Klienci banków na celowniku cyberprzestępców. Przestępcy wykorzystują pandemię i podszywają się pod instytucje bankowe [AUDIO]

Rośnie zagrożenie ze strony hakerów. Cyberprzestępcy wykorzystują obecną sytuację pandemiczną, aby wyłudzić od internautów wrażliwe dane bądź środki zgromadzone na kontach bankowych. Hakerzy podają się za przedstawicieli instytucji, fałszują maile i zakładają znajomo brzmiące domeny na potrzeby oszustw internetowych, aby zachęcić użytkowników sieci do pobierania niebezpiecznych załączników i wchodzenia na spreparowane witryny internetowe. Na ich celowniku są także instytucje publiczne, których działanie jest krytyczne dla funkcjonowania państwa.

– W 2019 roku incydentów dotykających obywateli odnotowaliśmy ponad 6,5 tys. Ta liczba w większości wynika ze wzrostu świadomości, że można takie rzeczy zgłaszać, a niekoniecznie ze wzrostu skali – mówi agencji Newseria Innowacje Przemysław Jaroszewski, kierownik CERT Polska, NASK. – Czymś innym są cyberataki dotyczące bezpieczeństwa kraju, krytycznych instytucji czy bezpieczeństwa obywateli. Takie incydenty dużo trudniej zmierzyć, ponieważ o większości z nich albo nie mówi się wprost, albo są to ataki miękkie, np. służące rozprzestrzenianiu fałszywych informacji.

Cyberprzestępcy postanowili wykorzystać pandemię koronawirusa do zmasowanego ataku na użytkowników internetu. Eksperci z SecDev Group zbadali, jak wzrost liczby zachorowań na COVID-19 przekłada się na aktywność hakerów. Wyliczenia oparli ona rynku amerykańskim oraz włoskim, które w największym stopniu zostały dotknięte pandemią. Jak się okazało, przy dynamice wzrostu zachorowań rzędu 15–20 proc. zanotowano 25–30-proc. wzrost cyberprzestępczości.

Zwiększoną aktywność hakerów zanotowano także na polskim rynku. Redaktorzy „Rzeczpospolitej” poinformowali, że według specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa z Instytutu Kościuszki oraz Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego w dobie pandemii nastąpił zauważalny wzrost działalności cyberprzestępczej. Hakerzy wzięli na celownik m.in. placówki medyczne oraz dostawców usług krytycznych, od których próbują wyłudzić poufne informacje.

W ostatnich tygodniach cyberprzestępcy chętniej sięgają także po metody phishingowe skierowane w stronę osób prywatnych. Raport wskazuje, że ataki polegające na podszywaniu się pod zaufane instytucje, m.in. banki, stanowią aż 55 proc. wszystkich działań cyberprzestępczych.

– W przypadku ataków na klientów bankowości część z nich to bezpośrednie ataki na środki finansowe – próba wykradzenia dostępu, zdefiniowania zaufanych odbiorców i wyprowadzenia środków. Czasami jest to dużo prostszy scenariusz, bo służy tylko wykorzystaniu wizerunku banku jako zaufanego podmiotu, który kojarzy nam się z zaufaną korespondencją. Musielibyśmy się bacznie przyglądać, żeby dostrzec tam treści, które wcale od banku nie pochodzą, a są dla nas szkodliwe, jak złośliwe oprogramowanie czy fałszywe informacje – tłumaczy ekspert.

Celem ataku stali się m.in. klienci PKO Banku Polskiego, którzy korzystają z bankowości internetowej w ramach usługi iPKO, a także Banku Millenium. Przestępcy wysyłają ofiarom maila z informacją, że ktoś próbował się zalogować na ich konto. W wiadomości zachęcają do aktywowania odnośnika, aby sprawdzić podejrzaną aktywność. Przejście na zainfekowaną witrynę może zdaniem banku grozić przejęciem konta bankowego, a nawet kontroli nad komputerem bądź telefonem.

Pandemia koronawirusa ułatwiła także wzięcie na cel klientów Poczty Polskiej. Cyberprzestępcy stworzyli klon witryny instytucji, aby za jej  pomocą wyłudzić poufne dane. Ofiary otrzymują SMS-a z informacją o konieczności wniesienia kilkudziesięciogroszowej opłaty za dezynfekcję przesyłki, która ma zapobiec przetrzymaniu jej na 30-dniowej kwarantannie. Wiadomość przenosi klienta do strony imitującej witrynę Poczty Polskiej ze sfałszowanym systemem płatności, który przechwytuje dane do logowania na konto bankowe.

– W przypadku ostatnich kampanii, przed którymi ostrzegaliśmy, komunikat pochodził rzekomo od banku, natomiast próba otwarcia załącznika kończyła się infekcją złośliwym oprogramowaniem. Wykorzystywano zaufanie do banku, żeby przekazać szkodliwy załącznik – mówi Przemysław Jaroszewski. – Zalecałbym dużą dozę ostrożności przy otwieraniu wszelkich komunikatów, które nie są bardzo typowe. A nawet w przypadku tych typowych łatwiej jest zadzwonić do banku i upewnić się, czy rzeczywiście taki komunikat został wysłany, niż później odkręcać sytuację, w której coś pośpiesznie otworzyliśmy pod presją czasu i zainfekowaliśmy swój system.

Szeroko zakrojoną walkę z internetowymi wyłudzeniami tego typu prowadzą eksperci z CERT, którzy we współpracy z operatorami telekomunikacyjnymi opracowują listę podejrzanych i niebezpiecznych witryn. Celem akcji ma być stworzenie dynamicznie uzupełnianej listy domen zawierających złośliwe treści bądź służących do wyłudzania poufnych informacji. Każda ze zgłaszanych witryn poddawana jest ręcznej weryfikacji, zanim zostanie zablokowana, a operatorzy Orange, Polkomtelu, P4 i T-Mobile używają jej do automatycznego blokowania podejrzanych stron.

Według analityków z firmy Grand View Research wartość globalnego rynku cyberbezpieczeństwa w 2018 roku wyniosła 116,5 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie ona do ponad 241 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 11 proc.

Koronawirus przyspiesza cyfryzację i zmiany w logistyce

Upowszechnienie pracy zdalnej, popularyzacja administracji elektronicznej i radykalna zmiana zachowań zakupowych – zarówno w sektorze B2C, jak i B2B – to przykłady zmian, które dokonały się za sprawą koronawirusa. Część z nich będzie miała trwały charakter. Wszystkie natomiast w jakiś sposób wiążą się z cyfryzacją lub logistyką i transportem.

Choć w apelach klimatologów o powstrzymanie wzrostów emisji CO2 od lat pojawiał się wątek końca znanego nam świata, chyba dopiero epidemia koronawirusa pokazała nam, jak szybko zmienić może się to, co braliśmy za pewnik. Bez wątpienia sytuacja jest ogromnym wyzwaniem – zarówno z punktu widzenia ochrony zdrowia, samopoczucia ludzi w izolacji jak i stanu gospodarki. Z drugiej strony stanowi jednak okazję, żeby podważyć status quo na bardzo wielu płaszczyznach. Okazuje się, że potrafimy radzić sobie bez podróży służbowych i regularnych wizyt w galeriach handlowych, a wiele spraw wymagających dotychczas fizycznej obecności da się załatwić bez wychodzenia z domu. Ruch, w którym pozostawaliśmy niemal nieustannie, przenosi się do Internetu lub jest delegowany firmom transportowym. Przyjrzeliśmy się trzem obszarom, w którym związane z koronawirusem zmiany mogą być trwałe – z korzyścią dla jakości życia po epidemii.

Zdalne spotkania

Podobno przedstawiciel handlowy przejeżdża w ciągu roku nawet 100 tys. km. Przy założeniu, że miesiąc roboczy ma 20 dni to ponad 400 km dziennie – licząc optymistycznie, że realne jest osiągnięcie prędkości przelotowej na poziomie 100 km/h, to co najmniej 4 godziny za kółkiem. Każdy, dla kogo spotkania stanowią istotny element życia zawodowego, doświadczył pewnie sytuacji, w której droga do celu i powrót zajęły w sumie więcej czasu niż zasadnicza część wyjazdu. Ze względu na bezpieczeństwo w kontekście koronawirusa wszyscy ograniczamy bezpośrednie spotkania do minimum. „Nomadowie biznesu” z dnia na dzień musieli w związku z tym radykalnie zmienić swój sposób funkcjonowania. Firmy, które zareagowały na nową sytuację najszybciej, przeniosły proces utrzymania relacji z klientami do Internetu. – Dotychczas nie było takiej potrzeby, ale teraz często korzystam z wideokonferencji. Działa to dużo lepiej niż można się spodziewać. Choć z daleka, widzimy się twarzą w twarz, a ja mogę doradzać klientom. Po opracowaniu propozycji umowy, zestawiamy kolejne wideospotkanie i ją szczegółowo omawiamy – relacjonuje Grzegorz Gnitecki, doradca handlowy STILL Polska. – Sytuacja jest nowa także dla klientów. Mam jednak wrażenie, że dla nich – tak jak i dla nas – ważne jest to, by przetrwać razem ten trudny czas najlepiej jak się da. Jestem przekonany, że przy odpowiednim podejściu relacje biznesowe mogą być po tym wszystkim jeszcze bliższe niż dotychczas – podsumowuje. Spotkania online nie są oczywiście takie same jak te na żywo. Przy zdalnej komunikacji – bez możliwości uściśnięcia dłoni i wypicia razem kawy – z pewnością trudniej skracać dystans. Pod przymusem koronawirusa dowiedzieliśmy się jednak, że mimo swoich ograniczeń pozwalają one skutecznie realizować zamierzenia obu stron. Wiele firm przekonało się także, że praca z domu może być nie mniej skuteczna niż w biurze. Może więc już po epidemii dwa razy zastanowimy się przed wyruszeniem samochodem do klienta lub wzięciem Home Office. Oszczędność nawet połowy czasu pracy handlowca, miliony przejechanych kilometrów mniej, ograniczenie ruchu na drogach i znacząca redukcja ilości emitowanych gazów cieplarnianych – potencjalne korzyści wynikające z przeniesienia choć części spotkań do sieci są ogromne – zarówno z indywidualnej perspektywy biznesowych podróżników, komfortu jazdy tych, którzy pozostaną na drogach, oraz środowiska naturalnego i spowolnienia zmian klimatycznych.

Cyfrowa administracja

Według relacji ministra cyfryzacji w związku z epidemią znacząco przyspieszyła popularyzacja załatwiania za pośrednictwem Internetu spraw urzędowych. Stopień wykorzystania e-usług – zarówno oferowanych na poziomie centralnym, jak i lokalnym – zwiększył się co najmniej trzykrotnie. „Na skutek sytuacji, w której się znaleźliśmy, wiele osób, które bały się zdalnych rozwiązań, uważając, że są niepraktyczne czy niebezpieczne – przekonuje się, że jest inaczej. Dowiadują się, że można korzystać i załatwiać sprawy urzędowe przez Internet i że to korzyść zarówno dla obywateli, jak i dla samych urzędów. W tym więc sensie administracja zmieni się już na zawsze. Świadomość – po obu stronach – możliwości, jakie dają narzędzia cyfrowe, świadomość wygody – z całą pewnością wzrośnie. W związku z tym zrodzą się także większe oczekiwania wysokiej jakości usług administracji online” – komentuje w wywiadzie udzielonym samorządowemu serwisowi PAP Marek Zagórski, Minister Cyfryzacji. Do już funkcjonujących rozwiązań ma wkrótce dołączyć m.in. elektroniczne doręczanie pism. Wymuszone względami epidemicznymi zamknięcie urzędów sprawiło więc, że wdrażane od kilku lat z sukcesami w przemyśle i logistyce zmniejszanie znaczenia papierowej dokumentacji staje się faktem także w administracji publicznej.

E-commerce

Na przestrzeni jednego miesiąca – w marcu, w którego trakcie w życie weszły ograniczenia przemieszczania się – dziewięciokrotnie wzrosła liczba wyszukań frazy „zakupy online” – wynika z analiz Google Trends. Choć wciąż nie dysponujemy danymi sprzedażowymi z całego rynku, jasne jest, że obok kategorii, w których zakupy przez Internet były popularne już wcześniej – jak odzież czy elektronika – na e-commerce otwierają się nowe branże – także w sektorze B2B. – Od początku epidemii widzimy w naszym serwisie sprzedaży online wzmożony ruch – mówi Marta Domańska, koordynująca działania w sklepie internetowym STILL Polska oferującym zakup i wynajem krótkoterminowy wózków widłowych.  – Klienci korzystają z możliwości prostego zamówienia wózków niewymagających dodatkowej konfiguracji. Wystarczy parę kliknięć, by w kilka dni mieć gotowy do pracy pojazd w swoim zakładzie bez dodatkowych kosztów dostawy. Zainteresowaniem cieszą się także dostępne z poziomu sklepu zdalne kanały doradztwa jak LiveChat czy konsultacje telefoniczne – relacjonuje. Bardzo dynamiczny rozwój widoczny jest także w obszarze e-grocery. Wyspecjalizowane serwisy odnotowują nawet kilkusetprocentowe wzrosty liczby zamówień, a największe sieci handlu artykułami spożywczymi rozpoczynają współpracę z pośrednikami umożliwiającymi realizację zamówień i dostawę bez konieczności tworzenia przez sklep dodatkowej infrastruktury. Bez wątpienia bezpośrednimi beneficjentami sytuacji są przewoźnicy i firmy kurierskie. Niewykluczone, że – podobnie jak po epidemii SARS w Azji – zmiany zachowań zakupowych okażą się trwałe. Jeśli rzeczywiście znaczna część sprzedaży w krótkiej perspektywie przeniesie się do sieci, będzie to skutkować przyspieszoną automatyzacją centrów dystrybucyjnych oraz jeszcze bardziej intensywnym tworzeniem mini-hubów w okolicach dużych ośrodków miejskich. Wszystko to, by zapewnić szybką i bezbłędną kompletację oraz zwiększyć dostępność dostaw tego samego dnia.

Lekcja zdalnego załatwiania spraw

Przy wszystkich trudnościach i negatywnych efektach epidemii, jest ona także okazją do potencjalnie pozytywnych zmian. Cyfryzacja i e-commerce dostały potężny bodziec do rozwoju, a pracownicy i pracodawcy – szansę, by zrewidować zasadność swoich dotychczasowych zachowań. Jak zaapelowali w swoim artykule na temat sytuacji dr hab. Dariusz Szostek i dr Maciej Kawecki: „kiedyś uporamy się z COVID-19. Wyciągnijmy wnioski z tego co się dzieje. Wykorzystajmy cyfryzację, aby ludzie mogli pracować, uczyć się, ale też załatwiać sprawy zdalnie. Weźmy pod uwagę potrzebę ochrony klimatu i tam, gdzie naprawdę nie musimy – bądźmy, ale zdalnie.”

8 na 10 restauracji i hoteli z coraz większymi problemami finansowymi. W 2020 roku wiele z nich może upaść

Subindeks Barometru EFL na II kwartał br. dla sektora HoReCa (hotele, restauracje, firmy cateringowe) wyniósł 28,6 pkt., o 24,9 pkt. mniej niż kwartał wcześniej. W szczególności, 81 proc. restauratorów i hotelarzy obawia się mniejszej liczby klientów. A w związku z tym, że płynność finansowa jest uzależniona od codziennego napływu gości, aż 82,5 proc. przedstawicieli HoReCa spodziewa się większych trudności w regulowaniu codziennych zobowiązań. A to, jak podkreślają przedstawiciele EFL, krótka droga do ogłoszenia upadłości firmy.

Barometr EFL dla branży HoReCa na II kwartał 2020:

  • Subindeks: 28,6 pkt. (-24,9 pkt. kw./kw.); najniższy, obok usług, wskaźnik wśród 6 badanych sektorów
  • Inwestycje: 44 proc. przedsiębiorców prognozuje zmniejszenie inwestycji; 12 proc. prognozuje wzrost inwestycji
  • Sprzedaż: 81,3 proc. przedsiębiorców prognozuje zmniejszenie sprzedaży; 3 proc. prognozuje wzrost sprzedaży
  • Płynność finansowa: 82,5 proc. przedsiębiorców prognozuje pogorszenie płynności finansowej; 3 proc. prognozuje lepszą płynność finansową
  • Finansowanie zewnętrzne: 23,8 proc. przedsiębiorców prognozuje mniejsze zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne; 33,8 proc. prognozuje wzrost zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne
  • Wpływ koronawirusa na sytuację firmy: 82,5 proc. przedsiębiorców uważa, że koronawirus będzie mieć zdecydowanie niekorzystny wpływ na przyszłą sytuację firmy (najwyższy wynik wśród 6 sektorów)

– HoReCa to sektor dla którego skutki uboczne epidemii COVID-19 mogą okazać się najbardziej dotkliwe. Zdecydowana większość restauracji, kawiarni, barów, hoteli czy pensjonatów nie może normalnie funkcjonować już niemal dwa miesiące. I choć powolne odmrażanie gospodarki 4 maja objęło właśnie część tych podmiotów, to jednak tylko w ograniczonym zakresie. A przecież płynność finansowa HoReCa w zdecydowanej większości jest uzależniona od codziennych odwiedzin gości. Jeśli właściciel lokalu nie wypracował we wcześniejszych miesiącach i latach odpowiednich zapasów finansowych, a w dodatku ma zaległości w fakturach i bieżących opłatach na rzecz dostawców, jego los może stać pod znakiem zapytania. A jak wynika z badania, ponad 80 proc. przedstawicieli sektora prognozuje gorszą płynność finansową w najbliższych miesiącach. A gdy tej zdolności do regulowania zobowiązań nie będzie, przedsiębiorcy bardzo często nie pozostaje nic innego, jak zwolnienie pracowników i zamknięcie biznesu – zwraca uwagę Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Leasing w II kwartale prawdę powie

Z najnowszych danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że firmy leasingowe w I kwartale br. sfinansowały sprzęt gastronomiczny o wartości 63,3 mln zł, co oznacza niemal taki sam wynik jak rok wcześniej (I kwartał 2018 – 63,2 mln zł). Choć nie widać tutaj spadku finansowania, przedstawiciele EFL spodziewają się go w II kwartale br.

– Styczeń i luty były miesiącami, w których nie znaliśmy jeszcze koronawirusa i nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, co czeka nas za kilka tygodni. Dopiero od marca przedsiębiorcy wstrzymywali się z inwestycjami, które wcześniej planowali. I to dotyczy większości sektorów, nie tylko HoReCa. Stąd wyniki za II kwartał pokażą skalę spowolnienia gospodarczego, jakie przysporzył nam COVID-19 – dodaje Radosław Woźniak.

Może zabraknąć na codzienne rachunki

Subindeks branżowy Barometru EFL dla sektora HoReCa na II kwartał br. wyniósł tylko 28,6 pkt. Jest to, obok sektora usług, najsłabszy wynik w tym pomiarze. Jednocześnie wartość odczytu jest aż o 24,9 pkt. niższa niż kwartał wcześniej. W przypadku trzech z czterech badanych obszarów widać przewagę pesymistów nad optymistami. Najgorzej jest ze sprzedażą. Ponad 81 proc. hoteli, restauracji i firm cateringowych prognozuje spadek zamówień od kwietnia do czerwca br., podczas gdy tylko nieco ponad 3 proc. liczy na wzrost obrotów. To nie pozostanie bez wpływu na płynność finansową, której pogorszenia spodziewa się podobny odsetek przedsiębiorstw – 82,5 proc. Również inwestycje staną w miejscu – 44 proc. zapytanych planuje mniej inwestować niż kwartał wcześniej, a tylko 12 proc. więcej.

Wartość głównego indeksu Barometru EFL wyniosła w II kwartale 2020 roku 32,5 pkt. Osiągnięty poziom jest o 17,4 pkt. niższy niż w pierwszym kwartale tego roku i jednocześnie najniższy od początku realizacji badania (od stycznia 2015 roku).

Wpływ kryzysu koronawirusa na sytuację przedsiębiorstw oraz ich plany zatrudnieniowe i płacowe

Na przełomie kwietnia i maja 67 proc. firm odczuwa spadki przychodów względem wyniku z marca – to wzrost o 10 pp. w stosunku do sytuacji sprzed miesiąca. Co dziesiąta firma przyznaje, że nie ma środków na przetrwanie, miesiąc wcześniej takich firm było 18 proc. Redukcji zatrudnienia dokonało jak dotąd 12 proc. przedsiębiorstw. Dalsze zwolnienia deklaruje 12 proc. firm, co jest wynikiem aż o 16 pp. niższym w porównaniu z końcem marca i 2 pp. niższym niż w połowie kwietnia. Sytuacja polskich firm pozostaje niepewna, ale coraz mniej przedsiębiorstw zamierza stosować radykalne strategie przetrwania – wynika z najnowszego badania kondycji przedsiębiorstw, przeprowadzonego przez Polski Instytut Ekonomiczny
i Polski Fundusz Rozwoju.

Sytuacja w gospodarce zmienia się bardzo dynamicznie. W badaniach sprzed miesiąca dominowała tendencja do postrzegania przyszłości gospodarczej w czarnych barwach. Teraz widzimy urealnianie tej perspektywy przez przedsiębiorców. Wprawdzie co ósma firma dokonała zwolnień, a 18 proc. obniżyło wynagrodzenia, to jednak z drugiej strony 38 proc. badanych firm zadeklarowało, że dysponuje zasobami finansowymi pozwalającymi im przetrwać dłużej niż 3 miesiące. To o 12 pp. więcej niż jeszcze miesiąc temu. Pomimo to nadal 12 proc. firm planuje dalsze zwolnienia. Obraz wyłaniający się z naszych badań pokazuje, że pomimo coraz częściej pojawiających się prognoz o kilkuprocentowym spadku PKB w 2020 r., firmy nie nastawiają się na głęboki i długotrwały kryzys, chcą raczej przeczekać najgorsze w kondycji umożliwiającej im jak najszybszy start do nowej normalności – mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.Bilans kryzysu COVID19 po dwóch miesiącach

Sytuacja finansowa firm się pogarsza…

Powszechnym zjawiskiem jest spadek nowych zamówień. Na koniec kwietnia spadku popytu doświadczyło 66 proc. firm. Z kolei najtrudniejsza sytuacja przychodowa występuje w sektorze mikrofirm i w handlu. 74 proc. mikroprzedsiębiorstw i 75 proc. przedsiębiorstw handlowych zanotowało zmniejszenie sprzedaży w porównaniu z wynikami z marca. Ważną informacją są poprawiające się deklaracje względem przewidywanej płynności finansowej przedsiębiorstw. W grupie badanych firm, 52 proc. dużych, 45 proc. średnich, 36 proc. małych i 31 proc. mikro przyznaje, że dysponuje środkami umożliwiającymi im funkcjonowanie dłużej niż kwartał.

Co ciekawe, w tej sytuacji w niewielkim stopniu zmniejszyło się wykorzystanie głównych narzędzi finansujących działalność firm. Obecnie 44 proc. firm korzysta z leasingu, a 38 proc. z kredytów bankowych. Są to wyniki porównywalne do sytuacji sprzed kryzysu, gdy te odsetki wynosiły odpowiednio 45 proc. i 41 proc. Natomiast ponad połowa firm korzystających z tych narzędzi deklaruje, że skala ich finansowania dzięki tym rozwiązaniom jest większa niż przed pandemią. Z kolei w przypadku kredytów kupieckich, widać jeszcze większy udział wzrostowy po stronie skali finansowania, bo przyznaje się do nich 60 proc. z pośród 19 proc. korzystających firm.

…ale perspektywa zapaści na rynku pracy się oddala

Wśród przebadanych firm, 12 proc. dokonało zwolnień pracowników. Sektor handlowy oraz duże i średnie przedsiębiorstwa to też miejsca, gdzie wystąpiła największa redukcja zatrudnienia, przy czym należy zaznaczyć, że 60 proc. zwolnień dotyczyło 1-25 proc. załóg. Z kolei w sektorze usługowym oraz w mikrofirmach dominuje strategia obniżania wynagrodzeń obejmujących całe załogi. Jeżeli chodzi o dalsze działania przedsiębiorstw, to 21 proc. z nich planuje obniżanie wynagrodzeń i będą to niezmiennie głównie mikrofirmy oraz przedsiębiorstwa z sektora usługowego. W porównaniu z deklaracjami z marca i kwietnia, jest to wynik odpowiednio o 25 pp. i 11 pp. niższy.perspektywa zapaści na rynku pracy się oddala


Jak będą wyglądać najbliższe miesiące?

Analizując odpowiedzi firm trzeba mieć na uwadze, że istotne znaczenie dla ich sytuacji oraz deklarowanych działań na przyszłość mają działania ze strony rządu. Na ich plany i działania wpływają zarówno wdrożenia kolejnych rozwiązań w ramach Tarcz Antykryzysowych, jak również kolejne etapy odmrażania gospodarki. Dlatego nie powinno dziwić, że chociaż większość firm wciąż planuje zwolnienia i ograniczenia wynagrodzeń, to 8 proc. badanych deklaruje zwiększanie zatrudnienia. Tak jest w przypadku 11 proc. przedsiębiorstw handlowych i 9 proc. usługowych, a także wśród 10 proc. firm dużych.

– 61 proc. przedsiębiorstw zgłasza, że utrzyma dotychczasowe wynagrodzenia. To wynik, który pozwala ocenić, że polskie firmy nauczyły się funkcjonować w warunkach wyjątkowo trudnego otoczenia. Z drugiej strony, spośród firm planujących redukcję zatrudnienia, 26 proc. deklaruje zwolnienia dotykające 25-50 proc. załogi, a więc relatywnie duże. Należy pamiętać, że cały czas obserwujemy reakcje krótkoterminowe. W tej chwili wchodzimy w tryb pośredni między normalnym funkcjonowaniem gospodarki a lockdownem, z którym gospodarka mierzyła się do niedawna. Najbliższe tygodnie upłyną pod znakiem dostosowywania się firm do aktywności w nowych warunkach i dopiero wtedy będziemy w stanie ocenić, w jakiej kondycji polskie przedsiębiorstwa wychodzą z szoku – podsumowuje Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

***

Nota metodologiczna:

Badanie na zlecenie Polskiego Instytutu Ekonomicznego oraz Polskiego Funduszu Rozwoju przeprowadzone przez IBRiS w dniach 28-30 kwietnia 2020 r. wśród właścicieli firm lub osób decyzyjnych w przedsiębiorstwach na temat ich sytuacji i planów po nastaniu w Polsce epidemii koronawirusa. Badanie przeprowadzono za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych (CATI) na próbie losowo-kwotowej obejmującej 400 firm, w 4 kategoriach wielkości i 3 sektorach branżowych. Na podstawie tej próby możemy przeprowadzić wnioskowanie o populacji polskich przedsiębiorstw przy poziomie ufności 0,95, a błąd szacunku wskaźników struktury wyniesie 5 proc.

Przetwarzanie i ochrona danych w ramach procedury whistleblowingu

Whistleblowing to coraz popularniejsze w ostatnim czasie pojęcie, posiadające liczne definicje. Międzynarodowa Organizacja Pracy określa go jako „raportowanie przez obecnych lub byłych pracowników o nielegalnych, niewłaściwych, niebezpiecznych lub nieetycznych praktykach pracodawców”. Natomiast według autorek jednej z pierwszych publikacji w tej materii „Blowing the whistle” z 1985 r. jest to „ujawnienie przez obecnych lub byłych członków organizacji nielegalnych, niemoralnych lub niedopuszczalnych praktyk prowadzonych pod nadzorem/kontrolą ich pracodawców, osobom lub organizacjom, które są w stanie przedsięwziąć działania”. Niezależnie od przyjętej definicji jedno jest pewne – koncepcja ta wzbudza mnóstwo emocji: od pełnego przyzwolenia, poprzez warunkową tolerancję, aż po wyraźną krytykę. Na czym jednak tak naprawdę polega whistleblowing i jak w prawidłowy i bezpieczny sposób go stosować?

Whistleblowing w świetle prawa

Niezależnie od przytoczonych wyżej, sformalizowanych definicji whistleblowingu w praktyce sprowadza się on do informowania o szeroko pojętych nadużyciach mających miejsce w określonej organizacji, najczęściej w odniesieniu do korporacji. Początkowo instytucja ta nie była w żaden sposób regulowana przez prawo. Obecnie dotykające jej ustawodawstwo dynamicznie się rozwija. W grudniu 2019 r. weszła w życie Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady nr 2019/1937 z dnia 23 października 2019 r. ws. ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii, na wdrożenie której państwa członkowskie UE mają dwa lata. Istotą unijnego aktu jest opracowanie odpowiednich procedur mających umożliwić proste i bezpieczne dokonywanie zgłoszenia, jak również zapewnienie pełnej ochrony sygnalistom, bo tak powszechnie nazywane są osoby zgłaszające naruszenia w swojej organizacji. Działania zmierzające do wydania w tym zakresie normy ISO 37002 („Zarządzanie systemami zgłaszania nieprawidłowości”) rozpoczęła także Międzynarodowa Organizacja Normalizacyjna. Zakończenie prac zadeklarowała na 2021 r. Również w Polsce powstają kolejne unormowania dotyczące przedmiotowej materii. Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju wydało poradnik w zakresie przeciwdziałania nadużyciom finansowym w ramach projektów z Programu Infrastruktura i Środowisko 2014-2020, a UOKiK opracował dedykowany sygnalistom program. Idąc dalej, treść ustawy z dnia 16 października 2019 r. o zmianie ustawy o ofercie i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych, która weszła w życie 30 listopada 2019 r., przewiduje pewne wymagania w odniesieniu do procedur anonimowego zgłaszania naruszeń prawa. Nie bez znaczenia dla uregulowania whistleblowingu w Polsce są także projekty ustawy o jawności życia publicznego oraz nowelizacji ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary.

Jak dbać o informacje wykorzystywane w procesie whistleblowingu?

Oprócz aktów wymienionych powyżej dla realizacji procedury zgłaszania naruszeń niebagatelne znaczenie mają Wytyczne Europejskiego Inspektora Ochrony Danych (dalej „EIOD”) dotyczące przetwarzania informacji w ramach procedury whistleblowingu, których treść w znacznym stopniu wpływa także na kształt przywoływanych powyżej aktów.

Wśród rekomendacji EIOD na pierwszy plan wysuwa się zapewnienie poufności otrzymanych informacji, jak również ochrona tożsamości sygnalistów i osób zaangażowanych. W szczególności niedopuszczalne jest ujawnianie danych sygnalisty bez jego wyraźnej zgody w tym zakresie. Analogicznie postępować należy w odniesieniu do osób, wobec których kierowane są oskarżenia o udział w określonej sprawie. Istotne jest też, aby przekazywane przez sygnalistów informacje kierowane były wyłącznie do ograniczonego kręgu wyznaczonych do tego osób, które nadto będą zobowiązane do zachowania tajemnicy w tym obszarze. Realizacja powyższego pociąga za sobą oczywiście konieczność opracowania, a następnie wdrożenia w organizacji czytelnych i przejrzystych polityk oraz kanałów przeznaczonych do zgłaszania nieprawidłowości.

Tylko tyle danych, ile potrzebujemy

Europejski Inspektor Ochrony Danych zaznacza, że wspomniane procedury powinny uwzględniać zasadę minimalizacji danych polegającą na zawężeniu zakresu pozyskiwanych danych do tych, które są absolutnie niezbędne do realizacji założonego celu. Natomiast pozyskane w toku procesu dane osobowe, które pozostają irrelewantne dla konkretnej sprawy, zwłaszcza jeśli są to dane wrażliwe, powinny zostać niezwłocznie usunięte.

Informowanie obowiązkowe

Nie sposób nie wspomnieć, że organizacja przetwarzająca dane w związku z sygnalizowaniem nieprawidłowości jest ich administratorem w świetle RODO, wobec czego spoczywa na niej szereg obowiązków, w tym obowiązek informacyjny. Stosownie do przywoływanych wytycznych w omawianym procesie obowiązek informacyjny powinien być spełniony dwuetapowo. Po pierwsze klauzula informacyjna uwzględniająca niezbędne elementy wymagane przez przepisy prawa powinna zostać zamieszczona w ogólnodostępnych miejscach, takich jak firmowy serwis internetowy czy intranet. Poprzestanie na tym nie jest jednak wystarczające, wobec czego każda osoba, której dane w jakikolwiek sposób są przetwarzane z uwagi na realizację konkretnego postępowania sygnalizacyjnego, powinna otrzymać klauzulę informacyjną bezpośrednio. Z zobowiązaniem administratora do przekazywania określonych informacji osobom, których dane dotyczą, wiąże się nadto uprawnienie podmiotu danych do dostępu do nich, w odniesieniu do którego zaakcentowania wymaga konieczność zadbania o to, aby dane nie zostały udostępnione osobom postronnym. Administrator jest oczywiście zobowiązany również do realizacji pozostałych uprawnień przysługujących osobom, których dane dotyczą na gruncie RODO.

Udostępnianie danych tylko wyjątkowo, a przechowywanie możliwie krótko

Dane osobowe przetwarzane w ramach whistleblowingu co do zasady nie powinny być udostępniane podmiotom trzecim. Jedynym wyjątkiem od tej reguły jest potrzeba pozyskania danych z uwagi na konieczność realizacji przyznanych przez prawo kompetencji oznaczonego odbiorcy. Za przykład tego typu podmiotów można podać prokuraturę, Policję czy właściwe organy skarbowe. Pochylając się nad inną istotną dla bezpieczeństwa danych kwestią, jaką jest okres ich przetwarzania, zaznaczenia wymaga, iż w przedmiotowej materii okres przechowywania danych osobowych należy badać indywidualnie w każdym stanie faktycznym. Ogólnym zaleceniem jest jednak bezzwłoczne ich usuwanie w momencie, gdy nie są już przydatne.

Proces trudny, ale potrzebny

Mimo że pojęcia „whistleblowing” oraz „sygnalista” niejednokrotnie uważane są za nacechowane pejoratywnie, uregulowanie i rozwijanie tego obszaru wydaje się zasadne, w szczególności z perspektywy podmiotów dążących do funkcjonowania w zgodzie z prawem. Aby móc jednak w pełni skorzystać z atutów tego systemu, nie należy tracić z pola widzenia właściwej jego konstrukcji, obejmującej również przetwarzanie danych osobowych. Przygotowanie odpowiednich polityk, instrukcji, a także środków technicznych uzasadnionych wynikami analizy ryzyka powinno zagwarantować stosowne i bezpieczne warunki tak dla organizacji, jak i dla osób, których dane w procesie whistleblowingu są wykorzystywane.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Zabezpieczenie na majątku podatnika musi mieć uzasadnione podstawy

Dokonane na majątku przedsiębiorcy zabezpieczenie wykonania zobowiązań podatkowych może znacząco wpłynąć na możliwość regulowania przez niego bieżących zobowiązań wobec swoich pracowników i kontrahentów. Negatywnie wpływa również na sytuację życiową samego podatnika. Dlatego wydane przez organy decyzje o zabezpieczeniu powinny być należycie uzasadnione.

Na mocy przepisu art. 33 § 1 Ordynacji podatkowej (Dz.U. 2019 poz. 900) zabezpieczenie na majątku podatnika celem egzekucji ciążących na tym podatniku zobowiązań podatkowych może zostać ustanowione, jeśli zachodzi uzasadniona obawa, że podatnik nie wykona ich, a w szczególności, gdy trwale nie reguluje wymagalnych zobowiązań o charakterze publicznoprawnym lub dokonuje czynności polegających na zbywaniu majątku, które mogą utrudnić lub udaremnić tę egzekucję.

Nierzetelne ewidencje podatkowe przedsiębiorcy

Naczelnik urzędu skarbowego (dalej „NUS”) w lutym 2019 r. określił podatnikowi przybliżoną kwotę zobowiązania w PIT za 2016 r. wraz z odsetkami za zwłokę i dokonał zabezpieczenia tego zobowiązania na jego majątku.

NUS dopatrzył się nieprawidłowości w prowadzonej przez podatnika od stycznia 2006 r. do maja 2017 r. działalności gospodarczej. Organ podatkowy w ramach przeprowadzonej kontroli podatkowej stwierdził nieujęcie w rozliczeniach firmy 22 faktur sprzedażowych oraz ujęcie 4 faktur niedokumentujących rzeczywistych zdarzeń gospodarczych w 2016 r. NUS uznał prowadzone przez przedsiębiorcę ewidencje podatkowe za nierzetelne, służące mu do zaniżenia wykazanego dochodu, a tym samym zaniżenia należnego podatku dochodowego od osób fizycznych.

Zamknął działalność, więc nie będzie miał z czego zapłacić

W grudniu 2018 r. NUS określił podatnikowi przybliżoną kwotę zobowiązania w podatku od towarów i usług za okres od stycznia 2015 r. do maja 2017 r. Następnie, w lutym 2019 r. określił również przybliżoną kwotę zobowiązania w PIT za lata 2015 i 2017 wraz z odsetkami. Jako uzasadnienie dokonanego w lutym 2019 r., wskazanego na wstępie zabezpieczenia podał znaczną wysokość ciążących zobowiązań podatkowych, brak majątku trwałego podatnika, jak i zaprzestanie prowadzenia przez niego działalności gospodarczej w maju 2017 r.

Nierzetelny emeryt

Dyrektor izby skarbowej (dalej „DIS”) w odpowiedzi na odwołanie podatnika od decyzji w przedmiocie określenia i zabezpieczenia na majątku przybliżonej kwoty zobowiązania podatkowego w podatku dochodowym od osób fizycznych za 2016 r. poinformował, że już samo domniemanie jego nierzetelności stanowi podstawę do zabezpieczenia. Zaniżanie podstawy opodatkowania w podatku dochodowym w trakcie prowadzenia przez niego działalności jest wystarczającym dowodem na to, że jego zamiarem było uchylanie się od obowiązków podatkowych. To oraz fakt, że nie prowadzi on już przedsiębiorstwa, w zestawieniu z jego obecnym źródłem dochodu w postaci tylko świadczenia emerytalno-rentowego, uzasadnia obawę, że zobowiązań swych nie wykona. Począwszy od marca 2019 r., organy zamierzały dokonywać potrąceń na zabezpieczonym świadczeniu zaopatrzenia emerytalnego i ubezpieczenia społecznego oraz renty socjalnej.

Jeśli nie ma majątku, to co zabezpieczacie?

Były przedsiębiorca zaskarżył decyzję organu drugiej instancji. W skardze do sądu podniósł, że organy nie uzasadniły konieczności dokonania zabezpieczenia na jego majątku. Wskazał również, że nie jest ono konieczne, skoro nie posiada żadnego majątku, którego mógłby się wyzbywać. Utrzymuje się jedynie z emerytury, która zapewnia mu minimum niezbędne do egzystencji. DIS nie zmienił jednak zdania i przekazał skargę do sądu.

Skoro to przedsiębiorstwo było źródłem problemu…

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu przyznał, że ocena, czy w danej sprawie istnieje obawa niewykonania zobowiązania podatkowego, należy do kompetencji prowadzącego tę sprawę organu. Nie oznacza to jednak przyznania mu w tym dowolności. Organ musi wykazać, poza nierzetelnością podatnika oraz jego trwałym uchylaniem się od spełniania zobowiązań podatkowych, iż majątek podatnika jest w takiej kondycji, że nieustanowienie na nim zabezpieczenia może pozbawić wierzyciela zaspokojenia lub też w wyniku działań podatnika w takiej kondycji majątek ten się znajdzie.

Zdaniem sądu z akt sprawy nie wynika, by podatnik wyzbywał się majątku celem utrudnienia prowadzenia egzekucji. Co więcej, od 2,5 roku nie prowadzi już działalności gospodarczej, zatem nie istnieje obawa, że zobowiązania podatkowe z tytułu jej prowadzenia się powiększą. Jeśli więc jako podstawę powstałych zobowiązań podatkowych organy wskazały działalność przedsiębiorstwa skarżącej, to w obliczu jego likwidacji nie ma potrzeby dokonywania zabezpieczenia.

„…skoro organy w toku postępowania ustaliły, że źródłem zaległości podatkowych była prowadzona działalność gospodarcza, która od ponad 2,5 roku jest już „zamknięta”, skarżąca nie zbywa majątku, którego wartość jest niewielka, jest osobą starszą i schorowaną, a jedynym źródłem jej dochodów jest aktualnie tylko świadczenie emerytalno-rentowe (…), to w takich okolicznościach brak jest podstaw do uznania, że w sprawie ziściły się przesłanki uzasadniające obawy, o których mowa w art. 33 § 1 o.p.” (wyrok WSA w Poznaniu z 27 lutego 2020 r., sygn. akt I SA/Po 631/19).

Przedsiębiorcy mogą się bronić przed niekorzystnymi działaniami organów

Sąd, uchylając decyzje organów podatkowych obu instancji, zwrócił uwagę, że sam NUS w uzasadnieniu swojej decyzji o ustanowieniu zabezpieczenia jako jej powód wskazał wydaną przez siebie decyzję określającą przybliżoną kwotę zobowiązania podatnika. W ocenie sądu przywoływanie w podstawie wydanej decyzji zabezpieczającej takich okoliczności w pełni potwierdza nieposiadanie przez organ podstaw do sformułowania obaw, o których mowa w art. 33 § 1 Ordynacji podatkowej.

Powyższy przykład pokazuje, że dla wydania i utrzymania w mocy decyzji zabezpieczającej organy używają nieuprawnionej, bo niewystarczającej, zbyt ogólnikowej argumentacji. Takie lakoniczne uzasadnienia rodzą trudności w przeprowadzeniu kontroli wydanej decyzji, zwłaszcza przez podatnika niekorzystającego z pomocy profesjonalnego pełnomocnika.

A decyzja zabezpieczająca niesie za sobą bardzo istotne, negatywne skutki dla objętego nią podmiotu. Organ egzekucyjny najczęściej od razu dokonuje blokady środków na koncie bankowym. Jest to drastyczna sankcja przede wszystkim dla przedsiębiorcy, który traci w jej wyniku możliwość regulowania bieżących zobowiązań wobec kontrahentów, jak i swoich pracowników. A może to być gwóźdź do trumny prowadzonej działalności. Dlatego przedsiębiorcy, którzy uznają za niesłuszne, czy tak jak w przytoczonym przypadku pozbawione podstaw, wydane przez organ decyzje o zabezpieczeniu, powinni możliwie jak najszybciej reagować i od nich się odwoływać. Natomiast w trakcie oczekiwania na ich uchylenie winni podejmować środki zaskarżenia, które pozwolą kontrolować prawidłowość prowadzonej przez organy egzekucji.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Czy USA otworzą granice? Donald Trump chce jak najszybciej uruchomić gospodarkę

Prezydent Donald Trump przedstawił federalne wytyczne dotyczące powolnego, rozłożonego w czasie powrotu do normalności w związku z trwającą epidemią koronawirusa. Szczególnie w miejscach, gdzie przypadków zachorowań jest mniej – celem ma być wznowienie działalności gospodarczej tak szybko, jak to tylko możliwe. Plan ten spotkał się oburzeniem polityków opozycji, jak i specjalistów z zakresu medycyny. Uzależniają oni powrót do normalności od wprowadzania w życie strategii masowego testowania na obecność koronawirusa. Prezydent Trump zakładał pierwotnie, aby jego kraj otworzył się już 1 maja. Obywatele mieliby wrócić do pracy i funkcjonować tak, jak przed ogłoszeniem pandemii. Dzisiaj jego strategia nie zakłada konkretnej daty, bo obecnie nie da się jej określić. Jest to jedynie zestaw zaleceń, w dodatku dość niejasnych – dotyczących ponownego otwarcia firm, szkół i miejsc publicznych tam, gdzie nie ma przypadków chorobowych i nowych zakażeń, a do tego obłożenie w szpitalach jest nieduże. Prezydent USA utrzymuje, że obowiązujące dziś restrykcje zamroziły funkcjonowanie kraju i długoterminowo nie stanowią dobrego rozwiązania.  Chcąc zadbać o zdrowie obywateli rząd musi zadbać najpierw o działanie gospodarki.

– Problem w tym, że plan prezydenta Trumpa brzmi bardziej jak lista życzeń i zaprzecza jego wcześniejszym słowom. Wcześniej mówił, że jego władza pozwala mu na ogłoszenie powrotu do normalności i zniesienia obowiązujących restrykcji – powiedział serwisowi eNewsroomMarcin Firlej,  dziennikarz i producent filmowy w USA. – Wypowiedź ta została powszechnie skrytykowana. Jako prezydent nie posiada tak daleko idących prerogatyw, aby wydawać rozkazy władzom stanowym. Następnie ogłosił jednak, że nowe wytyczne rządu federalnego przenoszą odpowiedzialność za otwieranie kraju na burmistrzów i gubernatorów, czyli władze lokalne. Decyzja Białego Domu jest jednak znacznie mniej szczegółowa niż chociażby zalecenia opracowane przez CBC, czyli Centrum Prewencji Chorób, czy Federalną Agencję Zarządzania Kryzysowego. W dodatku gubernatorzy zgodnie twierdzą, że powrót do normalności możliwy będzie tylko przy wdrożeniu strategii powszechnego testowania na obecność koronawirusa. Prezydencki plan tego nie przewiduje. Pracownicy Trumpa mówią, że rząd federalny będzie ułatwiać dostęp do testów, ale za opracowanie i wdrożenie strategii w tym zakresie odpowiadać będą poszczególne stany. Z tego względu eksperci i epidemiolodzy ostrzegają, że naród nie jest gotowy na ponowne otwarcie. System testowania obywateli nie jest dziś wystarczający. Ocenia się, że powrót do stanu sprzed wybuchu pandemii wymagałby przeprowadzania około miliona testów dziennie. Oznaczałoby to przebadanie wszystkich Amerykanów w ciągu jednego roku. Obecnie każdego dnia robionych jest ok. 150 tysięcy takich testów, czyli zdecydowanie za mało – wyjaśnia Firlej.

W kwietniu pojawiło się 140 tys. mkw. wolnej powierzchni. Coraz więcej małych biur

W kwietniu na rynku biurowym pojawiło się 140 tys. mkw. wolnej powierzchni. Ostatni tydzień miesiąca przyniósł wzrost o 20 tys. mkw. – wynika z danych firmy REDD, aktualizowanych 24/7. Był to już kolejny tydzień wzrostów.

– Zasoby dostępnej powierzchni biurowej w całej Polsce systematycznie rosną już od połowy marca. Największy wzrost obserwujemy jednak od początku kwietnia. Na koniec miesiąca wskaźnik wolnych biur w przeliczeniu na powierzchnię wyniósł ponad 2,38 mln mkw. To oznacza wzrost od 1 kwietnia aż o 140 tys. mkw. –  podkreśla Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD. press1

W Warszawie coraz więcej małych biur

Na warszawskim rynku nie obserwujemy tak dużych tendencji wzrostowych. Stołeczne wskaźniki wolnych powierzchni od dwóch miesięcy nie przekraczają granic 1.01 – 1.04 mln mkw. Kolejny tydzień rośnie liczba dostępnych małych biur.

Od początku kwietnia zanotowano spadek średniej powierzchni wolnych modułów biurowych do poziomu 501.1 mkw. Jest to redukcja średniego wolnego biura o 31 mkw. w porównaniu z początkiem kwietnia. W tym samym czasie w Warszawie z dnia na dzień przybywa modułów biurowych do wynajęcia. press2

– Za nami już kolejny tydzień spadku średniej wielkości dostępnych modułów. Jeśli tendencja się utrzyma, może wskazywać to na zwalnianie powierzchni przez małe i średnie firmy, które są mniej odporne na kryzys niż najemcy dużych powierzchni biurowych oraz na redukcję zapotrzebowania firm na powierzchnię – podkreśla Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Problemy w USA. Odbicie na kryptowalutach

Wskaźnik zamówień pokazuje, że za oceanem gospodarka wyraźnie zwalnia. Co ciekawe, na giełdzie nadal panuje względny optymizm pomimo braku dobrych sygnałów z realnej gospodarki. Być może inwestorzy liczą na silny, pozytywny wpływ programów pomocowych i działań FED.

Australia utrzymała stopy procentowe

Królewski Bank Australii poinformował o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie 0,25%. Warto zwrócić uwagę, że poziom ten jest już istotnie niższym niż dołek po kryzysie z 2008 roku, kiedy to stopy procentowe spadły do 3%. Obecnie większa przecena wynika również z próby amortyzowanie problemów gospodarki (wynikających z dużej przeceny surowców, od których eksportu Australia jest mocno zależna). Dolar australijski na początku kryzysu gwałtownie stracił względem dolara amerykańskiego około 15%, teraz jednak po tygodniach odrabiania strat znów znajduje się w okolicach poziomów z początku marca.

Odbicie na kryptowalutach

Najpopularniejsza z kryptowalut – bitcoin – przekroczyła ponownie 9000 dolarów za sztukę. Warto przypomnieć, że najniższa cena marca znajdowała się poniżej 4000 dolarów. Obecny poziom odpowiada mniej więcej temu, co miało miejsce na rynku w początkach epidemii w Europie. Z drugiej strony górka z lutego znajduje się na zaledwie 10500 dolarów, co pokazuje, że rynek ten ma się zupełnie dobrze. Najwyraźniej kryptowaluty znowu wracają do łask, jako inwestycja alternatywna obok metali szlachetnych.

Spadek zamówień w USA

Wczoraj poznaliśmy dane na temat zamówień w USA. O ile subindeks zamówień na dobra bez środków transportu wypadł całkiem dobrze i zaliczył w finalnych danych spadek o 0,4% zamiast wcześniejszych 0,2%, o tyle subindeks zamówień na dobra trwałego użytku nie może się tym pochwalić. Spadł on aż o 14,7%, czyli 0,3% więcej niż wcześniej sądzono. Pokazuje to skalę wstrzymania konsumpcji, co przekłada się na wyniki gospodarki. Co ciekawe, pomimo słabszych danych dolar wczoraj zyskiwał na wartości względem euro.

Dzisiaj dzień wolny zarówno w Chinach, jak i Japonii z okazji odpowiednio Święta Pracy i Dnia Dziecka, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

COVID-19 powoduje spowolnienie na większości rynków europejskich

  • W I kw. 2020 r. czynsze pozostały na dotychczasowym poziomie na największej liczbie rynków nieruchomości biurowych w historii
  • Sektor logistyczny najbardziej odporny na pandemię
  • Negatywne nastroje w sektorze nieruchomości handlowych, a kryzys przyspieszy rozwój sprzedaży internetowej

Z najnowszego raportu „DNA of Real Estate”, opracowanego przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield, wynika, że tempo wzrostu czynszów i kompresji stóp kapitalizacji na europejskich rynkach nieruchomości komercyjnych spowolniło w pierwszym kwartale 2020 roku.

Gdy w drugiej połowie pierwszego kwartału br. skutki pandemii COVID-19 zaczęły być odczuwalne na europejskich rynkach nieruchomości komercyjnych, zaczęły się pojawiać także pierwsze sygnały świadczące o spowolnieniu i odwróceniu generalnie pozytywnych trendów zaobserwowanych pod koniec 2019 roku.

Nigel Almond, dyrektor zespołu ds. analiz danych z działu badań i analiz Cushman & Wakefield w regionie EMEA, powiedział: „W 2019 roku czynsze na europejskich rynkach nieruchomości komercyjnych wzrosły w ujęciu rocznym aż o 3,9%, czyli w najszybszym tempie od czasu ożywienia po globalnym kryzysie finansowym. Natomiast w pierwszym kwartale 2020 roku nie odnotowano żadnych wzrostów na 41 spośród 48 analizowanych rynków. To najwyższy wskaźnik od czasu rozpoczęcia prowadzenia statystyk w 1992 roku, ponieważ zarówno wynajmujący, jak i najemcy ograniczyli aktywność i oceniają skutki pandemii”.

Czynsze za wynajem powierzchni wzrosły najbardziej w sektorze nieruchomości biurowych – o 0,4% w ujęciu kwartalnym i o 3,6% rok do roku. Na żadnym rynku nie odnotowano spadków w ciągu kwartału, a wzrosty stawek czynszowych dotyczyły zaledwie kilku lokalizacji. Rosnący popyt i poprawa nastrojów dzięki jednoznacznemu wynikowi grudniowych wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii przyczyniły się do wzrostu czynszów na niektórych regionalnych rynkach biurowych, między innymi w Leeds (+6,7%) i Edynburgu (+5,7%). Czynsze wzrosły także w Hamburgu (+3,4%) i Berlinie (+2,6%) przy utrzymującym się silnym popycie i niskich wskaźnikach pustostanów w wielu niemieckich miastach.

Stopy kapitalizacji w sektorze nieruchomości biurowych ponownie uległy nieznacznej kompresji – w skali ogólnoeuropejskiej spadły o 6 punktów bazowych do poziomu 4,23%, przy czym spadki odnotowano głównie w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, w Niemczech, krajach Beneluksu i w Wielkiej Brytanii. W obecnym cyklu jest to prawdopodobnie najniższy poziom stóp kapitalizacji, które w ciągu 2020 roku mogą wzrosnąć do pewnego stopnia na większości rynków.

Trendy spadkowe utrzymały się w sektorze nieruchomości handlowych, odzwierciedlając szersze zmiany strukturalne w tej branży wynikające z rosnącej popularności sprzedaży internetowej, a tymczasowe zamknięcie sklepów jeszcze przyspieszy tempo tych przemian. Wzrosty stawek czynszowych odnotowano na zaledwie kilku rynkach, ale nastroje pogarszają się. Na rok 2020 prognozowany jest spadek czynszów i wzrost stóp kapitalizacji na większości spośród analizowanych 46 rynków.

Sektor nieruchomości logistycznych pozostaje w dość dobrej kondycji, o czym świadczy wzrost czynszów i kompresja stóp kapitalizacji. Stawki czynszowe wzrosły o 0,1% w ciągu kwartału i o 2,5% w ujęciu rocznym, ale w porównaniu z ostatnim kwartałem spadły o 3,2%. Łańcuchy dostaw mają nadal kluczowe znaczenie w czasie pandemii, ale sektor ten odczuwa jednak spadek obrotów. W pierwszym kwartale 2020 roku wzrosty odnotowano tylko na czterech rynkach w porównaniu z szesnastoma w czwartym kwartale 2019 roku, w tym na dwóch rynkach w Niderlandach – w Hadze (+9%) i Rotterdamie (+1,5%).

Almond dodaje: „Nastroje w sektorze logistycznym są lepsze, ponieważ łańcuchy dostaw nadal odgrywają kluczową rolę w dystrybucji niezbędnych towarów. Ze względu na ograniczoną podaż w najważniejszych lokalizacjach, czynsze mogą jeszcze wzrosnąć – głównie w Niemczech i krajach Beneluksu. Wzrosty te będą jednak stanowiły wyjątek od reguły, ponieważ czynsze w przypadku najlepszych obiektów na rynku pozostaną na stabilnym poziomie”.

Raport „DNA of Real Estate” monitoruje czynsze i stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości w 46 miastach europejskich.

https://www.cushmanwakefield.com/en/united-kingdom/insights/dna-of-real-estate

Kraje nordyckie: Dania, Finlandia, Norwegia i Szwecja. Kraje Beneluksu obejmują Belgię, Luksemburg i Holandię. Do rynków semi-core zalicza się Irlandię, Włochy, Portugalię i Hiszpanię. Rynki Europy Środkowo-Wschodniej to: Bratysława, Czechy, Węgry, Polska i Rumunia.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – kwiecień 2020 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 71,4% rdr do 23,5 mld zł w kwietniu 2020 r.
  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect o 1 176,6% do 1,1 mld zł w kwietniu 2020 r.
  • Wzrost wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na indeksy o 133,0% rdr do poziomu 521,2 tys. szt. w kwietniu 2020 r.
  • Wzrost wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na akcje o 131,3% rdr do poziomu 206,4 tys. szt. w kwietniu 2020 r.
  • Wzrost wolumenu obrotu kontraktami na waluty o 12,5% rdr do poziomu 97,1 tys. szt. w kwietniu 2020 r.
  • Wzrost wolumenu obrotu opcjami o 58,2% rdr do poziomu 23,2 tys. szt. w kwietniu 2020 r.
  • Wzrost łącznego obrotu produktami strukturyzowanymi o 199,0% rdr do 268,9 mln zł w kwietniu 2020 r.
  • Wzrost łącznego obrotu ETF-ami o 812,5% rdr do 100,2 mln zł w kwietniu 2020 r.
  • Wzrost wartości obrotu obligacjami nieskarbowych na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń o 12,6% do poziomu 213,7 mln zł w kwietniu 2020 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 35,3% do poziomu 24,6 TWh w kwietniu 2020 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 23,7% rdr do 13,8 TWh w kwietniu 2020 r.

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 23,7 mld zł w kwietniu 2020 r., czyli o 69,4% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła w kwietniu 2020 r. o 71,4% rdr do poziomu 23,5 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła w kwietniu 2020 r. 1,176 mld zł, o 71,4% więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec kwietnia 2020 r. wyniosła 46 117,00 pkt i była o 23,3% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w kwietniu 2020 r. odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 1 002,0% rdr do poziomu 1,101 mld zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect w kwietniu wzrosła o 1 176,6% rdr i wyniosła 1,086 mld zł.

W kwietniu 2020 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 847,8 tys. szt., czyli o 104,8% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 133,0% rdr do poziomu 521,2 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje wzrósł o 131,3% rdr do 206,4 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 12,5% rdr do 97,1 tys. szt., a wolumen obrotu opcjami wzrósł o 58,2% rdr do 23,2 tys. szt.

W kwietniu 2020 r. zanotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 199,0% rdr do poziomu 268,9 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 812,5% rdr do 100,2 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 93,5 mld zł na koniec kwietnia 2020 r. wobec 90,0 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła w kwietniu 2020 r. o 12,6% rdr do poziomu 213,7 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła w kwietniu 2020 r. 18,4 mld zł wobec 33,3 mld zł rok wcześniej, co oznacza spadek o 44,6% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w kwietniu 2020 r. wyniósł 24,6 TWh, co oznacza wzrost o 35,3% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot spadł o 3,3% rdr do poziomu 2,8 TWh. Na rynku forward wolumen wzrósł o 42,6% rdr do poziomu 21,8 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wzrósł w kwietniu o 23,7% rdr do 13,8 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu spadł o 10,1% do poziomu 2,1 TWh. Na rynku terminowym odnotowano wzrost o 32,6% rdr do poziomu 11,7 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł w kwietniu 2020 r. 2,2 TWh, co oznacza spadek o 63,7% rdr. Kwietniowe dane w tej linii biznesowej są nieporównywalne rdr z uwagi na zakończenie notowań certyfikatów kogeneracyjnych, które nastąpiło wraz z końcem czerwca 2019 r.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 57,1% rdr osiągając w kwietniu 2020 r. poziom 16,4 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł w kwietniu 2020 r. o 63,2% rdr, do wolumenu 2,0 TWh.

Kapitalizacja 397 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku na koniec kwietnia 2020 r. wyniosła 439,4 mld zł (96,7 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 445 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec kwietnia 2020 r. 827,8 mld zł (182,3 mld EUR).

Na Głównym Rynku GPW w kwietniu 2020 r. zadebiutowała spółka Games Operators, której wartość oferty wyniosła 24,2 mln zł.

Na rynku NewConnect w kwietniu 2020 r. zadebiutowały akcje spółki SimFabric (wartość oferty 0,6 mln zł).

W kwietniu 2020 r. na GPW odbyło się 20 sesji giełdowych, tak samo jak rok wcześniej.

W załączeniu dane o obrotach na rynkach prowadzonych przez Grupę GPW.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych
2 świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

3 ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Amazon ogłasza nową inwestycję w Łodzi

  • Amazon powiększy liczbę swoich inwestycji w Polsce o nowe centrum logistyki e-commerce w Łodzi;
  • To już druga inwestycja firmy w regionie łódzkim;
  • Nowe centrum logistyki e-commerce będzie odpowiedzią na rosnący popyt ze strony klientów, rozszerzy ofertę produktów Amazon i wesprze większą liczbę sprzedawców w ramach usługi „Fulfillment by Amazon”;
  • Rekrutacja na stanowiska specjalistyczne w obszarach inżynieryjnym, logistyki, IT i HR właśnie się rozpoczęła.

Amazon potwierdził plany otwarcia nowego centrum logistyki e-commerce o powierzchni 40000 m2 w Łodzi. Firma jest już obecna w regionie i zatrudnia ponad 700 pracowników w swoim centrum w Pawlikowicach, które zostało uruchomione jesienią 2019 roku. Nowa inwestycja jest odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie klientów na usługi Amazon w całej Europie i pozwoli utworzyć ponad 100 nowych miejsc pracy w regionie łódzkim.

Amazon już rozpoczął rekrutację na szereg nowo utworzonych stanowisk, w tym dla inżynierów, specjalistów HR i IT, specjalistów BHP i finansów oraz kierowników operacyjnych.

Wpływ na rozwój lokalnej gospodarki

„W Amazon jesteśmy dumni z tego, że możemy kontynuować rozwój i inwestycje, tworząc jeszcze więcej stałych miejsc pracy. Na każdym ze stanowisk oferujemy konkurencyjne wynagrodzenie, pakiet benefitów i szerokie możliwości rozwoju kariery w naszej szybko rozwijającej się globalnej organizacji – mówi Marian Sepesi, dyrektor regionalny Amazon i dodaje: – Region łódzki i jego niesamowici pracownicy mają kluczowe znaczenie dla naszej misji, jaką jest najlepsza obsługa naszych klientów. Cieszymy się, że możemy rozszerzyć naszą działalność w Polsce, a nowy zespół będzie odgrywał niezwykle istotną rolę w dostarczaniu najwyższej jakości usług w całej Europie. Wierzymy, że dzięki tej inwestycji będziemy mogli przyczynić się do wzrostu regionu łódzkiego, a chcielibyśmy to zapewnić poprzez ścisłą współpracę z firmami w tym regionie oraz władzami krajowymi i regionalnymi”.

„Cieszę się, że niedługo po uruchomieniu swojego pierwszego centrum logistycznego w naszej aglomeracji, tym razem firma Amazon zdecydowała się ulokować swoją inwestycję bezpośrednio w Łodzi. W tym trudnym dla nas wszystkich czasie każda kolejna inwestycja i tworzone w ślad za nią nowe, atrakcyjne miejsca pracy mają szczególne znaczenie dla miasta i jego mieszkańców. Liczymy, że decyzja Amazon umożliwi nam także realizację w przyszłości szeregu wspólnych inicjatyw, w tym w szczególności pogłębiających naszą dotychczasową współpracę na płaszczyźnie edukacyjnej i naukowej” – mówi Hanna Zdanowska, prezydent miasta Łodzi.

Amazon w Polsce:

Amazon działa w Polsce od 2014 r. W tym czasie firma wygenerowała w kraju ponad 14 miliardów złotych inwestycji w centra logistyczne, badania i rozwój oraz koszty osobowe. Amazon stworzył ponad 16000 stałych miejsc pracy w swoich 8 nowoczesnych Centrach Logistyki E-Commerce w Sadach koło Poznania, Sosnowcu, Kołbaskowie koło Szczecina, Bielanach Wrocławskich (gdzie znajdują się dwa obiekty firmy), Pawlikowicach koło Łodzi i Okmianach koło Bolesławca, w nowo powstałym centrum w Gliwicach, w Centrum Rozwoju Technologii Amazon w Gdańsku i oddziale Amazon Web Services w Warszawie.

Reakcja sektora handlowego na COVID-19

Branża handlowa, która nieustannie ulega transformacji w wyniku zmieniających się preferencji i oczekiwań konsumentów, musi kolejny raz szybko dostosować się do nowej rzeczywistości. Z powodu globalnej pandemii, wiele sklepów i restauracji zostało zamkniętych. Według prognoz branżowych, wiele marek w tym roku zniknie z rynku. Staramy się odnaleźć w kryzysie, którego nikt się nie spodziewał, a każdy dzień przynosi nowe wyzwania. W jaki sposób bezprecedensowe wyzwania związane z globalną pandemią wpływają na sektor handlowy?

Dwie strony medalu

W wyniku wprowadzonych 14 marca 2020 r. ograniczeń w funkcjonowaniu centrów handlowych w Polsce o powierzchni powyżej 2 000 mkw., czynne mogły być wyłącznie punkty sprzedające niezbędne produkty lub świadczące niezbędne usługi.

Wprawdzie ograniczenia dotyczące centrów handlowych wbrew wcześniejszym zapowiedziom, zostaną zniesione już w drugim etapie odmrażania gospodarki, czyli od 4 maja. Jednak funkcjonowanie galerii nadal stoi pod dużym znakiem zapytania. Z jednej strony zarządcy i właściciele muszą szybko wdrożyć wiele środków związanych z zapewnieniem klientom bezpiecznych warunków, z drugiej strony nie jesteśmy w stanie przewidzieć jak sami klienci zachowają się w tej nowej rzeczywistości, a także czy szybko, jeśli w ogóle, powrócą do swoich dawnych zwyczajów zakupowych. Przykłady z innych krajów pokazują, że proces ten będzie przebiegał raczej bardzo powoli – zaznacza Małgorzata Dziubińska, Associate Director, dział Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield.

W wyniku zawieszenia działalności znacznej części sklepów, restauracji i punktów usługowych pracę straciło wiele osób. Niektórzy operatorzy zamknęli centra dystrybucyjne, ponieważ popyt na ubrania, obuwie i akcesoria gwałtownie spada. Natomiast apteki oraz sklepy spożywcze i wielkopowierzchniowe z trudem nadążają z zaspokajaniem popytu i funkcjonują całodobowo, aby móc uzupełniać braki na półkach i utrzymywać czystość. Operatorzy sklepów internetowych działają pod presją, aby sprostać popytowi, i zatrudniają nowych pracowników w odpowiedzi na zapotrzebowanie ze strony klientów. Rzadko w branży handlowej obserwuje się tak skrajne przeciwieństwa – jeden sektor stara się nadążyć z obsługą zamówień, a drugi – przetrwać.

Odpowiedź branży

Jedna rzecz jest pewna – obecne wydarzenia zmienią branżę handlową na zawsze. Wiemy jednak, że w czasach kryzysu sieci handlowe nawiązują współpracę, aby sprostać wyzwaniom, pozyskać środki finansowe i zwiększyć świadomość. Ta innowacyjna i energicznie działająca branża mobilizuje się, aby zaspokoić najpilniejsze potrzeby w zakresie opieki zdrowotnej. Luksusowe marki, producenci piwa i alkoholi przestawiają zakłady na produkcję środków do dezynfekcji rąk. Firmy odzieżowe jak na przykład LVHM, czyli koncern, do którego należą takie marki, jak Louis Vuitton, Kenzo, Bulgari, Christian Dior szyją maseczki ochronne i fartuchy szpitalne zamiast sukni wieczorowych. W Polsce firma OTCF, właściciel marki 4F, zdecydowała się przekazać 20% obrotów ze swojego sklepu internetowego na rzecz szpitala zakaźnego MSWiA w Warszawie. Podobne działania podjęli również inni przedsiębiorcy.

Współpraca jest niezbędna

Marki jednoczą siły, aby przetrwać, ale niezbędna będzie współpraca z wynajmującymi, deweloperami i instytucjami finansującymi. To może być najważniejszy moment w historii naszego kraju, kiedy właściciele i najemcy powinni nawzajem się wspierać. Pośrednicy i doradcy z firm nieruchomościowych mogą ułatwić ich wzajemne relacje, zapewniając, aby ten ekosystem koncentrował się na pracownikach branży i konsumentach. Stworzenie tych relacji teraz przyniesie korzyści obu stronom w najbliższej perspektywie i w dalszej przyszłości.

Wykorzystywanie danych

Sieci handlowe, właściciele i deweloperzy obiektów handlowych będą teraz podejmowali złożone decyzje w oparciu o dane. Ocena lokalizacji i aktywów pod względem strategicznym będzie kluczowa przy podejmowaniu decyzji, które mają wpływ na poprawę wyników finansowych i wzrost wartości w dłuższej perspektywie. Firmy muszą rozumieć zmiany zachodzące w sektorze, w tym dotyczące regulacji i konkurencji oraz globalnych trendów. Muszą dokonać oceny płynności, zracjonalizować portfel sklepów i szukać oszczędności w łańcuchu dostaw. Do podjęcia właściwych decyzji dotyczących nieruchomości komercyjnych niezbędne będą dane, analizy i wiedza na temat konkurencji. Dzięki zebraniu odpowiednich informacji obie strony znajdą się na drodze do sukcesu.

Co dalej?

Firma Cushman & Wakefield jest gotowa wspierać deweloperów, wynajmujących i najemców w czasie obecnego kryzysu zdrowotnego i ekonomicznego. Oferujemy usługi doradztwa strategicznego oraz wsparcie zespołów wyspecjalizowanych pośredników, aby wspólnie zidentyfikować nowe szanse i możliwości. Branża handlowa dysponuje jednymi z najlepszych i najbardziej utalentowanych specjalistów, a dzięki połączeniu sił będziemy mogli przetrwać najgorsze i przygotować sektor handlowy na przyszły wzrost.

Wychodząc naprzeciw nowym okolicznościom, przygotowaliśmy programy wsparcia dla uczestników rynku nieruchomości komercyjnych:

Six Feet Retail i Retail Recovery Readiness How-to-Guide to nasz autorski program wsparcia dla właścicieli obiektów handlowych w zakresie przygotowania budynku do ponownego otwarcia, wdrożenia wytycznych rządowych w centrach handlowych, renegocjacji warunków umów najmu w warunkach przepisów Tarczy Antykryzysowej, rekomercjalizacji i repozycjonowania centrów handlowych, a także w zakresie przygotowania i implementacji strategii marketingowych oraz PR-owych, stanowiących odpowiedź na dynamicznie zmieniające się warunki rynkowe oraz nawyki zakupowe konsumentów – zaznacza Joanna Kłusek, partner, Retail Asset Services w Cushman & Wakefield.

Artykuł powstał na podstawie artykułu Barrie Scardiny pt. „Retail responds to COVID-19”. Link:

https://www.cushmanwakefield.com/en/insights/covid-19/retail-responds

Elon Musk z możliwością realizacji opcji na akcje Tesli. Microsoft zainwestuje w Polsce kwotę 1 mld USD

Kontrakty futures na indeksy giełdowe w Stanach Zjednoczonych rosną we wtorek po południu. Katalizatorem zwyżki jest m.in. wzrost cen ropy naftowej, który nastąpił wraz z łagodzeniem restrykcji związanych z epidemią koronawirusa przez szereg krajów, ponieważ te próbują ożywić swoje gospodarki. To z kolei wpływa na wzrost oczekiwań co do popytu na ropę i pomaga takim gigantom energetycznym jak Exxon Mobil Corp. i Chevron Corp.

Z ciekawych historii na Wall Street warto wspomnieć, że szef Tesli Elon Musk zakwalifikował się w poniedziałek do możliwej wypłaty 700 milionów dolarów, zaledwie trzy dni po tym, jak napisał w tweecie, że cena akcji jest zbyt wysoka. Akcje Tesla Inc podskoczyły wczoraj o ponad 8%. Tym samym wartość giełdowa Tesli osiągnęła sześciomiesięczną średnią na poziomie 100,2 mld dolarów. Co to oznacza? Osiągnięcie półrocznej średniej na poziomie 100 mld USD daje Muskowi nabycie uprawnień do pierwszej z 12 transz opcji na zakup akcji Tesli. Zostało to uzgodnione w 2018 r. Każda z transz daje Elonowi Muskowi opcję kupna 1,69 mln akcji spółki po 350,02 USD. Jeśli wziąć pod uwagę obecną cenę akcji wynoszącą powyżej 760 USD, to Musk na sprzedaży akcji z realizacji opcji mógłby zarobić około 700 mln USD.

Nie sposób też nie nadmienić, że gigant technologiczny Microsoft zainwestuje w Polsce kwotę 1 mld USD. Wszystko to w ramach planu, który zakłada otwarcie centrum danych w naszym kraju w celu świadczenia usług w chmurze dla firm i instytucji rządowych. Microsoft podpisał umowę z krajowym dostawcą chmury (Chmura Krajowa), aby świadczyć usługi w chmurze w Polsce, ponieważ kraj Europy Środkowej stara się pozycjonować jako regionalne centrum technologiczne — podano w komunikacie. Cena akcji Microsoftu zbliża się do swojego historycznego maksimum po tym jak notowania tąpnęły na fali paniki wywołanej rozszerzającą się epidemią. Wtedy jeszcze akcje kosztowały niecałe 190 USD za sztukę, teraz kosztują niecałe 180 USD.

Po południu kontrakt terminowy na indeks S&P 500 rośnie o ponad 1 proc. Podobnie jak kontrakt na indeks Dow Jones, a z kolei futures na Nasdaq 100 zyskuje ponad 1,15 proc.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

1,76 miliarda złotych obrotów Grupy Muszkieterów w pierwszym kwartale 2020 r.

Grupa Muszkieterów zakończyła pierwszy kwartał 2020 roku z obrotami wyższymi o ponad 100 milionów złotych, co oznacza ponad 6-proc. wzrost, w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym. Obroty zarządzanych przez Grupę sieci sklepów Intermarché, wraz ze stacjami paliw, oraz Bricomarché wyniosły w Polsce w omawianym okresie 1,76 miliarda złotych. W obecnej trudnej sytuacji, związanej z epidemią COVID-19, Muszkieterowie dokładają wszelkich starań, by zapewnić klientom dostęp do wielu produktów pierwszej potrzeby. W przypadku sieci Intermarché są to m.in. produkty spożywcze, artykuły przemysłowe i środki czystości. Natomiast w sklepach Bricomarché klienci znajdą artykuły niezbędne do codziennego funkcjonowania ich gospodarstw domowych, np. opał, środki czystości i chemiczne, artykuły gospodarcze czy karmy dla zwierząt.

Na początku roku wszystkie branże, w tym handlowa, musiały stawić czoła wyjątkowemu i bezprecedensowemu wydarzeniu – epidemii koronawirusa. W związku z tym kluczowe stało się dla nas wprowadzenie wszelkich możliwych środków zwiększających bezpieczeństwo klientów i pracowników sklepów obu naszych sieci, stacji paliw, centrali oraz magazynów. Drugim naszym celem jest zapewnienie klientom zarówno Intermarché, jak i Bricomarché, stałego dostępu do produktów niezbędnych do codziennego funkcjonowania ich gospodarstw domowych mówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce i dodaje W pierwszym kwartale br. wypracowaliśmy satysfakcjonujące obroty, jednak już w marcu Grupa Muszkieterów odczuła skutki kryzysu wywołanego COVID-19. Ograniczenia wprowadzone 13 marca szczególnie dotknęły supermarkety naszych sieci zlokalizowane w galeriach handlowych. Odbudowanie obrotów w tych sklepach będzie długotrwałym i kosztownym procesem. Przewidujemy również, że wyniki osiągnięte w drugim kwartale będą niższe ze względu na pandemię, ponieważ obecna sytuacja silnie oddziałuje na decyzje zakupowe klientów. Wpłynie to zarówno na wyniki sieci Intermarché poprzez mniejsze zapotrzebowanie na produkty podczas świąt wielkanocnych, jak i Bricomarché z uwagi na opóźnienie sezonowych prac w ogrodzie.

Intermarché – ponad 10 proc. wzrost obrotów na sklepach porównywalnych q/q

Sieć supermarketów spożywczych Intermarché, wraz z przymarketowymi stacjami paliw, wypracowała w pierwszym kwartale 2020 roku obroty w wysokości blisko 1,24 miliarda złotych. Obroty like-for-like (na sklepach porównywalnych) wzrosły w tym czasie o 10,5 proc w porównaniu z tym samym okresem w roku ubiegłym.

Najważniejszym osiągnięciem prorozwojowym sieci w pierwszym kwartale był rozwój usługi zakupów przez internet – Intermarché Drive w kolejnych miejscowościach. Od początku roku rozwiązanie zostało wprowadzone w pięciu kolejnych lokalizacjach – Legnicy, Bukownie, Toruniu, Gostyniu i Śremie. W związku z bieżącą sytuacją, w trosce o zapewnienie większego komfortu i bezpieczeństwa klientów, sieć planuje uruchomienie tej usługi w tym roku w kilkudziesięciu kolejnych miastach.

Bricomarché – otwarcia kolejnych placówek handlowych

Pierwszy kwartał bieżącego roku przyniósł także wzrosty dla supermarketów działających pod szyldem Bricomarché. Obroty sieci z sektora „dom i ogród” wyniosły blisko 520 milionów złotych i były wyższe o 7,2 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym.

W 2020 roku Bricomarché także intensywnie rozwija usługi z zakresu e-commerce. Od końca marca we wszystkich 166. supermarketach sieci w Polsce, klienci mają możliwość zamawiania produktów z oferty za pośrednictwem internetu z dostawą do domu lub na miejsce prowadzonej inwestycji. Ponadto większość z nich, obecnie 120 sklepów, oferuje również usługę dostawy kurierem w dowolne miejsce w Polsce.

W pierwszym kwartale 2020 roku sieć rozszerzyła także możliwość robienia zakupów stacjonarnie poprzez otwarcie placówek handlowych w dwóch kolejnych lokalizacjach. 26 lutego br. miało miejsce otwarcie drugiego supermarketu Bricomarché w Bytomiu. Co istotne pierwszy sklep sieci w tym mieście został uruchomiony zaledwie pół roku wcześniej. Z kolei od 11 marca br. z bogatej oferty supermarketu mogą także korzystać mieszkańcy Koszalina.

W połowie lutego przedsiębiorcy prowadzący sklepy pod szyldem Bricomarché mieli okazję spotkać się bezpośrednio z dostawcami podczas VII edycji wiosennych Targów Bricomarché. W tym roku, w wydarzeniu organizowanych przez sieć, wzięła udział rekordowa liczba uczestników – aż 4 000 osób. Tematem przewodnim lutowych targów były materiały budowlane oraz majsterkowanie.

2020 rok jest dla nas szczególnie wyjątkowy, ponieważ właśnie w tym roku obchodzimy 20-lecie naszej działalności na polskim rynku. W ciągu tych 20 lat nasza sieć bardzo się rozwinęła. Obecnie w jej strukturach jest już 166. sklepów. W tym roku chcemy postawić na otwarcia kolejnych supermarketów, a także rozwijanie naszej usługi e-commerce, która gwarantuje klientom wygodne i bezpieczne zakupy mówi dr Katarzyna Jańczak-Stefanide, Dyrektor Generalna sieci Bricomarché w Polsce.

Pandemia mocno napędza rynek startupów. Eksperci: Innowacyjne podmioty stoją przed dużą szansą

Zdaniem ekspertów, rynek startupów w Polsce będzie silniejszy po zakończeniu pandemii. Każdy kryzys stanowi dobry grunt dla innowatorów. Widać też, że teraz tego typu podmioty radzą sobie dobrze. Do tego obecna sytuacja stwarza szansę na rozwój dla spółek działających w sferze szeroko pojętej profilaktyki zdrowotnej. To również idealny czas dla projektów związanych z obszarem online’owym, w tym z pracą zdalną czy e-edukacją. Ale pandemia niesie ze sobą także zagrożenia. Część z takich firm upadnie. Już można zauważyć, że inwestorzy chętniej ograniczają ryzyko, tj. wolą obejmować mniejsze udziały. Jednak branży takie ruchy nie zniechęcają. Jest wręcz przeciwnie. 

Mocny rynek

Kryzys to najlepszy grunt dla rozwoju innowacji. Powstanie na nim wiele spółek, a istniejące zmienią swoje modele biznesowe, co stwierdza Małgorzata Walczak, dyrektor inwestycyjny w PFR Ventures. I zaznacza, że wśród tzw. jednorożców było wiele firm zakładanych właśnie w czasach poprzedniego kryzysu, tj. w latach 2008–2009. Z kolei Anna Szymańska, wiceprezes zarządu DGA SA, przypuszcza, że wkrótce na rynku pojawi się wiele nowych podmiotów gospodarczych. Zostaną one utworzone przez osoby, które utraciły pracę z powodu pandemii. W ten sposób będą szukać niszy rynkowych i szansy na odnalezienie się na rynku pracy.

– Od 2014 roku, czyli od początku obecnej perspektywy finansowej, rynek startupów w Polsce zaczął dynamicznie się rozwijać. Powstały programy, akceleratory czy fundusze, które przekazywały bardzo dużo środków na rozwój najmniejszych przedsiębiorstw. Wcześniej sytuacja wyglądała gorzej pod tym względem. Moim zdaniem, rynek będzie coraz bardziej dojrzały. Będą temu sprzyjać m.in. polityka Komisji Europejskiej dot. finansowania przedsiębiorczości oraz działania rządowych agencji, takich jak  NCBiR czy PARP – komentuje Włodzimierz Kuc, dyrektor Działu Inwestycji B+R Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Jak prognozuje ekonomista Marek Zuber, po pandemii rynek startupów może być trochę silniejszy. Tak się stanie, jeśli państwowe podmioty bardziej otworzą się na ryzyko. Na wielką rewolucję w zakresie wspierania startupów nie ma co liczyć. Z kolei Paweł Szydłowski, prezes oraz partner w ABAN Fund, podkreśla, że większość startupów z założenia „przepala” gotówkę, doskonaląc projekt i budując skalę działalności. Tymczasem zarówno klienci indywidualni, jak i przedsiębiorcy zaczęli funkcjonować w dużo mniej przewidywalnym środowisku, m.in. ze względu na lockdown, redukcje wynagrodzeń czy zwolnienia. Będzie więc ich trudniej przekonać do zakupów czy inwestycji.

– Z naszych obserwacji wynika, że startupy dość dobrze radzą sobie w nowej roli. Wiele z nich ma narzędzia, które umożliwiają im funkcjonowanie zdalne. Jednocześnie tego typu podmioty w sposób kreatywny dostosowują swoje produkty do potrzeb klientów, a także szukają nowych rynków zbytu. Pandemia to czas, kiedy papier jest potencjalnym medium infekcji, a znaczenie zyskują e-rozwiązania, np. elektroniczne systemy obiegu dokumentów, podpis elektroniczny czy e-konsultacje – mówi Joanna Juszczyszyn-Klimek, dyrektor Departamentu Zarządzania Projektami w DGA SA.

Jak przekonuje Marcin Seniuk z Departamentu Rozwoju Startupów w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, ryzyko jest nieodzownym elementem przedsięwzięcia startupowego. Okoliczności pandemii tego nie zmieniają, ale istotnie przetasowują priorytety w zakresie tego, jakie rozwiązania technologiczne stają się potrzebne tu i teraz. Startupy jako dynamiczne, zwinne organizacje z dobrym wyczuciem rynku stosunkowo szybko mogą adaptować się do nowych okoliczności.

Perspektywy rozwoju

– Żaden stan w gospodarce nie trwa wiecznie. To, że dzisiaj firmy produkujące środki odkażające notują ogromne wzrosty, wcale nie znaczy, że po okresie pandemii sytuacja będzie równie korzystna. Liczba konkurentów gwałtownie wzrosła. Tak więc wystąpi konieczność znalezienia nowych szans – twierdzi Anna Szymańska.

Według Pawła Szydłowskiego, na pandemii mogą skorzystać podmioty, które były i są w stanie zaoferować przydatne rozwiązania w szeroko pojmowanej sferze profilaktyki i leczenia koronawirusa. Przykładowo, spółka WARMIE wykonała niewielki pivot i poszerzyła funkcjonalności swojego produktu. Zrobiła to tak, aby służył on do precyzyjnego i ciągłego monitorowania temperatury ciała. A wcześniej nastawiano się przede wszystkim na monitorowanie trudno gojących się ran.

– Czas pandemii to okazja na rozwój dla firm oferujących produkty deficytowe w tym czasie. Okazują się nimi środki higieny, maseczki, kombinezony i rękawiczki ochronne. Startupy posiadające drukarki 3D redukują braki niezbędnego sprzętu medycznego. W ostatnich dniach do naszego Akceleratora zgłosił się startup z prototypem respiratora – wersją dużo tańszą, lżejszą i łatwiejszą do wykonania. Aktualnie poszukujemy odbiorcy technologii dla niego – informuje Joanna Juszczyszyn-Klimek.

Natomiast Marek Zuber podkreśla, że startupy prawdopodobnie pójdą w kierunku zabezpieczenia komunikacji między osobami czy wykrywania wirusa wywołującego COVID-19. To mogą być np. supernowoczesne maseczki albo okulary, które pozwolą stwierdzić obecność wirusa.

– Duże szanse na rozwój mają również startupy pracujące nad rozwiązaniami automatyzacji czy optymalizacji działania firm, a także produktów z obszaru online. Dotyczy to zwłaszcza telemedycyny oraz rozrywki – gier, e-commerce, pracy zdalnej oraz e-edukacji. Jednak inne, skupiające swoje działania przede wszystkim na bezpośrednim kontakcie z drugim człowiekiem oraz przemieszczaniem się, mogą mieć ogromne trudności. Chodzi tu o branże szczególnie zagrożone po pandemii, takie jak np. turystyczna, gastronomiczna, hotelarska, lotnicza, eventowa czy handlowa – analizuje ekspert z DGA SA.

Ryzyko na rynku

Z kolei Marcin Seniuk zaznacza, że statystyczna przeżywalność startupów zapewne nie ulegnie dużej zmianie. Na miejsce każdego, który nie poradzi sobie w trudnym okresie pandemii oraz czasie po niej, powstanie kolejny podmiot szukający rynkowych szans. Nowa rzeczywistość kreuje nowe potrzeby – zdolność do ich identyfikacji to niewątpliwie specyfika i jednocześnie siła środowiska startupowego.

– Uniwersytet Stanforda przekonuje, że 90% startupów upada, a tylko 10% jest w stanie przetrwać.  Jeśli więc polski urzędnik zna te wielkości, to prawdopodobnie będzie się po prostu bał inwestować. Jeżeli już nawet nie 90%, a 50% tych pieniędzy nie zwróci się, to może mieć obawy, że ktoś go w przyszłości z tego rozliczy. Przecież mogą pojawić się podejrzenia, dlaczego akurat ten nierentowny podmiot otrzymał dofinansowanie. A będą przecież kolejni innowatorzy zainteresowani uzyskaniem wsparcia – stwierdza Marek Zuber.

31 marca 2020 r. PARP zakończyła czwartą rundę naboru wniosków o dofinansowanie w ramach poddziałania 1.1.2 POPW „Rozwój startupów w Polsce Wschodniej”. Dokumenty złożyło 57 przedsiębiorców, co oznacza największe zainteresowanie konkursem spośród zakończonych rund. W kolejnej można składać wnioski do 31 maja br. Agencja przewiduje, że o wsparcie będzie ubiegać się zbliżona liczba chętnych.

– W trakcie pierwszego miesiąca od tzw. lockdownu, czyli dokładnie od 16 marca, odbyliśmy ponad 20 spotkań z naszymi funduszami. Zaowocowało to przygotowaniem 11 przelewów, które stopniowo trafiają do startupów. Dla inwestorów obecny czas to także szansa na objęcie udziałów w spółkach taniej, niż gdyby miało to miejsce przed pandemią – przekonuje dyrektor inwestycyjny w PFR Ventures.

Z obserwacji prezesa ABAN Fund, wynika, że ostatnio podejście pomysłodawców nie zmieniło się w sposób istotny. Jednak widoczna jest gotowość do większych ustępstw i chęć szybszego zamknięcia negocjacji, jeżeli fundusz jest zainteresowany inwestycją. Zdaniem eksperta, wynika to prawdopodobnie z niepewnej przyszłości. Ale ta niewiadoma jest widoczna również po stronie zarządzających funduszami. Oni chętniej podchodzą do podzielenia ryzyka i obejmowania mniejszych pakietów w ramach inwestycji.

– Na pewno na rynku nastąpią zmiany. Mam na myśli zarówno modele biznesowe, jak i branże, które się rozwiną. Natomiast państwo nie wycofa się ze współfinansowania rozwoju spółek technologicznych. To siła napędowa gospodarki, a kierunki i cel działań w tym obszarze wyznaczają m.in. unijne wytyczne i rządowe dokumenty. Rozwój nowych technologii i innowacyjnych sektorów, m.in. branży fintechowej, jest wspierany miliardami złotych ze środków publicznych, głównie z Funduszy Europejskich. To kierunek, który zostanie utrzymany w kolejnej perspektywie unijnej – podsumowuje dyrektor Działu Inwestycji B+R w NCBiR.

Jak Covid-19 zmieni sposób naszej pracy

Wraz z sukcesywnym odmrażaniem gospodarki będziemy wszyscy powoli wracali do “nowej normalności”. Wszystko wskazuje na to, że w jej ramach na stałe zmieni się sposób pracy tysięcy osób w Polsce.

Po pierwsze – upowszechnienie pracy zdalnej

To, co zmienia obecna sytuacja, to powszechność pracy zdalnej. Dotyczy to także branży IT, która – gdy nastał czas pandemii – miała o tyle komfortową sytuację, że od dawna była przyzwyczajona do współpracy z rozproszonymi zespołami i miała wypracowane procedury sprawnego działania. O ile do tej pory standardem była praca zdalna przez jeden dzień w tygodniu, o tyle teraz proporcje te mogą się odwrócić. Wracanie na siłę do “starego” porządku nie ma zbyt wiele sensu. Warto wyciągnąć wnioski z obserwowania efektywności swoich organizacji z ostatnich tygodni i dopracować model działania.

Po drugie – nacisk na lepsze planowanie pracy

W dobie zaawansowanych narzędzi do współdzielenia zadań, wyzwaniem nie jest sama praca zdalna, ale “zgranie” wszystkich członków zespołu, by np. pracowali w podobnych godzinach. Ustalenie dobrych praktyk dotyczących organizacji miejsca pracy (gdziekolwiek ono się znajdzie) oraz odpowiednich zasad w zespołach w postaci tzw. “team agreements” to absolutny priorytet organizacji w nowej normalności. Zespoły wewnętrzne oraz klienckie powinny mieć swobodę w ustalaniu swojego rytmu i zasad komunikacji, który dla nich jest najlepszy. Nie ma jednego rozwiązania dobrego dla wszystkich.

Po trzecie – zmiana formatu spotkań

Duża liczba spotkań online potrafi obecnie przytłoczyć i zmęczyć fizycznie. Firmy mają dużą szansę na dopracowanie swojej organizacji pracy, a w szczególności formatów spotkań. Wielokrotnie miały one złą formułę, brak określonego celu, zbyt szerokie grono uczestników, były mało wydajne. Zamiast angażować do dyskusji i działania, zabierały tylko dużo cennego czasu.

Po czwarte – nowy wymiar integracji

Gdy pracownicy nie spotykają się na co dzień, a imprezy integracyjne będą mocno ograniczone jeszcze przez jakiś czas, wyzwaniem może być także dbanie o pozytywną atmosferę w pracy. Na początku społecznej izolacji w 7N dostarczyliśmy naszym pracownikom i konsultantom kwiaty, symboliczny las w słoiku czy “zestaw przetrwalnikowy” z kawą i herbatą. W “nowej normalności” pracownicy docenią drobne gesty. Do spotkań osobistych na co dzień wrócimy i nadal będą one potrzebne, ale pewnie w innym rytmie.

Po piąte – autonomia wynikająca z zaufania

Nowa organizacja pracy sprawi, że jeszcze bardziej na znaczeniu zyska kultura i wartości firmy. Dlatego tak ważny okaże się dobór osób, które faktycznie podzielają wartości ważne dla organizacji. Wówczas, zamiast kontrolować pracowników i drobiazgowo śledzić postępy w wykonywanych zadaniach, można oprzeć się na zaufaniu i w ten sposób zapewnić wysoką jakość realizowanych zadań. To właśnie będzie wyróżniać najlepsze “miejsca” i “e-miejsca” pracy.

Jakub Strzemżalski, Wiceprezes, 7N

Revolut ma w Polsce 1 milion klientów

  • Społeczność użytkowników aplikacji Revolut w Polsce liczy już 1 milion osób
  • Polscy klienci Revolut wydali w tym roku z jego pomocą ponad 1 miliard PLN
  • Najczęstsze wydatki to zakupy (22%), podróże (17%), artykuły spożywcze (14%) 
  • Za zakupy większość klientów płaciła online, często kartami wirtualnymi lub
    dla większego bezpieczeństwa, kartami wirtualnymi ze zmiennym numerem


Warszawa, 5 maja 2020 – Revolut, globalna platforma usług finansowych, z której korzysta 10 milionów użytkowników w Europie, ogłosił oficjalnie, że ma ponad 1 milion klientów w Polsce. W najnowszym badaniu Revolut Money Report firma przeanalizowała w jakich sytuacjach Polacy sięgają najczęściej po Revolut. Fintech przypomina też jak zwiększyć bezpieczeństwo transakcji przy płatnościach internetowych i stacjonarnych.

Na co polscy klienci Revolut wydają pieniądze?

Wydatki Polaków z pomocą Revolut (2019-2020)Ponad 1 000 000 Polaków powierzyło Revolut swoje transakcje. W ciągu ostatnich 12 miesięcy wydali z pomocą aplikacji 3,5 miliarda PLN. Revolut postrzegany jest jako aplikacja i karta przydatna w podróży. Dane wskazują jednak na to, że Polacy nie używają go wyłącznie za granicą. W rzeczywistości, płacą nim za produkty i usługi w szerokim spektrum kategorii, takich jak zakupy (22%), podróże (17%), artykuły spożywcze (14%), restauracje (13%), transport (12%), rozrywka (6%), usługi (6%), zdrowie (4% wartości wydatków). Prym wiodą jednak zakupy.

Online czy offline?

Wiodącą kategoria wydatków z pomocą Revolut w Polsce są zakupy. Klienci płacą za nie kartami fizycznymi oraz kartami wirtualnymi i wirtualnymi ze zmiennym numerem. Którego typu płatności jest najwięcej? W ciągu ostatnich 12 miesięcy polscy klienci Revolut wydali online ponad 1 miliard PLN. Kategoriami, w których transakcje online przeważały, były usługi (72%), rozrywka (62%) i zakupy (51%). Różnice te, ze względu na kwarantannę, pogłębiają się na korzyść płatności w sieci. Ich udział systematycznie rośnie.Wydatki Polaków z pomocą Revolut (mln PLN)

Jak zadbać o bezpieczeństwo przy zakupach online?

Wiele osób płacących do tej pory offline, testuje obecnie, z uwagi na kwarantannę i konieczność przebywania w domu, płatności mobilne i online. Osoby stawiające pierwsze kroki w świecie mobilnym i online są w dużo większym stopniu narażone na ryzyko cyberoszustwa. W trosce o ich bezpieczeństwo, Revolut udostępnił karty wirtualne ze zmiennym numerem do bezpiecznych transakcji w internecie wszystkim swoim klientom, również użytkownikom darmowych planów Standard. Oto co mają do dyspozycji:

  • Karty wirtualne. Użytkownicy Revolut mogą tworzyć w aplikacji karty wirtualne i stosować je wyłącznie do płatności w sieci. Karty te można dezaktywować kiedy tylko przestają być potrzebne.
  • Karty wirtualne ze zmiennym numerem. Dane tego typu karty są niszczone niezwłocznie po transakcji online a w ich miejsce pojawiają się w aplikacji nowe dane karty. To dodatkowy poziom bezpieczeństwa na wypadek, gdyby użytkownik padł ofiarą oszustwa kartowego, zwłaszcza przy zakupach w mniej znanych nam sklepach internetowych.
  • 3D Secure. Klienci Revolut podczas płatności kartą na stronach internetowych wspierających standard bezpieczeństwa 3DS dostają automatyczne powiadomienie push z prośbą o potwierdzenie transakcji.

Jak chronić się gdy trzeba zapłacić kartą fizyczną?

Trudno jest całkowicie uniknąć sytuacji, gdy kupujemy coś offline. Co wtedy? Revolut radzi klientom by powstrzymali się teraz od stosowania gotówki i wszelkie transakcje przeprowadzali bezstykowo – za pomocą karty lub telefonu (Apple Pay lub Google Pay). Użytkownicy Revolut mają też do dyspozycji wiele funkcji bezpieczeństwa, które chronią ich płatności offline i karty fizyczne:

  • Płatności bezstykowe. Gdy użytkownicy Revolut nie wykorzystują w danym momencie karty fizycznej do płatności online, mogą jednym kliknięciem w aplikacji całkowicie wyłączyć tą funkcjonalność, dla większego bezpieczeństwa, i aktywować ją tuż przed podejściem do kasy.
  • Bezpieczeństwo oparte na geolokalizacji. Klienci Revolut mogą włączać i wyłączać tą funkcję w zakładce bezpieczeństwo karty, bezpośrednio w aplikacji. Po włączeniu, transakcje kartą nie przejdą w terminalu jeśli telefon właściciela nie znajduje się w pobliżu karty.
  • Płatności z paskiem magnetycznym. Choć dziś są już coraz rzadziej spotykane, należą do ulubionych metod płatności wśród oszustów, którzy klonują i fałszują karty. Użytkownicy Revolut mogą tę formę płatności kartą włączyć i wyłączyć jednym kliknięciem w aplikacji.
  • Wypłaty z bankomatu. Klienci Revolut jeśli nie planują wypłacać gotówki, mogą tę funkcjonalność karty po prostu wyłączyć. W ten sposób są chronieni przed oszustwami typowymi dla transakcji bankomatowych. Revolut rekomenduje używanie nowoczesnych bankomatów, z bezstykowym czytnikiem, które nie wymagają wkładania karty do maszyny.

Co gdy karta lub jej dane zostaną skradzione?

Revolut zbudował oparte na uczeniu maszynowym algorytmy, które 24/7 monitorują i wykrywają w czasie rzeczywistym aktywności na karcie, koncie lub w aplikacji, które odbiegają od normy, czyli standardowego sposobu wykorzystania Revolut przez jego użytkownika. Gdy tylko system oznaczy taką aktywność – może to być płatność lub przelew – blokuje ją automatycznie i powiadamia użytkownika. Jeśli klient potwierdzi w aplikacji, że to jego transakcja, jest ona bez przeszkód procesowana. Gdy okaże się, że kartą chciał posłużyć się złodziej lub oszust, karta jest blokowana, a klient może jednym kliknięciem zamówić nową kartę.
Nasze funkcje bezpieczeństwa online i offline opierają się zaawansowanych technologiach, co czyni transakcje za pomocą kart Revolut jednymi z najbezpieczniejszych na rynku i chroni naszych użytkowników przed ryzykiem kradzieży, fałszerstwa lub oszustwa. Wirtualne karty ze zmiennym numerem do bezpiecznych zakupów w sieci to unikatowe rozwiązanie. Wcześniej były dostępne tylko w płatnych planach Premium i Metal. Teraz oddajemy je w ręce wszystkich polskich klientów” – powiedział Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce.

Rynek mieszkaniowy w dobie pandemii – jest światełko w tunelu?

Pomimo pandemii koronawirusa, pierwszy kwartał na pierwotnym rynku mieszkaniowym w Polsce przyniósł zaskakująco wysoką sprzedaż mieszkań – o 7% więcej, niż przed kwartałem oraz o 14% więcej, niż w analogicznym okresie w zeszłym roku. Czy kryzys deweloperów się nie ima? Trudno obecnie o jednoznaczną ocenę, choć ciekawych wniosków dostarcza analiza rynków azjatyckich.

Wszyscy deweloperzy mieszkaniowi od kilku tygodni zgodnie zadają sobie jedno, zasadnicze pytanie: jaka przyszłość czeka rynek w Polsce? Aby móc prognozować to, co nadejdzie, należy spojrzeć w tył. Co tam widzimy? Jeden z najszybciej rosnących segmentów polskiej gospodarki w ostatnich latach. Czy jeśli będziemy już upadać, to z wysokiego konia? Jak podkreślają eksperci, niekoniecznie.

– Dynamiczny rozwój rynku w ostatnich latach wynikał w dużej części z zamożności Polaków, a nie wyłącznie ekspansji kredytowej, jak miało to miejsce w przypadku ostatniego kryzysu gospodarczego w 2008 roku. Znaczący udział transakcji gotówkowych w sprzedaży mieszkań w Polsce sprawia, że rynek powinien okazać się mniej podatny na ryzyko kredytowe, a tym samym bardziej odporny na skutki ewentualnego kryzysu – ocenia Michał Styś, CEO firmy OPG Property Professionals zarządzającej projektami deweloperskimi.

Analizując możliwe scenariusze, warto przyjrzeć się doświadczeniom rynków azjatyckich, które jako pierwsze zetknęły się z problemem koronawirusa. Jak wynika z danych SouFun-CREIS, jednego z największych chińskich portali branży nieruchomości, w ostatnim tygodniu stycznia w Szanghaju sprzedano rekordowo niską liczbę mieszkań – 62. W tamtym czasie każdego dnia przybywało po 1500-2000 nowych, potwierdzonych przypadków zakażenia. W tygodniu 9-15 marca, kiedy to liczba nowych chorych zmalała do kilkunastu osób dziennie1, sprzedano już 1374 mieszkań. Firma Capital Economics podaje zaś, że w ciągu pierwszych 17 dni marca w 30 największych miastach w Chinach swoich nabywców znalazło 39 455 lokali – ponad 8,5 razy więcej, niż w analogicznym okresie w lutym

– Choć należy być ostrożnym w wyciąganiu jednoznacznych wniosków dla Europy na podstawie doświadczeń Azji, jedno wydaje się pewne – im lepiej i sprawniej dany kraj zareagował na zagrożenie epidemii, tym łagodniejsze zmiany przechodził rynek nieruchomości. Potwierdza to chociażby przypadek Singapuru, który podjął szybkie i zdecydowane kroki w celu zahamowania epidemii – podkreśla Michał Styś. – W Polsce szczyt zachorowań jeszcze przed nami. Patrząc na doświadczenia innych państw spodziewamy się jednak, że po trwałym wypłaszczeniu krzywej zakażeń w naszym kraju nastąpi dynamiczny wzrost liczby transakcji, szczególnie wśród klientów kupujących pierwsze mieszkanie – podsumowuje ekspert OPG Property Professionals.

1 https://www.worldometers.info/coronavirus/country/china/

Tak się gra, jak przeciwnik pozwala

Maksymy Kazimierza Górskiego znajdują zastosowanie na rynkach finansowych. Jednego dnia rynki idą w dół, by kolejnego odbijać na naciąganych podstawach. Trudno szukać sensu w wahaniach nastrojów i zwyczajnie trzeba brać, co rynek oferuje w danej chwili. Czy to jest eskalacja sporu USA-Chiny, dalsze łagodzenie warunków lockdownu albo ponure dane makro.

Trump zmącił rynkowy optymizm oskarżeniami wobec Chin i dla rynków wydało się to na tyle poważne, by wczoraj ochoczo przesiadać się z aktywów ryzykownych w stronę bezpiecznych przystani. Dziś mamy pełny obrót przy powielaniu doniesień o niskiej liczbie zachorować w Nowym Jorku i planach otwarcia Kalifornii. Wspominany przeze mnie kilkukrotnie strach przed przegapieniem rajdu podsycana ruchy w obu kierunkach bez straty czasu na dogłębną analizę czynników. Na ile starczy paliwa dla dzisiejszych wzrostów? „Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe.”

Akcje i ropa naftowa są wyżej, cofają się USD i JPY. W ciągu jednej doby mogliśmy otrzymać streszczenie tego, co może czekać rynki w ciągu kolejnych tygodni – ruch boczny zanim wzmocnione zostanie przekonanie o wychodzeniu z defensywnych pozycji. Niska alokacja po marcowym załamaniu rynków tworzy potrzeby odnowienia pozycji i inwestorzy zdają się wyolbrzymiać znaczenie pozytywnych informacji. Z drugiej strony Jednocześnie trzeba podkreślić kruchość wszelkich mini-rajdów ryzyka i łatwość zmiany nastrojów. Rozwój kryzysu medycznego pozostaje dynamiczny i prognozowanie perspektyw rozwoju sytuacji jest obarczone dużą niepewnością. Będzie to prowadzić do gwałtownego wygaszania optymizmu przy każdej oznace zwątpienia.

Dane makro będą przypominać o paskudnej sytuacji w gospodarce globalnej. Wczoraj indeks nastrojów europejskich inwestorów Sentix wbrew oczekiwaniom nie odbił od 11-letnich minimów, sugerując słabe przekonanie uczestników rynku do szybkiego odbicia cen aktywów. Dziś ISM dla usług z USA, jak bardzo na lockdownie ucierpiał kluczowy dla gospodarki sektor. Powtórzenie zaskakującego odczytu powyżej 50 pkt z marca jest niemożliwe z pewnym załamaniem po stronie aktywności biznesowej, zamówień i zatrudnienia. Mroczny wstęp przed piątkowym raportem z rynku pracy, który ma wskazać na ubytek 22 mln miejsc pracy w kwietniu.

Złoty odbił wczoraj wraz z poprawą ogólnorynkowych nastrojów i dziś rano EUR/PLN miał krótką wizytę pod 4,54, ale już dynamicznie odbija ponad 4,55. Uzależnienie od zmiennych humorów na rynkach zewnętrznych nie jest w moim odczuciu czynnikiem pozwalającym na umocnienie złotego poza ostatni kanał konsolidacji. Jeśli już to bardziej kruchy wydaje się „sufit” przy 4,57.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Nowa inwestycja Microsoft w regiony Azure, Office 365, Dynamics 365 i Power Platform

Transformacja cyfrowa w Polsce nabiera tempa. Nowa inwestycja Microsoft w regiony Azure, Office 365, Dynamics 365 i Power Platform będzie katalizatorem innowacji i modernizacji usług IT. Accenture jest partnerem strategicznym Microsoft, będzie oferować klientom w Polsce usługi transformacji cyfrowej oparte o rozwiązania Microsoft Azure.

Polski rynek rozwiązań chmurowych ma potencjał. Świadczy o tym zlokalizowane w Polsce centrum przetwarzania danych Google oraz nowa inwestycja firmy Microsoft. To pociągnie za sobą kolejne inwestycje i projekty, które pomogą rozpędzić polską gospodarkę po pandemii. Zlokalizowany w kraju region Microsoft Azure/O365/Dynamics/Power Platform pozwoli wyeliminować problem lokalizacji danych, co jest szczególnie ważne dla sektorów regulowanych, a jednocześnie ułatwi wielu przedsiębiorstwom, które do tej pory się wahały, migrację do chmury. Pamiętajmy, że wg badań Eurostatu adaptacja chmury w Polsce kształtuje się na poziomie 11,5%. Decyzje o wykorzystaniu chmury obliczeniowej bez wątpienia pozwolą firmom stosować bardziej śmiałe, innowacyjne rozwiązania i jednocześnie osiągać wymierne korzyści biznesowe – umożliwią ograniczenie inwestycji w infrastrukturę IT, zapewnią skalowalność nowych rozwiązań, skrócą czas potrzebny na wdrożenie nowych aplikacji i otworzą nowe możliwości w zakresie analizy danych” – mówi Karol Mazurek, Managing Director, Accenture.

Accenture zatrudnia w Polsce ponad 2000 wyspecjalizowanych ekspertów zajmujących się transformacjami chmurowymi oraz nowoczesnymi technologiami. Firma jest pionierem wdrożeń technologii chmurowych w obszarze bankowości, wspierała powstanie sektorowego standardu migracji do chmury publicznej – PolishCloud.

Posiadamy jeden z największych i najbardziej doświadczonych zespołów w obszarze wdrożeń rozwiązań chmurowych, ale zakładamy, że zainteresowanie kompetencjami w takich obszarach jak migracje do chmury, DevOps, Cloud Native, SAP on Azure, będzie bardzo dynamicznie rosnąć. Szacujemy, że rynek usług chmurowych w Polsce może w najbliższych latach osiągnąć wartość nawet kilku miliardów zł. Podążając za tym trendem wdrożyliśmy razem z naszymi strategicznymi partnerami intensywne programy szkoleniowe tak, aby odpowiadać na rosnące potrzeby klientów. Korzystamy też z globalnego know-how Accenture, aby zapewnić im jak najlepsze doradztwo oraz usługi” – dodaje Mariusz Chudy, Managing Director, Intelligent Cloud & Infrastructure, Accenture.

Accenture zajmuje pierwsze miejsca w tak prestiżowych zestawieniach usług chmurowych jak: ranking Gartnera, Everest Group czy IDC MarketScape. Jest też liderem wśród dostawców chmury publicznej takich jak Microsoft Azure, AWS i Google.

Tylko co trzeci pracujący w domu nie skarży się na uciążliwości home office. Pomaga dobra organizacja dnia i miejsca pracy

0

Tylko co trzeci pracujący w domu nie skarży się na uciążliwości home office. Pomaga dobra organizacja dnia i miejsca pracy 1

Aż 18 proc. osób pracujących w domu uznało, że zdalne wykonywanie obowiązków jest bardzo uciążliwe, nieco ponad połowa wskazuje na niewielkie trudności, a tylko 31 proc. nie dostrzega niedogodności związanych z home office. To wnioski z badania nastrojów i zachowań Polaków podczas izolacji przeprowadzonego przez SW Research. – Ułatwieniami mogą być: dobra organizacja codziennych obowiązków i miejsca pracy oraz regularna komunikacja ze współpracownikami – przekonuje Aleksandra Sikorska ze Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce.

Przestawienie się na pracę zdalną nie jest proste. Wiele osób jeszcze przed pandemią pracowało w domu w wybrane dni, ale w innych warunkach i w wyniku własnego wyboru, kiedy potrzebne było miejsce do spokojnej, koncepcyjnej pracy. Teraz zostaliśmy zmuszeni do pracy zdalnej przez okoliczności i to dla wielu osób okazuje się trudne, również dlatego, że jest to stan permanentny – mówi agencji Newseria Biznes Aleksandra Sikorska, psycholog ze Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w Polsce.

Jej zdaniem kluczowa jest dobra organizacja dnia, a zaplanować go warto dzień wcześniej. Zadania na każdy dzień najlepiej poszeregować według priorytetu – należy się zastanowić, co jest na liście najważniejszych zadań do zrealizowania, a co może zostać ewentualnie przełożone na kolejny dzień. Kolejna rada to wyznaczenie godzin rozpoczęcia i zakończenia pracy i trzymanie się ich. W ten sposób współpracownicy będą wiedzieli, w jakich porach mogą się kontaktować. Jest to również dobry sposób na oddzielenie życia zawodowego od prywatnego.

– Ważne jest również odpowiednie przygotowanie się rano do pracy – zjedzenie dobrego śniadania, przewietrzenie mieszkania i zadbanie o swój komfort. Warto mieć w zasięgu wzroku coś zielonego, np. roślinę w doniczce. Można cieszyć się pracą w piżamie do południa przez pierwsze dni pracy z domu, ale w kolejnych lepiej ubrać się bardziej formalnie i zadbać o swój wygląd – dodaje Aleksandra Sikorska. – Wydaje się, że to bardzo nieistotne kwestie, ale one pomagają utrzymać uwagę na pracy w momencie, kiedy siadamy przy biurku przed komputerem.

Jak podkreśla, niezbędne jest również zachowanie stałego kontaktu ze współpracownikami, najlepiej według ustalonego rytuału, np. o określonej godzinie za pośrednictwem czatu. Ważne są również codzienne rozmowy telefoniczne lub wideokonferencje z udziałem całego zespołu i przełożonego, aby nie kontaktować się wyłącznie mailowo.

– To wszystko pomaga nadal czuć się częścią zespołu, w którym pracujemy. Ponadto pozwala lepiej znieść izolację w domu – radzi psycholog ze Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w Polsce..

Standardowo praca z domu sprzyja większej efektywności, ale obecnie sytuacja jest wyjątkowa – wiele osób ma pod opieką dzieci, martwi się o swoich bliskich, szczególnie osoby starsze, z którymi nie można się teraz spotykać.

W tej kryzysowej sytuacji nie można się łudzić, że nasza produktywność będzie podobna jak w biurze. Największe problemy wynikają z tego, że nie jesteśmy w domach sami, a nasze zadania zawodowe przenikają się z obowiązkami domowymi i rodzinnymi. Pozostaje starać się, aby nie zaniedbać najważniejszych zawodowych obowiązków i wspierać innych członków zespołu, aby wspólnie przetrwać tę trudną sytuację. Niezwykle ważna jest rola menadżerów, którzy kierują zespołami, żeby zrozumieć sytuację pracowników, bo skupienie wyłącznie na zadaniach służbowych jest teraz niemożliwe – przekonuje psycholog.

Pomocne może być ustalenie zasad komunikacji z domownikami. Warto wytłumaczyć dzieciom, na czym polega praca, dlaczego jest ważna, komu służy i ile czasu potrzeba na jej wykonanie. Warto oddzielić przestrzeń do pracy od strefy wypoczynku. Jeśli to możliwe, jej miejscem powinien być oddzielny pokój albo stół w kuchni lub salonie – praca w łóżku lub na kanapie nie jest dobrym pomysłem, bo powinny się one kojarzyć tylko z odpoczynkiem. Podczas wykonywania obowiązków najlepiej używać służbowego komputera, a prywatny powinien służyć tylko do rozrywki. Wskazane są regularne przerwy w pracy oraz codzienny, krótki spacer.

Polsce grozi największa susza w dotychczasowej historii pomiarów. To oznacza większe ryzyko pożarów i dalszy wzrost cen żywności

Polsce grozi największa susza w dotychczasowej historii pomiarów. To oznacza większe ryzyko pożarów i dalszy wzrost cen żywności 2

Susze nawiedzają Polskę regularnie od lat, jednak w tym roku sytuacja jest wyjątkowo poważna. Hydrolodzy alarmują, że jeżeli nie pojawią się długotrwałe opady deszczu, wówczas Polskę czeka jedna z największych klęsk suszy w dotychczasowej historii. Uderzy ona przede wszystkim w energetykę, przemysł i rolnictwo, co oznacza, że – oprócz zakazu wstępu do lasów ze względu na duże ryzyko pożarów – trzeba będzie liczyć się też ze wzrostem cen żywności. – Na pewno nie grozi nam natomiast niedostatek wody pitnej – zapewnia Sergiusz Kieruzel, rzecznik PGW Wody Polskie.

– Notujemy obecnie bardzo poważne zjawisko suszowe na terenie całego kraju. Jest to już siódmy rok z rzędu, kiedy opady śniegu są w okresie zimowym niewielkie. Z kolei od trzech lat notujemy całkowity brak śniegu i pokrywy śnieżnej, która zapewniałaby wilgotność gleby na wiosnę. I o ile zjawiska suszowe w latach poprzednich pojawiały się w okresie letnim, to teraz niestety mamy suszę już wiosną – mówi agencji Newseria Biznes Sergiusz Kieruzel, rzecznik prasowy PGW Wody Polskie.

Susza hydrologiczna, która objawia się spadkiem poziomu rzek i wód gruntowych oraz wpływa na wegetację roślin, występuje obecnie na 90 proc. terytorium Polski. Dane IMGW pokazują, że w wielu miejscach kraju nasycenie gleby wodą spadło już poniżej 30 proc., w niektórych rejonach nawet w okolicach 10 proc. Tymczasem już poziom 30–40 proc. wskazuje na deficyty wody w strefie korzennej roślin.

Zagrożenie suszą jest na tyle poważne, że od 1 maja Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej wprowadzi nowy rodzaj ostrzeżeń – przed suszą hydrologiczną. Alerty będą wydawane codziennie i będą uwzględniać m.in. stan wód w rzekach oraz informacje o tym, czy wystąpią opady atmosferyczne, które mają szansę poprawić sytuację hydrologiczną.

– Najbardziej zagrożone są tereny pasa centralnej Polski, od Dolnego Śląska, przez Lubuskie, Wielkopolskę, województwo łódzkie, Kujawy, północne Mazowsze, Podlasie i zachodnią część Lubelszczyzny – mówi Sergiusz Kieruzel.

Do rozwoju suszy przyczyniły się bezśnieżna, najcieplejsza zima w historii pomiarów w Polsce w połączeniu z niewielkimi ilościami opadów. Już okres jesienno-zimowy był bardzo ubogi w opady deszczu i śniegu. W Wielkopolsce, na Kujawach i Dolnym Śląsku w grudniu ub.r. opady stanowiły zaledwie 40–60 proc. normy wieloletniej. Z kolei w styczniu br. na południu kraju odnotowano deficyt opadów sięgający ponad 50 proc. wieloletniej sumy opadów. Brak śnieżnej zimy nie zrekompensowały też znikome opady deszczu w lutym, marcu i kwietniu.

 Prognozy pokazują, że maj ma być już nieco bardziej zasobny w wodę, ale to są prognozy długoterminowe i dopiero przekonamy się, czy się sprawdzą – mówi rzecznik prasowy PGW Wody Polskie.

Susze nawiedzają Polskę regularnie od lat, jednak w tym roku sytuacja jest wyjątkowo poważna. Hydrolodzy oceniają, że jeżeli nie pojawią się opady deszczu, wówczas nasz kraj czeka jedna z największych klęsk suszy w dotychczasowej historii. Uderzy ona przede wszystkim w energetykę, przemysł i rolnictwo, co może przełożyć się na wzrost cen żywności.

– Na pewno nie grozi nam natomiast niedostatek wody pitnej i nie powinno mieć to żadnych konsekwencji dla mieszkańców – podkreśla Sergiusz Kieruzel.

Według danych PGW Wody Polskie ponad 70 proc. wody pitnej przeznaczonej dla ludności pochodzi z ujęć podziemnych, a prawie 30 proc. pobierane jest z wód powierzchniowych. Pobór wód podziemnych (wraz z odwodnieniami kopalnianymi) wynosi 7 mln m3 na dobę, co stanowi niecałe 21 proc. zasobów dostępnych do zagospodarowania. Rezerwy wód podziemnych przekraczają więc 79 proc. zasobów dostępnych do zagospodarowania – to wielki rezerwuar słodkiej wody.

W ostatnich upalnych latach zdarzały się co prawda ograniczenia w dostawach wody, ale wynikały one przede wszystkim ze spadku ciśnienia w wodociągach spowodowanych podlewaniem przydomowych trawników i ogródków. Na końcu sieci wodociągowej zaczynało brakować odpowiedniego ciśnienia, bo woda zdatna do picia wylewana była strumieniami na trawę. Dlatego też eksperci podkreślają z jednej strony konieczność inwestycji w infrastrukturę wodno-kanalizacyjną przez samorządy, a z drugiej – racjonalnego gospodarowania wodą przez mieszkańców.

Przeciwdziałanie skutkom suszy jest obecnie najważniejszym zadaniem PGW Wody Polskie. Od momentu powstania w 2018 roku – w ramach programu „Stop suszy!” – instytucja realizuje inwestycje, które wpływają na poprawę bilansu wodnego kraju. W tym roku na ten cel przeznaczone są ponad 2 mld zł. Dodatkowe 380 mln zł zabezpieczono na prace utrzymaniowe, co pozwoli zrealizować ponad 4 tys. zadań mających wpływ na poprawę bilansu wodnego.

– Podejmujemy inwestycje, które mają przede wszystkim zmienić podejście do retencji. Wodę należy gromadzić na poziomie mikro, czyli gospodarstw domowych i samorządów, ale i makro, czyli w dużych zbiornikach retencyjnych. My zatrzymujemy tylko 6,5 proc. wody, Hiszpanie – ponad 40 proc. – mówi rzecznik prasowy PGW Wody Polskie.

W tym roku Wody Polskie skoncentrują się na lokalnych działaniach na terenach rolnych – ze szczególnym uwzględnieniem regionów dotkniętych suszą rolniczą. Na program retencji korytowej, dedykowany wyłącznie rolnictwu, w tym roku instytucja przeznaczy 60 mln zł.

W II kwartale PKB może spaść o ponad 10 proc. To będzie jeden z najgorszych okresów w ostatnim 30-leciu

W II kwartale PKB może spaść o ponad 10 proc. To będzie jeden z najgorszych okresów w ostatnim 30-leciu 3

Nastroje osób odpowiedzialnych za zakupy w zakładach przemysłowych są najgorsze, odkąd zaczęto je badać, czyli od czerwca 1998 roku. Także ich spadek okazał się najmocniejszy od tego okresu. – Oznacza to, że z dużym prawdopodobieństwem spadek produktu krajowego brutto w II kwartale będzie głębszy niż 10 proc., a i w kolejnych kwartałach, mimo powolnej poprawy, doświadczymy recesji – uważa Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Zamknięcie gospodarki w połowie marca miało bardzo negatywne skutki. Spadła sprzedaż detaliczna, czyli konsumpcja, spadła produkcja sektora przemysłowego, pogorszyły się nastroje zarówno konsumenckie, jak i całego biznesu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego. – Z dużym prawdopodobieństwem te zjawiska przeniosą się na kwiecień, a nawet pogorszą, gdyż przez cały ten okres gospodarka była w zasadzie w pełni zamknięta. Należy oczekiwać, że to będzie jeden z najgorszych okresów dla polskiej gospodarki w ostatnim 30-leciu i że doświadczymy głębokiej recesji. W zależności od tego, jak ta sytuacja będzie się dalej rozwijać, możemy mówić nawet o ponad 10-proc. spadku PKB.

W kwietniu polski PMI (wskaźnik nastrojów menedżerów logistyki, odpowiedzialnych w firmach przemysłowych za zakupy) spadł z marcowego poziomu 42,4 do 31,9, co było najniższym poziomem w historii badań, czyli od czerwca 1998 roku. Nawet w czasie poprzedniego kryzysu finansowego sprzed dekady najniższy odnotowany poziom wyniósł 38,3. Granicą, która oddziela rozwój sektora od jego regresu, jest 50. Kwiecień był 18. miesiącem z rzędu, gdy odczyt PMI był poniżej tego poziomu. Co więcej, był też o kilka punktów niższy, niż oczekiwano. Główny, wypadkowy wskaźnik spadł o 10,5 proc., prawie dwa razy mocniej niż w marcu i znowu najmocniej w historii.

– Można oczekiwać, że ta recesja przeciągnie się na kolejne kwartały, chociaż raczej będzie już coraz mniej dotkliwa – przewiduje ekspertka. – W całym 2020 roku na pewno recesja również się pojawi – oczekiwania są średnio w okolicach 3,5 proc. Takie prognozy ostatnio też przedstawiło Ministerstwo Finansów. W porównaniu do krajów sąsiednich, chociażby Niemiec, nie będzie ona głęboka, chociaż trzeba podkreślić, że to będzie pierwsza recesja, jakiej Polska doświadczyła od niepamiętnych czasów.

Pod kątem poszczególnych składowych indeksu warto zwrócić uwagę na wskaźniki produkcji i nowych zamówień, które stanowią 55 proc. wagi PMI. Także one zanotowały rekordowo niskie wartości i rekordowe tempo spadku. Wskaźnik nowych zamówień wyniósł 17,1, spadł o 29 pkt w stosunku do lutego. Wskaźnik produkcji również runął, ponieważ wiele fabryk zawiesiło działalność w czasie kwarantanny

 Trudno w tej chwili oczekiwać nawet najmniejszego optymizmu, bo wszystko będzie toczyło się bardzo powoli. Widzimy, że otwarcie galerii handlowych nie powoduje, że wraca do nich tylu klientów, ilu było przed wybuchem pandemii – zauważa Monika Kurtek w dniu dopuszczenia funkcjonowania kolejnych sklepów w galeriach handlowych. – Ich liczba jest i musi być dużo mniejsza, ponieważ wprowadzonych jest szereg restrykcji. Tak mniej więcej będą wyglądały wszystkie obszary odmrażania gospodarki, a zatem nastąpi poprawa, ale bardzo stopniowo.

Także prognozy odnośnie do nadchodzących 12 miesięcy były najgorsze w historii badań – od początku istnienia wskaźnika przyszłej produkcji, czyli od 2012 roku. Przedsiębiorcy obawiają się skutków obostrzeń społecznych obowiązujących w Polsce i za granicą, głównie w Niemczech, które są największym partnerem handlowym Polski. W styczniu i lutym br. odpowiadały za 27 proc. odbioru polskiego eksportu. Aby pobudzić popyt, polscy producenci znacznie obniżyli swoje stawki, a ceny wyrobów gotowych spadły w najszybszym tempie od pięciu i pół roku.

 Nikt nie potrafi w tej chwili odpowiedzieć na pytanie, jak długo będzie trwało rozmrażanie gospodarki, jakie będzie jego tempo oraz jakie będą skutki psychologiczne. Czy ludzie rzeczywiście chętnie będą nadrabiać zaległości konsumpcyjne, bo istnieje obawa, że tak nie będzie – wskazuje główna ekonomistka Banku Pocztowego. – Należy bardzo wnikliwie obserwować sytuację, a oprócz tego jeszcze bardzo uważnie śledzić to, co dzieje się  w Niemczech. Tamtejszy rząd przewiduje, że recesja wyniesie aż 6,3 proc., co również będzie mieć bardzo duże znaczenie z punktu widzenia naszego eksportu i wzrostu gospodarki.

Wciąż dużo niepewności co do terminu i sposobu przeprowadzenia wyborów. Ustawą zajmuje się Senat

Wciąż dużo niepewności co do terminu i sposobu przeprowadzenia wyborów. Ustawą zajmuje się Senat 4

Trzy połączone komisje senackie – ustawodawcza, praw człowieka i samorządu terytorialnego – zarekomendowały odrzucenie w całości tzw. ustawy kopertowej, która wprowadzi możliwość zorganizowania majowych wyborów prezydenckich w formie korespondencyjnej. Na rozpoczynającym się dziś posiedzeniu plenarnym zajmie się nią Senat. Mimo że proces ustawodawczy jeszcze się nie zakończył, przygotowania do przeprowadzenia wyborów w tej formie trwają pełną parą. Ekspert Fundacji Panoptykon ocenia jednak, że pod znakiem zapytania stoi demokratyczność tego procesu.

Podstawową zasadą przygotowywania wyborów jest to, że już kilka miesięcy przed nimi powinno być jasne, na jakich zasadach się odbędą. Tymczasem jesteśmy raptem kilka dni przed potencjalnymi wyborami i wciąż nie wiemy, na jakich zasadach zostaną przeprowadzone – mówi agencji Newseria Biznes prawnik i aktywista Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon. – Jeżeli spojrzeć na to z lotu ptaka, to widać, w jak absurdalnej sytuacji obecnie jesteśmy  nie tylko wyborcy, ale nawet kandydaci nie wiedzą, czy będą za chwilę poddani próbie wyborczej.

Ustawa o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w 2020 roku z inicjatywy PiS została uchwalona przez Sejm 6 kwietnia. Obecnie znajduje się na etapie prac w Senacie. Wczoraj trzy połączone komisje senackie – ustawodawcza, praw człowieka i samorządu terytorialnego – zarekomendowały odrzucenie jej w całości. Wyższa izba parlamentu zajmie się projektem na rozpoczynającym się dziś posiedzeniu plenarnym.

Przygotowania do przeprowadzenia wyborów w formie korespondencyjnej trwają. Kilka dni temu Poczta Polska wystąpiła do samorządów z żądaniem udostępnienia jej list wyborców, ale część władz samorządowych odmówiła, powołując się na brak podstawy prawnej.

– Wysyłając do samorządów żądanie, aby te udostępniły spisy wyborców, Poczta działała bez właściwej, wystarczającej podstawy prawnej i dlatego były to działania nielegalne. Samorządy nie tylko mogą, ale wręcz powinny odmawiać udostępnienia danych wyborców – mówi Wojciech Klicki.

Poczta uzyskała od ministra cyfryzacji dostęp do bazy PESEL. Zakres zawartych w niej danych jest jednak inny niż w spisach wyborców. Rejestr PESEL zawiera m.in. imię i nazwisko, numer PESEL oraz adres zameldowania. Z kolei gminy prowadzą rejestry wyborców na podstawie miejsca zamieszkania. To istotna różnica, która uniemożliwi osobom zamieszkującym poza adresem stałego zameldowania możliwość wzięcia udziału w głosowaniu.

– Wiele osób jest zameldowanych w swoich rodzinnych miejscowościach, podczas gdy np. na studia przeniosły się do większych miast i tam dopisały się na stałe do rejestru wyborców. Tej informacji nie będzie w rejestrze PESEL, którym dysponuje dzisiaj Poczta Polska. Nie jest on wystarczającym zbiorem danych, który pozwala na zorganizowanie wyborów – mówi prawnik z Fundacji Panoptykon.

Jak podkreśla, problem z pozyskiwaniem i przetwarzaniem danych przez Pocztę Polską nie zniknie nawet wtedy, kiedy w życie wejdą procedowane przepisy, a spółka zyska odpowiednią podstawę prawną. Wówczas wciąż nierozwiązana pozostanie m.in. kwestia ochrony wrażliwych danych osobowych, które – zgodnie z prawem – wymagają odpowiedniego zabezpieczenia.

– Jako wyborcy nie wiemy, w jaki sposób nasze dane będą chronione. Nie wiemy, czy np. listonosze i osoby pracujące w Poczcie, które będą obracać tymi danymi, są do tego w jakikolwiek sposób przygotowane. Istnieje więc duże ryzyko, że te dane będą wyciekać i zostaną wykorzystane np. w celu zaciągania kredytów na nieświadome tego osoby – mówi Wojciech Klicki.

Jak podkreśla, jest wiele scenariuszy alternatywnego rozwiązania kwestii wyborów w kolejnych tygodniach.

– Myślę, że dziś nikt już nie ma złudzeń, że wydarzenie, które miałoby się odbyć 10 maja, nie będzie demokratycznymi wyborami. Wiele praw związanych z powszechnymi wyborami będzie ograniczonych, chociażby ze względu na brak możliwości głosowania przez osoby mieszkające za granicą. Jednak nie podejmuję się przewidywać, jakie alternatywne scenariusze pojawią się w tej sytuacji – mówi ekspert Fundacji Panoptykon.

Platforma oparta na sztucznej inteligencji prognozuje sposób rozprzestrzeniania się koronawirusa. Wskazuje regiony wymagające pilnego wsparcia medycznego

Start-upy angażują się w walkę z koronawirusem. Powstały inteligentne okulary, które w ciągu dwóch minut mogą zmierzyć temperaturę nawet 200 osób z odległości kilku metrów. Mobilne aplikacje pomagają sprawdzić, w których sklepach można bezpiecznie i bez tłoku zrobić zakupy. Izraelska platforma Diagnostic Robotics wykorzystuje zaś sztuczną inteligencję do monitorowania wzorców rozprzestrzeniania się koronawirusa. W ten sposób powstaje mapa regionów, gdzie może się on najszybciej rozwijać.

Coraz więcej start-upów aktywnie włącza się w walkę z koronawirusem. Część opracowuje specjalne aplikacje dla zakażonych osób, które np. ułatwiają kontakt. Powstają rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, które szybko zmierzą temperaturę, zanalizują objawy choroby, jeszcze inne podpowiedzą, kiedy i w jakich sklepach najlepiej będzie zrobić zakupy. Chiński start-up opracował inteligentne okulary, które w mniej niż dwie minuty mogą zmierzyć temperaturę nawet 200 osobom z odległości do 3 metrów. Turecki start-up Inovako zbudował z kolei model sztucznej inteligencji, który jest w stanie rozróżniać radiogramy pacjentów zakażonych SARS-CoV-2.

– Chcemy wnieść swój wkład i pomagać w każdy możliwy sposób w tych trudnych czasach. Dzielimy się naszą platformą technologiczną i wiedzą, którą zyskaliśmy z ogólnokrajowego systemu monitorowania koronawirusa wdrożonego w Izraelu – mówi dr Kira Radinsky, współzałożycielka Diagnostic Robotics.

Izraelska platforma Diagnostic Robotics pozwala przewidzieć sposób rozprzestrzeniania się koronawirusa. Za pomocą prostego kwestionariusza objawów udostępnianego zdalnie mieszkańcom na bieżąco badana jest mapa zachorowań. Platforma analizuje objawy kliniczne pacjenta i jego stan zdrowia, generuje spersonalizowany profil ryzyka dla SARS-CoV-2. Pulpit nawigacyjny dla lekarzy umożliwia zaś zdalne monitorowanie i ocenę ryzyka.

Korzystając z danych historycznych, Diagnostic Robotics był w stanie ustalić, że przyczyną masowej infekcji w mieście Bene Brak w Izraelu były duże spotkania z okazji żydowskiego święta Purim, a nie – jak wcześniej sądzono –  nabożeństwa modlitewne, które odbyły się kilka tygodni później. Informacje przekazywane są do izraelskiego resortu zdrowia, który na podstawie wypełnionych przez mieszkańców ankiet tworzy mapy zakażeń.

– Naszym celem jest wspieranie takich decyzji jak poluzowanie czy zaostrzanie restrykcji w konkretnych krajach i regionach, a także wskazanie miejsc, gdzie najbardziej potrzebne są respiratory – wskazuje dr Kira Radinsky.

Początkowo platforma miała wykorzystywać analitykę predykcyjną i sztuczną inteligencję, aby zmniejszyć obciążenie służby zdrowia w przepełnionych izbach przyjęć, kierując pacjentów do odpowiedniego oddziału ratunkowego, kliniki czy zdalnej konsultacji. W momencie rozpoczęcia pandemii okazało się, że Diagnostic Robotics pozwala z niemal 100-proc. dokładnością przewidzieć, w jaki sposób będzie rozprzestrzeniał się wirus i które regiony kraju są najbardziej narażone na wzrost zachorowań.

PKB strefy euro – najostrzejszy kwartalny spadek w historii

Kryzys Covid-19 uderzył w gospodarkę strefy euro niczym meteoryt. Zgodnie ze wstępnymi, szybkimi szacunkami Eurostatu PKB strefy euro spadło o -3,6% kw./kw. w pierwszym kwartale 2020 r. – największy spadek w historii. W celu porównania i dokonania zestawienia, w I kw. 2009 r., u szczytu wielkiego kryzysu finansowego, PKB strefy euro spadło o -3,1% kw./kw. Dostępne krajowe publikacje PKB potwierdzają, że uderzenie w działalność gospodarczą było powszechne w całym regionie, bez gospodarki odpornej na szok: Włochy (-4,7% kw./kw.), Francja (-5,8% kw./kw.) i Hiszpania (-5,2% kw./kw.) odnotowały najostrzejsze spadki, niemniej spadki PKB w Belgii (-3,9% kw./kw.) i Austrii (-2,5% kw./kw.) również okazały się dramatyczne.

Ekonomia czarnej dziury

Obecne publikacje PKB wyraźnie trzeba traktować z przymrużeniem oka. Mając niewielką ilość twardych danych gospodarczych dostępnych za marzec, urzędy statystyczne w istocie podkreślały nawet wyższą niż zwykle niepewność otaczającą ich szacunki wzrostu za I kw. Na przykład: wobec braku danych administracyjnych urząd statystyczny Belgii stwierdził, że zastosował zaadaptowaną metodologię, zgodnie z którą uwzględniono szeroką gamę dostępnych informacji, w tym komunikaty prasowe, strony internetowe, kontakty z przedsiębiorstwami i różne badania, jako dane wejściowe w celu sformułowania założeń dotyczących wpływu Covid-19 na gospodarkę. Należy zatem spodziewać się istotnych korekt w nadchodzących miesiącach.

I kw. stanowi jedynie wierzchołek góry lodowej, II kw. będzie ZNACZNIE gorszy

Jeżeli dane za I kw. były irytujące, to lepiej nie pytać, co przyniesie II kw. 2020 r. Spodziewamy się, że zobaczymy dwucyfrowy kwartalny spadek PKB na poziomie blisko -17% kw./kw. w ciągu trzech miesięcy pomiędzy kwietniem i czerwcem. W końcu, środki ograniczające rozprzestrzenianie się epidemii zostały wprowadzone w większości gospodarek strefy euro dopiero w połowie marca i zaczęły w pełni dawać się we znaki w kwietniu, kiedy to, jak sądzimy, poziom działalności gospodarczej spadł o 30%-40% poniżej poziomu normalnego. Chociaż w Allianz i Euler Hermes widzimy światełko na końcu tunelu – z gospodarkami wykazującymi oznaki nieśmiałego ożywienia wraz ze stopniowym łagodzeniem środków ograniczających rozprzestrzenianie się epidemii w kilku krajach od początku maja – szybki powrót do codziennego życia sprzed Covid-19 wydaje się bardzo mało prawdopodobny. Ostatecznie, spodziewamy się, że konsumpcja i działania inwestycyjne pozostaną skromne w fazie pokryzysowej aż do czasu wprowadzenia szczepionki, ponieważ: (1) niektóre środki ograniczające rozprzestrzenianie się epidemii nie zostaną złagodzone (w szczególności ograniczenia dotyczące dużych zgromadzeń i podróżowania, co sugeruje, że sektory te mogą w pełni nie wznowić działalności w 2020 r.); (2) klienci pozostaną ostrożni zwłaszcza na początkowych etapach znoszenia ograniczeń (tj. nie wszyscy jeszcze wybiorą się do kina w maju); (3) zajmie nieco czasu, zanim zwolnieni pracownicy lub osoby pracujące w zmniejszonym wymiarze godzin zostaną ponownie wchłonięci przez rynek pracy, co wstrzyma wydatki konsumpcyjne; (4) popyt zewnętrzny może pozostać osłabiony w najbliższym okresie ze względu na to, że kraje nie znoszą ograniczeń w tym samym czasie, zatem w najlepszym przypadku może również okazać się, że działania inwestycyjne będą miały ograniczony wymiar. Dlatego dopiero w połowie 2021 r. PKB strefy euro powróci do poziomu sprzed Covid-19. Jednak w niektórych krajach, w szczególności w tych, które chełpią się dużym udziałem o wartości dodanej w usługach i turystyce, proces uzdrawiania gospodarki może trwać aż do połowy 2021 r. ze względu na to, że sektory te mogą notować dłużej trwające szkody z powodu kryzysu. Zakładając brak dalszych istotnych bodźców fiskalnych w dążeniu do sprawnego ożywienia gospodarki, wydaje się, że gospodarka strefy euro skurczy się o -9,3% w 2020 r. Odbicie w 2021 r. na poziomie +9,3% opiera się na założeniu, że odkrycie i szeroko zakrojona dystrybucja szczepionki umożliwi powrót do normalności.

Francja

We Francji, PKB spadł gwałtownie o -5,8% kw./kw., całkiem zgodnie z naszym szacunkiem -6,1%, ale znacznie powyżej oczekiwań konsensusu -4%. To najgwałtowniejszy spadek w historii szeregów kwartalnych, tj. od 1949 r. Ten spadek był znacznie większy od tych odnotowanych w I kw. 2009 r. (–1,6% kw./kw.) lub II kw. 1968 r. (–5,3%), epizodach niedawnych recesji. Spadek w wydatkach na konsumpcję gospodarstw domowych (–6,1%) był nieco bardziej umiarkowany od naszych oczekiwań, podczas gdy dramatyczny spadek inwestycji (–11,8%) znacznie przewyższył oczekiwania. Eksport spadł dość drastycznie (–6,5%), podczas gdy spadek w imporcie był nieznacznie mniejszy (-5,9%). Jak należało się spodziewać, przedsiębiorstwa zgromadziły zapasy, napędzane przez bezprecedensowy krajowy i zewnętrzny szok (+0,9 p.p.), ponieważ wszelka działalność inna niż istotna wygasła po wprowadzeniu blokady gospodarki. Równocześnie wydatki rządowe obniżyły się o -2,4% kw./kw. w I kw. z tego względu, że zamknięcie urzędów administracji publicznej zaważyło na wydatkach. Idąc dalej, prognozujemy, że PKB zmniejszy się zdecydowanie o -16% kw./kw. w drugim kwartale, dlatego że działalność pozostanie około 30% poniżej normalnego poziomu przez okres zamrożenia gospodarki, co – jak się oczekuje – będzie trwać co najmniej do 11 maja. W ciągu roku, spodziewamy się, że realny PKB spadnie o -8,9%, gdyż przewidujemy wyłącznie bardzo stopniowe wznawianie działalności w okresie zdejmowania ograniczeń, który – według naszych prognoz – potrwa od trzech do czterech miesięcy. Przewidujemy, że działalność produkcyjna i budowlana zostanie wznowiona szybciej i osiągnie poziom sprzed kryzysu na koniec roku, jednak usługi pozostaną poniżej do II kw. 2021 r., w przypadku braku leczenia lub szczepionki. W odniesieniu do popytu krajowego, zarówno wydatki konsumpcyjne (-13,1%), jak i inwestycje (-13,1%) spadną gwałtownie w środowisku panującej niepewności. Oczekuje się, że eksport netto będzie dodatni (+1%) w 2020 r. ze względu na import (-13,3%) spadający bardziej niż eksport (-10,6%). Stosownie do oczekiwań zmiana w zapasach osiągnie nieznaczną wartość ujemną (-0,8%), odzwierciedlając pozbywanie się zapasów przez przedsiębiorstwa, starające się poprawić swoje pozycje gotówkowe przy wyjściu z kryzysu, utrzymując presje deflacyjne na wysokim poziomie. Zagrożenia dla naszego podstawowego scenariusza (ożywienie gospodarcze w kształcie litery U i odbicie wzrostu PKB +9,6% w 2021 r.) maleją.

Włochy

We Włoszech, spadek -4,7% kw./kw. realnego PKB w pierwszym kwartale był wyraźnie mniejszy od przewidywanego konsensusu (-5,4% kw./kw.). Oznacza to, że pomimo skali kryzysu sanitarnego, rygorystyczności blokady gospodarki i regionalnej koncentracji pandemii w twierdzy ekonomicznej na północy Włoch, kraj doświadczył znacznie mniejszego spadku realnego PKB niż Francja. Jednak uważamy, że istnieje szerokie pole do znaczącej korekty w dół w najbliższych miesiącach. Dane dotyczące bezrobocia za marzec opublikowane wcześniej dzisiaj (spadek z 9,7% do 8,4%) już pokazały, że występują rzeczywiście problemy z prawidłowym rejestrowaniem danych w trakcie blokady.

Nawet jeśli rząd wdroży plan stopniowego znoszenia ograniczeń (począwszy od 4 maja), działalność gospodarcza prawdopodobnie ulegnie dalszemu pogorszeniu w II kw., gdy spadek inwestycji i utrata przychodów z turystyki będą miały znacznie większy negatywny wpływ (co najmniej -16% kw./kw.). Dopiero w II poł. powinniśmy zobaczyć stopniowy powrót do ekonomicznej normalności. Niemniej rzeczywiste wyniki prawdopodobnie spadną o -11,4% w tym roku, najgłębsza recesja od II wojny światowej. Nawet przy silnym odbiciu w 2021 r. (szacunkowo +11%) realny PKB Włoch wciąż będzie znajdował się 3% poniżej poziomu sprzed kryzysu Covid-19.

Hiszpania

Według wstępnych danych w Hiszpanii PKB obniżył się o -5,2% kw./kw. w pierwszym kwartale po wzroście +0,4% kw./kw. w IV kw. 2019 r. W ujęciu rocznym PKB spadł o -4,1% po wzroście +1,8% w IV kw. 2019 r. Krajowy urząd statystyczny zastosował liczbę przepracowanych godzin, która spadła o -5% kw. /kw., do doprecyzowania swojego oszacowania działalności w marcu. Spadek PKB był głównie spowodowany popytem wewnętrznym, który zmniejszył wartość wzrostu o -5,3 p.p., podczas gdy spadek eksportu prawie perfekcyjnie odpowiadał spadkowi importu. Z perspektywy sektorów, zgodnie z oczekiwaniami, najbardziej dotknięta została działalność budowlana, odnotowując spadek -8,1% kw./kw., w dalszej kolejności usługi -5,6%, z ogromnym spadkiem w handlu, transporcie i sektorze hotelarsko-gastronomicznym (-10,.9%) i działalności związanej ze sztuką oraz rekreacją (-11,2%). W II kw. spodziewamy się spadku -19% kw./kw., ponieważ szok może być trzykrotnie większy ze względu na blokadę gospodarki trwającą 1,5 miesiąca, po której nastąpi osłabienie działalności w okresie znoszenia ograniczeń (80% działalności sprzed kryzysu). Generalnie, w 2020 r., prognozujemy roczny spadek -11% hiszpańskiego PKB, zgodnie z głębokim spadkiem konsumpcji prywatnej (-15,7%) i inwestycji (-12,7%). W rezultacie w tym roku spodziewamy się wzrostu upadłości +24%. Powrót do nominalnej wartości PKB z 2019 r. może nastąpić dopiero na koniec 2021 r.

Rysunek 1: Wzrost PKB strefy euro (%)

  2017 2018 2019 2020 2021
Członkowie strefy euro

Niemcy

Francja

Włochy

Hiszpania

2,7

2,8

2,4

1,7

2,9

1,9

1,5

1,7

0,7

2,4

1,2

0,6

1,3

0,3

2,0

-9,3

-8,9

-8,9

-11,4

-11,0

9,3

8,7

9,6

11,0

10,0

 

Źródła: Euler Hermes, Allianz Research

Thomas Duschek nowym dyrektorem zarządzającym SAP Polska

SAP Polska ma nowego dyrektora zarządzającego. Został nim Thomas Duschek, który objął stanowisko z dniem 1 maja 2020 roku. Nowy dyrektor zarządzający będzie aktywnie skalował działalność SAP w Polsce i umacniał pozycję firmy jako lidera rynku oprogramowania dla biznesu.

W 2019 r. SAP zwiększył przychody o 12% w skali globalnej. Przychody z tytułu sprzedaży rozwiązań chmurowych wzrosły o 39% rok do roku. Pokazuje to, że coraz więcej firm wybiera rozwiązania SAP do przeprowadzenia procesu cyfrowej transformacji. W Polsce SAP pozostaje liderem rynku rozwiązań IT dla biznesu, z 40% udziałem w rynku ERP.

Thomas Duschek, nowy dyrektor zarządzający SAP Polska, ma ponad 20 lat doświadczenia w sektorze IT. Od 2013 roku jest związany z marką SAP, gdzie dotychczas był odpowiedzialny za obsługę klientów w sektorze retail, produkcyjnym oraz motoryzacyjnym. Wspierał transformację cyfrową Grupy Schwarz – właściciela tak znanych marek detalicznych jak Lidl i Kaufland – oraz takich firm jak MTU Aero Engines, Trumpf, DMG Mori czy Jenoptik.

Przed dołączeniem do SAP, Thomas Duschek łącznie przez 13 lat pracował w IBM i HP jako kluczowy menedżer odpowiedzialny za rynek sprzętu, oprogramowania i usług. Z wykształcenia inżynier informatyki, absolwent MBA w Henley Business School.

W swojej nowej roli będzie wykorzystywał otwarty i zorientowany na wyniki styl zarządzania, oparty na przejrzystej komunikacji, kulturze zaufania i szacunku. Jego najważniejszym celem pozostaje sukces klientów firmy SAP na polskim rynku.

Wspieranie naszych Klientów i Partnerów w osiąganiu trwałych, pozytywnych rezultatów biznesowych będzie podstawową zasadą działania naszej organizacji. Zwłaszcza w tych burzliwych czasach, których świat doświadcza obecnie, i z których konsekwencjami będzie musiał się zmierzyć w przyszłości. Jestem szczęśliwy i zaszczycony, że mogę kierować zespołem SAP w Polsce – zespołem ambitnych i zorientowanych na sukces ludzi. Wspólnie pomożemy naszym Klientom w rozwoju ich przedsiębiorstw.
-Thomas Duschek, dyrektor zarządzający SAP Polska.

Thomas Duschek ma bogate doświadczenie w transformacji firm w inteligentne przedsiębiorstwa. Wcześniej prowadzone przez niego zespoły wielokrotnie wykazywały się znakomitymi wynikami. Rozwinął długotrwałe partnerstwa strategiczne, podnosząc rolę SAP w transformacji cyfrowej swoich klientów. Dzięki swojemu doświadczeniu, zorientowaniu na klienta i pozytywnemu nastawieniu w znacznym stopniu przyczyni się do rozwoju naszej organizacji w Polsce. -Reinhard Schwarz, dyrektor zarządzający klastra centralnego SAP CEE.

Co z gospodarką?

W piątek poznaliśmy indeksy koniunktury dla głównych gospodarek z wyjątkiem Unii Europejskiej. Ze względu na święto pierwszomajowe dane z Unii pojawiają się dopiero dzisiaj rano.

1 maja trudny dla złotego

Święto pracy to dzień wolny w wielu krajach, ale nie we wszystkich. W związku z tym w miniony piątek notowania były prowadzone. Boleśnie odczuły to osoby oczekujące na dobry moment na zakup waluty. W piątek euro było najdroższe od ponad dwóch tygodni osiągając cenę 4,57 zł. Frank dotarł do poziomu 4,33 zł, jednakże pułap ten (ze względu na wahania franka względem głównych walut) pojawia się ostatnio niemal co tydzień. Z reguły wyłamał się funt, który w tym samym czasie staniał około 3 groszy. Brytyjska waluta ostatnimi tygodniami charakteryzuje się dużą zmiennością i nie podąża tak, jak jeszcze niedawno za euro.

Indeksy dla przemysłu

W piątek poznaliśmy odczyty indeksów koniunktury dla przemysłu. Widać w nich, że menedżerowie wróżą gospodarce poważne problemy. Wyniki oscylują w okolicach 32-36 punktów. Oznacza, to, że do granicy 50 punktów, wskazującej równowagę pomiędzy optymistami a pesymistami, brakuje jeszcze bardzo dużo. Warto natomiast zwrócić uwagę, że wynik ten się stabilizuje. Jest on również zgodny z oczekiwaniami analityków. Obecne poziomy mniej więcej odpowiadają tym z kryzysu zapoczątkowanego w 2008 roku.

Dalszy spadek liczby wież w USA

Niska cena ropy powoduje, że wydobycie surowca przestaje być opłacalne ekonomicznie. W rezultacie liczba czynnych odwiertów w USA gwałtownie spada. Od początku roku zamknięto już ponad połowę. Tak duża redukcja wydobycia ma szansę ustabilizować ceny surowca w USA, gdzie gigantyczny wzrost zapasów spowodował, że ceny surowca dołują.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Drony na froncie walki z koronawirusem

Pierwszy automatyczny lot drona w Polsce – na trasie ze szpitala MSWiA przy ul. Wołoskiej do Centralnego Szpitala Klinicznego UCK WUM przy ul. Banacha w Warszawie to efekt walki z koronawirusem na wszystkich frontach. Dron wzbił się w przestrzeń powietrzną i pokonał trasę po wytyczonej mapie, do której analizę przeszkód i wyznaczenie stref bezpieczeństwa przygotowała Esri Polska. Firma opracowała również koncepcję modelowania 3D przestrzeni powietrznej. Szczegółowe analizy i trasę przelotu można zobaczyć na specjalnie przygotowanych cyfrowych mapach.dronowy_transport_medyczny_1_Esri_Polska dronowy_transport_medyczny_2_Esri_Polska

Jak wskazuje Urząd Lotnictwa Cywilnego, tego typu autonomiczne loty mogą przyczynić się do szybszego transportu np. próbek do badań na obecność wirusów. Wczorajszy sukces to sygnał, że polska branża dronowa jest już gotowa do wykonywania tego typu lotów w miastach i pomiędzy nimi.

– Opracowanie koncepcji modelowania 3D przestrzeni powietrznej, to odpowiedź na dyrektywę U-Space, która otwiera przestrzeń powietrzną dla lotów automatycznych w Europie. To także wyjście naprzeciw oczekiwaniom administracji państwowej i samorządowej, która potrzebuje sprawdzonych narzędzi do wyznaczania strefy bezpiecznych lotów dla dronów w obszarze miast – powiedział Robert Jędrzej Jędrzejczak, Menedżer odpowiedzialny za Sektor Administracji Centralnej i Obronności w Esri Polska.

Aby lot mógł dość do skutku potrzebna była także odpowiednia infrastruktura techniczna, na którą składają się m.in. rozwiązania Państwowej PAŻP, takie jak odbiorniki ADSB zintegrowane z systemami do koordynacji lotów autonomicznych statków powietrznych (BSP) PansaUTM.

Polska branża dronowa gotowa na automatyczne loty

Zdaniem Polskiego Instytutu Ekonomicznego wartość polskiego rynku dronów konsumenckich w latach 2017-2026 wyniesie 1,08 mld zł. Ale jak wskazują eksperci to właśnie polska gospodarka może najwięcej skorzystać na popularyzacji „bezzałogowców”. Według umiarkowanego scenariusza, branża dronowa może wygenerować od 576 do nawet 900 mld złotych do 2026 roku. Drony będą też odgrywały coraz większą rolę w służbach mundurowych i ratownictwie, czego dowodem był pierwszy automatyczny lot pomiędzy dwoma placówkami medycznymi w Warszawie.

Przemysł stanął. Kwietniowy PMI najniżej w historii pomiarów

Kwiecień br. przyniósł rekordowo niski odczyt wskaźnika PMI dla przetwórstwa przemysłowego – 31,9 pkt. To najniższa wartość w niemal 22-letniej historii pomiarów.

Tempo spadków przeraża: jeszcze w marcu mówiliśmy o silnym pesymizmie menedżerów logistyki (42,4 pkt), tymczasem perspektywa kwietniowa ulega bardzo wyraźnemu pogorszeniu. Ankietowani ocenili sytuację zasadniczo gorzej niż w dnie światowego kryzysu gospodarczego. Nawet na tle europejskiego przemysłu, polski PMI jest wyjątkowo niski – spodziewaliśmy się wyniku bliższego opinii respondentów niemieckich (34,4 pkt), aniżeli strefy euro łącznie (33,6 pkt). Gdyby publikowano dane dla sektora usług, byłyby one z pewnością jeszcze niższe.

Kwietniowy PMI to historia, w której wszystkie wątki splatają się na niekorzyść: obserwujemy trwały spadek nowych zamówień (krajowych i zagranicznych), podążające za nim i wzmocnione przez ograniczenia administracyjne spadki produkcji, pociągające brak zasadności zakupów i utrzymywania zatrudnienia. Tempo spadku zatrudnienia zbliża się do rekordu z 1999 roku. Przedłużające się okresy dostaw nie świadczą o rosnącym popycie, a o niezdolności do realizacji zamówień – a więc generowania przychodów. Osłabienie popytu mobilizuje do obniżenia cen wyrobów gotowych, sygnalizując rosnące prawdopodobieństwie deflacji w 2021.

Ankietę przeprowadzono między 7 a 24 kwietnia, a zatem większość respondentów uwzględniała już w swoich oczekiwaniach na przyszłość wsparcie w postaci tarczy finansowej. Mimo to, ogromna niepewność co do przyszłej produkcji, świadomość silnych powiązań w łańcuchach dostaw oraz znaczne ryzyko, że nawet po odmrożeniu gospodarki wzorce aktywności konsumenckiej nie wrócą do normy, nie pozwala na wielki optymizm. Pierwsze dni maja pozwolą ocenić logistykom, m.in. czy konsumenci powstrzymują się od zakupów czy jednak tęsknią za starym sposobem spędzania czasu. Majowy PMI powinien dostarczyć czytelnego sygnału, w jakim stopniu ujawnia się popyt na dobra inne niż pierwszej potrzeby.

W świetle licznika Konfederacji Lewiatan i Federacji Przedsiębiorców Polskich http://straty-covid.pl/ , zamrożenie gospodarki między 16 marca a 4 maja kosztowało polską gospodarkę ok. 105 mld złotych, a więc dwuipółkrotność rocznego budżetu na program Rodzina 500+.

dr Sonia Buchholtz, ekspertka Konfederacji Lewiatan

Zoom Video Communications i PayPal z nowymi rekomendacjami

Maj 2020 r. na rynkach finansowych może być wyjątkowy i może upłynąć pod znakiem ponownie większej zmienności cen akcji. Jednakże wśród nich wciąż mogą pojawiać się dość ciekawe okazje inwestycyjne. Niecodzienna sytuacja związana z epidemią przełoży się już na drugi kwartał wyników spółek z USA, a dopiero czerwiec może przynieść próbę otwierania gospodarki na większą skalę.

W tym kontekście, czyli ciekawych spółek, cena docelowa Zoom Video Communications została podniesiona do 144 USD ze 110 USD od firmy Piper Sandler, która napisała w swojej analizie, że przychody firmy mogą podwoić się w średnim okresie w wyniku pandemii. Akcje spółki wzrosły o 1,7% w handlu przed sesją. Firma ma duży potencjał wzrostu w zakresie działalności związanej z wideokonferencjami, webinariami i szeroko rozumianą komunikacją a w porównaniu do tempa bieżącej działalności, łączny potencjał wzrostu może ulec podwojeniu w relacji do obecnych poziomów. Na rynku za akcję spółki należało zapłacić niecałe 140 USD.

Również pozytywną rekomendację otrzymała dawna spółka Elona Muska, czyli PayPal. Firma KeyBanc Capital Markets podniosła poziom ceny docelowej PayPal Holdings Inc. do 140 USD z 115 USD. Nowy poziom ceny docelowej oznacza 16% wzrost w stosunku do ostatniej ceny. Średni oczekiwany poziom na Wall Street dla akcji PayPal wynosi 125,62 USD. PayPal miał 37 rekomendacji kupna, 6 trzymaj i 1 sprzedaj. Spółka poda raport o wynikach w dniu 6 maja.

W poniedziałek, na szerokim rynku, kontrakty terminowe na indeksy giełdowe w USA zniżkują po rozpoczęciu nowego konfliktu między Waszyngtonem a Pekinem odnośnie powstania i wycieku wirusa z laboratorium w Wuhan. Z kolei akcje linii lotniczych załamały się, gdy Berkshire Hathaway, spółka Warrena Buffeta, poinformowała o sprzedaniu akcji z tego sektora. Delta Air Lines, American Airlines Co, Southwest Airlines Co i United Airlines spadły od 8% do 11% w obrocie przed sesją.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Skala uderzenia w gospodarki jest ogromna. Rynek czeka na kolejne dane

W najbliższym tygodniu na rynek napłynie szereg informacji, wśród których szczególną uwagę warto zwrócić na piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy. Oprócz tego w czwartek czeka nas spotkanie Banku Anglii, które również powinno zainteresować rynek.

W ostatnim tygodniu spora część światowych walut doświadczyła umocnienia w relacji do dolara amerykańskiego. Można to powiązać z oznakami stabilizacji na rynkach, które w ostatnim czasie doświadczyły istotnej słabości – szczególnie chodzi tu o rynek ropy naftowej.

Optymizm inwestorów trwał do piątku. Atak słowny Donalda Trumpa na Chiny, połączony z niższymi obrotami na rynkach w związku z okresem świątecznym w sporej części świata, doprowadził do spadku globalnych indeksów akcji. Waluty w większości pozostawały jednak względnie stabilne. Tym samym dolar amerykański zakończył miniony tydzień osłabieniem w relacji do każdej z walut G10 i większości walut emerging markets.

W tym tygodniu uwaga rynków skupi się na piątkowej publikacji danych z amerykańskiego rynku pracy w kwietniu – dane te powinny pozwolić nam bardziej precyzyjnie oszacować skalę strat, jakie odnotował amerykański rynek pracy w związku z pandemią. Dotychczas opieraliśmy się głównie na odczytach cotygodniowych danych o liczbie bezrobotnych zgłaszających się po zasiłek, które rysowały bardzo ponury, jednak nie tak kompleksowy obraz sytuacji amerykańskiego rynku pracy. Istotną kwestią, również w kontekście nadchodzących odczytów, jest pytanie, czy wzrosty aktywów ryzykownych nie okazały się przedwczesne, biorąc pod uwagę dotychczas niepokojący charakter napływających danych ekonomicznych.

PLN

Polski złoty w minionym tygodniu nie radził sobie zbyt dobrze. Mimo wyraźnego wzrostu pary EUR/USD, co zazwyczaj sprzyja polskiej walucie, złoty zakończył tydzień osłabieniem w parze z euro.

W zeszłym tygodniu poznaliśmy dane o inflacji w Polsce, która zgodnie z oczekiwaniami spadła do 3,4% w kwietniu z 4,6% notowanych miesiąc wcześniej. W głównej mierze to kwestia efektu bazy, ale też niższych cen ropy naftowej. Po trzech miesiącach utrzymywania się na poziomach powyżej 4% inflacja ostatecznie spadła, wracając do akceptowalnych widełek odchyleń w ramach celu inflacyjnego NBP. Ów spadek jednak prawdopodobnie nie będzie miał większego znaczenia dla polityki pieniężnej.

Ciekawszy jest dzisiejszy odczyt PMI dla przemysłu Polski, który pokazał spadek do poziomu 31,9 pkt. w kwietniu z 42,4 pkt. notowanych miesiąc wcześniej. Tym samym indeks znalazł się na najniższym poziomie w ponad 20-letniej historii odczytów. Wyraźne oddalenie się PMI od granicznego poziomu 50 pkt. sugeruje bardzo silne załamanie polskiego sektora przemysłowego. Co istotne, sam odczyt przez swoją konstrukcję niedoszacowuje skali spadku aktywności – winny jest subindeks opisujący opóźnienia w dostawach. Wskaźnik ten znów podbił indeks, mimo, że opóźnienia nie są związane z wyższym popytem, tylko problemami z łańcuchami dostaw.

EUR

PKB strefy euro w pierwszym kwartale spadł o 3,8% w ujęciu kwartalnym, doświadczając spadku o skali około trzykrotnie przekraczającej spadek notowany w USA. W naszej ocenie ma to związek głównie z późniejszym wprowadzeniem przez USA środków prewencyjnych mających zapobiec rozprzestrzenianiu się koronawirusa, stąd spodziewamy się, że drugi kwartał nie przyniesie podobnie silnego rozstrzału w danych. Optymistycznie można jednak odbierać fakt, że stopa bezrobocia w strefie euro wzrosła w marcu jedynie nieznacznie, co wiąże się z tym, że mimo niższej aktywności gospodarczej w krajach strefy euro zadziałały systemy mające wspierać retencję pracowników.

Dynamika PKB strefy euro (2000 – 2020)

Dynamika PKB strefy euro
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 04/05/2020

EBC w czwartek ogłosił lepsze warunki finansowania dla banków komercyjnych w ramach programu TLTRO III. Przedstawił również nowy pandemiczny program nieukierunkowanych awaryjnych operacji refinansujących (PELTRO), operacje w ramach którego zaplanowane są na ten miesiąc. W ostatnim czasie euro w relacji do dolara amerykańskiego radziło sobie zaskakująco dobrze – wygląda na to, że rynki zaczynają przyjmować wyznawany przez nas pogląd, który zakłada, że działania EBC wystarczą do zabezpieczenia strefy euro przed ryzykiem systemowym w trakcie walki z kryzysem przez poszczególne państwa.

USD

W ostatnim czasie Rezerwa Federalna wprowadziła kilka drobnych zmian do ogłoszonych już jakiś czas temu programów pożyczkowych, a w trakcie przemówienia po ostatnim spotkaniu decyzyjnym przewodniczący Powell zasygnalizował, że Fed utrzyma nadzwyczajne środki polityki monetarnej tak długo, jak okaże się to konieczne. Niemniej najnowsze informacje ze strony Fedu miały ograniczony wpływ na rynki. Obecnie oczekujemy na piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy, który będzie opisywał sytuację w kwietniu. Powszechnie oczekuje się, że dane pokażą zatrważającą skalę destrukcji miejsc pracy i gwałtowny wzrost stopy bezrobocia. Nasza prognoza dotycząca tego ostatniego jest jeszcze bardziej pesymistyczna od oczekiwań konsensusu: zakładamy, że bezrobocie pokaże poziom 20%, odzwierciedlając silną skalę utraty amerykańskich miejsc pracy w poprzednich tygodniach.

Uwaga rynków skupia się obecnie na planach dotyczących ponownego otwierania zamkniętych gospodarek. Z uwagi na nadal wysokie liczby nowych zakażeń oraz zgonów z powodu koronawirusa w USA spodziewamy się jednak, że ożywienie w Stanach Zjednoczonych nastąpi później niż w strefie euro. Taki rozwój wydarzeń dałby wspólnej europejskiej walucie wsparcie w relacji do dolara amerykańskiego.

GBP

Miniony tydzień nie przyniósł istotnych wieści ze Zjednoczonego Królestwa, stąd też przez większą jego część funt brytyjski naśladował zachowanie euro w parze z dolarem amerykańskim. W tym tygodniu na pierwszy plan w kontekście wydarzeń z Wielkiej Brytanii wysuwa się czwartkowe spotkanie Banku Anglii. Konsensus oczekuje, że decydenci MPC pozostawią stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ze stopą referencyjną nieznacznie powyżej zera. Istotna będzie publikacja „minutek” po posiedzeniu, która pozwoli rynkom na oszacowanie oczekiwań decydentów względem skali recesji nawiedzającej Wielką Brytanię. Oprócz tego, kluczowe w najbliższych dniach będą również informacje dotyczące stopniowego znoszenia obostrzeń i otwierania gospodarki Wielkiej Brytanii po 7 maja. Biorąc pod uwagę dość wysoki poziom nowych przypadków zakażeń notowanych w Zjednoczonym Królestwie, stopniowe łagodzenie obostrzeń najpewniej będzie jednak następować bardzo powoli.

CHF

W zeszłym tygodniu frank szwajcarski nieznacznie osłabił się w parze z euro, był jednak najlepiej radzącą sobie walutą safe haven. W trakcie tygodnia frank dwukrotnie przekraczał poziom 1,06, co wcześniej zdarzyło się na początku kwietnia. Ostatnią słabość franka można powiązać zarówno z poprawą sentymentu, jak i działaniami Szwajcarskiego Banku Narodowego. Podobnie jak we wcześniejszych tygodniach, tak w poprzednim wzrosła wartość depozytów na żądanie. Tym razem wzrosły one o 13,1 mld CHF (tydzień wcześniej było to +13,4 mld CHF). Sugeruje to, że SNB w ostatnim czasie zwiększył skalę interwencji, starając się zapanować nad siłą franka, który w parze z euro zaczął zbliżać się do poziomu 1,05.

Ostatnich danych napływających ze szwajcarskiej gospodarki nie można nazwać szczególnie dobrymi, czemu trudno się dziwić, biorąc pod uwagę działania podjęte przez kraj w celu walki z ekspansją koronawirusa. Sprzedaż detaliczna w marcu spadła o rekordowe 5,6% w ujęciu rocznym, pomimo skoku w sprzedaży żywności, napojów i wyrobów tytoniowych. Sentyment gospodarczy również uległ pogorszeniu: kluczowy, wyprzedzający wskaźnik KOF – pokazujący oczekiwania względem zachowania szwajcarskiej gospodarki w najbliższej przyszłości – odnotował największy miesięczny spadek w historii. Znalazł się on na poziomie 63,5 pkt., bardzo blisko minimum odnotowanego w 2009 roku.

Najbliższy tydzień przyniesie szereg odczytów makroekonomicznych ze szwajcarskiej gospodarki. O ile raczej nie powinny one – przynajmniej w krótkim terminie – wpływać na zachowanie szwajcarskiej waluty, tak jednak będą one warte uwagi i pomogą nam oszacować skalę wpływu pandemii na gospodarkę Szwajcarii. Oprócz dzisiejszego odczytu indeksu PMI dla przemysłu w kwietniu, który pokazał spadek do poziomu 40,7 pkt., trzymając się lepiej niż oczekiwano, w tym tygodniu poznamy odczyt dot. inflacji konsumenckiej oraz stopy bezrobocia w tym samym miesiącu. Konsensus oczekuje wyraźnego spadku wskaźnika CPI w Szwajcarii (dynamikę cen ciągną w dół m.in. niższe ceny ropy) oraz skoku stopy bezrobocia w kwietniu.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Powrót napięcia w relacjach USA-Chiny

Z początkiem maja 2020 powróciły napięcia na linii USA-Chiny. Zaostrzenie zostało zainicjowane przez amerykańską administracja, która wysnuła liczne oskarżenia wobec chińczyków, jakoby byli odpowiedzialni za wybuch pandemii koronawirusa. Donald Trump zagroził podniesieniem ceł, co przywróciło stare obawy o zaostrzenie wojny handlowej.

W czwartek (30.04.2020) Donald Trump ogłosił, że jest przekonany, iż koronawirus prawdopodobnie pochodzi z laboratorium Instytutu Wirusologii w Wuhan. Poza tym prezydent oskarżył Pekin o zbyt późne powiadomienie świata o zagrożeniu i skali epidemii.
Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała wzrost. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał na wartości 2,75%. Notowania największych spółek (tworzących index WIG20) zyskały 2,92%. Z kolei indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień następująco: sWIG80 wzrósł o 2,76%, a mWIG40 o 2,05%.

W nadchodzącym tygodniu uwaga inwestorów będzie skupiona na danych z USA. We wtorek (05.05.2020) poznamy bilans handlu zagranicznego, indeks zatrudnienia, indeks ISM dla usług oraz indeks aktywności biznesowej. W środę (06.05.2020) zostanie opublikowany raport ADP. W czwartek (07.05.2020) poznamy liczbę złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Z kolei w piątek (08.05.2020) czeka nas cały wysyp wrażliwych danych z rynku pracy USA. W ostatnim dniu roboczym nadchodzącego tygodnia poznamy dane o zatrudnieniu w sektorze pozarolniczym, stopę bezrobocia oraz długość tygodnia pracy.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Mark Barnett nowym prezesem Mastercard Europe

Mastercard poinformował dziś o powołaniu Marka Barnetta na stanowisko prezesa europejskiego oddziału firmy z siedzibą w Brukseli. W nowej roli Barnett będzie odpowiedzialny za strategię, wybór kierunków działania i rozwój wszystkich aspektów działalności Mastercard w regionie. Działalność Mastercard w Europie obejmuje obecnie 53 kraje i ponad 950 milionów konsumentów, którym firma służy dzięki współpracy ze sprzedawcami detalicznymi, instytucjami finansowymi i innymi organizacjami. Barnett będzie raportował do Gilberto Caldarta, prezesa Mastercard ds. rynków międzynardowych, i dołączy do zarządu Mastercard od 1 czerwca 2020 r.

Mark Barnett skomentował tę zmianę w następujący sposób: „To ważny czas dla Mastercard, szczególnie w Europie, dlatego cieszę się, że mogę przewodzić tak dynamicznemu i zróżnicowanemu regionowi. Mastercard, jako jedyna firma technologiczna w Europie obsługuje wszelkiego rodzaje transakcje bezgotówkowe, dzięki czemu ma wyjątkowe możliwości, aby oferować proste i bezpieczne sposoby na dokonywanie i otrzymywanie płatności w całym regionie. Z entuzjazmem będę nadal rozwijać w naszej firmie kulturę, dzięki której nie tylko tworzymy innowacje technologiczne, ale też wszystkim, z którymi współpracujemy, służymy jako preferowany partner w biznesie. W całej Europie Mastercard otwiera nowe możliwości przed konsumentami, firmami i gospodarkami. Cieszę się, że mogę kierować zespołem i biznesem zorientowanym nie tylko na osiąganie pozytywnych wyników, ale też na sprawianie, by codzienne życie stawało się lepsze i prostsze”.

Mark wnosi do zespołu ogromną wiedzę, doświadczenie oraz udokumentowane sukcesy w rozwijaniu współpracy z ważnymi partnerami, przy jednoczesnym tworzeniu kultury, która promuje nowe sposoby myślenia i realizacji założonych celów – powiedział Gilberto Caldart, prezes Mastercard ds. rynków międzynardowych. „Mark udowodnił, że rozwój biznesu jest dla niego priorytetem, podobnie jak budowanie wiodącej pozycji Mastercard w różnych segmentach produktowych i na różnch rynkach. Jego osiągnięcia na poziomie krajowym, w tym w zakresie transformacji biznesu Mastercard i rozszerzenia go na nowe rodzaje usług płatniczych, czynią go idealną osobą do dalszego rozwijania działalności firmy w całej Europie”.

Przed powołaniem na nowe stanowisko Mark Barnett pełnił rolę szefa Mastercard w Wielkiej Brytanii, Irlandii, krajach nordyckich i bałtyckich. Jego szeroka wiedza na temat branży oraz nowych technologii płatniczych była decydującym czynnikiem sukcesu Mastercard w wielu krajach. Barnett dołączył do Mastercard w 2003 r. Od tego czasu pełnił w firmie różne funkcje: m.in. zarządzał pionem usług doradczych firmy w Europie, a następnie na całym świecie. Mark może pochwalić się ponad 20-letnim doświadczeniem w pracy w sektorach płatności i bankowości detalicznej.

Barnett zastąpi obecnego prezesa Mastercard Europe, Javiera Pereza, który przejdzie na emeryturę z końcem tego roku. Perez pracował w Mastercard od 1996 r. i zanim został prezesem europejskiego oddziału Mastercard, którą to funkcję pełnił przez ostatnie 15 lat, piastował w organizacji różne stanowiska dyrektorskie. Perez, związany z Mastercard przez blisko ćwierć wieku, zdołał zbudować w tym czasie światowej klasy zespół, wspierając przełomowy rozwój płatności bezgotówkowych w Europie oraz współpracując z firmami, rządami i regulatorami, aby stymulować innowacje i budować zaufanie do systemów płatności.

„Dzięki Javierowi Mastercard rozwinął współpracę z wieloma kluczowymi klientami, wchodził na nowe rynki i maksymlanie wykorzystywał nowo pojawiające się regulacje. Jego zasługą była ponadto dywersyfikacja naszej działalności, która stała się trampoliną do dalszego rozwoju i uczyniła Mastercard prawdziwym liderem rynku w całej Europie. Javier pozostawi po sobie wspaniałą spuściznę, dlatego w imieniu całej naszej organizacji pragnę szczerze podziękować mu za znaczący wkład, jaki wniósł w budowę firmy — powiedział Gilberto Caldart.

„Sell in May and go away”

Maj próbuje udowodnić rację w słynnym powiedzeniu („Sell in May and go away”) i zaczął się od powrotu awersji do ryzyka na rynki finansowe. Tym razem źródłem są starania Białego Domu, by odwrócić uwagę od swoich błędów poprzez obwinianie Chin o wytworzenie wirusa w laboratorium. Biorąc pod uwagę, że wcześniej rynki i spędziły trochę czasu na dyskontowaniu złagodzenia efektów pandemii i wycenianiu postępów w pracach nad lekiem, teraz wzrosła wrażliwość na negatywne szoki.

Prezydent Trump ogłosił, że USA przygotowują „bardzo mocny raport” o pochodzeniu COVID-19, a wcześniej sekretarz Stanu Pompeo powiedział, że „ogromne dowody” pokazują, że wybuch epidemii koronawirusa rozpoczął się w laboratorium w Wuhan w Chinach. Samych dowodów jednak nie poznaliśmy. Administracja USA nie jest oryginalna w teoriach spiskowych dotyczących COVID-19, jednak popularyzowanie ich na szczeblu dyplomatycznym to zaskakujące podejście. Ale jeśli chce się czymś przykryć wpadkę o sugerowaniu wstrzykiwania chorym na koronawirusa wybielacza, to robienie z Chin złoczyńcy rangi przeciwnika Jamesa Bonda jest właściwą drogą.

Dopóki nie otrzymamy twardych dowodów (w co wątpię), możemy żartować z taktyki przyjętej przez Biały Dom, ale też nie da się uciec od rynkowych konsekwencji pogorszenia relacji USA-Chiny. Trump potrzebuje podreperować swoją pozycję i odgrzanie konfliktu z Chinami wydaje się idealnym rozwiązaniem: nie da się szybko sprawdzić, kto w sporze ma rację, a jednocześnie przywraca prezydenta do roli obrońcy USA przed zapędami Pekinu. Skutki dla rynków są dwojakie. Od strony bieżącej sytuacji rynkowej konflikt trafia w rozentuzjazmowane rynki, które wcześniej realizowały rajd oparty o złagodzenie skutków pandemii, poluzowanie zakazów poruszania się i pomyślne wieści o postępach w pracach nad lekiem. Sporo tego optymizmu zostało zdyskontowane, czyniąc teraz aktywa silnie podatne na realizację zysków i ucieczkę w defensywne nastawienie. W szerszym ujęciu powrót do wojny handlowej USA-Chiny dokłada problemów do już mocno poturbowanej globalnej gospodarki, na czym nikt nie wygra. Za ugranie dodatkowych punktów politycznych przed jesiennymi wyborami ceną może być zaszkodzenie gospodarce USA w czasie, kiedy Chiny są już w fazie odbudowy po pierwszej fali wirusa i w przyszłości mogą być zarówno ważnym odbiorcą towarów, jak i źródłem środków na odbudowę ożywienia w USA. Przywrócenie wojny celnej może teraz bardziej zaszkodzić USA niż Chinom.
Przebudzenie konfliktu USA-Chiny uderza w rynek akcji i waluty ryzykowne, głównie na fali domykania długich pozycji. W dalszej kolejności eskalacja będzie ciążyć na perspektywach odbudowy wartości tych aktywów. Pomimo tego, że USA jest stroną konfliktu, dla USD będzie ważniejszy status bezpiecznej przystani.

Nie ma nic gorszego dla złotego, jak risk-off uderzający w dzień wolny od pracy w Polsce. EUR/PLN został wyrzucony na 4,57 i choć dziś rano polowanie na dobre poziomy sprzedaży pozwoliło na cofnięcie do 4,55, obawiam się, że ponury klimat inwestycyjny będzie blokował aprecjację złotego. Ale na ucieczkę kursu ponad 4,60 bym nie liczył. Brak wyraźnej reakcji złotego na poprawę apetytu na ryzyko na rynkach zewnętrznych w ostatnich dniach kwietnia sugeruje, że polska waluta nie jest obecnie na radarach inwestorów. To z jednej strony ogranicza potencjał aprecjacyjny, ale z drugiej brak napływu gorącego kapitału ogranicza skalę osłabienia w przypadkach pogorszenia nastrojów.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Robert Rękas Prezesem Lewiatan Holding S.A.

Robert Rękas objął stanowisko Prezesa PSH Lewiatan, największej polskiej sieci franczyzowej i trzeciej co do wielkości sieci handlowej w Polsce. Do tej pory pełnił funkcję członka zarządu Lewiatan Holding S.A., a także kierował zespołem strategicznym odpowiedzialnym za opracowanie i wdrażanie nowej strategii PSH Lewiatan na lata 2020- 2025. Z Siecią związany jest od 2013 roku.  

Zadanie przed jakim stoję jest zaszczytne, ale i pełne wyzwań – tym bardziej, że obejmuję ster największej sieci franczyzowej sklepów detalicznych i trzeciej sieci detalicznej w Polsce, w trudnym i bezprecedensowym momencie. Wierzę jednak, że każdy kryzys to również szansa a działania, które podejmujemy w ostatnich tygodniach oraz kolejne rozwiązania nad którymi pracujemy, pozwolą nam dobrze wykorzystać możliwości, jakie stawia przed nami rynek – powiedział Robert Rękas, Prezes PSH Lewiatan S.A. Naszym priorytetem jest budowa najlepszych rozwiązań i korzyści dla franczyzobiorców, aby, zarządzane przez nich biznesy były konkurencyjne na rynku, a sklepy wybierane przez konsumentów, jako miejsce codziennych zakupów. Wierzę, że siła ogólnopolskiej sieci w połączeniu z siłą naszych franczyzobiorców umożliwią nam realizację zamierzonych celów, w tym jeszcze większe dopasowanie do potrzeb lokalnych klientów – dodaje Rękas.

W ostatnich tygodniach w związku z pandemią koronawirusa Lewiatan podjął szereg działań skierowanych do klientów i franczyzobiorców. Jako pierwsza sieć franczyzowa utworzył fundusz pomocowy dla przedsiębiorców, który gwarantuje nieoprocentowaną pomoc finansową dla sklepów, których biznes został bezpośrednio zagrożony skutkiem pandemii. Wartość Funduszu wynosi 10 mln złotych. Sieć uruchomiła również inicjatywę społeczną #RazemJesteśmySilniejsi!, której celem jest propagowanie idei solidarności oraz organizacja pomocy dla osób potrzebujących  – w szczególności w lokalnych społecznościach, gdzie działają sklepy Lewiatana. Akcja skierowana jest m.in. do seniorów i osób chorych, ale także do szpitali i pracowników służby zdrowia. W ostatnich tygodniach Lewiatan przyspieszył również prace nad uruchomieniem sklepu internetowego, który dzięki zaangażowaniu franczyzobiorców i pracowników Sieci jest już w fazie testów.

Na stanowisku Prezesa Robert Rękas zastąpił Wojciecha Kruszewskiego, który z końcem kwietnia br., po 15 latach zarządzania siecią, przeszedł na emeryturę.

Bardzo dziękuję Wojciechowi Kruszewskiemu za współpracę, twórcze rozmowy, przygotowanie, a w końcu profesjonalne przekazanie sterów w Lewiatanie. To była perfekcyjnie zaplanowana sukcesjadodaje Rękas.

Robert Rękas jest menedżerem z wieloletnim stażem. Z siecią Lewiatan związany jest od 2013 roku. Od lutego 2019 roku pełnił funkcję członka zarządu Lewiatan Holding odpowiedzialnego, między innymi, za wdrażanie strategii Polskiej Sieci Handlowej Lewiatan w obszarze detalicznym oraz rozwój projektu category management’u w placówkach handlowych. Wcześniej pracował w Eurocash, jako Regionalny Dyrektor Operacyjny oraz w Coca-Cola Hellenic Bottling Company. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz studiów podyplomowych m.in. na Akademii Leona Koźmińskiego oraz Politechnice Rzeszowskiej.

M. Niczyporuk: Rząd pilnie powinien wprowadzić metodę kasową rozliczania podatków, żeby ratować firmy

Problem zatorów płatniczych będzie coraz bardziej uderzał w przedsiębiorców. Choć rząd wprowadza kolejne rozwiązania antykryzysowe, to nic nie zmienia się w kwestii obowiązku rozliczania i zapłaty podatków. Firmy nadal będą musiały regulować daniny, nawet jeśli nie otrzymały należnych środków od swoich kontrahentów. Według doradcy podatkowego Marka Niczyporuka, trzeba zatem poważnie rozważyć wprowadzenie tzw. metody kasowej rozliczeń podatkowych. Taka zmiana oznaczałaby nowe regulacje dla obu stron transakcji. Państwo ma przecież odpowiednie środki techniczne potrzebne do wdrożenia tego rozwiązania, a skorzystać na tym mógłby również sam budżet państwa. 

Nadciągają kłopoty

Ze względu na pandemię i obostrzenia z nią związane, problem zatorów płatniczych stanie się bardziej uciążliwy. Przede wszystkim odczują go przedsiębiorstwa, które nie utraciły całości przychodów i starają się funkcjonować w tej trudnej rzeczywistości. Wprawdzie rząd wprowadza kolejne wersje tarczy antykryzysowej, zawierające pewne rozwiązania dot. finansowania kosztów działalności, w tym wynagrodzeń pracowników. Jednak nic się nie zmienia w kwestii obowiązku rozliczania i zapłaty podatków.

– Firmom jest coraz trudniej wyegzekwować zapłatę za towar czy usługę. Ma to bezpośredni związek z pandemią oraz decyzjami rządu ws. ograniczeń, a nawet zakazów prowadzenia działalności gospodarczej. Ponadto inaczej niż dotychczas działają sądy oraz komornicy. W takiej sytuacji trudno znajdować moralne uzasadnienie dla egzekwowania zapłaty podatków w sposób znany wcześniej – komentuje Marek Niczyporuk, radca prawny i doradca podatkowy z Kancelarii Ars AEQUI.

W przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się opinie, że rząd powinien zdawać sobie sprawę z problemów przedsiębiorców. Jeśli oni nie otrzymają środków należnych im za usługi czy towary, to nie są w stanie regulować podatków. Dziś część firm ma jeszcze oszczędności zgromadzone przed pandemią. Ale im dłużej potrwa stan zamrożenia gospodarki, tym gorsza stanie się sytuacja przedsiębiorców. I trudniej będzie im się pogodzić z obowiązkiem zapłacenia podatku od transakcji, za którą jeszcze sami nie otrzymali wynagrodzenia.

– Oszczędności nie wystarczą na długo. Już zauważa się postępujący proces powstawania zatorów płatniczych, który można nazwać efektem domina. Kontrahenci tłumaczą brak zapłaty faktem, iż sami również nie uzyskali środków za własne towary lub usługi. Chyba ostatecznie legł w gruzach mit o tym, że przedsiębiorcy jedynie narzekają na podatki, a w rzeczywistości osiągają wysokie dochody i gromadzą środki kosztem pracowników czy budżetu państwa – dodaje mec. Niczyporuk.

Nie brakuje prognoz, że problemy finansowe przedsiębiorców wywołane kryzysem wpłyną na stan kasy państwa. Nie jest bowiem możliwe, żeby wpływy budżetowe w dobie pandemii utrzymały się na takim samym poziomie jak przed wprowadzeniem ograniczeń. Natomiast przedsiębiorcy, którzy nie będą w stanie regulować swoich zobowiązań podatkowych, już teraz myślą o likwidacji biznesu. Ewentualnie skorzystają z dobrodziejstw postępowania upadłościowego lub restrukturyzacyjnego.

– Takie osoby wrócą do prowadzenia biznesu dopiero po ustabilizowaniu się gospodarki. Nie tylko nie zapłacą podatków, ale również zlikwidują sporo miejsc pracy. W efekcie budżet państwa zostanie pozbawiony znacznej części wpływów. Dodatkowo będzie obciążony koniecznością podstawowego zabezpieczenia finansowego osób bezrobotnych. Zapowiedź takiego stanu rzeczy można zaobserwować już dzisiaj – przekonuje ekspert z Kancelarii Ars AEQUI.

W przestrzeni publicznej słychać też głosy, że istniejący system rozliczeń podatkowych premiuje nie tylko budżet państwa, ale także nieuczciwych kontrahentów. Ci zyskują bowiem możliwość odliczenia podatku VAT czy zaliczenia nieponiesionych jeszcze faktycznie wydatków do kosztów uzyskania przychodów. W ten sposób dochodzi do obniżania rzeczywistych zobowiązań podatkowych. Natomiast system tzw. ulg na złe długi jedynie częściowo minimalizuje ten problem.

– Obecnie obowiązujący system rozliczeń memoriałowych de facto przyczynia się do coraz większego zadłużenia przedsiębiorcy, który nie zapłacił podatku nie ze swojej winy. Można nawet mówić o spirali długów. Nieuregulowane w terminie daniny wiążą się bowiem z obowiązkiem zapłaty stale rosnących odsetek, a także z koniecznością poniesienia wysokich kosztów egzekucji. W skrajnych przypadkach te dodatkowe należności są wyższe niż główne zobowiązanie podatkowe. Często pozostaje więc tylko ogłoszenie upadłości przedsiębiorstwa – mówi Marek Niczyporuk.

Zmiany są konieczne

Wśród przedsiębiorców pojawią się też sugestie, aby poważnie rozważyć wprowadzenie metody kasowej rozliczeń podatkowych jako zasady, a nie wyjątku. W efekcie przedsiębiorcy powinni płacić podatek VAT oraz dochodowy tylko wówczas, kiedy sami otrzymają zapłatę. Z kolei nabywcy towarów lub usług mogliby odliczyć VAT oraz zaliczyć wydatek do kosztów uzyskania przychodów tylko w sytuacji uregulowania kontrahentowi wynagrodzenia z faktury.

– Proponowane rozwiązanie znacznie ograniczy zaangażowanie pracowników organów skarbowych w procesie rozliczania i egzekucji podatków. To niewątpliwie pozytywny skutek dla państwa. Teraz podatnikowi, który nie ma możliwości uregulowania takiego zobowiązania, pozostaje złożenie wniosku o ulgę w spłacie. W praktyce oznacza to odroczenie terminu płatności lub rozłożenie jej na raty. A obecnie wielu wnioskodawców uzasadnia swoje postępowanie właśnie nieotrzymaniem wynagrodzenia za towar lub usługę – analizuje mec. Niczyporuk.

Obowiązujące przepisy dają również możliwość wystąpienia o umorzenie zobowiązania podatkowego. Jednak w praktyce tego rodzaju pomoc jest udzielana niezwykle rzadko. Ponadto nie są jasno określone przesłanki umorzenia zobowiązań. To często prowadzi do niezrozumienia, dlaczego jedni przedsiębiorcy uzyskują umorzenia, a inni – nie.

– Państwo posiada środki potrzebne do wdrożenia metody kasowej dla przedsiębiorców. Te rozwiązania są w stanie zagwarantować pełny nadzór nad prawidłowością rozliczeń podatków. W ostatnich latach wprowadzono JPK, w tym formułę dla monitorowania wyciągów z rachunków bankowych oraz rozliczeń podatku należnego i naliczonego. Funkcjonuje też STIR, czyli system monitorowania przepływów na rachunkach bankowych i w SKOK-ach. Skoro takie narzędzia istnieją, to równie dobrze mogą służyć organom do monitorowania, czy kontrahent zapłacił. A to da odpowiedź, czy podatnik musi uregulować VAT i podatek dochodowy od zrealizowanej transakcji – stwierdza ekspert z Ars AEQUI.

Sceptycy jednak przekonują, że wprowadzenie metody kasowej będzie oznaczać gwałtowny spadek  dochodów z podatków. Ale nie brakuje osób, które twierdzą, że do budżetu już wpływa mniej środków, a ewentualna zmiana nie będzie miała znacznego wpływu na to. Modyfikacji uległaby bowiem w głównej mierze filozofia rozliczeń podatkowych. Jednak nie tylko po stronie podmiotów wystawiających faktury, ale również – nabywców towarów i usług.

– Niekiedy strony umawiają się na znacznie wydłużone terminu płatności, np. roczne. Pomimo takiej sytuacji, faktura może stanowić dla nabywcy podstawę do odliczenia VAT oraz zaliczenia wydatku do kosztów uzyskania przychodów. To praktycznie uniemożliwia stosowanie przepisów o ulgach na złe długi. Wprowadzenie rozliczeń kasowych ograniczy występowanie również tego rodzaju sytuacji. Byłaby to kolejna korzyść dla budżetu państwa – podsumowuje mec. Marek Niczyporuk.

Polacy na kwarantannie – inaczej żyjemy, inaczej wydajemy

Mija kolejny tydzień przymusowej domowej izolacji. Konieczność długotrwałego przebywania w zamknięciu oraz perspektywa dostosowania się do zmienionego świata po kwarantannie wpływają na nasze nawyki i zachowania. A to nie pozostaje bez znaczenia dla całokształtu kondycji ekonomicznej. Jak pokazują dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, w szóstym tygodniu pandemii spadek sprzedaży w polskich firmach doszedł już do 46 proc. Nie dziwi więc, że aż 60 proc. badanych zamierza wprowadzić oszczędności w gospodarowaniu wydatkami domowymi. Z drugiej strony, lepiej się wysypiamy, czytamy więcej książek i chętniej pomagamy innym. Mimo wszystko…

– W obecnej sytuacji najdobitniej widać, jak skomplikowany i wzajemnie uzależniony jest system łączący zachowania społeczne i konsumenckie z jednej, z gospodarką z drugiej strony – wskazuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Częściej się denerwujemy i myślimy o sensie życia, a rzadziej śmiejemy. Prawie co druga osoba w obawie o swoje zdrowie, paradoksalnie, zrezygnowała z wizyty u lekarza, a co trzecia z rodzinnej imprezy. Zdecydowana większość Polaków zamierza ograniczać zakupy, ale mimo programu oszczędnościowego wielu już zaangażowało się w pomoc innym, a kolejni to planują – wynika z badania wykonanego przez 4P Research Mix. Tego typu zmiana sposobu działania konsumentów wywiera wpływ na gospodarkę, ale jednocześnie jest wynikiem wciąż trwających ograniczeń i przeobrażeń zachodzących na rynku. Spadek wydatków w trakcie pandemii, m.in. konsumenckich, znajduje też odzwierciedlenie w danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Na przełomie marca i kwietnia sprzedaż przedsiębiorstw spadła o 30 proc., a już pod koniec kwietnia, w szóstym tygodniu pandemii, o 46 proc.

Więcej nerwów, mniej uśmiechów

Konieczność pozostawania w domu i ograniczenie kontaktów nie dla wszystkich są łatwe do zniesienia. Do izolacji dochodzi lęk o zdrowie, sytuację budżetu domowego i całej gospodarki. Z danych BIG InfoMonitor wynika, że nie wszyscy widzą pandemię tak samo. Osób martwiących się najbardziej o zdrowie (34 proc.) jest mniej niż lękających się o to, jakie konsekwencje zdrowotne i finansowe może przynieść koronawirus (45 proc.). A obawy o kondycję domowych budżetów łatwo przekładają się na spadek ogólnego nastroju – większą nerwowość, częstsze myślenie o sensie życia i mniej uśmiechów. Jedna trzecia pytanych twierdzi natomiast, że po prostu… się nudzi.

Są też plusy, co czwarty badany wreszcie się wysypia i czyta więcej książek. Zdania są jednak podzielone, czy rzeczywiście podczas izolacji udaje się robić więcej przyjemnych rzeczy niż zwykle.

Polacy na kwarantannie
Źródło: 4P Research Mix

Co trzeci Polak już komuś pomógł, co czwarty zamierza to dopiero zrobić

Nowa sytuacja jest też okazją nie tylko do pomagania. W zrobienie zakupów, odebranie recepty, przypilnowanie dziecka, wyjście z psem czy przygotowanie komuś posiłku zaangażował się co trzeci z nas. – Co ciekawe, indywidualne postawy i zachowania altruistyczne wydają się przekładać na decyzje niektórych małych przedsiębiorców. Wystarczy chwila, żeby w mediach społecznościowych znaleźć przykłady bezinteresownego zaangażowania choćby restauratorów przygotowujących darmowe posiłki dla pracowników służby zdrowia – mówi Sławomir Grzelczak.

Mniej ubrań, mniej elektroniki, mniej rozrywki

Blokada, którą wirus zaraził gospodarkę, a także dużo czasu spędzanego w domu, bardzo szybko zaczęły zmieniać nawyki zakupowe Polaków i ich nastawienie do wydatków. Tym bardziej, że przy zamkniętych sklepach ograniczyły się mocno możliwości. Jak pokazują dane GUS, w marcu sprzedaż detaliczna spadła w ujęciu rocznym o 9 proc. Najbardziej na pandemii ucierpiał handel odzieżą i obuwiem, a kryzysowi nie poddały się jedynie dwie kategorie: farmaceutyki i kosmetyki oraz żywność, które odnotowały wzrosty sprzedaży.

Dane sprzedażowe znajdują odzwierciedlenie w nastrojach konsumenckich. Jak pokazują badania 4P Research Mix, 63 proc. pytanych nie ograniczyło wydatków na zakupy spożywcze, a 59 proc. wskazało też, że nie oszczędza na artykułach chemicznych i kosmetycznych. Gdy jednak spojrzymy na wydatki przeznaczone na produkty inne niż podstawowe, widać wyraźnie zmianę popytu. 30 proc. pytanych ogranicza wydatki na odzież, a kolejne 28 proc. odkłada je na później. Podobnie jest ze sprzętem RTV i AGD. Pandemia mocno uderzyła też w rozrywkę i kulturę.

wydatki polaków na kwrantannie
Źródło: 4P Research Mix

– Pandemia koronawirusa zawładnęła życiem Polaków. Wpłynęła na zmianę sposobów komunikacji, spędzania czasu oraz przyzwyczajeń zakupowych. Kiedy w połowie marca rząd wprowadził pierwsze restrykcje wynikające z pandemii koronawirusa, Polacy masowo ruszyli do sklepów. Z półek w ekspresowym tempie znikały produkty. Szybko okazało się, że nie robią jednak wielu innych zakupów. Ograniczająco działa zamknięcie większości sklepów stacjonarnych, ale też rosnące obawy o sytuację finansową – mówi Sławomir Grzelczak. – Z przeprowadzonych dla nas badań wynika, że pandemia koronawirusa co dziesiątego Polaka przyprawia o większy lęk o finanse niż o zdrowie, a niemal połowa osób boi się kłopotów budżetu domowego nie mniej niż zdrowotnych. Stąd, gdy w marcu o chęci oszczędzania na zakupach mówiła połowa badanych, już w kwietniu wspominało o tym 60 proc. badanych. 45 proc. planuje zmniejszać największe wydatki, a 15 proc. nawet podstawowe – Nie ma wątpliwości, nowe realia zmieniły nawyki zakupowe konsumentów i coraz więcej Polaków rozważniej podchodzi do wydawania pieniędzy – dodaje.

Po zakupy w czasie pandemii? Tak, ale tylko raz w tygodniu…

Obostrzenia dotyczące gospodarki spowodowały, że połowa kupujących zamiast chodzić częściej po drobne sprawunki, wybiera się na większe zakupy raz w tygodniu, a popularnością większą niż placówki wielkopowierzchniowe czy dyskonty cieszą się lokalne sklepiki. Są też tacy, których ryzyko zakażenia w ogóle powstrzymało od wychodzenia z domu po produkty, które nie są niezbędne.

zakupy podczas kwarantanny
Źródło: 4P Research Mix

– Interesująco prezentują się dane dotyczące nastawienia do zakupów internetowych. Co ósma osoba zaczęła częściej robić zakupy w sieci niż dotychczas, a co 12. kupować tak produkty, w które do tej pory zaopatrywała się w sklepach stacjonarnych – to nie powinno dziwić – mówi Sławomir Grzelczak.

Nie chodzimy do lekarza, nie odwiedzamy rodziny i nie bywamy w kościele

Pandemia wpłynęła też na innego rodzaju decyzje i zachowania Polaków. Wynika to zarówno z obostrzeń wprowadzonych przez rząd, jak i względów osobistych związanych z poczuciem bezpieczeństwa, troską o własne zdrowie, jak i zdrowie bliskich, a także w obawie o finanse.

Nie chodzimy do lekarza, nie odwiedzamy rodziny i nie bywamy w kościele
Źródło: 4P Research Mix

O ile rezygnacja z organizacji imprez rodzinnych przez 33 proc. badanych lub uczestnictwa w praktykach religijnych przez 27 proc. wydaje się mieć racjonalne podstawy, o tyle omijanie gabinetów lekarskich przez 46 proc. stało się paradoksem tych trudnych czasów.

– Pandemia koronawirusa nie opuści nas szybko, a już na pewno nie od razu znikną skutki zamrożenia niektórych gałęzi gospodarki czy naszej izolacji domowej. Dlatego postawy, które teraz kształtują się w społeczeństwie, być może zostaną na dłużej i to na różnego rodzaju płaszczyznach życia – wskazuje Sławomir Grzelczak.

Badanie przeprowadzone przez Quality Watch metodą CAWI na próbie 1064 osób w wieku od 18 lat wzwyż. Termin realizacji: 3 – 6 kwietnia 2020 roku.

Badanie Omnibus4P, zrealizowane przez 4P Research Mix sp. z o.o., wwww.grupa4p.pl, na reprezentatywnej próbie 1010 Polaków w wieku 18-75 lat, w dniach 25-27 marca 2020 r.

Planowanie strategiczne kluczową umiejętnością w branży PR nie tylko w czasie pandemii. O przyszłości rynku zadecydują młode kadry

Polscy profesjonaliści PR wymagają i oczekują światowych standardów podnoszenia kwalifikacji. – W nadchodzących latach o przyszłości rynku PR będą decydować m.in. młode kadry z kompetencjami odpowiadającymi na rozwój nowych technologii – uważa John Dalton, założyciel London School of Public Relations. Umiejętności planowania strategicznego pozostają kluczem do sukcesu w komunikacji PR. Udowadnia to obecna sytuacja związana z pandemią koronawirusa.

Branża PR zyskuje na znaczeniu i przesuwa się do obszaru biznesowego doradztwa strategicznego. Potwierdza to ostatni „World PR Report 2020” ICCO, z którego wynika, że 46 proc. ankietowanych CEO i dyrektorów agencji PR uznaje doradztwo strategiczne – obok zarządzania reputacją korporacyjną – za główny motor wzrostu branży w perspektywie nadchodzących pięciu lat.

Agencje PR stają się połączeniem agencji komunikacyjnych i doradczych w kwestii zarządzania. Ewolucja w branży PR polega na przejściu od relacji z mediami w kierunku doradztwa, bazowania na wnioskach z analiz behawioralnych oraz działalności w ramach społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR). Na całym świecie agencje PR dążą do poszerzenia swojej oferty dla klientów, ponieważ tradycyjna rola public relations podległa przekształceniom za sprawą technologii, a podmioty z branży starają się do nich dostosować – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes John Dalton, założyciel London School of Public Relations.

Jak ocenia, to właśnie umiejętność strategicznego planowania i przewidywania będzie jedną z kluczowych kompetencji w zawodzie PR-owca w nadchodzących latach.

Planowanie na podstawie scenariuszy jest nową, ale bardzo ważną umiejętnością, podobnie jak współpraca w zespołach i wielozadaniowość. Nadal potrzeba też podstaw: oczytania, umiejętności pisania dobrych materiałów, przygotowywania komunikatów i ich odpowiedniego ukierunkowania – podkreśla ekspert.

PR jest interdyscyplinarnym zawodem łączącym wiele cennych kompetencji przydatnych na współczesnym rynku pracy. Jak wynika z „World PR Report 2020”, w perspektywie nadchodzącej dekady najbardziej pożądanymi umiejętnościami będą m.in. research i planowanie (44 proc.) oraz analiza danych i mierzenie efektów działań PR-owych (42 proc.). Branża spodziewa się jednak problemów z rekrutowaniem specjalistów o takich kompetencjach.

Dane stają się już wszechobecne w branży komunikacji, więc zdolność do formułowania wniosków na ich podstawie jest bardzo ważna – mówi John Dalton. – Na znaczeniu nie straciła też umiejętność autoprezentacji. Mam do czynienia z wieloma prezentacjami i często zastanawiam się, kto uczył ich autorów. Komunikacja wizualna i umiejętności prezentacji wciąż mają kluczowe znaczenie.

Podkreśla, że umiejętność zaprezentowania się odbiorcy w ciągu kilku minut i przekazania mu odpowiednich treści w sposób zwięzły i przekonujący jest jedną z kluczowych kompetencji. PR-owcy muszą umieć szybko i sprawnie dzielić się informacją, tymczasem wiele młodych osób zaczyna karierę w branży PR bez odpowiedniego przygotowania i nie ma tej podstawowej kompetencji.

Moją radą dla młodych ludzi, którzy chcą wejść do branży PR, jest, aby byli wytrwali. Jeśli chcą odnaleźć się w tej branży – co nie jest łatwym zadaniem ze względu na dużą konkurencję – muszą rozwijać swoje kompetencje w zakresie mediów społecznościowych, stawać się kimś w rodzaju mikroinfluencerów. Nie można wejść do tej branży bez obecności w social mediach – wskazuje Założyciel London School of Public Relations. – Trzeba też mieć wiedzę o branży, dużo czytać, orientować się w bieżących wydarzeniach i w tym, co dzieje się w mediach – zarówno społecznościowych, jak i tradycyjnych, być na bieżąco z sytuacją geopolityczną na poziomie lokalnym i krajowym. Kluczowe są ciekawość intelektualna i rozumienie ludzkich zachowań. Coraz większe znaczenie będą odgrywać też zdolności matematyczne i analiza danych.

John Dalton przyjechał do Polski z okazji uruchomienia kolejnej edycji Akademii LSPR – programu szkoleń prowadzonego wspólnie z polskim Związkiem Firm Public Relations.

Skoncentrowaliśmy się na powiązaniach między grupą edukacyjną LSPR a ZFPR, aby znaleźć unikalne możliwości zdobywania wiedzy. Wymieniamy się kapitałem intelektualnym, razem możemy kształtować przyszłość w zakresie najważniejszych kompetencji dla osób, które chcą rozpocząć bądź są na początku kariery w branży komunikacji. Wnosimy doświadczenie i wiedzę nie tylko z Londynu, ale również z całego świata, ponieważ London School of Public Relations to podmiot globalny, natomiast ZFPR ma dogłębną wiedzę o polskim rynku – mówi.

Jak podkreśla, Akademia LSPR i ZFPR tworzą nową, dynamiczną ofertę edukacyjną na miarę tej dekady XXI wieku.

 – Poprzez udział w programie edukacji można uzyskać praktyczną wiedzę i umiejętności oraz kształcić kompetencje, które umożliwiają bardziej efektywne wykonywanie zawodu stratega – konsultanta PR – dodaje założyciel London School of Public Relations.