Joanna Seklecka najbardziej wpływową kobietą polskiej branży płatniczej 2020

Kapituła rankingu organizowanego przez Cashless.pl – jeden z największych portali branży fintech – zdecydowała, że Joanna Seklecka, Prezes eService, jest najbardziej wpływową kobietą polskiej branży płatniczej 2020 r. Wśród laureatek znalazły się 22 wyróżnione panie, wybrane przez przedstawicieli rynku płatności oraz laureatki ubiegłorocznej edycji konkursu. Spośród kilkudziesięciu zgłoszonych kandydatek, autorzy rankingu wyłonili także siedem kobiet zaliczanych do grona wschodzących gwiazd branży.

Najwyższa pozycja w rankingu Cashless.pl to dla mnie ogromne wyróżnienie. Ma tym większą wagę, że branża, w której pracujemy, jest niezwykle wymagająca, a przy tym wciąż niewiele kobiet zajmuje w niej wysokie stanowiska. Liczę na to, że dzięki rankingowi prezentującemu osiągnięcia kobiet w branży fintech uda się zachęcić więcej pań do spróbowania swoich sił       w nowoczesnych technologiach i IT. Serdecznie dziękuję za to wyróżnienie i gratuluję wszystkim uczestniczkom – powiedziała Joanna Seklecka, Prezes eService.

Joanna Seklecka jest związana z eService od 2004 roku. W 2017 objęła stanowisko Prezesa Zarządu i z sukcesami zarządza firmą, umacniając pozycję lidera polskiego rynku akceptacji kart płatniczych i rozliczania transakcji elektronicznych. Aktualnie jako General Manager jest także odpowiedzialna za działalność międzynarodowej Grupy EVO Payments Inc. na obszarze Europy Środkowo-Wschodniej. W styczniu br. Joanna Seklecka została przewodniczącą Komitetu Agentów Rozliczeniowych – forum konsultacyjno-doradczego przy Związku Banków Polskich. Jej kadencja potrwa trzy lata.

eService pod kierownictwem Prezes Sekleckiej obsługuje ponad 392 tysiące terminali płatniczych w całej Europie, z czego 254 tys. w Polsce. Firma rozwija się też na rynkach zagranicznych, odpowiadając za sprawne działanie 138 tysięcy terminali w 10 krajach Europy. Liczba oraz wartość obsługiwanych transakcji, a także zakres i jakość oferowanych usług, czyni firmę liderem polskiego rynku transakcji płatniczych oraz największym agentem rozliczeniowym w  Europie Środkowo-Wschodniej. Firma aktywnie działa w Programie Polska Bezgotówkowa i jest w najchętniej wybieranym dostawcą stacjonarnych i mobilnych rozwiązań płatniczych dla handlu, usług i instytucji.

Wśród najbardziej wpływowych kobiet branży płatniczej obok Joanny Sekleckiej znalazły się: Joanna Erdman – dyrektor ds. projektów strategicznych mBank, Kamila Kaliszyk – dyrektor ds. rozwoju rynku w Mastercard w Polsce, Małgorzata O`Shaughnessy  – doradca strategiczny, Client Engagement w Visa CEE i Barbara Borgieł-Cury – sekretarz rady nadzorczej Polskiego Standardu Płatności (operatora BLIKa) oraz dyrektor Centrum Bankowość Codzienna w Pionie Bankowości Detalicznej w ING Banku Śląskiego.

Ranking redakcji Cashless.pl to konkurs, w którym przedstawiciele rynku płatności oraz laureatki ubiegłorocznej edycji wybierają zwyciężczynię spośród zgłoszonych wcześniej kandydatek. Jego celem jest promowanie równości zawodowej w najważniejszych firmach z branży płatniczej. Konkurs odbył się już po raz drugi.

W tym roku redakcja Cashless.pl nagrodziła również wschodzące gwiazdy polskiej branży płatniczej, czyli osoby z mniejszym doświadczeniem zawodowym, ale posiadające potencjał, aby w przyszłości odegrać istotną rolę w świecie płatności. Tytuł wschodzącej gwiazdy 2020   r. zdobyła Magdalena Kubisa z PSP, spółki – operatora BLIKa.

Rynek akcji dołuje, kapitał ucieka w obligacje, złoto i jena

Globalny rynek akcji dołuje, kapitał ucieka w obligacje, złoto i jena. Uwaga skupia się na tempie, z jakim wirus rozprzestrzenia się poza Chinami i rynki nie uspokoją się, póki epidemia nie osiągnie punktu kulminacyjnego. Albo przywódcy państw i banki centralne nie przekonają inwestorów, że kontrolują sytuację.

Wróciła wyprzedaż aktywów ryzykownych: dołuje rynek akcji, ropa naftowa, waluty rynków wschodzących. Kapitał ucieka w złoto, JPY, CHF i obligacje skarbowe. Liczba przypadków zachorowań na koronawirusa wkrótce sięgnie okrągłych 100 tys., co zapewne będzie świetnie nadawać się budzące niepokój nagłówki prasowe. Im dłużej rozprzestrzenianie się wirusa trwa, tym boleśniejsze będą skutki gospodarcze i dłuższy okres powrotu do stanu wyjściowego (o ile w ogóle istnieje opcja zanegowania wszystkiego). Rynek akcji dyskontuje wyraźne spowolnienie gospodarcze, wobec którego jak na razie nie mobilizują się rządy. Reakcja banków centralnych także rozczarowuje, a rynek żąda więcej – względem Fed oczekuje kolejnego cięcia o 50 pb w tym miesiącu. Na rynku nie ma przekonania, gdzie leży dno. Jeśli miałby wskazać pretekst do odbicia, to tylko w „obawach”, że weekend może w końcu przynieść informacje o skoordynowanym działaniu światowych przywódców/banków centralnych.

Koncentrując się na wirusie i jego wpływie, inwestorzy mogą zwracać mniejszą uwagę niż zwykle na piątkowy raport z rynku pracy USA. Jedyne, czego może dowieźć, to potwierdzić ostatni przekaz Fed – do czasu wybuchu epidemii gospodarka USA miała się solidnie. Po silnym wzroście zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w styczniu (225 tys.), w lutym spodziewane jest wyhamowanie (prog. 175 tys.) głównie na odreagowaniu wcześniejszego wzrostu popytu na pracowników m.in. w budownictwie w związku z lepszymi warunkami atmosferycznym miesiąc wcześniej. Ale podstawowe tempo wzrostu miejsc pracy pozostaje silne i może to pomóc w obniżeniu stopy bezrobocia do 3,5 proc. Byłby to dobry punkt wyjścia wobec prawdopodobne pogorszenia sytuacji na rynku pracy w marcu, kiedy firmy usługowe będą redukować zatrudnienia w obliczu spadku popytu. I w takim kontekście inwestorzy będą tonować swój entuzjazm w przypadku pozytywnych zaskoczeń w dzisiejszym raporcie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

„Pokolenie Z” z przytupem wchodzi na rynek pracy

Wierzący w swoje umiejętności, zainteresowani samozatrudnieniem lub freelancingiem oraz zwracający uwagę na kwestię równouprawnienia – tak określają siebie przedstawiciele pokolenia Z, które już wkrótce może całkowicie odmienić rynek pracy.  Według raportu ADP Polska „Workforce View in Europe 2019”, zdecydowana większość popularnych „Zetek” twierdzi, że ma odpowiednie kompetencje do odniesienia sukcesu w pracy.

Aż 79 proc. pracowników w wieku 16-24 pozytywnie postrzega swoją przyszłość w obecnym miejscu pracy. Nieco wyższym stopniem optymizmu wyróżniają się ich europejscy rówieśnicy (83,7 proc.). Biorąc pod uwagę wiarę w swoje umiejętności, w Polsce 81 proc. pokolenia Z uważa, że ich kompetencje wystarczą do osiągnięcia sukcesu zawodowego (średnia europejska wynosi 84 proc.) – wynika z danych raportu „Workforce View in Europe 2019”.

– Chłonny w ostatnich latach rynek pracy z dużym entuzjazmem przywitał nowe pokolenie. Jednak już teraz wiadomo, że pracodawcy, aby zatrzymać „Zetki” w firmie, będą musieli znacznie zmienić dotychczasowy styl zarządzania zespołem. W przeciwieństwie do millenialsów i pokolenia X, najmłodszym pracownikom zależy przede wszystkim na równym traktowaniu i partnerskich relacjach z szefem. Zwracają też uwagę na misję firmy i realizowane przez nią działania CSR – mówi Anna Barbachowska, HR Business Partner z firmy ADP Polska.

Bardziej „ja” niż „my” – pokolenie Z w drodze po samozatrudnienie

Z jednej strony skoncentrowani na sobie i swoim rozwoju, z drugiej otwarci na nowe relacje i doceniający działania CSR – pokolenie Z lubi stawiać na swoim i bardziej niż inne generacje docenia niezależność zawodową. Jak wynika z badania ADP, „Zetki” są najliczniejszą grupą wiekową, która rozważa przejście na samozatrudnienie lub freelancing. Ponad 72 proc. z nich jest zainteresowanych taką formą pracy. Co ciekawe, wyprzedzają w tym aspekcie swoich europejskich rówieśników (odpowiednio 58 proc.). Co ważne, pomimo tego, że w osobistej karierze „Zetki” cenią sobie samodzielność, to łatwo nawiązują kontakty i potrafią pracować w grupie, co czyni je dobrymi pracownikami[1].

– Zetki wchodziły na rynek pracy w okresie niskiego bezrobocia. Dzięki temu przedstawiciele tego pokolenia nie doświadczyli wielomiesięcznego procesu poszukiwania pracy i szybko znaleźli odpowiadające im stanowisko. Między innymi z tego może wynikać ich pewność siebie. Tym, co je wyróżnia jest nie tylko wiara we własne możliwości i wielozadaniowość, ale również znajomość bieżących trendów. Potrafią bardzo szybko dopasować się do wymagań współczesnego świata. Pokolenie to nie jest jednak idealne – ich lojalność jest niższa w porównaniu do innych grup wiekowych niewielu z nich deklaruje chęć pozostania w obecnej pracy dłużej niż 5 lat – mówi Anna Barbachowska.

Chcesz zatrzymać „Zetkę” w firmie? Nie rób tego

„Zetki” są również skoncentrowane na rozwoju i nie lubią stać w miejscu. Z tego względu najskuteczniejszą metodą na zatrzymanie przedstawiciela pokolenia Z w firmie jest stawianie mu nowych wyzwań. Trzeba pamiętać jednak, że pokolenie Z bardzo dużą wagę przywiązuje do równości i równouprawnienia – w badaniu ADP aż 76 proc. z nich twierdzi, że zmieniłoby pracę, gdyby w ich obecnym miejscu zatrudnienia płace kobiet i mężczyzn nie byłyby na takim samym poziomie.  Przedstawiciele pokolenia Z szczególną uwagę zwracają również na dyskryminację ze względu na wiek – ponad 11 proc. z nich twierdzi, że ze względu na ich młody wiek czuje się w pracy dyskryminowane. Co ciekawe, w odczuwaniu tej formy dyskryminacji „Zetki” są podobne do millenialsów – ponad 12 proc. pracowników tego pokolenia odczuwa, że ze względu na ich wiek ich kompetencje nie są właściwie docenianie.

Raport „The Workforce View in Europe 2019” jest dostępny pod adresem: http://bit.ly/raport_ADP_2019

[1] J. Papież, Pokolenie Z – z kręgu kultury ponowoczesnej, Studia Elbląskie, t.17, 2016, s. 290.

Bardzo duże zainteresowanie obligacjami, dolar w odwrocie

Inwestorzy dalej wycofują się z ryzykownych aktywów. Za takie uważane są nie tylko akcje, co wyjaśnia część spadków na głównych indeksach, ale ostatnio także dolar amerykański. Widać za to bardzo duże zainteresowanie obligacjami, co jest dobrą wiadomością dla polityków, mogących taniej się zadłużyć.

Odwrót od dolara

Amerykańska waluta, od początku roku niemal do końca lutego, znajdowała się w wyraźnym trendzie spadkowym. Dwa tygodnie temu jednak doszło do zmiany podejścia. Nagle inwestorzy przestali przychylnie patrzeć na USD. Owszem, zaczęły pojawiać się odrobinę słabsze dane makroekonomiczne, ale nie tłumaczy to niemal 5% przeceny dolara względem euro.

Wczoraj poznaliśmy nieco słabsze dane na temat zamówień. Istotna różnica miała miejsce tylko w przypadku subindeksu zamówień w przemyśle. W rezultacie po raz kolejny dolar taniał. Amerykańska waluta, która jeszcze dwa tygodnie temu szturmowała poziom 4,00 zł, dzisiaj znajduje się niewiele powyżej 3,80 zł.

OPEC stara się ratować ceny ropy

Na posiedzeniu OPEC, czyli Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową podjęto decyzję o obniżeniu produkcji ropy o 1,5 mln baryłek dziennie. Czy to dużo? To niemal 2% światowej produkcji. Tak duża redukcja spowodowana jest ciągle zmniejszającymi się prognozami popytu na ten surowiec, wywoływanymi wstrzymaniem produkcji w Chinach i strachem związanym z koronawirusem. Pomimo tej decyzji ropa jednak znów tanieje. Dzisiaj po raz kolejny ceny ropy notowanej na giełdzie w Londynie spadły poniżej 50 dolarów za baryłkę. Ustanowiły w ten sposób najniższy pułap od połowy 2017 roku.

Spadki cen ropy ciągną w dół rosyjską walutę. Rubel od początku roku stracił już niemal 10% na wartości względem złotego.

Lepsze dane z Niemiec

Dzisiaj rano poznaliśmy dane na temat zamówień w przemyśle w Niemczech. Dobre dane do spadek o 2,5% w ujęciu rocznym. Dlaczego spadek jest dobrą daną? Oczekiwania analityków były znacznie słabsze. Nie zmienia to faktu, że ostatnie dane z Niemiec są coraz lepsze i bardzo negatywny obraz, który był malowany przed niemiecką gospodarką, powoli się dezaktualizuje. Nie znaczy to jednak, że przed Berlinem pojawiają się jakieś szczególnie dobre perspektywy. Widać to chociażby na tamtejszym parkiecie, gdzie główny index w ciągu dwóch tygodni stracił około 15%.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Dokumentacja cen transferowych za 2019 r.

Przepisy w zakresie cen transferowych w ostatnich latach zmieniają się każdego roku. Dokumentacja cen transferowych jest istotnym dokumentem potwierdzającym prawidłowość stosowanych cen pomiędzy podmiotami powiązanymi. Z uwagi na częste zmiany przepisów w tym zakresie podatnicy powinni zadbać o to, aby przygotowywana przez nich dokumentacja nie tylko odzwierciedlała rzeczywiste transakcje i skalkulowane ceny, ale także zawierała wszystkie niezbędne elementy.

Wartość transakcji

W poprzednim stanie prawnym przepisy uzależniały obowiązek sporządzenia dokumentacji co do zasady od wartości przychodów i kosztów (próg 2 mln euro). Zgodnie z art. 11k ust. 1 ustawy o CIT podmioty powiązane powinny w dokumentacji sporządzonej za 2019 r. wskazać, że ceny transferowe zostały ustalone zgodnie z zasadą rynkową. W ustawie zostały określone progi kwotowe dla transakcji kontrolowanej o charakterze jednorodnym, które są objęte obowiązkiem dokumentacyjnym. Wspomniane progi zostały określone jako kwota netto:

  • 10 mln zł w przypadku transakcji towarowej (sprzedaż towarów, środków trwałych) bądź finansowej;
  • 2 mln zł w przypadku transakcji usługowej bądź innej;
  • 100 tys. zł w przypadku transakcji prowadzonych z podmiotami zlokalizowanymi w rajach podatkowych.

Zmiany przepisów doprecyzowują również kwestię kalkulacji wartości transakcji i odnoszą ją do kwot netto. Uzasadnione jest to zasadą neutralności VAT.

„Safe harbours”

W ramach dokumentowania cen transakcyjnych w 2019 r. ustawodawca zdecydował się na wprowadzenie dwóch rozwiązań, gdzie po spełnieniu kilku warunków nie będzie weryfikowana cena transferowa pomiędzy podmiotami. Pierwsze z nich to pożyczki, które powinny opiewać na kwotę nie wyższą niż 20 mln zł i być udzielone na okres maksymalnie 5 lat oraz nie powinny pochodzić z raju podatkowego. Drugie uproszczenie to brak weryfikacji w przypadku usług o niskiej wartości dodanej, jeżeli narzut nie będzie wynosił więcej niż 5%, a podatnik będzie w posiadaniu kalkulacji kosztów rodzajowych wraz z przypisaniem klucza alokacji.

Zwolnienia dokumentacyjne

Nowe przepisy przewidują, że nie wszystkie podmioty będą zobowiązane do przygotowania dokumentacji cen transferowych. Obowiązek ten nie dotyczy transakcji pomiędzy krajowymi podmiotami powiązanymi, jeżeli spełnione są dwa warunki. Pierwszy warunek to konieczność wykazania w danym roku podatkowym dochodu (brak straty) przez każdy z podmiotów uczestniczących w transakcji. Drugi warunek to brak korzystania ze zwolnienia z podatku dochodowego (działalność w specjalnej strefie ekonomicznej oraz decyzja o wsparciu nowych inwestycji).

Zniesienie obowiązku dokumentacyjnego dla podmiotów krajowych wynikało z postulatów rynkowych oraz z faktu, że co do zasady w przypadku podmiotów krajowych dokumentowanie cen transakcyjnych nie ma związku z celem tych przepisów – przeciwdziałaniem transferowi dochodów pomiędzy różnymi jurysdykcjami.

Dodatkowo ustawa przewiduje, że w przypadku transakcji kontrolowanych, które w całości nie stanowią przychodu lub kosztów uzyskania przychodu, jak również transakcji w trybie przetargu nieograniczonego.

Dokumentacja master file i local file

Zgodnie z obecnymi przepisami do przygotowania dokumentacji master file zobowiązani będą podatnicy należący do grupy kapitałowej, dla której sporządzane jest skonsolidowane sprawozdanie finansowe oraz której skonsolidowane przychody przekroczyły w poprzednim roku obrotowym 200 mln zł lub równowartość tej kwoty w innej walucie. Dodatkowo można wykorzystać dokumentację grupową przygotowaną przez jeden z podmiotów z grupy. Dokumentację master file można przygotować także w języku angielskim. Powinna ona zawierać m.in. opis grupy podmiotów powiązanych, opis istotnych wartości niematerialnych i prawnych grupy podmiotów powiązanych, opis istotnych transakcji finansowych grupy podmiotów powiązanych oraz informacje finansowe i podatkowe grupy podmiotów powiązanych.

Niezależnie od posiadania dokumentacji master file podatnicy powinni zadbać o lokalną dokumentację cen transferowych zawierającą m.in. opis podmiotu powiązanego, opis transakcji, w tym analizę funkcji, ryzyk i aktywów oraz analizę cen transferowych (analizę porównawczą lub analizę zgodności).

Sprawozdanie TP-R i oświadczenie

Formularz CIT-TP został zastąpiony informacją TP-R. Nowa informacja w zakresie cen transferowych będzie składana po raz pierwszy za 2019 r. Dane przekazywane szefowi KAS będą w formacie xml i będą zawierały dużo szerszy zakres niż ma to miejsce obecnie.

Po raz pierwszy oświadczenie o sporządzeniu lokalnej dokumentacji cen transferowych będzie musiało zawierać potwierdzenie jej przygotowania oraz oświadczenie o stosowaniu cen rynkowych.

Termin na sporządzenie dokumentacji

W porównaniu do lat poprzednich zmianie uległ termin na przygotowanie dokumentacji cen transferowych. Za 2019 r. upływa on z końcem 9 miesiąca po zakończeniu roku podatkowego, czyli u podatników, u których rok podatkowy pokrywa się z kalendarzowym, dokumentację należy przygotować do 30 września 2020 r.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Dywersyfikacja źródeł gazu pozwoli na obniżenie cen

Polityka dywersyfikacji źródeł dostaw gazu to jedyne rozwiązanie, które pozwoli dostarczyć polskim odbiorcom najlepszą możliwą dzisiaj ofertę – czyli jak najniższą cenę. Oprócz tego dostarczanie surowca z różnych kierunków jest gwarantem zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego. Rynek posiadający szeroki, wolny dostęp do wielu źródeł może wybierać najkorzystniejsze oferty. Tylko w ten sposób w Polsce może stać się on zdrowy i płynny, a ceny adekwatne do warunków na pozostałych rynkach. W Niemczech czy Wielkiej Brytanii konsument może sprowadzić sobie gaz z dowolnego źródła. Nie ma tam żadnego zagrożenia, a kryterium wyboru staje się właśnie cena. Potrzebne są więc projekty, które – choć kosztują miliardy złotych – pozwalają sięgnąć po nowe źródła i nadrobić zacofanie na polskim rynku gazu. Póki co jesteśmy podczepieni pod kontrakt z jednym dostawcą – Gazpromem, firmą, która od lat sprawia wiele problemów. Zmianą jakościową jest terminal LNG w Świnoujściu. To zapewnia pewną w wolność w wyborze źródeł. Dzięki niemu Polska może sprowadzić gaz skroplony chociażby z Trynidadu i Tobago. Kolejnym pozytywnym krokiem ma być inwestycja Baltic Pipe. Dostawy gazociągowe z Norwegii będą trwale konkurencyjne dla oferty rosyjskiej i każdej innej. Transfery te można realizować na mocy kontraktu długoterminowego, uzależnionego od ceny giełdowej. To stawka, która nie podlega takim fluktuacjom, jak np. notujące duże wahania ceny gazu skroplonego. Choć dzisiaj to rozwiązanie jest bardzo opłacalne, w przyszłości może nagle podrożeć. Wtedy rozwiązaniem będą dostawy gazu z płynnego rynku norweskiego po cenie uzależnionej od giełdy, a nie decyzji podejmowanych na Kremlu.

– Prawdopodobnie po 2022 roku nie zostanie rozmontowany gazociąg jamalski. Rosjanie będą mogli z niego skorzystać w drodze aukcji regulowanych przepisami europejskimi, tak samo w każdym unijnym kraju – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny portalu BiznesAlert. – Dotychczas Gazprom mógł politycznie wpływać na funkcjonowanie tego gazociągu. Otworzy się więc droga do transportu gazu przez terytorium Polski do innych państw. Nieznany jest jednak los dostaw rosyjskiego surowca do naszego kraju. Polacy nie chcą przedłużenia kontraktu jamalskiego, zawartego jeszcze przez prezydenta Lecha Wałęsę i Borysa Jelcyna. Podpisano go na bardzo politycznych warunkach – bardzo odstających od tych, które mamy dzisiaj. W 2010 roku umowa była nawet kwestionowana przez Komisję Europejską. Choć ta oferta nie cieszy się już popularnością – nie oznacza to, że Polska nie skorzysta z kolejnej, lepszej – jeżeli taka pojawi się ze strony rosyjskiej. W 2022 roku politycy staną przed decyzją, czy i ile gazu sprowadzić od wschodniego sąsiada. Ten zapewne będzie chciał pozostać na naszym rynku gazu, który jest większy niż na całych Bałkanach – o które Gazprom walczy bardzo ostro. Dzięki inwestycjom w dywersyfikację źródeł Polska będzie miała pełną wolność wyboru najlepszej możliwej oferty. Za dwa lata powinna być też odczuwalna różnica w cenie gazu – kiedy będą realizowane kontrakty spoza Rosji, nasz rynek nie będzie tak bardzo wrażliwy na ceny ropy naftowej, od których uzależniony jest kontrakt jamalski. Obecnie ceny gazu w Polsce są dyktowane tymi właśnie zapisami, które regulują większość dostaw. W 2022 roku można założyć dalszą liberalizację rynku – gdzie nie tylko krajowy lider, odpowiedzialny za dywersyfikację, ale i mniejsi gracze zaczną kupować surowiec z dowolnego możliwego kierunku. Zmiany giełdowe będą miały dużo większe przełożenie na ceny gazu u klientów, którzy będą wybierać z wielu ofert. W ten sposób polski rynek gazu zacznie działać analogicznie do rynku rozwiniętych – wyjaśnił Jakóbik.

Banki centralne zaczynają reagować na obawy związane z koronawirusem

Na rynkach finansowych od końca lutego dominuje strach i pojawiają się obawy dotyczące negatywnego wpływu rozprzestrzeniającego się koronawirusa na ekonomię. Pierwsza fala zaniepokojenia nastąpiła na przełomie stycznia i lutego, kiedy liczba zarażonych w Chinach wzrosła. Pod koniec lutego epidemia koronawirusa rozprzestrzeniała się w Europie (najpierw we Włoszech) oraz w Korei Południowej, wywołując panikę na rynkach finansowych. W tym tygodniu zażądano spotkania ministrów finansów grupy G7 oraz interwencji banków centralnych (poza Fed stopy procentowe  obniżyły m.in. RBA czy BoC). Europejski Bank Centralny (EBC) ma posiedzenie w następnym tygodniu, a prawdopodobieństwo, że złagodzi politykę pieniężną się zwiększa, chociaż europejscy przedstawiciele banków centralnych w tym tygodniu zaznaczyli, że woleliby z tym poczekać.

Z drugiej strony, w tym tygodniu NBP zachował spokój nie zmieniając głównej stopy procentowej, która wynosi nadal 1,50%. Prezes NBP, A. Glapiński powtórzył, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem pozostaje stabilność stóp procentowych do końca jego kadencji (do 2021 r.). NBP nie przejmuje się obecną wysoką inflacją (uważa ją za tymczasową), ani napięciem wokół koronawirusa (zamierza w spokoju monitorować i analizować rozwój sytuacji). W porównaniu z prognozą z listopada NBP oczekuje w tym roku słabszego wzrostu PKB (3,2%) oraz szybszego wzrostu inflacji (3,65%).

Złoty w tym tygodniu skorygował częściowo straty z  tygodnia ubiegłego i w piątek rano kurs wynosił 4,31 EUR/PLN. Eurodolar w tym samym czasie był na poziomie 1,124 EUR/USD.

Komentarz walutowo-makroekonomiczny Malwiny Krakus, analityczki AKCENTY

Wciąż tylko nielicznym kobietom udaje się wejść do zarządów – sytuacja Polek z branży finansowo-księgowej na rynku pracy

Aż 81 proc. respondentów badania Hays Poland wskazało, że najwyższe stanowiska w ich firmach zajmują mężczyźni. Wśród firm z branży finansowo-księgowej odsetek kobiet w zarządach wynosi 20 proc.

Jak wynika z przeprowadzonego w 2019 r. badania Hays Poland Kobiety na rynku pracy. Kompetencje i różnorodność, odsetek kobiet zarządzających firmami wzrósł z 15 proc. w 2018 r. do 18 proc. Ponadto z danych Eurostatu wynika, że w Polsce kobiety stanowią 21 proc. członków zarządów w największych spółkach publicznych. Choć w ciągu ostatnich pięciu lat udział ten wzrósł o 9 pp., jest to ciągle wynik poniżej unijnej średniej (26,7 proc.). I wciąż aż 81 proc. najwyższych stanowisk w firmach zajmują mężczyźni.

Podobnie jest w branży finansowo-księgowej, gdzie odsetek mężczyzn zarządzających firmami wynosi 80 proc.:

Płeć osoby zarządzającej firmą, w której pracujesz

Kobieta 20%
Mężczyzna 80%
Nie wiem 0%

Reprezentacja kobiet na stanowiskach managerskich jest wyższa. Dla 54 proc. ankietowanych ze wszystkich branż bezpośrednim przełożonym jest mężczyzna, podczas gdy w branży finansowo-księgowej kobiety na stanowiskach menedżerskich stanowią 50 proc. kadry kierowniczej:

Płeć bezpośredniego przełożonego

Kobieta 50%
Mężczyzna 48%
Brak przełożonego 2%

Kobiety dominują przy tym na stanowiskach specjalistek w ramach zespołów podległych managerom. W branży finansowo-księgowej 56 proc. respondentów wskazało, że większość ich współpracowników – członków zespołu – to kobiety:

Płeć członków zespołu, w którym pracujesz

W większości kobiety 56%
W większości mężczyźni 20%
Równa liczba kobiet i mężczyzn 24%

 Kobiety mają coraz większy apetyt na sukces

Mniejszy odsetek kobiet na stanowiskach kierowniczych może wynikać ze sposobu, w jaki firmy planują rozwój talentów oraz awanse w swoich strukturach. Często w rezultacie tych działań kobiety mają mniejsze szanse na realizację ambicji zawodowych oraz rozwój kariery.

W konsekwencji kobiety często mierzą niżej niż mężczyźni. Wynika to również z dotychczas zajmowanych przez nie stanowisk. Z badania Hays Poland wynika, że w 2019 r. kobiety były w podobnym stopniu zadowolone z zajmowanego obecnie stanowiska jak mężczyźni, jeśli spojrzeć na rynek pracy ogólnie. Ten pozytywny trend obserwowany jest już od 2018 r. Różnice w poziomie zadowolenia z zajmowanego stanowiska ujawniają się jednak w kontekście branży firmy. Kobiety związane z sektorem finansowo-księgowym nieco niżej oceniają swoją satysfakcję niż panie w innych branżach:

Czy jesteś zadowolony/ zadowolona z poziomu obecnie zajmowanego stanowiska?

  Kobiety Kobiety – branża finansowo-księgowa Mężczyźni
Bardzo zadowolony/a 16% 12% 20%
Zadowolony/a 54% 54% 46%
Trudno powiedzieć 20% 22% 22%
Niezadowolony/a 7% 10% 8%
Zdecydowanie niezadowolony/a 3% 2% 4%

Jednocześnie z roku na rok kobiety mają coraz większy apetyt na sukces. W 2019 r. panie, także w branży finansowo-księgowej, częściej niż mężczyźni wskazywały stanowisko dyrektorskie jako oznaczające dla nich sukces. To duża zmiana względem ubiegłych lat, kiedy to stanowiska liderów, dyrektorów i zarządzających wskazywane były najczęściej przez panów, podczas kiedy panie ograniczały swoje aspiracje do ról specjalistycznych, menedżerskich i związanych z kierowaniem niewielkim zespołem:

Jaki poziom stanowiska musisz objąć, aby uważać siebie za osobę, która odniosła sukces?

  Kobiety Kobiety – branża finansowo-księgowa Mężczyźni
  Oznaczające sukces Obecnie zajmowane Oznaczające sukces Obecnie zajmowane Oznaczające sukces Obecnie zajmowane
Praktykant/ Stażysta 0% 2% 0% 2% 0% 2%
Asystent 0% 5% 0% 6% 0% 4%
Specjalista 2% 24% 2% 30% 2% 16%
Samodzielny Specjalista 10% 25% 16% 28% 12% 25%
Menedżer/ Kierownik 34% 28% 28% 22% 22% 30%
Dyrektor 28% 10% 26% 6% 22% 12%
Dyr. Zarządzający/Prezes

Prezes

14% 2% 12% 2% 24% 7%
Właściciel 10% 1% 12% 2% 14% 3%
Inne* 2% 3% 4% 2% 6% 1%

 * Wśród innych respondenci wymieniali stanowiska związane z ekspertyzą, nauką, role zarządowe oraz niezależne – np. doradca. Podkreślali również społeczny wymiar sukcesu, niezwiązanego z zajmowanym stanowiskiem oraz fakt, iż nazwa stanowiska ma drugorzędne znaczenie wobec zakresu obowiązków, odpowiedzialności oraz możliwości realizacji swojej ambicji.

Pozytywne zmiany względem zeszłego roku można zaobserwować w zakresie planowania ścieżki kariery. To w dużej mierze efekt rozwiązań wprowadzanych coraz chętniej przez firmy. W rezultacie odsetek pracowników – zarówno kobiet, jak i mężczyzn – posiadających opracowany plan kariery sukcesywnie rośnie. W tym roku aż 76 proc. panów i 74 proc. pań potwierdza, że posiada przynajmniej częściowo opracowaną ścieżkę zawodową, którą chce podążać. Wśród kobiet z branży finansowo-księgowej odsetek ten wynosi 76 proc.:

Czy masz opracowany plan rozwoju kariery?

Tak 50%
Nie 24%
Częściowo 26%

Odwaga w myśleniu o swojej karierze wynika z obserwowanego przez kobiety wsparcia ze strony organizacji. Firmy najczęściej wspierają rozwój swoich pracowników umożliwiając im udział w zewnętrznych kursach i szkoleniach. Pozytywnym sygnałem jest to, że kobiety otrzymują niemal taką samą, dużą szansę na kształcenie i zdobywanie nowych umiejętności jak mężczyźni:

Czy pracodawca pomaga realizować Twój plan rozwoju?

Kobiety Kobiety – branża finansowo-księgowa Mężczyźni
Tak 38% 32% 44%
Przynajmniej częściowo 28% 34% 27%
Nie 34% 34% 29%

Niestety w branży finansowo-księgowej możliwość uczestniczenia w kursach i szkoleniach, zarówno tych zewnętrznych jak i wewnętrznych, ma mniej kobiet – odpowiednio 56 i 46 proc.:

W jaki sposób pracodawca pomaga realizować Twój plan rozwoju?*

  Kobiety Kobiety – branża finansowo-księgowa Mężczyźni
Umożliwia uczestnictwo w zewnętrznych kursach i szkoleniach 70% 56% 72%
Oferuje doradztwo w zakresie planowania kariery lub mentoring 24% 26% 34%
Organizuje wewnętrzne szkolenia 55% 46% 52%
Dokonuje regularnej oceny moich wyników 58% 54% 68%
Przedstawia ścieżki kariery w organizacji i perspektywy awansu 32% 36% 37%
Inne** 10% 8% 14%

* Procenty nie sumują się do 100, ponieważ można było zaznaczyć więcej niż jedną odpowiedź.

Kobiety – równie często jak mężczyźni – starały się o promocję w 2019 r (odpowiednio 38 i 35 proc.). Otrzymywały ją również podobnie często jak mężczyźni (odpowiednio 18 i 20 proc. w trakcie 6-12 miesięcy poprzedzających datę wzięcia udziału w badaniu). Odsetek kobiet z branży finansowo-księgowej, które ubiegały się o awans wynosił jeszcze więcej, bo 40 proc. 18 procentom udało się uzyskać promocję (w trakcie 6-12 miesięcy poprzedzających datę wzięcia udziału w badaniu):

Czy w trakcie ostatnich 12 miesięcy ubiegałaś się o awans?

Tak 40%
Nie 60%

Kiedy ostatnio awansowałaś?

Mniej niż 6 miesięcy temu 22%
6-12 miesięcy temu 18%
1-2 lata temu 28%
2-5 lat temu 20%

 

Kobiety na finansowym szczycie?

Wyniki badania Hays Poland zdają się wskazywać, iż jest szansa na to, że rynek pracy i świat finansów, także na poziomie zarządów firm, będzie bardziej sfeminizowany. Czy istnieje jednak na to jakaś recepta?

– Firmy i organizacje powinny inwestować w kobiety, zapraszając je do udziału w różnych ciekawych, ale i trudnych projektach, które prowadzone są w firmie, pozwalając im w ten sposób rozwinąć skrzydła i zbudować pewność siebie. Dzięki temu powstaną kolejne pokolenia liderów, w których kobiety będą stanowiły znaczący odsetek – mówi Alicja Dworowska ACMA, CGMA, Financial Accounting Director, Accelerated Enrollment Solutions.

Co więcej, w miarę postępującej automatyzacji i robotyzacji w świecie biznesu i finansów na znaczeniu będą zyskiwać kompetencje miękkie, które bardzo często są domeną kobiet.

Jak wynika z raportu przygotowanego przez World Economic Forum, na przestrzeni najbliższych lat zmieni się profil najbardziej pożądanych kompetencji pracowników. Już w tym roku na znaczeniu zyska między innymi inteligencja emocjonalna oraz elastyczność poznawcza. Dla specjalistów z dziedziny finansów zmieniające się środowisko stanowi ogromną szansę wyjścia poza dotychczasową, techniczną strefę komfortu i wykorzystania rozwijających się technologii jako sposobu na tworzenie wartości dla swoich organizacji – mówi Jakub Bejnarowicz, dyrektor regionalny na Europę, CIMA.

–  Jednak jak okryliśmy opracowując wraz z KPMG International raport Finance transformation: the human perspective, u specjalistów z dziedziny finansów istnieje duża luka kompetencyjna nie tylko w zakresie umiejętności cyfrowych, ale także społecznych. Zaledwie 3 proc. dyrektorów finansowych uważa, że osoby piastujące funkcje finansowe w ich organizacjach posiadają obecnie niezbędne kompetencje. Dlatego muszą one doskonalić nowe umiejętności i kompetencje, aby być konkurencyjnymi w cyfrowym świecie. Muszą także rozwinąć swoje umiejętności społeczne i komercyjne, aby lepiej prowadzić narrację biznesu, generować nowe rozwiązania biznesowe oraz skutecznie współpracować z kolegami z całej organizacji i zewnętrznymi interesariuszami. W tym kobiety mogą wieść prym – dodaje Jakub Bejnarowicz.

W tych zmiennych czasach finanse muszą inwestować w kapitał ludzki. Musimy zatrudniać osoby, które są nastawione na rozwój i które potrafią przystosować się do zmieniających się warunków otoczenia. Nie wystarczy być dobrym w Excelu i znać zasady rachunkowości, lecz trzeba mieć także tzw. organizacyjne IQ, tj. umiejętność adaptacji do zmian i odporność psychiczną na te zmiany – potwierdza i dodaje Alicja Dworowska.

Dodatkowe informacje:

Wyniki raportu Hays Poland Kobiety na rynku pracy. Kompetencje i różnorodność dla wszystkich branż dostępne są na stronie: https://cloud.email.hays.com/PL_Kobiety2019

Kariera Generacji Z. Młodzi o pracy i karierze

Generacja Z wchodzi na rynek pracy i będzie znaczyć coraz więcej w firmowych zespołach. Z okazji Festiwalu Pracy JOBICON postanowiliśmy się więc przyjrzeć poglądom pokolenia dzisiejszych 18-24-latków na pracę i karierę. Jak wykazuje raport „Kariera Generacji Z”, młodzi Polacy łączą spore ambicje zawodowe z chęcią budowy pozytywnych relacji z otoczeniem i potrzebą bycia docenionym w pracy.

Z raportu Festiwalu Pracy JOBICON dowiesz się:

  • Co Generacja Z sądzi o pracy i karierze
  • Co przyciąga, a co odstrasza ją od pracodawców
  • Jaki typ firm uważa częściej za dobre miejsca pracy
  • Co sądzi o technologiach w pracy i rekrutacji
  • Z jakimi trudnościami mierzy się przy tworzeniu CV
  • Na jakie zarobki może liczyć na starcie kariery

Czego Generacja Z szuka w pracy?

Jakie aspekty pracy są szczególnie ważne dla przedstawicieli Generacji Z? Jak wykazują badania Pracuj.pl, na czele listy znajduje się atrakcyjne wynagrodzenie – wskazuje na nie 70% osób w wieku 18-24 lat. Na drugim miejscu znalazła się dobra atmosfera (67%), a na trzecim – docenianie efektów pracy (51%). Ten ostatni aspekt „zetki” wybierały najczęściej ze wszystkich grup wiekowych, podobnie jak ciekawy zakres obowiązków (31%).Kariera Generacji Z. Młodzi o pracy i karierze

Jak przyciągnąć, a jak stracić „zetkę”?

W dobie niżu demograficznego i niedoboru talentów w wielu branżach, coraz częściej to firmy muszą przyciągać uwagę kandydatów, a nie kandydaci – firm. Jakie atuty mogą się okazać skuteczne w tej rywalizacji?Kariera Generacji Z. Młodzi o pracy i karierze 2

Podobnie, jak w innych przypadkach, przy rozważaniu ofert pracy kluczowa jest poprawa wynagrodzenia – skłoniłaby ona do przyjęcia propozycji aż 75% „zetek”. Niewiele mniej skuteczne są jednak inne, bardziej „miękkie” aspekty życia zawodowego – lepsza atmosfera w pracy (68%), większe bezpieczeństwo zatrudnienia (66%) i work-life balance (64%).

Wiele poglądów „zetek” na pracę wynika z etapu życia, na którym się znajdują. Potrzebują one od otoczenia potwierdzenia, że ich kariery idą w odpowiednim kierunku, a także że zyskują ważne doświadczenia na przyszłość. Generację Z interesują przy tym nie tylko „twarde” kwestie , ale także bardziej „miękkie” aspekty pracy, np. dobra atmosfera, pozytywny feedback. „Choć „zetki” często deklarują, że wynagrodzenia są dla nich kluczowe, doświadczenia pracodawców pokazują, że młode talenty są także gotowe „inwestować” w pracę i wybierać bardziej rozwojowe oferty, nawet jeżeli na samym początku wiąże się to z obniżeniem oczekiwań finansowych – mówi Konstancja Zyzik, Talent Acquisition & Capabilities Development Manager w Grupie Pracuj.

Wizerunek firm w oczach Generacji Z

Z punktu widzenia rekrutacji warto przeanalizować przekonania Generacji Z, dotyczące wizerunku różnego rodzaju firm jako pracodawców. Zgodnie z odpowiedziami grupy 18-24, z docenianiem pracownika częściej kojarzy ona większe (41% wskazań), zagraniczne (50%) i prywatne (53%) przedsiębiorstwa, a zdecydowanie rzadziej – mniejsze (35%), polskie (17%) i państwowe (21%).

Wyniki badań mogą dowodzić skuteczności działań employer brandingowych i aktywnej rekrutacji, prowadzonej przez największych pracodawców z sektora prywatnego. Wiele z tych firm prowadzi działania HR na najszerszą skalę, coraz częściej dobrze dopasowane do grup docelowych i odpowiadające na ich aspiracje.

Technologie mile widziane

Polacy w wieku 18-24 najczęściej spośród wszystkich generacji wykorzystują przy szukaniu pracy cyfrowe narzędzia. Aż 62% z badanych w tym wieku zagląda w tym celu na portale z ofertami pracy, 46% stosuje wyszukiwarki internetowe, a 32% – sięga po aplikacje mobilne z ogłoszeniami.Kariera Generacji Z. Młodzi o pracy i karierze 3

Co równie ważne, przedstawiciele Generacji Z nie tylko chętnie aplikują poprzez narzędzia cyfrowe, ale także korzystają z zasobów w sieci przygotowując swoje CV. Tworząc życiorys, niemal co drugi badany korzysta z artykułów z poradami zawodowymi (47%), niewiele mniej – z kreatorów CV (43%) i gotowych szablonów dostępnych w sieci (42%).

Generacja Z to pierwsze pokolenie na rynku pracy, do którego przynależą także osoby urodzone już w XXI wieku. Świat cyfrowy to dla nich naturalne środowisko. Znajduje to odzwierciedlenie w odpowiedziach „zetek” badanych przez Pracuj.pl. Są one świadome wpływu technologii na przyszłość pracy i odważnie korzystają z różnorodnych narzędzi cyfrowych wspierających rekrutację – m.in. portali z ogłoszeniami, rozwiązań mobilnych czy generatorów CV. Ich sporą aktywność obserwujemy choćby wśród użytkowników aplikacji Pracuj.pl, którzy każdego roku przesyłają za pośrednictwem naszej aplikacji miliony CV
– komentuje Łukasz Marciniak, Dyrektor ds. Rozwoju Sprzedaży w Grupie Pracuj.

Kasa na start. Zarobki juniora

Na potrzeby raportu „Kariera Generacji Z” eksperci zarobki.pracuj.pl przygotowali zestawienie przeciętnych wynagrodzeń, które deklarują użytkownicy serwisu – przedstawiciele kilkunastu specjalizacji zatrudnieni na poziomie juniora lub młodszego specjalisty.Kariera Generacji Z. Młodzi o pracy i karierze 4

Spośród wybranych stanowisk na najniższe przeciętne wynagrodzenia mogą liczyć młodsi graficy oraz młodsi testerzy gier – otrzymują oni 3700 zł brutto. Zdecydowanie wyższe wynagrodzenia trafiają do osób wchodzących do branży nowych technologii. Co interesujące, na szczycie tej listy znalazły się stanowiska w branży marketingowej – według deklaracji badanych, junior product manager otrzymuje przeciętnie nawet 6600 zł brutto.

Tysiące szans dla młodych talentów

Generacja Z stanowi jedną z najważniejszych grup, z myślą o których Grupa Pracuj zdecydowała się stworzyć w 2018 roku nowy format na polskiej mapie HR. Festiwal Pracy JOBICON łączy prezentację ofert z inspirowaniem do rozwoju kariery i wspieraniem kandydatów przy wyborze dopasowanej ścieżki zawodowej. Od tego czasu w JOBICON wzięło udział łącznie ponad 25 000 osób.  W poprzedniej edycji ponad połowę uczestników stanowili świeżo upieczeni absolwenci, a jedną trzecią – studenci.

Kobietom rzadziej niż mężczyznom zdarzają się impulsywne zakupy. Lepiej też spłacają swoje zobowiązania finansowe

Kobiety mają dwukrotnie niższe niż mężczyźni zaległości z tytułu nieopłaconych rachunków i rat kredytowych. Te na koniec ubiegłego roku wyniosły 25,7 mld zł wobec 51,9 mld zł zaległości płci przeciwnej. Panie rzadziej też wydają impulsywnie duże kwoty na zakupach. Do takich zachowań kilka razy w miesiącu przyznaje się nawet trzykrotnie więcej mężczyzn. Paradoksalnie kobiety choć lepiej zarządzają wydatkami są też wobec siebie bardziej krytyczne i surowe w ocenie swoich postaw finansowych.

– Wbrew pozorom to nie kobiety częściej wydają bez namysłu spore pieniądze – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Halina Kochalska, ekspert BIG InfoMonitor. – Na pytanie: „Czy wydajesz raz w miesiącu, kilka razy w miesiącu albo w roku co najmniej 500 zł pod wpływem impulsu?” częściej pozytywnie odpowiadali mężczyźni.

Według obiegowej opinii kobiety są bardziej rozrzutne i skore do impulsywnych zakupów. Statystyki jej jednak nie potwierdzają. Jak wynika z najnowszego badania Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor – ponad połowa pań (51 proc.) nigdy nie dokonała impulsywnego zakupu za co najmniej 500 zł. Wśród mężczyzn ten odsetek jest zdecydowanie niższy i wynosi 38 proc.

Kobiet, którym taki nieprzemyślany wydatek zdarza się raz na kilka miesięcy, jest 15 proc. Wśród mężczyzn ten odsetek urasta już do 22 proc. Jeszcze większe różnice widać w grupie respondentów z naprawdę słabą „silną wolą” zakupową. Raz w miesiącu albo nawet częściej niż raz na miesiąc na kosztowne wydatki przekraczające 500 zł, bez większych przemyśleń, pozwala sobie tylko 3 proc. kobiet i ponad trzykrotnie więcej (10 proc.) mężczyzn.

– Może to wynikać m.in. z faktu, że po prostu panie zarabiają mniej, więc trudniej im wyjąć „ot tak” z portfela 500 zł – wskazuje ekspert.

Z badania BIG InfoMonitor wynika też, że kobiety choć lepiej zarządzają wydatkami paradoksalnie są wobec siebie bardziej krytyczne i surowe w ocenach. Częściej postrzegają się jako rozrzutne i niżej od mężczyzn oceniają swoje skłonności do oszczędzania.

– Kobiety – choć  impulsywne zakupy zdarzają im się rzadziej – są bardziej surowe w samoocenie swoich postaw finansowych. Jedynie 16 proc. uważa się za oszczędne, podczas gdy wśród panów postrzega się tak co piąty (20 proc.) – mówi Halina Kochalska.

W gronie osób, które wprost przyznają, że „pieniądze się ich nie trzymają”, jest natomiast 12 proc. kobiet i ponad 11 proc. mężczyzn – co oznacza, że odsetek finansowych lekkoduchów jest zbliżony po obu stronach.

Statystyki BIG InfoMonitor pokazują jednak, że to kobiety mają dwukrotnie niższe niż mężczyźni zaległości z tytułu nieopłaconych rachunków i rat kredytowych. Te na koniec ubiegłego roku wyniosły 25,7 mld zł wobec 51,9 mld zł zaległości płci przeciwnej. Nawet bez uwzględniania długów alimentacyjnych – które sięgają 12 mld zł, a 95 proc. z nich należy do ojców – zaległości mężczyzn nadal wynoszą około 40 mld zł i są znacznie wyższe.

– W bazach BIK i BIG InfoMonitor zdecydowanie dominują mężczyźni – mówi Halina Kochalska. – Ich zaległości są dwukrotnie wyższe niż w przypadku kobiet, nawet gdy odejmiemy alimenty. Dysproporcje są więc ogromne. Dużo mniej jest też kobiet – niesolidnych dłużników. Jest ich ponad 1 mln, podczas gdy mężczyzn – ponad 1,7 mln. Gdyby panowie spłacali swoje zobowiązania tak solidnie jak kobiety, z pewnością wierzycielom by ulżyło i z dnia na dzień z baz zniknęłoby ponad 700 tys. niesolidnych dłużników i 26 mld zł zaległości.

Statystyki pokazują, że odsetek kobiet z problemami finansowymi wynosi 6,5 proc., podczas gdy wśród mężczyzn udział niesolidnych płatników sięga 11,4 proc. Wyższe są też przeciętne kwoty zaległości, które wynoszą średnio ok. 23,9 tys. zł u pań i ponad 30 tys. zł w przypadku panów.

– Widoczna gołym okiem rzetelność płatnicza kobiet aż prosi się o nagrodzenie rabatami, promocjami i obniżkami z tytułu lepszej spłaty – przynajmniej dla produktów i usług z odroczonym terminem płatności, gdzie wcześniej je dostajemy, a spłacamy potem. Jak widać, panowie częściej dostarczają zmartwień wierzycielom i sprzedawcom oferującym takie towary czy usługi. Jednak różnicowanie ze względu na płeć byłoby nierównym traktowaniem konsumentów i nie jest możliwe – mówi Halina Kochalska.

Czy ujemny fundusz remontowy stanowi problem?

Fundusz remontowy wspólnoty mieszkaniowej czasem może być ujemny. Wyjaśniamy, czy taka sytuacja jest kłopotliwa dla właścicieli mieszkań.

Bez pieniędzy systematycznie wpłacanych na fundusz remontowy, bardzo trudno byłoby zrealizować wiele potrzebnych inwestycji (np. termomodernizację budynku lub wymianę rur kanalizacyjnych). Wspomniany fundusz jest potrzebny nie tylko w wiekowych kamienicach oraz starszych blokach z okresu PRL-u. Nawet kilkunastoletnie budynki mogą już generować koszty remontów, które trudno byłoby pokryć bez specjalnego funduszu. Niezależnie od wieku budynku, członkowie wspólnoty mieszkaniowej powinni być regularnie informowani o wysokości zaliczek, które zasilają fundusz remontowy. Ważne są także informacje dotyczące salda środków zgromadzonych na wspomnianym funduszu. Właściciele mieszkań czasem z niepokojem mogą zauważyć, że fundusz remontowy posiada ujemne saldo. Warto wyjaśnić, czy taka sytuacja rzeczywiście jest niepokojąca z punktu widzenia członka wspólnoty mieszkaniowej.

W 2020 roku więcej wspólnot utworzy fundusz remontowy

Tytułem wstępu warto przypomnieć, że każda wspólnota mieszkaniowa może założyć fundusz remontowy. Taki fundusz zwykle funkcjonuje jako wyodrębniony rachunek bankowy należący do wspólnoty. Nie istnieje ustawowy przymus tworzenia funduszy remontowych, ale mimo tego są one powszechne. Wspomniane fundusze zwykle są tworzone przez wspólnoty posiadające co najmniej 8 – 10 mieszkań. Do niedawna były to najmniejsze wspólnoty działające na podstawie ustawy z dnia 24 czerwca 1994 r. o własności lokali (Dz.U. 1994 nr 85 poz. 388). Wraz z początkiem 2020 r. wspólnoty liczące sobie od 4 do 7 lokali (w tym niewyodrębnionych) również zostały objęte ustawą o własności lokali. Można przypuszczać, że wiele tych wspólnot utworzy swój fundusz remontowy. „Taka zmiana będzie związana z powołaniem zarządu lub powierzeniem specjaliście (zarządcy) obowiązków związanych z administrowaniem nieruchomością wspólnotą” – dodaje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Czasem zaliczki nie mogą zrównoważyć wydatków funduszu

Warto pamiętać, że uchwała członków wspólnoty mieszkaniowej o utworzeniu funduszu remontowego musi precyzować poziom i tryb wnoszenia wpłat (zaliczek) na wspomniany fundusz. Odrębna uchwała powinna potwierdzać wydatkowanie środków z funduszu remontowego i cel takiej operacji. W praktyce podstawą do wydawania pieniędzy z funduszu remontowego jest coroczny plan gospodarczy wspólnoty (zawierający m.in. plan remontów). Jeżeli taki plan zostanie zaakceptowany przez właścicieli mieszkań, to zarząd lub zarządca może później wydatkować środki z funduszu remontowego bez uzyskiwania każdorazowej zgody członków wspólnoty mieszkaniowej. Niestety czasem okazuje się, że wydatki z danego roku są wyższe od sumy środków, które aktualnie posiada fundusz remontowy. „Właśnie taka sytuacja skutkuje pojawieniem się ujemnej wartości na funduszu remontowym” – komentuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ujemna wartość funduszu remontowego, spowodowana nadwyżką wydatków nad posiadanymi środkami to sytuacja wyjątkowa, która raczej nie powinna stanowić corocznej normy. Można ją zaakceptować na przykład wtedy, gdy wystąpiła konieczność usunięcia kosztownej awarii i wykonania innych przewidzianych wcześniej prac. Systematyczne deficyty występujące na funduszu remontowym stanowią dowód, że polityka remontowa wspólnoty jest nieprawidłowa. Przyczyną takiej sytuacji mogą być na przykład plany remontów i modernizacji, które okazują się zbyt ambitne w stosunku do wpłat na fundusz remontowy. „Inny problem może stanowić plan gospodarczy, w którym źle określono wydatki na prace remontowe (bez odpowiedniego marginesu bezpieczeństwa)” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Niedobór w funduszu remontowym pokryją właściciele „M”

Nadwyżka wydatków funduszu remontowego nad jego przychodami musi zostać jakoś skompensowana. Dlatego ujemna wartość wspomnianego funduszu będzie oznaczała dodatkowe obciążenie finansowe dla właścicieli mieszkań. Ujemne saldo opisywanego funduszu to problem, który oczywiście można przejściowo rozwiązać poprzez zaciągnięcie kredytu. Właściciele mieszkań poniosą jednak wydatki związane ze spłatą wspomnianego zobowiązania i dodatkowo będą musieli zapłacić odsetki. „Wydatki związane z ujemną kwotą na funduszu remontowym zostaną jednak rozłożone na dłuższy okres” – podkreśla Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Jeżeli wspólnota mieszkaniowa nie zamierza korzystać z kredytu bankowego, to będzie musiała pokryć deficyt na funduszu remontowym bezpośrednio z kieszeni swoich członków. W sytuacji, gdy ujemne saldo funduszu jest niewielkie, do zlikwidowania deficytu wystarczy podwyższenie wpłat regularnie wnoszonych przez właścicieli mieszkań. Czasem może jednak okazać się, że konieczne będą jednorazowe dopłaty członków wspólnoty, bo niedobór środków na funduszu remontowym jest bardzo duży. „Warto pamiętać, że utworzenie funduszu remontowego i ustalenie odpowiednio wysokich miesięcznych wpłat właścicieli mieszkań ma zapobiec właśnie takiej konieczności jednorazowego dopłacania pieniędzy” –   podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Źródło: Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl

Firmy będą ograniczać nowe miejsca pracy, a nawet redukować zatrudnienie. Ich oczekiwania wobec pracowników rosną

Znalezienie kandydatów o odpowiednich kompetencjach, utrzymanie w firmach pracowników z państw trzecich oraz nieprzewidywalność kosztów zatrudnienia – to największe wyzwania stojące przed polskimi pracodawcami. Jak prognozują eksperci Konfederacji Lewiatan, bezrobocie nie wzrośnie gwałtownie, ale na rynku pracy pojawiły się już pierwsze symptomy wskazujące na ograniczenie tworzenia nowych miejsc pracy, a nawet redukcje zatrudnienia. Większe są też oczekiwania pracodawców wobec kompetencji kandydatów w związku z postępującą automatyzacją i cyfryzacją.

Dane GUS wskazują, że w styczniu bezrobocie wyniosło 5,5 proc. To o 0,3 pkt proc. więcej niż w grudniu, ale wzrosty są typowe dla tego okresu. W ujęciu rocznym stopa bezrobocia zmniejszyła się o 0,6 pkt proc.

– W 2020 roku zostanie utrzymany 5-proc. poziom bezrobocia. Szacujemy, że wyniesie 5,6–5,7 proc. na koniec roku – mówi agencji Newseria Biznes Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan. – To nie oznacza, że przed pracodawcami nie będzie wyzwań. Jednym z najważniejszych będzie dostosowanie kompetencji i kwalifikacji pracowników oraz kandydatów do pracy do postępującej automatyzacji. Drugim wyzwaniem jest  to, że coraz większa grupa osób zatrudnionych odchodzi na emeryturę i ich aktywność zawodowa jest niewielka. Zapotrzebowanie na nowych pracowników mogą wypełnić obcokrajowcy, ale procedury zatrudniania cudzoziemców są skomplikowane.

Jak podkreśla ekspert, nie należy spodziewać się gwałtownego odpływu z rynku pracy obywateli krajów spoza Unii Europejskiej, ale zwiększa się konkurencyjność innych rynków pracy państw unijnych. Zatrudnianie obcokrajowców z tzw. państw trzecich umożliwiły Niemcy, podobne działania podjęli Czesi i Węgrzy.

– Polski rynek pracy musi być bardziej atrakcyjny, oferować możliwości rozwoju oraz stabilizacji zawodowej. Ma to również znaczenie z punktu widzenia pracodawców, bo to oni ponoszą duże koszty związane z pozyskaniem pracownika z zagranicy, co nie jest wcale tańsze niż zatrudnienie obywatela Polski. Jednak krajowe zasoby wyczerpały się w niektórych branżach i dlatego pracodawcy sięgają po cudzoziemców, szczególnie z Ukrainy. Znalezienie tam nowych kandydatów do pracy jest coraz trudniejsze – ocenia ekspert.

Najważniejszą kwestią w określeniu sytuacji obcokrajowców na polskim rynku pracy jest przyjęcie przez rząd strategii dotyczącej migracji – jasnych zasad, według których państwo będzie kształtować politykę dotyczącą obywateli krajów spoza Unii Europejskiej w perspektywie pięciu, dziesięciu, a nawet piętnastu lat.

– Według statystyk do 2030 roku na polskim rynku pracy ubędzie 1,5 mln osób. Już teraz należy zaplanować, jak zapobiec niedoborom pracowników na rynku. Z pewnością będzie on potrzebował zewnętrznego wsparcia – zauważa Robert Lisicki.

Wśród barier, jakie napotykają polscy pracodawcy w rozwoju swojej działalności, są coraz wyższe koszty zatrudnienia i ich nieprzewidywalność. Przykładem jest wzrost minimalnego wynagrodzenia na cztery miesiące przed nowym rokiem kalendarzowym, co okazało się znacznym utrudnieniem i obciążeniem finansowym dla wielu małych i średnich firm, ale również dużych przedsiębiorstw, które korzystają z usług podwykonawców.

– Strategię zatrudnienia i strukturę zamówień buduje się w dłuższej perspektywie, więc nagłe zmiany warunków płacy i brak informacji, na czym będzie polegała polityka państwa w zakresie wynagrodzeń, podatków i składek na ubezpieczenia społeczne, komplikuje działalność firm – wyjaśnia ekspert Konfederacji Lewiatan. – Drugi element tej niepewności to zapowiedzi szeregu modyfikacji w zakresie np. ubezpieczeń społecznych, które do dzisiaj nie zostały jednoznacznie rozstrzygnięte.

Kolejny element to wsparcie dla pracodawców w finansowaniu szkoleń dla pracowników. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego aż 54 proc. Polaków zadeklarowało, że nie podnosiło swoich kompetencji zawodowych.

– To znacznie więcej niż w innych krajach Unii Europejskiej. Jeżeli polska gospodarka ma być bardziej innowacyjna, potrzebuje osób, które rozwijają swoje umiejętności przez cały okres aktywności zawodowej. Z kolei pracodawcy potrzebują wsparcia, które pomogłoby im finansowo wesprzeć pracowników i kandydatów do pracy w podnoszeniu kwalifikacji. Inwestycje firm są konieczne, ale wzrost kompetencji pracowników jest korzystny dla całej gospodarki, dlatego jest to zadanie ogólnokrajowe, zarówno dla firm, związków zawodowych, jak i dla rządu – przekonuje Robert Lisicki.

Jak podają eksperci Konfederacji Lewiatan, stopa bezrobocia w 2019 roku była niższa niż rok wcześniej. Pracodawcy odczuwali brak pracowników, więc byli skłonni zatrudniać osoby bez koniecznych kwalifikacji i doszkalać je na własny koszt. Obecnie możliwe jest ograniczenie tej skłonności. W wyniku znacznego podniesienia płacy minimalnej i przyspieszenia procesów automatyzacji w polskich przedsiębiorstwach osoby o nieaktualnych kwalifikacjach lub bez kwalifikacji zawodowych mogą mieć większe trudności z utrzymaniem i znalezieniem pracy.

Z danych OECD „The Future of Work 2019” wynika, że na polskim rynku zachodzi duże ryzyko automatyzacji dla prawie 20 proc. miejsc pracy, a w przypadku kolejnych 30 proc. jest ono znaczące. Badanie Work Service wskazuje, że prawie 19 proc. firm widzi w automatyzacji ogromny potencjał i ją wdraża lub planuje. Kolejne 26 proc. interesuje się tym tematem, ale na razie nie ma konkretnych planów. Braki kadrowe są jedną z przyczyn, dla której firmy chcą wdrażać automatyzację.

Elbląska firma Lupus na liście Financial Times

Polska firma Lupus została zauważona przez słynny Financial Times. Elitarny brytyjski dziennik umieścił ją na prestiżowej liście najszybciej rozwijających się firm. Producent mebli z Elbląga jest jedną z niewielu polskich firm, które znalazły się w rankingu oraz jednym z niewielu przedstawicieli branży produkcyjnej. Na liście magazynu najwięcej jest przedsiębiorstw technologicznych, które notują szybki wzrost, dzięki świetnej koniunkturze. Elbląski producent mebli jest rodzinną firmą, która wyposaża nie tylko wnętrza mieszkań Polaków, ale i coraz więcej eksportuje.

Ranking opublikowany w Financial Times przygotował znany ośrodek badawczy Statista, który szczegółowo przeanalizował firmy działające na całym Starym Kontynencie. Eksperci wybrali 1000 najlepszych i najszybciej rozwijających się. W czwartej edycji zestawienia znalazło się blisko 50 polskich firm, wśród nich działające od 30 lat na rodzinne przedsiębiorstwo produkujące meble — Lupus.

  • To dla nas miła niespodzianka, szczególnie, że jak pokazują dane Eurostatu, w samej tylko Unii Europejskiej, funkcjonuje około 25 mln firm sektora MŚP. A przecież sam ranking uwzględnia tylko te najbardziej rozwojowe firmy, których wzrost był najbardziej imponujący.” – zauważa Mateusz Macijewicz, prezes zarządu LUPUS Fabryka Mebli, która w rankingu Financial Times została sklasyfikowana na 28 pozycji spośród wszystkich polskich firm.

Co więc muszą zrobić firmy, które chcą znaleźć się w tym zestawieniu? Kluczowe jest miejsce prowadzenia działalności, która musi być zarejestrowana na terenie Europy. Następnie pod uwagę brane są wyłącznie firmy, które osiągnęły najwyższą roczną stopę wzrostu przychodów w latach 2015-2018. A po trzecie: wymagana minimalna stopa wzrostu musi wynosić 38,4%, co jest wartością wyższą niż przed rokiem, kiedy wskaźnik ten musiał wynosić co najmniej 37,7%.

Europa technologią stoi

Ranking doskonale odzwierciedla rosnące znaczenie technologii, która kolejny rok z rzędu zdominowała zestawienie. Z tysiąca firm, które uwzględniono, aż 189 z nich to uczestnicy sektora IT. Gdy powiększyć te grono o podmioty, które można uznać za pokrewne do IT, jak fintech i e-commerce, to łączna liczba wzrośnie do 259.

  • Taki układ sił w rankingu to potwierdzenie, tego o czym mówi się od dawna. Europa staje się powoli centrum B&R. Nasz debiut w tym prestiżowym zestawieniu to jednak dowód na to, że nie ma czego się bać. Z powodzeniem możemy konkurować z wschodnią konkurencją.” – mówi Mateusz Macijewicz.

Jak zaś prezentuje się sytuacja Polski? W przygotowanym zestawieniu uwzględniono 44 polskie firmy. Jednakże tylko jedna z nich to firma produkcyjna. Lupus Fabryka Mebli to niemalże rodzynek, który pokazuje, że czasem droga pod prąd to również dobry pomysł na strategię biznesową. – “Zamiast outsourcingować, przyjęliśmy odwrotną strategię. Staramy się funkcjonować w ramach modelu in-house, dzięki czemu możemy zachować pełną kontrolę nad wszystkimi procesami. Jak widać – ta strategia popłaciła. Za naszymi plecami znalazło się blisko 400 firm z całej Europy.” – zauważa XX z Lupus EU.

Warszawa ma sprzyjający klimat dla biznesu

W opracowanym zestawieniu FT1000, znaczna część firm to biznesy zarejestrowane w Niemczech. Biorąc pod uwagę tę statystykę, tuż za nimi uplasowali się Włosi, Brytyjczycy i Francuzi. Co warte odnotowania, te cztery kraje zdominowały ranking i zagarnęły dla siebie około 70% zestawienia.

  • Mając dużo krótszą historię kapitalizmu, polskie firmy dzielnie walczą z europejską konkurencją, której potęga była budowana przez pokolenia. U nas większość biznesów to firmy jedno lub dwupokoleniowe, gdzie na zachodzie to nierzadko rodzinne spółki, które były tworzone przez pięć pokoleń.” – zauważa Mateusz Macijewicz i dodaje: – “W 30 lat chcemy osiągnąć to na co inni pracowali przez wieki. Tak naprawdę w Polsce dopiero dochodzi do pierwszych sukcesów.

A które miasto najbardziej sprzyja rozwojowi biznesu? Londyn utrzymuje wiodącą pozycję jako miasto z największą liczbą szybko rozwijających się firm, a następnie za wyspiarską stolicą  plasują się Paryż i Mediolan. Co warte odnotowania, dobry klimat dla biznesu panuje również w stolicy Polski – Warszawa, podobnie jak Wilno, po raz pierwszy znalazła się w pierwszej dziesiątce.

Biorąc pod uwagę czas trwania kapitalizmu w Polsce i jak szybko udaje się rodzimej gospodarce nadrabiać zaległości, najbliższa dekada może być niezwykle emocjonująca i zaskakująca. Skoro w zaledwie 30 lat udało się nam zrobić tak wiele to pojawia się pytanie: co zrobimy w kolejne 30?

Przedstawicielka WHO w Polsce: Zamykanie granic i brak podróżowania nie są rozwiązaniem. Tylko skoordynowane działania mogą powstrzymać koronawirusa

Zarażonych koronawirusem jest już niemal 100 tys. osób. SARS-CoV-2 odkryto w blisko 90 krajach, ostatnio w RPA. Epidemia ta została przez Światową Organizację Zdrowia określona jako stan zagrożenia zdrowia publicznego, niewykluczone jednak, że jeśli wirus będzie się rozprzestrzeniał, WHO ogłosi pandemię. Jedynie podjęcie skoordynowanych działań może doprowadzić do powstrzymania obecnej epidemii – ocenia dr Paloma Cuchi, przedstawicielka WHO w Polsce. Jak dodaje, nie ma zaleceń dotyczących ograniczenia podróży lub handlu, a zamykanie granic nie jest rozwiązaniem.

– Niemal codziennie pojawiają się nowe informacje dotyczące koronawirusa i rządy muszą odpowiednio dostosowywać strategie swoich działań. Obecnie najważniejsze jest zahamowanie jego dalszego rozprzestrzeniania się i opracowanie skutecznych strategii działania. Im więcej dowiemy się o tym wirusie, tym skuteczniej będziemy mogli z nim walczyć – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Paloma Cuchi, przedstawicielka WHO w Polsce.

Według portalu Worldometers przypadki koronawirusa zanotowano już w blisko 90 krajach, ostatnio m.in. w RPA. SARS-CoV-2 rozpoznano u ok. 97 tys. pacjentów, przy czym ponad 3,3 tys. zmarło. Z obecnie zarażonych osób (40 tys.) zdecydowana większość przechodzi chorobę łagodnie. Część ekspertów jest zdania, że zarażonych może być znacznie więcej, jednak u niektórych chorych objawy są na tyle łagodne, że nie zgłaszają się do lekarzy.

– Śledzimy rozwój wypadków na północy Włoch oraz w Iranie – mówi dr Paloma Cuchi. – Liczba zachorowań będzie w dalszym ciągu wzrastała, dlatego oczekujemy, że władze krajowe nie będą zwlekały z wprowadzaniem odpowiednio restrykcyjnych rozwiązań, które umożliwią zahamowanie dalszego rozprzestrzeniania się koronawirusa.

Najwięcej zarażonych SARS-CoV-2 osób jest w Chinach (ok. 80 tys.), nowych przypadków jest jednak 160. Znacznie szybciej przybywa chorych w innych krajach, m.in. Iranie, Korei Południowej (po ok. pół tysiąca nowych przypadków) czy Niemczech (182). Ogółem nowych przypadków rozpoznano ponad 1,6 tys.

– Najważniejsze jest przygotowanie się na pojawienie się wirusa i opracowanie różnych scenariuszy działania. Istotne jest również informowanie o rozwoju wypadków, aby podejmować sprawne działania, zapobiegać panice, umożliwić ludziom podejmowanie właściwych kroków oraz zapewnić odpowiednie finansowanie – przekonuje przedstawicielka WHO w Polsce.

Światowa Organizacja Zdrowia już ogłosiła stan zagrożenia zdrowia publicznego. Niewykluczone, że niedługo ogłosi pandemię, to jednak, zdaniem ekspertki, nie ma większego znaczenia.

– Liczy się nie nazewnictwo, ale współpraca międzynarodowa, przepływ danych, przeznaczenie środków i wdrożenie działań – wymienia Paloma Cuchi.

Przedstawicielka WHO przekonuje, że nie ma potrzeby zaniechania podróżowania czy handlu. Choć zaleca się, żeby powstrzymać się od wyjazdu do tych krajów, gdzie liczba zachorowań szybko rośnie (Włochy, Korea Południowa, Iran czy chińskie Wuhan), najważniejsza jest odpowiednia higiena i przestrzeganie podstawowych zasad.

– WHO nie zaleca zaniechania podróży lotniczych lub handlu. W przeszłości mieliśmy okazję zaobserwować, że podobne działania są nieskuteczne. Dlatego nie mamy podstaw, by sądzić, że tym razem byłoby inaczej. Istnieją pewne wyjątki, gdy ewentualną podróż należy omówić z lekarzem, np. przed wyjazdem do północnych Włoch lub Wuhanu, czyli epicentrum epidemii. Dotyczy to zwłaszcza osób przewlekle chorych – wskazuje ekspertka.  – Najważniejsze jest pamiętanie o myciu rąk i zachowywanie odpowiedniej odległości podczas kontaktów z innymi osobami, która wynosi ok. 1–2 m i można ją określić długością wyprostowanego ramienia.

Kolejne kraje wprowadzają obostrzenia na lotniskach, część zakazuje wjazdu osobom, które w ciągu ostatnich dwóch tygodni przebywały w Chinach kontynentalnych lub jakimkolwiek państwie z potwierdzonym przypadkiem zakażenia koronawirusem. Całkowite zamykanie granic, zdaniem Cuchi, nie jest jednak rozwiązaniem.

– Zamknięcie granic wymaga znacznych nakładów, które mogłyby zostać przeznaczone na bardziej palące potrzeby, dlatego uważamy, że nie jest ono optymalnym rozwiązaniem. Każdy kraj musi przeanalizować swoje potrzeby i wprowadzić odpowiednie rozwiązania. W przypadku Włoch, mimo wystąpienia w nich zachorowań, nie zdecydowano się na zamknięcie granic, ale podjęto inne zdecydowane działania uznane za konieczne – tłumaczy przedstawicielka WHO w Polsce.

Analiza danych przyspieszy rewolucję w ochronie zdrowia. Pozwoli zmniejszyć koszty, ocenić skuteczność leczenia i z wyprzedzeniem diagnozować pacjentów

Dzięki zintegrowaniu i analizie danych z różnych źródeł ochrona zdrowia w 2040 roku w niczym nie będzie już przypominać tej znanej obecnie – prognozuje Deloitte w raporcie „Future of Health”. Już dzisiaj 77 proc. lekarzy w Polsce korzysta przynajmniej z jednego rozwiązania w obszarze cyfrowych technologii medycznych lub aplikacji monitorujących stan zdrowia, a aż 82 proc. ogółu społeczeństwa chce mieć stały dostęp do swoich wyników i historii medycznych takie wnioski płyną z raportu „Future Health Index” przygotowanego na zlecenie firmy Philips.  Wykorzystanie danych i wdrożenie rozwiązań sztucznej inteligencji umożliwi m.in. ocenę jakości i skuteczności leczenia, racjonalizację wydatków na służbę zdrowia czy prognozowanie z wyprzedzeniem stanu zdrowia pacjenta.

– Rozwój technologii cyfrowych i dużych zbiorów danych jest światowym trendem, który widzimy m.in. w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej. Obserwujemy go również na rynku kapitałowym, gdzie mówi się, że dane są nową walutą. Wielkie firmy, jak Google czy IBM, inwestują w obróbkę danych, algorytmy i technologie zajmujące się sztuczną inteligencją. Polska musi się w ten trend włączyć. Dlatego też kompetencje analityczne, które buduje zarówno NFZ, jak i Agencja Badań Medycznych czy Cyfrowe Zdrowie, to priorytet nie tylko rządu, lecz również wszystkich instytucji zajmujących się ochroną zdrowia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Radosław Sierpiński, p.o. prezesa Agencji Badań Medycznych.

Dane są nową ropą w gospodarce przyszłości – wskazuje Polski Instytut Ekonomiczny (PIE) we wrześniowym raporcie. Wartość gospodarki opartej na danych jest w Polsce szacowana na 6,2 mld euro (1,2 proc. udziału w PKB), a w 2025 roku może już wynieść między 7,9 a 12 mld euro. Jej liderami w Europie są Estonia i Wielka Brytania. Na wykorzystaniu danych swoją potęgę zbudowało wiele bigtechów, ale i państwa są właścicielem znaczących zasobów informacyjnych, które stanowią bezcenne źródło np. dla badań naukowych. W Polsce znajduje się ponad 700 różnych rejestrów, w których przechowywane są dane administracyjne. Ich integracja i odpowiednie wykorzystanie może wesprzeć rozwój gospodarczy, a wśród sektorów, które skorzystają na tym najbardziej, jest właśnie służba zdrowia.

– Najbliższy konkurs, który ogłosimy w przyszłym tygodniu, z budżetem sięgającym 200 mln zł, będzie dotyczył medycyny cyfrowej i rozwiązań telemedycznych. Te technologie optymalizują koszty w systemie ochrony zdrowia, m.in. podnosząc efektywność pracy lekarza. Z drugiej strony umożliwiają dużej grupie pacjentów dostęp do nowych rozwiązań. Liczymy, że liczba projektów w tym zakresie będzie naprawdę duża – mówi dr Radosław Sierpiński. – Równolegle budujemy w ABM specjalny pion analityczny, który bazując na dużych zbiorach danych, na ścieżkach pacjentów z systemu, ułatwi decydentom, np. na poziomie ministra zdrowia, wydawanie bardziej racjonalnych decyzji.

PIE wskazuje, że szersze wykorzystanie danych w ochronie zdrowia pozwoli zmniejszyć jej koszty i zracjonalizować wydatki. Wskaże obszary, w których można wprowadzić oszczędności i będzie pomocne m.in. przy ustalaniu cen świadczeń medycznych i rehabilitacyjnych. Pozwoli również na ocenę skuteczności i jakości leczenia – na podstawie danych możliwe będzie np. wskazanie technologii medycznych efektywnych nie tylko klinicznie, ale też społecznie, tj. takich, które umożliwiają pacjentom powrót na rynek pracy, przynosząc potencjalny przyrost PKB.

Pierwsze rozwiązania bazujące na wykorzystaniu danych powoli pojawiają się już zresztą w sektorze prywatnym.

– Pracujemy z wieloma start-upami, których zadaniem jest dostarczenie nowej jakości, zarówno dla lekarzy, jak i personelu medycznego. Przykładem jest system wspomagający podejmowanie decyzji medycznych, który na podstawie zebranych danych pomoże lekarzowi sprawdzić, czy diagnoza i podjęte przez niego decyzje były prawidłowe. W placówkach PZU Zdrowie mamy również wdrożone narzędzia, które pozwalają pracownikom infolinii czy serwisów internetowych online lepiej diagnozować pacjentów. Rozwiązanie „symptom checker” na podstawie objawów i algorytmów wskazuje prawdopodobne rozpoznanie chorobowe i odpowiednią ścieżkę dla pacjenta – mówi Paweł Żochowski, menedżer rozwoju usług medycznych w PZU Zdrowie.

Potencjał danych w ochronie zdrowia dostrzegła już też m.in. Wielka Brytania, gdzie przez ostatnie dwa lata wdrażano program Digital Innovation Hub. Zbudowano go na podstawie danych medycznych udostępnionych w ramach UK Health Data Research Alliance. Za kwotę 37,5 mln funtów ma on stymulować nową falę innowacji w ochronie zdrowia, m.in. we wczesnej diagnostyce chorób.

W Polsce nad wykorzystaniem ich potencjału pracuje Rada ds. Interoperacyjności, działająca w ramach Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia. Interoperacyjność w informatyzacji zdrowia oznacza zdolność różnych podmiotów oraz używanych przez nich systemów teleinformatycznych i rejestrów m.in. do współdzielenia informacji. Rada opracowywała rekomendacje dla wdrożenia e-skierowania i elektronicznej dokumentacji medycznej, a teraz koncentruje się na rozwiązaniach z zakresu telemedycyny czy sztucznej inteligencji, które będą wspierały pracowników ochrony zdrowia.

– W obszarze cyfryzacji jest wiele zadań i one nie mogą być traktowane jako rozdzielne, ale uzupełniające się. W tej chwili mówi się o e-recepcie, e-skierowaniu, Internetowym Koncie Pacjenta, finalizowaniu platformy P1, ale e-rozwiązań jest znacznie więcej. Przykładem są systemy predykcji pogorszenia stanu zdrowia pacjenta, dzięki którym jesteśmy w stanie z kilkugodzinnym wyprzedzeniem przewidzieć, co zdarzy się z pacjentem, który leży na oddziale, i odpowiednio zareagować – mówi Michał Kępowicz, dyrektor ds. relacji strategicznych w Philips Healthcare. – Kolejne to np. Big Data, czyli wykorzystanie dużych zbiorów danych, które mogą wnieść znaczącą wartość do  zarządzania ochroną zdrowia na poziomie populacyjnym, jak i indywidualnym, czy w końcu wykorzystanie zaawansowanych systemów elektronicznego rejestru pacjenta, zawierających funkcjonalności, które pozwolą m.in. na redukowanie zdarzeń niepożądanych albo wesprą opiekę koordynowaną nad pacjentem.

Jak podkreśla, w Polsce proces cyfryzacji służby zdrowia znacznie przyspieszył w ostatnich latach. Według CSIOZ plany dotyczące rozwoju e-zdrowia w 2020 roku obejmują m.in. wdrożenie e-skierowania w całym kraju, wymianę elektronicznej dokumentacji medycznej między podmiotami wykonującymi działalność leczniczą oraz rozwój Internetowego Konta Pacjenta o kolejne funkcjonalności.

Barierą wciąż pozostaje jednak finansowanie. Jak wskazuje ekspert Philips Healthcare, w ujęciu globalnym nakłady na digitalizację ochrony zdrowia stanowią 25 proc. tego, co przeznacza sektor bankowy czy handlowy na cyfryzację swoich usług. Digitalizacja ochrony zdrowia potrzebuje zatem odpowiedniej motywacji do rozwoju, a jednym z nich są inwestycje oraz zachęty finansowe.

– Biznes ma już odpowiedzi na różnego typu zapotrzebowanie podmiotów, które są zainteresowane budowaniem nowej, cyfrowej rzeczywistości w ochronie zdrowia. Skupiamy się na inicjatywach i rozwiązaniach, które mogą taką realną wartość systemowi przynieść. To m.in. zaawansowany elektroniczny rejestr pacjenta, , współdzielone systemy wspomagające zdalną diagnostykę obrazową, Big Data, czyli duże zbiory danych zintegrowane z zaawansowaną analityką,  – wymienia Michał Kępowicz. – Biznes jest więc przygotowany na szeroki zakres oczekiwań różnych interesariuszy ochrony zdrowia. Ważne jest jednak, aby digitalizować i wdrażać nowe rozwiązania w sposób przemyślany i dobrze rozumiany przez wszystkie strony biorące udział w tym przełomowym dla naszego zdrowia procesie.

Opona przyszłości dostosuje się do indywidualnych potrzeb kierowcy. Nowa koncepcja może mieć wpływ na rozwój rynku elektryków

Samochody elektryczne to jeden z głównych trendów, który zmienia rynek motoryzacyjny. Wymusza też inwestycje w technologie i nowe rozwiązania ze strony producentów opon, gdyż elektryki wymagają specjalnego ogumienia. Te tradycyjne zużywają się szybciej, a na ich trwałość wpływa m.in. ciężar akumulatora. Inżynierowie Goodyeara opracowali specjalną, koncepcyjną oponę, która ma wspierać mobilność elektryczną, ale przede wszystkim zapewnić większy komfort kierowcom. Goodyear reCharge opiera się na personalizacji, wygodzie i zrównoważonym rozwoju, dostosowując się do warunków na drodze i stylu jazdy konkretnego użytkownika.

– Opony do samochodów elektrycznych mają trochę inny kształt i strukturę niż dotychczas. Czujniki stosowane w nich także będą odgrywać coraz ważniejszą rolę w przyszłej mobilności. W tej chwili służą już nie tylko do pomiaru ciśnienia, ale często również do analizowania eksploatacji dużych flot samochodów ciężarowych. W przyszłości w połączeniu ze sztuczną inteligencją i wykorzystywaniem danych z chmury będą miały jeszcze większe znaczenie – mówi w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Jezierski, kierownik komunikacji Goodyeara. – Dzięki temu połączenie kierowcy z pojazdem i z oponami, a docelowo z nawierzchnią, po której się porusza – przełoży się na wygodniejszą, bardziej świadomą komunikację w nowoczesnych aglomeracjach miejskich.

Systemy czujników, telematyka i technologie oferowane przez firmy oponiarskie już w tej chwili przynoszą firmom transportowym konkretne oszczędności w postaci mniejszego zużycia paliwa czy ogumienia, oszczędności czasu albo niższej awaryjności – bo dzięki czujnikom umieszczonym w oponach i analizie danych system może przewidzieć awarię i ostrzec przed nią zarządcę floty, jeszcze zanim do niej dojdzie. Dlatego też inwestycje operatorów flot i firm transportowych w nowe rozwiązania to trend zarówno na polskim, jak i ogólnoeuropejskim rynku.

W nowe technologie inwestują też producenci opon. Wymuszają je zmieniający się rynek motoryzacyjny i trendy takie jak carsharing, elektromobilność czy samochody autonomiczne.

– Goodyear co roku stara się pokazywać innowacyjne koncepcje opon, które odpowiadają na wyzwania nowoczesnej motoryzacji, mobilności przyszłości. W Luksemburgu i Stanach Zjednoczonych mamy nasze centra innowacji, które pracują nad nowoczesnymi rozwiązaniami dla opon, dla ich użytkowników  i dla flot samochodowych. Staramy się odpowiadać na wyzwania, które niesie ze sobą elektromobilność i samochody autonomiczne, ale także na pragmatyczne oczekiwania naszych konsumentów co do wygody korzystania z opon, ich personalizacji i naszego wpływu na środowisko naturalne – mówi Paweł Jezierski.

W ubiegłym roku producent wypuścił na rynek koncepcyjną oponę Aero, która może służyć zarówno jako tradycyjna opona drogowa, jak i śmigło do latania. Jest wyposażona w napęd magnetyczny niezbędny do poruszania się pojazdu po drogach, a jednocześnie do wyniesienia go w powietrze, czujniki optyczne monitorujące warunki drogowe czy stan zużycia ogumienia, a nawet procesor sztucznej inteligencji, którego zadaniem jest analiza danych z czujników i zewnętrznych źródeł. Aero ma przyczynić się do urzeczywistnienia koncepcji autonomicznych, latających samochodów przyszłości. Pracują nad nimi już m.in. Airbus, Audi i Uber, który we współpracy z NASA rozwija swój pomysł latających taksówek.

Rok wcześniej Goodyear prezentował rozwiązanie przydatne dla operatorów flot: system obejmujący oponę, czujniki i algorytmy pracujące w chmurze. Czujniki w inteligentnych oponach zbierają dane z pojazdu oraz źródeł zewnętrznych i w czasie rzeczywistym dostarczają je do specjalnych algorytmów opracowanych przez inżynierów Goodyeara. System na bieżąco komunikuje się z operatorem floty poprzez aplikację mobilną, dzięki czemu może on np. optymalizować koszty i zapobiegać awariom.

Rozwój elektromobilności wymusza jednak opracowywanie nowych opon. Jak wykazały testy Goodyeara  tradycyjne opony zamontowane w pojazdach elektrycznych zużywają się nawet do 30 proc. szybciej, a na ich trwałość wpływa m.in. ciężar akumulatorów. W związku z tymi wyzwaniami Goodyear zaprezentował w tym roku oponę reCharge. Nowe rozwiązanie ma zapewnić większy komfort kierowcom, opiera się też na personalizacji, dostosowując się do konkretnego użytkownika.

– Koncepcyjna opona Goodyear reCharge opiera się na trzech filarach: na personalizacji, wygodzie i na ograniczaniu wpływu na środowisko naturalne. W kontekście personalizacji pozwala ona na dostosowanie swojej struktury i swojego bieżnika do warunków panujących na drodze oraz do stylu jazdy danego użytkownika. Jej wygoda polega na tym, że jej eksploatacja i serwisowanie sprowadza się do wymiany kapsułek ze specjalną mieszanką bieżnika, który następnie tworzy całą strukturę opony. Z kolei dzięki temu, że opona jest wykonana w pełni z biodegradowalnych komponentów – przyczynia się do ochrony środowiska. Do jej wykonania wykorzystujemy pajęczy jedwab, czyli jedną z najtrwalszych substancji na świecie – podkreśla Paweł Jezierski.

W środku opony reCharge znajduje się miejsce na specjalne kapsuły wypełnione biodegradowalną mieszanką bieżnika – specjalnie dobraną mieszanką płynów wykonaną z materiału biologicznego i wzmocnioną włóknami z jedwabiu pajęczego. Kapsuły wypełnione nią umożliwiają regenerację bieżnika i dostosowanie opony do warunków klimatycznych czy drogowych. Dzięki wykorzystaniu SI i czujników umieszczonych w oponie płynna mieszanka może też zostać dostosowana do indywidualnych potrzeb kierowcy i jego stylu jazdy.

Koncepcyjna opona reCharge została stworzona przez inżynierów z myślą o rozwoju elektromobilności. Ta rozwija się bardzo szybko zarówno w całej Europie, jak i w Polsce. Najnowszy „Licznik elektromobilności” PSPA pokazuje, że z końcem stycznia br. w Polsce było zarejestrowanych łącznie 9099 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Tylko w tym miesiącu zarejestrowano 462 nowe auta, co stanowiło blisko 200-proc. wzrost w ujęciu rocznym. Część państw europejskich (m.in. Norwegia i Niemcy) planuje już całkowite wstrzymanie sprzedaży samochodów spalinowych w latach 2025–2030.

W ciągu kilku lat na rynku może pojawić się pierwsza polska cząsteczka przeciwnowotworowa. Wycelowana będzie m.in. w raka płuc i trzustki

Przyspieszają prace nad pierwszą oryginalną polską cząsteczką przeciwnowotworową. Ryvu Therapeutics testuje już inhibitory białka, które mogą mieć duży potencjał w leczeniu różnych typów nowotworów. Nowa cząsteczka sprawdzi się tam, gdzie ze względu na rodzaj mutacji nowotwory nie były dotychczas podatne na typowe leczenie. Obecnie blisko 20 proc. wszystkich nowotworów litych ma przynajmniej jedną mutację w podjednostkach kompleksu.

– Ryvu ogłosiło podpisanie umowy z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju na dofinansowanie projektu w zakresie syntetycznej letalności na kwotę 32 mln zł. Pozwoli nam to na przyspieszenie prac nad oryginalną polską cząsteczką przeciwnowotworową. Mamy nadzieję, że już za trzy lata kolejna cząsteczka Ryvu trafi do badań klinicznych – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Paweł Przewięźlikowski, prezes Ryvu Therapeutics.

Naukowcy od lat pracują nad inteligentnymi cząsteczkami, które mogą okazać się skuteczne w walce z rakiem. Pod koniec 2019 roku okazało się np., że eksperymentalny lek, AMG 510, który celuje w zmutowane formy białka KRAS, całkowicie skurczył guzy u myszy, a dane z małego badania klinicznego pokazują, że wydaje się on być aktywny przeciwko różnym typom raka z mutacją KRAS. To o tyle istotne, że białka KRAS były dotychczas całkowicie oporne na leczenie, a nawet jedna trzecia wszystkich nowotworów jest powodowana przez szkodliwe mutacje w rodzinie genów RAS. Niedawno naukowcy doszli też do przełomowego odkrycia, że część komórek rakowych wytwarza więcej białka niż pozostałe, tym samym dając sygnał organizmowi, żeby ich nie zwalczał.

Także Polacy są na dobrej drodze do opracowania rewolucyjnego leku przeciw nowotworom litym. Ryvu Therapeutics zawarło umowę z NCBiR na dofinansowanie projektu „Rozwój terapii celowanych opartych na mechanizmie syntetycznej letalności w onkologii”.

– Rozpoczęliśmy badania nad cząsteczkami na modelach zwierzęcych w probówkach, pracujemy nad projektem już około trzech lat. Najwcześniej w 2024 roku możemy przystąpić do badań klinicznych. Uważamy, że inhibitory białka SMARCA2 syntetycznie letalne z białkiem SMARCA4 mogą mieć duży potencjał w leczeniu różnego rodzaju typów nowotworów, przede wszystkim nowotworów płuca, ale również trzustki i innych nowotworów, guzów litych – tłumaczy prezes Ryvu Therapeutics.

Ryvu rozwija projekty leków wycelowanych w genetycznie określone typy nowotworów, które ze względu na rodzaj mutacji nie były dotychczas podatne na zwykłe leki. Syntetyczna letalność pozwoli zidentyfikować geny, w których doszło do mutacji. Jak podaje Ryvu, blisko 20 proc. wszystkich nowotworów litych ma przynajmniej jedną mutację w podjednostkach kompleksu, w tym podjednostce helikazowej SMARCA4 (BRG1), występującej często m.in. w niedrobnokomórkowym raku płuc.

– W zasadzie każda innowacyjna terapia przeciwnowotworowa jest przełomowa, dlatego że z rakiem musimy walczyć na wielu frontach, typ nowotworu po typie nowotworu, białko po białku – i tę wojnę powoli będziemy wygrywać. Jednak nie ma co liczyć na to, że jedna cząsteczka czy jeden projekt wyleczy wszystkie nowotwory. To jest raczej walka typu wioska po wiosce – mówi Paweł Przewięźlikowski.

Kolej regionalna się cyfryzuje. Coraz więcej usług dostępnych online także dla osób niepełnosprawnych

Kolej staje się coraz bardziej innowacyjna. Pojawiają się nowoczesne tabory i superszybkie, ekologiczne pociągi. Sztuczna inteligencja pomaga maszynistom, zmniejsza ryzyko wypadków i ostrzega przed zagrożeniami. Na zmianach korzystają również pasażerowie. Nowoczesne aplikacje nie tylko pozwalają na zakup biletu, ale też w czasie rzeczywistym podają informacje o ruchu w miejscu docelowym. Innowacje nie omijają także pociągów regionalnych. POLREGIO wprowadziło np. rozwiązania, które pozwalają niepełnosprawnym łatwiej zaplanować podróż.

– Innowacje, które szykuje POLREGIO na najbliższe lata, to przede wszystkim poprawa jakości oferty dla pasażera i komfortu pracy naszych pracowników. Dotyczy to przestrzeni pasażerskiej, np. wprowadzenia ergonomicznych foteli czy kącików małego podróżnika. Musimy też mieć świadomość, że już jesteśmy bardziej cyfrowym społeczeństwem i bez cyfryzacji na wielu etapach procesu przewozowego nie pozyska się nowych pasażerów – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Krzysztof Zgorzelski, prezes POLREGIO.

Kolej przechodzi szybkie zmiany. Inaczej wyglądają same pociągi – aerodynamiczne, zbudowane z lekkich materiałów są znacznie szybsze, coraz częściej także ekologiczne, np. napędzane wodorem. Dla maszynistów nowe technologie oznaczają duże ułatwienia – systemy sztucznej inteligencji ostrzegają przed wypadkiem, a czujniki umieszczone na torach alarmują przy wykryciu nieprawidłowości. Zyskują też pasażerowie.

Nie tylko najwięksi przewoźnicy, lecz także regionalni wprowadzają udogodnienia podczas podróży. Większość biletów kupuje się online w domu lub na stacji za pośrednictwem automatów biletowych. Po zakupie można zeskanować kod kreskowy z biletu w barierze bezpieczeństwa, eliminując potrzebę papierowych biletów. Najnowsze aplikacje zapewniają pasażerom wszystkie informacje, których mogą potrzebować podczas podróży, w tym rozkłady jazdy pociągów i ważne aktualizacje usług. Jeśli pasażer przyjeżdża do nieznanego miasta, ma dostęp do lokalnych linii autobusowych, tramwajowych i metra, dzięki czemu może zaplanować kolejną część podróży.

– W POLREGIO inwestujemy i rozwijamy nasz system sprzedaży biletów nie tylko dla pasażerów, którzy mogą się normalnie poruszać. Nasza aplikacja „Podróż bez barier” zapewnia asystę dla osób z niepełnosprawnościami – wskazuje Krzysztof Zgorzelski.

Platforma „Podróż bez barier” zaprojektowana przez Przewozy Regionalne udostępnia w jednym miejscu wszystkie informacje istotne dla pasażerów – wyszukiwarkę i siatkę połączeń, wszystkie przystosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych. Pasażer może też zamówić asystę, a wszystko bez konieczności rejestracji.

– Technologie cyfrowe, które chcemy rozwijać, to system informacji pasażerskiej na pokładach naszych pociągów, żeby na bieżąco można było je aktualizować i żeby były bardziej czytelne niż do tej pory. To pierwszy nurt, czyli komunikacja między nami a pasażerem, od chwili zainteresowania się przez niego naszą ofertą, żeby mógł wybrać, dokąd i kiedy chce jechać – tłumaczy prezes POLREGIO.

Elektroniczne systemy informacji pasażerskiej podają komunikaty o zbliżających się stacjach. Podobne systemy działają w większości krajów, ale np. w Azji  wyświetlają informacje o możliwych przesiadkach w zależności od stacji, podają też najszybszą trasę na inne perony. U większych przewoźników elektroniczne systemy są dopasowane do indywidualnych potrzeb pasażerów.

Jak mówi Krzysztof Zgorzelski, cyfryzacja w POLREGIO pozwala też przyspieszyć ewentualne reklamacje.

– Dzięki cyfryzacji obieg i grupowanie informacji są znacznie łatwiejsze w celu poprawy oferty dla pasażera – dodaje.

Łapownictwo i nadużycia księgowe coraz częstsze w polskim biznesie

Najczęściej występującymi przestępstwami gospodarczymi w polskich firmach są korupcja i łapownictwo oraz nadużycia księgowe – wynika z badania przeprowadzonego przez firmę doradczą PwC. Z tymi zjawiskami kryminalnymi spotkało się odpowiednio 54% i 49% firm – ofiar nadużyć. Dla porównania, w badaniu z 2018 r. obie kategorie zgłosiło tylko 17% respondentów. Rosną też straty – co trzecia firma mówi o ponad 4 mln zł.

Z danych zebranych w raporcie PwC „Global Economic Crime Survey 2020”, przygotowanym na podstawie 9. badania przestępczości gospodarczej, wynika, że zjawisko korupcji i łapownictwa w polskich przedsiębiorstwach jest znacznie częstsze niż w firmach na świecie. W tegorocznym sondażu, w którym uczestniczyło 5018 respondentów, w tym 76 z Polski – aż 54% spośród polskich firm, które doświadczyły nadużyć przyznało, że było dotkniętych zjawiskiem korupcji. W badaniu z 2018 roku było to jedynie 17%. To też znacznie więcej niż odsetek wśród firm z całego świata (30%). Drugą kategorią przestępstw są nadużycia księgowe, z którymi zetknęło się 49% spośród polskich przedsiębiorstw, w których wystąpiły nadużycia. Na świecie najczęstszym przestępstwem gospodarczym według wskazań respondentów są nadużycia popełnione przez klientów. Ogólnie przestępstwa gospodarcze dotknęło 46% przedsiębiorców w Polsce wobec 50% deklarowanych w badaniu 2 lata temu.

Kiedy dochodzi do oszustwa, bezpośrednie straty finansowe to dopiero początek. Zbyt często towarzyszą im inne koszty, które są mniej policzalne, ale potencjalnie znacznie bardziej szkodliwe – od szkód które wpływają na markę, przez utratę pozycji rynkowej, aż do zniszczenia morale pracowników. W ostatnim czasie obserwujemy wzrost świadomość polskich przedsiębiorców w zakresie ryzyk jakie wiążą się z korupcją, a tym samym zwiększenie wykrywalności tego zjawiska. Nie bez znaczenia są tutaj zmiany i propozycje zmian legislacyjnych dotyczące przede wszystkim odpowiedzialności podmiotów zbiorowych i ochrony sygnalistów. – Marcin Klimczak, partner w PwC, lider zespołu usług śledczych i wykrywania nadużyć w Polsce, na Ukrainie i w krajach bałtyckich.

Promocja znaczenia sygnalistów w wykrywaniu przestępstw gospodarczych w firmach jest w Polsce bardzo potrzebna. Zwłaszcza, że w badaniu firmy deklarują, że znacznie rzadziej za ich pomocą wykrywają nadużycia. Ekspertów niepokoi duży spadek liczby nadużyć zgłoszonych przez sygnalistów – z 45% w 2018 r. do zaledwie 6% w obecnej edycji badania (w porównaniu z 16% na świecie). Polskie firmy nie wskazały również, aby do wykrycia nadużyć dochodziło za pomocą systemów zarządzania ryzykiem, bądź zaawansowanej analizy danych.

Niestety nie wszystkie firmy są w pełni gotowe, aby sprostać wymogom regulacyjnym. Aż 72% badanych przedsiębiorców nie wdrożyło programów antykorupcyjnych, a co więcej prawie połowa nie posiada formalnych procedur oraz nie przeprowadza formalnego procesu oceny ryzyka w tym zakresie. Jedynie 6% polskich firm przyznało, że posiada dedykowanego eksperta compliance, a wdrożenie programów antyfraudowych uznaje jako priorytetowy wydatek w budżecie. – Angelika Ciastek-Zyska, starszy menedżer w zespole usług śledczych i wykrywania nadużyć w PwC

Jedynie 29% polskich firm przyznało, że doświadczenie nadużycia je wzmocniło. Jednocześnie aż 45% firm na świecie twierdzi, że w skutek doświadczenia nadużycia, znalazły się one w lepszej sytuacji jako organizacja. Podobnie, firmy w Polsce gorzej niż firmy na świecie radziły sobie z doświadczeniem sytuacji kryzysowych, jakimi były nadużycia.

Firmy nie radzą sobie z sytuacjami kryzysowymi jakimi jest doświadczenie nadużyć. Aż 70% polskich firm, które doświadczyły nadużyć wskazała na wątpliwości, co do tego, czy podjęte przez nie działania były właściwe zarówno na poziomie strategicznym – w kontekście zgodności z wartościami firmy, jak i na poziomie operacyjnym- czyli komunikacji, wykorzystania informacji, czy też odpowiednio szybkiej reakcji. Jedynie 1/3 polskich firm przyznaje, że doświadczenie nadużyć je wzmocniło- dla porównania, podobnie twierdzi prawie połowa firm na świecie, która doświadczyła nadużyć. – Katarzyna Kreft, menedżer w zespole usług śledczych i wykrywania nadużyć w PwC.

W wyniku wykrytych oszustw i nieprawidłowości 61% przedsiębiorstwo w Polsce w ostatnich 24 miesiącach straciło ponad 0,4 mln zł 0 jest to zbliżone do poziomu światowego. Jeszcze 2 lata temu deklaracje dotyczące strat były niższe (o kosztach powyżej 0,4 mln zł mówiło 43% firm). Z raportu PwC wynika, że 63% (wobec 55% dwa lata temu) nadużyć zostało popełnionych z udziałem osób z wewnątrz firmy. Ponadto, 60% spośród nadużyć wewnętrznych było efektem działań przedstawicieli kadry kierowniczej.przestępstwa gospodarczeO raporcie Global Economic Crime Survey 2020

Raport został przygotowany na podstawie analizy danych z badania, w którym wzięło udział 5018 respondentów na świecie, w tym 76 z Polski. Przede wszystkim kadry kierowniczej, z 99 krajów, reprezentujących 30 branż i sektorów.

W najbliższym czasie możemy się spodziewać stopniowego spadku bezrobocia

Według wstępnych danych resortu rodziny, pracy i polityki społecznej stopa bezrobocia wyniosła w lutym br. 5,5%, czyli utrzymała się na tym samym poziomie co w styczniu. W ubiegłym roku poziom bezrobocia sięgał 6,1%. Brak spadku stopy bezrobocia na przełomie stycznia i lutego był odnotowany również w poprzednich dwóch latach. Wśród województw z najwyższym bezrobociem, od lat w czołówce utrzymują się województwa: warmińsko – mazurskie (obecnie 9,6%), świętokrzyskie i podkarpackie (oba 8,3%) i kujawsko – pomorskie (8,1%). Na przeciwległym biegunie znajdują się województwa: wielkopolskie (3,1%), małopolskie (4,4%) i mazowieckie (4,1%), czyli te, które mają na swoim obszarze silne ośrodki miejskie, będące zarówno ważnymi ośrodkami akademickimi, jak i siedzibą wielu dużych firm.

W lutym liczba osób zarejestrowanych jako bezrobotne wyniosła 921 tys. osób, i w porównaniu ze styczniem 2020 roku nieznacznie się zmniejszyła (o1,2 tys. osób, co stanowi zaledwie 0,1 proc).Spadki liczby osób bezrobotnych odnotowano w 10 województwach, zaś w 6 – niewielki wzrost. Co ciekawe, wzrost liczby bezrobotnych dotyczy województwa wielkopolskiego, które do tej pory miało jeden z najniższych wskaźników bezrobocia (poniżej 3,5%), a Poznań – najniższe wskaźniki w całym kraju (około 1,2 – 1,4 w 2020 roku).

W kolejnych miesiącach możemy się spodziewać stopniowego spadku bezrobocia z uwagi na uruchomienie programów aktywizacyjnych finansowanych ze środków Funduszu Pracy, choć nie należy się spodziewać tak spektakularnych odpływów na rynek pracy jakie miały miejsce w ostatnich latach, głównie z uwagi na dużą ostrożność pracodawców w planowaniu zwiększenia zatrudnienia z powodu przewidywanych zmian sytuacji gospodarczej.

Warto również zauważyć, że stopa bezrobocia w coraz mniejszym stopniu jest parametrem mierzącym sytuację na rynku pracy. O ile w latach wysokiego bezrobocia zmiany tego wskaźnika odzwierciedlały kształtowanie się popytu na pracę, o tyle w tej chwili jego niewielkie wahania nie oddają ani problemów pracodawców z pozyskaniem pracowników, ani nie odzwierciedlają problemu kurczących się zasobów pracy. Wydaje się, że zmiany liczby zarejestrowanych bezrobotnych mogą w większym stopniu wynikać z dostępności środków na programy aktywizacyjne niż z faktycznego przechodzenia tych osób na otwarty rynek pracy.

Konfederacja Lewiatan

Jakie działania może podjąć pracodawca w związku z zapobieganiem zarażeniu koronawirusem?

2 marca 2020 r. Sejm uchwalił ustawę o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 (koronawirusa), innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych. Ustawa została przekazana do Senatu. Po jej uchwaleniu przez parlament i podpisaniu przez prezydenta ma wejść w życie z dniem następującym po dniu ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

Polecenie wykonywania pracy zdalnej

Proponowane przepisy (art. 3 ustawy) przewidują m.in. możliwość wydania pracownikowi polecenia wykonywania, przez czas oznaczony pracy zdalnej. Pracownik będzie miał obowiązek zastosować się do polecenia pracodawcy. W tym przypadku nie będzie wymagana zgoda pracownika na pracę poza miejscem jej stałego wykonywania. Uzasadnieniem podjęcia takich środków, może być niewątpliwie wykonywanie przez pracodawcę obowiązku zapewnienia bezpiecznych i higienicznych warunków pracy oraz dbania o zdrowie pracowników. W okresie wykonywania pracy zdalnej pracownik zachowywać będzie pełne prawo do należnego mu wynagrodzenia.

Podejrzenie zarażenia

Należy jednak pamiętać, że samo podejrzenie zarażenia, bez ustalenia realnego zagrożenia wystąpienia infekcji nie jest wystarczającą przyczyną uzasadniającą polecenie pracownikowi wykonywania pracy zdalnej. Natomiast, zgodnie z zaleceniami opublikowanymi przez Główny Inspektorat Sanitarny, w przypadku kiedy dana osoba ma uzasadnione podejrzenie ryzyka zarażenia (np. pozostawała w bliskim kontakcie z osobą zarażoną koronawirusem, powrotu z regionu o dużej liczbie zarażeń), ale nie ma jeszcze objawów, powinna pozostać w domu i unikać kontaktu z innymi osobami, aby nie doszło do rozprzestrzeniania się wirusa. Pracownik powinien wtedy za pośrednictwem środków porozumiewania się na odległość niezwłocznie poinformować pracodawcę o zaistniałej sytuacji.

Zasiłek opiekuńczy dla rodziców

Zgodnie z art. 4 projektu ustawy rodzice sprawujący opiekę nad dzieckiem, w przypadku zamknięcia z powodu koronawirusa żłobka, klubu dziecięcego, przedszkola lub szkoły do których uczęszcza dziecko, będą mieć prawo do dodatkowego zasiłku opiekuńczego za okres nie dłuższy niż 14 dni z powodu konieczności osobistego sprawowania opieki nad dzieckiem. Warto zauważyć, że przesłanką uzyskania tego świadczenia jest sam fakt zamknięcia placówki a nie wystąpienie u dziecka objawów choroby.

Skierowanie na urlop bezpłatny

Jak informują niektórzy pracownicy ich pracodawcy kierują osoby powracające z urlopów na terenach dotkniętych epidemią na urlop bezpłatny lub żądają zaprzestania stawiania się w pracy przez pewien okres. Warto wiedzieć, że poza wyjątkami przewidzianymi w Kodeksie pracy, pracodawca nie może jednostronnie skierować pracownika na urlop bezpłatny. Zgodnie z art. 174 Kodeksu pracy, pracodawca na pisemny wniosek pracownika może udzielić mu urlopu bezpłatnego. Na czas urlopu ulegają zawieszeniu wszystkie prawa i obowiązki stron stosunku pracy, w tym nie jest wypłacane wynagrodzenie za pracę. Okres ten nie jest wliczany do okresu pracy, od którego zależą uprawnienia pracownicze. Oznacza to, że nawet pracownik, który jest potencjalnym nosicielem wirusa, musi wyrazić zgodę na skierowanie na urlop bezpłatny.

Autorzy:

Krystian Stanasiuk, partner w Taylor Wessing w Warszawie
Katarzyna Pęcak, associate w Taylor Wessing w Warszawie

Pięć lat bez zmian stóp procentowych w Polsce

Wtorkowa obniżka stóp procentowych ze strony Rezerwy Federalnej podjęta na nadzwyczajnym posiedzeniu sprawiła, że inwestorzy zaczęli jeszcze bardziej zastanawiać się, jakie kroki podejmą inne banki centralne, w tym Narodowy Bank Polski. Co przyniosło wczorajsze spotkanie RPP?

Wczoraj, na zakończenie dwudniowego spotkania decyzyjnego Rady Polityki Pieniężnej, RPP podjęła decyzję o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie, ze stopą referencyjną w wysokości 1,5%. Stopy procentowe w Polsce pozostają bez zmian już 5 lat (Wykres 1).

Wykres 1: Stopa referencyjna NBP (2010 – 2020)

Stopa referencyjna NBP
Źródło: Bloomberg Data: 05/03/20

Spotkanie Rady Polityki Pieniężnej było istotne z dwóch powodów. Po pierwsze, ze względu na publikację marcowej projekcji inflacji i PKB, której kluczowy fragment został zawarty w komunikacie z posiedzenia RPP. Po drugie, ze względu na kwestię nowego, istotnego ryzyka w postaci koronawirusa, który wywołał serię działań globalnych decydentów.

Owe działania objawiały się serią obniżek stóp procentowych kluczowych banków centralnych. Patrząc jedynie na kraje walut G10, we wtorek stopy obniżyły Bank Rezerwy Australii (25 pb.) oraz Rezerwa Federalna (50 pb.), w środę z kolei cięcia ogłosił Bank Kanady (50 pb.). Dalsze obniżki stóp w tych krajach nie są wykluczone. Prawdopodobne są również cięcia m.in. ze strony Europejskiego Banku Centralnego (decyzja ma zapaść 12 marca) oraz Banku Anglii (26 marca).

W wyniku istotnego wzrostu obaw rynku w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa poza Chiny – które w zeszłym tygodniu przejawiały się istotnymi spadkami na globalnym rynku akcji i osłabieniem walut rynków wschodzących – rynek zaczął wyceniać obniżki stóp procentowych również w Polsce. Wycena kontraktów FRA 12×15 w PLN w ostatnich dniach sugerowała, że rynek zakłada łącznie 2-3 obniżki stóp procentowych o 25 pb. w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Z tą agresywną wyceną obniżek stóp procentowych można również powiązać część słabości, jakiej doświadczył złoty w poprzednim tygodniu.

Wykres 2: Implikowana zmiana stopy WIBOR 3M w horyzoncie rocznym na podstawie kontraktów FRA 12×15 w PLN [pb.] (2015 – 2020)

Implikowana zmiana stopy WIBOR 3M w horyzoncie rocznym na podstawie kontraktów FRA
Źródło: Bloomberg Data: 05/03/20

Wczorajsza retoryka Rady Polityki Pieniężnej nie sugerowała, żeby tak miało się stać. W komunikacie po spotkaniu decyzyjnym zawarto wprawdzie informację o niepewności względem perspektyw światowej gospodarki związanej z nowym globalnym zagrożeniem, nie umieszczono jednak informacji o zobowiązaniu się RPP do podjęcia działań w tym kontekście. W trakcie konferencji prasowej prezes Glapiński podtrzymał swoją dotychczasową retorykę sugerując, że oczekuje stabilizacji stóp lub ewentualnego ich spadku – jeśli do jakiejkolwiek ich zmiany miałoby dojść. Decydenci towarzyszący mu na konferencji, czyli prof. Ancyparowicz oraz prof. Sura, nie wyrażali istotnie odmiennej opinii, również sugerując, że stabilizacja stóp obecnie wydaje się najbardziej prawdopodobnym scenariuszem.

Nie oznacza to, że wspomniane wyżej działania innych banków centralnych prezes Glapiński ocenia negatywnie. Niemniej, zwracał on uwagę na to, że sytuacja w Polsce istotnie różni się od tej w innych krajach – na korzyść Polski.

Odnosząc się do sytuacji w Polsce, prezes Glapiński był jednak sceptyczny względem skuteczności działań samej polityki pieniężnej, sugerując, że w przypadku materializacji negatywnego scenariusza „niewiele by dała”. Dodał jednak, że RPP jest przygotowana na taką ewentualność, stwierdzając: „jesteśmy gotowi, gdyby zaszła taka konieczność”. Przewodniczący RPP w tym kontekście zwrócił również uwagę jak istotna jest koordynacja działań banku centralnego i polityki fiskalnej. Ton Glapińskiego w kontekście koronawirusa w ujęciu ogólnym był dość optymistyczny.

Przechodząc do drugiej istotnej kwestii, czyli marcowej projekcji Departamentu Analiz Ekonomicznych (DAE) NBP, prezes Glapiński w trakcie konferencji odczytał jej kluczowe założenia zawarte w komunikacie z posiedzenia RPP. W relacji do poprzedniej projekcji, największe zmiany to silniejszy wzrost cen w 2020 roku oraz niższe tempo wzrostu gospodarczego w latach 2020-2021 od tego szacowanego w listopadzie. Marcowa projekcja uwzględnia również 2022 rok.

W kontekście tego, że sytuacja w związku z koronawirusem, który stanowi ryzyko dla globalnego wzrostu i inflacji, zmienia się z tygodnia na tydzień, warto w tym miejscu podkreślić, że projekcja opiera się na danych i informacjach zebranych do 18 lutego, nie uwzględniając tym samym okresu późniejszego.

Zgodnie z najnowszą projekcją DAE NBP z 50% prawdopodobieństwem wskaźniki gospodarcze znajdą się w wyznaczonych widełkach.

  Roczna dynamika CPI (%) Roczny wzrost PKB (%)
2020 3,1 – 4,2 (2,1 – 3,6) 2,5 – 3,9 (2,7 – 4,4)
2021 1,7 – 3,6 (1,6 – 3,6) 2,1 – 3,9 (2,3 – 4,2)
 2022 1,3 – 3,4 1,8 – 3,7

(projekcja listopadowa)

Niedługo po decyzji Rady Polityki Pieniężnej polski złoty umocnił się w parze z euro. Skala zmian na parze była jednak ograniczona, a ruch ten częściowo stanowił odrobienie wcześniejszych strat. Niemniej, w trakcie konferencji prasowej kurs EUR/PLN obniżył się poniżej 4,29 schodząc do najniższego poziomu od ponad tygodnia.

W następstwie spotkania, zmianie uległa również wycena zmian stóp procentowych na podstawie kontraktów FRA. Sugerowany poziom stopy WIBOR 3M za rok obecnie wynosi 1,17% (Wykres 3), co sugeruje, że rynek spodziewa się, że Rada Polityki Pieniężnej w horyzoncie rocznym obniży stopy procentowe łącznie o 50 pb.

Wykres 3: Stawki kontraktów FRA 12×15 w PLN (luty ‘20 – marzec ‘20)

Stawki kontraktów FRA
Źródło: Bloomberg Data: 05/03/20

Umocnienie złotego oraz zmiana wyceny zmian stóp procentowych w Polsce po spotkaniu RPP sugerują, że wczorajsza decyzja Rady, wydźwięk komunikatu ze spotkania i konferencji prasowej wpłynęły na pewne ograniczenie rynkowych oczekiwań względem rozluźnienia polityki pieniężnej ze strony RPP.

Naszym zdaniem rynek jednak cały czas przeszacowuje możliwość podjęcia działań przez Radę. Biorąc pod uwagę obecną w Polsce wysoką inflację oraz perspektywy jej utrzymania w krótkim i średnim terminie wydaje nam się mało prawdopodobne, żeby Rada Polityki Pieniężnej w najbliższym czasie zdecydowała się na rozluźnienie polityki pieniężnej. Niemniej, uwzględniając rosnące ryzyko dla globalnej gospodarki z tytułu koronawirusa, wygląda na to, że jakiekolwiek głosy za podwyżką stóp procentowych zupełnie ucichną – przynajmniej dopóki sytuacja w kontekście tego nowego zagrożenia nie ulegnie istotnej poprawie. Głosy te wyraźnie słychać było jeszcze w styczniu, kiedy zagrożenie dla gospodarki globalnej z tytułu koronawirusa wydawało się istotnie mniejsze. Wtedy za ruchem stóp w górę o 15 pb. opowiadało się 3 członków RPP.

Jeśli eskalacja koronawirusa nie będzie postępowała w wyraźnie szybszym tempie, a wpływ na globalną gospodarkę z jego tytułu okaże się ograniczony oraz dość krótkotrwały, sądzimy, że rynek wycofa się z oczekiwania obniżek stóp procentowych w Polsce. Uważamy, że w takiej sytuacji złoty powinien otrzymać wsparcie zarówno z tego tytułu, jak i ze strony samej deeskalacji ryzyka w kontekście koronawirusa.

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Allianz Polska prezentuje wyniki finansowe za 2019 rok

Allianz Polska ogłosił właśnie pełne wyniki finansowe za 2019 rok. Ubiegły rok był czasem wzmożonej pracy nad rozwojem firmy i biznesu Allianz w Polsce.

Stabilny wzrost

W 2019 spółka skupiona była na wzmocnieniu fundamentu prowadzonego biznesu. Pomimo znaczących obniżek cen na rynku firma utrzymała stabilną sprzedaż, a spółki z Grupy Allianz zamknęły rok z zyskiem operacyjnym na poziomie 241 mln zł – o 3% większym niż w roku 2018. Jednocześnie to kolejny rok z rzędu z najwyższym wynikiem operacyjnym w historii Allianz w Polsce – ponad dwukrotnie wyższym niż w roku 2015. – Osiągnięcie takich wyników możliwe było dzięki wytężonej pracy nie tylko naszych pracowników ale także naszych agentów, którzy codziennie sprzedają produkty Allianz – mówi Grzegorz Krawiec, CFO, członek Zarządu Allianz Polska. W spółce życiowej przypis urósł o 2%, podczas gdy cały rynek życiowy w tym samym czasie skurczył się o 2%. W połączeniu z bardzo dobrym wynikiem operacyjnym w tej spółce, daje to dobrą i stabilną bazę do polepszania wyników w obszarze produktów życiowych także w przyszłości. W majątku najsilniejszy (ponad 10%) wzrost spółka osiągnęła w sprzedaży pakietów dealerskich oraz ubezpieczeń turystycznych. – W 2020 roku stawiamy na dynamiczny oraz rentowny wzrost – inwestujemy jednocześnie w sieć agencyjną, wprowadzając kolejne rozwiązania, które mają ułatwić sprzedaż. Nasze wyniki pozwalają nam planować mocny rozwój w Polsce na najbliższe lata – podsumowuje Grzegorz Krawiec.

Fundament na przyszłość

Z myślą o klientach i ich potrzebach w 2019 Allianz zainwestował w wiele nowych rozwiązań. Wprowadzone zostały nowe produkty: Mój Dom i Mój Samochód. Także dla klientów wdrożona została internetowa aplikacja Allianz Asystent Szkody, która w znaczącym stopniu ułatwia klientom proces likwidacji. Firma zadbała także o wsparcie dla agentów: prowadzone były intensywnie szkolenia, rozwinięte zostało wsparcie menedżerów produktowych w terenie oraz wdrożona została funkcja menedżera zdalnego. Wiele z inicjatyw realizowanych w 2019 r. miało na celu zbudowanie solidnych fundamentów do rentownego wzrostu w kolejnych latach, między innymi w obszarach korporacyjnym i komunikacyjnym.

Rośniemy w Polsce, rośniemy na świecie

O zaufaniu i sile marki Allianz nie tylko w Polsce, ale i na świecie, świadczą także globalne wyniki finansowe. Grupa Allianz osiągnęła znakomite wyniki w zakresie przychodów, zysku operacyjnego i zysku netto w 2019 roku. Przychody wzrosły o 7,6 procent – do 142,4 mld euro. Allianz w skali globalnej osiągnął w 2019 r. rekordowy zysk operacyjny, który wyniósł 11,9 mld euro, czyli o 3% więcej niż w roku poprzednim.

Wideokonferencje na fali wzrostowej – Zoom przy historycznych szczytach

Na rynkach finansowych nadal panuje relatywnie większa zmienność, przekładająca się na większe wahania indeksów giełdowych, które po wcześniejszym cofnięciu, jak na razie nie obrał dokładnego kierunku. Zmienność zatem pozostaje w obrębie konsolidacji, która utworzyła się po uprzednio obserwowanej korekcie.

Rynki chcą uspokoić banki centralne, które próbują zażegnać przede wszystkim ryzyko płynności, tnąc stopy procentowe i wpuszczając do systemu więcej taniego pieniądza. Cięcie o 50 p.b. wykonał już Fed i Bank Kanady, prognozuje się, że do tego grona dołączy w marcu Bank Anglii, a Europejski Bank Centralny obetnie stopy o 10 p.b. Wiele wskazuje na to, że jesteśmy ponownie w środku globalnego luzowania polityki monetarnej. Jednak to nie wszystko. Izba Reprezentantów Stanów Zjednoczonych zdecydowała się przeznaczyć kwotę 7,8 mld USD na wsparcie walki z koronawirusem – podała agencja Bloomberg.

Mimo to, dziś kontrakty terminowe na amerykańskie indeksy spadają z powodu obaw, że sytuacja może się pogorszyć po tym, jak ogłoszono stan wyjątkowy już nie tylko dla poszczególnych hrabstw, ale dla całego stanu Kalifornia. Może mieć to jednak swoje pozytywne konsekwencje, które mogą zmniejszyć rozprzestrzenianie się epidemii, co z kolei mogłoby bardziej pozytywnie wpłynąć na rynki finansowe.

W cieniu wirusa pojawią się wciąż jednak spółki, których wynik może się poprawić. Pisaliśmy już o “stay at home trade”, czyli np. o spółkach z branży gamingowej, które mogą zyskiwać na tym, że ludność świata przebywa dłużej w domu. Z kolei w momencie robienia dużych zapasów, gdzie z półek sklepowych szybko znikają towary pierwszej potrzeby, Citi wydało rekomendację kupna akcji spółki Johnson&Johnson. J&J na Wall Street posiada 14 rekomendacji kupna, 8 trzymaj i 0 sprzedawaj. Cena akcji spółki w zaledwie 3 ostatnie dni wzrosła o ponad 6,5 proc. Procter&Gamble, spółka z podobnego sektora co J&J w 3 dni odrobiła prawie wszystkie straty z lutego, zyskując około 10 proc.

Również spółką, która może skorzystać, co już wyceniają poniekąd inwestorzy, na odwoływaniu spotkań “na żywo”, jest spółka Zoom Video Communications. Firma zadebiutowała w 2019 r., a tylko od początku 2020 r. cena akcji wzrosła o ponad 70 proc. Coraz więcej firm przesuwa spotkania i konferencje do świata wirtualnego, a spotkania odbywają się online, ze względów bezpieczeństwa i ochrony przed koronawirusem. ZM dostarcza platformę do takich spotkań, a spółka jest wyceniana na ponad 30 mld USD.

Departament Zarządzania Aktywami, Copernicus Capital TFI S.A.

Kanada tnie stopy procentowe. RPP bez zmian

RPP po raz kolejny pokazuje, że nie takie rzeczy potrafi przeczekać. Inflacja nie budzi u jej członków szczególnych emocji, wskazując na przejściowość procesu. Z drugiej strony Ameryka Północna już obniża stopy procentowe, w związku z czym najprawdopodobniej znowu przegapiliśmy okazję na zmianę i teraz “już nie warto”.

Rada nie zawiodła

Zgodnie z oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła stóp procentowych. Na posiedzeniu natomiast znów słyszeliśmy o przejściowości. Słuchając wypowiedzi prezesa Glapińskiego można odnieść wrażenie, że Rada mogłaby się zbierać spokojnie raz na pół roku, skoro i tak na wszystkie wskaźniki patrzy w długiej perspektywie. Obecna inflacja jest przejściowa i w końcu wróci do normy, podobnie jak deflacja, którą udało się przeczekać. Coś, co RPP ogłasza jako swój sukces, było niemal 4-letnim okresem przebywania inflacji poniżej celu inflacyjnego. Dużo jak na organizację, której celem jest dbanie o stabilność pieniądza. Teraz przeczekamy odchylenie w drugą stronę.

Kanada tnie stopy procentowe

Bank Kanady podjął decyzję o obniżce stóp procentowych o 0,5%. Jest to dokładnie taki sam ruch jak decyzja FED z początku tego tygodnia. Patrząc na silne powiązanie ekonomiczne tych gospodarek, decyzja ta nie powinna być zaskoczeniem. Część analityków spodziewała się jednak stopniowej adaptacji i ruchu o 0,25% teraz, w związku z czym po decyzji dolar kanadyjski tracił na wartości.

Dobre dane z USA

Wczoraj poznaliśmy raport ADP na temat zatrudnienia. Oczekiwania były pesymistyczne. Jednak pomimo tego, że nowych miejsc pracy jest mniej niż wcześniej, należy zaznaczyć, iż jest to wynik korzystniejszy od oczekiwań. Dolar w rezultacie lepszych danych utrzymywał swoją wartość. Patrząc na ostatnie dwa tygodnie, sam fakt utrzymywania wartości przez dolara już jest niejakim sukcesem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,

16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Przekształcenie spółki: Wydatki na nabycie udziałów są kosztem uzyskania przychodu z odpłatnego ich zbycia

Spółka zagraniczna nabyła udziały w polskiej spółce kapitałowej, która powstała wskutek przekształcenia spółki komandytowej, działającej wcześniej w formie spółki cywilnej. Byli komandytariusze chcieli obniżyć podstawę opodatkowania uzyskanego z tego tytułu dochodu o wynikającą z bilansu zamknięcia spółki komandytowej wartość praw i obowiązków, istniejącą w dacie jej przekształcenia. Fiskus nie zgodził się na to, twierdząc, iż kosztem uzyskania przychodu z tytułu zbycia udziałów może być jedynie koszt historyczny, poniesiony przez tych wspólników na ich nabycie jeszcze przy zakładaniu spółki cywilnej. Wspólnicy wygrali jednak w sądzie, który przypomniał organowi podatkowemu, że orzecznictwo wypracowało w tej kwestii ugruntowane stanowisko, zgodnie z którym, rozpoznając koszty uzyskania przychodu z tytułu odpłatnego zbycia udziałów, nie należy sięgać do pierwotnie poniesionych wydatków na ich nabycie, lecz do rzeczywistej wartości tych udziałów w chwili sprzedaży.

Zgodnie z art. 23 ust. 1 pkt 38 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych (Dz.U. 1991 nr 80 poz. 35, ze zm.) nie uznaje się za koszty uzyskania przychodu wydatków na objęcie lub nabycie udziałów czy akcji. Jednakże wydatki te stanowią koszt uzyskania przychodu z odpłatnego zbycia tych udziałów lub akcji.

Przekształcenie spółki cywilnej w komandytową

Dwóch wspólników zawiązało spółkę cywilną i w tej formie prowadziło działalność gospodarczą. Każdy z nich wniósł do niej wkład pieniężny. Rozwój biznesu skłonił przedsiębiorców do zmiany formy prowadzenia działalności. Przekształcili ją więc w spółkę komandytową, sami stając się w niej komandytariuszami. Po pewnym czasie pojawił się inwestor – spółka zagraniczna, która wyraziła gotowość doinwestowania firmy, ale tylko w sytuacji, gdyby była ona prowadzona w formie spółki kapitałowej, w której mogłaby objąć udziały. Wspólnicy przekształcili więc swoją spółkę komandytową w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością i sprzedali inwestorowi 100 udziałów. Spółka zagraniczna objęła także 300 nowo utworzonych udziałów. Tym samym zwiększeniu uległ kapitał zakładowy przekształconej spółki.

Wartość udziałów rosła

Zdaniem wspólników, sprzedając inwestorowi udziały w spółce z o.o., będą mogli zaliczyć wartość ogółu praw i obowiązków w spółce komandytowej ustaloną w dniu przekształcenia jej w spółkę z o.o. jako koszt uzyskania przychodu z tej sprzedaży. Spółka komandytowa, aż do ustalenia jej bilansu zamknięcia, a więc do chwili przekształcenia jej w spółkę kapitałową, prowadziła bowiem działalność gospodarczą, która przynosiła dochody i powiększała majątek spółki. Powołując się na przepis art. 23 ust. 1 pkt 38 ustawy o PIT, wspólnicy podnieśli, że wartość ogółu praw i obowiązków z bilansu otwarcia spółki z o.o. (równego bilansowi zamknięcia spółki komandytowej) stanowi kategorię wydatków poniesionych na objęcie lub nabycie udziałów w ramach transakcji odpłatnego ich zbycia.

Wydatki historyczne

Organ podatkowy stwierdził jednak, że według przepisów Kodeksu spółek handlowych spółka przekształcona jest kontynuatorem praw i obowiązków, jakie przysługiwały spółce przekształcanej, dlatego też nie można w tej sprawie mówić o likwidacji spółki komandytowej i utworzeniu w jej miejsce spółki z o.o. Jest to jedynie zmiana formy prowadzenia działalności gospodarczej przez ten sam podmiot, stąd samo przekształcenie jest neutralne podatkowo. Zdaniem dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej wspólnicy spółki komandytowej nie wnoszą do spółki z o.o. żadnego aportu, zatem nie dochodzi do objęcia w zamian za niego udziałów w tej spółce. To z kolei powoduje, że nie powstaje przychód z kapitałów pieniężnych zgodnie z art. 17 ust. 1 pkt 9 ustawy o PIT.

Co do rozpoznania kosztów uzyskania przychodu, to rzeczywiście zastosowanie znajdzie art. 23 ust. 1 pkt 8 ustawy o PIT. Niemniej w przedmiotowej sprawie kosztami tymi nie będą wydatki poniesione na objęcie lub nabycie udziałów w spółce kapitałowej, a wydatki historyczne, poniesione jako pierwsze przy powstawaniu podmiotu, a więc na wkład w spółce cywilnej. Dla przedsiębiorców oznaczało to, że obniżające ich podstawę opodatkowania koszty nie będą obejmować i uwzględniać powiększenia wartości firmy w okresie jej działalności od czasu zawiązania jej w formie spółki cywilnej, poprzez okres działalności w formie spółki komandytowej, aż do momentu jej przekształcenia w spółkę kapitałową.

Sprawa była jasna, ale nie dla organu

Rozpoznający wniesioną przez przedsiębiorców skargę Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie to właśnie im przyznał rację, uznając za błędną wydaną przez organ podatkowy interpretację. WSA był pewny swego rozstrzygnięcia, bowiem wskazał, że w kwestii będącej przedmiotem tej sprawy nie powinny istnieć wątpliwości interpretacyjne, z uwagi na jednolitą linię orzecznictwa.

Sąd orzekł, że ważna jest wartość majątku spółki komandytowej w dacie jej przekształcenia w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością, bo to ten majątek pełnić będzie funkcję wkładu do spółki z o.o. Wartość nominalna udziałów nie jest tożsama z ich wartością rynkową i bilansową, która może być wyższa. To z kolei zależne jest przede wszystkim od wartości majątku spółki. Dlatego w chwili zbycia udziałów w spółce z o.o. nieistotna staje się wartość wydatków, jakie wspólnicy ponieśli na zawiązanie pierwotnej spółki cywilnej, bo ta się zdewaluowała. Doniosła jest aktualna w chwili sprzedaży udziałów spółki z o.o. wartość tych udziałów, a więc taka, jaka jest zgodna z bilansem zamknięcia spółki komandytowej.

„(…) wydatki na nabycie udziałów są kosztem uzyskania przychodów z odpłatnego zbycia tych udziałów. Koszty te wyznacza wartość środków poniesionych dla uzyskania majątku spółki komandytowej, który w dacie ustania bytu prawnego tej spółki, a więc w dacie powstania spółki z o.o., równy był początkowej wartości majątku spółki z o.o. Kosztem uzyskania przychodu powinna więc być wartość bilansowa spółki komandytowej z dnia ustania jej bytu prawnego, będąca jednocześnie wartością bilansową spółki z o.o. z dnia rozpoczęcia tego bytu” (wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie z 15 listopada 2019 r., sygn. I SA/Kr 938/19).

Korzystne przekształcenie spółki

Powyższa sprawa pokazuje, że istniejące instytucje prawa korporacyjnego, prawa spółek dają prowadzącym działalność gospodarczą szerokie możliwości, nie tylko w zakresie biznesowym. Dostosowanie prowadzonej działalności do jej charakteru, czy w celu nadążenia za jej rozwojem, jednocześnie pozwala na pełniejszą optymalizację kosztów prowadzenia tej działalności. To również przekształcenie spółki na potrzeby pozyskania inwestora, ale i dla uzyskiwania szerszych korzyści, jakie dają systemy podatkowe innych państw, możliwe do osiągnięcia dzięki tworzeniu holdingów zagranicznych spółek. Dlatego planujące rozwój przedsiębiorstwa, ale i te poszukujące ochrony swojego majątku, mogą korzystać z dobrodziejstw, jakie daje im instytucja przekształcenia spółki.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rekordowo wysokie inwestycje na polskim rynku nieruchomości w 2019 r.

2019 rok był rekordowy pod względem wartości inwestycji na polskim rynku nieruchomości komercyjnych – wynika z analizy przeprowadzonej przez EY Polska „The Polish Real Estate Guide 2020. The real state of real estate”. Inwestorów nie odstraszyły rosnące ceny nieruchomości, spowodowane między innymi coraz mniejszą dostępnością gruntów i wzrostem kosztów budowlanych, a eksperci EY spodziewają się, że Polska w najbliższym czasie nadal pozostanie na radarze inwestorów.

Wartość transakcji na polskim rynku nieruchomości komercyjnych wyniosła w 2019 roku 7,8 mld euro, co w perspektywie ostatnich lat jest znaczącym wzrostem, biorąc pod uwagę, że rok wcześniej po raz pierwszy przekroczona została kwota 7 mld euro, a jeszcze w 2017 roku wynosiła ona niespełna 5 mld euro.Rekordowo wysokie inwestycje na polskim rynku nieruchomości w 2019 rokuNajwiększym rynkiem inwestycyjnym był w 2019 roku rynek biurowy. Wartość transakcji przekroczyła tu łączną wartość umów zawartych w sektorze handlowym oraz magazynowym i stanowiła 52% wartości wszystkich inwestycji na polskim rynku nieruchomości w ubiegłym roku. Największą transakcją, sfinalizowaną na polskim rynku biurowym w 2019 roku, była sprzedaż Warsaw Spire za 386 mln euro. Jedną z przyczyn zmniejszenia udziału nieruchomości handlowych wśród odnotowanych transakcji inwestycyjnych, jest dynamiczny rozwój sektora e-commerce, który odwraca zainteresowanie inwestorów od tradycyjnych centrów handlowych. Niższy udział sektora magazynowego i przemysłowego jest spowodowany przede wszystkim mniejszą liczbą tego typu nieruchomości dostępnych w ofercie, jak również niższymi cenami w stosunku do obiektów biurowych i handlowych.

Wartość polskich inwestycji 2019– Ze względu na dobrą sytuację gospodarczą, inwestorzy są niezwykle aktywni na polskim rynku nieruchomości. Sądzimy, że pozostanie on dla nich atrakcyjny ze względu na wielkość i skalę rynku, jego silne fundamenty i stopy zwrotu – wciąż wyższe niż w krajach Europy Zachodniej. Najwięcej kapitału inwestycyjnego napływa do Polski z Europy i Stanów Zjednoczonych, choć naszym rynkiem zainteresowani są również inwestorzy z Azji i Republiki Południowej Afryki. W pierwszych trzech kwartałach 2019 roku około 20% transakcji zostało przeprowadzonych przez inwestorów z Singapuru, Korei Południowej, Japonii, Filipin i Malezji – tłumaczy Anna Kicińska, Partner EY, Lider Grupy Rynku Nieruchomości.

Biura na szczycie

Stolica wyróżnia się niezmiennie na biurowej mapie Polski i to na nią przypada ponad połowa (51%) dostępnej powierzchni biurowej. Dużo mniejszą powierzchnią biurową, ale za to największą wśród miast regionalnych, może pochwalić się Kraków (13% udziału w tym rynku) i Wrocław (11%). Łącznie w największych polskich miastach, na koniec 2019 roku dostępnych było ponad 11 mln mkw. biur. Eksperci EY wskazują jednak, że na znaczeniu coraz bardziej zyskiwać będą mniejsze miasta, takie jak Rzeszów, Częstochowa czy Toruń, w których działają już centra usług wspólnych – główni kreatorzy popytu w miastach regionalnych.. Kupujący i najemcy poszukują na rynku biurowym przede wszystkim nowoczesnych obiektów z innowacyjnymi rozwiązaniami technologicznymi, które mogą być potencjalną kartą przetargową dla pracodawców, próbujących „skusić” pracowników przyjaznymi i nowoczesnymi biurami.

Sklepy zmieniają się wraz ze zwyczajami zakupowymi

Na segment nieruchomości handlowych przekładają się zmiany zwyczajów zakupowych Polaków, którzy coraz częściej zamiast sklepów stacjonarnych wybierają internetowe. Centra i parki handlowe – za sprawą kin, stref restauracyjnych i wypoczynkowych, służą natomiast w coraz większym stopniu interakcji społecznej.

– Najwięcej nowych powierzchni handlowych powstaje w dużych miastach. W budowie jest obecnie 217 tys. metrów kwadratowych, które zostaną oddane do użytku w przyszłym roku. Poszukujący przestrzeni handlowych wciąż koncentrują się przede wszystkim na najlepszych lokalizacjach i są w stanie płacić za nie kilkukrotnie więcej. Polska znajduje się również na radarze sieci handlowych i firm, których dotąd jeszcze w naszym kraju nie było. W ubiegłym roku na polskim rynku pojawiło się co najmniej kilka nowych marek, natomiast wyzwaniem dla kolejnych może się okazać ograniczona dostępność powierzchni handlowych w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach – tłumaczy Łukasz Jarzynka, Associate Partner EY, Lider Zespołu Audytu Grupy Rynku Nieruchomości.

Magazyny odpowiadają na potrzeby handlu

Zmiany zachowań zakupowych Polaków, rozwój sektora e-commerce i coraz lepsza infrastruktura transportowa będą nadal napędzać rynek nieruchomości magazynowych, na który 2019 roku trafił rekordowo wysoki wolumen powierzchni. Najbardziej aktywni użytkownicy nieruchomości magazynowych to operatorzy logistyczni i przedstawiciele sektora e-commerce. Choć obecnie największą część rynku stanowi Warszawa i okolice – gdzie skupionych jest w sumie 23,3% nieruchomości tego rodzaju, a także Górny Śląsk (18,3%) i Polska centralna (16,5%), to ze względu na dostępność gruntów i pracowników magazynowych, szansę na rozwój mają nowe lokalizacje, jak na przykład: Bydgoszcz, Toruń, Lublin, Rzeszów, czy Zielona Góra.

Mieszkania nie tylko… do mieszkania

Mimo rekordowo wysokich cen (kształtowanych przez wysoki popyt, coraz mniejszą podaż terenów pod budowę, a także rosnące koszty budowy), sprzedaż mieszkań w Polsce utrzymuje się na wysokim poziomie. Na sześciu głównych rynkach (Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Wrocław, Poznań, Łódź) poziom sprzedaży w 2019 roku był jedynie o 10% niższy od rekordowego 2017 roku. Spadek sprzedaży (w Krakowie i Trójmieście) to głównie efekt niższej liczby mieszkań w ofercie, a nie mniejszego popytu. Niezmiennie, najbardziej rozwiniętym rynkiem mieszkaniowym może pochwalić się Warszawa – rocznie powstaje tu ponad 20 tysięcy mieszkań. W związku ze zmianą preferencji nabywców (z własności na najem), obserwowany jest również wyraźny wzrost popytu inwestorów instytucjonalnych w sektorze mieszkań na wynajem. Także prywatne domy studenckie stanowią punkt zainteresowania inwestorów, ze względu na stale wysoki popyt i znikomą ofertę zasobów mieszkaniowych oferowanych przez uczelnie. Z kolei czynniki demograficzne (starzejące się społeczeństwo) stwarzają przestrzeń do powstania nowego segmentu rynku, związanego z rozwojem tzw. „silver economy”. Jest to potencjał dla rozwoju budownictwa mieszkaniowego przystosowanego do potrzeb seniorów lub będącego połączeniem mieszkań z punktami opieki medycznej.

Hotele mają nową konkurencję

Choć turystyka w Polsce ma się dobrze, a na rynku dostępnych jest ponad 2,6 tysiąca hoteli (najwięcej w Krakowie, Warszawa natomiast przoduje pod względem liczby dostępnych pokoi hotelowych), to przed rynkiem hotelowym stoi wyzwanie, wynikające z rozwoju krótkoterminowego najmu mieszkań. Zazwyczaj tego typu nieruchomości są dostępne w bardziej przystępnej cenie niż pokoje hotelowe, a jednocześnie są równie dobrze zlokalizowane i wyposażone, co sprawia, że stanowią ciekawą ofertę konkurencyjną.

Zmiany prawne i podatkowe

Rok 2019 i początek 2020 przyniósł kilka ważnych zmian w polskim systemie prawnym i podatkowym. Choć żadna z nich nie zrewolucjonizowała rynku nieruchomości, nie pozostają one dla tego sektora obojętne.

– W 2019 roku dla rynku nieruchomości komercyjnych znacząca była nowelizacja ustawy o ograniczeniu handlu ziemią rolną. Wprowadzone zmiany pozwalają na nabycie bez zgody Dyrektora Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa nieruchomości rolnej o powierzchni nie większej niż 1 ha, zarówno przez osoby fizyczne jak i przez spółki (przed nowelizacją spółki praktycznie nie miały takiej możliwości). Pozytywną informacją dla uczestników rynku nieruchomości mogą być też uproszczenia przepisów prawa budowlanego, których celem jest skrócenie procesów formalnych oraz zapewnienie większej stabilności uzyskanych pozwoleń na budowę. Z kolei wprowadzenie postulowanych przez Prezesa UOKiK zmian w ustawie deweloperskiej (np. wpłaty na Deweloperski Fundusz Gwarancyjny) może przyczynić się do dalszego wzrostu cen mieszkań. Wciąż inwestorzy czekają na rozstrzygnięcia dotyczące REITów, które wraz z rozwojem polskiego rynku inwestycji w nieruchomości, mogłyby stanowić dodatkową ofertę inwestycyjną – mówi Piotr Woźniak, manager, Lider Zespołu Prawnego Grupy Rynku Nieruchomości.

Kolejnym wyzwaniem dla spółek w bieżącym roku może być również przygotowanie sprawozdania finansowego w wersji elektronicznej w pliku XML wg regularnie aktualizowanych struktur logicznych. Wymóg ten dotyczy obecnie wszystkich sprawozdań finansowych sporządzonych zgodnie z ustawą o rachunkowości i w przyszłości należy się spodziewać, iż będzie rozszerzany także na inne sprawozdania finansowe. Dodatkowo, począwszy od 2020 roku grupy kapitałowe będące emitentami papierów wartościowych dopuszczonych do obrotu na rynkach regulowanych UE i sporządzające skonsolidowane raporty roczne zgodnie z MSSF będą miały obowiązek przygotowywać je w nowym formacie XBRL, który został wybrany w związku z wprowadzeniem jednolitego europejskiego formatu raportowego – ESEF (ang. European Single Electronic Format). Celem tych działań ma być zwiększenie przejrzystości informacji o emitentach, oraz zwiększenie porównywalności danych i ułatwienie analizy przez inwestorów. Nie bez znaczenia dla rynku nieruchomości okazały się również wprowadzone w 2019 roku zmiany podatkowe, z których część będzie kontynuowana również w tym roku. Są one związane głównie z przepisami, które wprowadzane są w całej Europie i które mają służyć ograniczaniu wykroczeń podatkowych czy unikania opodatkowania.

– Od ponad roku następuje reforma regulacji dot. podatku u źródła, aby od lipca br. uzależnić możliwość stosowania zniżek i zwolnień w tym podatku od spełnienia szeregu dodatkowych wymogów. Od listopada 2019 roku przedsiębiorcy muszą stosować mechanizm podzielonej płatności, który objął swoim zasięgiem między innymi roboty budowlane. Zmieniły się również zasady dokonywania płatności za towary i usługi, które muszą obecnie odbywać się na rachunki z tzw. białej listy, aby mogły stanowić koszt podatkowy. W 2019 roku weszły też w życie regulacje dotyczące raportowania schematów podatkowych (MDR), a aktualnie spodziewamy się kolejnych przepisów uszczelniających regulacje podatkowe. Te oraz wiele innych zmian istotnie zmieniło środowisko biznesowe, nakładając na podatników wiele dodatkowych obowiązków – mówi Tomasz Ożdziński, Associate Partner EY, Lider Zespołu Podatkowego Grupy Rynku Nieruchomości.

„The Polish Real Estate Guide 2020. The real state of real estate” to doroczna analiza przygotowywana przez Grupę Rynku Nieruchomości EY. Pokazuje ona sytuację rynkową oraz klimat inwestycyjny, jest także źródłem informacji o kwestiach podatkowych, prawnych czy audytowych.

Emisje CO2 nowych samochodów w Europie najwyższe od 2014 roku

Średnie emisje CO2 (wg NEDC) nowych samochodów w Europie w 2019 roku wzrosły już trzeci rok z rzędu. Zdecydowana większość producentów sprzedała w zeszłym roku bardziej emisyjne samochody niż rok wcześniej. Wśród nielicznych marek, którym udało się obniżyć średnią emisję sprzedanych w ciągu roku samochodów, największy spadek – o 2,3% – zanotowała Toyota. Japońska marka jako jedyna w Europie ma średnią emisję poniżej 100 g/km – dokładnie 97,5 g/km. Japończycy zawdzięczają ten sukces świetnym wynikom sprzedaży hybryd.

Jak podaje JATO Dynamics, nowe samochody sprzedane w 23 krajach Europy w 2019 roku wykazały się średnią emisją mierzoną wg cyklu NEDC na poziomie 121,8 g/km. Już po raz trzeci z rzędu emisje te rosną zamiast maleć, pomimo coraz bardziej restrykcyjnych europejskich przepisów. Najniższy wynik, jaki do tej pory udało się uzyskać w skali regionu, to 117,8 g/km w 2016 toku. Samochody elektryczne nadal stanowią margines i nie są w stanie odwrócić negatywnego trendu.

Choć w 2019 roku średnia emisja dla Europy była o 1,3 g/km wyższa niż rok wcześniej, udało się nieco przyhamować jego tempo – różnica między 2017 a 2018 rokiem wyniosła aż +2,4 g/km. Choć sprzedaż aut elektrycznych (EV) wzrosła w ostatnim roku, nie była dość znacząca, by zrównoważyć wzrost sprzedaży SUV-ów oraz aut benzynowych kosztem diesli. Felipe Munoz, globalny analityk JATO Dynamics podkreśla: „Średnia emisja zelektryfikowanych samochodów wyniosła w ubiegłym roku 63,2 g/km – około połowy średniej emisji konwencjonalnych samochodów benzynowych i wysokoprężnych. Niestety udział EV w rynku pomimo wzrostu wyniósł tylko 6% wszystkich rejestracji, co nie wystarczyło, by odwrócić negatywny trend”.

W rankingu 20 dużych marek o najniższych średnich emisjach CO2 w 2019 roku, opracowanym przez JATO Dynamics, Toyota ponownie zajęła pierwsze miejsce z wynikiem 97,5 g/km. Japońska marka sprzedała w ubiegłym roku ponad pół miliona hybryd (wzrost o 16%), a ich udział na rynkach Europy Zachodniej i Środkowej skoczył do 61%. W konsekwencji średnia emisja CO2 nowych aut Toyoty zmniejszyła się o rekordowe 2,3 g/km. „Toyota to bardzo ciekawy przykład, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę, że na razie marka nie ma w swojej ofercie samochodów elektrycznych na baterie (BEV), a mimo to dalece wyprzedza pod względem elektryfikacji europejskie marki, które wciąż mają więcej planowanych zelektryfikowanych modeli niż rzeczywistych produktów” – zauważył Felipe Munoz.

W sumie w TOP20 rankingu JATO Dynamics tylko 4 marki obniżyły swoje emisje. Obok Toyoty jest to Citroen (2. miejsce, 106,4 g/km, -1,7 g/km), Opel (12. miejsce, 124,9 g/km, -1,1 g/km) i BMW (16. miejsce, 129 g/km, -1,3 g/km). Co ciekawe, producenci najpopularniejszych aut elektrycznych, którzy jednocześnie opierają swoją ofertę na konwencjonalnych samochodach, tacy jak Renault, Nissan czy VW, zwiększyli swoje średnie emisje pomimo wzrostu sprzedaży EV. Emisja Renault wzrosła aż o 3,4 g/km, Nissana o 1,4 g/km, Volkswagena o 2,0 g/km, Hyundaia o 2,0 g/km, Audi o 2,6 g/km, zaś Kii o 0,2 g/km. Jedynym wyjątkiem w tym gronie jest BMW.

W rankingu producentów Toyota Motor Europe ma ogromną przewagę nad konkurentami i znajduje się tuż za Teslą. Średnia emisja CO2 Toyoty i Lexusa wynosi 99 g/km, aż o 14,3 g/km mniej od kolejnego najlepszego koncernu – PSA. Poniżej średniej dla rynku na poziomie 121,8 g/km znalazły się m.in. Nissan Group, Renault Group, Mitsubishi i Suzuki. Największy producent w Europie, Volkswagen Group miał w ubiegłym roku średni wynik 123,6 g/km.

SUV-y wymagają szybkiej elektryfikacji

SUV-y to główny powód wzrostu średnich emisji CO2 nowych samochodów w Europie. Ich ogromna popularność oraz względnie niskie koszty projektowania ze względu na wiele wspólnych elementów z autami osobowymi, sprawiają, że producenci czerpią ze sprzedaży SUV-ów znaczne zyski, jednak jednocześnie zużycie paliwa i emisja CO2 przez to rośnie. W ubiegłym roku średnia emisja CO2 dla SUV-ów wynosiła aż 131,5 g/km – więcej niż dla limuzyn (131 g/km), nie mówiąc już o autach segmentu A (107,7 g/km), segmentu B (109,2 g/km), aut kompaktowych (115,3 g/km) i średniej wielkości (117,9 g/km). Munoz podkreśla, że „segment SUV wymaga większego wyboru zelektryfikowanych modeli. Do tej pory koncentrowano się na wersjach elektrycznych hatchbacków i sedanów, jednak jeśli producenci chcą uniknąć przyszłych sankcji, powinni wprowadzić bogatszą ofertę niskoemisyjnych SUV-ów”.

Niższa emisja CO2 nowych samochodów tylko w 7 krajach

Tylko dwa kraje mogły pochwalić się w ubiegłym roku średnią emisją CO2 nowych samochodów poniżej 100 g/km. Pierwsze miejsce zajmuje Norwegia z wynikiem 60,3 g/km (-12 g/km), ale na szczególną uwagę zasługuje Portugalia, która w ciągu roku zredukowała swój wynik aż o 22,2 g/km do poziomu 83,2 g/km. Dane z tego kraju są jednak trudne do porównania, gdyż Portugalia, podobnie jak Finlandia i Dania, podają wyniki wg WLTP, a nie NEDC.

Trzecie miejsce zajęły Niderlandy, w których niespodziewany sukces samochodów elektrycznych, w tym Tesli Model 3, przyczynił się do redukcji wyniku o 5,9 g/km – do 100,1 g/km. W 2018 roku na każdy BEV przypadały w Holandii 2,3 diesle, jednak rok później te proporcje niemal się odwróciły – na jednego nowego diesla przypadało 1,9 samochodów elektrycznych.

Polska znajduje się niestety niemal na końcu zestawienia JATO Dynamics. Pod względem średniej emisji CO2 (131,4 g/km) zajmuje 2. miejsce od końca przed Szwajcarią (137,7 g/km), a pod względem wzrostu emisji (+3,1 g/km) nasz kraj jest na trzecim miejscu od końca, przed Grecją (+4,6 g/km) i Chorwacją (+3,6 g/km). Największe europejskie rynki również zanotowały wzrosty – Niemcy o 0,8 g/km, Wielka Brytania o 2,3 g/km, Włochy o 3 g/km, zaś Hiszpania o 2 g/km.

Koronawirus: 5 najważniejszych kwestii prawnych, istotnych dla pracodawcy

Karolina Kołakowska, adwokat w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci
Karolina Kołakowska, adwokat w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci

Na każdym pracodawcy spoczywa obowiązek zapewnienia podwładnym bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Jak wobec zagrożeń związanych z koronawirusem SARS-CoV- powinien zachować się pracodawca? Przepisy prawa pracy nie dają niestety jednoznacznych odpowiedzi, dlatego podpowiadamy, jak bezpiecznie rozstrzygnąć 5 najistotniejszych kwestii w obliczu zagrożenia wirusem.

  1. Podróże służbowe

Pracodawca może wydać zakaz odbywania podróży służbowych w rejony świata, gdzie ryzyko zarażenia jest wysokie. W takiej sytuacji przełożony (kierownik, menadżer) nie będzie mógł wydawać swoim podwładnym polecenia wyjazdu zagranicznego. Jeśli powodem jest ryzyko naruszenia bezpiecznych warunków pracy, każdy pracownik musi podporządkować się takiemu zakazowi. Z drugiej strony, jeśli pracodawca wydałby polecenie wyjazdu służbowego w rejon zagrożenia, pracownik ma prawo odmówić. Zgodnie z art. 210 Kodeksu pracy, pracownik ma prawo powstrzymać się od wykonywania pracy, jeśli stwarza ona zagrożenie dla jego życia lub zdrowia ze względu na to, że warunki pracy nie odpowiadają przepisom bezpieczeństwa i higieny pracy. Nie może to być jednak samowola – pracownik musi zawiadomić przełożonego o odmowie wyjazdu.

  1. Zwolnienie lekarskie

Coroczny dylemat, jak postępować z pracownikami, którzy w sezonie grypowym  przychodzą do pracy chorzy, staje się szczególnie aktualny w kontekście koronawirusa. Kodeks pracy i przepisy wykonawcze pozwalają pracodawcy jedynie skierować pracownika na badania profilaktyczne, które nie są związane z bieżącym stanem zdrowia pracownika. Jeśli objawy u pracownika wskazują, że jest chory, pracodawca nie ma prawnych możliwości wydania polecenia, aby udał się do lekarza – jest to wyłącznie decyzja pracownika.  Wyjątek stanowi sytuacja, w której pracodawca stwierdza, że na skutek objawów chorobowych pracownik stracił zdolność do pracy potwierdzoną dotychczasowym orzeczeniem lekarskim. Wtedy może skierować podwładnego na wcześniejsze badanie okresowe. Potwierdził to Sąd Najwyższy w jednym ze swoich orzeczeń, stwierdzając, że orzeczenie lekarskie o zdolności do pracy jest aktualne tak długo, jak długo odzwierciedla rzeczywisty stan zdrowia pracownika. Są zatem sytuacje, w których wcześniejsza kontrolna zdolności do pracy jest w pełni uzasadniona – przykładem może być zagrożenie epidemiologiczne.

  1. Zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy

Kodeks pracy daje pracodawcy prawo do zwolnienia podwładnego z obowiązku świadczenia pracy tylko w związku z wypowiedzeniem umowy o pracę. W każdej innej sytuacji niezbędna jest zgoda pracownika, który zachowuje przy tym prawo do wynagrodzenia. Wynika to z faktu, że świadczenie pracy jest nie tylko obowiązkiem, ale także prawem pracownika – nie może być ich pozbawiony bez wyraźnej podstawy prawnej. Nie otrzymując wynagrodzenia pracownik korzystałby de facto z urlopu bezpłatnego, z wszystkimi tego konsekwencjami. Zwolnienie z obowiązku świadczenia pracy powinno mieć zatem oparcie w porozumieniu z pracownikiem. Z drugiej jednak strony, zgodnie z art. 2092§2 Kodeksu pracy, w razie wystąpienia bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia lub życia, pracodawca jest obowiązany wstrzymać pracę i wydać pracownikom polecenie oddalenia się w miejsce bezpieczne i nie godzić się na wznowienie pracy do czasu usunięcia zagrożenia. Zasada ta powinna mieć zastosowanie, jeśli w zakładzie pojawi się realne zagrożenie zarażenia, o którym mogą świadczyć objawy chorobowe pracownika albo potwierdzony przypadek zachorowania. O zagrożeniu pracodawca powinien poinformować wszystkich pracowników.

  1. Urlop

Termin wykorzystania urlopu wypoczynkowego wynika z planu urlopów (jeśli w danym zakładzie pracy funkcjonuje) albo z porozumienia z pracownikiem. Sytuacja zagrożenia wirusem nie uzasadnia wydania pracownikowi polecenia skorzystania z urlopu wypoczynkowego. W ostatnim czasie pojawiają się głosy, że skoro pracodawca może nakazać pracownikowi wykorzystanie zaległego urlopu, to może to zrobić także w obliczu zagrożenia koronawirusem. O ile w przypadku braku porozumienia z pracownikiem pracodawca może wyznaczyć termin wykorzystania zaległego urlopu, o tyle w kontekście zagrożenia wirusem nie można tracić z pola widzenia tego, jaki jest rzeczywisty cel urlopu wypoczynkowego. Z pewnością nie jest nim profilaktyka zachorowań, ani też leczenie. Porozumienie z pracownikiem potrzebne jest zatem także w tym przypadku.

  1. Praca zdalna (home office)

Polskie przepisy przewidują możliwość telepracy, która polega na regularnym wykonywaniu pracy poza zakładem, z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej. Nie mamy niestety powszechnie obowiązujących uregulowanych rozwiązań na wypadek okazjonalnej pracy zdalnej. Wiele zakładów pracy stosuje własne reguły w tym zakresie, wydając np. regulaminy pracy zdalnej, które określają przyczyny uzasadniające pracę poza biurem, zasady wykorzystania sprzętu służbowego i potwierdzania czasu pracy. To rozwiązanie może sprawdzić się w sytuacji zagrożenia koronawirusem. Jeśli pracodawca nie określił zasad telepracy, może uregulować te kwestie w porozumieniu z pracownikiem. Należy jednak pamiętać o stworzeniu takich warunków dla wszystkich pracowników, których praca może być wykonywana zdalnie, aby uniknąć zarzutu nierównego traktowania.

Podsumowanie

Jak widać pracodawca nie jest całkiem bezradny w nadzwyczajnej sytuacji, zagrożenia wirusem. Mimo braku szczegółowych unormowań prawnych można skorzystać z ogólnych dyspozycji Kodeksu pracy i innych przepisów, które pozwolą przetrwać ten trudny okres w zarządzaniu firmą.

Karolina Kołakowska, adwokat w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci (http://bnadwokaci.pl/). Ekspert z zakresu indywidualnego i zbiorowego prawa pracy oraz ochrony danych osobowych, trener
i szkoleniowiec.

Kobiety na Rynku Pracy – Badanie „Confidence Index” firmy rekrutacyjnej PageGroup

Jak Polki oceniają swoją pozycję zawodową na rynku pracy? Okazuje się, że kobiety w Polsce są bardziej zadowolone z warunków zatrudnienia i wysokości pensji niż mężczyźni, jednak mniej optymistycznie wypowiadają się o stabilności swojego stanowiska
i możliwościach awansu. Panie, w porównaniu do panów, mniejszą wagę  przykładają do pieniędzy, za to większe znaczenie ma dla nich etyka organizacji – pokazuje badanie „Confidence Index” przeprowadzone przez firmę rekrutacyjną PageGroup w IV kwartale 2019 r. wśród polskich pracowników.

Zadowolone z pracy, bardziej elastyczne i kompromisowe

Zbliżający się Dzień Kobiet to dobry moment, aby przyjrzeć się sytuacji kobiet na rynku pracy. Firma rekrutacyjna PageGroup (częścią której w Polsce są dwie marki: Michael Page i Page Executive) zapytała polskie kobiety o to, jak oceniają poszczególne aspekty swojego zatrudnienia. Okazuje się, że w porównaniu do mężczyzn, panie są bardziej zadowolone z pracy – 60 proc. z nich wyraziło satysfakcję z ogólnych warunków zatrudnienia w stosunku do 55 proc. panów. Z badania „Confidence Index” wynika również, że kobiety rzadziej narzekają na wysokość wynagrodzeń. Niemal 60 proc. respondentek deklaruje, że jest zadowolona ze swojej pensji, przy czym takiej samej odpowiedzi udzieliło niecałe 50 proc. mężczyzn. Porównując dane ze względu na płeć, okazuje się, że kobiety jednak mniej optymistycznie podchodzą do kwestii awansu – 17 proc. z nich (w stosunku do 20 proc. mężczyzn) spodziewa się otrzymania wyższego stanowiska w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Polki mają również nieco więcej obaw względem stabilności zatrudnienia – aspekt ten pozytywnie ocenia co druga z nich w stosunku do 57 proc. panów.

Mocną stroną kobiet są również relacje w pracy. Z wyników badania PageGroup wynika, że kobiety lepiej dogadują się ze współpracownikami oraz szefem i rzadziej odchodzą z organizacji ze względu na atmosferę w miejscu zatrudnienia. Dodatkowo, wykazują się większą elastycznością pod kątem np. poświęcenia swojego work-life balance na rzecz pracy – do takich wyrzeczeń skłonnych jest o 8 p.p. więcej Polek niż Polaków.

Polki na szczycie

Z raportu Głównego Urzędu Statystycznego „Kobiety i Mężczyźni na rynku pracy” wynika, że wskaźnik aktywności zawodowej kobiet w wieku produkcyjnym w Polsce nadal pozostaje niższy w porównaniu do mężczyzn[1]. Podobnie jest w całej Europie, gdzie w 2018 r. poziom zatrudnienia mężczyzn we wszystkich państwach członkowskich Unii Europejskiej był wyższy niż wskaźnik zatrudnienia kobiet[2]. Dane GUS za II kwartał 2019 r. pokazują, że udział pań aktywnych zawodowo w Polsce na tle ogółu pracujących wynosi 47 proc[3].

Większość najwyższych stanowisk w polskich firmach nadal zajmują mężczyźni. Jak wynika
z raportu Deloitte z 2019 r., kobiety w Polsce stoją na czele 6 proc. firm i objęły 13 proc. stanowisk członków zarządów wszystkich spółek giełdowych. Zajmują też niemal 16 proc. miejsc w radach nadzorczych spółek giełdowych z rynku głównego, a w 9 proc. analizowanych firm pełnią funkcję przewodniczącego rady nadzorczej, co stanowi około 0,9 proc. wzrost w porównaniu do 2017 r.  Na arenie globalnej, odsetek kobiet w zarządach jest nieco wyższy i wynosi 17 proc., co oznacza, że od 2017 r. wzrósł o niemal 2 p.p[4].

Mniejszy odsetek kobiet niż mężczyzn pełniących najważniejsze role w przedsiębiorstwach wynika z wielu czynników. Jednym z nich są np. uwarunkowania kulturowe, których podstawą mogą być np. różnice w wychowaniu dziewczynek i chłopców. Odmienne spojrzenie na przygotowywanie ich do ról społecznych sprawia, że w dalszym ciągu to głównie panie odpowiadają za organizację życia rodzinnego i domowego (niejako drugi darmowy etat). M.in. taka socjalizacja powoduje, że część kobiet bywa mniej pewna swoich kompetencji w późniejszym życiu zawodowym i rzadziej niż mężczyźni pretenduje do wyższych stanowisk. Na szczęście te trendy się sukcesywnie zmieniają. Kobiety w Polsce nie tylko są lepiej wykształcone – jak pokazują dane Eurostatu z 2018 r. dyplom wyższej uczelni posiadała co trzecia Polka (34 proc.) i co piąty mężczyzna[5]. W wielu obszarach, to panie mają również bardzo dobre predyspozycje do pełnienia funkcji zarządczych. Wg raportu opracowanego przez Fundację Liderek Biznesu w 2019 r.,  jedną z przewag kobiet są wysoko rozwinięte umiejętności miękkie, w tym wyróżniający je wysoki poziom empatii i umiejętności komunikacyjne[6]. W PageGroup w Polsce, 65 proc. zatrudnionych pracowników stanowią kobiety, z czego dwie pełnią najwyższe stanowiska
w organizacji
  – mówi Agnieszka Kulikowska, partner w Page Executive, firmie executive search zajmującej się rekrutacją kandydatów na najwyższe stanowiska zarządzające. – Choć liczba kobiet na najwyższych stanowiskach z roku na rok się zwiększa, polskie firmy nadal mają jeszcze wiele do zrobienia w tej kwestii – dodaje Agnieszka Kulikowska.

Czego pragną kobiety?

Badanie przeprowadzone przez PageGroup sprawdzało również, jakie aspekty miejsca zatrudnienia są najistotniejsze dla kobiet. Okazuje się, że w IV kwartale 2019 r. najczęstszymi powodami zmiany pracy wśród pań były: chęć zdobycia nowych umiejętności (58 proc.) oraz brak perspektyw do rozwoju w obecnej firmie (37 proc.). W przeciwieństwie do mężczyzn, dla Polek mniejsze znaczenie ma wysokość oferowanego wynagrodzenia. Chęć zarabiania większych pieniędzy do zmiany pracy skłaniała 44 proc. Polek i ponad 54 proc. panów. Panie większą uwagę zwracają natomiast na strukturę etyczną firmy – z tej przyczyny nowego pracodawcy szukało 38 proc. respondentek i zaledwie 27 proc. respondentów.

Atrakcyjne miejsce pracy to wg pań takie, które umożliwia zachowanie równowagi między pracą, a życiem prywatnym. Takiej odpowiedzi udzieliło 95 proc. z nich. Niewiele mniej, bo 94 proc. przyznało, że zależy im na dostępie do szkoleń branżowych. Dodatkowym atutem organizacji może być również zaoferowanie prywatnej opieki medycznej (92 proc.), czy dodatkowego ubezpieczenia na życie (80 proc.). Co ciekawe, Polki w porównaniu do mężczyzn, większą uwagę zwracają także na samochód służbowy – chciałoby go mieć niemal 60 proc. z nich. Dla porównania, wśród panów takiej odpowiedzi udzieliło tylko 47 proc. ankietowanych.

[1] Główny Urząd Statystyczny, Raport „Kobiety i Mężczyźni na rynku pracy” 2018 r.

[2] Eurostat, Dane statystyczne dotyczące zatrudnienia, 2019 r.

[3] Główny Urząd Statystyczny, Informacja o rynku pracy w drugim kwartale 2019 r.

[4] Deloitte, Kobiety w zarządach. Perspektywa globalna, 2019 r.

[5] Eurostat, Dane dotyczące wykształcenia, 2018 r.

[6] Fundacja Liderek Biznesu, Kobiety w biznesie. Marzenia, a rzeczywistość, 2019 r.

Globalny e-commerce w obliczu koronawirusa

Serwisy informacyjne zostały zdominowane przez informacje o rozprzestrzeniającym się koronawirusie. Okazuje się, że zagraża on nie tylko ludziom, ale również… biznesowi. Alibaba już przygotowała 3 mld USD na pożyczki dla firm poszkodowanych wskutek ograniczenia handlu. Czy globalna epidemia zatrzęsie rynkiem ecommerce?

Od początku roku z ust całego świata nie schodzi słowo „koronawirus”. Groźna epidemia szybko rozprzestrzenia się po całym globie i budzi strach wśród jego mieszkańców. Okazuje się, że niebezpieczna choroba zagraża nie tylko ludzkiemu życiu, ale w konsekwencji również kondycji rynku internetowej sprzedaży. Jak to możliwe?

Rynek zmaga się z problemami logistycznymi i niedoborami produktów. Dotyczy to szczególnie dóbr importowanych z Chin. To jedna strona medalu. Druga jest taka, że wybuch epidemii stworzył przychylne warunki dla handlu elektronicznego, gdyż kupujący utknęli w domach, a w związku z tym robią zakupy online – zauważa Sascha Stockem z sopockiego start-upu Nethansa, który wspiera polskie i niemieckie firmy w sprzedaży na Amazonie. – Coraz częściej dochodzą do nas głosy, że wirus ma wpływ na kondycję rynku e-commerce. Jednak nie są to wyłącznie zmiany o charakterze negatywnym, jak wielu mogłoby sądzić – dodaje ekspert.

Jego słowa znajdują odzwierciedlenie w wynikach poszczególnych podmiotów. I tak w okresie 10 dni (do 2. do 12. lutego) sprzedaż świeżej żywności na stronie JD.com urosła o 215%. Tylko w tym okresie firma sprzedała aż 15 tys. ton produktów spożywczych.

Strach przed zachorowaniem i troska o życie najbliższych to główne motywatory zakupowe. Dlatego wybuch epidemii wywołał gwałtowny wzrost internetowej sprzedaży produktów, pomagających zabezpieczyć się przed epidemią. Należą do nich środki czystości, leki oraz obiecujące podniesienie odporności organizmu suplementy diety. Dobrym przykładem jest sytuacja marki Dettol, która należy do firmy Reckitt Benckiser. W chińskim sklepie internetowym Suning.com sprzedaż środków dezynfekujących  Dettol w terminie pomiędzy 10. do 13. lutego wzrosła o imponujące 643% w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym.

Doskonale zdają sobie z tego sprawę szefowie jednej z największych spółek na świecie – Procter & Gamble. Poinformowali oni akcjonariuszy, że wirus pozytywnie oddziałuje na gałąź sprzedaży internetowej. Dzieje się tak kosztem sprzedaży w sklepach stacjonarnych. Popyt jest ten sam, klienci natomiast chętniej decydują się na zakupy bez wychodzenia z domu. Taka zmiana tendencji może wydawać się czymś błahym, jednak od strony logistycznej stanowi ogromne wyzwanie. Jest to prawdą szczególnie w przypadku największych korporacji, których obroty sięgają miliardów dolarów. – To przeciwność, na jaką ciężko się było przygotować, wyzwania operacyjne zmieniają się z upływem każdej godziny, co bardzo utrudnia dokładne oszacowanie tego, jak rozwinie się sytuacja – przyznał Jon Moeller, dyrektor finansowy Procter & Gamble.

Czy wobec tego, każdy sklep online zyskuje? – Niekoniecznie. Wiele zależy od kategorii produktów. Na przykład zabawki czy komponenty komputerowe, które często produkowane są w Chinach, zdrożały nawet o 300%. Inaczej sprawy mają się w przypadku szybko zbywalnych produktów, takich jak np. żywność czy środki czystości. Zazwyczaj nie są to dobra importowane, lecz wytwarzane regionalnie, więc łatwo jest zaspokoić na nie popyt – uspokaja Sascha Stockem i zaznacza jednocześnie, że z będących fabryką świata Chin sprowadzamy gros atrakcyjnych cenowo komponentów, koniecznych do wyrobu całego wachlarza produktów.

Restrykcje związane z działaniem fabryki odpowiedzialnej np. za ogniwa lub tranzystory mogą spowodować opóźnienia i komplikacje w wytwarzaniu urządzeń, które wcale nie dzierżą metki „Made in China”. Działanie wirusa nie ogranicza się więc do konsumentów zamkniętych w domach. To również zablokowane drogi, krótszy czas pracy fabryk czy problemy z logistyką – szczególnie z transportem lotniczym.

Zareagować na posuwające się zmiany w dotychczasowych trendach sprzedażowych postanowił Alibaba, chiński gigant ecommerce i jeden z głównych konkurentów Amazona. Jak podaje agencja Reuters, spółka zapowiedziała, że przeznaczy blisko 3 mld USD na nisko oprocentowane pożyczki, które mają pomóc firmom w pośredni sposób dotkniętym epidemią wirusa. Co więcej, firma zaoferuje również „wyjątkowo tanie” warunki kredytowe dla przedsiębiorstw, które zlokalizowane są w prowincji Hubei – centrum wybuchu epidemii. Alibaba przeznaczy ok. 1,5 mld USD firm tylko z tego regionu.

Nie ma w tym przypadku. Siłą chińskiej platformy są rodzimi producenci i dystrybutorzy, którzy skupiają się na sprzedaży dóbr wyprodukowanych wewnątrz kraju. W porównaniu z Amazonem jest to diametralnie inny model biznesowy. Platforma Jeffa Bezosa współpracuje bowiem z firmami z całego świata. Taka dywersyfikacja pozwala na zachowanie stabilności całej platformy – tłumaczy CEO Nethansy.

Czy wobec tego globalny handel online jest zagrożony? I tak i nie. Wszystko zależy od perspektywy. W jednych miejscach powstają wyrwy, podczas gdy inne stają się bardziej rentowne. Można pokusić się o stwierdzenie, że środowisko handlu nie cierpi próżni i przy pomocy niewidzialnej ręki rynku, zawsze dąży do równowagi.

Odbicie na Wall Street. Kongres USA przeznaczy prawie 8 mld USD na walkę z koronawirusem

Wall Street znalazło powód do zadowolenia w lepszym odczycie ISM dla usług i przeznaczeniu przez Kongres prawie 8 mld USD na walkę z koronawirusem. Otrzymaliśmy dowody, że polityka fiskalna i monetarna zostały zaprzęgnięte do przeciwdziałania skutkom wirusa. To wystarczy, by zatrzymać panikę, ale działania tylko ze strony USA to za mało na mocniejsze odbicie.

Powinniśmy chwalić Kongres za szybkie działanie, jak również widać plusy decyzji Fed o obniżce stóp procentowych o 50 pb. Ale nie mamy jasnych sygnałów, aby inne rządy i banki centralne widziały konieczność nadzwyczajnych działań. Otrzymaliśmy wprawdzie zapewnienia o gotowości do podjęcia środków, jeśli będzie to konieczne, ale rynki i decydenci mocno mijają się w ocenie, kiedy ta konieczność zaistnieje. W G10 RBA i Bank Kanady też już dokonały obniżek stóp procentowych, choć trzeba przyznać, że było im łatwiej podjąć tą decyzję na już zaplanowanych na ten tydzień posiedzeniach. EBC, Bank Anglii czy Bank Japonii dalej kończą swoją aktywność na werbalnych zapewnieniach i zasłanianiu się potrzeba otrzymania dodatkowych danych. Sam nie jestem zwolennikiem przereagowywania, ale obecnie każdy dzień uspokojenia inwestorów, konsumentów i przedsiębiorców może ważyć na tym, czy gospodarki otrą się o recesję.

Dodatkowa gotówka nie zachęci ludzi do wyjścia z domu i nie stworzy magicznej bariery ochronnej przed wirusem. Ale zadbanie o efekt majątkowy, obniżenie obciążeń kredytowych lub gwarancje zapewnienia płynności dla firm wstrzymujących działalność lub ponoszących straty z powodu załamania popytu – tymi kanałami zwiększa się szanse, że po zdławieniu epidemii będzie do czego wracać. Takich szans inwestorzy na razie nie widzą i nie nabierzmy się na imponujące odbicie na Wall Street wczoraj. Jest bardziej prawdopodobne, że nastroje na rynkach będą teraz raz lepsze, raz gorsze przy podwyższonej zmienności.
Na FX widzimy podtrzymanie ostrożności i mniej zapału do odwracania bezpiecznych pozycji. USD/JPY pozostaje blisko 107, gdyż jen dalej jest postrzegany jako podstawowa bezpieczna przystań. USD wciąż jest uwiązany oczekiwaniami, że Fed zrobił za mało i przed nami jeszcze kilka cięć stóp procentowych, może nawet już na najbliższym posiedzeniu 18 marca. Ale EUR/USD nie wspina się dalej ponad 1,12, gdyż wzmacnia się retoryka, że strefa euro ucierpi od koronawirusa, szczególnie, że nie słychać o żadnej interwencji monetarnej i fiskalnej. Zyskuje funt, gdyż rynek stawia na połączone działania rządu (przyszłotygodniowa rewizja budżetu) i Banku Anglii (ale obniżka o 25 pb jest już w pełni wyceniona). Hojniejsze wydatki budżetowe zdejmą z BoE presję do dalszych cięć, co powinno uwolnić potencjał GBP.

Na PLN mamy huśtawkę wokół 4,30, co odzwierciedla silną zależność od nastrojów na rynkach zewnętrznych, ale też i obniżoną płynność, co wpływa na większe wahania. Wczorajszy przekaz RPP niewiele wniósł do oceny perspektyw złotego, gdyż nikt nie wierzył, aby Rada miała podnieść swoją skłonność od obniżek stóp procentowych. RPP w dalszym ciągu za pierwszorzędny cel stawia stabilizację stóp procentowych do końca kadencji w połowie 2022 r., a prezes Glapiński nie ma przekonania, aby obniżka mogłaby pomóc w przeciwdziałaniu skutkom wirusa i większą skuteczność widzi w działaniach rządu. Osobiście nie sądzę, aby w wycenie złotego była uwzględniona premia za oczekiwane obniżki stóp procentowych, stąd nie sądzę, aby bierność RPP miała mieć teraz pozytywny wpływ na walutę.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Prawie 14 mld euro zasiliło rynek inwestycyjny w regionie CEE w 2019

Obroty w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w 2019 r. osiągnęły poziom ok. 13,7 mld EUR, tylko nieco poniżej rekordu z 2018 r. Najwięcej kapitału popłynęło do Polski – wynika z najnowszego raportu Colliers International „The CEE Investment Scene Q4 2019”.

Polska pozostaje bardzo ważnym celem inwestycyjnym dla kapitału międzynarodowego. Wolumen inwestycji w tym kraju w 2019 r. stanowił 55% ogółu inwestycji w regionie CEE6. Drugie miejsce zajęły Czechy z 24% udziałem w ogóle inwestycji, a kolejne Węgry (13%). W pozostałych krajach regionu obroty spadły poniżej wielkości z lat 2018 i 2017.

Pomimo rekordowo niskich stóp zwrotu na większości rynków i w większości sektorów, w kolejnych 12 miesiącach przewiduje się ich dalszą kompresję ze względu na duży napływ kapitału w poszukiwaniu produktów inwestycyjnych.

Działalność inwestycyjna w 2019 r. była zdominowana przez sektor biurowy, który odpowiadał dokładnie za połowę obrotów. W porównaniu z 2018 r. obroty w segmencie handlowo-usługowym i przemysłowym zmniejszyły się o ok. jedną trzecią, natomiast branża hotelowa wyraźnie zyskała w ujęciu rok do roku.

W 2019 r. największą aktywność wykazywali rodzimi inwestorzy z Europy Środkowo-Wschodniej, zwłaszcza kapitał czeski i węgierski, który lokowany był zarówno na rynkach krajowych, jak i na rynkach zagranicznych regionu. Przykładowo węgierska firma WING nabyła udział większościowy w polskiej spółce Echo Investment, a Grupa CPI nieustannie rozwija swoją platformę i portfel w całym regionie.

Jak zwykle aktywny kapitał zachodnioeuropejski niemal dotrzymywał tempa inwestorom z Europy Środkowo-Wschodniej, odpowiadając za 26% wolumenu inwestycji. Szerszym strumieniem napływał również kapitał azjatycki, zwłaszcza z Korei Południowej, wyprzedzając inwestorów z RPA.

— Ogólnie rzecz ujmując, różnorodność pochodzenia kapitału w tym regionie jest bardzo pozytywnym czynnikiem. Spodziewamy się, że taka tendencja się utrzyma ze względu na wciąż bardzo atrakcyjne wskaźniki rynkowe w regionie. Wybiegając w przyszłość, dostrzec można szereg sprzyjających i niekorzystnych czynników, które będą miały wpływ na budowę nowych nieruchomości, ich najem czy zakup. Przewiduje się jednak globalne spowolnienie gospodarcze, którego skala jest jak dotąd nieznana. To zjawisko przełoży się na zmiany na rynkach nieruchomości, choć jak dotąd wskaźniki rynku Europy Środkowo-Wschodniej kształtują się całkiem nieźle, a apetyt inwestorów w roku 2020 nie słabnie. Mamy nadzieję, że dostępność produktów będzie wystarczająca – mówi Kevin Turpin, dyrektor regionalny ds. badań rynku na Europę Środkowo-Wschodnią w Colliers International.

— Region Europy Środkowo-Wschodniej pozostaje jednym z najbardziej dynamicznych i atrakcyjnych celów inwestycyjnych w Europie, o czym wyraźnie świadczą dane. Zarówno w 2019 r., jak i w późniejszym czasie działalność inwestycyjną ograniczała w zasadzie jedynie podaż. Wszystkie pozostałe czynniki, takie jak inwestycje krajowe, apetyt międzynarodowych inwestorów, stopy kredytowe i poziom najmu wskazują na to, że nasz region ma prawo utrzymać dotychczasowe tempo rozwoju — dodaje Luke Dawson, dyrektor zarządzający i dyrektor ds. rynków kapitałowych na region CEE w Colliers International.

Ministerstwo Sprawiedliwości: Mediacje stają się coraz bardziej popularnym i skutecznym sposobem rozwiązywania konfliktów

Wiele wskazuje, że w ub.r. do mediacji została skierowana rekordowa liczba spraw. Mówi się nawet o 30 tysiącach, ale na oficjalne dane z Ministerstwa Sprawiedliwości trzeba będzie jeszcze poczekać. W zestawieniach za pierwszą połowę 2019 roku widnieje niemal 15 tys. przypadków, czyli np. więcej niż w całym 2014 roku. Ostatnio odsetek spraw skierowanych do tego trybu wyniósł 1,2%, a więc był przeszło 2 razy wyższy niż 6 lat temu. Statystyki za okres od stycznia do czerwca ub.r. obejmują przeszło 4 tys. skutecznych mediacji. Oznacza to, że wskaźnik skuteczności zbliżył się do poziomu 27%. Natomiast w 2017 roku przekroczył on 32%. Z kolei współczynnik ugód w sprawach cywilnych wyniósł blisko 37% w pierwszej połowie zeszłego roku. To najlepszy wynik w ostatnich latach.

Jak informuje Agnieszka Borowska, rzecznik prasowy Ministerstwa Sprawiedliwości, liczba spraw kierowanych do mediacji z roku na rok znacząco wzrasta. W 2014 roku było ich 13 239, a w 2018 roku – już 2 razy więcej – 26 810. Z najnowszych statystyk wynika, że w I połowie 2019 roku takich przypadków odnotowano 14 933. To oznacza, że na koniec grudnia mogło ich być nawet 30 tysięcy. Jednak dane za cały ubiegły rok dopiero zostaną opublikowane.

– Zainteresowanie mediacjami rośnie bardzo dynamicznie. Sami sędziowie przekonują się do tego rozwiązania i zauważają w nim potencjał, albowiem spora część pracy jest wykonywana przez samego mediatora i strony. To w istotny sposób odciąża sąd. Pozwala też zakończyć spór szybciej i definitywnie, bez potrzeby sporządzania uzasadnienia wyroku i odwoływania się przez niezadowoloną stronę po rozstrzygnięcie do drugiej instancji – mówi radca prawny Hubert Sommerrey.

Z kolei Agnieszka Borowska podkreśla, że wskaźnik mediacji wzrósł ponad dwukrotnie od 2014 roku do połowy 2019 roku. Na początku tego okresu wyniósł 0,5% (tak jak w 2013 roku), a ostatnio – 1,2%. Jak stwierdza Hubert Sommerrey, cieszy wzrost spraw kierowanych do mediacji, ale jest on ciągle dalece niezadowalający. Według eksperta, wynik z ubiegłego roku jest niski i w tym zakresie pozostaje jeszcze dużo do zrobienia.

– W mojej ocenie, przy obecnych regulacjach prawnych, odsetek liczby spraw kierowanych do mediacji znacząco wzrósł w ostatnich latach. Bez wątpienia do tego rozwiązania coraz bardziej przekonują się sędziowie oraz prokuratorzy. Także sami pełnomocnicy coraz chętniej wyrażają wolę mediowania w imieniu swoich klientów. Nie mam jednak złudzeń, że odsetek ten mógłby być znacznie większy, gdyby wprowadzone zostały odpowiednie przepisy – komentuje adwokat Maciej Zaborowski.

Natomiast rzecznik Ministerstwa podkreśla dużą efektywność mediacji. Wskaźnik skuteczności, który w 2017 r. wyniósł aż 32,4% (8897 skutecznych mediacji), to najlepszy wynik w analizowanym czasie. W statystykach z badanego okresu widzimy, że w latach 2013-2014 wyniósł on 28,7% (3836 i 3798 skutecznych mediacji), w 2015 roku – 24,3% (4328), a w 2016 roku – 21,8% (5246). Później mieliśmy 2018 rok – 26,4% (7090), a także I półrocze 2019 roku – 26,8% (4006).

– Efektywność należy rozpatrywać na dwóch poziomach. Jeden to powyższe statystyki. Tutaj faktycznie jest wzrost i wynika on w głównej mierze z mediacji, które kończą się najczęściej zawarciem ugody przez strony. Ale jest też drugi. Często sam proces przeprowadzenia jej może mieć bardzo pozytywny wpływ na dalszy proces sądowy, nawet jeśli z różnych przyczyn nie dojdzie do zawarcia samej ugody – podkreśla mecenas Zaborowski.

Jak dodaje Hubert Sommerrey, rośnie świadomość samych stron procesu, które gotowe są pójść na różnego rodzaju ustępstwa. W efekcie kończą spór szybciej i uzyskują przynajmniej częściowo satysfakcjonujące rozwiązanie. Unika się dzięki temu ryzyka przegranej w procesie, nie traci czasu i nie ponosi dalszych kosztów występowania przed sądem. Z ekonomicznego punktu widzenia to bardzo korzystne rozwiązanie.

– Skuteczność w ogromnej części zależy od profesjonalizmu samego mediatora. Tutaj niestety bywa bardzo różnie, żeby nie powiedzieć słabo. Jedną z przyczyn są bardzo niskie wynagrodzenia, w szczególności w sprawach karnych. Zniechęcają one wysokiej klasy specjalistów do podejmowania takiej pracy. Zdecydowanie należy to zmienić. Na zajęciach, które prowadzę z aplikantami adwokackimi, zawsze powtarzam, że jeśli ktoś zajmuje się w profesjonalny sposób mediacją, to musi być pasjonatem. Z całą pewnością nie da się z tego żyć i utrzymać rodziny – zaznacza Maciej Zaborowski.

W pierwszej połowie 2019 roku wskaźnik ugód w sprawach cywilnych wyniósł 36,7% (1535 zawartych ugód). I był najwyższy w ostatnich latach. W statystykach za 2013 rok widzimy 26,8% (663 ugody), za 2014 rok – 32,9% (922), a za 2015 rok – 33,4% (1155). Z kolei dane za 2016 rok to 32,5% (1649), 2017 rok – 34,2% (2269), natomiast za 2018 rok – 32,3% (2476).

– Mediacja, jako sposób rozwiązywania sporów, jest stosunkowo nowym rozwiązaniem i nie tak popularnym, jak ugoda zawarta podczas procesu. Są też sprawy, które można załatwić ugodą na sali sądowej, a w mediacji, ze względów formalnych, zakończyć się nie da. Konieczna jest też wola stron do tego, żeby ze sobą rozmawiały. W sytuacji, kiedy są one gotowe do dialogu, często kompromis udaje się wypracować już na rozprawie. Wtedy mediator nie jest nam potrzebny – podsumowuje radca prawny Hubert Sommerrey.

Kobiety o kobietach w pracy i karierze

Kobiety coraz lepiej radzą sobie na rynku pracy, ale wciąż obserwują na nim wiele nierówności – wynika z najnowszych badań Pracuj.pl. Według 6 na 10 badanych Polki są w znacznie lepszej sytuacji zawodowej, niż 10 lat temu. Jednocześnie aż 7 na 10 z nich zauważa, że wciąż nie mają równych szans na rynku pracy, co mężczyźni. Z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet zapytaliśmy je o poglądy na temat życia zawodowego.

Wybrane wyniki badań w skrócie:

  • 7 na 10 Pań uważa, że płeć ma wpływ na wysokość wynagrodzenia.
  • 8 na 10 chce gwarancji równych zarobków i elastycznego grafiku.
  • 7 na 10 chce od pracodawców dostępu do szkoleń w „męskich” zawodach.
  • Co druga badana wspiera parytety płci na kierowniczych stanowiskach.
  • Tylko 15% oczekuje, że ich stanowisko będzie podawane w żeńskiej formie.

W dobrą stronę

Międzynarodowy Dzień Kobiet obchodzony jest już od 1910 roku. Pod kątem życia zawodowego trudno porównywać tamtą epokę z dzisiejszymi czasami. Tylko w latach 1950-2016 udział kobiet w ogólnej liczbie zatrudnionych w Polsce wzrosła z 31 do 49%. W ostatniej dekadzie przemiany na rynku pracy dodatkowo przyspieszyły. Kolejne firmy podejmują odważne kroki dotyczące równości płac między płciami, parytety w zarządach czy szkolenia dedykowane dla kobiet w zawodach zdominowanych przez mężczyzn.

Co Polki myślą o karierze i pracyOgólne pozytywne zmiany potwierdzają także najnowsze badania, przeprowadzone wśród użytkowniczek serwisu Pracuj.pl. 61% pań uważa, że sytuacja zawodowa kobiet w Polsce jest obecnie znacznie lepsza, niż 10 lat temu. Jednocześnie badane zauważają jednak liczne wyzwania, przed którymi wciąż stają. Oczekują także wprowadzania wielu rozwiązań, które wspierają kobiety w życiu zawodowym.

Szanse wciąż nierówne

Jak wykazały wyniki badania Pracuj.pl, ogólna poprawa sytuacji zawodowej kobiet nie wpływa w ich oczach na negatywną ocenę ich sytuacji w kluczowych aspektach kariery. Aż 7 na 10 badanych uważa, że nadal nie mają równych szans w życiu zawodowym, co mężczyźni. O równouprawnieniu na rynku przekonana jest mniej, niż co piąta respondentka (19%). Podobnie jest w wypadku wpływu płci pracownika na wysokość wynagrodzenia – dostrzega go w Polsce 69% pań, a o równouprawnieniu przekonane jest 22%. Większość badanych Polek (60%) uważa, że mężczyźni są inaczej traktowani, gdy starają się o awanse.Co Polki myślą o karierze i pracy 2

Wyniki najnowszego badania Pracuj.pl to kolejny dowód na to, że zmiany mentalne i społeczne, które obserwujemy w ostatnich latach, do świata pracy i biznesu wciąż przedostają się z pewnym opóźnieniem.

Większość Pań, które przebadaliśmy, jest oczywiście świadoma pozytywnej ewolucji. Pojawia się też w Polsce coraz więcej wewnętrznych firmowych regulacji, wspierających różnorodność w zarządach czy promujących przykłady błyskotliwych karier kobiet, zwłaszcza w dużych firmach. Szczegółowe odpowiedzi Polek pokazują jednak, że wciąż muszą mierzyć się z nierównościami w obszarze płac czy awansów. Pracodawcy powinni pamiętać, że coraz więcej kobiet jako kandydatki zwraca szczególną uwagę na politykę przyjętą przez firmy w celu wyrównywania szans – komentuje Konstancja Zyzik, Talent Acquisition & Capabilities Development Manager w Grupie Pracuj.

Wsparcie mile widziane

W obliczu przedstawionych danych trudno się dziwić, że badane Polki w większości przypadków odnoszą się pozytywnie do różnorodnych form wsparcia ich karier, wykorzystywanych na rynku pracy. Największym uznaniem badanych cieszą się gwarancje równych zarobków na dwóch równoważnych stanowiskach niezależnie od płci, regulowane odgórnie przez firmę. Pozytywnie postrzega je aż 83% respondentek, a przeciwnych jest im tylko co dziesiąta (9%).

Dużym uznaniem badanych cieszą się formy wsparcia dedykowane dla matek. 80% respondentek docenia umożliwianie kobietom wychowującym dzieci układania elastycznego grafiku pracy (80%) oraz oferowanie im dodatkowego wsparcia (76%) – np. dodatkowych dni urlopowych, pracy zdalnej, dedykowanych benefitów pozapłacowych.Co Polki myślą o karierze i pracy 3

W opiniach użytkowniczek Pracuj.pl odbijają się także wyraźnie głośne dyskusje związane z kwestiami równouprawnienia. Odnosi się to szczególnie do debat toczących się wokół parytetów zaangażowania kobiet w biznesie. Polki są podzielone np. w ocenie wyznaczania odgórnie udziału kobiet na stanowiskach kierowniczych. To działanie firm postrzega pozytywnie 51% respondentek, negatywnie – 20%, a aż 28% jest wobec niego obojętnych. Jeszcze mniej (43%) popiera parytety płci podczas rekrutacji.

Warto zauważyć, że badane Polki dość zgodnie popierają natomiast szkolenia w zawodach, w których większość pracowników stanowią mężczyźni (71%). Istotny wpływ na ten stan rzeczy mogą mieć wysokie lub stale rosnące płace w specjalizacjach postrzeganych potocznie jako „męskie” – nie tylko w branży IT, ale choćby m.in. wśród specjalistów Business Intelligence, w budownictwie czy wśród wykwalifikowanych pracowników fizycznych.

Tytuł (raczej) nie ma znaczenia

Zdecydowanie mniej wyraźne emocje budzi wśród badanych Polek nazewnictwo stanowisk zawodowych, będące jednym z tematów regularnie wracających w dyskusjach o równouprawnieniu w miejscu pracy. Aż 7 na 10 respondentek Pracuj.pl nie przykłada wagi do tego, czy pełnione przez nie stanowisko będzie miało formę męską (np. „specjalista”, „kierownik”) czy żeńską (np. „specjalistka”, „kierowniczka”).Co Polki myślą o karierze i pracy 4

Co interesujące, 14% badanych pań mając wybór wybrałoby nazwę charakterystyczną dla mężczyzn, a tylko 15% – dla kobiet. Jak zauważa ekspertka, w przypadku tego zagadnienia trudno o jednoznaczne wskazówki dla pracodawców.

Nazewnictwo stanowisk to obszar, w którym odbijają się nasze wieloletnie przyzwyczajenia. Widać to choćby w dyskusjach na ten temat, w których przetaczane bywają argumenty o „nienaturalnym” brzmieniu danego terminu czy profesji w wersji żeńskiej. Z drugiej strony decyzja o wykorzystywaniu nazw stanowisk dopasowanych do płci może być ze strony pracodawcy formą dodatkowego okazania szacunku pracowniczce. Wiele w tym wypadku zależy od kontekstu. Dla wielu firm problem niejako rozwiązuje coraz częstsze stosowanie nazewnictwa w języku angielskim, w którym problem „płci” stanowiska nie występuje – komentuje Konstancja Zyzik.

Długa droga do sukcesu

Opinie respondentek Pracuj.pl pokazują z jednej strony dość surową ocenę równouprawnienia na rynku pracy ze strony Polek, z drugiej – ich otwartość na różne formy wsparcia, niekoniecznie wynikające np. z odgórnie wyznaczanych parytetów.

W tych wyzwaniach nie są jednak osamotnione. Według raportu Światowego Forum Ekonomicznego, całkowite zamknięcie luki między płciami (m.in. w obszarach ekonomii, edukacji, zdrowia i reprezentacji politycznej) przy obecnej dynamice zmian zajmie ponad 99 lat. W świetle tych danych nie tylko w Międzynarodowy Dzień Kobiet warto wsłuchiwać się w ich głos dotyczący aspiracji zawodowych i wyzwań, przed którymi muszą stawać.
Aleksandra Skwarska

Od białej listy podatników po czarny spis dłużników

  • Biała lista podatników z założenia miała być narzędziem służącym przedsiębiorcom do sprawdzania partnerów biznesowych.
  • Pomysł Ministerstwa Finansów nie jest jednak pomocny przy obecnie największej bolączce polskich firm – zatorach płatniczych.
  • W bazie brak jest m.in. informacji o opóźnieniach w regulowaniu faktur, które stanowiłyby faktyczną pomoc przy wyborze kontrahentów.

Przedsiębiorcy liczący na to, że biała lista podatników – narzędzie zaproponowane przez Ministerstwo Finansów, będzie faktycznie pomocne przy dobieraniu kontrahentów, bardzo się rozczarują. Pomysł zamiast ułatwiać firmom codzienne funkcjonowanie, nakłada na nie kolejne obowiązki, których niedopełnienie od 1 stycznia może skutkować przykrymi konsekwencjami. Działania ustawodawcy, choć potrzebne, nie nadążają za potrzebami przedsiębiorców, dla których najważniejsze jest utrzymanie płynności finansowej firmy i dysponowanie własnymi zafakturowanymi pieniędzmi tak szybko jak tylko to możliwe.

Niestety „czarne listy” dłużników są znacznie dłuższe niż te białe – nawet 9 na 10 przedsiębiorców w naszym kraju płaci rachunki po terminie (raport Intrum European Payment Raport 2019).

Zamiast pomocy kolejny obowiązek

Biała lista podatników umożliwia sprawdzenie, czy kontrahent jest czynnym płatnikiem VAT i na jaki numer rachunku bankowego powinien zostać wykonany przelew za wystawioną fakturę. Nie jest to jednak ułatwienie dla przedsiębiorcy, ale obowiązek. Zapłata należności na inny niż widniejący w bazie nr konta, może skutkować brakiem możliwości zaliczenia tej płatności do kosztów uzyskania przychodów, a nawet solidarną odpowiedzialnością za zaległości podatkowe dostawcy usługi.

Prowadzenie firmy wymaga wiele uwagi, przedsiębiorcy codziennie muszą mierzyć się z kolejnymi wyzwaniami, a wśród największych z nich są bez wątpienia opóźnienia w spłacie należności przez kontrahentów. Należałoby szukać takich rozwiązań, które nie będą dodatkowo przytłaczały przedsiębiorców, a stanowiły faktyczną pomoc w walce z zatorami płatniczymi. Być może ujęcie w bazie dodatkowych informacji o dotychczasowych problemach danej firmy ze spłatą należności ustrzegłoby przedsiębiorców przed nawiązywaniem relacji biznesowych z nieuczciwymi podmiotami. Czasem jednak są zmuszeni współpracować z partnerem, który ich cierpliwość wystawia na próbę, bo chce płacić po wielu miesiącach. Takich problemów jest bardzo dużo, codziennie docierają do nas przedsiębiorcy wnioskujący o finansowanie faktoringowe skracające czas otrzymania gotówki i będące buforem chroniącym przed ewentualnymi nieuczciwymi płatnikami – mówi Jacek Załęcki Dyrektor Regionu w eFaktor.

Dotychczasowe pomysły nie są wystarczające

Od początku roku przedsiębiorcy mogą korzystać także z innego mechanizmu, który w konsekwencji ma wyeliminować zatory płatnicze (tzw. ustawy antyzatorowej). Nowe rozwiązania przewidują m.in. skrócenie do maksymalnie 60 dni terminu zapłaty należności mikro, małym lub średnim przedsiębiorstwom przez duże firmy. Ważnym rozwiązaniem jest także zmniejszenie podstawy opodatkowania wierzyciela, który na zapłatę czeka od przynajmniej 90 dni – licząc od dnia upływu terminu płatności. Dzięki temu przedsiębiorca nie będzie musiał ponosić dodatkowych strat związanych ze współpracą z nierzetelnym kontrahentem.

Wszystkie pomysły, które weszły w życie na początku roku bez wątpienia są potrzebne, ale nie nadążają za potrzebami firm, które od lat musiały samodzielnie mierzyć się ze zjawiskiem zatorów płatniczych. Do tej pory pomocy można było szukać jedynie u firm faktoringowych, które w tego typu sytuacjach gwarantują finansowanie pomostowe. Tak z pewnością będzie nadal, ponieważ nawet miesięczne opóźnienie w uzyskaniu należności skutkuje zaburzeniem płynności finansowej, co przy spowolnieniu gospodarki może skończyć się upadłością firmy. Przedsiębiorcy często nie mogą sobie pozwolić na długie oczekiwanie na pomoc ze strony państwa – dodaje Jacek Załęcki z eFaktor.

Paweł Śliwiński: INC planuje pozyskać dla klientów ponad 20 mln zł

Grupa INC od początku roku podpisała 5 nowych umów na wprowadzenie spółek na warszawską giełdę, a obecnie jest w trakcie realizacji 11 takich projektów. W I półroczu Grupa chce przeprowadzić procesy oferowania papierów wartościowych dla 12 klientów, a ich oczekiwana wartość to łącznie ponad 20 mln zł. Trwają również zaawansowane rozmowy z kolejnymi podmiotami planującymi pozyskanie finansowania lub debiut na GPW.

Zdecydowana większość nowo pozyskanych klientów Grupy INC to dynamiczne rosnące spółki tzw. nowej ekonomii, które poszukują finansowania na rynku publicznym lub prywatnym, poprzez emisję akcji, obligacji, czy też equity crowdfunding. Część projektów realizowana jest także w formule venture, w której Grupa INC zostaje już na wczesnym etapie rozwoju spółki jej strategicznym doradcą i inwestorem, wspierając ją w na każdym etapie drogi na giełdę.

– Intensywnie rozpoczęliśmy 2020 r., spośród trzech tegorocznych debiutów pracowaliśmy przy dwóch z nich. Jesteśmy bardzo aktywni zarówno w zakresie wprowadzania spółek, jak i oferowania papierów wartościowych, przede wszystkim dla firm z segmentu nowych technologii, gamingu i life science. W całym roku chcieliśmy wprowadzić minimum 10 spółek na warszawską giełdę i już obecny pipeline zapewnia nam realizację tego celu. Dodatkowo prowadzimy zaawansowane rozmowy z kolejnymi podmiotami, zarówno w zakresie pozyskania finansowania, jak i wprowadzenia na giełdę. To również większe projekty, które powinny się zmaterializować się w II połowie bieżącego roku i trafić na Główny Rynek GPW. – komentuje Paweł Śliwiński, prezes INC.

Grupa INC zawarła także dwie nowe umowy na wprowadzenie do obrotu akcji notowanych już spółek. Dodatkowo w I połowie br. Dom Maklerski INC planuje dwie publiczne emisje obligacji korporacyjnych o wartości kilku milionów złotych. Aktualnie Grupa INC może zaoferować pełne portfolio usług dla firm poszukujących finansowania oraz notowanych na giełdzie. W najbliższych tygodniach Grupa przedstawi zaktualizowaną strategię rozwoju, która będzie odpowiedzią na bieżące otoczenie rynkowe oraz potrzeby innowacyjnych i rosnących firm tzw. nowej ekonomii.

– Dynamiczny wzrost działalności INC to konsekwencja zmian w Grupie, które zaszły na przestrzeni ostatnich dwóch – trzech lat, a które znacznie przyśpieszyły w ostatnich miesiącach. W najbliższych tygodniach chcemy przedstawić zaktualizowaną strategię rozwoju, która będzie konsekwencją tych zmian oraz potrzeb małych i średnich firm na rynku kapitałowym. – dodaje Paweł Śliwiński.

Udział kobiet w zarządach i radach nadzorczych spółek z WIG20

Kobiety piastują funkcję przewodniczącej rady nadzorczej w 29 proc. największych organizacji notowanych na warszawskiej giełdzie.

Odsetek kobiet wchodzących w skład zarządów i rad nadzorczych organizacji działających w Polsce rośnie powoli. Pozytywne tendencje najwyraźniej widać w największych spółkach giełdowych. Jak wynika z szóstej edycji raportu „Women in the Boardroom: A Global Perspective”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, kobiety przewodniczą niespełna 9 proc. rad nadzorczych w Polsce. Co ciekawe, w przypadku największych spółek akcyjnych notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie odsetek kobiet stojących na ich czele jest ponad trzykrotnie wyższy.

W 2019 roku odsetek kobiet wchodzących w skład rad nadzorczych w Polsce wynosił 15,8 proc. To wzrost o 0,6 proc. w porównaniu z 2017 rokiem. Kobiety zasiadają na czele zaledwie 8,7 proc. rad, co stanowi prawie jednoprocentowy wzrost. Te wyniki są zauważalnie wyższe w przypadku firm wchodzących w skład WIG20, czyli indeksu 20 największych spółek akcyjnych notowanych na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Kobiety zajmują 23 proc. miejsc w ich radach nadzorczych, co oznacza wzrost o 4 proc. w porównaniu z wynikami badania sprzed dwóch lat i piastują funkcję przewodniczącej rady w 29 proc. tych organizacji (spadek o 1 proc.).

Obserwowany trend wzrostu liczby kobiet w radach nadzorczych spółek wchodzących w skład WIG20 bardzo cieszy. Różnorodność perspektyw, jaką gwarantuje prowadzenie kultury włączającej kobiety do organów zarządzających i nadzorczych, pozwala kadrze zarządzającej podejmować trafniejsze decyzje, a sam proces ich podejmowania staje się ciekawszy i sprawniejszy, co ma również wpływ na wyniki – mówi Dorota Snarska-Kuman, Partner w Sektorze Instytucji Finansowych, Liderka Programu Rozwoju Rad Nadzorczych w Deloitte.

Na tle Europy

Z raportu Deloitte wynika, że najlepszym wynikiem, jeżeli chodzi o udział kobiet w radach nadzorczych, mogą pochwalić się Niemcy. W 2019 roku po raz pierwszy odsetek ten przekroczył 30 proc. Z kolei w Austrii procentowy udział kobiet w radach nadzorczych spółek giełdowych objętych parytetem wynosi 27,5 proc. Warto jednak zauważyć, że w organizacjach nie spełniających tego wymagania wynik jest ponad dwukrotnie niższy (13 proc.). W największych spółkach na rynku austriackim należących do ATX20, czyli najważniejszego indeksu Wiedeńskiej Giełdy Papierów Wartościowych, udział procentowy kobiet w radach nadzorczych wynosi 27,7 proc, czyli jest zbliżony do polskiego wyniku. W Czechach panie stanowią 15,2 proc. członków rad.

Różnorodność sprzyja innowacyjności

W polskim biznesie stale rośnie świadomość potrzeby wprowadzenia różnorodności płci. Odbywa się wiele debat publicznych, konferencji i wydarzeń, które zachęcają do zwiększania obecności kobiet w radach nadzorczych i zarządach. Od 2016 roku spółki notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie podlegają Kodeksowi Dobrych Praktyk. Dokument ten, co prawda, zobowiązuje organizacje do publikowania na swoich stronach internetowych polityki różnorodności w odniesieniu do organów spółki i kluczowych funkcji kierowniczych, jednak nie określa formalnych sankcji za nieprzestrzeganie tych zasad. W 2013 roku Ministerstwo Skarbu Państwa zarekomendowało spółkom częściowo należącym do Skarbu Państwa, aby przy wyborze członków rad nadzorczych uwzględniały postulat zróżnicowania płci.

Do tej pory praktyki zalecane w Kodeksie zastosowała zaledwie jedna czwarta spółek giełdowych. Dla porównania w Norwegii i Francji zostały przyjęte normy gwarantujące kobietom 40 proc. miejsc w radach nadzorczych spółek publicznych. W Belgii zaś wymagany jest udział każdej płci w zarządach firm na poziomie co najmniej jednej trzeciej mówi Dorota Snarska-Kuman.

Promocja kultury włączającej w Polsce

Na rodzimym rynku powstają różnego rodzaju inicjatywy, które mają wspierać rozwój osobisty i zawodowy kobiet na stanowiskach menedżerskich, wykonawczych i zarządczych. Jedną z takich inicjatyw jest powołany w 2011 roku Klub Deloitte SheXO, który obecnie działa w ośmiu krajach Europy Środkowej.

W zeszłym roku ogłosiliśmy wyniki Diversity & Inclusion Rating, pierwszego ratingu liderów zarządzania różnorodnością i promowania włączającej kultury organizacyjnej, opracowanego razem z Forum Odpowiedzialnego Biznesu. Firmy są oceniane w oparciu o cztery obszary związane z różnorodnością i integracją, z uwzględnieniem światowych standardów i wytycznych. Celem jest zapewnienie obiektywnej i przejrzystej oceny postępów firm w zakresie różnorodności i integracji – mówi Iva Georgijew, Partner w Deloitte, Liderka Diversity & Inclusion w Deloitte w Europie Środkowej, założycielka i liderka Klubu SheXO Deloitte.

O badaniu „Women in the Boardroom: A Global Perspective”

Na zlecenie Deloitte Global firma MSCI ESG Research Inc. zgromadziła dane na temat różnorodności członków zarządów w 8 648 spółkach z 49 krajów w regionie Azji i Pacyfiku, Ameryk oraz Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (według stanu na dzień 15 grudnia 2018 roku). Na ich podstawie opracowany został raport „Women in the Boardroom”, zawierający analizę postępów, jakie dokonują się w skali globalnej, regionalnej i krajowej w obszarze zwiększania różnorodności w organach zarządzających różnych firm. Publikacja zawiera również szczegółowe informacje na temat liczebności kobiet w zarządach w podziale na sześć kluczowych sektorów (branża usług finansowych; konsumencka; technologii, mediów i telekomunikacji; produkcyjna; nauk przyrodniczych i medyczna; energetyczna). Dane te zostały uzupełnione przez Deloitte Global informacjami na temat wiążących kwot dla kobiet oraz innych inicjatyw podejmowanych w celu zwiększenia różnorodności zarządów spółek w 17 innych krajach. Publikacja koncentruje się zatem na działaniach podejmowanych w 66 różnych krajach celem osiągnięcia odpowiedniego parytetu płci w organach zarządzających. Dodatkowe wywiady przeprowadzone z członkami zarządów firm z Australii, Stanów Zjednoczonych i Hiszpanii prezentują istotne wnioski płynące z badania z perspektywy autorów publikacji, uzupełnione wnikliwymi obserwacjami na temat stopniowych zmian zachodzących w tym zakresie w tych trzech częściach świata.

Statystyki dotyczące Polski przygotowane zostały na bazie danych dla 444 spółek giełdowych według stanu na dzień 28 czerwca 2019 roku.

Zmiany w konsumpcji piwa. Polacy odwrócili się od piw mocnych, coraz częściej wybierają bezalkoholowe

Spada konsumpcja piw zawierających alkohol, a od kilku lat zmniejsza się także średnia zawartość alkoholu w piwie. W 2019 roku Polacy wypili blisko 0,6 mln hektolitrów piwa alkoholowego mniej niż w 2018 roku – wynika z badania firmy Nielsen. Tracą piwa mocne, o zawartości alkoholu powyżej 6,1 proc., i tradycyjne lagery. Szybko rośnie natomiast spożycie piwa bezalkoholowego, które stanowi już 5 proc. rynku piwa. Taki trend będzie się utrzymywać.

– Piwo jako cała kategoria zanotowało w 2019 roku niewielki spadek wolumenu sprzedaży. Jest to podyktowane przede wszystkim słabszymi wynikami największego z jego segmentów, czyli lagera alkoholowego, który spadł o 2,7 proc. Za niższy wolumen sprzedaży lagerów odpowiada przede wszystkim spadek mocnego lagera o 3,7 proc. To jest bardzo znaczący trend, który pokazuje, że konsumenci odwracają się od piw mocnych – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Cyganiak, dyrektor komercyjny Nielsen.

Choć spada wolumen piwa, to rośnie wartość rynku. Sprzedaż zwiększyła się o ponad 3 proc., do 17,4 mld zł. To nie tylko wynik inflacji, lecz także tego, że sięgamy po coraz lepsze jakościowo piwa. Zawartość alkoholu ma w nich mniejsze znaczenie, wybiera się je ze względu na smak.

– Ludzie piją trochę mniej, ale lepszej jakości piwa. Można powiedzieć, że pijąc piwa z górnej półki, przyczyniają się do „premiumizacji” – wskazuje Paul Davies, prezes ZPPP – Browary Polskie. – Drugim trendem jest ogromna dynamika rozwoju piw bezalkoholowych.

– 2019 był dobrym, stabilnym rokiem dla branży piwowarskiej, chociaż już nie tak dobry jak rok 2018. Za spadek wolumenu sprzedaży w ubiegłym roku o 0,5 proc. odpowiada m.in. pogoda. Ten spadek byłby większy, gdybyśmy tylko wzięli pod uwagę piwo alkoholowe, ponieważ w tym segmencie te spadki są już dość wyraźne – ocenia Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny ZPPP – Browary Polskie.

Z analiz firmy Nielsen wynika, że od kilku lat systematycznie spada średnia zawartość alkoholu w piwie – w 2017 roku było to 5,37 proc., w 2018 roku – 5,33 proc., a w 2019 roku już 5,27 proc. W ubiegłym roku liczba kupionych lagerów spadła o 2,7 proc., zaś lagery smakowe i piwne specjalności wzrosły pod względem wolumenu o ponad 7 proc.

Na znaczeniu rosną przede wszystkim piwa bezalkoholowe, które stanowią już 4,7 proc. całej kategorii, a wartość tego segmentu rynku sięga 822 mln zł. Taki trend będzie się utrzymywać, a zdaniem ekspertów w 2020 roku wartość piw bezalkoholowych sięgnie aż miliarda złotych.

– Od kilku lat obserwujemy dynamiczne wzrosty wolumenu piw bezalkoholowych. W zeszłym roku ten wzrost wyniósł prawie 60 proc. i w tym momencie już prawie 5 proc. wartości rynku piwa w Polsce to są piwa bezalkoholowe – informuje Bartłomiej Morzycki.

Dane Nielsena wskazują, że spośród piw 0,0 proc. najchętniej wybierane są warianty smakowe (2,9 proc. kategorii), które wzrosły pod względem wolumenu o 64,2 proc. w 2019 roku.

– Rosną piwa smakowe, tzw. radlery, 1/3 stanowią bezalkoholowe lagery, ale również w zeszłym roku pojawiła się bardzo ciekawa kategoria bezalkoholowych specjalności, czyli piwa pszeniczne, piwa typu IPA i APA. Ten rynek staje się coraz bardziej zróżnicowany i cały czas się rozwija – przekonuje dyrektor generalny ZPPP – Browary Polskie.

Jak wskazują eksperci, podobny trend obserwuje się w innych krajach regionu. W Niemczech piwa bezalkoholowe odpowiadają za 7,5 proc. rynku, w Rosji – 2,3 proc., w Czechach i Słowacji – podobnie jak w Polsce, czyli nieco mniej niż 5 proc.

– Na wielu rynkach daje się zaobserwować podobną tendencję w zakresie wzrostu udziału piw bezalkoholowych i silnego spadku w obszarze piw mocniejszych. W przypadku tzw. piw smakowych wzrost jest bardzo gwałtowny. Jeśli chodzi natomiast o piwa bezalkoholowe, uważam, że Polska jest najdynamiczniej rozwijającym się rynkiem w skali całej Europy – mówi Paul Davies.

Za spadek spożycia mocniejszych piw odpowiada też rosnąca świadomość konsumentów. Rzadziej po nie sięgają, częściej sprawdzają skład. Dlatego też ZPPP – Browary Polskie podpisały dobrowolne porozumienie, w którym zobowiązały się podawać na etykietach piw zawierających alkohol pełny skład produktu.

– Na wszystkich piwach alkoholowych warzonych przez członków naszego związku znajdują się już  informacje dotyczące wartości kalorycznej, jak i pełny skład produktów. W internecie natomiast dostępne są wszystkie informacje dotyczące wartości odżywczych danego piwa – zaznacza Bartłomiej Morzycki.

Eksperci podkreślają, że 2020 rok może być dla branży piwowarskiej pełen wyzwań. Rosną koszty, o 10 proc. wzrosła też akcyza, a podatek cukrowy uderzy w bezalkoholowe piwa smakowe.

– Tym, czego nam brakuje jest bardziej przewidywalne środowisko regulacyjne i szersze konsultacje nowych rozwiązań prawnych – ocenia Paul Davies. – Branża potrzebuje tego dla lepszego planowania działań w kolejnych latach– podsumowuje prezes ZPPP – Browary Polskie.

W Polsce brakuje pielęgniarek i położnych. Średnia wieku w tym zawodzie to 52 lata

W polskich szpitalach i placówkach medycznych pracuje 233 tys. pielęgniarek oraz 28 tys. położnych. Mimo że w latach 2013–2018 przybyło ich ponad 20 tys., wciąż brakuje młodych adeptów tych zawodów. Niezbędne są działania, które przyciągną studentów na kierunki pielęgniarskie i położnicze. – Ostatnio płace pielęgniarek i położnych wyraźnie wzrosły, a to ma wpływ na postrzeganie tych profesji jako dobry wybór na przyszłość – mówi Andrzej Tytuła, przewodniczący Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych w Lublinie oraz Komisji Warunków Płacy i Pracy przy Naczelnej Radzie Pielęgniarek i Położnych.

– Wzrost wynagrodzeń nie jest aż tak duży, jak byśmy tego oczekiwali, ale na pewno wpłynął na polepszenie sytuacji zawodowej pielęgniarek i położnych – dodaje Andrzej Tytuła. – W efekcie częściej decydują się one na pozostanie w Polsce i poszukują pracy w swoim zawodzie. Myślę, że w porównaniu z wysokością wynagrodzeń, którą można było uzyskać w tych zawodach jeszcze kilka lat temu, teraz zarobki są na godnym poziomie i taka tendencja powinna być utrzymana. Pensje pielęgniarek i położnych w Polsce powinny stopniowo dochodzić do poziomu średniej krajowej i wierzę, że przy dobrej współpracy z Ministerstwem Zdrowia będzie to możliwe.

Jak podkreśla, to wysokość wynagrodzeń jest czynnikiem stanowiącym o atrakcyjności zawodu i jednocześnie motywuje do zdobywania wykształcenia. Systematyczny wzrost płac pielęgniarek i położnych będzie przyciągał młodych ludzi do szkół, gdyż daje dobre perspektywy na przyszłość.

– Efekty są już widoczne, bo coraz więcej osób studiuje na wydziałach pielęgniarskich i położniczych, a zawody pielęgniarki i położnej na nowo stają się atrakcyjne – zauważa przewodniczący Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych.

Nadmierny optymizm nie jest jednak wskazany, ponieważ sytuacja wciąż nie jest dobra. W Polsce wskaźnik liczby pielęgniarek przypadających na tysiąc mieszkańców jest jednym z najniższych w Europie i wynosi 5,2. Dla porównania średnia unijna to 9,4. Niepokojące są także dane dotyczące średniego wieku polskich pielęgniarek – w 2015 roku wynosił on 50 lat, a w 2019 roku 52 lata. Według prognoz na 2030 rok średnia wieku pielęgniarek wyniesie 60 lat.

– Jeszcze trudniejsza jest sytuacja w podstawowej opiece zdrowotnej, gdzie średnia wieku pielęgniarek i położnych już dziś wynosi powyżej 60 lat – uściśla Andrzej Tytuła. – Na rynku pracy w zawodach pielęgniarki i położnej obserwujemy tzw. lukę pokoleniową, czyli brak kadry, który wynika z okresowego spadku zainteresowania tym zawodem wśród młodych ludzi. Staramy się to zmienić i wypełnić niedobór pielęgniarek i położnych. Gdyby nie wzrost wynagrodzeń, sytuacja byłaby jeszcze trudniejsza niż obecnie.

Wzrost liczby studentów to dopiero początek zmian, bo nauka na studiach pierwszego stopnia trwa trzy lata, więc trzeba jeszcze poczekać, aby absolwenci trafili na rynek pracy. Jak zakłada przewodniczący OIPiP w Lublinie, sytuacja będzie się poprawiać z roku na rok i tzw. luka pokoleniowa będzie się wypełniać.

Rocznie w Polsce prawie 5 tys. absolwentów studiów pielęgniarskich odbiera prawo wykonywania zawodu, a 10 proc. z nich to położne. Wykształcenie personelu pielęgniarskiego systematycznie rośnie – w 2013 roku było 42,4 tys. pielęgniarek z wyższym wykształceniem, a w 2018 roku liczba ta sięgnęła 76,2 tys.

Jeszcze cztery lata temu izby pielęgniarskie wydawały ponad tysiąc zaświadczeń umożliwiających wyjazd za granicę. W roku 2018 było ich tylko 400, a w ciągu ostatnich czterech lat ponad 3 tys. pielęgniarek wróciło do zawodu. Jednak szpitale wciąż odczuwają ich deficyt.

– Największe potrzeby związane z niedoborem kadry pielęgniarskiej mają szpitale powiatowe, bo tam wynagrodzenia są niższe niż w placówkach wojewódzkich, klinicznych czy specjalistycznych – zaznacza Andrzej Tytuła. – Szczególnie trudna sytuacja panuje na zachodzie Polski. W niektórych szpitalach pielęgniarki mogą znaleźć zatrudnienie od ręki. Personelu pielęgniarskiego brakuje także w Małopolsce, np. w nowo powstałym szpitalu klinicznym w Krakowie-Prokocimiu, który jest tak dużą placówką, że w zasadzie mógłby zatrudnić niemal każdą liczbę pielęgniarek.