HackYeah! Trzecia edycja hackathonu już 14-15 września w Warszawie

Trzecia edycja największego hackathonu w Europie odbędzie się już 14-15 września w Warszawie. Chodzi o HackYeah! Interdyscyplinarne wydarzenie, podczas którego uczestnicy muszą znaleźć rozwiązania zadań postawionych im przez organizatorów.

Mamy dla was 30 bezpłatnych wejściówek na to wydarzenie!

Czy warto brać udział?

Zdecydowanie! W zeszłym roku wydarzenie odbywało się w Październiku i zebrało ponad 2500 uczestników, na których czekało kilkadziesiąt zadań z łączną pulą nagród wynoszącą ponad pół miliona złotych!

Na ten moment pula nagród wynosi 140 000 PLN, ale organizatorzy zapewniają, że to jeszcze nie koniec. Najbliższa publikacja zadań zaplanowana jest na 5 sierpnia.

Jeżeli jesteście zainteresowani udziałem, ale nie macie zespołu nic straconego! Organizatorzy przygotowali serwer na Discordzie, gdzie możecie znaleźć zespół, skonsultować się z mentorami lub porozmawiać z zespołem realizującym HackYeah! Do discorda możecie dołączyć klikając w ten link: https://discord.gg/fa83ryF.

Z jakimi zadaniami możecie się zmierzyć na HackYeah?

W tym roku uczestnicy będą stawiać czoła wyzwaniom z zakresu Bezpieczeństwa, Środowiska i Komunikacji — to trzy główne kategorie tegorocznej edycji hackathonu. Zadaniem uczestników będzie stworzenie aplikacji, programów lub urządzeń, które wspierają poprawę warunków życia właśnie w ramach tych trzech tematów. W każdej z tych kategorii na uczestników czekają nagrody o wysokości 10 000 PLN.

Oprócz tego uczestnicy mogą wziąć udział w zadaniach przygotowanych przez partnerów HackYeah. 5 lipca organizatorzy opublikowali pierwszą pulę zadań z tej kategorii. Są wśród nich:

  • CTF (czyli drużynowy turniej, podczas którego drużyny starają się rozwiązać jak najwięcej zadań z kategorii powiązanych z cyberbezpieczeństwem) przygotowany przez Wojsko Polskie z pulą nagród wynoszącą 30 000 PLN oraz wyjątkowymi nagrodami rzeczowymi;
  • ORLEN Mobile – First Aid module zadanie polegające na stworzeniu aplikacji, która ułatwia użytkownikom znalezienie stacji, zbieranie punktów lojalnościowych oraz płatności mobilne gdzie uczestnicy mogą wygrać nagrody o łącznej wartości 20 000 PLN;

●     PKN Orlen — Internal employee communication chatbot — nazwa mówi sama za siebie, Orlen poszukuje narzędzia, które ułatwi pracownikom pozyskiwanie informacji z zakresu HR, opartego na rozbudowanych bazach danych i pozwalającego dodatkowo na interakcję pracowników z działem HR — do wygrania 20 000 PLN.

  • PKN Orlen — IT Security — w tym przypadku uczestnicy mają do wyboru dwa zadania: 1) narzędzie zbierające i ewaluujące informacje o konfiguracji serwera automatyzacji i stacji roboczej z perspektywy security lub 2) oprogramowanie oceniające poziom zabezpieczeń serwerów, stacji kontrolnych itd. i generujące szczegółowy raport na ten temat. W ramach tych zadań do wygrania jest 20 000 PLN.
  • Bosch — Optical Feedback Task — celem zadania jest wykorzystanie dostępnych narzędzi i bibliotek do przetwarzania obrazu i sterowania napędem Bosch Rexroth w celu precyzyjnego pozycjonowania wału przy użyciu obrazu z kamery w czasie rzeczywistym. Zwycięzcy w tej kategorii mogą liczyć na nagrody o łącznej sumie 20 000 PLN.

Szczegóły dotyczące tych zadań możecie znaleźć na stronie https://hackyeah.pl/tasks-prizes/.

Wejściówki i lokalizacja

hackyeahcolorWydarzenie odbędzie się w Ptak Expo w Nadarzynie pod Warszawą. Organizatorzy zapewniają bezpłatny dojazd autobusami na miejsce wydarzenia.

Udział w wydarzeniu jest płatny i wynosi 49,00 PLN, jednak cała pula z biletów jest przeznaczana na rzecz fundacji edukujących dzieci w tematyce programowania — Szkoły 3.0 i Hearty Foundation!

A teraz do wracamy do kwestii baitu z początku artykułu 😉 – Pierwsze 30 osób, które zarejestruje się na stronie www.hackyeah2019.evenea.pl z kodem: MP_CEO wchodzi za darmo!

Więcej szczegółów możecie znaleźć na stronie www.hackyeah.pl.

Ponad 30 mln złotych w 3 miesiące. Poczta Polska uderza w zalegających z abonamentem

W pierwszym kwartale br. Poczta Polska wysłała ponad 64 tysiące wezwań do zapłaty i wystawiła ok. 14 tysięcy tytułów wykonawczych. Tego typu działań wobec zalegających z abonamentem podjęto znacznie mniej niż na początku ubiegłego roku. Wówczas wysłano 126 tysięcy upomnień i wystawiono 33 tysiące tytułów wykonawczych. Podjęte kroki sprawiły, że ostatnio na rachunek KRRiT wpłynęło przeszło 31 mln zł, czyli o ponad 4 mln zł mniej niż w analogicznym okresie 2018 roku. Niedawno przedawnieniu uległy zaległości za 2013 rok w kwocie 245,1 mln zł. Ponadto Rada umorzyła w pierwszym kwartale br. długi wynoszące blisko 4 mln zł.

Poczta Polska, na podstawie ustawy z 21 kwietnia 2005 roku o opłatach abonamentowych oraz zgodnie z umową zawartą z Krajową Radą Radiofonii i Telewizji, jest operatorem, który realizuje ściągalność opłaty abonamentowej. Od stycznia do marca br. Centrum Obsługi Finansowej Poczty Polskiej wysłało 64 166 upomnień do abonentów zalegających z płatnościami. Zadłużenie w całości lub w części uregulowało 18 383 abonentów, wpłacając kwotę 9,363 mln zł brutto. Po potrąceniu prowizji za obsługę, operator przekazał na rachunek KRRiT 8,801 mln zł.

– W analogicznym okresie roku poprzedniego wysłano 126 837 upomnień. Zadłużenie w całości lub w części uregulowało 14 737 abonentów, wpłacając kwotę 14,272 mln zł brutto. Na rachunek KRRiT operator przekazał 13,415 mln zł – informuje Teresa Brykczyńska, rzecznik prasowy KRRiT.

W stosunku do pozostałych abonentów zalegających z opłatami Poczta Polska wszczynała postępowania administracyjne. W I kwartale br. wystawiła 13 701 tytułów wykonawczych, a zrealizowano 23 798 tytułów na kwotę 24,006 mln zł, natomiast na rachunek Rady przekazano 22,565 mln zł. Statystyki te za okres od stycznia do marca ubiegłego roku osiągnęły wartości 33 422 oraz 24 249, z kolei kwoty wyniosły 23,604 mln zł oraz 22,188 mln zł.

– W całym ubiegłym roku Poczta Polska wysłała 503 796 upomnień, a ponadto wystawiła 149 511 tytułów wykonawczych. Z kolei w zestawieniach za 2017 rok mamy ich analogicznie 557 453 i 108 079 – mówi rzecznik prasowy KRRiT.

W poprzednim roku na rachunek Rady została przekazana kwota 188,342 mln zł, w tym 77,850 mln zł z tytułu wyegzekwowanych upomnień, a 110,492 mln zł z realizacji tytułów wykonawczych. 2 lata temu wpłynęły 142,894 mln zł, a poszczególne składowe wyniosły 76,790 mln zł oraz 66,104 mln zł.

– W przypadku opóźnienia w uiszczaniu opłaty abonamentowej naliczane są odsetki w wysokości jak dla zaległości podatkowych w rozumieniu ustawy z 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa. W związku z tym, zgodnie z art. 70 § 1, zaległości z tego tytułu przedawniają się z upływem pięciu lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności – zaznacza Justyna Siwek, rzecznik Poczty Polskiej.

Bieg terminu przedawnienia ulega zawieszeniu w przypadku skutecznego wszczęcia postępowania administracyjnego przez organ egzekucyjny. W związku z tym, zadłużenie w opłatach abonamentowych może być wymagane za różne okresy zadłużenia. To zależy od sytuacji, czy dłużnik otrzymał tytuł wykonawczy i na jakim etapie postępowania jest jego sprawa.

– Z danych przekazanych przez Pocztę Polską wynika, iż przedawnieniu uległy zaległości za okres od 1 stycznia do 31 grudnia 2013 r. w kwocie 245,1 mln zł. Przy założeniu, że wszystkie gospodarstwa domowe mają zarejestrowane odbiorniki radiowo-telewizyjne oraz wnoszą terminowo opłaty, potencjalne wpływy abonamentowe, bez uwzględnienia tych od klientów instytucjonalnych, w 2018 r. powinny wynieść 3,2 mld zł netto – dodaje Teresa Brykczyńska.

Na wniosek Poczty Polskiej, KRRiT ma prawo umorzyć zaległości. Dzieje się tak, gdy nie jest możliwe ustalenie podmiotu zobowiązanego do wnoszenia opłat, bądź nie posiada on majątku, z którego można zaspokoić należności. W 2018 r. Spółka wnioskowała o umorzenie zaległości 6 788 zadłużonym w kwocie 9,7 mln zł. W pierwszym kwartale br. Rada umorzyła 3,7 mln zł, natomiast rozłożyła na raty – 0,2 mln zł.

– W przypadku abonamentu, pomijając propagandowy charakter TVP, razi jego niska ściągalność. Obstawiam, że koszty ściągania są relatywnie wysokie w stosunku do przychodów, a jednocześnie mało osób uiszcza należności. Teoria ekonomii mówi o tym, że dedykowane podatki powinny płacić osoby bezpośrednio korzystające z finansowanych przez nie usług. Tu nie ma tego związku, więc pewnie taniej i efektywniej byłoby wprowadzić podatek ogólny – komentuje dr Aleksander Łaszek, główny ekonomista i wiceprezes zarządu Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Jak stwierdza ekonomista Marek Zuber, abonament jest martwym podatkiem. Sposoby jego poboru i kontroli pozostają wadliwe, a także nieskuteczne. Listonosze nigdy nie będą poborcami podatkowymi, a nadaniu im dodatkowych obowiązków towarzyszyłby opór społeczeństwa. W przeszłości egzekucją zajmowała się skarbówka, co podkreśla prof. UW dr hab. Tadeusz Kowalski. Ekspert z Wydziału Dziennikarstwa Informacji i Bibliologii zaznacza, że wówczas ludzie zazwyczaj płacili należności, bo nikt nie chciał mieć do czynienia z fiskusem. To przynosiło efekty, a obecne wyniki zależą w dużej mierze od aktywności oddziałów terenowych Poczty Polskiej.

Jadą na podbój Bostonu. Poznajcie finalistów 1. edycji programu akceleracyjnego MIT Enterprise Forum CEE

MIT Enterprise Forum CEE, jeden z największych akceleratorów dla startupów, ogłosił finalistów 1. edycji programu. Co ich wyróżnia? Innowacyjne pomysły, niekonwencjonalne rozwiązania oraz nowoczesne technologie. Zwycięskie startupy wezmą udział w tygodniowym Bootcampie w Bostonie, gdzie zaprezentują swoje rozwiązania w ekosystemie zbudowanym wokół najlepszego na świecie uniwersytetu technologicznego – Massachusetts Institute of Technology.DemoDay

Program MIT Enterprise Forum CEE jest częścią globalnej sieci MIT Enterprise Forum, która posiada swoje oddziały w kilkunastu stanach USA, a także m.in. w Grecji, Hiszpanii, Izraelu, Turcji i Pakistanie. Do tej pory Polska była jedynym krajem w Europie Środkowo-Wschodniej, w którym realizowano akcelerację startupów pod marką MIT Enterprise Forum.
Od 15 stycznia do tego grona dołączy kolejnych czternaście państw: Czechy, Słowacja, Węgry, Austria, Rumunia, Słowenia, Chorwacja, Serbia, Bułgaria, Ukraina, Białoruś, Litwa, Łotwa oraz Estonia.

Celem akceleracji MIT Enterprise Forum CEE jest wsparcie najbardziej innowacyjnych startupów naukowo-technologicznych z Polski i Europy Środkowo-Wschodniej poprzez połączenie ich potencjału z wiedzą i zasobami dużych przedsiębiorstw z branży finansowej, ubezpieczeniowej, energetycznej oraz life science, a także doświadczeniem mentorów, którzy osiągnęli spektakularne sukcesy w biznesie międzynarodowym.

MARZENIE O PODBICIU AMERYKAŃSKIEGO RYNKU NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI

Akcelerację w 1. edycji programu przeszło łącznie 15 młodych firm technologicznych. W trakcie DemoDay, które odbyło się 9 lipca w Warszawie, wyłoniono pięciu finalistów, którzy w nagrodę otrzymali bilety na tygodniowy Bootcamp w Bostonie:

  • AISens: Zapewnia precyzyjne pomiary ruchomości stawów w czasie rzeczywistym. Dzięki Sensorom Orthyo terapia jest bardziej bezpieczna i efektywna, co znacząco ułatwia proces fizjoterapii.
  • ChallengeRocket: Platforma wykorzystująca sztuczną inteligencję do pozyskiwania i rekrutacji talentów z branży IT.
  • Intelliseq: Automatyczny system do szybkiej i precyzyjnej analizy informacji genetycznej z możliwością generowania raportów klinicznych dla wielu wątków diagnostycznych.
  • Phage Armour: Technologia zwalczania bakterii patogennych, w tym szczepów opornych na antybiotyki, za pomocą bakteriofagów, dedykowana m.in. branży weterynaryjnej i firmom zajmującym się produkcją zwierzęcą.
  • Symmetrical Al.: Oferuje usługi kredytowe API Credit Cloud dla klientów w dowolnym kontekście zakupowym poprzez zwiększenie ich poziomu dostępności.

– Tegoroczny wyjazd na Bootcamp to nagroda dla 10 najlepszych startupów z dwóch ostatnich edycji naszego programu. Podczas pobytu w USA młodzi przedsiębiorcy będą mieli okazję zdobyć wiedzę na temat tego, w jaki sposób rozwijać biznes na rynku amerykańskim oraz poznają jeden z największych na świecie ekosystemów innowacji skupiony wokół Massachusetts Institute of Technology – mówi Łukasz Owczarek, Head of Acceleration w Fundacji Przedsiębiorczości Technologicznej, która jest organizatorem programu MIT Enterprise Forum CEE. – Dla młodych, innowacyjnych firm to także ogromna szansa na zaprezentowanie swoich technologii przed inwestorami czy potencjalnymi partnerami z USA oraz okazja na komercjalizację swoich produktów i usług na rynkach zagranicznych – dodaje.

Podczas DemoDay przyznano także nagrodę publiczności dla zespołu ChallengeRocket, którego prezentacja otrzymała najwięcej głosów od uczestników wydarzenia.

Od stycznia 2020 r. kolejne zmiany w prawie podatkowym i VAT

24 czerwca 2019 r. Ministerstwo Finansów przedstawiło kolejny projekt zmian w prawie podatkowym. Zmiany dotyczą struktury magazynu konsygnacyjnego, wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów oraz regulacji w zakresie transakcji łańcuchowych.

Pakiet Quick Fixes

Projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz ustawy – Kodeks karny skarbowy (nr z wykazu UC158) ma na celu implementację Dyrektywy Rady (UE) 2018/1910 z dnia 4 grudnia 2018 r. zmieniającej dyrektywę 2006/112/WE w odniesieniu do harmonizacji i uproszczenia niektórych przepisów w systemie podatku od wartości dodanej dotyczących opodatkowania handlu między państwami członkowskimi (Dz.Urz. L nr 311 z 07.12.2018 r., s. 3) oraz Rozporządzenia wykonawczego Rady (UE) 2018/1912 z dnia 4 grudnia 2018 r. zmieniającego rozporządzenie wykonawcze (UE) nr 282/2011 w odniesieniu do niektórych zwolnień związanych z transakcjami wewnątrzwspólnotowymi (Dz.Urz. L nr 311 z 07.12.2018 r., s. 10).

Oba unijne akty wchodzą w skład tzw. pakietu Quick Fixes czy pakietu zmian naprawczych we wspólnotowym systemie podatku od wartości dodanej. Ma on na celu możliwie jak najszybsze wdrożenie rozwiązań ułatwiających prowadzenie działalności gospodarczej w transgranicznym handlu w Unii Europejskiej poprzez wyeliminowanie szkodliwych w tym zakresie przepisów dyrektywy VAT z 28 listopada 2006 r. (nr 2006/112/WE, Dz.Urz. L nr 347 z 11.12.2006 r., s. 1, ze zm.), jak i sporządzonego do niej 15 marca 2011 r. rozporządzenia wykonawczego (nr 282/2011, Dz.Urz. L nr 77 z 23.03.2011 r., s. 1).

Przemieszczenie towaru własnego do magazynu w innym państwie

Przemieszczenie własnych towarów przez dostawcę z jednego państwa członkowskiego UE do magazynu położonego na terenie innego państwa członkowskiego UE traktowane jest przez poszczególne kraje Unii w różnoraki sposób. Jedne uznają taką czynność za wewnątrzwspólnotowe nabycie towarów własnych, do którego stosują mechanizm odwrotnego obciążenia VAT, przy następującej po tym nabyciu dostawie krajowej. Inne natomiast jako wewnątrzwspólnotowe nabycie towarów przez ich nabywcę, w którym obowiązek podatkowy powstaje z chwilą dostarczenia towaru do magazynu. Jeszcze inne, jak Polska, w chwili ich pobrania z magazynu.

Przepisy unijnej dyrektywy VAT zawierają regulacje rozpoznające wewnątrzwspólnotowe przemieszczenie i nabycie towarów własnych podatnika a posiadających cechę beztransakcyjności, jako dostawę zwolnioną z prawem do odliczenia po stronie dostawcy i wewnątrzwspólnotowe nabycie towaru przez niego samego. Choć obie transakcje co do zasady wyzerują się, jednak problemów może nastręczać wieloetapowe ewidencjonowanie podatkowe takich transakcji w postaci: wewnątrzwspólnotowego przemieszczenia towaru, wewnątrzwspólnotowego nabycia i dostawy krajowej. Problemy rozwiązać ma wprowadzona do systemów prawnych państw członkowskich instytucja magazynu call-off stock (z ang. magazyn do odwołania). Łudząco podobna w swej konstrukcji instytucja znana jest już w polskiej ustawie o VAT pod nazwą magazynu konsygnacyjnego.

Magazyn call-off stock

Celem nowelizacji jest wprowadzenie do ustawy o VAT odrębnych, dedykowanych procedurze magazynu call-off stock, regulacji. Zgodnie z projektem zostaną one dodane w dziale II po rozdziale 3, w rozdziałach 3a i 3b. W uzasadnieniu powołania tych przepisów projektodawcy wskazują, że ustawie znana jest taka instytucja, ujawniona w art. 2 pkt 27c. pod nazwą magazynu konsygnacyjnego: „rozumie się przez to wyodrębnione u podatnika zarejestrowanego jako podatnik VAT UE, o którym mowa w art. 97 ust. 4, miejsce przechowywania na terytorium kraju towarów należących do podatnika podatku od wartości dodanej przemieszczonych przez niego lub na jego rzecz z terytorium państwa członkowskiego innego niż terytorium kraju do tego miejsca, z którego podatnik zarejestrowany jako podatnik VAT UE, przechowujący towary, pobiera je, a przeniesienie prawa do rozporządzania tymi towarami jak właściciel następuje w momencie ich pobrania” (Dz.U. 2004 nr 54 poz. 535, ze zm.).

Od początku 2020 r. procedura magazynu call-off stock zastąpić ma „polską” procedurę magazynu konsygnacyjnego. Ujednolici regulacje w tym zakresie i wyeliminuje nieporozumienia, które powstawały i mogłyby nadal powstawać w związku z różnicami, jakie istnieją między obiema instytucjami, a w różny sposób rozumiane przez przedsiębiorców z innych państw. Sama, obowiązująca aktualnie w ustawie o VAT, konstrukcja magazynu, mimo iż nosi nazwę „konsygnacyjnego”, bardziej przypomina konstrukcję magazynu call-off stock. Polega bowiem na tym, że towar zostaje dostarczany na terytorium innego państwa do znanego już przed dostawą odbiorcy, który następnie może używać tego towaru do prowadzenia własnej działalności. Z kolei cechą magazynów konsygnacyjnych (z ang. consigment stock) jest to, że w momencie dokonywania dostawy towaru na teren innego państwa nabywca nie jest jeszcze znany.

„Polska ustawa o VAT przyjęła model magazynu call-off stock, z tym że do końca 2019 r. funkcjonował on pod nazwą magazynu konsygnacyjnego. Procedowana zmiana ustawy ma na celu wprowadzenie porządku terminologicznego w tym obszarze” (Uzasadnienie projektu ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz ustawy – Kodeks karny skarbowy, nr z wykazu UC158).

Brak informacji o prowadzeniu magazynu call-off karane jak wykroczenie

Wraz z powołaniem do życia regulacji dotyczących magazynów typu call-off skorelowano sankcje za ich nieprzestrzeganie. Do ustawy – Kodeks karny skarbowy zostanie dodany art. 80g § 1 w brzmieniu:

„Podatnik, który wbrew obowiązkowi, nie składa zawiadomienia o prowadzeniu magazynu wykorzystywanego w procedurze magazynu typu call-off stock, znajdującego się na terytorium kraju, albo składa je po terminie lub podaje w nim dane niezgodne ze stanem rzeczywistym, podlega karze grzywny za wykroczenie skarbowe” (nr z wykazu UC158).

Tą samą karą objęte będzie niepowiadomienie organu lub powiadomienie go po terminie, lub podanie nierzetelnych informacji o zmianie danych zawartych w zawiadomieniu o prowadzeniu magazynu typu call-off.

Transakcje łańcuchowe

Unia zaleciła państwom członkowskim ujednolicenie regulacji w zakresie dostawy towarów w transakcjach łańcuchowych, czyli transakcjach, w których biorą udział co najmniej trzy podmioty. Według projektodawców nowelizacji obowiązujące w ustawie o VAT regulacje dotyczące ustalania miejsca dostawy w transakcjach łańcuchowych obejmujących import i eksport są zgodne z prawem unijnym, zatem pozostaną bez zmian. Nowelizacja doprecyzowuje jedynie, dodając do art. 22 ust. 2, sformułowanie: „z terytorium kraju na terytorium państwa trzeciego”, że regulacje określające miejsce świadczenia dotyczą dostawy łańcuchowej o charakterze transgranicznym.

Zmiany mają jednak na celu przede wszystkim uściślenie tego, kto w transakcji łańcuchowej będzie uznawany za podmiot, któremu przyporządkowane zostanie miano odbiorcy dostawy wysyłki lub transportu towaru. Zgodnie z projektowanym art. 22 ust. 2a:

„W przypadku gdy kilka podmiotów dokonuje dostawy tego samego towaru w ten sposób, że pierwszy z nich wydaje ten towar bezpośrednio ostatniemu w kolejności nabywcy, przy czym towar ten jest wysyłany lub transportowany z terytorium jednego państwa członkowskiego na terytorium innego państwa członkowskiego, to wysyłka lub transport tego towaru są przyporządkowane wyłącznie do dostawy dokonanej do podmiotu pośredniczącego” (nr z wykazu UC158).

W ust. 2b przewidziany został wyjątek od powyższej zasady, natomiast w ust. 2c wyjaśniono pojęcie podmiotu pośredniczącego. To inny niż pierwszy w kolejności dostawca towarów, który wysyła lub transportuje towar samodzielnie albo za pośrednictwem osoby trzeciej działającej na jego rzecz.

Nowe obowiązki dla objęcia 0% stawką wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów

Projekt przewiduje zmiany w katalogu przesłanek koniecznych do spełnienia w celu objęcia wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów 0% stawką VAT. Oprócz dokonania dostawy na rzecz nabywcy posiadającego wymagany numer identyfikacyjny dla wewnątrzwspólnotowych transakcji, nabywca będzie też musiał podać ten numer dostawcy. Kolejnym novum warunkującym zastosowanie stawki 0% jest obowiązek złożenia przez dostawcę prawidłowej informacji podsumowującej VAT-UE.

Co prawda w ustawie o VAT istnieją już zapisy wskazujące na powyższe obowiązki, jednak stanowią one obecnie przesłanki formalne, czyli takie, których niespełnienie nie podważa słuszności zastosowania 0% stawki. Po wejściu w życie zmian nowe wymogi stanowić będą przesłanki materialne, bez których spełnienia o zastosowaniu stawki 0% nie będzie mogło być mowy.

Rozporządzenie wykonawcze 2018/1912 wprowadza w zakresie wewnątrzwspólnotowej dostawy instytucję domniemania, że towary zostały wywiezione z jednego państwa do drugiego państwa członkowskiego Unii Europejskiej. Organy podatkowe będą mogły zakwestionować powyższe domniemanie, dostarczając dowody na to, że towary nie zostały przetransportowane. To z kolei spowoduje niemożność zastosowania stawki 0%. Regulacje unijnych rozporządzeń są wiążące w państwach UE bez potrzeby ich implementacji do krajowego prawa, stąd staną się obowiązujące bez konieczności ich ujmowania w ustawie o VAT.

Wyrok TSUE w sprawie zwrotu VAT podróżnym

28 lutego 2018 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł o sprzeczności z unijną dyrektywą VAT uregulowań polskiej ustawy o podatku od towarów i usług, które uzależniały możliwość uzyskania zwrotu VAT w eksporcie od osiągnięcia limitu obrotowego przez sprzedawcę dokonującego dostawy towaru na eksport a przewożonego w bagażu osobistym przez podróżnego lub też w braku osiągnięcia limitu – wymagających legitymowania się przez tego sprzedawcę umową zawartą z podmiotem uprawnionym do zwrotu VAT podróżnym (sprawa C-307/16 Stanisław Pieńkowski, Dz.Urz. C nr 61 z 23.04.2018 r., s. 5).

Jak stanowi aktualnie obowiązujący art. 127 ust. 6 ustawy o podatku od towarów i usług, sprzedawcy ci mogą dokonywać zwrotu VAT podróżnym, za których uważa się osoby fizyczne niemające stałego miejsca zamieszkania na terytorium Unii Europejskiej, wywożącym nabyte w Polsce towary poza terytorium UE w bagażu osobistym „pod warunkiem że ich obroty (obroty tych przedsiębiorców – przyp. autora) za poprzedni rok podatkowy wyniosły powyżej 400 000 zł oraz że dokonują zwrotu podatku wyłącznie w odniesieniu do towarów nabytych przez podróżnego u tego sprzedawcy” (Dz.U. 2004 nr 54 poz. 535, ze zm.). Zgodnie z projektem nowelizacji z treści art. 127 ust. 6 zostanie usunięte sformułowanie o konieczności osiągnięcia przez sprzedawcę wskazanego limitu.

Nowe przepisy, nowe obowiązki dla przedsiębiorców

Nowe przepisy mają wejść w życie z dniem 1 stycznia 2020 r. Wymuszają one przejrzenie posiadanych struktur organizacyjnych w przedsiębiorstwie i funkcjonujących w firmie procesów, tak aby już teraz można było przygotować się na nadchodzące zmiany w zasadach wewnątrzwspólnotowej, jak i pozawspólnotowej dostawy towarów. Prowadzący transgraniczną działalność gospodarczą, dokonując jej prawno-podatkowego audytu, powinni mieć na uwadze zarówno obowiązujące, jak i zmieniające się przepisy prawa krajowego, ale i wspólnotowego.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Jakie są dolne i górne kwoty finansowania na jakie może liczyć mikrofirma?

  • Polska jest w czołówce w Europie pod względem samozatrudnienia – w ten sposób pracuje aż 18% wszystkich zatrudnionych*
  • Polska na czele rankingu jest też w innej niechlubnej dziedzinie – czasu, jaki najmniejsze firmy muszą czekać na przelew.
  • Narzędzi finansowania dla small biznesu jest niewiele, dlatego coraz popularniejszy w tej grupie przedsiębiorstw jest faktoring.

Według danych Eurostatu Polacy się na trzecim miejscu w Europie pod względem samozatrudnienia – nad Wisłą ich odsetek wśród wszystkich zatrudnionych wyniósł 18 proc. To znacznie więcej niż średnia unijna wynosząca 14%. W Polsce takich firm jest bardzo dużo i mają ogromny wpływ na PKB. Mają też ogromny problem z pozyskiwaniem finansowania swojej działalności.

Czekając na przelew

W mediach społecznościowych jest wiele profili (niektóre obserwowane przez tysiące osób) typu „czekam na przelew”. Zakładają je i śledzą zazwyczaj pracujący jako jednoosobowe firmy, czyli samozatrudnieni. W cyberprzestrzeni krąży też niezliczona ilość memów na temat tego, dlaczego i jak długo faktura i przelew są opóźnione. To jednak śmiech przez łzy, bo właściciele takich mikrofirm z powodu zaległych płatności na co dzień stają nad krawędzią. Krawędzią, za którą jest niewypłacalność i likwidacja biznesu. Potwierdzają to twarde dane: w II kwartale 52 proc. małych i średnich przedsiębiorstw miało w ostatnich sześciu miesiącach opóźnione płatności przekraczające dwa miesiące (wg. BIG InfoMonitor). Rząd zapowiada walkę z zatorami finansowymi, jednak sito ustawy jest zbyt grube – nie dotyczy najmniejszych firm z niewielkimi obrotami.

Do niedawna sytuacja takich firm rzeczywiście była nie do pozazdroszczenia, nie mieli praktycznie żadnych dostępnych dla nich narzędzi finansowych na wypadek ryzyka utraty płynności. Banki nie chciały z nimi rozmawiać, a firmy pożyczkowe odstraszały kosztami kapitału, który ewentualnie (choć nie tak łatwo) mogłyby pożyczyć. To się jednak zmienia – sektorowi finansowemu trudno udawać, że te firmy nie istnieją, lub że nie potrzebują wsparcia. W rzeczywistości finansowania potrzebują nawet bardziej niż większe podmioty. Dzięki nowym technologiom i zautomatyzowaniu wielu procesów teraz jesteśmy im w stanie świadczyć usługi faktoringowe nie tylko na wysokim poziomie, ale też szybko i w rozsądnych kosztach mówi Tomasz Domagalski Dyrektor Zarządzający Finea S.A.

Gotówka na godziny

Różne w przypadku takich firm i szybkiego procesu weryfikacji są kwoty jakie mogą być finansowane. Często jest to nie więcej niż 30 tys. zł, a czasem nawet maksymalnie 10 tys. zł. Być może ważniejsza jednak jest dolna granica. Tutaj finansowanie możliwe jest nawet od niewielkich kwot na fakturze.

– Finansujemy faktury praktycznie nawet od 100 zł. W skrajnych przypadkach nawet tak niewielkie kwoty mogą mieć znaczenie w przypadku jednoosobowej działalności. Tutaj nie ma co filozofować – widocznie ma taką potrzebę. Jeśli przedsiębiorca przychodzi do nas z wnioskiem o usługę faktoringową nawet niewielkiej kwoty, jeśli tylko spełnia warunki, my takiego finansowania udzielamy. Górnej granicy nie mamy – jeśli we wniosku są o duże kwoty takiego przedsiębiorcę kierujemy do naszej drugiej marki, eFaktor – mówi Tomasz Domagalski Dyrektor Zarządzający Finea S.A.

Coraz więcej usług finansowych dla small biznesu uelastycznia się i staje się dostępna nawet dla mikrofirm i jednoosobowych firm. W Fineo weryfikacja wniosku o finansowanie nie wymaga czasochłonnego procesu obsługi, jest realizowana automatycznie i on-line, w praktyce umożliwia otrzymanie finansowania w 24h, ale bywa, że to kwestia godzin.

Pozwala to na zachowanie płynności finansowej i umożliwia przeznaczenie gotówki na dowolny cel – płatności dla podwykonawców, zakup towarów czy regulowanie zobowiązań wobec fiskusa i ZUS. Małe firmy, rzadko mogą sobie pozwolić na to, żeby na ich już zarobione pieniądze czekać np. 90 dni. Środki są zazwyczaj potrzebne natychmiast, na uregulowanie najpilniejszych potrzeb.

*Dane Eurostat za 2018 rok.

Zrzeszenie uczelni chce szybciej wprowadzać na rynek leki

Od odkrycia w laboratorium do momentu, w którym skuteczny i bezpieczny lek trafia na rynek, upływa zwykle od dziesięciu do nawet kilkunastu lat. Przy tym dotyczy to ledwie promila testowanych w laboratoriach badawczych substancji medycznych. Ogromną rolę dla ostatecznego sukcesu całego procesu odgrywają wczesne etapy: badania przedkliniczne i pierwsza faza badań klinicznych. Dlatego Porozumienie Akademickich Centrów Transferu Technologii (PACTT) we współpracy z firmą Pfizer, uruchomiło Akademię Efektywnych Badań Przedklinicznych.

Celem wspólnego projektu jest podniesienie świadomości polskich naukowców i pracowników ośrodków naukowo-badawczych, a także centrów transferu technologii w polskich ośrodkach akademickich w zakresie najnowszych europejskich procedur i wymogów formalnych prowadzenia badań przedklinicznych.

Akademia Efektywnych Badań Przedklinicznych PACTT – Pfizer ma zapewnić, że prowadzone badania będą odpowiadały na rzeczywiste zapotrzebowanie firm farmaceutycznych, co przyspieszy i poszerzy współpracę na polu naukowo-biznesowym, transferu technologii oraz komercjalizacji wynalazków.

„Chcemy zwiększyć zarówno zakres, jak i efektywność prowadzonych badań oraz podnieść poziom komercjalizacji wyników pracy polskich ośrodków naukowo-badawczych, co w konsekwencji przyczyni się do wzrostu konkurencyjności polskich wynalazków na arenie międzynarodowej, a w dalszej perspektywie do przyspieszenia rozwoju gospodarczo-społecznego kraju” – mówi Robert Dwiliński, Prezes Fundacji PACTT i Członek Rady PACTT oraz dyrektor Uniwersyteckiego Ośrodka Transferu Technologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Akademia Efektywnych Badań Przedklinicznych PACTT – Pfizer to zaplanowany na 12 miesięcy cykl szkoleń dla naukowców prowadzących lub zamierzających prowadzić badania przedkliniczne oraz pracowników Centrów Transferu Technologii. Wkrótce rozpocznie się nabór do projektu, który nadzorować będzie pięcioosobowa Rada Naukowa. W jej skład wejdą przedstawiciele Narodowego Instytutu Leków, Centrum Badań Przedklinicznych i Technologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, Małopolskiego Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, PACTT oraz Pfizer. Rada będzie odpowiedzialna za nadzór merytoryczny nad programem szkoleń oraz przeprowadzenie dwustopniowej rekrutacji: oceny formalnej i merytorycznej, podczas której zostanie wybranych 20 uczestników.

Program szkoleniowy będzie koncentrował się m.in. na zasadach i etapach odkrywania oraz rozwoju leków, obowiązujących normach i wytycznych, określaniu celów terapeutycznych a także i ochronie patentowej. Na początek uczestnicy wypełnią jednak Ankietę Potrzeb, w której przedstawią najważniejsze i najbardziej aktualne problemy związane z prowadzeniem przez nich badań przedklinicznych. Wyniki ankiety posłużą do dopasowania programu szkoleń do realnych potrzeb. To zapewni uczestnikom maksymalizację korzyści płynących z udziału w projekcie.

Szybsza i bardziej efektywna komercjalizacja

Dzięki nowym odkryciom naukowym i rozwojowi metod badawczych przemysł farmaceutyczny bardzo szybko się rozwija. Z punktu widzenia pacjentów oznacza to jednocześnie, że rosną możliwości medycyny. Znacząco zmniejsza się śmiertelność, a także poprawia się jakość życia wielu pacjentów cierpiących na do niedawna nieuleczalne choroby.

Jednak na wiele chorób nadal nie ma satysfakcjonujących terapii, a pojawiają się wciąż nowe schorzenia i wyzwania, jak choćby rosnąca lekooporność. Jak najszybsze zastosowanie odkrywanych nowych substancji w medycynie ma więc duże znaczenie nie tylko dla biznesu czy naukowców, ale przede wszystkim dla społeczeństwa.

Według najnowszego raportu EFPIA (European Federation of Pharmaceutical Industries and Associations) „The Pharmaceutical Industry in Figures 2019”, średnio tylko jedna na 10 tys. testowanych w laboratoriach substancji przechodzi wszystkie fazy badań i trafia na rynek. Rocznie na badania i rozwój przeznacza się w Europie 36,5 mld euro. Przeciętne koszty opracowania nowego leku szacowane są na poziomie blisko 2 mld euro. Dla porównania, w latach 70-tych koszty te były 10-krotnie niższe.

Według EFPIA wprowadzenie nowej substancji na rynek zajmuje ok. 12 lat. Tyle czasu potrzeba, by zapewnić, że potencjalny lek będzie efektywny a zarazem bezpieczny dla ludzi. Badania muszą spełniać standardy naukowe a zarazem etyczne, z zachowaniem wyśrubowanych norm bezpieczeństwa. Nowe substancje medyczne testowane są początkowo w laboratoriach na próbkach ludzkich komórek (in vitro) oraz w badaniach z udziałem zwierząt (in vivo). Szczegółowe wyniki testów są później integralnym elementem wniosków autoryzacyjnych składanych do odpowiednich instytucji.

„Testy przedkliniczne to wstęp do pierwszej fazy badan klinicznych, którym poddawane są wszystkie leki trafiające na rynek. Jeśli badania przedkliniczne potwierdzają wartość i bezpieczeństwo potencjalnego leku, rozpoczynają się badania kliniczne z udziałem pacjentów. Jednym z głównych celów badań przedklinicznych jest określenie bezpiecznych dawek, które będzie można zastosować podczas badań z udziałem ludzi” – dodaje Robert Dwiliński.

Te początkowe etapy wieloletnich wysiłków mają kluczowe znaczenie dla końcowego sukcesu, tym bardziej, że błędów popełnionych na tych etapach nie można w prosty sposób naprawić – zwykle wymaga to znacznych nakładów czasu i środków finansowych.

Nauka współpracuje z biznesem

Uruchomione w 2015 r. PACTT jest dobrowolnym zrzeszeniem przedstawicieli uczelnianych jednostek odpowiedzialnych za zarządzanie i komercjalizację własności intelektualnej. Porozumienie ma charakter ogólnopolski, a jego szeregi sukcesywnie zasilają nowi członkowie. Lista członków PACTT liczy obecnie ponad 60 jednostek naukowych – głównie uczelni.

PACTT wspiera dialog biznesu ze światem nauki za pośrednictwem brokerów, którzy jako dedykowani opiekunowie firm zbierają dane o dostępnych patentach i dokonanych odkryciach. Na podstawie preferencji i oczekiwań przedsiębiorstw brokerzy przygotowują zbiorcze prezentacje, w których uczestniczą zespoły naukowe i komitety inwestycyjne z przedsiębiorstw. Jednym z elementów tego procesu jest wspieranie przez PACTT naukowców – w przygotowaniu prezentacji, jak i firm – w budowaniu relacji z interesującymi je zespołami naukowymi.

Pfizer to jedna z największych na świecie firm farmaceutycznych. Jej celem jest nie tylko tworzenie nowych leków – wyzwania medycyny rozpatruje ona w szerszym kontekście, wykracza poza sferę medyczną, zapewnia informację, edukację i wsparcie, które pomagają pacjentom uzyskać dostęp do potrzebnych terapii oraz stosować je w sposób zapewniający najlepsze rezultaty, wierząc, że współpraca w obrębie ochrony zdrowia jest kluczowa dla przyspieszenia tempa innowacji. W związku z tym PACTT i Pfizer nawiązały strategiczną współpracę, która ma przyspieszyć komercjalizację wyników badań prowadzonych na polskich uczelniach.

ZPP: Czas na uproszczenie podatku ryczałtowego dla firm

Polacy korzystający z dziećmi z wakacyjnych atrakcji jak np. wesołe miasteczko, nie są świadomi, że niemal każdy z przedsiębiorców prowadzących tam usługi rozrywkowe jest opodatkowany inną stawką podatkową. Z bliżej nieznanych we współczesnej gospodarce przyczyn, osoba prowadząca karuzelę, płaci inną stawkę podatkową, niż posiadacz zjeżdżalni typu Gigant. Inny podatek zapłacimy jednak od zjeżdżalni przewoźnej. Pałac strachów i labirynt są opodatkowane inną stawką niż np. ściana emocji. Należałoby także zapytać, dlaczego stawka opodatkowania pałacu strachu jest o 27 razy wyższa, niż w przypadku gabinetu luster. Lista absurdów podatkowych na tym się nie kończy. – zauważa w nowym raporcie Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.

Polski system podatkowy uchodzi za skomplikowany, a przepisy bardzo często, bez uzasadnienia, zagmatwane i obszerne. Prawo jest także niestabilne. Raporty wskazują, że w ostatnich latach powstała także rekordowa liczba stron nowych przepisów prawnych.

Niska pozycja Polski w rankingach swobody prowadzenia firm

Od lat, Polska notuje niskie pozycje w rankingach prostoty prowadzenia działalności gospodarczej, m.in. Doing Business czy Paying Taxes. Czas potrzebny na opłacenie podatków w naszym kraju nie ulega skróceniu.

– Związek Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) konsekwentnie zwraca uwagę na powyższe kwestie w tym na nieefektywne opodatkowanie przedsiębiorców w Polsce. Rozwiązania fiskalne przewidziane dla działalności gospodarczej są mnogie, niespójne, nieefektywne i blokują rozwój przedsiębiorczości – mówi Cezary Kaźmierczak, Prezes ZPP. – Problem jest coraz bardziej dotkliwy. Nie tylko dlatego, że pozycja Polski w międzynarodowych rankingach swobody prowadzenia działalności gospodarczej spada, ale dlatego, że prowadzenie firmy staje się coraz bardziej popularną formą aktywności gospodarczej w naszym Kraju. – dodaje szef ZPP.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców zaznacza, że konsekwentnie postuluje o zmiany w prawie określającym zasady prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce w tym prawie opodatkowania przedsiębiorców.

– Pomimo, że ZPP od lat wnioskuje o gruntowną rewolucję podatkową, widzimy, że brakuje woli politycznej do odważnych zmian. W związku z tym chcemy zaproponować zmianę, która nie jest rewolucyjna. Jest natomiast prosta i szybka do wdrożenia. Niewielkim nakładem ustawodawczym, uprościmy zasady prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce, a w konsekwencji, pozycję Kraju w rankingach swobody prowadzenia firm. – mówi Piotr Palutkiewicz, Ekspert Związku.

Ryczałt od przychodów ewidencjonowanych do uproszczenia

ZPP proponuje zmiany w Ustawie z dnia 20 listopada 1998 r. o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne.

ZPP w opublikowanym raporcie pt. „Uproszczenie systemu podatkowego dla osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą” wskazuje, że „istnieją liczne zawiłości w przepisach dotyczących ryczałtu. Trudno mianowicie wykazać racjonalne powody wyłączenia niektórych rodzajów działalności z możliwości rozliczania się za pomocą wyżej wymienionej formy opodatkowania . Wyłączenia obejmują podmioty osiągające przychody wyższe niż 250 tysięcy euro czy też prowadzące działalność w jednej z określonych ustawą branż . Ponadto, stawka ryczałtu wynosząca np. 20 proc. jest nieracjonalna do wyboru przez przedsiębiorców w momencie, gdy mają możliwość skorzystania z liniowego podatku w wysokości 19 proc. lub rozliczenia według skali 18 proc.”.

– Wykazywany przychód podmiotów rozliczających się według najwyższej możliwej stawki ryczałtowej stale spada, podczas gdy w stawkach niższych obserwuje się stale rosnące przychody. Tym samym popularność ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, jako wybieranej formy podatkowej wśród przedsiębiorców, maleje. – zauważa Piotr Palutkiewicz, autor raportu i dodaje, że – możliwość generowania kosztów uzyskania przychodów w podatku liniowym, stwarza duży potencjał optymalizacyjny, podczas gdy małe podmioty rozliczające się za pomocą tzw. ryczałtu ewidencjonowanego, oddają do budżetu relatywnie większą część generowanych przychodów niż „podatnik liniowy”. Ryczałt ma więc charakter degresywny.

ZPP w swoim raporcie, postuluje rozszerzenie grupy podatników uprawnionych do rozliczania z wykorzystaniem ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, co wg analizy Związku, skutkowałoby wzrostem wpływów do budżetu. ZPP dodaje, że duża część przedsiębiorców zdecydowałaby się na skorzystanie z tej możliwości, z uwagi na prostotę rozliczania ryczałtu.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przedstawia w raporcie dwa warianty, które uproszczą przepisy dot. ryczałtu. Jest to „wprowadzenie ujednoliconej stawki ryczałtu ewidencjonowanego dla wszystkich osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą w wysokości zbliżonej do stawki efektywnej tego podatku, tj. 3,9 proc. oraz zniesienie limitu dopuszczalnych przychodów oraz wyłączeń uniemożliwiających wybór ryczałtu” lub w alternatywnej opcji, „zniesienie limitu przychodów dla tej formy opodatkowania oraz wprowadzenie nowej matrycy stawek ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, tj.:
• 14 proc. przychodów osiąganych z wykonywania wolnych zawodów i wykonywania działalności artystycznej,
• 8 proc. przychodów ze świadczenia usług,
• 3 proc. przychodów z wykonywania działalności handlowej lub działalności gastronomicznej,
• 2,5 proc. przychodów z wykonywania działalności produkcyjnej lub wytwórczej,
• 2 proc. przychodów, o których mowa w art. 6 ust. 1d Ustawy.”

Absurdy Karty Podatkowej

Drugim obszarem Ustawy, w którym ZPP postuluje zmiany są zapisy dotyczące Karty Podatkowej.

Popularność Karty Podatkowej spada. Jest to konsekwencja, zmieniającego się charakteru współczesnej gospodarki, spadającej popularności zawodów rzemieślniczych, jak i skomplikowania przepisów dot. Karty. Dodatkowo ta forma podatkowa przynosi znikome wpływy budżetowe, w 2017 roku było to niespełna 69 mln zł. – zauważa Piotr Palutkiewicz.

ZPP wskazuje na absurdalne i mnogie stawki podatkowe ujęte w Karcie Podatkowej.

– Tabela ze stawkami podatkowymi dla przedsiębiorców rozliczających się wg zapisów Karty Podatkowej jest absurdalna. To 35 stron! Stawki w obrębie jednego zawodu często różni kilkanaście złotych. – mówi Palutkiewicz. – Dla trzech pierwszych zawodów w Tabeli (usługi ślusarskie, usługi w zakresie wyrobu i naprawy naczyń blaszanych i usługi rusznikarskie) znajdziemy 26 różnych stawek podatkowych. Same tylko usługi ślusarskie mogą być opodatkowane 12 różnymi stawkami ryczałtu od przychodów ewidencjowanych! – dodaje Palutkiewicz.

– Weźmy na przykład usługi rozrywkowe. Polacy korzystający z dziećmi z wakacyjnych atrakcji jak np. wesołe miasteczko, nie są świadomi, że niemal każdy z przedsiębiorców prowadzących tam usługi, jest opodatkowany inną stawką podatkową. Z bliżej nieznanych we współczesnej gospodarce przyczyn osoba prowadząca karuzelę, płaci inną stawkę podatkową, niż posiadacz zjeżdżalni typu Gigant. Inny podatek zapłacimy jednak od zjeżdżalni przewoźnej. Pałac strachów i labirynt są opodatkowane inną stawką niż np. ściana emocji. Należałoby także zapytać, dlaczego stawka opodatkowania pałacu strachu jest o 27 razy wyższa, niż w przypadku gabinetu luster. Lista absurdów podatkowych na tym się nie kończy! – wskazuje Ekspert ZPP.

Określenie właściwej stawki podatkowej wymaga decyzji Urzędu Skarbowego. To pochłania z kolei czas nie tylko przedsiębiorców, ale i administracji podatkowej. – dodaje Cezary Kaźmierczak.

ZPP rekomenduje znaczące uproszczenie matrycy stawek karty podatkowej poprzez:
• Likwidację zróżnicowania stawek w zależności od liczby zatrudnionych.
• Likwidację zróżnicowania stawek w zależności od wielkości miejscowości prowadzenia działalności.
• Uspójnienie stawek w zależności od rodzaju prowadzonej działalności.
i przyjęcie uproszczonej matrycy stawek miesięcznych m.in.:
• Dla działalności usługowej oraz wytwórczo-usługowej – 190 zł
• Usługi w zakresie handlu detalicznego żywnością, napojami, wyrobami tytoniowymi oraz kwiatami -390 zł
• Usługi w zakresie handlu detalicznego artykułami nieżywnościowymi – 390 zł
• Gastronomia – 390 zł
• Usługi transportowe — 190 zł
• Automaty zręcznościowe, na których nie są prowadzone gry o wygrane pieniężne lub rzeczowe – 45 zł od każdego urządzenia
• Karuzele – 9 zł od każdego miejsca
• Imprezy samochodowe – 90 zł od każdego samochodu
• Strzelnice – 190 zł
• Imprezy zręcznościowe inne – 90 zł od każdego urządzenia
• Huśtawki, kolejki torowe, zjeżdżalnie, imprezy pozostałe – 90 zł
• Sprzedaż posiłków domowych w mieszkaniach – 190 zł

Jak zauważa Związek, „z uwagi na niskie przychody budżetowe z tytułu karty podatkowej oraz jej spadającą popularność, rekomendowane rozwiązanie nie przyczyni się do zauważalnego spadku dochodów publicznych. Jednocześnie uproszczenie przepisów podatkowych zmniejszy koszty działania administracji podatkowej oraz zmniejszy szarą strefę.”

– Możemy nic nie zmieniać w zakresie powyższych przepisów, ale nie dziwmy się później, że Polska spada w rankingach swobody prowadzenia działalności gospodarczej i skomplikowania przepisów prawnych i podatkowych – podsumowuje Palutkiewicz.

Korzyści biznesowe i technologiczne z Chmury Publicznej

Oszczędności oraz płatność tylko za wykorzystane zasoby to najważniejsze korzyści biznesowe z migracji do chmury, zdaniem niemal co drugiej firmy w Polsce (42 proc.). Największe korzyści technologiczne to możliwość szybszego udostępniania nowych zasobów (54 proc.), skalowalność (50 proc.), wysoka dostępność oraz większe bezpieczeństwo systemów i danych (47 proc.).

Do końca tego roku wartość polskiego rynku usług związanych z cloud computingiem ma wynieść 800,45 mln USD[1]. W porównaniu do 689,32 mln USD w 2017 roku[2], jest to wzrost aż o 16 procent. Skąd taki skok popularności chmury obliczeniowej?

Zdaniem firm będących w procesie transformacji cyfrowej, z wdrożenia infrastruktury chmurowej płyną trzy istotne kategorie korzyści: biznesowe, technologiczne oraz związane z bezpieczeństwem. Tak wynika z drugiej części badania IDG i Oktawave „Chmura Publiczna w Polsce 2019 – wykorzystanie, bezpieczeństwo, plany rozwoju”, przeprowadzonego wśród małych, średnich i dużych przedsiębiorstw, które już korzystają z rozwiązań chmurowych lub mają to w planach.

Zwinność biznesowa

Jeśli chodzi o największą korzyść biznesową z migracji do chmury, to zdania firm są podzielone. Aż 42 proc. z nich uważa, że jest nią obniżenie całkowitego kosztu posiadania infrastruktury IT (TCO). Tyle samo wskazuje na możliwość alokowania i rozliczania zasobów zgodnie z rzeczywistym zużyciem. Nieco mniej firm (41 proc.) docenia możliwość większej elastyczności w reagowaniu na zmiany w środowisku biznesowym, a 33 proc. zauważa zalety szybszego „time to market”, związanego
z dostarczaniem produktów lub usług.

Badanie pokazuje, że dojrzałe technologicznie biznesy, których zapotrzebowanie na moc obliczeniową, przepustowość czy magazynowanie stale rośnie, nie chcą ponosić kosztów związanych z rozbudową własnych centrów danych. Nasze dotychczasowe realizacje wskazują, że przejście do chmury w dłuższej perspektywie oznacza redukcję TCO o ok. 20-30 procent. Dzieje się tak dzięki eliminacji wydatków inwestycyjnych i operacyjnychkomentuje Maciej Kuźniar, COO Oktawave.

Dla 23 proc. biznesów chmura jest kluczowym elementem transformacji cyfrowej, czyli zmiany sposobu pracy, procesów i wykorzystania danych, w celu budowania przewagi konkurencyjnej. Zdaniem co piątej firmy, migracja do chmury pomaga w redukcji długu technologicznego, rozumianego na wielu płaszczyznach, np. jako pozbycie się przestarzałych systemów, możliwość korzystania z najnowszych zdobyczy technologii, po optymalizację kosztów utrzymania infrastruktury IT w organizacji.

Rozwijające się technologicznie firmy odchodzą od budowania własnej infrastruktury, aby uniknąć kosztów. Wolą korzystać z chmury publicznej i płacić za realne zużycie, a także upraszczać i przyspieszać swoje procesy biznesowe dzięki tej technologii. To z kolei w długoterminowej perspektywie wpływa na znaczące obniżenie TCO i redukcję długu technologicznego. Na dodatek czas oraz koszt wejścia i ewentualnego wyjścia z inwestycji jest znacznie mniejszy, a to z kolei zwiększa zwinność biznesowązauważa Piotr Skórzyński, Head of Cloud Solutions w ABC Data S.A.

Przewagi technologiczne

Firmy w Polsce zwracają też uwagę na korzyści technologiczne płynące z wykorzystywania chmury obliczeniowej. Ponad połowa (54 proc.) twierdzi, że dzięki niej może szybciej udostępniać nowe zasoby i rozwiązania, podczas gdy równo połowa docenia nieograniczoną elastyczność i skalowalność zasobów. Z kolei 43 proc. biznesów docenia możliwość przeniesienia na dostawcę zadań związanych z wdrożeniem i utrzymaniem infrastruktury IT w chmurze.

Elastyczność i skalowalność chmury można porównać do lotu w klasie ekonomicznej, podczas którego podróżny mógłby przesiąść się do biznesowej na czas posiłku, dopłacając do biletu kwotę proporcjonalną do tego, ile minut w niej spędził. Oczywiście, na pokładzie samolotu linii lotniczych jest to niemożliwe, tak samo jak w tradycyjnej infrastrukturze informatycznej. Tymczasem chmura umożliwia dostosowanie ilości wykorzystywanych zasobów do aktualnych potrzeb biznesowychpodsumowuje Michał Paschalis-Jakubowicz, CEO Oktawave.

Zdaniem co piątej firmy, migracja do chmury pozwala zmodernizować posiadaną architekturę IT i uzyskać dostępu do najnowszych technologii. Ważna jest także lokalizacja i dostępność infrastruktury na terenie Polski (18 proc.), co ułatwia  kontrolę nad danymi i minimalizuje ryzyko biznesowe. Z kolei 13 proc. biznesów docenia łatwość wdrażania mechanizmów geolokalizacyjnych dzięki chmurze.

Bezpieczeństwo systemów i zatrudnienia

Niemal co druga firma (47 proc.) docenia chmurę publiczną za wysoką dostępność oraz większe bezpieczeństwo systemów i danych. Z kolei 22 proc. firm nie dostrzega istotnych różnic ani problemów związanych z przenoszeniem swoich aplikacji i danych na zewnątrz.

Co ciekawe, prawie co drugie badane przedsiębiorstwo uznało za bezpieczne powierzanie danych tym dostawcom usług chmurowych, którzy legitymują się odpowiednimi certyfikatamidodaje Paweł Gruszecki, Radca Prawny, Partner, Szef Praktyki: TMT i Ochrona Własności Intelektualnej, Ochrona Danych Osobowych i Bezpieczeństwo, Kancelaria Zięba & Partners.

Jeśli chodzi o stabilność zatrudnienia, to przeniesienie systemów IT do chmury nie jest postrzegane jako powód do zmniejszenia liczby etatów. Zaledwie jedna dziesiąta dużych firm lub korporacji postrzega redukcję zatrudnienia w działach IT, jako wynik realizacji strategii przejścia do chmury. Aż 58 proc. dużych i 52 proc. średnich firm wdrażając rozwiązania chmurowe, przekierowuje pracowników działów IT do innych zadań.

***

O raporcie:

Badanie „Chmura publiczna w Polsce 2019. Wykorzystanie, bezpieczeństwo, plany rozwoju”, przeprowadzone przez IDG Poland w marcu i kwietniu 2019 r. w partnerstwie z firmą Oktawave, miało na celu określenie poziomu wykorzystania publicznej chmury obliczeniowej w Polsce. Do wypełnienia ankiety zaproszono 676 przedstawicieli różnej wielkości przedsiębiorstw, z których: 324 podmiotów (48 proc.) nie korzysta, ani nie planuje wdrożenia publicznej chmury obliczeniowej. Firmy te zostały wyłączone z dalszej części badania. W grupie docelowej znalazły się 352 firmy działające na polskim rynku, które korzystają lub planują skorzystać z rozwiązań chmurowych. Zostały one podzielone na trzy kategorie ze względu na wielkość: małe firmy (10-50 zatrudnionych), średnie firmy (50-250) oraz największe przedsiębiorstwa i korporacje (powyżej 250 pracowników).

[1] Statista

[2] Statista

Niuanse w prawie autorskim – kiedy twój dorobek wcale nie należy do Ciebie

Prawo autorskie ma dualistyczny charakter – wyróżniamy autorskie prawa osobiste i autorskie prawa majątkowe. Każde z nich jest samodzielne, różni się charakterem, a także sposobem wykonywania. Często jednak pojęcia te – błędnie – interpretowane są w jednakowy sposób. Jak prawidłowo sklasyfikować prawa autorskie? Czym różnią się w praktyce i komu przysługują? Wyjaśnia ekspert z Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

dr hab. Bogdan Fischer, Partner, Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy
dr hab. Bogdan Fischer, Partner, Radca Prawny w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy

Prawa osobiste a majątkowe

Prawa osobiste wynikające z kreacji utworu chronią więź twórcy z jego dziełem i są z nim ściśle związane, natomiast majątkowe to prawa do utworu dającego się eksploatować w różnych formach materialnych i niematerialnych przynoszących korzyści finansowe. Prawa osobiste zawsze pozostają przy twórcy, w odróżnieniu od praw majątkowych, których nabycie może następować w sposób pierwotny lub wtórny na rzecz innego podmiotu aniżeli twórca – wskazuje dr hab. Bogdan Fischer, Partner w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Tylko w wyjątkowych przypadkach pierwotnym właścicielem praw autorskich majątkowych może być inny podmiot niż twórca. Taka sytuacja ma miejsce m.in. gdy program komputerowy zostanie stworzony przez pracownika w ramach umowy o pracę (prawa autorskie przysługują pracodawcy) oraz utworów zbiorowych, takich jak np. encyklopedia, słownik czy publikacja periodyczna (należą do wydawcy lub producenta).

Czego może się spodziewać twórca – pracownik

Jeżeli osoba zatrudniona na podstawie umowy o pracę stworzy utwór w wyniku wykonywania swoich obowiązków to  jej pracodawca nabywa autorskie prawa majątkowe. Warto podkreślić, że ta zasada nie dotyczy osób traktowanych „jak pracownicy”, ale wykonujących zadania w firmie na podstawie umów cywilnoprawnych, w tym o dzieło czy zlecenia. Podobnie wygląda sytuacja osób odbywających staże i praktyki oraz wolontariuszy – podkreśla dr hab. Bogdan Fischer, Partner w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Zawarta umowa o pracę nie zawsze przenosi automatycznie prawa autorskie na pracodawcę. Dla przykładu – jeśli goniec, zatrudniony na podstawie umowy o pracę w redakcji, pisze artykuły do gazety, prawa autorskie do publikowanych testów pozostają przy nim i konieczne jest zawarcie dodatkowej umowy (licencyjnej, przenoszącej prawa) związanej z drugim obszarem działalności tej osoby.

Można się spotkać z szerszym uznaniem praw firmy do dzieła osoby w niej zatrudnionej na podstawie umowy o pracę. Należy jednak wyraźnie podkreślić, że to na pracodawcy – w przypadku zakwestionowania przez pracownika sposobu korzystania z utworu – spoczywać będzie obowiązek udowodnienia, że zakres nabytych praw wynikał z celu umowy i zgodnego zamiaru stron – podsumowuje dr hab. Bogdan Fischer, Partner w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

Jakie wnioski inwestycyjne należy wyciągnąć z ostatnich wyborów parlamentarnych w Europie?

Jakie wnioski inwestycyjne należy wyciągnąć z ostatnich wyborów parlamentarnych w Europie? Zdaniem Dr Sonal Desai z Franklin Templeton Fixed Income, ważną sprawą jest zróżnicowanie.

Ostatnie wybory do Parlamentu Europejskiego można najlepiej opisać jako niejednoznaczne – jak to często ma miejsce w przypadku spraw Unii Europejskiej. Jest coś dla każdego. Populistyczne partie spisały się dużo lepiej niż w poprzednich rundach, ale nie tak dobrze, jak jedni oczekiwali, a inni się obawiali.

W Wielkiej Brytanii partia Brexit Nigela Farage’a zdobyła 31,6% głosów i 29 miejsc (co stanowi poprawę w stosunku do wyniku UKIP w 2014 roku, wynoszącego 27,5% głosów i 24 miejsca), ale niektórzy komentatorzy twierdzą, że głosowanie okazało się zwycięstwem obozu zwolenników pozostania w UE 1 (gdyby obóz ten wygrał, podejrzewam, że powiedzenie „lepiej późno niż wcale” nie miałoby zastosowania w tym przypadku). We Włoszech prawicowa populistyczna Liga zwiększyła swoje poparcie do około jednej trzeciej głosów, ale jej populistyczny partner koalicyjny, Ruch Pięciu Gwiazd straciła grunt pod nogami. We Francji, skrajnie prawicowa partia Marine Le Pen wypadła bardzo dobrze, podobnie jak ruch centrystyczny Macrona. Najważniejsze jest to, że wyniki wyborów pozostawiają Parlament Europejski bardziej rozdrobnionym i potwierdzają, że trwający od dziesięcioleci proces integracji europejskiej utknął w martwym punkcie.

Determinacja utrzymania suwerenności politycznej na poziomie krajowym uległa wzmocnieniu; przyjęcie euro nie przyczyniło się do wzmocnienia przewidywanej gospodarczej konwergencji między państwami członkowskimi. W związku z tym strefa euro jest bardziej narażona na ryzyko wstrząsów finansowych. Ograniczając możliwości działania Europejskiego Banku Centralnego (EBC), którego polityka pieniężna pozostaje zakładnikiem dominacji fiskalnej.

Poszerzenie luk w poziomach zadłużenia

Stwierdzenie, że konwergencja gospodarcza nie powiodła się to eufemizm. W niektórych ważnych wymiarach kraje strefy euro jeszcze bardziej się od siebie oddaliły. Wskaźniki zadłużenia sektora instytucji rządowych i samorządowych rozeszły się dalej, w miarę wzrostu poziomu zadłużenia na wszystkich szczeblach: w 2000 r. tylko pięć państw członkowskich przekraczało pułap 60% produktu krajowego brutto wyznaczony traktatem z Maastricht 2; obecnie jest ich 11. Włochy, Belgia i Grecja weszły do strefy euro ze wskaźnikami zadłużenia tuż powyżej 100% PKB. Obecnie dołączyły do nich Portugalia i Cypr. Wskaźnik zadłużenia Belgii zmniejszył się nieznacznie, natomiast wskaźnik zadłużenia Włoch wzrósł do ponad 130%.

Tendencje w zakresie produktywności również uległy zmianie. W latach 2000-2017 wydajność produkcji wieloczynnikowej wzrosła o 5 % we Francji i 12 % w Niemczech, ale spadła o 6 % we Włoszech (i pozostała w zastoju w Hiszpanii).Poszerzenie luk w poziomach zadłużenia

Ta rozbieżność we wzroście produktywności jeszcze bardziej zróżnicowała standardy życia. Niemiecki PKB na mieszkańca wyprzedził Francję. PKB na mieszkańca Włoch był tylko 5% poniżej PKB Niemiec w 2000 r.; obecnie jest on o 26% niższy.Poszerzenie luk w poziomach zadłużenia 2

Włoski wzrost utknął w martwym punkcie.

Jak do tego doszło? Formalne mechanizmy konwergencji w strefie euro zawiodły, a raczej okazały się niewystarczające. Kryteria z Maastricht narzuciły ograniczenie deficytu budżetowego o 3% PKB w celu wyegzekwowania ograniczeń budżetowych w całym obszarze. Jednak to, co zagroziło zdolności obsługi zadłużenia Włoch w ciągu ostatnich 10 lat, to nie brak odpowiedzialności fiskalnej lecz brak wzrostu gospodarczego.

W ciągu ostatniej dekady Włochy prowadziły dość ostrożną politykę fiskalną – nieintuicyjną, jak mogłoby się wydawać. Po recesji w 2009 r. nadwyżka pierwotna wyniosła średnio 1 % PKB, czyli znacznie więcej niż w przypadku innych głównych członków strefy euro. Ogólnie rzecz biorąc, deficyt budżetowy kraju wynosił przeciętnie nieco poniżej 3% PKB. A jeśli chodzi o uchylanie się od płacenia podatków, Włochy mają jeden z najwyższych wskaźników dochodów podatkowych w Europie:Włoski wzrost utknął w martwym punkcie Włoski wzrost utknął w martwym punkcie 2

Niemniej brakowało wzrostu. Wzrost PKB w ciągu ostatnich 20 lat (2000-19) wyniósł średnio zaledwie 0,4%, a rzeczywisty PKB na mieszkańca Włoch jest nadal poniżej poziomu z 2000 r. – standardy życia nie są obecnie wyższe niż prawie 20 lat temu. W środowisku niskiej inflacji, w którym polityka pieniężna jest powierzana EBC i w którym nie ma politycznej przestrzeni dla jeszcze ostrzejszej polityki fiskalnej, jedynym sposobem wyjścia z pułapki zadłużenia Włoch byłby silniejszy wzrost gospodarczy.Włoski wzrost utknął w martwym punkcie 3

Ponieważ stwierdziłam, że przez ostatnie 10 lat Włochy prowadziły rozważną politykę fiskalną, pozwolę sobie jasno powiedzieć: nie twierdzę, że słabe wyniki Włoch w zakresie wzrostu gospodarczego były spowodowane dyktowanymi przez Niemcy oszczędnościami.

Wielu ekonomistów i dziennikarzy lubi twierdzić, że naciski Niemiec na dyscyplinę fiskalną skazują Europę Południową na stagnację. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Jak Włochy doszły do wskaźnika zadłużenia w wysokości 130% PKB? Prowadząc luźną politykę fiskalną przez dziesiątki lat przed przystąpieniem do strefy euro; luźną politykę fiskalną, która pozostawiła kraj z dużym zadłużeniem i niemal zerowym potencjałem wzrostu.

Luźniejsza polityka fiskalna nie jest oczywiście odpowiedzią. Poza tym Hiszpania, która przestrzegała tych samych zasad fiskalnych, odnotowywała w latach 2015-2018 średni wzrost o ponad 3 % rocznie (około trzykrotnie szybszy niż Włochy) dzięki ambitnym reformom wprowadzonym po kryzysie zadłużenia
w strefie euro w latach 2012-2013.

Nic nie zastąpi reform strukturalnych

Pobudzenie wzrostu wymaga reform strukturalnych: poprawy otoczenia biznesowego, uelastycznienia rynku pracy, usprawnienia sektora publicznego. Niestety, Włochy zdają się cierpieć z powodu zmęczenia reformami bez podejmowania prób przeprowadzenia poważnych reform gospodarczych, których potrzebują.

Niezdolność Włoch do rozwiązania głęboko zakorzenionych kwestii strukturalnych stwarza największe ryzyko finansowe w strefie euro, ponieważ tylko bardzo niskie stopy procentowe mogą utrzymać dług Włoch na zrównoważonym poziomie. Ale w żadnym wypadku nie jest to odosobniony przypadek: wysiłki Francji na rzecz reform wywołały również powszechny opór, który z kolei wywołał wątpliwości dotyczące możliwości wdrożenia.

Wobec różnic w wynikach gospodarczych i poziomie życia, kryzys imigracyjny w sposób nieunikniony pogłębił podziały i nasilił napięcia polityczne. Kiedy niemiecka kanclerz Angela Merkel ogłosiła, że w 2015 r. Niemcy przyjmą milion uchodźców, co spowoduje nagły wzrost imigracji do Europy, wielu twierdziło, że napływ młodych imigrantów może pomóc zrekompensować wyzwania związane ze starzeniem się społeczeństwa europejskiego. Jednak napływ ten uderzył w wybrzeża krajów Europy Południowej, gdzie stopa bezrobocia wśród młodzieży przekroczyła 30%. Negatywna reakcja społeczna była nieunikniona. Ostatnia runda wyborów do Parlamentu Europejskiego potwierdza, że reorganizacja procesu integracji będzie niemożliwa w ciągu najbliższych kilku lat.

Nie oznacza to, że dezintegracja staje się nieunikniona. Powszechne poparcie dla członkostwa w UE pozostaje silne w większości krajów; w tych wyborach większość partii eurosceptycznych prowadziła kampanię na rzecz zobowiązania do zmiany Europy od wewnątrz, a nie porzucenia jej. Rządy europejskie dobrze wiedzą, że rozpad strefy wspólnej waluty pociągnąłby za sobą ogromne koszty gospodarcze
i wierzę, że zrobią wszystko, co w ich mocy, aby uniknąć tej sytuacji, gdyby Włochy znalazły się pod presją rynkową.

EBC więźniem dominacji podatkowej

Wiele osób zastanawiało się, czy i w jaki sposób te wybory wpłyną na wybór osoby, która zastąpi Mario Draghiego za sterami EBC jeszcze w tym roku. Moim zdaniem ważniejsze jest to, że EBC wydaje się być skazany na pole manewru ograniczone dominacją podatkową. Wobec pięciu krajów o wskaźnikach zadłużenia przekraczających 100 % PKB, oraz 11 krajach powyżej 60% (i łącznym zadłużeniu w strefie euro na poziomie 85% PKB) wyższe stopy procentowe w dużym stopniu obciążyłyby budżety państw członkowskich i doprowadziłyby Włochy do jeszcze trudniejszej sytuacji.

Niska inflacja i niskie oczekiwania inflacyjne sprawiają, że problem ten jest na razie mniej palący. Nie bez znaczenia jest jednak fakt, że przy pierwszych oznakach spowolnienia wzrostu z tempa znacznie przewyższającego potencjał, EBC szybko przyjął bardziej akomodacyjną postawę, rozszerzając wsparcie płynnościowe na sektor bankowy.

EBC zawsze był bardziej jastrzębi, (a może raczej mniej gołębi) niż Rezerwa Federalna USA. Podczas, gdy Fed bacznie przyglądał się zatrudnieniu i (choć bez wyraźnego potwierdzenia) kursom akcji, EBC skupił się na jednym zadaniu, czyli celu inflacyjnym bliskim, ale niższym niż 2 %, który realizował z zapasem aż do czasu kryzysu finansowego sprzed dziesięciu lat.

Teraz sytuacja się zmieniła. Wiem, że rynki wyceniają każdą podwyżkę stawek Fed na ten rok. Nadal się nie zgadzam. Ale nawet jeśli przyjmie się konsensus, faktem jest, że Fed podniósł stopy procentowe dziewięć razy – z zera do 2,5% – i zaczął zmniejszać swój bilans, podczas gdy teraz wygląda na to, że EBC może dotrwa do końca tego cyklu ekspansji gospodarczej z ujemnymi stopami procentowymi. Nie widzę, żeby to się miało zmienić. Wygląda na to, że Fed i EBC zamieniły się miejscami w sposób, który świadczy
o niedźwiedzim nastawieniu wobec euro – co jest ważne z punktu widzenia inwestorów.

Inna lekcja związana z inwestycjami to coś, na co kładę nacisk od jakiegoś czasu: kluczowe jest zróżnicowanie. Wyniki gospodarcze Hiszpanii wyprzedziły Włochy; powinno to nadal znajdować odzwierciedlenie we względnych cenach aktywów.

Uważam, że Europa pozostanie podzielona przynajmniej przez najbliższe kilka lat; większe zróżnicowanie między krajami i słabsze nastawienie do euro to, moim zdaniem, dwie kluczowe implikacje.

Flairs.ai – nowy startup w portfelu Dawida Urbana

Owocowe piątki, Xbox, kolejna sportowa karta, wyjścia integracyjne – to jedne z najczęściej wybieranych przez pracodawców rozwiązań PR-u wewnętrznego. Czy jednak rzeczywiście działają motywująco na zespół? W jaki sposób skutecznie zadbać o poziom zadowolenia pracowników? I wreszcie – czy jest to możliwe poprzez wykorzystanie sztucznej inteligencji?

Wyniki tegorocznego raportu[1] Deloitte  o trendach w HR nie pozostawiają złudzeń – rynek pracownika to nie tylko zgrabne hasło. Pracodawcy, którzy chcą mieć zmotywowany, zgrany i zadowolony zespół, muszą na niego zapracować. Oczywiście nie sposób ocenić efektywności działań bez feedbacku, który będzie odzwierciedlał rzeczywiste (a nie deklarowane) nastroje pracowników.

Ankiety czy rozmowy nie są idealnymi rozwiązaniami. Do pierwszej pracownicy podchodzą niechętnie, w drugiej nie mogą sobie pozwolić na szczerość. W konsekwencji informacje zwrotne nie przynoszą oczekiwanych efektów. Zrodziła się więc potrzeba narzędzia, które dostarczy obiektywny feedback, w momencie kiedy pracownik wykaże się ponadprzeciętnym zaangażowaniem i pozytywnym nastawieniem – a takim właśnie narzędziem jest Flairs.ai – mówi o swoim projekcie Zbigniew Czarnecki, CEO Apptension, kreatywnego software house’u, który stworzył Flairs.ai.

Poprzez połączenie z systemami typu Slack czy Jira, Flairs.ai analizuje częstotliwość oraz ton wypowiedzi na dany temat oraz wskazuje najbardziej zaangażowanych i pozytywnych pracowników. „Nagradza” ich specjalnie przygotowanymi graficznymi wyróżnieniami, równocześnie generuje raporty i dostarcza je kierownictwu oraz działowi HR. Dzięki temu najlepsi pracownicy zostają szybciej zauważeni i wynagrodzeni za ponadprzeciętną pracę. W efekcie poziom satysfakcji w zespole rośnie, co przekłada się na lojalizację. – Nasz projekt oparliśmy na pozytywnych emocjach, ponieważ to właśnie one sprzyjają poprawie jakości pracy i motywacji pracowników – dodaje Czarnecki.

Rozwiązanie to dedykowane jest dużym firmom, ze szczególnym naciskiem na te, które obecnie usprawniają lub informatyzują zarządzanie wiedzą i procesami HR. To właśnie w przedsiębiorstwach liczących ponad 100 osób trudno jest rozpoznać kompetencje pracowników w trakcie codziennej współpracy. Według badań[2], w ciągu kolejnych kilku lat, ograniczona zostanie tradycyjna komunikacja wewnątrz firm, jak np. bezpośrednie spotkania, czy rozmowy telefoniczne. Wzrośnie natomiast znaczenie platform do współpracy on-line, np. Slack oraz mediów społecznościowych. Wraz z nimi niezbędne będzie uzupełnienie ich podstawowych funkcjonalności o aplikacje i narzędzia wykorzystujące sztuczną inteligencję. Takim właśnie narzędziem jest Flairs.ai.

Technologia Flairs.ai to nowa marka w portfelu anioła biznesu, Dawida Ubrana. Przedsiębiorca dał się już poznać nie tylko jako inwestor, ale również doradca w kwestiach biznesowych. Do Flairs.ai dołożył wiedzę wyniesioną z handlu na temat tworzenia sieci sprzedaży. Na jej bazie twórca narzędzia, Apptension, buduje dla swojego produktu Sieć Partnerską HR, w którą zaangażowani są najlepsi specjaliści na rynku.

Dawid Urban dał nam spory kredyt zaufania i jednocześnie szybki feedback w sprawie inwestycji w projekt. Na pewno pomogło w tym wypracowane zaufanie z dwóch poprzednich inwestycji Dawida, które realizowaliśmy jako partner technologiczny: Adquesto i LESS_. W Apptension od razu powołaliśmy zespół, który pracuje nad strategią produktu i zakresem tzw. MDP (Minimum Delightful Product). Mamy za sobą pierwsze testy prototypów, a pełna gotowość wdrożeniowa jest planowana na 3 kwartał 2019. Już teraz jesteśmy otwarci na rozmowy i współpracę z przedsiębiorstwami – dodaje Zbigniew Czarnecki.

Za Flairs.ai stoi Apptension – kreatywny software house, współpracujący z inwestorami, startupami i agencjami przy tworzeniu innowacji cyfrowych. Na swoim koncie ma kooperację z takimi markami jak Netflix, Bloomberg, Universal, Uber, UNICEF, Google i takie nagrody jak Cannes Lions, Awwwards, FWA. Filarem Apptension jest kompetentny zespół, który opiera swoje działania na transparentności, dobrych relacjach między współpracownikami oraz częstym feedbacku, co zrodziło ideę powstania Flairs.ai

[1] Raport „Trendy HR 2019. Zmiana w zarządzaniu – człowiek w centrum uwagi. Analiza polskich wyników badania Global Human Capital Trends 2019”, Deloitte Development LLC, 2019

[2] Tamże

Powell odkrywa karty

Nie może być inaczej. W środę wszystkie oczy skupione są na politykę monetarną USA. O 14:30 poznamy treść wystąpienia Powella przed Kongresem USA, o 16:00 rozpocznie się jego przesłuchanie a o 20:00 zostanie opublikowany zapis dyskusji na ostatnim posiedzeniu FOMC. Do lipcowej decyzji nie będzie dnia, który dostarczy rynkowi tylu informacji co dzisiejsza sesja. Co więcej, to ostatni dzwonek dla szefa Fed by pokierować rynkowymi oczekiwaniami.

Po piątkowym raporcie z rynku pracy, który wskazał na świetne tempo kreacji nowych miejsc pracy w gospodarce, inwestorzy stracili pewność, że Fed zdecyduje się na śmiałe cięcie stóp lub też rozpocznie cykl wyraźnego obniżenia kosztu pieniądza. Jeszcze kilka dni temu zdyskontowane było cięcie o 35 pb, dziś wycena spadła do niecałych 25 pb. W parze ze zmianą percepcji zamierzeń Fed idzie siłą dolara. EUR/USD wczoraj naruszał 1,12, USD/JPY zbliżył się do 109,00. GBP/USD jest na ponad dwuletnich minimach, na które ciągną go słabe dane dobitnie pokazujące, ze przedłużająca się brexitowa niepewność nie może nie odbić się w dłuższym terminie na koniunkturze. AUD/USD również wykonał zwrot, nie utrzymał się powyżej 0,70 i schodzi w kierunku 0,69. W przypadku eurodolara nie widzimy dużego potencjału do przedłużenia spadków. Nadal negatywnie patrzymy na perspektywy AUD i nie widzimy wartości w skrajnie przecenionym GBP. Przed dzisiejszym wystąpieniem Powella widzimy bilans ryzyk przeważający na korzyść gołębiego zaskoczenia, które równoznaczne jest z osłabieniem dolara.Pozostajemy za to pozytywnie nastawieni do dolara kanadyjskiego, także w kontekście dzisiejszego posiedzenia Banku Kanady. Władze monetarne utrzymają stopy na 1,75 proc. i nie dadzą sygnału, że są bliższe redukcji kosztu pieniądza.

Przy globalnej tendencji by łagodzić stanowisko i zmierzać do luzowania, brak zmian w strategii BOC jawi się już jako czynnik dający pozytywny impuls na poziomie wyceny zamierzeń władz monetarnych i zmian atrakcyjności odsetkowej poszczególnych walut. Uważamy, że przy inflacji na poziomie zgodnym z celem lub nawet lekko powyżej, poprawiających się perspektywach wzrostu gospodarczego i silnym rynku pracy nie ma argumentów za łagodzeniem stanowiska. Dodatkowo za dolarem kanadyjskim przemawia wyraźne odbicie cen ropy naftowej, nie tylko na rynkach globalnych, ale również gatunków krajowych, które w 2018 roku były wyceniane z gigantycznym dyskontem do najważniejszych londyńskich i nowojorskich benchmarków. Siłę dolara kanadyjskiego powinniśmy obserwować względem innych walut surowcowych, zwłaszcza dolara australijskiego. Kurs AUD/CAD już teraz znajduje się w silnym trendzie spadkowym, przebijał strefę wieloletnich minimów, ale nadal ma przestrzeń do zniżki popartą relatywną zmianą fundamentów.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Indeks WIG20 rośnie dzięki telekomom

  • Inflacja w Polsce bliska celu inflacyjnego
  • Rekordowe wzrosty na akcjach Play, Orange i Cyfrowego Polsatu
  • Realna stopa procentowa w Polsce ujemna
Ryszard Rusak, Dyrektor inwestycyjny ds. akcji w Union Investment TFI
Ryszard Rusak, Dyrektor inwestycyjny ds. akcji w Union Investment TFI

Silne wzrosty w sektorze WIG – telekomunikacja

Czerwiec był bardzo dobrym miesiącem dla rynku akcji po słabym maju. Korektę obserwowaliśmy na wielu rynkach. Giełdy odreagowały po reklasyfikacji i zmianach w strukturze uczestników MSCI Emerging Markets.

Widzimy w Polsce silny ruch spółek telekomunikacyjnych. Liderzy: Orange Polska, Play Communications i Cyfrowy Polsat – trzy główne spółki telekomunikacyjne rosły w czerwcu po 20 – 30 proc. Tym samym spółki telekomunikacyjne okazały się najlepszymi inwestycjami w tym roku. W pierwszych dwóch kwartałach br. zyskały ponad 40 proc.

Za główny czynnik sprawczy silnego odbicia spółek telekomunikacyjnych odpowiedzialne są planowane podwyżki cen usług sieci komórkowych. Dodatkowo wpływ na wzrost kursów akcji może mieć komunikat Cyfrowego Polsatu, który zapowiedział podniesienie stawek za udostępnianie swoich pakietów telekomunikacyjnych sieciom kablowym już od jesieni. Podwyżka ma być bardzo wysoka i wynieść ponad 100 proc. – od ok. 2,00 zł do 4,60 zł na użytkownika za pakiet. Wprowadzona zostanie też indeksacja cen w przyszłości.

Wzrosty WIG20 to także zasługa sektora bankowego. Znaczące wzrosty zanotowały akcje Pekao SA i PKO BP oraz PZU S.A., który zyskuje na hossie na obligacjach.

Paradoksalnie po wcześniejszych wzrostach najsłabszym ogniwem w czerwcu okazały się małe spółki wchodzące w skład indeksu sWIG80.

Inflacja w Polsce blisko celu inflacyjnego

Inflacja w Polsce rośnie szybciej od oczekiwań. Dziś wynosi już 2,6 proc. r/r i zapowiada to wejście w okres szerszego wzrostu cen. Już nie tylko surowców, ale np. paliwa czy żywności. Nakłada się na to wiele czynników, m.in.: zamrożenie  cen energii (czyli wzrost w przyszłości), rosnące koszty pracy. Zaowocuje to kolejnymi podwyżkami cen. Za parę miesięcy możemy osiągnąć szacowaną inflację na poziomie ok. 3 proc. w warunkach braku zmian lub obniżki stóp procentowych przez RPP – może to oznaczać ujemną czyli realną stopę procentową.

Pomimo rosnącej inflacji Rada Polityki Pieniężnej w Polsce nie zapowiada podwyżek stóp procentowych. Zdaniem prezesa NBP prof. Adama Glapińskiego nie ma obecnie podstaw zarówno do podwyższania jak i obniżania stóp procentowych.

Za oceanem FED, który jeszcze pół roku temu zapowiedział podnoszenie stóp procentowych, teraz zmienił retorykę i zapowiada ich obniżenie. Rynek spodziewa się takiej decyzji już podczas lipcowego posiedzenia Komitetu FED i obniżenia stóp o 25 czy 50 punktów bazowych. Prawdopodobieństwo takiej obniżki szacowane jest na 100 proc.

Hossa na rynku obligacji trwa

To najmocniejsza od dłuższego czasu hossa na rynku obligacji, z jaką mamy do czynienia, zarówno na rynkach bazowych jak i w krajach emerging markets. Dochodowość niemieckich obligacji spadła w okolice poziomu -0,4 proc. na obligacjach 10-letnich, a w Stanach Zjednoczonych do 2,00%. Oznacza to spadek o 90bp w Europie i 125bp w USA od najwyższych poziomów osiągniętych w IV kwartale.

Andrzej Czarnecki, Dyrektor Inwestycyjny ds. papierów dłużnych w Union Investment TFI
Andrzej Czarnecki, Dyrektor Inwestycyjny ds. papierów dłużnych w Union Investment TFI
photo: Dariusz Iwanski

Główną przyczyną tej bardzo mocnej hossy jest zmiana oczekiwań dotyczących polityki monetarnej głównych banków centralnych świata.

19 czerwca br. amerykański bank centralny przedstawił nowe projekcje. FED pozostawił stopy procentowe bez zmian, ale zasygnalizował możliwość ich obniżek do końca roku. W swoich projekcjach FED obniżył oczekiwaną ścieżkę stóp procentowych, a w komunikacie wskazał na słabsze otoczenie makroekonomiczne w kolejnych latach, zapowiadając, że Rezerwa Federalna, będzie na nie reagowała. Rynek zaczął wyceniać trzy obniżki po 25 punktów bazowych jeszcze w 2019 roku, czyli inwestorzy spodziewają się ścięcia stóp nawet o 75 punktów bazowych. Pierwszych obniżek należy spodziewać się jeszcze w lipcu.

Zmiana oczekiwań co do przyszłej polityki pieniężnej nastąpiła również w strefie euro. Po pierwsze oczekiwania dotyczące zacieśnienia polityki monetarnej , zarówno poprzez zmniejszanie bilansu EBC, jak poprzez podnoszenie stóp procentowych odeszły w zapomnienie. Zamiast tego EBC ponownie dostarczy dodatkowej płynności przez kolejną, trzecią rundę bardzo nisko oprocentowanych operacji TLTRO. Po drugie zaczynają się pojawiać spekulacje dotyczące możliwych obniżek ujemnej już stopy depozytowej EBC. Rynek wycenia obniżkę tej stopy z obecnego poziomu -0,4% do -0,6%. Te wszystkie działania wpływają na to, że coraz większa część rynku długu w strefie euro notowana jest już z rentownościami ujemnymi. Do „tradycyjnych” rynków z ujemną krzywą rentowności takich jak rynek niemiecki i francuski dołączają do tego kolejne kraje. Najbardziej zaskakują dwuletnie obligacje bardzo mocno zadłużonych Włoch, których rentowność również spadła poniżej zera.

Wraz z obniżaniem się rentowności na rynkach bazowych drożeją również obligacje z krajów emerging markets. Jest to typowe poszukiwanie dających jakiś dodatni zwrot aktywów ze względu na zawężające się spektrum instrumentów przynoszących dodatnią rentowność. Bardzo mocno zyskały najbardziej ryzykowne obligacje krajów emerging markets takich jak Turcja, Argentyna czy Brazylia.

Rynki Europy środkowej i wschodniej nie były wyjątkiem. Rentowność polskich obligacji spadły do historycznie niskich poziomów. Obecnie dochodowość obligacji dziesięcioletniej to 2,23%. Bardzo podobnie zachowały się rynki obligacji na Węgrzech i w Czechach.

Programiści awansują 2x szybciej niż kilka lat temu

Programista, który zaczynał karierę w latach ’90, potrzebował aż 11 lat na zdobycie tytułu seniora. Dziś ten czas skrócił się dwukrotnie. Rekordzistom awans zajmuje nawet kilkanaście miesięcy.

To wnioski z obserwacji przeprowadzonych przez szkołę programowania online Kodilla.com, która zbadała przebieg kariery blisko 2 tys. polskich programistów (dokładnie 1919 osób). Eksperci pod lupę wzięli profile specjalistów od Java, JavaScript i PHP w zawodowym serwisie społecznościowym LinkedIn. Wynik? Biorąc pod uwagę ostatnie dwie dekady, im później ktoś rozpoczął karierę w IT, tym mniej czasu potrzebował, aby awansować na stanowisko senior developera.

A to gra warta świeczki, bo zgodnie z raportem No Fluff Jobs na temat rynku pracy IT, w 2018 roku junior, czyli początkujący programista, mógł liczyć na pensję w wysokości 6 tys. zł brutto, mid – średniozaawansowany – na 10,5 tys. zł brutto, natomiast senior już na 16 tys. zł brutto.

Dlaczego programiści awansują szybciej niż kiedyś?

Zdaniem Marcina Kosedowskiego, eksperta rynku szkoleniowego z Kodilla.com, o szybszych niż kiedyś awansach w branży IT zadecydowało kilka czynników. Najważniejszy z nich wiąże się z ewolucją sposobu kształcenia i dokształcania programistów. Obecnie kodowania można się nauczyć dużo szybciej i łatwiej niż kiedyś, bo już nie tylko na wieloletnich studiach. Zwiększyła się też dostępność materiałów szkoleniowych, których w internecie jest mnóstwo, podczas gdy w latach 90. barierą był nie tylko dostęp do takiej bazy wiedzy, ale i samej sieci. W efekcie skrócił się czas potrzebny na naukę zawodu, jak i osiągnięcia awansu w branży IT.

Drugi powód związany jest z coraz większą aktywnością tzw. software house’ów na polskim rynku. To firmy, w których powstaje oprogramowanie dla klientów zewnętrznych, często wielkich, zachodnich korporacji. Klientom software house’ów zależy, żeby pracowali dla nich specjaliści z dużym doświadczeniem oraz prestiżowymi tytułami. Seniorów jednak na rynku brakuje, stąd presja, aby dokształcać własnych pracowników i móc im przyznawać awanse szybciej niż kiedyś.

Trzeci czynnik jest dość trywialny i wiąże się z nazewnictwem stanowisk, które wprowadzono na polski rynek dopiero w latach 2010-2013.

Wcześniej praktycznie nie było podziału na juniorów (czyli osoby początkujące), midów (programistów średniozaawansowanych) i seniorów. Osoby rozpoczynające swoją karierę były po prostu “programistami”. Dookreślany stopień zaawansowania pojawiał stopniowo, najpierw na stanowiskach związanych z językiem PHP, a następnie dla JavaScript i Javy. Gdy nazewnictwo stało się bardziej powszechne, podział zaczął funkcjonować jako norma – wyjaśnia Marcin Kosedowski.

Podobne obserwacje ma Andrzej Telicki, service line manager w firmie intive, jednak dodaje, że:

Software house’y są potencjalnie dobrym miejscem do tego, by „liznąć” więcej technologii, nauczyć się pracy z klientem i jednocześnie nie utknąć przy jednym projekcie na kilka lat. Niemniej pamiętajmy, że poza osobami z wielkim zapałem i odpornością, które poświęcają na samorozwój po 16 godzin dziennie, obecnie mamy zupełnie inną specyfikę projektów niż kiedyś. Firmy stały się znacznie bardziej dynamiczne, a i człowiek dużo szybciej uczy się i zdobywa doświadczenie. Nie zmienia to faktu, że specjalistów na rynku pracy brakuje, co powoduje, że firmy przyciągają kandydatów atrakcyjnymi stanowiskami i tytułem seniora na papierku. Pytanie czy taki senior będzie z tego dumny i czy podpisze się własnym nazwiskiem pod projektem, czy weźmie za niego odpowiedzialność?

Ile czasu faktycznie potrzeba na zostanie seniorem?

Przyjrzyjmy się dokładniej danym zebranym przez Kodilla.com. Obserwując losy programistów, którzy rozpoczynali swoje kariery w latach 90., widzimy, że średnio potrzebowali 11,3 roku, by zostać senior developerami. Tym, którzy startowali w latach 2000-2009, zajęło to średnio już tylko 5,94 roku. Obecnie średni czas, po jakim programista zyskuje tytuł seniorski spadł do 3,79 roku. Jako ciekawostkę podajmy, że rekordziście awans na stanowisko seniora zajął 15 miesięcy (rozpoczęcie kariery w IT – 01.12.2017, awans na seniora – 01.03.2019).wykres

– Zgodnie z oczekiwaniami, najszybciej tytuł seniorski zyskują programiści JavaScript (3,57 roku), następnie PHP (3,98 roku), a najdłużej zajmuje to programistom Javy (4,04 roku) – wylicza Marcin Kosedowski i podkreśla, że seniorami jest 70,5% aktywnych zawodowo programistów, którzy zaczęli pracę przed 2010 rokiem. Ten procent już raczej nie wzrośnie – jeśli ktoś nie został seniorem przez kilkanaście lat, to prawdopodobnie już nim nie zostanie. Natomiast wśród programistów, którzy zaczynali kariery po 2010, 75% jeszcze nie zostało seniorami, więc średnia będzie rosła. Według prognozy ostatecznie wyniesie ok. 4-4,5 roku.

Andrzej Telicki z intive dodaje, że staż pracy to jeszcze nie wszystko:

Jeśli mówimy wyłącznie o kompetencjach technicznych, to 3-4 lata w danej technologii i kilka lat projektów wystarczą, by awansować. Choć z reguły zajmuje to nieco więcej, jakieś 5-6 lat pod warunkiem, że ktoś uczciwie pracuje. Pamiętajmy jednak, że ważniejszy od stażu pracy jest stopień umiejętności i zaangażowania, a nie tylko w procesy techniczne dotyczące konkretnej technologii. Na rolę seniora składają się wystąpienia, szkolenia, udział w rekrutacjach, spotkania z klientami, wyceny projektów. To bogaty know how i duża odpowiedzialność, ogłada biznesowa, umiejętność odpuszczenia technicznego ideału na korzyść relacji z biznesem. To także kompetencje do dzielenia się wiedzą i pokora, którą taka osoba musi w sobie mieć, mimo dużej pewności siebie.

Czy można przyspieszyć swój awans w IT?

– Poziomu seniorskiego nie da się nauczyć, bo za takim tytułem zawodowym stoi przede wszystkim doświadczenie. Nie ma też sztywnych reguł, które określają, że na zdobycie potrzebnych kwalifikacji trzeba poświęcić 8 zamiast 3 lat. Wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji i własnej pracy. Na pewno to, co można zrobić, to przyspieszyć rozwój na początku kariery w IT, korzystając z usystematyzowanych metod nauczania, wypracowanych przez instytucje szkoleniowe i społeczności programistów – przyznaje Marcin Kosedowski.

W efekcie można skrócić czas liczony od rozpoczęcia nauki programowania do znalezienia pierwszej pracy jako junior do ok. 1-1,5 roku (np. 6 miesięcy intensywnej nauki teorii na bootcampie programistycznym, 3 miesiące na staż lub realizację własnych projektów, 3 miesiące na poszukiwanie pracy). Jednocześnie nie wolno zapominać o rosnących wymaganiach pracodawców. – Jeszcze 3 lata temu absolwenci 3-miesięcznych szkoleń z HTML, CSS i wprowadzeniu do języka JavaScript pracę znajdowali bez problemu. Obecnie na analogiczne stanowisko front-end developera standardowym wymaganiem jest praktyczna znajomość podstaw back-endu i testów, korzystanie z narzędzi takich, jak: Git, SCSS/Sass, jak i dodatkowych technologii, w szczególności Reacta lub Angulara – tłumaczy Marcin Kosedowski.

Jak dodaje, obecny junior zaczyna ze znacznie większą i bardziej usystematyzowaną wiedzą niż jeszcze kilka lat temu. Mimo to, w wielu firmach wpada w wewnętrzny program mentoringu, gdzie przez pierwsze miesiące zdobywa olbrzymią ilość wiedzy praktycznej od bardziej doświadczonych koleżanek i kolegów. W efekcie z poziomu juniorskiego do regulara przechodzi obecnie w średnio 14 miesięcy, podczas gdy jeszcze 5 lat temu były na to potrzebne 22 miesiące (analiza Kodilla.com). Rzadkością nie są osoby, które zostają regularami po pół roku pracy, szczególnie w PHP.

Awans jest możliwy w te 4-5-6 lat, ale trzeba na niego uczciwie zasłużyć. Rozpieszczony junior z półrocznym doświadczeniem będzie musiał trochę poczekać. Popracować nad swoimi umiejętnościami, kwalifikacjami technicznymi, no i nad samym sobą, bo bycie seniorem to także wysoki poziom umiejętności miękkich – dodaje Andrzej Telicki.

Ale jeśli już ktoś rozpocznie pracę w IT, to możliwości rozwoju są ogromne. Badanie przeprowadzone na początku 2019 roku przez Kodilla.com wykazało, że im młodszy stażem programista, tym pracodawca zapewnia mu większe wsparcie szkoleniowe. – Aż 54% przebadanych programistów potwierdziło otrzymanie od pracodawcy budżetu szkoleniowego – podsumowuje Marcin Kosedowski.

Źródło: Kodilla.com

Odejście od paliw kopalnych albo groźna zmiana klimatu – ONZ ostrzega

Od 24 lat podczas corocznych szczytów klimatycznych ONZ komunikuje opinii publicznej, jak i decydentom, postępujące załamywanie się modeli klimatycznych i kurczący się czas, aby tę sytuację naprawić. Naukowcy nie wiedzą, jak zatrzymać zdarzenia, które już dziś mają miejsce. Negatywny wpływ człowieka na klimat teoretycznie jest możliwy do powstrzymania za pomocą odpowiednich narzędzi, środków i technologii. Nie wiadomo jednak, ile lat zajmie odwracanie tej tendencji. Przykładem skutecznych działań jest Protokół Montrealski. Na jego podstawie zaprzestano stosowania freonu w lodówkach, klimatyzatorach i innych podobnych urządzeniach. Dzięki temu w zeszłym roku zamknęła się dziura ozonowa – udało się ją odtworzyć naturalnie. Podobnie należy postąpić teraz w przypadku gazów cieplarnianych. Ludzkość oparta jest jednak na energii pozyskiwanej z paliw kopalnych, czyli wysokoemisyjnych. Konieczne jest inwestowanie i przechodzenie na nieemisyjne rozwiązania – energię słoneczną, wodną, wiatrową czy jądrową. Obecnie technologie te stają się coraz bardziej efektywne. Można więc wyobrazić sobie zaprzestanie masowej eksploatacji węgla czy ropy naftowej.

– Konieczne jest zaprzestanie ich produkowania przez ludzi i powrót do tzw. bilansu klimatycznego. Ile czasu potrzebuje na to przyroda pozostaje niewiadomą – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, reprezentant i prezes rady Global Compact Network Poland. –  Działania należy podjąć jak najszybciej. Według ONZ natychmiast, a nie w perspektywie lat. Modele źródeł energetycznych pokazują jednak, że do 2060 roku niewiele się zmieni. Ludzkość wciąż się rozwija, co oznacza, że zwiększają się jej potrzeby energetyczne. Coraz większa liczba ludzi na świecie potrzebuje większej ilości energii. Jednocześnie według pozytywnego scenariusza udział OZE będzie się zwiększał – co nie oznacza, że uda się powstrzymać zmiany klimatyczne. Można skupić się na zaadaptowaniu się do nich. Model temperaturowy NASA – zgodny ze stanowiskiem agencji japońskiej, europejskiej, czy panelu klimatycznego ONZ – przewiduje, że w 2100 roku temperatury okresowo będą sięgały 45-47 °C na bardzo dużej powierzchni Ziemi. Oprócz Australii, północnej części Ameryki, Afryki, Bliskiego Wschodu warunki te obejmą też Europę Centralną i Polskę. Spodziewane są też bardzo duże skoki temperaturowe na obu biegunach – co spowoduje gwałtowne topnienie lodowców, czyli podniesienie się muszli oceanów o 1 metr. Będzie to duże zagrożenie na ośrodków miejskich położonych na wybrzeżach. Polskim przykładem jest Trójmiasto. Według modelu NASA za niecałe sto lat, jedna trzecia Gdańska będzie pod wodą. Jest czas, aby takie zmiany powstrzymać – ale wymaga to kosztów. Mniejszym wydatkiem będzie jednak powstrzymanie konsumpcji paliw kopalnych niż późniejsze adaptowanie się do zmian klimatycznych – zaznaczył Wyszkowski.

Jesienią BGK rozda kolejne premie technologiczne dla mikro-, małych i średnich firm. Do podziału będzie 350 mln zł

Jesienią BGK rozda kolejne premie technologiczne dla mikro-, małych i średnich firm. Do podziału będzie 350 mln zł 1

W ostatnim kwartale tego roku przedsiębiorcy z sektora MŚP po raz kolejny będą mogli się ubiegać o dofinansowania na innowacje. BGK uruchamia szóstą edycję konkursu Kredyt na innowacje technologiczne z kwotą alokacji 350 mln zł. O wsparcie mogą wnioskować firmy, które zatrudniają nie więcej niż 250 pracowników, mają dobry pomysł i zdolność kredytową. Kwota dotacji może sięgnąć 6 mln zł.

We wrześniu ukaże się dokumentacja konkursowa, a w październiku ruszy nabór wniosków o dofinansowanie. Potrwa do lutego 2020 roku. Wzorem poprzednich edycji – konkurs będzie podzielony na rundy, a zatem będzie bardzo dużo czasu, aby przedsiębiorca mógł skompletować wszystkie dokumenty. Alokacja w tym konkursie wynosi 350 mln zł, ale zapewniam, że nie zabraknie pieniędzy na wszystkie dobre projekty – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Burczyński, dyrektor Biura Kredytu Technologicznego w Banku Gospodarstwa Krajowego.

Premia technologiczna – inaczej kredyt na innowacje technologiczne – jest skierowana do firm z sektora mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw, zatrudniających nie więcej niż 250 osób. Przedsiębiorstwo, które chce się o nią ubiegać, musi mieć przede wszystkim pomysł na innowacyjny biznes, gdzie – w wyniku wdrożenia nowej technologii – powstanie całkiem nowy bądź znacząco ulepszony produkt czy usługa.

Skorzystanie z premii technologicznej przede wszystkim zwiększa rentowność inwestycji technologicznej realizowanej przez firmę, jak również samego przedsiębiorstwa. Zwiększa innowacyjność firmy i regionu, konkurencyjność tej firmy na rynku krajowym i europejskim. Premia, jaką może uzyskać przedsiębiorca, sięga aż 6 mln zł, a więc warto się o nią starać – podkreśla Tomasz Burczyński.

Firmy, które chcą ubiegać się o premię technologiczną w BGK, muszą przede wszystkim mieć zdolność kredytową, czyli najpierw uzyskać promesę udzielenia kredytu technologicznego w jednym z 20 banków komercyjnych współpracujących z BGK. Dopiero wtedy mogą złożyć wniosek o dofinansowanie, który podlega ocenie przez zewnętrznych ekspertów branżowych.

My takim wnioskiem zajmujemy się najpierw od strony formalnej, a następnie – od merytorycznej. Jest on poddawany ocenie przez zewnętrznych ekspertów z danej branży, którzy kładą nacisk na aspekt innowacyjności oraz możliwości uplasowania nowego produktu na rynku – wyjaśnia Tomasz Burczyński.

Od 2015 roku Bank Gospodarstwa Krajowego przeprowadził pięć naborów wniosków w kredycie na innowacje technologiczne dla mikro-, małych i średnich przedsiębiorców. Wnioski o dofinansowanie złożyło blisko 1,9 tys. przedsiębiorców na kwotę prawie 6 mld zł premii technologicznej. Dzięki tym środkom możliwe było zrealizowanie projektów o wartości ponad 13 mld zł.

Wspieranie polskich firm z sektora mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw to jedno z głównych zadań Banku Gospodarstwa Krajowego – mówi dyrektor Biura Kredytu Technologicznego w BGK. – Z kredytu na innowacje technologiczne korzystają firmy ze wszystkich branż. Najczęściej wnioski o dofinansowanie składają przedsiębiorcy z przemysłu spożywczego, meblarskiego, poligraficznego, motoryzacyjnego czy budowlanego, ale reprezentowany jest również przemysł lotniczy, a nawet kosmiczny.

Jak informuje, aktualnie trwa weryfikacja i ocena wniosków z ostatniej, szóstej rundy w piątym naborze konkursu.

Piąty nabór trwał od października 2018 roku, a zakończył się w kwietniu br. Był podzielony na rundy – rozstrzygnęliśmy już pięć rund, w tej chwili oceniamy wnioski z ostatniej, szóstej rundy. Mogę powiedzieć, że na ten moment dofinansowanie z piątego naboru otrzymało 95 firm na kwotę dotacji ponad 370 mln zł – mówi Tomasz Burczyński.

Łącznie w piątej edycji konkursu Kredyt na innowacje technologiczne firmy złożyły do BGK 262 wnioski na łączną kwotę dofinansowania ponad 900 mln zł.

Statystyki pokazują, że jak dotąd najwięcej wniosków o dofinansowania złożyli przedsiębiorcy z województwa podkarpackiego (265 wniosków, wartość dofinansowania 1,1 mld zł), małopolskiego (216 wniosków i 790 mln zł dofinansowania) i mazowieckiego (169 wniosków i 501 mln zł dofinansowania). Z kolei czołówkę miast otwiera Mielec (36 wniosków), za którym uplasowały się Kraków (30) i Gdańsk (28).

W rekrutacjach widać obawy pracodawców o spowolnienie gospodarcze. Zapotrzebowanie na specjalistów jednak nadal jest wysokie

W rekrutacjach widać obawy pracodawców o spowolnienie gospodarcze. Zapotrzebowanie na specjalistów jednak nadal jest wysokie 2

W I kwartale polska gospodarka wciąż rozwijała się szybko na tle innych krajów, a prognozy na obecny i kolejny rok również przewidują wysokie, choć nie aż tak jak w 2018 roku, tempo wzrostu. Spowolnienie widać zarówno w pogorszeniu sytuacji przemysłu, jak i większej wstrzemięźliwości pracodawców w zatrudnianiu pracowników i przyznawaniu podwyżek. W wielu branżach pracownicy ze Wschodu wciąż będą jednak potrzebni. To także wyzwanie dla agencji zatrudnienia.

– Patrząc przez pryzmat współpracy z naszymi klientami, widzimy, że idzie spowolnienie gospodarcze, choć to nie będzie tąpnięcie tak duże jak w 2012–2013 roku. Widzimy, że w dalszym ciągu jest wyczekiwanie, obserwacja tego, co się dzieje na rynku, w poszczególnych gospodarkach europejskich i światowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Cezary Maciołek, wiceprezes zarządu świadczącej firmom usługi z zakresu HR Grupy Progres. – Nie ma tak dużego hurraoptymizmu, jeśli chodzi o składanie zamówień na procesy rekrutacyjne, jak to miało miejsce w 2017 i 2018 roku.

Jak podkreśla, wpływ na to ma kilka czynników, w tym słabe prognozy dla Niemiec – według majowych projekcji Komisji Europejskiej gospodarka największego polskiego partnera handlowego urosnąć ma w tym roku tylko o 0,5 proc., a w przyszłym – o 1,5 proc. Tymczasem kraj ten odpowiada za 27,1 proc. polskiego eksportu i 22,4 proc. importu (dane GUS za styczeń–kwiecień 2019 roku). Spowolnienie w Niemczech to mniej zamówień dla polskiego przemysłu, co widać po wskaźniku wyprzedzającym PMI, który od siedmiu miesięcy wskazuje na pogarszanie się warunków w polskim sektorze produkcyjnym. Według IHS Markit w maju warunki gospodarcze w polskim sektorze przemysłowym wciąż się pogarszały. To najdłuższy taki okres od sześciu lat. Produkcja, nowe zamówienia oraz eksport ponownie spadły, choć w słabszym tempie niż na początku tego roku.

Do tego dochodzi niepewność związana z brexitem, a Wielka Brytania to drugi partner handlowy dla Polski pod względem eksportu. Jeśli dojdzie do wyjścia Brytyjczyków z UE bez umowy, wprowadzone zostaną cła, co ograniczy wymianę handlową.

Spowolnienie gospodarcze zawsze ma wpływ na rynek pracy, jak duży, to będzie zależało od tego, czy faktycznie zamówienia w kolejnych kwartałach ruszą z impetem. Jeśli tak, to prawdopodobnie jesteśmy w stanie osiągnąć dynamikę na poziomie około 4 proc. w tym roku, jeśli nie, będzie to na pewno bardzo trudne. Osiągnięcie wzrostu gospodarczego z zeszłego roku w zasadzie jest niemożliwe – ocenia Cezary Maciołek.

W ubiegłym roku polska gospodarka rozwijała się w tempie 5,1 proc., a wartość PKB przekroczyła nominalnie 2 bln zł. Prognozy Komisji Europejskiej na ten rok zakładają 4,2 proc. Szybciej rosnąć będzie tylko niewielka Malta.

Pomimo pewnego wyhamowania chęci przedsiębiorców do zatrudniania – zdaniem wiceprezesa Grupy Progres – zapotrzebowanie na pracowników z zagranicy będzie się utrzymywać, nawet jeśli liczba pracodawców deklarujących zamiar ich zatrudnienia się lekko zmniejszy.

– Przedsiębiorcy będą podchodzić bardziej selektywnie do wyboru poszczególnych kandydatów i to już dzisiaj widzimy. Część branż w Polsce jest tak mocno wydrylowana i tak niechętnie stanowiska pracy są przez Polaków obsadzane, że nie jesteśmy w stanie funkcjonować bez obcokrajowców – mówi Cezary Maciołek. – Dzisiaj nie mówimy o tym, czy będziemy ściągać pracowników z zagranicy, tylko jakich pracowników, ponieważ demografia w Polsce jest nieubłagana, mamy jedne z najgorszych statystyk w Europie. Nawet jeśli gospodarka będzie się rozwijać w tempie mniejszym niż 4 proc., w dalszym ciągu będzie potrzebować specjalistów i osób wykwalifikowanych.

Na razie wciąż najwięcej pracowników pochodzi z Ukrainy: w 2018 roku złożono ponad 1,58 mln oświadczeń o powierzeniu pracy cudzoziemcowi, w tym niemal 1,45 mln dotyczyło obywateli tego kraju. Zezwoleń na pracę wydano natomiast prawie 329 tys., z czego ponad 238 tys. Ukraińcom. Na drugim miejscu znaleźli się Nepalczycy z niemal 20 tys. wydanych zezwoleń, a dopiero za nimi uplasowali się Białorusini (19,2 tys.). W pierwszej piątce starczyło jeszcze miejsca dla Banglijczyków i Hindusów, którzy dostali po 8,3 tys. zezwoleń.

 Dzisiaj przedsiębiorcy i agencje rekrutacyjne analizują, w których krajach znaleźć specjalistów dla poszczególnych branż. Dla przykładu, Filipiny są świetnym miejscem na ściąganie pracowników z zakresu HoReCa, więc hotelarstwo, restauracje, branża gastronomiczna. Z kolei Wietnam ma bardzo dobrze rozwiniętą sieć stoczniową, więc szukamy tam spawaczy, monterów. Z kolei Bangladesz to jest obszar tekstylny, a więc szwacze, szwaczki – wyjaśnia Cezary Maciołek.

Będzie to wymagało od agencji zatrudnienia zapewnienia klientom kompleksowej usługi, dostosowanej do charakteru ich biznesu, wraz z dostarczeniem wiedzy i pomocą w załatwieniu formalności czy zakwaterowaniu. Zmian wymagać będzie również struktura samych firm rekrutacyjnych, bo koszty zatrudnienia rosną, co obciąża rentowność biznesu.

W Polsce sprzedaje się około 500 samochodów pożarniczych rocznie. Wozy polskiej produkcji trafiają też do Europy, Azji i Afryki

W Polsce sprzedaje się około 500 samochodów pożarniczych rocznie. Wozy polskiej produkcji trafiają też do Europy, Azji i Afryki 3

Według danych PZPM w Polsce jest zarejestrowanych około 85 tys. pojazdów specjalnych, do których zaliczają się np. samochody wykorzystywane do prac wiertniczych, górnicze, żurawie samochodowe, pojazdy zimowego utrzymania dróg czy pogotowia technicznego, wozy sanitarne czy samochody pożarnicze. Sprzedaż tych ostatnich na polskim rynku oscyluje wokół 400–500 sztuk rocznie i nieznacznie wzrasta. Polską straż pożarną – zarówno zawodową, jak i ochotniczą – w większości obsługują polscy producenci, którzy dobrze radzą sobie także w eksporcie. Tego segmentu – podobnie jak i całej branży motoryzacyjnej – nie omija także dyskusja dotycząca samochodów hybrydowych i autonomicznych.

Pojazdy o specjalnym przeznaczeniu spełniają wyśrubowane kryteria techniczne, są przeznaczone do wykonywania specjalnych funkcji i często produkowane według indywidualnych potrzeb zamawiającego. Ich udział w rynku jest niewielki – dane z raportu PZPM „Branża Motoryzacyjna 2018/2019” pokazują, że w 2017 roku udział samochodów ciężarowych, specjalnych, ciągników samochodowych i lekkich dostawczych w całości parku pojazdów silnikowych utrzymał się na poziomie 12,8 proc., czyli 716,6 tys. sztuk. W tej liczbie zawierało się 85,4 tys. samochodów specjalnych.

Samochody specjalnego przeznaczenia to pojazdy od pożarniczych, poprzez ambulanse, do samochodów przeznaczonych dla wojska czy policji. Samochody dla straży pożarnej możemy podzielić na kilka kategorii – lekkie, średnie i ciężkie. Ten rynek utrzymuje się na poziomie 400–500 samochodów rocznie – mówi agencji Newseria Biznes Michał Romaniszyn, odpowiedzialny za eksport w firmie Wawrzaszek Inżynieria Samochodów Specjalnych.

Jak podkreśla, sprzedaż z roku na rok rośnie, ale dynamika tego wzrostu nie jest duża. W dużej mierze zależy od środków przeznaczanych na modernizację i zakupy sprzętowe dla straży z budżetu państwa, UE i samorządów, bo kupno takiego pojazdu to wydatek rzędu od kilkuset tysięcy do nawet miliona złotych. Co istotne, polską straż pożarną – zarówno zawodową, jak i ochotniczą – niemal w 100 proc. obsługują polscy producenci.

Jest niewielki procent zachodnich firm, które próbują w Polsce sprzedawać, ale około 95–98 proc. stanowią polskie produkty, natomiast reszta to są niszowe wyroby sprowadzane z innych krajów, np. z Niemiec czy Austrii – mówi Michał Romaniszyn.

Pojazdy ratowniczo-gaśnicze trafiają nie tylko do jednostek terytorialnych straży pożarnej. W maju br. 3. Regionalna Baza Logistyczna z Krakowa podpisała z firmą Szczęśniak Pojazdy Specjalne – jednym z największych polskich producentów – wart 14,1 mln zł kontrakt na dostawę takich pojazdów do jednostek Wojska Polskiego (pododdziałów Wojskowej Straży Pożarnej). W tym i nadchodzącym roku dostarczy w sumie sześć średnich samochodów ratowniczo-gaśniczych (z opcją na kolejnych sześć w 2020 roku), jeden ciężki samochód ratowniczo-gaśniczy ze zbiornikiem o pojemności 5 m³ (z opcją na cztery kolejne w 2020 roku), trzy ciężkie samochody ratowniczo-gaśnicze ze zbiornikami o pojemności 10 m³ oraz jeden ciężki lotniskowy samochód ratowniczo-gaśniczy z opcją na pozyskanie drugiego takiego pojazdu w przyszłym roku.

– Jeżeli chodzi o branżę straży pożarnej, kupującym jest zwykle państwo, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Generalnie samochody pożarnicze kupują  przede wszystkim agendy państwowe. Od czasu do czasu zdarza się klient prywatny, m.in. lotniska czy rafinerie. W tej chwili produkujemy od 400 do tysiąca samochodów rocznie i jakoś musimy znajdować klientów na taką liczbę pojazdów – mówi Michał Romaniszyn.

Środki na zakup samochodów dla straży pochodzą miedzy innymi z uchwalonego w 2017 roku programu modernizacyjnego służb mundurowych podległych MSWiA z budżetem opiewającym na 1,7 mld zł do 2020 roku, z czego ponad 500 mln ma trafić do OSP. To niewielkie jednostki, które na terenach oddalonych od dużych aglomeracji często pierwsze reagują na zagrożenia. Jak podaje Volvo Trucks, to właśnie jednostki ochotniczej straży pożarnej w 2018 roku kupiły najwięcej pojazdów pożarniczych na podwoziach Volvo, bo aż 103 (na wszystkie 133 sprzedane w ubiegłym roku na polskim rynku). Ubiegły rok był dla producenta rekordowo udany, bo jeszcze w 2017 roku Volvo dostarczyło do segmentu straży pożarnej na terenie całego kraju 76 podwozi, co przekłada się na 75-proc. wzrost rdr.

My jesteśmy liderem wśród polskich firm, które produkują na eksport. Ten nie jest prosty, bo w tym celu trzeba mieć odpowiednie zaplecze, np. serwisowe – mówi Michał Romaniszyn. – Niemcy, Szwecja, Skandynawia czy Czechy to rynki, na których jesteśmy mocno aktywni. Ale mamy również rynki azjatyckie, Bliskiego Wschodu, Afryki czy Ameryki Południowej. One są już bardzo wymagające, czasami wymagają lat pracy, żeby uzyskać z nich jakieś efekty.

Jak podkreśla, w produkcji pojazdów specjalnego przeznaczenia wykorzystywane są innowacyjne rozwiązania techniczne i nowe materiały.

Kompozyt to cały czas jeden z najświeższych trendów i on jest naprawdę wartościowym materiałem. Pozwala nam wyprodukować samochód, który cechuje się bardzo dużą odpornością korozyjną, i kształtować go tak, żeby był w jak największym stopniu dostosowany do celu, w jakim został zaprojektowany. Przykładowo, zbiornik wodny w pojeździe pożarniczym można ukształtować tak, żeby wypełniał maksymalną dostępną objętość. Ten samochód jest przez to bardziej kompaktowy i bardziej zwrotny na ulicach – mówi Michał Romaniszyn. – Są też w branży dyskusje na temat światowych trendów: hybrydowych samochodów, samochodów bez operatorów, działających w sposób autonomiczny, ale to wciąż jeszcze bardzo daleka przyszłość.

Kleszcze zagrażają nie tylko ludziom. Choroby przez nie przenoszone mogą się okazać śmiertelne także dla psów

Kleszcze zagrażają nie tylko ludziom. Choroby przez nie przenoszone mogą się okazać śmiertelne także dla psów 4

Kleszcze i choroby przez nie przenoszone są niebezpieczne nie tylko dla ludzi. Dla psów groźna jest m.in. babeszjoza, która może doprowadzić nawet do śmierci zwierzęcia. Statystyki dotyczące chorób przenoszonych przez kleszcze są zatrważające – do gabinetów weterynaryjnych codziennie trafia po kilka psów z kleszczami. Eksperci podkreślają, że aby zabezpieczyć pupila przed chorobami, konieczna jest odpowiednia profilaktyka przez cały rok.

– Sam kleszcz jako taki nie jest zagrożeniem. Natomiast to, co przenosi, stanowi zagrożenie dla naszego czworonoga – bakterie, pasożyty, wirusy powodują choroby, które mogą być nawet śmiertelne – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Małgorzata Głowacka, lekarka weterynarii, ekspertka naukowa Mars Polska.

Jeszcze pod koniec XX wieku w Polsce na boreliozę chorowało ok. tysiąca osób. W 2010 roku Państwowy Zakład Higieny odnotował już 9 tys. przypadków boreliozy. Obecnie co roku na tę chorobę zapada ponad 20 tys. osób. Kleszcze to jednak zagrożenie nie tylko dla ludzi. Dla czworonogów również niebezpieczne są przenoszone przez pajęczaki choroby, przede wszystkim babeszjoza, która nieleczona może doprowadzić do śmierci.

– Jeżeli widzimy u psa takie objawy, jak osłabienie, mocz w kolorze herbaty, wyższa temperatura, brak apetytu, a wcześniej wystąpił u niego kleszcz, powinniśmy się jak najszybciej skonsultować z lekarzem weterynarii. Im szybsza reakcja, im szybsze wprowadzenie leczenia, tym większa szansa zwierzęcia na przeżycie – podkreśla Małgorzata Głowacka.

Trudno jednoznacznie określić, jaka jest skala zachorowań na choroby odkleszczowe u psów. Jednak codziennie do każdego gabinetu weterynaryjnego trafia po kilka psów z kleszczami lub nieumiejętnie usuniętymi kleszczami przez opiekunów.

Przez wiele lat przypadki babeszjozy pojawiały się głównie na wschodzie i północy kraju, co wiązało się z występowaniem kleszcza łąkowego. Obecnie psy chorują już w całej Polsce.

– Ze względu na to, że coraz więcej podróżujemy z naszymi zwierzętami, kleszcze stają się dużym zagrożeniem również dla zwierząt w Polsce Zachodniej. Kiedyś tam w ogóle nie było takiego problemu – zaznacza ekspertka.

Częstszym zachorowaniom na choroby odkleszczowe sprzyja zmieniający się klimat.

Kleszcze są najbardziej aktywne wczesną wiosną i jesienią, dlatego powinniśmy pamiętać o profilaktyce przeciwko pasożytom zewnętrznym przez cały rok, zwłaszcza że temperatury zimą w tej chwili często są powyżej zera i kleszcze mogą przeżywać cały rok – zaznacza Małgorzata Głowacka.

Przy wyborze preparatu zabezpieczającego dobrze jest kierować się upodobaniami naszego pupila, np. u psów, które lubią się kąpać, preparat podawany bezpośrednio na skórę raczej się nie sprawdzi, lepsze będą raczej tabletki.

– Poradźmy się lekarza, jaki preparat zastosować, i stosujmy go regularnie przez cały rok zgodnie z wytycznymi producenta. Czyli jeżeli obrożę zmienia się co pół roku, to co pół roku rzeczywiście ją zmieniajmy, jeżeli co 4 tygodnie trzeba podać krople na skórę, to tak je podawajmy. Niezależnie od tego, jaką sierść ma nasz pies, ważne jest, żebyśmy każdego dnia obejrzeli jego skórę pod kątem pasożytów zewnętrznych – radzi lekarka weterynarii.

Szybkie – w ciągu 24 godzin – usunięcie pajęczaka minimalizuje szanse na przekazanie pierwotniaków czy bakterii. Dlatego jeśli znajdziemy na skórze psa kleszcza, najlepiej udać się jak najszybciej do lekarza weterynarii albo spróbować samemu go usunąć.

– Chwytamy pęsetą ciało kleszcza jak najbliżej skóry i kręcimy delikatnie, nieważne, w którą stronę, aż do całkowitego wykręcenia. Nie wyrywamy go, ponieważ wtedy najprawdopodobniej główka kleszcza zostanie w skórze. Jeśli tak by się zdarzyło, poprośmy lekarza o pomoc – zaleca Małgorzata Głowacka.

Na depresję cierpi aż 15–30 proc. osób w wieku powyżej 65 roku życia. Główną przyczyną jest osamotnienie, poczucie nieprzydatności w rodzinie i bierność

Na depresję cierpi aż 15–30 proc. osób w wieku powyżej 65 roku życia. Główną przyczyną jest osamotnienie, poczucie nieprzydatności w rodzinie i bierność 5

Trzech na dziesięciu Polaków w wieku powyżej 80 lat mówi o odczuwanej samotności, co dziesiąty stwierdza, że zawsze lub bardzo często czuje się samotnie, a na depresję cierpi aż 15–30 proc. osób w wieku powyżej 65 roku życia – wskazuje badanie „Sytuacja społeczna osób w wieku 65+” zrealizowane dla Stowarzyszenia mali bracia Ubogich przez ARC Rynek i Opinia. I choć dzięki nowoczesnej medycynie wzrasta długość życia i poprawia się jego jakość, to seniorzy borykają się z poważnym problemem, który nie pozwala im w pełni się tym cieszyć.

Psychologowie tłumaczą, że w tej chwili coraz rzadziej można spotkać domy wielopokoleniowe. Młode małżeństwa często mieszkają daleko od swoich rodziców i teściów, co znacznie utrudnia utrzymywanie bliskich relacji ze starszymi. Seniorzy często więc zmagają się z poczuciem bezczynności, nieprzydatności, a to bywa początkiem stanów zniechęcenia, apatii czy depresji. By do tego nie dopuścić, potrzebne jest solidarne działanie całej rodziny.

– W dzisiejszych czasach seniorzy mają dużą trudność w odnalezieniu się w strukturze w rodzinie, ponieważ nie jest obecny tradycyjny model rodziny, gdzie dziadkowie żyją razem ze swoimi dziećmi i wnukami. To oznacza destabilizację rodzin. Dziadkowie często mieszkają sami, bo ich dzieci i wnukowie mieszkają w innych miastach bądź krajach. W całej tej sytuacji seniorzy są zagubieni, samotni i potrzebują pomocy, o którą nie potrafią prosić, nawet swoich dzieci – mówi agencji Newseria Paulina Polek, psycholog.

Źródeł poczucia wykluczenia jest bardzo dużo. Większość związana jest ze zmianami, jakie zachodzą w życiu – przejście na emeryturę czy utrata bliskich to często rewolucja i powód, by czuć się odizolowanym. Do odczucia samotności w dużym stopniu przyczyniają się również choroby. Im bardziej wpływają one na samodzielność, tym większe jest zagrożenie samotnością. Ból, ograniczenia ruchowe, problemy z pamięcią i słuchem mogą zniechęć do spotkań z innymi lub wręcz pozbawiają takiej możliwości.

– Seniorzy często chorują na depresję, co powoduje, że ich stan zdrowia pogarsza się i w późniejszym czasie będą oni wymagać już stałej opieki przede wszystkim swoich dzieci, podczas gdy ich relacje przez ten czas, kiedy seniorzy byli samodzielni, zdążyły się już poluzować – mówi Paulina Polek.

Człowiek jest istotą społeczną, dlatego bliskość z innymi ludźmi jest niezbędna, a osoby w podeszłym wieku szczególnie potrzebują tego kontaktu. Główną przyczyną poczucia ich samotności jest bowiem przekonanie, że są już nikomu niepotrzebni.

– Pielęgnacja więzi rodzinnych polega głównie na tym, aby seniorzy przekazywali swoją mądrość życiową wnukom. To może zaprocentować tym, że one w przyszłości będą przekazywać tę wiedzę swoim dzieciom. Dzięki temu te relacje, mimo że rozjeżdżamy się po świecie, będą nadal podtrzymywane i kontakt nie będzie ograniczał się tylko do telefonu bądź wiadomości, tylko częstsze będą spotkania. Ten czas nie będzie marnowany na jakieś puste spotkania, tylko na takie intensywne przeżywanie wspólnego czasu razem – mówi Paulina Polek.

Dobrym rozwiązaniem jest to, by starsze osoby zajęły w rodzinie miejsce opiekunów najmłodszego pokolenia. Jest to niezwykle ważne, zarówno dla dziecka, jak i dla osoby starszej.

– Chodzi o to, aby wykonywać pewne rzeczy razem, nie tylko spożywać razem posiłek, lecz także go przygotowywać. Wtedy cały proces tworzenia więzi można zaobserwować od początku, kiedy babcia, rodzic uczy dziecko po kolei pewnych czynności, wtedy nawiązuje się rozmowa i jest czas na wyrażenie swoich opinii, emocji i wymienienie się poglądami – mówi Paulina Polek.

Relacje w rodzinie powinny być odpowiednio zrównoważone tak, by każdy miał swoją przestrzeń życiową, ale by jednocześnie nikt nie czuł się samotny, opuszczony czy porzucony. Osiągnięcie takiego złotego środka jest możliwe przede wszystkim dzięki rozmowie. Każda strona powinna jasno określić, czego oczekuje, a jeśli oczekiwania nie są do końca zbieżne, warto popracować nad satysfakcjonującym kompromisem.

– Ważne jest to, aby dzieci częściej podkreślały rolę seniora w życiu całej rodziny, prosiły o radę, jeżeli jest taka możliwość, chciały, aby senior brał udział w podejmowaniu ważnych dla rodziny decyzji, żeby nie był odsunięty na dalszy plan. Sam fakt poproszenia o opinię dla seniora jest bardzo ważny, bo seniorzy czują wtedy, że ich doświadczenie życiowe komuś może się przydać i jest to dla nich cenne – mówi Paulina Polek.

Psychologowie tłumaczą, że często wydaje nam się, że wiemy, co jest dobre dla naszych babć i dziadków, dlatego też nie pytamy ich o zdanie. To duży błąd, bo zanim z góry o czymś za nich zdecydujemy, powinniśmy zawsze dać im wybór.

– Dziś należy cierpliwie prowadzić dialog, dać czas na odpowiedź, zastanowienie i nie wymuszać odpowiedzi. Może się zdarzyć odpowiedź negatywna i też należy ją zaakceptować, nie brać jej personalnie do siebie. Każdy z nas ma prawo wyrazić swoją opinię i to jest najważniejsze, niezależnie od tego, czy się ma 5, 25, 50 czy 95 lat – mówi Paulina Polek.

Opieka nad seniorem to trudny temat dla całej rodziny, niemniej jednak można w tej sprawie współpracować z grupą wsparcia. W takich miejscach różni ludzie wymieniają się własnymi przeżyciami i rozterkami, na przykład związanymi z tym, że często z przyczyn niezależnych od siebie muszą oddać bliską im starszą osobą do domu opieki.

– Często rodziny borykają się z tym, że nie są w stanie zaspokoić potrzeb seniora, np. lokalowych czy medycznych, i to jest główny powód, dla którego są zmuszeni do takiego działania. Seniorzy decydują się na taki krok, ponieważ rozumieją to, że rodzina nie jest w stanie zaspokoić ich podstawowych potrzeb. Jednak jest to bardzo trudne zarówno dla jednej, jak i drugiej strony. Relacje między seniorem a rodziną w tym czasie w ośrodku przebiegają różnie. Często rodziny patrzą na to, jak czas zabiera im najbliższą osobę i ilość negatywnych emocji, bezradność powodują, że nie radzą sobie ze swoimi emocjami i mają trudność z odnalezieniem się w nowej sytuacji – mówi Paulina Polek.

O ile starsza osoba ma taką możliwość, warto zaproponować jej uczestnictwo w różnego rodzaju aktywnościach poza domem. Uniwersytety Trzeciego Wieku oraz inne organizacje pozarządowe oferują pełen wachlarz zajęć edukacyjnych i ruchowych, podczas których seniorzy mogą nawiązać liczne kontakty z osobami w podobnej sytuacji. Wzajemnie wspieranie się i wspólne spędzanie czasu wpływa pozytywnie na ich nastrój i samopoczucie.

Technologie biometryczne i RFID rewolucjonizują handel i obsługę na lotniskach. W ich wdrażaniu przodują Chiny, ale świetnie rozwijają się też w Polsce

Technologie biometryczne i RFID rewolucjonizują handel i obsługę na lotniskach. W ich wdrażaniu przodują Chiny, ale świetnie rozwijają się też w Polsce 6

Chiny wyrastają na globalnego lidera technologii mobilnych. Azjatyckie firmy prowadzą zakrojone na szeroką skalę testy rozwiązań z branży internetu rzeczy, które napędzą rozwój rynku mobilnego i usprawnią działanie przedsiębiorstw. Wdrażane są technologie z zakresu łączności 5G, nowatorskich systemów płatności, systemów biometrycznych czy platform zautomatyzowanej obsługi klientów. Innowacyjne rozwiązania mobilne wykorzystywane są na lotniskach, w systemach monitoringu, sklepach, a nawet w kasynach.

– Nowe technologie najbardziej dynamicznie wdrażane są i rozwijane w Chinach. Wynika to z ich dostępności i kosztów wdrożenia, które są tam niższe niż w Europie czy w Stanach Zjednoczonych. Azja kocha smartfony, w związku z tym wszelkiego rodzaju rozwiązania, które oparte są czy realizowane przy ich wykorzystaniu, znajdują tam natychmiastowe zastosowanie. Z rzeczy unikatowych, które dzisiaj nie znajdują jeszcze takiego szerokiego zastosowania np. w Europie czy w Stanach, warto wspomnieć o identyfikacji biometrycznej – mówi agencji Newseria Innowacje Marek Kwiatkowski, dyrektor działu digital w Sescom.

Chiny są jednym z liderów w rozwoju technologii rozpoznawania twarzy. Rozwiązania, które do niedawna funkcjonowały wyłącznie w ograniczonym zakresie, teraz zaczynają się upowszechniać na masową skalę. Najlepiej widać to na przykładzie inteligentnego systemu monitoringu, który wykorzystywany jest przez policjantów do zautomatyzowanego wykrywania przestępców. Państwowy system kamer CCTV podpięty został do sieci komputerowej napędzanej sztuczną inteligencją, która jest w stanie w ułamku sekundy rozpoznać twarze osób uchwyconych przez obiektyw, porównać je z policyjną bazą danych i wyłowić poszukiwane osoby.

Potencjał technologii biometrycznych dostrzegł także chiński holding Alibaba Group oraz firma Tencent. Zaprojektowały platformy płatności mobilnych Alipay oraz WeChat Pay, które umożliwiają autoryzowanie transakcji za pośrednictwem algorytmów rozpoznawania twarzy. Zakres wykorzystania tych aplikacji jest jednak znacznie szerszy – oprócz realizacji płatności w sklepach internetowych mogą być wykorzystane także do rezerwowania biletów na wydarzenia kulturalne czy opłacania rachunków.

Po systemy rozpoznawania twarzy sięgnie również zarząd lotniska Beijing Daxing International Airport. Na tamtejszym terminalu uruchomiony zostanie system zautomatyzowanych odpraw biometrycznych wchodzący w skład zintegrowanej platformy obsługi podróżnych. Oprócz inteligentnych kamer składa się on także z systemu identyfikacji bagaży za pośrednictwem tagów RFID. Dzięki nim podróżni będą mogli śledzić położenie walizek w aplikacji mobilnej.

– W Chinach dzisiaj istnieje możliwość dokonywania zakupu i zapłaty za produkt przy wykorzystaniu własnego wizerunku. Tam też bardzo dynamicznie rozwija się technologia RFID wspierająca procesy operacyjne w sieciach sklepów. Pozwala na natychmiastową inwentaryzację produktów wewnątrz sklepu, ich geolokalizację czy optymalizuje podstawowe procesy typu przyjęcie dostaw towarów – wylicza ekspert

Chińczycy rozwijają również projekty inteligentnych kasyn, które są realizowane przez czołowych operatorów w regionie Makau. Kasyna inwestują w systemy rozpoznawania twarzy klientów i instalują w stołach oraz żetonach czujniki RFID, dzięki którym mogą precyzyjnie śledzić przepływ pieniędzy. Wdrożenie takiego systemu umożliwi np. blokowanie funduszy osobom, które zostaną przyłapane na oszukiwaniu w trakcie gry.

Systemy monitoringu oparte o RFID to dziś domena Chin i USA, w których stopnień wdrożenia tej technologii wynosi odpowiednio 70 i 90 proc. Na terenie Europy wskaźnik ten jest znacznie niższy i oscyluje wokół 30 proc., choć sytuacja na rynku zmienia się dynamicznie. Swój udział w tej innowacyjnej branży ma także polska firma Sescom. Firma zaprojektowała narzędzie do agregowania danych na temat przepływu towarów w sieciach handlowych wykorzystujące znaczniki RFID. Dzięki otagowaniu nimi całego asortymentu można prowadzić inwentaryzację w czasie rzeczywistym i na bieżąco monitorować zatowarowanie poszczególnych placówek.

– Stopień wdrażania tych technologii w Polsce jest oczywiście niższy niż za granicą. Jednym z kluczowych powodów jest bariera wejścia. Często wdrażanie nowych technologii wiąże się z dużymi kosztami i ryzykiem. Łatwiej jest podjąć to ryzyko przedsiębiorcom czy np. markom odzieżowym w Europie mającym większe budżety. Z drugiej strony nie powinniśmy w żaden sposób czuć się gorsi. Mamy własne rozwiązania, które są unikatowe i które w przyszłości mogą znajdować naśladownictwo w Europie, chociażby przykład konceptu sklepu Eobuwie – twierdzi Marek Kwiatkowski.

Według analityków z firmy Persistence Market Research wartość globalnego rynku tagów RFID do 2025 roku wzrośnie do 8,35 mln dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie niemal 10 proc.

Polscy naukowcy stworzyli ekologiczny zamiennik plastiku. Rozkłada się po trzech miesiącach, a produkcja z jego użyciem jednorazowych sztućców jest o kilkanaście procent tańsza niż tradycyjnych

Polscy naukowcy stworzyli ekologiczny zamiennik plastiku. Rozkłada się po trzech miesiącach, a produkcja z jego użyciem jednorazowych sztućców jest o kilkanaście procent tańsza niż tradycyjnych 7

Polscy naukowcy opracowali rewolucyjne ekosztućce jednorazowego użytku. W dużym uproszczeniu do ich produkcji wystarczy kukurydza i mąka ziemniaczana. Są o 15 proc. tańsze niż sztućce plastikowe i w pełni biodegradowalne. Można je wyrzucić razem z resztkami jedzenia, a po 3 miesiącach nie będzie po nich śladu. Do tego są znacznie bardziej wytrzymałe na wysokie temperatury niż zwykły plastik. Opatentowane rozwiązanie ma szanse wkrótce trafić na rynek.

– Stworzyliśmy skrobię termoplastyczną ziemniaczaną przetwarzaną fizycznie. Można ją wykorzystać np. do produkcji kapsułek z kontrolowanym uwalnianiem leków. Ale w połączeniu z obecnym już na rynku polilaktydem (PLA) można wykonywać różne biodegradowalne i kompostowalne wyroby. Opatentowaliśmy już szereg kompozycji, zaczęliśmy od sztućców – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje prof. dr hab. inż. Helena Janik z Katedry Technologii Polimerów Wydziału Chemicznego Politechniki Gdańskiej.

Polscy naukowcy na bazie opracowanego przez siebie surowca stworzyli w pełni biodegradowalne, ekologiczne sztućce. Wszystko przy wykorzystaniu łatwo dostępnych surowców, w pełni pochodzenia naturalnego, lub surowców pozyskiwanych z odnawialnych źródeł. Dotychczas podstawą były powszechnie stosowane materiały ropopochodne. Polscy naukowcy sięgają wyłącznie po te naturalne. W ten sposób powstają materiały biopolimerowe, a z nich mogą powstać np. biodegradowalne sztućce.

 – To wszystko jest polimerem, tylko są polimery ropopochodne tak jak polistyren, z czego obecnie są produkowane sztućce polistyrenowe białe. Natomiast nowa era polimerów jest z surowców odnawialnych. To też jest polimer i właściwie według definicji obecnej dyrektywy unijnej to również są tworzywa sztuczne. Trzeba jednak odróżnić tworzywa sztuczne ropopochodne, niebiodegradowalne od tworzyw nowej generacji – biodegradowalnych, kompostowalnych, pochodzenia roślinnego – przekonuje ekspertka.

Choć wiadomo, że ekologiczna kompozycja nie wyeliminuje polimerów ropopochodnych, znacznie je ograniczy. Wesprze też wycofywanie ze sklepów od 2021 roku jednorazowych sztućców, kubeczków czy słomek.

To jednak tylko początek, bo na bazie termoplastycznej skrobi ziemniaczanej stworzyć można znacznie więcej przedmiotów, także codziennego użytku. W połączeniu z biopolimerem polilaktydu tworzą wytrzymały komponent, przy okazji znacznie bardziej odporny na działanie wysokiej temperatury niż zwykły plastik.

– Termoplastyczność polega na tym, że pod wpływem temperatury mięknie i można przetwarzać w wysokiej temperaturze. To prośrodowiskowe przetwórstwo tworzyw sztucznych, gdzie temperatura wynosi ok. 200 stopni. Oszczędności energetyczne rzucają się już na pierwszy rzut oka. Po wytworzeniu i przetworzeniu w temperaturze wyższej, produkt stygnie i z powrotem wraca do pierwotnej postaci, czyli ciała stałego – tłumaczy prof. Helena Janik.

Kompozycja opracowana przez polskich naukowców, zawierająca m.in. skrobię termoplastyczną uzyskaną z mąki ziemniaczanej i dodatki pochodzenia naturalnego oraz biopolimer polilaktyd (PLA), może mieć rewolucyjne znaczenie. Otrzymywane z takiej mieszanki produkty jednorazowe są trwałe, a przy okazji są przyjazne dla środowiska naturalnego. Jednocześnie, ze względu na zastąpienie części PLA znacznie tańszą skrobią termoplastyczną, cena za kilogram kompozycji jest niższa od czystego PLA o ok. 15 proc.

Według danych Komisji Europejskiej co roku Europejczycy wytwarzają 25 mln ton odpadów z tworzyw sztucznych. Ogółem na przestrzeni ostatnich 60 lat produkcja plastiku zwiększyła się ponaddwustukrotnie, a każdego roku do mórz i oceanów trafia ok. 8 mln ton plastiku. Ten zaś, w zależności od rodzaju rozkłada się od stu do nawet tysiąca lat. Dla porównania kompozycja opracowana przez Polaków znika zaledwie w trzy miesiące.

– Rezultaty przeszły nasze najśmielsze oczekiwania, jest bardzo wielu chętnych z różnych dziedzin, nawet z kapitałem zagranicznym. Właścicielem patentu jest Politechnika Gdańska, aktualnie trwają rozmowy – mówi prof. Helena Janik.

Kompozycja przeszła wszystkie testy, znalazła się już firma zainteresowana produkcją ekologicznych sztućców. W przyszłości mogą też powstać jednorazowe talerze, kubeczki czy słomki.

Konferencja Kadry dla Biznesu 18.10.2019 r., Warszawa

Nowa rola i kluczowe kompetencje współczesnych działów kadrowo-płacowych w obliczu wyzwań dla biznesu.

Jest to jedyne wydarzenie skrojone na miarę rzeczywistych wyzwań specjalistów działów kadr i płac. Podczas konferencji zostaną zaprezentowane najlepsze rozwiązania problemów z jakimi spotykają się na co dzień osoby związane zawodowo z kadrami.

Wydarzenie jest skierowane do Specjalistów z zakresu kadr i płac oraz HR, HR Managerów, a także przedsiębiorców prowadzących biura rachunkowe. Dzięki temu konferencja jest nie tylko świetną okazją do poszerzania zakresu posiadanej wiedzy, ale również doskonałym polem do wymiany spostrzeżeń, doświadczeń oraz praktyk z prelegentami oraz innymi uczestnikami funkcjonującymi na co dzień w branży.Konferencja Kadry dla Biznesu 18.10.2019 r., Warszawa

Program konferencji obejmuje najważniejsze z perspektywy uczestnika zagadnienia:

KADRY JAKO STRATEGICZNY PARTNER DLA BIZNESU

Efektywna współpraca działu kadr i biznesu

  • Skuteczna komunikacja z biznesem
  • Pozycja działu kadr wewnątrz organizacji
  • Rola działu kadr w budowaniu trwałej przewagi konkurencyjnej organizacji

Probiznesowe rozwiązania w kontekście zatrudniania pracowników

  • Kiedy pracodawca może zdecydować o zatrudnieniu terminowym nie bacząc na ograniczenia czasu trwania i liczby zawieranych umów
  • Obowiązek informacyjny do PIP o zawarciu pozalimitowej umowy na czas określony
  • Przejście z umów o pracę na B2B

NOWE PODEJŚCIE DO KLUCZOWYCH WYZWAŃ POLITYKI PERSONALNEJ

Elastyczny czas pracy jako benefit pracowniczy

  • Telepraca jako rozwiązanie, którego oczekują pracownicy
  • System zadaniowy czasu pracy
  • Sytuacje problematyczne związane z wprowadzeniem równoważnego systemu pracy

Kadry w obliczu wyzwań związanych z zatrudnianiem cudzoziemców

  • Nowe zasady zatrudniania cudzoziemców
  • Zatrudnianie cudzoziemców krok po kroku
  • Trudne przypadki w rozliczaniu składek

EMPLOYEE OFFBOARDING ZGODNIE Z PRAWEM I ETYKĄ

Jak rozstać się z pracownikiem i zabezpieczyć interes pracodawcy

  • Przygotowanie wypowiedzenia umowy o pracę
  • Nietypowe przypadki w procedurze wypowiedzenia umowy o pracę
  • Kiedy sąd pracy może stwierdzić niecelowość przywrócenia pracownika do pracy

Wsparcie kadr podczas rozstania z pracownikiem – projektowanie rozwiązań offboardingowych

  • Przygotowanie do zwolnienia
  • Jak przekazać pracownikowi informację o rozwiązaniu umowy o pracę
  • Procedura rozstania z pracownikiem: dobre praktyki chroniące interes i wizerunek pracodawcy

KADRY W OBLICZU NAJWAŻNIEJSZYCH ZMIAN W PRZEPISACH

PPK  w praktyce – jak wybrać najkorzystniejsze rozwiązania z punktu widzenia pracodawcy

  • 3 miesięczny okres zatrudnienia jako kryterium zapisania pracownika do PPK
  • Prawidłowe obliczenia składek i realizacje wpłat w praktyce
  • Deklaracja rezygnacji

Najnowsze zmiany prawne i problematyczne przepisy

  • Monitoring pracowników w rzeczywistości RODO
  • Informacja o wysokości wynagrodzenia w ofercie pracy
  • Zmiany w urlopach rodzicielskich, wychowawczych i opiece

Prelekcje poprowadzą autorytety w dziedzinie prawa pracy, ale przede wszystkim praktycy, którzy na co dzień rozwiązują problemy działów kadr i płac:

  • dr Michał Szypniewski
    Doktor nauk prawnych w Kancelarii Rycak Kancelaria Prawa Pracy i HR
  • Anna Kamińska
    Radca prawny, wspólnik Kancelarii Szuszczyński Kamińska Kancelaria Prawa Pracy
  • Michał Szuszczyński
    Radca prawny oraz ekspert w dziedzinie prawa pracy, wspólnik Kancelarii Szuszczyński Kamińska Kancelaria Prawa Pracy
  • Karolina Turostowska
    HR Manager, Trener, właściciel firmy HR Mania

Konferencja Kadry dla Biznesu odbędzie się 18 października 2019 r.
we warszawskim hotelu: Novotel Warszawa Airport.

Każdy uczestnik wydarzenia otrzyma:

  • Prestiżowy certyfikat
  • Prezentacje prelegentów
  • Materiały konferencyjne
  • Możliwość konsultacji z ekspertami

Aby poznać szczegóły wydarzenia zapraszamy na stronę konferencji: www.konferencjakadrydlabiznesu.pl

Dom Mediowy pozywa STS. Co na to bukmacher?

Firma STS otrzymała pozew skierowany przeciwko niej przez BPN, czyli dom mediowy Brand Connection. Chodzi o brak uiszczenia należnych płatności i nagłe zerwanie umowy. BPN obsługiwał bukmachera przez kilka miesięcy w 2018 roku. STS twierdzi, że owszem, ale robił to całkowicie nieprofesjonalnie.

 

Niecałe cztery miesiące – tyle trwała współpraca między oboma podmiotami. BPN zostało wybrane przez bukmachera STS (firma STS to największy legalny bukmacher w Polsce) w konkursie ofert. Dom mediowy był odpowiedzialny za obsługę części budżetu mediowego bukmachera. Jednak przedstawiciele bukmachera już od samego początku mieli spore zastrzeżenia dotyczące tej współpracy. Paweł Rabantek, dyrektor ds. komunikacji marketingowej STS wskazywał przede wszystkim na brak regularności odpowiedzi, fatalną obsługę klienta oraz brak wysyłki raportów. Według bukmachera BPN nie wywiązywał się z wielu swoich obowiązków. Zaniedbania dotyczyły m.in. braku kontaktu z wydawcami przed rozpoczęciem jednej z kampanii.

 

W związku z coraz większymi i częstszymi błędami ze strony BPN bukmacher STS zdecydował się przeprowadzić poważne rozmowy mające przywrócić porządek we współpracy. Pomimo zapewnień o poprawie, dalej nic się nie zmieniło. Wówczas STS zdecydował się wypowiedzieć umowę z partnerem i powrócić do poprzedniej firmy obsługującej ją w tym zakresie, czyli Blueway. Według przedstawicieli firmy, wszystko odbyło się zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego.

 

Odmienne zdanie na temat współpracy ma BPN. Według Joanny Dziwisińskiej-Grzelak, która odpowiada za komunikację holdingu IPG Mediabrands, właściciela domu mediowego, zarzuty STS są bezpodstawne. Krytykę tę traktujemy tę jako element strategii procesowej STS w myśl zasady, iż najlepszą formą obrony jest atak. Uważamy, że zarzuty STS są nieprawdziwe, a o szczegółach współpracy – respektując zasadę poufności – będziemy opowiadać przed sądem – stwierdziła.

 

Według niej, ze strony BPN wszystko realizowane było sprawnie i zgodnie z warunkami umowy. Uważa, że klient miał niską świadomość specyfiki zakupu mediów, co uniemożliwiało sprawne działanie i dostarczanie wszelkich usług w odpowiednim czasie. Początkowo BPN chciał zawrzeć ugodę, w której domagał się m.in. zapłaty w wysokości 10% kwoty, którą wydał u nich bukmacher. STS nie przystał na tę propozycję, uznając takie żądania za absurdalne.

 

STS skierował się także do Stowarzyszenia Komunikacji Marketingowej SAR w związku z podejrzeniem nieuczciwych praktyk handlowych stosowanych przez BPN. Chodzi o sprzedawanie klientowi przez dom mediowy czasu reklamowego po cenach wyższych, niż te, które obowiązują w cenniku nadawcy. Dodatkowo bukmacher czuł się oszukany, ponieważ dowiadywał się o wszystkim już po przeprowadzeniu niekorzystnej transakcji. Odpowiedź SAR nic nie dała, zarząd stwierdził jedynie, że praktyka na rynku nie jest jednoznacznie określona, a obowiązują po prostu zapisy w umowie między podmiotami.

Wobec tych wydarzeń Dom Mediowy BPN zdecydował się na złożenie pozwu przeciwko STS do Sądu Okręgowego w Katowicach w marcu 2019 roku. Domaga się w nim uregulowania kwoty wymienionej w treści przedstawionej wcześniej ugody oraz odsetek za wystawione w czasie wspólnych działań faktury. Finansowego odszkodowania BPN domaga się również za rzekome ujawnienie tajemnicy handlowej SAR-owi. Paweł Rabantek wyraża głębokie zdziwienie i zażenowanie takim ruchem ze strony firmy. Twierdzi, że w trakcie wcześniejszych spotkań przedstawiciele BPN przyznawali się do popełnionych błędów, wyrażali skruchę i zobowiązywali się do poprawienia usług.

Tak nie powinna wyglądać współpraca dwóch profesjonalnych firm – podsumowuje szef marketingu STS.

Sprawę pomiędzy podmiotami będzie prowadzić Sąd Okręgowy w Katowicach.

Więcej na temat sporu BPN z STS można przeczytać na WirtualneMedia.pl.

Relacja z II edycji konferencji dydaktycznej „Innowacyjność gospodarki w badaniach słuchaczy studiów podyplomowych”

Innowacyjność gospodarki w badaniach słuchaczy studiów podyplomowych
Wystąpienie pana Krzysztofa Guldy

W dniach 21-22 czerwca br. na Wydziale Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego odbyła się II edycja konferencji dydaktycznej podsumowująca studia podyplomowe „Innowacyjna gospodarka. Rola polityki ekonomicznej”. Ten wyjątkowy program studiów był owocem współpracy WNE UW z Narodowym Bankiem Polskim w ramach programu edukacji ekonomicznej.

Słuchacze przez cały rok kształcili się w dziedzinie innowacji i poznawali narzędzia polityki gospodarczej, stanowiącej wsparcie dla rozwoju innowacyjności. Jako zwieńczenie studiów przygotowali prace dyplomowe. Konferencja naukowa „Innowacyjność gospodarki w badaniach słuchaczy studiów podyplomowych”, organizowana przy współpracy z Kołem Naukowym Negocjacji UW, pozwoliła uczestnikom studiów na zaprezentowanie swoich prac. Mogli oni podzielić się swoją wiedzą, a także poprowadzić dyskusje dotyczące obszaru ich badań. Ponadto, wszyscy uczestnicy konferencji mieli okazję do posłuchania specjalistów z dziedziny wsparcia innowacji.

W piątek 21 czerwca konferencję urozmaicił wykład członka zarządu UWRC Sp. z o.o., pana Krzysztofa Guldy. Jego wystąpienie pozwoliło nam zastanowić się nad tym jak kraje Kaukazu i Mołdawii zrewolucjonizowały swoje gospodarki po rozpadzie Związku Radzieckiego

Elżbieta Mączyńska-Ziemacka
Elżbieta Mączyńska-Ziemacka

W sobotę 22 czerwca spotkanie rozpoczęła prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, prof. dr hab. Elżbieta Mączyńska-Ziemacka, która opowiedziała nam o trendach w gospodarce globalnej. Zwróciła nam uwagę na sprawy, które są elementem życia każdego z nas, nie zauważając jakie nastąpiły przełomy w gospodarce na przestrzeni ostatnich lat.

Konferencja dydaktyczna była okazją do spotkania się entuzjastów innowacyjnej gospodarki. Na audytorium zasiedli ludzie z wielu branż i pokoleń. Gośćmi konferencji byli nie tylko słuchacze studiów podyplomowych, którzy na co dzień nierzadko podejmują pracę na wysokich stanowiskach w polskiej administracji, ale także studenci innych kierunków Wydziału Nauk Ekonomicznych UW oraz osoby spoza społeczności akademickiej, zainteresowane tematyką konferencji.

Oprócz nich mieliśmy okazję gościć ludzi nauki – m.in. dr hab. Cecylię Leszczyńską, dra hab. Marcina Gruszczyńskiego, dr Katarzynę Dąbrowską-Gruszczyńską, dr Annę Białek-Jaworską, dra Piotra Modzelewskiego, dra Krzysztofa Szczygielskiego oraz dra Jarosława Górskiego (kierownika studiów).

Koszty podatkowe dla gwarancji i poręczeń

Rok 2018 był rokiem dużych zmian w podatkach dochodowych. Zmiany dotknęły m.in. tzw. cienkiej kapitalizacji, czyli możliwości zaliczenia kosztów finansowania dłużnego do kosztów podatkowych. Wprowadzony został także przepis określający limit kosztów podatkowych dla niektórych usług niematerialnych, wszelkiego rodzaju opłat i należności za korzystanie lub prawo do korzystania z praw lub wartości oraz przeniesienia ryzyka niewypłacalności dłużnika z tytułu pożyczek. Jak wynika z liczby złożonych wniosków o wydanie indywidualnych interpretacji podatkowych (ponad 1000) oraz pojawiających się już wyroków sądów administracyjnych, powyższe zmiany nie są dla podatników oczywiste i proste do zrozumienia oraz wdrożenia. Jednym z problemów jest rozliczenie gwarancji i poręczeń udzielanych pomiędzy podmiotami powiązanymi. Do tej tematyki nawiązał Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji z dnia 19 kwietnia 2019 r., nr 0111-KDIB1-1.4010.77.2019.1.ŚS (dalej: Interpretacja).

Nowa „Cienka kapitalizacja”

W myśl art. 15c ust. 1 ustawy o CIT podatnicy są obowiązani wyłączyć z kosztów uzyskania przychodów koszty finansowania dłużnego w części, w jakiej nadwyżka kosztów finansowania dłużnego przewyższa 30% kwoty odpowiadającej nadwyżce sumy przychodów ze wszystkich źródeł przychodów pomniejszonej o przychody o charakterze odsetkowym nad sumą kosztów uzyskania przychodów pomniejszonych o wartość zaliczonych w roku podatkowym do kosztów uzyskania przychodów odpisów amortyzacyjnych oraz kosztów finansowania dłużnego nieuwzględnionych w wartości początkowej środka trwałego lub wartości niematerialnej i prawnej.

Warto zwrócić uwagę, że nowe przepisy rozciągają stosowanie ograniczenia zaliczania odsetek do kosztów uzyskania przychodów na wszystkich podatników, a nie tylko podatników otrzymujących pożyczkę od podmiotu powiązanego. Zatem do kalkulacji limitu brane będą pod uwagę wszystkie pożyczki i kredyty.

W sytuacji, gdy u danego podatnika nadwyżka kosztów finansowania dłużnego przekracza 3 mln zł, wskaźnik obliczony na podstawie EBITDA należy stosować dopiero do nadwyżki ponad wspomnianą kwotę 3 mln zł, zgodnie z art. 15c ust. 14 ustawy o CIT (wyrok z dnia 3 kwietnia 2019 r., sygn. I SA/Wr 7/19).

Pomimo że w art. 15c ust. 12 ustawy o CIT nie wskazano bezpośrednio kosztów poręczenia i gwarancji, to zgodnie z wykładnią celowościową tego przepisu należy uznać, że ta kategoria zawiera się w szerokim stwierdzeniu wymienionym w tym przepisie „wszelkiego rodzaju koszty związane z uzyskaniem od innych podmiotów, w tym od podmiotów niepowiązanych, środków finansowych i z korzystaniem z tych środków”. Zatem ograniczenie w kosztach uzyskania przychodów będzie miało zastosowanie do otrzymywanych gwarancji i poręczeń. Do takich samych wniosków doszedł Dyrektor KIS w Interpretacji.

Limitowanie kosztów usług niematerialnych

Koszty gwarancji i poręczeń związanych z zabezpieczeniem spłaty zaciągniętych kredytów/pożyczek poniesione na rzecz podmiotów powiązanych stanowiące koszty finansowania dłużnego, o których mowa w art. 15c ustawy o CIT, zostały literalnie wymienione w treści art. 15e tej ustawy.

Limit z art. 15e ustawy o CIT dotyczy usług niematerialnych nabywanych tylko od podmiotów powiązanych. Ograniczenie stosuje się do kosztów przekraczających w skali roku 5% kwoty podatkowego EBITDA powiększonego o 3 mln zł. Podsumowując, koszty gwarancji i poręczeń zaliczają się do usług niematerialnych podlegających limitacji, co stwierdził także Dyrektor KIS w wydanej Interpretacji.

Podsumowanie

Dyrektor KIS w omawianej interpretacji stwierdził, że koszty gwarancji i poręczeń związanych z zabezpieczeniem spłaty kredytów/pożyczek zaciągniętych przez spółkę stanowią koszty finansowania dłużnego, o których mowa w art. 15c ustawy o CIT oraz koszty usług lub wartości niematerialnych określone w art. 15e ustawy o CIT. Mamy więc do czynienia z podwójnym ograniczeniem w sytuacji, gdy nabywane są gwarancje lub poręczenia spłaty kredytów/pożyczek od podmiotów powiązanych. Tym samym przy ocenie możliwości zaliczenia do kosztów uzyskania przychodów gwarancji i poręczeń związanych z zabezpieczeniem spłaty kredytów/pożyczek zaciągniętych przez podatnika powinien on uwzględnić oba ograniczenia. Pozytywnym znakiem wynikającym z interpretacji jest brak nakładania się ograniczeń. Innymi słowy, w takim przypadku koszt gwarancji/poręczeń, który został już w jakiejś wysokości wyłączony z kosztów uzyskania przychodów na podstawie limitu wynikającego z art. 15c ustawy o CIT jako koszt finansowania dłużnego, w takiej wartości nie będzie już brany pod uwagę przy kalkulacji ograniczenia w zaliczeniu do kosztów uzyskania przychodów na podstawie art. 15e ustawy o CIT.

Skutki

Tematyka kalkulacji limitów wynikających z art. 15c oraz 15e ustawy o CIT jest bardzo skomplikowana. W szczególności z uwagi na liczne wątpliwości podatników wynikające z różnych interpretacji przepisów. Omówiona powyżej Interpretacja dodatkowo pogłębia problem, gdyż wskazuje, że są koszty, które mogą być kwalifikowane do obu kategorii i należy to ująć przy kalkulacji limitów. W związku z tym, przy rozliczeniu podatku, zwłaszcza w przypadku dużej współpracy z podmiotami finansowymi albo korzystania z finansowania dłużnego, warto skorzystać z pomocy doświadczonych doradców podatkowych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Jakiej pracy szukają programiści?

Ponad 80% programistów uważa, że w pracy najważniejsza jest dla nich możliwość rozwoju – wynika z raportu No Fluff Jobs. Co ciekawe, według badanych najmniejsze znaczenie ma renoma firmy, która bardzo ważna okazała się jedynie dla 5% ankietowanych.

Branża IT nie zwalnia tempa. To jeden z lepiej wynagradzanych i najbardziej dynamicznie rozwijających się segmentów rynku, w którym popyt na pracowników ciągle rośnie. Programiści są dziś na wagę złota i nic nie wskazuje na to, aby ta sytuacja miała się zmienić. Znalezienie dobrego informatyka nie jest prostym zadaniem, o czym najlepiej wiedzą pracownicy HR. Jak do nich dotrzeć i co zaoferować, by aplikowali do naszej firmy?Jakiej pracy szukają programiściRaport No Fluff Jobs pokazuje, że specjaliści IT cały czas chcą poszerzać swoje kompetencje oraz realizować się w ciekawych i rozwojowych projektach. Potwierdziło to aż 80,1% respondentów, którzy przyznali że to właśnie możliwość rozwoju jest dla nich w wymarzonej pracy numerem jeden. Aż 68% za najważniejsze uznało atmosferę w miejscu zatrudnienia, a 65,1% jako bardzo ważne wymieniło zarobki. Dodatkowe benefity pozapłacowe są ważne dla 50% badanych. Pracy bez nich nie wyobraża sobie 5%, a 45% określa je jako nieistotne. Co ciekawe okazuje się też programiści lubią wyzwania i często rozwiązują niesztampowe problemy – aż 55% z nich jest zdania, że ciekawy i rozwojowy projekt jest w pracy najważniejszy. Pożądana jest także możliwość pracy zdalnej, którą chce mieć 45% ankietowanych.

Nethansa – polska sztuczna inteligencja pomoże niemieckim firmom

Sukces firmy Nethansa w Polsce pociągnął za sobą ekspansję na następne rynki. Na początek – niemiecki – w segmencie e-commerce w 62 proc. zdominowany przez Amazona. Sopocki start-up oferuje kompleksowe usługi wsparcia sprzedaży na platformie Amazon, na którą wprowadza firmy przy pomocy autorskiego systemu IT i sztucznej inteligencji.  

NethansaPolska firma Nethansa z Sopotu – lider rynku, jedyna na świecie w sposób tak zautomatyzowany zajmująca się kompleksowym prowadzeniem kont sprzedażowych na platformie Amazon – wchodzi na rynek niemiecki. Nethansa, która do pracy dla swoich partnerów wykorzystuje sztuczną inteligencję i autorski system, zatrudniła już w Niemczech specjalistów, którzy organizują oddział firmy w tym kraju. W centrali w Polsce Nethansa zatrudnia blisko 30 osób i obecnie trwa rekrutacja na sześć kolejnych stanowisk. Nie bez przyczyny to polska firma rozwija usługi dla Amazona. Mimo że w Polsce nie ma dedykowanej platformy zakupowej Amazona, ten gigant e-commerce’u dostrzegł możliwości Polski i jej geograficznego położenia sam – chociażby budując tu centra logistyczne. Nethansa pomaga polskim firmom na tym skorzystać.

Nethansa opiera swe działania na autorskim systemie korzystającym ze sztucznej inteligencji, który poprzez analizę danych o produktach i konkurencji wspomaga i prognozuje sprzedaż. System jest tworzony od trzech lat. – Jesteśmy bezkonkurencyjni. Nasz system Clipperon jest wyjątkowo rozbudowany, ma wiele funkcji. Dodatkowo, jesteśmy jedyną firmą na świecie, która łączy wsparcie sprzedaży z autorskim systemem automatyzującym sprzedaż z kompleksowymi usługami prowadzenia kont. To oznacza opiekę nad partnerami od analiz przed wejściem na zagraniczne rynki Amazona, przez marketing, po sprzedaż, usługę zamówień kurierskich i system magazynowy. Clipperon sprzedaje sam. My prowadzimy całą obsługę klienta końcowego, i to w najważniejszych językach Amazona. Nasz partner biznesowy musi jedynie spakować paczkę. A nawet tego, odpowiedniego pakowania paczek, uczymy naszych partnerów – wyjaśnia Sascha Stockem, prezes i założyciel firmy Nethansa. System Clipperon jest zintegrowany m.in. z systemem dostaw DHL, co pozwala na automatyzację procesu logistycznego. Firma pomaga wprowadzić polskim producentom i dystrybutorom produkty na rynki Europy Zachodniej, gdzie Amazon ma silną pozycję na rynku e-commerce: niemieckim, hiszpańskim, włoskim, francuskim i brytyjskim.

Firma, po dynamicznym i pełnym sukcesów rozwoju na rynku polskim, wkracza na rynek niemiecki. Tamtejszy Amazon to ponad 40 mln kupujących i ponad 30 mld euro rocznego obrotu – to trzy–cztery razy więcej niż cały sektor e-commerce w Polsce. Firma przeszła rebranding około rok temu w związku z planem wejścia na rynek niemiecki. Wcześniej funkcjonowała pod marką Webbiz.

Ujarzmić giganta

Założyciel firmy, Sascha Stockem, postawił na Amazona ze względu na jego pozycję na rynku e-commerce, a e-commerce to obecnie jedna z najszybciej rozwijających się branży gospodarki światowej. Światowy rynek e-commerce statystycznie rośnie na poziomie 20 proc. w skali roku. Amazon to kwintesencja rynku e-commerce: największa platforma zajmująca się e-handlem. Amazon to 48 razy większy rynek, niż cały polski e-commerce. Serwis nie ograniczania zasięgu i skali sprzedaży do poszczególnych krajów. Amazon to szansa na dotarcie do 100 mln klientów w Europie. Internauci coraz częściej rozpoczynają poszukiwania produktów na Amazonie, a nie w wyszukiwarce Google. Ponad 60 proc. zapytań o produkt w Niemczech i USA jest wpisywane najpierw w wyszukiwarkę na platformie Amazon.

Obecnie tworzona jest kolejna wersja systemu Clipperon. – Działająca do tej pory z sukcesem wersja 1.0 została zastąpiona 1.5 w czerwcu, a w przyszłym roku zostanie zastąpiona wersją 2.0, która będzie miała jeszcze więcej funkcji – mówi Sascha Stockem, CEO firmy Nethansa, pomysłodawca systemu Clipperon. – System potrafi prognozować sprzedaż, dlatego przed podjęciem współpracy dajemy naszym potencjalnym partnerom biznesowym informacje o ich potencjale sprzedażowym w oparciu o specjalistyczne wyliczenia i najświeższe dane Amazona. Firmy, które korzystają z naszych usług, nazywamy partnerami, a nie klientami, ponieważ pracujemy nad sukcesem wspólnie. My zarabiamy wtedy, kiedy zarabia nasz partner. To wspólny sukces – wyjaśnia założyciel firmy Nethansa.

Nethansa współpracuje zarówno z dystrybutorami, jak i z producentami. W przypadku dystrybutorów sprawa jest nieco prostsza, ponieważ w bazie Amazona zazwyczaj istnieją już obowiązujące karty produktów.  W przypadku producentów karty produktowe trzeba stworzyć od zera. Tym także zajmuje się Nethansa. – Dajemy naszym partnerom pełen marketing produktu. Bez tego nie ma szans nic sprzedać, ponieważ bez tego nowy produkt znajdzie się na bardzo dalekiej stronie kategorii i mało kto do niego dotrze. Każdego dnia na platformie Amazona pojawia się 200 tys. nowych produktów – mówi Sascha Stockem. Eksperci Nethansy obsługują także komunikację z kupującymi w pięciu językach. – To ważne, ponieważ Amazon może zablokować konto danej firmy i zamrozić pieniądze, kiedy ta nie zajmie się problemem kupującego w ciągu 24h, a odblokowanie konta nie jest łatwe. To długotrwały proces wymagający przygotowania planu naprawczego. A i tak nie ma gwarancji sukcesu. Amazon może konta nie odblokować, a drugi raz założyć go nie można – wyjaśnia twórca systemu Clipperon. Zablokowanie konta może także być skutkiem wysyłania paczek niezgodnych z zamówieniem, przekroczenia terminów czy błędnie podanych adresów – tego wszystkiego jednak pilnują za swych partnerów eksperci Nethansy za pomocą Clipperonu.

Pośrednik potrzebny od zaraz

Polskie firmy boją się Amazona jak ognia. Jak mówi Sascha Stockem, większość tych, które próbowały na nim zaistnieć, poniosła porażkę. Ta fobia, po części uzasadniona, w połączeniu z brakiem odpowiedniego know-how, dla polskich producentów i resellerów szukających intratnych kanałów sprzedaży to potężne hamulce. Na Amazonie można świetnie rozwinąć sprzedaż i zwiększyć obroty. Dlaczego więc firmy tak panicznie się go boją? – Amazon jest bardzo prokliencki. To klient końcowy jest dla niego najważniejszy. Stąd restrykcyjna polityka wobec sprzedawców. Każdy najmniejszy błąd może skończyć się „żółtą kartką”. Aby narazić się na blokadę konta, wystarczy nie odpowiedzieć na pytanie klienta w ciągu 24 godzin. Istnieje również bariera językowa. Komunikację z klientami należy prowadzić w odpowiednim dla danego rynku języku. Tutaj niezastąpieni są nasi konsultanci, którzy biegle posługują się wszystkimi pięcioma językami Amazona – tłumaczy prezes Nethansy.

Amazon przykłada również sporą wagę do formalności i nieustannie sprawdza sprzedawców. Często prosi o przedstawienie dokumentów poświadczających zakup towaru, aby upewnić się, że jest oryginalny. Zdarza się, że bierze pod lupę samą spółkę. Jeśli pojawią się wątpliwości, może nawet zamrozić sprzedaż. Wtedy trzeba wiedzieć, jak z nim rozmawiać, żeby szybko rozwiązać problem. Większość polskich firm nie posiada takiego know-how.

Ich obawy dotyczą również kwestii finansowych. – Z naszego doświadczenia wynika, że najwięcej wątpliwości związanych jest z wymogami księgowymi, które nakłada na sprzedawców Amazon. Do tego dochodzi lęk przed ukrytymi kosztami, przewalutowaniami oraz innymi międzynarodowymi kwestiami – wylicza Sascha Stockem. Na tej liście fobii znajdują się również koszty wynikające z obsługi międzynarodowych zwrotów. – Na koniec pojawia się odwieczne pytanie o gwarancję zarobku. My tymczasem bierzemy to wszystko na siebie, tak jak przeszkolenie księgowych czy rozmowy z Amazonem. Nasz system ustala ceny tak, by klient zawsze był na plusie – dodaje CEO Nethansy.

Reklamowe Eldorado

Promocja na Amazonie jest bardzo opłacalna w porównaniu do kampanii na innych portalach, jak podaje prezes Nethansy – jest średnio sześć razy tańsza niż Google Adds, ponieważ Amazon dba teraz o rozwój firm na swojej platformie. – Przekonujemy polskich przedsiębiorców, że Amazona nie należy się bać, lecz by na nim zaistnieć, należy się bardzo dobrze przygotować. Powiem więcej: na Amazonie trzeba być. Na rynku niemieckim o przyszłość boją się ci, którzy przegapili moment i nie weszli na Amazon. W Polsce przekonujemy przedsiębiorców, by nie popełnili tego błędu. Amazon to 100 mln klientów w Europie i 310 mln na świecie. Nie ma nigdzie indziej takiej szansy – dodaje Sascha Stockem. Nethansa oferuje wszystkie usługi, które pomagają wejść na platformę Amazon, łącznie ze szkoleniem logistyków, księgowości, załatwieniem umowy z firmą logistyczną czy planem rozwoju na następne lata.

Ważną rolę odgrywa również kwestia opinii sprzedającego – istotne są pozytywne opinie oraz brak negatywnych ocen na koncie. Dlatego tak ważna jest komunikacja w języku kupującego – co robi za polską firmę Nethansa. Oznacza to oszczędność kosztów na tłumaczach i dodatkowych stanowiskach pracy.

Nethansa pozwala także polskim firmom na skrócenie czasu przesyłki. Amazon często uniemożliwia polskim sprzedawcom ustawianie rzeczywistego czasu przesyłki, przez co klient może być informowany nawet o 11 dniach oczekiwania. Nethansa pomaga partnerom ominąć tę niedogodność i skrócić czas wysyłki do 1–2 dni – partnerzy otrzymują instrukcję, jak wysyłać paczki bezpośrednio z Niemiec.

Nethansa chce, poza Polską i Niemcami, rozwijać się dalej, jeśli chodzi o następne rynki. Firma kontynuuje także rozwój w Polsce i Niemczech, zatrudniając kolejnych specjalistów – w tym momencie trwa rekrutacja na sześć stanowisk.

BioMaxima S.A. kontynuuje wzrost przychodów

BioMaxima S.A., notowany na NewConnect polski producent podłoży mikrobiologicznych, systemów do oznaczania lekowrażliwości, a także szerokiej gamy odczynników oraz sprzętu do diagnostyki in vitro, osiągnęła 14.492 tys. zł przychodów netto ze sprzedaży po sześciu miesiącach 2019 r. wobec 14.208 tys. zł rok wcześniej. Spółka zanotowała w tym okresie wyraźny wzrost sprzedaży w segmencie mikrobiologii oraz aparatury.

BioMaxima S.A. zwiększyła w pierwszym półroczu 2019 r. poziom sprzedaży do 14.492 tys. zł z 14.208 tys. zł w analogicznym okresie ub. roku, co stanowi o 2% dynamice wzrostu w ujęciu rdr. Największy wzrost sprzedaży nastąpił w obszarze mikrobiologii oraz aparatury. Bardzo istotny jest także wzrastający udział przychodów ze sprzedaży wyrobów własnych w przychodach ogółem, który w pierwszych dwóch kwartałach 2019 r. osiągnął poziom 54,7%. Spółka notuje także bardzo dobre wyniki sprzedażowe w działalności eksportowej. Sprzedaż na rynkach zagranicznych wzrosła w pierwszym półroczu 2019 r. do 4.070 tys. zł wobec 3.604 tys. zł rok wcześniej. Jest to zatem blisko 13% wzrost w ujęciu rdr. Zarząd BioMaxima S.A. jest zadowolony z osiągniętych wyników i będzie dążył do utrzymania pozytywnego trendu.

Łukasz Urban, prezes zarządu BioMaxima SA
Łukasz Urban, prezes zarządu BioMaxima SA

„Przeprowadzone inwestycje usunęły bariery infrastrukturalne do szybkiego wzrostu Spółki. Powracamy na rynek z nową, lepszą ofertą. Cieszą dobre wyniki sprzedaży w porównaniu z pierwszym półroczem 2018, kiedy to osiągaliśmy rekordowe obroty. Owocuje ciężka praca naszego zespołu handlowego i wysiłek, który włożyliśmy w utrzymywanie dobrych relacji z naszymi największymi odbiorcami w okresie wstrzymanej produkcji i przebudowy systemów IT.” – wyjaśnia Łukasz Urban, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

Emitent w czerwcu br. otrzymał informację, że jego wniosek o dofinansowanie projektu „Uruchomienie produkcji testów do oznaczania lekowrażliwości MIC” w ramach działania 3.7 „Wzrost konkurencyjności MŚP” został wybrany do dofinansowania. Pod koniec czerwca Zarząd Spółki podpisał umowę o dofinansowanie. Wydatki kwalifikowane w tym projekcie wynoszą ponad 1.207 tys. zł brutto, a wartość dofinansowania sięga 589 tys. zł. Dofinansowanie zostanie przeznaczone na zakup maszyn związanych z produkcją gradientowych testów do oznaczania minimalnego stężenia hamującego antybiotyku (MIC) w zakażeniach bakteryjnych. Głównym celem projektu jest komercjalizacja prac badawczo-rozwojowych przeprowadzonych już przez Biomaxima S.A. oraz UMCS. Projekt doprowadzi do uruchomienia w CBR w Lublinie produkcji testów do oznaczania lekowrażliwości MIC, dzięki temu wzrośnie konkurencyjność Spółki na rynku krajowym i zagranicznym, ponieważ BioMaxima będzie jedynym w Polsce i czwartym w Europie producentem takich systemów.

Globalny rynek badania lekowrażliwości (krążkowe systemy dyfuzyjne, testy MIC, podłoża oraz systemy zautomatyzowanie) w 2017 roku został oszacowany na 2,71 miliarda USD i przewiduje się, że będzie rósł w średnim tempie 5,1% rocznie osiągając w 2022 roku wartość 3,47 miliarda USD (BusinessWire, maj 2018). BioMaxima S.A. specjalizuje się we własnych technologiach badania lekowrażliwości metodą dyfuzyjną, która ma dzisiaj największy udział w tym rynku na świecie. Emitent jest jedynym producentem krążków antybiotykowych w Polsce oraz jednym z sześciu wytwórców w Europie.

BioMaxima jest wyłącznym dystrybutorem w Polsce systemu Accelerate Pheno™, który pozwala lekarzom optymalizować terapię antybiotykową w leczeniu sepsy średnio o 24 do 40 godzin szybciej niż dotychczas dostępne najszybsze metody diagnostyczne. W czerwcu br. We Wrocławiu w  trakcie III Kongresu POKONAĆ SEPSĘ odbyła się sesja naukowa pt.: „Postępy w diagnostyce zakażeń” zorganizowana  przy współudziale BioMaxima SA – w jej trakcie dr  hab. Barbara Adamik, kierownik Pracowni Diagnostyki i  Monitorowania Niewydolności  Wielonarządowej w Katedrze i Klinice Anestezjologii i Intensywnej Terapii Uniwersyteckiego we Wrocławiu, gdzie obecnie jest oceniany system Accelerate Pheno, wskazała istotne znaczenie diagnostyczne tego systemu jako najszybszego aktualnie dostępnego systemu do oznaczania lekowrażliwości w leczeniu sepsy.

Spółka zakończyła 2018 rok skonsolidowanymi przychodami netto ze sprzedaży w wysokości 32,66 mln zł oraz zyskiem EBITDA w kwocie 1,16 mln zł. Był to zarazem najbardziej intensywny rok w historii Grupy Kapitałowej, w którym realizowała ona bardzo wiele projektów inwestycyjnych i wdrażała wiele zmian. W sierpniu ub. roku BioMaxima S.A. zakończyła budowę i uzyskała pozwolenie na użytkowanie nowego Zakładu Produkcyjnego oraz Centrum Badawczo-Rozwojowego w Lublinie. Do nowego zakładu przeniesiono zostały istniejące linie produkcyjne, a także uzupełniono je o nowe urządzenia, które pozwolą Emitentowi rozszerzyć wytwarzany asortyment. Dzięki automatyzacji kolejnych procesów zwiększeniu ulegnie też wydajność w porównaniu do zlikwidowanych zakładów w Warszawie oraz w Gdańsku.

W marcu ub. roku BioMaxima S.A. zakończyła trwające ponad 2 lata prace nad nowym analizatorem biochemicznym BM 200. Seryjna produkcja tego urządzenia ruszyła we wrześniu 2018 r. Z kolei pod koniec grudnia 2018 r. Spółka dokonała zgłoszenia analizatora biochemicznego BM 300 w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych.

W minionym roku Spółka przeprowadziła także zmiany w wewnętrznej strukturze organizacyjnej i realizowała prace wdrożeniowe nowego systemu informatycznego klasy ERP. Dokonane zostało również ujednolicenie identyfikacji wizualnej, która dotychczas nie była uporządkowana z uwagi na przeprowadzone fuzje i przejęcia. BioMaxima S.A. odświeżyła logo, uruchomiła nowy serwis internetowy i zmieniła wzornictwo aparatów, opakowań oraz materiałów marketingowych. Poprzez takie działania Emitent chce wzmocnić swój przekaz rynkowy identyfikujący go jako dynamiczny podmiot, który wprowadza na rynek nowe produkty. Ważnym procesem było także połączenie zależnych spółek rumuńskich zakończone już w 2019 r.

Nowy minister finansów, Eryk Łon o polityce monetarnej

W przestrzeni publicznej coraz częściej pojawia się informacja o objęciu przez obecnego ministra finansów Mariana Banasia funkcji prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Oznaczałoby to konieczność znalezienia następcy na drugie najbardziej kluczowe z punktu widzenia rynków finansowych stanowisko w rządzie (zaraz po premierze).

Reorganizacja w Ministerstwie Finansów już latem?

Marian Banaś jest przedstawiany jako faworyt na stanowisko prezesa NIK. Swoją drogą jest on obecnie pracownikiem tego urzędu, ale przebywa od dłuższego czasu na bezpłatnym urlopie. Nie wiadomo, czy do zmiany miałoby dojść jeszcze przed jesiennymi wyborami, czy może dopiero po nich. Wymiana polityka na tym stanowisku jest bardzo istotna dla rynków, a niepewność w tym zakresie nie służy złotemu. Szczególnie jeżeli weźmiemy pod uwagę ostatnie ruchy osłabiające polską walutę. W ciągu dwóch dni złoty stracił względem euro dwa grosze, wyraźnie przebijając barierę 4,25 zł.

Członek RPP o polityce monetarnej

Eryk Łon w notatce wysłanej do PAP podzielił się swoimi przemyśleniami na temat stóp procentowych. Należy pamiętać, że jest to jeden z najbardziej “gołębich” członków RPP. Oznacza to, że jest zwolennikiem utrzymywania niższych stóp. Tym razem jako powód obniżki wskazał zagrożenie deflacją. W jego komunikacie pojawiają się również informacje o instrumentach niestandardowych, ale niestety nie precyzuje, czym dokładnie miałyby one być. Warto zwrócić uwagę, że wielu analityków spodziewa się cięć stóp procentowych, tym bardziej że niektóre państwa już wykonują takie działania. Ruch ten spowoduje, że deflacja raczej nie powinna być problemem. Zazwyczaj tani pieniądz zachęca do wydawania, a nie do oszczędzania, co zwiększa inflację. Jeżeli rzeczywiście doszłoby do obniżki stóp, to należałoby się spodziewać osłabiania złotego.

Chorwacja chce do strefy euro

Republika Chorwacji złożyła wczoraj formalny wniosek o wejście do “poczekalni” przed przystąpieniem do wspólnej waluty. Od momentu akceptacji tego wniosku przez eurogrupę  przez dwa lata chorwacka kuna będzie musiała przebywać w “korytarzu” walutowym. Oznacza to, że jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Zagrzeb przyjmie euro w 2023 roku. Kurs europejskiej waluty nie zareagował na te informacje. Jednak nie można się temu dziwić, ponieważ na razie są to formalne ruchy, które były spodziewane już od dawna.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Nowe wytyczne UE dotyczące raportowania w zakresie ochrony klimatu – RICS wyjaśnia taksonomię UE

Komisja Europejska opublikowała nowe wytyczne mające usprawnić proces raportowania przez firmy informacji związanych z ochroną klimatu.

Wytyczne dostarczają firmom praktycznych zaleceń dotyczących sprawniejszego raportowania wpływu ich aktywności na klimat, a także wpływu zmian klimatu na prowadzoną przez nie działalność biznesową. Są częścią bieżących wysiłków Komisji Europejskiej w kierunku zapewnienia, że ​​sektor finansowy – kapitał prywatny – może odegrać kluczową rolę w przejściu do gospodarki neutralnej dla klimatu i w finansowaniu inwestycji na niezbędną skalę.

Komisja Europejska z zadowoleniem przyjęła również fakt opublikowania trzech ważnych sprawozdań grupy ekspertów technicznych ds. zrównoważonego finansowania (TEG)*, w tym kluczowych zaleceń dotyczących rodzajów działalności gospodarczej, które mogą mieć rzeczywisty wkład w łagodzenie skutków zmian klimatu lub adaptację do nich.

Od sierpnia 2018 r., jako jeden z członków TEG, RICS aktywnie wspiera Komisję Europejską w opracowywaniu unijnego systemu klasyfikacji – tzw. „taksonomii zrównoważonego rozwoju UE” – mającego pomóc w określeniu, czy dana działalność gospodarcza jest zrównoważona pod względem środowiskowym.

Ursula Hartenberger, globalny kierownik RICS ds. zrównoważonego rozwoju
Ursula Hartenberger, globalny kierownik działu zrównoważonego rozwoju, RICS

Według Ursuli Hartenberger, reprezentującej RICS w TEG: „RICS odegrał kluczową rolę jako przewodniczący i koordynator grupy ds. budynków, w skład której wchodzą eksperci branżowi z Europejskiego Banku Inwestycyjnego, Inicjatywy na rzecz Zobowiązań w Zakresie Klimatu, Wspólnego Centrum Badawczego Komisji Europejskiej, trzech Dyrekcji Komisji, AIG ubezpieczenia, a także przedstawiciele ONZ odpowiedzialni za opracowanie zasad odpowiedzialnego inwestowania.

W zakresie budynków otrzymaliśmy wyczerpujące informacje zwrotne od 96 zainteresowanych stron. Ponadto, we współpracy z dyrekcją generalną ds. energii KE, zorganizowaliśmy w kwietniu warsztaty z przedstawicielami inwestycji i finansów, po których przeprowadzony został szeroko zakrojony dialog z wiodącymi bankami kredytów hipotecznych z całej Europy.

Tym, co udało nam się zasadniczo osiągnąć, jest stworzenie wspólnego języka na temat „zielonego budownictwa”. To niemały sukces biorąc pod uwagę, że w naszym sektorze dyskusje na temat tego, „czym jest zielony budynek”, trwają od lat! ”.

*Grupa ekspertów technicznych ds. zrównoważonego finansowania (TEG) rozpoczęła działalność w lipcu 2018 r. w składzie 35 członków – przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego, środowiska akademickiego, biznesu i sektora finansowego. Sprawozdania Grupy są wynikiem trwających ponad rok szeroko zakrojonych prac nad kluczowymi aspektami planu działania KE na rzecz zrównoważonej transformacji gospodarki europejskiej. Uzupełniają wnioski legislacyjne w zakresie taksonomii i przedstawione w maju 2018 r. przez Komisję ramy odniesienia. Mają na celu dalsze pobudzanie inwestycji sektora prywatnego w zrównoważony rozwój, zwiększenie świadomości inwestorów nt. zrównoważonych inwestycji oraz dostarczenie im narzędzi do inwestowania w zrównoważony sposób.

W dalszym etapie Komisja Europejska przeprowadzi dialog z zainteresowanymi stronami na temat sprawozdawczości w zakresie ochrony klimatu oraz raportów TEG, po którym TEG zaapeluje o feedback w zakresie sprawozdania dotyczącego taksonomii UE oraz tymczasowego raportu dotyczącego wskaźników klimatycznych.

Istotnym czynnikiem napędzającym zmiany w kierunku większej ochrony klimatu w UE jest budżet UE. Mając na uwadze realizację postanowień Porozumienia Paryskiego i zobowiązania do wypełnienia celów zrównoważonego rozwoju Organizacji Narodów Zjednoczonych, Komisja Europejska zaproponowała podniesienie poziomu ambicji w zakresie włączenia problematyki ochrony klimatu do głównego nurtu wszystkich programów UE, przyjmując za cel co najmniej 25% wydatków UE prowadzących do osiągnięcia zobowiązań klimatycznych między 2017 a 2021 r.

Branża transportowa – przegląd 15 lat w UE. Tak było do tej pory. A jak będzie teraz?

Blisko 20 proc. – o tyle wzrosło PKB od momentu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Tak podaje NIK. Dodajmy, że jednym z trzech największych sektorów odpowiedzialnych za ten wynik jest transport. GUS natomiast wskazuje, że wartość rodzimego eksportu wynosiła prawie czterokrotnie więcej w 2018 niż na rok przed integracją. Między innymi to przyczyniło się do nawet 30 proc. udziału w rynku międzynarodowych frachtów – taki wskaźnik świadczy o dominacji polskich firm transportowych w przewożeniu towarów między krajami UE. 15 lat w szeregach Wspólnoty wystarczyło, by wyprzedzić Niemcy oraz Hiszpanię. Nic dziwnego – przedsiębiorczym Polakom sprzyjały fundamentalne zasady wolnego rynku i swobody wymiany towarowej i usług.

Tak było do tej pory. A jak będzie teraz? W Brukseli zapadły decyzje dotyczące przywódców najważniejszych unijnych instytucji. Znamy też członków Komisji Transportu i Turystyki. Co czeka polskich przedsiębiorców po okresie wzrostów?

Pierwsze kilometry

Początek rozwoju polskiego sektora transportowego przypada na lata 90 ubiegłego wieku. Wtedy powstawały największe firmy rozpoczynające stopniową ekspansję krajowego rynku. Trzeba zaznaczyć, że koniec wieku był dla Polski czasem transformacji systemowej i procesem integracji europejskiej – przygotowaniem kraju na wejście do grona państw członkowskich. Oznaczało to również podniesienie wiarygodności w oczach zagranicznych inwestorów, a co za tym idzie wzrost gospodarczy i możliwości rozwoju wielu przedsiębiorstw.

Integracja Polski z innymi krajami członkowskimi doprowadziła do powstania regulacji, mających dostosować rodzimą przedsiębiorczość do standardów unijnych i tym samym zmienić warunki prawne różnych obszarów gospodarczych. Wiele ze wspomnianych regulacji miało bezpośredni wpływ na kondycję sektora transportowego w Polsce. Jednymi z takich zmian były te dotyczące warunków celnych, regulacji bezpieczeństwa produktów, praw pracowniczych czy transportu, a nawet ochrony środowiska. Zmiany te dawały przewoźnikom realne możliwości rozwoju i nawiązania współpracy z sektorem logistycznym oraz przedsiębiorstwami produkcyjnymi i sieciami handlowymi – mówi Bartosz Najman, wiceprezes Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców i Inelo.[1]

To właśnie w tym czasie zaczął się rozwijać outsourcing usług transportowych, czyli zlecanie przewożenia towarów zewnętrznym firmom. Był to moment, kiedy centra logistyczne zaczęły nawiązywać współpracę z przedsiębiorstwami produkcyjnymi czy sieciami handlowymi i na wzór UE tworzyć tzw. wyspecjalizowane operatory. Obecnie przekazywanie działań transportowych firmom zewnętrznym stosuje około 80-90 proc. przedsiębiorstw, a polska branża TSL stała się drugim, co do wysokości wytwarzanego PKB, sektorem gospodarki narodowej.[2]

Bezgranicznie

Według raportu GUS o polskim transporcie w 2017 roku łączny międzynarodowy transport ładunków samochodami wyniósł 30,7 proc. ogólnych przewozów Unii Europejskiej. Oznacza to, że jesteśmy liderem w tym zakresie.[3] Szacuje się, że już w pierwszym roku po wstąpieniu do krajów Wspólnoty odnotowano 50 proc. wzrost przychodu przedsiębiorstw transportowych względem pięciu poprzednich lat.[4] Swobodny przepływ towarów i późniejsze otwarcie granic w ramach strefy Schengen wpłynęły pozytywnie na rozwój krajowego rynku usług TSL.

Bartosz Najman ocenia, że to właśnie obniżenie cen usług przewozowych i optymalizowanie łańcuchów dostaw stało się kluczowymi czynnikami dynamicznego rozwoju rodzimego transportu, a idący za tym swobodny przepływ towarów wpłynął na wzrost sprzedaży zagranicznej krajowych produktów w ostatnich latach. – Już w niespełna 10 lat po wejściu do UE nastąpił eksportowy boom, w ramach którego liczba polskich firm dostarczających swoje produkty i usługi za granicę wzrosła niemal dwukrotnie w stosunku do ogólnej liczby podmiotów gospodarczych na rynku krajowym.[5] Obecnie według raportu GUS w 2018 roku wartość polskiego eksportu wyniosła 221 miliardów euro, czyli prawie czterokrotnie więcej niż w roku przed integracją, co miało znaczący wpływ na rozwój krajowych przewoźników w skali międzynarodowej[6]dodaje wiceprezes OCRK i Inelo.

Pytania o przyszłość

Polski transport drogowy na przestrzeni ostatnich 15 lat doznał pozytywnej przemiany, ale również i wahań koniunktury. Rynek europejski miał dwa poważne załamania. W 2008 i 2009 roku, gdy odczuwalny był globalny kryzys, oraz w 2011 i 2012 roku – kryzys zadłużenia w strefie euro. W obu tych przypadkach, pomimo trudnej sytuacji i spowolnienia gospodarczego, rodzimi przewoźnicy odnotowali wzrosty o 20% w pierwszym i o 10%[7] w drugim. Dodatkowo od ponad czterech lat

w międzynarodowych transportach drogowych jest coraz bardziej niestabilnie i niepewnie. Przewoźnicy i kierowcy pracują w chaosie legislacyjnym. Kraje założycielskie, dbając o rynki wewnętrzne, wprowadzają nowe regulacje dotyczące w szczególności płacy minimalnej oraz odbioru odpoczynków tygodniowych, które w znaczny sposób mają utrudnić działalność firm między innymi

z Polski oraz ograniczyć dostęp do przewozów między krajami UE. Okazuje się, że obecnie największym zagrożeniem jest widmo zatwierdzenia pakietu mobilności w takim kształcie, jaki pozostawili go europarlamentarzyści minionej kadencji.

Bartosz Najman, wiceprezes OCRK i Inelo
Bartosz Najman, wiceprezes OCRK i Inelo

To być może najtrudniejsza sytuacja dla przewoźników z Europy Środkowo-Wschodniej od momentu wejścia Polski w struktury unijnych instytucji. O ile nowe prawo, czyli zbiór zasad nazywany pakietem mobilności, nad którym Komisja TRAN pracuje od 2017 roku, na pewno wejdzie w życie, pozostaje pytanie, w jakim brzmieniu i jakie będzie mieć skutki. Zaproponowane przez posłów sprawozdawców ograniczenie dostępu do usług kabotażowych, konieczność powrotów do kraju nawet bez załadunku, a także zrównanie płac kierowców zawodowych ze Wschodu Europy z truckerami z Francji, Niemiec czy Holandii, spowoduje zwiększenie kosztów ponoszonych przez przedsiębiorstwa, zobliguje do reorganizacji administracji, a w dłuższej perspektywie obniży konkurencyjność polskich przewoźników na arenie międzynarodowej. Jest to jedno z poważniejszych zagrożeń od lat, z którym będzie się musiała zmierzyć gospodarka wschodnioeuropejska, a w tym polska branża transportowa – podsumowuje Bartosz Najman, wiceprezes OCRK i Inelo.

[1] http://ineuropa.pl/in15/prawo-unii-europejskiej-w-polsce/

[2] Logistyka, Analiza trendów na polskim rynku TSL w latach 2007-2016 (1.;  1.1.)

[3] GUS, Transport – wyniki działalności w 2017 r., Warszawa, Szczecin 2018

[4] Economy and Managment 4/2010

[5] Polski rynek TSL w świetle danych statystycznych

[6] GUS, 15 lat Polski w Unii Europejskiej

[7] Badanie europejskich rynków wewnętrznych, BCG, materiały OCRK i Inelo.

Konsumenci niezbyt chętnie zabierają ze sklepów paragony

paragon zakupyPrawie połowa badanych zabiera paragony podczas finalizowania zakupów. Najbardziej aktywni pod tym względem są klienci dyskontów – 80%, a nieco mniej – kupujący w hipermarketach – 65%. Dalej w rankingu są konsumenci zaopatrujący się w sieciach typu convenience – 25%. A na końcu są osoby chodzące do supermarketów – 16%. Głównym celem ww. działania jest chęć sprawdzenia cen określonych towarów. Niemal równie często stoi za tym przyzwyczajenie, a także chęć zweryfikowania poprawności rozliczenia. Z kolei ci, którzy postępują odwrotnie, w większości twierdzą, że dowód zapłaty nie jest im do niczego potrzebny.

Postawy konsumenckie

Badanie, przeprowadzone przez Hiper-Com Poland i Grupę Mobilną Qpony-Blix, wykazało, że 47% klientów sieci handlowych zabiera ze sklepów paragony, a 49% zostawia je przy kasach. Według ekspertów, to pokazuje, jak mocno zróżnicowane są zachowania konsumenckie. Można też stwierdzić, że niemal połowa badanych skrupulatnie podchodzi do zakupów. I prawie tyle samo osób nie przywiązuje do nich większej uwagi. Tylko 4% nie potrafi określić swojej postawy.

– Paragony są po to, aby je ze sobą zabierać, a nie zaśmiecać otoczenie kasjera. Przyjmowanie ich jest dobrym obyczajem konsumenckim. Świadczy o uważności klienta na to, co dzieje się wokół niego w sklepie. Pokazuje też szacunek do wydawanych pieniędzy, nawet niedużych kwot – komentuje socjolog, prof. Janusz Hryniewicz z Uniwersytetu Warszawskiego.

Najbardziej nastawieni na zabieranie paragonów są klienci dyskontów. 80% z nich tak deklaruje. Prof. Krzysztof Piech z Uczelni Łazarskiego stwierdza, że te osoby mogą być bardziej wrażliwe cenowo od konsumentów zaopatrujących się w innych sklepach. Może wiązać się z tym chęć kontrolowania ponoszonych wydatków. I dodaje, że mniej zamożne osoby liczą każdą złotówkę, a w ostatnich miesiącach widać wzrosty cen żywności.

– Zarówno w dyskontach, jak i w hipermarketach, gdzie 65% klientów zabiera ze sobą paragony, Polacy robią regularnie duże zakupy. Wydawanie większych sum pieniędzy wymaga staranności i odpowiedzialności. Przynajmniej wielu ludzi tak uważa. W obu formatach konsumenci dość często kupują również produkty non-food. W tym przypadku posiadanie dowodu zakupu jest ważne na wypadek ewentualnej reklamacji – wyjaśnia Marcin Lenkiewicz, wiceprezes Grupy Mobilnej Qpony-Blix.

Natomiast Hubert Majkowski, Country Manager z Hiper-Com Poland, zauważa, że duża ilość promocji w ww. kanałach sprzedaży czasami bywa myląca dla klientów. Dlatego konsumenci sprawdzają przy kasach, czy zakupione przez nich towary zostały faktycznie sprzedane w cenach widocznych na półkach lub w gazetkach. Część osób zbiera także paragony w celu kontrolowania bieżących wydatków.

– W sieciach typu convenience 25% klientów bierze ze sobą dowód zakupu, a w supermarketach – tylko 16% konsumentów tak robi. W tych formatach Polacy często kupują pojedyncze produkty w pośpiechu. Mogą więc zapomnieć o tym, aby wziąć paragon. W przypadku mniejszych zakupów część osób nie przywiązuje do niego większej wagi – tłumaczy Marcin Lenkiewicz.

Przyczyny zachowań

Klienci, którzy zabierają dowody zapłaty, wymieniają trzy główne powody swojego działania. 32% osób z tej grupy wskazuje na chęć sprawdzenia cen określonych towarów. 31% twierdzi, że robi to z przyzwyczajenia i bez konkretnej przyczyny. 30% weryfikuje, czy wszystko zostało właściwie ujęte na paragonie. Pozostali badani nie potrafią wyjaśnić, dlaczego postępują w ten sposób.

– Z powyższych danych wynika, że ponad 60% klientów postępuje bardzo świadomie. Konsumenci upewniają się, że nie zostali wprowadzeni w błąd. To świadczy o ograniczonym zaufaniu do sieci handlowych. Często agresywna polityka promocyjna sklepów wręcz wymusza takie zachowanie. Dlatego ludzie nauczyli się już być ostrożni. Przezorność nie dotyczy tylko osób, które działają bezrefleksyjnie i według nawyków – dodaje Hubert Majkowski.

Patrząc na poszczególne formaty, można zauważyć, że w dyskontach główną przyczyną zabierania paragonów jest chęć sprawdzenia cen określonych towarów – 46%. W hipermarketach dominującym motywem jest potrzeba zweryfikowania poprawności rozliczenia – 53%. W supermarketach większość klientów przyznaje, że działa na zasadzie przyzwyczajenia i bez konkretnej przyczyny – 45%. Tak samo jest w sieciach typu convenience – 58%.

– Zdarza się, że mniej zamożne osoby sprawdzają paragony, bo mają nadzieję na to, że sprzedawca się pomylił i np. policzył jakiś towar podwójnie. To może dotyczyć klientów robiących zakupy w sklepach, które oferują najniższe ceny na rynku. Natomiast ciekawym dla mnie zjawiskiem jest to, że badani nie deklarują chęci brania udziału w loterii paragonowej, organizowanej przez Ministerstwo Finansów. Należy zatem bardziej ją nagłośnić – przekonuje prof. Hryniewicz.

Osoby, które nie zabierają ze sobą dowodów zakupów, przeważnie twierdzą, że nie są im one do niczego potrzebne – 49%. Klienci z tej grupy często też nie znają konkretnej przyczyny swojego działania – 24%. Niektórzy nie potrafią jej wyjaśnić – 16%. Pozostali konsumenci przyznają, że z reguły zapominają o paragonie. Zdaniem eksperta z Hiper-Com Poland, za tego typu zachowaniem stoi głównie brak potrzeby kontrolowania domowego budżetu. Często ma to związek z wystarczającą zasobnością portfela.

– W dyskontach główną przyczyną niezabierania ze sobą paragonów jest brak potrzeby posiadania ich – 29%. W hipermarketach konsumenci zazwyczaj nie znają konkretnej przyczyny swojego zachowania – 39%. Co ciekawe, 65% osób kupujących w supermarketach i aż 77% klientów sieciach convenience twierdzi, że dowód zakupu jest dla nich zbędny. W przypadku drobnych zakupów ostatnia odpowiedź może być faktycznie uzasadniona – podsumowuje Marcin Lenkiewicz.

Badanie było realizowane w maju i czerwcu br. Wykonano je na terenie 10 dużych miast, tj. Gdańska, Szczecina, Bydgoszczy, Białegostoku, Poznania, Warszawy, Łodzi, Wrocławia, Katowic i Krakowa oraz ich najbliższych okolic, w tym 11 średnich i mniejszych ośrodków. Analizą objęto 213 placówek handlowych – 59 hipermarketów, 54 dyskonty, 51 supermarketów i 49 sieci convenience. Łącznie przeprowadzono 507 bezpośrednich wywiadów z osobami w wieku od 18. do 49. roku życia. Wśród nich było 54% kobiet i 46% mężczyzn.

FPP: ustawa antylichwiarska ograniczy działalność banków

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że najnowszy projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu przeciwdziałania lichwie ograniczy możliwość udzielania drobnych pożyczek przez banki. Ponadto może wpłynąć na rozwój szarej strefy w zakresie pożyczek. Projekt nie reguluje działalności lombardów – co jest wyjątkowo negatywne dla porządkowania rynku. FPP apeluje, by Ministerstwo Sprawiedliwości mocniej postawiło na egzekucję prawa przez nielegalnych pożyczkodawców.

Według nowego projektu oprocentowanie pożyczek nie będzie mogło przekraczać rocznie 10 proc. Tak rygorystyczny wymóg nie jest możliwy do spełnienia przez banki – co uniemożliwi im udzielanie pożyczek, a tym samym wykluczy je z tego segmentu rynku.

Ponadto nowe prawo będzie sprzyjać rozwojowi nielegalnie działających w sferze pożyczek lombardów. Udzielają one lichwiarskich pożyczek poza prawem. Z dostępnych opracowań wynika, że w Polsce istnieje od 15 do 25 tysięcy punktów lombardowych. Wszystkie, które udzielają pożyczek, powinny pod rygorem odpowiedzialności karnej uzyskać wpis do Rejestru Instytucji Pożyczkowych. Tymczasem w prowadzonym przez Komisję Nadzoru Finansowego rejestrze, zarejestrowanych jest tylko 463 przedsiębiorców.

Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich
Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich

„Już dziś pożyczki, których koszty przekraczają limity przewidziane w ustawie podlegają tak zwanej „sankcji kredytu darmowego” (art. 45 ustawy o kredycie konsumenckim). Oznacza to, że pożyczkodawca, który naruszył właściwe przepisy ustawy otrzymuje jedynie zwrot pożyczonego kapitału, bez odsetek i żadnych dodatkowych kosztów. To doskonałe zabezpieczenie przez lichwiarskimi pożyczkami, które już dziś mogą egzekwować pożyczkobiorcy, jeśli czują się oszukani przez zbyt drogie pożyczki. Jednak tak drastyczne ograniczenie kosztów odsetkowych ograniczy działalność legalnych podmiotów, a także banków – które nie będą mogły oferować pożyczek. Ponadto lombardy, które formalnie utrzymują, że nie udzielają pożyczek, nie chcą respektować obecnie obowiązującego prawa. Jak to możliwe, skoro na większości szyldów lombardów znajdziemy reklamy pożyczek? Jest to istotne, bo klienci, którzy zawierają tego rodzaju parapożyczkowe umowy nie mogą korzystać z praw, które przewiduje ustawa o kredycie konsumenckim – np. do odstąpienia od umowy w ciągu 14 dni, limitowanych kosztów pożyczki, wcześniejszej spłaty i wielu innych. W rezultacie nie są należycie informowani o warunkach zobowiązania, a same koszty zazwyczaj przekraczają ustawowe limity – nie tylko pozaodsetkowe, ale również odsetkowe. Nie jest również tajemnicą, że z usług lombardów korzystają najczęściej osoby zdesperowane, które muszą zastawiać rzeczy osobiste – ponieważ już wcześniej spotkały się z odmową w banku czy firmach pożyczkowych. Znajdują się więc w sytuacji przymusowej i muszą godzić się na niejasne zasady i drakońskie koszty – co w pełni wyczerpuje znamiona lichwy. Tymczasem przygotowana przez resort sprawiedliwości nowelizacja antylichwiarska ignoruje istnienie lombardów. Nie obejmuje ich regulacjami i pozwala tak samo jak dziś ukryć się w szarej strefie – mimo że często oznacza to główne ulice i deptaki małych oraz średnich miasteczek” – wskazuje Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Lombardy najczęściej prowadzone są przez przedsiębiorców w formie jednoosobowej działalności gospodarczej. Ustawa o kredycie konsumenckim wskazuje jednak, że działalności pożyczkowa wymaga odpowiedniej formy prawnej, tj. spółki z kapitałem minimum 200 tys. zł w całości pokrytym ze środków pieniężnych. Ponadto należy uzyskać wpis do rejestru Komisji Nadzoru Finansowego i złożyć odpowiednie oświadczenie w Krajowym Rejestrze Sądowym.

Obecnie we wspomnianym Rejestrze Instytucji Pożyczkowych zidentyfikować można tylko dwie spółki prowadzące działalność lombardową. Tysiące pozostałych punktów lombardowych, które udzielają pożyczek, o wpis do rejestru nawet się nie starało. Tym samym działają bez interwencji państwa w szarej strefie.

Działalność lombardowa jest potrzebna, wypełnia ona pewne luki. Natomiast powinna być profesjonalna i regulowana. Instytucje pożyczkowe i lombardy nie są konkurencją – trafiają ze swoją ofertą do zupełnie innego klienta. To, co je łączy, to obowiązki z ustawy o kredycie konsumenckim, która reguluje wszelkie formy zawodowego, profesjonalnego udzielania pożyczek i kredytów, również pod zastaw. Praktyka pokazuje, że lombardy nie chcą się pod tą regulacją znajdować, choć powinny. W tej kwestii nie ma dyskusji, bo obowiązujące przepisy w jasny i precyzyjny sposób określają sankcje za prowadzenie nierejestrowanej działalności pożyczkowej – grzywna do 500 tys. zł i pozbawienie wolności do 2 lat.

ROBYG: 1077 lokali zakontraktowanych w I połowie 2019 r.

Grupa ROBYG w pierwszym półroczu 2019 zakontraktowała 1077 lokali netto w Warszawie, Wrocławiu i Gdańsku. Grupa posiada łączny bank ziem umożliwiający realizację około 12 000 lokali, co zabezpiecza płynność działalności spółki. Obecnie w ofercie sprzedażowej Grupy w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu znajduje się łącznie ponad 2000 lokali – co stanowi dobrą bazę do budowania kontraktacji w kolejnych kwartałach.

Grupa utrzymuje silną pozycję na rynku deweloperskim. Po okresie przedłużających się postępowań administracyjnych, w II kwartale 2019 Grupa uzyskała pozwolenia na ponad 1500 lokali, co jest dobrym prognostykiem w odniesieniu do możliwej skali sprzedaży. Grupa ROBYG działa w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu. ROBYG to ponad 20 000 sprzedanych lokali i 60 000 zadowolonych klientów.

„Osiągnięty w pierwszym półroczu poziom kontraktacji jest zgodny z obserwowanymi obecnie przez Grupę trendami na  rynkach działania. Zbudowane portfolio lokali oraz wprowadzenia do sprzedaży zrealizowane w ostatnich miesiącach powinny pozytywnie wpłynąć na rezultat osiągnięty na koniec 2019 roku. Dodatkowo, biorąc pod uwagę potencjał lokali do uznania w przychodach w kolejnych kwartałach, zapasy gruntów pod zabudowę oraz aktywne poszukiwanie kolejnych atrakcyjnych lokalizacji, jestem przekonany, że Grupa ROBYG ma przed sobą stabilny czas. Tym bardziej, że sytuacja gotówkowa Grupy jest bardzo dobra, zaufanie wśród instytucji finansowych wysokie, a potencjał budowlany duży” – powiedział Artur Ceglarz, wiceprezes zarządu ROBYG SA, CFO.

Grupa ROBYG jest wiarygodnym i stabilnym deweloperem. W 2018 roku ROBYG odnotowała przychody w wysokości ponad 1 mld zł – co oznacza wzrost o ponad 40% rok do roku i uwzględnia wpływy z przekazania ponad 2700 lokali. Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 134 mln zł, czyli o 21% więcej niż w 2017 roku. EBIT osiągnął 224 mln zł, co oznacza wzrost wobec 2017 roku o prawie 29%. Grupa zakontraktowała łącznie 2520 lokali. W 2018 roku spółka nabyła grunty umożliwiające wybudowanie ponad 4000 lokali mieszkalnych za kwotę ponad 200 mln zł. 

Grupa Murapol po I połowie 2019 r.: blisko 1,7 tys. sprzedanych mieszkań oraz ponad 1,2 tys. przekazanych lokali

Murapol w ciągu pierwszych sześciu miesięcy br. sprzedał 1 696 mieszkań wobec 1 798 w analogicznym okresie ubiegłego roku, osiągając drugi najwyższy rynkowy wynik za ten okres. W tym samym czasie deweloper przekazał klientom 1 213 lokali czyli o blisko 221 proc. więcej r/r oraz wprowadził do oferty blisko 2,5 tys. nowych mieszkań. W ciągu ostatnich 12 miesięcy GK Murapol przekazała klientom 3,4 tys. lokali mieszkalnych.

SPRZEDAŻ

W pierwszym półroczu 2019 r. Grupa Murapol sprzedała 1 696 mieszkań o łącznej powierzchni użytkowej wynoszącej blisko 76 tys. mkw.

Najwięcej, bo 291 umów sprzedaży dotyczyło mieszkań powstających w projektach realizowanych w Katowicach. Na drugim miejscu uplasował się Kraków z Wieliczką, gdzie nabywców znalazły 252 lokale mieszkalne, a na trzecim Wrocław z 211 sprzedanymi mieszkaniami. Wysokie wyniki Murapol odnotował także w Warszawie, Poznaniu i Trójmieście, gdzie sprzedał kolejno 184, 174 i 137 lokali. Powyżej 100 umów zostało zawartych także w Łodzi – 126 i Toruniu – 124.

Nikodem Iskra
Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.

– Jesteśmy usatysfakcjonowani rezultatami sprzedażowymi uzyskanymi w pierwszym półroczu, które są zbliżone do osiągniętych w analogicznym okresie ubiegłego roku. Konsekwentnie realizujemy założony cel, jakim jest utrzymanie stabilnych i powtarzalnych wyników działalności, mieszczących się w zakładanych miernikach strategicznych. Rocznie chcemy sprzedawać i przekazywać klientom od 3 do 3,5 tys. mieszkań. Analizując dotychczasową sprzedaż oraz biorąc pod uwagę liczbę lokali, które mamy zamiar zaoferować w drugiej połowie br. myślę, że nasz plan jest jak najbardziej realny do osiągnięcia w tym roku – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.

PRZEKAZANIA

W okresie od stycznia do czerwca 2019 r. Grupa Murapol przekazała klucze do 1 213 lokali mieszkalnych, wobec 378 w analogicznym okresie minionego roku, co oznacza wzrost aż o 221 proc. r/r. Najwięcej mieszkań zostało przekazanych klientom z Poznania – 278, Łodzi – 173, Warszawy – 169, Krakowa i Wieliczki – 157 oraz Torunia – 143.

– W zakresie przekazań mieszkań, w ciągu ostatnich 12 miesięcy, licząc do końca czerwca br. wydaliśmy klucze do 3,4 tys. mieszkań, zaś w całym 2018 r. do blisko 2,6 lokali. Obydwa wyniki są rekordowe w całej naszej historii działalności. W trakcie niespełna dwóch najbliższych lat przekażemy kolejne ok. 6 tys. lokali, które znajdują się obecnie w budowie – dodaje Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.

LICZBA MIESZKAŃ W BUDOWIE

Na koniec czerwca 2019 r. portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował 6 072 lokale powstające w 36 projektach na terenie 13 miast.

Najwięcej mieszkań Murapol buduje obecnie w Katowicach – 1 119, Warszawie – 906 oraz Łodzi – 792.

WPROWADZENIE DO OFERTY

Zgodnie z przyjętą strategią zakładającą konsekwentne umacnianie pozycji rynkowej poprzez regularne poszerzanie oferty, w ciągu pierwszego półrocza br. Murapol wprowadził do sprzedaży blisko 2,5 tys. nowych mieszkań o łącznej powierzchni użytkowej przekraczającej 102,5 tys. mkw., powstających w 15 projektach inwestycyjnych zarówno na głównych krajowych rynkach mieszkaniowych, tj. w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Łodzi i Trójmieście, ale także w mniejszych lokalizacjach, takich jak Gliwice, Tychy czy Wieliczka. Wszystkie inwestycje wprowadzone do sprzedaży od początku br. będą posiadały wdrożony Home Management System, autorski system infrastruktury technicznej i instalacji, obejmujący m.in. unikalne pakiety antysmogowe zapewniające czyste powietrze w mieszkaniach. Ponadto klienci tych projektów otrzymają możliwość wyposażenia nabywanych lokali w rozwiązania smart home – Murapol Appartme, umożliwiające zdalne sterowanie za pomocą smartfonu czy tabletu oświetleniem, ogrzewaniem, wodą oraz urządzeniami zapewniającymi bezpieczeństwo mieszkania.

Do końca 2019 roku deweloper planuje wprowadzić do oferty kolejne ok. tysiąc mieszkań, co łącznie wraz z lokalami zaoferowanymi w pierwszym półroczu, da zakładaną w strategii liczbę 3,5 tys. mieszkań rocznie wprowadzonych do sprzedaży.

Pozyskiwanie atrakcyjnych gruntów pod realizację inwestycji – okiem dewelopera

O tym, że na rynku brakuje ciekawych i dogodnych lokalizacji pod budowę osiedli czy biurowców – nikogo nie trzeba przekonywać. Wynika to z rekordowej aktywności deweloperów i wciąż wysokiego popytu na nowe mieszkania. Mimo to, jak pokazują najnowsze badania przeprowadzone przez Deloitte, inwestorzy optymistycznie podchodzą do realizacji kolejnych projektów. Na drodze do osiągnięcia sukcesu często jednak stoją nieprzywidziane trudności czy wyzwania, z którymi deweloperzy muszą się zmierzyć.

Mogłoby się wydawać, że okres boomu mieszkaniowego już za nami. Jednak jak pokazują statystyki GUS, w pierwszym kwartale 2019 r. oddano do użytkowania 47,4 tys. mieszkań, tj. o 5,8% więcej niż przed rokiem. Deweloperzy natomiast przekazali do eksploatacji 28,6 tys. mieszkań, co stanowi wartość 11,5% większą niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Z kolei w okresie styczeń-marzec 2019 r. rozpoczęto budowę 53,9 tys. mieszkań, tj. o 12,3% więcej niż w analogicznym okresie ub. roku. [1] Popyt na mieszkania nie spada, pomimo wciąż rosnących cen. Wydaje się więc, że jest to idealna sytuacja dla inwestorów, którzy mogliby na niej bardzo skorzystać, tymczasem dużym problemem okazują się grunty, których dostępność sukcesywnie spada. – Z własnego doświadczenia wiemy, jak trudno pozyskać atrakcyjne tereny pod stworzenie funkcjonalnego i komfortowego osiedla. Można powiedzieć, że najlepsze działki to obecnie produkt deficytowy. Nic w tym dziwnego – dużo budujemy, bo takie jest zapotrzebowanie na rynku – tłumaczy Anna Bialik, Dyrektor Rozwoju Biznesu w Profbud.

Trudność w uzupełnieniu banków ziemi wynika zwłaszcza z mocnego nasycenia rynku, dużej konkurencji, a przede wszystkim ograniczonej podaży terenów. Ich niska dostępność przełożyła się na znaczący wzrost cen, w konsekwencji ograniczając deweloperom możliwość nałożenia oczekiwanych marż. To, wraz ze stale zwiększającymi się kosztami realizacji inwestycji oraz trudnościami w podjęciu współpracy z zaufanymi i sprawdzonymi podmiotami, zaowocowało bardzo dużymi podwyżkami cen lokali na rynku pierwotnym.

Obecnie, istotnymi problemami są bez wątpienia niewielka liczba gruntów, objęta planem zagospodarowania przestrzennego – w Warszawie to tylko 37%, a także ustawa o ochronie gruntów rolnych, ograniczająca nabycie tego typu terenów przez deweloperów. Jeśli powierzchnia działki przekracza 1 hektar, może być zakupiona wyłącznie przez rolnika indywidualnego, na specjalnie określonych warunkach. – Najatrakcyjniejsze tereny to oczywiście te, które posiadają unormowaną sytuację prawną oraz planistyczną. Przez cały okres naszej działalności, sukcesywnie nabywamy ciekawe lokalizacyjnie grunty, które jak pokazują wyniki sprzedaży cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem wśród nabywców. Na naszych warszawskich osiedlach, których realizację rozpoczęliśmy w zeszłym roku pozostały już ostatnie mieszkania – dodaje Aleksandra Stawiska Lider Biura Sprzedaży osiedla Haven House firmy Profbud.

Pomimo wielu przeciwności inwestorzy mieszkaniowi zaczęli skupiać się na mniejszych rynkach, obrzeżach aglomeracji, a nawet otwierać się na trudniejsze projekty, jak poddawanie budynków działaniom rewitalizacyjnym. Te ostatnie z kolei mogą stwarzać problemy w zakresie braku uregulowania kwestii reprywatyzacji. Coraz popularniejszą alternatywą do w/w rozwiązań staje się realizacja obiektów wielofunkcyjnych, łączących funkcje biurową, mieszkalną czy kulturalną. Jest to duża szansa dla deweloperów, dająca możliwość elastycznego planowania zastosowań budynków, na miarę aktualnych potrzeb nabywców.

Jak jednak pokazują najnowsze badania przeprowadzone przez firmę doradczą Deloitte „Deloitte Real Estate Confidence Survey for Central Europe (CE)”, najwięksi gracze w środkowoeuropejskim sektorze nieruchomości są optymistami w zakresie planów inwestycyjnych. Wyraźna większość respondentów (62 proc.) oczekuje, że ogólny klimat gospodarczy pozostanie stabilny, a 78 proc. jest zdania, że dostępność kredytów pozostanie na niezmienionym poziomie. Opinie na temat możliwości inwestycyjnych w ciągu najbliższych trzech lat rozkładają się porównywalnie – 38 proc. respondentów spodziewa się ich wzrostu, podczas gdy 36 proc. oczekuje spadku. Liczby dla Polski są jeszcze bardziej zachęcające – 45 proc. respondentów prognozuje, że dostępność produktów inwestycyjnych wzrośnie w najbliższej przyszłości.[2]

Zmniejszająca się dostępność atrakcyjnych gruntów pod realizację inwestycji wymusza na inwestorach weryfikację swoich dotychczasowych strategii planowania, jak i sprzedaży. W efekcie tych zmian zwiększa się zainteresowanie wspomnianymi wyżej alternatywami.

[1] Budownictwo mieszkaniowe w okresie styczeń-marzec 2019 roku, GUS, 24.04.2019 r.

[2] https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/press-releases/articles/znalezienie-nowych-gruntow-pod-zabudowe.html

Powell, powiedz nam co myśleć!

Inwestorzy w piątek otrzymali cios pod postacią silnej wyprzedaży obligacji po dobrym raporcie z rynku pracy. Zadał on kłam pesymistycznym oczekiwaniom, że nadciąga silne spowolnienie w tej sferze gospodarki. W rezultacie rynek stracił przekonanie o nieodzowności mocnego i rozbudowanego cięcia stóp przez Fed. Rozsądnym w tym układzie wydaje się zaczekać na ocenę sytuacji przez przedstawicieli Rezerwy Federalnej, a że w tym tygodniu Powell zeznaje przed Kongresem, to wyczekiwanie nie będzie też przesadnie długie.

Kolejnych wskazówek odnośnie do kondycji gospodarki udzielą dziś indeks nastrojów małego biznesu oraz liczba otwartych procesów rekrutacyjnych. Oczywiście nie są to dane, które wywołają podwyższona zmienność. EUR/USD utrzymuje się ponad 1,12 przy minimalnej zmienności w poniedziałek. Naszym scenariuszem bazowym jest ocena, że średnioterminowe minima zostały już ustanowione i kurs stopniowo piąć będzie się na wyższe pułapy. EUR/PLN powrócił ponad 4,25 i powinien pozostać w tych okolicach.
Słaby pozostaje funt szterling. GBP/USD jest pod 1,25. Cały czas trwa wewnętrzne głosowanie w Partii Konserwatywnej, w wyniku którego zostanie wyłoniony nowy lider Torysów i premier Wielkiej Brytanii. Murowanym faworytem jest Boris Johnson, a w takim scenariuszu rośnie ryzyko twardego brexitu. Rozstrzygnięcia powinny być znane około 20 lipca (mówi się o 22.). Tymczasem wśród brytyjskich przedsiębiorców szerzy się pesymizm. Ocena negatywnych skutków brexitu jest silniejsza niż w momencie referendum. Taką opinię zdaje się podzielać również Bank Anglii.

W gronie głównych walut negatywnie postrzegamy perspektywy dolara australijskiego. Słabe fundamenty makro połączone z silną ekspozycją na wojny handlowe i bankiem centralnym skłonnym luzować politykę powinny skutkować schodzeniem przez AUD/USD na niższe poziomy i oddaleniem się od 0,70. W najkrótszym terminie katalizatorem zniżki byłoby zejście poniżej 0,6940.

Niskie bezrobocie, inflacja na pułapach zgodnych z celem inflacyjnym oraz podnoszące się ceny kanadyjskich gatunków ropy naftowej. Taka mieszanka sprawia, że pozytywnie patrzymy na dolara kanadyjskiego. Bank Kanady jutro podejmuje decyzje i nie należy oczekiwać, by obniżka jawiła się na horyzoncie.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Pracodawcy nie mogą samodzielnie prowadzić kontroli stanu trzeźwości pracowników

Badanie stanu trzeźwości pracowników, kiedy zachodzi uzasadnione podejrzenie w tej sprawie, okazuje się dużym problemem polskich pracodawców. Muszą sprawdzać, czy rzeczywiście mogą dopuścić pracownika do wykonywania obowiązków. Należy mieć wtedy na uwadze to, czy w danej sytuacji stan zatrudnionego nie zagraża jego życiu i zdrowiu. Dotyczy to także bezpieczeństwa innych współpracowników.  Obecne przepisy prawny nie pozwalają pracodawcy na swobodne kontrolowanie stanu trzeźwości pracownika, jeżeli stawił się on do pracy pod wpływem alkoholu lub spożywał go w czasie wypełniania obowiązków.

– Przyjęcie nowych regulacji, które rozwiązałyby ten problem, byłoby korzystne dla obu stron. Przede wszystkim wspólną korzyść dla pracodawcy i pracownika dałoby zapewnienie bezpiecznych i higienicznych warunków w miejscu pracy – powiedziała serwisowi eNewsroom Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich – To ważne także dla innych zatrudnionych, a nawet klientów – czyli osób z zewnątrz. Nietrzeźwość pracownika przy wykonywaniu obowiązków może mieć negatywne konsekwencje, a nawet tragiczne skutki, kiedy dojdzie do wypadku. W związku z tym należy zastanowić się nad odpowiednimi rozwiązaniem, które pozwoli zatrudniającym na kontrolowanie stanu trzeźwości zatrudnionego – kiedy zaistnieje podejrzenie w tej sprawie, przy jednoczesnym zachowaniu jego dóbr osobistych oraz godności. Należy uniknąć sytuacji, w której będzie czuł się on niepotrzebnie podejrzewany. Kontrola powinna być możliwa w uzasadnionych przypadkach, kiedy okoliczności na to wskazują. Najwyższym, zgodnym z prawem celem jest wtedy zapewnienie bezpieczeństwa w miejscu pracy – zaznacza Spytek-Bandurska.