AmCham: Bezpieczeństwo pacjentów to fundament zrównoważonego rozwoju Polski

W ostatnich dniach instytucje publiczne opublikowały szereg danych statystycznych, które niosą perspektywę konieczności modyfikacji planów utrzymania stabilności i sukcesywnego zwiększania publicznego finansowania systemu ochrony zdrowia. Utrzymanie dotychczasowego kursu i ustanowienie zdrowia priorytetową dziedziną administracji rządowej jest konieczne. Zabezpieczenie potrzeb pacjentów jest niezbędne do walki z obecnym kryzysem zdrowotno-gospodarczym oraz fundamentem zrównoważonego rozwoju Polski w warunkach „nowej normalności”.

Jacek Graliński, przewodniczący Komitetu Farmaceutycznego Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce
Jacek Graliński, przewodniczący Komitetu Farmaceutycznego Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce

Dane opublikowane przez Główny Urząd Statystyczny, Zakład Ubezpieczeń Społecznych oraz Ministerstwo Finansów pozwoliły na przygotowanie analiz dotyczących wpływu kryzysu gospodarczego na stabilność finansowania systemu ochrony zdrowia w Polsce. Mechanizm składkowy, uzależniający przychody Narodowego Funduszu Zdrowia od stanu zatrudnienia oraz wysokości wynagrodzeń sprawił, że utrzymanie dotychczasowego wzrostu nakładów publicznych na ochronę zdrowia będzie znaczącym wyzwaniem.

Niektóre szacunki wskazują na realną perspektywę spadku przychodów Narodowego Funduszu Zdrowia nawet o kilkanaście miliardów złotych – tylko w bieżącym roku. Wskazywać ma na to między innymi spadek przychodów za kwiecień 2020 roku, kiedy to wartość składek przekazanych przez ZUS do NFZ była niższa o ponad miliard złotych od zaplanowanej. Jest to wartość znacząca, a i perspektywy na kolejne miesiące nie napawają optymizmem. Potwierdzają to wypowiedzi kolejnych członków rządu, którzy zapowiadają, że w Polsce, podobnie jak w innych państwach członkowskich Unii Europejskiej, to drugi kwartał będzie najtrudniejszym okresem w gospodarce od trzydziestu lat.

W poprzedniej kadencji parlamentarnej dokonano kluczowego kroku dla zapewnienia stabilnego wzrostu nakładów na ochronę zdrowia. Celem tak zwanej ustawy „6 proc. PKB na zdrowie” miało być stworzenie ramy dla transformacji systemu, polegającej na zwiększaniu dostępności opieki dla pacjentów oraz trwałego inwestowania w jakość usług publicznych w tym obszarze. Było i w dalszym ciągu jest to również znaczące zobowiązanie dla budżetu państwa, który miał być źródłem dotacji dla Narodowego Funduszu Zdrowia. Zmiana sytuacji gospodarczej sprawiła, że konieczność dokonania takiego uzupełnienia środków finansowych płatnika publicznego pojawi się szybciej, niż można było przypuszczać.

Coraz częściej słychać postulaty o konieczności poniesienia odpowiedzialności przez państwo za bezpieczeństwo zdrowotne obywateli. Jest to niewątpliwie okres testu dla przyjętych ram finansowych, które mają zapewnić stabilność i sukcesywne wzmacnianie sektora opieki zdrowotnej. Dla całego systemu ramy te stanowi ustawa „6 proc. PKB na zdrowie”, a dla sektora farmaceutycznego zapewnienie utrzymania odpowiedniego finansowania, ujęte w przyjętej przez Radę Ministrów strategii „Polityka Lekowa Państwa na lata 2018-2022”.

Zastosowanie się do przepisów ustawy „6 proc. PKB na zdrowie”, przewidującej finansowanie systemu ochrony zdrowia w korelacji do wskaźnika PKB, jest gwarantem bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli i zrównoważonego rozwoju państwa. Przyjęte w ustawie regulacje pozytywnie wyróżniają Polskę na tle innych systemów składkowych. Wzmacniają gwarancje budżetowe dla utrzymania stabilności i sukcesywnego wzmacniania polskiego systemu ochrony zdrowia. Możliwość zaufania i oparcia się na przyjętych i realizowanych regulacjach ma tym większe znaczenie w kontekście rosnących potrzeb zdrowotnych obywateli. Czas epidemii nie sprawił, że strategiczne wyzwania, z których najpoważniejszym wydaje się starzenie się polskiego społeczeństwa, zniknęły.

Potencjalne ograniczanie finansowania ochrony zdrowia przyniosłoby dodatkowe pogłębienie trudności, z jakimi już dziś mierzy się polski system ochrony zdrowia. Konieczność zaangażowania w opiekę nad pacjentami ze strony bliskich wpływa na ograniczenie aktywności społecznej i zawodowej chorych, ale także ich rodzin. To oznacza potencjalnie jeszcze mniej wpływów ze składek zdrowotnych i w efekcie pogłębione uszczuplenie budżetu płatnika publicznego. W takich warunkach instytucjom publicznym tym trudniej będzie decydować o najbardziej efektywnym i gospodarnym inwestowaniu środków w opiekę zdrowotną.

Od lat podnosi się znaczenie inwestycji w najbardziej optymalne rozwiązania terapeutyczne. Paradoksalnie, im dany płatnik dysponuje mniejszym budżetem, tym jego inwestycje powinny być bardziej efektywne. W ostatnich tygodniach podjęto ważne decyzje dotyczące zabezpieczenia ciągłości finansowania szpitali, opieki ambulatoryjnej oraz podstawowej opieki zdrowotnej. Pacjenci zaczynają ponownie korzystać ze świadczeń rehabilitacyjnych oraz leczenia uzdrowiskowego. System gwarancji stabilnego otoczenia budżetowego musi również obejmować finansowanie skutecznych i bezpiecznych technologii lekowych. W ostatnich kilku latach doszło do bezprecedensowego zwiększenia dostępności terapii dla polskich pacjentów, jednak wiele potrzeb nadal pozostaje niezaspokojonych. Dążąc do zabezpieczenia potrzeb chorych, nie można zatrzymać się w pół drogi. Zdrowie powinno być istotnym elementem kolejnych edycji rządowej Tarczy antykryzysowej. Stabilny i wydajny system ochrony zdrowia stanowi również istotny element przygotowania państwa na spodziewaną nową falę zakażeń koronawirusem lub inne epidemie. Bezpieczeństwo pacjentów, zwłaszcza osób z chorobami przewlekłymi, stanowiącymi dodatkowe ryzyko i obciążenie związane z przebiegiem zakażenia COVID-19, to zdecydowanie podstawa zrównoważonego rozwoju Polski.

Rynek pracy wróci do elastycznych form zatrudnienia

Covid-19 dotkliwie dotknął polską i światową gospodarkę. Niemal każde przedsiębiorstwo musi się teraz zmierzyć z kryzysem finansowym i odbudową pozycji. Niepewne czasy powodują, że firmy zaczynają szukać bardziej elastycznych form zatrudnienia. Wiele wskazuje na to, że zamiast ponownie zatrudniać na etaty sięgną po pracowników tymczasowych.

Kryzys gospodarczy związany z pandemią spowodował stagnację wielu przedsiębiorstw, upadłość małych firm i drastyczną redukcję etatów. Obecnie, na etapie odmrażania gospodarki, większość przedsiębiorstw skupia się na walce o utrzymanie się na rynku i zachowanie płynności finansowej. Polska gospodarka w końcu zacznie się odbijać, ale będziemy mieć już do czynienia z innym rynkiem pracy. Prognozy wskazują, że pracodawcy chętniej skorzystają z potencjału pracowników tymczasowych niż z zatrudnienia na etat we własnym przedsiębiorstwie. Skłoni ich do tego niepewność na rynku, obawa przed kolejną falą epidemii oraz redukcja kosztów.

Kryzys związany z pandemią spowodował stagnację wielu przedsiębiorstw, także my jako agencja pracy, odczuliśmy jego konsekwencje. Drastycznie spadło zatrudnienie pracowników w produkcji, jednym z najważniejszych odbiorców pracy tymczasowej. Obecnie obserwujemy pierwsze efekty odmrażania gospodarki, a część firm już uruchomiła linie produkcyjne. Za chwilę ponownie pojawi się zapotrzebowanie na pracowników, tyle, że firmy, skupione na odrabianiu strat i wciąż niepewnej sytuacji rynkowej, będą dużo ostrożniej szacować koszty i sięgną po bardziej elastyczne formy współpracy” mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force.

Zmiany na rynku pracy tymczasowej

Polski rynek pracy czeka przemodelowanie. Zniknie wiele małych agencji pracy, które świadczyły usługi jedynie dla kilku klientów, i nie miały odpowiedniego zaplecza finansowego. Na rynku utrzymają się duże podmioty, stabilne finansowo i strukturalnie, o zdywersyfikowanej ofercie. Wiele wskazuje na to, że na popularności ponownie zyska usługa pracy tymczasowej, choć eksperci, przed kryzysem gospodarczym, nie spodziewali się wzrostów w tym segmencie. W obecnej sytuacji usługi pracy tymczasowej będą w stanie zapewnić polskim firmom elastyczność organizacyjną i kosztową, a w efekcie poczucie bezpieczeństwa tak potrzebne w nowej rzeczywistości rynkowej.

“Usługa pracy tymczasowej pozwala na dostosowanie zatrudnienia do zmieniających się potrzeb w firmie Klienta. Taka forma umożliwia elastyczne zarządzanie pracownikami, gwarantując ciągłość prowadzenia biznesu i optymalizację kosztów zatrudnienia. Klient zyskuje stałe zaplecze wykwalifikowanych pracowników, ale o ilości zatrudnionych osób może decydować na bieżąco w zależności od sytuacji rynkowej czy sezonowości. Może sobie pozwolić na szybkie zatrudnienie, jak i redukcję etatów, nie ponosząc przy tym kosztów okresów wypowiedzenia czy odpraw. Agencja przejmuje też za niego obszar rekrutacji i obsługi kadrowo-płacowej” – wyjaśnia Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Polska.

Koronawirus wymówką by zwolnić pracownika? Coraz więcej zgłoszeń o naruszenie prawa pracy

Kryzys gospodarczy, który dotknął wiele firm jest sprawą oczywistą – wypowiedzenia jeszcze kilka tygodni temu dosłownie „sypały” się zarówno w gastronomii, hotelarstwie, turystyce, firmach transportowych, mediach jak i w wielkich korporacjach. Przedsiębiorcy otrzymali uprawnienia do optymalizowania swoich zespołów poza standardowym trybem zwolnień wynikającym z prawa pracy. Nie zmienia to jednak faktu, że pracodawcy nie mogą prawa do zwolnień jeżeli nie są w stanie udowodnić, że pandemia koronawirusa realnie wpływa na ich przychody.

  • Pracodawcy w początkowym etapie pandemii zwalniali pracowników dyscyplinarnie z nieprawidłowych powodów, tylko dlatego, że chcieli szybko zoptymalizować swój zespół
  • Zwolnienia w czasie kryzysu są możliwe, ale nie można wszystkiego tłumaczyć „koronawirusem”. Pandemia nie jest wystarczającym uzasadnieniem zwolnień, a dopiero jej efekty, które należy przedstawić
  • Pracownicy muszą być świadomi, że pracodawca w czasie kryzysu ma prawo do zwolnień. Prawa pracownicze np. do odprawy czy rozmaitych ekwiwalentów muszą zostać dotrzymane
  • Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom od marca do końca maja odebrało ponad 100 zgłoszeń od pracowników, które czują się pokrzywdzone działaniem swoich pracodawców. Wszystkich mieszkańców miasta i regionu zachęcamy do bezpłatnych konsultacji

Pracodawcy nadużywają zwolnień dyscyplinarnych by pozbywać się pracowników. Mają także problem ze znajomością przepisów

Zwolnienia dyscyplinarne i brak wypłaty wynagrodzeń w trybie regularnym – to najczęstsze zgłoszenia w ostatnim czasie do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. Nasza organizacja działa bez przerwy, ale nie da się ukryć, że to właśnie czas pandemii koronawirusa jest czasem naszej wzmożonej aktywności. Od marca do końca maja przyjęliśmy ponad 100 zgłoszeń od osób z całej Polski, które poczuły się pokrzywdzone działaniami swoich pracodawców. Najwięcej spraw dotyczy pieniędzy – pracodawcy nie regulują swoich zobowiązań lub nie robią tego w całości. Coraz częściej dochodzi także do zwolnień w trybie, który nie jest w przewidziany w prawie pracy i w żadnym z czterech modułów tarczy antykryzysowej: – Pracodawca używa byle pretekstu by zwolnić pracownika dyscyplinarnie. To powoduje, że nie musi mu wypłacać ekwiwalentów jak przy rozstaniu za porozumieniem stron i nie musi wypłacać mu wynagrodzenia za okres wypowiedzenia. Oczywiście zwolnienie dyscyplinarne to zwolnienie w trybie nadzwyczajnym, ale zdarzają się przypadki, że do znalezienia powodu by zwolnić pracownika wykorzystywana jest np. praca zdalna. Mieliśmy przypadek, gdy mieszkanka Szczecina została zwolniona dyscyplinarnie, bo nie stawiła się do pracy przez ponad tydzień. Oczywiście w tym czasie cały jej zespół przebywał na pracy zdalnej. Pracodawca tłumaczył się tak, że zespół owszem pracował zdalnie, ale skąd przeświadczenie, że akurat ta Pani również? Oczywiście takie zwolnienie jest przez nas zakwestionowane – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Pracodawcy mają szersze możliwości jeżeli chodzi o kreowanie swojego zespołu w czasie po pandemii. Jesteśmy w czasie gospodarczego kryzysu i jest duże prawdopodobieństwo, że wiele osób straci pracę. Pracodawca musi jednak trzymać się zasad prawa pracy i powinien prowadzić proces optymalizacyjny tak, by nie działać na szkodę pracownika: – Kodeks pracy przewiduje, że zwolnienie dyscyplinarne może występować jeżeli dojdzie do konkretnego przewinienia ze strony pracownika. Widzimy, że ten okres pandemiczny trochę daję możliwość pracodawcom „pozbycia się” niechcianych pracowników. Zapis jednej z tarcz antykryzysowych umożliwia pracodawcom zwolnienie pracownika powołując się na złą sytuację gospodarczą, ale nie może być ten argument nadużywany. Spodziewam się fali procesów, w których pracownik będzie udowadniać pracodawcy, że jego przypadek był nieuzasadniony – wyjaśnia mec. Mateusz Galikowski, działający na rzecz naszego stowarzyszenia.

Zwalniam Cię! Powód? Koronawirus! – specjaliści radzą: pandemia sama w sobie nie jest powodem do zwolnienia pracownika

Pracownicy w czasach pandemii muszą wykazać się daleko idącym rozsądkiem i zrozumieniem dla swoich pracodawców, ale Ci drudzy nie mogą nadużywać przepisów prawa i zapisów ustaw specjalnych przygotowanych w czasie pandemii koronawirusa by np. nie wypłacać pracownikom świadczeń czy by dokonywać redukcji zatrudnienia z pominięciem praw pracowniczych. Jak mówi mec. Mateusz Galikowski zwolnienie musi być uzasadnione.  – Zwolnienie dyscyplinarne jest efektem konkretnego zachowania. U niektórych pracodawców procesy optymalizacji dochodzą bez zagłębienia się w przepisy np. tarcz antykryzysowych. Wielu przedsiębiorców, zwykle tych mniejszych, opiera się na doniesieniach medialnych albo informacjach zasłyszanych i działa bez pewnej wiedzy – mówi mec. Galikowski. Pracodawca powinien w wypowiedzeniu wskazać przyczynę rozstania oraz podstawa prawna. Mec. Galikowski radzi unikanie uogólnień: – Nie można pisać we wszystkich uzasadnieniach „trudna sytuacja gospodarcza wynikająca z pandemii koronawirusa”. Sąd ma prawo zbadać czy taka sytuacja ma rzeczywiście miejsce. Sugerowałbym rozwinięcie tego zdania – dodaje mec. Galikowski.

Pracownicy często czują się pokrzywdzeni zwolnieniem. To kwestia tego, że w czasach kryzysu nie zwalnia się „złych pracowników”, ale i redukuje się stanowiska mniej istotne dla działania całej firmy lub dokonuje się redukcji etatów według klucza efektywności. – Wielu pracowników skarży się, że zostali zwolnieni, a przecież wykonywali sumiennie swoje obowiązki. Jesteśmy od tego by dobrze prawnie zweryfikować czy opisywana sytuacja ma miejsce i czy pracodawca postąpił wobec pracownika nieuczciwie. Wiele firm zwalnia swoich pracowników, takie są niestety realia – dodaje Małgorzata Marczulewska.

Tylko 26 proc. polskich firm jest gotowych na zakończenie zdalnej formy pracy

Firmy, które jeszcze niedawno zmagały się z wywołanym epidemią sprawnym przeniesieniem pracy na tryb zdalny, teraz stoją w obliczu nowego wyzwania – ponownego podjęcia pracy w biurze. Przed kadrą zarządzającą powstaje konieczność zapewnienia pracownikom szybkiego bezpiecznego powrotu na stanowiska pracy. Jak wynika z ankiety przeprowadzonej przez ekspertów firmy doradczej Deloitte podczas webinaru „Office reopening – czyli bezpieczny powrót do pracy po pandemii”, ponad 30 proc. zapytanych nie podjęło w tym kierunku jeszcze żadnych kroków. 

Opracowanie strategii powrotu do biur wymaga uwględnienia szeregu czynników, takich jak: zmiany w umowie społecznej, makroekonomiczne skutki epidemii, przepisy dotyczące ochrony zdrowia, a także preferencji i obaw pracowników. Eksperci Deloitte, by możliwie uprościć ten proces rekomendują podzielić go na trzy etapy.

Nowa umowa społeczna między pracodawcą a pracownikiem

Jak zauważają eksperci firmy doradczej, zmiana umowy społecznej między pracodawcą a pracownikami,  jest jedną z najważniejszych zmian, spowodowanych pandemią. Warto przeanalizować, jak głębokiej transformacji ona uległa. Z dnia na dzień znikają uprzedzenia dotyczące pracy z domu. Wiele firm, wbrew początkowym obawom kadry zarządzającej, odnotowało wzrost wydajności pracowników. Z drugiej strony, za sprawą tak częstych w ostatnich miesiącach wideokonferencji znacznemu zatarciu uległy granice między pracą a życiem osobistym.

Dobre samopoczucie pracowników stało się widocznym priorytetem, zwłaszcza że wielu z nich boryka się z problemem utraty kontaktu z rodziną i przyjaciółmi. Zauważalny jest także wzrost oczekiwań  dotyczących bezpieczeństwa. I to rozumianego bardzo szeroko – fizycznego, emocjonalnego, finansowego i cyfrowego – mówi Konrad Pszenny, Partner Associate w Dziale Risk Advisory w Deloitte.

Jak wynika z ankiety przeprowadzonej przez ekspertów Deloitte wśród ponad pół tysiąca uczestników webinaru „Office reopening – czyli bezpieczny powrót do pracy po pandemii”, właśnie zapewnienie poczucia bezpieczeństwa jest największym wyzwaniem dla firm w związku z powrotem do biur. Przyznało tak aż 49 proc. ankietowanych. Kolejne 20 proc. obawia się dostosowania procesów biznesowych do nowej rzeczywistości. Najmniejszym problemem zdają się być przygotowanie biura oraz dostosowanie wszystkich procedur i regulaminów pracy. Za wyzwanie uważa to odpowiednio 15 proc. i 14 proc. uczestników webinaru.

Trzeba mieć plan

Zdaniem ekspertów firmy doradczej konieczne jest sprawne opracowanie i przekazanie pracownikom jasnych zasad, dotyczących podstawowych kwestii, takich jak działania podejmowane przez specjalne grupy robocze, zmierzające do otwarcia firmy. Do najważniejszych pytań, jakie powinien sobie zadać pracodawca, należy to, w jaki sposób zaplanować powrót do firmy.

– Konieczne jest zdecydowanie praca jakich pionów, funkcji i stanowisk jest konieczna na miejscu ze względu na efektywność, a kto może nadal pracować zdalnie. Kolejnym krokiem będzie ocena rodzajów zadań, które zespoły muszą wykonywać na miejscu dla zapewnienia ciągłości funkcjonowania oraz systematycznego powrotu do biura. Należy przy tym pamiętać, że zespoły pracujące zdalnie nadal potrzebują wsparcia i konieczne jest określenie zasad ich działania, a nawet przeprowadzenie szkoleń z efektywnej i wygodnej pracy z domu – mówi Piotr Potejko, Doradca Zarządu ds. bezpieczeństwa, Deloitte. Ekspert dodaje, że stopniowe wprowadzanie pracowników do firmy powinno przebiegać w oparciu o wytyczne dotyczące testowania, monitoringu stanu zdrowia, zagospodarowania przestrzeni i zarządzania miejscem pracy. Opracować należy również zasady przyjmowania gości, uwzględniające wydajność oraz bezpieczeństwo fizyczne i emocjonalne zarówno klientów zewnętrznych jak i pracowników.

Z ankiety przeprowadzonej wśród uczestników webinaru wynika, że aż w 69 proc. organizacji procedury związane z powrotem do biura będą wdrażane poprzez przekazanie pracownikom zaleceń i wytycznych. Tylko 15 proc. planuje przyjąć w tym celu odrębne procedury, a jedynie 1 proc. myśli o zmianie regulaminu pracy. Z kolei 13 proc. nie podjęło jeszcze decyzji w tej sprawie.

Nie tylko maski i rękawiczki

Proces powrotu do pracy stacjonarnej powinien uwzględniać scenariusze gospodarcze i aktualne informacje o przepisach obowiązujących w Polsce. Do takich należą zalecenia Głównego Inspektora Pracy. To wytyczne dla pracodawców, które zostały podzielone na dwie grupy. Pierwsza z nich obejmuje czynności konieczne do przeprowadzenia jeszcze przed powrotem pracowników do miejsca pracy. Należy do nich m. in. stworzenie planu działań obejmującego wdrożenie właściwych środków bezpieczeństwa i kontroli, takich jak środki techniczne (np. obudowy pleksiglasowe, oddzielanie stanowisk pracy przegrodami), środki organizacyjne (np. zmianowość na stanowiskach pracy, zwiększenie czasu trwania i liczby przerw), środki ochrony osobistej (np. maseczki, rękawiczki) czy środki behawioralne (np. obserwacje przestrzegania reguł i wytycznych kierownictwa, nadzór nad pracownikami).

Już po powrocie GIP zaleca m.in. wykonywanie tylko niezbędnych prac i przełożenie zadań mniej pilnych na później; rekomendację pracy zdalnej, szczególnie dla grup wysokiego ryzyka; przestrzeganie przepisów w zakresie czasu pracy i okresów odpoczynku, a także minimalizowanie obecności osób trzecich w biurze oraz kontaktu fizycznego między pracownikami. – Szczególną uwagę powinny poświęcić tym wytycznym firmy, których wszyscy lub niemal wszyscy pracownicy wykonywali w ostatnich tygodniach pracę zdalną. W naszej ankiecie aż 26 proc. organizacji zadeklarowało, że są gotowe do powrotu do biura lub od kilku dni pracują stacjonarnie. Kolejne 42 proc. przeprowadziło wśród pracowników ankiety i jest w trakcie weryfikacji wyników – mówi Jakub Kowal, Radca prawny, Senior Associate w Deloitte Legal. Ekspert dodaje, że 31 proc. organizacji nie podjęło jeszcze żadnych kroków w kierunku powrotu do biura.

Nadchodzi era konopi? Polska ma tu duży potencjał

Jeszcze do lat 60. XX wieku konopie siewne były jednym z filarów polskiego rolnictwa. Od kilku lat znów wracają na nasze pola, a popularność wyrobów z tej rośliny wzrasta na całym świecie. Czy Polska ma szansę stać się ważnym graczem na konopnym rynku, a nadciągające kryzysy: ekonomiczny i ekologiczny przyczynią się do renesansu konopi?

W stwierdzeniu, że rynek konopi siewnych (przemysłowych / włóknistych), przeżywa w ostatnich latach prawdziwy boom nie ma żadnej przesady. W Kanadzie, państwie o zbliżonej do Polski liczbie ludności, samych tylko znaczących firm, które zajmują się konopiami jest dziś około 80.  Spółka Nielsen, zajmująca się analizą danych przewiduje, że w 2020 roku rynek konopi w USA oparty o produkty z CBD może osiągnąć wartość od 2,25 do 2,75 miliarda dolarów.

Uprawa konopi i produkcja wyrobów z nich prężnie rozwija się także w Europie Zachodniej. – Liderami na gruncie międzynarodowym są między innymi Portugalia, Niemcy czy Dania – mówi Andrew de Roy, organizator czerwcowej CECF – największej wirtualnej konferencji o konopiach w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Zdaniem ekspertów duże szanse na skorzystanie z konopnej hossy ma także Polska.

Polskie prawo – po środku

Stelios Alewras, adwokat specjalizujący się tematyce konopi i jeden z pionierów rozwijającej się gałęzi prawa konopnego zauważa, że sytuacja w naszym kraju jest bardzo dynamiczna. Przede wszystkim dlatego, że konopie włókniste i wytwarzane z nich produkty są dostępne w legalnym obrocie dopiero od kilku lat.

Polskie prawo dotyczące konopi jest bardziej liberalne niż na Białorusi czy w Rosji, ale i mniej niż w znakomitej większości państw zachodnich. Na sytuację w naszym kraju ma z pewnością wpływ status konopi na świecie, gdzie stopniowo postępuje odkłamywanie tej rośliny, legalizacja jej posiadania czy uprawy i postępują badania na temat jej właściwości – mówi Stelios Alewras.

Dodaje, że największą zaletą, której świadomość w społeczeństwie rośnie jest to, że zawarte w konopiach kannabinoidy są coraz częściej naturalną alternatywą w leczeniu chorób cywilizacyjnych XXI wieku.

– Ludzie coraz chętniej sięgają po tę roślinę, a w niedalekiej przyszłości sędziowie, którzy nadal skazują na bardzo surowe kary za konopie (oczywiście nie wszyscy), sami będą korzystać z ich dobrodziejstwa – uważa Alewras i podkreśla, że polską siłą w rozwoju branży są przedsiębiorcy i wszyscy, którzy codziennie działają na rzecz poszerzania świadomości społecznej na temat niedocenianych właściwości konopi.

Konopie uczą pokory

Branża konopi przemysłowych jest bardzo dobrze znana poznańskiemu Instytutowi Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich, który od lat działa w tym sektorze globalnie (Europa, Ameryka Północna i Południowa) w zakresie sprzedaży wysokiej jakości materiału nasiennego odmian należących do IWNIRZ.

– Obecnie głównym rynkiem zbytu dla naszych nasion jest rynek Stanów Zjednoczonych, gdzie posiadamy własnych licencjobiorców i dystrybutorów – mówi Witold Czeszak, Kierownik powołanego w 2018 roku Programu Konopnego (programkonopny.pl). Celem Programu jest rozwój polskiego rolnictwa w obszarze upraw konopi przemysłowych i budowanie pozycji Polski jako globalnego producenta i eksportera nasion.

Zdaniem Witolda Czeszaka, w ostatnich latach zwiększało się zainteresowanie upraw pod kątem CBD, co wynikało z rosnącego popytu na produkty gotowe.

– Plantatorzy powinni jednak podchodzić do tematu z pokorą, ponieważ pomimo faktu, że do zeszłego roku bardzo popularne w naszym kraju były uprawy konopi na CBD, jednak w 2019 roku rynek CBD się załamał. Przyczyną tego były m.in. regulacje novel foods wprowadzone przez parlament UE, wprowadzające szereg wymogów formalnych wobec producentów wyrobów gotowych, a także znaczna nadprodukcja. Wielu plantatorów pozostało z niesprzedanym surowcem, co mogło zniechęcić do kontynuacji przygody z tą rośliną. W konsekwencji w bieżącym roku zauważamy duże zainteresowanie uprawami, których celem jest pozyskanie ziarna dla sektora spożywczego – mówi Czeszak.

Potencjał konopi tkwi w ogromnej gamie możliwości ich zastosowania m.in. w branży spożywczej, budowlanej, kosmetycznej oraz włókienniczej. Ostatni z wymienionych obszarów jest bardzo obiecujący, głównie z uwagi na olbrzymi popyt na produkty tekstylne z konopi, jednak dla przetwórców wiąże się z barierą technologiczną, a także dużą skalą inwestycji.

Siła w lokalności

Ewa Melania Gryt, założycielka spółki General Hemp Marketing zajmującej się uprawą i przetwórstwem konopi oraz marki DobreKonopie.pl – jednego z pierwszych i największych dziś sklepów internetowych z wyrobami konopnymi podkreśla, że odradzanie się upraw tej rośliny w Polsce, to po prostu powrót do wielowiekowej tradycji.

– Chodzi nie tylko o CBD, ale też wzrost popularności takich technologii, jak budowanie domów z tzw. „hempcrete”, czyli cegieł z konopi i wapna.  Z drugiej strony powstaje coraz więcej nowych zastosowań, które rodzą się wraz z rozwojem technologii, np. zastępowanie włóknem konopnym włókna szklanego, czy wytwarzania z nich grafenu stosowanego już z powodzeniem w informatyce – mówi Ewa Melania Gryt.

Ogromnym wyzwaniem branży są jednak wysokie koszty transportu surowca. Pomimo dużego popytu na słomę konopną, eksport nie jest opłacalny. Specjalistyczne tłokowe wytłaczarki pozwalające na uzyskanie najlepszej jakości olejów dostępne są najbliżej Polski – w Austrii i na Litwie. Do ceny transportu surowca należy doliczyć też cenę samej usługi. Ekonomiczny sens w tej sytuacji ma przede wszystkim przetwórstwo lokalne. Niestety żadnego z polskich producentów nie stać dziś na zbudowanie technologicznej linii z prawdziwego zdarzenia do przetwórstwa konopi.

Aby najlepiej się rozwinąć na rynku powinniśmy skupić się na rzemiośle i budowaniu zaufania do lokalnych producentów. Bo naszą siłą są dobrej jakości produkty. Pokazaliśmy już swoją odrębność produkując chociażby pierwsze w Europie wino z intraktem z konopi siewnych. Jeśli tylko przekroczymy mur opinii publicznej, to zacznie się w Polsce prawdziwa era konopi – uważa Ewa Melania Gryt.

Stelios Alewras dodaje, że w rozwoju rynku konopnego w Polsce przeszkadza rejonizacja upraw, konieczność uzyskiwania zezwoleń na uprawę i niezrozumienie przez organy ścigania różnicy między konopiami włóknistymi i innymi gatunkami.

Do tego dochodzi niejasna sytuacja prawna niektórych produktów z konopi oraz wątpliwości prawne w zakresie przetwarzania konopi włóknistych – wymienia Stelios Alewras.

O tym, że Polska ma wyjątkowe warunki dla upraw Cannabis Sativa L. przekonana jest Samia Al-Hameri, farmaceutka zajmująca się edukacją w obszarze konopni.

Konopie mogą rosnąć tu naturalnie, bez obawy o przesuszenie i bez potrzeby stosowania hodowli typu indoor, jak to ma miejsce np. w Hiszpanii czy Portugalii. Musimy otworzyć się na tę roślinę, zwłaszcza, że polskie konopie mają według mnie najlepszą jakość – mówi Samia Al-Hameri.

Prezes InventionMed kupuje akcje spółki

Prezes spółki InventionMed, Tomasz Kierul zakupił na rynku NewConnect akcje kierowanej przez siebie firmy o wartości ponad 100 tys. zł. InventionMed realizuje ambitny plan rozwoju obejmujący komercjalizację projektu TutorDerm oraz wirtualnej strzykawki, a także budowę Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR w Bydgoszczy.

InventionMed to spółka z bardzo dużym potencjałem – szczerze wierzę, że opracowywane przez firmę rozwiązania zrewolucjonizują branżę szkoleniową w medycynie, szczególnie w czasie gdy coraz większe znaczenie mają rozwiązania nauczania zdalnego. Przed nami dużo planów, których realizacja umocni naszą pozycję na rynku. W związku z intensywnym rozwojem kierowanej przeze mnie spółki, nie wykluczam dalszego zwiększenia zaangażowania i wsparcia finansowego spółki. – komentuje Tomasz Kierul, Prezes Zarządu InventionMed.

InventionMed przygotowuje się do budowy Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych w Bydgoszczy. Będzie to miejsce wyposażone najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne i prototypowe symulatory medyczne w oparciu o VR (virtual reality) i AR (augmented reality) oraz autorską technologię InventionMed – podwójną immersję. Wsparcie w realizacji inwestycji zadeklarowała spółka Softblue, która zapewni technologiczne wsparcie oraz dostęp do posiadanych zasobów IT. Projekt został dofinansowany przez Ministerstwo Rozwoju kwotą 16 mln zł, a dzięki zaangażowaniu inwestora, możliwe będzie rozpoczęcie prac rozwojowych i budowlanych.

Równolegle, trwają prace nad flagowym projektem – TutorDerm. Rozwiązanie stworzone przez zespół InventionMed ma służyć edukacji przyszłych lekarzy dermatologów i specjalistów medycyny estetycznej. Projekt jest ciągle udoskonalany, prowadzone są również programy pilotażowe. Spółka jest również w trakcie opracowywania wirtualnej strzykawki – rewolucyjne na skalę światową urządzenie szkoleniowe, które pozwoli na ćwiczenie zastrzyków podskórnych z pominięciem praktyki na organizmach żywych.

Fala bankructw firm dopiero przed nami. Pod koniec roku czeka nas dwucyfrowy przyrost upadłości

Liczba bankrutujących firm zmalała. To sytuacja przejściowa. Kumulacja nastąpi dopiero w przyszłym roku. Wielką niewiadomą jest rynek mieszkaniowy.

W I kw. br. ogłoszono upadłości i restrukturyzacje 230 przedsiębiorstw. Ich liczba zaczęła maleć w marcu. To dlatego, że wprowadzono takie rozwiązania prawne, że przejściowo nie ma obowiązku zgłaszania wniosków o upadłość. Ten obowiązek został przesunięty na czas, gdy pandemia ustanie. Także sądy działały w sposób bardzo ograniczony. Nie były rozpatrywane wnioski o upadłość czy restrukturyzację, nawet gdyby przedsiębiorcy w ten sposób chcieli ratować swą sytuację.

Statystyki za pierwszy kwartał nie odzwierciedlają jeszcze skutków pandemii. Dopiero kolejne miesiące pokażą prawdziwy obraz pandemii, jej wpływ na płynność finansową przedsiębiorstw. Sytuacja zacznie się zmieniać, gdy „odmrożona” zostanie działalność sądów.

– Z sygnałów napływających do nas od firm wiemy, że sytuacja płynnościowa firm ulega pogorszeniu, pomimo wprowadzenia tarcz antykryzysowych i tarczy finansowej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Centralnej. – Dużego przyrostu upadłości oczekiwałbym dopiero w 2021 r., gdy rozwiązania prawne nie będą już tak bardzo chronić przedsiębiorstw.

W 2009 r., podczas światowego kryzysu finansowego, z którego Polska wyszła obronną ręką, liczba upadłości wzrosła o 68 proc. Tym razem skala tego zjawiska w Polsce będzie dużo większa, zwłaszcza że nie ominie nas recesja.

– Prognozowanie liczby bankructw jest obciążone bardzo dużym ryzykiem. Pod koniec roku będziemy mieli dwucyfrowy przyrost upadłości – wyjaśnia ekspert Coface. – Ucierpi bardzo przemysł przetwórczy i handel, a szczególną niewiadomą jest rynek mieszkaniowy i sytuacja deweloperów.

Po epidemii rynek pracy na pewno będzie wyglądał inaczej

Rynek pracy po kryzysie epidemicznym może się zmienić. Eksperci wskazują elementy, które powinniśmy przedyskutować i zmienić po ustąpieniu niebezpieczeństwa. Pierwszą z nich jest kwestia pracy zdalnej, która spopularyzowała się podczas lockdownu i czasu dystansu społecznego. Już pierwsza ustawa antykryzysowa, będąca reakcja rządu na nowe warunki funkcjonowania gospodarki, wprowadziła pojęcie pracy zdalnej i określiła jej prawne granice. Praca zdalna mogłaby się więc po kryzysie znaleźć na rynku pracy jako pełnoprawna forma zatrudnienia. To jednak nie jedyny wniosek, który możemy wyciągnąć z kryzysowego funkcjonowania gospodarki. Należy bowiem pamiętać, że możliwość pracy zdalnej dotyczy tylko około jednej czwartej pracowników. Jakie usprawnienia i nowelizacje na rynku pracy powinniśmy wprowadzić, by przyszłe kryzysy nie stanowiły dla Polaków takiego zagrożenia finansowego ?

– Z pracy zdalnej w Polsce jest w stanie korzystać około 25% polskiego rynku pracy. To są głównie sektory skupiające białe kołnierzyki. Dlatego tak ważny do przedyskutowania jest drugi element, obnażony przez obecny kryzys: kwestia form zatrudnienia – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – W Polsce około dwóch milionów osób nie ma odpowiednich zabezpieczeń, które okazały się niezbędne podczas epidemii. Są to osoby samozatrudnione i pracujące w ramach umów cywilnoprawnych. To ci pracownicy w pierwszej kolejności pozostali bez jakiegokolwiek zabezpieczenia swoich miejsc pracy – nie mając okresu wypowiedzenia i świadczeń od pracodawców. Ten element wymaga zmian i modyfikacji, by kolejne kryzysy nie pozostawiały milionów osób na finansowym lodzie. Legislatorzy powinni też przedyskutować trzeci element – kwestię obciążeń podatkowych, które wpływają na umowy i formy zatrudnienia. To są elementy, z którymi będziemy musieli się zmierzyć po kryzysie. Rynek pracy na pewno będzie wyglądał inaczej – ale nie znaczy to, że musi wyglądać gorzej. Możemy wzmocnić procesy automatyzacyjne, rewolucję technologiczną, zmienić formy zatrudnienia i doprowadzić do większego zrównoważenia rynku – zaleca Kubisiak.

Szpitale przygotowują się na drugą falę pandemii. Z pomocą biznesu Caritas przekazuje im właśnie kolejne z setki zamówionych respiratorów

W czasie pandemii jednym z głównych problemów jest dostępność sprzętu medycznego. Już dzisiaj szpitale przygotowują się na drugą falę zachorowań, która według ministra zdrowia może nadejść jesienią. Nie mają jednak w swoich budżetach wystarczających środków na zakup respiratorów. Dlatego w pomoc zaangażował się biznes: wiele firm zdecydowało się na zakup respiratorów i przekazanie ich do najbardziej potrzebujących szpitali. Do polskich placówek pierwsze z ponad setki takich urządzeń, zamówionych jeszcze w kwietniu, dostarcza już Caritas w ramach akcji HASHWdzięczniMedykom. Prawie połowa z nich została zakupiona ze środków przekazanych przez Generali Polska.

– Koronawirus powoduje ostrą niewydolność oddechową. Takich pacjentów należy zawsze zaintubować i dalej prowadzić za pomocą respiratora. Jest to sprzęt niezbędny do ratowania życia pacjentów z tą chorobą – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Anna Drobińska, lekarz, koordynator SOR-u Filii w Ełku 1. Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką SPZOZ w Lublinie.

W czasie trzech miesięcy trwania pandemii w Polsce zakażonych zostało ponad 24,1 tys. osób. Blisko 2,2 tys. pacjentów wciąż jest hospitalizowanych. Osoby, których stan wymaga pobytu w szpitalu, trafiają do szpitali zakaźnych oraz przekształconych na zakaźne szpitali jednoimiennych. W tych placówkach dla zakażonych koronawirusem w gotowości jest 10 tys. łóżek i 1,3 tys. respiratorów. To urządzenia, które wspomagają lub zastępują mięśnie pacjenta w pracy oddechowej. Dla pacjentów z Covid-19, u których rozwinęła się ciężka niewydolność oddechowa, są one niezbędne do przeżycia.

– Respirator, czyli sztuczne płuco, służy do ratowania życia i zdrowia ludzi. Jest urządzeniem medycznym, które pomaga w prowadzeniu czynności oddechowych. Może być wykorzystywany na szpitalnym oddziale ratunkowym, przez zespoły ratownictwa medycznego, na oddziale intensywnej terapii i salach operacyjnych. Każdy taki sprzęt jest w tej chwili na wagę złota – mówi płk Robert Trela, komendant Filii w Ełku 1. Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką SPZOZ w Lublinie.

W wielu krajach na początku pandemii, kiedy przypadki nowych zakażeń były liczone w tysiącach dziennie, to właśnie dostępność respiratorów dla najciężej chorych była dużym problemem. Lekarze nierzadko musieli decydować, których pacjentów do nich podłączać. W pomoc włączyło się pospolite ruszenie biznesu. Prace nad skonstruowaniem urządzeń wspomagających oddech rozpoczęli m.in. inżynierowie Tesli pracujący dla Elona Muska i zespół z Formuły 1, w skład którego weszli specjaliści Mercedesa, Red Bulla i Renault.

Już teraz warto zacząć przygotowywać się na drugą falę pandemii, która według epidemiologów i samego ministra zdrowia spodziewana jest na jesieni. Już wcześniej wiele firm zdecydowało się na zakup respiratorów i przekazanie ich do najbardziej potrzebujących szpitali. Do polskich placówek pierwsze z setki takich urządzeń, zamówionych jeszcze w kwietniu, dostarcza Caritas w ramach akcji HASHWdzięczniMedykom.

– Krótko po rozpoczęciu pandemii koronawirusa Caritas Polska zamówił 100 respiratorów, które trafiają już do naszych szpitali. Dzięki współpracy z Generali Polska mogliśmy kupić aż 48 takich urządzeń – mówi ks. Marcin Iżycki, dyrektor Caritas Polska.

Już na początku kwietnia spółki Generali w Polsce wsparły zakup ośmiu respiratorów dla szpitali w Poznaniu i w Lublinie, a w kolejnym etapie sfinansowały zamówienie jeszcze 40 urządzeń.

– Dostaliśmy respirator transportowy, który ratuje życie i umożliwia wentylację mechaniczną płuc pacjentów z ostrą niewydolnością oddechową, ale pozwala również na transportowanie ich w stanie zagrożenia życia, np. do karetki, między szpitalami czy w obrębie danej placówki – mówi dr Anna Drobińska.

– Z medycznego punktu widzenia w czasie pandemii jest to sprzęt bardzo ważny, który pozwala nam na ratowanie życia i zdrowia ludzi – dodaje płk Robert Trela.

Taka pomoc jest istotna o tyle, że kryzys wywołany przez pandemię SARS-CoV-2 nie pozwala placówkom wygospodarować w swoim budżecie wystarczających środków na zakup takiego sprzętu. Jak podkreśla prezes Generali Polska, pomoc ze strony firmy ma na celu nie tylko wesprzeć szpitale w odpowiednim ich wyposażeniu, lecz również okazać wdzięczność lekarzom i personelowi medycznemu za ciężką pracę i zaangażowanie w ratowanie życia innych w czasie pandemii.

– W ramach tych podziękowań dołączyliśmy do inicjatywy Caritas HASHWdzięczniMedykom i postanowiliśmy sfinansować zakup respiratorów dla polskich szpitali. Przeznaczyliśmy na ten cel ponad 1,5 mln zł. Było to możliwe dzięki specjalnemu funduszowi całej Grupy Generali, w ramach którego dedykowaliśmy 100 mln euro na walkę z koronawirusem na całym świecie – podkreśla Andrea Simoncelli, prezes Generali.

Akcja #WdzięczniMedykom została uruchomiona przez Caritas Polska w odpowiedzi na zapotrzebowanie szpitali i placówek, które tworzą pierwszy front w walce z pandemią koronawirusa. Celem jest dostarczenie im sprzętu i wyposażenia dla personelu medycznego. Do tej pory akcję wsparło 12 partnerów biznesowych, w tym właśnie Generali i Concordia. Równolegle Caritas Polska uruchomił też zbiórkę pieniędzy dla darczyńców indywidualnych. W sumie zebrane środki pozwolą na przekazanie szpitalom i placówkom w całej Polsce m.in. ponad 100 respiratorów, 300 tys. maseczek chirurgicznych, 50 tys. masek KN95, 200 tys. rękawiczek ochronnych, 10 tys. kombinezonów ochronnych, 2 tys. przyłbic oraz kilkunastu specjalistycznych łóżek szpitalnych do intensywnej terapii.

Popyt na Kredyty Mieszkaniowe w maju 2020 spadł o 24,2% r/r

Wartość BIK Indeksu – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM) informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Piąty w tym roku – majowy odczyt Indeksu wyniósł -24,2%, co oznacza, że w kwietniu 2020 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 24,2% w porównaniu z majem 2019 r.

W maju 2020 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 28,69 tys. klientów, w porównaniu do 40,40 tys. rok wcześniej – jest to spadek o -29,0% i jednocześnie jedenasty najniższy wynik liczby wnioskujących, od stycznia 2007 r. W porównaniu do kwietnia br. liczba wnioskujących wzrosła o 3,2%. Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w maju br. wyniosła 278,3 tys. zł tj. o 1,6% więcej niż w maju 2019 r. W porównaniu do kwietnia 2020 r. średnia kwota kredytu spadła o -7,9%.

Majowa wartość Indeksu jest o 3,4 p.p. wyższa od wartości z kwietnia 2020 r. -27,6%. Na obecną wartość indeksu na poziomie -24,2% negatywnie wpływa bardzo duży spadek liczby osób wnioskujących o kredyt, pozytywnie zaś niewielki wzrost średniej wartości wnioskowanego kredytu mieszkaniowego.Popyt na Kredyty Mieszkaniowe w maju 2020– Kwiecień br. był pierwszym pełnym miesiącem pandemicznym z lockdownem, a maj – pierwszym miesiącem odmrażania gospodarki. Odczyt kwietniowy był najniższy w kilkuletniej już historii Indeksu, a odczyt majowy jest już o kilka p.p. wyższy. Daleko mu jednak do odczytu z lutego br. (+27,6%), który zakończył wzrostowy trend popytu na kredyty mieszkaniowe. Otwartym pytaniem pozostaje, czy majowy wynik jest zwiastunem powrotu trendu. Na razie mamy swoisty rollercoaster: w lutym – euforia, w kwietniu – głęboka depresja a w maju lekka poprawa – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.

– Pojawienie się w marcu 2020 r. „czarnego łabędzia”, jakim jest koronawirus, przerwało sześciomiesięczny trend wzrostowy wartości Indeksu (sierpień 2019 r. – luty 2020 r.), wyprowadzając Indeks na bardzo niski poziom. Podjęte działania związane z przeciwdziałaniem pandemii miały charakter nagły i symetryczny, dotyczyły praktycznie wszystkich obszarów aktywności gospodarczej i społecznej. Kwiecień był miesiącem lockdownu i ogromnej niepewności. Maj przyniósł etapowy i fazowy, a przede wszystkim niesymetryczny defrosting, który poprawił nastroje gospodarstw domowych. Dzięki programowi wsparcia oraz elastycznej i adaptacyjnej postawy przedsiębiorców zmniejszyła się niepewność, a co za tym idzie, wzrosło poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego gospodarstw domowych, które jeszcze w drugiej połowie marca oraz w kwietniu było niskie. Podjęte przez banki, z własnej inicjatywy, działania związane z udzielaniem czasowego odroczenia spłaty zobowiązań kredytowych zwiększyły również poziom zaufania do instytucji finansowych. Czy kwiecień był tym najgorszym miesiącem 2020 roku – zobaczymy. Wszystko zależy od tego czy nie będziemy mieli na jesieni powrotu drugiej fali pandemii. Na razie nastroje na rynku, również rynku kredytów mieszkaniowych po jego popytowej stronie poprawiają się, co mogliśmy obserwować w poszczególnych tygodniach maja. W trzech pierwszych tygodniach maja br. mieliśmy małe wzrosty liczby zapytań w stosunku do poprzedzającego tygodnia. W ostatnim był już jednak mały spadek – dodaje prof. Rogowski.

Metodyka indeksu:

Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe
na kwoty przekraczające 1 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach. Metodyka indeksu została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeks publikowany jest co miesiąc.

Ruch w biurach sprzedaży mieszkań powraca do poziomów sprzed pandemii. Nie ma co liczyć na spadki cen

Pandemia SARS-CoV-2 chwilowo zachwiała rynkiem deweloperskim. W kwietniu liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto, spadła o prawie 40 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem, a statystyki wskazywały na malejące zainteresowanie kredytami hipotecznymi. Powoli widać jednak odbicie – klienci wracają do biur sprzedaży zainteresowani zakupem mieszkania. Nie powinni jednak liczyć na duże spadki cen w związku z koronawirusem. Tym, na co warto zwrócić uwagę przy zakupie, jest za to pozycja i sytuacja finansowa dewelopera oraz terminowość realizacji inwestycji. Z tym ostatnim nie ma raczej problemów, bo pandemia nie wstrzymała prac na budowach.

 Od momentu wybuchu pandemii mieliśmy do czynienia ze wstrzymaniem się naszych klientów z zakupem mieszkań. Jednak to jest okres przejściowy, bo w Polsce brakuje mieszkań – mamy ich tylko ok. 380 na 1 tys. mieszkańców, co jest jednym z najniższych współczynników w Europie. Dzisiaj klienci już do nas wracają. Widzimy większy ruch w naszych biurach sprzedaży, a ruch na stronach internetowych powrócił do poziomu sprzed pandemii. W aktualnej sytuacji mieszkania są najlepszym sposobem inwestowania i oszczędzania pieniędzy, który długofalowo przynosi bardzo godziwe zyski – mówi agencji Newseria Biznes Damian Kapitan, prezes zarządu Budimex Nieruchomości.

W ostatnich kilku latach polski rynek nieruchomości był nieprzerwanie w fazie hossy, której nie zahamował nawet systematyczny wzrost cen mieszkań. Tylko w ubiegłym roku oddano do użytkowania 207,2 tys. mieszkań, co oznaczało 12-proc. wzrost r/r. Według JLL pod względem sprzedaży był to drugi najlepszy rok w historii rynku deweloperskiego. Sprzyjały temu m.in. dobra koniunktura, wysoka podaż pieniądza na rynku, jak i duży popyt i niedobór powierzchni mieszkaniowej. Według danych BGK w Polsce na tysiąc osób przypadają 363 mieszkania, natomiast mediana w Unii Europejskiej wynosi 435. W ubiegłym roku wicepremier Jadwiga Emilewicz szacowała, że na rynku wciąż brakuje ich około 2 mln.

Pandemia SARS-CoV-2 chwilowo zachwiała jednak rynkiem, co ma odzwierciedlenie w statystykach. Według GUS liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto w kwietniu, spadła o 37,8 proc. rok do roku i o 27,3 proc. w ujęciu miesięcznym. Z kolei dane BIK wskazują na spadające zainteresowanie kredytami hipotecznymi. W marcu liczba wnioskowanych kredytów mieszkaniowych była o 7,6 proc. niższa niż rok wcześniej. Jednak w kwietniu znacząco spadła nie tylko liczba (o 23 proc.), ale i wartość (o 14,6 proc.) udzielanych kredytów mieszkaniowych.

Powoli widać jednak odbicie: na początku maja liczba zapytań o nowe kredyty hipoteczne wzrosła o 25 proc. w porównaniu do tygodnia wcześniej. Klienci, którzy w czasie kwarantanny mieli dużo czasu na zapoznanie się z ofertą deweloperów, wracają też do otwartych biur sprzedaży. Zdaniem analityków nie powinni jednak liczyć na duże spadki cen mieszkań w związku z pandemią SARS-CoV-2.

– Ceny nieruchomości są dzisiaj na stabilnym poziomie z kilku przyczyn. Przede wszystkim mniejsza jest oferta deweloperów w dużych miastach. Już na koniec I kwartału br. szczególnie w Warszawie i Krakowie mieliśmy do czynienia z najmniejszą ofertą, która w kwietniu dodatkowo spadła, ponieważ deweloperzy uruchomili o 46 proc. mniej projektów niż normalnie. Ponadto nie zaczynają oni dzisiaj dużych projektów, koncentrują się na tych mniejszych, które dostosowują się do rynku. To wszystko będzie powodować, że ceny pozostaną na poziomie zbliżonym do obecnego – mówi Damian Kapitan.

Prezes Budimeksu Nieruchomości podkreśla, że pomimo zamrożenia gospodarki terminy oddania do użytku prowadzonych inwestycji nie zmieniły się i klienci będą w terminie odbierać klucze do swoich lokali.

– W okresie pandemii cały przemysł budowlany działał praktycznie bez zmian, budowy są kontynuowane. Wszystkie nasze inwestycje zostaną oddane w terminach i klienci dostaną klucze do swoich lokali bez opóźnień. Dzięki temu, że mieliśmy stosunkowo łagodną zimę i bardzo dobre warunki pogodowe na wiosnę, duża część naszych inwestycji ma nawet lekkie przyspieszenie – mówi.

Deweloper, który należy do największego w Polsce holdingu budowlanego, bez zakłóceń kontynuuje prace na wszystkich budowach. Jak podkreśla, robi to bezpiecznie, z zachowaniem procedur i środków ochrony dla pracowników. Projekty nie mają przestojów w związku z pandemią koronawirusa, niezagrożone są też dostawy materiałów budowlanych, a sytuacja finansowa jest stabilna. O zwracanie uwagi na tę stabilność i bezpieczeństwo zakupu w trakcie procesu nabywania mieszkania deweloper apeluje też do klientów.

Wyszliśmy z kampanią „Zawsze bezpiecznie, zawsze pewnie”, chcąc zwrócić uwagę klientów na to, że jesteśmy z nimi nie tylko na etapie reklam, ale także podczas zawierania i realizacji, przekazywania kluczy oraz realizowania uprawnień z tytułu pięcioletniej rękojmi. Budimex Nieruchomości jest na rynku prawie 20 lat. W tych trudnych czasach, które dzisiaj mamy, bycie odpowiedzialnym jest dla nas najważniejsze i chcemy to wszystkim przekazać – podkreśla Damian Kapitan.

ORLEN deklaruje udział w finansowaniu budowy elektrowni Ostrołęka

PKN ORLEN deklaruje udział w finansowaniu projektu budowy elektrowni Ostrołęka oraz przystąpienie do inwestycji w charakterze wspólnika. Warunkiem do podjęcia dalszych działań będzie wykorzystanie technologii opartej na paliwie gazowym oraz uzyskanie niezbędnych zgód korporacyjnych.

– Chcemy aktywnie uczestniczyć w procesie transformacji energetycznej w Polsce. Dlatego w naszej strategii stawiamy na rozwój aktywów energetycznych w kierunku źródeł nisko i zeroemisyjnych. W wielu krajach elektrownie gazowe są preferowanym rozwiązaniem przejściowym, które znacząco zmniejsza poziom emisji, a jednocześnie daje krajom czas na rozwój infrastruktury Odnawialnych Źródeł Energii. Zgodnie z zapowiedziami będziemy realizować inwestycję w Ostrołęce, ale musimy brać przy tym pod uwagę potencjalne korzyści biznesowe i aspekty regulacyjne. Budowa nowych niskoemisyjnych źródeł to dobry kierunek, który przyczyni się do wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego zarówno Polski, jak i całego regionu – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

PKN ORLEN zawarł porozumienie z dotychczasowymi właścicielami projektu – spółkami ENERGA i ENEA. Zakłada ono, że docelowo przeprowadzone zostaną zmiany struktury organizacyjnej spółki Elektrownia Ostrołęka po uzyskaniu niezbędnych zgód korporacyjnych. Zgodnie z zapisami porozumienia PKN ORLEN nie będzie uczestniczył w rozliczeniach z dotychczasowymi wykonawcami inwestycji, te będą rozliczane na dotychczasowych zasadach ustalonych pomiędzy ENEA i ENERGA. Jako docelowy wspólnik projektu Koncern będzie jednak współdecydował o ich zakresie. Zawarcie porozumienia otwiera drogę do dalszych rozmów wspólników dotyczących inwestycji, w wyniku których zawarta zostanie umowa inwestycyjna regulująca szczegółowo zasady zarządzania, w tym kontroli nad podmiotem realizującym inwestycję, finansowania, oraz realizowania inwestycji. Porozumienie ogranicza również udział i zaangażowanie finansowe ENEA. Niezależnie od treści porozumienia, nie należy też wykluczyć, iż projekt ten będzie realizowany z udziałem innych inwestorów.

Znaczenie źródeł nisko i zeroemisyjnych będzie rosło w związku z restrykcyjną polityką klimatyczną na świecie. Realizacja jej założeń jest procesem długofalowym, który będzie łączył transformację sektora wytwarzania w Unii Europejskiej z koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego. Oznacza to stopniowe zmiany w miksie wytwarzania, w którym coraz większą rolę będą odgrywały nowe źródła niskoemisyjne oraz źródła regulacyjne a w przyszłości duże magazyny energii. Według prognoz Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) do 2040 r. segment energetyki oparty na gazie będzie rósł w tempie 1,4 % r/r. Wskazuje to na niewątpliwą potrzebę wykorzystania źródeł gazowych w niektórych obszarach geograficznych.

Obecnie w Polsce średnia emisyjność jednostek wytwórczych opartych o gaz ziemny jest ponad dwukrotnie niższa w porównaniu do funkcjonujących bloków węglowych. Dodatkowo przy uwzględnieniu obecnych i prognozowanych cen gazu, emisji i węgla, technologia oparta o gaz ziemny pozwala wytwarzać energię taniej niż rozwiązania bazujące na węglu kamiennym. Na rzecz rozwiązania gazowego przemawiają niższe koszty kapitałowe oraz większa elastyczność bloków gazowych, umożliwiająca bilansowanie energii ze źródeł odnawialnych. Nawet w długim horyzoncie, w którym Odnawialne Źródła Energii mogą ogrywać wiodącą rolę, elektrownie gazowe stanowiłyby więc istotne, a czasami niezbędne wsparcie. To powoduje, iż jednostkowy koszt wytwarzania energii elektrycznej jest wyraźnie niższy dla bloku parowo-gazowego niż węglowego.

Grupa ENERGA, której od 30 kwietnia br. większościowym udziałowcem jest PKN ORLEN, posiada łącznie ponad 50 aktywów produkujących energię z odnawialnych źródeł, w tym przede wszystkim elektrownie wodne, lądowe farmy wiatrowe i farmy fotowoltaiczne. Ponad 30% produkowanego przez Grupę ENERGA wolumenu energii elektrycznej pochodzi z odnawialnych źródeł i jest to najwyższy udział spośród jej głównych konkurentów. Jednocześnie Koncern planuje dalszy rozwój obszarów, w których ORLEN i ENERGA są już aktywne, np. elektromobilność, ale też wejście w nowe projekty, np. morskie farmy wiatrowe. W tym kontekście kluczowe będzie bilansowanie portfela OZE z wykorzystaniem aktywów konwencjonalnych, w tym na przykład bloków parowo-gazowych w Płocku i Włocławku lub nowych inwestycji opartych o gaz ziemny.

PKN ORLEN ogłosił wezwanie na 100 proc. akcji Grupy ENERGA 5 grudnia 2019 r. Pierwotnie miało ono potrwać do 9 kwietnia br. W związku z sytuacją spowodowaną epidemią koronawirusa, 26 marca br. termin przyjmowania zapisów na akcje pomorskiej Grupy został wydłużony do 22 kwietnia 2020 r. Bezwarunkową zgodę Komisji Europejskiej na przeprowadzenie transakcji Koncern otrzymał 31 marca br. Cena za jedną akcję gdańskiej grupy w wezwaniu została 15 kwietnia br. podwyższona z 7 do 8,35 zł. Z kolei 18 kwietnia br. podpisane zostało porozumienie ze Skarbem Państwa dotyczące kontynuacji strategicznych inwestycji Grupy ENERGA i utrzymania polityki zatrudnienia zapewniającej prawidłowe funkcjonowanie jej spółek. Ostatni warunek zawieszający, czyli osiągnięcie progu 66 proc. akcji objętych wezwaniem, został spełniony 20 kwietnia br. Formalnie transakcja sfinalizowana została 30 kwietnia br. nabyciem akcji ENERGA stanowiących około 80% kapitału zakładowego spółki oraz około 85% ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu. Cena wszystkich nabytych akcji wyniosła około 2,77 mld zł i została pokryta przez Spółkę gotówką pochodzącą ze środków własnych oraz z dostępnego kredytu konsorcjalnego.

Liczba rejestracji nowych samochodów najniższa od kilkunastu lat. Sprzedaż w tym roku spadnie co najmniej o kilkadziesiąt procent

Pandemia koronawirusa mocno uderzyła w branżę motoryzacyjną. Tegoroczny kwiecień był najsłabszym miesiącem od 15 lat. Sprzedaż samochodów osobowych spadła o 67 proc., a dostawczych – o 55 proc. W połączeniu ze wzrostem cen aut ze względu na wyższe normy bezpieczeństwa czy emisji CO2 spadku sprzedaży może nie udać się odrobić. – Nawet jeśli założymy najbardziej optymistyczny scenariusz, to spadek w całym roku wyniesie kilkadziesiąt procent – ocenia Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

– Dane za kwiecień pokazują, że w przypadku samochodów osobowych spadek sprzedaży wyniósł 67 proc., w przypadku samochodów ciężarowych nawet więcej, a dostawczych – o ok. 50 proc. Spodziewamy się, że wyniki majowe będą podobne, może nieco lepsze, ale w dalszym ciągu w salonach jest bardzo mało kupujących – mówi agencji Newseria Biznes Jakub Faryś.

Kwietniowe dane na temat rejestracji nowych samochodów osobowych są najgorsze od 2005 roku, a te dotyczące dostawczych – od września 2012 roku. Od stycznia do kwietnia zarejestrowano w Polsce nieco ponad 122 tys. aut osobowych przy 186 tys. w analogicznym okresie 2019 roku – o 34 proc. mniej. W tym samym okresie zarejestrowano 16 tys. samochodów dostawczych przy blisko 23 tys. rok wcześniej (spadek o 30 proc.).

– Pamiętajmy, że w Polsce 3/4 klientów stanowią firmy. Jeżeli one nie będą wymieniały samochodów, nie będą chciały w nie inwestować, to sprzedaż będzie znacznie niższa. Trudno powiedzieć, jak będzie wyglądało drugie półrocze, nie wiemy, jak szybko będą zdejmowane ograniczenia, czy nie pojawi się druga fala pandemii. Jeśli założymy najbardziej optymistyczny scenariusz, spadek w całym roku w stosunku do poprzedniego wyniesie kilkadziesiąt procent – ocenia prezes PZPM.

Dane z 20 pierwszych dni maja również nie napawają optymizmem. Liczba rejestracji samochodów osobowych spadła o nieco ponad 50 proc. r/r, samochodów dostawczych – o 31,5 proc., natomiast ciężarowych – o 67,7 proc. W liczbie średniej liczby rejestracji dziennie spadki są jeszcze większe – odpowiednio o 54,5 proc., 36,7 proc. oraz 70,1 proc. Jednak w porównaniu do kwietnia odbicie jest wyraźne.

– Druga połowa roku może być bardzo trudna, bo widać po kwietniu i maju, że liczba kupujących jest bardzo mała – wskazuje Jakub Faryś. – Biorąc pod uwagę bardzo złe, żeby nie powiedzieć, że najgorsze w powojennej historii miesiące, czyli kwiecień, maj, być może czerwiec, cały rok na pewno zamkniemy na sporym minusie.

Spadki sprzedaży z czasów pandemii może być ciężko odrobić, zwłaszcza że ceny samochodów idą w górę. Od 2021 roku średnia emisja CO2 deklarowana dla wszystkich sprzedanych samochodów danej marki nie powinna przekraczać 95 g CO2/km. W przyszłym roku mają też zacząć obowiązywać regulacje, które wymuszą na producentach montowanie nowych technologii. To wszystko sprawia, że samochody drożeją.

– Niestety ze względu na te wymagania samochody na pewno będą drożały. Pytanie tylko, czy zdrożeją ze względu na koronawirusa? Bezpośredniej przyczyny nie ma, ale należy liczyć się z tym, że rynek będzie zaburzony, niektórzy producenci części czy podzespołów będą starali się zrekompensować straty. Zrobimy wszystko, żeby ceny nie poszły w górę. Zależy nam, żeby klienci przychodzili i kupowali samochody, bo od tego zależy sukces branży motoryzacyjnej. Trudno jednak powiedzieć, jaka będzie przyszłość – mówi prezes PZPM.

Efekt koronawirusa: ogromny problem z odzyskiwaniem długów i sprawy sądowe przesuwane nawet o rok

Sądy wracają do pracy. To nie oznacza jednak, że piętrzące się na biurkach wnioski przedsiębiorców o postępowania windykacyjne będą szybciej rozpatrywane. Specjaliści obawiają się, że sprawy, które miały być rozpatrzone wiosną trafią na wokandę dopiero za kilka miesięcy. Jakie będą efekty? Dla gospodarki i kondycji przedsiębiorców fatalne. Mec. Mateusz Galikowski uważa, że dramatycznie wzrośnie ilość dłużników, a Prezes Zarządu Grupy AVERTO dodaje, że koronawirus okazał się prezentem dla dłużników, którzy miesiącami unikali płacenia swoich zobowiązań.

  • Wstrzymanie postępowań przed sądem to fatalna wiadomość dla przedsiębiorców, którzy czekają na wyrok sądowy rozpoczynający proces egzekucyjny. „Odmrożenie” sądów daje nadzieje na przyspieszenie toku spraw
  • Każdy miesiąc zaniechania procesów egzekucyjnych skutkuje zmniejszeniem prawdopodobieństwa, że pieniądze uda się odzyskać
  • Koronawirus stał się więc dla dłużników sprzymierzeńcem – brak rozpraw, brak egzekucji, brak możliwości skutecznego odzyskiwania pieniędzy
  • Przedstawiciele AVERTO zapewniają jednak, że istnieje szereg sposobów działania, które mogą wesprzeć przedsiębiorców. Należy jednak działać aktywnie, zwłoka powoduje, że szanse na odzyskanie pieniędzy są coraz mniejsze.
  • „Szybkość postępowania ma przełożenie na procent odzyskania należności” – przekonuje Prezes Małgorzata Marczulewska

Radość dłużników, rozczarowanie wierzycieli. Sądy wracają do pracy, ale na rozprawy przyjdzie czekać długie miesiące

Pandemia koronawirusa sprawiła, że sądy działały w mocno ograniczonym trybie. Rozpatrywane były w większości tylko sprawy karne, rodzinne i te o statusie najpilniejszym. To zła wiadomość dla przedsiębiorców, którzy od miesięcy próbują uzyskać wyroki, które pozwolą na rozpoczęcie procesów windykacyjnych. Jak mówią specjaliści stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom i firmy AVERTO, sytuacja jest poważna, bo sprawy, które miały odbyć się na przykład w marcu lub kwietniu przesuwane są na późną jesień lub nawet na rok 2021. Co to oznacza w praktyce? Radość dłużników, bo czują się nieuchwytni i rozczarowanie przedsiębiorców, bo dłużej czekają na swoje pieniądze.  Istnieje poważne zagrożenie, że wielu długów nie da się odzyskać, bo w tzw. „międzyczasie” dłużnicy zdążą ogłosić upadłość i zakończyć działalność gospodarczą lub popadną w jeszcze większe długi.

Sądy powoli wracają do pracy. Czy to oznacza, że dynamicznie ruszy rozpatrywanie pozwów przedsiębiorców? – Kalendarz jest już zapełniony. Rozpraw odbywa się mniej, bo ze względów epidemicznych ilość spraw została ograniczona, a po każdej rozprawie sala musi być zdezynfekowana. Siłą rzeczy więc sądy nie wrócą do swojej standardowej pracy. Nie możemy także zapominać, że zbliża się sezon urlopowy, a sędziowie mają rozpisane wolne od czasu jeszcze przed pandemią. Większość rozpraw, które miałyby się odbywać teraz będą mieć miejsce najwcześniej jesienią – wyjaśnia mec. Mateusz Galikowski.

Co w praktyce dla przedsiębiorców oznacza paraliż decyzyjności sądów? Procedury windykacyjne będą przeciągać się o kolejne miesiące. To bardzo niebezpieczna gospodarczo sytuacja gdyż wielu przedsiębiorców bardzo potrzebuje pieniędzy. Zatory płatnicze mogą doprowadzić do szeregu upadłości: – W najtrudniejszej sytuacji są wierzyciele , których dłużnik jest na granicy upadłości. Bez nakazu zapłaty, za rok nie będzie już od kogo tych pieniędzy odzyskać. Wielu przedsiębiorców bankrutuje, im dłużej trwać będzie proces odzyskiwania zaległości, tym większa obawa, że niestety windykacja nie będzie skuteczna – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes Zarządu Grupy AVERTO.  Firmom windykacyjnym pozostaje wnosić o zabezpieczenie należności, podejmowanie negocjacji lub po prostu czekanie na decyzje sądu, co w czasie pandemii trwa zdecydowanie dłużej niż wcześniej.

Specjaliści o „efekcie koronawirusa” – wierzyciele przestają wierzyć, że odzyskają swoje pieniądze

Gospodarczy „efekt koronawirusa” odczuwalny jest na wielu płaszczyznach. Jak mówi mec. Galikowski oraz Prezes Marczulewska przez to, że postępowania sądowe przeciągają się w czasie, wielu dłużników może uniknąć zapłacenia swoich zobowiązań. Stąd też ważne jest żeby wierzyciele nie ignorowali przedawnionych faktur i pilnowali by należności były regulowane na czas. Obecny kryzys gospodarczy może powodować, że wielu przedsiębiorców będzie mieć opóźnienia w opłacaniu produktów czy usług. Najgorsze jest pozwolenie na uruchomienie spirali zadłużenia.

– Jeżeli firma ogłosi upadłość lub dłużnik zakończy działalność to prawdopodobne jest, że uregulowanie zaległości będzie problemowe. Jeżeli dłużnik nie ureguluje wysokiej zaległości to do dyspozycji mamy również biuro detektywistyczne, które sprawdzi „ciche źródła dochodu” czy sytuacje dotycząc np. przepisywania majątku. Wierzyciele na obecną sytuację reagują bardzo źle, bo liczą się z tym, że odroczenie terminu rozprawy może oznaczać, że nie odzyskają pieniędzy. Mają pretensje do systemu. Cieszą się dłużnicy, bo czują się bezkarni. Warto też wspomnieć o dłużnikach, którzy chcą uregulować swoje zobowiązania. Dla nich obecna sytuacja jest okazją do porozumienia z wierzycielem i zebrania zaległych pieniędzy – wyjaśnia Małgorzata Marczulewska.  – Korzystają oszuści, a tracą uczciwi przedsiębiorcy – dodaje.

– Będzie wysyp zaległości zobowiązań, które będą ściągane przez dwa-trzy lata. Już widzimy, że osoby nieuczciwe dostały dodatkowe narzędzia do tego by uwolnić się od swoich zobowiązań – dodaje mec. Mateusz Galikowski. Specjaliści zwracają uwagę, że obecnie trudno jest oszacować kiedy odbędą się rozprawy, zdarzają się sytuacje, że niektóre terminy to już pierwszy kwartał 2021 roku. Oczywistym jest więc, że jeszcze trudniej odzyskać w roku 2021 dług, który już w roku 2020 był trudny do windykacji. Nie jest także wykluczone, że wiele spraw dotyczących konfliktów wynikających z  nieuregulowanych zobowiązań będzie kierowanych do mediatorów.

„Dramatycznie wzrośnie ilość niewypłacalnych dłużników”

Przedsiębiorcy zwracają także uwagę na to, że wstrzymanie postępowań sądowych mogło doprowadzić do tego, że przedsiębiorcy nie odzyskają swoich pieniędzy. Nie można bowiem wykluczyć, że gdyby rozprawa odbyła się w marcu 2020 roku to windykacja skutecznie doszłaby do skutku, taki sam wyrok jesienią 2020 lub wiosną 2021 może być już nieefektywny, bo dłużnik będzie już niewypłacalny lub zakończy swoją działalność. Trudno mieć tutaj pretensje do sądu, pandemia koronawirusa definiowana jest bowiem jako „siła wyższa”. Przedsiębiorcy są jednak rozczarowani i mają poczucie, że często pozostali sami ze swoimi problemami.

– Szybkość postępowania ma przełożenie na procent odzyskania należności. Czym szybciej postępowanie jest przeprowadzone, tym większa jest szansa na udaną windykację. Dramatycznie wzrośnie ilość niewypłacalnych dłużników, jest wiele branż które ucierpiały i będą niewypłacalne – mówi mec. Galikowski. – Mamy sytuacje, że sprawy z marca 2020 zostały przełożone na luty 2021, a to pierwszy termin, gdzie przecież wiele spraw się nie kończy po pierwszej rozprawie. Windykacja będzie więc skuteczna może za dwa lata – dodaje Prezes Marczulewska.

Polscy naukowcy badają pracę mózgu u dzieci z dysleksją. Chcą opracować metodę wczesnego wykrywania zaburzeń w nauce czytania

Około 10 proc. dzieci w Polsce może mieć problemy z nauką czytania, co często powoduje niechęć do nauki, kompleksy i problemy emocjonalne. – Diagnoza dysleksji możliwa jest dopiero od trzeciej klasy szkoły podstawowej, a to dość późno, żeby wprowadzać trening i terapię – mówi Katarzyna Chyl, doktorantka w Instytucie Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN. Dzięki jej badaniom, które wykazały zmienione działania lewej półkuli mózgu u dzieci z dysleksją, możliwe będzie opracowanie testów przesiewowych do stosowania na wcześniejszym etapie edukacji. Za tę pracę ekspertka otrzymała stypendium w ramach programu START Fundacji na rzecz Nauki Polskiej.

Naukowcy z Instytutu Biologii Doświadczalnej PAN w Warszawie od wielu lat zajmują się zagadnieniami dotyczącymi dysleksji rozwojowej. Ostatnie badania umożliwiły pierwszą kompleksową ocenę czynników odpowiedzialnych za rozwój zaburzeń w czytaniu.

– Udało nam się lepiej zrozumieć, jak działa mózg małego dziecka, kiedy uczy się czytać, oraz co dzieje się w mózgu tych dzieci, którym czytanie sprawia szczególną trudność, a więc tych, u których diagnozowana jest dysleksja rozwojowa – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Chyl, doktorantka w Pracowni Neurobiologii Procesów Językowych w Instytucie Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN. – Używamy techniki funkcjonalnego rezonansu magnetycznego, dzięki czemu możemy niejako wejrzeć w mózg małego dziecka, które uczy się czytać.

Badacze odkryli, że mózg dziecka z dysleksją działa nieco inaczej w trakcie czytania niż dziecka bez zaburzeń. Różnice są widoczne bez względu na to, czy porównamy grupę dzieci z dysleksją do dzieci w tym samym wieku czytających lepiej, czy do młodszych czytających na podobnym poziomie.

– W obu tych sytuacjach obserwujemy podobny obniżony wzorzec aktywności lewopółkulowej sieci językowej w trakcie czytania – uściśla badaczka. – Nasze spostrzeżenia dowodzą, że mózg dziecka z dysleksją działa nieco inaczej i jest inaczej zbudowany. Być może pomoże to walczyć z przekonaniem, że dzieci z dysleksją są leniwe i nie wkładają pracy w naukę. Wiemy, że czytanie jest dla nich trudniejsze z powodów neurobiologicznych czy genetycznych. Nauczyciele i wychowawcy także coraz bardziej zdają sobie z tego sprawę.

W badaniach uczestniczyło kilkuset uczniów pierwszych pięciu klas szkoły podstawowej, zarówno z grup o podwyższonym ryzyku wystąpienia dysleksji, jak i wykazujących umiejętności percepcji tekstu typowe dla swego wieku. Polegały one na serii testów w formie gier komputerowych opracowanych specjalnie dla potrzeb projektu, angażujących te funkcje mózgu, które mogą być zaburzone w dysleksji. Część badań została przeprowadzona z użyciem aparatury okulograficznej, pozwalającej śledzić ruchy oczu podczas czytania. Aktywność i budowa mózgu były monitorowane za pomocą nowoczesnego skanera rezonansu magnetycznego.

– Przez kolejne lata śledziłyśmy postępy dzieci w nauce czytania, ale także w nabywaniu innych, powiązanych z czytaniem umiejętności szkolnych. W trzeciej klasie, kiedy możliwa już była diagnoza dysleksji, mogłyśmy też ocenić, z jakimi zadaniami dzieci, które później rozwinęły dysleksję, radziły sobie gorzej już w zerówce i w pierwszej klasie. Dzięki temu chcemy opracować testy przesiewowe do stosowania w wieku przedszkolnym, kiedy dzieci jeszcze nie czytają i zaczynają naukę, aby jak najwcześniej ocenić, które z nich obarczone są większym ryzykiem dysleksji. Wczesna diagnoza umożliwi pracę z nimi już na początku edukacji w szkole podstawowej – tłumaczy Katarzyna Chyl.

Dysleksja rozwojowa ma podłoże genetyczne, występuje u około 10 proc. populacji i nie przemija z wiekiem. W rodzinach, w których dysleksja już występowała, ryzyko dziedziczenia może sięgać aż 50 proc. U części osób może być ona wynikiem wystąpienia pojedynczego, bardzo wyraźnego czynnika związanego z funkcjami mózgu, u innych pojawi się wskutek szeregu drobniejszych zmian o zróżnicowanej naturze. Warszawscy naukowcy po raz pierwszy na świecie próbują podejść do zagadnienia kompleksowo – zbadać wpływ wszystkich znanych grup czynników: deficytów poznawczych, objawów behawioralnych i zmian neurologicznych w mózgu.

– Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z tego, że dysleksja to ważny problem. Jeżeli dziecko ma tę szczególną trudność w nauce czytania, może się zniechęcić do szkoły, mieć kompleksy czy problemy emocjonalne. Dlatego nauczyciele i rodzice poszukują wiedzy nie tylko w publikacjach naukowych, do czego zachęcamy, ale również w mediach społecznościowych czy podczas Dni Mózgu organizowanych w naszym instytucie – dodaje doktorantka.

Za badania nad dysleksją Katarzyna Chyl otrzymała Stypendium im. Barbary Skargi w ramach programu START Fundacji na rzecz Nauki Polskiej. Wyróżnienie to przyznawane jest za osiągnięcia naukowe, które charakteryzują się odważnym przekraczaniem granic pomiędzy różnymi dziedzinami nauki, otwierają nowe perspektywy badawcze i tworzą nowe wartości w nauce. Roczne stypendium wynosi 36 tys. zł.

Program START Fundacji na rzecz Nauki Polskiej jest najstarszym w Polsce programem stypendialnym dla najlepszych młodych naukowców reprezentujących wszystkie dziedziny nauki. Jego celem jest wspieranie wybitnych młodych uczonych i zachęcanie ich do dalszego rozwoju naukowego. W ciągu 28 lat realizacji programu prestiżowe stypendia zdobyło ponad 3100 wybitnych badaczy, którym FNP przekazała w sumie ponad 84,5 mln zł.

Do sprzedaży trafi przenośny oczyszczacz powietrza zabijający koronawirusa. Zastosowana w nim technologia może też pomóc w sterylizacji wody [DEPESZA]

Diody LED UV są śmiertelnie niebezpieczne dla wirusów i bakterii. Pasmo C o długości 100–280 nanometrów niszczy ich materiał genetyczny. Jest też jednak silnie pochłaniane przez azot w powietrzu, więc aby mogło działać na odległość, źródło światła musi być potężne. Firma SETi we współpracy z naukowcami z Korea University w Seulu opracowała przenośny oczyszczacz powietrza VAC. Wykorzystane w nim moduły LED eliminują 99,9 proc. koronawirusa w 30 sekund z odległości 3 centymetrów.

Naukowcy udowodnili już, że światło ultrafioletowe zabija koronawirusa. Niedawno pomyślnie zakończył się test robota LightStrike, który emituje światło o długości fali od 200 do 315 nanometrów i odkaża łóżka, klamki i duże powierzchnie. Zastosowanie znajdzie jednak wyłącznie w szpitalach, fabrykach czy magazynach. Trwają też prace nad urządzeniami, które można byłoby wykorzystywać do dezynfekcji w domu. Maszyny, które odkażają duże przestrzenie, używają energochłonnych lamp rtęciowych do wytwarzania światła ultrafioletowego C. Firmy na całym świecie pracują nad poprawą zdolności diod LED emitujących promieniowanie UV-C, aby zaoferować bardziej kompaktową i wydajną alternatywę.

Firma SETi we współpracy z naukowcami z Korea University w Seulu jako pierwsza stworzyła przenośny oczyszczacz powietrza, który niemal w całości zabija koronawirusa.

– Po raz pierwszy na świecie pojawiły się liczne trudności w opracowaniu i masowej produkcji półprzewodnikowych diod LED UV. Jako jedyna na świecie produkuje je obecnie amerykańska firma SETi. Dzięki współpracy opracowaliśmy technologię sterylizacji, która oczyszcza z wirusa SARS-Cov-2 – podkreśla Chae Hon Kim z firmy Seoul Viosys.

Diody UV są śmiertelnie niebezpieczne dla wirusów i bakterii –  pasmo C o długości 100–280 nanometrów niszczy ich materiał genetyczny. Pasmo jest też jednak silnie pochłaniane przez azot w powietrzu, dlatego źródła promieniowania muszą być potężne. Przykładowo promieniowanie UV-C słońca nie dociera do powierzchni Ziemi, bo barierą nie do przejścia jest właśnie powietrze.

Amerykańska firma stworzyła zaś takie moduły LED, które eliminują 99,9 proc. koronawirusa w 30 sekund z odległości 3 centymetrów. Co więcej, przenośny oczyszczacz zabija też większość bakterii w przeciwieństwie do tradycyjnych tego typu urządzeń. Zazwyczaj oczyszczacze odfiltrowują kropelki o wielkości większej niż 0,3 μm, ale wirusy o wielkości 0,1 μm mogą przedostać się przez ich filtr. W urządzeniu VAC wirusy skutecznie zabija światło ultrafioletowe. Użyta w nim technologia może też okazać się przydatna np. w odkażaniu wody.

– Aby ograniczyć rozprzestrzenianie się SARS-CoV-2, postanowiliśmy tymczasowo wprowadzić produkt na rynek, radykalnie ograniczając proces merchandisingu – dodaje Young Joo Lee, prezes zarządu Seoul Viosys. – Będziemy szukać globalnych partnerów w celu szerszej sprzedaży.

Sprzedaż online oczyszczacza ruszy już w czerwcu w Korei Południowej i Stanach Zjednoczonych. Firma nie wyklucza jednak, że urządzenie wkrótce trafi też na inne rynki.

Wzrost bezpośrednich rezerwacji online w polskich hotelach – branża wraca do normalności

Profitroom, należący do technologicznej grupy R22, odnotował w ostatnich dniach silny wzrost rezerwacji pokoi hotelowych przeprowadzonych przez własne narzędzie umożliwiające hotelom bezpośrednią sprzedaż pokoi na własnych stronach internetowych. 30 maja wzrost osiągnął aż +35 proc. r/r. pod względem ilościowym i rekordowo wysokie +90 proc. r/r pod względem wartościowym.

– Od drugiego tygodnia marca obserwowaliśmy spadek liczby rezerwacji związany z lockdownem, który osiągnął nawet -96 proc. r/r. Jednak w maju statystyki rosły, by w ostatnich dniach znacząco przebić obroty roku ubiegłego. 30 maja wzrost osiągnął aż +35 proc. r/r. pod względem ilościowym i rekordowo wysoki przyrost wartościowy +90 proc. r/r. Zwiększenie obrotów związane jest z rozwojem turystyki krajowej kosztem niepewnych dzisiaj wyjazdów zagranicznych. Można powiedzieć, że w obiektach wypoczynkowych kryzys się zakończył, szczęśliwie tuż przed sezonem. Na powrót koniunktury w hotelach typowo-biznesowych musimy poczekać przynajmniej do września – mówi Marcin Dragan, Przewodniczący Rady Nadzorczej Profitroom.

Jak zaznacza Marcin Dragan, w czasach kryzysu szczególnie istotną rolę pełnią rezerwacje bezpośrednie, pomijające portale pośredników. Hotelarze mogą zwiększyć ich liczbę dzięki systemom rezerwacyjnym o wysokiej konwersji, czy systemom klasy CRM.

– Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami w perspektywie najbliższych kilku miesięcy oczekujemy pozytywnych trendów rynkowych, związanych ze wzrostem krajowego ruchu turystycznego. Ten właśnie efekt widać już w notowanym wzroście liczbie rezerwacji pokoi hotelowych. Dlatego chcemy dalej rozwijać działalność Profitroom, zarówno w Polsce, jak i na zagranicznych rynkach. – komentuje Jakub Dwernicki, prezes Grupy R22.

Profitroom to rozwiązania e-commerce dla branży hotelarskiej, które umożliwia sprzedaż pokoi online na stronie internetowej hotelu, zarządzanie kanałami sprzedaży internetowej, obsługę gości przez system CRM, obsługę płatności internetowych oraz automatyzacje procesów zarządczych. Z rozwiązań Profitroom korzysta ponad 2 tys. hoteli – głównie są to polskie hotele, ale jest też ponad 200 klientów zagranicznych.

W ostatnich miesiącach Grupa R22 odnotowała również wzmożone zainteresowanie usługami hostingowymi oraz wielokanałowej komunikacji. Na początku marca klienci Grupy wygenerowali rekordową liczbę wysłanych komunikatów SMS i e-mail. Również w kolejnych tygodniach wolumeny wysyłek pozostały na wysokim poziomie, co wynika przede wszystkim z większej aktywności konsumentów w obszarze zakupów internetowych. Według Jakuba Dwernickiego w średnim i długim terminie epidemia i tzw. lockdown przełożą się na zwiększone zainteresowanie rozwiązaniami w obszarze automatyzacji i cyfryzacji procesów biznesowych w zasadzie we wszystkich branżach.

Raport gospodarczy dot. COVID-19 – Łukasz Blichewicz, ASSAY

W historii epidemie zdarzały się często i zawsze miały znaczący, negatywny wpływ na gospodarkę. Obecny kryzys ekonomiczny jest jednak z kilku powodów wydarzeniem bezprecedensowym. Oparte na usługach, nowoczesne gospodarki są w ogromnym stopniu uzależnione od powiązań społecznych. A to właśnie w nie uderza koronawirus, wymagając przemodelowania najistotniejszych procesów biznesowych. Poziom ryzyka związanego z zarządzaniem przedsiębiorstwami wymknął się spod kontroli. Zakłócenia dotyczą zarówno globalnych łańcuchów wartości, jak i najmniejszych organizacji, takich jak zakłady fryzjerskie. Często brak jest danych niezbędnych do podejmowania kluczowych decyzji na poziomie pojedynczych przedsiębiorstw, jak i całych gospodarek. Wszyscy jesteśmy zmuszeni do działania w warunkach coraz większej niepewności. Jednak z globalnego chaosu powoli wyłania się obraz gospodarki po pandemii. Zaczyna się czas odbudowy i szybkiego wzrostu gospodarczego.

Opis zjawiska

Epidemia jest w odwrocie w większości krajów świata.

W grudniu 2019 roku, w Wuhan we wschodnich Chinach, po raz pierwszy zidentyfikowano ognisko SARS-CoV-2 (wirusa mogącego wywołać ostrą chorobę układu oddechowego). Od tego czasu wirus stopniowo rozprzestrzeniał się najpierw w Chinach, a następnie po całym świecie. 11 marca Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła stan pandemii.

COVID-19 nierównomiernie dotknął różne regiony świata. Na dzień 17 maja 2020 r. najwięcej potwierdzonych przypadków infekcji zanotowano w Europie Zachodniej
i Ameryce Północnej. Najmniej zachorowań udokumentowano natomiast w Afryce. W dziesięciu krajach liczba potwierdzonych zakażeń przekroczyła 100.000. Są to: USA, Rosja, Wielka Brytania, Brazylia, Hiszpania, Włochy, Niemcy, Turcja, Francja i Iran.

Wskaźnik śmiertelności COVID-19 w stosunku do ilości stwierdzonych przypadków jest różny w poszczególnych krajach. Wśród dziesięciu krajów z największa liczbą zakażeń, najwyższą śmiertelność zanotowano we Francji – 18,8 zgonów na 100 przypadków infekcji. Ogólnoświatowa średnia wynosi 6,5%.

Obecnie w USA i prawie wszystkich krajach Europy Zachodniej obserwujemy dynamiczny spadek liczby przypadków. W USA, gdzie pod koniec kwietnia 2020 roku diagnozowano ponad 30000 zakażeń dziennie, obecnie liczba potwierdzonych zakażeń kształtuje się na poziomie pomiędzy 20000 a 25000. Podobnie jest w Wielkiej Brytanii, gdzie średnia dzienna liczba potwierdzonych przypadków spadła z 6000 do 3000. We Włoszech odnotowano spadek z 6000 do 500 przypadków na dobę, w Hiszpanii z 7000 do niecałych 500.

Wzrost liczby potwierdzonych przypadków ma miejsce obecnie w Ameryce Południowej, głównie w Brazylii, Argentynie, Chile, Peru i Wenezueli. Podobnie jest w południowej Azji, między innymi w Indiach, Pakistanie i Bangladeszu. Sytuacja nie jest jeszcze opanowana w Rosji, a w Iranie obserwujemy ponowny wzrost liczby zachorowań od początku maja. Na dzień 27 maja 2020 r. zgłoszono prawie 5,5 mln przypadków zachorowań w ponad 188 krajach, co spowodowało prawie 350 tys. zgonów.

Źródło: WHO – Coronavirus Disease (COVID-19) Situation Report – 128 (27 maja 2020); coronavirus.jhu.edu

Aktualna sytuacja

Światowe giełdy po marcowym załamaniu dynamicznie odrabiają straty.

Pandemia szkodzi gospodarce na dwa sposoby. Pierwszy z nich związany jest bezpośrednio z zachorowaniami. Według przeprowadzonych analiz 15 pandemii, które od XIV wieku pochłonęły ponad 100 tys. ofiar, ich wpływ na wycenę aktywów może trwać nawet przez 40 lat. Spada wartość dóbr inwestycyjnych oraz pieniądza, wzrasta dług publiczny. Spowolnienie gospodarcze wynika z ubytków w ludności czynnej zawodowo, a także ze zwiększonej absencji chorobowej. Obecna pandemia jednak w niewielkim stopniu zagraża ludności w wieku produkcyjnym. Większość zgonów dotyczy osób najstarszych, z reguły niepracujących.

Druga kategoria konsekwencji, o zdecydowanie większej skali wpływu, spowodowana jest działaniami ograniczającymi rozprzestrzenianie się koronawirusa. Począwszy od wstrzymania ruchu lotniczego, przez zamykanie granic, odwoływanie wydarzeń sportowych, zakazy zgromadzeń, zamykanie sklepów, restauracji i barów, aż po wyłączenie całej działalności gospodarczej poza niezbędną do zapewnienia podstawowych środków. Stopniowe wyłączanie gospodarki jest działaniem absolutnie bez precedensu.

Uważa się, że obecnie około 3 mld ludzi, czyli ponad 1/3 światowej populacji, jest poddana różnego rodzaju ograniczeniom. Aż 188 krajów zamknęło szkoły, co dotknęło ponad 1,5 mld uczniów – 91,3% wszystkich. Negatywne skutki społeczne i gospodarcze mogą objawiać się jeszcze na wiele lat po ustąpieniu pandemii.

COVID-19 ma widoczny wpływ na ogólną kondycję światowej gospodarki, mając przełożenie na rynki kapitałowe, surowcowe, rynek pracy, walut oraz nieruchomości.

Produkt krajowy brutto

Dostępne dane Banku Rezerwy Federalnej w St Louis, odpowiedzialnego za zbieranie danych o gospodarce amerykańskiej wskazują, że PKB Stanów Zjednoczonych w pierwszym kwartale 2020 roku był mniejszy niż w czwartym kwartale 2019 o niecałe 2,3%. Cały czas jednak pozostał wyższy o 0,2% niż w pierwszym kwartale 2019.

Eurostat nie opublikował jeszcze danych ze wszystkich państw europejskich. Spośród dostępnych, najciekawsze są dane z Niemiec. Wskazują one na takie same tendencje, jakie są widoczne w USA. Spadek PKB Niemiec w pierwszym kwartale 2020 wyniósł 3,9% w porównaniu z czwartym kwartałem 2019. Był jednak wyższy o 0,5% w porównaniu z pierwszym kwartałem ubiegłego roku.

Na niekorzyść danych wskazuje to, że spowolnienie gospodarcze zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych rozpoczęło się dopiero od marca. Tak naprawdę interesujące będą więc dopiero dane za drugi kwartał. Pokażą one nie tylko skalę załamania, ale również reakcję gospodarek na znoszenie ograniczeń od maja 2020.

Rynek kapitałowy

Od pierwszej połowy lutego najważniejsze amerykańskie indeksy giełdowe zaczęły notować poważne spadki. Najgorszym dniem na giełdach był 23 marca, kiedy licząc od początku roku, DJIA tracił 34,85%, S&P500 24,36%

a NASDAQ 23,54%. Spadki te są porównywalne z największymi dotychczasowymi krachami giełdowymi z 1929, 1987 oraz 2008 roku. Od 23 marca wszystkie omawiane indeksy zaczęły dość dynamicznie rosnąć, co było konsekwencją ogłoszenia przez amerykańską rezerwę federalną nieograniczonego dodruku pieniądza oraz nieograniczonego wykupu papierów wartościowych emitowanych przez rząd Stanów Zjednoczonych.

Skala spadków europejskich indeksów była bardzo podobna. Brytyjski indeks FTSE, licząc od początku roku, w najgorszym momencie tracił 33,79%, niemiecki DAX 36,94%, francuski CAC40 37,19%.

Jeden z najgorszych wyników na świecie osiągnął warszawski WIG20, który tracił aż 40,65%. W Polsce obawy inwestorów związane z koronawirusem nałożyły się na ich niewielkie zaufanie dla notowanych na warszawskiej giełdzie spółek skarbu państwa. Te spółki mają kluczowy wpływ na wartość indeksu, a inwestorzy źle wyceniają ich upolitycznienie, jak również zmiany prawne dotyczące największych spółek energetycznych.

Z ogólnoświatowego trendu nie wyłamały się również największe indeksy azjatyckie. Chiński Shanghai SECI zanotował spadek o 12,78%. Japoński indeks NIKKEI 225 zanotował obniżkę wartości o 28,67%.

Obecnie wszystkie indeksy znajdują się w fazie odbicia, niemniej z wyjątkiem technologicznego NASDAQ nadal nie powróciły do poziomów z początku roku.

Wyraźnie widać, że zachowanie indeksów giełdowych jest uzależnione od emisji pieniądza przez banki centralne państw rozwiniętych. Również zapewnienie płynności systemowi bankowemu w czasie kryzysu, prawdopodobnie uchroniło światowe giełdy przed dalszym załamaniem.

Towary i surowce

Indeks towarów wolnorynkowych (UNCTAD Free Market Commodity Price Index) mierzący ceny towarów

i surowców eksportowanych przez kraje rozwijające się, stracił w styczniu 1,2% swojej wartości, w lutym kolejne 8,5%, a w marcu załamał się notując spadek aż o 20,4%. Głównym motorem spadków były ceny paliw, które w marcu zanurkowały aż o 33,2%.

W historii FMCPI ponad dwudziestoprocentowy spadek w ciągu jednego miesiąca jest zjawiskiem wyjątkowym. W czasie światowego kryzysu finansowego z 2008 roku utrata wartości miesiąc do miesiąca wyniosła maksymalnie 18,6%. W tamtym czasie okres spadków trwał sześć miesięcy. Świadczy to o silnym deflacyjnym charakterze obecnego kryzysu ekonomicznego.

Maksymalna strata wartości indeksu Brent Oil w okresie ostatnich 6 miesięcy (grudzień 2019 – maj 2020) wyniosła aż 69,78%.

Cena ropy Brent osiągnęła wartość najniższą od 21 lat (20,59$ za baryłkę). Wskaźnik Brent Oil jest benchmarkiem wykorzystywanym przez Europę i resztę świata.

W Stanach Zjednoczonych cena baryłki WTI Oil w kontraktach terminowych z dostawą na maj 2020 po raz pierwszy w historii osiągnęła wartości ujemne. Wydarzenie to, choć powszechnie komentowane w mediach, nie miało dużego wpływu na realną sytuację inwestorów. Spadek miał miejsce na krótko przed terminem zapadalności kontraktu, kiedy jego płynność była bardzo ograniczona. Większość brokerów handlowała już wtedy tylko kontraktem czerwcowym, którego wartość spadła w najgorszym momencie do około 12 dolarów.

Rynek pracy

Bezprecedensowy szok wstrząsnął również rynkiem pracy, wyrażając się największym spadkiem zatrudnienia od czasów II wojny światowej. Zamrożenie niektórych gałęzi gospodarki z powodu pandemii miało natychmiastowy i znaczący wpływ na zatrudnienie.

Łączna liczba roboczogodzin na świecie w drugim kwartale 2020 roku może spaść nawet o 10,5%, co odpowiada liczbie 305 milionów pracowników zatrudnionych w pełnym wymiarze, w 48 godzinnym tygodniu pracy.

Wpływ COVID-19 na zatrudnienie jest głęboki, dalekosiężny i dotąd niespotykany. Ponadto ma on charakter natychmiastowy i gwałtowny. Jego źródłem były głównie wprowadzone ograniczenia. Spadek zatrudnienia oznacza, że wielu pracowników na całym świecie zmaga się z utratą dochodów. W wielu przypadkach prowadzi ich oraz ich rodziny do ubóstwa. W negatywnym scenariuszu Światowej Organizacji Pracy z połowy marca 2020 roku, w następstwie pandemii może pojawić się nawet 24,7 mln nowych bezrobotnych. Podczas kryzysu 2007-2009 wzrost wyniósł 22 mln.

Handel międzynarodowy i łańcuch dostaw

Pandemia COVID-19 niewątpliwie powoduje poważne reperkusje dla gospodarki światowej, nie tylko krótkoterminowe

– w postaci globalnej recesji, której skalę i okres trwania trudno jest ocenić, ale także obejmujące zapoczątkowane już dostosowawcze procesy długoterminowe o charakterze systemowym i strukturalnym. Obszarem bardzo mocno dotkniętym następstwami obecności pandemii, jest światowy handel oraz siatka międzynarodowych zależności produkcyjnych w ramach globalnych łańcuchów dostaw.

W przeszłości pandemie i inne naturalne katastrofy powodowały także zakłócenia w dostawach, jednak działo się to w mniejszym stopniu niż obecnie. Zaburzenia miały charakter lokalny i dotyczyły dostaw dla poszczególnych gałęzi przemysłu. Tymczasem rozmiar oddziaływania gospodarczego związanego z epidemią COVID-19 jest niespotykany. Według niektórych szacunków wirus może dotknąć ponad 60% światowej populacji. Światowa Organizacja Handlu prognozuje deprecjację światowego handlu o 13-32% w 2020 r. Oszacowano, że 75% przedsiębiorstw w USA zgłaszało zakłócenia związane z łańcuchem dostaw wynikające z pandemii koronawirusa.

Pandemia COVID-19, pod względem liczby dotkniętych osób, zasięgu geograficznego i okresu trwania jest dużo bardziej rozległa niż dotychczasowe pandemie, jakie miały miejsce po II wojnie światowej. Także implikacje ekonomiczne osiągną większą skalę ze względu na większą rolę międzynarodowych powiązań w gospodarce. Należy być gotowym, że w obszarze handlu międzynarodowego dokona się przyspieszenie i zintensyfikowanie trendów, które były widoczne już wcześniej.

W szczególności można spodziewać się takich tendencji i zjawisk, jak:

  • deprecjacja wolumenu handlu międzynarodowego, jego deglobalizacja, dywersyfikacja łańcuchów dostaw oraz wzrost protekcjonizmu,
  • spadek znaczenia Chin w światowych łańcuchach dostaw,
  • zwiększenie nacisku na bezpieczeństwo dostaw w sektorach strategicznych w polityce handlowej państw,
  • pogłębienie kryzysu Światowej Organizacji Handlu.

Wpływ COVID-19 na poszczególne branże

PRZEMYSŁ LOTNICZY

Przemysł lotniczy boryka się z najgłębszym kryzysem w historii, ponosząc ciężar konsekwencji wybuchu epidemii w większym stopniu niż inne branże. Przy uziemieniu około 90% floty i prawie zerowym popycie na podróże, ograniczenie ruchu znacznie przekroczyło poziom obserwowany w czasie takich zdarzeń, jak SARS i ataki terrorystyczne z 11 września 2001 r. Analiza wpływu ekonomicznego COVID-19 na lotnictwo przeprowadzona przez Międzynarodową Organizację Lotnictwa Cywilnego (ICAO) wskazuje, że w 2020 roku całkowita liczba pasażerów w ruchu lotniczym spadnie do 3,208 miliarda (o 1,825 miliarda mniej niż w roku 2019). Oznacza to 418 miliardów dolarów strat dla całej branży.

Tylko w marcu 2020 liczba pasażerów spadła o 198 milionów (54%). Największe spadki odnotowano w regionie Azji i Pacyfiku (aż o 85 milionów), w Europie i Ameryce Północnej ubytek pasażerów wyniósł odpowiednio 50 i 35 milionów. O 19% zmniejszył się także lotniczy ruch towarowy. Utrata przychodów przez linie lotnicze w marcu 2020 szacowana jest na 28 miliardów USD. Lotniska i dostawcy usług żeglugi powietrznej stracili odpowiednio około 8 miliardów i 824 miliony USD.

TURYSTYKA

Rozwój turystyki zależy od możliwości swobodnego podróżowania. A możliwości te zostały ograniczone przez władze wielu krajów, między innymi poprzez nakazy pozostania w domach.

W krajach, gdzie restrykcje dotyczące podróżowania nie były drastyczne, jak na przykład w Polsce, liczba podróżnych spadła również z powodu strachu przed zakażeniem.

Na chwilę obecną nadal obowiązują zakazy wjazdu do wielu krajów, co bezpośrednio przekłada się na cały przemysł turystyczny, utratę dochodów osób i firm związanych z branżą oraz wzrost bezrobocia.

W 2020 roku międzynarodowy ruch turystyczny może być mniejszy aż o 20 – 30% w porównaniu z rokiem 2019. Będzie to miało ogromny wpływ na sektor turystyczny składający się w 80% z małych i średnich przedsiębiorstw. Spadek dochodów sektora może wynieść nawet 410 miliardów euro.

Liczba osób wyjeżdżających za granicę w celach turystycznych w roku 2019 wyniosła 1,5 miliarda.

W bieżącym roku ta liczba ma się zmniejszyć do 1 miliarda. Zależy to oczywiście od dalszego rozwoju wydarzeń, w tym od możliwości ponownego wprowadzenia ograniczeń.

GASTRONOMIA

Kolejną branżą, która mocno ucierpiała w czasie obecnej pandemii, jest gastronomia. Według National Restaurant Association sprzedaż w restauracjach w USA spadnie o ponad 226 miliardów dolarów w ciągu najbliższych trzech miesięcy.

Restauracje w Londynie już odnotowują 47-procentowy spadek liczby odwiedzin w porównaniu z rokiem 2019. Jeśli sytuacja utrzyma się do lata, Światowa Rada ds. Podróży i Turystyki przewiduje globalną utratę 75 milionów miejsc pracy i ponad 1,9 biliona euro dochodów.

MEDIA I ROZRYWKA

Pandemia COVID-19 wywarła również ogromny wpływ na przemysł rozrywkowy. Aby powstrzymać rozprzestrzenianie się infekcji, rządy większości państw zamknęły kina, teatry, muzea i parki rozrywki oraz odwołały wydarzenia kulturalne generujące duże skupiska ludzi – przede wszystkim koncerty.

Wiele produkcji filmowych zostało odwołanych lub musiało zmienić swoje harmonogramy albo lokalizacje. Ta część sektora rozrywkowego, która miała taką możliwość, przeniosła swoją działalność do internetu. Jest to jednak niewielki odsetek przedsięwzięć. Straty wywołane przez COVID-19 w przemyśle rozrywkowym są niezwykle trudne do oszacowania i mogą sięgać miliardów dolarów.

SPORT

Globalną wartość przemysłu sportowego szacuje się na 756 miliardów USD rocznie.

Aby uchronić zdrowie sportowców, kibiców i innych zaangażowanych osób, odwołana lub przełożona została większość ważnych wydarzeń sportowych na poziomie międzynarodowym, regionalnym i krajowym. Igrzyska Olimpijskie i Paraolimpijskie po raz pierwszy w swojej nowożytnej historii zostały przełożone i odbędą się w 2021 r. Podobnie będzie z mistrzostwami Europy w piłce nożnej.

Środki mające na celu powstrzymanie wirusa spowodowały również trudności w dostawach towarów dla przemysłu sportowego. Opóźniają się dostawy odzieży i sprzętu sportowego. Na sytuację finansową takich gigantów odzieżowych, jak Puma i Adidas negatywnie wpływa konieczność zamknięcia sklepów w Chinach.

Produkcja towarów w Chinach spadła w marcu do rekordowo niskiego poziomu. Dostawy towarów zostały spowolnione przez restrykcje oraz niedobór materiałów i surowców. Na podaż towarów z Chin wpłynęła również wojna handlowa USA-Chiny.

W obliczu COVID-19 na całym świecie zagrożonych jest wiele milionów miejsc pracy związanych ze sportem. Problemy dotyczą nie tylko profesjonalnych sportowców, ale także powiązanych branż detalicznych, obejmujących podróże, turystykę, infrastrukturę, transport, catering i transmisje w mediach. Oszacowano, że koszt przełożenia Igrzysk Olimpijskich w Tokio 2020 na rok 2021 wyniesie około 2 mld funtów. Odroczenie i odwołanie wydarzeń sportowych miało również wpływ na prawa do transmisji. Według SportBusiness Consulting w 2018 r. wartość umów na globalne prawa do transmisji wyniosła 49,5 mld USD.

Według doniesień na dzień 28 maja, angielska Premier League, której krajowe i międzynarodowe kontrakty będą warte 9,2 miliarda funtów w latach 2019-2022, zawiesiła mecze do 16 czerwca 2020 r. Rozgrywki mają zakończyć się 1 sierpnia.

Koronawirus pojawił się w czasach, gdy BT Sports i Sky Sports mają uiścić sześciomiesięczną opłatę licencyjną za pierwszą połowę sezonu – łącznie 530 milionów funtów. Jeśli jednak sezon nie zakończy się do 16 lipca, Sky Sports i BT Sports mogą zażądać nawet 762 milionów funtów. Wynika to z faktu, że Premier League ma wobec nadawców obowiązek emisji meczów na żywo.

Narzędzia antykryzysowe

Zdecydowane reakcje rządów i władz monetarnych pozwoliły na uniknięcie załamania na rynkach finansowych

Niemal wszystkie rządy na świecie prowadzą działania mające na celu ochronę gospodarki przed szokiem wywołanym pandemią i wprowadzonymi ograniczeniami. Są to zarówno działania fiskalne, jak i w obszarze polityki pieniężnej. Są one wzorowane na działaniach, które pomogły w łagodzeniu skutków poprzednich kryzysów.

Szybka reakcja banków centralnych przypomina działania podjęte podczas kryzysu finansowego z 2008 roku. Deklaracje, że zrobione zostanie wszystko co tylko trzeba („whatever it takes”) dla ratowania gospodarki mają uspokoić rynki. Przede wszystkim polegają one na finansowaniu zwiększonych deficytów i długu publicznego.

  • 193 kraje objęte monitoringiem MFW podjęły działania w związku z rozprzestrzenianiem się epidemii.
  • 65 – to liczba krajów, w których bank centralny obniżył stopy procentowe.
  • Ponad 3.000 mld USD – tyle nowych wydatków budżetowych zadeklarowały na początku kwietnia państwa G20 i Polska na walkę z konsekwencjami COVID-19. Dodatkowo ponad 4.300 mld USD przeznaczą na pożyczki i gwarancje.
  • UE na walkę ze skutkami koronawirusa ma przeznaczyć nawet 2,4 bln EUR.
  • 23 kwietnia 2020 r. Ministrowie finansów państw UE doszli do porozumienia w sprawie pakietu ratunkowego, którego wartość ma wynieść do 540 mld EUR. Zgodzili się też na wartą 100 mld euro inicjatywę SURE, która ma wspierać utrzymywanie miejsc pracy. Kolejne inicjatywy to fundusz gwarancyjny Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI) o wartości 200 mld euro oraz specjalne narzędzie kryzysowe (Pandemic Crisis Support) o wartości 2% PKB krajów eurolandu, czyli około 240 mld euro, w ramach Europejskiego Mechanizmu Stabilności (EMS). Środki te mają zostać przeznaczone na bezpośrednią walkę ze skutkami koronawirusa.
  • Według informacji PAP Komisja Europejska ma zaproponować 750 mld euro na odbudowę gospodarczą w UE. Będzie to 500 mld euro w formie bezzwrotnych grantów i 250 mld w formie pożyczek. Polska dostanie z tego aż 63,8 mld euro. Jesteśmy jednym z największych beneficjentów. Polska ma otrzymać największą po Włoszech, Hiszpanii i Francji sumę bezzwrotnych dotacji. Możemy liczyć na 37,69 mld euro w grantach (81,7 mld miałoby trafić do Włoch, 77,3 mld do Hiszpanii, a 38,7 mld do Francji). Z kolei w pożyczkach, Polska miałaby otrzymać 25,1 mld euro, Włochy 90 mld,a Hiszpania 63 mld. W tej kategorii nasz kraj jest na trzecim miejscu, gdyż zgodnie z założeniami niektóre kraje członkowskie nie będą korzystać z tego instrumentu. Warto pamiętać, że wspomniane 63 mld euro to kwota brutto i nie uwzględnia pieniędzy, które Polska będzie musiała wpłacać do unijnego budżetu na spłatę zaciągniętych pożyczek. Korzyść netto, to więc blisko 38 mld euro. Spłacać kredyty Unia ma jednak zacząć dopiero po 2027 roku.
  • Ochrona zatrudnienia, zmniejszenie obciążeń i zachowanie płynności finansowej w firmach to główne cele pakietu ustaw, które składają się na tarczę antykryzysową. Szacowana całkowita wartość polskiej tarczy antykryzysowej związanej z pandemią COVID-19 to ponad 300 mld zł, czyli ok. 15% PKB. To największa skala pomocy w historii współczesnej Polski. Składa się na nią pakiet ustaw oraz tzw. tarcza finansowa. Tarcza finansowa to prawie 100 mld zł, które trafiają do mikrofirm, MŚP i dużych przedsiębiorstw. Składa się z 3 podstawowych komponentów o łącznej wartości 100 mld zł (4,5 proc. PKB), w ramach których: do mikrofirm (zatrudniających co najmniej 1 pracownika) trafi 25 mld zł, do małych i średnich firm – 50 mld zł, do dużych przedsiębiorstw – 25 mld zł. Skorzysta z niej nawet 670 tys. polskich firm. Za realizację tarczy finansowej dla firm odpowiada Polski Fundusz Rozwoju.

 

Gdzie szukać oszczędności na biurowym rynku w Warszawie?

Sytuacja na warszawskim rynku biurowym w najbliższych miesiącach będzie bardzo interesująca. Firmy muszą zaadoptować się do bardziej zaostrzonych warunków bezpieczeństwa i higieny pracy. Dla części z najemców będzie to także czas na podjęcie kluczowych decyzji dotyczących ich przyszłości w obecnych lokalizacjach. Co więcej, w kontekście dużego upowszechnienia pracy zdalnej, firmy muszą przemyśleć dotychczasową politykę kadrową i zadecydować o wielkości zajmowanej powierzchni. Który wariant będzie lepszy – duże biuro z zachowaniem odpowiedniego dystansu, mniejsze z systemem „hot desk”, a może hybryda, czyli pozostanie w dobrze znanej lokalizacji i skorzystanie z powierzchni coworkingowej? Z pewnością wpływ na podejmowane decyzje będzie miała obecna i planowana sytuacja ekonomiczna firm, a jedną z kluczowych zmiennych zostanie wysokość czynszu. Jak prezentują się obecne wywoławcze stawki najmu w podziale administracyjnym stolicy w obiektach A- i B-klasowych? To postanowiła sprawdzić firma doradcza AXI IMMO.

– W strukturze stawek najmu na najbliższe miesiące spodziewamy się, że trudniejsza sytuacja ekonomiczna wielu firm poskutkuje bardziej zdecydowanymi negocjacjami, co może przełożyć się na niższe stawki efektywne i zwiększenie zachęt ze strony deweloperów. Będziemy obserwować odejście od rynku wynajmującego na rzecz rynku najemcy. W nowych warunkach rynkowych mogą zyskiwać na popularności tańsze lokalizacje poza centrum, takie jak Mokotów czy Ochota. Standard biur w tych lokalizacjach bardzo często nie różni się znacząco od prestiżowego centrum – mówi Martin Lipiński, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, AXI IMMO.

Stawki czynszów na biurowym rynku w Warszawie

Top3 z najdroższymi lokalizacjami w podziale administracyjnym w kontekście powierzchni A-klasowej na warszawskim rynku biurowym są Śródmieście 19-25 EUR/ mkw.Wola 16-23 EUR/ mkw. i dość zaskakująco Praga Północ 14-16,5 EUR/ mkw. Biorąc pod uwagę czynsze na powierzchniach B-klasowych pierwsza dwójka pozostaje bez zmian tj. Śródmieście 15-19 EUR/ mkw., Wola 13-16 EUR/ mkw. jednak na pozycji trzeciej plasują się Praga Północ oraz Ochota 12-13,5 EUR/ mkw.  Najtaniej powierzchnię biurową A-klasy w stolicy można wynająć na Białołęce 10,5-11 EUR/ mkw., natomiast B-klasową na Ursusie 7-8,5 EUR/ mkw. Powoli ustępująca kosztem Woli, największa biznesowa dzielnica Warszawy, czyli Mokotów z czynszami 11-15 EUR/ mkw.  i 10-13 EUR/ mkw. plasuje się w dolnej części zestawienia.Gdzie szukać oszczędności na biurowym rynku w Warszawie

Warszawska mapa biurowych stawek czynszów

– Zdecydowaliśmy się na klasyczną mapę z podziałem administracyjnym dzielnic w Warszawie. Odejście od przyjętego strefowego schematu pozwoliło na bardziej precyzyjne i przejrzyste zaprezentowanie obowiązujących stawek najmu nowoczesnych powierzchni biurowych w budynkach A- i B-klasowych. Podział na dzielnice pokazał także, że niektóre lokalizacje tylko z pozoru wydają się tańsze. Tu najlepszym przykładem jest Praga Północ, która w obu zestawienia zajęła wysokie miejsca – mówi Tomasz Marsz, Dyrektor Działu Klientów Korporacyjnych, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO.

– Mokotów to nadal bardzo atrakcyjna dzielnica stricte biurowa oferująca jedne z najbardziej atrakcyjnych stawek najmu w całej Warszawie. Obecna tam infrastruktura biurowa i cały czas polepszająca się sytuacja komunikacyjna sprawia, że część firm przy okazji ewentualnej zmiany swojej siedziby może bardziej przychylnie rozważyć tę propozycję.– dodaje Tomasz Marsz.

Popyt i podaż na biura w Warszawie

Całkowita aktywność najemców na warszawskim rynku biurowym w ostatnich dwóch latach wyniosła ponad 1,7 mln mkw. (2018 r. – 860 440 mkw., 2019 r. – 878 000 mkw.) i choć na zakończenie I kw. 2020 r. wyniki popytu były bardzo dobre. Firmy zdecydowały się na podpisanie umów najmu na blisko 138 900 mkw. (-0,5% r/r). Kolejne miesiące br., w efekcie pandemii SARS-CoV-2, nie zapowiadają się tak optymistycznie. Uzyskanie tak wysokiego popytu w latach 2018 i 2019 było związane z planowaną na  lata 2020-21 dużą podażą powierzchni biurowej, w wyniku której m.in. okolice Ronda Daszyńskiego docelowo przejmą rolę największej dzielnicy biznesowej stolicy i wraz z pozostałymi lokalizacjami centralnymi skupią większość największych firm.

W tym roku według zapowiedzi deweloperów możemy spodziewać się ok. 343 000 mkw. nowej podaży, z której ok. 75% zostało już zabezpieczone umowami przednajmu. Wśród największych tegorocznych spodziewanych projektów znajdują się m.in. Mennica Legacy Tower 66 000 mkw., Golub GetHouse, kolejne etapy The Warsaw HUB B i C 61 000 mkw., Ghelamco Poland, Skyliner 44 000 mkw., Karimpol czy Chmielna 89, 26 000 mkw., Cavatina Holding. Natomiast w przypadku braku opóźnień na 2021 rok spodziewane jest dostarczenie kolejnych 400 000 mkw.

Jaka przyszłość na rynku biurowym „After Covid”?

– Przed nami bardzo ciekawe miesiące na warszawskim rynku biurowym. Otóż wprowadzenie polityki oszczędności w wielu firmach spowodowane gorszymi wynikami finansowymi w pierwszej połowie 2020 roku może doprowadzić do renegocjacji dotychczas podpisanych umów przednajmu lub do częściowego podnajmu swoich powierzchni. W przypadku negocjacji nowych umów, jak i renegocjacji istniejących spodziewamy się większej elastyczności ze strony wynajmujących rozumianej jako pokrycie części wydatków aranżacji biur, dłuższych okresów bezczynszowych, a w skrajnych przypadkach krótszych umów najmu – dodaje Tomasz Marsz.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – maj 2020 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 23,0% rdr do 20,5 mld zł
  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect o 914,2% do 852,2 mln zł
  • Wzrost wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 35,9% rdr do poziomu 744,9 tys. szt.
  • Wzrost łącznego obrotu produktami strukturyzowanymi o 110,7% rdr do 194,5 mln zł
  • Wzrost łącznego obrotu ETF-ami o 420,7% rdr do 75,9 mln zł
  • Wzrost wartości obrotu obligacjami nieskarbowych na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń o 10,3% do poziomu 232,6 mln zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 6,2% do poziomu 19,4 TWh
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 0,9% rdr do 13,6 TWh

W maju 2020 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 21,7 mld zł, czyli o 28,6% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła o 23,0% rdr do poziomu 20,5 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1,025 mld zł, o 29,1% więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec maja 2020 r. wyniosła 48 127,64 pkt i była o 16,9% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w maju 2020 r. odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 909,1% rdr do poziomu 857,6 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect wzrosła o 914,2% rdr i wyniosła 852,2 mln zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w maju 2020 r. wyniósł 744,9 tys. szt., czyli o 35,9% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 30,9% rdr do poziomu 431,8 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje wzrósł o 43,7% rdr do 172,1 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 61,6% rdr do 120,0 tys. szt., a wolumen obrotu opcjami spadł o 13,9% rdr do 21,0 tys. szt.

W maju zanotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 110,7% rdr do poziomu 194,5 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 420,7% rdr do 75,9 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec maja 92,9 mld zł wobec 90,6 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła o 10,3% rdr do poziomu 232,6 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła w maju 7,5 mld zł wobec 29,7 mld zł rok wcześniej, co oznacza spadek o 74,8% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł w maju 19,4 TWh, co oznacza wzrost o 6,2% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 4,5% rdr do poziomu 2,9 TWh. Na rynku forward wolumen wzrósł o 6,5% rdr do poziomu 16,5 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym spadł w maju o 0,9% rdr do 13,6 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 4,6% do poziomu 1,7 TWh. Na rynku terminowym odnotowano spadek o 1,6% rdr do poziomu 11,9 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł w maju 3,3 TWh, co oznacza spadek o 73,8% rdr. Majowe dane w tej linii biznesowej są nieporównywalne rdr z uwagi na zakończenie notowań certyfikatów kogeneracyjnych, które nastąpiło wraz z końcem czerwca 2019 r.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 14,3% rdr osiągając w maju poziom 25,0 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE spadł o 33,8% rdr, do wolumenu 1,2 TWh.

Kapitalizacja 397 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku na koniec maja 2020 r. wyniosła 460,3 mld zł (103,4 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 445 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 842,2 mld zł (189,2 mld EUR).

Na rynku Catalyst w maju zadebiutowały obligacje Polskiego Funduszu Rozwoju (wartość oferty 50 mld zł).

W ubiegłym miesiącu na GPW odbyło się 20 sesji giełdowych, w porównaniu do 21 sesji rok wcześniej.

W załączeniu dane o obrotach na rynkach prowadzonych przez Grupę GPW. W związku z uruchomieniem przez TGE Zorganizowanej Platformy Obrotu (OTF), do tabeli dodano informację o rynku terminowym praw majątkowych, na którym w maju nie odnotowano transakcji.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

2 świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

3 ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Potrzeba wsparcia psychicznego w czasach pandemii nasila się. Zainteresowanie zdalnymi poradami dot. zdrowia psychicznego wzrosło aż o 50 proc.

Od początku pandemii[1] ogólna liczba tygodniowych telekonsultacji medycznych wzrosła o 32 proc., a zainteresowanie poradami dot. zdrowia psychicznego aż o 50 proc. KRY, europejski lider w sektorze telemedycyny, prognozuje, że „nowa rzeczywistość” będzie mocno związana z troską o zdrowie, kondycję psychiczną i bezpieczeństwo. W efekcie wzrośnie zainteresowanie zdalnymi konsultacjami ze specjalistami opieki zdrowotnej. Szczególnie dynamiczny rozwój już jest zauważalny w sektorze psychologii i psychiatrii.

Koronawirus vs. samopoczucie psychiczne

Pandemia koronawirusa i jej skutki, w tym konieczność dystansowania lub izolowania społecznego, silnie wpłynęły na samopoczucie psychiczne i uwidoczniły potrzebę konsultacji ze specjalistami zarówno wśród osób już wcześniej znajdujących się pod opieką terapeutyczną, jak i tych, które dotychczas nie korzystały z tego typu porad.
„Nowa rzeczywistość” również przywołuje mieszane uczucia – z jednej strony
jest wyczekiwana z nadzieją, a z drugiej z pewnymi obawami przed nieznanym.
Samotność, niepewność czy stres związany z potencjalną utratą pracy i wciąż obecnym zagrożeniem infekcji wirusem to tylko kilka czynników, wpływających na pogorszenie się
stanu kondycji psychicznej.

Obecna sytuacja stawia szereg wyzwań nie tylko przed pacjentami, lecz również
przed specjalistami zdrowia psychicznego. Wielu z nich zostało zmuszonych do ograniczenia skali stacjonarnego świadczenia usług. Obowiązującą normą stało się kontynuowanie przyjmowania pacjentów online, a także zdalne rozpoczynanie nowych terapii. A to wszystko przy użyciu bezpiecznych i niezawodnych narzędzi, jak platforma Livi Connect.

Telemedycyna podstawą opieki zdrowotnej

Przyznanie priorytetu kwestii bezpieczeństwa pozwoliło na zmianę dotychczasowego podejścia i zwiększenie otwartości na odbywanie zdalnych konsultacji lekarskich.
W efekcie, coraz powszechniejsze jest sięganie po platformy i narzędzia online dostępne
na rynku. Jest to znaczące przyspieszenie wdrażania technologiii od lat rozwijanych
w skali Europy, a także przesłanka jak opieka zdrowotna będzie rozwijać się w przyszłości.

Kryzys zdrowotny pokazał, jak niezbędna jest telemedycyna. Dodatkowo unaocznił on,
że jej wdrożenie może przebiegać bardzo dynamicznie, a jedyne ograniczenie stanowi konieczność zmiany sposobu myślenia o opiece zdrowotnej. Europejczycy przekonali się,
że konsultacja na odległość nie różni się od wizyty tradycyjnej pod kątem skuteczności,
a jednocześnie daje duży komfort i poczucie bezpieczeństwa. Nasze dane wskazują
na ogromne zainteresowanie wykorzystaniem platformy Livi Connect wśród lekarzy,
ze szczególnym uwzględnieniem specjalistów zdrowia psychicznego, którzy stanowią
aż 25 proc. jej użytkowników
– komentuje dr. Jesper Enander, Naczelny Psycholog w KRY.

Dane szwedzkiej firmy KRY, wiodącego dostawcy opieki zdrowotnej w Europie,
wskazują na rosnącą otwartość na rozwiązania, umożliwiające zdalne konsultacje medyczne. Porównując okres przedcovidowy i aktualny[2], KRY odnotowało 128-procentowy wzrost ogólnej liczby konsultacji, a w czasie największego piku zachorowań[3] aż 110-procentowy wzrost liczby pierwszych wizyt za pomocą platformy Livi Connect. Widoczne jest rosnące zainteresowanie ze strony lekarzy, zwłaszcza wśród psychologów i psychiatrów, którzy stanowią 25 proc. użytkowników platformy. Firma podaje również podaje, że liczba konsultacji związanych z rosnącym poczuciem niepokoju wzrosła o 70 proc., a tych związanych ze stanami depresji o 40 proc. Co ciekawe, liczba konsultacji związanych ze stresem nie uległa znaczącym zmianom, a nawet nieco spadła[4].

Przyszłość przez pryzmat dobrostanu psychicznego

Coraz częściej odchodzi się od teorii powrotu do stanu wyjściowego i tego co było uznane
za “normalność” na rzecz rozważań o tym jak przystosować się do zmienionych realiów
i nauczyć się funkcjonowania w nowych warunkach. Podkreśla się także szczególną rolę psychologii i psychiatrii w świetle najpoważniejszych i długofalowych konsekwencji
COVID-19, tj. powszechnego poczucia osamotnienia oraz pogłębienia stanów lękowych, zaburzeń depresyjnych czy adaptacyjnych. Już teraz widać, że opieka zdrowia psychicznego odgrywa coraz ważniejszą rolę i że w przyszłości zapotrzebowanie na usługi w jej zakresie będzie wzrastać.

To wspaniałe, że obecnie odbycie spotkania z pacjentem to kwestia przesłania mu linku
do wideo rozmowy. Jeszcze kilka lat temu możliwość ta była ograniczona, ale dziś istnieją rozwiązania, które pozwalają nam nie odwoływać wizyty lekarskiej, nawet jeśli fizyczne spotkanie w obecnej sytuacji nie jest możliwe
– dodaje Tanja Suhinina, szwedzka psycholog
i seksuolog, korzystająca z Livi Connect do wizyt z pacjentami.

Zaledwie kilka lat temu rozwiązania zdalnych konsultacji lekarskich, jak Livi Connect, wydawały się być zaledwie projekcją tego, co może wydarzyć się w odległej przyszłości,
a teraz okazują się być naszą codziennością. Dzięki nim prowadzenie terapii z pacjentami wkracza na zupełnie nowy poziom – bez konieczności odwoływania wizyt,
gdy fizyczne spotkanie nie może dojść do skutku. Odnosi się to nie tylko do obecnej sytuacji, ale też innych scenariuszy w przyszłości, np. gdy pacjent wyjedzie na wakacje czy zmieni miejsce zamieszkania, a nie będzie chciał rezygnować z wizyt u zaufanego terapeuty.

[1] dane dot. okresu od pierwszego tygodnia marca do pierwszego tygodnia maja b.r.

[2]  porównanie dot. 1 lutego i 18 maja b.r

[3] porównanie dot. 1 marca i 22 marca b.r.

[4] dane dot. okresu od pierwszego tygodnia marca do pierwszego tygodnia maja b.r.

Produkcja i Łańcuch Dostaw: Nowe rozwiązania w nowej rzeczywistości

Aktualnie firmy mierzą się z wyzwaniami, które trudno było przewidzieć w strategiach. Po początkowym szoku nadszedł czas na działania i wdrożenie zmian, które pomogą organizacjom odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Już teraz można zaobserwować ruchy, które mogą być pozytywnym sygnałem dla wielu przedsiębiorstw, a wśród nich m.in. wzrost zainteresowania przenoszeniem centrów usług wspólnych do Polski czy poszukiwanie dostawców bliżej rynków zbytu. O tym, jak zmieni się branża produkcji, opowiadają eksperci z firmy rekrutacyjnej Michael Page.

Z uwagi na obecną sytuację gospodarczą Komisja Europejska przewiduje spadek PKB w Polsce o 4.3 proc. w 2020 r., co mimo wszystko oznacza łagodniejsze przechodzenie przez kryzys w porównaniu z innymi krajami. Chcąc utrzymać się na rynku, wiele firm podejmuje działania, by zoptymalizować koszty – jak wskazują eksperci Michael Page, m.in. w rekrutacjach można zauważyć trendy uwarunkowane obecną sytuacją i kwestiami finansowymi. Opowiadali o nich eksperci Michael Page podczas webinaru zorganizowanego dla firm działających w sektorze produkcyjnym w Południowej Polsce.

Nowe trendy w nowej rzeczywistości

Wiele strategicznych procesów rekrutacyjnych zostało zamrożonych na 1-2 miesiące – takie działania podjęli np. pracodawcy z branży automotive. Zmiany zachodzą także w obrębie łańcucha dostaw – coraz częściej firmy prowadzą negocjacje ze strategicznymi dostawcami lub poszukują nowych partnerów biznesowych, by zabezpieczyć swoje procesy w przyszłości – mówi Marcin Fleszar, Senior Executive Manager w Michael Page odpowiadający za obszar Manufacturing & Supply Chain.

Jak wskazuje Krzysztof Tuszyński, Managing Consultant w Michael Page, obserwujemy obecnie wzrost zainteresowania przenoszeniem do Polski przez międzynarodowe firmy ról globalnych, m.in. kierowników łańcucha dostaw, managerów czy dyrektorów zakupów. Zagraniczni inwestorzy rozważają ulokowanie swoich linii produkcyjnych w Polsce. Reorganizacja nie tylko wynika z konieczności redukcji kosztów, ale także z dostępności doświadczonych i wysoko wykwalifikowanych kandydatów, mających odpowiednie know-how.

Obserwujemy nowy trend w łańcuchu dostaw, jakim jest dywersyfikacja dostawców i wprowadzenie nowych kryteriów – dla wielu firm będzie istotna już nie tylko cena, ale również bezpieczeństwo w nieprzerwanym zapewnianiu komponentów oraz mniejsza odległość od dostawcy komponentów do zakładu produkcyjnego. Może być to szansą dla zakładów funkcjonujących w Polsce do rozszerzenia swojej działalności i przejęcia części klientów, którzy do tej pory zaopatrywali się w komponenty w Azji. Z dużym prawdopodobieństwem utrzyma się trend przenoszenia do Polski działów zajmujących się badaniami i rozwojem – mówi Krzysztof Tuszyński.

Rekrutacyjne wyzwania

W ostatnich tygodniach zmiany zaszły również w kwestii zarządzania zespołami. Wdrożenie przez wiele firm trybu pracy zdalnej nie tylko wymagało odpowiednich narzędzi, ale także umiejętnego delegowania zadań i motywowania pracowników przez managerów.

– Brak kontaktu ze współpracownikami może wpływać niekorzystnie na zaangażowanie pracownika, dlatego tak ważna jest jego samodyscyplina i umiejętność dobrego planowania dnia. Choć obecnie mierzymy się ze zdalnym zarządzaniem personelem, za jakiś czas pracownicy zaczną wracać do biur, co również będzie wymagało zastosowania odpowiednich, zupełnie nowych procedur – mówi Radosław Szafrański, Senior Director w Michael Page Poland i dodaje – Od kandydatów do pracy będzie oczekiwać się jeszcze więcej kompetencji miękkich, kreatywności i gotowości wychodzenia ze strefy komfortu. Firmy już teraz potrzebują pracowników chętnych zgłębiać wiedzę i liderów, którzy szybciej przeprowadzą je przez cyfrową transformację.

Ekspert zaznacza też, że ze względu na lockdown w Indiach, Polska jest jednym z krajów, do których chętniej przenoszone są centra usług wspólnych. – Na decyzję inwestorów wpływ ma nasza strefa czasowa, ale także otwartość kandydatów i ich znajomość języków obcych. Już teraz przypuszczamy, że zatrudnienie w tym sektorze w najbliższych latach może wzrosnąć do kilkuset tysięcy zatrudnionych – wyjaśnia Radosław Szafrański.

Wymiana doświadczeń

O przyszłości na rynku pracy i nowych trendach w działalności firm produkcyjnych eksperci Michael Page rozmawiali m.in. podczas II edycji Business Talks Michael Page, która odbyła się tym razem w formie webinaru. Partnerami wydarzenia zostały: Katowicka Specjalna Strefa Ekonomiczna, KPMG oraz CBRE. O swoich doświadczeniach opowiedzieli także przedstawiciele świata biznesu oraz reprezentanci partnerów wydarzenia m.in.: dr Janusz Michałek, Andrzej Feruga, Mikołaj Walkowski, Mirosław Pachucki, Kiejstut Żagun i Tomasz Zalewski.

Nasi przedsiębiorcy bardzo dobrze zareagowali na kryzys epidemiczny. My szybko wprowadziliśmy dla nich Strefę Wsparcia KSSE. Od ponad 2 miesięcy działa nasz Zespół Szybkiego Reagowania i kontakt alarmowy: [email protected]. Uruchomiliśmy też dla firm narzędzia informatyczne: Bazę Dostawców i Giełdę Ofert. Kilkaset naszych firm skorzystało już z bezpłatnych konsultacji prawnych, podatkowych, finansowych i bieżących informacji nt. dostępnych instrumentów pomocowych, tarcz antykryzysowych, pakietów i nowych narzędzi dla biznesu – mówi dr Janusz Michałek, Prezes Zarządu Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

W planach są kolejne spotkania adresowane szczególnie do osób zarządzających strategią i operacjami w firmach działających w sektorze produkcyjnym w Południowej Polsce.

Bitcoin znów powyżej 10 000 USD. Słabe dane niestraszne walutom

Poznaliśmy dzisiaj kolejne pakiety obiektywnie rzecz biorąc słabych danych makroekonomicznych. Kurczenie się gospodarki, czy niemal 20% spadek sprzedaży, to coś, co normalnie wywołałoby panikę. W dzisiejszej rzeczywistości to jednak norma.

Czeska gospodarka lepiej od oczekiwań

Produkt Krajowy Brutto w Czechach spada o 2% w skali roku, to i tak jest mniej niż oczekiwane przez analityków 2,2%. W dzisiejszych czasach jednak różnica 0,2% nie budzi aż takich emocji. Co ciekawe po tych danych korona przez chwilę straciła, po czym inwestorzy spojrzeli przychylniej na walutę naszego południowego sąsiada i szybkim ruchem umocniła się do wyższych poziomów względem euro, niż była przed publikacją danych.

Słabe dane ze Szwajcarii

Rano poznaliśmy dane na temat sprzedaży detalicznej w Szwajcarii. Spada ona o 19,9% w skali roku. Wiedząc, co się dzieje na świecie, tak istotny spadek nie może być zaskoczeniem. Dla przypomnienia ten sam parametr spadł w Polsce o ponad 20%. Pandemia koronawirusa powoduje, że zakupy gwałtownie spadły. Na niekorzyść Szwajcarów działało też umocnienie tamtejszej waluty, które powodowało większą opłacalność zakupów za granicą, z drugiej strony z racji restrykcji były one utrudnione. Frank przyjął ten odczyt bardzo spokojnie, przez moment tylko się umacniając względem euro.

Bitcoin znów powyżej 10 000 USD

Najpopularniejsza kryptowaluta świata znów przekroczyła psychologiczną granicę 10 000 dolarów. Ostatni raz tak drogi bitcoin, pomijając krótkie wybicie w maju, był w lutym, gdzie odbił się niewiele powyżej tej granicy. W komentarzach na temat rynku kryptowalut przeplatają się obecnie dwa główne głosy. Pierwszy z nich wskazuje na brak podstaw fundamentalnych dla tych wycen, co może powodować, że w przypadku wycofywania się dużego gracza wszystko runie jak domek z kart. Z drugiej strony krytycy wskazują na negatywne skutki obecnej polityki banków centralnych, które zamiast dbać o stabilność pieniądza ratują gospodarkę. To może wywołać inflację, a wtedy lepiej trzymać środki w aktywach niż w gotówce. Nie wiadomo jednak, dlaczego w tej kwestii kryptowaluty mają być lepsze od innych inwestycji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Komunikacja publiczna, galerie handlowe i kościoły – to tu Polacy czują się najbardziej zagrożeni koronawirusem

W ostatnich tygodniach pandemia mocno zachwiała społecznym poczuciem bezpieczeństwa. Miejsca, które dotychczas jawiły się jako niegroźne, dziś takimi już nie są. Rzeczywistość po koronawirusie sprawiła, że obawiamy się podróżowania transportem publicznym, boimy się wizyt w galeriach handlowych i odwiedzania kościołów. Bezpieczniej czujemy się natomiast wiedząc, że nasze zdrowie jest pod kontrolą.Chart_Q5_200602

Jak wynika z ankiety przeprowadzonej przez FeverGuard w dniach 26-28 maja, ponad 58% Polaków uważa, że mierzenie temperatury w miejscach publicznych jest potrzebne. FeverGuard, za pośrednictwem czujników termicznych, przetwarza obraz, a sztuczna inteligencja pozwala wykryć odstępstwa od normy. System został opracowany tak, aby mierzyć i ilustrować podwyższoną temperaturę ciała w czasie rzeczywistym, wychwytywać wszelkie anomalie, a następnie wysyłać powiadomienia kiedy te się pojawią. Ponad 59% ankietowanych odpowiedziało, że taka forma kontrolowania temperatury daje im poczucie bezpieczeństwa. Ponadto sensory termiczne nie są ograniczone liczbą osób, ponieważ rozpoznawanie obrazu bazuje na algorytmach AI, celem których jest określenie, czy osoba znajdująca się w zasięgu sensora, odbiega od określonej wzorem normy. W tym przypadku – wykrywanie podwyższonej temperatury osób znajdujących się na analizowanym obszarze. Jest to niezwykle istotne, ponieważ największe obawy związane z mierzeniem temperatury za pomocą klasycznych termometrów, w miejscach publicznych, wiążą się z czekaniem w kolejce (43% ankietowanych uznało to za największy problem) oraz kontaktem z osobą dokonującą pomiaru (25% ankietowanych wskazało to jako największy problem).

Monitorowanie temperatury ciała jest niezwykle ważnym kryterium w procesie wczesnej diagnostyki, która pomaga w wykryciu osoby chorej, nie tylko zarażonej koronawirusem. Ankietowani wskazali jako miejsca, które budzą ich lęk przed zachorowaniem, placówki medyczne, a także miejsca pracy i salony piękności. Oznacza to, że ich poczucie bezpieczeństwa nawet w komfortowym otoczeniu zanika w wyniku pandemii. Większość badanych gotowa jest zgodzić się na bezdotykowy monitoring temperatury o którym wcześniej zostali poinformowani.

Dotychczasowe metody pomiaru temperatury w miejscach publicznych stosowane w czasach epidemii wirusa ebola i świńskiej grypy, koncentrowały się na  pojedynczym, manualnym pomiarze, za pomocą termometru bezdotykowego. Dziś to za mało, by działać na szeroką skalę, zastosowanie kamer na podczerwień staje się powszechne. Na pytanie – czy chciałbyś wiedzieć, że w danym miejscu bezdotykowo, mierzona jest Ci temperatura? 53% ankietowanych odpowiedziało, że tak, dla 30% jest to bez różnicy, 17% nie potrzebuje takiej informacji.

Po ustaniu pandemii obawy przed kolejną falą chorób bezwątpienia pozostaną w społeczeństwie. Skuteczne zautomatyzowanie pomiaru temperatury, staje się oczekiwanym standardem.

Dystans społeczny czy maseczka – Polacy zaskoczeni nowymi regulacjami dot. środków ochrony przed COVID-19

Tylko 14% Polaków przewidywało, że obowiązek zasłaniania nosa i ust w miejscach ogólnodostępnych zostanie zniesiony z końcem maja – wynika z najnowszego barometru nastrojów konsumenckich „Polacy w czasie epidemii”, zrealizowanego przez agencję badawczą SW Research.

W Polsce od 20 kwietnia wprowadzane są kolejne etapy tzw. odmrażania gospodarki i życia codziennego Polaków. Na koniec kwietnia otwarte zostały lasy i parki, a z początkiem maja wznowiły funkcjonowanie hotele i centra handlowe. Trzeci etap procesu nastąpił 18 maja. Reaktywowały się restauracje, bary i kawiarnie w formie możliwości konsumpcji na miejscu oraz pojawiła się możliwość pójścia do fryzjera i kosmetyczki. Kolejne ograniczenia mają zostać zniesione 30 maja. Przestaną obowiązywać również limity osób w sklepach, na targu, poczcie i w restauracjach, a także możliwe będą zgromadzenia i wesela do 150 osób. W przestrzeni otwartej pojawi się zatem możliwość wyboru: albo dystans społeczny albo maseczka.

Wprowadzane i zapowiadane zmiany zaskoczyły obywateli. W połowie maja tylko 14% osób przewidywało, że obowiązek zasłaniania ust i nosa w miejscach ogólnodostępnych zostanie zniesiony w przeciągu dwóch tygodni. Ponad połowa Polaków uważa, że koniec epidemii nastąpi nie wcześniej niż za 3 miesiące (58%).  Mimo tak wysokiego odsetka osób przekonanych o tym, że jeszcze długo przyjdzie nam czekać na koniec epidemii, to nie koronawirus jest największą obawą w społeczeństwie. Czego zatem najbardziej obawiają się Polacy w związku z pandemią? Zestawiając dane z czterech pomiarów obserwujemy, że Polacy najbardziej boją się o gospodarkę i zwiększającą się liczbę zachorowań w Polsce. Widać znaczący spadek obaw związanych z zarażeniem się koronawirusem. Polacy nadal bardziej lękają się o zdrowie swoich bliskich (Pomiar IV – 46% wskazań, Pomiar III – 50%, Pomiar II – 59%, Pomiar I – 61%) niż o swoje własne (Pomiar IV – 29% wskazań, Pomiar III – 32%, Pomiar II – 39%, Pomiar I – 42%). Obawa dotycząca niewydolności służby zdrowia utrzymuje się od poprzedniego pomiaru na tym samym poziomie (Pomiar IV i III – 40%).167_1

Polacy nie spodziewali się, że obowiązek zasłaniania nosa i ust w miejscach ogólnodostępnych zostanie zniesiony 30 maja. Pomimo prognoz Polaków przewidujących, że epidemia koronawirusa będzie nam towarzyszyła jeszcze przez długie miesiące, widoczny jest trend spadkowy wyników dotyczących obaw Polaków przed zarażeniem się COVID-19. Fala optymizmu może być związana ze stopniowym wprowadzaniem kolejnych etapów odmrażania gospodarki – komentuje Piotr Zimolzak, Wiceprezes Zarządu SW Research. Dość szybki powrót do normalności znanej sprzed epidemii, otwieranie się coraz większej liczby miejsc usługowych, kulturalnych i rozrywkowych oraz znoszenie obostrzeń dotyczących stosowania maseczek w przestrzeni publicznej prowadzi do odczucia, że koronawirus nie jest już bezpośrednim, lecz pośrednim wrogiem Polaków., Można powiedzieć, że wirus w swoisty sposób „zmutował” z zagrożenia medycznego w zagrożenie ekonomiczne i w świadomości społecznej zaskutkuje oczekiwanymi podwyżkami cen produktów i usług, zauważa Zimolzak.

Ta stopniowa zmiana w percepcji koronawirusa objawia się też w lekkim osłabieniu dotychczasowego reżimu sanitarnego w codziennych sytuacjach. Ponad ¾ Polaków jako środek ochrony przed koronawirusem często i dokładnie myje ręce (istotny spadek, Pomiar III – 82%). Zmalała również liczba osób, które korzystają z płynów dezynfekujących i środków odkażających (Pomiar IV – 60%, Pomiar III – 64%). Polacy rzadziej stosują izolację – istotnie zmalał odsetek osób, które jako środek bezpieczeństwa wybierają niewychodzenie z domu bez konieczniej potrzeby (Pomiar IV – 58%, Pomiar III – 66%).  Wraz ze zmniejszeniem się stopnia stosowanej izolacji, istotnie obniżyło się przestrzeganie przez Polaków regulacji dotyczącej zasłaniania nosa i ust przy wychodzeniu z domu – 71% Polaków stosuje maseczki ochronne, istotnie mniej niż w Pomiarze III (Pomiar III – 75%).167_2

Spadek poczucia zagrożenia zarażeniem się koronawirusem wpłynął na zmniejszenie stosowania środków bezpieczeństwa. Zapowiedziane od 30 maja zniesienie obowiązku zakrywania nosa i ust w przestrzeni otwartej pozostawia pytanie – czy Polacy wybiorą dystans społeczny, czy pozostaną przy maseczkach? – komentuje Zimolzak. Kolejne tygodnie pokażą, czy powrócimy do społecznego funkcjonowania sprzed epidemii pomimo ciągłego przyrostu zachorowań na SARS-CoV-2 w Polsce, czy może jednak pewne środki bezpieczeństwa pozostaną w naszym codziennym życiu. Kolejne pomiary pozwolą sprawdzić, czy dokładne mycie rąk i korzystanie z płynów dezynfekujących zakorzeni się w zwyczajach Polaków pomimo zniesienia większości obostrzeń.

Metodologia badania

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 13-19.05.2020 przez SW RESEARCH Agencję Badań Rynku i Opinii metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel. W badaniu zebrano 1002 ankiety z reprezentatywną próbą grupy Polaków. Badanie ma charakter cykliczny, prezentowane wyniki pochodzą ze wszystkich czterech pomiarów (Pomiar I – 31.03-01.04.2020, N=1006; Pomiar II – 15-17.04.2020, N=1000; Pomiar III – 29.04-04.05.2020, N=1003).

Badanie z udziałem przedstawicieli wyższych kadr kierowniczych: przestarzałe technologie i brak umiejętności jako czynniki utrudniające transformację cyfrową i modernizację IT

Organizacje dążą obecnie do przekształcania swojej działalności i rewolucjonizowania obsługi klienta, dlatego transformacja cyfrowa znajduje się na szczycie listy priorytetów większości przedstawicieli wyższych kadr kierowniczych. Szacuje się, że w latach 2020–2023 wydatki w tym obszarze mogą zbliżyć się do kwoty 7,4 bln dolarów (skumulowany roczny wskaźnik na poziomie 17,5%).  Według najnowszego badania danych branżowych, opublikowanego przez firmę Veeam® Software, lidera w dziedzinie rozwiązań do tworzenia kopii zapasowych, który dostarcza oprogramowanie Cloud Data Management™, prawie połowa światowych organizacji doświadcza na drodze do transformacji trudności, które wynikają z zawodnych, przestarzałych technologii. Co więcej, 44% ankietowanych wymienia brak umiejętności lub wiedzy informatycznej jako kolejną przeszkodę na drodze do sukcesu.  Przedstawiciele prawie wszystkich firm przyznali ponadto, że doświadczają przestojów, a awaria 1 na 10 serwerów jest przyczyną niespodziewanych przerw każdego roku. Co ważne, są to problemy, które utrzymują się przez wiele godzin i generują koszty liczone w setkach tysięcy dolarów. To wskazuje na pilną potrzebę modernizacji ochrony danych i skupienia się na ciągłości biznesowej w celu wspierania transformacji.

Na potrzeby raportu firmy Veeam „Data Protection Trends” za rok 2020 https://go.veeam.com/wp-data-protection-trends-2020 zbadano sytuację ponad 1500 globalnych przedsiębiorstw, aby zrozumieć ich obecne podejście do ochrony danych i zarządzania nimi oraz dowiedzieć się, jak oceniają swoją gotowość na stojące przed nimi wyzwania informatyczne — w tym zdolność reakcji na zmiany popytu i zakłócenia w świadczeniu usług — oraz możliwość realizacji bardziej ambitnych celów, związanych z modernizacją IT i transformacją cyfrową.

„Technologia zmienia się i nieustannie rozwija przekształcając sposób, w jaki prowadzimy naszą działalność — zwłaszcza w obecnych czasach, gdy wszyscy wykonujemy pracę na nowe sposoby.  Transformacja cyfrowa sprawia, że musimy zawsze śledzić zmieniające się środowisko IT, aby wiedzieć, jak firmy radzą sobie ze swoimi rozwiązaniami, wyzwaniami i realizacją celów” — mówi Danny Allan, dyrektor ds. technicznych i wiceprezes ds. strategii produktowej w firmie Veeam.  „Wspaniale jest widzieć globalne dążenie do stosowania technologii, które są w stanie zapewniać bogatsze wrażenia użytkownika, jednak piętą achillesową nadal wydaje się być sposób ochrony danych i zarządzania nimi w chmurze hybrydowej.  Aby chronić dane, musimy porzucić dotychczasowe przestarzałe rozwiązania na rzecz wyższego poziomu inteligencji. Musimy być w stanie przewidywać potrzeby i odpowiadać na zmieniające się wymagania.  Jak wynika z naszych danych, jeżeli liderzy firm przeoczą ten fakt i nie podejmą stosownych działań, prawdziwa transformacja po prostu nie nastąpi”.

Decydujące znaczenie ochrony i dostępności danych

Respondenci przyznali, że dane przenoszone za pośrednictwem systemów IT stały się sercem i duszą większości organizacji, dlatego nie powinno dziwić to, jak ważna stała się „ochrona danych” w zespołach IT: obejmująca nie tylko tworzenie kopii zapasowych i przywracanie danych, ale także poszerzanie możliwości biznesowych. Mimo to wiele organizacji (40%) wciąż polega na starszych systemach ochrony danych, nie zdając sobie w pełni sprawy z negatywnego wpływu, jaki może to mieć na ich działalność. Zdecydowana większość (95%) organizacji doświadcza nieoczekiwanych przestojów, a średni czas trwania takiego przestoju wynosi 117 minut (prawie dwie godziny).

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że w organizacjach 51% danych otrzymuje priorytet „wysoki”, a nie „normalny”. Szacuje się, że godzina przestoju aplikacji o „wysokim” priorytecie generuje koszt 67 651 dolarów, podczas gdy w przypadku aplikacji o priorytecie „normalnym” koszt ten wynosi 61 642 dolarów.  Przy tak niewielkiej dysproporcji pomiędzy „wysokim” a „normalnym” priorytetem (zarówno pod względem ilości danych, jak i kosztów przestoju) jasne jest, że „wszystkie dane mają znaczenie”, a przestoje są niedopuszczalne w każdej części dzisiejszych środowisk.

„Ochrona danych jest teraz ważniejsza niż kiedykolwiek, aby pomagać organizacjom w dalszym zaspokajaniu ich operacyjnych potrzeb związanych z IT — przy jednoczesnym dążeniu do transformacji i modernizacji IT. Dane ulegają obecnie rozpraszaniu w centrach przetwarzania i chmurach obliczeniowych w następstwie współdzielenia plików, wspólnych pamięci masowych, a nawet platform opartych na SaaS. Starsze narzędzia, zaprojektowane z myślą o tworzeniu kopii zapasowych lokalnych plików i aplikacji, nie radzą sobie w świecie hybrydowym czy wielochmurowym. W efekcie ich obecność generuje koszty i blokuje zasoby, jednocześnie narażając dane na ryzyko” — zwraca uwagę Allan.

Transformacja cyfrowa a chmura

Przedsiębiorstwa mają świadomość, że muszą nadal czynić postępy w zakresie modernizacji IT i transformacji cyfrowej, aby sprostać nowym wyzwaniom swoich branż. Jak wynika z informacji zwrotnych zawartych w raporcie, najbardziej istotne zagadnienia związane z nowoczesną strategią ochrony danych są uzależnione od wykorzystania różnych możliwości opartych na chmurze: zdolności organizacji do odzyskiwania danych po awarii za pośrednictwem usługi świadczonej w chmurze (54%) oraz zdolności do przenoszenia obciążeń lokalnych do chmury (50%) i przenoszenia obciążeń z jednej chmury do drugiej (48%).  Połowa przedsiębiorstw zdaje sobie sprawę, że chmura ma do odegrania kluczową rolę w dzisiejszej strategii ochrony danych i — najprawdopodobniej — stanie się jeszcze bardziej istotna w przyszłości.  Aby uzyskać należycie zmodernizowany plan ochrony danych, przedsiębiorstwa potrzebują kompleksowego rozwiązania, które będzie zdolne wspierać zarządzanie danymi przechowywanymi w chmurze, wirtualnymi i fizycznymi w odniesieniu do dowolnej aplikacji, dowolnych danych i dowolnej chmury obliczeniowej.

Jak podkreśla Allan: „Rozpoczynając modernizację infrastruktury już w 2020 roku, organizacje mają nadzieję na kontynuację trendu transformacji i zwiększenie skali wykorzystania chmury. Starsze rozwiązania miały na celu ochronę danych w fizycznych centrach przetwarzania, jednak są one na tyle złożone i nieaktualne, że kosztują dziś więcej pieniędzy, czasu, zasobów i zachodu, niż się spodziewano. Nowoczesne zabezpieczenia, jakie zapewniają np. rozwiązania Cloud Data Management firmy Veeam, wykraczają daleko poza tworzenie kopii zapasowych. Cloud Data Management stanowi proste, elastyczne i niezawodne rozwiązanie, które pozwala na oszczędność kosztów i zasobów, dzięki czemu można je przeznaczyć na przyszły rozwój. Ochrona danych nie może być już ściśle powiązana z dedykowanym, lokalnym i fizycznym środowiskiem, a przedsiębiorstwa muszą mieć dostęp do elastycznych opcji licencjonowania, aby łatwo przechodzić na środowiska hybrydowe lub wielochmurowe”.

Inne ważne wnioski z raportu firmy Veeam „Data Protection Trends” za rok 2020:

  • Wyzwaniem nr 1, które będzie miało wpływ na organizacje z Europy Wschodniej w ciągu najbliższych 12 miesięcy, są zagrożenia cybernetyczne (23%). Jako kluczowe przeszkody na okres najbliższych 12 miesięcy wymieniono także brak umiejętności we wdrażaniu technologii (26%) i wdrażanie regulacji prawnych (26%).
  • Brak personelu do pracy nad nowymi inicjatywami (30%) uznano za największe wyzwanie z punktu widzenia organizacji zajmujących się ochroną danych w rejonie Europy Wschodniej. Wspomniano również o braku budżetu na nowe inicjatywy (27%) i braku widoczności wyników operacyjnych (18%).
  • Ponad połowa (51%) globalnych respondentów uważa, że transformacja cyfrowa może pomóc ich organizacjom w zmianie oblicza obsługi klienta. Blisko połowa ankietowanych przyznaje, że może ona przekształcić operacje biznesowe (48%) i przyczynić się do zmniejszenia kosztów (47%).
  • Mniej niż jedna czwarta (23%) globalnych organizacji określa swoje dążenia do realizacji inicjatyw i celów na rzecz transformacji jako „dojrzałe” lub „w pełni wdrożone”.
  • Prawie jedna trzecia (30%) globalnych organizacji jest obecnie na wczesnym etapie wdrażania lub planowania transformacji cyfrowej.
  • Dwie piąte (40%) respondentów z Europy Wschodniej stwierdziło, że poprawa niezawodności kopii zapasowych jest czynnikiem, dla którego ich organizacja powinna zmienić swoje podstawowe rozwiązanie w zakresie tworzenia kopii zapasowych. 35% respondentów wskazało przejście z ochrony danych w siedzibie firmy na usługi w chmurze, a 33% zmniejszenie kosztów oprogramowania lub sprzętu oraz ujednolicenie wspólnego rozwiązania do tworzenia kopii zapasowych.
  • Prawie jedna czwarta (23%) danych globalnych organizacji podlega replikacji i pozwala zachować ciągłość biznesową/zdolność do przywracania po awarii za pośrednictwem dostawcy usług przetwarzania w chmurze. Ponad jedna piąta (21%) danych w organizacjach na całym świecie nie jest replikowana lub objęta strategią zachowania ciągłości biznesowej/zdolności do przywracania po awarii.
  • Ponad jedna czwarta (27%) danych globalnych organizacji ma swoją kopię zapasową w chmurze dzięki dostawcy usługi Backup as a Service (BaaS). 14% danych w organizacjach na całym świecie nie ma w ogóle kopii zapasowej.
  • Ponad dwie piąte (43%) globalnych organizacji planują w ciągu najbliższych dwóch lat zacząć korzystać z kopii zapasowych w chmurze, zarządzanych przez dostawcę usług BaaS.

Informacje o raporcie

Na początku 2020 roku firma Veeam zleciła firmie Vanson Bourne, czołowemu partnerowi badawczemu w sektorze technologicznym, przeprowadzenie kompleksowego badania online wśród 1 550 losowo wybranych liderów firm i osób decyzyjnych ds. informatycznych w 22 różnych krajach w tym 193 respondentów z Republiki Czeskiej, Węgier, Polski i Rosji (określanych jako Rosja i region Europy Wschodniej). Pozostało kraje objęte badaniem to: Argentyna, Australia, Austria, Belgia, Bliski Wschód, Brazylia, Chiny, Francja, Holandia, Indie, Irlandia, Japonia, Kanada, Meksyk, Niemcy, Nowa Zelandia, Szwajcaria, Turcja, USA, Wielka Brytania i Włochy.

Konferencja VeeamON 2020 przenosi się w tym roku do sieci, gdzie pozwoli w dniach 17–18 czerwca bezpłatnie i z dowolnego miejsca poprawić strategię przetwarzania danych w chmurze.  Wydarzenie podzielono na dwa dni interaktywnych spotkań na żywo, dzięki którym firmy mogą lepiej wykorzystać potencjał swoich danych dzięki produktom i rozwiązaniom firmy Veeam oraz przyspieszyć realizację planów na rzecz transformacji cyfrowej. Uczestnicy zdobędą najnowsze informacje, wysłuchają ciekawych wystąpień i uzyskają dostęp do ponad 30 paneli dyskusyjnych, aby doskonalić swoje umiejętności i odkrywać nowe możliwości rozwiązań Cloud Data Management.  Uczestnicy będą również mogli zobaczyć na żywo koncert Keitha Urbana.  Bezpłatnej rejestracji można dokonać pod adresem http://www.veeam.com/veeamon/register.

Polskie software house’y liczą straty, ale patrzą w przyszłość z nadzieją

Związek Pracodawców Usług IT w Polsce (Software Development Association Poland) SoDA, przygotował narzędzie służące raportowaniu strat projektowych związanych z COVID-19. Analiza zebranych odpowiedzi (n=117) wykazała straty rzędu 52 849 000 PLN, włączywszy utratę projektu, zmniejszenie zakresu i opóźnienie decyzji projektowych.

Autorzy raportu SoDA zapytali ankietowanych, aby ocenili wpływ koronawirusa na prowadzenie firmy w perspektywie 12 miesięcy. Odpowiedzi są najczęściej negatywne, z tendencją do bazowania prognozy w oparciu o bieżący wpływ koronawirusa na firmę (bieżące straty i negatywne doświadczenia wpływają na długoterminowe przewidywania).

Przedstawiciele SoDA interpretują te dane jako sygnał, że branża IT została dotknięta ekonomicznymi skutkami pandemii w trakcie pierwszych dni od wprowadzenia obostrzeń w Polsce związanych z koronawirusem. Ankietowani wykazują niepokój związany z rozwojem sytuacji ekonomicznej w lecie 2020, ale autorzy raportu zauważają również pierwsze sygnały poszukiwania nowych rozwiązań wspierających prowadzenie biznesu. Opierając się o tę interpretację, rekomendują firmom usługowym IT skupienie się na zaufaniu i komunikacji.

Dane i metodologia

Czasowa dystrybucja zgłoszonych odpowiedzi. Czerwona linia określa ilość zgłoszonych odpowiedzi. Niebieska linia określa sumaryczne straty zgłoszone na osi czasu
Rys. 1. Czasowa dystrybucja zgłoszonych odpowiedzi. Czerwona linia określa ilość zgłoszonych odpowiedzi. Niebieska linia określa sumaryczne straty zgłoszone na osi czasu. Większość odpowiedzi pochodzi z trzeciego tygodnia wprowadzenia obostrzeń w Polsce (kwarantanna została wprowadzona pomiędzy 10 a 12 marca).

Dane były zbierane z użyciem metodologii CAWI za pomocą przygotowanego kwestionariusza pozwalającego na zgłoszenie strat projektowych lub wykazanie, że takich strat nie ma. Dodatkowo, ankietowani mogli uzupełnić swoje wyniki opcjonalnym komentarzem, w którym mogli dokonać interpretacji tych wyników i przedstawić własny punkt widzenia.

Wykazane straty

Całkowita suma wykazanych strat wynosi 52 849 000 PLN. Spośród tych strat, 38 659 000 PLN zostało oznaczonych jako utrata projektu.

Rys 2. przedstawia wykazane straty w postaci histogramu podzielonego po zakresach wartości wykazanej straty. Najwięcej strat wykazano w przedziale 100 000 – 500 000 PLN.

Rys 3. i Rys 4. pokazują relacje pomiędzy branżą projektu/klienta a wykazanymi stratami. Dwie branże wykazujące największe straty to, w kolejności, Travel & Hospitality oraz Retail & eCommerce.

Straty były oznaczone za pomocą czterech kategorii:

  • utrata projektu
  • zmniejszenie zakresu projektu
  • przesunięcie projektu w czasie
  • obniżenie wynagrodzenia za projekt

Ankietowani mogli dla pojedynczej straty wybrać więcej niż jedną kategorię.

Rys 5. przedstawia podział strat z uwzględnieniem wyżej wymienionych kategorii. Utrata projektu była wykazywana jako najczęstsza z czterech opcji.

Histogram przedstawiający dystrybucję strat projektowych podzielonych na przedziały wartości straty
Rys 2. Histogram przedstawiający dystrybucję strat projektowych podzielonych na przedziały wartości straty.
Całkowite straty w projektach IT w podziale na branżę projektu
Rys 3. Całkowite straty w projektach IT w podziale na branżę projektu/klienta.
Mapowanie poszczególnych zgłoszonych strat na branżę projektu
Rys 4. Mapowanie poszczególnych zgłoszonych strat na branżę projektu/klienta. Zgłoszone straty zaznaczone są w skali logarytmicznej.
Rys. 5. Podział strat z uwzględnieniem kategorii strat
Rys. 5. Podział strat z uwzględnieniem kategorii strat. Dla tego wykresu, spośród wielokrotnych odpowiedzi na pytanie wybrano pierwszą pasującą do następującego porządku (utrata projektu, zmniejszenie zakresu projektu, obniżenie wynagrodzenia za projekt, przesunięcie projektu w czasie)

Wykazane nastroje

W badaniu pytano o dwie perspektywy. Pierwsze pytanie sprawdzało dotychczasowy wpływ COVID-19 na biznes (Rys 6.), drugie z nich prosiło o ocenę wpływu koronawirusa na biznes w perspektywie 12 miesięcy (Rys 7.)

Podział ankietowanych ze względu na dotychczasowy wpływ COVID-19 na ich biznes
Rys 6. Podział ankietowanych ze względu na dotychczasowy wpływ COVID-19 na ich biznes.
Dwunastomiesięczna perspektywa firm dotycząca wpływu koronawirusa na działanie firmy. 1 oznacza negatywny wpływ, 10 oznacza pozytywny wpływ
Rys 7. Dwunastomiesięczna perspektywa firm dotycząca wpływu koronawirusa na działanie firmy. 1 oznacza negatywny wpływ, 10 oznacza pozytywny wpływ.

Wnioski, interpretacja i podsumowanie

Rekomendacje branżowe

  • Pielęgnuj kontakt ze swoimi klientami i wspieraj ich przejście na komunikację zdalną z Tobą. Może okazać się, że ich doświadczenie i komfort w pracy zdalnej będzie sporo mniejsze niż Twoje, więc bądź na to otwarty.
  • Możliwe, że będziemy świadkami nowej epoki dla branży IT, w której zaufanie będzie najbardziej docenianym towarem. Transformacja cyfrowa została przyśpieszona. W tym momencie jeszcze ważniejszą kwestią jest bycie odpowiedzialnym i spolegliwym dla osób, które będą korzystać z Twoich usług.
  • W chaotycznym systemie pojawiają się nowe szanse. Rozważ dywersyfikację źródeł informacji i zacznij angażować się w działania i społeczności w otoczeniu Twojego biznesu.

Strata w kontekście

Nie znając głębiej branży usług IT, można by powiedzieć, że jest to przecież najprostsza branża do zarządzania podczas pandemii koronawirusa. Można byłoby posłużyć się argumentem, że ze względu na możliwość pracy zdalnej i duże umiejętności techniczne pracowników, software houses (firmy zajmujące się usługami IT) mogłyby nie odczuć skutków pandemii.

Jednakże należy też zauważyć, że cała branża IT, a w szczególności branża usługowa IT to branże specyficzne, charakteryzujące się z jednej strony szybkim wzrostem, ale z drugiej strony funkcjonujące jako pochodna gospodarki jako całości. To, co zaobserwowaliśmy w danych to faza “zamrożenia” pandemii COVID-19.

Wykazana w raporcie strata to 52 849 000 PLN – która jest dużą wartością, biorąc pod uwagę ilość zgłoszonych strat (75, co stanowiło 65 proc. odpowiedzi). Aby dokładniej zrozumieć wartość tej liczby, przedstawiamy trzy perspektywy:

Rozmiar rynku: Usługi IT w Polsce w 2018 roku były wycenione pomiędzy 12.37[1] and 15[2] miliardów PLN. W tym kontekście, powyższa strata odzwierciedla 0.35 proc. całego rynku. Gdyby jednak wziąć pod uwagę ilość wykazanych strat (76 z 117) oraz liczbę firm tworzących oprogramowanie w Polsce (800 – 900)[3], powyższa wartość mogłaby być dużo wyższa. Rozsądnym przypuszczeniem byłoby założenie strat w wielkości minimum 3.5 proc. rynku o wartości rzędu pół miliarda PLN.

Pensje i zatrudnienie: Ponieważ większość kosztów rozwoju oprogramowania to koszty ludzi zaangażowanych w powstawanie projektów informatycznych, straty również wpłyną na zatrudnienie. Gdyby zdarzyło się, że firmy będą miały problemy z odpowiednią reakcją mającą na celu utrzymanie zatrudnienia i talentu, powyższa strata odpowiada około 5700 typowym pensjom programisty[4].

Podatki: Strata ta oznacza również zmniejszenie wpływów do skarbu państwa o blisko 50 proc. wartości straty (oszacowane na około 29.5 million PLN). Oszacowanie opiera się na następujących wyliczeniach:

  • 12 milionów PLN VAT (strata * 23)
  • ~1.5 miliona PLN CIT (w uproszczeniu 19 lub 9 proc.) * 15 proc. marża
  • Do 16 milionów PLN: Podatek dochodowy, ZUS (UoP ok. 40) (strata * 75 proc. kosztów pracowniczych * 40 proc.)

Powyższe perspektywy rzucają nieco światła na rozmiar wykazanej straty. Z drugiej strony, należy zaznaczyć, że w tym momencie nie należy wyciągać z powyższych danych żadnych długofalowych trendów. Okres “zamrożenia” minął i nowa rzeczywistość rozwija się przed nami w czasie rzeczywistym.

Nastawienie na przyszłość

Pojawiają się również sygnały sygnalizujące nowe szanse w erze cyfryzacji, która właśnie zaczęła przyśpieszać, jak zauważyła część z ankietowanych w swoich odpowiedziach. Niektóre firmy zanotowały nowe leady sprzedażowe, a spośród pozostałych, większość firm podchodzi do problemu pandemii bezpośrednio, z uwagą, ale bez nadmiernej paniki.

Niektórzy z ankietowanych zauważają spowolnienie procesów decyzyjnych. Należy jednak zauważyć, że procesy decyzyjne są osobnym bytem od adopcji technologii i mogą one nie być zgodne ze sobą na różnych etapach pandemii.

W tej nowej rzeczywistości, spodziewamy się, że coraz więcej projektów IT będzie tworzonych w staranny i przemyślany sposób, a klienci będą coraz bardziej angażować się w etapy ich powstawania ze względu na skrócenie dystansów wynikające z większego doświadczenia w komunikacji zdalnej.

Uwagi końcowe

Jak już zaznaczono powyżej, potrzeba więcej danych aby rozpoznać skalę i skutki pandemii COVID-19. Niniejszy raport jest raportem częściowym i w przyszłości będziemy podejmować więcej badań nad tym tematem.

Autorzy

Software Development Association Poland (SoDA, https://www.sodapl.com/):

  • Michał Moroz (Makimo, https://makimo.pl/)
  • Konrad Weiske (Spyrosoft, https://spyro-soft.com/)
  • Konrad Weiske (SoDA)
  • Justyna Piechowicz (SoDA)

[1] Oszacowanie rozmiaru całego rynku pochodzi z raportu ITwiz Best 100 Report (2018): 25% usług spośród 49,5 miliardów PLN: Największe firmy IT w Polsce w roku 2018 – ranking ITwiz Best100 [PL]

[2] Oszacowanie rozmiaru całego rynku pochodzi z raportu Computerworld TOP200 Report (2018): 25% usług spośród 60 miliardów PLN: Computerworld TOP200 Edycja 2019 [PL]

[3] Oszacowanie dostarczone przez Talent Alpha (https://talent-alpha.com/), bazowane na analizie firm, które promują się w Internecie (z wyłączeniem osób samozatrudnionych), wsparte przez inne publicznie dostępne źródła.

[4] 9158 PLN net B2B Mid/programista kosztu obliczonego na postawie raportu Bulldogjob.pl Bulldogjob.pl IT report 2020 [PL].

Hakerzy fałszując firmowe maile wyłudzają pieniądze z funduszy inwestycyjnych

Cyberprzestępcy podszywają się pod dyrektorów generalnych oraz finansowych wysyłając fałszywe maile z prośbami o realizację przelewów finansowych. To coraz popularniejszy sposób ataków na przedsiębiorstwa w czasie pandemii – ostrzegają analitycy firmy Check Point. Dzięki metodzie hakerzy zdołali wykraść m.in. 1,3 mln dolarów z trzech funduszy private equity oraz oszukać znane kluby piłkarskie.

Przeniesienie pracy biurowej do domu zainspirowało cyberprzestępców. Opracowali oni metodę oszustwa wykorzystującego fakt, że firmy coraz częściej komunikują się jedynie w oparciu o pocztę elektroniczną. Tak powstał nowy model oszustw nazwany „BEC” – ostrzegają badacze z firmy Check Point.

„BEC” to skrót od „business email compromise”, co oznacza naruszenie poczty biznesowej. Jest to typ oszustwa wykorzystujący e-maile podszywające się pod wiadomości przełożonych, w celu wyłudzenia przelewu pieniężnego lub poufnych danych. Zarówno eksperci Check Pointa jak i FBI uważają, że głównymi celami oszustw BEC są firmy private equity i venture capital, ponieważ hakerzy zdają sobie sprawę, że dla tego typu spółek potężne transfery pieniężne nie są niczym nietypowym.

W tym roku analitycy Check Pointa rozwikłali schemat, w którym cybergang „Florentine Banker” wyłudził ok. 1,3 mln dolarów, dzięki fałszowaniu korespondencji między trzema spółkami private equity. Przez miesiące „bankierzy florenccy” dokładnie badali wiadomości trzech spółek, a następnie zaczęli tak manipulować korespondencjami, by przejmować przelewy na wysokie sumy w strategicznych momentach. Interwencja ze strony firmy Check Point spowodowały odzyskanie ponad połowy kwoty, którą hakerzy starali się wykraść. Reszta bezpowrotnie zniknęła z kont ofiar.

„BEC” znany jest również w środowisku… piłkarskim

Podobną technikę zastosowali hakerzy przejmujący korespondencję pomiędzy klubami piłkarskimi PSG oraz Boca Juniors. Za pomocą modyfikacji przesyłanych e-maili przestępcy zdołali przekierować środki na inne konto, w rezultacie pół miliona Euro trafiło na rachunek w Meksyku, przechodząc po drodze przez nowojorski CitiBank.
Analogicznie wyglądała sytuacja przy spłacie ostatniej raty za transfer Stefana de Vrija, przechodzącego z Feyenoordu Rotterdam do Lazio Rzym. Wykorzystując scamming, przestępcy przejęli dwa miliony Euro, które powinny trafić na konto holenderskiego klubu. Sprawa wyszła na jaw dopiero, gdy klub z Rotterdamu wysłał upomnienie w sprawie zaległości ostatniej raty.

Jak to działa?

Oszustwo „BEC” rozpoczyna się shakowania poczty e-mail i wykorzystania fałszywej wiadomości pochodzącej od cyberprzestępców podających się za dyrektorów finansowych, dyrektorów generalnych bądź partnerów biznesowych. Żądając pozornie autentycznej płatności, cyberprzestępcy proszą pracownika działu finansów o transfer pieniężny lub zdeponowanie czeków. Niczego nieświadomy pracownik, będąc przekonanym o autentyczności wiadomości od przełożonego (adres email zgodny z oryginalnym), automatycznie dokonuje płatności pod wskazany przez hakerów nr konta. Cała procedura oparta jest na inżynierii społecznej i wymaga od przestępców internetowych wielomiesięcznych przygotowań, polegających na monitorowaniu i badaniu korespondencji firmowej oraz zwyczajów panujących w organizacji.BEC-1

Oszustwa BEC są najczęściej przeprowadzane przez jedną osobę, jednak ostatnio badacze z firmy Check Point zauważyli, że działania te stają się coraz bardziej wyrafinowane i często mogą być klasyfikowane jako przestępczość zorganizowana.

– Jesteśmy w trakcie poważnej zmiany paradygmatu aktywności hakerów. Przestępcy starają się wykorzystywać obecnie najsłabsze ogniwa pracy zdalnej. Oszustwa typu „BEC” spostrzegamy jako część szerszego trendu mówi Wojciech Głażewski, zarządzający polskim oddziałem firmy Check Point. – Firmy i organizacje dokonujące transferów dużych sumy pieniężnych, powinny zdawać sobie sprawę, że mogą znajdować się w kręgu zainteresowania cyberprzestępców.

W związku z rosnącą popularnością metody „BEC” Check Point rekomenduje kilka zasad bezpieczeństwa, które mogą pomóc w uniknięciu potencjalnego oszustwa:

Po pierwsze należy włączyć w poczcie biznesowej uwierzytelnianie wieloskładnikowe, co powinno utrudnić dostęp do poczty e-mail pracowników. Po drugie rekomenduje się dokładne sprawdzenie adresów e-mail i nieotwieranie żadnych wiadomości pochodzących z nieznanych lub wyglądających podejrzanie adresów. Trzecim punktem jest dokonywanie weryfikacji przelewu np. przez kontakt telefoniczny. Ostatnią rekomendacją jest przesyłanie dalej, a nie odpowiadanie na e-maile biznesowe. Przekazując wiadomość e-mail, należy ręcznie wpisać poprawny adres e-mail lub wybrać go z książki adresowej, co zapewni wpisanie właściwego adresu e-mail adresata.

Odwiedzalność obiektów handlowych osiąga już prawie 93%

W czwartym tygodniu szerszych otwarć obiekty handlowe zanotowały odwiedzialność na poziomie od 68 do aż 93% w stosunku do analogicznego okresu sprzed roku.  Rekordowy wynik padł 25 maja, na dzień przed Dniem Matki.

Polska Rada Centrów Handlowych zaprezentowała wyniki odwiedzalności na bazie danych z 87 obiektów handlowych w Polsce, których powierzchnia najmu stanowi ¼ całości rynku. W okresie od 25 do 31 maja, dane kształtowały się średnio na poziomie od 68 do 93%, w zależności od dnia, wielkości obiektu czy regionu. Najwyższy wynik zanotowano w poniedziałek 25 maja – średnio 93% odwiedzalności sprzed roku, najniższy padł w sobotę 30 maja – średnio 68%. Otwarcie gastronomii i usług w dalszym ciągu przekłada się na wzmożony ruch w obiektach handlowych.

Z uwagą śledzimy poziomy odwiedzalności w kolejnych tygodniach i co nas cieszy wykazują one tendencje wzrostowe. Klienci najchętniej odwiedzali obiekty handlowe w poniedziałek 25 maja. To pokazuje, że konsumenci przychodzą do galerii w określonym celu, na przykład, aby kupić prezenty na Dzień Matki. Przed epidemią COVID-19 centra handlowe były miejscami spotkań, odpoczynku i rozrywki. Mamy nadzieję, że wkrótce znowu będą tętnić życiem – podkreśla Anna Zachara-Widła, Research & Education Manager, PRCH.

– Czekamy na dane po 6 czerwca, kiedy to swoją działalność będa mogły rozpocząć kina, sale zabaw czy kluby fitness. W tej chwili najważniejszy jest powrót do kompleksowej oferty obiektów handlowych z zachowaniem najwyższych norm bezpieczeństwa. Nasza branża zdaje sobie sprawę jak ważne jest zdrowie klientów i pracowników, dlatego też powstała kampania społeczna: Bezpieczeństwo – kupuję to! pod hasztagiem #kupujebezpiecznie, która ma edukować i promować prawidłowe zachowania podczas zakupów – dodaje Radosław Knap, dyrektor generalny PRCH.

Najwyższą średnią odwiedzalność (od poniedziałku do soboty) odnotowano tym razem w regionach: Południowym (80%), Południowo-Zachodnim (78%), a najniższą w regionie Północnym (61%).Odwiedzalność obiektów handlowych osiąga już prawie 93% (1)

Eiffage Immobilier poszukuje partnera inwestycyjnego

Firma deweloperska Eiffage Immobilier Polska nawiązała współpracę z firmą doradczą Savills, której zadaniem będzie znalezienie partnera inwestycyjnego do budowy kompleksu obejmującego 453 mieszkań na instytucjonalny wynajem zlokalizowanego w Warszawie oraz kolejnych projektów z tego sektora, w ramach których powstanie 2300 mieszkań w pięciu z największych miast w Polsce.

PRogress Spot Warsaw_Eiffage Immobilier_low res

Firma Eiffage Immobilier Polska na działce przy ul. Postępu 5a na warszawskim Mokotowie planuje budowę projektu PRogress Spot Warsaw (16 191 m kw. powierzchni użytkowej), którego ukończenie przewidziane jest na pierwszy kwartał 2023 roku. Kolejne inwestycje, obejmujące łącznie 2300 mieszkań na instytucjonalny wynajem, oprócz Warszawy, planowane są również w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Gdańsku.

„Liczba mieszkańców Warszawy stale rośnie i według prognoz do 2030 roku zwiększy się o 66 000 osób. Rosnące koszty zakupu nieruchomości oraz zmiany w podejściu do najmu mieszkań tworzą sprzyjające warunki do rozwoju sektora najmu instytucjonalnego. To znakomity moment, który inwestorzy mogą wykorzystać, by wejść na ten rynek lub by poszerzyć swój aktualny portfel nieruchomości z segmentu PRS” – powiedział Kamil Kowa, członek zarządu Savills w Polsce i dyrektor działu Corporate Finance & Valuation.

„Polska posiada jedną z największych w Europie luk podażowych na rynku nieruchomości mieszkaniowych. Pandemia Covid-19 dodatkowo potwierdziła jego stabilność na tle pozostałych rynków nieruchomości. Ten projekt to szansa dla inwestorów, by współpracować z jedną z największych na świecie firm budowlanych” – powiedział Aurelio Di Napoli, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego w segmencie nieruchomości operacyjnych w Savills.

Gospodarka się odmraża, ale 1/4 firm nie przewiduje odbudowania sytuacji finansowej do stanu sprzed pandemii przez najbliższy rok

18 proc. przedsiębiorstw zadeklarowało, że powróciło już do sytuacji finansowej sprzed pandemii –  wynika z V fali badania kondycji firm przeprowadzonego pod koniec maja przez Polski Instytut Ekonomiczny i Polski Fundusz Rozwoju. Ale jednocześnie 24 proc. badanych nie było w stanie określić, kiedy nastąpi pełna odbudowa ich sytuacji finansowej, wskazując terminy dłuższe niż rok. Tylko 35 proc. firm deklaruje spadek liczby nowych zamówień w porównaniu do końca kwietnia – to o 6 pkt. proc. mniej niż w połowie maja. W dalszym ciągu stabilizuje się także sytuacja na rynku pracy, gdzie zaledwie 5 proc. przedsiębiorców planuje redukcję zatrudnienia.

Prawie połowa przebadanych przedsiębiorstw (49 proc.) stwierdziła w badaniu, że ich sytuacja finansowa nie uległa zmianie w wyniku odmrażania kolejnych gałęzi gospodarki. 31 proc. firm, przede wszystkim z sektora produkcyjnego, zadeklarowało poprawę ich sytuacji. 10 proc. przedsiębiorstw uznaje, że ich sytuacja wręcz się pogorszyła (głównie przedstawiciele branży handlowej).

Kluczowe dla polskiej gospodarki będzie teraz to, w jakim tempie będziemy odbudowywać straty – wyjaśnia Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Dotychczasowe wyniki naszych badań ankietowych wskazują, że mimo ekstremalnie trudnych warunków do prowadzenia biznesu, pojawia się stopniowa poprawę sytuacji przedsiębiorstw. Widać to także po wznowieniach działalności firm: w okresie od końca kwietnia do końca maja dokonało go 28,7 tys. przedsiębiorstw. To ponad dwa razy więcej niż liczba zawieszonych działalności w analogicznym okresie, co jest rzadko spotykaną sytuacją.Gospodarka się odmraża

Firmy coraz lepiej oceniają swoją płynność finansową

Odsetek firm, które oceniają swoją płynność finansową jako wystarczającą, aby przetrwać okres powyżej 3 miesięcy, wzrósł z poziomu 39 proc. w połowie kwietnia do 54 proc. na koniec maja. Posiadanie płynności finansowej umożliwiającej działanie powyżej 3 miesięcy deklaruje 70 proc. dużych podmiotów.

Dane z kolejnych badań sektora przedsiębiorstw potwierdzają, że najtrudniejszy moment w gospodarce był w kwietniu, a obecnie następuje stopniowy wzrost aktywności gospodarczej. Najważniejsze są informacje o poprawie stabilności finansowej firm i małej liczbie przedsiębiorstw rozważających zwolnienia pracowników – wyjaśnia Paweł Borys, prezes zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju SA.Gospodarka się odmraża 2

Firmy coraz częściej planują zwiększenie zatrudnienia

Jeszcze na początku kwietnia aż 28 proc. badanych przedsiębiorstw deklarowało redukcję poziomu zatrudnienia, a tylko 2 proc. planowało jego zwiększenie. W najnowszej, V fali badania kondycji firm zwolnienia planuje już tylko 5 proc. firm, podczas gdy w połowie maja taką potrzebę sygnalizowało jeszcze 8 proc. Dwukrotnie wzrósł za to odsetek firm chcących zwiększyć liczbę pracowników: z 7 proc. do 14 proc.Gospodarka się odmraża 3

W pierwszej fali badania obniżenie wynagrodzeń pracowników deklarowała połowa ankietowanych firm. Odsetek ten systematycznie maleje: udział przedsiębiorstw planujących utrzymanie dotychczasowego poziomu wynagrodzeń wzrósł z 36 proc. na początku kwietnia do 78 proc. na koniec maja. Obniżki planuje już tylko 9 proc. firm.

Postępujące odmrażanie gospodarki wpływa na sytuację na rynku pracy, co widać w systematycznie spadającym odsetku firm planujących redukcję zatrudnienia czy obniżki wynagrodzeń. Jednocześnie wiele firm wdrożyło we wcześniejszych miesiącach procesy zwolnień i redukcji płac. W maju 1 na 10 firm dokonała zwolnień, po tym jak 12 proc. firm zastosowało taką strategię w kwietniu. Co więcej, w ubiegłym miesiącu 14 proc. firm obniżało wynagrodzenia pracowników, po tym jak na koniec kwietna takie działania deklarowało 19 proc. badanych firm – tłumaczy Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Nota metodologiczna:

Badanie Polskiego Instytutu Ekonomicznego oraz Polskiego Funduszu Rozwoju przeprowadzone przez IBRiS w dniach 26-29 maja 2020 r. wśród właścicieli firm lub osób decyzyjnych w przedsiębiorstwach na temat ich sytuacji i planów po nastaniu w Polsce epidemii koronawirusa.

Badanie przeprowadzono za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych (CATI) na próbie losowo-kwotowej obejmującej 406 firm, w 4 kategoriach wielkości i 3 sektorach branżowych. Na podstawie tej próby możemy przeprowadzić wnioskowanie o populacji polskich przedsiębiorstw przy poziomie ufności 0,95, a błąd szacunku wskaźników struktury wyniesie 5 proc.

Cykl ABC Windykacji. Co to jest windykacja online?

Tylko 27 proc. respondentów biorących udział w badaniu SW Research zrealizowanym na zlecenie Związku Przedsiębiorstw Finansowych w ramach kampanii „Windykacja? Jasna Sprawa” wiedziało, w jaki sposób firma windykacyjna może ich wesprzeć w spłacie zadłużenia.[1] Co dziesiąty ankietowany zapytany o konkretne narzędzia, które mogą pomóc w spłacie zaległych należności, wskazał na możliwość spłaty długu przez Internet, bez konieczności wychodzenia z domu. Co to jest windykacja online? Dlaczego jej znaczenie rośnie?

Z badania opinii przeprowadzonego na zlecenie Ministerstwa Cyfryzacji wynika, że 80 proc. Polaków korzysta z Internetu.[2] Blisko 90 proc. ankietowanych twierdzi, że dzięki dostępowi do sieci ich życie jest łatwiejsze. Dotyczy to nie tylko codziennej komunikacji, pozyskiwania informacji, edukacji czy bankowości, ale szeregu innych spraw, które przez Internet można załatwić szybciej i prościej.

– Cytowane badanie, zlecone przez resort cyfryzacji, zostało zrealizowane rok temu. Dziś na świecie wciąż panuje pandemia koronawirusa, dlatego też sądzę, że liczba aktywnych użytkowników Internetu, ale również i spraw, które załatwiamy w sieci może być znacznie większa. Branża windykacyjna jeszcze przed pandemią oferowała możliwość spłaty zadłużenia online za pośrednictwem specjalnie przygotowanych do tego, bezpiecznych serwisach internetowych, bez konieczności wychodzenia z domu – mówi Andrzej Roter, Prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych.

Czym jest zatem windykacja online? Zazwyczaj sformułowanie to dotyczy kilku obszarów. Po pierwsze osoba zadłużona może spłacić swoje zadłużenie online poprzez specjalne serwisy internetowe, które zostały stworzone przez niektóre firmy windykacyjne. Wszystko to z zachowaniem zasad bezpieczeństwa. W takich systemach klient firmy, która obsługuje jego zadłużenie, może sprawdzić szczegóły swojego zadłużenia i przebieg danej sprawy, wybrać termin spłaty oraz ustalić wysokość rat. Najczęściej może również zapoznać się z treścią ugody przygotowanej przez firmę windykacyjną oraz zatwierdzić ją (przy uprzedniej weryfikacji np. kodem wysłanym poprzez SMS). Plusem takiego rozwiązania jest to, że system internetowy jest dostępny z każdego miejsca i w każdym momencie, gdyż działa przez całą dobę, 7 dni w tygodniu. Jest również dostępny z każdego urządzenia: komputera stacjonarnego, laptopa, tabletu czy smartfona. Firma windykacyjna posiadająca takie rozwiązania informuje swoich klientów o możliwości skorzystania z takiego serwisu do obsługi zadłużenia.

Sformułowanie „windykacja online” może odnosić się również do serwisu internetowego, dzięki któremu przedsiębiorca może samodzielnie odzyskiwać należności. Specjalnie zaprojektowana platforma windykacyjna umożliwia m.in. wysyłanie przypomnień o płatności w różnych formach (m.in. e-mail, czy SMS). Często jest skomunikowana z programem księgowym danej firmy, dzięki czemu pobiera aktualne informacje na temat wystawianych faktur oraz płatności. Najpierw weryfikuje, które są po terminie oraz do których klientów należy wysłać przypomnienie.

[1] Badanie opinii przeprowadzone przez SW Research na zlecenie ZPF w połowie 2019 roku. Próba = 1000 osób powyżej 18 roku życia.

[2] https://www.gov.pl/web/cyfryzacja/internet-ulatwia-zycie-polakom

Zasady i tryb prowadzenia kontroli celno–skarbowej

Od 1 marca 2017 r. w wyniku reformy administracji skarbowej doszło do wyodrębnienia dwóch rodzajów kontroli podatników. Pierwszym z nich jest kontrola podatkowa prowadzona przez Naczelnika Urzędu Skarbowego uregulowana w przepisach Ordynacji podatkowej. Drugi rodzaj to kontrola celno-skarbowa, wykonywana na podstawie przepisów ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej.

Zakres kontroli celno-skarbowej

Kontroli celno-skarbowej podlega przede wszystkim przestrzeganie przepisów prawa podatkowego. Ponadto w art. 54 ustawy o KAS wskazane zostały inne kontrolowane obszary, do których należy w szczególności przestrzeganie prawa dewizowego, celnego oraz innych przepisów w zakresie przywozu i wywozu towarów, a także regulujących urządzanie i przeprowadzanie gier losowych, posiadania automatów do gier hazardowych oraz przepisów o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu. Ponadto ustawa o KAS wskazuje szczególne miejsca i przedmioty podlegające kontroli celno-skarbowej. Są to m.in. paliwa w zbiorniku przewozowym, produkcja i handel automatami do gier, przesyłki pocztowe, ruch drogowy.

Zakres kontroli celno-skarbowej jest bardzo szeroki i obejmuje tematykę zarówno z zakresu przepisów prawa podatkowego, jak i innych przepisów wykorzystywanych w ocenie ustawodawcy najczęściej do popełniania nadużyć i uszczuplania dochodów skarbowych.

Tryb prowadzenia kontroli celno-skarbowej

Miejscem kontroli jest w zależności od potrzeb siedziba kontrolowanego, miejsce prowadzenia lub przechowywania ksiąg rachunkowych oraz każde inne miejsce związane z działalnością kontrolowanego. Ponadto kontrola może być prowadzona w urzędzie celno-skarbowym, na przejściu granicznym czy w oddziałach celnych urzędów celno-skarbowych.

Warto podkreślić, że szeroki jest nie tylko zakres właściwości rzeczowej, lecz także właściwości miejscowej. Zgodnie z art. 61 ustawy o KAS urząd celno-skarbowy może wykonywać swoją kontrolę na obszarze całego terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

Pierwszym etapem kontroli celno-skarbowej jest jej wszczęcie na podstawie upoważnienia do przeprowadzenia kontroli. Datą rozpoczęcia kontroli jest dzień doręczenia upoważnienia podatnikowi.

Zasadniczo kontrola powinna być zakończona bez zbędnej zwłoki, nie później niż w ciągu trzech miesięcy od jej rozpoczęcia. Należy jednak pamiętać, że organ celno-skarbowy może przedłużyć ten termin z ważnych przyczyn. Ustawa nie zawiera przepisu wyznaczającego maksymalny okres kontroli, dlatego mogą się zdarzyć sytuacje, w których przedsiębiorcy są kontrolowani miesiącami, a nawet latami.

Formalnym zakończeniem kontroli jest dostarczenie podatnikowi wyników kontroli lub protokołu (m.in. w przypadku gier hazardowych, paliw czy refundacji wywozowych).

Uprawnienia kontrolującego i obowiązki kontrolowanego

Ramy kontroli celno-skarbowej wyznaczone są przez prawa i obowiązki zarówno urzędnika prowadzącego kontrolę, jak i podatnika. Podatnik, u którego prowadzona jest kontrola, powinien na żądanie organu umożliwić wstęp do siedziby oraz innych pomieszczeń firmy, lokalu mieszkalnego, udzielić pisemnych lub ustnych wyjaśnień i informacji, okazać dokumenty finansowe, a także inne związane z działalnością gospodarczą, sporządzić odpisy, kopie, wyciągi, umożliwić dokonanie oględzin, przesłuchania, w tym także pracowników podatnika i świadków, umożliwić pobranie próbek towarów. Kontrolujący ma także prawo do dokonania analizy i badania towarów, surowców i półproduktów.

Ponadto kontrolowany powinien umożliwić wgląd w dokumenty, udzielić wsparcia technicznego, przedstawić na żądanie tłumaczenia dokumentów, przeprowadzić na żądanie spis z natury, udostępnić w niezbędnym zakresie środki łączności, zapewnić warunki do wykonywania czynności przez organ. Kontrolujący są także uprawnieni do przeprowadzenia rewizji, przeszukania osób, kontroli przesyłek pocztowych, zatrzymania pojazdów i innych środków przewozu oraz kontroli znajdującego się w nich paliwa.

Dodatkowo w kontrolę celno-skarbową może zostać zaangażowany kontrahent kontrolowanego, poprzez wezwanie do udostępnienia dokumentów, informacji, wyjaśnień, ksiąg rachunkowych. Przepis nie dotyczy tylko bezpośrednich kontrahentów.

Po kontroli…

Najbardziej pożądanym przez podatnika scenariuszem zakończenia kontroli celno-skarbowej jest brak stwierdzenia nieprawidłowości. W przypadku, gdy organ stwierdzi nieprawidłowości, podatnik ma możliwość dokonania korekty rozliczeń. Jeżeli tego nie zrobi lub organ podatkowy nie uwzględni złożonej przez niego korekty, kontrola celno-skarbowa przekształca się w postępowanie podatkowe.

Co zrobić, jeżeli kontrola się właśnie rozpoczyna?

Z pewnością nie należy wpadać w panikę. W pierwszej kolejności warto skontaktować się z doradcą podatkowym, który powinien dokonać analizy obszaru objętego kontrolą, a następnie wyspecyfikować tematy, które mogą być przedmiotem dalszych pytań. Dobrą praktyką jest także udzielanie krótkich i konkretnych odpowiedzi na wezwanie organu. W większości przypadków to wystarczy, a jeżeli kontrolujący będzie miał dodatkowe pytania, to z pewnością dopyta. Zbyt rozbudowane odpowiedzi mogą być wskazówką dla organu w zakresie dalszej kontroli. Warto też uzgodnić z doradcą podatkowym strategię na kontrolę podatkową, gdyż od tego zależy dalsza współpraca z kontrolującymi, a także zakres udzielanych informacji i wynik kontroli. Dobrą praktyką jest także poinformowanie innych pracowników o wszczętej kontroli podatkowej, ograniczenie kontaktu kontrolujących z innymi pracownikami (np. poprzez wydzielenie odrębnego pokoju) oraz ustalenie zasad kontaktu kontrolujący – kontrolowany i reprezentacji kontrolowanego w toku kontroli.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Co i jak negocjować w czasie pandemii? Poradnik dla firm

Przedłużająca się pandemia i wynikające z niej wyhamowanie gospodarki znacząco utrudniają przedsiębiorcom spłatę zobowiązań. Firmy zmagają się z problemem właściwej realizacji umów zawartych z bankami, ubezpieczycielami, firmami leasingowymi i faktoringowymi czy umowami najmu. Wiele z nich można jednak renegocjować lub zmienić. Eksperci podpowiadają jak zrobić to w praktyce.

Gospodarcze perturbacje w dobie koronawirusa przełożyły się na skokowy wzrost liczby przedsiębiorców zgłaszających problem z płynnością finansową i realizacją bieżących umów. W odpowiedzi na te sygnały, rząd wprowadza kolejne rozwiązania w postaci rozporządzeń oraz szczególnych ustaw. Przedsiębiorcy nie zawsze wiedzą jednak jak efektywnie z nich skorzystać, by chronić finanse swojego biznesu. – Wiele narzędzi można zastosować niemal od ręki. Ważne jest, aby właściciele firm wiedzieli, że w ich zasięgu jest kilka rozwiązań, które mogą uratować budżety firm – mówi Małgorzata Anisimowicz, doradca restrukturyzacyjny i prezes zarządu PMR Restrukturyzacje.

Powołanie się na siłę wyższą

Jedną z przesłanek wyłączających odpowiedzialność dłużnika jest możliwość powołania się na wystąpienie tzw. siły wyższej. W dużym skrócie, chodzi o zdarzenia zewnętrzne, niemożliwe do przewidzenia oraz zapobieżenia, a za takie można uznać np. stan epidemiologiczny wywołany koronawirusem. – Niezależnie od treści klauzuli znajdującej się w umowie, strona nie realizująca umowy lub nienależycie wykonująca umowę, powinna udowodnić, że wskutek działania siły wyższej wyniknęły u niej znaczące utrudnienia, np. w zapłacie czynszu przy umowie najmu – mówi Marek Kochański, radca prawny w kancelarii FKK Fluder Klocek Kochański Adwokaci i Radcowie Prawni S.K.A.

Modyfikacja umów ze względu na nadzwyczajną zmianę stosunków

Zgodnie z przepisem art. 357 (1) Kodeksu cywilnego, dłużnik może zwrócić się do sądu, z wnioskiem o uregulowanie wysokości jego świadczenia, w sposób uwzględniający nowe realia gospodarcze. Przykładowym rozstrzygnięciem może być zmiana w zakresie sposobu wykonania umowy, zmiana wysokości świadczenia, a nawet rozwiązanie umowy. – Nadzwyczajną zmianę stosunków stanowi zdarzenie, które przez swoje oddziaływanie zniweczyło pierwotne kalkulacje stron i którego nie dało się przewidzieć – nawet przy zachowaniu najwyższej staranności – podkreśla Marek Kochański, radca prawny w kancelarii FKK.

Z perspektywy dłużnika kluczowe jest jednak udowodnienie związku przyczynowego pomiędzy nadzwyczajnym charakterem zmian stosunków (wystąpieniem stanu epidemiologicznego w Polsce) a tym, że zmiana ta niesie ze sobą nadmierną trudność w spełnieniu świadczenia lub grozi jednej ze stron rażącą stratą. Ciężar udowodnienia przesłanek uzasadniających sądową ingerencję spoczywa na tym podmiocie, który się jej domaga.

Przesłanki zmian w umowach najmu

Ograniczenia w funkcjonowaniu przedsiębiorstw wpłynęły również na ustawodawstwo ingerujące w stosunki prawne między przedsiębiorcami. Jednym z przykładów jest czasowe zawieszenie wykonywania praw i obowiązków z umów najmu w galeriach wielkopowierzchniowych w okresie obowiązywania zakazu prowadzenia działalności w tego typu obiektach. – Aby jednak skorzystać z narzędzia, najemca w terminie 3 miesięcy od ustania zakazu, musi złożyć wynajmującemu ofertę przedłużenia umowy najmu o kolejnych 6 miesięcy. W innym wypadku wynajmujący będzie mógł dochodzić należności za okres objęty zakazem handlu od najemcy. Pomimo otwarcia galerii nie mają one jednak  tego samego potencjału jak w momencie zawarcia umowy, patrząc przez pryzmat ilości osób odwiedzających galerie. Z tego względu wszelkie próby ze strony najemców (odstąpienie, złożenie innej oferty przedłużenia) są asumptem do wszczęcia rozmów w sprawie obniżenia czynszu – zauważa Małgorzata Anisimowicz, prezes zarządu PMR Restrukturyzacje.

Kompleksowe rozwiązanie w postaci restrukturyzacji

Niezależnie od skuteczności powołania się na instytucję siły wyższej czy klauzulę rebus sic stantibus (nadzwyczajnej zmiany stosunków) oraz ilości zobowiązań istniejących po stronie dłużnika, najbardziej efektywnym rozwiązaniem dla przedsiębiorcy może okazać się skorzystanie z narzędzi przewidzianych prawem restrukturyzacyjnym. – Przeprowadzenie właściwych działań naprawczych pozwoli dłużnikowi na wynegocjowanie odpowiednich warunków spłaty jego zobowiązań przy maksymalnej ochronie wartości ekonomicznej przedsiębiorstwa, tym bardziej, że firma może wówczas liczyć na wsparcie doradców restrukturyzacyjnych i doświadczonych negocjatorów, rozumiejących oczekiwania i specyfikę poszczególnych grup wierzycieli. Działania restrukturyzacyjne, poza zaspokojeniem wierzytelności, wstrzymują również egzekucje wierzytelności,  chronią przed agresywną windykacją i ratują kluczowe zasoby – wskazuje Małgorzata Anisimowicz. Prezes zarządu PMR Restrukturyzacje dodaje, że szczególne dostosowanie przepisów prawa restrukturyzacyjnego do negatywnych skutków COVID-19 uwzględnia również przyjęty przez rząd projekt ustawy wprowadzający pozasądowe uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne. Prowadzi ono do zatwierdzenia układu z wierzycielami i chroni kluczowe umowy oraz majątek przedsiębiorstwa, poprzez zawieszenie egzekucji wierzytelności.

Instrumenty prawa restrukturyzacyjnego przewidują również szereg narzędzi o charakterze ochronnym, które w istotny sposób wpływają na funkcjonowanie zawartych umów. Już samo otwarcie jednego z czterech postępowań restrukturyzacyjnych powoduje, że wierzytelności powstałe przed dniem jego otwarcia zostają objęte układem z mocy prawa.

Dobra strona sanacji

W przypadku postępowania sanacyjnego ustawodawca dopuścił możliwość odstąpienia od „toksycznych” umów. Aby odstąpienie doszło do skutku niezbędne jest pozyskanie zgody zarządcy oraz sądu. Ponadto sama umowa musi mieć charakter umowy wzajemnej (gdzie świadczenie jednej ze stron odpowiada świadczenie drugiej), a charakter świadczenia drugiej strony jest niepodzielny (w przypadku charakteru podzielnego, odstąpienie może dotyczyć części umowy, która miała być realizowana po otwarciu postępowania sanacyjnego). Tym sposobem przedsiębiorstwo w postępowaniu sanacyjnym może skutecznie odstąpić od umowy najmu (coraz częściej zawieranego na czas określony, bez możliwości wypowiedzenia), dzierżawy, leasingu, zlecenia, umowy o roboty budowlane czy też umowy sprzedaży.

Negocjacje, czyli siła mediacji

Bez względu na mnogość dostępnych narzędzi prawnych, strony zawsze powinny rozważyć drogę negocjacji, która pozwoli im osiągnąć porozumienie. Wypracowany konsensus może polegać na odroczeniu terminu wymagalności roszczenia o spełnienie świadczenia, rozłożeniu świadczenia na raty czy wyłączeniu obowiązku osobistego spełnienia świadczenia przez dłużnika.

Niezależnie od dobrej woli drugiej strony, w czasie kryzysu z pewnością warto gromadzić dowody wskazujące na niemożliwość lub znaczną trudność w wykonaniu poszczególnych zobowiązań powstałych w związku z wystąpieniem epidemii (np. faktur i innych dokumentów finansowych czy korespondencji z osobami trzecimi). W ten sposób, przedsiębiorcy uzyskują możliwość skutecznego dowodzenia swoich racji w toku negocjacji z drugą stroną.

Promocja do wyczerpania zapasów

Narracja restartu globalnej gospodarki napędza rajd ryzykownych aktywów i przyćmiewa średnioterminowe czynniki ryzyka. Pęd ku wymazaniu marcowego załamania jest silny w obliczu wciąż niedowartościowanych aktywów, a przy zwiększonej płynności po masowym luzowaniu banków centralnych. Podążanie z nurtem będzie trwać do czasu, aż ignorowanie zagrożeń stanie się niemożliwe. Na razie jednak na wszystko jest wymówka.

Zaczynam patrzeć na rynki jak na supermarket, która ofertuje ogromne przeceny na wszystkie produkty do wyczerpania zapasów. Niższa cena jest tak kusząca, że klienci starają się kupić jak najwięcej, próbując zdążyć przed innymi, czasami nie zastanawiając się nad jakością produktu lub jego przydatnością. Promocja to promocja i trzeba brać. Po załamaniu rynków z marca i panicznej ucieczce od ryzyka, sporo aktywów oderwało się od swoich fundamentów. W niektórych przypadkach fundamenty „dogoniły” wyceny, ale w większości niedowartościowanie utrzymało się, nawet pomimo odbicia w kolejnych tygodniach. Do tego dochodzi wizja silnego odbicia ożywienia wraz z reaktywowaniem aktywności gospodarczej oraz kwestia wykorzystania rozmnożonej płynności w związku z luzowaniem polityki monetarnej. Pieniądz musi pracować i kupuje ryzyko, gdyż tak podpowiada motyw przewodni dla rynkowych nastrojów. A na stroje są dobre, po wyceny rosną. Rynki się zapętlają, nie bacząc na czynniki ryzyka.

A może jednak inwestorzy zdają sobie sprawę z zagrożeń, ale jednocześnie są w stanie uzasadnić ich neutralny wpływ na rynki? Dla przykładu, spór USA-Chiny będzie miał znaczenie, dopiero gdy dojdzie do zerwania umowy handlowej Pierwszej Fazy. Do tego czasu werbalne pogróżki i sankcje na osoby i instytucje są jedynie próbą sił, która z ekonomicznego punktu widzenia niewiele zmienia. Czy Chiny albo USA są gotowe całkowicie zerwać relacje handlowe? Inwestorzy zdają się w to wątpić, kiedy wszyscy potrzebują towarów od wszystkich do odbudowy po kryzysie.

Wygląda też na to, że inwestorzy bagatelizują ryzyko drugiej fali zachorowań na COVID-19, mimo że docierają sygnały z niektórych krajów i amerykańskich stanów o odbiciu w dziennej liczbie nowych przypadków zachorowań. Jednak z perspektywy rynków nie tyle liczy się liczba chorych, co reakcja władz. Masowy lockdown okazał się silnie szkodliwy ekonomicznie i krytycznie oceniany przez społeczeństwo. Przy dokonywanym luzowaniu zakazów i zapewnieniach o odpowiednim przygotowaniu opieki medycznej w przypadku drugiej fali zakażeń rządy będą mniej chętne ponownie stopować gospodarkę. Nie mówić już o politycznych kosztach przyznania się do błędu z poluzowaniem restrykcji. Inwestorzy zdają się wchodzić w zakład, że cokolwiek przyniesie druga fala zachorowań, szkody ekonomiczne nie będą tak poważne, jak te, które się już dokonały. Gorzej być nie może, zatem można kupować.

A co, jeśli w przypadku drugiej fali społeczeństwo samo narzuci sobie lockdown dla ochrony własnego zdrowia? Szczerze w to wątpię, a mnogość protestów w USA pokazuje, jak ludzie podchodzą do przestrzegania zasady dystansu społecznego. Interpretacja rynków jest tutaj brutalna i finalnie przemawia za podtrzymaniem rajdu ryzyka. Z jednej strony niepokoje społeczne w USA uderzają w dolara, nadszarpując jego status bezpiecznej przystani i wypychając kapitał w stronę innych aktywów. Z drugiej groźby Trumpa, że wyprowadzi wojska na ulice i zapowiedzi wprowadzenia godziny policyjnej umniejszają ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa. Tak, czy inaczej mamy bodziec do kupowania ryzyka.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Łódź i Gdańsk „gwiazdami” na rynku biurowym. Podsumowanie maja

Maj przyniósł na rynku biurowym w Polsce wyczekiwaną stabilizację. Jak pokazują dane REDD, w ciągu ostatnich czterech tygodni widać było spowolnienie przyrostu wolnej powierzchni biurowej do wynajęcia. Obecnie wynosi ona 2.4 mln m kw. W skali kraju jest to wzrost dostępnej powierzchni w granicach 30 tys. m kw. „Gwiazdami” rynku okazały się Łódź i Gdańsk.

– Analizując bilans nowowynajętych i zwolnionych powierzchni na rynkach regionalnych możemy zaobserwować pozytywne zamknięcie miesiąca w Łodzi i Gdańsku, gdzie zwolnione biura zostały w całości zaabsorbowane przez nowe umowy najmu. Podobny bilans zanotowano w Sopocie, Gdyni i Lublinie – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Największy negatywny bilans zaobserwowano natomiast w Warszawie, Katowicach i Poznaniu. Na tych trzech rynkach strona podażowa została zasilona dodatkową powierzchnią 19.3 tys. kw. i 114 modułami biurowymi, które nie zostały zbilansowane przez popyt.REDD1 (1)

Średnio ponad 28 modułów biurowych zasila podaż każdego tygodnia

Od końca marca bilans modułów biurowych nieprzerwanie przechyla się na stronę podażową, która w szczytowym tygodniu kwietnia została zasilona 115 modułami biurowymi, które nie zostały zaabsorbowane przez popyt.REDD2png

– Choć dalej na minusie, w maju wyniki charakteryzują się wyższą stabilnością. Obserwacja kolejnych 4-8 tygodni będzie kluczowa dla oceny trendu. Szczególnie że ostatnie tygodnie to wyraźny wzrost liczby zawieranych transakcji najmu – podsumowuje Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.REDD3

W Europie nawet 60 mln pracowników odczuje skutki epidemii

Blisko 60 mln aktywnych zawodowo mieszkańców Europy odczuje negatywne konsekwencje wynikające z epidemii COVID-19 i wprowadzonych ograniczeń. Wśród nich można wymienić m.in. zwolnienie, obniżenie pensji lub zmniejszenie wymiaru czasu pracy – wynika z analiz międzynarodowej firmy McKinsey, która prześledziła możliwe scenariusze w Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii. Eksperci Personnel Service wskazują, że jeśli przeanalizuje się wskaźniki podawane przez niezależne od siebie instytucje z poszczególnych państw, ta liczba jest jeszcze większa.

Zajmująca się doradztwem firma McKinsey przeanalizowała możliwy wpływ trwającej epidemii na rynek pracy w Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii. Z danych wynika, że co czwarty pracownik może odczuć skutki epidemii w postaci m.in. obniżenia wynagrodzenia, zmniejszenia wymiaru czasu pracy czy nawet zwolnienia. Zdaniem analityków McKinsey, bezrobocie w UE może wzrosnąć w 2021 roku do ponad 11% (ok. 20 mln bezrobotnych), jeśli utrzymają się m.in. zasady dystansowania społecznego. To oznacza wzrost o niemal 4 pp. w porównaniu do stopy bezrobocia z marca 2020 roku, kiedy liczba osób bez pracy wyniosła ok. 14 mln. Warto jednak zaznaczyć, że w marcu skutki koronawirusa nie były jeszcze zbyt odczuwalne. Mimo to, w porównaniu do lutego, liczba bezrobotnych wzrosła o 250 tys., a jeśli realny stałby się scenariusz firmy McKinsey z bezrobociem na poziomie 11%, oznaczałoby to, że pracę w Europie straci kolejne 6 mln osób.

W Polsce pracę straci nawet 2 mln osób

Choć 6 mln potencjalnych bezrobotnych w Unii Europejskiej to dużo, sumując dane z poszczególnych krajów można otrzymać wynik kilka razy wyższy. Firma Personnel Service już w marcu szacowała, że do końca trwania stanu epidemicznego, tylko w Polsce pracę może stracić nawet 2 mln pracowników, a bezrobocie może osiągnąć poziom 10%. Na utratę pracy najbardziej są narażone osoby zatrudnione w ramach umowy zlecenia, szczególnie w branżach handlowej, usługowej i HoReCa.

Ten czarny scenariusz mógłby się spełnić, jeśli ograniczenia nałożone na przedsiębiorców byłyby kontynuowane w kolejnych miesiącach. Tarcza Antykryzysowa nie jest bowiem w stanie odpowiedzieć na wszystkie potrzeby polskich firm. To jedynie kropla w morzu potrzeb. Na szczęście wdrażane są kolejne etapy odmrażania gospodarki. Nie można się jednak łudzić, że rynek nie odczuje skutków prawie trzech miesięcy dużych ograniczeń – zaznacza Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service, ekspert ds. rynku pracy.

Niemcy, Francja, Wielka Brytania czy Polska – gdzie są największe obawy o rynek pracy?

Analiza sytuacji w ujęciu europejskim jest o tyle trudna, że szacunki dotyczące możliwego bezrobocia przeprowadzają różne instytucje, opierające się na różnej metodologii. Tym niemniej, warto przyjrzeć się kilku najbardziej jaskrawym przykładom ze Starego Kontynentu. W Wielkiej Brytanii Urząd Odpowiedzialności Budżetowej przewiduje, że bez pracy może zostać 2 mln osób, a bezrobocie osiągnie pułap 10%. W Niemczech ekonomiści z firm Allianz i Euler Hermes podają, że w najgorszym scenariuszu zagrożone może być nawet 12 mln miejsc pracy. Z kolei we Francji minister pracy Muriel Pénicaud poinformowała, iż ponad 10 mln pracowników sektora prywatnego znajdzie się na tymczasowym bezrobociu.

Bezrobocie w wybranych krajach Europy w 2019 roku (Eurostat)
Kraj Stopa bezrobocia Liczba osób bezrobotnych
Niemcy 3,2% 1 374 000
Francja 8,5% 2 506 000
Wielka Brytania (poza UE) 3,8% 1 269 000
Polska 3,3% 558 000

 

Sumując dane o potencjalnych zwolnieniach w poszczególnych europejskich krajach, okazuje się, że szacunki firmy McKinsey są całkiem pozytywne.

To dosyć zrozumiała sytuacja. Po pierwsze, dokonując analizy na poziomie krajowym, można wziąć pod uwagę większą liczbę zmiennych i danych, dzięki czemu szacunki stają się bardziej szczegółowe. Po drugie, rządy i instytucje krajowe wolą być gotowe na czarny scenariusz, niż lekceważyć zagrożenie. Z kolei analizy obejmujące całą UE opierają się na pewnych uproszczeniach i uogólnieniach. Dla przykładu, portal statista.com zakłada wzrost bezrobocia o maksymalnie kilka punktów procentowych dla prawie wszystkich krajów UE – wyjaśnia Krzysztof Inglot.

Ukraina odczuwa boleśnie skutki kryzysu

Przytłaczające informacje dotyczące bezrobocia docierają także zza wschodniej granicy Polski. Z danych State Employment Service of Ukraine wynika, że tylko w jednym tygodniu kwietnia zarejestrowano ponad 36 tys. bezrobotnych. Szef Ukraińskiej Izby Handlowo-Przemysłowej Hennadij Czyżykow potwierdził z kolei, że na Ukrainie w ciągu miesiąca (między marcem a kwietniem) mogło przybyć nawet ok. 1-1,3 mln bezrobotnych, a poziom bezrobocia wzrósł do ok. 13,7-15,4%, co byłoby najwyższym wynikiem od 15 lat w tym kraju.

Ukraina ma podwójny problem. Pogarszająca się sytuacja ekonomiczna w kraju jest spowodowana zarówno spadkiem liczby miejsc pracy i wieloma zwolnieniami, ale także powrotami osób zatrudnionych w innych krajach Europy i świata. Z tego względu szacunki dotyczące bezrobocia mogą gwałtownie wrastać, tym bardziej, że w krajach takich jak Polska, gdzie do niedawna pracowało ponad 1,2 mln Ukraińców, na zajmowane przez nich miejsca pracy coraz częściej zgłaszają się Polacy. Pracownicy z Ukrainy są jednak nadal potrzebni pracodawcom w Polsce, dlatego cieszymy się, że rząd uwzględnił nasz postulat, by na czas epidemii wydłużyć automatycznie pozwolenia na prace dla Ukraińców – podsumowuje Krzysztof Inglot.

Dane KGP: W czasie pandemii drogówka wystawiła o ponad 40% mniej mandatów niż rok wcześniej

W Polsce o 41% spadła liczba mandatów wystawionych przez policjantów ruchu drogowego. Od lutego do kwietnia br. takich kar było przeszło 1,036 mln, a w analogicznym okresie ub.r. – prawie 1,760 mln. Ostatnio najwięcej wymierzyli ich funkcjonariusze KWP w Katowicach, natomiast najmniej – KWP w Gorzowie Wielkopolskim. Z kolei analizując dane procentowe, widać, że największy spadek nastąpił na obszarze KWP w Rzeszowie, gdzie wystawiono o 52% mandatów mniej niż w u.br. Według danych GITD, urządzenia będące w dyspozycji CANARD, zarejestrowały o przeszło 150 tysięcy mniej naruszeń dotyczących przekroczenia dopuszczalnej prędkości.

W całym kraju policjanci ruchu drogowego nałożyli od 1 lutego do 30 kwietnia br. ponad 1,036 mln mandatów. Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że to o 41% mniej niż w analogicznym okresie 2019 roku. Wówczas liczba takich kar wyniosła blisko 1,760 mln.

– Do spadku liczby mandatów przyczyniła się przede wszystkim powszechnie zastosowana izolacja społeczna. Spowodowała ona zdecydowanie mniejszy ruch pojazdów, zwłaszcza autostradowy i miejski. Ponadto policjanci nie prowadzili tak szeroko zakrojonych akcji typu trzeźwe poranki itp. Bardziej skupiali się na koronawirusie, a kontrole odbywały się dość wyrywkowo – komentuje Agata Gajos, dyrektor zarządzająca Stowarzyszenia Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego.

Od lutego do kwietnia najwięcej mandatów zostało wystawionych przez KWP w Katowicach – 104 891 (w analogicznym okresie 2019 roku ¬– 183 044). Dalej znalazły się KWP w Bydgoszczy – 94 329 (165 050), KSP w Warszawie – 94 000 (133 083), KWP w Poznaniu – 90 735 (167 717) oraz KWP we Wrocławiu – 76 676 (129 241). Z kolei najmniej takich kar zostało wystawionych przez KWP w Gorzowie Wielkopolskim – 20 449 (38 121). Kolejne miejsca w tym zestawieniu należą do KWP: w Opolu – 30 523 (60 041), w Szczecinie – 39 030 (77 713), w Kielcach – 40 991 (58 488) oraz w Olsztynie – 42 562 (74 349).

– Na drogach było tyle samo funkcjonariuszy, co w ubiegłym roku, a może nawet jeszcze więcej. Jednak mieli oni dodatkowe zadania, m.in. związane z kwarantanną. Z naszych obserwacji wynika, że ruch był zdecydowanie mniejszy od 15 marca do końca kwietnia. Od początku maja jednak natężenie zaczęło wracać do normy – podkreśla kom. Robert Opas z Komendy Głównej Policji.

Zestawiając dane procentowe z analizowanych okresów, widać, że największy spadek liczby wystawionych mandatów miał miejsce na obszarze KWP w Rzeszowie ¬– o 52% (ze 119 348 do 57 039). Dalej znalazły się obszary KWP w Szczecinie ¬¬¬– o 50%, KWP w Opolu ¬– o 49%, a KWP w Gorzowie Wielkopolskim oraz w KWP Poznaniu – o 46%. Natomiast na drugim krańcu widzimy KWP w Białymstoku – 21% (z 74 396 do 59 005). Następne są tereny KSP w Warszawie – 29%, KWP w Kielcach – 30%, w Łodzi – 35% oraz KWP w Gdańsku – 36% (z 90 156 do 57 877).

– W analizowanych okresach spadły niemal wszystkie statystyki, sporo zmniejszyły się te dot. wypadków, zabitych, rannych czy nietrzeźwych kierowców. Wyjątkiem są przekroczenia prędkości o ponad 50 km/h w obszarze zabudowanym, co oznacza zatrzymanie prawa jazdy. W tym roku mamy wzrost takich przypadków o ok. 24%, z ok. 17 300 do 21 500, przy czym porównujemy okresy od stycznia do drugiej połowy maja – mówi kom. Robert Opas.

Z kolei jak wynika z danych Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego, od lutego do kwietnia br. urządzenia będące w dyspozycji CANARD, zarejestrowały 334 260 naruszeń przekroczenia dopuszczalnej prędkości. W analogicznym okresie ubiegłego roku takich zdarzeń było 484 790. W piętnastu województwach spadła liczba tego typu sytuacji, a w lubelskim nieznacznie wzrosła – z 17 060 do 17 340.

– Niewielki ruch i coraz lepsza pogoda wręcz zachęcały do łamania przepisów. Ponadto niektórym kierowcom wydawało się, że nic im nie grozi. Sądzili, że policjantów jest mniej na drogach, bo mają inne zadania. Część osób stwierdziła, że w takich warunkach można jeździć nawet 200 km/h w mieście. Tym samym znacznie wzrosło ryzyko śmierci na drogach. Dla mnie to zaskakujące zachowanie, bo przecież nikt nie chce trafić do szpitala, zwłaszcza w takim okresie. Ale ludzie nie myślą o konsekwencjach – opisuje ekspert Stowarzyszenia Partnerstwo dla Bezpieczeństwa Drogowego.

GITD informuje, że od lutego do kwietnia br. najwięcej naruszeń przekroczenia dopuszczalnej prędkości zanotowały urządzenia w województwie mazowieckim – 75 870 (w analogicznym okresie 2019 roku – 112 490). Dalej znalazły się śląskie – 42 540 (49 440) i wielkopolskie – 27 680 (35 540). Natomiast najmniej takich przypadków było w opolskim – 6 430 (7640), warmińsko-mazurskim – 6 830 (10 730) oraz świętokrzyskim – 9 960 (12 880). Jak podkreśla Agata Gajos, proponowano, żeby na czas epidemii ograniczyć prędkość dopuszczalną. Takie decyzje zapadły w niektórych krajach. W Polsce tego nie zrobiono.

– W ciągu dwóch ostatnich miesięcy epidemia koronawirusa na pewno pochłonęła mniej ofiar niż polskie drogi. I to jest przerażające. Robimy, co możemy, ale jesteśmy tylko jedną z instytucji, która o to dba. Ponadto głównym problemem jest mentalność kierowców. Część z nich, kiedy widzi policjanta czy fotoradar, jedzie zgodnie z przepisami. A 100-200 metrów dalej już to wygląda zupełnie inaczej. To oczywiście nie ma większego sensu. Od nas samych – kierowców zależy w największym stopniu bezpieczeństwo na drogach. Pamiętajmy, że na to, co robimy za kierownicą patrzą m.in. nasze dzieci, które najprawdopodobniej będą się wzorować na tych zachowaniach – podsumowuje kom. Opas.

Reputacja, efektywność i dobre praktyki, czyli słów kilka o zdalnej rekrutacji

Kiedy „TO już się skończy”, nastanie… „The New Normal” – nowa, postpandemiczna rzeczywistość, w której będziemy musieli przeorganizować wiele procesów biznesowych. Rynek pracy się zmienił, a w wyniku redukcji w niektórych branżach, pojawiły się szanse na pozyskanie nowych talentów. Jednak sam proces rekrutacji trzeba ustawić na nowo i przeprowadzić go zdalnie.

Analitycy już teraz próbują przewidzieć, w którym kierunku będą podążać zmiany funkcjonowania biznesu. Pandemia z pewnością pozwoliła pracodawcom i pracownikom oswoić się z pracą zdalną. Jednak to, co okazało się stosunkowo proste do wdrożenia w codziennej pracy, w sytuacjach szczególnych – jak rekrutacja, już takie nie jest. Co powinni zrobić pracodawcy, aby nowe formy rekrutacji były bardziej przyjazne dla kandydatów i efektywne dla firmy? Rozwiązaniem są: strategiczne podejście oraz odpowiednie narzędzia wspomagające rekrutację.

Pamiętaj o swojej reputacji

Choć wiele mówi się o końcu ery pracownika, reputacja pracodawcy to wartość, której nie wolno niszczyć nieprzemyślanymi decyzjami. Proces rekrutacji prowadzony w nowej rzeczywistości to także świadectwo dla pracodawcy – na ile przystosował się do nowej rzeczywistości i jak prowadzi komunikację z pracownikami.

„Przede wszystkim trzeba jasno i konkretnie wyjaśnić nowe zasady rekrutacji, która – dla bezpieczeństwa kandydatów i pracowników – jest często realizowana zdalnie. Prowadzenie rozmów z kandydatami online nie jest nowością, nowa jest skala tego zjawiska i konieczność szybkiej reakcji pracodawców. Choć wiele słyszymy o redukcjach zatrudnienia, branże takie jak: IT, farmacja, medycyna, e-commerce – intensywnie rekrutują” – wyjaśnia Paweł Wysocki, Prezes Zarządu firmy Quercus Sp. z o.o., eksperta w zakresie wdrażania rozwiązań SAP w HR.

W tej chwili, w związku z redukcjami w niektórych branżach, na rynku pojawiło się więcej kandydatów do pracy. Chcąc ich przekonać do swojej oferty, pracodawca musi otwarcie komunikować zasady rekrutacji, oczekiwania oraz wymagania stawiane przed kandydatem. W dobrym tonie jest też obecnie podanie widełek płacowych.

Rekrutuj efektywnie

Zmiana metody rekrutacji może w niektórych przypadkach wpłynąć na jej efektywność, w końcu musimy nauczyć się funkcjonować w nowej rzeczywistości. Zresztą dotyczy to w równej mierze pracodawców, jak i kandydatów do pracy.

„Jeszcze pół roku temu mówiąc o skuteczności procesu rekrutacji, skupialiśmy się przede wszystkim na candidate experience, a więc na doświadczeniach kandydata związanych z całym procesem. Obecnie większy nacisk kładziemy na efektywność techniczną, czyli na taki dobór narzędzi komunikacji, który pozwoli na bezproblemowe przeprowadzenie niezbędnych rozmów, w zdecydowanej większości przypadków – wideokonferencji” – podkreśla ekspert Quercus.

Pracodawcy muszą pamiętać, że do rozmów online trzeba się przygotować inaczej niż do tych bezpośrednich. Zwykle oznacza to więcej pytań, które pozwolą uzyskać pełny obraz kandydata. Podczas rozmowy zdalnej z jednej strony mogą umknąć pewne niuanse widoczne w czasie rozmowy twarzą w twarz, z drugiej – trzeba założyć (bo najczęściej tak jest), że każda ze stron będzie podwójnie spięta. Po pierwsze dlatego, że to rozmowa kwalifikacyjna, po drugie – jest prowadzona zdalnie, za pośrednictwem wideo, a nie każdy lubi widzieć siebie na ekranie.

Nowa rzeczywistość – dobre praktyki

Narzędzia, które pozwalają na zdalne przeprowadzenie procesu rekrutacji zyskują na znaczeniu, a wiele firm upatruje w nich szansę zarówno na skuteczne pozyskanie pracowników, jak i na zbudowanie przewagi konkurencyjnej.

Rekrutacja to nie tylko sama rozmowa. To proces, który zaczyna się w momencie powstania potrzeby zatrudnienia nowej osoby; następnymi etapami tego procesu są: publikacja ogłoszenia, analiza zgłoszeń, przeprowadzanie rozmów i wybór pracownika. „Wszystkie te etapy można przeprowadzić zdalnie i w dodatku za pomocą jednego narzędzia. W IT dostępne są takie zaawansowane rozwiązania. Przykładem jest np. SuccessFactors Recruiting, moduł stworzony po to, aby umożliwić strategiczną, skuteczną i kompleksową realizację procesu rekrutacji za pomocą jednego narzędzia pozwalającego – i to jest ogromna zaleta kompleksowych rozwiązań IT w rekrutacji – na standaryzację oceny kandydatów, a tym samym na wybór pracownika w oparciu o zobiektywizowane dane” – twierdzi Paweł Wysocki.

Prezes Zarządu Quercus podkreśla jednak, że nawet najnowocześniejsze narzędzie nie poprawi wyników rekrutacji, jeśli kandydaci nie otrzymają odpowiednich informacji, jak proces będzie przebiegał i w jaki sposób powinni się do niego przygotować.

„Dobrą praktyką jest poinformowanie kandydatów o tym, za pośrednictwem jakich narzędzi będzie przeprowadzona rekrutacja, kiedy, o której godzinie. Osoba ubiegająca się o pracę powinna otrzymać informacje, z jakiego adresu/loginu/nicka będziemy się z nią kontaktować oraz ile czasu może potrwać taka rozmowa. Jeżeli przewidujemy testy – zaznaczmy to w mailu. Jeśli potrzebne będą dodatkowe akcesoria – również o tym napiszmy” – podpowiada.

Nowa rzeczywistość będzie się wiązać z szeregiem zmian, z którymi musimy się zmierzyć w najbliższym czasie. Jednak, choć każda zmiana oznacza stres i na początku jest trudna, w ostatecznym rozrachunku okazuje się korzystna. Pod warunkiem, że się do niej odpowiednio przygotujemy. Zdalnie prowadzony proces rekrutacji, oparty o obiektywne przesłanki, może okazać się o wiele skuteczniejszą formą znajdowania najlepszych kandydatów, która zapewni firmie takie talenty, jakie są jej potrzebne do stabilnego rozwoju i realizacji wytyczonych celów.

Zdalna rozmowa o pracę – o czym powinien pamiętać kandydat:

  1. Zapoznaj się z wytycznymi dotyczącymi rozmowy, jakie otrzymałeś od pracodawcy.
  2. Nie spóźnij się, chwilę przed rozpoczęciem rozmowy przetestuj połączenie.
  3. Nie dzwoń pierwszy – to pracodawca powinien skontaktować się z Tobą. Jeśli jest opóźnienie dłuższe niż kwadrans – zadzwoń pod numer podany w e-mailu ze szczegółami rekrutacji i zapytaj, czy zaszły jakieś zmiany.
  4. Przygotuj otoczenie: sprawdź, co znajduje się za Tobą i posprzątaj. Jeśli z tyłu znajduje się biblioteczka, zadbaj o to, aby widoczne były odpowiednie, budujące Twój wizerunek pozycje (jednak takie, które faktycznie posiadasz, nie twórz fałszywej rzeczywistości).
  5. Ubierz się tak, jak na rozmowę kwalifikacyjną (nie zapomnij o dole ubrania – na wypadek, gdybyś podczas połączenia wideo musiał wstać).
  6. Zmień krzesło z „kręconego” na zwykłe – będzie Ci łatwiej zachować odpowiednią pozycję.
  7. Wyłącz wszystkie urządzenia, które mogą Cię (i rekrutera) rozpraszać, a więc: telewizor, radio, telefony.
  8. A przede wszystkim – przygotuj się do rozmowy.

SAP SuccessFactors Recruiting – najważniejsze funkcjonalności:

  1. Możliwość prowadzenia rekrutacji na całym świecie (200 krajów, 46 języków) zgodnie z obowiązującymi przepisami (m.in. RODO).
  2. Zautomatyzowany proces zamieszczania ofert pracy w wielu źródłach na całym świecie.
  3. Duża skuteczność marketingowa opublikowanych ogłoszeń (dobre pozycje w wyszukiwarkach).
  4. Narzędzia umożliwiające samoobsługę podczas zgłaszania kandydatury.
  5. Narzędzia umożliwiające rekrutację wewnętrzną.
  6. Narzędzia analityczne ułatwiające selekcję kandydatów w oparciu o ustandaryzowane przesłanki.
  7. Narzędzia umożliwiające mobilną współpracę (responsywna witryna umożliwiająca odpowiadanie na ogłoszenia z poziomu smartfona).
  8. Bezpieczne i zgodne z prawem tworzenie baz kandydatów z podziałem na kategorie.
  9. Zarządzanie danymi kandydata.
  10. Szybki pomiar skuteczności procesu rekrutacji.

Najniższy w historii wskaźnik PMI dla Polski, co to oznacza?

W kwietniu odnotowano najniższy w historii Polski odczyt wskaźnika PMI, czyli indeksu, który pokazuje jakie są nastroje menedżerów przedsiębiorstw. Spadł on do poziomu ok. 35 punktów – gdzie 50 uważa się za barierę między pesymizmem a optymizmem. Ten wyniki jest niższy nawet niż podczas poprzedniego kryzysu finansowego, z lat 2008-2009. Jednocześnie nasza gospodarka wysyła sprzeczne komunikaty. Z jednej strony mamy dramatyczny spadek wskaźnika PMI. Z drugiej, w ostatnim tygodniu kwietnia w niewielu przypadkach dochodziło do zawieszenia działalności gospodarczych. Mało tego, okazało się, że więcej było jej wznowień. To odwrócenie wcześniejszego trendu. W ostatnim tygodniu marca zawieszono rekordową liczbę działalności gospodarczych.

– Być może jest to znak, że pierwsze programy pomocowe wprowadzone przez rząd działają – powiedział serwisowi eNewsroom Jakub Sawulski, kierownik zespołu makroekonomii w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – Przedsiębiorcy nie zawieszają swoich działalności, a nawet je wznawiają. Jesteśmy obecnie w takim momencie, kiedy najważniejsza jest ochrona polskiej gospodarki. Konieczne jest zatrzymanie bankructw firm i zatrzymanie zwolnień pracowników. Jeżeli ten kryzys potrwa jeszcze 2-3 miesiące – czyli okaże się zjawiskiem przejściowym, a kraj wyjdzie z niego z wysokim bezrobociem – wówczas straty będą odbudowywane przez kilka następnych lat. Jeśli uda nam się jednak zahibernować rynek pracy i zatrzymać falę zwolnień – wówczas szybciej wrócimy do normalnego stanu naszej gospodarki i właściwego jej wzrostu – przewiduje Sawulski.