT. Wszystko inne schodzi na dalszy plan, a my bardzo silnie angażujemy się w pomoc dla naszych ukraińskich kolegów – to są sprawy najważniejsze” .

Złoty coraz słabszy

Polska waluta bardzo źle znosi kryzys na Wschodzie. Nie ma się jednak co rozczulać, bo naprawdę nie mamy w tej sytuacji najgorzej. Czekając na weekend, można się dzisiaj spodziewać zwiększonej zmienności.

Euro po 4,85 zł!

Dzisiejszy poranek pokazuje nam, że inwestorzy przygotowują się na weekend. Zaufanie do strony rosyjskiej na rynkach jest adekwatne do wiarygodności ich kuriozalnej narracji o operacji walki z nazizmem na Ukrainie rządzonej przez potomka ukraińskich Żydów. Rezultatem absolutnej niewiarygodności wschodniego agresora jest kalkulowanie najczarniejszych scenariuszy przez inwestorów. Gdy przygotowują się na najgorsze, zamykają ryzykowne pozycje inwestycyjne. Taką niestety jest polski złoty. To właśnie dlatego dzisiaj nad ranem widzieliśmy euro po 4,85 zł, a franka szwajcarskiego po 4,80 zł.

Amerykański rynek pracy znów pozytywnie zaskakuje

Wczorajsze dane pokazujące liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych pokazują kolejną poprawę. W tym tygodniu wniosków padło zaledwie 215 tysięcy, co oznacza, że wchodzimy w niskie regiony dla poziomów przed pandemią. Bezrobocie i tak jest bardzo niskie, ale przy tych liczbach są szanse na dalsze spadki. Jest to kolejny argument obok agresji Rosji i rosnących najprawdopodobniej w niedalekiej przyszłości stóp procentowych za umacnianiem dolara. Nie dziwi zatem, że amerykańska waluta gwałtownie zyskuje względem euro.

Odwrót również od liry

Turecka lira przeżywa ostatnio trudne chwile. Co prawda, dla tureckiej waluty najgorszy był początek walk na Ukrainie i od tego czasu jeszcze nie przekroczyła tych minimów. W przeciwieństwie do polskiego złotego, który obsuwa się w miarę stabilnie niemal dzień po dniu. Turcja ma jednak dodatkowo problemy wewnętrzne. Wczoraj poznaliśmy ponad 50% odczyt inflacji. Tak, ceny rosną o 54,4% w skali roku. Wydaje się to apokalipsą? Ceny producentów rosną o 105% w skali roku. Tak koszty produkcji się podwoiły. Łatwo przewidzieć, co stanie się z cenami, jak producencie nie będą w stanie schodzić z marży dalej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Alstom i KUKE podpisują strategiczne porozumienie o wartości 1 mld euro

Umowa ma na celu ułatwienie realizacji kontraktów poprzez pozyskiwanie finansowania dla nabywców wytwarzanych przez Alstom pojazdów,

  • Zwiększenie udziału polskich zakładów i podwykonawców w projektach eksportowych jest elementem strategii rozwoju Alstom w Polsce i na świecie,
  • Po raz pierwszy globalna korporacja wykorzysta nowe rozwiązanie z oferty KUKE dla największych koncernów obecnych w Polsce.

Grupa Alstom podpisała strategiczne porozumienie o współpracy z KUKE. Umowa ma na celu wsparcie Alstom poprzez ułatwienie realizacji kontraktów oraz pozyskanie finansowania dla nabywców taboru czy systemów sterowania ruchem kolejowym na całym świecie, a wszystko w ramach kwoty dostępnego limitu wynoszącego 1 miliard euro. W umowie zostały określone zasady współpracy, które wzmacniają strategiczny udział polskich firm przemysłowych w realizowanych przez Alstom kontraktach eksportowych, finansowanych przez banki, a ubezpieczanych przez KUKE.

“Polska jest kluczowym rynkiem w globalnej strategii Alstom, a także idealnym miejscem do rozwoju firmy. Nowoczesne pociągi metra, podzespoły i komponenty produkowane przez Alstom w zakładach w Polsce są wykorzystywane na całym świecie, a wartość eksportu polskich oddziałów z roku na rok rośnie. Dzięki współpracy z KUKE rozwój i inwestycje Alstom w Polsce mają szansę szybko wzrosnąć” – powiedział Sławomir Cyza, prezes i dyrektor zarządzający w Polsce, Ukrainie i Krajach Bałtyckich.

Grupa Alstom jako lider zrównoważonej i inteligentnej mobilności z powodzeniem realizuje różnorodne projekty na całym świecie. Wykorzystuje najnowsze technologie do budowy kolei dużych prędkości, do prac nad zeroemisyjnymi rozwiązaniami transportowymi czy dodatkowo do produkcji nowoczesnych pociągów metra dla metropolii na całym świecie, m.in. metra w Dubaju, Rijadzie, Amsterdamie i Budapeszcie, oraz pociągów międzyregionalnych, takich jak pociągi ICNG dla Holandii. W Polsce umowy eksportowe, możliwe dzięki takim porozumieniom jak z KUKE, umożliwiają polskim firmom rozwój swojej działalności i zdobycie uznania na arenie międzynarodowej, jednocześnie doskonaląc cenne umiejętności i doświadczenie. Grupa Alstom rozważa obecnie wykorzystanie wsparcia KUKE w kilku projektach na całym świecie. Alstom jest również liderem rozwiązań z zakresu automatyki kolejowej na polskim rynku i już ogłosił plan zatrudnienia dodatkowych 400 ekspertów w Polsce.

„Obserwując sukcesy działających w naszym kraju firm z branży kolejowej, można śmiało powiedzieć, że stajemy się regionalną potęgą w tej branży. KUKE jest gotowe wspierać zagraniczną ekspansję firm działających w Polsce, a przy okazji ich rozwój w kraju, zachęcając do dalszego inwestowania. Dysponujemy nowoczesnymi rozwiązaniami i potencjałem finansowym, który dobrze wykorzystany z pewnością przerodzi się w sukces wszystkich zainteresowanych stron, a w efekcie polskiej gospodarki” – powiedział Janusz Władyczak, prezes zarządu KUKE.

To pierwsze wykorzystanie przez globalny koncern nowego instrumentu z oferty KUKE. Wciąż niewiele instytucji ubezpieczających kredyty eksportowe stosuje podobne, innowacyjne rozwiązania, zachęcające największe podmioty w swoich branżach do inwestycji i transferu technologii. Pomimo pandemii i tendencji protekcjonistycznych w światowym handlu, niezmiennie funkcjonowanie gospodarki opiera się na globalnych łańcuchach dostaw, obejmujących producentów z wielu krajów. Polskie firmy, aby dokonać skoku, muszą wpasować się w ten system, pozyskując do współpracy globalnych liderów.

Alstom współpracuje z KUKE od wielu lat, a w 2018 r. skorzystał z ubezpieczenia projektu eksportowego obejmującego dostawy wagonów metra wyprodukowanych w chorzowskich zakładach Alstom Konstal dla metra w Dubaju.

NBP nie obroni złotego, a panika szkodzi bardzo polskiej walucie

Bardzo drożeje ropa i jednocześnie traci złoty, to oznacza problemy dla polskiej gospodarki. Próbę umocnienia złotego podjął NBP, który w odpowiedzi na osłabienie polskiej waluty sprzedał „pewną ilość walut obcych”. Efekt był jednak krótkotrwały.

Po fali ogólnej paniki w ubiegłym tygodniu, teraz rynek zaczyna bardzo wybiórczo reagować na otaczającą nas rzeczywistość. Na globalnych giełdach sytuacja uległa stabilizacji pomimo jastrzębiego wystąpienia szefa Fed. Bardzo drożeje natomiast ropa i jednocześnie traci złoty. Czy działania NBP mogą okazać się skuteczne i przynieść wzmocnienie polskiej waluty?

– Nadal widzimy dużą presję na osłabienie złotego wynikającą z decyzji kapitału globalnego, który wobec wojny w Ukrainie woli odsunąć się od źródła problemu, ale również od najbliższego otoczenia i dlatego traci również czeska korona i węgierski forint – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – To pierwszy z powodów, że działania NBP okażą się nieskuteczne, tak jak nieskuteczne okazały się podobne interwencje banków centralnych w minionych latach.

Osłabienie złotego powodują też sami Polacy. Decydują się na zakup walut obcych być może w najgorszym momencie. Paniczne rzucanie się na waluty odbywa się w najgorszym momencie, dla tych którzy to robią. Podobnie było w lutym 2009 roku.

– Gdy dolar był po 3,80 zł i euro poniżej 4,50 zł nikt mnie nie pytał czy kupować obce waluty, a teraz mamy panikę i jestem zasypywany takimi pytaniami – dodaje ekspert XTB. – Osłabienie złotego związane z dwoma czynnikami, o których mówiłem nie ma nic wspólnego z fundamentami, są one wprawdzie niekorzystne dla europejskich walut i korzystne dla dolara, ale nie aż w takim stopniu jak to widzimy w zmianach kursów walut.

Przy takich emocjach jakie są na rynku NBP nie może wiele zrobić, aby poprawić sytuację. Może jedynie ją pogorszyć, gdyby podjął złe decyzje, a przecież nasila się presja na inflację ze względu na zmiany cen ropy.

Ceny ropy w tym tygodniu „zerwały się ze smyczy”. Jeszcze w poniedziałek rano dziwiliśmy się relatywnie niedużej reakcji na tym rynku, wskazując na potencjalnie duży ubytek rosyjskiej ropy. Ta nie została jak na razie objęta embargo przez kraje Zachodu, ale nasilają się spekulacje, że decyzje w tym kierunku mogą zmierzać. To sprawia, że firmy „na wszelki wypadek” coraz częściej nie zamawiają ropy z Rosji, a w konsekwencji cena innych gatunków (jak brent czy WTI, obecnie odpowiednio 119 i 115 USD/baryłka) gwałtownie rośnie.

Na rynku jest dużo niepewności, na ile rosyjski eksport może zostać wstrzymany do Europy, a jeśli tak, przekierowany do Azji. A w zależności od odpowiedzi na te pytania otrzymujemy naprawdę skrajne scenariusze cenowe. Na razie jednak ceny rosną, a to oznacza problemy.

Wystąpienie szefa Fed w Kongresie pokazuje dlaczego rynki nie potrafią skoncentrować się na kilku rzeczach na raz. Powell oczywiście wspomniał o niepewności związanej z Ukrainą, jednak nie zrobił ani kroku wstecz w kwestii zapowiadanego zwrotu w polityce pieniężnej. Ba, zasugerował możliwe podwyżki o 50 punktów bazowych (choć nie w marcu) jeśli inflacja będzie wysoka. Giełdy jednak zakończyły dzień wzrostami.

Natomiast rysujący się coraz jaśniej kontrast pomiędzy polityką Fed (brak reakcji na inwazję) a EBC (opóźnienie normalizacji) sprzyja dolarowi i pogłębia dodatkowo problemy złotego, gdzie widzimy odpływ kapitału (z całego naszego regionu). To bardzo komplikuje sytuację dla RPP, ponieważ drogi dolar i bardzo droga ropa oznaczają dalszy wzrost inflacji pomimo zastosowanej tarczy antyinflacyjnej.

Pojawiły się też obawy, że przewidywany wzrost polskiego PKB będzie o 2-2,5 pkt. proc. niższy ze względu na wojnę w Ukrainie. Czy NBP może zrezygnować z kolejnych podwyżek stóp procentowych, uznając, że w ten sposób ochroni polski wzrost gospodarczy?

– Inflacja uciekła NBP, decyzje RPP były spóźnione i teraz z inflacją mamy problem do kwadratu – ocenia P.Kwiecień. – NBP mógłby dziś nie przejmować się inflacją i chronić wzrost gospodarczy, gdyby ta mieściła się w celu inflacyjnym, a do tego nam bardzo daleko. Dalsze podwyżki stóp procentowych powinny sprzyjać złotemu, tyle że na dłuższą metę.

Złoty już osłabił się tak bardzo, że prawdopodobne staje się teraz jego wzmocnienie, choć pewności mieć nie możemy, zwłaszcza ze względu na okoliczności związane ze skalą agresji Rosji na Ukrainę.

Najważniejsze dane makroekonomiczne dotyczące Polski – Q1 2022

Najnowsza edycja raportu CEIC „Poland Economy in a Snapshot” zawiera dane za czwarty kwartał 2021 i początek 2022 roku. Eksperci i analitycy z ISI Emerging Markets Group przedstawiają sytuację makroekonomiczną Polski, a także zwracają uwagę na najważniejsze trendy oraz prognozy. Zebrane informacje pozwolą ocenić bieżący stan polskiej gospodarki w świetle obecnej sytuacji geopolitycznej i trwającego konfliktu zbrojnego w Ukrainie.

PKB w Polsce rośnie szybciej niż przewidywała Unia Europejska

Zdaniem analityków, w Polsce podniósł się poziom PKB – najpierw o 5,3% w III kwartale, a później o 7,3% w IV kwartale. Średni roczny poziom wzrostu to 5,7%. Najnowsze prognozy dla Polski przygotowane przez Dyrekcję Generalną ds. Gospodarczych Komisji Europejskiej wskazują na wzrost realnego PKB o 5,2% w 2022 roku, a następnie o 4,4% w 2023 roku. Szacowano, że w 2021 roku wzrost wyniesie jedynie 4,9%. To oznacza, że w nadchodzących miesiącach stan PKB w Polsce może być lepszy niż przewiduje Unia Europejska.

Według szacunków za ostatnią część 2021 roku, także stopa bezrobocia rejestrowanego w Polsce spadła z 6,6% w lutym do 5,4% w listopadzie i pozostała na tym poziomie w końcówce roku. Odpowiadało to wysokości stopy bezrobocia w marcu 2020 roku, czyli okresie poprzedzającym pandemię, gdy wiele gałęzi gospodarki, takich jak gastronomia czy turystyka, nie odczuło jeszcze skutków COVID-19.

Eksport zaczyna odżywać po pandemii

Polska odnotowała również dobre wyniki w zakresie eksportu towarów, którego wartość wyniosła łącznie 89,1 miliardów USD w IV kwartale, z czego 26,9 miliardów USD w grudniu i 338,8 miliardów USD w całym roku 2021. To oznacza wzrost o 25,5%, co zdaniem ekspertów ISI Emerging Markets Group ma związek z ożywieniem gospodarki światowej po zniesieniu wielu obostrzeń związanych z pandemią, wzrostem cen oraz wielkości eksportu. Do Niemiec, głównego rynku zbytu dla polskich towarów, dostarczono w 2021 roku dobra o wartości 91,6 miliardów USD, co oznacza wzrost o 10,8%. Wartość eksportu do Czech wzrosła o prawie 13% do 18,8 miliardów USD, a do Francji o 13,9% do prawie 18,3 miliardów USD.

Spadek wskaźników w produkcji, budownictwie i handlu

Pomimo optymistycznych danych wzrostowych, COVID-19 i trudna sytuacja polityczna w Europie wciąż znacząco wpływają na niektóre obszary gospodarki Polski. Według danych budżetowych Ministerstwa Finansów, w 2021 roku Polska odnotowała deficyt budżetowy w wysokości 26,3 miliardów złotych – spadek z prawie 85 miliardów złotych w 2020 roku. Wskaźnik w sektorze wytwórczym publikowany przez Główny Urząd Statystyczny wykazał nierównomierną tendencję spadkową. Odnotowano spadek w styczniu 2022 roku do -10,9% z -6,1% w grudniu, co wskazuje na rosnący pesymizm w miarę rozprzestrzeniania się wariantu Omicron wirusa COVID-19 i możliwości ponownego wprowadzenia ograniczeń. Zarówno wskaźniki budownictwa, ale także handlu detalicznego, handlu hurtowego i napraw pojazdów samochodowych, uległy pogorszeniu pomiędzy grudniem a styczniem. Wskaźnik koniunktury w budownictwie zmienił się z -10,7% do -12,7%, a wskaźnik koniunktury w handlu detalicznym, handlu hurtowym i naprawach pojazdów z -4,6% do -9,2%.

Inflacja w Polsce wyższa niż w strefie euro

Roczna stopa inflacji cen konsumpcyjnych rosła konsekwentnie w drugiej połowie 2021 roku, od 4,1% w czerwcu do 8% w grudniu. To oznacza, że inflacja w Polsce była wyższa niż średnia w strefie euro wynosząca 5%. Wysoka stopa inflacji była w dużej mierze spowodowana dwucyfrowym wzrostem cen transportu, które były większe o 22,7% w grudniu, a w styczniu 2022 spadły do wciąż wysokiego poziomu 17,5%. Analitycy NBP przewidują, że w dłuższym okresie presja inflacyjna będzie słabnąć, ale istnieje ryzyko, że inflacja może przekroczyć cel banku centralnego ze względu na silny popyt krajowy i wzrost regulowanych taryf na energię elektryczną, gaz i energię cieplną.

Źródło: Poland Economy in a Snapshot – Q1 2022 – publikacja CEIC nie uwzględnia konfliktu zbrojnego w Ukrainie. Raport ukazuje się co kwartał i umożliwia porównanie kluczowych wskaźników polskiej gospodarki.

Sabre wypowiada umowę dystrybucyjną z Aeroflot

Sabre Corporation, firma zajmująca się oprogramowaniem i technologią w branży turystycznej, ogłosiła w czwartek rozwiązanie umowy dystrybucyjnej z Aeroflot, największym rosyjskim przewoźnikiem, należącym w większości do tamtejszego rządu.

Sabre podejmuje natychmiastowe kroki w celu usunięcia treści dotyczących linii lotniczych Aeroflot ze swojego Globalnego Systemu Dystrybucji (GDS), używanego przez agencje, biura podróży i korporacje na całym świecie do wyszukiwania, dokonywania i zarządzania rezerwacjami.

Sabre z coraz większym niepokojem obserwuje ewoluującą sytuację na Ukrainie. Od samego początku naszym głównym celem było zapewnienie bezpieczeństwa członkom naszego zespołu w regionie dotkniętym konfliktem, a także wsparcie tak bardzo potrzebnych działań humanitarnych. Sprzeciwiamy się temu konfliktowi militarnemu. Przestrzegamy i będziemy przestrzegać sankcji nałożonych na Rosję. Ponadto dzisiaj ogłosiliśmy, że Sabre rozwiązało umowę dystrybucyjną z Aeroflot, usuwając treści dotyczące przewoźnika z naszego GDS – mówi Sean Menke, dyrektor generalny Sabre.

Spółka zamierza nadal monitorować bieżącą sytuację i oceniać zasadność podjęcia dodatkowych działań, uwzględniając względy prawne i inne środki, które mogą zostać wdrożone.

Sabre wspiera również działania humanitarne w regionie dotkniętym konfliktem. Firma zatrudniająca w Polsce około 1500 pracowników, przekazała milion dolarów na rzecz Polskiego Czerwonego Krzyża, który od 100 lat pomaga przesiedleńcom, podejmując działania charytatywne w strefach konfliktów. Kwota zostanie przeznaczona na zakup m.in. żywności, niezbędnych artykułów higieny, śpiworów, a także na wsparcie pomocy medycznej dla osób szukających schronienia w Polsce.

Dlaczego Rosja zaatakowała Ukrainę?

Trwa wojna w Ukrainie. W przestrzeni medialnej nazywa się ją pierwszym konfliktem po II Wojnie Światowej. Należy jednak pamiętać, że w Europa doświadczyła zagrożeń związanych z działaniami zbrojnymi w czasie wojny domowej w byłej Jugosławii – mimo, że motywy tamtych działań były zupełnie inne. W kontekście wojny w Ukrainie należy zastanowić się, jakie są przyczyny próby inwazji podjętej przez Rosję i brak powodzenia tych działań. Rosja bezsprzecznie widzi w takim rozwiązaniu możliwość osiągania własnych celów przez destabilizację sytuacji. Nie ma innych argumentów. Gospodarczo jest zdecydowanie słaba, więc może stawiać tylko na szantaż nuklearny, albo szantaż siłowy.

– Uważam, że tutaj podłożem jest cały ciąg konfliktów, w które zaangażowała się Rosja pod rządami prezydenta Putina. Możemy powiedzieć, że pierwsze konsekwencje wynikają z dwóch konfliktów. Po pierwsze z zakończonej interwencji rosyjskiej w Afganistanie i wycofania się, następnie interwencji w Czeczenii – ataku na Grozny i jego konsekwencji. Były to kompletne porażki, miały wiele mankamentów, z których Rosja próbowała wyciągnąć wnioski – powiedział serwisowi eNewsroom pułkownik rezerwy Maciej Matysiak, były zastępca Służby Kontrwywiadu Wojskowego. – W konsekwencji tego Rosja zaczęła modernizować siły zbrojne pod kierownictwem ministra Szojgu – co skutkowało dalszą agresywną polityką. Spowodowała ona doprowadzenie do konfliktu w Gruzji – gdzie Rosja odniosła sukces i zrealizowała swoje cele, czyli kontroluje niestabilne regiony Osetii. Następnie był konflikt w Syrii – gdzie Rosja była aktywna, jest obecna i też osiąga swoje cele, wspiera reżim Asada. Ma też swoje siły rozjemcze w Górskim Karabachu – a więc i tu odniosła sukces. Skutkiem tego podjęła działania na Ukrainie w 2014 roku i zdestabilizowała wschód tego kraju. Zajęła Krym właściwie w sposób tak łatwy, że chyba nawet Rosjanie się sami tego nie spodziewali. Jest to więc ciąg zdarzeń, który ugruntował przeświadczenie o możliwości sprawnego używania sił zbrojnych i osiągania zakładanych celów. Obecny atak jest pokłosiem takich działań – zafałszowania własnej potęgi i spotkania się z przygotowanym przeciwnikiem – a nie siłami zbrojnymi typu rebelianckiego, jak to było w Syrii, czy słabszym Górskim Karabachu, albo też nieprzygotowanej Gruzji. Ta sytuacja weryfikuje przeświadczenie Rosji o własnych siłach zbrojnych, a także same siły zbrojne Rosji – wyjaśnia Matysiak.

Dane PIP: W 2021 r. inspektorzy zrobili mniej kontroli niż przed pandemią. Za to przybyło naruszeń

Według wstępnych danych, w ubiegłym roku Państwowa Inspekcja Pracy przeprowadziła ponad 55 tys. kontroli u pracodawców. To o około 1,5% mniej niż rok wcześniej. Natomiast względem 2019 roku nastąpił spadek o przeszło 24%. Ostatnio stwierdzono ponad 613 tys. naruszeń. Rok do roku ich liczba wzrosła o niespełna 11%. Z kolei w stosunku do 2019 roku zmniejszyła się o ponad 28%. W zgłaszanych skargach najczęściej pojawiały się kwestie dotyczące wynagrodzeń i innych świadczeń.

Mniej kontroli

Jak wynika z wstępnych danych Głównego Inspektoratu Pracy, w ub.r. inspektorzy PIP przeprowadzili 55 628 kontroli. Z kolei w 2020 roku było ich 56 370, a w 2019 roku – 73 339. W 2021 roku najwięcej takich działań zostało podjętych przez Okręgowy Inspektorat Pracy w Katowicach – 7 017, Warszawie – 6 452, we Wrocławiu – 4 818, w Poznaniu – 4 741, a także w Łodzi – 3 891. Najmniej zaś było ich w Zielonej Górze – 1 541, Kielcach – 1 730, jak również w Opolu – 1 816. W ub.r. liczba takich kontroli na etat wyniosła 36,39 (według stanu z 30 października 2021 roku). W 2020 roku było to 36,88, a w 2019 roku – 47,98.

– Widać wyraźny spadek liczby kontroli w porównaniu z epoką przedcovidową. Jest to doprawdy zaskakujące. Pandemia jest katastrofą BHP-owską, a PIP, w ślad za całym polskim państwem, chowa głowę w piasek. Dla pracodawców ochrona zdrowia pracowników jest teraz absolutnym priorytetem. Jednak prawo nie tylko nie pomaga w tym, ale jeszcze utrudnia walkę z wirusem. Przede wszystkim pracodawcy nie mogą wysyłać pracowników na szczepienia. Nawet kwestia sprawdzania, czy są oni zaszczepieni jest niedoregulowana – komentuje adwokat Bartłomiej Raczkowski.

Jak zaznacza Szymon Witkowski, analityk prawny Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, od 2020 roku praca zdalna i hybrydowa na stałe zagościła w wielu polskich firmach. Według eksperta, to przełożyło się na zmniejszenie kontroli ze strony PIP-u. Jednocześnie z badań wynika, że ww. formy wykonywania obowiązków zawodowych są bardzo cenione wśród pracowników. Może to w pewnym stopniu wpływać na satysfakcję z pracy i poprawę relacji z pracodawcami, a w konsekwencji na mniejszą ilość sytuacji konfliktowych.

– Na pewno przejście na pracę zdalną spowodowało, że mniej naruszeń było raportowanych u pracodawców, co w sposób oczywisty przełożyło się także na mniejszą liczbę kontroli. Należy też wziąć pod uwagę ograniczenia pandemiczne pracy administracji i w związku z tym mniejsze możliwości prowadzenia czynności przez inspektorów. Jednak jeszcze w 2020 roku inspektorzy zostali wyposażeni w możliwość prowadzenia czynności kontrolnych w sposób hybrydowy oraz zdalny. Ale ta ostatnia forma jest możliwa tylko za zgodą przedsiębiorcy – wyjaśnia Jolanta Zarzecka-Sawicka, radca prawny z Grant Thornton.

Klasyka naruszeń

Z wstępnych danych wynika, że w ub.r. stwierdzono ponad 613 tys. naruszeń. W 2020 roku było ich prawie 553 tysięcy, a w 2019 roku – blisko 859 tys. To oznacza, że w 2021 roku przypadało 11,02 naruszeń na kontrolę. Dla porównania, w 2020 roku – 9,81, a w 2019 roku – 11,71. Zdaniem Szymona Witkowskiego, obecna sytuacja jest szczególna i trudno ją jednoznacznie ocenić. Jeszcze 3 lata temu stosunek liczby stwierdzonych naruszeń do liczby kontroli był wyższy niż w okresie pandemii. W 2020 roku wiele osób wykonywało pracę zdalnie, a biura właściwie opustoszały, stąd też wynika okresowy spadek wykrytych nieprawidłowości. Chcąc poznać prawdziwy obraz sytuacji, musimy poczekać aż pandemia przestanie mieć na niego tak znaczący wpływ.

– Sądzę, że problemy części pracodawców, szczególnie w handlu i usługach, spowodowały większą tolerancję i wyrozumiałość u pracowników. Natomiast sektorem, na który PIP co roku zwraca szczególną uwagę jest budownictwo. Wynika to z utrzymującej się dużej liczby rejestrowanych wypadków przy pracy oraz stwierdzanych nieprawidłowości w zakresie zatrudnienia – podkreśla Jolanta Zarzecka-Sawicka.

W skargach zgłaszanych do PIP-u pojawiają się kwestie wynagrodzeń za pracę i innych świadczeń. Tylko w ubiegłym roku takich przypadków było ponad 26,7 tys. (w 2020 roku – prawie 33 tysięcy, 2019 roku – ponad 36,5 tys.). Na kolejnych miejscach widzimy takie nieprawidłowości, jak stosunek pracy – 14,8 tysiąca, czas pracy – prawie 4,9 tys. oraz legalność zatrudnienia i innej pracy zarobkowej – ponad 3,6 tys. Dalej mamy przygotowanie do pracy – blisko 3,5 tysiąca, a także obiekty i pomieszczenia pracy, pomieszczenia higienicznosanitarne, wentylacja, ogrzewanie i oświetlenie – przeszło 3,4 tys.

– Wymienione naruszenia to tzw. klasyka. W dobie pandemii na pewno można było spodziewać się weryfikacji przestrzegania rozwiązań wprowadzonych przepisami Tarcz Antykryzysowych w zakresie prawnej ochrony pracy i przestojów. Należało też oczekiwać kontroli podjętych przez samych pracodawców w zakresie środków ochrony indywidualnej lub osobistej, w tym obowiązku noszenia maseczek, rękawiczek, środków do dezynfekcji, odległości pomiędzy stanowiskami itp. – stwierdza ekspert z Grant Thornton.

Zdaniem mecenasa Raczkowskiego, naruszenia, jakie PIP stwierdza podczas kontroli, w ogóle nie dotyczą tego, co najważniejsze. Nie widać sankcji za brak maseczek, niezachowywanie odstępów między pracownikami czy deficyt środków dezynfekujących. Według eksperta, w kwestii katastrofy covidowej inspekcja jest całkowicie bierna. Państwo nie dostarczyło jej uprawnień ani narzędzi, aby mogła chronić BHP przed pandemią. Jeżeli rząd nic nie zmieni w walce z COVID-em i będzie trwać w obecnej niemocy, to zapewne nic się nie zmieni ze strony PIP-u. Liczba kontroli będzie przypadkowo nieznacznie rosnąć lub spadać, a przedmiotem badań będą kwestie trzeciorzędne.

– Dopóki pandemia będzie dawała o sobie znać, liczba kontroli będzie prawdopodobnie niższa niż przed jej wybuchem. Wraz z powrotem pracowników do pracy stacjonarnej, należy spodziewać się wzrostu sytuacji potencjalnie konfliktowych, co może mieć przełożenie na częstsze działania inspektorów – podsumowuje analityk prawny ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Grupa ROBYG – rekordowe wyniki finansowe w 2021 roku

W 2021 roku Grupa ROBYG zanotowała przychody ze sprzedaży na poziomie 1,3 mld zł, zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 396,7 mln zł – czyli o 88,3% więcej niż w 2020 roku, a EBIT 490,6 mln zł – wzrost o 82,3% rok do roku. W 2021 roku Grupa ROBYG podpisała ponad 4300 umów deweloperskich i przedwstępnych w Warszawie, Gdańsku, Poznaniu i Wrocławiu – co oznacza wzrost o 57% w porównaniu do 2020 roku. Spółka zawarła 4276 umów rezerwacyjnych netto i rozpoznała w przychodach ok. 2940 lokali.

Mniej niż 1% oferty to lokale gotowe – co potwierdza dużą popularność mieszkań budowanych przez ROBYG.

W grudniu 2021 r. Bricks Acquisitions Limited podpisał przedwstępną, warunkową umowę sprzedaży 100% akcji ROBYG na rzecz TAG Immobilien AG. Transakcja wymagała zgody urzędu antymonopolowego, która została udzielona – finalizacja transakcji ma nastąpić do 31 marca 2022 roku.

ROBYG przykłada szczególną wagę do idei ESG, na którą składa się ekologia, społeczne zaangażowanie i ład korporacyjny. Pod koniec 2021 roku spółka opublikowała Strategię ESG oraz Raport Wpływu, a do końca kwietnia 2022 opublikuje Raport ESG.

„Rok 2021 był dla ROBYG rekordowy pod względem sprzedaży i wyników finansowych. Zanotowaliśmy wyjątkowo wysoki popyt i staraliśmy się wprowadzać do oferty jak najwięcej mieszkań. Ale było to dla nas także rok silnej koncentracji na podwyższaniu jakości, rozwijaniu kolejnych rozwiązań eko na naszych osiedlach oraz wypełnianiu strategii ESG. Jako jeden z wiodących deweloperów w Polsce ogłosiliśmy strategię ESG – czyli strategię ROBYG w zakresie działania na rzecz środowiska (Enviroment), społeczeństwa (Social) i odpowiedzialnego biznesu (Governance). Zawarliśmy i opisaliśmy w niej 3 programy, które nazwaliśmy: ROBYG dla Planety, ROBYG dla Ludzi i ROBYG dla Odpowiedzialnego Biznesu. Podjęliśmy decyzję o przejściu przy procesach budowlanych w 100% na energię ze źródeł odnawialnych już w ciągu najbliższych dwóch lat, czyli do końca 2024 roku. Zamierzamy to osiągnąć uwzględniając w procesie zakupowym energii dostawców z jak największym udziałem energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych – a od 2024 roku, tylko i wyłącznie zielonej energii. Taki krok pozwoli na znaczną redukcję śladu węglowego i przyczyni się do ograniczenia emisji CO2. W naszym raporcie ESG przedstawimy dane zgodnie z metodologią GRI – czyli z najbardziej popularnymi na świecie wytycznymi przygotowanymi przez międzynarodową, niezależną organizację. Podjęliśmy też oficjalne zobowiązania w zakresie raportowania emisji CO2 oraz zwiększenia udziału energii odnawialnej w prowadzonej działalności. Zrównoważony rozwój jest trwale wpisany w naszą strategię i model biznesowy. Wynika to ze świadomości tego, iż budownictwo mieszkaniowe to sektor rynku, w którym odpowiedzialne zachowania są kluczowe zarówno dla środowiska, jak i dla społeczności oraz wpływają na naszych pracowników i partnerów biznesowych. Ponadto jako pierwszy polski deweloper mieszkaniowy opublikowaliśmy „Raport wpływu społeczno-ekonomicznego Grupy ROBYG. Wydarzenia ostatnich dni przeniosły naszą uwagę – razem z resztą wolnego świata – na solidarność i wsparcie Narodu Ukraińskiego. Cała nasza firma i wszyscy pracownicy zaangażowaliśmy się w organizację pomocy – przez darowizny osobiste, zapewnienie zamieszkania i wsparcia ogromnej liczbie uchodźców przybywających do Polski. Przekazaliśmy środki na pomoc humanitarną oraz dedykowaną ukraińskim dzieciom. Będziemy nadal pomagać i wspierać wszystkich potrzebujących obywateli Ukrainy” – powiedział Eyal Keltsh, wiceprezes zarządu Grupy ROBYG.

„W 2021 roku zanotowaliśmy rekordowe wyniki finansowe. Nasze przychody osiągnęły 1,3 miliarda zł – to najwyższy rezultat w historii Grupy ROBYG, zaś zysk netto Grupy to ponad 397 milionów zł. Wypracowaliśmy także bardzo wysoką marżę brutto ze sprzedaży – prawie 29%, pomimo rosnących kosztów, zwłaszcza w zakresie wynagrodzeń i materiałów budowlanych. Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, że w 2021 roku mieliśmy niezwykle szybkie tempo sprzedaży i osiągnęliśmy satysfakcjonujące ceny. Mamy bardzo mocną pozycję gotówkową, sięgającą na koniec 2021 roku 0,5 miliarda zł i jeszcze wyższy cash flow operacyjny (po wyłączeniu zakupów gruntów). To wszystko po raz kolejny potwierdza, w jak zdyscyplinowany i efektywny sposób zarządzamy finansami Grupy. Mamy również zabezpieczony obszerny bank ziemi, co gwarantuje nam płynne inicjowanie kolejnych etapów naszych projektów”dodaje Marta Hejak, wiceprezes zarządu i dyrektor finansowa Grupy ROBYG.

Grupa ROBYG ponownie podwyższyła standard mieszkań w swoich inwestycjach i wprowadza nowatorskie, ekologiczne farby elewacyjne, pochłaniające zanieczyszczenia. Wyjątkowa jakość ROBYG obejmuje ponadstandardową wysokość mieszkań, balkony, loggie lub tarasy w każdym mieszkaniu, drewniane okna, dźwiękoszczelność, wideofony, instalacje światłowodowe, a także lobby z portierem i oświetlenie LED części wspólnych zasilane przez panele fotowoltaiczne. Ponadto na każdym osiedlu ROBYG projektuje obszerne tereny zielone, ogrody deszczowe, place zabaw, siłownie, stacje rowerowe, monitoring wizyjny HD i ładowarki samochodów elektrycznych. Przygotowane są specjalne tereny spacerowe, a także budki dla ptaków i domki dla owadów. Większość mieszkań jest wyposażona w standardzie w system Smart House firmy Keemple.

W tym roku ROBYG wprowadził na swoich osiedlach ładowarki do samochodów elektrycznych – infrastruktura przyłączy będzie dostępna w garażach w większości budynków. Ponadto wybrane inwestycje będą posiadały miejsca zewnętrzne do ładowania – ogólnodostępne dla mieszkańców.

ESG, czyli misja troski, odpowiedzialności i wsparcia w ROBYG obejmuje tworzenie wspólnot mieszkańców, ochronę środowiska, stosowanie ekologicznych rozwiązań i oszczędność energii. Dla ROBYG ważna jest też funkcjonalność i bezpieczeństwo osiedli, zrównoważone budownictwo, szkolenia i programy antykorupcyjne, ład korporacyjny oraz obszerny program CSR – wsparcia potrzebujących. Założenia, które przyświecają koncepcji społecznej odpowiedzialności biznesu są trwale wpisane w strategię Grupy ROBYG. Budownictwo mieszkaniowe to wyjątkowy obszar działalności gospodarczej – a jego wpływ na społeczeństwo jest ogromny. Nowo powstałe budynki zmieniają oblicze całych dzielnic, dlatego ROBYG uważa, że realizacja inwestycji to coś więcej niż tylko wzniesienie budynku. Nowe osiedle to element większego organizmu, jakim jest miasto – dlatego projekt musi być idealnie wkomponowany w otaczającą go przestrzeń. Kompetentny deweloper – taki jak Grupa ROBYG – rozpoczyna planowanie nowej inwestycji właśnie od analizy jej wpływu na bezpośrednie otoczenie, dzielnicę i samo miasto.

Grupa ROBYG od lat angażuje się w lokalne inicjatywy, wspiera sztukę, kulturę, edukację czy sport. Firma podjęła także liczne działania związane z pomocą w obliczu epidemii koronawirusa – aktywnie wspierała potrzebujących, seniorów i Powstańców oraz instytucje medyczne. Dodatkowo program CSR Grupy obejmuje realizację i nieodpłatne przekazanie projektów infrastruktury publicznej na rzecz dzielnic i miast.

Grupa ROBYG zapewnia mieszkańcom swoich osiedli liczne, innowacyjne rozwiązania technologiczne – które wspierają ekologię i pozwalają zmniejszać koszty eksploatacyjne mieszkań. Wszystkie osiedla ROBYG posiadają instalację fotowoltaiczną, która wytwarza energię elektryczną zużywaną na potrzeby stref wspólnych budynku – czyli oświetlenia między innymi korytarzy, klatek schodowych, lobby czy stref fitness i miejsc zabaw dla dzieci. Jest to rozwiązanie przyjazne środowisku – wykorzystuje naturalny sposób wytwarzania energii elektrycznej, ale nie pochłania zasobów, a dodatkowo zmniejsza koszty eksploatacji budynku, co mieszkańcy odczuwają w portfelu.

Wszystkie mieszkania ROBYG w standardzie wyposażone są w nowoczesną technologię Smart House firmy Keemple. Klienci nie muszą ponosić za to rozwiązanie żadnych dodatkowych opłat. Smart House umożliwia zdalne sterowane domową elektroniką, ogrzewaniem, a także systemem bezpieczeństwa. Technologia zapewnia komfort oraz pomaga oszczędzać – dzięki niej można obniżyć rachunki za prąd nawet o 30%.

Grupa wprowadziła na swoich osiedlach ładowarki do samochodów elektrycznych – infrastruktura przyłączy będzie dostępna w garażach w większości budynków. Ponadto wybrane inwestycje będą posiadały miejsca zewnętrzne do ładowania – ogólnodostępne dla mieszkańców.

Grupa ROBYG od wielu miesięcy pracuje zgodnie z wytycznymi GIS, stosuje środki ochronne dla pracowników i klientów, prowadzi też cykliczne dezynfekcje i ozonowanie wszystkich biur minimum dwa razy w tygodniu. Spółka wprowadziła także systematyczne testy pracowników na budowach i w biurach sprzedaży na obecność przeciwciał wirusa SARS-CoV-2. We wszystkich biurach sprzedaży ROBYG wdrożył innowacyjną technologię dezynfekcji przy pomocy nowoczesnych urządzeń Aura Air firmy Keemple. To najinteligentniejsza na świecie technologia dezynfekowania powietrza, która jednocześnie monitoruje jego jakość w czasie rzeczywistym i chroni przed koronawirusem.

ROBYG to 27.000 sprzedanych lokali i ponad 100.000 zadowolonych klientów.

Najważniejsze dane Grupy ROBYG:

  2017 2018 2019 2020 2021
Umowy deweloperskie i przedwstępne   2500 2200 2738 4308
Kontraktacja netto 3471 2520 2569 2156 4276
Lokale uznane w przychodach 2100 2500 2845 2715 2940
Przychody 738 mln zł ponad 1 mld zł ponad 1,12 mld zł ponad 1,11 mld zł 1,3 mld zł

Accenture zaprzestaje działalności w Rosji

Accenture stoi po stronie obywateli Ukrainy oraz rządów, firm i osób, które na całym świecie apelują o natychmiastowe zakończenie bezprawnego i przerażającego ataku na Ukrainę i wolność jej mieszkańców. Z tego powodu, Accenture podjęło decyzję o niekontynuowaniu działalności w Rosji. Dziękujemy niemal 2,3 tys. naszych kolegów w Rosji za ich poświęcenie i pracę dla Accenture przez lata. Zapewnimy im wsparcie. Accenture nie prowadzi działalności na Ukrainie, ale będzie kontynuować wysiłki związane z niesieniem pomocy dla naszych ukraińskich pracowników z całego świata oraz ich rodzin. Zapewniamy wparcie telemedyczne na Ukrainie, a także pomagamy członkom rodzin opuszczającym ten kraj.

Zdecydowaliśmy o przekazaniu 5 mln USD dla organizacji pomocowych non-profit działających na rzecz mieszkańców Ukrainy pozostających na miejscu oraz tych, którzy uciekając dotarli do Polski, Rumunii, Słowacji, Węgier i Czech. Ponadto podwoimy wsparcie finansowe przekazywane przez naszych pracowników.

Złoty pozostaje pod silną presją

Dzisiejszy raport z amerykańskiego rynku pracy USA będzie prawdopodobnie miał marginalne znaczenie dla rynków. Cały czas wydarzenia na froncie wojny wywołanej przez Rosję dominują w nagłówkach agencji informacyjnych. Zachód nałożył wczoraj kolejne sankcje a coraz więcej firm wycofuje się z Rosji. Cały czas na wysokim poziomie utrzymują się obawy o dostawy energii do Europy. Całe szczęście, że zima za chwilę minie.

Dane za amerykańskiego rynku pracy nie dostarczą żadnych nowych informacji. Lekko gorszy lub lepszy wynik od konsensusu nie wpłynie w na plan Fed odnośnie przyszłych stóp procentowych. Tutaj decyzje Powella mogłoby jedynie zmienić nagłe wydarzenia na froncie. Po ostatnim przemówieniu przewodniczącego Fed w Kongresie wynika, że możemy spodziewać się wzrostu stóp o 25 bps. Wracając do rynku pracy, od pewnego czasu wiemy, że następuje ożywienie. Dobre wyniki podała firma ADP w środę (475 tys. nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym) a wczorajsze tygodniowe szacunki dotyczące wniosków o zasiłek dla bezrobotnych też pokazały pozytywną tendencję. Z kronikarskiego obowiązku piszę o dzisiejszej publikacji, choć wiem dobrze, że oczy świata (nie tylko tego finansowego) zwrócone są w kierunku wydarzeń na terenach naszych wschodnich sąsiadów.

Na ten moment nie jesteśmy w stanie oszacować jak duży będzie wpływ wojny (oraz sankcji) na globalną inflację i gospodarkę. Ceny surowców energetycznych rosły przed 24 lutego, a po tej dacie nastąpiło jedynie przyspieszenie. Dodatkowo silnie drożeją surowce rolne. Z tych dwóch powodów perspektywy inflacji nie malują się w różowych barwach. Wskaźniki CPI, które miały maleć od II kwartału lub półrocza 2022 roku, z pewnością przyspieszą. Nie wiemy na ten moment jedynie z jak dużą siłą nastąpi ta akceleracja.

Złoty pozostaje pod silną presją. Niepokojąco wyglądają wieloletnie szczyty na EUR/PLN (4,84), USD/PLN (4,39) czy CFH/PLN (4,78). NBP dwukrotnie już interweniował kupując naszą walutę, ale umocnienie PLN było jedynie chwilowe. Kurs złotego jest płynny i wyznaczany przez rynek, dlatego też działania banku mają charakter jedynie doraźny. Być może dojdzie do trzeciej interwencji dzisiaj ale to jedynie moje prywatne spekulacje. Jedno jest pewne, o pandemii cały świat już zapomniał. Po „zarazie” przyszła wojna, która była ciężka do wyobrażenia dla obecnych pokoleń.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Słaby złoty może oznaczać wyższą podwyżkę stóp procentowych

Złoty pozostaje rekordowo słaby i notuje poziomy zbliżone do wieloletnich minimów. W związku z sytuacją na Ukrainie kapitał odpływa na rynki postrzegane jako bezpieczniejsze. Możliwe, że NBP zdecyduje się na wyższą podwyżkę stóp, bo może być to skuteczniejszy sposób na umocnienie złotego niż doraźne interwencje. W wyniku rosyjskiej inwazji, ukraińska hrywna straciła na wartości mniej niż rosyjski rubel.

We wtorek po raz pierwszy od 10 lat NBP interweniował na rynku walutowym w celu umocnienia złotego. Kurs złotego wobec dolara osiągnął 4,33 zł i był najwyższy od 21 lat, kurs wobec euro przekroczył 4,80 zł i zbliżał się do historycznego rekordu słabości złotego z 2009 roku. Interwencja przyniosła tylko chwilowy skutek, bo po zbiciu kursu z 4,80 do 4,67 złoty dalej się osłabiał. Obecnie za 1 euro płacimy 4,77 zł, a za dolara 4,32 zł.

W wtorek na posiedzeniu zbierze się Rada Polityki Pieniężnej, by decydować o poziomie stóp procentowych. Rynek obecnie przewiduje, że dojdzie, jak w poprzednich miesiącach, do podwyżki stóp o 50 p.b. Możliwe jednak, że w wyniku obecnej sytuacji słabego złotego, Rada postanowi o wyższej podwyżce. To mogłoby wpłynąć, skuteczniej niż doraźne interwencje, na umocnienie złotego. Słaby złoty utrudnia bowiem obniżanie inflacji.

Tym bardziej, że obecna słabość polskiej waluty to także efekt wcześniejszych działań NBP, które wspierało osłabianie się złotego w przeszłości. W sytuację zwiększonego globalnego ryzyka związanego z wojną wchodziliśmy w momencie, gdy kurs złotego wynosił 4,50 zł za jedno euro, czyli na poziomie znacznie wyższym od długoterminowej średniej. Słaby złoty powoduje, że znacznie rosną raty kredytów hipotecznych w walutach obcych. Tym bardziej, że rekordy notuje także kurs franka szwajcarskiego, za którego trzeba zapłacić około 4,70 zł.

Osłabianie złotego, jak i innych walut regionu, jest związane z sytuacją na Ukrainie, której następstwem jest ucieczka kapitału z rynków uznawanych za bardziej ryzykowne na te bezpieczniejsze. Polska dotknięta jest tym podwójnie, ponieważ z jednej strony jest postrzegana cały czas jako rynek rozwijający, a właśnie z takich rynków kapitał odpływa w obecnej sytuacji szukając bezpieczniejszych przystani. A z drugiej strony nasza geograficzna bliskość Ukrainy i konfliktu także wpływa na spotęgowanie postrzegania ryzyka wobec polskiego rynku.

Na kurs złotego wpływają także obawy o stabilność finansów publicznych związane z napływem uchodźców z Ukrainy. Dotychczas granicę Polski przekroczyło ponad

0,5 mln osób, z których część nie pozostała w Polsce tylko udała się do innych krajów UE. Prognozy mówią o napływie nawet od 1 mln (minister spraw zagranicznych Rau) do nawet 3 mln uchodźców (UNHCR) do Polski, zależnie od rozwoju sytuacji na Ukrainie.

Osłabieniu w ostatnim czasie uległ także, co oczywiste, kurs ukraińskiej hrywny. Spadek kursu jest jednak niższy niż w 2014 roku, gdy doszło do aneksji Krymu i wojny w Donbasie. Hrywna osłabiła się także mniej niż dotknięty sankcjami rubel rosyjski, który w ciągu ostatnich 10 dni stracił 32 proc. swojej wartości. W tym samym czasie hrywna wobec dolara osłabiła się o 7 proc. W wyniku spadku wartości złotego oficjalny kurs NBP hrywny pozostaje bez większych zmian i wynosi około 14 groszy. Jednak w kantorach hrywna jest skupowana po 9 groszy.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Czy 5G jest w stanie ożywić branżę smartfonów? Raport Euler Hermes

Eksperci Allianz Research i Działu Badań Ekonomicznych Euler Hermes przygotowali i prezentują bieżącą analizę perspektyw sieci 5G – jej oczekiwanego wpływu na segment smartfonów (pełna wersja w załączeniu). W Polsce napotykamy informacje o zbliżających się włączeniach sieci 3G – czy to plus zyski w jakości transmisji, jakie daje klientom sieć 5G skłonią ich do szybszej zmiany smartfonów?

Streszczenie:

  • Wprowadzenie 5G nie wystarczy, aby zapoczątkować nowy okres „szczytu zakupów smartfonów” w (przynajmniej w Ameryce Północnej i Europie Zachodniej). Doświadczenia Chin pokazują, że użytkownicy doceniają 5G, ale nie będą się spieszyć z zakupami
  • Również na Zachodzie użytkownicy zatrzymują smartfony na dłużej. Szacujemy, że średni cykl wymiany w Ameryce Północnej i Europie wynosi obecnie odpowiednio 24 i 40 miesięcy, czyli o +30% i +24% dłużej niż w 2016 roku. Do 2025 roku, takie dłuższe cykle wymiany mogą spowodować spadek lokalnej sprzedaży o -11%, co doprowadzi do utraty 16 mld USD przychodów rocznie (producentów smartfonów). Szacujemy, że w skali globalnej koszty utraconej sprzedaży do 2025 roku będą wynosić 36 mld USD rocznie.
  • Dojrzewający rynek smartfonów zmusi firmy do zmian, szczególnie w Chinach i Wietnamie. Przewidujemy cztery główne trendy: konsolidacja branży, innowacje, dywersyfikacja biznesu i rosnący nacisk na produkcję obiegową.

Doświadczenia Chin pokazują, że użytkownicy doceniają 5G, ale nie będą się spieszyć z zakupami. Jako najbardziej zaawansowany kraj na świecie w zakresie masowego wdrożenia 5G, Chiny pokazały mieszane sygnały jeśli chodzi o wpływ 5G na branżę telekomunikacyjną:

  • Ponad 30% wszystkich abonentów korzystających ze smartfonów, czyli 450 mln osób, posiadało abonament 5G pod koniec 2021 roku, czyli dwa lata po wprowadzeniu usług 5G przy silnym wsparciu państwowych firm telekomunikacji mobilnej. 5G pomogło dostawcom usług zwiększyć średni przychód na użytkownika (ARPU) uzyskiwany od klientów.
  • Mimo to chińscy konsumenci nie spieszyli się z wymianą obecnych urządzeń na smartfony przystosowane do 5G. Chociaż urządzenia obsługujące 5G stanowiły 75% smartfonów sprzedanych w Chinach w 2021 roku, to całkowita sprzedaż była praktycznie niezmienna (+0,3%) i znacznie poniżej poziomu sprzed pandemii oraz szczytu sprzedaży (nabywanie smartfonów 5G było wiec w większym stopniu podyktowane zastępowaniem dotychczasowych urządzeń zgodnie z ich cyklem życia, niż chęcią skorzystania ze zmiany standardu transmisji).

Wprowadzenie 5G nie wystarczy, aby zapoczątkować nowy okres „szczytu zakupów smartfonów” w Ameryce Północnej i Europie Zachodniej. Rok 2022 to rok, w którym usługi mobilne 5G staną się głównym nurtem w Europie i Ameryce Północnej, a w większości krajów modernizacja istniejącej infrastruktury mobilnej jest już bardzo zaawansowana. Przedsiębiorstwa świadczące usługi telekomunikacyjne stawiają na 5G, aby sprzedawać droższe abonamenty, a producenci smartfonów mają nadzieję, że zachęci to klientów do wymiany obecnych urządzeń na nowsze i ożywi sprzedaż. Ostatecznie minęło już pięć lat i znajdujemy się 6% poniżej „szczytu zakupów smartfonów” (z 2016 roku). Choć sprzedaż smartfonów w 2021 roku odbiła się od najniższego poziomu odnotowanego w 2020, to nadal była raczej rozczarowująca w porównaniu z boomem, jaki przeżyła szersza branża elektroniki użytkowej (komputery, konsole do gier wideo itp.) w czasie pandemii (Rysunek 1).

Rysunek 1 – Sprzedaż smartfonów (na świecie). Sprzedaż smartfonów (w mln szt.) % zmiany

Sprzedaż smartfonów (na świecie) Sprzedaż smartfonów (w mln szt.)
Źródło: IDC, Euler Hermes, obliczenia Działu Analiz Allianz

Przykład Chin, w których mieszka około 70% wszystkich abonentów 5G na świecie jest tym bardziej niepokojący, że sprzedaż rozczarowała również na innych wiodących rynkach 5G, czyli w Korei Południowej i na Tajwanie: lokalna sprzedaż smartfonów była zasadniczo niezmienna od 2019 roku pomimo doskonałego zasięgu 5G. Brak tak zwanej „zabójczej funkcji”, którą umożliwiałoby 5G, oraz czasami rozczarowujące prędkości przesyłu danych w porównaniu z teoretycznymi możliwościami mogą tłumaczyć brak entuzjazmu konsumentów dla urządzeń 5G.

Rysunek 2 – Sprzedaż smartfonów w Chinach (w mln szt.) w tym 5G (w mln szt.)

Sprzedaż smartfonów w Chinach
Źródło: IDC, CAICT, Euler Hermes, Obliczenia Działu Analiz Allianz

Również na Zachodzie użytkownicy dłużej korzystają ze swoich smartfonów. Do 2025 roku dłuższy cykl wymiany może spowodować spadek lokalnej sprzedaży o 11%, co oznacza spadek przychodów o 16 mld USD rocznie. Podobnie jak inne segmenty branży elektroniki użytkowej, takie jak telewizory, komputery czy tablety, smartfony stały się dojrzałą branżą, której wskaźniki penetracji przekroczyły już w zaawansowanych gospodarkach 100% (patrz załącznik). Sprzedaż smartfonów jest obecnie w przeważającej mierze napędzana przez zakupy związane z wymianą sprzętu. Bardzo krótkie cykle wymiany przyczyniły się do tego, że smartfony stały się największym segmentem branży elektroniki użytkowej – użytkownicy wymieniają swoje urządzenia średnio co dwa lata; w przypadku komputera jest to około sześciu lat, a w przypadku telewizora – dziesięć lat. Jednakże, mierząc roczną sprzedaż smartfonów w stosunku do liczby abonamentów na smartfony stwierdzamy, że cykle wymiany na obu rynkach znacznie się wydłużyły w ostatnich latach. W porównaniu z rokiem 2016, cykl wymiany jest obecnie dłuższy o osiem miesięcy w Europie (+24%, średnio 40 miesięcy), o sześć miesięcy w Ameryce Północnej (+30%, średnio 24 miesiące) i o 24 miesiące na całym świecie (+75%, średnio 55 miesięcy).

Rysunek 3 – Szacowany cykl wymiany smartfonów (w miesiącach), Europa Zachodnia, Ameryka Północna, Świat

Szacowany cykl wymiany smartfonów
Źródło: Euler Hermes, Obliczenia Działu Analiz Allianz

Zakładając, że 5G będzie cieszyć się taką samą popularnością na Zachodzie, jak do tej pory w regionie Azji i Pacyfiku, w nadchodzących latach cykle wymiany mogą wydłużyć się jeszcze bardziej.

Do wydłużenia cykli mogą się również przyczynić zmiany postaw konsumenckich i regulacji prawnych, które już teraz są wymagające na większości rynków. Wpływ branży IT na środowisko, począwszy od masowego wydobycia metali wykorzystywanych w urządzeniach, a skończywszy na energii elektrycznej zużywanej przez infrastrukturę cyfrową, nie tylko szybko rośnie, ale jest też coraz dokładniej mierzony[1]. Zwłaszcza w Europie przepisy zmuszają firmy do zwiększania możliwości naprawy urządzeń wprowadzanych na rynek.

W czasach, gdy sprzedaż używanych smartfonów osiągnęła równowartość około 20% sprzedaży nowych urządzeń uważamy, że założenie dłuższych cykli jest realistyczne i spójne z dotychczasowymi przypadkami innych nasyconych rynków elektroniki użytkowej, takich jak rynek telewizorów czy komputerów. W scenariuszu zakładającym, że cykle wymiany utrzymają się w dotychczasowej tendencji i osiągną 72 miesiące w skali globalnej do 2025 roku, globalna sprzedaż spadłaby o 8% i zmniejszyła łącznie o 36 mld USD rocznie. Szczególnie w Europie i Ameryce Północnej cykle wymiany mogą osiągnąć odpowiednio 48 i 30 miesięcy. W tym przypadku lokalna sprzedaż spadłaby o -11%, czyli łącznie o 16 mld USD rocznie.

W tym kontekście mogą zmaterializować się cztery główne trendy: konsolidacja branży, innowacje, dywersyfikacja biznesu i rosnący nacisk na produkcję obiegową. Uważamy, że kwestia dojrzałości będzie się rozgrywać w bardzo różny sposób w całym łańcuchu wartości smartfonów. Konsolidacja branży będzie postępować szybciej, ponieważ niższy poziom sprzedaży spowoduje, że producenci smartfonów będą walczyć o udziały w rynku w celu utrzymania wolumenu sprzedaży. To z kolei zaszkodzi średnim cenom sprzedaży uzyskiwanym przez firmy koncentrujące się na urządzeniach niskiej lub średniej klasy. W ostatnim czasie przedsiębiorstwem, które zrezygnowało z działalności w branży było LG, które w 2021 roku ogłosiło zamiar zbycia przynoszącej straty dywizji smartfonów. Gdy pięć firm kontroluje 70% światowej sprzedaży smartfonów, setki walczą o pozostałe 30%.

Innowacje pozwolą pomysłowym firmom łagodzić spadek wolumenów dzięki wyższym cenom. Już teraz liderzy rynku – Apple i Samsung – wprowadzili droższe urządzenia z zaawansowanymi funkcjami, co umożliwiło im podniesienie średniej ceny sprzedaży. Urządzenia sprzedawane za ponad 800 USD stanowią obecnie ponad 10% wolumenu w branży, podczas gdy jeszcze pięć lat temu było to mniej niż 5%. Innowacje mogą również zaowocować powstaniem tzw. „zabójczych funkcji’, które skłonią użytkowników do przejścia na urządzenia 5G szybciej niż oczekiwano.

Dywersyfikacja będzie miała zasadnicze znaczenie dla firm, które silnie koncentrują się na segmencie smartfonów. Dotyczy to w szczególności producentów oryginalnego wzornictwa (ODM) i firm świadczących usługi w zakresie produkcji elektroniki (EMS), którym dominujące marki smartfonów (producenci oryginalnego wyposażenia – OEM – jak np. Apple) zlecają montaż swoich urządzeń i które działają na bardzo niskich marżach. Ambicje Foxconn, największego na świecie producenta kontraktowego elektroniki użytkowej, dotyczące dywersyfikacji do sektora motoryzacyjnego są naszym zdaniem wyraźnym sygnałem. Po drugie, potrzeba dywersyfikacji dotyczy również firm produkujących półprzewodniki – sam smartfon generuje ponad 25% całej sprzedaży półprzewodników na świecie. Wiodący gracze wychodzą poza branżę urządzeń mobilnych, kładąc większy nacisk na Internet Przedmiotów (IoT). Podobnie jak ich dostawcy i producenci kontraktowi, również producenci OEM będą poszukiwać alternatywnych czynników wzrostu. Apple, tak jak Foxconn, inwestuje w rozwój inteligentnych pojazdów.

Producenci OEM będą również starali się wykorzystywać możliwości oferowane przez rynek wtórny lub rynek wymiany, zazwyczaj poprzez sprzedaż używanych urządzeń w ramach działalności typu bezpośredniego (direct-to-consumer). Zakładając, że używany smartfon sprzedaje się za połowę średniej ceny sprzedaży nowego urządzenia, szacujemy, że rynek wtórny wygenerował w 2021 roku sprzedaż o wartości 41 mld USD. Producenci OEM mogą również świadczyć konkurencyjne usługi napraw lub części zamiennych dla zewnętrznych specjalistów ds. napraw, aby wygenerować dodatkowe przychody.

Ogólnie rzecz biorąc uważamy, że największe ryzyko występuje wśród drugorzędnych producentów OEM i firm ODM/EMS, którym brakuje siły finansowej i zdolności innowacyjnych, aby znaleźć alternatywne motory wzrostu. W związku z tym Chiny i Wietnam, które koncentrują ponad 75% eksportu telefonów komórkowych, są najbardziej narażone na ryzyko związane z coraz bardziej dojrzałą branżą smartfonów.

Załącznik statystyczny

Wskaźniki penetracji telefonii komórkowej (abonamenty jako % ogółu ludności)

Kraj / Region Wskaźnik penetracji abonamentów telefonii komórkowej (%, 2021)
Chiny 113%
Europa Zachodnia 125%
Ameryka Północna 106%
Świat 90%

 

Źródła: Ericsson, World Bank, Euler Hermes, obliczenia Działu Analiz Allianz

[1] Zob. Lean ICT: Towards Digital Sobriety [Chude ICT: W kierunku cyfrowej trzeźwości], The Shift Project [Project Shift}

Ford powołuje odrębne przedsiębiorstwa. W ten sposób przyspiesza transformację w kierunku pojazdów zeroemisyjnych

  • Ford powołuje odrębne firmy działające w sektorze pojazdów elektrycznych i spalinowych, które będą w stanie z powodzeniem konkurować zarówno z nowymi producentami pojazdów elektrycznych, jak i z uznanymi producentami z branży
  • Ford, bazując na doświadczeniu i wiedzy inżynieryjnej oraz wielkoseryjnej produkcji, chce działać jak czołowy startup technologiczny, dostarczając klientom produkty w sposób ukierunkowany i szybki
  • Ford Blue, nieustannie obniżając koszty, upraszczając operacje i podnosząc jakość, będzie rozwijać ofertę kultowych pojazdów z silnikiem spalinowym, co powinno pobudzać wzrost i poprawiać rentowność. Zapewni także światowej klasy inżynierię sprzętowąi możliwości produkcyjne dla wszystkich jednostek Forda
  • Ford Model e przyspieszy innowacje i wprowadzanie prekursorskich pojazdów elektrycznych na dużą skalę, a także opracuje oprogramowanie oraz technologie i usługi związane z pojazdami skomunikowanymi dla wszystkich modeli Forda
  • Ford Blue i Ford Model e będą funkcjonować jako odrębne firmy, jednak będą jednocześnie dzielić się technologiami i najlepszymi praktykami, aby jak najlepiej wykorzystać efekt skali i wdrażać usprawnienia. Wraz z Ford Pro wszystkie trzy firmy będą prowadzić odrębne rachunki zysków i strat do 2023 roku
  • Firma przyspiesza realizację planu Ford+ w celu uwolnienia wzrostu i wykreowania profitów dla akcjonariuszy – marży skorygowanego zysku EBIT firmy na poziomie 10% i rocznej produkcji ponad 2 milionów pojazdów elektrycznych do 2026 roku. Można oczekiwać, że do 2030 roku pojazdy elektryczne będą stanowić połowę globalnego wolumenu

Ford kontynuuje proces przekształcania globalnej działalności motoryzacyjnej, przyspieszając rozwój i zwiększając ofertę innowacyjnych, skomunikowanych pojazdów elektrycznych. Jednocześnie wykorzystuje swoje kultowe produkty i marki, aby zwiększyć wydajność operacyjną i w pełni wykorzystać potencjał inżynierski i przemysłowy.

„Nie po raz pierwszy Ford stara się zdefiniować od nowa kierunki rozwoju przyszłości i podąża własną drogą” – powiedział Bill Ford, Prezes Zarządu Forda. „Mamy niezwykłą okazję, aby prowadzić działalność w porywającej nowej erze pojazdów skomunikowanych i elektrycznych, dawać klientom to, co Ford ma najlepszego, a także realnie pomagać w poprawianiu stanu naszej planety.”

W maju ubiegłego roku Prezes i Dyrektor Generalny Forda Jim Farley przedstawił plan Ford+, nazywając go największą szansą firmy na wzrost i tworzenie wartości od czasu, gdy Henry Ford rozpoczął produkcję Modelu T na dużą skalę. Utworzenie dwóch odrębnych, ale strategicznie współzależnych firm motoryzacyjnych, czyli Ford Blue i Ford Model e, wraz z nową firmą funkcjonującą pod nazwą Ford Pro, pomoże uwolnić pełen potencjał planu Ford+, jak również będzie napędzać dalszy wzrost i budowanie wartości. Dzięki temu Ford zajmie pozycję, która pozwoli mu na osiągnięcie przewagi, zarówno nad starszymi producentami samochodów, jak i nowymi konkurentami z branży EV.

„W krótkim czasie dokonaliśmy ogromnego postępu. Wprowadziliśmy na rynek światowy serię niezwykle popularnych produktów, a popyt na nasze nowe pojazdy elektryczne, takie jak F-150 Lightning i Mustang Mach-E, jest ogromny” – stwierdził Jim Farley. „Niemniej, dzięki programowi Ford+ chcemy ponownie zyskać miano wyjątkowej i zmieniającej świat firmy, a to wymaga koncentracji. Idziemy na całość, tworząc oddzielne, ale uzupełniające się firmy, które pozwolą na szybkie wdrożenie zmian i zapewnią nieograniczoną innowacyjność w działaniu Ford Model e oraz przemysłowe know-how Ford Blue. Wielkość produkcji i kultowe marki, takie jak Bronco, to coś, o czym firmy dopiero rozpoczynające działalność mogą tylko pomarzyć.”Motorem zmian było przekonanie, że aby Ford mógł się rozwijać oraz dostarczać pojazdyi usługi elektryczne i połączone cyfrowo, a także czerpać korzyści z kultowej rodziny pojazdów spalinowych, potrzebne jest zupełnie inne podejście, a także talenty i wreszcie organizacja.

Decyzja o stworzeniu Ford Model e była oparta na sukcesie małych, nastawionych na realizację misji zespołów Forda, które opracowały Forda GT, SUV-a Mustanga Mach-Ei pickupa F-150 Lightning, jak również działu Forda zajmującego się pojazdami elektrycznymiw Chinach.

„Ford Model e będzie centrum innowacji i rozwoju Forda – zespołem najlepszych na świecie specjalistów w dziedzinie oprogramowania, elektryki i motoryzacji, który stworzy naprawdę niesamowite pojazdy elektryczne i opracuje cyfrowe rozwiązania dla nowych pokoleń klientów Forda” – powiedział Farley.

„Misją Ford Blue jest zbudowanie bardziej dochodowej i dynamicznej działalności w zakresie pojazdów spalinowych, wzmocnienie pozycji odnoszących sukcesy i kultowych rodzin pojazdów oraz zwiększenie lojalności klientów poprzez świadczenie nieocenionych usług. Chodzi o wykorzystanie stuletniego doświadczenia i wiedzy do budowania nowej przyszłości. Ten zespół będzie wyjątkowo mocno zaangażowany w dostarczanie najwyższej jakości, ograniczanie strat w każdym aspekcie działalności, maksymalizację przepływów finansowych i optymalizację naszego śladu przemysłowego.”

Ford Model e i Ford Blue będą działać odrębnie, ale będą się również wzajemnie wspierać – podobnie jak Ford Pro, którego zadaniem jest zapewnienie klientom biznesowym i podmiotom publicznym kompleksowej obsługi w zakresie pojazdów konwencjonalnych i elektrycznych oraz pełnego pakietu oprogramowania, ładowania, finansowania, serwisu i wsparcia w zakresie produktów Forda oraz produktów firm zewnętrznych. Ford Model e i Ford Blue będą również wspierać mobilność Ford Drive.

Zadania stojące przed Ford Model e to przede wszystkim:

    • przyciągnięcie i zatrzymanie najlepszych talentów w dziedzinie oprogramowania, inżynierii, projektowania i doświadczeń użytkownika (UX) oraz doskonalenie nowych technologii i koncepcji, które można zastosować w całej działalności Forda;
    • wprowadzenie w życie zupełnie nowego podejścia do projektowania, wdrażaniai popularyzowania prekursorskich, wielkoseryjnych pojazdów elektrycznychi skomunikowanych oraz usług dla klientów detalicznych, biznesowych, a takżew transportu współdzielonego;
    • opracowanie kluczowych technologii i rozwiązań, takich jak platformy dla pojazdów elektrycznych, akumulatory, silniki elektryczne, falowniki, ładowanie i recykling, prowadzące do opracowania innowacyjnych pojazdów elektrycznych; oraz
    • tworzenie platform oprogramowania i w pełni sieciowych architektur dla pojazdów, które będą budować satysfakcję z użytkowania skomunikowanychz siecią, aktualizowanych na bieżąco systemów pokładowych nowych modeli.

Co więcej, Ford Model e ma odegrać czołową rolę w opracowywaniu nowych, ekscytujących rozwiązań związanych z zakupem i eksploatowaniem pojazdów elektrycznych. Chodzi tu przede wszystkim o proste, intuicyjne platformy e-commerce, przejrzyste cenniki oraz spersonalizowaną obsługę klienta ze strony ambasadorów Forda. Ford Blue wdroży te najlepsze praktyki z myślą o podniesieniu jakości komunikacji oraz satysfakcji właścicieli pojazdów spalinowych.

Ford Blue będzie czerpać z wiedzy Forda w dziedzinie motoryzacji, aby:

    • poprzez inwestycje w nowe modele, doświadczenia i usługi wzmocnić pozycję kultowych, uwielbianych samochodów Forda, na przykład modeli serii F, Rangerai Mavericka, Bronco, Explorera oraz Mustanga;
    • pomagać klientom w realizowaniu swoich pasji i prowadzeniu życia codziennego, dzięki dostosowanym do potrzeb rozwiązaniom – począwszy od jazdy terenowej, przez osiągi, aż po różnego rodzaju aktywność rodzinną, zwłaszcza w sytuacjach, gdy wymaga to wykorzystania walorów silnika spalinowego;
    • dostarczać klientom nowych, spersonalizowanych, dostępnych zdalniei o każdej porze rozwiązań z poziomu zintegrowanego z pojazdami oprogramowania i systemów spod znaku Ford Model e;
    • sprawić, aby uznana w branży jakość i wyjątkowa obsługa stały się powodem do wyboru i pozostania z Fordem na długo;
    • wyeliminować straty i radykalnie obniżyć koszty produktu, produkcji i jakości;
    • wspierać Ford Model e i Ford Pro dzięki sprawdzonym rozwiązaniom inżynieryjnym, zakupowym, produkcyjnym oraz możliwościom testowania i rozwoju pojazdów. W ten sposób możliwe będzie zapewnienie światowej klasy bezpieczeństwa, doznań podczas jazdy i obsługi, ciszy i komfortu oraz trwałości.

Ford potwierdza prognozy na rok 2022, które zakładają osiągnięcie od 11,5 mld do 12,5 mld USD skorygowanego zysku EBIT firmy. Górna granica odpowiada marży na poziomie 8%, której osiągnięcie byłoby możliwe o rok wcześniej, niż zakładał to poprzedni cel firmy. Dzięki ogłoszonym dziś zmianom, Ford podnosi swoje długoterminowe cele operacyjne i finansowe:

    • zakłada się, że skorygowana marża EBIT firmy osiągnie 10% do 2026 r., co oznaczałoby wzrost o 270 punktów bazowych w stosunku do 2021 r. Jest to możliwe dzięki wyższym wolumenom, optymalizacji kosztów pojazdów elektrycznych oraz znacznemu spadkowi kosztów strukturalnych ICE, sięgającemu 3 mld USD;
    • plan zakłada ponad 2 miliony pojazdów elektrycznych produkowanych rocznie do 2026 r., co będzie stanowić około jednej trzeciej globalnego wolumenu Forda, a do 2030 r. nawet połowę, dzięki czemu pojazdy elektryczne zdobędą taki sam lub nawet większy udział rynkowy w segmentach, w których Ford już jest liderem;
    • ponadto Ford przewiduje, że w 2022 r. wyda na rozwój sektora pojazdów elektrycznych 5 mld USD, w czym zawierają się nakłady inwestycyjne, wydatki i inwestycje bezpośrednie – stanowi to dwukrotny wzrost w porównaniu z rokiem 2021.

Ford podtrzymał swoje zobowiązanie co do osiągnięcia neutralności węglowej do 2050 r. oraz do wykorzystywania w 100% lokalnej, odnawialnej energii elektrycznej we wszystkich swoich zakładach produkcyjnych do 2035 r.

„Nowe struktury zwiększą naszą zdolność do generowania najwyższego w branży wzrostu, rentowności i płynności w nowej erze transportu” – powiedział John Lawler, dyrektor finansowy Forda. „Dzięki temu zwiększymy naszą skuteczność w alokacji kapitału na działalność związaną z technologiami pojazdów spalinowych i elektrycznych oraz oczekiwane przez nas zyski – pomoże w tym maksymalne wykorzystanie obecnych możliwości, dodawanie nowych kompetencji tam, gdzie są one potrzebne, upraszczanie procesów i obniżanie kosztów. Co najważniejsze, wierzymy, że przyniesie to wzrost i znaczny profit dla naszych akcjonariuszy.”

Ford Model e i Ford Blue będą ściśle współpracować z innymi podmiotami wchodzącymiw skład działalności Forda. Ford Pro będzie nadal dostarczał najlepsze w branży produkty, usługi i doradztwo, na których polegają klienci biznesowi. Wspierane przez Forda firmyModel e i Ford Blue oraz Lincoln będą nadal produkować atrakcyjne pojazdy, dające właścicielom wyjątkowe powody do satysfakcji. Ford Drive będzie kontynuował rozwój nowych, skomunikowanych z siecią cyfrowych projektów biznesowych. Ford Credit będzie nadal dbaćo wsparcie kupującego i zwiększać jego zadowolenie, oferując pełen pakiet produktów i usług finansowych.

Kierownictwo

Wraz z otwarciem działalności Ford Blue i Ford Model e, Ford ogłasza kilka nominacji na stanowiska kierownicze. Jim Farley będzie pełnił funkcję prezesa Ford Model e, sprawując jednocześnie obecne funkcje prezesa i dyrektora generalnego Ford Motor Company.

Doug Field będzie kierował procesami opracowywania produktów Forda Model e jako główny specjalista ds. pojazdów elektrycznych i systemów cyfrowych. Będzie również kierował pracami nad rozwojem oprogramowania i zintegrowanych systemów dla całego Forda. Marin Gjaja będzie pełnił funkcję dyrektora ds. klienta w Model e, kierując działaniami w zakresie wprowadzania produktów na rynek, satysfakcji klienta oraz nowych inicjatyw biznesowych.

„Projektowanie naprawdę wyjątkowych pojazdów elektrycznych i sterowanych poprzez oprogramowanie – zapewniających satysfakcję, której klienci nie mogą sobie jeszcze wyobrazić – wymaga niestandardowych rozwiązań” – powiedział Field. „Tworzymy strukturę organizacyjną, która korzysta z całego know-how i możliwości Forda, ale która może działać szybko i z nieograniczaną wyobraźnią, tworząc nowe, rewolucyjne produkty.”

Kumar Galhotra będzie pełnił funkcję prezesa Ford Blue.

„Założenia Ford Blue są niezwykle ambitne” – powiedział Galhotra. „Zainwestujemy w naszą niezwykle popularną linię modeli F, uwolnimy pełen potencjał takich hitów jak Bronco i Maverick oraz wprowadzimy na rynek nowe pojazdy, m.in. przeznaczone na rynki światowe pickupy Ranger, Ranger Raptor i Raptor R. Połączymy te wspaniałe produkty z prostym, wygodnym i w pełni skomunikowanym systemem obsługi klienta, który zapewni wzrost poziomu lojalności właścicieli. Będziemy wysoce konkurencyjni pod względem kosztów i sprawimy, że jakość stanie się powodem, dla którego warto wybrać Forda. Dzięki temu Ford Blue stanie się motorem generującym przychody i rentowność dla całej firmy.”

Stuart Rowley i Hau Thai-Tang obejmą nowe stanowiska w globalnej strukturze, aby wspierać transformację Forda.

Rowley będzie pełnił funkcję głównego specjalisty ds. transformacji i jakości. Będzie on dążył do osiągnięcia wysokiej jakości, stanowiącej motywację klientów do wyboru Forda oraz pokieruje działaniami zmierzającymi do poprawy wydajności, opracowania uproszczonej, oszczędnej i konkurencyjnej struktury kosztów w całym przedsiębiorstwie.

Thai-Tang będzie kierował infrastrukturą produkcji Forda jako główny specjalista ds. platformy przemysłowej. Będzie kierował pracami nad pracami rozwojowymi produktów, łańcuchem dostaw i inżynierią produkcji w zakresie pojazdów spalinowych, a także systemów wspólnych dla Ford Blue, Ford Model e, Ford Pro i Ford Drive.

Ryzyko polityczne w spółkach Skarbu Państwa?

Spółki kontrolowane przez Skarb Państwa mają swoja specyfikę oraz specyficzne dla siebie ryzyka – związane z faktem, że czasem są traktowane jako pewna forma „skarbonki”. Mogą zostać zmuszone np. do stosowania nierynkowych cen w otoczeniu inflacyjnym. Takich działań można wymienić wiele – natomiast nie oznacza to, że nie warto się tymi spółkami interesować. Jest to jak najbardziej wskazane – ale należy sprawdzać, jakie jest dyskonto, z którym spółka tego rodzaju powinna być wyceniona względem swojej grupy porównawczej. Jeżeli jest ono atrakcyjne, spółki Skarbu Państwa mogą okazać się dobrym nabytkiem – szczególnie, że ich specyfika w obecnym otoczeniu inflacyjnym w wielu przypadkach jest interesująca.

– Ryzyko polityczne, nawet jeżeli może powodować przecenę albo wzrost akcji o kilkadziesiąt procent w krótkim czasie, też da się w jakiś sposób skwantyfikować – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Cisowski, Dyrektor Zespołu Analiz i Doradztwa Inwestycyjnego Xelion. – Istnieje wiele grup spółek prywatnych, które bez wpływu Skarbu Państwa charakteryzują się niezwykle wysoką zmiennością. W ciągu ostatnich dwóch lat takie spółki wręcz dodatkowo przyciągają inwestorów. Podejście do ryzyka, w szczególności w nowej grupie inwestorów, bardzo się zmieniło – czego dowodzą inne klasy aktywów, którymi również są zainteresowani. Spółki Skarbu Państwa są spółkami, które mogą być właściwe dla inwestorów – natomiast wymogiem powinno być to, aby miały określone dyskonto względem podmiotów prywatnych ze swoje grupy porównawczej – wyjaśnia Cisowski.

Orlen o fuzji z Lotosem. Orlen nie wycofa się z umowy z MOL

Oświadczenie PKN ORLEN:

W kontekście pojawiających się głosów dotyczących fuzji PKN ORLEN i Grupy LOTOS przypominamy, że proces połączenia i powstania jednego koncernu to polska racja stanu. Tylko jeden silny koncern multienergetyczny może zagwarantować bezpieczeństwo krajowej gospodarki w obszarze paliw i energii. Finalizacja procesu wzmocni bezpieczeństwo energetyczne nie tylko Polski, ale całego regionu.

Fundamentem fuzji PKN ORLEN z Grupą LOTOS jest umowa z Saudi Aramco. Oznacza ona zacieśnienie relacji PKN ORLEN ze stabilnym partnerem, największym koncernem paliwowym na świecie, z ogromnym doświadczeniem i technologiami, które umożliwią dalszy dynamiczny połączonego koncernu. Kluczowy jest rozwój petrochemii. Skorzysta na tym również Grupa LOTOS, której działalność bazuje głównie na jednej rafinerii. Przypominamy, że od 2008 roku w Europie zamkniętych zostało ponad 30 rafinerii, w tym 5 (Gunvor – Antwerpia, Neste – Naantali, Gulp – Porto, Exxon Mobil – Slagen, Total – Grandpiuts) od początku pandemii czyli 2020 roku.

Współpraca z Saudi Aramco oznacza również zwiększenie dostaw ropy. Dostawy z kierunku arabskiego, już po połączeniu z Grupą LOTOS, osiągną aż 45% łącznego zapotrzebowania nowej Grupy ORLEN. Dla koncernu to pewne źródło stabilnej jakościowo ropy naftowej, a z punktu widzenia polskiej gospodarki dalsza dywersyfikacja kierunków dostaw.

Transakcja ze spółką MOL dotyczy jedynie wymiany stacji i otwiera Grupie ORLEN wejście na rynek węgierski i słowacki. Struktura transakcji w pełni zabezpiecza nas przed dalszym niekontrolowanym zbyciem aktywów przez MOL i zapewnia stabilność polskiego rynku. Na transakcję wyraziło zgodę 85% akcjonariuszy LOTOSu. Przy negocjacji środków zaradczych w obszarze detalu naszym głównym celem od samego początku pozostawało gwarancja ekspansji geograficznej. Transakcja z MOL oznacza wejście PKN ORLEN na nowe rynki. Poprzez wymianę aktywów uzyskujemy 144 stacje paliw na Węgrzech, poszerzamy też sieć na Słowacji o 41 nowe obiekty. Łącznie to aż 185 stacji wspierających sprzedaż i wzmacniających rozpoznawalność marki ORLEN.

Cavatina Holding S.A. uplasowała obligacje o wartości ponad 40 mln zł

Cavatina Holding S.A. uplasowała w ofercie publicznej 3,5-letnie obligacje o wartości ponad 40 mln zł. Papiery dłużne jednego z największych deweloperów powierzchni biurowych w Polsce trafią do ok. 560 inwestorów.

– Liczna grupa inwestorów indywidualnych, która wzięła udział w ofercie to dla nas potwierdzenie, że działalność grupy Cavatina Holding oraz jej plany rozwojowe uważnie obserwuje coraz więcej osób. Przeprowadzona emisja to kolejny etap dywersyfikacji źródeł finansowania, które wykorzystujemy w realizacji celu strategicznego, czyli osiągnięciu 1 mln mkw. portfela w 2025 r. – mówi Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Cavatina Holding S.A.

Cavatina Holding S.A. zaoferowała w ramach serii P2022A obligacje o wartości nominalnej 1 000 zł i oprocentowaniu bazującym na WIBOR 6M powiększonym o marżę 6 proc. Kupon będzie wypłacany co pół roku. Przydział obligacji planowany jest 8 marca 2022 r., a 11 marca 2022 r. obligacje mają zadebiutować na rynku Catalyst, gdzie notowane są już obligacje spółki serii E oraz E1. Była to pierwsza emisja Cavatina Holding w ramach programu obligacji na podstawie prospektu zatwierdzonego przez KNF i pozwalającego na emitowanie obligacji o łącznej wartości do 200 mln zł. Funkcję oferującego emisji pełnił Michael/Ström Dom Maklerski.

Pomimo podwyższonej niepewności panującej na rynku związanej z wydarzeniami we wschodniej Europie, która zniechęciła sporą grupę inwestorów, jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników pierwszej prospektowej emisji obligacji Cavatina Holding. Przez cały okres trwania zapisów obserwowaliśmy duże zainteresowanie ofertą. – zaznacza Paweł Gosz, Partner w Michael/Ström Dom Maklerski.

Cavatina Holding S.A. to notowany na GPW, jeden z największych polskich deweloperów biurowych. Spółka kontynuuje proces dywersyfikacji źródeł finansowania, mający na celu wsparcie realizacji strategicznego celu Grupy, czyli osiągnięcia 1 mln mkw. portfela inwestycji w 2025 r. Oprócz ustanowionego we wrześniu programu obligacji do 200 mln zł, w ramach którego przeprowadzana została obecna emisji, w grudniu 2021 r. spółka ustanowiła nowy, bezprospektowy program emisji obligacji do kwoty 200 mln zł, które mogą być oferowane wybranym inwestorom kwalifikowanym.

Węgiel na wagę złota

Wczoraj na giełdzie w Rotterdamie cena kontraktów na węgiel kamienny, która we wtorek pokonując szczyt z października ub.r. osiągnęła najwyższy poziom w historii, wzrosła o kolejne +48,75 proc. Zachodnie sankcje nakładane na Rosję w wyniku jej agresji na Ukrainę oznaczają, że dotychczas skazane przez prowadzoną w UE politykę na śmierć górnictwo węgla w Europie otrzymało Polska jest największym w Unii Europejskiej producentem węgla kamiennego. Największym producentem węgla brunatnego w UE są Niemcy. Akcje Jastrzębskiej spółki węglowej podrożały już w tym roku o 121 proc., zaś akcje spółki Lubelski Węgiel Bogdanka o 78,1 proc. (dziś jedne i drugie otwarły się na mniej więcej +10 proc.).
Ceny ropy naftowej (WRI, Brent) drożały dziś rano o 4-5 proc. osiągając najwyższy poziom od 2008 roku.

Cena praw do emisji dwutlenku węgla w UE spadła wczoraj o 11,93 proc. do najniższego poziomu od początku listopada ub.r.

Nadal nowe szczyty ustanawiały ceny zbóż oraz metali przemysłowych.

Terytorium Ukrainy dzieli się na 24 obwody. Według doniesień mediów wczoraj Rosji udało się zając stolicę pierwszego z nich – Chersoń. Obwód chersoński jest położony bezpośrednio na północ od Krymu.

Równocześnie media donosiły o rozpoczęciu przez wojska Ukrainy swego rodzaju odpowiednika polskiego „manewru znad Wieprza” podczas wojny z bolszewicką Rosją w 1920 roku. Trzymane dotychczas na zachodzie ukraińskie rezerwy uderzyły na rozciągnięte na drodze do Kijowa siły rosyjskie. W tym uderzeniu wspierają je siły od strony Kijowa.
Po wczorajszym wzroście cen akcji w USA (S&P 500 +1,86 proc.) na rynkach akcji w Azji i Oceanii przeważały dziś umiarkowane wzrosty (najsilniej zwyżkował – o +1,61 proc. – koreański Kospi. Również Europa otworzyła się dziś rano na niewielkich plusach (ok. 9:30 DAX +0,28 proc., CAC 40 +0,47 proc.). Najsilniejszy wczoraj na świecie WIG-20 dziś rano odpoczywał tracąc w okolicach 9:30 -0,4 proc.

Wśród składników WIG-u 20 nowe cykliczne maksimum notowały oprócz JSW również akcje PGNiG.

Rentowności amerykańskich 10-latek lekko dziś spadały przeciwnie do rentowności większości swoich odpowiedników w strefie euro.

Kurs dolara do rosyjskiego rubla rosnąc o ok. 9 proc. wyszedł dziś rano na swój nowy historyczny rekord (112,6 RUB wobec ok. 75 RUB dwa tygodnie temu). Kurs EUR/USD oscylował w okolicach swego wczorajszego 21-miesięcznego minimum.

Wojciech Białek
DM TMS Brokers

Kolejny dzień huśtawki na walutach

Rosyjska agresja jest nadal tematem numer jeden nie tylko w mediach głównego nurtu, ale również w finansowych. To strach powoduje olbrzymie zmiany na rynkach walutowych i surowcowych.

Ukraina broni się już tydzień

Rosyjska agresja na Ukrainę powoduje niezmiennie olbrzymią zmienność na rynkach. Głównym powodem jest zdecydowanie niedocenione przez analityków bohaterstwo obrońców, którzy pomimo absurdalnej przewagi potencjału militarnego agresora bronią się już od ponad tygodnia. W rezultacie przy wiadomościach o kolejnych wojskach rzucanych do walki waluty krajów rozwijających się są w wyraźnym odwrocie. Z drugiej strony rozpoczęły się interwencje banków centralnych, a same sukcesy Ukrainy również trochę stabilizują ten rynek. Nie zmienia to faktu, że wczorajszy wyskok euro powyżej 4,83 zł był kolejnym najwyższym poziomem dla tej waluty od 2009 roku i wyskoku walut po kryzysie na instrumentów pochodnych związanych z rynkiem nieruchomości.

Ropa zatrzymała się pod 120 dolarami

O ile kurs złotego uspokajany jest częściowo przez interwencje na rynku prowadzone przez NBP, o tyle na ropie nie ma takiego bodźca. W rezultacie czarne złoto gwałtownie zyskuje na wartości. Obecnie zatrzymało się tuż poniżej 120 dolarów, przebijając kolejne szczyty i dzisiaj jest już najdroższa od 2012 roku. Kalkulacja ceny nie uwzględnia co prawda inflacji, stąd porównywanie cen surowców na przestrzeni dekady ma poważne wady metodologiczne. Co gorsza, zbliża się weekend a rozwiązania na tym rynku nie widać. Polska jest jeszcze w relatywnie dobrej sytuacji, bo ostatnie obniżki podatków w pewnym sensie amortyzują wzrost cen ropy. Strach pomyśleć, ile kosztowałoby paliwo w przeciwnym razie.

Dobre dane zza oceanu

W tym całym zamieszaniu warto zwrócić uwagę na ważny odczyt w USA. Wczoraj poznaliśmy lepsze od oczekiwań dane na temat nowych miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych. 475 tysięcy, może nie jest najwyższym wynikiem, ale to wyraźnie powyżej prognozowanych 390 tysięcy. Trzeba też pamiętać, że przy obecnej kondycji rynku pracy należy się raczej spodziewać stabilizacji a nie ciągłej poprawy. Jest to dobra wiadomość dla dolara, która tylko pogłębia jego umocnienie względem euro wywołane wojną rosyjską.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych,
16:00 – USA – raport ISM dla usług.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

W lutym o 29,2% spadła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe

O 29,2% spadła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w lutym br. według najnowszego odczytu BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks PKM). Wartość BIK Indeksu PKM informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Wartość Indeksu oznacza, że w lutym 2022 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 29,2% w porównaniu do lutego 2021r.

W lutym 2022 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 30,42 tys. potencjalnych kredytobiorców, w porównaniu do 47,72 tys. rok wcześniej – jest to spadek o 36,3%. W porównaniu do stycznia 2022 r. osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy było więcej o 8,5%. Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w lutym br. wyniosła 360,7 tys. zł i była wyższa o 11,1% w relacji do wartości z lutego 2021 r. i wyższa o 1,5% niż w styczniu 2022 r.

– Lutowy odczyt Indeksu jest na niższym poziomie nawet w porównaniu do najniższych odczytów z okresu pandemii z kwietnia (-28,1%) i maja 2020 r. (-24,4%). Na lutową wartość Indeksu negatywnie wpłynął bardzo duży spadek liczby wnioskodawców w porównaniu z lutym zeszłego roku. W lutym 2021r. liczba wnioskujących osób była wysoka. Natomiast liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy w lutym 2022 r. jest czwartym najniższym wynikiem od początku pandemii COVID-19. Duży spadek może więc być częściowo efektem wysokiej bazy z lutego 2021 r. Innym istotnym czynnikiem spadku liczby wnioskujących o kredyt mieszkaniowy jest wzrost stóp procentowych oraz zapowiedź kolejnych podwyżek. Co więcej, w liczbie wnioskujących nie ma jeszcze w pełni odzwierciedlonego efektu wojny w Ukrainie. Dane dotyczą bowiem tylko kilku dni wojny. Pełen negatywny efekt zaobserwujemy dopiero w odczycie marcowym i w kolejnych miesiącach – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Tym, co częściowo ograniczyło negatywny wpływ na wartość lutowego odczytu Indeksu w ujęciu r/r, był wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu, która w lutym 2022 r. była wyższa od kwoty z lutego 2021 r. o 36 075 zł (11,1%). Średnia kwota w ujęciu m/m rośnie prawie nieprzerwanie od 19 miesięcy, czyli od czerwca 2020 r., z wyjątkiem stycznia 2021 r. i stycznia 2022 r., czyli „efektu stycznia” – wyjaśnia prof. Rogowski.

– Na wartość popytu na kredyty mieszkaniowe w obecnej sytuacji wpłynie kilka czynników. Po pierwsze efekt psychologiczny związany ze spadkiem poczucia bezpieczeństwa życiowego w obliczu wojny u najbliższego sąsiada. W dłuższej perspektywie może to zwiększyć ryzyko inwestycji w nieruchomości. Z drugiej strony, wzrost popytu na wynajem wpłynie na wzrost cen najmu, co może ograniczyć negatywny wpływ podwyżek stóp procentowych.

– Kolejną niewiadomą jest w obecnej sytuacji polityka monetarna RPP – czy „jastrzębie akcenty” nadal będą dominować? Co będzie z podażą na rynku nieruchomości? Możliwy jest 20-30% odpływ pracowników z firm budowlanych, wzrost cen materiałów i surowców w związku z rosnącą inflacją ciągniętą stroną podażową. Prawdopodobnie w takich warunkach wykonawcy nie będą w stanie określić końcowego kosztu wybudowania 1 m2 mieszkania, co może spowodować u części deweloperów brak chęci rozpoczynania nowych inwestycji. Dodatkowo część deweloperów może przerzucić się na realizację tańszych inwestycji pod wynajem dla Uchodźców. Pytań jest wiele, na większość nie znamy jeszcze odpowiedzi. Decydujące będą kolejne miesiące tym bardziej, że sytuacja jest dynamiczna, a na rynku panuje ogromna niepewność – dodaje główny analityk BIK.wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe – luty 2022

Znakomity styczeń zapowiada udany rok w 4fun Media SA

Przychody 4fun Media SA wzrosły w styczniu o 25% r./r., a w przypadku spółki zależnej Screen Network SA o 35% r./r. Lider rynku cyfrowej reklamy zewnętrznej (DOOH – Digital Out of Home) rozpoczął publikowanie comiesięcznych wyników sprzedaży.

4fun Media SA podała szacunkowe wyniki sprzedaży za styczeń br. Przychody skonsolidowane wyniosły 2,046 mln zł i były o 25% wyższe w stosunku do stycznia 2021 roku. W przypadku spółki zależnej – Screen Network, lidera rynku cyfrowej reklamy zewnętrznej, dynamika sprzedaży okazała się jeszcze lepsza i wyniosła 35%. Przychody z tego segmentu stanowiły 90% całości sprzedaży 4fun Media zrealizowanej w styczniu.

Większe niż zwykle o tej porze roku zainteresowanie reklamodawców naszą ofertą świadczy o ożywieniu na rynku po okresie pandemii i jest dobrym prognostykiem na kolejne miesiące – komentuje styczniowe wzrosty sprzedaży Wojciech Bieńkowski, prezes 4fun Media SA. – To kolejny dowód na przyspieszenie transformacji cyfrowej rynku, który już wcześniej rósł w dwucyfrowym tempie oraz przechodzenia z tradycyjnych bilbordów na nośniki cyfrowe LED. Zamierzamy być jednym z głównych beneficjentów tego trendu – podkreśla prezes Bieńkowski.

4fun Media SA doprecyzowała profil działalności i strategicznie koncentruje się na rynku cyfrowej reklamy zewnętrznej. Aby podkreślić priorytetowy kierunek rozwoju związany z tym rynkiem, akcjonariusze podjęli niedawno decyzję o zmianie nazwy spółki na Digital Network SA.

Naszym priorytetem jest maksymalne wykorzystanie potencjału sieci ekranów, którą zarządzamy. To ponad 20 tys. nośników, w tym jedyne w Polsce ekrany Super Screen. Bardzo dobre wyniki sprzedaży stycznia, zwykle miesiąca słabego sprzedażowo, zapowiadają dobry rok. Tym bardziej, że właśnie przedłużyliśmy dwa najważniejsze kontrakty reklamowe, gwarantujące znaczącą cześć przychodów na 2022 rok i kolejne lata. Wraz ze wzrostem sprzedaży naszym celem jest dalsza poprawa rentowności marży brutto i marży ebitda – zapowiada Wojciech Bieńkowski.

Poza dobrymi wynikami sprzedaży i utrzymaniem trendu wzrostowego w ciągu kolejnych miesięcy 4fun Media zapowiada ogłoszenie nowej strategii rozwoju oraz polityki dywidendowej. Zarząd planuje je ogłosić po publikacji wyników rocznych, które zostaną ogłoszone na koniec kwietnia.

Polski lider cyfrowej reklamy zewnętrznej rośnie na rosnącym rynku

Światowy rynek cyfrowej reklamy zewnętrznej (DOOH) rósł w latach 2014-2019 o 14,3% rocznie (według Global Entertaiment and Media Outlook PwC). Trend wzrostowy był wynikiem transformacji cyfrowej z bilbordów na ekrany cyfrowe LED. Dzięki temu, w 2021 roku udział cyfrowej reklamy zewnętrznej globalnie przekroczył 30% w całości wydatków na reklamę zewnętrzną. Prognoza Verified Market Research na lata 2022-2027 zakłada średnie, roczne tempo wzrostu segmentu cyfrowego na świecie na poziomie 11%.

Wartość całego polskiego rynku reklamy zewnętrznej (OOH, czyli Out-Of-Home) w 2022 roku jest szacowana na 700 milionów złotych. W Polsce, będącej jeszcze na wczesnym etapie transformacji, udział cyfrowej reklamy zewnętrznej (DOOH) wynosi obecnie ok. 15%. Będzie systematycznie rósł dzięki dalszej digitalizacji nośników reklamowych, podobnie jak to miało miejsce w przypadku rynku prasy, który zdigitalizował treści, które obecnie są konsumowane przede wszystkim online.

Ponad 2/3 Polaków płaci w pandemii wyższe rachunki za prąd, gaz i wodę

9 na 10 Polaków uważa, że koszty życia w pandemii wzrosły. Podwyżki dotyczą podstawowych rachunków, takich jak opłaty za prąd, gaz i wodę. Najbardziej podskoczyły jednak raty kredytów i pożyczek oraz czynsz za mieszkanie. Tak wynika z badania „Portfel statystycznego Polaka w pandemii” przeprowadzonego przez Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej. Ale nie tylko z powodu wyższych cen Polacy muszą dwa razy oglądać każdy rachunek. Coraz częściej oszuści podszywają się pod gazownie i spółki energetyczne, aby wyłudzić nasze dane osobowe.

Jak pokazuje najnowsze badanie KRD „Portfel statystycznego Polaka w pandemii”, zdecydowana większość respondentów (88 proc.) uważa, że życie w pandemii jest drogie. Najmocniej odczuwają to seniorzy oraz mieszkańcy dużych miast, liczących powyżej 500 tys. mieszkańców. Dodatkowo 9 na 10 ankietowanych jest zdania, że koszty życia w czasie pandemii są wyższe niż przed jej rozpoczęciem, z czego prawie co drugi (46 proc.) sądzi, że wrosły zdecydowanie.

Powyższe obserwacje znajdują potwierdzenie w otrzymywanych rachunkach za prąd, wodę czy wywóz nieczystości. W czasie pandemii wzrosły one w ponad 2/3 gospodarstw domowych.

Wzrost cen jest o tyle dokuczliwy, że mierzyć się z nim musi niemal każdy bez wyjątku, a zauważmy, że część gospodarstw domowych ma jeszcze inne obciążenia. Prawie połowa z nich płaci raty kredytu za zakupy ratalne lub pożyczkę, najczęściej dotyczy to osób w wieku 35-54 lat. Blisko 60 proc. ankietowanych w tej grupie posiada takie zobowiązanie. Co piąty badany do obowiązkowych opłat musi z kolei dołożyć jeszcze ratę kredytu hipotecznego. Dodatkowo 58 proc. z tych osób deklaruje, że w czasie pandemii jej wysokość wzrosła. Związane jest to między innymi ze wzrostem inflacji i podniesieniem stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA.

Średni wzrost wydatków na poszczególne zobowiązania to od 50 zł do nawet ponad 300 zł. Największą podwyżkę zanotowały raty kredytów hipotecznych, pożyczek gotówkowych oraz tych za zakupy ratalne. Ich średni wzrost to dodatkowe około 330 zł miesięcznie.

Większe zużycie to wyższe koszty

Wzrosły również przeciętne opłaty czynszu za mieszkanie (średnio o ponad 260 zł). Nie wszyscy jednak muszą go płacić. Biorąc pod uwagę zasięg oraz wysokość dodatkowego obciążenia, najbardziej dotkliwy wydaje się wzrost wydatków na energię elektryczną. To zobowiązanie wzrosło w 3/4 gospodarstw domowych, średnio aż o 190 zł miesięcznie i od tego roku wzrośnie jeszcze bardziej ze względu na zapowiadane podwyższenie stawek dla klientów indywidulanych.

Powodów wyższych opłat nie należy upatrywać wyłącznie w inflacji i podniesieniu stóp procentowych. Swoją rolę odegrały także wprowadzane lockdowny wymuszające pracę i naukę z domu. To z kolei przełożyło się na większe zapotrzebowanie między innymi na prąd, wodę czy Internet. Potwierdzają to wyniki badania. Niemal co drugi ankietowany skarży się na większe zużycie prądu w tym czasie. Podobnie rzecz ma się z wodą. Najbardziej wzrosło jednak wykorzystanie Internetu, deklaruje to prawie 2/3 Polaków. Najczęściej w grupie 18-34 lata. To efekt nie tylko zdalnej pracy i nauki, ale również większego zainteresowania zakupami online, które w pandemii zyskały na znaczeniu – tłumaczy Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Ofiary wyłudzenia danych osobowych zapłacą jeszcze więcej

Polacy w pandemii muszą dwa razy oglądać każdy rachunek. Nie tylko z powodu wyższej kwoty, która na nim widnieje, ale również po to, by… nie paść ofiarą oszustwa. Coraz częściej bowiem przestępcy, wykorzystując sytuację związaną ze wzrostem cen, podszywają się pod różne firmy i instytucje. Jak wynika z badania serwisu ChronPESEL.pl, ponad 45 proc. Polaków otrzymało w ostatnim półroczu podejrzany telefon lub wiadomość e-mail z prośbą o podanie danych osobowych. W przypadku 1/5 takich połączeń kontaktowali się z nimi właśnie rzekomi pracownicy gazowni, firm energetycznych i telekomunikacyjnych lub dostawcy Internetu.

Najczęściej rozmowa dotyczyła niespodziewanej dopłaty lub przedstawienia nowej, atrakcyjnej oferty. Fałszywi konsultanci prosili o podanie danych osobowych, żeby rzekomo zweryfikować nas jako klientów. Niestety w przypadku braku ostrożności znacznie bardziej prawdopodobne jest, że zamiast nowych stawek lub niewielkiej dopłaty, dostaniemy dodatkowy rachunek do uregulowania za zobowiązania, których nie zaciągaliśmy. Część osób otrzymuje fałszywe rachunki wprost na swoje skrzynki. Dlatego, jeśli trafi do nas taka faktura lub wezwania do zapłaty, zawsze lepiej samemu zadzwonić do naszego konsultanta lub znaleźć do niego numer na stronie odpowiedniej instytucji i zapytać, czy firma rzeczywiście wystawiła taki rachunek  – radzi Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl, partnera Krajowego Rejestru Długów.

Część takich przypadków to po prostu próby wyłudzenia pieniędzy poprzez przelew na wskazany numer konta, który wcale nie należy do naszego dostawcy prądu czy gazu. Takich sytuacji nie wolno jednak bagatelizować.

Jeśli otrzymamy fakturę lub wezwanie do zapłaty ze swoim nazwiskiem, mamy prawo podejrzewać, że ktoś jest już w posiadaniu naszych danych osobowych. Dlatego w takiej sytuacji, oprócz zweryfikowania nadawcy, warto też sprawdzić w biurze informacji gospodarczej, czy w ostatnim czasie nie było próby wykorzystania naszego numeru PESEL, aby np. wyłudzić pożyczkę – dodaje Bartłomiej Drozd.

Ogólnopolskie badanie „Portfel statystycznego Polaka w pandemii” zostało przeprowadzone w grudniu 2021 r. przez TGM Research na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej techniką wywiadów internetowych (CAWI) na reprezentatywnej próbie 1004 Polaków w wieku 18-74 lata.

Eksperci rozgryźli wirusa, który zaatakował Ukrainę tuż przed inwazją

W ubiegłym tygodniu badacze ESET odkryli kilka rodzin złośliwego oprogramowania atakującego ukraińskie rządowe serwisy internetowe oraz sieć rządową. Obecnie eksperci informują o pojawieniu się jego nowych wersji oraz komponentu, który rozprzestrzenia w sieciach lokalnych pierwotne wersje oprogramowania użytego do ataku cybernetycznego poprzedzającego inwazję wojskową na Ukrainę. cyberatak ukraina

Kalendarium działań cybernetycznych przeciwko Ukrainie

23 lutego 2022 r. przeprowadzony został cyberatak z wykorzystaniem złośliwego oprogramowania HermeticWiper, który uszkadza dane na dysku zainfekowanego komputera. Atak był wymierzony w ukraińskie organizacje państwowe, kluczowe z punktu funkcjonowania kraju. Ten cyberatak o kilka godzin poprzedził rozpoczęcie inwazji sił Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. Początkowe wektory ataku różniły się w zależności od organizacji. Potwierdzony został jeden przypadek instalacji HermeticWipera poprzez GPO (pozwalające zainstalować dowolne oprogramowanie zdalnie). Ślady dotyczące złośliwego oprogramowania Wiper sugerują, że atak ten był planowany od kilku miesięcy.

Nowa wersja oprogramowania wykorzystywanego przez napastników

– 24 lutego 2022 rozpoczął się drugi atak na ukraińską sieć rządową, tym razem przy użyciu IsaacWiper. IsaacWiper występował jako biblioteka DLL systemu Windows lub plik wykonywalny EXE i nie posiadał podpisu Authenticode (weryfikującego autentyczność wydawcy aplikacji). W pliku zagrożenia odnaleźliśmy dane, które wskazują, że atak mógł być planowany od kilku miesięcy – mówi Kamil Sadkowki, starszy specjalista ds. cyberbezpieczeństwa w ESET.  – IsaacWiper nie ma podobieństw w kodzie do HermeticWiper i jest znacznie mniej wyrafinowany. Biorąc pod uwagę oś czasu, możliwe jest, że oba są ze sobą powiązane, ale na ten moment nie zostało to potwierdzone – dodaje Kamil Sadkowski.

Badacze ESET zaobserwowali również oprogramowanie ransomware, nazwane HermeticRansom, napisane w języku programowania Go i rozpowszechniane w tym samym czasie w ukraińskiej sieci. HermeticRansom został po raz pierwszy zgłoszony we wczesnych godzinach 24 lutego 2022 UTC na Twitterze.

– Nasze narzędzia telemetryczne pokazują znacznie mniejszą intensywność jego rozprzestrzeniania w porównaniu z HermeticWiper. W jednym analizowanym przypadku HermeticRansom oraz HermeticWiper zostały odnalezione na tej samej maszynie, a ich czasy instalacji mogą sugerować, że celem HermeticRansom było ukrycie działań realizowanych z wykorzystaniem tego drugiego – ocenia ekspert ESET.

25 lutego 2022 r. pojawiła się nowa wersja IsaacWipera, która zapisywała efekty działania Wipera do dziennika logowania.

– Zmiana może sugerować, że atakujący nie byli w stanie usunąć danych z niektórych zaatakowanych maszyn i dodali komunikaty dziennika, aby zrozumieć, dlaczego tak się dzieje – dodaje Kamil Sadkowski.

Badacze ESET informują, że odkryty został także robak używany do rozprzestrzeniania Wipera, na inne komputery połączone w sieci lokalnej.

Oprogramowanie WIPER wymazuje pliki z zainfekowanych dysków

IsaacWiper zaczyna swoją niszczycielską działalność od enumeracji dysków fizycznych w celu uzyskania ich identyfikatorów. Następnie Wiper rozpoczyna wymazywanie pierwszych 64 KB każdego dysku za pomocą generatora liczb pseudolosowych ISAAC. Następnym krokiem w przebiegu ataku jest sprawdzanie kolejnych dysków logicznych i sukcesywne wymazywanie plików na każdym z nich. Dane pseudolosowe użyte do niszczenia zawartości pochodzą również z generatora ISAAC.

– Warto zauważyć, że IsaacWiper wymazuje pliki w pojedynczym wątku, co oznacza, że ​​wyczyszczenie dużego dysku zajmuje dużo czasu – komentuje Kamil Sadkowski.

Badacze ESET na bieżąco monitorują sytuację związaną z wojną w Ukrainie, w obszarze działań prowadzonych w cyberprzestrzeni.

– W tym momencie nie mamy żadnych sygnałów wskazujących, że celem są inne kraje, jednak sytuacja zmienia się dynamicznie – podsumowuje ekspert ESET.

Michał Sapota o nowych wyzwaniach dla rynku nieruchomości

Obecnie najważniejszym tematem jest wojna na Ukrainie. W tym trudnym czasie zapytałem Michała Sapotę, prezesa Heritage Real Estate Investments o kluczowe wyzwania związane z bieżącą sytuacją. Kierowana przez niego firma jest jednym z największych graczy na rynku nieruchomości mieszkaniowych w Polsce. 

HRE Investments nie jest klasycznym deweloperem, ale rodzajem nowoczesnego funduszu inwestycyjnego, aktywnym na różnych polach biznesowych, stąd w jego portfelu znajdziemy m.in.: fabrykę prefabrykacji, rozwijającą rynek inwestowania w sektor nieruchomości HRE Investments, jak również czołowy w kraju zespół analityczny HRE Think Tank. Wartość brutto aktywów zarządzanych przez ten niezależny holding, działający jako fundusz private equity, przekracza już blisko 8,3 mld zł i systematycznie rośnie. Innowacyjne podejście do sektora nieruchomości nie jest przypadkiem, ale wynikiem dużego doświadczenia rynkowego.

Jak oceniasz obecną sytuację i wojnę na Ukrainie?

– Jest bezprawną, bezmyślną i bezsensowną agresją rosyjską na Ukrainę. To nasza wojna, tylko nie na naszym terenie. Jak szacuje ONZ, z kraju może uciec nawet pięć milionów ludzi. W większości matek z małymi dziećmi, które musiały nagle opuścić swoje domy przed piekłem wojny. Ich mężowie dzielnie walczą na froncie. W sektorze budowlanym pracuje wielu obcokrajowców, a więc wojna wpływa na niektóre inwestycje realizowane w Polsce ze względu na nagły odpływ ukraińskich pracowników, którzy muszą bronić swojej ojczyzny. Zasługuje to na szczególny szacunek i solidarność. Heritage Real Estate Investments natychmiast podjął szereg działań pomocowych od wysyłki najpotrzebniejszych rzeczy, po przygotowanie strategii pomocy długofalowej. Na pewno nie zostawimy naszych przyjaciół w potrzebie. Sytuacja, w której się znaleźli wymaga konkretnych i zdecydowanych działań. Solidarnie wyciągamy pomocną dłoń do naszych sąsiadów. Zdecydowaliśmy się na udzielenie wsparcia finansowego mając świadomość, że to i tak kropla w morzu potrzeb. Europa nie zdaje sobie jeszcze sprawy z ogromu bólu, cierpienia i skali zniszczeń. Pozytywna jest tak olbrzymia solidarność i zjednoczenie naszych narodów. Liczę, że Ukraina jak najszybciej znajdzie się w strukturach Unii Europejskiej i NATO – mówi Michał Sapota.

Branża budowlana jest miarą kondycji silnej gospodarki. Bez wątpienia słowa „wojna”, “kryzys”, „inflacja” i „wyzwanie” pozostaną najpopularniejszymi w tym roku. Dokładnie sto lat temu świat dochodził do siebie po największej w historii epidemii grypy hiszpanki, a w kolejnej dekadzie najgorszy kryzys ekonomiczny w historii kapitalizmu objął praktycznie wszystkie kraje oraz dziedziny gospodarki, co doprowadziło do wybuchu wojny światowej. Jak oceniasz perspektywy dla tego sektora w Polsce?

– W ostatniej dekadzie rynek nieruchomości zarówno komercyjnych, jak i mieszkaniowych przechodził fazę szybkiego wzrostu. Polska ma jeden z najniższych wskaźników dostępności mieszkań w Europie, wg szacunków wciąż brakuje ich nawet 2 miliony, a także jedną z najniższych średniej liczby pokoi na osobę. W ub. r. oddano w Polsce do użytku prawie 235 tys. nowych domów i mieszkań. To najwyższy wynik od ponad 4 dekad. Istotne jest stymulowanie wzrostu np. przez fundusze z budżetu UE na lata 2021-2027, jak i z Funduszu Odbudowy, a to łącznie 770 mld zł. Szczegółowa ocena dla sektora mieszkaniowego byłaby teraz wróżbą, ponieważ sytuacja jest bardzo dynamiczna i wieloczynnikowa. Nikt nie umie jeszcze oszacować skali wzrostu kosztów i spadku dostępności pracowników budowlanych. Mamy przygotowane różne scenariusze. Myślę, że sytuacja wymaga wypracowania nowych rozwiązań, które szybko dadzą stały dach nad głową uchodźcom, a jednocześnie pozwolą na zapewnienie jak najszybszej odbudowy zniszczonego wojną kraju. To będzie największe wyzwanie kolejnej dekady i musimy być na to gotowi – mówi Michała Sapota.

W obecnej sytuacji potrzebujemy silnych liderów, również biznesowych, którzy zapewnią, że firmy będą dalej dawać miejsce zatrudnienia i generować wpływy do budżetu. Patrząc w Twoje portfolio już kilka razy, jako pierwszy widziałeś to, czego nie widzieli inni. Gdzie w obecnej sytuacji widzisz pole do aktywności i jakie są jej najważniejsze kierunki?

– Jak już mówiłem, jest ważne, aby przygotować kilka elastycznych wariantów. Na pewno wszyscy w pełni powinni się zaangażować w pomoc Ukrainie, tu nie ma czasu na czekanie! Dwa lata temu przez wybuch pandemii Covid 19 odwołaliśmy naszą obecność na MIPIM, najważniejszej imprezie naszego sektora w Cannes, która odbywa się w połowie marca. Naszym planem było przedstawienie nowych modeli współpracy i możliwości ich implementacji na innych rynkach. Będziemy wspólnie pracowali nad rozwojem tego sektora, oferując inwestorom atrakcyjne i zróżnicowane produkty oparte na nieruchomościach. Dla przykładu dalszy brak REIT-ów w Polsce niesie ze sobą spore ograniczenia dla potencjalnych inwestorów. Ten model biznesowy, który od lat sprawdza się w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Niemczech od dłuższego czasu nie może zaistnieć w Polsce. Głównym problemem są ugruntowania legislacyjne. Szkoda, bo to wielka szansa na inwestowanie w nieruchomości, bez konieczności posiadania dużych oszczędności. W tym roku zdecydowaliśmy, że pojedziemy do Cannes, aby właśnie między innymi wspierać Ukrainę. Chcemy, aby również świat biznesu, poza naszym krajem pamiętał i włączał się w tak potrzebne działania pomocowe oraz akcje charytatywne. Koledzy z firm z całej Europy też mogą pomóc na wiele sposobów – podsumowuje prezes Heritage Real Estate Investments Michał Sapota.

Dziękuję za znalezienie chwili czasu i odpowiedzi na zadane pytania. 

Michał Sapota wcześniej zbudował od podstaw innego giganta sektora deweloperskiego, z którym się rozstał.  Zaś dwa lata później wrócił do gry i to w wielkim stylu, jak opisywał magazyn Forbes Polska – “planem na budowę 10 tys. mieszkań rocznie”. Kluczem do obecnego sukcesu było inne podejście do budowania mieszkaniówki. Większość firm z tej branży latami odkłada kapitał i co roku o kilka procent zwiększają moce produkcyjne, nie będąc w stanie realizować tysiąca mieszkań rocznie od podstaw, w przeciwieństwie do HRE Investments. Struktura firmy dała też nowe możliwości operacyjne, pozwalające na szybkie reagowanie na potrzeby rynkowe.

W ciągu ostatniego roku wartość mieszkań na Polskim rynku wg NBP wzrosła o 13,5 proc. i łącznie wynosi prawie 5 bln zł. Dane Eurostatu stawiają Polskę wśród krajów europejskich o największym udziale rynku pierwotnego w łącznej wartości sprzedanych nieruchomości. Do największych przeszkód firm deweloperskich w Polsce należą wspomniany brak gruntów inwestycyjnych, powolne ciągnące się latami procesy administracyjne, wydłużający nawet do 7 lat cykl inwestycyjny oraz rosnące ceny materiałów budowlanych i pracowników. Ostatni czynnik mocno stymuluje rozwój prefabrykacji i rozwiązań modułowych.

Autor © : Adam Białas, dziennikarz gospodarczy i ekspert rynku budowlanego.

Badanie WEI i Defence24: 66 proc. dorosłych Polaków chce bronić ojczyzny

66 proc. dorosłych Polaków chce w razie wojny bronić ojczyzny, w tym 17 proc. biorąc aktywny udział w operacjach militarnych – wynika z badania przeprowadzonego dla Warsaw Enterprise Institute przez Maison&Partners i przy współpracy z Defence24.pl.

Wszyscy liczymy, że wojna na Ukrainie szybko się zakończy i konflikt nie będzie eskalował na inne kraje. Warto przy tym pamiętać, że gotowość społeczeństwa do obrony kraju jest dla potencjalnego agresora ważnym czynnikiem odstraszającym. Okazuje się, że pod tym względem Polacy wypadają bardzo dobrze. Z badania opinii publicznej przeprowadzonego dla Warsaw Enterprise Institute przez Maison&Partners i przy współpracy z Defence24.pl wynika, że w razie wojny gotowość do obrony kraju deklaruje aż 66 proc. dorosłych Polaków, z czego 49 proc. ma na myśli działania niewymagające aktywnej walki, a 17 proc. – walkę na froncie.

– Wynika z tego, że ok. 3,8 mln dorosłych Polaków w wieku 18–65 jest gotowych chwycić za broń. To 10-krotnie więcej niż liczą lądowe siły zbrojne Rosji, a zatem nie mają szans na żaden podbój czy okupację – ale jest jeden warunek: ci ludzie muszą zostać przeszkoleni i dostać broń na czas, co wiąże się z natychmiastowym wdrożeniem koncepcji Obrony Powszechnej – komentuje Piotr Małecki, prezes Defence24 i wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej Warsaw Enterprise Institute.

Spośród osób gotowych do zaangażowania w walkę na froncie jest znacznie więcej mężczyzn (27%) niż kobiet (7%). Ludzie w różnym wieku mają inną gotowość do walki za Polskę – najwięcej jest takich osób wśród najmłodszych od 18. do 24. roku życia (24%) oraz osób od 45. do 54. r.ż. (22%). Wyraźnie mniej chętnie w walkę na froncie zaangażowałyby się osoby od 25. do 44. r.ż. Być może dlatego, że częściej posiadają małe dzieci. Osoby najstarsze (55+) wyrażają dużą gotowość do zaangażowania się w obronę kraju, jednak chcą oni pomagać bez konieczności bezpośredniej walki (59%).

Jedynie co trzeci dorosły Polak wolałby nie angażować się w obronę kraju, a zostawić to odpowiednim służbom. Natężenie tej postawy jest zdecydowanie większe wśród kobiet (43%) niż mężczyzn (25%) oraz wśród mieszkańców wielkich miast (42%) niż małych (24%).

Warsaw Enterprise Institute wraz z Defence24.pl zapowiada, iż będzie w cotygodniowym trybie publikował analizy z zakresu obronności kraju, a także polityki międzynarodowej oraz wpływu, jaki na gospodarkę i demografię Polski będzie miał konflikt na Ukrainie.

Potrzeba sprawnej oceny kompetencji uchodźców z Ukrainy

Jak podaje Straż Graniczna, od początku wybuchu wojny w Ukrainie granice Polski przekroczyło już ponad 500 tys. uchodźców. Według różnych szacunków docelowo może to być nawet od 2 do 3 milionów ludzi. Zdaniem eksperta rynku pracy Mikołaja Zająca, prezesa firmy konsultingowej Conperio nie ma obaw, że zabraknie miejsc pracy dla obywateli Ukrainy uciekających przed wojną do Polski. Problemem nie jest też to, że większą część z nich stanowić będą kobiety i dzieci. Umiejętne zarządzanie falą uchodźców z Ukrainy, aby płynnie weszli na polski rynek pracy pomoże uniknąć chaosu i zmniejszy koszty obsługi migrantów.

Jak podkreśla Mikołaj Zając, jeżeli myślimy o rynku pracy w dłuższej perspektywie, to musimy działać pragmatycznie już przy samej granicy. Jego zdaniem na miejscu powinna być weryfikowana podstawowa ocena kompetencji oraz umiejętności pracowników z Ukrainy.

– Znikoma część przybyszy zza wschodniej granicy, przyjeżdżając do Polski ma zorganizowaną pracę. A pracodawcy chcą i potrzebują zatrudniać. W punktach przygranicznych powinny powstawać bazy danych kompetencji uchodźców. Są to często osoby o umiejętnościach, których w Polsce brakuje – szwaczki, kucharki, nauczycielki, tłumaczki czy pracownice administracji. W wielu zakładach produkcyjnych zajęcia, które kiedyś zarezerwowane były tylko dla mężczyzn, jak np. spawanie bądź operowanie wózkiem widłowym, dziś z powodzeniem wykonują panie. Znaczna część podzespołów, przede wszystkim z branży automotive i zbrojeniowej jest dziś produkowanych w Polsce i wysyłanych np. do Niemiec – w około 70% tych firm, prawie połowę pracowników stanowią kobiety – wyjaśnia Mikołaj Zając, prezes Conperio.

Jak uniknąć kryzysu uchodźczego?

Zwraca on uwagę na kolejne ważne aspekty, takie jak to, że w tym momencie imigracja rozkłada się bardzo nierównomiernie. Kluczowa będzie również pomoc jednostek samorządowych dla polskich przedsiębiorców zatrudniających obywateli z Ukrainy.

– Obecnie bardzo obciążone są województwa wschodnie. Bazy danych kompetencji mogłyby łączyć firmy z poszczególnych województw z danymi umiejętnościami ukraińskich pracowników. Równomierne rozlokowanie uchodźców w głąb i na zachód Polski jest kluczowe, aby uniknąć kryzysu uchodźczego i pozwolić na samoutrzymanie Ukraińców. Samorządy powinny maksymalnie ułatwić procedury zatrudniania tych osób. Pomoże to również zniwelować deficyt w ZUS – nowi pracownicy będą płacić różnego rodzaju składki, w tym emerytalną czy zdrowotną– analizuje Mikołaj Zając.

Zdaniem eksperta, Polska powinna dążyć do objęcia jak największej liczby uchodźców ubezpieczeniem społecznym – nie dlatego, że do nas wyemigrowali, tylko dlatego, że podjęli u nas pracę.

– W obecnej dramatycznej sytuacji naszym obowiązkiem jest pomaganie ofiarom wojny. Obywatele Ukrainy chcą mieć możliwość samostanowienia. Dlatego, powinniśmy możliwie jak najszybszej im to umożliwić. Sympatia do uchodźców może się skończyć, jeżeli w dłuższej perspektywie nie znajdą oni stałego zajęcia. Większość tych, z którymi miałem kontakt, jest bardzo świadoma i otwarcie mówi, że już po kilku dniach, czy tygodniach chce być jak najbardziej samodzielna. Miejsc pracy dla nich na pewno nie zabraknie, musimy być tylko odpowiednio przygotowani i zorganizowani żeby nie przespać tego momentu i uniknąć chaosu migracyjnego– podsumowuje Mikołaj Zając.

NCBR podpisuje umowę Uniwersytetem Jagiellońskim

Uniwersytet Jagielloński oraz IDEAS NCBR – ośrodek badawczo-rozwojowy działający w obszarze sztucznej inteligencji i ekonomii cyfrowej – podpisały umowę dotyczącą współpracy w zakresie kształcenia doktorantów informatyki. W ramach porozumienia planuje się sfinansowanie stypendiów dla doktorantów wspólnie rekrutowanych do szkoły doktorskiej na UJ oraz współpracę merytoryczną w trakcie ich kształcenia.

W ostatnich latach postęp technologiczny w zakresie rozwiązań cyfrowych dynamicznie przyspieszył. To efekt dotychczasowych inwestycji w badania i rozwój oraz konieczności dostosowania się do nowych realiów wywołanych pandemią COVID-19. Te czynniki sprawiają, że dalszy rozwój nowych technologii takich jak uczenie maszynowe, blockchain czy robotyka staje się jeszcze bardziej istotny dla sytuacji ekonomiczno-społecznej, która panuje w Polsce i na świecie. W skali globalnej wzrost inwestycji w badania nad sztuczną inteligencją wzrósł z ok. 50 miliardów dolarów w 2020 r. do ponad 85 mld. w ubiegłym roku. Według szacunków firmy inwestycyjnej Berkshire Hathaway już w 2025 r. kwota ta ma przekroczyć 200 mld dolarów. Oprócz inwestycji w projekty oparte na sztucznej inteligencji konieczne są także inwestycje w rozwój kadry naukowej, kształcącej przyszłych specjalistów w tej dziedzinie.

IDEAS NCBR to powołany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ośrodek badawczo-rozwojowy, którego celem jest m.in. kształcenie nowego pokolenia naukowców oraz zapewnienie atrakcyjnego środowiska do prowadzenia prac badawczych. Jest on jednym z filarów umożliwiających realizację strategii rozwoju AI w Polsce oraz zbudowania w kraju światowej klasy ekosystemu innowacji w tym obszarze.

„Zależy nam na stworzeniu przyszłemu doktorowi jak najlepszych warunków do realizacji badań naukowych w takich obszarach jak uczenie maszynowe, inteligentne kontrakty, robotyka, blockchain czy uczące się struktury danych. Pragniemy, aby kariera naukowa była atrakcyjną ścieżką rozwoju zawodowego, a także aby zatrzymać dobrze wykształconych absolwentów technologii informatycznych w Polsce. W ramach współpracy z najlepszymi uczelniami w Polsce oferujemy wsparcie mentoringowe oraz finansowe, a także możliwość uczestnictwa w międzynarodowych projektach badawczo-rozwojowych. Cieszymy się, że władze Uniwersytetu Jagiellońskiego wierzą w naszą inicjatywę i już wkrótce będziemy mogli uruchomić pierwszą wspólną rekrutację” – mówi dr hab. Piotr Sankowski, prof. UW, CEO IDEAS NCBR.

Naszą ambicją w Szkole Doktorskiej jest oferowanie znakomitym kandydatom kształcenia na najlepszym poziomie światowym. W przypadku kształcenia informatyków na całym świecie napotyka się jednak problem „wysysania” doktorantów przez firmy komercyjne oferujące im nieporównywalne z ustawowym stypendium pensje. Zaproponowana nam przez IDEAS NCBR strategia współpracy daje szanse na znaczące ograniczenie tego procesu i – we wspólnych zamierzeniach – nie tylko wykształcenie znakomitych doktorantów informatyki w zakresie szeroko rozumianej sztucznej inteligencji, ale i doprowadzenie do tego, aby część z nich kontynuowała w Polsce swoje badania po doktoracie”– mówi prof. dr hab. Michał Ostrowski, Dyrektor Szkoły Nauk Ścisłych i Przyrodniczych UJ.

W ciągu najbliższych lat IDEAS NCBR zatrudni 200 naukowców, którzy będą prowadzili badania w ramach grup roboczych związanych z sektorami nauki i gospodarki takimi jak m.in.: medycyna, ekonomia, grafika komputerowa, robotyka czy rozszerzona rzeczywistość. Oprócz działań edukacyjnych, istotnym obszarem działalności spółki jest rozwijanie współpracy naukowców z biznesem oraz komercjalizacja wyników realizowanych projektów (np. przez współtworzenie spółek spin-out, w których badacze mogą zostać udziałowcami).

Faktoring odwrotny – co powinieneś o nim wiedzieć?

Faktoring odwrotny, który jest nazywany również odwróconym to jeden ze skutecznych sposobów finansowania przedsiębiorstwa. Dzięki tej formie wsparcia możliwe jest utrzymanie płynności finansowej Twojej firmy oraz uzyskanie stabilności w dosyć niepewnych czasach, z którymi obecnie mierzy się polski biznes.

Dlaczego płynność finansowa jest taka ważna

Płynność finansowa to czynnik, który w znacznym stopniu wpływa na rozwój i codzienne funkcjonowanie niemal każdego przedsiębiorstwa. Utrzymanie jej na zadowalającym poziomie oznacza odpowiedni zapas środków i regulowanie w terminie należności wynikającej z prowadzenia firmy. Niestety, w obecnej sytuacji wielu kontrahentów prosi o faktury z wydłużonym terminem płatności, co jest ogromnym zagrożeniem dla płynności finansowej. Czekanie na pieniądze za wykonaną usługę są zamrożone, a przedsiębiorca nie może korzystać z owoców, jakie przynosi jego praca. Dobrym sposobem na zatory płatnicze jest faktoring, o którym więcej informacji znajdziesz w dalszej części tekstu.

Czym jest faktoring odwrócony?

Faktoring odwrócony albo dłużny to ciekawy rodzaj finansowania faktur. Najczęściej korzystają z niego firmy, które zaopatrują się u swoich kontrahentów w produkty lub usługi. Należności wynikające z wystawionych faktur są opłacane przez faktora, co w rezultacie tworzy zobowiązanie konieczne do uregulowania w określonym czasie. Firma musi spłacić kwotę wykupu powiększoną o odsetki. Ten rodzaj faktoringu pozwala na korzystanie z usług i zakup niezbędnych towarów bez konieczności natychmiastowej płatności. W wielu przypadkach możliwości oferowane przed faktoring odwrócony to ratunek dla przedsiębiorstw, którzy wykonują duże projekty z odroczoną płatnością.

Jak działa odwrócony faktoring?

Wyobraźmy sobie sytuację, że firma budowlana ma do wykonania zadanie na budowie swojego klienta. Żeby jednak było to możliwe, potrzebny jest sprzęt, materiały, ludzie i inne elementy, które składają się na skuteczną realizację. Jeśli jednak przedsiębiorca nie opłaci od razu usług niezbędnych do pracy, kontrahenci nie udostępnią mu sprzętu itp. W takiej sytuacji firma podpisuje porozumienie z faktorem, które bierze na siebie opłaty i otwiera swoistego rodzaju „linię kredytową”, która w określonym czasie będzie musiała zostać uregulowana. Gdy przedsiębiorca otrzyma zapłatę za wykonaną pracę, zwróci pieniądze firmie faktoringowej.

Jak to wygląda w praktyce

Sam proces uruchamiania i odwróconego faktoringu nie różni się zbytnio od innych rodzajów finansowania faktur. Poniżej znajdziesz opis całej procedury krok po kroku.

  1. Znajdujesz kontrahenta, który posiada niezbędne produkty lub świadczy potrzebne Ci usługi.

Zanim podpiszesz porozumienie z faktorem, musisz znaleźć firmy, które są Ci potrzebne, byś mógł wykonać usługę lub wyprodukować swoje towary.

  1. Zamawiasz u kontrahentów produkty lub usługi

Jeśli już zdecydujesz się na ofertę konkretnych firm, zamawiasz produkty lub usługi, których potrzebujesz i prosisz o fakturę.

  1. Przesyłasz faktury

Firma faktoringowa musi otrzymać od Ciebie faktury, które są konieczne do opłacenia. Przed przelaniem środków na konto kontrahenta zostaje przeprowadzona analiza dokumentów pod kątem finansowym i prawnym. Zazwyczaj nie trwa dłużej niż kilka godzin.

  1. Kontrahenci otrzymują pieniądze

Faktor przelewa na konto Twoich kontrahentów zapłatę za ich towary, a Ty możesz przystąpić do swojej pracy. Po jej ukończeniu i uzyskaniu zapłaty zwracasz pieniądze faktorowi, a Twoja „linia kredytowa” zostaje zamknięta.

Dlaczego warto wybrać faktoring odwrócony?

Zalet takiego rozwiązania jest wiele, ale najważniejsze z nich to prostota oraz jasne zasady. W przypadku kredytu obrotowego musisz liczyć się z wieloma formalnościami oraz koniecznością dostarczenia do banku stosownych dokumentów, które udowadniają Twoją opłacalność. W przypadku odwróconego faktoringu wszystko jest o wiele prostsze. Najważniejszym warunkiem jest to, żeby ani Twoja firma, ani przedsiębiorstwo kontrahenta nie widniały w bazach dłużników (KRD, BIG itp.). Koszty samej usługi, czyli prowizja, jaką pobiera firma faktoringowa, również nie jest wysoka i nie obniża znacznie Twojego zarobku. W zamian dostajesz stabilność oraz możliwość normalnego funkcjonowania.

Zadbaj o finanse swojej firmy

Jak widzisz, odwrócony faktoring to ciekawe rozwiązanie dla firm, które do swojej pracy potrzebują towarów lub usług innych przedsiębiorstw. Dzięki temu rodzajowi finansowania faktur szybko uzyskasz niezbędne do funkcjonowania elementy i nie będziesz musiał martwić się koniecznością natychmiastowej zapłaty.

Warto wspomnieć też o dostępności faktoringu. Obecnie nie trzeba spełniać wielu warunków, a sam proces przyznawania dostępu do usługi jest maksymalnie uproszczony, co wpływa również na czas pojawienia się środków na koncie kontrahenta, z którym robisz interesy. Wszystko jest szybkie i nieskomplikowane. Dowiesz się więcej o mikrofaktoringu.

GIP60 cierpi kiedy Ukraina płonie

Giełdowy Indeks Produkcji od początku roku 2022 stracił ponad 27% i na koniec lutego wyniósł 831,96 punktów. Tym samym po raz kolejny wrócił pod granicę 1000 punktów, ustalonej na początku 2016 roku jako wartość bazowa. Głównym powodem obecnych spadków jest tragiczna sytuacja w Ukrainie, którą  Vladimir Putin – agresor próbuje za wszelką cenę podbić, czym wprawił w rezonans światowy system polityczny, ale też ekonomiczny.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc luty. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

„Po raz kolejny w ostatnim czasie polskie spółki produkcyjne notowane na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych znalazły się pod silną presją negatywnych czynników zewnętrznych.  Podobnie jak podczas zawieruchy pandemicznej, siła oddziaływania wojny na Ukrainie na ceny akcji jest wręcz dewastująca. Agresywny atak wymierzony w kierunku niewinnej Ukrainy, zaburzający panujący w Europie pokój, szybko zaabsorbował pełną uwagę rynków, w tym również rynków akcji.

Reakcje krajowych rynków akcji były proporcjonalne do poziomu eskalacji napięcia na granicy Ukraińskiej, oraz odległości samego rynku od Ukrainy. Czynniki te zdecydowały o solidnej wyprzedaży polskich akcji, w tym akcji polskich producentów. Giełdowy Indeks Produkcji, którego celem jest monitorowanie wartości 60 największych polskich spółek produkcyjnych notowanych na GPW, stracił od początku roku 27,21%. Nowe problemy spowodowały, że wzrosty cen akcji zaobserwowany na przełomie roku, okazał się tylko korektą negatywnej serii spadków GIP60, której początki sięgają sierpnia 2021 roku.

Tym razem najsilniej tracą producenci i dystrybutorzy odzieży, reprezentowani w GIP60 przez takie spółki jak LPP, CCC czy VRG (Vistula). Mediana stóp zwrotu w pierwszych dwóch miesiącach 2022 roku wyniosła minus 44,24%, ale nie jest to problem tylko polskich producentów z tej branży, gdyż indeks WIG-ODZIEŻ stracił w tym czasie 43,01% początkowej wartości – niżej zanurkował jedynie indeks WIG-UKRAINA (minus 45,09%).

Należy zauważyć, że spadki dotknęły prawie wszystkich polskich producentów. Straciły polskie spółki farmaceutyczne, których mediana stóp zwrotu w br. wynosi minus 22,71%, ale także producenci tworzyw sztucznych (minus 15,20%), wyrobów drewnianych (minus 11,72%), materiałów budowlanych (minus 10,38%), chemicznych (minus 7,89%), metalurgicznych (minus 5,18%), motoryzacyjnych (minus 4,44%), oraz elektromaszynowych (minus 2,73%). Mediana tegorocznych stóp zwrotu polskich producentów żywności bliska zeru, natomiast mocno zyskuje Lubawa S.A., która jest najmocniej związana z przemysłem zbrojeniowym spośród spółek z GIP60.

Lubawa nowym Mercatorem i Biomedem

Akcje ostrowskiego producenta produktów z tkanin technicznych zyskują głównie dzięki produkcji takich wyrobów jak kamizelki kuloodporne, hełmów balistycznych, umundurowania, akcesoriów balistycznych oraz obuwia taktycznego. Oczekiwany skokowy wzrost popytu na produkty spółki, budzi skojarzenia do sytuacji Mercatora na początku 2020 roku. Nic więc dziwnego, że akcje Lubawy na koniec lutego były wyceniane dwukrotnie wyżej niż na początku roku.

Abstrahując od sytuacji na rynkach akcji, wśród pracowników polskich firm produkcyjnych od początku roku panowały optymistyczne nastroje. Powodów takiego stanu rzeczy było aż nadto: tempo wzrostu produkcji wzrosło w porównaniu z ostatnim kwartałem 2021 roku, podobnie w przypadku nowych zamówień i zapasów zakupowych. Rosła też liczba miejsc pracy w polskim sektorze przetwórczym, a karuzela cen dostawców zdawała się uspokajać. W konsekwencji wskaźnik PMI® utrzymał się powyżej neutralnego progu 50,0 punktów 19 i 20 miesiąc z rzędu:  styczniu wyniósł 54,5 a w lutym 54,7 pkt.

Trudno spekulować na temat przyszłych cen akcji, w sytuacji kiedy nie można przewidzieć kolejnych konsekwencji wojny toczącej się tuż przy naszej granicy. Jednak kryzys, który szybko eskaluje niesie za sobą zarówno ryzyka jak i szanse dla polskich producentów. A przecena na GPW jest drastycznie silna, również na spółkach produkcyjnych, co może sugerować, że podobnie jak w podczas pandemii korekta jest mocno przesadzona i daje okazję do naprawdę tanich zakupów porządnych polskich firm produkcyjnych.

Ze względu na wyjątkowy cynizm i brutalność działań, w tym artykule ani razu nie nazwałem zbrodniarzy wojennych po imieniu. Uważam, że na taki przywilej zasługują tylko ludzie i narody, dla których honor jest czymś więcej niż tylko hasłem, które w słowniku należy szukać w okolicy Hitlera i Hołodomoru.”

Wojna uderza w łańcuchy dostaw. Transport drogowy już sparaliżowany

W Polsce załamał się już rynek transportu drogowego, wiele ciężarówek stoi, bo obywatele Ukrainy, którzy pracowali w Polsce, pojechali na wojnę. W konsekwencji załamuje się drogowy łańcuch dostaw. Wyłączenie eksportu na rynki Ukrainy, Białorusi i Rosji bezpośrednio wpływa na zaprzestanie lub spowolnienie produkcji w wielu fabrykach, a to z kolei powoduje mniejsze zapotrzebowanie na surowce do produkcji – komentuje dr Izabella Tymińska ekspert handlu zagranicznego.

Przejścia graniczne na wschodzie nie przepuszczają „zwykłego” ruchu towarowego. Wszystkie siły przekierowane są na pomoc humanitarną, dostarczanie sprzętu wojskowego oraz ewakuację uchodźców. Teraz liczy się logistyka wojenna a nie logistyka w czasie pokoju.

Niebo nad Europą zamknięte dla rosyjskich i białoruskich statków powietrznych, to samo z cieśniną Bosfor, infrastruktura kolejowa zajęta pilnymi transportami wojskowymi i humanitarnymi. Sankcje gospodarcze nałożone przez UE na Rosję i Białoruś, bunt obywateli Unii przeciwko towarom pochodzących z krajów agresorów i rezygnacja wielu firm z dostaw do i z Rosji oraz Białorusi. Firmy pozbywają się inwestorów rosyjskich ze swoich przedsiębiorstw. Ogromne zawirowania w kursach walut i na giełdach. To wszystko wpływa łańcuchy dostaw towarów oraz konieczność pilnego ich przeorganizowania.

Transport drogowy już stoi

Wielu obywateli Ukrainy opuściło swoje miejsca pracy w Polsce udając się na wojnę. Najwięcej Ukraińców pracowało w branży transportowej, budownictwie i w gospodarstwach domowych. Dla rynku transportu powyższe oznacza, że tabory ciężarówek zostały bez kierowców i przewoźnicy nie mają jak wykonywać zleceń, gdyż nie mają kim ich „obsłużyć”. To bezpośrednio przekłada się na terminy dostaw przewożonych towarów i na wzrost cen tych transportów. Fabryki które produkowały na rynek ukraiński muszą zatrzymać wysyłki towarów ze względu na brak możliwości dostarczenia tego towaru w bezpieczny sposób na teren Ukrainy. A to z kolei przekłada się na wzrost ilości magazynowanych towarów i konieczność szukania innych rynków zbytu. Jednocześnie zatrzymanie możliwości przewozu towarów ma również swoje odbicie w rezygnacji z zamówień komponentów do produkcji towarów oraz w ich dostawach.

Transport lotniczy

Zamknięcia nieba nad Unią Europejską dla rosyjskich przewoźników lotniczych także spowodowało znaczne zmniejszenie dostaw towarów. Należy pamiętać, że w statkach powietrznych cywilnych wozi się też towary cargo. Nieuniknione jest, że w odwecie Rosja zamknie swoje niebo dla innych krajów. Wówczas transport lotniczy będzie miał wydłużone trasy, będzie potrzebował większą ilość paliwa lotniczego oraz wydłuży się czas pracy pilotów. To w konsekwencji wpłynie na wzrost cen transportu lotniczego oraz opóźnione terminy dostaw towarów.

Natomiast firma DHL zaprzestała właśnie dostarczania przesyłek na terytorium Rosji i Białorusi.

Jedwabny Szlak

W związku z nagłym odpływem kierowców z rynku transportowego już nastąpiło zatrzymanie części taboru i ryzyko zamknięcia głównej nitki Jedwabnego Szlaku, która prowadzi przez Białoruś i Rosję aż do Chin. Ma to swoje odbicie bezpośrednio w płynności dostaw towarów i dostarczania ich zgodnie z kontraktami, przy jednoczesnym limicie i możliwości tankowania paliwa na stacjach benzynowych i wzroście jego cen. Należy śledzić rozwój wydarzeń, bowiem możliwe że Rosja w odwecie za sankcje UE, zdecyduje się zamknąć np. możliwości wkraczania obywateli i transportów UE na teren Rosji. Druga nitka Jedwabnego Szlaku idzie przez Moskwę i Kijów. I jest ona oczywiście wyłączona ze względu na wojnę, a odbudowa infrastruktury potrwa lata. I tu już mamy ograniczoną drogę do przemieszczania towarów.

Surowce

Na terenie Unii Europejskiej należy przeorganizować dostawy surowców takich jak gaz, ropa czy węgiel. Ze względu na sankcje nałożone na Rosję i wyłączenie Rosji z systemu bankowego SWIFT Unii Europejska musi niezwłocznie zacząć zaopatrywać się z innych źródeł niż Rosja. Trzeba zatem i w tym miejscu przeorganizować cały łańcuch dostaw, który będzie dłuższy i droższy niż dotychczas.

Przystąpienie Ukrainy do UE

Wczoraj 1 marca br. Parlament Europejski przyjął wniosek Ukrainy o przystąpienie do Unii Europejskiej. Jeśli tak się stanie, oznaczać to będzie przesunięcie granicy zewnętrznej UE na zewnętrzną granicę Ukrainy. Ukraina zostanie wprowadzona do jednolitego wolnego rynku, z przepływem towarów, osób, usług i kapitału. Zostaną zdjęte przejścia graniczne w Polsce i nie będzie celników na granicy PL/UA.

Komisja Europejska rozważa nadanie specjalnego statusu obywatelom Ukrainy, gdyż formalności prawne w przystąpieniu Ukrainy do UE muszą potrwać nawet w przypadku przyśpieszonych działań.. Wówczas obywatele byliby już częściowo objęci prawem z zakresu swobody przepływu osób.

Wojna w sieci

Należy jeszcze wspomnieć o cyberwojnie, która także może nabrać niebywałych rozmiarów. Cyberataki mogą rozlać się na globalną gospodarkę jeżeli dojdzie do celowego uderzenia. Wsparcie Ukrainy przez grupę Anonymous, która swoimi działaniami spowodowała zamykanie rosyjskich banków czy białoruskich fabryk, może spowodować odwet i cyberataki ze strony hakerów rosyjskich. Amerykańskie banki już przygotowują się na cyberataki, które mają być konsekwencją sankcji gospodarczych nałożonych na Rosję.

Tekst przygotowała dr Izabella Tymińska, ekspert celny, ekspert handlu zagranicznego.

Problemy z wymianą hrywny – oszczędności Ukraińców topnieją nawet piętnastokrotnie

Kantory coraz częściej odmawiają wymiany ukraińskiej waluty. To efekt jej dużego napływu oraz równocześnie, ze względu na wojnę w Ukrainie, braku „popytu” na hrywnę. Potwierdzają to dane Tavex z ostatniego tygodnia – skup waluty UAH ukształtował się na poziomie 9 000 000 UAH, a sprzedaż osiągnęła jedynie 750 000 UAH. Część kantorów decyduje się skupować UAH, jednak robi to po o wiele niższym kursie – w ten sposób przywiezione oszczędności Ukraińców potrafią zmniejszyć się nawet dziesięcio- czy piętnastokrotnie. Jak w tej sytuacji można pomóc?

Kantory odmawiają wymiany oszczędności

Zjawisko braku możliwość wymiany ukraińskiej hrywny na polskie złotówki nie jest oczywiste. W normalnych czasach nie ma z tym żadnego problemu – mając 1000 UAH udajemy się do kantoru i wychodzimy z niego z kwotą około 140 PLN. Jednak sytuacja zmienia się, gdy jednej z walut jest za dużo w kantorach, a nikt jej nie chce kupować. Takie zjawisko wystąpiło teraz – w czasie wojny – kiedy to wielu uchodźców pragnie wymienić swoje oszczędności w UAH, a z drugiej strony nie ma nabywców (np. turystów), którzy mogliby przejąć nadmiar waluty.

Zaistniała sytuacja z wymianą UAH to nietypowa i nieoczywista komplikacja. Uchodźcy chcą wymienić swoje oszczędności, aby móc żyć w Polsce. Niestety pojawia się coraz więcej historii, w których przychodzą oni do kantorów, w których spotykają się z odmową wymiany UAH na PLN lub mogą tego dokonać jedynie po bardzo niskim kursie w wysokości 1, 2 groszy. To pomniejsza ich oszczędności dziesięcio- czy nawet piętnastokrotnie – wyjaśnia Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Zjawisko potwierdzają dane firmy Tavex, która do tej pory wciąż skupuje ukraińską hrywnę oraz zachęca do tego innych. W ostatnim tygodniu skup waluty UAH wyniósł 9 000 000 UAH, a sprzedaż osiągnęła tylko 750 000 UAH. Pomimo zaangażowania wielu ludzi „dziura” pomiędzy kupnem a sprzedażą wciąż jest duża.

Tavex zachęca do pomocy

W celu pomocy firma zachęca wszystkich do kupna dowolnej ilości waluty, aby móc wciąż skupować ją od Ukraińców. Ustanowiony został jej sztywny kurs na poziomie 9 groszy za nabycie oraz sprzedaż UAH, czyli zniesiono tzw. spread. Cena 9 groszy za 1 UAH to także wartość poniżej historycznych minimów. Tavex nie zarabia na tych transakcjach.

Zachęcamy do tej nietypowej formy wsparcia narodu ukraińskiego – kupmy hrywnę! Poza pomocą humanitarną bardzo ważne jest, aby osoby, które już przyjechały do Polski z Ukrainy mogły skorzystać ze swoich oszczędności oraz rozpocząć w miarę „normalne” życie. Co możemy zrobić z ukraińską hrywną, którą kupimy w ramach pomocy? Miejmy nadzieję, że po zakończeniu konfliktu wydamy ją podczas wakacji we Lwowie, Odessie czy Kijowe i wówczas tymi wizytami pomożemy stanąć ludziom na nogi – podsumowuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

UAH można nabyć w placówkach firmy Tavex w Warszawie, Katowicach, Gdyni oraz Wrocławiu, a także zamówić za pośrednictwem sklepu internetowego. W drugiej opcji walutę można otrzymać kurierem bądź odebrać z wybranego punktu.

Bricoman Polska wstrzymuje współpracę z dostawcami z Rosji i Białorusi

Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom zarówno pracowników jak i klientów Zarząd Bricoman Polska podjął decyzję o wstrzymaniu współpracy z dostawcami z Rosji i Białorusi.

Dotychczasowa współpraca Bricoman Polska z dostawcami z Rosji i Białorusi miała charakter marginalny, jednakże powyższa decyzja ma dla firmy wymiar symboliczny. Zarząd Bricoman Polska uznał, że najlepszą decyzją w obecnej sytuacji jest okazanie solidarności z ofiarami konfliktu oraz przeznaczenie realnego i materialnego wsparcia wszystkim poszkodowanym.

W związku z tym, całkowity dochód ze sprzedaży wszystkich produktów pochodzenia białoruskiego bądź rosyjskiego, które jeszcze znajdują się na półkach sklepowych będzie w całości przekazany na rzecz potrzebujących zarówno w Polsce jak i na Ukrainie.

Dodatkowo Bricoman Polska zapewnia wsparcie finansowe pracownikom, którzy przyjmą uchodźców do siebie do domu, oferuje pracę uchodźcom w swoich sklepach i wspiera materialnie remonty lokali dla uchodźców w ramach wolontariatu.

Krach na złotym

Konflikt za wschodnią granicą wystawia coraz większy rachunek również naszej walucie. Interwencja NBP nie powstrzymała załamania na złotym. EBC zagubione jak dziecko we mgle w kwestii inflacji.

A konflikt wciąż trwa

Kolejny dzień rosyjskiej inwazji nie tylko nie przyniósł żadnego rozstrzygnięcia, ale również nie za bardzo nas zbliżył do jakiegokolwiek. Sprawia to, że inwestorzy redefiniują swoje podejście do tego konfliktu, co też pokazuje, jak mała była wiara rynków w skuteczną obronę Ukrainy. Przedłużająca się wojna będzie miała coraz większy wpływ nie tylko na strony konfliktu. Rosną obawy zarówno o globalny wzrost gospodarczy, jak i o kolejną falę i tak już rozdmuchanej inflacji. Jednym z najbardziej przerażających zwrotów wśród ekonomistów od lat pozostaje stagflacja, a w ostatnich godzinach coraz częściej pojawia się ona w medialnych doniesieniach. Ten strach ewidentnie widać na wykresach. Inwestorzy coraz bardziej panicznie próbują szukać bezpiecznych przystani. Tym ruchem wspierają więc przede wszystkim dolara, później jena oraz franka, jednak tym razem nie ograniczają się tylko do klasyki. Pompowane są również aktywa z rynków surowcowych, co o ironio w przyszłości może jeszcze mocniej podkręcić problemy, które teraz budzą takie obawy.

Rekordy na złotym

Ucieczka kapitału do bezpiecznych przystani w oczywisty sposób implikuje słabość złotego. Ta jednak daleko wykracza poza ramy normalnych ruchów i coraz bardziej zrozumiałe jest mówienie już o krachu. Część ekspertów sugeruje, że obecna przecena ma charakter koszykowy, zauważając, że podobny los spotkał węgierski forint (o rublu nie wspominając). Niezależnie jednak od przyczyn, skutki są takie, że dolar doszedł do poziomu 4,35 zł, czyli jest najdroższy od ponad dwóch dekad! Jeszcze mocniejszy przekaz wychodzi z analizy kursu CHFPLN. Frank szwajcarski pobił dzisiaj rekord wszechczasów, przekraczając nawet poziom z krachu ze stycznia 2015 roku. Niewiele lepiej wygląda sytuacja na euro, które kosztuje już 4,80 zł, czyli jest najdroższe od 9 lat. Złotemu nie pomogły wczorajsze interwencje NBP, któremu zaledwie na chwilę udało się zatrzymać rajd na naszej walucie.

Inflacja!

Pozostając w temacie banków centralnych, nie sposób nie wspomnieć o EBC. Ten wyraźnie przespał moment na porzucenie ultraluźnej polityki pieniężnej i na własne życzenie właśnie znalazł się pod ścianą. Z jednej strony konflikt w Ukrainie będzie wyraźnie ciążyć największym gospodarkom strefy, przede wszystkim Niemcom oraz Włochom, które mają największe ekspozycje na rosyjski rynek. Z drugiej, dziś dostaliśmy odczyt na temat inflacji w Europie i jest to indeks wstydu dla instytucji z Frankfurtu. Dynamika cen w strefie euro dobiła do poziomu 5,8%, przez co ostatnia redefinicja celu inflacyjnego i zmiana go na symetryczny wokół 2%, wygląda jak ponury żart. Nie znamy jeszcze dokładnie wszystkich wyników składowych, jednak już wiemy, że co najmniej kilka gospodarek może “pochwalić” się wynikiem dwucyfrowym. Z drugiej strony nawet kraje z najniższą dynamiką cen mają ją dwukrotnie wyższą od celu. Nie da się ukryć, że jest to wielopoziomowa kompromitacja EBC, który swoimi przekazami jeszcze bardziej pokazuje, jak mocno jest zagubiony w obecnych realiach.

Krzysztof Adamczak, dealer walutowy Walutomat.pl

Rosyjska agresja podbije inflację

„Atak Rosji na Ukrainę i związane z tym konsekwencje będą powodem licznych komplikacji. Jedną z nich będzie nasilenie i tak już dużej presji inflacyjnej. To wyzwanie dla posiadaczy oszczędności.

Rozpoczęcie przez Rosję ataku na Ukrainę, powoduje perturbacje na rynkach finansowych. W takich przypadkach są one zwykle gwałtowne, ale i krótkotrwałe. Po szoku rynki szybko wracają do równowagi i najczęściej kontynuują wcześniejsze tendencje. Obserwacje wynikające z podobnych wcześniejszych tego typu wydarzeń pozwalają na spokojniejsze patrzenie w przyszłość. Pewne znaczenie mogą jednak mieć skutki mniej dramatyczne, ale utrzymujące się przez dłuższy czas. Jednym z nich może być nasilenie się procesów inflacyjnych.

Trzeba mieć na uwadze przede wszystkim dalszy wzrost cen surowców. Notowania ropy naftowej już obecnie przekraczają 100 dolarów za baryłkę, a więc są prawie dwukrotnie wyżej, niż rok wcześniej. Z kolei niektóre prognozy renomowanych światowych ośrodków analitycznych zakładają, że ceny mogą sięgnąć nawet 150 dolarów za baryłkę, a więc osiągnęłyby poziom rekordowo wysoki w historii. Podobnie jest z pozostałymi głównymi surowcami energetycznymi. Notowania gazu ziemnego są co prawda niższe niż w czasie szczytu z października ubiegłego roku, ale biorąc pod uwagę fakt, że jednym z jego głównych eksporterów jest Rosja, należy się liczyć z mocnym wzrostem cen tego paliwa. Do rekordowo wysokiego poziomu zmierzają również notowania węgla, które od czasu wybuchu rosyjsko-ukraińskiej wojny poszły w górę o dwie trzecie. Jeśli konflikt oraz towarzyszące mu sankcje będą utrzymywać się przez dłuższy czas, notowania paliw oraz źródeł energii przełożą się na ceny wielu innych towarów i usług. Rosja i Ukraina są również znaczącymi producentami i eksporterami wielu kluczowych surowców rolnych.

Biorąc to wszystko pod uwagę, dalsze nasilenie się inflacji wydaje się nieuchronne. Już teraz mamy do czynienia z bezprecedensową skalą wzrostu cen na niemal całym świecie. W Polsce wskaźnik inflacji zbliża się do 10 proc., a więc jest najwyższy od ponad dwudziestu lat, w Stanach Zjednoczonych sięga 7,5 proc., co oznacza poziom najwyższy od czerech dekad. Tak wysoka inflacja w oczywisty sposób powoduje silną erozję wartości oszczędności. Realna wartość 1000 zł sprzed roku wynosi jedynie 900 zł, a wiele wskazuje na to, że deprecjacja wartości będzie postępowała nadal przez dłuższy czas, choć jej skala może się obniżać. Wielu ekspertów wskazuje, że w takich warunkach skuteczną ochroną przed inflacją stają się inwestycje zapewniające odpowiednio wysokie stopy zwrotu. Problem w tym, że zwykle wiążą się one z dużym ryzykiem poniesienia strat. Okres niepewności i podwyższonej zmienności notowań na rynkach finansowych zdecydowanie nie sprzyja inwestowaniu w akcje, waluty, a także surowce. W takich sytuacjach intuicyjnie zrozumiałe jest dążenie posiadaczy oszczędności do poszukiwania najbardziej bezpiecznych form. Z tego punktu widzenia relatywnie korzystną, a zarazem zapewniającą wysoki poziom bezpieczeństwa alternatywą są lokaty bankowe. Choć oprocentowanie nie zapewnia pełnego zabezpieczenia przed inflacją, to jednak przynajmniej częściowo rekompensuje skutki powodowanej przez nią erozji. Rozpoczęty w większości krajów cykl podwyżek stóp procentowych powoduje, że w ślad za tym oprocentowanie podwyższają także banki komercyjne. Wszystko wskazuje na to, że zaostrzanie polityki pieniężnej będzie trwało jeszcze przez pewien czas, a więc wspomniana tendencja także będzie kontynuowana. Już teraz odsetki proponowane przez wiele banków są konkurencyjne względem równie bezpiecznych obligacji skarbowych. Dotyczy to na razie przede wszystkim ofert wymagających spełnienia przez klienta dodatkowych warunków, takich jak na przykład założenie rachunku rozliczeniowego, czy skorzystania z innych produktów bankowych, a ponadto zazwyczaj czas trwania promocyjnych warunków jest ograniczony.

Posiadacze oszczędności mają więc coraz większy wybór bardziej atrakcyjnych warunków niż do niedawna. Nawet niewielkie różnice w oprocentowaniu skłaniają do podejmowania racjonalnych decyzji i poszukiwania najbardziej korzystnych warunków. – analizuje Tomasz Rzeski, Country Sales Manager Oddziału Inbank w Polsce.

Cyberbezpieczeństwo sektora publicznego: analiza zagrożeń w 2022 roku

Według przewidywań analityków z FortiGuard Labs firmy Fortinet rok 2022 będzie dla instytucji sektora publicznego trudny i wymagający pod względem zapewnienia ochrony przed cyberatakami. Aby rzucić nieco światła na tę kwestię, Derek Manky, szef działu Security Insights i Global Threat Alliances w FortiGuard Labs, oraz Jim Richberg, CISO w Fortinet Public Sector, przedstawili swój punkt widzenia na zagrożenia, przed którymi stanie sektor publiczny, a także sposoby obrony przed nimi.

Jakie prognozy dotyczące zagrożeń w sektorze publicznym przedstawia FortiGuard Labs?

Derek Manky: W sektorze publicznym obserwujemy rosnącą liczbę ataków typu APT (Advanced Persistent Threats), a więc zaawansowanych, wyrafinowanych, uporczywych i precyzyjnie ukierunkowanych zagrożeń. Zaczynamy też dostrzegać znacznie więcej inwestycji ze strony cyberprzestępców w fazę rozpoznawczą ataku i jego uzbrojenie. Jest to dosłownie inwestycja, ponieważ od lat czerpią oni ogromne zyski z oprogramowania ransomware. Nazywamy tę konwergencję cyberprzestępstw „zaawansowanymi uporczywymi cyberprzestępstwami” czyli APC (Advanced Persistent Cybercrimes).

Jedną z rzeczy, która w 2022 roku szczególnie może niepokoić podmioty z sektora publicznego, jest bardzo agresywny, złośliwy kod w narzędziach używanych przez cyberprzestępców. Ich przykładem jest ransomware, ale widzieliśmy również szkodliwe oprogramowanie typu wiper, znane też pod nazwą „killware”, które cechuje się wyjątkową destruktywnością. Mam przeczucie, że – biorąc pod uwagę innowacyjność cyberprzestępców – będą oni łączyć funkcje tych narzędzi. Gdy dodadzą killware do swojej strategii, będą mogli niszczyć systemy, a następnie żądać wysokiego okupu w zamian za oszczędzenie pozostałych. W przeszłości widzieliśmy, że taka metoda postępowania dotyczyła zwłaszcza systemów IT, a teraz jest rozszerzana również na systemy OT oraz należące do sektora publicznego.

Jim Richberg: Cyberprzestępcom zawsze opłacało się korzystanie z istniejących eksploitów, o których wiadomo, że działają, nawet jeśli mają 10 lat. Obecnie duże podmioty i rządy, które na bieżąco zabezpieczają systemy za pomocą łatek bezpieczeństwa, będą musiały szczególnie uważać na nowo odkryte podatności. W niektórych przypadkach mogą nawet być zmuszone do stosowania mechanizmu wirtualnego łatania, aby zapewnić ich ochronę.

Derek Manky: Kolejnym obszarem, na który należy zwrócić uwagę, jest infrastruktura. Szczególnie dotyczy to systemów IT i OT, które w przeszłości były odizolowane od siebie, a teraz są połączone. W efekcie są podatne na ataki, na które wcześniej nie były narażone. Na przykład nowoczesne zdalne terminale (RTU) na platformach wydobywczych ropy i gazu stają się połączone dzięki łączom szerokopasmowym i 5G. Obecnie wprowadzana jest również szerokopasmowa łączność satelitarna.

Jim Richberg: Myślę, że nastąpi zmiana sposobu myślenia rządów. Przedstawiciele podmiotów z sektora publicznego, często mówią: „nie jestem producentem, nie mam systemów OT”. Ale faktem jest, że korzystają z połączonych ze sobą inteligentnych budynków, zielonej infrastruktury, kamer wideo do ochrony lub czujników powietrza. Oznacza to obecność w ich sieciach połączonych systemów OT oraz urządzeń z kategorii IoT, bez względu na to, czy zdają sobie z tego sprawę, czy nie. Rządy powinny więc zrozumieć, że muszą bronić się przed zagrożeniami wymierzonymi w systemy OT.

Derek Manky: Dokładnie. A w OT dominującą platformą jest Linux, który jest teraz na celowniku przestępców. Z tego powodu zwiększają się możliwości ataku. Na przykład bazujący na systemie Linux Mirai był najaktywniejszym botnetem, jaki obserwowaliśmy w 2021 roku. A to tylko wierzchołek góry lodowej. Myślę, że podobnych przykładów będzie o wiele więcej.

Jak te zagrożenia odnoszą się do tego, co jest najważniejsze dla rządów?

Jim Richberg: Wdrożenie odpowiednich standardów będzie zależało od poziomu zrozumienia przez rząd środowiska technik operacyjnych i konsekwencji związanych z naruszeniem ich bezpieczeństwa. Myślę, że wyzwania dotyczące cyberbezpieczeństwa staną się dla sektora publicznego coraz trudniejsze. Kiedy mówimy o zagrożeniach skierowanych przeciwko niemu, trzeba pamiętać, że nie jest on jednolity. Rządy centralne zazwyczaj dysponują największymi zasobami finansowymi i wiedzą specjalistyczną, ale nawet one mają problemy z radzeniem sobie z luką kompetencyjną i technologiami. Natomiast jeśli spojrzeć poniżej poziomu krajowego, to widać, że jednostki samorządu lokalnego lub przedsiębiorstwa użyteczności publicznej mają mniej zasobów, aby skutecznie zajmować się cyberbezpieczeństwem. A są tymi szczeblami administracji, z którymi większość ludzi ma styczność w codziennym życiu.

Jakie trendy dotyczące zagrożeń dostrzegacie w mniejszych placówkach sektora publicznego?

Derek Manky: Cyfrowa przestępczość to złożony ekosystem, a model ransom-as-a-service jest jego częścią. Obecnie cyberprzestępcy płacą partnerom prowizje za przeprowadzanie ataków. W związku z tym ich operacje będą bardziej zróżnicowane. Jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie działania, które wchodzą w zakres aktywności cyberprzestępców, takie jak pranie brudnych pieniędzy, to ich sieci partnerskie będą się rozszerzać. Będzie to kolejnym problemem dla sektora publicznego.

Jeśli natomiast chodzi o wywiad i badania nad zagrożeniami, znalezienie odpowiedzialnych za nie ludzi jest celem ostatecznym, ale nie jedynym. Gromadzenie danych na temat przyczyn ataków i atakowanych podmiotów pomoże zespołom ds. bezpieczeństwa zakłócać cyberprzestępcze kampanie. Śledzenie hakerów oraz stosowanych przez nich taktyk ułatwia stworzenie planu określającego co należy zrobić w przypadku zaistnienia kolejnego ataku. Pomocne jest również ustalenie trasy przemieszczania się środków, wliczając w to portfele kryptowalutowe i przepływy walut.

Sytuacja na 7 największych rynkach mieszkaniowych – luty 2022 r.

W lutym 2022 r. eksperci GetHome.pl i RynekPierwotny.pl zaobserwowali ogromne różnice na rynkach mieszkaniowych największych miast pod względem popytu, podaży i średnich cen. Gdzie zmiany były najbardziej widoczne?

W 2021 r. sytuacja na rynkach mieszkaniowych była bardzo dynamiczna. Czy podobnie będzie w roku 2022? W oparciu o pierwszą ogólnopolską platformę do samodzielnej analizy rynku mieszkaniowego – BIG DATA RynekPierwotny.pl eksperci portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl przygotowują miesięczne raporty dotyczące popytu, podaży oraz cen mieszkań w największych miastach.

Sprzedaż mieszkań w lutym spadła

Z lutowych danych wynika, że w 7 największych miastach deweloperzy sprzedali łącznie 3242 mieszkania, co jest wynikiem gorszym od styczniowego o ok. 5%. Z kolei w porównaniu z lutym 2021 r. sprzedaż była mniejsza aż o 39%! Rzecz w tym, że sytuacja popytowa w poszczególnych miastach jest bardzo zróżnicowana. Nie we wszystkich odnotowano spadek sprzedaży.Sprzedaż mieszkań w lutym spadła

W porównaniu ze styczniem wzrosła ona w Gdańsku, Katowicach, Łodzi i Poznaniu, a więc w większości największych miast. Powodów do zadowolenia nie mieli w lutym tylko wrocławscy i warszawscy deweloperzy. We Wrocławiu sprzedaż spadła aż o 41% w porównaniu ze styczniem. Ponadto była ona aż o 69% mniejsza  niż rok temu. Z kolei w Warszawie po styczniowej poprawie sprzedaży, w lutym nabywców znalazło tu tylko 1079 mieszkań. Jest to wynik o 15% słabszy niż w styczniu. Zaś w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r. – aż o 55%.

Więcej lokali w ofercie deweloperów

Czy deweloperzy zareagowali na popyt odpowiednią podażą mieszkań?  W 7 analizowanych  miastach do sprzedaży trafiło ich łącznie 4476, czyli o 42% więcej niż w styczniu. Jednak paradoksalnie ogromne spadki nowej podaży odnotowaliśmy w Łodzi – o 36%, Krakowie – o 29% i Gdańsku – o 23%, a więc w tych miastach, w których deweloperzy zwiększyli sprzedaż.Więcej lokali w ofercie deweloperów

Dużym wzrostem nowej podaży zaskoczyli zaś warszawscy deweloperzy. W lutym wprowadzili na rynek aż 1775 mieszkań, tj. o 138% więcej niż miesiąc wcześniej! Większą podaż odnotowano także Poznaniu – o 312%.

Warto dodać, że w Warszawie, Gdańsku, Poznaniu, Łodzi i Katowicach deweloperzy wprowadzili w lutym do sprzedaży więcej mieszkań niż ich sprzedali.Więcej lokali w ofercie deweloperów

Niestety, we Wrocławiu odnotowano dalszy spadek liczby mieszkań w ofercie firm deweloperskich. W lutym było ich już tylko 3784, czyli o 3% mniej niż w styczniu i o 42% mniej niż przed rokiem.Więcej lokali w ofercie deweloperów

Praktycznie nie zmieniła się oferta krakowskich firm deweloperskich. Natomiast w Warszawie deweloperzy oferowali w lutym 9426 mieszkań, czyli o 12% więcej niż w styczniu i tylko o 1% mniej niż w lutym 2021 r. Największy, bo 14% wzrost liczby mieszkań w ofercie firm deweloperskich odnotowano w lutym w Katowicach. O 12% w porównaniu ze styczniem zwiększyła się ona w Poznaniu, o 8% w Gdańsku i o 4% w Łodzi.

Ceny nowych mieszkań dalej rosną

Jaki to miało wpływ na ceny mieszkań? Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w Katowicach średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów spadła w lutym o 1%, a w Krakowie i Łodzi utrzymała poziom ze stycznia. I uwaga! W Warszawie średnia wzrosła aż o 6%, do ponad 13 tys. zł za m kw.!Ceny nowych mieszkań dalej rosną

Przyczyną tak wysokiej podwyżki było wprowadzenie na rynek dużej puli drogich apartamentów. W efekcie średnia cena metra kwadratowego mieszkań wprowadzonych w lutym do sprzedaży w stolicy przekraczała 16 tys. zł. Dla porównania, mieszkania sprzedane miały średnią niespełna 12,4 tys. zł za m kw. Należy dodać, że w Warszawie już dwie trzecie mieszkań w ofercie firm deweloperskich ma cenę przekraczającą 10 tys. zł za m kw., a połowa mieszkań kosztuje przeszło 12 tys. zł za metr.

Ponadto wskutek rosnących cen gruntów oraz kosztów budowy, poprzeczka cenowa wciąż idzie w górę. Świadczy o tym topniejąca oferta mieszkań w cenie poniżej 8 tys. zł za m kw. Zmiany najlepiej widać porównując strukturę cenową mieszkań rok do roku. Np. w Łodzi w lutym ubiegłego roku 73% mieszkań w ofercie firm deweloperskich kosztowało mniej niż 7 tys. zł za metr. Po roku udział tak tanich lokali wynosi 15%!

Z podobną sytuacją mamy do czynienia w Katowicach, ale także we Wrocławiu, Gdańsku czy Poznaniu. W Warszawie, Krakowie i Poznaniu takie oferty można było policzyć na palcach. Najpewniej wkrótce dołączą do nich Gdańsk i Wrocław.

Ceny nowych mieszkań dalej rosną

Autor: RynekPierwotny.pl&GetHome.pl