Eesti Energia podsumowuje 2021 rok

W 2021 r. po raz pierwszy w historii estońskiej grupy energetycznej Eesti Energia, sprzedaż energii elektrycznej w pozostałych krajach działalności przewyższyła wynik z rodzimego rynku. Grupa zakończyła rok finansowy z obrotem 1,3 mld EUR, wypracowując zysk netto w wysokości 111 mln EUR, na który wpływ miały rekordowe ceny energii.

W 2021 r. Eesti Energia sprzedała 8,6 TWh energii elektrycznej w sprzedaży detalicznej, czyli o jedną czwartą więcej niż w 2020 r. W Finlandii, na Łotwie, Litwie i w Polsce łączna sprzedaż wyniosła ponad 4,4 TWh (52%), a w Estonii blisko 4,2 TWh (48%).

Sprzedaż gazu ziemnego, w stosunku do roku ubiegłego, wzrosła o 15% do 2,4 TWh, z czego 25% stanowiła sprzedaż w Estonii, a pozostałe 75% to transakcje na innych rynkach. Eesti Energia sprzedała również 420 000 ton (-7%) paliw płynnych na rynkach międzynarodowych.

W porównaniu rok-do-roku, produkcja energii elektrycznej w krajach bałtyckich i w Polsce wzrosła o 37% do 5,2 TWh. Produkcja energii z odnawialnych źródeł (OZE) wzrosła o 12% w ciągu roku i osiągnęła rekordową wartość 2,1 TWh. Energia elektryczna z OZE stanowiła 1,65 TWh, a ciepło powstałe ze źródeł odnawialnych 0,45 TWh. Prawie dwie trzecie energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych zostało wytworzone przez farmy wiatrowe Enefit Green w Estonii i na Litwie, a pozostała jej część z połączonej produkcji elektrowni, elektrociepłowni, farm fotowoltaicznych i elektrowni cieplnych Enefit Power.

Połączenie zwiększonych wolumenów sprzedaży i produkcji oraz wyższych cen energii zaowocowało historycznie wysokimi przychodami ze sprzedaży – 1,31 mld EUR. Przychody ze sprzedaży wzrosły o blisko 480 mln EUR (57%) w 2021 r. w porównaniu do 2020 r. – komentuje Andri Avila, Dyrektor Finansowy Grupy i Członek Zarządu Eesti Energia.

EBITDA grupy energetycznej wzrosła o 318 mln EUR (49%) w stosunku do roku ubiegłego. Zysk netto firmy wzrósł w ciągu 2021 r. prawie sześciokrotnie, osiągając 111 mln EUR.

Rentowność Eesti Energia zapewnia jej możliwość dokonywania ambitnych inwestycji w celu pełnego przejścia na produkcję energii ze źródeł odnawialnych i jednoczesnego spełnienia oczekiwań właścicielskich, zakładających wypłatę dywidendy na rzecz państwa – dodaje Avila.

W celu zapewnienia klientom większej ilości przystępnej cenowo energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych Eesti Energia podjęła w 2021 r. trzy decyzje inwestycyjne dotyczące budowy farm wiatrowych o łącznej mocy 190 MW. Koszt ich realizacji przekroczy 225 mln EUR. Enefit Green wybuduje instalacje wiatrowe w Finlandii (Tolpanvaara) i na Litwie (Šilalė i Akmenė) w ciągu najbliższych kilku lat.

Nowe farmy wiatrowe powstaną we współpracy z klientami, którzy również dążą do przejścia na zieloną energię. W 2021 r. Eesti Energia zawarła długoterminowe kontrakty na energię ze źródeł odnawialnych o mocy 9 TWh przy stałej cenie z blisko 1000 klientów biznesowych w Estonii, Łotwie i Litwie. Na koniec 2021 r. z pakietu Energetyki Odnawialnej skorzystało 72 tys. klientów indywidualnych Eesti Energia.

Inwestycje grupy energetycznej w 2021 r. wzrosły do 252 mln EUR (+35%). Największą część – 99,5 mln EUR – stanowiły inwestycje związane z siecią energetyczną. Eesti Energia zainwestowała 42 mln EUR w projekty rozwoju energii odnawialnej i 50 mln EUR w budowę zakładu Enefit 280, którego celem jest dostosowanie się do potrzeb przemysłu chemicznego.Eesti Energia podsumowuje 2021 rok materiał prasowy

Haitong Bank opublikował wyniki finansowe za 2021 r.

Haitong Bank opublikował wyniki finansowe za 2021 r. – w ujęciu globalnym odnotował zysk netto w wysokości 3,6 mln EUR, przy przychodach z działalności bankowej na poziomie 89 mln EUR. Wyniki Banku świadczą o odporności na długotrwałe skutki pandemii oraz niestabilną sytuacją makroekonomiczną, a także o tym, że podjęte działania mające na celu utrzymanie rentowności przynoszą wymierne efekty. Na koniec ubiegłego roku wskaźnik CET1 wynosił 18,9 procent, wskazując na silną pozycję płynnościową i kapitałową Banku.

Bank inwestycyjny odnotował w 2021 r. zysk netto w wysokości 3,6 mln EUR, czyli 125 procent więcej w porównaniu do wypracowanych 1,6 mln EUR rok wcześniej. Do znacznej poprawy wyników finansowych przyczyniło się nie tylko bardziej sprzyjające niż w 2020 otoczenie makroekonomiczne, lecz także ścisła dyscyplina kosztowa utrzymywana niezmienne przez bank. Obniżenie kosztów operacyjnych pozwoliło na wypracowanie zysku operacyjnego na poziomie 29 mln EUR, czyli 23 procent więcej rok do roku.

Całkowity dochód z działalności bankowej Haitong Banku w 2021 roku wyniósł 89 mln EUR. To o 9,4 procent więcej w porównaniu do 2020 roku. Taki poziom udało się osiągnąć dzięki 48-procentowemu wzrostowi (do 620 mln EUR) wartości udzielonych klientom kredytów – w szczególności dzięki dobrym wynikom w zakresie finansowania strukturyzowanego.

Silna i stabilna pozycja

Haitong Bank niezmienne wykazuje silną pozycję kapitałową i płynnościową. Wskaźnik CET1 na koniec 2021 roku wyniósł 18,9 procent, a łączny współczynnik kapitałowy (TCR) 23,6 procent. Dodatkowo wskaźnik stabilnego finansowania netto (NSFR) osiągnął poziom 142 procent. Bank zdołał również utrzymać dobrą jakość aktywów, wyrażoną wskaźnikami NPL i NPE, które w 2021 roku wyniosły odpowiednio 2,1 procent (1,9 procent w 2020 roku) i 1 procent (3,5 procent w roku poprzednim).

Ubiegły rok upłynął pod znakiem stopniowego wychodzenia z pandemicznego kryzysu. Widać to w poprawie wyników globalnych Haitong Banku, która jest przede wszystkim efektem coraz większego zainteresowania klientów finansowaniem strukturyzowanym oraz emisjami dłużnych papierów wartościowych. Warto podkreślić, że ubiegłe 12 miesięcy to również powrót do poziomu rentowności sprzed pandemii oraz wzmocnienie bilansu. To właśnie silna pozycja kapitałowa i płynnościowa będzie umożliwiała w najbliższym czasie dalszy rozwój oferty Banku oraz realizację nowych strategicznych projektów – mówi Ryszard Hermanowski, Head of Investment Banking w Haitong Bank w Polsce.

Realizacja strategii

W 2021 roku Haitong Bank konsekwentnie realizował swoją strategię rozwoju, koncentrując się na wzmacnianiu sieci klientów krajowych w Europie, Ameryce Łacińskiej i Chinach. Jednym z kluczowych projektów było otwarcie oddziału w Makao, który rozpoczął działalność w październiku 2021 roku. Nowa placówka ma na celu usprawnienie działalności transgranicznej i ułatwienie koordynacji działań z Grupą Haitong. Ma również stanowić krok w kierunku rozwoju biznesu w rejonie Wielkiej Zatoki, który jest jednym z najbardziej dynamicznych regionów gospodarczych na świecie.

Amplus obejmuje udziały w Terrabio

Amplus sp. z o.o., czołowy polski producent i dystrybutor świeżych owoców i warzyw, podpisał umowę nabycia udziałów w spółce Terrabio, która zajmuje się opracowaniem pierwszego na rynku rolno – spożywczym w pełni mobilnego analizatora genetycznego. Dzięki podpisanej umowie, wrocławski startup będzie mógł w znaczący sposób przyspieszyć proces komercjalizacji produktu. Produkt spółki – Terralyzer® – charakteryzuje się ponad 99 proc. skutecznością w wykrywaniu różnych patogenów, co potwierdziły testy polowe rozwiązania. Terrabio jest spółką portfelową funduszu Carlson ASI Evig Alfa. Całkowita wartość transakcji nie została ujawniona.

Pozyskanie pierwszego branżowego inwestora to znaczący krok w kierunku komercjalizacji naszego analizatora. W 2021 roku udało się nam się potwierdzić jego 99 proc. skuteczność w wykrywaniu patogenów, w warunkach polowych. Dzięki podpisanej umowie z Amplusem, możemy liczyć na merytoryczne i techniczne wsparcie w zakresie komercjalizacji. W 2023 roku planujemy uruchomić pierwszą sprzedaż w Polsce oraz na wybranych europejskich rynkach. W dalszych planach rozwoju myślimy również o ekspansji na rynek amerykański. – powiedział Marcin Babilas, CEO Terrabio sp. z o.o.

Terrabio, to wrocławski startup zajmujący się opracowaniem nowoczesnego, mobilnego analizatora genetycznego, który dzięki wykorzystaniu autorskiego systemu diagnostycznego umożliwia przeprowadzanie badań z obszaru rolnictwa i bezpieczeństwa żywności poprzez szybką identyfikację patogenów czy mutacji genetycznych. Dzięki urządzeniu, użytkownik otrzyma półilościowy wynik obecności patogenów w próbce w ciągu zaledwie 60-90 minut. Obecnie rolnicy zmuszeni są czekać nawet 14 dni na wynik testu zrealizowanego przy użyciu wysoce precyzyjnych metod genetycznych.
Terralyzer® pozwala na detekcję do 16 patogenów z jednej pobranej próby. Warto zaznaczyć, że rozwiązanie skutecznie ogranicza koszt badań. Zespół Terrabio przewiduje, że jednostkowy wydatek na zbadanie 4 patogenów nie przekroczy kwoty 100 zł.

Innowacyjność testów, których dokonuje urządzenie opiera się na opatentowanym systemie grzewczo-pomiarowo-detekcyjnym we współpracy z tzw. „złotym standardem” w diagnostyce patogenów, czyli metodzie real-time PCR. Jedną z istotnych zalet takiego rozwiązania jest brak wymogu utrzymywania stałej, niskiej temperatury przechowywania zestawów testowych co sprawia, że test można wykonać w niemal każdych warunkach.

Dodatkową przewagą naszego rozwiązania jest proces poboru próbki i wykonania testu. Działanie to jest wręcz banalnie proste i z jego wykonaniem poradzi sobie każdy użytkownik. Nie trzeba mieć doświadczenia laboratoryjnego, aby móc przeprowadzić takową analizę. – komentuje Bartosz Pencakowski, CTO Terrabio sp. z o.o.

W 2021 roku, spółka z sukcesem przeprowadziła testy polowe na polach Top Farms Polska w ramach Strefy Technologii Top Farms oraz na uprawach w Hiszpanii oraz Portugalii. Rozwiązanie spółki charakteryzuje ponad 99 proc. skuteczność wykrywaniu wszystkich patogenów mających DNA.

Terrabio to także odpowiedź na rosnące ograniczenia w stosowaniu pestycydów i dbanie o jakość produkowanej żywności na obszarze Unii Europejskiej. Terralyzer® oraz dedykowane panele testów umożliwią ograniczenie ilości zabiegów pielęgnacyjnych przy produkcji żywności, tym samym przyczynią się do zwiększenia jakości żywności.

–  Troska w zakresie bezpieczeństwa żywności pełni strategiczną rolę w przemyśle rolno-spożywczym. Jako dostawca warzyw i owoców do największych sieci handlowych w Polsce,
musimy mieć 100 proc. pewność, że pozyskiwane od naszych producentów rolnych towary, spełniają wszelkie wymagania jakościowe oraz normy bezpieczeństwa. Terrabio wraz ze swoim produktem w znaczący sposób przyspiesza proces badań patogenów, co w naszej perspektywie realnie wpływa na rozwój naszego biznesu. Dzięki naszej wiedzy branżowej jesteśmy wstanie, wspólnie z Agro Smart Lab, w realny sposób wesprzeć podmiot zarówno w dopracowaniu rozwiązania ale też jego sprzedaży. – powiedział Bartłomiej Skrzydlewski, prezes zarządu Amplus sp. z o.o.

Terrabio jest spółką portfelową funduszu Carlson ASI EVIG Alfa, który w 2019 roku zainwestował 800.000,00 zł w jej rozwój oraz doprowadzenie rozwiązania do pełnej gotowości technologicznej.

Wejście Amplusa do grona inwestorów potwierdza, że rozwiązanie opracowywane przez naszą spółkę portfelową jest skuteczne i spełnia wymagania bardzo wymagającego rynku rolno-spożywczego w zakresie diagnostyki chorób roślin, bezpieczeństwa wody i żywności. Według ostatnich prognoz Data Bridge Market Research, w 2022 roku szacunkowa wartość globalnego rynku usług diagnostycznych żywności wyniosła 14,9 mld USD i może osiągnąć 21,6 mld USD do 2032 r. Dane te namacalnie pokazują, jak atrakcyjny jest to rynek zarówno z perspektywy inwestora, jak i naszej spółki portfelowej. Umowa z Amplusem zbliża Terrabio do rozpoczęcia sprzedaży produktu oraz wyrwania kawałka z tego atrakcyjnego tortu. – mówi Dawid Wesołowski, partner zarządzający Carlson ASI EVIG Alfa.

Terrabio ma w swoich planach rozwoju stałe poszerzanie oferty paneli testów dedykowane do odbiorców nie tylko z sektora agro, ale także szeroko rozumianego przetwórstwa spożywczego. Dzięki temu będzie możliwa dywersyfikacja przychodów Spółki i generowanie jeszcze większego potencjału komercjalizacyjnego.

Wśród udziałowców Terrabio znajdują się także fundusz Leonarto, który ma w swoim portfolio 18 spółek z obszaru MedTech, nanotechnologii, biotechnologii czy też AI oraz spółka weterynaryjna Vet Planet.

PwC: aż 85% kobiet pracujących w branży prawniczej doświadczyło umniejszania kompetencji ze względu na płeć

  • Wsparcie dla prawniczek ze strony pracodawców mimo, że deklaratywnie wysokie, wciąż należy uznać za zbyt ograniczone
  • Prawniczki napotykają na trudności przy awansach i powrocie do pracy z urlopu macierzyńskiego
  • Negatywne traktowanie przez współpracowników lub klientów ze względu na płeć wciąż się zdarza. Częściej spotykają się z tym kobiety w polskich niż zagranicznych firmach oraz prawniczki ze średnim stażem pracy
  • 15% respondentek wskazało, że doświadczyło molestowania seksualnego w pracy. Nigdy nie doświadczyło takiego naruszania granic 85% badanych kobiet

Płeć może warunkować przebieg kariery zawodowej w branży usług prawnych i aż 85% respondentek wskazało, że z uwagi na bycie kobietą doświadczyły one deprecjonowania swoich kompetencji eksperckich, wynika z badania przeprowadzonego przez Fundację “Women in Law”, Polskie Stowarzyszenie Prawników Przedsiębiorstw i PwC Legal Polska. W badaniu przeprowadzonym wzięło udział 577 respondentek, z których 76% pracuje w kancelariach prawnych a 24% w wewnętrznych działach prawnych firm.

“Naruszanie osobistych granic to zjawiska jednoznacznie negatywne, które powinny być zdecydowanie napiętnowane oraz poddane szczegółowej analizie przez podmioty funkcjonujące w branży. Potrzebne jest wspólne i zdecydowane działanie, mające na celu eliminację zachowań niedopuszczalnych. Nasze badanie i powstały z niego raport to pierwsze działania w Polsce, które całościowo dotyczą pozycji kobiet w branży prawniczej. Liczę, że środowisko prawnicze, opinia publiczna, samorządu prawnicze, ale też same kancelarie i firmy potraktują poważnie, to co wybrzmiewa z raportu, a głos prawniczek będzie usłyszany” – mówi Kamila Kurkowska, prezeska Fundacji Women in Law.

Jeżeli chodzi o doświadczenie zachowań, odbieranych przez respondentki jako mobbing, twierdząco odpowiedziała ponad połowa prawniczek (61%). Mobbing jest doświadczeniem stosunkowo powszechnym, szczególnie wśród młodszych stażem prawniczek. Z kolei – bardzo wysoko – bo aż 85% respondentek wskazało, że z uwagi na bycie kobietą doświadczyły one deprecjonowania swoich kompetencji eksperckich. 1/3 uznała, że dzieje się tak często lub bardzo często.

Kwestia molestowania to wrażliwy i bolesny obszar, który poza fizyczną agresją przejawia się również subtelną protekcjonalnością, bądź szowinistycznymi wypowiedziami i żartami. Osoby, które go doświadczyły często nie chcą udzielać odpowiedzi na pytania z nim związane. W przeprowadzonej przez nas ankiecie 15% respondentek wskazało, że doświadczyło molestowania seksualnego w pracy. Dodatkowo 1% wskazał, że doświadcza go często lub bardzo często. Szczęśliwie, 85% kobiet nigdy nie doświadczyło takiego naruszania granic.

“Praca w i dla branży prawniczej to nie tylko ogromne wyróżnienie, ale też istotna odpowiedzialność. Udział PSPP w tym szczególnym badaniu wynika więc z troski o jakość relacji w naszej społeczności. Wierzę, że efektem raportu będzie co najmniej rozpoczęcie instytucjonalnych zmian, które będą świadczyły o realnym wsparciu dla kobiet, które widzą swoją przyszłość pracując w naszej profesji – czy to w firmach czy w kancelariach” – mówi Waldemar Koper, prezes zarządu Polskiego Stowarzyszenia Prawników Przedsiębiorstw.

Jak pokazały wyniki naszego sondażu, naruszanie granic osobistych i przemoc nie są zjawiskiem powszechnym – 2/3 prawniczek nie doświadczyło ich nigdy, co jest pozytywną informacją. Niemniej, niemal 4% respondentek spotyka się z takimi zachowaniami często lub bardzo często. Spośród 577 prawniczek, które udzieliły odpowiedzi w badaniu aż dla 23 prawniczek przemoc w środowisku zawodowym lub naruszanie granic są codziennością. Zjawisko to nie jest związane ani z rodzajem firmy ani kwalifikacjami zawodowymi. Jednoznacznie trzeba stwierdzić, że sytuacje tego rodzaju są naganne i nie powinny przydarzyć się nigdy. Branża powinna mieć to szczególnie na uwadze, ponieważ aż ⅓ respondentek wskazała, że z naruszenia granic fizycznych doświadczyła rzadko, lub czasami.

“Wyniki naszego sondażu wskazują wiele obszarów, które wymagają nie tylko konkretnych reakcji całego środowiska prawniczego, ale także precyzyjnych rozwiązań dotyczących wsparcia kobiet. Pomimo tego, że stoimy przed takimi samymi wyzwaniami jak cała społeczność prawnicza, to będąc liderami opinii musimy prezentować najwyższe standardy i jednoznacznie przeciwstawiać się nagannym zachowaniom oraz budować zaufanie w naszej prawniczej społeczności” – dodaje Cezary Żelaźnicki, partner zarządzający PwC Legal Polska, odpowiedzialny za obszar Diversity & Inclusion na Europę Środkowo-Wschodnią w PwC.

Mając na uwadze opisane problemy, sprawdziliśmy czy prawniczki mogą liczyć na wsparcie kancelarii lub firm, w których pracują. Odpowiedzi na to pytanie były zróżnicowane. Nieco więcej kobiet dostrzega takie wsparcie (43%), niż go nie dostrzega (34%). Rzadziej takiego wsparcia doświadczają prawniczki z uprawnieniami. Istnieje jednak spory obszar do poprawy sytuacji, biorąc pod uwagę, że aż 1/3 respondentek nie odczuwa żadnego wsparcia. Połowa prawniczek nie ma dostępu do mentorek/ów wspierających ich w sytuacjach trudnych. Na taką pomoc może liczyć 31% respondentek.

Jak wynika z badania, wsparcie dla prawniczek ze strony ogółu pracodawców wciąż należy uznać za zbyt ograniczone i potrzebna jest intensyfikacja działań wspierających kobiety. Jeżeli chodzi o funkcjonowanie specjalnych procedur, to raczej domena większych organizacji biznesowych, które często ustanawiają wewnętrzne regulacje zapobiegające dyskryminacji czy niewłaściwemu traktowaniu kobiet. Opieka mentorska jest najczęściej związana z rytmem szkolenia prawniczego – mentor przeważnie jest opiekunem aplikacji lub stażu, rzadziej systemowym rozwiązaniem. Zdecydowanie jest to przestrzeń do zagospodarowania przez organizacje branżowe czy samorządy prawnicze.

Badanie zostało przeprowadzone jesienią 2021 roku.

Vivid Games zaprezentował wstępne wyniki za luty

Tytułem kluczowym dla generowanych wyników pozostaje Real Boxing 2. Przychody w lutym wyniosły 2,24 mln zł (+36% r-d-r). Były niższe od styczniowych z powodu krótszego miesiąca i zakończonej w styczniu promocji (featuringu) Real Boxing 2 w kanałach sprzedaży. Wynik netto za luty został obciążony w głównej mierze inwestycjami w user acquisition i wyniósł -270 tys. zł. W związku ze spłatą kolejnej raty układowej, na rachunkach Spółki na koniec miesiąca było ok. 2,5 mln zł. Spółka inwestuje w rozwój obecnych i przyszłych tytułów.

Real Boxing 2 odnotował w lutym sprzedaż na poziomie blisko 0,35 mln USD. „Przychody za luty są niższe od styczniowych, jednak co istotne kluczowe wskaźniki, np. ARPU, utrzymaliśmy na wysokim poziomie. W lutym rozpoczęliśmy ekspansję w kierunku nowych kanałów dystrybucji. Weryfikujemy możliwości jakie dają naszej marce Twitter, Snapchat czy TikTok, jednak wpływu tych działań na przychody spodziewamy się w ciągu kilku miesięcy. W marcu użytkownicy otrzymają możliwość uczestniczenia w aż dwóch kampaniach live ops. Pierwsza z nich zaoferuje postać dobrze już znanego Manny’ego Pacquiao, w drugiej pojawi się nowy atrakcyjny bokser. Spodziewamy się pozytywnego przyjęcia. Grę czeka też istotna przebudowa wewnętrznego sklepu, co przełoży się pozytywnie na monetyzację bazującą na mikropłatnościach.” – podkreśla Bartosz Biniecki, product owner marki Real Boxing w Vivid Games.

Vivid Games weryfikuje też wpływ wojny na Ukrainie na sytuację spółki. „Ostatnie dwa tygodnie i wybuch wojny za naszą wschodnią granicą kosztowały nas wszystkich dużo stresu. Nasi pracownicy zaangażowali wiele sił i środków w to, by pomóc na różne sposoby. Jako pracodawca podjęliśmy też niezbędne kroki, by zapewnić wszystkim pracownikom, którzy tego potrzebują wsparcie. Ułatwiliśmy również rekrutację dla kandydatek i kandydatów z Ukrainy. Stale rozważamy scenariusze wyrażenia dodatkowego wsparcia dla Ukrainy. Jeśli chodzi o wpływ wojny na przychody ze sprzedaży nie jest on istotny. Dystrybucja w Ukrainie, Rosji i na Białorusi stanowiła niewielki odsetek naszych przychodów. Przewidujemy, że konflikt może w nieco większym stopniu wpłynąć na stawki za wyświetlanie formatów reklamowych, jednak obecne wahania i tutaj nie są istotne. Pozytywnie na wyniki Spółki przekładają się wysokie obecnie kursy USD i EUR.” – podkreśla Piotr Gamracy, członek Zarządu Vivid Games.

Spółka pracuje nie tylko nad obecnym portfolio, ale również nad dużym własnym tytułem i projektami wydawniczymi. “Jesteśmy na etapie finalizowania koncepcji własnej gry i prototypowania głównej pętli rozgrywki. W drugim kwartale planujemy zakończenie testowania prototypów i skupienie się na dewelopmencie. Na różnych etapach oceny w programie wydawniczym mamy też kilka obiecujących tytułów. W II kwartale ogłosimy, które z nich będziemy rozwijać.” – dodaje Piotr Gamracy.

Kredytobiorcy najbardziej dotknięci podwyżką stóp procentowych

Od 8 marca br. stopa referencyjna NBP wynosi 3,5%, osiągając najwyższy poziom od 9 lat. Skutki podwyżki odczują osoby spłacające kredyty zaciągnięte w polskim złotym oraz wszyscy, którzy złożyli wniosek i planują wziąć kredyt. Według głównego analityka BIK, perspektywy na rynku kredytów mieszkaniowych nie napawają optymizmem.

Jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej, podwyżka stóp procentowych do poziomu 3,5% jest szczególnie dotkliwa dla osób, które zaciągnęły złotowy kredyt mieszkaniowy stosunkowo niedawno.

Kto odczuje zmiany najdotkliwiej

Grupą kredytobiorców, którzy najbardziej odczują podwyżkę są osoby, które zaciągnęły kredyt mieszkaniowy od końca maja 2020 r. do początku października 2021 r., czyli w okresie obowiązywania stopy referencyjnej na poziomie 0,1%, zaciągnęły go samodzielnie i jednocześnie spłacały inne zobowiązania kredytowe.

Takich klientów było 88 958. Zaciągnęli oni 90 863 kredytów mieszkaniowych na kwotę 25,6 mld zł. Średnia kwota ich kredytu wyniosła 281 741 zł. Wartość innych zobowiązań finansowych tych klientów to 1,8 mld zł, w tym głównie kredyty gotówkowe na 1,3 mld zł.

Najwyższy wzrost raty dla kredytów z okresu od maja 2020 r. do października 2021 r.

Podwyżka stóp procentowych dotyczy osób, które spłacają kredyty zaciągnięte w polskim złotym, jak i tych, którzy złożyli wniosek i czekają na jego rozpatrzenie.

W przypadku złotowych kredytów mieszkaniowych, na zmienną stopę, zaciąganych w okresie ultraniskich stóp procentowych, na średnią kwotę 311 tys. zł , rata miesięczna wzrośnie przeciętnie do kwoty 1958 zł.

Rata kredytu zaciągniętego przed obniżką stóp procentowych do poziomu 0,1%, którego średnia wartość do spłaty wynosi 232 tys. zł, wzrośnie do kwoty 1474 zł.
Najbardziej dotknięci podwyżką stóp procentowych

– Decyzja RPP z 8 marca br., o kolejnej już od października 2021 r. podwyżce stóp procentowych, bezpośrednio wpłynie na spadek dostępności kredytu mieszkaniowego, ponieważ jeszcze bardziej ograniczy zdolność kredytową – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.

– Wzrost oprocentowania kredytów oznacza także spadek popyt na kredyty mieszkaniowe, a co za tym idzie, ograniczy akcję kredytową. Jeżeli dodamy do tego jeszcze czynnik psychologiczny wynikający z niepewności związanej z obecną sytuacją wojny w Ukrainie, to perspektywa rynku kredytów mieszkaniowych maluje się raczej w czarnych barwach. A to bezpośrednio wpłynie na rynek nieruchomości – konkluduje główny analityk BIK.

Wpływ sankcji na gospodarkę Rosji i innych krajów w Europie

Sankcje, które obecnie są nakładane na Rosję w związku z jej atakiem na Ukrainę, są naprawdę bardzo poważne. Od dawna żaden kraj o tak dużej gospodarce nie został obłożony podobnymi, wielowymiarowymi sankcjami. Nie było także tak dużego konsensusu na arenie międzynarodowej, aby je wprowadzić. Co prawa na początku mówiło się o zupełnie innym zakresie tych sankcji – jednak widać, że w pewnym momencie decydenci zrozumieli, że dyskusja dotyczy kraju nieprzewidywalnego, agresywnego, któremu trzeba uniemożliwić ofensywne działania. Warto mówić o wykluczeniu z systemów rozliczeniowych – jak również o tym, że Rosja nie będzie mogła dysponować znaczną częścią swoich rezerw, co mocno ją zaboli. Wpłynie to w istotny sposób na wycenę rubla oraz na wycenę majątków i pracy Rosjan. Sankcje bardzo mocno uderzają w bezpośrednie zaplecze władz. Daje to nadzieję na wywołanie bezpośrednich, wewnętrznych nacisków na władzę. Tak duży rozmiar sankcji spowoduje bardzo głębokie przemodelowanie całej światowej gospodarki.

– Dojdzie do tego, że będziemy mieli bardzo ograniczone możliwości handlu z Rosją – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej (KIG). – Pozostanie także kwestia rozliczenia towarów, które już zostały dostarczone do Rosji, lub zakontraktowane i przygotowane dla Rosjan. Z tego powodu wynikała wstrzemięźliwość Niemiec w nakładaniu sankcji – ich gospodarka jest bardzo powiązana z rosyjską i tych zależności jest bardzo dużo. Gospodarka światowa będzie musiała się bardzo odmienić, żeby uzupełnić braki ze strony rosyjskiej. Nie oznacza to jednak, że Rosja będzie zupełnie odcięta od handlu międzynarodowego – natomiast będzie to utrudnienie tak głębokie, że może się okazać dewastujące dla rosyjskiej gospodarki, a jednocześnie przysparzające wielu kłopotów dotychczasowym partnerom handlowym Rosji. Być może uda się wypracować rozwiązanie, które będzie dotkliwe dla Rosji – ale pozwoli też na zachowanie części dostaw surowców energetycznych. Nastąpi dużo zmian w światowej gospodarce również dlatego, że w Europie do niedawna wydawało się w miarę jasne, jak przeprowadzić prośrodowiskowe zmiany gospodarcze. Zmiana forsowana przez Niemcy miała się opierać m.in. na rosyjskim gazie. Być może teraz to się zmieni – przewiduje Soroczyński.

Co czwarta firma obawia się, że nie otrzyma pieniędzy za zeszłoroczne faktury

Opóźnione o dwa miesiące płatności to w polskiej gospodarce norma, w 2021 r. doświadczyło ich 68 proc. firm MŚP. 25 proc. zostało z fakturami, za które nie uda się im już uzyskać zapłaty. Najczęściej oferowanie usług i towarów za darmo zdarza się w transporcie i handlu. Jak tłumaczą się dłużnicy? Przeważnie, że nie zapłacili inni oraz kłopotami finansowymi wynikającymi z pandemii, ale jest też cała lista wymówek typu: w ogóle nie można znaleźć tej faktury, zapomniałem, kasa jest pusta, a księgowa na urlopie. Wielu nawet nie chce się tłumaczyć – wynika z badania dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

Miniony rok to kolejny, który upłynął pod znakiem walki z pandemią i jej gospodarczymi skutkami – wszechogarniającą inflacją, niedoborami kadrowymi, zachwianiem łańcuchów dostaw i zmieniającymi się preferencjami konsumentów. Dla wielu firm oznaczało to pogorszenie się kondycji finansowej oraz spadek zdolności płatniczych. Efekt? Prawie 7 na 10 firm informuje, że doświadczało w zeszłym roku opóźnień płatności o ponad 60 dni. Co czwarta firma MŚP wie już, że choć towar z magazynu wyjechał i usługi zostały wykonane, to wszystkich zobowiązań z 2021 r. ich klienci nie uregulują – pokazuje cykliczne badanie wykonywane na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor przez Instytut Keralla Research. Również przed pojawieniem się COVID-19 na przełomie 2019 i 2020 r., co czwarte przedsiębiorstwo informowało, że nie otrzyma części należności za sprzedaż w 2019 r.

opóźnione płatności
Źródło: badanie Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Pandemia więc ani nie pogorszyła, ani nie poprawiła sytuacji pod tym względem, choć na niekorzyść mogły się zmienić kwoty, które tym razem nie wpłyną na konta. Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy Biura Informacji Kredytowych, między grudniem 2020 r. a grudniem 2021 r. nieuregulowane na czas zaległości przedsiębiorstw w Polsce zwiększyły się o 11,3 proc. do ponad 37,3 mld zł, w 2019 r. ten wzrost wynosił 9 proc.

– Odsetek poszkodowanych firm nie zmienił się, bo pandemia, po tym jak w pierwszej fazie spowodowała wahanie przedsiębiorców – co robić i jak reagować na opóźnione płatności, ostatecznie przełożyła się na większą mobilizację przedsiębiorców w staraniach o odzyskanie pieniędzy. Biznes chętniej też zgłasza dłużników do prowadzonego przez nas rejestru. Oczywiście zanim to zrobią, wysyłają wezwanie z ostrzeżeniem o planowanym wpisie, co już potrafi dać spore efekty, a wcześniej też oczywiście kontaktują się z dłużnikiem – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Co słyszą przedsiębiorcy, gdy zadzwonią lub napiszą maila do dłużnika?

Najczęściej, że nie zapłacą, bo im nie zapłacono – 28 proc. wskazań. Drugą z wymienianych przyczyn była pandemia i finansowe kłopoty jakie powoduje (16 proc.). Niepokojące jest też, że mimo biznesowych zobowiązań co dziesiątemu wierzycielowi dłużnik nie płaci i nie widzi nawet potrzeby usprawiedliwiania się w żaden sposób. 3 proc. oczekujących na pieniądze zostało poinformowanych, że po prostu w kasie nie ma pieniędzy, co też trudno uznać za jakieś sensowne wyjaśnienie, a 2 proc. firm-wierzycieli usłyszało złowieszczo, że ich kontrahent stał się niewypłacalny i likwiduje działalność. Pozostali wierzyciele, czyli jedna trzecia, mają do czynienia z całym festiwalem wszelkiego rodzaju wymówek począwszy od najczęstszej „faktura w ogóle nie przyszła, albo się zgubiła”, „zapomnieliśmy o płatności”, „księgowa jest na urlopie”, „mamy pilniejsze zobowiązania”, czy też „mamy dobre relacje, więc możecie poczekać”.

dłużnicy 2021
Źródło: Badanie Keralla Research dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Odpowiedzi firm, które doświadczały opóźnień w spływie należności

Argument o zażyłych relacjach pozwalających na opóźnianie płatności, częściej od innych słyszą firmy usługowe i przetwórstwa przemysłowego. Przemysł też częściej niż reszta dowiaduje się, , że klient po prostu zapomniał o przelewie. Usługi, bardziej niż innych prześladuje pandemia. Faktury wystawiane przez handel są z kolei częściej gubione, albo też mają konkurencję w postaci bardziej pilnych płatności. Przedsiębiorstwom transportowym zleceniodawcy najchętniej by nie płacili i nie tłumaczyli się wcale, ewentualnie częściej informują ich o najgorszym, czyli swojej niewypłacalności lub upadłości.

Najczęściej pracują za darmo w transporcie i handlu

– Handel i transport powinny z największą uwagą prześledzić swoje negatywne perypetie z kontrahentami, bo w tych branżach jest najwięcej firm, które już nie mają złudzeń co do tego, że na ich konta spłyną wszystkie należności z 2021. W handlu uważa tak 31 proc. mikro, małych i średnich firm, a w transporcie 39 proc. – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak.

– Badanie pokazuje też inną ciekawą rzecz, o ile niemal 70 proc. firm sektora MŚP informuje, że zdarzały im się w 2021 r. sytuacje, że sprzedaż z odroczonym terminem płatności kończyła się dwumiesięcznymi opóźnieniami zapłaty, to o sobie w tym kontekście mówią bardzo pozytywnie. Jedynie 17 proc. przyznaje, że owszem zdarzało im się zwlekać z przelewami. Czy to faktycznie możliwe? Niestety nie zawsze zwracamy uwagę, gdy innym przysparzamy problemów, tak samo nasze problemy mogą lekceważyć nasi wierzyciele. Dlatego trzeba działać i upominać się o pieniądze, bo ile razy ktoś może odpowiadać, że zgubił, zapomniał, a księgowa jest ciągle na urlopie – dodaje Sławomir Grzelczak.

Czerwona pieczęć działa na wyobraźnię

Dobrym motywatorem jest też pieczęć prewencyjna przystawiona na każdej fakturze, czy to elektronicznej czy papierowej, która informuje, że „Brak płatności skutkuje wpisem do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor”. Jest to jasny sygnał, że wystawca faktury nie zamierza tolerować długów. Na pewno taką fakturę będzie trudniej „zgubić” czy „zapomnieć”.

Warto podejmować różnego rodzaju kroki zapobiegawcze i to najlepiej z wyprzedzeniem, bo wiele wskazuje, że rok 2022 nie przyniesie poprawy sytuacji przedsiębiorstw. Biznes będzie zmuszony poradzić sobie z konsekwencjami wojny w Ukrainie, z postępującą inflacją, zmienionymi przepisami podatkowymi, które nie dla wszystkich są korzystne oraz rosnącymi składkami ZUS. Nie zaskakuje więc, że prognozy dla terminowości rozliczeń B2B nie są zbyt optymistyczne. W cyklicznym badaniu, wykonywanym na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor przez Instytut Keralla Research, 17 proc. reprezentantów sektora MŚP spodziewa się, że przybędzie płatności przeterminowanych o min. dwa miesiące, a tylko 2 proc. przewiduje, że będzie ich mniej. Co myślą pozostali? 37 proc. uważa, że sytuacja się nie zmieni, 11 proc. nie wie jak się rozwinie, a 32 proc. informuje, że ich tego typu kłopoty nie dotyczą.

Badanie „Skaner MŚP – Podsumowanie roku”, zrealizowane przez Instytut Keralla Research, wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: grudzień 2021 r.

Dwukierunkowa komunikacja SMS – najlepsze praktyki

SMS to kanał, który pierwotnie stworzony został do komunikacji dwukierunkowej. I jest to istotne zwłaszcza dziś, gdy wielu klientów oczekuje od marek błyskawicznej reakcji i dostosowania się do ich standardów. Jak więc wykorzystać dwukierunkową komunikację SMS w praktyce? W jakich sytuacjach będzie ona najbardziej przydatna? Sprawdźmy!

Dwukierunkowa komunikacja SMS – przykłady zastosowania

Gdy o tym myślimy, kojarzymy głównie SMS-y od firm z wiadomościami transakcyjnymi czy powiadomieniami o zniżkach. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Korzystając z dwukierunkowej komunikacji, możesz:

Wysyłać ankiety do swoich klientów

Wielu klientów wybiera dane firmy właśnie ze względu na wysoki poziom obsługi klienta. Jednak, żeby perfekcyjnie spełniać oczekiwania swoich odbiorców, musisz wiedzieć, czego od Ciebie oczekują. Jednym ze sposobów, aby się tego dowiedzieć, są ankiety przeprowadzone w formie SMS, np. po rozmowie z konsultantem, czy bezpośrednio po zakupie lub wykonanej usłudze.

Takie krótkie ankiety SMS przydają się również do poznania  preferencji klientów np. w sytuacjach dotyczących wprowadzenia na rynek nowych produktów.

Zbierać dane o swoich klientach

Świetnie nadają się do tego akcje specjalne, takie jak w przypadku kampanii Coca-coli (polegała ona na wyświetlaniu imienia chętnej osoby na butelce widocznej na billboardzie), ale również klasyczne konkursy z nagrodami, z których marki korzystają dość często.

Dobrym przykładem jest też marka DecoMorreno, która przed świętami zorganizowała konkurs SMS, w którym po zakupie produktu można było wziąć udział w konkursie, odpowiadając na pytanie „Opisz swoje największe świąteczne marzenie”.

Pamiętaj tylko, że informacje o zbieraniu danych osobowych klientów musisz zawrzeć w regulaminie takiej akcji.

Potwierdzać wizyty i je anulować, a nawet przekładać

Twoi klienci mają sporo na głowie, więc warto im pomóc. Wysyłanie SMS potwierdzających wizyty z automatycznymi odpowiedziami TAK/NIE działa korzystnie w obie strony:

  • firmie pozwala uzyskać pewność skorzystania z usługi,
  • klientowi zmniejsza szanse na przeoczenie wizyty.

To proste działanie, które korzystnie wpływa na wizerunek firmy.

Oferować klientom zniżki, jednocześnie ich angażując

Rabaty są atrakcyjne dla klientów, ale będą jeszcze atrakcyjniejsze, gdy zmotywujesz odbiorców do ich zdobycia. Wystarczy, że wykorzystasz do tego SMS, w którym poprosisz użytkownika o potwierdzenie chęci otrzymania zniżki. Akcje tego typu najlepiej wykorzystać w przypadku porzuconych koszyków lub urodzin klientów.

O czym pamiętać wdrażając dwukierunkową komunikację do swojej firmy?

Przede wszystkim o tym, że SMS marketing to marketing za przyzwoleniem – musisz więc uzyskać zgodę od klientów na wysyłanie im komunikatów promocyjnych. Po drugie nie bądź nachalny w swojej komunikacji i szanuj czas klientów – nie wysyłaj SMS-ów o nieodpowiednich porach. Do tego ważne jest, abyś w trakcie dwukierunkowej komunikacji SMS korzystał z profesjonalnego oprogramowania. Wysyłka SMS z SMS Center pozwala na:

  • budowanie własnej bazy odbiorców i zarządzanie nią,
  • przejrzyste dodawanie rabatów oraz formularzy wiadomości,
  • automatyzację kampanii, w tym automatyzację odpowiedzi czy numerów odbiorczych.

Luty lepszy od prognoz. Duże wzrosty nastrojów w handlu

Wskaźnik nastrojów w handlu tradycyjnym (NHT) wzrósł w lutym o 17,1 pkt. w porównaniu do styczniowego notowania i wyniósł 32,3 pkt. Był również wyższy o 2,3 pkt. od prognozy na ubiegły miesiąc – wynika z cyklicznego badania realizowanego przez M/platform. Wskaźnik wyprzedzający (NHT+1) na marzec wyniósł natomiast 49,9 pkt i był wyższy o 19,9 pkt. od przewidywań na luty.

O tym, czy powodujące wzrost cen paliw mocne osłabienie złotego oraz wysoka inflacja będą mieć bezpośredni wpływ na handel tradycyjny, dowiemy się dopiero w kolejnych miesiącach. Badanie M/platform zostało przeprowadzone na przełomie lutego i marca, po rozpoczęciu rosyjskiej agresji na Ukrainę, na próbie 1098 osób prowadzących małe oraz średnie punkty handlu detalicznego.

Dane M/platform za luty 2022 przyniosły potwierdzenie dotychczasowych trendów w handlu tradycyjnym. Wartość średniego koszyka zakupowego w sklepie tradycyjnym wzrosła o 8,2% w stosunku do analogicznego okresu sprzed roku, co w przeliczeniu na złotówki oznacza, iż na przeciętne zakupy wydajemy o 1,81 zł więcej niż przed rokiem. Nieco częściej odwiedzaliśmy też sklepy tradycyjne (wzrost o 1,6%). W efekcie obroty w sklepach tradycyjnych w lutym 2022 vs luty 2021 wzrosły o 10%. W przeciwieństwie do poprzednich miesięcy znacznie więcej grup produktowych odnotowało wzrosty sprzedaży. Wśród kluczowych dla tego kanału sprzedaży kategorii jedyną, której wartość nie wzrosła, była kategoria wódki (-2,4%). Wzrosty odnotowały natomiast między innymi wyroby tytoniowe (+2,7%), piwo (+3,8%), nabiał (+6,7%), napoje bezalkoholowe (+2,7%), słodycze (+3,8%) czy alkohole mocne, jak whisky, rum, likiery, gin (+12,0%). Z uwagi na wojnę w Ukrainie, znaczące wzrosty wartości sprzedaży odnotowały także kategorie znajdujące się na dalszych miejscach w rankingu handlu tradycyjnego, jak gotowe posiłki (+5,3%), żywność sucha (25,3%), higiena osobista (+4,2%) czy środki ochrony zdrowia (+17,0%) – skomentowała badanie Ewa Rybołowicz, dyrektor ds. analiz rynkowych M/platform.

Analitycy M/platform, cyfrowej platformy usług, wspierającej tradycyjne punkty handlowe, na początku każdego miesiąca analizują nastroje wśród właścicieli i kierowników tradycyjnych sklepów. Wyniki badania pozwalają określić ogólne nastroje w handlu detalicznym, a także prognozy na kolejne miesiące.

Metodologia NHT: Wskaźniki mogą przyjmować wartość od 0 do 100. Wynik powyżej 50 świadczy o nastrojach optymistycznych, a poniżej o przewadze opinii negatywnych. Oba wskaźniki będą publikowane na początku każdego miesiąca.

Fundusze PE zwiększyły inwestycje w Europie Środkowej w 2021; Ukraina w centrum uwagi

– Liczba przejęć zrealizowanych przez fundusze private equity w Europie Środkowo-Wschodniej wzrosła o ponad połowę w 2021 roku, do czego przyczynił się szybszy niż w krajach zachodnich wzrost gospodarczy regionu, wynika z danych firmy doradczej Bain & Company. Fundusze przejmowały więcej spółek pomimo rosnących wycen. Ta sytuacja może się jednak zmienić w wyniku wojny w Ukrainie.

W 2021 roku fundusze private equity zainwestowały w 140 spółek w Europie Środkowo-Wschodniej, z czego najwięcej – 31 transakcji – miało miejsce w Polsce, 23 w Rumunii, a 21 w Czechach, wynika z analiz Bain & Company. Jedną z największych inwestycji w Polsce i w regionie było przejęcie producenta alkoholi Stock Spirits przez CVC Capital Partners.

Największym zainteresowaniem funduszy w regionie CEE cieszyły się w ubiegłym roku firmy z sektora technologicznego, które będą na radarze inwestorów także w kolejnych kwartałach. Atrakcyjnych celów inwestycyjnych fundusze upatrują również w sektorze odnawialnych źródeł energii (OZE), który jest rozdrobiony i wymaga znacznych nakładów inwestycyjnych.

Wzrost inwestycji w branży IT i OZE przełożył się na wzrost wycen spółek z tych branż. Inwestorzy są gotowi płacić za nie coraz więcej, ponieważ spodziewają się, że będą one największymi beneficjentami zmian zachodzących w gospodarce – powiedział Jacek Poświata, Partner Zarządzający Bain & Company Poland/CEE.

Z wyliczeń Bain & Company, który jest czołowym doradcą funduszy PE w Polsce i na świecie, wynika, że w ubiegłym roku średnia cena zakupu spółki technologicznej osiągnęła na świecie rekordową wartość odpowiadającą 25-krotności jej zysku EBITDA wobec 20 razy EBITDA rok wcześniej. Wysokie wyceny utrzymywały się też w innych branżach. W tej chwili trudno prognozować, czy w kolejnych kwartałach utrzymają się wysokie wyceny spółek i dynamika transakcji z powodu wojny w Ukrainie.

Niepewność jest ogromna i trudno w tej chwili definitywnie wypowiadać się na temat skali możliwych reperkusji w dłuższej perspektywie – powiedział Jacek Poświata. – Inwestorzy próbują kreślić różne scenariusze rozwoju sytuacji i ocenić, który z nich będzie najbardziej prawdopodobny dla funduszy oraz dla ich spółek portfelowych.

Według ekspertów wojna w Ukrainie i jej wpływ na gospodarkę istotnie zwiększają ryzyka inwestycyjne, które do niedawna związane były głównie z wysoką inflacją i zacieśnianiem polityki pieniężnej. Z drugiej strony fundusze zgromadziły ogromne środki na inwestycje i w przypadku poprawy sytuacji geopolitycznej w regionie mogą powrócić do zakupów. Jak wynika z wyliczeń Bain & Company łączna pula środków na inwestycje zgromadzonych przez fundusze na świecie wzrosła w ubiegłym roku do rekordowego poziomu $3,4 bln z $3,1 bln w 2020 roku.

Pomimo utrzymujących się wysokich wycen, zarówno w Europie Środkowo-Wschodniej, jak i na polskim rynku private equity nadal więcej było kupujących niż sprzedających. W ubiegłym roku fundusze wyszły z ok. 60 inwestycji w regionie CEE, z których zaledwie kilkanaście było zlokalizowanych w Polsce. Choć nieliczne, w wielu przypadkach były to imponujące transakcje, jak na przykład debiuty giełdowe operatora paczkomatów InPost czy Huuuge Games. Debiut spółki InPost w Amsterdamie z ofertą akcji za ponad €3,2 mld okazał się największym IPO w Europie i piątym co do wielkości na świecie w 2021 roku. Z kolei oferta publiczna akcji Huuuge w Warszawie, o wartości około 1,6 mld zł, była największą w historii polskiej branży gier.

Giełda zaczęła odgrywać coraz większą rolę w strategii inwestycyjnej funduszy w Polsce, zarówno jako miejsce do pozyskiwania nowych spółek, jak i wyjścia z inwestycji. Jednak obecne załamanie się cen akcji spółek giełdowych może przyhamować zapał do przeprowadzania ofert publicznych przez fundusze – powiedział Paweł Szreder, młodszy partner w Bain & Company.

Nowe rekordy zostały odnotowane w globalnej aktywności funduszy private equity. Jak wynika z Global Private Equity Report 2022, opublikowanego przez Bain & Company w tym tygodniu, w 2021 roku wielkość inwestycji zrealizowanych przez fundusze na świecie podwoiła się do $1,1 bln i przebiła poprzedni rekord odnotowany w 2006 roku na poziomie $804 mld. Wspomniany wcześniej sektor technologiczny stanowił prawie jedną trzecią przejęć zrealizowanych przez fundusze na świecie w ubiegłym roku.

Pełna wersja Global Private Equity Report 2021 jest dostępna pod linkiem:

https://www.bain.com/insights/topics/global-private-equity-report/

Pomoc dla uchodźców z Ukrainy ma być łatwiejsza

Aby pomóc docierającym do Polski uchodźcom z Ukrainy potrzebne są nie tylko regulacje, które umożliwią im legalny pobyt, pracę czy naukę. Polskie przepisy należy też dostosować do form pomocy, jakie otrzymują obywatele Ukrainy, Ministerstwo Finansów pracuje nad rozwiązaniami podatkowymi, które mają ułatwić przekazywanie darowizn czy korzystanie z udzielanych nieodpłatnie mieszkań. Wsparcie mają też otrzymać przedsiębiorcy i organizacje pomagające uchodźcom.

Darowizny bez podatku

Darowizny przekazywane do Ukrainy nie podlegają opodatkowaniu w Polsce. Jeśli natomiast otrzymują je osoby przybyłe do Polski – należałoby je uregulować zgodnie z obowiązującymi przepisami. Obecnie osoby otrzymujące darowiznę nie płacą podatku, jeśli wartość świadczenia pieniężnego lub rzeczowego w ciągu pięciu lat nie przekroczy 4902 zł. W przypadku 4 osobowej rodziny jest to kwota 19 608 złotych

Jednak Ministerstwo Finansów potwierdziło, że pracuje nad przepisami, według których obywatele Ukrainy przebywający w Polsce byliby zwolnieni z podatku od otrzymanych tutaj spadków oraz darowizn. Zostanie dla nich wprowadzone zwolnienie podatkowe, które będzie obowiązywało od daty wybuchu wojny, a więc 24 lutego do końca bieżącego roku.

Ulgi dla pomagających

Nowe przepisy mają również wesprzeć przedsiębiorców i organizacje, które niosą pomoc uchodźcom. Ministerstwo chce umożliwić zaliczanie jej do kosztów uzyskania przychodów zarówno w przypadku podatku dochodowego od osób fizycznych, jak i od osób prawnych. Dotyczyłoby to wydatków na wytworzenie lub kosztów nabycia rzeczy i praw będących przedmiotem darowizn. Mogą one być przekazywane organizacjom pozarządowym, również z Ukrainy, jednostkom samorządu terytorialnego, Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, podmiotom wykonującym działalność leczniczą oraz ratownictwa medycznego, działającym na terytorium Polski i Ukrainy. Przepisy mają dotyczyć okresu od 24 lutego do 31 grudnia tego roku.

Kosztem uzyskania przychodów będą również nakłady poniesione podczas bezpłatnego świadczenia usług, np. pomocy medycznej darowanej na rzecz organizacji pozarządowej. Skorzystają na tym lekarze, którzy chcą działać za darmo na rzecz obywateli Ukrainy.

Bezpłatne korzystanie z mieszkania bez podatku

W trakcie opracowywania są także przepisy dotyczące mieszkania w Polsce za darmo, bez PIT. Obecnie osoba, która nieodpłatnie korzysta z cudzego mieszkania (prywatnego lub firmowego), musi zapłacić od tego podatek. Nie dotyczy to pomocy otrzymanej za pośrednictwem organizacji pozarządowych. W myśl nowych regulacji obywatele Ukrainy, którzy będą korzystać z mieszkania nieodpłatnie, nie będą podlegali obowiązkowi zapłaty podatku.

Napływ uchodźców będzie coraz większy, a zakres koniecznej pomocy. coraz szerszy, dlatego wszystkie te zmiany przepisów są niezbędne. Ważne, aby obywatele Ukrainy, którzy dostają wsparcie, nie mieli później problemów związanych z rozliczeniami z fiskusem.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Ustawa o pomocy uchodźcom z Ukrainy – komentarz FPP

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) pozytywnie ocenia kierunek proponowanych rozwiązań legislacyjnych w zakresie pomocy uchodźcom z Ukrainy, w szczególności otwarcie im dostępu do polskiego rynku pracy bez zbędnych wymogów formalnych. Każdy obywatel Ukrainy przebywający w Polsce będzie miał prawo do legalnego wykonywania pracy, a jedynym obowiązkiem ciążącym na pracodawcy będzie powiadomienie urzędu pracy o zatrudnieniu takiej osoby w ciągu 7 dni od powierzenia pracy.

Projekt zakłada również umożliwienie wykonywania zawodu m.in. przez przybyłe do Polski osoby z wykształceniem lekarskim i pielęgniarskim, co zasługuje na zdecydowane poparcie. Uznawanie kwalifikacji zawodowych i wykształcenia zdobytego w Ukrainie powinno być możliwie najszersze, aby osoby, które przyjechały do Polski mogły wykorzystywać w pracy wszystkie posiadane kompetencje. Takie rozwiązanie mogłoby uzupełnić niedobory na rynku pracy w zawodach deficytowych.

Choć ustawa szeroko otwiera uchodźcom dostęp do polskiego rynku pracy, brakuje w niej jednak konkretnych zachęt do tworzenia dodatkowych miejsc pracy – co jest bardzo istotne biorąc pod uwagę znaczną liczbę osób napływających do Polski. Przez pracę możliwe jest przywrócenie godności tym osobom. Dzięki powszechnej dostępności miejsc pracy, uchodźcy nie byliby uzależnieni wyłącznie od wsparcia o charakterze socjalnym, a wysoki poziom zatrudnienia wśród nich wspierałby budżet państwa i finanse publiczne dodatkowymi wpływami ze składek i podatków, co miałoby istotne znaczenie zważywszy na potencjalny koszt działań pomocowych.

 „W obecnej sytuacji zasadne byłoby rozszerzenie zachęt do zatrudniania m.in. w sektorze usług opiekuńczych – zarówno opieki nad dziećmi, jak i niesamodzielnymi osobami starszymi oraz z niepełnosprawnościami. Zachęty te mogłyby mieć formę preferencji podatkowej, jak również rozszerzenia zakresu możliwości zatrudniania tych osób w oparciu o umowy uaktywniające, w ramach których budżet państwa finansuje składki zatrudnionego do poziomu 50% płacy minimalnej – podobnie jak w stosunku do pracowników polskich – redukując pozapłacowe koszty pracy. Co oczywiste, wszystkie preferencyjne rozwiązania powinny być identyczne w stosunku do polskich i ukraińskich pracowników, aby nie przyczyniały się one do powstawania podziałów. Jednocześnie projektowane przepisy w zakresie otwarcia rynku pracy zawierają budzący wątpliwości zapis, na mocy którego na drodze rozporządzenia możliwe byłoby nałożenie na firmy limitu pracowników z Ukrainy, których mogłyby zatrudniać. Przepis ten jest nieczytelny i potencjalnie może blokować zatrudnianie uchodźców. Intencją autorów projektu jest bez wątpienia zabezpieczenie krajowego rynku pracy, ale ten cel można skutecznie realizować w bardziej optymalny sposób – poprzez zapewnienie równych warunków płacowych pracowników ukraińskich i polskich wykonujących taką samą pracę, zwłaszcza poprzez egzekwowanie przepisów o minimalnym wynagrodzeniu. Około połowa uchodźców napływających do Polski to dzieci. Zapewnienie im odpowiedniej opieki instytucjonalnej ma kluczowe znaczenie z punktu widzenia umożliwienia aktywności społecznej i zawodowej ich rodzicom, głównie matkom. Projektowane przepisy specustawy ułatwiają tworzenie specjalnych żłobków i klubów dziecięcych. Zakładane ułatwienia sprowadzają się jednak do złagodzenia wymogów lokalowych oraz liczby dzieci przypadających na jednego opiekuna. Brakuje natomiast złagodzenia wymagań stawianych samym opiekunom, które obecnie są wysokie. W konsekwencji tworzony system opieki może okazać się niewydolny z powodu niedoboru opiekunów spełniających ustawowe wymogi” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Projektowana ustawa zawiera również przepisy podatkowe, umożliwiające zaliczanie firmom niektórych wydatków związanych z pomocą uchodźcom do kosztów uzyskania przechodów. Ich kształt świadczy jednak o ograniczonym zaufaniu do przedsiębiorców ze strony państwa, bowiem preferencje podatkowe ograniczają się wyłącznie do wsparcia przekazywanego organizacjom pożytku publicznego, samorządom, podmiotom leczniczym i Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Nie ma natomiast możliwości zaliczenia jako koszt wsparcia udzielanego bezpośrednio przez firmę, np. w postaci zapewnienia noclegu lub sfinansowania opieki nad dziećmi. Zasadne byłoby rozszerzenie katalogu wydatków możliwych do rozliczenia w kosztach również o te elementy.

Jako niezasadne należy ocenić natomiast zakładane w projekcie zwolnienie ze stosowania prawa zamówień publicznych w przypadku realizacji przez organy administracji publicznych działań związanych z pomocą uchodźcom oraz likwidację konkursów dla organizacji pożytku publicznego na realizację działań pomocowych. W przypadku utrzymania takiego zwolnienia, konieczne byłoby objęcie udzielanych zamówień transparentnymi procedurami kontroli zakupów dokonywanych przez publiczne jednostki.

Wątpliwości budzą projektowane przepisy ograniczające odpowiedzialność karną urzędników za działania podejmowane w okresie trwania działań wojennych lub okupacji nie tylko na terenie Polski, ale również państw NATO i krajów sąsiadujących. Zakładane zmniejszenie odpowiedzialności z tytułu przestępstwa urzędniczego jest zbyt daleko idące – zapisy ustawy są na tyle ogólne, że mogą być zastosowane nie tylko w szczególnych przypadkach mających związek z pomocą uchodźcom. Stanowi to niepokojące utrwalenie precedensu ustanowionego wcześniej w ramach specustawy COVID-19. Dla zapewnienia transparentności działań prowadzonych przez administrację publiczną, niezbędne jest doprecyzowanie projektowanych przepisów, tak aby zwolnienie z odpowiedzialności karnej miało miejsce w ściśle określonych przypadkach i nie pozostawiało przestrzeni na zbyt szeroką jego interpretację.

Bezpłatna pomoc FPP dla obywateli Ukrainy i Białorusi pod adresem: telefon/viber: +48734477773, +48518218305, email: [email protected].

Postulaty Federacji Przedsiębiorców Polskich uwzględnione w projekcie ustawy oraz w ramach realizowanych działań:

  • Pozwolenie na wjazd do Polski bez formalności rodzin obywateli Ukrainy legalnie przebywających w Polsce
  • Możliwość wjazdu w pierwszej kolejności dzieci oraz osób starszych na podstawie udokumentowanej tożsamości, bez wymagań niezbędnych w tej chwili – czyli podstawy ubezpieczenia, posiadanych środków finansowych, wizy bądź paszportu biometrycznego
  • Zapewnienie darmowych szczepień przeciwko COVID-19, opieki zdrowotnej i pomocy psychologicznej
  • Zapewnienie darmowej nauki języka polskiego
  • Przygotowanie miejsc pracy i ułatwienie dostępu do rynku pracy, zwłaszcza w zakresie wymaganych formalności
  • Szybkie procedury nostryfikacji dyplomów – a tym samym łatwiejszy dostęp do pracy i wykonywania wyuczonych zawodów
  • Stworzenie platformy dla pracodawców zgłaszających potrzeby kadrowe dla obywateli Ukrainy w języku polskim i ukraińskim
  • Integracja z rodzinami zamiast obozów dla uchodźców
  • Maksymalny dostęp do darmowej edukacji dla dzieci i młodzieży
  • Wysyłanie transportów humanitarnych na Ukrainę z ciepła odzieżą, lekami, kocami, opatrunkami, żywnością z długim terminem przydatności, artykułów dla dzieci i niemowląt

Tarcza antyinflacyjna 2.0. – zasady, obowiązki i kwestie podatkowe

W związku z galopującą inflacją polski rząd postanowił działać poprzez wprowadzenie tzw. tarczy antyinflacyjnej 2.0. Projekt przepisów wpłynął do sejmu 11 stycznia 2022 r., a już 26 stycznia 2022 r. przeprocesowaną ustawę podpisał Prezydent RP. Szybkie tempo wprowadzenia w życie przepisów może świadczyć o chęci zdławienia narastającej inflacji, jednak brak jakichkolwiek konsultacji zaproponowanych rozwiązań sugeruje raczej, że są to działania przede wszystkim PR-owe.

Założenia tarczy antyinflacyjnej 2.0.

Tarcza antyinflacyjna 2.0. jest bardzo prostym rozwiązaniem przygotowanym przez rząd, którego głównym założeniem jest obniżenie stawki podatku VAT na niektóre produkty.

Główne założenia tarczy antyinflacyjnej 2.0. to obniżenie podatku VAT z 23% do 8% na paliwa, przedłużenie 5% stawki VAT na prąd, obniżenie stawki VAT na ciepło do 5%, wprowadzenie zerowej stawki VAT na nawozy i inne wybrane środki wykorzystywane w produkcji rolniczej, wprowadzenie zerowej stawki VAT na gaz ziemny, wprowadzenie zerowej stawki VAT dla podstawowych produktów żywnościowych, objętych obecnie stawką 5%. Obniżenie stawek dotyczy jedynie wybranych produktów, z których większość już korzystała z obniżonej stawki VAT. Zatem ostateczna korzyść dla konsumenta nie wydaje się być zbyt wysoka – ocenia Agnieszka Stachurska z biura rachunkowego Skarbiec Corporate Services współpracującego z Kancelarią Prawną Skarbiec.

Ponadto sejm odrzucił poprawki senatu zmierzające do obniżenia stawki VAT do 8 proc. na węgiel i koks, oleje napędowe używane do celów opałowych, oleje opałowe, pozostałe paliwa opałowe oraz gaz LPG wykorzystywany do celów opałowych.

Czasowe obniżenie stawki

Zmiany są czasowe – nowe stawki obowiązują jedynie od 1 lutego do 31 lipca 2022 r., co oznacza, że jeżeli nie będzie aktualizacji przepisów po 31 lipca 2022 r. ceny wielu artykułów wzrosną. Należy podkreślić, że w związku z rekordową, blisko 10% inflacją oraz dużymi podwyżkami cen gazu konsumenci w praktyce nie zauważą efektu obniżenia stawki VAT dla wskazanych produktów. Idąc dalej można przypuszczać, że część cen pomimo obniżonej stawki VAT wzrośnie, a po 31 lipca 2022 r. jeżeli inflacja utrzyma się na tym poziomie, wiele produktów będzie znacząco droższych niż obecnie.

Korekty faktur

Przepisy tarczy antyinflacyjnej nie przewidują żadnych rozwiązań w zakresie faktur korygujących, tj. sytuacji, w której przykładowo nabywca nabędzie towar ze stawką 8%, a następnie zwróci go po 1 lutego 2022 r. Co do zasady zastosowanie do faktur korygujących powinny mieć stare przepisy, zatem przedsiębiorcy będą musieli zwracać uwagę na informacje odnośnie stawki VAT zawarte na pierwotnej fakturze. Może okazać się także, że wiele podmiotów będzie chciało zwracać towar zakupiony ze stawką 8% i dokonać zakupu towaru ze stawką 0%. Spowoduje to znaczne obciążenie administracyjne przedsiębiorców.

Wiążące informacje stawkowe

Nowe przepisy nie zawierają także uregulowań w zakresie dotychczasowych wiążących informacji stawkowych, w szczególności nie wskazują czy obowiązywanie posiadanych WIS można rozciągnąć na produkty objęte zmianą stawki. Co do zasady nie jest to możliwe i przedsiębiorcy będą zobowiązani do występowania z wnioskami o nowe wiążące informacje stawkowe dla sprzedawanych przez siebie towarów. Będzie to dodatkowy koszt finansowy i obciążenie przedsiębiorców. Ministerstwo Finansów zapowiedziało jednak, że wnioski te będą rozpoznawane priorytetowo.

Obowiązek informacyjny

Jedną z kwestii uregulowanych w ramach ustawy jest natomiast obowiązek informacyjny o obniżonej stawce VAT, zgodnie z którym sprzedawcy są zobligowani do wywieszenia stosownej informacji w dostępnym klientom miejscu. Wzór informacji zamieszczony na stronach ministerstwa wskazuje, że stawki podatku VAT zostały obniżone dzięki polityce rządu. Dodatkowo zapowiedziano już kontrole w zakresie zastosowania obniżonych stawek VAT oraz obowiązku informacyjnego. Nie sposób więc oprzeć się wrażeniu, że tarcza antyinflacyjna 2.0. jest w głównej mierze działaniem promocyjnym rządu. Taką tezę potwierdza dodatkowo brak uwzględnienia poprawki senatu, która przewidywała wycofanie się z obciążenia obowiązkiem informacyjnym przedsiębiorców.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wojna zmienia wszystko, potrzebujemy więc nowych zasad prowadzenia polityki gospodarczej

  • 24 lutego 2022 r. doszło do bezprecedensowego zdarzenia w historii powojennej Europy i świata. Rosja rozpoczęła agresję na terytorium Ukrainy atakując nie tylko cele wojskowe, ale także cywilne, w tym miasta i wsie. Jest to w rzeczywistości kontynuacja działań wojennych rozpoczętych w lutym 2014 r.
  • Wydarzenia ostatnich dni i nasza sytuacja geopolityczna wskazują na to, że Polska i cała Europa musi stawić czoła zagrożeniom, które dotychczas były często bagatelizowane – zagrożeniom dotyczącym bezpieczeństwa państwowego i energetycznego. Rosja jest bowiem nie tylko państwem militarnym, ale także jednym z największych eksporterów surowców energetycznych – gazu, ropy naftowej i węgla.
  • Im szybciej zaakceptujemy fakt, że czasy spokojnego rozwoju w „normalnych” warunkach się skończyły, tym lepiej przystosujemy się do nowej rzeczywistości. Priorytetem jest zachowanie bezpieczeństwa kraju. Tylko państwo bezpieczne będzie w stanie stabilnie się rozwijać. Nikt już nie powinien zatem podważać konieczności inwestycji w armię i zbrojenia. Docelowo powinniśmy dążyć do wydatków na wojsko w wysokości nawet 4% PKB.
  • Poniesienie powyższego kosztu nie będzie możliwe bez głębokich zmian polityki podatkowej i gospodarczej. Do budżetu musi wpłynąć więcej pieniędzy – więc niektóre podatki trzeba będzie podnieść. Jednocześnie z uwagi na coraz bardziej niepewne otoczenie międzynarodowe, tym pilniejsza staje się potrzeba wsparcia polskiego „mrowiska gospodarczego” budowanego przez sektor MŚP.
  • Polityka gospodarcza na najbliższe lata powinna zatem opierać się na trzech filarach: suwerenności energetycznej, roztropności budżetowej i szerokiej deregulacji.

I. Suwerenność energetyczna

Rosja jest jednym z największych eksporterów surowców energetycznych na świecie – gazu, ropy naftowej i węgla. Gospodarka państw europejskich, w tym Polski, jest w dużej mierze uzależniona od dostaw tych surowców. Wskazać jednak należy, że nasz kraj od wielu lat stara się dywersyfikować źródła zaopatrzenia np. budując gazoport w Świnoujściu, czy też poprzez inwestycję „Baltic Pipe” umożliwiającą przesył gazu z Norwegii. Silnie uzależnione od rosyjskich dostaw są między innymi Niemcy, które w ostatnim czasie starały się przebudować energetykę zamykając elektrownie atomowe na rzecz gazowych, zaś gaz miał płynąć do ich kraju gazociągami Nord Stream 1 i 2. Wydarzenia ostatnich dni wskazują na zablokowanie projektu Nord Stream 2, jednak gaz nadal płynie poprzez Nord Stream 1. Polityka energetyczna Niemiec w ostatnich latach doprowadziła do sytuacji, w której nawet agresja Rosji na jedno z europejskich państw nie wiąże się z całkowitym zaprzestaniem eksportu surowców energetycznych, gdyż spowodowałoby to zbyt daleko idące skutki gospodarcze u naszych sąsiadów.

Od wielu lat w Unii Europejskiej promowane są odnawialne źródła energii, które mogą pomóc uniezależnić się od paliw kopalnych. Proces transformacji jest jednak długotrwały i bardzo kosztowny, choć nigdy dotąd nie był tak ważny, jak obecnie. Aby zapewnić bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju powinniśmy przyspieszyć prace nad budową elektrowni atomowych, zabezpieczać źródła dostaw surowców z krajów innych niż Rosja oraz przyspieszyć inwestycje w OZE. Proces inwestycyjny powinien być bardzo intensywny, aby jak najszybciej Polska stała się krajem całkowicie niezależnym energetycznie. Do czasu ukończenia odpowiednich inwestycji konieczne jest wykorzystywanie własnych surowców (np. węgla) oraz import z pominięciem Federacji Rosyjskiej np. ze Stanów Zjednoczonych i państw Bliskiego Wschodu. O tym jak ważne jest zabezpieczenie dostaw surowców energetycznych świadczy znaczny wzrost cen np. paliw na światowych rynkach. Cena baryłki ropy brent jeszcze przed agresją rosyjską kształtowała się w przedziale 92-95 dolarów, zaś obecnie oscyluje w okolicach 130 dolarów. Oznacza to wzrost cen w okolicach 40%, co w sytuacji słabnącego kursu polskiego złotego w stosunku do dolara oznacza bardzo znaczące podwyżki cen paliw na stacjach benzynowych.

W obecnej sytuacji bardzo istotnym źródłem dla finansowania powoływanych inwestycji byłyby środki z Krajowego Planu Odbudowy. Warto wskazać, że Polsce z Funduszu Odbudowy ma przypaść z różnych źródeł 136,4 miliardów euro dotacji oraz 34,2 miliarda euro pożyczek. Środki te nie zostały wypłacone naszemu krajowi z uwagi na trwający konflikt polityczny. ZPP apelował już o jak najszybsze wypracowanie kompromisu, jednocześnie jednak, ponieważ KPO nie jest jeszcze zaakceptowany, powinniśmy dokonać w nim zmian, które pozwolą nam w najbliższym okresie zrealizować znaczące inwestycje na bezpieczeństwo energetyczne. Środki te pozwoliłyby znacznie przyspieszyć prace nad elektrowniami atomowymi. Możliwe stałyby się także duże inwestycje w elektrownie wiatrowe – szczególnie na obszarach pogórniczych i na Bałtyku – oraz farm fotowoltaicznych.

Ważnym elementem naszej polityki w ramach Unii Europejskiej powinno być także dążenie do zmian w systemie handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla, aby w okresie przyspieszonej transformacji energetycznej i w obliczu utraty dostaw surowców z Rosji maksymalnie ograniczyć koszt energii.

Wszelkie działania podejmowane w związku z transformacją energetyczną i realizacją założeń polityki energetycznej Polski powinny być w tej chwili absolutnie skoncentrowane na potrzebie zagwarantowania naszemu krajowi suwerenności energetycznej. Agresja Rosji na Ukrainę i jej reperkusje wyraźnie pokazują, jak ważnym argumentem w polityce międzynarodowej może stać się szantaż energetyczny. Musimy zabezpieczyć się przed ryzykiem wykorzystywania tego instrumentu w przyszłości.

II. Roztropność budżetowa

Wprowadzenie dotkliwych sankcji ekonomicznych na Rosję jest oczywistą koniecznością, postulowaną zresztą przez ZPP już na samym początku agresji zbrojnej. Nie ulega jednak wątpliwości, że ograniczenia te, a także generalna niepewność na rynkach międzynarodowych, nie pozostaną bez wpływu na polską gospodarkę. Widzimy to już w tej chwili, spoglądając na ceny paliwa, czy kurs złotego. Otoczenie gospodarcze jest niestabilne, istnieje poważne ryzyko stagflacji, a tymczasem szereg wyzwań generuje konieczność poniesienia wysokich nakładów finansowych. Chodzi tu nie tylko o wspomniany już wzrost wydatków na wojsko, czy konieczność przeprowadzenia transformacji energetycznej, lecz również choćby bezprecedensowy napływ uchodźców i związane z nim zadania o charakterze humanitarnym i społecznym.

Mając na względzie powyższe, niezbędnym wydaje się wprowadzenie istotnych zmian w polityce budżetowej, monetarnej i fiskalnej Polski. W pierwszej kolejności z całą pewnością należy ograniczyć wydatki budżetowe, między innymi te związane z rozrastającą się polityką socjalną państwa. W obecnej sytuacji tworzenie kosztownych programów oraz oferowanie dodatkowych świadczeń obciążających budżet państwa powinno zostać ograniczone do niezbędnego minimum. W naszym przekonaniu oznaczałoby to w zasadzie likwidację wszelkich programów wykraczających poza program 500+ w jego pierwotnym brzmieniu. Tym samym bezwarunkowe świadczenie na pierwsze dziecko, dodatkowe emerytury, czy wyprawki dla dzieci, należałoby zlikwidować. Warto wskazać, że od 2016 r. programy socjalne państwa wprowadzone przez obecny rząd kosztowały nas aż 240 miliardów złotych[1]. Jednocześnie, zgodnie z szacunkami, koszt inwestycji w energetykę jądrową do 2040 r., a więc na najbliższe 18 lat, szacuje się na kwotę 105 miliardów złotych, a więc około 44% tego, co wydaliśmy na programy socjalne w ciągu zaledwie 6 lat. Tymczasem wydatki na elektrownie atomowe mają zaspokoić w 2040 r. aż 16% całego zapotrzebowania energetycznego naszego kraju[2].

Naiwnym byłoby twierdzenie, że ten wzrost wydatków budżetowych uda się sfinansować jedynie ograniczeniem „socjalu”. Jakkolwiek niepopularne byłoby to stwierdzenie – należy uczciwie zaznaczyć, że w nowej rzeczywistości konieczny będzie ogólny wzrost obciążenia podatkami. Ważne jest, by zrealizować go mądrze i w sposób generujący jak najmniej zaburzeń gospodarczych. Tym samym, z pewnością nie należy w dalszym ciągu zwiększać poziomu opodatkowania pracy – wręcz przeciwnie, w tym zakresie należałoby raczej poszukać możliwości zmniejszenia obciążeń. Istotna rezerwa istnieje w zakresie podatku VAT. Przy obecnym poziomie zamożności społeczeństwa argument o wzroście kosztów podstawowych produktów spożywczych staje się coraz mniej istotny. Zwłaszcza, że siła nabywcza najuboższych gospodarstw domowych została w ciągu ostatnich kilku lat w istotnym stopniu wzmocniona. Innym potencjalnym źródłem dodatkowych wpływów byłoby realne opodatkowanie międzynarodowych korporacji, których część płaci w tej chwili znikomy podatek dochodowy. Praktycznie dobrowolny podatek CIT należałoby zatem zastąpić podatkiem przychodowym. Na transformację energetyczną można byłoby z kolei wygospodarować pieniądze „znaczone” – choćby ze stopniowej podwyżki akcyzy na energię i paliwa, z której wpływy powinny być przeznaczane wyłącznie na inwestycje w niskoemisyjne technologie. Gigantyczne wyzwanie humanitarne związane z napływem uchodźców również będzie wiązało się z koniecznością poniesienia poważnych nakładów finansowych. W naszym przekonaniu warto byłoby, żeby cele w tym zakresie można było realizować wykorzystując środki unijne. Być może zasadne byłoby zatem postulowanie, by środki zaplanowane w ramach krajowego planu odbudowy mogły być w określonej części (np. 10%) wydane na realizację zadań humanitarnych związanych z migracją uchodźców z Ukrainy. Oczywiście będzie to wymagało negocjacji z organami UE a także wprowadzenia zmian w samym KPO, jednak wydaje się że skala wyzwania, a także jego zakres (konieczność poszerzenia bazy mieszkaniowej, żłobkowej, przedszkolnej, zapewnienia możliwości nauki języka, czy opieki medycznej etc.) uzasadniają podjęcie takiego działania.

W powyższym kontekście konieczne staje się również wycofanie wszystkich elementów Polskiego Ładu, poza tymi jednoznacznie korzystnymi dla podatników. Niepewny czas wojny u polskich granic to nie jest dobry okres na generowanie dodatkowego zamieszania skomplikowanymi, niejednoznacznymi przepisami.

III. Wsparcie MŚP

Od początku 2022 r. jesteśmy świadkami chaosu spowodowanego wprowadzeniem nowych rozwiązań prawnych będących największą zmianą systemu podatkowego w naszym kraju od wielu lat. Wprowadzone zmiany okazały się chaotyczne i niezrozumiałe nie tylko dla samych podatników, ale też dla organów podatkowych, biur księgowych, a także samych autorów nowych przepisów, którzy byli zaskoczeni skalą pojawiających się problemów. Jeszcze przed wejściem w życie „Polskiego Ładu” system podatkowy naszego kraju znalazł się na 36 z 37 miejsc w rankingu International Tax Competitiveness Index będąc tym samym niemal najbardziej skomplikowanym i najmniej przyjaznym systemem w krajach OEDC. Sytuacji tej z pewnością nie poprawi „Polski Ład”. Mając na względzie powyższe nie ulega wątpliwości, że potrzebna jest nam gruntowna reforma zmierzająca do uproszczenia systemu podatkowego i uczynienia go bardziej przyjaznym i przejrzystym, a jednocześnie zapewniającym wzrost wpływów do budżetu państwa umożliwiający sfinansowanie nowych wydatków związanych z przyspieszoną transformacją energetyczną i zbrojeniami. Jednym z rozwiązań, które w sposób drastyczny uprościłoby cały system podatkowy w naszym kraju, a jednocześnie zwiększyłoby dochód rozporządzalny gospodarstw domowych byłoby wprowadzenie podatku od funduszu płac konsumującego składki na ubezpieczenie społeczne, zdrowotne i podatek dochodowy od osób fizycznych. Uproszczeniu powinien ulec również sposób rozliczania się mniejszych firm – należałoby go oprzeć na ryczałcie od przychodów ewidencjonowanych, ze zaktualizowanymi stawkami. Płacone w tej chwili składki mógłby z kolei zastąpić prosty, ryczałtowy podatek infrastrukturalny. Z kolei firmy absolutnie najmniejsze powinny mieć możliwość rozliczania swoich przychodów jednolitą, proporcjonalną daniną, konsumującą wszelkie związane z prowadzeniem działalności gospodarczej należności publicznoprawne poza VAT.

Bardzo pożądanym rozwiązaniem jest również uproszczenie wszelkich zbędnych formalności dla działalności gospodarczej. Ograniczenie do minimum biurokracji, tak zwane „Red Tape Reduction”, jest rozwiązaniem wprowadzanym przez wiele krajów zachodnich i ma na celu budowanie przyjaznej relacji miedzy przedsiębiorcami, a państwem. Obecnie znaczną część swojej aktywności mali przedsiębiorcy poświęcają na kwestie urzędowe – kompletowanie faktur, przygotowywanie jpk, obliczanie należności, wypełnianie deklaracji ZUS i VAT, prowadzenie dokumentacji pracowniczej etc. Są to dziesiątki godzin miesięcznie, które mogłyby zostać przeznaczone na rzeczywistą działalność gospodarczą stanowiącą wartość dodaną dla przedsiębiorcy i całej gospodarki. Nawet korzystanie z usług biura księgowego nie jest w stanie zwolnić małych firm ze wszystkich obowiązków formalnych, a dodatkowo wiąże się z kosztami księgowymi. Nie ulega wątpliwości, że stabilna gospodarka w naszej sytuacji to taka, w której mniejsze podmioty mają łatwość i pełną swobodę prowadzenia działalności. Obecnie jeszcze ważniejsze jest wprowadzenie zmian stymulujących ich rozwój. Należałoby zatem rozważyć m.in. wprowadzenie jasnego i wyraźnego podziału między reżimem prawnym dla małych i dużych spółek – tak, by prowadzenie małej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością nie różniło się szczególnie poziomem obciążeń administracyjnych od prowadzenia działalności gospodarczej.

Podsumowanie

Mając na względzie przedstawione powyżej okoliczności związane z koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa wojskowego i energetycznego państwa niezbędne jest przeprowadzenie gruntowych zmian gospodarczych i fiskalnych. Musimy istotnie zwiększyć wydatki na obronność, a także przyspieszyć transformację energetyczną oraz uniezależnić się od dostaw surowców z Rosji. Aby zapewnić środki na realizację tych celów konieczna jest gruntowna przebudowa systemu podatkowego i uczynienie go prostym i przejrzystym. Wzrost wydatków na wojsko i suwerenność energetyczną oznacza konieczność wygospodarowania nowych środków w budżecie. Konieczne będzie zatem podniesienie niektórych podatków, ale też ograniczenie wydatków społecznych. W nowych okolicznościach jeszcze istotniejsze staje się wsparcie polskiego „mrowiska gospodarczego” generowanego przez MŚP. Duże podmioty, ale silne, rozproszone małe i średnie firmy stanowić mogą kluczowy stabilizator naszej gospodarki.

***

[1] https://www.rp.pl/budzet-i-podatki/art19319171-… (dostęp na dzień 01.03.2022 r.).
[2] https://www.money.pl/gospodarka/polski-atom-tyl… (dostęp na dzień 01.03.2022 r.).

RPP pod wzmożoną presją

„Na marcowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję o podwyższeniu stóp procentowych o 0,75 punktu procentowego W wyniku tego, stopa referencyjna wynosi obecnie 3,5 proc.

Oczekiwania ekonomistów przed marcowym posiedzeniem Rady Polityki Pieniężnej były mocno zróżnicowane, a dodatkowo szybko zmieniały się w czasie, nawet w ciągu jednego dnia. To efekt dynamicznie zmieniającej się sytuacji zarówno na rosyjsko-ukraińskim froncie, jak i na rynkach finansowych. W tym drugim obszarze szczególna uwaga koncentrowała się na kondycji złotego. Napięcie geopolityczne mocno niekorzystnie odbijało się na wszystkich walutach krajów naszego regionu, a tendencja ta nie ominęła także złotego. Część analityków, którzy zaledwie kilkanaście godzin wcześniej spodziewali się podwyżki stopy referencyjnej o 0,5 punktu procentowego, pod wpływem obserwacji poniedziałkowego zachowania się rynku walutowego podnosili swoje oczekiwania do wzrostu o 1 punkt procentowy. Niektórzy już wcześniej szacowali, że RPP może podnieść stopy nawet o 1,25 punktu procentowego. Ich zdaniem jedynie tak szokowe działanie władz monetarnych byłoby w stanie zahamować deprecjację złotegom, gdyż to właśnie gwałtownie słabnąca kondycja naszej waluty jest obecnie z ich punktu widzenia głównym problemem, mającym poważne konsekwencje dla polskiej gospodarki i finansów. Trzeba zwrócić uwagę, że złoty jest najsłabszy względem dolara od listopada 2000 r. Powagę sytuacji potęguje fakt, że deprecjacja złotego dodatkowo wpływa na wzmocnienie widocznej już wcześniej presji inflacyjnej. W styczniu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł do 9,2 proc., czyli do poziomu najwyższego od dwudziestu lat. To jego rosnąca dynamika skłoniła Radę Polityki Pieniężnej do rozpoczęcia cyklu podwyżek stóp procentowych już w październiku ubiegłego roku. Od tego czasu wysokość stopy referencyjnej poszła w górę z 0,1 do 2,75 proc., a marcowa podwyżka podbiła jej poziom do 3,5 proc. Poprzednio była ona na tak wysokim poziomie w lutym 2013 r. (wynosiła wówczas 3,75 proc.).

Wciąż pozostaje aktualne pytanie, do jakiego poziomu mogą dojść stopy procentowe. Ekonomiści szacują, że stopa referencyjna może pod koniec roku wynieść 5 proc. Komisja Nadzoru Finansowego zaleciła bankom, by przy ustalaniu zdolności kredytowej klientów ubiegających się o kredyt hipoteczny brali pod uwagę ich możliwości spłaty przy stopie depozytowej sięgającej nawet 7,75 proc. Choć to czarny scenariusz, by rzeczywiście stopa referencyjna doszła do aż tak wysokiego poziomu, to jednak biorąc pod uwagę liczne czynniki i zagrożenia, wynikające z sytuacji w otoczeniu, wykluczyć go nie można.

Rosyjska inwazja na Ukrainę w dwojaki sposób podsyca zjawiska inflacyjne. Z jednej strony powoduje szokowy wzrost notowań niemal wszystkich surowców, a w szczególności paliw oraz źródeł energii. To przekłada się na zwyżki cen pozostałych wyrobów i usług. Zagrożone są dostawy ropy naftowej, gazu ziemnego i węgla, w przypadku których Rosja jest głównym producentem i eksporterem. Z drugiej strony, wzrost napięcia geopolitycznego i zawirowania na rynkach finansowych, powodują silną aprecjację dolara, szczególnie względem walut rynków wschodzących, do których zaliczana jest Polska. Większość transakcji surowcowych rozliczana jest zaś właśnie w dolarach, co potęguje wzrost cen nie tylko surowców, ale także wszystkich importowanych towarów i usług. Inflacja, i tak już niezwykle wysoka, zyskuje dodatkowy impuls, który powoduje, że będzie bardzo trudno jej poziom ograniczyć i pozostanie on wysoki przez dłuższy czas.

Jednocześnie konflikt zbrojny oraz związane z nim zjawiska oraz konsekwencje sankcji ekonomicznych, silnie negatywnie wpływają na tempo wzrostu gospodarczego. W tym samym kierunku działają podwyżki stóp procentowych. Rada Polityki Pieniężnej jest więc w sytuacji potężnego dylematu, będąc z jednej strony zmuszona do podejmowania drastycznych działań ograniczających inflację oraz hamujących deprecjację złotego, z drugiej zaś musi działać tak, by nie zdusić koniunktury. Należy mieć nadzieję że część negatywnych czynników będzie miała charakter przejściowy i niebawem ich wpływ ulegnie poważnemu osłabieniu, ale wysoka inflacja i stopy procentowe oraz słabsza gospodarka to czynniki, które będą nam towarzyszyć jeszcze przez dłuższy czas” – analizuje Maciej Pieczkowski, Dyrektor Generalny Oddziału Inbank w Polsce.

Jak rozliczyć PIT 37?

Jak rozliczyć PIT 37? Kto właściwie powinien składać deklarację PIT 37? Do kiedy w ogóle należy ją złożyć? Jeśli szukasz odpowiedzi na powyższe pytania, znajdziesz je w niniejszym artykule.

Kto ma obowiązek składania deklaracji PIT 37? Kiedy można rozliczyć deklarację PIT 37 wspólnie z małżonkiem? Do kiedy właściwie należy wysłać formularz? Jak w prosty i szybki sposób rozliczyć PIT 37? Odpowiadamy w dzisiejszym wpisie – zapraszamy do szybkiego zapoznania się z tematem.

Kto ma obowiązek złożenia deklaracji PIT 37?

PIT 37 to aktualnie najpopularniejsza deklaracja podatkowa. Składa się ją w standardowych przypadkach, a mianowicie, kiedy pracownik, emeryt, zleceniobiorca czy rencista rozliczają jedyne źródło rocznych przychodów. Deklaracja PIT-37 dotyczy tylko i wyłącznie tych przychodów, które są opodatkowane według skali podatkowej – 17% oraz 32%.

Zatem na druku PIT-37 rozliczają się przede wszystkim Ci podatnicy, którzy są zatrudniani na umowę o pracę czy umowy cywilnoprawne i otrzymują PIT-11. Jeśli natomiast nie rozliczasz się za pośrednictwem płatnika lub masz przychody z kilku źródeł, przy czym część z nich jest bez pośrednictwa wspomnianego płatnika, prawdopodobnie powinieneś złożyć deklarację PIT-36.

Jak rozliczyć PIT 37?

Zastanawiasz się, jak rozliczyć PIT 37 w łatwy i szybki sposób? Najlepszym rozwiązaniem jest złożenie deklaracji przez Internet. Tak zwany PIT online możesz przesłać do swojego urzędu za pomocą odpowiedniego programu PIT. Program e-PIT pozwala na szybkie i proste wypełnienie deklaracji oraz przesłania jej ze wszystkimi potrzebnymi załącznikami: PIT/O, PIT/D, PIT-2K, a także ZAP-3. Dzięki programom tego rodzaju nie musisz nawet znać się na podatkach! Otrzymujesz dostęp do kreatora, a program sam podpowie Ci, który formularz powinieneś wybrać i wypełnić. Poinformuje Cię również, jakie dokumenty będą Ci potrzebne, aby uzupełnić deklarację poprawnie.

Program e-PIT pozwala także na bezproblemowe wczytanie przygotowanego PIT-37 z portalu podatki.gov.pl. Dzięki temu nie musisz ręcznie przepisywać informacji z PIT-11. Po wczytaniu się danych sprawdź je, a także uzupełnij dodatkowe pola – szczególnie te, które dotyczą ulg i odliczeń. Tak rozliczony PIT 37 możesz przesłać do swojego urzędu. W ciągu 45 dni powinieneś otrzymać swój zwrot.

Szybkie i bezpieczne wypełnienie PIT-37 jest możliwe również na urządzeniu mobilnym. Nie musisz zatem włączać swojego komputera czy laptopa, ponieważ programy działają również na urządzeniach mobilnych – smartfonach i tabletach.

Jeśli masz problem z programem e-PIT, dla użytkowników dostępne są również poradniki, darmowe e-booki, a nawet filmy, z których dowiesz się, jak rozliczyć i wysłać e-deklarację.

PIT 37

Rozliczenie PIT 37 – kiedy upływa termin rozliczenia?

Z reguły deklarację PIT 37 online powinno się składać do ostatniego dnia kwietnia – czyli do 30.04 aktualnego roku. Jeśli data ta przypada na sobotę, niedzielę – po prostu dzień wolny od pracy – wtedy ostateczny termin przesuwa się na kolejny dzień roboczy. W 2022 roku ostateczny termin złożenia deklaracji PIT 37 to pierwszy poniedziałek maja – czyli 02.05.2022.

Jeśli jeszcze nie złożyłeś deklaracji, zrób to teraz! Dzięki temu szybciej otrzymasz zwrot, jeśli oczywiście Ci przysługuje. Dziś możesz złożyć deklarację PIT 37 bez konieczności wychodzenia z domu. Wystarczy mieć dostęp do Internetu i znaleźć odpowiedni program PIT. Wypełnij e-PIT i prześlij deklarację do odpowiedniego urzędu skarbowego już teraz.

Rozliczenie deklaracji PIT 37 z małżonkiem

Chcesz rozliczyć się z małżonkiem? Jest to możliwe, ale tylko w jednym przypadku. Jeśli Twój mąż lub żona prowadzą działalność, która jest opodatkowana według skali, nie rozliczysz się z nim/nią razem na PIT-37. W takiej sytuacji małżonkowie muszą wybrać PIT 36.

Błędem będzie również składanie wspólnej deklaracji PIT 37 w sytuacji, gdy w roku, z którego podatnicy chcą się rozliczyć, zawarli oni małżeństwo lub rozwiązali wspólność majątkową. Jeśli miał to miejsce, jedynym wyjściem jest samodzielnie rozliczenie.

Wspólnie nie można rozliczać się także, gdy któryś z małżonków rozlicza się przez ryczał ewidencjonowany, podatkiem tonażowym lub podatkiem liniowym. Przedsiębiorcy, którzy prowadzili pozarolniczej działalności gospodarczej mogą mieć trudność z ustaleniem wysokości osiągniętego dochodu z pozarolniczej działalności gospodarczej. Warto też pamiętać o funduszu gwarantowanych świadczeń pracowniczych, co może wpłynąć na podatek dochodowy. Najlepiej więc w razie wątpliwości skonsultować wszystkie dochody podlegające opodatkowaniu z tytułu działalności gospodarczej oraz innych źródeł (np. spółdzielczego stosunku pracy lub uzyskanych w państwie członkowskim unii europejskiej) z kimś, kto się na tym zna. Nie ma wówczas ryzyka, że w zeznaniu podatkowym są nieprawidłowości z tytułu stosunku pracy, przez co formularze pit mogłyby zostać źle wypełnione do celów podatkowych. Taki specjalista doradzi również najlepsze ulgi podatkowe.

RPP po raz szósty podwyższa stopy procentowe. Jak to wpłynie na rynek mieszkaniowy?

Zgodnie z oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej zadecydowała o kolejnej, szóstej już od października podwyżce stóp procentowych, tym razem o 75 pb. W okolicznościach gwałtownej zmiany środowiska gospodarczego wywołanej wojną za polską wschodnią granicą, prognozy najnowszej regulacji NBP osiągały przedział w granicach 50-100 pb, czyli znacznie większy niż zazwyczaj.  W efekcie podwyżka wypadła w połowie oczekiwań, a stopa referencyjna NBP osiągnęła już poziom 3,5 proc., najwyższy od 2013 roku.

Jeszcze kilka dni temu pojawiały się spekulacje, według których wybuch wojny w Ukrainie może spowolnić marsz ceny rodzimego pieniądza w górę, a to za sprawą ewentualnego osłabienia jastrzębiej polityki RPP pod wpływem bardzo wysokiego zagrożenia stagflacją. Spekulowano więc, że łączna skala podwyżek może być niższa niż dotychczas prognozowana w ramach działań zapobiegających hamowaniu gospodarki.

Tymczasem wybuch wojny w Ukrainie zamiast oczekiwanego osłabienia rodzimej waluty spowodował załamanie kursu złotego, określane już powszechnie jako jego krach. Kursy euro i franka szwajcarskiego otarły się o poziom 5 zł, budząc zapewne grozę wśród posiadaczy kredytów mieszkaniowych denominowanych w obcych walutach. Strach o dalsze niekontrolowane osłabienie złotego musiał więc towarzyszyć członkom RPP w trakcie dyskusji ustalającej skalę bieżącej regulacji wysokości stóp NBP. Co więcej, jest bardzo prawdopodobne, że był głównym czynnikiem ją determinującym.

Jakby tego było mało, w poniedziałek Komisja Nadzoru Finansowego wydała stanowisko skierowane do prezesów banków w Polsce. Regulator zaleca zdecydowane działania ograniczające ryzyko kredytowe, polegające na jeszcze bardziej restrykcyjnej ocenie zdolności kredytowej swoich klientów. Jak przypominają eksperci portalu RynekPierwotny.pl miała by ona polegać na przyjęciu minimalnej zmiany poziomu stopy procentowej o, bagatela, 5 pp. Innymi słowy, banki miałyby akceptować wnioski kredytowe tylko tych klientów, którzy byliby w stanie spłacać zobowiązania wobec nich nawet w przypadku wzrostu stóp o podanej skali. Oznacza to, że z punktu widzenia KNF stopa referencyjna w okolicach 8 proc. nie stanowi na chwilę obecną dla niej żadnej abstrakcji. Co to wszystko może oznaczać dla rodzimej mieszkaniówki?

Dla rynku nieruchomości mieszkaniowych nie ma większego znaczenia skala pojedynczego ruchu stóp NBP, ale zmiana długoterminowego trendu na wzrostowy i docelowy poziom stopy referencyjnej. Jeszcze miesiąc temu mało kto wyobrażał sobie, że może on przekroczyć poziom 4-4,5 procent do końca bieżącego roku. Teraz szacunki te  zapewne wyraźnie zwyżkują.

Tym samym jeszcze bardziej nabrzmiewającym problemem staje się 330 tys. hipotek o wartości ponad 100 mld zł udzielonych w okresie „zerowych” stóp w latach 2020-2021. Są to kredyty zdecydowanie podwyższonego ryzyka, które już w przewidywalnej przyszłości i określonych warunkach gospodarczych mogą stać się poważnym problemem dla branży bankowej.

Niestety w okolicznościach załamania notowań złotego, powracającą niczym bumerang kwestią mogą stać się hipoteki denominowane w obcych walutach, zwłaszcza we franku szwajcarskim. Ich posiadacze borykają się z kolejną bolesną podwyżką rat i pęczniejącym saldem zadłużenia.

Zarówno w przypadku pierwotnego jak i wtórnego segmentu mieszkaniówki nastąpi dalsze hamowanie popytu na mieszkania. W przypadku rynku deweloperskiego transakcje z wykorzystaniem kredytu odpowiadają za co najmniej dwie trzecie popytu, który w obecnych okolicznościach może coraz ostrzej hamować. Tym bardziej, że gros potencjalnych klientów  deweloperskich biur sprzedaży w obliczu wojny w Ukrainie wstrzymuje decyzje zakupowe do powrotu bardziej normalnych czasów aniżeli niż te obecne.

Natomiast osobną kwestią są perspektywy polskiej mieszkaniówki w obliczu napływu milionowej rzeszy uchodźców wojennych z Ukrainy. W tym przypadku stopy procentowe i cena kredytów mieszkaniowych raczej nie będą miały większego znaczenia.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Podwyżka stóp nie pomogła złotemu. Będą kolejne

Rosyjska inwazja na Ukrainę zmusiła Radę Polityki Pieniężnej do silniejszych działań niż w lutym. Tym razem RPP podniosła stopy procentowe o 75 pb. do 3,50%, mocniej niż zakładał konsensus i my w bazowym scenariuszu.

Sama skala ruchu wskazuje na to, że decydenci chcieli osiągnąć balans pomiędzy wspieraniem złotego z jednej strony i nieryzykowaniem zbytniego spowolnienia gospodarki z drugiej. Komunikat po posiedzeniu potwierdza ten wniosek.

Podkreślono w nim, że „w ocenie Rady obserwowana w ostatnim okresie rynkowa presja na osłabienie złotego nie ma uzasadnienia w fundamentach gospodarczych Polski”, a umocnienie waluty powinno sprzyjać obniżaniu inflacji oraz że interwencje walutowe mogą być prowadzone przez NBP „w szczególności w celu ograniczania niezgodnych z kierunkiem prowadzonej polityki pieniężnej wahań kursu złotego”.

Jednocześnie wspomniano o wzroście niepewności w zakresie perspektyw makroekonomicznych w kontekście inwazji Rosji na Ukrainę.

NBP zrewidował projekcje inflacji znacząco w górę, a środek przedziału prognozowanych widełek (z 50-proc. prawdopodobieństwem) na 2022 r. to 10,75% wobec 5,80% w projekcji z listopada. W 2023 r. środek przedziału to 9,00% (wobec 3,65%), w 2024 r. zaś 4,25%. Projekcje wzrostu gospodarczego zostały z kolei obniżone. Środek widełek na 2022 r. to 4,35% (wcześniej 4,85%), na 2023 – 3,00% (wcześniej 4,95%), a na 2024 – 2,70%. Zmiany projekcji są ogromne, szczególnie w przypadku inflacji. Biorąc pod uwagę, że uwzględniają dane do 7 marca 2022 r. można uznać je za wyjątkowo aktualne i odzwierciedlające oczekiwaną skalę szoku, jaki w gospodarce wywoła wojna w Ukrainie. Mimo ograniczonej zależności gospodarki od eksportu do Rosji o której wspomina RPP, wygląda to na spory szok.

Reakcja rynku

Natychmiastowa reakcja rynku na informacje z Rady Polityki Pieniężnej była dość ograniczona. Podwyżka o 75 pb. nie wystarczyła, żeby złoty zyskał. Podobnie jak publikacja komunikatu po posiedzeniu. Kurs EUR/PLN jest obecnie zauważalnie wyższy niż przed wieściami z RPP, niemniej nadal pozostaje niższy niż na początku dnia.

W kolejnych dniach kurs EUR/PLN powinien nadal reagować głównie na informacje dotyczące konfliktu w Ukrainie, niemniej w środę (09.03) warto będzie śledzić również konferencję prasową prezesa Glapińskiego. Biorąc pod uwagę skalę rewizji projekcji i znaczną niepewność, jaką wywołała inwazja Rosji na Ukrainę, z uwagą będziemy obserwować jego wypowiedzi. Mogą one mieć wpływ na kurs EUR/PLN.

Nadal jesteśmy zdania, że podwyżki stóp będą kontynuowane. Niewykluczone, że będą one silniejsze niż wydawało się wcześniej, bazując na tym jak wyglądają nowe projekcje makroekonomiczne NBP, jednak z oceną w tym kontekście warto poczekać na wypowiedź prezesa Glapińskiego. Dzisiejsza decyzja zwraca jednak uwagę, że dalsze kroki RPP będą zależały nie tylko od sytuacji inflacyjnej i w zakresie aktywności gospodarki, ale też od kursu złotego.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Ropa nie tanieje, euro po 5 zł

Jeżeli ktoś planował zagraniczny wyjazd na Dzień Kobiet, to dobrze, jeżeli kupił walutę wcześniej. Kolejny dzień przyniósł nam atak na niespodziewany poziom 5 zł za euro. Niby było wiadomo, że w tym tempie w końcu może to się wydarzyć, ale wiele osób uważało, że nie stanie się to tak szybko.

Co po weekendzie?

Wiadomością dnia na rynkach walutowych w Polsce z pewnością były próby przebijania poziomu 5 zł za 1 euro. Powodem był oczywiście strach przed brakiem porozumienia na Wschodzie i dalszą eskalacją konfliktu. Dzisiaj od rana widzimy silną korektę dodatkowo napędzaną informacjami o możliwej wysokiej podwyżce stóp procentowych. Nie przeszkadza też poprawa sentymentów na szerokim rynku. Wyraźnie widać, że kapitał zaczyna opuszczać bezpieczne przystanie i chociaż częściowo szukać zysku. W rezultacie dzisiaj euro potaniało już o imponujące 10 groszy, a biorąc pod uwagę nadchodzące posiedzenie RPP, nie wiadomo, jak skończy się dzień. Na uwagę zasługuje też dalsze umocnienie się euro względem franka. Pokazuje to wspomniany wzrost apetytu na ryzyko.

Czekając na RPP

Dzisiaj mamy posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Pytanie nie brzmi obecnie, czy podniesione zostaną stopy procentowe, tylko o ile. Część asekuracyjnych specjalistów uważa, że dzisiejszy wzrost wyniesie 0,50%. Patrząc jednak na wzrost WIBOR-u 3M, możliwe są wyższe wzrosty, sam WIBOR poszedł w górę od ostatniej decyzji niemal 0,75% i wynosi 3,81%. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę koszty interwencji na rynku walutowym, wielu analityków rozważa wyższe podwyżki stóp procentowych. Mówi się nawet o wartościach 1-1,25%. Pozwoliłoby to szybciej dusić inflację, która w dobie gwałtownego osłabienia złotego jest jeszcze większym problemem. Jeżeli faktycznie dojdzie do podwyżki o zaledwie 0,5%, należy spodziewać się, że rynki mogą odebrać to jako sygnał do osłabienia polskiej waluty.

Ropa nie tanieje

Pomimo ogólnej poprawy na rynkach inwestorzy w dalszym ciągu nie widzą perspektyw na napływ taniej ropy naftowej. W rezultacie pomimo wczorajszej dużej 10-dolarowej przeceny po odbiciu od 130 dolarów za baryłkę dzisiaj znów widzimy podejście do 127 dolarów. Mowa oczywiście o surowcu kwotowanym w Europie. Ropa amerykańska w dalszym ciągu kosztuje kilka dolarów mniej. Obecnie jest to poziom 123 dolarów. Otwarte jest wciąż pytanie, czy jest taki scenariusz porozumienia pokojowego, w którym Rosja utrzyma możliwość eksportu surowca do Europy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na posiedzenie RPP, nie ma ono jednak zwyczajowo podanej godziny.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Inwazja Rosji na Ukrainę: mocne i trwałe uderzenie w polskich eksporterów i importerów

W ubiegłym roku polski eksport do Ukrainy wzrósł o prawie jedną czwartą. Z kolei wartość sprzedaży towarów z Polski do Rosji wróciła do poziomu sprzed aneksji Krymu osiem lat temu. Przewiduję, że tym razem załamanie eksportu w wyniku obecnej agresji Rosji na naszego sąsiada będzie nieporównywalnie głębsze. Skutki odczują nie tylko firmy bezpośrednio zaangażowane w handel ze Wschodem.

Poważne opóźnienia w płatnościach, nieodzyskane należności, odcięcie od limitów kredytowych i ubezpieczeń należności, zerwanie niektórych łańcuchów dostaw, problemy logistyczne i gwałtowny wzrost kosztów transportu – z tymi konsekwencjami rosyjskiej inwazji muszą liczyć się przede wszystkim polscy przedsiębiorcy, którzy w ostatnich latach prowadzili handel z Ukrainą, Rosją czy Białorusią.

Tymczasem tylko w ub.r. polscy eksporterzy sprzedali do Rosji produkty o wartości 36,6 mld zł (+15 proc. r/r), do Ukrainy – 28,9 mld zł (+24 proc. r/r), a do Białorusi – 8 mld zł (+13 proc. r/r). W przypadku Rosji i Białorusi te wartości po raz pierwszy wróciły do poziomów sprzed zajęcia Krymu przez wojska rosyjskie w 2014 r.

Wśród produktów eksportowanych na Wschód dominowały m.in. maszyny i urządzenia, produkty chemiczne oraz gotowe artykuły spożywcze.

uderzenie w polskich eksporterów i importerów

Tym razem mamy jednak do czynienia z całkowicie inną skalą agresji i spustoszenia gospodarek obu państw. Zasięg walk jest znacznie szerszy, sankcje na Rosję o wiele poważniejsze, a ich skutki – o wiele bardziej dotkliwe. Nie można też zapominać o ryzyku reputacyjnym – firmy, które będą chciały utrzymać handel z Rosją i Białorusią, muszą liczyć się z dużym ryzykiem bojkotu ze strony konsumentów na niemal całym świecie.

Mówiąc wprost: wszystko, co powiązane z agresorem, jeszcze przez długi czas będzie traktowane jako toksyczne.

Spadek eksportu znacznie głębszy niż w 2014 r. Pierwsze skutki już widać

Bezpośrednio od przedsiębiorców wiem, że polski eksport na rynki wschodnie gwałtownie się zatrzymał, a w najbliższych miesiącach najprawdopodobniej przeżyje trwałe załamanie. Nie chodzi tu jednak o spadek o około jedną trzecią, jak miało to miejsce po aneksji Krymu. Załamanie to będzie znacznie głębsze i potrwa dłużej. Tym bardziej, że sankcjami handlowymi po Rosji została właśnie objęta również Białoruś, która wsparła rosyjską agresję na Ukrainę. Jesteśmy już tylko o krok od rewanżu ze strony tych państw i wprowadzenia kolejnego rosyjskiego embarga na kolejne polskie i europejskie produkty. Perspektywa importerów wydaje się być jeszcze gorsza, bo tu dochodzi oburzenie opinii publicznej o pośrednie finansowanie rosyjskiego budżetu, a tym samym wydatków na wojnę.

Tuż po rozpoczęciu rosyjskiej agresji na Ukrainę w trudnej sytuacji znaleźli się przede wszystkim ci polscy przedsiębiorcy, którzy byli w trakcie realizacji zamówień handlowych z partnerami z rynków wschodnich. To np. importerzy, którzy w ostatnich tygodniach przelali środki z tytułu przedpłat na rachunki swoich dostawców – muszą liczyć się z tym, że nie otrzymają zamówionego towaru w terminie, a być może już nigdy.

Problemem stało się też odzyskanie należności po wysyłce towaru do kontrahentów. Już w pierwszym dniu wojny Ukraina wprowadziła moratorium płatnicze – w ten sposób uniemożliwiono m.in. przedsiębiorcom realizację zagranicznych transferów. Sankcje i sama tylko zapowiedź odcięcia Rosji od międzybankowego systemu SWIFT wzbudziły również szereg obaw o odzyskiwanie należności z Rosji.

Na te wydarzenia szybko zareagowali ubezpieczyciele należności eksportowych, w tym np. KUKE, ubezpieczająca należności około tysiąca polskich przedsiębiorców, prowadzących handel na rynkach ukraińskim i rosyjskim.

Jak informuje Janusz Władyczak, prezes KUKE, ostatnie wydarzenia zmusiły instytucje finansowe do anulowania limitów kredytowych dla firm prowadzących sprzedaż do Ukrainy i Rosji. Jednocześnie KUKE umożliwiła swoim klientom wydłużenie czasu spłaty należności przez ich kontrahentów. Może to mieć duże znaczenie dla utrzymania relacji biznesowych, gdy tylko walki się zakończą, a niektóre moratoria płatnicze zostaną uchylone.

To cenne działania, bo kłopoty firm z bardzo dużą ekspozycją biznesową na Wschód mogą wywołać klasyczny efekt domina w całej gospodarce.

Czy niedawna blokada SWIFT faktycznie odetnie Rosję od handlu międzynarodowego?

Przede wszystkim wobec bardzo wielu błędnych informacji warto wyjaśnić, że w ramach obecnie wdrożonych decyzji nie doprowadzi to do całkowitego wstrzymania transferów finansowych. Dlaczego?

Po pierwsze, szeroko omawiane odcięcie Rosji od systemu SWIFT wejdzie w życie dopiero 12 marca. Obejmie ono tylko siedem rosyjskich banków, a więc nie wszystkie. Po drugie, warto pamiętać, że tzw. wyłączenie ze SWIFT nie jest równoznaczne z całkowitym odcięciem od zagranicznych przelewów. Wystarczy bowiem, że rosyjskie banki uruchomią inne kanały komunikacji z zagranicznymi podmiotami (co technicznie jest wykonalne), by przeprowadzać transakcje.

Realizacja zachodnich restrykcji w handlu nałożonych na Rosję i Białoruś będzie natomiast stanowić ogromne wyzwanie dla banków i instytucji płatniczych, które w ramach działań z zakresu compliance są zobowiązane do monitorowania transakcji swoich klientów.

W praktyce każda instytucja płatnicza będzie bardzo wnikliwie analizować transakcje klientów i ich partnerów biznesowych, by np. w porę wstrzymać przelew do lub od podmiotu objętego sankcjami. To niezwykle trudne zadanie, bo wstrzymanie transakcji wymaga potwierdzenia w szeregu dokumentów, aby dowieść np. że towar – za który realizowana jest zapłata – został objęty restrykcjami, albo że właściciel bądź osoba we władzach konkretnej spółki znajduje się na „czarnej liście”. Skuteczność realizacji sankcji nałożonych na Rosję i Białoruś jest więc w części w rękach instytucji finansowych.

Niezależnie od tego polskie firmy powinny jednak pamiętać, że prowadzenie handlu z kontrahentami z tych krajów rodzi dla nich ryzyko poważnych opóźnień w realizacji transakcji.

Wojna za wschodnią granicą. Czy to już czas, by szukać nowych rynków?

Niezależnie od targających nami od kilkunastu dni emocji atak Rosji i jego długoterminowe konsekwencje dla polskiego handlu zagranicznego wydają się jasne już dziś. Każda polska firma, która importuje lub eksportuje do Rosji i na Białoruś, powinna całkowicie na nowo dokładnie oszacować ryzyko prowadzenia działalności. Warto niezwłocznie odpowiedzieć sobie na pytania:

  • Czy moja firma ma bezpośrednie lub pośrednie istotne powiązania handlowe z Rosją i Białorusią?
  • Czy handluje towarami, które zostały bądź mogą zostać objęte sankcjami bądź embargiem?
  • Czy ma zapas gotówki i zachowa płynność w razie dalszej eskalacji?
  • Czy jest zagrożona utratą surowców ze Wschodu?
  • Czy łańcuchy logistyczne są niezagrożone?

To podstawowe zagadnienia, które przedsiębiorcy powinni wziąć dziś pod uwagę. Ale jedno działanie jest oczywiste: polskie firmy, dotychczas powiązane z rynkami wschodnimi, we własnym interesie powinny rozpocząć poszukiwania alternatywnych rynków zbytu bądź nowych dostawców.

Bardzo ważna w tym kontekście wydaje się deklaracja KUKE: „Podmiotom, które doznały odcięcia od zaopatrzenia z Rosji, Białorusi czy Ukrainy, a poszukujących w innych krajach alternatywnych dostawców potrzebnych im surowców czy komponentów, możemy zaproponować gwarancje płatnicze uwiarygadniające ich w oczach ich nowych partnerów biznesowych. Jednocześnie w porozumieniu z innymi instytucjami wsparcia, jak PFR i PAIH, analizujemy możliwości wsparcia polskich przedsiębiorców m.in. poprzez pomoc w znalezieniu nowych rynków zbytu. Do rozważenia pozostaje też zaoferowanie przejściowo niższych kosztów ubezpieczeń na rynki poza UE, by zachęcić eksporterów do ekspansji na innych kierunkach, ale w bezpieczny sposób”.

Dodatkowo przedsiębiorcy powinni pamiętać o tym, że wojna w Ukrainie oznacza, że złoty wciąż będzie podlegał silnym wahaniom, podobnie jak ceny paliw i energii, a ceny surowców będą wysokie. To w praktyce oznacza, że powinniśmy oczekiwać kolejnych podwyżek stóp procentowych – i w efekcie wyższych kosztów kredytów.

Przed polskimi przedsiębiorstwami kilka niełatwych lat. Historia pokazuje, że już dziś warto podejmować pierwsze strategiczne decyzje – jak zwykle wygrają ci, którzy będą sprawniejsi i szybsi od konkurencji.

Autor: Jakub Makurat, Country Manager Poland, Czechia, Slovakia, Baltic States, Ebury

Euro po 5 zł po raz pierwszy

Dziś rano przez chwilę jedno euro kosztowało 5 zł. To najwyższy kurs tej waluty względem złotego w historii. Poprzedni rekord ustanowiony został 1 marca 2004 na poziomie 4,94 zł. W apogeum globalnego kryzysu finansowego wywołanego upadkiem banku Lehman Brothers kurs EUR/PLN sięgnął poziomu 4,92 zł 17 lutego 2009. Wczorajszy szczyt USD/PLN na poziomie 4,62 zł było nieco poniżej historycznego rekordu z 2000 roku (4,73 zł w maju i październiku 2000).

Kurs EUR/USD był wczoraj najniżej od maja 2020, a dziś rano minimalnie rósł.
Wczoraj ceny kontraktów na gaz ziemny na giełdach w Europie osiągnęły najwyższy poziom w historii. Dziś rano kontrakty na ropę naftową lekko drożały, ale pozostawały poniżej poziomów wczorajszych maksimów.

Na rynkach metali zwracał uwagę wczorajszy skok ceny niklu o 47,04 proc. Cena tego metalu, którego drugim największym producentem na świecie jest rosyjski Norilsk Nickel, osiągnęła najwyższy poziom od 2008 roku. Nowe wieloletnie maksima ustanowiły wczoraj również inne metale przemysłowe (cynk, kobalt, aluminium, ołów, miedź i cyna). Złoto było najdroższe od 2020 roku.

Oczywiście rekordy ceny miedzi pozytywnie wpływają na siłę akcji KGHM. Wśród składników WIG-u 20 akcje tego producenta miedzi i srebra były na drugim miejscu pod względem skali tegorocznego wzrostu (+26,6 proc.). Na pierwszym miejscu w tym roku podrożały o 98,2 proc.

Nadal drożały zboża. Dziś rano cena kontraktów na pszenicę była najwyższa w historii. Biały cukier był wczoraj najdroższy od 5 lat.

Po wczorajszych spadkach na Wall Street (S&P 500 -2,95 proc., DJIA -2,37 proc., Nasdaq Composite -3,62 proc.) indeksy wszystkich głównych rynków akcji Azji i Oceanii spadały dziś (najsilniej – o 2,46 proc. – tajlandzki SETI, najsłabiej o 0,28 proc. nowozelandzki NZX50). Japoński Nikkei 225, Hang Seng oraz SSE Composite zaliczyły swe nowe przynajmniej roczne minima.

Europejskie rynki akcji otworzyły się na plusach (w okolicach 9:30 DAX +0,16 proc., CAC 40 +0,51 proc., WIG +1,28 proc.).

Wczoraj nowe cykliczne szczyty rentowności osiągnęły 10-latki w Polsce, na Węgrzech, w Czechach i Turcji.

Dziś odbędzie się kolejne posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Jutro o godz. 15-tej rozpocznie się konferencja prasowa prezesa NBP Adama Glapińskiego. Oczekiwana jest podwyżka o 50 bp, ale pojawiły się obawy, że trwająca deprecjacja złotego może skłonić RPP do większej podwyżki.

Wojciech Białek
DM TMS Brokers

79% kandydatów bierze pod uwagę, czy potencjalny pracodawca posiada politykę różnorodności

Zaangażowanie pracodawcy w działania ukierunkowane na wyrównanie szans na rynku pracy odgrywa coraz większą rolę w procesach rekrutacyjnych. Chociaż aspekty takie jak wynagrodzenie, możliwości rozwoju czy model pracy nadal pozostają kluczowe w wyborze kolejnego miejsca zatrudnienia, to fakt czy firma posiada politykę różnorodności, może wpływać na decyzję kandydatów. Jak wynika z sondażu Hays Poland, organizacje otwarte na potrzeby kobiet oraz mniejszości zyskują w oczach profesjonalistów biorących udział w rekrutacjach.

Z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet, święta celebrującego społeczne, gospodarcze, kulturalne i polityczne osiągnięcia kobiet, firma Hays przeprowadziła badanie na temat roli, jaką polityka różnorodności firmy odgrywa w wyborze pracodawcy. Celem strategii różnorodności jest bowiem wyrównanie szans w miejscu pracy oraz wykluczanie krzywdzących stereotypów. Badanie, w którym udział wzięło ponad 19 tys. osób na świecie i blisko 800 w Polsce, nawiązuje do tegorocznego hasła przewodniego Dnia Kobiet – #BreakTheBias, wzywającego do przełamania uprzedzeń, utrudniających kobietom rozwój.

Cenna polityka różnorodności

Główne trendy rekrutacyjne pozostają niezmienne: wysokość wynagrodzenia i możliwości rozwoju zawodowego są nadal najważniejsze w zmianie miejsca zatrudnienia. Natomiast w obliczu kilku ofert pracy kandydaci zwracają uwagę na inne aspekty m.in. profil działalności firmy, jej wpływ na środowisko i społeczeństwo oraz stosunek do grup mierzących się z dyskryminacją. Jednym z głównych aspektów branych pod uwagę jest postawa organizacji w zakresie równości w miejscu pracy.

Polityka różnorodności określa najlepsze praktyki dotyczące rekrutacji, zatrudnienia, wynagrodzeń i awansów. W myśl zapisów takiej strategii szanse, które otrzymują pracownicy firmy, wynikają wyłącznie z ich kompetencji oraz osiągnięć, i nie są w żadnym stopniu powiązane z danymi demograficznymi m.in. płcią, rasą, wiekiem, sprawnością, narodowością, faktem posiadania dzieci i wielu innymi. Celem polityki różnorodności jest uczynienie organizacji miejscem pracy otwartym na każdego kandydata i pracownika, ze szczególnym uwzględnieniem grup społecznych, które na rynku pracy są niewystarczająco reprezentowane lub mierzą się z różnymi formami dyskryminacji.

Kobiety stanowią jedną z grup, na których koncentrują się działania podejmowane w ramach polityki różnorodności. Stanowią połowę społeczeństwa, jednak jak pokazują różnorodne badania, nadal doświadczają w toku kariery przeszkód wynikających z płci. Organizacje coraz częściej dostrzegają ten problem i podejmują kroki mające na celu wyrównanie szans kobiet i mężczyzn w miejscu pracy. Dotyczy to zarówno jasnych kryteriów przyznawania podwyżki i awansu, które umożliwiają specjalistkom rozwój lub wkroczenie na ścieżkę menedżerską, jak i otwartości na potrzeby pracujących mam – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz, dyrektor wykonawcza w Hays Poland.

Otwarty pracodawca

Jak wynika z najnowszego sondażu internetowego Hays, aż 79 proc. kandydatów w Polsce uważa politykę różnorodności firmy za mniej lub bardziej ważną przy ocenie atrakcyjności oferty pracy. Fakt, czy rekrutująca organizacja posiada dokument tego typu, co on zawiera i jak jest wdrażany w życie, za bardzo ważny uznało 39 proc. kandydatów. Zaledwie co piąty (21 proc.) uważa ten aspekt za nieważny.

 

W skali globalnej fakt posiadania przez firmę polityki różnorodności został uznany za istotny przez 85 proc. respondentów. Porównując odpowiedzi uzyskane w Polsce z tymi zebranymi na świecie, największa różnica występuje w odsetku respondentów uznających politykę różnorodności firmy za bardzo ważną w ocenie atrakcyjności oferty pracy. W Polsce tę odpowiedź wybrało 39 proc., natomiast na świecie – co drugi kandydat.

Czy polityka różnorodności firmy jest dla Ciebie ważna przy ocenie atrakcyjności oferty pracy?

  Polska Świat
Bardzo ważna 39% 50%
Ważna 28% 22%
Raczej ważna 12% 13%
Nieważna 21% 15%

Źródło: Badanie Hays Poland, luty 2022

Kandydaci i kandydatki coraz większą uwagę przywiązują do pozafinansowych aspektów oferty. Zmianę miejsca zatrudnienia częściej motywują też chęcią podjęcia pracy, która da im większe poczucie sensu, będzie spójna z ich światopoglądem i wartościami. Od nowego pracodawcy oczekują, że będzie zaangażowany w działania CSR i przykładał się do ograniczania nierówności na świecie. Tymczasem kobiety na rynku pracy doświadczają nierówności częściej niż mężczyźni. W związku z tym zwracają uwagę, czy potencjalny pracodawca posiada politykę różnorodności, a co najważniejsze – czy stosuje jej zapisy – wyjaśnia Aleksandra Tyszkiewicz z Hays Poland.

Odpowiedź na wyzwania

Badania Hays Poland jednoznacznie wskazują, iż przeszkód w karierze wynikających z płci częściej doświadczają kobiety. Raport „Kobiety na rynku pracy 2021” pokazał, że takie doświadczenie na swoim koncie ma 52 proc. i 20 proc. mężczyzn. Profesjonalistki najczęściej doświadczają zakładania przez firmy ich mniejszej dyspozycyjności (48 proc.), kierowania się stereotypami w decyzjach o zatrudnieniu czy awansie (47 proc.), faworyzowania mężczyzn (46 proc.) oraz braku zaufania do posiadanych kwalifikacji (39 proc.).

Czy wdrożenie w firmie polityki różnorodności może być rozwiązaniem powyższych problemów? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Wiele zależy bowiem od aktualnej sytuacji w organizacji, tj. jak wiele jest do poprawy w zakresie różnorodności, oraz czy zapisy oficjalnej polityki znajdą odzwierciedlenie w rzeczywistości i będą adekwatnie komunikowane. Jak wynika z badania Hays, oficjalną politykę różnorodności posiada 30 proc. organizacji. Jednocześnie zaledwie 50 proc. pracowników tych firm uważa, że jej zapisy przekładają się na realne działania.

Czy firma, w której obecnie pracujesz, wdrożyła oficjalną politykę różnorodności?

Tak 30%
Nie 49%
Nie wiem 21%

Źródło: Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy”, maj 2021

Niewątpliwie jednak organizacje powinny dążyć do opracowania oficjalnej polityki różnorodności, określającej działania mające zagwarantować wszystkim pracownikom równość szans w miejscu pracy. Jest to bowiem pierwszy krok na drodze do pozytywnych zmian. Pracodawcy powinni inwestować w rozwój utalentowanych profesjonalistek, zapewnić im dostęp do programów mentoringowych i szkoleń. Przede wszystkim powinni jednak podejmować decyzje o awansach na podstawie kwalifikacji i doświadczenia kandydatów.

Dodatkowo niezwykle cenne są szkolenia, mające na celu nauczyć wszystkich pracowników jak nie ulegać nieświadomej faworyzacji lub dyskwalifikacji ze względu na dane metrykalne danej osoby. Bardzo często są to nisko kosztowe rozwiązania, które pozwalają zbudować podstawy niezbędne do równania szans kobiet i mężczyzn w miejscu pracy.

Identyczna praca, ale mniejsza płaca. Blisko 40 proc. kobiet uważa, że zarabia mniej od mężczyzn

Luka płacowa to w Polsce wciąż spory problem. Prawie 40 proc. kobiet dostrzega ten problem. Tylko co 10 kobieta idzie z prośbą o wyrównanie wynagrodzenia.

Jak wynika z najnowszego badania, niemal 40% kobiet twierdzi, że zarabia mniej niż pracujący z nimi mężczyźni. I to się dzieje w sytuacji zajmowania takich samych stanowisk, świadczenia tej samej liczby godzin pracy i wykonywania identycznych obowiązków zawodowych. Podobna grupa respondentek jest przeciwnego zdania. O nierówności płacowej mówią głównie kobiety z najmłodszej grupy wiekowej oraz z najwyższymi dochodami. Prawie co dziesiąta Polka zgłosiła się do przełożonego z prośbą o równe traktowanie z mężczyznami w kwestii wynagrodzenia. Dwie na trzy takie interwencje przyniosły pozytywny skutek.

Co z tą (nie)równością?

Według badania UCE RESEARCH, wykonanego dla Wyższych Szkół Bankowych, 39,4% kobiet uważa, że mężczyźni pracujący z nimi na takich samych stanowiskach, świadczący dokładnie tę samą liczbę godzin pracy i mający dokładnie te same obowiązki, zarabiają więcej od nich. Z kolei 39,9% respondentek jest zupełnie przeciwnego zdania. Natomiast 20,7% ankietowanych nie potrafi tego określić. Sondaż został przeprowadzony metodą CAWI na reprezentatywnej próbie 1010 kobiet w wieku 18-65 lat.

– W Polsce wciąż mamy do czynienia z segregacją płciową na rynku pracy. Istnieją zawody zdominowane przez mężczyzn, które dają lepsze zarobki, chociaż wartość tych prac, gdzie dominują kobiety, powinna być społecznie oceniana wyżej. Według badań Europejskiego Instytutu Równości, Polska zajmuje 24. miejsce w UE pod względem wartości wskaźnika równouprawnienia płci. Wynik ten jest o 12,2 pkt. niższy niż unijna średnia. Natomiast globalne szacunki wskazują, że równość w sferze gospodarczej między płciami zostanie osiągnięta dopiero za 217 lat – komentuje Urszula Nowakowska, prawniczka, założycielka Fundacji Centrum Praw Kobiet.

O nierówności płacowej mówią głównie kobiety w wieku 18-22 lata (49,2%), z miesięcznym dochodem netto powyżej 9 tys. zł (48,1%), z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym (66,6%) i z miejscowości liczących od 50 tys. do 99 tys. mieszkańców (48,8%). Problem ten dostrzegają przede wszystkim pracownice firm i instytucji, w których pracuje od 101 do 250 osób – 46,5%. Natomiast najrzadziej dotyczy to podmiotów zatrudniających do 10 ludzi – 29,9%.

– Mamy grupę kobiet z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym. Stawki godzinowe na stanowiskach, na jakich mogą one pracować, są niższe niż oferowane mężczyznom. Praktyka pokazuje również, że dysproporcja w zarobkach pogłębia się na stanowiskach specjalistycznych, np. IT, a także kierowniczych. To może wynikać zarówno z mniejszej skłonności kobiet do negocjacji i ustalania dobrych warunków już przy zatrudnieniu, jak również z przerw w karierze zawodowej – analizuje dr Małgorzata Kluska-Nowicka, ekspertka ds. zarządzania i przywództwa kobiet z Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

Czas negocjacji

Z sondażu wiemy też, że 9,2% kobiet zgłosiło się do swoich przełożonych z prośbą o równe traktowanie z mężczyznami w kwestii zarobków. 84,1% nie zrobiło tego, a 6,7% nie pamięta, czy taki fakt miał miejsce. Jak zaznacza dr Kluska-Nowicka, optymizmem nie napawa fakt, że jedynie niecałe 10% ankietowanych negocjowało swoje wynagrodzenie. Po pierwsze, uważa się, że mężczyźni częściej niż kobiety wiedzą, ile zarabiają ich koledzy, co w znaczymy stopniu wpływa na skłonność do pertraktowania warunków zatrudnienia. Po drugie, możemy mieć również do czynienia z uruchomieniem tzw. syndromu grzecznej dziewczynki. Jej o pieniądzach nie wypada rozmawiać i poczeka cierpliwie, aż zostanie zauważona.

– Wiele razy słyszałam od kobiet, że nie żądały podwyżek, bo np. wierzyły, że pracodawca sam dostrzeże, że dobrze pracują i nagrodzi je. Ale równie często pracodawcy mówili, że skoro one same nie upominały się o podwyżkę, to sądzili, że wynagrodzenie, jakie otrzymują, jest dla nich satysfakcjonujące. Nie powinniśmy czekać, aż ktoś zauważy, jak dobrze pracujemy. Musimy jasno i wprost artykułować swoje potrzeby – podkreśla ekspertka Fundacji Centrum Praw Kobiet.

O równe traktowanie z mężczyznami w kwestii zarobków dotychczas upominały się głównie kobiety w wieku 18-22 lata (12,5%), z miesięcznym dochodem netto powyżej 9 tys. zł (25%) oraz z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym (20%). Dotyczyło to przede wszystkim mieszkanek miejscowości liczących od 50 tys. do 99 tys. ludności (15,9%).

– Badanie pokazuje, że najwyższe wskaźniki w kategoriach związanych z wiekiem, dochodem miesięcznym, wykształceniem i miejscem zamieszkania dotyczą grup, które najczęściej doświadczają nierówności płacowej. Można zatem wnioskować, że nie pozostają one bierne w swojej sytuacji. I to jest warte podkreślenia – mówią analitycy z UCE RESEARCH.

Efekty rozmów

Pracownice, które zgłosiły się do swoich przełożonych z prośbą o równe traktowanie z mężczyznami w kwestii zarobków, wskazały też efekty swoich działań. 67,6% z tej grupy respondentek przyznaje, że udało się im pozytywnie załatwić ww. kwestię z pracodawcą. 24,3% odpowiada, że jednak nie przyniosło to pożądanego skutku. Natomiast 8,1% nie pamięta, jak sprawa została rozstrzygnięta.

– Dane te wyraźnie wskazują, że warto asertywnie upominać się o równe traktowanie z mężczyznami. Prawo stoi po stronie kobiet, jasno wskakując, że płaca powinna być równa nie tylko za identyczne obowiązki, ale także za działania tej samej wartości. W obszarze wartościowania pracy kobiet i mężczyzn mamy jeszcze wiele do zrobienia – przekonuje Urszula Nowakowska.

Natomiast dr Kluska-Nowicka zaznacza, że każdy pozytywny finał negocjacji warunków zatrudnienia jest godny docenienia. Zdaniem ekspertki z WSB w Poznaniu, istotny wpływ na ten fakt miało przygotowanie się do rozmowy. Przede wszystkim warto siadać do stołu z merytorycznym argumentami i propozycją wielu rozwiązań alternatywnych, a nie tylko z katalogiem emocji, wątpliwości czy pretensji. Stawianie się w roli ofiary i opisywanie sytuacji życiowej zwykle nie skutkuje pozytywnie. O wiele skuteczniejsze jest odwoływanie się do interesów firmy.

Badanie również wykazało, że sukces podczas negocjacji osiągnęły głównie kobiety z miesięcznym dochodem netto 7000-8999 zł (100%) i z wykształceniem zasadniczym zawodowym (100%). Przeważnie mówią o nim mieszkanki miejscowości liczących od 200 do 499 tys. ludności (75%). O pozytywnym sukcesie rozmów donoszą przede wszystkim pracownice firm i instytucji, w których pracuje do 10 osób (88,9%). Najrzadziej informują o tym kobiety zatrudnione w organizacjach mających od 101 do 250 pracowników i powyżej 250 (po 42,9%).

– Z moich obserwacji wynika, że w małych firmach, często rodzinnych, łatwość wynegocjowania dobrych warunków zatrudnienia bywa nieco większa niż w dużych korporacjach. Rotacja stanowi zazwyczaj spore obciążenie dla niewielkiego podmiotu. Bardziej opłaca się pracodawcy wyrównać pensje pracownikom – podsumowuje dr Małgorzata Kluska-Nowicka, ekspert ds. zarządzania i przywództwa kobiet z WSB w Poznaniu.

Region CEE wciąż atrakcyjny dla biznesu pomimo deficytu talentów i sytuacji geopolitycznej

Cpl Poland, firma doradztwa personalnego i rekrutacji opublikowała CEE Salary Guide 2022, w którym znajduje się zestawienie poziomów wynagrodzeń w Polsce, Czechach, Słowacji i na Węgrzech. Raport zawiera również obszerne komentarze ekspertów, oparte na wieloletnich doświadczeniach w branży oraz prognozy trendów rynkowych na 2022 rok. Jak wynika z publikacji na przestrzeni ostatnich miesięcy nie tylko Polska, ale cały region CEE sprawdziły się jako atrakcyjne miejsce do kontynuacji biznesu oraz nowych inwestycji. Raport ułatwi kandydatom, także tym wkraczającym na rynek pracy w Polsce, poznanie specyfiki rynku oraz oszacowanie swoich oczekiwań finansowych w branżach takich jak: IT, finanse korporacyjne, centra usług wspólnych, sprzedaż i marketing.

Najbardziej poszukiwane zawodyTabela wynagrodzeńCpl_tabela wynagrodzenKluczowe umiejętności

2021 kontra 2022 – kandydaci dyktują warunki

W 2021 roku wiele firm powróciło do zintensyfikowanych procesów rekrutacyjnych,
podwajając popyt na pracowników zamrożony w 2020 r. Ten podwójny popyt oraz brak miejsc pracy dla stażystów i młodszych specjalistów w 2020 r. sprawił, że w 2022 r. tacy kandydaci mogli i nadal mogą przebierać w ofertach pracy, zwłaszcza w obszarach: IT, HR, finanse korporacyjne i usługi wspólne.

– Ostatnie dwa lata zmodyfikowały nie tylko podejście i zasady funkcjonowania firm, ale również kandydaci stali się bardziej selektywni przy wyborze nowego pracodawcy – mówi Anna Mastalerz, Division Manager ML & Business Services, Cpl Poland.

– Mamy nadzieję, że nasz raport pomoże kandydatom – także tym wkraczającym na rynek pracy, jak i zmieniającym branże – doprecyzować ich preferencje i osadzić oczekiwania finansowe w realiach rynkowych, a pracodawcom sprostać tym zmieniającym się potrzebom. – dodała.

Priorytetem stało się poczucie stabilności pracy – stanowi to teraz dodatek do atrakcyjnych świadczeń płacowych i pozapłacowych. Umowa na czas nieokreślony i jasna ścieżka kariery, w połączeniu z możliwością pracy w 100% zdalnie lub w trybie hybrydowym, to obecnie
najbardziej pożądana mieszanka.

Rok temu większość kandydatów obawiała się utraty pracy – dziś to oni dyktują warunki na rynku. Priorytety pracowników przesunęły się też w kierunku dobrego samopoczucia,
elastycznej organizacji pracy i ogólnej równowagi między życiem zawodowym a prywatnym.

Niedobory w sektorze IT

Rok 2022 będzie kolejnym, w którym rynek będzie się zmagać z niedoborem specjalistów IT nie tylko w Polsce, ale także w regionie CEE.

– Mylił się każdy, kto spodziewał się, że pandemia spowolni rynek pracy w Europie Środkowo-Wschodniej. Dziś wiemy, że obecnie 80% firm IT doświadcza luki w talentach lub spodziewa się, że zmierzy się z nią w najbliższej przyszłości – mówi Katarzyna Piotrowska, Country Manager w Cpl Poland.

– Programiści w regionie CEE nie tylko przodują w światowych rankingach, ale są doceniani za wybitne umiejętności techniczne, wszechstronność i nieszablonowe podejście. Firmy z zachodnich krajów Unii czy USA coraz chętniej proponują pracę zdalną, pogłębiając jednocześnie przepaść w Europie Środkowo-Wschodniej – dodaje.

Walka o najlepsze talenty w branży IT będzie w 2022 r. jeszcze większym wyzwaniem. Obecnie kluczowe dla kandydatów są trzy obszary: wynagrodzenie, praca przy projektach
wzbogacających portfolio oraz dostęp do najnowszych technologii. Kolejność zależy od personalnych preferencji, ale najważniejsze jest indywidualne poczucie spełnienia.
Nie trzeba wspominać, że także elastyczne godziny pracy i możliwość pracy zdalnej są warunkami koniecznymi w branży.

Aby obsadzić wszystkie wolne stanowiska i pozyskać lojalnych pracowników, cała branża powinna otworzyć się na absolwentów, kandydatów bez doświadczenia oraz tych ze słabą
znajomością języków obcych, a nawet j.polskiego, których należy przeszkolić w okresie zatrudnienia. Firmy muszą też być gotowe do zatrudniania kandydatów z innych miast,
a nawet krajów. Należy brać pod uwagę, że podwyżki wynagrodzeń w regionie wydają się nieuniknione na wszystkich stanowiskach i sektorach.

Polski rynek pracy musi bardziej otworzyć się na zatrudnianie kobiet

Musimy maksymalnie otworzyć się na potencjał kobiet na rynku pracy – alarmują eksperci z agencji zatrudnienia Trenkwalder. Tym bardziej, że konflikt na Ukrainie może spowodować odpływ tysięcy mężczyzn z polskiego rynku pracy, a zwiększyć ilość kobiet, które będą szukać zatrudnienia.

Jak wynika z danych GUS, w IV kwartale 2021 roku udział kobiet aktywnych zawodowo w Polsce w ogólnej liczbie osób w wieku produkcyjnym wyniósł 75,9 proc.[1] Oznacza to, że blisko 1/4 kobiet pomiędzy 18 a 59 rokiem życia pozostaje bez pracy. To ogromny niewykorzystany potencjał – zwłaszcza w sytuacji, kiedy niedobór pracowników staje się coraz bardziej odczuwalny. Jeśli przedsiębiorcy nie otworzą się bardziej na zatrudnianie kobiet na stanowiska postrzegane dotychczas jako stricte męskie, będzie jeszcze gorzej.

Wiele kobiet, nawet jeśli chciałyby wejść lub wrócić na rynek pracy, napotyka na swojej drodze przeszkody, które utrudniają im podjęcie aktywności zawodowej. Poza sektorem usług, np. w przemyśle czy transporcie, nadal często muszą walczyć ze stereotypowym podziałem na zawody męskie i kobiece. Sytuacja powoli ulega zmianie, bo rzeczywistość rynkowa zmusza przedsiębiorców do wychodzenia poza dotychczasowe schematy w ocenie możliwości zatrudnienia kobiet do pracy na stanowiskach, które dotychczas zarezerwowane były głównie dla mężczyzn.

Kobiety w „męskich” zawodach

Pierwsze szlaki na tym polu przetarły kilka lat temu firmy informatyczne, które zmagały się z stałym niedoborem kadr. Teraz udział kobiet zatrudnionych w branży IT wynosi około 30 proc. W trakcie pandemii na szersze zatrudnianie kobiet otworzyła się branża logistyczna, która wcześniej była zdominowana przez mężczyzn. Dziś szacuje się, że w przypadku około 40 proc. stanowisk w logistyce płeć nie ma większego znaczenia. Dynamiczny rozwój rynku e-commerce sprawił, że przedsiębiorcy coraz częściej zatrudniają kobiety w charakterze magazynierów, pakowaczy czy nawet operatorów wózków widłowych, zwłaszcza
w przypadku towarów lżejszych, jak np. odzież lub kosmetyki.

– „Ta tendencja będzie się systematycznie pogłębiać we wszystkich branżach uznawanych jako męskie. Pracodawcy nie będą mieli innego wyboru – albo zatrudnią kobiety, albo pozostaną bez pracowników. To już nie są incydentalne przypadki. Coraz częściej rozmawiamy z przedsiębiorcami o tym, jak otworzyć się na potencjał kobiet na stanowiskach, na których dotychczas dominowali mężczyźni, doradzamy jak wdrożyć te zmiany w ich firmach i pomagamy w rekrutacjach.” mówi Ewelina Glińska-Kołodziej, Dyrektor Operacyjna agencji zatrudnienia Trenkwalder Ewelina Glińska-Kołodziej.

Potrzebne zmiany w procesach wewnątrz firm

Jak zaznacza ekspertka Trenkwaldera, już dziś w parze ze zmianą podejścia pracodawców do zatrudniania kobiet powinny iść działania związane z dostosowaniem procesów w firmach – tak aby można było w istotny sposób zwiększyć zatrudnienie kobiet na stanowiskach zajmowanych dotychczas przez mężczyzn. Dotyczy to przede wszystkim sektora przemysłowego, w którym wiele prac ma charakter fizyczny, a ich wykonywanie obwarowane jest restrykcyjnymi przepisami BHP. Przykładowo, kobiety nie mogą dźwigać przedmiotów ważących więcej niż 12 kg przy pracy stałej (na odległość nie dłuższą niż 25 m) i 20 kg, jeśli jest to praca dorywcza. A przecież w wielu sytuacjach wystarczy dostosować miejsce pracy i na przykład ręczny wózek widłowy zastąpić wózkiem elektrycznym.

– „To są kwestie, które można rozwiązać. Pracodawcy nie zmienią przepisów, ale mogą zmodyfikować swoje procesy tak, aby włączyć w nie kobiety. W ubiegłym roku zrobił tak jeden z naszych klientów,  bardzo duża firma z branży automotive zlokalizowana na Śląsku. Po pandemii wzrosło zapotrzebowanie na pracowników produkcyjnych, ale na lokalnym rynku pracy nie byli już dostępni. Zespół technologów, menedżerowów i specjalistów BHP wyodrębnił takie procesy, które mogłyby dopuszczać do pracy kobiety. Okazało się, że zarówno praca, jak i oferowane wynagrodzenie było na tyle atrakcyjne dla kobiet, że firma w krótkim czasie zapełniła wakaty. Dziś w hali pracują zarówno kobiety, jak i mężczyźni i dobrze się uzupełniają. Obecnie ok. 10 proc. załogi na stanowiskach produkcyjnych stanowią kobiety, a firma pracuje nad wdrożeniem podobnych działań w innych działach”.podkreśla Ewelina Glińska-Kołodziej.

Analogicznie będą musiały działać kolejne przedsiębiorstwa, bo rąk do pracy brakuje głównie w branżach tradycyjnie zdominowanych przez mężczyzn. Jak wynika z danych GUS, w I kwartale 2021 roku polskie firmy poszukiwały niemal 424 tys. pracowników, z czego najwięcej – bo aż 22,1 proc. – robotników przemysłowych i rzemieślników.[2]

– „Przedsiębiorcy, którzy chcą długofalowo uporać się z problemami kadrowymi, muszą zacząć dostrzegać zawodowy potencjał kobiet w obszarach, które dotychczas zdominowane były przez mężczyzn. Jeszcze niedawno za kierownicami autobusów miejskich widywaliśmy wyłącznie mężczyzn. Dziś z powodzeniem tą pracę wykonują również kobiety. Dlaczego, więc nie miałyby one w niedalekiej przyszłości prowadzić również samochodów dostawczych, tirów czy koparek? Potrzebna jest jednak zmiana podejścia pracodawców, a także szybkie dostosowanie stanowisk do norm BHP regulujących pracę kobiet”. mówi Ewelina Glińska-Kołodziej.

Zmianę podejścia w postrzeganiu kobiet na rynku pracy może też wymusić sytuacja związana z wojną na Ukrainie.

Nie tylko schronienie, ale też praca

Z danych Straży Granicznej wynika, że polską granicę przekroczyło już ponad milion osób – głównie kobiet i dzieci. Jednocześnie szacuje się, że z powodu mobilizacji na Ukrainę wróciło już od 60 do 80 tysięcy osób. Głównie mężczyzn, którzy byli zatrudnieni w polskich firmach. Choć sytuacja jest dynamiczna i trudno dziś kreślić dokładne scenariusze, można przypuszczać, że liczby te mogą w najbliższym czasie rosnąć.

– „W obliczu zmian, które od kilku lat obserwujemy na polskim rynku pracy, związanych z rosnącym niedoborem pracowników, a w ostatnich dniach również w związku z napływem kobiet z Ukrainy uciekających do Polski przed wojną, już dziś przedsiębiorcy powinni myśleć, jak zmienić procesy i regulacje wewnątrz swoich firm, aby otworzyć się na potencjał nieaktywnych zawodowo Polek i pomóc Ukrainkom, które oprócz schronienia będą potrzebować przecież także pracy”. – podkreśla Ewelina Glińska-Kołodziej

[1] Główny Urząd Statystyczny, „Pracujący, bezrobotni i bierni zawodowo (wyniki wstępne BAEL) w czwartym kwartale 2021 roku”, luty 2022

[2] Główny Urząd Statystyczny, „Zapotrzebowanie rynku pracy na pracowników według zawodów w 2021 r.”, sierpień 2021

Sankcje wobec Rosji a polityka klimatyczna

Sankcje nałożone na Rosję są bardzo dotkliwe, ale nie sposób wyobrazić sobie, że natychmiast odetniemy import ropy, a to byłoby najpotężniejszym uderzeniem w rosyjską gospodarkę.

Wykluczenie Rosji ze SWIFT uznawano za najcięższą sankcję finansową, która może zablokować transfery pieniędzy tego kraju. Bez tego rosyjskie banki z trudem będą przeprowadzać transakcje finansowe na światowych rynkach. W ten sposób blokowany jest również rosyjski eksport i import.

Państwowy Gazprombank nie znalazł się na liście instytucji finansowych odłączonych od systemu SWIFT, podobnie jak Sberbank, lider rosyjskiego sektora bankowego. To z tego powodu, że Sberbank i Gazprombank odpowiadają za zdecydowaną większość płatności Europy do Rosji w zamian za surowce takie jak ropa i gaz.

– SWIFT w połączeniu z zamrożeniem aktywów banków Rosji ma bardzo duży wpływ na rosyjski system finansowy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Jednak nie mniejsze znaczenie ma zmiana percepcji Rosji w międzynarodowym środowisku finansowym i wiele firm niezależnie od sankcji rezygnuje ze współpracy z rosyjskimi partnerami.

Te wszystkie elementy, z których składają się sankcje łącznie powinny mieć coraz większy wpływ na rosyjską gospodarkę. Jednak utrzymuje się nadal wysoki poziom niepewności wśród inwestorów co szczególnie widać w zmienności cen ropy naftowej.

– Wzrosty jej cen wynikają z tego, że nie wiemy w jakim stopniu rosyjska ropa zniknie z międzynarodowego rynku, a jest to rynek bardzo mocno zbilansowany i nie da się magazynować olbrzymich jej ilości, w przeciwieństwie do wielu innych surowców – wyjaśnia ekspert XTB. – Nawet przy wykorzystaniu rezerw nie można wyobrazić sobie, że natychmiast wyłączymy import rosyjskiej ropy, który wynosi 2 mln baryłek dziennie.

Nie ma takich możliwości, aby zmagazynować ropę i stworzyć zapasy na pół roku, zwłaszcza, że kraje OPEC nie są skłonne do większego niż dotychczas zwiększania produkcji. Jeżeli OPEC nie ugnie się pod presją USA, to wraz z ograniczaniem importu z Rosji przed nami dalsze wzrosty cen ropy naftowej.

Przed nami w konsekwencji tego bardzo poważna dyskusja o łagodzeniu polityki proekologicznej, ze względu na rosnący popyt na energię z węgla. Polityka klimatyczna była prowadzona kosztem polityki energetycznej, co bardzo sprzyja Rosji.

– Kumulacja skuteczności sankcji nakładanych na Rosję to kwestia kilku lat, a nie kilku miesięcy – dodaje P.Kwiecień. – Jednak warto pamiętać, że całkiem niedawno bardzo duży wzrost wydobycia w USA „zatopił” OPEC+ i ceny ropy spadły drastycznie.

Coraz gorsze wieści z Ukrainy topią waluty europejskie, wzmacniają zaś dolara

Pogłębiający się kryzys humanitarny i bezpieczeństwa spowodowany przez rosyjską inwazję na Ukrainę uderza w rynki. Wszędzie występują silne ruchy i ucieczka do safe haven, lecz aktywa europejskie tracą szczególnie mocno zarówno przez położenie geograficzne, jak i podatność kontynentu na zaburzenia w dostawach energii. Dolar zyskuje dodatkowo przez kontrast między jastrzębim Fedem a gołębim EBC.

W zeszłym tygodniu euro i korona szwedzka były najgorzej radzącymi sobie walutami G10 – straciły odpowiednio ok. 3% i niemal 5% w parze z dolarem amerykańskim. Na szczycie tabeli nie widzimy tradycyjnie walut bezpiecznych, takich jak jen japoński i frank szwajcarski. Rosnące globalnie ceny surowców działają na korzyść walut krajów położonych daleko od strefy wojny i zajmujących się eksportem surowców. Do tych preferowanych należą np. dolary australijski i nowozelandzki, peso kolumbijskie i real brazylijski, co jest sytuacją odmienną od tej w czasie wcześniejszych okresów awersji do ryzyka. Przeciwnie do nich poza rublem zachowuje się również większość walut Europy Środkowo-Wschodniej, w szczególności mocno tracące forint węgierski i złoty polski.

Przewidywanie wyniku czwartkowego posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego jest trudniejsze niż kiedykolwiek, ponieważ stoi on w obliczu ogromnego ryzyka stagflacji obok już istniejącej i wciąż rosnącej presji cenowej. W czwartek opublikowane zostaną również dane o inflacji w USA w lutym, co powinno zaowocować bardzo zmiennym handlem na parze EUR/USD.

Uwaga rynków w tym tygodniu skupi się oczywiście głównie na wieściach dotyczących rosyjskiej inwazji, ze szczególnym uwzględnieniem jakichkolwiek oznak zawieszenia ognia, które tymczasowo mogłoby wzmocnić aktywa ryzykowne.

PLN

Złoty jest jedną z najbardziej negatywnie reagujących na konflikt w Ukrainie walut na świecie. Skala słabości jest tak duża, że dziś kurs EUR/PLN po raz pierwszy w historii dobił do poziomu 5,00, a według naszych szacunków z tytułu konfliktu jest o ponad 10% słabszy, niż gdyby sytuacja taka nie wystąpiła. Złoty jest również rekordowo słaby w parze z frankiem szwajcarskim, a jeszcze mocniej traci w relacji do dolara amerykańskiego. Wyjątkowo duża skala słabości złotego przełożyła się na działania krajowych władz w zakresie stabilizowania kursu. W obronę kursu złotego zaangażowały się Narodowy Bank Polski (poprzez interwencje słowne i fizyczne) i Ministerstwo Finansów (poprzez decyzję o wymienianiu środków walutowych w jego dyspozycji przede wszystkim na rynku).

Obecnie rynek patrzy z uwagą na dalsze kroki banku centralnego. O ile wcześniej wydawało się, że RPP będzie przechodziła do łagodniejszych podwyżek stóp, o tyle teraz w kontekście osłabienia złotego wydaje się mało prawdopodobne, żeby bank we wtorek zdecydował się na ruch mniejszy niż 50 pb. Jest to nasz bazowy scenariusz, taki też jest oczekiwany obecnie przez konsensus. Niemniej, nie byłoby dla nas dużym zaskoczeniem, gdyby decydenci uznali, że bardziej odpowiednia podwyżka wynosiłaby np. 75 czy 100 pb. Ruch o takiej skali wysłałby inwestorom jasny sygnał, że bank centralny za priorytet stawia stabilizowanie kursu walutowego.

Oprócz samej decyzji inwestorzy będą zwracali uwagę na komunikat po posiedzeniu oraz środową konferencję prasową prezesa Glapińskiego. Ponadto kluczowym tematem w krótkim terminie pozostają wszelkie informacje związane z rosyjską inwazją na Ukrainę. Cały czas wyjątkowo mocno wpływają one na sentyment.

EUR

Raport inflacyjny dotyczący lutego został oczywiście całkowicie przyćmiony przez przejmujące wieści z Ukrainy, lecz warto o nim wspomnieć. Przyniósł kolejne zaskoczenie w górę – pokazał siłę zarówno głównej, jak i bazowej stopy inflacji, potwierdzając, że presja cenowa zaczęła się rozprzestrzeniać jeszcze przed stagflacyjnym szokiem związanym z wojną. Oczekuje się, że reakcja EBC na wydarzenia w Ukrainie będzie gołębia i bank opóźni usunięcie akomodacji, którego wcześniej spodziewaliśmy się w tym tygodniu. Każde takie opóźnienie będzie jednak musiało być później skompensowane dodatkowym zacieśnianiem, jeśli EBC rzeczywiście chce mieć pewność, że oczekiwania inflacyjne w strefie euro są dobrze zakotwiczone. Obecnie wydaje się, że ścieżka najmniejszego oporu dla waluty w relacji do większości innych głównych walut wiedzie w dół.

USD

Raport non-farm payrolls z USA również nie miał takiej siły oddziaływania jak w typowych warunkach, niemniej potwierdza dynamiczny rozwój amerykańskiego rynku pracy. Silna kreacja miejsc pracy szła w parze z zaskakująco łagodną presją płacową, lecz ze względu na dużą miesięczną zmienność danych, jaką pokazały te odczyty, powstrzymamy się z osądem do kolejnego miesiąca. Wypowiedzi prezesa Fed Jerome’a Powella przed Kongresem były stosunkowo optymistyczne w odniesieniu do wpływu wojny na amerykańską gospodarkę, która jest samowystarczalna pod względem energetycznym i stosunkowo odizolowana od konfliktu.

Powell dał jasno do zrozumienia, że nie rezygnuje z procesu podwyżek i w marcu nastąpi pierwsza o 25 pb. Kontrast między tym nastawieniem a gołębiością EBC jest wyraźny i uzasadnia spadek kursu EUR/USD, który obserwowaliśmy.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Zerkanie w przepaść

Weekend nie przyniósł przełomu w rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Na rynkach wciąż trwa paniczna ucieczka do bezpiecznych przystani, wraz z pompowaniem bańki na surowcach. Frank i euro najdroższe w historii, dolar testuje 4,60 zł.

Rosja na krawędzi

O ile militarna ofensywa Rosjan coraz mocniej grzęźnie w martwym punkcie, o tyle specjalna operacja finansowa Zachodu, błędnie interpretowana przez Moskwę jako sankcje, nabiera tempa. Kolejne globalne korporacje wycofują się z działalności w Rosji, pogłębiając tym samym izolację agresora. Koszty dla gospodarki z każdym dniem się piętrzą, doprowadzając między innymi do kolejnego obniżenia oceny zdolności kredytowej przez agencje ratingowe. Najdalej w tym zakresie posunął się Moody’s, który zaktualizował w weekend ocenę do poziomu Ca, co jest przedostatnim możliwym wynikiem. Już wcześniej był on na śmieciowym poziomie, teraz jest jeszcze niżej. Jest to nie tylko pokłosie pogarszającej się sytuacji w budżecie, ale również samego nastawienia Moskwy, która w ramach odwetu zawiesza wypłacanie odsetek zagranicznym inwestorom. Jest to szczególnie bolesne dla Włochów oraz Niemców, którzy przed konfliktem mieli największą ekspozycję na rosyjski rynek.

Świat na krawędzi

Zdecydowana reakcja Zachodu ma jednak o wiele szersze konsekwencje praktycznie dla całego świata. Rosja i Ukraina były ważnym graczem po stronie podażowej na wielu rynkach surowcowych. Ceny stali już są na rekordowych poziomach, a wiele wskazuje, że dalej będą szybować w górę. Podobnie wyglądają wyceny na węglu. Globalnie jednak największe znaczenie ma sytuacja na ropie naftowej. Warto pamiętać, że Rosja jest trzecim największym na świecie jej producentem oraz drugim największym eksporterem. Już teraz handel rosyjską ropą jest utrudniony, a dużo się mówi o możliwych sankcjach, które zupełnie go zatrzymają. Wyceny czarnego złota dzisiaj znów poszybowały w górę, dochodząc do poziomu 130 dolarów za baryłkę. Oznacza to wzrost o 10% w stosunku do zamknięcia z poprzedniego tygodnia oraz najwyższe poziomy od 2008 roku. Dodatkowo cenę ropy napędzają niepokoje w Libii, które praktycznie zniwelowały ostatni wzrost wydobycia krajów OPEC, oraz bardzo ambitne plany Chin, które prognozują mocne nagrzanie gospodarki.

Złoty na krawędzi

Jeszcze niedawno scenariusz z euro kosztującym 5 złotych był szufladkowany z dopiskiem absurd. Dziś się on ziścił. Tak droga wspólna waluta nie była jeszcze nigdy. Zresztą to samo można powiedzieć o franku szwajcarskim, który również odbił się dziś od tego poziomu. Z kolei amerykański dolar kosztował już momentami nawet 4,60 zł, czyli był najdroższy od początków bieżącego milenium. Złoty jest w desperackiej defensywie i tak naprawdę chyba tylko rozejm za naszą wschodnią granicą może go uratować. Część analityków wierzy również w jutrzejsze posiedzenie RPP. Rośnie presja na rodzimy bank centralny, by drastycznie podnieść stopy procentowe, co powinno dać chwilę wytchnienia złotemu. Rzecz w tym, że aby zaobserwować jakiś pozytywny efekt Rada musiałaby się zdecydować na ruch o co najmniej 100 punktów bazowych, co jest jednak skrajnie mało prawdopodobne. Utrzymanie tempa podwyżek sprzed rosyjskiej inwazji raczej jeszcze mocniej pogrąży złotego. A wtedy krawędź ze śródtytułu zostanie już za nami.

Krzysztof Adamczak, dealer walutowy Walutomat.pl

Euro po 5 PLN. Co zrobi RPP?

Od czasu rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę kurs EUR/PLN wzrósł z okolic 4,60 do 5,00 (ok. 9%) i znalazł się najwyżej w historii. Złoty traci jeszcze mocniej w parach z dolarem amerykańskim i frankiem szwajcarskim z uwagi na ich status bezpiecznych przystani. Kresu osłabieniu złotego nie postawiły interwencje NBP w ubiegłym tygodniu. Uwaga banku centralnego powinna skoncentrować się na wzmocnieniu krajowej waluty, podczas gdy skala szkód dla gospodarki jest wciąż niepewna.

Konsekwencje wojny w Ukrainie są trudne do przewidzenia na tym etapie, pewne jest jednak to, że zmiany zachodzące na rynkach surowcowym i walutowym będą oddziaływały w kierunku wyższej inflacji w regionie, przynajmniej w krótkim terminie. Jednocześnie zwiększyło się też ryzyko dla wzrostu gospodarczego, szczególnie w średnim terminie. Banki centralne są w trudnym położeniu – muszą uwzględniać oba te problemy, a recepty na nie są odwrotne.

Wpływ wojny w Ukrainie na rynek walutowy

Od inwazji Rosji na Ukrainę wyraźnie ucierpiały waluty regionu CEE. Złoty osłabił się, dobijając do: 5,00 w parze z euro (najniżej w historii), 4,99 w parze z frankiem szwajcarskim (najniżej w historii) i 4,61 względem dolara amerykańskiego (najniżej od 2000 r.). Skala osłabienia w parze z frankiem szwajcarskim i dolarem amerykańskim jest większa, bowiem waluty te uznawane są za bezpieczne przystanie i reagują odwrotnie na zmiany rynkowego nastawienia do ryzyka. W kontekście inflacji szczególnie niekorzystna jest silna deprecjacja w parze z USD, ponieważ waluta ta ma duże znaczenie w globalnym handlu (ceny większości surowców z zasady kwotowane są w dolarach).

Deprecjacja to konsekwencja kilku czynników, m.in.:

  • bliskości konfliktu;
  • relacji gospodarczych (szczególnie w zakresie importu surowców energetycznych z Rosji);
  • tego, że złoty jest walutą emerging markets, co oznacza, że negatywnie reaguje na zmiany w zakresie oceny ryzyka rynkowego.

Może też być konsekwencją tego, że:

  • złoty jest walutą bardzo płynną, a tym samym ograniczanie przez inwestorów ekspozycji na region może oznaczać pozbywanie się aktywów nominowanych w PLN w pierwszej kolejności;
  • fundamentalnie Polska może być bardziej wrażliwa na szoki ze względu na sytuację bilansu płatniczego (wyraźny deficyt na rachunku obrotów bieżących) i nadal tylko umiarkowanie wysokie stopy procentowe;
  • na szerokim rynku występują niekorzystne dla złotego zmiany (spadek kursu EUR/USD – który obserwujemy też obecnie – w przeszłości często oddziaływał w kierunku słabszego złotego).

W związku z dużą rynkową zmiennością, rynek zaczął oczekiwać zmian o dużej skali również w przyszłości. Obecnie zakłada, że w kolejnych tygodniach dzienne zmiany kursu EUR/PLN mogą wynieść średnio ok. 1%, mniej więcej dwa–trzy razy tyle co we wcześniejszych miesiącach.

Co może zrobić NBP?

Dwoma klasycznymi metodami obrony kursu walutowego są interwencje walutowe oraz podwyżki stóp procentowych. Pierwsze działanie traktowane jest zwykle jako doraźne, ograniczające nadmierną presję w przypadku wystąpienia zaburzeń na rynku. Nie wiąże się ono z istotnymi negatywnymi konsekwencjami poza zmniejszeniem rezerw. Drugie działanie jest trudniejszym, bowiem oddziałuje w kierunku schładzania gospodarki. Niemniej, w przypadku utrzymującej się negatywnej presji na kurs jest często jedynym sposobem, żeby zapobiec nadmiernej deprecjacji, ponieważ hamuje odpływ kapitału i zwiększa koszty spekulacji na osłabienie waluty.

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami silna wyprzedaż złotego już spotkała się z reakcją decydentów. Narodowy Bank Polski trzykrotnie (1, 2 i 4 marca) dokonał sprzedaży walut obcych za złote, aby wzmocnić polską walutę, co jest klasyczną metodą interwencji na rynku walutowym.

Do procesu obrony złotego dołączył rząd: Ministerstwo Finansów w środę 02.03 poinformowało, że „środki walutowe znajdujące się w jego dyspozycji będą wymieniane przede wszystkim na rynku walutowym w odpowiedniej skali. Wymiana tych środków w NBP będzie miała charakter uzupełniający”. Informacja ta została ogłoszona po sugestii prezesa Glapińskiego z początku lutego, że rozważane jest zaprzestanie wymiany środków z UE z wykorzystaniem banku centralnego.

RPP podniesie stopy procentowe o minimum 50 pb.

Przed wojną Rosji z Ukrainą naturalne było oczekiwanie, że NBP będzie stopniowo przechodził do łagodniejszego zacieśniania polityki pieniężnej, obecnie musi brać jednak pod uwagę zaburzenia na rynkach finansowych i presję na kurs walutowy, co generuje dodatkowe ryzyka.

 

Zakładamy, że podczas posiedzenia 8 marca Rada Polityki Pieniężnej podniesie stopy procentowe o 50 pb. do 3,25%. Tego samego obecnie oczekuje konsensus.  Zakładamy, że każdy mniejszy ruch może wyraźnie negatywnie wpłynąć na kurs złotego. Reakcja rynku będzie zależeć też od tonu komunikatu z posiedzenia, a także od retoryki prezesa Glapińskiego podczas konferencji prasowej następnego dnia. Spodziewamy się, że bank centralny mocno zaakcentuje, że stabilizacja kursu walutowego jest dla niego istotna.

Biorąc pod uwagę sytuację na rynku walutowym, nie wykluczamy jednak, że może dojść do silniejszej podwyżki, np. o 75 czy 100 pb. Taki ruch prawdopodobnie byłby konieczny do tego, żeby złoty się umocnił i mógłby dać rynkowi walutowemu mocny sygnał, że bank centralny stawia sobie za priorytet stabilizację kursu walutowego. Podwyżka o 25 pb. to naszym zdaniem scenariusz mało prawdopodobny, zbyt ryzykowny w kontekście kursu złotego, żeby zdecydował się nań bank centralny.

Stopy mogą wzrosnąć mocniej

Bazując na wycenach instrumentów pochodnych, można powiedzieć, że rynek obecnie zakłada, że stopy procentowe w Polsce wyniosą na koniec 2022 r. nieco ponad 5% – są to oczekiwania wyższe niż przed konfliktem. Warto jednak mieć na uwadze, że oczekiwania te poddane są obecnie bardzo silnym wahaniom. Sytuacja może zmienić się z dnia na dzień i zależeć będzie m.in. od tego, jak kształtować się będzie kurs walutowy. Jeśli słabość złotego będzie się utrzymywać, rynek prawdopodobnie zacznie wyceniać silniejsze podwyżki stóp: interwencje na rynku są skuteczną, ale raczej krótkoterminową metodą łagodzenia napięć.

Z punktu widzenia rynku walutowego im dłużej trwa konflikt, im większa jest jego eskalacja, im poważniejsze są sankcje – tym gorzej. Obecnie jesteśmy w otoczeniu szokowym. Jeśli sytuacja ulegnie uspokojeniu lub rynek „przyzwyczai się” do szoku, presja na waluty takie jak PLN powinna zmaleć. Długotrwały konflikt może oznaczać jednak, że słabość kursu będzie wymagała silniejszej reakcji władz monetarnych w postaci większych podwyżek stóp procentowych.

Decyzja w sprawie polityki RPP zostanie ogłoszona we wtorek (08.03). Konferencja prasowa prezesa Adama Glapińskiego odbędzie się w środę o 15:00.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Wojna w Ukrainie a polska mieszkaniówka. Co możemy przewidzieć, a czego nie?

Rosyjska inwazja na Ukrainę stała się faktem. Jej czas trwania oraz końcowy rezultat nie są na chwilę obecną ani oczywiste, ani przesądzone, jak to mogło się wydawać w dniu ataku, co znacznie utrudnia bardziej precyzyjne prognozowanie skutków wojny dla krajowej gospodarki i mieszkaniówki. Jednak w każdym możliwym scenariuszu skutki konfliktu zbrojnego na ogromną skalę, tuż przy polskiej granicy, będą zapewne trudne do przecenienia.

Rynki pod wojenną presją

Rosyjski najazd na Ukrainę z 24 lutego wstrząsnął globalnymi rynkami, z kapitałowym i surowcowym na czele. Z punktu widzenia krajowego rynku mieszkaniowego i analizy technicznej zasadnicze znaczenie miało testowanie, w atmosferze paniki, dwóch krytycznych poziomów – wsparcia i oporu, odpowiednio 2600 pkt przez indeks WIG-Nieruchomości, i 4,50 zł w przypadku pary walutowej CHF/PLN.

Po pierwszym tygodniu rosyjskiej agresji pierwszy z testów tymczasem wypadł pomyślnie. Tym samym ośmioletnia hossa na akcjach deweloperów wciąż nie stanęła pod znakiem zapytania, a inwestorzy wyraźnie kalkulują perspektywy branży budowniczych mieszkań pod kątem skutków wojennej pożogi na Ukrainie.

Niestety w przypadku rodzimej waluty niektóre eksperckie komentarze wprost używały określenia „krach na złotym”. Frank szwajcarski poszybował do rekordowego w historii poziomu blisko 4,80 zł, co oznacza jego aprecjację rzędu 12 proc. od połowy lutego. Co gorsza jednak, wydaje się, że poziom 5 zł to jedynie kwestia czasu. Frankowicze mają więc kolejny duży problem ze swoimi hipotekami, kolejnym wzrostem rat połączonym z pęczniejącym saldem zadłużenia w złotych.

Z kolei prognozy dotyczące inflacji po wybuchu wojny w Ukrainie zyskały jeszcze bardziej pesymistyczną wymowę. Tymczasem w okolicznościach grożącej stagflacji pojawiły się opinie, a nawet sygnały rynkowe oczekiwania bardziej stonowanej polityki NBP w windowaniu stóp procentowych. Dla złotowych dłużników hipotecznych jest to dość wątpliwy powód do radości, tym bardziej, że RPP może postąpić w każdy sposób, a w obliczu zapaści złotego niekoniecznie podręcznikowy.

Natomiast za horrendalnymi wzrostami surowców, z ropą i gazem na czele, poszybują ceny wszystkiego. Jak zauważa jednak portal RynekPierwotny.pl z punktu widzenia pierwotnego segmentu mieszkaniówki największe znaczenie mają ceny materiałów budowlanych, które właśnie doświadczą kolejnego przyśpieszenia, windując deweloperskie koszty budowy nawet w dwucyfrowym tempie. Tym samym kilkuprocentowe prognozy wzrostu cen nowych mieszkań w roku bieżącym tylko z tej jednej racji są już raczej nieaktualne.

Eksodus liczony w milionach

Tymczasem prognozy różnych renomowanych instytucji z ONZ na czele zakładają, że rosyjska napaść wywoła  eksodus uchodźczy Ukraińców na Zachód w liczbie od miliona do trzech, a w skrajnych prognozach nawet do 5 milionów osób. Tymczasem w przypadku realizacji najbardziej pesymistycznego scenariusza, czyli rosyjskiej okupacji Ukrainy, ta liczba może być niestety jeszcze wyższa.

Już na chwilę obecną mamy  ponad 900 tys. uchodźców z Ukrainy w kraju, a liczba ta wciąż lawinowo rośnie. Tym samym bardzo trudno jest w tej chwili oszacować docelową liczbę Ukraińców, którzy czasowo lub na stałe będą poszukiwać swojej życiowej bezpiecznej przystani poza granicami ojczyzny. Nie można jednak wykluczyć, że wskutek działań wojennych na Ukrainie, liczba ludności Polski może się trwale zwiększyć w krótkim okresie czasu o setki tysięcy osób, jeśli nie o milion lub nawet grubo więcej.

Dziś mamy spontaniczne odruchy pomocy w nieszczęściu swoim sąsiadom ze wschodu. Polacy oferują dach nad głową i utrzymanie, wszelkie wsparcie, i pieniądze. Na Google powstają mapy z mieszkaniami dla Ukraińców, pośrednicy nieruchomości skrzykują się do bezinteresownej pomocy Ukraińcom w znalezieniu dachu nad głową, a portale nieruchomościowe tworzą specjalne wyszukiwarki dla uchodźców. Są to jednak działania doraźne i symboliczne z punktu widzenia skali piętrzących się z dnia na dzień potrzeb. Tymczasem już niedługo powstanie problem rozlokowania na stałe setek tysięcy obcokrajowców, zapewnienia im mieszkania, pracy, miejsc w szkołach i przedszkolach dla wielotysięcznej liczby dzieci, i wreszcie opieki medycznej, do której sami Polacy mają bardzo utrudniony dostęp. Trudno sobie wyobrazić sprostanie państwa tym wyzwaniom. Pomocowa euforia rodaków już niebawem może się wyczerpać i ustąpić miejsca konsternacji, miejmy nadzieję, że nie skorelowanej z niechęcią.

Dach nad głową, czyli problem nr 1

Unia Europejska w swym komunikacie zaleca udostępnianie uchodźcom mieszkań socjalnych. Tylko to jedno świadczy o pojęciu unijnych urzędników o rynku mieszkaniowym w Polsce. Wiadomo wszak, że gminne zasoby mieszkaniowe w kraju są głęboko deficytowe i niewystarczające dla zaspokojenia rodzimych potrzeb, a co dopiero, gdy mówimy o milionach uchodźców.

Jedyne dostępne wolne mieszkania w Polsce, to te z komercyjnego rynku wynajmu. W sumie jest ich około 1,2 mln, z czego wolnych może być na chwilę obecną góra kilkadziesiąt tysięcy. Pytanie, dla jakiego odsetka uchodźczej rzeki narodu ukraińskiego to wystarczy.

Przed wybuchem wojny w Polsce na stałe przebywało około 2 mln Ukraińców, którzy na rynku wynajmu generowali popyt na około 350-400 tys. lokali, a więc mniej więcej na jedną trzecią całego zasobu wynajmu komercyjnego. Zapewne istotna część uchodźców, którzy do tej pory opuścili ojczyznę znajdzie miejsce u rodziny, krewnych lub znajomych żyjących w Polsce przed 24 lutego. Pytanie jednak, co z całą resztą ludności napływającej szerokim strumieniem.

Z jednej strony jest oczywiste, że niewielu uchodźców będzie w stanie opłacić czynsz najmu. Z drugiej natomiast, przy tej masie ludzkiej nie powinno być problemu z wygenerowaniem popytu na ograniczony wolumen wolnych  mieszkań pod wynajem. Dlatego konieczne są regulacje systemowe dotyczące zatrudniania obcokrajowców, które już są wdrażane. Prawdopodobnie w kolejnym kroku rząd podejmie jakieś działania w kierunku systemowego wsparcia uchodźców w zaspokajaniu ich potrzeb mieszkaniowych, w tym także na rynku komercyjnego wynajmu.

W sumie już w bezpośredniej perspektywie można oczekiwać wzrostu popytu na wynajem mieszkaniowy, a w konsekwencji wydrenowania jego rynku oraz znacznego wzrostu stawek czynszów najmu.

Jeżeli ten dość prawdopodobny scenariusz istotnie wzmożonego ruchu na rodzimym rynku mieszkaniowego wynajmu ulegnie materializacji, przynajmniej teoretycznie, powinno to pociągnąć za sobą wzrost popytu na mieszkania ze strony inwestorów indywidualnych oraz funduszy PRS. Do tego poważny nawis podażowy nowych mieszkań, nabytych w ostatnich latach spekulacyjnie z zamiarem odsprzedaży z zyskiem, także w dużej części może zmienić przeznaczenie na wynajem długoterminowy. W efekcie gusowskie statystyki inwestycyjne deweloperów po styczniowym tąpnięciu niekoniecznie pozostaną w defensywie, a ceny mieszkań, zarówno nowych jak i używanych, utrzymają dotychczasową tendencję wzrostową.

Nie wszystko da się przewidzieć

Prognozowanie przyszłości w jakimkolwiek aspekcie jest jednak mocno utrudnione wieloma niewiadomymi. O ile nietrudno się domyślić, że z napływającej do Polski uchodźczej fali większość nieprędko wróci do ojczyzny, a ogromna cześć wcale, to jednak nie sposób oszacować docelowej liczby wojennych uciekinierów. Jest też niemal pewne, że powojenne łączenie uchodźczych rodzin nie będzie polegało na powrocie matek z dziećmi do Ukrainy, ale wprost przeciwnie – na dołączaniu do nich mężczyzn dziś walczących z bronią w ręku, co jeszcze bardziej spotęguje statystyki migracyjne.

Jednak co najgorsze, trudno jest przewidzieć czas trwania wojny na wschodzie i jej końcowy rezultat, a w efekcie docelową liczbę uchodźców i wszelkie inne konsekwencje rosyjskiej agresji. Po wojnie nastąpi definitywne przewartościowanie sytuacji geopolitycznej w Europie i na świecie, a w pesymistycznym wariancie Polska może zostać uznana krajem podwyższonego ryzyka inwestycyjnego. W rezultacie rozwój rodzimego rynku PRS może ostro wyhamować, a obrazy równanych z ziemią ukraińskich miast mogą wywołać trwałą awersję do inwestycji nieruchomościowych z mieszkaniowymi na czele, jako najbezpieczniejszych form lokowania kapitałów.

W tej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak tylko mieć nadzieję na zgodny z życzeniami cywilizowanego świata rezultat wojny w Ukrainie oraz nie tylko deklaratywną solidarność państw unijnych w przyjmowaniu uchodźców ze wschodu. Ważny będzie też dostęp Polski do unijnych środków kryzysowych na pokrycie wielomiliardowych kosztów utrzymania uchodźców przez bliżej nie określony, jednak zapewne bardzo długi okres czasu.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Unia otwiera rynek pracy dla uchodźców z Ukrainy. Czy wyjadą teraz z Polski?

4 marca 2022 roku Rada Unii Europejskiej przyjęła dyrektywę wprowadzającą tymczasową ochronę w związku z masowym napływem osób uciekających z Ukrainy na skutek wojny. Dyrektywa ma już w dniu dzisiejszym wprowadzić prawo legalnego pobytu i dostęp do rynku pracy dla wszystkich obywateli Ukrainy oraz państw trzecich wyjeżdżających z tego kraju po 24 lutego br.

Już ponad milion obywateli Ukrainy szuka schronienia w Polsce – stan na 7 marca br. W tym tygodniu sejm ma przyjąć tzw. specustawę regulującą te kwestie w polskim prawie – chodzi o prawo pobytu, zakwaterowania, dostęp do rynku pracy, oświaty i służby zdrowia.

Czy nowa dyrektywa unijna powoduje masowy odpływ Ukraińców z Polski?

– W perspektywie długoterminowej istnieje taka możliwość, ale na pewno nie stanie się to od razu z wielu powodów – uważa Tomas Bogdevic, dyrektor generalny międzynarodowej agencji zatrudnienia Gremi Personal.

Po pierwsze – większość uchodźców nadal ma nadzieję, że wojna szybko się skończy i wrócą do domu.

– Nie mamy obecnie do czynienia z migracją zarobkową, tylko z ucieczką od wojny. Ci ludzie zostawili w popłochu swoje domy, cały dobytek życia. W Polsce szukają przede wszystkim spokoju i bezpieczeństwa, niekoniecznie od razu zatrudnienia. Oczywiście, będą potrzebowali pracy jako źródła utrzymania na czas pobytu tutaj, ale czy na długo – zależy od przebiegu działań wojennych na Ukrainie – mówi Tomas Bogdevic.

Drugą przyczyną, zdaniem Bogdevica, jest dość duża społeczność ukraińska w Polsce, która uformowała się tutaj przed wojną.

– To między innymi dlatego Polska została kierunkiem pierwszego wyboru dla uchodźców – do Węgier, Słowacji czy Rumunii, mimo otwartych granic, wyjeżdża dużo mniej ludzi. Każdy ma tutaj krewnych, przyjaciół, znajomych czy przynajmniej znajomych znajomych. Wśród swoich czują się bardziej komfortowo – mówi dyrektor Gremi Personal.

Ale najważniejszym według Tomasa Bogdevica powodem, dla którego Ukraińcy mogą zechcieć zostać w Polsce na dłużej, jest nieprzeciętna skala pomocy, gościnności, wsparcia, które teraz Polacy oferują uciekającym przed wojną obywatelom Ukrainy. Po przekroczeniu granicy czekają na nich ciepłe posiłki, życzliwi ludzie, służby w stanie pełnej gotowości, które niosą prawdziwą pomoc, a nie tylko dopełniają formalności. Ma zadziałać tu efekt user experience, całość pozytywnych doświadczeń od pobytu w Polsce.

– Przeprowadzka do innego kraju to ogromny stres, tym bardziej w wojennych warunkach. Nie każdy będzie chciał ten stres przeżyć po raz drugi, szczególnie jeśli nie zna języków obcych – uważa Tomas Bogdevic.

Dużo jednak będzie zależało od tego, czy polski rynek pracy potrafi dostosować się do nagłych zmian w strukturze migracji. Według dyrektora Gremi Personal, na razie około 70 proc. ofert pracy dla obcokrajowców są przeznaczone dla mężczyzn, natomiast z Ukrainy wyjeżdżają głównie kobiety z dziećmi.

– Jako agencja Gremi Personal zostajemy w Polsce i jesteśmy gotowi wspólnie z naszymi klientami oraz wszystkimi polskimi pracodawcami szukać rozwiązań, które zachęcą migrantów z Ukrainy do zasilenia, mimo wszystko, lokalnego rynku pracy – reasumuje Tomas Bogdevic.

Google kupuje The Warsaw HUB od Ghelamco

Ghelamco poinformowało o sprzedaży biurowców wraz z pasażem handlowym w kompleksie The Warsaw HUB. Nabywcą jest Google Poland – jeden z głównych najemców budynku.

The Warsaw HUB to wielofunkcyjny kompleks wieżowców, który powstał w najdynamiczniej rozwijającej się części Warszawy, przy rondzie Daszyńskiego. Zrealizowany przez Ghelamco jest jednym z najbardziej zaawansowanych technologicznie budynków w Europie.

Google Poland staje się właścicielem dwóch wież stanowiących część biurową, pasażu handlowego oraz części podziemnej kompleksu. Wartość transakcji zostanie ustalona na dzień zawarcia umowy przyrzeczonej i zgodnie z przewidywaniami wyniesie blisko 583 mln euro.

W transakcji Ghelamco doradzała firma CBRE.

Google Poland jest jednocześnie jednym z głównych najemców kompleksu i zajmuje w nim ponad 20 tys. mkw. powierzchni biurowej. (Więcej na temat inwestycji Google w Polsce w oficjalnym komunikacie firmy).

– Naszym celem jest budowanie przyjaznych środowisku, dostępnych dla wszystkich, wpisujących się w tkankę miejską budynków. Taki jest właśnie The Warsaw HUB. Jesteśmy dumni z tego, że Google zdecydował się na posiadanie w nim swojej siedziby i jednocześnie kupił tę nieruchomość – mówi Jeroen van der Toolen, dyrektor zarządzający na Europę Środkowo-Wschodnią Ghelamco.

– Sprzedaż The Warsaw HUB to największa pojedyncza transakcja biurowa w historii rynku polskiego oraz Europy Środkowo-Wschodniej. Pokazuje ona siłę polskiego rynku inwestycyjnego. Zespół CBRE jest niezmiernie dumny, że mógł poprowadzić transakcję pomiędzy swoimi najważniejszymi klientami. Ugruntowała ona pozycję Warszawy wśród najważniejszych rynków inwestycyjnych na świecie – dodaje Sean Doyle, szef Capital Markets na Europę Środkowo-Wschodnią w CBRE.

Wśród najemców kompleksu, poza Google, znajdują się m.in. takie firmy, jak: Cushman & Wakefield, Getin Noble Bank, Standard Chartered, GATX, Atradius, Elanco, GrECo czy OmniOffice. W trzeciej wieży kompleksu znajdują się hotele Crowne Plaza i Holiday Inn Express, które pozostają w rękach Ghelamco.

O The Warsaw HUB

The Warsaw HUB to wielokrotnie nagradzany w międzynarodowych konkursach kompleks położony przy rondzie Daszyńskiego w najdynamiczniej rozwijającej się części Warszawy. Składa z trzech budynków: 86-metrowego obiektu hotelowego oraz dwóch 130-metrowych wież biurowych połączonych wspólnym, pięciokondygnacyjnym podium.

Nowoczesna architektura obiektu to dzieło renomowanej pracowni AMC Andrzeja Chołdzyńskiego, projektanta m.in. Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Za wnętrza The Warsaw HUB odpowiada z kolei wielokrotnie nagradzany Przemysław „Mac” Stopa wraz z zespołem Massive Design.

W budynkach zastosowano Signal OS – unikalną platformę dla najemców i zarządców, która integruje wszystkie systemy budynkowe, mobilną kontrolę dostępu i zarządzanie parkingami. Najemcy budynku mogą również korzystać z aplikacji mobilnej, będącej integralną częścią Signal OS.

Budynek posiada liczne certyfikaty. International WELL Building Institute™ (IWBI) oficjalnie potwierdziło, że biura, powierzchnie handlowe i hotele kompleksu The Warsaw HUB należą do najbezpieczniejszych na świecie, przyznając im certyfikat WELL Health-Safety Rating. Budynek jest przyjazny środowisku co potwierdza ekologiczny certyfikat BREEAM na poziomie Excellent. Kompleks posiada także certyfikat „Obiekt bez barier”, potwierdzający pełną dostępność architektoniczną i przyjazność dla wszystkich użytkowników budynków, m.in. dla osób z niepełnosprawnością, rodziców z dziećmi, osób starszych lub z czasową niepełnosprawnością.

Położenie budynku pozwala jego najemcom i klientom korzystać z licznych środków komunikacji, w tym rozbudowanego transportu publicznego (metro, kolej, tramwaje, autobusy) i infrastruktury rowerowej. Najemcy mają do swojej dyspozycji obszerny, niezależny od samochodowego, parking na 420 rowerów, wyposażony w szatnie z szafkami i natryskami.

Kto docenia pracownika?

Docenienie przez pracodawcę jest jednym
z najważniejszych czynników zwiększających poczucie satysfakcji z wykonywanych obowiązków służbowych. Jak wynika z raportu firmy ADP „People at Work 2021: A Global Workforce View”, niespełna 6 na 10 Polaków (58 proc.) czuje się docenianych przez swojego pracodawcę.

Pracodawco, doceń pracownika

Badanie przeprowadzone przez lidera usług kadrowo-płacowych na świecie, firmę ADP, wskazuje, że nie wszyscy polscy pracownicy czują się docenieni przez pracodawców. Zgodnie z wynikami raportu „People at Work 2021: A Global Workforce View”, niespełna 6 na 10 pracowników ma poczucie, że ich praca spotyka się z uznaniem szefa.

– Do niedawana głównym źródłem docenienia pracowników przez pracodawców były premie, podwyżki lub awanse. Obecnie, ze względu na inflację, rynek pracownika oraz rosnące koszty pracy, finansowe docenienie pracownika stało się elementem przetargowym w zakresie świadczenia pracy. Chociaż pieniądze wciąż są ważnym argumentem w dyskusji o zatrudnienie, to jednak inne czynniki zyskują na znaczeniu – mówi psycholog Mind Health – Centrum Zdrowia Psychicznego, mgr Gabriela Droździel. – Oczywiście, pandemia również przewartościowała dotychczasowe benefity pracownicze, ważniejsze stało się zdrowie psychiczne pracowników. W wyniku tego coraz bardziej oczekiwanym przez pracowników motywatorem i oznaką troski ze strony pracodawcy będzie zaoferowanie pracownikom i ich rodzinom dostępu do opieki w obszarze zdrowia psychicznego. Pracodawcy, którzy zauważą tę potrzebę, znacznie zwiększą swoją konkurencyjność na rynku pracy.

– W obliczu niskiej stopy bezrobocia i dużej konkurencyjność na rynku pracy coraz ważniejsze stają się wartości bliskie organizacji oraz ogólne samopoczucie pracowników. Chociaż wydawało się, że pandemia ponownie postawi pracodawców w centrum, to jednak zmiana ta była wyłącznie chwilowa – mówi Anna Barbachowska, HR Business Partner w ADP Polska. – Popyt na rynku pracy oraz coraz większa otwartość pracowników na zmianę zawodu sprawiają, że utrzymanie kadry w firmie to dla pracodawców coraz większe wyzwanie. Do tego niewątpliwie potrzebne są elastyczność godzin pracy, benefity pozapłacowe oraz podkreślanie wagi pracy każdego członka zespołu – dodaje ekspertka ADP Polska.

– Ludzie są istotami stadnymi, z tego też względu istotne jest dla nas poczucie przynależności i bezpieczeństwa. Pracownik, który wspiera firmę, utożsamia się z jej wartościami, znacznie częściej jest wobec niej lojalny, bardziej pracowity i zmotywowany. Dla takiego pracownika największym docenieniem będzie zauważenie, podziękowanie za codzienną pracę – czy to w postaci prostego „dziękuję”, czy też przydzielając lepszego klienta, atrakcyjniejsze zadania lub opłacając wybrane przez pracownika szkolenie. Musimy też pamiętać, że nowe pokolenie, wkraczające dopiero na rynek pracy, w swoim życiu kieruje się możliwością rozwoju oraz elastycznością w odniesieniu do codziennych zadań. To właśnie inwestowanie w relację z pracownikiem może budować jego lojalność i motywować go do pracy – podsumowuje psycholog Mind Health – Centrum Zdrowia Psychicznego, mgr Gabriela Droździel.

Każda praca to wyzwanie

Z danych ADP wynika, że najbardziej docenieni w pracy czują się ci zaliczani do grupy pracowników umysłowych, mianowicie specjaliści IT i telekomunikacji (58 proc.). Następnie przedstawiciele branży budowlanej (57 proc.). Najmniej doceniani są natomiast pracownicy
z sektora produkcyjnego (50 proc.), a także osoby zatrudnione w ochronie zdrowia i edukacji (po 48 proc.). Pod względem wielkości firmy, najbardziej docenieni za swój wkład w pracę czują się pracownicy przedsiębiorstw zatrudniających 1-9 osób (55 proc.), a najmniej – dużych firm, zatrudniających ponad 500 osób (50 proc.).

Obecnie na rynku jest wiele ofert dla specjalistów związanych z branżami cyfrowymi, co
w dużym stopniu może wpływać na to, że przedstawiciele tych zawodów spotykają się
z uznaniem w organizacjach. Także ta branża słynie z najwyższych wynagrodzeń dla osób rozpoczynających swoją drogę zawodową
– mówi szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska, Anna Barbachowska. – Z kolei osoby zatrudnione w instytucjach państwowych, tj. oświata i ochrona zdrowia, często bywają niedoceniane, nie tylko płacowo, ale także pod względem kompetencji, co w ogólnym rozrachunku może wpływać na to, jak te grupy zawodowe postrzegają swoje stanowiska i miejsca pracy – dodaje Barbachowska.

Bank Millennium upraszcza sposób otwierania kont dla obywateli Ukrainy

Obywatele Ukrainy, którzy chcą skorzystać z oferty Banku Millennium i otworzyć konto, mogą to teraz zrobić w uproszczony sposób, okazując w oddziale jedynie paszport. Jest to kolejne ułatwienie wprowadzone przez Bank Millennium w geście solidarności wobec wschodnich sąsiadów. Mamy nadzieję, że ułatwi to pobyt w Polsce uchodźcom z Ukrainy.

Od 5 marca obywatele Ukrainy, którzy przybywają do Polski w związku z trwającą wojną, do otwarcia konta potrzebują jedynie paszportu. Udokumentowanie zamieszkania oraz zatrudnienia w Polsce nie jest wymagane. Konto można otworzyć w oddziałach własnych Banku Millennium w całej Polsce. Nowo otwierane rachunki są zwalniane z opłat na takich samych zasadach co konta, które bank już prowadzi dla obywateli Ukrainy. Do rachunku wydawana jest karta debetowa zwolniona z miesięcznych opłat, również wszystkie wypłaty z bankomatów są bezpłatne. Po pobraniu aplikacji mobilnej możliwe jest uruchomienie płatności zbliżeniowych telefonem (tokenizacja karty), co pozwala na natychmiastowe korzystanie ze środków na rachunku.

Ułatwienia dla obywateli Ukrainy funkcjonujące od 27 lutego:

– zwolnienie klientów narodowości ukraińskiej z opłat za obsługę konta, za kartę płatniczą oraz za wszystkie wypłaty z bankomatów, do odwołania.

– zniesienie prowizji od wszystkich przelewów zagranicznych przekazywanych przez klientów indywidulanych do Ukrainy, niezależnie od narodowości nadawcy, do odwołania.

Dodatkowo bank zapewnia wsparcie konsultantów posługujących się językiem ukraińskim pod numerem tel. +48 22 598 40 45.

W działania pomocowe na rzecz uchodźców przybywających z Ukrainy włączyła się cała społeczność Banku
i Fundacja Banku Millennium. Bank wesprze wybrane organizacje pozarządowe pomagające Ukrainkom i Ukraińcom w dłuższej perspektywie, uruchomi też środki na program wolontariacki dla pracowników, którzy będą chcieli pomagać obywatelom Ukrainy indywidulanie.

Google wzmacnia zaangażowanie w Polsce inwestując w zakup i rozwój swojej nowej warszawskiej siedziby

Google zostanie właścicielem kompleksu biurowego The Warsaw HUB zlokalizowanego na warszawskiej Woli, w którym w zeszłym roku wynajął przestrzeń i ulokował centrum rozwoju technologii chmurowych. Wartość inwestycji w zakup budynków i dalszy rozwój centrum wyniesie blisko 2,7 miliarda złotych.

Wraz z przejęciem i dalszym rozwojem kompleksu The Warsaw HUB, Google w swoich warszawskich biurach będzie dysponował przestrzenią dla 2500 pracowników, z potencjałem na dalszy jej rozwój w zależności od potrzeb. Pracownicy Google mają możliwość zarówno pracy zdalnej, jak i w sposób hybrydowy – częściowo z biura, a częściowo z domu. Inwestycja w The Warsaw HUB zapewni firmie możliwości oferowania wszystkich tych modeli pracy.

“Google działa w Polsce od ponad 15 lat i jesteśmy dumni, że możemy pogłębić nasze zaangażowanie w kraju inwestując w zakup kompleksu biurowego The Warsaw HUB” – powiedziała Ruth Porat, Senior Vice President oraz Chief Financial Officer Google i Alphabet. “Nasza działalność w Polsce wykracza poza wspieranie rozwoju gospodarki cyfrowej, a obecnie koncentrujemy się na pomaganiu tym, którzy potrzebują tego najbardziej. Będziemy wykorzystywać nasze zasoby i przestrzenie, by wesprzeć osoby dotknięte wojną w Ukrainie – jednym z takich działań będzie stworzenie w naszym Campusie Google for Startups na warszawskiej Pradze centrum wsparcia, gdzie organizacje pozarządowe mogą świadczyć prawną i psychologiczną pomoc uchodźcom”.

W ubiegłym tygodniu Google przekazał, że wesprze organizacje pozarządowe działające na rzecz uchodźców i uchodźczyń z Ukrainy, którzy przybywają do Polski. Środki w wysokości blisko 40 milionów złotych trafią zarówno do organizacji świadczących bezpośrednią pomoc humanitarną oraz wsparcie w pierwszych tygodniach pobytu uchodźców w Polsce, jak i do inicjatyw, które starają się odpowiedzieć na ich długofalowe potrzeby.

Google w Polsce

Google zatrudnia obecnie w Polsce ponad 1000 osób, w tym ponad 600 inżynierów i inżynierek oprogramowania. Warszawskie centrum inżynieryjne jest największym ośrodkiem rozwoju technologii chmurowych Google w Europie.

W 2021 roku firma uruchomiła w Warszawie region Google Cloud, obsługujący klientów z Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, stając się jednocześnie pierwszym globalnym dostawcą usług chmurowych, który otworzył taką inwestycję w regionie. Z kolei od ponad 6 lat na warszawskiej Pradze działa Campus Google for Startups, który wspiera młode firmy z regionu w ekspansji na globalne rynki.

Google w Polsce prowadzi również na szeroką skalę programy edukacyjne. Do tej pory ponad 270 tysięcy osób w całym kraju wzięło udział w inicjatywach rozwijających ich umiejętności cyfrowe, a w ciągu ostatnich dwóch lat firma przeszkoliła ponad 24 tysięcy specjalistów z zakresu chmury obliczeniowej.

“Współpraca i nasze częste kontakty z Prezesem Google Sundarem Pichaiem zaowocowały kolejną inwestycją w Polsce. Dziękuję za jej potwierdzenie podczas naszej rozmowy sprzed kilku dni. Decyzja Google, realizowana w tak trudnych czasach, stanowi potwierdzenie dobrej kondycji i atrakcyjności naszej gospodarki. To nie tylko jednorazowy przykład  inwestycji, ale przede wszystkim potwierdzenie trendu i strategicznej współpracy z naszymi amerykańskimi partnerami. Polska udowodniła już w poprzednich latach, że jej gospodarka jest stabilna pomimo światowych kryzysów, a nasz wzrost pozwolił najszybciej w UE nadrobić straty wywołane pandemią. Kolejna w naszym kraju inwestycja Google potwierdza też istotne miejsce Polski na mapie rozwoju firm z obszaru nowych technologii. Polska z inwestycjami w tym sektorze wpisuje się doskonale w światowe trendy” – powiedział premier Mateusz Morawiecki.

“Inwestycja Google w Warszawie to kolejny dowód na to, że nasz kraj ma ogromny potencjał w rozwijaniu innowacji i nowych technologii. Naszym kapitałem są przede wszystkim utalentowani ludzie o wysokich kwalifikacjach, którzy pracują przy najbardziej innowacyjnych projektach na świecie. Cieszy mnie, że Polska ma swój wkład w rozwój globalnych rozwiązań chmurowych, które wspierają praktycznie wszystkie gałęzie nowoczesnej gospodarki” – zaznaczył Piotr Nowak, minister rozwoju i technologii.

Google docenia to, co Polska ma do zaoferowania i jest przykładem na to, że nasze kraje wspólnie budują przyszłość w dziedzinie technologii, która może zmienić świat” – podkreślił Mark Brzezinski, Ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce

Polski Ład. Nowe zasady rozliczania najmu

Polski Ład wprowadza zmiany w zasadach rozliczania najmu. Nowe reguły zmieniają sytuację osób fizycznych wynajmujących swoje mieszkania prywatne, jak i oferujących najem w ramach prowadzonej działalności gospodarczej. Jedną z kluczowych modyfikacji jest likwidacja możliwości rozliczenia najmu prywatnego na zasadach ogólnych od 2023 roku. Na czym polegają pozostałe zmiany, kogo dotyczą i od kiedy obowiązują? Jakie decyzje w 2022 roku muszą podjąć właściciele mieszkań i inne podmioty osiągające przychody z najmu?

Przychody uzyskiwane z najmu kwalifikuje się jako przychody z pozarolniczej działalności gospodarczej (art. 10 ust. 1 pkt 3 ustawy o PIT) albo z najmu prywatnego (art. 10 ust. 1 pkt 6 ustawy o PIT).

Rozliczanie najmu prywatnego

Do końca 2021 roku najem prywatny można było rozliczać na zasadach ogólnych, wg skali podatkowej 17% i 32% opodatkowania dochodu, czyli nadwyżki przychodów z najmu nad kosztami ich uzyskania. Alternatywą było opodatkowanie ryczałtem. Jak stanowił bowiem art. 2 ust. 1a ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne: „Osoby fizyczne osiągające przychody z tytułu umowy najmu, podnajmu, dzierżawy, poddzierżawy lub innych umów o podobnym charakterze, jeżeli umowy te nie są zawierane w ramach prowadzonej pozarolniczej działalności gospodarczej, mogą opłacać ryczałt od przychodów ewidencjonowanych”.

Polski Ład dokonał modyfikacji ww. przepisu, wykreślając słowo „mogą”. Oznacza to, że od 1 stycznia 2022 r. osiągający przychody z najmu prywatnego opłacają ryczałt od przychodów ewidencjonowanych. Ryczałt płaci się od przychodu, a więc wynajmujący nie mogą pomniejszać podstawy swojego opodatkowania kosztami uzyskania przychodu, jak to czynią przy rozliczeniach na zasadach ogólnych.

Rok dłużej na wybór formy rozliczeń

Jak zaznaczają eksperci z Kancelarii Prawnej Skarbiec przepis przejściowy Polskiego Ładu daje wynajmującym dodatkowy rok na dostosowanie się do nowych zasad rozliczania najmu. – Przepis art. 71 ust. 1 i 2 stanowi, że podatnicy osiągający przychody z najmu w 2022 r. mogą stosować zasady opodatkowania tych przychodów obowiązujące na dzień 31 grudnia 2021 r. (ust. 1) i mogą zaliczać do kosztów uzyskania przychodów odpisy amortyzacyjne od środków trwałych i wartości niematerialnych i prawnych będących odpowiednio budynkami mieszkalnymi, lokalami mieszkalnymi stanowiącymi odrębną nieruchomość, spółdzielczym własnościowym prawem do lokalu mieszkalnego lub prawem do domu jednorodzinnego w spółdzielni mieszkaniowej, nabytych lub wytworzonych przed dniem 1 stycznia 2022 r. (ust. 2) – zauważa adwokat Paweł Chmielowiec z Kancelarii Prawnej Skarbiec.

Co z amortyzacją i innymi kosztami?

Przychody z najmu prywatnego można więc jeszcze w 2022 roku rozliczać według zasad ogólnych. To bardzo ważna informacja dla właścicieli nieruchomości wrzucających w koszty wydatki na jej wykończenie, remont, odsetki od kredytu, amortyzację i inne wydatki kwalifikowalne do źródeł kosztów uzyskania przychodu. Z początkiem stycznia 2023 roku na Polskim Ładzie stracą więc ci, którzy rozliczali najem prywatny wg skali podatkowej, bo mieli wysokie koszty związane z nabyciem i utrzymaniem nieruchomości, a także dokonywali jej amortyzacji. Od 1 stycznia 2023 r., przechodząc na obowiązkowy ryczałt nie będą mogli dokonywać tych odliczeń. Pytanie czy w tym przypadku nowe prawo Polskiego Ładu zadziała wstecz?

Zgodnie bowiem z art. 22a ust. 1 pkt 1 ustawy o PIT, amortyzacji podlegają budowle, budynki oraz lokale będące odrębną własnością, o przewidywanym okresie używania dłuższym niż rok, m.in. oddane do używania na podstawie umowy najmu. Standardowa stawka z Wykazu stawek amortyzacyjnych dla lokali mieszkalnych wynosi 1,5%, z możliwością zastosowania wyższej, nawet do 10%, ale okres amortyzacji nie może być wówczas krótszy niż 10 lat.

Stawki opodatkowania najmu prywatnego

Do końca 2022 r. podatnicy mogą wybrać sposób rozliczania najmu prywatnego, stosując:

  1. opodatkowanie wg skali, liczoną od dochodu, a więc po odjęciu kosztów uzyskania przychodu i z uwzględnieniem wynoszącej 30 000 zł kwoty wolnej od podatku (należy pamiętać, że do limitu kwoty wolnej wliczają się też inne przychody podatnika, np. wynagrodzenie za pracę):
  2. a) stawką 17% – dla dochodów do 120 000 zł;
  3. b) stawką 32% – dla dochodów powyżej 120 000 zł;
  4. c) dodatkową stawką 4% od nadwyżki dochodów po przekroczeniu 1 000 000 zł dochodu.

2). opodatkowanie ryczałtem, liczonym od przychodu, a więc bez możliwości odliczania kosztów uzyskania przychodu i bez uwzględniania 30 000 zł kwoty wolnej od podatku:

  1. a) stawką 8,5% – dla przychodów do 100 000 zł;
  2. b) stawką 12,5% – dla przychodów powyżej 100 000 zł;
  3. c) brak daniny solidarnościowej.

W 2023 r. do najmu prywatnego nie będzie już można stosować rozliczenia wg skali podatkowej, a jedynie ryczałtem. Należy pamiętać, że przy rozliczaniu skalą, dochody z najmu sumuje się z innymi dochodami podatnika, np. z wynagrodzeniem za pracę na etacie.

Rozliczenie najmu prywatnego wspólnie z małżonkiem

Rozliczając najem prywatny wg skali podatkowej oraz ryczałtem można to zrobić wspólnie z małżonkiem, wówczas osiągnięte z najmu przychody małżonkowie rozliczają po połowie. Na mocy art. 12 ust. 6 ustawy o ryczałcie, rozliczenia całości przychodu może dokonać tylko jedno z nich. W tym celu należy złożyć oświadczenie przed właściwym naczelnikiem urzędu skarbowego do 20. dnia miesiąca następującego po miesiącu, w którym uzyskano pierwszy przychód z najmu w roku podatkowym, albo do końca roku podatkowego, jeżeli pierwszy przychód został osiągnięty w grudniu.

Najem profesjonalny, oferowany w ramach działalności gospodarczej

W odniesieniu do rozliczających najem w ramach działalności gospodarczej Polski Ład nie dokonuje takiej rewolucji jak w przypadku najmu prywatnego. Przedsiębiorcy zarówno w 2022 r., jak i w latach następnych mają możliwość rozliczać uzyskiwane przychody na zasadach ogólnych, czyli wg skali podatkowej 17% i 32%, a także 19% podatkiem liniowym jak i ryczałtem (8,5% i 12,5%). Jedyna zmiana dosięgnie tych, którzy do tej pory nie musieli odprowadzać do ZUS składki zdrowotnej, a od nowego roku są do tego zobligowani. Składki, której kosztu nie będą mogli już odliczyć od podatku. Dla części przedsiębiorców może to być decydujący argument przemawiający za zamianą formy opodatkowania prowadzonej działalności (albo samej formy prowadzenia działalności, np. z JDG na spółkę komandytową lub spółkę z o.o.), a dla innych podatników do niewłączania rozliczeń swojego najmu prywatnego do działalności gospodarczej.

Zaliczki na podatek miesięcznie czy kwartalnie?

Przedsiębiorcy mogą rozliczać najem miesięcznie lub kwartalnie, a informację o tym, jaką formę wybrali, przekazują skarbówce w rocznej deklaracji podatkowej, czyli po zakończeniu roku podatkowego, którego dotyczy rozliczenie. Zgodnie z art. 44 ust.3g ustawy o PIT, zaliczki kwartalne mogą jednak wpłacać tylko mali podatnicy oraz ci, którzy rozpoczynają prowadzenie działalności gospodarczej. Rozliczający najem prywatny mogą rozliczać się wyłącznie w ujęciu miesięcznym.

Przychody z najmu a ulga dla klasy średniej

Wielu podatników powzięło wątpliwości co do rozliczeń przychodów z najmu z ulgą dla klasy średniej. Chodzi nie tylko o najem prywatny, ale i ten świadczony w ramach działalności gospodarczej. Naturalnym pytaniem, jakie nasunęło się podatnikom jest: czy do wysokości przychodu ustalanego w celu możliwości zastosowania ulgi dla klasy średniej dolicza się przychód z wynajmu nieruchomości? Ministerstwo Finansów na swojej stronie internetowej udzieliło następującej odpowiedzi:

„Ulga dla klasy średniej przysługuje osobom fizycznym uzyskującym przychody: ze stosunku służbowego, stosunku pracy, pracy nakładczej i spółdzielczego stosunku pracy i/lub z pozarolniczej działalności gospodarczej, opodatkowane na zasadach ogólnych – według skali podatkowej. Dla potrzeb ulgi dla klasy średniej nie uwzględnia się przychodów/dochodów z wynajmu nieruchomości”.

Tyle, że z brzmienia dodanego do ustawy o PIT art. 26 ust. 2aa oraz 4a – 4b wynika zupełnie coś innego. Przepisy te stanowią, że w ramach ulgi dla pracowników lub podatników osiągających przychody z pozarolniczej działalności gospodarczej kwotę przychodu uprawniającego do ulgi wylicza się przez zsumowanie uzyskanych przez podatnika w roku podatkowym i podlegających opodatkowaniu wg skali podatkowej przychodów: ze stosunku służbowego, stosunku pracy, pracy nakładczej i spółdzielczego stosunku pracy oraz uzyskanych w ciągu roku przychodów z pozarolniczej działalności gospodarczej pomniejszonych o koszty uzyskania przychodów z tytułu prowadzenia tej działalności z wyłączeniem z tych kosztów składek na ubezpieczenia społeczne. Podatnik będzie mógł skorzystać z ulgi, jeśli suma tych przychodów zmieści się w widełkach: co najmniej 68 412 zł i maksimum 133 692 zł.

Wydaje się więc, że odpowiedź ministerstwa, jakoby na potrzeby obliczenia limitu ulgi dla klasy średniej nie uwzględniało się przychodów z wynajmu nieruchomości, jest błędna, a co najmniej niepełna. Z analizy ww. przepisów wynika bowiem jasno, że do ustalania wysokości przychodów w danym roku podatnika będącego osobą fizyczną nie uwzględnia się przychodów z najmu prywatnego, ale osiąganych w ramach działalności gospodarczej już tak.

Podsumowanie

W 2022 roku wraz z wejściem w życie Polskiego Ładu podatnicy uzyskujący przychody z wynajmu nieruchomości stanęli przed dylematem jak rozliczać najem tak, by jak najmniej stracić na zmianie przepisów. Jeśli u przedsiębiorców niewiele się zmieni, poza dodatkowym obciążeniem niektórych z nich obowiązkową składką zdrowotną, to już właściciele oferujący najem prywatny muszą się zmierzyć z koniecznością dokonania matematycznych wyliczeń różnic podatkowych, jakie sprowadza na nich nowelizacja. To bowiem dla nich ostatni rok możliwości amortyzowania kosztów poniesionych na nabycie, udoskonalenie, remonty, wyposażenie, swojej nieruchomości. W 2022 r. amortyzacja nieruchomości mieszkalnych jest możliwa tylko dla majątku nabytego lub wytworzonego przed 1 stycznia 2022 r.

Czy warto? Załóżmy, że właściciel otrzymuje co miesiąc za wynajem swojego mieszkania np. 2000 zł. W tej cenie mieści się 500 zł na rzecz wspólnoty/administracji i 300 zł opłat za media, do tego amortyzacja 400 zł, plus odsetki od kredytu 100 zł. Właściciel rozliczający się na starych zasadach (może to jeszcze robić do końca 2022 r.), wg skali, zapłaci 17% podatek dochodowy od kwoty 700 zł (= 119 zł podatku). Przy rozliczaniu ryczałtem takiej możliwości nie ma i wynajmujący będzie musiał obliczyć podatek od całej kwoty (8,5% od 2000 zł = 170 zł). Jest to więc różnica nieco ponad 50 zł w skali jednego miesiąca. Do tego należy pamiętać, że przy rozliczaniu na zasadach ogólnych uwzględnia się kwotę wolną od podatku. Oczywiście ma ona znaczenie, tylko dla tych, którzy osiągają przychody z najmu, a ich roczne wynagrodzenie za pracę nie przekracza 30 000 zł.

Decydując się na formę opodatkowania najmu trzeba rozważyć nie tylko kwestię samej możliwości zaliczania kosztów uzyskania przychodu. Chodzi o to, że przy ryczałcie formalna kwestia rozliczeń z fiskusem jest prostsza. Również dokonując wyboru przejścia z najmu prywatnego na najem świadczony w ramach prowadzonej działalności gospodarczej trzeba pamiętać o doliczeniu obowiązkowych składek na ubezpieczenia zdrowotne (zasadniczo to plus 9% od dochodu), ale i dodatkowych kosztów, jak wynagrodzenie biura rachunkowego czy księgowej.

Rok 2022 to również czas przejściowy, by dostosować swoje umowy z najemcami. Sam ryczałt można pomniejszyć przy odpowiednich zapisach w umowie najmu przerzucając opłaty licznikowe za media i czynsz na najemcę. Istnieje też możliwość, by wysokość płaconych w ramach ryczałtu zaliczek, które jest obliczana i deklarowana przez właściciela mieszkania (wynajmującego), naliczana była według stawki 8,5% czy 12,5% ryczałtu od kwoty czystego zysku, jaki osiąga z wynajmu, a nie od całej kwoty otrzymywanej od najemcy (a więc bez opłat za media). Wówczas trzeba jednak pamiętać, by przez 5 lat przechowywać dokumenty potwierdzające, że naszym przychodem nie była cała kwota wpływająca co miesiąc od najemcy, a pomniejszona o opłaty regulowane na rzecz administracji, dostawców wody, prądu, czy gazu. To bowiem na podatniku będzie spoczywać ciężar udowodnienia tego faktu – podkreśla Paweł Chmielowiec z Kancelarii Prawnej Skarbiec.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Biuro rachunkowe z Warszawy — kompleksowa obsługa firm i nie tylko

Prowadzenie działalności gospodarczej, niezależnie od jej profilu, jest niezwykle skomplikowane. Dlatego biuro rachunkowe zlokalizowane w Warszawie oferuje wszechstronne czynności z zakresu finansów i nie tylko. Jest to bardzo praktyczne rozwiązanie, więc jeżeli potrzebujesz pomocy w administrowaniu swojego przedsiębiorstwa lub masz problemy z rachunkami, sprawdź ofertę warszawskiego biura rachunkowego już dziś! Zobacz, czy w propozycji tego miejsca są działania korzystne dla Twojej firmy!

Co znajduje się w ofercie warszawskiego biura rachunkowego?

Finanse to najważniejszy obszar każdej działalności, niezależnie od branży i jej rodzaju. Dodatkowo prawo podatkowe, a nawet prawo pracy nakłada mnóstwo obowiązków na wszystkich przedsiębiorców. Warto wiedzieć, że działania te nie rzadko bywają skomplikowane, zwłaszcza gdy firma prężnie się rozwija. Dlatego też biuro rachunkowe z Warszawy oferuje kompleksowe usługi na wielu poziomach dla firm ze wszystkich sektorów gospodarki. Oczywiście jest to możliwe dzięki właściwie wyszkolonej kadry pracowniczej, która cechuje się dużym doświadczeniem i sporą wiedzą między innymi na temat rachunkowości.

Dokładna oferta warszawskiego biura rachunkowego

Eksperci, którzy stanowią najważniejszy element biura rachunkowego z Warszawy, zajmują się niemal wszystkimi czynnościami w obrębie księgowości, czy też kadr i płac. Co więcej, w ich ofercie znajdują się również dodatkowe usługi oraz profesjonalne doradztwo umożliwiające prawidłowe administrowanie firmy. Dlatego z tego powodu w propozycji warszawskiego biura rachunkowego, przedsiębiorcy mogą znaleźć takie działania jak:

  • prowadzenie ksiąg rachunkowych;
  • rejestracja firmy wraz z aktualizacją danych przedsiębiorcy i jego działalności;
  • tworzenie ksiąg przychodów i rozchodów;
  • przygotowywanie niezbędnych deklaracji podatkowych (m.in. VAT, CIT) oraz różnorodnych rozliczeń;
  • tworzenie praktycznych zestawień związanych z operacjami gospodarczymi;
  • sporządzanie raportów dla takich instytucji, jak GUS, NBP i wielu innych;
  • przygotowywanie analiz, sprawozdań i audytów finansowych, które umożliwiają rozwój przedsiębiorstwa;
  • opracowywanie ryczałtu ewidencjonowanego;
  • pełna obsługa jednolitego pliku kontrolnego (JPK);
  • kontakt w imieniu klienta z takimi instytucjami jak — Urząd Skarbowy, Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Państwowa Inspekcja Pracy;
  • reprezentowanie przedsiębiorcy przed obliczem urzędników oraz bezpośredni udział we wszystkich kontrolach;

Biuro rachunkowe z Warszawy i jego usługi kadrowo-płacowe

W zależności od profilu działalności gospodarczej, warszawskie biuro rachunkowe oferuje różnorodne działania. Dlatego w przypadku przedsiębiorców zatrudniających pracowników dostępne są usługi takie jak:

  • rozliczanie i naliczanie wynagrodzeń osób zatrudnionych;
  • obowiązkowa rejestracja pracowników w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych;
  • tworzenie niezbędnych teczek osobowych pracowników, czyli tzw. akta osobowe (są to dokumenty związane z zatrudnieniem, jego przebiegiem lub ustaniem nawiązanej współpracy);
  • przygotowywanie zaświadczeń na temat zatrudnienia oraz wynagrodzenia;
  • wykonywanie przelewów z wynagrodzeniami;
  • przyrządzanie deklaracji wymaganych przez takie instytucje, jak Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Urząd Skarbowy;
  • przeprowadzanie kompleksowej obsługi umów (cywilnoprawnych, o dzieło, o pracę);
  • tworzenie oświadczeń PFRON;

Biuro rachunkowe z Warszawy – to nie tylko księgowość i usługi kadrowo-płacowe

Zarządzanie działalnością gospodarczą wiąże się z wieloma zadaniami i wyzwaniami, które nierzadko wprawiają w kłopot niejednego przedsiębiorcę. Dlatego warszawskie biuro rachunkowe kompleksowo opiekuje się swoimi klientami, niezależnie od branży, w której istnieją. Z tego powodu pracownicy tego miejsca pomagają odzyskiwać nieściągalne wierzytelności, w tym podatek VAT. Co więcej, doradzają oni podczas otwierania nowej działalności gospodarczej oraz podczas wyboru dogodnej formy rozliczeń. Dodatkowa oferta biura rachunkowego z Warszawy związana jest również z profesjonalnymi konsultacjami oraz pomocą prawną. Ponadto pracownicy tego miejsca, na bieżąco przeprowadzają aktualizację danych (zwłaszcza poprzez wymagane formularze) według obowiązującego prawa, rejestrują przedsiębiorstwa w KRS i dokonują zmian w jego obrębie. Warszawskie biuro rachunkowe pomaga również założyć spółkę handlową i opracowuje wszelkie potrzebne dokumenty, aby funkcjonowała ona zgodnie z obowiązującym prawem. To także tu każdy przedsiębiorca uzyska specjalistyczną pomoc, ponieważ pracownicy bez problemu zorganizują kontakt z notariuszem, prawnikiem bądź tłumaczem. W takim miejscu zarówno osoby fizyczne, jak i właściciele firm otrzymają pomoc związaną z doborem odpowiedniego kredytu bądź leasingu, a w razie potrzeby sporządzą również całą wymaganą dokumentację.

Zalety korzystania z profesjonalnych usług biura rachunkowego z Warszawy

Pomoc oferowana przez warszawskie biuro rachunkowe to niezwykle praktyczne rozwiązanie dla przedsiębiorców różnego rodzaju i nie tylko. Oczywiście korzystanie z ich usług jest przede wszystkim wygodne i bardzo komfortowe, ponieważ wszystkie obowiązki spoczywające na barkach właścicieli firm wykonują osoby odpowiednio do tego wyszkolone. Dzięki temu łatwo można uniknąć popełnienia błędów, które w przypadku przedsiębiorców nierzadko są niezwykle kosztowne. Jednak do najważniejszych korzyści należy:

  • biuro rachunkowe z Warszawy przestrzega zasad aktualnie obowiązujących w związku z prawem podatkowym, rachunkowym, czy administracyjnym i bierze odpowiedzialność za ewentualne pomyłki popełnione przez księgowego. Jest to ściśle związane z tym, że biuro ma wykupione ubezpieczenie OC, które pokrywa wszelkie kary finansowe nałożone na przedsiębiorcę;
  • możliwość obniżenia podatków dzięki zastosowaniu tzw. kreatywnej księgowości;
  • jest to znaczne obniżenie kosztów dla przedsiębiorcy, ponieważ nie musi on zatrudniać dodatkowego pracownika oraz tworzyć mu specjalnego miejsca do pracy, w tym nabywać sprzętu typu komputer, programy komputerowe na licencji czy też meble. Nie ma również konieczności opłacania obowiązkowych składek zdrowotnych, czy emerytalnych w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych;
  • dotrzymywanie terminów płatności związanych z podatkami, ubezpieczeniami i innymi obowiązkowymi należnościami, które każdy przedsiębiorca musi regulować;

Dlaczego korzystanie z usług biura rachunkowego z Warszawy jest dobrym pomysłem?

Warszawskie biuro rachunkowe to niezwykle innowacyjna pomoc dla różnorodnych przedsiębiorców. Dlaczego? W tym miejscu istnieje możliwość obsługi osób zainteresowanych pomocą w sprawach finansowych, bez osobistego kontaktu, ponieważ w ofercie tego miejsca znajduje się usługa określana mianem księgowości online. Ta alternatywa tradycyjnego biura rachunkowego jest niezwykle praktyczna. Wynika to z zastosowanego internetowego oprogramowania, które umożliwia obsługę z zakresu księgowości niezależnie siedziby danego przedsiębiorstwa. Oznacza to, że po prostu obsługiwane są firmy z całego kraju.

Warto wiedzieć, że program, z którego korzystają klienci warszawskiego biura rachunkowego, jest całkowicie bezpieczny. System został opracowany tak, aby tylko osoby upoważnione miały dostęp do dokumentacji firmy i wszystkich wrażliwych danych. Program księgowości online jest darmowy, a przy okazji nie wymaga on instalacji na sprzęcie użytkownika. Wszystko odbywa się w Internecie i tylko osoby upoważnione (czyli te, które otrzymały hasło oraz login) mają wgląd do akt.

Bez wątpienia, jest to wygodne rozwiązanie, ponieważ ten system internetowy biura rachunkowego z Warszawy oferuje swoim klientom możliwość tworzenia raportów oraz różnego rodzaju zestawień, praktycznie 24h na dobę! Ponadto pojawia się sposobność poglądu dokumentacji księgowej na bieżąco. Dzięki temu każdy przedsiębiorca ma ścisłą kontrolę nad swoją działalnością gospodarczą. Co więcej, księgowość online warszawskiego biura rachunkowego to również darmowa możliwość wystawiania faktur (przez całą dobę!) oraz dostarczania wymaganych dokumentów bez konieczności bezpośrednich i osobistych kontaktów.

Co robić, gdy w ofercie biura rachunkowego z Warszawy nie ma propozycji odpowiedniej dla Ciebie i Twojej firmy? Poznaj nieszablonowe rozwiązania!

Jak widać propozycja warszawskiego biura rachunkowego, jest niezwykle mocno rozwinięta. Jednak zdarzają się takie przypadki, że przedsiębiorca potrzebuje nieszablonowego działania. Jest to ściśle związane z profilem jego działalności lub rodzajem branży, w której funkcjonuje. Dlatego w takim przypadku istnieje możliwość indywidualnej konsultacji ze specjalistami biura rachunkowego z Warszawy. Czynność ta jest zupełnie darmowa i bardzo praktyczna, ponieważ pozwala przybliżyć ekspertom rodzaj problemu. Natomiast przedsiębiorca może otrzymać wstępną wycenę swojego problemu.

Profesjonalne doradztwo z zakresu korzystnych ubezpieczeń

Warszawskie biuro rachunkowe to nie tylko działania z zakresu księgowości czy też kadr i płac. Specjaliści, którzy budują kadrę pracowniczą tego miejsca, zostali także przeszkoleni z ubezpieczeń. Co to oznacza? To właśnie w tym miejscu przedsiębiorca otrzyma pomoc nie tylko z odpowiedniego dla niego rozwiązania finansowego, lecz również zostanie mu dobrana polisa, całkowicie dostosowana do jego indywidualnych potrzeb. Biuro rachunkowe z Warszawy gwarantuje, że wybór ubezpieczenia będzie najlepszym rozwiązaniem dla osoby zainteresowanej, a przy okazji zostaną wynegocjowane najkorzystniejsze warunki zawarcia polisy. Dodatkowo warto wiedzieć, że przez cały okres trwania ubezpieczenia warszawskie biuro rachunkowe oferuje swą pomoc.

Dlatego miejsce tego rodzaju ma w swej ofercie ubezpieczenie biznesu, które zabezpiecza każdego przedsiębiorcę przed finansowymi konsekwencjami i nie tylko. Proponowane są również polisy na życie, która może obejmować również członków rodziny właściciela działalności, a  dodatkowo istnieje możliwość zakupu ubezpieczenia turystycznego, komunikacyjnego i tego związanego z ochroną domu bądź mieszkania.

Surowce drożeją, akcje tanieją

Zapewne jednym z celów rozpoczętej przez Rosję wojny było wywołanie nerwowości na rynkach surowców, których eksport jest podstawowym źródłem dochodu dla tego kraju. Równocześnie kraje Zachodu będą starały się pozbawić agresora tego źródła dochodu, by ograniczyć jego możliwości kontynuowania wojny. To oczywiście prowadzi do wzrostów cen wielu surowców w szczególności energetycznych. Oczywiście nie sprzyja to rynkom akcji.

Dziś rano ceny kontraktów na ropę naftową drożały o ponad 7 proc. wychodząc na najwyższy poziom od 2008 roku. W piątek ceny kontraktów na węgiel kamienny na giełdzie w Rotterdamie odrabiał duże czwartkowe straty rosnąc o 22,12 proc. W podobnej skali rosły – osiągając rekordowe poziomy nieco wyższe od szczytów z października i grudnia – ceny kontraktów na gaz ziemny na giełdach w Wielkiej Brytanii i Holandii.

Cena kontraktów na pszenicę wyrównały poziom swych rekordów z 2008 roku. Najwyższy poziom od 2008 roku osiągnęły ceny kontraktów na cukier biały.

O 13 proc. drożał dziś pallad, którego cena osiągnęła najwyższy poziom w historii. Najwyżej od 2020 roku była dziś cena złota. Cena kontraktów na miedź wyszła na najwyższy poziom w historii.
W Azji i Oceanii wszystkie główne indeksy spadały w poniedziałkowy poranek. Najwięcej – prawie 4 proc. – tracił Hang Seng. Ten indeks i japoński Nikkei 225 (-2,94 proc.) ustanowiły dziś swe nowe roczne minima.

Również prawie cała Europa otworzyła się na sporych minusach i wiele głównych indeksów ustanawiały dziś swe nowe roczne minima (DAX -4 proc., CAC 40 -3,93 proc. w okolicach 9:30). Wyjątkami były turecki XU-100 (Turcy się cieszą, że zaangażowanie Rosji na Ukrainie daje im wolną rękę na Bliskim Wschodzie i Północnej Afryce?) oraz norweski OSE (ropa).
Kontrakty na amerykańskie indeksy traciły dziś rano prawie 2 proc.

WIG-20 spadał dziś w okolicach godz. 9:30 o ponad 2 proc.

Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w krach strefy euro, które wyraźnie spadły w okresie minionych 2 tygodni, lekko rosły. Rentowności amerykańskich 10-latek były w pobliżu swoich 2-miesięcznych minimów.

Kurs EUR/USD spadał o pół procenta w kierunku swoich „covidowych” dołków z wiosny 2020. Złoty ponownie słabł.
Bitcoin tracił 2,6 proc. wobec dolara.

Wojciech Białek, DM TMS Brokers

Rekordowo droga ropa. Kurs euro coraz bliżej 5 PLN

Ukraina wciąż dzielnie broni się przed rosyjską inwazją. Rynki jednak nie mają tego spokoju. Przecena trwa w najlepsze. Polska waluta jest absolutnie w odwrocie. Na giełdach kolejne spadki, a ceny ropy wybijają kolejne rekordy.

Co po weekendzie?

Przed weekendem zgodnie z przewidywaniami części analityków inwestorzy wycofywali się z bardziej ryzykownych aktywów. To właśnie dlatego od 20:00 złoty stracił jeszcze kolejne 3 grosze. Piątek kończył się z euro na poziomie niemal 4,90 zł. Rynek otworzył się niemal na tym samym poziomie, ale w pierwszą godzinę dotarł powyżej 4,95 zł. Na szczęście odbił się od tego poziomu i trochę się normalizuje. Nie zmienia to faktu, że obudziliśmy się dzisiaj z euro powyżej granicy 4,90 zł, co jeszcze nie tak dawno wydawało się zupełnie niemożliwe. Problem wzrostu kursów nie dotyczy tylko złotego. Podobnie w odwrocie jest również forint węgierski. Z tych reguł wyłamuje się za to korona czeska. Tam w dalszym ciągu nie przebito szczytów z drugiego marca. Na koronie czeskiej utrata wartości jest też znacznie niższa niż na forincie, czy złotym. Pokazuje to, jak bardzo odległość od Ukrainy uspokaja inwestorów.

Na szerszym rynku zmiany

Inwestorzy uciekają z ryzykownych rynków, chowają się w tzw. bezpiecznych przystaniach. Jedną z nich jest frank szwajcarski. Jeszcze przed konfliktem za jedno euro płacono 1,04 franka. Dzisiaj nad ranem pękła na chwilę ważna psychologiczna bariera wymiany euro za franka po kursie 1:1. Obecnie kurs na moment wrócił, ale patrząc na dynamikę zmian, jeszcze dzisiaj możemy po raz kolejny oglądać przebicie tych poziomów. Na głównej parze walutowej jest równie dynamicznie. Obecnie za jedno euro płaci się już zaledwie 1,085 dolara. Przed inwazją były to 4 centy więcej. W rezultacie dolar przebił poziom 4,50 zł. Dynamicznie jest również na giełdach. Dzisiaj od rana WIG jest już na minusie 2%. Nadal nie da się powiedzieć, co stanie się na rosyjskim parkiecie. Powodem jest wydłużenie zamknięcia rynku do wtorku.

Ropa sięgnęła 130 dolarów

Dwa dni robocze od prób forsowania poziomu 120 dolarów za baryłkę potrzebował surowiec, by przekroczyć kolejną barierę. Paniki nie amortyzują nawet informacje o możliwym powrocie Iranu na rynek. Problem polega na tym, kiedy taka decyzja mogłaby zapaść i kiedy faktycznie dostawy trafią na rynek. W zeszłym tygodniu ropa była najdroższa od 2012 roku, dzisiaj jest to już poziom najwyższy od 2008 roku. Tam jednak znajduje się pewien zapas, by ten rekord jeszcze chwilę pozostał rekordem wszechczasów. Warto pamiętać też, że rozmawiamy o poziomach bez uwzględnienia inflacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl