YouTubowi naganiacze Damian Żukiewicz, Rafał Krakowiak i Wiktor Zajączkowski na celowniku UOKiK

  • Prezes UOKiK Tomasz Chróstny zamierza karać nie tylko twórców systemów promocyjnych typu piramida, ale też osoby je propagujące.
  • Prezes Urzędu wszczął pierwsze takie postępowania – przeciwko youtuberowi Damianowi Żukiewiczowi oraz osobom zarządzającym spółką NTIM, tj. Rafałowi Krakowiakowi i Wiktorowi Zajączkowskiemu, którzy namawiali do inwestowania w systemy obiecujące korzyści zależne od wprowadzenia nowych osób.
  • W ramach postępowań wyjaśniających Urząd weryfikuje działalność yourfitway.com, lucrias.com oraz AssetsPro, podejrzewając je o funkcjonowanie w systemie typu piramida lub stosowanie innych nieuczciwych praktyk rynkowych.

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny wszczął pierwsze postępowania przeciw osobom propagującym systemy promocyjne typu piramida. Polegają one na tym, że konsument namawiany jest do udziału w „projekcie” w roli „inwestora” w systemie sprzedaży w zamian za obietnicę wynagrodzenia lub innych korzyści materialnych, które są uzależnione przede wszystkim od wprowadzenia do systemu kolejnych osób, a nie od sprzedaży czy konsumpcji produktów. W takich systemach najczęściej są oferowane inwestycje w tokeny, kryptowaluty, pakiety edukacyjne czy językowe, apartamenty itp.

Systemy promocyjne typu piramida są bardzo groźną, nieuczciwą praktyką rynkową. Prezes UOKiK wszczął postępowania przeciwko osobom zarządzającym w firmach promujących tego typu systemy oraz przeciwko tzw. naganiaczom, czyli np. blogerom lub celebrytom, którzy namawiają na swoich stronach internetowych, w mediach społecznościowych czy w nagraniach do inwestowania w takie przedsięwzięcia i wciągania do nich kolejnych osób.

– Musimy szybciej i skuteczniej eliminować systemy promocyjne typu piramida. Propagowanie ich to nieuczciwa praktyka rynkowa naruszająca zbiorowe interesy konsumentów. Będziemy walczyć z działaniami osób, które zachęcają do inwestowania i udziału w takich „projektach”. Te osoby czerpią zyski z naganiania na nielegalne systemy, okłamują konsumentów i mamią ich wizją wielkich zysków. Bez aktywności naganiaczy wielu strat finansowych, cierpień, a niekiedy tragedii ludzkich można uniknąć. Chcemy skłonić ich do zaprzestania tej niegodziwej działalności, a także ostrzec konsumentów przed takimi praktykami – temu służą pierwsze postępowania, w których postawiłem zarzuty osobom promującym systemy promocyjne typu piramida – mówi Tomasz Chróstny, Prezes UOKiK.

Za propagowanie systemów promocyjnych typu piramida przedsiębiorcy grozi kara do 10 proc. obrotu z poprzedniego roku. Przy tym za przedsiębiorcę uznaje się nie tylko osobę zarejestrowaną w CEIDG, ale każdego – w tym blogerów, infuencerów, kto w sposób zorganizowany i ciągły faktycznie prowadzi działalność gospodarczą i czerpie zyski z zakładania, prowadzenia lub propagowania systemów promocyjnych typu piramida. Prawo przewiduje sankcje również dla osób zarządzających, które umyślnie naruszyły zbiorowe interesy konsumentów. To maksymalnie 2 mln zł. Kara finansowa wobec osoby zarządzającej może zostać orzeczona w decyzji, w której Prezes UOKiK nałoży karę na firmę, którą taka osoba kieruje.

Naganiacze

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wszczął 2 postępowania o naruszanie zbiorowych interesów konsumentów przeciw Damianowi Żukiewiczowi, działającemu także pod nazwą INVESTPROVIDER – Damian Żukiewicz we Wrocławiu. To znany youtuber, który czerpie zyski z zachęcania do różnych inwestycji. Prezes UOKiK Tomasz Chróstny postawił mu zarzuty propagowania następujących systemów promocyjnych typu piramida:

prowadzonych przez firmy FUTURENET UKRAINE ze Lwowa oraz BCU Trading z Dubaju i działających na portalu FutureNet oraz platformie reklamowej FutureAdPro,
utworzonej przez spółkę CL Singapore z Singapuru sieci niezależnych przedstawicieli zwanej NetLeaders.

Damian Żukiewicz na swojej stronie internetowej http://zukiewicz.com i w nagraniach dostępnych w serwisie YouTube namawiał do zarejestrowania się na portalach FutureNet i FutureAdPro obiecujących zyski za wprowadzenie nowych osób do systemu. Przykładowo pisał, że jest „najlepszym partnerem FutureNet na świecie” i rekomenduje każdej zainteresowanej osobie możliwość „zarabiania pasywnego”, w tym gwarantuje zarobki na poziomie minimalnym 100 zł dziennie. Serwisy FutureNet i FutureAdPro kusiły „zyskami” za to, że ktoś namówi inne osoby do kupienia pakietów uczestnictwa lub statusów, które kosztowały od 10 dolarów do 1000 dolarów. Korzyści uzależnione były przede wszystkim od wprowadzenia nowych członków do systemu. UOKiK ostrzegał przed nimi już w marcu 2019 r. W lipcu 2020 r. Prezes Urzędu Tomasz Chróstny wydał decyzję, w której uznał, że były to nielegalne systemy promocyjne typu piramida.

W podobny sposób Damian Żukiewicz mógł promować też sieć niezależnych przedstawicieli NetLeaders. To inicjatywa firmy CL Singapore wprowadzającej na rynek kryptowalutę DasCoin. Spółka oferuje licencje, które kosztują od 100 euro do 25 tys. euro i obiecuje zyski w zamian za to, że ktoś namówi inne osoby do wpłaty pieniędzy. UOKiK ostrzegał przed CL Singapore w marcu 2019 r., a w grudniu 2019 r. Prezes UOKiK wydał decyzję, w której uznał, że był to system promocyjny typu piramida.

– Celem takich systemów jest lawinowy wzrost liczby członków. Zazwyczaj większość pieniędzy trafia do pomysłodawców piramidy oraz osób odpowiedzialnych za jej promocję. Prędzej czy później jednak dalszy wzrost liczby użytkowników nie jest już możliwy i system upada, a konsumenci tracą wpłacone pieniądze – wyjaśnia Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Śledztwo w sprawie FutureNet i FutureAdPro pod sygnaturą PO 2 Ds. 63.2016 prowadzi Prokuratura Okręgowa we Wrocławiu, która prosi o zgłaszanie się pokrzywdzonych w celu złożenia zeznań. Natomiast Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi czynności zarówno wobec CL Singapore (sygn. PO 5 Ds. 33.2017), jak i Netleaders/DasCoin (sygn. PO III Ds. 176.2018).

Menedżerowie

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny postawił również zarzuty naruszania zbiorowych interesów konsumentów spółce NTIM z Wrocławia, zaś wobec jej menedżerów: Rafała Krakowiaka i Wiktora Zajączkowskiego wszczął postępowanie w sprawie nałożenia kary pieniężnej. Spółka NTIM propagowała w Polsce program Shields (Tarcze). Umożliwiał on osobie zarejestrowanej na platformie internetowej rockwall.investments służącej do oferowania produktów powiązanych z kryptowalutami otrzymywanie wynagrodzenia uzależnionego przede wszystkim od wprowadzenia nowych członków. Zdaniem Prezesa UOKiK mógł to być system promocyjny typu piramida.

Drugi zarzut dotyczy wprowadzania konsumentów w błąd co do właścicieli i osób zarządzających platformą rockwall.investments. W materiałach marketingowych i w internecie była ona przedstawiana jako „polska firma założona przez Rafała Krakowiaka i Wiktora Zajączkowskiego”, która ze względu na kwestie prawne i księgowe miała siedzibę poza granicami RP. Konsumenci byli jednak zapewniani, że kapitał i osoby zarządzające pochodzą z Polski. W rzeczywistości właścicielem, administratorem i usługodawcą portalu była spółka Perfect Lion Solutions z siedzibą w Charlestown na wyspie Nevis na Morzu Karaibskim, a firma NTIM wykonywała na jej rzecz jedynie usługi marketingowe i informatyczne.

– Informacja o nazwiskach właścicieli platformy rockwall.investments, którymi mieli być młodzi Polacy Rafał Krakowiak i Wiktor Zajączkowski, miała wzbudzać w konsumentach zaufanie. Potencjalni inwestorzy mogli mieć poczucie, że w przypadku rezygnacji z udziału w projekcie będą mogli kierować roszczenia do polskich właścicieli platformy. Gdyby wiedzieli, że jest to kapitał ulokowany na egzotycznej wyspie, prawdopodobnie wielu z nich poszukałoby bezpieczniejszej inwestycji. Promowanie systemu typu piramida i wprowadzanie konsumentów w błąd to nieuczciwe i niedopuszczalne praktyki rynkowe. Jeśli zarzuty się potwierdzą, zamierzam nałożyć sankcje finansowe zarówno na firmę NTIM, jak i na jej menedżerów. Żadna osoba, która uczestnicząc w takim zakazanym przez prawo systemie namawia innych do udziału nim i tym samym naraża ich na straty, nie powinna czuć się bezkarnie – mówi Tomasz Chróstny, Prezes UOKiK.

Postępowania wyjaśniające

UOKiK przygląda się też nowym projektom, które mogą okazać się systemem promocyjnym typu piramida lub w inny sposób zagrażać interesom finansowym konsumentów oraz bada rolę naganiaczy i menedżerów, którzy stoją za danym przedsięwzięciem. Prezes Urzędu chce wstępnie zbadać, czy zasady funkcjonowania tych projektów nie prowadzą do naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. Dlatego wszczął postępowania wyjaśniające w sprawach:

platformy yourfitway.com – płatnej aplikacji motywującej ludzi do ruchu, która oferuje zarobek za polecenie jej nowym osobom,

platformy lucrias.com, która umożliwia zakup tokenów CoinCasso oraz AssetsPro. Aby móc korzystać z platformy, trzeba wnieść opłatę członkowską, która wynosi od 100 do 1000 dolarów. Projekt przewiduje uzyskiwanie pasywnego dochodu uzależnionego od wpłat osób wprowadzonych do systemu, AssetsPro – firmy, która ma inwestować w nieruchomości na Zanzibarze. Za pośrednictwem platformy lucrias.com umożliwia ona zakup tokenów, które mają być odpowiednikiem „cyfrowych akcji” i gwarantować zysk ich posiadaczom.

Zawiadomienia do prokuratury

Urząd zawiadomił też prokuraturę o dwóch innych kontrowersyjnych przedsięwzięciach, które propagowane są w Polsce w mediach społecznościowych. Są to:

platforma reklamowa AdEx (advertisexchange.com) umożliwiająca uzyskanie dochodu przez osoby, które poleciły ją innym użytkownikom, Weed Profit System, który podaje się za platformę do handlu „śmieciowymi akcjami marihuany”. Jej organizatorzy obiecują wysoki zysk w związku z legalizacją marihuany w Kanadzie. Próg wejścia do projektu to 250 dolarów, a rolą użytkownika jest promowanie i polecanie projektu. Platforma jest propagowana w mediach społecznościowych i reklamach na Youtube.

Po czym poznasz system typu piramida

Schemat działania systemu promocyjnego typu piramida jest następujący: wpłacasz pieniądze, polecasz inne osoby i za ich wprowadzenie otrzymujesz wynagrodzenie. Pochodzi ono z wpłat osób, które bezpośrednio i pośrednio poleciłeś. W ten sposób to ty, twoi znajomi i znajomi znajomych finansujecie system. Jednak po pewnym czasie system musi on upaść, bo wpłacane pieniądze nie są inwestowane w żadne aktywa i nie przynoszą zysków. Takie systemy naganiają na „projekty”, które jedynie udają prawdziwe inwestycje. Pieniądze trafiają do ich organizatorów i osób zajmujących najwyższą pozycję w łańcuszku. System działa, dopóki więcej pieniędzy jest wpłacanych niż wypłacanych. Warunkiem jest jednak, aby lawinowo rosła liczba osób uczestniczących w przedsięwzięciu, a to na dłuższą metę jest niemożliwe. W efekcie system promocyjny typu piramida upada, przepadają twoje pieniądze, a jeśli wprowadziłeś znajomych – także ich. Urywa się kontakt z właścicielami. Systemy promocyjne typu piramida maskowane są hasłami „program”, „inwestycje”, „zarabianie w internecie”, „zarabianie w domu”, „platforma reklamowa”. Często uwiarygadniają je znani celebryci, który uczestniczą w organizowanych przez właścicieli systemów i naganiaczy eventach reklamujących oszukańcze projekty.

Część tego rodzaju przedsięwzięć może mieć również charakter tzw. piramidy finansowej, czyli przestępstwa oszustwa (art. 286 Kodeksu karnego) odbywającego się w zorganizowany sposób. W takiej sytuacji najlepiej poinformować organy ścigania (policję, prokuraturę).

Małgorzata Bonikowska: Unia Europejska musi odnaleźć swoje miejsce w globalnej rywalizacji

Mariusz Marszałkowski/Instytut Jagielloński: jaka jest pozycja Unii Europejskiej w relacjach z USA i Chinami w kontekście ich sporów geopolitycznych?

dr Małgorzata Bonikowska: Europa chce nadal odgrywać na świecie rolę wiodącą, chciałaby też utrzymać multitratelarizm. Unia Europejska jest przykładem, że system polegający na koordynacji części polityk między wieloma państwami może sprawnie działać. Projekt europejski, rozwijający się na zasadzie dialogu i nieustannego szukania kompromisów pokazał, że mimo sporów i tarć między członkami UE udaje się funkcjonować razem z korzyścią dla wszystkich. To skuteczna metoda minimalizowania konfliktów, dostrzeżona także w innych rejonach globu. Na UE wzorują się w pewnym zakresie m.in. Stowarzyszenie Państw Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN) czy Unia Afrykańska.

Po prawie 70 latach budowania wspólnoty, Europa wypracowała wyjątkowy model unikania konfrontacji między państwami poprzez ciągłe uzgadnianie stanowisk pomimo istotnych różnic interesów. I chciałaby, aby w takim kierunku szedł świat – nie dlatego, że to wymyśliła, lecz dlatego że to się sprawdziło. Od 70 lat między członkami wspólnoty nie było wojny a stworzone więzi – gospodarcze, społeczne, kulturalne i polityczne – skutecznie zniechęcają do konfliktów. „Europejskie marzenie” czyli połączenie dobrobytu, wysokich standardów prawnych i wygody życia, której zazdroszczą nam nawet Amerykanie, sprawiło że europejska „soft power” wciąż silnie oddziałuje, zwłaszcza na jej najbliższe sąsiedztwo. Europejska polityka rozszerzenia jest uznawana za jeden z najskuteczniejszych instrumentów uzyskiwania spójności społeczno-gospodarczej z korzyścią dla obu stron – przyjmującej i wstępującej do UE.

Rosnąca rywalizacja USA i Chin osłabia znaczenie tego modelu. Zamiast multilateralnego podejścia idziemy w stronę konfrontacji dwóch unilateralnych wizji. Niektórzy komentatorzy już mówią o drugiej zimnej wojnie, czyli zarysowywaniu się bipolarnego ładu, podziału świata na dwa obozy. To dla UE zły scenariusz, bo oznacza jej marginalizację, zepchnięcie na drugi plan. W walce Ameryka-Chiny Europa staje się terenem bitwy o wpływy – gospodarcze, technologiczne, polityczne. Podczas pandemii doszedł jeszcze silny element wojny o narracje.

Zamiast wybierać jeden z dwóch obozów, Unia Europejska wolałaby tworzyć własny, silny wektor multipolarnego świata. Działać, jak jeden z kilku głównych graczy, oddziałując przez swoją „soft power”, ale i „hard power”, której konieczność istnienia dostrzega. Oczywiście, Europa zabiega o utrzymanie kluczowych dla niej mocnych i trwałych więzi transatlantyckich, ale nie za wszelką cenę. Jeśli Stany Zjednoczone wejdą w rolę dominującego męża w tym związku, mogą się przeliczyć. Dla nas liczy się siła argumentów a nie argumenty siły. Europa chciałaby sama zdecydować o tym, jak kształtować swoje relacje międzynarodowe, w tym także z Chinami. Tym bardziej, że wciąż nie ma w Europie na ten temat jednej opinii.

MM: a co powoduje słabość UE w takim rozwoju wypadków?

W obecnym ładzie, a raczej nieładzie międzynarodowym wielką słabością Unii Europejskiej jest jej hybrydowa struktura – coś w połowie drogi między organizacją międzynarodową a konfederacją. Oczekiwania stawiane Unii pokrywają się z oczekiwaniami typowymi dla państwa, a przecież ona nim nie jest. Jednocześnie, znajduje się pod silnym naciskiem państw, nie tylko Chin czy Stanów Zjednoczonych, ale także Rosji, Turcji, Izraela, Iranu, Indii etc.

W czasach zimnej wojny nie było takich oczekiwań, projekt wspólnot europejskich miał inne cele i mniejszą skalę, no i powstawał pod skrzydłami Stanów Zjednoczonych, które zabezpieczały Zachodnią Europę politycznie i militarnie. Po upadku Związku Radzieckiego, dwie dekady unilateralizmu amerykańskiego były jak dotąd najlepszym okresem w historii tego projektu, przynosząc m.in. koncepcję Unii Europejskiej (formalnie wprowadzonej traktatem z Maastricht, w 1993 roku), a potem wielkie rozszerzenie i zakończenie podziału kontynentu. Jednak odrzucenie europejskiej konstytucji w referendach w Holandii i Francji (2005) zahamowało tendencje federalistyczne.

Od tego czasu Unia Europejska działa w niesprzyjających jej warunkach, od kryzysu do kryzysu, walcząc z falami kolejnych sztormów – gospodarczego, migracyjnego, zdrowotnego. Jednocześnie, pogorszyło się jej otoczenie międzynarodowe, przynosząc asertywną politykę Rosji, odwrócenie się proeuropejskiego wektora w Turcji, zdystansowanie się Stanów Zjednoczonych, a także wzrost globalnego znaczenia Chin. W czasach rywalizacji silnych państw, unijna hybrydowa struktura odczuwa dyskomfort na wielu frontach. Nie działa tak szybko i sprawnie jak państwa, wszystko trzeba uzgadniać i wypracowywać, gdy tymczasem inni robią swoje, często metodą faktów dokonanych.

MM: czy zatem rozwiązaniem byłoby przekształcenie UE w podmiot państwowy?

Niektórzy liderzy w Europie to postulują, inni się kategorycznie sprzeciwiają, nie ma więc możliwości uzyskania politycznej zgody. Poza tym, taka decyzja wymagałaby zatwierdzenia w referendach narodowych, a wśród społeczeństw 27 państw członkowskich dominują nastroje sceptyczne federacji. Jednocześnie jednak pandemia ukazała deficyty unii, które okazują się bolesne, na przykład brak kompetencji w obszarze zdrowia publicznego czy bezpieczeństwa wewnętrznego, które pozostają domeną państw. Pogłębiona koordynacja działań wszystkich członków UE w tych sektorach wydaje się niezbędna, trzeba myśleć o wspólnych politykach.

Jeśli Unia Europejska chce odgrywać role w świecie nie musi stać się państwem, musi jednak posiadać sprawność operacyjną pozwalającą działać szybko i razem – zarówno w sytuacjach kryzysowych, jak i wobec innych aktorów stosunków międzynarodowych. Liderzy unijnych instytucji próbują przekuć kolejne kryzysy w energię posuwającą w tym kierunku cały projekt. Tak jest i teraz, podczas pandemii. Nadzwyczajny plan finansowy ma na celu nie tylko zapobieżenie negatywnym skutkom gospodarczo-społecznym w poszczególnych państwach, ale i wzmocnienie całej Unii Europejskiej poprzez silne związanie ze sobą wszystkich jej członków. Nosi znamienną nazwę „UE-Następne Pokolenie”, bo jego skutki dadzą efekty zarówno w krótkiej perspektywie jak i na wiele lat.

MM: wróćmy na chwile do USA. Jak to państwo obecnie patrzy na UE?

Stany Zjednoczone są dziś nieco inne niż w czasach zimnej wojny. Coraz mniej patrzą na Stary Kontynent jako na głównego sojusznika i punkt odniesienia, słabiej odczuwają więź kulturowo-społeczną i wspólnotę historycznych korzeni. Amerykańskie społeczeństwo przez ostatnie 70 lat ewoluowało, wzbogacając się o element latynoski i azjatycki (w tym chiński), wzrosło znaczenie Afroamerykanów. Prezydentura Baracka Obamy była wynikiem, a nie źródłem tych procesów. Zbiegło się to z przesunięciem wektorów w polityce zagranicznej USA z Atlantyku na Pacyfik w kontekście rosnącego znaczenia gospodarczego i politycznego Azji oraz pojawienia się potężnego konkurenta – Chin. Ten trend jest stały i utrzyma się bez względu na to, kto wygra listopadowe wybory w USA.

Proces „odpływania” Ameryki od Europy trwa już jakiś czas. Po części jest wynikiem upadku Związku Radzieckiego w 1991 roku i rosnącego w USA przekonania, że teraz Europa już sobie sama poradzi. Co prawda asertywna polityka Vladimira Putina (zwłaszcza od wojny na Ukrainie) sprawiła, że Rosja znów stała się dla Zachodu wyzwaniem, ale z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych to mniejsze zagrożenie niż Chiny. W efekcie tych procesów, Europejczycy i Amerykanie dziś rozumieją się gorzej niż w czasach zimnej wojny, a prezydentura Donalda Trumpa to wrażenie pogłębiła. W zachodniej Europie wrosły nastroje antyamerykańskie, potęgowane nie tylko przez specyficzny styl prezydenta, ale także przez jego konkretne decyzje, jak m.in. wycofanie USA z porozumienia paryskiego w sprawie klimatu czy z umowy denuklearnej z Iranem. W niektórych krajach (m.in. we Włoszech czy Francji) Donald Trump wzbudza większą nieufność społeczeństwa niż przywódca Chin Xi Jinping. To absolutna nowość.

Jednocześnie, Amerykanie i Europejczycy są obecnie skoncentrowani przede wszystkim na problemach wewnętrznych. W USA największe wyzwania to pogłębiające się nierówności społeczne i pauperyzacja klasy średniej, niepokój o byt, odczuwany przez wiele rodzin m.in. na skutek deindustrializacji przyniesionej przez globalizację, a teraz także przez pandemię, fatalny stan infrastruktury, niedobory systemów opieki społecznej i ochrony zdrowia. Amerykanie oczekują od swojego rządu, aby zajmował się przede wszystkim tymi wyzwaniami, a nie wtrącał w sprawy całego świata, w tym Europy.

MM: czy pandemia COVID-19 wpływa na wizerunek Chin w Europie? Czy pandemia będzie miała głębszy wpływ na politykę wobec Pekinu?

Przede wszystkim Europa dostrzegła, że ochrona zdrowia to sektor strategiczny, związany z bezpieczeństwem ludzi i państw. Odkryliśmy nadmierne uzależnienie europejskiego przemysłu farmaceutycznego i medycznego od azjatyckich producentów i dostawców – głównie z Chin i Indii. W efekcie Unia Europejska wprowadza instrumenty mające temu zapobiec, rozważa rozwiązania podobne do tych, które są stosowane w sektorze energetycznym.

Jednocześnie, Europejczycy „nie kupują” amerykańskiej narracji o „chińskim wirusie”. Nie obwiniają Chin za spreparowanie pandemii, a raczej szanują za szybkie i skuteczne działania powstrzymujące. W ogóle Azja jest uważana za wzór, jak sobie radzić w takich kryzysach, także dlatego, że przeszła wcześniej SARS. Analizujemy przykłady z Hong Kongu, Tajwanu, Korei Południowej czy Wietnamu. Budzą szacunek. W przeciwieństwie do oceny działań obecnej administracji Stanów Zjednoczonych w tym zakresie.

W pewnym sensie, chińska „dyplomacja maseczkowa” przyniosła efekty, wpłynęła na pozytywną percepcję działań rządu w Pekinie, przynajmniej wokół pandemii. To idzie w parze z ofensywą dyplomatyczną Xi Jinpinga, który w przemówieniach zagranicznych, np. na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ we wrześniu tego roku, zawsze podkreśla konieczność współpracy państw w oparciu o multilateralizm i aktywność w organizacjach międzynarodowych. Co więcej, Chiny przeznaczają na to coraz większe środki. Jeśli zestawić to z krytyczną i często niedyplomatyczną retoryką Donalda Trumpa, połączoną z obcinaniem amerykańskich wpłat na ONZ i wycofywaniem się z WHO, należy stwierdzić, że doprowadza to do zwiększania wpływów Pekinu w instytucjach stworzonych przez Zachód i obniżania międzynarodowego prestiżu Stanów Zjednoczonych. To smutna konstatacja dla Zachodu.

MM: jak Wygląda Polska pozycja jako wcale nie małego członka Unii Europejskiej? Jak patrzą na nas Chiny?

Rosnące znaczenie Chin zbiegło się w czasie ze wzmocnieniem pozycji Polski, która poprzez wejście do NATO i UE ustabilizowała swoją sytuację międzynarodową. Jako średnio-duże państwo europejskie o aspiracjach liderskich w regionie i globalnych w biznesie, zaczęliśmy ekspansję gospodarczą w Azji. Nieprzypadkowo akurat podczas prezydencji Polski w Radzie UE w drugiej połowie 2011 roku podpisaliśmy strategiczne partnerstwo z Chinami, które oceniały nas wtedy jako jeden z ważniejszych krajów UE pod względem potencjału i pozycji geopolitycznej. Rozpoczął się okres intensyfikacji relacji bilateralnych: wizyty państwowe, misje gospodarcze, współpraca regionów i uczelni, wymiana handlowa i kontakty biznesowe. Strategia „Poland Go Global” zakładała ekspansję zagraniczną polskich przedsiębiorstw, w tym także do Chin, a jednocześnie inwestycje chińskie w Polsce.

Po zmianie rządu w Warszawie w 2015 roku zmalało znaczenie aktywności globalnej na rzecz wzmocnienia znaczenia Polski w regionie. Spadła skala misji gospodarczych, choć nadal wiele sobie obiecywano po dywersyfikacji relacji biznesowych z partnerami spoza UE, oceniając prawie 80 proc. obrotów polskich przedsiębiorstw na rynku europejskim jako zbyt daleko idące uzależnienie. Dużym rozczarowaniem stał się w tym kontekście utrzymujący się ogromny deficyt w handlu z Chinami: eksportujemy 13 razy mniej niż importujemy i to pomimo stworzenia nitki Jedwabnego Szlaku z Chengdu do Łodzi. W połączeniu z niską wartością chińskich inwestycji (niecały 1 mld euro w ciągu ostatnich 2 dekad, w porównaniu z ok. 100 mld euro z funduszy unijnych) daje to mizerny obraz z punktu widzenia polskich interesów.

Do ochłodzenia prochińskich nastrojów w Warszawie przyczyniła się także w istotny sposób dyplomacja amerykańska. Stany Zjednoczone od 2017 roku, czyli objęcia urzędu prezydenta przez Donalda Trumpa, konsekwentnie uczulają na konsekwencje gospodarczego zbliżenia z Pekinem. Przyniosło to skutki m.in. w sprawie budowy terminala w Łodzi czy realizacji sieci 5G, z których próbuje się wyeliminować chińskich wykonawców. Pomimo to, Polska wydaje się być nadal postrzegana przez Chiny jako kraj perspektywiczny, nieco bardziej otwarty niż np. Francja czy Niemcy, także pod względem obioru społecznego (np. chiński Huawei utrzymuje się na pierwszym miejscu pod względem udziału w rynku smarfonów). Zachowanie dobrych relacji z Warszawą ma istotne znaczenie dla realizacji chińskiej strategii Jednego Pasa i Szlaku, który przebiega m.in. przez Polskę.

Małgorzata Bonikowska
dr Małgorzata Bonikowska foto: Akademia Finansów i Biznesu Vistula

dr Małgorzata Bonikowska

Politolog, europeista. Prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych – jednego z najstarszych polskich think tanków specjalizujących się w sprawach zagranicznych. Współzałożyciel i prezes ośrodka THINKTANK, wykładowca akademicki. Studiowała w Polsce i Francji (Sorbona), ukończyła dwie szkoły doktoranckie oraz studia specjalistyczne na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku (nauki polityczne, stypendium Fulbrighta).

W latach 1995-1998 pracowała w TVP w publicystyce krajowej i międzynarodowej. W 1998 została dyrektorem Centrum Informacji Europejskiej Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej, tworząc m.in. sieć regionalnych centrów oraz rządowy Program Informowania Społeczeństwa o UE. W okresie 2001-2007 roku była ekspertem a potem szefem Programu Informacji i Komunikacji Komisji Europejskiej – najpierw w Polsce a później w Bułgarii. W latach 2007-2016 pracowała dla rządowego Centrum Rozwoju Zasobów Ludzkich jako doradca do spraw unijnych. Jest autorem ponad setki publikacji, prowadzi działalność dydaktyczną i naukową. Komentuje sprawy europejskie i międzynarodowe w mediach polskich i zagranicznych.

Rząd będzie musiał wycofać się z fikcyjnego porozumienia z górnikami

Porozumienie pomiędzy rządem i górniczymi związkami zawodowymi jest fikcją, która zakłada, że na składowiskach będzie coraz więcej węgla, którego nikt nie chce kupić. Budżet państwa nie wytrzyma takich kosztów bez zwiększenia podatków.

Wprawdzie porozumienie to zakłada likwidację Polskiej Grupy Górniczej, czyli największego producenta węgla kamiennego w Unii Europejskiej, jednak w ciągu roku zlikwidowane zostaną co najwyżej dwie kopalnie („Wujek” i „Pokój”), w których skończyły się już złoża.

– Poza tym do końca 2028 r. nie zmieni się nic – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl. – Jeżeli wydobycie miałoby utrzymać na poziomie zbliżonym do obecnego, to zgodnie z założeniami, jaki przygotował rząd, każdego roku na zwały z niepotrzebnym węglem będzie trafiać 15-20 mln ton. Powinniśmy więc przygotować magazyny na 100 mln ton niepotrzebnego węgla.

Gdyby rząd chciał zrealizować porozumienie ze związkowcami, to co roku musiałby z podatków przeznaczyć na taki cel 20-30 mld zł.

– Wkrótce rząd będzie musiał podpisać nowe porozumienie ze związkowcami, zakładające szybszą likwidację kopalń – komentuje ekspert.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – październik 2020 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 136,9% rdr do 37,7 mld zł
  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect o 1494,5% do 2,7 mld zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 65,7% rdr do poziomu 973,2 tys. szt.
  • Wzrost łącznego obrotu obligacjami na TBSP o 24,6% rdr do 18,8 mld zł
  • Wzrost łącznego obrotu produktami strukturyzowanymi o 39,1% rdr do 195,3 mln zł
  • Wzrost łącznego obrotu ETF-ami o 173,7% rdr do 42,1 mln zł
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 19,4% do poziomu 23,4 TWh
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 5,8% rdr do 13,6 TWh

W październiku 2020 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 46,8 mld zł, czyli o 191,0% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła o 136,9% rdr do poziomu 37,7 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1,7 mld zł, o 147,6% więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec października wyniosła 44 097,98 pkt i była o 23,7% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w październiku odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 1399,8% rdr do poziomu 2,7 mld zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect wzrosła o 1494,5% rdr i wyniosła 2,7 mld zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w październiku wyniósł 973,2 tys. szt., czyli o 65,7% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 75,5% rdr do poziomu 549,3 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje wzrósł o 36,0% rdr do 202,5 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 65,0% rdr do 179,8 tys. szt., a wolumen obrotu opcjami wzrósł o 150,9% rdr do 41,6 tys. szt.

W październiku zanotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 39,1% rdr do poziomu 195,3 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 173,7% rdr do 42,1 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec października 96,7 mld zł wobec 90,7 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła o 14,2% rdr do poziomu 242,2 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 18,8 mld zł wobec 15,1 mld zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 24,6% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł 23,4 TWh, co oznacza spadek o 19,4% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 6,0% rdr do poziomu 3,1 TWh. Na rynku forward wolumen spadł o 22,2% rdr do poziomu 20,3 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym spadł o 5,8% rdr do 13,6 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 24,3% do poziomu 2,8 TWh. Na rynku terminowym odnotowano spadek o 11,2% rdr do poziomu 10,9 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 1,6 TWh, co oznacza spadek o 17,8% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 64,9% rdr do poziomu 11,9 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE spadł o 47,5% rdr, do wolumenu 0,7 TWh.

Kapitalizacja 385 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku na koniec września wyniosła 408 mld zł (88,3 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 434 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 827,2 mld zł (179,1 mld EUR).

Na Głównym Rynku w październiku zadebiutowały akcje spółki Allegro. Oferta Allegro obejmowała początkowo łącznie 216 mln akcji (w tym do 15 proc. akcji, które trafiły do Morgan Stanley jako opcja stabilizująca kurs po debiucie spółki na giełdzie), co przy cenie akcji w ofercie publicznej na poziomie 43 zł za sztukę, dawało wartość oferty na poziomie 9,3 mld zł. Po podniesieniu oferty, łączna liczba oferowanych akcji wzrosła do 246.857.143 (razem z opcją stabilizacyjną), co dało ostateczną wartość oferty w wysokości 10,6 mld zł.

W ubiegłym miesiącu na GPW odbyły się 22 sesje giełdowe, w porównaniu do 23 sesji rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych
2 świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

3 ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Transformacja cyfrowa w Polsce przyśpiesza

Wartość sprzedaży chmury obliczeniowej w Polsce osiągnęła w 2019 roku kolejny rekord. Według danych IDG przedsiębiorstwa, których dane uwzględniono w raporcie, odnotowały przychody netto ze sprzedaży usług chmurowych na poziomie prawie 1,4 mld zł. Jest to niemal 30% wzrost rok do roku[1]. W 2018 roku wartość sprzedaży chmury obliczeniowej w Polsce przekroczyła po raz pierwszy w historii poziom miliarda zł – przy doskonałej, 23% dynamice. Tendencja jest więc wyraźnie wzrostowa. Jak przekonują eksperci transformacja cyfrowa (Digital Transformation) to nie tylko przenoszenie danych do chmury, ale też wykorzystanie technologii w relacjach B2B i B2C.

 – „Funkcjonowanie biznesu w czasie pandemii uzależnione jest często od tego, czy jest on obecny w świecie wirtualnym. Najlepszym przykładem jest szeroko rozumiany e-commerce. Na dzień dzisiejszy firmy, które nie proponują możliwości zakupów online, są w zdecydowanej niszy rynkowej, praktycznie nie ma ich w biznesie. Co więcej, większe oraz mniejsze przedsiębiorstwa przekonały się w ostatnich miesiącach, że zdecydowanie lepiej zamienić serwery stacjonarne na przechowywanie danych w chmurze. Mobilność, praca zdalna oraz brak konieczności serwisu, to główne czynniki stojące za migracją do chmury. Dodatkowo, użytkownicy przekonali się, że jest to rozwiązanie o wiele wygodniejsze, co w znaczący sposób ułatwia pracę i codzienne funkcjonowanie – wyjaśnia Piotr Kawecki, Prezes Zarządu ITBoom Sp. z o.o.

Kolejnym powodem rosnącej popularności usług „cloudowych” jest coraz większa świadomość korzyści, jakie daje organizacjom ten model przetwarzania danych. W czasach koronawirusa wiele firm obawia się wizji kolejnego lockdown’u i powtórnej konieczności przejścia na tryb pracy zdalnej. Zapobiegliwi prezesi i zarządy chcą przygotować się na taką ewentualność i podejmują działania umożliwiające pracownikom pracę w trybie homeoffice.

– „W chwili obecnej prowadzimy rozmowy z wieloma klientami na temat różnego rodzaju projektów. Powoli zdają sobie oni sprawę, że jeżeli druga fala COVIDu przyjdzie i kolejny lockdown stanie się faktem to tym samym część biznesów nie będzie mogła być świadczona w modelu tradycyjnym. W takim przypadku te przedsiębiorstwa, które będą przygotowane technologicznie, nie tylko przetrwają, ale również nabiorą przewagi konkurencyjnej i będą miały szansę zmienić swoją pozycję rynkową na dużo wyższą. Pozostałe poniosą różne straty i będą musiały zrezygnować całkowicie lub częściowo wycofać się z funkcjonowania na rynku. To działa dwojako, z jednej strony mamy sytuację, kiedy ludzie działają powściągliwie i idą w kierunku oszczędności, tną budżety, takie zachowania obserwowaliśmy na początku roku. Natomiast w tej chwili można zanotować odwrót w kierunku tzw.  „dobrej strony mocy”.  Firmy chcą wykorzystać szansę na rynku, zabezpieczyć się i usprawnić swoje organizacje. Stawiają na rozwój i przydzielają budżety na transformację cyfrową swoich organizacji. Pieniądze idą szczególnie w takie obszary, które umożliwią organizację biznesu bardziej online i w efekcie dużo sprawniejsze działanie w czasach ewentualnego lockdown’u” – mówi Piotr Kawecki.

Jak przekonuje Prezes Zarządu ITBoom nadal wiele firm nie jest jeszcze mentalnie gotowych na proces transformacji cyfrowej. Przy sceptycznym podejściu pracowników czy zarządu, wprowadzenie zmian a nawet zasugerowanie nowych rozwiązań nie jest łatwym zadaniem. Według Piotra Kaweckiego to, czy wahające się firmy zdecydują się na przejście do chmury zależy między innymi od tego w jaki sposób będzie rozwijać się sytuacja związana z pandemią. – „Ciężko powiedzieć czy sytuacja diametralnie się zmieni, bo wszystko jest w dużej mierze umotywowane tym czy druga fala COVID-19 będzie równie lub jeszcze bardziej intensywna, czy też nie. W przypadku drugiej opcji, myślę, że w przyszłym roku wszystko powinno powrócić do normy. Stanie się tak, jeśli ludzie przejdą nad wszystkim do porządku dziennego, a sam COVID-19 przestanie być tematem numer jeden. Jednak, gdyby miał sprawdzić się pierwszy scenariusz, istnieje możliwość przesycenia branży IT, w stosunku do potrzeb i możliwości innych rynków” – komentuje Piotr Kawecki.  

Warto zauważyć, że inwestycje gigantów technologicznych takich jak Microsoft i Google mogą przekonać niezdecydowanych do korzystania z usług chmurowych. Obie korporacje poinformowały niedawno o ogromnych inwestycjach planowanych w Polsce. Będą nimi centra danych, które nie pozostaną bez wpływu na krajowy rynek usług IT. – „Osoby, które korzystają z usług chmurowych podróżując po świecie widzą, że na przykład w Anglii, w Niemczech, czy w Holandii ta chmura działa efektywniej. Dzięki rozwojowi infrastruktury Microsoft w Polsce, podobne parametry, jeśli chodzi o prędkość, będą osiągalne również dla rodzimych firm. Jeżeli prędkość chmury głównie spowodowana wolnym Internetem, czy też odległością fizyczną serwerowni od użytkownika końcowego ulegnie znaczącej poprawie, to jeden z argumentów za tym, żeby zostać z lokalną serwerownią upadnie. Czyli będzie to kolejny bardzo poważny powód, aby przejść do chmury. Naszym zdaniem digital transformation może znacznie przyspieszyć w Polsce właśnie dzięki usługom chmurowym. To one przekonują najbardziej Polaków do inwestycji w IT. Chmura jest po prostu wygodna, prosta, nie wymaga zbyt dużych inwestycji w infrastrukturę IT, utrzymanie i serwis. Jestem przekonany, że przyszłość Polskich firm jest w chmurze” – podsumowuje Piotr Kawecki, Prezes Zarządu ITBoom.

[1] https://www.computerworld.pl/news/Oferujemy-rozwiazania-bezpieczenstwa-ktore-gwarantuja-zmitygowanie-ataku-w-czasie-zero-sekund,421754.html

Od 1 stycznia 2021 r. zmiany w umowach o dzieło i wzrost kosztów pracy

Po raz kolejny pojawiają się doniesienia o zamiarze pełnego oskładkowania umów cywilnoprawnych – umów zlecenia czy innych umów o tym charakterze. Pod system ubezpieczeń społecznych miałyby podlegać także umowy o dzieło, które dotychczas były z niego niemal w całości wyłączone. Zmiana ta oznaczałaby dla pracodawców kolejny – po wprowadzeniu Pracowniczych Planów Kapitałowych – wzrost kosztów pracy.

Od 1 stycznia 2021 r. ZUS dowie się o każdej umowie o dzieło

Choć do końca roku pozostało mało czasu, wciąż nie znamy oficjalnego projektu ustawy, która miałaby wprowadzić proponowane zmiany. Co więcej, w wyniku ostatniej reorganizacji rządu na czele resortu pracy (włączonego do Ministerstwa Rozwoju) stanął Jarosław Gowin, który w poprzednich latach sprzeciwiał się oskładkowaniu umów cywilnoprawnych. Niezależnie od tego, na co ostatecznie zdecydują się rządzący, warto pamiętać, że od 2021 r. wejdzie w życie zmiana art. 36 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 266 z późn. zm.). Zdaniem części ekspertów wprowadzi ona oskładkowanie umów o dzieło „tylnymi drzwiami”, bez wpisywania ich do ustawowego katalogu tytułów podlegających obowiązkowym ubezpieczeniom społecznym.

Umowa o dzieło do zgłoszenia

Od 1 stycznia 2021 r. każdy płatnik składek i każda osoba fizyczna zlecająca dzieło mają obowiązek poinformować o tym ZUS w terminie 7 dni od dnia zawarcia umowy. Wzór informacji o zakontraktowanych przez płatnika umowach o dzieło zostanie określony w rozporządzeniu wykonawczym. Z tego obowiązku są wyłączone tylko umowy „własne”, czyli zawarte z własnym pracownikiem lub wykonywane na rzecz własnego pracodawcy. Te umowy jednak i tak były od wielu lat oskładkowane.

– Zmiana wprowadzająca oskładkowanie umów o dzieło miałaby dalekosiężne skutki dla płatników stosujących tę formę współpracy i oznaczałaby wzrost kosztów pracy. Dotychczas nie odprowadzano od nich żadnych składek do ZUS (z wyjątkiem umów zawartych z własnym pracownikiem lub wykonywanych na rzecz własnego pracodawcy). Jednakże ZUS, w ramach kontroli płatników, często kwestionował rzeczywisty charakter umów o dzieło i uznawał je za umowy zlecenia. Oczywiście wiązało się to z ustaleniem należności składkowej od takich umów oraz zobowiązaniem płatnika do ich rozliczenia i uregulowania powstałego w ten sposób zadłużenia – tłumaczy Robert Adamczyk, ekspert Ayming Polska z zakresu prawa pracy.

Nowe uprawnienia ZUS-u

Od 2021 r. ZUS będzie na bieżąco gromadził dane o wszystkich nieoskładkowanych umowach o dzieło. Tym samym nie będzie musiał wszczynać kontroli u pracodawcy, aby uzyskać dane płatników, którzy stosują tę formę współpracy. Dotychczasowa praktyka wskazuje, że wiele z umów o dzieło, na mocy decyzji administracyjnej, może zostać „przekwalifikowanych” na umowy zlecenia. Nawet jeżeli płatnik składek odwoła się od takiej decyzji, musi brać pod uwagę wieloletni proces sądowy, a także liczyć się z przegraną, ponieważ sądy często przyznają w tym zakresie rację organowi rentowemu.

W sytuacji, gdy w wielu przypadkach forma współpracy będzie musiała zmienić się z umowy o dzieło na umowę zlecenie czy nawet na umowę o pracę, przedsiębiorcy powinni rozważyć inne sposoby na obniżenie kosztów pracy, które są zgodne z obowiązującymi przepisami. Jednym z nich jest weryfikacja poprawności wyliczenia składki wypadkowej, co może przynieść wymierne oszczędności bez redukcji zatrudnienia lub obniżki wynagrodzeń. Należy pamiętać, że ewentualne nadpłaty można odzyskać za wiele lat wstecz. Obszarem składki wypadkowej warto zainteresować się już teraz, ponieważ do końca stycznia 2021 roku przedsiębiorcy mają obowiązek złożyć informację ZUS IWA za ubiegły rok. Zawarte w niej dane przełożą się na wysokość obciążeń z tego tytułu w okresie składkowym od kwietnia 2021 roku do marca 2022 roku – dodaje Piotr Radko, Dyrektor Obszaru Kosztów Pracy w Ayming Polska.

Ultraciekawy tydzień – wybory w USA i o wiele więcej

Obecny tydzień będzie jednym z najciekawszych od dłuższego czasu pod kątem różnego rodzaju ważnych dla rynku wydarzeń. Danych makroekonomicznych nie zabraknie, czekamy jednak przede wszystkim na rozstrzygnięcie wyborów w USA i sygnały ze strony najważniejszych światowych banków centralnych.

Ryzykowne aktywa zakończyły ubiegły tydzień spadkami, inwestorzy skupowali za to waluty safe haven. Przestraszyły ich informacje o pogarszających się statystykach covidowych, nowych lockdownach w Europie, narosły też obawy dotyczące zmienności w kontekście wyborów w USA. Spadły światowe indeksy akcji, za to obligacje skarbowe radziły sobie w zróżnicowany sposób: niemieckie obligacje zyskały na wartości, z kolei amerykańskie, co nieco zaskakujące, na przestrzeni tygodnia traciły. Dolar amerykański umocnił się względem każdej innej waluty G10 z wyjątkiem jena japońskiego, co wpisuje się w typowe zachowanie rynku podczas fali awersji do ryzyka.

Oczywiście wtorkowe wybory w USA są zdecydowanie najważniejszym wydarzeniem tego tygodnia pod kątem zmiany sytuacji w zakresie ryzyka. Utrzymujemy nasze oczekiwania zakładające zwycięstwo Bidena i ok. 50/50 szanse na wystąpienie „niebieskiej fali”, czyli sytuacji, w której Demokraci dodatkowo przejmują kontrolę nad Senatem, co byłoby negatywne dla dolara i pozytywne dla aktywów ryzykownych, zwłaszcza dla akcji. W drugiej części tygodnia uwagę skupią na sobie listopadowe decyzje Rezerwy Federalnej i Banku Anglii.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień osłabieniem w parze z euro. W tym czasie kurs EUR/PLN przekroczył kwietniowe oraz marcowe maksima i dobił do poziomu 4,64 – najwyższego od 2009 roku. Słabość złotego można powiązać zarówno z ogólnym pogorszeniem sentymentu i silnym spadkiem pary EUR/USD, jak i kwestiami krajowymi, szczególnie pogorszeniem sytuacji pandemicznej – w ostatnich dniach liczba nowych zakażeń w Polsce przekroczyła 20 tysięcy, istotnie wzrosła również liczba rejestrowanych dziennie zgonów związanych z COVID-19.

W najbliższych dniach na złotego wpływ powinny mieć przede wszystkim zmiany sentymentu względem ryzyka. Posiedzenie RPP w połowie tygodnia prawdopodobnie nie wpłynie istotnie na polską walutę, niemniej i tak warto będzie zwrócić uwagę na informacje o nowych projekcjach makroekonomicznych oraz wypowiedzi decydentów w kontekście pogorszenia się sytuacji pandemicznej i nadchodzących działań ze strony EBC.

Widoczny na rynku większy spokój i zwycięstwo Demokratów w USA powinny sprzyjać złotemu, jednak biorąc pod uwagę niekorzystną sytuację pandemiczną tak na kontynencie, jak i w Polsce, trudno oczekiwać istotnego umocnienia się polskiej waluty w perspektywie kilku najbliższych tygodni.

EUR

Dane o PKB strefy euro w trzecim kwartale okazały się znacznie lepsze niż oczekiwano. Rynki jednak nie przywiązały do nich nadmiernej wagi, skupiając się zamiast tego na marniejących perspektywach gospodarczych w związku z pogarszającymi się statystykami dotyczącymi pandemii i nowymi obostrzeniami w europejskich krajach. Wyraźnie gołębie stanowisko EBC podczas posiedzenia w listopadzie nie wpłynęło na zmianę tego negatywnego trendu. Obecnie jasne jest, że w grudniu dojdzie do dalszego złagodzenia polityki pieniężnej, zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Sondaż EBC dotyczący sytuacji na rynku kredytowym przyniósł dodatkowe złe wiadomości, wskazując na utrudnienia w dostępie do finansowania dla gospodarstw domowych i firm.

Zwycięstwo Bidena może w tym tygodniu przynieść pewną ulgę euro. Spodziewamy się jednak utrzymania kursu EUR/USD w ramach ostatnich widełek, dopóki nie uzyskamy wyraźnych sygnałów, że druga fala pandemii w strefie euro słabnie.

USD

Dane z gospodarki USA pokazują oznaki siły. Co prawda wobec dynamicznie zmieniającej się sytuacji dane o PKB w trzecim kwartale można uznać obecnie za niezbyt aktualne, jednak lepsze od oczekiwanych okazały się również świeższe dane o sprzedaży detalicznej, wydatkach osobistych i wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych.

Sprzedaż detaliczna w USA (2015–2020)

Sprzedaż detaliczna w USA
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 02/11/2020

Niemniej jednak, w obliczu nadchodzących wyborów w USA i posiedzenia Rezerwy Federalnej, które odbędzie się niedługo później, retrospektywne dane z gospodarki otrzymały mniej uwagi niż zazwyczaj. Oczekujemy, że listopadowe spotkanie Fed, którego rezultat poznamy w czwartek, będzie stanowiło dodatek do informacji okołowyborczych. Zakładamy, że komitet decyzyjny pozostawi parametry polityki monetarnej na niezmienionym poziomie, a retoryka banku centralnego będzie zbliżona do tej z ostatniego posiedzenia.

GBP

W ubiegłym tygodniu szterling umocnił się w parze z euro, jednak na początku obecnego waluta oddaje wcześniejsze zyski. Rynek reaguje bowiem na zwrot o 180 stopni, jakiego w kontekście pandemii dokonał Boris Johnson. W weekend ogłosił on ponowne wprowadzenie lockdownu w Anglii na okres czterech tygodni od czwartku. Obostrzenia będą jednak mniej restrykcyjne niż te wprowadzone na wiosnę.

Listopadowe posiedzenie Banku Anglii, którego wynik poznamy w czwartek, również zapowiada się na istotne wydarzenie. Spodziewamy się, że decydenci ogłoszą zwiększenie pułapu zakupów w ramach programu QE o 100 mld funtów, reagując na pogarszające się dane gospodarcze i nowy lockdown. Negatywny wpływ oczekiwanego przez nas złagodzenia polityki pieniężnej na funta powinien być częściowo zamortyzowany przez zwycięstwo Bidena w USA. W krótkiej perspektywie czasowej brytyjska waluta może jednak radzić sobie gorzej niż euro.

CHF

Frank szwajcarski w zeszłym tygodniu umocnił się w parze ze słabszym euro, jednak radził sobie gorzej niż inne waluty safe haven – USD i JPY. Wieści ze Szwajcarii z ostatnich kilku dni były negatywne. Pod koniec tygodnia liczba zarejestrowanych dziennie zakażeń koronawirusem przebiła poziom 9 tys. Zgodnie z oczekiwaniami rząd w środę ogłosił wprowadzenie nowych restrykcji na poziomie federalnym. Obejmują one m.in. limity czasu otwarcia barów i restauracji oraz dotyczące zgromadzeń. Nie są jednak szczególnie surowe, co ogranicza presję na firmy.

Październikowy odczyt PMI i indeks wyprzedzający KOF rozczarowały, pokazując spadek w relacji do danych z września. Dodatkowo sprzedaż detaliczna we wrześniu obniżyła się o 3,6% w relacji do poprzedniego miesiąca, notując największy spadek od czasu rekordowego załamania w kwietniu. Ogólnie rzecz biorąc, wskazuje to na złagodzenie ożywienia gospodarczego, które jest dodatkowo zagrożone przez nowe restrykcje wprowadzone w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się koronawirusa.

Kalendarz ekonomiczny dla Szwajcarii na ten tydzień jest w większości pusty. Wtorkowe dane o inflacji w październiku będą jedynym istotnym odczytem, jednak szwajcarska waluta na nie prawdopodobnie nie zareaguje. Tym niemniej, w tym tygodniu prawdopodobnie zaobserwujemy wzrost zmienności franka, biorąc pod uwagę pogarszającą się sytuację pandemiczną w Europie i kilka wydarzeń generujących ryzyko, które będą miały miejsce w kolejnych dniach. Szczególnie istotne w tym kontekście będą wybory w USA.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Wydatki na promocję rozrywkowych treści wideo będą stabilne pomimo pandemii

  • Wzrost oglądalności telewizji i płatnych serwisów streamingowych, jakość ich produkcji oraz konkurencja na tym rynku sprawiły, że globalne wydatki reklamowe tego sektora spadną w 2020 roku jedynie o 0,2%
  • Marki wideo wydadzą 57% swojego budżetu reklamowego na działania w kanale digital w roku 2020
  • Spadki przychodów telewizji z reklam bezpłatnej i płatnej, spodziewane w 2021 i 2022 roku, przełożą się na opóźnienie ożywienia w tej kategorii
  • Indie i Hiszpania będą liderami wzrostu wydatków na promocję treści video  do 2022 roku

W opublikowanym dzisiaj raporcie Business Intelligence – Video Entertainment, agencja mediowa Zenith prognozuje, że w 2020 roku globalne wydatki promocyjne rozrywkowych treści wideo zmniejszą się w tym roku o zaledwie 0,2% na dziesięciu kluczowych rynkach*. To znacznie lepszy wynik w porównaniu do całego rynku reklamy, który odnotuje spadek o 8,7% w tych samych krajach.

Niezwykła odporność budżetów reklamowych w tej kategorii w tym roku, w czasie globalnej pandemii i późniejszej recesji, jest wynikiem zwiększonego popytu ze strony konsumentów oraz podaży treści i intensywnej konkurencji pomiędzy producentami treści wideo.

Konsumenci, spędzając znacznie więcej czasu w domu, zwiększyli czas jak poświęcają na konsumpcje treści wideo. Na przykład we Francji czas oglądania telewizji w kwietniu był o 30% wyższy w porównaniu z rokiem ubiegłym, a w sierpniu nadal był o 11% wyższy. W międzyczasie internetowe platformy wideo zainwestowały ogromne sumy w tworzenie treści, aby przyciągnąć nowych widzów, zmuszając tradycyjnych nadawców do podniesienia rękawicy w tym pojedynku.

Lockdown sprawił, że technologia cyfrowa stała się jeszcze bardziej istotna dla producentów treści wideo

Marki związane z rozrywką wideo wydają więcej na reklamę cyfrową, out-of-home i kino niż przeciętna marka. Ich zależność od reklamy outdoorowej i kina stanowiła w tym roku szczególne wyzwanie, ponieważ byli zmuszeni zrekompensować sobie utratę widowni z pustych ulic miast i zamkniętych kin. Przełożyło się to na jeszcze większe wydatki w kanale digital, które zgodnie z prognozą Zenith wzrosną z 53% całkowitych wydatków na promocję produkcji wideo w 2019 roku do 57% w 2020 roku.

Wydatki na wideo w kategorii rozrywka przekroczą szczytowy poziom z 2019 roku o 1,2% w 2022

Chociaż oczekuje się, że poziom wydatków na treści wideo w kategorii rozrywka będzie znacznie przewyższać rynek w 2020 roku, agencja Zenith prognozuje, że w ciągu najbliższych dwóch lat sektor ten osiągnie słabsze wyniki, przy braku zwyżki budżetów reklamowych w 2021 i wzroście o 1,3% w 2022 roku. Platformy wideo online będą miały mniejszą zdolność do zwiększania budżetów po znacznych wydatkach w 2020 roku, a tradycyjni nadawcy telewizyjni będą mieli mniejsze wpływy z reklam telewizyjnych i abonamentów płatnej telewizji. Niemniej jednak, Zenith przewiduje, że wydatki na reklamę w zakresie treści wideo z kategorii rozrywka będą o 1,2% wyższe w 2022 niż w 2019 roku, podczas gdy ogólne wydatki na reklamę będą nadal o 0,6% niższe niż w szczytowym okresie 2019.

Hiszpania i Indie liderem wzrostu wydatków reklamowych sektorawideo w kategorii rozrywka

Stabilne dane liczbowe dotyczące wzrostu wideo w kategorii rozrywka kryją w sobie znaczne różnice pomiędzy 10 rynkami. Przewiduje się, że w 2022 roku marki należące do kategorii rozrywki wideo wydadzą o 27% więcej niż w 2019 r. w Hiszpanii i o 19% więcej w Indiach. Tymczasem w tym samym okresie, według prognozy Zenith, oczekuje się spadku wydatków o 5% w USA i 7% w Australii.

Zarówno Hiszpania, jak i Indie wykazują szybko rosnący apetyt na wideo na życzenie (VOD), zwłaszcza na smartfony w Indiach. W przeciwieństwie do większości krajów zachodnich, indyjski rynek reklamy telewizyjnej również cieszy się szybkim, długoterminowym wzrostem i powinien szybko odbić się w 2021 roku.

Stany Zjednoczone są jedynym rynkiem, na którym spodziewany jest dalszy spadek wydatków na reklamę w zakresie wideo w kategorii rozrywka po 2020 roku, ponieważ rosnące przychody w Internecie nie są w stanie zrekompensować trwającego spadku wpływów reklamowych i abonamentowych płatnej telewizji, zmniejszając dostępne im budżety promocyjne. Lepiej wygląda sytuacja branży wideo w Australii,  ale tam nadawcy nie muszą zwiększać budżetów promocyjnych by utrzymać swój udział w rynku reklamowym, bo pomimo nagłego zatrzymania wpływów z reklam, spowodowanego pandemią, zaczęły on powracać do normy.

*Treści wideo w kategorii rozrywka to długoformatowe treści wideo, dostarczane przez tradycyjną telewizję lub online, w tym bezpłatną telewizję, płatną telewizję i internetowe platformy wideo na życzenie. Rynki objęte tym badaniem to Australia, Kanada, Niemcy, Indie, Włochy, Rosja, Hiszpania, Szwajcaria, Wielka Brytania i USA, które łącznie stanowią 57% wszystkich światowych wydatków na reklamę.

Złoty odrabia straty. Inflacja w ryzach

Po gwałtownym wyskoku ponad 4,60 zł za euro na rynki znów wraca spokój. Dotyczy to również innych walut naszego regionu świata. Zyskuje też forint i korona czeska.

Inflacja w ryzach

W piątek poznaliśmy dane na temat wzrostu cen nad Wisłą. Zgodnie z oczekiwaniami proces ten spowalnia, ale nadal wynosi 3% w skali roku. Jest to zgodne z celem inflacyjnym NBP, ale patrząc na ilość transferów pieniężnych można się spodziewać, że raczej będziemy podobnie jak teraz znajdować się powyżej niż poniżej tego celu, szczególnie biorąc pod uwagę nadchodzące zmiany niektórych podatków, które zostaną przerzucone na odbiorców.

Lepsze dane ze strefy euro

Również w piątek opublikowano dane na temat wzrostu PKB w strefie euro. Gospodarka kurczyła się na koniec 3 kwartału o 4,3%. Z jednej strony to słabe dane, z drugiej analitycy spodziewali się 7%. Była to jedna z tych informacji, które wyraźnie poprawiły klimat na rynkach i pozwoliły się odbić walutom naszego regionu. Na koniec tygodnia cena euro ponownie zbliżyła się do 4,60 zł i dzisiaj ponownie zbliża się do tej granicy.

Jutro wybory

Już jutro w USA wybory prezydenckie. Sondaże bez zmian wskazują na przewagę Joe Bidena. W poprzednich wyborach Donald Trump również nie był faworytem sondaży, co prawda, miał mniejszą stratę niż obecnie. Analitycy wskazują również na problem, jakim może być czas liczenia głosów. W głosowaniu korespondencyjnym wzięła udział rekordowa liczba obywateli, co z pewnością wydłuży czas liczenia głosów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polska Izba Przemysłu Targowego o rozmowach z rządem: potrzebna pomoc dla całej branży targowej

– Wierzymy, że branża targowa została w końcu zauważona i jest postrzegana jako znacząca gałąź polskiej gospodarki, którą należy i warto ratować – tak Polska Izba Przemysłu Targowego komentuje dotychczasowe rozmowy z przedstawicielami rządu i przypomina, że konieczne jest wsparcie władz zarówno dla organizatorów targów, jak i firm „około targowych” czyli takich, które pracują dla targów, np. projektując i budując stoiska czy spedycji targowej.

Wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii Jarosław Gowin i jego zastępczyni Olga Semeniuk rozpoczęli rozmowy z branżą targową o udzieleniu jej rządowego wsparcia.

– Cieszy nasz ta atencja ze strony rządu. Wierzymy, że oznacza ona, iż branża targowa została w końcu zauważona i jest postrzegana jako znacząca gałąź polskiej gospodarki, którą należy i warto ratować dla dobra nie tylko „Targusów” (potoczne określenie osób i firm z branży targowej), ale i dla dobra polskiego biznesu – uważa Beata Kozyra – prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego, która wraz z kilkoma innymi przedstawicielami branży brała udział w rozmowach z wicepremierem Gowinem i wiceminister Semeniuk. Izba docenia też dotychczasowe wsparcie w postaci kolejnych tarcz rządowych oraz tarczy PFR.

 – Wsparcie, które jednak już się skończyło, a targi nadal stoją, czy raczej… leżą na łopatkach – tak Beata Kozyra opisuje obecną sytuację, w jakiej znalazły się targi w Polsce i kontynuuje:

– Wprawdzie Rząd wyciąga do nas pomocną dłoń w postaci Tarczy 6.0., jednak projekt Tarczy 6.0. w obecnej postaci wspiera firmy branży targowej jedynie wybiórczo, bowiem pomoc w postaci abolicji składek ZUS jest przewidziana tylko dla organizatorów targów.

Podobnie było w przypadku w tzw. Tarczy Turystycznej (zwanej też Minitarczą), w której pomoc przypadła tylko jednej kategorii podmiotów z branży targowej – organizatorom targów, zaś inne, takie jak firmy projektujące i budujące stoiska czy zajmujące się spedycją targową pozostały bez wsparcia. A jak zauważa Beata Kozyra, branża targowa to nie tylko organizatorzy targów, ale również operatorzy obiektów targowych, firmy świadczące usługi projektowania, budowy i wyposażania stoisk targowych, firmy usług transportu i spedycji targowej, a także dostawcy wielu innych usług dla branży targów.

– Dlatego zarówno w rozmowach z Panem Premierem, jak i wcześniej, informując o tym w przestrzeni publicznej, Izba apelowała o dodanie do listy PKD objętych abolicją składek ZUS oraz postojowym w Tarczy 6.0 poniższych kodów PKD:

  1. 30.Z– organizatorzy targów, wystaw i kongresów (kilkaset firm)
  2. 20.Z – wynajem i zarządzanie nieruchomościami: pod tym kodem PKD działają obiekty targowe (ok. 50 firm), wynajmujące powierzchnię wraz z usługami towarzyszącymi na rzecz wydarzeń targowych, konferencji, eventów
  3. 11.Z  – działalność agencji reklamowych: pod tym kodem PKD działa ok. 4 000 firm projektujących i budujących stoiska targowe
  4. 29.C  – działalność pozostałych agencji transportowych:  pod tym kodem PKD działają firmy transportu i spedycji targowej (ok. 8 firm).

Zdajemy sobie sprawę, że za powyższymi kodami PKD kryje się kilkadziesiąt tysięcy firm – zwraca uwagę Beata Kozyra i w imieniu zrzeszonych w kierowanej przez nią Izbie podmiotów proponuje, aby wyabstrahować z firm działających pod powyższymi kodami PKD tylko te 2 000 – 3 000 firm, które rzeczywiście działają w branży targowej i utraciły większość swoich przychodów.

– Polska Izba Przemysłu Targowego proponuje takie kryterium przyznawania wparcia: obejmowałoby ono firmy, których przychód w trzech dowolnie wybranych miesiącach 2020 r. był niższy o co najmniej 75% w stosunku do przychodu uzyskanego w tych samych miesiącach w 2019 r. i które pod rygorem odpowiedzialności karnej oświadczą, że 75% ich ubiegłorocznego przychodu było całkowicie zależne od organizacji, obsługi oraz innych usług świadczonych na rzecz targów i kongresów w kraju i za granicą – przedstawia propozycje Izby Beata Kozyra.

– Liczymy, że po ostatnich rozmowach z Panem Premierem, powyższy postulat zostanie wzięty pod uwagę w projekcie Tarczy 6.0., nad którym rząd nadal pracuje – mówi w imieniu Izby Beata Kozyra. Dodaje też, że liczy również na rozważenie innych postulatów branży targowej, które zostały przedstawiane rządowi w trakcie ostatnich spotkań oraz podczas środowego „Spaceru” Komitetu Obrony Branży Targowej. – Dla branży, która od lutego br. nie może prowadzić swojej działalności oraz biorąc pod uwagę to, że przez kolejne miesiące branża będzie w zastoju (w marcu 2021 minie rok odkąd firmy targowe nie mają przychodów) bez bardziej konkretnej pomocy państwa, tak ważny dla całej gospodarki sektor targowy czeka upadek – przewiduje Beata Kozyra.

Postulaty te przewidują:

  1. Rekompensaty w wysokości 50% ubiegłorocznego przychodu dla firm, które pod rygorem odpowiedzialności karnej oświadczą, że 75% ubiegłorocznego przychodu firmy była całkowicie zależna od organizacji, obsługi oraz innych usług świadczonych na rzecz imprez targowych w kraju i za granicą – aby zatrzymać fale bankructw firm targowych wypłaty rekompensat są potrzebne jeszcze w tym roku.
  2. Umorzenie całości otrzymanych kwot pomocy z PFR dla firm, które pod rygorem odpowiedzialności karnej oświadczą, że 75% ich ubiegłorocznego przychodu była całkowicie zależna od organizacji, obsługi oraz innych usług świadczonych na rzecz imprez targowych w kraju i za granicą – to rozwiązanie będzie niezbędne od maja 2021 roku.

– Nie ukrywam, że po ostatnich spotkaniach z rządem oraz po wypowiedziach Pana Premiera Gowina i Pani Minister Semeniuk, którzy wykazali zrozumienie zarówno dla sytuacji, jak i postulatów branży, a także znaczenia targów i kongresów dla wsparcia polskich branż i polskiej gospodarki przy wyjściu z zastoju po okresie pandemii, w branżę wstąpiła nowa nadzieja. I wierzymy, że rząd jej nie zawiedzie – przyznaje Beata Kozyra.

Związane z branżą targową firmy mogły dotychczas skorzystać z pomocy państwowej, podobnie, jak firmy wszystkich innych branż, na zasadach ogólnych w kolejnych edycjach „Tarcz”. Pomimo odblokowania organizacji imprez targowych w czerwcu, targi nie odbywały się, ponieważ wakacje są już tradycyjnie okresem przerwy w działalności targowej.

Dziś Izba szacuje dotychczasowe straty całej branży targowej w Polsce na ponad 1,3 mld złotych. Coraz bardziej realna staje się konieczność kolejnych zwolnień, przed jakimi stoi wielu przedsiębiorców „około targowych”. A jeszcze na początku tego roku wartość całego rynku targowego wynosiła prawie 5 mld złotych. Działające na nim podmioty odprowadziły w 2019 roku około pół miliarda złotych podatków.

Mercedes-Benz AG zamierza zwiększyć swoje udziały w Aston Martin

  • Mercedes-Benz AG i Aston Martin Lagonda planują poszerzenie oraz wzmocnienie istniejącego partnerstwa technologicznego
  • Podpisanie umowy o strategicznej współpracy, która zapewni Astonowi Martinowi dostęp do nowych rozwiązań technicznych
    i komponentów Mercedes-Benz
  • Dostęp do tych nowych rozwiązań technicznych i komponentów zostanie zapewniony w zamian za nowe udziały w firmie Aston Martin Lagonda; dostawa wspomnianych rozwiązań i komponentów będzie odbywać się na uzgodnionych warunkach handlowych
  • Nowe akcje zostaną wyemitowane w kilku etapach, w ciągu najbliższych 3 lat, co pozwoli zwiększyć udziały Mercedes-Benz AG w firmie Aston Martin Lagonda do maksymalnie 20,0%

Mercedes-Benz AG i Aston Martin Lagonda Global Holdings plc („Aston Martin”) ogłosiły zawarcie nowej strategicznej umowy technicznej i wzmocnienie swojej współpracy. Dzięki nowej umowie Mercedes-Benz AG zapewni Astonowi Martinowi dostęp do szeregu zaawansowanych rozwiązań technicznych Mercedes-Benz, w tym hybrydowych
i elektrycznych układów napędowych nowej generacji, a także innych samochodowych komponentów oraz układów.

Dostęp do tych rozwiązań i technologii zostanie przyznany w zamian za nowe akcje Astona Martina, wyemitowane w kilku etapach w ciągu najbliższych 3 lat – ich łączna wartość ma wynosić do 286 mln funtów brytyjskich. Obecnie Mercedes-Benz AG ma 2,6% udziału w podstawowym kapitale Astona Martina. Po wyemitowaniu nowych akcji udziały Mercedes-Benz AG wzrosną do maksymalnie 20,0%. Mercedes-Benz AG nie ma zamiaru zwiększać swojego udziału w Astonie Martinie ponad ten poziom.

Wolf-Dieter Kurz, dyrektor Mercedes-Benz Cars ds. strategii produktu, powiedział: „Z sukcesami współpracujemy już z Astonem Martinem w ramach partnerstwa technicznego, które zdążyło przynieść korzyści obu firmom. Dzięki poszerzeniu partnerstwa będziemy w stanie zapewnić Astonowi Martinowi dostęp do nowych, najnowocześniejszych rozwiązań technicznych i komponentów, w tym do nowej generacji hybrydowych i elektrycznych zespołów napędowych. Uzgodnienia dotyczące dostaw będą odbywać się na przyjętych warunkach handlowych. Liczymy na dalszą współpracę z firmą Aston Martin i życzymy jej wielu sukcesów na kolejnym etapie rozwoju”.

Historia

W 2013 r. firmy Mercedes-Benz AG i Aston Martin nawiązały strategiczną współpracę w zakresie dostaw silników AMG V8 oraz komponentów przeznaczonych dla architektury E/E (elektrycznej). W zamian Mercedes-Benz AG otrzymał 5-procentowy udział kapitałowy w Astonie Martinie. Obecnie, po pierwszej ofercie publicznej Astona Martina w 2018 r. i kolejnych rundach finansowania, udziały Mercedes-Benz AG wynoszą 2,6%.

Kluczowe warunki nowej umowy

Negocjacje dotyczące poszerzenia dotychczasowej współpracy ruszyły w 2020 r. W pierwszej kolejności Aston Martin przedstawił oczekiwanie dostępu do określonych silników i zespołów napędowych, a także do ich oprogramowania, architektury E/E oraz szeregu innych komponentów. Mercedes-Benz AG zgodził się na udostępnienie tych rozwiązań
i komponentów w zamian za dodatkowe, nowe udziały, które zostaną przydzielone firmie w drodze wniesienia wkładu rzeczowego (aportu). Porozumienie nie pociąga za sobą żadnego świadczenia pieniężnego ze strony Mercedes-Benz AG. Dostawy rozwiązań i komponentów będą odbywać się na warunkach rynkowych.

Do osiągnięcia maksymalnego uzgodnionego udziału Mercedes-Benz AG w Astonie Martinie – w wysokości 20,0% – wymagany będzie wkład rzeczowy o łącznej wartości 286 mln funtów brytyjskich. Mercedes-Benz AG nie ma zamiaru zwiększać swojego udziału ponad ten podział. Nowe akcje zostaną wyemitowane na rzecz Mercedes-Benz AG w kilku transzach powiązanych z wydaniem różnych pakietów technicznych, ostatecznie do 2023 r.

Główne warunki pierwszego pakietu technicznego i transzy akcji zostały już ustalone. Wartość pakietu/transzy wynosi 140 mln funtów brytyjskich. Akcje, które w zamian zostaną wyemitowane na rzecz Mercedes-Benz AG, zwiększą udział firmy w Astonie Martinie do 11,8%. W przypadku kolejnych transz strony muszą uzgodnić zakres rozwiązań, które mają być udostępnione Astonowi Martinowi, ich odpowiednią wartość oraz jednostkowe ceny komponentów i układów.

Planowana kontynuacja i zacieśnienie współpracy z Aston Martinem zaowocuje dalszą sprzedażą komponentów i układów przez Mercedes-Benz AG, a także potencjalnym wzrostem wartości zwiększonych udziałów w Astonie Martinie.

„Ochrona przedsiębiorcy w dobie Covid-19” – konferencja online doradców podatkowych

Za niespełna miesiąc odbędzie się XVIII Ogólnopolska Konferencja Podatkowa z cyklu „Doradca podatkowy obrońcą praw podatnika”. Przedstawiciele Ministerstwa Finansów, organizacji zrzeszających przedsiębiorców, eksperci z zakresu ochrony zdrowia oraz doradcy podatkowi z kraju i zagranicy będą mówić o ochronie przedsiębiorców w dobie pandemii. Z uwagi na nasilającą się pandemię i ograniczenia z tym związane, wystąpienia zostaną zarejestrowane wcześniej i będą dostępne dla wszystkich zainteresowanych online, od 27 listopada.

„Doradcy podatkowi to grupa zawodowa, która jest bardzo blisko biznesu. W ciągu kilku miesięcy przedsiębiorcy znaleźli się w zupełnie nowej, nieznanej rzeczywistości, a wraz z nimi my – doradcy podatkowi. Wybór tematu tegorocznej konferencji był oczywisty: będzie mówić o tym, czym żyją dzisiaj nasi klienci – podatnicy”– mówi Piotr Maciejewski, doradca podatkowy, wiceprzewodniczący zarządu Śląskiego Oddziału Krajowej Izby Doradców Podatkowych, organizatora wydarzenia.

Nie tylko podatki: szersze spojrzenie na sytuację przedsiębiorców podczas pandemii

Konferencję, którą będzie można obejrzeć online od 27 listopada br., otworzy Przewodniczący KRDP prof. dr hab. Adam Mariański. Wykład inauguracyjny poprowadzi prof. dr hab. Jadwiga Glumińska-Pawlic, będąca opiekunem merytoryczny wydarzenia. Prelekcje wygłoszą przedstawiciele resortu finansów, a także przedstawiciele Regionalnej Izby Gospodarczej, Rzecznik Praw Przedsiębiorców RIG oraz doradcy podatkowi z kraju i zagranicy.

Jednym z tematów, który zostanie poruszony podczas konferencji będzie odpowiedzialność podatnika korzystającego z pomocy państwa w związku z pandemią. – „W zasadzie każdy podatnik miał możliwość uzyskać wsparcie finansowe od Państwa w związku z zakłóceniem funkcjonowania gospodarki przez pandemię wirusa SARS-CoV-2. Pomoc finansowa w wielu aspektach opierała się jednak wyłącznie na oświadczeniach podatnika, a niektórzy z nich złożyli wnioski pomimo braku podstaw faktycznych i prawnych do jej uzyskania. Nienależne uzyskanie wsparcia finansowego może rodzić konsekwencje natury administracyjnej, podatkowej, a także karnej” – zwraca uwagę Marek Mikuła, doradca podatkowy i adwokat, jeden z prelegentów listopadowej konferencji.

W ramach wydarzenia, które jest organizowane przez Śląski Oddział KIDP już po raz osiemnasty, do dyskusji na temat kondycji polskiego biznesu w warunkach kryzysu wywołanego pandemią zaproszono nie tylko ekspertów od prawa podatkowego, ale także przedstawicieli samorządu lekarzy, i pielęgniarek oraz psychologów. Powiedzą oni o wpływie, jaki izolacja wymuszona pandemią wywiera na relacje społeczne.

W konferencji udział zapowiedzieli doradcy podatkowi z Czech, Słowacji, Niemiec i Włoch. Dzięki tym wystąpieniom dowiemy się, jak w dobie COVID-19 funkcjonują urzędy skarbowe w innych krajach UE.

– „Bardzo zależy nam, aby owocem naszego listopadowego spotkania było nie tylko postawienie diagnozy odnoszącej się do kondycji polskiego biznesu w warunkach kryzysu wywołanego pandemią, ale również udzielenie wskazówek, które pomogą przetrwać przedsiębiorcom ten trudny czas. Liczymy na to, że zaplanowane wystąpienia pozwolą nam ten cel osiągnąć” – mówi w imieniu organizatorów Piotr Maciejewski.

Konferencja w formule online, dostępna dla wszystkich zainteresowanych

Tak jak większość tego typu wydarzeń, tegoroczna odsłona konferencji z cyklu „Doradca podatkowy obrońcą praw podatnika” przeniosła się do przestrzeni internetowej. Organizatorzy serdecznie zachęcają do udziału – już teraz warto zapisać w kalendarzu termin konferencji, czyli 27 listopada 2020 r., ale nagranie będzie także dostępne po tej dacie. Bieżące informacje o wydarzeniu są dostępne na stronie internetowej Śląskiego oddziału KIDP: LINK https://slaski.kidp.pl/ oraz na facebookowej stronie Oddziału LINK https://www.facebook.com/slaskioddzialkrajowejizbydoradcowpodatkowych.

Na Program Wspierania Rozwoju Uniwersytetów Ludowych przeznaczono już kwotę 24 mln złotych

W pierwszym konkursie Programu Wspierania Rozwoju Uniwersytetów Ludowych na l. 2020-2030 wnioski złożyło 213 organizacji. Na dotacje w wysokości od 975 tys. do 1,950 mln złotych przeznaczono kwotę 24 mln złotych.

Utworzony z inicjatywy wicepremiera Piotra Glińskiego program oferuje po raz pierwszy w historii Polski systemowe wsparcie uniwersytetów ludowych na ogólnokrajową skalę. Uniwersytety ludowe, których tradycja w Polsce sięga przełomu XIX i XX wieku, to placówki świadczące usługi związane z zawodową lub niezawodową edukacją osób dorosłych (powyżej 18 roku życia), działające w środowiskach wiejskich i małych miast, w warunkach utrudnionego dostępu do innych form takiej edukacji. UL-e wpływają na rozwój społeczności lokalnych, obok podnoszenia umiejętności i kompetencji wychowanków przyczyniając się m.in. do zachowywania oraz przekazywania tradycji i dziedzictwa narodowego.

Nabór w konkursie, którego operatorem jest Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, trwał od 29 września do 26 października br. Organizacje mogły wnioskować o dofinansowanie realizacji zadań w ramach 4 priorytetów:

  • Priorytet 1 to wsparcie infrastrukturalne i programowe działających uniwersytetów ludowych, prowadzących kursy stacjonarne z wykorzystaniem bazy internatowej lub kursy niestacjonarne. Pochodzące z programu środki posłużą do rozwoju organizacji oraz efektywniejszej realizacji ich działalności statutowej poprzez m.in. podnoszenie umiejętności i kwalifikacji osób prowadzących zajęcia, zakup sprzętu i wyposażenia oraz podnoszenie standardów zarządzania.
  • W ramach 2 priorytetu o wsparcie mogły wnioskować organizacje, które planują uruchomić nową placówkę prowadząca działalność oświatową i wychowawczą w myśl zasad metodologii grundvigiańskiej oraz te, które zamierzają reaktywować działalność wcześniej istniejącego uniwersytetu ludowego.
  • Priorytet 3 zakłada udzielenie wsparcia sieciom i federacjom organizacji obywatelskich działających w formule uniwersytetów ludowych.
  • W ramach Priorytetu 4 o wsparcie ubiegały się podmioty (w tym lokalne partnerstwa z udziałem uniwersytetów ludowych), których zadaniem będzie tworzenie i rozwój oferty w zakresie edukacji obywatelskiej.

– Cieszy nas, że w konkursie wpłynęło aż tyle wniosków, tym bardziej, że jest to pierwszy konkurs dedykowany rozwojowi Uniwersytetów Ludowych w Polsce. Ich działanie jest bardzo istotne dla rozwoju społeczeństwa obywatelskiego – wspierają aktywizację zawodową osób, które wypadły z rynku pracy lub chcą po prostu kontynuować swoją edukację, sprzyjają też integracji lokalnych społeczności i pielęgnowaniu lokalnej tradycji – wyjaśnia Wojciech Kaczmarczyk, Dyrektor Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, operatora Programu.

Organizacje, które uzyskają dofinansowanie w ramach Programu, będą mogły realizować zadania w okresie od 18 czerwca 2020 do 31 grudnia 2022 r. Maksymalna wysokość dotacji, o jaką można się ubiegać wynosi:

  • 975 000 zł w Priorytecie 1 i 2,
  • 1 950 000 zł w Priorytecie 3,
  • 195 000 zł w Priorytecie 4.

W konkursie złożono łącznie 213 aplikacji (z czego: w Priorytecie 1 – 14 wniosków, w Priorytecie 2 – 145 wniosków, w Priorytecie 3 – 2 wnioski, a w Priorytecie 4 – 52 wnioski). Wszystkie organizacje pozytywnie przeszły ocenę formalną.

Najwięcej wniosków złożyły organizacje mające siedzibę w województwie małopolskim (22 wnioski), mazowieckim (20 wniosków) oraz kujawsko-pomorskim i wielkopolskim (po 19 wniosków). Średnia wnioskowana dotacja w konkursie wyniosła 607 271,22 zł: w Priorytecie 1 – 765 222,04 zł, w Priorytecie 2 – 740 825,89 zł, w Priorytecie 3 – 1 135 670,00 zł, a w Priorytecie 4 – 172 010,92 zł.

Po ocenie formalnej czas na ocenę merytoryczną. Rozstrzygnięcie konkursu jest planowane w II połowie listopada.

Spadek. Gdy rodzice chcą zostawić nieruchomość tylko jednemu dziecku

Czy spisanie testamentu i przekazanie w nim majątku wybranej osobie to zawsze najlepsze rozwiązanie? Co z prawem do zachowku dla najbliższej rodziny? Czy nieruchomość można przekazać komuś z rodziny, ale jeszcze za życia? Czy w tym wypadku lepsza będzie umowa darowizny czy umowa o dożywocie? Zaczynamy cykl ekspercki dotyczący spraw spadkowych, przygotowany przez Małgorzatę Rosińską, Kierownika Działu Prawnego Funduszu Hipotecznego DOM.

Jakie kroki prawne można podjąć, gdy jedno z dzieci nie opiekuje się rodzicem/rodzicami, a jednak liczy na spadek i – zgodnie z przepisami – ma do niego pełne prawo?

Opis sytuacji:

Małżeństwo seniorów ma dwóch synów. Ich współwłasnością małżeńską jest dom, którego wartość to ok. pół miliona złotych.  Jeden z małżonków od kilku lat poważnie choruje, a koszty jego terapii i leków drenują budżet domowy emerytów. Starszy syn pomaga rodzicom, także finansowo. Młodszy syn od wielu lat jest za granicą i nie utrzymuje kontaktu z rodziną. W jaki sposób seniorzy mogą rozwiązać sprawy spadkowe w taki sposób, by ich jedynym spadkobiercą był starszy (opiekujący się nimi) syn?

Odpowiedź Eksperta:
Małgorzata Rosińska, Kierownik Działu Prawnego Funduszu Hipotecznego DOM

Co się wydarzy po śmierci małżeństwa, jeśli wcześniej nie podejmą żadnych działań (dziedziczenie ustawowe)?

Jeżeli małżonkowie nie sporządzą testamentów (warto przypomnieć i podkreślić, że każdy z nich musi sporządzić indywidualnie swój testament), to już po śmierci pierwszego z małżonków nastąpi dziedziczenie ustawowe z połowy domu. Jeśli pierwszy odejdzie mąż (senior), to jego żona odziedziczy 1/3 jego udziału w domu, po 1/3 dostaną również ich synowie. Po śmierci żony (seniorki)jej udział w domu zostanie natomiast podzielony w równych częściach między obu synów, a więc będą mieli wówczas po 50 proc. udziałów w domu po rodzicach.

Co seniorzy mogą zrobić, by połowa ich majątku nie trafiła w ręce syna, który jest za granicą i nie opiekuje się rodzicami?

Zgodnie z art. 991 KC „Zstępnym, małżonkowi oraz rodzicom spadkodawcy, którzy byliby powołani do spadku z ustawy, należą się, jeżeli uprawniony jest trwale niezdolny do pracy albo jeżeli zstępny uprawniony jest małoletni – dwie trzecie wartości udziału spadkowego, który by mu przypadał przy dziedziczeniu ustawowym, w innych zaś wypadkach – połowa wartości tego udziału (zachowek)”. Oznacza to, że jeśli małżonkowie sporządzą testamenty i każdy z nich swoją część domu zapisze starszemu synowi, to faktycznie on odziedziczy ostatecznie dom rodziców, ale jego młodszy brat (który jest za granicą) wciąż będzie mógł domagać się zachowku po rodzicach (o ile wcześniej nie otrzymał od rodziców darowizny pokrywającej jego zachowek lub przysługujące mu roszczenie nie znalazło pokrycia w poczynionym na jego rzecz zapisie). Kwotę tego zachowku o wartości ¼ spadku po rodzicach starszy brat będzie musiał wypłacić młodszemu. Na dodatek, jeżeli młodszy syn, obecnie przebywający za granicą, będzie trwale niezdolny do pracy, wówczas starszy będzie musiał mu wypłacić kwotę odpowiadającą wartości 2/3 udziału spadkowego, który by mu przypadał przy dziedziczeniu ustawowym (tj. 1/3 wartości domu).

Aby „pozbawić” młodszego syna prawa do zachowku, małżonkowie muszą go skutecznie wydziedziczyć w treści swoich testamentów.  Warto tu jednak pamiętać, że spadkodawca może pozbawić uprawnionego zachowku tylko wtedy, gdy: uprawniony – wbrew woli spadkodawcy – postępuje uporczywie w sposób sprzeczny z zasadami współżycia społecznego; dopuścił się względem spadkodawcy albo jednej z najbliższych mu osób umyślnego przestępstwa przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności albo rażącej obrazy czci np. lub uporczywie nie dopełnia względem spadkodawcy obowiązków rodzinnych (np. wszczyna ciągłe awantury, kieruje pod adresem spadkodawcy nieuzasadnione i krzywdzące zarzuty, wyrzuca go z domu, nie bierze udziału w jego życiu choćby poprzez wizyty w jego miejscu zamieszkania czy okazywanie zainteresowania jego sprawami).

Więcej informacji o spadkach po rodzicach znajdziesz tutaj.

Ważne jest również to, że przyczyna wydziedziczenia musi jasno wynikać z testamentu. W przeciwnym razie wydziedziczenie będzie nieskuteczne, nawet jeżeli w rzeczywistości przyczyna wydziedziczenia zachodziła. W testamencie małżonkowie muszą zatem wskazać konkretne zarzuty pod adresem młodszego syna oraz przykłady jego nagannych zachowań, które legły u podstaw wydziedziczenia np. nadużywanie alkoholu czy pozostawienia rodziców bez opieki niezbędnej ze względu na ich wiek lub zły stan zdrowia.

Co istotne zstępni wydziedziczonego zstępnego są uprawnieni do zachowku, chociażby przeżył on spadkodawcę. W praktyce może to oznaczać, że uprawnionym do zachowku (w przypadku skutecznego wydziedziczenia młodszego syna) będą jego syn lub córka, którym – w przypadku gdy są małoletni – będzie przysługiwać nawet 1/3 wartości domu.

Czy umowa o dożywocie może być alternatywą?

Alternatywną opcją w tym przypadku może być umowa o dożywocie, którą małżeństwo może zawrzeć ze starszym synem. Wówczas stanie się on formalnym właścicielem domu jeszcze za życia rodziców, oni zaś będą mieli zagwarantowane w umowie dożywotnie prawo zamieszkiwania w tej nieruchomości oraz opiekę ze strony syna. Po ich śmierci dom nie wejdzie już do masy spadkowej, a więc młodszy syn nie będzie mógł domagać się zachowku od wartości tej nieruchomości.

Jeżeli rodzice nie chcieliby faworyzować jednego z synów, a jednocześnie uniknąć sporów o podział majątku po ich śmierci, to mogą zawrzeć umowę o dożywocie np. z funduszem hipotecznym. W wyniku takiej umowy ich dom stanie się własnością funduszu i będzie wyłączony z masy spadkowej.   Seniorzy zachowają dożywotnie prawo do korzystania z domu i zyskają comiesięczne środki finansowe na codzienne życie czy leczenie. Trzeba jednak podkreślić, że po ich śmierci żaden z synów nie odziedziczy domu, który będzie już własnością funduszu hipotecznego.

14 mln euro na kosmos. Za nami Szwajcaria, Finlandia i Dania

14,18 mln euro – tyle pozyskaliśmy na technologie kosmiczne i badania kosmosu w kończącym się właśnie siedmioletnim unijnym programie finansowania badań i innowacji (Horyzont 2020, 2014-2020). To dwukrotnie więcej niż w latach 2007-2013, gdy ta kwota wynosiła 7,36 mln euro. Jesteśmy na 13 pozycji wśród krajów UE, które pozyskały najwięcej na rozwój przestrzeni kosmicznej. Za nami są Szwajcaria, Finlandia, Dania, Irlandia czy Czechy. Pozyskaliśmy niewiele mniej niż Norwegia (640 tys. euro mniej) – podaje Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych Unii Europejskiej. Naszą specjalnością jest robotyka kosmiczna.

  • TOP 5 uczelni, TOP 5 instytutów naukowych i badawczych oraz TOP 5 firm realizujących projekty, które pozyskały dofinansowanie na rozwój badań i technologii kosmicznych (Horyzont 2020, 2014-2020)
  • Podmioty, które pozyskały dofinansowanie na projekty na rozwój badań i technologii kosmicznych, które koordynują
  • TOP 20 organizacji w UE, które pozyskały dofinansowanie na rozwój badań i technologii kosmicznych (Horyzont 2020, 2014-2020)
  • Ranking krajów według kwoty dofinansowania w konkursie na rozwój technologii kosmicznych (Horyzont 2020, 2014-2020)

Wyższą notę w unijnym budżecie na rozwój nauki i innowacji zawdzięczamy 38 podmiotom, a przede wszystkim Polskiej Agencji Kosmicznej, która pozyskała ponad 6,1 mln euro (niemal połowę wartości wszystkich grantów dla polskich podmiotów). Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych Unii Europejskiej podsumował wyniki otwartych konkursów, których celem był rozwój badań i technologii kosmicznych.

– Największe kraje europejskie inwestują od dziesięcioleci miliardy euro w rozwój swojej branży kosmicznej. Polska zwiększyła wydatki na rozwój sektora kosmicznego w ostatnich latach – komentuje Piotr Świerczyński, ekspert Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych Unii Europejskiej. – Widać wyraźną mobilizację ze strony sektora prywatnego. Dotacje dostały 24 firmy, czyli trzy razy więcej niż w latach 2007-2013. Jednak największy sukces zawdzięczamy Polskiej Agencji Kosmicznej, która jest jedną z 20 europejskich organizacji z największym dofinansowaniem – dodaje ekspert.

Świerczyński zwraca uwagę, że polskie organizacje biorą na siebie coraz większą odpowiedzialność i wychodzą z inicjatywą. – Zainicjowaliśmy i poprowadziliśmy 5 własnych projektów z udziałem partnerów zagranicznych. Odgrywamy większą rolę w konsorcjach międzynarodowych – mówi ekspert Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych Unii Europejskiej.

Polska Agencja Kosmiczna na rzecz bezpieczeństwa infrastruktury kosmicznej

Polska Agencja Kosmiczna (POLSA) pozyskała niemal połowę całkowitej dotacji, którą przyznano nam w ramach programu Horyzont 2020 na rozwój technologii kosmicznych. Projekty dotyczą systemu obserwacji i śledzenia obiektów w przestrzeni kosmicznej, bezpiecznej rządowej komunikacji satelitarnej oraz robotyki kosmicznej.

– Udział administracji publicznej w programach ramowych UE jest kluczowy, bo otwiera drzwi polskim firmom i instytucjom nauki do projektów realizowanych na poziomie administracji międzynarodowej. Wszystkie projekty, które prowadzimy, realizujemy wspólnie z Europejską Agencją Kosmiczną, Agencją Europejskiego GNSS oraz innymi narodowymi agencjami kosmicznymi z Europy – mówi Michał Szaniawski, prezes Polskiej Agencji Kosmicznej.

Obecnie Polska Agencja Kosmiczna reprezentuje polski sektor kosmiczny we flagowych programach kosmicznych Unii Europejskiej. W ramach systemu obserwacji i śledzenia obiektów w przestrzeni kosmicznej buduje sieci z istniejących teleskopów i rozbudowuje infrastrukturę dla Narodowego Centrum Operacyjnego, które jest elementem Krajowego Systemu Świadomości Sytuacyjnej w Przestrzeni Kosmicznej. Centrum będzie identyfikowało i monitorowało obiekty poruszające się na orbicie okołoziemskiej.

– Program bezpiecznej komunikacji satelitarnej jest programem nowym. Jako przedstawiciele krajowej administracji przystąpiliśmy do niego na tak wczesnym etapie rozwoju, że możemy zadbać o należyty udział polskich podmiotów w tym ważnym obszarze zarządzania sektorem kosmicznym. Natomiast w programie robotyki kosmicznej, m.in. dzięki udziałowi Polskiej Agencji Kosmicznej w grancie systemowym, możliwe było włączenie polskich podmiotów do najważniejszych projektów badawczo-rozwojowych w tym obszarze – komentuje Szaniawski.

Robotyka kosmiczna polską specjalnością

Ponad 1 mln euro na rozwój technologii kosmicznych pozyskała firma PIAP Space, która ściśle współpracuje z Przemysłowym Instytutem Automatyki i Pomiarów należącym do Sieci Badawczej ŁUKASIEWICZ. Dzięki inwestycjom finansowanym z programu Horyzontu 2020 spółka stworzyła prototyp urządzenia do przechwytywani satelitów.

– Rozwinęliśmy prototyp chwytaka do serwisowania satelitów oraz czujniki siły dedykowane do pracy na niskiej orbicie okołoziemskiej. Te unikatowe w skali Europy technologie pozwoliły naszej firmie pozyskać kolejne zlecenia od Europejskiej Agencji Kosmicznej i firm komercyjnych – mówi Mateusz Wolski, prezes PIAP Space.

Spółka wypracowała technologię w ramach Strategicznego Klastra Badawczego Unii Europejskiej „Per Aspera” – Zaangażowanie w prace klastra zbudowało naszą pozycję na arenie międzynarodowej, co przełożyło się na liczne partnerstwa biznesowe – dodaje prezes.

Dwukrotny wzrost – co za nim stoi?

Zdaniem Piotra Świerczyńskiego z Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych Unii Europejskiej na sukces Polski wpłynęły dwa główne czynniki.

– Po pierwsze od wielu lat realizujemy projekty dla Europejskiej Agencji Kosmicznej, więc polskie przedsiębiorstwa i instytucje naukowe wzmocniły swój potencjał i kompetencje, dzięki temu mamy dostęp do międzynarodowych konsorcjów. Po drugie powstała Polska Agencja Kosmiczna, która jest partnerem analogicznych agencji zagranicznych, a tym samym otworzyła nam drzwi do projektów systemowych realizowanych z ramienia agencji rządowych – podsumowuje ekspert.

Kolejne miliony euro na horyzoncie

Nie znamy jeszcze dokładnych kwot, które Komisja Europejska przeznaczy na konkursy na rozwój technologii kosmicznych w nowej perspektywie finansowej. Trwają negocjacje budżetowe. W latach 2014-2020 to było 950 mln euro przeznaczone na projekty wyłonione w oficjalnie otwartych konkursach wyłącznie w obszarze Przestrzeń kosmiczna w H2020, czyli ponad 230 mln euro więcej niż w latach 2007-2013 (713,29 mln euro). Wiemy, że całkowity budżet na badania naukowe i technologie w kolejnej edycji programów ramowych wyniesie ok 90 mld euro.

Dla kogo pieniądze na badania naukowe i rozwój technologii?

Z programów ramowych mogą skorzystać wszystkie podmioty, które realizują prace badawcze i innowacyjne. A zatem w konkursach mogą wziąć udział uczelnie, instytuty badawcze i naukowe, małe i średnie przedsiębiorstwa, duże firmy, instytucje otoczenia nauki czy biznesu, administracja publiczna itp. Dostępne są także konkursy dla indywidualnych naukowców na realizację przełomowych projektów badawczych, a także stypendia umożliwiające im pobyty zagraniczne. Jedną z głównych zasad programu jest konieczność zbudowania lub udziału międzynarodowym konsorcjum projektowym w skład którego wchodzą minimum trzy podmioty. Jedynie firmy z sektora MŚP mogą startować samodzielnie.

TOP 5 uczelni, które pozyskały dofinansowanie na rozwój badań i technologii kosmicznych (Horyzont 2020, 2014-2020)
Nazwa organizacji Liczba realizowanych projektów Dofinansowanie (tys. euro)
POLITECHNIKA WARSZAWSKA 2 469,63
AKADEMIA MORSKA W SZCZECINIE 2 318,38
UNIWERSYTET IM. ADAMA MICKIEWICZA W POZNANIU 1 287,50
AKADEMIA GÓRNICZO-HUTNICZA IM. STANISŁAWA STASZICA W KRAKOWIE 1 175,00
THE MAIN SCHOOL OF FIRE SERVICE 1 107,63
Źródło: Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE
TOP 5 instytutów naukowych i badawczych realizującyh projekty, które pozyskały dofinansowanie na rozwój badań i technologii kosmicznych (Horyzont 2020, 2014-2020)
Nazwa organizacji Liczba realizowanych projektów Dofinansowanie (tys. euro)
INSTYTUT PODSTAWOWYCH PROBLEMOW TECHNIKI POLSKIEJ AKADEMII NAUK 2 329,71
SIEĆ BADAWCZA ŁUKASIEWICZ – PRZEMYSŁOWY INSTYTUT AUTOMATYKI I POMIARÓW PIAP 2 217,57
INSTYTUT OCHRONY ROŚLIN – PAŃSTWOWY INSTYTUT BADAWCZY 1 135,75
CENTRUM BADAŃ KOSMICZNYCH POLSKIEJ AKADEMII NAUK 1 135,30
INSTYTUT GEODEZJI I KARTOGRAFII 1 128,09
Źródło: Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE
TOP 5 firm,  które pozyskały dofinansowanie na rozwój badań i technologii kosmicznych (Horyzont 2020, 2014-2020)
Nazwa organizacji Liczba realizowanych projektów Dofinansowanie (tys. euro)
PIAP SPACE Sp. z o.o. 3 1030,56
HERTZ SYSTEMS LTD Sp. z o.o. 2 467,40
ELPROMA ELEKTRONIKA Sp. z o.o. 1 324,89
SKA POLSKA Sp. z o.o. 1 323,75
OPTINAV Sp. z o.o. 1 293,13
Źródło: Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE
Organizacje, które pozyskały dofinansowanie na koordynację projektów na rozwój badań i technologii kosmicznych
(Horyzont 2020, 2014-2020)
Nazwa organizacji Liczba koordynacji Dofinansowanie (tys. euro)
CERVI ROBOTICS 1 251,30
BLACK PEARLS INVESTMENTS Sp. z o.o. 1 187,63
BLUE DOT SOLUTIONS Sp. z o.o. 1 99,10
JAKUSZ Sp. z o.o. 1 50,00
AEROBITS Sp. z o.o. 1 50,00
Źródło: Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE
TOP 20 organizacji które pozyskały dofinansowanie na rozwój badań i technologii kosmicznych (Horyzont 2020, 2014-2020)
Nazwa organizacji Liczba realizowanych projektów Dofinansowanie (mln euro)
DEUTSCHES ZENTRUM FUR LUFT – UND RAUMFAHRT EV 61 50,30
CENTRE NATIONAL D’ETUDES SPATIALES – CNES 21 27,48
CENTRO PARA EL DESARROLLO TECNOLOGICO INDUSTRIAL. 10 22,69
THALES ALENIA SPACE FRANCE SAS 48 19,71
AGENZIA SPAZIALE ITALIANA 11 12,96
UK Space Agency 9 12,10
AIRBUS DEFENCE AND SPACE GMBH 25 11,92
CENTRE NATIONAL DE LA RECHERCHE SCIENTIFIQUE CNRS 43 10,16
SPACE APPLICATIONS SERVICES NV 14 9,79
GMV AEROSPACE AND DEFENCE SA 18 8,44
SAFRAN AIRCRAFT ENGINES 5 8,09
FRAUNHOFER GESELLSCHAFT ZUR FOERDERUNG DER ANGEWANDTEN FORSCHUNG E.V. 19 7,98
EUROPEAN CENTRE FOR MEDIUM-RANGE WEATHER FORECASTS 10 7,73
AIRBUS DEFENCE AND SPACE SAS 27 7,15
COMMISSARIAT A L ENERGIE ATOMIQUE ET AUX ENERGIES ALTERNATIVES 13 7,04
THALES ALENIA SPACE ITALIA SPA 23 6,95
CONSIGLIO NAZIONALE DELLE RICERCHE 26 6,83
EUROPEAN UNION SATELLITE CENTRE 12 6,51
POLSKA AGENCJA KOSMICZNA 6 6,11
OFFICE NATIONAL D’ETUDES ET DE RECHERCHES AEROSPATIALES 11 5,96
Źródło: Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE
TOP 20 polskich organizacji, które pozyskały dofinansowanie na rozwój badań i technologii kosmicznych (Horyzont 2020, 2014-2020)
Nazwa organizacji Liczba realizowanych projektów Dofinansowanie (tys. euro)
POLSKA AGENCJA KOSMICZNA 6 6109,98
PIAP SPACE Sp. z o.o. 3 1030,56
POLITECHNIKA WARSZAWSKA 2 469,63
HERTZ SYSTEMS LTD Sp. z o.o. 2 467,40
INSTYTUT PODSTAWOWYCH PROBLEMÓW TECHNIKI POLSKIEJ AKADEMII NAUK 2 329,71
ELPROMA ELEKTRONIKA Sp. z o.o. 1 324,89
SKA POLSKA Sp. z o.o. 1 323,75
AKADEMIA MORSKA W SZCZECINIE 2 318,38
OPTINAV Sp. z o.o. 1 293,13
UNIWERSYTET IM. ADAMA MICKIEWICZA W POZNANIU 1 287,50
BLUE DOT SOLUTIONS Sp. z o.o. 2 275,63
N7 SPACE Sp. z o.o. 1 264,00
RECTANGLE Sp. z o.o. 1 261,19
CERVI ROBOTICS 1 251,30
EVATRONIX S.A. 1 249,88
KAPITECH Sp. z o.o. 2 224,64
SIEĆ BADAWCZA ŁUKASIEWICZ – PRZEMYSŁOWY INSTYTUT AUTOMATYKI I POMIAROW PIAP 2 217,57
CLOUDFERRO Sp. z o.o. 2 214,53
CHIPCRAFT Sp. z o.o. 1 204,20
FUNDACJA PARTNERSTWA TECHNOLOGICZNEGO TECHNOLOGY PARTNERS 1 203,01
Źródło: Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE

Pandemia to raj dla dłużników. Niektóre sprawy sądowe odbędą się za dwa lata

„Obecna sytuacja to raj dla dłużników”. Niektóre sprawy przed sądem staną dopiero za rok. Czy wierzyciele wytrzymają taki czas oczekiwania na pieniądze?

Ograniczona ilość postępowań komorniczych, wolniejszy tryb procedowania spraw sądowych oraz brak eksmisji – czas pandemii koronawirusa to wręcz raj dla dłużników, a prawdziwy koszmar dla uczciwych przedsiębiorców, chcących odzyskać od dłużników swoje pieniądze lub pieniądze za wykonaną usługę. Jak mówi Prezes Grupy AVERTO Małgorzata Marczulewska w ostatnim czasie podwoiła się ilość egzekucji kierowanych do windykatorów. – Przedsiębiorcy są w desperacji i w tym koszmarnym czasie dla gospodarki próbują odzyskać swoje pieniądze. W wielu przypadkach parasol ochronny nad dłużnikiem rozpościera Państwo, które w ustawie covidowej przemyciło zapisy chroniące dłużników. Rozumiem, że trzeba wspierać tych, którym powinęła się noga, ale dlaczego wspierani są Ci dla których pandemia jest tylko wymówką, by nie płacić swoich zobowiązań? – mówi Prezes Grupy AVERTO, podając przykłady z ostatnich miesięcy.

Pandemia spowodowała drastyczne wydłużenie oczekiwania na sądowe nakazy zapłaty. To prawdziwy dramat dla wielu przedsiębiorców

Jak mówi Prezes Małgorzata Marczulewska najgorsze są tzw. „efekty domina”. – Zgłaszają się do nas naprawdę zdesperowani przedsiębiorcy, którzy proszą o szybką windykację długów od firmy, która nie uregulowała należności, bo jeżeli te pieniądze nie wpłyną na konto, to ten przedsiębiorca nie będzie mieć za co regulować swoich zobowiązań. Jeden nieuczciwy przedsiębiorca ciągnie ze sobą na dno kilku kolejnych, zwykle tych uczciwych i gotowych do ciężkiej pracy przedsiębiorców. Ktoś mógłby powiedzieć: brak jeden faktury i firma upada? To musiała być słaba firma! No nie jest tak. Zgłaszają się do nas firmy, które prowadzą wielomilionowe inwestycje i zatrudniają setki pracowników, a znaleźli się w takiej sytuacji, że muszą mocno zdynamizować procesy windykacyjne – mówi Małgorzata Marczulewska.

Co gorsze, pandemia spowodowała, że dłużnicy często czują się bezkarni. Postępowania przed sądem trwają miesiącami, a przez tryb zdalny i spiętrzenie spraw z wiosny, wiele terminów zostało przesuniętych. Im dłużej wierzyciel czeka na egzekucję, tym mniejsza szansa, że będzie ona skuteczna. To prawdziwy dramat dla uczciwych przedsiębiorców: – Obecna sytuacja to raj dla dłużników. Nie płacą, odmawiają negocjacji i mają mnóstwo czasu, by odroczyć płatność. Jeżeli wierzyciel zwróci się do sądu z prośbą o rozpatrzenie sprawy, to termin, kiedy ta sprawa będzie podjęta to nawet dwa lata! Teraz pojawiają się terminy na czerwiec-lipiec 2021. Jeżeli dłużnik nie płaci teraz faktur, a sprawa trafi do sądu za rok, to jaka jest gwarancja, że te pieniądze uda się odzyskać? Żadna. To jest loteria, a dłużnicy, którzy zadłużają się z premedytacją, wiedzą jaka jest sytuacja i na co mogą sobie pozwolić. Nie powinno tak być, że pandemia koronawirusa aż tak spowalnia procedury sądowe, to jest skazywanie niektórych firm na powolną śmierć – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.  – Przedsiębiorcy traktują pandemię jako wymówkę, to bardzo złe, to powoduje piętrzenie się problemów w innych firmach. Jeden przedsiębiorca z problemem topi innych, jest mnóstwo firm, które upadają, a mają mnóstwo zamrożonych pieniędzy u dłużników – dodaje.

„Dłużnicy przeciągają terminy płatności i faktycznie nie grozi im za to nic”

Sytuacja jest dramatyczna, a brak działania może przynieść efekt gospodarczy w postaci ogromnej ilości upadłych firm, które stracą płynność finansową, bo ich klienci / dostawcy / partnerzy, po prostu nie uregulowali swoich płatności. Najgorsza sytuacja jest w takich branżach jak gastronomia czy logistyka, bo to właśnie w tych sektorach dochodzi do najbardziej płynnych transakcji na linii klient – wykonawca. Cierpi również branża usługowa, ale na mniejszą skalę.  – Dłużnicy przeciągają terminy płatności i faktycznie nie grozi im za to nic. Musimy skierować sprawę do komornika, a żeby ją do niego skierować to  musimy mieć sądowy nakaz zapłaty. Na nakaz sądowy czeka się miesiącami, dług rośnie i nic. Życie toczy się dalej, a uczciwe przedsiębiorstwa bankrutują. W takich sytuacjach można poprosić o pomoc firmę windykacyjną i my swoim działaniem dążymy do efektywnych mediacji między dłużnikiem, a wierzycielem. Jako Grupa AVERTO angażujemy w nasze działanie również agencję detektywistyczną – dodaje Małgorzata Marczulewska. – Nie możemy czekać, czekanie jest najgorszym pomysłem w tak dynamicznej sytuacji gospodarczej jaką mamy teraz. Kiedy widzimy, że płatność za fakturę jest opóźniona – reagujmy natychmiast. Telefon, mail, próba rozmowy. Takie rozeznanie sprawy pozwoli nam sprawdzić czy u naszych partnerów biznesowych wszystko jest w porządku – dodaje ekspert.

A co jeżeli firma jest uczciwa, ale przez kryzys finansowy ma problemy z płatnościami? Prezes Grupy AVERTO przyznaje, że takie sytuacje mają miejsce, ale droga do ich rozwiązania jest zwykle zupełnie inna. – Jak ktoś ma problemy, ale jest uczciwy, to nie ucieka od swojego dłużnika i od windykatorów, a robi wszystko, by rozwiązać problem, dogadać się i zachować twarz. Mamy dobre doświadczenia z rozwiązywania problemów, gdy dłużnik jest uczciwy. To się może zdarzyć, naprawdę to nie jest tak, że windykator to człowiek bez serca. Najważniejsze jest jednak uczciwie przyznać do tego, że problem jest i starać się do rozwiązać – dodaje Małgorzata Marczulewska.

Sprzedaż nowych mieszkań w Łodzi spadła o ponad połowę. Co dalej?

W I połowie 2020 r. cena nowego mieszkania od dewelopera w Łodzi wyniosła średnio prawie 6,5 tys. zł/mkw. To najniższy pułap cenowy odnotowany wśród 9 największych rynków pierwotnych polskich miast, przeanalizowanych przez ekspertów od wyceny nieruchomości z Emmerson Evaluation. Łódź wyróżniła się w tym zestawieniu jeszcze pod jednym względem – właśnie tu w pierwszym półroczu sprzedaż na rynku pierwotnym zanotowała największy spadek, sięgający aż 57,5%.

Ogromny spadek liczby transakcji na łódzkim rynku pierwotnym to m.in. efekt pandemii, wskazują analitycy Emmerson Evaluation. Podobny trend zanotowali również w pozostałych polskich aglomeracjach. – W 8 na 9 analizowanych przez nas miast sprzedaż spadła w porównaniu do poziomu notowanego pół roku wcześniej. Spadki nie były przy tym małe, sięgały kilkudziesięciu procent. Przykładowo dla sąsiedniej Warszawy było to 22%. W pozostałych miastach wynosiły one przeciętnie ok. 37%. Jednak w żadnej z badanych aglomeracji spadek wolumenu transakcji nie przekroczył 50%, tak jak w Łodzi – komentuje Tomasz Kaźmierski, Business Development Director w Emmerson Evaluation.

Ceny rosną, ale powoli

Mimo spadku liczby transakcji sprzedaży łódzkie ceny nowych mieszkań nadal rosły. W I połowie 2020 r. średnio za mkw. na rynku pierwotnym trzeba było zapłacić 6 456 zł. To o 5,7% więcej niż pół roku wcześniej. Co więcej, dane Emmerson Evaluation z bazy Evaluer pokazują, że w ciągu ostatnich dwóch lat cena nowego mieszkania wzrosła w stolicy województwa o 12,3%. Jednak na tle pozostałych 8 aglomeracji to i tak niewielki wzrost. Mniejsze podwyżki w tym okresie zanotował jedynie Poznań (8%).

Po pierwszej połowie roku w obrębie miasta wzrosty cen nie ominęły żadnej z 5 dzielnic. Najmocniej mieszkania zdrożały w dzielnicy Bałuty (o 7,5%), osiągając średni poziom 6 539 zł/mkw. Nieco mniejsze podwyżki zaobserwowano dla Polesia (wzrost o 6,4% do 6 372 zł/mkw.), Śródmieścia (o 6% do 7 485 zł/mkw.) i Górnej (o 5,7% do 6 100 zł/mkw.). Najmniejszą dynamiką wzrostu cen (3%) i jednocześnie najniższą kwotą za mkw. (6 099 zł) charakteryzował się w Widzew.

Z powodu wysokiego, odnotowanego przez nas pułapu cenowego oraz spadającej liczby transakcji zawieranych w minionym półroczu, zauważyliśmy, że do kupowanych mieszkań oferowanych jest coraz więcej dodatkowych bonusów, takich jak rabaty na miejsca postojowe czy komórki lokatorskie – komentuje Tomasz Kaźmierczak z Emmerson Evaluation.

Dzielnica Średnia cena za mkw. w I pół. 2020 r.
Śródmieście 7 485 zł
Bałuty 6 539 zł
Polesie 6 372 zł
Górna 6 100 zł
Widzew 6 099 zł
Źródło: Baza Evaluer  

 

Perspektywy dla łódzkiego rynku pierwotnego

Z danych GUS wynika, że w okresie od stycznia do czerwca wydano o 8,3% mniej pozwoleń na budowę, niż w okresie lipiec-grudzień 2019 r. To nieduży spadek, ale biorąc pod uwagę bardzo mocne wyhamowanie sprzedaży na łódzkim rynku, można spodziewać się, że deweloperzy skupią się na wyprzedawaniu obecnej oferty, jednocześnie uruchamiając w tym mieście mniej nowych inwestycji, tak aby lepiej zrównoważyć popyt i podaż na rynku, wskazuje ekspert Emmerson Evaluation.

Obecna sytuacja gospodarcza i epidemiologiczna, z jaką mamy do czynienia w Polsce, pozwala przewidywać, że w perspektywie długoterminowej można spodziewać się korekty cen na łódzkim rynku pierwotnym. Ich skala będzie jednak zależeć od tego, jak przejdziemy przez drugą falę pandemii – dodaje Tomasz Kaźmierski.

Jak pandemia COVID-19 wpłynęła na poczucie bezpieczeństwa polskich mikrofirm?

Ponad połowa mikroprzedsiębiorców deklaruje, że pandemia i wiosenny lockdown spowodowały spadek dochodów ich firmy – wynika z 3 edycji Indeksu Bezpieczeństwa Finansowego Nest Banku. Mniejsze dochody, obawa o przyszłość i widmo powrotu lockdownu spowodowały, że mniej firm deklaruje poczucie bezpieczeństwa finansowego – jedynie 61%. W ubiegłym roku bezpiecznie czuło się aż 87% badanych.

Indeks Bezpieczeństwa Finansowego[1] realizowany jest cyklicznie na zlecenie Nest Banku przez agencję badawczą SW Research. Celem badania jest śledzenie postaw i opinii polskich mikrofirm w zakresie ich bezpieczeństwa finansowego. Badanie sprawdza, czy firmy czują się bezpiecznie ze swoimi finansami, czy mają obawy o przyszłość oraz jak rozumieją bezpieczeństwo finansowe. Tegoroczna edycja badania została przeprowadzona pod koniec września i koncentruje się na tym jak COVID-19 wpłynął na poczucie bezpieczeństwa i finanse mikrofirm.

Mikrofirmy niepewnie patrzą w przyszłość – o swoje finanse obawia się prawie połowa z nichJak pandemia COVID-19 wpłynęła na poczucie bezpieczeństwa polskich mikrofirmMikroprzedsiębiorcy najczęściej utożsamiają bezpieczeństwo finansowe ze stałym poziomem obrotów w firmie (52% badanych), oszczędnościami w banku (46%) oraz z posiadaniem stałych kontrahentów, którzy zapewniają comiesięczny zysk (46%). Tegoroczna edycja Indeksu Bezpieczeństwa Finansowego pokazała, że ponad połowa mikrofirm (53%) deklaruje spadek dochodów spowodowany pandemią i związanym z nią zamrożeniem gospodarki. Ponadto istotnie, aż o 26 punktów procentowych, spadło poczucie bezpieczeństwa mikrofirm. Mikrofirmy niepewnie patrzą w przyszłośćObostrzenia wprowadzone w pierwszych miesiącach pandemii COVID-19 mocno odcisnęły się na polskich przedsiębiorcach. Ekonomiczne przewidywania tej grupy są negatywne, prawie połowa z nich obawia się o finansową przyszłość swojej firmy (43%). Co więcej, dynamiczne zmiany i wizja wprowadzania kolejnych obostrzeń sprawiły, że blisko co trzeci badany nie potrafił jednoznacznie ocenić sytuacji finansowej swojego przedsiębiorstwa (32%). Październikowe wzrosty zachorowań na COVID-19 wskazują na dalsze zwiększanie się obaw przedsiębiorców do czasu opanowania sytuacji, czy chociaż częściowego jej ustabilizowania. komentuje Adrian Wróblewski, Dyrektor Działu Analiz w SW Research.

Należało się spodziewać, że w obliczu pandemii, zamknięcia wielu sektorów gospodarki i ogólnoświatowego niepokoju mikrofirmy będą czuły się mniej bezpieczne lub nawet zagrożone. Prawdopodobnie jeszcze długo nastroje w tym sektorze nie będą pozytywne. Firmy obawiają się teraz zarówno efektów drugiej fali epidemii, jak i tego, jak będzie zachowywała się gospodarka w następnych latach. Z pewnością spowoduje to, że mikroprzedsiębiorcy będą znacznie mniej skłonni do inwestowania w rozwój – już teraz prawie 40% z nich deklaruje, że zrezygnowało z inwestycji obawiając się ryzyka. Co więcej w porównaniu do zeszłego roku istotnie zmniejszył się odsetek firm, które planują skorzystać z kredytu – z ponad 40% w 2019 r. do jedynie 13% w 2020 r. Głównym powodem są obawy przed kolejną falą pandemii i mniejszymi dochodami (ponad 30% wskazań). – mówi Agnieszka Porębska-Kość, Członek Zarządu Nest Banku

Jak firmy poradziły sobie finansowo w obliczu COVID-19?

Ponad 60% mikroprzedsiębiorców przyznaje, że nie przygotowywali się na kryzys przed wybuchem pandemii COVID-19. W obliczu nowej, ekstremalnej sytuacji, firmy musiały podjąć szybkie, a czasem radykalne działania. Prawie połowa badanych zadeklarowała, że ograniczyła koszty, 37% oprócz kosztów ograniczyło także zakupy firmowe, 31% skorzystało z pomocy rządowej, 10% rozszerzyło działalność lub zmieniło branżę.

COVID-19: Większość najemców pracuje zdalnie. Prawie połowa bada temperaturę wchodzącym do biura

Pandemia COVID-19 nie odpuszcza w Polsce, dlatego Mateusz Morawiecki ogłosił wprowadzenie pracy zdalnej dla administracji państwowej.  Premier zarekomendował także taki system dla sektora prywatnego. Badanie REDD pokazało jednak, że biura żadnej rekomendacji nie potrzebują. Ponad połowa firm w badanych biurowcach wprowadziła system pracy zdalnej, a właściciele biurowców stanęli na wysokości zadania i doskonale przygotowali swoje obiekty. 

Aby sprawdzić, jak branża nieruchomości komercyjnych jest przygotowana pracy w nadzwyczajnych warunkach, w dniach 28 – 30 października przeprowadziliśmy badanie wśród właścicieli i zarządców ponad 200 obiektów biurowych w Polsce i zapytaliśmy o procedury sanitarne i zasady bezpieczeństwa wprowadzone w budynkach w okresie pandemii COVID-19.

Odpowiedzi uczestników badania wskazują na zdecydowane reakcje w odpowiedzi na zagrożenie epidemiologiczne:REDD1

Rozwiązania sanitarne

W znaczącej większości budynków wprowadzono nowe rozwiązania sanitarne, w tym regularne dezynfekcje powierzchni wspólnych (94%) oraz zapewnienie specjalistycznych środków higieny osobistej (88%).

Ponad połowa uczestników badania wskazała również czyszczenie i dezynfekcję instalacji wentylacyjnych (54%) jako jeden z nowych środków bezpieczeństwa.

Dystans społeczny

Drugim filarem podjętych działań jest zmiana zasad komunikacji w budynkach, w taki sposób, aby zagwarantować dystans społeczny. Do najczęściej wskazywanych rozwiązań należy ograniczenie osób w windach oraz wprowadzenie obowiązku zasłaniania ust i nosa na powierzchniach wspólnych (77%). Mniej niż połowa badanych wskazała opracowanie procedur wejścia i wyjścia (46%) jako jedno z rozwiązań.

Żaden z uczestników badania nie wskazał poziomych oznaczeń rekomendowanego dystansu na powierzchniach wspólnych (0%).

Rozwiązania prewencyjne

W ramach wdrożonych rozwiązań, właściciele i zarządcy wyróżnili również dodatkowe narzędzia prewencyjne, w tym m.in. mierzenie temperatury osobom wchodzącym do budynku (45%).

COVID-19: Większość najemców pracuje zdalnie

W ramach przeprowadzonego badania respondenci ocenili również aktualną skalę trybu pracy stacjonarnej i zdalnej w obiektach biurowych.

  • Około 30% respondentów oceniło, że w zarządzanych budynkach powyżej 75 proc. firm pracuje obecnie w trybie pracy zdalnej.
  • Ponad połowa uważa, że odsetek najemców działających w takim trybie to od 25 do 75 proc.
  • Najmniejsze zmiany w trybie pracy najemców w zarządzanych budynkach, do 25 proc. firm, stwierdza poniżej 20% badanych.

REDD2 REDD3

Floty w Polsce coraz bardziej ekologiczne i alternatywne

W ciągu najbliższych trzech lat już niemal co piąta firma w Polsce będzie korzystać z samochodów w pełni elektrycznych, a już dziś co druga wdrożyła lub wdraża alternatywne rozwiązania mobilne dla pracowników – wynika z „Barometru Flotowego 2020” Arval Mobility Observatory. 

Floty w Polsce coraz bardziej ekologiczne i alternatywne (1) Floty w Polsce coraz bardziej ekologiczne i alternatywne (2) Floty w Polsce coraz bardziej ekologiczne i alternatywne (3) Floty w Polsce coraz bardziej ekologiczne i alternatywne (4)

Na podstawie „Barometru Flotowego 2020”, 18 proc. krajowych firm planuje włączyć w ciągu najbliższych 3 lat do swoich flot pojazdy całkowicie elektryczne, a 22 proc. hybrydy typu plug-in. Obecnie napędy alternatywne cieszą się największą popularnością wśród dużych przedsiębiorstw, zatrudniających co najmniej 500 pracowników

– Popyt na nowe samochody w Polsce, również elektryczne, w przeważającej części kreują firmy. Przykładami największych inwestycji w EV jest m.in. niedawna umowa na dostawę 40 zeroemisyjnych pojazdów dostawczych do floty InPost, czy też 500 całkowicie elektrycznych samochodów, które udostępnił operator car-sharingu innogyGO! Aby polskie przedsiębiorstwa nabywały EV na większą skalę, konieczne jest jednak wdrożenie skutecznego systemu wsparcia, co jest szczególnie istotne w niekorzystnych warunkach ekonomicznych wywołanych pandemią COVID-19 – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA).

Wyniki „Barometru Flotowego 2020” wskazują główne powody, dla których fleet managerowie wybrali lub planują wybrać alternatywne napędy do swoich flot, jak również na największe przeszkody hamujące rozwój elektromobilności. Wśród najważniejszych czynników stymulujących inwestycje we floty alternatywne można wymienić obniżenie emisji zanieczyszczeń (26 proc. respondentów) oraz redukcję kosztów paliwa i mniejsze koszty utrzymania pojazdów (19 proc. ankietowanych). Do grupy czynników zniechęcających do wdrożenia samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) do firmowych flot należą przede wszystkim: brak ładowarki w siedzibie przedsiębiorstwa (63 proc. respondentów), wyższa cena pojazdów zeroemisyjnych (61 proc.) oraz zbyt mała liczba publicznie dostępnych punktów ładowania (60 proc.).

– Firmy wdrażające pojazdy elektryczne są świadome ekologicznych, użytkowych oraz finansowych korzyści wynikających z tego faktu. Analizując ekonomiczną celowość inwestycji w samochód elektryczny należy brać pod uwagę nie tylko cenę zakupu pojazdu, ale przede wszystkim jego całkowite koszty posiadania, czyli TCO – mówi Albert Kania z Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

Obecnie PSPA wraz z partnerami realizuje największe w Europie Środkowo-Wschodniej badanie porównawcze TCO samochodów elektrycznych i spalinowych – ELAB Miasto Czystego Transportu, w czasie którego zostanie przetestowanych łącznie 6 pojazdów w aż 8 różnych przedsiębiorstwach i urzędach.

– Wyniki badania, które poznamy na przełomie I i II kwartału 2021 r., pozwolą odpowiedzieć na pytanie, czy wyższa cena zakupu jest faktyczną barierą, czy tylko początkowym ograniczeniem. Poprzednio zrealizowane przez PSPA testy tego typu dowiodły, że wdrożenie systemu dopłat do zakupu EV skutkuje wyrównaniem TCO użytkowych samochodów elektrycznych i spalinowych już po 2 latach od włączenia ich do floty. Elektromobilność jest zatem nie tylko ekologiczna, ale również przynosi wymierne korzyści finansowe – dodaje Albert Kania.

Z „Barometru Flotowego 2020” wynika ponadto, iż polskie przedsiębiorstwa stawiają na alternatywne formy mobilności oraz, coraz częściej, na wykorzystanie narzędzi telematycznych w zarządzaniu flotą. Jak wynika z raportu Arval Mobility Observatory, połowa firm wdrożyła już alternatywne rozwiązania mobilne dla pracowników. Najczęściej wybierane formy takiej mobilności to komunikacja publiczna (według 24 proc. respondentów), współdzielone przejazdy pracowników (20 proc.) oraz korporacyjny carsharing (18 proc.).  W stosunku do badań z roku poprzedniego, szczególnie dużą dynamikę odnotowano w zakresie wdrażania aspektów telematycznego zarządzania flotą, która są już obecne w 37 proc. polskich firm. Oznacza to wzrost o 10 punktów procentowych w porównaniu do ubiegłego roku.

Badanie Arval Mobility Observatory zostało przeprowadzone wśród menadżerów flot w 15 państwach Unii Europejskiej, a także Turcji, Rosji, Szwajcarii, Norwegii oraz Brazylii. Łącznie próba objęła 5 600 firm z całego świata, w tym 323 polskie.

– Ze szczególną uwagą warto obserwować zmiany napędzane pro-ekologicznym podejściem do biznesu. Auta hybrydowe czy elektryczne dawno pożegnały niszę – to najbardziej przyszłościowy segment rynku. Bardzo interesujący jest także zwrot w kierunku alternatywnych środków mobilności, takich jak rowery czy carsharing. To potwierdzenie, że kierunek obrany przez Arval jest słuszny, a nasze rozwiązania w tych obszarach odpowiadają na zmieniające się potrzeby klientów – mówi Robert Antczak, Dyrektor Generalny Arval Service Lease Polska.

OTT (Over-the-Top) przyciąga użytkowników przed ekrany, a co z reklamodawcami?

Według raportu PWC wzrost rynku telewizji OTT (Over-the-Top) do 2024 będzie się kształtował na poziomie 14,5 proc.[1] Daje to telewizji internetowej drugie miejsce pod względem najszybciej rosnących segmentów sektora mediów, zaraz po VR. Jak wynika z opublikowanego we wrześniu raportu AdColony, platformy OTT w dużej mierze odpowiadają za wydłużenie czasu, jaki użytkownicy spędzają codziennie online. Dziś jest to 6h 49 min w ciągu dnia, na komputerze, tablecie, laptopie i telefonach komórkowych, czyli o pół godziny więcej niż jeszcze 3 lata temu. OTT skutecznie przyciąga użytkowników przed ekrany, a co oferuje reklamodawcom?

Czym są serwisy OTT i skąd wzrost tego rynku

Rynek telewizji OTT obejmuje platfomy streamingowe, takie jak wszystkim znany Netflix czy Hulu. Sama nazwa stanowi skrót od określenia „Over The Top”, opisującego usługi świadczone poza siecią. W tym przypadku jest to dostarczanie treści video bezpośrednio użytkownikowi, z pominięciem pośredników, takich jak operatorzy telewizji. Rozwojowi tego segmentu z pewnością sprzyjają zmiany zachowań konsumentów wywołane przez COVID-19. Jak wynika z raportu PVC Global Entertainment & Media Outlook 2020–2024, Over-the-Top na razie stanowi uzupełnienie i rozszerzenie oferty dostępnej na rynku, ale będzie się rozwijać kosztem kina i tradycyjnej telewizji. Wzrost w obszarze tego segmentu w ciągu najbliższych czterech lat będzie się kształtował na poziomie 14,5 proc.

Kto jest użytkownikiem platformy OTT?

Opublikowany we wrześniu tego roku raport AdColony dostarcza informacje na temat tego, kim jest statystyczny użytkownik serwisów OTT.   Po pierwsze przeważają kobiety, które stanowią 55 proc. użytkowników w regionie EMEA[2]. Co ciekawe, najliczniejszą grupę wiekową stanowią osoby między 55 a 64 rokiem życia. To niemal 1/3 odbiorców (30 proc.) To pokazuje, że z nowoczesnych rozwiązań chętnie korzystają również starsze pokolenia. Z kolei po 20 proc. stanowią osoby w przedziale 35-44, i 45-54 lata. Zaskakujący może być fakt, że młodsi użytkownicy, pomiędzy 25 a 34 rokiem życia to już tylko 10 proc. odbiorców.

Co istotne, na rynku panuje intensywna konkurencja o uwagę użytkownika, ponieważ ponad połowa z nich decyduje się na subskrypcję tylko jednej platformy. 11 proc. wykupuje dostęp wyłącznie, aby obejrzeć wybrany program, a następnie rezygnuje z subskrypcji. 10 proc. rezygnuje po upływie okresu próbnego, który zwykle jest darmowy.

Dlaczego użytkownicy decydują się na subskrypcję w ramach OTT?

Kluczowa wydaje się być wysoka jakość dostępnych programów, a także brak dostępu do treści innymi kanałami. 31 proc. userów chce móc obejrzeć content niedostępny online. Tyle samo osób deklaruje, że zależy im na obejrzeniu oryginalnych produkcji, dostępnych wyłącznie za pośrednictwem konkretnego serwisu streamingowego. To dwa najczęściej wymieniane powody. Za nimi znajduje się dostęp do wysokiej jakości contentu (27 proc.) i możliwość obejrzenia materiałów w jakości HD. (21 proc.).

Platformy OTT – rośnie rola urządzeń mobilnych

Na jakich urządzeniach najczęściej oglądamy content z serwisów „Over the top”? Z raportu eMarketer wynika, że wciąż przeważają telewizory – 63 proc. Na drugim miejscu z 11 proc. znajdują się urządzenia mobilne. Jednak, gdy przyjrzymy się danym na temat tego jak długo oglądamy treści na poszczególnych urządzeniach, okaże się, że to właśnie smartfony odpowiadają za 23 proc. czasu poświęconego na oglądaniu video OTT. Warto więc aby uczestnicy rynku skupili się na podejściu mobile first i dalszym rozwoju aplikacji na urządzenia mobilne.

Multiscreening tak, ale to telewizor jest drugim ekranem

To co jest ważne z punktu widzenia reklamodawców, to jak podaje AdColony – niemal blisko 6 na 10 użytkowników usług OTT potwierdza, że w trakcie oglądania serwisów streamingowych korzysta równolegle z urządzeń mobilnych. 43 proc. gra w tym czasie w gry mobilne. 26 proc. używa social mediów, a drugie tyle komunikatorów. Jak stwierdzają autorzy raportu, w świetle tych danych, w przypadku korzystania równolegle z dwóch ekranów, role się odwróciły.

To właśnie smartfon, a nie telewizor przyjmuje rolę ekranu wiodącego. Szacuje się, że na korzystaniu z aplikacji mobilnych spędzamy 3 godziny dziennie, a liczba ta może wzrosnąć nawet o pół godziny w 2021 r.mówi Michał Giera, Mobiem.

OTT – a co oferuje reklamodawcom?

Serwisy OTT dla wielu wydają się być „wschodzącą gwiazdą”, szczególnie teraz, kiedy znacznie więcej czasu spędzamy w domu. I chociaż wielu reklamodawców i marketerów pokładało spore nadzieje w tym kanale dotarcia do klienta, porównując go do sprawdzonych form reklamowania w tradycyjnym TV, to platformy OTT nie spełniają na razie swoich obietnic dotyczących: realizacji strategii mobile-first i app-first, wykorzystywania technologii opartej na danych oraz zezwalania na bardziej kreatywne formaty reklam.

Kreacje reklamowe na platformach OTT to nadal klasyczne formaty video, podobne do tych znanych użytkownikom z tradycyjnej telewizji. Konieczne będzie wypracowanie nowych, bardziej angażujących i biorących pod uwagę doświadczenie użytkownika sposobów dotarcia do odbiorcy. Przykładem mogą być tzw. Pause Ads, wykorzystywane np. przez Hulu, czyli statyczne banery pojawiające się w momencie zatrzymania video – komentuje Michał Pietruszka, Mobiem.

Podobnie, jak aplikacje mobilne, platformy OTT powinny wprowadzić trzy podstawowe zmiany, aby dotrzymać obietnic złożonych reklamodawcom. Marketerzy oczekują, że zostaną im dostarczone wyczerpujące informacje oraz insighty na temat grupy docelowej za pomocą technologii opartych na danych, pozwolą na ocenę i optymalizacje kampanii, dzięki dokładnym pomiarom, a przede wszystkim dotrą do jak najdokładniejszej grupy docelowej, optymalizując zasięgi w kreatywny i innowacyjny sposób.

Wszystko to, staje się również coraz bardziej skomplikowane w dobie dbania o prywatność (szczególnie na urządzeniach Apple). W tym wypadku aplikacje, a przede wszystkim gry mobilne, mają znacznie bardziej przejrzysty i skuteczny sposób na dotarcie do wąskich grup docelowych z odpowiednimi reklamami.

Kluczowe jest bardziej precyzyjne targetowanie i segmentacja, a także dostarczanie odpowiednich danych do weryfikacji i optymalizacji kampanii. Aby spełnić oczekiwania reklamodawców platformy OTT powinny pójść w ślady sektora aplikacji mobilnych, w tym zwłaszcza gier, które charakteryzują się możliwością wykorzystania kreatywnych, nieinwazyjnych formatów czy mierzenia zaangażowania użytkowników. Czy pójdą? Myślę, że przekonamy się na przestrzeni najbliższej dekady – mówi Michał Pietruszka, Mobiem.

[1] https://www.pwc.com/gx/en/industries/tmt/media/outlook.html

[2] (Europa, Bliski Wschód, Afryka).

Organ uznał, że firma nie ma prawa do odliczenia VAT od zakupu nieruchomości, bo złożyła mu o tym oświadczenie dzień po zakupie

Zgodnie z generalną zasadą prawa podatkowego dostawa budynków, budowli lub ich części podlega zwolnieniu z podatku od towarów i usług. Jest to regulacja istotna zwłaszcza dla przedsiębiorców, którzy jeśli skorzystają ze zwolnienia z VAT, nie będą później mogli tego VAT w swojej działalności odliczyć. Dlatego, chcąc zachować prawo do odliczenia VAT z tytułu nabycia nieruchomości, muszą przed dniem jej nabycia złożyć razem ze zbywcą oświadczenie przed naczelnikiem urzędu skarbowego o wyborze opodatkowania VAT dla tej transakcji. Organ odmówił jednemu z przedsiębiorców prawa do takiego odliczenia, podnosząc, że oświadczenia te zostały złożone za późno, bo dzień po zawarciu aktu notarialnego umowy sprzedaży nieruchomości. Ze stanowiskiem fiskusa nie zgodził się sąd, stwierdzając, że przedsiębiorcy złożyli oświadczenie w terminie.

Przepis art. 43 ust. 10 ustawy o VAT stanowi, że podatnik może zrezygnować ze zwolnienia od VAT i wybrać opodatkowanie dostawy budynków, budowli lub ich części tym podatkiem, pod warunkiem, że dokonujący dostawy i nabywca budynku, budowli lub ich części:

1) są zarejestrowani jako podatnicy VAT czynni;

2) złożą przed dniem dokonania dostawy tych obiektów właściwemu dla ich nabywcy naczelnikowi urzędu skarbowego zgodne oświadczenie, że wybierają opodatkowanie VAT dla dostawy tego budynku, budowli lub ich części.

Nabycie nieruchomości przez firmę

W deklaracji VAT-7 za czerwiec 2018 r. przedsiębiorca wykazał kwotę zwrotu VAT na swoje konto w wysokości ponad 216 tys. zł. Naczelnik urzędu skarbowego przeprowadził u przedsiębiorcy czynności sprawdzające zasadność tego zwrotu. W ich wyniku ustalił, że główną podstawą wnioskowanego przez firmę zwrotu jest koszt nabycia nieruchomości, do jakiego doszło w czerwcu 2018 r. Umowa jej sprzedaży została zawarta w formie aktu notarialnego 19 czerwca 2018 r. Natomiast oświadczenie, o którym mowa w art. 43 ust. 10 ustawy o podatku od towarów i usług o wyborze opodatkowania VAT dostawy budynków, budowli lub ich części, przedsiębiorca złożył w urzędzie skarbowym 20 czerwca 2018 r. Transakcja opiewała na kwotę 1 230 tys. zł.

Organ stwierdził, że przedsiębiorca nie zgłosił wyboru opodatkowania VAT w terminie

W styczniu 2019 r. organ pierwszej instancji, po przeprowadzeniu postępowania podatkowego, sporządził protokół badania ksiąg podatkowych, w którym stwierdził, że błędnie ujęto w nich przedmiotowe nabycie nieruchomości, jako nabycie z opodatkowaniem VAT. W decyzji z marca 2019 r., po wyeliminowaniu z rejestru VAT zakupów tej transakcji, dokonał zmiany wymiaru należnego firmie zwrotu z wnioskowanych przez nią 216 tys. zł na jedynie 14 tys. zł. Naczelnik urzędu skarbowego stwierdził, że nie dochowała ona warunku określonego w art. 43 ust. 10 ustawy o VAT, nie składając wymaganego w tym przepisie oświadczenia o wyborze opodatkowania VAT dla tej transakcji przed dniem dostawy nieruchomości.

Fiskus przyznał, że przedsiębiorca nabył nieruchomość do działalności opodatkowanej VAT

Przedsiębiorca wniósł odwołanie od tej decyzji, ale dyrektor izby administracji skarbowej jako organ odwoławczy potwierdził ustalenia organu pierwszej instancji, informując, że choć prawo do odliczenia VAT jest podstawowym prawem podatnika podatku od towarów i usług, to aby z niego skorzystać, podatnik musi spełnić określone warunki. A w opinii organu w tej sprawie został spełniony tylko jeden z dwóch warunków ustanowionych w art. 43 ust. 10 ustawy o VAT.

Co ciekawe, dyrektor izby administracji skarbowej stwierdził dodatkowo, że naczelnik urzędu skarbowego, słusznie uznając, iż transakcja dostawy nieruchomości nie podlega opodatkowaniu VAT, niezasadnie pozbawił przedsiębiorcę możliwości odliczenia VAT w kwocie nieco ponad 1 tys. zł, wynikającej z faktury wystawionej przez kancelarię notarialną z tytułu sporządzenia umowy sprzedaży tej nieruchomości. Dyrektor poinformował, że skoro przedsiębiorca oświadczył, że będzie wykorzystywał przedmiotową nieruchomość do sprzedaży i działalności opodatkowanej VAT, jako że nabył ją w celu wynajmu oraz prowadzenia działalności gospodarczej, to należy mu się wskazane odliczenie VAT wynikające z faktury wystawionej przez notariusza za czynności związane ze sporządzeniem aktu jej nabycia.

Przedsiębiorca wniósł skargę do sądu

Przedsiębiorca zaskarżył rozstrzygnięcia organów, podnosząc m.in., że dokonał on przedmiotowego zgłoszenia w wymaganym terminie, gdyż do wydania nieruchomości, a więc jej dostawy, doszło dopiero 22 czerwca 2018 r., czyli w dniu wydania mu jej przez zbywcę.

Dzień podpisania aktu notarialnego to dzień dostawy

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Kielcach przypomniał, że zgodnie z regułami zawartymi w ustawie o VAT opodatkowaniu podlegają: odpłatna dostawa towarów i odpłatne świadczenie usług na terytorium kraju, a poza kilkoma wyjątkami obowiązek podatkowy powstaje z chwilą dokonania dostawy towarów lub wykonania usługi. Z kolei pod pojęciem „dostawy” ustawa rozpoznaje przeniesienie prawa do rozporządzania towarami jak właściciel. A zawarcie umowy sprzedaży umożliwia nabywcy działanie jak właściciel, dalsze rozporządzanie towarem, bez potrzeby fizycznego jego wydania. Sąd stwierdził zatem, że za dzień dostawy nieruchomości należy uznać dzień podpisania aktu notarialnego dokumentującego jej sprzedaż, czyli 19 czerwca. Nie jest nim wskazywany przez przedsiębiorcę dzień wydania 22 czerwca.

To, że przedsiębiorca złożył oświadczenie dzień po akcie, jeszcze niczego nie przesądza

Sąd nie zgodził się jednak z organami podatkowymi jakoby fakt, iż przedsiębiorca złożył naczelnikowi urzędu skarbowego sporne oświadczenie 20 czerwca, a więc dzień po dokonaniu dostawy nieruchomości, przesądza o rozstrzygnięciu tej sprawy na jego niekorzyść. Przywołał m.in. zasadę proporcjonalności w orzecznictwie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, zgodnie z którą „legalność środków nakładających ciężary finansowe na przedsiębiorców uzależniona jest od tego, że środki te będą właściwe i konieczne dla realizacji celów, do których zmierza zgodnie z prawem dana regulacja, przy czym, jeżeli istnieje możliwość wyboru spośród wielu właściwych środków, należy stosować najmniej restrykcyjne oraz czuwać nad tym, aby nałożone ciężary nie były nadmierne w stosunku do zamierzonych celów” (wyrok WSA w Kielcach z 20 sierpnia 2020 r., sygn. akt I SA/Ke 15/20).

Przedsiębiorcy złożyli niezbędne oświadczenie w akcie notarialnym

Na kanwie powyższego WSA stwierdził, że sprzeczne z zasadą proporcjonalności są krajowe przepisy, które nie pozwalają na wykazanie przez strony wyboru metody opodatkowania transakcji w inny niepodważalny sposób niż tylko poprzez oświadczenie złożone naczelnikowi urzędu skarbowego. A z analizy treści zawartego przez strony aktu notarialnego, który notariusz ma z urzędu obowiązek przekazać organom podatkowym, wynika, iż potwierdzono w nim, że:

  • kupujący nabywa nieruchomość za kwotę 1 230 tys. zł brutto, w tym zawarty jest podatek VAT w kwocie 230 tys. zł;
  • podatku od czynności cywilnoprawnych od umowy sprzedaży nie pobrano na podstawie art. 2 ust. 4 ustawy o PCC, co oznacza, że transakcja nie podlegała zwolnieniu z VAT;
  • strona sprzedająca jest zarejestrowanym czynnym podatnikiem podatku VAT, a dostawa nieruchomości opodatkowana jest podatkiem od towarów i usług w stawce 23%.

Co więcej, o tym, że wolą stron była rezygnacja ze zwolnienia z VAT przy sprzedaży przedmiotowej nieruchomości, świadczy zadeklarowanie tego podatku jako należnego przez sprzedającego i zadeklarowanie go jako naliczonego przez nabywającego, jak i sama zapłata kwoty tego podatku na rachunek właściwego urzędu skarbowego.

Nadmierny formalizm przysłonił jasno wyrażoną wolę stron

W rezultacie WSA w Kielcach orzekł, że dla zachowania wymogów skutecznej rezygnacji ze zwolnienia z VAT celem zachowania prawa do odliczenia tego podatku wystarczające jest, że gdy dostawa nieruchomości następuje w dniu zawarcia aktu notarialnego, to w akcie tym strony złożą zgodne oświadczenie o rezygnacji ze zwolnienia i wyborze opodatkowania transakcji. Uchylając decyzje organów podatkowych obu instancji, WSA stwierdził:

„Przyjęcie w tej sytuacji, że strony umowy nie zrezygnowały ze zwolnienia od opodatkowania dostawy, pozostaje w sprzeczności z tymi wyrazami woli stron, które tu wskazano. Taka interpretacja tych zdarzeń, jakiej dokonały organy podatkowe, jest wyraźnym przedłożeniem kwestii formalnych ponad istotę i treść zamierzonej przez podatników transakcji, które zostały dostatecznie jasno wyrażone. Jest to nadmierny formalizm, który prowadzi do naruszenia zasady proporcjonalności” (sygn. akt I SA/Ke 15/20).

Organy podatkowe zapominają

Powyższe rozstrzygnięcie kieleckiego sądu przypomina organom nie tylko o tym, że nadmierny formalizm nie jest przejawem właściwego rozumienia prawa. Przypomina również, że organy związane są także, jeśli nie przede wszystkim, prawem wspólnotowym, które nie pozwala nakładać na przedsiębiorców ciężarów finansowych w sposób niewłaściwy i sprzeczny z celami, dla jakich dany środek prawny został powołany. Do tego, jeśli istnieje możliwość wyboru między wieloma środkami, należy stosować ten najmniej dla przedsiębiorcy restrykcyjny. W rzeczywistości bowiem organy podatkowe dość często zapominają o podstawowych zasadach prawa podatkowego, jak chociażby o tej, która stanowi, że mogą działać wyłącznie na podstawie przepisów prawa, a przede wszystkim o zasadzie in dubio pro tributario, czyli rozstrzygania wątpliwości na korzyść podatnika.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Za trzy lata zakupy w sieci regularnie będzie robił co trzeci Polak

Porzucimy na zawsze stacjonarne sklepy? Zakupy w Internecie podobają nam się coraz bardziej. „Najczęściej ubrania, odzież i książki”

Dynamika rozwoju branży e-commerce zaskakuje nawet największych optymistów. Pandemia koronawirusa sprawiła, że radykalnie zmieniły się konsumpcyjne przyzwyczajenia Polaków. W Internecie już nie tylko oglądamy i kupujemy rzeczy niedostępne stacjonarnie, ale i robimy regularne zakupy odzieżowe, spożywcze czy szukamy tam dóbr, po które dotychczas wyciągaliśmy ręce na półkach sklepowych.  Gościem drugiego WEBINARU LIVE Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości byli: Marzena Mojsiewicz (Agencja Digital Marketingu Brandrocket) oraz Rafał Gołębiewski (Dyrektor Segmentu Małych i Średnich Przedsiębiorstw ELAVON Europe). To właśnie najnowszy raport firmy ELAVON odnośnie e-commerce stał się punktem wyjściowym do dyskusji.

  • W roku 2020 przekroczona zostanie magiczna liczba 10 milionów Polaków, którzy regularnie dokonują zakupów w Internecie. W roku 2023 może być ich ponad 12 milionów!
  • W sieci kupujemy najczęściej: odzież, dodatki, akcesoria, płyty, filmy, kosmetyki, sprzęt RTV czy bilety do kina lub na koncerty
  • Czynniki blokujące przedsiębiorców w decyzji o rozwijaniu produktów e-commerce to najczęściej: świadomość zbyt dużej konkurencji, przekonanie o tradycyjnych przyzwyczajeniach konsumentów oraz obawa o wykluczenie cyfrowe społeczeństwa
  • Konsumenci jeżeli wstrzymują się przed decyzjami o zakupach to najczęściej powodem jest fakt, że przed zakupami wolą coś zobaczyć i przymierzyć na żywo, koszty dostawy są zbyt wysokie lub mają obawy o zwrot czy gwarancje

Jak budować pozytywny „customer experience” w handlu internetowym?

Czy obecna sytuacja gospodarcza to czas sprzyjający rozwojowi branży e-commerce? Zdecydowanie! Świadczą o tym statystyki, ale i sam fakt, że konsumenci dotychczas nieprzekonani do zakupów w Internecie, mając dość mocno ograniczoną mobilność i dostęp do asortymentu, przekonali się, że zakupy w Internecie mogą być szybkie, efektywne i bezpieczne.

– Najważniejszą sprawą jest tzw. „customer experience”, czyli wywołanie odpowiednich reakcji w określonych grupach klientów. Wiekowo, ilość osób zainteresowanych kupowaniem w sieci stale się powiększa. Firma Zalando nie robi problemów ze zwrotem towaru, służy to temu żeby oswajać ludzi z zakupami przez Internet. Dzisiaj firmy myślą o tym jak budować kanały w ten sposób, by np. dostarczyć klientowi produkt, by mógł on dostać do domu np. ubranie czy kosmetyki, ale jeżeli okaże się, że nie jest nim zainteresowany to można dokonać zwrotu – mówi Rafał Gołębiewski, Dyrektor Segmentu Małych i Średnich Przedsiębiorstw ELAVON Europe.

– Często pokutuje myślenie, że c-commerce to jest „coś co można mieć”, ale nie wpływa to na strategię i realne wpływy danej grupy. COVID-19 bardzo to zweryfikował i są rynki bardzo podatne na rozwój handlu internetowego, gdzie konsumenci wymuszają wręcz na sieciach handlowych rozwój tego kanału dystrybucji – dodał Rafał Gołębiewski.

Nie wystarczy założyć sklep internetowy, by klienci byli zainteresowani naszymi produktami

Przedsiębiorcy czują, że e-commerce jest dobrym kierunkiem rozwoju kanałów dystrybucji, ale jak mówią specjaliści to nie może być działanie na „łapu-capu”. Nie wystarczy postawić sklep internetowy, żeby cieszył się on wielkim zainteresowaniem. Konkurencja na rynku jest szeroka.

Konsumenci traktują e-commerce jako alternatywę dla braku możliwości zrobienia stacjonarnych zakupów, ale nasi eksperci zauważają, że to, co czasami traktowane jest jako dodatek, bardzo szybko staje się bardzo silnym kanałem dystrybucyjnym. Kiedyś sprzedaż w sieci była „dodatkową atrakcją” dla wielu firm, a teraz bywa ich podstawowym źródłem przychodu: – Jest to kanał zyskujący na atrakcyjności ze względu na wygodę, szybkość, atrakcyjną formę płatności. Konsument jest mocno wyedukowany, wie czego chce, potrzebuje mieć porównanie i możliwość zwrotu. E-commerce pozwala już na budowanie dobrych relacji klient-sklep, a jeszcze niedawno było przekonanie, że dobre relacje konsumenckie mogą występować tylko w relacji kiedy klient idzie do sklepu i podaje rękę pracodawcy – mówi Marzena Mojsiewicz.  Specjalistka wyjaśnia, że w nowoczesnym handlu internetowym ważne jest, by przyciągnąć klienta dobrym opisem, fotografiami i „wyjątkowością” produktu. Marketing jest więc tutaj komplementarną częścią sukcesu.

Cały WEBINAR LIVE Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości jest dostępny w mediach społecznościowych Polskiej Fundacji Przedsiębiorczości.

Badanie ruchu w sklepach: Koronawirus najgroźniejszy dla handlu w dużych miastach

Z najnowszego badania firmy technologicznej Proxi.cloud wynika, że istnieje poważny związek pomiędzy wzrostem stwierdzanych zakażeń koronawirusem a spadającą liczbą wizyt w sklepach. Najbardziej jest to widoczne w miastach powyżej 500 tys. mieszkańców. Natomiast na drugim biegunie są ośrodki liczące 50-100 tys. osób. Te zmiany są zauważalne od 25 września, kiedy przekroczono 1,5 tys. zachorowań w ciągu doby. Z kolei wyraźny spadek liczby wizyt w sklepach notowany jest od 12 października. Według ekspertów, sytuacja placówek stacjonarnych będzie się pogarszała. Klienci będą rzadziej do nich przychodzić, ale do koszyków włożą więcej towarów. Szczególnie będzie to widać w miastach liczących powyżej 100 tys. mieszkańców.

-0,59 wynosi korelacja między nowymi zakażeniami a ruchem w sklepach w całym kraju. Jak wynika z analizy, jest więc bardzo silny związek pomiędzy wzrostem stwierdzanych przypadków zakażenia koronawirusem SARS-CoV-2 a spadającą liczbą wizyt w placówkach handlowych.

– Możemy to zestawić również z korelacją liczby zakażeń do liczby osób robiących zakupy, gdzie wskaźnik wynosi -0,49. Porównując wyniki, widzimy również, że przy rosnącej grupie zakażonych następuje większy spadek wizyt w sklepach niż samych klientów. Nadal sporo konsumentów chodzi do stacjonarnych placówek, natomiast stara się to robić rzadziej – komentuje dr Krzysztof Łuczak z firmy  technologicznej Proxi.cloud.

Analiza zawiera wyniki dla obszarów podzielonych według liczby ludności. Najsilniejszy związek prezentują miasta liczące powyżej 500 tys. osób. W nich wskaźnik wyniósł -0,75. Dalej znajdują się ośrodki mające 100-500 tys. mieszkańców (-0,55) oraz miasta do 50 tys. (-0,49). Natomiast na końcu zestawienia widzimy miasta, w których żyje 50-100 tys. ludzi (-0,26), a także wsie (-0,40).

– Być może zachowanie ludzi w największych ośrodkach jest spowodowane tym, że oni mają na co dzień kontakt z wieloma osobami, np. na ulicy. Ich obawa dotycząca zarażenia się może być najsilniejsza. Dlatego też przykładają większą wagę do ograniczenia wizyt w sklepach i robienia szerszych zakupów, np. raz na tydzień. Ponadto w dużych miastach dostęp do usług zamawiania produktów spożywczych do domów jest najłatwiejszy, co pozwala na rzadsze odwiedzanie placówek handlowych – mówi dr inż. Paweł Prociów z Proxi.cloud.

Z kolei dr Łuczak zaznacza, że słaby związek badanej zależności występuje w miastach od 50 tys. do 100 tys. mieszkańców oraz na terenach wiejskich. I dodaje, że prawdopodobnie pandemia nie zmieniła mocno przyzwyczajeń osób mieszkających na wsiach. One zazwyczaj robiły większe zakupy raz na dłuższy okres. Chcąc bowiem kupować towary w większych sklepach, musieli dojeżdżać do okolicznych miast.

– Mniej wizyt w sklepach w sierpniu w porównaniu z wrześniem to najprawdopodobniej efekt sezonu urlopowego. Zmiany zaczęły zachodzić w momencie przekroczenia 1,5 tys. potwierdzonych przypadków zakażenia, co nastąpiło 25 września. Natomiast wyraźny spadek wizyt jest widoczny dopiero od 12 października. Może to być efektem nowych obostrzeń na terenie całego kraju. 2 dni wcześniej w czerwonej strefie znalazły się 32 powiaty, a wraz z nimi było jeszcze 6 miast. Pozostały obszar kraju stał się żółtą strefą – analizuje Krzysztof Zych z firmy doradczej UCE GROUP LTD.

Wtedy też zwiększono obostrzenia, m.in. dla handlu. Wówczas wprowadzono nowe wytyczne dotyczące liczby osób przebywających w placówce handlowej. Z danych Proxi.cloud wynika także, że 17 października br. poziom wizyt w sklepach spadł aż o 24% w porównaniu ze średnim ruchem. Linia trendu pokazuje, że sytuacja ta będzie się pogłębiać.

– W dwóch ostatnich analizowanych tygodniach nastąpił gwałtowny wzrost liczby zakażeń. Wówczas korelacja była silniejsza niż dla całego okresu. Może to oznaczać potwierdzenie trendu malejącego ruchu i paniki ludzi, a także obostrzeń typu godziny dla seniorów – dodaje dr inż. Prociów.

Analitycy z Proxi.cloud spodziewają się również, że w związku z tym może spadać częstotliwość dokonywania zakupów. Klienci będą rzadziej przychodzić do sklepów, ale do koszyków jednorazowo włożą więcej towarów. Najmocniej będzie to widoczne w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców. Dużą szansą dla znajdujących się tam sklepów jest wprowadzenie możliwości zakupów online z dostawą do domu.

Badanie zostało wykonane w okresie od 19 sierpnia do 18 października br. Poddano analizie zachowania 1,8 mln klientów ponad 22,1 tys. placówek handlowych na terenie całego kraju. Anonimowe dane zebrano za pośrednictwem tzw. geofencingów, czyli wirtualnych punktów na mapie.

Bank Pocztowy wprowadza BLIKA

Klienci Banku Pocztowego korzystający z aplikacji mobilnej EnveloBank uzyskali dostęp do systemu płatności mobilnych BLIK. Bank poszerza tym samym swoją ofertę o cieszący się coraz większą popularnością sposób płatności. 

Od momentu udostępnienia BLIKA Klienci Banku Pocztowego mogą korzystać z 3 rodzajów usług – płatności w Internecie, płatności w sklepach oraz wypłat z bankomatów. W przyszłości usługa będzie jednak rozwijana o kolejne rozwiązania, które umożliwia BLIK, jak na przykład przelewy na telefon.

– Klienci coraz częściej dokonują wyboru banku, z którym chcą się związać, w oparciu o wnikliwe porównanie korzyści, jakie będą dla nich płynąć z nawiązania współpracy. Spektrum rozwiązań mobilnych jest bardzo istotnym punktem przy podejmowaniu decyzji o wyborze banku. Dlatego w ostatnim czasie Bank Pocztowy mocno rozwinął się w tym obszarze, a dziś dokłada do swojej oferty popularnego BLIKA. Ten wygodny, bezpieczny i – co ważne – rodzimy system płatności mobilnych z pewnością będzie chętnie wykorzystywany przez użytkowników naszej aplikacji mobilnej – mówi Tomasz Dąbrowski, Członek Zarządu Banku Pocztowego.

– Witamy klientów Banku Pocztowego wśród użytkowników BLIKA, którzy z pewnością docenią jego wygodę i bezpieczeństwo. Wierzę, że aplikacja  EnveloBanku dzięki BLIKOWI jeszcze bardziej zyska na popularnościmówi Dariusz Mazurkiewicz, Prezes Zarządu Polskiego Standardu Płatności – BLIK po pięciu i pół roku obecności na rynku jest dziś w Polsce systemem powszechnym i bardzo chętnie wykorzystywanym. Ta popularność powoduje, że cały czas chcemy rozwijać BLIKA i udostępniać  naszym użytkownikom jeszcze lepsze doświadczanie w płatnościach – dodaje.

By zacząć płacić BLIKIEM wystarczy mieć zainstalowaną aplikację mobilną EnveloBanku i dostęp do Internetu, (najnowszą wersję aplikacji można pobrać ze sklepu z aplikacjami lub zaktualizować aplikację obecnie posiadaną na urządzeniu). Dzięki temu bez żadnych dodatkowych czynności klienci uzyskają dostęp do płatności mobilnych BLIK. Każda płatność przebiega w ten sam sposób: Klient generuje 6 cyfrowy kod, przepisuje go w odpowiednie miejsce – na stronę www sklepu, terminal w sklepie stacjonarnym, ekran bankomatu – a następnie akceptuje w aplikacji mobilnej.

W ciągu zaledwie ostatniego roku Bank Pocztowy istotnie rozwinął funkcjonalności dostępne z poziomu swojej aplikacji mobilnej EnveloBank. Poza udostępnionym właśnie BLIKIEM są to także wspierające wygodę płatności mobilne Apple Pay, Google Pay i Garmin Pay, rozwiązania pozwalające na wykorzystanie biometrii w bankowości, jak logowanie do aplikacji mobilnej czy autoryzacja przelewów z wykorzystaniem odcisku palca lub Face ID (biometrycznego rozpoznania twarzy Klienta), czy w końcu wprowadzona przed wakacjami usługa Autopay, umożliwiająca posiadaczom aplikacji Banku Pocztowego automatyczną płatność i tym samym uniknięcie stania w korkach przy autostradowych bramkach.

Rekordowe wyniki branży magazynowej w regionie CEE w pierwszej połowie 2020 r.

W pierwszej połowie 2020 roku w Polsce, w Czechach, w Rumunii, na Słowacji i na Węgrzech podpisano umowy najmu na łącznie 3,74 mln mkw., co stanowiło 55% ubiegłorocznego wolumenu i oznacza wzrost o 10% w porównaniu z pierwszym półroczem 2019 roku – wynika z danych międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield.

  • Wolumen transakcji najmu w pierwszej połowie roku we wszystkich krajach Europy Środkowo-Wschodniej przekroczył 50% ubiegłorocznego wyniku.
  • Polska, gdzie oddano do użytku ponad 1 mln mkw. nowej powierzchni, jest nadal największym rynkiem powierzchni magazynowych i logistycznych w Europie Środkowo-Wschodniej.
  • W kontekście nowej podaży Słowacja i Węgry odnotowały więcej zrealizowanych inwestycji w pierwszej połowie 2020 roku niż w całym 2019 roku, a w Czechach wolumen nowo wybudowanej powierzchni w pierwszym półroczu stanowi już 68% ubiegłorocznej podaży.
  • Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w regionie mogą wynieść w 2020 roku ponad 40 mln mkw. Oznacza to, że w ciągu pięciu lat rynek Europy Środkowo-Wschodniej powiększył się dwukrotnie.
  • Największą transakcją inwestycyjną w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w pierwszej połowie roku był zakup przez GLP portfela nieruchomości logistycznych należących do grupy Goodman, gdzie kupującego reprezentowała międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield.

Dynamiczny rozwój sektora e-commerce i nienotowane dotąd wzrosty wolumenu sprzedaży online wymuszają wprowadzanie usprawnień w obszarze logistyki i powstanie modeli logistycznych opartych na outsourcingu usług. Przekazanie obsługi firmom wyspecjalizowanym w tego typu działaniach (tzw. fullfillment) pozwala sprzedawcom polepszyć terminowość i skuteczność dostaw, oferować klientom różne rodzaje płatności i formy doręczeń oraz obniżyć koszty transportu, dzięki czemu kupujący będą coraz chętniej wybierać zakupy przez Internet. W przyszłości spodziewamy się dalszego rozwoju tego segmentu rynku, w szczególności w zakresie podnoszenia jakości i zwiększania elastyczności usług logistycznych.

Ponadto oczekujemy relokacji części procesów magazynowych i produkcyjnych z krajów azjatyckich i zachodnioeuropejskich w celu zdywersyfikowania i zabezpieczenia łańcuchów dostaw, co na pewno wpłynie na dalszy rozwój rynku magazynowego w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – mówi Ferdinand Hlobil, Partner, Head of Industrial Agency CEE, Cushman & Wakefield.

Rynki lokalne

Polska

Popyt netto na poziomie 1,68 miliona mkw. – to rekordowy wynik aktywności najemców w pierwszych sześciu miesiącach roku i o około 42% wyższy w porównaniu do pierwszej połowy 2019 roku.

Wysoka podaż – ponad 1 milion mkw. nowej powierzchni magazynowej o zróżnicowanej strukturze: parki typu multi-let, projekty przeznaczone dla obsługi logistyki miejskiej oraz inwestycje BTS dla logistyki i produkcji.

Wysoka aktywność deweloperska – nadal na wysokim poziomie, lecz niższa niż przed rokiem ze względu na nieznaczne ograniczenie podaży o charakterze spekulacyjnym realizowanej na dużą skalę przed pojawieniem się pandemii COVID-19.

Stabilizacja czynszów – w dużej mierze dzięki niższym niż rok wcześniej kosztom generalnego wykonawstwa. Presję na wzrost czynszów w dłuższej perspektywie będzie powodować wysoki popyt na projekty wspomagające logistykę miejską przy malejącym potencjale podażowym gruntów pod tego typu projekty.

Wzrost rynku e-commerce i dalszy rozwój infrastruktury transportowej w połączeniu z korzystną lokalizacją na mapie Europy to główne czynniki podtrzymujące wysokie zainteresowanie rynkiem magazynowym w Polsce, w tym również ze strony funduszy inwestycyjnych.

Rynek powierzchni magazynowych w Polsce należy do najszybciej rozwijających się w Europie. Aktywność najemców i deweloperów utrzymywała się w pierwszej połowie 2020 roku na wysokim poziomie, o czym świadczy silny popyt, który wyniósł łącznie prawie 2,3 mln mkw. (+26% rok do roku) oraz znaczna ilość nowej podaży od stycznia 2020 roku, przekraczająca 1 mln mkw. W ujęciu regionalnym nadal dominuje pięć największych rynków: Warszawa, Górny Śląsk, Polska Centralna, Wrocław i Poznań – nadal znajduje się tu prawie 80% całkowitej podaży powierzchni magazynowej w Polsce. Jednakże dynamiczny rozwój nowych inwestycji dotyczy także mniejszych rynków regionalnych takich jak np. Zielona Góra, Gorzów Wielkopolski dogodnie położonych względem rynków zachodnioeuropejskich czy też Rzeszów, Lublin w regionie wschodniej Polski, które skorzystają na budowie międzynarodowej trasy Via Carpatia oraz Trójmiasto z dostępem do nowoczesnej i stale rozwijanej infrastruktury portowej.

W budowie pozostaje ok. 1,9 mln mkw. w ramach 76 parków magazynowych, a prawie 60% wolumenu inwestycji zostało zabezpieczone umowami najmu. W okolicy Świebodzina powstaje największy obiekt magazynowy w regionie zachodniej Polski (203 000 mkw.). Inwestycję w formule BTS dla międzynarodowej firmy z branży e-commerce realizuje Panattoni.

W związku z wyższym ryzykiem spowodowanym pandemią COVID-19, obserwuje się obecnie nieznacznie większą wstrzemięźliwość w realizowaniu inwestycji o charakterze spekulacyjnym, co z kolei przyczyni się do utrzymania stopy pustostanów na stabilnym, niskim poziomie do końca bieżącego roku. Czynsze również nie zmieniły się znacząco w pierwszym półroczu, a stawki bazowe zazwyczaj nie przekraczają poziomu 3,80 EUR/mkw./miesiąc w przypadku modułów magazynowych typu BIG-BOX oraz 5,25 EUR/mkw./miesiąc w przypadku tzw. Small Business Units (SBU) w Warszawie. Stawki czynszów efektywnych wahają się obecnie w przedziale 2,00-3,20 EUR/mkw./miesiąc dla jednostek typu BIG-BOX oraz 3,00-4,50 EUR/mkw./miesiąc za moduły typu SBU.

Pomimo dynamicznej sytuacji na rynku i wciąż dużej niepewności spowodowanej pandemią koronawirusa perspektywy dla sektora magazynowego pozostają korzystne. Przewidujemy, że popyt na rynku magazynowym będą nadal generować przede wszystkim firmy z branży logistycznej, kurierskiej i handlowej w silnym powiązaniu z rozwojem sektora e-commerce, a także powracające do normalnej aktywności firmy z sektora produkcyjnego i motoryzacyjnego. Warto także wspomnieć o rosnącej aktywności firm z branży IT, które poszukują nowoczesnej powierzchni magazynowej z przeznaczeniem na centra przetwarzania danych – mówi Joanna Sinkiewicz, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Cushman & Wakefield Polska.

Czechy

Pierwsze miejsce w Europie i czwarte w świecie wśród najbardziej atrakcyjnych lokalizacji produkcyjnych w najnowszym rankingu Manufacturing Risk Index, opracowanym przez Cushman & Wakefield.

Największa podaż nowej powierzchni magazynowej w pierwszym półroczu w historii (410 tys. mkw.).

Stabilny popyt – 678 tys. mkw. brutto.

Nowa podaż na czeskim rynku magazynowym w pierwszej połowie 2020 roku osiągnęła najwyższą wartość za pierwsze półrocze w historii. Jednak w drugim kwartale zaobserwowano spadek liczby rozpoczynanych inwestycji w porównaniu z poprzednim kwartałem, co przełoży się na mniejszą liczbę ukończonych projektów w przyszłym roku. Popyt również utrzymuje się na stabilnym poziomie, aczkolwiek rośnie w wolniejszym tempie niż liczba oferowanych obiektów, co może doprowadzić do nieznacznego wzrostu pustostanów. Jednym z bezpośrednich skutków kryzysu spowodowanego przez pandemię COVID-19 jest wzrost ostrożności i popularności umów najmu zawieranych na krótszy okres (do jednego roku) oraz spadek zainteresowania umowami przednajmu w obiektach, które nie zostały jeszcze wybudowane.

Węgry

Rekordowa podaż – nowa podaż osiągnęła najwyższy poziom od pięciu lat – wybudowano w tym czasie ponad 127 000 mkw. nowoczesnej powierzchni logistycznej. W budowie pozostaje szereg nowych obiektów, których oddanie do użytku zaplanowano na przełomie lat 2020-2021.

Rekordowy popyt netto – Pierwsza połowa br. była rekordowa dla rynku budapeszteńskiego pod względem popytu netto na przestrzeni ostatnich pięciu lat – wynajęto łącznie ponad 282 000 mkw. powierzchni.

Globalna pandemia w niewielkim stopniu wpłynęła na rynek magazynowy na Węgrzech, a zwłaszcza na sektor nieruchomości logistycznych w Budapeszcie. Popyt na nowoczesne powierzchnie logistyczne w węgierskiej stolicy i okolicach wzrósł rok do roku w pierwszej połowie br. do ponad 155 000 mkw. w porównaniu z wolumenem transakcji netto na poziomie ok. 124 000 mkw. w pierwszym półroczu 2019 roku. Silny popyt w połączeniu z nadal niewystarczającą podażą sprawił, że stawki czynszu utrzymały się na stosunkowo wysokim poziomie, nawet na tle innych krajów regionu. Czynsze bazowe wahają się w przedziale 4,50-5,00 EUR/mkw./miesiąc w zależności od wieku budynku, standardu, lokalizacji i warunków komercyjnych. Pandemia COVID-19 wpłynęła przejściowo na cały sektor produkcyjny, zwłaszcza na przemysł motoryzacyjny i związanych z nim poddostawców.

Słowacja

Na Słowacji najbardziej atrakcyjny dla inwestorów jest sektor magazynowy – w pierwszej połowie roku w tej grupie aktywów odnotowano najwyższą aktywność inwestycyjną.

Rozwój firm z sektora e-commerce – firmy dystrybucyjne, a w szczególności sektor e-commerce zgłaszają zapotrzebowanie na nowe powierzchnie.

Stabilne czynsze na poziomie 4 EUR/mkw./miesiąc.

Wysoka aktywność najemców – popyt 221 tys. mkw. brutto.

Najwyższą aktywność inwestycyjną na rynku nieruchomości w 2020 roku na Słowacji odnotowano w sektorze magazynowym, którego udział w łącznym wolumenie transakcji inwestycyjnych od początku roku wzrósł w lipcu do 53,8%. Stabilne trendy cenowe oraz możliwości znalezienia nowych najemców na tym bardzo dynamicznym rynku sprawiły, że sektor magazynowy okazał się w czasie pandemii COVID-19 liderem wśród wszystkich segmentów nieruchomości komercyjnych na Słowacji.

Umorzenia czynszu należą raczej do rzadkości, zwłaszcza w obszarze logistyki i dystrybucji. W drugim kwartale odnotowano wysoki poziom aktywności najemców, którzy wynajęli prawie 120 000 mkw. powierzchni magazynowej. Większość popytu brutto przypada na Bratysławę i zachodnią część Słowacji, a zapotrzebowanie na powierzchnie zgłaszały firmy dystrybucyjne, a w szczególności sektor e-commerce. Wzrost wskaźnika pustostanów o 2,3 punktu procentowego do 9,3% można powiązać z oddaniem do użytku w drugim kwartale nowych obiektów o charakterze spekulacyjnym.

Rumunia

Wysoki popyt i nowi najemcy – głównie z sektora handlowego, FMCG i operatorów logistycznych 3PL.

Podaż planowana na drugą połowę 2020 roku obejmuje głównie obiekty typu BTS lub w dużej mierze zabezpieczone umowami przednajmu.

Pomimo skurczenia się gospodarki globalnej i lokalnej w krótkiej perspektywie czasowej, Rumunia jest uznawana za konkurencyjną lokalizację dla budowy nowych centrów produkcyjnych i dystrybucyjnych, które umożliwią skrócenie łańcucha dostaw w granicach UE.

Popyt na powierzchnie logistyczne w drugim kwartale 2020 roku utrzymał się na wysokim poziomie i wyniósł łącznie prawie 200 000 mkw., co oznacza wzrost o 60% w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku, natomiast wolumen transakcji za pierwsze półrocze wzrósł do 297 000 mkw. (wzrost o 27% rok do roku). Przedłużenia umów najmu stanowiły zaledwie 8% całkowitego wolumenu w drugim kwartale 2020 roku i 13% wszystkich transakcji odnotowanych w pierwszym półroczu. Świadczy to o tym, że głównym motorem aktywności na rynku najmu był nowy popyt i zapotrzebowanie na nowe powierzchnie zgłaszane pomimo pandemii COVID-19 przez sieci handlowe, firmy z sektora FMCG i operatorów logistycznych 3PL.

Wchodzą w życie przepisy o planowaniu przestrzennym

Ujednolicenie sposobu tworzenia i prowadzenia zbiorów i metadanych dotyczących aktów planowania przestrzennego w skali całego kraju; inwestor będzie mógł sprawdzić przez internet informację o przeznaczeniu potencjalnego terenu inwestycyjnego oraz jego otoczenia – taki będzie efekt przepisów o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, które wchodzą w życie w sobotę. Równocześnie zaczyna obowiązywać rozporządzenie Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii w tej sprawie. W rozporządzeniu znajdują się szczegółowe regulacje dotyczące tworzenia i prowadzenia zbiorów, które obejmują dane przestrzenne APP oraz opisujących je metadanych infrastruktury informacji przestrzennej.

Krok ku dalszej cyfryzacji planowania przestrzennego

– W ministerstwie podejmujemy działania, dzięki którym ułatwiony będzie dostęp do jednolitej, wiarygodnej i kompletnej informacji o planowanym zagospodarowaniu przestrzennym w całym kraju, w trybie on-line – mówi wicepremier, minister rozwoju, pracy i technologii Jarosław Gowin.

I dodaje: – Przygotowane przez nas rozwiązania, które wprowadzają standardy danych planistycznych, ułatwią i przyspieszą realizację inwestycji. Korzyści odniosą zarówno jednostki samorządu terytorialnego (JST), jak i obywatele. JST będą mogły prowadzić monitoring stanu prac planistycznych w sposób bardziej efektywny. Obywatel zaś będzie mógł online sprawdzić czy działka, którą chce zakupić, zlokalizowana jest na terenie objętym miejscowym planem.

Nowe przepisy (Rozdział 5a) nakładają na organy wydające akty planowania przestrzennego obowiązek tworzenia cyfrowych danych planistycznych. Obowiązek ten dotyczy również aktów już obowiązujących.

Do aktów planowania przestrzennego (APP) zalicza się (art. 67a ust. 2 ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym):

  1. plany zagospodarowania przestrzennego województwa,
  2. studia uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego,
  3. miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego,
  4. miejscowe plany odbudowy,
  5. miejscowe plany rewitalizacji.

Cyfrowe dane planistyczne obejmują co najmniej (art. 67a ust. 3 ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym):

  1. zasięg przestrzenny obowiązywania danego aktu w postaci wektorowej,
  2. rysunek aktu w postaci rastra z odniesieniem przestrzennym (georeferencją),
  3. odniesienie do treści dokumentu powiązanego.

Rozporządzenie Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii z dnia 26 października 2020 r. w sprawie zbiorów danych przestrzennych oraz metadanych w zakresie zagospodarowania przestrzennego to kolejny instrument w rozpoczętym procesie porządkowania cyfryzacji planowania przestrzennego. Jego celem jest uszczegółowienie sposobu realizacji wymagań przyjętych w ustawie.

Rozporządzenie uszczegóławia m.in:

  • klasyfikację rodzajów zbiorów tworzonych i prowadzonych w ramach tematu „zagospodarowanie przestrzenne”;
  • typy i atrybuty obiektów przestrzennych ujętych w zbiorach oraz stosowane listy kodowe;
  • powiązania pomiędzy obiektami i atrybutami, w tym także relacje czasowe, przestrzenne i topologiczne;
  • ograniczenia dotyczące typów obiektów lub ich cech (atrybutów, związków, operacji);
  • sposób tworzenia identyfikatorów zbioru i obiektu przestrzennego;
  • układy współrzędnych, w których określana jest lokalizacja przestrzenna obiektów;
  • formaty danych udostępniania zbioru;
  • strukturę i zakres metadanych infrastruktury informacji przestrzennej w zakresie zagospodarowania przestrzennego.

Aspekty techniczne

Na specjalnie przygotowanej stronie internetowej Zagospodarowanie przestrzenne – cyfryzacja (www.gov.pl/zagospodarowanieprzestrzenne) zostaną udostępnione aspekty techniczne tworzenia danych przestrzennych APP. Jest to specyfikacja danych dla planowania przestrzennego wraz ze schematami aplikacyjnymi zapisanymi w UML oraz GML.

Wspierajmy się nawzajem

Jak w sposób efektywny i prosty wykonać nowy obowiązek prawny w zakresie cyfryzacji planowania przestrzennego? Przy użyciu jakich narzędzi? Czy narzędzia są bezpłatne? Odpowiedzi na te i inne pytania umieściliśmy w serwisie Zagospodarowanie przestrzenne – cyfryzacja, a szczególnie w zakładce „Narzędzia”.

Niebawem udostępnimy narzędzie do cyfryzacji APP w postaci wtyczki do otwartego oprogramowania QGIS o nazwie Wtyczka APP. Zostanie również uruchomiona w trybie on-line, usługa sprawdzania poprawności danych przestrzennych oraz metadanych. Narzędzia mają wesprzeć samorządy oraz twórców APP w tworzeniu danych planistycznych zgodnych z Rozporządzeniem, a służby Wojewody w zakresie nadzoru nad uchwałami w sprawie aktów planowania przestrzennego w sprawdzaniu ich poprawności.

Skąd potrzeba zmiany?

Dotychczas w Polsce nie było standardu, który określa zasady tworzenia cyfrowych danych planistycznych. To skutkuje powstawaniem danych niejednolitych, wykorzystujących różne, niekoniecznie spójne, nazewnictwo. W rezultacie, utrudnione, a niekiedy wręcz niemożliwe, jest łączenie danych z różnych źródeł i wykonywanie analiz przestrzennych.

Rozwiązanie usprawni i umożliwi także terminowe wykonywanie Dyrektywy 2007/2/WE Parlamentu Europejskiego i Rady nr 2007/2/WE z dnia 14 marca 2007 r. Ustanawia ona infrastrukturę informacji przestrzennej we Wspólnocie Europejskiej (INSPIRE) w zakresie zagospodarowania przestrzennego.

Podstawa prawna

Ustawa z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym Dz.U. 2003 nr 80 poz. 717

Rozporządzenie Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii z dnia 26 października 2020 r. w sprawie zbiorów danych przestrzennych oraz metadanych w zakresie zagospodarowania przestrzennego: https://dziennikustaw.gov.pl/D2020000191601.pdf

Rozporządzenie jest skutkiem wprowadzenia Rozdziału 5a do ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (ustawa z dnia 16 kwietnia 2020 r. o zmianie ustawy – Prawo geodezyjne i kartograficzne oraz niektórych innych ustaw; PDF, 699KB).

System depozytowy pomoże producentom napojów i uchroni Polskę przed wysokimi opłatami do budżetu UE

Polska stoi przed implementacją prawa unijnego, które nakłada nowe obowiązki w zakresie ochrony środowiska – dla kraju, jak i dla polskich firm. Polscy producenci soków i napojów popierają proekologiczne inicjatywy, ale apelują o stworzenie systemu depozytowego, który umożliwi im realizację nowych obowiązków. Niewdrożenie lub zastosowanie złych rozwiązań spowoduje problemy nie tylko dla polskich producentów soków i napojów, ale także dla polskiego tradycyjnego handlu. Obecnie w Ministerstwie Klimatu i Środowiska trwają prace nad wypracowaniem rozwiązań w tym obszarze.

Najnowsze stanowisko Stowarzyszenia Krajowa Unia Producentów Soków powstało w związku z koniecznością wdrożenia przez Polskę tzw. dyrektywy Single Use Plastics, która ustanawia m.in. poziomy w zakresie selektywnej zbiórki w celu recyklingu butelek z tworzyw sztucznych po napojach, wynoszące: 77% do 2025 r. i 90% do 2029 r. Wprowadza także wymóg, że od 2025 r. wszystkie butelki plastikowe muszą być wykonane w minimum 25% z materiału pochodzącego z recyklingu, a od 2030 r. w 30%. Ponadto, dodatkowo już od 1 stycznia 2021 roku państwa członkowskie Unii Europejskiej będą odprowadzać do budżetu unijnego wpłaty od niepoddanych recyklingowi tworzyw sztucznych.

Właściwie stworzony system depozytowy pomoże polskim producentom soków i napojów, aby spełnili swoje obowiązki, które nakłada na nich prawo unijne. Od 2025 roku wprowadzając na rynek napoje w opakowaniach plastikowych – opakowania te muszą być wykonane  w minimum 25% z materiału pochodzącego z recyklingu, a od 2030 r. w 30%. Co to oznacza? Musimy skutecznie zebrać z rynku opakowania plastikowe, aby mieć surowiec do produkcji następnych. Aby to zrobić – musi w Polsce powstać system depozytowy dla butelek PET, który będzie przyjazny dla polskiego handlu – zarówno małych sklepów, jak i dużych sieci handlowych – mówi Julian Pawlak, prezes KUPS.

W najnowszym stanowisku Krajowa Unia Producentów Soków przedstawia cztery filary, które według Stowarzyszenia pozwolą Polsce na skuteczne, ekologiczne i bezpieczne gospodarczo przygotowanie i wdrożenie systemu. Chodzi o zastosowanie takich rozwiązań, które umożliwią osiąganie oczekiwanych przez UE parametrów prośrodowiskowych z uwzględnieniem polskich uwarunkowań gospodarczych. I tak:

Po pierwsze – objęcie systemem depozytowym jedynie butelek PET z wyłączeniem opakowań szklanych i puszek aluminiowych.

Jak zauważa KUPS, kluczowymi argumentami za przyjęciem takiego rozwiązania są – wysoki poziom recyklingu innych opakowań jednorazowego użytku, czyli szklanych i aluminiowych w Polsce, trudność w przystąpieniu do systemu małych polskich sklepów, które nie mają miejsca, ani zasobów do przechowywania gabarytowych i ciężkich opakowań. Dodatkowo, bazując na doświadczeniach innych krajów, spowodowałoby to zmianę trendów – spadek zainteresowania butelkami szklanymi wielkokrotnego użytku, które w Polsce funkcjonują w systemie kaucyjnym oraz wzrost popularności opakowań plastikowych.

Takie skoncentrowanie na jednym rodzaju opakowań byłoby najbardziej efektywne, racjonalne i pozwalałoby na stopniowe przygotowanie się producentów, polskiego handlu, jak i konsumentów do wprowadzenia zmian” – podkreśla Julian Pawlak.

Po drugie – operatorem systemu depozytowego powinna być spółka non-for-profit, stworzona przez producentów i detalistów.

Biorąc pod uwagę wymagania prawne to na wprowadzających produkty w opakowaniach będzie spoczywało najwięcej obowiązków wynikających z wejścia w życie nowych przepisów.

Biznes ma największe doświadczenie, jak takie skomplikowane przedsięwzięcia realizować. Jest najbliżej rynku, a co za tym idzie, bezpośrednio zna uwarunkowania, bariery, oczekiwania producentów, sklepów oraz konsumentów. Jest szczególnie zainteresowany, aby system był jak najtańszy i wydolny oraz przyjazny dla konsumentów” – zaznacza Julian Pawlak.

Na właściwość takiego rozwiązania wskazują także praktyki zastosowane w innych krajach europejskich, w których systemy depozytowe są utworzone i działają efektywnie: Dania, Holandia, Islandia – systemy depozytowe tworzą tu producenci napojów, Estonia, Finlandia – w 75% są to producenci, a w 25% handel detaliczny, Norwegia, Szwecja – 50% producenci, 50% handel detaliczny.

Po trzecie – operator systemu powinien być właścicielem przetworzonego plastiku (rPET – recycled PET) i przeznaczać go na zaspokojenie potrzeb polskich producentów.

Z uwagi na to, że ww. obowiązkami będą obciążeni głównie producenci i to na nich będzie spoczywała  odpowiedzialność, by odpady trafiały do recyklingu, jak również  to oni  będą pokrywać zwiększone koszty produkcji i sprzedaży – operator systemu powinien być właścicielem materiału uzyskanego ze zwróconych opakowań, ponieważ jedynie to zagwarantuje  producentom dostęp/zakup rPET – czyli da pewność, że surowiec nie zostanie wykorzystany gdzie indziej.

Jest to jedyne logiczne rozwiązanie, które zagwarantuje firmom w Polsce wywiązanie się z obowiązku procentowego udziału rPET w ich opakowaniach. Dlatego jest to powszechne rozwiązanie w krajach, w których system działa – w ochronie interesów firm, ale także Państwa” – podkreśla Pawlak.

Po czwarte – niezwrócony depozyt powinien finansować działanie systemu i nie być objęty podatkiem VAT.

Podstawową zasadą powinno być, aby przychody ze sprzedaży surowca i niezwrócony depozyt pozostawały wewnątrz systemu. W interesie Polski, tak jak to ma miejsce w innych krajach europejskich, powinno być to, aby system był jak najbardziej wydolny i jak najtańszy dla konsumentów, producentów i sklepów. Takie rozwiązanie przyczyni się do obniżenia kosztów systemu, co będzie korzystne dla wszystkich jego uczestników.

Co równie ważne, depozyt nie powinien być objęty stawką VAT, ponieważ wprowadzi to gigantyczne problemy rozliczeniowe i formalne, bez istotnej korzyści dla budżetu.

Jak zarządzać kilkoma start-upami jednocześnie? Poradnik dla ambitnych przedsiębiorców

Założenie i prowadzenie własnego start-upu to odpowiedzialny krok. Początkujący przedsiębiorca staje przed dużym wyzwaniem i mnóstwem decyzji. Musi poznać i przeanalizować rynek, znaleźć unikalne cechy oferowanego produktu czy usługi, dające przewagę nad konkurencją i ustalić realny czas, w którym chce zacząć na swoim pomyśle zarabiać. Zarządzanie start-upem wbrew pozorom wcale nie jest łatwe. A co jeśli musimy pokierować kilkoma takimi podmiotami w podobnym czasie. Jak dobrze i efektywnie zarządzać więcej niż jedną rozwijającą się firmą? Oto kilka praktycznych wskazówek.

Abecadło dla początkujących

Wielu rozpoczynających przygodę ze start-upem spotkało się z sytuacją, gdy pomysł „wypalił”, ale w firmie nie było mocy przerobowych, produkcja nie nadążała za zleceniami, klienci zaczęli się niecierpliwić i szukać szybszej konkurencji. Zdarzają się też sytuacje, w których firma zaczyna rosnąć, zwiększa się liczba pracowników i obowiązków, tymczasem dochody powoli maleją. W takich momentach należy zastosować odpowiednie skalowanie biznesu.

Gdy start-up się rozwija, rośnie też grupa ludzi, która go tworzy. W efekcie muszą pojawić się zespoły, specjalizacje i menadżerowie. Tak wygląda skalowanie organizacji. Ze skalowaniem klientów mamy do czynienia w momencie, gdy decydujemy się wejść w nowe segmenty rynku. Z kolei skalowanie przychodów nie może wynikać tylko ze wzrostu liczby nowych użytkowników/klientów. Ważne jest również zwiększanie zysku bazujące na tych, których już pozyskaliśmy.

Inną podstawą zarządzania start-upem jest mikrozarządzanie, a w zasadzie jego brak. Ingerowanie szefa w najmniejsze procesy decyzyjne w firmie, jeśli nie zostanie szybko wyeliminowane, może skończyć się upadkiem nawet dobrze zapowiadającego się start-upu. Interesowanie się poszczególnymi działami firmy i jej nadzorowanie nie jest oczywiście niczym złym, ale nie warto popadać w skrajności, zajmując się tym cały czas. Kluczowa jest precyzyjna komunikacja z zespołem, właściwe delegowanie zadań oraz zaufanie.

W zarządzaniu start-upem należy ufać pracownikom, będącymi specjalistami w swoich dziedzinach. Kluczowe, a już szczególnie dla młodych przedsiębiorców, jest otaczanie się merytorycznymi partnerami. W czasie, gdy nasza firma dynamicznie się rozwija, pojawia się bardzo dużo ofert współpracy. Konieczna jest wnikliwa selekcja. Doświadczenie pokazuje, że większość okaże się mało wartościowa, jednak wśród tuzina nieinteresujących pojawi się ta jedna, która doda skrzydeł naszej firmie.

Młodzi przedsiębiorcy, rozpoczynający przygodę ze start-upem często zakładają, że ich biznesplan jest najlepszą z możliwych wizją rozwoju ich firmy i nie powinni pod żadnym pozorem jej zmieniać. Tymczasem jest to błędne myślenie. Plany warto zmieniać, szczególnie biorąc pod uwagę, że współczesne rynki są tak dynamiczne. Należy dostosowywać się do przeobrażających się realiów, lub nawet je kreować.

Największe wyzwanie

Skala trudności w zarządzaniu start-upem wzrasta kilkukrotnie, gdy kierujemy więcej niż jednym podmiotem. Każda z firm ma inne problemy, potrzeby, wyzwania, a także wymaga innego podejścia do ich rozwiązywania. Stąd kluczowe jest zarządzanie czasem. Dzielenie go na kilka projektów może spowodować, że będą one rozwijały się wolniej, niż gdybyśmy poświęcili im 100 procent naszej uwagi.

Przy takich wyzwaniach najważniejszą umiejętnością jest skupienie. Koncentrując się na jednym produkcie lub start-upie, dajemy mu całą swoją energię, dzięki czemu zaczyna się rozwijać. Wszystkie nasze pomysły będą skupione wokół niego i zaowocują wieloma ulepszeniami, ale im więcej mamy start-upów, tym mniej się koncentrujemy. Zwłaszcza, jeśli wymagają różnych strategii marketingowych i sprzedażowych, a my jesteśmy na wczesnym etapie rozwoju i nie mamy nikogo do delegowania zadań – uważa Dmitriy Akulov, przedsiębiorca, założyciel start-upów i firm informatycznych appfleet, Prospect One, jsDelivr

Wskazówki na start

Najlepszym możliwym scenariuszem przy wielu zarządzanych podmiotach jest wzajemne uzupełnianie się wszystkich start-upów. W ten sposób, gdy jeden z nich rośnie, pomaga rozwijać się także pozostałym.

Należy nauczyć się priorytetyzowania i delegowania zadań. Kluczowe jest to, żeby nie brać wszystkiego na siebie, gdyż liczba zadań przekracza możliwości czasoweocenia Jakub Łączkowski, założyciel Pozamiatane.pl

W każdym przypadku będziesz musiał nauczyć się lepiej organizować swój czas i go oddzielać. Myślę, że najlepiej poświęcać co najmniej cały dzień na jeden start-up – uważa Dmitriy Akulov.

Trudno jest zmienić kontekst, zwłaszcza przy start-upach z różnych branż, więc próba zrobienia wielu rzeczy w ciągu jednego dnia najczęściej kończy się szybkim zmęczeniem. Lepiej podzielić tę pracę z głową.

Dobre i efektywne zarządzanie kilkoma start-upami. Czy to możliwe?

To wykonalne, ale zależy od wielu czynników, a w szczególności od wielkości firm. Dobrze jest otaczać się profesjonalnym i sprawnym zespołem, a także nauczyć się delegować zadania, żeby nie okazało się, że prawie wszystko robimy samemu. Ważna jest też dobra organizacja pracy, priorytetyzowanie oraz gotowość do automatyzacji jak największej liczby procesów.

Według Jakuba Łączkowskiego w takim przypadku trzeba również pójść na pewne kompromisy ze względu na ograniczenia czasowe. Lepiej przenieść realizację części wizji na później, niż całkowicie z niej zrezygnować.

W rankingu potencjału innowacyjności bez radykalnych zmian. Na podium mazowieckie, małopolskie i dolnośląskie

Od momentu powstania raportu „Indeks Millennium – Potencjał Innowacyjności Regionów” cztery województwa niezmiennie pozostają liderami innowacyjności. Również w tegorocznym rankingu są to: mazowieckie, małopolskie, dolnośląskie i pomorskie. W porównaniu z ubiegłym rokiem 8 województw utrzymało swoją pozycję, 5 awansowało, a 3 zanotowały spadki. Czy kryzys wywołany pandemią COVID-19 przyspieszy, czy spowolni inwestycje w innowacje i nowe technologie? Z tym pytaniem zmierzyli się w raporcie eksperci i praktycy z obszaru biznesu, nauki, instytucji rządowych i pozarządowych.

Wyniki tegorocznej rundy badania nie przyniosły radykalnych zmian w potencjale innowacyjnym województw. Liderami innowacyjności pozostają niezmiennie województwa mazowieckie, małopolskie i dolnośląskie – mocne ośrodki gospodarczo-biznesowe o dużej skuteczności wdrażania innowacji w krwiobieg gospodarki.

Podobnie jak w poprzednich latach, na ostatnich miejscach rankingu znalazły się województwa lubuskie, świętokrzyskie i warmińsko-mazurskie. Skromną pozycję tych regionów determinuje ich relatywnie niskie uprzemysłowienie, a także słabiej rozwinięta infrastruktura edukacyjna. Znajduje to odzwierciedlenie w niższej aktywności naukowo – badawczej, co w konsekwencji prowadzi do niższej wydajności pracy i niskiej stopy wartości dodanej generowanej przez lokalne firmy. Na tym tle, w tegorocznym badaniu wyróżnia się województwo świętokrzyskie, które awansowało o jedną pozycję. O zmianie zadecydowała większa aktywność w obszarze badań i rozwoju. W kategorii wydatków na ten cel, świętokrzyskie awansowało o 3 pozycje, zmniejszając tym samym dystans do lidera.

– W porównaniu z ubiegłoroczną edycją badania Indeks Millennium, 8 województw utrzymało pozycję z roku poprzedniego. Awansowało 5 województw, natomiast 3 regiony odnotowały spadki. Za wyjątkiem województwa lubelskiego, które w tegorocznym badaniu spadło o 3 oczka w dół, w zdecydowanej większości regionów nie były to istotne zmiany (najczęściej o jedną pozycję). Jest to jednak w głównej mierze efekt wzrostu potencjału pozostałych regionów, nie spadku innowacyjności Lubelszczyzny. Warto też odnotować niewielkie różnice w poziomie innowacyjności regionów w środkowej części zestawienia. Województwo śląskie, które zajmuje 5-tą lokatę i województwo lubelskie, sklasyfikowane na miejscu 8, dzieli zaledwie 1,7 pkt. Jest to bardzo pozytywne zjawisko, które oznacza intensyfikację procesów innowacyjnych w regionach o średnim potencjalne gospodarczym – mówi Grzegorz Maliszewski, Główny Ekonomista Banku Millennium i jeden z autorów raportu.

Indeks Millennium 2020 – miejsca województw w rankingu

Indeks Millennium 2020 – miejsca województw w rankinguAnalizując dane z ostatnich pięciu lat warto zwrócić uwagę na województwa łódzkie i śląskie, które awansowały o 2 pozycje w zestawieniu. Co ciekawe, oba regiony przegoniły w rankingu Wielkopolskę. Różnice między wspomnianą trójką regionów są jednak niewielkie, więc w kolejnych latach możliwe są pewne przetasowania. Województwo łódzkie i śląskie awansowały w rankingu ze względu na zwiększoną aktywność w obszarze B+R. Przykładowo łódzkie znalazło się wśród trzech regionów, które w tym roku zbliżyły się najbardziej do lidera w kategorii wydatków na badania i rozwój. Zwiększaniu potencjału sprzyjają centralna lokalizacja, poprawa infrastruktury oraz dalszy rozwój ośrodka akademickiego. O trwałości trendu w kolejnych latach i utrzymaniu tegorocznej pozycji zadecyduje efektywność poniesionych nakładów oraz ich wpływ na wydajność prowadzonej w regionie działalności.

Indeks Millennium – porównanie wyników 2020/2019

Indeks Millennium – porównanie wyników 2020 2019Wiodącym tematem tegorocznego badania, były ograniczenia, ale i szanse wynikające z kryzysu związanego z pandemią COVID-19. – Historia poprzednich kryzysów pokazuje, że największe zmiany w losach firm, zarówno jeśli chodzi o wygraną, jak i przegraną, wynikają z dekoniunktury. Kryzysy to chwile prawdy, w których zarządzający mogą przekształcić, zresetować czy ponownie wymyślić swoje firmy – zauważył Joao Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium.

Tradycyjnie do skomentowania wyników w poszczególnych regionach autorzy raportu zaprosili ekspertów i praktyków z obszaru biznesu, nauki, instytucji rządowych i pozarządowych. Podzielili się oni swoimi doświadczeniami na temat tego, co pomaga i przeszkadza w rozwoju nowatorskich przedsięwzięć, w jaki sposób pandemia zmieni podejście do innowacyjności oraz jak wspierać rozwój innowacyjności w kolejnych kwartałach i latach. – Wierzę, że tegoroczny raport i zawarte w nim komentarze będą istotnym głosem w publicznej debacie o innowacyjności w erze koronawirusa i tego, w jaki sposób zmieniła się ona w porównaniu z sytuacją sprzed marca 2020 roku – dodał Joao Bras Jorge.

Szczegółowe wyniki rankingu i wypowiedzi ekspertów znajdują się na stronie: https://www.bankmillennium.pl/documents/10184/28780471/Millenium_201027_Raport_index2020.pdf

Dzień przed wyborami w USA

Na dzień przed wyborami w USA i przy niekończących się negatywnych informacjach z frontu walki z wirusem na rynku walutowym dominuje redukcja ryzyka. EUR/PLN pozostaje ponad 4,60. Za to na rynku akcji widać próby odbicia po fatalnym ubiegłym tygodniu, ale nikt nie przywiązuje uwagi do dzisiejszych zmian.

Nawet jeśli wygrana Bidena jest jednocześnie sugerowana przez sondaże i typowana przez bukmacherów, jutrzejszy rezultat jest bardziej skomplikowany, a na ostateczny wynik może i będzie trzeba poczekać kilka dni lub tygodni. To utrudnia pełne dyskonto przez rynki wskazań sondaży, ale też ewentualny rajd ulgi jest hamowany w związku z generalną awersja do ryzyka wywołaną przez drugą falę pandemii. Jedyną pewną rzeczą w tym klimacie jest małe znaczenie danych makro dziś i jutro, a może i do końca tygodnia. Początek miesiąca to tradycyjnie wysyp październikowych indeksów PMI dla przemysłu. Słabsze dane z Europy nikogo nie będą dziwić, gdyż każdy jest już myślami przy listopadowej aktualizacji obciążonej lockdownami i innymi restrykcjami. Na tle ponurych wskaźników z Europy wybijają się pozytywne zaskoczenia w indeksach PMI z Chin – Caixin PMI dla przemysłu wzrósł w październiku do 53,6 z 53 miesiąc wcześniej i jest najwyżej od 2011 r. Wygląda na to, że nielekceważenie wirusa nieprzerwanie od wiosny przynosi korzyści.

Za nami już PMI dla przemysłu z Polski, który utrzymał poziom z września na 50,8. Niepokojące, że już w październiku zanotowano marginalny wzrost produkcji i spadki nowych zamówień. Przy rozwoju sytuacji w kraju i Europie według aktualnych trendów w listopadzie indeks PMI nie uchroni się przed spadkiem poniżej bariery 50 pkt. Ryzyko takiego scenariusza zapewne będzie brane pod rozwagę przez Rade Polityki Pieniężnej, ale na listopadowym posiedzeniu (środa) nie spodziewamy się zmian w polityce. RPP teoretycznie może obniżyć stopę referencyjną do zera lub niżej, ale złoty już jest słaby, a rentowności długu niskie, więc dodatkowe korzyści z pogłębiania luzowania mogą okazać się marginalne i lepiej zostawić sobie pole manewru na później. Rynek złotego śledzi skalę rozprzestrzeniania się wirusa w kraju, zapowiedzi nowych restrykcji i protestów społecznych, a to wszystko w obliczu awersji do ryzyka na rynkach zewnętrznych. Sytuacja pozostaje dynamiczna z przewagą czynników negatywnych.

Funt jest dziś najsłabszy wśród walut G10 i nie pomagają doniesienia, że Wielka Brytania i UE zbliżają się do porozumienia w sprawie praw połowowych, co przybliża ostateczne zawarcie umowy handlowej brexitu. Jednak aktualnie na rynku nie ma apetytu na dyskontowanie porozumienia, a wcześniej rynek musi przetrawić decyzje brytyjskich władz o wprowadzeniu 4-tygodniowego lockdownu począwszy od 5 listopada. Jakkolwiek o decyzji spekulowano już w ubiegłym tygodniu, tak nowością jest ryzyko przedłużenia lockdownu do przyszłego roku. Innymi słowy, nieważne, że po 1 stycznia handel z UE będzie mógł się odbywać na starych zasadach, jeśli nikomu nie będzie możliwe tego handlu prowadzić. Czynniki ryzyka dla GBP muszą być ustawić się w kolejce i brexit ustępuje miejsca COVID-19, wyborom w USA, ale też czwartkowej decyzji Banku Anglii. Luzowanie w obecnej sytuacji gospodarczej jest przesądzone, choć BoE raczej ograniczy się do zwiększenia QE o co najmniej 100 mld GBP, a opcja ujemnych stóp procentowych zostanie pozostawiona na przyszły rok.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Inflacja w Polsce nie powinna już szybko rosnąć

Inflacja w październiku wyniosła 3% r/r i 0,1% m/m. Oznacza to niewielki spadek w stosunku do września (3,2% r/r) – podał GUS.

Ostatnie miesiące sugerują, że inflacja ustabilizowała się w okolicach 3%. Oznacza to zakotwiczenie wskaźnika powyżej celu inflacyjnego, ale jednocześnie w dopuszczalnym paśmie odchyleń. Jeśli więc nie będziemy mieli do czynienia z nadzwyczajnymi okolicznościami (takimi jak lockdown z dużymi ograniczeniami), to ryzyko znacznych wzrostów inflacji do końca roku jest nikłe. Podobnie jak prawdopodobieństwo zmian stóp procentowych w listopadzie.

Dzisiejsze dane pokazują stabilność cen żywności (2,3% r/r, -0,1% m/m) oraz wyraźny spadek cen paliw (-9,2% r/r, -1% m/m). Drugi przypadek odzwierciedla zmiany na rynkach globalnych. Światowa aktywność gospodarcza spada wraz z drugą falą pandemii, czego efektem jest zmniejszone zapotrzebowanie na ropę i jej przecena. Dwa epizody spadków w październiku przekładają się na niższe ceny dla konsumentów. Znacznie mniej jednoznaczny jest wyraźny wzrost cen nośników energii (4,8% r/r, 0,3% m/m), którego źródło GUS poda w połowie miesiąca.

dr Sonia Buchholtz, Konfederacja Lewiatan

Koniec dekady „open space”. Nowe zasady gry na rynku powierzchni biurowych

W kolejnych tygodniach niewątpliwe czeka nas duży wzrost zachorowań i związanych z tym problemów. Jednak po tym kryzysowym okresie powinniśmy rozpocząć powrót do normalności. Wg różnych ekspertyz i zmieniających się czynników mający znaczący wpływ na przebieg pandemii, ten proces przypadnie na okres przełomu roku (optymistycznie połowę grudnia). Branża obawia się nie tylko negatywnych skutków drugiej fali COVID-19, ale i  planowanych pod egidą resortu finansów kontrowersyjnych zmiany w podatku CIT mających wejść w życie już na początku 2021 r. Grożą one poważnymi reperkusjami na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce. Ostrej krytyki proponowanym zapisom nie szczędzi też prof. Bogumił Brzeziński z Katedry Prawa Finansów Publicznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Proponowane rozwiązania byłyby drugim uderzeniem w branżę i tak osłabioną skutkami pandemii.

Obecnie łączna powierzchnia biur w Polsce wynosi  od 11 do 19 mln metrów kw. – w zależności od obliczeń. Oznacza to, że od początku pandemii COVID-19 podaż dostępnej powierzchni biurowej do wynajęcia „od zaraz” zwiększyła się o 300.000 metrów kw. Prewencja oraz bezpieczeństwo zdrowotne w biurach stały się jedną z głównych funkcji w projektowaniu i zarządzaniu nieruchomościami, a dystans społeczny stał się jednym z najważniejszych kryteriów.

Obecnie już co trzeci pracodawca deklaruje zamiar przejścia na pracę zdalną, a ponad połowa organizacji rozważa utworzenie w przyszłości rozproszonych zespołów. Wzrasta również zainteresowanie hybrydowym modelem najmu, polegającym na połączeniu tradycyjnego biura z przestrzenią coworkingową. Wszystko to powoduje, że część najemców nie potrzebuje już tak dużej przestrzeni i decyduje się na podnajem dotychczasowego biura lub jego części, renegocjacje warunków lub nawet rezygnację z posiadania większej liczby placówek i wypowiadanie umów najmu – co potwierdzają badania Hays Poland. Pamiętajmy również, że nowoczesne biura pełnią także funkcję wzmacniającą więzi społecznie oraz miejsca powiązanych usług serwisowych (od centrum fitness, przez restauracje do usług handlowych).

W III kwartale tego roku na stołeczny rynek dostarczono około 131,5 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej w sześciu projektach. Na koniec września wskaźnik pustostanów w Warszawie osiągnął wartość 9,6 proc. co oznacza wzrost o 1,7 p.p. w porównaniu z poprzednim kwartałem i wzrost o 1,4 p.p. w odniesieniu do porównywalnego okresu 2019 roku – podaje Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK). Na koniec września 2020 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły około 5 822 400 mkw.

Swoją pozycję na rynku umacniają też projekty wielofunkcyjne. W III kwartale zostało otwartych sześć inwestycji, największy to nowy obiekt Ghelamco – The Warsaw HUB, oferujący 4 800 m² powierzchni handlowej. Projekt o łącznej powierzchni użytkowej 113 000 m² z dominującym komponentem biurowym wkrótce powita również pierwszych gości w dwóch nowych hotelach.

Obecne trendy na rynku biur:

  • powrót do przestrzeni gabinetowej, koniec dekady „open space” ,
  • wzrost znaczenia bezpieczeństwa sanitarnego i zwiększenia powierzchni przewidzianej na stanowisko pracy i innowacyjne technologie,
  • optymalizacja i szukanie oszczędności,
  • deweloperzy komercyjni, którzy nie byli dotąd aktywni w obszarze rynku pierwotnego,  poważnie myślą o wejściu w ten obszar nieruchomości,
  • elastyczne umowy na krótsze okresy i renegocjacja dotychczasowych warunków,
  • w dłuższym czasie zyskuje coworking i huby oferujące różnorodne aktywności życiowe w elastycznych formach, choć w pierwszej fali konsekwencje zmian spowodowanych pandemią najszybciej odczują operatorzy coworkingowi, którzy bazują na krótkich umowach najmu,
  • migracja części najemców z droższych do tańszych lokalizacji, zyskują parki biurowe na obrzeżach miast. Zmieniający się rynek pracy w wielu sektorach spowodował spadek popytu na  prestiżowe budynki w topowych lokalizacjach,
  • przenoszenie część etatów na home office i tworzenie w biurze miejsc typu hot-desk.

Biura pozostaną, nadal będą kluczowe dla prowadzenia biznesu

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce wróci do poziomu inwestycji sprzed pandemii za 1,5 roku tj. o ok. 6 miesięcy wcześniej niż inne rynki w Europie – wynika z raportu CBRE „Real Estate Market Mid-Year Outlook 2020”. Jednak wielu ekspertów uważa, tą prognozę za zbyt optymistyczną i twierdzą, iż zauważalny będzie znaczący spadek cen ze względu na upowszechnienie pracy zdalnej i zamknięcie inwestycji otwartych przed pandemią. Z pewnością wiele  zmiennych oraz czas zweryfikują oczekiwania, jak to zwykle bywa w czasach recesji. Eksperci Savillsa zauważają, że odbicie gospodarki i powrót firm do pracy w biurach – co już obserwujemy – dodatkowo połączone z większą ostrożnością deweloperów do rozpoczynania nowych inwestycji, za dwa – trzy lata mogą spowodować kolejną lukę podażową, jaką mieliśmy już w Warszawie w 2018 i 2019 r.

Drastyczna zmiana prowadzenia warunków biznesu spowodowała pojawienie się różnych reakcji i nowych modeli dostosowania do nowej sytuacji na rynku nieruchomości komercyjnych. Zauważalny jest wzrost popytu na podnajmy i umowy krótkoterminowe, co wymaga większej elastyczności od właścicieli budynków. Praca zdalna stała się już naturalną częścią polskiego rynku pracy. Wiele firm wprowadziło rotacyjny tryb pracy np. 2 dni w biurze, a 3 zdalnie.

Koronawirus przyspieszył również transformację cyfrową, np. wzrost znaczenia pracy zdalnej, ale zarówno digitalizację nieruchomości, jak i innych procesów biznesowych oraz zarządczych. Procesy pracy zdalnej to najistotniejszy czynnik, który wpłynął na wyznaczenie nowych potrzeb konsumenckich widocznych nie tylko w sektorze komercyjnym, ale także na pierwotnym i wtórnym rynku mieszkaniowym. Czas „narodowej kwarantanny” wpłynął na wzrost popytu na domy i duże mieszkania w zielonych rejonach miast oddalonych od centrum. Będące w trakcie budowy biurowce zostaną dokończone, ale inwestorzy analizują nowe przeznaczenie planowanych do budowy jednostek w budynki mieszkaniowe.

Pandemia zmieniła rynek wynajmu powierzchni biurowych

Zwolnienia oraz praca zdalna, która na pewno się utrzyma, w jakimś zakresie powodują, że część wynajętej powierzchni biurowej stoi pusta, a niepotrzebne już metraże firmy próbują podnajmować. Mniej chętnie wybierane będą przestrzenie typu „open space”. Wiele spółek z pewnością powróci do układu gabinetowego. Zamknięte ścianami pomieszczenia są bezpieczniejsze. Zwiększy się też średnia powierzchnia przypadająca na jednego pracownika. Dziś jest to 7 mkw., a może być 10 – 15 mkw. Pamiętajmy jednak, że praca zdalna jest mało efektywna. Biznes umie liczyć koszty i bez presji pandemii, gdyby było to opłacalne i możliwe, przeniósłby się do pracy online, eliminując koszty najmu przestrzeni biurowej. Jest to jednak niemożliwe właśnie z powodów społecznych, efektywnościowych i psychologicznych. Dlatego obecna sytuacja dużego wzrostu pracy zdalnej jest generalnie jedynie rozwiązaniem zastępczym na czas kryzysu.

Najnowsze technologie, umożliwią bezpieczny powrót do biur. – Przebywanie w biurze jest ważne dla zdrowia psychicznego – twierdzi Jeroen van der Toolen, dyrektor zarządzający Ghelamco, jeden z założycieli Fundacji Digital Poland. Brakuje skutecznej metody komunikacji z użytkownikami obiektów w tym kryzysowym czasie. Osiem największych organizacji w Polsce stworzyło wspólną listę propozycji zmian obecnego podejścia do cyfryzacji oraz niezbędnych działań inwestycyjnych w ramach akcji ,,Czas na cyfrową gospodarkę”. W apelu znalazła się m.in. propozycja wykorzystania aplikacji, które pomogą przemieszczać się pracownikom po biurze w trakcie pandemii.

W miastach regionalnych nie uwidocznił się ogólno-rynkowy trend w zmianach stawek czynszowych. Nieznaczny spadek poziomu czynszu w najatrakcyjniejszych budynkach odnotowano w Katowicach oraz Łodzi, gdzie wynosi on obecnie odpowiednio EUR 13,8/ mkw. i EUR 13,3/ mkw. W części miast zauważono bardziej elastyczne podejście wynajmujących, w szczególności w przypadku projektów, które właśnie zostały lub mają zostać dostarczone na rynek w najbliższym czasie, a nie mają osiągniętego założonego poziomu komercjalizacji, co może skutkować spadkiem poziomu czynszu efektywnego. Najwyższe są czynsze dla najlepszych nieruchomości w centrum Warszawy i wynoszą 18-24 euro za m kw. miesięcznie. Poza centrum jest to ok. 16 euro za mkw. Wiele firm renegocjuje umowy i płaci niższy czynsz w swoich biurach, ale o rzeczywistej reakcji cenowej będziemy jednak mogli mówić za kilka miesięcy – spadki mogą sięgnąć 10%-15%.

Jak model pracy zdalnej wpływa na rynek wynajmu powierzchni biurowych?

Najnowszy raporty innogy Polska S.A. (firmy należącej do czołówki największych firm energetycznych w Europie) pt.: „Kierunki rozwoju rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce” informuje, że związana z  pandemią w pierwszym półroczu spowodowała wzrost odsetek pustostanów do 10,2% ( z 7,9%), czyli o 2,3 pkt. proc.

Polski rynek nieruchomości komercyjnych rozwija się bardzo dynamicznie i tym samym staje się coraz bardziej atrakcyjny dla inwestorów. Badania Innogy pokazują, że w 2019 roku Polska znalazła się na 7. miejscu wśród krajów europejskich pod względem liczby zaplanowanych bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Obroty na europejskim rynku nieruchomości komercyjnych w 2019 r. osiągnęły 275 mld EUR, co stanowi spadek o 2 proc. r/r. Z kolei obroty polskimi aktywami inwestycyjnymi osiągnęły wartość 7,7 mld EUR, co stanowi wzrost o 6 proc. r/r.

Według danych Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego Polska jest liderem Europy Środkowo-Wschodniej pod względem liczby certyfikowanych budynków

Sharing economy, czyli ekonomia współdzielenia, to trend i jednocześnie wyzwanie, przed którym stoi cała branża nieruchomości. Wyraźnie obserwujemy go na rynku powierzchni biurowych, gdzie przestrzenie coworkingowe stają się szczególnie atrakcyjne i przyciągają uwagę zarówno inwestorów, jak i najemców. Klienci coraz częściej poszukują większej elastyczności, wygody i przyjemności z interakcji z innymi. Biuro przestaje być tylko miejscem pracy, a staje się usługą, płaszczyzną, w której wzmacnia się więzi społeczne, wymienia się wiedzą i umiejętnościami. Przestrzenie coworkingowe zyskują na wartości w dobie kryzysu gospodarczego związanego z wybuchem epidemii koronawirusa. Decydując się na taki model, nie trzeba wiązać się długimi umowami, a powierzchnię biurową można szybko dostosować do zmieniających się potrzeb firmy. Co więcej, biura coraz bardziej wzmacniają trend do zacierania granic między rolami zawodowymi, a prywatnymi użytkowników. Dostarczając ułatwienia „human centric” i wspierając pracowników w ich prywatnym życiu (przedszkola firmowe, wydarzenia kulturalne w budynku „po pracy” czy też mobilne kioski medyczne), biura stają się nowymi ośrodkami życia społecznego. Coraz większą popularnością cieszą się projekty typu mixed-use, łączące w sobie funkcje mieszkaniowe, hotelowe, biurowe oraz handlowo-usługowe. Wszystko po to, aby zintegrować wiele aspektów naszego życia, a jednocześnie budować pozytywne skojarzenia z daną przestrzenią.

Nowe zasady gry

Pandemia niewątpliwie zmieniła trendy panujące na rynku biurowym. W krótkim czasie standardem może okazać się zawieranie najmów na 3 lata, a nie jak obecnie na 10, z ewentualną opcją wyjścia lub zmiany w połowie okresu najmu. To z kolei spowoduje, że deweloperzy będą musieli wypracować pewien mechanizm pozwalający im zachować płynność wobec wierzycieli, a jednocześnie pozyskiwać najemców. Wynajmujący mogą również dążyć do precyzyjnego określenia definicji siły wyższej w umowie najmu, jeżeli wcześniej tego nie zrobili. Część z nowo powstających biurowców ma już komplet najemców. Biorąc pod uwagę obiekty budowane w Warszawie, już ponad 60 proc. powierzchni jest zabezpieczona umowami „przednajmu” czy listami intencyjnymi.

Swoją pozycję na rynku umacniają projekty wielofunkcyjne. W III kwartale został otwarty nowy obiekt Ghelamco – The Warsaw HUB, oferujący 4 800 m² powierzchni handlowej. Projekt o łącznej powierzchni użytkowej 113 000 m² z dominującym komponentem biurowym wkrótce powita również pierwszych gości w dwóch nowych hotelach.

Myśląc o przyszłości

Pandemia doprowadziła do krótkoterminowego spadku popytu i wzrostu poziomu pustostanów. W transakcjach dotyczących powierzchni powyżej 5,000 mkw. widoczne są oczekiwania firm co do gwarancji elastyczności najmu, zarówno pod kątem ekspansji, jak i redukcji zajmowanej powierzchni. Niemniej jednak takie zapisy w umowach nie są nowością – istniały już dużo wcześniej, przed pojawieniem się wirusa. Ponadto, niemal połowa wolumenu powierzchni w budowie planowanego do oddania w tym roku jest już wynajęta, dlatego wskaźnik pustostanów nie powinien znacząco wzrosnąć. Prognozuje się, że nie przekroczy 12%. Firmy, które mogą sobie na to pozwolić, odkładają w czasie decyzje co do finalizacji najmu lub decydują się na rozwiązania hybrydowe.

W II kwartale 2020 roku na stołeczny rynek dostarczono około 100,1 tys. m2 nowoczesnej powierzchni biurowej w czterech projektach. Popyt w tym czasie osiągnął prawie 334,8 tys. m2, w tym szczególnie wysoką aktywność najemców zaobserwowano w II kw. tego roku — ponad 195,9 tys. m2 wynajętej powierzchni biurowej. Na koniec II kwartału br. w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 7,9 proc. (wzrost o 0,4 pkt proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem i spadek o 0,6 pkt proc. w odniesieniu do porównywalnego okresu w 2019 roku). Dostępność powierzchni biurowej wynosiła prawie 448 tys. m2. W strefach centralnych współczynnik pustostanów wyniósł 5 proc., poza centrum miasta sięgnął 9,8 proc. W czerwcu PZU podpisało ze Skanską umowę najmu powierzchni na 10 lat za 800 mln zł.

Natomiast, jak dowiadujemy się z raportu CBRE Research Gateway: „Rynek powierzchni biurowych w miastach regionalnych” – w drugim kwartale roku odnotowano wzrost pustostanu o niemal 54 tys. mkw. CBRE to największa na świecie firma doradcza i inwestycyjna działająca w sektorze nieruchomości komercyjnych. Spadek stopy pustostanu nastąpił jedynie we Wrocławiu, Katowicach i Szczecinie. Największy wzrost poziomu pustostanu odnotowano w Lublinie (2,8 p.p.) oraz Trójmieście (2 p.p.), które mimo to utrzymuje najniższy poziom pustostanu ze wszystkich miast regionalnych.

Pod koniec września b.r. „Łódzka Fuzja” – wielofunkcyjny kwartał miejski realizowany przez Echo Investment – wkroczył w kolejną fazę prac. Na terenie pofabrycznego kompleksu Karola Scheiblera rozpoczęła się budowa dwóch nowych biurowców, które stanowić będą integralną część nowej przestrzeni miejskiej zlokalizowanej w samym sercu Łodzi. Budynki, w których swoją siedzibę będzie miało Fujitsu, zaoferują łącznie 19.900  mkw. powierzchni biurowej, zapewniającej dowolną aranżację przestrzeni dostosowanej do indywidualnych potrzeb i komfortu pracy. Fuzja to projekt miastotwórczy, który nada pofabrycznym terenom nowe funkcje wprowadzając jednocześnie najwyższej klasy przestrzenie biurowo-usługowe.

Obserwujemy też wzmożone zainteresowanie projektami „ready-for-rent” (budynki mieszkalne na wynajem). W związku z dużym zainteresowaniem tym segmentem przez fundusze inwestycyjne oraz sukcesami zrealizowanych projektów – deweloperzy, którzy nie byli dotąd aktywni w obszarze rynku,  poważnie myślą o wejściu w ten obszar nieruchomości.

Autor: Adam Białas, ekspert rynku / dyrektor Core PR / dziennikarz biznesowy. 

NanoGroup z sukcesem uplasowało emisję akcji serii H

NanoGroup, Grupa Kapitałowa z sektora biotechnologicznego, przydzieliła wszystkie akcje oferowane w publicznej ofercie akcji serii H i pozyskała łącznie ponad 11 mln zł. W Transzy detalicznej złożono zapisy na 17 477 932 sztuk akcji (na 550.000 sztuk oferowanych), co oznacza redukcję na poziomie 96,853 proc.  W Transzy Dużych Inwestorów zostały objęte wszystkie 2.241.313 akcje. Spółka planuje wprowadzić PDA serii H na rynek regulowany GPW w listopadzie.

Cieszymy się, że zarówno inwestorzy instytucjonalni, jak i indywidualni docenili innowacyjność naszych produktów mających szanse ratować ludzi nie tylko w Polsce, ale i na świecie oraz że wszystkie akcje Nowej Emisji znalazły nabywców. Zarząd niezwłocznie podejmie czynności związane z rejestracją PDA oraz akcji w KDPW, a następnie wprowadzeniem ich do obrotu. – skomentował Marek Borzestowski, prezes Zarządu NanoGroup S.A.

Środki pozyskane z obu transz emisji akcji serii H zostaną przeznaczone na przeprowadzenie badań przedklinicznych i klinicznych autorskiego leku POLEPI do terapii nowotworów jajnika i mięsaków oraz przeprowadzenie tych samych etapów badawczych dla systemu OrganFarm do długoterminowego przechowywania i transportu organów (np. nerek). Terminy zakończenia ww. badań planowane są na 2022/2023 r. Wtedy też planowana jest komercjalizacja projektów poprzez sprzedaż licencji do posiadanych rozwiązań czołowym, międzynarodowym firmom biotechnologicznym i farmaceutycznym z całego świata. Pozostałe środki z emisji NanoGroup planuje przeznaczyć na bieżącą działalność grupy.

NanoGroup zakłada, że nie będzie musiała czekać na osiągnięcie przychodów z działalności aż do 2022 roku. Spółka opracowała technologię produkcji jednej z pierwszych w Europie maseczek ochronnych, wyposażonych w dodatkową warstwę biobójczą, której skuteczność została potwierdzona w wewnętrznych badaniach. Za komercjalizację rozwiązania, w tym uzyskanie niezbędnych certyfikatów i uruchomienie linii produkcyjnej maseczek współodpowiada Marion Sp. z o.o – jeden z czołowych producentów kosmetyków na terenie Europy Środkowo-Wschodniej, z siedzibą w Gdyni.

Wydłużają terminy płatności, ale sami nie chcą czekać na przelew

Co dziesiąty przedsiębiorca znacznie wydłuża termin płatności, ale sam nie lubi czekać na przelew – wynika z badania Instytutu Keralla Research przeprowadzonego w III kwartale 2020 r. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów i firmy faktoringowej NFG. Jednocześnie przedsiębiorcy skarżą się, że gdy płatność za projekt następuje po jego zakończeniu, to koszty związane z realizacją projektu i wszystkie bieżące wydatki – muszą ponosić z własnej kieszeni.

Konkurencyjny rynek wymusza na przedsiębiorcach sprzedaż z odroczonym terminem płatności. Częstą praktyką w relacjach B2B, czyli pomiędzy firmami, jest wykorzystywanie tzw. kredytu kupieckiego. Polega on na tym, że zapłata za otrzymany towar bądź usługę następuje dopiero po pewnym czasie – w określonym terminie po spełnieniu świadczenia przez sprzedającego. Tylko w wyjątkowych sytuacjach, przy monopolistycznej pozycji dostawcy wobec odbiorcy, ten pierwszy może pozwolić sobie na sprzedaż, żądając przedpłaty lub gotówki. W praktyce jednak takie zjawisko niemal w ogóle nie występuje.

Przedsiębiorcy lubią 14 i 30 dni

Według badania przeprowadzonego w sierpniu 2020 r. przez Instytut Keralla Research na zlecenie Krajowego Rejestru Długów i firmy faktoringowej NFG na reprezentatywnej grupie przedsiębiorstw z sektora MŚP, firmy w kontraktach B2B preferują i sami wyznaczają zbliżone terminy odroczenia płatności. I tak, najbardziej preferowanym terminem płatności jest okres 14 dni – wybiera go 35,2% przedsiębiorców. Na drugim miejscu jest płatność 30-dniowa – preferuje ją 26,2% firm. Z kolei na trzecim miejscu pojawia się rozbieżność, w zależności od tego, czy przedsiębiorcy wyznaczają terminy odroczenia swoim kontrahentom, czy sami występują w roli płatnika. W tym pierwszym przypadku jeden na 10 wybiera 60-dniowy termin zapłaty. W tym drugim przypadku – w grę wchodzi tylko okres 7-dniowy (14,6%). Oznacza to, że przedsiębiorcy lubią wydłużone terminy płatności… pod warunkiem, że to oni są płatnikami.odroczenia płatności

Faktoring zaliczkowy – recepta na odroczone terminy płatności

„Zaliczka to rzadkość – skarżą się przedstawiciele mikrofirm. – Klient oczekuje, że dowieziemy projekt na czas, ale koszty rozpoczęcia prac niezbędnych do realizacji projektu czy wszystkie bieżące wydatki, jak ZUS, podatki, opłaty za wynajem biura, utrzymanie załogi, użytkowanie samochodów, działania promocyjne itp., musimy pokryć z własnej kieszeni”. Z myślą o takich właśnie firmach, świadczących usługi na rzecz innych przedsiębiorców i wystawiających faktury z odroczonym terminem płatności, NFG wprowadza nową usługę – faktoring zaliczkowy.

To mogą być firmy budowlane, transportowe, handlowe, usługowe, ale również małe agencje reklamowe, PR-owe i wydawnicze, w których realizacja projektu bez zaliczki jest powszechną praktyką, a które bez wsparcia finansowego nie miałyby szans utrzymać się na rynku – wskazuje Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu firmy faktoringowej NFG i dodaje: – Mikrofirmy często przyjmują każde zlecenie, by tylko zyskać klienta lub kolejny kontrakt. Nierzadko mają jednego, maksymalnie dwóch kontrahentów w tym samym czasie. Pracują zazwyczaj projektowo, a wynagrodzenie za projekt przychodzi dopiero po odbiorze prac przez klienta. Stąd głównym problemem tych firm jest utrzymanie płynności finansowej w sytuacji wydłużonych terminów zapłaty, braku zaliczek za projekt czy konieczności dokonywania opłat z tytułu prowadzenia działalności gospodarczej – zwraca uwagę Dariusz Szkaradek.

Pieniądze na poczet przyszłego projektu i bieżące wydatki

Weźmy przykład małej agencji kreatywnej: klient zleca zaprojektowanie i wykonanie dużej partii folderów, ulotek, gadżetów lub innych materiałów reklamowych, ale płaci za nie dopiero po ich otrzymaniu. Przy dużym zamówieniu agencja musi wpłacić zaliczkę podwykonawcy, często też ma krótszy termin na uregulowanie całej zapłaty niż jej klient. W tej sytuacji może sięgnąć po wsparcie w postaci kredytu obrotowego lub po znacznie łatwiej dostępny faktoring zaliczkowy, w którym formę zabezpieczania stanowi przyszła wierzytelność, a nie majątek przedsiębiorstwa. Sam mechanizm tego rozwiązania jest prosty.

Jeśli na przykład dana firma wie, że pieniądze za kontrakt otrzyma dopiero za kilka, kilkanaście dni, a już dziś potrzebuje środków na rozpoczęcie prac niezbędnych do realizacji tego projektu czy nawet na bieżące zobowiązania takie jak: ZUS, urząd skarbowy, pensje dla pracowników, czynsz, kupno części do samochodów bądź działania reklamowe, to może zawnioskować o faktoring zaliczkowy. Gdy zrealizuje zlecenie i wystawi fakturę za swoje usługi, spłaca zaliczkę, finansując ją powstałą, nieprzeterminowaną fakturą – wyjaśnia Dariusz Szkaradek.

Faktoring zaliczkowy jest kolejnym rozszerzeniem usługi eFaktoringu jawnego i cichego w ofercie NFG. Na polskim rynku niewielu faktorów dotychczas proponowało tego typu usługę dla mikrofirm.

Co ważne, taką zaliczkę można przeznaczyć na dowolny cel. Przedsiębiorca nie musi okazywać żadnej dodatkowej dokumentacji. Pieniądze na jego konto trafiają nawet w kilka minut, a cała procedura odbywa się przez Internet – zaznacza prezes NFG.

Badanie Krajowego Rejestru Długów i firmy faktoringowej NFG pt. „Stosowane i preferowane terminy odroczenia płatności przez MŚP” przeprowadzone przez Instytut Keralla Research w III kwartale 2020 r. na próbie n=500, w mikro, małych i średnich firmach, metodą CATI (wywiady telefoniczne).

Co trzeci pracownik bez informacji o wpływie pandemii na kondycję jego pracodawcy

39% polskich pracowników przyznaje, że nie jest informowanych przez pracodawcę o wpływie pandemii na kondycję finansową firmy. Takie informacje, w różnej częstotliwości otrzymuje 57% badanych. – Pracownicy potrzebują komunikatów z każdego poziomu organizacji, ponieważ to daje im poczucie, że są ważni dla firmy, że przedsiębiorstwo działa sprawnie i jest dla nich bezpiecznym miejscem. Tak buduje się zaufanie i zaangażowanie w zespołach – mówi Agnieszka Krzemień, ekspert Talent Solutions. Więcej o roli komunikacji w firmach w czasach pandemii na podstawie raportu „Ocena nowej rzeczywistości rynku pracy – perspektywa pracowników i pracodawców.”

Tylko raz na kwartał komunikat o tym, jak pandemia wpływa na kondycję finansową pracodawcy otrzymuje 13% pracowników, 24% uzyskuje takie informacje raz w miesiącu a 20% częściej. Aż 39% pracowników przyznaje, że nie ma dostępu do takich informacji w ogóle. To dane płynące z raportu ManpowerGroup i HRlink „Ocena nowej rzeczywistości rynku pracy – perspektywa pracowników i pracodawców”. Jak zaznacza Agnieszka Krzemień, menedżer i ekspert ds. zmiany kariery w Talent Solutions, brak komunikacji ze strony firm może wynikać z braku świadomości w organizacjach, jak ważne jest informowanie pracowników, szczególnie w tak trudnym okresie, jakim jest pandemia. Według ekspertki może być to również efekt tego, że przed pandemią firmy nie realizowały aktywności w zakresie komunikacji wewnętrznej, nie mają zasobów, które teraz pozwoliłyby im to robić lub nie mają wiedzy, jak prowadzić takie działania.

– W czasach niepewności wynikających z pandemii pracownicy stoją w obliczu złożoności i nieprzewidywalności świata biznesu. Niejasność i niepewność dnia jutrzejszego towarzyszą w mniejszym czy większym stopniu praktycznie każdemu. W tak wymagającym momencie pracownicy potrzebują od organizacji, kadry zarządzającej i swojego bezpośredniego przełożonego szacunku, empatii i autentyczności. Skuteczna i transparentna komunikacja na temat kondycji firmy to klucz do zapewnienia u pracowników poczucia bezpieczeństwa, a w konsekwencji do budowania ich zaangażowania. Celem komunikacji o kondycji firmy jest pokazanie nie tylko bieżącej sytuacji, w jakiej znajduje się organizacja, również na tle branży i konkurencji, ale również strategicznej perspektywy dla organizacji i dla pracownika, pokazanie przyszłości, a co za tym idzie planu i procesu kontroli działań w obliczu wyzwań – dodaje Agnieszka Krzemień.nowa rzeczywistość na rynku pracyZ kolei Alina Michałek, ekspert HR w HRlink, zaznacza, że dane z raportu potwierdzają to, co jest bolączką pracodawców od lat – za mało uwagi poświęcają na komunikację z pracownikami. – W tym niepewnym czasie śledziliśmy wiele komunikatów w mediach odnoszących się do aktualnej sytuacji, liczby zachorowań, analiz czy prognoz. Większość z nas z uwagą i niepokojem szukała najbardziej aktualnych danych o rozwoju pandemii w kraju i na świecie, a także o jej wpływie na stan rynku pracy. Jednocześnie rodziły się pytania do pracodawców o nowe procedury i plany kontynuacji biznesu, które w niektórych firmach pozostawały bez echa. System komunikacji ze strony firm zawiódł, bo niemal 40% respondentów nie otrzymała żadnych informacji ze strony pracodawcy o tym, jak pandemia wpłynęła na ich biznes. W czasach niepewności i zagrożenia jednym z niezbędnych działań jest informowanie pracowników o aktualnych danych, prognozach, największych wyzwaniach na najbliższy czas. Wiąże się to ze stworzeniem przestrzeni, w której pracownicy mogą podzielić się obawami, wyjaśnić wątpliwości. Ma to z jednej strony ogromny wpływ na ich bezpieczeństwo i stabilizację, a z drugiej jest fundamentem komunikacyjnego sukcesu firmy. Ponadto te działania wzmacniają więzi, dają wyraz szacunku, identyfikacji z firmą, a przede wszystkim pokazują, że pracodawcom zależy na przejściu przez ten trudny okres razem z załogą – dodaje Alina Michałek.

– Dużą rolę w budowaniu skutecznej komunikacji odgrywa dywersyfikacja sposobów dotarcia z komunikatem, a zatem zapewnienie komunikacji w różnych wymiarach. Zaplanowany komunikat organizacji, czyli dopasowany pod względem treści i formy do różnych poziomów ról w organizacji i różnego odbiorcy zdecydowanie wpływa na zwiększenie poczucia bezpieczeństwa i stabilności pracownika. Ważne, aby to były aktywności regularne, a nie jednorazowe – podsumowuje Agnieszka Krzemień.
Badanie ManpowerGroup i HRlink zostało zrealizowane w dn. 7-24 sierpnia br. na reprezentatywnej grupie 130 firm oraz 558 pracowników. Przeprowadzone z wykorzystaniem metody CAWI (badanie online). Dane o dostępnych ofertach pracy i liczbie ich publikacji pochodzą z panelu administracyjnego systemu ATS HRlink i odzwierciedlają realizację procesów rekrutacyjnych w okresach: od 1.01.2019 do 31.07.2019 oraz od 1.01.2020 do 31.07.2020.

Polski rynek pracy po 6 miesiącach pandemii

Gotowość na zmianę – to najczęstsza cecha pracowników i kandydatów badanych przez Pracuj.pl. Aż 83% z nich jest otwartych na oferty zatrudnienia, a 64% – przekwalifikowanie się i zmianę branży. Jednak gotowość na nową pracę nie oznacza dla większości chęci podjęcia ryzyka. Stabilność stanowiska to dla nich druga najważniejsza kwestia przy wyborze ofert – po wysokości wynagrodzenia. Zapraszamy do lektury ostatniego tekstu na temat raportu Pracuj.pl „Pół roku pandemii”.

Najważniejsze informacje:

  • 8 na 10 badanych jest otwartych na zmianę pracy mimo pandemii.
  • 64% poszukujących pracy jest gotowych się przekwalifikować.
  • Kandydaci zwracają uwagę na wynagrodzenie i stabilność stanowiska.
  • Tylko 24% uważa, że o zmianę pracy jest łatwiej niż w kwietniu.

Pół roku nowej normalności

Jak pół roku pandemii wpłynęło na postrzeganie przez pracowników i kandydatów rynku pracy? To pytanie, na które odpowiada najnowszy raport Pracuj.pl „Pół roku nowej normalności. Pracownicy i kandydaci na rynku pracy”. Oparty został on na badaniach przeprowadzonych przez analityków Grupy Pracuj w kwietniu i wrześniu 2020 roku. W kolejnym tekście poświęconym wynikom analitycy omawiają opinie badanych dotyczące mobilności zawodowej: możliwości zmiany pracy, gotowości do przekwalifikowania się czy kluczowych kwestii poszukiwanych w ofertach.

Gotowi na zmianę pracy

Doświadczenia pandemii nie zmniejszają, a wręcz zwiększają gotowość Polaków do zmiany pracy – tak wynika z badań Pracuj.pl. Więcej niż 8 na 10 respondentów badanych we wrześniu jest otwartych na nowe propozycje, jeśli dostaną ciekawą ofertę zatrudnienia. To o 6 punktów procentowych więcej niż w kwietniu.
Gotowi na zmianę pracyGotowość do zmiany pracy to jedna z najbardziej stałych cech pracowników i kandydatów w Polsce. Jak pokazuje nasz raport, nawet pandemii nie udało się zmienić tej tendencji. Ostatnie pół roku dla wielu pracowników oznaczało niepewność i obawy przed konsekwencjami pandemii. To sytuacja motywująca do większej aktywności na rynku pracy, mimo ryzyk związanych z adaptacją do nowego środowiska – komentuje Agata Dzierlińska, HR Business Partner w Grupie Pracuj.

Zmiana zawodu – tak. Niższa pensja – nie

Co interesujące, badani nie tylko gotowi są na zmianę pracy, ale także na wybór nowego zawodu. Otwartość na przekwalifikowanie się i wybór nowej branży deklarowało pod koniec września aż 2/3 badanych szukających pracy (zatrudnionych i bezrobotnych). To identyczny wynik do osiągniętego podczas badań w kwietniu – na początku pandemii. Na poziomie deklaracji Polacy są więc wyraźnie świadomi zmian zachodzących na rynku pracy oraz w zakresie potrzeb rekrutacyjnych poszczególnych branż i specjalizacji.zmiana zawodu 2Co trzeci badany poszukujący pracy (63%) uważa, że obecnie znalezienie zatrudnienia będzie trudniejsze, niż przed pandemią. Choć to wciąż większość respondentów, jest ich zdecydowanie mniej niż w kwietniu (75%). Nieco mniej wyraźne zmiany dotyczą oczekiwań wobec warunków zatrudnienia. Badani Polacy nadal częściej są skłonni przyjąć pracę poniżej swoich kwalifikacji (45%), niż zgodzić się na obniżenie oczekiwań finansowych (24%).

Poszukiwane: zarobki i bezpieczeństwo

Wysokie wynagrodzenie to od lat czynnik, który jest najbardziej skutecznym magnesem na kandydatów. Badania Pracuj.pl wykazują, że po pół roku pandemii zarobki są dla pracujących respondentów jeszcze częściej kluczowym czynnikiem wyboru ofert od nowych pracodawców (76% wskazań), niż na jej początku (69%).
zmiana zawodu 3Jednocześnie jednak tuż za nią w piramidzie oczekiwań plasują się gwarancja stabilnego i bezpiecznego zatrudnienia (57%) oraz stabilna pozycja firmy mimo zmian na rynku (41%). Choć spokój związany z utrzymaniem pracy jest nieco mniej istotny dla badanych, niż w kwietniu, jest ważniejszy dla wyraźnie większej grupy osób niż ciekawe obowiązki (34%) czy możliwość awansu (32%).

Okoliczności pandemii i różnorodne doniesienia płynące z rynku pracy skłaniają Polaków do poszukiwania bezpiecznych, spokojnych stanowisk. To paradoks zrodzony w pandemii. Wśród respondentów przeważają osoby deklarujące gotowość do przyjęcia nowej oferty, przekwalifikowania się bądź zmiany branży. Wyniki pokazują jednak, że gotowość na zmianę deklarowana w badaniach nie oznacza chęci brania na siebie dużego ryzyka. Dlatego ponad połowa badanych przeglądając oferty pracy szczególną uwagę przykłada do ofert gwarantujących stabilizację i bezpieczeństwo zatrudnienia – mówi Agata Dzierlińska.

Szukanie pracy w kwietniu i wrześniu

Mimo tego, że wielu badanych „okrzepło” w ciągu pół roku pandemii i zmalała liczba osób z pesymizmem obserwujących rynek pracy, większość wciąż dostrzega wpływ pandemii na sytuację kandydatów. Tylko co czwarty badany (24%) uważa, że obecnie łatwiej jest o znalezienie pracy, niż w marcu i kwietniu. Blisko połowa (44%) respondentów nie zgadza się z tą opinią.
zmiana zawodu 4Opinie te mogą zaskakiwać w obliczu stosunkowo pozytywnych danych płynących z rynku pracy. Między styczniem i wrześniem 2020 na portalu Pracuj.pl ukazało się 391 010 ogłoszeń, a szczególnie wysokie liczby ofert przyniósł III kwartał. Jak jednak komentował przy okazji najnowszego raportu Rynek Pracy Specjalistów ​Rafał Nachyna, Dyrektor Zarządzający Pracuj.pl, pracownicy są świadomi wyzwań wynikających ze zmieniającej się sytuacji pandemicznej.

Jako Pracuj.pl od początku pandemii staramy się konsekwentnie i otwarcie analizować sytuację na rynku ofert pracy. Choć minione dziewięć miesięcy przyniosło bardzo wiele wyzwań rekrutacyjnych dla pracodawców, a także ryzyko dla pracowników, rynek pracy zakończył III kwartał w całkiem dobrej kondycji. Jednak jesień wciąż stanowi zagadkę, bo sytuacja pandemiczna zmienia się w bardzo szybkim tempie. Dlatego cały rynek powinien kontynuować rozwój rozwiązań wspierających zdalną rekrutację, usprawnioną przez narzędzia online. Mogą się one okazać kluczowe w okresie czekających nas trudnych zmian równie mocno, jak w okresie lockdownu. Doświadczenia z pierwszych miesięcy pandemii będą w tym kontekście bezcenne -komentował Rafał Nachyna.

Obowiązek nowych etykiet energetycznych wejdzie później

Urząd Komunikacji Elektronicznej wstrzyma się z egzekwowaniem przepisów tzw. rozporządzeń w sprawie etykietowania energetycznego do 1 marca 2021 r., co rekomendowała Komisja Europejska oraz o co apelowali sami polscy przedsiębiorcy branży elektronicznej. W piśmie do Związku Cyfrowa Polska, który wnioskował o taką zmianę, zastępca prezesa UKE Krzysztof Dyl podkreśla, że decyzja ta pozwoli przedsiębiorcom działać na rynku europejskim w warunkach uczciwej konkurencji.

Pierwotnie nowe etykiety energetyczne miały pojawić się na urządzenia RTV i AGD wprowadzanych do sprzedaży już od 1 listopada br. UKE zaznacza jednak, że decyzja o wstrzymaniu się egzekwowania przepisów o kilka miesięcy – do 1 marca 2021 r. – nie wpłynie na zapewnienie konsumentom właściwych informacji o zużyciu energii przez produkty. O respektowaniu rekomendacji Komisji Europejskiej w sprawie etykietowania produktów zapewnił też w piśmie do Związku Cyfrowa Polska Prezes Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny.

Związek Cyfrowa Polska, powołując się na rekomendacje samej KE apelował wcześniej do UKE i UOKiK o odroczenie listopadowego terminu do marca z powodu spowolnienia produkcyjnego oraz mniejszego popytu wśród konsumentów wywołanego pandemię. Ze względu na kryzys zdrowotny w wielu państwach członkowskich zamknięto fabryki i laboratoria lub zmniejszono liczbę personelu i moce produkcyjne. W związku z tym testowanie przez producentów ich produktów, a tym samym uzyskanie informacji na potrzeby dokumentacji technicznej lub karty informacyjnej produktu i etykiety jest utrudnione, a nawet niemożliwe. Zaś mniejszy popyt na urządzenia RTV i AGD wśród konsumentów spowodował, że te składowane są nadal przez producentów w magazynach.

— Cieszę się z decyzji Urzędu Komunikacji Elektronicznej i stanowiska UOKiK w tej sprawie, bo pozwoli to producentom i dostawcom sprzętu na przygotowanie się do nowych obowiązków związanych z oznakowaniem urządzeń. Ze względu na pandemię koronawirusa utrzymanie terminu listopadowego byłoby niemożliwe — mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. I dodaje: — Wydłużenie daty wejścia nowych przepisów w życie pozwoli polskim producentom wprowadzenie do obrotu swoich produktów, których nie mogli sprzedać przez obecny kryzys. Ta decyzja umożliwi też szybszą odbudowę polskiej gospodarki i stworzenie nowych miejsc pracy.

Co się zmieni w etykietowaniu energetycznym?

Przypomnijmy: zgodnie z rozporządzeniem Komisji Europejskiej zmieni się m.in. skala dotycząca oznaczeń na etykietach energetycznych umieszczanych na urządzenia RTV i AGD. Znikną oznaczenia typu A+++, a zostanie przywrócona prostsza i czytelniejsza skala etykietowania – od A do G. Nowym elementem za to będzie kod QR, który po zeskanowaniu za pomocą smartfona, pozwoli konsumentowi uzyskać dodatkowe informacje o produkcie. Tym samym będzie prosta weryfikacja tego, czy produkt spełnia wymogi efektywności energetycznej oraz czy informacje na etykiecie są dokładne. Docelowo zmiany mają uprościć klientom wybór najbardziej energooszczędnych urządzeń.

CIT dla spółek komandytowych od 2021 roku. Ze względu na wyższe obciążenie podatkowe takie spółki mogą zacząć znikać z rynku

Od 2021 roku spółki komandytowe, które stanowią w Polsce ok. 7 proc. wszystkich spółek, czeka znaczny wzrost obciążeń podatkowych. Sejm przyjął nowelizację, która nakłada na nie opodatkowanie CIT. – Obciążenie podatkowe wzrośnie do prawie 35 proc. Obecnie jest to tylko 19 proc., ponieważ mamy do czynienia z opodatkowaniem jedynie na poziomie wspólników – mówi radca prawny Łukasz Koc. Resort finansów uzasadnia, że nowe przepisy przyczynią się do walki z optymalizacją podatkową. Jednak przeciwnicy wskazują na ryzyko likwidacji takich spółek, zmniejszony dopływ kapitału zagranicznego i brak czasu na przygotowanie do zmian.

– Zmiany planowane przez rząd, które mają wejść w życie w 2021 roku, będą polegać na opodatkowaniu spółek komandytowych analogicznie do spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. To znaczy, że będą one podlegać opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób prawnych w wysokości 9 lub 19 proc. od wygenerowanego dochodu. Dodatkowo również wspólnicy tych spółek będą podlegali opodatkowaniu od dochodu, który będzie przypadał na nich w stosunku do udziału w zysku spółki komandytowej – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Koc, radca prawny w dziale prawa podatkowego Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Według danych GUS na koniec 2019 roku do rejestru REGON było wpisanych 40,6 tys. spółek komandytowych (ok. 7 proc. wszystkich spółek w Polsce), a ich liczba wzrosła aż o 13,3 proc. względem poprzedniego roku i był to największy wzrost spośród wszystkich form prawnych podmiotów gospodarczych figurujących w rejestrze. Nowe dane GUS za II kwartał br. pokazują, że w tym czasie odnotowano łącznie ponad 64,4 tys. rejestracji podmiotów gospodarczych, a spółki komandytowe stanowiły tylko 1,63 proc. Liczba upadłości w II kwartale br. wyniosła natomiast 157, a spółki komandytowe stanowiły wśród nich 8,3 proc.

Spółka komandytowa nie ma osobowości prawnej, ale ma zdolność do czynności prawnych, co oznacza, że może we własnym imieniu zaciągać zobowiązania. Do jej zarejestrowania potrzebny jest co najmniej jeden komandytariusz i komplementariusz, który własnym majątkiem odpowiada za jej długi. Ta forma prawna jest w Polsce dość często wykorzystywana do prowadzenia biznesów rodzinnych. Co istotne, do tej pory spółki komandytowe nie płaciły podatku dochodowego, ale podatnikami byli za to jej wspólnicy, którzy rozliczali się proporcjonalnie do swoich udziałów. Podobne zasady obowiązywały dotąd w przypadku wszystkich spółek osobowych (za wyjątkiem komandytowo-akcyjnych, które podatkiem CIT zostały objęte przed kilkoma laty). W przyszłym roku ma się to jednak zmienić,

Komplementariusz będzie miał prawo do odliczenia kwoty podatku zapłaconego już przez spółkę komandytową, oczywiście proporcjonalnie do jego udziału w jej zysku. Natomiast komandytariusz będzie miał możliwość zastosowania zwolnienia z opodatkowania w odniesieniu do 50 proc. uzyskanego dochodu. Tutaj jest jednak ograniczenie, ponieważ nie może to być więcej niż 60 tys. zł – wyjaśnia radca prawny.

Rząd podkreśla, że nowe przepisy mają być orężem w walce z optymalizacją podatkową.

– Wydaje się jednak, że w ogóle nie uwzględnia sytuacji wielu podmiotów prowadzących działalność gospodarczą w tej formie, którzy wybrali ją nie ze względów podatkowych, ale stricte biznesowych. Dla nich najważniejsze są te warunki i zasady prawne dotyczące prowadzenia działalności przez spółkę komandytową, natomiast kwestie podatkowe mają dla nich znaczenie drugorzędne – mówi Łukasz Koc.

Wspólnicy wybierają tę formę działalności m.in. ze względu na brak wymaganego kapitału zakładowego. Innym powodem może być jasny podział ról i odpowiedzialności między komplementariuszem a komandytariuszem. Jak podkreśla radca prawny, przyjęte przez Sejm rozwiązanie, które ma wejść w życie od stycznia 2021 roku, oznacza wzrost obciążeń podatkowych nie tylko dla ponad 40 tys. spółek komandytowych, ale także ich wspólników.

 Opodatkowanie będzie na dwóch poziomach – zarówno na poziomie spółki komandytowej, jak i na poziomie poszczególnych wspólników. Zakładając, że spółka będzie podlegała opodatkowaniu stawką CIT 19 proc. i w odniesieniu do wspólnika znajdzie zastosowanie taka sama stawka, to de facto obciążenie podatkowe wzrośnie do prawie 35 proc. Obecnie jest to tylko 19 proc., ponieważ mamy do czynienia z opodatkowaniem jedynie na poziomie wspólników – mówi.

Zarówno przedsiębiorcy, jak i prawnicy zwracają uwagę na fakt, że projekt autorstwa Ministerstwa Finansów został przyjęty bardzo szybko i bez zapowiedzi, co większości podmiotów uniemożliwi odpowiednie przygotowanie się do nich. Część wskazuje też, że nowe przepisy – przez podwójne opodatkowanie spółek komandytowych – przyczynią się do likwidacji przedsiębiorstw prowadzonych w tej formie prawnej.

– Szybkość procedowania tego projektu należy oceniać negatywnie. Środowisku biznesowemu nie dano możliwości wypowiedzenia się odnośnie do planowanych zmian, te konsultacje były bardzo wąskie i ograniczone czasowo, de facto były prowadzone tylko pro forma – ocenia Łukasz Koc.

Radca prawny wskazuje też, że nowe przepisy mogą też negatywnie wpłynąć na poziom inwestycji kapitału zagranicznego w Polsce, ponieważ spółki komandytowe były do tej pory dość szeroko wykorzystywane przez inwestorów zagranicznych do rozpoczynania działalności w naszym kraju.

Były prezes NIK: Niepokoi mnie plan likwidacji funkcji Rzecznika Finansowego. To instytucja, która zabiera głos w sprawach ważnych dla Polaków

Jestem przekonany, że likwidacja instytucji Rzecznika Finansowego doprowadzi do sytuacji, w której Polacy będą jeszcze słabiej chronieni na rynku usług finansowych – mówi Krzysztof Kwiatkowski, były prezes Najwyższej Izby Kontroli. Ministerstwo Finansów planuje połączenie instytucji Rzecznika Finansowego z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Zdaniem eksperta nadzór nad rynkiem finansowym i ochrona klientów wymagają wzmocnienia, ale przejęcie przez UOKiK kompetencji rzecznika w tym nie pomoże.

Połączenie obu urzędów wynika z projektu ustawy o rozpatrywaniu reklamacji i sporów klientów podmiotów rynku finansowego oraz o Funduszu Edukacji Finansowej. Zdaniem Ministerstwa Finansów, które go przygotowało, ma to poprawić poziom ochrony konsumentów na rynku finansowym. Jak czytamy w uzasadnieniu, nowe rozwiązanie ma zwiększyć skuteczność i efektywność systemu ochrony konsumenta, a także pozwolić na prowadzenie spójnej i skutecznej kampanii informacyjnej o prawach przysługujących klientom.

Jednak wielu ekspertów i organizacje, które wyraziły swoje zdanie podczas konsultacji publicznych i opiniowania, nie pochwala tego rozwiązania. Wątpliwości mają nie tylko niektóre resorty, lecz także np. Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorstw, prawnicy oraz organizacje walczące o interesy konsumentów na rynku bankowym.

Jestem absolutnie zaniepokojony informacjami o zamiarze likwidacji funkcji Rzecznika Finansowego, czyli osoby, która ma czuwać nad bezpieczeństwem nas konsumentów na rynku usług finansowych. Nie tędy droga – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Kwiatkowski, senator RP, były prezes NIK. – Jestem przekonany, że gdyby zlikwidować instytucję Rzecznika Finansowego, to Polki i Polacy będą jeszcze mniej chronieni na rynku usług finansowych. Ta instytucja w praktyce już pokazała, że potrafiła zabierać głos w ważnych sprawach z punktu widzenia obywateli, a przede wszystkim ich pieniędzy.

Również członkowie Doradczego Komitetu Naukowego przy Rzeczniku Finansowym przekazali premierowi negatywne opinie do projektu, wskazując, że destabilizuje on system ochrony konsumentów i stworzy przestrzeń dla kolejnych afer finansowych.

W ostatnim czasie Rzecznik Finansowy zabierał głos m.in. w sprawie zasad korzystania z wakacji kredytowych czy przedterminowej spłaty kredytów. W tym obszarze liczba skarg konsumentów w I półroczu br. wzrosła pięciokrotnie w porównaniu do I połowy 2019 roku.

Krzysztof Kwiatkowski ma obawy nie tylko o skutki rozwiązań, jakie Ministerstwo Finansów proponuje we wspomnianym projekcie ustawy. Podkreśla również, że nadzór finansowy w Polsce nie działa tak, jak mają prawo tego oczekiwać obywatele.

Nadzór finansowy w Polsce nie działa tak, jak by mieli prawo oczekiwać obywatele. Kolejne afery, związana z funkcjonowaniem GetBacku, wcześniej Amber Gold, poszczególnych funduszy inwestycyjnych, które inwestują od dzieł sztuki, po tokeny, a za każdym razem to samo zakończenie – tysiące ludzi, którzy stracili swoje pieniądze. To pokazuje, że działalność nadzoru finansowego w Polsce wymaga zmian, udoskonalenia z punktu widzenia bezpieczeństwa, ochrony klientów finansowych – ocenia.

Senator podkreśla, że polski system w teorii jest dobrze rozbudowany, ale należy przede wszystkim zmienić praktykę działania. Do takiego wniosku można dojść choćby po analizie poszczególnych afer.

– Afera Amber Gold to kompletna porażka, w tym wypadku akurat prokuratury, bo Komisja Nadzoru Finansowego sygnalizowała problem, a prokuratura kompletnie te fakty zignorowała. Dla odmiany afera GetBacku to już porażka Komisji Nadzoru Finansowego, która mając odpowiednie narzędzia, we właściwym czasie z nich nie skorzystała. To pokazuje, że w Polsce często mamy problem nie tyle z przepisami prawa, co z praktyką działania instytucji, które odpowiadają za bezpieczeństwo finansowe obywateli – ocenia były prezes NIK.

NIK w 2017 roku zwracała uwagę m.in. na potrzebę większej ochrony klientów rynku forex, objęcia regulacjami funkcjonowania kantorów internetowych czy giełd kryptowalut.

Jednoznacznie pokazaliśmy, że w Polsce powinien być skuteczniejszy nadzór i skuteczniejsze metody kontrolowania tego rynku. Piewcy wolności będą mówić: dlaczego? Ale tego typu pytania nie mają znaczenia w momencie, kiedy pojawiają się ludzie, którzy tracą swoje pieniądze – podsumowuje Krzysztof Kwiatkowski.