Z jakimi wyzwaniami borykają się polskie MŚP i co budzi największe obawy przedsiębiorców

  • 68% średnich, 62% małych i 54% mikroprzedsiębiorstw dobrze lub bardzo dobrze ocenia rozwój swojej firmy.
  • Mimo tego wiele obszarów działalności niepokoi przedsiębiorców, są to np. utrzymanie klientów (40%), czy zbyt duże koszty prowadzenia biznesu (39%).
  • Badani dostrzegają możliwości, jakie do ich biznesu może wnieść e-Commerce, jednak niemal co trzeci ankietowany przyznał, że potrzebuje wsparcia w tym zakresie.

Elavon, dostawca usług płatniczych, przeprowadził badanie wśród właścicieli i kierujących firmami z sektora MŚP. Okazuje się, że polscy przedsiębiorcy są optymistami, nie boją się przyszłości i są gotowi na zmiany. 68% średnich, 62% małych i 54% mikrofirm dobrze ocenia rozwój swojego przedsiębiorstwa. 7 na 10 również pozytywnie wypowiada się o elastyczności swojego biznesu. Więcej niż połowa (57%) jest spokojna także o płynność finansową organizacji – wynika z badania Elavon Polska „MŚP Index 2019”.

Rafał Gołębiewski, dyrektor zarządzający Elavon Polska komentuje: „Potencjał do rozwoju sektora MŚP w Polsce jest bardzo duży, jednak właściciele firm potrzebują realnego wsparcia, które ułatwi im prowadzenie biznesu. Pozyskanie nowych klientów (34%), przepływ środków pieniężnych (31%), rozwój e-Commerce (31%), akceptacja płatności (28%) to w ocenie ankietowanych obszary, w których najbardziej potrzebują pomocy”.

Obawy polskich przedsiębiorców

Co w perspektywie najbliższych 12 miesięcy budzi największe obawy przedsiębiorców? 40% z nich za największy problem uznało utrzymanie klientów. Niewiele mniej (39%) obawia się zbyt dużych kosztów utrzymania biznesu, a wśród 34% sen z powiek spędza pozyskanie nowych kupujących i zdobycie ich zaufania. Dla firm uciążliwe są również stawki opodatkowania działalności (31%) oraz zmiany prawa (26%). W pierwszej dziesiątce największych obaw znalazł się także przepływ środków pieniężnych – martwią się o to szczególnie mikroprzedsiębiorcy (21%) oraz przedstawiciele małych firm (19%). Problematyczną kwestią jest także akceptacja płatności, co przyznało 14% średnich oraz 16% małych organizacji.

Jak się płaci w MŚP?

Badani zostali zapytani o to, jakie formy płatności oferują swoim klientom. Okazuje się, że w polskich małych i średnich przedsiębiorstwach najczęściej można płacić przelewem bankowym (92 i 93 proc.) oraz gotówką (86 i 81 proc.). Analogicznie, z tych opcji najchętniej korzystają również kupujący. Z kolei w mikrofirmach na pierwszym miejscu króluje gotówka (84 proc.) i jest to również opcja transakcji najczęściej stosowana przez konsumentów. 51 proc. przedsiębiorców przyznało, że w swojej firmie oferuje możliwość zapłaty kartą kredytową, a 48 proc. kartą debetową. Za pomocą telefonu i aplikacji mobilnych (np. Blik, Apple Pay, Google Pay) rozliczymy się natomiast w 45 proc. MŚP. 30 proc. przedsiębiorców przyznało, że zdarzyły im się sytuacje, kiedy klient ograniczył wartość zakupów ze względu na brak preferowanej formy płatności lub nawet całkowicie z nich zrezygnował (29 proc.) – wynika z badania „MŚP Index 2019” przeprowadzonego przez Elavon.

Rafał Gołębiewski, dyrektor zarządzający Elavon Polska komentuje: „Większość przedsiębiorców zdaje sobie sprawę z możliwości, jakie oferuje obrót bezgotówkowy oraz dostrzega dodatkowe korzyści tego typu rozwiązań. 7 na 10 badanych stwierdziło, że płatności bezgotówkowe są szybkie i wygodne w użyciu oraz poprawiają konkurencyjność firmy. Niemal taki sam odsetek ankietowanych (69 proc.) zadeklarował, że dzięki nim mogą lepiej kontrolować finanse oraz zwiększać liczbę klientów (68 proc.). Z naszego badania wynika także, że ponad połowa małych i średnich firm oraz 41 proc. mikro planuje w najbliższym czasie wdrożyć w swoim punkcie dodatkowe formy transakcji”.

Sprzedaż online versus sprzedaż offline

Zakupy online swoim klientom oferuje co druga średnia firma (50%), 43% mikro i 37% małych organizacji. Okazuje się, że sprzedaż internetowa jest znaczącym źródłem przychodu dla tych organizacji. Niemal co trzecie MŚP (32%), które wprowadziło e-Commerce więcej niż połowę swojego przychodu generuje online. Blisko w co piątej mikrofirmie (17 proc.) przez Internet sprzedaje się 91-100% produktów i usług.

Bariery e-Commerce

76% ankietowanych potwierdziło, że dostrzega możliwości, jakie do ich biznesu może wnieść e-Commerce. Jednak niemal co trzeci badany (31%) przyznał również, że jest to obszar wymagający wsparcia w jego biznesie. 67% respondentów, którzy nie prowadzą sprzedaży internetowej tłumaczy, że e-Commerce nie ma znaczenia dla ich klientów. Co piąty badany (20%) przyznał, że nie ma czasu się tym zająć, a 15% twierdzi, że brakuje mu personelu, który mógłby obsługiwać platformę do sprzedaży online. Przed wprowadzeniem tego typu rozwiązań powstrzymuje przedsiębiorców również brak obeznania cyfrowego, na co wskazało 8 proc. z nich oraz brak wiedzy na temat tego, jak zaimplementować to rozwiązanie (7 proc.).

Więcej wyników badan “MŚP Indeks 2019” można znaleźć w linku: https://www.elavon.pl/content/dam/elavon/pl-pl/documents/perspectives/Elavon-MSP-Report-2019.pdf

O badaniu “MŚP Indeks 2019”:

Badanie MŚP Indeks 2019 zostało zrealizowane przez SW Research Agencję Badań Rynku i Opinii na zlecenie Elavon Polska. SW Research między 3 a 23 lipca 2019 r. przeprowadziło 720 wywiadów z osobami, które zajmują co najmniej kierownicze stanowisko w firmach z sektora MŚP. Pozyskano 220 wywiadów z reprezentantami mikroprzedsiębiorstw (0-9 pracowników), oraz po 250 wywiadów z osobami zatrudnionymi w małych (10-49 pracowników) i średnich firmach (50-249 pracowników). Agencja SW RESEARCH pozyskała wywiady metodą mixed mode z wykorzystaniem narzędzia CATI (badanie telefoniczne) oraz CAWI (badanie on-line) z wykorzystaniem panelu internetowego SW Panel.

Koszty budowy bloków mieszkalnych wzrosły o 10%

Wzrosty kosztów budowy typowego bloku ostatnio wynoszą około 10% rocznie. Warto jednak zdawać sobie sprawę, że nie wszystkie elementy budynków wielorodzinnych „drożeją” tak samo szybko. 

Utrzymujące się już od dłuższego czasu wzrosty cen mieszkań mają zarówno podażowe, jak i popytowe przyczyny. Wg ekspertów portalu RynekPierwotny.pl po stronie podaży na ceny metrażu oddziałuje przede wszystkim wzrost kosztu materiałów budowlanych oraz robocizny.

Można oczekiwać, że na wskutek oddziaływania tych dwóch czynników, przeciętny koszt budowy mieszkania w całym 2019 r. wzrośnie o około 8% – 12%. Narodowy Bank Polski niedawno opublikował ciekawe dane o wzroście kosztów poszczególnych elementów typowego bloku. Eksperci RynekPierwotny.pl postanowili zaprezentować te informacje.

Na wstępie warto wyjaśnić, że wyniki udostępnione przez NBP opierają się na szacunkach firmy Sekocenbud. Wspomniane szacunki wskazują, że przez rok (od I kw. 2018 r. do I kw. 2019 r.) koszt wybudowania typowego bloku pięciokondygnacyjnego do stanu deweloperskiego zmienił się następująco:

  • łącznie cały budynek – wzrost o 10%
  • urządzenia transportu bliskiego – wzrost o 3%
  • instalacje i urządzenia teletechniczne i techniki informatycznej – wzrost o 10%
  • instalacje i urządzenia elektro-energetyczne – wzrost o 8%
  • instalacje i urządzenia techniki wentylacyjnej – wzrost o 2%
  • instalacje i urządzenia zaopatrzenia w ciepło – wzrost o 5%
  • instalacje i urządzenia kanalizacyjne, wodociągowe i gazowe – wzrost o 8%
  • instalacje i urządzenia techniczne – wzrost o 6%
  • stan wykończeniowy zewnętrzny – wzrost o 13%
  • stan wykończeniowy wewnętrzny – wzrost o 9%
  • stan surowy – wzrost o 11%
  • stan zerowy – wzrost o 9%
  • konstrukcje i elementy budowlane – wzrost o 11%

Powyższe informacje wskazują, że w ciągu roku znacząco podrożały wszystkie kluczowe elementy i etapy wznoszenia przykładowego budynku. Warto zwrócić uwagę m.in. na dane dotyczące kosztów stanu surowego oraz stanu wykończeniowego zewnętrznego.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Cyberprzestępcy zmieniają priorytety i rzadziej sięgają po phishing

Warszawa, 04.12.2019 Fortinet, światowy lider w dziedzinie szerokich, zintegrowanych i zautomatyzowanych rozwiązań cyberochronnych, zaprezentował wyniki swojego najnowszego kwartalnego raportu cyberzagrożeń. Badanie pokazuje, że cyberprzestępcy nadal szukają nowych możliwości ataku z wykorzystaniem wszystkich posiadanych przez ofiarę cyfrowych rozwiązań. Jednocześnie zmieniają wektory ataku. Interesują się m.in. publicznie dostępnymi usługami brzegowymi, natomiast realizują mniej kampanii phishingowych, co można ocenić jako sukces firm podejmujących działania edukacyjne dla pracowników.

Indeks krajobrazu zagrożeń (Threat Landscape Index) pozostał w trzecim kwartale względnie niezmieniony. Analitycy odnotowali pewne wahania, ale były one nieznaczne. Przedsiębiorstwa nie powinny jednak tracić czujności, ponieważ cyberprzestępcy nieustannie kontynuują swoją działalność[1].

Najważniejsze wnioski płynące z raportu:

Zmiana taktyki w celu zaskakiwania przedsiębiorstw

Większość złośliwego oprogramowania jest dostarczana za pośrednictwem poczty e-mail, dlatego w firmach główny nacisk położony jest na eliminowanie ataków typu phishing – prowadzone są szkolenia dla użytkowników i wdrażane zaawansowane narzędzia ochronne dla poczty elektronicznej. W efekcie cyberprzestępcy musieli zacząć stosować inne środki, aby zwiększyć skuteczność dostarczania złośliwego oprogramowania do firmowych środowisk IT.

Obecnie w celu zastosowania wektorów ataków, które nie polegają na tradycyjnym phishingu, cyberprzestępcy częściej skupiają się na publicznych usługach brzegowych, takich jak infrastruktura internetowa, protokoły komunikacji sieciowej, a także omijanie narzędzi blokujących reklamy. Na przykład w ostatnim kwartale inżynierowie FortiGuard Labs zaobserwowali wykorzystanie luk umożliwiających zdalne wykonanie kodu w urządzeniach brzegowych we wszystkich regionach świata. I chociaż ta taktyka nie jest nowa, zmiana priorytetu może być skutecznym sposobem na zaskoczenie działu IT w przedsiębiorstwie i zwiększenie szans na sukces. Może to być szczególnie problematyczne przed intensywnym sezonem zakupów online, kiedy w internetowych sklepach odnotowana będzie znacznie większa aktywność.

Maksymalizacja potencjału zarobkowego

Podążając śladami przynoszącego niemałe zyski oprogramowania ransomware GandCrab, które zostało udostępnione w dark webie w modelu Ransomware-as-a-Service (RaaS), organizacje cyberprzestępcze uruchamiają nowe usługi, aby zwiększyć swój potencjał zarobkowy. Tworząc sieć stowarzyszonych partnerów, są w stanie szeroko rozpowszechniać swoje narzędzia ransomware i radykalnie zwiększać zarobki. FortiGuard Labs zaobserwował, że co najmniej dwie znaczące rodziny oprogramowania ransomware – Sodinokibi i Nemty – są wdrażane jako rozwiązania RaaS. To potencjalnie dopiero początek zalewu podobnych usług w przyszłości.

Udoskonalanie złośliwego oprogramowania

Cyberprzestępcy udoskonalają swoje złośliwe oprogramowanie, aby zmniejszyć prawdopdobieństwo jego wykrycia oraz przeprowadzać coraz bardziej wyrafinowane i złośliwe ataki, takie jak zmodyfikowana złośliwa kampania Emotet. Jest to niepokojące zjawisko dla przedsiębiorstw, ponieważ coraz częściej wykorzystywany jest złośliwy kod do wprowadzania innych niepożądanych aplikacji do infekowanych systemów, aby zmaksymalizować szansę finansowego zysku. Ostatnio atakujący zaczęli używać Emotet jako mechanizmu dostarczania złośliwego oprogramowania ransomware, aplikacji wykradających informacje oraz trojanów bankowych, w tym TrickBot, IcedID i Zeus Panda. Ponadto, nauczyli się też ingerować w wątki komunikacji e-mail prowadzonej przez zaufane osoby i umieszczać w nich swój kod. Dzięki temu znacznie wzrosło prawdopodobieństwo otwarcia osadzonych w e-mailach linków lub złośliwych załączników.

Maksymalizacja szans na powodzenie dzięki starszym lukom i botnetom

Atakowanie starszych, wrażliwych systemów, które nie zostały odpowiednio zabezpieczone, jest nadal skuteczną strategią. Inżynierowie FortiGuard Labs odkryli, że cyberprzestępcy częściej atakują luki znane od 12 lub więcej lat, niż te świeżo odkryte. Podobny trend dotyczy także botnetów. Bardziej niż jakikolwiek inny rodzaj zagrożenia, najlepsze botnety co kwartał zmieniają swoją lokalizację, ale ich konstrukcja pozostaje bez większych zmian. Sugeruje to, że zbudowana przez cyberprzestępców infrastruktura kontrolująca pracę botnetów jest bardziej trwała niż różnego typu narzędzia, zaś oni sami nie mają problemów z wykorzystaniem istniejącej infrastruktury, gdy tylko jest to możliwe, aby zwiększyć wydajność i zmniejszyć ogólne koszty.

Ochrona przed nieoczekiwanym: szerokie, zintegrowane i zautomatyzowane zabezpieczenia o szerokim zakresie zastosowań

Ciągle rosnąca ilość rodzajów ataku oraz zmieniające się strategie cyberprzestępców oznaczają, że przedsiębiorstwa nie mogą sobie pozwolić na nadmierną koncentrację w przeciwdziałaniu wąskiemu zestawowi zagrożeń. Konieczne jest przyjęcie całościowego podejścia do zabezpieczenia swoich środowisk sieciowych – lokalnych i rozproszonych. Wymaga to wdrożenia nowoczesnych narzędzi, które zapewnią bezpieczną infrastrukturę sieciową, o szerokim zakresie zastosowań, zintegrowaną i zautomatyzowaną. Takie podejście pozwoli firmom ograniczyć rosnące ryzyko ataku, a dzięki zwiększonym możliwościom wglądu w ustawienia urządzeń sieciowych oraz zastosowaniu sztucznej inteligencji i automatyzacji działań minimalizować szanse włamania do infrastruktury. Kluczowe znaczenie w identyfikowaniu trendów związanych z bezpieczeństwem ma także dynamiczna, proaktywna, inteligentna identyfikacja zagrożeń, bo tylko dzięki niej możliwe jest zaobserwowanie ewolucji metod ataku oraz zapewnienie cyfrowej higieny w przedsiębiorstwie.

Derek Manky, Chief, Security Insights & Global Threat Alliances, Fortinet:

Cyberprzestępcy nadal starają się być o krok przed profesjonalistami z dziedziny cyfrowego bezpieczeństwa. Opracowują nowe złośliwe oprogramowanie i ataki zero-day, ale nie rezygnują ze stosowanych wcześniej udanych metod atakowania, aby zmaksymalizować prawdopodobieństwo sukcesu. Dlatego przedsiębiorstwa powinny zabezpieczać się na różne możliwe sposoby – oprócz podstawowych strategii, takich jak łatanie oprogramowania, segmentowanie rozwiązań IT oraz szkolenie pracowników, należy również korzystać z automatyzacji procesu wykrywania zagrożeń i sztucznej inteligencji, aby zwiększyć swoją zdolność do korelowania wydarzeń w sieci i reagowania w czasie rzeczywistym. Takie podejście zapewni jednak sukces tylko wtedy, gdy firmy zintegrują wszystkie swoje narzędzia ochronne w jedną strukturę bezpieczeństwa, która pomoże widzieć więcej i dostosowywać się do szybko zmieniającej się rzeczywistości.

Informacje o Raporcie

Najnowszy „Threat Landscape Report” firmy Fortinet to regularny przegląd informacji zebranych w trzecim kwartale 2019 r. przez inżynierów FortiGuard Labs dzięki sieci sensorów rozlokowanych na całym świecie. Raport obejmuje również indeks krajobrazu zagrożeń (Threat Landscape Index) złożony ze wskaźników dotyczących jego trzech głównych obszarów (exploitów, złośliwego oprogramowania i botnetów) oraz prezentujący ich rozpowszechnienie i częstotliwość występowania w danym kwartale.

[1] Więcej informacji dotyczących Wskaźnika Popularności Zagrożeń oraz szczegółów o eksploitach, złośliwym oprogramowaniu i botnetach, a także ważne wnioski można znaleźć na blogu.

Zamknięcie roku finansowego – o czym musi pamiętać przedsiębiorca?

Ostatnie dni mijającego roku to czas na podsumowanie wyników finansowych w firmie, sporządzanie remanentu oraz dopełnienie różnych obowiązków związanych z rozpoczynającym się nowym rokiem podatkowym. Eksperci z zakresu prawa gospodarczego z Kancelarii Adwokatów i Radców Prawnych Ślązak, Zapiór i Wspólnicy – adwokat Jacek Drosik oraz adwokat Bartosz Olszewski podpowiadają o czym powinien pamiętać w ostatnich dniach grudnia, aby z początkiem roku uniknąć niepotrzebnego stresu związanego z niedopełnieniem obowiązków, ale także przez kolejny rok móc korzystać ze zwolnień i ulg.

Przedsiębiorco, wraz z mijającym rokiem pamiętaj o 5 bardzo ważnych zasadach.

  1. Zmiany w prawie podatkowym zazwyczaj zaczynają obowiązywać od nowego roku. Do tego trzeba się przygotować odpowiednio wcześnie, dotyczy to nie tylko samych zmian w rozliczeniu z fiskusem, lecz także zapoznania się z przepisami przejściowymi.
  2. Koniec roku to czas zamknięcia ksiąg oraz inwentaryzacji, która wynika nie tylko z przepisów podatkowych, ale też prawa bilansowego. Nie zapomnij jej wykonać.
  3. Należy też zabezpieczyć środki niezbędne na rozliczenie podatku dochodowego, co wymaga odpowiedniego uregulowania płynności finansowej.
  4. Koniec roku wymaga zbadania osiągniętych przychodów dla celów ustalenia, czy podatnik może dalej korzystać ze zwolnienia podmiotowego z podatku VAT (200 tyś. zł), obniżonej stawki podatku CIT (1.200 tyś. euro), czy pozostanie mikro, małym czy też średnim przedsiębiorcą – co będzie miało znaczenie dla możliwości wsparcia z korzystania z pomocy dla MŚP. Co siedem lat Unia Europejska aktualizuje swoje polityki horyzontalne – obecna dotyczy lat 21014-2020, a więc skończy się w przyszłym roku. Warto zatem już teraz przez portal Fundusze Europejskie zapoznać się z nowym horyzontem 2021-2027 celem ustalenia, z jakich form wsparcia polski przedsiębiorca będzie mógł korzystać, na jakie cele i na jakich zasadach będzie to możliwe.
  5. Sprawozdanie finansowe – każdy, kto zaniedbuje obowiązek zgłoszenia sprawozdania finansowego do KRS powinien mieć świadomość wynikających z tego konsekwencji:

Przestępstwo

W pierwszej kolejności trzeba pamiętać, że zaniechanie złożenia sprawozdania finansowego, skonsolidowanego sprawozdania finansowego, sprawozdania z działalności, sprawozdania z działalności grupy kapitałowej, sprawozdania z płatności na rzecz administracji publicznej, skonsolidowanego sprawozdania z płatności na rzecz administracji publicznej we właściwym rejestrze sądowym jest przestępstwem.

Grzywna

Kierownik jednostki wpisanej do KRS-u – czyli w praktyce zarząd albo wspólnik prowadzący i reprezentujący spółkę ma obowiązek złożyć sprawozdanie finansowe do KRS-u w terminie 15 dni od jego zatwierdzenia (obecnie zgłaszanie następuje w formie elektronicznej). Jeżeli sprawozdanie nie zostało zatwierdzone w przepisanym terminie, sprawozdanie należy mimo to zgłosić w ciągu 15 dni od upływu terminu na jego zatwierdzenie (zwykle do połowy lipca). Za naruszenie wspomnianego obowiązku grozi kara grzywny lub ograniczenia wolności w zakresie określonym ogólnymi przepisami kodeksu karnego. Również sam sąd rejestrowy może upomnieć się o zgłoszenie sprawozdania finansowego i wysłać do spółki stosowne wezwanie pod rygorem nałożenia grzywny na osoby prowadzące sprawy spółki. Grzywna, którą KRS może stosować nie jest bagatelna, może wynosić do 15.000 zł i być ponawiana. W przypadku drastycznego zaniedbywania obowiązków informacyjnych wobec KRS, sąd rejestrowy może z ważnych powodów orzec rozwiązanie spółki i ustanowić dla niej z urzędu likwidatora, którego zadaniem będzie zwinięcie biznesu spółki.

Wykreślenie z rejestru spółki

Wreszcie kolejną konsekwencją długotrwałego nie składania sprawozdania finansowego do KRS-u może być nawet wykreślenie spółki z rejestru! W przypadku, gdy pomimo wezwania sądu spółka nie składa sprawozdań finansowych za dwa kolejne lata obrotowe, sąd rejestrowy może wszcząć postępowanie o wykreślenie spółki z rejestru. Warunkiem takie wykreślenia jest ustalenie przez KRS, że spółka nie prowadzi działalności i nie posiada zbywalnego majątku. Niemniej jednak należy pamiętać, że możliwości dowodowe sądu rejestrowego są w tym zakresie dosyć ograniczone i zwykle polegają na pozyskiwaniu stosownych informacji z różnych urzędów. W niektórych przypadkach może się okazać, że dane te nie będą odzwierciedlać sytuacji spółki co w konsekwencji doprowadzi do jej wykreślenia.

Myślenie wizualne – rysowanie w biznesie i nie tylko

Bez względu na to, czy chodzi o firmową prezentację, szkolenie, czy o spotkanie z klientem – myślenie wizualne pozwala lepiej zrozumieć i zapamiętać informacje, które przyswajamy. Każdy, kto myśląc o danym problemie wykorzystuje symbole, może działać skuteczniej.

Gdy chcesz przekazać albo zapamiętać więcej, nie powinieneś skupiać się wyłącznie na zapisywaniu treści lub przekazywaniu jej słowami. Połączenie obrazu, mowy i pisma daje najlepsze rezultaty!

Czym właściwie jest „myślenie wizualne”?

– Myślenie wizualne to myślenie obrazami oraz symbolami. Jako ludzie z dużą łatwością kodujemy wszelkie informacje w dwóch podstawowych kanałach: wizualnym i werbalnym – tłumaczy Agata Rajchel, trener w firmie szkoleniowej Effect Group. – Psychologia nazywa to zjawisko koncepcją podwójnego kodowania. Jeśli mamy czegokolwiek się nauczyć, wskazane jest, aby docierające do nas informacje były przekazywane do obydwu kanałów jednocześnie – podkreśla.

Zauważmy, że łatwiej i szybciej zapamiętujemy informacje przedstawione nie tylko za pomocą zwykłego zapisu, ale te, do których dodano również obraz i kolor. Chętniej również powracamy do tak przedstawionych treści.wizualne-01

Dzieci wolą, gdy książeczka, którą im czytamy posiada ilustracje – chodzi nie tylko o zabawę, ale także o to, że to, co narysowane, łatwiej im zrozumieć i zapamiętać. Umysły dorosłych nie różnią się pod tym względem w sposób skrajny – owszem, potrafimy zrozumieć tekst bez obrazów, ale nadal to ten zilustrowany zapadnie w pamięć na dłużej.

To wyjaśnia zresztą, dlaczego malarstwo popularne było właściwie w każdej kulturze na świecie. Od malunków ściennych w odległych kulturach, po Europę, w której dzieła mistrzów przez wieki „odczytywane” były poprzez swoją symbolikę. Wszędzie, gdzie tylko pojawiał się człowiek, powstawały obrazy opowiadające rozmaite historie właśnie za pośrednictwem zrozumiałych dla danej kultury symboli.

Bazgroły nie bez znaczenia

Za rysunki w zeszycie często byliśmy karani i to niezależnie od ich treści. A jednak, niczego nas to nie nauczyło! Automatycznie „bazgrzemy” podczas rozmów telefonicznych, wykładów czy konferencji. Rysujemy różne figury, wzory geometryczne lub roślinne, czy ludzkie postacie. Trudno nam się powstrzymać, ponieważ właśnie wtedy nasza podświadomość „wyrywa się” spod kontroli i to ona prowadzi naszą rękę.

Co więcej, bazgroły często znajdujemy w rękopisach wielkich odkrywców i uczonych, np. Leonarda da Vinci, genialnego myśliciela, inżyniera i artysty.  Jego prace upstrzone są licznymi, bezwiednie wykonanymi rysunkami, które wcale nie były szkicami do „Mony Lisy” ani „Damy z gronostajem”.

Badania opublikowane przez Wall Street Journal („The Power of the Doodle: Improve Your Focus and Memory”) dowodzą, że nawet odruchowe kreślenie rysunków na kartce poprawia koncentrację, a także umiejętność uczenia się i zapamiętywania nowych informacji. Co ciekawe, rysunki te nie muszą być wcale związane z treścią przekazu. Z rozmowy, podczas której wykonujemy „bezmyślne” bazgroły, zapamiętujemy prawie 30% więcej informacji niż z takiej, podczas której nie wykonujemy żadnych notatek! A kiedy rysujemy świadomie, zapamiętujemy od 60% do 90% podawanych informacji.wizualne-06

Myślenie wizualne na co dzień

Każdy z nas może, a nawet powinien wykorzystywać myślenie wizualne codziennie w pracy – np. podczas rozmów z klientami, spotkań ze współpracownikami, szkoleń czy konferencji. Ale myślenie wizualne sprawdzi się nie tylko w sytuacjach zawodowych.  Możemy z niego skorzystać także w domu – np. tłumacząc dziecku zadanie, czy też robiąc notatki „przypominajki” na kalendarzu lub samoprzylepnych karteczkach.wizualne-05

– Przekaz koncepcyjno-wizualny jest wprost nieoceniony, gdy prowadzimy prezentację lub pracujemy w zawodzie nauczyciela. Ale nie tylko! Warto otworzyć się na nowe możliwości i wyobrazić sobie z jaką łatwością moglibyśmy każdemu przekazywać nasze informacje lub punkt widzenia: szybciej, efektywniej, z większym prawdopodobieństwem sukcesu! – mówi Agata Rajchel.

Warto zerwać z  traktowaniem myślenia wizualnego jako czegoś niezwykłego, czy tym bardziej zarezerwowanego dla pracowników kreatywnych. Nieważna jest hierarchia zajmowana w organizacji, rodzaj wykonywanej pracy czy też poziom wykształcenia – wszyscy mamy podobnie zbudowane mózgi. Dlatego wszelkie instrukcje czy ważne informacje zapamiętujemy lepiej, jeśli zostały przedstawione w formie rysunków. Długie teksty nas nudzą – pomyślmy choćby o obszernych mailach związanych z naszą pracą i zastanówmy się, ile z nich czytamy wnikliwie i z pełnym zaangażowaniem.

Jeśli musimy przekazać większą partię materiału, warto raczej wziąć pod uwagę, że przynajmniej w początkowym etapie osoby słuchające mogą stawiać „bierny opór” – bojkotować zaangażowanie umysłu w przyswajanie nowej wiedzy. Pamiętajmy więc, że aby przygotować np. ciekawą prelekcję, percepcja odbiorców wciąż powinna być „podbijana” – dlatego to, co chcemy, aby zostało zapamiętane, powinniśmy zwizualizować.wizualne-04

Jeśli musimy przekazać coś ważnego, czy to pracownikom, czy to szefowi, czy kolegom, warto przekazywaną treść wzbogacić o elementy wizualizacji. Nie tylko spowoduje to element zaskoczenia, ale także zachęci do przyswojenia (nie zawsze pasjonujących) wiadomości i wyciągnięcia z nich istotnych elementów.

A może wizualna kultura organizacyjna?

Myślenie wizualne świetnie się sprawdza również wtedy, gdy nowego pomysłu lub rozwiązania problemu poszukujemy w grupie. Jeśli umożliwimy pracownikom kreowanie rozwiązań w różnych kanałach komunikacyjnych, zwiększamy szansę na osiągnięcie sukcesu. Rysując, możemy inspirować się wieloma stymulatorami: światłem, dźwiękiem, postawą ciała, lokalizacją, kolorem, narzędziami manualnymi, itp. Takie wizualizacje stosują dziś najprężniejsze organizacje!

Może więc już czas skończyć z nudnymi zebraniami, a myślenie wizualne uczynić jednym z elementów kultury organizacyjnej firmy?

– Największe szanse wprowadzenia takiej idei w życie będzie miał z pewnością podekscytowany ambasador myślenia wizualnego, ponieważ taka osoba będzie sama realizowała to, do czego zachęca – mówi Agata Rajchel. – Przykład idzie z góry, ale kulturę tworzą pracownicy firmy, więc dobrze przekonać ich do nowej idei, aby sami zaczęli niejako naturalnie działać w ten sposób – dodaje.

Od czego zacząć?

wizualne-03Pierwszym etapem poznawania myślenia wizualnego jest wzbogacenie zwykłego sposobu myślenia o obrazy. Podczas rozmowy lub wykładu warto zastanawiać się, jak omawiane kwestie można by było przełożyć na symbole. Efektem tego typu ćwiczeń będzie rozwój praktycznej wyobraźni i zdolności do wizualizacji złożonych kwestii.

Drugim etapem jest wykonywanie rysunków, które podsumowują informacje. Wystarczą nawet najprostsze ilustracje, ograniczające się choćby do patyczków, kilku strzałek i symbolicznych, minimalistycznych ikonek.

Zupełnie nie należy przejmować się brakiem zdolności plastycznych. Rysunki nie muszą być przesadnie skomplikowane, a używanie prostej kreski lub kółek stanowi zaletę. Warto też pamiętać, że jakość swoich rysunków można poprawiać i szlifować, dokładnie tak, jak każdą inną umiejętność.

– Na naszym podstawowym szkoleniu „Myślenie wizualne” można „skopiować” wiele przydatnych i często używanych symbolipodkreśla trenerka Effect Group. – Na warsztacie uczestnicy otwierają się na własne możliwości. A nie kończą się one tylko na innowacyjnej komunikacji. Kto wie, ilu artystów kryje się za służbowym biurkiem?

wizualne-02Tworzenie wizualnych notatek daje radość z tworzenia, ale także umożliwia nabranie dystansu do problemu. Ponadto, pozwala na szybsze zapamiętanie kluczowych kwestii, a nawet na praktyczny podział zadań. Ćwicząc, nabierzemy wprawy w łączeniu tych kanałów, które najefektywniej pomogą zrozumieć dany temat i zapamiętać kluczowe informacje. Róbmy więc notatki w postaci słów i zdań, ale łączmy je także z obrazem i symbolem. A jeśli do tego dołożymy jeszcze kolor – będzie idealnie!

Odpowiedzialność wspólników spółki osobowej za zaległości podatkowe

W polskim obrocie gospodarczym można wyróżnić kilka typów podmiotów, które są uprawnione do prowadzenia działalności. Typ formy działalności zależy oczywiście od skali, możliwości i potrzeb danego przedsiębiorcy. Biorąc pod uwagę powyższe kwestie, osoby chcące prowadzić działalność gospodarczą na terenie kraju mogą wykorzystać jedną z dostępnych form prowadzenia działalności: jednoosobową działalność gospodarczą, działalność w ramach spółki osobowej (jawnej, partnerskiej, komandytowej, komandytowo-akcyjnej) lub spółki kapitałowej (spółki z ograniczoną odpowiedzialnością czy spółki akcyjnej). Przyjmuje się również, że działalność gospodarczą mogą prowadzić wspólnicy w ramach uregulowanej w kodeksie cywilnym umowy spółki cywilnej.

Konsekwencje wyboru formy prowadzenia działalności

Wszystkie powyższe formy prowadzenia działalności gospodarczej mają oczywiście swoje implikacje w rodzajach i podstawach odpowiedzialności, zarówno osób działających w imieniu i na rzecz tychże podmiotów, jak i wobec samej organizacji (przedsiębiorstwa). W różny sposób kształtuje się też odpowiedzialność osób fizycznych za zobowiązania przedsiębiorstwa z tytułu pełnienia przez nie określonych funkcji.

Odpowiedzialność podmiotów zbiorowych

Co do zasady odpowiedzialność za swoje zobowiązania ponoszą same organizacje. Powołanie spółki kapitałowej skutkuje utworzeniem nowej osoby (prawnej), która staje się samoistnym bytem prawnym ponoszącym odpowiedzialność i zdolnym do zaciągania zobowiązań. Nieco inny charakter mają spółki osobowe, które choć nie są formalnie osobami prawnymi, to jednak przepisy prawa przyznają takim podmiotom zdolność prawną tj. zdolność do bycia podmiotem praw i obowiązków prawnych oraz zdolność sądową i zdolność procesową tj. zdolność do samodzielnego występowania w procesie sądowym jako strona, pozywania oraz bycia pozwanym. Inaczej w ww. grupach spółek kształtuje się jednak odpowiedzialność osób fizycznych za zobowiązania przedsiębiorstwa z tytułu pełnienia przez nie określonych funkcji.

Zasady odpowiedzialności w spółkach osobowych

Należy w tym miejscu wspomnieć, że cechą charakterystyczną spółek osobowych jest brak organów, których zadaniem byłoby reprezentowanie tychże spółek. Oznacza to, że co do zasady sprawami spółek osobowych zajmują się ich wspólnicy. W związku z tym wspólnicy spółek osobowych ponoszą nieograniczoną odpowiedzialność za zobowiązania spółki, solidarnie ze spółką i pozostałymi wspólnikami. Szczegółowe zasady dotyczące odpowiedzialności wspólników za zobowiązania spółki osobowej kształtują się odrębnie w zależności od typu spółki. Przykładowo konstrukcja prawna spółki partnerskiej w związku z jej zawodowym charakterem przewiduje, że za zobowiązania spółki powstałe w wyniku wykonywania wolnego zawodu przez określonego partnera i osoby zatrudnione przez spółkę, lecz podlegające bezpośrednio kierownictwu tego partnera, pozostali partnerzy nie ponoszą odpowiedzialności. W pozostałym zakresie wspólnicy spółki partnerskiej odpowiadają tak, jak wspólnicy spółki jawnej (a zatem bez ograniczenia, całym swoim majątkiem solidarnie z innymi wspólnikami oraz ze spółką).

Co do zasady odpowiedzialność wspólników spółek osobowych jest uregulowana w Kodeksie Spółek Handlowych. Jednak istnieją także inne regulacje, które wprowadzają odrębne reżimy odpowiedzialności.

Odpowiedzialność wspólników spółki osobowej za zaległości podatkowe spółki

Przykładem jest Ordynacja podatkowa, która w art. 115 przewiduje pełną odpowiedzialność wspólnika spółki cywilnej, jawnej, partnerskiej oraz komplementariusza spółki komandytowej albo komandytowo-akcyjnej, którzy odpowiadają całym swoim majątkiem solidarnie ze spółką i z pozostałymi wspólnikami za zaległości podatkowe spółki. Z założenia więc przepis ten nie dotyczy komandytariuszy spółek komandytowych oraz akcjonariuszy spółek komandytowo-akcyjnych, którzy z zasady nie ponoszą odpowiedzialności za zobowiązania spółek. Co istotne, zasadę tę stosuje się również do odpowiedzialności byłego wspólnika za zaległości podatkowe z tytułu zobowiązań, których termin płatności upływał w czasie, gdy był on wspólnikiem, oraz zaległości takich jak zwrot nadpłaty, zwrot podatku czy zwrot wynagrodzenia płatników lub inkasentów powstałe w czasie, gdy był on wspólnikiem.

Za zobowiązania podatkowe powstałe na podstawie odrębnych przepisów po rozwiązaniu spółki, zaległości podatkowe z tytułu zobowiązań, których termin płatności upływał po rozwiązaniu spółki, oraz zaległości jak zwrot nadpłaty, zwrot podatku czy zwrot wynagrodzenia płatników lub inkasentów powstałe po rozwiązaniu spółki odpowiadają osoby będące wspólnikami w momencie rozwiązania spółki.

Co istotne, orzeczenie o odpowiedzialności wspólnika spółki osobowej za zaległości podatkowe spółki nie wymaga uprzedniego wydania decyzji w sprawie określającej wysokość zobowiązania podatkowego, z zakresu odpowiedzialności podatkowej płatnika lub inkasenta, w sprawie zwrotu zaliczki naliczonego podatku od towarów i usług określającej wysokość należnych odsetek za zwłokę czy określającej wysokość zaległości podatkowej jak zwrot nadpłaty, zwrot podatku czy zwrot wynagrodzenia płatników lub inkasentów. Rozstrzygnięcie w tych sprawach następuje już w samej decyzji orzekającej o odpowiedzialności wspólnika spółki osobowej. Podstawą odpowiedzialności, o której tutaj mowa jest po prostu fakt bycia wspólnikiem spółki osobowej w okresie, kiedy upłynął termin płatności podatku, niezależnie od tego, czy spółka w ogóle ma swój majątek i niezależnie od tego, czy egzekucja z majątku spółki jest możliwa. Dodatkowo wspólnik spółki osobowej odpowiada solidarnie ze spółką i pozostałymi wspólnikami za zaległości podatkowe spółki, niezależnie od tego, czy można mu przypisać winę w odniesieniu do powstania zaległości podatkowych, czy też wykaże, iż do zaległości podatkowych spółki doszło bez jego winy.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rajdu Świętego Mikołaja nie widać

Słabe nastroje na rynkach nadal się utrzymują. Powodem są coraz większe obawy inwestorów o to, czy dojdzie w tym roku do podpisania choćby wstępnego porozumienia na linii USA-Chiny. Dzisiaj decyzja RPP w sprawie stóp procentowych, ale rynki żyją bardziej tym, kto zastąpi kończącego kadencję Jerzego Osiatyńskiego, niż czy dojdzie do zmiany stóp. Powód? Jasna deklaracja prezesa Glapińskiego o chęci dalszego utrzymywania stóp na obecnych poziomach.

Deal tak, ale przed wyborami

Inwestorzy nerwowo odnieśli się do słów Trumpa o tym, że deal z Chinami może nastąpić dopiero w 2020 roku. Data nieprzypadkowa, bo zapewne obecny prezydent USA ma plan, by w czasie przyszłorocznej kampaniii wyborczej odtrąbić sukces i zyskać w ten sposób głosy. Teraz w celu oddalenia porozumienia podparł się tematem Hongkongu. Wsparcie sił prodemokratycznych w tej byłej brytyjskiej kolonii (poprzez podpisanie stosownej ustawy) rozsierdziło stronę chińską. Lokator Białego Domu nie traci czasu i rozpala konflikty z kolejnymi krajami. Tym razem Trumpowi podpadły Brazylia i Argentyna, które oskarża o celowe osłabianie kursów swoich walut w celu wzmocnienia konkurencyjności eksportu. Stwierdzenie o celowości działań w tym przypadku możemy nazwać co najmniej paradoksalnym, ponieważ nie jest tajemnicą, że kraje te przeżywają kryzys walutowy i tak naprawdę chętnie uniknęłyby dalszej dewaluacji swoich walut. Do krajów Ameryki Południowej doszła jeszcze wczoraj Francja, która nałożyła podatek cyfrowy uderzający w amerykańskich gigantów. W odwecie mają ją dotknąć sankcje na najpopularniejsze produkty eksportowane do USA.

Paradoks: funt mocniejszy, bo brexit bliższy

Jeśli optymizm na rynkach jest słabszy, to rosną w siłę aktywa bezpieczne. I rzeczywiście widzimy umocnienie się jena i franka szwajcarskiego, choć dynamika nie jest duża. Więcej zapłacimy również za złoto. Co ciekawe, mieszanie zachowuje się dolar amerykański, który w ostatnich tygodniach służył jak bezpieczna przystań środków inwestorów. EUR/USD znajduje się dość wysoko, patrząc na ostatnie dni blisko granicy 1,11. Wygranym wczorajszego dnia okazał się funt brytyjski. To konsekwencja znów lepszych sondaży dla Borisa Johnsona, który będzie mógł doprowadzić brexit do końca, jeśli taki wynik faktycznie osiągnie w wyborach. Inną sprawą jest to, że po brexicie wcale dla Wielkiej Brytanii lepiej nie będzie, osłabienie wzrostu gospodarczego powinno się przełożyć na słabszą walutę.

PMI, ADP i przede wszystkim ISM

Dzisiaj na rynkach prezentacja wskaźników PMI z gospodarek europejskich dla sektora usługowego. W odróżnieniu od przemysłowego wskaźnika większość wskazań powinna przekroczyć poziom 50 pkt oddzielający recesję od wzrostu. O 14.00 wspomniana decyzja RPP. O 14.15 poznamy raport ADP z rynku pracy w USA. Kluczowy jednak odczyt nastąpi o 16.00 i będzie to ISM dla usług również z USA. Większa uwaga nad tym wskaźnikiem jest podyktowana mocnym rozczarowaniem ISM dla przemysłu, który był odpowiedzialny za osłabienie dolara z ostatnich dni.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Co dziesiąty polski startup wierzy, że hoduje jednorożca

Co piąty polski startup deklaruje, że rozwija lub wykorzystuje technologie związane z uczeniem maszynowym lub sieciami neuronowymi, a co dziesiąty wierzy, że zostanie „jednorożcem”. Coraz więcej startupów współpracuje z korporacjami – to tylko niektóre wnioski płynące z najnowszego raportu „The Polish Tech Scene. 5 years” opracowanego przez Fundację Startup Poland.

Tegoroczne, piąte już badanie polskiego rynku startupów objęło 1235 młodych spółek technologicznych. To o 12 procent więcej w porównaniu z rokiem ubiegłym i aż 290 procent więcej niż podczas pierwszej edycji w 2015 r. Raport „The Polish Tech Scene. 5 years” miał swoją premierę podczas Impact fintech w Katowicach.

Siła polskich startupów

Wyniki badania pokazały, że sztuczna inteligencja jest siłą rodzimych startupów: co piąte przedsiębiorstwo deklaruje, że rozwija lub wykorzystuje technologie związane z uczeniem maszynowym lub sieciami neuronowymi. Na kolejnych miejscach znalazły się rozwiązania analityczne i badawcze (14 procent) oraz technologie finansowe (11 procent).
Młodym firmom dużo łatwiej jest obecnie pozyskać grant niż finansowanie od funduszu Venture Capital. Grant otrzymało aż 69 procent respondentów, którzy aplikowali w instytucjach, jak np. NCBR czy PARP. Natomiast jedynie 32 procent tych, którzy próbowali pozyskać inwestora VC, otrzymało term sheet. Mimo to nastroje w środowisku pozostają pozytywne. 62 procent startupów wierzy, że wyjdzie na rynek międzynarodowy, a co dziesiąty – że zostanie „jednorożcem”, czyli jego firma zostanie wyceniona na miliard dolarów.

Co stymuluje rozwój startupów?

Ponad 50 procent startupów przyznało, że największy wpływ na ich rozwój miał mentoring. Wysoko zostały ocenione również spotkania środowisk startupowych oraz programy akceleracyjne, które zostały pozytywnie ocenione przez odpowiednio 40 i 30 procent respondentów.

Naszym zadaniem jest stymulowanie rynku do budowy dojrzałego i efektywnego modelu akceleracji młodych, innowacyjnych firm w Polsce. Tym bardziej cieszy nas fakt, że już kolejny rok programy akceleracyjne są jednym z najczęściej wskazywanych sposobów na podniesienie kompetencji oraz umiejętności wśród założycieli startupów. Ogromną wartością programów akceleracyjnych uruchomionych przez PARP jest możliwość przetestowania swojego rozwiązania przy wykorzystaniu zasobów średniej lub dużej firmy, a w przypadku sukcesu – pozyskanie partnera korporacyjnego. Poza współpracą z potencjalnymi partnerami biznesowymi, program akceleracyjny skonstruowany przez PARP, to także mentorzy, specjalistyczne usługi doradcze i wiele więcej. – komentuje Michał Różycki, Zastępca Prezesa PARP, Partner raportu.Premiera raportu Startup Poland 6 Premiera raportu Startup Poland 5 Premiera raportu Startup Poland 4Z roku na rok, coraz lepiej oceniana jest także współpraca z korporacjami. 38 procent startupów zadeklarowało, że w ramach swojej działalności nawiązało takie relacje biznesowe. Jednocześnie aż 71 procent oceniło współpracę jako dobrą lub bardzo dobrą. Jednak chociaż rynek „dużych” dojrzał do kupowania innowacji od polskich startupów, to nadal bardzo niewiele korporacji inwestuje w startupy poprzez fundusze CVC.
To świetna wiadomość dla całego rynku. Nasza firma od dawna angażuje się we wspieranie młodych przedsiębiorstw. Bardzo cieszy nas, że również sami founderzy potwierdzają płynące z współpracy korzyści. Nowoczesne korporacje umożliwiając wdrażanie lub testowanie innowacyjnych rozwiązań w swoim środowisku, często zapewniają startupom możliwość o wiele szybszego wzrostu. To potężne narzędzie w połączeniu z profesjonalnym mentoringiem i dostępem do sieci potencjalnych partnerów biznesowych, które realizowane są w ramach m.in. programów akceleracyjnych dedykowanych spółkom – mówi Patrycja Panasiuk, Dyrektor Biura Innowacji PKN Orlen, Partner raportu.Premiera raportu Startup Poland 3

Nie tylko przejęcia

Współpraca na linii korporacja – startup nie zawsze sprowadza się do przejęcia udziałów i technologii przez rynkowych gigantów. W stosunku do 21 procent startupów korporacje pozostają strategicznym klientem, natomiast 12 procent korzysta ze wsparcia korporacji przy promocji produktów. W przypadku 10 procent podmiotów, współpraca opiera się na wspólnych projektach marketingowych i PR-owych.

Polskie startupy mają potencjał, niektóre z nich już podbijają rynki zagraniczne. Jednak przed nami jeszcze długa droga, zanim będziemy mogli z całą pewnością mówić o polskich podmiotach gospodarki cyfrowej jako tygrysach gotowych wkroczyć na międzynarodowe wody – mówi Sebastian Perczak, Dyrektor Zarządzający, Pion Bankowości Przedsiębiorstw, Citi Handlowy.

Wiele wskazuje na to, że rok 2019 okaże się rokiem rekordowym z punktu widzenia kapitału pozyskiwanego oraz inwestowanego przez polską branżę startupową. Przełamana zostanie granica 1 miliarda złotych, a przykłady tegorocznych, największych rund inwestycyjnych pokazują jasno, że polski rynek awansuje do wyższej ligi – podkreśla Julia Krysztofiak-Szopa, prezes Startup Poland.

Partnerami tegorocznej edycji raportu są: PARP, PKN ORLEN, Fundacja Citi Handlowy im. Leopolda Kronenberga, Google, Hubhub oraz Sotrender. Pełna wersja raportu dostępna jest na stronie internetowej Startup Poland: www.startuppoland.org.
Premiera raportu Startup Poland 2

Premiera raportu Startup Poland

Black Friday na rynku ropy

Black Friday zawitał na rynku ropy. Z piątkowej przeceny o ponadprzeciętnej skali podnoszą się surowce energetyczne. Po weekendzie baryłka WTI drożeje 1,7 proc. i jest wyceniana na około 56 USD. Kurs gazu rośnie ponad 3,5 proc. Wszystko przy optymizmie na rynkach, po sygnałach z Iraku o możliwych większych cięciach dostaw surowca przez kraje OPEC+ i zapowiedzi największego IPO w historii.

W połowie września – po atakach na instalacje naftowe największego na świecie pod względem dziennego wydobycia koncernu Aramco z Arabii Saudyjskiej – ceny ropy ostro skoczyły do góry. Po wystrzale po ataku dronów, cena ropy WTI drastycznie spadła i na początku października WTI była notowana w okolicach 51 USD. Przez kolejne dwa miesiące (październik – listopad) cena surowca rosła, zbliżając się do granicy 59 dolarów za baryłkę. W piątek mieliśmy jednodniową, gwałtowną przecenę (4-procentową w przypadku ropy Brent, 5-procentową w przypadku WTI oraz 8–procentową w przypadku gazu ziemnego).

Notowania ropy naftowej jednak szybko odreagowują piątkową zniżkę w związku z oświadczeniem irackiego ministra energii, który stwierdził, że kartel będzie rozpatrywał głębsze cięcia produkcji surowca. Kwestie zmniejszenia wydobycia są przedmiotem gry politycznej, ale najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydaje się przedłużenie porozumienia naftowego do połowy 2020 r. przy niezmienionych limitach produkcji.

– Takie spekulacje stanowią impuls dla optymizmu na rynku, a jeśli przyjmiemy, że wszystkie państwa będą wypełniać deklarowane ograniczenia wydobycia, a Arabia Saudyjska podtrzyma produkcję o 500 tys. baryłek/dzień niższą niż musi, to w pierwszej połowie 2020 r. produkcja OPEC wyniesie 29,5 mln b/d. – tłumaczy Konrad Białas, główny ekonomista Domu Maklerskiego TMS Brokers.

Tymczasem ostatnie prognozy Międzynarodowej Agencji Energii mówią, że popyt na ropę z kartelu sięgnie tylko 28,2 mln b/d. Dodajmy jeszcze do tego, że niektóre kraje – jak Nigeria, czy Irak – wydobywają więcej ropy niż deklarowały, co oznacza, że problem nadpodaży pozostanie.

Największe IPO w historii świata?

Niepokojące jest jednak to, że grudniowy window dressing rynku ropy może okazać się niewystarczający, by skutecznie przeciwdziałać prognozom nadpodaży. Po IPO Saudi Aramco Arabia Saudyjska może już nie widzieć interesu w redukcji wydobycia ponad pisemne zobowiązania. – Nie ma też gwarancji, że inni członkowie kartelu będą wierni swoim zobowiązaniom. W szerszym horyzoncie, tj. w 2020 roku zderzenie z rzeczywistością może być bolesne dla byków na rynku ropy – ocenia Białas i dodaje, że jedynie uważna obserwacja kursu i sytuacji polityczno-gospodarczej umożliwia bezpieczniejszy handel na tym, tak atrakcyjnym dla inwestorów, rynku. Zwłaszcza, że to strategiczny, energetyczny surowiec, który obok gazu ziemnego, węgla kamiennego i brunatnego stanowi podstawowy, kopalny surowiec energetyczny gospodarczego świata. Przez to właśnie na ropę jest ogromny popyt, co w efekcie daje możliwość zarabiania na spadkach i wzrostach kursu

Wygląda więc na to, że rynek ropy wykazuje entuzjazm w związku z zapowiedziami ogłoszenia oferty publicznej państwowego koncernu paliwowego Saudi Aramco. IPO przypada na 11 grudnia i Saudyjczykom zależy, aby sprzedaż akcji poszła jak najlepiej. – A cena będzie tym lepsza, im lepiej będą wyglądać perspektywy rynku ropy naftowej. Trudno przecież uwierzyć, że ograniczanie wydobycia o dodatkowe 500 tys. b/d jest aktem hojności na rzecz innych członków OPEC – ocenia ekonomista.

Koncern Saudi Aramco podał, że planuje sprzedaż w ofercie publicznej trzech miliardów akcji, czyli 1,5 procent kapitału. Jak podaje Reuters – wycena firmy spadła z 2 bln USD do ok. 1,7 bln USD. W ramach oferty publicznej do 0,5 proc. akcji ma trafić do inwestorów indywidualnych. Akcje Saudi Aramco będą notowane na saudyjskiej giełdzie Tadawul. Celem sprzedaży akcji firmy jest zmniejszenie deficytu budżetowego rządu, który według przewidywań miał wynieść w 2018 roku ok. 36 mld dolarów. Jak podaje CNBC – deficyt podobnej wielkości ma pojawić się w 2019 roku.

Oferta publiczna koncernu była wielokrotnie przekładana, choć po raz pierwszy zaplanowano ją na 2018 rok. Największy w historii świata debiut najbardziej zyskownej spółki świata może sięgnąć 25,6 mld dolarów. Jeśli przewidywania się potwierdzą, to debiut przebije publiczną ofertę Alibaby, który w  2014 roku sprzedał akcje za 25 mld dolarów. W 2018 roku firma uzyskała 111,1 miliarda dolarów zysków. To więcej niż łącznie Apple, Google i Exxon Mobil.

Z doniesień agencji Reuters wynika, że Aramco oczekuje, że co najmniej jedna trzecia sprzedaży akcji zostanie pokryta przez inwestorów detalicznych, którzy mają czas do 28 listopada na zapisanie się na IPO. Oferta instytucjonalna kończy się 4 grudnia.

CFO o zmianach w podatkach 2019 – czytelność przepisów, kontrole i obowiązki sprawozdawcze

Aż 78 proc. dyrektorów finansowych w Polsce odczuwa zaostrzenie praktyki podatkowej fiskusa w ostatnim roku. To wzrost o 6 pkt. proc. w stosunku do zeszłorocznego badania. Spada odsetek CFO popierających działania Ministerstwa Finansów

W ostatnich latach Ministerstwo Finansów wprowadziło wiele zmian i regulacji w polskim systemie podatkowym. Zmiany te, coraz bardziej uciążliwe dla podatników, w dużej mierze dotyczą dyrektorów finansowych firm działających w Polsce. To oni muszą bezbłędnie orientować się w nowych przepisach i praktyce podatkowej, żeby zapewnić swoim firmom prawidłowe prowadzenie spraw finansowych. Dlatego firma audytorsko-doradcza Grant Thornton i towarzystwo ubezpieczeniowe Euler Hermes już po raz trzeci zapytały polskich CFO, jak odbierają wprowadzone w ostatnim roku zmiany.

Z najnowszej edycji raportu wynika, że zdecydowana większość CFO, bo aż 78 proc. ankietowanych, odczuwa dalsze zaostrzanie polityki podatkowej wobec firm w Polsce. Tegoroczny wynik jest o 6 pkt. proc. wyższy niż w badaniu z 2018 roku i aż o 35 pkt proc. wyższy niż w 2017 roku. 

Wykres 1. Jak z Pana(-i) perspektywy zmieniła się praktyka podatkowa urzędów skarbowych wobec przedsiębiorstw w ostatnich 12 miesiącach?perspektywy zmieniła się praktyka podatkowa urzędów skarbowych wobec przedsiębiorstw

Polscy CFO zapytani o obszary, w których ich firmy odczuwają najsilniejsze zmiany, w zdecydowanej większości (74 proc. ankietowanych) wskazali dalsze zaostrzanie przepisów podatkowych oraz zaostrzanie wymagań sprawozdawczych wobec podatników (70 proc. badanych). To duży wzrost w stosunku do badania z zeszłego roku, w którym na to pytanie tak odpowiedziało odpowiednio 56 proc. i 61 proc ankietowanych. Kolejne wprowadzone przez fiskus zmiany, które odnotowali polscy dyrektorzy finansowi, to wzrost szczegółowości kontroli skarbowych (35 proc ankietowanych) oraz rzadsze wydawanie interpretacji podatkowych korzystnych dla przedsiębiorców (28 proc.). To wzrost o 9 pkt. proc. rok do roku w przypadku obu obszarów. Z kolei w ocenie częstotliwości samych kontroli skarbowych oraz wydawania korzystnych dla firm decyzji fiskusa badani CFO zauważyli złagodzenie praktyki podatkowej – zaostrzenie  tym obszarze widzi odpowiednio 26 proc. (spadek z 29 proc. rok temu) oraz 21 proc. (spadek z 30 proc. rok temu) ankietowanych.

Głównym problemem jest jakość stanowionego prawa. Do zmian bowiem wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni, natomiast bez odzewu pozostają prośby o jasność i czytelność przepisów. Ostatnio po wprowadzeniu zmian kluczowe jest to, jak wypowie się Minister Finansów w objaśnieniach. Analiza przepisów niewiele bowiem rozjaśnia. Jeżeli to się nie zmieni, to niezadowolenie CFO i w ogóle podatników będzie narastać – tłumaczy Dariusz Gałązka, Partner w Grant Thornton, szef Zespołu Doradztwa Podatkowego.

W efekcie regularnie kurczy się grono CFO pozytywnie oceniających wysiłki resortu finansów, mające służyć uszczelnieniu systemu podatkowego. Jeszcze w 2017 roku popierających działania MF było aż 82 proc. respondentów. Rok później – w 2018 roku – ich liczba spadła do poziomu 65 proc., a w tym roku ten negatywny trend jeszcze bardziej się pogłębił i już tylko 57 proc. polskich CFO korzystnie oceniło działania ministerstwa.

Wykres 2. Jak ocenia Pan(-i) skuteczność wprowadzonych przez Ministerstwo Finansów działań mających uszczelnić system podatkowy (np. podział źródeł przychodów na pochodzące z działalności oraz na zyski kapitałowe, wprowadzenie limitu dla usług niematerialnych, zmiany w podatku u źródła, JPK dla wszystkich)? skuteczność wprowadzonych przez Ministerstwo Finansów działań mających uszczelnić system podatkowy

Wyniki tegorocznego badania wykazują, że Polscy CFO nadal czują się mocno zaniepokojeni zaostrzającą się polityką fiskalną państwa. Aż 57 proc. ankietowanych (58 proc. w 2018 roku) uważa, że działania MF utrudniają im prowadzenie biznesu. Jeszcze dwa lata wcześniej – w 2017 roku – takich odpowiedzi było niemal o połowę mniej (32 proc.). Cieszyć może jednak fakt, że w ostatnim roku ta grupa przestała już rosnąć. Z kolei odsetek dyrektorów finansowych uważających, że działania MF nie wpływają na działalność ich firmy, wyniósł w tegorocznej edycji badania 41 proc. (o 3 pkt. proc. więcej, niż w 2018 roku i o 25 pkt. proc. mniej niż w 2017 roku). Równocześnie z 4 do 2 proc. spadł w bieżącym roku odsetek wskazań respondentów, którzy zadeklarowali, że działania rządu ułatwiają im prowadzenie biznesu.

Trwające zacieśnianie pętli podatkowej sprawia, iż niewspółmiernie więcej energii jest kierowane przez CFO w spełnianie nowych wymagań, np. raportowych, zamiast oczekiwanej przez zarządy wzrostu efektywności i produktywności, a przez to wartości firm. Pozytywnym sygnałem jest utrzymanie przeciętnie na podobnym poziomie, w porównaniu do roku 2018, wpływu zaostrzającej się polityki fiskalnej na pracę ankietowanych CFO. Dowodzi to, że jak przystało na prawdziwych profesjonalistów, sprawnie i efektywnie radzą sobie z tymi wyzwaniami – uważa Waldemar Wojtkowiak, Członek Zarządu, CFO & CRO Euler Hermes.

Ambasador czy Kontroler – cztery typy członka rady nadzorczej

W skład rad nadzorczych spółek publicznych wchodzi nie mniej niż pięciu członków. Członkowie rady mogą nie tylko sprawdzać, czy spółka realizuje swoją strategię i pilnować interesów akcjonariuszy, ale także realnie wspierać działalność nadzorowanego podmiotu. Optymalny dobór członków rady powinien uwzględniać cztery style działania definiowane przez praktyków jako Kontroler, Gwarant, Koordynator i Ambasador. Każdy ze stylów to różny zbiór kompetencji i doświadczeń zawodowych. To odrębny bagaż zasobów oraz zupełnie inne relacje z akcjonariuszami. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte pt. „Rady nadzorcze w Polsce. Jakie mają priorytety? Gdzie kończy się ich odpowiedzialność? Jak funkcjonują?”,  dopiero kompilacja cech poszczególnych stylów może świadczyć o rzeczywistej niezależności organu.

Na podstawie analizy wypowiedzi wyselekcjonowanej grupy przedstawicieli rad nadzorczych polskich i zagranicznych spółek, eksperci Deloitte wyróżnili cztery podstawowe style działania, prezentowane przez członków rad nadzorczych. Obecność wszystkich z nich wpływa na efektywne i niezależne wywiązywanie się z obowiązków nadzorczych – Zmiany legislacyjne wprowadzane w Polsce na przestrzeni ostatnich lat sukcesywnie zwiększają rolę i odpowiedzialność rady nadzorczej oraz egzekwują jej niezależność. Występowanie czterech stylów w radzie nadzorczej umożliwia i gwarantuje działanie rady w warunkach autentycznej autonomii – mówi Maciej Wróblewski, Partner Associate, Deloitte Legal.

Styl Kontrolera – zgodnie z literą prawa

Charakteryzuje go skrupulatne kontrolowanie wszelkich dokumentów, w tym sprawozdań finansowych, przygotowanych przez zarząd. Podstawą wyboru kandydata na członka rady nadzorczej są wysokie kwalifikacje i imponujące kompetencje. Najczęściej, w stylu Kontrolera odnajdują się biegli rewidenci czy uznani prawnicy. Nie dziwi więc fakt, że wykonując swoje obowiązki, postępują zgodnie z przepisami prawa i istniejącymi procedurami. Realizują najczęściej oczekiwania wobec rady nadzorczej znajdujące się w przepisach prawa.

Styl Gwaranta – znak jakości firmy

Zazwyczaj jest nim znany i ceniony ekspert, wybrany na członka rady nadzorczej m.in. ze względu na wiedzę teoretyczną, której potwierdzeniem będą liczne tytuły naukowe. Reprezentanci tego stylu nie lubią, gdy inni członkowie rady nadużywają swojej pozycji, która potencjalnie może obciążyć ich reputację. Są znani w obszarze działalności organizacji i rozpoznawalni w środowisku branżowym. Charakterystycznym dla Gwaranta będzie utrzymywanie dystansu wobec spraw formalnych.

Styl Koordynatora – dominujący przewodniczący

Koordynator to z reguły typ dominujący, utalentowany przywódca, lubiący mieć rzeczywisty wpływ na działalność organizacji. Ze względu na te cechy, najczęściej wybierany jest na stanowisko przewodniczącego. Świetnie odnajduje się w zarządzaniu proceduralno-strategicznym w ramach struktur rady nadzorczej. Jego pozycja wynika z doświadczenia, również tego, pozyskanego w firmie, w organach której zasiada. Ze względu na znajomość procesów i struktur lubi aktywnie wpływać na decyzje zarządu. Dzięki temu może sobie pozwolić na rzeczywistą weryfikację jego działań.
Koordynatorom najłatwiej będzie znaleźć nić porozumienia z członkiem rady nadzorczej reprezentującym styl kontrolera. Zbliży ich doświadczenie i wierność zasadom compliance – mówi Maciej Wróblewski.

Styl Ambasadora – dla poszerzenia horyzontu możliwości

Ambasador jest osobą wpływową, posiadającą szeroką sieć relacji i znajomości. Dzięki niemu firma ma możliwość zawierania nowych kontaktów, które poszerzają możliwości biznesowe organizacji. To z reguły jest celem zatrudnienia Ambasadora. Z racji bliskich relacji z głównym akcjonariuszem, proces jego rekrutacji nie angażuje stron trzecich. Często zostaje nim były mocodawca lub wysoki rangą pracownik administracji publicznej. Ambasador może wejść w konflikt z kontrolerem, którego działanie nie będzie uważał za szczególnie istotne z perspektywy biznesowej.

Antystyl – Figurant i Branżowiec

Na uwagę zasługują również dwa style, które mocno kontrastują z wyżej wymienionymi, a co do których badani byli zgodni – ich obecność w radzie negatywnie oddziałuje na pracę organu.  Pierwszy – Figurant, osoba bez wiedzy, doświadczenia i wymaganych kompetencji.

Kolejny krytykowany styl to Branżowiec. Wąsko wyspecjalizowany ekspert, zbyt mocno skoncentrowany na problemach operacyjnych. Bez obycia ze stanowiskiem członka rady, w związku z czym bez znajomości podstawowych przepisów prawnych ani relacji biznesowych.

Konstruując skład rady nadzorczej warto szukać ludzi reprezentujących 4 główne style sprawowania funkcji i oczywiście unikać antystylów. Dzięki temu rada będzie dawała akcjonariuszom i samej spółce wartość dodaną, wychodząca poza jej formalny zakres działania.

Badani najczęściej identyfikują się z jednym stylem członka rady nadzorczej, krytykując przy tym pozostałe. Niezależnie od stopnia krytyki, zwracają jednak uwagę na wartość, która płynie z obecności członków rad nadzorczych reprezentujących różne style. Praktycy, z którymi przeprowadziliśmy wywiady na każdym kroku akcentowali fakt, że skład rady nadzorczej powinien być w pełni zdywersyfikowany i wyposażony w różne typy kompetencji i doświadczeń – mówi Dorota Snarska-Kuman, Partner odpowiedzialny za grupę Audit & Assurance w Sektorze Instytucji Finansowych, Deloitte.

Niezobowiązujące terminy

Kiedy rynki nie do końca wiedzą, co zrobić z poniedziałkowym zamieszaniem, prezydent Trump tylko dolewa oliwy do ognia. Powoli nic już nie jest pewne w temacie porozumienia handlowego z Chinami, przez co spada wiarygodność stron, a rynek może czekać bolesne przebudzenie po sennym listopadzie.

Prezydent USA Donald Trump wczoraj zasugerował, że do przyjęcia dla niego byłoby wstrzymanie podpisania umowy z Chinami do czasu wyborów prezydenckich pod koniec 2020 r. Kiedy inwestorzy byli skupieni na dyskusji, czy może uda się podpisać porozumienie Pierwszej Fazy jeszcze w tym roku lub najpóźniej w styczniu, teraz te dywagacje nie mają sensu, jeśli groźby wysokich (lub jeszcze wyższych) ceł mogą wisieć nad rynkami przez wiele miesięcy. Brak pośpiechu widać nie tylko po stronie Trumpa, ale też Pekinu, który po cichu liczy, że wybory mogą przynieść zmianę gospodarza w Białym Domu i przynieść zwrot w polityce handlowej. Ale dla rynków tu i teraz oznacza to zero postępów w trwającym już 20 miesięcy sporze handlowym, który hamuje globalne ożywienie. Co więcej, to może nie być koniec negatywnych doniesień z obszaru negocjacji handlowych w tym roku, gdyż na 15 grudnia zaplanowane jest wprowadzenie ceł na import z Chin wart 160 mld USD. Koniec roku może być dość burzliwy, jeśli inwestorzy uznają, że budowany od września optymizm był nieuzasadniony. Z drugiej strony zawsze istnieje szansa (ryzyko?), że dziś Trump powie zupełnie co innego niż wczoraj. Lub zmieni zdanie za kilka dni, jeśli spadki na Wall Street będą zbyt szybkie i zbyt duże. Bo nie można jednocześnie stosować polityki gróźb i cieszyć się rekordami indeksów.

Rynki są na rozdrożu, gdyż załamanie sentymentu i skok zmienności mogą przyjść, ale nie muszą. Kiedy wszystko zależy od jednego słowa jednej osoby, trudno budować na tym długo falowe założenia inwestycyjne. W rezultacie co wpierw będzie można zauważyć na rynkach to redukcja pozycji, które dominowały w ostatnim czasie. Wysokie notowania indeksów giełdowych albo tanie złoto przychodzą tu pierwsze na myśl. Na FX odbicie walut rynków wschodzących przy wzroście awersji do ryzyka wydaje się sprzeczne z logiką, ale po silnej przecenie z poprzedniego tygodnia, skok niepewności pcha inwestorów do spieniężenia zysków. Na tej samej zasadzie kapitulacja z zastygłych pozycji ściąga w dół USD/JPY pod 109, czy przynosi odbicie EUR/USD od 1,10. O tym, czy dziś otrzymamy kontynuację tych ruchów, będą decydować dane z USA dziś po południu. W poniedziałek słaby ISM dla przemysłu pozostawił gorzki posmak i teraz sporo zależy od tego, czy indeks dla sektora usługowego potwierdzi zadyszkę w aktywności gospodarczej, czy jednak poświadczyć o sile sektora, który odpowiada za prawie 80 proc. PKB.

W Polsce posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej przyniesie kolejną decyzję o utrzymaniu stóp procentowych bez zmian. Jednocześnie otrzymamy konfirmację o obecności odmiennych zdać członków Rady co do przyszłej ścieżki polityki. Obozy jastrzębi i gołębi godzi jednak prezes Glapiński, który stoi na stanowisku niezmieniania kosztu pieniądza przez najbliższe dwa lata. W Kanadzie oczekujemy, że bank centralny utrzyma stopę procentową bez zmian. W ostatnim wystąpieniu przed tygodniem prezes BoC Poloz powiedział, że „gospodarka Kanady jest ogólnie w dobrym położeniu” i „mamy prawie idealne warunki monetarne”. To zwiastuje neutralny wydźwięk komunikatu, ale jedna fraza może zawsze zaważyć na odbiorze (jastrzębim lub gołębim).

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Black Friday 2019 w polskim internecie – ubrania i kosmetyki zrobiły rekordowy wynik

Black Friday w Polsce nie ma takiego umocowania w kalendarzu świąt jak w USA – u nas to po prostu końcówka listopada. Jednak sprzedawcom, zwłaszcza tym internetowym, udało się od zera w kilka lat wykreować ten dzień na festiwal zakupów. Świetnie zadziałała tu magia marketingu, a zwłaszcza sprawdzony zabieg: czas promocji ograniczony.

Wyniki Black Friday 2019 pokazują wyraźnie, że ten fenomen z każdą kolejną edycją przybiera na sile, a sprzedawcy internetowi są coraz lepsi w wykorzystywaniu tego trendu do przyciągania klientów i zwiększania sprzedaży. Podczas Black Friday 2019 r. sklepy internetowe na platformie Shoper odnotowały o 50 proc. wyższą wartość sprzedaży niż rok wcześniej. Tym samym Shoper poprawił zakupowy rekord ustanowiony rok temu również podczas Black Friday 2018 r.

– Sklepy świetnie wykorzystały swoją okazję w Black Friday- przygotowały promocyjną ofertę oraz jej odpowiednią komunikację. Ważny jest też aspekt techniczny wielkiej akcji sprzedażowej – nasze sklepy wytrzymały wzmożony ruch, strony sklepów nie zawieszały się a płatności przebiegały bez zakłóceń. Do najwyższej gotowości została postawiona również sama obsługa klienta m.in. kompletowanie dużo większej liczby zamówień oraz ich wysyłka, tak że paczki z niektórych sklepów już dotarły do kupujących – mówi Oliwia Tomalik, Marketing Manager Shoper.

Black Friday vs. zwykły dzień: ile razy więcej wydaliśmy?

Shoper postanowił zmierzyć, jak skutecznie sprzedawcy działający na tej platformie potrafią wykorzystać Black Friday do zwiększenia sprzedaży i którzy z nich radzą sobie z tym najlepiej. Analitycy firmy porównali statystyki z tego dnia zsumowane dla ponad 12 tys. sklepów z wynikami zarejestrowanymi w poprzedni piątek – 22 listopada.

  • Ruch na stronach sklepów był wyższy o 39 proc.
  • Liczba zamówień wzrosła 158 proc.
  • Wartość sprzedaży wzrosła o 185 proc.
  • Wartość transakcji sfinalizowanych za pomocą Płatności Shoper wzrosła o 251 proc.

Najwięcej podczas Czarnego Piątku zarobiły sklepy z kategorii Zdrowie i Uroda, Dom i Ogród oraz Odzież. Z kolei w statystykach liczby zamówień zdecydowanie wybijają się ubrania i kosmetyki – łącznie produkty z tych dwóch grup odpowiadają za 43 proc. zamówień z Black Friday.

Statystyki płatności za zakupy również dowodzą rosnącej popularności Czarnego Piątku w polskim internecie. Duże wzrosty odnotowała firma Blue Media. Operator płatności online podczas Black Friday 2019 r. zarejestrował o 100 proc. więcej transakcji niż w Black Friday 2018.

Black Friday czy Black Week?

Cały miniony tydzień (“Black Week” 25.11-01.12) zakończył się w sklepach na platformie Shoper wynikiem sprzedażowym o 46 proc. wyższym od poprzedniego tygodnia (18-24.11), co pokazuje, że zainteresowanie zakupami w sieci w Polsce wyraźnie wzrosło pod koniec listopada, choć zdecydowanie najlepszym dniem był Czarny Piątek.

– Jeszcze parę lat temu nie widzieliśmy na reklamach “black weeków” czy “czarnych weekendów”. W tym roku wiele sklepów wystartowało z promocyjnymi akcjami wcześniej, by zdążyć przed natłokiem czarnopiątkowych komunikatów. Kultura zakupowa potrafi dostosować każdą ideę na lokalne potrzeby, a Polacy są narodem niecierpliwym i nie wszyscy chcą czekać na wielkie obniżki dostępne tylko w jednym konkretnym dniu. Myślę, że “rozmasowanie” akcji wyprzedażowej na kilka dni to wentyl dla e-commerce’u. Przez to zyskują obie strony: kupujący, bo ma więcej czasu na zakupy; i właściciel sklepu, który nie musi obsługiwać boomu w ciągu jednego dnia, lecz kilku, co daje też w efekcie lepszą obsługę klienta. Wciąż jednak całe zjawisko napędza sam Black Friday – zauważa Jacek Zientkiewicz, Head of Business Development w Shoper.

Zalety rozciągnięcia promocyjnego czasu na cały tydzień zauważa też firma SMSAPI, zajmująca się masowymi wysyłkami SMS-ów, często wspierającymi sprzedaż sklepów internetowych. Jej eksperci zauważają, że komunikacja Black Friday jest z roku na rok bardziej intensywna. By przebić się przez gąszcz informacji o promocjach, w tym roku wiele sklepów zaczęło komunikację wcześniej – klienci SMSAPI wysłali ponad 90% więcej wiadomości SMS w czwartek przed Black Friday niż w roku poprzednim.

Statystyki Shopera z minionych lat pokazują, że w grudniu wyniki nigdy nie były aż tak dobre jak w Black Friday, jednak o mniej więcej 1/3 wyższe niż przed okresem świątecznym. Taki stan utrzymywał się do ok. 20 grudnia, po czym następował świąteczno-noworoczny spadek. Prawdopodobnie tak samo będzie wyglądać też sytuacja w tym roku. Więc Black Friday śmiało można nazwać otwarciem sezonu świątecznego w e-sklepach.

Grzegorz Dzięgielewski

Co czwarty Polak rezygnuje z walki o swoje prawa

Prawie co czwarty Polak rezygnuje z walki o swoje prawa. Tłumaczymy się brakiem chęci, obawą przed kosztami i nieznajomością przysługujących nam praw. Wiążą się z tym straty finansowe, których wysokość można porównać z równowartością średniego krajowego wynagrodzenia. Jakie sytuacje prawne przysparzają naszym rodakom największych problemów?

Z badania „Świadomość prawna Polaków” przeprowadzonego przez Naczelną Radę Adwokacką wynika, że w ciągu ostatnich pięciu lat prawie co czwarty Polak (23 proc.) znalazł się w sytuacji, w której mógł dochodzić swoich praw, ale się na to nie zdecydował. Takie sytuacje najczęściej miały miejsce w przypadku niedotrzymania warunków umowy – dotyczyło to 12 proc. wszystkich rezygnacji z roszczeń. Kolejno wskazywano rezygnację z ubiegania się o należące się odszkodowanie (9 proc.), szkody powstałe w wyniku wypadków (8 proc.), kwestie finansowo-podatkowe (6 proc.) oraz sprawy spadkowe (5 proc.).

Brak motywacji, by walczyć o swoje?

Najczęstszym powodem rezygnacji z walki o swoje prawa był brak sił i chęci – taką odpowiedź wskazało aż 28 proc. ankietowanych, którzy znaleźli się w takiej sytuacji. Prawie co piąta osoba (19 proc.) obawiała się kosztów związanych z postępowaniem, natomiast 13 proc. respondentów nie miało odpowiedniej wiedzy o przysługujących im prawach. 27 proc. osób przyznało, że odpuściło bez żadnego konkretnego powodu.

Walka o swoje prawa wymaga dużego zaangażowania emocjonalnego oraz czasu, jaki musimy poświęcić sprawie – zwłaszcza, jeśli robimy to na własną rękę. Dla osób bez kierunkowego wykształcenia przepisy prawne bywają niezrozumiałe, nie dziwi więc fakt, że tak często decydujemy się zrezygnować z roszczeń. Powierzenie sprawy adwokatowi jest dużym ułatwieniem, ponieważ adwokat uświadomi nas o przysługujących nam prawach, wskaże dostosowane do naszej sprawy możliwości działania, czy skieruje w naszym imieniu odpowiednie pismo. Jeśli obawą są koszty, musimy wziąć pod uwagę, że koszty konsultacji mogą być nieporównywalne ze stratami finansowymi, jakie możemy ponieść w wyniku nieznajomości prawa – zaznacza adw. Anisa Gnacikowska, zastępca sekretarza Naczelnej Rady Adwokackiej, koordynatorka kampanii „Adwokat w każdym przypadku”.Świadomość prawna Polaków

Pensja? Nie, dziękuję

Polacy poproszeni o oszacowanie strat finansowych powstałych w wyniku nieznajomości prawa najczęściej wskazywali kwoty w przedziale od 1000 do 5000 zł (21 proc. wskazań). Koszty w wysokości od 5001 do 10 000 dotyczyły 11 proc. przypadków. Co dziesiąta osoba oszacowała, że starty, jakie poniosła, wyniosły więcej niż 10 000 zł. Z kolei z najnowszych danych udostępnionych przez GUS wynika, że średnie wynagrodzenie w III kwartale 2019 roku wyniosło 5148,07 zł brutto. Zatem jak się okazuje, w wyniku nieznajomości swoich własnych praw, możemy stracić nawet kwoty zbliżone do przeciętnej miesięcznej pensji.

Prawo nas stresuje

Nieznajomość prawa to nie tylko starty finansowe, ale także konieczność poświęcenia dużych nakładów czasu oraz energii, szczególnie gdy próbujemy rozwiązać problem samodzielnie, metodą prób i błędów. Takie sytuacje związane są z nasilonym stresem. Ponad połowa badanych (53 proc.) przyznała, że obawia się sytuacji o charakterze prawnym. A czego boimy się najbardziej? Przede wszystkim są to zadłużenia i windykacje, które znalazły się na pierwszym miejscu zestawienia. Kolejno wskazywano sprawy w sądzie, zawiłości aktów prawnych oraz niedoczytanie warunków umowy.

Aplikacje do zamawiania jedzenia 2Badanie „Świadomość prawna Polaków” zostało przeprowadzone przez agencję SW Research w ramach kampanii informacyjnej „Adwokat w każdym przypadku” organizowanej przez Naczelną Radę Adwokacką. Celem kampanii jest zwiększenie świadomości prawnej Polaków oraz zachęcenie do konsultowania problemów prawnych z adwokatem na ich początkowym etapie. Pozwala to podjąć odpowiednie działania zaradcze, zyskać poczucie bezpieczeństwa, a często także uniknąć strat finansowych i dalszych konsekwencji, takich jak np. skierowanie sprawy do sądu.

Klienci indywidualni liderem transakcji na rynku walutowym

Jak wynika z analizy przeprowadzonej przez Waluteo, kantor wymiany walut online, aż 65% wszystkich transakcji walutowych wykonywanych na ich platformie zlecanych jest przez klientów indywidualnych. Obroty generowane przez tę grupą rosną o ok. 2% rok do roku. Wciąż jednak wymieniają oni niższe kwoty, niż firmy i przedsiębiorstwa, których udział wynosi łącznie 35% wszystkich transakcji, ale generują one 70% obrotów.

Do branż najczęściej korzystających z wymiany walut on-line na platformie Waluteo należą transport oraz handel, a w szczególności rynek FMCG. Często są to także firmy prowadzące działalność zagraniczną, nastawione na import oraz eksport.

Rynek e-kantorów wciąż dynamicznie się rozwija, głównie dlatego, że oferowane przez nas wymiany są po prostu tańsze od tych dostępnych w placówkach stacjonarnych. Niezwykle istotny jest także brak ukrytych opłat, które często zdarzają się w innych kantorach, możliwość realizowania operacji wymiany walut 24/7, niezależnie od miejsca pobytu, a także bezpieczeństwo transakcji – ocenia Piotr Pługowski z Waluteo.pl.

Wynika to z tego, że firmy i przedsiębiorstwa wymieniają dużo wyższe kwoty, nawet podczas pojedynczej transakcji. Największe z nich sięgają średnio 350 000 euro tygodniowo. Oczywiście zdarzają się wyjątki – największe transakcje klientów indywidualnych potrafią sięgać nawet ponad 500 000 zł, a firmowe nawet 450 000 euro jednorazowo.

Średnia wartość transakcji wykonywanych na platformie Waluteo przez klientów indywidualnych wynosi ok 1000 euro, natomiast dla firm 27 000 euro. Dodatkowo warto zauważyć, że  z każdym rokiem zwiększa się grupa osób i podmiotów dokonujących transakcji on-line.

Do najczęściej wymienianych walut według wartości transakcji należą w kolejności: Euro, Dolar amerykański, Funt brytyjski, Korona norweska oraz Frank szwajcarski. Na przestrzeni ostatnich lat można zauważyć m.in. spadek popularności Franka szwajcarskiego, na którym jeszcze kilka lat temu transakcje były popularniejsze niż te na dolarze i funcie.

10 firm będzie dostarczać odpady do najnowocześniejszej spalarni w Polsce. Rzeszowska PGE EC będzie je przetwarzać na ciepło i energię

Zgodnie z przepisami, które weszły w życie na początku września, samorządy mogą przekazywać swoje odpady komunalne do spalarni położonych na obszarze całej Polski, jeśli tylko im się to opłaca. Te natomiast powinny odbierać je od wszystkich zainteresowanych podmiotów. Spółka PGE Energia Ciepła, która zarządza jedną z najnowocześniejszych w Europie instalacji do termicznego przetwarzania odpadów w Rzeszowie, ogłosiła otwarty konkurs, żeby zapewnić równość traktowania wszystkim samorządom. W otwartym postępowaniu konkursowym wybrała 10 podmiotów, które w 2020 roku będą dostarczać odpady do rzeszowskiej instalacji.

– Nasza instalacja to nie jest typowa spalarnia. Odpady są w niej pełnowartościowym paliwem, produkujemy z nich ciepło i energię elektryczną, która następnie jest dostarczana mieszkańcom Rzeszowa. To oni są konsumentami tej energii i korzystają z faktu, że trafiające do nas odpady są tanim paliwem do produkcji energii. Wybraliśmy do tego najlepszą technologię do termicznego zagospodarowania odpadów, sprawdzoną na całym świecie. Instalacje do oczyszczania spalin również są najnowocześniejsze w Europie. Mamy znacznie niższe emisje niż te, które są określane normami europejskimi, pod względem ekologii jesteśmy liderem w Europie – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Gilewicz, dyrektor PGE Energia Ciepła Oddział Elektrociepłownia w Rzeszowie.

Należąca do PGE Instalacja Termicznego Przetwarzania z Odzyskiem Energii (ITPOE) w Rzeszowie działa od października ubiegłego roku. Korzystają z niej jednostki samorządu i mieszkańcy miasta. Aktualnie zakład może zutylizować ok. 100 tys. ton odpadów w skali roku. Dotąd trafiały do niego przede wszystkim odpady z Rzeszowa. Zgodnie z ustawą o utrzymaniu czystości i porządku w gminach z 2012 roku gminy te miały bowiem obowiązek przekazywania swoich odpadów do instalacji regionalnej, a ITPOE jako jedyna w regionie pełniła taką funkcję.

Sytuację zmieniła jednak nowelizacja, która weszła w życie 6 września br. Jej głównym celem jest zwiększenie konkurencyjności na rynku odpadów. Dlatego zniosła tzw. regionalizację, czyli zlikwidowała status regionalnych instalacji do przetwarzania zmieszanych odpadów komunalnych. Innymi słowy, odtąd gminy mogą przekazywać swoje odpady do instalacji położonych na obszarze całego kraju, jeżeli tylko im się to opłaca.

– Po wejściu w życie tej nowelizacji gminy mogą teraz dowolnie przekazywać odpady do instalacji w całej Polsce. Z kolei instalacje takie jak nasza powinny odbierać je od wszystkich zainteresowanych podmiotów – mówi Grzegorz Gilewicz.

Żeby zapewnić równy i transparentny sposób traktowania wszystkich potencjalnych kontrahentów, spółka PGE Energia Ciepła ogłosiła postępowanie na dostawę odpadów komunalnych do ITPOE w Rzeszowie.

 Jedynym kryterium, którym się kierujemy, jest transparentność. Musimy zadbać, żeby każda gmina czy firma reprezentująca daną gminę, która odbiera od niej odpady, mogła je do nas dostarczyć i żeby warunki były jednakowe dla wszystkich. Dlatego doszliśmy do wniosku, że najlepszą formą będzie zorganizowanie otwartego konkursu ofert, w którym będą mogły wziąć udział podmioty z całej Polski – mówi Grzegorz Gilewicz.

Biorąc pod uwagę potrzeby lokalnej społeczności, w II etapie podstępowania spółka wprowadziła jednak kryterium, zgodnie z którym co najmniej 50 proc. dostarczanych do ITPOE odpadów ma pochodzić z województwa podkarpackiego. Dodatkowo, żeby zdywersyfikować dostawy, spółka wymaga, aby odpady dostarczały co najmniej trzy różne podmioty.

– Podstawowym kryterium jest cena, niemniej po analizie pierwszego etapu konkursu doszliśmy do wniosku, że jednak te odpady powinny być zagospodarowywane głównie z Podkarpacia, gdzie jesteśmy jedyną instalacją, która robi to w sposób kompleksowy. Dlatego wprowadziliśmy kryterium, że maksymalnie 50 proc. odpadów może pochodzić spoza Podkarpacia i dzięki temu ustaliliśmy pewną preferencję dla tutejszych gmin – mówi Grzegorz Gilewicz.

Do tej pory Rzeszów i ościenne gminy korzystały też z najniższych w regionie kosztów zagospodarowania odpadów w ITPOE. Nowelizacja przepisów i zmiana zasad ich dostarczania oznacza dla nich konieczność dostosowania się do konkurencyjnych, rynkowych stawek.

– Rzeszowskie gminy nie są zadowolone z takiego obrotu sprawy. Stawiały postulaty, że bogate miasta mogą zaoferować wyższe ceny i w związku z tym ich oferty mogą być niekonkurencyjne. Uspokoiliśmy jednak mieszkańców Rzeszowa i okolicznych gmin, wprowadzając warunek ograniczający możliwość wyboru ofert spoza Podkarpacia – podkreśla Grzegorz Gilewicz.

Wczoraj komisja konkursowa poinformowała, że postępowanie PGE na dostawę zmieszanych odpadów komunalnych do ITPOE zostało zakończone. Wybranych zostało w nim 10 podmiotów, które w 2020 roku będą dostarczać odpady do rzeszowskiej instalacji.

 Podejmując decyzję o budowie tej instalacji, chcieliśmy zagospodarowywać odpady z Rzeszowa. Tutaj nic się nie zmieniło. Jesteśmy gotowi odbierać odpady z Rzeszowa i będziemy to robić. Natomiast włodarze miasta muszą zrozumieć, że zmieniły się uwarunkowania kosztowe i to nie oni, ale operator instalacji ustala ceny za zagospodarowanie odpadów – mówi Grzegorz Gilewicz. – Te opłaty, które ponoszą mieszkańcy, zawierają w sobie wiele innych kosztów. My odpowiadamy tylko za jeden – i to wcale nie ten największy. Są jeszcze koszty odbioru, transportu, opłat za selektywną zbiórkę i segregację odpadów. To nie my decydujemy o tym, jaka będzie wysokość opłat. Decydują zarządy miast, które mają pełną kalkulację kosztów i na tej podstawie ustalają opłaty dla mieszkańców.

Łącznie w postępowaniu na dostawę odpadów do ITPOE w Rzeszowie wzięło udział 27 podmiotów. Jak podkreśla spółka, tak duże zainteresowanie świadczy o tym, że w Polsce jest ogromne zapotrzebowanie na instalacje przetwarzania odpadów. Dlatego we wrześniu Grupa PGE i PGE Energia Ciepła zainicjowały podpisanie listu intencyjnego z Marszałkiem Województwa Podkarpackiego na budowę II linii tej instalacji, która ma podwoić jej wydajność.

– Działamy na obszarze całej Polski. W niektórych miastach mamy podpisane umowy o zrównoważonym rozwoju miast. W ubiegłym tygodniu taką umowę podpisaliśmy również z Rzeszowem. Jej elementem jest rozwój miejskiej sieci ciepłowniczej. W ciągu 9 lat przeznaczymy na ten cel 9,5 mln zł. To bardzo znacząca kwota, bo Rzeszów się rozwija, budownictwo mieszkaniowe przeżywa boom, a przyłączanie do sieci jest kosztowne. Dzisiaj MPEC nie stać już na przyłączanie nowych odbiorców, bez naszej pomocy finansowej musiałby im odmawiać. Zachowujemy więc możliwość przyłączania do sieci, pomagamy dystrybutorowi, a przy okazji wpływamy na to, że mieszkańcy mają komfortowe warunki i czystsze powietrze – mówi dyrektor PGE Energia Ciepła Oddział Elektrociepłownia w Rzeszowie.

Rządowe dopłaty napędzą sprzedaż aut elektrycznych. Chce z nich skorzystać nawet połowa polskich firm

W życie wchodzi rządowy program dopłat do zakupu samochodów elektrycznych, który w pierwszym etapie obejmie nabywców indywidualnych. Ci mogą uzyskać 30 proc. dofinansowania do zakupu elektryka, którego cena nie przekracza 125 tys. zł. W drugim etapie na taki bonus będą mogli liczyć też klienci flotowi. Z prognoz PSPA i Frost & Sullivan wynika, że przy optymalnym wykorzystaniu środków na ten cel z Funduszu Niskoemisyjnego Transportu w 2025 roku flota pojazdów elektrycznych w Polsce będzie już liczyła 300 tys. Eksperci podkreślają, że rządowe zachęty są kluczowym elementem napędzającym rozwój rynku elektromobilności.

Polski rynek pojazdów elektrycznych rozwija się w niezwykle szybkim tempie. Ludzie w Polsce rozumieją, jak ważne jest przejście na pojazdy elektryczne. Jednak aby zmotywować ich do zmiany, potrzebne są zachęty, ponieważ pojazdy elektryczne są droższe, a do tego dochodzi kwestia ich ładowania. Rozumieją to rządy w całej Europie, w tym także rząd polski, oferując szereg mniejszych i większych zachęt do wyboru pojazdów elektrycznych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Baudouin Denis, dyrektor generalny BMW Group Poland.

Liczba Polaków rozważających zakup samochodu elektrycznego wzrasta z każdym rokiem. W ubiegłym roku deklarowało to już 17 proc. polskich kierowców (w porównaniu z 12,4 proc. rok wcześniej) – wynika z „Barometru elektromobilności 2018”. O tym, że Polacy interesują się nowoczesnymi technologiami w motoryzacji, świadczy także wysokie zainteresowanie zakupem tradycyjnych hybryd (28 proc.), które mogą być traktowane jako substytut rynku pojazdów elektrycznych – wskazuje PSPA.

– Polacy lubią innowacje także w sektorze motoryzacyjnym i są gotowi poruszać się coraz mniej emisyjnymi pojazdami. To idzie krok po kroku – samochody elektryczne jeszcze w niewielkiej liczbie trafiają do polskich domów. Ten rok zakończymy na poziomie ok. 10 tys. sprzedanych egzemplarzy. To niewiele w porównaniu do 18 mln samochodów, które jeżdżą po polskich drogach, ale z drugiej strony ta liczba jest wielokrotnie wyższa niż jeszcze dwa lata temu. To, co koncerny motoryzacyjne pokażą w kolejnych dwóch latach, oraz wsparcie ze strony państwa przełożą się na liczbę rejestracji liczoną w tysiącach – przewiduje Maciej Mazur, dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

Według „Licznika elektromobilności” na koniec sierpnia br. po polskich drogach jeździły już 6 672 samochody osobowe z napędem elektrycznym. Od stycznia do sierpnia zarejestrowano łącznie 2 416 samochodów całkowicie elektrycznych oraz hybryd typu plug-in, czyli o 89 proc. więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Wraz ze wzrostem liczby pojazdów rozwija się też infrastruktura ładowania – na koniec sierpnia br. w Polsce funkcjonowało 888 stacji ładowania pojazdów elektrycznych (1 611 punktów).

– Śledząc to, jak rozwija się elektromobilność na świecie, widzimy korelację między działaniami państwa a rozwojem tego biznesu. W Polsce także ma to miejsce. W ubiegłym roku została uchwalona ustawa o elektromobilności i paliwach alternatywnych. W tym roku wchodzi w życie Fundusz Niskoemisyjnego Transportu, który będzie gwarantował nabywcom indywidualnym, a rok później także przedsiębiorcom, dofinansowanie do samochodów elektrycznych. Wszystko po to, żeby ten rynek zdynamizować – mówi Maciej Mazur.

Jak dotąd za największą barierę dla rozwoju elektromobilności w Polsce był uważany brak bezpośrednich dotacji do pojazdów elektrycznych – wskazywało na to 60 proc. organizacji w badaniu KPMG i PSPA przeprowadzonym wiosną tego roku. Od 19 listopada zaczął jednak obowiązywać rządowy program dopłat do zakupu elektryków. W pierwszym etapie zostały nim objęte osoby fizyczne (klienci indywidualni), które mogą uzyskać dofinansowanie w wysokości 30 proc. (ale nie więcej niż 37,5 tys. zł) do zakupu elektrycznego samochodu, którego cena nie przekracza 125 tys. zł.

W przyszłym roku program ma objąć również nabywców flotowych. Z badania KPMG i PSPA wynika, że z nowych rozwiązań, ujętych w rozporządzeniu dotyczącym Funduszu Niskoemisyjnego Transportu zamierza skorzystać połowa podmiotów, z których 44 proc. za najbardziej atrakcyjną formę wsparcia uznaje właśnie dotację lub pożyczkę na zakup pojazdów elektrycznych.

Kluczem do sukcesu jest pomoc klientom w podjęciu decyzji o zmianie samochodu na elektryczny. Dlatego bardzo ważne są rządowe zachęty. Ludzie są gotowi podjąć wysiłek, jeśli otrzymają odpowiednie wsparcie, bo dzisiaj dla wielu osób przejście z silnika spalinowego na elektryczny jest trudne, nawet jeśli mają świadomość, że jest to dobry wybór. Kolejny aspekt to doświadczenie jazdy autem elektrycznym. Gdy ktoś raz spróbuje, przekona się, że te auta są ciche, dają wiele frajdy z jazdy, mają świetne przyspieszenie, a ich konserwacja i eksploatacja są dużo tańsze, więc ogólny koszt posiadania takiego auta jest mniejszy. Osoby, które zamieniły swoje auto na elektryczne, nigdy nie wracają do samochodów z silnikami spalinowymi – podkreśla Baudouin Denis.

Z raportu „Polish EV Outlook 2019” PSPA i firmy doradczej Frost & Sullivan wynika, że przy optymalnym wykorzystaniu środków z Funduszu Niskoemisyjnego Transportu flota pojazdów elektrycznych w Polsce w 2025 roku będzie liczyła 300 tys. sztuk. Bez tego wsparcia po polskich drogach jeździłoby ich ok. 60 tys. Z kolei osiągnięcie zakładanego przez rząd poziomu miliona elektryków jest możliwe pięć lat później i przy dodatkowym wsparciu, jak np. czasowe zwolnienie z VAT.

Na segment elektromobilności stawiają nie tylko rządy, lecz także większość koncernów motoryzacyjnych, w tym BMW, które ma obecnie w ofercie dziesięć różnych modeli elektrycznych.

Zamierzamy rozszerzyć ofertę pojazdów elektrycznych oraz z napędem hybrydowym plug-in do dwudziestu pięciu już w 2023 roku. Wprowadzimy do naszej oferty na stałe nowe modele, aby każdy mógł znaleźć auto na miarę swoich potrzeb, ponieważ każdy z nich jest inny. Nasze potrzeby się różnią w zależności od tego, ile czasu spędzamy za kierownicą. Na nadchodzący rok zaplanowaliśmy premierę miejskiego elektryka z serii MINI, hybrydy typu plug-in BMW X3, który w przyszłości będzie dostępny także z napędem w pełni elektrycznym. Wprowadzimy także BMW i4, które będzie miało zasięg 600 km i moc 530 KM – zapowiada Baudouin Denis.

75 proc. chorób rzadkich dotyka dzieci. Pacjentom brakuje systemowego wsparcia w leczeniu oraz dostępu do nowoczesnych leków

Co roku w Polsce ponad 200 tys. osób dowiaduje się, że choruje na chorobę rzadką. Pacjenci znajdują się w trudnej sytuacji, przede wszystkim dlatego, że schorzenia te często są uwarunkowane genetycznie, mają zazwyczaj ciężki przebieg i przewlekły charakter, a ich diagnostyka jest czasochłonna i utrudniona. To jednak nie są jedyne bariery. Brakuje ośrodków referencyjnych dla pacjentów z chorobami rzadkimi, a dostęp do nowoczesnych terapii i rehabilitacji jest mocno ograniczony. Dużym wyzwaniem dla polskiego systemu ochrony zdrowia jest też zapewnienie ciągłości opieki nad dorastającym pacjentem z chorobą rzadką.

Choroby rzadkie to zazwyczaj choroby wielonarządowe, dlatego ich leczenie wymaga zaangażowania lekarzy wielu specjalności − podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr hab. n. med. Jolanta Wierzba, ordynator oddziału Patologii Wieku Niemowlęcego w Klinice Pediatrii, Hematologii i Onkologii Centrum Chorób Rzadkich UCK Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Choroby rzadkie to takie, które dotykają nie więcej niż 5 osób na 10 tys. Do tej pory zidentyfikowano około 8 tys. chorób rzadkich (kod ORPHA). W Polsce, jak wynika z raportu „Choroby rzadkie w Polsce – stan obecny i perspektywy” przygotowanego przez Uczelnię Łazarskiego, cierpi na nie nawet 3 mln osób. Zdecydowana większość chorób rzadkich rozwija się we wczesnym dzieciństwie – 75 proc. chorób dotyczy właśnie najmłodszych.

– Leczenie chorób rzadkich jest o tyle trudne, że nie istnieje żaden uniwersalny model terapii. Cały czas szukamy optymalnych rozwiązań i czekamy na jakiś wielki przełom. W sposób szczególny patrzymy w kierunku terapii genowych, w których pokładamy wielkie nadzieje – wskazuje dr hab. Jolanta Wierzba.

Ze względu na specyfikę chorób rzadkich i późne rozpoznanie co trzeci chory umiera przed ukończeniem 5. roku życia, a 40–45 proc. przed ukończeniem 15 lat. Są jednak choroby, w których czas przeżycia się wydłuża, w związku z czym wyzwaniem dla systemu ochrony zdrowia staje się zapewnienie ciągłości opieki nad dorastającym pacjentem.

– Nasi pacjenci się starzeją. Średnia wieku chorych jeszcze jakiś czas temu wynosiła 18 lat, teraz ok. 40. Musimy się tych dorosłych pacjentów nauczyć i pomóc im w prowadzeniu maksymalnie normalnego życia, bez bólu i cierpienia, uwzględniając oczywiście poziom zaawansowania ich choroby. Obecnie w Polsce trudno o miejsca wsparcia oraz specjalistów, którzy mogliby pomóc zarówno chorym, jak i ich rodzinom, które również potrzebują opieki – mówi dr hab. Jolanta Wierzba. – Ponadto dostęp do nowoczesnych terapii w Polsce jest obwarowany systemem nie tylko uwarunkowań prawnych, lecz także koniecznością przejścia przez bardzo wiele poziomów akceptacji. Zaangażowanych w ten proces jest wiele instytucji i trwa on wiele lat – dodaje.

Brakuje też systemowego wsparcia dla chorych i ich rodzin, co widać choćby na przykładzie dystrofii mięśniowej Duchenne’a (DMD) − rzadkiej choroby genetycznej, która po urodzeniu się dziecka nie daje praktycznie żadnych objawów. Organizm chorych nie wytwarza dystrofiny, czyli białka odpowiedzialnego za budowę i prawidłowe funkcjonowanie mięśni. Skutkiem tego niedoboru jest ich zanik i niedowład.

 Postępująca dystrofia mięśniowa Duchenne’a prowadzi do tego, że w wieku kilkunastu lat chłopcy siadają na wózek. Następnie mogą się pojawiać zaburzenia oddechowe. Typowe dla tej choroby są także zaburzenia w zakresie funkcjonowania mięśnia sercowego – mówi dr hab. Jolanta Wierzba.

Zaawansowana choroba całkowicie odbiera możliwość samodzielnego życia, skazuje na inwalidztwo i wczesną śmierć − chorzy umierają zwykle w drugiej–trzeciej dekadzie życia. O pacjentach z dystrofią mięśniową Duchenne’a bardzo często mówi się, że są to osoby niepełnosprawne wśród niepełnosprawnych.

Obecna wiedza medyczna nie pozwala na wyleczenie choroby, jednak już samo jej spowolnienie jest wielkim sukcesem, ponieważ pozwala na przedłużenie okresu niezależności i samodzielności pacjentów. Podstawą leczenia w Polsce jest w tej chwili sterydoterapia. Brakuje możliwości nowoczesnego leczenia. Jedyny zarejestrowany w Europie nowoczesny lek, który pozwala na lepszy stan funkcjonowania i samopoczucia pacjentów, a przede wszystkim na przedłużenie okresu ich samodzielności, nie jest u nas refundowany.

Choroba wymaga nie tylko leczenia farmakologicznego, lecz także rehabilitacji.

– Chłopcy powinni odbywać rehabilitację pięć razy w tygodniu, niestety nie ma możliwości finansowania jej z NFZ. Jest bardzo mało placówek, gdzie może się ona odbywać. Prywatne rehabilitacje to koszt ok. 80120 zł za wizytę i nie wszystkich rodziców na to stać. Jest też problem z dofinansowaniem do sprzętu, wózków czy ortez, które dla naszych dzieci są niezbędne. W większości przypadków ten koszt pozostaje po stronie rodziców − twierdzi Katarzyna Witkowska z Centrum Chorób Rzadkich Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego, członek Fundacji Parent Project Muscular Dystrophy, mama chłopca chorego na DMD.

Projekt „Narodowego Planu dla Chorób Rzadkich” przewiduje powołanie ośrodków referencyjnych, wprowadzenie tzw. paszportu opieki dla pacjentów z chorobami rzadkimi, zastosowanie telemedycyny czy zapewnienie ciągłości fizjoterapii. Obecnie na kompleksową pomoc chorzy mogą liczyć w Centrum Chorób Rzadkich w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

– Pacjenci z dystrofią mięśniową Duchenne’a przyjeżdżają do nas co roku na trzydniową hospitalizację. Mają wówczas zapewnioną konsultację z neurologiem, dietetykiem, endokrynologiem, kardiologiem i psychologiem. Wykonujemy wiele badań, m.in. na gęstość kości, rentgen i badania krwi. Chcielibyśmy zapewnić każdemu z naszych pacjentów dostęp do możliwości, jakie daje medycyna, do nowoczesnego, kompleksowego leczenia – mówi Katarzyna Witkowska.

Problem chorób rzadkich, prezentacja działań Unii Europejskiej na rzecz ich leczenia oraz ocena aktualnej sytuacji chorych w Polsce były tematem konferencji zorganizowanej 22 listopada w Gdańsku przez Centrum Chorób Rzadkich Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego.

Polscy uczniowie wśród najlepszych w Europie i na świecie. Po likwidacji gimnazjów wyzwaniem będzie utrzymanie motywacji uczniów i nauczycieli

W międzynarodowym teście sprawdzającym umiejętności piętnastolatków polscy uczniowie zajęli miejsca na podium wśród europejskich krajów. Przodują zarówno w matematyce, czytaniu ze zrozumieniem, jak i naukach przyrodniczych. Według członkini zespołu badania PISA w Instytucie Badań Edukacyjnych to m.in. skutek testów szóstoklasisty, motywacji nauczycieli gimnazjalnych do uzupełniania swojej wiedzy i umiejętności oraz zmiany podstawy programowej dekadę wcześniej. W nowych realiach – bez gimnazjów – wyzwaniem będzie utrzymanie tego stanu rzeczy.

Najważniejsze w badaniu PISA jest to, że ono koncentruje się na bardzo praktycznych umiejętnościach, nie na suchych, akademickich czy technicznych umiejętnościach w danym przedmiocie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Sułowska, matematyczka w Szkole Edukacji Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności i Uniwersytetu Warszawskiego, członek zespołu badania PISA w Instytucie Badań Edukacyjnych. – Na przykładzie matematyki chodzi o to, czy uczeń umie tych umiejętności użyć w kontekście, przełożyć problem otaczającego świata na matematykę, czy umie zinterpretować wynik, wyciągnąć wniosek z obliczeń, podać argument, który potwierdza lub obala jakąś tezę.

W 2018 roku do testu przystąpiło 660 tys. uczniów z 79 krajów, w tym ponad 5,6 tys. z Polski. W organizowanym od 2000 roku przez OECD sprawdzianie badano umiejętności nastolatków w zakresie rozumienia czytanego tekstu, umiejętności matematycznych oraz nauk przyrodniczych. We wszystkich tych kategoriach Polska znalazła się bardzo wysoko i w Europie, i na świecie, zdecydowanie powyżej średniej OECD. W Europie wyższymi umiejętnościami potrafiły się wykazać jedynie Estonia i Finlandia, a w przypadku matematyki – jedynie Estonia. Wynik uczniów znad Wisły był też wyższy od uzyskanego w poprzednim badaniu w 2015 roku.

– To, że od pewnego momentu w każdej właściwie edycji badania PISA nasze wyniki są bardzo wysokie, jest spowodowane tym, że nasza szkoła chciała się zmieniać. Np. w 2008 roku weszła nowa podstawa programowa, która bardzo mocno we wszystkich przedmiotach akcentowała umiejętności rozumowania, analizy, krytycznego oceniania informacji – wskazuje Agnieszka Sułowska. – Ważne jest to, że i nauczycielom, i uczniom się chce. Szczególnie nauczyciele w gimnazjum to była taka grupa zawodowa, która bardzo mocno się dokształcała, która bardzo mocno inwestowała w to, żeby uczyć współcześnie, i uczniowie chętnie w to wchodzili.

Według Agnieszki Sułowskiej właśnie trójstopniowy model edukacji powodował, że postępy uczniów i efektywność nauczania w szkole były regularnie monitorowane, sprawdzane i motywowały zarówno nauczycieli, jak i dzieci do szlifowania swoich umiejętności. Temu miał służyć m.in. egzamin szóstoklasisty, pisany na zakończenie szkoły podstawowej, obowiązujący przed ostatnią reformą edukacji, która zlikwidowała gimnazja.

 Wyzwanie, które mamy w sytuacji, kiedy oceniany badaniem PISA system edukacji już nie istnieje, jest taki, żeby to utrzymać, żeby zachować taki sposób uczenia, takie nastawienie młodzieży i pęd do doskonalenia się – przekonuje matematyczka. – Aby nauczycielom się nadal chciało, żeby uczniowie nie osiedli na laurach, mimo że już nie mają tej mobilizacji związanej ze zmianą szkoły, koniecznością odnalezienia się w nowym środowisku, zmierzenia z nowymi wyzwaniami. Żeby nie uznali, że skoro siedzą 8 lat w tej samej szkole, to właściwie nic im nie grozi i nie muszą się starać.

Najwyższy wynik polscy gimnazjaliści uzyskali w dziedzinie matematyki, gdzie zajęli drugie miejsce w Europie i dziesiąte na świecie, wyprzedzając swoich rówieśników z Finlandii, która od lat stawiana jest za wzór efektywnego systemu edukacji. Także poziom zadowolenia nauczycieli w fińskich szkołach nie przerasta polskiego. Natomiast – jak zauważa Agnieszka Sułowska – warto wziąć z Finów przykład pod względem zapewnienia dzieciom w szkole dobrego samopoczucia i podmiotowego traktowania.

 Tam jest znacznie mniejszy rygor – podkreśla członek zespołu badania PISA w IBE. – Uczniowie mają okienka w swoim planie zajęć i mogą sobie przez godzinę siedzieć na korytarzu, grając na gitarze i nikt ich nie pilnuje, nie ma dyżurów na korytarzu, nikt im nie stoi nad głową, patrząc, co oni robią. W bibliotece stoją kanapy, na których uczniowie się uczą, czytają albo po prostu rozmawiają, robią coś, na co mają ochotę. Czują się w szkole bardziej jak u siebie. U nas jest bardzo duży rygor, wszystko jest ściśle ustawione, uregulowane, ma chodzić jak w zegarku, a nauczyciele i dyrekcja narzucają cały rytm funkcjonowania szkoły.

Ochrona zdrowia, edukacja i podatki – to główne bolączki Polaków

Najważniejsze i wymagające pilnej poprawy są system opieki zdrowotnej, podatki oraz system edukacji, wynika z raportu „Najpilniejsze potrzeby obywateli i świadomość ekonomiczna Polaków w kontekście otwarcia prac nowego rządu” przygotowanego przez Centrum im. Adama Smitha.

Pytając o aktualne lęki i potrzeby Polaków najczęściej usłyszeć można o problemach z ochroną zdrowia. Zaraz za bolączkami związanymi z NFZ pojawia się kryzys edukacyjny i wyższe podatki. Jednak to długie kolejki do lekarza, wydłużony czas oczekiwania na badania specjalistyczne, wzrastające ceny leków i trudne warunki na SORach są dla Polaków najważniejszym tematem w debacie politycznej. Kolejne kadencje rządów nie potrafią rozwiązać problemu kulejącej ochrony zdrowia, drożejących leków i wydłużających się kolejek. Dokłada się do tego coraz gorsza sytuacja pracy lekarzy i pielęgniarek oraz innych specjalistów medycznych, których jest przez to w szpitalach coraz mniej. I chociaż kolejne partie proponują w swoich kampaniach rozwiązania licznych problemów ochrony zdrowia, czasami można odnieść wrażenie, że nie myślą o nich na poważnie.

–  Te problemy znalazły się w kampanii wyborczej, ale w dosyć zaskakującym wymiarze. Padła propozycja, by ustawą skrócić czas kolejkowy. To trochę przypomina historię z czasów PRLu – kiedy sekretarz partii, widząc tłum czekający pod sklepem w długiej kolejce, zlitował się i postanowił dostarczyć pod sklep ławki do siedzenia. Rozwiązania dotyczące służby zdrowia, kierowane przez świat polityki do obywateli przypominają propozycję z tego dowcipu – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. – Polacy zauważyli już więc, że od wielu kadencji nie mogą liczyć na poprawę sytuacji w ochronie zdrowia. Według naszych badań pogodzili się z tym, że  potrzebnej im pomocy medycznej nie dostaną na czas i w wystarczającym wymiarze.

Bardzo niepokojącym zjawiskiem w przedstawionym raporcie, jest fakt, że ponad 50 proc. badanych nie ma poczucia, że gdy zachorują, to będą mogli liczyć na skuteczną pomoc w publicznej opiece zdrowotnej w Polsce.

Do tego dokłada się świadomość podatkowa Polaków, która paradoksalnie zwiększyła się dzięki akcji związanej z Pracowniczymi Planami Kapitałowymi. Osoby pracujące na etacie, które dostały możliwość przystąpienia do akcji PPK, lepiej teraz rozumieją, jaka część ich pensji wędruje do ZUSu i na inne składki. Połowa osób, które przystąpiły do programu, już się jednak z niego wypisało. Pokazuje to, że Polacy nie są skorzy do przeznaczania większych kwot na system ubezpieczeń społecznych. To będzie odbijać się coraz mocniej na ochronie zdrowia – przewiduje Sadowski.

„Nie jest zaskoczeniem, że na pierwszym miejscu w obszarach ważnych i wymagających pilnej poprawy w deklaracjach respondentów pojawił się system opieki zdrowotnej, ale zaskakuje, że deklarację taką złożyło aż 81% badanych, gdy podatki otrzymały 37% deklaracji, a system edukacji 36%”.co wymaga poprawy

Na pytanie „Co tobie osobiście najbardziej doskwiera w publicznym systemie opieki zdrowotnej w Polce i chciałbyś, by jak najszybciej uległo poprawie?” – na pierwszym miejscu znalazły się kolejki (66% deklaracji), drogie leki 36% i limity (28%). 25% badanych zwróciło uwagę na układy i znajomości, które trzeba mieć, aby skorzystać z „bezpłatnej” służby zdrowia.

co wymaga poprawy 2

Podatki zostały wymienione na drugim miejscu, jeśli chodzi o obszary ważne i wymagające pilnej poprawy, ze wskazaniem na nie 37% badanych Polaków, a 42% zatrudnionych na umowę o pracę.

„Takiej edukacji dotyczącej realnych ciężarów podatkowych, którą przeszli zatrudnieni na etacie pracownicy przy wstępowaniu i występowaniu z PPK, nie ma jeszcze spora część społeczeństwa. Nadal nie do końca zdajemy sobie sprawę, ile w ciągu roku pracujemy dla siebie, a jak długo na rzecz rządu. Tylko 20% społeczeństwa ma świadomość tego stanu rzeczy. W grupach o niskiej świadomości podatkowej można zauważać bardzo nieznaczne zmiany. Podwyżki w 2020 r., które mogą być bardzo dotkliwe dla tej części społeczeństwa, mogą wpłynąć na wzrost świadomości w tym zakresie” – powiedział prezydent Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski.

Raport przygotowano na postawie badań przeprowadzonych dla Centrum im. Adama Smitha na panelu Ariadna metodą CAWI. Próba ogólnopolska N=1 028 osób w wieku od 18 lat wzwyż. Struktura próby została dobrana wg reprezentacji w populacji dla płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania). Badanie przeprowadzono w terminie od 8-12 listopada 2019 roku. Różnice punktów procentowych obliczono w stosunku do pomiaru z maja 2019 roku.

Na świąteczny prezent rodzice wydadzą średnio 100–250 zł. Pod choinką najczęściej znajdą się zabawki edukacyjne i użytkowe

Rodzice nie oszczędzają na świątecznych prezentach dla dzieci. Większość deklaruje, że wyda na ten cel średnio 100–250 zł, ale co piąty nawet 500 zł – wynika z badania SW Research na zlecenie Endo. Niemal 40 proc. rodziców przy wyborze upominków kieruje się ich użytecznością, dlatego pod choinką będą królować zabawki edukacyjne, układanki czy gry planszowe. Zakupy mają być przede wszystkim komfortowe, więc świąteczne prezenty kupimy przede wszystkim w internecie.

– Na zakup prezentów świątecznych dla jednego dziecka 44 proc. rodziców wyda 100–250 zł. Rodzice nie oszczędzają na prezentach dla dzieci, co też widać w trendzie i wydawanych kwotach. 23 proc. ankietowanych deklaruje kwotę wyższą niż 250 zł. Jest to związane z ożywieniem gospodarki, programem 500+, a jednocześnie wzrostem wynagrodzeń – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Ewa Błażejak, head of e-commerce w Endo.pl.

Badanie agencji SW Research przeprowadzone na zlecenie marki dziecięcych ubrań Endo wskazuje, że 6 proc. rodziców przeznaczy na prezenty między 500 a 1 tys. zł, jedynie 2 proc. respondentów w ogóle nie kupi świątecznego upominku, a 3 proc. nie wyda na ten cel więcej niż 50 zł.

Rodzice najczęściej kupują prezenty online – w e-sklepach (35 proc.) lub na aukcjach internetowych (14 proc.). Co trzeci rodzic wskazuje na galerię handlową, a co czwarty na supermarkety czy dyskonty.

– Kwestia tego, czy rodzic zdecyduje się kupić w sklepie online’owym, czy w sklepie stacjonarnym, zależy od momentu, w którym dokonał decyzji o zakupie. Sklepy internetowe rządzą się swoimi prawami i trzeba wziąć pod uwagę czas oczekiwania na przesyłkę. W związku z tym wszyscy ci, którzy odkładają zakupy na ostatni moment, muszą się liczyć z tym, że będą musieli zrobić je w sklepie stacjonarnym – mówi Ewa Błażejak.

Przy zakupach rodzice biorą pod uwagę przede wszystkim użyteczność prezentu (40 proc.). Co trzeci rodzic chce, by upominek był spełnieniem marzeń dziecka. Co ciekawe, rzadko zwracają oni uwagę na cenę czy markę kupowanego prezentu (wskazuje na nie odpowiednio 13 proc. i 9 proc. respondentów).

Najmłodsi pod choinką znajdą przede wszystkim zabawki edukacyjne (taki zakup deklaruje 42 proc. rodziców), klocki, układanki czy gry planszowe (31 proc.).

 Trend ten podyktowany jest bardzo mocno rosnącą świadomością młodych rodziców, którzy stawiają na prawidłowy rozwój dziecka. Zabawki edukacyjne mają pobudzić kreatywność dziecka i rozwijać funkcje poznawcze. Wśród zabawek dla niemowlaków prym wiodą te, które poprawiają mikromotorykę dziecka, dla tych starszych zazwyczaj rodzice wybierają puzzle, gry planszowe, klocki – wymienia ekspertka Endo.

Jedna trzecia rodziców obdaruje swoje dzieci słodyczami lub owocami, jedna czwarta – książkami i kolorowankami. Co piąte dziecko otrzyma pod choinką ubranie, podobny odsetek – lalki lub pluszaki oraz sprzęt elektroniczny.

Prezenty, które dzieci mają otrzymać w tegoroczne święta, będą podobne do tych, jakie w dzieciństwie otrzymywali ich rodzice, choć kilkadziesiąt lat temu akurat zabawki edukacyjne nie były aż tak popularne. Chłopcy najczęściej otrzymywali wówczas klocki i układanki (41 proc.), samochody lub kolejki (39 proc.), słodycze i owoce (35 proc.) oraz gry planszowe lub puzzle (33 proc.). Dziewczynki pod choinką znajdowały lalki, pluszaki lub słodycze i owoce. Mimo to niemal połowa rodziców twierdzi, że w ich dzieciństwie prezenty były bardziej użyteczne.

– W dzisiejszych czasach prowadzimy bardziej konsumpcyjny styl życia. Możemy też zaobserwować znaczny skok zamożności Polaków i dynamiczny rozwój na rynku zabawek. Dzieci przy każdej okazji otrzymują znacznie więcej prezentów. Mniej doceniają ten fakt i bardzo szybko się nudzą takim upominkiem – zauważa Ewa Błażejak.

Większość rodziców podkreśla, że za czasów ich dzieciństwa więcej prezentów było wykonywanych własnoręcznie. Trzech na czterech podkreśla, że kiedyś prezenty sprawiały maluchom większą frajdę.

Rozdzielczość 4K nie robi już wrażenia na konsumentach. Producenci telewizorów stawiają na odwzorowanie barw, część współpracuje z Hollywood i Netfliksem

Coraz wyższa rozdzielczość w telewizorach nie wystarczy by zapewnić w domowych warunkach kinową jakość. Producenci eksperymentują więc z różnymi technologiami, by zapewnić jak najwierniejsze odwzorowanie barw. Podczas gdy większość telewizorów w sklepach oferuje już matryce 4K, to właśnie kolory stają się obecnie największym wabikiem na klientów. LG stawia na technologie OLED i Nano Cell, Samsung wprowadza na rynek kropki kwantowe. Panasonic z kolei współpracuje z hollywoodzkimi studiami i zaprezentował technologię dwuwarstwowego panelu LCD, który oferuje kontrast i kolory na poziomie OLED-ów, ale zachowuje wysoką jasność jak telewizory LED.

– Panasonic od lat współpracuje ze studiami i producentami z Hollywood. Pracujący tam koloryści po stworzeniu filmu dodają swoje kolory po to, żeby ludzie mogli zobaczyć filmy zgodnie z ich intencjami. Używają naszych monitorów jako referencji do stworzenia filmu i potem ta sama technologia jest kaskadowana do użytkowników. I to jest nasza strategia – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Sebastian Węgielski z Panasonic Europe.

Producenci telewizorów, oprócz wyższej rozdzielczości obrazu, coraz częściej stawiają na jak najwierniejsze odwzorowanie barw. Jedną z najpopularniejszych technologii poprawy jakości obrazu w telewizorach klasy premium jest HDR, czyli system reprodukcji szerokiej palety kolorów. Telewizory obsługujące ten format pozwalają poprawić kontrast, wierniej odwzorowywać barwy i wyświetlać ich znacznie więcej niż odbiorniki pozbawione tej funkcji. Najbardziej zaawansowane systemy tego typu, HDR10+ oraz Dolby Vision, pozwalają korygować barwy dynamicznie, czyli niezależnie dla każdej klatki obrazu.

Panasonic zaprezentował niedawno swoją nową technologię Megacon, złożoną z dwóch paneli LCD. Zastosowana w prototypowym, 55-calowym telewizorze technologia, zapewnia kontrast porównywalny do technologii OLED, co z kolei ma zapewnić równie głęboką czerń i reprodukcję kolorów. Jednocześnie ma oferować jasność 1000 nitów, którą dysponują najlepsze telewizory LED. Jeszcze nie wiadomo, czy urządzenie trafi na rynek konsumencki. Będzie jednak wykorzystywany w hollywoodzkich studiach.

– MegaCon jest najnowszym monitorem, na którym pracują koloryści w Stanach Zjednoczonych, w studiach Hollywood. One zastępują dotychczasowe małe monitory, oferując jeszcze więcej kolorów w jeszcze większej jakości – zapewnia Sebastian Węgielski.

Inni producenci chcą uzyskać perfekcyjne kolory stosując technologię OLED, która bazuje na diodach organicznych z systemem niezależnego podświetlenia. Na rynku telewizorów matryce tego typu produkuje i dostarcza firma LG, która opatentowała i upowszechniła panele WOLED. W matrycach tego typu każdy piksel jest kontrolowany i rozświetlany niezależnie, co przekłada się na zapewnienie perfekcyjnego kontrastu. Panele OLED pozwalają bowiem rozświetlić piksel czystą bielą tuż obok nieaktywnego, czarnego piksela, co jest niemożliwe w matrycach LED bazujących na podświetleniu strefowym bądź krawędziowym.

Samsung z kolei zaprojektował matryce QLED, czyli panele LED wyposażone w warstwę kropek kwantowych. Choć nie oferują one tak wysokiego kontrastu jak OLED-y, mają nad nimi pewną przewagę – świecą znacznie jaśniej, co ułatwia reprodukcję jaskrawych barw. Z kolei powłoka quantum dot poprawia reprodukcję kolorów i ma być gwarantem tego, że filmy wyświetlane na domowych telewizory będą wyglądały dokładnie tak, jak życzył sobie tego producent. Firma zainwestowała także 11 mld dol. w stworzenie nowej linii produkcyjnej, która umożliwi Samsungowi tworzenie autorskich paneli OLED wyposażonych w warstwę kropek kwantowych.

Producenci telewizorów nawiązują również współpracę z dostawcami treści, by mogły być one jak najwierniej odtwarzane na ich sprzęcie. Coraz częściej wyposażają go w układy automatycznej kalibracji obrazu w oparciu o dane przechwycone przez czujniki światła.

– Mamy kalibrację Netflixa w naszych telewizorach. Dla Panasonica zawsze najważniejszy był konsument, dlatego user experience i Netflix to jest to, nad czym pracujemy cały czas – przekonuje ekspert.

Według raportu Grand View Research w najbliższych latach rynek telewizorów 4K będzie rozwijał się w średniorocznym tempie na poziomie 21,2 proc., a do 2025 roku osiągnie wartość blisko 381 mld dol.

Sztuczna inteligencja wyręczy człowieka w segregowaniu śmieci. Innowacyjne kompostowniki zredukują ilość bioodpadów nawet o 90 proc.

Tylko dwie trzecie Polaków deklaruje, że segreguje odpady, a zaledwie 15 proc. jest pewnych, że robi to w odpowiedni sposób. Dzięki inteligentnym urządzeniom przeznaczonym do segregowania i recyklingu będzie można poprawić te statystyki. Sztuczna inteligencja sama posegreguje śmieci do odpowiednich pojemników, dzięki technologii rozpoznawania obrazu. Niektóre miasta na świecie już dziś korzystają z inteligentnych koszy na śmieci w komunalnych systemach zbiórki odpadów.

– Innowacyjne, inteligentne urządzenia takie jak Oklin są świetnym wsparciem w segregowaniu i zagospodarowaniu odpadów, sprawdzają się w biurach, w dużych fabrykach czy instytucjach szkolnych. Oklin to urządzenie pomagające kompostować bioodpady, a także opakowania, które już w tej chwili w dużej mierze są kompostowalne. Z związku z tym zdecydowanie zmniejsza ilość tych odpadów, których musimy się pozbyć – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Agata Szczotka-Sarna z Interseroh Organizacja Odzysku Opakowań.

Wrzucone do maszyny bioodpady poddawane są działaniu temperatury i specjalnych mikroorganizmów Acidulo oraz wprawiane w ruch poprzez mieszanie. Pozwala to na przetworzenie resztek w pre-kompost. Do maszyny można włożyć wszelkiego rodzaju resztki żywności, m.in. mięso, a także produkty niezdatne do spożycia, np.: zgniłą żywność, drobne miękkie kości (np. z kurczaka), owoce, warzywa, produkty mięsne, ości, skorupy, żywność płynną czy pieczywo, makaron lub nabiał. Urządzenie pozwala zredukować masę odpadów nawet o 90 proc w ciągu 24 godzin.

– Maszyny kompostujące takie jak Oklin mogą być zastosowane w przeróżnych miejscach. Najmniejsze z nich, o rozmiarach małej zmywarki, można umieścić nawet w biurze albo w domu w kuchni. Natomiast większe – w kantynach czy sklepach wielkopowierzchniowych, czyli wszędzie tam, gdzie powstaje bardzo dużo bioodpadów i trzeba je dosyć szybko przetworzyć – wskazuje Agata Szczotka-Sarna.

Oklin jest urządzeniem przeznaczonym do używania w przypadku już posegregowanych odpadów. Na rynku dostępne są już jednak nawet inteligentne kosze na śmieci, które wyręczają ich użytkowników już na etapie segregacji śmieci. Przykładem takiego urządzenia jest Bin-e.

– Użytkownik wrzuca odpad do środka, natomiast na bazie rozpoznawania obrazu i sztucznej inteligencji urządzenie samo rozpoznaje, co to jest za odpad i do którego pojemnika go przypisać. Zdejmuje z nas obciążenie decydowania, czy aby na pewno do właściwego pojemnika wrzucamy nasze śmieci – wyjaśnia przedstawicielka Intersoroh.

Bin-e jest urządzeniem przeznaczonym przede wszystkim do stosowania w biurach, sklepach wielkopowierzchniowych czy innych miejscach o charakterze publicznym. Tymczasem z badania ARC Rynek i Opinia oraz Forum Odpowiedzialnego Biznesu wynika, że tylko 15 proc. respondentów radzi sobie z właściwą segregacją odpadów. Jednocześnie 66 proc. Polaków deklaruje natomiast, że śmieci segreguje, lecz tylko jedna trzecia badanych wierzy w sens takiego działania.

– Wytwarzamy bardzo dużo bioodpadów. Jemy codziennie, tych odpadów jest więc bardzo dużo. Jednocześnie mamy coraz wyższe wymagane poziomy odzysku i recyklingu odpadów. Aby należycie je posegregować, potrzebujemy wsparcia i myślę, że takie wsparcie w postaci urządzenia takiego jak Bin-e bardzo się przydaje, żeby faktycznie te cele osiągnąć – uważa Agata Szczotka-Sarna.

Problem braku segregacji odpadów i niewydolny system ich zbiórki jest szczególnie widoczny w krajach takich jak Indie. Start-up Antariksh Waste Ventures przekształcił więc zwykły komunalny kosz na śmieci w inteligentny, który wie, gdy się całkowicie zapełnia i informuje o tym za pomocą aplikacji mobilnej zarówno mieszkańców, jak i władze miejskie.

Według analityków z Pioneer Reports światowy rynek inteligentnych koszy na śmieci osiągnie do 2022 roku wartość 247 mln dol.

Odchylenia od planu sprzedażowego – sprawdź, jak je wizualizować

Przygotowując zestawienia o sprzedaży, przeważnie odchylenia od planu sprzedażowego prezentujemy tak, by było widać ich kierunek. Często wykorzystujemy do tego procenty, formatowanie niestandardowe czy formatowanie warunkowe w postaci strzałek lub kolorów odpowiadających światłom ulicznym. To dobre i skuteczne podejście, które pozwoli nam zorientować się o ogólnej sytuacji firmy. Wiemy jednak tylko, czy sprzedaż jest lepsza, czy gorsza.

Możemy to także zaprezentować w inny, bardziej wnikliwy sposób, na przykład za pomocą pasków danych. Pozwalają one nam bowiem nie tylko zobaczyć ogólny obraz naszych danych, ale także dodatkowe informacje, na przykład, wykonanie planu przez handlowców. Co najważniejsze, żeby otrzymać taki efekt, nie trzeba wykorzystywać skomplikowanych rozwiązań. Jak stworzyć takie zestawienie?

Jak stworzyć paski danych?

Przyjmijmy, że nasz plan sprzedażowy dotyczy ostatniego roku i kilku z naszych przedstawicieli. Nasz zestaw danych prezentuje się więc w następujący sposób:

odchylenie-sprzedazy-1

By móc skorzystać ze wbudowanej funkcjonalności, jaką są paski danych, musimy do naszych danych dodać formułę, która badać będzie odchylenie wyników poszczególnych handlowców od planu sprzedażowego. Mogą to być procenty lub zwykłe odejmowanie – wybór jest zależny od naszych danych, ponieważ formatowanie warunkowe nie widzi różnicy między tymi działaniami – wyniki będą  identyczne. W naszym przykładzie wykorzystamy odejmowanie. Do komórki D2 wprowadzamy więc następującą formułę:

=B2-C2

odchylenie-sprzedazy-2

Jeśli jednak chcielibyśmy wykorzystać odchylenie procentowe, nasza formuła będzie prezentować się w następujący sposób:

=B2/C2-1

Kolumna, którą właśnie utworzyliśmy, posłuży nam jako źródło dla pasków danych. Musimy ją teraz zaznaczyć i wybrać narzędzie Paski danych. Znajduje się ono w menu formatowania warunkowego.

odchylenie-sprzedazy-3

Do wyboru będziemy mieć kilka różnych opcji. Jeśli chcemy mieć tradycyjne kolory, czyli czerwony i zielony zalecamy wykorzystanie zielonego paska danych bez gradientu. Efekt tego działania będzie prezentować się następująco:

odchylenie-sprzedazy-4

W tym momencie mamy zaprezentowane różnice pomiędzy planem sprzedażowym, a jego wykonaniem. Moglibyśmy zostawić to już w tej formie, ale liczby, które znajdują się w komórkach, delikatnie przesłaniają prezentacje danych. Warto się więc ich pozbyć. W tym celu musimy edytować regułę formatowania. By to zrobić, należy w menu Formatowania warunkowego wybrać opcje Zarządzaj regułami, a następnie kliknąć Edytuj regułę.  Pojawi się takie menu:

odchylenie-sprzedazy-5

Możemy tutaj zmieniać różne opcje naszej prezentacji, ale nas aktualnie interesuje tylko checkbox „Pokaż tylko pasek”. Klikamy go i zatwierdzamy wybór przyciskiem OK. Gdy to zrobimy, nasze paski danych będą wyglądać następująco:

odchylenie-sprzedazy-6

Warto jeszcze dodać, że zarówno szerokość, jak i wysokość pasków zależą od wysokości wierszy i szerokości kolumn, w których te się znajdują.

To oczywiście tylko podstawowe możliwości pasków danych i formatowania warunkowego. Za jego pomocą można stworzyć znacznie bardziej rozbudowane prezentacje. Jeśli chcielibyśmy umieć je wykonywać, warto zdecydować się na szkolenie Excel, które pozwoli poznać zarówno to narzędzie, jak i wiele innych.

Co tu się odjaniepawla? Językoznawca i psycholog wyjaśniają o co chodzi z młodzieżowym slangiem

Według niektórych, szkolna młodzież używa slangu wyłącznie w celach rozrywkowych. Jednak slang to coś więcej niż tylko rozrywka – pozwala na integrowanie się z rówieśnikami i daje poczucie niezależności. Czy slang niesie ze sobą jeszcze jakieś korzyści? A może zagrożenia? Razem z ekspertami przyglądamy się temu zjawisku.

Język nieustannie się zmienia – internet, social media, wydarzenia społeczne oraz, jak nigdy wcześniej, gry i popkultura mają ogromny wpływ na to jak ewoluuje mowa. Nauczycielom, ale i rodzicom, często trudno jest zrozumieć slang panujący wśród młodzieży.

  • Bo kiedyś było tak: Franek psocił na lekcji, klasa wyśmiała panią od muzyki, a Krzysiek to kujon.
  • A dziś jest tak: Franek prankował na lekcji w szkole, klasa dissowała panią od muzyki, a Krzysiek jest lamusem.

Skąd te zmiany? Czym są spowodowane? Co oznaczają te tajemnicze zwroty? Zapraszamy na lekcję szkolnego slangu.

Slang szkolny w teorii

Mówiąc o slangu mamy na myśli zespół elementów językowych używanych przez grupę ludzi, która posługuje się nim w określonym kontekście. Różni się on od mowy potocznej tym, że ma ograniczony zasięg społeczny, co oznacza, że może być zrozumiany jedynie w określonym środowisku. Do najbardziej popularnych środków językowych, którymi posługuje się slang, należą: nadawanie nowych znaczeń słowom powszechnie używanym, deformacja istniejących wyrazów (najczęściej przez ich skracanie), tworzenie nowych połączeń wyrazowych oraz zapożyczenia z języków obcych.

Obecnie na funkcjonowanie i brzmienie slangu młodzieżowego największy wpływ ma internet. Nowe środki przekazu, z których w głównej mierze korzystają uczniowie szkół podstawowych i średnich, są naturalnym środowiskiem do powstawania i stosowania nowych zwrotów. Facebook, Instagram, Youtube, Twitch, Tik Tok to platformy, na których młodzież spędza większość swojego wolnego czasu. Z kolei powszechność komunikatorów sprzyja tworzeniu się specyficznego języka, zrozumiałego tylko dla użytkowników. Warto wspomnieć, że wymyślone przez internautów zwroty zyskują na popularności głównie dzięki udostępnianiu ich w formie memów. Komunikat podany w takiej formie jest niezwykle atrakcyjny i chętnie przekazywany dalej, dlatego młodzież nawet z różnych zakątków kraju doskonale rozumie jego znaczenie.

Slang okiem psychologa

Dlaczego w ogóle młodzież używa slangu? Czy młode osoby czerpią z tego jakieś korzyści? – Używanie slangu jest trochę jak moda, która pojawia się i mija wraz z kolejnymi dekadami. Jest formą wpuszczanego świeżego powietrza w język dorosłych, łamaniem schematów, wyrazem kreatywności, niezależności i wolności młodych oraz sposobem na komunikowanie się w gronie rówieśników. Większość nastolatków używa slangu tworząc w ten sposób swoją tożsamość, wyrażając swoją identyfikację z wybranymi grupami społecznymi oraz w celach zaznaczenia własnej granicy od świata dorosłych. Dla niektórych slang jest bezpieczną formą ochrony przed wścibskością dorosłych, wrotami do świata nastolatków, którego dorośli nie rozumieją – mówi Marta Żysko-Pałuba, psycholożka i psychoterapeutka, założycielka Pracowni psychologicznej NINTU.

Nie należy jednak uważać slangu za coś złego oraz zagrażającego dzieciom i młodzieży. To niezbędny i niegroźny objaw dojrzewania, który podkreśla ich własną wyjątkowość i zarazem przynależność wśród młodzieży. Stanowi przede wszystkim element identyfikacji z rówieśnikami. Często jest formą aprobaty i akceptacji przez innych, niezbędną dla prawidłowego rozwoju psychicznego – dodaje Marta Żysko-Pałuba.

Slang z perspektywy językoznawcy

Rodzice i nauczyciele słysząc język jakim komunikują się między sobą dzieci, mogą być chwilami zaniepokojeni. Wiele obaw dotyczy tego, czy używanie potocznego, zmodyfikowanego języka nie odbija się negatywnie na umiejętności formułowania poprawnych językowo wypowiedzi. Z drugiej strony, można się zastanawiać, czy popularność obcojęzycznych zwrotów w młodzieżowym slangu może być dobrą okazją do nauki nowego języka. Z jakiego powodu angielski jest najchętniej wykorzystywanym językiem w młodzieżowej komunikacji? – Język angielski jest najbardziej popularnym językiem obcym w Polsce, a także dominuje w mediach, z których młodzież często czerpie inspiracje. Pozwala to młodym osobom komunikować się w taki sposób, żeby wyróżnić się w środowisku, które nie jest w stanie zrozumieć ich języka. Co więcej, polskie zapożyczenia pochodzą często z angielskiego slangu na przykład „dissować” czy „prankować” mówi Katarzyna Grabiec-Clark, ekspert językowy z Babbel, aplikacji do nauki języków obcych.

Popularność tego języka w młodzieżowym slangu może pozytywnie wpłynąć na naukę angielskiego. – Pomimo tego, że zapożyczenia z języka angielskiego są mocno spolszczone i na pierwszy rzut oka nie zawsze można rozpoznać od jakiego słowa w języku angielskim pochodzą, na pewno pomaga to w jego nauce – dodaje Katarzyna Grabiec-Clark. Przecież im częściej powtarzamy jakieś słowo, tym lepiej je zapamiętujemy.

Slang w praktyce – TOP słowa ze szkolnych korytarzy

Po teoretycznych rozważaniach przyszedł czas na poznanie slangu młodzieżowego w praktyce. Przedstawiamy Wam listę najbardziej popularnych zwrotów, zarówno w języku polskim jak i zaczerpniętych z języka angielskiego.

  • Masno – świetnie, doskonale, tłusto!
  • Dzban – zabawne określenie na kogoś, kto zrobił/powiedział coś głupiego.
  • Co tu się odjaniepawla? – co tu się dzieje, co tu się wyrabia
  • Potas-węgiel – wracamy myślami na lekcję chemii, potas oznacza się literą K, węgiel zaś literą C. Z tego połączenia wychodzi nam KC czyli skrót od Kocham Cię.
  • Dymkować – palić papierosy.

Wśród określeń pochodzących z języka angielskiego możemy znaleźć takie zwroty jak:

  • Diss/dissować – to tak zwana cięta riposta, trafna, ostra wypowiedź.
  • Prank/prankować – słowo z języka angielskiego oznaczające psikus, wybryk.
  • Daję aprówkę – w języku angielskim słowo approve oznacza zatwierdzać, akceptować. Daję aprówkę – zgadzam się!
  • Skill/mieć skille – mieć umiejętności.
  • Najsik – od angielskiego słowa nice, które oznacza miły, sympatyczny, fajny.

Mamy nadzieję, że ta krótka lekcja wyjaśniła dlaczego młodzież tak chętnie komunikuje się przy jego użyciu. Od teraz wiesz co oznaczają najbardziej popularne słowa i możesz zaskoczyć swoje dzieci zwrotem „co tu się odjaniepawla?!”.

Sitodruk, czy druk cyfrowy na odzieży? Sprawdź, jaka jest różnica

Sitodruk, czy metoda cyfrowa? Który sposób zdobienia odzieży napisami lub obrazkami daje lepsze efekty wizualne oraz który pozwala uzyskać napis o dłuższej trwałości? W jakie maszyny zainwestować, gdy chcemy zacząć oferować usługi drukowania napisów na koszulkach, a jaką, gdy chcemy jednorazowo wydrukować sobie zdjęcie na ulubionym t-Shircie? Sprawdź!

Metoda sitodurku

Sitodruk pozwala na otrzymanie bardzo trwałego obrazka na odzieży: kolory pozostają na długo żywe, a struktura materiału pozostaje plastyczna. Jak koloruje się koszulki metodą sitodruku? Potrzebna jest specjalna maszyna, która przepuszcza farbę bezpośrednio na materiał przez system bardzo drobnych sit, zgodnie z tym, jak została zaprogramowana. Dzięki metodzie sitodruku, możliwe jest uzyskanie napisu wypukłego. Każdy kolor jest przepuszczany przez sito oddzielnie, przez co kolory są czyste, ale jednak trudno w przypadku tej metody o uzyskanie efektu przenikania się barw (tonowania). Tutaj możemy zobaczyć, jakie efekty daje sitodruk z hurt.koszulkowo.com. Niestety jednak, w ostatnich czasach sitodruk cieszy się coraz mniejszą popularnością, bo ustępuje miejsca znacznie bardziej wydajnemu systemowi drukowania na odzieży, czyli systemowi drukowania cyfrowo.

Druk cyfrowy: czym różni się od sitodruku?

Druk cyfrowy znajduje zastosowanie wszędzie tam, gdzie istnieje potrzeba pokrycia odzieży napisami lub obrazkami na masową skalę. Cyfrowa metoda nakładania farby na odzież jest tutaj znacznie bardziej ekonomiczna. Niestety jednak, oznakowanie odzieży metodą cyfrową nie pozwala na uzyskanie tak wytrzymałych na działanie czynników zewnętrznych ubrań, jak w przypadku sitodruku. Cyfrowa metoda nakładania farby pozwala na uzyskanie bardziej precyzyjnych obrazów. Jeśli chcemy wydrukować zdjęcie na koszulce i uzyskać realistyczne odwzorowanie, powinniśmy zdecydować się raczej na druk cyfrowy niż na sitodruk. Warto popatrzeć na druk cyfrowy dtg w Koszulkowo – jest to oferta jednego ze sklepów realizujących napisy cyfrowe na odzieży, na zamówienie. Bardzo szybko zauważymy, jaka jest różnica pomiędzy dwiema metodami.

Jakie są wady druku cyfrowego?

Zwykle problem pojawia się, gdy chcemy uzyskać bardzo dużą ilość tych samych sztuk odzieży w serii. W tym przypadku może okazać się, że kolejne egzemplarze różnią się od siebie kolorami. Dodatkowo, jeśli użyjemy kilku rodzajów materiałów do zadrukowania, również mogą ojawic sie między nimi różnice w odcieniach.

Czy zrezygnować z korzystania z sitodruku?

Sitodruk, mimo że nie daje sobie rady z uskakiwaniem bardzo precyzyjnych wzorów na wielu sztukach odzieży, nadal może być z powodzeniem wykorzystywany, na przykład do drukowania elementów na odzieży roboczej. Nadal nadruki wykonane metodą sitodruku są odporne na działanie wysokich temperatur, wilgoć oraz odbarwienia pod wpływem działania czynników chemicznych. Wyjątkiem jest tutaj odzież polarowa – metoda sitodruku nie ma tutaj zastosowania (dlatego producenci chętniej korzystają ze zwykłych naszywek). Druk cyfrowy jest zdecydowanie bardziej wydajny. Drukując obrazy i napisy na koszulkach metodą sitodruku, za każdym razem musimy ręcznie ustawiać maszynę, wkładać odpowiednie farby w odpowiednie miejsca. Przy każdym zamówienia trzeba też oddzielnie wytwarzać sito. Jest to kosztowne i pracochłonne. Dlatego, przy zamówieniu na jedną koszulkę, zdecydowanie lepiej jest używać metod cyfrowych. W tym drugim przypadku, maszyna drukarska jest obsługiwana przez dedykowany program graficzny.

Senior i junior – najmniej pożądani współpracownicy w 2020

Osoby bez doświadczenia w danym zawodzie i obcokrajowcy to dwie grupy pracowników, z którymi najchętniej są gotowi współpracować Polacy. Nasi rodacy mają świadomość ewolucji zachodzącej na rynku pracy, wiedzą też, że przełożeni coraz częściej oczekują od nich otwartości na zmiany. Nie ze wszystkimi jednak są gotowi równie chętnie realizować obowiązki służbowe.

Dla samych pracodawców zatrudnienie osób dobrze czujących się w zespole jest rzeczą niezwykle istotną, zwłaszcza dziś. Obecna sytuacja na rynku pracy sprawia, że w wielu firmach powstają bardzo zróżnicowane zespoły, składające się z osób młodych, seniorów, Polaków czy obcokrajowców. W tych grupach są takie, z którymi chcemy i jesteśmy gotowi współpracować chętniej niż z innymi.

Obcokrajowcy i osoby bez doświadczenia mile widziane

7 na 10 Polaków (71 proc.) pytanych z kim są gotowi współpracować w przyszłości odpowiada, że z osobami bez doświadczenia w danym zawodzie – wynika z najnowszego raportu Rynek Pracy 360° Grupy Progres. Na kolejnych miejscach znajdują się obcokrajowcy, z którymi chce pracować 65 proc. badanych, osoby mające długą przerwę w zatrudnieniu – 55 proc. Polaków jest gotowych realizować z nimi obowiązki zawodowe i niepełnosprawni wskazywani przez 54 proc. ankietowanych.

Wyniki badania przedstawione w raporcie potwierdzają, że nasi rodacy obserwują zachodzące zmiany i mają pełną świadomość wymagań związanych z umiejętnością oraz chęcią współpracy z zespołem, mimo występujących różnic. Dlatego też nie widzą przeszkód by współpracować z osobami bez doświadczenia, obcokrajowcami, ludźmi mającymi długą przerwę w zatrudnieniu i niepełnosprawnymi.

Mniej chętnie z seniorem i juniorem

Z badania Grupy Progres wynika, że wiek potencjalnych kolegów z pracy wpływa na chęć przyjęcia ich do zespołu. Wśród osób, z którymi większość Polaków nie jest gotowa współpracować znaleźli się seniorzy i osoby młode. 48 proc. ankietowanych odpowiada, że może współpracować z osobami w wieku senioralnym, a jedynie 32 proc. taką gotowość wyraża w przypadku osób niepełnoletnich.

Aktywność zawodowa i zmieniające się środowisko pracy pozwala wykształcić otwartość na różnorodność kadry zatrudnionej w danej firmie. Im szybciej będziemy w stanie odnaleźć się w takim środowisku, tym łatwiej będzie nam osiągnąć sukces zawodowy. Dla pracowników możliwość pracy w różnorodnym otoczeniu ma wiele zalet. Siłą jest tu bowiem szansa uczenia się i wzajemnego uzupełniania. Tworząc i funkcjonując w takim zespole, trzeba pamiętać, że nauka związana z działaniem w zróżnicowanej grupie jest ciągłym procesem wzajemnego rozumienia się, wymagającym stałego komunikowania się i szacunku wobec drugiej osoby.

******************************

Raport Rynek Pracy 360 ° – to najnowszy projekt Grupy Progres, który pokazuje perspektywy zarówno pracodawców, pracowników jak i bezrobotnych. W badaniu uczestniczyło w sumie 1 000 respondentów – osób aktywnych zawodowo i tych szukających zatrudnienia z całej Polski. Celem było zgłębienie zależnych od siebie obszarów jakim są rekrutacja, rozwój, a także utrzymanie pracowników (obecnych i potencjalnych). Autorom zależało także na poznaniu doświadczeń, postaw, motywacji i planów każdej ze stron – pracodawców, osób aktywnych zawodowo oraz bezrobotnych.

Partnerami badania zostały osoby, organizacje i instytucje, którym sektor rynku pracy jest bardzo bliski – Gdański Urząd Pracy, Konfederacja Lewiatan, Pomorska Specjalna Strefa Ekonomiczna, Strateg Biznesowy Anna Stachniuk oraz Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia.

Zaniedbania procesowe organu nie mogą być prostowane przez inny organ w trybie nadzwyczajnym

Organ podatkowy wydał korzystną dla przedsiębiorcy decyzję zwalniającą go na pewien okres z podatku od nieruchomości. Po upływie tego okresu przedsiębiorca nadal korzystał z nadanego mu zwolnienia, aż do zamknięcia działalności gospodarczej. Gdy organ się zorientował, próbował „naprawić” swój błąd, występując do organu wyższej instancji o stwierdzenie nieważności wydanej przez siebie decyzji. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie uchylił jednak decyzję samorządowego kolegium odwoławczego stwierdzającą nieważność decyzji organu pierwszej instancji, orzekając, że: „…zaniedbania procesowe organu nie mogą być prostowane poprzez stosowanie trybów nadzwyczajnych” (wyrok z 6 listopada 2019 r., sygn. akt I SA/Lu 306/19).

Zgodnie z art. 128 Ordynacji podatkowej (Dz.U. 2019 poz. 900) decyzje, od których nie służy odwołanie w postępowaniu podatkowym, są ostateczne. Organ podatkowy może jednak wyeliminować z obrotu prawnego decyzję ostateczną wydaną przez inny organ, jeśli stwierdzi nieważność tej decyzji. Skutkuje to uznaniem, że decyzja nie wywołuje ani nie wywołała żadnych skutków prawnych od czasu jej wydania. Jak stanowi przepis art. 247 § 1 pkt 3 Ordynacji podatkowej, organ podatkowy stwierdza nieważność decyzji ostatecznej wydanej z rażącym naruszeniem prawa. Na ten właśnie przepis powołał się organ drugiej instancji, stwierdzając nieważność wydanej przez organ niższego stopnia decyzji. O unieważnienie wystąpił wójt gminy, który ustalił przedsiębiorcy posiadającemu na terenie tej gminy budynek oraz grunty zobowiązanie w podatku od tych nieruchomości.

Ulga inwestycyjna

Z uwagi na realizację nowych inwestycji należący do przedsiębiorcy budynek został uchwałą rady gminy zwolniony z podatku od nieruchomości na okres 18 miesięcy. Opodatkowaniu podlegały tylko należące do przedsiębiorcy grunty. Po upływie 18 miesięcy przedsiębiorca nadal korzystał z przedmiotowego zwolnienia, aż do dnia zaprzestania działalności gospodarczej. Wójt zwrócił się do samorządowego kolegium odwoławczego o stwierdzenie nieważności swojej decyzji jako wydanej z rażącym naruszeniem prawa, bo stojącej w sprzeczności z przepisami prawa i uchwałą rady gminy. Organ drugiej instancji przychylił się do jego wniosku.

Przedsiębiorca wiedział, w jakim okresie obowiązuje zwolnienie

Przedsiębiorca odwołał się od rozstrzygnięcia SKO. Jak podniósł, przepisy nie zezwalają na to, aby w postępowaniu o stwierdzenie nieważności decyzji dokonywać ponownej merytorycznej kontroli istoty sprawy. SKO utrzymało w mocy swoją decyzję. Zdaniem organu drugiej instancji wójt błędnie ustalił wymiar podatku od nieruchomości, kontynuując zwolnienie po upływie 18 miesięcy stanowiących wyłączny okres, w jakim udzielone uchwałą rady gminy zwolnienie mogło obowiązywać. Decyzja wójta, jako stojąca w sprzeczności z tą uchwałą, stanowiła zdaniem SKO oczywiste i rażące naruszenie prawa, spełniając przesłanki do orzeczenia jej nieważności. Dodatkowo przedsiębiorca wiedział, że z ulgi inwestycyjnej może korzystać jedynie we wskazanym 18-miesięcznym okresie, bowiem występował o nią na podstawie stanowiącej o tym uchwały.

Niedopuszczalne stosowanie wykładni rozszerzającej

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie zaznaczył na wstępie swego rozstrzygnięcia, że stwierdzenie nieważności decyzji stanowi nadzwyczajny tryb wzruszania decyzji i jest odstępstwem od reguły trwałości decyzji (zgodnie z wyrokiem NSA z 7 grudnia 2011 r., sygn. akt II FSK 1051/10). Dlatego też może nastąpić jedynie w przypadkach wskazanych w ustawach podatkowych. Niedopuszczalne jest zatem stosowanie wykładni rozszerzającej w celu użycia tego środka nadzwyczajnego. Postępowanie o stwierdzenie nieważności decyzji nie może również prowadzić do ponownego merytorycznego rozpoznania sprawy co do jej istoty, bowiem jego celem jest wyłącznie zbadanie, czy decyzja ostateczna jest dotknięta jedną z wad kwalifikowanych, wyraźnie wskazanych w art. 247 § 1 O.p.

Zaniedbania procesowe organu

W przedmiotowej sprawie SKO stwierdziło nieważność decyzji ostatecznej organu pierwszej instancji, powołując się na wystąpienie przesłanki z pkt. 3 art. 247 § 1 O.p., czyli rażącego naruszenia prawa poprzez zastosowanie zwolnienia z podatku od nieruchomości po okresie, w jakim było to dopuszczalne zgodnie z uchwałą rady gminy. Sąd zauważył, że podatkiem od nieruchomości objęto grunty związane z działalnością gospodarczą przedsiębiorcy, za to wśród przedmiotów opodatkowania wójt nie wskazał należącego do tego przedsiębiorcy budynku. Nie wymienił go także jako objętego ulgą. Co więcej, w podstawie prawnej decyzji wymierzającej podatek nie powołał nawet uchwały rady gminy, a jej uzasadnienie nie wskazuje, że sporny budynek we wspomnianym 18-miesięcznym okresie podlegał opodatkowaniu, ale został objęty ulgą.

WSA w Lublinie uchylił decyzje organów podatkowych obu instancji. Jak orzekł: „Rację ma zatem skarżący, podnosząc, że w niniejszej sprawie doszło raczej do błędu organu w ramach ustalenia stanu faktycznego sprawy, a nie w zastosowaniu przepisu prawa miejscowego. Organ pominął bowiem w podstawie opodatkowania wskazany budynek, nie zaś zastosował w sposób nieuprawniony – jak to wskazuje organ – ulgę podatkową, przez co błędnie ustalił wysokość podatku. Nie wskazuje na to treść decyzji, zaś zaniedbania procesowe organu nie mogą być prostowane poprzez stosowanie trybów nadzwyczajnych” (sygn. akt I SA/Lu 306/19).

Przedsiębiorcy muszą szukać ochrony prawnej w sądzie

Niedozwolone jest ponowne merytoryczne rozstrzyganie istoty sprawy w postępowaniu o stwierdzenie nieważności decyzji ostatecznej. Takie działanie prowadzi bowiem do naruszenia fundamentalnej zasady dwuinstancyjności postępowania podatkowego. Ale być może są to celowe działania organów pozwalające na rozciąganie nadanego prawem, a tym samym prawem ograniczonego, uprawnienia do dochodzenia należności publicznoprawnych. Jak się okazuje, to także sposób fiskusa na tuszowanie własnych błędów.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Fundusz EEC Magenta inwestuje 3,2 mln zł w ChallengeRocket

Fundusz EEC Magenta dokonał kolejnej inwestycji. Kwota 3,2 mln zł zasiliła wrocławski start-up ChallengeRocket.com – platformę, która łączy specjalistów m.in. z branży IT z pracodawcami. To już trzecia inwestycja funduszu w ostatnich pięciu miesiącach.

W skali globalnej rośnie zapotrzebowanie na programistów. O specjalistów IT walczą już światowe gospodarki. Rosnący deficyt wykwalifikowanej kadry to efekt tworzenia całkowicie nowych infrastruktur, związanych na przykład z przemysłowym internetem rzeczy lub integracją energetyki rozproszonej. Wyzwanie stanowi także zarządzanie osadzonymi w nich danymi. W efekcie przed koniecznością cyfryzacji stają również te przedsiębiorstwa, które nie były dotychczas kojarzone z rozbudowanymi działami IT. Pozyskanie talentów z tej branży jest trudnym i kosztownym procesem, który stanowi poważną barierę w rozwoju organizacji. Żeby zwrócić uwagę kandydatów, firmy mocno stawiają na budowanie wizerunku pracodawcy pierwszego wyboru. To szczególnie ważne wśród specjalistów branży IT, ponieważ aż 68% z nich stanowią kandydaci pasywni, czyli osoby, które nie przeglądają ofert, ale są otwarte na ciekawe propozycje wyzwań oraz oferty przekazywane przez portale networkingowo-rekrutacyjne.

Platforma buduje społeczność i ułatwia rekrutację

Platforma ChallengeRocket.com jest narzędziem skierowanym zarówno do studentów i absolwentów, jak i pracowników działów HR i rekrutacji dużych przedsiębiorstw. Jej celem jest zbudowanie internetowej społeczności talentów na bieżąco rozwijających swoje umiejętności techniczne. ChallengeRocket.com organizuje cykliczne wyzwania-konkursy dla użytkowników platformy. Na podstawie zaproponowanych rozwiązań identyfikowane są ich umiejętności. Trzonem innowacji jest moduł AI talent analytics automatycznie budujący profil kompetencyjny osób korzystających z narzędzia. W ten sposób tworzona jest baza zweryfikowanych specjalistów, z której mogą bezpośrednio rekrutować departamenty HR.

Na platformie organizowane są także wyzwania, nad którymi patronat obejmują konkretne firmy prowadzące rekrutacje. Prezentowane zadania są dostosowywane do specyficznych potrzeb kadrowych tych organizacji. Atutem ChallengeRocket.com jest zastosowanie sztucznej inteligencji, dzięki czemu rozwiązania proponowane przez użytkowników nie muszą być ręcznie weryfikowane przez ekspertów z firm zatrudniających.

Pracodawcy w Polsce i za granicą wykorzystują naszą platformę zarówno do bezpośredniego pozyskiwania najlepszych kandydatów, jak i budowania wizerunku atrakcyjnego pracodawcy. Wszystko odbywa się z wykorzystaniem formuły „wyzwań online”, sprawdzających kompetencje w różnych dziedzinach wiedzy – obecnie głównie w obszarze związanym z nowymi technologiami, analizą danych, naukami inżynieryjnymi i programowaniem – komentuje Tomasz Florczak Co-founder & CTO, ChallengeRocket.com.

Narzędzie zwiększa też efektywność rekruterów.

 – To nowa technika pozwalająca istotnie ulepszyć kluczowe wskaźniki działów HR jak liczba i jakość pozyskiwanych kandydatów, a także średni koszt i czas na zamknięcie otwartej pozycji – dodaje Paweł Kwiatkowski Co-founder & CEO, ChallengeRocket.com.

ChallengeRocket.com jest już obecne na rynkach europejskich. Środki pozyskane od Funduszu EEC Magenta zostaną przeznaczone na dalszy komercyjny rozwój platformy, wsparcie sprzedaży, wejście na rynek brytyjski i amerykański, a także na dalsze prace R&D. Klientami ChallengeRocket.com są korporacje, m.in. amerykański gigant technologiczny nVidia, banki jak ING i Santander, PZU, Asseco, ale także uniwersytety i firmy z sektora publicznego.

ChallengeRocket.com, pomimo stosunkowo krótkiej obecności na rynku, odznacza się efektywną strukturą organizacyjną, pozwalającą skupić się założycielom firmy na kwestiach strategicznych. To start-up, który trafnie zdiagnozował problem występującej na rynku luki kompetencyjnej i zaproponował rozwiązanie, które sprawdziło się w praktyce biznesowej. Organizacja posiada już doświadczenie w pracy z korporacjami, również na rynkach międzynarodowych. Z tego powodu Fundusz EEC Magenta zdecydował się na dokonanie inwestycji w kwocie 3,2 mln zł właśnie w ChallengeRocket.com – komentuje Rafał Małecki, Partner w EEC Ventures. ChallengeRocket.com ma już w swoim dorobku wiele znaczących nagród, przyznawanych m.in. podczas gali ABSL, European Start-up Days czy wyróżnienie w kategorii Startup Session Elite na Forum Ekonomicznym w Krynicy. Firma wygrała też międzynarodowy konkurs Facebook Global Challenge, co niewątpliwie jest argumentem przemawiającym za słusznością poczynionej przez nas inwestycji – dodaje.

Inwestycja w ChallengeRocket.com jest finansowana z dwóch funduszy wchodzących w skład EEC Magenta: Funduszu Starter, inwestującego w projekty na wczesnym etapie rozwoju, a także największego w Polsce funduszu typu Corporate Venture Capital, służącego finansowaniu bardziej dojrzałych firm.

Kolejna inwestycja EEC Magenta

Fundusz EEC Magenta posiadał w swoim portfolio dotychczas dwa start-upy: platformę zarządzającą procesami firmowymi TakeTask, która została wsparta kwotą ok. 2 mln zł, a także firmę Reliability Solutions, zajmującą się tworzeniem systemów diagnostyki predykcyjnej w nowoczesnym przemyśle, którą z kolei wsparto kwotą 13 mln zł. Platforma ChallengeRocket.com jest trzecią spółką, w którą zainwestował EEC Magenta. Wszystkie dotychczasowe inwestycje wpisują się w strategię Funduszu, która opiera się na finansowaniu rozwiązań z zakresu automatyzacji i robotyzacji oraz zwiększania wydajności przedsiębiorstw.

Najszczęśliwsi pracownicy są w Stanach Zjednoczonych – Polska plasuje się w środku rankingu

Kto jest szczęśliwy w pracy i z jakiego powodu? Aby się tego dowiedzieć, Mindspace przeprowadził badanie wśród 5000 pracowników biurowych na całym świecie.

Stwierdzono, że odczuwanie szczęścia w pracy ma pozytywny związek ze zwiększoną produktywnością i kreatywnością. Z drugiej strony, gdy ludzie są nieszczęśliwi, ich stan wpływa niekorzystnie nie tylko na ich codzienne życie, ale także na wyniki firmy. Właśnie dlatego odczuwanie szczęścia przez pracowników powinno stanowić priorytet dla pracodawców, jeśli chcą, by ich firma osiągnęła sukces. W celu zgłębienia zagadnienia Mindspace, globalny operator butikowych przestrzeni coworkingowych, przeprowadził w kwietniu 2019 r. ankietę wśród 5000 pracowników biurowych w 7 krajach (Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy, Holandia, Izrael, Polska i Rumunia), aby dowiedzieć się, co myślą o pracy.

Najszczęśliwsi pracownicy są w Stanach Zjednoczonych – Polska plasuje się w środku rankingu

Dobrą wiadomością jest to, że 30% pracowników biurowych jest bardzo szczęśliwych, a 54% – umiarkowanie. W globalnym porównaniu 7 krajów amerykańscy pracownicy najbardziej cieszą się z wyjścia do pracy, przy czym 54% z nich twierdzi, że są bardzo szczęśliwi, a 39% jest zazwyczaj szczęśliwych. Oznacza to, że najszczęśliwszych pracowników biurowych znajdziemy w Stanach Zjednoczonych. Polscy pracownicy biurowi plasują się w środku rankingu – 25% z nich jest bardzo szczęśliwych, a 58% – zazwyczaj szczęśliwych. W przeciwieństwie do innych krajów, w Polsce to kobiety odczuwają wyższy poziom szczęścia w pracy niż mężczyźni.

Najmniej zadowoleni są pracownicy brytyjskich biur, ogółem prawie jedna czwarta z nich nie jest szczęśliwa w ogóle lub nie jest bardzo szczęśliwa w pracy.

Niezwykle ważne jest również zrozumienie, co leży u podstaw prawdziwego, długotrwałego zaangażowania pracowników. Należy się zastanowić, dlaczego ludzie nie czują się zaangażowani. Według badania, 34% osób nie było zaangażowanych w pracę, ponieważ uważały one, że nie zarabiają wystarczająco. Jednak niemal tyle samo pracowników – 35% – stwierdziło, że brak zaangażowania wynika z nieinspirującego środowiska pracy, w którym na co dzień pracują.

W skali świata zaangażowanie pracowników jest najwyższe w Stanach Zjednoczonych i w Polsce (3,5 na 4 w każdym z tych krajów), a najniższe w Wielkiej Brytanii (2,7 na 4). Zazwyczaj, ludzie chcą mieć poczucie celu oraz osiągać wyznaczone założenia i wyniki.
W Polsce i Izraelu 22% pracowników poszukuje w pracy możliwości rozwoju osobistego, natomiast w USA i Europie Zachodniej tylko 12%.

– Poczucie szczęścia w miejscu pracy jest ważne nie tylko dla stworzenia panującej w nim atmosfery – ma też znaczenie dla biznesu – mówi Dan Zakai, dyrektor generalny i współzałożyciel Mindspace. – Staramy się analizować, co sprawia, że pracownicy są zadowoleni, ponieważ wiemy, że szczęśliwy zespół to osoby bardziej zaangażowane, produktywne, kreatywne, o wyższej wytrzymałości i odporności. Tacy pracownicy mają również pozytywny wpływ na swoich kolegów i dłużej pozostają w firmie. Czego chcieć więcej?

Badanie zaangażowania pracowników jest kluczowe, jednak w wielu krajach nadal nie jest powszechne

Aby poziom szczęścia i zaangażowania wzrósł, firmy muszą słuchać swoich pracowników. Około jedna piąta firm (21%) nie przeprowadza oceny zaangażowania pracowników. Wygląda to jednak różnie w poszczególnych krajach. Na przykład w Stanach Zjednoczonych 18% firm nie przeprowadza oceny zaangażowania pracowników, natomiast w Izraelu nie robi tego aż 31%.

W Polsce tylko 16% pracodawców nie bada zaangażowania pracowników, przez co nigdy nie dowiedzą się, co mogliby poprawić i ulepszyć w swojej firmie. Wśród tej grupy, prawie jedna trzecia małych przedsiębiorstw (2-20 pracowników) nie przeprowadza takiej oceny, ale aż 90% dużych korporacji robi to regularnie. Liczby te jednak oznaczają, że setki pracodawców na polskim rynku nie wykonują pierwszego i najważniejszego kroku w kierunku zwiększenia poziomu szczęścia i zaangażowania pracowników, a w konsekwencji nie wykorzystują narzędzia służącego poprawie wyników firmy, nie pytając bezpośrednio pracowników o ich ocenę miejsca pracy i samopoczucie w nim.

Sukces jubileuszowej 10 edycji Targów RetailShow

Zakończyło się największe wydarzenie targowe branży handlowej. Przez dwa dni targi RetailShow były miejscem, gdzie ponad 200 wystawców prezentowało najnowsze rozwiązania dla sieci handlowych i sklepów. Odwiedzający wzięli udział w szeregu prelekcji i warsztatów, które inspirowały do działania, poszerzały wiedzę i dostarczały odpowiedzi na nurtujące branżę pytania.

RetailShow_wejscie

Międzynarodowe Targi Wyposażenia Sklepów RetailShow 2019 zakończyły się sukcesem, o czym świadczy ponad 5000 przedstawicieli sieci handlowych, którzy poświęcili swój czas, by zapoznać się z propozycjami wystawców, wziąć udział w konferencji Retail Congress czy w wykładach w Retail Innovations Theatre. Kolejna edycja Targów RetailShow odbędzie się 25-26 listopada 2020.

Stoiska_2019c Stoiska_2019b Stoiska_2019a Stoiska_2019

Znaczenie technologii

Wielowymiarowe podejście do handlu przyszłości stanowiło temat przewodni konferencji Retail Congress. Zdaniem prelegentów, to technologia w dużej mierze decyduje o sukcesie sieci handlowych i sklepów, ma także spore znaczenie w łańcuchu dostaw i logistyce magazynowej. Jak się okazuje, wpływa też na motywację i zaangażowanie pracowników.

Zgodnie z wynikami 12. dorocznego badania Global Shopper Study firmy Zebra, inwestycje technologiczne sprzedawców detalicznych będą nadal rosły wraz ze stale rozwijającą się gospodarką. Zapewnienie lepszej obsługi klienta, zarówno cyfrowej, jak i w sklepach, będzie miało kluczowe znaczenie w realizacji celu, jakim jest powrót kupującego. Zaprezentowany przez Tomasza Dzideczka z Zebra Technologies, EC30 Enterprise Companion z 3-calowym ekranem i zintegrowanym skanerem jest rozwiązaniem, które usprawnia działania detalistów od sklepu do magazynu. Dodatkowo współprowadzący prezentację, Artur Chrapek, wymienił całą gamę produktów, które rozwiązują problemy sieci handlowych: od drukowania cenówek za pomocą mobilnych lub stacjonarnych drukarek, poprzez nowoczesne, odporne na upadki terminale i tablety oparte na najnowocześniejszych systemach operacyjnych, aż po urządzenia typu customer concierge, ze skanerem do cen i dużym wyświetlaczem do prezentowania multimedialnych treści.

O tym, z jakimi wyzwaniami mierzy się dziś sektor retail, mówił też Artur Stachowski z Orange Polska, deklarując gotowość wspomagania branży retail w dostarczaniu najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych, które usprawniają cały proces organizacji sklepów, od komunikacji z klientem po zarządzanie placówką.

Bez wątpienia oczekiwania klientów i konieczność nieustannej pracy nad poprawą jakości obsługi, wymuszają na zarządzających wprowadzanie coraz efektywniejszych rozwiązań technologicznych. Jakub Kownacki z firmy ISS RFID, opowiedział o technologiach, które pozwalają unowocześnić sklep, tj. identyfikacja drogą radiową (RFID), beacony (Bluetooth) i digitalizacja przestrzeni sklepowych, np. inteligentne przymierzalnie i lustra czy cyfrowe witryny. – Wszystkie te technologie uzupełniają się. Warto wdrażać jej już dziś, mając świadomość, że służą one poprawie jakości obsługi klienta i optymalizacji procesów – dodał.

Aranżacja sklepów

O znaczeniu odpowiedniej aranżacji mówiła architekt wnętrz, Ewa Gawroniak-Olejniczak z Ego-Studio Shop Design, projektantka Modelowego Sklepu. Opowiadała o zmianach wyglądu sklepu w zależności od formatu, lokalizacji i profilu klienta. Prezentowała ciekawe przykłady, m.in. osiedlowego sklepu w nadmorskiej miejscowości, w których zaproponowała udogodnienia dedykowane konkretnym grupom klientów, takie jak ławeczki dla seniorów, czy umywalki, gdzie od razu można umyć owoce, rozwiązanie skierowane do turysty, a więc klienta sezonowego, który od razu po zrobieniu zakupów, chce iść na plażę.

Sklep_modelowy_2019 Sklep_modelowy_2019aO roli właściwego umeblowania można było przekonać się w Modelowym Sklepie. Michał Mitek, Design Project Manager z firmy Wanzl, która zadbała o wyposażenie części tego centralnego punktu targów, był zadowolony, że udało się pokazać, iż można stworzyć zupełnie nowe aranżacje na bazie dotychczasowych, wielofunkcjonalnych mebli. Przykładem tych rozwiązań było nowe stoisko owocowo-warzywne, nowy design regałów suchych czy stoiska impulsowe. – Nasze druciane meble można wykorzystywać i przebudowywać wielokrotnie, za każdym razem uzyskując inny efekt wizualny. Kluczowy jest tu biznes klienta, meble są tylko narzędziem, środkiem do osiągnięcia celu. Biznes musi być elastyczny, ponieważ rynek jest bardzo zmienny, tak więc narzędzia również muszą być łatwo adaptowalne i ekonomiczne – podsumował.

Nowym wydarzeniem podczas RetailShow 2019 były polskie eliminacje do europejskiego finału Gelato Festival Challenge we Włoszech. Obecność konkursu i specjalistycznych prezentacji cukierniczo-lodziarskich rozszerzyły zakres targów i przyciągnęły właścicieli lodziarni i cukierni. Konkurs organizowany przez firmę Primulator inspirował także innych gości targów do poszerzania zakresu biznesu.

Nagrody rozdane

Targi RetailShow to też okazja, by wyłonić najlepsze produkty i koncepty sklepowe. Jury pod przewodnictwem dra Marka Borowińskiego wyłoniło laureatów branżowych konkursów Best Shop Concept 2019 oraz Innowacje Handlu 2019.

Zwycięzcami konkursu Best Shop Concept 2019 okazały się następujące firmy:

E.LECLERC
Kategoria: Hipermarket
Firma: Wanzl Sp. z o.o.

STESKAL

Kategoria: Supermarket

Firma: Baero Polska Sp. z o.o.

DELI4YOU

Kategoria: Sklep typu convenience
Firma: MAGO PARTNER Wyposażenie Sklepów i Magazynów

4F

Kategoria: Sklep odzieżowy
Firma: lsd.studio

PICKY PICA

Kategoria: Sklep specjalistyczny

Firma: Zamek Design Sp. z o.o.

GOOD LOOD
Kategoria: Punkt gastronomiczny

Firma: lsd.studio

Tytuły Innowacje Handlu 2019 trafiły do poniższych firm:

Produkt: Kasa samoobsługowa Supersmart S1

Kategoria: Kasy fiskalne i wagi

Firma: Bizerba Polska Sp. z o.o.

Produkt: Lada chłodnicza Tucana 03

Kategoria: Projekty i wyposażenie wnętrz sklepowych

Firma: ES System K Sp. z o.o.

Produkt: SmartPos

Kategoria: Systemy i technologie IT

Firma: IteCom Sp. z o.o.

Produkt: Automatyczny ekspres do kawy Thermoplan Black&White 4

Kategoria: Urządzenia gastronomiczne

Firma: Koree Sp. z o.o.

Produkt: Biurkowa drukarka etykiet Brother TD-4550DNWB

Kategoria: Drukarki, skanery, kolektory, POS

Firma: Koncept-L S.A.

Produkt: Imager Zebra DS4600

Kategoria: Drukarki, skanery, kolektory, POS

Firma: Koncept-L S.A.

Produkt: Komputer mobilny Zebra EC30

Kategoria: Systemy i technologie IT

Firma: Koncept-L S.A.

Produkt: PubliTool

Kategoria: Systemy i technologie IT

Firma: pronet.pl sp. z o.o.

Produkt: SelfBox

Kategoria: Systemy i technologie IT

Firma: Selfmaker Technology Sp. z o.o.

Produkt: Terminal POS Sharp RZ-E3L0EBK 13,3”

Kategoria: Systemy marketingowe, POS i Digital Signage

Firma: Sharp Electronics (Europe) GMBH Sp. z o.o. Oddział w Polsce

Produkt: Pospay ONLINE

Kategoria: Kasy fiskalne i wagi

Firma: Posnet Polska S.A.

Produkt: Drukarka OKI C844dnW

Kategoria: Drukarki, skanery, kolektory, POS

Firma: OKI Europe (Polska)

Sponsorami Głównymi RetailShow 2019 i Retail Congress były firmy: Orange, Koncept-L i Zebra Technologies oraz Invent Analytics. Firma ISS RFID miała status Sponsora Retail Congress.

Siedem kroków, aby w Święta podwoić nie tylko radość, ale i zyski

  • Na chwilę przed rozpoczęciem świątecznej gorączki zakupowej, PayPal dzieli się najważniejszymi trendami dla sprzedawców, którzy chcą zwiększyć zyski przed końcem roku.
  • Globalnie najpopularniejsze są zakupy mobilne – w tym roku już co trzeci prezent zostanie kupiony za pomocą smartfona lub tabletu[1].
  • Wśród pozostałych trendów króluje wygoda i odpowiedzialność – coraz więcej e-kupujących stawia na szybkie zakupy w mediach społecznościowych i firmy, które np. dbają o środowisko.
  1. Smartfony na ratunek przed stresem

Zakupy świąteczne robione w ostatniej chwili to jeden z powodów niepotrzebnego stresu w okresie przedświątecznym. Część konsumentów przeniosła się już do Internetu i w ten sposób unika kolejek. Jednak zakupy w sieci ciągle wiążą się z obawami. Według badania przeprowadzonego przez Ipsos na zlecenie PayPal, 22 proc. globalnych konsumentów nie czuje się wystarczająco bezpiecznie robiąc zakupy w mediach społecznościowych, a 51 proc. nadal ma obawy związane z bezpieczeństwem podczas robienia zakupów przez telefon.

Już nawet 95 proc. konsumentów na świecie kupuje online, a niemal trzy czwarte (71 proc.) wykorzystuje do tego telefon komórkowy. Równocześnie tylko 60 proc. firm jest na to gotowych – to ogromne wyzwanie. Wyjście naprzeciw klientom kupującym za pośrednictwem telefonu czy tabletu może doprowadzić do zmniejszenia liczby porzuconych koszyków i wzrostu sprzedaży nawet o 15 procent – zauważa Marcin Glogowski, Dyrektor Zarządzający PayPal w Europie Środkowo-Wschodniej.

  1. Świąteczne płatności w biegu

Wybierając płatności mobilnie przede wszystkim kierując się wygodą. Niemal połowa konsumentów na świecie (44 proc.) uważa, że zakupy smartfonem nie sprawiają im problemów, a 43 proc. wręcz uznaje to za oszczędność czasu. Jak wynika z badania PayPal, globalnie najczęściej kupujemy w czasie wolnym z domu (65 proc.) i leżąc w łóżku (34 proc.). Mobilna rewolucja zmieniła nie tylko nawyki klientów w sieci, ale także ich zachowania w sklepach stacjonarnych – w ciągu ostatnich 6 miesięcy już połowa konsumentów na świecie zapłaciła zbliżeniowo.

  1. Social media – galerie handlowe przyszłości

Dzisiejsi konsumenci są otwarci na innowacje i szybko przyzwyczają się do nowinek, takich jak handel za pośrednictwem platform społecznościowych. W ciągu ostatnich 6 miesięcy już 30 proc. konsumentów na świecie kupiło coś w ten sposób. Wśród Polaków regularnie odwiedzających media społecznościowe aż 38 proc. często korzysta z przycisku „Kup”. Najczęściej robią to osoby młode w wieku 18-34 lat.

  1. Prezent last minute? Sprawdź produkty cyfrowe

Zmieniające się oczekiwania konsumentów i rosnąca popularność usług umożliwiających dostęp do filmów czy muzyki online sprawiają, że klienci nie chcą czekać na dostawę wybranego DVD czy CD. Już 43 proc. Polaków ma wykupioną subskrypcję serwisów VOD, a trzy czwarte płaci w ten sposób za usługi telekomunikacyjne i telewizyjne[2]. Jak wynika z danych PayPal, 23 proc. klientów płaci mobilnie za produkty cyfrowe (np. abonament Spotify lub HBO GO), e-booki czy gry komputerowe, które mogą być doskonałymi prezentami na święta.

  1. Ekotrendy wkraczają do świata e-commerce

Powoli, ale systematycznie wchodzimy w świat etycznych zakupów: na świecie w ciągu ostatniego roku, już co dziesiąty klient kupił produkt dlatego, że powstał w zgodzie z zasadami zrównoważonego rozwoju. Jest to szczególnie ważne dla kobiet i osób w wieku 18-34 lat – 14 proc. osób z pokolenia Z (18-24 lat) i 11 proc. reprezentantów pokolenia Y (19-39 lat) twierdzi, że zrezygnowało z zakupu ze względu na kwestie etyczne.

  1. Za granicą taniej, w Polsce oryginalniej

Już 55 proc. globalnych e-kupujących robi zakupy w zagranicznych sklepach – szukają tam lepszych cen (53 proc.) i produktów niedostępnych lokalnie (33 proc.). Z drugiej strony, 66 proc. kupujących w sieci deklaruje, że woli wspierać lokalne firmy – szczególnie w okresie świątecznym. W okresie przedświątecznym coraz więcej konsumentów szuka oryginalnych, ręcznie wykonanych prezentów, co powinno wpłynąć na wzrost popularności zakupów u lokalnych dostawców.

  1. Święta to czas dzielenia się – nie tylko z najbliższymi

Darowizny to niezwykły sposób na zastąpienie tradycyjnych zakupów pomocą dla innych. Ponad 80 proc. dorosłych Polaków przekazuje pieniądze na cele charytatywne i pomoc potrzebującym, przy czym 71 proc. przekazuje darowiznę gotówką podczas tradycyjnych zbiórek „do puszki”[3].

 

Coraz więcej osób na całym świecie zdaje sobie sprawę, że okres świąteczny to nie tylko okazja do zakupów, ale także szansa wsparcia wybranej organizacji charytatywnej. Dlatego jako PayPal od ośmiu lat wspieramy inicjatywę Giving Tuesday. W tym roku do każdej darowizny dokonanej przez stronę PayPal Giving Fund dla zarejestrowanych organizacji charytatywnych dodajemy 10%, a wpłaty zwolnione są z dodatkowych prowizji i opłat. To wyjątkowa możliwość, dla wszystkich, którzy w grudniu chcą podzielić się dobrem[4].

– zachęca Marcin Glogowski.

[1] Wszystkie dane wymienione w informacji prasowej pochodzą z badania PayPal mCommerce Index Trends Report by IPSOS 2019, chyba że zaznaczono inaczej.

[2] ATKearney, październik 2018

[3] Badanie Fundacji Instytut Ochrony Praw Konsumentów, lipiec 2017

[4] Obowiązują warunki: https://www.paypal.com/pl/webapps/mpp/fund-raiser/tnc

Pierwszy duży przetarg kolejowy CPK rozstrzygnięty

Spółka Centralny Port Komunikacyjny wybrała sześciu wykonawców w przetargu na wykonanie inwentaryzacji przyrodniczych dla nowych linii kolejowych prowadzących do Portu Lotniczego Solidarność. Szacowana wartość zamówienia to ponad 26 mln zł. Pierwsze umowy będą zlecane w przyszłym roku. 

Zamówienie dotyczy wykonania inwentaryzacji przyrodniczych, czyli identyfikacji chronionych, rzadkich lub zagrożonych elementów środowiska na terenach przeznaczonych pod przyszłe inwestycje kolejowe CPK. Jest to jeden z elementów niezbędnych w ramach procedury środowiskowej, która poprzedza wydanie pozwolenia na budowę.

W ramach postępowania do spółki CPK wpłynęło siedem ofert. Zaproponowane przez wykonawców ceny wahały się od 90zł/ha do 586 zł/ha netto (podane stawki to maksymalne ceny w przeliczeniu na hektar). W postępowaniu wybrano firmy: Multiconsult (90 zł), WYG (95 zł), Daniel Maranda, Asanga, Idom (95 zł), FFP Enviro (99 zł), Mosty Gdańsk (530 zł) i BBF (586 zł).

Za nami rozstrzygnięcie pierwszego dużego przetargu kolejowego CPK. Spółka podpisze z wykonawcami umowę ramową na pięć lat. Wyselekcjonowane firmy będą każdorazowo brały udział w organizowanych przez CPK zamówieniach cząstkowych. O konkretnym zleceniu na inwentaryzację przyrodniczą w ramach Programu Kolejowego CPK będzie decydowała zaproponowana przez firmę cena – wyjaśnia Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK.

Jako jedna z pierwszych inwentaryzacja przyrodnicza zostanie przeprowadzona na terenie, na którym powstanie 140 – kilometrowy odcinek linii dużych prędkości Warszawa–CPK–Łódź. Kolejne inwentaryzacje będą wykonywane w zależności od bieżących potrzeb inwestycyjnych, w miarę postępu prac związanych z przygotowaniami do budowy kolejnych odcinków – mówi Mikołaj Wild, p.o. prezesa CPK.

Jak podkreśla Piotr Malepszak, członek Zarządu CPK odpowiedzialny za część kolejową CPK, łączny maksymalny obszar inwentaryzacji przyrodniczych objęty umową szacujemy na 220 tys. ha. Zadania mogą być zlokalizowane na terenie całego kraju. Podczas pierwszego etapu badań wykonawcy przeprowadzą prace studialne, a następnie badania terenowe i ekspertyzę przyrodniczą.

Powierzchnia badań zlecana w ramach jednego zamówienia cząstkowego nie będzie mniejsza niż 900 ha. Wynik każdej z przeprowadzonych inwentaryzacji przyrodniczych zostanie załączony do raportu o oddziaływaniu na środowisko. Następnie razem z wnioskiem o wydanie decyzji środowiskowej zostanie przedłożony odpowiedniemu Regionalnemu Dyrektorowi Ochrony Środowiska (RDOŚ). Kolejne etapy w ramach przygotowań do inwestycji to: uzyskanie decyzji lokalizacyjnej, a później pozwolenia na budowę.

Łącznie w ramach Programu Kolejowego CPK ma powstać 1600 km nowych linii prowadzących z 10 kierunków do Portu Lotniczego Solidarność i Warszawy. Każda z kolejowych „szprych”, prowadzących do CPK składać się będzie z nowych odcinków sieci, które wybuduje spółka CPK, oraz z wyremontowanych lub zmodernizowanych fragmentów istniejącej infrastruktury, które znajdują się w gestii PKP PLK. 29 kwietnia br. rząd przyjął rozporządzenie, na mocy którego każdy z nowych odcinków torów, którymi pociągi dojadą do CPK i Warszawy, został włączony do wykazu linii kolejowych o znaczeniu państwowym.

Łączna długość linii kolejowych w Polsce wynosi dziś ponad 19 tys. km. Od początku lat 90. zostało zlikwidowanych ponad 5 tys. km linii. Nowe inwestycje są potrzebne, ponieważ od lat 80., kiedy zakończono realizację Linii Hutniczej Szerokotorowej, a wcześniej Centralnej Magistrali Kolejowej, nie budowano w Polsce na dużą skalę szlaków kolejowych. Program CPK to pierwszy całościowy plan budowy nowej infrastruktury kolejowej od tego czasu.

W lipcu decyzją Premiera RP Mateusza Morawieckiego spółka CPK została dofinansowana kwotą 300 mln zł, co jest efektem objęcia nowych udziałów przez Skarb Państwa. Rząd uznał CPK nie tylko za projekt strategiczny dla rozwoju Polski, ale także za opłacalną inwestycję. Według raportu PwC z kwietnia br., polski rynek lotniczy ma jeden z największych potencjałów wzrostu w całej Europie, a budowa hubu pod Warszawą jest uzasadniona m.in. prognozami ruchu i zakładaną stopą zwrotu. Według opracowania Baker McKenzie i Polityki Insight z maja br., powstanie CPK może przynieść Polsce od 4 do 7 proc. wzrostu PKB.

Kurs euro poniżej 4,30

Po wielu dniach powolnego umacniania się ceny euro jeden dzień spadków obniżył kurs bardziej niż półtora tygodnia wzrostów. Najbliższe dni pokażą nam, jak zachowa się złoty po tak silnej korekcie.

Złoty rośnie bez wyraźnego powodu

Czasem jest tak, że waluta umacnia się bez wyraźnego wpływu danych makroekonomicznych. Lepsze o 0,1 punktu wyniki indeksu PMI nie uzasadniają siły wczorajszego ruchu. Zobaczymy, jak zachowają się kolejne dni, ale może się to okazać gwałtowną realizacją zysków z ruchu osłabiającego złotego trwającego od początku miesiąca. W tym czasie złoty spadł względem euro z okolic 4,24 na 4,32 po czym wczoraj spadł na 4,29. Jest to zatem niewiele powyżej ⅓ poprzedniego ruchu. Podobnie zachował się dolar, który po szczytach na 3,93 zł teraz kosztuje 3,87 zł. Frank z kolei spadł w okolice 3,90 zł, a funt wczoraj otarł się nawet o poziom 5 złotych, szybko jednak powrócił powyżej tej bariery.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy dwa ważne odczyty dotyczące koniunktury w przemyśle. Raport PMI dla przemysłu wypadł o 0,4 punktu powyżej oczekiwań. Z kolei opublikowany kwadrans później raport ISM okazał się aż 1,1 punktu słabszy. Warto zwrócić uwagę na sporą rozbieżność pomiędzy indeksami. Pierwszy sugeruje wyraźny wzrost, a ISM z kolei problemy gospodarcze. Inwestorzy wyraźnie woleli podejść zachowawczo. W rezultacie byliśmy świadkami przeceny dolara względem głównych walut. Szczególnie ważny dla polskiego złotego był ruch względem euro. Dolar stracił niemal 1% na wartości. To właśnie dlatego, co wspominaliśmy w poprzednim paragrafie, złoty więcej zyskał względem dolara.

W Australii stopy procentowe bez zmian

Królewski Bank Australii pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Główna stopa w dalszym ciągu wynosi 0,75%. Rynki spodziewały się, że może dojść do obniżek lub chociażby dania sygnału o nadchodzących ruchach. To się jednak nie stało i inwestorzy zaczęli dokupywać dolara australijskiego.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Coca-Cola otwiera się na startupy

  • Coca-Cola dołącza do 3. edycji programu MIT Enterprise Forum CEE, skupiającego najlepsze startupowe technologie z regionu Europy Środkowo-Wschodniej
  • Spółki systemu Coca-Cola w Polsce chcą wesprzeć w rozwoju młode firmy, które tworzą unikatowe rozwiązania w obszarze marketingu, nowych technologii oraz zrównoważonego rozwoju
  • Startupy otrzymają pomoc w rozwoju biznesu w Polsce, a także będą miały szansę na pilotażowe wdrożenie ich projektu w kwocie do 200 tysięcy złotych
  • 13 grudnia firma zaprasza na wydarzenie specjalne – Coca-Cola Open Doors Day x MIT EF CEE

Coca-Cola i MIT Enterprise Forum CEE będą przyciągać do Polski najlepsze startupowe technologie z regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Dla firm systemu Coca-Cola to szansa na dotarcie do innowacyjnych rozwiązań, zaś dla startupów to możliwość współpracy z firmą, której produkty docierają do blisko 590 milionów konsumentów w ponad 200 krajach.

Świat stoi dziś przed ogromnymi wyzwaniami – takimi jak problem z gospodarką opakowaniową, zasobami wodnymi czy zmianami klimatycznymi. Świadomi tego, jaką rolę odgrywają w gospodarce i społeczeństwie tak duże firmy jak nasza, chcemy być częścią rozwiązań odpowiadających na obecne wyzwania. Ale żeby tego dokonać musimy działać razem – z zaangażowanymi partnerami, którzy swoją kreatywność i przedsiębiorczość wykorzystują do tworzenia lepszej przyszłości – mówi Jaak Mikkel, General Manager w Coca-Cola HBC Polska i Kraje Bałtyckie.

Dołączenie globalnej marki, jaką jest Coca-Cola do grona partnerów programu MIT Enterprise Forum CEE to ogromna wartość dodana, przede wszystkim dla startupów uczestniczących w programie. Od dziś przedsiębiorcy-innowatorzy będą mogli, ręka w rękę współpracować z liderem światowego rynku – mówi Łukasz Owczarek, Head of Acceleration w MIT Enterprise Forum CEE. Współpraca z tak dobrze rozpoznawalną marką nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie, daje nam możliwość wzmocnienia globalnego zasięgu działania akceleratora i przyciągnięcia do programu najbardziej interesujących startupów z regionu CEE. Wspólnie chcemy stawić czoła wyzwaniom, przed którymi świadomie stoi obecnie nie tylko Coca-Cola, ale przede wszystkim  cały świat – dodaje Owczarek.

Współpraca z Coca-Cola

W ramach realizowanego programu akceleracji, Coca-Cola poszukuje startupów, które nie tylko chcą odnosić sukcesy i osiągać zyski, ale również wykorzystują swoją działalność do rozwiązywania największych problemów, z którymi mierzy się świat. Firma wskazuje kluczowe obszary, w ramach których poszukuje innowacyjnych rozwiązań – marketing i nowe technologie (MarTech), a także zrównoważony rozwój (Sustainability). Nieustannie pracujemy nad tym, aby zmniejszać ślad węglowy przy produkcji, a także jeszcze efektywniej realizować ideę Świata Bez Odpadów. Jednocześnie wciąż usprawniamy nasze procesy obsługi, sprzedaży i promocji, aby odpowiadać na potrzeby naszych konsumentów 24 godziny, 7 dni w tygodniu – mówi Jakub Radzikowski, Experiencial Marketing Manager.

Wierzymy, że dzięki współpracy z MIT EF CEE dotrzemy do najbardziej kreatywnych przedsiębiorców w tej części Europy, którzy będą mieli szansę zrealizować swoją wizję i razem z nami dokonać realnych zmian, wdrażając najnowocześniejsze rozwiązania na rzecz środowiska, zrównoważonej produkcji czy handlu przyszłości. – mówi Izabela Głodek, Dyrektor Marketingu w Coca-Cola Poland Services na Polskę i Kraje Bałtyckie. Jesteśmy również otwarci na projekty spoza tej listy, jeżeli tylko będą wpisywały się w specyfikę naszej działalności i będą miały potencjał realizacji na dużą skalę – przyznaje.

Startupy, które zakwalifikują się do 3. edycji programu MIT Enterprise Forum CEE, uzyskają dostęp do specjalnego zespołu ekspertów, unikalnego know-how, a także zaplecza technicznego i technologicznego firmy. Uczestnicy akceleratora otrzymają pomoc w rozwoju ich biznesu w Polsce, a najlepsze pomysły będą mogły zostać zrealizowane na rynku globalnym.

Coca-Cola Open Doors Day x MIT EF CEE

Choć oficjalnie rekrutacja do 3. edycji programu MIT Enterprise Forum CEE wystartuje dopiero w styczniu 2020, przedstawiciele firmy już dziś zapraszają do rozmów. W tym celu 13 grudnia 2019 w Warszawie, w siedzibie Coca-Cola HBC Polska, zostanie zorganizowane wydarzenie specjalne pod nazwą Coca-Cola Open Doors Day x MIT EF CEE. W trakcie dnia otwartego przedstawiciele startupów z Polski i z zagranicy będą mogli osobiście poznać ekspertów ds. innowacji, zaprezentować im swoje pomysły oraz porozmawiać
o możliwościach współpracy, a także uzyskać informacje na temat startującej z początkiem nadchodzącego roku rekrutacji do programu akceleracji MIT Enterprise Forum CEE. Warunkiem uczestnictwa w wydarzeniu jest złożenie aplikacji poprzez stronę internetową: https://www.eventbrite.com/e/coca-cola-open-doors-day-x-mit-ef-cee-tickets-84588764271

Małe i średnie firmy inwestują niewiele. Wzrost gospodarczy oparty na konsumpcji jest krótkoterminowy

Polską gospodarkę nadal napędza konsumpcja. Natomiast coraz większym zagrożeniem są niewielkie inwestycje małych i średnich przedsiębiorstw.

– Konsumpcja gospodarstw domowych będzie nadal główną siłą polskiego wzrostu gospodarczego, ale nie będzie już rosła tak dynamicznie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Regionie Europy Środkowej. – Natomiast inwestycje przedsiębiorstw nie są na takim poziomie, jakiego byśmy oczekiwali.

Największe inwestycje są realizowane przez sektor publiczny. Jednak ich skala będzie wygasać ze względu na kalendarz wyborczy, który jest już za nami. Kumulacja tych inwestycji była związana z wyborami samorządowymi. Budżety samorządowe są już „odchudzone”.

Natomiast w sektorze prywatnym wzrost inwestycji dotyczy dużych przedsiębiorstw, zwłaszcza tych z kapitałem zagranicznym.

– Największą bolączką polskiej gospodarki są niewielkie inwestycje małych i średnich firm – ocenia G.Sielewicz. – W związku z sytuacją na rynku pracy te firmy powinny więcej wydawać na automatyzację i robotyzację produkcji, a według ostatnich danych poziom właśnie tych inwestycji obniża się.

Aktualna prognoza wzrostu gospodarczego Coface w Polsce zakłada w 2019 r. 4,4 proc. dynamikę PKB oraz 3,6 proc. w 2020 r.

Działania proekologiczne ważne dla MŚP

Ponad połowa małych i średnich przedsiębiorstw (59%) uważa, że podejmowanie działań proekologicznych jest ważne w kontekście budowanego biznesu – wynika z badania IBRiS, przeprowadzonego na zlecenie Banku Ochrony Środowiska. Co więcej, według firm postawa prośrodowiskowa to istotna kwestia również dla otoczenia. W ocenie prawie połowy przedstawicieli MŚP (49%) walor ekologiczny ich przedsięwzięć jest ważny dla kontrahentów. Eksperci wskazują, że społeczna odpowiedzialność biznesu, której częścią są działania z zakresu poprawy stanu środowiska, będzie miała coraz większe znaczenie dla konsumentów.

Przedstawiciele małych i średnich przedsiębiorstw dostrzegają znaczenie ekologii w biznesie. Niemal sześciu na dziesięciu z nich uważa działania prośrodowiskowe za ważne. Zdaniem ponad jednej trzeciej (36%) tego typu aktywność ma neutralny wpływ na prowadzenie biznesu. Tylko 5% badanych uznaje, że takie inicjatywy nie są istotne dla ich funkcjonowania. Jak zauważa Adam Błażowski z Fundacji FOTA4Climate, działania związane z postawą proekologiczną mają konkretny walor ekonomiczny. – Wzrost cen energii jest i będzie ważnym czynnikiem, podnoszącym opłacalność inwestycji przedsiębiorstw w odnawialne źródła energii elektrycznej. Już dziś są to działania o atrakcyjnej stopie zwrotu, jeżeli całość wyprodukowanej energii może zostać zużyta na miejscu, a warunki lokalizacyjne są sprzyjające – podkreśla Adam Błażowski.

Ekologia ważna dla otoczenia biznesowego

W ocenie prawie połowy firm z sektora MŚP (49%), postawa prośrodowiskowa ich biznesu jest ważna dla kontrahentów. Dla czterech na dziesięciu badanych (39%) to sprawa neutralna, a zdaniem 12% inwestycje proekologiczne nie są istotne dla ich klientów. – Społeczna odpowiedzialność biznesu, której częścią są działania z zakresu poprawy stanu środowiska, będzie miała coraz większe znaczenie dla konsumentów. Już dziś przedsiębiorstwa, wychodząc naprzeciw społecznym oczekiwaniom, rezygnują z plastiku, segregują odpady i informują, jak wdrożone procedury pozwalają redukować emisję dwutlenku węgla – zaznacza Bogusław Białowąs, prezes Banku Ochrony Środowiska.

O jakich inwestycjach marzą przedsiębiorcy?

Najwięcej firm, w przypadku posiadania środków na dowolną inwestycję proekologiczną, zdecydowałoby się na instalację fotowoltaiczną (20%). Z kolei 18% przedsiębiorstw wybrałoby wymianę źródła energii lub ogrzewania, a 14% taboru na nowszy bądź bardziej ekologiczny. Mniejszą popularnością cieszyłaby się wymiana oświetlenia na energooszczędne (9%), termomodernizacja (8%) oraz działania pozwalające na ograniczenie zużycia materiałów i surowców (7%). 19% ankietowanych nie wskazało konkretnego rozwiązania.

Dane PIU – rynek ubezpieczeń zdrowotnych po III kwartale 2019

Według opublikowanych przez Polską Izbę Ubezpieczeń danych liczba osób objętych ochroną oferowaną przez dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne na koniec września 2019 roku wynosiła ponad 2,8 mln. To o 15% więcej niż rok wcześniej. Wydaliśmy na nie w tym roku łącznie 640 mln zł, czyli o 9% więcej niż w 2018. W przyszłym roku liczba ubezpieczonych zapewne przekroczy 3 mln.

Najwięcej osób objętych jest ochroną w ramach grupowych ubezpieczeń zdrowotnych i to w nich dostrzegam największy potencjał na dalszy rozwój sektora. Trzeba pamiętać, że grupowa polisa zapewniająca pracownikom dostęp do prywatnej opieki zdrowotnej, to nie tylko benefit pracowniczy, ale ważne narzędzie, które pozwala pracodawcom zwiększyć efektywność przedsiębiorstwa. Pracownicy to najcenniejszy kapitał każdej firmy i należy o nich odpowiednio dbać.

Ubezpieczenie może być też znaczącym wsparciem w realizacji obowiązków wynikających z przepisów o medycynie pracy. Zmieniające się potrzeby pracodawców w kwestii ochrony pracowników są stale monitorowane przez rynek ubezpieczeń. Zarówno pod kątem badań okresowych i kontrolnych, jak i skutecznej profilaktyki zapobiegającej chorobom zawodowym oraz problemom „cywilizacyjnym” wynikającym ze współczesnego trybu życia i charakteru pracy.

Na czym skupi się rynek ubezpieczeń zdrowotnych w 2020 r.

Uważam, że w nadchodzącym roku głównym wyzwaniem, z jakim będą się musieli zmierzyć pracodawcy i rynek ubezpieczeń, będzie zapewnienie zatrudnionym odpowiedniej profilaktyki dostosowanej do charakteru pracy, najczęściej występujących problemów zdrowotnych oraz struktury demograficznej przedsiębiorstwa. Już coraz więcej firm zatrudnia równocześnie przedstawicieli aż trzech pokoleń – X, Y i Z. Każde z nich boryka się z problemami zdrowotnymi charakterystycznymi nie tylko dla określonego wieku, ale również samego pokolenia.

Najważniejszym zadaniem będzie zapewnienie skutecznej opieki dla najmłodszego pokolenia. Z jednej strony są to osoby młode, które nie zawsze wiedzą, jak prawidłowo dbać o zdrowie oraz jak ważne jest regularne sprawdzanie stanu zdrowia. Często też lekceważą niektóre problemy zdrowotne, odkładając ich leczenie „na później”. Z drugiej, borykają się z większą liczbą problemów niż przedstawiciele starszych pokoleń, gdy byli w ich wieku. Jednymi z głównych problemów, które zauważamy, jest rosnące zagrożenie nabawienia się wad postawy oraz pogorszenia wzroku przez osoby młode. Pracodawcy powinni zatem przywiązywać szczególną uwagę do odpowiedniej edukacji pracowników w obszarze profilaktyki zdrowotnej, w czym może pomóc odpowiednio dobrany program świadczeń medycyny pracy. Coraz więcej towarzystw ubezpieczeniowych oferuje zatem pakiety profilaktycznych badań pracowniczych, jako uzupełnienie do podstawowego zakresu świadczeń medycznych oferowanego przez ubezpieczenie grupowe. Naszym zdaniem ten trend, czyli wzmocnienie profilaktyki zdrowotnej, będzie kluczową płaszczyzną rozwoju ubezpieczeń zdrowotnych w najbliższych latach.

Robert Łoś, Prezes SALTUS Ubezpieczenia

Wpływ platform do zamawiania jedzenia na sektor restauracyjny

  • Według danych z najnowszego raportu firmy Deloitte, platformy do zamawiania posiłków z dowozem umożliwiają restauracjom w Londynie, Madrycie, Paryżu i Warszawie dodatkową sprzedaż 1,6 mln[1] posiłków tygodniowo.
  • Platformy te zwiększyły zyski firm z sektora restauracyjnego o 285 mln EUR[2], a przychody o 500 mln[3]
  • Według danych zawartych w raporcie Deloitte, nowe technologie pomagają restauracjom w reagowaniu na zmiany preferencji konsumentów, lepsze wykorzystywanie zasobów, stymulują rozwój i wprowadzanie innowacji.

Według raportu pt. “Dostarczanie Rozwoju. Wpływ platform do zamawiania jedzenia na sektor restauracyjny”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte na zlecenie Uber Eats, platformy do zamawiania posiłków, umożliwiają restauracjom w Londynie, Madrycie, Paryżu oraz w Warszawie zwiększanie sprzedaży, obrotów i zysków.

Platformy do zamawiania posiłków, pozwoliły zwiększyć liczbę zamówień z restauracji w Paryżu i Londynie o ponad 4 proc. oraz o około 1,5-2 proc. w Madrycie i Warszawie. Łącznie to ponad 1,6 mln dodatkowych posiłków sprzedanych w ciągu tygodnia. Na rozwoju platform do zamawiania jedzenia skorzystały szczególnie niezależne restauracje. Wybierane w nich posiłki na wynos stanowiły około połowę, czyli 729 tys. zrealizowanych dodatkowych zamówień.Grafika_Deloitte

Platformy do zamawiania posiłków napędzają wzrost przychodów restauracji oraz wzrost gospodarczy całego sektora. Według danych Deloitte, największy wzrost przychodów i zysków zanotowały restauracje w Londynie. Odnotowały one odpowiednio 323 mln funtów przychodu (wzrost o 1,4 proc) oraz 189 mln funtów zysku. W Paryżu obroty wzrosły o 1,1 proc., osiągając 94 mln euro, natomiast zyski wzrosły o 18 mln euro. W Warszawie restauracje zanotowały bardzo zbliżony wzrost przychodów (1 proc.), który osiągnął 110 mln złotych, i wypracowały zysk rzędu 46 mln złotych. Madryt jest dla odmiany jedynym spośród badanych miast, którego restauracje odnotowały większy wzrost zysku (36 mln euro), niż przychodów (23 mln euro). Spowodowane jest to wyższymi marżami zamówień pochodzących z platform, względem tych pochodzących z zamówień bezpośrednich.

Odpowiedź na zmieniające się preferencje konsumentów

Nowoczesne technologie umożliwiają restauracjom reagowanie na istotne zmiany preferencji konsumentów. Znaczący wzrost zainteresowania usługą zamawiania jedzenia z dowozem wynika przede wszystkim z ich funkcjonalności i wygody. Według badań, w ciągu ostatniego tygodnia około 3/4 (71-80 proc.) dorosłych w wieku 18-39 lat zamówiło przynajmniej raz jedzenie z dowozem. Ma to niewątpliwie związek z prostotą zamawiania i realizowania płatności, a także z szybkim tempem życia w dużych miastach i brakiem czasu.

Mimo że od wielu lat część restauracji oferuje dostawy dań przy wykorzystaniu własnych zasobów, to pojawienie się na rynku nowych aplikacji typu Uber Eats pomogło w rozwoju tego typu usług wielu nowym lokalom. Według ankiety, tylko 1/3 restauracji w Londynie, Paryżu i Warszawie oferowała opcję dostawy przed nawiązaniem współpracy z platformą Uber Eats. W Madrycie co druga (52 proc.) restauracja miała możliwość dowozu.

Rozwój sektora restauracyjnego

Platformy do zamawiania posiłków z dowozem przyczyniają się jednoznacznie do rozwoju sektora restauracyjnego. Przy przewidywanym rocznym wzroście rynku dostaw jedzenia na poziomie 10 proc., do 2023 roku rynek w Europie będzie wart 25 mld dolarów.

Mimo tego, że według raportu, dostawy stanowią od 2 do 5 proc wszystkich zamówień restauracji, wzrost tych składanych za pośrednictwem aplikacji jest bardzo dynamiczny i kształtuje się na poziomie 20 proc w Londynie, Paryżu i Warszawie. Dla Madrytu wskaźnik ten jest nieznacznie niższy i wynosi 12 proc.

Firma doradcza Deloitte prognozuje, że rola platform realizujących dostawy znacznie wzrośnie i będą one miały jeszcze większy wpływ na rozwój sektora. Już teraz restauracje, które współpracują z Uber Eats w Londynie, Paryżu, Warszawie i Madrycie raportują wzrost sprzedaży na poziomie 59-74 proc., od momentu dołączenia do platformy.

Pluralizm korzyści

Raport firmy Deloitte wykazał również, że platformy do zamawiania posiłków zapewniają restauracjom szereg dodatkowych korzyści, które pomagają im zarówno dostosowywać się do zmian, w tym tych w zakresie zmieniających się preferencji kulinarnych klientów, jak i rozwijać działalność. Wśród benefitów wymienić można m.in.:

  • Dodatkowy wzrost, polegający na zwiększeniu liczby posiłków zakupionych w restauracjach, które zostałyby potencjalnie przygotowane w domu.
  • Lepsze wykorzystanie zasobów, które w przeciwnym razie pozostałyby niewykorzystane (np. w spokojniejszych okresach, w środku tygodnia czy po południu). Możliwości, które oferują platformy, wpływają na zwiększenie szansy złożenia zamówienia w tych okresach.
  • Dostęp do nowych klientów. Współpraca z platformami, które inwestują w marketing zapewnia dostęp do dużej sieci potencjalnych klientów, którzy prawdopodobnie nie zamówiliby posiłków, gdyby nie platformy do zamawiania jedzenia.
  • Dostęp do innowacji, które stymulują rozwój. Dzięki dostępowi do technologii i szerokiego zbioru danych restauracje mogą zidentyfikować możliwości rozwoju napędzane tymi danymi, takie jak np. rozwijający się trend wirtualnych restauracji. Według Uber Eats, operatorzy prowadzący wirtualne restauracje we Francji i Wielkiej Brytanii odnotowali wzrost sprzedaży o ponad 50 proc.

„Jako dostawca najpopularniejszej aplikacji do dostarczania jedzenia w Europie, naszym priorytetem jest pomaganie restauracjom w rozwijaniu ich biznesu i adaptacji na rozwijającym się rynku, dostaw jedzenia. Niezależnie od wielkości biznesu, dokładamy wszelkich starań, aby zapewnić restauracjom dostęp do technologii i specjalistycznej wiedzy rynkowej potrzebnej do rozwoju usługi dostawy” – komentuje wyniki raportu Stephane Ficaja, Head of Europe w Uber Eats.

„Nowe technologie pomagają restauracjom reagować na znaczące zmiany w preferencjach konsumentów – na czele ze wzrostem zapotrzebowania na wygodniejsze formy zamawiania i spożywania posiłków. Oferując restauracjom dodatkową usługę dostawy, platformy do zamawiania jedzenia pomogły znacząco zwiększyć całkowite przychody i zyski firm z sektora restauracyjnego” – mówi Sam Blackie, Partner w Deloitte.

O raporcie Deloitte

Badanie pt. „Dostarczanie Rozwoju. Wpływ platform do zamawiania jedzenia na sektor restauracyjny” zostało wykonane przez Deloitte na zlecenie firmy Uber. Ma na celu ocenę wpływu platform do zamawiania jedzenia (m.in. Uber Eats) na rynek restauracyjny w czterech europejskich miastach: Londynie, Paryżu, Madrycie oraz Warszawie.

Celem raportu jest ustalenie wpływu platform tego typu na sektor, który jest znany z dużego poziomu konkurencyjności i znaczącej stopy nieudanych przedsięwzięć. W szczególności dotyczy on wpływu platform na całość rynku restauracyjnego, które przyczyniły się do całościowego rozwoju tego sektora (tzn. zamiana dań przygotowanych w domu na dania restauracyjne).

Aby dokonać takiej oceny, w czterech kluczowych miastach Europy została przeprowadzona ankieta, mająca na celu uzyskanie głębszego zrozumienia zachowań konsumentów i stworzenie modelu teoretycznego sytuacji, w której platformy do zamawiania jedzenia nie istniałyby na rynku. Zaangażowanie klientów zostało ocenione także na podstawie dochodu oraz cen poszczególnych dań.

[1] Analiza Deloitte, na podstawie skumulowanej łącznej liczby dodatkowych posiłków sprzedawanych przez restauracje w każdym analizowanym mieście.

[2]Analiza Deloitte, na podstawie skumulowanego całkowitego wzrostu zysku w całym sektorze restauracyjnym w każdym analizowanym mieście.

[3]Analiza Deloitte, na podstawie skumulowanego całkowitego wzrostu przychodów w sektorze restauracyjnym w każdym analizowanym mieście.

Koniec roku trudniejszy dla firm budowlanych, produkcyjnych i handlowych, lepiej ma być w transporcie i usługach

W IV kwartale br. nastroje przedsiębiorców w poszczególnych branżach są zróżnicowane i odwrotne do tych z poprzedniego kwartału. Podczas gdy trzy miesiące wcześniej w przypadku budownictwa i produkcji został odnotowany wzrost wartości subindeksów Barometru EFL, teraz widoczny jest ich spadek. Odczyt dla budownictwa wyniósł 55,1 pkt. (-2,2 pkt.), odczyt dla produkcji wyniósł 51,5 pkt. (-5,1 pkt.). Natomiast lepiej swoją sytuację oceniają firmy transportowe i usługowe, podczas gdy w III kwartale było odwrotnie. Ich subindeksy wyniosły odpowiednio 51 pkt. (+3,7 pkt.) oraz 50,6 pkt. (+1,1 pkt.). Najtrudniej swoją sytuację oceniają jednak firmy handlowe – odczyt na poziomie 47 pkt. jest najniższym wynikiem dla tej branży od stycznia 2015.

Główny indeks Barometru EFL na IV kwartał 2019 roku wyniósł 49,7 pkt., czyli był o 2,5 pkt. proc. niższy niż w III kwartale br. Jest to drugi pomiar w historii, w którym wartość Barometru spadła poniżej 50 pkt. (pierwsza taka sytuacja miała miejsce w I kwartale tego roku – 49,9 pkt.). Oznacza to, że warunki do rozwoju firm w Polsce są obecnie niekorzystne.

Mniej inwestycji w handlu

Firmy handlowe oceniły swoją sytuacją najsłabiej wśród 5 badanych branż. Ich subindeks wyniósł tylko 47 pkt., czyli o 1,9 pkt. mniej niż w poprzednim kwartale. Jest to nie tylko najsłabszy wynik dla handlu w historii pomiaru (czyli od stycznia 2015 roku), ale również drugi najniższy biorąc pod uwagę wszystkie badane branże. Na taki rezultat zapracowały przede wszystkim prognozy dotyczące inwestycji. Tylko 10 proc. firm transportowych liczy na ich wzrost (w III kwartale br. prawie 18 proc.) – najniższy (razem z HoReCa) wynik wśród branż, podczas gdy ich spadku spodziewa się blisko 4 na 10 przedsiębiorców. Nieco mniej niż w poprzednim pomiarze jest również sprzedażowych optymistów – niecałe 26 proc., podczas gdy w trzecim kwartale było ich ponad 29 proc.

Mroźna zima dla budowlanki

W IV kwartale br. subindeks „Barometru EFL” dla budownictwa wyniósł 55,1 pkt. i był o 2,2 pkt. niższy niż w III kwartale br. Był to najwyższy wynik wśród badanych branż. Na odczyt wpłynęły głównie słabsze prognozy dotyczące inwestycji i sprzedaży. Po pierwsze, prawie 17 proc. firm budowlanych spodziewa się więcej inwestować. Odsetek inwestycyjnych optymistów jest więc o prawie 12 p.p. niższy niż kwartał wcześniej. Co więcej, po dosyć wysokim odsetku optymistów sprzedażowych w III kwartale, w tym pomiarze nie ma już śladu. Na wzrost zamówień liczy 29 proc. respondentów, kwartał wcześniej było to ponad 41 proc. Biorąc jednak pod uwagę wszystkie branże, ten wynik jest najwyższym uzyskanym w tym kwartale w obszarze sprzedaży.

Huśtawka nastrojów w produkcji

W IV kwartale br. subindeks „Barometru EFL” dla produkcji wyniósł 51,5 pkt. Jest to wynik słabszy niż w poprzednim kwartale (-5,1 pkt.). Widać jednak, że w całym 2019 roku w produkcji panują zróżnicowane nastroje – po bardzo słabym początku roku (wynik poniżej progu ograniczanego rozwoju), nieco lepszy drugi kwartał, jeszcze lepszy trzeci, aby znowu nastroje pogorszyły się na koniec roku. Zaważyły na nich, podobnie jak przy pozostałych branżach, słabsze niż kwartał wcześniej prognozy dotyczące inwestycji i sprzedaży. Po pierwsze, tylko 22 proc. firm produkcyjnych spodziewa się więcej inwestować (kwartał wcześniej prawie 36 proc.). Po drugie, przedstawiciele branży sygnalizują spadek zamówień. Więcej spodziewa się sprzedawać tylko 26 proc. firm, co oznacza spadek o 10 p.p. w porównaniu do III kwartału tego roku.

Inwestycje ciągną transport

W IV kwartale br. subindeks dla branży transportowej wyniósł 51 pkt., o prawie 4 p.p. więcej niż kwartał wcześniej. Jest to jednak nadal jeden z najsłabszych wyników tej branży w całym 2019 roku. Na lekki wzrost wyniku, wpływ miał głównie inwestycyjny optymizm wśród firm transportowych. Ponad dwa razy więcej ankietowanych niż w poprzednim kwartale planuje więcej inwestować (18 proc. vs. 8 proc.). W przypadku sprzedaży, większych zamówień spodziewa się taka sama grupa jak w III kwartale (prawie 19 proc. respondentów).

Firmy usługowe stoją w miejscu

Subindeks Barometru EFL dla usług wyniósł 50,5 pkt. i był o 1,1 pkt. wyższy niż kwartał wcześniej. Jest to jednak nadal jeden z najsłabszych wyników tej branży, choć już powyżej progu OR. Podobnie jak w większości badanych branż, na odczyt wpłynęły przede wszystkim prognozy dotyczące inwestycji. Więcej inwestować planuje 19 proc. firm usługowych, podczas gdy kwartał wcześniej tylko 10,5 proc.