Rząd przyjął założenia do projektu budżetu na 2021 rok

Założenia do projektu budżetu na 2021 rok przewidują, że w 2020 r. PKB spadnie o 4,6 proc., aby w 2021 r. urosnąć o 4 proc. Głównym czynnikiem wzrostu pozostanie popyt krajowy.

Z prognoz wyłania się niekorzystny obraz gospodarki w 2021 roku: nie nastąpi powrót do wielkości produktu z 2019 r., prognozowane inwestycje firm wyglądają fatalnie, a kasa państwa świeci pustkami. Ten obraz wynika z przyjęcia dość realistycznych założeń wskaźników makroekonomicznych. W związku z tempem procedur, nie należy spodziewać się znaczącego podbicia PKB przez środki unijne jeszcze w 2021 roku.

Może okazać się, że wychodzenie z kryzysu będzie trudniejsze, bo nasze zadłużenie wzrasta o ponad 100 mld zł. Nerwowo szukamy przestrzeni do dalszej stymulacji. Niestety najłatwiej dostępnym Ministerstwu Finansów narzędziem jest przesuwanie rosnącej części wydatków do funduszy celowych, które formalnie nie zwiększają państwowego długu publicznego. Oznacza to całkowite zaprzeczenie majowym obietnicom resortu finansów, który planował zwiększać transparentność finansów publicznych.

W świetle wstępnych komunikatów, jednym z powodów, dla których dalsze zadłużanie jest konieczne, jest kiepska prognozowana sytuacja w inwestycjach firm. U ich źródła leży niepewność gospodarcza, ale i regulacyjna. Z jednej strony więc – zasadnie – planuje się tworzyć bodźce dla zwiększania aktywności inwestycyjnej przedsiębiorstw, z drugiej – niespodziewanie proponuje podwyższenie płacy minimalnej do 2800 zł, co niepewność w prowadzeniu działalności tylko potęguje. Ewidentnie bagatelizuje się fakt, że koniunktura konsumencka odbija, podczas gdy biznes nie doszedł do siebie. W tym kontekście bardzo kontrowersyjnym pomysłem jest 13. i 14. emerytura. To szczególnie zastanawiające w zestawieniu z zamrożeniem płac w sektorze publicznym – trudno powiedzieć, jak państwo chce angażować urzędników do wytężonej pracy w tym trudnym czasie.

Zwiększone wydatki będzie trzeba pokryć przez nowe podatki. Nie ma wątpliwości, że w obecnych warunkach tego rodzaju obciążenia mają charakter fiskalny, a nie społeczny – jak w przypadku podatku cukrowego – i silnie obciążą wychodzącą z dołka konsumpcję – jak w przypadku podatków cukrowego i handlowego.

Komentarz dr Sonia Buchholtz, Konfederacja Lewiatan

Przedsiębiorcom najbardziej pomogło zwolnienie ze składek ZUS

  • Dla 61% przedsiębiorców zwolnienie ze składek ZUS było najbardziej przydatną formą wsparcia w ramach tarcz antykryzysowych.
  • Największą barierą, która pojawiła się w aplikowaniu o pomoc, była niejasna interpretacja przepisów. Tak uznało 43% firm – wynika z badania, które na zlecenie Konfederacji Lewiatan przeprowadził Instytut Badań Spraw Publicznych.

Po czterech miesiącach walki o utrzymanie miejsc pracy, w połowie lipca 2020 r., zapytaliśmy reprezentatywną próbę przedsiębiorców o ich wnioski wynikające z doświadczeń pandemii. Interesowały nas głównie informacje, które mogą okazać się przydatne w przyszłości.

Zwolnienie ze składek ZUS okazało się przydatne dla największej grupy przedsiębiorców, z czego dla prawie 20% pomoc ta była niezbędna, aby utrzymać firmę. Dla 42% przedsiębiorstw przydatne były odroczenie płatności podatków i dofinansowanie przestojowego. Szalenie istotne okazało się przestojowe – 29% dużych firm biorących udział w badaniu uznało, że ta forma była niezbędna dla ich utrzymania.

Zdaniem 36% przedsiębiorców przydatne dla ich działalności było dofinansowanie wynagrodzeń z urzędu pracy. Pomoc płynnościową z BGK doceniło natomiast 24% firm.

Przedsiębiorców zapytaliśmy również o wskazanie trudności, które napotkali starając się o pomoc z tarczy. Najczęściej wskazywaną barierą okazała się niejasna interpretacja przepisów, którą podało 43% badanych. Na drugim miejscu znalazł się zbyt długi czas oczekiwania na rozpatrzenie wniosku (40%), a po 31% wskazań uzyskały zbyt wąskie kryteria dostępu oraz zbyt skomplikowana procedura. 30% firm miało problemy z uzyskaniem szczegółowej informacji.

Badanie przeprowadził w połowie lipca br. Instytut Badań Spraw Publicznych, na zlecenie Konfederacji Lewiatan na próbie 300 przedsiębiorców.

Będzie ulga podatkowa na zakup robotów, oprogramowania oraz urządzeń wirtualnej rzeczywistości

Ministerstwo Finansów przygotowuje przepisy dotyczące ulgi na robotyzację, które być może zaczną obowiązywać już od początku przyszłego roku. Projekt zmian ma zostać przyjęty przez Radę Ministrów w trzecim kwartale 2020 roku, podaje Prawo.pl.

Nowa ulga ma obejmować wydatki na zakup: robotów, kobotów (robotów współpracujących), oprogramowania oraz urządzeń rozszerzonej oraz wirtualnej rzeczywistości. Odliczyć będzie można także wydatki na szkolenie pracowników.

„Ulga na robotyzację przewidziana w Krajowym Programie Reform ma bazować na obecnej już w polskim systemie podatkowym uldze B+R. Istotą działania tego mechanizmu jest możliwość dwukrotnego odliczenia kosztów kwalifikowanych” – mówi Ernest Frankowski, prezes i założyciel IT9.

Jak tłumaczy ekspert, koszty powinny być odliczane najpierw na etapie ustalania dochodu będącego podstawą opodatkowania, poprzez pomniejszenie przychodów o tzw. kwalifikowane koszty uzyskania przychodów. A następnie odliczenie ich na etapie obliczania podstawy opodatkowania – jako ulgi właściwej w zeznaniu rocznym, poprzez obniżenie podstawy opodatkowania o 10, 20 lub 30 proc. wydatków kwalifikowanych.

Pytany przez Prawo.pl Ernest Frankowski podkreśla, że w zakresie ulgi na roboty powinna zostać wprowadzona możliwość zaliczania do kosztów umów B2B (zawieranych między przedsiębiorcami), czyli formy współpracy często wykorzystywanej przy usługach informatycznych, programistycznych, a także doradczych, które nieodłącznie wiążą się z robotyzacją. Konieczne jest też stworzenie ram wdrażania i ewidencjonowania ulgi na roboty.

Ludomir K. Błeszyński, dyrektor w dziale optymalizacji procesów i cyfryzacji w Siemens, podkreśla na łamach portalu Prawo.pl, że mając na uwadze popularność robotów programistycznych (m.in. software automatyzujący procesy biznesowe), łączących się automatycznie z urządzeniami przemysłowymi, ulgą należałoby objąć także roboty cyfrowe.

Hillwood rozpoczął w Szczecinie budowę centrum logistycznego dla firmy DPD Polska

Deweloper magazynowy Hillwood rozpoczął w Szczecinie budowę centrum logistycznego dla firmy DPD Polska. Budynek o powierzchni prawie 5 tys. mkw. powstaje w systemie build to suit (BTS), czyli na zamówienie i według wytycznych klienta. To już trzeci projekt realizowany przez Hillwood dla DPD.

DPD Polska jest wiodącą firmą kurierską na polskim rynku oraz częścią francuskiego przedsiębiorstwa spedycyjnego – DPDgroup. Jako spółka z polskim kapitałem – Masterlink Express – rozpoczęła swoją działalność w Polsce w 1991.

Centrum logistyczne w Szczecinie, które ma mieć prawie 5 tys. mkw. powierzchni magazynowej oraz biurowej, będzie wykorzystywane jako cross-dock do przeładunku towarów oraz wysyłania ich do ostatecznych odbiorców. Hala zostanie wyposażona w automatyczne sortery.

– Dynamiczny rozwój handlu internetowego oraz powiązanej z nim branży logistycznej wyznaczają nowe trendy na rynku nowoczesnej powierzchni magazynowej. Oprócz dużych centrów logistycznych coraz szybciej rozwijają się tak zwane magazyny ostatniej mili, zlokalizowane w granicach dużych miast, dzięki którym znacznie szybciej i sprawniej odbywa się dostarczanie przesyłek kurierskich docelowym adresatom. Przykładem takiego magazynu jest właśnie nasz projekt dla DPD Polska – mówi Hubert Michalak, Prezes Zarządu Hillwood Polska.

– Nowy obiekt w Szczecinie ma usprawnić procesy i tym samym zwiększyć potencjał operacyjny DPD Polska w północno – zachodniej Polsce. Ma to niebagatelne znaczenie przy rosnącym zapotrzebowaniu na usługi kurierskie. Model logistyczny wdrażany przez DPD Polska od 2018 r. pozwala przyspieszyć transport, zredukować koszty połączeń drogowych i ograniczyć emisję CO2. Nowy obiekt w Szczecinie jest jego ważną częścią i powstaje zgodnie z nowoczesnymi standardami technologicznymi i energetycznymi – komentuje Rafał Nawłoka, prezes zarządu DPD Polska.

Magazyn w Szczecinie to już trzeci projekt realizowany przez Hillwood dla DPD Polska. W 2018 roku deweloper wybudował dla firmy kurierskiej jeden z najbardziej innowacyjnych tego typu obiektów w Polsce – sortownię wraz z powierzchnią biurową w Parzniewie koło Pruszkowa, o powierzchni 14 tys. mkw. Druga ukończona inwestycja to magazyn o powierzchni 11 800 mkw. w nowoczesnym parku logistycznym Hillwood Ruda Śląska.

Zagospodarowanie odpadów wymaga współpracy

Przepisy związana z odbiorem i zarządzaniem odbiorami śmieci dynamiczne się zmieniają. Oprócz wytycznych dotyczących segregacji odpadów i przestrzegania zasad przez mieszkańców pozostaje kwestia odbioru śmieci przez właściwe służby. Widzimy, że nie zawsze jest to pozbawione trudności.

Głównym problemem jaki obserwujemy w zarządzanych przez nas nieruchomościach jest brak elastyczności Miasta Stołecznego Warszawy oraz firm odpowiedzialnych za odbiór i zagospodarowanie odpadami. Umowy, które są podpisywane i realizowane odbiegają bardzo często od rzeczywistości. Jednym z głównych problemów jest np. odległość od lokalizacji śmietnika na osiedlu czy w inwestycji, a miejscem, gdzie może wjechać pojazd przystosowany do odbioru nieczystości. Standardowo w umowach jest to 25 metrów. W wielu przypadkach ta odległość jest dużo większa. Jako zarządca musimy wówczas zorganizować i opłacić dostarczenie danych odpadów do określonego punktu, który spełnia warunki podpisanej przez Miasto umowy. Drugą sprawą jest termin ich odbioru. W wielu przypadkach jest on organizowany przez firmy od godziny 6 rano, aż do 21 tego samego dnia. Zdarza się nagminnie, że śmieci straszą mieszkańców i gości zarówno zapachem jak i wyglądem cały dzień, ponieważ firma zjawia się po odbiór nieczystości dopiero pod koniec wyznaczonego przedziału czasu. Zmiana tych harmonogramów jest po prostu niemożliwa. Zarówno po stronie Miasta jak i firm odpowiedzialnych za realizację tych kontraktów nie ma kompletnie żadnej woli elastyczności.

Kolejną kwestią jest budowa nowych osiedli, w których deweloperzy zaplanowali śmietniki na poziomach -1, w okolicach podziemnych hal garażowych. Miasto wydaje zgody na tego rodzaju inwestycje, a jednocześnie dochodzi do absurdalnej wręcz sytuacji podpisania umów z firmami odpowiedzialnymi za odbiór i zagospodarowanie odpadów, które wykluczają możliwość wywożenia śmieci z poziomu -1. Musimy je wówczas jako zarządca nieruchomości dostarczyć na poziom 0 danej nieruchomości i spełnić warunki umowy. W takiej sytuacji koszty tej pracy znów ponoszą mieszkańcy.

Ważnym problem w zagospodarowaniu odpadów staje się przestrzeń samego śmietnika i jej ograniczenia. Miasto domaga się od wielu nieruchomości dostawienia dodatkowych pojemników, celem uelastycznienia terminu odbioru odpadów. Z punktu widzenia wielu nieruchomości, którymi zarządzamy nie ma po prostu takiej możliwości fizycznej. Zrzucenie całkowicie obowiązku i odpowiedzialności za odpowiednie przygotowanie śmieci do odbioru na właścicieli nieruchomości jest w naszej ocenie niewłaściwe.

Póki co mieszkańcy naszych inwestycji nie otrzymali jeszcze żadnej kary finansowej za niewłaściwą segregację odpadów. Zdarzają się jednak pierwsze ostrzeżenia. Jako zarządca z bardzo dużym doświadczeniem, postawiliśmy na bardzo szeroką i rozbudowaną akcję edukacyjną na naszych obiektach. Staramy się nauczyć mieszkańców segregacji i wyjścia naprzeciw ekologicznym wyzwaniom współczesnego miasta. Wielu mieszkańców jest bardzo pozytywnie nastawiona do rewolucji śmieciowej i z chęcią segreguje odpady stając się tym samym bardziej eko. Mimo to rośnie grupa właścicieli mieszkań, która staje się coraz bardziej sceptycznie nastawiona do wprowadzanych zmian w obrębie odbioru i zagospodarowania odpadami. Trudno się dziwić. Ceny za tego rodzaju usługi wciąż rosną. Miasto nie wykazuje chęci pomocy i wsparcia mieszkańców w odpowiednim zakresie. Firmy natomiast nastawione są na zysk i mają świadomość, że posiadają swojego rodzaju monopol w Polsce na tego rodzaju usługi. Wzrost płacy minimalnej, rosnące ceny prądu oraz wiele innych czynników będzie dalej wpływać na podwyżki w branży śmieciowej. To też nie spodziewamy się pozytywnych skutków dla mieszkańców w najbliższych czasie w wymiarze obniżenia kosztów. Celem segregacji, pierwotnie miało być zahamowanie podwyżek, a tym czasem żaden z mieszkańców takiej marchewki jeszcze się nie doczekał.

Komentarz przygotował Mariusz Łubiński, prezesa firmy Admus, zajmującej się zarządzaniem nieruchomościami

Czy bon turystyczny 500+ zmieni plany wakacyjne Polaków i wesprze polską turystykę jeszcze w tym sezonie?

Polacy chcą w tym roku jechać na wakacje, najchętniej wybierają polskie morze, a nowy bon turystyczny 500+ sprawi, że nawet o 15% więcej rodzin z dziećmi będzie mogło sobie pozwolić na wyjazd. Aż jedna czwarta rodziców czeka z planowaniem urlopu na wprowadzenie rządowego programu – i blisko połowa zamierza z niego skorzystać jeszcze w tym sezonie. Takie wnioski płyną z badania przeprowadzonego w połowie lipca przez serwis Travelist.pl

Nie 1000+, nie 300+, ale 500+ na każde dziecko. Po długich dyskusjach na temat kształtu rządowego projektu dofinansowania wypoczynku Polaków – a zarazem wsparcia krajowej branży turystycznej – w sytuacji osłabienia gospodarki przez epidemię COVID-19, nowy program przybrał wreszcie ostateczną postać. Ustawa o Polskim Bonie Turystycznym weszła w życie 18 lipca i wszystko wskazuje na to, że realizacja bonów będzie możliwa jeszcze na półmetku tegorocznych wakacji. Beneficjentami nowego bonu będą nie tyle pracownicy, co rodziny z dziećmi i zgodnie z rządowymi szacunkami dodatkowe środki na wypoczynek trafią do blisko 2,5 mln rodzin. Serwis rezerwacyjny Travelist.pl zbadał opinie ponad 3 tys. gości hotelowych na temat rządowego programu, pytając ich jednocześnie o indywidualne preferencje w zakresie wykorzystania bonu turystycznego na dziecko.

Polacy myślą o wakacjach – ale czekają na 500 plus

Pomimo kryzysu, obniżonych zarobków i ograniczeń związanych z pandemią aż 80% uczestników najnowszego badania Travelist.pl deklaruje, iż planuje w tym roku wyjechać na urlop. „W najbliższych tygodniach nie zamierzamy siedzieć w domach. Tym bardziej, że sytuacja epidemiologiczna w naszym kraju w ostatnim czasie jest pod kontrolą, a my sami nauczyliśmy się już żyć w realiach „nowej normalności”. Również hotele, w których od początku czerwca znów działają baseny, strefy SPA, restauracje czy sale zabaw dla dzieci, są odpowiednio przygotowane na przyjęcie gości. Ogromna większość obiektów dostępnych na naszej stronie wprowadza u siebie specjalne procedury sanitarne i wychodzi naprzeciw potrzebom bezpiecznego wypoczynku” – mówi Tomasz Piszczako, prezes Travelist.plPolacy myślą o wakacjach – ale czekają na 500 plus

Warto jednak dodać, że aż dwie trzecie badanych planujących urlop w tym sezonie podjęło taką decyzję dopiero w ostatnim czasie i przyznaje się do zmiany zdania względem wcześniejszych planów. Wśród głównych czynników aktywizujących wakacyjne wyjazdy respondenci wskazują przede wszystkim poprawę sytuacji epidemiologicznej w Polsce (29%), ale też perspektywę otrzymania bonu turystycznego 500+. Zapowiedź wprowadzenia nowego programu miała wpływ na decyzję aż 28% badanych, a w przypadku rodzin wielodzietnych (pow. trójki dzieci) odsetek ten wzrasta powyżej 50%.

Czy bon turystyczny 500+ zmieni plany wakacyjne Polaków i wesprze polską turystykę jeszcze w tym sezonie 2

Tydzień w hotelu nad Bałtykiem – tak chcemy spędzić tegoroczne lato

W tym roku chcemy wypoczywać w Polsce – bo uważamy, że tak będzie bezpieczniej. Ale z pewnością nie bez znaczenia jest również fakt, że bon 500+ będzie można wykorzystać wyłącznie na wyjazdy krajowe. Z badania przeprowadzonego przez Travelist.pl wynika, iż zdecydowana większość respondentów planuje urlop w kraju, a tylko 15% rozważa wyjazd za granicę. O zagranicznych wakacjach częściej myślą osoby nieposiadające dzieci, którym bon 500+ nie przysługuje (23%). Wśród uczestników ankiety zdecydowanie najpopularniejszym kierunkiem krajowym jest Bałtyk, nad który wybiera się ponad połowa wszystkich badanych. Kolejne miejsce zajmują polskie góry, gdzie chciałoby spędzić lato nieco ponad 37% użytkowników Travelist.pl. „Tendencję tę potwierdzają nasze dane transakcyjne. W ostatnim czasie widzimy ogromne zainteresowanie wyjazdami nad morze. Obecnie ok. 50% wszystkich wyszukiwań dotyczy pobytów nad Bałtykiem. To wzrost o blisko 30% w porównaniu z ubiegłym sezonem” – mówi Tomasz Piszczako.Czy bon turystyczny 500+ zmieni plany wakacyjne Polaków i wesprze polską turystykę jeszcze w tym sezonie 3Gdy już dotrzemy nad Bałtyk, zostaniemy tam najwyżej na tydzień. Blisko 40% osób, które wzięły udział w badaniu, planuje w tym roku urlop o długości od 5 do 7 dni, a zarazem mniej niż 15% decyduje się na wypoczynek dwutygodniowy. Te wyniki również pozostają w zgodzie z aktualnymi danymi ze strony Travelist.pl, gdzie średnia długość rezerwacji w okresie wakacyjnym wynosi 6 dni.
Czy bon turystyczny 500+ zmieni plany wakacyjne Polaków i wesprze polską turystykę jeszcze w tym sezonie 4

A gdzie najchętniej się zatrzymamy w obecnej sytuacji?

Zdecydowanie w hotelu lub pensjonacie – taką formę zakwaterowania preferuje ponad połowa badanych. Jesteśmy przekonani, że w profesjonalnym obiekcie poczujemy się bezpieczniej. Na drugim miejscu ex aequo znalazły się domki letniskowe i kwatery prywatne oraz apartamenty z aneksem kuchennym (po 20% wskazań), choć w przypadku rodzin posiadających więcej niż dwoje dzieci takie obiekty cieszą się wyraźnie większą popularnością – ma na to wpływ zarówno dodatkowa przestrzeń i swoboda podczas pobytu, jak i cena, która zwykle jest niższa niż w przypadku rodzinnych pobytów w hotelach.

Co szósta rodzina wyjedzie na wakacje dzięki 500 plus

Czy bon turystyczny 500+ zmieni plany wakacyjne Polaków i wesprze polską turystykę jeszcze w tym sezonie 5Dodatkowe wsparcie w ramach programu Polski Bon Turystycznym 500 plus ma fundamentalne znaczenie dla wakacyjnych planów polskich rodzin, a duża część z nich będzie mogła pozwolić sobie na wyjazd w tym sezonie głównie dzięki niemu – takie wnioski płyną z lipcowego badania Travelist.pl i tak uważa blisko 60% ankietowanych.
Czy bon turystyczny 500+ zmieni plany wakacyjne Polaków i wesprze polską turystykę jeszcze w tym sezonie 6Potwierdzeniem tych nastrojów jest fakt, że aż 15% potencjalnych beneficjentów programu (czyli rodziców posiadających przynajmniej 1 dziecko do 18 r.ż.) deklaruje wprost, iż gdyby nie perspektywa otrzymania bonu 500+, w ogóle nie mogliby wyjechać w tym roku na wakacje. Przy trójce dzieci odsetek ten wzrasta do 21%, natomiast w przypadku rodzin wielodzietnych aż 37% wyjedzie tego lata dzięki 500 plus.
Czy bon turystyczny 500+ zmieni plany wakacyjne Polaków i wesprze polską turystykę jeszcze w tym sezonie 7W rezultacie niemal jedna czwarta wszystkich osób uprawnionych do otrzymania bonu turystycznego oraz 45% rodzin posiadających więcej niż trójkę dzieci czeka z podjęciem decyzji o urlopie na jego przyznanie. „Widzimy, że bony turystyczne będą odgrywać ogromną rolę w procesie planowania tegorocznych wakacji, zarówno na etapie wyboru miejsca oraz daty wyjazdu, jak i samej decyzji, czy w ogóle wyjeżdżać. To zaś oznacza, że czas realizacji programu ze strony rządu ma kluczowe znaczenie zarówno dla rodziców, jak i całej branży turystycznej. Każdy tydzień opóźnienia może pociągać za sobą poważne straty dla krajowej turystyki” – uważa Tomasz Piszczako z Travelist.pl.
Czy bon turystyczny 500+ zmieni plany wakacyjne Polaków i wesprze polską turystykę jeszcze w tym sezonie 8Czy 500 zł to za mało? Polacy są gotowi dopłacić, by wspomóc branżę turystyczną
Pierwotny plan zakładał, że bon turystyczny będzie miał wartość 1000 zł. Ostatecznie rodzice dostaną połowę tej kwoty – ale na każde dziecko. Z pewnością premiuje to rodziny posiadające dwoje lub więcej pociech, jednak wciąż nie wystarczy na pokrycie pełnych kosztów wyjazdu. Wyniki badania przeprowadzonego przez Travelist.pl dowodzą, że 52% potencjalnych beneficjentów programu 500+ planuje wydać w tym roku na zakwaterowanie i wyżywienie dla wszystkich członków rodziny od 1000 do 3000 zł.
Czy bon turystyczny 500+ zmieni plany wakacyjne Polaków i wesprze polską turystykę jeszcze w tym sezonie 9Polacy traktują zatem bon turystyczny jako cenne wsparcie – a w części przypadków wręcz niezbędny warunek – przy planowaniu rodzinnych wakacji, nie zamierzają jednak ograniczać się do niego i są gotowi dopłacić, by cieszyć się dłuższym wypoczynkiem lub lepszym standardem albo skorzystać z dodatkowych atrakcji. Jedynie 9% respondentów (18% w przypadku rodzin wielodzietnych) deklaruje, że kupi wyjazd o wartości równej kwocie przyznanego im bonu. Oznacza to, że oprócz pieniędzy przekazanych na wsparcie polskiej turystyki w ramach programu rządowego nasi rodacy chcą wykładać na wypoczynek również własne środki, zwiększając tym samym szanse całej branży na szybsze wyjście z kryzysu.

W hotelach i na portalach rezerwacyjnych – tutaj najchętniej wydalibyśmy swoje 500+

Dokładne sposoby wykorzystania bonu turystycznego nie są jeszcze w pełni znane, jednak już teraz niemal dwie trzecie rodziców biorących udział w ankiecie Travelist.pl zapowiada, że najchętniej wybrałoby jeden z popularnych portali rezerwacyjnych. Co ciekawe, zaledwie 1 na 10 respondentów planuje zrealizować bon 500+ w biurze podróży. Widać wyraźnie, że w przeciwieństwie do wyjazdów zagranicznych – których bon turystyczny nie obejmuje – w przypadku turystyki krajowej Polacy zdecydowanie preferują organizację wyjazdu na własną rękę. Zarazem niezwykle istotna jest dla nich możliwość skorzystania z bonu za pośrednictwem internetowych serwisów rezerwacyjnych, a nie tylko bezpośrednio w obiekcie – organy pracujące aktualnie nad wprowadzeniem programu w życie powinny wziąć to pod uwagę.
Czy bon turystyczny 500+ zmieni plany wakacyjne Polaków i wesprze polską turystykę jeszcze w tym sezonie 10

Sierpień pod znakiem 500 plus – duża część rodzin chce wydać swoje środki do końca wakacji

Nie chcemy czekać z planowaniem wyjazdów. Aż 43% beneficjentów nowego programu przepytanych przez Travelist.pl chciałoby zrealizować swój bon 500+ jeszcze w czasie tegorocznych wakacji, a kolejnych 13% do końca roku, przed rozpoczęciem sezonu zimowego.
Czy bon turystyczny 500+ zmieni plany wakacyjne Polaków i wesprze polską turystykę jeszcze w tym sezonie 11To bardzo dobra wiadomość dla całej polskiej turystyki. Wyniki naszego badania wskazują, że blisko połowa środków przeznaczonych na program 500 plus rzeczywiście trafi do przedstawicieli branży jeszcze w tym sezonie. A sierpień będzie pod tym względem wyjątkowy. Jako Travelist.pl jesteśmy na to gotowi i wychodzimy naprzeciw naszym klientom, nie tylko zapewniając im szczegółowe informacje na temat możliwości wykorzystania bonów turystycznych, ale również odpowiednio dostosowując naszą ofertę. Wciąż mamy dużo wolnych miejsc na wakacje, również nad morzem. Specjalnie dla rodzin z dziećmi proponujemy pokoje z dostawkami lub promocyjne pakiety 2+2, a ponadto wiele hoteli dostępnych na naszym portalu to prawdziwe centra rozrywki, w których żadne dziecko nie będzie się nudzić – mówi prezes Travelist.pl. Wakacyjny wyścig z czasem – program 500+ pomoże polskiej turystyce, o ile od razu wejdzie w życie Jak podaje Światowa Organizacja Turystyki (UNWTO), z powodu pandemii koronawirusa w 2020 r. może nastąpić spadek liczby podróży turystycznych na świecie o około 60-80%. Czy Polska ma szansę wyłamać się z tych statystyk i czy program 500+ może być realnym wsparciem dla osłabionej branży? Na tak postawione pytanie 54% respondentów Travelist.pl odpowiedziało, że tak. A skoro aż 80% z nich planuje urlop w tym sezonie, ponad połowa potencjalnych beneficjentów bonu turystycznego zamierza z niego skorzystać do końca roku, a ponadto większość jest gotowa zapłacić za pobyt więcej niż wynosi wartość bonu, przyszłość rodzimej turystyki rysuje się w coraz jaśniejszych barwach – przynajmniej w tym sezonie.

CitySpace chce wykorzystać dobrą koniunkturę i powiększa sieć. Ekspansja biur w czterech miastach

Jeden z największych operatorów w Polsce powiększył w tym roku centrum biurowe w Krakowie. Kolejne trzy – w Warszawie, Wrocławiu i Gdańsku – są w trakcie rozbudowy. To łącznie ponad 3 tys. mkw. nowej powierzchni. CitySpace chce wykorzystać dobrą koniunkturę i planuje ekspansję na nowe rynki.

CitySpace – jeden z największych operatorów biur elastycznych w Polsce, należący do grupy Echo Investment – w pierwszym półroczu 2020 roku powiększył zarządzaną przez siebie powierzchnię o ponad 3,2 tys. mkw. Największy udział ma nowo otwarte biuro w kompleksie O3 Business Campus w Krakowie o wielkości ponad 1,7 tys. mkw. Poza tym rozbudowywane są centra w Warszawie (Beethovena), Wrocławiu (w biurowcu Nobilis Business House) i Gdańsku (w biurowcu Tryton Business House), które częściowo zostały już uruchomione. – Wzrost popytu na powierzchnie elastyczne jest widoczny na rynku biurowym od kilku lat. Dodatkowo sytuacja związana z epidemią wpłynęła na dodatkowe ożywienie w tym segmencie. Coraz więcej firm potrzebuje elastycznych rozwiązań, pozwalających łączyć pracę biurową ze zdalną oraz biur serwisowanych, umożliwiających skoncentrowanie się na prowadzeniu działalności operacyjnej. Podążamy za tym trendem, powiększając podaż biur elastycznych – podkreśla Jarosław Bator, dyrektor zarządzający CitySpace.

Obecnie centra biurowe CitySpace znajdują się w 5 miastach Polski. Łącznie w 10 lokalizacjach: 5 w Warszawie, 2 we Wrocławiu i po 1 w Krakowie, Katowicach i Gdańsku. Domeną operatora są powierzchnie serwisowane, czyli obsługiwane i w pełni wyposażane, a także rozwiązania elastyczne przystosowane do potrzeb najemców. CitySpace coraz odważniej wchodzi także w hybrydowy model biur, łączący zalety prywatnych gabinetów z coworkingiem. – Opieramy naszą ekspansję na transformacji biur konwencjonalnych do biur elastycznych oraz wzroście popularności coworkingu i biur serwisowanych, a także na atrakcyjności naszej oferty i jej dopasowaniu do potrzeb firm – wymienia Lisa Zettlin, head of business development CitySpace.

Wprawdzie największym rynkiem biur elastycznych w Polsce jest wciąż Warszawa (56% powierzchni najmu brutto), to w 2019 roku nastąpił mocny wzrost w miastach regionalnych, w których przybyło 24 tys. mkw. powierzchni elastycznej (dane CBRE). Najszybszy rozwój odnotowano w Krakowie (+11 450 mkw.), Łodzi (+11 tys. mkw.) i Wrocławiu (+2 200 mkw.). CitySpace dostrzega duży potencjał w miastach regionalnych, dlatego w 2019 roku otworzył biuro na 275 stanowisk pracy we Wrocławiu – w zlokalizowanym tuż przy centrum budynku Aquarius Business House. W obu wrocławskich biurach poziom wynajęcia wynosi 90%.

Na dziś CitySpace dysponuje 2,3 tys. miejscami pracy na blisko 18 tys. mkw. powierzchni elastycznej. Daje to średnio 8 mkw. na jedno stanowisko, co wyróżnia CitySpace na tle konkurencji. W wielofunkcyjnych biurach znajdują się prywatne gabinety, duże przestrzenie typu open space – do wynajęcia na wyłączność i przystosowane do liczebnych zespołów, coworking, biura wirtualne, sale spotkań, sale konferencyjne, pokoje relaksu, budki telefoniczne, recepcje i kuchnie. Funkcje biur różnią się w zależności od lokalizacji. Niezmienne jest to, że wszystkie pomieszczenia są w pełni wyposażone i umeblowane. Operator zapewnia urządzenia biurowe, opiekę managera biura, obsługę recepcji, wsparcie IT i serwis sprzątający. – Naszymi największymi przewagami są: rozległa sieć lokalizacji, elastyczne możliwości terminu najmu, optymalizacja kosztów, jak również przynależność do prestiżowej grupy Echo Investment – wylicza Jarosław Bator.

Według prognoz CBRE warszawski rynek biur elastycznych będzie rósł w ciągu 4 lat o 20% rocznie, natomiast rynek regionalny o ponad 10%.

CitySpace tworzy przestrzeń, w której pracuje się wygodniej, przyjaźniej i nowocześniej. To przestrzeń biurowa skrojona na miarę. Będąc polskim operatorem elastycznych powierzchni biurowych CitySpace dysponuje jedną z największych sieci lokalizacji w całym kraju. Zarządza biurami serwisowanymi, biurami hybrydowymi i wirtualnymi, a także salami konferencyjnymi i salami spotkań. CitySpace wybiera biurowce, które spełniają najwyższe standardy techniczne. W wyjątkowych lokalizacjach tworzy ergonomiczne, inteligentne miejsca pracy blisko wszystkiego, czym żyje miasto; blisko spotkań, zakupów, restauracji i kawiarni, a także kultury.

Huawei z 3-krotnym wzrostem udziału w rynku smartwatchy w pierwszej połowie roku

Ponad trzykrotnie wzrósł udział Huawei w rynku smartwatchy w Polsce – w pierwszej połowie roku wyniósł on 35,3% w ujęciu ilościowym wobec 11,2% w tym samym okresie przed rokiem, wynika z danych GfK Polonia. W samym czerwcu, udział rynkowy Huawei sięgnął 40,7% wobec 26,8% w grudniu zeszłego roku, wynika z danych GfK Polonia.

Z naszych badań wynika, że coraz więcej osób zamienia tradycyjny zegarek na smartwatch, wiele z nich nigdy wcześniej nie używało smartwatcha, teraz odkrywają ten produkt i cieszymy się, że odkrywają go z Huawei. Nieustannie rozwijamy naszą ofertę, przed nami premiery, które wierzę, że pozwolą nam zyskać jeszcze więcej wiernych użytkowników – mówi Bartek Gryczka, product manager odpowiedzialny za tę kategorię produktową w Huawei CBG Polska.

Solidny wzrost widać także w przypadku ujęcia wartościowego – w pierwszej połowie tego roku udział Huawei siegnął 23% wobec 9,2% przed rokiem. W samym czerwcu udział Huawei wyniósł 28,4% wobec 18,4% w grudniu zeszłego roku, wynika z danych GfK Polonia.

Portfolio smartwatchy Huawei to modele dopasowane do stylu i potrzeb zarówno amatorów sportu, jaki i osób szukających uniwersalnego asystenta, który pomoże im zadbać o zdrowie, kondycję i właściwy sen. Huawei oferuje typowo sportowe modele na paskach z tworzywa, jak i bardziej eleganckie – skórzane lub na bransolecie, które sprawdzą się jako klasyczny dodatek do służbowego stroju.

Najnowsza seria to Huawei Watch GT 2, która zyskała uznanie konsumentów na całym świecie dzięki długiej pracy baterii (do dwóch tygodni na jednym ładowaniu), inteligentnym funkcjom, takim jak monitorowanie snu, zdrowia i tętna, a także lekkiej i nowoczesnej konstrukcji. Watch GT 2 umożliwia też odbieranie i wykonywanie rozmów telefonicznych oraz odtwarzanie muzyki bezpośrednio ze smartwatcha.

Seria Watch GT 2, dostępna w dwóch wersjach – 46 mm i 42 mm – została niedawno uzupełniona o nowy model o sportowym charakterze – Watch GT 2e. Smartwatch został wyposażony w aż sto trybów sportowych pozwalających na jeszcze dokładniejsze mierzenie aktywności fizycznej oraz nową funkcję pomiaru saturacji krwi. Smartwatch trafił do sprzedaży w połowie kwietnia.

Poprzednia seria smartwatchy Huawei – Watch GT – w ciągu roku od premiery sprzedała się na świecie w liczbie trzech milionów.

Zmalała liczba wniosków uchodźczych

W I połowie tego roku wnioski o przyznanie statusu uchodźcy w Polsce złożyło 1,3 tys. cudzoziemców, w tym prawie 650 po raz pierwszy. Warunki nadania ochrony międzynarodowej spełniało 169 osób. Decyzje negatywne wydano wobec 1 tys. osób, a 730 postępowań umorzono.

Z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców wynika, że liczba wniosków uchodźczych w I połowie 2020 r. była o 29 proc. niższa w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. Głównymi krajami pochodzenia cudzoziemców ubiegających się o ochronę międzynarodową były: Rosja – 819 osób, Ukraina – 144, Tadżykistan – 58, Gruzja – 34 oraz Turcja – 34.

Cudzoziemcowi udziela się ochrony międzynarodowej (w formie statusu uchodźcy lub ochrony uzupełniającej), jeśli w jego kraju pochodzenia grozi mu prześladowanie lub rzeczywiste ryzyko utraty życia czy zdrowia. Każdy wniosek jest rozpatrywany indywidualnie przez Urząd do Spraw Cudzoziemców, który szczegółowo analizuje poszczególne sprawy w celu sprawdzenia czy danej osobie należy udzielić ochrony.

W I połowie tego roku warunki przyznania ochrony międzynarodowej spełniało 169 cudzoziemców. Byli to głównie obywatele Turcji – 47 osób, Rosji – 38 oraz Tadżykistanu – 17. Decyzje negatywne otrzymało natomiast 1 tys. obcokrajowców. Głównie obywatele Rosji – 582 osoby i Ukrainy – 176.

Nieco ponad 730 postępowań zakończyło się umorzeniem. Dotyczyło to w zdecydowanej większości obywateli Rosji (581 osób). Sprawy są umarzane w sytuacji, gdy cudzoziemiec opuścił Polskę nie czekając na wydanie decyzji w kwestii przyznania ochrony międzynarodowej.

Podczas trwania procedury uchodźczej cudzoziemcy mogą korzystać z pomocy socjalnej (m.in. zakwaterowanie, wyżywienie, opieka zdrowotna) zapewnianej przez Urząd do Spraw Cudzoziemców oraz zajęć edukacyjnych (m.in. nauka języka polskiego, kursy informacyjne). Mają oni do wyboru pobyt w ośrodku lub samodzielne utrzymanie się poza ośrodkami przy pomocy finansowej otrzymywanej od urzędu.

Aż 60 proc. seniorów twierdzi, że wystarczyłoby im dodatkowe 1000 zł do emerytury

W ankiecie internetowej, przeprowadzonej w połowie lipca tego roku padło pytanie skierowane do seniorów: ile pieniędzy miesięcznie brakuje im do emerytury, by mogli żyć komfortowo i nie martwić się codziennymi wydatkami? Jak się okazuje emeryci nie potrzebują wiele. Większość, bo ponad 60 proc. z nich odpowiedziała, że wystarczyłoby im mniej niż 1000 zł miesięcznie. Na kwotę powyżej 1500 zł wskazało tylko 18 proc. ankietowanych.

Fundusz Hipoteczny DOM przeprowadził badanie internetowe, w którym przepytał ponad 200 seniorów o ich podejście do domowych finansów. Okazuje się, że 12,8 proc. emerytów wystarczyłoby 500 zł miesięcznie do emerytury, by czuć się komfortowo i nie martwić się codziennymi wydatkami. Co czwarty ankietowany, czyli 25,7 proc. stwierdził, że kwota, która byłaby dla niego satysfakcjonująca to 500-800 zł, a 22,6 proc. wskazało przedział 800-1000 zł.

– Z naszego badania opinii wynika, że 19 proc. ankietowanych chciałoby otrzymywać 1000-1500 zł dodatkowo do swoich świadczeń pieniężnych z ZUS-u, a 18,1 proc. byłoby zadowolone, gdyby miało 1500 zł lub więcej co miesiąc do emerytury. Tymczasem większość ankietowanych, bo  ponad 60 proc. nie potrzebuje wiele, bo do 1000 zł – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Podobne badanie opinii realizowaliśmy m.in. w 2016 roku i wyniki również przyniosły analogiczne wnioski. Z kolei w roku 2011, kiedy po raz pierwszy przeprowadzaliśmy takie badania, 12 proc. seniorów potrzebowało więcej niż 1500 zł miesięcznie. Przez blisko dekadę, pomimo wzrostu emerytur z 1,8 tys. zł brutto w roku 2011 do 2,4 tys. zł obecnie, potrzeby finansowe seniorów nie zmieniły się istotnie. Okazuje się, że seniorzy są mistrzami zarządzania niewielkim domowym budżetem. Mają jedne z najniższych emerytur w Europie, a mimo to starają się żyć godnie, przeznaczają środki na comiesięczne opłaty, kwestie zdrowotne (leki lub leczenie) i jeszcze pomagają bliskim. Gdy są pytani o kwotę, która zapewniłaby im spokój w codziennym życiu wskazują kwoty do 1000 zł jako satysfakcjonujące – dodaje Robert Majkowski.

Co ciekawe, z danych Związku Przedsiębiorstw Finansowych, który zrzesza największe fundusze hipoteczne w Polsce, wynika że średnie świadczenie pieniężne z tytułu renty dożywotniej to 1000 zł. Tyle wypłacają przeciętnie fundusze hipoteczne seniorom co miesiąc, choć kwoty mogą się różnić i zależą m.in. od wieku i płci seniora oraz wartości posiadanej przez niego nieruchomości. – Z jednej strony zastanawia mnie dlaczego wciąż niewielu seniorów decyduje się na rentę dożywotnią, która mogłaby im zapewnić dodatkowe środki na emeryturze. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że w naszym kraju potrzebne są odgórne przepisy, które uregulowałyby kwestie dotyczące hipoteki odwróconej i miałyby odniesienie do wszystkich podmiotów podpisujących z seniorami umowy przeniesienia własności nieruchomości w zamian za świadczenia. W tej chwili ok. 80 proc. seniorów posiada na własność nieruchomość i mogłoby skorzystać z takiej ofert. Wciąż jednak dużo słyszy się o nadużyciach związanych z tego typu umowami, zwłaszcza zawieranymi poprzez osoby prywatne, a nie instytucje. To wpływa niekorzystnie na renomę profesjonalnych podmiotów – przypomina Robert Majkowski.

Rys. 1

Ankieta internetowa przeprowadzona przez FH DOM w dniach 10-16.07.2020. Próba = 226.Aż 60 proc. seniorów twierdzi, że wystarczyłoby im 1000 zł do emerytury

Emerytura? Coraz bliżej głodowej

Polskie emerytury nie należą do najwyższych. Na dodatek – w wyniku obniżenia wieku emerytalnego – rośnie liczba osób, które pobierają emeryturę w wysokości niższej od minimalnej. Z danych ZUS wynika, że pomiędzy grudniem 2011 a grudniem 2019 liczba osób pobierających najniższe, a wręcz „głodowe” świadczenia w Polsce wzrosła z 239 tys. do 261 tys. osób. Tylko od grudnia 2017 r., czyli od momentu, gdy wprowadzono obniżenie wieku emerytalnego, liczba osób z minimalnymi emeryturami wzrosła o ponad 100 tys. seniorów (co ważne, większość z nich, bo aż 84 proc. to kobiety). Co ciekawe, z danych ZUS wynika również, że blisko 50 proc. osób, które mają świadczenia niższe niż minimalne to emeryci pobierający powyżej 800 zł miesięcznie, ale są też osoby (blisko 1000), które otrzymują tylko 10 zł emerytury miesięcznie.

– Warto przypomnieć, że stopa zastąpienia, czyli relacja przeciętnej wypłacanej emerytury względem średniej krajowej wyniosła w 2018 roku 56,4 proc. To o ponad 5 pkt proc. mniej niż pięć lat temu. Kolejne lata przyniosły spadki, a za 20 lat stopa zastąpienia będzie wynosiła już tylko 38 proc., a to oznacza, że dzisiejsi 40-45 latkowie, którzy zarabiają średnią krajową w wysokości 3550 zł netto, po przejściu na emeryturę, dostaną ok. 1300 zł na rękę. Jeżeli system emerytalny się nie zmieni, nie uratuje ich nawet PPK – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Senior powinien mieć kilka źródeł finansowania życia na emeryturze

Eksperci przekonują, że emerytura przyszłości powinna być jak puzzle. Niskie świadczenia emerytalne, niejednokrotnie brak możliwości dodatkowego zarobkowania i coraz niższe stopy zastąpienia powodują, że wielu przyszłych emerytów będzie musiało traktować świadczenia otrzymywane z systemu państwowego jako jeden z puzzli budujących cały domowy budżet. – Seniorzy mogą nie wyżyć z jednego źródła finansowania dlatego powinni zadbać o kilka. Dopiero takie puzzle, swoistego rodzaju skarbonka składająca się z kilku różnych świadczeń pieniężnych, czy też z różnych źródeł finansowania będzie stanowić całość, która pozwoli im godnie funkcjonować – ocenia Robert Majkowski. – Moim zdaniem emerytura przyszłości będzie składała się w różnych filarów. Podstawą wciąż będą świadczenia państwowe, inaczej społeczne (otrzymywane ZUS), kolejnym puzzlem – świadczenia od pracodawcy, inaczej zakładowe (np. PPK, PPE), następnym – świadczenia z innych, dobrowolnych źródeł, czyli zabezpieczenie finansowe, o które każdy emeryt będzie musiał zadbać indywidualnie  np. IKE, IKZE, renta dożywotnia z nieruchomości, lokaty i inwestycje dobrowolne – podsumowuje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Covid-19 wpłynął na wyniki leasingu. Prognoza ZPL na koniec 2020 r.

Związek Polskiego Leasingu przedstawił analizę dotyczącą wpływu covid-19 na gospodarkę i wyniki branży leasingowej w pierwszej połowie 2020r. W omawianym czasie firmy leasingowe udzieliły łącznego finansowania na poziomie 29,8 mld zł, przy dynamice rynku -24% r/r. Pozytywna wiadomość płynąca od leasingodawców mówi o dodatnim wyniku całego aktywnego portfela branży na koniec czerwca 2020r. ( +0,6 % r/r).ZPL_aktywa_H1_2020 ZPL_aktywny portfel_H1_2020 ZPL_pomoc branży_2020 ZPL_struktura klientów_H1_2020

„Pandemia covid-19 może doprowadzić do największej recesji gospodarczej od lat 30-tych. Ta sytuacja jest destruktywna dla globalnej gospodarki. Według czerwcowej projekcji Międzynarodowego Funduszu Walutowego, globalna dynamika PKB w 2020 roku ma wynieść -5,9%. To znaczące odchylenie w porównaniu z odczytem za 2019r. na poziomie +2,9% czy -0,1% za 2009r.” – powiedział Marcin Nieplowicz, Dyrektor ds. Statystyki i Monitorowania Rynku Związku Polskiego Leasingu.

Pozytywne jest to, że polska krzywa zachorowań jest znacznie poniżej większości krajów w Europie. Na obecnym etapie rozwoju mamy ponad 2-krotnie mniej chorych niż we Francji i w Niemczech oraz blisko 5-krotnie mniej niż w Hiszpanii i we Włoszech. Zauważalnie rośnie u nas także udział osób, które wyzdrowiały.

„W reakcji na pogarszającą się sytuację polskich firm, w okresie od początku kryzysu do końca czerwca 2020 roku polska branża leasingowa objęła wakacjami leasingowymi ponad 160 tys. przedsiębiorców, w odniesieniu do ponad 360 tys. umów. Oznacza to, że co piąta umowa leasingu funkcjonująca na polskim rynku została objęta wakacjami leasingowymi”– podkreśliła Ewa Łuniewska, Przewodnicząca Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu.

Wpływ pandemii jest widoczny w wynikach polskiej branży leasingowej. Dynamika finansowania udzielonego przez branżę w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2020r. wyniosła -24% r/r, przy wartości nowych kontraktów na poziomie 29,8 mld zł.

Pozytywna wiadomość płynąca od leasingodawców mówi o dodatnim wyniku całego aktywnego portfela branży na koniec czerwca 2020r.(+0,6 % r/r). W przypadku portfela ruchomości dynamika wyniosła +0,8% r/r.

W I połowie roku przedsiębiorcy najczęściej finansowali pojazdy lekkie (mające 46,1% w strukturze rynku) oraz maszyny i inne urządzenia w tym IT (odpowiadające za 32,7%). Nieco rzadziej finansowali środki transportu ciężkiego (18,7 proc. udział w rynku) oraz nieruchomości i inne aktywa (odpowiednio 1,5% oraz 1%). W portfelu firm leasingowych przeważały transakcje leasingowe, których skumulowana wartość wyniosła 25,2 mld zł, a łączne transakcje w zakresie pożyczki wyniosły 4,6 mld zł.

Szacunki ZPL pokazują też, że odbiorcami usług branży leasingowej są głównie mikro i małe firmy, czyli klienci o obrotach do 20 ml zł, którzy stanowią 72,4 % w strukturze klientów firm leasingowych. Największą (53,9%) i zarazem rosnącą grupą klientów są mikro firmy.

Trendy w grupach

Pojazdy lekkie: Po niewielkim spadku udzielonego finansowania o 2,6% r/r w pierwszym kwartale br., drugi kwartał przyniósł bardzo wyraźne pogłębienie spadków do -34,7% r/r. Łączna dynamika finansowania pojazdów lekkich za I półrocze (-19,6% r/r), w równej mierze wynikała z finansowania aut osobowych oraz pojazdów użytkowych do 3,5 tony. Kwietniowe załamanie finansowania pojazdów lekkich było następstwem zamknięcia gospodarki, a co za tym idzie bardzo istotnego ograniczenia działalności sprzedażowej salonów dealerskich. Wraz z odmrażaniem gospodarki przedsiębiorcy realizowali odłożone kontrakty, co pokazują dane dotyczące rejestracji nowych aut: dynamiki (roczne) -67,1%,       -55,1% oraz -20,5% dla kolejnych miesięcy drugiego kwartału 2020.

„W 2020 roku zakończy się seria 28 lat nieprzerwanego wzrostu gospodarczego (lata 1992-2019). Polska gospodarka w 2020 rok weszła z wysokim tempem wzrostu gospodarczego,   z bardzo niskim bezrobociem. Polska ma zdywersyfikowaną i konkurencyjną gospodarkę,     z dużym udziałem przemysłu w tworzeniu PKB (21,9% PKB w 2019), z niskim udziałem najbardziej zagrożonych branż oraz z relatywnie niskim udziałem eksportu towarów w tworzeniu PKB. Rząd uruchomił bezprecedensowy program pomocowy. Ale to wszystko nie wystarczy, aby uniknąć recesji. Zakładamy, że dynamika PKB w całym 2020 roku wyniesie   -3,6%” – stwierdził Marcin Nieplowicz.

Transport ciężki: W dwóch pierwszych kwartałach br. sektor transportu ciężkiego zanotował spadki wynoszące odpowiednio -40,5% r/r za pierwszy i -57,6% r/r za drugi kwartał. Stopniowa poprawa dynamik nastąpiła w trakcie drugiego kwartału: od -70,3% r/r w kwietniu, do -58,4% r/r w maju oraz -43,7% r/r w czerwcu. Pierwsze półrocze zakończyło się spadkami w tym segmencie rynku na poziomie -49,2% r/r. Największe spadki były widoczne w obszarze powiązanym z międzynarodowym transportem drogowym oraz transportem zbiorowym. Kryzys związany z covid-19 pogłębił spadki w sektorze finansowania pojazdów ciężkich. Jednak one rozpoczęły się już w trzecim kwartale 2019r. z uwagi na zatwierdzenie Pakietu Mobilności. Za bardzo słabe nastroje wśród firm transportowych odpowiadają pandemia oraz spadające wolumeny przewozowe, jednak to Pakiet Mobilności będzie czynnikiem diametralnie zmieniającym zasady funkcjonowania polskich firm transportowych.

Maszyny i inne urządzenia w tym IT: Dynamika segmentu finansowania maszyn wyniosła na koniec czerwca 2020r. -7,7% r/r. Obserwowaliśmy relatywnie niewielkie spadki na poziomie -2,6% r/r dla pierwszego kwartału oraz -11,4% dla drugiego kwartału br. Zauważalna była poprawa dynamik w trakcie drugiego kwartału (od -24,2% r/r w kwietniu, do -11,1% r/r w maju oraz +2,4% r/r w czerwcu).

Znacznie lepsze wyniki leasingodawcy osiągnęli w pożyczce, z uwagi na wysoki udział defensywnych sektorów (maszyny rolnicze, sprzęt medyczny). Z drugiej strony wyraźne spadki były obserwowane w tych sektorach maszyn, gdzie finansowanie jest mocno uzależnione od zmiany koniunktury (produkcja tworzyw sztucznych i obróbka metali, poligrafia, sprzęt budowlany).

Co firmy leasingowe mówią o kolejnych miesiącach roku?

Według kwartalnego odczytu badania koniunktury branży leasingowej, realizowanego wśród osób odpowiedzialnych za sprzedaż w firmach leasingowych zrzeszonych w ZPL, w trzecim kwartale br., ankietowane firmy oczekują pewnego spadku zatrudnienia. Firmy dostrzegają również nieznaczne pogorszenie jakości portfela oraz spodziewają się istotnego przyspieszenia aktywności sprzedażowej w drugiej połowie 2020 roku (przede wszystkim za sprawą bardzo wyraźnego wzrostu liczby wpływających wniosków leasingowych w trzecim kwartale 2020r.). W zakresie nowej produkcji, firmy leasingowej spodziewają się wyższego poziomu finansowania dla większości badanych grup środków trwałych.

Najwyższe wzrosty finansowania oczekiwane są dla sektora maszyn i IT. Trochę słabsze, ale wciąż wyraźnie pozytywne perspektywy rysują się dla finansowania pojazdów lekkich. Na niewielkim plusie pozostaje również prognoza dla pojazdów ciężkich. Natomiast negatywne perspektywy dla dalszego rozwoju prognozowane są dla finansowania nieruchomości.

Jak wygląda prognoza ZPL na koniec 2020 r.

Pandemia covid-19 oraz związane z nią zamknięcie gospodarki przełożą się na bardzo istotne wyhamowanie tempa rozwoju rynku w 2020 roku. Branża leasingowa spodziewa się utrzymania ujemnej dynamiki rynku w drugiej połowie roku. Aktualnie prognozowana dynamika rynku jest wyższa, niż wskazywały wyniki uzyskane za pierwsze cztery miesiące 2020r. Sytuację diametralnie zmieniło szybkie wdrożenie Tarczy Finansowej dla przedsiębiorców (75 mld subwencji dla mikro, małych i średnich firm, w znacznie mierze bezzwrotnych). Prognoza rynku leasingu na 2020 (-19,3%) jest ostatecznie powyżej rekordowych spadków odnotowanych w 2009 roku podczas Wielkiego Kryzysu Finansowego (wówczas dynamika wyniosła -30,2%).

Czy Powell zasugeruje kontrolę krzywej rentowności?

Rynki finansowe stabilizują się, a gospodarka USA wykazuje oznaki ożywienia. W tym otoczeniu Rezerwa Federalna najpewniej nie ogłosi dziś zmian w polityce pieniężnej. Interesująca będzie natomiast retoryka prezesa w kontekście sytuacji gospodarczej USA i ewentualnego wdrożenia dodatkowych narzędzi z zakresu polityki monetarnej.

Rezerwa Federalna podjęła agresywne działania w odpowiedzi na obecny kryzys, ogłaszając bezprecedensowy zestaw środków stymulacyjnych, mających uspokoić rynki i wesprzeć amerykańską gospodarkę. Działania obejmowały m.in. obniżenie stóp procentowych praktycznie do zera oraz zobowiązanie się do zakupu nieograniczonej ilości obligacji w celu obniżenia rynkowych stóp procentowych i utrzymania kosztów finansowania na niskim poziomie. Środki te, w połączeniu z ogromną stymulacją fiskalną ze strony rządu, pomogły uspokoić rynki i przyczyniły się do znaczącej poprawy w danych gospodarczych napływających z kraju.

Także rynki finansowe odbiły po wyprzedaży związanej z pandemią. Od marcowych minimów indeks S&P 500 zyskał już ponad 40% i obecnie znajduje się mniej więcej na tym samym poziomie, na jakim zaczynał rok.

Napływające z amerykańskiej gospodarki dane pokazały szeroką poprawę, częściowo w związku z istotną pomocą ze strony państwa i banku centralnego, a częściowo na skutek złagodzenia środków bezpieczeństwa wdrożonych w celu walki z pandemią. Kluczowe wyprzedzające wskaźniki aktywności biznesowej (indeksy PMI) wyraźnie odbiły, a miary aktywności konsumenckiej – szczególnie chodzi tu o odczyt sprzedaży detalicznej w czerwcu – uległy poprawie. Rozbudziło to nadzieje, że ożywienie w gospodarce USA może przypominać kształtem literę „V”, gdzie tempo powrotu do sytuacji sprzed pandemii następuje szybciej niż początkowo zakładano.

Istotnym powodem do niepokoju dla decydentów jest wzrost liczby nowych zakażeń koronawirusem w USA. Raportowane zakażenia osiągnęły nowe dzienne maksima w lipcu (Wykres 1), a wiele stanów wycofało się z planów otwarcia gospodarek. Najświeższe dane sugerują, że przekłada się to na pogorszenie sytuacji na amerykańskim rynku pracy. Liczba wniosków o zasiłki złożonych przez nowych bezrobotnych w tygodniu przed poprzednim wzrosła po raz pierwszy od marca. Możliwość wydłużenia funkcjonowania koronawirusowych środków bezpieczeństwa, połączona z brakiem porozumienia w Kongresie dotyczącym dalszego wspierania bezrobotnych, którzy dotychczas otrzymywali dodatkowe 600 dolarów tygodniowo, stanowią istotne ryzyko dla ożywienia. Oficjalna data zakończenia programu dodatkowego wsparcia bezrobotnych wyznaczona została na 31 lipca. Wygląda na to, że dodatkowa pomoc dla bezrobotnych w najlepszym wypadku będzie znacznie niższa – o ile w ogóle decydenci porozumieją się w tej sprawie.

Wykres 1: Nowe zakażenia koronawirusem w USA (marzec ‘20 – lipiec ‘20)

Nowe zakażenia koronawirusem w USA
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 28/07/2020

Pytanie, jakie obecnie zadają sobie inwestorzy, brzmi: co może zrobić Fed aby dalej wspierać gospodarkę USA, która dźwiga się z największej recesji od dekad? Naszym zdaniem, Fed wspomni o poprawie widocznej w ostatnich danych z USA, prawdopodobnie jednak w kontekście ożywienia będzie wyrażał się ostrożnie, podkreślając znaczne i utrzymujące się ryzyka dla gospodarki. Sądzimy też, że decydenci nadal będą podkreślali, że stopy procentowe pozostaną na obecnych, rekordowo niskich poziomach w przewidywalnej przyszłości. Czerwcowy „dot plot” wskazuje, że zdaniem większości członków FOMC do końca 2022 roku nie powinny czekać nas zmiany stóp procentowych (Wykres 2). Nie widzimy wielu argumentów, które uzasadniałyby zmianę stanowiska Fedu na tym etapie i sądzimy, że bank po raz kolejny jasno wskaże, że w najbliższym czasie stopy procentowe nie ulegną zmianie.

Wykres 2: „Dot Plot” FOMC – czerwiec 2020

Dot plot
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 28/07/2020

Poza tym, rynki skupią się też na komentarzach prezesa Powella dotyczących wykorzystania bardziej niestandardowych narzędzi z zakresu polityki monetarnej. W ostatnim czasie wśród inwestorów sporo mówiło się o możliwości implementacji przez Fed kontroli krzywej rentowności w celu utrzymania długoterminowych kosztów finansowania poniżej danego poziomu, czy też w danym przedziale – podobnej do tej, jaką stosuje Bank Japonii. Nie sądzimy, żeby Fed już teraz miał ogłaszać tego typu działania. Rentowności 10-letnich obligacji rządowych znajdują się coraz bliżej swoich minimów, schodząc ostatnio do poniżej 0,6% – być może częściowo w oczekiwaniu, że na horyzoncie może znaleźć się kontrola krzywej rentowności. Z tego względu sądzimy, że Powell zostawi „otwarte drzwi” w kontekście możliwego zastosowania tego instrumentu w przyszłości. Zamknięcie ich prawdopodobnie groziłoby bowiem wzrostem rentowności, a więc podniesieniem kosztów finansowania.

Fed we wtorek ogłosił wydłużenie siedmiu pożyczkowych programów pomocowych do końca roku. Pierwotnie miały one wygasnąć z końcem września. Wieści te nie były przełomowe, stąd też reakcja rynku na nie nie była istotna. Uważamy, że decydenci nie ogłoszą dziś zmian w zakresie polityki pieniężnej. Jednocześnie spodziewamy się ostrożnego tonu w kontekście perspektyw amerykańskiej gospodarki. Zakładamy, że Powell zostawi „otwarte drzwi” w kontekście wprowadzenia kontroli krzywej rentowności w dalszej części roku, jeśli decydenci stwierdzą, że sytuacja uzasadnia takie działania.

Odpowiedź rynku walutowego na powyższe będzie interesująca. Jeśli niestandardowa reakcja rynku widoczna w trakcie obecnego kryzysu (więcej stymulacji = silniejsza waluta) zostanie utrzymana, dolar prawdopodobnie doświadczy aprecjacji. Wyprzedaż dolara w obliczu perspektywy większego złagodzenia polityki pieniężnej oznaczałaby powrót do typowej reakcji rynku. Niemniej, biorąc pod uwagę, że amerykańscy politycy muszą dojść do porozumienia w kwestii wydłużenia programów wspierających dochody Amerykanów, Fed może cierpliwie czekać, starając się nie wychylać podczas oczekiwania na informacje z Kongresu.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Na rynkach korekta. Kryptowaluty rosną

Po wielu dniach umacniania się złotego przyszedł czas na korektę. Podobnie sytuacja układa się zresztą na dolarze amerykańskim względem euro. Kolejne dni pokażą, czy to tylko tymczasowe odbicie, czy zmiana trendu.

Korekta na złotym

Po wielu dniach umacniania w końcu przyszedł czas na korektą. Jeszcze wczoraj kurs euro starał się przebić poziom 4,39 zł. Dzisiaj dotarł już do 4,42 zł. Podobnie sytuacja wygląda na franku, który kosztuje 4,11 zł, odbicie nie ominęło również dolara, który przez moment drożał 4 grosze. W przypadku tak silnych ruchów jak ten z ostatnich tygodni tego typu odbicia są standardową sytuacją i wynikają z dochodzenia rynku do stanu równowagi po silnej zmianie, kiedy to brakuje już kolejnych inwestorów zainteresowanych kupnem. Mogą one oznaczać odwrócenie kierunku zmian, ale wcale nie muszą.

Słabsze zaufanie w USA

Wczoraj poznaliśmy kolejne słabsze dane zza oceanu. Indeks Zaufania Konsumentów spadł w lipcu z poziomu 98,3 punktów na 92,6 punktów. Analitycy spodziewali się mniej więcej 2 pkt mniejszej redukcji. Niższy optymizm prawdopodobnie przełoży się zatem na mniejsze zakupy, a te z kolei na resztę gospodarki. Co ciekawe, dolar wczoraj umacniał się pomimo tych danych względem euro. Był to jednak tymczasowy ruch korekcyjny, bo dzisiaj od rana wraca już do swojej słabszej dyspozycji.

Kryptowaluty rosną

Po okresie większego spokoju na rynku kryptowalut niespodziewanie doszło do skoku cen w górę. Najpopularniejsza z nich – bitcoin –  pierwszy raz od lutego przebiła 10 000 dolarów za sztukę i jest najdroższa od niemal roku. Prognozy mówią o dalszych wzrostach, niektóre o niemal podwojeniu ceny do końca roku. Warto jednak zwrócić uwagę, że zdaniem obserwatorów za obecne wzrosty odpowiada pojawienie się kolejnych graczy instytucjonalnych. Ich wycofanie się może spowodować podobne spadki zatem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

20:30 – USA – konferencja po posiedzeniu FOMC.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Spółki Skarbu Państwa rozważają inwestycje w biogazownie rolnicze

ORLEN Południe, spółka z Grupy ORLEN, analizuje możliwość budowy 20 biogazowni rolniczych opartych o innowacyjną polską technologię, które umożliwią zagospodarowanie substratów z gospodarstw rolnych i ich przetworzenie na energię elektryczną oraz biometan. Realizacja projektu będzie oznaczała dla spółki utworzenie nowej linii biznesowej i wzbogacenie jej portfolio o kolejny bioprodukt. List intencyjny o współpracy w tym zakresie ORLEN Południe podpisało w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi ze spółką H.CEGIELSKI-POZNAŃ, Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa i Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu.

– Projekt zakładający budowę biogazowni jest ważny dla wszystkich stron podpisujących to porozumienie. Ma duże znaczenie dla polskiej gospodarki oraz krajowego bezpieczeństwa energetycznego. Jesteśmy dumni, że polski przemysł jest zdolny wdrażać najnowsze technologie do produkcji oraz współpracować z innymi spółkami zainteresowanymi inwestowaniem w tego typu rozwiązania. Realizacja zakrojonego na szeroką skalę projektu rozwoju biogazowni to ważny krok w stronę budowy sprawnego oraz efektywnego ekonomicznie i energetycznie systemu odnawialnych źródeł energii. Jest to też znakomity przykład godzenia różnych interesów, których wspólnym mianownikiem jest polski kapitał – mówi Zbigniew Gryglas, Wiceminister Aktywów Państwowych.

Podpisany list intencyjny dotyczy budowy biogazowni w 20 największych gospodarstwach rolnych w całej Polsce, będących obecnie w zasobach Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, podlegającego Ministerstwu Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

– Konsekwentnie realizowany rządowy program rolny modernizuje polskie rolnictwo. Podpisany dziś list intencyjny to dowód na to, że można połączyć wiedzę naukową, biznes i administrację. Dzięki wspólnej pracy będziemy mogli pogłębić dywersyfikację źródeł energii, konkurencyjności naszego rolnictwa, a także osiągnąć wyznaczone cele klimatyczne. Realizacja nowych inwestycji zdecydowanie poprawi także efektywność ekonomiczną spółek należących do KOWR – mówi Jan Krzysztof Ardanowski, Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Głównym inwestorem w projekcie budowy biogazowni rolniczych byłby ORLEN Południe. Spółka konsekwentnie przekształcana jest w nowoczesną biorafinerię, realizującą ekologiczne inwestycje. W Trzebini trwa budowa pierwszej w Polsce i największej w Europie instalacji do produkcji zielonego glikolu propylenowego, a także pilotażowej instalacji do produkcji kwasu mlekowego z wykorzystaniem mikroorganizmów. Spółka planuje również budowę instalacji do produkcji bioetanolu II generacji w Jedliczu. Ponadto w Trzebini powstaje też instalacja do produkcji paliwa wodorowego, dla którego surowcem może być właśnie biometan.

– Produkcja energii elektrycznej i biometanu z biogazu to dla nas przede wszystkim rozwiązanie korzystne biznesowo. Umożliwi nam także realizację Narodowego Celu Wskaźnikowego i będzie odpowiedzią na potrzeby dzisiejszej Europy. Biotechnologie to kierunek, w którym zmierzają nowoczesne gospodarki, w tym także polska. Europejski Zielony Ład zakłada osiągnięcie do 2050 roku neutralności klimatycznej, a to wymaga poszukiwania alternatywy dla tradycyjnych źródeł energii. Realizowane przez nas inwestycje istotnie przyczynią się do osiągnięcia przez Polskę zakładanego celu – podkreśla Marcin Rej, Prezes Zarządu ORLEN Południe.

Zgodnie z zawartym porozumieniem, generalnym wykonawcą biogazowni rolniczych zostałaby H.CEGIELSKI-POZNAŃ. Spółka posiada prawa do licencji na produkcję innowacyjnych biogazowni opartych o polski patent, należący do Dynamic Biogas. Konstrukcja wprowadzana przez H.CEGIELSKI-POZNAŃ wyprzedza technologicznie konkurencję, stanowiąc tym samym ogromny potencjał dla krajowego rozwoju tej formy odnawialnych źródeł energii.

– Mamy szansę zrewolucjonizować polską wieś, dostarczając najnowocześniejszą technologię pozwalającą na zagospodarowanie substratów rolniczych, które odpowiednio przetworzone w naszych biogazowniach umożliwią wyprodukowanie energii elektrycznej oraz biometanu, czyli produktów o szczególnym znaczeniu dla rozwoju odnawialnych źródeł energii. Mamy satysfakcję, że propozycja budowy biogazowni spotkała się z akceptacją Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, KOWR-u oraz Ministerstwa Aktywów Państwowych. Z kolei wprowadzone przez Ministerstwo Klimatu stawki za energię elektryczną z biogazu pozwolą na szybki zwrot inwestycji, zapewniając im efektywność ekonomiczną – mówi Rafał Kreduszyński, Prezes Zarządu H.CEGIELSKI-POZNAŃ.

Projekt budowy biogazowni byłby realizowany w gospodarstwach rolnych, prowadzonych obecnie przez spółki, nad którymi nadzór właścicielski sprawuje Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa. W przyszłości gospodarstwa te mogłyby stać się własnością lub zostać wydzierżawione od KOWR przez ORLEN Południe.

– Polskie rolnictwo jest coraz bardziej nowoczesne i coraz lepiej wykorzystuje naturalne zasoby, którymi dysponuje. Biogazownie umożliwiają nie tylko zagospodarowanie substratów i produkowanie z nich energii elektrycznej oraz biometanu, lecz także uzyskiwanie pofermentu stosowanego do użyźniania gleb. Przystępując do realizacji tego projektu, chcemy przybliżyć rolnikom możliwość pozyskiwania energii z odnawialnych źródeł w swoich gospodarstwach tak, by w pełni mogły wykorzystywać swój potencjał – mówi Sebastian Pieńkowski, Zastępca Dyrektora Generalnego Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa.

Współpraca spółek Skarbu Państwa z KOWR i Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu umożliwiłaby nie tylko dywersyfikację źródeł energii, budowę silnej pozycji Polski w obszarze OZE, czy rozwój rodzimych technologii, lecz także transfer osiągnięć naukowych na grunt biznesu i przemysłu.

– Jesteśmy liderem w projektowaniu rozwiązań technologicznych dla branży biogazowej, posiadamy największe laboratorium biogazowe w Polsce. Koncentrujemy się na rozwoju tego sektora odnawialnych źródeł energii, ponieważ może on znacząco podnieść opłacalność produkcji rolniczej, w dodatku przy zwiększeniu standardów ochrony środowiska. Uczestnictwo w tym projekcie pozwoli wykorzystać potencjał naszych naukowców i umożliwi szeroki transfer wiedzy z nauki do praktyki, przynoszący korzyści polskiej gospodarce i środowisku naturalnemu – mówi prof. dr hab. Krzysztof Szoszkiewicz, Prorektor ds. Nauki i Współpracy z Zagranicą i Rektor-elekt Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

NEXERA nabywa infrastrukturę światłowodową Uninet

Nexera, pierwszy w Polsce wyłącznie hurtowy operator telekomunikacyjny o dużej skali, rozwijający światłowodową sieć dostępową o wysokiej przepustowości, zakupił infrastrukturę światłowodową od świętokrzyskiego operatora Uninet. Transakcja umożliwi obu stronom rozwój w kluczowych obszarach działalności. Nexera rozszerzy zasięg swojej infrastruktury szerokopasmowej, a Uninet skoncentruje się na prowadzeniu sprzedaży detalicznej, oferując usługi oparte na infrastrukturze Nexery.

28 lipca Nexera zakupiła od firmy Uninet sieć światłowodową zlokalizowaną w województwie świętokrzyskim – w Skarżysku Kamiennej, Starachowicach i miejscowościach ościennych. W wyniku podpisanej umowy infrastruktura Nexery została rozszerzona o ponad 200 kilometrów sieci światłowodowej, w zasięgu której znajduje się blisko 18 000 gospodarstw domowych. Co ważne, dotychczasowi abonenci nadal będą mogli korzystać z usług telekomunikacyjnych oferowanych przez Uninet.

Realizujemy obecnie ważny dla Polski projekt budowy światłowodowej sieci dostępowej w ramach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa, ale nasze ambicje sięgają dalej. Nie tylko budujemy nowoczesną sieć światłowodową z wykorzystaniem środków publicznych, ale też rozszerzamy jej zasięg dzięki środkom własnym. Model działania Nexery jako operatora hurtowego daje niespotykaną dotąd swobodę wyboru z wielu ofert dostawców internetu wszystkim znajdującym się w zasięgu naszej sieci. Chcemy taką możliwość zapewnić nawet 1 milionowi gospodarstw domowych w Regionach Nexery. Będziemy do tego celu dążyć nie tylko poprzez budowę sieci (670 tys. gospodarstw domowych do końca 2022 roku), ale też poprzez nabywanie i konsolidację istniejącej infrastruktury. Dzisiejsza, pierwsza akwizycja jest potwierdzeniem konsekwentnej realizacji tej strategii i istotnym krokiem przybliżającym nas, jako hurtowego operatora sieci światłowodowej, do osiągnięcia celu 1 miliona gospodarstw domowych w zasięgu naszej sieci – mówi Jacek Wiśniewski, Prezes Zarządu Nexery.

Transakcja została zrealizowana w nowatorskim na rynku, korzystnym dla obu stron modelu sprzedaży. Nexera poszerzyła zasięg swojej infrastruktury sieciowej, a Uninet będzie mógł skoncentrować się na rozwoju sprzedaży usług detalicznych jako swoim wiodącym obszarze działalności biznesowej.

Umowa jest atrakcyjna dla obydwu kontrahentów. Uninet z jednej strony uzyskał korzystne warunki sprzedaży aktywów sieciowych, a z drugiej strony ma możliwość kontynuowania i rozwijana swojego biznesu telekomunikacyjnego we współpracy z wiarygodnym partnerem i ważnym dostawcą infrastruktury zewnętrznej, który daje nam nowe możliwości i korzyści biznesowe.

Uninet to 11 lat doświadczeń i współuczestniczenia w życiu regionu, nie tylko na płaszczyźnie usług telekomunikacyjnych. Zaufanie naszych abonentów i konsekwencja w podnoszeniu standardów pozwoliły nam dotrzeć do miejsca, w którym wspólnie z Nexerą podejmujemy kolejny, ważny krok w stronę technologicznego rozwoju Regionu Świętokrzyskiego.  – mówi Michał Wiśniewski Prezes firmy Uninet.

Internet w Regionie Świętokrzyskim

Zgodnie z wynikami badania #RegionyNexery2020, wykorzystanie internetu w Regonie Świętokrzyskim systematycznie wzrasta. W związku z tym, rosną również oczekiwania mieszkańców w zakresie szybkości i jakości posiadanego łącza. Jak pokazuje badanie Nexery, ponad 63% badanych z Regionu Świętokrzyskiego jest zadowolonych z posiadanego łącza, jednak ponad połowa (51%) korzystających z internetu w domu rozważa zwiększenie jego prędkości. To wzrost o 22 p.p. względem poprzedniego roku. Aktualnie 54% mieszkańców Regionu deklaruje, że w ich lokalizacji jest dostępny światłowód, a 46% z nich ze światłowodu korzysta.

Dzięki działaniom Nexery do końca 2022 roku w zasięgu najnowocześniejszej sieci światłowodowej znajdzie się ponad 670 tys. gospodarstw domowych oraz prawie 3 tys. szkół zlokalizowanych w czterech Regionach: Świętokrzyskim, Warmii i Mazur, Kujaw z Pomorzem i Mazowszem oraz Łódzkim. Domostwa, firmy oraz wszystkie instytucje, które znajdują się w zasięgu sieci Nexery mają możliwość dostępu do szybkiego internetu o przepustowości co najmniej 100 Mb/s. Szkoły i jednostki edukacyjne zlokalizowane w zasięgu sieci Nexery, z szerokopasmowego łącza mogą korzystać bezpłatnie.

Nota metodologiczna:

Raport #RegionyNEXERY2020 to druga edycja autorskiego badania #RegionyNEXERY realizowanego przez firmę GfK dla firmy NEXERA. Badanie przeprowadzono w miesiącach marzec i kwiecień 2020 r. wśród mieszkańców, nauczycieli, urzędników i przedsiębiorców z Regionów NEXERY. Publikacja jest jednym z najbardziej przekrojowych źródeł wiedzy o polskich internautach na obszarach, gdzie brakuje dostępu do szerokopasmowego internetu lub dostęp do nich jest ograniczony. Raport podzielono na kilka obszarów tematycznych. Badanie dotyczące życia codziennego (przeprowadzone wśród mieszkańców) zrealizowano techniką wywiadu internetowego CAWI (computer assisted web interview). Wszyscy badani to użytkownicy internetu. W badaniu wzięli udział mieszkańcy zamieszkujący teren objęty siecią NEXERY. Łącznie zostało zrealizowanych 1.601 wywiadów. W raporcie #RegionyNEXERY2020 wykorzystano ponadto dane ze źródeł ogólnodostępnych oraz analizy zespołu InsightOut Lab.

Czy Polska stanie się cyfrowym hubem Europy Środkowo-Wschodniej?

Google oraz Microsoft poinformowały ostatnio, że zainwestują w centra danych w Polsce łącznie około 12 miliardów złotych. Z drugiej strony w zakresie wykorzystania usług chmurowych przez przedsiębiorstwa, według danych Komisji Europejskiej, spośród wszystkich krajów UE, Polska wyprzedziła tylko Rumunię i Bułgarię. Choć jako kraj mamy dużo do nadrobienia, plany gigantów technologicznych sugerują, że w naszym rynku drzemie bardzo duży potencjał. Czy jego wykorzystanie pozwoli Polsce stać się hubem cyfrowym Europy Środkowo-Wschodniej?

Pandemia okazała się być motorem napędowym transformacji cyfrowej w Polsce. Wiele firm musiało z dnia na dzień przejść na pracę zdalną i zacząć wykorzystywać rozwiązania chmurowe, nawet jeśli wcześniej były nieprzychylne takim rozwiązaniom. Dotychczasowa, niewielka popularność cloudu, stała się nagle szansą dla firm z branży IT na pozyskanie nowych klientów. Z tej okazji zamierza skorzystać Microsoft, który wybuduje w Warszawie lub jej okolicach centrum danych oraz przeznaczy środki na szkolenia, program certyfikacji, a także działania mające zachęcić do korzystania z chmury – cała inwestycja jest warta około 4 miliardów złotych. Po majowej deklaracji Microsoftu na odpowiedź Google nie trzeba było długo czekać – pod koniec czerwca media informowały, że firma również planuje wybudować centrum danych w stolicy Polski. Szacuje się, że jego łączny koszt wyniesie od 6 do nawet 8 miliardów złotych.

– W ostatnich latach rozwój sektora usług chmurowych na świecie rośnie w tempie dwucyfrowym. W odpowiedzi na tak duży popyt, dostawcy tych usług stale inwestują w rozwój infrastruktury. Nasz kraj jest uznawany za informatyczne zagłębie Europy, a polska branża IT stale się rozwija, co zapewne było brane pod uwagę przy wyborze lokalizacji centrów danych. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że obecność infrastruktury chmurowej w Polsce rozwiąże problem ograniczeń prawnych, dotyczących przechowywania danych rządowych poza granicami kraju powiedział Radosław Broniszewski, Cloud Solutions Architect w Billennium, polskiej spółce, oferującej usługi IT oraz rozwiązania dla biznesu.

Według szacunków Gartnera w 2020 roku światowe wydatki na usługi chmury publicznej wyniosą 266 miliardów dolarów i będą większe o 17% w porównaniu z 2019 rokiem. A jak to wygląda w naszym kraju? Dane Komisji Europejskiej pokazują, że rynek cloud computingu w Polsce nie cieszył się dotąd popularnością. Według danych z 2018 roku tylko 11,5% przedsiębiorstw (firm zatrudniających minimum 10 pracowników) w Polsce korzystało z chmury. Taki wynik uplasował nasz kraj tylko przed Rumunią oraz Bułgarią wśród państw Unii Europejskiej. Wyprzedzają nas takie kraje, jak Estonia (33,9%), Czechy (26,5%) czy Litwa (22,6%). Dla porównania w Finlandii, będącej liderem zestawienia, współczynnik ten wynosi 65,3%, a średnia dla całej Unii to 26,2%.

Niewiele lepiej sytuacja wygląda, gdy spojrzymy na dane GUS za 2019 rok. Wyniki badania „Wykorzystanie technologii informacyjno-komunikacyjnych w jednostkach administracji publicznej, przedsiębiorstwach i gospodarstwach domowych w 2019 roku” pokazują co prawda, że w polskich przedsiębiorstwach chmura się popularyzuje, jednak wynik 17,5%, dalej plasuje Polskę na jednym z ostatnich miejsc w Unii Europejskiej. Biorąc pod uwagę, że 96,3% przedsiębiorstw deklaruje posiadanie dostępu do internetu, jest to wynik zaskakująco niski. Dane za rok 2020 nie są jeszcze dostępne, ale najprawdopodobniej wykorzystanie chmury gwałtownie wzrosło w związku z pandemią.

– Jeszcze do niedawna wiele firm bało się wykorzystywania rozwiązań chmurowych, bo nie do końca wierzyło w bezpieczeństwo oraz stałą dostępność danych przechowywanych online. Ten etap, w większości, mamy już za sobą, a obecnie jedną z głównych przyczyn tak słabego wyniku jest niedobór ekspertów od technologii chmurowej na polskim rynku pracy. Polscy specjaliści są cenieni za granicą i polskim firmom trudno jest rywalizować o ich zatrudnienie, gdyż problem niedoboru pracowników IT jest problemem globalnym dodaje Radosław Broniszewski z Billennium.

Jak zatem będzie wyglądać przyszłość polskiego rynku chmurowego? Raport PMR „Rynek centrów danych w Polsce 2020. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2020-2025”, wydany w maju, już po zapowiedzi Microsoftu, pokazuje, że perspektywy wydają się być optymistyczne. W roku 2019 dostępna moc IT wynosiła 83 MW (megawat), a szacunki na 2020 mówią o 87 MW. W latach 2021-2025 wzrost mocy obliczeniowej rok do roku szacuje się na 13,9%, co pozwoli na osiągnięcie 166 MW w 2025 roku. Czy rozwój na takim poziomie sprawi, że staniemy się liderem naszego regionu?

Planowane w Polsce inwestycje Microsoftu oraz Google’a z pewnością będą niosły za sobą wzrost wykorzystania chmury w naszym kraju, gdyż firmy te równolegle będą realizowały działania promujące swoje rozwiązania, na przykład poprzez organizowanie konferencji i szkoleń. Microsoft już zapowiedział, że planuje przeszkolić 150 tys. pracowników i studentów. Dodatkowo pandemia przyczyniła się do większego zainteresowania chmurą. Wiele przedsiębiorstw uświadomiło sobie, że nowoczesne technologie cloudowe pozwalają na efektywną pracę zdalną. Firmy przekonały się do tego modelu pracy, co pozwala mieć nadzieję, że polski rynek chmury zacznie gonić bardziej rozwinięte pod tym kątem krajepodsumował Radosław Broniszewski.

Centrum Nowe Bielawy: galeria handlowa w Toruniu, w której chce się bywać

Mieszkańcy Torunia i okolicznych miejscowości mogą się uważać za szczęściarzy – i to z kilku powodów. Po pierwsze: mieszkają w jednym z najładniejszych miast w Polsce. Po drugie: w Toruniu praktycznie nie ma korków. Wreszcie po trzecie: mają do dyspozycji wyjątkowo funkcjonalne centrum handlowe, które wyróżnia się na tle innych tego typu obiektów m.in. komfortem, dużą liczbą miejsc parkingowych oraz przestrzenią sprzyjającą spędzaniu wolnego czasu z najbliższymi. Centrum Nowe Bielawy, bo o nim mowa, to jedna z najlepiej zorganizowanych galerii handlowych w Toruniu i centralnej Polsce. Co sprawia, że chce się w niej bywać? Warto zajrzeć do środka i przekonać się o tym osobiście.

Kilka słów o Centrum Nowe Bielawy

Prezentowane centrum handlowe w Toruniu ma za sobą bardzo długą historię, ponieważ zostało uruchomione już w 2002 roku – jest to więc jedna z najdłużej działających galerii w tym mieście. Po przejęciu obiektu przez nowego właściciela centrum przeszło znaczącą modernizację, prowadzoną w latach 2018-2019. Prace objęły między innymi przebudowę strefy restauracyjnej, wydzielenie strefy wypoczynkowej (chillout’u), wymianę posadzki w pasażu handlowym czy zmianę wyglądu elewacji.

Zgodnie z ważną dla właściciela polityką zrównoważonego rozwoju w obiekcie zainstalowano energooszczędne oświetlenie LED, dzięki czemu ta galeria handlowa w Toruniu stała się jeszcze bardziej przyjazna środowisku. Świadczy o tym fakt, iż centrum otrzymało prestiżowy certyfikat BREEAM In-Use przyznawany proekologicznym obiektom, które stawiają na rozwiązania komfortowe dla użytkowników oraz spełniające najwyższe wymogi efektywności energetycznej.

Znakomity dojazd

Jednym z ważniejszych powodów, dla których mieszkańcy Torunia i okolic tak chętnie zaglądają do Centrum Nowe Bielawy, jest wyjątkowo korzystne zlokalizowanie obiektu. Toruńskie centrum handlowe mieści się przy ulicy Olsztyńskiej 8, dokładnie w połowie drogi między trzema dużymi osiedlami: Bielawami, Rubinkowem i Na Skarpie.

Dojazd jest bardzo komfortowy, zarówno jeśli wybierzemy ulicę Olsztyńską, jak i Szosę Lubicką, główną arterię Torunia. W pobliżu przebiega też autostrada A1, co pozwala szybko i wygodnie dojechać do tej galerii handlowej w Toruniu mieszkańcom okolicznych gmin.

Kolejnym argumentem, który ma szczególnie duże znaczenie dla zmotoryzowanych klientów, jest bardzo wygodny parking na 1250 samochodów. Oczywiście zostawienie auta pod galerią jest całkowicie bezpłatne. To świetna wiadomość zwłaszcza dla rodzin z dziećmi, które muszą korzystać z własnego samochodu, by móc komfortowo udać się na zakupy.

Nie ma również problemu z tym, aby dojechać do Centrum Nowe Bielawy innym środkiem transportu – zarówno komunikacją publiczną, jak i np. własnym rowerem. Dodajmy, że dojazd do tej galerii handlowej w Toruniu ze ścisłego, zabytkowego centrum miasta zajmuje nie więcej niż kwadrans, i to w godzinach szczytu.

Centrum handlowe w Toruniu z prawdziwego zdarzenia

Od centrum handlowego oczekujemy przede wszystkim tego, aby móc zrobić w nim wszystkie potrzebne zakupy, bez konieczności jeżdżenia z jednego miejsca do drugiego. Centrum Nowe Bielawy zdecydowanie odpowiada na tę potrzebę. Prezentowana galeria handlowa w Toruniu oferuje ponad 70 sklepów, restauracji i punktów usługowych zlokalizowanych na 25 tysiącach metrów kwadratowych powierzchni. Można tutaj zrobić zakupy spożywcze, odzieżowe, wyposażyć dom, kupić nowy sprzęt czy zjeść pyszny obiad z całą rodziną.

Lista najemców powierzchni handlowej jest imponująca i obejmuje między innymi:

Są to bardzo lubiane marki ( https://www.nowe-bielawy.pl/sklepy/ ), budzące zaufanie wśród kupujących, co też przekłada się na dużą liczbę klientów odwiedzających Centrum Nowe Bielawy. Pomimo tego w galerii nie ma uciążliwego tłoku i nawet w weekendy czy popołudniami na parkingu nie tworzą się korki. To duży plus tego miejsca.

Galeria handlowa w Toruniu przyjazna rodzinom z dziećmi

Nieprzypadkowo Centrum Nowe Bielawy cieszy się tak dużą popularnością wśród rodzin. Ta galeria w Toruniu została w dużej mierze zaprojektowana właśnie z myślą o komforcie najmłodszych gości. Wewnątrz obiektu po modernizacji znalazło się miejsce na efektowny plac zabaw – to świetna sprawa dla dzieci znudzonych długim chodzeniem po sklepach. Dzięki temu rodzice wiedzą, że mogą zrobić sobie i swoim dzieciom przerwę, aby pociechy naładowały baterie przed dalszym etapem shoppingu.

Ponadto w centrum regularnie organizowane są różnego rodzaju wydarzenia dla całych rodzin, w tym pokazy, akcje specjalne, spotkania autorskie, imprezy okolicznościowe (na Mikołajki, Dzień Dziecka itd.). Gdy dodamy do tego bogatą ofertę gastronomiczną, z jedną z najpopularniejszych w Toruniu restauracji KFC, to zyskamy obraz galerii handlowej idealnie odpowiadającej na potrzeby rodzin.

 

 

Gastronomia w dobie koronawirusa. Czy to koniec przestrzeni restauracyjnych jakie znamy?

Wiele mówi się o biurach, które z dnia na dzień opustoszały. Firmy odesłały swoich pracowników na home office lub znacznie zredukowały zatrudnienie. Warto zauważyć, że ma to wpływ także na branże, których funkcjonowanie jest całkowicie uzależnione od funkcjonowania biurowców. Przestrzenie gastronomiczne, które mieszczą się w tego typu obiektach znacznie ucierpiały. Taka sama sytuacja spotkała restauratorów, którzy prowadzą działalność w centrach handlowych. Część z nich zostało zamkniętych. Jak wygląda ich sytuacja obecnie? Czy są szanse na powrót do normalności? Oceniają eksperci CBRE oraz Forbis Group.

Z badania CBRE przeprowadzonego w drugiej połowie 2019 roku wynikało, że Polacy regularnie odwiedzający centra handlowe, chętnie korzystali z oferty gastronomicznej. Co dziesiąty na posiłek w strefie food court decydował się codziennie lub 2-3 razy w tygodniu. Raz w tygodniu stołowało się w ten sposób 12% konsumentów, 2-3 razy w miesiącu 17%, a raz w miesiącu 15%. Natomiast eksperci Forbis Group zdradzają, że z lokali gastronomicznych w biurowcach korzystało na co dzień około 10% pracowników. Pozostali wybierają catering pudełkowy, własne posiłki lub „pana kanapkę”. Dane te stałe są dla wszystkich regionów kraju czy klas budynków. Wspólnym mianownikiem dla wszystkich restauracji jest stosunkowo duża powierzchnia, która obarczona jest zazwyczaj wysokim czynszem oraz konieczność zatrudnienia pracowników. Oba te czynniki powodują stałe, wysokie koszty. Możliwości zarobkowe są z kolei ograniczone poziomem cen, które muszą być dostosowane do portfela pracowników biurowych, tak, aby codziennie mogli zjeść w rozsądnej cenie.

W ostatnim czasie zdjęto większość obostrzeń, a gastronomia i biurowce wracają do standardowego trybu. Większość firm zdecydowała się jednak przeorganizować swoją pracę, wdrażając procedury bezpiecznego powrotu do biura. Więcej pracujemy z domu, część firm wprowadziło pracę zmianową. Na obecną chwilę do biurowców wróciło około 20-30% osób, które były tam obecne przed pandemią, a z rozmów z najemcami wynika, że nie ma konkretnych planów, kiedy wrócą do normalnego trybu pracy. Pojawiają się także deklaracje, że nawet do końca roku utrzyma się tendencja znacznego ograniczenia liczby osób pracujących stacjonarnie.

Ratunkiem dla gastronomii mogły być negocjacje umów najmu, jednak nie wszyscy właściciele budynków są w stanie zaproponować najemcom lepsze warunki. Co więcej, tarcza antykryzysowa, która objęła m.in. galerie handlowe w tym przypadku nie ma zastosowania. Mniejsze jednostki organizacyjne wykazują skłonność do rozmów, niestety w przypadku reprezentacji większych funduszy rzadko możliwe jest zwolnienie z czynszu lub choćby obniżki, co niechybnie poprowadzi do sporu. Część operatorów może tego go nie udźwignąć – zaznacza Andrzej Grabowski, Chief Operating Officer w Forbis Group.

Sytuacja branży gastronomicznej różni się nieco w galeriach handlowych o powierzchni powyżej 2000m2, gdzie ustawodawca przewidział narzędzia do prowadzenia rozmów o redukcji czynszu. Galerie zostały zamknięte, więc podobnie jak w biurowcach restauratorzy zostali całkowicie pozbawieni możliwości prowadzenia biznesu. Na czas wstrzymania funkcjonowania, możliwe było jednak zwolnienie z opłat. Warto zaznaczyć, że było to tylko czasowe wsparcie, ponieważ zaraz po odmrożeniu sektora handlowego i otwarciu galerii punkty gastronomiczne były zobowiązane uruchomić działalność, co nie było jednak powiązane z powrotem klientów do galerii. Z najnowszego badania CBRE (czerwiec 2020) wynika, że po zniesieniu obostrzeń 56% Polaków choć raz odwiedziło centrum handlowe, co jest poziomem poniżej notowanego sprzed epidemii.

Rynek gastronomiczny czekają zmiany. Trzeba się liczyć z bardziej ograniczoną liczbą podmiotów o profilu gastronomicznym w budynkach biurowych, większą dywersyfikacją wśród najemców. Dla wielu mniejszych operatorów, dla których rynek wielkich biurowców był do tej pory niedostępny otworzy się furtka, jakiej nie mogli przekroczyć przed epoką koronawirusa. Ulgę dla branży gastronomicznej w tych trudnych czasach przyniosłaby czasowa obniżka stawki VAT dla restauratorów jak ma to miejsce w Austrii, Niemczech czy też Belgii gdzie w zależności od rynku obniżono stawkę Vat nawet do 5% dla do końca 2021 roku. Brytyjczycy poszli o krok dalej i wprowadzili program „eat out, help out” gdzie każda firma biorąca udział w programie otrzymuje dla swoich pracowników 50% rabat na posiłki – Renata Kamińska, specjalista ds. Ulic Handlowych, CBRE.

Jednym z pozytywów, który zagościł w branży gastronomicznej jest znaczne podwyższenie standardów sanitarnych. Obostrzenia, które obowiązują dzisiaj w restauracjach i food courtach z pewnością zostaną z nami na dłużej. Większe odstępy, częstsza dezynfekcja, środki ochrony i higieny są z pewnością wartością dodaną i miejmy nadzieję, nawykiem, o którym nie zapomnimy po pandemii.

Rekordowe ceny złota – zarobi na tym NBP i zyskają inwestorzy

Obecnie obserwujemy sytuację, w której złoto notowane jest na poziomach powyżej 1.900 USD. Można powiedzieć, że stała się rzecz oczekiwana przez analityków i kruszec ten osiągnął  wycenę przewyższającą dotychczasowe rekordy z 2011 roku. Warto podkreślić, że mówimy o wycenie w dolarach amerykańskich – w przypadku polskiego złotego najwyższe stawki były notowane w maju 2020 roku, głównie z powodu niskiej wartości polskiej waluty wobec  innych.

Czego możemy się spodziewać?

Warto zwrócić uwagę, że choć nominalna wycena złota jest rekordowa, to do realnych, uwzględniających inflację, maksimów jest jeszcze daleko. Biorąc pod uwagę oficjalne dane o inflacji, rekord z 2011 roku wynosiłby kształtował by się aktualnie na poziomie 2.212 USD za 1oz, a rekord z 1980 roku (około 850 USD) aż 2.660 USD.

Obecnie nie widać – w średniej perspektywie czasowej – żadnych przesłanek ku odwróceniu trendu wzrostowego, zwłaszcza że zaostrza się konflikt na linii USA-Chiny się oraz cały czas rozprzestrzenia się COVID-19. Złotu sprzyjają też kolejne programy pomocowe wdrażane przez rządy – zarówno amerykański, jak i państw europejskich. Widzimy to również na rodzimym rynku, gdzie deficyt budżetu centralnego osiąga rekordowe poziomy rzędu 100 mld PLN.

Sytuacja sprzyja osobom, które sukcesywnie lokują swoje oszczędności w złocie. Największym wygranym może okazać się jednak Narodowy Bank Polski. Już wcześniej zwiększył on swoje zasoby złota w rezerwach dewizowych. W latach 2018-2019 powiększyły się o 125,7 ton i wynosiły 228,6 ton. W porównaniu do 2019 roku ceny wzrosły +514,51 USD / oz +36.26%. Widać więc ile zyskuje na tej decyzji.

Komentarz: Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex

Rynek mieszkaniowy w Polsce Q2 2020

Złagodzenie restrykcji w gospodarce przyniosło w czerwcu wyraźny wzrost sprzedaży nowych mieszkań. Utrzymanie poziomu cen i zainteresowania nabywców dobrym prognostykiem dla branży deweloperskiej na drugą połowę roku.

Deweloperzy działający w sześciu największych miastach Polski sprzedali w drugim kwartale 2020 roku 6 900 mieszkań, o 64% mniej niż przed kwartałem. Spadek liczby mieszkań, których budowę rozpoczęto był zdecydowanie mniejszy. Ofertę zasiliło 10 500 nowych mieszkań, o 19% mniej niż przed kwartałem, choć o ponad 30% mniej niż średnio w kwartale w ostatnich trzech latach. Biorąc pod uwagę fakt, że pierwsza, związana z największymi obostrzeniami faza pandemii COVID-19 przypadła w Polsce właśnie w tym czasie, wynik z jakim branża mieszkaniowa zamyka kwartał można uznać za umiarkowanie optymistyczny – czytamy w najnowszym raporcie JLL „Rynek mieszkaniowy w Polsce Q2 2020”.
Rynek mieszkaniowy w Polsce Q2 2020
Najtrudniejszym momentem kwartału była jego pierwsza połowa, kiedy ograniczenia w poruszaniu oraz pierwsza fala tzw. zwrotów, czyli rezygnacji z umów rezerwacyjnych, prowadziły w niektórych dzielnicach największych miast do ujemnego bilansu sprzedaży. Po złagodzeniu restrykcji nabywcy wrócili do domykania rozpoczętych transakcji, a elastyczna postawa deweloperów przejawiająca się w specjalnie skonstruowanych harmonogramach płatności czy zabezpieczeniach na wypadek pogorszenia sytuacji finansowej kupującego, ułatwiła wielu kolejnym podjęcie decyzji o zakupie. Choć trudno dziś, czy nawet w perspektywie najbliższych dwóch kwartałów, mówić o powrocie do przed-covidowego tempa sprzedaży, to wynik osiągnięty na sześciu największych rynkach bliższy jest bardziej optymistycznym scenariuszom, jakie zakładaliśmy dla branży. – komentuje Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego JLL

Mniej chętnych na zakupy z długim terminem realizacji

Drugi kwartał był okresem, w którym deweloperom udało się uruchomić sprzedaż sporej liczby nowych inwestycji. Było to o tyle niespodziewane, że wyniki z początku 2020 roku wskazywały na poważne problemy w tym zakresie. Nowe wprowadzenia we wszystkich analizowanych przez JLL miastach przewyższyły wolumen transakcji, co sprawiło, że oferta liczona łącznie dla Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Trójmiasta, Poznania i Łodzi wzrosła o 10,5% w stosunku do danych z marca i wyniosła na koniec czerwca 48 900. Przy tym, jak podkreślają eksperci, wciąż jest to poziom niższy niż średnia z ostatnich lat. Nadal też jest to oferta „zdrowa”. W puli mieszkań dostępnych do zakupu niewiele, bo zaledwie 11% stanowią mieszkania gotowe. Wzrósł natomiast istotnie, z 13% do 23%, udział mieszkań z terminem zakończenia realizacji w 2022 roku.

Ilustruje to dobrze nastroje kupujących, którzy wprawdzie nie rezygnują z zakupu, ale wykazując większą ostrożność chętniej wybierają mieszkania z terminem odbioru przypadającym w okresie do 12 miesięcy od chwili zakupu. Dla deweloperów może to oznaczać dłuższy niż w ostatnich latach czas potrzebny na skomercjalizowanie nowo wprowadzanych projektów i konieczność zapewnienia dodatkowego finansowania na etapie realizacji. – dodaje Katarzyna Kuniewicz, ekspertka JLL

Kalejdoskop zdarzeń, kalejdoskop cen

Choć spadki cen mieszkań były wymieniane jako jeden z nieuniknionych efektów pandemii, nabywcy wciąż nie mogą mieć powodów do zadowolenia. Spadki średnich cen mieszkań dostępnych w ofercie odnotowane w zaledwie trzech z sześciu analizowanych miast wyniosły nie więcej niż 1%, a Kraków stał się trzecim po Warszawie i Trójmieście rynkiem, na którym średnia przekroczyła symboliczną granicę 10 000 zł/mkw. Zdaniem analityków z JLL, rzeczywiste strategie cenowe deweloperów będą w nadchodzących miesiącach najlepiej widoczne w cenach mieszkań wprowadzanych do sprzedaży, ale na razie jeszcze trudno na ich podstawie wyciągać daleko idące wnioski.

Dopóki sprzedaż i wprowadzenia nie ustabilizują się na określonym poziomie, utrzymującym się przez 2-3 kwartały, trudno będzie jednoznacznie oceniać trendy związane z cenami. Bardzo niskie wolumeny – zarówno transakcji, jak i nowych wprowadzeń – sprawiają, że średnie podlegają dużym wahaniom i nie oddają rzeczywistego obrazu rynku. W dodatku nastroje konsumentów w czerwcu i lipcu są nad wyraz optymistyczne, a jesień i zima mogą przynieść ich nieznaczne ochłodzenie. Do bardziej radykalnej zmiany polityki cenowej może przekonać deweloperów duża dysproporcja pomiędzy skalą popytu i podaży lub jednoznacznie negatywna informacja o istotnych zmianach w otoczeniu rynku, a z taką, póki co nie mamy do czynienia. – wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego

Badanie Ericsson – jak technologie ICT pomagają w czasach Covid-19?

83% osób twierdzi, że technologie informacyjno-komunikacyjne (ICT) w dużym stopniu pomogły im w radzeniu sobie ze skutkami pandemii, wynika z najnowszego badania firmy Ericsson. Największe poczucie wsparcia zadeklarowali tzw. millenialsi rozwijający karierę zawodową, ale również rodzice pozostający w domu z dziećmi i seniorzy. 75% respondentów w wieku 60+ twierdzi, że technologie ICT pomogły im zwłaszcza w utrzymywaniu kontaktu z rodziną i przyjaciółmi. Wśród seniorów, 4 na 10 sklasyfikowało rozmowy wideo jako jedną z trzech najważniejszych usług komunikacyjnych. Wraz ze wzrostem użytkowania sieci rosną również oczekiwania użytkowników.

W czasach pandemii od operatorów oczekuje się dostarczania wydajnych sieci oraz innowacyjnych ofert. Wielu użytkowników smartfonów liczy na to, że dostawcy usług będą kreatywni w spełnianiu nowych wymagań i potrzeb swoich klientów oraz społeczności. 60% konsumentów uważa, że bardzo ważne jest, aby dostawcy usług utrzymywali odporność i jakość sieci. – „Większość z nich oczekuje, że operatorzy będą ponadto pomagać pracownikom tzw. pierwszej linii, takim jak np. pracownicy służby zdrowia, przyznając im bezpłatne pakiety danych oraz połączeń głosowych. Respondenci oczekują również, że operatorzy nie będą naliczać i pobierać odsetek za opóźnienia w płatnościach i zniosą wszelkie istniejące limity danych. Obserwujemy, że w dobie kryzysu konsumenci wymagają od operatorów prospołecznych działań i zwiększonych aktywności technologicznych, zwłaszcza w kierunku wdrożenia lub rozbudowy sieci 5G” – mówi Marcin Sugak, ekspert firmy Ericsson.
Technologie pomagają w dobie kryzysu, źródło EricssonSześciu na dziesięciu użytkowników smartfonów ma wyraźnie pozytywne nastawienie do roli, jaką w czasie kryzysu mogła odegrać sieć 5G. Dodatkowo około połowa z nich zdecydowanie zgadza się, że sieć 5G mogłaby zaoferować zarówno większą przepustowość, jak i większe prędkości w porównaniu z siecią 4G. Respondenci zwrócili również uwagę na rolę jaką może odgrywać łączność 5G w medycynie. Na przykład specjaliści medyczni mogliby wykorzystać 5G do sterowania sprzętem medycznym za pośrednictwem centrów łączności czy też roboty obsługujące 5G mogłyby przeprowadzać testy, skracając czas potrzebny personelowi medycznemu na przebywanie w pomieszczeniach o rygorze zakaźnym.

Obecni użytkownicy 5G zgadzają się w większym stopniu niż użytkownicy 4G, że mobilny internet szerokopasmowy jest dla nich ważniejszy niż stacjonarny. 23 procent obecnych użytkowników 5G uważa, że mobilny dostęp szerokopasmowy jest dla nich ważniejszy od stacjonarnego, podczas gdy kolejne 48 procent twierdzi, że sieci są równie ważne.
5G w czasie kryzysu Covid-19 – potencjalny pozytywny wpływ, źródło Ericsson

Ponad 30% respondentów chce zainwestować w usługi 5G i lepsze szerokopasmowe łącze w domu, aby być przygotowanym na potencjalny kolejny kryzys. „Pandemia spowodowała zwiększone wykorzystanie wielu usług ICT, które umożliwiły konsumentom zbudowanie „nowej normalności” opartej na łączności. Stworzyło to również namacalne podstawy dla roli, jaką 5G może odegrać we wzbogaceniu usług i ułatwieniu zarządzania podobnym kryzysem w przyszłości” – mówi Marcin Sugak z firmy Ericsson.

Polska u progu technologii 5G

Ericsson posiada obecnie 99 komercyjnych umów i kontraktów 5G z operatorami, z czego 57 to publicznie ogłoszone umowy. 55 sieci na pięciu kontynentach już funkcjonuje.

Ericsson jest również liderem w standaryzacji 5G, z większością udziałów dla 4G i 5G. Biorąc pod uwagę deklaracje zgłoszone do Europejskiego Instytutu Norm Telekomunikacyjnych (ETSI), stosując filtr niezbędności, Ericsson jest na szczycie wyścigu patentowego 5G. Według analizy firmy prawnej Bird & Bird, Ericsson posiada największą liczbę znaczących patentów SEP(standard-essential patent) związanych z 5G na świecie (15,8%).

W Polsce technologia 5G jest już dostępna, ale konieczne jest przydzielenie odpowiednich pasm i częstotliwości. Sprzęt firmy Ericsson jest gotowy do pracy w sieci 5G już od 2015 roku. Jest to możliwe dzięki aktualizacji do 5G za pomocą zdalnej instalacji oprogramowania. Do tej pory do operatorów na całym świecie wysłanych zostało ponad 5 milionów anten 5G. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G. W lutym 2020 r. Ericsson ogłosił uruchomienie komercyjnej sieci 5G z operatorem Polkomtel oraz badawczej sieci na Politechnice Łódzkiej. Ericsson prowadzi testy 5G z innymi operatorami i podmiotami w Polsce.

Badanie Ericsson „Analiza zachowań i postaw konsumentów w zakresie teleinformatyki w związku z kryzysem COVID-19” dostępne jest pod adresem: https://secure.sitebees.com/file/attachment/1636145/31/Ericsson+ConsumerLab+Covid19.pdf

Dla kogo estoński CIT

Jeżeli w Polsce zostanie wprowadzony tzw. estoński CIT, to nie będzie on obejmował podatników PIT prowadzących działalność gospodarczą. Czy łatwo można zmienić się w płatnika CIT?

– Taki podatnik musiałby przekształcić swoją działalność w spółkę kapitałową, która będzie zatrudniać co najmniej trzy osoby albo podatnik zobowiąże się do zatrudnienia trzech osób w trakcie trwania roku podatkowego – mówi w rozmowie z MarketNews24 Marcin Rozbicki, Junior Associate w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Jednak należy rozważyć także to czy preferencje podatkowe dla prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą nie są podatkowo korzystniejsze.

Jednak, gdyby spotkały się trzy osoby, prowadzące dotąd własną działalność gospodarczą i zdecydowałyby się utworzyć spółkę kapitałową, wchodząc w skład organów reprezentujących taką spółkę, to te osoby będą musiały zatrudnić co najmniej trzech dodatkowych pracowników.

Co do samego podatku CIT, to zgodnie z zapowiedzią może dotyczyć firm o obrotach do 50 mln zł, spełniający określone warunki, nie będą musieli odprowadzać podatku dochodowego do momentu wypłaty zysków.

Zgodnie z zapowiedzią rządu w Polsce rozwiązanie ma funkcjonować w dwóch modelach. Pierwszy dotyczy opodatkowania wyłącznie dystrybuowanych przez spółkę dochodów. Druga ścieżka to specjalny fundusz (rachunek) inwestycyjny. Podatnik będzie mógł wówczas zaliczać odpisy na taki rachunek inwestycyjny do kosztów uzyskania przychodów. W ten sposób osiągnie podobny cel ekonomiczny, ale przy zachowaniu „klasycznych” rozliczeń CIT.

– Praktycznie oznacza to, że tzw. estoński CIT będzie płacony, gdy dojdzie do wypłaty zysku firmy jej udziałowcom, z wyłączeniem wspólników spółek osobowych i spółek, których udziałowcami są inne spółki, zarówno krajowe jak i zagraniczne – wyjaśnia Marcin Rozbicki. – Ponadto dochody takiej spółki muszą pochodzić w większości z działalności operacyjnej i musi ona ponosić nakłady na inwestycje. – dodaje.

Nowe przepisy miały wejść w życie od 1 stycznia 2021 r. Jednak nie powstał dotąd projekt ustawy. Założenia były jak dotąd takie, że z estońskiego CIT firma będzie mogła korzystać nie dłużej niż przez cztery lata (z opcją przedłużenia o kolejne cztery lata).

– Na stronach Ministerstwa Finansów została udostępniona ankieta, dzięki której po wpisaniu odpowiedzi na różne pytania można dowiedzieć się, czy dany podatnik będzie mógł w przyszłości skorzystać z tego rozwiązania – wyjaśnia M.Rozbicki z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Rząd szacuje, że z tzw. estońskiego CIT skorzystać będzie mogło w Polsce około 200 tys. firm. Przewiduje się, że wprowadzenie proponowanych zmian spowoduje wzrost stopy inwestycji w Polsce o 2 pkt proc. oraz utworzenie do 120 tys. miejsc pracy.

Rozwiązanie nazywane estońskim CIT zostało wprowadzone w tym nadbałtyckim kraju blisko 20 lat temu, a niedawno również w Gruzji i na Łotwie. Podobne regulacje, z których mogą korzystać mniejsi podatnicy, funkcjonują także w Szwecji i w Niemczech.

Branża gastronomiczna stara się odrobić stracony czas i zyski. Restauratorzy mają już 671 mln zł zaległości

Po tygodniach całkowitego zamknięcia i trudnym powrocie do prowadzenia działalności z uwzględnieniem restrykcyjnych wymogów sanitarnych, branża gastronomiczna stara się odrobić stracony czas i zyski. Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, zaległości sektora w ciągu kwietnia i maja wzrosły o ponad 23 mln zł (3,6 proc.), do 671 mln zł, najszybciej długów przybywało firmom cateringowym i mobilnym punktom sprzedaży posiłków (o 10 proc.). Czy powrót klientów, wakacje, łatwiejszy dostęp do pracowników oraz zauważalne w ostatnim czasie podnoszenie cen mają szansę poprawić sytuację restauratorów?

Branża gastronomiczna jest jedną z tych, które bardzo mocno ucierpiały w efekcie pandemii koronawirusa. Po tygodniach całkowitego zamknięcia nie wszystkie lokale zdecydowały się na powrót do działalności na zasadach uwzględniających daleko idące obostrzenia wprowadzonego reżimu sanitarnego. Część przedsiębiorców kalkulowała, że konieczne zmiany organizacyjne wymagają zbyt dużych nakładów inwestycyjnych, przy znacząco zmniejszonej liczbie potencjalnych klientów, co i tak ogranicza bieżące przychody placówek.

– Nieliczne restauracje, już wcześniej operujące w takim modelu, kontynuowały działalność dzięki posiłkom oferowanym na wynos lub z dowozem. W przypadku wielu wprowadzenie takiej formuły w ogóle nie było możliwe – albo ze względu na konieczność poniesienia dodatkowych kosztów, albo przez niedostosowaną ofertę – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Według szacunków Polskiego Instytutu Ekonomicznego zamknięcie stacjonarnych punktów gastronomicznych spowodowało spadek obrotów branży o 80-90 proc. Nie powinno więc dziwić, że wiele firm nieprzygotowanych na taką sytuację rynkową było zmuszonych zamknąć działalność. Te, które jeszcze funkcjonują najczęściej wskazują wśród barier w prowadzeniu biznesu, niepewność dotyczącą ogólnej sytuacji gospodarczej (66,6 proc. w czerwcu, a 29,4 proc. przed rokiem) – wynika z badania koniunktury przeprowadzonego przez GUS. Najbardziej spadła natomiast uciążliwość bariery związanej z niedoborem wykwalifikowanych pracowników (z 25,8 proc. do 7,1 proc.).

Według danych GUS branża gastronomiczna w czerwcu wykazywała znacznie mniej niekorzystne nastawienie niż jeszcze miesiąc wcześniej. Wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury kształtuje się na poziomie minus 29,5 (minus 66 w maju). Jej poprawę odnotowuje 19,2 proc. badanych firm, a pogorszenie – 48,7 proc. Przed miesiącem te wartości wynosiły odpowiednio 6,7 proc. i 72,7 proc.

Goście głodni, ale ostrożni

Choć widok zatłoczonych deptaków i ogródków restauracyjnych jest coraz powszechniejszy, badania przeprowadzone na zlecenie BIG InfoMonitor pokazują, że w rzeczywistości po odmrożeniu gospodarki goście wcale nie rzucili się do swoich ulubionych lokali. Zaledwie 5 proc. z nich odreagowuje kwarantannę i korzysta z restauracji częściej niż przed pandemią, prawie co czwarty wrócił do wcześniejszych nawyków i stołuje się na mieście tak jak wcześniej. Jedna trzecia bywa jednak w lokalach rzadziej niż kiedyś, a aż 39 proc. badanych zadeklarowało, że w ciągu dwóch miesięcy od ponownego otwarcia, w ogóle nie poszło do restauracji.

branża gastronomiczna stara się odrobić stracony czas i zyski
Źródło: Research&grow dla BIG InfoMonitor

Zaległości rosną cały czas

Jak pokazują dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, w ubiegłym roku wielu przedstawicielom branży udało się poradzić z zaległościami. Liczba firm opóźniających płatności faktur i rat kredytów spadła z 9698 w marcu do 9453 w grudniu 2019 r., a udział przedsiębiorstw restauracyjnych z problemami płatniczymi zmalał z 7,7 proc. do 7,3 proc.

Zaległości rosną cały czas
Źródło: BIG InfoMonitor, BIK

Marzec 2020 r. przyniósł bardzo wyraźne odwrócenie tego trendu. Choć odsetek utrzymał się na grudniowym poziomie, liczba zadłużonych podmiotów wzrosła do 9830.

Dane z maja pokazują, że wielu przedsiębiorców gastronomicznych nie poradziło sobie również w pierwszych miesiącach obowiązywania ograniczeń – liczba firm z nieuregulowanymi zobowiązaniami wzrosła do ponad 10,3 tys., a odsetek niesolidnych dłużników do 7,6 proc.

Jeśli weźmiemy pod uwagę całościową kwotę zaległości branży restauracyjnej, widzimy utrzymujący się stały trend wzrostowy. Między marcem 2019 r. a marcem 2020 r. podwyższyła się ona o ponad 14 proc., do 647,4 mln zł, a w kolejnych dwóch miesiącach podskoczyła jeszcze o 3,6 proc. , czyli dodatkowe 23 mln zł. Dla porównania, w całej gospodarce, zaległości przedsiębiorstw w omawianych okresach rosły wolniej, bo o 9 proc. oraz o 2,3 proc.

Najbardziej – po 10 proc. podwyższyły się w czasie lockdownu zaległości firm cateringowych oraz mobilnych punktów gastronomicznych. Na koniec maja wyniosły one odpowiednio 45,8 mln zł i 15,2 mln zł. Największa kwota spoczywa jednak na restauracjach i stacjonarnych punktach gastronomicznych – ponad 550,1 mln zł, tu jest też największy odsetek firm, które opóźniają rozliczenia z dostawcami i bankami – 8,5 proc.

liczba zadłużonych podmiotów
Źródło: BIG InfoMonitor, BIK

Niesmak porażki i niepewna przyszłość

– Kryzys wywołany pandemią miał ogromny wpływ na wszystkie gałęzie gospodarki. Wielu przedsiębiorców, niezależnie od reprezentowanej branży, z trudem odnalazło się w nowych warunkach. W ostatnich tygodniach sytuacja nieco okrzepła, ale nadal daleko jej do normalności, na dodatek rosną też ceny – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Według danych GUS ceny towarów i usług konsumpcyjnych w czerwcu 2020 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku wzrosły o 3,3 proc., ale w przypadku restauracji i hoteli różnica jest o wiele wyraźniejsza, sięga 6 proc.

– Wydaje się, że dla urlopu Polacy są w stanie na chwilę zapomnieć o pandemii i stąd widok zatłoczonych promenad i lokali w wakacyjnych kurortach. Ale po powrocie do domu przypomina się, że wirus nie odpuszcza i rośnie bezrobocie. W rezultacie w obawie o zarażenie się, a także w ramach oszczędności, klienci na razie nie korzystają z wielu usług tak chętnie jak wcześniej. Pokazują to zresztą nasze badania. Na dodatek po ofertę branży HoReCa wciąż w bardzo umiarkowanym stopniu sięgają firmy, które na razie zawiesiły organizację różnego rodzaju imprez biznesowych. Sytuacja branży nie jest łatwa – mówi Sławomir Grzelczak.

Badanie zrealizowane dla BIG InfoMonitor przez research&grow techniką CAWI na ogólnopolskiej próbie reprezentatywnej Polaków N=1000, w dniach 10-13 lipca 2020 r.

Rzecznik MŚP apeluje do Ministra Sprawiedliwości o wydłużenie godzin pracy sądów

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz w piśmie do Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry zaapelował o wydłużenie pracy sądów do godz. 18.00 w dni powszednie.

W liście do Ministra Sprawiedliwości Rzecznik MŚP zaproponował, aby postulowana zmiana obowiązywała od 1 września do co najmniej końca grudnia br. Adam Abramowicz podkreślił, że rzetelny i szybki proces to jedna z najważniejszych gwarancji dla prowadzenia działalności gospodarczej. Wskazał także, że trwająca od połowy marca do czerwca br. przerwa w tradycyjnym funkcjonowaniu sądów może spowodować wydłużenie się już trwających procesów oraz długie oczekiwanie na podjęcie nowych spraw.

Czy roboty zastąpią pracowników w sadach? Kiedy automatyzacja i cyfryzacja staną się powszechne?

Niedawny kryzys spowodowany COVID-19 pokazał, jak ważna jest dostępność pracowników sezonowych do wspierania europejskich producentów, m. in. w przygotowaniu sadów (np. w przycinaniu, przerzedzaniu), pracy w stacjach pakowania, zarządzaniu plonami oraz zbiorze owoców i warzyw. W obliczu trudności związanych z niedoborem zasobów ludzkich, sektor jest zainteresowany poszukiwaniem alternatywnych rozwiązań, takich jak większa automatyzacja i cyfryzacja różnych etapów procesu produkcyjnego. Dostęp do nowych technologii może znacznie zwiększyć globalną konkurencyjność plantatorów. Czy tak faktycznie będzie w niedalekiej przyszłości?

Na poziomie europejskim w ostatnim dziesięcioleciu miało miejsce wiele działań stymulujących modernizację procesu plantacyjnego w kierunku nowych technologii. Poniżej znajduje się krótki przegląd konkretnych europejskich inicjatyw podjętych w celu zwiększenia automatyzacji i cyfryzacji produkcji rolnej i sadowniczej:

  • Program badań i innowacji „Horyzont 2020” będzie kontynuowany w nadchodzących latach w ramach programu „Horyzont Europa”. Kilka linii budżetowych poświęcono robotyzacji i ulepszonej logistyce. Wspierano konkurencyjność i zrównoważone rolnictwo, a także łączono źródła finansowania na rzecz interaktywnych innowacji. Instrumenty finansowe są również dostępne w WPR i programie operacyjnym wspólnej organizacji rynku owoców i warzyw w ramach strategii krajowych.
  • Europejska Agenda Cyfrowa, mająca ambicje przesunięcia europejskiego rolnictwa w kierunku rolnictwa precyzyjnego.
  • EUFRIN (sieć badań owoców), EUVRIN (sieć badań warzyw), AREFLH (Stowarzyszenie Regionów Europy produkujących owoce i warzywa) i Freshfel Europe. Stworzone grupy zadaniowo-robocze opracowują strategiczny program badań i innowacji określający szczególne potrzeby w zakresie badań i innowacji w zakresie owoców i warzyw.
  • Projekt EUFRUIT koncentrujący się między innymi na poprawie przechowywania owoców, a także na zrównoważonej produkcji owoców wynikającej z jednego z priorytetów programu „Horyzont 2020”. Projekt oferuje sadownikom i rolnikom bazę wiedzy dostępną w Internecie odnośnie innowacji i technologii opartą na najnowszych badaniach.

Przez wiele lat rolnicy i sadownicy w całej UE wprowadzali i coraz częściej stosowali nowe technologie, takie jak automatyzacja rolnictwa, by pomóc sobie w procesach produkcyjnych. Podczas gdy dostępność i koszty pracy mogą być jednym z elementów wdrażania nowych technologii, inne decydujące czynniki to zwiększona wydajność, lepsza jakość, szybki proces i długoterminowa konkurencyjność. Zastosowanie nowych technologii i automatyzacji rolnictwa może obejmować różne aspekty: działania związane z zarządzaniem sadem poprzez rolnictwo precyzyjne (monitorowanie pogody, nawadnianie i obróbka przed lub po zbiorach), ale także automatyzacja prac sadowniczych (np. robot do napełniania pojemników po zerwaniu) do szybkiego transportu z sadu do magazynu oraz różnych operacji przeładunku, sortowania i przechowywania na stacji pakowania. Wprowadzono również utrzymanie i monitorowanie upraw, a także wydajność logistyki w celu wydajnego przeładunku i przechowywania. Znacznie poprawiono jakość, precyzję i szybkość operacji, jednocześnie zmniejszając zależność zasobów ludzkich. Istnieją jednak inne, bardziej złożone zadania w sadach obejmujące przycinanie, przerzedzanie i zbiór, które obecnie nie są jeszcze wyposażone w pełni zautomatyzowane rozwiązania.

Testy robotów do zbiorów są już prowadzone w Stanach Zjednoczonych, lecz by można było użyć takiej maszyny, trzeba najpierw odpowiednio przygotować sad. Musi on być bardzo wąski, by robot mógł dostrzec każde jabłko. Zbiory nie są jedynym obszarem gdzie następuje automatyzacja. To polscy sadownicy stworzyli system zdalnego sterowania ciągnikiem. System automatycznej jazdy ciągnika GOTRACK pozwala na oszczędzanie czasu koniecznego na wykonanie niezbędnych zabiegów pielęgnacyjnych – komentuje Maciej Majewski, prezes Stowarzyszenia Sady Grójeckie.

Należy dokonać wyraźnego podziału działań w odniesieniu do postępu tych technologii w codziennym życiu działalności hodowcy. Rolnicy od wielu lat korzystają z usprawnień związanych w nowymi technologiami. Standardem są wszelkiego rodzaju pojemniki do zbioru i skrzyniopalety jeżdżące na specjalnych wózkach, by łatwo było do nich włożyć zebrane ręcznie jabłka. Jak podkreśla Maciej Majewski, najbardziej zaawansowane gospodarstwa korzystają z tak zwanych „kombajnów do zbioru”. W przypadku takiego urządzenia rola osoby zbierającej ogranicza się do zerwania jabłka z drzewa i położenia go na wysięgniku z taśmociągiem. Dalej takie jabłko jest już automatycznie transportowane do skrzyni. Wprowadzono również utrzymanie i monitorowanie upraw, a także wydajność logistyki w celu przeładunku i przechowywania. Znacznie poprawiono jakość, precyzję i szybkość operacji, jednocześnie zmniejszając zależność zasobów ludzkich.

Przy kwitnieniu np. gruszek zaczyna się także stosować zautomatyzowaną technologię, aby ułatwić przerzedzanie. Z kolei techniki takie jak system wstrząsania drzewem, przyspieszają proces zbioru i są stosowane np. do produktów takich jak wiśnie. Również w produkcji szklarniowej trwają  wczesne testy w przypadku niektórych urządzeń pod kątem zbierania truskawek za pomocą robotów. Zaawansowane zaangażowanie w automatyzację zbiorów oznaczałoby wybitne rozwiązania w zakresie przetwarzania obrazu w celu weryfikacji i podjęcia decyzji o zbieraniu plonów. Póki co, to zasoby ludzkie, posiadające odpowiednie kwalifikacje, pozostaną kluczowym zasobem dla jakości zbiorów i procesu decyzyjnego w celu zebrania owoców w odpowiednim momencie.

W przypadku upraw owocowych, zastąpienie pracy człowieka nowymi technologiami prawdopodobnie zajmie jeszcze trochę czasu, zanim odpowiednia technologia będzie w pełni zabezpieczać jakość owoców i poradzi sobie ze środowiskiem sadu. W przypadku zastosowania, przed przejściem do automatycznych rozwiązań, najprawdopodobniej oznaczałoby to również badania i przeprojektowanie architektury sadówzaznacza Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Technologie automatyzowanego zbioru zostały już bardzo skutecznie wdrożone w Europie w przypadku niektórych warzyw, m. in. ziemniaków, cebuli, czosnku, a także w wielu uprawach przeznaczonych do przetwarzania, takich jak pomidory, czy fasola. Proces ten jest ułatwiony dzięki wyborowi odmian, które dojrzewają w tym samym czasie, umożliwiając zbiór z całych zbiorów w te same dni.

Każda automatyzacja jest rozwiązaniem poprawiającym efektywność zbioru, lecz nie można zapominać o tym, że to wszystko musi się jeszcze opłacać. Automatyzacja zbiorów powinna być procesem wieloetapowym. Niemożliwym jest, by od razu przejść na zbiór robotyczny – do tego potrzebne są odpowiednie sady. Należy jednak uwzględniać ten wariant w nowych nasadzeniach. Nawet jeśli przez kolejne 10 lat nie będziemy mieli robota do zbioru, to i tak będzie to działanie korzystne dzięki lepszej wydajności pracy ludzkiej. Mimo wszystko pamiętajmy, że w pracach rolniczych zawsze niezbędny będzie człowiek – podkreśla Paulina Kopeć.

Dlatego zależność wykwalifikowanej siły roboczej w sadzie przy zbiorze owoców jest nadal potrzebna ze względu na wydajność i jakość. Technologie rozwijają się, ale nadal nie są w pełni skuteczne z punktu widzenia większości upraw, z wyjątkiem niektórych określonych upraw przeznaczonych głównie dla przemysłu przetwórczego.

– Wprowadzenie nowych technologii i modernizacja narzędzi w celu poprawy wydajności wiąże się ze znacznymi kosztami ze względu na potrzebną technologię i infrastrukturę. Inwestycje te należy rozważyć, zastępując istniejącą siłę robocząkomentuje Arkadiusz Gaik, Prezes Zarządu Stowarzyszenia Unia Owocowa.

Jak podkreśla ekspert, przejście z człowieka na maszynę zapewniło hodowcom zasięg w postaci lepszej ochrony plonów w odpowiednim czasie, przygotowania sadów, logistyki w sadach po zebraniu produktów i logistyki w kierunku stanowiska pakowania dzięki technologiom sortowania, pomiaru wielkości, zabarwienia, dojrzewania i pakowania. Przyczyniło się to do poprawy jakości, wydajności procesu i lepszego reagowania na oczekiwania klientów.

Co dalej z kursem dolara?

Dolar amerykański zdołał na jeden dzień przerwać złą passę, ale otoczenie w dalszym ciągu nie wygląda dla niego sprzyjająco. Raport o nastrojach konsumentów wczoraj przypomniał, że ponowny wzrost liczby zachorowań na wirusa będzie osłabiał tempo ożywienia gospodarczego. Oznacza to, że USA będą dalej potrzebować wsparcia ze strony polityki fiskalnej i monetarnej. Dziś inwestorzy wyczekują wniosków po posiedzeniu FOMC, choć przełomowe decyzje są mało prawdopodobne.

Realizacja zysków i redukcja pozycji po przecenie dolara a przed komunikatem FOMC wygląda na normalne zjawisko. Ogólnie stanowisko Fed nie powinno wspierać dolara, gdyż bank podtrzymuje ekspansywną politykę monetarną i jest gotowy zwiększyć wsparcie, jeśli będzie to konieczne. W tym tonie należy odbierać wczorajszą decyzję o przedłużeniu funkcjonowania programów pożyczkowych dla banków o 3 miesiące do 31 grudnia. Fed nie widzi jeszcze podstaw do nagłego zakręcenia kurka z tanim finansowaniem dla banków. Choć z jednej strony dane w okresie odmrażania gospodarki po lockdownie zaskakiwały pozytywnie (dużo mocniejsze od oczekiwań odbicie zatrudnienia oraz mocna sprzedaż detaliczna), tak druga fala zachorowań zagraża podtrzymaniu silnego tempa ożywienia. Ryzyka już się uwidoczniły w indeksach nastrojów konsumentów –wczoraj w raporcie Conference Board i wcześniej w badaniu Uniwersytetu Michigan. W połączeniu z niepewnością wokół polityki fiskalnej Fed nie ma wyjścia, jak pozostawać w gotowości, by zrobić więcej.

Ale jeszcze nie dziś, gdyż Fed prawdopodobnie woli poczekać na materializację właściwego zagrożenia, by nie wystrzelać się zbyt wcześnie z amunicji. Z resztą Fed nie jest obecnie bezczynny, kontynuując skup aktywów w wysokości 80 mld USD dla papierów skarbowych i 40 mld USD dla MBS oraz utrzymując stopy procentowe blisko zera. Kolejnym krokiem będzie modyfikacja forward guidance, a wśród propozycji wybija się powiązanie podwyżki stóp procentowych z osiągnięciem przez gospodarkę konkretnych celów. Kluczowe dla oceny perspektyw polityki może być dokładne sfomułowanie forward guidance. Ostatnie komentarze członków Fed sugerowały dopuszczenie do przestrzelenia celu inflacyjnego 2 proc. Fed może określić, że stopy procentowe nie wzrosną przez pewien czas po tym, jak inflacja wzrośnie powyżej 2 proc., albo co najmniej do czasu, gdyż inflacja nie znajdzie się na stabilnej ścieżce do osiągnięcia celu. Pierwsza wersja jest bardziej gołębia od drugiej. Oficjalne zakończenie przeglądu strategii banku ma nastąpić we wrześniu i dopiero wówczas możemy usłyszeć o zmianie podejścia banku do realizacji polityki w akompaniamencie nowych prognoz gospodarczych. Dziś jest zatem mało prawdopodobne, aby bez finalnej decyzji Komitetu prezes Powell na konferencji prasowej chciał ujawnić szczegóły dyskusji o nowym forward guidance. Więcej wskazówek może się pojawić dopiero w protokole z tego posiedzenia, który zostanie opublikowany 19 sierpnia. Ogólnie jednak, niezależnie do jakich zmian dojdzie w forward guidance, będą miały znaczenie dla perspektyw polityki stóp procentowych w odległej przyszłości (najwcześniej w 2022 r.), a zatem bez wpływu na bieżącą wycenę oczekiwań rynkowych. Aktualnie rynek nie przewiduje zmian co najmniej do stycznia 2022 r.

Podsumowując, po wczorajszym przejściowym umocnieniu dolara rynek może być w bardziej komfortowym położeniu, by przyjąć pasywność Fed jako usunięcie przeszkody na drodze kontynuowanej przeceny USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sytuacja na polskim rynku biurowym w pierwszym półroczu 2020 r.

Pod względem aktywności najemców największe rynki regionalne mogą mówić o lepszym półroczu niż rok temu. Mimo spodziewanego spowolnienia, część firm kontynuuje ekspansję.

Popyt – część najemców z apetytem na nowe biura

W pierwszej połowie roku na polskim rynku biurowym wynajęto prawie 668 000 mkw., z czego na największe rynki regionalne przypadło ponad 330 000 mkw. To lepszy wynik niż rok temu, pomimo że popyt na biura poza stolicą w samym II kw. był o 50% niższy w porównaniu do I kw. 2020 r.

Popyt na powierzchnie biurowe w I półroczu wzrósł o prawie 10% rok do roku. Taki rezultat zawdzięczamy m.in. rynkowi krakowskiemu, na którym skupiła się jedna trzecia aktywności najemców poza Warszawą. – Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych, JLL

To właśnie w Krakowie podpisała się największa umowa pierwszego półrocza na rynkach regionalnych – odnowienie umowy na 20 000 mkw. przez ABB w Axis. Pod względem skali kontraktów zdecydowanie dominowała jednak Warszawa, gdzie z końcem czerwca sfinalizowano największą transakcję w historii polskiego rynku biurowego – umowę przednajmu PZU w Generation Park Y (46 500 mkw.). Ponadto, w tym czasie DSV podpisało umowę typu sale and leaseback na 20 000 mkw. na warszawskim Mokotowie, a Poczta Polska odnowiła najem i zdecydowała się na ekspansję w Domaniewska Office Hub (19 800 mkw.).

Pomimo pandemii, kiedy to aktywność części najemców uległa osłabieniu, na rynku jest wiele firm, które kontynuują rozwój swojego biznesu. Prawie 68% całkowitego, regionalnego popytu na biura w pierwszej połowie roku oraz siedem z dziesięciu największych transakcji z tego okresu, stanowiły umowy dotyczące wynajmu nowej powierzchni biurowej (w tym relokacje i ekspansje). – dodaje Karol Patynowski

Na znaczeniu zyskują również podnajmy, jako alternatywne rozwiązanie zarówno dla najmu tradycyjnego jak i elastycznych przestrzeniami do pracy.

Podaż – aktywność deweloperów nie słabnie

W pierwszym półroczu na polskim rynku biurowym do użytku oddano inwestycje o łącznej powierzchni ponad 280 000 mkw. z czego na regiony przypadło blisko 176 000 mkw. Łączne zasoby powierzchni biurowej to już 11,3 mln mkw., niemal po równo rozłożone między Warszawę i rynki regionalne.

Aktualnie w budowie znajduje się ok. 1,5 mln mkw. powierzchni biurowej, z czego 800 000 mkw. jest realizowanych na ośmiu największych rynkach regionalnych. Najbardziej aktywni są deweloperzy w Krakowie, Katowicach, a także w Trójmieście, gdzie zasoby biurowe osiągną poziom miliona mkw. po zakończeniu wszystkich budowanych obecnie obiektów. Prace budowlane w Polsce są realizowane, jednakże terminy zakończenia niektórych budów mogą zostać przesunięte. – tłumaczy Hanna Dąbrowska, Analityk Rynku, JLL

Do największych ukończonych w pierwszym półroczu projektów biurowych w Polsce należą, m.in. warszawskie biurowce Varso I&II (46 600 mkw., HB Reavis) oraz Chmielna 89 (25 200 mkw., Cavatina Holding), Olivia Prime B w Gdańsku (25 000 mkw., Olivia Business Center), a także czwarty budynek w ramach kompleksu High5ive (23 500 mkw., Skanska Property Poland).

Rynek inwestycyjny

Aktywność inwestorów w pierwszej połowie roku utrzymała się na niezwykle wysokim poziomie, co stanowi kontynuację rekordowych wyników z ubiegłego roku. W ciągu całego półrocza sfinalizowano 22 transakcje biurowe o wartości ponad 1,3 mld euro – z czego 56% przypadło na Warszawę.

W tym czasie poza Warszawą podpisano osiem umów kupna/sprzedaży o łącznej wartości ok. 582 mln euro. W rezultacie było to drugie w historii najlepsze pierwsze półrocze na rynkach regionalnych, ustępujące jedynie rekordowemu wynikowi z roku poprzedniego. Wśród miast regionalnych zdecydowanym liderem był Kraków. Ponadto, dużym zainteresowaniem inwestorów cieszyły się też Katowice i Wrocław. – komentuje Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Najbardziej spektakularnymi transakcjami regionalnymi były: sprzedaż High 5ive II (bud. 4&5) oraz zakup Equal Business Park (A, B, C) w Krakowie.

Powierzchnie niewynajęte i czynsze

Średni poziom pustostanów w Polsce to 9,0%. W Warszawie 7,9% istniejących zasobów biurowych pozostaje do wynajęcia, natomiast poza nią – 10,2%. W przypadku rynków regionalnych jest to wzrost o 0,8 p.p. r-d-r i 0,7 p.p. w ujęciu kwartalnym. Najniższym współczynnikiem powierzchni niewynajętej cechują się Trójmiasto i Katowice (w obu przypadkach 6,1%), a najwyższym – Poznań (14,5%) oraz Łódź (13,2%).

Obecnie na rynkach poza Warszawą najwyższe czynsze transakcyjne charakteryzują Kraków (13,5 – 15,5 euro za mkw. miesięcznie), a najniższe Lublin (10,5 – 11,5 euro za mkw. miesięcznie). Z kolei w przypadku stolicy stawki w najlepszych nieruchomości w szerokim centrum Warszawy wynoszą od 18 do 24 euro za mkw. miesięcznie, a poza nim do 16 euro za mkw. miesięcznie.

Gebrüder Weiss przejmuje działalność w zakresie działu transportu lotniczego i morskiego firmy Ipsen Logistics

Gebrüder Weiss przejmuje dużą część działalności operacyjnej Ipsen Logistics. Działająca na całym świecie firma logistyczna umacnia w ten sposób swoją pozycję w Niemczech i jednocześnie rozszerza swoją globalną sieć transportu lotniczego i morskiego, obejmującą spółki krajowe w Belgii, Polsce i Malezji. Nabycie podlega zatwierdzeniu przez organy ochrony konkurencji i niezbędnym procedurom zatwierdzania. Strony zobowiązały się do nieujawniania ceny nabycia. Krajowe spółki Ipsen w Maroku i Algierii nadal są partnerami kooperacyjnymi w sieci GW, ale przejęcie nie ma na nie wpływu, podobnie jak na Ipsen Industrial Packing w Bremie.

„Planowane przejęcie jest ważnym krokiem dla rozwoju naszego działu transportu lotniczego i morskiego. Gebrüder Weiss i Ipsen Logistics pasują do siebie nie tylko pod względem geograficznym, ale również pod względem zrozumienia usług i kultury. Dzięki tej wzmocnionej globalnej sieci możemy zaoferować zarówno klientom Ipsen, jak i naszym przyszłym pracownikom, nowe możliwości rozwoju”, mówi Wolfram Senger-Weiss, prezes zarządu Gebrüder Weiss.

„Krajowe spółki Gebrüder Weiss w Europie, Azji, Ameryce i Oceanii to idealne przyczółki dla klientów Ipsen Logistics, którzy mogą teraz korzystać z globalnych rozwiązań logistycznych z jednego źródła”, mówi Lothar Thoma, dyrektor zarządzający działu transportu lotniczego i morskiego w Gebrüder Weiss. Szeroko zakrojone przejęcie działalności Ipsen Logistics jest częścią strategii wzrostu, którą Gebrüder Weiss realizuje od kilku lat w dziale transportu lotniczego i morskiego. Dopiero niedawno firma rozszerzyła swoją globalną sieć transportu lotniczego i morskiego o oddziały w Korei Południowej, Nowej Zelandii i Australii „Dzięki konsolidacji sieci w Niemczech i wejściu na rynek w Malezji nasze plany rozwoju zostały na razie zrealizowane”, dodaje Lothar Thoma. „W chwili obecnej najważniejsze rynki logistyczne na świecie są obsługiwane przez nasze własne firmy – lub przez dobrze skoordynowane spółki. Chcielibyśmy teraz zintegrować i jeszcze bardziej wzmocnić ten układ.”

Ipsen: od dostawcy usług portowych do globalnego dostawcy usług logistycznych

Ipsen Logistics to przedsiębiorstwo, które w swojej 125-letniej historii przekształciło się z lokalnego dostawcy usług portowych w aktywną globalnie grupę logistyczną. Dział transportu lotniczego i morskiego zatrudnia w sumie 500 pracowników, z czego 180 pracuje w ośmiu lokalizacjach w samych Niemczech. Planują i wdrażają oni światowe rozwiązania logistyczne w zakresie transportu lotniczego i morskiego dla klientów z różnych branż. Poza samym transportem obejmują one dodatkowe usługi, takie jak odprawa celna, magazynowanie, pakowanie, kontrola jakości lub zarządzanie zwrotami, a także usługi w zakresie skonsolidowanych usług kontenerowych lub multimodalnych koncepcji przewozu z i do portów morskich.  „Dajemy naszym pracownikom nową perspektywę na przyszłość i cieszymy się, że znaleźliśmy w Gebrüder Weiss nabywcę, który zapewni firmie dalsze funkcjonowanie i zabezpieczy miejsca pracy”, mówią dwaj udziałowcy zarządzający firmą Ipsen Logistics GmbH, Eduard Dubbers-Albrecht i Hans-Christian Specht.

Uproszczona restrukturyzacja – nowe unormowania prawne i konkretne korzyści dla firm

Choć od 24 czerwca br. przedsiębiorcy w Polsce mogą już korzystać z uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego, wielu z nich wciąż nie zdaje sobie sprawy jakie konkretne korzyści otrzymali dzięki wprowadzonym regulacjom. Zdaniem ekspertów PMR Restrukturyzacje nowe rozwiązanie sprawia, że postępowanie naprawcze staje się nie tylko szybkie, ale także przewidywalne a jego przepisy zwiększają wpływ przedsiębiorcy na proces restrukturyzacji.

Z punktu widzenia firm działających w Polsce, jednym z kluczowych założeń tarczy antykryzysowej 4.0, jest wprowadzenie nowej, uproszczonej formuły postępowania restrukturyzacyjnego. Może z niego skorzystać każdy przedsiębiorca (bez względu na wielkość i obszar działalności firmy), który poszukuje efektywnych narzędzi do ochrony przed upadłością, agresywną windykacją, egzekucją komorniczą czy utratą płynności. W stosunku do klasycznego postępowania restrukturyzacyjnego, jego uproszczona wersja niesie dla firmy kilka niepodważalnych korzyści.

1) Postępowanie ma charakter pozasądowy

Uproszczone postępowanie toczy się prawie w całości poza sądem, podczas gdy inne postępowania wymagają jego znaczącego udziału. Zgodnie z nowymi regulacjami przedsiębiorca sam wybiera nadzorcę postępowania i podpisuje z nim umowę. W innych przypadkach ów nadzorca wyznaczany jest przez sąd. Uproszczona restrukturyzacja zakłada jednocześnie, że po zawarciu umowy z doradcą restrukturyzacyjnym przedsiębiorca sam zamieszcza obwieszczenie w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Dzień obwieszczenia jest tym samym dniem otwarcia postępowania, bez konieczności oczekiwania na decyzję sądu, która jest obligatoryjna w pozostałych rodzajach postępowań.

2) Egzekucje zostają natychmiast wstrzymane

Z dniem ukazania się obwieszczenia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym, z mocy prawa zawieszane są wszelkie egzekucje i postępowania zabezpieczające. W innych postępowaniach uzależnione jest to od decyzji sądu, a więc zawsze jest to niepewne i odsunięte w czasie. Wszelkie egzekucje zawieszone zostają w stosunku do wierzytelności powstałej przed otwarciem postępowania i wchodzącej do układu jak i co do wierzytelności zabezpieczonych rzeczowo.

3) Postępowanie trwa bardzo krótko

Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne trwa do 4 miesięcy. Niektórzy przedsiębiorcy mogą się jednak obawiać czy taki czas wystarczy, by wypracować efektywne porozumienie z wierzycielami. – Po zawarciu umowy przedsiębiorcy z doradcą restrukturyzacyjnym, kolejne działania realizowane są sprawnie i szybko. Kompletowane są niezbędne dokumenty, opracowywany model biznesowy i budowane propozycje układowe, mając na uwadze ochronę słusznych praw wierzycieli. Będąc w pełni przygotowany przedsiębiorca dokonuje obwieszczenia otwarcia postępowania w MSIG. Czyli okres wskazanych 4 miesięcy biegnie od tego momentu Należy jednocześnie pamiętać, że uproszczoną restrukturyzację można przeprowadzić tylko raz, dlatego ważne jest przygotowanie na przedpolu otwarcia postępowania. – tłumaczy Małgorzata Anisimowicz, kwalifikowany doradca restrukturyzacyjny i prezes zarządu PMR Restrukturyzacje.

4) Można zdalnie głosować nad układem

Tarcza antykryzysowa 4.0. umożliwia również przeprowadzenie głosowania nad układem przy pomocy elektronicznych środków komunikacji, co znacząco ułatwia kontakt z wierzycielami,  np. z zagranicy. Również w tym zakresie nadzorca wraz z dłużnikiem decydują o formie przeprowadzenia głosowania oraz o jego terminie. To z kolei znacząco przyspiesza cały proces naprawczy.

5) Droga do ochrony umów najmu jest łatwiejsza

Nowe unormowania prawne przewidują również brak możliwości wypowiadania umów wzajemnych przez wynajmujących, takich jak umowy najmu lokalu czy nieruchomości, na których prowadzone jest przedsiębiorstwo, a także umów leasingu. Tutaj same przepisy się nie zmieniły. Zmieniła się jednak osoba odpowiedzialna za wydanie zgody na zawieranie i rozwiązywanie umów. Do tej pory wymagana była akceptacja rady wierzycieli lub sędziego komisarza. W przypadku uproszczonego postępowania zgodę wyrazić musi jedynie nadzorca układu. To z kolei sprawia, że postępowanie przebiega szybciej niż w klasycznej formule.

Wyniki wynajmu długoterminowego aut i Rent a Car w I półroczu 2020 r.

Zgodnie z opublikowanymi przez Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów danymi, rynek motoryzacyjny i flotowy w Polsce skutki spowolnienia wywołanego pandemią koronawirusa mocniej odczuł w drugim, aniżeli pierwszym kwartale roku. Branża wynajmu długoterminowego aut, zgodnie z przewidywaniami ekspertów PZWLP sprzed kilku miesięcy, nadal zwalniała i na koniec czerwca 2020 r. odnotowała wzrost floty niższy niż na koniec pierwszego kwartału, bo na poziomie 3,7% r/r. W porównaniu z dwucyfrową dynamiką wzrostu w ostatnich latach, to niewiele, ale w zestawieniu z wynikami osiąganymi w tym samym czasie przez cały rynek motoryzacyjny, w tym konkurencyjne wobec wynajmu długoterminowego formy finansowania samochodów służbowych, wzrost – nawet niewielki – wciąż pozytywnie wyróżnia wynajem długoterminowy na tle polskiego rynku. W pierwszym półroczu branża zakupiła o 19,8% mniej nowych aut osobowych niż w analogicznym okresie rok temu. Spadek w tym zakresie jest około dwukrotnie mniejszy, niż w przypadku samochodów nabywanych przez firmy w kredycie, poprzez zakup ze środków własnych oraz w klasycznym leasingu finansowym liczonych łącznie. Na koniec drugiego kwartału gorsze niż na koniec marca wyniki odnotowała również branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów), w przypadku której spadek floty wyniósł 25,5% r/r. Zdaniem ekspertów PZWLP jednak, wiele czynników wskazuje, że branże wynajmu długoterminowego aut i Rent a Car najgorszy czas w 2020 r. mają już za sobą i w kolejnych miesiącach bardzo prawdopodobne będzie odbicie rynku.

Dane na koniec pierwszego półrocza potwierdziły przewidywania, że rynek motoryzacyjny w Polsce będzie jednym z dotkliwiej dotkniętych efektami spowolnienia wywołanymi pandemią. W pierwszych sześciu miesiącach roku z salonów wyjechało prawie 100 tys. nowych samochodów osobowych mniej, niż rok temu. Oznacza to spadek o ponad 35% r/r. Łączna sprzedaż wyniosła blisko 180 tys. aut i pomimo destrukcji na rynku spowodowanej COVID-19, jedno pozostało niezmienne – za zakupy samochodów w autosalonach odpowiadały przede wszystkim firmy, które nabyły w pierwszym półroczu ponad 2/3 wszystkich sprzedanych aut osobowych (68,6%).Sprzedaz nowych aut osobowych – I polrocze 2020

Spadek sprzedaży nowych aut w wynajmie długoterminowym dwukrotnie mniejszy niż konkurencyjnego finansowania samochodów służbowych

Firmy nabyły w pierwszym półroczu o 35,3% (ponad 67 tys.) mniej nowych aut osobowych
w porównaniu z analogicznym czasem ubiegłego roku. Za takie wyniki bezdyskusyjnie odpowiada wyłącznie jeden czynnik – pandemia. Spadki sprzedaży nie były jednak równie duże w każdym przypadku – różnice w wyhamowaniu dynamiki pomiędzy poszczególnymi rodzajami finasowania samochodów dla firm i przedsiębiorców były duże. Znaczne spowolnienie zostało zanotowane w przypadku zakupu, kredytu i klasycznego leasingu finansowego liczonych razem, gdzie spadek sprzedaży nowych aut osobowych sięgnął aż 38,6% r/r. Podobnie jak w pierwszym kwartale roku, tak i po całym pierwszym półroczu, na tym tle wyróżniał się wynajem długoterminowy samochodów, który odnotował relatywnie najmniejszy spadek sprzedaży. Branża wynajmu długoterminowego zakupiła od stycznia do końca czerwca 2020 r. na potrzeby oferowanych przez siebie usług łącznie 32,4 tys. nowych aut osobowych, o 19,8% mniej niż rok temu.Dynamika sprzedazy nowych aut osobowych w Polsce w I polroczu 2020

Więcej niż co czwarte nowe auto osobowe nabywane przez firmy w wynajmie długoterminowym – duży wzrost udziału wynajmu w sprzedaży samochodów

Znacznie łagodniejsze wyhamowywanie tempa rozwoju wynajmu długoterminowego w porównaniu z konkurencyjnymi formami finansowania pojazdów firmowych poskutkowało dużym zwiększeniem udziału branży w całkowitej sprzedaży nowych aut osobowych do firm. Na ponad 123 tys. samochodów, które trafiły w pierwszym półroczu do firm, więcej niż co czwarte auto (26,2%) znajdowało się w wynajmie długoterminowym. Oznacza to wzrost udziału w sprzedaży o 5% r/r.Udzial wynajmu dlugoterminowego w sprzedazy nowych aut w Polsce – I polrocze 2020

Pięcioprocentowy wzrost udziału wynajmu długoterminowego w sprzedaży nowych aut do firm to duża i szybka zmiana, wręcz skokowa i niespotykana do tej pory – mówi Rafał Merk, Członek Zarządu PZWLP, Dyrektor Zarządzający Athlon Polska. –  Dotychczas udział ten w przypadku naszej branży rósł w tempie 1-2 procent rocznie. Zjawisko to było już widoczne w danych po pierwszym kwartale, ale podeszliśmy do niego bardzo ostrożnie, wyjaśniając tak gwałtowny wzrost udziału w sprzedaży przede wszystkim szybkim i dużym zachwianiem w wyniku pandemii rynkiem motoryzacyjnym i flotowym w naszym kraju. Obecnie jednak mówimy już nie o sprzedaży w okresie trzech, a sześciu miesięcy, gdzie wynajem długoterminowym utrzymuje wciąż duży udział w sprzedaży aut do firm, na poziomie ponad 26%. Nie jest wykluczone, że tak wysoki udział już się utrzyma także w dalszej części roku. Wynajem długoterminowy w obecnej sytuacji gospodarczej może w najbliższym czasie zyskiwać swoich zwolenników i nowych klientów, z naciskiem na tych z sektora MŚP, szybciej niż działoby się to bez pandemii i wywołanego nią spowolnienia. Za wynajmem długoterminowym samochodów przemawiają bowiem obecnie w jeszcze większym niż do tej pory stopniu, takie cechy tej usługi, jak chociażby duża elastyczność i możliwość dostosowywania obsługi do własnych potrzeb, wygoda, prostota i oszczędności finansowe, a także brak konieczności wnoszenia opłaty wstępnej czy wkładu własnego, co ma miejsce w każdej konkurencyjnej formie zewnętrznego finansowania tj. kredycie i klasycznym leasingu.    

W drugim kwartale wynajem długoterminowy nadal hamował, ale wyniki pozostały wciąż „na plusie”

Wciąż relatywnie dobra kondycja wynajmu długoterminowego samochodów w czasie spowolnienia spowodowanego pandemią COVID-19 jest widoczna również w najważniejszym dla mierzenia dynamiki rozwoju tej branży wskaźniku, a więc łącznej liczbie aut znajdujących się w usłudze Full Serwis Leasing. Na koniec czerwca 2020 r. wynajem długoterminowy – choć odnotował już gorsze wyniki niż po pierwszym kwartale – nadal mógł legitymować się wzrostem pod tym względem na poziomie 3,7% r/r.Tempo wzrostu wynajmu dlugoterminowego

Zgodnie z naszymi przewidywaniami, wyniki w drugim kwartale roku były niestety gorsze niż w pierwszych trzech miesiącach roku i tempo wzrostu wynajmu długoterminowego nadal wyhamowywało – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Generalny Arval Polska. – Należy jednak  podkreślić fakt, że w porównaniu do całego rynku motoryzacyjnego, czy flotowego i przede wszystkim do konkurencyjnych form finansowania samochodów firmowych, nadal jesteśmy na tzw. „plusie” i możemy mówić wyłącznie o spowolnieniu, a nie głębokiej recesji. Jest to niemały sukces branży wynajmu długoterminowego, która już po raz kolejny w swej stosunkowo jeszcze krótkiej historii w Polsce udowadnia, że nie tylko rozwija się szybciej od reszty rynku, ale jest również zdecydowanie bardziej odporna na wszelkie czynniki rynkowe, takie jak zmiany podatkowe, czy ogólna recesja. Obecnie, po sześciu miesiącach roku mamy już dość reprezentatywny obraz sytuacji. W związku z tym, pojawiają się także pozytywne informacje i prognozy. Obecnie, obserwując dane makroekonomiczne, czy też sygnały napływające z samego rynku motoryzacyjnego i flotowego w Polsce, jeśli nie będziemy mieli do czynienia z zaostrzeniem się sytuacji związanej z pandemią w najbliższych miesiącach, to możemy ostrożnie prognozować, że branża wynajmu długoterminowego najgorsze w naszym kraju ma już za sobą. Jest duże prawdopodobieństwo, że w dalszej części roku rynek będzie się odbijał, a branża będzie zwiększała tempo swojego wzrostu. Nie wiadomo natomiast, czy wzrost ten będzie równie szybki jak wyhamowywanie w pierwszym i drugim kwartale, a więc z poziomu ponad 10% r/r na koniec roku 2019 do 3,7% r/r na koniec czerwca 2020 r., czyli czy będzie miał kształt litery „V”, czy też wynajem długoterminowy będzie się rozpędzał powoli i krzywa wzrostu będzie przypominać kształt litery „U”.

Niezmiennie od wielu lat, zdecydowanie najchętniej wykorzystywaną przez firmy i przedsiębiorców w Polsce usługą zaliczaną do tzw. wynajmu długoterminowego samochodów jest Full Serwis Leasing (FSL). W łącznej flocie firm należących do PZWLP*, liczącej na koniec pierwszego półrocza 2020 r. blisko 180 tys. aut, samochody w usłudze Full Serwis Leasing stanowiły aż 89,2%. Do najpopularniejszych samochodów w wynajmie długoterminowym w Polsce na koniec pierwszego półrocza należały: Skoda Octavia, Ford Focus, Opel Astra i Volkswagen Passat.

Diesel w odwrocie, auta ekologiczne coraz liczniejsze

Odwracanie się klientów flotowych od Diesla, przynajmniej tych korzystających z samochodów w wynajmie długoterminowym, to wciąż zjawisko dobrze widoczne. Czasy, w których Diesle dominowały w wynajmie długoterminowym i stanowiły nawet ¾ lub więcej ogółu pojazdów – choć nieodległe – to odeszły już do lamusa. Dane PZWLP wskazują na dalszy spadek udziału aut z silnikami wysokoprężnymi – na koniec czerwca samochody tego typu stanowiły 54,9%, co oznacza, że ich odsetek zmniejszył się w ciągu roku o 5,7%. Diesle tracą kosztem samochodów z silnikami benzynowymi, których na koniec pierwszego półrocza było już 40,8% (wzrost udziału o 3,8% r/r), a także coraz bardziej wyraźnie na rzecz aut ekologicznych, a więc napędzanych jednostkami hybrydowymi oraz w pełni elektrycznymi. Samochody ekologiczne stanowiły łącznie 4,3% ogółu parku pojazdów (wzrost o 1,9% r/r), a wśród nich dominowały we flocie w wynajmie długoterminowym firm PZWLP auta hybrydowe. Na blisko 7,5 tys. samochodów ekologicznych (hybryd i EV), aut elektrycznych było 550.Napedy w wynajmie dlugoterminowym na koniec I polrocza 2020

Średnia emisja dwutlenku węgla samochodów osobowych zakupionych w drugim kwartale 2020 roku była o 11,9% i 15,94 g/km niższa niż rok wcześniej i wyniosła 118,04 g/km. Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 160,72 g/km i była wyższa o 4,4% i 6,72 g/km w stosunku do stanu sprzed roku.  Emisja CO2 nowych aut w wynajmie dlugoterminowym – II kwartal 2020

Branża Rent a Car z ponad 25% spadkiem na koniec półrocza – w najbliższych miesiącach poprawa bardzo prawdopodobna

Skutki spowolnienia wywołane pandemią koronawirusa, najsilniej spośród wszystkich form wynajmu samochodów, odczuwa w Polsce branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów). W jej przypadku już po pierwszym kwartale roku widoczny był znaczny spadek (16,2% r/r) pod względem łącznej liczby pojazdów znajdujących się w usługach wynajmu krótko- i średnioterminowego. Zgodnie z danymi PZWLP, na koniec pierwszego półrocza spadek ten jeszcze się powiększył i wyniósł 25,5% r/r.Dynamika rozwoju Rent a Car w Polsce

Daleko idące restrykcje i ograniczenia w życiu społecznym i przemieszczaniu się osób, zamknięcie granic naszego kraju oraz niemalże całkowite wstrzymanie ruchu lotniczego, przyczyniły się do zamrożenia działalności firm Rent a Car w Polsce – mówi Paweł Piórkowski, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Hertz (Motorent Sp. z o.o.) – Branża Rent a Car znalazła się w bardzo trudnej sytuacji, co ma odzwierciedlenie w opublikowanych przez PZWLP danych. Podobnie jednak jak w przypadku wynajmu długoterminowego, z dużym prawdopodobieństwem, o ile nie będziemy mieli do czynienia z kolejnym lockdownem spowodowanym pandemią, możemy powiedzieć, że najgorszy czas jest już za nami. Obecnie mamy do czynienia ze zniesieniem większości ograniczeń, przywróceniem w dużym stopniu życia społecznego, biznesowego, a także turystycznego do normalności oraz wznowieniem ruchu lotniczego, co pozytywnie wpływa na działalność wypożyczalni samochodów. Wyniki notowane przez branżę Rent a Car powinny się poprawiać w najbliższej przyszłości, ciężko jest jednak określić w jakim czasie nastąpi powrót na ścieżkę wzrostu.

Branża Rent a Car jest obecnie reprezentowana w PZWLP przez 6 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota** w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła na koniec czerwca 2020 roku 12 tys. aut (12.052).

* – bez floty firmy Athlon Car Lease

** – bez floty firmy Avis Budget / Jupol – Car

Akcje Kool2Play rozeszły się na pniu

Kool2Play, niezależny producent z wieloletnim doświadczeniem w produkcji i promocji gier, przydzielił wszystkie akcje oferowane w pierwszej publicznej ofercie akcji. Inwestorzy złożyli łącznie zapisy na  1 448 517 akcji o wartości przekraczającej 20 mln zł, podczas gdy w ramach oferty można było nabyć maksymalnie 180 000 akcji o wartości 2,5 mln zł.

– Byliśmy pewni, że  emisja odniesie sukces, jednak to co się wydarzyło przerosło nasze oczekiwania. Zdajemy sobie sprawę, że jest to w części efekt dobrego sentymentu dla branży gamingowej, ale przede wszystkim to potwierdzenie atrakcyjności naszego modelu biznesowego. Ma to odzwierciedlenie w zapisach, gdzie oprócz inwestorów indywidulanych zapisy złożyło wiele  firm – komentuje Marcin Marzęcki, prezes Kool2Play. Intencją spółki jest by nadpłacone kwoty wróciły do inwestorów najszybciej jak się da. – Zdajemy sobie sprawę, że duża część inwestorów jest rozczarowana znaczącą redukcją zapisów. Kierując się dobrem spółki, zdecydowaliśmy się przydzielić większość oferowanych akcji kilku znaczącym inwestorom, którzy wesprą ją w przyspieszonym rozwoju w kolejnych latach. Wpłacone kwoty, zwrócimy zgodnie z dokumentem informacyjnym najpóźniej do 7 sierpnia. mówi prezes.

Środki z emisji 180 tys. nowych akcji serii D zostaną przeznaczone przede wszystkim na finalizację prac nad grą „Uragun” oraz jej promocję, a także produkcję oraz promocję “City of Minds” i projektu o kodowej nazwie “Odrodzenie”. – Kontynuujemy prace, aby jak najszybciej znaleźć się na rynku NewConnect. Mamy nadzieję, że pierwsze notowanie odbędzie się najpóźniej na przełomie  III i IV  kwartału bieżącego roku- zapowiada prezes.

Magazyny odporne na kryzys. Rynek magazynowy po I połowie 2020 r.

Pandemia COVID-19 nie wyhamowała rozwoju rynku magazynowego w Polsce. W pierwszej połowie 2020 r. deweloperzy ukończyli inwestycje o łącznej powierzchni ok. 1,06 mln mkw., co było wynikiem zbliżonym do osiągniętego w analogicznym okresie roku ubiegłego (1,09 mln mkw.). Tym samym zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce urosły do poziomu 19,65 mln mkw.

Deweloperzy nadal aktywni

Aktywność deweloperów w 2020 roku nadal pozostała na wysokim poziomie. Pod koniec czerwca br. w budowie znajdowało się nieco ponad 1,9 mln mkw. powierzchni magazynowej. Zabezpieczone zostały także tereny pod kolejne planowane inwestycje – m.in. firma Panattoni zakupiła 14,8 ha gruntu w Polsce Centralnej. Zainteresowanie najemców również rosło. Całkowity wolumen transakcji wyniósł 2,48 mln mkw., co stanowi wzrost o 28,6% w stosunku do analogicznego okresu w ubiegłym roku.

– Polski rynek nowoczesnej powierzchni magazynowej pozostaje atrakcyjny dla inwestorów i deweloperów, a co za tym idzie, w dalszym ciągu rozwija się w sposób dynamiczny. To obszar, który w najmniejszym stopniu, spośród pozostałych rynków nieruchomości komercyjnych w Polsce, odczuł negatywne skutki globalnej pandemii COVID-19 – mówi Dominika Jędrak, dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

Niezmiennie dominują Warszawa, Śląsk i Centrum

Dominującymi rynkami magazynowymi w Polsce, zarówno pod względem podaży, jak i popytu, pozostają niezmiennie Warszawa, Górny Śląsk oraz Polska Centralna. Na koniec I połowy 2020 r. całkowita podaż ukształtowała się na nich odpowiednio na poziomie: 4,64 mln mkw., 3,44 mln mkw. oraz 3,16 mln mkw. W ciągu pierwszych 6 miesięcy br. w Polsce Centralnej wynajęto 423 tys. mkw., na Górnym Śląsku 417,6 tys. mkw., zaś w warszawskiej II strefie 397,6 tys. mkw. Równocześnie rośnie zainteresowanie deweloperów mniejszymi rynkami, takimi jak Lublin, Olsztyn czy Rzeszów.

Na koniec I połowy 2020 r. współczynnik pustostanów dla polskiego rynku magazynowego wyniósł 6,7%, notując tym samym wzrost o 1,6 p.p. w porównaniu do tego samego okresu w 2019 r. Znajduje się on jednak w trendzie spadkowym w stosunku do stanu z końca marca br.

W strukturze transakcji dominowały nowe umowy (54%). Znaczny udział przypadł także na renegocjacje oraz umowy typu BTS, które stanowiły odpowiednio 23% i 17% popytu. Pod względem sektorów działalności najemców liderami były branża 3PL (22%), e-commerce (21%) oraz handlowa (19%).

– Mamy do czynienia ze stopniowym wzrostem zainteresowania najemców powierzchniami magazynowymi mogącymi spełniać wymogi komercyjnych „data center”. W drugim kwartale br. zostały zawarte dwie umowy najmu przez firmy świadczące tego typu usługi, w tym wynajem 21,1 tys. mkw. powierzchni w warszawskim kompleksie Gate One Business Park na okres 15 lat – mówi Agnieszka Bogucka, analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

Magazyny odporne na kryzys

Do końca 2020 r. planowane jest zakończenie budowy 50% powierzchni, która na koniec I połowy roku była w trakcie realizacji. Z dużym prawdopodobieństwem zatem do końca br. całkowita podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekroczy granicę 20 mln mkw.

– Przewidujemy, że mimo dynamicznie zmieniającej się sytuacji w całej gospodarce, rynek nowoczesnej powierzchni magazynowej wciąż będzie stosunkowo odporny na negatywne skutki pandemii, a projekty, które tymczasowo zostały wstrzymane, zostaną w większości zrealizowane. Inwestycje w nieruchomości magazynowe są i w dalszym ciągu pozostaną atrakcyjną opcją lokaty kapitału – mówi Maciej Chmielewski, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers International.

Eksperci Canon Polska o tym jak wygląda przyszłość branży druku

Hologramy 3D i „mówiące gazety” – czy tak wygląda przyszłość branży druku? Jak przekonują eksperci Canon Polska, w niedalekiej przyszłości druk stanie się częścią cyfrowego ekosystemu.

Nie wiemy, kiedy dokładnie Johannes Gutenberg po raz pierwszy użył swojego przełomowego wynalazku – ruchomych czcionek. Wiadomo, że stało się to w pierwszej połowie XV wieku, prawdopodobnie około 1440-1450 roku. Choć ślady użycia podobnych technik rozpoznawane są przez historyków już w starożytnym Egipcie oraz Chinach, to właśnie wynalazek Gutenberga uznawany jest za decydujący moment w historii druku i słowa pisanego.

– Wiele wskazuje na to, że przeżywamy właśnie podobną rewolucję technologiczną. Choć trudno dziś wskazać jeden konkretny wynalazek, który w rewolucyjny sposób, na miarę Gutenberga, odmieniłby losy druku, opanowująca świat rewolucja technologiczna dotyczy także tej branży. Na naszych oczach druk przestaje być medium analogowym – mówi Michał Młynarczyk, Professional Print Product Manager w Canon Polska.

Nawet książki, jeden z najbardziej tradycyjnych nośników informacji, od paru lat przenoszą się w świat cyfrowy. Dotyczy to nie tylko samej formy publikowania treści, ale też możliwości, które niosą za sobą czytniki e-booków. Wiele urządzeń umożliwia na przykład zaznaczenie konkretnego wyrazu, przetłumaczenie go na dowolny język albo odnalezienie jego znaczenia w sieci. – Druk jest „wspomagany cyfrowo” – przekonują eksperci Canon.

Pomost do rzeczywistości cyfrowej

– Najlepiej, gdy druk współgra dziś ze stronami internetowymi, aplikacjami, e-mailami, mediami społecznościowymi, audio, video, światem wirtualnym, rozszerzoną rzeczywistością – wylicza Michał Młynarczyk. – Różnorodność form dotarcia do klienta jest dziś tak wielka, że sam druk może być niewystarczająco atrakcyjny, na przykład w przypadku rozdawania tradycyjnych ulotek. Jednak z drugiej strony umiejętne zastosowanie papierowej, namacalnej formy dotarcia do klienta może wzbudzić dużo większe zainteresowanie niż e-mail z ofertą – dodaje ekspert.

Przykłady? Sklep internetowy wysyła do klienta zamówienie, uzupełniając przesyłkę atrakcyjnie wydrukowanym katalogiem produktów, którymi klient może być potencjalnie zainteresowany. Do katalogu dołączony jest spersonalizowany voucher, umożliwiający otrzymanie zniżki przy kolejnym zakupie. Voucher w namacalnej formie oddziałuje na klienta dużo silniej niż analogiczny kod zniżkowy zawarty w treści e-maila.

– Tego typu forma komunikacji powoduje wytworzenie dużo silniejszej więzi między przedsiębiorcą a klientem. Tym bardziej, że do tradycyjnego listu zawsze można dołączyć kilka słów napisanych odręcznie. Odbiorca widzi, że jest traktowany indywidualnie, co zwiększa jego przywiązanie do marki – wyjaśnia Michał Młynarczyk.

Według ekspertów Canon Polska, w niedalekiej przyszłości realne staną się także formy całkiem futurystyczne. Niewiele dzieli nas od kreatywnego wykorzystania tak zwanej rozszerzonej rzeczywistości, w której tradycyjna pocztowa przesyłka zawiera prezentację produktu w formie obracającego się interaktywnego hologramu 3D. Dzięki wykorzystaniu smartfonów i aplikacji możliwe stanie się także stworzenie czegoś na wzór „mówiącej gazety” rodem z książek o Harrym Potterze. W świecie biznesu oznaczałoby to wysłanie do klienta listu, którego treść współgra z konkretną aplikacją na smartfonie, umożliwiając obejrzenie filmu, prezentacji czy nawet zagranie w prostą grę. Albo jak ma to już miejsce, po uruchomieniu specjalnej aplikacji na smartfonie i nakierowaniu jego aparatu na wydruk, pojawia się na ekranie telefonu np. produkt, który można o obracać o 360 stopni czy menu restauracji, na którą trafiliśmy telefonem oglądając specjalnie wydrukowaną mapę okolicy.

Póki co, dobrze znaną metodą łączenia światów analogowych i cyfrowych są kody QR. Umieszczone w miejscach publicznych, na plakatach czy ulotkach, umożliwiają konsumentowi uzyskanie większej ilości informacji po zeskanowaniu kodu. A możliwości utrzymania uwagi klienta w świecie cyfrowym są dziś nieograniczone.

Produkcja bez nadzoru człowieka?

Cyfrowa przyszłość druku dotyczy nie tylko jego ostatecznej formy, ale też możliwości tworzenia projektów. Jak przekonuje ekspert Canon Polska, zleceniodawcy mogą coraz sprawniej automatyzować proces wydawniczy oraz sam proces drukowania. Coraz bardziej zaawansowane systemy mogą produkować zindywidualizowane treści bez uczestnictwa człowieka.

– Weszliśmy w epokę, w której nawet maszyny drukarskie diagnozują się samodzielnie. Nowoczesne oprogramowanie umożliwia dziś zdalne zarządzanie drukarnią, czego dobrodziejstwa mogliśmy widzieć kilka tygodni temu, w okresie lockdownu. A skoro w czasie kryzysu możemy zarządzać firmą na odległość, dlaczego nie moglibyśmy robić tego i bez takich trudnych okoliczności– zauważa Michał Młynarczyk.

To wszystko nie oznacza, że ludzie zostaną pozbawieni dotychczasowej pracy. Rola człowieka zawsze będzie istotna – nawet sztuczna inteligencja nie wymyśli od zera skutecznej komunikacji z klientem. Obowiązki pracowników w kontakcie z inteligentnym drukiem przyszłości będą jednak zupełnie inne. Warto powoli się na to przygotowywać.

Tereny zewnętrzne centrów handlowych, ich rola w budowaniu odpowiedzialności społecznej i relacji z lokalną społecznością

Wielofunkcyjność – to słowo klucz gdy mówimy o nowoczesnych obiektach handlowych. Konsumenci chcą mieć wszystko w zasięgu ręki, zlokalizowane w jednym miejscu, stąd strefy rozrywki, coworkingu, place zabaw, liczne restauracje, usługi, a także jak najlepiej skomponowana oferta zakupowa. Czy to wystarczy by zadowolić wymagającego i co ważne świadomego klienta XXI wieku? Centra handlowe coraz częściej starają się wyróżnić i robią krok na przód wychodząc z realizowanymi projektami poza standardowe ramy działania i to niekiedy wychodząc dosłownie – na zewnątrz swoich obiektów.  O potencjale zagospodarowania zewnętrznych terenów centrów handlowych, ich roli w budowaniu odpowiedzialności społecznej i relacji z lokalną społecznością opowiada Andrzej Cieślik, Dyrektor Centrum Handlowego Port Łódź (Ingka Centres).

Teren zewnętrzny galerii handlowej przeciętnemu „Kowalskiemu” kojarzy się głównie z parkingiem. I absolutnie nie ma w tym nic negatywnego. Parking przy centrum handlowym to niezbędny aspekt infrastruktury, jeśli chcemy zapewnić klientom komfort zakupów. Frustracja wynikająca z faktu, że przez kilkanaście minut szukamy wolnego miejsca parkingowego może nas skutecznie zniechęcić do kolejnych zakupów. W Porcie Łódź mamy ponad pięć tysięcy miejsc do parkowania samochodów, co pozwala bez problemu przyjąć potężny ruch np. w soboty, kiedy odnotowujemy znacznie większą liczbę klientów przed niehandlowymi niedzielami. Natomiast zagospodarowanie terenów zewnętrznych pod kątem zieleni, ogrodu, łąki kwietnej, które ze swojej natury mają być miejscem odpoczynku czy spędzania wolnego czasu to zupełnie inna historia. Jeśli mówimy o galeriach handlowych to zieleń wprowadzana jest tu głównie do środka obiektów, drzewa w donicach ocieplające wnętrze, roślinność w strefie restauracyjnej – taki widok nikogo już nie dziwi. Co innego, jeśli chodzi o wyjście z zielenią czy rekreacją poza budynek, na teren zewnętrzny obiektu. Wtedy w grę wchodzi po pierwsze określenie roli, jaką centrum chce pełnić wśród lokalnej społeczności, po drugie – czynniki nie zawsze zależne od zarządców galerii. Nie wszystkie centra handlowe mają bowiem możliwość by zagospodarować swoje tereny zewnętrzne. Czasami nie pozwala na to infrastruktura, czasami tych terenów wokół centrum po prostu brakuje.

My mamy ten przywilej, że wokół Portu Łódź zlokalizowany jest dość pokaźnych rozmiarów teren zielony, z trawnikami i drzewami, który tylko czekał by wykorzystać jego potencjał. I to właśnie zrobiliśmy. Na przestrzeni ostatnich lat nasze tereny zagospodarowaliśmy na plenerową siłownię, boiska do gry w piłkę nożną, koszykówkę i siatkówkę. Pojawiły się stoły do ping – ponga oraz tzw. ścieżka zdrowia z drewnianymi drabinkami, linami, kładkami, która stanowi nie lada atrakcję dla najmłodszych. Wszystko to w otoczeniu zieleni i drzew. Niedługo wokół centrum pojawi się też bieżnia, miejsce do gry w bule i minigolfa. Zauważyliśmy, że naszym sąsiadom brakuje również przestrzeni, w której mogliby aktywnie i bezpiecznie spędzać czas ze swoimi psami. Teren zewnętrzny Portu Łódź okazał się idealnym miejscem by stworzyć tu profesjonalną strefę treningową dla czworonogów. Podjęliśmy zatem szybką decyzję o budowie takiej przestrzeni. Strefa jest ogrodzona, a pomiędzy drzewami zlokalizowane są liczne atrakcje dla domowych pupili.

Czy udało nam się przekonać społeczność do korzystania z rekreacyjnych terenów zewnętrznych? Jak najbardziej tak, jednak na początku stanowiło to wyzwanie. Ludzie nie od razu zorientowali się, że z drugiej strony centrum handlowego, w sporym oddaleniu od ruchliwej ulicy kryje się zakątek, gdzie wśród zieleni można pograć w piłkę, pobawić się z dziećmi, czy wyprowadzić na aktywny spacer swojego psa. Nasz zielony teren zewnętrzny stał się miejscem, z którego korzystają nie tylko mieszkańcy ale również pobliskie szkoły w ramach zajęć z wychowania fizycznego. W ubiegłym roku zorganizowany został u nas turniej sportowy dla dzieci z okolicznych szkół pod nazwą Spartakiada. Moje doświadczenie pokazuje, że takie działania mają ogromny pozytywny odzew wśród społeczeństwa. Z miesiąca na miesiąc obserwowaliśmy z radością, jak coraz więcej osób korzysta z przestrzeni zewnętrznych, które zagospodarowaliśmy. Teraz stanowią one integralną część naszej społeczności. Co ciekawe, tereny rekreacyjne cieszą się zainteresowaniem nie tylko podczas wiosennych i letnich miesięcy, życie tętni tu przez cały okrągły rok.

Polityka zrównoważonego rozwoju jest obecnie bardzo modnym hasłem i to bardzo dobrze – jeśli idą za tym konkretne działania służące poprawie dobrostanu nas wszystkich. Uważam, że duże centra handlowe powinny podejmować odpowiedzialność za miejsce, w którym funkcjonują, oczywiście w ramach dostępnych możliwości i realiów ich wdrożenia. My zadaliśmy sobie pytanie – jaką rolę chcemy pełnić w naszym otoczeniu, jakie mamy możliwości, potencjał miejsca i czego potrzebują nasi sąsiedzi. W odpowiedzi na te pytania powstała zielona strefa rekreacyjna, którą cały czas udoskonalamy. Konsekwencją tych działań są także relacje, które wypracowaliśmy z lokalną społecznością i pielęgnowanie wspólnych wartości. Rozrywka, kultura, edukacja, miejsce pracy – to wszystko stanowi już nieodłączną część każdego nowoczesnego centrum handlowego. My chcieliśmy pójść o krok naprzód, zadbać o wspólną przestrzeń sąsiedzką i dobrostan naszego otoczenia. Mam nadzieję, że rola, jaką pełnią centra handlowe nadal będzie ewoluować właśnie w kierunku takich wartości jak community engagement, sustainability, czy healthy living.

Andrzej Cieślik – Dyrektor Centrum Handlowego Port Łódź

Kupujesz „dziurę w ziemi”? Poczekasz 2 lata

Wiemy już, ile przeciętnie trwała budowa domów i lokali mieszkalnych ukończonych w 2019 r. Warto dowiedzieć się, czy taki średni czas budowy znów był krótszy.  

Główny Urząd Statystyczny regularnie sprawdza, ile trwała budowa domów i lokali oddawanych do użytkowania w danych latach. Na podstawie takiej analizy, później obliczany jest średni czas budowy mieszkań. Od niedawna, znamy już najnowsze wartości tego wskaźnika dotyczące 2019 r. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili przyjrzeć się im nieco bliżej i odpowiedzieć na pytanie, czy w minionym roku inwestorzy budowali szybciej niż zwykle.

Dane GUS dotyczące czasu budowy mieszkań (lokali i domów) obecnie są podawane w dwóch kategoriach. Chodzi o budynki wielorodzinne (bloki) oraz budynki jednorodzinne. Wpływ na średni czas budowy bloków mają przede wszystkim deweloperzy. W 2019 r. oddali oni bowiem do użytku aż 92% wszystkich budynków wielorodzinnych. Inne dane Głównego Urzędu Statystycznego mówią, że średni czas budowy nowych bloków zmieniał się następująco: Wyk.1 Średni czas trwania budowy nowych bloków 2013-2019

Wyniki z lat 2016 – 2018 wskazują na względną stabilizację przeciętnego czasu budowy bloków. Ubiegłoroczny wzrost analizowanego wskaźnika prawdopodobnie nie jest zapowiedzią dalszych dodatnich zmian.

Jeżeli natomiast chodzi o przeciętny czas budowy domów jednorodzinnych, które wznoszą osoby prywatne, to widoczny jest długoletni trend. Analizowany wskaźnik dotyczący czasu budowy domów przez siedem lat zmieniał się następująco:Wyk. 2 Średni czas trwania budowy domów jednorodzinnych w latach 2013-2019

Eksperci RynekPierwotny.pl zwracają uwagę, że przeciętny czas budowy polskich domów skracał się pomimo wzrostu kosztów budowlanych i problemów z dostępnością fachowców. Taka sytuacja wynikała m.in. ze zmian technologicznych i częstszego kredytowania budowy przez banki.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Korzystny wyrok dla firm użytkujących służbowe pojazdy

Przedsiębiorca udostępniający pracownikom samochody służbowe ma prawo do pełnego odliczenia VAT od paliwa, opłat leasingowych i części eksploatacyjnych, jeśli tylko stworzy w firmie mechanizmy, które zapewnią maksymalną gwarancję wykorzystywania tych aut wyłącznie do celów działalności gospodarczej. Nawet wówczas, gdy pracownik parkuje auto pod domem – orzekł WSA w Rzeszowie w wyroku z 2 czerwca 2020 r., sygn. akt I SA/Rz 266/20).

Podróż służbowa i parkowanie samochodu w miejscu zamieszkania

Spółka z o.o. świadcząca usługi informatyczne oraz zajmująca się sprzedażą oprogramowania w celu prowadzenia swojej działalności wyposażyła się we flotę aut, które udostępnia pracownikom. Dla jak najbardziej efektywnego zagospodarowania czasu pracy, po zakończonym dniu pracy w firmie pracownicy, którzy nazajutrz mają odbyć podróż służbową np. do klienta, pobierają auta i udają się nimi do swoich miejsc zamieszkania. Wraz z pobraniem rozpoczyna się ich podróż służbowa, która kontynuowana jest następnego dnia od miejsca zamieszkania pracownika do miejsca docelowego – siedziby klienta. Jeśli czas realizacji obowiązków w podróży służbowej przeciąga się do późnych godzin dnia, pracownicy zamiast do spółki wracają bezpośrednio do swego miejsca zamieszkania, zwracając samochód służbowy na teren firmy następnego dnia rano wraz z rozpoczęciem kolejnego dnia pracy. W tym momencie kończy się ich podróż służbowa. Takie rozwiązanie przynosi spółce i jej pracownikom wymierne korzyści. Pracownicy nie tracą bowiem czasu na odbieranie i zwrot samochodu, a co najważniejsze, od momentu pobrania samochodu służbowego do jego zdania w siedzibie firmy pracownik nie może go wykorzystywać do celów prywatnych. Dojazd do klienta z miejsca zamieszkania pracowników liczy taką samą odległość, a nawet krótszą niż wyjazd z siedziby spółki. Stąd też taka organizacja trybu korzystania przez pracowników z floty aut do celów służbowych nie generuje dodatkowych kosztów ich eksploatacji.

Spółka stworzyła system gwarancji wykorzystywania aut wyłącznie do celów służbowych

Spółka wystąpiła do organu podatkowego z wnioskiem o potwierdzenie, czy opisany sposób wykorzystywania samochodów służbowych uprawnia ją do odliczania w pełnej wysokości podatku VAT od paliwa, opłat leasingowych i części eksploatacyjnych. Swoje stanowisko uzasadniała tym, że:

  • wykorzystuje auta wyłącznie do działalności gospodarczej, do czynności opodatkowanych VAT;
  • prowadzi ewidencję pojazdów dokumentującą: numer rejestracyjny, dzień rozpoczęcia i zakończenia prowadzenia ewidencji, stan licznika przebiegu na dzień rozpoczęcia i zakończenia ewidencjonowania oraz na koniec każdego okresu rozliczeniowego, liczbę przejechanych kilometrów oraz wpisy osoby kierującej pojazdem samochodowym dotyczące każdego wykorzystania tego pojazdu, obejmujące: datę i cel wyjazdu, opis trasy, liczbę przejechanych kilometrów;
  • dodatkowo w firmie obowiązuje wewnętrzne zarządzenie, w którym określone są ścisłe reguły korzystania z firmowego auta, a więc: wyłącznie do celów służbowych, bez możliwości wykorzystywania go do celów prywatnych, a zarządzenie to zawiera podpisaną przez pracownika deklarację, że zobowiązuje się on do wykorzystywania auta zgodnie z tymi zasadami do prowadzenia ewidencji jego użytkowania oraz oświadczenie pracownika o świadomości odpowiedzialności pod groźbą nałożenia przez pracodawcę grzywny za naruszenie tych zasad;
  • spółka kontroluje przestrzeganie zakazu m.in.: poprzez kontrolę ewidencji pokonanych kilometrów czy analizę danych z systemu obsługi paliwowych kart flotowych, gdzie pracownik każdorazowo przy tankowaniu musi podać aktualny stan licznika;
  • złożyła formularz VAT-26, w którym ujawniła samochody objęte wnioskiem, czym dopełniła obowiązki informacyjne wobec naczelnika urzędu skarbowego.

…bo pracownik parkuje pod domem

Organ podatkowy w całości zanegował uzasadnienie spółki. Wskazując na treść art. 86a ust. 1-13 ustawy o VAT, stwierdził, że przedsiębiorca ma możliwość pełnego, 100% odliczenia VAT naliczonego od paliwa, opłat leasingowych i części eksploatacyjnych tylko pod warunkiem, że firmowy samochód wykorzystywany jest wyłącznie do działalności gospodarczej tego przedsiębiorcy. Przyznał, że przepisy ww. ustawy nie określają, jakimi dokładnie metodami przedsiębiorca ma zagwarantować, że samochód nie będzie użytkowany do celów prywatnych, ale metody te muszą pozwalać na obiektywne tego potwierdzenie. Odmawiając spółce możliwości pełnego odliczenia VAT, uzasadnił, że możliwość wykorzystywania auta służbowego do celów prywatnych należy oceniać w kategoriach potencjalności, prawdopodobieństwa takiego wykorzystania, a nie faktycznej możliwości. A jak stwierdził organ, w niniejszej sprawie już samo parkowanie auta służbowego przez pracownika w miejscu swojego zamieszkania potencjalnie pozwala mu wykorzystywać je do celów prywatnych. I żadna ze stosowanych przez spółkę form kontroli, analizy danych z kart flotowych czy deklaracji pracownika tego nie zmieni.

Chodzi tylko o stworzenie systemu gwarancji, bo nie da się wyeliminować czynnika ludzkiego

„…podjęte przez skarżącą Spółkę działania należało uznać za obiektywnie wystarczające dla zabezpieczenia wykorzystania pojazdów dla celów działalności gospodarczej, a tym samym wykluczające ich użycie dla celów niezwiązanych z tą działalnością” – orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Rzeszowie w wydanym 2 czerwca 2020 r. wyroku, sygn. akt I SA/Rz 266/20. Tym samym Sąd uchylił niekorzystną dla spółki interpretację organu podatkowego, nie podzielając jego stanowiska, że przedsiębiorca nie podjął niezbędnych działań w celu wyeliminowania możliwości wykorzystywania aut służbowych do celów prywatnych.

Zdaniem Sądu, ponieważ przepisy ustawy nie precyzują, w jaki sposób przedsiębiorca ma zapewnić wyłączne użytkowanie pojazdów do celów służbowych, musi on ustalić w swojej firmie i wdrożyć mechanizmy i reguły korzystania z nich, które w możliwie maksymalnym stopniu to zagwarantują. A za takie wystarczające mechanizmy i reguły rzeszowski sąd uznał wdrożone przez spółkę regulaminy, kontrole i ewidencje. Obalając argument fiskusa odnośnie do parkowania samochodu służbowego przez pracownika pod domem, stwierdził:

„Za chybiony trzeba uznać argument organu, że samo parkowanie pojazdu w miejscu zamieszkania, co do zasady pozwala pracownikowi na potencjalne wykorzystanie samochodu do celów prywatnych. Dopóki bowiem mamy do czynienia z tzw. „czynnikiem ludzkim” dopóty istnieje zagrożenie, że dany pojazd może potencjalnie zostać wykorzystany do celów innych niż związane z działalnością gospodarczą podatnika. Może to mieć miejsce również w sytuacji, gdy pojazd nie jest parkowany w miejscu zamieszkania pracownika” (sygn. akt I SA/Rz 266/20).

Podsumowanie

Jak orzekł WSA w Rzeszowie, ponieważ w przedmiotowej kwestii nie można wyeliminować czynnika ludzkiego, to od przedsiębiorców chcących w 100% odliczać VAT z kosztów poniesionych w związku z użytkowaniem służbowego auta wymaga się jedynie, aby wdrożyli w swojej firmie takie procedury, które dadzą maksymalną pewność, że samochody te mogą być wykorzystywane wyłącznie do celów prowadzonej działalności gospodarczej.

Rozstrzygnięcie rzeszowskiego sądu – w przeciwieństwie do interpretacji organu podatkowego – w pełni odpowiada idei i regułom prowadzenia działalności gospodarczej. Podjęte w niniejszej sprawie przez przedsiębiorcę działania były całkowicie racjonalne i uzasadnione ekonomicznie z punktu widzenia prowadzenia firmy. Spółka odpowiedzialnie optymalizuje koszty prowadzenia swojej działalności nie tylko przez to, że pracownik nie traci rano czasu na odbiór auta z siedziby spółki, ale również dlatego, że efektywniej wykorzystywany jest grafik pracownika, bowiem czas, jaki przeznaczałby na dojazd do firmy celem zdania auta przed zakończeniem dnia pracy, poświęcany byłby kosztem czasu, jaki mógłby przeznaczyć na spotkania z klientami.

Dlatego omawiany wyrok może być impulsem dla wszystkich tych przedsiębiorców, którym fiskus odbiera lub odebrał możliwość pełnego odliczania VAT z tytułu użytkowania pojazdów. Właściwie skonstruowane regulaminy i mechanizmy kontroli wykorzystywania samochodów służbowych mogą uchronić firmy przed takim niekorzystnym dla nich działaniem organów.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Polska tarcza faktoringowa pierwszą w Europie

Komisja Europejska zatwierdziła polski program wsparcia przedsiębiorstw dotkniętych skutkami epidemii koronawirusa, oparty na faktoringu. Wartość programu to 11,5 mld zł.   

To ogromny sukces Polskiego Związku Faktorów i wszystkich członków naszego samorządu branżowego – mówi Jarosław Jaworski, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.

– Tuż po wybuchu pandemii, gdy oczywiste stało się, że zamrożenie gospodarki będzie silnym ciosem dla polskich przedsiębiorców, rozpoczęliśmy rozmowy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego, w sprawie objęcia finansowania faktur tarczą antykryzysową. Właśnie udało się wcielić nasz pomysł w życie. Jesteśmy pierwszym europejskim rynkiem, na którym pomoc dla firm będzie realizowana w oparciu o faktoring – dodaje Jarosław Jaworski.

Związek przedstawił więc propozycje wsparcia przedsiębiorczości w Polsce przez rynek faktoringowy w okresie epidemii koronawirusa. Jedną z nich było objęcie finansowania w formie faktoringu z regresem oraz faktoringu odwrotnego programem Funduszu Gwarancji Płynnościowych, zarządzanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego.

– Spotkaliśmy się ze zrozumieniem ze strony rządowej oraz Banku Gospodarstwa Krajowego i przygotowaliśmy wspólnymi siłami pierwszy w Europie program pomocowy dla przedsiębiorców oparty na faktoringu. To sukces całego rynku skupionego wokół PZF i efekt kilkumiesięcznej, wytężonej pracy nad stworzeniem programu spełniającego twarde unijne kryteria – mówi Konrad Klimek, wiceprzewodniczący komitetu wykonawczego PZF.

Nowy program BGK będzie działał tak, jak sprawdzone i dobrze znane gwarancje portfelowe, np. gwarancje de minimis. BGK podpisze z faktorami (bankami lub firmami faktoringowymi) umowy portfelowe oraz przyzna im limity gwarancyjne. Z tych limitów faktorzy będą mogli korzystać, obejmując gwarancjami BGK udzielane przedsiębiorcom limity faktoringowe. Program będzie skierowany do wszystkich firm, niezależnie od branży i wielkości.

– Rolą Banku Gospodarstwa Krajowego jest wsparcie przedsiębiorców w czasie kryzysu. Do tej pory 26 tysięcy firm skorzystało z pakietu pomocowego BGK. Nowe rozwiązanie, które wypracowaliśmy wspólnie z faktorami, bazuje na mechanizmie gwarancyjnym. Współpraca BGK z faktorami zapewni płynność firmom i umożliwi bieżącą regulację zobowiązań – powiedziała Beata Daszyńska-Muzyczka, prezes Banku Gospodarstwa Krajowego.

Firmy faktoringowe od ponad ćwierć wieku wspierają polskich przedsiębiorców                    w prowadzeniu działalności. Finansują ich rozwój i zapewniają środki na zaspokojenie najpilniejszych potrzeb. Umożliwiają zamianę należności wynikających z wystawionych faktur na gotówkę. Pozwala to skutecznie zabezpieczyć płynność finansową i uniknąć zatorów płatniczych. Z ich usług korzysta już 18 tys. firm w Polsce.

Faktoring należy do usług, z których przedsiębiorcy korzystają po to, aby w prosty sposób i w krótkim czasie pozyskać gotówkę na bieżące zobowiązania. Sięgają po to rozwiązanie w przypadku, gdy wystawione przez nich faktury mają odroczone terminy płatności. Usługa stanowi alternatywę dla kredytu bankowego dla firm lub jego uzupełnienia.

W I półroczu tego roku skupili faktury o wartości ponad 135 mld zł i jako jedyny sektor rynku finansowego zanotowali wzrost.

W czasie kryzysu, kiedy bieżąca sprzedaż towarów i usług ulega bardzo istotnym spadkom, „łatanie” luki płynnościowej tylko za pomocą kredytów lub innego finansowania dłużnego, powoduje dalsze zadłużanie się firm przy spadku obrotów. To powoduje pogorszenie ich sytuacji. – W przypadku faktoringu mamy sytuację odmienną. Tu istotą jest „odmrażanie” środków finansowych poprzez zamianę należności na gotówkę. I to jest największą zaletą tej usługi w obecnych czasach, co zresztą zostało potwierdzone podczas kryzysu finansowego         w latach 2008/2009 – mówi Dariusz Steć, dyrektor wykonawczy PZF.

Polacy nadal zainteresowani wyjazdem do pracy za granicę. Plany dotyczące emigracji zarobkowej

9,9% Polaków powyżej 18 roku życia rozważa wyemigrowanie w celach zarobkowych w ciągu najbliższego roku, wynika z badania Kantar Polska przeprowadzonego na zlecenie Work Service na przełomie czerwca i lipca br. O wyjeździe najczęściej myślą przedstawiciele pokolenia Y, czyli 25-36 latkowie. Wskazywane przez nich kraje to w pierwszej kolejności Niemcy, Holandia, Wielka Brytania i Belgia.

– W całej Europie widoczne jest wyższe bezrobocie i spadek PKB, gospodarka jednak ożywa, co skutkuje wzrostem zapotrzebowania na pracowników, w tym z Polski. Zainteresowanie wyjazdem w celach zarobkowych utrzymuje się na wysokim poziomie, co ułatwia rekrutacje. Przed epidemią dostępność pracowników w niektórych zawodach była niewielka, obecnie łatwiej ich pozyskać – komentuje Iwona Szmitkowska, Prezes Zarządu Work Service.

Jak wynika z XIV edycji Badania Barometr Rynku Pracy, przeprowadzonego na przełomie czerwca i lipca tego roku przez Kantar Polska na zlecenie Work Service, emigrację zarobkową rozważa obecnie 9,9 % badanych. Nie ma takich planów 87 %. Jednocześnie znacząco wzrósł odsetek osób niezdecydowanych, zmalał tych, które stanowczo nie zamierzają podejmować takich kroków.

Rozważanie emigracji zawodowej w ciągu najbliższego rokuRozważanie emigracji zawodowej w ciągu najbliższego roku

Odsetek osób, które biorą pod uwagę podjęcie pracy poza granicami kraju pozostaje na tym samym poziomie na przestrzeni ostatnich kilku lat. W lutym 2020 roku było to 11,6 %, we wrześniu ub. roku 8,6 %, w marcu 2018 – 11,8 %.

Rozważanie emigracji – porównanie wyników na przestrzeni ostatnich latRozważanie emigracji – porównanie wyników na przestrzeni ostatnich lat

Kto rozważa wyjazd w celach zarobkowych?

– Wśród rozważających wyjazd są osoby, które straciły pracę, szukają lepszego zajęcia oraz te, które wraz ze spowolnieniem gospodarczym przyjechały do kraju i myślą o ponownym wyjeździe za granicę, gdzie zarobki w wielu sektorach są dużo wyższe. Istotnym argumentem oprócz finansowego jest możliwość zdobycia doświadczenia lub sprawdzenie swoich umiejętności. Osoby, które nie chcą rozstawać się z rodziną na dłużej, wybierają pracę sezonową – komentuje Iwona Szmitkowska.

Bardziej przekonani do wyjazdu są mężczyźni, osoby mające wykształcenie średnie i zawodowe, rzadziej te z wykształceniem wyższym. Częściej to osoby bezrobotne. Chętniej wyjechaliby mieszkańcy regionu zachodniego – aż co piąty pytany. Mniej zainteresowani tą możliwością są mieszkańcy regionu południowo-zachodniego (16 %), wschodniego (10 %), centralnego i południowego (tylko 4 %). Z badania wynika, że wielkość miejscowości nie ma wpływu na decyzję.Kto rozważa wyjazd w celach zarobkowych

Powyższa mapka przedstawia odsetek osób rozważających wyjazd w celach zarobkowych w poszczególnych regionach.

Plany dotyczące emigracji zarobkowej – podział ze względu na pokolenie

Zdecydowanie najczęściej bierze pod uwagę emigrację zarobkową pokolenie Y (25-36 latkowie). Pokolenie X (37-59) najczęściej deklaruje, że nie bierze takiej perspektywy pod uwagę, za to pokolenie Z (18-24) jest najbardziej niepewne takiej decyzji.Plany dotyczące emigracji zarobkowej – podział ze względu na pokolenie

Dokąd?

Z badania wynika, że Polacy najchętniej wyjechaliby do pracy do Niemiec (33 % badanych), Holandii (21,5 %), Wielkiej Brytanii (12 %) i Belgii (8,3 %).

Najbardziej otwartym rynkiem pozostają Niemcy, które nie zamknęły granic dla pracowników z Unii Europejskiej w czasie epidemii. Chcąc przyciągnąć pracowników z Polski, niemieckie firmy proponowały im dodatki do wynagrodzenia na pokrycie kosztu noclegów i wyżywienia po niemieckiej stronie. O pracę trudniej we Francji, Hiszpanii i we Włoszech.

Oferty pracy

Z danych Work Service wynika, że pracownicy są potrzebni w pierwszej kolejności w branży budowlanej, produkcji oraz w logistyce (FMCG) i handlu detalicznym.

Duże zapotrzebowanie cały czas zgłasza sektor medyczny, w którym pandemia pogłębiła braki kadrowe. Szacuje się, że tylko na rynku niemieckim brakuje ok. 17 tys. pielęgniarek i 3,5 tys. lekarzy. Nadal potrzebne są opiekunki osób starszych, które wiosną tego roku często rezygnowały z pracy.

Na pracowników nadal czekają też rolnicy i sadownicy – co roku tylko niemieckie rolnictwo zgłasza zapotrzebowanie na około 300 tys. pracowników sezonowych. Jesienią dużymi zleceniodawcami są właściciele winnic.

Pozostałe branże zgłaszające zapotrzebowanie to nadal farmacja oraz IT, w którym na koniec 2019 roku w samych tylko Niemczech było 129 tys. nieobsadzonych miejsc pracy.

Wynagrodzenie

Z danych Work Service wynika, że płace pozostają na tym samym poziomie. W Niemczech średnio to 10 Euro (44 zł) dla prostych prac produkcyjnych i logistycznych, więcej w przypadku zawodów specjalistycznych. W zdecydowanej większości nie ma presji na obniżanie wynagrodzenia. Pracownicy mogą też liczyć na wyższy pułap dodatków płacowych zwolnionych z podatku dochodowego, ale to wszystko. W najbliższym czasie wynagrodzenia nie powinny rosnąć, co związane jest z pogorszeniem sytuacji ekonomicznej.

Metodologia badania – XIV edycja badania Barometr Rynku Pracy została przeprowadzona w dniach 25.06.2020-8.07.2020 przez Kantar Polska na zlecenie Work Service. Zostało zrealizowane metodą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych w ramach badania syndykatowego Kartezjusz. Próbę 500 pracowników do większości pytań dobrano z ogólnopolskiej reprezentatywnej próby dorosłych Polaków (18+ lat). Próba bazowa odpowiadała strukturze populacji pod względem płci, wieku, wykształcenia oraz klasy wielkości i województwa miejsca zamieszkania dzięki losowo-kwotowemu doborowi badanych oraz ważeniu wyników. W pytaniach dotyczących emigracji zarobkowej próbę tę uzupełniono o bezrobotnych, na urlopach macierzyńskich i wychowawczych oraz uczących się – próba wraz z pracującymi 640. Dokładność wyników zależy od liczebności analizowanej grupy i odsetka odpowiedzi. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby pracujących Polaków N=500 to +/-4,47%, a próby potencjalnych pracowników N=640 +/- 3,94%.

Stan polskiej edukacji budzi wiele kontrowersji

Stan polskiej edukacji budzi wiele kontrowersji. Z jednej strony zderzamy się z niedawnymi zmianami w systemie edukacyjnym i ciągnącymi się konsekwencjami dla uczniów i nauczycieli. Z drugiej jednak strony polscy uczniowie wciąż znajdują się wysoko w międzynarodowych rankingach, mierzących poziom wiedzy i wyników edukacyjnych na świecie. Polska młodzież, a szczególnie warszawska, plasuje się w czołówkach wielu takich list. Jest to jednak bardzo nierówna statystyka. Porównanie wyników matur w poszczególnych komisjach regionalnych pokazuje duży rozstrzał między wynikami w różnych województwach. Obserwując decyzje uczniów dotyczących zdawanych na maturze przedmiotów oraz ich osiągnięcia można sformułować wniosek, że spada w Polsce ambicja edukacyjna, szczególnie w zakresie przedmiotów ścisłych.

– Zbyt mało uczniów szkół średnich wybiera egzaminy na poziomie rozszerzonym. W wielu województwach egzamin rozszerzony z fizyki czy z chemii wybiera mniej uczniów, niż dostępnych jest miejsc na studiach w regionalnych politechnikach – powiedział serwisowi eNewsroom Waldemar Siwiński, prezes Fundacji Edukacyjnej “Perspektywy”. – Mamy dobre wyniki z języka angielskiego i polskiego, natomiast tradycyjnie kiepsko idzie maturzystom matematyka. To jest pewne dziedzictwo lat wcześniejszych, kiedy matura z matematyki nie była obowiązkowa. Pojawiła się więc generacja nauczycieli matematyki, którzy sami nie zdawali jej na egzaminie maturalnym. To jest tak naprawdę największe wyzwanie, które stoi przed systemem edukacyjnym w Polsce. Drugie wyzwanie – ważne nie tylko w Polsce ale i na świecie – to przystosowanie systemu edukacji do realiów ery cyfrowej, ery digitalizacji, ery sieci. Z jednej strony bowiem mamy dostęp do coraz powszechniejszego, szerokopasmowego internetu, z drugiej natomiast nie wykorzystujemy go w dydaktyce. Uczniowie i nauczyciele szukają sobie informacji, natomiast edukacja cyfrowa i edukacja dostosowująca do świata cyfrowego wciąż raczkuje. Tę lekcję musimy odrobić – diagnozuje Siwiński.

Oszustwa na bon turystyczny 500+ czy darmowy voucher na wakacje w Polsce coraz częstsze!

Wakacje to doskonała okazja do wypoczynku, ale również liczne próby oszukania sporej
grupy osób. Naciąganie, kradzieże i wyłudzanie danych przy wykorzystaniu telefonu czy
internetu to obecnie dość popularna metoda. – mówi Kamila Miciuła z portalu
Nocowanie.pl.

W ostatnich dniach spora część osób odbiera połączenia od tajemniczej Pani Iwony Woźniak, która oferuje voucher na 3-dniowy pobyt w nowo otwartych hotelach uzdrowiskach w Polsce. Przestrzegamy i informujemy, że to próba oszustwa.

Pani Iwona to w rzeczywistości bot, oparty na sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym. Z pewnością większość osób nie zdaje sobie sprawy z faktu, że rozmawia z robotem. Mało
tego, w przeciągu chwili bot jest w stanie obdzwonić setki osób w tej samej sprawie.

Pełna treść wypowiedzi bota Iwony przedstawia się następująco:

“Dzień dobry, z tej strony Iwona Woźniak. Dzwonię w związku z akcją »Nasze Zdrowe Wczasy 2020«, która jest prowadzona na terenie naszego kraju. W ramach naszej akcji, chciałabym serdecznie pogratulować i wręczyć Państwu całkowicie bezpłatny voucher, który gwarantuje aż 3-dniowy pobyt w jednym z naszych nowo otwartych hoteli-uzdrowisk, całkowicie za darmo. Dla Państwa mamy do wyboru…”.

Nie da się ukryć, że brzmi to bardzo zachęcająco. Z pewnością spora część osób ucieszyła się z takiego obrotu sprawy i z wielką radością wyraziła zgodę na taką nagrodę. Bo skoro za
darmo… Warto dodać, że cały czas mamy wrażenie, że rozmawiamy z człowiekiem przez
telefon. Nasz robot odpowiada na każde pytanie, zachęca do przyjazdu, pyta o nasze dane
osobowe i wskazuje miejsce, w które musimy się udać, by odebrać nagrodę.

Jak rozpoznać, że rozmawiamy z robotem?

Jest kilka sposobów, pozwalających nam stwierdzić, że rozmawiamy z robotem, a nie
człowiekiem. Przede wszystkim:
• bot zazwyczaj będzie się zwracać do nas “per Państwo”, a nie “per Pan/Pani”
• często używa bezosobowych zwrotów
• nie używa naszego imienia
• bot mówi bardzo szybko i bardzo często niektóre frazy nie są akcentowane, jak w
normalnej rozmowie
• skrypty opierają się na bardzo podobnej mechanice i kolejności

O czym warto pamiętać, gdy zdarzy nam się tego typu rozmowa?

Musimy działać przede wszystkim szybko i zdecydowanie. W takim przypadku warto:
• jak najszybciej zakończyć rozmowę
• pod żadnym pozorem nie podawać naszych danych osobowych
• upewnić się, czy to nie jest przypadek wyłudzenia naszych danych – można to
rozwiązać w sposób alternatywny, wybierając się np. do danej instytucji
• jeśli po raz kolejny otrzymasz tego typu telefon, to warto zapytać, kto jest
Inspektorem Danych Osobowych, skąd ma nasz numer i czy istnieje inna forma
kontaktu z daną firmą
• można również dodać ten numer na naszą czarną listę połączeń, poprzez skorzystanie
z opcji “Blokuj”, czy “Dodaj do blokowanych”
• należy również zgłosić tego typu przypadki do odpowiednich organów

Na topie jest również bon turystyczny, to także świetna okazja dla oszustów. W tym
przypadku należy pamiętać, żeby zweryfikowanych informacji szukać u źródła, czyli w
podmiotach odpowiadających za realizację i obsługę dodatku wakacyjnego – Ministerstwie
Rozwoju, Polskiej Organizacji Turystycznej czy PUE ZUS.

Mamy nadzieję, że powyższe porady pomogą uporać się z tego typu zagrożeniem i próbą
wyłudzenia danych. Zachowajmy zdrowy rozsądek w tego typu sytuacjach