Stopy procentowe w Polsce mają pozostać stabilne, ale między członkami RPP widać różnice opinii

Rada Polityki Pieniężnej podczas spotkania w listopadzie podjęła decyzję o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie ze stopą referencyjną w wysokości 1,5%. Zgodnie z retoryką prezesa NBP stopy procentowe – które pozostają stabilne od przeszło czterech lat – powinny pozostać na niezmienionym poziomie również w kolejnych kwartałach.

Ton komunikatu po spotkaniu Rady Polityki Pieniężnej można nazwać nieco pesymistycznym, ale uwzględniając napływające do nas sygnały z gospodarki światowej (i do pewnego stopnia również te z Polski) raczej nie powinno to zaskakiwać. Komunikat wspominał m.in. o relatywnie niskim tempie wzrostu światowej gospodarki i ostatnich działaniach w zakresie luzowania polityki pieniężnej do jakich doszło w kluczowych gospodarkach (USA i strefie euro), ale też o utrzymywaniu się dobrej koniunktury w Polsce. W kontekście tego ostatniego, komunikat wspomina jednak również, że zgodnie z tym na co wskazują napływające dane, III kwartał prawdopodobnie przyniósł obniżenie tempa wzrostu krajowej gospodarki.

Decydenci obecni na konferencji prasowej (profesorowie Glapiński, Sura oraz Hardt) sugerowali, że w najbliższym czasie należy spodziewać się stabilizacji stóp procentowych, aczkolwiek między poszczególnymi stanowiskami trzech członków RPP widać pewne rozbieżności. Prof. Glapiński stwierdza, że w jego opinii stopy procentowe powinny pozostać stabilne do końca kadencji Rady (która kończy się w 2022 roku) dodając, że “jeśli miałaby nastąpić zmiana stóp to byłaby to obniżka”. Prof. Sura mówi o stabilizacji w najbliższych kwartałach, z kolei prof. Hardt – jeden z największych “jastrzębi” w Radzie – stwierdza, że o ile strategia “wait and see” jest obecnie optymalna, to jego zdaniem nie można wykluczyć konieczności niewielkiej podwyżki stóp procentowych w przyszłym roku.

W trakcie konferencji prezes Glapiński odczytał również fragment listopadowej projekcji Działu Analiz Ekonomicznych NBP (których pełną treść mamy poznać we wtorek), z których wynika, że analitycy banku centralnego spodziewają się średnio niższego niż zakładali w lipcu wzrostu gospodarczego w 2019, 2020 i 2021 roku oraz średnio wyższej niż zakładali w lipcu inflacji w całym horyzoncie projekcji.

Poniżej projekcja DAE NBP. Z 50-procentowym prawdopodobieństwem wskaźniki gospodarcze powinny zdaniem analityków NBP znaleźć się w wyznaczonych widełkach.

   

Roczny wzrost inflacji CPI (%)

 

Roczny wzrost PKB (%)

2019 2,2 – 2,4 (1,7 – 2,3) 3,9 – 4,7 (3,9 – 5,1)
2020 2,1 – 3,6 (1,9 – 3,7) 2,7 – 4,4 (3,0 – 4,8)
 2021 1,6 – 3,6 (1,3 – 3,5) 2,3 – 4,2 (2,4 – 4,3)

 

(projekcja lipcowa)

Dziennikarze obecni na konferencji prasowej oprócz zadawania pytań dotyczących nowej projekcji oraz kwestii potencjalnych zmian stóp procentowych zwracali uwagę m.in. na trzy istotne kwestie. Pierwszą jest kwestia potencjalnej bańki na rynku nieruchomości, o której możliwości wystąpienia mówi się coraz częściej w związku z utrzymującym się wysokim wzrostem cen nieruchomości w kraju. Prezes Glapiński stwierdził jednak, że “dementuje” jakoby na rynku miałaby być bańka, jasno wyrażając pogląd, że obawy te są przesadzone. Drugą jest kwestia wpływu głośnego wyroku TSUE ws. kredytów “frankowych” na krajowy sektor bankowy. I tu prezes Glapiński uspokaja, stwierdzając, że “nie ma żadnych obaw o stabilność sektora bankowego jako całości”. Trzecią jest podjęcie przez RPP uchwały w sprawie zasad tworzenia rezerwy na pokrycie ryzyka kursowego, a szczególnie kwestia potencjalnego wpływu tych zmian na wpływy do budżetu państwa. I tutaj prof. Hardt, wyrażając się w podobnym tonie, co prof. Glapiński, stwierdził, że “wypłaszczymy strumień ewentualnych wpłat do budżetu państwa”.

Podsumowując: zdaniem RPP sytuacja w kraju oraz jej perspektywy są całkiem dobre, a inflacja – mimo, że prawdopodobnie wyższa – nie będzie wystarczającym powodem do podwyżek stóp w najbliższej przyszłości. Kredytobiorcy cały czas raczej nie mają powodów do obaw. Obecnie wygląda na to, że stopy procentowe niemal na pewno pozostaną stabilne przez całość 2019 r. i potencjalnie nie ulegną zmianie również w kolejnych kwartałach.

Czy zapłacimy długi sprzedawcy nieruchomości?

Nie wszyscy nabywcy mieszkań zdają sobie sprawę, że zakup lokalu może oznaczać przejęcie pewnych zobowiązań sprzedawcy nieruchomości. W tym kontekście ważna okazuje się nie tylko hipoteka, która zawsze „podąża” za mieszkaniem. Wbrew pozorom, hipoteka nie jest szczególnie kłopotliwym obciążeniem, ponieważ łatwo można ją znaleźć w księdze wieczystej mieszkania. Znacznie bardziej problematyczne mogą być umowy dożywocia. Niestety nie wszystkie takie umowy są ujawniane w księdze wieczystej mieszkania. Wyjaśniamy, dlaczego nieujawniona umowa dożywocia będzie oznaczała kłopoty dla nabywcy lokalu. Nasz poradnik informuje również o tym, czy zakup mieszkania skutkuje przeniesieniem na nabywcę zaległości czynszowych względem spółdzielni lub wspólnoty mieszkaniowej. Odpowiedź na to pytanie może być ciekawa również dla sprzedawcy nieruchomości.

Księga wieczysta czasem będzie zawierać ważne ostrzeżenia

Tak jak już wspomnieliśmy, analiza księgi wieczystej pozwala na łatwe zidentyfikowanie wszystkich hipotek zanim zdecydujemy się zakup mieszkania. „Co więcej, księga wieczysta zawiera także ważne ostrzeżenia dotyczące trwającej egzekucji komorniczej z danej nieruchomości, a także ostrzeżenie o niezgodności księgi wieczystej oraz rzeczywistego stanu prawnego” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

W księdze wieczystej znajdują się również informacje o służebnościach, które będzie musiał respektować nabywca nieruchomości. Jeżeli chodzi o lokale mieszkalne, to kluczowe znaczenie ma tzw. służebność osobista mieszkania. Leszek Markiewicz mówi, że w przypadku gruntów zabudowanych domami, trzeba natomiast zwrócić szczególną uwagę na inne rodzaje służebności (np. służebność przesyłu oraz służebność drogi koniecznej).

Dobry agent nieruchomości powinien pomóc w interpretacji zawartości księgi wieczystej i wyjaśnić wszelkie wątpliwości. W tym kontekście warto nadmienić, że osoby znające numer księgi wieczystej obecnie mogą ją przeglądać online (w systemie Elektronicznych Ksiąg Wieczystych prowadzonym przez Ministerstwo Sprawiedliwości). „Numer księgi wieczystej jeszcze przed transakcją powinniśmy bez problemu uzyskać od sprzedawcy nieruchomości” – dodaje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Dożywocie nie zawsze jest ujawnione w księgach wieczystych

Wspomniana wcześniej służebność osobista mieszkania przyznaje określonej osobie prawo do dożywotniego zamieszkiwania całości lub części nieruchomości bez konieczności uiszczania czynszu. Taki rodzaj służebności osobistej dość często jest ustanawiany na rzecz starszych osób, które w ramach darowizny przekazały mieszkanie swoim krewnym. „Cywilnoprawna umowa dożywocia okazuje się bardziej korzystna dla seniora, ponieważ zapewnia mu również utrzymanie i dożywotnią opiekę oprócz prawa do bezterminowego zamieszkania na terenie nieruchomości” – informuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Ważny problem dotyczący dożywocia wynika z faktu, że takie zobowiązanie wobec seniora (dożywotnika) nie zawsze jest ujawnione w księdze wieczystej nieruchomości. Wspomniany problem dotyczy jedynie umów dożywocia zawartych przed datą wejścia w życie ustawy o notariacie (21 kwietnia 1991 r.). Na całe szczęście, nieujawnionych umów jest już coraz mniej, ponieważ wygasają one wraz ze śmiercią dożywotnika. To dobra wiadomość dla osób rozważających zakup starszego mieszkania. Nabycie lokum obciążonego dożywociem oznacza bowiem spore kłopoty. Jeżeli nabywca lokalu nie wiedział o dożywociu, to będzie mógł domagać się od sprzedawcy nieruchomości stosownego obniżenia ceny. W ostateczności możliwe jest odstąpienie od umowy zakupu mieszkania ze względu na jego wadę prawną (tzn. nieujawnione dożywocie). „Inne rozwiązanie polega na domaganiu się przed sądem zamiany dożywocia na rentę lub rozwiązania umowy dożywocia” – tłumaczy Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Długi czynszowe nie „przechodzą” na nowego właściciela „M”

Sytuacja nabywcy mieszkania wygląda lepiej w przypadku zadłużenia czynszowego wobec wspólnoty mieszkaniowej lub spółdzielni. Wbrew temu, co można czasem przeczytać w Internecie, długi czynszowe nie „przechodzą” na nowego właściciela mieszkania. Jak mówi Leszek Markiewicz, jest to ważna informacja również dla sprzedawcy nieruchomości. Wskazuje ona bowiem, że poprzez odpłatne zbycie mieszkania nie można uwolnić się od zadłużenia czynszowego.

Warto wiedzieć, że istnieją dwa wyjątki od powyższej zasady mówiącej o braku odpowiedzialności kupującego za zadłużenie czynszowe. Pierwszy wyjątek dotyczy sytuacji, w której zadłużenie wobec spółdzielni mieszkaniowej lub wspólnoty mieszkaniowej zostało zabezpieczone poprzez hipotekę. Tak jak wspomnieliśmy wcześniej, hipoteka niejako „podąża” za nieruchomością. Oznacza to, że nabywca lokalu jest zobowiązany do spłaty długów hipotecznych. „Druga sytuacja skutkująca obowiązkiem spłaty zobowiązań czynszowych przez nabywcę mieszkania ma miejsce wtedy, gdy taka osoba w zamian za niższą cenę zobowiązała się do uregulowania zadłużenia sprzedawcy nieruchomości” – komentuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Spółdzielnie oraz wspólnoty mieszkaniowe czasem próbują dochodzić od nabywcy mieszkania spłaty „starego” długu czynszowego mimo braku podstawy prawnej (poza dwoma omówionymi wyjątkami). „Właśnie dlatego przed zakupem lokum warto domagać się od sprzedawcy nieruchomości zaświadczenia potwierdzającego brak długów czynszowych” – podsumowuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Autor/Źródło: Leszek Markiewicz, NieruchomosciSzybko.pl

Karta Odpowiedzialności Ekologicznej polskiego biznesu

Karta Odpowiedzialności Ekologicznej Przedsiębiorców i Pracodawców w Polsce jest projektem Pracodawców RP, jej sygnatariuszami-inicjatorami są 33 polskie firmy i organizacje. Dokument ten jest dobrowolną, otwartą inicjatywą zawierającą deklaracje konkretnych działań na rzecz neutralności klimatycznej, edukacji ekologicznej oraz wspierania gospodarki obiegu zamkniętego.

„To mapa drogowa dla polskich przedsiębiorców i pracodawców, którzy są świadomi, jak fundamentalne znaczenie dla naszej przyszłości ma neutralność klimatyczna” – podkreśla prezydent Pracodawców RP Andrzej Malinowski. Karta została zaprezentowana 6 listopada br. w Brukseli na konferencji „Neutralność klimatyczna do 2050 roku z perspektywy biznesu”, organizowanej przez Pracodawców RP z Grupą Pracodawców Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego (EKES).

Karta ma otwartą formułę – każdy podmiot gospodarczy może ją podpisać w dowolnym momencie. „To dobrowolna deklaracja, którą każdy sygnatariusz zobowiązuje się spełnić w swoim zakresie. Chcemy pomóc polskiej gospodarce osiągnąć neutralność klimatyczną w 2050 roku. Proekologiczne działania będą opłacalne w długotrwałej perspektywie, bo choć dla wielu firm czy branż neutralność klimatyczna oznacza utrudnienia lub ograniczenie działalności, to nawet i one muszą przeprowadzać zmiany, jeśli nie chcą zostać wypchnięte z rynku przez wybory konsumentów” – powiedział dr Leszek Juchniewicz, główny ekonomista Pracodawców RP.

„Karta Odpowiedzialności Ekologicznej Przedsiębiorców i Pracodawców w Polsce” jest również polskim wkładem w inicjatywę Marrakech Business Action for Climate (MBA4C), w której prezydencję sprawują obecnie Pracodawcy RP. Jest to porozumienie 47 stowarzyszeń pracodawców i organizacji biznesowych z całego świata, wspierających swoje państwa w implementacji Porozumienia Paryskiego z 2015 roku.

„Zdajemy sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach prowadzenie biznesu jest wystarczająco trudne. Że dołożenie kolejnych reguł może budzić niechęć i obawy. Tak, może. Ale tylko jeśli będziemy patrzeć w perspektywie najbliższego roku obrachunkowego. Nasze życie sięga o wiele dalej – dopiero ta życiowa perspektywa jest właściwa” – uważa Andrzej Malinowski. Jego zdaniem, polski biznes zdaje sobie sprawę, że nie można już zwlekać z działaniami na rzecz ochrony środowiska naturalnego. Muszą one nastąpić tak w funkcjonowaniu wewnętrznym firm, jak i w procesach technologicznych oraz relacjach z klientami i dostawcami. Z tego powodu, oprócz dążenia do neutralności klimatycznej jako elementu misji przedsiębiorstw, Karta wprowadza zasadę „integralności proekologicznej”, której należy przestrzegać zarówno w sferze zawodowej, jak i prywatnej. „Nie możemy przestrzegać zasad proekologicznych jedynie w godzinach pracy. Nie możemy produkować ekologicznie funkcjonujących produktów z pomocą nieprzyjaznych środowisku technologii. Integralność proekologiczna oznacza neutralne dla środowiska produkty wytwarzane w neutralny dla środowiska sposób” – czytamy w Karcie.

Ważnym elementem deklaracji polskich przedsiębiorców i pracodawców jest też wsparcie edukacji oraz promocja zrównoważonej konsumpcji. „Proekologiczne zmiany technologiczne pociągną za sobą m.in. zmiany na rynku pracy, w niektórych branżach gospodarki będą to z pewnością zmiany trudne. Wszystkie te zmiany muszą być poprzedzane odpowiednimi działaniami edukacyjnymi, adresowanymi do pracowników oraz społeczeństwa” – piszą sygnatariusze.

Wielu sygnatariuszy Karty już realizuje działania wpisujące się w jej założenia. Grupa Żywiec w tym roku uruchomiła akcję „Daj butelce drugie życie”, umożliwiając konsumentom łatwe oddawanie butelek zwrotnych bez paragonu w ponad 3 tysiącach punktów sprzedaży w całym kraju. „Stale zmniejszamy emisję CO2 na każdym etapie naszej działalności – w ciągu ostatniej dekady ograniczyliśmy emisję w produkcji piwa o blisko połowę, a dzięki współpracy z partnerami udało nam się ograniczyć emisję CO2 w transporcie piwa o ponad połowę od roku 2011. Inwestujemy w zielone źródła energii, naszym celem jest, aby do 2030 roku nasze piwa były warzone w 70 proc. z energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych. Chronimy zasoby wody i ograniczamy jej zużycie, na każdy hektolitr piwa wykorzystujemy 2,8 hl wody – to jeden z najlepszych wskaźników w branży, a w procesie produkcji dbamy o to, żeby nic się nie marnowało – mniej niż 2 proc. pozostałości po produkcji piwa trafia na składowisko” – mówi Magdalena Brzezińska, kierownik działu spraw korporacyjnych Grupy Żywiec.

Jak podkreśla Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego – Browary Polskie, dla polskiego sektora piwowarskiego ograniczanie negatywnego wpływu na środowisko i zmiany klimatyczne jest sprawą priorytetową. „Oczekują tego zarówno nasi klienci, którzy w swoich codziennych zakupach coraz częściej kierują się kryterium ekologicznym w odniesieniu do wybieranych produktów, jak też sami producenci są świadomi, że poszanowanie zasobów naturalnych stanowi warunek dla funkcjonowania branży piwowarskiej w przyszłości” – mówi Morzycki. „Wszystkie największe browary w Polsce realizują cele gospodarki obiegu zamkniętego. Ograniczana jest ilość odpadów, które są ponownie wykorzystywane lub przetwarzane. Największy postęp browary osiągnęły w zakresie redukcji emisji CO2 oraz w ograniczeniu zużycia wody, która jest podstawowym zasobem naturalnym wykorzystywanym w browarnictwie” – dodaje.

„Drewno to naturalny, odnawialny i podstawowy surowiec dla jednego z wiodących sektorów polskiego przemysłu. Dzięki rosnącym zasobom, Lasy Państwowe systematycznie zwiększają podaż drewna bez szkody dla trwałości lasów – z 17 mln m3 w 1990 roku do ponad 40 mln m3 w 2018 roku. Lesistość Polski wzrosła z ok. 21 proc. w 1945 roku do 30 proc. w tym roku, a w 2050 roku ma to być 33 proc. Aż 38 proc. powierzchni zarządzanej przez nas uczestniczy w unijnym programie Natura 2000” – mówi Anna Malinowska, rzecznik prasowy Lasów Państwowych. „Przy pozyskaniu ponad 40 proc. drewna dokonujemy jednocześnie całkowitej lub częściowej przebudowy drzewostanów, wprowadzając gatunki lepiej przystosowane do zmian klimatu. W latach 2017-2046 Leśne Gospodarstwa Węglowe pochłoną dodatkowo 1 mln ton CO2” – zapowiada.

„Od lat konsekwentnie podejmujemy działania proekologiczne. Umożliwiamy nie tylko korzystanie z zielonej energii w domu i w firmie, ale też oferujemy przyjazny środowisku sposób poruszania się po mieście, udostępniając największy w Polsce elektryczny car sharing ‘innogy go!’” – mówi Aleksandra Smyczyńska, szefowa komunikacji Innogy Polska. „Inwestujemy również w panele fotowoltaicznie oraz lądowe farmy wiatrowe – aktualnie do spółki należy aż osiem farm wiatrowych w Polsce, o mocy ponad 240 MW. Niedawno, jako pierwsza energetyczna firma na rynku, stworzyliśmy program ‘innogy goes green’, którego celem jest zaangażowanie zarówno pracowników firmy, jak i jej klientów w działania proekologiczne oraz wspieranie i promowanie rozwiązań przyjaznych środowisku” – podkreśla.

Sygnatariuszami-założycielami Karty są 33 polskie firmy i organizacje, które zadeklarowały realizację jej założeń jako pierwsze. Są to: Bank Ochrony Środowiska, Born Electric, Centrum Medyczne ENEL-MED, Deloitte Poland, Doradztwo – Wojciech Kułagowski, Elimen Group, EMITEL, Grupa Żywiec, ING Bank Śląski, Innogy Polska, Instytut Energetyki Odnawialnej, Instytut Staszica, Kantar Polska, KARMAR, Konfederacja Lewiatan, Lasy Państwowe, LinkCity, Małopolski Szpital Chorób Płuc i Rehabilitacji im. Edmunda Wojtyły, Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji w m.st. Warszawie, Ogólnopolskie Stowarzyszenie Dystrybutorów Niezależnych Energii Elektrycznej, Orange Polska, ORPEA Polska, Panek, Philip Morris Polska, PKN Orlen, PKO Bank Polski, Pracodawcy Przemysłu Lekkiego, Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej, Servier Polska, Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce, Związek Pracodawców Gospodarki Odpadami, Związek Pracodawców Klastry Polskie, Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego w Polsce – Browary Polskie.

Istotne zmiany, które wprowadza nowelizacja ustawy AML

Wprowadzenie zmian do obowiązującej od niespełna dwóch lat ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu jest rezultatem rozpoczęcia przez KE procedury przeciwko Polsce w związku z niepełną implementacją Dyrektywy AML IV.

Nowelizacja ma więc na celu dostosowanie obowiązującej ustawy do przepisów unijnych, w szczególności poprzez:  wprowadzenie przepisów gwarantujących spełnienie wymogu kompetencji i reputacji przez osoby zajmujące kierownicze stanowiska w przedsiębiorstwach oraz rozszerzenie katalogu podmiotów odpowiedzialnych za wykonanie obowiązków określonych w ustawie, na które może być nakładana kara pieniężna.

Wedle nowej ustawy na przedsiębiorców zajmujących kierownicze stanowiska nałożono wymóg posiadania wiedzy lub doświadczenia w zakresie prowadzonej działalności. Wymóg ten zostanie uznany za spełniony w razie ukończenia szkolenia lub kursu obejmującego prawne lub praktyczne zagadnienia związane z daną działalnością lub w przypadku wykonywania takich usług czy działalności przez okres jednego roku.

Zgodnie z intencją ustawodawcy, nowe przepisy mają zapewnić zwiększenie bezpieczeństwa podmiotów korzystających z usług przedsiębiorców.

– Najwięcej emocji budzi jednak wprowadzenie możliwości stosowania kar i środków wobec członków organów zarządzających oraz innych osób fizycznych odpowiedzialnych za realizację ustawowych obowiązków – mówi w rozmowie z MarketNews24 Julia Ziemska, prawnik z kancelarii Zięba&Partners. – Nowelizacja zakłada, że przedstawiciele kadry kierowniczej będą mogli być pociągnięci do osobistej odpowiedzialności finansowej za niedopełnienie ustawowych obowiązków, a nałożone na nich kary pieniężne mogą wynosić nawet 1 mln zł.

Przedsiębiorcy powinni przygotować się więc nie tylko na doskonalenie wiedzy i umiejętności w zakresie prowadzonej działalności, ale zwrócić tym większą uwagę na przestrzeganie obowiązujących przepisów tak, aby uniknąć dotkliwych, indywidualnych konsekwencji finansowych.

– Nie sposób jednak pominąć, że ustawodawca dążąc do uszczelniania sytemu gospodarczego, wprowadza coraz szerszy katalog środków represyjnych, nie ujednolicając i nie precyzując przepisów ustawy w taki sposób, aby nie budziły one kolejnych wątpliwości w zakresie ich stosowania – komentuje J.Ziemska, Zięba&Partners.

Program do zarządzania zadaniami i projektami w firmie. Na co zwrócić uwagę dokonując wyboru oprogramowania

Właściwe wykorzystanie profesjonalnych narzędzi do zarządzania projektami przynosi lepsze wyniki. W dużych firmach o międzynarodowym charakterze dobre praktyki w tej dziedzinie stosowane są naturalnie. Wśród menedżerów małych i średnich przedsiębiorstw rośnie świadomość korzyści z tego typu rozwiązań. Chcąc usprawnić pracę swoich zespołów, kierownicy często sami decydują się na wprowadzenie systemu, który pomoże im zarządzać czasem, komunikacją i sposobem przepływu danych. 

Przygotowując się do wdrożenia zmian warto wnikliwie przeanalizować rynek, by wybrać program do zarządzania zadaniami i projektami adekwatny dla swoich potrzeb. Możliwości jest wiele. Zagadnienie obejmuje różne obszary wiedzy, procesów, metodologii i technik.  Nie zniechęcajmy się. Gdy uda nam się pozyskać ogólną orientację, spróbujmy zastanowić się nad tym, co jest najważniejsze dla nas. Zbyt ubogi system nie przyniesie pełnej satysfakcji, zbyt skomplikowany może powodować zniechęcenie i frustrację pracowników.

Na co więc zwrócić uwagę dokonując wyboru oprogramowania? Gotową odpowiedź posiadają twórcy systemu do zarządzania zadaniami Taagly.com, który powstał z myślą o zarządzaniu projektami w małych i średnich firmach. Taagly wypełnia lukę pomiędzy obecnym na rynku narzędziami do prowadzenia projektów. Jest stworzony dla osób, które potrzebują bardziej rozwiniętego rozwiązania niż Trello czy Asana, ale nie są gotowe na skomplikowane metody takie jak Jira. Manager korzystający z Taagly ma do dyspozycji zaawansowane metody zarządzania, a użytkownik zyskuje intuicyjną platformę systematyzującą pracę.Taagly

Przede wszystkim program do zarządzania zadaniami musi być na tyle intuicyjny byśmy sami w krótkim czasie mogli opanować jego obsługę i przygotować swój zespół do poruszania się w nim. Taagly respektuje nawyki, które posiadają użytkownicy przyzwyczajeni do desktopowych systemów operacyjnych. To podejście pozwala wdrożyć w organizacji nowy program do mierzenia czasu pracy bez skomplikowanych, kosztownych szkoleń oraz bez konieczności zmiany przyzwyczajeń pracowników, którzy bezpiecznie czują się w dotychczasowych schematach.

Równie ważne jest, by managerowie mieli szybki, intuicyjny dostęp do najważniejszych dla nich funkcji. System Taagly składa się z kilku okienkowych kolumn, które są zawsze widoczne. Jednym ruchem można przefiltrować użytkowników, projekty oraz tagi. Łatwo sprawdzić, który pracownik w danym momencie jest obciążony najbardziej, a kto dysponuje wolnymi siłami do zagospodarowania. Opcja natychmiastowego generowania raportów oraz działający w czasie rzeczywistym wykres Gantta pomagają optymalizować pracę. Zyskujemy orientację w zarządzaniu wieloma projektami jednocześnie.Taagly2

Manager pracujący z Taagly ma kontrolę nad wszystkimi zadaniami prowadzonymi w firmie. Dzięki zaawansowanym statystykom jest w stanie przewidzieć czy dane zadanie zostanie zrealizowane w terminie. Wie kto i nad czym aktualnie pracuje, nadzoruje postępy. Rzut oka wystarczy, by zweryfikować ile czasu użytkownik poświęcił na realizację celu. Widać, które zlecenia były najbardziej czasochłonne. System do zarządzania projektami pozwala uzyskać szeroką, wyczerpującą wiedzę na temat tego, co dzieje się w firmie, a to daje szansę trafnego definiowania priorytetów.

Program do zarządzania zadaniami zastępuje komunikację mailową, która spowalnia prowadzenie zadań. Wszystko dzieje się w jednym miejscu. Do wspólnego prowadzenia projektów można zaprosić również swoich klientów.Taagly3

Dodatkowo, dla przyjemności korzystania z programu, system Taagly pozbawiony został surowości charakterystycznej dla tego typu narzędzi. Przyjazny layout to uśmiech w stronę codziennych obowiązków.

Artykuł powstał na bazie doświadczeń autorów Taagly.com, oprogramowania dedykowanego do zarządzania zadaniami i projektami dla małych i średnich firm.

Jak stały dostęp do informacji biznesowych zwiększa szanse na sukces w inwestowaniu?

Zaczynasz swoją przygodę z inwestowaniem i masz nadzieję na spore zwroty z inwestycji? Już zaczynasz się zastanawiać nad tym, na co przeznaczysz zarobione w ten sposób pieniądze? Pamiętaj, że rynek kapitałowy wiąże się swoimi prawami. Nigdy nie masz tak naprawdę pewności, czy świetnie prosperująca spółka nagle nie zacznie tracić w notowaniach giełdowych.

Nie podchodź do inwestowania jak do hazardu

Sporo początkujących inwestorów myśli o inwestowaniu jako okazji na łatwe i szybkie zarobienie sporej kwoty pieniędzy. Zwykle nie zdają sobie jednak sprawy z tego, że najprawdopodobniej prędzej czy później poniosą straty. Jest to niemal nieuniknione, ponieważ nie sposób przewidzieć w porę wszystkich czynników, które mogą przesądzić o sytuacji na giełdzie czy rynku walutowym. Częstym błędem są próby szybkiego odegrania się w przypadku niepowodzenia. Wówczas zaczynamy inwestować coraz większe kwoty, licząc na to, że w końcu uśmiechnie się do nas szczęście.

Warto jednak być świadomym tego, że inwestowanie to nie gra hazardowa. Każda decyzja o zakupie czy sprzedaży aktywów powinna zostać poprzedzona dokładną analizą. Ważne jest to, aby być na bieżąco z wszelkimi doniesieniami z rynku, które mogłyby wpłynąć na nagłe odwrócenie dotychczasowego trendu. Są to na przykład informacje polityczne, gospodarcze czy prawne. Istotne jest zwłaszcza to, aby nie umknęły nasze uwadze wiadomości dotyczące spadku zysków firmy, zmiany zarządu, planów restrukturyzacyjnych czy zmian w otoczeniu konkurencyjnym. Dobrze jest więc zadbać o to, by zapewnić sobie stały dostęp do aktualnych newsów biznesowych. Najlepszym rozwiązaniem są w tym przypadku internetowe blogi finansowe, a także portale biznesowe, takie jak chociażby PolsatNews.pl. Najnowsze informacje są tam zamieszczane 24 godziny na dobę i można być pewnym ich wysokiej wiarygodności.

Inwestuj tylko w to, co sam rozumiesz

Jedna z kluczowych zasad inwestowania przestrzega, aby inwestować pieniądze jedynie w te aktywa, które sami rozumiemy. Ryzykowne jest poleganie jedynie na opiniach i prognozach ekspertów, nawet jeżeli są do profesorowie ekonomii z wieloletnim doświadczeniem. Pamiętaj, że to jedynie Ty sam ponosisz konsekwencje błędnych decyzji. Ekspert może jedynie wskazać najbardziej prawdopodobny rozwój sytuacji na rynku, bazując na dostępnych w danym momencie przesłankach. Czynniki mogące mieć wpływ na notowania dynamicznie się jednak zmieniają – często nawet w ciągu kilku dni. Dlatego tak istotne jest, aby na bieżąco je monitorować. Dzięki temu nawet w przypadku niewłaściwych wyborów, będziesz w stanie w porę się wycofać, unikając w ten sposób dalszych strat.

Pamiętaj też o tym, żeby inwestować jedynie nadwyżki finansowe. Każdy inwestor powinien mieć na uwadze, że niepowodzenia są nieuniknione. Zastanów się zatem, czy na pewno strata zainwestowanych pieniędzy nie będzie zbyt dotkliwa dla Ciebie i Twojej rodziny. Inwestowanie to zazwyczaj ciężka i żmudna praca, która wymaga codziennej analizy. Ogromne zyski w krótkim czasie osiągają jedynie nieliczni spekulanci. Możesz jednak znacząco zwiększyć swoje szanse na zwroty z inwestycji – pomoże Ci w tym bieżąca analiza informacji ze świata biznesowego.

Polska trzecia w Europie pod względem powierzchni handlowej

Europejski rynek handlowy przeżywa okres dojrzałości. W związku z tym musi dostosować swoją ofertę do zmieniających się potrzeb konsumentów. Obiekty, które tego nie zrobią, nie będą w stanie konkurować z najnowocześniejszymi centrami handlowymi, których w Europie wciąż przybywa. Jak wyglądają galerie handlowe najnowszej generacji? Jak na ich tle wypada Polska?

Mniej nowej powierzchni handlowej?

Jak wynika z raportu „European Shopping Centre: The Development Story”  firmy doradczej Cushman & Wakefield, w 2018 roku deweloperzy wprowadzili na rynek 2,6 mln mkw. nowej powierzchni w centrach handlowych, a więc o 28 proc. mniej niż w roku poprzednim. Przy czym w Europie Zachodniej nowa podaż spadła o 23 proc. w porównaniu do roku 2017. Większy spadek, bo aż o 31 proc. odnotowano w Europie Środkowej, gdzie podaż zmniejszyła się o 31 proc.

Jak czytamy w raporcie Cushman & Wakefield, w 2018 roku najwięcej nowej powierzchni handlowej powstało w Turcji – 525 tys. mkw. Jednak to prawie o połowę mniej niż rok wcześniej. Drugim krajem przodującym w Europie pod względem aktywności deweloperów jest Rosja, gdzie wprowadzono na rynek 436 tys. mkw. nowej powierzchni handlowej – najmniej od 15 lat. Na trzecim miejscu znalazła się Polska z wynikiem 300 tys. mkw. Pomimo miejsca w czołówce, to o 122 tys. mkw. mniej aniżeli w 2017 roku.  Jak wskazują autorzy raportu, mimo widocznego osłabienia w poszczególnych częściach kontynentu, łączne zasoby powierzchni handlowej w całej Europie wynoszą 168,1 mln mkw. i cały czas rosną. Według prognoz na lata 2019-2020, rynek centrów handlowych w Europie Zachodniej może zwiększyć się aż o 2,1 mln mkw. Efektem takiego stanu będzie wciąż nasilająca się rywalizacja centrów handlowych.

Europa jest rynkiem dojrzałym i nasyconym. Dobiega końca era centrów handlowych bazujących na formacie tradycyjnych pasaży handlowych. Jest to widoczne zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, gdzie sprzedaż internetowa osiąga coraz wyższe wyniki. Podobnie prezentuje się też sytuacja polskich centrów handlowych, z których część wymaga już modernizacji – udoskonalenia obiektu pod kątem architektonicznym, wizualnym, technologicznym, a przede wszystkim dostosowania oferty do obecnych wymagań konsumentów, a więc kompatybilności z e-commerce, rozbudowania food court i strefy przeznaczonej na rozrywkę – mówi Piotr Wroczek, Project Director w Workshop.re. – Centra handlowe, które nie sprostają współczesnym wymaganiom rynku zarówno w Polsce, jak i Europie, nie będą w stanie konkurować z najnowocześniejszymi obiektami, które właśnie powstają – dodaje.

Nowoczesny handel po europejsku

Jednym z krajów Europy Zachodniej, który przoduje pod względem nowoczesnej powierzchni handlowej, jest Hiszpania. W kwietniu przyszłego roku w Torrejón de Ardoz, mieście położonym na wschód od Madrytu, planowane jest otwarcie obiektu handlowego Open Sky o powierzchni 90 tys. mkw.

Francuski inwestor Compagnie de Phalsbourg zapewnia, że będzie to obiekt najnowszej generacji, inspirowany centrami handlowymi Dubaju, o futurystycznym designie. Ciekawym aspektem projektu jest wewnętrzne jezioro o powierzchni 12,5 tys. mkw., otoczone zielenią. Na terenie inwestycji, oprócz typowej komercji znajdzie się lodowisko, scena koncertowa, bary przy plaży, siłownia i kręgle. Osoby odwiedzające centrum będą mogły oglądać pokazy świetlne, skoczyć ze spadochronem czy przejechać się gokartami.

Równie ciekawy obiekt Mall od Tripla powstaje w Finlandii. Jego otwarcie zaplanowane jest już jesienią tego roku. Na terenie kompleksu liczącego 85 tys. mkw. znajdzie się centrum handlowe z 250 sklepami, biura, apartamenty oraz stacja kolejowa. Obiekt będzie wytwarzać energię ze źródeł odnawialnych. Wśród zaplanowanych atrakcji jest m.in. park rozrywki dla dzieci, boisko do siatkówki, kino, muzeum fińskiej sceny muzycznej i usługi wellness. Strefa food court wyposażona zostanie zarówno w eleganckie restauracje, jak i miejsca serwujące typowo uliczne jedzenie.

Nieco starszym obiektem, jednak wartym uwagi jest znajdujący się w Londynie Westfield Stratford City. Łączna powierzchnia kompleksu zajmuje 269 tys. mkw. Do dyspozycji gości jest 300 sklepów, ponad 70 różnorodnych restauracji, kino, luksusowe miejsce do gry w kręgle, a także największe w Wielkiej Brytanii kasyno. Oprócz tego centrum handlowe zostało wyposażone w system inteligentnego parkowania, usługi odbioru zakupów, udogodnienia dla seniorów i osób z dysfunkcją wzroku oraz liczne atrakcje dla najmłodszych.

Powyższe obiekty idealnie wpisują się we współczesne trendy spędzania wolnego czasu, gdzie butiki są tylko dodatkiem do szeroko rozbudowanej oferty rozrywkowej i gastronomicznej. Pod względem powierzchni nie są to jednak obiekty na skalę światową, jak te z Dubaju czy Stanów Zjednoczonych. Na uwagę zasługują zwłaszcza nowo powstające hiszpańskie centra handlowe, skupiające się na zróżnicowanym rozwoju, kontakcie z naturą i ciekawej architekturze, będące swoistymi punktami destynacji – mówi Piotr Wroczek z Workshop.re.

Na rodzimym podwórku

W Polsce ciekawym przykładem nowoczesnej powierzchni handlowej jest otwarta w 2019 roku w Warszawie Galeria Młociny. Kompleks handlowo-usługowy o powierzchni 215 tys. mkw. określany jest mianem “centrum przyszłości”. Znajduje się w nim 220 lokali usługowych, ponad 2 tys. miejsc postojowych, kino, centrum medyczne, klub fitness, kręgielnia, liczne restauracje i kawiarnie oraz biura coworkingowe. Na dachu budynku zaprojektowano specjalną przestrzeń nazwaną “Ogrodem Spotkań i Dań”, gdzie odwiedzający centrum mogą zrelaksować się, smakując ciekawych potraw, spotykając się ze znajomymi czy uczestnicząc w wydarzeniach kulturalnych i koncertach. Przewidziano tu również specjalną strefę dla food tracków, industrialną halę Hutnik, klasyczny food court, taras i ogród z nowoczesnym placem zabaw dla dzieci. Galeria Młociny jako jedyne miejsce w Polsce wprowadziła system inteligentnego parkowania. Za pomocą aplikacji, zarejestrowani klienci mogą zaparkować samochód bez konieczności pobierania biletu.

Galeria Młociny to ciekawy punkt na mapie Warszawy, jak i całej Polski. To miejsce, do którego przychodzi się w celach towarzyskich i rozrywkowych, a niekoniecznie zakupowych. Tym, co rzuca się w oczy, są wysokie witryny dobrze eksponujące logo brandów. Dzięki nim wyrównuje się atrakcyjność wszystkich kondygnacji obiektu, co jest korzystne zarówno dla najemców, jak i odwiedzających – zwraca uwagę Piotr Wroczek. – Jednak pomimo intensywnego rozwoju nowoczesnej powierzchni handlowej i pojawiania się takich miejsc jak Młociny, wciąż brakuje w Polsce centrum handlowego, będącego prawdziwym destination mall, do którego warto byłoby przyjechać, pokonując nawet 100 kilometrów – dodaje.

UBS: Optymizm zamożnych inwestorów temperuje wojna handlowa i polityka

Według kwartalnej ankiety Nastroje Inwestorów/Investor Sentiment, prowadzonej przez UBS Global Wealth Management, zamożni klienci indywidualni oraz właściciele firm na całym świecie są nieco bardziej optymistyczni w kwestii gospodarki i giełdy, ale obawiają się wojny handlowej i posiadania większych ilości gotówki. 

Badanie, w którym wzięło udział ponad 4600 zamożnych inwestorów i przedsiębiorców z 18 krajów, pokazuje, że zaufanie wzrosło pod koniec trzeciego kwartału. Pięćdziesiąt trzy procent badanych wyraziło optymizm w odniesieniu do gospodarki światowej, a 61% – w odniesieniu do gospodarki własnego regionu. Obie liczby wzrosły o dwa punkty procentowe w ujęciu kwartał do kwartału. Pięćdziesiąt sześć procent ankietowanych było optymistycznie nastawionych do giełdy własnego regionu, co stanowi wzrost o jeden punkt procentowy.

Jednak 73% respondentów stwierdziło, że martwi ich nieprzewidywalność rynku, będąca rezultatem wojny handlowej. W rezultacie 34% osób potwierdziło wymianę większej ilości pieniędzy na gotówkę, co stało się najpopularniejszą reakcją na rozwój handlu wśród respondentów. Poziom zapasów w gotówce wzrósł o jeden punkt procentowy do 27% portfeli w tym kwartale – znacznie więcej niż odsetek zwykle zalecany przez Chief Investment Office firmy UBS Global Wealth Management (CIO GWM).

Łagodny optymizm był również widoczny wśród właścicieli firm. Trzydzieści cztery procent przedsiębiorców biorących udział w sondażu stwierdziło, że planuje zatrudnić nowych pracowników, co stanowi spadek o pięć punktów procentowych. Czterdzieści cztery procent stwierdziło, że globalna recesja jest wysoce prawdopodobna w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Natomiast CIO GWM uważa globalną recesję za mało prawdopodobną w ciągu najbliższych dwóch kwartałów, a siła w kluczowych obszarach, takich jak konsumpcja w USA, rekompensuje słabość produkcji.

Respondentów z całego świata bardzo niepokoiła dynamika polityczna w ich ojczystych krajach – 47% w porównaniu z 44% respondentów, którzy wyrazili zaniepokojenie z powodu globalnej wojny handlowej. Ta obawa była szczególnie powszechna w Stanach Zjednoczonych, gdzie 60% badanych wyraziło obawę o politykę wewnętrzną w porównaniu do 44% osób, które martwią się sytuacją handlową.

Paula Polito, Specjalistka ds. Strategii Klienta w UBS Global Wealth Management, mówi: „Obawy geopolityczne, takie jak globalna wojna handlowa, utrzymują optymizm inwestorów pod kontrolą. Nastroje mają charakter dychotomiczny – inwestorzy utrzymują duże salda gotówkowe w trybie „poczekamy i zobaczymy”, chociaż prawie 50% z nich spodziewa się wyższych zwrotów z giełdy w ciągu najbliższych sześciu miesięcy.”

Stany Zjednoczone

Optymizm inwestorów amerykańskich w stosunku do ich gospodarki pozostał niezmieniony w ujęciu kwartał do kwartału. Jednak odsetek osób wyrażających optymizm w stosunku do akcji notowanych na giełdzie w USA spadł z 53% do 50%. Właściciele firm byli szczególnie ostrożni – tylko 31% z nich planowało zatrudnienie w porównaniu z 46% w drugim kwartale. Niemniej jednak, pomimo malejących zamiarów wykorzystania pieniędzy, zasoby gotówkowe zmniejszyły się z 22% do 21% portfeli.

Ameryka Łacińska

Inwestorzy z Ameryki Łacińskiej wykazali znaczne ograniczenie optymistycznych nastrojów w stosunku do własnej gospodarki – 69% respondentów w drugim kwartale w porównaniu do 61% w trzecim kwartale – głównie z powodu zmian politycznych w Argentynie i innych krajach. Optymistyczne podejście do własnej giełdy również spadło z 72% do 62%, podczas gdy odsetek właścicieli firm zamierzających zatrudnić nowe osoby spadł z 38% do 31%. Niemniej jednak poziom zapasów w gotówce uległ mniej radykalnej zmianie, przy wzroście zaledwie jednego punktu procentowego z 29% do 30%. Podwyżki podatków były największym zmartwieniem w tym regionie (68% respondentów).

Europa

Optymizm gospodarczy inwestorów z Europy utrzymał się na stałym poziomie w ujęciu kwartał do kwartału. Podobnie jak w przypadku inwestorów amerykańskich, odsetek osób wyrażający optymizm w stosunku do własnej giełdy spadł z 53% do 50%. Wśród właścicieli firm panował większy optymizm w odniesieniu do gospodarki krajowej – 67% w porównaniu z 53% w poprzednim kwartale. Podobnie jak ich amerykańscy odpowiednicy, europejscy inwestorzy również postrzegali politykę wewnętrzną jako najważniejszy problem – 43% w porównaniu z 39%, jeżeli chodzi o długoterminową konkurencyjność krajową i podwyżki podatków. W Wielkiej Brytanii największe obawy budziła polityka wewnętrzna (51%) i Brexit (49%). W Niemczech było to środowisko o niskiej rentowności (46% ankietowanych osób). We Włoszech był to dług publiczny na poziomie 47%.

Szwajcaria

Szwajcarscy inwestorzy byli świadkami jednego z największych skoków nastrojów gospodarczych, przy czym 55% z nich wyraziło optymizm w trzecim kwartale w porównaniu do 49% w drugim. Sześćdziesiąt procent wyraziło optymizm w stosunku do krajowej giełdy, co stanowiło wzrost o 16 punktów procentowych. To zaufanie przełożyło się bezpośrednio na portfele, a poziom zapasów w gotówce spadł z 30% do 25%. Stosunkowo niski odsetek (31%) właścicieli firm również uznał globalną recesję za wysoce prawdopodobne wydarzenie w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Ogólnie rzecz biorąc, największym zmartwieniem inwestorów było bezpieczeństwo cybernetyczne – 33% respondentów.

Azja

Azjatyccy inwestorzy doświadczyli ożywienia nastrojów gospodarczych w trzecim kwartale, przy czym 68% wyraziło optymizm w stosunku do sytuacji gospodarczej panującej w regionie w porównaniu z 60% w drugim kwartale. Pozytywne nastawienie do krajowych rynków papierów wartościowych również wzrosło z 56% do 61%. Niemniej jednak poziom zapasów pieniężnych wzrósł o dwa punkty procentowe do 34%, co jest najwyższym wynikiem wśród wszystkich ankietowanych regionów. Wśród właścicieli firm 32% planowało zatrudnienie, w porównaniu z 38% trzy miesiące wcześniej, a 50% spodziewało się globalnej recesji w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. W pewnym stopniu wyjaśnieniem tych niepokojów są napięcia handlowe, a wojna handlowa pozostaje największą troską wśród inwestorów azjatyckich (45% respondentów).

Złoty ponownie słabszy

Poza publikacjami świeżych odczytów i rewizji do ostatnich danych makroekonomicznych z istotnych światowych gospodarek, początek tygodnia nie przynosi zbyt dużo istotnych informacji. Kwestie Brexitu i wojny handlowej, które mogłyby w istotny sposób wpłynąć na kursy obecnie zdają się być w zawieszeniu.

Złoty rozpoczął tydzień osłabieniem i nadal pozostaje słabszy – część komentujących wiąże to z publikacją wyjątkowo słabego indeksu PMI dla krajowego przemysłu, który w październiku znalazł się na poziomie ostatnio obserwowanym w 2009 roku. Myślę jednak, że słabość złotego należy potraktować w charakterze zwykłego odreagowania po ostatnim stosunkowo długim okresie aprecjacji krajowej waluty. O ile w krótkim terminie złoty może „oddać” część ostatnich zysków, to jesteśmy zdania, że na koniec roku para EUR/PLN powinna znaleźć się w okolicy poziomów z otwarcia tygodnia. Dużo jednak będzie zależało od sentymentu na światowych rynkach.

Kluczowym wydarzeniem dzisiejszego dnia jest spotkanie Rady Polityki Pieniężnej, które zwieńczy popołudniowa konferencja prasowa. O ile stopy procentowe jeszcze przez jakiś czas najpewniej nie będą poddane zmianom, to jednak cały czas warto obserwować retorykę decydentów. Istotne będzie to, jak zapatrują się na ostatnie uspokojenie nastrojów w kontekście czynników ryzyka (Brexitu i wojny handlowej) oraz perspektywy rozwoju dynamiki cen w Polsce.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek spadł o 0,1%, wahając się w widełkach 4,26-4,27. Kurs EUR/USD zakończył dzień na minusie.

Dzisiejsze dane PMI dla strefy euro pokazały zauważalną rewizję w górę październikowego odczytu dla usług (z 51,8 do 52,2). Poniedziałkowe, analogiczne dane dla sektora przemysłu również okazały się lepsze niż szacowano wstępnie. Rewizje sprawiły, że ważony, zbiorczy indeks znalazł się na poziomie 50,6, odbijając się nieco od 50,1 – czyli najniższego poziomu indeksu od końcówki 2013 roku, zanotowanego miesiąc temu. Nie oznacza to, że sytuacja w gospodarce strefy euro jest dobra, ale sugeruje, że nadal trwa przynajmniej umiarkowana ekspansja.

Warto też wspomnieć, że dziś solidnie na plus zaskoczyła wrześniowa sprzedaż detaliczna w strefie euro, która w ujęciu rocznym zanotowała wzrost o 3,1%, czyli najwyższy od listopada 2017 roku. Poranne, lepsze od oczekiwań dane o zamówieniach fabryk w Niemczech w październiku również mogą budzić lekki optymizm.

GBP

Kurs GBP/PLN wzrósł we wtorek o 0,3%, wahając się w widełkach 4,93-4,97. Wczorajsze dane PMI dla usług Wielkiej Brytanii zaskoczyły na lekki plus. Październikowy odczyt znalazł się na poziomie 50, czyli dokładnie na granicy oddzielającej ekspansję, od kurczenia się sektora. Funt obecnie jednak reaguje przede wszystkim na zmiany na głównej parze, a nie na dane makro.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek wzrósł o 0,4%, wahając się w widełkach 3,83-3,86. Wczorajsze październikowe dane PMI dla usług USA nieco rozczarowały, jednak indeks ISM pokazał większe zaskoczenie – i to na plus. Ze względu na to, że jest on uznawany za istotniejszy od pierwszego, informacje te należy odbierać pozytywnie.

Dane JOLTS z amerykańskiego rynku pracy we wrześniu nieco rozczarowały, jednak cały czas znajdują się na poziomach, które sugerują utrzymywanie dobrej kondycji amerykańskiego rynku pracy. Dane nie przeszkodziły w umocnieniu amerykańskiej walucie, która wczoraj odrabiała straty po ostatnich spadkach.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

16:00 – konferencja prasowa po spotkaniu RPP

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Niemiecka giełda lepsza niż gospodarka

Kult wzrostu gospodarczego jest czymś, z czego ostatnio Niemcy zrezygnowali. Zamiast tego starają się ustabilizować zadłużenie. Polityka taka nie daje dobrych wyników w danych makroekonomicznych, ale inwestorzy, patrząc na giełdę, są jej przychylni.

Rekordy niemieckiej giełdy

Polityka gospodarcza prowadzona przez naszych zachodnich sąsiadów jest pewnym novum na rynkach. Kraj ten ma ostatnio bardzo przeciętne wyniki makroekonomiczne. Za to giełda wyznacza kolejne maksima. DAX jest najwyżej od 2018 roku i nie tak dużo wcale brakuje do rekordów wszechczasów. Dlaczego inwestorzy kupują, skoro gospodarka nie ma się wcale tak dobrze? Powodem może być właśnie zmiana podejścia do prowadzonej polityki gospodarczej. Niemcy gwałtownie oddłużyli gospodarkę kosztem zaniedbania wzrostu. Gdyby sytuacja faktycznie się pogorszyła, mogą reagować, nie doprowadzając do katastrofy. Większość dużych gospodarek nie ma tego komfortu lub jak w przypadku Grecji, tego rozsądku.

Co ze zniesieniem 30-krotności składek ZUS

W dalszym ciągu nie wiadomo skąd rząd znajdzie pieniądze, jeśli wycofa się ze zniesienia limitu 30-krotności składek na ZUS. Co to w ogóle oznacza? Obecnie, by nie było zbyt wysokich emerytur, osoby zarabiające powyżej odpowiedniej kwoty przestają płacić od niej składki ZUS. Dotyczy to kilkuset tysięcy osób w Polsce. Zniesienie tego limitu dałoby spore zyski budżetowi. Problem w tym, że jest to spora kość niezgody w rządzie i szukane są alternatywy dla tych pieniędzy.

Posiedzenie RPP

Spotkania Rady Polityki Pieniężnej nie są może ostatnio szczególnie pasjonujące. Powodem jest fakt, że od kilku lat nie zmieniły się stopy procentowe. Dane makroekonomiczne faktycznie pozwalają w dalszym ciągu nie zmieniać polityki monetarnej, aczkolwiek widać wyraźnie, że świat znów obniża stopy procentowe. Problemem w podążaniu za tym trendem jest ryzyko inflacyjne. Obecnie inflacja jest dokładnie w celu, ale nie wiadomo jak zachowa się w przyszłym roku po uwolnieniu cen energii. Dlaczego zatem te posiedzenia są ważne? Wielu analityków czeka na komentarz po posiedzeniu, w którym Rada wskaże przyszły kierunek zmian.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – Polska – komunikat po posiedzeniu RPP,

16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Internet wypiera druk i tradycyjną telewizję. Rynek mediów i rozrywki w Polsce wart 11,4 mld dol.

Rynek mediów i rozrywki w Polsce w ciągu kolejnych 5 lat będzie rozwijał się w średniorocznym tempie na poziomie 5%, dzięki czemu w 2023 r. osiągnie wartość niemal 14 mld dol. Za wzrosty odpowiadać będzie przede wszystkim sektor OTT oraz internet mobilny – wynika z raportu „Global Entertainment & Media Outlook 2019–2023”, przygotowanego przez PwC.

Z danych zebranych w raporcie PwC wynika, że w tym roku polski rynek mediów i rozrywki osiągnie wartość 11,4 mld dol. W kolejnych latach będzie rozwijał się w średniorocznym tempie ponad 5%, co spowoduje, że jego wartość w 2023 r. zbliży się do 14 mld dol.

Spośród wszystkich analizowanych segmentów rynku, dla których dostępne są dane, największe wzrosty osiągną segmenty: OTT (ang. OTT – over the top), czyli serwisy streamingowe dostarczające treści wideo przez internet bez potrzeby opłacania abonamentu za telewizję kablową lub satelitarną (16,6%), dostęp do internetu (11,5%), gry wideo (6,2%) oraz reklama internetowa (5%).

W ostatnich latach w Polsce dynamicznie rozwijał się segment internetu mobilnego. Dominująca technologia 3G została zastąpiona nowszym rozwiązaniem – LTE. Obecnie największym wyzwaniem pozostaje wdrożenie sieci 5G – pierwsi operatorzy przeprowadzili już jej testy, ważnym aspektem jest jednak przygotowanie odpowiedniego pakietu regulacji. Zgodnie z naszymi szacunkami, wartość rynku internetu mobilnego w Polsce do 2023 r. będzie rosła w średniorocznym tempie ponad 15%.- Paweł Wesołowski, partner w PwC, lider zespołu ds. telekomunikacji, mediów i technologii w Polsce

Na przeciwnym biegunie, z ujemnym tempem rozwoju w perspektywie najbliższych 5 lat, znajdują się segmenty: książki (-1,5%; efekt spadków sprzedaży papierowych wersji książek, podczas gdy e-booki rosną we wszystkich kategoriach), gazety i czasopisma (-1,25%) oraz tradycyjna telewizja i wideo domowe (-0,18%). Eksperci PwC zwracają uwagę, że spadek przychodów z samych gazet (bez wliczania czasopism) na poziomie -0,75% jest jednym z najwolniejszych w całym regionie EMEA.

Eksperci PwC podkreślają, że media przyszłości, to media skoncentrowane na odbiorcy i jego potrzebach. Dynamiczny rozwój segmentów OTT oraz widoczne spadki w tradycyjnych segmentach rynku mediów i rozrywki związane są z pojęciem personalizacji. Segmenty oparte na standaryzowanych treściach lub usługach coraz częściej przegrywają walkę o uwagę klientów z segmentami oferującymi treści dopasowane do zainteresowań i potrzeb odbiorcy.

Personalizacja świata mediów i rozrywki wymaga od branży zbierania i wykorzystywania danych osobowych, które z roku na rok odgrywają coraz większą rolę. Wykorzystywanie danych osobowych to nie tylko ogromna szansa dla dalszego rozwoju wszystkich segmentów rynkowych, ale również spore wyzwanie związane z zapewnieniem zgodności modelu biznesowego z przepisami RODO (Rozporządzenie 2016/679) oraz zagwarantowaniem odpowiedniego bezpieczeństwa ochrony danych osobowych. – Konrad Dobrowolski, adwokat w zespole TMT/IP & Data Protection w kancelarii PwC Legal
Globalny rynek mediów i rozrywki

Branża mediów i rozrywki na świecie będzie rozwijała się nieco wolniej niż w Polsce, w średniorocznym tempie 4,3%, by w 2023 r. osiągnąć wartość 2,6 bln dol. Cyfryzacja w coraz większym stopniu będzie odpowiadać za zwiększenie przychodów na tym rynku. Do 2023 r. najszybciej będą rozwijać się segmenty: wirtualna rzeczywistość (VR), OTT i reklama internetowa.

Największym rynkiem pod względem przychodów branży mediów i rozrywki będą Chiny, za nimi uplasują się Stany Zjednoczone oraz Indie, które w analizowanej perspektywie notują największe tempo wzrostu na świecie.

Nowe aplikacje – asystenci głosowi oraz urządzenia – inteligentne głośniki, z których w USA korzysta już ponad 30% populacji wpływają na renesans podcastów, znanego już od ponad 10 lat formatu mediowego. Głos jako medium, głos jako interfejs sterowania urządzeniami, zastąpienie linearności emisją audycji na życzenie, niski koszt produkcji oraz dystrybucji pozwalają na przygotowanie materiałów zarówno przez stacje radiowe, wydawców prasowych czy internetowych, jak i półprofesjonalistów. Zrozumienie przez komputery języka mówionego, automatyzacja konwersji tekstu pisanego na dźwięk (i odwrotnie) dają szansę na pojawienie się kolejnych, innowacyjnych sposobów przekazu treści. – Michał Kreczmar, dyrektor w zespole ds. transformacji cyfrowej w PwC

Precedensowe orzeczenie NSA ws. interesu prawnego firm w zakresie dopłat na rynku telekomunikacyjnym

Firma telekomunikacyjna zobowiązana do udziału w pokryciu dopłat dla innych przedsiębiorców na rynku telekomunikacyjnym ma interes prawny w kontroli decyzji Prezesa UKE przyznającej taką dopłatę. Tak wynika z postanowienia Naczelnego Sądu Administracyjnego z 24 września 2019 r. (sygn. akt II GSK 808/19). Jest to orzeczenie precedensowe, gdyż do tej pory w takich sytuacjach sądy, wespół z organami, odmawiały firmom partycypującym w dopłatach prawa wglądu w reguły postępowania, jakimi Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej kieruje się przy przyznawaniu dopłat do usług powszechnych.

Zgodnie z Ustawą z dnia 16 lipca 2004 r. – Prawo telekomunikacyjne Prezes UKE może w drodze konkursu wyłonić wykonawcę określonych usług telekomunikacyjnych. O wyborze decyduje najniższy prognozowany koszt netto świadczenia tej usługi przez oferenta. Wybrany oferent w przypadku, gdy okaże się, że świadczone przez niego w ramach konkursowego kontraktu usługi są nierentowne, ma prawo ubiegać się o dopłatę. Tyle że finansującym dopłatę nie jest jedynie państwo. Jak stanowi bowiem art. 97 Prawa telekomunikacyjnego (dalej: p.t.): „Przedsiębiorcy telekomunikacyjni, których przychód z działalności telekomunikacyjnej w roku kalendarzowym, za który przysługuje dopłata, przekroczył 4 miliony złotych, są obowiązani do udziału w pokryciu dopłaty” (Dz.U. 2004 nr 171 poz. 1800, ze zm.). Który z przedsiębiorców telekomunikacyjnych i w jakim stopniu będzie musiał dorzucić się do dopłaty, decyduje Prezes UKE w myśl art. 98 p.t.

Skarga na odmowę przyznania dopłaty innemu przedsiębiorcy

Decyzją z sierpnia 2018 r. Prezes UKE przyznał jednej ze spółek dopłatę do kosztów świadczenia usług telekomunikacyjnych za 2009 rok, świadczonych przez nią, jako przedsiębiorca wyznaczony w rozumieniu ustawy – Prawo telekomunikacyjne. Decyzję tę 10 września 2018 r. zaskarżyła inna spółka – przedsiębiorca zobligowany zgodnie z ustawą po przekroczeniu progu przychodowego w wysokości 4 mln zł do partycypowania w dopłacie do kosztów świadczonych przez przedsiębiorcę wyznaczonego. Wskazując na treść przepisu art. 97 p.t., przedsiębiorca podnosił, że ma uzasadniony interes prawny w kontroli decyzji organu, bowiem kształtuje ona jego sytuację, a precyzyjnie rzecz ujmując, wpływa na to, czy będzie on zobowiązany do partycypowania w kosztach dopłaty, czy nie, i na jakich warunkach.

Brak legitymacji do wniesienia skargi

W odpowiedzi na skargę Prezes UKE wniósł o jej odrzucenie, albowiem jak podniósł, odmowa przyznania spółce dopłaty nie dotyczyła interesu prawnego przedsiębiorcy skarżącego, który ani nie był stroną postępowania administracyjnego, ani nie wnioskował wcześniej o dopuszczenie go w takim charakterze do tego postępowania. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie postanowieniem z 1 marca 2019 r. przychylił się do wniosku Prezesa UKE i odrzucił skargę. Podzielił stanowisko organu, że przedsiębiorca nie znajduje się w kręgu osób uprawnionych do wniesienia skargi do sądu administracyjnego.

Brak bezpośredniego interesu prawnego firmy mogącej zostać zobowiązaną do dopłaty

Sąd stanął po stronie organu. Zgodził się z Prezesem UKE, że art. 97 p.t. nie daje spółce partycypującej w dopłatach dla przedsiębiorców wyznaczonych do świadczenia powszechnych usług telekomunikacyjnych uprawnienia do występowania ze skargą z uwagi na brak w tym po jej stronie bezpośredniego interesu prawnego:

„…brak jest przepisu prawa materialnego, na podstawie którego skarżąca Spółka mogłaby w konkretnym, zaistniałym w przedmiotowym postępowaniu, a nie hipotetycznym, stanie prawnym i faktycznym, domagać się ustalenia przez Prezesa UKE swoich praw i obowiązków. Brak jest również przepisu prawa, z którego wynikałoby, że interes skarżącej jest bezpośredni. W szczególności przepisem takim nie jest art. 97 Pt, na który skarżąca się powołuje. Zaskarżona decyzja dotyczy realizacji praw i zobowiązań nakładanych na operatora wyznaczonego do świadczenia usługi powszechnej, którym skarżąca nie jest” (postanowienie WSA w Warszawie z 1 marca 2019 r., sygn. VI SA/Wa 1940/18).

Precedensowe postanowienie NSA

Na powyższe postanowienie spółka wniosła skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który postanowieniem z 24 września 2019 r. przychylił się do jej stanowiska, wbrew utartej dotąd linii orzeczniczej. NSA zgodził się ze skarżącą, że art. 4 ust. 1 Dyrektywy 2002/21/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 7 marca 2002 r. w sprawie wspólnych ram regulacyjnych sieci i usług łączności elektronicznej (Dz.Urz. UE L 108, 24/04/2002) pozwala tak interpretować przepisy art. 97 i 98 p.t., że przedsiębiorstwa tam wskazane mogą wywodzić interes prawny w kontroli decyzji administracyjnej w sprawie dopłat do usług powszechnych.

„…stosownie do treści art. 95 ust. 1 P.t. (…) przedsiębiorcy wyznaczonemu (…) przysługuje dopłata (…) Prezes UKE (…) weryfikuje koszt netto i w zależności od wyników tej weryfikacji przyznaje, w drodze decyzji, ustaloną kwotę dopłaty bądź odmawia jej przyznania (art. 96 ust. 3). (…) Stosownie do art. 97 P.t. przedsiębiorcy telekomunikacyjni, których przychód (…) przekroczył 4 miliony złotych, są obowiązani do udziału w pokryciu dopłaty. Natomiast w myśl art. 98 ust. 1 P.t. Prezes UKE, niezwłocznie po ustaleniu należnej dopłaty, rozpoczyna postępowanie w sprawie ustalenia przedsiębiorców telekomunikacyjnych obowiązanych do pokrycia dopłaty i wysokości ich udziału w dopłacie. (…) Decyzja wydana na podstawie przepisów art. 95-96 P.t. skutkuje zatem nałożeniem – na podstawie art. 97-98 powołanej ustawy – obowiązków na podmioty w przepisie tym wskazane. Przyjąć należy, że wraz z wydaniem powyższej decyzji aktualizuje się interes prawny tych podmiotów” (sygn. akt II GSK 808/19).

Do tej pory stanowisko orzecznictwa było przeciwne i odmawiało przedsiębiorcom zobowiązanym do dopłat legitymacji do uczestnictwa w procesie przyznawania dopłat z uwagi na brak bezpośredniego interesu prawnego, np. wyroki WSA w Warszawie z 12 stycznia 2018 r., sygn. akt VI SA/Wa 2361/17 i VI SA/Wa 2362/17; z 15 października 2010 r., sygn. akt VI SA/Wa 1503/10; z 22 lutego 2017 r., sygn. akt VI SA/Wa 124/17; z 3 lutego 2012 r., sygn. akt VI SA/Wa 2165/11 czy zaskarżony w niniejszej sprawie wyrok WSA w Warszawie z 1 marca 2019 r., sygn. VI SA/Wa 1940/18, a także postanowienia NSA z 3 lipca 2018 r., sygn. akt II GSK 1132/18; oraz z 18 kwietnia 2018 r., sygn. akt II GSK 704/18.

Rozstrzygnięcie da furtkę firmom do sprawowania kontroli, za co płacą

To niezwykle istotne rozstrzygnięcie Naczelnego Sądu Administracyjnego dla przedsiębiorców zobowiązanych do pokrywania dopłat do kosztów świadczonych usług przez innych przedsiębiorców na rynku telekomunikacyjnym. Powyższe postanowienie może zapewnić tym firmom partycypującym w cudzych kosztach (a zobowiązanym do tego zgodnie z art. 97 p.t. wskutek osiągnięcia wysokiego progu rentowności – w przeciwieństwie do firm, do których „nierentowności” muszą dopłacać) wgląd w akta sprawy i obronę swoich interesów już na wczesnym etapie. A zatem firmy te będą mogły po prostu dowiedzieć się, za co płacą, za jakie celowe czy też niecelowe albo też zawinione czy niezawinione działania powodujące nierentowność prowadzonej działalności muszą dopłacać.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Polacy szykują się na Black Friday

Czarny Piątek, czyli święto obniżek, cieszy się w Polsce coraz większą popularnością. Z badania przeprowadzonego przez Smartscope na zlecenie RTV EURO AGD wynika, że zdecydowana większość Polaków (95 proc.) zna już termin Black Friday, a aż 68 proc. (o 9 proc. więcej niż w ub.r.) planuje zrobić zakupy podczas tegorocznego Czarnego Piątku, zarówno w sklepach stacjonarnych, jak i online.

Osoby dokonujące zakupów podczas Black Friday to zazwyczaj łowcy okazji, którzy czekają na dobre oferty w sklepach (63 proc. badanych), a aż 34 proc. osób oszczędza wcześniej, aby tego dnia zrobić zakupy taniej. Wśród produktów, które Polacy zamierzają kupić w atrakcyjnej czarnopiątkowej ofercie najczęściej wskazywane są ubrania, obuwie, kosmetyki i elektronika użytkowa.

– Od 2 lat zamiast jednego dnia obniżek prowadzimy przez cały listopad Black Weeks. W każdym tygodniu dostępne są specjalne oferty cenowe na inne produkty. Dodatkowo wprowadzamy wyjątkowe promocje dnia, a wszystko dostępne online na naszej nowo utworzonej platformie promocji – tłumaczy Grzegorz Wachowicz, Dyrektor ds. Handlu i Marketingu w RTV EURO AGD. – W tym roku wprowadzamy dodatkowo tzw. doorbusters, czyli atrakcyjne ceny na określone produkty, dostępne wyłącznie w sklepach stacjonarnych.

Przygotowana specjalnie na listopadowe obniżki, dostępna online, platforma promocji RTV EURO AGD ma pomóc klientom w szybkim i łatwym dotarciu do asortymentu przecenionego w ramach czterech Black Weeks. W każdym tygodniu zostanie uruchomiona promocja na inne artykuły, która nie powtórzy się już do końca listopada. A dodatkowo klienci będą mogli upolować wyjątkowe okazje cenowe dnia, które będą zmieniały się przez cały miesiąc.

Polacy wybierają sklepy stacjonarne

Przeprowadzone przez RTV EURO AGD badanie pokazuje, że mimo rosnącej popularności sklepów internetowych, wciąż znakomita większość osób (73 proc.) zamierza podczas Black Friday zrobić zakupy offline, dotyczy to wszystkich branż, a w przypadku elektroniki użytkowej odsetek ten jest nawet wyższy.

– Mimo rozwoju technologicznego i zaawansowanych narzędzi cyfrowych, klienci wciąż bardzo chętnie kupują w sklepach stacjonarnych – dodaje Grzegorz Wachowicz, Dyrektor ds. Handlu i Marketingu w RTV EURO AGD – Z tego względu wprowadziliśmy w naszej ofercie Black Weeks tzw. doorbusters, czyli okazje cenowe dostępne wyłącznie w lokalizacjach fizycznych i to w ograniczonej ilości.

Ile Polacy przeznaczą na zakupy podczas Black Friday?

Tegoroczny Black Friday zapowiada się rekordowo pod względem sprzedaży. Aż 37 proc. Polaków zamierza wydać tego dnia więcej niż w roku 2018, 46 proc. przeznaczy porównywalny budżet na wydatki w Czarny Piątek, a tylko 3 proc. badanych ma w planach wydać mniej.

Z badania RTV EURO AGD wynika, że 26 proc. respondentów przeznaczy w tym roku na czarnopiątkowe promocje między 500 a prawie 1000 zł, a ponad jedna piąta chce przeznaczyć powyżej 1000 zł. Średnia kwota planowanych w tym roku wydatków wyniesie w Black Friday 382 zł.

Badanie zostało zrealizowane przez agencję badawczą Smartscope w drugiej połowie października 2019 r. na panelu internetowym na próbie 525 osób, które dokonywały zakupów podczas Black Friday.

Postulaty branży cyfrowej trafiły do MPiT

Reprezentujący największych przedsiębiorców sektora nowoczesnych technologii w Polsce Związek Cyfrowa Polska przekazał Ministerstwu Przedsiębiorczości i Technologii branżowy manifest cyfrowy zawierający najważniejsze postulaty w obszarze rozwoju gospodarki cyfrowej w naszym kraju.

W resorcie przedsiębiorczości spotykają się nasze drogi, wspólne wyzwania branży cyfrowej i nowoczesnego państwa. Liczymy, że manifest będzie fundamentem działań dla rządu w tym obszarze – powiedział podczas konferencji prasowej zorganizowanej w Centrum Logistycznym Komputronik w Poznaniu prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik. Podkreślał, że branża nowoczesnych technologii jest wartością dodaną dla polskiej gospodarki. – Jednak niezbędne są regulacje sprzyjające jej rozwojowi – dodawał.

W manifeście przekazanym uczestniczącemu w konferencji przedstawicielowi minister Jadwigi Emilewicz przedstawiono 8 priorytetowych wspólnych wyzwań i inicjatyw do realizacji. Wśród nich wymieniono m.in. budowę sieci 5G. Michał Kanownik podczas konferencji prasowej podkreślał wagę tego postulatu.

Michał Kanownik, Prezes Cyfrowej Polski
Michał Kanownik, Prezes Cyfrowej Polski

– Gospodarka cyfrowa to dziś ogromny zakres usług. One nie będą się rozwijać bez sprawnego i bezpiecznego wdrożenia sieci piątej generacji, która będzie motorem napędowym dla rozwoju biznesu w Polsce – mówił szef Cyfrowej Polski.

W manifeście branża pisze również o potrzebie zapewnienia w Polsce cyberbezpieczeństwa na odpowiednim poziomie, a także rozwoju e-usług, zwłaszcza w administracji publicznej. Autorzy manifestu podkreślają również konieczność edukacji cyfrowej, m.in. w szkołach, podniesienia nakładów na rozwój przemysłu 4.0 oraz rozwoju sztucznej inteligencji i Internetu Rzeczy poprzez inwestycje w centra badawczo-rozwojowe. Manifest ponadto podkreśla zwraca uwagę na konieczność ustanowienia na nowo zasad ochrony prywatności i dokonania odpowiednich, respektujących wszystkie strony, zmian w prawie autorskim na Jednolitym Rynku Cyfrowym.

Pod manifestem polskiej branży cyfrowej podpisali się przedstawiciele Związków: Cyfrowa Polska, Pracodawców Technologii Cyfrowych Lewiatan, Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Fundacji Start-up Poland.

Grupa Kapitałowa Platige Image kolejny kwartał na plusie

W trzecim kwartale 2019 roku Grupa Kapitałowa Platige Image zrealizowała łączne przychody ze sprzedaży w wysokości 22,4 mln zł. W porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego przychody te wzrosły o 6,1 mln zł, tj. o 37 %. Narastająco, w okresie od 1 stycznia do 30 września 2019 roku Grupa Kapitałowa Platige Image zrealizowała łączne przychody ze sprzedaży w wysokości 66,4 mln zł. W porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego przychody te były wyższe o 12,2 mln zł, tj. o 23 %.

Narastająco, w okresie od 1 stycznia do 30 września 2019 roku Grupa Platige Image osiągnęła 4,6 mln zł zysku na sprzedaży, podczas gdy w analogicznym okresie roku ubiegłego Grupa odnotowała stratę w wysokości 0,6 mln zł.

W wyniku wyższej sprzedaży i niższych kosztów w relacji do sprzedaży, w trzecim kwartale 2019 roku Grupa Platige Image odnotowała zysk EBITDA w wysokości 2,1 mln zł (marża EBITDA wyniosła 9%) wobec 0,4 mln zł straty EBITDA w trzecim kwartale roku ubiegłego.

Narastająco, w okresie od 1 stycznia do 30 września 2019 roku EBITDA wyniosła 8,0 mln zł (marża EBITDA 12%) i była o 4,7 mln zł wyższa w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku, gdzie wyniosła 3,3 mln zł (marża EBITDA 6%).

Wzrost przychodów i poprawę marż w porównaniu z 3 kwartałem ubiegłego roku zawdzięczamy dobrze zdywersyfikowanemu portfelowi projektów i kontroli kosztów projektowych – powiedział Karol Żbikowski Prezes Zarządu Platige Image.

Platige Image utrzymuje wysoki poziom artystyczny produkcji co potwierdzają  międzynarodowe nagrody i nominacje.

Jeszcze Dzień Życia /Another Day of Life zdobył nagrodę Anima Mundi w Brazylii w kategorii Najlepszy Film pełnometrażowy. Produkcja ta bierze też udział w wyścigu do przyszłorocznych Oscarów.

Na odbywającym się w ubiegłym tygodniu festiwalu animago w Monachium Platige Image zdobyło główną nagrodę dla najlepszego cinematika do gry wideo za Metro Exodus; Artyom’s Nightmare,  jest ona uznawana za jedną z najważniejszych nagród w branży animacji 3D.

Platige Image uzyskał również dwie nominacje na Festiwal Ciclope w Berlinie w kategoriach Postprodukcja – Animation za Metro Exodus Artyom,s Nightmare oraz w kategorii Colour Grading (kolor korekcję) za film reklamowy Burberry Close Your Eyes .

Bank Pekao kolejny kwartał z rzędu utrzymał dwucyfrową dynamikę wzrostu

  • W III kw. 2019 r. skonsolidowany, powtarzalny zysk netto Banku Pekao – po wyłączeniu jednorazowej rezerwy na orzeczenie TSUE w zakresie pożyczek konsumenckich – kolejny kwartał z rzędu utrzymał dwucyfrową dynamikę wzrostu. Z kolei raportowany wynik netto wzrósł w okresie lipiec – wrzesień o ponad 8 proc. do 656 mln zł z 606 mln zł w III kw. 2018 r. przy wzroście kwartalnego ROE do 11,7 proc.
  • Dynamika dochodów podstawowych przyspieszyła w III kwartale do 8,4 proc. r/r z 7,4 proc. r/r kwartał wcześniej.
  • Tempo przyrostu akcji kredytowej w kluczowych segmentach biznesu pozostało dwucyfrowe z 12–proc. wzrostem dochodów komercyjnych.
  • Na koniec września Pekao miało 35 proc. więcej aktywnych użytkowników bankowości mobilnej, a kwartalna sprzedaż brutto kont osobistych w III kw. osiągnęła rekordowy poziom 134 tys.

 – W trzecim kwartale 2019 roku wyniki operacyjne Banku Pekao ponownie rosły dwucyfrowo,  co stawia nas w gronie najszybciej rosnących banków w Polsce. Mamy ambicję, by w przyszłym roku jeszcze przyspieszyć to tempo, dzięki zwiększaniu efektywności operacyjnej, ofercie przyjaznych dla klientów technologii i ścisłej kontroli kosztów – powiedział Michał Krupiński, prezes Banku Pekao S.A.
– Z punktu widzenia zarządu ważne jest, że to wzrost zrównoważony, obejmujący każdy z kluczowych obszarów bankowości detalicznej i korporacyjnej i że osiągamy go, mimo zaawansowanych zmian prowadzonych w naszej organizacji.

Szybsza dynamika dochodów podstawowych

W stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku pozytywna dynamika dochodów podstawowych przyspieszyła w III kwartale 2019 r. do poziomu 8,4 proc., a dochody podstawowe były wyższe o 2,2 proc. niż kwartał wcześniej.

Wynik z tytułu odsetek urósł w trzecim kwartale tego roku o prawie 11 proc. do 1,39 mld zł w porównaniu z analogicznym okresem 2018 r., głównie dzięki wyraźnym wzrostom wolumenów, zarówno po stronie kredytowej, jak i depozytowej. Dwucyfrowa dynamika działalności komercyjnej pozwoliła zniwelować efekt wypłaty dywidendy za 2018 i utrzymać marżę odsetkową na niezmienionym poziomie wobec II kwartału 2019 r.

Z kolei wynik z tytułu prowizji i opłat wyniósł 643 mln zł i zwiększył się o 3,8 proc. w porównaniu z wynikiem osiągniętym w trzecim kwartale 2018 roku, głównie dzięki wyższym prowizjom za udzielanie kredytów, wyższym prowizjom związanym z działalnością kartową, wyższym przychodom związanym z transakcjami walutowymi z klientami oraz skutecznym inicjatywom cross – sellingowym.

Ekspansja akcji kredytowej

Roczna dynamika akcji kredytowej po III kwartale wyniosła 8 procent. W kluczowych segmentach bankowości detalicznej łącznie (kredyty hipoteczne i konsumpcyjne) dynamika ta wyniosła 10,1 proc., a w przypadku bankowości dla firm (segment MID oraz MŚP) wzrost wyniósł 14,3 proc.

Kolejny kwartał z rzędu ekspansja odbywała się przy zachowaniu ostrożnego podejścia do kosztów ryzyka. Bank Pekao pozostaje liderem zarządzania ryzykiem kredytowym w gronie dużych krajowych banków. Koszty ryzyka po trzech kwartałach 2019 r. wyniosły 41 pb, zgodnie z szacunkami zarządu na 2019 rok i były nieznacznie, bo o 3 punkty bazowe, wyższe w ujęciu rok do roku.

Bank Pekao S.A. utrzymuje silną bazę kapitałową oraz profil płynnościowy. Łączny współczynnik kapitałowy (TCR) na poziomie grupy wyniósł 17,2 proc., a współczynnik kapitału podstawowego Tier 1 znalazł się na poziomie 15,5 proc. na koniec września 2019. Relacja kredytów netto do depozytów wyniosła na koniec III kwartału wyniosła 92,7 proc. Saldo depozytów detalicznych na koniec września 2019 r. było wyższe o 12,4 proc. niż rok wcześniej.

Dynamika kosztów operacyjnych nieprzerwanie pozostaje poniżej poziomu inflacji, pomimo bieżących inwestycji w transformację operacyjną i cyfryzację. Ponadto, w III kw. 2019 zawiązana została jednorazowa rezerwa 29 mln zł na zwrot opłat za kredyty gotówkowe stosownie do wyroku TSUE z września br.

Rośnie baza klientów młodych i mobilnych

Trzeci kwartał 2019 r. był rekordowy pod względem liczby nowo otwartych kont dla klientów indywidualnych. Tylko od lipca do września Bank Pekao otworzył ich 134 tys., czyli 18 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2018 r. W ciągu dziewięciu miesięcy 2019 r. bank otworzył łącznie 343 tys. nowych kont „przekorzystnych”. Sprzedaż wsparła m.in. oferta karty rewolucyjnej gwarantującej niskie kursy walutowe w płatnościach za granicą. Wyniki nowo otworzonych kont zbliżają bank do celu trwałej, rocznej akwizycji na poziomie 500 tys. klientów.

Coraz większym zainteresowaniem cieszyła się także formuła otwierania rachunków bieżących na „selfie”, którą Pekao wprowadziło jako pierwszy bank w Polsce. Dzięki temu, w minionym kwartale nowe konta zainicjowane w kanałach zdalnych stanowiły okresowo nawet 20 proc. wszystkich nowo zakładanych rachunków.

Pekao nadal umacniało wiodącą pozycję wśród banków skoncentrowanych na pozyskiwaniu młodych klientów. Co drugie konto otwarte w III kwartale 2019 r. było założone przez osoby w wieku do 26 lat. Największy wzrost liczby klientów nastąpił w grupie młodzieży 13 – 17 lat, a liczba pozyskanych nowych klientów była dwukrotnie większa w porównaniu do III kwartału 2018 roku.

Otwarcie banku na młodych i mobilnych klientów przełożyło się na najlepszy kwartał pod względem wzrostu liczby aktywnych użytkowników bankowości mobilnej. Liczba ta wzrosła w trzecim kwartale 2019 r. o 244 tys. i na koniec września sięgnęła 1,6 mln osób, o 35 proc. więcej niż rok wcześniej.

Więcej finansowania dla OZE

– Chcemy mocniej angażować w projekty finansowania energetyki niekonwencjonalnej i odnawialne źródła energii: energetykę wiatrową, fotowoltaikę czy elektrownie gazowe. Będziemy również wspierać projekty, które unowocześniają energetykę konwencjonalną i zmniejszają jej emisyjność – podkreśla prezes Michał Krupiński.

Już teraz Bank Pekao coraz chętniej finansuje branżę energetyki odnawialnej, a udział sektora tradycyjnej energetyki w portfolio kredytowym Pekao stopniowo się zmniejsza. I tak na przykład w III kwartale tego roku dla klientów z obszaru małych i średnich przedsiębiorstw Bank Pekao wprowadził do oferty kredyt PrzEKOrzystny na zakup paneli fotowoltaicznych zabezpieczony bezpłatną gwarancją BGK Biznesmax.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy w czerwcu 2019 i październiku 2019 EBOiR zainwestował 209 mln zł w obligacje Pekao, a bank zobowiązał się przeznaczyć równowartość 150 proc. wartości inwestycji EBOiR na finansowanie projektów poprawiających efektywność energetyczną. W maju 2019 r. udzielił kredytu na budowę największej lądowej farmy wiatrowej w Polsce; a w kwietniu podpisał umowę na linię finansową dla MŚP w województwie kujawsko-pomorskim na inwestycje w efektywność energetyczną.

 Wsparcie ekspansji zagranicznej polskich firm

Bank Pekao mocno stawia również na wpieranie eksportu polskich firm. Dedykowany planującym wyjście za granicę firmom Departament Bankowości Międzynarodowej i Finansowania Eksportu pracuje z eksporterami w ponad 40 krajach świata.

Pekao szacuje, że dzięki jego wsparciu, polskie firmy mają możliwość realizowania kontraktów zagranicznych wartych około 1 mld zł. Obecnie, dzięki zawartym od początku br. roku przez Pekao umowom finansowania eksportu, polscy eksporterzy są już w trakcie realizowania kontraktów na ponad 0,5 mld zł oraz mają zabezpieczone finansowanie na kolejne i potencjalne kontrakty eksportowe o wartości kilkuset milionów złotych.

MŚP w coraz gorszych nastrojach

Subindeks „Barometru EFL” dla mikrofirm w IV kwartale br. wyniósł tylko 46,7 pkt. i był niższy o 3,1 pkt. w porównaniu do poprzedniego kwartału. Jest to już trzeci w tym roku (na cztery pomiary) wynik tej grupy przedsiębiorstw poniżej progu OR[1], który oznacza niekorzystne warunki do rozwoju działalności. Odczyt poniżej 50 pkt., po raz pierwszy od początku realizacji badania, odnotowały także małe przedsiębiorstwa (49,5 pkt.). Tylko w średnich firmach poziom wskaźnika wciąż utrzymuje się powyżej progu OR (54,6 pkt.). Przy bardzo słabym końcoworocznym wyniku, w opinii przedstawicieli EFL niepokojąco zapowiadają się perspektywy na początek przyszłego roku.efl_barometr4kw2019_wp_roczne efl_barometr4kw2019_wielkosc_przedsiebiorstw

Radosław Woźniak, prezes EFL, zwraca uwagę, że tak pesymistycznego zakończenia roku w badaniu Barometr EFL jeszcze nigdy nie było. – Choć już ubiegłoroczny pomiar w IV kwartale nie należał do optymistycznych, to jednak wówczas tylko firmy mikro zanotowały wynik poniżej progu ograniczonego rozwoju. Tym razem poziom subindeksu dla najmniejszych firm nie tylko pogłębił spadek, ale zdecydowanie słabsze nastroje uwidoczniły się również w grupie przedsiębiorstw zatrudniających od 10 do 49 pracowników. Niestety możemy się spodziewać, że w kolejnym pomiarze, czyli na początku 2020 roku, poniżej 50 punktów „spadną” także średnie przedsiębiorstwa, do tej pory najodporniejsze na zewnętrzne czynniki makroekonomiczne – komentuje Radosław Woźniak, prezes EFL.

Najmniejsze firmy redukują biegi

W IV kwartale br. wartość Barometru EFL po raz kolejny spadła w każdej z grup przedsiębiorstw wyróżnionych przez wielkość zatrudnienia. W przypadku tych najmniejszych spadki były jednak największe.

Dla firm zatrudniających do 9 pracowników subindeks wyniósł tylko 46,7 pkt. i jest to wynik o 3,1 pkt. niższy niż kwartał wcześniej i o 3,2 pkt. niższy niż w analogicznym okresie 2018 roku. Co więcej, jest to już trzeci w tym roku pomiar (I, III, IV kwartał 2019), gdy wynik dla firm mikro osiąga wartość poniżej 50 pkt. Takiej sytuacji nie było od początku realizacji badania w żadnej z grup wyróżnionych z uwagi na wielkość zatrudnienia.

O rekordowo niskim wyniku można powiedzieć również w przypadku firm zatrudniających od 10 do 49 osób. Subindeks Barometru EFL wyniósł tylko 49,5 pkt. i był niższy, o 2,3 pkt. kwartał do kwartału. Jest to nie tylko pierwszy odczyt poniżej progu OR dla tej grupy przedsiębiorstw w tym roku, ale i od początku realizacji badania (od stycznia 2015 roku).

Tylko w firmach średnich poziom wskaźnika utrzymuje się powyżej 50 pkt. W IV kwartale br. wyniósł 54,6 pkt. (spadek o 1,5 pkt. kw./kw.). Choć w porównaniu do poprzedniego kwartału i tutaj nastroje są gorsze to jednak wciąż są zdecydowanie lepsze niż w rekordowo pesymistycznych pomiarach dla tej grupy na przełomie 2018 i 2019 roku.

Rekordowo małe plany inwestycyjne

Na niski odczyt dla mikrofirm miały wpływ przede wszystkim bardzo pesymistyczne prognozy w obszarze inwestycji. Tylko 8 proc. „maluchów” spodziewa się więcej inwestować, podczas gdy kwartał wcześniej wskaźnik ten wyniósł 18 proc. Jest to najniższy wynik od początku realizacji badania dla tej grupy przedsiębiorstw, a także w całej grupie MŚP w tym kwartale. W przypadku firm mikro jest ponad trzy razy więcej inwestycyjnych pesymistów – 28 proc. zapytanych szefów uważa, że będzie mniej inwestować. Mikrofirmy obawiają się również mniejszej sprzedaży. Tylko 22 proc. prognozuje jej wzrost (w III kwartale było to 30 proc.), podczas gdy 49 proc. „obstawia” status quo, a 27,5 proc. jej spadek. Mniej „maluchów” niż 3 miesiące temu, spodziewa się też lepszej płynności finansowej – 17,5 proc. vs. 30 proc.

Wśród małych firm odsetek optymistów inwestycyjnych jest na podobnym poziomie co kwartał wcześniej – 19,6 proc. vs. 19,2 proc. Pesymizm uwidocznił się jednak wśród średnich podmiotów, spośród których tylko 17 proc. uważa, że na koniec roku zwiększy swoje inwestycje. Kwartał wcześniej tego zdania było o 10 p.p. więcej „średniaków”. Odwrotnie jest z obszarem sprzedaży – tutaj to średnie firmy wykazują nieco większy optymizm niż kwartał wcześniej (36,7 proc. vs. 35,6 proc.), podczas gdy małych przedsiębiorstw liczących na większe zamówienia jest sporo mniej (24,6 proc. vs. 35 proc.).

Zawody przyszłości okiem specjalistów z SEAT-a

Technologiczne innowacje doprowadziły do całkowitego przeobrażenia rynku pracy. Według raportu Uniwersytetu Oksfordzkiego 47% dzisiejszych zawodów zniknie w ciągu 25 lat. Choć brzmi to pesymistycznie, trzeba podkreślić, że proces digitalizacji stwarza zupełnie nowe szanse. Pojawiają się nowoczesne zawody, bez których firmy nie sprostają wyzwaniom ery cyfrowej i Przemysłu 4.0. Kogo najbardziej poszukują pracodawcy?

Data Scientist

Nazywani są magikami ze względu na ich umiejętność przewidywania zjawisk z dużym wyprzedzeniem. Za błyskotliwymi analizami stoi jednak nauka, a nie magia. Wiedzę pozyskują w procesie przetwarzania ogromnych ilości danych – na ich podstawie przygotowują odpowiedzi na pytania stawiane przez menadżerów i zarządy, decydujących o strategicznych posunięciach firmy. Diego Villuendas, doktor fizyki, dołączył do SEAT-a trzy lata temu jako data scientist. Dziś kieruje 8-osobowym zespołem Data&Analytics, który stale się rozwija.

Monitorujemy nasze platformy cyfrowe, aby zrozumieć, jak są wykorzystywane i czy odpowiadają potrzebom naszych użytkowników (ponad 5 mln unikatowych użytkowników miesięcznie). Przeprowadzamy też testy w celu potwierdzenia hipotez dotyczących ulepszeń – mówi Villuendas.

Data Architect i Data Engineer

Aby efektywnie zbierać dane, należy najpierw określić, gdzie ich szukać. Tym właśnie zajmują się architekci i inżynierowie danych. Dysponują też technicznymi narzędziami, które pozwalają im pozyskiwać, transportować i przechowywać informacje.

Dane zbierane przez firmy umożliwiają im wprowadzanie ulepszeń. To dlatego żadne duże przedsiębiorstwo nie może obyć się bez inżynierów, którzy potrafią przetwarzać te wszystkie informacje – dodaje Villuendas.

Business Translator

To właśnie osoba, która przygotowuje pytania i przekazuje je naukowcom, którzy analizują dane w celu otrzymania potrzebnych odpowiedzi. Tylko skuteczne definiowanie problemów i stawianie kluczowych pytań pozwala zwiększyć efektywność operatywną i przychody firmy. Mówi się, że dane to nowa ropa, Villuendas zauważa jednak: – Trzeba nie tylko wiedzieć, gdzie szukać ropy, lecz także jak ją wydobywać, przetwarzać i sprzedawać. Taką wiedzę posiadają business translatorzy.

Agile Coach

W obliczu ciągłych zmian, firmy muszą być elastyczne, a każdy dział powinien szybko się adaptować. Ta osoba sprawdza, jak pracuje każdy zespół, wychwytuje wadliwe procesy i proponuje usprawnienia. Agile coach to uważny zewnętrzny obserwator, który dostrzega przyzwyczajenia pracowników lub przeszkody, które znacznie zmniejszają ich efektywność. Dzięki jego pomocy zespoły zyskują konieczne narzędzia i umiejętności, aby ich praca stała się płynniejsza.

Eksperci User Experience

Ich zadanie polega na określaniu i projektowaniu zestawu doznań odczuwanych przez użytkowanika w kontakcie z marką. – Mamy nie tylko myśleć jak użytkownicy, ale także angażować ich w projektowanie i rozwijanie produktów i usług dla nich przeznaczonych. Dawno już minęły czasy, kiedy potrzeby generowało się już po wyprodukowaniu towaru. Teraz marki pracują ramię w ramię z użytkownikami, aby dostarczać im to, czego potrzebują – mówi David Redondo, UX Design Leader w SEAT.

Eksperci UX są niezbędni w każdym dziale SEAT-a. Designerom pomagają projektować wnętrza, które spełnią oczekiwania przyszłych nabywców. Sprzedawcom podpowiadają, jak sprawić, aby doświadczenie z marką nie ograniczało się do samego prowadzenia auta, lecz aby zaczynało się wraz z wizytą w salonie lub nawet wcześniej, w mediach społecznościowych, i trwało dalej dzięki usługom posprzedażowym.

Virtual Reality Application Developer

Branża coraz chętniej korzysta z innowacyjnych możliwości virtual reality. W firmie SEAT twórcy symulacji VR odgrywają ogromną rolę w procesie projektowania nowych modeli. Dzięki nim czas konieczny do produkcji prototypów zmniejsza się o 30%. Projektanci wykorzystują VR do sprawdzania wszystkich aspektów kreatywnych i funkcjonalnych, dzięki czemu zyskują 90-procentową gwarancję sprawności danego projektu na bardzo wczesnym etapie pracy nad nim. W trakcie opracowywania nowej wersji SEAT Ibiza, na przykład, stworzono 95 tys. symulacji 3D.

Software developers

Programiści, którzy wymyślają, rozwijają i umiejętnie wdrażają oprogramowanie są nadzwyczaj pożądani na rynku. – Przykładowo, aby stworzyć samochód elektryczny, trzeba napisać 100 milionów linii kodu, więcej niż w przypadku myśliwca F35. Będziemy potrzebować więcej programistów, dlatego musimy zachęcać pracowników do podążania tą ścieżką – przekonuje prezes SEAT-a Luca de Meo.

Rekrutowanie najlepszych – wyzwanie dla biznesu

Digitalizacja sprawiła, że każde przedsiębiorstwo, niezależnie od sektora, konkuruje o tych samych pracowników. Tak komentuje to zjawisko Oliwia Puppel, szefowa działu Talent Acquisition w SEAT:

Kilka lat temu firmy publikowały ogłoszenia z ofertą pracy i wybierały kanadydatów z shortlisty. Dzisiaj natomiast muszę wiedzieć, gdzie znajdę najlepszych ludzi i sama wyjść do nich z propozycją współpracy, na tyle korzystną, aby zgodzili się do nas dołączyć.

Obecnie SEAT poszukuje 200 specjalistów, którzy mają przeprowadzić firmę przez proces cyfryzacji i rozwijać oprogramowanie. Choć poszczególne stanowiska różnią się, każdy kandydat musi odznaczać się konkretną cechą: odpowiednim sposobem myślenia.

Technologia ewoluuje tak szybko, że dzisiejsze obowiązki naszych pracowników mogą wkrótce odejść w zapomnienie. To dlatego szukamy wyłącznie tych, którzy potrafią wybiegać myślą naprzód, tych, którzy kontestują status quo, nie boją się popełniać błędów, wyciągają wnioski z porażek, są kreatywni i umieją pracować w zespole – wylicza Puppel.

TOP 3 zawody w IT z gwarancją zatrudnienia i dobrą pensją (inne niż programista)

W branży IT pracuje ponad 450 tys. specjalistów. Nie wszyscy to programiści z dyplomem wyższej uczelni. Sprawdź pozostałe TOP 3 najbardziej pożądanych zawodów, które gwarantują dobrą pensję i do których można przekwalifikować się nawet wtedy, gdy wcześniej z branżą IT nie miało się nic wspólnego.

Deficyt w branży IT nie maleje – tylko w ubiegłym roku na Pracuj.pl pojawiło się blisko 90 tys. ofert pracy w tym sektorze. Przyczyny takiego stanu rzeczy są dwie. Po pierwsze jest coraz więcej firm, nawet nieinformatycznych, które wymagają posiadania w swoich zasobach specjalisty od IT. Po drugie, w związku z niżem demograficznym nadal zbyt mało studentów kończy studia informatyczne – zaledwie 13-14 tys. osób rocznie.

Świat IT to nie tylko dyplomowani programiści

Branża IT to jednak nie tylko programiści z dyplomem ukończenia kierunku technicznego na renomowanej uczelni. Zgodnie z danymi Randstad, dziś ok. 10 proc. osób ubiegających się o pracę w tym sektorze w ogóle nie ma wykształcenia wyższego, 30 proc. to absolwenci kursów stacjonarnych i internetowych, a 46 proc. wśród osób, które wyższe wykształcenie posiadają, to absolwenci kierunków nietechnicznych. Skąd ten trend? Okazuje się, że IT oferuje szereg zawodów, do których można przekwalifikować się nawet wtedy, gdy wcześniej z nowymi technologiami nie miało się nic wspólnego. Jakie to specjalizacje?

Sprawdź TOP 3 najbardziej pożądanych zawodów w IT

  1. Tester manualny

Tester oprogramowania to obecnie jeden z najbardziej poszukiwanych specjalistów IT w Polsce. Tak wynika z Branżowego Bilansu Kapitału Ludzkiego w sektorze IT, przygotowanego przez PARP i Uniwersytet Jagielloński. To jednocześnie jeden z tych zawodów, do których można szybko przekwalifikować się i które dają nie tylko gwarancję zatrudnienia, ale i dobrą pensję – nawet osobom bez doświadczenia, dopiero startującym w branży. Potwierdzenie można znaleźć w danych z Wynagrodzenia.pl – mediana zarobków młodszego testera manualnego wynosi ok. 4,3 tys. zł/mc. Wraz ze wzrostem doświadczenia na specjalistę, czyli po upływie ok. 2 lat pracy – to już 6 tys. zł/mc. Z kolei starszy tester manualny zarabia blisko 9 tys. zł/mc.

Tymczasem, aby nabyć podstawową wiedzę w dziedzinie testowania oprogramowania wystarczy 3-dniowe szkolenie, często zakończone egzaminem ISTQB. Po jego zdaniu uczestnik otrzymuje międzynarodowy, uznany na całym świecie certyfikat, będący potwierdzeniem znajomości terminologii testerskiej i standardów w dziedzinie testowania. Część praktyczna, pozwalająca na zdobycie pierwszego doświadczenia i zbudowanie CV, trwa ok. 6 tygodni.

Czy to praca dla mnie? W dużym uproszczeniu tester oprogramowania zajmuje się testowaniem stron internetowych, systemów, aplikacji i urządzeń internetu rzeczy np. SmartWatch’y. Tester sprawdza czy aplikacje działają poprawnie, raportuje błędy, komunikuje się z programistami i innymi członkami zespołu, przygotowuje dokumentację i przede wszystkim dostarcza informacji na temat testowanego oprogramowania. Praca testera prawie zawsze wiąże się ze znajdowaniem błędów i dochodzeniem, w jakich sytuacjach się pojawiły. Choćby z tego powodu wśród testerów bardziej ceni się umiejętności miękkie, dociekliwość i cierpliwość niż formalne wykształcenie techniczne. Potwierdza to również rynek pracy. Bo jak tłumaczy Ewa Kienc-Brachmańska, koordynatorka programu Akademia Testowania, tester oprogramowania to zawód, który mogą wykonywać osoby po różnych specjalizacjach. Na kursach szkolących do zawodu częściej niż informatyków spotkać można osoby niepowiązane wcześniej z IT, np. po finansach, budownictwie, architekturze czy takie, które do tej pory zajmowały się obsługą klienta, pracowały w branży handlu i sprzedaży.

Tylko 10 proc. z kursantów ma wykształcenie informatyczne. Częściej niż informatyka na kursie możemy spotkać marynarza, fizjoterapeutę, mamę po urlopie macierzyńskim. Wszystkie te osoby łączy jedna rzecz – predyspozycje do pracy w IT, które pozwalają na szybkie wyuczenie zawodu, co z kolei pozwala budować swoje CV – wyjaśnia Ewa Kienc-Brachmańska.

  1. Scrum Master

Gwałtowny rozwój technologiczny świata sprawia, że popyt na firmy IT oraz nowe stanowiska pracy, które mogą przyspieszyć i usprawnić procesy wytwarzania oprogramowania rośnie w nieprawdopodobnie szybkim tempie. Jednym z takich zawodów jest scrum master. Jego rolą jest przede wszystkim dbanie o to, aby zespół rozumiał i korzystał ze scruma (ram postępowania, dzięki którym można w sposób produktywny wytwarzać produkty o możliwie najwyższej wartości).

Aby zostać scrum masterem nie potrzeba mieć wykształcenia technicznego i nie trzeba umieć programować. Kluczowe są umiejętności miękkie (komunikacji, negocjacji), aby wspierać, słuchać i rozwiązywać problemy zespołu, ograniczające postępy programistyczne. Przyda się również wiedza o procesie wytwarzania oprogramowania – w końcu jednym z zadań scrum mastera jest usprawnienie tego procesu i budowa zespołów projektowych.

Wyuczenie się zawodu scrum mastera, a przynajmniej podstaw potrzebnych do wystartowania w branży, jest prostsze niż by się wydawało. Dobrą drogą są kursy, dzięki którym można uzyskać certyfikaty potwierdzające wiedzę na temat podstaw scruma. Internetowe trwają po 2-3 dni i pozwalają podejść do egzaminu I stopnia (np. Professional Scrum Master). Poza tym warto pojawiać się na meetupach, czyli spotkaniach ludzi z branży, podczas których można „złapać” kontakty i wypłynąć na szersze wody. Można też starać się o praktyki jako scrum master-shadow, co pozwala doszkalać się pod okiem doświadczonego scrum mastera.

Czy warto starać się o pracę w tym zawodzie? Jak pokazują ogłoszenia o pracę – pracodawcy są gotowi zatrudniać na stanowisko scrum masterów osoby mające zaledwie roczne doświadczenie w IT. Tymczasem zgodnie z danymi z Wynagrodzenia.pl, mediana na tym stanowisku wynosi blisko 10 tys. zł/mc, a nawet najgorzej wynagradzani scrum masterzy zarabiają całkiem nieźle, bo ok. 6,9 tys. zł/mc.

  1. Technical Writer

Technical writer, czyli techniczny copywriter, to osoba która tworzy i redaguje specyfikacje techniczne, instrukcje obsługi, opracowuje szkolenia czy filmy instruktażowe. W efekcie dostarcza użytkownikowi końcowemu wszystkie niezbędne informacje pozwalające na bezproblemowe posługiwanie się danym systemem czy aplikacją. W tym zawodzie nie trzeba mieć żadnych technicznych umiejętności, a bardziej niż informatyk odnajdzie się w nim humanista. Zaletą jest znajomość zagadnień technologicznych, choć ważniejsza jest kreatywność, lekkie pióro i sprawne posługiwanie się językiem obcym (najczęściej angielskim).

Czy warto starać się o pracę w tym zawodzie? Raczej tak, bo zgodnie z danymi z Wynagrodzenia.pl, mediana wynagrodzenia na tym stanowisku wynosi 4,7 tys. zł/mc (najlepsi zarabiają ok. 6 tys. zł/mc). Dla porównania, średnie, miesięczne zarobki „zwykłego” copywritera wynoszą aż 1,2 tys. zł mniej.

Jak podkreśla Ewa Kienc-Brachmańska, dziś do branży IT może dołączyć każdy, niezależnie od wykształcenia i doświadczenia, nawet osoby, które z nowoczesnymi technologiami nie miały wcześniej nic wspólnego. Jak pokazują powyższe przykłady, przeszkodą nie jest nawet brak wiedzy na temat oprogramowania. – To, co potrzeba, aby zaistnieć w branży IT to przede wszystkim odpowiednie predyspozycje, których nie wyuczymy się ani na studiach, ani na kursach. To umiejętność analitycznego myślenia, samodzielność w rozwiązywaniu problemów, a także otwartość na rozwój i ciągłą naukę. Drugim warunkiem jest wiedza, którą można nabyć różnymi, dostępnymi metodami, nie tylko podczas studiowania. Dla pracodawcy liczą się umiejętności, a to czy kandydat do pracy w IT nabył je podczas studiów czy internetowego kursu, ma najmniejsze znaczenie – podsumowuje ekspertka.

Autor/Źródło: https://akademiatestowania.pl

Niestabilny spokój

Aktualnie rynki potrzebują ciągłego dostarczania pozytywnych informacji dotyczących postępów w rozmowach handlowych USA-Chiny, w przeciwnym wypadku inwestorów zaczynają ogarniać wątpliwości. Jedna doba bez nowych wieści i obserwujemy korektę ryzykownych aktywów. To potwierdza nasze przekonanie, jak niestabilny jest bieżący pozytywny sentyment.

W ostatnich dniach schematem stało się przenoszenie uwagi między co rusz nowymi informacjami rzekomo świadczącymi o postępach w rozmowach handlowych USA-Chiny, na bazie których rynki realizowały tryb risk-on. Napisałem „rzekomo”, gdyż w łamach Komentarza Porannego kilkukrotnie zwracałem uwagę, jak wybiórczo inwestorzy podchodzą do interpretacji napływających informacji, kiedy faktycznie wciąż znajdujemy się w punkcie, z którego łatwo o ponowną eskalację konfliktu. Porozumienie „pierwszej fazy” jeszcze nie jest podpisane, a nawet jeśli zostanie, to nie porusza kluczowych kwestii – ceł i ochrony własności intelektualnej. Zniesienia pierwszego chcą Chiny, ale ceną jest zahamowanie rozwoju technologicznego Państwa Środka. Wymiana jest wyzwaniem dla Chin, ale też nie będzie łatwa do przeprowadzenia przez USA. Nie bez powodu prezydent Trump w przeszłości określił się mianem „tariff man”. Od tego, co usłyszymy w następnych dniach w temacie relacji obu mocarstw, będzie zależeć, w która stronę podążą rynki. Ale każdy dzień przestoju w pozytywnym toku informacji, będzie zwiększał niecierpliwość inwestorów posiadających pozycje w ryzykownych aktywach.

Kolejny raz decyzja Rada Polityki Pieniężnej pozostanie nieodczuwalna na rynku złotego. Powszechnie oczekuje się, że stopy procentowe pozostaną bez zmian, a w komunikacie powtórzone zostanie, że „obecny poziom stóp procentowych sprzyja utrzymaniu polskiej gospodarki na ścieżce zrównoważonego wzrostu oraz pozwala zachować równowagę makroekonomiczną.” Pod kierownictwem gołębiego prezesa Glapińskiego będzie trudno zepchnąć RPP z kursu braku zmian w stopach procentowych przez cały 2020 r., a prawdopodobnie i także przez cały 2021 r. Mimo to po ostatnim przyspieszeniu inflacji bazowej do 2,4 proc. zapewne wzmocnią się głosy jastrzębiego skrzydła, że bank powinien hamować presję inflacyjną. Jednak CPI na 2,5 proc., tj. w środku celu inflacyjnego, nie wysyła jeszcze sygnałów ostrzegawczych, że inflacja wymyka się spod kontroli. Przekroczenie górnego ograniczenia dopuszczalnego korytarza wahań (3,5 proc.) wydaje się mało prawdopodobne, a jeśli już, to będzie wynikiem przejściowych szoków, na które RPP i tak nie ma wpływu. Do czasu, aż nie poprawia się perspektywy gospodarcze Polski i głównych partnerów handlowych, inflacja nie powinna być powodem do obaw. Dla złotego oznacza to, że jeszcze przez długi czas polityka monetarna pozostanie mało istotnym czynnikiem.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Trei rozpoczyna budowę kolejnych parków handlowych

Trei Real Estate GmbH (Trei), międzynarodowy deweloper i zarządca nieruchomości komercyjnych oraz mieszkaniowych z Niemiec, konsekwentnie realizuje strategię rozwoju sieci Vendo Parków w Polsce. W sierpniu inwestor otworzył park handlowy w Pułtusku, we wrześniu w Ostrołęce, a do końca roku planuje ukończenie kolejnych projektów. Tym samym Trei intensywnie przygotowuje się do startu nowych inwestycji i sukcesywnie rozpoczyna prace budowlane w zaplanowanych lokalizacjach, m.in. w Płocku i Częstochowie.

Trei rozpoczął inwestycję w Płocku, gdzie na działce o powierzchni ponad 1,2 ha powstanie Vendo Park oraz Lidl. Generalny wykonawca, firma JMS porządkuje teren oraz prowadzi pierwsze prace budowlane. Park handlowy zlokalizowany przy ul. Portowej w Płocku dostarczy 4 200 mkw. nowoczesnej powierzchni zakupowej, na której docelowo otworzy się sześć sklepów. W ramach dostępnej powierzchni powstanie również supermarket Lidl, który uzupełni ofertę Vendo Parku.

Rozpoczęliśmy proces komercjalizacji parku handlowego w Płocku, na ten moment mamy już podpisane trzy umowy najmu, z sieciami Lidl, Pepco oraz KiK. Prowadzimy również zaawansowane negocjacje dotyczące pozostałych lokali. Chcemy dostarczyć mieszkańcom różnorodną ofertę handlową i miejsce, w którym będą mogli zrobić codzienne zakupy w sposób szybki i wygodny. Wierzymy, że Vendo Park stanie się lokalnym centrum zakupowym, z którego skorzystają nie tylko mieszkańcy Płocka, ale również okolicznych miejscowości. – Olga Czyblis, Senior Lease Manager w Trei Real Estate Poland

Vendo Park w Płocku będzie wyposażony w duży parking, który pomieści ponad 100 samochodów, w jego sąsiedztwie znajduje się również supermarket Biedronka. Otwarcie parku handlowego jest zaplanowane na II kwartał 2020 r.

Rośnie sieć Vendo Parków

Trei przygotowuje się również do startu kolejnych inwestycji. Jeszcze w listopadzie deweloper planuje rozpoczęcie budowy Vendo Parku w Częstochowie. Aktualnie firma prowadzi postępowanie przetargowe, w którym zostanie wyłoniony generalny wykonawca obiektu. Park handlowy dostarczy 8 500 mkw. powierzchni zakupowej. ​

W tym roku firma rozpocznie również budowę Vendo Parku w Solcu Kujawskim. Inwestor zakończył etap projektowy i wybiera generalnego wykonawcę obiektu, tak by pierwsze prace mogły ruszyć w grudniu. Park handlowy dostarczy ok. 3 100 mkw. powierzchni, którą w całości wynajęły takie marki jak Sinsay, Hebe, KiK, RTV EURO AGD, Martes Sport oraz Piekarnia Grochola.

Vendo Park w Solcu Kujawskim cieszył się bardzo dużym zainteresowaniem najemców. Już na etapie projektowania budynku mieliśmy w zasadzie komplet podpisanych umów. Przykład tej lokalizacji nie jest odosobniony, co doskonale pokazuje sytuację, jaka panuje na rynku. Zapotrzebowanie na tego typu format handlowy nie maleje, co wynika z ogromnego potencjału zwłaszcza mniejszych miast, który przez lata był niedostrzegany. Parki handlowe doskonale odpowiadają na potrzeby współczesnych konsumentów, którzy chcą robić zakupy szybko, wygodnie i blisko domu. – Jacek Wesołowski, Dyrektor Zarządzający Trei Real Estate Poland

Kolejne parki jeszcze w tym roku

Już 28 listopada z szerokiego asortymentu parków handlowych inwestora będą mogli skorzystać mieszkańcy Łasku. Poszczególne lokale zostały przekazane najemcom, którzy prowadzą prace aranżacyjne. Na powierzchni 4 500 mkw. powstało siedem sklepów, które w całości wynajęły takie marki jak: Sinsay, Top Secret, Hebe, Neonet, Martes Sport, Action oraz KiK. W kolejnym etapie inwestycji w Łasku Trei planuje budowę Lidla oraz restauracji McDonald’s.

Pod koniec roku Trei planuje również otwarcie Vendo Parku w Kobyłce, gdzie generalny wykonawca prowadzi prace we wnętrzach poszczególnych lokali. Park handlowy dostarczy na lokalny rynek 3 200 mkw. powierzchni najmu. Aktualnie wynajętych jest pięć z sześciu dostępnych sklepów. W gronie najemców znalazły się między innymi sieci Rossmann oraz Pepco.

Kolejna inwestycja Trei powstaje w Jaworze, gdzie deweloper buduje Vendo Park oraz Biedronkę. Obiekt dostarczy łącznie ok. 6 100 mkw. nowoczesnej przestrzeni zakupowej. Do końca roku Trei otworzy Biedronkę, która będzie miała powierzchnię 1 100 mkw., natomiast Vendo Park zacznie działać na początku 2020 r. Zainteresowanie projektem jest tak duże, że obiekt jest już całkowicie skomercjalizowany. W gronie najemców znajdują się takie sieci jak KIK, Empik, Hebe, Action, Martes Sport, Pepco, Media Expert oraz Sinsay.

Finansowy wirus w branży IT. W ciągu dwóch lat zaległości firm informatycznych podwoiły się

Rosnąca zdolność do ekspansji zagranicznej, wysokomarżowe produkty i usługi oraz przyciąganie dobrze wykształconych pracowników to główne czynniki napędzające sektor usług IT. Rozwojowi towarzyszą także wyzwania, w tym wzrost zaległych zobowiązań. Wynoszą one dziś ponad 209 mln zł i są dwukrotnie wyższe niż jeszcze dwa lata temu – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK. Czy wraz z rosnącą presją płacową i dominującą pozycją liderów oznacza to dla wielu firm początek większych problemów? W ostatnich dwóch latach przybyło tysiąc nowych dłużników.

Branża informatyczna stale zyskuje na znaczeniu. Co prawda szacunki co do wielkości polskiego sektora IT się różnią (jedni wskazują na przychody w 2018 na poziomie 65 mld zł, inni uważają, że to bliżej 32 mld zł) jednak wszyscy są zgodnie co do tendencji wzrostowej. Potencjał na dalszy rozwój dostrzega także rynek. W czerwcu 2019 zainicjowano nowy indeks na GPW, czyli WIGTech, w którego skład wchodzi 41 spółek technologicznych z branż obejmujących biotechnologię, gry, telekomunikację, nowe technologie oraz najliczniej reprezentowaną informatykę, w liczbie 23 spółek.

Pomimo optymizmu w rodzimym IT, dane o finansach firm wskazują na rosnący problem zaległego zadłużenia. Jak podaje Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor oraz Biuro Informacji Kredytowej, suma niespłaconych zobowiązań firm informatycznych na koniec II kw. 2019 wynosi 209,5 mln zł. Jeśli chodzi o średnie zaległości, to na jedną firmę z branży przypada 69,5 tys. zł. W porównaniu do roku 2018 (kiedy niespłacone zadłużenie wynosiło 169,2 mln zł), kwota zaległych zobowiązań wzrosła o jedną czwartą, ale w ujęciu ostatnich dwóch lat podwoiła się. Średnie zadłużenie wobec czerwca 2018 zwiększyło się o jedną dziesiątą, a w porównaniu z połową 2017 r. niemal o połowę. Problem zaległych zobowiązań dotyczy obecnie 3016 firm, czyli w ujęciu procentowym to 2,4 proc. całego sektora komputerowego. To o 339 podmiotów więcej niż rok wcześniej i o 1000 i więcej niż dwa lata temu.

Zaległe zadłużenie dotyczy 2,4 proc. firm sektora IT. To znacznie mniej niż średnia dla gospodarki, w której na koniec II kw. 2019 widzieliśmy w bazach BIG InfoMonitor oraz BIK  6,2 proc. niesolidnych przedsiębiorstw. Udział problematycznych partnerów biznesowych z branży IT od kilku lat oscyluje w granicach 2 proc., ale w związku z tym, że cały czas przybywa nowych przedsięwzięć działających w obszarze Informatyki, powiększa się też liczba niesolidnych dłużników z tej branży. Jej finansowa kondycja nie jest pozbawiona problemów. Rozwój często niesie ze sobą  ofiary, nierzadko niestety po stronie partnerów biznesowych, którzy nie otrzymują płatności na czas od zaabsorbowanych sobą podmiotów – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Niesolidność programistów

Najwyższa ogólna kwota zadłużenia przypada na podmioty zajmujące się oprogramowaniem – 106 mln zł. Firmy te stanowią połowę wszystkich z zaległościami  – 1583 z 3016 firm. Nie jest to zaskakujące,  bo jest to najliczniejsza grupa firm z obszaru usług IT.

W przeliczeniu na jedną firmę największe średnie zadłużenie mają natomiast podmioty zajmujące się działalnością doradczą w zakresie technologii informatycznych i komputerowych – to średnio 80 tys. zł. Jeśli brać pod uwagę odsetek podmiotów z zaległościami to najwięcej (4,5 proc.) jest wśród firm oferujących działalność usługową w zakresie technologii informatycznych i komputerowych, czyli  wszelkiego rodzaju twórców treści, obrazu i dźwięku oraz firmy dystrybuujące.

Problemy z zaległościami firm o PKD J62

Liczba firm Odsetek firm Kwota Średnia zaległość
Działalność związana z oprogramowaniem i doradztwem w zakresie informatyki oraz działalność powiązana 3016 2,4%   209 537 673      69 475
Działalność związana z oprogramowaniem 1583 2,0%   106 015 562       66 971
Działalność związana z doradztwem 709 2,8%  56 756 002       80 051
Działalność związana z zarządzaniem urządzeniami 161 2,2%  8 708 748       54 092
Pozostała działalność usługowa 563 4,5%  38 057 362       67 597

Źródło: BIG InfoMonitor, BIK

Rynek rośnie dzięki liderom

Co prawda rynek informatyczny odpowiada dziś za około 8 proc. PKB, jednak jak wskazują eksperci, jego rozwój jest zbyt powolny. Aby nadążyć za ogólnym wzrostem gospodarczym Polski, branża powinna rosnąć nawet trzy razy szybciej. Gdzie leży największy potencjał do wzrostów?

Głównym obszarem rozwoju IT jest popularyzacja rozwiązań w chmurze. Są one coraz częściej wykorzystywane, szczególnie w sektorach, gdzie kluczową rolę odgrywają dane. Jednak wiele polskich firm ma obawy co do bezpieczeństwa tego rozwiązania, co może przekładać się na zbyt powolny rozwój informatyki. Dodatkowo wzrost hamuje niski stopień innowacyjności polskiej gospodarki. Jak wskazują najnowsze dane GUS w latach 2016-2018 aktywność innowacyjną wykazało tylko 26,1 proc. przedsiębiorstw przemysłowych oraz 21 proc. przedsiębiorstw usługowych. Alternatywą dla firm informatycznych jest więc szukanie klientów za granicą, najczęściej w Niemczech, USA czy Wielkiej Brytanii.

Kluczowe dla wzrostu poszczególnych podmiotów jest efekt skali – czyli posiadanie dużego i szerokiego portfolio prowadzonych projektów oraz odpowiednie finansowanie. Projekty IT są często bardzo kosztowne, co dla firmy oznacza zablokowanie środków w kapitale obrotowym. Zachowanie odpowiedniej płynności jest więc podstawą sukcesu. Promuje to największe firmy  i to właśnie liderzy napędzają rynek – 50 największych firm z branży odpowiada za nawet do trzech czwartych wszystkich przychodów.

Mniejsze podmioty dostrzegają przewagę głównych graczy i coraz częściej podejmują z nimi współpracę. W tym celu powstała np. organizacja Software Development Association Poland (SoDA), która zrzesza firmy IT i pozwala na wspólną realizację zamówień czy dzielenie się pracownikami. Wszystko po to, aby sprostać wymaganiom klientów (głównie zagranicznych), którzy oczekują szybkiej i kompleksowej usługi.

Przeszkadza brak pracowników

Jedną z największych barier w rozwoju IT jest zbyt mała liczba pracowników. Dziś w sektorze zatrudnionych jest szacunkowo nawet 400 tys. osób i co roku przybywa na nim średnio ponad 20 tys. nowych specjalistów. To jednak wciąż za mało by zaspokoić potrzeby rynku. Najwięcej wakatów czeka na programistów i twórców aplikacji.

Rynek jest na tyle chłonny, że dziś około połowy pracowników IT nie posiada wykształcenia technicznego. Wystarczy kurs (np. bootcamp programistyczny) lub wykazanie się praktycznymi umiejętnościami. Przy niedoborach rąk do pracy ścieżka kariery umożliwia dziś bardzo szybkie awanse. Te przekładają się na wyższe zarobki. Najlepsi eksperci dostają pensje przekraczające 15 tys. zł brutto, a stawki stale rosną. Czy oznacza to początek bańki płacowej? Na szczęście zdaniem większości raczej nie grozi nam powtórka z roku 2000, kiedy płace w firmach technologicznych rosły w postępie geometrycznym, by potem gwałtownie spaść. – Oznacza to, że firmy IT powinny przygotować się na dalsze wzrosty kosztów. Aby im sprostać należy zadbać o odpowiedni poziom rozwoju biznesu i płynność finansową, tak by rozwój nie odbywał się kosztem dostawców czekających miesiącami na płatność za usługi czy towar – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak.

Jak firmy wykorzystują technologie do rozwoju biznesu

W erze cyfrowej rynek pracy ulega ciągłym przemianom. Pojawiają się nowe stanowiska i zawody, rośnie też zapotrzebowanie na pracowników odpowiedzialnych za wprowadzenie rozwiązań technologicznych na różnych szczeblach organizacji. Dlatego firma doradcza Deloitte rozpoczęła badanie „Global Technology Leadership Survey 2020”, które jest skierowane nie tylko do dyrektorów IT, ale liderów wszystkich funkcji odpowiedzialnych za cyfryzację w organizacjach. Eksperci Deloitte chcą poznać poziom przygotowań organizacji do ery cyfrowej, kierunki rozwoju oraz ich cele strategiczne na kolejne 3 lata. Badanie potrwa do końca listopada, a jego wyniki zostaną zaprezentowane w czerwcu 2020 r.

W ubiegłorocznym badaniu aż 83 proc. respondentów zadeklarowało, że ich organizacja posiada jasną wizję i strategię rozwoju w całej organizacji lub w jej kluczowych obszarach. Brak strategii cyfrowej lub posiadanie jej w ograniczonym zakresie wskazało jedynie 17 proc. respondentów. Startująca właśnie kolejna edycja badania Deloitte ma dać globalny obraz organizacji w dobie transformacji cyfrowej oraz pokazać, na jakim jej etapie dziś znajdują się polskie przedsiębiorstwa.

Cyfryzację tworzą ludzie

Tegoroczna edycja to szansa na podzielenie się swoją perspektywą i spostrzeżeniami na temat cyfryzacji w firmie przez prezesów (CEO), członków zarządu i liderów najważniejszych funkcji – finansowych (CFO), operacyjnych (COO), marketingu (CMO), a przede wszystkim technologicznych.

Mówiąc o cyfryzacji, najczęściej myśli się jedynie o wdrażaniu nowych rozwiązań. Istotniejszy jest jednak cel i efekt tych zmian i to, jak wpływają one na wyniki organizacji. Tempo rozwoju firmy i jej sukces w dużej mierze zależą od ludzi. Dlatego rewolucja technologiczna oznacza dzisiaj też rozwijanie kompetencji liderów, którzy tworzą dopasowaną do potrzeb organizacji jakość zarządzania. Właśnie zmieniające się role pracowników w erze cyfrowej były jednym z powodów, dla których badanie, skierowane dotąd do dyrektorów ds. informatyki i znane, jako „CIO Survey”, zostało poszerzone o wszystkich liderów odpowiedzialnych za technologie w firmie, a także sprawujących funkcje strategiczne i zarządcze – mówi Sławomir Lubak, Partner, Lider obszaru technologii i integracji systemów, Deloitte.

Zmiana strategii

Transformacja cyfrowa nie tylko zmienia funkcjonowanie firm, ale też staje się dla nich jednym z głównych narzędzi rozwoju biznesu. To z kolei sprawia, że przedsiębiorstwa są wręcz zmuszone do dokonania zmian, dodatkowych inwestycji czy restrukturyzacji. Ubiegłoroczne badanie pokazało, że szefowie IT reprezentujący organizacje cyfrowej awangardy, czyli wytyczające kierunek, w jakim powinna podążać reszta firm, stanowią zaledwie 10 proc. ogółu badanych na świecie. 78 proc. z nich to liderzy w łączeniu technologii z cyfrową strategią biznesu.

Współczesny biznes funkcjonuje w cyfrowej rzeczywistości, stała się ona kluczem do stworzenia organizacji przyszłości. Aby wesprzeć rozwój firm na poszczególnych etapach tego postępu, powstaje coraz więcej funkcji związanych z technologiami. Przeprowadzenie cyfryzacji będzie możliwe jedynie wtedy, gdy wszystkie osoby związane z technologią oraz liderzy pozostałych funkcji, będą działać według jednej spójnej strategii. To konieczne, by móc dojrzeć zalety innowacyjnych rozwiązań i efektywnie je wykorzystać – mówi Daniel Martyniuk, Partner, Lider doradztwa technologicznego, Deloitte.

Proces transformacji biznesu wymaga nie tylko narzędzi technologicznych, lecz też zmiany w podejściu do zarządzania firmą. Obok CIO czy dyrektorów ds. IT, pojawiły się więc takie funkcje, jak CTO – dyrektorzy ds. technologii i transformacji, CDO – dyrektorzy ds. digitalizacji, czy CDtO – dyrektorzy ds. danych. Każdy z nich wnosi swój wkład w cyfryzację organizacji. Ubiegłoroczne badanie Deloitte wykazało, że aby zachować rynkową pozycję i pomóc firmie efektywnie wykorzystać istniejące rozwiązania technologiczne do rozwoju biznesu, optymalizacji procesów, czy zwiększenia efektywności kosztowej, liderzy technologiczni powinni stać się inicjatorami zmian i partnerami w biznesie, szczególnie w dobie transformacji do Agile. Dodatkowo, z odpowiedzi 25 proc. badanych w Polsce (10 proc. globalnie.), wynika, że inne działy postrzegają właśnie pion IT, jako lidera rynkowego w zakresie systemów nowej generacji.

Przeprowadzane przez Deloitte badanie jest anonimowe, a jego wypełnienie zajmuje około 30 minut. Każdy z uczestników ankiety otrzyma raport z badania. Wyniki „Global Leadership Survey 2020” zostaną zaprezentowane w czerwcu 2020 r.

Grupa Azoty Police rusza z publiczną emisją akcji na realizację Projektu Polimery Police

Grupa Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A. opublikowała prospekt emisyjny zatwierdzony przez Komisję Nadzoru Finansowego w dniu 5 listopada. Dzień wcześniej Zarząd Spółki określił cenę emisyjną nowych akcji na 10,2 zł, a ostateczna liczba oferowanych akcji wyniesie 110 mln szt. Oznacza to, że łączna wartość oferty przekroczy 1,1 mld zł. Dniem prawa poboru będzie 7 listopada, a zapisy dla inwestorów rozpoczną się 12 i potrwają do 19 listopada.

Oferta odbędzie się na zasadach prawa pierwszeństwa dotychczasowych akcjonariuszy do objęcia akcji oferowanych w stosunku do liczby posiadanych akcji istniejących. 5 listopada 2019 r. jest ostatnim dniem, w którym zgodnie z systemem rozrachunku KDPW, dysponowanie Akcjami Istniejącymi umożliwia nabycie Jednostkowych Praw Poboru. Pierwszym dniem, w którym można zbyć Akcje podczas sesji GPW, tak aby zachować przysługujące Prawo Poboru, jest 6 listopada 2019 r. Akcjonariusze Spółki otrzymają jedno Jednostkowe Prawo Poboru za każdą jedną posiadaną akcję. Prospekt emisyjny jest dostępny na stronie internetowej Grupy Azoty Police: www.zchpolice.grupaazoty.com/pl/. Globalnym Koordynatorem transakcji jest Biuro Maklerskie PKO Banku Polskiego.

Z satysfakcją prezentujemy prospekt emisyjny, będący punktem wyjścia do rozpoczynającej się oferty publicznej. Pozyskane środki przeznaczymy na realizację Projektu Polimery Police – strategicznego projektu zarówno dla Grupy Azoty, jak i polskiej gospodarki. Poprzez mechanizm Prawa Poboru chcielibyśmy zaoferować wszystkim naszym Akcjonariuszom możliwość uczestnictwa w tym perspektywicznym przedsięwzięciu mówi dr Wojciech Wardacki, Prezes Zarządu Grupy Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A. oraz Grupy Azoty S.A.

Celem projektu Polimery Police realizowanego przez Grupę Azoty Polyolefins (spółka celowa Grupy Azoty Zakłady Chemiczne „Police” S.A. oraz Grupy Azoty S.A.) jest budowa zintegrowanego kompleksu chemicznego obejmującego instalację do produkcji propylenu, instalację do produkcji polipropylenu, terminal przeładunkowo-magazynowy (gazoport), infrastrukturę logistyczną oraz odpowiednie instalacje pomocnicze.

– Podtrzymujemy dotychczasowy harmonogram projektu, który zakłada rozpoczęcie prac budowlanych w I kwartale 2020 roku i ich zakończenie w 2022 roku. Dla spółek z Grupy Azoty rozszerzenie działalności o atrakcyjny i rosnący rynek tworzyw sztucznych oznacza dywersyfikację przychodów ze sprzedaży i zniweluje zjawisko sezonowych wahań popytu na niektóre nasze produkty, w szczególności nawozy – podkreśla dr Wojciech Wardacki.

Obecnie kapitał zakładowy Grupy Azoty Police dzieli się na 75 mln szt. akcji. Przy założeniu objęcia przez inwestorów maksymalnej oferowanej liczby akcji serii C z nowej emisji, liczba ta wzrośnie do 185 mln szt. i tym samym nowe akcje (110 mln szt.) będą stanowić ok. 59,5 proc. w podwyższonym kapitale Spółki.

Przeznaczenie środków:

Zgodnie z prospektem emisyjnym, zamiarem Spółki jest uzyskanie wpływów z Oferty w kwocie brutto 1.122 mln zł i 1.109 mln zł netto przy założeniu, że inwestorzy obejmą wszystkie oferowane akcje. Grupa Azoty Police przewiduje, że kwota 934,5 mln zł zostanie przekazana spółce celowej Grupa Azoty Polyolefins w formie wpłat na podwyższony kapitał zakładowy lub w  formie pożyczek podporządkowanych (przekształcanych na kapitał zakładowy w późniejszym terminie) w terminach dostosowanych do harmonogramu wydatkowania środków.

Spółka celowa zamierza przeznaczyć otrzymane w ten sposób środki w całości na sfinansowanie nakładów inwestycyjnych związanych z realizacją Projektu Polimery Police, w szczególności na wynagrodzenie Wykonawcy, tj. koncernu Hyundai Engineering Co., Ltd. Pozostała kwota, tj. około 95,4 mln PLN zostanie wykorzystana przez Spółkę na inwestycje dostosowawcze związane z budową infrastruktury towarzyszącej Projektu Polimery Police. Około 65,5 mln zł zostanie przeznaczona na pokrycie wydatków poniesionych przez Grupę Azoty Police w lipcu 2019 r. na sfinansowanie potrzeb Grupy Azoty Polyolefins związanych z zapłatą pierwszej transzy wynagrodzenia Wykonawcy Projektu Polimery Police. W przypadku przydzielenia w Ofercie wszystkich Akcji Oferowanych w ramach Oferty i, w konsekwencji, pozyskania środków z Oferty w kwocie netto wynoszącej około 1.109 mln zł nadwyżka ponad kwotę 1.095,4 mln zł (stanowiącą sumę kwot przeznaczonych na cele emisji wskazane powyżej), wynosząca około 13,6 mln zł, będzie w  całości przekazana Grupie Azoty Polyolefins  poprzez wpłatę na kapitał zakładowy lub poprzez udzielenie przez Spółkę pożyczek podporządkowanych na rzecz Polyolefins w celu powiększenia wkładu własnego Polyolefins w strukturze finansowania Projektu Polimery Police.

Harmonogram Oferty Publicznej:

   
5 listopada 2019 roku Ostatni dzień notowań, w którym nabycie Akcji Istniejących na sesji GPW umożliwia nabycie Prawa Poboru
7 listopada 2019 roku Dzień Prawa Poboru
12 listopada 2019 roku Rozpoczęcie przyjmowania zapisów w wykonaniu Prawa Poboru oraz Zapisów Dodatkowych
12-14 listopada 2019 roku Notowanie Jednostkowych Praw Poboru na GPW
19 listopada 2019 roku Zakończenie przyjmowania zapisów w wykonaniu Prawa Poboru oraz Zapisów Dodatkowych
28 listopada 2019 roku Przydział Akcji Oferowanych objętych w ramach wykonania Prawa Poboru oraz Zapisów Dodatkowych
28-29 listopada 2019 roku Przeprowadzenie oferty oraz przyjmowanie zapisów na Akcje Oferowane, na które nie złożono zapisów w wykonaniu Prawa Poboru lub w Zapisach Dodatkowych
do 29 listopada 2019 roku Przydział Akcji Oferowanych, na które nie złożono zapisów w wykonaniu Prawa Poboru lub w Zapisach Dodatkowych

Jak sklepy zabezpieczają się przed kradzieżami

Na rynku detalicznym w Polsce straty związane z kradzieżami wynoszą aż 5 miliardów złotych. To ogromna suma, która powinna zostać w tej sytuacji zainwestowana w zabezpieczenia antykradzieżowe, aby skutecznie przeciwdziałać przestępstwom. Najczęściej obiektami łupów padają drogie alkohole, kawy czy czekolady. Skuteczne zastosowania rozwiązań zapobiegania kradzieżom wyraźnie ogranicza straty w tym segmencie rynku. Wiele przypadków dotyczy także odzieży. Ten rodzaj towarów można chronić na wiele sposobówDoskonałym sposobem na zabezpieczenie sklepów są zintegrowane rozwiązania, w których współdziałają różne technologie i dodatkowo obsługuje je wykwalifikowany personel.

– Nowoczesne zabezpieczenia to nie tylko autonomiczne systemy bramek antykradzieżowych, ale również systemy zintegrowane – powiedział serwisowi eNewsroom Robert Wagner, Dyrektor Operacyjny SPIE Building Solutions. – Bramki wyposażone są w anteny RFID. Wszystko jest połączone z telewizją przemysłową, kontrolą dostępu i licznikiem klientów. Zarządzający siecią dostaje więc pełen obraz tego, co dzieje się w sklepie. Łącznie z danymi na temat zasobów ludzkich – liczby pracowników potrzebnych do obsługi klientów. Oprócz tego dokładnie wie, ile osób weszło do sklepu, ilu z nich dokona zakupu oraz jaka jest wśród nich liczba potencjalnych złodziei – którzy mogą w nieautoryzowany sposób wyjść z niezakupionymi towarami. Dodatkowo dzięki technologii RFDI wiadomo, w jakim kolorze i rozmiarze były skradzione rzeczy. Dzięki informacji, co dokładnie zginęło, można od razu uzupełnić magazynowy stock i ofertę dla klienta. Ciekawym rozwiązaniem jest także produkt Apparel Guard, służący do detekcji magnesu. To dość specyficzna technologia, która może reagować na magnesy stosowane chociażby w zamkach plecaków czy damskich torebkach. W przypadku tego systemu widać magnesy, które służą do nieautoryzowanego pozbywania się zabezpieczeń sklepowych. Możliwe jest śledzenie ruchu urządzeń, związanego z podjęciem takiej próby. Najczęściej ma to miejsce w przymierzalniach, gdzie nie ma dostępu kamer ani ochrony. Uzupełnienie zabezpieczeń antykradzieżowych o detekcję magnesu sprawia, że system ten jest już prawie całkowicie szczelny – dodał Wagner.

Ponad 1,5 tys. systemów do zarządzania przedsiębiorstwem wymaga aktualizacji. Najnowsze wersje oferują m.in. intuicyjny interfejs i działanie w czasie rzeczywistym

Janusz Wawrzyniak, automotive solution architect w Hicron
Janusz Wawrzyniak, automotive solution architect w Hicron

Systemy ERP są wykorzystywane powszechnie przez przedsiębiorstwa w wielu branżach. Służą do planowania zasobów firmy, usprawniają zarządzanie, obniżają koszty i pomagają podejmować strategiczne decyzje. Wraz z rozwojem technologii część rozwiązań przestaje być aktualizowana i trzeba pomyśleć o przejściu na narzędzia nowej generacji. Do 2025 r. SAP zakończy wspieranie starszych wersji swojego systemu ERP. To oznacza, że firmy, które chcą dalej korzystać z aktualizacji i nowych funkcjonalności, będą musiały wdrożyć nową wersję oprogramowania przed tym terminem.

SAP zakończy wsparcie techniczne dla starszych wersji swojego systemu ERP do 2025 roku. Po tym czasie oprogramowanie nie będzie już wspierane m.in. pod kątem obsługi błędów wynikających ze zmieniającego się ustawodawstwa czy nowych możliwości technologicznych. Jednocześnie firma oferuje nowszą i bardziej rozbudowaną wersję. S/4HANA działa w czasie rzeczywistym i zapewnia bardziej intuicyjną obsługę nawet na urządzeniach mobilnych.

W Polsce jest ponad 1,5 tys. systemów SAP, które będą wymagać aktualizacji. Jak podkreśla Janusz Wawrzyniak, automotive solution architect w Hicron, przygotowując się do przejścia na S/4HANA, firma musi przede wszystkim odpowiednio zaplanować swoje działania i w pierwszym etapie dokonać oceny trzech różnych obszarów.

– W obszarze biznesowym możemy odkryć nowe możliwości S/4HANA i rozpoznać szanse dla rozwoju działalności dzięki zastosowaniu innowacji oraz zastanowić się, co chcemy osiągnąć z perspektywy biznesowej dzięki konwersji na nowy system. Możemy dojść do wniosku, że chcemy zmienić cały model biznesowy albo tylko usprawnić procesy bez drastycznych zmian w całej organizacji i jesteśmy zainteresowani szybką konwersją na S/4HANA w sposób, w jak najmniejszym stopniu zakłócający bieżącą działalność – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Janusz Wawrzyniak, automotive solution architect w Hicron.

W drugim obszarze firma musi zinwentaryzować swój obecny system pod kątem technicznym i zobrazować, w jaki sposób zostanie on przedstawiony w ramach S/4HANA. Dzięki temu zyska pojęcie o docelowej architekturze nowego systemu.

– W obszarze samej konwersji, biorąc pod uwagę wnioski biznesowe i techniczne wyciągnięte na wcześniejszych etapach, podejmiemy decyzję o tym, w jaki sposób chcemy przystąpić do pracy w S/4HANA – mówi Janusz Wawrzyniak.

Konwersja polegająca na skopiowaniu danych z obecnego systemu do S/4 HANA pozwoli przenieść wszystkie funkcje i ustawienia do nowego systemu wraz z całą historią. Część spersonalizowanych funkcji i rozwiązań zostanie zastąpiona nowymi, dostępnymi w S/4HANA. Inne będą musiały zostać odpowiednio dostosowane. To najlepszy wybór dla firm, które chcą możliwie najsprawniej przejść ze starszej wersji ERP na S/4HANA bez zakłócania bieżącej działalności albo zależy im jedynie na usprawnieniu procesów biznesowych.

– Druga opcja to wdrożenie S/4 HANA od początku jako niezależny system. Wtedy migracja obejmie jedynie wybrane dane z poprzedniego systemu. Dotyczy to sytuacji, gdy obecnie nie korzystamy z systemu SAP, ale chcemy wdrożyć S/4HANA. Jest to również zalecane, gdy podczas oceny działalności uznamy, że należy zmienić cały model biznesowy firmy i konieczna jest radykalna zmiana procesów i systemów – mówi Janusz Wawrzyniak.

Jak podkreśla, przejście ze starszych wersji systemu na S/4HANA to opłacalne, ale duże i skomplikowane przedsięwzięcie obliczone na co najmniej kilka miesięcy. Czas wdrożenia nowego oprogramowania jest uzależniony m.in. od potrzeb firmy i wybranego scenariusza.

– Najszybszym sposobem jest przejście na S/4HANA poprzez modernizację ERP, gdzie dokonujemy prostej konwersji naszego systemu ERP bez wprowadzania wielu zmian biznesowych. W przypadku, który obejmuje głównie aspekt techniczny, cały proces może potrwać od 4 do 6 miesięcy. Pamiętajmy jednak, że – zależnie od wymogów funkcjonalnych i dotyczących procesów biznesowych – długość tego okresu może ulec zmianie – mówi Janusz Wawrzyniak.

Aktualizacja systemu to proces, który wymaga odpowiedniego partnera technologicznego. Dlatego firma, która rozważa przejście na S/4HANA, powinna już w tej chwili zacząć rozmawiać z potencjalnymi dostawcami, bo przed 2025 rokiem ci mogą być już całkowicie zakontraktowani.

– Samodzielna realizacja całego przedsięwzięcia w obrębie organizacji jest bardzo trudna i może się okazać niemożliwa bez pomocy podmiotów zewnętrznych. To wielowymiarowy proces, znacznie bardziej skomplikowany niż standardowa aktualizacja systemu. Wiąże się z szeregiem zmian funkcjonalnych, wymaga wykorzystania różnego rodzaju zasobów – począwszy od zaplecza technicznego, poprzez konsultantów, aż po projektantów aplikacji oraz wiedzę na temat narzędzi SAP stosowanych do konwersji. Wdrożenie nowego systemu w ramach organizacji jest możliwe tylko wtedy, kiedy firma ma bardzo silny wewnętrzny zespół do spraw SAP – mówi Janusz Wawrzyniak.

Rzadka choroba płuc atakuje głównie młode kobiety. Nowoczesne leki pozwalające im normalnie funkcjonować nie podlegają w Polsce refundacji

Rzadka choroba płuc atakuje głównie młode kobiety. Nowoczesne leki pozwalające im normalnie funkcjonować nie podlegają w Polsce refundacji 1

Tętnicze nadciśnienie płucne to choroba, którą rocznie rozpoznaje się u około 120 osób. Szacuje się, że w Polsce cierpi na nią w sumie ok. 1,1 tys. pacjentów. Choroba pojawia się znienacka, bez względu na styl życia i atakuje głównie młodych. Nie jest prosta do zdiagnozowania, bo jej objawy – brak tchu, zadyszka, znużenie i zmęczenie – są często mylone z astmą. Nieleczone TNP jest jednak chorobą śmiertelną – połowa pacjentów umiera w ciągu 2,5 roku. Najsilniejsze leki poprawiają stan chorych i wydłużają im życie, ale ich stosowanie utrudnia pacjentom normalne życie, ponieważ są one podawane pozajelitowo. Na rynku są też nowsze leki, podawane doustnie, jednak w Polsce wciąż czekają na refundację.

– Nadciśnienie płucne to nie choroba, a zespół chorób, które w skrócie prowadzą do tego, że krew przepływa przez płuca z większym oporem i serce musi ją pompować pod większym ciśnieniem, żeby zachować krążenie krwi. Chorują drobne tętniczki, które doprowadzają krew do pęcherzyków płucnych – to są naczynia wielkości 0,5 mm i są ich w płucach tysiące. One w niezrozumiały dla nas sposób zarastają i obkurczają się – mówi prof. nadzw. dr hab. med. Marcin Kurzyna, zastępca kierownika Kliniki Krążenia Płucnego i Chorób Zakrzepowo-Zatorowych Europejskiego Centrum Zdrowia w Otwocku. – Tętnicze nadciśnienie płucne jest chorobą rzadką, ale bardzo złośliwą i przebiegającą burzliwie. Częściej chorują młode kobiety po 30–40 roku życia, chociaż coraz więcej jest też pacjentów starszych, co wiąże się z lepszą rozpoznawalnością i większą świadomością istnienia tej choroby – dodaje.

Lekarze pierwszego kontaktu mają kłopot z rozpoznaniem TNP, bo objawy – brak tchu, zadyszka, znużenie i zmęczenie – najczęściej są lekceważone i wiązane z niehigienicznym trybem życia, przepracowaniem czy brakiem snu. Najczęściej dopiero, kiedy chory zasłabnie albo jest bliski omdlenia, udaje się do lekarza. Objawy TNP mogą wskazywać na cały szereg innych schorzeń układu oddechowego lub układu krążenia, więc diagnostyka nie jest łatwa. Lekarze pierwszego kontaktu zwykle podejrzewają astmę, ale gdy spirometria na to nie wskazuje i nie działają leki przeciwastmatyczne, szukają przyczyny dalej.

Nie ma jednoznacznego badania potwierdzającego TNP, tak jak np. badanie mikroskopowe wycinka guza w chorobach nowotworowych. Dlatego diagnozę stawia się, wykluczając inne, dużo powszechniejsze schorzenia. Zwykle od wystąpienia pierwszych symptomów choroby do pierwszego kontaktu pacjenta z lekarzem upływa około 12 miesięcy, a do rozpoczęcia właściwego leczenia – od 2 do 4 lat.

– Nadciśnienie płucne na początku przebiega bardzo podstępnie. Od początku objawów do rozpoznania mijają nawet 2 lata. Na początku pacjenci odczuwają zmęczenie, osłabienie, duszność przy większym wysiłku. Wraz nasilaniem się objawów, zaczynają pojawiać się symptomy niewydolności serca takie jak obrzęki, coraz silniejsza duszność, zasłabnięcia, powiększenie wątroby. Wtedy już chorobę łatwiej jest rozpoznać. Na tym etapie kardiografia, czyli USG serca, najczęściej naprowadza nas na prawidłowe rozpoznanie – mówi prof. Marcin Kurzyna.

Tętnicze nadciśnienie płucne może przytrafić się każdemu, bez względu na styl życia. Choroba ma częściowo podłoże genetyczne, ale naukowcy nie wiedzą, co uaktywnia geny. Nieleczone TNP jest chorobą postępującą i śmiertelną, a połowa pacjentów umiera w ciągu 2,5 roku.

– Nie można zapobiec zachorowaniu na tętnicze nadciśnienie płucne. To nie jest choroba, która się wiąże z jakimiś nieprawidłowościami w diecie czy złym stylem życia. Często przychodzi nie wiadomo skąd, wywraca życie młodego człowieka do góry nogami i jeśli nie zastosujemy prawidłowego leczenia, to nieuchronnie prowadzi do śmierci – mówi prof. Marcin Kurzyna.

W leczeniu tętniczego nadciśnienia płucnego mamy leki z trzech grup, które są podobne, ale mają inny mechanizmy działania. Najlepsze efekty daje połączenie tych leków – korzystanie z ich różnych mechanizmów działania. Z tych trzech grup dwie to są leki doustne, a trzecia grupa to leki podawane pozajelitowo, czyli wziewnie, podskórnie bądź dożylnie. W trzeciej grupie leków prostanoidach, czyli pochodnych prostacykliny, pojawił się lek doustny, który nie jest prostacykliną tylko syntetyczną molekułą działającą jak ta substancja aktywna. Większość chorych preferuje tabletki, ponieważ są wygodniejsze w stosowaniu. Jednak leki podawane pozajelitowo we wlewach działają silniej i niektórzy chorzy wymagają ich stosowania. Pacjenci w mniej zaawansowanym stadium choroby mogą być leczeni tabletkami. Nowy lek o nazwie substancji czynnej seleksypag należy do trzeciej grupy i jest dopełnieniem leczenia tętniczego nadciśnienia płucnego.

– Leki z trzech grup terapeutycznych właściwie działają tak samo, tylko w trochę inny sposób. Najlepsze efekty osiągamy wtedy, kiedy łączymy siłę tych trzech mechanizmów – mówi prof. Marcin Kurzyna. – Większość leków na TNP w Polsce jest refundowana już od kilku lat. Jest to refundacja w ramach programu lekowego, czyli bardzo ściśle ograniczona do szpitali, które mogą te leki przepisywać, oraz ściśle opisana zasadami realizacji programu lekowego. Ten program ewoluuje. Ostatnia modyfikacja miała miejsce w ubiegłym roku, dzięki czemu teraz program jest bardziej przyjazny pacjentom i lekarzom –  wskazuje ekspert.

Stosowanie leków refundowanych nie jest jednak komfortowe dla chorych. Są one podawane pozajelitowo: we wlewach podskórnych lub dożylnych, ewentualnie wziewnie. Wkłucia są czasem bolesne, założone do wlewów porty naczyniowe (czyli rurki umieszczone w naczyniu krwionośnym) mogą doprowadzić do infekcji, a inhalacje drażnią drogi oddechowe, co wywołuje uciążliwy kaszel.

– W Polsce jeszcze kilka leków i kombinacji lekowych nie jest objętych refundacją, m.in. lek, który naśladuje działanie prostacykliny i może być podawany doustnie. Taka forma podania na pewno powinna poprawić jakość życia pacjentów – mówi prof. Marcin Kurzyna.

Pacjenci z TNP preferują doustne leki, ponieważ stosowanie ich jest nie tylko wygodniejsze, ale też nie rodzi takich komplikacji jak w przypadku tych podawanych pozajelitowo. Taki lek – o nazwie substancji czynnej seleksypag – został zarejestrowany w Unii Europejskiej, ale w Polsce wciąż czeka na refundację.

Jak podkreśla prof. Kurzyna, w przypadku tętniczego nadciśnienia płucnego komfort leczenia jest o tyle istotny, że pacjent będzie przyjmować leki dożywotnio i nie może przerwać terapii, bo to zdecydowanie pogorszy rokowania. U zdecydowanej większości chorych farmakoterapia przynosi dużą poprawę.

– U pacjentów, u których nie pomaga farmakoterapia, definitywnym rozwiązaniem problemu jest przeszczep płuc. W TNP przeszczepia się najczęściej oba płuca, co załatwia problem w sposób całkowity, ponieważ w przeszczepionych płucach choroba nie nawraca – mówi prof. Marcin Kurzyna.

Zmiany w tętniczkach płucnych zatrzymują się lub nawet cofają, choć bardzo rzadko do stanu sprzed choroby. Im wcześniej zostanie rozpoznana choroba i rozpoczęte leczenie, tym łatwiej chorobę spowolnić, zatrzymać i wydłużyć życie pacjenta. Leki pozwalają też chorym wrócić do normalnego życia i pracy, co ma też przełożenie na sytuację ekonomiczną i psychospołeczną, bo TNP to kosztowna choroba. Według raportu kampanii „Historie zapierające dech” 30–40 proc. pacjentów zmuszonych jest do rezygnacji z pracy, a 90 proc. deklaruje spadek dochodów po usłyszeniu diagnozy. W 2017 roku koszty świadczeń rehabilitacyjnych z tego tytułu sięgnęły 5,6 mln zł, rent z tytułu niezdolności do pracy – 4,2 mln zł, natomiast koszty absencji chorobowej wyniosły 813 tys. zł.

37 proc. polskich start-upów pracuje nad przynajmniej jedną przełomową technologią. Dużo łatwiej im eksportować produkty i pozyskiwać inwestorów

37 proc. polskich start-upów pracuje nad przynajmniej jedną przełomową technologią. Dużo łatwiej im eksportować produkty i pozyskiwać inwestorów 2

W Polsce co trzeci start-up rozwija produkt z wykorzystaniem co najmniej jednej technologii deep tech, czyli tych najbardziej zaawansowanych. Inwestują w przełomowe rozwiązania techniczne, budowę prototypów i badania laboratoryjne. Takim podmiotom łatwiej pozyskać inwestorów, choć wciąż fundusze venture capital najchętniej wybierają spółki z obszarów analityka i internet rzeczy. W Europie za to deep tech wychodzi na prowadzenie. Niemiecki fundusz Sunfish Partners stawia na ten segment wśród polskich start-upów.

– Ekosystem start-upowy miał w Polsce trochę opóźniony start. Takie kraje jak Niemcy czy Francja są już bardziej zaawansowane pod tym względem, lecz Polska naprawdę nabiera rozpędu. Z roku na rok liczba inwestycji wzrasta. Obserwujemy coraz więcej start-upów wchodzących na rynek i coraz więcej inwestorów – mówi agencji Newseria Biznes dr Marcus Erken, partner Sunfish Partners.

Szacuje się, że w Polsce działa ok. 3 tys. start-upów. Jeszcze w 2015 roku było ich 2,4 tys. Z raportu fundacji Startup Poland wynika, że najczęściej działają w branży fintech, technologii marketingowych oraz produktywności i zarządzania (odpowiednio 15, 14 i 13 proc.). Liczba start-upów deep tech szybko rośnie: jeszcze w 2015 roku było ich tylko 8, w kolejnych latach 11 i 35, a w 2018 roku już 174.

– Start-upy technologiczne są znaczącym trendem w Polsce. Jest to uzasadnione, ponieważ wykorzystywana jest w tym względzie podstawowa siła Polski – wysoce wykwalifikowana siła robocza, specjalizująca się w dziedzinach technicznych. Zasadnym jest wykorzystywanie tych mocnych stron, ponieważ w obszarze start-upów tylko niewielki odsetek szczęśliwców ostatecznie generuje zwrot z inwestycji – przekonuje Marcus Erken.

Start-upy z grupy deep tech wykorzystują nie tylko już istniejące technologie (np. API, biblioteki programistyczne), lecz także rozwijają te zupełnie przełomowe, np. z wykorzystaniem uczenia maszynowego, sieci neuronowych, blockchain lub sztucznej inteligencji. Dziś 37 proc. młodych innowacyjnych spółek pracuje nad przynajmniej jedną z nich. Eksperci wskazują, że takie spółki chętniej wychodzą ze swoimi produktami na zagraniczne rynki i częściej projektują rozwiązania wspólnie z ośrodkami B+R. Niemniej polski rynek przysparza im trudności rozwojowych – brakuje im najbardziej wykwalifikowanych kadr.

– Deep tech jest kluczowym atutem polskiego ekosystemu start-upów. Moim zdaniem dzieje się tak z powodu doskonałego kształcenia w zakresie matematyki i nauk ścisłych oraz dużego zainteresowania założycieli rozwiązywaniem wymagających kwestii technicznych – ocenia ekspert Sunfish Partners. – Polska ma dużo dobrych inżynierów i ekspertów ds. danych, którzy wykorzystują technologię do rozwiązywania naprawdę trudnych problemów, co jest rzeczą pozytywną i stanowi unikatową cechę tutejszego rynku. Uczenie maszynowe znalazło zastosowanie na przykład w obszarze chemii czy finansów.

Start-upy w Polsce działają przede wszystkim w sektorze nowych technologii, wykorzystują sztuczną inteligencję, internet rzeczy i big data. W latach 2012–2016 w Europie odnotowano prawie sześciokrotny wzrost wartości inwestycji VC i środków publicznych w deep tech. W Polsce dominują jednak inwestycje w analitykę, internet rzeczy i big data, które w Europie notują coraz mniejsze zainteresowanie inwestorów.

Sunfish Partners, czyli niemiecki fundusz venture capital, inwestuje w polskie start-upy, wykorzystujące najnowsze technologie z zakresu deep tech. W ciągu czterech lat na ten cel ma przeznaczyć 65 mln zł.

– Koncentrujemy się na inwestycjach realizowanych w branży deep tech. Zazwyczaj inwestujemy milion złotych, czyli 250 tys. euro, w pierwszej rundzie i rezerwujemy dwukrotnie wyższą kwotę, czyli 2 mln zł, na kolejne inwestycje w tę samą spółkę w ramach kolejnych rund. Przeciętnie inwestujemy w pięć zespołów rocznie – zaznacza dr Marcus Erken.

Szkoła może pomóc dzieciom po traumie. Nauczyciele powinni znać techniki ich wspierania

Szkoła może pomóc dzieciom po traumie. Nauczyciele powinni znać techniki ich wspierania 3

Statystycznie w każdej klasie w Polsce jest skrzywdzone dziecko – szacuje Stowarzyszenie SOS Wioski Dziecięce. Aż 41 proc. dzieci w wieku szkolnym doświadczyło przemocy ze strony bliskiej osoby, a ponad 1 milion wychowuje się w rodzinach dotkniętych problemem alkoholowym. Każde z nich potrzebuje wsparcia i zrozumienia. Szczególnie uwrażliwieni na ten problem powinni być nauczyciele, którzy na co dzień w szkole mają kontakt z dziećmi i są świadkami ich niestandardowych zachowań.

– Traumę i zranienie dziecka bardzo trudno jest zamknąć liczbami, procentami i statystyką, ponieważ jest to udziałem każdej rodziny i każdego dziecka, jest wpisane w historię każdego z nas, tylko jest bardzo subiektywnie przeżywane. Wszystko zależy od tego, na jakim etapie życia wystąpiła trauma, jaki jest potencjał dziecka, rodziny i jego zasoby, które sprawiają, że dziecko sobie radzi. Mówimy tutaj często o tzw. rezyliencji, czyli odporności na doświadczenie traumatyczne – mówi agencji Newseria Tomasz Saj, ekspert Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w Polsce.

Trauma pojawia się w momencie, gdy dziecko doświadcza lub jest świadkiem zdarzeń zagrażających życiu i zdrowiu jego lub najbliższych mu osób (rodzice, rodzeństwo ) bądź zdarzeń, które dziecko odbiera jako zagrażające życiu lub zdrowiu. Takie sytuacje dziecko przytłaczają i nie umie sobie ono z nimi emocjonalnie poradzić. Wiele z nich niesie bagaż dramatycznych doświadczeń. Do najczęstszych zalicza się odrzucenie, rozpad rodziny, chorobę lub śmierć rodzica. Traumą może być także zaniedbanie ze strony rodziców czy opiekunów albo obciążanie dziecka problemami dorosłych.

– Dorośli obciążają dzieci swoimi problemami, ponieważ trochę brakuje im empatii i zrozumienia. Czasami to jest też tak, że sami dorastali w trudnych, traumatycznych środowiskach, w trudnych rodzinach i sami doświadczyli traumy, więc dla nich pewne mechanizmy są oczywiste i nie są do zmiany – mówi Tomasz Saj. – Rozgrywanie spraw między rodzicami przy dziecku, obciążanie ich swoimi trudnościami we wzajemnych relacjach czy też wszelkiego rodzaju przemoc domowa. Jeśli rodzice tego doświadczyli i nie przepracowali, nie wyleczyli swoich traum, wówczas mają większe skłonności do tego, żeby również traumatyzować własne dzieci.

Z traumą dziecko mierzy się nie tylko w swoim najbliższym otoczeniu, lecz także w szkole. Dlatego tak ważna jest rola nauczyciela i pedagoga w pracy z uczniami. By pomóc środowisku szkolnemu, powstał przewodnik „Szkoła wrażliwa na traumę. Jak wspierać dziecko z doświadczeniem traumy w procesie edukacji”. Dyrektorzy szkół, nauczyciele, pedagodzy znajdą w nim kluczowe zasady pracy z dzieckiem po doświadczeniach traumatycznych oraz informacje pomagające zrozumieć zachowania dzieci i odpowiedzieć na ich potrzeby. Praca z dzieckiem po przeżytej traumie to też ogromne obciążenie dla nauczyciela.

– Konfrontacja z traumą dużo kosztuje, wypala. Więc my też dajemy w tym naszym podręczniku wskazówki dla nauczyciela, jak uniknąć czegoś, co się nazywa zmęczenie współczuciem lub wtórny stres traumatyczny, a co tutaj, na naszym gruncie, najczęściej bywa kojarzone z wypaleniem zawodowym – mówi Tomasz Saj.

Pełna wersja podręcznika jest dostępna na stronie SOS Wiosek Dziecięcych. Po pomoc nauczyciele mogą się zgłaszać także bezpośrednio do stowarzyszenia, a twórcy podręcznika organizują spotkania i warsztaty dla nich.

– Bardzo dużo wiedzy dostępnej jest również obecnie w internecie. My też wskazujemy publikacje ze współczesnej literatury, gdzie jest ogromny zasób wiedzy. Wymienię chociażby książkę Bessela Van Der Kolka „Strach ucieleśniony”, która jest kompendium wiedzy na temat traumy i tego, jak sobie z nią radzić. Myślę, że świadomość jest coraz bardziej powszechna, więc proponuję zwracać się do pedagogów, psychologów, psychoterapeutów – mówi ekspert Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w Polsce.

Wiele młodych mam myśli o założeniu własnego biznesu. Częstym wyborem jest otworzenie sklepu internetowego

Wiele młodych mam myśli o założeniu własnego biznesu. Częstym wyborem jest otworzenie sklepu internetowego 4

Blisko 15 proc. kobiet w trakcie urlopu macierzyńskiego myśli o rozpoczęciu pracy na własny rachunek – mówi Damian Gwiazdowski z Shoper Premium Warszawa. Dobrym pomysłem na start jest otworzenie sklepu internetowego. Uruchomienie e-sprzedaży jest prostsze niż tradycyjnego sklepu, a przy tym znacznie tańsze. W czasie opieki nad dzieckiem kobiety często odkrywają nisze, w których upatrują szansy na sukces, więc wiele z e-sklepów dotyczy właśnie branży parentingowej.

– Według danych Pracuj.pl około 15 proc. Polek myśli o założeniu własnej działalności w trakcie urlopu macierzyńskiego, ale niestety nie ma dokładnych danych na ten temat. Patrząc na tendencje na naszej platformie sprzedażowej Shoper, widzimy bardzo dużą aktywizację gospodarczą kobiet i coraz większą liczbę sklepów zakładanych przez Polki – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Damian Gwiazdowski, ekspert w Shoper Premium Warszawa.

Z raportu Fundacji Przedsiębiorczości Kobiet wynika, że mniej więcej co trzecia polska firma jest zarządzana przez kobietę (33,4 proc.). Założenie własnej działalności gospodarczej jest najczęściej kolejnym krokiem zawodowym po pracy w innej firmie lub instytucji (67 proc.) i jest spowodowane chęcią pracy „na swoim” (42 proc.) oraz dążeniem do rozwoju zawodowego (37 proc.).

Raport PARP „GEM Polska – Raport z badania przedsiębiorczości 2018” wskazuje, że rośnie odsetek pań dostrzegających szanse biznesowe, a co za tym idzie także skłonność do zakładania działalności gospodarczej. 91 proc. kobiet prowadzących młode firmy założyło je z powodu chęci wykorzystania szansy, jaką daje własny biznes. Tylko 8 proc. deklaruje, że powodem był brak możliwości znalezienia pracy.

Zdarza się, że taka decyzja podejmowana jest w czasie urlopu macierzyńskiego.

– Urlop macierzyński w Polsce trwa około 52 tygodni, a wiele Polek jest bardzo aktywnych, ma doświadczenie biznesowe albo chce się uczyć różnego rodzaju biznesów. W trakcie swojej przygody z macierzyństwem wpadają na nowe pomysły. Zdarza się też, że miały wcześniej pomysły na nowy biznes, ale nie miały odwagi albo czasu, żeby je wdrożyć w życie – tłumaczy Damian Gwiazdowski. – Wiele z nich jest zmęczonych pracą na etacie, chcą pracować na swoich warunkach, chcą dzielić swój czas pomiędzy dziecko i dom, ale także rozwijać się. 

Nowe pomysły na biznes czasem wynikają z tego, że kobiety w trakcie macierzyństwa poznają nisze na rynku.

– Z ponad 13 tys. sklepów obecnych na naszej platformie najpopularniejszymi kategoriami jest dom i ogród, ubrania, uroda i zdrowie. Co dziesiąty sklep jest z branży akcesoriów dziecięcych. Branża parentingowa rok do roku notuje bardzo wysokie wzrosty – wymienia ekspert. – Jest mama, która założyła sklep z pieluszkami wielorazowymi, inna projektuje i szyje kurtki, które pomagają zabezpieczyć dzieci w trakcie jazdy samochodem.

Liczba transakcji w sklepach z asortymentem dla najmłodszych na platformie Shoper w pierwszym półroczu 2019 roku wzrosła o 32 proc. rdr., a ich łączne dochody – o 36 proc.

Dane Shopera zebrane od kilkuset właścicieli sklepów działających na tej platformie w raporcie „Multiwyzwania” wskazują, że e-sklep może być dobrym sposobem na start w biznesie. Prawie  75 proc. sprzedawców korzystających z oprogramowania Shoper zamknęło rok 2018 z lepszym wynikiem niż poprzedni. Dla połowy sklepów tempo rozwoju jest szybsze niż wzrost całej branży. Blisko co trzecia firma odnotowała wzrost o ponad 30 proc., podobna grupa zakończyła rok 10–30-proc. wzrostem. W przypadku 6 proc. firm przychody wzrosły niemal dwukrotnie. Jednocześnie koszty, które trzeba ponieść przy założeniu sklepu internetowego, są relatywnie niewielkie, znacznie niższe niż w przypadku tradycyjnych sklepów.

– Przy skorzystaniu z platformy sklepów internetowych spora część kosztów już jest w ramach abonamentu. Hosting, serwis, obsługa techniczna jest w ramach abonamentu platformy internetowej. Dodatkowo wiele rzeczy jesteśmy w stanie outsourcować, np. działania marketingowe, pozycjonowanie, reklamę w Google Ads czy w mediach społecznościowych. Na platformie Shoper, żeby obsłużyć początkujący sklep internetowy. wystarczy dla nas program 500+, nawet w opcji premium, która jest dedykowana bardziej wymagającym klientom – wylicza ekspert. – Sklep internetowy jest dla młodej mamy idealnym biznesem, które pozwoli jej połączyć wychowywanie dzieci i rozwijanie swoich pomysłów biznesowych – przekonuje.

Raport „Multiwyzwania” wskazuje, że sklep internetowy stanowi główne źródło dochodu dla ponad 21 proc. przedsiębiorców, w ponad 10 proc. przypadków odpowiada za blisko połowę dochodów. Największy odsetek (30 proc.) e-biznesów stanowiących główne źródło dochodu jest wśród sklepów działających na rynku 4–5 lat.

Nowe technologie rewolucjonizują polski system podatkowy. E-urząd skarbowy wykorzysta blockchain i sztuczną inteligencję

Nowe technologie rewolucjonizują polski system podatkowy. E-urząd skarbowy wykorzysta blockchain i sztuczną inteligencję 5

Już  wkrótce wszystkie sprawy z fiskusem załatwimy online. Działa już usługa Twój e-PIT, która pozwala złożyć zeznanie podatkowe za pomocą jednego kliknięcia. To jednak dopiero początek. Trwają prace nad projektem „e-urząd skarbowy”. Od 2020 roku każdy podatnik będzie mógł posługiwać się indywidualnym rachunkiem podatkowym. Technologie blockchain, internetu rzeczy, sztucznej inteligencji czy big data pozwolą stworzyć szczelny i bezpieczny system podatkowy – przekonuje Przemysław Koch, pełnomocnik ministra finansów ds. informatyzacji.

– Technologie takie jak blockchain, internet of things, sztuczna inteligencja czy big data i cloud computing, to są środki, które będziemy wykorzystywać w celu budowy bezpiecznego, szczelnego systemu podatkowego. Będzie on zgodny z naszą wizją i koncepcją, którą określamy jako 3P, czyli przyjazny, przejrzysty i prosty – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Przemysław Koch, pełnomocnik ministra finansów ds. informatyzacji.

Choć z raportu „Barometr Prawa 2019” wynika, że w przypadku prawa podatkowego tak wielu zmian legislacyjnych nie było od 2004 roku, to rozliczenie z fiskusem jest już coraz łatwiejsze i szybsze. To wynik wprowadzanych w polskim systemie podatkowym nowych rozwiązań technologicznych. Funkcjonuje już Twój e-PIT, gdzie deklarację PIT-37 i PIT-38 automatycznie wypełnia urząd skarbowy, nie trzeba przy tym składać żadnego wniosku. W efekcie, jak wynikało z analizy Centrum Informacyjnego Rządu, co czwarta osoba, która rozlicza się indywidualnie i nie korzysta z żadnych ulg i odliczeń, nie musiała w tym roku robić nic, aby rozliczyć się z podatku.

– Po raz pierwszy wykorzystaliśmy nasze dane, które zbieramy po to, żeby za podatnika przygotować rozliczenie podatku dochodowego za rok poprzedni. Podatnik, korzystając z tej usługi, mógł nie robić nic lub mógł zalogować się do usługi i za pomocą dwóch kliknięć rozliczyć się z podatku PIT – tłumaczy Przemysław Koch.

Według ekspertów Światowego Forum Ekonomicznego punkt krytyczny dla rządowego wykorzystania blockchain nastąpi do 2023 roku. Przy użyciu technologii najszybciej pobierane mają być właśnie podatki, a takie rozwiązanie ma być wprowadzone także w Polsce. Blockchain może np. rozwiązać problem niepoprawnych interpretacji podatkowych. Tymczasem, jak wynika z danych Grant Thornton, w ciągu ostatnich pięciu lat Urzędy Skarbowe wydały ponad 3,5 tys. niepoprawnych indywidualnych interpretacji przepisów.

To jednak dopiero pierwszy krok w całkowitej cyfryzacji rozliczeń podatkowych. Resort finansów pracuje nad stworzeniem e-urzędu skarbowego.

– Naszym strategicznym projektem, który właśnie uruchomiliśmy, jest wdrożenie e-urzędu skarbowego. Mamy wizję, w ramach której stworzymy urząd skarbowy, który będzie w stu procentach zdigitalizowany, dostępny w przestrzeni wirtualnej, w internecie. Chcemy, żeby podatnik, korzystając z naszego portalu i z e-urzędu skarbowego, mógł w sposób kompleksowy zostać obsłużony przez naszego urzędnika, docelowo e-urzędnika. Upraszczamy więc także procesy, które są realizowane dzisiaj przez naszych urzędników w urzędach skarbowych – zapowiada pełnomocnik ministra finansów ds. informatyzacji.

Z wstępnych założeń wynika, że e-urząd skarbowy ma powstać w ciągu trzech lat. Zanim jednak zaczną działać wszystkie funkcjonalności, część rozwiązań będzie wprowadzonych stopniowo. Ministerstwo Finansów uruchomiło już generator mikrorachunku podatkowego. Od 2020 roku podatki PIT, CIT i VAT będzie można wpłacać tylko na indywidualne konto – to rozwiązanie zbliżone do funkcjonującej w ZUS e-Składki. Nowy system ma ograniczyć liczbę pomyłek i znacznie ułatwić życie podatnikom.

Prostszym narzędziem do rozliczania podatku VAT z urzędem skarbowym ma być składana elektronicznie deklaracja w formie nowego pliku JPK_VAT.

– W tym roku chcemy uruchomić projekt o pięknej nazwie VAT Out, w ramach którego zlikwidujemy obowiązek składania deklaracji VAT-owskich – VAT-7 i VAT-7K – przez przedsiębiorców na rzecz pliku JPK, który jest już dzisiaj przesyłany przez przedsiębiorców do fiskusa. Więc tych inicjatyw jest dużo na naszej drodze do cyfrowego fiskusa, rozpędzamy się i nic nas nie zatrzyma – przekonuje Przemysław Koch.

Powłoka zmniejszająca opór wody pozwoli statkom o połowę zredukować spalanie ropy. Specjalne farby będą pochłaniać smog

Powłoka zmniejszająca opór wody pozwoli statkom o połowę zredukować spalanie ropy. Specjalne farby będą pochłaniać smog 6

Trend ekologii wchodzi na rynek farb i powłok. Firmy operujące na tym rynku wprowadzają innowacyjne produkty, które pozwolą ograniczyć ich wpływ na środowisko. Na rynek trafiła m.in. farba pochłaniająca zanieczyszczenia czy taka, która te zanieczyszczenia przetwarza na wodę i mniej szkodliwy dwutlenek węgla. Statki z kolei są już pokrywane specjalnymi powłokami, pozwalającymi na obniżenie spalania ropy nawet o 50 proc.

– Ekotrend dotarł na nasz rynek, w tym momencie jest dużo większe skupienie na ochronie środowiska. Inwestujemy np. w pokrycia statków, dzięki czemu mają one znacznie mniejszy opór wody, nie przylegają w tak dużym stopniu do nich algi czy inne rośliny morskie, co przekłada się na redukcję spalania ropy nawet o 50 proc. – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Mira Mech, dyrektor Centrum Usług Wspólnych w firmie AkzoNobel.

Problem emisji na rynku transportu morskiego narasta. Według danych opublikowanych pod koniec października przez Radę Unii Europejskiej emisje z międzynarodowego transportu morskiego wynoszą około 2–3 proc. całkowitej światowej emisji gazów cieplarnianych. To więcej niż emisje dowolnego państwa UE. Gdyby sektor żeglugi był krajem, zajmowałby szóstą pozycję pod względem emisji na świecie. Na poziomie UE emisje dwutlenku węgla z transportu morskiego wzrosły o 48 proc. w latach 1990–2008. Dlatego innowacyjne rozwiązania ograniczające np. spalanie statków są potrzebne.

Ekotrend nie ogranicza się jednak wyłącznie do transportu. To również szereg rozwiązań wpływających na poprawę jakości środowiska, które można stosować już na poziomie gospodarstw domowych.

– Nasz ekofocus nie dotyczy tylko statków, lecz także naszych domów. Stworzyliśmy farbę, która absorbuje zanieczyszczenia, sprawiając, że przynajmniej w domu powietrze, którym oddychamy, jest znacznie czystsze. Dbamy o środowisko, ale z drugiej strony staramy się, żeby wszystkie produkty, które są przez nas wytwarzane, były jak najbardziej trwałe. Im mniejsza jest potrzeba odmalowywania czy odrestaurowywania czegokolwiek, tym mniej związków szkodliwych dla środowiska do tego środowiska się uwalnia – przekonuje Mira Mech.

Na rynku dostępne są już także farby ekranujące, które pozwalają wyeliminować problem elektrosmogu. Powłoki wykonane z ich użyciem przepuszczają zdrowe, naturalne promieniowanie ziemskie, a pochłaniają to, które generuje sprzęt AGD, telewizory, telefony, komputery czy instalacje elektryczne. Chronią też przed promieniowaniem pochodzącym z linii wysokiego napięcia czy transformatorów. Dodatkowo przepuszczają parę wodną i są elektrostatyczne, dzięki czemu nie osadza się na nich kurz, a z pomieszczeń w efektywny sposób odprowadzana jest wilgoć. Sprawia to, że w mieszkaniu nie tworzą się warunki do rozwoju grzybów i drobnoustrojów.

W sprzedaży dostępne są już także farby fotokatalityczne. Zachodzące na ich powierzchni reakcje powodują przekształcenie zanieczyszczeń i toksyn w produkty takie, jak dwutlenek węgla i woda. Jedną z takich farb jest cementowa farba Edipol PF 10. Farby absorbujące zanieczyszczenia mogą w przyszłości przysłużyć się w walce z problemem smogu.

– Wprowadziliśmy już na rynek farbę, która jest w stanie zaabsorbować zanieczyszczenia powietrza. To kwestia czasu, zanim powłoki, które widzimy na zewnątrz np. budynków, również będą mogły pełnić podobną funkcję. To na pewno jest przyszłość – przewiduje ekspertka.

Obecnie większość farb stosowanych zarówno wewnątrz, jak i na zewnętrznych częściach budynków to produkty toksyczne dla środowiska i szkodliwe dla zdrowia. Jedną z grup najbardziej niebezpiecznych substancji są lotne związki organiczne, takie jak formaldehyd. To środek, który jest jednym z czynników wywołujących astmę oskrzelową. Rośnie jednak świadomość ekologiczna konsumentów i poszukują oni farb pozbawionych tego typu związków.

– Wśród konsumentów rośnie zainteresowanie aspektem proekologicznym naszych produktów. Jest to na pewno związane z dużo większą dozą informacji na temat szkodliwego wpływu człowieka na środowisko. My możemy wnieść nasz niemały wkład, biorąc pod uwagę, że w tym momencie pokrywamy większość produktów, z którymi konsument ma do czynienia na co dzień, np. telefony, samochody, komputery, puszki do napojów gazowanych – wymienia Mira Mech.

Według analityków MarketsandMarkets globalny rynek farb i powłok osiągnie do 2027 r. wartość 232 mld dol.

Na giełdzie byki górą

Wczoraj wieczorem prezes Europejskiego Banku Centralnego miała okazję do pierwszej publicznej wypowiedzi od momentu objęcia funkcji. Niestety w trakcie berlińskiej uroczystości zabrakło jakiejkolwiek wzmianki o jej podejściu do polityki monetarnej. Skupiła się na wychwalaniu byłego ministra finansów Niemiec Wolfganga Schäuble, który odbierał tego dnia specjalną nagrodę (Ehren-Victoria) za swój wkład w europejski projekt.

Nowa prezes nie ma zdania?

Christine Lagarde zaskakuje od samego początku. Niestety zaskoczenie nie wynika z jakiejś nowej wizji polityki pieniężnej, którą chciałaby forsować w EBC. Jest wręcz przeciwnie i wśród obserwatorów rośnie zaniepokojenie spowodowane zadziwiającym milczeniem byłej minister finansów Francji, która oficjalnie przejęła stery europejskiego regulatora 1 listopada. Wiele osób liczyło, że wczoraj z okazji oficjalnego spotkania, na którym przemawiała publicznie po raz pierwszy od objęcia funkcji, przedstawi choćby zalążki swojego sposobu myślenia o polityce monetarnej. Niestety nic takiego nie miało miejsca, a dodatkowo do wszystkich osób oczekujących jakiegokolwiek stanowiska prezesa EBC, Lagarde skierowała żartobliwe słowa: “Proszę, opuśćcie to pomieszczenie.” W takim razie nie pozostaje nic innego, jak stwierdzić, że możemy się rozejść, strefa euro jest w dobrych rękach. Z niepokojem wyczekujemy pierwszych konferencji prasowych…

Byki górą na giełdzie

Można odnieść wrażenie, że inwestorzy w coraz mniejszym stopniu kierują się gospodarczymi fundamentami przy podejmowaniu decyzji. Chociaż wskaźniki makroekonomiczne trudno uznać gdziekolwiek za zadowalające (w Europie niektóre nie przestają być mocno niepokojące), to na głównych parkietach giełdowych jesteśmy świadkami hossy w najlepsze. Frankfurcki DAX dochodzi dziś do poziomów ostatnio widzianych w czerwcu 2018 r., a indeksy nowojorskie biją historyczne rekordy. Analitycy wskazują na pozytywne informacje z rozmów amerykańsko-chińskich (choć w dalszym ciągu brak konkretów) jako powód wczorajszych i dzisiejszych wzrostów. Jednak w tym miejscu możemy powoli już zadawać pytanie, jak długo pogłoski i przecieki są w stanie rządzić nastrojami inwestorów i wyceną giełdy? Czy fundamenty gospodarki wrócą jeszcze do gry?

Fatalny polski PMI

Nie odchodząc od tematu wskaźników makroekonomicznych, nie możemy pominąć wczorajszego odczytu PMI dla polskiego przemysłu. Niestety wiele wskazuje na to, że nad Wisłę zaczynają powoli docierać skutki spowolnienia u naszego zachodniego sąsiada. Mimo że do niemieckiego wyniku tego samego wskaźnika (42,1 pkt) jeszcze trochę nam zostało, to wczorajszy rezultat 45,6 pkt może budzić niepokój. Tym bardziej że konsensus rynkowy wskazywał na pułap 48,1 pkt, czyli rozminięcie się z oczekiwaniami było spore. Oddalamy się też istotnie od poziomu 50 punktów, oddzielającego rozwój od recesji. Złoty od wczoraj słabnie, ale jest to raczej wynikiem ogólnego sentymentu rynkowego, a nie bezpośrednią konsekwencją najnowszych danych.

Adam Fuchs, analityk walutowy Internetowykantor.pl

PL Group planuje skupić do 1 mln akcji własnych

PL Group, notowana na NewConect spółka działająca w branży motoryzacyjnej, technologicznej i biurowej, zarekomenduje Walnemu Zgromadzeniu Akcjonariuszy skup do 1 mln akcji własnych. Stanowią one do 5 proc. wszystkich akcji spółki. Proponowany zakres ceny jednej akcji wynosi od 0,50 zł do 2,50 zł.

Zgodnie z projektem uchwał, Zarząd PL Group zwoła Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy podczas którego akcjonariusze zdecydują o upoważnieniu Zarządu do przeprowadzenia skupu do 1 mln akcji własnych. Program skupu będzie ważny do końca 2021 r. Jego podstawowym celem będzie umorzenie akcji, jednak Zarząd nie wyklucza m.in. zaoferowania ich pracownikom, realizując program motywacyjny, czy też ustanowienia zabezpieczenia zobowiązań lub dalszego ich zbycia. Każdorazowo przed realizacją skupu, Zarząd podejmie decyzje w drodze uchwały.

W naszej ocenie aktualna wycena PL Group znacznie odbiega od jej wartości godziwej i potencjału rozwoju, stąd decyzja o propozycji przeprowadzenia skupu akcji. Uważamy, że buyback spowoduje zbliżenie się kursu akcji spółki do jej rzeczywistej wartości. Dodatkowo planowany program jest dowodem na dobrą kondycję finansową Spółki. – komentuje Sebastian Albin, Prezes Zarządu PL Group.

PL Group zamierza również zarekomendować podjęcie uchwały w sprawie zbycia zorganizowanej części przedsiębiorstwa (ZCP) PL Detailing oraz PLCFM. PL Detailing to marka salonu detailigu, który oferuje usługi zabezpieczenia, pielęgnacji oraz modyfikacji pojazdów klasy premium. Z kolei PLCFM to software do efektywnego zarządzania flotami pojazdów zbudowany na platformie Salesforce. W przypadku PL Detailing jest to dalszy etap realizowania umowy z inwestorem. Zakłada ona, że PL Group wniesie wkład niepieniężny w postaci ZCP PL Detailing do nowopowstałej spółki z o.o., a inwestor wkład pieniężny w wysokości 473 tys. zł, obejmując pozostałe udziały w wysokości 49%. Z kolei w kwestii PLCFM również dojdzie do wniesienia ZCP do nowej spółki z o.o., której wspólnikiem z co najmniej 80% udziałów będzie PL Group.

Dodatkowo PL Group rekomenduje podjęcie uchwały w sprawie przeniesienia siedziby Spółki do Warszawy oraz zmian w składzie Rady Nadzorczej.

Bitcoin kryptowaluta spisana na straty ?

Każdy z nas zna dość krótką, a jakże burzliwą historię kryptowaluty Bitcoin wprowadzonej  w 2009  roku przez anonimowego twórcę ukrywającym się pod pseudonimem Satoshi Nakamoto. Chociaż Bitcoin rozpoczął rok od skromnej kwoty 3800 USD, osiągnął najwyższy poziom od 12 miesięcy pod koniec czerwca, nieco powyżej 13 850 USD. Po wzroście o 264% ceny straciły na wartości, spadając do 9 075 USD w połowie lipca.

Podczas gdy niektórzy uczestnicy rynku wierzyli, że Bitcoin ostatecznie spadnie do 6000 USD, analitycy finansowi spekulują, że Bitcoin nigdy nie spadnie do 6000 USD (lub, jeśli tak się stanie, to powinniśmy  zaplanować zakup – czym więcej tym lepiej).

Te zmiany cen stworzyły wiele możliwości krótkoterminowego handlu dla handlowców, którzy chcą skorzystać ze zmienności rynku bez posiadania fizycznej waluty, na przykład za pośrednictwem wiarygodnych i regulowanych brokerów CFD. Ponieważ cena BTC zawsze szła burzliwą ścieżką, wielu inwestorów zastanawia się teraz, czy ceny mogą ponownie podskoczyć do 20.000 USD za sztukę.

Spekuluję się, że  gdy bariera 10 000 USD zostanie usunięta, to  cena  Bitcoin poszybuję ostro w górę i będzie wynosić między 13 000 a 15 000 USD za sztukę. Dowodzi to, że wirtualna waluta ma się całkiem dobrze i nie straszne jej zachwiania czy spadki notowań.

Coraz to więcej instytucji finansowych i dużych międzynarodowych firm, takich jak Fidelity, JP Morgan, wkracza w sferę kryptografii.  Mark Zuckerberg przymierza się do wypuszczenia do obiegu swojej wirtualnej waluty. Choć jak się okazuję ma z tym nielada problemy. Firmy oferują usługi inwestowania w aktywa cyfrowe, tworząc nowe sposoby na przyspieszenie dużych płatności korporacyjnych oraz wprowadzając nową stabilną monetę za pośrednictwem własnych kryptowalut. Inne duże firmy technologiczne zaczynają akceptować Bitcoiny jako metodę płatności przez  specjalnie utworzoną portmonetkę danego użytkownika.

Napięcia handlowe między USA a Chinami i sprzyjająca amerykańska polityka pieniężna ma wpływ na dalszy rozwój kryptowalut w tym w dużej mierze na BTC.

Bitcoin jest coraz częściej uważany za opcję inwestycyjną odporną na ryzyko geopolityczne, a także sposób na dywersyfikację portfeli inwestycyjnych, podobnie jak złoto. Pomimo dużej zmienności, Bitcoin przyciągnął wielu inwestorów w ostatnich miesiącach. Podobnie jak złoto, Bitcoin znacznie wzrósł od czerwca, z powodu braku zaufania do obecnych i przyszłych globalnych perspektyw gospodarczych, napięć handlowych między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, Brexitu i obaw o słabszy niż oczekiwano nadchodzący wzrost gospodarczy.

W odpowiedzi na spowolnienie gospodarcze w USA, a także niepewność związaną z napięciami handlowymi z Chinami i niską inflacją, Bank Centralny USA (FED) postanowił obniżyć stopy procentowe po raz pierwszy od 2008 r. Fundusze Fed mieszczą się obecnie w przedziale od 2 do 2,25 % Ta obniżka stóp jest pierwszą od czasu stworzenia i uruchomienia Bitcoin w 2009 roku.

Dla niektórych analityków zmiany stóp procentowych Fed wpływają na cenę Bitcoin. Obniżenie stawek funduszy Fed jest zatem ogólnie dobrym znakiem dla ceny pierwszej kryptowaluty. Kiedy bank centralny obniża stopy procentowe, zmniejsza rentowność swojej waluty. Tak więc taka sytuacja wpływa na międzynarodowy urok waluty i zmniejsza jej siłę nabywczą. Ponieważ zwrot z inwestycji w tę walutę będzie mniej atrakcyjny, inwestorzy mogą spojrzeć na inne waluty lub narzędzia inwestycyjne, takie jak Bitcoin, którego „polityka pieniężna” jest znana z góry. Rzeczywiście, co 4 lata podaż pieniądza zmniejsza się   mniej więcej o połowę ponieważ oczekuje się, że Fed zastosuje w przyszłości więcej luzujących środków ilościowych, atrakcyjność Bitcoin jako magazynu wartości może wzrosnąć i wesprzeć jego cenę, spekuluję się że wówczas cena może przebić „magiczną” granicę 20 000 USD za sztukę, osiągając tym nowy historyczny rekord.

Wszyscy analitycy spoglądają z zaciekawieniem na usługi inwestowania w krypto. Wiadome jest, że inwestycja w wirtualne waluty staje się pomału standardem inwestycyjnym. Nikogo już nie dziwi, że można zainwestować w ropę, paliwa, akcje i obligacje oraz już w chwili obecnej  w kryptowaluty.

Jak znaleźć swoich klientów?

Dla każdego przedsiębiorcy, prowadzącego biznes podstawą jest sprzedaż. Im większa sprzedaż tym lepiej, więc idealną sytuacją byłoby, gdyby wszyscy kupowali produkt, który firma oferuje. Jednak rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Niestety nie ma produktów, które kupują wszyscy. Twoja grupa docelowa może być większa lub mniejsza, ale zawsze jest ograniczona.

Co to jest grupa docelowa?

Naszą komunikację marketingową powinniśmy zatem kierować do odpowiednich osób. Dokładnie do tych, które mogą stać się naszymi klientami. Target group – grupa docelowa, to grupa osób prywatnych lub firm, do których chcemy kierować przekaz marketingowy, ponieważ to oni mogą w dłuższej perspektywie stać się naszymi klientami.

Warto zaznaczyć, że nie kupujący będzie tożsamy z użytkownikiem produktu. Dobrym przykładem są artykuły dla dzieci. Użytkownikami są dzieci, a nabywcami ich rodzice. Nasz przekaz musimy więc kierować do nabywców, a nie użytkowników. Dobrze dobrana grupa docelowa i odpowiednia komunikacja to najlepsza droga do sukcesu.

Każdy przedsiębiorca chcąc prowadzić swój biznes w sposób efektywny i osiągnąć sukces, przed pytaniem “skąd mam wziąć klientów?”. Warto pamiętać jednak, że kwestia odpowiedzi na to pytanie, nie jest ustalana raz na zawsze, a Twoi klienci będą z czasem zmieniali się, tak samo jak Twój biznes.

Na początku swojej drogi większość przedsiębiorców uważa, że ich produkt jest dla każdego. Jest to podejście, które może spowodować olbrzymie komplikacje w prowadzeniu biznesu już na jego starcie. Inwestując czas i pieniądze w nieodpowiednią reklamę, zmarnujemy nasze zasoby.

Jak znaleźć idealnego klienta?

Na wstępie należy zadać sobie pytanie z kim dotychczas współpracowało Ci się najlepiej? Które grupy klientów uważasz za najlepsze i dlaczego? Jeśli dopiero zaczynasz, powinieneś wcielić się w swojego potencjalnego klienta. Ustal, kto jest w Twoim przekonaniu idealnym odbiorcą dla produktu, który zamierzasz oferować. Często okazuje się, że na początku pozyskujesz klientów, z którymi będziesz współpracować przez lata. Wiele startujących firm wychodzi z założenia, że wchodząc na rynek nie mogą wybierać sobie klientów i muszą obsługiwać wszystkich, którzy się do nich zgłoszą. To podejście może mieć  negatywny  wpływ na funkcjonowanie Twojej firmy w przyszłości. Oferta dla wszystkich to oferta dla nikogo.

Powinniśmy podchodzić do tego procesu w sposób uporządkowany i spisać listę cech potencjalnego odbiorcy (wiek, płeć, miejsce zamieszkania, stan cywilny, wykształcenie, branża, przyzwyczajenia związane z trybem życia). Im więcej parametrów mających rzeczywisty związek z osobą, do której chcemy dotrzeć określimy, tym lepiej. Wybrane parametry muszą być ściśle powiązane z tym co oferujesz, dotyczyć Twojego produktu i branży. Warto usystematyzować cechy według odpowiedniej kategoryzacji. Najczęściej stosowane grupy kryteriów to: społeczno-demograficzne, geograficzne, finansowe i psychograficzne.

Sprawdź konkurencję

Kolejnym krokiem, który ułatwi Ci określenie grupy docelowej jest przygotowanie listy firm, działających w branży. Powinny znaleźć się na niej te przedsiębiorstwa, które według Ciebie docierają do Twojego docelowego klienta i oferują podobny produkt. Na podstawie tak przygotowanej listy należy określić cechy klientów tych firm. To rozwiązanie pozwala sprawdzić, jak wyobrażenia przekładają się na rzeczywistość rynkową, bez eksperymentowania na żywym organizmie swojej firmy oraz bez ponoszenia dodatkowego ryzyka.

Komunikacja z grupą docelową

Kolejnym ważnym krokiem jest przeanalizowania języka jakim branża komunikuje się ze swoimi klientami. Warto poświecić tej analizie sporo uwagi. Jeśli będzie ona przeprowadzona rzeczowo i skrupulatnie, stanie się bazą do opracowania własnego, optymalnego dla Twojego biznesu języka komunikacji. Nie chodzi tu oczywiście o kopiowanie rozwiązań, a wyciągnięcie wniosków.

Testuj rozwiązania

Działaniom mającym określić grupę docelową warto poświęcić wiele czasu i uwagi. Możemy wprowadzić darmowy produkt dla klientów, aby przetestować czy zainteresowane nim będą osoby zgodne z określoną wcześniej grupa docelową. Czasami w wyniku takich testów okazuje się, że przewidziana przez Ciebie grupa docelowa nie odpowiada rzeczywistości. Aby uniknąć takich sytuacji, warto poprosić o pomoc profesjonalistę, który pomoże stworzyć klienta idealnego tzw. buyer persone. To działanie ma długofalowy i często decydujący wpływ na rozwój Twojego biznesu.

Agnieszka Szklarczyk, CEO Agencji Marketingowej IAM

Korupcja i jedna firma pogrążyła RPA. Bezrobocie najwyższe na świecie

Ogromne bezrobocie, olbrzymi deficyt sektora finansów publicznych i brak perspektyw wzrostu PKB składają się na fatalną sytuację gospodarczą RPA. Dochodzi do tego fatalny stan elektroenergetycznej infrastruktury, powodujący przerwy w dostawie prądu oraz drenaż i tak już praktycznie pustej kasy państwa – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl. 

W tym roku mija 25 lat od zniesienia apartheidu w RPA oraz 30 lat od legalizacji Afrykańskiego Kongresu Narodowego (ANC), który przez ostatnie ćwierćwiecze rządzi krajem.

Zniesienie segregacji rasowej i włączenie czarnoskórej ludności do szerokiego życia gospodarczego oraz społecznego jest niekwestionowaną zasługą Nelsona Mandeli i jego ekipy. Z bólem należy jednak stwierdzić, że ostatnia dekada to pasmo porażek RPA, przede wszystkim w kontekście gospodarczym.

Bezrobocie i nierówności najwyższe na świecie

Skalę ekonomicznej katastrofy RPA można bardzo szybko ocenić, patrząc wyłącznie na rynek pracy. Według oficjalnych danych statystycznych (Stats SA) bezrobocie w trzecim kwartale br. wyniosło 29,1 proc., co jest najwyższym poziomem od 16 lat.

Samo bezrobocie nie mówi jednak jeszcze całej prawdy o skali problemów. 6,7 mln osób aktywnie szuka pracy, ale kolejne 15,5 mln osób w wieku 15-64 lata jest nieaktywnych zawodowo. W rezultacie z populacji w wieku produkcyjnym na poziomie 38,5 mln (RPA liczy ok. 58 mln mieszkańców) zatrudnienie ma jedynie 16,3 mln osób, czyli 42,4 proc. Dla porównania w Polsce współczynnik zatrudnienia wynosi 68 proc., a w niektórych krajach rozwiniętych dochodzi nawet do 80 proc.

Im głębiej sięgamy w dane Stat SA, tym problemy narastają. Bezrobocie wśród młodych (15-24 lata) wynosi 58,2 proc, a zatrudnienie do populacji w tym wieku ledwie przekracza 10 proc. Chociaż w Polsce ten wskaźnik utrzymuje się na relatywnie niskim poziomie (30 proc.), to jednak aż trzykrotnie przewyższa ten w RPA. W Australii czy Holandii jest to ponad 60 proc, czyli sześciokrotnie więcej niż w Republice Południowej Afryki.

Nierówności dochodowe na południu kontynentu afrykańskiego sięgają niebotycznych rozmiarów. W krajach Unii Europejskiej 20 proc. osób o najwyższych dochodach ma je 4-5-krotnie większe niż 20 proc. uzyskujących najniższe wpływy, w Ameryce Łacińskiej ten współczynnik dochodzi do 10-krotności – według danych OECD, tymczasem w RPA wynosi ponad 37. RPA jest prawdopodobnie najbardziej poszkodowanym krajem świata zarówno w przypadku rynku pracy, jak i dramatycznej różnicy w standardzie życia pomiędzy obywatelami.

Złoto, diamenty i platyna nie pomagają

Chociaż RPA należy do głównych wydobywców i producentów złota, diamentów i platyny na świecie (w sumie eksport tych produktów wynosi ok. 30 mld USD rocznie – dane The Observatory of Economic Complexity) sprzedaż drogocennych surowców niewiele pomaga całemu państwu.

Niewydolność innych sektorów gospodarki, konieczność utrzymania rzeszy biernych zawodowo i głęboko zakorzeniona korupcja powodują, że deficyt pęka w szwach. Moody’s ocenia, że dziura w krajowych finansach wyniesie 6,0-6,5 proc. PKB w tym i w kolejnych dwóch latach, a dług publiczny poszybuje z 57 proc. do 70 proc. PKB w 2022 r.

Agencja ratingowa w raporcie z początku listopada br. zrewidowała w dół średnioterminowe perspektywy wzrostu gospodarczego do 1-1,5 proc. (ze względu na brak reform strukturalnych) z poprzednich 2,5-3 proc. Biorąc pod uwagę rosnącą populację, PKB na mieszkańca praktycznie pozostanie w stagnacji.

Poza nierównościami dochodowymi, bezrobociem czy fatalną sytuacją budżetu uwagę zwraca inna kwestia. Koniec segregacji rasowej miał umożliwić dostęp do edukacji wszystkim obywatelom. A jak jest? Wśród bogatej części społeczeństwa, której dzieci uczęszczały do ósmej klasy w 2004 r., dyplom uczelni wyższej otrzymało 16 proc. Przy tych samych warunkach dla młodzieży z biednych rodzin ten odsetek wyniósł tylko 1 proc. – jak pokazuje analiza pt. „Young South Africans Chafe Under the Party Mandela Built” w „The Wall Street Journal”.

Brakuje prądu

Jakby w RPA było mało kłopotów, to państwo pogrąża się jeszcze w ciemności… Pierwsze poważne problemy z elektrycznością pojawiły się ponad dekadę temu. Wtedy podczas hossy na rynku surowców (np. platyny) problemy z dostawami energii elektrycznej w RPA przyczyniały się do mniejszego wydobycia tego metalu i w rezultacie do rekordowych cen platyny.

W 2014 r. strajkujący pracownicy spółek energetycznych zagrażali paraliżem piłkarskich mistrzostw świata. W kolejnych latach co jakiś czas pojawiały się ograniczenia w dostawie prądu do największych odbiorców, a potem również do gospodarstw domowych. Minione miesiące, a zwłaszcza marzec br., kiedy kraj pogrążył się w kilkudniowych „blackoutach”, spowodował znaczne ubytki w sektorze wydobywczym, powodując przy tym największy od kryzysu w 2009 r. spadek PKB (o 3,1 proc. w ujęciu zanualizowanym).

Dług firmy energetycznej długiem państwa

Integralną częścią praktycznie każdej analizy na temat RPA jest sytuacja Eskomu. Ta największa elektroenergetyczna firma kontynentu odpowiada praktycznie za całość produkcji prądu w kraju i w połowie Afryki. Zatrudnia ona ok. 45 tys. osób i poza wytwarzaniem energii zajmuje się też jej przesyłem i dystrybucją.

We wtorek Moody’s obciął rating Eskomu głębiej do poziomu śmieciowego (z B2 do B3), argumentując, że państwowa spółka ma bardzo wysokie zadłużenie (450 mld randów, czyli ok. 30 mld dolarów). Firma boryka się też ze „słabą płynnością” połączoną z „ograniczonymi możliwościami wzrostu przychodów ze względu na niski popyt na elektryczność oraz taryfy, które w niewystarczający sposób zapewniają wsparcie dla finansów Eskomu w kontekście wydatków operacyjnych oraz inwestycyjnych”.

Moody’s ocenia, że Eskom nie dostaje płatności z gmin, wytwarzanie energii przebiega w sposób nieefektywny, a rozpoczęte wcześniej inwestycje w dwie elektrownie czekają kolejne opóźnienia i zwiększenie kosztów. Tylko w ciągu najbliższych trzech lat rząd RPA ma zamiar dokapitalizować Eskom kwotą 138 mld randów, czyli ponad 9 mld dolarów.

W rezultacie w ocenie Moody’s dług Eskom zwiększa o 7,5 pkt proc. szacowany na 2022 r. poziom krajowego zadłużenia do PKB. Wraz z innymi spółkami skarbu państwa może to spowodować, że ten wskaźnik za trzy lata sięgnie 80 proc. PKB.

Korupcja pogrążyła RPA

Co tak naprawdę przyczynia się do większości kłopotów RPA? Przede wszystkim korupcja i niejasne układy pomiędzy władzą i biznesem. Wszystkie kluczowe wskaźniki sprawowania rządów dramatycznie spadły w ostatnich latach (kontrola korupcji, wydajność administracji, rządy prawa, jakość regulacji). Korupcja zajmuje także czołowe miejsce wśród czynników hamujących rozwój RPA w każdym opracowaniu głównych instytucji międzynarodowych (np. MFW).

Złe zarządzanie majątkiem państwowym i korupcja są również jasno adresowane przez nowe władze RPA. Cyril Ramaphosa, przywódca kraju od niespełna dwóch lat zrobił niedawno rachunek sumienia byłego prezydenta RPA Jacoba Zumy. Podczas organizowanego przez „Financial Times” w połowie października szczytu Afryki w Londynie Ramaphosa stwierdził, że rządy Zumy mogły kosztować kraj „więcej niż 500 mld randów. Niektórzy sugerują, że to mogło być nawet bilion randów”.

Analitycy cytowani przez „FT” sądzą, że to może być jeszcze więcej. Uważają oni, że pod rządami Zumy poza bezpośrednimi kosztami korupcji naród stracił od 1 do 1,5 biliona randów (od 66 do 100 mld dolarów) w postaci utraconych wpływów z podatków i braku inwestycji zagranicznych. Ta druga kwota to mniej więcej połowa całkowitego zadłużenia sektora finansów publicznych RPA.

Kremacja to aż 40% zgonów. Pilnie potrzeba przepisów regulujących kremację zwłok

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Polska Izba Branży Pogrzebowej (PIBP) apelują o pilne unormowanie zasad kremacji w Polsce. Ta procedura jest coraz bardziej powszechna i dotyczy już 40% wszystkich zgonów. Tymczasem polskie ustawodawstwo nie reguluje zasad i warunków dokonywania kremacji zwłok. Jeszcze więcej trudności przysparza dochodzenie praw czy odszkodowań za niewykonane, czy wadliwie zrealizowane usługi pogrzebowe – których skutki często są nieodwracalne. W praktyce brak regulacji wpływa niekorzystnie na rynek usług pogrzebowych – zamiast umożliwiać wchodzenie na rynek nowych podmiotów i pobudzać konkurencję na wolnym rynku, ogranicza możliwości konkurowania.

Kremacja i balsamacja to usługi coraz częściej wykonywane w branży usług pogrzebowych. Ich regulacja jest niezbędna nie tylko z powodu ochrony środowiska, lecz przede wszystkim zapewnienia bezpieczeństwa i prawidłowości wykonywanych czynności. Dotyczy to przede wszystkim kwestii identyfikacji oraz weryfikacji zwłok poddawanych kremacji, a także zasad i wymogów dla prowadzenia zakładów spopielania.

FPP i PIBP postulują, aby ustanowić obowiązek dokonywania spopielenia zwłok wyłącznie w drewnianej trumnie. Konieczne jest także wprowadzenie obligatoryjnej procedury weryfikacji tożsamości osoby zmarłej przed dokonaniem kremacji. Spopielenie zwłok powinno być potwierdzane certyfikatem spopielenia, sporządzanym przez przedsiębiorcę pogrzebowego, który dokonał kremacji. Aby zapobiec występowaniu niepożądanych zjawisk, kremacja – podobnie jak pochówek – nie powinna być dokonywana przed upływem 24 godzin od chwili zgonu.

Grzegorz Lang, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) 
Grzegorz Lang, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)

„Warto zaznaczyć, że dotychczas nieuregulowany prawnie aspekt przeprowadzania kremacji zwłok powinien stanowić odrębny dział w prawie pogrzebowym. W różnych państwach procedura kremacji została szczegółowo określona, a troska dotyczy zarówno bezpieczeństwa procesowe i ubezpieczeniowego jak również ochrony środowiska. Dzisiaj w polskim porządku prawnym nie jest zabronione spopielanie zwłok w trumnach kartonowych. Procedura ta została w innych państwa wiele lat temu zabroniona głównie ze względu na bezpieczeństwo i higienę, a także ochronę środowiska. W przeciwieństwie do trumien robionych z litego, nielakierowanego drewna, trumny kartonowe – aby zachować wodoszczelność, poddawane są chemicznej impregnacji. Środki impregnacyjne pod wpływem spalania są przekształcane w szkodliwe dla środowiska naturalnego substancje. Także kwestia transportu zwłok nie została określona w polskim porządku prawnym. Dotychczas nie powstały regulacje określające w jaki sposób i w jakim czasie powinny być przewożone zwłoki, a także kto odpowiada za ich stan w trakcie przewozu. Co więcej, brak ustawowo określonych warunków, jakie należy spełnić, aby przeprowadzać prace ekshumacyjne bądź prace przy balsamacji zwłok nie pozwala na zadbanie o właściwą jakość wykonywanych usług” – wyjaśnia Grzegorz Lang, ekspert Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Raport FPP i CALPE wskazuje, że jednym z kluczowych wyzwań zapewniających należyte obchodzenie się ze zwłokami oraz bezpieczeństwo pracowników i osób postronnych jest przestrzeganie standardów sanitarno-epidemiologicznych. Co więcej, przepisy prawa nie regulują kwestii związanej z miejscem przechowywania zwłok lub szczątków. FPP i PIBP postulują, by branża została pilnie uregulowana, tak by wyeliminować szarą strefę oraz wprowadzić właściwą kontrolę i nadzór nad zakładami pogrzebowymi i podmiotami świadczącymi usługi pogrzebowe.

W 2017 i 2018 r. nastąpił znaczący wzrost liczby zgonów, który okazał się wyraźnie większy niż wskazywały na to prognozy i przekroczył 400 tys. rocznie. W Polsce nie jest wymagane ukończenie żadnej szkoły, konkretnego kursu czy zdanie egzaminu państwowego, aby móc prowadzić zakład pogrzebowy. Prowadzenie tego rodzaju działalności gospodarczej opiera się jedynie na rejestracji na zasadach ogólnych – np. w formie jednoosobowej działalności gospodarczej zarejestrowanej w Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej.

Dlatego FPP i PIBP postulują regulację świadczenia usług pogrzebowych – należy wprowadzić wymóg uzyskania zezwolenia na prowadzenie działalności obejmującej świadczenie usług pogrzebowych.

Przepisy powinny stanowić, iż czynności związane z realizacją tych usług (przyjęcie i przewóz zwłok, przygotowanie zwłok i szczątek do pochówku, balsamacja, spopielenie, pochowanie zwłok, ich ekshumacja, a także przygotowanie grobu):

•    mogą być wykonywane wyłącznie przez pracowników przedsiębiorstwa pogrzebowego, którzy posiadają odpowiednie przygotowanie, potwierdzone zaświadczeniem ukończenia szkolenia wydanym przez wojewódzkiego inspektora sanitarnego
•    przedsiębiorstwo pogrzebowe powinno posiadać dom pogrzebowy, co najmniej 2 samochody specjalne przeznaczone do transportu zwłok oraz zatrudniać co najmniej 4 osoby w pełnym wymiarze czasu pracy, na podstawie umowy o pracę
•    wydanie zezwolenia na prowadzenie działalności pogrzebowej powinno następować jedynie po pozytywnym wyniku kontroli inspekcji sanitarnej
•    należy ponadto określić katalog miejsc, w których zabronione jest prowadzenie działalności pogrzebowej, obejmujący w szczególności zakłady opieki zdrowotnej

Zgodnie z danymi z rejestru REGON, według stanu na dzień 31 marca 2019 r., funkcjonowało w Polsce 3986 przedsiębiorstw deklarujących prowadzenie działalności pogrzebowej, zgodnie z Polską Klasyfikacją Działalności (PKD 2007), w sekcji S, dziale 96, klasie 03, podklasie Z – Pogrzeby i działalność pokrewna.

Szacunki FPP i PIBP wskazują, że wartość nieewidencjonowanej sprzedaży w tym sektorze w 2019 r. kształtuje się na poziomie ok. 1,4 mld zł, zaś wartość funduszu wynagrodzeń w szarej strefie – przeszło 2 mld zł. Łącznie sektor finansów publicznych mógłby zyskać do 960 mln zł rocznie na wprowadzeniu nowych rozwiązań prawnych, które redukowałyby szarą strefę na tym rynku. Warto podkreślić, że zmiana przepisów jest niezbędna w części świeckiej – w obszarze, za który odpowiada Kościół regulacje są właściwe.

Sponsorowane Wi-Fi w komunikacji miejskiej z dużym potencjałem marketingowym

48% Polaków korzysta z telefonu w komunikacji miejskiej. Najwięcej osób wpatruje się w ekran w czasie od 2 do 5 min. Kilka procent sprawdza reklamy, na co z optymizmem patrzą marketerzy. Badanie pokazuje też, że pasażerowie poszukują głównie informacji o polityce oraz lekkiej rozrywki, często o charakterze tabloidowym. Na trzecim miejscu są social media. Według ekspertów z branży, wysyłanie komunikatów w takiej formie może być strzałem w dziesiątkę. Z kolei brak szybkiego Internetu, na który narzekają podróżni, można wykorzystać, oferując sponsorowany dostęp do sieci Wi-Fi. 

Duży potencjał

Z raportu opracowanego przez brytyjską firmę doradczą UCE GROUP LTD. we współpracy z agencją Mobiem Polska, specjalizującą się w marketingu mobilnym, wynika, że blisko połowa Polaków korzysta z telefonu w komunikacji miejskiej – 48%. Jak komentuje Michał Taranta z Havas Media Group, to daje marketerom wysoki potencjał do działań. Akcje skierowane na urządzenia mobilne będą skuteczne po ustaleniu, z jakich konkretnie aplikacji korzystają pasażerowie. To pozwoli dotrzeć do nich ze spersonalizowanymi komunikatami.

– Badanie wykazało, że obecnie 37% Polaków jeszcze nie używa komórek w transporcie publicznym. Z kolei 15% nie jest co do tego pewnych. Nie mam wątpliwości, że odsetek osób korzystających z telefonów w autobusach, tramwajach i metrze będzie się zwiększał. Dzięki temu marketerzy zyskają kolejnych odbiorców. Doskonałym przykładem wykorzystania danych o aktualnym miejscu przebywania są kampanie realizowane dla sieci handlowych czy salonów samochodowych. W komunikacji miejskiej też można stosować rozwiązania oparte na geofencingu – mówi Norbert Kowalski ze spółki Mobiem Polska.

Podczas przejazdu komunikacją miejską najwięcej osób korzysta z komórki średnio od 2 do 5 minut – 58%. Innym aktywnym użytkownikom telefonów zajmuje to poniżej 60 sekund – 29%, 5-10 minut – 9%, 10-15 minut – 3% i powyżej kwadransa – 1%. Najwyższy wskaźnik powinien być całkowicie zadawalający i twórczy dla branży, w ocenie Beaty Büttner-Clauss z UCE GROUP LTD.

– Czas od 2 do 5 minut jest bardzo satysfakcjonujący. W porównaniu z innymi formami reklamy to naprawdę długie skupienie uwagi na jednej treści. Dla porównania, spojrzenie klienta np. na bilbord trwa zaledwie kilka sekund. Zakładam, że chwile spędzane z telefonem w ręku stopniowo będą się wydłużały. Z czasem to urządzenie zastąpi inne narzędzia, tak jak stało się to np. z kalkulatorem, telewizorem czy komputerem stacjonarnym – zauważa Norbert Kowalski.

Pola do popisów

Z kolei najczęstszym powodem niekorzystania z telefonu w komunikacji miejskiej jest brak szybkiego Wi-Fi – 34%. Ponadto badani obawiają się kradzieży sprzętu – 25%, a także jego uszkodzenia – 17%. Całkowity brak takiej potrzeby wykazuje 10% respondentów.

– Najwyższy wskaźnik może świadczyć o niedostatecznej adaptacji ofert z nielimitowanym Internetem w telefonie. W tym momencie branża może to wykorzystać, rozwijając sponsorowany dostęp do sieci poprzez Wi-Fi w komunikacji miejskiej. Konsumenci z pewnością odebraliby to jako ukłon w ich stronę – podpowiada Adam Wysocki z domu mediowego LVL UP MEDIA.

Tymczasem ekspert z Mobiem Polska zapowiada, że wkrótce technologia 5G spowoduje absolutny brak ograniczeń w korzystaniu z Internetu. To będzie bardzo duża zmiana, która pozwoli na zwiększenie przepustowości. Wtedy branża będzie miała jeszcze większe pole do popisu i miejsce do zagospodarowania przestrzeni reklamowej. Nie tylko telefony będą w globalnej sieci, ale również inne urządzenia.

– Badanie wykazało też, że Polacy korzystają z telefonu w komunikacji miejskiej z powodu oszczędności czasu – 36%, z potrzeby chwili – 19%, a także z nawyku – 17%. Natomiast 13% respondentów robi to dla zabicia czasu. Im trafniej dopasowane informacje będą docierały do odbiorców, tym lepsze wyniki uzyskają reklamodawcy. Takie podejście pozwoli przede wszystkim skutecznie zwrócić uwagę konsumenta na komunikat, a to już połowa sukcesu – twierdzi Michał Taranta.

Pożądany przekaz

W komunikacji miejskiej klienci głównie przeglądają wiadomości z polityki – 21%, portale rozrywkowe lub plotkarskie – 18%, jak również serwisy społecznościowe – 17%. Część osób koncentruje się na grach online – 10%. Mniejszość sprawdza reklamy – 6%, e-maile – 6%, a także SMS-y – 4%. Dla Norberta Kowalskiego pozytywnym zaskoczeniem jest to, że kilka procent korzysta z narzędzi reklamowych. Może to oznaczać poszukiwanie inspiracji zakupowych, np. w aplikacjach z gazetkami czy kuponami.

– Wyniki badania dają wskazówki co do formy komunikacji w środkach transportu miejskiego. Jeżeli zapewnimy treści, które w ocenie podróżujących będą wartościowe, to mogą oni nie mieć świadomości, że przeglądają reklamy, a przekazy zostaną zapamiętane. Dane wskazują też, że Polacy poszukują raczej lekkiej rozrywki lub chcą zorientować się w najnowszych informacjach, często o charakterze tabloidowym. Dostarczenie wiadomości właśnie w takiej łatwej i przyjemnej otoczce może być szansą na dobrą komunikację dla marketerów – przekonuje Adam Wysocki.

Jak podkreśla Norbert Kowalski, mobile jest najbardziej indywidualnym narzędziem komunikacji. Dane udostępniane przez użytkowników pozwalają obecnie na bardzo precyzyjne dotarcie z komunikatem do konkretnej osoby, której prezentowane produkty mogą być realnie potrzebne. Beata Büttner-Clauss dodaje, że przyszłością jest również geofencing. Przecież każdy pasażer gdzieś wsiada i wysiada, np. w pobliżu galerii handlowej. I to już jest powodem do tego, aby otrzymał spersonalizowany komunikat, np. na temat dużej promocji na konkretny asortyment.

– Z taktycznego punktu widzenia komunikacja w tym medium coraz bardziej zaczyna przypominać kampanie radiowe skierowane do osób podróżujących autem. Te dwa kanały odznaczają się podobną, powtarzalną sezonowością dzienną, ale także stałością segmentów odbiorców. Między innymi dlatego też obserwujemy silne zjawisko synergii przy jednoczesnym wykorzystywaniu w kampaniach radia oraz zintegrowanej z nim kampanii na urządzeniach mobilnych – dostrzega Michał Taranta.

Z kolei ekspert z UCE GROUP LTD. podsumowuje, że tu nie powinna liczyć się ilość, sezonowość czy powtarzalność, lecz jakość działań. Istnieje szereg narzędzi blokujących reklamy. I w głównej mierze mają one rację bytu, ponieważ codziennie konsumenci dostają mnóstwo spamu. Branża marketingowa powinna szczególnie pamiętać o tym, że mniej wcale nie oznacza gorzej. Jest wręcz przeciwnie. Jeżeli to zostanie zaakceptowane, wówczas Polacy chętniej będą korzystać z tego kanału.

Badanie przeprowadzono w 14 dużych miastach i 11 średnich oraz mniejszych miejscowościach – w okolicach lub bezpośrednio na przystankach transportu publicznego. Łącznie zrealizowano 1006 wywiadów. W ankietach wzięło udział 48% kobiet i 52% mężczyzn w wieku od 18 do 55 roku życia.

Wojna handlowa między USA a Chinami potrwa długo, a jej skutki odczuje cała Europa

Wojna handlowa Stanów Zjednoczonych z Chinami zaostrza się. Oba kraje stopniowo podnoszą cła na produkty przeciwnika. Praktyka pokazuje jednak, że nie jest to wyrównana potyczka. Na wojnie handlowej bardziej cierpią Chiny, gdyż ich eksport do USA jest większy niż USA do Chin. Handlowe potyczki ze Stanami mogą zaszkodzić również długoterminowym celom, które Chiny stawiają przed swoją gospodarką. Słynący z masowej produkcji i taniej pracy kraj rozwinął w bieżącej dekadzie sektor technologii i wynalazków. Opracowana przez nich nowa technologia telekomunikacyjna 5G dawała nadzieję na wejście gospodarki Chin na kolejny poziom. Jednak marketing sieci 5G jest coraz gorszy, ze względu na krytykę przez Stany Zjednoczone. USA zarzuca konkurentom nieuczciwe podejście do prawa autorskich i rekomenduje innym krajom odcięcie się od projektu technologii 5G. Jeśli tak się stanie, będzie to potężny cios dla gospodarki Chin – zarówno jej planów krótkoterminowych, jak i długoterminowych. USA zaś wyjdzie z wojny handlowej z mniejszym uszczerbkiem. Niestety, ucierpi na niej Europa.

Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego
Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego

– Gospodarka europejska jest bardzo otwarta i mocno zależy od handlu międzynarodowego, a ten ucierpiał na wojnach handlowych między Chinami a Stanami Zjednoczonymi. Dlatego niemiecka gospodarka jest już w tej chwili w recesji – powiedział serwisowi eNewsroom Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Dotknie to wkrótce również gospodarki polskiej. Do pewnego momentu recesja w Niemczech dotyczyła sektora przemysłowego i nie wpływała na niemiecki popyt wewnętrzny. Teraz zaczyna wpływać, a na wewnętrznym rynku Niemiec sprzedawane są produkty polskiego eksportu. Dlatego recesję w Niemczech odczuje również nasza gospodarka. Trudno powiedzieć, jak rozwinie się scenariusz wojen handlowych. Chińczycy nie pomagają Stanom Zjednoczonym w reelekcji obecnego prezydenta, nie chcąc mierzyć się z nim przez następne cztery lata. Z drugiej jednak strony amerykańscy demokraci również uważają, że nie można łagodnie rozmawiać z Chinami. W tej chwili po obu stronach kongresu panuje przekonanie, że od Chińczyków trzeba wyegzekwować równe traktowanie praw autorskich oraz uczciwe podejście do technologii i handlu. Zanosi się więc, że konflikt między Chinami a USA potrwa jeszcze długo. Na razie cierpią na tym niestety gospodarki otwarte – w tym również gospodarka niemiecka, która jest naszym partnerem – podsumowuje Benecki.