Wzrost podaży i popytu na asortyment BIO. Sklepy szerzej promują towary przyjazne zdrowiu i środowisku

W porównaniu do ub. roku liczba modułów produktów BIO w regularnie pojawiających się gazetkach wzrosła aż o ponad 220%. Jednocześnie sieci handlowe wyraźnie ograniczyły wydawanie publikacji prezentujących wyłącznie tego typu artykuły – i tutaj wystąpił spadek o blisko 40%. Całkowicie zrezygnowały z nich hurtownie. Supermarkety też mocno zmniejszyły ich udział, tj. o prawie 67%. Tylko hipermarkety zwiększyły nakład gazetek o tej tematyce i to o 50%. Sklepy publikujące takie materiały podniosły liczbę ich stron o 55%. Postarały się o to zarówno hipermarkety – wzrost o 55%, jak i supermarkety – 18%. Natomiast sieci convenience skróciły te oferty o prawie 64%.

Zmiana frontu

W opinii prof. dr hab. Ewy Rembiałkowskiej ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, wzrost podaży i popytu na asortyment BIO sprawia, że tego typu oferty coraz częściej pojawiają się w regularnie wydawanych publikacjach promocyjnych. Prawa ekonomiczne zadecydowały o tym, że liczba modułów produktów zwiększyła się w gazetkach aż o 222,50% na przestrzeni roku. Zmiana przepływu komunikatów świadczy też o dynamicznie rozwijającym się rynku. Sieci dopasowują się do istniejących trendów poprzez przekierowanie strumienia informacji.

– Klienci są coraz bardziej świadomi jakości oferowanych im towarów i chcą wiedzieć więcej o ich pochodzeniu. Podążając za trendami konsumenckimi, sieci handlowe zwiększają liczbę modułów z tymi artykułami w swoich gazetkach. Taka strategia wspiera wizerunek każdego sklepu jako dynamicznie rozwijającego się i nastawionego prozdrowotnie. Faktem jest też to, że przez ostatni rok rynek organicznych produktów bardzo się powiększył. Dlatego ich udział w publikacjach tak mocno wzrósł – zauważa Marcin Lenkiewicz, ekspert z aplikacji Zdrowe Zakupy.

Sieci ograniczyły też wydawanie odrębnych publikacji o tematyce BIO, obniżając ich liczbę o 37,50%. Katarzyna Grochowska z Hiper-Com Poland, wyjaśnia, że w ten sposób przeniesiono promowanie zdrowych produktów do regularnych gazetek. Taki asortyment nie jest już kierowany wyłącznie do wąskiej grupy świadomych i zamożnych klientów. Przestał być traktowany jako segment premium i teraz może dotrzeć do każdego konsumenta. Z marketingowego punktu widzenia to świetne zagranie i uzupełnienie kampanii społecznych.

– Retailerzy przekonują shopperów do tego, aby na co dzień kupowali najlepszej jakości artykuły spożywcze i kosmetyczne. Umieszczając produkty BIO w regularnych gazetkach, docierają do konsumentów, którzy wcześniej byli niezainteresowani tematycznymi publikacjami. Teraz szersze grono Polaków może zmienić swoje postrzeganie tej kategorii, np. w kontekście jej ceny czy dostępności – dodaje Marcin Lenkiewicz.

Spektakularny spadek liczby publikacji dedykowanych tego typu produktom zanotowały hurtownie, tj. o 100%. Supermarkety zmniejszyły ich udział o 66,67%, co również jest wyraźną różnicą. Zdaniem eksperta z Hiper-Com Poland, ogromny wzrost popularności ww. artykułów sprawił, że sieci przestały widzieć potrzebę publikowania odrębnych ofert i wolą prezentować tego typu asortyment w regularnych gazetkach. Towary przyjazne zdrowiu i środowisku wypierają produkty gorszej jakości. Z czasem będzie to widoczne także w innych formatach.

– Tylko hipermarkety podniosły nakład gazetek stricte z artykułami BIO. Wydają ich o połowę więcej niż przed rokiem. Z moich obserwacji wynika, że Polacy coraz chętniej kupują tego typu produkty w wielkopowierzchniowych placówkach. Na zakupy w takich sklepach przeznaczają zwykle więcej czasu i dokładnie czytają interesujące ich etykiety. Sieci inwestują w tego typu publikacje, bo one przyciągają klientów – komentuje prof. Ewa Rembiałkowska.

Liczba stron

Gazetek dedykowanych artykułom BIO ubywa, ale zwiększono liczbę ich stron aż o 55%. Według eksperta z aplikacji Zdrowe Zakupy, jest to związane z tym, że tego typu asortyment rośnie w niesamowitym tempie i obejmuje coraz więcej kategorii produktowych. Sklepy komunikują, że nie jest to już nisza rynkowa. Z kolei Katarzyna Grochowska zaznacza, że sieci poszerzają swoje oferty systematycznie i dlatego mogą wydawać coraz obszerniejsze publikacje tematyczne.

– Liczba stron w gazetkach tematycznych wzrosła w hipermarketach o 55%, a w supermarketach o 18,18%. W mojej ocenie, spory udział miał w tym Carrefour, który zdecydował się na upowszechnienie produktów BIO wśród swoich klientów. Zaoferował również tego typu asortyment w najniższych cenach na rynku. Konkurencyjność mocno podkreśla w swoich ofertach promocyjnych – zwraca uwagę Marcin Lenkiewicz.

Carrefour Polska informuje, że sieć chce przełamywać bariery, które ograniczają kupowanie produktów ekologicznych. Chodzi głównie o cenę i o brak znajomości korzyści płynących z ich spożywania. W celu dotarcia do jak najszerszej grupy odbiorców pojawiły się tematyczne gazetki zarówno w hipermarketach, jak i supermarketach. Firma rozpowszechnia w nich nie tylko oferty produktowe, ale także informacje merytoryczne dotyczące wartości odżywczych tego typu żywności.

– Nie licząc hurtowni, które całkowicie zrezygnowały z gazetek tematycznych, najbardziej zmniejszyły liczbę stron w takich publikacjach sieci convenience – 63,64%. Ten format jest nastawiony na szybkie i łatwe zaspokajanie potrzeb zakupowych konsumentów. W ostatnim roku tego typu sklepy mogły bardziej skoncentrować się na promowaniu innych, popularnych wśród klientów, artykułów. To oczywiście nie oznacza, że ograniczyły sprzedaż ekologicznych produktów – analizuje Marcin Lenkiewicz.

Jak przewiduje Katarzyna Grochowska, z czasem wszystkie formaty zaczną ograniczać liczbę stron w gazetkach tematycznych. W końcu zupełnie z nich zrezygnują, jak uczyniły to hurtownie. Po prostu takie materiały promocyjne przestaną być potrzebne. Regularnie wydawane publikacje będą przedstawiały coraz więcej produktów BIO i EKO. To będzie konsekwencją presji wywieranej na producentach i sprzedawcach w związku z degradacją środowiska, postępującą otyłością społeczeństwa i rosnącą liczbą zachorowań m.in. na nowotwory.

Zespół analityków z Hiper-Com Poland dokonał analizy gazetek ogólnych i tych stricte z produktami BIO. Wziął pod uwagę wszystkie dostępne na rynku hipermarkety, supermarkety, sieci convenience, hurtownie, dyskonty oraz sieci cash&carry. Stwierdził również, że dwa ostatnie formaty nie wydawały publikacji dedykowanych ww. artykułom. Materiał porównawczy został zebrany za okres pierwszych pięciu miesięcy ubiegłego i tego roku.

Obniżka stóp przez Rezerwę Federalną osłabi dolara i wzmocni rynek akcji

Wielkimi krokami zbliża się posiedzenie FED, na którym ma nastąpić pierwsza od wielu lat obniżka stóp procentowych. To ruch o tyle ciekawy, że jeszcze w grudniu ubiegłego roku FED podnosił stopy procentowe. Ta decyzja może odbić się na kursie dolara.

Powodem obniżki mogą być widoczne symptomy spowolnienia w globalnej gospodarce. „Amerykańska gospodarka przez dłuższy czas trzymała się nieźle, przede wszystkim za sprawą cięć podatkowych zaaplikowanych w 2017 r. przez administrację Donalda Trumpa. Wpływ tych działań w pewnym momencie jednak wygasa, a trochę wyższe stopy FED zaczęły dawać się gospodarce we znaki. Do tego słabość globalnego handlu i przemysłu, którą widzimy zwłaszcza w Azji, ale też w Europie Zachodniej, przenosi się powoli na Stany Zjednoczone” – mówi w rozmowie z MarketNews24 Przemysław Kwiecień z XTB.

FED jest też pod ogromną presją polityczną. Szef FED-u, Jerome Powell musi znosić krytykę ze strony Donalda Trumpa. Amerykański prezydent domaga się obniżenia stóp procentowych, co mogłoby zwiększyć jego poparcie przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi.

„Obniżka stóp procentowych może ryzykownie wpłynąć na kurs dolara, który i tak jest blisko wieloletnich szczytów w stosunku do innych walut. Dolarowi nie pomaga też duży deficyt budżetowy w USA. Decyzja FED może więc w perspektywie kilku miesięcy podciąć skrzydła amerykańskiej walucie” – dodaje Kwiecień.

Obniżka stóp procentowych to z kolei dobra informacja dla rynków akcji. Tańszy pieniądz zachęca inwestorów do lokowania środków w bardziej ryzykowne aktywa.

Warto też pamiętać, że poprzednia obniżka stóp procentowych przez FED w roku 2000 i 2007 oznaczała zapowiedź problemów gospodarczych i dla rynków akcji. Jest jednak wiele głosów, że tym razem nie grozi nam powtórka tamtych scenariuszy.

Inwestycje mieszkaniowe na słabnącej fali

Najnowsza publikacja danych sygnalnych GUS, prezentująca osiągnięcia budownictwa mieszkaniowego w czerwcu oraz w całym pierwszym półroczu bieżącego roku, wskazuje na wciąż trwającą koniunkturę inwestycyjną na pierwotnym rynku mieszkaniowym. Jednak z tradycyjnego w latach ubiegłych trendu rekordowego poprawiania wyników rok do roku pozostało już niewiele.

Dynamika inwestycji mieszkaniowych po I półroczu na plusie, ale…

W czerwcu deweloperzy trzeci miesiąc z rzędu kontynuowali korektę silnego wybicia wolumenu inwestycji rozpoczętych z początku roku. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl osiągnięty tym razem wynik 10,5 tys. lokali był o blisko jedną piątą gorszy w relacji rok do roku. Jednak dane za całe półrocze na poziomie 66,6 tys. jednostek okazały się minimalnie lepsze od tych z pierwszych sześciu miesięcy 2018 roku. Z półrocznych danych GUS dowiadujemy się tym samym, że mieszkaniowe inwestycje deweloperskie wciąż pozostają na fali, jednak o wyraźnie słabnącym charakterze, który prawdopodobnie ulegnie dalszemu regresowi w kolejnych miesiącach.

Wolumen mieszkań rozpoczętych ogółem w czerwcu również potwierdza wciąż progresywny charakter inwestycyjnej koniunktury w pierwotnym segmencie krajowego rynku mieszkaniowego. Wynik półroczny na poziomie ponad 115 tys. lokali okazał się lepszy rok do roku, jednak tym razem zaledwie o 1,5 proc.

Słabnącą tendencję wzrostową potwierdza policzony dla wszystkich form budownictwa rezultat czerwcowy nowych inwestycji na poziomie niespełna 19 tys. mieszkań. Jest to wynik gorszy w relacji rok do roku aż o 15 proc., co raczej kiepsko wróży perspektywom na kolejne miesiące i kwartały.

Nie inaczej ma się sprawa z nowymi pozwoleniami na budowę. Jak podliczyli eksperci portalu RynekPierwotny.pl ogółem było ich w zakończonym półroczu niespełna 129 tys., co na razie daje wynik tylko minimalnie gorszy – rzędu 2,5 proc. – od osiągniętego w analogicznym okresie ubiegłego roku. Z kolei miesięczny, liczony ogółem wolumen nowych pozwoleń wydanych inwestorom w tegorocznym czerwcu wyniósł 21,7 tys., co oznacza czteroprocentowy regres roku do roku.

Natomiast majowa „eksplozja” deweloperskich pozwoleń została w czerwcu skorygowana aż o blisko jedną czwartą do poziomu 13 tys. jednostek. Jest to jednak w dalszym ciągu bardzo dobry rezultat miesięczny, tylko symbolicznie ustępujący osiągniętemu w czerwcu ub. roku. Mimo to jednak wolumen deweloperskich pozwoleń za całe półrocze br. na poziomie 77,7 tys. jest o 5,5 proc. słabszy rok do roku, a spadek ten w kolejnych miesiącach raczej ulegnie dalszemu pogłębieniu.

Ostrożny optymizm z symptomami niepewności

Statystyki nowych pozwoleń na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez inwestorów, zwłaszcza zaś deweloperów. Wygląda więc na to, że w dalszym ciągu oceniają oni perspektywy rozwoju koniunktury mieszkaniowego rynku pierwotnego w dłuższym terminie jeśli nawet nie jako optymalne, to na pewno obiecujące. Widać jednak wyraźnie pierwsze symptomy niepewności.

Natomiast wciąż w pełni optymistycznym ogniwem bieżących danych GUS pozostaje sytuacja dotycząca mieszkań oddawanych do użytkowania, zwłaszcza w przypadku deweloperów. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl ogółem w okresie styczeń – czerwiec br. oddano prawie 95 tys. mieszkań, czyli aż o 14,4 proc. więcej aniżeli w analogicznym okresie ubiegłego roku. Tak spektakularny progres to w decydującym stopniu dzieło deweloperów, którzy z wynikiem 9,7 tys. lokali oddanych w czerwcu poprawili wynik z analogicznego miesiąca ub. roku o dokładnie jedną trzecią.

W sumie półroczny wynik mieszkań oddanych z przeznaczeniem na sprzedaż lub wynajem osiągnął wolumen 58,8 tys., poprawiając wynik pierwszego półrocza 2018 roku o 22,4 proc. Szkoda jednak, że ta kategoria danych GUS jest rezultatem rekordowej aktywności deweloperów sprzed około dwóch lat, a więc bez większego wpływu na koniunkturę bieżącą.

Stabilizacja zapowiadająca przesilenie

Statystyki budownictwa mieszkaniowego z najnowszej informacji GUS sygnalizują trwającą stabilizację aktywności inwestycyjnej pierwotnego rynku mieszkaniowego w minionym miesiącu i pierwszym półroczu br., choć wciąż na wysokim poziomie. Brak symptomów potencjału rynku do naturalnych w ostatnich latach zwyżek wolumenów inwestycyjnych inwestorów jest najprawdopodobniej zapowiedzią bliskiego przesilenia, które w wynikach sprzedażowych deweloperów jest już faktem od ponad roku.

Bardzo prawdopodobny umiarkowany trend spadkowy popytu na nowe mieszkania, potwierdzony w najnowszych, półrocznych raportach deweloperów giełdowych, jeszcze przed końcem roku powinien znaleźć swoje przełożenie także na korektę ich statystyk inwestycyjnych w kolejnych raportach GUS.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Jak przeforsować polskie potrzeby w UE?

Nieodzowną częścią tkanki politycznej w Brukseli są lobbyści. To oni rozmawiają z urzędnikami i europosłami – forsując potrzeby i argumenty firm, które reprezentują. W Brukseli działa aż dwanaście tysięcy organizacji zrzeszających lobbystów. Pracują dla różnych państw i przedsiębiorstw – a najwięcej z nich forsuje w Komisji i Parlamencie Europejskim potrzeby i pomysły takich krajów, jak Niemcy, Hiszpania i Francja. Polska wypada przy nich blado: mamy tylko 112 instytucji lobbujących w naszych interesach – przy czym jedna czwarta z nich posiada finansowanie pozwalające na zatrudnienie zaledwie kilku osób. To szczególnie niepokojące, gdy dostrzeżemy fakt, że aż 70% przyjmowanych w Polsce regulacji prawnych zostało wcześniej ustanowionych przez Unię Europejską. Za pomocą lobbystów moglibyśmy mieć większy wpływ na prawo, które obowiązuje w Polsce, a polscy przedsiębiorcy mogliby korzystać z ustaw i legislacji bardziej dopasowanych do potrzeb naszego rynku.

– Ważne jest, jeśli możemy zainterweniować we wczesnym etapie przechodzenia danego aktu przez proces legislacyjny – na rozwiązania i kwestie, które mogą wpływać na polskie przedsiębiorstwa i polski biznes. Polskie firmy do tej pory nie wykorzystywały tej szansy – powiedział serwisowi  eNewsroom Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego. –  Lobbowanie na poziomie europejskim, a nie krajowym, pozwala zmienić pewne regulacje – zwłaszcza w obszarze energetyki czy środowiska, które mogą mieć negatywne konsekwencje dla rozwoju polskich przedsiębiorstw i dla polskich konsumentów. Mam jednak nadzieję, że ta sytuacja będzie się w najbliższych latach zmieniała. Większość polskich firm lobbingowych, które teraz działają w Parlamencie Europejskim, powstała w ciągu ostatnich trzech lat. Musimy więc dalej rozwijać naszą obecność w Brukseli – zachęca Arak.

Boris Johnson nowym premierem Wielkiej Brytanii

Wczoraj w okolicy godziny 13 otrzymaliśmy informację, iż około dwie trzecie z blisko 160 tysięcy członków Partii Konserwatywnej zdecydowało o wyborze Borisa Johnsona na lidera ugrupowania. Oznacza to jednocześnie, że niedługo zostanie on premierem Zjednoczonego Królestwa.

Najbardziej zapadającym w pamięć cytatem z przemówienia Johnsona po informacji o jego zwycięstwie była sugestia, iż jego celem jest „przeprowadzenie Brexitu, zjednoczenie kraju i pokonanie Jeremy’ego Corbyna”. Szczególną uwagę warto zwrócić uwagę na tę ostatnią część, która może sugerować, że nowemu premierowi będzie zależało na przeprowadzeniu przyspieszonych wyborów powszechnych.

Obok informacji dotyczących prób negocjacji „lepszej umowy” z Unią Europejską, nastawienia do tych rozmów ze strony UE oraz wyboru członków gabinetu Johnsona, to właśnie sugestie w kwestii szybszych wyborów powinny najbardziej zainteresować inwestorów i wpływać na zachowanie brytyjskiej waluty w kolejnych tygodniach.

Sama reakcja funta na wieść o zwycięstwie Johnsona nie była negatywna. Po kilku dniach spadków, brytyjska waluta zaczęła odbijać jeszcze przed informacją o jego elekcji. Jednak po niej otrzymała więcej wsparcia i kontynuowała wzrost. Skala ruchu była jednak dość ograniczona. Rynek był praktycznie pewny realizacji takiego scenariusza i w związku z rosnącym ryzykiem „no deal Brexitu” związanym z owym scenariuszem wyprzedawał funta w ostatnich miesiącach.

Wykres: Implikowane prawdopodobieństwo, że Boris Johnson zostanie nowym liderem Partii Konserwatywnej, na podstawie wycen serwisu Predictit.org (marzec ’19 – lipiec ‘19)

Boris Johnson zostanie nowym liderem Partii Konserwatywnej
Źródło: Bloomberg Data: 23/07/19

Resort rolnictwa zapowiada wsparcie dla hodowców bydła. Między innymi zmianę przepisów i zastosowanie nowych technologii do kontrolowania hodowli

Resort rolnictwa zapowiada wsparcie dla hodowców bydła. Między innymi zmianę przepisów i zastosowanie nowych technologii do kontrolowania hodowli 1

Rekordowo niskie ceny skupu bydła to wynik w dużej mierze problemów z eksportem, na który trafia blisko 80 proc. polskiej produkcji. Nadwyżki irlandzkiej wołowiny oraz perturbacje w handlu z Izraelem i Turcją sprawiają, że ceny spadły poniżej kosztów produkcji. Resort rolnictwa zapowiada wsparcie dla producentów wołowiny. Renegocjowanie świadectw weterynaryjnych, dopłaty z unijnego budżetu czy wykorzystanie nowych technologii do zbierania danych o zwierzętach poprawią sytuację hodowców – przekonuje Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa i rozwoju wsi.

 Renegocjujemy świadectwa weterynaryjne z krajami, które wiążą możliwość importu mięsa z Polski z występowaniem ASF. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Rozmawiamy także z Turcją, dlaczego ograniczyła zakupy, chociaż wiemy, że jest wielkim producentem wołowiny. Pewne sygnały z tamtej strony wskazują, że te zakupy powinny być odblokowane. Utrzymujemy eksport do krajów muzułmańskich, stosując ubój według oczekiwań wspólnot muzułmańskich – wymienia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Krzysztof Ardanowski, minister rolnictwa i rozwoju wsi.

Uruchomienie skupu interwencyjnego wołowiny na poziomie UE jest mało prawdopodobne, podobnie jak skup na rezerwy państwowe. Dlatego kluczowe jest udrożnienie handlu. Polska jest szóstym producentem wołowiny w UE i drugim europejskim eksporterem. Zdecydowana większość mięsa trafia na europejski rynek, kluczowe jest jednak rozszerzenie grona odbiorców, zwłaszcza w kontekście planowanej umowy handlowej między UE a krajami Ameryki Południowej, która otworzy jeszcze bardziej unijny rynek na mięso z Argentyny.

– My nowych rynków szukamy od kilku lat. Sama branża jest aktywna, bo przecież minister rolnictwa może co najwyżej stwarzać dobre warunki do współpracy bilateralnej poprzez pewne ocieplenie polityczne, szukanie wspólnych spraw z różnymi krajami. Natomiast później to realizują konkretne firmy – zaznacza Ardanowski.

Wsparciem dla rolników ma być też program dopłat do świń i bydła, w tym bydła mięsnego utrzymywanego w warunkach podwyższonego dobrostanu. Ma on ruszyć w 2020 roku.

– Uzyskaliśmy zgodę Komitetu Monitorującego Wspólną Politykę Rolną. Będzie to realizowane jeszcze z tego budżetu, nie z nowej perspektywy, więc rolnicy będą składali wnioski z nowym rokiem – wyjaśnia minister.

Trwają również prace nad zmianą przepisów, które zwiększą kontrolę nad hodowlą bydła. Dotyczą one przede wszystkim wprowadzenia całodobowego monitoringu w rzeźniach czy doprecyzowania kwestii paszportów oraz kolczyków identyfikacyjnych bydła. Określony ma zostać termin, w którym kolczyki i paszport muszą być zniszczone lub unieważnione po uboju. W planach jest również zaostrzenie kar za łamanie przepisów o identyfikacji i rejestracji zwierząt. To odpowiedź ministerstwa i branży na aferę związaną z nielegalnym ubojem bydła pourazowego.

Większą kontrolę nad hodowlą i życiem zwierzęcia – od urodzenia do uboju – ma zapewnić także innowacyjny system biosensorów połączonych z technologią blockchain.

– Trwa analiza przydatności tego systemu. Zostały już zaczipowane pierwsze zwierzęta, niektóre zostały już ubite, i oceniamy, czy one rzeczywiście lepiej się sprzedają, czy będzie lepsza cena na tych najbardziej lukratywnych rynkach, głównie w Azji Wschodniej. W tej chwili jesteśmy na etapie przygotowywania rozszerzenia tego systemu na kilka tysięcy sztuk w KOWR-ze, w gospodarstwach Skarbu Państwa. Gdzieś to trzeba przećwiczyć, bo nie chcę narażać rolników na ryzyko poniesienia kosztów, kiedy efekt do końca nie jest znany – wskazuje Ardanowski.

Docelowo rolnicy mieliby przystępować do programu dobrowolnie. Będzie to dla nich jednak opłacalne – biosensory będą zbierać wszystkie dane na temat pochodzenia zwierząt, ich stanu zdrowia czy stosowanej diety. Cały system będzie oparty na blockchain i ma zagwarantować, że do uboju trafi wyłącznie bydło spełniające wysokie standardy. Łatwiej wówczas będzie o zagraniczne rynki zbytu, a także zaufanie krajowych konsumentów.

– To może być istotna wiedza do tego, żeby konsument za tę żywność chciał zapłacić. Od wyników tych eksperymentów prowadzonych z KOWR-em będzie zależeć to, czy ten system będziemy stosowali w całej Polsce – mówi Jan Krzysztof Ardanowski. – Może to być przydatne narzędzie dla polskiego rolnictwa. Przećwiczymy to na bydle mięsnym, później można to również wprowadzać dla baraniny czy jagnięciny, dla innych grup zwierząt. Chcemy zacząć od wołowiny, dlatego że jest to duży rynek, klienci są szczególnie wrażliwi pod kątem jakości, a jednocześnie są w stanie docenić tę jakość w postaci wysokich cen – zapowiada minister.

Ministerstwo Cyfryzacji w najbliższych latach szykuje pakiet 54 ustaw. Umożliwi on pełną cyfryzację kraju

Ministerstwo Cyfryzacji w najbliższych latach szykuje pakiet 54 ustaw. Umożliwi on pełną cyfryzację kraju 2

Wraz z upowszechnianiem się rozwiązań z zakresu internetu rzeczy oraz sztucznej inteligencji pojawia się konieczność uregulowania nowo powstającego sektora gospodarki i  zarysowanie wyzwań, z jakimi w najbliższych latach będzie zmagać się społeczeństwo. Ministerstwo Cyfryzacji planuje wypracować normy prawne, które otworzą Polskę na rozwiązania wykorzystujące potencjał sieci 5G, serwisów chmurowych czy systemów automatyzujących proces produkcji.

– Najważniejszym wyzwaniem dla rozwoju cyfryzacji w Polsce jest świadomość społeczna, tzn. podkreślanie tego, że taką samą wagę ma inwestowanie w dziurę w ulicy jak inwestowanie w innowacje. Że innowacje tak samo ułatwiają życie, stymulują rozwój gospodarczy. Raport udostępniony przez magazyn CEOWorld Magazine podkreśla, że Polska znajduje się na 7. miejscu na świecie, jeżeli chodzi o środowisko przyjazne rozwojowi start-upów, również w obszarze innowacji. Chcielibyśmy, aby to miejsce było jeszcze wyższe – mówi agencji Newseria Innowacje dr Maciej Kawecki, dyrektor Departamentu Zarządzania Danymi w Ministerstwie Cyfryzacji.

Ministerstwo planuje rozpocząć przystosowywanie społeczeństwa do rewolucji cyfrowej już na etapie szkoły podstawowej. W ramach programu Polska Cyfrowa powołano do życia projekt Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej, który zakłada podpięcie do internetu wszystkich szkół w Polsce. Kolejnym krokiem będzie opracowanie treści edukacyjnych, które umożliwią przekazanie uczniom umiejętności cyfrowych takich jak np. podstawy programowania. Takie przyszłościowe zadania mają na celu ułatwić przyszłym pokoleniom odniesienie sukcesu na rynku zdominowanym przez technologie informatyczne.

Równie ważnym krokiem na drodze do cyfryzacji społeczeństwa będzie wdrożenie przyszłościowej architektury przesyłu danych, tzn. sieci 5G. Dzięki niej możliwe będzie podpięcie do bezprzewodowego internetu nawet 100 urządzeń na metr kwadratowy, a co za tym idzie – upowszechnienie rozwiązań z zakresu internetu rzeczy takich jak systemy smart city.

Na konieczność rozwoju infrastruktury 5G zwraca uwagę także Komisja Europejska. Zgodnie z jej zaleceniami do 2020 roku sieć 5G powinna być dostępna na zasadach komercyjnych przynajmniej w jednym dużym mieście w każdym kraju członkowskim. Aby zrealizować te założenia, Ministerstwo Cyfryzacji przygotowało i doprowadziło do przegłosowania projekt megaustawy telekomunikacyjnej, która wprowadza m.in. obniżki opłat związanych z rozbudową infrastruktury 5G.

– Najważniejszym wyzwaniem w tej chwili jest megaustawa, która otwiera Polskę na sieć 5G. Ogromnym wyzwaniem jest projekt Zintegrowanej Platformy Analitycznej, który nie wymaga wprawdzie zmian legislacyjnych, ale który opiera się na koncentrowaniu ogromnych zasobów danych wewnątrz administracji publicznej. Chcemy do października wdrożyć kontent sztucznej inteligencji w elektronicznym obiegu dokumentów w administracji publicznej tak, żeby można było zmniejszyć zasoby tzw. kancelarii ogólnych, żeby pisma mogły być automatycznie dekretowane. Tych projektów jest bardzo, bardzo dużo – twierdzi ekspert.

Zbudowanie nowoczesnej infrastruktury 5G oraz cyfryzacja administracji to jeden z elementów programu Społeczeństwa 5.0. Zakłada on, że dzięki dostępowi do szybkiego internetu oraz platform wykorzystujących chmurę danych możliwe będzie wdrożenie na szeroką skalę rozwiązań z zakresu internetu rzeczy oraz smart city przez administrację publiczną

Już teraz największe polskie miasta badają potencjał tych technologii. Dobrym przykładem takiego działania jest projekt CityLab realizowany przez władze Wrocławia, który zakłada stworzenie zaplecza intelektualnego do testowania miejskich systemów inteligentnych. W ramach CityLab testowane są usługi z zakresu smart city, które mają ułatwić życie mieszkańcom, m.in. system inteligentnego monitoringu jakości powietrza czy zarządzania miejscami parkingowymi.

– Strategią długofalową na okres po październikowych wyborach jest próba wdrożenia tych zmian prawnych, które zdiagnozowaliśmy m.in. w raporcie dotyczącym internetu rzeczy czy inteligentnych miast. Zmiana 54 ustaw, może w pakiecie, który nazywałby się jakimś kodeksem cyfrowym, ale w takim kompleksowym pakiecie. To byłoby takie największe wyzwanie dla resortu cyfryzacji na najbliższe lata – mówi dr Maciej Kawecki.

Analitycy MarketsandMarkets szacują, że w 2020 roku rynek infrastruktury 5G będzie wart 2,86 mld dol. i będzie się rozwijał w średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 46,7 proc., by w 2027 roku osiągnąć wartość blisko 42 mld dol.

Pasażerowie Pendolino ponad 2 godziny korzystają z Wi-Fi podczas podróży. W listopadzie bezprzewodowy internet ma być we wszystkich ich składach

Pasażerowie Pendolino ponad 2 godziny korzystają z Wi-Fi podczas podróży. W listopadzie bezprzewodowy internet ma być we wszystkich ich składach 3

Ponad 30 mln przejechanych kilometrów, 17,5 mln podróżnych i ponad 4 tys. przeglądów – to dotychczasowy bilans 5,5 lat kursowania pociągów Pendolino w barwach PKP Intercity. Przewoźnik ma ich obecnie 19, z których połowa udostępnia na pokładach bezprzewodowy internet Wi-Fi. Do tej pory skorzystało z niego ponad 200 tys. pasażerów, ale dostępna od pół roku usługa szybko zyskuje popularność. Do końca tego roku Wi-Fi ma być już dostępne we wszystkich pociągach Pendolino.

– Pasażerowie lubią Pendolino, o czym świadczą statystyki. Do tej pory z Pendolino skorzystało 17,5 mln pasażerów. Widzimy również w badaniach, które prowadzimy wśród pasażerów, że są zadowoleni z przejazdów tymi pociągami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Laskowski, wiceprezes zarządu PKP Intercity. – Zamierzamy dokupywać nowy tabor i modernizować ten posiadany. Do 2023 roku nasze plany inwestycyjne – zarówno taborowe, jak i inwestycje w infrastrukturę – sięgną 7 mld zł.

Jak podkreśla, mimo inflacji i wzrostu cen usług PKP Intercity nie zamierza w najbliższym czasie podnosić cen biletów za przejazd Pendolino. Przewoźnik będzie za to rozwijać siatkę połączeń i wkrótce przekaże informacje o nowych kierunkach. Obecnie Pendolino kursuje między Trójmiastem i Warszawą a Krakowem, Wrocławiem, Gliwicami i Katowicami. Umożliwia też dojazd do mniejszych miast, jak Kołobrzeg, Bielsko-Biała i Rzeszów. Jak poinformował Adam Laskowski na konferencji prasowej na początku lipca, jeszcze w tym roku należące do PKP IC Pendolino powinno uzyskać homologację na obsługę tras do Niemiec, Austrii i Czech.

Pociągi Pendolino w barwach PKP Intercity kursują od grudnia 2014 roku. Do kwietnia br. przejechały już ponad 30 mln kilometrów i przewiozły w sumie ponad 17,5 mln pasażerów. W tej grupie 1,7 mln stanowili studenci, 1,1 mln – seniorzy, a 950 tys. podróżnych to rodziny z dziećmi. Najpopularniejsze okazały się połączenia pomiędzy Warszawą a Krakowem i Trójmiastem.

Największy polski przewoźnik ma obecnie 19 takich składów dostarczonych przez Alstom. Wszystkie są serwisowane w zajmującym 26 ha Warsztacie Utrzymania Technicznego (WUT) Alstomu na warszawskiej Olszynce Grochowskiej. Od momentu wyjechania na tory, czyli w ciągu ponad pięciu lat, składy Pendolino przeszły już łącznie 4,4 tys. przeglądów. Ich przeglądami i serwisem zajmuje się codziennie 116 specjalistów.

– Zwłaszcza w zimie mierzymy się ze zwierzyną, która wychodzi na tory i często ląduje na nosie naszego pociągu. Oczywiście, wszystkie naprawy są wykonywane na bieżąco, bo zależy nam, żeby wszystkie pociągi jeździły, to jest najważniejsze – mówi Artur Fryczkowski, prezes Alstom Konstal SA.

Na pokładzie każdego z pociągów Pendolino znajdują się w sumie 402 miejsca, z czego 45 w I klasie. Pasażerowie mogą korzystać m.in. z regulowanych foteli, rozkładanych stolików, indywidualnego oświetlenia oraz gniazdek elektrycznych przy każdym siedzeniu. Połowa składów (10 pociągów) jest także wyposażonych w Wi-Fi i – jak zapowiada spółka – do końca tego roku internet będzie już dostępny we wszystkich składach.

– Rozpoczęliśmy proces montażu Wi-Fi w każdym z tych pojazdów. Chcemy, żeby Wi-Fi było dostępne dla pasażerów we wszystkich składach Pendolino do listopada – mówi wiceprezes PKP Intercity.

– Najdłużej trwał proces przygotowawczy, ponieważ chcieliśmy dobrać jak najlepsze rozwiązanie do naszych pociągów. Pamiętajmy, że to są aluminiowe pudła, które działają trochę jak klatka Faradaya, więc montowany system został stworzony dla tego pociągu. Niejednokrotnie miałem okazję korzystać z Wi-Fi i to rozwiązanie zdaje egzamin i działa. W tej chwili montujemy w cyklu trzytygodniowym jeden pociąg – mówi Artur Fryczkowski/

Jak poinformował przewoźnik, do tej pory z internetu Wi-Fi na pokładach Pendolino skorzystało już ponad 200 tys. podróżnych, a usługa – dostępna od pół roku – cieszy się coraz większą popularnością. Pasażerowie korzystają z bezprzewodowego internetu średnio przez nieco ponad 2 godziny i tylko w czerwcu br. pobierali średnio 621 GB danych dziennie. Zgodnie z zapowiedziami spółki do 2023 roku bezprzewodowy internet będzie stanowił standardowe wyposażenie w 80 proc. składów PKP Intercity.

Innowacje finansowe mają dobre warunki do rozwoju w Europie Środkowo-Wschodniej. Polska przyciąga ich twórców przyjaznym prawem i zdolnymi kadrami

Innowacje finansowe mają dobre warunki do rozwoju w Europie Środkowo-Wschodniej. Polska przyciąga ich twórców przyjaznym prawem i zdolnymi kadrami 4

Polska stwarza bardzo dobre warunki do rozwoju fintechów. Sprzyja temu m.in. otoczenie regulacyjne, dostępność kadr i otwartość Polaków na nowinki z obszaru finansów – podkreśla Stephanie Brennan, założycielka i dyrektor zarządzająca start-upu Evarvest, który już wkrótce umożliwi Polakom m.in. bezprowizyjny dostęp do amerykańskiego rynku papierów wartościowych. Jak ocenia Brennan, najatrakcyjniejszym w tej chwili obszarem działalności w sektorze fintechów są transakcje transgraniczne, a nowe technologie z obszaru finansów mogą w nadchodzących latach zwiększyć popularność inwestycji na giełdach.

Polska to bardzo atrakcyjne miejsce dla fintechów, zwłaszcza tych, które planują międzynarodową ekspansję. Kraj ten dysponuje wysoko wykwalifikowanymi kadrami, zwłaszcza w sektorze IT. Świadczy o tym choćby fakt, że w Warszawie powstał piąty na świecie i jedyny w tym regionie Europy Google Campus. Kolejną przyczyną jest zapewniana przez przepisy otwartość. Należy też wspomnieć o tym, że sektor cały czas chłonie nowe technologie finansowe. Jako przykład można tu podać dane z ostatnich sprawozdań firmy MasterCard. Wynika z nich, że 25 proc. Polaków korzysta z technologii zbliżeniowej Paypass każdego dnia. Ten odsetek jest 20-krotnie wyższy niż w Niemczech i 3-krotnie wyższy niż średnia dla całej UE – mówi agencji Newseria Biznes Stephanie Brennan, dyrektor zarządzająca start-upu Evarvest.

Polska stanowi jeden największych rynków fintechów w Europie Środkowo-Wschodniej. Według wyliczeń Cashless i fundacji Fintech Poland na polskim rynku działa około 170 takich spółek, z których połowa to fintechy płatnicze. Deloitte już trzy lata temu szacował, że wartość polskiego rynku fintechowego przekracza 856 mln euro.

Rozwojowi tego sektora mocno sprzyja otwartość Polaków na nowe technologie w finansach, czego dobrym przykładem są płatności zbliżeniowe. Jak podaje PwC, Polska należy do grupy 10 państw świata przodujących w transakcjach zbliżeniowych, a poza nią do ścisłej czołówki należą tylko dwa inne kraje Starego Kontynentu – Wielka Brytania oraz Szwecja. Jak informowała kilka miesięcy temu Visa, jeszcze w tym roku Polska zostanie 1. krajem na świecie ze 100-proc. akceptacją dla transakcji zbliżeniowych.

Polska i region Europy Wschodniej jako jedne z pierwszych przyjęły bardziej otwarte regulacje dla fintechów. Polski regulator nawiązał już także strategiczną współpracę z państwami takimi jak Singapur, Tajwan czy Hongkong. Te zmiany powodują, że fintechy mogą działać bardziej globalnie –podkreśla Brennan.

Cały europejski sektor fintechów rozwija się w ostatnich latach bardzo dynamicznie – stale pojawiają się nowe spółki, zwłaszcza takie o globalnym zasięgu. To zasługa m.in. ujednolicenia ram legislacyjnych na terenie UE.

W szczególności należy wspomnieć o unijnej inicjatywie Fintech Action Plan czy RODO, które ujednolica międzynarodowe wymogi w zakresie ochrony danych. Zmiany te już zaczęły skutkować wzrostem liczby fintechów i trend ten będzie się utrzymywał – zauważa Stephanie Brennan.

Dyrektor zarządzająca Evarvest ocenia, że najatrakcyjniejszym w tej chwili obszarem działalności w sektorze fintechów są transakcje transgraniczne. Ubiegłoroczny raport McKinsey pokazuje, że w 2017 roku już 11 proc. płatności miało charakter transgraniczny, co stanowi najwyższy odsetek na przestrzeni ostatnich pięciu lat.

Dodatkowo widzimy rozwój lokalnych firm, takich jak BLIK, który odniósł niesamowity sukces na rynku płatniczym, umożliwiając dokonywanie przelewów i płatności w sklepach na podstawie numeru telefonu. Firma rozszerzyła już swoją działalność o kolejne rynki na terenie UE. Mamy więc do czynienia z imponującym wzrostem znaczenia internetowych platform płatniczych – mówi Stephanie Brennan.

Jak podkreśla, sektor fintechów może się przyczynić do rozwoju inwestycji na rynku finansowym, zwiększając ich dostępność. Jest to zresztą jeden z głównych celów Evarvest – spółka ma na celu zapewnienie możliwości kupowania produktów inwestycyjnych klientom na całym świecie. Zdaniem Brennan nie tylko w Polsce, lecz także na terenie całej UE nie ma zbyt wielu spółek oferujących globalnie usługi obrotu akcjami w internecie, przy niższych prowizjach i jednocześnie wyższej rentowności inwestycji.

Brakuje oferty dla osób, które często zmieniają kraj zamieszkania w ramach UE. To jeden z głównych problemów. Jeśli ktoś korzystający z tradycyjnych usług maklerskich przeprowadza się do innego państwa, to przepisy wymagają od niego sprzedaży posiadanych akcji. Ten problem jest szczególnie odczuwalny w Europie, gdzie mobilność obywateli jest bardzo duża. Chcemy zmienić tę sytuację, wprowadzając globalnie dostępną platformę i integrując światowe giełdy, tak aby z aplikacji można było korzystać nie tylko w poszczególnych państwach, lecz także w ramach transakcji transgranicznych – tłumaczy Stephanie Brennan.

Australijski start-up Evarvest zamierza pod koniec tego roku uruchomić aplikację do handlu akcjami, która połączy giełdy na całym świecie i udostępni je szerokiemu gronu inwestorów. Aplikacja, przypominająca Spotify, pozwoli inwestorom na łatwy, przejrzysty i tani dostęp do akcji, obligacji i funduszy inwestycyjnych typu ETF na ponad 30 światowych giełdach. Polska będzie jednym z pięciu pierwszych rynków, obok Wielkiej Brytanii, Litwy, Hiszpanii i Portugalii, na których udostępniona zostanie aplikacja. Polscy użytkownicy będą mogli skorzystać z niej już w pierwszym kwartale 2020 roku.

Co trzeci Polak stosuje domowe sposoby leczenia, a 90 proc. zażywa leki bez recepty. Samoleczenie może odciążyć lekarzy, ale potrzebna jest edukacja pacjentów

Co trzeci Polak stosuje domowe sposoby leczenia, a 90 proc. zażywa leki bez recepty. Samoleczenie może odciążyć lekarzy, ale potrzebna jest edukacja pacjentów 5

Mniej więcej co trzeci Polak, u którego wystąpią objawy chorobowe, stosuje domowe sposoby leczenia. Samoleczenie – które polega na bezpiecznym i racjonalnym zażywaniu leków bez recepty przez kilka dni do momentu ustąpienia objawów – może być wsparciem dla systemu ochrony zdrowia, a nawet skrócić kolejki do lekarzy. Z badań CBOS wynika, że takie leki przyjmuje niemal 90 proc. Polaków. Z okazji Międzynarodowego Dnia Samoleczenia, który przypada 24 lipca, Fundacja Obywatele Zdrowo Zaangażowani po raz kolejny podejmuje działania, które mają uświadamiać, jak zażywać je świadomie i odpowiedzialnie.

– Bezpieczne i racjonalne samoleczenie może pełnić rolę komplementarną w stosunku do systemu ochrony zdrowia. Na świecie istnieje wiele przykładów, gdzie samoleczenie się sprawdziło. National Health Service, czyli brytyjski system ochrony zdrowia, wprost rekomenduje stosowanie samoleczenia z zachowaniem zasad bezpieczeństwa – mówi agencji Newseria Biznes dr n. med. Dominik Olejniczak z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, członek zarządu Fundacji Obywatele Zdrowo Zaangażowani.

Bezpieczne i racjonalne samoleczenie polega na samodzielnym stosowaniu leków dostępnych bez recepty w przypadku wystąpienia znanych sobie objawów chorobowych przez okres nie dłuższy niż 2–3 dni. W momencie, kiedy nie następuje poprawa, należy bezwzględnie skorzystać z porady lekarza bądź farmaceuty.

Świadome i racjonalne samoleczenie może nawet podnieść jakość świadczeń czy skrócić czas oczekiwania na wizytę lekarską. Świadomy i wyedukowany pacjent, który będzie w stanie samodzielnie zareagować na lekkie i znane sobie objawy, zażywając leki dostępne bez recepty, nie musi udać się na wizytę lekarską. Dzięki temu na taką wizytę w szybszym terminie uda się pacjent, który rzeczywiście jej potrzebuje – mówi dr n. med. Dominik Olejniczak.

Jak podkreśla, istnieją trzy podstawowe zasady bezpiecznego samoleczenia. Po pierwsze, należy w tym celu stosować wyłącznie leki dostępne bez recepty (OTC). Po drugie, samoleczenie sprawdza się tylko w przypadku lekkich i znanych objawów chorobowych, jak np. przeziębienie. Trzecią zasadą jest udanie się do lekarza, jeżeli w ciągu 2 czy 3 dni nie następuje poprawa.

Przy samodzielnym stosowaniu leków bardzo istotne jest systematyczne wykonywanie badań profilaktycznych, ponieważ zwykły i często występujący objaw typu ból głowy może mieć różne podłoże. Możemy przyjmować lek przeciwbólowy, który pomoże doraźnie, ale warto byłoby znaleźć przyczynę takiego stanu rzeczy – mówi dr n. med. i n. o zdr. Anna Staniszewska, prezes Fundacji Obywatele Zdrowo Zaangażowani.

Jak wynika z raportu „Odpowiedzialne i nowoczesne samoleczenie w systemie ochrony zdrowia”, domowe sposoby leczenia stosuje obecnie co trzeci Polak, u którego wystąpią objawy chorobowe. W ubiegłym roku na farmaceutyki związane z leczeniem infekcji Polacy wydali w sumie 3,3 mld zł, przy czym 89 proc. sprzedanych leków stanowiły preparaty bez recepty – wynika z analizy IQVIA.

Wszelkie badania pokazują, że Polacy potrafią świadomie i racjonalnie stosować leki dostępne bez recepty. Wśród najważniejszych zaleceń jest to, żeby nie przekraczać dawek, co często się pacjentom zdarza. Należy stosować regularne odstępy w przyjmowaniu leków, a także upewnić się, czy dany lek należy przyjmować na czczo czy w trakcie, przed albo po jedzeniu – mówi Dominik Olejniczak.

Fundacja Obywatele Zdrowo Zaangażowani działa na rzecz racjonalnego samoleczenia, edukacji prozdrowotnej i promowania postaw współodpowiedzialności obywateli za własne zdrowie. Prowadzi m.in. skierowaną do seniorów akcję „Przewietrz apteczkę”, ucząc, jak właściwie przyjmować leki oraz rozmawiać z lekarzami, żeby uniknąć ryzyka związanego z zażywaniem wielu różnych substancji. Na swojej stronie udostępnia też „Abecadło lekowe”, czyli przystępny poradnik zawierający zasady bezpiecznego zażywania leków, zarówno tych dostępnych bez recepty, jak i wydawanych z przepisu lekarza.

W tym roku po raz kolejny Fundacja angażuje się w obchody Światowego Dnia Samoleczenia, który przypada cyklicznie 24 lipca. W ramach kampanii na terenie całej Polski pojawią się plakaty nawiązujące do edukacji zdrowotnej i świadomego samoleczenia.

Menadżerów w Polsce łączy skuteczność i determinacja. Kobiety wykazują większą elastyczność i otwartość na zmiany

Menadżerów w Polsce łączy skuteczność i determinacja. Kobiety wykazują większą elastyczność i otwartość na zmiany 6

Menadżerowie w Polsce są odważni i ambitni, łączy ich skuteczność i determinacja. Nie wyróżniają się specjalnie na tle liderów w innych krajach, nawet jeżeli pracują w międzynarodowych organizacjach – wynika z raportu „Przedsiębiorcze przywództwo” SHL Polska. Prezes firmy Aneta Fita podkreśla, że wyjątkiem jest większa skłonność do okazywania emocji. Polscy liderzy lubią też pracować w pojedynkę, zwłaszcza mężczyźni, którzy są bardziej zorientowani na wynik i rywalizację. Kobiety na stanowiskach menadżerskich wykazują z kolei większą elastyczność na rynkowe zmiany i szybciej się do nich dostosowują.

Polski lider to lider zaangażowany, który coraz bardziej docenia swój zespół, lubi się konsultować, jest odważny i ambitny. Natomiast zaskakuje fakt, że lubi pracować indywidualnie, czyli wciąż jeszcze dystansuje się nieco od swojego zespołu, i lubi okazywać emocje. Dla nas jest to sygnał, że jednak ta nasza wschodnia kultura i emocjonalność cały czas jest obecna – mówi agencji Newseria Biznes Aneta Fita, prezes zarządu SHL Polska.

Z raportu SHL „Przedsiębiorcze przywództwo” wynika, że polscy  liderzy skutecznie zarządzają firmami, reprezentując różne style przywództwa. Sprawdzają się w wielu obszarach biznesu i – mimo że prezentują zróżnicowane podejście do pracy – łączy ich skuteczność i determinacja. Na podstawie badań ilościowych i jakościowych autorzy raportu wyróżnili cztery typy polskich liderów.

Są liderzy, zwłaszcza w bankach czy instytucjach bardziej sformalizowanych, nastawieni na jakość, perfekcjoniści dążący do tego, żeby wszystko było dobrze. Wyróżniliśmy też liderów ambitnych, nastawionych na wynik. Tutaj dominują mężczyźni, w firmach farmaceutycznych czy FMCG. Kolejna grupa to liderzy ukierunkowani na współpracę, ale nie miłe relacje, a raczej zadaniowość. Wspólnie z ludźmi dążą do celu. Dominują tu m.in. firmy  IT, usługowe, gdzie trzeba pracować razem, żeby zrealizować coś dla klienta. Ostatni typ to liderzy nastawieni na relacje, otwarci na rynkowe zmiany, którzy szybko się do nich dostosowują. I ten styl jest też najbliższy modelowi, który jest najbardziej efektywny globalnie – mówi Aneta Fita.

Jak podkreśla, ten ostatni typ lidera jest nastawiony na relacje, za to odporny na krytykę. Lubi dynamiczne tempo pracy, poszukuje zmian i planuje długoterminowo. W tej grupie dominują zwłaszcza kobiety. Dla odmiany, mężczyźni przeważają w gronie liderów ambitnych, zorientowanych na wyniki i rywalizację, którzy preferują pracę w pojedynkę.

Wszystkie osoby, które brały udział w badaniu, osiągnęły sukces i są na wysokich stanowiskach. To są członkowie zarządów, prezesi, dyrektorzy funkcyjni. Różnie radzą sobie natomiast z własnymi predyspozycjami i biznesem, w którym funkcjonują. Stąd trudno powiedzieć, który z tych stylów jest idealny. Natomiast badania globalne pokazują, że liderzy bardziej przedsiębiorczy, nastawieni na relacje i zmiany radzą sobie na rynku lepiej pod kątem wyników, jakie generują dla organizacji – mówi Aneta Fita.

W porównaniu z menadżerami w innych krajach w Polsce liderzy nie wyróżniają się zasadniczo, nawet jeśli pracują w międzynarodowych organizacjach. Wynika to z faktu, że korporacje operujące na wielu rynkach mają ujednolicone standardy. Z kolei umiejętności i predyspozycje osobowościowe – takie jak umiejętność brania odpowiedzialności, odwaga, podejmowanie ryzyka, ambicja – to uniwersalne cechy, niezależne od lokalizacji rynku.

Większe znaczenie mają różnice kulturowe, bo np. styl zarządzania skuteczny w Polsce może nie sprawdzić się w Japonii czy Arabii Saudyjskiej, gdzie kultura narzuca inne postawy i rozwiązania. Co zaskakujące, znaczenie mają też czynniki takie jak wiek i doświadczenie oraz płeć, które przekładają się na styl zarządzania.

Wiek ma znaczenie chociażby dlatego, że są ludzie mniej i bardziej doświadczeni, co oczywiście nie znaczy, że wśród młodych nie można znaleźć ludzi z potencjałem liderskim. Podobnie płeć, bo najświeższe badania z Wielkiej Brytanii pokazują, że kobiety są bardziej elastyczne, lepiej dostosowują się do zmiennego środowiska. Mam nadzieję, że właśnie z tego powodu – a nie z powodu parytetów – kobiet na wysokich stanowiskach będzie przybywać – mówi Aneta Fita.

W raporcie „Przedsiębiorcze przywództwo” eksperci podkreślają, że liderzy organizacji – zarówno w Polsce, jak i na świecie – zaczęli już dostrzegać, że dotychczasowe modele przywództwa są coraz mniej efektywne. Koncentrują się na roli lidera w kontekście skuteczności celów, które realizuje, oraz zarządzanego przez niego zespołu. Tymczasem rola lidera i stawiane mu oczekiwania ulegają znacznym zmianom. Skuteczność, która doprowadziła dzisiejszych liderów do obecnej pozycji, nie jest tym, czego będą potrzebowały organizacje w przyszłości.

Przywódcy wzmacniają postawy przedsiębiorcze, nastawione na zmiany głównie poprzez angażowanie swoich ludzi w trudne, wymagające zadania. De facto uczą ludzi radzenia sobie z niepewnością, wyzwaniami, ale zapewniają przy tym wsparcie, pozwalają na popełnianie błędów. Nie jest to już zarządzanie zerojedynkowe, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, gdzie za błędy karano zwolnieniem lub naganą. W tej chwili odchodzi się od tego bardziej ku zarządzaniu eksperymentalnemu, które ma na celu dostosowanie firmy do zmian rynkowych, a nie odwrotnie, bo to już się po prostu nie sprawdza – podkreśla prezes zarządu SHL Polska.

Jak podkreśla, najbardziej pożądany i efektywny typ to przedsiębiorcze przywództwo, nastawione na realizację celów biznesowych.

Z badań globalnych wynika, że przedsiębiorczość to bardzo cenna postawa, która wpływa na wyniki firmy. W Polsce rozumiemy ją bardzo podobnie jak w innych krajach. Jest to postawa nastawiona na współpracę, wykorzystywanie – w pozytywnym tego słowa znaczeniu – kontaktów wewnątrz organizacji po to, żeby sobie wzajemnie pomagać, generować lepszy wynik. Ludzie są przyzwyczajeni do pracy w silosach, tylko w swoich zespołach, skupiają się na swoich wynikach. Tymczasem z badań wynika jednoznacznie, że trzeba rozszerzyć perspektywę, trzeba myśleć także o innych zespołach, pomagać innym liderom, ustawiać premie i bonusy tak, żeby wszystkim się to opłacało – mówi Aneta Fita.

Przyszłością motoryzacji są w pełni autonomiczne auta. Elektryczne autostrady i wirtualne kokpity na szybach samochodów to tylko kwestia czasu

Przyszłością motoryzacji są w pełni autonomiczne auta. Elektryczne autostrady i wirtualne kokpity na szybach samochodów to tylko kwestia czasu 7

Rynek motoryzacyjny zostanie w przyszłości skrajnie przemodelowany – twierdzą eksperci. Większość ludzi zrezygnuje z posiadania auta na rzecz korzystania z pojazdów współdzielonych. Kluczową rolę we wprowadzaniu tych zmian odegrają samochody autonomiczne, a zmiany związane z wypieraniem przez nie tradycyjnych samochodów będą następowały ewolucyjnie. Zmieni się też infrastruktura autostrad i transport ciężarowy. W przyszłości mogą pojawić się elektryczne autostrady, a już niebawem do samochodów wprowadzane zostaną wirtualne kokpity bazujące na rozszerzonej rzeczywistości.

– W przyszłości przede wszystkim zmieni się sposób użytkowania samochodów. Własność prywatna, taka indywidualna, auta raczej zacznie zanikać. Ona wciąż będzie istnieć, tylko auta te raczej będą pełnić rolę dzisiejszych motocykli czy łodzi. Niektórzy będą takie pojazdy mieć po prostu dla zabawy, dla hobby. Natomiast generalnie będziemy używać samochodów współdzielonych i będą to samochody autonomiczne – przewiduje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Tomasz Filipowski, menadżer odpowiedzialny za projekty R&D we Wrocławskim Dziale Automotive firmy GlobalLogic.

Na zmiany w sposobie użytkowania samochodów wpłynąć ma przede wszystkim postęp technologiczny połączony z notowanym na świecie wzrostem populacji. Jednym ze sposobów optymalizacji ma być zautonomizowanie komunikacji i oparcie jej nie na samochodach prywatnych, które w centrach miast zabierają ogromną przestrzeń, a na pojazdach współdzielonych.

Z badań przeprowadzonych przez Boston Consulting Group i Światowe Forum Ekonomiczne wynika, że 58 proc. respondentów deklaruje chęć korzystania z samochodów autonomicznych. Ponad 40 proc. osób badanych stwierdziło, że powodem takiej decyzji jest przede wszystkim wygoda użytkowania i brak konieczności tracenia czasu na szukanie miejsca parkingowego. Autorzy badania przewidują, że do 2021 roku w Europie w obszarach miejskich będzie mieszkało około 81 mln ludzi. 46 mln będzie miało prawo jazdy. Około 14 mln z nich zarejestruje się w usługach współdzielenia samochodów, a 1,4 mln będzie z nich korzystać intensywnie.

Zmiany obejmą nie tylko sposób korzystania z aut, lecz także ich wygląd. Ten będzie zdeterminowany przez funkcje, jakie samochód będzie posiadał. Zbędna może się okazać chociażby kierownica. Autonomizacja transportu największe piętno może odcisnąć natomiast na rynku motoryzacyjnym.

– Zmieni się udział w rynku poszczególnych firm czy też może ich pozycja. Dla przeciętnego użytkownika usług takich jak Vozilla nie jest szczególnie istotne, kto jest producentem tego samochodu. Zmieni się też więc całkowicie marketing i podejście do sprzedaży. Właścicielami tych pojazdów będą raczej floty, firmy, które będą świadczyć usługę, np. korporacje taksówkarskie, nie prywatni użytkownicy. W związku z czym zmieni się też cena tego samochodu, ale wzrośnie też bezpieczeństwo i komfort korzystania z takiego auta. Nie będziemy musieli się przejmować jego zakupem, obsługą, utrzymaniem, czy ubezpieczeniem – wymienia Tomasz Filipowski.

Dyskusja o autonomicznych samochodach dotyczy najczęściej transportu osobowego. Zaawansowane prace nad rozwiązaniami zautomatyzowanymi prowadzone są jednak również w przypadku samochodów ciężarowych. Rozwijana w Dolinie Krzemowej firma Peleton opracowała już ciężarówki wykorzystujące systemy z pierwszego, najmniejszego stopnia autonomizacji. To rozwiązania polegające na wspomaganiu pracy kierowcy. Rozwijany jest jednak również projekt ciężarówek kwalifikujących się do czwartego w pięciostopniowej skali stopnia autonomii.

Rozwiązanie łączy w sobie pracę człowieka kierującego ciężarówką-pilotem z autonomią kolejnych aut jadących w kolumnie. Technologia bezprzewodowo łączy dwie ciężarówki. Kierowca zarządza układem kierowniczym, przyspieszaniem i hamowaniem ciężarówki prowadzącej, a ciągnik jadący za nią reaguje na to, co robi pojazd napędzany przez człowieka. Taki sposób organizowania trasy floty, czyli plutonowanie, od dawna jest powszechny w przemyśle przewozowym, ponieważ może obniżyć koszty paliwa dla następnych ciężarówek poprzez zmniejszenie oporu aerodynamicznego. Wykorzystanie takiego systemu doprowadzi do automatyzacji co najmniej połowy floty, a co za tym idzie – znacznej redukcji kosztów.

Rozwiązania autonomiczne opracowywane są jednak nie tylko dla pojazdów w ruchu, lecz także dla całej infrastruktury.

– Niemcy już pracują nad zelektryfikowaną autostradą. Dotyczyć to będzie głównie transportu zbiorowego i transportu dóbr. TIR-y staną się trolejbusami, które po autostradzie będą się przemieszczać w trybie elektrycznym podpięte do sieci tak jak tramwaj. Być może z czasem tak jeździć będą też autobusy. W jeszcze odleglejszej przyszłości elektryfikacja może przeniesie się z drutów biegnących nad autostradą pod autostradę, być może będzie to właśnie technologia oparta o jakąś formę magnetyzmu i być może samochody osobowe też będą z niej korzystać – mówi specjalista z GlobalLogic.

Rozwój motoryzacji w kierunku pełnej autonomizacji następować ma jednak stopniowo. Oznacza to, że na przestrzeni najbliższych lat samochody będą wyposażane w coraz bardziej zaawansowane technologie wspomagające pracę kierowcy. Wykorzystywać one będą sztuczną inteligencję, tak jak już dziś dzieje się to chociażby w przypadku aktywnych tempomatów czy rozwiązania z zakresu rozszerzonej rzeczywistości, czego namiastką są wyświetlacze HUD.

– W ramach projektu ARIS – Augmented Reality Infotainment System tworzymy platformę do rozwoju systemów infotainment przyszłości. Ekranem takiego systemu infotainment staje się już nie wyświetlacz w kokpicie centralnym, lecz cała przednia szyba. I oczywiście wykorzystujemy tutaj takie technologie, jak Augmented Reality, Head-Up Display czy Computer Vision. Jeżeli chodzi o autonomię, to np. Tesla oferuje już system autopilot, który potrafi zmieniać pas, na którym auto się znajduje, wyprzedzać pojazdy, automatycznie się zatrzymać, przyspieszyć, zwolnić itd. Autonomii jest coraz więcej i jej będzie coraz więcej, to będzie ewolucja, nie rewolucja – mówi Tomasz Filipowski.

Według Allied Market Research rynek pojazdów autonomicznych do 2026 r. ma osiągnąć wartość przeszło 54 mld dol. W najbliższych latach będzie się rozwijać w tempie blisko 40 proc. w skali roku.

Automatyka przemysłowa – na czym polega?

Pomoc zrobotyzowanych maszyn w przemyśle to fakt. Osiąganie lepszych wyników jakościowych i ilościowych jest możliwe właśnie dzięki wsparciu maszyn, które wykonuję skomplikowane operacja na taśmie montażowej. Do tego dochodzi rożnego rodzaju elektronika raportująca dane na temat problemów. Wszystko to nosi nazwę automatyka przemysłowa i jest tematem, który warto sobie nieco przybliżyć.

Automatyka przemysłowa – czym jest?

Zacznijmy od zdefiniowania samej automatyki. To dziedzina zajmująca się automatycznym sterowaniem procesami produkcyjnymi. Udział człowieka jest minimalny bądź w ogóle wyeliminowany. Jej poddziedziną jest właśnie automatyka przemysłowa, czyli dział inżynierii zajmujący się automatyzacją procesów produkcyjnych. Automatyka stanowi duże ułatwienie dla przemysłu, ponieważ pozwala produkować więcej w krótszym czasie, a do tego w lepszej jakości. Wszystko to wpływa na obniżenie kosztów produkcji.

Maszyny stolarskie CNC, frezarki, tokarki

Przemysł to sektor, który rozwija się niezwykle dynamicznie. To właśnie do fabryk i zakładów produkcyjnych w dużej mierze trafiają nowoczesne technologie pozwalająca produkować więcej, szybciej i w lepszej jakości. Jedną z takich technologii jest automatyka przemysłowa. Jej podstawą są nowoczesne maszyny, roboty i inne urządzenia stanowiące ogromną pomoc w działalności produkcyjnej wielu zakładów na całym świecie, także w Polsce.

Co składa się na systemy automatyki przemysłowej

Systemy automatyki to zespoły maszyn i urządzeń o określonej funkcji, na przykład pomiarowej, sterującej bądź wykonawczej. Do systemów automatyki wliczają się też maszyny montażowe, maszyny transportowe, maszyny do magazynowania produktów, a nawet całe linie montażowe. Systemem automatyki są także:

  • różne rejestratory i kamery kontrolujące – kontrolują stan komponentów przed montażem,

  • czujniki zainstalowane na liniach produkcyjnych – np. sprawdzające stan innych urządzeń, dzięki którym operator może w porę zareagować na wykrytą usterkę,

  • panele operatorskie (https://www.ebmia.pl/automatyka-panele-operatorskie-c-197_925.html)- system automatyki umożliwiający sterowanie innymi maszynami; na panel składa się zazwyczaj monitor, klawiatura, mysz, dodatkowe urządzenia oraz interfejs programu sterującego.

  • sterowniki PLC – czyli programmable logic controller; pozwalają na programowanie określonych zachowań urządzenia wykorzystując wbudowany język programowania.

  • inne systemy mechaniczne i elektryczne – np. pompy, siłowniki, silniki, zawory

Maszyny CNC

Oprogramowanie w automatyce przemysłowej

Automatyka przemysłowa to nie tylko maszyny i urządzenia, lecz także oprogramowanie kontrolujące procesy produkcyjne. Funkcje oprogramowania w takiej sytuacji mogą być bardzo rozbudowane. Np. jest to dostarczanie danych potrzebnych do rozliczania pracowników, optymalizacja procesów produkcyjnych i sterowanie nimi, a także szybkie reagowanie na usterki i awarie. Oprogramowanie używane w automatyce przemysłowej to np. SCADA (Supervisory Control And Data Acquisition) lub DCS – rozproszony system sterowania (distributed control system.)

zdjecie4

Części i elementy automatyki przemysłowej dostępne są w sklepie EBMiA.pl pod adresem: https://www.ebmia.pl/automatyka-c-197.html

Wyniki operacyjne EDPR po I połowie 2019 r.

  • Wyniki operacyjne EDPR oraz strategia sprzedaży aktywów przyniosły wzrot zysku netto do 343 milionów euro, co oznacza wzrost o 147% r/r
  • Przychody wzrosły o 9% do 1 005 mln euro
  • EBIDTA wyniosła 961 mln euro, co oznacza wzrost o 40% r/r
  • W pierwszej połowie 2019 r. łączna moc zainstalowana portfela aktywów operacyjnych EDPR w 11 państwach wzrosła o 720 MW do 11,8 GW.

EDP Renewables (Euronext: EDPR), światowy lider w sektorze energii odnawialnej i jeden z największych producentów energii wiatrowej na świecie ogłosił dziś, że na dzień 30 czerwca spółka zarządzała portfelem aktywów operacyjnych o łącznej mocy zainstalowanej 11,8 GW i o średnim okresie użytkowania 8 lat. Aktywa EDPR znajdują się w 11 państwach, przy czym 11,4 GW jest w pełni skonsolidowanych, a 371 MW skonsolidowanych kapitałowo. W ciągu ostatnich 12 miesięcy EDPR powiększyła swój portfel o kolejne 720 MW, z czego 318 MW w Ameryce Północnej, 266 MW w Europie i 137 MW w Brazylii. Na dzień 30 czerwca 2019 r. spółka była zaangażowana w budowę projektów o łącznej mocy zainstalowanej 1,3 GW, z czego 993 MW stanowią projekty farm lądowych, a 330 MW to udziały kapitałowe w stacjonarnych i pływających projektach farm morskich.

Od stycznia do czerwca 2019 r. EDPR wygenerowała 16,2 TWh czystej energii (co oznacza wzrost o 5% r/r), przyczyniając się tym samym do ograniczenia 11 milionów ton emisji dwutlenku węgla. Na poziom produkcji miała wpływ słabsza niż przeciętnie dostępność zasobów wiatrowych, którą zrównoważył jednak przyrost mocy zainstalowanej w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy (+680 EBIDTA MW r/r). Średnia cena sprzedaży zwiększyła się o 5% r/r, a to za sprawą wzrostu cen w Europie wschodniej oraz wyższych cen uzyskanych w Hiszpanii i Stanach Zjednoczonych, a także korzystnych różnic kursowych.

Wyniki finansowe

EDPR osiągnęła przychody na poziomie 1 005 mln euro (+9% r/r), na co złożyły się słabsza dostępność zasobów wiatrowych (spadek o 1 pp r/r; -28 mln euro r/r), wzrost mocy  (6% średn. MW; + 71 mln euro r/r), wyższa średnia cena sprzedaży (+5% r/r; +29 mln euro r/r), korzystne różnice kursowe (+27 mln euro r/r) oraz zaplanowane wygaśnięcie 10-letnich ulg Production Tax Credit oraz specjalnych instrumentów podatkowych (-22 mln euro r/r).

Pozostałe przychody operacyjne wyniosły 253 mln euro (+198 mln EUR r/r), a zmiana w ujęciu rocznym uwzględnia zyski ze sprzedaży portfela aktywów o mocy zainstalowanej 997 MW, ogłoszonej w kwietniu 2019 r.

Koszty operacyjne wyniosły 297 mln euro (+1% r/r), bez uwzględnienia 23 mln euro wynikających z zastosowania MSSF 16 (dzierżawa i wynajem).

W związku z tym EBIDTA wyniosła 961 mln euro (+40% r/r), EBIT wzrósł do 667 mln euro (wobec 427 mln euro w pierwszej połowie 2018 r.), przy czym w tym okresie wskutek zastosowania MSSF 16 wartość amortyzacji wzrosła o 17 mln euro. Koszty finansowe netto wzrosły do 189 mln euro (+56 mln euro względem pierwszego półrocza 2018 r.). Na zmianę w ujęciu rocznym miał wpływ zysk w wysokości 15 mln euro ogłoszony w pierwszym kwartale 2018 roku, związany ze sprzedażą udziałów w projekcie morskiej farmy wiatrowej w Wielkiej Brytanii, a także 14 mln euro wynikające z nowego ujęcia leasingu w ramach MSSF 16 w pierwszej połowie 2019 r. oraz wyższe średnie zadłużenie.

Zysk netto między styczniem a czerwcem wzrósł do 343 mln euro (+147% r/r). Wartość przypadająca na mniejszościowy pakiet udziałów wyniosła w tym okresie 91 mln euro.

Na koniec roku finansowego zadłużenie netto wyniosło 3,728 mln euro (+668 mln euro względem grudnia 2018 r.), co jest wynikiem, z jednej strony, środków pieniężnych generowanych z aktywów oraz, z drugiej strony, inwestycji przeprowadzonych w tym okresie, jak również różnic kursowych. Zobowiązania wynikające z partnerstwa instytucjonalnego wyniosły 1 178 mln euro, co odzwierciedla korzyści uzyskane dzięki projektom i współpracę w ramach tax equity partners (-8% względem grudnia 2018 r. w dolarach amerykańskich).

Accolade zainwestuje kolejne 38 mln euro w Szczecinie

Accolade – międzynarodowy inwestor na rynku nieruchomości komercyjnych – rozbuduje Park Przemysłowy w Szczecinie na terenach dawnej fabryki produkującej silniki samolotowe. Dostępna dla najemców powierzchnia ma wzrosnąć ze 147 tys. m2 obecnie do 220 tys. m2. Wartość dwóch kolejnych etapów inwestycji szacowana jest na 38 mln euro. Zakończenie budowy III etapu liczącego 40 tys. m2 planowane jest na lipiec 2019.

Accolade dysponuje w Polsce dziewięcioma kompleksami przemysłowymi o powierzchni 588 tys. m2 i wartości 360 mln euro. Firma wywodząca się z Czech w Szczecinie pojawiła się w 2016 r., kiedy to zainwestowała 23 mln euro w tereny położone po wschodniej stronie Szczecina, w odległości 20 minut jazdy z Lotniska Szczecin Goleniów.

„Port Szczecin-Świnoujście jest głównym portem tranzytowym dla Republiki Czeskiej i Słowacji, co ułatwiło nam decyzję o zainwestowaniu w tej lokalizacji. Szczecin jest też doskonale położony, co jest niezwykle istotne dla naszych najemców. Ze Szczecina mamy doskonałe połączenie z Niemcami, ale również ze Skandynawią. Od samego początku naszym najemcą jest min. firma Pierce, największy szwedzki sprzedawca internetowy akcesoriów motocyklowych, czy Svendsen Sport, główny dostawca sprzętu wędkarskiego z Dani. Drugi etap w Parku Szczecin został wynajęty jeszcze przed zakończeniem budowy, co uzasadnia decyzję dotyczącą dalszej rozbudowy kompleksu” – mówi Michał Białas, Country Head z Accolade Poland.

Do pozostałych najemców parku należą również: DHL, globalny lider w branży logistycznej, AutoDoc, internetowy sprzedawca części zamiennych do samochodów, czy Change Lingerie, wiodąca skandynawska marka bielizny.

„Finansujemy nie tylko rozwój nowych miejsc, ale także przebudowę terenów poprzemysłowych, którym nadaje nowy kształt i udostępnia do użytku dla sektora przemysłowego. Park Szczecin jest właśnie przykładem takiego podejścia do inwestycji” – dodaje Michał Białas.

Rozbudowywany Park w Szczecinie, który położony jest na obszarze prawie 50 ha liczy obecnie 147 tys. m2. Pierwsze trzy części o łącznej powierzchni ponad 147 tys. m2. zostały już wynajęte, z czego 40 tys. m2. zostanie ukończone jeszcze w lipcu 2019 r. W przyszłości Park ma zostać dodatkowo powiększony o kolejne 73 tys. m2. Łączną wartość inwestycji zrealizowanej w Szczecinie można szacować na ponad 118 mln euro.

Accolade zanotowało w Polsce w porównaniu do 2017 r. pięciokrotny wzrost aktywów, a roczne przychody z najmu powierzchni wzrosły do 22 mln euro. Strategia Accolade zakłada długofalową budowę bezpiecznego portfela nieruchomości komercyjnych na stabilnych i rozwiniętych rynkach. Realizując tą strategię przedstawiciele Accolade deklarują, że chcą nadal zwiększać obecność w Polsce i rozważają wejście do innych krajów europejskich.

Kolejny znakomity rok na rynku biurowym w Warszawie

Duże transakcje zawarte w I półroczu na warszawskim rynku biurowym przełożyły się na świetny wynik po stronie popytu – do końca czerwca wynajęto 406 000 mkw. powierzchni. W budowie znajduje się ok. 780 000 mkw. biur, współczynnik pustostanów spada, a czynsze rosną.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na warszawskim rynku biurowym na koniec I półrocza 2019.

Popyt – sektor BIFS zdominował pierwszą połowę roku

Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL
Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL

Po spokojnym początku 2019, w II kw. warszawski rynek biurowy nabrał rozpędu. Popyt od kwietnia do czerwca włącznie sięgnął 266 000 mkw. windując wynik za pierwsze półrocze do 406 000 mkw. Tak dobry wynik był rezultatem dużej aktywności firm z sektora finansowego i ubezpieczeniowego. Największe transakcje w I półroczu zawarły takie firmy jak Getin Bank (18 500 mkw. w The Warsaw Hub), Warta (prawie 17 600 mkw. w Warsaw Unit), poufny najemca (13 300 mkw. w Marynarska 12), Axa (12 900 mkw. w Warsaw Trade Tower) czy Bank Gospodarstwa Krajowego (12 400 mkw. w Varso).
W ostatnich miesiącach w Warszawie doszło do pięciu znaczących transakcji najmu zawartych przez instytucje finansowe i ubezpieczeniowe, z czego cztery z nich przypadły na szerokie centrum stolicy. Jest kilka powodów tak silnej koncentracji najemców na tym obszarze Warszawy. Jest to rejon o najlepszej dostępności komunikacji publicznej, a dodatkowo prestiż lokalizacji ułatwia rekrutację i utrzymanie pracowników, natomiast realizowane przez deweloperów spektakularne projekty dają możliwość wynajmu dużych powierzchni. Centrum jest też szczególnie popularne wśród firm wchodzących na rynek warszawski.  – Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL

W samym Centrum podpisano umowy na blisko 126 000 mkw. powierzchni. Na kolejnych miejscach uplasował się Mokotów (104 000 mkw.) i Centralny Obszar Biznesu (62 000 mkw.). Te trzy strefy biurowe były odpowiedzialne za prawie trzy czwarte łącznego popytu w Warszawie. Warto podkreślić, że niska dostępność istniejących biur spowodowała, że firmy w coraz większym stopniu rozważają projekty w budowie. W rezultacie, od stycznia do czerwca 2019 umowy przednajmu sięgnęły 108 500 mkw.

Biorąc pod uwagę transakcje podpisane już w III kw. – takie jak np. historycznie rekordowa umowa firmy mBank na ponad 45 000 mkw. – a także kontrakty planowane do zamknięcia w nadchodzących miesiącach, możemy się spodziewać kolejnego bardzo dobrego roku na stołecznym rynku biurowym. – Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy, JLL

Flexy na fali

Dalszy rozwój notują również operatorzy elastycznych przestrzeni pracy. Ostatnio coraz większym zainteresowaniem cieszą się niestandardowe budynki, co widać na przykładzie transakcji w ArtN, gdzie rent24 oraz Inoffice podpisały umowy na prawie 6 000 mkw., czy 6 000 mkw. w Central Point wynajęte dla jednej z głównych sieci flex. Operatorzy dywersyfikują swoje portfolio lokalizacjj – najchętniej wybierając centrum, ale również poszukując opcji rozwoju poza nim. Dobrym tego przykładem jest decyzja Inoffice o otworzeniu nowego centrum w Business Garden oraz wynajem powierzchni w budynku Witosa Point przez markę Regus.

Podaż – deweloperzy na wysokich obrotach

Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa w JLL
Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa w JLL

Wysoki popyt na biura napędza aktywność deweloperów komercyjnych. W I półroczu 2019 do użytku oddano 80 500 mkw. biur w dziesięciu budynkach, a w budowie znajduje się około 780 000 mkw. powierzchni, która trafi na rynek do 2021 roku. Co ważne, około 40% tego wolumenu jest już zabezpieczone umowami przednajmu. To dowodzi, że Warszawa jest jednym z najbardziej chłonnych rynków biurowych w Europie, dzięki równowaga między podażą a popytem będzie zachowana. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL

Do największych oddanych do użytku projektów w I półroczu należały Moje Miejsce B1 (blisko 19 000 mkw., deweloper Echo Investment), Spark B (prawie 16 000 mkw., Skanska Property Poland) oraz Vector+ (blisko 14 000 mkw., City Level).

Pustostany i czynsze

Współczynnik pustostanów w Warszawie obniżył się do 8,5% (5,6% w strefach centralnych i 10,4% poza nimi), co jest spadkiem o 2.6 p.p. rok do roku. Jest to również najniższy wynik od 2012 roku i prognozowane są dalsze spadki tej wartości.
Najwyższe czynsze transakcyjne wzrosły w centralnych częściach Warszawy ze względu na wysoki popyt, niski wskaźnik pustostanów oraz rosnące koszty budowy. W szerokim centrum stawki dla najlepszych nieruchomości wynoszą od 17 do 24 euro /mkw. /miesiąc, a poza nim od 11 euro do 15 euro / mkw. / miesiąc.

Inwestorzy private equity w Europie Środkowej coraz bardziej zainteresowani średnimi firmami i startupami

Coraz więcej funduszy private equity (PE) w Europie spodziewa się wzrostu liczby zawieranych transakcji. Trzy czwarte respondentów najnowszej edycji badania „Private Equity Confidence Survey”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, nie przewiduje zmian w obecnej sytuacji gospodarczej, a 8 proc. spodziewa się jej poprawy. Zainteresowanie inwestorów największymi firmami zmieniło się na korzyść przedsiębiorstw średniej wielkości i startup-ów. Coraz więcej funduszy zamierza skupić się na zarządzaniu swoim istniejącym portfelem spółek, jednak wciąż większość z nich poszukuje nowych okazji inwestycyjnych.

Rynek funduszy private equity w Europie Środkowej pozostaje spokojniejszy, w porównaniu do sporej aktywności transakcyjnej w 2017 roku. Obecna edycja badania pokazała bardziej optymistyczną ocenę sytuacji gospodarczej przez inwestorów. Tzw. indeks optymizmu (CE Private Equity Confidence Index) w tej edycji badania wyniósł 102 punkty i utrzymał się na poziomie zbliżonym do jego zimowej edycji – mówi Mark Jung, Partner w dziale Doradztwa Finansowego w Deloitte, Lider Sektora Private Equity w Europie Środkowej.

Tło gospodarcze bardziej sprzyjające

Wyniki badania pokazują zwiększony optymizm inwestorów w ocenie sytuacji ekonomicznej.

Poprawy spodziewa się 8 proc. respondentów, czyli o 6 p.p. więcej niż w poprzedniej edycji. Trzy czwarte respondentów nie przewiduje zmian, a pogorszenia obawia się 17 proc. inwestorów, czyli o 8 p.p. mniej niż w poprzedniej edycji. Wyniki wskazują na zmniejszenie pesymistycznego nastroju, który był widoczny od wiosny 2017 roku. Za wzrost popytu odpowiadają głównie rosnące płace, absorpcja funduszy unijnych i możliwe do spełnienia warunki finansowania.

Sprzedaż zyskuje na popularności

Ponad dwie trzecie respondentów wskazało, że poziom aktywności funduszy PE utrzyma się
w najbliższych miesiącach na podobnym poziomie. 15 proc. inwestorów oczekuje wzrostu i dokładnie tyle samo – spadku aktywności. Wciąż dominującą aktywnością funduszy PE w Europie Środkowej w nadchodzących miesiącach będzie kupno (55 proc.), jednak w porównaniu do poprzednich edycji badania, nastąpił nieznaczny wzrost liczby respondentów, którzy deklarują skupienie się na sprzedaży. Obecnie potwierdza to prawie jedna piąta respondentów: 19 proc, o 3 p.p. więcej niż w badaniu przeprowadzonym zimą. 26 proc. respondentów uważa natomiast, że poziomy kupna i sprzedaży spółek utrzymają się na równym poziomie.

Centrum zainteresowania inwestorów

Nowe inwestycje wciąż pozostają głównym zainteresowaniem inwestorów – co wskazało 58 proc. badanych. Ta liczba jednak spada od 2016 roku, wówczas tę odpowiedź wskazało 73 proc.  ankietowanych. Natomiast jedna trzecia respondentów badania (32 proc.), a tym samym najwięcej od 2015 roku, deklaruje, że w ciągu najbliższych miesięcy skupi się na zarządzaniu istniejącym portfelem spółek.

– Fundusze private equity w Europie Środkowej mają bogate doświadczenie w zawieraniu transakcji, wiele z nich działa na rynku od ponad 20 lat. W regionie nie brakuje okazji inwestycyjnych, a najbardziej atrakcyjne charakteryzują się wysokimi cenami. Niektóre z nich mogą być jednak uznane za zbyt kosztowne, biorąc pod uwagę obecną sytuację gospodarczą, co może być oznaką ostrożności funduszy – mówi Mark Jung.

Finansowanie i rozmiary transakcji

Wyniki badania pokazują, że inwestorzy nieco zmienili swoją opinię w kwestii zabezpieczenia finansowania dłużnego transakcji. Wciąż zdecydowana większość (75 proc.) respondentów oczekuje,
że dostępność finansowania dłużnego pozostanie na tym samym poziomie. Najmniej, bo tylko 4 proc. oczekuje, że w tym zakresie nastąpi wzrost. Jednak co piąty respondent tej edycji badania (21 proc.) spodziewa się spadku dostępności finansowania dłużnego, co stanowi trzykrotny wzrost w porównaniu
z ostatnim badaniem (7 proc.).

 

– W ciągu ostatnich kilku lata zauważyliśmy w regionie poprawę płynności, podobnie jak w Europie Zachodniej. W krajach Europy Środkowej dotyczyło to lokalnych jak i zagranicznych banków oraz kilku funduszy dłużnych. Nasze badanie wskazuje jednak na potencjalną zmianę oczekiwanej dostępności, więc możliwy jest wzrost buforów kapitałowych lub nawet korekta mnożników rynkowych, odzwierciedlające niedobory płynności mogące pojawić się za jakiś czas – dodaje Mark Jung.

Oczekiwania dotyczące wielkości transakcji nie różnią się znacząco od poprzedniej edycji badania. 68 proc. inwestorów oczekuje, że wielkość transakcji nie zmieni się przez najbliższe miesiące.

19 proc. przewiduje zwiększenie wielkości transakcji, a 13 proc. ich spadek, to o 4 p.p. więcej niż w przedniej edycji badania. Istotna zmiana nastąpiła natomiast w rodzaju przedsiębiorstw, których dotyczą inwestycje. Po raz trzeci w historii badania mniej niż połowa respondentów wykazała zainteresowanie inwestowaniem w aktywa największych firm. Swoją pozycję umocniły natomiast średnie przedsiębiorstwa (wzrost z 27 proc. do 40 proc.) i start-upy (wzrost z 9 proc. do 13 proc.). Te ostatnie odznaczały się największą popularnością od początku prowadzenia badania.

Informacja o raporcie

Wyniki 33. edycji regionalnego badania Deloitte „Central Europe Private Equity Confidence Survey” stanowią wnioski z ankiety skierowanej do inwestorów Private Equity działających w krajach Europy Środkowej. Badanie ukazuje się cyklicznie dwa razy w roku, począwszy od 2003 r. Przeprowadzona ankieta miała na celu zbadanie nastrojów i oczekiwań funduszy PE odnośnie m.in: rynku transakcyjnego, spodziewanych parametrów transakcyjnych oraz aktywności w ciągu kolejnych 6 miesięcy. Indeks optymizmu jest średnią z 7 indeksów uzyskanych z pierwszych 7 pytań ankietowych. Wskaźnik przedstawia zmianę odczuć pozytywnych w stosunku do łącznej liczby odpowiedzi pozytywnych i negatywnych (odpowiedzi neutralnie nie były brane pod uwagę) w porównaniu do pierwszej edycji badania z wiosny 2003 r. Im wskaźnik wyższy, tym większy optymizm przedstawicieli funduszy.

Zawyżanie kosztów uzyskania przychodu i jego konsekwencje

Oprócz luki w VAT, którą fiskus od kilku lat próbuje załatać, istnieje również ogromna luka w podatku dochodowym, powstała w latach 2015-2017. Jednym z powodów tego stanu rzeczy jest zawyżanie kosztów uzyskania przychodu, a w efekcie zaniżanie podstawy opodatkowania CIT lub PIT. Przedsiębiorcy powinni zatem liczyć się ze wzmożonymi kontrolami w tym zakresie.

Koszty uzyskania przychodów – definicja

Ustawy podatkowe zawierają bezpośrednią definicję kosztów uzyskania przychodu. Zgodnie z nią kosztami uzyskania przychodów są koszty poniesione w celu osiągnięcia przychodów ze źródła przychodów lub w celu zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów, z wyjątkiem kosztów wyłączonych z kosztów uzyskania przychodu. Powyższa definicja nie wyjaśnia jednak, co przedsiębiorca może zaliczyć do KUP, a czego zaliczyć do KUP nie może.

Kosztem uzyskania przychodów może być jedynie koszt poniesiony, co oznacza, że musi nastąpić uszczuplenie w majątku podatnika poprzez zmniejszenie jego aktywów albo zwiększenie pasywów. Czym natomiast jest koszt poniesiony „w celu osiągnięcia przychodów ze źródła przychodów lub w celu zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów”? W doktrynie wskazuje się, że aby zweryfikować powyższe, należy odwołać się do pierwotnego zamiaru podatnika ponoszącego dany koszt. Przykładowo zakup quada dla siostrzeńca na urodziny nie będzie stanowił kosztu uzyskania przychodu nawet wtedy, jeżeli przedsiębiorca prowadzi tor wyścigowy dla quadów wraz z ich wynajmem. Nie będzie on również mógł stanowić środka transportu. Piśmiennictwo wskazuje również, że „zgodna z treścią ustawowej regulacji kwalifikacja kosztów uzyskania przychodu powinna brać pod uwagę przede wszystkim przeznaczenie wydatku (jego celowość, racjonalność, zasadność, niezbędność) oraz możliwość przyczynienia się danego wydatku do osiągnięcia przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów” (K. Gil, A. Obońska, A. Wacławczyk, A. Walter (red.), Podatek dochodowy od osób prawnych. Komentarz. Wyd. 3, Warszawa 2019).

Co można, a czego nie można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu?

Z powyższego wynika zatem, że każdy poniesiony wydatek zaliczony do KUP powinien stanowić koszt poniesiony „w celu osiągnięcia przychodów ze źródła przychodów lub w celu zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów”, a kluczowy jest pierwotny zamiar podatnika. Tym samym rzec można, że to od „własnego sumienia” zależy, czy dany wydatek zaliczymy w koszt uzyskania przychodów, czy też nie. Należy jednak pamiętać, że organy KAS mają prawo przeprowadzić kontrolę w zakresie rzetelności i poprawności rozliczenia z budżetem państwa, nie tylko w VAT, ale również w PIT oraz CIT. Organy te mają zatem prawo skontrolować, czy podatnicy nie zawyżają kosztów uzyskania przychodu, a tym samym, czy celowo nie zmniejszają podstawy opodatkowania. Każdą najmniejszą wątpliwość w tym zakresie podatnik będzie musiał dokładnie wytłumaczyć urzędnikom.

Do czego może prowadzić kontrola KAS?

Każda kontrola prowadzi do weryfikacji, czy podatnik prawidłowo rozliczył się z fiskusem. W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości podatnikowi przysługuje prawo złożenia korekty deklaracji lub zeznania podatkowego albo oczekiwanie na decyzję wymiarową w postępowaniu podatkowym, jeżeli owe korekty nie zostaną złożone. Postępowanie podatkowe może doprowadzić do wydania decyzji zabezpieczającej na majątku podatnika, zaś sama decyzja wymiarowa będzie oznaczać nie tylko zobowiązanie do zapłaty zaległego podatku wraz z odsetkami, ale często będzie także stanowić asumpt do wszczęcia postępowania karnego skarbowego.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Zdrowe miasto to miasto dobrze zaplanowane

Miasta to środowisko życia coraz większej części międzynarodowej populacji – mieszka w nich dziś ponad połowa ludzkości. Według szacunków ONZ w 2050 r. będzie w nich żyć około 3/4 wszystkich ludzi. Biorąc pod uwagę dane demograficzne oraz zmiany klimatyczne niezwykle dużego znaczenia nabiera takie kształtowanie przestrzeni, aby pozytywnie wpływała ona na nasze zdrowie. Wymaga to skrupulatnie przygotowywanej strategii, mającej na celu poprawę warunków życia mieszkańców i obejmującej działania m.in. na rzecz ekologii, edukacji, profilaktyki oraz odpowiedzialnego planowania przestrzennego.

Wprost proporcjonalnie do wzrostu liczebności mieszkańców oraz zasięgu terytorialnego samych aglomeracji przybierają na sile ich problemy. Zanieczyszczenie środowiska, choroby cywilizacyjne, stresogenny hałas, korki i niewydolny transport – to tylko kilka pozycji z długiej listy wielkomiejskich bolączek. Wszystkie z nich w istotnym stopniu rzutują na zdrowie obywateli, przy czym zdrowie należy tu rozumieć bardzo szeroko – nie tylko w aspekcie fizycznym, lecz także psychicznym, emocjonalnym i społecznym. Wobec tego ukierunkowanie na tę problematykę jest coraz bardziej widoczne w działaniach podejmowanych przez władze samorządowe oraz liczne organizacje i podmioty zaangażowane w proces planowania miast.

Życiodajna zieleń

Jednym z najprostszych przepisów na zdrowe miasto jest duża ilość zieleni. Szczególną rolę w miejskim ekosystemie odgrywają drzewa – zapewniają cień, ochronę budynków przed wiatrem i przegrzewaniem, oczyszczają powietrze poprzez transpirację, czyli produkcję pary wodnej, a przede wszystkim mają bardzo pozytywny wpływ na nasze zdrowie. Jak bowiem dowodzą badania, przebywanie wśród zieleni poprawia nastrój i redukuje stres.

– Ludzie nie zdają sobie sprawy z faktu, że dorosłe drzewo w pobliżu miejsca zamieszkania to nie tylko walor estetyczny, ale przede wszystkim inwestycja we własne zdrowie psychiczne i fizyczne, ochrona przed niesprzyjającymi warunkami atmosferycznymi, takimi jak upał, deszcz czy wichury, a także realna oszczędność w kosztach energii – mówi dr inż. Marzena Suchocka, współtwórczyni Instytutu Drzewa i wykładowczyni w Katedrze Architektury Krajobrazu SGGW w Warszawie. – Drzewa sprzyjają poprawie samopoczucia, a ich obecność w pobliżu miejsca zamieszkania koreluje z obniżeniem wydatków na leki. Są to fakty potwierdzone naukowo – dodaje.

Jak zauważa Marzena Suchocka, w Europie Zachodniej już od lat 60. oblicza się korzyści z obecności drzew w miejskich ekosystemach oraz wartość odtworzeniową drzewa. Taka wiedza przekłada się na wyższą świadomość w kwestii dbałości o zieleń oraz większą jej ochronę i pielęgnację. Przykładowo w Berlinie władze miejskie prowadzą długofalową strategię zarządzania w tym zakresie – każde drzewo ma tam swoją kartę ewidencyjną, w której notuje się informacje o jego stanie i historii, m.in. o dacie posadzenia czy przebytych chorobach.

Zieloną politykę prowadzą także inne europejskie metropolie. Pod koniec ubiegłego roku władze Mediolanu ogłosiły plan posadzenia 3 milionów drzew! Z kolei Paryż postawił na rośliny na budynkach – w planach jest zazielenienie około 100 ha dachów i ścian do 2020 roku. Jedna trzecia tej powierzchni ma być przeznaczona pod miejskie uprawy warzyw i owoców. Samorządy nie zawsze są w stanie udźwignąć tak ambitne plany, dlatego władze Nowego Jorku do współpracy przy swoim programie MilionTreesNYC zaangażowały również mieszkańców, organizacje pozarządowe i prywatnych inwestorów.

Biorąc pod uwagę aspekty zdrowotne, przy planowaniu miejskiej zieleni coraz większą uwagę przywiązuje się nie tylko do walorów estetycznych, lecz także do troski o ograniczenie występowania objawów alergicznych spowodowanych pyleniem roślin. W Europie powstają już pierwsze parki antyalergiczne – np. Parc Zénith w Lyonie.

Zwarte miasto

Andrzej Gutowski, dyrektor w dziale Certyfikacji Zielonych Budynków Colliers International
Andrzej Gutowski, dyrektor w dziale Certyfikacji Zielonych Budynków Colliers International

Zdrowe i zielone miasto wbrew pozorom nie oznacza miasta luźno zabudowanego. Jest wręcz przeciwnie. – Im bardziej zwarta tkanka miejska, tym lepszy dostęp do rozmaitych udogodnień, transportu publicznego, ścieżek rowerowych, przestrzeni publicznych czy opieki medycznej. Zwarta zabudowa pozwala na ograniczenie ingerencji w tereny czynne ekologicznie powstrzymując powierzchniowe rozrastanie się miast. Wyrównywanie szans różnych grup społecznych polega na zapewnieniu możliwości korzystania z podstawowych usług w obrębie każdego osiedla czy dzielnicy – ich niedobór może pogłębiać procesy wykluczenia społecznego. Ponadto miasta ze szczególną starannością powinny dbać o zrównoważoną politykę użytkowania terenów, której sprzyja wygodna siatka komunikacji publicznej – zwraca uwagę Andrzej Gutowski, dyrektor ds. certyfikacji zielonych budynków w Colliers International. – Ważną rolę w tworzeniu zdrowych miast odgrywa aspekt edukacyjny i organizacje, które o ten aspekt szczególnie dbają. Jedną z nich jest Urban Land Institite, globalna organizacją non-profit, z którą jako Colliers współpracujemy, a która zajmuje się badaniem przestrzeni miejskiej i szeroko pojętą edukacją w tym zakresie – dodaje Andrzej Gutowski.

Istnienie w granicach ośrodków miejskich rozległych, niezagospodarowanych terenów o niskim zagęszczeniu zabudowy może mieć poważne konsekwencje ekonomiczne, środowiskowe i społeczne. Rozproszona zabudowa wydłuża czas spędzany w środkach komunikacji, skłania do częstych podróży samochodem i zwiększa prawdopodobieństwo, że mieszkańcy zrezygnują z części aktywności związanych z potrzebą dłuższego dojazdu.

Mądre planowanie

Aglomeracje potrzebują odpowiedzialnego zarządzania i współpracy między władzami, urbanistami i organizacjami pozarządowymi. Kluczowe jest dopasowywanie przestrzeni do potrzeb społeczności lokalnej. Szczególnie duże znaczenie ma to np. w społeczeństwach starzejących się, gdzie istnieje większa potrzeba opieki zdrowotnej, a tereny miejskie przyjazne emerytom pozwalają na spokojne i bezstresowe spędzanie czasu.

Jednak bez względu na specyfikę demograficzną społeczności zamieszkującej określony teren brak podstawowych udogodnień to główny czynnik zwiększający prawdopodobieństwo występowania chorób psychicznych (stres, depresja, uzależnienia), fizycznych (choroby układu krążenia czy oddechowego), jak również pogłębiającego się procesu wykluczenia społecznego. Rozbudowa infrastruktury oraz poprawa jakości i bezpieczeństwa przestrzeni miejskiej będzie sprzyjać podniesieniu komfortu życia mieszkańców.

Przykładem może tu być projektowanie budynków i całych kwartałów miast zgodnie z modelem active design, w myśl którego architektura i układ urbanistyczny powinny wspomagać aktywność fizyczną. Odpowiedzialne podejście do planowania przestrzennego umożliwia skuteczną walkę z otyłością u dzieci i dorosłych, czyli jednym z najpoważniejszych problemów zdrowotnych w XXI wieku. W tym celu potrzebne stają się zwiększone nakłady na infrastrukturę sportową i parki, które pomagają w aktywizacji mieszkańców i promowaniu zdrowego trybu życia. Natomiast z myślą o osobach starszych powstają np. ulice z szerokimi chodnikami, po których poruszanie się jest bezpieczne i przyjemne, oraz znaki drogowe zaopatrzone w informacje, ile czasu zajmie spacer do okolicznych parków i innych charakterystycznych punktów.

Dorota Wysokińska-Kuzdra, partner, dyrektor działu Corporate Finance CEE w Colliers International
Dorota Wysokińska-Kuzdra, partner, dyrektor działu Corporate Finance CEE w Colliers International

– Coraz częściej przestrzeń miejska jest celowo projektowana w taki sposób, aby funkcjonowała jak naturalna siłownia i motywowała nas do regularnego poruszania się. W tym celu rozmieszcza się różne funkcje w niewielkich odległościach, które można przejść pieszo w 10-15 minut bez konieczności angażowania samochodu czy nawet komunikacji miejskiej – mówi Dorota Wysokińska-Kuzdra, przewodnicząca polskiego oddziału Urban Land Institute. – Przykładowo Melbourne postawił sobie za cel to, aby zapewnić wszystkim swoim mieszkańcom dostęp do miejsc pracy, szkół i opieki zdrowotnej w odległości nie większej niż 20 minut od domu – mierzonej jako czas, w którym dojdziemy pieszo, na rowerze lub komunikacją miejską. W ten sposób miasto zachęca mieszkańców do rezygnowania z podróży autem, przyczyniając się nie tylko do aktywnego trybu życia, ale również do lepszej jakości powietrza – dodaje ekspertka ULI.

Inne powszechnie stosowane praktyki zdrowego planowania miejskiego obejmują także tworzenie wysokiej jakości przestrzeni publicznych z lepszym oświetleniem i infrastrukturą wpływającą na bezpieczeństwo oraz dążenie do zmniejszenia korków drogowych. Lokalne władze starają się również o poprawę estetyki krajobrazu miejskiego, tak aby zachęcał do spacerów czy podróży rowerem. Przykładem może być metamorfoza ulicy Świętokrzyskiej w Warszawie po ukończeniu budowy centralnego odcinka II linii metra. Usunięcie samochodów z chodników, zwiększenie przestrzeni dla pieszych i rowerzystów kosztem jezdni oraz posadzenie szpalerów drzew sprawiły, że ta ponura śródmiejska arteria stała się chętnie uczęszczanym traktem spacerowym.

Proekologiczny transport

Nie sposób mówić o budowaniu zdrowego miasta bez mądrego planowania w zakresie transportu. Jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla ludzkiego zdrowia w XXI wieku – smog – w dużych miastach generowany jest w znacznej mierze przez samochody. Są one również głównym źródłem hałasu, który powoduje m.in. zmęczenie, rozdrażnienie i osłabienie koncentracji, a także jest czynnikiem stresogennym. Między innymi z tych powodów wiele europejskich metropolii przyjęło strategię ograniczania indywidualnego ruchu kołowego na rzecz rozbudowy komunikacji miejskiej, ścieżek rowerowych i przestrzeni spacerowych. Samorządy dążą również do zmniejszenia zanieczyszczenia powietrza poprzez restrykcyjne przepisy wobec posiadaczy aut spalinowych i wymianę taboru komunikacji miejskiej na pojazdy elektryczne.

Jednym z najbardziej wyrazistych przykładów proekologicznej polityki miejskiej jest Paryż. Tamtejsza mer w walce o czystsze powietrze wprowadziła zakaz wjazdu do miasta dieslów wyprodukowanych przed 2005 rokiem oraz wszystkich aut, które zjechały z taśmy produkcyjnej przed rokiem 1997. Do 2030 roku ma on objąć wszystkie samochody z silnikami spalinowymi. W parze z ograniczeniami ruchu idą też zmiany przestrzenne – liczne ulice w centrum francuskiej stolicy zostały zamienione w plaże i miejsca sportowo-rekreacyjne, mające zachęcać mieszkańców do aktywnego spędzania czasu i sprzyjać kształtowaniu zdrowych nawyków.

Internet gorszy dla klimatu od samolotów

Według opublikowanego przez francuski think-tank „The Shift Project” badania, żeby obniżyć globalną emisję dwutlenku węgla o wartość równą tej produkowanej przez całą Belgię należałoby przez rok zrezygnować z… pornografii w sieci[1]. To odkrycie obrazuje poważny problem. Istotnym czynnikiem przyczyniającym się do globalnego ocieplenia okazuje się być Internet. Sieć odpowiada rocznie za emisję 830 mld ton dwutlenku węgla, co stanowi 2 proc. globalnej jego produkcji.[2] Wkrótce udział tego obszaru w produkcji gazów cieplarnianych prześcignie znajdujący się pod ostrzałem ze strony obrońców klimatu transport lotniczy.

Marcin Zmaczyński – dyrektor regionalny Aruba Cloud w Europie Środkowo-Wschodniej
Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud

Skorzystanie z wyszukiwarki internetowej przyczynia się do wyprodukowania do 7 gramów dwutlenku węgla. To również tyle, ile potrzeba do zagotowania wody w czajniku. Jeden e-mail to 4 gramy dwutlenku, a jeśli dodamy do niego duży załącznik to nawet 50 gramów. Mało? Jeśli przemnożymy to przez 2,5 mld użytkowników liczby zaczynają sumować się do gigantycznych wartości. Innym przykładem na katastrofalny wpływ nowych technologii na klimat są kryptowaluty. Rocznie ich „kopanie” to dodatkowe 23 miliony ton gazów cieplarnianych, czyli tyle co Jordania. Sam Bitcoin pożera rocznie 67 terawatogodzin energii, czyli tyle co nasi południowi sąsiedzi – Czesi.[3]

Pojawia się tu istotny problem: zasoby takie jak globalna sieć, które kiedyś traktowaliśmy jako dobro, z którego możemy korzystać w sposób nieograniczony nagle okazuje przyczyniać się do globalnego kryzysu. W świecie gospodarki 4.0, gdzie mieliśmy odchodzić od tradycyjnego, „brudnego” przemysłu nagle okazuje się, że powszechna cyfryzacja również może przyczyniać się do klimatycznej katastrofy.

Na szczęście nie musimy cofać się technologicznie do ubiegłego wieku, wystarczy, że zaczniemy bardziej racjonalnie traktować naszą infrastrukturę sieciową. Rozwiązaniem problemu może być korzystanie z rozwiązań chmurowych. Jak wynika z badania firmy Pike Research, przejście do chmury może spowodować redukcję emisji dwutlenku węgla aż o 38 proc.[4] Korzyści dla małych i średnich firm są jeszcze bardziej spektakularne: nawet do 90 proc. oszczędności na rachunkach za prąd, a w efekcie 90 proc. mniejszy ślad węglowy. Wykorzystywany przez nas lokalnie sprzęt nie jest w stanie osiągnąć takiej efektywności jak profesjonalne centra danych. Outsourcing usług daje pewność, że każdy wygenerowany bajt jest przetwarzany przez zoptymalizowane pod tym kątem maszyny. Wreszcie lokalny sprzęt, czy to zwykły pecet, czy mała serwerownia w firmie, ogromną część pobieranej energii oddają w postaci zbędnego ciepła.

Dla dostawców usług chmurowych ochrona klimatu także staje się kluczowym aspektem działalności. Dla Aruba Cloud, jednego z europejskich liderów cloud computingu oznacza to całkowitą rezygnację z energii pochodzącej z paliw kopalnych do zasilania swoich biur i centrów danych. Dodatkowo infrastruktura już od momentu jej projektowania jest optymalizowana pod kątem maksymalnej wydajności energetycznej, co oznacza sprawniejsze systemy chłodzenia i dystrybucji energii. Podobne wysiłki podejmują również globalni gracze. Facebook do zasilania swoich centrów danych korzysta głównie z odnawialnych źródeł, a w przypadku siedziby w stanie Iowa w 100% z energii wiatru. Również Apple projektując nową siedzibę w Cupertino przyjęło założenie generowania zerowego śladu węglowego.

Jednak jak w przypadku wszelkich działań na rzecz ochrony klimatu sama świadomość może nie wystarczyć. Kluczowe mogą okazać się w tym obszarze regulacje i rola ponadnarodowych instytucji. Dobrym przykładem takiego działania jest przyjęta przez USA i Wielką Brytanię polityka Cloud First, która zakłada, że każda nowa usługa cyfrowej administracji będzie opierać się na rozwiązaniach chmurowych. Dzięki temu nie tylko zmniejszają wpływ na klimat, ale także zwiększają społeczną świadomość.

[1] https://www.independent.co.uk/news/science/porn-online-carbon-dioxide-emissions-climate-change-belgium-a9002241.html

[2] https://climatecare.org/infographic-the-carbon-footprint-of-the-internet/

[3] https://www.vox.com/2019/6/18/18642645/bitcoin-energy-price-renewable-china

[4] https://www.theguardian.com/sustainable-business/cloud-computing-climate-change

Jak demografia zmienia rynek nieruchomości

Z danych GUS wynika, że liczba seniorów wciąż rośnie, ale liczba ludności ogółem spada. Oznacza to, że seniorzy stanowią coraz większą część polskiego społeczeństwa. Już dziś widoczne są nowe trendy m.in. na rynku nieruchomości: developerzy zaczynają budować mieszkania dopasowane do potrzeb osób starszych, a młodzi ludzie inwestują w nieruchomości nie tylko z powodów mieszkalnych, ale po to, by mieć kapitał na starość. Zmienia się też podejście do renty dożywotniej. Dzięki niej emeryci mają więcej środków do życia, ale przede wszystkim stać ich na utrzymanie mieszkań lub przystosowanie ich do zmieniających się, wraz z wiekiem, potrzeb.

Z prognoz GUS wyłania się obraz przyszłego społeczeństwa. Do 2030 roku liczba ludności Polski spadnie z 38,4 mln do 37,8 mln, a do 2050 będzie wynosić raptem 34,9 mln. W tym samym czasie liczba osób w wieku 65+ będzie sukcesywnie rosnąć. W przyszłym roku ta grupa społeczna będzie stanowić 1/5 społeczeństwa, ale w 2050 roku nawet 1/3. Jednocześnie liczba osób w wieku produkcyjnym będzie spadać z obecnych 23,3 mln do 21 mln w 2030 roku. W wyniku braków kadrowych wśród osób w wieku produkcyjnym oraz w związku ze zmianami w systemie emerytalnym, coraz większa liczba osób w wieku 65+ nadal będzie aktywna zawodowo.

Robert Majkowski, prezes zarządu Funduszu Hipotecznego DOM fot. Adam Cisowski
Robert Majkowski, prezes zarządu Funduszu Hipotecznego DOM
fot. Adam Cisowski

– Zmiany demograficzne wymuszają zmiany m.in. na rynku nieruchomości. Budowanie mieszkań, osiedli, czy domów opieki dla osób starszych zaczyna w Polsce dopiero raczkować, ale świadomość, że istnieje taka potrzeba jest coraz większa. Zmienia się również podejście do samych nieruchomości. Z jednej strony młodzi ludzie wciąż żyją na wynajmowanym, z drugiej strony przy zakupie mieszkania myślą nie tylko o miejscu do życia, ale również o zabezpieczeniu na emeryturę. Coraz więcej młodych osób zdaje sobie sprawę, że świadczenia emerytalne za 20 lat będą jeszcze niższe niż teraz, a do utrzymania poziomu życia sprzed emerytury będą potrzebne różne źródła finansowania – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Powoli zmienia się również podejście do renty dożywotniej. Seniorzy, którzy mieszkają w lokalach nieprzystosowanych do swoich potrzeb lub drogich w utrzymaniu mogą przenieść na Fundusz koszty związane z mieszkaniem. Dzięki rencie dożywotniej mogą czerpać ze swojej nieruchomości zarówno środki do życia, jak i pieniądze na remont, a jednocześnie mieszkać wciąż w tym samym lokum – dodaje Robert Majkowski.

Trend 1

Więcej nieruchomości dedykowanych osobom starszym

Demografia ma duży wpływ na rynek nieruchomości i choć ciężko przewidzieć wszystkie trendy – jedno jest pewne. Liczba seniorów wciąż rośnie, podobnie jak ich udział w strukturze społeczeństwa. Wskaźnik dzietności jest w Polsce jednym z najniższych na świecie, a ponad 2,5 mln osób w wieku produkcyjnym przebywa na zarobkowej emigracji. Home Broker prognozuje, że spadająca liczba ludności w Polsce będzie oznaczać rosnącą podaż i mniej kupujących. Dla kogo w takim razie budować nowe mieszkania? Dla seniorów. Mieszkania przystosowane do potrzeb osób 65+ to jedno, a całe ośrodki opieki połączone z ofertą medyczną, psychologiczną, czy rehabilitacyjną to drugie. W Stanach Zjednoczonych „senior housing” jest jednym z najszybciej rozwijających się segmentów rynku nieruchomości. Ten trend powoli dociera do Europy oraz do Polski. Ponadto w wielu krajach Unii Europejskiej coraz intensywniej promowania jest idea tzw. assisted living[1], czyli między innymi wspierania osób starszych w ich miejscu zamieszkania. W ramach budżetu unijnego do 2020 roku na ten cel przeznaczono 700 mln Euro i z pewnością w nowym budżecie ten program będzie rozwijany.

Trend 2

Renta dożywotnia nie tylko na poprawę jakości życia, ale też na utrzymanie lokum

Z ogólnopolskiego badania PolSenior (w którym przebadano 5516 osób w wieku 65+) wynika, że co piąty senior nie ma w swoim lokum bieżącej ciepłej wody, a tylko 49 proc. posiada balkon lub taras. Ankietowani, pytani o przystosowanie mieszkań do potrzeb osób starszych oraz bariery architektoniczne, z którymi muszą borykać się na co dzień, przyznali w większości, że nie posiadają zbyt wielu udogodnień, a jedną z podstawowych przyczyn tego stanu rzeczy są finanse. Tylko 3,9 proc. seniorów ma uchwyty i poręcze zamontowane w łazience, 3,8 proc. podjazd dla osób niepełnosprawnych, 3,7 proc. urządzenia domowe do ćwiczeń i rehabilitacji, a 2,4 proc. podłogę antypoślizgową. Aż 40 proc. emerytów narzeka również na bariery, które uniemożliwiają wyjście z domu. Wśród najczęściej spotykanych są wysokie i strome schody (52,6 proc.), brak windy (47,8 proc.), brak podjazdu dla osób poruszających się na wózku inwalidzkim (30,3 proc.).

– Z badania opinii, które przeprowadzamy rokrocznie wśród naszych obecnych i potencjalnych klientów wynika, że koszty utrzymania mieszkania stanowią jeden z największych kosztów w senioralnym budżecie. Na remonty nie starcza już środków, nie mówiąc o wdrożeniu drobnych zmian architektonicznych, które ułatwiłyby poruszanie się po mieszkaniu osobie starszej. Wielu naszych klientów przyznaje, że zanim zdecydowało się na rentę dożywotnią, rozważało przeprowadzkę do mniejszego mieszkania, usytuowanego na niższym piętrze lub posiadającego wyposażenie dedykowane osobie starszej. Teraz nie muszą tego robić. Oznacza to, że renta dożywotnia jest traktowana w kategoriach finansowania bieżących potrzeb, ale przede wszystkim utrzymania mieszkania, w którym senior chce pozostać – mówi Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM.

Trend 3

Nieruchomość kupiona dzisiaj będzie skarbonką z zabezpieczeniem na przyszłość

Z danych OECD wynika, że dzisiejsi dwudziestolatkowie mogą liczyć na świadczenia emerytalne w wysokości 38,6 proc. ich finalnej pensji netto. To jeden z najgorszych wyników wśród krajów OECD. Na Węgrzech stopa zastąpienia wynosi 89 proc., na Słowacji 83 proc., w Czechach – 60 proc., na Łotwie 59 proc. Średnia dla wszystkich krajów OECD to ponad 60 proc. – Rosnąca długość życia, niskie wskaźniki dzietności, coraz mniejsza liczba osób w wieku produkcyjnym pracujących w oparciu o umowę o pracę oraz odprowadzających składki, to tylko niektóre czynniki, które będą negatywnie wpływać na wysokość przyszłych emerytur – mówi Robert Majkowski. – Młodzi ludzie powoli zaczynają zdawać sobie sprawę, że utrzymanie dotychczasowego poziomu życia będzie wymagało wielu źródeł finansowania, bo emerytura od państwa będzie niska. Jednym z takich źródeł są nieruchomości – podsumowuje.

[1] http://www.aal-europe.eu

Funt – zgniły owoc forexu

W wyczekiwaniu na drogowskazy ze strony EBC (w czwartek) i Fed (w przyszłym tygodniu) dziś przerywnikiem będzie ogłoszenie zwycięzcy konkursu na nowego lidera Partii Konserwatywnej i przyszłego premiera Wielkiej Brytanii. Niezależnie kto zwycięży, nie usunie to olbrzymiej chmury niepewności znad procesu brexitu przy rosnących szansach bezumownego rozstania z UE lub chaosu w obliczu przyspieszonych wyborów.

Partia Konserwatywna ogłosi swoją decyzję ok. 11:45 czasu brytyjskiego (12:45 czasu polskiego) i za niemal pewny rezultat uważa się wygraną Borisa Johnsona. Jedyna dobra wiadomość dla funta jest taka, że sporo ze strachu, co przyniosą rządy BoJo, już zostało ujęte w cenach. Wcale jednak nie oznacza to, że teraz będzie lepiej. Reset rządu (nawet przy szokującej wygranej Jeremy’ego Hunta) mocno zawęża ścieżki przyszłych scenariuszy, gdzie dominują te negatywne. Obaj Johnson i Hunt krytykują obecny projekt porozumienia z UE i chcą usunięcia zapisów dotyczących irlandzkiego backstopu. Temu stanowczo sprzeciwia się strona unijna i jest nieprawdopodobne, aby w kolejnych miesiącach coś się zmieniło. Brytyjscy politycy nie pomagają w zażegnaniu kryzysu, gdyż od miesięcy parlament nie jest w stanie uzgodnić nawet zalążka alternatywy dla porozumienia z UE i jedyne, w czym się zgadza, to sprzeciw wobec bezumownego brexitu. Termin końcowy 31 października dla zakończenia negocjacji zbliża się nieubłaganie (31 października), a opcji nie ma wiele. Zostajemy z UE mówiącą dość i akceptującą „wybór” (czyt. brak wyboru) Westminsteru, co by oznaczało twardy brexit na koniec stycznia przyszłego roku (po trzymiesięcznym okresie przygotowawczym). Rząd brytyjski może tez iść w reset i rozpisanie nowych wyborów, czym może zamrozić proces brexitu, ale to podnosi ryzyko dojścia do władzy laburzystów pod wodzą Jeremy’ego Corbyna. Taki scenariusz jest jednak określany jako nawet gorszy dla gospodarki od twardego brexitu, w co nietrudno wątpić, jeśli weźmie się pod uwagę, że przywództwo Partii Pracy chwali sposób prowadzenia rządów w Wenezueli. Tak czy inaczej w żaden sposób nie ułatwia to funkcjonowania gospodarce brytyjskiej i plany Banku Anglii, by stopniowo podnosić stopy procentowe można będzie schować głęboko do szuflady.

Nie można zarzucić brytyjskiej scenie politycznej, że nie potrafi zaskakiwać i nagle może znaleźć złote rozwiązanie, które odmieni losy brexitu. Jednak na razie rynek preferuje trzymać się faktów, a te w żaden sposób nie rokują dobrze dla funta. Dziś potwierdzenie zwycięstwa Johnsona będzie tylko oznaczać, że jego komentarze przestają być częściowo interpretowane jako agitacja członków partii, a bardziej jako kreślenie faktycznej strategii prowadzenia negocjacji. Póki prawdopodobieństwo bezumownego brexitu pozostaje większe od zera, funt nie pozbędzie się etykiety zgniłego owocu forexu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rozpoczynają się zapisy w wezwaniu na 100% akcji Mostostalu Warszawa

23 lipca rozpoczyna się pierwszy etap zapisów w wezwaniu, jakie 2 lipca ACCIONA Construcción S.A. („ACCIONA”, „Wzywający”) ogłosiła na wszystkie akcje spółki Mostostal Warszawa S.A. („Spółka”) nienależące do Wzywającego, tj. na 9.981.267 akcji stanowiących 49,91% łącznej liczby akcji Spółki i głosów na walnym zgromadzeniu Spółki („Wezwanie”). Zapisy w wezwaniu przyjmuje Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie. Ponadto, zapisy przyjmowane są przez Millennium Dom Maklerski S.A., Dom Maklerski mBank i Dom Maklerski BOŚ S.A.

Oferowana cena na poziomie 3,45 zł za akcję oznacza:

  • 12,7% premii w stosunku do ceny zamknięcia na dzień poprzedzający ogłoszenie wezwania,
  • 13,9% premii w stosunku do trzymiesięcznej ważonej wolumenem średniej ceny akcji,
  • 28,7% premii w stosunku do sześciomiesięcznej ważonej wolumenem średniej ceny akcji.

W opublikowanej 18 lipca opinii, zarząd Mostostalu Warszawa ocenił, że proponowana cena odpowiada wartości godziwej Spółki.

Okres przyjmowania zapisów rozpoczyna się 23 lipca, a jego zakończenie przewidywane jest na 21 sierpnia 2019 r. Okres przyjmowania zapisów składa się z dwóch etapów, zgodnie z poniższym harmonogramem. Inwestorzy zainteresowani szybkim wyjściem z inwestycji mogą otrzymać środki znacznie szybciej niż w przypadku wezwania przewidującego jeden etap przyjmowania zapisów.

I etap przyjmowania zapisów:  
Rozpoczęcie I etapu przyjmowania zapisów: 23 lipca 2019 r.
Zakończenie I etapu przyjmowania zapisów: 1 sierpnia 2019 r.
Przewidywany dzień transakcji nabycia akcji na GPW po zakończeniu I etapu przyjmowania zapisów: 6 sierpnia 2019 r.
Przewidywany dzień rozliczenia transakcji nabycia akcji na GPW zawartych po zakończeniu I etapu przyjmowania zapisów: 9 sierpnia 2019 r.
II etap przyjmowania zapisów:  
Rozpoczęcie II etapu przyjmowania zapisów: 2 sierpnia 2019 r.
Zakończenie II etapu przyjmowania zapisów: 21 sierpnia 2019 r.
Przewidywany dzień transakcji nabycia akcji na GPW po zakończeniu II etapu przyjmowania zapisów: 26 sierpnia 2019 r.
Przewidywany dzień rozliczenia transakcji nabycia akcji na GPW zawartych po zakończeniu II etapu przyjmowania zapisów: 29 sierpnia 2019 r.

 

ACCIONA, jako inwestor strategiczny, wspiera rozwój i działalność Mostostalu Warszawa od 1999 r., zarówno w dobrych jak i gorszych okresach na rynku. Swoje zaangażowanie potwierdziła zapewniając Spółce w formie pożyczek ok. 457 mln zł (stan na koniec 2018 r.). Od wielu lat, branża przechodzi przez trudny okres, przy rosnących kosztach siły roboczej i materiałów, oraz niskiej elastyczności kontraktów budowlanych. Wiele firm budowlanych w Polsce zbankrutowało. Mostostal Warszawa nie podzielił ich losu dzięki zaangażowaniu ACCIONA i wsparciu finansowemu ACCIONA. Pełna integracja Mostostalu w ramach międzynarodowej grupy jest kluczowa na lokalnym rynku, który wymaga dywersyfikacji, wiedzy technicznej i siły finansowej dającej dostęp do gwarancji.

Intencją ACCIONA jest wycofanie Mostostalu z obrotu giełdowego aby uprościć strukturę grupy, w szczególności w obliczu znaczących potrzeb w zakresie dostępu do finansowania i gwarancji, a także wsparcia technicznego niezbędnego do dalszego rozwoju Spółki. Transakcja umożliwia inwestorom wyjście z inwestycji w relatywnie niepłynną Spółkę, która ponadto nie wypłaca akcjonariuszom dywidendy.

Warto zaznaczyć, że bez ok. 200 mln zł wewnątrzgrupowych pożyczek od ACCIONA, zaklasyfikowanych w 2013 r. jako kapitały własne Mostostalu Warszawa, wartość księgowa Spółki byłaby ujemna. Dlatego, biorąc pod uwagę obecną sytuacje Spółki, jak i całej branży w Polsce, Wzywający ocenia, iż zaproponowana oferta jest atrakcyjną opcją dla inwestorów.

Jeżeli po przeprowadzeniu Wezwania Wzywający będzie posiadał akcje Spółki reprezentujące liczbę głosów na walnym zgromadzeniu Spółki umożliwiającą przeprowadzenie procedury przymusowego wykupu zgodnie z właściwymi przepisami prawa, Wzywający zamierza przeprowadzić procedurę przymusowego wykupu akcji akcjonariuszy mniejszościowych Spółki, po którym nastąpi przywrócenie akcjom Spółki formy materialnej oraz wycofanie ich z obrotu na rynku regulowanym GPW.

Podmiotem pośredniczącym w Wezwaniu jest Santander Bank Polska – Santander Biuro Maklerskie, który pełni także rolę doradcy finansowego. Ponadto, zapisy przyjmowane są przez Millennium Dom Maklerski S.A., Dom Maklerski mBank i Dom Maklerski BOŚ S.A..

Trei Real Estate inwestuje na Dolnym Śląsku

Trei Real Estate GmbH (Trei) powiększył portfel gruntów o działkę w Bolesławcu (woj. dolnośląskie). Deweloper kupił teren o powierzchni prawie 70 000 mkw., na którym planuje budowę kompleksu handlowego. W jego skład wejdzie m.in. market budowlany, dyskont spożywczy oraz park handlowy, realizowany pod marką Vendo Park.

Jacek Wesołowski, Prezes Trei Real Estate Poland
Jacek Wesołowski, prezes Trei Real Estate Poland

Park handlowy zlokalizowany przy ul. Staroszkolnej w Bolesławcu będzie największym dotychczasowym Vendo Parkiem zbudowanym przez Trei w Polsce. Obiekt dostarczy ponad 9 000 mkw. nowoczesnej powierzchni handlowo-usługowej. Deweloper rozpoczął już prace projektowe, a start budowy planuje w 2020 roku. Na terenie zakupionej działki Trei zrealizuje również budynek, w którym otworzy się znana sieć marketów budowlanych, będzie to pierwszy tak duży sklep typu DYI w tym mieście. W sąsiedztwie parku handlowego powstanie również dyskont spożywczy.

Aktualnie w całej Polsce poszukujemy atrakcyjnych działek pod przyszłe inwestycje. W pierwszej kolejności stawiamy na mniejsze miasta, gdzie nasycenie powierzchnią handlową jest zdecydowanie niższe niż w dużych aglomeracjach. Zakup gruntów w Bolesławcu i budowa największego jak dotąd Vendo Parku w kraju to kolejny ważny krok w rozwoju Trei na polskim rynku nieruchomości handlowych. Zamierzamy z roku na rok zwiększać liczbę inwestycji. Obecnie w portfelu mamy jedenaście Vendo Parków, cztery są w budowie, a działka w Bolesławcu jest kolejną zabezpieczoną lokalizacją w Polsce, w której otworzymy park handlowy. – Jacek Wesołowski, dyrektor zarządzający Trei Real Estate Poland

Trei Real Estate - Vendo Park w Bolesławcu - wizualizacja
Trei Real Estate – Vendo Park w Bolesławcu – wizualizacja

Vendo Parki to parterowe centra zakupowe wyposażone w duże, wygodne parkingi. W Bolesławcu inwestor planuje utworzenie ponad 700 miejsc dla samochodów. Trei stawia na maksymalną wygodę najemców oraz klientów Vendo Parków, dlatego by zapewnić szybki dojazd do parku handlowego w Bolesławcu deweloper wykona rondo w ciągu drogi krajowej nr 94 (obwodnica miasta).

Trei Real Estate jest nie tylko inwestorem, ale również zarządcą sieci Vendo Parków. Aktualnie w portfolio dewelopera, wchodzącego w skład niemieckiej grupy Tengelmann, znajduje się 20 parków handlowych zlokalizowanych w Europie. W Polsce pierwszy Vendo Park został otwarty w 2013 r. w Nysie. Od tego czasu spółka konsekwentnie realizuje strategię rozwoju, zwłaszcza w mniejszych miastach. Dziś centra zakupowe Trei zlokalizowane są w Chełmie, Milanówku, Mińsku Mazowieckim, Skierniewicach, Łodzi, Świdnicy, Dąbrowie Górniczej, Chodzieży i Bytowie.

Poleć pracownika i zarabiaj – Grupa Murapol uruchamia system poleceń zewnętrznych

Grupa Murapol, jedna z czołowych polskich firm deweloperskich, planuje zwiększyć zatrudnienie zarówno w obszarze przygotowania inwestycji, ich realizacji, po komercjalizację. W tym celu uruchamia system dedykowany rekrutacji specjalistycznej kadry pracowniczej oparty o polecenia zewnętrze.

Murapol wdraża program poleceń zewnętrznych, w którym za rekomendację pracownika polecający otrzyma nagrodę pieniężną, w zależności od stanowiska wynoszącą nawet kilka tysięcy złotych. Podstawowym warunkiem jej otrzymania jest zatrudnienie kandydata, który aplikował na daną ofertę pracy poprzez unikalny link wygenerowany na stronie dedykowanej systemowi poleceń oraz przepracowanie przez niego minimum czasu określonego w zasadach programu. Nagroda wypłacona zostanie procentowo w półrocznym horyzoncie czasowym, a jej pierwsza część w wysokości 10 proc. zrealizowana zostanie wraz z rozpoczęciem pracy przez poleconego kandydata.

– Wprowadzony przez nas model rekrutacji kandydatów to rozwinięcie wewnątrzfirmowego systemu poleceń funkcjonującego w Grupie Murapol już od kilku miesięcy. Podążamy za trendami nie tylko w naszej działalności operacyjnej, ale także w sposobie poszukiwania i rekrutacji pracowników, dostosowując się do wymagań rynku. Branża nieruchomości od kilku lat boryka się z trudnościami w zakresie pozyskiwania wykwalifikowanych kadr budowlanych. W Murapolu, szukając kompetentnych specjalistów, wykorzystujemy również metody wspierające tradycyjne formy rekrutacji – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.

Aktualnie w systemie poleceń GK Murapol dostępnych jest ok. 40 ofert pracy w niemal wszystkich lokalizacjach, w których deweloper działa. Grupa otwiera taką rekrutację na stanowiska m.in.: architekta prowadzącego, asystenta architekta, projektanta instalacji sanitarnych, kierownika budowy, inżyniera budowy, inżyniera budowy ds. kontraktowania, kierownika kontraktu, doradcy klienta w kilkunastu lokalizacjach, m.in. w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Bielsko-Białej, Toruniu czy Mikołowie.

Nikodem Iskra
Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.

Jako deweloper o najbardziej zdywersyfikowanej geograficznie mapie działalności oferujemy miejsca pracy zarówno mieszkańcom aglomeracji, jak i mniejszych ośrodków. W portfelu aktualnie realizowanych inwestycji Grupy Murapol znajduje się 36 projektów, w których powstaje ponad 6 tys. mieszkań. Nasz dynamiczny rozwój nie byłby możliwy bez zaangażowania specjalistów na każdym etapie działalności, zarówno związanej z powstawaniem inwestycji, ich przygotowaniem, komercjalizacją, jak i zespołem back office’owo obsługującym wszystkie procesy – dodaje Nikodem Iskra.

W przypadku każdej oferty pracy objętej systemem poleceń można aplikować samodzielnie na stanowisko lub kogoś zarekomendować.

Szczegółowe informacje dotyczące rekrutacji w systemie poleceń zewnętrznych dostępne są na: https://murapol.sharehire.pl/

BGK: Wojny handlowe potrwają dobrych kilka lat

Po okresie stabilnego rozwoju – kiedy Stany Zjednoczone były wyraźnie jedynym mocarstwem na świecie, zaczęły zachodzić zmiany. W tej chwili pojawił się z powrotem dwubiegunowy podział świata. Konkurencją dla USA nie jest już jednak Rosja, ale Chiny. Państwo Środka staje się coraz silniejsze i coraz śmielej prowadzi ekspansję ekonomiczną i polityczną. Ta sytuacja jest obecnie bardzo widoczna.

– Wojna handlowa między Stanami Zjednoczonymi i Chinami nie zostanie zakończona. Stanie się trwałym elementem gospodarki światowej najbliższych co najmniej kilku lat – powiedział serwisowi eNewsroom Mateusz Walewski, główny ekonomista BGK. – Do tej sytuacji musi się przyzwyczaić zarówno Polska, jak i cała Unia Europejska. Konieczne jest zajęcie odpowiedniej pozycji w nowym światowym porządku. To duże wyzwanie dla polityków. Europa mogłaby zająć trzecią pozycję wobec sił amerykańskich i chińskich – jednak pozostaje zbyt niejednorodna. W taki sposób nie może konkurować z Chinami i USA. Konieczne jest jednak podejmowanie działań, które pozwolą jej na zminimalizowanie strat w związku z dominacją obu tych państw – wskazał Walewski.

Składki ZUS w 2020 roku. Przedsiębiorcy zapłacą 10 proc. więcej niż w roku 2019

W czerwcu br. rząd przedstawił prognozy makroekonomiczne zawarte w założeniach projektu budżetu państwa na kolejny rok. Wynika z nich, iż przedsiębiorców czeka wzrost wysokości składek na ubezpieczenia społeczne. Według eksperta z kancelarii Ecovis Milczarek i Wspólnicy najmocniej odczują zmianę mali przedsiębiorcy.

Według przedstawionych prognoz na 2020 rok przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej ma wynieść 5227 zł, z czego 60% to podstawa wymiaru składek płaconych przez przedsiębiorców niekorzystających z żadnych preferencji. Na podstawie rządowych kalkulacji można zauważyć dynamiczny wzrost przeciętnego wynagrodzenia w porównaniu do poprzednich lat, a w związku z tym i składek ZUS.

Marcin Milczarek, Ecovis Milczarek & Partners Law Firm. Fot. serwis agencyjny MondayNews™
Marcin Milczarek, Ecovis Milczarek & Partners Law Firm

– Jeszcze nie poznaliśmy dokładnej podstawy wymiaru na składki zdrowotne, natomiast już wiadomo, że wzrost składek z pewnością będzie duży, o ok 10% w stosunku do br. Sytuacja ta najbardziej dotknie małe firmy, które najczęściej nie korzystają z żadnych preferencji i prowadzą swoją działalność na małą skalę. W celu opłacenia składek będą musiały one podnosić swoje ceny, co z kolei może odbić się na utrzymaniu dotychczasowych klientów – mówi mecenas Marcin Milczarek z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy.

Wyższa kwota będzie również dotyczyła osób, które dopiero zakładają własną działalność gospodarczą i korzystają na wstępie z preferencji w płaceniu ZUS. Bezpieczni natomiast mogą czuć się przedsiębiorcy, którzy uzyskują nieduże obroty, a także beneficjenci obowiązującego od początku tego roku prawa „mała firma, mały ZUS”, którzy płacą składki od faktycznie osiąganego przychodu. Mały ZUS dotyczy jedynie przedsiębiorców, których przychód z działalności gospodarczej w poprzednim roku kalendarzowym prowadzonej przez cały rok, nie przekroczył 30-krotności kwoty minimalnego wynagrodzenia obowiązującego w grudniu poprzedniego roku. Choć pomysł jest dobry, to i tak obejmuje małą grupę przedsiębiorców.

– Dobrym rozwiązaniem w dostosowaniu wysokości składek ZUS do możliwości firm byłoby ustalenie pewnych kryteriów różnicujących ich wysokość, np. w zależności od lokalizacji lub w oparciu o regionalizację przeciętnego bądź wręcz minimalnego wynagrodzenia, ewentualnie o mnożnik w zależności od regionu. Inne stawki mogłyby również być ustalone dla dużych przedsiębiorstw, a inne dla tych mniejszych. Dzięki takiemu rozwiązaniu skończyłyby się problemy z adekwatnością obciążenia przedsiębiorców składkami ZUS, co mogłoby zmniejszyć, np. zaległości w opłacaniu składek. Dla przykładu w Niemczech ubezpieczenie społeczne jest dobrowolne dla przedsiębiorców. W Polsce wprowadzenie takich kryteriów mogłoby spowodować migrację firm, co byłoby dobre dla różnych miejscowości, które mają udział w podatku PIT płaconym przez te firmy – kontynuuje ekspert.

Dla każdego pracodawcy składki na ZUS budzą spore emocje, nie tylko ze względu na ich wysokość, która z roku na rok jest coraz większa, ale również ich nieuchronność. Ostateczna wartość średniego wynagrodzenia w 2020 roku może się jednak jeszcze zmienić, ponieważ w wyliczeniach brane są również pod uwagę prognozy z ustawy budżetowej, która zostanie zatwierdzona na koniec roku.

Wojna handlowa USA-Chiny zagraża kondycji firm z sektora dystrybucji ICT

Globalny rynek ICT będzie się rozwijać, a sprzedaż produktów i usług wzrośnie w 2019 roku o 3 proc. – wynika z raportu Market Monitor przygotowanego przez ubezpieczyciela wierzytelności Atradius. Największym zagrożeniem dla perspektyw branży są nasilające się napięcia handlowe między USA a Chinami.

Negatywny wpływ na łańcuch dostaw w sektorze ICT będą miały również obostrzenia we współpracy z HUAWEI narzucone dostawcom chińskiego producenta przez rząd w Waszyngtonie.

Analitycy Atradius przewidują w 2019 roku ponadprzeciętny wzrost w sektorze oprogramowania dla przedsiębiorstw i usług informatycznych (odpowiednio 8 proc. i 5 proc.). SaaS napędza wzrost w prawie wszystkich segmentach oprogramowania, podczas gdy usługi komunikacyjne nadal odpowiadają za większość wydatków. Zagrożeniem dla rozwoju branży technologii informatycznych, produktów i usług telekomunikacyjnych jest możliwa eskalacja konfliktu handlowego na linii USA-Chiny, a szczególnie niebezpieczne byłoby obłożenie 25 proc. cłem gotowych towarów i komponentów produkowanych przez firmy z Państwa Środka. Dodatkowo, krótko i długotrwałe skutki obostrzeń dotyczących współpracy amerykańskich firm z HUAWEI odczują dostawcy na całym świecie.

Wysoki popyt wewnętrzny w Chinach

Według Fitch Solutions, rynek ICT w Chinach odnotował w 2018 roku wzrost o 8,2 proc. i osiągnął wartość 2.86 bln CNY. Liberalizacja sektora usług, modernizacja edukacji i opieki zdrowotnej, rozwój inteligentnych miast oraz Internetu Rzeczy (IoT) będą podtrzymywać popyt wewnętrzy w sektorze ICT w ciągu najbliższych trzech lat. Dodatkowo, chiński rząd uznał branżę technologii informatycznych, produktów i usług telekomunikacyjnych za kluczowy dla kolejnego etapu rozwoju gospodarczego kraju. Mimo to, sektor ICT w Chinach boryka się z wewnętrznymi oraz zewnętrznymi wyzwaniami. Wolniejsze inwestycje w aktywa trwałe, nadwyżka zdolności produkcyjnych, nadmierna podaż w niektórych podsektorach oraz rosnące koszty pracy mogą zahamować prognozowany wzrost. Średni czas płatności w sektorze wynosi od 30 do 60 dni, jednak ze względu na spodziewane trudności, spodziewany jest wzrost opóźnień w regulowaniu zobowiązań. Obecnie, analitycy Atradius nie przewidują znaczącego wzrostu liczby upadłości, jednak nasilenie sporu handlowego z USA i problemów HUAWEI, prognoza ta może ulec zmianie.

Rekordowe wzrosty w USA

Rynek technologii informatycznych, produktów i usług telekomunikacyjnych w 2018 roku w USA korzystał ze ogólnie dobrej sytuacji gospodarczej w kraju i silnej konsumpcji prywatnej, napędzanej podwyżkami płac oraz wzrostem zatrudnienia. Według przewidywań ekspertów Atradius pozytywny trend na rynku ICT będzie utrzymywał się w nadchodzących miesiącach. Z danych Stowarzyszenia Technologii Konsumenckich (CTA) wynika, że przychody ze sprzedaży detalicznej w amerykańskim sektorze ICT wzrosły o 6 proc. w 2018 r., osiągając rekordowy poziom 377 mld USD. W 2019 wzrost będzie nieco mniejszy i wyniesie 5,5 proc. Stany Zjednoczone pozostają największym na świecie rynkiem treści multimedialnych oraz dostępu do technologii, ale ze zwiększoną koncentracją na usługach subskrypcyjnych i mniejszą liczbą zakupów jednostkowych, które napędzały wydatki konsumentów przez dziesięciolecia. Pomimo dobrego tempa wzrostu w wielu segmentach ICT ostra konkurencja nadal prowadzi do strategii niskich cen i marży dla dystrybutorów i sprzedawców detalicznych. Zachowania płatnicze w amerykańskim sektorze ICT nieznacznie poprawiły się w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Terminy płatności w branży zwykle się wahają od 30 do 90 dni, ale w niektórych przypadkach mogą wynosić nawet 120 dni. Branży ICT w USA może zaszkodzić ewentualna eskalacja konfliktu handlowego z Chinami, zwłaszcza wprowadzenie odwetowych ceł przez rząd w Pekinie.

Ostra konkurencja i presja cenowa w Niemczech

Sektor ICT odgrywa kluczową rolę w niemieckiej gospodarce, przewyższając tradycyjne sektory przemysłowe pod względem innowacyjności i średnioterminowych stóp wzrostu.
Sektor zatrudnia ponad milion osób i wygenerował około 150 000 nowych miejsc pracy w ciągu ostatnich pięciu lat. Oczekuje się, że 40 000 nowych miejsc pracy powstanie w 2019 r. (wzrost o 3,5 proc. w porównaniu z 2018 r.), a ICT pozostaną motorem wzrostu zatrudnienia w perspektywie długoterminowej. Według niemieckiego federalnego stowarzyszenia BITKOM, sprzedaż w sektorze ICT wzrosła w 2018 roku o 2 proc. do 160 mld. EUR. Według analityków Atradius trend ten utrzyma się w 2019 roku na z prognozą wzrostu na poziomie 1,5 proc. Negatywny wpływ na sektor w Niemczech ma rosnąca liczba niewypłacalności oraz problemy związane z oszustwami, a także ostra konkurencja i presja cenowa. Średni czas płatności w sektorze wynosi od 30 do 60 dni. Ze względu na trudniejsze warunki, opóźnienia w płatnościach, w 2018 roku wzrosła liczba niewypłacalności i roszczenia z tytułu ubezpieczenia kredytów kupieckich. wzrosły w 2018 r. Analitycy Atradius spodziewają się kontynuacji tego negatywnego trendu, z dalszym wzrostem opóźnień w płatnościach i niepowodzeniami biznesowymi w 2019 r.

Wśród wyzwań branży w Polsce m.in. split payment

Wyzwaniem rynku dystrybucji branży ICT w Polsce jest presja na marże i rosnąca konkurencja. Z kolei sprzedaż detaliczną w sektorze elektroniki napędza wysoki popyt, co przekłada się na wzrost siły negocjacyjnej dużych sieci handlowych. Arkadiusz Taraszkiewicz, dyrektor ds. oceny ryzyka w Atradius zwraca uwagę, że z dobrej sytuacji na rynku przetargów publicznych, korzystają firmy specjalizujące się w usługach integratorskich: – Obserwujemy wzrost zamówień zarówno na rynku przetargów publicznych, jak również w sektorze prywatnym. Rosnący poziom digitalizacji w sektorze publicznym i prywatnym oraz konieczność wymiany sprzętu i oprogramowania sprawiają, że prognozy dla sektora są obiecujące. Integratorzy są zaangażowani w złożone projekty IT i doradzają klientom w zakresie wyboru sprzętu czy oprogramowania.

Ekspert Atradius zaznacza, że zapowiedzi obowiązkowego split paymentu i związane z nim zamrożenie kwoty VAT na dłużej w branży mogą bardziej dotknąć podsektor projektowy niż handlowy. Przedsiębiorstwa sektora ICT muszą się również liczyć z wyzwaniami w kwestiach podatkowych. Choć zmniejszyła się ilość kontroli pod kątem prawidłowości w podatku VAT, to doszły inne, m.in. związane z przestrzeganiem klauzuli obejścia prawa podatkowego.

Prywatna opieka zdrowotna stawia na stomatologię. Rynek jest już wart ponad 10 mld zł

Prywatna opieka zdrowotna stawia na stomatologię. Rynek jest już wart ponad 10 mld zł 8

W kolejnych latach dynamiczny wzrost rynku usług stomatologicznych będzie napędzany m.in. przez rosnącą świadomość Polaków dotyczącą stanu zdrowia i wyglądu uzębienia. Pacjenci w zdecydowanej większości korzystają z usług prywatnych gabinetów i mają coraz większe oczekiwania. Aby na nie lepiej odpowiadać, polski rynek stomatologiczny musi się konsolidować. Duże sieci szukają innowacyjnych gabinetów, które chcą do nich dołączyć, z korzyścią dla siebie i pacjentów. Po konsolidacji są w stanie zwiększyć przychody o ok. 30 proc. – wynika z obserwacji Medicover Stomatologia.

– Już od pewnego czasu prowadzimy w Polsce proces akwizycji. Naszym celem jest konsolidowanie rynku, który na dziś jest bardzo rozdrobniony. W Europie Zachodniej ten proces jest już znany – dla przykładu w Finlandii konsolidacja rynku jest na poziomie 35 proc., w Wielkiej Brytanii – 25 proc., więc jest to trend zauważalny. Nam zależy na tym, żeby faktycznie docierać do najlepszych klinik na lokalnym rynku i z nimi nawiązywać współpracę – mówi agencji Newseria Wioletta Januszczyk, dyrektor zarządzająca Medicover Stomatologia.

W 2017 roku rynek usług dentystycznych osiągnął wartość 9,6 mld zł, notując 9-proc. wzrost – wynika z analizy PMR. W kolejnych latach jego rozwój ma napędzać m.in. dobra koniunktura i rosnąca świadomość Polaków dotycząca stanu zdrowia i wyglądu uzębienia.

Według analiz PMR motorem napędowym rynku stomatologii w Polsce jest sektor prywatny. Odpowiada za ponad 80 proc. całości nakładów na usługi dentystyczne. Dla porównania nakłady NFZ na stomatologię to raptem około 2 proc. budżetu funduszu. Niedofinansowanie, słaba jakość i kilkumiesięczne terminy oczekiwania na wizytę powodują, że zdecydowana większość pacjentów korzysta z usług ok. 6 tys. prywatnych gabinetów stomatologicznych działających na polskim rynku. Z badań CBOS wynika, że ich usługi wybiera 69 proc. pacjentów wobec 47 proc. tych, którzy leczą się w ramach kontraktów z NFZ. Tym samym stomatologia pozostaje jedyną gałęzią medycyny, w której Polacy bazują na prywatnych usługach.

Ze względu na konkurencję oraz rosnące oczekiwania pacjentów, którzy chcą wysokiej jakości usług niezależnie od miejsca ich świadczenia, w Polsce rynek stomatologiczny od kilku lat jest w trakcie konsolidacji. Mniejsze podmioty dołączają do większych sieci, dzięki czemu stają się częścią silnego brandu o ugruntowanej pozycji, zyskują dostęp do know-how i finansowania.

– Widzimy po dotychczasowych doświadczeniach, że kliniki, które dołączają do większej grupy, zwiększają przychody nawet o 30 proc. Wynika to m.in. z faktu, że jako duża sieć stomatologiczna przejmujemy część obowiązków, które dotychczas spoczywały na klinice. Są to aspekty związane z administracją, marketingiem czy finansami, które mogą być zunifikowane, więc efektywność kliniki może być zwiększona dzięki wprowadzeniu odpowiednich procesów. Centrum stomatologiczne może w pełni skoncentrować się na pacjentach, z pożytkiem i korzyścią zarówno dla nich, jak i dla kliniki – mówi Wioletta Januszczyk.

Konsolidacja rynku stomatologicznego to trend, który postępuje w całej Europie. W Polsce wcześniej podobny proces przeszły już na przykład salony optyczne czy sieci siłowni. Jego efektem jest wzrost jakości i dostępności usług, świadczonych niezależnie od terminu wizyty czy lokalizacji, którą odwiedza pacjent. Konsolidacja umożliwia budowanie dużej i silnej marki, która budzi zaufanie klientów.

Chcemy, aby kliniki, z którymi nawiązujemy współpracę, miały takie samo podejście do pacjenta i koncentrowały się na nim. Dentim Clinic, który właśnie przejęliśmy, wpisuje się w ten standard. W grupie jest zawsze łatwiej. Chcemy, żeby nasze gabinety stomatologiczne zdobywały unikatowość, siłę na lokalnym rynku i rozwijały się jeszcze szybciej – mówi dyrektor zarządzająca Medicover Stomatologia.

W procesie konsolidacji Medicover Polska poszukuje klinik dentystycznych z minimum 4–6 fotelami z pełną diagnostyką i zakresem usług od profilaktyki po stomatologię estetyczną. Tylko w ostatnich 2–3 latach do Medicover Polska dołączyło kilka silnych lokalnie podmiotów, m.in. katowicka klinika implantologiczna Śmigiel Implant Master Clinic, wrocławska klinika implantologiczna Royal Dent oraz Prestige Dent, specjalizująca się w cyfrowej ortodoncji, a także kompleks gabinetów Stoma-Dental. Kolejne miejsce to klinika Dentim Clinic w Katowicach.

Kilka lat temu zostaliśmy wyróżnieni przez Global Clinic Rating, międzynarodową organizację akredytującą gabinety stomatologiczne na całym świecie. System oceny przypomina system gwiazdkowy w hotelach. Obecnie znajdujemy się w tym rankingu na miejscu numer 1 w Polsce – podkreśla lek. den. Wojciech Fąferko, implantolog, właściciel Centrum Implantologii i Ortodoncji Dentim Clinic.

Katowicka klinika specjalizuje się w implantologii, implantoprotetyce oraz ortodoncji przy wykorzystaniu nowych technologii.

Wyróżnikiem naszego gabinetu jest to, że coraz więcej pracy wykonujemy w sposób cyfrowy. Stosujemy skanery wewnątrzustne, frezarki, cyfrowo łączymy się z laboratorium protetycznym. Stosujemy też tzw. system Digital Smile Design, który pozwala jeszcze przed rozpoczęciem leczenia zwizualizować pacjentowi, jak będzie wyglądał jego uśmiech. Nasza praca przypomina już zawód architekta – najpierw opracowujemy projekt, a dopiero później zajmujemy się wykonywaniem leczenia – mówi lek.den. Wojciech Fąferko.

W naszym zespole medycznym – oprócz lekarzy i asystentek – są również opiekunowie pacjenta, czasami zwani koordynatorami leczenia. Są oni łącznikiem pomiędzy pacjentem a kliniką. Są to osoby, które mają doświadczenie i wiedzę medyczną zdobywaną przez lata. Z drugiej strony potrafią ludzkim językiem wytłumaczyć wątpliwości pacjenta. Można z nią porozmawiać także na temat finansów, planowania całego procesu leczenia. Tym bardziej że większość naszych pacjentów podlega kompleksowemu leczeniu, które niejednokrotnie trwa ponad rok – dodaje Arkadiusz Buziewicz, współwłaściciel Dentim Clinic w Katowicach.

Jak podkreśla dyrektor zarządzająca Medicover Stomatologia, właśnie takie kompleksowe podejście do pacjenta ma dziś coraz większe znaczenie przy wyborze prywatnego gabinetu stomatologicznego. Dla pacjentów liczy się także zaufanie do lekarza, profesjonalizm, komfort gabinetu, poczucie bezpieczeństwa oraz siła marki.

Zależy nam na zmianie postrzegania dentysty w Polsce. Pacjenci, co wynika trochę z zaszłości, postrzegają dentystę jako egzekutora, a nie partnera do współpracy i rozmowy. My chcemy, aby dentysta był nie tylko specjalistą w swojej dziedzinie, lecz także angażował pacjenta w proces leczenia, upewniał się, że pacjent dokładnie rozumie konsekwencje leczenia. Dlatego tak ważna jest tutaj komunikacja, wygląd kliniki, zapach, atmosfera, jaka w niej panuje. Bardzo ważną rolę odgrywa również asystentka bądź recepcjonistka, która jest dla pacjenta pierwszym kontaktem – mówi Wioletta Januszczyk.

Organizacje pozarządowe i spółdzielnie socjalne mają problem z pozyskaniem finansowania z banków komercyjnych. Wsparcie BGK pozwoliło im stworzyć już tysiąc miejsc pracy

Organizacje pozarządowe i spółdzielnie socjalne mają problem z pozyskaniem finansowania z banków komercyjnych. Wsparcie BGK pozwoliło im stworzyć już tysiąc miejsc pracy 9

Blisko 900 beneficjentów, 1,1 tys. pożyczek o wartości ok. 100 mln zł, prawie tysiąc nowych i 1,5 tys. utrzymanych istniejących miejsc pracy – to dotychczasowy bilans realizowanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego programu wsparcia Ekonomii Społecznej, dzięki któremu organizacje pozarządowe, spółdzielnie i spółki non profit mogą aplikować o tanie pożyczki i gwarancje do kredytów. Takie podmioty mają dużą potrzebę finansowania, ale mocno ograniczoną możliwość skorzystania z oferty banków komercyjnych. Dla wielu z nich program BGK to jedyna możliwość pozyskania finansowego wsparcia.

Program Ekonomii Społecznej to bardzo atrakcyjne pożyczki i gwarancje dla przedsiębiorstw społecznych, które mają wzmocnić ich potencjał ekonomiczny. Do tej pory udzieliliśmy pożyczek na kwotę około 100 mln zł, a dzięki naszemu wsparciu zostało utworzonych ponad 1 tys. nowych miejsc pracy – mówi agencji Newseria Biznes Aleksandra Kwiatkowska, dyrektor biura rozwoju instrumentów finansowych w Banku Gospodarstwa Krajowego. – Pożyczki i gwarancje są przeznaczone dla organizacji pozarządowych, czyli dla fundacji i stowarzyszeń, spółdzielni socjalnych, spółdzielni pracy, spółdzielni inwalidów i niewidomych oraz centrów integracji społecznej. Wspieramy także spółki prawa handlowego, ale pod warunkiem, że nie działają one dla zysku.

Podmioty ekonomii społecznej (PES) zajmują się głównie integracją zawodową i społeczną osób zagrożonych marginalizacją oraz świadczeniem usług na rzecz interesu ogólnego i lokalnego rozwoju. Działają w różnych formach prawnych, ale mogą prowadzić działalność gospodarczą, a więc funkcjonować jako przedsiębiorstwa społeczne. Ze względu na specyfikę działalności, w której cele społeczne przeważają nad ekonomicznymi, mają one ograniczone możliwości korzystania z oferty banków komercyjnych. Z drugiej strony mają też dużą potrzebę finansowania.

– Zależy nam, żeby przedsiębiorstwa społeczne się rozwijały i wzmacniały swój potencjał ekonomiczny. Realizują ten cel na różne sposoby. Poszukują pożyczek np. na zakup sprzętu czy niezbędnego wyposażenia, ale bardzo ważne jest też finansowanie bieżącej działalności, czyli np. opłacanie czynszu czy remontu – mówi Aleksandra Kwiatkowska.

Badania Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju oraz Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej pokazują dużą potrzebę pozyskania przez PES finansowania zewnętrznego, a jednocześnie wykazują istnienie luki finansowej, w której pozostaje co najmniej około 500 NGO-sów oraz ok. 60 spółdzielni socjalnych. Zarówno wielkość luki, jak i liczba przedsiębiorstw społecznych w niej pozostających będzie sukcesywnie rosła. Dlatego BGK – we współpracy z obydwoma resortami i przy udziale środków unijnych – wdrożył program tanich pożyczek dla podmiotów ekonomii społecznej. Dla wielu z nich taka pożyczka stanowi jedyną możliwość pozyskania finansowego wsparcia.

W Krajowym Funduszu Przedsiębiorczości Społecznej oferujemy różne produkty. Są to m.in. pożyczki dla tych przedsiębiorstw, które działają na rynku krótko, bo do 12 miesięcy. Jest to tzw. pożyczka na start do 100 tys. zł z bardzo atrakcyjnym oprocentowaniem. Kolejnym produktem finansowym jest pożyczka dla podmiotów, które działają powyżej 12 miesięcy, której kwota może sięgnąć do 500 tys. zł. W swojej ofercie mamy również gwarancje dla takich podmiotów do wysokości 500 tys. zł i maksymalnie 80 proc. kredytu – mówi Aleksandra Kwiatkowska.

Do końca maja br. z programu skorzystało już prawie 900 podmiotów ekonomii społecznej, którym BGK udzielił 1,1 tys. pożyczek o wartości ok. 100 mln zł. Dzięki tym środkom zostało utworzonych prawie 1 tys. nowych miejsc pracy i utrzymanych 1,5 tys. dotychczasowych.

– Największą grupą naszych pożyczkobiorców są fundacje i stowarzyszenia, czyli organizacje pozarządowe. To ponad połowa naszych klientów. O wsparcie ubiegają się także spółdzielnie socjalne, ale można powiedzieć, że są to przede wszystkim mikroprzedsiębiorstwa zatrudniające mniej niż 10 osób – mówi Aleksandra Kwiatkowska. – Do rozdysponowania zostało jeszcze ok. 70 mln zł. Pożyczki udzielane są poprzez pośredników finansowych, którzy działają na terenie całego kraju. Są to m.in. Fundusz Regionu Wałbrzyskiego i Towarzystwo Inwestycji Społeczno-Ekonomicznych. W regionach czekają doradcy, którzy podpowiedzą, co trzeba zrobić, żeby uzyskać pożyczkę.

 Pożyczki dla podmiotów ekonomii społecznej to przede wszystkim preferencyjne oprocentowanie oraz proste zasady finansowania. Środki programu można przeznaczyć m.in. na finansowanie rozpoczęcia działalności, zakup wyposażenia, maszyn, urządzeń, aparatów, środków transportu, pokrycie części kosztów zatrudnienia personelu, rozszerzenie działalności przedsiębiorstwa, czy tworzenie nowych miejsc pracy – mówi Zdzisława Leszczyńska-Chruścik, członek zarządu Funduszu Regionu Wałbrzyskiego.

– Większość naszych pożyczkobiorców już w pierwszych latach odnotowała wzrost dochodów, zyskała większą zdolność do zawierania nowych partnerstw, zwiększyła zakres działania organizacji i poszerzyła terytorium działalności, nie gubiąc przy tym misyjności, bo trzeba pamiętać, że podstawą ich działalności jest łączenie działań biznesowych z działaniami społecznymi – dodaje Joanna Wardzińska, wiceprezes zarządu Towarzystwa Inwestycji SpołecznoEkonomicznych. – Ich obszar działalności to usługi, produkcja, ale też handel. Często ich aktywność to szansa na integrację osób podlegających wykluczeniu społecznemu.

Za pośrednictwem BGK i pośredników finansowych do PES-ów trafiają znaczące sumy, które pomagają nie tylko w bieżącej działalności, ale również w rozwijaniu nowych aktywności.

Środki, które udało nam się pozyskać w kwocie 700 tys. zł, pozwoliły nam zrobić krok naprzód. Zainwestowaliśmy je w działania infrastrukturalne, konkretnie w remont budynku na warszawskiej Ochocie, który był w katastrofalnym stanie. Po remoncie mogliśmy tutaj otworzyć Centrum Diagnostyki i Terapii Małych Dzieci, w którym przyjmujemy naprawdę małe dzieci z autyzmem i prowadzimy dla nich przedszkole – mówi Aleksandra Zając, specjalista ds. projektów w Fundacji SYNAPSIS.

Centrum Diagnostyki i Terapii Małych Dzieci powstało, ponieważ potrzeby diagnostyczne dotyczą coraz młodszych dzieci i ta grupa się poszerza. Nasza działalność już nie mieściła się w poprzedniej siedzibie – dodaje Michał Wroniszewski, prezes zarządu Fundacji SYNAPSIS.

Fundację do skorzystania z oferty BGK skłoniła prosta procedura aplikowania o wsparcie. Dzięki pożyczce powstało pięć nowych miejsc pracy, w tym stanowisko instruktora wspomagającego osoby z autyzmem, oraz serwerownia IT, która znacznie ułatwi fundacji bieżące funkcjonowanie.

Środki z Krajowego Funduszu Przedsiębiorczości Społecznej umożliwiły też założenie w 2018 roku Restauracji Different, która jest przedsiębiorstwem społecznym, utworzonym przez Fundację Pomocy Rodzinie „Człowiek w Potrzebie”.

Była to pożyczka o wartości 200 tys. zł na preferencyjnych warunkach, dzięki czemu mogliśmy zainwestować w remont lokalu i stworzyć kilkanaście miejsc pracy dla osób niepełnosprawnych. Fundacje takie jak nasza nie są partnerem, z którym banki mogłyby podjąć rozmowy na temat pożyczek. Wnioski od organizacji pozarządowych non profit są z góry odrzucane ze względu na brak zdolności kredytowych, więc mieliśmy duże szczęście – mówi Anna Bocheńska, prezes Fundacji Pomocy Rodzinie „Człowiek w Potrzebie”.

Different to jedyna w Polsce restauracja w ciemności obsługiwana przez niewidomych kelnerów. Jest atrakcją, która zyskuje coraz większą popularność, a przy tym realizuje misję integracji społecznej i zawodowej. Całość wygenerowanych przez nią zysków jest przeznaczana na realizację celów statutowych fundacji, głównie na wsparcie osób w potrzebie.

– Bardzo lubię klimat, jaki tu panuje, ponieważ wszyscy mamy równe szanse. Wprowadzamy gości w ciemność, w której nic nie widzą, tak jak my, osoby niewidome i niedowidzące – mówi Wioletta Borowska, pracownik Restauracji Different. – Praca daje mi dużo satysfakcji, bardzo lubię bezpośredni kontakt z ludźmi, lubię rozmowę. Klienci pytają, jak sobie radzimy w życiu codziennym, z dojazdem do pracy, czy mamy rodziny, więc bardzo chętnie wprowadzamy gości w świat osób niewidomych.

Pracownicze plany kapitałowe mogą pomóc polskiej giełdzie. Spodziewany jest znaczący wzrost obrotów i większa liczba debiutów

Pracownicze plany kapitałowe mogą pomóc polskiej giełdzie. Spodziewany jest znaczący wzrost obrotów i większa liczba debiutów 10

Warszawska giełda liczy na duży zastrzyk kapitału w związku z wejściem nowego inwestora instytucjonalnego, jakim będą pracownicze plany kapitałowe. Na polski parkiet napłynie dodatkowych kilka miliardów złotych rocznie, co może pobudzić obroty, zniechęcić spółki do wycofywania się z notowań, za to zachęcić nowe podmioty do debiutów. – Dodatkowy kapitał z kraju powinien także zachęcić zagranicznych inwestorów. Tym bardziej że na rynku nie brakuje taniego pieniądza – mówi Tomasz Prusek, prezes Fundacji Przyjazny Kraj.

Pieniądze, które za pośrednictwem PPK będą trafiały na warszawski parkiet, będą inwestowane przez inwestorów instytucjonalnych. Zatem będziemy mieli w kolejnych latach do czynienia z dużą dawką kapitału, który trafi na giełdę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Prusek, prezes Fundacji Przyjazny Kraj. – Wszystko będzie zależało od tego, ile osób w PPK pozostanie. To jest program, do którego wszyscy zostają zapisani, natomiast mają opcję wypisania się z niego. Zakłada się, że jeżeli 50 proc. pracowników zostanie, byłoby to w granicach od 12 do 15 mld zł rocznie po uruchomieniu programu w pełnym zakresie, ponieważ na razie przystąpiły do niego tylko największe polskie firmy.

Pracownicze plany kapitałowe to program oszczędzania na emeryturę, który od 1 lipca 2019 roku objął największe spółki zatrudniające powyżej 250 pracowników, ale co kilka miesięcy sukcesywnie rozszerzał się będzie na mniejsze firmy i administrację publiczną. Pracownicze plany kapitałowe mają obowiązek utworzyć wszystkie firmy, w których choć jeden pracownik zdecyduje się na przystąpienie do programu. Podobnie jak niegdyś OFE będą one inwestować na rynku kapitałowym, z czym analitycy wiążą nadzieje na wzrost obrotów.

Wydaje się, że w pierwszej kolejności te pieniądze powinny wykonać coś w rodzaju naturalnego offsetu, jeśli chodzi o to, co muszą sprzedawać fundusze emerytalne OFE. One zgodnie z tzw. suwakiem muszą część akcji sprzedawać, żeby przekazywać środki. Myślę, że kiedy kapitał zgromadzony tam będzie na tyle duży, że pieniądze netto będą szły na warszawską giełdę, wtedy taki zastrzyk świeżego instytucjonalnego kapitału, ale z kont milionów Polaków oszczędzających w PPK, będzie niezwykle potrzebny dla rynku kapitałowego – tłumaczy Tomasz Prusek.

Po marginalizacji OFE, które były ważnym inwestorem na GPW, warszawska giełda doświadczyła spadku obrotów, notowań i zainteresowania inwestorów. Kolejne spółki zdecydowały się na opuszczenie parkietu: m.in. Colian, Bakalland, Emperia. Obecnie plany wycofania się z giełdy zasygnalizował Helio, producent bakalii. Wprowadzenie PPK ma odwrócić ten trend.

– Kiedy poprawi się płynność obrotów, będzie większy kapitał na warszawskiej giełdzie, można również oczekiwać, że wzrosną wyceny spółek, a co za tym idzie – zmaleje chęć do tego, aby je wycofywać z rynku. To z kolei zachęci emitentów, którzy myślą o wejściu na warszawską giełdę, czyli będą nowe emisje akcji, będą IPO i wydaje się, że w tym scenariuszu potencjał warszawskiej giełdy będzie się zwiększać – przewiduje prezes Fundacji Przyjazny Kraj.

Notowania na GPW od co najmniej półtora roku pozostają w stagnacji. WIG 20 – indeks największych spółek nigdy nie powrócił nawet w pobliże rekordów sprzed kryzysu z lat 2007–2009, w przeciwieństwie do swoich odpowiedników w Stanach Zjednoczonych, Europie Zachodniej czy na niektórych rynkach wschodzących. Jednak ożywienie na parkiecie może także przyciągnąć z powrotem globalnych inwestorów, co bardzo pozytywnie wpłynęłoby na notowania spółek na GPW.

Na warszawską giełdę wpływ, obok PPK, może mieć również to, jaki będzie poziom stóp procentowych, nie tylko w Polsce, lecz także na świecie. Na rynkach światowych jest bardzo dużo taniego pieniądza, który w dużej mierze omija warszawski parkiet. Gdyby okazało się, że w Warszawie przybywa inwestorów krajowych, inwestorów instytucjonalnych, wtedy również zagraniczni mogą chętniej inwestować na naszym parkiecie, a co za tym idzie – mogą wzrosnąć wyceny spółek – mówi Tomasz Prusek. – Zatem te stopy procentowe będą niezwykle istotne, a przypomnę, że w Stanach Zjednoczonych mówi się wręcz o kolejnej obniżce stóp procentowych, co może spowodować napływ bardzo taniego pieniądza na rynki kapitałowe.

M. Boni: Budowa 5G wymaga odpowiednich regulacji i zachęt do inwestycji. Polskie firmy na razie są mało zaawansowane cyfrowo

M. Boni: Budowa 5G wymaga odpowiednich regulacji i zachęt do inwestycji. Polskie firmy na razie są mało zaawansowane cyfrowo 11

Co trzecia firma w Polsce należy do cyfrowych „naśladowców” i „spóźnialskich” z ograniczonymi inwestycjami lub bez żadnych planów związanych z cyfryzacją biznesu. Jedynie 5 proc. to liderzy transformacji. Dzięki przyjęciu przez Sejm megaustawy, cyfryzacja polskich firm może znacznie przyspieszyć. Konieczne są jednak decyzje rządu i regulatorów, aby Polska dogoniła liderów. Niezbędne też są zachęty dla firm do inwestowania – podkreśla Michał Boni, były minister cyfryzacji.

Mamy problemy z małymi firmami i ich umiejętnością wykorzystywania narzędzi cyfrowych do prowadzenia własnej działalności. Jeśli w Europie małe firmy robią to na poziomie niewysokim, trochę poniżej 20 proc., to w Polsce jest to poniżej 10 proc. Sieć 5G to szansa rozwojowa, żeby nie traktować cyfryzacji jako zbioru urządzeń, tylko jako zbiór możliwości kontaktowania się ze światem. Takie podejście powinniśmy promować – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Boni, były minister cyfryzacji.

Raport „Digital Transformation Index” przygotowany przez Dell Technologies wspólnie z Intelem wskazuje, że zaledwie 5 proc. polskich firm zalicza się do grupy liderów transformacji. Co czwarta firma adaptuje nowe rozwiązania z dziedziny cyfryzacji i ma jednocześnie zaawansowane plany w zakresie cyfrowej transformacji. Ponad 30 proc. zaś to cyfrowi „naśladowcy” i „spóźnialscy”. Największy problem z adaptacją rozwiązań bazujących na nowych technologiach mają małe i średnie firmy, które mają dość niski poziom wiedzy dotyczącej cyfrowej transformacji. Nawet dwie trzecie małych i średnich firm nie zna jeszcze koncepcji Gospodarki 4.0 (badanie przeprowadzone na zlecenie MPiT).

W wielu sektorach przemysłowych używanie narzędzi cyfrowych, nie tylko komputera, ale też technologii przetwarzania danych, maszyn uczących się, będzie poprawiało jakość produkcji, jej efektywność i logistykę. Uświadomienie sobie, że rewolucja cyfrowa jest dla każdej firmy w każdej dziedzinie, to jest druga rzecz, którą powinniśmy promować – przekonuje Michał Boni.

Raport „From C-Suite do Digital Suite” Manpower Group wskazuje, że firmy, które wdrażają transformację cyfrową odnotowują średnio o 26 proc. większe zyski od konkurencji. Dell Technologies podaje, że do końca przyszłej dekady nowe technologie i roboty będą już obecne niemal w każdej dziedzinie życia. Do przyspieszenia cyfryzacji potrzebna jest jednak odpowiednia infrastruktura. Jej budowa.

Już niedługo cyfryzacja polskich firm może przyspieszyć dzięki przyjętej na początku lipca przez Sejm megaustawie, czyli Ustawie o zmianie ustawy o wspieraniu rozwoju usług i sieci telekomunikacyjnych. Nowe przepisy mają sprawić, że proces inwestycyjno-budowlany związany np. z budową sieci 5G, będzie łatwiejszy, krótszy i szybszy. Co za tym idzie, dostęp do szybkiego internetu zyskają wszyscy Polacy, niezależnie od miejsca zamieszkania. Dziś poza zasięgiem szerokopasmowej sieci jest ok. 5 mln osób.

Jak ocenia Boni, wdrożenie 5G nie będzie możliwe bez opłacalnych inwestycji – tylko podmioty rynkowe mogą zbudować sieć.

Potrzebne są fundusze, także wysokiego ryzyka, żeby np. start-upy miały łatwiejszy dostęp do znalezienia finansowania na ryzykowne rzeczy. Można byłoby poprawić to, co jest w kodeksie łączności, i zwiększyć zachęty dla inwestowania w 5G. Mam wrażenie, że ludziom się wydaje, że to 5G samo z siebie powstanie, a to przecież są inwestycje – podkreśla były minister cyfryzacji. – Warunki regulacyjne nie powinny przeszkadzać. Nie mogą ograniczać aktywności inwestycyjnej i w ogóle żadnej działalności rozwojowej w świecie cyfrowym.

W ustawie zaproponowano także powołanie Funduszu Szerokopasmowego, którego budżet wyniesie ok. 140 mln zł rocznie. Możliwe będzie dofinansowanie z niego budowy i rozwoju sieci telekomunikacyjnych.

Dopalacze pozostają groźne, choć liczba zatruć jest znacznie mniejsza. W walce z nowymi narkotykami pomogłyby regulacje unijne

Dopalacze pozostają groźne, choć liczba zatruć jest znacznie mniejsza. W walce z nowymi narkotykami pomogłyby regulacje unijne 12

– Od początku, kiedy pojawił się problem dopalaczy, Polska jest jednym z państw, które robią najwięcej w tym temacie. W ostatnich latach ok. połowa nowych substancji została wykryta właśnie w Polsce – mówi rzecznik GIS Jan Bondar. Jak podkreśla, problemem jest fakt, że na terenie UE wciąż nie ma ujednoliconych przepisów, wymierzonych w rynek nowych narkotyków. W ostatnich miesiącach walka z problemem staje się skuteczniejsza – w Polsce spada liczba zgonów i zatruć spowodowanych dopalaczami. To zasługa zmian w prawie wprowadzonych w ubiegłym roku – ocenia rzecznik GIS.

W sierpniu ubiegłego roku weszła w życie nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Równocześnie zaczęło obowiązywać Rozporządzenie Ministra Zdrowia dotyczące wykazu substancji psychotropowych, środków odurzających oraz nowych substancji psychoaktywnych. Lista jest regularnie aktualizowana – trafiają na nią kolejne, nowe substancje wpływające na działanie ośrodkowego układu nerwowego. Nowe prawo ułatwiło walkę z dopalaczami i zaostrzyło kary – obecnie za posiadanie znacznych ilości tych substancji grozi grzywna albo kara do 3 lat więzienia, za handel nimi – nawet do 12 lat, a osoby je sprzedające są traktowane tak samo jak sprzedawcy narkotyków.

Ustawa, która weszła w życie w sierpniu ubiegłego roku, przyniosła spadek liczby zatruć. W tej chwili można powiedzieć, że mamy ich dwukrotnie mniej. Natomiast na początku ubiegłego roku pojawiły się na polskim rynku wyjątkowo niebezpieczne dopalacze – syntetyczne środki, które naśladują niektóre znane narkotyki, bardzo niebezpieczne opioidy. Opierając się na danych ze szpitali, w ubiegłym roku spowodowały w Polsce 65 zgonów. W tym roku zgonów jest kilkanaście, więc być może i tutaj trend będzie spadkowy – mówi agencji Newseria Biznes Jan Bondar, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

Ministerstwo Zdrowia podaje, że każdego miesiąca ma miejsce w sumie około 300 zatruć dopalaczami. Takie substancje są uzależniające – już jednorazowe zażycie może być początkiem nałogu, i nawet bardziej niebezpieczne niż tradycyjne narkotyki. Syntetyczne opioidy stanowią najniebezpieczniejszą grupę – są silniejsze od heroiny, a ich zażycie użycie powoduje zwolnienie akcji serca, zaburzenia świadomości oraz oddychania, a w końcu zahamowanie ośrodka oddechowego i śmierć.

Problemem w walce z dopalaczami jest fakt, że to określenie potoczne i nieprecyzyjne. Obejmuje nawet 700 substancji o różnym statusie prawnym – mogą to być środki zastępcze, nowe substancje psychoaktywne, substancje psychotropowe albo środki odurzające, przy czym na rynku cały czas pojawiają się nowe modyfikacje.

Mamy cały katalog tych dopalaczy, które są tak naprawdę chemicznymi kopiami klasycznych narkotyków. Dlatego dzisiaj już nie używamy słowa „dopalacz”, to jest nazwa wymyślona chyba przez samą branżę, tylko to są tzw. „nowe narkotyki”. Psychiatrzy obserwują, że one w wielu przypadkach indukują choroby psychiczne, np. schizofrenię. W związku z siłą tych środków, ich nieznanym działaniem, brakiem opisów naukowych, to zagrożenie jest znacznie większe niż kiedykolwiek – dodaje Jan Bondar.

Dane Głównego Inspektoratu Sanitarnego pokazują, że w ubiegłym roku miało miejsce średnio 11,08 przypadków zatruć dopalaczami na 100 tys. osób – najwięcej w województwach łódzkim (44,28) i śląskim (24,53). GIS przeprowadził w zeszłym roku łącznie 447 kontroli związanych z dopalaczami, zabezpieczając ponad 11,6 tys. opakowań niebezpiecznych substancji. Skierował 31 zawiadomień do organów ścigania i nałożył na sprzedawców takich substancji ponad 9,7 mln zł kar finansowych.

Od początku, kiedy pojawił się problem dopalaczy, Polska jest jednym z państw, które robią najwięcej w tym temacie. W ostatnich latach mniej więcej połowa nowych substancji została wykryta właśnie w Polsce. Natomiast w UE nie ma jednolitej polityki. Niektóre zakazane u nas substancje w innym kraju są na wpół legalne. To jest problem i mam nadzieję, że zostanie uregulowany. Chodzi m.in. o to, żeby takie substancje miały utrudniony wjazd do UE. Ważna jest jednolita definicja tego, co uważamy za narkotyk i jak się przed nimi bronić – mówi Jan Bondar.

Rzecznik GIS podkreśla też, że – wbrew powszechnej opinii – nowe narkotyki zażywane są nie tylko przez młodzież. Wśród ofiar zatruć około połowy stanowią ludzie po 30. roku życia, było też wiele przypadków zgonów z tego powodu osób 40- i 50-letnich.

Grupa trzydziestoparolatków jest tutaj bardzo silnie reprezentowana. Natomiast okres dorastania to wiek, kiedy zagrożenie dopalaczami jest największe i kiedy następuje okres inicjacji z tzw. „nowymi narkotykami”. Już młodzież kilkunastoletnia w znaczącej części ma za sobą pierwsze próby korzystania z tego typu środków. Stąd apel do rodziców i szkół, żeby być czujnym i informować o takich przypadkach – mówi Jan Bondar.

Jeżeli zauważymy u dziecka symptomy, które wskazują na zażycie środka psychoaktywnego, powinniśmy kupić i przeprowadzić badanie multitestem. W przypadku dodatniego wyniku należy wezwać pogotowie. W przypadku nowych narkotyków nie wiemy, co znajduje się w ich składzie i jest to bardzo niebezpieczne – dodaje Marek Cichy, terapeuta uzależnień z Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

Jak podkreśla, zaniepokojenie rodziców i nauczycieli powinny wzbudzić wszystkie zmiany w zachowaniu dziecka, jakiekolwiek odstępstwa od normy. Jeżeli dziecko jest bardziej empatyczne albo pobudzone, nie śpi w nocy, jest rozdrażnione albo odwrotnie – śpi całymi dniami czy ma zwiększone łaknienie, to powinien być powód do niepokoju.

Dzieciaki najczęściej sięgają po nowe narkotyki z ciekawości. Drugi czynnik to wpływ grupy rówieśniczej, a trzeci – i najważniejszy – to problemy, z którymi dziecko sobie nie radzi. To może być brak kontaktów w rodzinie, deficyt miłości, inne problemy w grupie rówieśniczej – mówi Marek Cichy. – Dzieci w wieku dojrzewania nie chcą rozmawiać na te tematy, natomiast trzeba tę więź z nimi wypracować, zawsze mieć dla nich czas, żeby porozmawiać o ich problemach, bo to jest najczęstszy powód sięgania po środki psychoaktywne.

Autonomiczne pociągi są przyszłością transportu. Do rozwoju tej technologii niezbędny jest jeszcze superszybki internet

Autonomiczne pociągi są przyszłością transportu. Do rozwoju tej technologii niezbędny jest jeszcze superszybki internet 13

Pociągi przyszłości będą pojazdami autonomicznymi, niekoniecznie poruszającymi się po torowiskach. Takie rozwiązania testowane są już na całym świecie. Kluczowym czynnikiem w rozwoju autonomicznych pociągów ma być z jednej strony pozwalająca na szybką łączność i diagnostykę superszybka sieć 5G, a z drugiej – rosnące zapotrzebowanie na szybki i niezawodny transport wykorzystujący napęd zeroemisyjny.

– Mamy dzisiaj autonomiczne autobusy. Mamy auta Google, które potrafią w miarę możliwości samodzielnie jechać. Dlaczego nie mogłoby być tak z lokomotywą? Zwłaszcza że jest to ograniczony swoim zakresem i długością odcinek. Potrzeba jedynie wyeliminowania dzikich przejazdów, zabezpieczenia torowiska przed ingerencją czy zwierzyną i ludźmi. Myślę, że to by wystarczyło, by takie lokomotywy funkcjonowały – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Artur Fryczkowski, prezes Alstom Polska.

Francuskie Koleje Państwowe (SNCF) zakończyły niedawno pierwszy testowy program autonomicznego pociągu z kursującego na odcinku 4 km między Villeneuve-Saint-Georges i Juvisy w Paryżu. Pociąg testowy był napędzany zdalnie z centrum kontroli założonego w Vigneux-sur-Seine. SNCF ogłosiło we wrześniu 2018 r., że współpracuje z francuskim państwowym instytutem badawczym Railenium, a także firmami Alstom, Altran, Ansaldo STS i Apsys nad projektem autonomicznych pociągów w transporcie zbiorowym i towarowym.

Francuskie koleje mają już umowy z dwoma konsorcjami na opracowanie i zintegrowanie prototypów autonomicznych pociągów pasażerskich i towarowych do 2022 roku. Testy prowadzone były z wykorzystaniem komunikacji w technologii 4G. Wdrożenie sieci 5G wpłynie zdaniem specjalistów na znaczne przyspieszenie prac nad tego typu projektami.

– Sieć 5G zrewolucjonizuje zarówno kolej, jak i wszystkie inne branże transportowe. Pozwoli na przesyłanie ogromnych pakietów danych. Pociągi będą na miejscu diagnozowane, również poprzez urządzenia automatyczne. Będziemy tak naprawdę ograniczać rolę pracowników do funkcji koordynujących, zarządzających, przekazując pewną część prostych czynności maszynom – mówi Artur Fryczkowski.

Obecnie możliwość takiej diagnostyki występuje w Polsce w przypadku pociągów pendolino, jednak wykorzystywana w tym celu sieć 4G jest niewystarczająca, a ten model elektrycznych zespołów trakcyjnych stanowi zaledwie 5 proc. taboru spółki PKP Intercity. Zarówno sprzęt, jak i infrastruktura kolejowa są w Polsce w przeważającej większości przestarzałe technologicznie.

– W Polsce akurat mamy sytuację taką, że szykujemy się do małej rewolucji i to oczywiście dobrze z punktu widzenia rynku kolejowego. Musi za tym iść również tabor, który spełni rosnące oczekiwania klientów, bo pendolino wzbudziło apetyt w naszych podróżnych. Floty, które będą w przyszłości, za 5, 10 czy 30 lat, będą już na pewno inaczej skonfigurowane – przewiduje prezes Alstom Polska.

W Chinach rozwijana jest technologia autonomicznych pojazdów bezszynowych, Pociągi budowane przez CRRC Zhuzhou Locomotive mogą jeździć nawet bez infrastruktury kolejowej. Takie pojazdy już można spotkać w chińskich miastach Zhuzhou, Yongxiu i Yibin. Autonomiczny System Kolei (Autonomous Rail Rapid Transport – ART) opiera się na pracy czujników, które mogą odczytywać wymiary drogi, umożliwiając automatyczne planowanie własnej trasy zamiast podążania konwencjonalnymi torami kolejowymi. Przy maksymalnej prędkości 70 km na godzinę system transportu miejskiego ART jest uważany za zwinny, tani i niezanieczyszczający środowiska. Opisywany jest często jako skrzyżowanie autobusu, pociągu i tramwaju.

– Trudno mi powiedzieć, jak będzie wyglądała lokomotywa za 30 lat, ale z pewnością będzie elektryczna, na baterie, z możliwością podłączenia silnika spalinowego i jeszcze z jakimś innym alternatywnym napędem, który może kiedyś się pojawi. Tak naprawdę chodzi o to, żeby odpowiedni napęd dopasować do warunków – kwituje Artur Fryczkowski.

Analitycy Goldstein Research przewidują, że wartość rynku autonomicznych pociągów osiągnie 200 mld dol do 2024 r.

Sztuczna inteligencja pozwala tworzyć całkowicie poprawne teksty dziennikarskie. Może to doprowadzić do eskalacji fake newsów

Sztuczna inteligencja pozwala tworzyć całkowicie poprawne teksty dziennikarskie. Może to doprowadzić do eskalacji fake newsów 14

Technologie przetwarzania tekstów pozwalają odciążyć pracowników. W przyszłości sztuczna inteligencja może jednak całkowicie zrewolucjonizować wiele branż, w tym choćby dziennikarstwo. Już teraz Associated Press wykorzystuje depesze napisane przez program komputerowy. Technologie przetwarzania tekstów mogą się jednak okazać niebezpieczne –  na początku 2019 roku OpenAI ogłosiła, że stworzyła oprogramowanie do generowania tekstów, które daje pole do licznych nadużyć. Firma w obawie właśnie przed mogącymi powstawać masowo fake newsami nie opublikowała w pełni swoich wyników.

– Obecnie przetwarzanie tekstu wykorzystuje się głównie do zrozumienia setek dokumentów. Google wykorzystuje je, żeby indeksować strony. Przedsiębiorstwa coraz bardziej zwracają uwagę na to, że same mają miliony dokumentów, które muszą przetwarzać. Kiedy państwo staje się coraz bardziej cyfrowe, a tych danych i dokumentów jest coraz więcej. Jest ich już na tyle dużo, że człowiek nie jest w stanie sam tego przerabiać. Potrzebujemy do tego maszyn i technologii przetwarzania tekstu – mówi agencji Newseria Innowacje Przemysław Chojecki, prezes start-upu Ulam.ai.

Sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe sprawiają, że coraz częściej proste, powtarzalne czynności mogą wykonywać komputery i maszyny. Dzięki temu zwykły pracownik może się poświęcić znacznie bardziej twórczej pracy. Dzięki uczeniu maszynowemu technologia jest w stanie przewidzieć, jakie słowo powinno być użyte w danym miejscu tekstu. Może też wstawić odpowiednie liczby do szablonu.

– W większości usprawnienia są związane z tym, że człowiek nie musi wykonywać tych żmudnych, powtarzalnych rzeczy, tylko może się skupić na rzeczach bardziej kreatywnych, na tych wyjątkach od reguł, które maszyna gdzieś sygnalizuje, a większość tych, które się powtarzają, są już robione automatycznie. To może być albo pełna automatyzacja, a czasami przyspieszenie o 5–10 proc. – mówi Przemysław Chojecki.

Przetwarzanie tekstu daje jednak znacznie większe możliwości, z których korzystają największe organizacje, w tym m.in. agencje prasowe. Associated Press zautomatyzowała proces publikacji raportów kwartalnych największych spółek. Proste depesze są gotowe w ciągu kilku minut od udostępnienia danych. Co więcej, takie teksty są nie do odróżnienia od tych napisanych przez dziennikarzy. Strony internetowe dużych amerykańskich gazet wykorzystują technologie do relacjonowania ligowych rozgrywek sportowych czy informowania w mediach społecznościowych o klęskach naturalnych. Także w Skandynawii co roku pojawiają się tysiące zautomatyzowanych opisów rozgrywek sportowych.

Z kolei w projekcie Reporters and Data and Robots reporterzy zbierają wszystkie potrzebne informacje, jednak ich praca kończy się na researchu. Sztuczna inteligencja wykorzystuje dane do wyprodukowania kilku, kilkunastu tekstów, te zaś mogą np. zasilić lokalne wydania gazet.

– Te technologie związane z przetwarzaniem tekstu w większości mogą być wykorzystywane do jeszcze większej obróbki tekstu, żeby człowiek nie musiał robić rzeczy, które są niekreatywne, w szczególności te wszystkie prace młodszych stażystów, które polegają na tym, żeby przekleić coś z jednej strony na drugą, zrobić arkusz w Excelu i przesłać gdzieś dalej. Takie prace można zautomatyzować. Z kolei te osoby będą mogły się skupić na rzeczach bardziej kreatywnych – zaznacza prezes Ulam.ai.

Automatyzacja w przygotowywaniu tekstów dziennikarskich niesie jednak ze sobą potencjalne ryzyko. Na początku tego roku OpenAI ogłosiła, że stworzyła na tyle sprawne oprogramowanie do generowania tekstów, że nie ogłosi w pełni wszystkich wyników. Opracowany system tworzył kompletne materiały, jednak nie do końca prawdziwe – np. wymyślając wypowiedzi czy opisując odkrycie jednorożców potrafiących mówić po angielsku. W przyszłości oprogramowanie mogłoby jednak umożliwić powstawanie na masową skalę fake newsów.

– Teraz jest moment na dyskusje właśnie o etyce, o tym, do czego to tak naprawdę doprowadzi. To jest moment, w którym rzeczywiście powstają przełomowe rzeczy – ocenia Przemysław Chojecki.

Konsumpcja prywatna w USA pozostaje mocna

We wtorek (16.07.2019) poznaliśmy dane o sprzedaży detalicznej w USA, wzrost w czerwcu wyniósł 0,4% m/m, co było wynikiem lepszym od szacunków ekspertów, którzy wskazywali na jej wzrost jedynie o 0,2% m/m. Dane te potwierdzają mocną konsumpcję prywatną w USA, która wspierana jest przez niskie bezrobocie oraz rosnące dochody. Pomimo pozytywnej niespodzianki, dane te nie wpłynęły na rynkowe oczekiwania dotyczące obniżek stóp procentowych przez Fed na lipcowym posiedzeniu. Z kolei w Polsce, wskaźnik CPI, podany przez Narodowy Bank Polski 16 lipca, po wyłączeniu cen żywności i energii wzrósł do 1,9% r/r z 1,7% r/r miesiąc wcześniej, do poziomu najwyższego od października 2012 r. Inflacja bazowa stopniowo narasta, podążając w ślad za rosnącymi płacami oraz kosztami energii.

Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała umiarkowany wzrost. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał na wartości 0,87%. Notowania największych spółek (tworzących index WIG20) zyskały 1,2%. Z kolei indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień ze spadkiem: 0,08% dla sWIG80 oraz 1,81% dla mWIG40.

W czwartym tygodniu lipca poznamy stosunkowo niewiele danych makroekonomicznych. We wtorek opublikowane zostaną dane o produkcji budowlano-montażowej oraz czerwcowa stopa bezrobocia w Polsce. We wtorek i środę (23-24.07.2019) poznamy dane z amerykańskiego rynku nieruchomości (sprzedaż domów na wtórnym i pierwotnym rynkach oraz liczba wniosków o kredyty hipoteczne), w środę opublikowany zostanie indeks PMI dla amerykańskiego przemysłu. Najważniejsze informacje za oceanu dotrą do nas w piątek – poznamy dane o PKB USA dla pierwszego półrocza 2019. W środę i w czwartek inwestorzy skupią się na Europie. W środę poznamy dane PMI dla kluczowych gospodarek europejskich, a w czwartek posiedzenie ECB rzuci więcej światła na politykę pieniężną strefy euro.

Departament Zarządzania i Analiz SUPERFUND TFI S.A.

Pożyczki przez internet – czy warto korzystać z kalkulatora online?

finanse oszczędnościJeśli potrzebujesz gotówki na pokrycie bieżących wydatków, rozwiązaniem mogą być pożyczki przez internet. Zanim jednak zdecydujesz się na ofertę konkretnego pożyczkodawcy, lepiej upewnij się, na jakie warunki możesz liczyć i czy na pewno okażą się dla Ciebie korzystne. W tym celu możesz skorzystać z kalkulatora pożyczek. Wyniki, które Ci pokaże powinieneś wziąć pod uwagę przy wyborze firmy pożyczkowej. Nie jest to jednak wskaźnik, na którym można polegać w pełni.

Jak działa kalkulator wyliczający, ile wynoszą koszty pożyczki przez internet?

Kalkulatory pożyczek znajdziesz bez trudu – zamieszczają je na swoich stronach zarówno pożyczkodawcy, jak i firmy tworzące rankingi ofert kredytów konsumenckich. Do tego, by skorzystać z kalkulatora, musisz tylko wiedzieć, jakiej dokładnie kwoty potrzebujesz. Zastanów się też, na ile rat chciałbyś rozbić spłatę. Po wpisaniu bądź wskazaniu tych danych, algorytm powinien wyliczyć:

  • ile będzie wynosiła miesięczna rata,
  • jaki będzie całkowity koszt pożyczki,
  • jaka będzie całkowita kwota do zapłaty, w tym ile wynosi opłata prowizyjna, za udzielenie pożyczki i kwota odsetek,
  • ile będzie wynosiła stopa oprocentowania w skali roku,
  • ile wynosi RRSO.

Jeśli warunki przedstawione w kalkulatorze Ci odpowiadają, to oznacza, że warto bliżej zainteresować się propozycją danego pożyczkodawcy. Lepiej jednak nie sięgać po pożyczki przez internet bez wcześniejszego zapoznania się z umową. Może się bowiem okazać, że wysokość opłat w rzeczywistości będzie zupełnie inna.

Orientacyjne wyniki kalkulatora

Algorytm, z którego korzysta kalkulator podaje jedynie szacowane, przybliżone wyniki. Ostateczna wysokość miesięcznej raty i oprocentowania jest ustalana indywidualnie. To, jakie warunki zostaną Ci zaproponowane, zależy też od dodatkowych czynników, takich jak to, czy Twoje nazwisko znajduje się w bazach biur informacji gospodarczej i jak przedstawia się kwestia Twojej zdolności kredytowej. Te wszystkie informacje firma pożyczkowa bierze pod uwagę przed wydaniem decyzji o przyznaniu pożyczki przez internet i mają one niebagatelny wpływ na jej ostateczny koszt.

Odpowiedź na pytanie, czy warto korzystać z kalkulatorów pożyczek, nie jest jednoznaczna. Z pewnością jest to najszybszy sposób, by przynajmniej w przybliżeniu poznać koszty związane z pożyczką. Dzięki nim nie trzeba tego robić samodzielnie. Na podstawie wyników można już określić,

czy skorzystanie z oferty danej firmy ma szansę okazać się korzystnym rozwiązaniem. Mimo to, przed podjęciem ostatecznej decyzji, zawsze należy przeczytać umowę i upewnić się, że ostateczne warunki przedstawione przez pożyczkodawcę będą zadowalające.

W razie wątpliwości warto skonsultować się z firmą udzielającą pożyczek. Taką możliwość oferuje m.in. TAKTO Finanse. Ten pożyczkodawca to zresztą jeden z niewielu podmiotów na rynku (poza bankami), które oferują pożyczki na kwotę 25 000 zł – więcej o proponowanych przez niego warunkach można znaleźć na stronie https://taktofinanse.pl/pozyczka-takto TAKTO Finanse również udostępnia klientom kalkulator wyliczający orientacyjne koszty związane z pożyczkami.

Na co stać polską gospodarkę

NBP sądzi, że pomimo niekorzystnej sytuacji demograficznej Polska może się rozwijać nadal w takim tempie jak średnio w ostatnich dwóch dekadach. I nie jest w tej ocenie odosobniony.

Produkt potencjalny to Yeti – mawiają ekonomiści. Nikt go nigdy nie widział, więc można go sobie wyobrażać nieomal dowolnie. Mimo tego czysto teoretycznego charakteru produktu potencjalnego jego oszacowania mogą mieć wpływ na gospodarczą rzeczywistość. A z tego powodu budzą sporo emocji. Dobrze ilustruje to dyskusja, którą wywołał nowy obraz tego Yeti namalowany ostatnio przez ekonomistów z Narodowego Banku Polskiego.

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich
Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich

– W ostatnich latach wzrost PKB utrzymywał się na wysokim poziomie, a jednocześnie nie było widać oznak przegrzania gospodarki np. w postaci istotnego wzrostu inflacji czy nierównowagi w bilansie handlowym. Można więc oceniać, że produkt potencjalny rósł w tempie zbliżonym do rzeczywistego PKB. A skoro inwestycje w tym czasie rozczarowywały, a podaż pracy rosła coraz wolniej, to można przyjąć, że szybko rosła produktywność – przyznaje Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich. Przypomina, że swoją ocenę potencjału polskiej gospodarki zweryfikowała też ostatnio Komisja Europejska. Jeszcze w 2017 r. przewidywała, że wzrost naszego potencjalnego PKB w kolejnych latach spadnie poniżej 3 proc. Teraz ocenia, że w tym roku wyniesie on 3,9 proc., a w 2020 r. 4 proc.

Rusza nabór do Akademii PSD2 BNP Paribas

22 lipca rusza nabór do Akademii PSD2. BNP Paribas chce pomóc najlepszym fintechom uzyskać licencje i wdrożyć rozwiązania, których realizacja stała się możliwa dzięki dyrektywie. Bank oferuje konsultacje, mentoring, pomoc w badaniach UX i możliwość nawiązania długoterminowej współpracy. Partnerem inicjatywy jest Kancelaria Domański Zakrzewski Palinka.

Wejście w życie dyrektywy unijnej, znanej jako PSD2 miało być początkiem ogromnych zmian na rynku usług płatniczych. Rewolucyjny zapał ambitnych fintechów studzi KNF. Sama technologia, nawet najlepsza, bowiem nie wystarczy. A o odpowiednie licencje, niezbędne do wprowadzania na rynek usług nie jest  łatwo.

– Jako bank zmieniającego się świata, dążymy do wspierania implementacji najlepszych rozwiązań, mówi Michał Miszułowicz, Koordynator Relacji z Fintechami w BNP Paribas. – Aktywnie poszukujemy ich na rynku. Jako pierwsi uruchomiliśmy produkcyjne API, oparte na najlepszych rynkowych standardach i technologiach, widząc w tym szansę na dalszą poprawę jakości naszych rozwiązań i możliwość ponadstandardowego rozwoju produktów. Współpraca z fintechami, które mają doskonałe technologie, ale brakuje im formalnych podstaw do ich wdrożenia i zmonetyzowania, doskonale wpisuje się w to podejście – dodaje Konrad Szermanowicz, Menedżer ds. Open Bankingu w Banku BNP Paribas.

PSD2 umożliwia dostarczanie usług płatniczych przez tak zwane Third Party Providers (TPP). W zależności od zakresu działania, dzielą się one na dwie kategorie: PISP (Payment Initiation Service Provider) to podmiot, mogący inicjować transakcje w imieniu konsumenta (za ich zgodą) i działać w roli pośrednika płatności; AISP (Account Information Service Provider) może udostępniać w jednym miejscu dane z kilku kont klienta. Samo opracowanie odpowiedniej technologii nie wystarczy jednak, by zaoferować nową usługę na rynku. KNF postawił fintechom wiele warunków.

– To jest luka, którą chcemy wypełnić Akademią PSD2, tłumaczy Paulina Skrzypińska, koordynator Laboratorium Innowacji w Banku BNP ParibasNaszą ambicją jest wyłowienie i przygotowanie najciekawszych fintechów do współpracy z BNP Paribas. Wybrane firmy wspólnie rozpoczną Akademię PSD2 już 8 sierpnia. Inaczej niż w typowych programach akceleracyjnych, później każda z nich będzie podążać własną, zindywidualizowaną ścieżką. Docelowo, do końca roku chcielibyśmy przygotować 3 z 6 podmiotów uczestniczących w Akademii do współpracy z bankiem – dodaje.

Partnerem inicjatywy Banku BNP Paribas jest Kancelaria Domański Zakrzewski Palinka. –Otwarta bankowość oparta o regulacje dyrektywy PSD2 stanowi rewolucję w sektorze finansowym, która stworzyła nowe perspektywy dla podmiotów niebankowych. Nowi gracze, dysponujący odpowiednim zapleczem technologicznym, mają szanse na wdrożenie nowych produktów finansowych dopasowanych do potrzeb klientów. DZP od wielu lat wspiera firmy z branży finansowej, które zmagają się z coraz bardziej szczegółowymi wymogami regulacyjnymi i oczekiwaniami organów nadzoru. Nasze doświadczenie będzie istotną pomocą dla podmiotów wchodzących na rynek – mówi Magdalena Skowrońska, Partner w Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka.

Co oferuje BNP Paribas? Na początek – konsultacje, mentoring i wsparcie w przetestowaniu rozwiązania. Bankowi Architekci IT zweryfikują jego gotowość techniczną oraz określą zakresy danych niezbędne do realizacji usługi. Eksperci związani z bezpieczeństwem IT sprawdzą, czy rozwiązanie spełnia wyśrubowane wymogi obowiązujące w bankowości. Partner Akademii – kancelaria DZP – pomoże fintechom skompletować potrzebne dokumenty. Po spełnieniu tych wymogów, bank przetestuje innowacje w najbardziej miarodajny z dostępnych sposobów – udostępni je swoim klientom.

To ich głos będzie kluczowy. Trzy z sześciu fintechów otrzymają od Banku BNP Paribas dalsze wsparcie i możliwość komercyjnej współpracy.

Rekrutacja fintechów potrwa od 22 lipca do 2 sierpnia.

PSPR powołało ekspercki Klub Public Affairs

Z początkiem sierpnia, w ramach Polskiego Stowarzyszenia Public Relations, rozpoczyna działalność wewnętrzny Klub Public Affairs. Głównym celem projektu jest gromadzenie ekspertów z obszaru public affairs i budowanie platformy wymiany wiedzy w tym zakresie. Klub Public Affairs będzie już piątym klubem eksperckim powołanym przez PSPR.

Do nowo powołanego klubu może przystąpić każdy członek PSPR, mający przynajmniej siedem lat praktyki PR i doświadczenie w realizacji działań z obszaru public affairs. Poza dzieleniem się wiedzą, członkowie Klubu będą brali udział w zewnętrznych spotkaniach, konferencjach i kongresach, na których poruszana będzie tematyka public affairs. Klub został powołany z inicjatywy Emilii Hahn, Prezes Zarządu agencji PR Hub oraz Emilii Zakrzewskiej, Wiceprezes Zarządu PSPR.

„Działalność z obszaru public affairs jest nadal mało znana, również w samej branży public relations. Powołaliśmy ten klub, aby przybliżyć ją zarówno naszym członkom, jak i mieć wpływ na kształtowanie debaty publicznej dotyczącej ww. tematyki. Jako Stowarzyszenie widzimy dużą potrzebę wybrzmienia głosu profesjonalistów w tym obszarze” – powiedziała Luiza Jurgiel-Żyła, Prezeska Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Public Relations.

Dotychczas w PSPR powołano cztery kluby: Klub rzeczników prasowych, Klub social media i influencer relations, Klub komunikacji wewnętrznej, Klub Personal PR i PR gwiazd. Kontakt do poszczególnych koordynatorów znajduje się na stronie: https://polskipr.pl/projekty/kluby