Jaka przyszłość czeka biura? Jak doświadczenie pracy zdalnej związane z Covid-19 zmieni powierzchnię biurową?

Pandemia Covid-19 podważyła obowiązujące od dawna poglądy na temat tego, jaka jest funkcja biura, jak z niego korzystać, w jakim wymiarze czasowym jest nam potrzebne. Firmy w kilka dni przeszły na pracę zdalną, a wracają do biur rozkładając powrót na kilka tygodni czy nawet miesięcy.  Biuro zmienia się na naszych oczach, ale nadal pozostanie kluczowym elementem infrastruktury firmy i życia organizacji. Poniżej specjaliści AXI IMMO wyselekcjonowali 5 powodów, dla których biuro nadal będzie potrzebne i 5 teorii, w jaki sposób zmieni się w przyszłości. 

5 socjalno-społecznych powodów, dlaczego biura są i będą potrzebne firmom

Biuro jest miejscem, w którym rodzą się pomysły

Wspólne spędzanie czasu na tej samej przestrzeni sprzyja spontanicznym i nieformalnym rozmowom, dzięki którym następuje wymiana pomysłów. Krótkie pogawędki przy ekspresie do kawy nie wydarzyłyby się podczas wideokonferencji a często są źródłem najlepszych pomysłów na produkty czy rozwiązania biznesowe. Nawet przypadkowo usłyszana w biurze rozmowa może odegrać ważną rolę i być źródłem inspiracji.

Swobodna wymiana idei jest kluczem do sukcesu dla najbardziej innowacyjnych firm. Dlatego lokują się one w centrach miast, w sąsiedztwie innych firm, start-upów i instytucji naukowych działających w podobnych dziedzinach. Tak na przykład Sillicon Valley to klaster skupiający zaawansowane firmy technologiczne, City of London gromadzi graczy z sektora finansowego a warszawska Praga przyciąga producentów gier komputerowych i branżę artystyczną. Fizyczna bliskość innych graczy rynkowych pozostaje kluczowa dla biznesu, dlatego posiadanie biura w odpowiedniej lokalizacji jest wciąż ważne dla działalności firmy.

Ponadto, choć większa część pracy będzie wykonywana z domu, odpowiednio zaprojektowane biuro pozostanie kluczem do efektywnej współpracy i komunikacji w ramach organizacji. Pracodawcy będą musieli znaleźć nowy, optymalny dla siebie model, który pomoże osiągnąć lepszą równowagę między pracą w biurze i pracą zdalną.

Biuro pomaga budować ducha zespołu

Biuro integruje ze sobą osoby, które niekoniecznie pracują ze sobą blisko na co dzień. Dzielenie tej samej przestrzeni stwarza szanse na interakcje sam na sam z osobami, do których nie mielibyśmy powodu zadzwonić pracując z domu i do których nie mielibyśmy śmiałości zwrócić się na forum rozmowy konferencyjnej. Osoby na różnym poziomie pozycji w hierarchii organizacji z różnych działów mogą mieć ograniczony kontakt, gdy pozbawione są losowych spotkań w kuchni, windzie czy innych częściach biura.

Bliskie relacje z kolegami z pracy budowane są poprzez spędzanie razem dużej ilości czasu i częste rozmowy – również, a może przede wszystkim, te o charakterze osobistym. Jest to ważne zarówno dla organizacji – bo osobiste relacje między jej członkami są niezbędne do budowania poczucia przynależności – jak i dla jednostek – bo tego typu kontakty często pozostają na lata, stając się częścią sieci kontaktów zawodowych. Po wielu latach łatwiej jest sięgnąć po słuchawkę i zaproponować współpracę komuś, z kim dzielimy doświadczenia i wspomnienia z tej samej organizacji niż komuś mało nam znanemu.

Nie każda grupa sprawdzi się w pracy zdalnej

Istnieje ku temu wiele powodów, począwszy od nieodpowiedniego biurka i fotela do pracy, po niewystarczająco dobre połączenie wifi i brak cichych miejsc w domu, które umożliwiałyby koncentrację i prowadzenie długich rozmów telefonicznych. Istnieją jeszcze większe wyzwania, takie jak przestrzeganie tajności i bezpieczeństwa informacji oraz dokumentów.

Niektóre z tych problemów mogą zostać zażegnane dzięki odpowiednim inwestycjom. Na przykład, Google wypłaca swoim pracownikom w USA dodatek na czas pandemii, który ma pokryć dodatkowe koszty związane z przystosowaniem domu do pracy zdalnej (jak również np. dodatkowe koszty opieki nad dziećmi).

Stworzenie optymalnych warunków do pracy w warunkach domowych nie zawsze jednak będzie możliwe. W szczególności młodsze pokolenie, z reguły zamieszkujące mniejsze mieszkania, może mieć problem z zaaranżowaniem w nich biur. Jednocześnie młodsze osoby mają większą potrzebę przebywania w biurze – mają one szersze potrzeby towarzyskie i większą potrzebę budowania sieci kontaktów.

W biurze najskuteczniej się uczymy i łatwiej zarządzać w nim ludźmi

Uczymy się poprzez obserwowanie osób z większą wiedzą i doświadczeniem w danej dziedzinie oraz przez zadawanie im pytań. Proces mentoringu jest bardzo trudny do odtworzenia w trybie zdalnym, ponieważ często najbardziej wartościowe lekcje są efektem spontanicznych interakcji. Te z kolei wymagają spędzania razem dużej ilości czasu. Ponadto, niektóre zadania są na tyle trudne, że wymagają intensywnego zaangażowania mentora.

Warto też pamiętać, że istnieje wiele typów osobowości i wiele preferowanych stylów zarządzania. Niektórzy pracownicy zwyczajnie wymagają wysokiego stopnia nadzoru. Poprzez wspólne spędzanie czasu w biurze przełożony może nauczyć się, jaki rodzaj osobowości mają członkowie jego zespołu, jakie preferują sposoby komunikacji i co ich motywuje. Zgromadzenie takiej samej wiedzy zajmuje więcej czasu gdy do dyspozycji są tylko narzędzia komunikacji zdalnej.

Biuro jest dobre dla kondycji psychicznej

Potrzeba bezpośredniej interakcji z innymi ludźmi jest zakodowana w gatunku ludzkim. Istnieją przekonujące analizy naukowe sugerujące, że samotność wywiera silny negatywny wpływ na nasze zdrowie fizyczne. Badanie przeprowadzone przez naukowców z Brigham Young University z USA w 2015 roku udowodniło, że samotność powoduje więcej przypadków przedwczesnych śmierci niż palenie czy nadwaga.

Samotność jest oczywiście doświadczeniem psychicznym, nie fizycznym, co oznacza, że można czuć się samotnie również w otoczeniu innych ludzi. Jednak częste interakcje społeczne z pewnością zmniejszają ryzyko samotności. Ponadto różne typy osobowości różnie radzą sobie z odizolowaniem związanym z pracą zdalną i brakiem socjalizacji w ciągu dnia. Do tego dochodzą różnice w środowiskach domowych i obecność w domu innych ludzi.

Przy organizacji pracy ważne jest, by pracodawca wziął pod uwagę potrzeby różnych osób i stworzył możliwość częstych interakcji twarzą w twarz.

Przyszłość biur. Jak doświadczenie pracy zdalnej związane z Covid-19 zmieni biura?

  1. Redefinicja funkcji biura

Dla wielu firm biuro przestanie być koniecznością, a stanie się miejscem ułatwiającym funkcjonowanie i osiąganie sukcesów biznesowych. Po wycofaniu obostrzeń epidemicznych rola biura skupi się na spotkaniach twarzą w twarz, pracy zespołowej, szkoleniach i mentoringu. Biuro będzie też miało na celu umożliwienie pracownikom interakcji towarzyskich, które są podstawą budowania poczucia przynależności do organizacji. Te ważne funkcje zostały zaniedbane podczas pandemii.

Biuro stanie się swojego rodzaju ‘klubem’ do spotkań z ludźmi i wymiany pomysłów. Będzie to swoista kuźnia idei. W celu osiągnięcia tego celu projektowanie przestrzeni biurowej będzie musiało ulec zmianie.  Jeszcze większą uwagę projektanci będą przykładać do organizacji przestrzeni spotkań.

  1. Biuro stanie się bardziej atrakcyjne

W krótkim okresie pracodawcy będą dążyć do stworzenia przestrzeni zapewniającej zdrowie i bezpieczeństwo – poprzez inwestycje w lepsze systemy wentylacji, ułatwienia dla rowerzystów, wprowadzenie technologii bezdotykowej, czytniki temperatury ciała przy wejściu do biura oraz bardziej restrykcyjny reżim sanitarny. Jednocześnie zwracając uwagę na koszty, będą szukać oszczędności.

Po ustaniu zagrożenia epidemicznego i ustabilizowaniu się gospodarki, najemcy będą coraz częściej decydować się na inwestycje w fit-outy w celu przekształcenia biura w atrakcyjne przestrzenie do kolaboracji, interakcji i innowacji. Pracodawcy będą chcieli przyciągnąć pracowników do biura oraz zwiększyć ich produktywność poprzez stworzenie im inspirującej przestrzeni do pracy.

Dbałość o zdrowie i samopoczucie pozostanie priorytetem i będzie realizowane poprzez zapewnienie wysokiej jakości powietrza i oświetlenia w biurze, wprowadzenie roślinności i ułatwienia w wykonywaniu wysiłku fizycznego.

Ponadto, zwiększy się przestrzeń służąca do kooperacji i spontanicznych interakcji społecznych. Więcej firm zainwestuje w przestrzeń typu kawiarnia czy bufet. Wielu najemców będzie chciało zapewnić pracownikom atrakcyjną mikro lokalizację, z dostępem do kultury, gastronomii i oferty zakupowej by dodatkowo zmotywować ich do wyprawy do biura.

  1. Biuro ulegnie zmniejszeniu

Powszechność pracy zdalnej oraz spadające zatrudnienie ze względu na spowolnienie gospodarcze w krótkim okresie może doprowadzić do spadku popytu na powierzchnię biurową. Do pewnego stopnia będzie to niwelowane dążeniem do utrzymania niskiej gęstości pracowników w biurze.

W dłuższym okresie praca zdalna utrzyma się na wyższym poziomie. W odpowiedzi firmy wprowadzą system hotdesking’u, co pozwoli na znaczne obniżenie liczby biurek. Doprowadzi to do zmniejszenia średniego rozmiaru przestrzeni biurowej. Jednak korelacja między wzrostem pracy zdalnej a spadkiem zapotrzebowania na powierzchnię nie będzie wynosić 1:1, ponieważ struktura biura zmieni się. Wzrośnie udział przestrzeni służącej do kolaboracji i interakcji.

Zmiana w popycie na przestrzeń biurową będzie zależeć od branży. Firmy, których model biznesowy opiera się na procesach, będzie wymagał mniej powierzchni, ponieważ tego typu organizacje będą mogły funkcjonować w trybie zdalnym bez większego uszczerbku dla ich wyników. Natomiast branże kreatywne i innowacyjne, które czerpią sukcesy z efektywnej komunikacji międzyludzkiej i płynnej wymiany pomysłów, będą potrzebowały więcej przestrzeni do interakcji. Czeka nas faza eksperymentów, w której firmy będą szukać najbardziej dla siebie optymalnego modelu pracy.

  1. Koniec z mentalnością 9-17

Większa elastyczność w stosunku do miejsca i godzin pracy może doprowadzi do rozmycia tradycyjnych godzin szczytu i lepszego funkcjonowania systemu transportowego, w tym mniejszych korków i mniejszego zatłoczenia w środkach komunikacji. Budynki biurowe będą musiały funkcjonować w dłuższych godzinach, w niektórych przypadkach nawet w trybie prawdziwie całodobowym.

Możliwość wyboru miejsca pracy w zależności od typu zadania – przestrzeni do kolaboracji w celu wymiany pomysłów z innymi członkami zespołu i home office’u w celu np. napisania raportu – będzie miało pozytywny wpływ na produktywność. Dodatkowa ilość snu dzięki braku konieczności codziennych dojazdów również pomoże w lepszym funkcjonowaniu pracowników w ciągu dnia.

  1. Inne przestrzenie przejmą funkcję biur

Niekwestionowany wzrost pracy zdalnej doprowadzi do transformacji przestrzeni domowych. Prowizoryczne stanowiska pracy, które były wystarczające przy pracy raz na tydzień lub raz na dwa tygodnie, będą musiały zostać ulepszone. Niewykluczone, że pracownicy będą otrzymywać fundusze od pracodawców na biurka, ergonomiczne fotele biurowe i sprzęt komputerowy, a nawet na dostosowanie mieszkania lub domu do pracy zdalnej poprzez podział pomieszczeń, przekształcenie garażu lub strychu w biuro czy rozbudowę. Możliwość wygodnej pracy z domu i mniej dojazdów może zachęcić wiele osób do przeprowadzki dalej od centrów miast.

Również sektor gastronomiczny może skorzystać na bardziej elastycznym podejściu do pracy. Większa część spotkań biznesowych może się odbywać w kawiarniach i restauracjach, które oferują atrakcyjne i dynamiczne środowiska. Ponadto jest prawdopodobne, że po ograniczeniu ryzyka epidemicznego najemcy będą jeszcze chętniej niż w przeszłości brać pod uwagę wynajęcie dodatkowej przestrzeni w biurach coworkingowych. Może pojawić się zapotrzebowanie na mniejsze coworki w dzielnicach mieszkaniowych. Może okazać się, że to wygodna opcja dla pracownika oraz szansa na nawiązanie nowych kontaktów biznesowych.

To, do jakiego stopnia i w jakim tempie opisane przez nas zmiany nastąpią zależy od tego, jak długo obecna pandemia będzie trwać i czy wynaleziona zostanie szczepionka, która pozwoli na ograniczenie lub zupełne wyeliminowanie zarażeń. Bez względu na przebieg sytuacji, uważamy, że wiele zmian w sposobie wykonywania pracy, które nastąpiły w ciągu ostatnich miesięcy, może pozostać z nami na stałe.

W jak prosty i szybki sposób rozliczyć deklarację PIT?

W życiu ponoć pewne są tylko dwie rzeczy. Śmierć i podatki. O śmierci wiemy niewiele, ale o podatkach zdecydowanie więcej. Każdego roku nadchodzi taki czas, że musimy rozliczyć się z urzędem skarbowym z osiągniętych dochodów. Zależnie od rodzaju osiąganych dochodów wypełniamy różnego rodzaju deklaracje. Najłatwiej mają osoby, które mają dochód z umowy o pracę z jednym pracodawcą. Od pewnego czasu nie muszą one samodzielnie składać deklaracji, robi to za nich urząd skarbowy.

Najpopularniejsze rodzaje deklaracji PIT

Zdecydowanie najwięcej osób każdego roku składa deklarację PIT-37. Jest to deklaracja, którą składają osoby, za które ktoś inny wpłaca zaliczki na podatek. Czyli osoby uzyskujące dochody z tytułu umowy o pracę czy też różnego rodzaju zleceń.
Od niedawna osoby rozliczające PIT-37 mogą  to robić bardzo wygonie za pomocą e-pitu (https://urzadskarbowy.eu/twoj-e-pit/)
Osoby rozliczające się z PIT-37 otrzymują od pracodawcy PIT-11 gdzie są podane kwoty netto. Nie muszę one przejmować się terminowym regulowaniem należnych zaliczek. W sytuacji jeżeli podatnik ma również dochody, z których samodzielnie musi rozliczać podatek, to wówczas nie korzysta on z deklaracji PIT-37. Zazwyczaj wówczas sumuje się różnego rodzaju dochody i zamieszcza się je najczęściej w PIT-36. Jeżeli małżonkowie chcą rozliczać się wspólnie, ale jeden z nich musi rozliczać się na PIT-36, to wówczas oboje muszę złożyć wspólną deklarację PIT-36.

Jak szybko samodzielnie rozliczyć PIT?

Jeżeli planujemy samodzielne rozliczenie PIT-37 to najlepszą metodą będzie prosty i intuicyjny program e-pit, który w sposób intuicyjny pozwoli nam na rozliczenie podatku. Jeżeli mamy jedno źródło dochodu, to rozliczenie dosłownie zajmie nam 5 minut. To zdecydowanie najprostsza i najszybsza metoda na samodzielne rozliczenie podatku.

Najpopularniejsze odliczenia od podatku

Wypełniając samodzielnie PIT, pamiętajmy o przysługujących nam odliczeniach od podatku. Najpopularniejsze odliczenia od podatku to kwota ustawowo wolna, ubezpieczenie zdrowotne oraz ulga na dzieci. Wypełniając deklarację w programie e-pit wystarczy, że podamy dane naszych dzieci, a program samodzielnie wyliczy nam kwotę, o jaką zmniejszymy swój podatek. Podobnie sprawa wygląda w przypadku ubezpieczenia zdrowotnego. Wpisujemy wysokość opłaconych składek, a system samodzielnie wylicza kwotę obniżenie podatku.

Więcej przydatnych informacji o podatkach i ich rozliczeniu znajdziecie na stronie https://urzadskarbowy.eu.

Dlaczego warto wybrać Magento? Poznaj główne zalety i wady

Planujesz rozpocząć działania sprzedażowe w Internecie? Zupełnie naturalnym jest, że zastanawiasz się, jakie oprogramowanie do tego celu wybrać. Możliwości jest bowiem wiele – rynek oferuje zarówno rozwiązania darmowe, czyli open source oraz opcje autorskie i abonamentowe typu SaaS.

W dzisiejszym artykule skupimy się na konkretnej platformie i przedstawimy najważniejsze z mocnych i słabych stron jednego z najbardziej popularnych skryptów e-commerce na światowym rynku. Jeśli jesteś ciekawy, dlaczego warto wybrać tę konkretną platformę sprzedażową i czy sprawdzi się ona w każdym sklepie internetowym, zapraszamy do lektury.

Zalety Magento

Zestawienie zaczniemy od korzyści, które płyną z wykorzystania platformy Magento w swoim sklepie internetowym. Co można więc zyskać?

Oprogramowanie open source

Jedną z cech rozwiązania typu open source jest możliwość bezpłatnego użycia, dlatego to bardziej przyjazna opcja dla portfela. Open source to także gwarancja tego, że na rynku znajdziemy wielu specjalistów, którzy będą mogli zająć się naszym sklepem internetowym, w przeciwieństwie do platform dedykowanych lub modeli SaaS.

Zaawansowane funkcjonalności

Bezpłatna wersja Magento oferuje szeroki wachlarz zaawansowanych funkcjonalności. Rozbudowane raporty, historie zamówień, opcje rabatowania zależne od wielu zmiennych, powiadamianie o ponownej dostępności produktu, i wiele innych możliwości daje Magento od samego początku, bez konieczności dodatkowego wdrażania tych funkcji do systemu. Gotowe funkcje w systemie Magento umożliwiają potężny zakres działań na wielu obszarach takich jak marketing, zwiększanie lojalności użytkowników oraz efektywności biznesowej.

SEO

Magento to niezwykle skuteczne narzędzie pod kątem optymalizacji dla wyszukiwarek internetowych. Wpływ na ten aspekt ma kilka czynników m. in. dobra budowa adresów URL, mechanizmy automatyzujące tworzenie metadanych oraz przyjazne linki. Magento jest również przyjazny dla urządzeń mobilnych, co poprawia jego pozycje w wynikach wyszukiwania, a jednocześnie pozwala dotrzeć do większej grupy klientów. W końcu nie od dziś wiadomo, że to właśnie urządzenia mobilne stanowią większą część ruchu w sieci.

Skalowalność i wydajność

Kluczową zaletą Magento jest jego wydajność, dzięki czemu to rozwiązanie jest doskonałym narzędziem dla bardziej zaawansowanych sklepów e-commerce, generujących setki tysięcy sesji miesięcznie. Magento to przyszłościowa platforma e-commerce, dzięki której z małego sklepu online możesz rozwinąć biznes do ogromnych rozmiarów i to bez żadnego problemu z migracjami do innych systemów.

Wiele sklepów w jednym

Magento to komfortowe narzędzie, gdy prowadzisz wiele sklepów. Dzięki wbudowanej funkcji zarządzania w jednym panelu administracyjnym, możesz obsługiwać kilka sklepów internetowych.

Dodatki w sklepie Magento

Jeśli podstawowe funkcjonalności Magento okażą się dla Ciebie niewystarczające, w oficjalnym sklepie oprogramowania znajdziesz darmowe i płatne moduły, które poszerzą możliwości sklepu. Wśród dostępnych rozszerzeń znajdują się takie moduły jak integracja z Google Analytics, Mailchimpem czy Salesmanago.

To tylko część zalet oprogramowania Magento. Więcej informacji o tej platformie i pełną listę korzyści znajdziesz na stronie smartbees.pl/uslugi/magento.

Wady Magento

Mimo licznych zalet, nie można zapomnieć o słabszych stronach Magento, które dla niektórych właścicieli sklepów internetowych mogą być decydujące przy podejmowaniu ostatecznego wyboru skryptu.

Koszty wdrożenia i rozwoju systemu

Największą wadą Magento są jego koszty wdrożenia, które w porównaniu do innych rozwiązań dostępnych na rynku są po prostu bardzo drogie. Mimo tego, że Magento należy do open source wymaga wsparcia i pomocy technicznej związanej z zatrudnieniem programistów.

Wiedza programistyczna i wymagania techniczne

Magento to bardzo złożona platforma, dlatego wszelkie konfiguracje i aktualizacje wymagają umiejętności technicznych, co wiąże się z zatrudnieniem programistów, a to z kolei generuje kolejne koszty. Dodatkowym kosztem jest też odpowiednie środowisko hostingowe, ponieważ źle skonfigurowana i niedokładnie hostowana strona najzwyczajniej w świecie nie będzie poprawnie działać.

Czy Magento to dobry wybór dla Twojej firmy?

Magento to potężne narzędzie, które świetnie sprawdzi się głównie przy średnich i dużych sklepach, jednak jak wspominaliśmy wyżej – jest to oprogramowanie skalowalne i elastyczne, dlatego spisze się też przy mniejszych projektach. Wysokie koszty rozwoju i utrzymania są wadą, jednak tworzenie własnego sklepu to inwestycja w przyszłość. Warto dokładnie przeanalizować potrzeby i zestawić je z funkcjonalnościami i wymaganiami Magento, by finalnie zadecydować czy to właśnie tego skryptu potrzebujesz.

Artykuł powstał we współpracy z software house Smartbees.

18 miesięcy bez większych zmian w cenach OC

W I półroczu 2020 r. doszło do niemal niezauważalnej (0,9%) obniżki cen OC w porównaniu do pierwszych sześciu miesięcy 2019 r. Tym samym średnia cena polisy wyniosła 681 zł. Od początku 2019 roku ceny utrzymują się na stabilnym poziomie i nawet pandemia koronawirusa tego nie zmieniła.

Druga część I półrocza 2020 roku była dla wielu Polaków czasem powolnego wychodzenia
z kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa. Statystyki policyjne pokazują, że mieliśmy znacznie mniej wypadków w tym okresie, co potencjalnie mogło wpłynąć na ceny OC. Jednak rynek obowiązkowych ubezpieczeń komunikacyjnych pozostaje niewzruszony. Średnia składka polisy w okresie ostatnich 6 miesięcy wyniosła 681 zł i niewiele różniła się od tych z poprzednich 18 miesięcy. W raporcie RanKING – rynek i ceny ubezpieczeń komunikacyjnych eksperci porównywarki rankomat.pl podsumowują, jak kształtowały się średnie składki OC w minionym półroczu i sprawdzają, w których regionach Polski kierowcy mogli liczyć na najkorzystniejsze oferty ubezpieczycieli.

Najniższe i najwyższe ceny OC w I półroczu 2020 r_v1

Jaka była średnia cena ubezpieczenia OC w I półroczu br.?

Średnia cena OC w I półroczu 2020 roku wyniosła 681 zł. Była przez to niższa o 6 zł (0,9%)
w stosunku pierwszych sześciu zeszłego roku. W II kwartale bieżącego roku również odnotowano nieznaczną zniżkę w stosunku do pierwszych trzech miesięcy 2020 roku. Średnia cena polisy w drugim kwartale wyniosła 676 zł i była niższa o 9 zł niż we wcześniejszym okresie.Średnia cena ubezpieczenia OC_v1

W związku z pandemią koronawirusa oraz rekordowo wysoką inflacją wielu Klientów szuka oszczędności w domowych budżetach. Dzięki porównaniu cen ubezpieczeń mają oni możliwość znacznego obniżenia ceny polisy, zwłaszcza jeśli od wielu lat pozostają z tym samym ubezpieczycielem. Różnica pomiędzy najtańszą a najdroższą polisą wynosi często nawet kilkadziesiąt procent. Średnie ceny polis OC pozostają stałe, w pierwszej połowie 2020 roku zanotowaliśmy ich niewielką zmianę o niespełna jeden procent – komentuje Tomasz Masajło, Prezes Zarządu Rankomat.

Najdrożej na Pomorzu i Dolnym Śląsku

Najwięcej za ubezpieczenie OC płacili kierowcy z województw: pomorskiego (771 zł), dolnośląskiego (753 zł) i mazowieckiego (743 zł). Na najniższe składki mogli natomiast liczyć kierowcy z województw: podkarpackiego (560 zł), opolskiego (576 zł) i świętokrzyskiego (585 zł).

Ceny ubezpieczenia OC były niższe niż przed rokiem we wszystkich województwach oprócz podkarpackiego, podlaskiego, wielkopolskiego i kujawsko-pomorskiego. W pierwszych trzech podwyżka wyniosła od 0,5% do 0,9%. W kujawsko-pomorskim ceny pozostały bez zmian. Obniżki w pozostałych regionach wyniosły od -0,6% (woj. zachodniopomorskie) do -3,2% (woj. lubelskie).

Największe odchylenia od średniej ceny OC odnotowano w województwach: pomorskim (+13,2%), dolnośląskim (+10,6%) i mazowieckim (+9,1%) – wynika z danych rankomat.pl.Gdzie płaciliśmy najwięcej za OC w I półroczu 2020 roku_v1

Najtańsze i najdroższe miasta

Z analizy cen OC porównywarki rankomat.pl wynika, że w I półroczu 2020 r. najwięcej za obowiązkowe ubezpieczenie płacili kierowcy z Wrocławia, Gdańska i Warszawy. Towarzystwa ubezpieczeniowe proponowały najtańsze polisy OC mieszkańcom Opola, Rzeszowa i Kielc. Różnica cen OC pomiędzy najtańszym Opolem a najdroższym Wrocławiem wyniosła aż 46,8%.

W pięciu miastach wojewódzkich ceny OC wzrosły w porównaniu do roku ubiegłego. Podwyżki wyniosły od 1,8% w Poznaniu do 4,6% w Rzeszowie. W I półroczu 2020 r. największe obniżki dotyczyły mieszkańców Gdańska (-2,7%), Opola (-2,6%) i Lublina (-2,6%). W Kielcach cena pozostała bez zmian.Odchylenie cen od średniej w miastach wojewódzkich w I półroczu 2020 r_v1

Barometr PINK: koniec pierwszego kwartału pandemii w nieruchomościach komercyjnych.

0

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych zapytała liderów rynku o podsumowanie pierwszego półrocza i prognozy na koniec roku. Według nich rynki biurowy i magazynowy są w dobrej kondycji. Wartość transakcji inwestycyjnych przekroczy 2 mld Euro. Jednak wiele projektów było rozpoczętych przed marcem i nie ma jeszcze pełnej wiedzy o tym, jak COVID-19 wpłynie na rynek w średnim i dłuższym okresie. Eksperci prognozują, że procesy wycen i transakcji będą teraz dłuższe, a inwestorzy mają wrócić do większej aktywności pod koniec roku.

Drugi kwartał był lepszy niż można się było spodziewać, szczególnie dla magazynów i logistyki. Spodziewamy się większego zainteresowania inwestorów aktywami magazynowymi, kosztem biurowców i centrów handlowych.  Dobrej prognozie dla tego segmentu sprzyja rozwój e-commerce oraz duża aktywność inwestorów i najemców. Warto wspomnieć, że w Europie Zachodniej stopy kapitalizacji w logistyce wróciły do poziomu sprzed COVID-19.

Obserwujemy dużą presję ze strony inwestorów na ulokowanie kapitału w nieruchomościach komercyjnych. Niskie stopy procentowe oraz programy zwiększające płynność pieniądza na rynku napędzają popyt inwestycyjny, ale z drugiej strony wymagania banków są teraz większe.  Dalsza aktywność inwestorów będzie więc zależna od warunków pozyskiwania finansowania – komentuje Agnieszka Jachowicz, Członek Zarządu PINK.

Renata Osiecka, Dyrektor Zarządzająca, AXI IMMO:

Inwestycje 
Pandemia covid-19, nowe zachowania konsumenckie, a także nowe zwyczaje pracowników biurowych z pewnością wpłyną na sektor inwestycyjny, a także na pracę działów wycen. Niemniej spodziewamy się, że w drugiej połowie roku będziemy obserwować powolny powrót inwestorów na rynek. Musimy przygotować się, że w nowej sytuacji procedowanie transakcji z pewnością wydłuży się. Jednak zadajmy sobie pytanie czy kiedykolwiek rynek inwestycyjny był nastawiony na sprint? Posługując się dalej terminologią sportową, był to raczej bieg długodystansowy. Musimy pamiętać, że większość transakcji, które są obecnie zamykane swój początek miały pół i więcej roku wcześniej. Inwestorzy bardzo ostrożnie podchodzą do rozpoczynania nowych projektów, dlatego każdy ruch poprzedzony jest analizą. Ta zachowawczość, rozumiana przez zwiększoną ostrożność do podejmowania decyzji na pewno nie zmieni się.
Rynek Magazynowy
Najbardziej optymistycznie sygnały docierają z rynku magazynowego. Sektor ten m.in. za sprawą zwiększonego popytu na zakupy przez Internet, spowodował dywersyfikację kanałów sprzedaży dla wielu firm, co z korzyścią wpłynęło na większe zapotrzebowanie na kluczowe dla obsługi e-commerce powierzchnie typu ‘last mile’ oraz duże regionalne i międzynarodowe huby dystrybucyjne. Co to zmienia dla rynku inwestycyjnego? Otóż zaobserwujemy przetasowania w portfelach. Spodziewamy się, że część funduszy, które były dotychczas nastawione na zakup biurowców i centrów handlowych, zrezygnuje z aktywów typowo handlowych na rzecz magazynów. Wartość rynku powierzchni logistycznych i przemysłowych będzie nadal rosła m.in. przez położenie geograficzne Polski i jej dotychczasową dodatnią koniunkturę finansową i niezmiennie dużą aktywność najemców.
Biura
Biura pozostaną nadal ważnym assetem w portfelach funduszy inwestycyjnych. Sytuację w sektorze regulują przede wszystkim nastroje najemców i to jakie decyzje będą podejmowali w dłuższej perspektywie. W czasie pandemii część firm rozważała renegocjacje podpisanych już umów najmu. Na dziś wydaje się, że rynek z trendu konsolidacyjnego i zawierania dużych transakcji najmu, zwróci się raczej ku mniejszym transakcjom w kilku lokalizacjach tak, aby różne zespoły klientów miały pewnego rodzaju dowolność w wyborze miejsca, w którym będą pracować.
Retail
Największych zmian spodziewamy się w sektorze handlowym m.in. poprzez nadal wydłużający się konflikt na linii najemcy – właściciele centrów handlowych. Niemniej, już od pewnego czasu rynek ten przechodzi transformację z tradycyjnego miejsca do handlu w kierunku sklepów „pop-up” czy showroomów z rozbudowaną ofertą leisure i entertaiment. W nowej sytuacji nieco lepszą perspektywę w przypadku możliwych zmian właścicielskich spodziewamy się w segmencie parków handlowych niż samych centrów handlowych, które od kilku lat pozostają w orbicie zainteresowań inwestorów.
Zdecydowanie przed nami czas wielu wyzwań, w którym więcej niż dotychczas będą miały działy wycen, które do analiz będą musiały wprowadzić nowe scenariusze ryzyka, przez co sam proces otrzymania raportu wydłuży się i będzie wzbogacony o nowe dotychczas nie brane pod uwagę czynniki. Spodziewamy się, że jedną z istotnych postcovidowych zmiennych będzie jeszcze większa uwaga i sprawdzanie wiarygodność najemców, zwłaszcza teraz kiedy wielu dużych graczy zmagało się ze skutkami pandemii, a nowe podmioty zwłaszcza w sektorze magazynowym są często pod względem organizacyjnym na etapie start-upów. Niemniej sytuacja sprzyja też wielu okazjom, dlatego pod koniec roku lub na początku 2021 możemy spodziewać się wejścia dotychczas nie obecnego na naszym rynku kapitału zagranicznego.

Ryszard Gretkowski, wiceprezes zarządu 7R:

Pandemia przyspieszyła rozwój trendów obserwowanych już wcześniej i potwierdziła zapotrzebowanie rynku na konkretne produkty i rozwiązania przemysłowo-magazynowe. Gwałtowny wzrost transakcji e-commerce to dla nas dobry prognostyk. W tym obszarze zmiany dyktują sami konsumenci. Bez względu na scenariusz przebiegu pandemii w drugiej połowie 2020 roku, zapotrzebowanie na duże powierzchnie handlowe może wykazywać tendencje spadkowe, a na znaczeniu zyska logistyka ostatniej mili i magazyny miejskie typu 7R City Flex. Jeszcze bardziej liczyć się będą atrakcyjne lokalizacje magazynów, ułatwiające operatorom logistycznym rozwój łańcucha dostaw na terenie całej Polski. Elastyczność, projekty BTS i bliska współpraca z najemcami przy planowaniu budynku zgodnie z ich potrzebami będą kluczowymi czynnikami sukcesu dla firm deweloperskich adaptujących się do zmian nowej normalności.
Regionalizacja centrów dystrybucyjnych
Polska jest istotnym hubem logistycznym w Europie Środkowo-Wschodniej. Olbrzymie wyzwania i przeciążenie łańcucha dostaw w pierwszej połowie roku pokazały, że większa regionalizacja centrów dystrybucji jest ważnym elementem adaptacji do zmieniających się dynamicznie potrzeb rynku. Po zamknięciu granic lądowych i powietrznych okazało się, że nie możemy jak dotąd polegać na szybkim transporcie towarów z Chin, ale i rynków europejskich. Firmy e-commerce i operatorzy logistyczni będą w nadchodzącym czasie zagęszczać swoją sieć magazynów, także tych miejskich, aby mieć towar jeszcze bliżej odbiorcy docelowego i obsługiwać zamówienia jak najszybciej.
Ekomagazyny
Wzmożona aktywność na platformach e-commerce zwiększyła ruch w firmach logistycznych i kurierskich. Należy pamiętać, że wzrost popularności e-handlu to zwiększony ślad węglowy firm odpowiedzialnych za transport towarów. Najemcy logistyczni coraz częściej adresują potrzebę zastosowania zielonych rozwiązań w magazynach, które oferuje np. ekokoncepcja 7R Green, wprowadzona przez dewelopera z początkiem roku.  To ważny krok na drodze niwelowania niekorzystnych zmian w środowisku naturalnym, a zielone praktyki powinny stać się standardem na rynku nieruchomości magazynowych.
Projekty specjalistyczne dla e-commerce
Wielu klientów zrobiło w pandemii zakupy w Internecie po raz pierwszy. Część z tych nowych użytkowników zostanie przy tej wygodnej formie. Zmiany w zachowaniach konsumenckich wymuszone, a właściwie przyspieszone, przez lockdown pozwalają prognozować, że branża retail zacznie ograniczać swoje powierzchnie handlowe na rzecz niewielkich showroomów, a większość sprzedaży będzie się opierać na e-commerce. To także zmiana dla rynku magazynowego. Będzie powstawać więcej obiektów dla branży e-commerce, a oznaczać to będzie mocny zwrot w kierunku projektów wysoko specjalistycznych, zautomatyzowanych, zrobotyzowanych, wyposażonych w antresole i przenośniki.
Krzysztof Cipiur, Director Capital Markets, Knight Frank:
Obserwujemy dużą presję ze strony inwestorów na ulokowanie kapitału. Niskie stopy procentowe oraz programy zwiększające płynność pieniądza na rynku napędzają popyt inwestycyjny. Zainteresowanie inwestorów skupia się obecnie wokół logistyki i biur w warszawskim CBD.
Spodziewamy się, że tegoroczne wakacje będą czasem transakcji pozarynkowych, tzw. off-market. Również apetyt inwestorów na logistykę nie maleje, a wręcz przeciwnie, tendencja z ostatnich lat się utrzymuje, dlatego pomimo pandemii wiele transakcji jest obecnie rozpoczynanych. Transakcje większego ryzyka, czyli te z segmentu core-plus i value-add pozostają w zawieszeniu i przewidujemy, że ta sytuacja utrzyma się w najbliższym czasie. Ważnym czynnikiem są ograniczenia w uzyskaniu finansowania bankowego z powodu konserwatywnej polityki banków.
Jeśli w tym roku nastąpi druga fala pandemii, czego następstwem będą kolejne obostrzenia także w przekraczaniu granic, może to dodatkowo ograniczyć przypływ pieniądza z Azji, ponieważ polityka i wewnętrzne regulacje funduszy inwestycyjnych np. z Korei Południowej wymagają ich osobistego przyjazdu i obejrzenia nieruchomości. Jest to istotne, ponieważ udział kapitału południowokoreańskiego w wolumenie transakcji z udziałem kapitału zagranicznego na rynku nieruchomości komercyjnych w Europie w 2019 roku wzrósł o 7% w stosunku do 2018 roku, z 3% na 10%. Największymi graczami na rynku nieruchomości komercyjnych pozostają jednak firmy z naszego regionu – Niemcy, Austria, Wielka Brytania i Francja, które często mają przedstawicieli w Polsce, co znacznie ułatwia i przyspiesza procesy decyzyjne.

Rafał Pomorski, CFO Globalworth Poland:

Pandemia koronawirusa ma bezprecedensowy wpływ na globalną gospodarkę i siłą rzeczy bardzo intensywnie oddziałuje na branżę, w której działamy. Sytuacja jest nadal bardzo zmienna i pewnie dlatego tak trudno jest stawiać krótkoterminowe, a tym bardziej długoterminowe prognozy. Cały czas pojawia się wiele znaków zapytania i różnego rodzaju obawy dotyczące przyszłości oraz tego jak dystans społeczny i model home office wpłyną chociażby na rynek biurowy. W tak dynamicznie zmieniających się warunkach rynkowych elastyczność oraz zdolność szybkiego dostosowania się są niezbędne, aby starać się dalej płynnie prowadzić działalność biznesową. W Globalworth postawiliśmy na przygotowanie i analizę kilku scenariuszy na podstawie których we właściwym czasie możemy wprowadzić odpowiednie działania w zależności od rozwoju sytuacji. Sytuacja monitorowana jest na bieżąco, a nasze zespoły praktycznie każdego tygodnia weryfikują i, jeśli trzeba, korygują założone scenariusze oraz powiązane z nimi działania. Zapewne wiele dojrzałych organizacji w drugiej połowie roku przyjmie podobne strategie, które skupiać się będą na chronieniu biznesu, aktywów i ograniczaniu ryzyka, a jednocześnie na poszukiwaniu szans stworzonych przez nowe uwarunkowania.

Waluty wbrew indeksom

0

Pomimo dobrych danych z indeksów koniunktury widzimy spadki na walutach. Stało się tak zarówno w Polsce jak i w strefie euro.

Dobre dane z Polski

Indeks PMI dla przemysłu wyniósł w Polsce 47,2 punktów, to o 0,7 punktu lepiej niż oczekiwali analitycy. Zbliżamy się do ważnego pułapu 50 punktów, który uważany jest za barierę pomiędzy rozwojem a recesją. Warto przypomnieć, że jeszcze miesiąc temu było to ledwo 40 punktów, co pokazuje tempo wzrostu optymizmu w Polsce. Co ciekawe, po samych danych złoty tracił względem euro aż 1,5 grosza na wartości.

Indeksy w Europie

Odczyty PMI poznajemy dzisiaj nie tylko z Polski. Chiny pokazały kolejne wskazanie powyżej bariery 50 punktów tym razem 51,2 punktów. Indie dużo lepiej od oczekiwań, ale wciąż tylko 47,2 punktów. Bardzo duży wzrost zanotowała Francja, która zaprezentowała aż 52,3 punktów. W jej ślady nie poszli Niemcy z rezultatem 45,2 punktów. Łączny wynik dla całej Unii wyniósł 47,4 punktów i był o 0,5 punktu lepszy od oczekiwań. Co ciekawe, inwestorzy nie podzielają entuzjazmu, bo po danych euro było w odwrocie.

Dziwne dane z USA

Wczorajsze dane z USA negatywnie zaskoczyły. Indeks Chicago PMI miał wynieść 45 punktów, a okazał się osiągnąć 36,6 punktów. Z drugiej strony indeks zaufania konsumentów wyniósł 98,1 punktów wobec oczekiwanych 91,8 punktów. Jest to specyficzna sytuacja, gdy dwa indeksy koniunktury bardzo zbliżone do siebie wskazują jeden wyraźnie lepszy, a drugi wyraźnie gorszy od oczekiwań poziom. Rynki nie przyjęły tego dobrze i wczoraj po danych dolar tracił względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Well-being – podejście systemowe

0

Well-being już od kilku lat uznawany jest za jeden z niezbędnych elementów budowania wizerunku pracodawcy. Pandemia COVID-19 jeszcze bardziej nasiliła trend skupienia na dbaniu o zdrowie i dobrostan pracowników.

W przeszłości well-being był często mylnie utożsamiany z programami promującymi fitness czy dbaniem o ergonomię stanowiska pracy. Tymczasem definiować go należy dużo szerzej. W kontekście środowiska pracy dbałość o samopoczucie pracowników odnosi się do wszystkich aspektów życia zawodowego. Począwszy od jakości i bezpieczeństwa środowiska fizycznego, które tworzymy naszym pracownikom, przez promocję i upowszechnianie nawyków sprzyjających zdrowiu i dobrej kondycji psychicznej, aż po wszystkie aspekty podejścia zarządczego, które determinują charakter organizacji, i atmosferę w pracy, mającą znaczący wpływ na komfort psychiczny i poziom zaangażowania pracowników.

Właściwie rozumiany well-being to zatem systemowa troska o dobrostan pracowników. W gospodarce opartej na wiedzy, dla organizacji, których najważniejszym kapitałem są ludzie, dbałość o stworzenie środowiska, w którym mogą oni realizować swój pełny potencjał, jest jednym z kluczowych czynników wpływających na długoterminową skuteczność organizacji.

W przyjaznym środowisku

Tradycyjnie badania z zakresu well-beingu koncentrowały się na interwencjach prozdrowotnych, a publikacje na ten temat eksponowały przede wszystkim ryzyka biznesowe związane z absencjami chorobowymi oraz problemami zdrowotnymi wynikającymi z nieergonomicznego wyposażenia, siedzącego trybu życia lub negatywnych skutków stresu, takich jak nadużywanie alkoholu czy problemy psychiczne.

Rosnąca świadomość istotności tych problemów sprawia, że trend zwany well-beingiem zyskuje coraz większą popularność. Częstym ryzykiem jednak jest w tym wypadku skupienie na powierzchownych i mających ograniczone skutki inicjatywach promujących zdrowe zachowania. Nie negując wartości takich działań, warto zauważyć, że well-being rozumiany jako całościowe podejście do tworzenia zdrowego i angażującego środowiska organizacyjnego powinien stanowić jedno z centralnych założeń strategii biznesowej. W takim ujęciu perspektywa well-beingu ma wpływ na kluczowe decyzje podejmowane przez pracodawcę – zaczynając od wyboru budynku i projektowania przestrzeni pracy, a kończąc na decyzjach zarządczych z obszaru kształtowania kultury organizacyjnej.

Obszary działania

Na szeroko rozumiany dobrostan naszych pracowników ma wpływ wiele czynników. Przygotowując się do wdrożenia strategii well-being, warto zidentyfikować te z nich, nad którymi mamy jako pracodawca kontrolę i ukierunkować wdrażane inicjatywy na obszary o największym potencjale pozytywnych skutków. Warto w tym kontekście przyjrzeć się trzem kluczowym obszarom:

  • Fizyczne aspekty środowiska pracy
  • Promowanie właściwych nawyków i zachowań
  • Kultura zarządcza

Z aspektów fizycznych kluczowe są czynniki, takie jak: jakość powietrza i wody dostarczanej w budynku, zastosowanie we wnętrzu zdrowych materiałów wykończeniowych, które nie emitują szkodliwych dla użytkownika substancji, ergonomiczne, właściwie doświetlone miejsca pracy czy też odpowiedni komfort termalny i akustyczny. Wybierając lokalizację, planując przestrzeń oraz wyposażenie warto zwrócić uwagę na standardy dotyczące fizycznej przestrzeni – mają one bezpośredni wpływ na zdrowie i efektywność pracowników. Skuteczność inicjatyw, których celem jest promowanie zdrowych nawyków oraz wszelkich działań związanych z budowaniem właściwej kultury organizacyjnej jest trudniej uchwytna, ale są one nie mniej istotne. Dbałość o dobrostan pracowników to między innymi tworzenie środowiska, w którym dzięki klarownej strategii, jasno sformułowanym celom i właściwemu podejściu zarządczemu mają oni poczucie sensowności wykonywanej pracy, autonomię w zakresie tego, w jaki sposób realizują obowiązki zawodowe oraz dobre relacje z przełożonym i współpracownikami. Dlatego przed wdrożeniem inicjatyw z zakresu well-being warto zadać sobie trud właściwego zdiagnozowania sytuacji organizacyjnej i potrzeb pracowników. Taka diagnoza pozwoli nam świadomie kształtować politykę firmy we wspomnianych wyżej trzech kluczowych obszarach, czyli podejmować te interwencje, które maja najwyższy potencjał realnych skutków dla organizacji oraz mierzyć efektywność podejmowanych działań, aby na bieżąco modyfikować strategię.

Komentarz Doroty Osieckiej, dyrektor Działu Workplace Innovation, Colliers International

Warszawa wśród najatrakcyjniejszych miast dla branży fintech

0

Warszawa znalazła się w pierwszej dziesiątce najatrakcyjniejszych europejskich miast dla branży fintech. Zgodnie z analizą międzynarodowej firmy doradczej Savills, która przygotowała zestawienie, pandemia Covid-19 przyśpiesza cyfryzację sektora bankowego, a Polska stwarza dobre warunki do rozwoju dla firm zaangażowanych w ten proces. 

Według Savills, wraz ze stopniowym wychodzeniem Europy z lockdownu i powrotem aktywności najemców do „nowej normalności” możemy być świadkami silnego popytu na powierzchnię biurową ze strony firm z branży fintech. Jest to spowodowane głównie przez zmiany strukturalne, które zaszły w czasie najintensywniejszego okresu izolacji społecznej, kiedy tymczasowe zamknięcie większości obiektów, w tym banków, zmusiło firmy i konsumentów do szybkiego dostosowania się do nowych okoliczności.

Matthew Fitzgerald, dyrektor, dział usług doradztwa dla najemców międzynarodowych, Savills, komentuje: „Pandemia Covid-19 pokazała światu, jak szybko mogą nastąpić zmiany, i przyśpieszyła proces cyfryzacji tradycyjnego sektora bankowego i finansowego na kluczowych rynkach europejskich. Globalny kryzys finansowy sprzed lat przyczynił się do rozwoju przedsiębiorczości, co w połączeniu z kontrowersjami wokół dużych banków, zaowocowało pojawieniem się nowych podmiotów finansowych, tzw. banków-pretendentów, oraz różnego rodzaju startupów. Jestem przekonany, że branża ta wyjdzie wzmocniona także z obecnego kryzysu spowodowanego przez Covid-19”.

W przypadku branży fintech lokalizacja biura jest szczególnie istotna, ponieważ firmy na wczesnym etapie rozwoju mogą zyskać na bliskości klastrów usług finansowych, klientów i konkurencji. Często lokują się w przestrzeni inkubatorów lub w biurach elastycznych, ale zwykle szybko przenoszą się do tradycyjnych biur, ułatwiających rekrutację specjalistów z różnych dziedzin. Z badań przeprowadzonych przez Savills wynika, że firmy fintech zazwyczaj przeprowadzają się do nowego biura średnio po czterech i pół miesiąca od otrzymania finansowania w postaci venture capital.

Sporządzony przez Savills ranking European Fintech Occupier Index prezentuje zestawienie najbardziej atrakcyjnych miast europejskich dla firm z branży fintech. W czołówce najlepszych lokalizacji znalazły się Londyn, Berlin, Paryż, Barcelona i Manchester, ponieważ miasta te łączą w sobie takie cechy jak istniejąca infrastruktura usług finansowych, korzystna struktura demograficzna, duże zasoby specjalistów i innowacyjność, względna przystępność cenowa i atrakcyjne warunki do prowadzenia działalności gospodarczej.

Dzięki światowej klasy usługom finansowym, dostępowi do utalentowanych specjalistów z sektora technologicznego i finansowego oraz przyjaznemu środowisku regulacyjnemu, Londyn przyciągnął najwięcej inwestycji w branżę fintech spośród wszystkich miast europejskich. Jest oczywistym wyborem dla wielu firm z branży fintech, a jego klastry usług finansowych oferują dla nich potencjał wzrostu. Ponadto zapewnia dostęp do świetnie wykształconej kadry – trzy londyńskie uniwersytety znalazły się na liście 100 najlepszych uczelni świata według The Times University Guide.

Konkurencja jednak rośnie, a firmy z branży fintech z siedzibą w Londynie zaczynają powoli ekspansję na inne rynki. „Berlin szybko staje się bardzo pożądaną lokalizacją dla europejskich firm z branży fintech. Liczba studentów i młodych profesjonalistów w stolicy Niemiec szybko rośnie. Miasto dzięki temu staje się coraz bardziej innowacyjne. W 2019 roku zarejestrowano w Niemczech więcej patentów niż w jakimkolwiek innym kraju w Europie, a w Berlinie swoją siedzibę ma N26, jeden z najszybciej rozwijających się banków-pretendentów w świecie. Ponadto czynsze za najlepsze powierzchnie biurowe w Berlinie są wciąż o 50 proc. niższe niż w Londynie” – mówi Mike Barnes, Associate, dział badań rynków europejskich, Savills.

Warszawa została sklasyfikowana na dziesiątej pozycji, wyprzedzając m.in. Monachium, Kopenhagę, Mediolan czy Pragę. „Polskę można postrzegać jako lidera w Europie Środkowej pod względem atrakcyjności dla firm z branży fintech. Naszymi atutami są nie tylko koszty zatrudnienia, ale i prognozowany wzrost liczby wysoko wykwalifikowanych pracowników z branży IT w perspektywie najbliższych 10 lat. Warszawa to ważny ośrodek akademicki, nie tylko w kraju, ale i na mapie Europy. W mieście studiuje blisko 220 tys. osób, z czego ponad 10% stanowią studenci zagraniczni. Najbardziej popularnymi kierunkami studiów są te związane z biznesem i administracją, ale ważną grupę stanowią również kierunki związane z technologią teleinformacyjną. Firmy fintechowe mogą się u nas rozwijać również dzięki dostępności wysokiej jakości powierzchni biurowej i konkurencyjnemu w stosunku do Europy Zachodniej poziomowi czynszów. Pandemia Covid-19 przyspiesza cyfryzację sektora bankowego, a Polska niewątpliwie jest jednym z krajów, który ma szansę na tym najbardziej skorzystać” – mówi Jarosław Pilch, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja najemcy, Savills Polska.

Savills podkreśla, że również Paryż, będący ważnym ośrodkiem bankowości w świecie, jest jedną z kluczowych lokalizacji dla branży fintech. Firmy z tego sektora, takie jak Wynd, Invyo i Tinubu Square, zawdzięczają swój dynamiczny rozwój dostępowi do wykwalifikowanej kadry i rosnącej popularności bankowości internetowej we Francji.

W Hiszpanii swoje siedziby ma obecnie 70 najszybciej rozwijających się firm w Europie, a Barcelona, która zajęła czwarte miejsce w rankingu przygotowanym przez Savills, przyciągnęła w ostatnich pięciu latach inwestycje w branżę fintech o wartości 182 mln euro. „Dzięki dobrym prognozom wzrostu zatrudnienia w sektorze technologicznym i znacznie niższym kosztom pracy oraz najmu powierzchni biurowej niż w Londynie i Paryżu, Barcelona z pewnością może rywalizować z najsilniejszymi” – dodaje Mike Barnes.

Manchester jest obecnie częściej postrzegany jako atrakcyjna i przystępna lokalizacja alternatywna w stosunku do Londynu. Wiele dużych banków, między innymi Barclays, HSBC i Bank of America Merrill Lynch, ma rozbudowane zaplecze technologiczne w tym mieście. Manchester jest również największym w Wielkiej Brytanii ośrodkiem sektora ICT poza Londynem.

Według Savills, atrakcyjnymi lokalizacjami dla firm fintech mogą być także Dublin i Sztokholm. Dzięki dostępności specjalistów technologicznych i niskiej stawce podatku dochodowego od osób prawnych, Dublin przyciąga w ostatnich latach wiele globalnych firm z branży nowych technologii, a niewygórowane ceny przekładają się na wysoką jakość życia. Sztokholm jest siedzibą firmy Klarna, wycenianej na ponad 5,5 mld dolarów, jednej z największych w Europie firm z branży fintech. Wartość kapitału zainwestowanego w tym sektorze w stolicy Szwecji w ostatnich pięciu latach przekroczyła 1,5 mld euro.

„Jednym ze skutków pandemii jest przyśpieszenie procesu cyfryzacji usług finansowych w Europie. Przewidujemy szybki rozwój tego sektora, a ekspansji firm fintechowych będzie towarzyszył popyt na powierzchnię biurową. W związku z tym, że wiele firm obecnie zastanawia się nad tym jak najefektywniej korzystać z biura w świecie po pandemii, lokalizacja firmy zaczyna mieć większe znaczenie niż kiedykolwiek wcześniej” – komentuje Matthew Fitzgerald z Savills.

Kilkadziesiąt inicjatyw Rzecznika MŚP w okresie pandemii – realna pomoc dla małych i średnich przedsiębiorców

0

W maju br. Adam Abramowicz Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców na wniosek ponad 100 organizacji przedsiębiorców wystosował apel do Premiera Mateusza Morawieckiego, aby 1 lipca 2020 r. był ostateczną datą odmrożenia gospodarki. Dziś niemal wszyscy przedsiębiorcy mogą normalnie prowadzić działalność gospodarczą. Od początku pandemii  podjęło kilkadziesiąt działań mających na celu wsparcie przedsiębiorców, m.in.: akcja #RatujBiznes, wnioski o objaśnienia prawne, interwencje w sprawach Tarczy Antykryzysowej oraz wideokonferencje w ramach Rady Przedsiębiorców. W wyniku podjętych inicjatyw Biuro Rzecznika MŚP uzyskało ponad 11 istotnych dla przedsiębiorców objaśnień prawnych, podjęło ponad 1000 spraw legislacyjnych, rozpatrzyło 612 wniosków od przedsiębiorców oraz podjęło 189 interwencji związanych z Tarczą Finansową.

Okres pandemii był prawdziwym chrztem bojowym dla naszej, wciąż młodej instytucji. Nagle dla wielu przedsiębiorców świat się zatrzymał. Wiele planów biznesowych poszło w niepamięć, trzeba było zastanawiać się nad uratowaniem własnej działalności. W tym trudnym dla przedsiębiorców czasie nie zamknęliśmy urzędu. Byliśmy cały czas na bieżąco z problemami przedsiębiorców. Pisaliśmy opinie do wszystkich tarcz antykryzysowych, organizowaliśmy wideokonferencje w których urzędnicy wyjaśniali jak praktycznie stosować przyjęte przez parlament rozwiązania prawne, podejmowaliśmy interwencje w indywidualnych sprawach, uczestniczyliśmy w dialogu mającym na celu szybkie otwarcie kolejnych branż. Mam nadzieje, że dzięki także naszym działaniom udało się utrzymać wiele firm w Polsce. Dalecy jesteśmy jednak od triumfalizmu. Kryzys spowodowany pandemią prędko się nie skończy. Zrobimy jednak wszystko aby sektor MŚP przeszedł przez niego w możliwie jak najbardziej bezpieczny sposób – informuje Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

Od marca do końca czerwca br. Rzecznik MŚP aktywnie włączył się w działania na rzecz przedsiębiorców poszkodowanych przez koronawirusa, podejmując kilkadziesiąt inicjatyw zarówno na poziomie działań legislacyjnych, interwencji, jak i działań w ramach autorskich projektów. Szereg projektów wsparcia dla mikro-, małych- i średnich przedsiębiorców można podzielić na 3 obszary:

  • Tarcze Antykryzysowe i inna pomoc dla firm.
  • odmrażanie gospodarki
  • akcja #RatujBiznes

W ramach Tarcz Antykryzysowych i innej pomocy podjęto działania:

  • Rzecznik MŚP skierował do Prezesa Rady Ministrów list z apelem o wprowadzenie dobrowolności opłacania składek na ubezpieczenia społeczne dla przedsiębiorców na okres 6 miesięcy, przy pozostawieniu obowiązku opłacania składki zdrowotnej
  • Rzecznik MŚP skierował do jednostek samorządu terytorialnego listu z apelem o zwolnienie przedsiębiorców, którzy zamknęli lokale – z opłat czynszowych za wynajmowaną powierzchnię
  • Rzecznik MŚP wystąpił do Ministra Finansów o wydanie objaśnienia prawnego dotyczącego prawidłowego rozumienia i stosowania przepisu o opłacie skarbowej w sprawach dotyczących zezwoleń na pracę cudzoziemców na terytorium RP typ A, B, C, D i E
  • Rzecznik MŚP zaproponował korzystne dla mikroprzedsiębiorców zmiany przepisów w zakresie tzw. mikropożyczki
  • w związku z wątpliwościami mikroprzedsiębiorców odnośnie warunków skorzystania z pożyczki w wysokości do 5 000 zł będącej nowym instrumentem pomocowym wprowadzonym tzw. Tarczą Antykryzysową, Rzecznik MŚP zawnioskował do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej o udzielenie wiążącej informacji co do możliwości skorzystania z tej pomocy również przez tzw. osoby „samozatrudnione”
  • interwencja w sprawie zawieszenia biegu terminów postępowań procesowych m.in. w postępowaniach administracyjnych o wydanie decyzji o pozwoleniu na budowę czy decyzji o pozwoleniu na użytkowanie
  • Rzecznik MŚP wystąpił z postulatem o umożliwienie wsparcia dla wszystkich przedsiębiorców, bez względu na wysokość obrotów (zamiast limitu przychodowego w wysokości 15 600 zł dla świadczenia postojowego)
  • Rzecznik MŚP, skierował do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej list z apelem o automatyczne przedłużenie ważności dotychczasowych okresowych badań lekarskich pracowników
  • interwencja Rzecznika MŚP, w związku z brakiem aktów wykonawczych do tzw. Lex Uber niezbędnych do jej wdrożenia w życie, doprowadziła do rozwiązania tego problemu w nowelizacji „Tarczy Antykryzysowej”
  • Rzecznik MŚP wystąpił o przesunięcie wejścia w życie ustawy zmieniającej matrycę podatkową
  • Rzecznik MŚP wystąpił do Prezesa Związku Powiatów Polskich o podjęcie działań umożliwiających rejestrację pojazdów używanych, sprowadzonych do kraju, jak i fabrycznie nowych, bez różnicowania nabywców i na równych warunkach
  • Rzecznik MŚP zwrócił się do Dyrektora Okręgowego Urzędu Probierczego w Warszawie z prośbą o podjęcie działań umożliwiających zapewnienie obsługi przedsiębiorców, choćby w ograniczonym zakresie
  • Rzecznik MŚP wystosował apel do kierowników urzędów państwowych i samorządowych o wznowienie pracy urzędów
  • Rzecznik MŚP zaproponował korzystne dla przedsiębiorców z sektora MŚP zmiany w przepisach dotyczących obowiązku stosowania nowego JPK_VAT, kierując wniosek legislacyjny do Ministra Finansów o przesunięcie nowych obowiązków w tym zakresie przynajmniej o 3 miesiące, tj. na dzień 1 października 2020 r.
  • Rzecznik MŚP zawnioskował do Ministerstwa Finansów z prośbą o ustosunkowanie się do wiadomości e-mail przedsiębiorców w sprawie potrzeby przesunięcia terminu wprowadzenia obowiązkowych kas fiskalnych online
  • VIII Posiedzenie Rady Przedsiębiorców: Koronawirus a gospodarka – propozycje rozwiązań
  • IX Posiedzenie Rady Przedsiębiorców: Tarcza antykryzysowa – dyskusja i propozycje zmian do projektu legislacyjnego
  • X Posiedzenie Rady Przedsiębiorców: Projekt Tarczy antykryzysowej po zmianach i uzupełnieniach (wideokonferencja)
  • XI Posiedzenie Rady Przedsiębiorców: Tarcza Antykryzysowa w działaniu – wideokonferencja informacyjna Rzecznika MŚP z udziałem zaproszonych gości:
  • Agaty Wiśniewskiej – Półtorak – Dyrektor Departamentu Realizacji Dochodów Zakładu Ubezpieczeń Społecznych
  • Anny Ulewskiej – Marciniak – Dyrektor Departamentu Ubezpieczeń Społecznych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej
  • Rolanda Budnika – Dyrektora Gdańskiego Urzędu Pracy
  • Bernadety Skóbel – Kierownik Działu Monitoringu Prawnego i Ekspertyz Biura Związku Powiatów Polskich
  • dr Ewy Flaszyńskiej – Dyrektor Departamentu Rynku Pracy Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej
  • Sylwii Rogozińskiej – Trochimiak z Departamentu Funduszy Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej
  • Aliny Nowak – Podsekretarz Stanu i Piotra Trybek – Dyrektor Gabinetu Ministra w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej
  • Jakuba Banaszek – Prezydenta Chełma
  • Kariny Bednik – Dyrektor i Artura Grajewskiego – Zastępcy Dyrektora Departamentu Legislacyjnego Prawa Karnego w Ministerstwie Sprawiedliwości
  • Wojciecha Palucha – Dyrektora Departamentu Małych i Średnich Przedsiębiorstw w Ministerstwie Rozwoju
  • XII Posiedzenie Rady Przedsiębiorców: Pomoc Państwa dla MŚP – ZUS, urzędy pracy, PFR (wideokonferencja) z udziałem przedstawicieli:
  • Olgi Semeniuk Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju
  • Agaty Wiśniewskiej – Półtorak – Dyrektor Departamentu Realizacji Dochodów Zakładu Ubezpieczeń Społecznych
  • Sylwii Rogozińskiej-Trochimiak – p.o. Zastępcy Dyrektora Departamentu Funduszy w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej
  • XIII Posiedzenie Rady Przedsiębiorców: Zasady pomocy dla MŚP w ramach Tarczy Finansowej – Wideokonferencja Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku MŚP z udziałem Wiceprezesa PFR Bartosza Marczuka
  • XIV Posiedzenie Rady Przedsiębiorców: Wideokonferencja: Branżowe standardy sanitarne
  • XV Posiedzenie Rady Przedsiębiorców: Zmiany w systemie gospodarczym po pandemii koronawirusa (Częstochowa) z udziałem Jadwigi Emilewicz Wicepremier, Minister Rozwoju i Jarosława Gowina Przewodniczącego partii Porozumienie

 W ramach Odmrażania gospodarki podjęto działania:

  • Rzecznik MŚP skierował apel do Prezesa Rady Ministrów od ponad 100 organizacji przedsiębiorców o wyznaczenie i ogłoszenie daty zakończenia ograniczeń w działaniu przedsiębiorstw najpóźniej na dzień 1 lipca br.
  • Rzecznik MŚP skutecznie interweniował w sprawie ustalenia liberalniejszych zasad przekraczania granic dla kierowców, pracujących w firmach transportowych. Kierowcy nie byli poddani obowiązkowej kwarantannie, nawet jeśli nie wrócili z zagranicy służbowo a np. wracali do Polski po urlopie (problem ten dotyczył głównie pracowników z Ukrainy)
  • Rzecznik MŚP w piśmie do premiera Mateusza Morawieckiego, zwraca uwagę że niektóre wytyczne sanitarne mogą utrudniać ponowne otwarcie się wielu obiektów z branży fitness
  • Rzecznik MŚP poparł apel przedstawicieli salonów tatuażu o otwarcie tego rodzaju działalności w trzecim etapie odmrażania gospodarki. Skierował w tej sprawie pismo do wicepremier Jadwigi Emilewicz
  • Rzecznik MŚP, w nawiązaniu do licznych głosów przedsiębiorców z branży fitness, prowadzących baseny, siłownie, łaźnie, saun itp., zawnioskował, aby wyznaczyć datę 4 maja 2020 r., jako punkt odniesienia do cofnięcia nałożonych ograniczeń dla tych sektorów naszej gospodarki
  • Rzecznik MŚP zorganizował spotkania konsultacyjne z otwieranymi branżami, w celu omówienia wytycznych sanitarnych dla branż. Były to spotkania z branżą gastronomiczną, fitness, fryzjersko-kosmetyczną, kulturalną. Brał także udział w spotkaniach konsultacyjnych z branżą weselną, solariów i salonów tatuażu, w które organizowało Ministerstwo Rozwoju.
  • Rzecznik MŚP skutecznie apelował o zwiększenie limitu osób w saunach
  • skuteczna interwencja ws. kosmetyczki z Koszalina, która miała zapłacić 10 tysięcy złotych kary za rzekome świadczenie usług, choć nie zgromadzono ku temu wystarczających dowodów.

#RatujBiznes to akcja informacyjno-organizacyjna, w której Rzecznik MŚP informuje przedsiębiorców o przysługujących im możliwościach w zakresie zwrócenia się o pomoc, wsparcie, ulgę lub zwolnienie w sytuacji różnorakich należności publicznoprawnych. Jednocześnie, na stronie akcji udostępniona jest  lista kancelarii prawnych i podatkowych, które nieodpłatnie (pro publico bono) pomagają mikro, małym i średnim przedsiębiorcom przygotować i złożyć odpowiednie wnioski. W akcję zaangażowało się ponad 400 kancelarii. Tylko w pierwszym miesiącu jej trwania, z pomocy skorzystało 3800 przedsiębiorców.

Nie ma przepisów ograniczających sposób prowadzenia firmy ani dystrybucji jej zysków

0

Wspólnicy polskiej spółki z o.o. założyli holding spółek zagranicznych i z ich wykorzystaniem uzyskali dywidendy z pominięciem podatku dochodowego od osób fizycznych. Powołując się na różne przepisy prawa krajowego i międzynarodowego, fiskus próbował zakwestionować dopuszczalność takich działań. Po stronie przedsiębiorców stanął sąd, stwierdzając: „Żaden ze znanych Sądowi przepisów nie zawiera ograniczeń co do sposobu prowadzenia działalności gospodarczej przez Skarżącą spółkę i jej wspólników, jak też w zakresie sposobu redystrybuowania zysku z tej działalności” (wyrok WSA w Szczecinie z 31 marca 2020 r., sygn. akt I SA/Sz 944/19).

Spółka polska, słowacka i cypryjska

Dwóch wspólników będących osobami fizycznymi założyło spółkę z o.o. Objęli w niej funkcje: jeden prezesa zarządu, drugi wiceprezesa zarządu. Jej skład uzupełniało dwóch innych członków zarządu. Od momentu zawiązania spółki prezes objął nowoutworzone udziały. Ci sami założyciele zawiązali wspólnie ze słowacką spółką s.r.o. spółkę komandytową na Słowacji, obejmując w niej rolę komplementariuszy. Utworzona pod słowackim prawem spółka komandytowa założyła kolejną spółkę, tym razem na Cyprze i objęła w niej 100% udziałów w kapitale zakładowym. Jednym z trzech dyrektorów zarządzających cypryjską spółką Ltd. był założyciel i prezes zarządu polskiej spółki z o.o.

Aport w postaci udziałów

W 2014 r. wspomniani wyżej prezes i wiceprezes objęli nowoutworzone udziały w podwyższonym kapitale zakładowym cypryjskiej spółki, pokrywając je aportem w postaci 100% posiadanych udziałów w kapitale zakładowym spółki polskiej, ale tracąc status jej wspólników. Tym samym spółka z o.o. stała się podmiotem zależnym od jedynego wspólnika – spółki cypryjskiej. W kolejnej transakcji wnieśli oni swoje cypryjskie udziały aportem do słowackiej spółki komandytowej.

Dywidenda bez opodatkowania

Uchwałą zgromadzenia zwyczajnego wspólników polskiej spółki z o.o. z czerwca 2014 r. jej zysk netto za 2013 r. i niepodzielone zyski z lat poprzednich, zgromadzone na kapitałach zapasowych i rezerwowym, zostały przeznaczone do wypłaty dywidendy jedynemu wspólnikowi – cypryjskiej spółce Ltd. Nastąpiło to w trzech ratach. W tych samych datach rat spółka z Cypru przelała dywidendę swojemu jedynemu wspólnikowi – spółce słowackiej, która z kolei również w tych samych dniach wypłaciła dywidendę swoim komplementariuszom.

Spółka z o.o. wykazała w urzędzie skarbowym wypłaconą cypryjskiej spółce dywidendę jako dochód zwolniony z opodatkowania na mocy polsko-cypryjskiej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania i nie złożyła deklaracji rocznej o zryczałtowanym podatku dochodowym z tytułu wypłaconych w 2014 r. dywidend swoim założycielom, którzy w chwili wypłaty dywidend nie byli już jej wspólnikami.

Beneficjent rzeczywisty

Zdaniem polskich organów podatkowych rzeczywistym beneficjentem przedmiotowej dywidendy nie była spółka cypryjska, a wieloletni wspólnicy wypłacającej ją spółki z o.o., mający rezydencję podatkową w Polsce. Została im ona wypłacona za pośrednictwem zagranicznych spółek kontrolowanych: cypryjskiej i słowackiej. Dlatego też organ stwierdził, że spółka nie dochowała ciążących na niej obowiązków pobrania i wpłacenia należnego zryczałtowanego podatku dochodowego od wypłaty tej dywidendy. Wśród argumentów przemawiających za takim rozstrzygnięciem organ wskazał, że wypłacone przez spółkę dywidendy nie posłużyły żadnej z zagranicznych spółek do rozwoju działalności. Do zakwestionowanej transakcji nie mają więc zastosowania przepisy umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, a ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych.

Stworzenie zagranicznych spółek celem międzynarodowej ekspansji

Spółka zaskarżyła to rozstrzygniecie, wnosząc odwołanie. Potwierdziła, że zmiany kapitałowe w grupie spółek nastąpiły, lecz nie miało to na celu jedynie osiągnięcia korzyści podatkowej. Dlatego nie ma podstaw do stosowania klauzuli beneficjenta rzeczywistego. Zgodnie z deklaracją spółki i uchwałą wspólników odbiorcą wypłaconej przez nią dywidendy była cypryjska spółka Ltd., a zarówno ona, jak i słowacka spółka s.r.o. zostały zawiązane celem podjęcia międzynarodowej ekspansji działalności na słowacki i cypryjski rynek. Spółka podnosiła, że obie były i nadal są utrzymywane, stąd nie są to spółki fikcyjne, a ich właściciele nie podejmują żadnych kroków zmierzających do ich likwidacji. Wyjaśniła, że w badanym okresie zagraniczne spółki holdingowe dopiero zaczynały działalność, dlatego trudno o wykazanie widocznej aktywności gospodarczej. A takowe i tak były, bo spółka Ltd. prowadziła działalność o charakterze finansowym.

Jeśli fiskus chce stosować polskie przepisy, to musi uwzględnić też te korzystne dla spółki

Skarżąca zarzuciła również, że w sytuacji, gdy organ zakwestionował poprawność dokonanych przez nią rozliczeń dywidendy w oparciu o umowę w sprawie unikania podwójnego opodatkowania zawartą między Polską a Cyprem, nie miał on podstaw do automatycznego przypisywania jej wypłaty do wspólników i zastosowania wprost ustawy o PIT. Z kolei, jeśli to zrobił, to stosując przepisy polskie, zobowiązany był przy ocenie stanu prawnego wziąć pod uwagę przepis art. 22 ust. 4 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych. A przepis ten przewiduje wprost zwolnienie od podatku dochodowego przychodów z tytułu udziału w zyskach osób prawnych, którego przesłanki uzyskania spółka spełniła.

Spółka działała w zgodzie z prawem

Kolejnym z zarzutów spółki było przyjęcie przez organ za podstawę rozstrzygnięcia art. 199a Ordynacji podatkowej. Wynika z niego, że przy ustalaniu treści czynności prawnej organ bierze pod uwagę jej cel i zamiar stron, a nie tylko samo brzmienie złożonych przez strony oświadczeń woli. A gdy pod pozorem dokonania jednej czynności dokonano innej, wówczas organ skutki wywodzi dla tej ukrytej czynności. Spółka zauważyła, że organ prowadzi swoją argumentację tak, jakby w okresie, którego dotyczy sprawa, w polskim porządku prawnym obowiązywała generalna klauzula przeciw unikaniu opodatkowania, a tak w istocie nie było. Formalnie, biorąc za podstawę swojej decyzji przepis art. 30a ustawy o PIT oraz wskazany art. 199a Ordynacji podatkowej, w rzeczywistości opiera się on na przyjęciu, że skarżąca działała w sposób pozorny i pozbawiony uzasadnienia gospodarczego, do tego w sprzeczności z przepisami. A przecież, gdy spółka dokonywała w 2014 r. spornych czynności, były one całkowicie zgodne z obowiązującym prawem.

Odmowa prawa cypryjskiej spółki do zastosowania zwolnienia

Naczelnik urzędu celno-skarbowego rozpoznał odwołanie i zmienił swoją decyzję. Niemniej 27 września 2019 r. ponownie określił spółce z o.o. wysokość zryczałtowanego podatku dochodowego od osób fizycznych niepobranego i niewpłaconego za lipiec 2014 r., jak również orzekł o jej odpowiedzialności za zaległości w tym podatku. Tym razem zgodził się ze spółką, że formalnie spełniła ona wszystkie przesłanki do skorzystania ze zwolnienia z opodatkowania, o którym mowa w przepisie art. 22 ust. 4 ustawy o CIT. Jednak zdaniem organu spółka zapomniała o tym, że z art. 22a tej ustawy wynika obowiązek uwzględniania przy stosowaniu tego przepisu umów w sprawie unikania podwójnego opodatkowania. A wiążąca w tej sprawie umowa w połączeniu z interpretacją przepisów Modelowej Konwencji OECD w sprawie unikania podwójnego opodatkowania i Komentarza do niej, jak i Konwencją wiedeńską o prawie traktatów, stanowi, iż spółka, która otrzymane dywidendy przekazuje tylko do innej spółki, nie mogąc nimi faktycznie dysponować, czy też jest tylko podstawionym podmiotem pośredniczącym, nie może być uznana za beneficjenta rzeczywistego, a zatem nie może korzystać z rozwiązań, jakie oferuje umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania. Za taką nieuprawnioną do skorzystania ze zwolnienia organ uznał wskazywaną przez skarżącą jako beneficjenta spółkę cypryjską.

Organ nie mógł negować ważności podjętych przez spółkę czynności

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Szczecinie podkreślił, że ogólna klauzula w sprawie unikania opodatkowania weszła w życie dopiero z dniem 15 lipca 2016 r. Ustawa nowelizująca wyraźnie stanowi, że klauzulę tę stosuje się wyłącznie do korzyści podatkowych uzyskanych po dniu jej wejścia w życie. Dlatego też organy nie mogły odnosić jej uregulowań do czynności podjętych przez spółkę w 2014 r. Tym samym organom zakazane było pomijanie skutków podatkowych czynności dokonanych nawet wyłącznie w celu osiągnięcia korzyści podatkowej.

Sąd, przywołując wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 11 maja 2004 r. o sygn. akt K 4/03, przypomniał, że gdyby do pomijania takich skutków podatkowych czynności z uwagi na podjęcie jej w ramach optymalizacji podatkowej wystarczająca była regulacja art. 199a O.p., wówczas ustawodawca nie wprowadzałby klauzuli przeciw unikaniu opodatkowania. Zatem skoro pod rządami obowiązujących w 2014 r. przepisów dokonana czynność prawna była ważna, to organ podatkowy nie może negować wywoływanych przez nią skutków. WSA wyliczył natomiast, że organ w tej sprawie, skupiając się jedynie na fakcie wypłaty dywidendy, pominął takie czynności dokonane w ramach grupy spółek jak: założenie cypryjskiej spółki Ltd. i słowackiej komandytowej, podwyższenie kapitału zakładowego spółki cypryjskiej i objęcie w niej udziałów przez osoby wskazywane przez organ jako beneficjenci rzeczywiści, wniesienie przez nich aportu, a także szereg podjętych przez organy spółki uchwał.

Podatnicy mogą korzystać z mechanizmów udostępnianych im przez prawo

Jednak nawet w oderwaniu od powyższego, niezależnie od tego, czy wszystkie te czynności miały rzeczywisty charakter i cel gospodarczy, czy też były podejmowane pozornie, jedynie dla osiągnięcia korzyści podatkowej, to zostały podjęte i dokonane w zgodzie z obowiązującym prawem. Sąd, uchylając zaskarżoną decyzję, zaznaczył, że stosowanie prawa nie jest działaniem zakazanym przez to prawo, podobnie jak wykorzystywanie przez podatnika konstrukcji tego prawa stworzonych przez ustawodawcę. To właśnie do zadań ustawodawcy należy takie kształtowanie przepisów, zwłaszcza podatkowych, aby osiągnąć zamierzony przez niego cel. Konsekwencjami jego nieudolności w tej kwestii nie można obarczać podatnika. Organy podatkowe nie mają kompetencji do takiego stosowania prawa, które prowadziłoby do tworzenia regulacji nieprzewidzianych przez prawodawcę.

„…nie można odmówić Stronie (…) ani przyznanych jej przez Prawodawcę (polskiego, cypryjskiego czy słowackiego) uprawnień do korzystania ze struktur podmiotów prawa gospodarczego (…) ani prawa do układania stosunków gospodarczych z największą dla siebie korzyścią. Żaden ze znanych Sądowi przepisów nie zawiera ograniczeń, co do sposobu prowadzenia działalności gospodarczej przez Skarżącą spółkę i jej wspólników, jak też w zakresie sposobu redystrybuowania zysku z tej działalności gospodarczej” (sygn. akt I SA/Sz 944/19).

Branża elektroniczna: efekty stosowania split payment spektakularne, technologia pomaga uszczelniać system podatkowy

0

Wprowadzony dwa lata temu mechanizm podzielonej płatności, najpierw w formie dobrowolnej, a kolejno obowiązkowej, pozytywnie wpłynął na kondycję polskiej branży elektronicznej. Rozwiązanie uspokoiło sytuację na rynku – ocenia Związek Cyfrowa Polska, który reprezentuje największych producentów, dystrybutorów i importerów sprzętu elektronicznego w naszym kraju.

Branża elektroniczna jest jednym z tych sektorów polskiej gospodarki, w którym wszystkie transakcje o wartości powyżej 15 tys. zł muszę być dokonywane w formie podzielonej płatności. Oznacza to, że kwota z faktury przy zapłacie dzielona jest na dwie części: kwota netto zostaje przelana na zwykły rachunek bankowy dostawcy, a podatek VAT na jego specjalny, z automatu przydzielony przez bank, rachunek VAT.

Rozwiązanie to w Polsce obowiązuje od dwóch lat – od 1 lipca 2018 r. Początkowo zezwolono podatnikom na dobrowolne stosowanie tego mechanizmu, jednocześnie wprowadzając „katalog zachęt” dla przedsiębiorców wykorzystujących podzieloną płatność w rozliczaniu z kontrahentami. Jednak od listopada 2019 r. firmy z wybranych branż objęte zostały obligatoryjnością jego stosowania.

Ukrócone działania oszustów podatkowych

– Ministerstwo Finansów wprowadziło podzieloną płatność po to, aby ograniczyć skalę oszustw podatkowych. Firmy w naszej branży były jednymi z tych, które przez długie lata musiały mierzyć się z nieuczciwą konkurencją i często wpadały nieświadomie w sidła przestępców skarbowych, którzy wyłudzali podatek VAT. Dziś ten problem to już margines. Efekty split paymentu są spektakularne – ocenia prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. Jego zdaniem w walce z oszustami podatkowymi w handlu elektroniką znacznie pomogło wprowadzenie obligatoryjności stosowania tego rozwiązania. W ten sposób udało się zwiększyć bezpieczeństwo transakcji dokonywanych na rynku, a także poprawić poziom wzajemnego zaufania pomiędzy kontrahentami. Firmy z branży elektronicznej nie mają obecnie również obaw, że mogą nieświadomie wpaść w tzw. karuzelę VAT-owską.  – Split payment jest ważnym elementem weryfikującym partnerów biznesowych. Stosujące go firmy nie są narażone na ryzyko zawarcia transakcji z oszustami podatkowymi – podkreśla Kanownik.

Nie sprawdziły się także obawy niektórych przedsiębiorców, co do możliwych negatywnych konsekwencji tego mechanizmu. – Były obawy między innymi o płynność finansową firm, ale resort finansów bardzo szybko na nie zareagował umożliwiając przedsiębiorcom wykorzystywanie środków zgromadzonych na koncie VAT do płatności, np. za ZUS czy inne obciążenia podatkowe. Szybko też odbywa się uwalnianie niewykorzystanych środków z tego rachunku przez urzędy skarbowe – wskazuje Michał Kanownik.

Kasy wirtualne kolejnym etapem uszczelniania systemu

Prezes Cyfrowej Polski ocenia jednak, że pomimo sukcesu split paymentu w Polsce, nadal są potrzebne kolejne działania zmierzające do uszczelniania systemu podatkowego. – Niestety, oszuści podatkowi nie próżnują i ciągle szukają nowych dróg, które pozwolą im dalej wyłudać podatek VAT  – zauważa prezes Kanownik. Coraz częściej wykorzystują do tego internetowe portale aukcyjne, na których oferują podejrzanie tanią elektronikę. Przed takimi ofertami na początku roku ostrzegało wspólnie Ministerstwo Finansów oraz UOKiK. Stało się to po tym, jak jedna z firm zamiast sprzedawać smartfony, wypożyczała je, o czym wprost nie informowała swoich klientów. – Ostrzeżenia to jedno. Musimy jednak także systemowo, poprzez kolejne rozwiązania prawne, chronić rynek elektroniki przed taką nieuczciwą konkurencją – dodaje Michał Kanownik.

Dlatego Związek Cyfrowa Polska pozytywnie przyjął obowiązujące od 1 czerwca przepisy wprowadzające tzw. wirtualne kasy fiskalne, czyli takie, które mają postać oprogramowania. W ocenie organizacji dadzą one bezpośredni pogląd na rejestrowaną sprzedaż, a tym samym fiskus szybciej będzie mógł wykrywać podejrzane transakcje. Związek zauważa również, że w tym procesie ogromne znaczenie odgrywa technologia, bo dzięki specjalnemu szyfrowaniu zapewniono bezpieczny przepływ informacji o transakcjach do Ministerstwa Finansów.

– Dziś nowe technologie odgrywają coraz istotniejszą rolę w uszczelnianiu systemu podatkowego. Dobre wykorzystanie algorytmów pozwala służbom skarbowym skutecznie wyszukiwać podejrzane transakcje i już w zarodku gasić kolejne ogniska potencjalnych oszustw podatkowych. To ważne, bo działalność przestępców skarbowych negatywnie wpływa nie tylko na budżet państwa, ale i na uczciwe polskie firmy – mówi prezes Cyfrowej Polski. Przypomina, że trzy lata temu resort finansów postawił odważny krok organizując w ramach rządowego programu GovTech Polska hackhaton, podczas którego programiści i analitycy mieli za zadanie stworzenie w drodze konkursu rozwiązania technologicznego pomagającego uszczelniać system podatkowy. Wtedy powstał innowacyjny program, który do dziś pomaga administracji skarbowej w walce z mafiami VAT. – Kolejne innowacyjne rozwiązania i projekty, które wprowadza resort finansów to dobra droga, by na całym rynku panowała większa przejrzystość i zdrowa, uczciwa konkurencja – mówi Michał Kanownik.

Firmy planują inwestować w robotyzację – Barometr robotyzacji MŚP

0

Prawie 1/3 małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce, Czechach, Rumunii i na Węgrzech planuje inwestować w robotyzację w ciągu najbliższych trzech lat. To główny wniosek z badania Universal Robots „Barometr robotyzacji MŚP” przeprowadzonego w Polsce pod koniec 2019 roku i rozszerzonego w 2020 roku o dane z innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Blisko 1/4 małych i średnich przedsiębiorstw w Czechach planuje w ciągu najbliższych trzech lat robotyzację.

  • Wyższy odsetek MŚP planujących robotyzację zarejestrowano na Węgrzech i w Rumunii.
  • W Polsce chęć robotyzacji wyraziła aż 1/3 MŚP.
  • Najważniejszymi czynnikami motywującymi MŚP do robotyzacji stanowisk są: zwiększenie  efektywności produkcji, konkurencyjność oraz optymalizacja kosztów.

Badanie dotyczące planów robotyzacji w małych i średnich firmach produkcyjnych zostało przeprowadzone w Polsce przez ASM – Centrum Badań i Analiz Rynku, natomiast w Czechach, Rumunii i na Węgrzech przez firmę badawczą SC&C. Wyniki ukazują interesujące fakty dotyczące planów w zakresie robotyzacji oraz powody, dla których firmy chcą lub nie chcą inwestować w roboty.

Podczas gdy w Czechach 23% MŚP planuje zainwestować w robotyzację w ciągu najbliższych trzech lat, na Węgrzech i w Rumunii jest to 27,6% respondentów. Najwyższa liczba MŚP planujących automatyzację przypada na Polskę – na chęć robotyzacji wskazało 33,7% przedsiębiorstw. W Czechach 26,9% z firm planujących automatyzację chce inwestować w roboty współpracujące. Na Węgrzech jest to 22,5%, natomiast w Polsce oraz Rumunii wskaźnik wynosi kolejno 38,8% i 38,7%.

Obecna sytuacja

Najniższy poziom robotyzacji wśród badanych krajów jest obecnie na Węgrzech, gdzie jedynie 11% MŚP deklaruje posiadanie robota przemysłowego lub współpracującego. Nieco lepsza sytuacja ma miejsce w Rumunii – 15,4% MŚP wskazało, że posiada robota. Polska jest pod tym względem druga – 22,7% MŚP deklaruje, że ma już roboty. Najwyższy poziom robotyzacji notują Czechy, gdzie 23,3% firm biorących udział w badaniu zadeklarowało posiadanie robotów.

We wszystkich badanych krajach więcej średnich niż małych przedsiębiorstw deklaruje posiadanie robotów, a liczba zainstalowanych robotów przemysłowych przewyższa liczbę robotów współpracujących. W małych przedsiębiorstwach wskaźnik posiadania robotów jest znacznie niższy. Specyficzna sytuacja panuje w Rumunii, gdzie odsetek robotów przemysłowych i współpracujących jest prawie równy.

Istotnym czynnikiem dla firm rozważających robotyzację w ciągu najbliższych trzech lat jest fakt, czy posiadają one już roboty. Na Węgrzech 1/4 firm planujących robotyzację posiada już robota, w Rumunii blisko 1/3, w Czechach blisko połowa, podczas gdy w Polsce jest to jedynie 14,3% MŚP.

Czego MŚP oczekują od robotyzacji?

Kluczowymi czynnikami dla MŚP na Węgrzech i w Rumunii motywującymi do robotyzacji są: obniżenie kosztów produkcji, a co za tym idzie poprawa jej wydajności, wzrost konkurencyjności i podniesienie jakości produktów. W Czechach i w Polsce są to: obniżenie kosztów produkcji / poprawa wydajności, skrócenie czasu od zamówienia do dostawy, poprawa jakości produktów poprzez wyeliminowanie ludzkich błędów, rozwiązanie problemów związanych z utrzymaniem lub zatrudnieniem pracowników i zwiększenie konkurencyjności. Innymi istotnymi czynnikami (ponad 50% odpowiedzi) są: standaryzacja procesów, wzrost bezpieczeństwa pracy i elastyczności produkcji.

W pierwszej kolejności respondenci we wszystkich czterech krajach planują robotyzację montażu, pakowania i paletyzacji. Szczegółowe dane:

W Czechach firmy wymieniały na pierwszym miejscu obsługę maszyn (64,2%), montaż (42,3%), pick and place (37,1%), pakowanie i paletyzację (32%), sortowanie (18,1% ), transport produktów / komponentów (17,8%), klejenie (15,4%) i polerowanie (10,3%).    W Polsce w pierwszej kolejności firmy chcą zrobotyzować pakowanie i paletyzację (39,6%), obsługę maszyn (37,6%), montaż (18,8%), pick and place (17,8%), spawanie i szlifowanie (16,8%) oraz malowanie (12,9%). W Rumunii pierwsze miejsce, podobnie jak na Węgrzech, zajmuje montaż (57%), następnie są to kolejno: pick and place (55,9%), pakowanie i paletyzacja (47,4%), załadunek / rozładunek (46,5%), obsługa maszyn (41,6%), klejenie (39,4%), logistyka (37,1%), malowanie (30,9%), polerowanie (28,2%), transport produktów / komponentów (15,9%) i formowanie wtryskowe (13,1%). Na Węgrzech: montaż (27,6%), pakowanie i paletyzacja (20,3%), obsługa maszyn (14,7%), malowanie (13,4%), pick and place (12,7%) oraz klejenie (10,7%).

Najwyższe zapotrzebowanie na robotyzację występuje w poniższych branżach:

Czechy: żywność i wyroby tytoniowe (52,8%), produkcja materiałów budowlanych (30,2%), przetwórstwo tworzyw sztucznych, produkty chemiczne (29%), elektryczna i elektroniczna (26,4%), drewno, wyroby z drewna / meble (25,8%), tekstylia, skóra, odzież (24,6%), motoryzacja (24,3%), metale i maszyny (22,2%).

Polska: papier, wyroby papiernicze, druk (46,7%), przetwórstwo tworzyw sztucznych, produkty chemiczne (43,6%), metale i maszyny (37%), elektryczna i elektroniczna (34,8%), żywność i wyroby tytoniowe (31,3%), drewno, wyroby z drewna / meble (27,6%), motoryzacja (23,5%) oraz tekstylia, skóra, odzież (19,2%).

Węgry: papier, wyroby papiernicze, druk (47,5%), produkcja materiałów budowlanych (30,6%), metale i maszyny (30,5%), przetwórstwo tworzyw sztucznych, produkty chemiczne (23,6%), drewno, wyroby z drewna / meble (21,8%), tekstylia, skóra, odzież (19,5%) oraz żywność i wyroby tytoniowe (12,8%).

Rumunia: przetwórstwo tworzyw sztucznych, produkty chemiczne (44,4%), drewno, wyroby z drewna / meble (37,3%), metale i maszyny (35%), wyroby szklane, ceramika, kamień, minerały (34,6%), tekstylia, skóra, odzież (18,1%), żywność i wyroby tytoniowe (17,1%) oraz produkcja materiałów budowlanych (16,3%).

Oczekiwany zwrot z inwestycji w Czechach, na Węgrzech i w Rumunii to 2 do 3 lat, za to w Polsce firmy najczęściej wymieniały okres 1-2 lat.Najistotniejsze czynniki w procesie decyzyjnym wyboru robota w Czechach, na Węgrzech i w Rumunii to cena i zwrot z inwestycji, podczas gdy w Polsce jest to cena oraz łatwość użytkowania.

Firmy z krajów objętych badaniem, które nie planują robotyzacji, swoje podejście argumentują następująco: ich profil produkcji nie wymaga robotyzacji; ich aplikacje nie mogą być zautomatyzowane; skala produkcji jest zbyt mała lub nie widzą korzyści z robotyzacji.

„Badanie „Barometr robotyzacji MŚP”, przeprowadzone w pierwszej kolejności w Polsce i kontynuowane w Czechach, Rumunii i na Węgrzech potwierdza, że coraz więcej firm produkcyjnych z sektora MŚP widzi potencjał robotyzacji. Respondenci we wszystkich krajach zgodzili się co do tego, że wprowadzenie robotów do procesów produkcyjnych może pomóc w zwiększeniu efektywności produkcji, konkurencyjności oraz optymalizacji kosztów. Dane dotyczące inwestycji w roboty współpracujące są dla nas szczególnie istotne – potwierdzają, że rośnie zarówno świadomość, jak i zapotrzebowanie na elastyczne i proste w obsłudze coboty” – Slavoj Musilek, General Manager CEE, CIS i Rosja, Universal Robots.

Ochrona prawna lekarza prawdziwą tarczą wobec zmieniającego się otoczenia prawnego

0

Zawód lekarza to przede wszystkim odpowiedzialność za codzienne decyzje dotyczące zdrowia i życia innych ludzi. Każdy błąd medyczny czy zdarzenie niepożądane skutkuje możliwym roszczeniem ze strony pacjenta oraz wynikającymi z niego konsekwencjami materialnymi. Nowelizacja art. 37a Kodeksu Karnego w ramach tarczy antykryzysowej 4.0 wywołała duże zaniepokojenie i protesty w środowisku medycznym. Wszystko to w związku z możliwym zaostrzeniem kar za nieumyślne spowodowanie śmierci czy ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w wyniku błędu medycznego lub zdarzenia niepożądanego mającego miejsce w trakcie procesu leczenia. Kwestie prawne, coraz wyraźniej wkraczają w życie zawodowe medyków, dlatego coraz bardziej istotny jest łatwy dostęp do profesjonalnej porady prawnej. Taki dostęp gwarantuje lekarzom ubezpieczenie ochrony prawnej.

Wyższe kary za błąd medyczny?

Ustawa z dnia 19 czerwca 2020 r. zwana tarczą antykryzysową 4.0[1] wśród wielu zmian i przepisów dotyczących epidemii nowelizuje również przepis art. 37a Kodeksu Karnego, który wpływa na zasady wymierzania przez sądy kar za przestępstwa zagrożone karą pozbawienia wolności nieprzekraczającą 8 lat. Są to też m.in. przestępstwa, które mogą być popełnianie przez lekarzy w związku z wykonywaniem zawodu, takie jak:

– nieumyślne spowodowanie śmierci,

– nieumyślne spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu,

– narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia czy ciężkiego uszczerbku na zdrowiu,

– nieumyślne sporządzenie fałszywej opinii przez biegłego lub eksperta w postępowaniu karnym lub cywilnym.

Środowisko medyczne obawia się, że wprowadzona zmiana może skutkować częstszym orzekaniem wobec lekarzy kar więzienia. W ocenie samorządu lekarskiego nowelizacja powoduje też, że w sytuacji gdy sąd zdecyduje się wymierzyć karę grzywny albo karę ograniczenia wolności zamiast kary pozbawienia wolności, to jednocześnie będzie związany koniecznością orzeczenia środka karnego, środka kompensacyjnego lub przepadku, co w przypadku lekarzy i innych osób wykonujących zawody medyczne może oznaczać m.in. orzeczenie czasowego zakazu wykonywania zawodu lekarza.

#NieDlaZmianArt37aKK

Liczne dyskusje w środowisku medycznym zaowocowały kampanią #NieDlaZmianArt37aKK oraz projektem ustawy, przygotowanym przez Prezydium NRL, przewidującym ograniczenie odpowiedzialności cywilnej, karnej i zawodowej osób wykonujących zawody medyczne za działania pozostające w związku z udzielaniem świadczeń opieki zdrowotnej w ramach zapobiegania, przeciwdziałania lub zwalczania COVID-19. Lekarze chcą dostosowania rozwiązań prawnych regulujących zasady i zakres odpowiedzialności pracowników medycznych do nadzwyczajnych warunków, w jakich obecnie działają w związku z epidemią. Odwołują się do rozwiązań łagodzących reżim odpowiedzialności prawnej personelu medycznego na czas epidemii COVID-19, które zostały przyjęte w niektórych innych systemach prawnych.

INTER Ochrona Prawna – nie tylko gdy lekarz wyrządzi szkodę

Dynamiczne zmiany prawne wprowadzają niepokój wśród lekarzy. Poszukują oni porad prawnych, które mają pomóc im odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Widmo kary więzienia związane z wykonywaniem pracy zawodowej działa na wyobraźnię lekarzy i ma wpływ na codziennie podejmowane decyzje. Poczucie zagrożenia – już i tak obecne w czasie pandemii – nie sprzyja budowaniu relacji pacjent-lekarz,  nie sprzyja dokonywaniu trudnych wyborów. W tym niełatwym czasie warto pomyśleć o ochronie prawnej w formie ubezpieczenia, która jest najskuteczniejszym i najkorzystniejszym finansowo sposobem dotarcia do prawnika i uzyskania odpowiedzi na nurtujące pytania prawne. Przykładem takiego ubezpieczenia jest polisa INTER Ochrona Prawna.

W ramach ubezpieczenia można skorzystać z fachowej porady adwokata obejmującej wszystkie gałęzie prawa polskiego. Ubezpieczony ma dostęp do 24h infolinii prawnej, 7 dni w tygodniu, w ramach której otrzyma m.in.:

  • porady i opinie prawne na piśmie, sygnowane przez adwokata lub radcę prawnego,
  • wideo konsultacje prawne z adwokatem lub radcą prawnym,
  • wzory pism,
  • pomoc adwokata lub radcy prawnego w postępowaniu przygotowawczym przed prokuratorem.

Ubezpieczyciel zorganizuje i opłaci adwokata, pokryje koszty szeroko rozumianych usług prawnych związanych z prowadzeniem sporu prawnego, zapewni kompleksowe doradztwo prawne w życiu zawodowym i prywatnym.

Sytuacja epidemii dotyka lekarzy i całe środowisko medyczne w sposób szczególny. Z jednej strony jest śmiertelnie niebezpieczny wirus, są pacjenci, jest potrzeba niesienia pomocy, jest powołanie. Z drugiej strony – są coraz to nowe wytyczne, zalecenia, konieczność adaptowania się do nowej sytuacji. W takich okolicznościach nieuchronnie pojawiają się pytania natury prawnej, wątpliwości, a wkrótce – być może – spory prawne. Koszty porad prawnych, postępowania sądowego, czy wynagrodzenia adwokatów mogą być bardzo wysokie. Sprawdzoną alternatywą dla posiadania własnego prawnika jest nasze ubezpieczenie INTER Ochrona Prawna, w ramach którego otrzymujemy dwa rodzaje świadczeń: Ochronę Prawną i Asystę Prawną. To gwarancja natychmiastowej pomocy prawnej dla medyka i jego rodziny. Ochrona Prawna to pokrycie kosztów wynagrodzenia adwokata niezależnie od wyniku sporu, kosztów zastępstwa procesowego, opłat i kosztów sądowych, kosztów biegłych i świadków, mediatora, tłumaczenia dokumentów czy też poręczenia majątkowego. Asysta Prawna gwarantuje szybką pomoc w przypadku konieczności skorzystania z fachowej porady adwokata w konkretnej sprawie obejmującej wszystkie gałęzie prawa polskiego (wariant pełny ochrony) lub z wyłączeniem prawa podatkowego (wariant podstawowy ochrony). Ubezpieczony może skorzystać z 24h infolinii prawnej, 7 dni w tygodniu, w ramach której otrzyma m.in. porady i opinie prawne oraz wzory pism. Co ważne szybko i bezproblemowy uzyskamy aktualne nielimitowane porady prawne dotyczące aktualnie obowiązujących i ważnych zasad prawnych związanych z funkcjonowaniem medyka w czasie epidemii. Pomoc prawną zapewniają doświadczeni prawnicy specjalizujący się w prawie medycznym, którzy od lat współpracują z nami w ramach ubezpieczeń ochrony prawnej. Tak szeroki zakres porad prawnych jest nowością na rynku – mówi Andrzej Twardowski, Dyrektora Biura Ubezpieczeń Medycznych i OC w INTER.

[1] ustawa o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19 oraz o uproszczonym postępowaniu o zatwierdzenie układu w związku z wystąpieniem COVID-19) ogłoszona w Dzienniku Ustaw (poz. 1086) w dniu 23 czerwca 2020 r.

Mocne półrocze dla inwestycji w sektor nieruchomości

0

Transakcje inwestycyjne na polskim rynku nieruchomości z wynikiem prawie 2,9 mld euro notują drugi najlepszy wynik w historii, jeśli chodzi o pierwsze półrocze. Pandemiczny kwartał lepszy niż mogliśmy oczekiwać – 710 mln euro w samych biurach. Magazyny z rekordowymi wynikami.

Firma doradcza JLL przeanalizowała aktywność inwestorów na rynku nieruchomości w Polsce w pierwszej połowie 2020 roku.

– Według wstępnych szacunków, wartość transakcji inwestycyjnych wyniosła w I półroczu prawie 2,9 mld euro, co jest drugim najlepszym wynikiem w historii sektora nieruchomości w Polsce. Pierwszych sześć miesięcy roku, mimo trwania globalnej pandemii, przyniosło kontynuację trendów, które na rynku obserwujemy już od pewnego czasu. Zdecydowanie dominują na nim inwestorzy magazynowi oraz biurowi i ci pierwsi, mając za sobą najlepsze pierwsze półrocze w historii, mogą mówić o wyzwaniach związanych z dostępnością produktu. – mówi Agata Sekuła, Wiceprezes Zarządu JLL w Polsce

W pierwszym półroczu 2020 w sektorze biurowym podpisano 21 umów kupna/sprzedaży 38 budynków biurowych, a do największych należały: sprzedaż przez Skanska High Five 4&5 do Credit Suisse (Kraków), Wola Center przez LC Corp do Hines (Warszawa) oraz Equal Business Park przez Cavatinę do Apollo Rida (również Kraków). Na powyższy wynik duży wpływ miała transakcja zakupu większości udziałów w GTC przez węgierski Optimum Ventures Private Equity Fund, która w Polsce obejmowała zarówno portfel budynków biurowych, jak i centra handlowe. Z kolei w segmencie magazynowym sfinalizowano 14 transakcji sprzedaży 40 budynków magazynowych, z czego największymi były sprzedaż portfolio pięciu obiektów Panattoni do Savills Investment Management, parków dystrybucyjnych Hines do CGL, czy tzw. portfolio Maximus – sześciu nieruchomości zarządzanych przez Apollo – do GIC.

-Drugi kwartał stał pod znakiem dużej aktywności inwestorów działających na rynku biurowym. W ostatnich trzech miesiącach sfinalizowano 10 umów sprzedaży 27 obiektów o łącznej wartości ok. 710 mln euro. W efekcie wartość transakcji inwestycyjnych na rynku biur w pierwszej połowie roku wyniosła ponad 1,3 mld euro, wyprzedzając tym samym sektor magazynowy. – komentuje Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Globalna pandemia nie zahamowała aktywności inwestorów na rynku nieruchomości w Polsce. Rok 2019 był tak mocny, że sektor okazuje się zadziwiająco odporny na krótkoterminowy efekt kryzysu.

-Bez wątpienia pierwszych sześć miesięcy tego roku było jednym z najciekawszych momentów w historii polskiego rynku inwestycyjnego. Zarejestrowany w I połowie 2020 wynik 1,1 mld euro w magazynach to absolutny rekord. Dla biur było to natomiast drugie co do wartości najlepsze półrocze. – dodaje Tomasz Puch

Transakcje w czasach kwarantanny

Ostatnie miesiące oznaczają również wyzwania związane z prowadzeniem i finalizacją transakcji, które realizowane są przecież z inwestorami zagranicznymi.

Lockdown stanowił duże utrudnienie w rozpoczynaniu nowych transakcji – niemożliwe było podróżowanie, wizytacje nieruchomości czy inspekcje techniczne. Natomiast pozostałe ich etapy można było z powodzeniem prowadzić wirtualnie. Wiele transakcji będących w toku na początku lockdownu zostało już sfinalizowanych lub zmierza do finalizacji w nadchodzących tygodniach albo miesiącach. Od kiedy znowu możliwe jest przekraczanie granic, zagraniczni inwestorzy przylatują do Warszawy i biznes zaczyna powoli wracać do spotkań, inspekcji czy bezpośrednich negocjacji. Spodziewamy się, że druga połowa roku będzie jeszcze bardziej intensywna. – podsumowuje Agata Sekuła

Dodatkowo, jak wynika z danych JLL, w pierwszej połowie roku wartość transakcji w segmencie handlowym wyniosła prawie 430 mln euro, a w mieszkaniowym ponad 40 mln euro.

Ewentualne skrócenie godzin sesji mogłoby wywołać negatywne skutki dla polskiego rynku kapitałowego – GPW w sprawie godzin funkcjonowania giełd

0

Temat ewentualnych zmian w godzinach prowadzenia obrotu instrumentami finansowymi przez giełdy europejskie był w ostatnim czasie przedmiotem debaty publicznej. O przegląd harmonogramów sesji na europejskich platformach obrotu zaapelowało Stowarzyszenie Europejskich Rynków Finansowych (AFME) oraz Investment Association (AI). Federacja Europejskich Giełd Papierów Wartościowych (FESE) wydała oświadczenie, w którym opisuje negatywny wpływ ewentualnego skrócenia godzin funkcjonowania giełd na europejskie rynki kapitałowe oraz inwestorów.

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie podziela stanowisko FESE, że ewentualne skrócenie godzin sesji mogłoby wywołać negatywne skutki dla polskiego rynku kapitałowego oraz wpłynąć niekorzystnie  konkurencyjność GPW wobec innych platform obrotu instrumentami finansowymi. Dodatkowo krótsza sesja giełdowa spowodowałaby pogłębienie się nierówności w godzinach obsługi inwestorów pomiędzy zorganizowanymi platformami obrotu a nieregulowanymi rynkami pozagiełdowymi, których działalność
nie podlegałyby zmianom i które już obecnie operują poza godzinami funkcjonowania giełd.

Obowiązujące obecnie godziny handlu na rynku akcji GPW odzwierciedlają specyfikę i potrzeby zarówno inwestorów, jak i emitentów. Średnia dla godzin handlu na GPW wynosi niemal 8h dziennie, a średnia dla europejskich giełd wynosi około 0,5h więcej.

– Priorytetem GPW jest zagwarantowanie inwestorom możliwości bezpiecznego zawierania transakcji w dogodnych dla nich godzinach. W Europie największa wartość obrotu ma miejsce pod koniec trwania sesji giełdowej. Podobnie do innych giełd europejskich na GPW odnotowujemy wzmożoną aktywność inwestorów w pierwszych i ostatnich godzinach sesji giełdowej, co ma kluczowe znaczenie w debacie nad zmianami  godzin prowadzenia sesji giełdowych w Europie. GPW popiera stanowisko Federacji Europejskich Giełd Papierów Wartościowych (FESE) i tym samym negatywnie oceniamy pomysł skrócenia godzin handlu
na rynkach akcji –
podkreśla Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW.

Kwestia godzin funkcjonowania giełd powinna zostać poddana dogłębnej analizie, w której najważniejszymi ocenianymi kryteriami byłyby oczekiwania i potrzeby inwestorów, potencjalne zagrożenia dla płynności rynku, czy kwestia różnic w strefach czasowych. Rynki europejskie powinny funkcjonować w takich godzinach, aby umożliwiać handel również inwestorom z innych stref czasowych, w tym głównie z Ameryki i Azji. Atutem GPW jest częściowe pokrywanie się godzin sesji z fazą zamknięcia na giełdach w Azji oraz
z otwarciem na rynkach w USA. Skrócenie  handlu akcjami na GPW nawet o 30 minut mogłoby spowodować istotny spadek obrotów oraz płynności na rynku akcji oraz zmniejszyć konkurencyjność GPW poprzez ograniczenie jej atrakcyjności dla inwestorów.

Komunikat FESE – Harmonogram sesji na rynkach akcji

0

W listopadzie 2019 r. Stowarzyszenie Europejskich Rynków Finansowych (AFME) i Investment Association (IA) zaapelowały do europejskich platform obrotu akcjami o przeprowadzenie przeglądu harmonogramów sesji na rynkach w całej Europie.

Przed rozważeniem ewentualnych zmian w harmonogramie obrotu akcjami, które mogłyby mieć niekorzystne skutki dla europejskich rynków, należy szczegółowo uwzględnić szereg kwestii, takich jak:

  • potrzeby inwestorów,
  • relacje pomiędzy poszczególnymi rynkami zachodzące w trakcie sesji,
  • potencjalne zagrożenia dla płynności,
  • skutki dla rynków i powiązanych produktów w różnych systemach prawnych,
  • konkurencyjność rynków.

Już same powyższe kwestie wskazują, że skrócenie harmonogramu sesji w Europie mogłoby być krokiem w niewłaściwym kierunku oraz ogólnie zaszkodzić europejskim rynkom i inwestorom.

Kryzys związany z pandemią Covid-19 uwydatnił kluczową rolę rynków regulowanych w okresie niepewności, wysokiej zmienności oraz wysokiego wolumenu obrotów. Przejrzyste, rzetelne i odporne rynki umożliwiają zarządzanie ryzykiem i płynnością w poszczególnych regionach oraz odgrywają niezwykle istotną rolę. Przy tym warto podkreślić, że obecnie na europejskich rynkach regulowanych nie występują problemy z płynnością, w szczególności na otwarciu i na zamknięciu sesji, które mogłyby uzasadniać zmianę harmonogramów sesji. Poziom płynności na europejskich rynkach w pierwszych godzinach sesji i w ostatniej części dnia wskazuje, że obecne godziny sesji prawidłowo odzwierciedlają potrzeby inwestorów.

Skrócenie godzin sesji na rynkach giełdowych dodatkowo pogłębiałoby istniejące nierówności z uwagi na to, że takim zmianom nie podlegałyby tzw. Systematic Internalisers (SI) oraz nieregulowane rynki pozagiełdowe (OTC), które obecnie obsługują transakcje w znacznej części poza godzinami funkcjonowania giełd.

Kolejną istotną kwestią jest dobrostan pracowników. Ze względu na to, że SI i OTC już teraz funkcjonują poza godzinami obrotu na giełdach, a ich pracownicy, odpowiedzialni za realizację transakcji, na bieżąco obsługują rynki akcji i inne klasy aktywów, skrócenie harmonogramu sesji europejskich giełd nie miałoby żadnego wpływu na sytuację ich pracowników. By zapewnić pracownikom właściwe proporcje pomiędzy czasem pracy a życiem prywatnym konieczne byłoby wprowadzenie innych środków na szczeblu organizacyjnym (np. praca zmianowa, elastyczne godziny pracy).

Co więcej, w tej dyskusji nie są poruszane kwestie dotyczące niekorzystnych skutków dla współdziałania rynków i gospodarek w Europie. Tymczasem należy uwzględnić ogromną skalę objętych takimi zmianami rynków i gospodarek, a także relacje pomiędzy harmonogramem sesji a gospodarką realną. Z uwagi na wyzwania związane z rekapitalizacją naszych gospodarek w następstwie kryzysu wywołanego pandemią Covid-19, skuteczne, konkurencyjne i sprawnie funkcjonujące rynki europejskie odgrywają kluczową rolę w dążeniu do ożywienia gospodarczego. Oznacza to konieczność utrzymania ich dostępności dla uczestników rynku, kiedy tego potrzebują.

 1. Długość sesji giełdowych w Europie dostosowano do potrzeb inwestorów

Długość sesji giełdowych w Europie dostosowano do specyfiki inwestorów i emitentów, ich preferencji i potrzeb w zakresie obrotu. Obecne godziny funkcjonowania giełd w Europie umożliwiają inwestorom zarządzanie pozycjami i ryzykiem w trakcie sesji w ramach wysoce płynnego, przejrzystego, efektywnego i scentralizowanego arkusza zleceń. Rynki akcji prowadzone przez giełdy zapewniają koncentrację dostępnej płynności oraz przejrzyste kształtowanie cen kursów akcji w trakcie dnia. Nie należy zapominać o negatywnych skutkach, jakie miałoby skrócenie godzin sesji z perspektywy tych dwóch kluczowych funkcji.

Należy pamiętać o skutkach, jakie miałoby skrócenie sesji dla funkcji giełd w obszarze kształtowania cen akcji. Skrócenie godzin sesji dodatkowo zwiększałoby liczbę transakcji realizowanych poza jawnym rynkiem, ponieważ zakres tej propozycji obejmuje wyłącznie platformy obrotu, a nie dotyczy SI i rynku OTC. To z kolei mogłoby ograniczyć zdolność giełd do funkcjonowania w roli rynków referencyjnych, a jednocześnie powodować dalszy odpływ obrotów. Takie zjawisko już jest akceptowane przez ustawodawcę, jako uboczny skutek dyrektywy MiFID II, czemu zapobiegać mają kolejne nowelizacje jej przepisów.

Zgodnie z tym scenariuszem, inwestorzy zmierzyliby się ze stałym problemem sztywnych cen i kursów (przy braku kształtowania cen) oraz wyższym poziomem kosztów (na przykład klienci detaliczni narażeni są na wyższy spread w godzinach pozasesyjnych). Skrócenie godzin sesji przekładałoby się również na mniej różnorodną strukturę obrotów wskutek osłabienia interakcji pomiędzy transakcjami inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych. To z kolei kłóciłoby się z duchem przyświecającym Unii Rynków Kapitałowych (CMU) i z celem polegającym na krzewieniu kultury inwestowania w akcje na rynkach europejskich.

2. Długość sesji giełdowych w Europie zapewnia interakcje z innymi rynkami

Wprowadzone wcześniej zmiany w długości sesji na europejskich rynkach miały na celu spełnienie potrzeb inwestorów i umożliwienie interakcji pomiędzy rynkami w Europie a innymi kluczowymi rynkami w USA i w Azji. Niektóre europejskie rynki oferują dłuższy dzień obrotów, umożliwiając interakcje z rynkami w innych regionach. Z tej perspektywy jednym z atutów Europy jest wyjątkowa możliwość częściowego nakładania się godzin sesji z fazą zamknięcia na rynkach azjatyckich, a także z otwarciem na rynkach amerykańskich. Skrócenie godzin obrotów w Europie stawiałoby rynki europejskie w niekorzystnej pozycji konkurencyjnej.

Ponadto rynki instrumentów pochodnych i strukturyzowanych opartych na indeksach i akcjach zależą od kształtowania się cen i kursów aktywów bazowych na rynkach akcji prowadzonych przez inne giełdy. Skrócenie dnia obrotów na rynkach akcji przekładałoby się na brak możliwości obliczania indeksów w oparciu o instrumenty bazowe oraz brak dostępności danych z bazowych rynków dla pochodnych instrumentów opartych na akcjach i indeksach (znajdujących się w obrocie na giełdach jak i na rynkach pozagiełdowych) poza godzinami sesji na rynkach. Podobnie też rynki obligacji korporacyjnych i rynki akcji nie mogłyby funkcjonować w trybie zsynchronizowanym.

3. Harmonogram sesji musi odzwierciedlać różnorodność poszczególnych ekosystemów

W całej Europie harmonogramy sesji opracowano, a w wybranych przypadkach dostosowano do ekosystemu danego rynku. Obecnie można odnotować pewne rozbieżności pomiędzy godzinami obrotów na europejskich rynkach, gdzie sesje bywają dłuższe lub krótsze[1]. Wynika to z regionalnej specyfiki i z preferencji inwestorów. Harmonogram sesji musi odzwierciedlać takie różnice oraz uwzględniać lokalne zwyczaje, strefy czasowe, aktywność inwestorów indywidualnych oraz historyczne rozwiązania. Biorąc pod uwagę potrzeby inwestorów indywidualnych, którzy preferują dłuższe godziny obrotów oraz fakt, że niektóre firmy typu fintech planują możliwość zawierania transakcji przez 24 godziny na dobę i 7 dni w tygodniu, na niektórych rynkach lokalnych sesje giełdowe zostały wydłużone.

Harmonogram sesji uwzględniający regionalną specyfikę i preferencje ma zasadnicze znaczenie dla osiągnięcia celów Unii Rynków Kapitałowych przy jednoczesnym zapewnieniu funkcjonowania i dalszego rozwoju różnorodności rynków i inwestorów w Unii Europejskiej.

4. Długość sesji giełdowych w Europie nie ma bezpośredniego wpływu na czas pracy

Giełdy dostrzegają konieczność dbania o dobrostan pracowników, jednak długość sesji jako taka nie oddziałuje negatywnie na kulturę organizacyjną w branży inwestycyjnej. Ponadto już obecnie pracownicy odpowiedzialni za zawieranie transakcji pracują dłużej niż trwa sesja na giełdowym rynku akcji, obsługując inne klasy aktywów, a także realizując transakcje zawierane przez SI oraz OTC. Tezy dotyczące poprawy proporcji pomiędzy czasem pracy a życiem prywatnym opierają się na założeniu, że skrócenie godzin obrotu akcjami na rynkach regulowanych torowałoby drogę do lepszego równoważenia pracy zawodowej z życiem prywatnym w tej branży. W ocenie giełd teza ta jest fałszywa, a dla poprawy warunków pracy konieczne byłyby inne działania, które należy wprowadzić na szczeblu organizacyjnym.

Podsumowanie

Kwestia godzin funkcjonowania giełd ma charakter złożony i powinna stać się przedmiotem dogłębnej analizy pod kątem konkurencyjności Europy, jakości rynku, stopnia płynności, udziału inwestorów w rynku przy jednoczesnym uwzględnieniu konieczności dbania o dobrostan pracowników. Z uwagi na wyżej poruszone kwestie, w ocenie FESE obecne godziny sesji są optymalne z perspektywy interesu inwestorów, natomiast ich skrócenie w Europie stanowiłoby krok w niewłaściwym kierunku, szkodząc europejskim rynkom.

 

Zewsząd niespodzianki – sytuacja na rynku walutowym

0

Po optymistycznym finiszu handlu w Nowym Jorku i bezkierunkowej sesji w Azji, poranek przynosi powrót nerwowości i umiarkowane umocnienie JPY i USD. Źródłem niepokojów są doniesienia o świeżych napięciach na linii USA-Chiny. Wygląda na to, że nowy kwartał to na razie borykanie się ze starymi tematami.

Znowu to samo

Wygląda na to, że Biały Dom czuje coraz większą presję związaną z rozprzestrzenianiem się koronawirusa w USA, że prezydent Trump na nowo atakuje Chiny. Trump napisał w tłicie: „Kiedy patrzę, jak pandemia rozprzestrzenia się na całym świecie, w tym na ogromne szkody, jakie wyrządziła USA, coraz bardziej gniewam się na Chiny”. Jednocześnie Chiny grożą środkami odwetowymi za sankcje nałożone przez Waszyngton na niektórych oficjeli z Pekinu. Pojawiają się też odniesienia, że Chiny planują restrykcje dla amerykańskich grup mediowych w Chinach. Ogólnie napięcia na linii USA-Chiny nie są czymś nowym (niedawno mieliśmy spór o Hongkong) i dla rynków nie będą czymś silnie szokującym. Ale liczy się świadomość, że źródło nerwowości i powód do awersji do ryzyka może pojawić się zewsząd. Liczba zachorowań w USA rośnie, a przed nami obchody 4 lipca, które oznaczają imprezy i masowe zgromadzenia. W innych zakątkach globu wprowadza się częściowy lockdown. Dane dalej potwierdzają przyspieszenie ożywienia po wiosennym załamaniu, ale perspektywy pozostają – jak stwierdził wczoraj szef Fed Jerome Powell – „wyjątkowo niepewne”. Dla przeciwwagi słyszymy o szykownej Fazie Czwartej pomocy fiskalnej w USA oraz postępach w pracach nad szczepionką. To jednak nie wystarcza, by całkowicie zagłuszyć obawy inwestorów.

Rynki są w fazie zawieszenia.

Wszystko może się liczyć na starce kwartału, jeśli wygra myślenie o nowym otwarciu, chociaż o to może być bardzo trudno. W strefie euro na pierwszym planie będą szczegóły odbicia koniunktury w Hiszpanii i Włoszech i czy pokażą podobną poprawę co już opublikowane wstępne szacunki z Francji i Niemiec. Im wyżej indeksy PMI odbiją, tym silniejsze będzie zaufanie do siły ożywienia w całym bloku. Lepsze dane mogą być bardziej wsparciem dla europejskich giełd niż EUR, który do wzrostów potrzebuje wyraźnej poprawy nastrojów. W Wielkiej Brytanii finalne szacunki PMI dla przemysłu (śr, pt) będą uzupełnione o informacje z drugiej połowy czerwca, kiedy dalej łagodzono obostrzenia w poruszaniu się i odwiedzaniu punktów usługowych. Stąd stwarza to okazję do rewizji w górę wskaźników. Z perspektywy GBP nie powinno być to źródłem dla silniejszej reakcji. W USA interesujące będzie tempo odbicia ISM dla przemysłu wraz z odmrażaniem gospodarki. Z danych powinien bić optymizm, podobnie jak z raportu ADP, który powinien pokazać szybkie tempo przywracania miejsc pracy. Minutki FOMC powinny potwierdzić, że aktualnie na uboczu zostawione są tematy ujemnych stóp procentowych i kontroli krzywej dochodowości.
W Polsce indeks PMI dla przemysłu wzrósł do 47,2 (z 40,6 w maju), odzwierciedlając poprawę sytuacji po wcześniejszej zapaści wywołanej restrykcjami związanymi z pandemią. Indeks pozostaje jednak dalej poniżej 50 pkt., co oznacza, że sektor dalej się kurczy. Odbicie gospodarcze postępuje powoli i nie wyróżnia się na tle reszty Europy. Co odbiega od sygnałów z otoczenia, to wskazania inflacji CPI. W czerwcu ceny dóbr i usług konsumpcyjnych wzrosły o 0,7 proc. m/m, co w ujęciu rocznym oznacza wzrost o 3,3 proc. Konsensus prognoz zakładał spowolnienie inflacji do 2,8 proc. z 2,9 proc. w maju. Statystki po okresie lockdownu wciąż mogą być źródłem niespodzianek. Szczególnie dane dotyczące cen mogą być zaburzone przez trudności z ich gromadzeniem, ale też nadzwyczajne wahania w cenach m.in. usług. Stąd ostatnie przyspieszenie inflacji może niewiele mówić o przyszłym trendzie (w obliczu osłabionego popytu), ale na razie nie potwierdza obaw RPP o wystąpienie deflacji. Z perspektywy rynku sprowadzenie głównej stopy procentowej do 0,1 proc. kłoci się z sygnałami rosnącego CPI. Powstały zamęt nie może być korzystny dla złotego. W rezultacie spadek EUR/PLN w ostatnich godzinach pod 4,44 jest dla mnie niezrozumiały.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rząd musi ciąć wydatki, by zrealizować ustawę 6 proc. PKB na zdrowie

0

Od przyszłego roku realizacja ustawy „6 proc. PKB na zdrowie” będzie wiązała się z koniecznością wsparcia systemu opieki zdrowotnej gigantycznymi dotacjami z budżetu państwa – wynika z najnowszej analizy Public Policy. Przyczyną jest spadek wartości składek ZUS i przekroczony konstytucyjny próg ostrożnościowy budżetu państwa. Wydatki na zdrowie mogą spowodować ograniczenia w finansowaniu innych dziedzin życia publicznego.

Miliardy na zdrowie

Minister zdrowia i minister finansów zaakceptowali prognozę przychodów Narodowego Funduszu Zdrowia. W kolejnych trzech latach szacowana suma wydatków na ochronę zdrowia wyniesie ponad 85,5 mld zł. Tylko w przyszłym roku realizacja ustawy „6 proc. PKB na zdrowie” będzie wymagała przeznaczenia na ochronę zdrowia dodatkowych 24,9 mld zł z budżetu państwa. Przy rosnącym poziomie długu publicznego może to oznaczać konieczność ograniczenia innych wydatków.

Public Policy dotarło do prognozy przychodów Narodowego Funduszu Zdrowia. Zgodnie z ustawą o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych dokument jest sporządzany do końca maja na okres trzech lat. W ostatnim czasie prace nad prognozą przedłużały się. NFZ przekazał projekt do akceptacji ministra zdrowia i ministra finansów już 22 maja br., jednak akceptacja ze strony ministra finansów trafiła do Funduszu wiele dni po ustawowym terminie.

Tabela 1. Prognoza przychodów ze składek na lata 2020-2023, źródło: Narodowy Fundusz ZdrowiaTabela 1 Prognoza przychodów ze składek na lata 2020-2023, źródło Narodowy Fundusz Zdrowia

Spadek wartości składek

Zgodnie z przypuszczeniami ekspertów aktualna sytuacja epidemiczna i gospodarcza wpłynęła na prognozowane przychody Narodowego Funduszu Zdrowia. Tylko w bieżącym roku planowane przychody do NFZ będą niższe o niemal 2 mld zł (spadek z 93,16 mld zł do 91,23 mld zł). Co istotne, już dzisiaj widać spadek podobnej wielkości. Według danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, dotyczących wysokości środków przekazywanych do NFZ, tylko w kwietniu i maju wartość przekazanych składek była niższa właśnie o 2 mld zł. W kolejnych latach wpływy ze składek prawdopodobnie będą rosnąć każdego roku o ok. 4,5 mld zł.

– Dane publikowane przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych wskazują, że wystarczyły dwa miesiące zamknięcia gospodarki, aby osiągnąć spadek przychodów Narodowego Funduszu Zdrowia przewidziany w prognozie. Wydaje się wątpliwe, aby z dnia na dzień sytuacja na rynku pracy powróciła do stanu sprzed epidemii, co niesie za sobą poważne konsekwencje na przyszłość – mówi Wojciech Wiśniewski, Prezes Zarządu Public Policy Sp. z o.o. i dodaje: – Według zapisów „ustawy 6 proc. PKB na zdrowie” za trzy lata poziom wydatków na ochronę zdrowia będzie musiał być o ponad 30 mld zł wyższy niż obecnie. Przychody ze składek, niezależnie od tempa odbicia gospodarczego, będą niewystarczające dla realizacji przepisów. Jedynym źródłem finansowania, które może zapewnić przestrzeganie zapisów ustawy, jest budżet państwa.

Konieczne dotacje

Według metodologii, zawartej w ustawie „6 proc. PKB na zdrowie”, minimalne nakłady na ochronę zdrowia będą musiały wynieść w przyszłym roku 120,5 mld zł. Bazując na danych makroekonomicznych, opublikowanych przez Ministerstwo Finansów, dotyczących wzrostu gospodarczego w 2022 r., kwota ta urośnie do 125,9 mld zł, zaś w 2023 r. do 139,4 mld zł. Zgodnie z mechanizmem ustawowym, w przypadku, gdy zakładany poziom nie zostanie osiągnięty, rząd powinien skierować dodatkowe środki do Narodowego Funduszu Zdrowia w formie dotacji budżetowej. W związku z tym, że prognozowane przychody NFZ ze składek będą niższe niż planowany wzrost nakładów na ochronę zdrowia, każdego roku wydatki z budżetu państwa będą coraz wyższe. Tylko w kolejnym roku wyniosą 24,9 mld zł, a dwa lata później już 34,8 mld zł.

  Wydatki na zdrowie wg ustawy „6 proc.”
(mld zł)
Prognozowane przychody Narodowego Funduszu Zdrowia (mld zł) Pozaskładkowe nakłady na ochronę zdrowia
(mld zł)
2021 120,5 95,6 24,9
2022 125,9 100,1 25,8
2023 139,4 104,6 34,8
Łączne pozaskładkowe nakłady na ochronę zdrowia (budżet państwa) 85,5

Tabela 2. Skutki finansowe ustawy o minimalnych nakładach na ochronę zdrowia. Opracowanie własne.

Albo zdrowie, albo…?

Skokowy wzrost wydatków budżetu państwa na zdrowie może wymagać ograniczenia innych wydatków budżetowych. Według danych opublikowanych przez Ministerstwo Finansów deficyt sektora finansów publicznych osiągnie w tym roku poziom 55,2% PKB i przekroczy pierwszy konstytucyjny próg ostrożnościowy. Zgodnie z przepisami kolejna ustawa budżetowa nie będzie mogła prowadzić do zwiększenia tego odsetka.

– W praktyce tak szybki wzrost długu publicznego oraz zobowiązań budżetu państwa wynikających z ustawy o minimalnych nakładach na ochronę zdrowia sprawia, że w przyszłym roku rząd stanie po raz pierwszy w historii przed realną koniecznością ograniczenia innych wydatków budżetu państwa w celu zapewnienia finansowania ochrony zdrowia. Będzie to ekstremalnie trudne zadanie. W mojej opinii wszyscy interesariusze systemu powinni wesprzeć Narodowy Fundusz Zdrowia w pozyskaniu jak największych dotacji z budżetu państwa. Tym bardziej, że projekt ustawy o Funduszu Medycznym de facto uszczupli jego przychody, a kilkumiliardowy ubytek przychodów NFZ wynikający z umorzenia składek przedsiębiorców nie został uzupełniony – komentuje Wojciech Wiśniewski.

Frankowicze wyjątkowo aktywni w czasie pandemii. Sądy odnotowały nawet 400% wzrost liczby pozwów

0

Przeszło 4 tys. tzw. spraw frankowych wpłynęło od stycznia do kwietnia br. do wydziałów pierwszoinstancyjnych Sądu Okręgowego w Warszawie. To o ponad 300% więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku. Natomiast porównując statystyki kwietniowe z obu lat, widać wzrost o prawie 401%. Sytuacja jest zła też w innych miastach. Zdaniem ekspertów, oprócz standardowych problemów sprawę dodatkowo skomplikowała pandemia. A może być jeszcze gorzej, bo pozwów z pewnością będzie przybywać. Potwierdzają to sami sędziowie, wskazując na szereg problemów, z którymi codziennie muszą się mierzyć.

W polskich sądach przybywa spraw o symbolu 049cf, czyli roszczeń dot. umów bankowych denominowanych lub indeksowanych do franka szwajcarskiego. Od stycznia do kwietnia br. wpłynęło ich 4111 do wydziałów pierwszoinstancyjnych Sądu Okręgowego w Warszawie. To o blisko 302% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 1023.

– Ten znaczny przyrost wynika m.in. z orzeczenia TSUE z października 2019 roku ws. państwa Dziubaków. Natomiast w styczniu br. zostało opublikowane uzasadnienie do tego wyroku, na co czekało wielu klientów i pełnomocników. Obserwujemy, że na rynku wciąż rośnie zainteresowanie tym tematem, więc można założyć, że pozwów w sądach będzie przybywać – komentuje adwokat Jakub Bartosiak z warszawskiej Kancelarii MBM Legal.

Natomiast w kwietniu 2019 roku do SO w Warszawie dotarło 1254 wszystkich spraw, z czego 262 o symbolu 049cf (20,9% ogółu). Rok później tylko tych ostatnich odnotowano 1312 (66,1% ogółu z 1986). Porównując statystyki tylko z tych dwóch miesięcy, widać wzrost liczby pozwów aż o 400,8%. W kwietniu każdy z 63 sędziów otrzymał średnio ok. 20 nowych spraw z tego zakresu.

– Już jest źle, a zapowiada się, że będzie jeszcze gorzej. Przed pandemią nasz sąd rozpatrywał ok. 60-70% spraw frankowych w kraju. One nie muszą wpływać do nas, ale jednak tak się dzieje. Jeżeli ktoś ze Szczecina czy z Jeleniej Góry zawarł umowę z bankiem, który ma siedzibę w Warszawie, to może skierować ten pozew do sądu właściwego dla swojego miejsca zamieszkania lub do sądu w stolicy. A ponieważ w głównej mierze obsługują to kancelarie warszawskie, to wiadomo, gdzie składają pozwy – informuje SSO Sylwia Urbańska, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie.

Dla porównania, do Sądu Okręgowego w Łodzi wpłynęło już ponad 1200 tego typu spraw, w tym prawie 450 w 2020 roku. Natomiast w SO w Kielcach w drugiej połowie maja tego roku było ich zarejestrowanych ok. 50. Z kolei do Wydziału Cywilnego Sądu Rejonowego w Płocku wpłynęły 2 pozwy w kwietniu i maju br.

– Jest zapaść, którą dodatkowo pogłębiła pandemia. Ponadto w rozporządzeniu – Regulamin urzędowania sądów powszechnych, ale również i w tzw. Tarczach wymieniono kwestie, które uznaje się za pilne. Sprawy dotyczące kredytów frankowych nie znajdują się w tym katalogu– podkreśla Dorota Kordiak, wiceprezes i Przewodnicząca Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Zielonej Górze.

Z kolei SSR (del) Tomasz Durlej, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Kielcach, zwraca uwagę na reżimy epidemiczne i sanitarne. Nie można dopuścić do tego, żeby sądy stały się ogniskami zapalnymi jak kopalnie. Trzeba dbać o bezpieczeństwo wszystkich uczestników spraw. A gdyby sędzia zaraził się koronawirusem, to wstrzymane zostaną prace całego wydziału.

– Oprócz pozwów frankowych jest jeszcze mnóstwo innych. Wielu osobom wydaje się, że ich sprawa jest najpilniejsza, a my po prostu nie dajemy rady. Już abstrahuję od pandemii, bo teraz to wszystko będzie trwało jeszcze dłużej. Mamy odraczane rozprawy na odległe terminy, tzn. nawet na jesień. A sprawy frankowej co do zasady nie da się zakończyć na jednym posiedzeniu – mówi SSO Joanna Ciesielska-Borowiec, rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Poznaniu.

Natomiast mec. Bartosiak informuje, że w dobie pandemii kancelarie adwokacie pracują nieco inaczej ze względu na obostrzenia w sądach. Z uwagi na mniejszą liczbę rozpraw pełnomocnicy mają więcej czasu na przygotowywanie pozwów frankowych. Wcześniej klient czekał na to ok. 2 miesiące, a ostatnio – 2-3 tygodnie. Ekspert dodaje też, że od niedawna sądy zaczęły bardzo skrupulatnie podchodzić do składanych pism.

– Moim zdaniem, absurdem jest objętość tzw. pozwów frankowych. Przyzwyczailiśmy się, że one standardowo mają po kilkadziesiąt stron. Ale są też takie liczące ponad 200 stron pisma procesowego, a do tego dołączone są kolejne dokumenty. Odpowiedź na pozew to ok. 100 stron. To zdecydowanie wypływa na tempo pracy sądu. To są naprawdę ogromne ilości materiału do przeczytania. Potrzebujemy czasu, żeby zapoznać się z daną sprawą. My jesteśmy tylko ludźmi – dodaje SSO Sylwia Urbańska.

Na czas rozpoznawania sprawy mają wpływ także strony postępowania, co podkreśla ekspert z Kancelarii MBM Legal. I zaznacza, że pomocne jest pisanie zwięzłych, konkretnych pism, z których jasno wynika podstawa żądania i istotne dla sprawy fakty. Pełnomocnicy powinni dążyć do wykazania zasadności roszczenia kredytobiorców bez konieczności przeprowadzania długotrwałego postępowania dowodowego.

– W tej chwili nie znajduję żadnego uzasadnienia, dla którego większość spraw frankowych ma się toczyć w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Tutejsi sędziowie mają w referatach po 500 spraw, czyli zazwyczaj 4-5 razy więcej niż w wielu innych miastach. Teoretycznie możemy zrobić kursy szybkiego czytania, ale to nie rozwiąże sytuacji, bo trzeba przecież wyznaczyć rozprawę, kogoś przesłuchać itd. Naszym zdaniem, ewidentnie należy zabrać część spraw z Warszawy i podzielić je równomiernie pomiędzy sędziów w całym kraju, żeby wszyscy byli podobnie obciążeni – zaznacza sędzia Urbańska.

Klient ma prawo kierować sprawę do sadu właściwego dla siedziby banku, a te w ogromnej większości znajdują się w Warszawie. To nie jest żadne nadużycie czy obejście prawa, co zauważa mec. Bartosiak. I dodaje, że wielu pełnomocników nie chce ryzykować składania pozwu poza stolicą. Nie ma bowiem pewności, czy w mieście X już zajmowano się takimi sprawami. Według eksperta, w Warszawie sędziowie dobrze znają ten rodzaj spraw i są przyzwyczajeni do obszernych pism banków, przygotowywanych przez międzynarodowe kancelarie. W mniejszych miejscowościach sędziowie wobec wciąż niejednolitego orzecznictwa nie mają wyrobionego poglądu w sprawie i potrzebują znacznie więcej czasu na analizę. Dopiero w kilkuletniej perspektywie, po upowszechnieniu się zasad ochrony konsumentów, realne jest częstsze wybieranie innych sądów.

– Jeżeli obecny stan zostanie utrzymany, to nie należy oczekiwać sprawniejszego sądzenia. W innych kwestiach ludzie też czekają na rozstrzygnięcia. Nie orzekamy tylko w sprawach kredytów walutowych. My jako sędziowie, oczywiście nie mamy przyjemności w tym, żeby sprawy zalegały miesiącami i latami, ale niestety tak to może wyglądać – podsumowuje rzecznik prasowy ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie.

Utrzymanie kontroli i dyskrecja determinują podejmowanie decyzji w firmach rodzinnych

0

Dla jednej piątej przedsiębiorstw zarządzanych przez rodziny działania prospołeczne są jednym z priorytetów ich funkcjonowania

Rozpowszechnienie się koronawirusa SARS-CoV-2 uderzyło w niemal każdą gałąź gospodarki, nie pomijając przy tym rodzinnych przedsiębiorstw. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte „Firmy prywatne – wyzwania i możliwości 2020”, czynniki zewnętrzne, takie jak brexit czy też panująca pandemia mają bezpośredni wpływ na decyzje liderów dotyczące pozyskiwania dodatkowego kapitału. Co ciekawe, 36 proc. respondentów wskazało utrzymanie majątku przedsiębiorstwa, jako główny cel na następne lata. Z kolei dla 49 proc. jednym z priorytetów jest kontynuacja biznesu i wieloletniej tradycji firmy przez kolejne pokolenia.

Podobnie jak wiele innych przedsiębiorstw firmy rodzinne często potrzebują dodatkowego kapitału, aby rozwijać biznes zarówno w perspektywie krótko-, jak i długoterminowej. Część z nich przeznacza te środki na wzrost organiczny, czyli zatrudnia dodatkowych pracowników i buduje kolejne obiekty. Inni z kolei finansują wejście firmy na nowe rynki czy też rozwój produktów. Jak twierdzą eksperci Deloitte, mimo powszechnego przekonania o samofinansowaniu się przedsiębiorstw rodzinnych, w zakresie rozwoju biznesu tylko 30 proc. z nich stawia na środki wewnętrzne. Większość jednak zastanawia się nad pozyskaniem kapitału poprzez prywatnych inwestorów, rynki publiczne czy też banki.

Na decyzje firm rodzinnych w kontekście pozyskania dodatkowych środków duży wpływ mają również czynniki zewnętrzne, takie jak brexit czy też panująca obecnie pandemia koronawirusa. Wiąże się to z tym, że wiele przedsiębiorstw koncentruje się teraz na zabezpieczeniu kapitału. Powód jest na ogół oczywisty – właściciele chcą mieć pewność, że firma posiada środki, by stawić czoło rynkowym wyzwaniom – mówi Robert Uhl, Adwokat, Partner Associate w kancelarii Deloitte Legal.

Istnieje kilka czynników, które definiują wiele przedsiębiorstw rodzinnych i kształtują decyzje dotyczące zabezpieczenia kapitału. Jedną z nich jest utrzymanie kontroli nad rodziną i możliwość wpływu na nią. Kolejna ważna rzecz to dyskrecja i prywatność. Dla przykładu jednej z japońskich firm rodzinnych w uzyskaniu kredytu na przeszkodzie stanęła prośba banku o przedstawienie dokumentów, które właściciele trzymali w tajemnicy i traktowali jak osobiste. Dużo przedsiębiorstw koncentruje się też na długoterminowym wzroście, co może wykluczyć zdobycie dodatkowego kapitału poprzez np. IPO.

Społecznie odpowiedzialni

Działania prospołeczne stanowią obecnie jeden z priorytetów funkcjonowania wielu firm rodzinnych, co potwierdziło aż 19 proc. respondentów badania Deloitte „Global Family Business Survey 2019”. Wiele z przedsiębiorstw wspiera swoje otoczenie poprzez transfer środków na działania filantropijne. Odmiennym i nowym sposobem wsparcia jest natomiast tzw. inwestowanie zaangażowane społecznie, czyli wspieranie inicjatyw, które poza korzyściami finansowymi mają też nieść pozytywną zmianę w otoczeniu.

Mimo że podejście firm rodzinnych do działań prospołecznych nadal różni się w poszczególnych regionach świata, to w dobie pandemii bardziej niż kiedykolwiek wcześniej wiele przedsiębiorstw zdaje sobie sprawę z wpływu, jaki wywiera na otoczenie zarówno w wymiarze gospodarczym, jak też środowiskowym i społecznym. Właściciele firm rodzinnych coraz częściej łączą misję przedsiębiorstwa z działaniami, które pozwalają budować wartość dodaną, wzmacniać dobre relacje z otoczeniem i minimalizować negatywny wpływ na środowisko naturalne – mówi Rafał Rudzki, Partner Associate w zespole ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej. Ekspert zauważa też, że rośnie świadomość tego, że odpowiedzialne zarządzanie przedsiębiorstwem to podstawa sukcesu biznesowego, a celem przedsiębiorstw powinno być tworzenie długoterminowej wartości, w tym proaktywne zarządzanie ryzykami i korzystanie z szans, jakie niosą wyzwania związane z realizacją Celów Zrównoważonego Rozwoju (SDGs).

Stworzony przez firmę doradczą Deloitte we współpracy z European Venture Philanthropy Association (EVPA) oraz Global Social Entrepreneurship Network (GSEN) wskaźnik Deloitte Social Investment Leveraging Index (DSILI 2018) pokazuje, że inwestycje w rozwój społeczny w regionie Europy Środkowo-Wschodniej mogą nieść ze sobą potencjalny zwrot z inwestycji oraz mieć znaczny wpływ społeczny. Aktualnie tylko 7 proc. środków przeznaczonych na inwestycje społeczne i tzw. „venture philanthropy” na świecie trafia do krajów naszego regionu. Indeks podpowiada konkretne obszary działania oraz opisuje istniejący ekosystem inwestycji zaangażowanych społecznie.

Siła tkwi we współpracy

Nawiązanie współpracy z partnerami zewnętrznymi może stać się dla firm rodzinnych zarówno wyzwaniem, jak i szansą. Według ekspertów Deloitte, aż 56 proc. tych przedsiębiorstw dostrzega wagę zasobów ekosystemu biznesowego, czyli sieci firm i instytucji, które działają na rzecz wspólnego dobra, w rozwoju biznesu. Z kolei 65 proc. respondentów stwierdziło, że zwiększyły one kontakt z innymi organizacjami w ciągu ostatnich kilku lat.

– Bardzo często na przeszkodzie sojuszu firm rodzinnych i podmiotów trzecich może stać niski poziom akceptowanego wśród tych pierwszych ryzyka biznesowego czy też brak zaufania do podmiotów spoza rodziny. Do tego dochodzi też złożoność potencjalnych partnerów, którzy działają na przykład w innym regionie lub na innym kontynencie, co utrudnia nawiązanie współpracy. Szczególnie trudne jest to w czasie pandemii, kiedy firmy skupiają się na przetrwaniu, a potencjalne sojusze odchodzą na dalszy plan – mówi Fabian Bohdziul, Dyrektor, Doradztwo Finansowe Deloitte.

 Nawiązanie współpracy z zagranicznym dostawcą jest jednym ze sposobów, w jaki firmy rodzinne mogą osiągnąć sukces bez większych zmian operacyjnych. Przedsiębiorcom jest dziś łatwo określić potencjalnego partnera w Indiach czy Zimbabwe, pozyskać surowce, informacje i tzw. know-how, a to wszystko nawet bez konieczności opuszczania siedziby przedsiębiorstwa. Czas pandemii i konieczność zdalnej pracy zapewne jeszcze utwierdziły w tym rodzinnych przedsiębiorców.

Majątek firm rodzinnych

Dla 49 proc. firm rodzinnych jednym z długoterminowych priorytetów działalności jest kontynuacja biznesu i wieloletniej tradycji przez kolejne pokolenia. Z kolei ponad jedna trzecia respondentów (36 proc.) wskazała zachowanie majątku przedsiębiorstwa, jako główny cel na następne lata. Jak twierdzą eksperci Deloitte, poszczególni członkowie rodziny często mają jednak swoje własne wyobrażenia i oczekiwania, co do sposobu wykorzystania dotychczasowego dorobku.

– Zarządzanie majątkiem jest wyzwaniem dla wielu przedsiębiorstw rodzinnych, szczególnie w przypadku młodych firm. Brak organizacji i wypracowanej struktury może nieść za sobą poważne konsekwencje, a w dłuższej perspektywie nawet upadek. Pomóc w odpowiednim zarządzaniu może na przykład zaangażowanie zewnętrznych profesjonalistów lub wprowadzenie odpowiednich organów ładu rodzinnego czy też systemów sprawowania kontroli – mówi Tadeusz Dulian, Doradca firm rodzinnych, Deloitte.

Według ekspertów Deloitte odpowiednia dywersyfikacja majątku może złagodzić obawy poszczególnych członków rodziny dotyczące jego zachowania. Może to nie tylko zmniejszyć uzależnienie przedsiębiorstwa od rynku krajowego, lecz też ograniczyć negatywny wpływ zmian gospodarczych czy też politycznych.

Koronawirus zmienił rynek pracy. „CV dziesięć razy więcej niż przed pandemią”. Są branże, w których rekrutacja nadal trwa

Wzrost liczby osób bezrobotnych jest zauważalny nie tylko na prezentowanych przez Główny Urząd Statystyczny i Urząd Pracy wykresach. Większy ruch odnotowują również agencje pośrednictwa pracy, które codziennie są odwiedzane przez poszukujących zatrudnienia mieszkańców naszego regionu. Według zaprezentowanych w ostatnim czasie danych w województwie zachodniopomorskim w maju było blisko pięćdziesiąt tysięcy osób bezrobotnych, a stopa bezrobocia wynosiła osiem procent. Jest to wzrost o 0,3 punktu procentowego w stosunku do kwietnia i wzrost o 1,1% w porównaniu do maja 2019.

Najwięcej zwolnień miało miejsce w marcu i w kwietniu. Spodziewany wzrost bezrobocia miał sięgnąć 10%, a obecnie kształtuje się na wskaźniku dwa punktu procentowe niższym

  • Do firm rekrutacyjnych trafia nawet kilkanaście razy CV więcej niż przed pandemią. Mowa głównie o ludziach pracujących wcześniej w branży eventowej, kulturze, turystyce czy gastronomii
  • Specjaliści nadal są poszukiwani. Wiele firm na bieżąco prowadzi rekrutacje
  • Propozycje wynagrodzeń spadły, choć nie są to spadki spektakularne. Anulowano jednak większość benefitów jak np. karty sportowe czy premie sezonowe
  • Rośnie zainteresowanie pracą tymczasową i sezonową. W samym województwie zachodniopomorskim ofert pracy jest ponad 1000. Głównie w rolnictwie i w sektorze turystycznym nad Bałtykiem

Wielkie zmiany, choć specjaliści uważali, że rynek pracy może załamać się bardziej

Eksperci uważają, że niekorzystne statystyki to w dużej mierze wynik walki z koronawirusem, który zmusił przedsiębiorców do zwolnień i ograniczenia poszukiwań nowych pracowników. Widać to szczególnie w branży turystycznej i szeroko rozumianym sektorze przedsiębiorstw związanych z rozrywką i organizacją wydarzeń. 24 kwietnia wicepremier Emilewicz mówiła, że liczba bezrobotnych na koniec roku może wzrosnąć do 1,5 mln osób, a stopa bezrobocia nawet do 9-10 proc. Jednak po publikacji danych z maja skorygowała swoją prognozę, mówiąc że na koniec roku liczba osób bez pracy zatrzyma się na poziomie 7-8 procent.

Podejmując walkę z kryzysem firmy stawiają na dywersyfikację działalności i przekierowują część budżetów z offline do online. Dużo zwolnień miało miejsce w marcu i kwietniu. Obecnie sytuacja się ustabilizowała, choć przedsiębiorcy zwracają uwagę, że fala zwolnień może mieć miejsce jesienią, gdy okaże się, które firmy przetrwały czas, kiedy przestają działać systemy pomocowe Rządu RP, a wracają stałe zobowiązania w pełnej formie.

Specjaliści nadal pilnie poszukiwani. Rekrutacje trwają, ale widać również branże, gdzie trwa zastój

Koronawirus zmienił rynek pracy. Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie zapytała firmy z branży HR jak wygląda obecnie rekrutacja i czy oferty dla pracowników są tak samo atrakcyjne jak przed pandemią. Jak mówią szczecińscy specjaliści ruch na rynku jest, ale nic nie jest takie samo jak przed koronawirusem – Gdy przed ogłoszeniem stanu epidemicznego trafiało do mnie średnio pięć CV tygodniowo, to teraz przybywa ich ponad dziesięć razy więcej. Nowej pracy szukają przede wszystkim ludzie, którzy uprzednio działali w sektorze turystycznym, HR i w szeroko rozumianej branży eventowej. Obecnie rekrutację prowadzona jest w wielu branżach, choć są też takie sektory gospodarki, w których wciąż widoczny jest zastój. Poszukiwani są przede wszystkim specjaliści – Alina Michałek, HR Link.

Pracodawcy, którzy mimo sytuacji zatrudniają  pracowników, działają w branży spożywczej, e-commerce, IT, medycznej i farmaceutycznej. Poszukiwani są też pracownicy do sektora centrów dystrybucyjnych z branży FMCG, czy firm kurierskich.   – Porównując aktualną liczbę ofert pracy z liczbą tychże ofert sprzed roku, musimy wprost powiedzieć, że jest ona zdecydowanie niższa. Powołując się na dane jednego z portali ogłoszeniowych – Pracuj.pl, różnica ta wynosi 24%.  Według informacji, którymi dysponujemy, są branże, w których mimo wszystko zapotrzebowanie na pracowników rośnie. To m.in. e-commerce. W LSJ HR Group tylko w najbliższych tygodniach zamierzamy pozyskać około 200 osób do pracy przy produkcji i w centrach dystrybucyjnych – podkreśla Aleksandra Kowalczykowska, PR & Marketing Manager LSJ HR Group.

Pożegnanie z benefitami

Złą wiadomością dla osób poszukujących pracy jest to, że wiele firm postanowiło zamrozić wzrost wynagrodzeń, a nawet je obniżyć. Zredukowane zostały także benefity oraz rozmaite pakiety socjalne. – Z moich obserwacji wynika, że wynagrodzenia kształtują się one na tym samym poziomie co przed pandemią lub są one niższe od poprzednio proponowanych. Wynika to z tego, że wiele firm skorzystało z tarczy antykryzysowej i obniżyło przez to wynagrodzenia o dwadzieścia procent. Widać również to, że pracodawcy nie inwestują już tak chętnie w pozapłacowe benefity – podkreśla Alina Michałek.

Ofert sezonowych ponad 1000 w zachodniopomorskim. Zainteresowanie większe niż w poprzednie lato

W trakcie pandemii dużo firm musiało w szybkim tempie przejść na pracę zdalną oraz przekierować ruch swoich klientów na online. W czasie kryzysów, trudną i niepopularną ale konieczną decyzją jest baczniejsze przyjrzenie się budżetom stanowiskowym. – W efekcie praca osób zwolnionych została rozłożona na tych którzy zostali – dotyczy to przede wszystkim pracowników biurowych. Inaczej sytuacja wygląda w przypadku pracowników produkcyjnych, specjalistycznych czy sezonowych – w każdym z tych sektorów cały czas jest zapotrzebowanie na osoby zarówno niewykwalifikowanych jak i z doświadczeniem. Obecnie dla Naszych Klientów rekrutujemy na pełnych obrotach i taki poziom przewidujemy że pozostanie do końca września. Kamil Zieliński właściciel 7HR Group.

W sezonie letnim 2020 zdecydowanie wzrosło zainteresowanie pracą tymczasową i sezonową. Młodzi ludzie chętniej podejmują pracę w gastronomii i hotelarstwie, brakuje za to rąk do pracy w budowlance czy rolnictwie. – W naszym województwie jest ponad 1000 ogłoszeń o charakterze sezonowym. Prace można znaleźć zarówno w marketach, magazynach, na plaży czy w agroturystyce. Oferowane wynagrodzenie często przewyższa średnią krajową co jest częstym zjawiskiem w tym okresie i nie zmieniła tego pandemia, choć pamiętajmy, że mówimy o wynagrodzeniu deklarowanym – dodaje Kamil Zieliński z 7HR Group.

Sfinks zwiększył przychody sieci w 2019 r.

Restauracje sieci Sfinks Polska osiągnęły w 2019 r. przychody ze sprzedaży gastronomicznej w wysokości 198,80 mln zł, co oznacza wzrost o ponad 5% r/r. Lokale wypracowały taki obrót w warunkach większej liczby niehandlowych  niedziel (37 w 2019 r. wobec 23 w 2018 r.) i, co więcej, sprzedaż gastronomiczna przekroczyła poziom z 2017 r., czyli sprzed wprowadzenia zakazu handlu w niedziele. Jednocześnie przychody jednostkowe spółki w 2019 r. wyniosły 159,43 mln zł wobec 175,20 mln, co m.in. było efektem przekształcania części lokali własnych na franczyzowe. Na wyniki finansowe za 2019 r. znaczny wpływ miały nowe przepisy rachunkowe (MSSF 16) oraz odpisy na majątek i różnice kursowe, a także rosnące koszty pracy. W minionym roku spółka zanotowała wynik netto -16,69 mln zł w ujęciu formalnym i -13,75 mln zł po oczyszczeniu z wpływu MSSF 16 (wobec -3,44 mln zł w 2018 r.). EBITDA osiągnęła poziom 36,91 mln zł w ujęciu formalnym i 6,54 mln zł po oczyszczeniu z wpływu MSSF (wobec 12,19 mln zł w 2018 r.)

W 2019 r. przychody gastronomiczne rosły w ramach wszystkich głównych marek grupy Sfinks Polska. Największą dynamikę sprzedaży zanotowała Fabryka Pizzy (+177%), która rośnie w związku z  otwarciami nowych restauracji, jednocześnie dobry wynik sprzedażowy odnotowała także sieć Chłopskie Jadło (+12%). Obroty zwiększały się również w sieci Sphinx (+2%). Ta ostatnia marka ma  największy udział w przychodach gastronomicznych grupy (85%), przy czym w miarę rozwoju komplementarnego portfolio marek jej udział maleje, co jest zgodne z założeniami strategii i odzwierciedla rozwój pozostałych sieci.

 – W ostatnich latach ciągle zmagamy się ze zmianami otoczenia, które utrudniają płynną realizację naszych planów rozwoju. Mimo różnych wyzwań, które mają wpływ na rynek gastronomiczny w Polsce, cały czas pracujemy nad strukturą sieci. Rozwijamy portfolio marek i dążymy do tego, by mieć jak najwięcej restauracji wysoko przychodowych i o satysfakcjonującej rentowności. Otwieramy nowe, obiecujące lokalizacje, poprawiamy obroty w istniejących i  czasem wychodzimy z niektórych punktów. To podejście przynosi efekty w postaci rosnących przychodów gastronomicznych, mimo że na koniec 2019 r. mieliśmy o dwie restauracje mniej niż na koniec 2018 r. Co więcej, jesteśmy na tyle skuteczni w zarządzaniu siecią, że w 2019 r. przekroczyliśmy poziom sprzed wprowadzenia zakazu handlu w niedziele, który uderzył rykoszetem w branżę gastronomiczną. To doświadczenie i kompetencje w powiązaniu z wdrożonymi narzędziami wspomagającymi sprzedaż  stanowią naszą siłę w 2020 r., kiedy cała gastronomia mierzy się z pandemią COVID-19. Mimo iż nasze przychody spadły w okresie zamknięcia restauracji o około 90%, a po ponownym uruchomieniu restauracji są jeszcze dalekie od osiągnięcia poziomu z analogicznego okresu roku ubiegłego, nie tylko trwamy, ale także rozwijamy się, otwierając nowe lokalizacje nawet w tym wyjątkowo trudnym okresie. Uruchomiliśmy też program „Franczyza za 1 zł”, wspierający działające na rynku restauracje, które chcą skorzystać z naszego know-how i silnych marek przynajmniej przez rok, bez opłat wstępnych i wielkich inwestycji – komentuje Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

W 2019 r. grupa Sfinks Polska otworzyła 12 restauracji, a wśród nich znalazły się cztery nowe Fabryki Pizzy (Skierniewice, Katowice, Warszawa i Kraków), trzy Piwiarnie Warki (Kraków, Warszawa, Siedlce), dwie restauracje Sphinx (Warszawa, Siedlce), a także kupiła dwa lokale Meta oraz klub Meta Disco. W 2020 roku w ramach grupy zostały uruchomione trzy nowe restauracje, z czego dwie po odmrożeniu gastronomii, a kolejne są w przygotowaniu m.in. nowy Sphinx w Starogardzie Gdańskim, który rusza „na dniach”.

Równocześnie spółka rozwijała działalność w segmencie delivery, zarówno poprzez własny portal Smacznieiszybko.pl, jak i popularne platformy do składania zamówień online (Uber Eats, Wolt, Pyszne, Pizzaportal). Dla tego kanału sprzedaży wprowadzono w 2019 roku dwie nowe marki, dostępne wyłącznie w e-ofercie: Sprytna Pizza oraz The Burgers. Jednocześnie spółka zwiększała geograficzną dostępność oferty delivery – na koniec roku usługą było objętych 70 restauracji w całej Polsce. Spółka wyszła też poza stacjonarny zasięg swoich sieci, realizując zamówienia różnych marek z lokali poszczególnych sieci, tym samym zwiększając dostępność oferty i budując konkurencyjność na rynku. W efekcie Chłopskie Jadło zyskało czternaście dodatkowych wirtualnych lokalizacji, a Fabryki Pizzy dwie.

W 2019 r. grupa Sfinks Polska osiągnęła skonsolidowane przychody o wartości 170,36 mln zł (wobec 181,61 mln zł rok wcześniej). Skonsolidowany EBIT wyniósł -5,15 mln zł w ujęciu formalnym i -10,59 mln zł po oczyszczeniu z MSSF16 (wobec 1,27 mln zł w 2018 r.). Z kolei skonsolidowany wynik netto wyniósł -18,00 mln zł w ujęciu formalnym oraz -15,02 mln zł po oczyszczeniu z wpływu MSSF16 (wobec -4,68 mln zł w 2018 r.). EBITDA grupy po 2019 r. to 37,10 mln zł w ujęciu formalnym i 6,16 mln zł po oczyszczeniu (przy 12,00 mln zł w 2018 r.).

Polska nie zamknęła placów budowy na czas epidemii. Dzięki temu nie mamy dzisiaj przestojów w inwestycjach

Przemysł infrastrukturalny i budowlany tworzy 10% polskiego PKB. Dlatego tak ważne było, by odpowiednio zadbać o niego podczas pandemii. Po trzech trudnych miesiącach widzimy, że kroki podjęte przez Ministerstwo Infrastruktury i wykonawców były słuszne. W Polsce nie zamknięto placów budów, a dzięki wprowadzonym obostrzeniom sanitarnym uniknięto tworzenia się ognisk zakażeń. Po pierwszych dwóch tygodniach marcowego szoku – kiedy to brakowało pracowników, a dokumenty utykały w niewydolnie działających urzędach – sytuacja na polskich budowach wróciła do normy. Rząd nie “pożyczył” pieniędzy na tarcze antykryzysowe z budżetu inwestycyjnego, dzięki czemu realizacja kontraktów przebiega bez zakłóceń. Ewentualne opóźnienia placach budów odziedziczone są po poprzednich miesiącach i nie można winić za nie pandemii. Najważniejsze okazało się jednak to, że problemy realizatorów spotykały się z przytomną i szybką reakcją rządu.

– Co tydzień odbywały się narady Ministerstwa Infrastruktury z najważniejszymi wykonawcami, którzy raportowali problemy i zacięcia administracyjne. Dzięki temu epidemia nie odcisnęła zbyt dużego piętna na inwestycjach – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Kilka tygodni trwały perturbacje związane z brakiem robotników na budowach. Pracownicy musieli się zająć swoimi dziećmi – a część z nich, pochodząca z Ukrainy, wyjechała do siebie – nie wiedzieli, jak będzie wyglądała sytuacja z granicami. Było też trochę problemów z dostawą niektórych materiałów na budowę i pracą urzędów – w panice część się zamknęła, a część pracowała na pół gwizdka. Na szczęście ten szok trwał około dwóch tygodni, co na długich procesach budowlanych nie zostawiło dużego śladu. W tej chwili wszystko idzie dobrze, a wszyscy czekamy na pieniądze z funduszy budowy Unii Europejskiej. Do Polski ma z nich trafić 64 miliardy euro. Z pierwszego rzutu pandemii, która oczywiście jeszcze trwa, jako branża budowy i infrastruktury wychodzimy więc obronną ręką – ocenia Furgalski.

Elastyczność specjalistów i menedżerów w dobie zmiany

Najnowszy raport Antal oraz Cushman & Wakefield opisuje trendy m.in. w zakresie elastyczności specjalistów i menedżerów w kontekście czasu pracy, miejsca jej wykonywania, ale także – zajmowanej przez nich roli. W raporcie zajęto się również zagadnieniem dotyczącym „elastyczności instytucjonalnej”, czyli – jakie działania są najczęściej podejmowane przez organizacje w czasie pandemii i w przededniu zapowiadanego kryzysu ekonomicznego?

  • 46% specjalistów sądzi, że wymiar pracy zdalnej zwiększy się w przyszłości
  • 81% respondentów uważa, że biura powinny być bardziej elastyczne
  • 99% badanych podejmuje kroki w celu przygotowania się do spowolnienia gospodarczego

1 lipca firmy Antal oraz Cushman & Wakefield opublikowały raport pt. „Elastyczność specjalistów i menedżerów w dobie zmiany” opisujący postawy i zwyczaje menedżerów związane z wykonywaniem przez nich obowiązków służbowych, a także prognozy dotyczące przyszłości firm działających w Polsce. W badaniu wzięło udział ponad 1000 respondentów zajmujących stanowiska średniego i wyższego szczebla.

O sukcesie zarówno pracowników, jak i całych organizacji decyduje coraz częściej ich elastyczność w dostosowaniu do zmian, jakie niesie gospodarka. Od lat odchodzimy od modelu, w którym liczy się czas pracy, przyjmując model, w którym ważna jest realizacja konkretnych zadań, a kultura zaufania wypiera kulturę kontroli. Mam nadzieję, że wnioski z przeprowadzonego przez nas badania pozwolą zaczerpnąć inspiracje i wdrożyć nowe rozwiązania zarówno w zakresie własnej indywidualnej pracy, jak i szerszych, instytucjonalnych rozwiązań w firmie – komentuje Artur Skiba, prezes Antal.

Upowszechnienie się pracy zdalnej i elastycznych grafików

Podczas pandemii pracę zdalnie wykonywało 79% specjalistów i menedżerów. O ile przed okresem epidemii 47% badanych wykorzystywało trzy lub więcej dni w miesiącu pracując zdalnie, to obecnie oczekiwania w zakresie takiego wymiaru minimalnego ma już 78% osób. 46% badanych sądzi, że wymiar pracy zdalnej w ich organizacjach zwiększy się w przyszłości, a jedynie 14% zdecydowanie wyklucza taką możliwość. Ankietowani wskazali, że dysponują również elastycznością czasu pracy w swoich miejscach zatrudnienia. Tylko co dziesiąty respondent ma sztywne godziny pracy bez wyjątków, co piąty natomiast ma możliwość zmiany godzin pracy w wyjątkowych sytuacjach. Jednak, aż 35% specjalistów i menedżerów może rozpoczynać i kończyć pracę w określonym przedziale godzin, a 20% respondentów jest rozliczanych wyłącznie zadaniowo.

Na podstawie naszych doświadczeń, zdobytych podczas współpracy z wieloma najemcami na polskim rynku, możemy powiedzieć, że głównymi czynnikami, które miały wpływ na niechęć do pracodawców do wdrażania pracy zdalnej, były przede wszystkim: brak zaufania, potrzeba kontroli oraz przyzwyczajenia menedżerów i pracowników. Test podczas pandemii udowodnił, że praca zdalna może być efektywna i jest ważnym benefitem. Spodziewam się zmiany roli biura i większego nacisku na rozwój funkcji społecznej biura czy miejsca do wymiany wiedzy oraz większej otwartości pracodawców na pracę zdalną. Wpłynie to na elastyczność powierzchni biurowej oraz wykształcenie nowego pokolenia menedżerów zarządzających zespołem hybrydowo-wirtualnie i w biurze – podkreśla Aleksander Szybilski, Associate i Workplace Strategy Expert w Cushman & Wakefield.

Zróżnicowana przestrzeń biurowa ma podtrzymywać relacje

Pandemia udowodniła, że zdecydowana większość specjalistów i menedżerów (93%), którzy pracowali zdalnie podczas pandemii, jest w stanie wykonywać obowiązki zawodowe w tej formie bez przeszkód. Co więcej, 78% respondentów jest usatysfakcjonowanych z takiej formy pracy. Natomiast średniej i wyższej kadrze podczas nieobecności w biurze najczęściej brakuje relacji społecznych (74% wskazań). Cenią zaś głównie oszczędność czasu na dojazdach (90% wskazań).

Praca zdalna prawdopodobnie pozostanie z nami na dłużej, natomiast wypracowanie nowych standardów pracy w modelu hybrydowym będzie dla większości organizacji procesem, który nie nastąpi z dnia na dzień. Powierzchnie biurowe cały czas będą przyciągać pracowników, choć ich pierwotny cel może ulec zmianie – zamiast fizycznego miejsca pracy będziemy mieć do czynienia z przestrzenią pobudzającą kreatywność, inspirującą, wzmacniającą kulturę pracy, ułatwiającą proces uczenia się oraz pozwalającą na budowanie wzmacnianie relacji pomiędzy współpracownikami oraz klientami – komentuje Krzysztof Misiak, International Partner, Head of Poland w Cushman & Wakefield.

Przed pandemią w biurach zdominowanych przez open space, ale z dużą liczbą miejsc do spotkań i pomieszczeń wspierających, pracowało 23% badanych – teraz 81% respondentów uważa, że biura powinny być bardziej elastyczne i zapewniać możliwość zmiany miejsca pracy w zależności od wykonywanych zadań, a 61% – że biura powinny w głównej mierze spełniać funkcje społeczne. Bardzo istotny jest też fakt, że aż 70% badanych uważa, że powierzchnie biurowe powinny być dostosowane do nowych standardów anty-epidemicznych.

Elastyczność roli i organizacji w kontekście możliwego kryzysu

Według ponad połowy badanych (53% wskazań) organizacje zmieniają swoje produkty i usługi, żeby dostosować się do obecnych wymagań rynku. Jednocześnie 73% specjalistów i menedżerów deklaruje, że zna obecną strategię swoich pracodawców. Niepokoi jednak fakt, że co piąty respondent nie ma o niej żadnej wiedzy. W czasach zmiany wyjątkowo ważna staje się polityka dotycząca komunikacji, w szczególności w zakresie wytyczania celów i odpowiedzi organizacji na zmiany, jakie niesie rynek.

Specjaliści i menedżerowie również podejmują szereg kroków w celu przygotowania się do spowolnienia gospodarczego, elastycznie podchodząc do nowych wymagań rynku. Najwięcej osób (63%) gromadzi oszczędności i rezygnuje z części wydatków. 38% poszukuje nowego zatrudnienia, a 22% zwiększa swoje zaangażowanie w wykonywane zadania. Co piąty badany składa również propozycje nowych projektów w firmie.

Przedstawiciele kadry średniego i wyższego szczebla są też gotowi na pewne wyrzeczenia. Wysoki odsetek badanych jest gotowy pracować w większym wymiarze zdalnie (86% pozytywnych wskazań). Nieznacznie mniej osób (85%) jest w stanie zaakceptować czasowe ograniczenie dostępu do świadczeń pozapłacowych. Zmianę zakresu obowiązków dopuszcza 76% respondentów, a zmniejszenie wymiaru czasu pracy – 71%. Najrzadziej było wymieniane zmniejszenie wynagrodzenia – 62% badanych widzi taką możliwość. Średnio maksymalną granicą dopuszczanego zmniejszenia wynagrodzenia jest 19%.

Większość firm oraz specjalistów czy menedżerów w nich pracujących jest obecnie w tzw. fazie “stand by”. Aktywnie pracujemy nad stworzeniem nowych planów działania w obliczu zbliżającego się spowolnienia gospodarczego, mając świadomość, że świat biznesowy sprzed koronawirusa przestał istnieć. Jednocześnie większość specjalistów i menedżerów – prawie 70% – jest zadowolenia z pracy, ale jej niepewna. 43% badanych obecnie nie czuje bezpieczeństwa zatrudnienia. To sprawia, że wyjątkowo ważny w obecnych czasach staje się monitoring satysfakcji, zaangażowania i motywacji pracowników – komentuje Sebastian Sala, menedżer Antal SSC/BPO, Banking & Insurance.

O badaniu

Badanie Antal oraz Cushman & Wakefield „Elastyczność specjalistów i menedżerów w dobie zmiany” zostało zrealizowane metodą CAWI na próbie 1069 specjalistów i menedżerów w dniach 16 kwietnia – 16 maja 2020 roku.

United Beverages S.A. zostaje udziałowcem większościowym Distribev Orbico

Sukcesem zakończyła się transakcja zakupu 80% udziałów w spółce Distribev Orbico przez United Beverages S.A. Umowa została podpisana po wcześniejszym uzyskaniu zgody Prezesa UOKiK. Poprzednim udziałowcem większościowym Distribev Orbico była Grupa Orbico. Pozostałe 20% udziałów niezmiennie należy do Grupy Żywiec S.A., która pozostaje silnym partnerem biznesowym.

Dzięki tej transakcji Grupa United Beverages S.A. staje się jednym z największych dystrybutorów, a zarazem importerów, w Polsce. W Grupie zatrudnionych będzie ponad 2000 pracowników, a prognozowany przychód ze sprzedaży ma przekroczyć 3,5 miliarda złotych.

„Ostatnie dwa lata były dla Distribev okresem dynamicznych zmian, które wpłynęły na rozwój firmy i umocnił ją na rynku. Połączenie sił z liczącym się na rynku graczem w obszarze FMCG i napoi alkoholowych United Beverages S.A. z pewnością przyczyni się do dalszego wzrostu organizacji”- mówi Grzegorz Gacek, Prezes Zarządu Distribev Orbico.

Prawie 90 proc. pracowników ocenia, że praca zdalna będzie zyskiwać na znaczeniu. Dla wielu z nich to sposób na wypalenie zawodowe

Na skutek koronakryzysu ponad 3/4 pracowników umysłowych w Polsce przeszło na pracę zdalną. Większość z nich ocenia ten model pracy jako łatwy do zorganizowania i przynoszący korzyści, takie jak m.in. elastyczne godziny pracy czy oszczędności związane z dojazdem do biura. Mimo że home office jest dużą pokusą do wykonywania niezwiązanych z pracą czynności, to zarówno pracownicy, jak i pracodawcy dość dobrze oceniają efektywność tego modelu – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Gumtree.pl przy współpracy z Randstad Polska. Blisko połowa pracowników deklaruje też, że praca zdalna może być dla nich sposobem na odciążenie psychiczne i emocjonalne, zapobiegając wypaleniu zawodowemu. Z tym problemem boryka się już co trzeci pracownik w Polsce.

Przed pandemią SARS-CoV-2 tylko 19 proc. pracowników w Polsce deklarowało, że wykonuje swoją pracę głównie w trybie zdalnym, a 29 proc. – że ma taką możliwość przez kilka dni w miesiącu. Koronawirus zmienił te statystyki. W pierwszych tygodniach marca tysiące polskich pracowników i firm niemal z dnia na dzień musiało przejść w tryb pracy zdalnej. Pod koniec kwietnia ponad 3/4 pracowników umysłowych w Polsce pracowało w tym modelu (41 proc. – wyłącznie zdalnie, a 35 proc. – w ograniczonym wymiarze czasu).

– Okres pandemii spowodował rewolucję w organizacji pracy w Polsce. To był egzamin z mobilności, który trzeba było zdać bardzo szybko. Po stronie pracodawców pojawiało się wiele wątpliwości związanych z przejściem na tryb zdalny, jak choćby kwestie dotyczące braku kontroli nad pracownikami i kosztów wprowadzania takiego modelu. Nagle w pierwszych tygodniach marca konieczne było sprawdzenie tego w praktyce i pozbycie się obaw. Pracodawcy stwierdzili, że kontrola nie jest tak konieczna, jak im się wcześniej wydawało – mówi agencji Newseria Biznes Mateusz Żydek, ekspert rynku pracy Randstad Polska.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Gumtree.pl i Randstad Polska, zdecydowana większość (69 proc.) Polaków pracujących zdalnie ocenia ten sposób pracy jako łatwy lub bardzo łatwy do zorganizowania. Częściej deklarują to mężczyźni (74 proc.) niż kobiety (65 proc.). Z pracą zdalną lepiej poradzili sobie też ci pracownicy, którzy mieli z nią doświadczenia jeszcze sprzed okresu pandemii (75 proc.)

– Elastyczność pracy zdalnej może być rozumiana dwojako. Pracownicy cenią sobie fakt, że mogą pracować z dowolnego miejsca. Większość wybiera pracę z domu, ale zdarzają się osoby, które pracują na świeżym powietrzu, w parku czy kawiarni. Cenią również elastyczność godzinową i fakt, że mogą zaoszczędzić na dojazdach zarówno czas, jak i pieniądze – mówi Katarzyna Merska, koordynatorka ds. komunikacji w Gumtree.pl. – Z kolei pracodawcy mają nieco inne podejście do tej elastyczności i otwarcie deklarują, że rozumieją ją jako możliwość kontaktowania się z pracownikiem o dowolnej porze dnia. Rzeczywiście aż 70 proc. pracowników zdarza się, że pracodawca dzwoni do nich albo wysyła maile poza standardowymi godzinami pracy.

Aż 7 na 10 pracowników zdalnych wskazuje, że ich szefowie kontaktują się z nimi po godzinach pracy, przy czym w przypadku co trzeciego ma to miejsce regularnie. Prawie co piąty wskazuje, że powodem nadgodzin są problemy ze skonsultowaniem tematów z przełożonym czy współpracownikami, a co dziesiąty uważa, że to efekt zlecania zbyt dużej liczby zadań przez przełożonych. Zwykle jednak przyczyną jest wykonywanie dodatkowych, niezwiązanych z pracą czynności (46 proc.) i zbyt długie przerwy (30 proc.). Ogólnie do przekraczania standardowych godzin pracy przyznaje się ponad 2/3 osób pracujących zdalnie. Najczęściej zdarza się to w małych firmach (77 proc.), najrzadziej w dużych przedsiębiorstwach.

Jako istotne korzyści home office’u Polacy wymieniają elastyczne godziny pracy, oszczędności związane z dojazdem do biura czy możliwość pracy w dowolnym miejscu. Eksperci zwracają uwagę, że może ona być także sposobem na wypalenie zawodowe.

– W tej chwili trudno ocenić, jaki wpływ miała pandemia na poziom wypalenia zawodowego. Ponad 60 proc. pracowników zdalnych deklaruje, że zdarza im się odczuwać dolegliwości psychofizyczne, które mogą wiązać się z tym stanem. Jednak osoby pracujące zdalnie zauważają też, że może mieć ona pozytywny wpływ na zapobieganie wypaleniu zawodowemu. Ponad połowa osób, które pracowały w tym modelu jeszcze przed wybuchem pandemii koronawirusa, czyli przed marcem 2020 roku, deklaruje, że ich zdaniem praca zdalna może mieć wpływ zapobiegawczy – mówi Katarzyna Merska.

W tej chwili aż 1/3 pracowników umysłowych w Polsce deklaruje, że boryka się z wypaleniem zawodowym. Wpływają na to głównie duża odpowiedzialność w pracy przy niskim wynagrodzeniu oraz potrzeba rozwoju przy małych szansach na awans.

Praca z domu nie jest jednak lekiem na całe zło. Pracownicy widzą też pewne minusy z nią związane. Najbardziej doskwiera ograniczony kontakt ze współpracownikami (26 proc.) oraz rozpraszające bodźce (21 proc.). Home office jest dużą pokusą do wykonywania niezwiązanych z pracą czynności, do czego przyznaje się 61 proc. osób, które pracują zdalnie od momentu wybuchu pandemii, i 76 proc. pracowników, którzy pracowali w ten sposób już wcześniej.

– Co ciekawe, mamy wyraźny podział na to, co rozprasza mężczyzn i kobiety. Najpopularniejszym „przeszkadzaczem” jest telewizja i internet, na które zwraca uwagę 57 proc. mężczyzn i 50 proc. kobiet. Dla panów dużym problemem są też dłuższe przerwy w trakcie pracy – 41 proc. deklaruje, że mają wpływ na wydłużenie godzin pracy zdalnej. Z kolei panie wyraźnie łączą pracę zdalną z obowiązkami matki czy gospodyni. Prawie połowa kobiet deklaruje, że między wysyłaniem maili czy odbieraniem telefonów zajmuje się sprzątaniem. Wyraźną różnicę mamy też w kwestii opieki nad dziećmi. 48 proc. kobiet deklaruje, że musi łączyć obowiązki zawodowe z opieką nad dziećmi, podczas gdy wśród mężczyzn jest to tylko 26 proc. – mówi koordynatorka ds. komunikacji w Gumtree.pl.

Mimo „przeszkadzaczy” 48 proc. pracowników uważa, że ich efektywność podczas pracy zdalnej jest taka sama jak w modelu stacjonarnym (28 proc. twierdzi, że większa, a 24 proc. – mniejsza). Wysokie oceny dostają także od pracodawców. Aż 68 proc. twierdzi, że efektywność pracowników w trakcie pracy zdalnej się nie zmieniła. Co trzecia firma (27 proc.) ocenia ją jako niższą, a tylko 5 proc. twierdzi, że efektywność pracowników w czasie pracy zdalnej jest większa. Co istotne, na model pracy zdalnej surowszym okiem patrzą te firmy, które wyraziły na niego zgodę dopiero w czasie pandemii koronawirusa. 40 proc. z nich uważa, że efektywność ich pracowników w trybie home office jest mniejsza niż w przypadku wykonywania pracy stacjonarnie.

– Mamy różne scenariusze pracy zdalnej po pandemii i większość firm już je wdraża. Pierwszy scenariusz realizują firmy, które zrezygnowały już całkowicie z przestrzeni biurowych i w ogóle nie zamierzają do nich wracać. Te są w mniejszości. Drugi obejmuje firmy, które powrót planują dopiero od przyszłego roku i od razu zakładają częściową pracę zdalną, a częściowo biurową. Prawdopodobnie w wakacje będą testować takie rozwiązania pracy hybrydowej, decydując się na to przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa. Zauważyły też, że kwestie związane z bezpieczeństwem informatycznym czy zapewnieniem odpowiednich narzędzi zostały spełnione, praca zdalna nie oznacza już dodatkowych kosztów, a może oznaczać oszczędności, chociażby na kosztach przestrzeni biurowej – dodaje Mateusz Żydek.

Jak pokazuje badanie, zdaniem aż 89 proc. pracowników w Polsce praca zdalna będzie zyskiwać na znaczeniu (tak uważa też 71 proc. pracodawców), a ponad połowa (52 proc.) jest przekonana, że po koronakryzysie będą mogli wykonywać część obowiązków zdalnie.

Czarne chmury nad projektem gazociągu Nord Stream 2. Gazprom będzie musiał dostosować się do reguł UE, a Amerykanie szykują kolejne sankcje

Budowa gazociągu Nord Stream 2 stoi od ponad pół roku wskutek amerykańskich sankcji. Do ułożenia zostało ok. 160 km gazociągu, który Rosjanie chcą dokończyć z wykorzystaniem statku należącego do Gazpromu i oddać na przełomie 2020 i 2021 roku. Amerykański Kongres pracuje jednak nad projektem nowych sankcji wymierzonych w projekt gazociągu, które mogą go ostatecznie zastopować. Dla Rosji równie dużym problemem mogą okazać się też unijne regulacje i konieczność dostosowania się do reguł panujących na rynku UE, co uniemożliwi Gazpromowi monopolistyczne wykorzystanie Nord Stream 2.

W ostatnich tygodniach w Kongresie Stanów Zjednoczonych został wprowadzony nowy projekt ustawy o sankcjach dotyczących Nord Stream 2, przy czym musi to jeszcze oczywiście zostać przyjęte przez amerykańskich polityków. Jeżeli udałoby się przyjąć te zapisy, to będzie oznaczać już drugie poważne uderzenie w gazociąg Nord Stream 2. Kto wie, czy skutkiem tego nie będzie to, że projekt będzie musiał zostać trwale wstrzymany, a nie jedynie opóźniony. Ta kwestia będzie się rozwijać w kolejnych miesiącach – mówi agencji Newseria Biznes Mateusz Kubiak, analityk rynków energetycznych Esperis.

Dwunitkowy rurociąg Nord Stream 2 o łącznej przepustowości 55 mld m3 rocznie ma transportować rosyjski gaz do Niemiec przez Morze Bałtyckie, z pominięciem Ukrainy. Jednak projekt jest de facto zamrożony od ponad pół roku. To bezpośredni efekt wprowadzonych w grudniu ub.r. amerykańskich sankcji, które skutecznie wstrzymały jego budowę. W wyniku ich nałożenia szwajcarska firma Allseas, która budowała Nord Stream 2, wycofała z Bałtyku swe specjalistyczne statki układające rury na dnie morskim.

Trzeba jednak pamiętać, że Nord Stream 2 w większości leży już na dnie Bałtyku. Do wybudowania został względnie krótki odcinek, około 160 km gazociągu. Prace nie zostały dotychczas wznowione ze względu na wciąż obowiązujące sankcje, które uniemożliwiają Rosjanom współpracę z zagranicznymi, zachodnimi spółkami inżynieryjnymi. Ale teraz Rosjanie przygotowują się do tego, żeby kontynuować prace konstrukcyjne własnymi siłami, z użyciem własnego statku do układania rur. Nie wiemy jeszcze, kiedy zostaną one wznowione – mówi Mateusz Kubiak.

Według pierwotnego harmonogramu Nord Stream 2 miał być ukończony w 2019 roku. Aktualnie Rosjanie deklarują, że inwestycja zostanie oddana na przełomie 2020 i 2021 roku. Projekt może zostać dokończony przez należący do grupy Gazpromu statek Akademik Czerski. Ekspert ocenia jednak, że oprócz ewentualnych amerykańskich sankcji dla Rosji drugim dużym problemem pozostaje kwestia regulacji unijnych.

Znowelizowana dyrektywa gazowa z zeszłego roku wprowadza obowiązek stosowania europejskich regulacji także dla gazociągów importowych do UE. W maju br. została ogłoszona decyzja niemieckiego regulatora, który był uprawniony, aby orzekać, czy Nord Stream 2 może uzyskać derogację, czyli zwolnienie z obowiązywania tych nowych reguł. Odpowiedź była odmowna. Na dziś wszystko wskazuje więc, że projekt będzie musiał zostać objęty zasadami obowiązującymi graczy, którzy funkcjonują na unijnym rynku. To kolejny problem dla Rosjan, bo de facto uniemożliwi monopolistyczne wykorzystywanie tego gazociągu przez Gazprom – mówi analityk rynków energetycznych Esperis.

Jak ocenia, zablokowanie dokończenia budowy wciąż nie jest jednak pewne i stoi pod znakiem zapytania. Jeśli jednak projekt zostanie zastopowany, będzie to mieć konsekwencje zarówno biznesowe, jak i polityczne, w tym głównie wzmocni pozycję Ukrainy w negocjacjach z Rosją.

Nord Stream 2 ma skutkować ograniczeniem, być może nawet wstrzymaniem dostaw rosyjskiego gazu przez Ukrainę. Jeżeli budowa gazociągu zostanie zablokowana, w kolejnych latach Ukraińcy będą rozmawiać z Rosjanami z zupełnie innej pozycji. Wciąż pozostaną niezbędnym państwem tranzytowym dla dostaw rosyjskiego gazu do UE. Ukraina będzie w lepszej pozycji, negocjując z Rosjanami przedłużenie obecnie obowiązującej umowy, która została podpisana z końcem zeszłego roku na okres pięciu lat. Z drugiej strony na Ukrainę będzie się inaczej patrzeć w samej UE. Dalej będzie to kluczowe państwo, bez którego nie może odbywać się tranzyt gazu do Unii, więc zainteresowanie nim będzie dużo większe – mówi Mateusz Kubiak.

Wstrzymanie budowy Nord Stream 2 będzie też oznaczać, że nie dojdzie do znaczącego wzmocnienia roli Niemiec jako głównego hubu i głównego punktu obrotu gazem w Unii Europejskiej. Jak wskazuje ekspert, w dalszej przyszłości może też pojawić się zainteresowanie kolejnymi projektami dywersyfikacyjnymi w Europie lub rozbudową już istniejących połączeń.

W dłuższej perspektywie można się spodziewać, że brak Nord Stream 2 spowoduje, iż dostawy nierosyjskiego gazu do Europy będą coraz większe, pod warunkiem że popyt na gaz w Europie będzie rosnąć. Wówczas – o ile nie dojdzie do pojawienia się dodatkowych mocy przesyłowych z Rosji – to w naturalny sposób będzie sprzyjać dostawom alternatywnego surowca, niekoniecznie amerykańskiego, ale też z innych źródeł – mówi analityk rynków energetycznych Esperis.

Gemius: Zakupy w sieci biją rekordy popularności. Co czwarty internauta robiłby je częściej, gdyby miał do wyboru więcej opcji dostawy

Zakupy online robimy częściej niż przed pandemią. Jak wynika z opublikowanego właśnie raportu Gemius, już 73 proc. internautów kupuje w sieci, czyli o 11 pkt proc. więcej niż rok temu, przede wszystkim w polskich e-sklepach. Do takiej formy zakupów zachęcają całodobowa dostępność i wygoda, a najbardziej pożądaną formą dostarczenia paczek jest dostawa kurierem do domu lub firmy. – To właśnie szeroka opcja wyboru dostawy, jej cena i jakość są przez internautów wymieniane wśród najbardziej motywujących czynników do zakupów internetowych – komentują eksperci od e-commerce.

– Niewątpliwie czas, w którym się znajdujemy, czyli okres pandemii, wpłynął na zmianę naszych zachowań oraz przyspieszył pewne trendy, które już się działy. W tym momencie coraz więcej osób, które nie kupowały online, przekonało się do tej formy zakupów – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Binert, e-commerce manager w Gemius.

Z badania Gemius Polska „E-commerce w Polsce 2020 w oczach internautów” wynika, że już 73 proc. internautów kupuje w sieci. To o 11 pkt proc. więcej niż w 2019 roku. Częściej kupujemy w polskich e-sklepach (71 proc.), choć rośnie liczba osób korzystających ze sklepów zagranicznych (30 proc. internautów). Kupujący online to nieco częściej osoby młodsze – do 34. roku życia, z wyższym wykształceniem oraz te dobrze oceniające sytuację finansową swojego gospodarstwa domowego.

– Najczęściej kupujemy odzież i dodatki oraz obuwie [odpowiednio 69 i 58 proc. – red.]. Na kolejnym miejscu są perfumy i kosmetyki [57 proc.], a dalej – książki, multimedia i filmy [56 proc]. Na odzież, obuwie i dodatki wydajemy średnio 190 zł, na perfumy i kosmetyki około 130 zł miesięcznie, a na książki około 76 zł miesięcznie – wylicza Katarzyna Binert.

Do zakupów online zachęcają całodobowa dostępność (82 proc. wskazań), wygoda oraz ceny atrakcyjniejsze niż w tradycyjnych sklepach. Motywująca do częstszych zakupów jest też sprawna dostawa. Istotna dla internautów jest także forma doręczenia przesyłki. Dla 53 proc. badanych jedną z głównych motywacji do robienia zakupów w sieci jest wiele dostępnych możliwości dostawy lub odbioru zamawianych produktów.

– Jak pokazuje najnowsze badanie, dostawa kurierem bezpośrednio pod wskazany adres jest niezmiennie tą formą doręczenia, która w największym stopniu zachęca i motywuje klientów do zakupów w konkretnym sklepie internetowym – wskazuje Anna Kania-Okieńczyc, dyrektor ds. marketingu w DHL Parcel Polska, która jest jedną z najczęściej wybieranych przez internautów firm kurierskich.

Dostawa kurierem bezpośrednio do domu czy pracy zachęca do zakupów online 74 proc. internautów. To o 3 pkt proc. więcej niż w poprzedniej edycji badania. Popularność usług kurierskich wzrosła szczególnie w okresie pandemii, kiedy klienci wybierali dostawę kurierem jako najbezpieczniejszą formę dostarczenia przesyłki, która zwalniała ich z obowiązku wychodzenia z domu.

Z badania DHL „Preferencje konsumentów w zakresie sposobu dostawy” wynika, że dostawa do drzwi jest ulubioną formą dostawy polskich kupujących. Gdyby wszystkie jej formy były w tej samej cenie, blisko połowa wybrałaby właśnie ją. Ponad 80 proc. osób, które korzystają z usług dostawy bezpośrednio do domu lub pracy, często chciałoby, aby zakupy zostały wniesione do domu przez kuriera. Podobnie wyglądają preferencje klientów podczas zwrotu towarów kupionych w sieci. Ponad połowa (52 proc.) z nich przyznała, że możliwość darmowego odesłania produktów kurierem zachęca ich do zakupów w danym sklepie.

– Dla branży kurierskiej bardzo istotna jest strefa odbiorcy, czyli to, jak konsumenci widzą dostawę kurierską, czy umiejętnie się z nimi komunikujemy, czy informujemy ich o potencjalnych godzinach doręczenia i czy w nie trafiamy. Dzisiaj dwugodzinne przedziały to jest w naszym przypadku standard. Pracujemy nad tym, żeby jeszcze skrócić to okno doręczenia, bo to jest podstawa świadczenia usług kurierskich – podkreśla dyrektor ds. marketingu w DHL Parcel Polska.

Dostawa kurierem pod drzwi jest preferowana szczególnie przez klientów 45+ (ponad połowa osób w tej grupie wiekowej wskazała taką opcję). Wśród młodszych grup odsetek wskazań waha się od 45 do 50 proc. Internauci coraz chętniej wskazują również na możliwości odbioru z punktów. Badanie DHL wskazuje, że taką formę dostawy częściej wybierają osoby w grupach wiekowych 25–34 lata i 35–44 lata.

– Widzimy wysoki potencjał rozwoju naszej sieci punktów nadań i odbioru – DHL ServicePoint, których w sumie jest już ponad 8 tys. Jest to sieć złożona z rzetelnych partnerów: Żabki, Inmedio, Kaufland, ABC, stacji Shell i wielu innych indywidualnych punktów – wymienia Anna Kania-Okieńczyc. – Trend związany z odbiorami w punktach staje się coraz bardziej znaczący i jest widoczny szczególnie wśród osób, które cenią sobie elastyczność. Odbieramy wtedy, kiedy chcemy, w miejscu, które wybieramy, i przy okazji możemy zrobić małe zakupy. Mamy też automaty paczkowe rozstawione w sieci Biedronka, które cieszą się coraz większym zainteresowaniem klientów.

Jak podkreśla, są grupy klientów, które w zależności od potrzeb i aktualnych preferencji wybierają zamiennie dostępne opcje dostawy. Dlatego też co czwarty badany przez Gemiusa internauta zadeklarował, że większy wybór sposobów dostawy jest dla niego czynnikiem motywującym do częstszych zakupów online.

– Ci sami klienci w różnych momentach zamawiają albo kuriera, albo dostawę do punktu, w zależności od tego, co i gdzie kupują, jaka jest wartość przesyłki, czy ma być to dostawa ekonomiczna, bo dostawa do punktu jest zawsze tańsza, ale też jest ekologiczna. Mamy różne potrzeby, kupujemy różne produkty, w różnych sklepach i to determinuje nasz wybór, czy odbieramy w domu, czy możemy odebrać w punkcie – podkreśla dyrektor ds. marketingu w DHL Parcel Polska.

Polacy tłumnie ruszyli w góry. W wakacje liczba turystów może być rekordowa

Z roku na rok polskie góry cieszą się coraz większym zainteresowaniem turystów. Tatrzańskimi szlakami podczas ubiegłorocznych wakacji wędrowało blisko 1,7 mln osób – wynika z danych Tatrzańskiego Parku Narodowego. Branża turystyczna spodziewa się, że w wakacje 2020 padnie nowy rekord. Do pieszych wycieczek po górach należy się jednak odpowiednio przygotować. Joanna Stępińska, przewodniczka tatrzańska i ambasadorka kampanii edukacyjnej Trzeźwo Myślę, podpowiada, jak to zrobić. Tłumaczy też, dlaczego w górach najważniejsze jest zachowanie rozwagi i uważności.

– Aby bezpiecznie chodzić po górach, musimy zaplanować wędrówkę odpowiednio do naszych umiejętności i możliwości. Powinniśmy zaopatrzyć się w wodoodporne obuwie z antypoślizgową podeszwą. Najlepiej postawić na odzież termoaktywną, która w porównaniu z bawełną skuteczniej odprowadza wilgoć. W każdym plecaku powinny znaleźć się kurtka chroniąca przed wiatrem i deszczem, mapa i oczywiście prowiant. Zaopatrzmy się w wodę, by podczas wędrówek uzupełniać płyny. Pamiętajmy również o przygotowaniu merytorycznym. Przed wyprawą warto zapoznać się z informacjami na temat szlaku, jego stopnia trudności, długości i czasu potrzebnego na jego pokonanie – mówi agencji informacyjnej Newseria Joanna Stępińska, wysokogórski przewodnik tatrzański SWPT i ambasadorka kampanii edukacyjnej Trzeźwo Myślę.

Z analiz prowadzonych przez Tatrzański Park Narodowy wynika, że Tatry z roku na rok cieszą się coraz większym zainteresowaniem turystów. Tylko w lipcu i sierpniu 2019 roku granice parku przekroczyło ponad 1,7 mln osób. Duże zainteresowanie górskimi szlakami przekłada się także na liczbę interwencji. Ze wstępnych danych TOPR wynika, że rok 2019 w Tatrach był pod tym względem rekordowy. Ratownicy pomogli ponad tysiącowi turystów. Dla porównania – w 2018 roku przeprowadzono 691 interwencji.

Po dwumiesięcznym okresie zamknięcia szlaków turystycznych z powodu pandemii koronawirusa parki narodowe otworzyły się na piesze wycieczki po górach. Tuż po udostępnieniu szlaku na Morskie Oko tylko jednego dnia skorzystało z niego ponad 3 tys. turystów. W pierwszy weekend po otwarciu szlaków na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego zameldowało się blisko 18 tys. osób. Powyższe statystyki pozwalają prognozować, że w tym roku chętnych na wakacje w górach z pewnością nie zabraknie. Wiele osób obawia się powrotu restrykcji i zamknięcia granic, dlatego wybierze urlop w Polsce. Udając się w góry, należy pamiętać o podstawowych zasadach.

– Jeżeli planujemy dłuższą wycieczkę, niezależnie od pory roku, w naszym plecaku powinny znaleźć się również rękawiczki i czapka. Oczywiście zdarzają się upalne dni w górach, ale w przypadku gwałtownej zmiany pogody może się okazać, że dodatkowe ubranie w plecaku, często uważane za zbędne, poprawi nasz komfort, pozwoli zadbać o zdrowie i szczęśliwy powrót w doliny, a tym samym o nasze bezpieczeństwo w górach. O czym dodatkowo warto pamiętać? Latem największym zagrożeniem w górach są burze. Największe ich prawdopodobieństwo występuje w godz. 12–16. W związku z tym ważne jest, żeby ruszyć na szlak odpowiednio wcześnie. Ósma czy dziewiąta rano mogą okazać się zbyt późne na wyjście z bazy. Lepsza będzie godzina piąta lub szósta rano. Można też zacząć wędrówkę już o czwartej wraz ze wschodem słońca. To fantastyczny czas, na szlakach jest pusto, śpiewają ptaki, można poczuć góry – przekonuje ambasadorka kampanii Trzeźwo Myślę.

Łączna długość szlaków turystycznych w Tatrach po ich polskiej stronie wynosi 275 km, co bez wątpienia przyciąga turystów. Jak podkreśla taterniczka, podczas wędrówek nie należy zbaczać ze szlaku. Na nieznanych terenach łatwo jest się zgubić, a poza szlakami można natknąć się na dzikie zwierzęta czy niestabilny grunt.

– Media społecznościowe często wywierają na nas presję. Podczas wędrówki towarzyszy nam myśl, że powinniśmy zrobić sobie zdjęcie na jakimś pięknym tle. Chęć fotograficznego uwiecznienia wyprawy często jednak przysłania czujność i rozsądek. Przestajemy zwracać uwagę na niebezpieczeństwo. Pamiętajmy, że środek potoku, wielka wanta, czyli skała, nie są odpowiednimi miejscami na sesje – zaznacza Joanna Stępińska.

Ambasadorka kampanii Trzeźwo Myślę zwraca także uwagę na zdrowy rozsądek w konsumowaniu alkoholu w górach. Wskazuje, że nietrzeźwość turystów jest częstą przyczyną wypadków na szlakach. Alkohol przyczynia się do zaburzeń koncentracji, człowiek staje się mniej uważny i może nie zauważyć zmian pogodowych, nadchodzącego zmroku czy pogarszającego się samopoczucia współtowarzyszy. Podczas górskiej wyprawy należy być czujnym, ostrożnym i bacznie przyglądać się wskazówkom na trasie.

– Alkohol sprawia, że jesteśmy odważniejsi i nie zauważymy niepokojących symptomów, takich jak zmiany pogody czy osunięcia terenu. Pod jego wpływem przestajemy również zwracać uwagę na osoby, które znajdują się wokół nas. Nie widzimy, kiedy gorzej się czują i zostają w tyle – mówi.

– Dlatego podczas wypraw najważniejsze jest, by trzeźwo myśleć. Należy kierować się rozsądkiem i spokojem. Nie powinniśmy bagatelizować pojawiających się zagrożeń i popisywać się na szlaku, a jednocześnie widząc zagrożenie, nie wpadajmy w panikę, tylko trzeźwo oceńmy sytuację i możliwości poradzenia sobie z nią – przestrzega przewodniczka tatrzańska.

Organizatorem kampanii edukacyjnej Trzeźwo Myślę, której ambasadorką jest Joanna Stępińska, jest Carlsberg Polska. Firma promuje odpowiedzialną konsumpcję alkoholu. Kampania podkreśla, jak ważne jest odpowiedzialne i racjonalne myślenie oraz umiejętność przewidywania następstw swoich czynów i decyzji. Jej istotnym aspektem jest przyjmowanie odpowiedzialności za siebie i innych. Taka postawa sprawdzi się też na górskich szlakach.

NASA chce zmienić trajektorię lotu planetoidy. To pierwsza taka misja kosmiczna w historii

NASA szacuje, że Ziemi zagraża pół miliona obiektów kosmicznych o rozmiarach 40 metrów  i większych. Niemal 20 tys. asteroid znajduje się blisko Ziemi, przy czym ponad tysiąc jest na liście ryzyka Europejskiej Agencji Kosmicznej. Zderzenie z nimi może mieć dla naszej planety katastrofalne skutki, dlatego NASA i Europejska Agencja Kosmiczna testują rozwiązania, które mają zneutralizować zagrożenie. W ramach misji AIDA wyślą specjalny statek, który ma zmienić trajektorię lotu planetoidy Dimorphos.

Szacunki NASA wskazują, że ogółem Ziemi zagraża 500 tys. obiektów tzw. Near Earth Objects (NEO) o średnicy 40 metrów i większych. Z danych Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) wynika zaś, że obecnie w Układzie Słonecznym blisko Ziemi krąży ich ok. 20 tys. Potencjalnie mogą być niebezpieczne, choć ich trajektoria nie pozwala na razie sądzić, że zderzą się z naszą planetą. Na liście ryzykownych obiektów ESA znajduje się ich obecnie 1060.

– Potencjalnie niebezpieczne asteroidy są problemem globalnym – ocenia Andrea Riley, dyrektor programowy DART w centrali NASA. – DART jest pierwszym krokiem w testowaniu metod zmiany orbity niebezpiecznych asteroid.

NASA i Europejska Agencja Kosmiczna testują już rozwiązania, które mają zabezpieczyć Ziemię przed potencjalnym zderzeniem. W ramach misji Asteroid Impact and Deflection Assessment (AIDA) powstał pojazd Double Asteroid Redirection Test (DART), którego celem będzie planetoida Didymos, a dokładniej – mniejsza z dwóch planetoid. Większa ma średnicę 780 metrów, mniejsza – 160 metrów. To właśnie w Dimorphosa, czyli księżyc Didymosa, ma uderzyć pojazd DART.

– Asteroidy otrzymują po ich odkryciu tymczasową nazwę, dopóki nie poznamy ich orbit na tyle dobrze, aby ich nie zgubić. Po zidentyfikowaniu systemu Didymos jako idealnego celu dla misji DART musieliśmy formalnie rozróżnić ciało główne i satelitę – wskazuje Andy Rivkin, astronom badawczy i współprowadzący badania DART w Laboratorium Fizyki Stosowanej Johna Hopkinsa (APL), które zarządza misją NASA.

Sonda DART ma celowo uderzyć w asteroidę, aby zmienić jej trajektorię ruchu w przestrzeni kosmicznej. Choć akurat Didymos nie zagraża w żaden sposób Ziemi, w ten sposób naukowcy będą mogli sprawdzić, czy w przyszłości taki statek mógłby uratować naszą planetę przed ogromną katastrofą.

Dotychczas naukowcy pracowali nad technologią obrony planetarnej, w tym wybuchem jądrowym, ablacją laserową i oporem grawitacyjnym, aby zmniejszyć ryzyko potencjalnie niebezpiecznych asteroid. Obecnie wydaje się jednak, że to właśnie zderzenie kinetyczne może okazać się najbardziej skuteczne. Będzie można się o tym przekonać w 2022 roku, kiedy DART ma uderzyć w planetoidę Dimorphos.

– Astronomowie będą mogli porównać obserwacje z teleskopów ziemskich przed zderzeniem kinetycznym DART i po nim, aby określić, jak bardzo zmienił się okres orbitalny Dimorphosa – wskazuje Tom Statler, naukowiec programu DART w centrali NASA. – To kluczowy pomiar, który pokaże nam, jak asteroida zareagowała na naszą próbę zmiany jej orbity.

Jakie straty powoduje obiekt kosmiczny uderzający w Ziemię, można było przekonać się w 2013 roku, kiedy nad obwodem czelabińskim, po wejściu w ziemską atmosferę, 17-metrowy meteoryt rozpadł się na małe części. Energię tego zdarzenia szacuje się na 440 kiloton trotylu, a fala uderzeniowa spowodowała znaczne straty. W ostatnim stuleciu ogromne zniszczenia spowodowała asteroida o rozmiarach 40–60 metrów, która w 1908 roku wleciała w atmosferę i  wybuchła w środkowej Syberii z energią równoważną 5–10 megatonom trotylu. Zniszczyła ponad 2 tys. km kw. lasów. Gdyby takie wydarzenie miało miejsce współcześnie, spowodowałoby miliony ofiar.

Autonomiczne i uzbrojone pojazdy wkraczają na pola walki. Będą patrolować granice na lądzie, morzu i w powietrzu

Maszyny coraz częściej zastępują zawodowych żołnierzy na polu walki. Dzięki dynamicznemu rozwojowi technologii autonomicznych roboty wojskowe nowej generacji nie tylko pozwalają wykonywać część niebezpiecznych zadań zdalnie, ale w niektórych sytuacjach mogą także podejmować samodzielne decyzje na podstawie danych zebranych z inteligentnych czujników. Roboty będą wykorzystywane m.in. w procesach rozpoznania, transportu czy wsparcia ogniowego.

– Autonomiczny pojazd kołowy z modułem uzbrojenia do zadań rozpoznawczych i bojowych umożliwi przemieszczanie się do docelowego punktu. Jest on wyposażony w szereg czujników, które umożliwiają uzyskanie autonomii: głowicę obserwacyjną, kamery światła widzialnego i kamery termowizyjne, które umożliwiają wykrywanie przeszkód oraz dokonywanie analizy terenu. Mamy też lasery 3D do wspomagania wykrywania przeszkód w przypadku jazdy autonomicznej – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr inż. Marek Nowakowski, dyrektor ds. technicznych Stekop SA.

Za projekt pierwszego polskiego autonomicznego pojazdu bojowego Perun odpowiadają inżynierowie ze Stekop SA, ZMT Tarnów oraz eksperci z Wojskowej Akademii Technicznej. Maszyna powstaje w ramach programu badań naukowych na rzecz obronności i bezpieczeństwa państwa i po wdrożeniu do służby ma zastąpić żołnierzy w najbardziej niebezpiecznych zadaniach realizowanych na polu walki.

Perun umożliwi realizację w pełni autonomicznych misji w odległości co najmniej 5 km od punktu dowodzenia, zaś w trybie sterowania manualnego żołnierze będą mogli kontrolować go w zasięgu do 500 metrów. Operator będzie mógł ręcznie wprowadzić trajektorię przemieszczania się pojazdu albo wskazać jedynie docelowy punkt podróży. Perun automatycznie wybierze optymalną ścieżkę i wykorzysta inteligentne czujniki do omijania przeszkód na swojej drodze.

– Celem tego projektu było wsparcie wojsk przede wszystkim w rozpoznaniu terenu. A dzięki temu, że ma moduł uzbrojenia, może też dokonać zdalnie ostrzału. W pewnej odległości może stanowić zabezpieczenie wojsk w przypadku działań na polu walki. Dodatkowo jego autonomia umożliwia szereg innych zastosowań, np. podążanie za wojskami, przemieszczanie, przenoszenie pewnych elementów związanych z wyposażeniem wojsk – tłumaczy ekspert.

Nad podobną maszyną pracuje także estońska firma Milrem Robotics. Autonomiczny pojazd gąsienicowy Type-X RCV powstał w ramach Europejskiego Programu Rozwoju Przemysłu Obronnego EDIDP i ma stać się podstawową platformą do konstrukcji autonomicznych pojazdów bojowych wykorzystywanych przez państwa Unii Europejskiej. Za podstawę konstrukcyjną przyjęto platformę samobieżną THeMIS, która do kwietnia 2020 roku była testowana przez estońskich żołnierzy w misjach transportowych.

Z kolei brytyjskie siły zbrojne w ramach programu Progeny Maritime Research Framework testowały bezzałogową, autonomiczną łódź bojową Seagull opracowaną przez inżynierów z firmy Albit. Pojazd przystosowano do wykonywania samodzielnych akcji zbrojnych trwających nawet do czterech dni, a po wdrożeniu do regularnej służby wojsko będzie mogło zlecić mu zadania z zakresu obrony przeciwminowej bądź zwalczania okrętów podwodnych.

Szeroko zakrojone prace nad wojskowymi maszynami autonomicznymi prowadzi także amerykańska armia, która nie ogranicza się wyłącznie do eksperymentów z klasycznymi pojazdami. Ciekawym przykładem innowacyjnego podejścia do autonomicznych technologii wojskowych jest zmechanizowany pilot autorstwa DZYNE Technologies Inc. Maszynę ROBOpilot przystosowano do obsługi klasycznych pojazdów latających i w 2019 roku odbyła udany autonomiczny lot na pokładzie samolotu Cessna.

Zbudowana przez Polaków platforma autonomiczna, która będzie sercem pojazdu Perun, może być w przyszłości wykorzystana także do innych celów.

– Platforma autonomiczna TARVOS opracowana przez firmę Stekop ma szereg zastosowań. Może być wyposażona w różnego rodzaju czujniki, sensory, np. jeżeli chodzi o zagrożenie chemiczne, o wszelkiego rodzaju działania, które wymagają detekcji, użycia wizji – wyjaśnia dr inż. Marek Nowakowski.

Większe wydatki: czy kredyt gotówkowy to dobry wybór?

W życiu często natrafiamy na sytuacje, w których musimy ponieść większe wydatki. Kupno samochodu, sprzętu domowego albo przeprowadzenie remontu mogą wstrząsnąć domowym budżetem. Dobrą opcją może jednak okazać się skorzystanie z kredytów gotówkowych.

Potrzeby finansowe każdego z nas są bardzo zróżnicowane. Niekiedy potrzebujemy drobnego zastrzyku gotówki, który umożliwi zachowanie płynności finansowej w kryzysowym momencie. Z drugiej strony potrzebujemy również środków na realizowanie zdecydowanie większych potrzeb. Łatwo przewidzieć wiele scenariuszy tego typu. Samochód, pralka, lodówka czy komputer to w dzisiejszych czasach sprzęty praktycznie niezbędne do normalnego funkcjonowania. Jednocześnie ich zakup wiąże się ze sporymi wydatkami, często wykraczającymi możliwości domowego budżetu. Ostatecznie: trudno rozstawać nam się także z wypracowanymi w pocie czoła oszczędnościami. Nic w tym dziwnego, tym bardziej, że to samo w sobie może być bardzo ryzykowne. Warto więc dowiedzieć się, jak znaleźć najtańszy kredyt gotówkowy i czerpać same korzyści z tego rozwiązania.

Kredyt gotówkowy: na mniejsze i większe wydatki

Podstawową zaletą kredytu gotówkowego jest jego olbrzymia elastyczność i niezwykle szeroki przekrój dostępnych opcji. Żaden inny produkt kredytowy nie jest tak bardzo zróżnicowany. Dzięki temu zobowiązaniu będziemy w stanie uzyskać zarówno mniejsze wsparcie, bezcenne w czasie kryzysu wywołanego np. przez zator płatniczy lub opóźnienie w wypłacie wynagrodzenia, jak i bardzo duże środki, niezbędne do dokonania większych zakupów czy poważnych inwestycji. Choć oczywiście dostępne są również inne rozwiązania, w tym kredyty celowe w postaci chociażby kredytów hipotecznych czy samochodowych, nie zawsze będą dobrą alternatywą dla kredytu gotówkowego. Aby tak było, konieczne jest jednak znalezienie najkorzystniejszej oferty. Wbrew pozorom nie jest to takie trudne.

Jak znaleźć najtańszy kredyt gotówkowy?

Z punktu widzenia klienta poszukującego kredytu gotówkowego liczy się jeden czynnik: cena. Jest to w pełni zrozumiałe. Szukamy finansowania, które pozwoli nam zaoszczędzić jak najwięcej środków. Choć rynkowa oferta jest niezwykle bogata i po prostu łatwo się w niej pogubić, znalezienie najkorzystniejszej opcji wcale nie jest trudne. Warto skorzystać z rankingu kredytów gotówkowych. Dzięki Bankier Smart oferty zostaną pogrupowane zgodnie z kosztami, z którymi wiąże się kredyt. Wystarczy więc wprowadzić interesująca nas kwotę oraz podstawowe parametry spłaty, w tym liczbę rat. Ranking wyświetli poszczególne oferty, informując zarówno o całkowitych kosztach kredytu, jak i związanych z nim miesięcznych wydatkach.

Kredyt gotówkowy na zakup samochodu? Dobry pomysł

Warto rozważyć kilka sytuacji, w których wzięcie kredytu gotówkowego będzie po prostu najbardziej opłacalne pod względem finansowym i praktycznym. Jednym z nich jest zakup samochodu. Choć do naszej dyspozycji pozostają standardowe kredyty samochodowe, nie zawsze będą najlepszym rozwiązaniem:

  • Dodatkowe zabezpieczenia: w przypadku kredytów samochodowych banki stosują dodatkowe zabezpieczenia w postaci np. przewłaszczenia na zabezpieczenie czy zastawu rejestrowego. Oznacza to, że tak naprawdę nie posiadamy pełnej własności pojazdu, a w przypadku problemów z regulowaniem zobowiązania możemy go stracić.
  • Konieczność wykupienia polisy AC: chociaż prawo obliguje nas wyłącznie do wykupienia ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej, w przypadku kredytu samochodowego konieczne stanie się również wykupienie drogiego autocasco. To z kolei spory wydatek, który nie będzie uwzględniony w kosztach samego zobowiązania. Dodatkowo trzeba będzie sporządzić cesję na rzecz banku. Kiedy dojdzie więc do szkody, to jego interesy będą zabezpieczone w pierwszej kolejności.
  • Nie na każdy model samochodu: co ważne – kredyt samochodowy nie pozwoli na sfinansowanie zakupu każdego pojazdu. Banki w większości przypadków umożliwiają kupno jedynie aut nowych lub używanych nie starszych niż 5 lat. Jeżeli więc mamy na oku starszy model, może się to nie udać.

Mniejsze formalności i swoboda wyboru

Kredy gotówkowy eliminuje wszystkie powyższe trudności. Jest przyznawany na dowolny cel, wobec czego instytucja nie będzie ingerować ani w nasz wybór, ani w to, w jaki sposób korzystamy z pojazdu. Nie musimy wykupować ani dodatkowych ubezpieczeń, ani korzystać z usług wskazanego serwisu. Poza tym zakupiony samochód należy w pełni do nas. W związku z tym możemy robić z nim wszystko, na co tylko będziemy mieli ochotę, w tym dokonywać różnego typu modyfikacji. Nie zawsze będzie to możliwe w przypadku kredytu samochodowego lub leasingu.

Na inne wydatki

Zakup samochodu to nie jedyny wydatek, który można sfinansować w łatwy sposób dzięki kredytowi gotówkowemu. Jak pokazuje raport InfoKredyt przygotowany przez ZBP, 45% kredytobiorców zaciąga takie zobowiązanie w celu realizacji większych zakupów. W tej kategorii mieści się natomiast zarówno nabycie samochodu, jak i np. sprzętu RTV czy AGD. Co więcej: kredyt gotówkowy pozostaje wówczas często – obok zakupu ratalnego – jedyną alternatywą. Jego dużą zaletą jest natomiast to, że możemy dzięki niemu połączyć różne wydatki. Jedna większa pożyczka może np. pomóc w nabyciu kompletu wyposażenia, zachowując przy tym stosunkowo niskie raty dzięki rozłożeniu spłaty na wiele dogodnych płatności. W przypadku kredytu ratalnego byłoby o to zdecydowanie trudniej, spłata wielu zobowiązań wiązałaby się z dodatkowymi problemami, a koszty byłyby po prostu wyższe.

Na cele mieszkaniowe

Z kredytów gotówkowych korzystamy często również w celu realizacji swoich potrzeb mieszkaniowych. Zadeklarowało to 30% uczestników badania InfoKredyt. Ta kategoria jest natomiast bardzo pojemna. Z jednej strony umożliwia zakup wymarzonych czterech kątów, z drugiej: przeprowadzenie kompleksowego remontu, prac wykończeniowych albo zakup wyposażenia. Choć oczywiście chcąc nabyć mieszkanie lub dom najczęściej sięgamy po kredyt hipoteczny, w niektórych przypadkach korzystniejsze może okazać się wzięcie kredytu gotówkowego. Stanie się tak zwłaszcza w sytuacjach, w których brakuje nam stosunkowo niedużej sumy. Warto mieć świadomość, że w przypadku kredytu mieszkaniowego konieczne staje się obciążenie hipoteki nabywanej nieruchomości. Kredyt gotówkowy może być więc po prostu zdecydowanie wygodniejszym rozwiązaniem, wiążącym się z mniejszymi formalnościami. Nie będzie potrzeby m.in. dokonywania wpisu do ksiąg wieczystych, sporządzania operatu szacunkowego czy przechodzenia przez długotrwałą procedurę.

Dowolna potrzeba

Kredyty gotówkowe oczywiście nie zawsze muszą opiewać na znaczne sumy i być spłacane przez długi czas. Sprawdzą się również znakomicie jako doraźne wsparcie w kryzysowym momencie. 7% kredytobiorców biorących udział w badaniu posiłkuje się nimi właśnie w ten sposób. Szybkie procedowanie wniosku i minimum formalności to ważne czynniki, na które powinniśmy zwrócić uwagę w takim scenariuszu. Znalezienie takiej propozycji nie będzie wcale trudne. Warto jednak brać pod uwagę przede wszystkim koszty. Dzięki internetowi poszukiwania wcale nie muszą oznaczać potrzeby zapoznawania się z rozbudowanymi propozycjami wszystkich banków czy analizy dostępnych ofert. Pod uwagę należy wziąć przede wszystkim RRSO, czyli rzeczywistą roczną stopę oprocentowania (więcej na ten temat można przeczytać w poradniku wydanym przez KNF). Ten wskaźnik pozwoli na realne określenie, która z ofert kredytu gotówkowego jest najlepsza i najbardziej korzystna dla naszej kieszeni.

Foto: Kaspars Grinvalds/Shutterstock.com

Szpiegostwo ze strony państw poważnym zagrożeniem dla UE

Według wewnętrznego dokumentu Sekretariatu Generalnego Rady Europejskiej, dotyczącego analizy zagrożeń bezpieczeństwa informacji, najskuteczniejsze próby szpiegostwa w stosunku do jednej z najważniejszych instytucji UE są sponsorowane przez państwa.

Sekretariat administruje pracami Rady Europejskiej, stąd jest głównym celem szpiegowskich ataków. W zakres jego kompetencji wchodzą negocjacje i przyjmowanie projektów przepisów UE, koordynacja polityki państw członkowskich i rozwijanie wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa UE. Pomaga również w negocjacjach umów międzynarodowych.

W 28-stronicowym dokumencie stwierdza się, że „każdy kraj, który ma konflikt między swoimi interesami krajowymi i unijnymi lub który interesuje się wyłącznie informacjami o UE, może próbować przeprowadzić atak na bezpieczeństwo informacji przetwarzanych Sekretariacie”. Nie zawarto w nim konkretnych przykładów, ale wskazano Chiny jako kraj, który już w 2016 r. przewodził pod względem szkodliwego oprogramowania szpiegowskiego, a następnie Rosję i resztę Europy. W dokumencie stwierdza się, że Sekretariat można również atakować za pośrednictwem systemów zlokalizowanych w państwach członkowskich UE.

Najczęstsze ataki obejmują wiadomości phishingowe, zachęcające do kliknięcia linku lub otwarcia załącznika. Jeden z takich ataków miał miejsce w listopadzie 2018 r., kiedy włamano się do sieci COREU w cypryjskim ministerstwie spraw zagranicznych. Sieć była bardzo wrażliwa, ponieważ Unia Europejska wykorzystuje ją do ułatwienia współpracy w kwestiach polityki zagranicznej, komunikacji pomiędzy UE, Komisją Europejską, działem polityki zagranicznej (ESDZ) i Radą Europejską. Eksperci twierdzą, że kampania była prowadzona przez rząd chiński za pośrednictwem Strategicznych Sił Wsparcia Armii Ludowo-Wyzwoleńczej.

Ustalenia wewnętrznego dokumentu Rady zostały opracowane przez centrum wywiadowcze UE (INTCEN), źródła rządowe USA, zespół reagowania na awarie komputerowe dla instytucji UE znany jako CERT-EU, Kaspersky Lab, Microsoft. Sonda odbyła się w 2017 roku i została zaktualizowana w listopadzie 2019 r.

Źródło: UEObserver z 02.06.2020 r.

Niemiecki Sąd Najwyższy zakazuje masowej inwigilacji cudzoziemców

Niemiecki Federalny Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że krajowe agencje wywiadowcze nie są uprawnione do masowej inwigilacji zagranicznych obywateli poprzez kanały telekomunikacyjne. Orzeczenie jest odpowiedzią na pozew złożony przez kilka grup dziennikarzy, w tym niemiecki oddział Reporterzy Bez Granic. Wnioskodawcy argumentowali, że istniejące prawo nie pozwala niemieckim agencjom na dowolną inwigilację komunikacji dziennikarzy. Takie prawo mogłoby im potencjalnie umożliwić identyfikowanie zaufanych źródeł dziennikarskich, a nawet udostępnić te informacje wywiadom innych krajów.

Niemiecki wywiad BND ma wyjątkową pozycję dzięki dostępowi do ogromnej ilości danych i treści telekomunikacyjnych. Wynika to z faktu, że w Niemczech znajdują się jedne z najbardziej ruchliwych centrów wymiany internetowej na świecie. Infrastruktura telekomunikacyjna w kraju obejmuje tak zwaną giełdę DE-CIX we Frankfurcie, uważaną za drugi najbardziej obciążony węzeł internetowy na świecie. Uważa się, że sama giełda internetowa DE-CIX przesyła bilion wiadomości dziennie do i z Europy Zachodniej, Rosji, Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.

BND nie ma prawa naruszać korespondencji obywateli niemieckich, jednak zakładała, że wiadomości internetowe wysyłane przez obcokrajowców, które przechodzą przez niemieckie giełdy, mogą być przechwytywane i analizowane. BND stało na stanowisku, że cudzoziemcy nie byli chronieni przez niemiecką konstytucję, a więc ochrona ich prywatności nie następowała z mocy prawa niemieckiego.

Federalny Trybunał Sprawiedliwości uznał błędność takiego założenia. Orzekł, że nadzór telekomunikacyjny nad obcokrajowcami podlega art. 10 niemieckiej konstytucji, która daje obywatelom niemieckim prawo do prywatności. Innymi słowy, prawo chroni również komunikację obcokrajowców, co oznacza, że nadzór nad komunikacją zagraniczną powinien być ukierunkowany na konkretne przypadki lub identyfikację określonych osób.

Sąd zakwestionował masowe śledzenie komunikacji. Przyznał, iż agencje bezpieczeństwa wymagają bardziej rygorystycznego nadzoru, szczególnie w odniesieniu do działań wobec reporterów i prawników. Sąd zgodził się z powodami, że konstytucyjne zabezpieczenia przed możliwością dzielenia się przez BND przechwyconymi danymi z innymi agencjami były niewystarczające. Rząd niemiecki otrzymał czas do grudnia 2021 r. na uchwalenie nowej ustawy regulującej inwigilację telekomunikacyjną wobec cudzoziemców.

Źródło: intelNews.org z 20.05.2020 r.

Autorzy: radca prawny Robert Nogacki, dr Marek Ciecierski
Profesjonalny Wywiad Gospodarczy „Skarbiec” Sp. z o.o.

Amazon, Netflix i eBay z lepszymi rekomendacjami i wyższymi cenami

Poziom ceny docelowej dla akcji Amazon został podniesiony przez Mizuho Securities do 3100 USD z 2550 USD, a rekomendacja została pozostawiona jako rekomendacja kupna. Zdaniem MS trendy dotyczące e-commerce na rynku globalnym znacznie wyprzedzają oczekiwania. Spółka Jeffa Bezosa powinna zyskać m.in. dzięki poprawie efektywności logistycznej. Z kolei zwiększenie wykorzystania chmury obliczeniowej przez branżę dotyczącą opieki zdrowotnej może wspierać Amazon Web Services w zauważalny sposób.

Firma Baird podniosła poziom ceny docelowej dla eBay z 59 do 60 USD, również wskazując na rosnące trendy w branży e-commerce. Ostatnie wolumeny obrotu na platformie eBay były znacznie powyżej historycznego poziomu w ostatnim tygodniu czerwca. Analitycy spodziewają się, że szybki wzrost branży utrzyma się również w drugiej połowie roku.

Tymczasem firma Cowen podniosła poziom ceny docelowej dla akcji Netflixa z 485 do 535 USD, ponieważ jej analitycy są optymistycznie nastawieni do nadchodzących wyników spółki za drugi kwartał tego roku. Spodziewany jest dobry wynik kwartalny ze względu na silne zaangażowanie użytkowników platformy będące następstwem pandemii COVID-19. Biorąc pod uwagę nierównomierne ponowne otwarcie gospodarek i ciągłą niepewność związaną z pandemią, wielu konsumentów prawdopodobnie nadal zostanie w domu, co jest korzystne dla NFLX.

Według Cowen Netflix nie podniesie cen w tym roku. Usługa spółki stała się bardziej podstawowym i intuicyjnym serwisem rozrywkowym w czasie pandemii i często pierwszym wyborem widzów. Dobra pozycja cenowa postawi spółkę w dobrej sytuacji w 2021 r. i w kolejnych latach.

JMP Securities rozpoczęło pokrycie analityczne dla byłej spółki Elona Muska – PayPal Holdings Inc. Firma od razu wydała rekomendację dla spółki, która ma zachowywać się lepiej niż rynek z ceną docelową na poziomie 195 USD. Oznacza to implikowany wzrost ceny o 16 proc. od ostatniej ceny zamknięcia. Średni poziom docelowy dla PayPala na Wall Street to 165,46 USD.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

PZU i Skanska – to największa transakcja w historii polskiego rynku biurowego

Umowa PZU i Skanska to historyczny  rekord na rynku biurowym w Polsce. Tym samym pokonany został poprzedni rekord, w którym mBank wynajął aż 45,6 tys. mkw. powierzchni biurowej w Mennica Legacy Tower w Warszawie.

To także największa umowa w historii grupy Skanska na świecie. Potwierdza ona siłę warszawskiego rynku biurowego oraz to, jak ważna jest budowa nowoczesnej powierzchni biurowej. Szczególnie w obecnych czasach liczy się — co podkreśla w komunikacie PZU — komfort i bezpieczeństwo pracy. Firmy szukają przestrzeni przystosowanej do realiów pandemicznych, a w budowanych biurowcach zastosowane mogą być najnowocześniejsze rozwiązania odpowiadające za bezpieczeństwo. Mniej chętnie wybierane będą przestrzenie typu „open space”. Zwiększy się też pewnie średnia powierzchnia przypadająca na jednego pracownika. Dziś jest to 7 mkw., a może być 10 – 15 mkw. W czasie kiedy mówimy o wielkich zmianach na rynku biurowym, umowa z PZU potwierdza, że biura będą zawsze potrzebne. Dobre powierzchnie obronią się na rynku. Niektóre firmy będą, oczywiście, redukować zajmowane przestrzenie, ale wiele firm będzie zajmowało nowoczesną przestrzeń biurową.

W czerwcu w 40 realizowanych inwestycjach w Warszawie w sumie powstaje 853 tys. m kw. nowej powierzchni. W całej Warszawie są 862 budynki biurowe. W sumie w stolicy jest ponad 1 mln m kw. wolnej powierzchni w budynkach oddanych i budowanych (komercjalizowanych). Najemcy w Warszawie mają do wyboru nie tylko powierzchnię oddaną do użytku, ale także budowaną. W stolicy najwięcej buduje się na Woli. W tej dzielnicy powstaje prawie 600 tys. mkw. Dane REDD pokazują, że 60 proc. budowanej powierzchni ma już swoich najemców.  

Odsetek powierzchni niewynajętych w biurowcach na Woli to jedynie 7.95 proc., a dla całej Warszawy – 9.88 proc. Na Mokotowie z kolei (wlicza się Służewiec) współczynnik niewynajętej powierzchni w budynkach oddanych wynosi już prawie 14.50 proc. To Wola staje się jedną z ważniejszych dzielnic biurowych nie bez powodu. Wszystko w tym rejonie dzieje się w odpowiednim momencie. Najpierw powstało metro, które usprawniło dojazd, a teraz powstają biurowce. To zupełnie inna sytuacja niż na Służewcu, gdzie korki stały się już legendarne.

Komentarz: Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD:

Ronson Development wypłaci 0,06 zł dywidendy na akcję

Walne zgromadzenie akcjonariuszy Ronson Development zdecydowało o wypłacie dywidendy w wysokości 0,06 zł na akcję, czyli łącznie około 9,84 mln zł, z zysku netto za 2019 rok.

Dzień ustalenia prawa do dywidendy został wyznaczony na 5 sierpnia, a dniem wypłaty dywidendy będzie 24 sierpnia 2020 r.

O wypłatę dywidendy w wysokości 0,06 zł na akcję wnioskował główny akcjonariusz Ronson Development – firma ITR Dori BV, należąca do A. Luzon Development and Energy Group. Uchwała została przyjęta przez Walne Zgromadzenie większością 82% głosów. Jest ona zgodna z długoterminową polityką dywidendową Spółki ogłoszoną w lipcu 2018 r.

Zwołując Walne Zgromadzenie, Zarząd Ronson Development rekomendował niewypłacanie dywidendy z zysku netto za 2019 rok, w związku z gorszą sytuacją ekonomiczną i dużą niepewnością, wynikającą z pandemii COVID-19. Jednocześnie zapewnił, biorąc pod uwagę bardzo dobre wyniki finansowe Spółki za 2019 rok i pierwszy kwartał 2020 r., że wypłata dywidendy w wysokości do 0,06 zł na akcję nie naruszy zobowiązań finansowych (kowenantów) wobec wierzycieli, nie wpłynie na plany Spółki dotyczące projektów budowlanych oraz nie wpłynie na możliwość obsługi zadłużenia w przyszłości.

Biorąc pod uwagę bieżący kurs akcji Spółki (0,90 zł na zamknięciu sesji w dniu 29 czerwca 2020 r.), oczekiwana stopa dywidendy wynosi 6,7%. Dywidenda w łącznej wysokości 9,84 mln zł odpowiada 68% zysku netto Ronson Development przypadającego akcjonariuszom jednostki dominującej za 2019 rok, który wyniósł 17,4 mln zł.

Dywidenda na akcję wypłacana przez Ronson Development w latach 2013-2020

Dywidenda na akcję wypłacana przez Ronson Development w latach 2013-2020
* Dzień wypłaty dywidendy został wyznaczony na 24 sierpnia 2020 r.

Ceny mieszkań u progu lata 2020 – większych przecen nie widać

Koronawirus przynajmniej na razie nie przyniósł mocnej przeceny mieszkań – zarówno na rynku pierwotnym jak i wtórnym. Do końca marca, a więc już w okresie pandemii w Polsce, ceny wyraźnie rosły. To ostatnie dane banku centralnego – za I kw. 2020. Co dalej? Wydaje się, że na razie nie doszło do mocnych spadków stawek. Część ekspertów przestrzega jednak sprzedających przed optymizmem. Popyt może osłabnąć, w związku z zaostrzeniem kryteriów kredytowych.

Ciągle jeszcze brakuje pełni informacji, by odpowiedzieć na pytanie w jaką stronę pójdzie rynek. Sytuacja nieco się rozjaśni, gdy ośrodki monitorujące opublikują średnie cenowe za II kw. 2020, a więc już (przynajmniej teoretycznie) po pierwszej fali pandemii w Polsce i po otwarciu gospodarki.

Ostanie dane banku centralnego dotyczą I kw. 2020, a więc również marca, w którym epidemia wybuchła na dobre. Informacje o średnich cenach nie pokazują jednak ich spadku. Wręcz przeciwnie. We wszystkich wiodących miastach (Warszawa, Wrocław, Kraków, Gdańsk, Poznań) ceny poszły mocno do góry. Kwotowo i procentowo najbardziej podrożały mieszkania we Wrocławiu – z 7634 zł w IV kw. 2019 do 8354 w I kw. 2020, co stanowi wzrost o 9,5 proc. kwartał do kwartału. W Warszawie nowe mieszkania podrożały z 9476 zł do 9819, w Krakowie z 8243 zł do 8356, w Poznaniu wzrost był minimalny – z 7406 zł do 7424 zł, w Gdańsku z 8585 do 8741 zł.

Jak więc widać, dane nie wskazują na przyhamowanie koniunktury. Ktoś może powiedzieć, że to są niemiarodajne informacje, bo dotyczą tylko początku pandemii. Będzie miał rację. Jak więc obecnie przedstawiają się ceny w największych miastach Polski?

Bez tąpnięcia

Rozpiętość cenowa nowych mieszkań w Warszawie sięga od około 5500 zł/mkw. za najbardziej oddalone inwestycje w segmencie popularnym, do ponad 25 tysięcy zł za 1 mkw. luksusowych nieruchomości mieszkaniowych w centrum stolicy. Do najdroższych lokalizacji (ze stawkami wynoszącymi średnio około 9,5-11 tys. zł za metr kwadratowy) należą m.in. Mokotów i bliska Wola, minimalnie taniej jest na Ursynowie.

Przykładowo: na Mokotowie najtańsze mieszkania kosztują około 8500-8800 zł/mkw. W takiej cenie można kupić nieruchomość w nowej inwestycji m.in. w rejonie ulicy Augustówka, podobne oferty spotkamy na Siekierkach, czy na Ursynowie. Na Służewcu stawki częściej już przekraczają 9000 zł. Z kolei na Sadybie jest to raczej powyżej 9500 zł, przy czym ceny mogą sięgać nawet kilkunastu tysięcy za metr kwadratowy. Za 28 metrową kawalerkę w projekcie zlokalizowanym przy ul. Nałęczowskiej oferent oczekuje aż 441 tysięcy złotych, co daje ponad 15000 zł/mkw.

W Śródmieściu, najdroższej dzielnicy mieszkaniowej w Polsce, średnie ceny wynoszą kilkanaście tysięcy za metr, ale stawki za najbardziej luksusowe projekty mogą sięgać nawet i kilkudziesięciu tysięcy. W segmencie premium ceny od lat są bardzo stabilne.

Jeśli natomiast mówić o przecenach, można wskazać jedynie budownictwo w segmencie popularnym w oddalonych lokalizacjach, przez co rozumiemy odległość przynajmniej 8 – 10 km od centrum Warszawy. Ceny za mieszkania tak położone zaczynają się od około 5500 zł/mkw. (można kupić nawet taniej, ale dotyczy to zazwyczaj zabudowy szeregowej z dużymi metrażami).

Wśród tanich lokalizacji są dzielnice i osiedla peryferyjne. Przykładowo, na Białołęce za 88 metrowe mieszkanie na nowym osiedlu zlokalizowanym ponad 11 km od centrum (w rejonie ulicy Cieślewskich), trzeba zapłacić 461 tysięcy złotych, co daje bardzo niską jak na Warszawę stawkę 5300 zł za metr kw.

Jeśli więc szukać przecen, których wcześniej nie było, wskazalibyśmy na takie oferty. Wydaje się, że nieco staniały mieszkania z budownictwa popularnego na obrzeżach miasta. Na razie jednak w skali całej stolicy, mocnych, rzucających się w oczy przecen nieruchomości w topowych dzielnicach miasta nie widać. Nie można więc mówić o wyraźnej korekcie. By potwierdzić ten obraz, trzeba będzie poczekać na dane za cały II kwartał, ale na dziś wydaje się, że stawki pozostają raczej w „zamrożeniu”, a więc na tym samym, ewentualnie nieznacznie niższym poziomie, niż przed pandemią.

Podobnie przedstawia się sprawa w innych wiodących miastach. Na razie dobre, wielkomiejskie lokalizacje trzymają swoje ceny, częściej natomiast widać przeceny lokalizacji peryferyjnych, ale za wcześnie, by głosić jakąś wyraźniejszą korektę.

Co dalej z rynkiem?

Na takie pytanie jednoznacznej odpowiedzi nie ma, bowiem tym razem niezwykle wiele zależy od czynników zewnętrznych. Karty rozdaje pandemia. Czy będzie druga fala? Czy dojdzie do ponownej społecznej kwarantanny, co będzie jesienią? Od odpowiedzi na te pytania zależy bardzo wiele.

Pośrednim sygnałem, który wskazuje na to, że jednak większa przecena będzie konieczna, jest wyraźny spadek popytu na kredyty mieszkaniowe. Wg Biura Informacji Kredytowej (BIK Indeks) w maju wysokość kredytów, o które wnioskowali klienci, była niższa rok do roku o 24 procent. W kwietniu było to aż o 27,6 proc. mniej.

Istotne są więc bodźce stymulujące popyt – na razie Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na bezprecedensowy krok w postaci cięcia stóp procentowych do rekordowo niskich poziomów. Po trzech cięciach stopa podstawowa wynosi 0,1 proc.

Tani pieniądz powinien mocno stymulować popyt, ale na przeszkodzie stoją same banki, które równolegle w niepewnych czasach zaostrzyły kryteria kredytowania. Duża część instytucji jako wyjściowy wkład własny kredytów przyjmuje 30 proc. wartości nieruchomości. Zaostrzone zostały też kryteria dla niektórych branż, narażonych na skutki epidemii i zamknięcie gospodarki, dla samo zatrudnionych, firm i osób na umowach cywilnoprawnych.

Niskie stopy procentowe dla banków oznaczają ostatecznie niższe zyski, bowiem kosztów nie da się już przerzuć na właścicieli depozytów, tnąc ich oprocentowanie. To jest obecnie zbyt niskie. Banki musiałyby wziąć więc koszty na siebie. Tak się jednak nie stanie. Należy spodziewać się więc wzrostu wszystkich kosztów okołokredytowych związanych z prowizją i innymi opłatami, czy wreszcie po prostu marż kredytów. Tak już się zresztą stało. Jak informują przedstawiciele Amron-Sarfin, w czerwcu średnia marża ofertowa kredytu hipotecznego wyniosła 2,25%. Wzrosła więc o 0,13 p.p. w porównaniu do lutego 2020 r.  – ostatniego miesiąca sprzed pandemii.

Ostatecznie jednak, przy bardzo głębokim cięciu stóp, koszt pieniądza dla klientów banków i tak bardzo mocno spadł. Jak podaje Amron-Sarfin, średnie oprocentowanie modelowego kredytu hipotecznego wyniosło w czerwcu 2,53% (o 1,32 p.p. mniej niż w lutym). Jak to się przełożyło na raty kredytów? W przypadku modelowego zobowiązania na 300 tysięcy na okres 25 lat, miesięczna rata zmniejszyła się o 200 zł – z około 1600 do 1400 zł.

Czy tani pieniądz będzie wystarczającym stymulantem popytu na kredyty, a tym samym – na mieszkania?

Z odpowiedzią na to pytanie musimy jeszcze poczekać.

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.

Nowa matryca stawek podatku VAT od 1 lipca – co się zmienia?

Od 1 lipca 2020 roku zaczynają obowiązywać nowe stawki VAT. Wszystko to za sprawą długo oczekiwanej nowej matrycy stawek podatku. Eksperci z firmy inFakt wyjaśniają, co się zmieni – na co podatek będzie wyższy, a na co niższy.

Nowa matryca VAT ma za zadanie przede wszystkim wyeliminowanie absurdów w stosowaniu podatku, gdzie podobne towary (takiej samej kategorii) były w niektórych przypadkach opodatkowane według różnych stawek.

Określanie stawek VAT na podstawie Polskiej Klasyfikacja Wyrobów i Usług spowodowało powstanie wielu absurdów. Najbardziej charakterystycznym jest pączek, do którego zastosowanie mogły mieć aż trzy wysokości podatku (5%, 8% i 23%). Można również przytoczyć przykład lodów, do których przyporządkowane mogły być dwie stawki (5% i 8%). – Nowa matryca być może nie jest idealnym rozwiązaniem, jednak to duży krok ku prostocie w ustalaniu stawki podatku VAT – podkreśla Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt.

Matryca jest oparta na nomenklaturze scalonej (CN). W związku z tym produkty są przyporządkowane do danego działu w systemie CN, takiego jak np. pieczywo, owoce, warzywa, mięsa czy też produkty mleczarskie. – W konsekwencji co do zasady stawkami zostały objęte całe działy, a nie poszczególne towary z nich wyodrębnione – wyjaśnia Piotr Juszczyk.

Niższe stawki VAT będą obowiązywały np. na:

  1. Owoce tropikalne i cytrusowe, niektóre orzechy (pistacjowe, migdały, kokosowe) obecnie opodatkowane według stawki 8% objęte zostaną – tak jak pozostałe owoce – stawką 5%.
  2. Pieczywo każdego rodzaju, włącznie z ciastkami, proponuje się objąć stawką 5% (obecnie pieczywo i produkty ciastkarskie są objęte trzema stawkami: 5%, 8% i 23%).
  3. Zupy, buliony, żywność homogenizowana i dietetyczna, w tym również dietetyczne środki spożywcze specjalnego przeznaczenia medycznego, objęte obecnie stawką 8% będą opodatkowane według stawki w wysokości 5%.
  4. Musztarda, przyprawa słodka papryka, niektóre przyprawy przetworzone (np. pieprz, gałka muszkatołowa, tymianek), obecnie opodatkowane według stawki 23% będą objęte stawką 8%.
  5. Książki wszelkiego rodzaju, a więc drukowane, na dyskach, taśmach i innych nośnikach, jak również w formie elektronicznej (e-booki) proponuje się objąć jedną – 5% stawką podatku VAT.
  6. Produkty dla niemowląt i dzieci, tj. żywność przeznaczona dla niemowląt i małych dzieci, smoczki, pieluszki oraz foteliki samochodowe są objęte obecnie stawką 8%. Proponuje się obniżenie stawki na te produkty do 5%.
  7. Artykuły higieniczne (podpaski, tampony higieniczne) obecnie opodatkowane stawką w wysokości 8%, zostaną objęte stawką 5%.
  8. Gazety, dzienniki i czasopisma drukowane, na dyskach, taśmach i innych nośnikach, jak również w formie elektronicznej (e-prasa) proponuje się objąć jedną – 8% stawką podatku VAT (z wyjątkiem czasopism regionalnych i lokalnych w formach innych niż elektroniczna, dla których utrzymuje się stawkę 5%).

Podwyższone zaś zostaną stawki VAT m.in. na:

  1. Niektóre przyprawy nieprzetworzone (np. gałka muszkatołowa, kwiat muszkatołowy, kmin, szafran, kurkuma) – z 5% na 8%.
  2. Homary i ośmiornice oraz inne skorupiaki, mięczaki i bezkręgowce wodne (m.in. kraby, langusty, krewetki, ostrygi, małże, ślimaki) oraz przetwory z nich, kawior oraz namiastki kawioru, jak również sprzedawane w różnego rodzaju placówkach gastronomicznych posiłki, których składnikiem są ww. produkty – z 5% na 23%.
  3. Lód – używany do celów spożywczych i innych celów chłodniczych – z 8% na 23%.
  4. Czasopisma specjalistyczne – z 5% na 8%. Podwyżka nie dotyczy czasopism regionalnych i lokalnych drukowanych, na dyskach, płytach itp., dla których utrzymuje się stawkę 5%.

Wiążąca Informacja Stawkowa

Wraz z nową matrycą VAT zaczyna obowiązywać Wiążąca Informacja Stawkowa (WIS). Wnioski o wydanie WIS podatnicy mogą składać już od 1 listopada 2019 r., jednak same informacje wydawane są od 1 lipca 2020 roku.

WIS jest instrumentem zapewniającym podatnikom i organom podatkowym większą pewność co do prawidłowości zastosowanych stawek podatku VAT. – Nowy instrument zastępuje niewiążące interpretacje wydawane przez Główny Urząd Statystyczny. Wiążąca Informacja Stawkowa jest decyzją administracyjną wydawaną przez Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej. Podatnik, który uzyska Wiążącą Informacje Stawkową, będzie miał zapewnioną ochronę co do zastosowanej stawki VAT. Niejednoznaczność przepisów wcześniej powodowała, że wiele firm miało problemy z urzędem skarbowym – wyjaśnia ekspert inFakt.

Wniosek o wydanie WIS musi spełnić wymagania formalne oraz podlega opłacie w kwocie 40 zł. Decyzja wydawana jest ciągu 3 miesięcy.

Branża OZE odporna na koronawirusa

Branża Odnawialnych Źródeł Energii nie ucierpiała bardzo z powodu epidemii koronawirusa. Przyczyną tego jest duża mechanizacja pracy – załoga pracownicza odpowiada tu głównie za administrację i serwis. W lekko zmienionym trybie praca szła naprzód, a działanie farm wiatrowych i fotowoltaicznych nie zostało przerwane. Epidemia miała jednak wpływ na transakcje międzynarodowe i ciągi dostaw. Każdy, kto zarządza wiatrakami lub fotowoltaiką odczuł, że części i komponenty nie zjawiły się na czas, a międzynarodowa współpraca technologiczna (na przykład poszukiwanie nowych turbin do polskich wiatraków) musiała zostać odłożona. Międzynarodowy kryzys spowolnił również przekazanie funduszy z europejskiego projektu Zielony Ład. Jednak zarówno to, jak i chwilowy spadek cen energii elektrycznej, nie wpłynęło znacząco na działanie branży OZE.

– Obecnie powinny pojawiać się akty wykonawcze w projekcie Zielonego Ładu. Siłą rzeczy te działania zostały zamrożone. Środki, które miały być przeznaczone na Zielony Ład, będą pewnie odsunięte w czasie – ze względu na wyzwania związane z epidemią. Jednak globalne energetyki wiatrowa i słoneczna dosyć dobrze się przed koronawirusem obroniły – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Korecki, członek rady nadzorczej w spółce ENEVI S.A, realizującej projekty wiatrowe w ramach Grupy Pracownia Finansowa. – Wpływ na branżę miała także cena energii elektrycznej, która spadła pierwszy raz od dłuższego czasu. Wynikało to z mniejszego zapotrzebowania na energię podczas zamrożenia gospodarki. Jest to jednak zjawisko chwilowe – kiedy gospodarka się odmrozi, cena energii znowu wzrośnie. Ten aspekt nie wpłynie więc znacząco na branżę OZE. Udało nam się również wybronić przed stratami wynikającymi ze społecznego dystansowania. Energię produkujemy przy wykorzystaniu technologii, a nie zasobów ludzkich – które ograniczają się do pracy administracyjnej i serwisowej. W inwestycjach nie widać więc, żeby koronawirus jakoś znacząco pokrzyżował nam plany – podsumowuje Korecki.