Koszt wychowania dzieci wzrósł o 10–20 tys. zł w porównaniu z ubiegłym rokiem. Na dzieci przeznaczanych jest od 15 do 30 proc. domowego budżetu

Koszt wychowania dzieci wzrósł o 10–20 tys. zł w porównaniu z ubiegłym rokiem. Na dzieci przeznaczanych jest od 15 do 30 proc. domowego budżetu 1

Opieka nad jednym dzieckiem do osiągnięcia przez nie pełnoletności kosztuje tyle, ile niewielkie mieszkanie w mieście średniej wielkości – wynika z raportu Centrum im. Adama Smitha i panelu badawczego Ariadna. Za wychowanie dwójki pociech trzeba zapłacić równowartość nowego mieszkania w Warszawie. Mimo to ogromna większość rodziców, już zdając sobie sprawę z tego wysiłku finansowego, ponownie zdecydowałaby się na posiadanie potomstwa.

W ósmym badaniu Centrum im. Adama Smitha okazało się, że koszty wychowania jednego dziecka do lat 18 w 2019 roku wynoszą między 200 a 225 tys. zł, natomiast dwójki dzieci już między 370 a 400 tys. zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Sadowski, prezes Centrum im. Adama Smitha.

Jeszcze w ubiegłorocznym badaniu kwoty te były o 10–20 tys. zł niższe. Dla rodziny z jednym dzieckiem kształtowały się w przedziale 190–210 tys. zł, zaś dla modelu dwa plus dwa – 350–385 tys. zł.

– Wzrost kosztów wychowania dziecka wynika też z ogólnego wzrostu kosztów życia w naszym kraju. Między 2015 a 2018 rokiem wzrosły one o około 61 proc. – podkreśla Andrzej Sadowski.

Generalnie na potrzeby najmłodszych gospodarstwa domowe przeznaczają od 15 do nawet 30 proc. swoich budżetów.

Rząd wprawdzie oferuje edukację jako rzekomo nieodpłatny serwis, ale rodzice z tytułu rzeczywistego wykształcenia swoich dzieci w szkołach podstawowych i średnich ponoszą dodatkowe koszty – tłumaczy Andrzej Sadowski. – Tak samo opieka medyczna – kiedy rodzice potrzebują skorzystać z lekarza, to udają się z dzieckiem do prywatnego gabinetu i płacą za to, co wcześniej mieli zaoferowane w serwisie państwowym.

Z badania wynika także, że tytułem podatku VAT od wszelkich produktów potrzebnych w procesie wychowania dzieci rodzice wpłacają do budżetu państwa rocznie 10,5 mld zł, czyli połowę tego, co rząd wypłacił w ubiegłym roku tytułem programu Rodzina 500+. W przypadku rodziny z dwójką dzieci, czyli takiej, która do tej pory otrzymywała pieniądze na jedno dziecko, a wydatki musiała pokryć w przypadku obydwojga, całość świadczenia pochłaniał VAT na artykuły dla dzieci. Ekonomiści przypominają przy okazji, że są kraje, w których VAT na produkty dziecięce wynosi 0 (np. Wielka Brytania) lub jest bardzo niski (np. w Luksemburgu to 3 proc.).

– Także koszty telekomunikacyjne stają się stałym elementem w życiu każdego dziecka. Przysłowiowa wyprawka w wysokości 300 zł de facto pokrywa koszty najtańszego abonamentu dla dziecka – podaje przykład kolejnego wydatku prezes think tanku.

Z badania rodziców wynikło także, że choć 54 proc. pytanych uważa, że zaspokoiło potrzeby swoich pociech należycie, to 29 proc. ma świadomość, że mimo starań nie udało im się tego dokonać. 17 proc. nie ma w tej kwestii pewności. Mimo to zdecydowana większość badanych rodziców jest zdania, że koszty są warte ponoszenia. Na pytanie, czy będąc świadomi trudów, ponownie zdecydowaliby się na dzieci, 86 proc. odpowiedziało twierdząco, przy czym aż 61 proc. udzieliło odpowiedzi „zdecydowanie tak”. Jedynie 7 proc. udzieliło przeciwnej odpowiedzi, a tylko 3 proc. zaprzeczyło w sposób kategoryczny.

Badania wskazały rzecz paradoksalną, bo z jednej strony osoby mające dzieci jasno mówią, że to są bardzo wysokie koszty i często trudno było im podołać tym wydatkom związanym z dziećmi – komentuje dr Tomasz Baran z Ogólnopolskiego Panelu Badawczego Ariadna i Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. – Jednocześnie zapytani, czy ponownie zdecydowaliby się na dzieci, gdyby cofnęli się w czasie ze świadomością tych kosztów, które mają ponieść, w zasadzie wszyscy mówią, że jak najbardziej ponownie podjęliby taką decyzję.

Infrastruktura smart city wspierana sztuczną inteligencją zmodernizuje wielkie aglomeracje. Systemy inteligentne w miastach rozładują korki, obniżą rachunki i zredukują smog

Infrastruktura smart city wspierana sztuczną inteligencją zmodernizuje wielkie aglomeracje. Systemy inteligentne w miastach rozładują korki, obniżą rachunki i zredukują smog 2

Powstają pierwsze zintegrowane systemy obsługi i kontroli rozwiązań z zakresu internetu rzeczy dla inteligentnych miast. Dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji i algorytmów do przetwarzania danych big data powstają rozwiązania infrastrukturalne zdolne do wprowadzenia zautomatyzowanej obsługi systemów miejskich. Platformy SI pozwolą wprowadzić na ulice autonomiczne samochody, prześledzą poziom zanieczyszczenia powietrza i ułatwią zarządzanie miejskim systemem oświetlenia.

Wraz z pojawieniem się pierwszych rozwiązań z zakresu smart city pojawiło się zapotrzebowanie na zintegrowane inteligentne platformy informatyczne, które umożliwiłyby zautomatyzowanie obsługi systemów miejskich. Jednym z pierwszych rozwiązań tego typu na polskim rynku jest projekt CityLab we Wrocławiu. Ma on stworzyć zaplecze intelektualne do testowania autorskich systemów inteligentnych, funkcjonujących w przestrzeni publicznej. Nadrzędnym celem tego przedsięwzięcia będzie opracowanie usług, które poprawią jakość życia mieszkańców Wrocławia przy wykorzystaniu technologii z zakresu smart city.

Prace zespołów badawczych funkcjonujących w ramach CityLab skupią się na kluczowych wyzwaniach, jakie stoją przed włodarzami Wrocławia. Powstanie m.in. system monitoringu jakości powietrza współpracujący z aplikacją mobilną, system zarządzania miejscami parkingowymi czy sieć słupów oświetleniowych wyposażonych w czujniki inteligentne.

Przykładów wdrożeń inteligentnych systemów w europejskich miastach jest znacznie więcej.

– W czeskiej Pradze mamy prawie 100 instalacji inteligentnych, które zarządzają oświetleniem, pomiarem zanieczyszczenia w mieście, przepływem ruchu czy danymi przesyłanymi do mieszkańców. Innym przykładem jest Berlin, gdzie zrobiliśmy retrofit starych lamp i dzięki temu zaoszczędzono 30 proc. energii, a także nawiązano kontakt z mieszkańcami poprzez informacje udostępniane przez Wi-Fi – opowiada agencji informacyjnej Newseria Innowacje Joanna Lewandowska partner ds. rozwoju ICE-Gateway.

W słowackim projekcie Galanta Smart City, ICE-Gateway przygotowało z kolei sieć 24 inteligentnych lamp LED, które mogą być sterowane zdalnie za pośrednictwem spersonalizowanego oprogramowania. Mierzą także natężenie ruchu na ulicach, automatycznie przystosowując tryb swojej pracy do bieżących potrzeb mieszkańców. Sprawdzają się również w roli systemu monitoringu jakości powietrza, który dostarcza kluczowe informacje o zanieczyszczeniu, a zintegrowane kamery bezpieczeństwa sprawdzają się w roli miejskiego systemu monitoringu.

– Jest to unikatowa, łatwo integrowalna infrastruktura, która zarządza praktycznie wszystkimi elementami, składającymi się na prawdziwe smart city. Zaletą jest łatwa integrowalność tej platformy, możliwość dokładania poszczególnych funkcji i rozwiązań w trakcie trwania projektu, skalowalność adresowana w zależności od potrzeb danego miasta, większego lub mniejszego. Platforma szyfruje przesyłane dane, które są bardzo bezpieczne. Do tego dochodzi możliwość dokoptowania do infrastruktury już istniejącej lub budowania jej od nowa – twierdzi ekspertka.

Swój wkład w rozwój idei smart city ma także firma Qualcomm Technologies, która pracuje nad platformą do kompleksowej obsługi inteligentnych miast. Qualcomm Smart Cities Accelerator Program będzie czymś w rodzaju cyfrowego sklepu dla urzędników opracowujących strukturę miejskich systemów informatycznych. Ułatwi zintegrowanie rozwiązań inteligentnych od różnych producentów: dostawców chmur obliczeniowych, producentów sprzętu czy programistów odpowiedzialnych za tworzenie aplikacji sterujących.

– Celem wdrożenia łatwo integrowalnych systemów smart city jest przede wszystkim ułatwienie życia. Przykładem może być informacja i zarządzanie ruchem miejskim, które spowoduje, że korki mogą być mniejsze lub mieszkańcy mogą podejmować decyzje, w jaki sposób się poruszają. Oszczędność energetyczna poprzez zarządzanie oświetleniem w sposób inteligentny. Wprowadzenie rozwiązań dotyczących bezpieczeństwa inteligentnego, czyli monitoring i komunikacja do mieszkańców. Oczywiście także pomiary zanieczyszczenia powietrza – wymienia Joanna Lewandowska.

Według analityków z firmy Verified Market Research, wartość globalnego rynku rozwiązań z zakresu infrastruktury inteligentnych miast w 2018 roku wyniosła 554 mld dol. Przewiduje się, że do 2026 roku wzrośnie ona do 1,93 bln dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie blisko 6,5 proc.

Polacy eksperymentują z ekologicznymi silnikami rakietowymi. Niedługo możemy być liderami w dziedzinie napędów kosmicznych

Polacy eksperymentują z ekologicznymi silnikami rakietowymi. Niedługo możemy być liderami w dziedzinie napędów kosmicznych 3

Polscy naukowcy pełnią rolę liderów w badaniach nad ekologicznymi napędami rakietowymi, które przyczynią się do ograniczenia emisji szkodliwych substancji do atmosfery w trakcie startu rakiety. Silniki napędzane paliwem płynnym zastępują konstrukcje z toksycznymi substancjami. Na świecie opracowywane są z kolei pojazdy kosmiczne, które byłyby zdolne do wytwarzania energii samodzielnie, umożliwiając jeszcze dalszą eksplorację kosmosu.

– Jesteśmy jednym z liderów w rozwoju ekologicznych napędów rakietowych wykorzystujących substancje napędowe, które nie są groźne dla środowiska i dla obsługi rakiet. Dotychczasowe napędy wykorzystywały czterotlenek azotu czy hydrazyny, które są toksyczne i niebezpieczne dla człowieka. Rozwijamy cały szereg silników rakietowych, które są wykorzystywane na razie w rakietach badawczych, ale mogą być z powodzeniem wykorzystywane w rakietach kosmicznych i powinny zastąpić te nieekologiczne napędy, które są dzisiaj wykorzystywane w wielu rakietach na świecie – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje prof. dr hab. inż. Piotr Wolański z Instytutu Lotnictwa w Warszawie.

Na rynku pojawiają się nowe technologie, które umożliwią wyniesienie ładunków w przestrzeń przy wykorzystaniu ekologicznych silników rakietowych. Przemysł kosmiczny od kilkudziesięciu lat bazuje na hydrazynowych silnikach rakietowych, które zapewniają wysoką wydajność, ale charakteryzują się dużą szkodliwością dla środowiska.

Nad jednym z nowych rozwiązań pracuje gdyńska firma Space Forest. Jej prototypowe silniki hybrydowe w roli źródła energii wykorzystują mieszankę podtlenku azotu oraz parafiny stałej. Dzięki temu w procesie spalania powstaje głównie woda, wodór, tlenek i dwutlenek węgla, a do atmosfery nie są wprowadzane żadne związki chlorów szkodliwe dla środowiska. Pierwszy w pełni funkcjonalny silnik od Space Forest ma powstać do końca roku i będzie zdolny wynieść ładunek na wysokość przeszło 100 km.

Instytut Lotnictwa w swoim Centrum Technologii Kosmicznych opracował z kolei rakietę ILR-33 „Bursztyn” z pierwszym na świecie silnikiem rakietowym, który w roli utleniacza wykorzystuje nadtlenek wodoru w 98-procentowym stężeniu. Za paliwo służy zaś polietylen, który może być pozyskiwany w procesie przetwarzania odpadów komunalnych.

– Zielone napędy, które opracowaliśmy w Instytucie Lotnictwa, wykorzystują 98-procentowy nadtlenek wodoru, który w czasie rozkładu wydziela parę wodną tlen i ciepło. To bardzo ekologiczna substancja. Mam nadzieję, że „Bursztyn” w tym roku przekroczy umowną granicę kosmosu, czyli poleci na wysokość ponad 100 km. Rozwijamy również małe silniki, które będą mogły być wykorzystywane w ostatnich stopniach małych rakiet kosmicznych czy do zmiany orbity sztucznych satelitów Ziemi – zapowiada ekspert.

Z kolei dr Philip Metzger z University of Central Florida zaproponował stworzenie pojazdu kosmicznego, który byłby w stanie sam wytwarzać paliwo rakietowe. We współpracy z firmą Honeybee Robotics opracował model statku World Is Not Enough, zaprojektowany z myślą o wykorzystaniu w branży górnictwa kosmicznego. WINE ma pobierać wodę z asteroid i wytwarzać parę, która umożliwi mu lot do kolejnych obiektów kosmicznych. Pierwsze prototypowe silniki parowe mają powstać w porozumieniu z Embry-Riddle Aeronautical University, a do przetworzenia wody na paliwo rakietowe wykorzystają panele słoneczne. Dzięki zastosowaniu takiego systemu w teorii będą miały nieograniczony zasięg oraz czas działania.

Z napędami spalającymi ciekły materiał pędny eksperymentuje także zespół AGH Space Systems, który opracował rakietę Turbulencja. Jej silnik w roli utleniacza wykorzystuje podtlenek azotu, który zapewnia wysoką efektywność układu napędowego oraz zwiększa bezpieczeństwo eksploatacji. Nad zbliżonym projektem pracują także członkowie Koła Naukowego Napędów MELprop Wydziału Mechanicznego Energetyki i Lotnictwa przy Politechnice Warszawskiej. Ich rakieta również wykorzystuje podtlenek azotu w roli utleniacza.

– Dzięki tym technologiom Polska w niedalekiej przyszłości będzie mogła zbudować rakietę, która będzie zdolna do wynoszenia małych sztucznych satelitów Ziemi. A jest w tej chwili bardzo duże nastawienie na budowę coraz większych konstelacji małych satelitów. I w tym aspekcie myślę, że moglibyśmy dołączyć do tej grupy, która ma takie środki wynoszenia już w świecie – twierdzi prof. Wolański.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku silników rakietowych w 2018 roku przekroczyła 4,2 mld dol. Przewiduje się, że do 2023 roku wzrośnie ona do ponad 6,3 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 8,5 proc.

O branży podroży służbowych na konferencji CORPORATE LODGING FORUM

Dzięki najnowszym technologiom umożliwiającym gromadzenie wartościowych danych i odpowiednie ich analizowanie, dostawcy usług branży turystycznej mogą zapewnić nie tylko prostszy proces nabywania usług, począwszy od etapu poszukiwania preferowanego hotelu w najlepszej cenie, poprzez dostosowanie podróży do zmieniających się warunków, ocenę satysfakcji, płatność i rozliczenie, aż po poprawę jakościową samego doświadczenia jakim jest podróż biznesowa.

Transformacja cyfrowa ma ogromny wpływ na branżę podróży służbowych, dlatego była jednym z głównych tematów konferencji Corporate Lodging Forum, która odbyła się w dniu 23 maja 2019 r. w Warszawie, w hotelu Renaissance Warsaw Airport Hotel. Corporate Lodging Forum to unikalna platforma do wymiany opinii i poglądów, debaty na temat podróży służbowych i organizacji wyjazdów grupowych i konferencji. Wydarzenie to jest dedykowane osobom odpowiedzialnym za organizację podróży służbowych w dużych firmach z Polski, Czech, Węgier, Rumunii, Rosji i całej Europy Środkowo-Wschodniej. Oprócz przedstawicieli firm w tym roku obecni byli także reprezentanci branży hotelowej, którzy coraz chętniej angażują się w poważną dyskusję z biznesem. Konferencja odbyła się w Warszawie już po raz czwarty.

ZDJĘCIA: „Corporate Lodging Forum, Warszawa. Fot. AKPA”

Jedno z ciekawszych wystąpień było poświęcone tematyce machine learning oraz sztucznej Inteligencji. Jacek Bisiński, ekspert w zakresie analizy danych w Google Poland, wyjaśnił jak wykorzystanie algorytmów, machine learning i big data prowadzi do tworzenia rozwiązań, które osiągają podobne wyniki do pracy ludzkiego mózgu. „Zbieranie danych w branży hotelowej jest bardzo ważne, głównym powodem jest dobieranie odpowiednich produktów czy usług dla użytkowników. W ten sposób jesteśmy w stanie oferować spersonalizowane wyniki, ograniczone tylko do tych, które faktycznie mogą zainteresować użytkownika”, mówił Jacek Bisiński podczas wykładu „Dane to potęga”.

Poza ogromnym wpływem rozwoju technologii na branżę podróży służbowych, bardzo istotna jest też komunikacja wewnętrzna w firmach, dlatego tematem przewodnim tegorocznej konferencji jest „Connect” – „połączenie” zarówno w sensie integracji narzędzi, nawiązania i budowania relacji między dostawcami usług a firmami, między hotelarzami i reprezentantami biznesu, jak i komunikacji wewnątrz firmy.

W celu sprawnego zarządzania podróżami służbowymi w firmach, kluczowe jest zaangażowanie odpowiednich działów – nie tylko działu zakupów. Osoba organizująca podróże znajduje się w centrum, pomiędzy różnymi interesariuszami, a jej rola polega na zestawieniu realiów (szczegółowych danych dotyczących podróży, kosztów, standardu, lokalizacji) z założeniami firmy (limity cenowe, preferowane lokalizacje, negocjowane ceny) i potrzebami pracowników (blisko, wygodnie, elastycznie) – dlatego bardzo ważne jest też zaangażowanie działu finansów, IT, HR, Bezpieczeństwa i komunikacji. O tym jak współpracować i dobrze zrozumieć oczekiwania poszczególne grupy interesariuszy w firmie dyskutowano podczas panelu poświęconemu optymalizacji kosztów dzięki odpowiedniej komunikacji w firmie.  Jak podkreślał Łukasz Ostrowski, Head of Global Mobility Purchasing, BSH Sprzęt Gospodarstwa Domowego Sp. z o.o, z punktu widzenia działu zakupów skuteczne zarządzanie wydatkami na podróże jest możliwe pod warunkiem bardzo bliskiej współpraca wielu działów wewnątrz firmy oraz przy wykorzystaniu odpowiednich kanałów komunikacji. Finalnie, osoba zarządzająca podróżami musi skonstruować wewnętrzną politykę podróży, a jest to często duże wyzwanie logistyczne, ponieważ musi ona jednocześnie opierać się na danych, zaspokajać potrzeby pracowników i spełniać założenia firmy.

Rezerwacje usług związanych z podróżami dokonywane za pośrednictwem internetu to już standard. Jednak warto pamiętać, że podróżujący pracownik nie jest stanie przeznaczyć na poszukiwania oferty spełniającej jego oczekiwania i będącej zgodnej z firmowymi wytycznymi w zakresie podróży, zbyt dużo czasu. W takiej sytuacji, jedynie technologia może pomóc zapewnić spersonalizowaną, zgodną z oczekiwaniami ofertę. Im więcej wiemy o podróżnych i ich zwyczajach, tym lepiej będziemy w stanie sprostać ich wymaganiom i wyeliminować wszelkie uciążliwości związane z planowaniem podróży.

Jakie będą główne oczekiwania, potrzeby osób podróżujących w przyszłości, w szczególności pokolenia millenialsów? Prostota, automatyzacja i szybkość obsługi procesów, z wykorzystaniem urządzeń mobilnych i nowych rozwiązań technologicznych. Podróżni cenią sobie nowoczesność i bezproblemowość w nabywaniu usług turystycznych. Nie chcą tracić czasu na długie poszukiwania, są często nawet chętni, aby system sam dopasował im hotel, zarezerwował pobyt i tylko wysłal potwierdzenie. Do tego potrzebna jest automatyzacja całego procesu podróży, która jest możliwa dzięki wykorzystaniu technologii API i integracji dostawców różnorodnych usług – transportu naziemnego (taksówki, pociągi), zakwaterowania, transportu lotniczego czy dodatkowych usług jak np. przewodnik wycieczki.

W celu spełnienia oczekiwań osób podróżujących, potrzebne są zintegrowane rozwiązania oparte na Sztucznej Inteligencji – np. towarzysz podróży (travel companion). Taki idealny towarzysz podróży rozumie cele danej podróży – wie nie tylko, z jakiego punktu A wyruszam i gdzie znajduje się docelowy punkt B, ale także zna terminy moich spotkań i wie z kim planujemy się spotkać. Oczywiście, aby taki towarzysz podróży był prawdziwą asystą, należy udostępnić mu odpowiednie dane. Dzięki temu, w przypadku wszelkich niespodziewanych utrudnień w podróży – np. opóźniony lot czy przedłużone spotkanie, będzie w stanie przedstawić alternatywy w moim harmonogramie podróży. Ostatecznie podróże będą przebiegały sprawniej i będą zgodne z polityką podróży w firmie, np. towarzysz podróży wiedząc o opóźnionym locie wybierze dla podróżującego pracownika odpowiedni hotel przy lotnisku, z uwzględnieniem prawidłowych stawek hotelowych i dodatkowo odwoła rezerwację na samochód, co pozwoli uniknąć dodatkowych kosztów.

Temat podróży służbowych jest bardzo złożony. Niektóre firmy biorą cały ciężar operacyjny w tym zakresie na własne barki, inne decydują się oddać część lub całość procesów na zewnątrz. Często spotkanie i wymiana doświadczeń pozwala firmom zrewidować własne standardy i procedury, daje inspiracje i otwiera perspektywę zmian i ulepszeń. Dlatego warto się spotykać, rozmawiać i dowiedzieć się, jak z tymi wyzwaniami radzą sobie inne firmy w naszym regionie.

Cykl konferencji Corporate Lodging Forum w 2019 roku odbywa się w 14 miastach na całym świecie: od Chicago, przez São Paulo, sześć największych miast Europejskich, po Shanghai, Tokio, New Delhi i Sydney. Konferencja umożliwia międzynarodowym i lokalnym firmom lepsze zrozumienie różnorodnych wyzwań związanych z podróżami służbowymi na każdym z rynków, dzięki czemu globalni nabywcy zapewnią swoim lokalnym zespołom dostęp do bogactwa treści i wyjątkowej platformy wymiany informacji.

W trakcie konferencji, licznie zgromadzeni goście wymieniali doświadczenia podczas sesji networkingowych, a także mieli okazję do zapoznania się z ofertą HRS bezpośrednio od przedstawicieli HRS Group.

Moderatorem konferencji był Tomasz Gorzycki – Dyrektor Zarządzający na Europę Wschodnią i Kraje Nordyckie, HRS”.

Konferencja Corporate Lodging Forum została zorganizowana we współpracy z firmą Amadeus Polska, stowarzyszeniem PSML, firmą Arval, Liniami Lotniczymi Qatar Airways oraz pod patronatem medialnym magazynu Hotelarz.

Na zakończenie ogłoszona została data kolejnej konferencji z cyklu Corporate Lodging Forum, która odbędzie się 28 maja 2020 r. w Warszawie.

Więcej informacji na temat konferencji, można znaleźć na stronie https://www.corporate-travel-forum.com/pl/poland

Innowacje-Technologie-Maszyny – Targi ITM Industry Europe 4-7 czerwca 2019

Sztuczna inteligencja pomaga w prewencyjnym leczeniu padaczki niemowląt i dzieci

Transition Technologies (TT) w międzynarodowym projekcie EPISTOP było odpowiedzialne za gromadzenie i czyszczenie danych oraz wyliczenia. Obok analizy statystycznej, TT opracowało łączoną analizę danych z wielu źródeł. Mowa o danych klinicznych o pacjencie, wynikach badań EEG, rezonansu magnetycznego, a także danych genomicznych, transkryptomicznych, proteomicznych i molekularnych. Dla uzyskania jak najdokładniejszych wyników, w badaniu przeanalizowano 33 terabajty danych[2].

Zebrane w projekcie dane posłużyły do zbudowania klasyfikatora, który na bardzo wczesnym etapie życia pacjenta przewiduje wystąpienie napadów padaczkowych. Dzięki temu możliwe jest prognozowanie, u kogo należy wdrożyć leczenie. Na sukces projektu złożyły się doświadczenia ekspertów spółki zebrane we współpracy z klinicystami i badaczami.

Konrad Świrski,
Prof. Konrad Świrski, Prezes Transition Technologies S.A.

Nasi specjaliści zaprogramowali możliwość diagnozy prognostycznej, czyli wyprzedzenia choroby, stłamszenia zalążków możliwości wystąpienia ataku. Dostaliśmy dane bardzo wysokiej jakości, a także naukowe wsparcie z weryfikacją działań na każdym etapie prac. Cieszymy się, że mogliśmy wziąć udział w tym projekcie – mówi Konrad Świrski, prof., prezes zarządu Transition Technologies S.A.

Projekt EPISTOP stawiał uczestnikom nie lada wyzwanie, bo jego ostatecznym celem, w uproszczeniu, było zapobieganie atakom padaczki u najmłodszych – niemowląt i dzieci, które nie są jeszcze zdolne komunikować się w sprawie swojego zdrowia. Ilość danych do przepracowania była ogromna. W czasie przeznaczonym na realizację projektu byłoby to nieosiągalne do obliczenia dla zespołu lekarzy. Specjaliści wypracowali i podyktowali nam procesy, przekazali dane, które ubraliśmy w algorytmy zdolne do znacznie szybszego stawiania wniosków – mówi Konrad Wojdan, dr inż., dyrektor działu badań i rozwoju w Transition Technologies.

W powyższym projekcie stworzono model do badań przypadków ze stwardnieniem guzowatym[3]. TT prowadzi także działania w badaniu EPIMARKER, którego celem jest zastosowanie nowych metod rozpoznawania i leczenia padaczki oraz zaburzeń neurorozwojowych u dzieci w oparciu o model kliniczny i komórkowy padaczki zależnej od szlaku mTOR. To kolejny projekt informatyczny TT na rynku medycznym, realizowany we współpracy z naukowcami.

[1] Takich, które widać – zapis EEG wskazuje na stan nieświadomości

[2] = 1 000 000 000 000

[3] Chorobę tę cechuje powstawanie niezłośliwych guzów w mózgu, sercu i innych narządach. Około 80% pacjentów dotkniętych tym schorzeniem rozwija padaczkę w pierwszym roku życia. Sprawia to, iż możliwe jest obserwowanie procesu rozwoju choroby.

Nowi ministrowie: rodziny, pracy i polityki społecznej oraz edukacji

W ciągu najbliższych godzin lub dni poznamy nazwiska nowych ministrów: rodziny, pracy i polityki społecznej oraz edukacji. Nieoficjalnie mówi się, że nastąpi też zmiana na stanowiskach ministra finansów i energii. Zdaniem Konfederacji Lewiatan przed nowymi szefami resortów staną duże wyzwania.

Minister finansów

– W Polsce mamy do czynienia z trwale niskim poziomem inwestycji i mało optymistycznymi prognozami, co do możliwości odwrócenia tego trendu w najbliższych latach. Kulejące inwestycje mogą osłabiać tempo wzrostu gospodarczego w dłuższej perspektywie. Dlatego priorytetem rządu i nowego ministra finansów powinno być zwiększenie inwestycji. Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju (SOR), przyjęta przez rząd, zakłada wysoką dynamikę nakładów inwestycyjnych w gospodarce. Do 2025 roku udział inwestycji w PKB ma osiągnąć 25 proc. Niestety, w ostatnich latach spadał i obecnie wynosi tylko ok. 18 proc. Zwiększenie wydatków socjalnych, które zapowiada rząd, pomoże w przyspieszeniu konsumpcji, co w krótkiej perspektywie może stymulować wzrost gospodarczy, ale bez pobudzenia inwestycji i poprawy ich struktury jesteśmy narażeni na regres i osłabianie gospodarczej pozycji Polski. Słabnąca gospodarka oznacza obniżanie siły nabywczej wynagrodzeń, mniejsze środki na realizację polityk publicznych np. polityki społecznej, ochronę środowiska, rozwój infrastruktury, ochronę zdrowia, czyli spadek poziomu dobrobytu – mówi Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan.

– Przed nowym ministrem finansów stoi wyzwanie. Niedopuszczenie do powiększenia deficytu finansów publicznych. Powinien twardo bronić i stać na straży budżetu. Hamować zapędy do wybujałych wydatków o charakterze konsumpcyjnym. Tym bardziej, że wiele pokus pojawi się jesienią, w okresie przedwyborczym. Wydatki zaś powinny w jak największym stopniu mieć charakter prorozwojowy i służyć pobudzeniu inwestycji przedsiębiorstw (zwłaszcza mniejszych). Przyspieszenie inwestycji pomoże generować w przyszłości większe przychody, a przez to utrzymać dynamiczny wzrost, nawet w obliczu globalnego spowolnienia. Na pewno istnieje potrzeba dalszego uszczelniania systemu podatkowego, ale nie może się to odbywać kosztem karania uczciwych przedsiębiorców. Mamy nadzieję, że nowy minister finansów definitywnie zrezygnuje z tzw. testu przedsiębiorcy – mówi Sonia Buchholtz, ekspertka ekonomiczna Konfederacji Lewiatan.

Zdaniem pracodawców nowy minister finansów powinien zastanowić się nad powołaniem komisji lub rady, której zadaniem byłby stały monitoring stosowania prawa podatkowego. Rekomendacje tej instytucji powinny być brane pod uwagę przy proponowaniu zmian. Istotne jest również, aby ograniczyć negatywny wpływ formy podatku i sposobu ustalania podstawy opodatkowania na decyzje inwestycyjne przedsiębiorstw oraz wprowadzić odpowiednio długie vacatio legis przy zmianach w podatkach.

Minister rodziny, pracy i polityki społecznej

Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan
Robert Lisicki, ekspert Konfederacji Lewiatan

– Przed nowym ministrem rodziny, pracy i polityki społecznej wciąż stają duże wyzwania dotyczące rynku pracy: niedobór pracowników, luka kompetencyjna, zmieniające się warunki zatrudnienia. Niskie wskaźniki bezrobocia nie oznaczają braku problemów. Przede wszystkim tematem są kwestie związane z kształtowaniem wielkości i jakości zasobów pracy. Szczególnie istotne stają się więc działania, które będą zmniejszały bierność zawodową. System świadczeń socjalnych powinien wspierać samodzielność poszczególnych osób i ułatwiać im powrót na rynek pracy. Konieczny jest dalszy rozwój sieci placówek opiekuńczych dla dzieci i poważne przyjrzenie się kwestiom opieki nad seniorami. Dla poprawy sytuacji na zróżnicowanych rynkach lokalnych, warto poszukać instrumentów, które ułatwiają zmianę miejsca zamieszkania w ramach kraju. Konieczne jest stworzenie stabilnego i przewidywanego systemu wspierania podnoszenia kompetencji pracowników tak, aby cały czas były one dostosowywane do zmieniających się potrzeb rynku – mówi Robert Lisicki, dyrektor departamentu pracy Konfederacji Lewiatan.

Możliwości rozwoju przedsiębiorstw i gospodarki są zależne od dostępności pracowników, w szczególności tych wykwalifikowanych. To wymaga poprawy efektywności i przejrzystości procedur związanych z zatrudnieniem cudzoziemców. Nie mniej ważne jest utrzymanie i tworzenie miejsc pracy o wysokiej jakości i wysoko wynagradzanych, co wymaga zaniechania zniesienia limitu składek na ZUS. Pracodawcom przyda się również chwila oddechu od nowych inicjatyw regulacyjnych oraz efektywne wsparcie we wdrażaniu ostatnio wprowadzonych rozwiązań.

Przed następcą minister Elżbiety Rafalskiej stoją również wyzwania na forum UE. To m.in. kwestia wdrożenie regulacji dotyczących delegowania pracowników, które wpłyną na funkcjonowanie rynku wewnętrznego, jak i powrotu do dyskusji nad zmianami w przepisach dot. koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego.

Minister edukacji

– Nowy minister edukacji powinien szybko zająć się rozwiązaniem licznych problemów związanych z wprowadzaną od 1 września reformą. Począwszy od podwyższenia uposażenia nauczycieli przez liczne problemy związane z organizacją roku szkolnego, a na zweryfikowaniu zgodnie z raportem NIK podstaw programowych skończywszy. Po zrealizowaniu tych wszystkich zadań oczekujemy, że w dobie 4 rewolucji przemysłowej czyli gospodarki opartej na wiedzy uruchomiona zostanie narodowa dyskusja nad nowym modelem systemu edukacji oraz jego finansowania. W perspektywie kilku lat szkoła, uczelnia powinny być nowoczesnym miejscem edukacyjnym, nauczyciele i wykładowcy być dobrze opłacaną kadrą profesjonalistów stale podnoszącą swoje kompetencje. Zaś absolwenci będą posiadali odpowiednią wiedzę, umiejętności praktyczne i kompetencje miękkie, ale przede wszystkim zdobędą umiejętność uczenia się i to przez całe życie. To wszystko powinno doprowadzić do tego, że edukacja będzie o krok przed gospodarką. Kraj nie będzie się rozwijał bez nowoczesnej edukacji –mówi Małgorzata Okońska-Zaremba, dyrektorka departamentu kompetencji Konfederacji Lewiatan.

Nowy minister powinien zabiegać o większy udział dorosłych we wszystkich formach uczenia się. W tym kontekście konieczna jest zmiana finansowania kształcenia dorosłych w środowisku pracy i poza nim. Wyzwaniem jest dostosowanie oferty kształcenia do indywidualnych potrzeb osób dorosłych oraz oczekiwań pracodawców.

Pracodawcy proponują także uruchomienie instytucji opiekuna MŚP w zakresie edukacji i przejęcie przez sektor publiczny obowiązków biurokratycznych oraz nadzorczych nad praktyczną nauką zawodu.

Minister energii

Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan
Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan

– Wśród priorytetów nowego ministra powinny się znaleźć: rozwiązanie problemu zamrożonych cen energii elektrycznej w tym roku, nowelizacja ustawy o odnawialnych źródłach energii, nowelizacja tzw. ustawy odległościowej i wycofanie przepisu wykluczającego możliwość lokalizacji farm wiatrowych w odległości bliższej niż 10h od zabudowań, rozwiązanie problemu szczytów letnich, przyspieszenie inwestycji fotowoltaicznych oraz inne mechanizmy (DSR – (umowy z odbiorcami). Ważna będzie też odbudowa konkurencyjnych rynków energii elektrycznej i gazu. Monopol, w tym przypadku państwowy, skutkuje nieefektywnym działaniem i przyczynia się do wzrostu cen energii. Niezwykle istotne będzie przyjęcie strategicznego dokumentu Polityka Energetyczna Polski 2050 – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Po wyborach do Parlamentu Europejskiego brexit stał się jeszcze większą niewiadomą

W Wielkiej Brytanii zwyciężyła Partia Brexit, pomimo tego sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Zamieszanie powinno się pogłębiać, a jego kumulacja zapowiedziana jest na październik.

Eurowybory wygrała partia, która opowiada się za brexitem. Jednak, gdyby zsumować głosy oddane na zwolenników i przeciwników, to więcej zdobyli ci drudzy.

Jeszcze przed dwoma laty blisko 80 proc. głosów w wyborach do brytyjskiego parlamentu zdobyli Konserwatyści i Partia Pracy. Teraz obie partie należą do grona przegranych, czyli nie zagłosują za przedterminowym przeprowadzeniem wyborów. Także ogłoszenie ponownego referendum nt. brexitu stało się jeszcze mniej prawdopodobne.

– Wszystko wskazuje na to, że pod koniec października znajdziemy się w podobnej sytuacji, w jakiej byliśmy pod koniec marca, gdy kolejny termin wyjścia Wielkiej Brytanii z UE się zbliża, a w sprawie brexitu nadal nic nie wiemy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Prawo ochrony danych osobowych podczas zbierania i przetwarzania danych pracowników i kandydatów

4 maja 2019 r. weszła w życie tzw. „ustawa sektorowa”, która zmienia 162 ustawy zawierające przepisy o ochronie danych osobowych, w tym przepisy Kodeksu pracy. Dla pracodawców wiąże się to z koniecznością wprowadzenia kolejnych zmian w procesach kadrowych

W praktyce konieczność stosowania nowych wymogów prawnych spadnie na pracowników działów HR oraz kadry kierowniczej uczestniczących w procesach kadrowych.

– Najważniejsze działania, jakie powinny zostać podjęte przez pracodawców w związku z uchwalonymi zmianami to po pierwsze weryfikacja zakresu danych osobowych, jakie żądane są od kandydatów i pracowników oraz aktualizacja treści kwestionariuszy osobowych służących do zbierania tych danych, jak również innych dokumentów przekazywanych pracownikom w związku z nawiązywaniem stosunku pracy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Karolina Kulikowska, prawnik w Zięba&Partners. – Po drugie, pracodawcy powinni zaktualizować treść klauzuli informacyjnych zamieszczanych w ogłoszeniach rekrutacyjnych oraz nadać upoważnienia do przetwarzania danych osobowych pracownikom dopuszczonym do przetwarzania szczególnych kategorii danych osobowych, czyli tzw. „danych wrażliwych”.

Ponadto, pracodawcy, u których działa Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych powinni dostosować treść regulaminu przyznawania świadczeń z funduszu do nowych wymogów, zweryfikować treść wniosków o przyznanie świadczenia z funduszu oraz zakres danych pozyskiwanych od wnioskujących, jak również wdrożyć obowiązek dokonywania przeglądu danych osobowych nie rzadziej niż raz w roku kalendarzowym w celu ustalenia zasadności ich dalszego przechowywania.

Nowe przepisy oznaczają dla pracodawców również ograniczenie możliwości stosowania praktyki background screeningu, czyli pozyskiwania danych osobowych od osób trzecich (np. byłych pracodawców).

– Przykładowo, pracodawca będzie mógł poprosić kandydata o dostarczenie referencji od poprzedniego pracodawcy, ale nie będzie już mógł kontaktować się z takim byłym pracodawcą bez zgody i wiedzy kandydata – wyjaśnia K.Kulikowska z Zięba&Partners.

Ograniczona została również możliwość weryfikacji zaświadczeń o niekaralności kandydata lub pracownika. Na gruncie nowych przepisów pracodawca będzie mógł pozyskać dane dotyczące karalności wyłącznie wtedy, jeżeli wymóg niekaralności na danym stanowisku wynika z przepisów prawa. Przetwarzanie danych zawartych w zaświadczeniu o niekaralności nie jest już zatem dopuszczalne nawet za zgodą pracownika.

5 głównych korzyści z rejestracji znaku towarowego

Rejestracja znaku towarowego jest droga – z taką opinią przedsiębiorców spotykam się bardzo często. To prawda – jednorazowa opłata za zastrzeżenie znaku w Urzędzie Patentowym do najtańszych nie należy, ale realny koszt za miesiąc ochrony to tylko 8 zł! Wielu przedsiębiorców wiedząc, ilu problemów pozwala uniknąć rejestracja, z pewnością nie wahałoby się ani chwili. Niestety, niejeden uświadamia to sobie wtedy, gdy na rejestrację jest już za późno. Ale po kolei.

Paweł Głąb – radca prawny, wspólnik w Kancelarii Prawnej Kantorowski i Wspólnicy sp. k.
Paweł Głąb – radca prawny, wspólnik w Kancelarii Prawnej Kantorowski i Wspólnicy sp. k.

Czym tak naprawdę jest znak towarowy? W dużym uproszczeniu jest to każde oznaczenie, które pozwala odróżnić towary jednego przedsiębiorstwa od towarów innych firm. Jest to jednocześnie podstawowa funkcja znaku towarowego. Przedsiębiorcy najczęściej decydują się na rejestrację znaku słownego (nazwy) lub słowno-graficznego (logotypu). Po rejestracji znak chroniony jest przez 10 lat i okres ten może być przedłużany. Zalet rejestracji znaku towarowego jest naprawdę wiele. Przedstawiam pięć najważniejszych.

  1. Wyłączność na używaniu znaku na danym rynku

Jednym z głównych plusów rejestracji znaku towarowego jest to, że zastrzeżenie znaku zapewnia Ci wyłączność w zakresie posługiwania się danym oznaczeniem na określonym rynku. Dzięki rejestracji możesz mieć pewność, że nikt z tej samej branży nie będzie posługiwał się podobną nazwą, czy też logotypem, a przynajmniej będziesz mógł szybko zareagować, gdyby taka sytuacja miała miejsce. Z drugiej strony, po zarejestrowaniu znaku towarowego, możesz spokojnie rozwijać swoją markę, inwestując w to często spore środki, bez obaw, że pewnego dnia konkurencja będzie próbowała ją przejąć. Właściwe przeprowadzenie procesu rejestracji, połączone ze zbadaniem zdolności rejestrowej znaku, da Ci również gwarancję, że Twój znak nie narusza wcześniej zarejestrowanych znaków towarowych.

  1. Środek dowodowy

Po zarejestrowaniu znaku towarowego urząd wyda Ci świadectwo ochronne. To dokument, który stanowi urzędowe potwierdzenie, że jesteś właścicielem swojej marki. Wskazuje od kiedy przysługuje Ci ochrona i dla jakich towarów lub usług masz monopol. Dokument ten w przypadku jakiegokolwiek sporu dotyczącego Twojej marki w łatwy sposób pozwoli wykazać przysługujące Ci do niej prawa. Nie musisz udowadniać od kiedy używasz znaku towarowego i jakie towary lub usługi nim sygnujesz – wystarczy wydane przez urząd świadectwo ochronne, które możesz otrzymać wyłącznie po przeprowadzeniu procedury rejestracji znaku towarowego.

  1. Łatwy obrót znakiem towarowym

Rejestracja znacznie ułatwia obrót znakiem towarowym. Zarejestrowany znak możesz sprzedać lub też udzielić innemu przedsiębiorcy licencji na korzystanie z niego i – mówiąc wprost – daje możliwość by zarabiać na swojej marce. Znak towarowy możesz również wnieść jako aport do spółki. W wielu przypadkach jest to korzystny sposób na optymalizację podatkową, chociażby w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością, w której wspólnik będący właścicielem znaku towarowego wykorzystywanego przez spółkę może udzielić jej licencji na korzystanie z marki, otrzymując z tego tytułu wynagrodzenie.

  1. Sposób na walkę z nieuczciwą konkurencją

Zarejestrowany znak gwarantuje Ci nie tylko wyłączność na jego używanie, ale stanowi też bardzo skuteczne narzędzie do walki z nieuczciwą konkurencją. W każdym przypadku, gdy odkryjesz, że konkurent próbuje podszywać się pod Twoją markę możesz natychmiast zareagować. Bardzo często sprawę załatwia samo okazanie świadectwa ochronnego. Jeśli to nie wystarczy, dzięki rejestracji możesz, np. przed sądem, z łatwością wykazać swoje prawa do marki. Rejestrując znak towarowy nabywasz prawo zakazania konkurencji posługiwania się Twoim oznaczeniem.

  1. Blokowanie nieuczciwych działań konkurencji w Google i Allegro

Jeżeli prowadzisz działalność w Internecie doskonale zdajesz sobie sprawę, jak często nieczyste zagrywki stosowane są przez konkurencję w zakresie pozycjonowania, czy też kampanii Google Ads. Dzięki rejestracji słownego znaku towarowego możesz np. zablokować reklamy, które wykorzystują Twoją nazwę, wypełniając prosty formularz zgłoszeniowy udostępniany prze Google – reakcja jest więc natychmiastowa. Również w przypadku ofert na platformach sprzedażowych typu Allegro rejestracja znaku daje Ci możliwość blokowania ofert, które w bezprawny sposób wykorzystują Twoją nazwę.

A ile to kosztuje?

Za rejestrację znaku towarowego w Urzędzie Patentowym w jednej klasie towarowej/usługowej trzeba zapłacić 890 zł. Biorąc pod uwagę, że dzięki temu uzyskasz ochronę na 10 lat łatwo policzyć, że daje to miesięczny koszt w wysokości niecałych 8 złotych! Jeżeli zdecydujesz się na rejestrację za pośrednictwem rzecznika patentowego, radcy prawnego lub adwokata, (który oprócz sporządzenia podania przeprowadzi badanie zdolności rejestrowej znaku), to do opłat urzędowych musisz doliczyć jego wynagrodzenie. W dalszym ciągu są to jednak koszty, które warto ponieść, aby zagwarantować sobie ochronę marki. W postępowaniu przed Urzędem Patentowym obowiązuje zasada „kto pierwszy ten lepszy”, więc tym bardziej nie warto zwlekać, bo konkurencja nie śpi!

Paweł Głąb – radca prawny, wspólnik w Kancelarii Prawnej Kantorowski i Wspólnicy sp. k. Specjalizuje się m.in. w tematyce znaków towarowych. Posiada bogate doświadczenie w reprezentowaniu klientów w postępowaniach rejestracyjnych na terenie Polski oraz Unii Europejskiej.

Podatki w dół, najwyższy nominalny wzrost płacy minimalnej w historii

Otrzymaliśmy dwa sygnały z Polski. Pierwszym jest zapowiedź obniżki podatków dla najgorzej zarabiających, natomiast drugi dotyczy wzrostu płacy minimalnej. Jeżeli ktoś jeszcze nie miał pewności, jak będzie wyglądał rok wyborczy, to teraz nie powinien mieć już żadnych wątpliwości. O ile wzrost płacy minimalnej wydaje się w miarę bezpiecznym posunięciem, to na tę chwilę nie wiemy, w jaki sposób zostaną sfinansowane braki w budżecie, wynikające z obniżenia podatków.

Mniejsze obciążenia podatników

Według Dziennika Gazety Prawnej Jacek Sasin, pełniący funkcję szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów, potwierdził kształt reformy podatkowej. Wskazał na wariant przedstawiony przez premiera, a nie ten forsowany przez Ministerstwo Finansów. Jest to bardzo dobra wiadomość dla większości obywateli, szczególnie dla gorzej zarabiających. Niestety jest też druga strona medalu, czyli sytuacja budżetowa państwa. Pieniądze na PIT, które pracownicy zatrzymują w portfelach, częściowo oczywiście wrócą do zasobów państwowych, chociażby w postaci podatków pośrednich, takich jak VAT czy akcyza, ale nie powinno się oczekiwać, że ta zmiana będzie całkowicie neutralna dla sytuacji finansowej Polski. Warto również przyjrzeć się aspektowi personalnemu. Jest to kolejny cios wymierzony w minister Teresę Czerwińską, który zwiększa prawdopodobieństwo jej dymisji w nadchodzącej rekonstrukcji rządu.

Rośnie płaca minimalna

Projekt Rady Ministrów zakłada wzrost płacy minimalnej z 2250 zł do 2450 zł (brutto). Będzie to najwyższy nominalny wzrost w historii. Co prawda w ujęciu procentowym najniższe wynagrodzenie rosło już korzystniej, chociażby w latach 2008 i 2009. Należy pamiętać, że minimalna pensja to nie tylko kwestia 13% pracujących, którzy otrzymują tę stawkę (lub mających ją na umowie), ale również inne opłaty oparte o ten wskaźnik. Warto w tym miejscu zauważyć, że 200 zł to szybszy wzrost niż ten zauważalny w przypadku średniej płacy. Jeżeli wynagrodzenie minimalne będzie rosło szybciej niż średnie, to może zacząć je otrzymywać coraz większa część społeczeństwa. Obecnie wynosi ono 47% średnich poborów.

Kanada nie zmienia stóp procentowych

Polityka banków centralnych znów staje się materią nie do końca przewidywalną. Niemniej wczorajsze posiedzenie Banku Kanady, zgodnie z oczekiwaniami, nie było przełomowe. Po ostatnich zmianach kierunku w USA stało się bardzo prawdopodobne, że podobnie zachowa się Kanada. Kraj ten ma bardzo silne połączenia gospodarcze ze swoim południowym sąsiadem. Dla rynków walutowych oznaczałoby to osłabienie dolara kanadyjskiego. Im niższe stopy procentowe, a tym samym niższa stopa zwrotu z inwestycji niskiego ryzyka, tym słabsza waluta.

Dzisiaj święto w Szwajcarii, Norwegii i Szwecji, a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 14:30 – USA – rewizja danych – wzrost PKB.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Od porozumienia hurtowników do największej polskiej sieci franczyzowej. Obchody 25-lecia PSH Lewiatan

Polska Sieć Handlowa Lewiatan jest obecnie trzecią siecią detaliczną FMCG w Polsce pod względem osiąganych obrotów oraz największą polską siecią franczyzową. Celem, który od początku przyświecał jej założycielom było stworzenie organizacji chroniącej interesy polskich przedsiębiorców. Wraz z upływem lat, można stwierdzić, że plan ten jest z sukcesem realizowany, o czym franczyzobiorcy mieli okazję dyskutować podczas obchodów 25-lecia istnienia firmy.

25 maja 2019 r. w Hali EXPO XXI w Warszawie odbył się Zjazd Jubileuszowy Franczyzobiorców Lewiatana, w którym wzięło udział około 3 tysięcy uczestników, w tym pracownicy Spółek Regionalnych oraz sklepów, a także goście specjalni i partnerzy handlowi. Obchody podzielone były na część konferencyjną i wystawową.

Podczas wydarzenia przedstawiciele Sieci podsumowali dokonania ostatniego ćwierćwiecza oraz zaprezentowali kierunki rozwoju na kolejne lata. Dla gości Zjazdu przygotowano również prezentacje ekspertów z ośrodków badawczych Kantar TNS oraz GfK.  Natomiast motywacyjne prelekcje wygłosił Jacek Santorski oraz Robert Korzeniowski. W czasie Zjazdu Jubileuszowego rozstrzygnięty został także plebiscyt „Ikony Lewiatana”, w którym nagrodzonych zostało 25 wyróżniających się Franczyzobiorców z całej Polski.

Wydarzenie było okazją do poznania oferty 35 partnerów technologicznych zjazdu. Uczestnicy, w trzech strefach: Standardów, Innowacji oraz Technologii, mogli zapoznać się z prezentacjami rozwiązań technologicznych dla sklepów.

Jak rozpoczęła się historia?

Przełomowym wydarzeniem, które dało początek istnieniu Sieci było spotkanie dziesięciu hurtowników w listopadzie 1994 roku w miejscowości pod Włocławkiem. Stworzyli oni wtedy konsorcjum zakupowe Lewiatan. Nazwą nawiązali do działającej w okresie międzywojennym organizacji zrzeszeń gospodarczych – Centralnego Związku Polskiego Przemysłu, Górnictwa, Handlu i Finansów Lewiatan, która reprezentowała polski przemysł wobec władz państwowych i wniosła ogromny wkład w rozwój naszego kraju. Wraz z rozwojem konsorcjum pojawiła się potrzeba budowy wokół hurtowni struktur detalicznych. W celu ich wzmocnienia zaczęły powstawać regionalne stowarzyszenia, które pod koniec lat 90. przekształciły się w kapitałowe spółki działające na terenie całej Polski.

Jedną z ważniejszych decyzji w historii Sieci było wprowadzenie w 2001 roku pierwszych produktów marki własnej do stałej oferty. Obecnie klienci mogą wybierać spośród 450 artykułów własnych Lewiatana. Natomiast w 2006 roku w ogólnopolskim radio i telewizji pojawiły się pierwsze reklamy, dzięki którym sukcesywnie wzrastała rozpoznawalność marki.

PSH Lewiatan współcześnie

Polska Sieć Handlowa przez ćwierć wieku istnienia sukcesywnie osiąga coraz lepsze wyniki finansowe i poszerza sieć sklepów. Obecnie na terenie całej Polski funkcjonuje 16 Spółek Regionalnych Lewiatana, które zrzeszają ponad 3.200 placówek handlowych. Wśród nich jest 430 supermarketów, ponad 1.850 dużych sklepów, blisko 900 placówek średniej wielkości oraz około 30 małych sklepów. Łączne obroty, które w 2018 roku przekroczyły 12,5 mld zł, stawiają Sieć w ścisłej czołówce organizacji handlowych w Polsce. W ciągu 25-letniej działalności Lewiatan otrzymał wiele nagród, m.in. w 2018 roku podczas 11. edycji Kongresu Rynku FMCG został wyróżniony „Najlepszym konceptem franczyzowym”.

GPW wprowadza indeks WIGtech

  • 24 czerwca tego roku GPW rozpoczyna publikację indeksu WIGtech
  • Indeks obejmie spółki nowych technologii notowane na Głównym Rynku z takich sektorów jak: biotechnologia, gry, informatyka i telekomunikacja oraz nowe technologie
  • W przyszłości indeks będzie mógł stanowić punkt odniesienia dla różnych instrumentów finansowych, w tym kontraktów terminowych
  • 14 czerwca 2019 r. GPW opublikuje skład indeksu, a jego publikację rozpocznie 24 czerwca tego roku

24 czerwca tego roku Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie wprowadzi nowy indeks WIGtech. Zgodnie z założeniami, będzie on obejmował spółki znajdujące się w indeksie WIG, które uzyskują przychody z takich obszarów jak: medycyna, biotechnologia, programowanie, internet czy telefonia mobilna.

– Po wprowadzeniu indeksów markosektorowych podjęliśmy decyzję o rozpoczęciu obliczania i publikowania WIGtech dla spółek technologicznych. Nowy indeks to odpowiedź giełdy na trendy zachodzące w gospodarce, ale też na rynku kapitałowym. Spółki z sektorów nowoczesnych technologii odgrywają bowiem coraz większą rolę w gospodarce, ale także rośnie ich znaczenie na giełdzie. GPW umożliwia finansowanie rozwoju innowacyjnych spółek, bez których postęp technologiczny nie mógłby mieć miejsca. Giełdy, jako platformy obrotu, same są wysoce wyspecjalizowanymi przedsiębiorstwami, które wdrażają najnowocześniejsze rozwiązania podnoszące jakość oferowanych usług. W swoich założeniach strategicznych także GPW postawiła na rozwój technologiczny, który docelowo ma wzmocnić nasze przewagi konkurencyjne – mówi Izabela Olszewska, członek zarządu GPW.

Indeks WIGtech będzie obejmował zmienną liczbę spółek, a ich udział będzie, tak jak w przypadku innych indeksów, obliczany na podstawie liczby akcji w wolnym obrocie (free float). Udział największych spółek będzie ograniczony do 10 proc. WIGtech będzie należeć do indeksów cenowych, a jego wartość bazowa będzie ustalona na poziomie 10 tys. pkt. Wartości indeksu będą publikowane w sposób ciągły co minutę. Zmiany w indeksie będą dokonywane raz na kwartał razem ze zmianami pozostałych indeksów. Pierwszy skład portfela indeksu będzie opublikowany 14 czerwca tego roku.

– Naszą intencją jest, aby w niedalekiej przyszłości indeks WIGtech stał się instrumentem bazowym dla kontraktów terminowych lub innych instrumentów finansowych. Wierzymy, że nowy wskaźnik spotka się z zainteresowaniem ze strony inwestorów – dodaje Izabela Olszewska.  

Wprowadzenie instrumentów finansowych na indeks zostanie poprzedzone ewentualną zmianą metodyki indeksu, np. w zakresie kwalifikacji spółek do jego portfela, liczby uczestników czy zasad ważenia udziałów. Zmiany, które mają objąć metodykę jego obliczania oraz kwalifikacji spółek, będą przeprowadzone po konsultacjach z uczestnikami rynku.

Wykres 1. Struktura portfela WIGtech według sektorów (w proc.)

Wykres 2. Liczba spółek w portfelu WIGtech z poszczególnych sektorów
Źródło: GPW, symulacja wg stanu na 23.05.2019

Wykres 2. Liczba spółek w portfelu WIGtech z poszczególnych sektorów

Wykres 1. Struktura portfela WIGtech według sektorów
Źródło: GPW, symulacja wg stanu na 23.05.2019

Biała lista podatników – nowe regulacje i sankcje dla firm

Należyta staranność przy weryfikacji dostawców w przypadku podatku od towarów i usług ma bardzo istotne znaczenie. Zwracają na to uwagę sądy administracyjne, które wskazują, że podatnicy powinni przykładowo weryfikować płatność na rachunek bankowy, pozyskiwać informacje o statusie podatnika na podstawie art. 96 ust. 13 ustawy o VAT oraz sprawdzać miejsce, gdzie kontrahent ma siedzibę.

Stan faktyczny

W ustawie brak jakichkolwiek przepisów determinujących czynności, których podjęcie może świadczyć o dochowaniu należytej staranności. Ministerstwo Finansów dostrzegło tę problematykę i w związku z tym w dniu 14 lutego 2018 r. opublikowana została „Metodyka w zakresie oceny dochowania należytej staranności przez nabywców towarów w transakcjach krajowych”. Nie rozwiązuje to jednak całkowicie kwestii dochowania należytej staranności. Podnoszą się głosy, iż dokument ten ma walor dodatni jedynie dla urzędów kontrolujących, gdyż mogą one wykorzystywać go w trakcie weryfikacji podatników. W związku z powyższym Ministerstwo Finansów planuje wprowadzić zmiany ustawą z dnia 12 kwietnia 2019 r. o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw. Projekt został już przekazany do Senatu. Co do zasady ustawa ma wejść w życie z dniem 1 września 2019 r., z wyjątkiem przepisów dotyczących podatków dochodowych (od 2020 r.).

Zakres zmian

Głównym celem nowelizacji ustawy jest dalsze uszczelnianie systemu podatku od towarów i usług oraz zminimalizowanie ryzyka nieświadomego udziału podatników w karuzelach VAT. W związku z tym planowane jest połączenie w jeden oraz rozszerzenie dwóch wykazów: podatników, w odniesieniu do których naczelnik urzędu skarbowego nie dokonał rejestracji lub którzy zostali wykreśleni z rejestru, jako podatnicy VAT oraz podatników, których rejestracja jako podatników VAT została przywrócona. W ten sposób ułatwiony i przyśpieszony ma zostać proces wyszukiwania danych o podmiotach zawartych w tym wykazie przez zainteresowanych kontrahentów. Informacje zamieszczone w wykazie będzie można wyszukiwać według numeru NIP lub fragmentu nazwy (nazwiska) wyszukiwanego podmiotu. Wykaz będzie aktualizowany na bieżąco, tj. w każdy dzień roboczy, raz na dobę.

Nowelizacja ma jednak także ukryty cel, jakim jest karanie przedsiębiorców nie dochowujących należytej staranności przy weryfikacji swoich dostawców oraz płatności na ich rzecz. Z pewnością nowe regulacje będą przedmiotem licznych kontroli podatkowych oraz kwestionowania przez fiskusa kosztów podatkowych czy szerszego korzystania z regulacji odpowiedzialności solidarnej w VAT.

Odpowiedzialność solidarna

Nowelizacja przepisów przewiduje, że w przypadku gdy zapłata należności zostanie przekazana na rachunek inny niż rachunek zawarty na dzień zlecenia przelewu w wykazie, podatnik (nabywca) będzie odpowiedzialny solidarnie z dostawcą towaru lub usługi, całym majątkiem. Odpowiedzialność będzie miała charakter proporcjonalny do kwoty zapłaty. Oznacza to, że podatnik będzie odpowiadał solidarnie za zaległości podatkowe kontrahenta, ale tylko do kwoty podatku od towarów i usług związanego z konkretną dostawą towarów lub świadczeniem usług, za które płatność nie została dokonana na rachunek podatnika zawarty w wykazie.

Zmiany w podatku dochodowym

Powyższe zmiany pociągają za sobą także konsekwencje w zakresie podatku dochodowego. Otóż z nowelizacji ustawy wynika, że podatnicy nie zaliczą do kosztów uzyskania przychodów kosztu w tej części, w jakiej płatność dotycząca transakcji została dokonana na rachunek inny niż zawarty w wykazie podmiotów. Jeżeli natomiast kontrahent zrealizuje płatność w kilku transzach i płatność jedynie jednej transzy zostanie dokonana na inny rachunek niż wskazany w wykazie, zastosowanie znajdzie zasada proporcjonalności i ograniczenie będzie odnosiło się tylko do tej transzy. Dla weryfikacji, czy rachunek kontrahenta znajduje się w wykazie, decydujący będzie dzień zlecenia przelewu bankowi lub spółdzielczej kasie oszczędnościowo-kredytowej, a nie dzień obciążenia rachunku nabywcy bądź uznania rachunku sprzedawcy. Należy wskazać, że przepisy w zakresie podatków dochodowych mają obowiązywać dopiero od 2020 r.

Co przy kompensacie?

W przypadku kompensat wyrównywanie wzajemnych roszczeń i należności następuje w innej formie niż zapłata na rachunek bankowy. Tym samym do takich rozliczeń nie będą miały zastosowanie przepisy projektowanej ustawy. Podobnie wygląda kwestia w przypadku potrąceń, płatności kartą kredytową czy kartą płatniczą. Ustawa nie ma też zastosowania w przypadku transakcji barterowych. Jeżeli więc w pierwszym okresie funkcjonowania nowych regulacji okaże się, że występują problemy z potwierdzaniem rachunków bankowych, a banki nie wdrożyły żadnych rozwiązań, podatnicy będą mogli wybrać inną formę regulowania swoich zobowiązań niż zapłata na rachunek bankowy.

Co w przypadku pomyłki?

Ustawodawca przewidział sytuację, gdy podatnik pomyli się, dokonując przelewu na niewłaściwy (inny niż zawarty w wykazie) rachunek bankowy. W takim przypadku, gdy podatnik złoży zawiadomienie o zapłacie należności na ten rachunek do naczelnika urzędu skarbowego właściwego dla wystawcy faktury w terminie trzech dni od dnia zlecenia przelewu, sankcje związane z brakiem możliwości zaliczenia do kosztów nie będą miały zastosowania.

Co zrobić?

Nowe regulacje, choć dają podatnikowi narzędzie do weryfikacji kontrahentów, tak naprawdę nakładają liczne sankcje. W dalszym ciągu pozostają wątpliwości, czy podatnicy nie będą zwolnieni z konieczności dalszego dochowywania należytej staranności przy weryfikacji dostawcy i transakcji, nawet jeśli uprzednio skorzystają z narzędzia Ministerstwa. Tymczasem negatywne konsekwencje płatności na niewłaściwy rachunek będą obciążały podatników. Dlatego już teraz warto zastanowić się nad aktualizacją/wdrożeniem procedur dotyczących płatności. Można przypuszczać, że banki wprowadzą rozwiązania umożliwiające weryfikację rachunku bankowego z danymi w wykazie, niemniej dla dochowania należytej staranności warto wypracować procedurę, wdrożyć kontrole wewnętrzne i ukształtować procesy w firmie. W tym celu pożądane byłoby skontaktowanie się z doradcą podatkowym posiadającym odpowiednie doświadczenie.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Pracownicze Plany Kapitałowe a budżet pracodawców

Pracownicze Plany Kapitałowe to prywatny sposób oszczędzania zatrudnionego uwzględniający udział pracodawcy i państwa. Przy łącznej wpłacie 3,5%, pracodawcy i udziale państwa uczestnik przez okres 40 lat pracy może uzbierać około 100 000 PLN. Program wchodzi w życie 1 lipca tego roku i wymaga od pracodawców oprócz logistycznego wdrożenia planu również odpowiedniego zarządzenia budżetem. Jak zatem pracodawcy powinni przygotować się do tych zmian?  

Punktem wyjścia dla każdego pracodawcy będzie uwzględnienie wydatków na PPK w planie finansowym firmy na dany rok, a także wybór instytucji finansowej. Większość firm, które w pierwszej kolejności przystąpią do PPK utworzyło już odpowiednie rezerwy. Przygotowanie do Pracowniczych Planów Kapitałowych można podzielić na dwie fazy. Pierwsza z nich realizowana jest w porozumieniu z reprezentacją pracowników najpóźniej na jeden miesiąc przed terminem, w którym pracodawca jest zobligowany do zawarcia umowy o zarządzanie PPK. Końcową datą na zawarcie umowy na zarządzanie PPK jest 25 października 2019 r. Z kolei druga faza wykonywana jest jako autonomiczna decyzja pracodawcy o wyborze zarządzającego w przypadku braku porozumienia z pracownikami, która powinna zostać udokumentowana.

prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami
prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami

– W mojej opinii oprócz przygotowania budżetu dla realizacji programu PPK najważniejsze wyzwanie dla pracodawcy to przedstawienie pracownikom korzyści z takiego programu i wspólny wybór firmy zarządzającej. To pozwoli na szeroki udział zatrudnionych w danej firmie czy przedsiębiorstwie w PPK. Kolejnym zadaniem, które stoi przed pracodawcami będzie dostosowanie systemów kadrowo-płacowych oraz przypisanie pracowników do PPK w danej firmie. Właściciel firmy będzie musiał również informować pracowników o instytucji zarządzającej aktywami, udzielać informacji o PPK, a także finansować i ewidencjonować wpłaty do planu  – tłumaczy prof. Marcin Dyl, prezes Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami.

Pracownicze Plany Kapitałowe wiążą się także ze zmianami w działach HR, które przede wszystkim powinny objąć proces rekrutacji i wdrażania pracowników, zarządzanie zasobami ludzkimi, kompetencjami, formatem szkoleniowym. Pracodawcy powinni również zwrócić uwagę na problematykę rekrutacji pracowników innych narodowości oraz ponoszenie kosztów ich adaptacji w środowisku pracy. Analizy wymagać będzie również sytuacja pracowników 55+, pod kątem ich zachowań i funkcjonowania w warunkach wdrożenia nowego modelu oszczędzania.

Mimo, że PPK wymagają zgromadzenia odpowiedniego budżetu i przygotowania kadry, plan może umożliwić pracodawcom pozyskanie najlepszych pracowników, ale także zwiększenie lojalności już obecnych w firmie.

Pierwsze spadki cen nieruchomości od dwóch lat. Rynek najmu na fali

Do tych zaskakujących i niewątpliwe długo wyczekiwanych zmian doszło w ostatnich miesiącach. Jak wskazują eksperci portalu Morizon.pl  „Po raz pierwszy od blisko dwóch lat Indeks Cen Mieszkań  zanotował spadek. Według najnowszego odczytu jego wartość jest o 3,6 pkt. niższa niż przed miesiącem i wynosi 1080,1 pkt.” Zmiany te zaobserwowano w kwietniu tego roku. Czy to zapowiedź wyczekiwanej stabilizacji?

Pomimo pierwszego widocznego spadku od niemal 20 miesięcy, obecny wzrost liczony rok do roku wciąż utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie i wynosi ponad 10 proc.

Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem
Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem

– Największy wzrost cen mamy już za sobą. Pierwszy spadek od prawie dwóch lat to moment nie tyle przełomowy, co dobra perspektywa na przyszłość dla rynku mieszkaniowego. Może to przyczynić się do ustabilizowania rosnących w rekordowym tempie cen mieszkań, ale nie będziemy świadkami spektakularnych obniżek. Należy pamiętać o deficycie gruntów pod nieruchomości i nieustannie wzrastających kosztach materiałów budowlanych. Ten problem nie zniknie z dnia na dzień, ale rok 2019 bez wątpienia będzie ważny z punktu widzenia delikatnego spowolnienia dynamiki wzrostów, którą obserwujemy nieprzerwalnie od przeszło 5 lat. – zauważa Rafał Malik, dyrektor Biura Zarządzania Najmem w Funduszu Mieszkań na Wynajem.

Spadek w ostatnich miesiącach odnotowany został także w drugim wskaźniku – Indeksie Cen Mieszkań uwzględniającym inflację i wyniósł 6,3 pkt (łącznie 795,3 pkt.).

Deficyt mieszkań trzyma w garści ceny

Deficyt mieszkań w Polsce szacowany jest na ok. 2,5-3 mln lokali. Dlatego stymulatorem wysokich i zarazem stabilnych cen mieszkań jest ich brak. – Z powodu znacznego deficytu lokali w Polsce deweloperzy wciąż mogą być pewni sprzedaży swoich nieruchomości na naprawdę wysokim poziomie. Ponadto nasz zasób mieszkaniowy wciąż odstaje od europejskiej średniej, co jeszcze bardziej pobudza apetyt na oddawanie nowych inwestycji – podkreśla Rafał Malik.

Jak donosi RynekPierwotny.pl w Polsce na tysiąc mieszkańców przypada 376 mieszkań. Z kolei w Europie ta średnia wynosi 435 lokali.

– W Polsce, od okresu transformacji, regularnie następuje przyrost majątku mieszkaniowego i poprawiają się warunki lokalowe naszych rodaków. W roku 2018, tak jak prognozowano, pobity został rekord oddanych do użytku lokali – przekazano ich aż o 3,6 proc. więcej niż rok wcześniej. Więcej jest też wydawanych pozwoleń na budowy, co przekłada się na zwiększenie ogólnego zasobu. Jest to także szansa na pobudzenie rynku najmu, który w ostatnich latach zyskuje na znaczeniu. Pomimo regularnie oddawanych do użytku mieszkań, których z roku na rok jest coraz więcej, wciąż nie możemy dogonić naszych zachodnich sąsiadów – podkreśla Rafał Malik.

Rynek najmu na fali

Jak wynika z raportu Amron i Sarfin, od co najmniej pięciu lat obserwujemy wzrost cen nieruchomości. Dotyczy to zarówno lokali jakie kupujemy na własność, jak i tych na wynajem. Systematyczny wzrost cen przyczynił się do wzrostu rentowności nieruchomości. Zainteresowani zakupem mieszkań są nie tylko indywidualni inwestorzy. Coraz częściej rynek stymulują zakupy inwestycyjne mieszkań pod wynajem, które cieszą się dużym zainteresowaniem. Średnio czynsz w Polsce wzrósł o ok. 3 procent, a to znacznie mniej  niż wzrosty cen mieszkań. W rezultacie opłacalność inwestycji w mieszkanie do wynajęcia jest nadal na atrakcyjnym poziomie.

– Ceny mieszkań rosną znacznie szybciej niż czynsz, dlatego hossa na rynku nieruchomości na wynajem trwa. Przykładowo – dwa i pół roku temu, zaledwie kilka kilometrów od ścisłego centrum Warszawy, Fundusz Mieszkań na Wynajem w swojej pierwszej inwestycji w stolicy na ul. Przy Agorze udostępnił 227 mieszkań „pod klucz”. Zupełnie nowy standard przełożył się na duże zainteresowanie, co potwierdza obecnie aż 97 proc. wynajętych mieszkań w inwestycji – informuje Rafał Malik.

Przy Agorze to jedna z 4 inwestycji Funduszu w stolicy. Pozostałe 3 znajdują się odpowiednio – w samym sercu Mokotowa (ul. Samochodowa), na zielonym Żoliborzu (ul. Powązkowska i Ficowskiego) i bliskiej Pradze Południe (ul. Terespolska).

Komentarz giełdowy: Podsumowanie maja i perspektywy na czerwiec

Kto z końcem kwietnia zastosował strategię „sell in may and go away”, może z końcem maja otwierać szampana. Spadek rynkowych indeksów był więcej niż zauważalny i mocno uszczuplił portfele inwestorów. Nie można tutaj oczywiście mówić o skali obserwowanej w IV kwartale ubiegłego roku, ale słowo bessa i kres hossy ponownie zaczęły przewijać się w rynkowych komentarzach.

Osłabienie koniunktury na światowych giełdach można przypisywać różnym czynnikom

Na przykład eskalacji napięcia gospodarczego pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami i wprowadzaniem przez prezydenta Donalda Trumpa kolejnych ceł na chińskie towary, jednak podstawowa przyczyna jest dość prosta – amerykański rynek akcji ma za sobą bardzo długi okres wzrostów i naturalne jest pojawienie się nerwowości i zwiększonej zmienności. Ponadto, inwestorzy mogą już czuć na plecach oddech zbliżającej się zmiany trendu. Czy zmiana ta rzeczywiście nastąpi, tego nie wiemy, jednak obawy o to są coraz silniejsze, co przekłada się na zwiększoną nerwowość na rynkach akcji. A w takiej atmosferze dowolny pretekst może wywołać silniejszą korektę.

To właśnie uspokojenie kwestii wojny handlowej stało za odbiciem globalnych indeksów w 2019 roku

W tym świetle maj nie mógł zacząć się gorzej. Pierwsze tweety Donalda Trumpa o chęci nałożenia ceł na chińskie produkty pociągnęły za sobą szereg zdarzeń, których głównym skutkiem był wzrost globalnej awersji do ryzyka i spadek nadziei na szybkie rozwiązanie problemu. Istotną zmianą był natomiast sposób prowadzenia sporu. Do tej pory dotyczył on całej chińskiej gospodarki, teraz zaczął dotykać poszczególnych spółek. Pierwszą ofiarą został chiński gigant Huawei, który został wpisany na czarną listę. W efekcie kolejne amerykańskie i sprzyjające USA korporacje zaczęły odmawiać Chińczykom dalszej współpracy, co w przypadku takich firm jak Google nie pozostaje bez znaczenia. Taka sytuacja nie sprzyja globalnej wymianie handlowej. Część nieamerykańskich spółek już szuka sposobu, by powrócić do współpracy z chińskim gigantem. Ponadto, wg ostatnich badań skutki wojny celnej uderzą nie tylko w Państwo Środka, ale również w zwykłych obywateli amerykańskich, którzy średnio zapłacą ponad 800 dolarów rocznie za nową politykę amerykańskiego prezydenta. Warto też zaznaczyć, że strona chińska nie pozostawia zaistniałej sytuacji bez odpowiedzi, chociaż można odnieść wrażenie, że władze Chin w dalszym ciągu kalkulują, co im się bardziej opłaca, pozostawiając piłeczkę w rękach amerykanów. Na razie główną groźbą było możliwe embargo eksportu 17 metali ziem rzadkich, wykorzystywanych przede wszystkim w przemyśle zaawansowanych technologii. Jest to jednak broń obosieczna, gdyż trudno byłoby znaleźć dla tych towarów nowe rynki zbytu. Czerwiec przyniesie prawdopodobnie kontynuację i możliwe uspokojenie sytuacji, zaś każdy pozytywny news może skutkować silnym odbiciem na rynkach.

Europa Zachodnia ma również swoje demony

Do nierozwiązanego problemu Brexitu i zwalniającej gospodarki dołączyły ostatnie wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego, które wygrały ugrupowania skrajnie prawicowe i populistyczne, co budzi obawy w przypadku Francji i Włoch.

Również na GPW miesiąc mijał w cieniu geopolityki

Mało przydatne były rewelacyjne dane gospodarcze o wzroście inwestycji prywatnych i dobrej koniunkturze w sektorze przemysłowym i w sektorze sprzedaży detalicznej. Trwający sezon wyników nie zmienił ogólnego obrazu krajowej giełdy. W przypadku dużych spółek poza sektorem handlu detalicznego trudno było doszukiwać się znaczących, pozytywnych zaskoczeń. Czynnikiem ryzyka pozostaje reforma OFE i niewiadoma w postaci ilości osób, które będą skłonne przenieść się do ZUS, by uniknąć 15% opłaty przekształceniowej. Nad GPW wisi również temat zmian w indeksach MSCI EM, który powoduje nawis podażowy, częściowo już rozładowany z końcem maja. Sytuacji na GPW może pomóc rozwój sytuacji związanej z wojną handlową, gdyż część inwestorów może zdecydować się na przesunięcie części aktywów do Europy Środkowo – Wschodniej, która jest mniej dotknięta globalnymi perturbacjami.

Podsumowując, za nami bardzo ciekawy miesiąc

Biorąc pod uwagę sytuację techniczną niektórych indeksów, czerwiec przyniesie albo rozwinięcie majowego ruchu w dół, albo techniczne odbicie indeksów. W obecnej dojrzałej fazie hossy każda informacja może wywołać podwyższoną zmienność indeksów, o której w pierwszych miesiącach 2019 udało nam się skutecznie zapomnieć.

Autor: Kamil Hajdamowicz, zarządzający aktywami w Vienna Life TuŻ S.A Vienna Insurance Group.

14 najlepszych uczelni ekonomicznych z Europy Środkowo-Wschodniej przyjechało do Warszawy na zaproszenie MNiSW i CIMA

30 maja 2019 r. w siedzibie Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW) odbyło się wydarzenie pt. „Konstytucja dla Nauki i nowe oblicze finansów w cyfrowym świecie: Zatrudnialność, Edukacja i Partnerstwo”. Wydarzenie zostało zorganizowane przez MNiSW i Instytut Rachunkowości Zarządczej CIMA (Chartered Institute of Management Accountants) – największą międzynarodową organizację zrzeszającą specjalistów z dziedziny rachunkowości zarządczej.

W spotkaniu wzięło udział osiem polskich uczelni ekonomicznych, w których uruchomiono Program CIMA na Uczelni oraz sześć najlepszych uczelni o takim profilu z krajów Europy Środkowo-Wschodniej: Ukrainy, Słowacji, Czech, Rumunii, Bułgarii i Węgier. Do uczestnictwa w tym wydarzeniu zaproszono również przedstawicieli globalnych firm, których siedziby znajdują się w województwach reprezentowanych przez poszczególne polskie uczelnie.

Wydarzenie miało na celu wypracowanie dobrych praktyk we współpracy środowiska akademickiego i biznesu. Jednym z głównych założeń było umożliwienie uczestnikom zdobycia najświeższych informacji na temat zmieniających się potrzeb pracodawców w zakresie wiedzy i umiejętności absolwentów kierunków ekonomicznych. Istotne było również pokazanie, przed jakimi wyzwaniami w czasach cyfrowej transformacji stoją uczelnie na świecie i jak sobie radzą tworząc nowoczesne programy studiów i wprowadzając nowe modele kształcenia.

Spotkanie rozpoczęło się od przemówienia Andrzeja Stanisławka, sekretarza stanu
w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, który opowiedział o reformie szkolnictwa wyższego w Polsce oraz wadze dostosowywania programów nauczania do potrzeb międzynarodowych pracodawców.

– Konstytucja dla Nauki zmienia system szkolnictwa wyższego gruntownie. Stawia na jakość kształcenia i badań naukowych, umiędzynarodowienie polskich uczelni, a także na większy stopień współpracy otoczenia społeczno-gospodarczego ze środowiskiem akademickim. Reforma wprowadza nowy doradczy organ w uczelniach. To rady uczelni, w których zasiadać mają także przedstawiciele otoczenia szkół wyższych. Przedsiębiorcy, eksperci, lokalni aktywiści będą mieć wpływ na strategię uczelni – stwierdza wiceminister nauki Andrzej Stanisławek.

– To jednak nie koniec przedsięwzięć ministerstwa łączących potrzeby pracodawców i biznesu z ofertą, jaką daje nauka i szkolnictwo wyższe. Wspieramy studia dualne, uruchomiliśmy nową formułę doktoratów wdrożeniowych. W planach mamy także uruchomienie platformy cyfrowej, która ułatwi kontakt nauki z biznesem. Dzięki temu umożliwiamy intensywną wymianę wiedzy i doświadczeń między badaczami, nauczycielami akademickimi i przedsiębiorcami – dodaje.

Kolejne przemówienia wygłosili przedstawiciele CIMA: Karen Phang CPA, FCMA, CGMA, Associate Director – Academic Engagement; Jakub Bejnarowicz, dyrektor regionalny na Europę; Shane Balzan FCMA, CGMA, Senior Director, Curriculum Development;
oraz Dr Yvonne Hinson CPA, CGMA, Academic in Residence.

Ostatnim punktem oficjalnej części wydarzenia był panel dyskusyjny z pracodawcami zatytułowany „Zatrudnialność, Edukacja i Partnerstwo”, moderowany przez Shane’a Balzana. Wzięli w nim udział specjaliści ds. finansów wysokiego szczebla i posiadacze tytułu CGMA (Chartered Global Management Accountant), którzy rozmawiali o profilu absolwentów kierunków ekonomicznych i umiejętnościach, jakie finansiści powinni posiadać w czasach robotyzacji
i automatyzacji.

– W myśl hasła „Zatrudnialność, Edukacja i Partnerstwo” udało nam się dziś stworzyć platformę do dyskusji pomiędzy Ministerstwem, środowiskiem akademickim i biznesem. Jesteśmy bardzo wdzięczni MNiSW za wspólną organizację tego wyjątkowego na skalę światową, prawdziwie międzynarodowego wydarzenia, podczas którego zaprezentowany został nie tylko głos uczelni z różnych krajów Europy Środkowo-Wschodniej oraz różne punkty widzenia globalnych firm, ale także nowe metody kształcenia i najlepsze praktyki z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Malezji – mówi Jakub Bejnarowicz, dyrektor regionalny na Europę, CIMA.

Jednym z przykładów unowocześnienia przez uczelnie swojej oferty jest dostosowywanie programów studiów do poziomu pozwalającego na uzyskanie profesjonalnych certyfikatów takich jak CIMA Diploma in Management Accounting w ramach Programu CIMA na Uczelni. Zapewnia to studentom możliwość uzyskania wiedzy, potwierdzonej globalnymi egzaminami CIMA, która w większym stopniu odpowiada na potrzeby międzynarodowych pracodawców. Część polskich uczelni jest właśnie na etapie powoływania dedykowanych zespołów ds. ujednolicenia swoich programów studiów z sylabusem CIMA.

Wydarzenia związane z tematyką współpracy środowiska akademickiego i biznesu zostały zorganizowane przez CIMA w ubiegłym roku w Johannesburgu, Deli, Dżakarcie i Lagos.
W Europie to Polska została wybrana spośród innych krajów, w których operuje CIMA ze względu na wzorcową współpracę polskich uczelni z globalnymi pracodawcami. Formuła spotkania w Warszawie została wzbogacona o nowy element: rozmowy przy okrągłym stole, podczas których przedstawiciele uczelni, biznesu i CIMA wzięli udział w profesjonalnej grze biznesowej. Na tej podstawie powstanie raport zatytułowany „Employability, Education & Partnership in CEE Region”, przygotowany przez prof. Bartłomieja Nita z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu oraz dr hab. Remigiusza Napiecka z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Jakub Bejnarowicz, Associate Director, Central and Eastern Europe, Association of International Certified Professional Accountants
Jakub Bejnarowicz, Associate Director, Central and Eastern Europe, Association of International Certified Professional Accountants

Spotkanie z międzynarodowymi uczelniami w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego było także okazją do uczczenia 100-lecia istnienia CIMA. Założony w 1919 r. instytut obchodził swoje setne urodziny 8 marca br. – Czerpiąc ze 100-letniego dziedzictwa CIMA, przygotowujemy się jednocześnie na wyzwania przyszłości. Patrzymy w nią z pewnością siebie, bo wiemy, że tworzymy prawdziwie globalny standard – desygnację CGMA. Mamy też możliwości, by zaopatrzyć naszych studentów i członków w wiedzę, wgląd i umiejętność przewidywania, dzięki którym będą mogli sprostać wymaganiom szybko zmieniającego się świata dodaje Jakub Bejnarowicz.

W styczniu 2019 r. CIMA przedstawiła zaktualizowany sylabus Kwalifikacji Profesjonalnej CIMA dostosowany do wymogów przyszłości finansów, Ramy Kompetencyjne CGMA obejmujące tematykę m.in. umiejętności cyfrowych, technologii blockchain czy cyberbezpieczeństwa oraz kurs Digital Mindset, aby zaoferować specjalistom z dziedziny finansów, członkom i studentom CIMA narzędzia oraz zasoby, które pozwolą im rozwinąć skrzydła w erze cyfrowej. Ten udoskonalony zestaw kompetencji uznawany jest na całym świecie za najbardziej poszukiwany i aktualny w obszarze rachunkowości zarządczej, która jest jedną z dynamiczniej rozwijających się gałęzi doradztwa biznesowego i której specjaliści pełnią coraz ważniejsze funkcje w swoich organizacjach.

Dodatkowe informacje:

W wydarzeniu „Konstytucja dla Nauki i nowe oblicze finansów w cyfrowym świecie: Zatrudnialność, Edukacja i Partnerstwo” zorganizowanym przez MNiSW i CIMA wzięły udział następujące uczelnie oraz firmy:

– Szkoła Główna Handlowa w Warszawie
– Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach
– Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie
– Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu
– Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu
– Akademia Leona Koźmińskiego
– Uniwersytet Łódzki
– Uniwersytet Gdański
– Uniwersytet Ekonomiczny w Bratysławie
– Uniwersytet Gospodarki Narodowej i Światowej w Sofii
– Budapest Metropolitan University
– Uniwersytet Narodowy im. Tarasa Szewczenko w Kijowie
– Bucharest University of Economic Studies
– Prague College
– Infosys BPM
– Mazars Polska
– Alexander Mann Solutions
– Hewlett Packard Enterprise
– Bridgestone
– DC Minerals part of Group De Cloedt

Kurs dolara umacnia się mimo oczekiwań obniżki stóp w USA

W środę podczas sesji europejskiej złoty tracił na wartości, EUR/PLN powrócił do 4,304 czemu towarzyszyło dalsze osłabienie euro do 1,115 USD. Za sprawą spadków EUR/USD mocniej w górę poszły notowania dolara do złotego. Kurs USD/PLN chwilowo powrócił powyżej 3,86. Po południu doszło do lekkiego odreagowania porannej przeceny, na EUR/PLN wsparcie przy 4,29 nie zostało jednak dotknięte.

Wciąż dominujący wpływ na rynek złotego ma sentyment inwestorów na globalnych rynkach, gdzie nastrojom nadal ciąży amerykańsko-chiński konflikt handlowy. Zamiast zbliżać się ku końcowi do inwestorów docierają nowe, niepokojące informacje. Chińskie agencje prasowe (powołując się m.in. na państwowy urząd planistyczny) poinformowały, że Pekin może zaostrzyć spór handlowy z USA wykorzystując monopolistyczną pozycję Chin na rynku metali ziem rzadkich. Jeśli zostałby ograniczony eksport substancji chemicznych, których produkcja ze względu na koszty i efekty środowiskowe ulokowana jest przede wszystkim w Chinach, a które są niezbędne do produkcji wielu dóbr elektronicznych, wówczas mocno ucierpieliby amerykańscy producenci nowych technologii. Jak ważne są to dla USA zasoby pokazuje chociażby fakt, że import tych surowców został wyłączony spod ceł. Szukanie nowej broni w wojnie handlowej to nie jest dobra wiadomość dla rynków, może bowiem wskazywać, że konflikt jeszcze długo nie zostanie zażegnany. Dolar jako bezpieczna waluty dostał więc „wiatru w skrzydła”, pomimo że inwestorzy spodziewają się obniżek stóp w USA w tym roku. Notowania kontraktów na stopę funduszy federalnych pokazują, możliwe trzy obniżki po 25 pb do końca przyszłego roku.

Jeśli chodzi o raporty makroekonomiczne, podczas środowej sesji nie było na czym zawiesić wzroku. Na temat polityki monetarnej wypowiadało się zaś kilku przedstawicieli EBC. Członek Rady Prezesów EBC O.Rehn poinformował, że bank centralny omówi opcje udzielenia dalszego wsparcia europejskiej gospodarce i przedstawi szczegóły nowego programu tanich pożyczek TLTRO na najbliższym posiedzeniu planowanym na 6.06. Wskazał, że EBC jest gotów dostosować i użyć dostępne narzędzia, jeśli będzie to konieczne. To zaś oznacza, że termin ewentualnej podwyżki stóp EBC odsunął się w czasie. Ponadto Rehn zwrócił uwagę na konieczność przeanalizowania strategii w zakresie polityki pieniężnej banku pod kątem „rozluźnienia definicji stabilności cen”.  Rada Prezesów EBC w 2003 r., poinformowała, że dążąc do stabilności cen, zamierza utrzymać stopę inflacji poniżej, ale blisko 2% w średnim okresie. Tymczasem, uporczywie niski ceny dały początek rozmów na temat polityki banków centralnych i ich skuteczności w zakresie osiągania ustalonych celów inflacyjnych. W ostatnim czasie, na budzące się obawy, co do wiarygodności celów inflacyjnych banków centralnych wskazywał H.Kuroda. Zdaniem prezesa Banku Japonii ze względu na czynniki związane z rozwojem technologicznym i globalizacją, które utrzymują presję na spadek cen, pojawia się obecnie konieczność bardziej elastycznego podejścia do tematu.

W czwartek poznamy minutes z majowego posiedzenia RPP. Nie oczekujemy jednak zmiany tonu przekazu. Chociaż większość członków RPP opowiada się za stabilizacją stóp procentowych w kolejnych latach, to jednak podczas dyskusji mogły pojawić się sugestie podwyżki stóp mając na uwadze solidne, i jak dotąd mało wrażliwe na spowalnianie strefy euro, dane krajowe. Protokół nie powinien mieć jednak większego wpływu na złotego, który nadal głównie pozostawać będzie pod wpływem czynników globalnych, z EUR/PLN w okolicach 4,29-4,30.

Wykres dnia: Chiny szykują odwet. Eskalacja wojny handlowej z USA uderza w juana, podtrzymując też presję na złotego.

Eskalacja wojny handlowej z USA uderza w juana, podtrzymując też presję na złotego
Źródło: Thomson Reuters

Autor: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

RSM Poland przejmuje Denzel Polska

RSM Poland, jedna z najszybciej rozwijających się firm audytorskich i doradczych w Polsce, finalizuje zakup Denzel Polska, biura rachunkowego o ugruntowanej pozycji na rynku w Katowicach.

W wyniku przejęcia i włączenia 20-osobowego Zespołu Denzel Polska w struktury RSM Poland, Zespół RSM liczyć będzie ponad 250 profesjonalnych pracowników. Doświadczeni doradcy podatkowi, biegli rewidenci, księgowi, specjaliści z zakresu kadr i płac, prawnicy oraz konsultanci IT świadczą dla Klientów pełen wachlarz usług doradczych, działając pod wspólną marką RSM z biur w Poznaniu, Warszawie, Szczecinie i Katowicach.

Obecna akwizycja to kolejny rozdział w historii dynamicznego rozwoju RSM Poland i kolejny krok  na drodze do objęcia pozycji jednej z największych w Polsce, niezależnych firm księgowych, audytorskich i doradczych. Po przejęciu szczecińskiej firmy Poncyljusz & Radź w roku 2017 oraz kolejnym okresie organicznego wzrostu, grupa spółek RSM Poland odnotowała rekordowe przychody za 2018 rok na poziomie 29,2 mln PLN. W wyniku obecnej transakcji przychody za 2019 rok mogą sięgać poziomu 34 mln PLN. W perspektywie najbliższych 2-3 lat RSM Poland planuje zwiększyć zatrudnienie do ponad 300 osób oraz zmienić lokalizację biur w Warszawie i Katowicach.

Dzięki włączeniu firmy Denzel Polska w struktury RSM Poland będziemy bliżej naszych Klientów ze Śląska, wykorzystamy także synergie i szanse, jakie pojawiają się na terenie Katowic oraz całej Polski. Jesteśmy przekonani, że połączenie sił, wiedzy i doświadczenia specjalistów RSM Poland oraz Denzel Polska, a także znaczące zwiększenie zatrudnienia w katowickim biurze dodatkowo wzmocni naszą obecność na rynku, co z kolei zaowocuje nowymi możliwościami zarówno dla naszych Klientów, jak i naszych obecnych i przyszłych pracowników – powiedział Bartosz MIŁASZEWSKI, Managing Partner w RSM Poland.

Pokolenie Z intensywnie korzysta z bankowości

Odpowiedzialność członka zarządu spółki z o.o. na gruncie art. 299 kodeksu spółek handlowych

Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością stanowi odrębny byt prawny względem jej właścicieli (udziałowców). Z uwagi na powyższe ewentualna odpowiedzialność za długi spoczywa w pierwszej kolejności na spółce. Niemniej istnieje ryzyko ponoszenia tejże odpowiedzialności przez osoby prowadzące sprawy spółki, czyli członków zarządu. Zasada ta wynika wprost z art. 299 kodeksu spółek handlowych.

Zgodnie z treścią wspomnianego przepisu, jeżeli egzekucja przeciwko spółce okaże się bezskuteczna, członkowie zarządu odpowiadają solidarnie za zobowiązania. Odpowiedzialność członka zarządu spółki z o.o. z art. 299 ksh może zostać jednak ograniczona. Dalsza treść niniejszego przepisu wskazuje na okoliczności, których wystąpienie uwalnia zarząd od spłaty długów spółki z majątku prywatnego. Jedną z możliwości jest upadłość spółki z o.o., a konkretnie terminowe złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości. Alternatywnie, okolicznością egzoneracyjną będzie wydanie postanowienia o otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego (np. sanacja firmy) w terminie przewidzianym do złożenia wniosku o upadłość albo zatwierdzenie układu w postępowaniu w przedmiocie zatwierdzenia układu.

W innym przypadku członek zarządu powinien wykazać, że:

  • niezgłoszenie wniosku o upadłość nastąpiło nie z jego winy albo
  • pomimo niezgłoszenia wniosku o upadłość oraz niewydania postanowienia o otwarciu postępowania restrukturyzacyjnego albo niezatwierdzenia układu w postępowaniu w przedmiocie zatwierdzenia układu wierzyciel nie poniósł szkody.

Jakie zatem muszą występować okoliczności, aby niezaspokojony wierzyciel względem spółki mógł się domagać spełnienia roszczenia od członka zarządu?

Z pewnością muszą istnieć niezaspokojone przez spółkę zobowiązania. Dokumentem wypełniającym znamiona dowodu na potrzeby ewentualnego postępowania przeciwko członkowi zarządu na podstawie art. 299 ksh wskazującym na istnienie takiego zobowiązania może być tytuł egzekucyjny wydany przeciwko spółce. Możliwe jest również skorzystanie z innych środków dowodowych świadczącym o długu wobec spółki.

Kolejnym istotnym elementem w postępowaniu przeciwko członkowi zarządu będzie wykazanie bezskuteczności egzekucji z majątku spółki. Wspomniana bezskuteczność powinna mieć charakter subiektywny poświadczający brak jakiejkolwiek możliwości zaspokojenia zobowiązania z majątku spółki. Ma to o tyle istotne znaczenie, że w toku postępowań egzekucyjnych możliwe jest zaspokojenie części wierzycieli, a pominięcie innych. Co więcej, wierzyciel powinien wykazać, że egzekucja jest niemożliwa z całego majątku spółki, a nie tylko z części. Od tej reguły są przewidziane jednak pewne wyjątki. Mają one miejsce wtedy, gdy wierzyciel np. wykazał nierealność egzekucji wobec dłużnika. Dowodem wskazującym na bezskuteczność egzekucji może być m.in. oddalenie wniosku o ogłoszenie upadłości dłużnika z powodu ubóstwa masy upadłościowej.

Dzień dziecka… na giełdzie

Dzień dziecka to jedna z ulubionych dat nie tylko najmłodszych, ale także producentów zabawek. Choć branża ta w ubiegłym roku była warta blisko 25 mld USD, nawet liderzy nie mogą spać spokojnie z uwagi na rosnącą konkurencję. Dzieci coraz częściej zamiast zabawek, wybierają bowiem gry video. Czy to sygnał do zmian dla przemysłu zabawkowego?

Do 2021 roku prognozowana wartość rynku zabawek ma zwiększyć się do 26,9 mld USD, rosnąc średniorocznie o 2,4 proc. Taka dynamika rynku nie zapewnia jednak spółkom z branży spokojnego snu i stabilnego rozwoju. Czeka je bowiem wiele wyzwań i dostosowywania strategii do zmieniającego się otoczenia rynkowego.

Trzech głównych graczy

Każde dziecko zapytane o najpopularniejszą markę zabawek, z pewnością wymieni przynajmniej jeden produkt wiodących producentów: duńskiego Lego lub amerykańskich Mattel czy Hasbro. Lego AS jest producentem słynnych klocków, ale także operatorem parków zabaw dla dzieci. Mattel Inc. posiada marki takie jak: Barbie, Polly Pocket, Fisher-Price i Hot Wheels. Hasbro Inc. produkuje m.in. Play-Doh, Transformers czy My Little Pony. Poza zabawkami, jest również właścicielem wielu gier planszowych, w tym Scrabble i Monopoly.

Roczne przychody Lego AS przekraczają 5,7 mld USD, a jego amerykańscy konkurenci, generują przychody na poziomie 4,5 mld USD, tym samym zgarniając prawie 58 proc. tortu, jakim jest światowy rynek zabawek. Lego AS nie jest spółka publiczną, stąd brak jest rynkowej wyceny, natomiast amerykańscy konkurenci wypracowały dodatnie stopy zwrotu dla swoich akcjonariuszy. Od początku roku giełdowe wzrosty kursów akcji Hasbro i Mattela wyniosły odpowiednio +21 proc. i 10 proc.

Adam Korecki, makler z Domu Maklerskiego TMS Brokers
Adam Korecki, makler z Domu Maklerskiego TMS Brokers

– Takie zachowanie spółek jest naturalnym zjawiskiem w później fazie cyklu rozwoju światowej gospodarki. Niskie bezrobocie i rosnące płace napędzają wydatki konsumentów, co przekłada się na rosnące wyniki finansowe spółek i pozytywnie wpływa na ich rynkową wycenę. Nie inaczej było z wynikami finansowymi za 2018 rok, które były lepsze od oczekiwań rynkowych – podkreśla Adam Korecki, makler z Domu Maklerskiego TMS Brokers.

Video wyzwania

O ile spółki z branży zabawek potrafią generować dodatnie dynamiki zysków, o tyle ich główny problem leży w słabnącej lub nawet ujemnej dynamice przychodów. Zaledwie 2-procentowy potencjał wzrostu branży rok do roku wynika w dużej mierze ze zmian w preferencjach klientów. Ukierunkowują się oni przede wszystkim na cyfrową rozrywkę. Dzieci coraz chętniej chcą mieć swojego ulubionego bohatera w grze video, komputerze, tablecie czy smartfonie. Momentem zwrotnym dla branży było bankructwo spółki z 70-letnią tradycją –  Toys „R” Us w grudniu 2018 roku. Zarząd Toys „R” Us przyczynę niepowodzenia zidentyfikował w postępującej cyfryzacji, zmianie nawyków wśród dzieci oraz rosnącej konkurencji.

Długotrwałe zagrożenie ze strony gier wideo, w których występują postaci znane dotychczas z zabawek, stanowi przeszkodę w rozwoju biznesu tradycyjnych producentów, w tym Lego, Hasbro i Mattel. Rynek gier video jest obecnie wart ponad 33,5 mld USD, a prognoza na najbliższe 4 lata zakłada ponad dwukrotnie silniejszą dynamikę wzrostu niż na w przypadku zabawek. Zgodnie z szacunkami Euromonitora, w USA wzrost sprzedaży gier wideo będzie nadal silniejszy niż zabawek, rosnąc o 5 proc. r/r w porównaniu z walką tych ostatnich o utrzymanie 2 proc. dynamiki rocznego wzrostu.

Właśnie dlatego po okresie udostępniania swoich brandów producentom gier video i czerpania przychodów z tantiem, Lego, Hasbro i Mattel zmieniają strategię rozwoju własnego biznesu. Nowe podejście zakłada położenie nacisku na holistyczny rozwój produktów, zarówno w postaci fizycznej, jak i cyfrowej. Dużą uwagę spółki poświęcają także własnym grom video na urządzenia mobilne, których bohaterami są znane zabawki.

To, czy transformacja firm z branży zabawkowej powiedzie się, zależy od szeregu czynników. Najważniejszym będzie zapewne znalezienie zasobów na to aby konkurować z tak dużymi graczami, jak Activision Blizzard, Electronic Arts, Nintendo, Sony czy Microsoft.

– Z dużym prawdopodobieństwem, możemy stwierdzić, że gry wideo będą nadal wysysać sprzedaż z tortu producentów zabawek w coraz młodszych grupach wiekowych – podkreśla jednak Adam Korecki z TMS Brokers.

Ustawa antylichwiarska wymaga dalszych prac

Dziś pod obrady Komitetu Stałego Rady Ministrów trafi projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu przeciwdziałania lichwie. Projekt budzi jednak poważne zastrzeżenia natury legislacyjnej, dlatego niezbędne są dalsze prace nad jego treścią.

Opublikowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości projekt ma na celu walkę z nielegalną lichwą oraz nieuczciwymi pożyczkodawcami. Ta niewątpliwie słuszna idea nie może być jednak prawidłowo zrealizowana na gruncie wadliwych przepisów. W ramach konsultacji publicznych i opiniowania projekt był wnikliwie analizowany zarówno przez partnerów społecznych, jak i organy oraz instytucje państwa. Na stronach Rządowego Centrum Legislacji dostępnych jest 31 stanowisk, z których większość zawiera zasadnicze uwagi dotyczące proponowanych zmian oraz zgodności ich zapisów z zasadami prawidłowej legislacji.

Szczególną uwagę zwracają opinia Rady Legislacyjnej działającej przy Prezesie Rady Ministrów, w której stwierdzono m. in, iż cyt. „ należy mocno podkreślić, że Projekt zredagowany jest w sposób wymagający pilnej i daleko idącej korekty, a także zawiera propozycje przepisów, które – z uwagi na ich liczne wadliwości konstytucyjne, systemowe, merytoryczne i techniczno-legislacyjne – nie powinny znaleźć się w ostatecznej wersji Projektu i w przyszłej ustawie. Dlatego też w konkluzji należy stwierdzić, że opiniowany Projekt, aby mógł stanowić przedmiot dalszych prac legislacyjnych, wymaga gruntownej i starannej poprawy […]”. Uchwalenie przepisów w obecnym kształcie rodziłoby więc ryzyko powstania negatywnych skutków prawnych zarówno po stronie instytucji finansowych, jak i osób korzystających z usług pożyczkowych.

Ponadto należy podkreślić, że projekt zawiera propozycje zmian legislacyjnych dotyczących nie tylko regulacji typowo krajowych (jak np. zmiany przepisów kodeksu karnego), ale również przepisów prawa stanowiących implementację regulacji unijnych do polskiego porządku prawnego. Projekt wprowadza zmiany m. in. do ustawy o kredycie konsumenckim, stanowiącej implementację dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2008/48/WE w sprawie umów o kredyt konsumencki oraz uchylającą dyrektywę Rady 87/102/EWG. Zawiera także przepisy wprowadzające nadzór regulacyjny, system sankcji i komunikacji pomiędzy organami nadzoru w państwach członkowskich, w tym również komunikacji z Europejskim Urzędem Nadzoru Bankowego. Zakres projektu jest więc objęty prawem Unii Europejskiej i podlega obowiązkowi notyfikacji do Komisji Europejskiej. Z niezrozumiałych powodów projektodawca uznał jednak, iż notyfikacja nie jest wymagana.

Mając na względzie zasady prawidłowej legislacji oraz potrzebę zwiększania pewności prawa i uchwalania stabilnych przepisów, niezbędne jest skierowanie projektu do dalszych prac w celu wyeliminowania ryzyka wprowadzenia błędnych oraz szkodliwych przepisów. Wejście w życie projektowanych przepisów w obecnym kształcie wpłynie negatywnie na funkcjonowanie instytucji pożyczkowych i na dostęp do kredytowania. Ponadto, wbrew intencjom projektodawcy, wadliwe przepisy mogą zmniejszyć systemową ochronę konsumenta na rynku finansowym.

Arkadiusz Pączka, dyrektor Centrum Monitoringu Legislacji Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej

W Warszawie rośnie najwięcej wież w Europie

Biurowe wieże, które utworzą w Warszawie nowy hub biurowy są najtrudniejszymi z dotychczasowych realizacji deweloperów 

Rejon ronda Daszyńskiego i ulicy Towarowej to lokalizacja, która skupia najbardziej spektakularne projekty, które realizowane są dziś w Warszawie. To tu rośnie nowe, biznesowe zagłębie miasta. W perspektywie kilku najbliższych lat oddanych zostanie kilkanaście budynków wysokościowych, z których większość ulokowana jest w tej części miasta.

Bartłomiej Zagrodnik - Walter Herz.
Bartłomiej Zagrodnik – Walter Herz

– Znikoma podaż gruntów w centralnych obszarach Warszawy sprawia, że deweloperzy, którzy dysponują ziemią w najatrakcyjniejszych rejonach miasta decydują się na realizację bardzo złożonych projektów, w których powstają niezwykle trudne konstrukcyjnie obiekty wysokościowe. Takie budynki skupiają uwagę, zarówno inwestorów, jak i firm poszukujących powierzchni biurowych do wynajęcia. Ich lokalizacja oraz widowiskowa architektura przekłada się na szybką komercjalizację i gwarantuje stabilny zysk na dobrym poziomie. Stąd duże zainteresowanie inwestorów, o czym mogą świadczyć transakcje zawierane nierzadko tuż po zakończeniu budowy, jakie mogliśmy obserwować m.in. w przypadku Q22, Spark C, czy Browarów Warszawskich – wymienia Bartłomiej Zagrodnik, Partner Zarządzający w Walter Herz.

Ekspert przyznaje, że w centralnym obszarze aglomeracji skoncentrowanych jest większość realizowanych aktualnie w Warszawie dużych projektów, które w najbliższych latach dostarczą trzy czwarte nowej podaży w segmencie biurowym. – Najwięcej inwestycji prowadzonych jest w okolicy ronda Daszyńskiego. Ta lokalizacja już niedługo stanie się najciekawszym hubem biurowym Warszawy z licznymi obiektami wysokościowymi i miastotwórczymi kompleksami o charakterze wielofunkcyjnym – zauważa Bartłomiej Zagrodnik.

Las żurawi

W ciągu ostatnich trzech lat na tzw. bliskiej Woli, która zespoliła się już ze ścisłym centrum miasta, oferta biurowa wzrosła dwukrotnie. Motywacją do aktywności inwestycyjnej dla deweloperów było niewątpliwie uruchomienie drugiej linii metra. Liczne żurawie dźwigowe i inwestycje budowlane na różnym etapie zaawansowania są w tym rejonie od dawna stałym elementem krajobrazu.

Jesienią tego roku w pobliżu ronda Daszyńskiego do użytkowania oddana zostanie 130 metrowa Mennica Legacy Tower, realizowana przez Golub GetHouse i Mennica Polska S.A. Na powierzchni ponad 40 tys. mkw. swoją siedzibę w wieży będzie miał mBank, który wynajął w niej niemal całą powierzchnię. Będzie tam pracowało ponad 3 tys. osób.

W 2020 roku w panoramę Warszawy wpisze się też Skyliner firmy Karimpol o wysokości 195 metrów, który dostarczy łącznie prawie 44 tys. mkw. powierzchni najmu. Wysokościowiec powstający w otoczeniu ulic Prostej i Towarowej na 30 poziomach zaoferuje nowoczesne biura, a 4 przeznaczone będą na cele handlowo-usługowe. Na wysokości 165 metrów w wieżowcu zaprojektowany został dwupoziomowy Skybar, a w reprezentacyjnym, przeszklonym hallu o wysokości kilkunastu metrów „schody hiszpańskie”.

Największe projekty Ghelamco i Skanska

Na sąsiedniej działce rośnie natomiast kompleks The Warsaw Hub, który będzie miał bezpośrednie połączenie ze stacją metra rondo Daszyńskiego. Zakończenie prac budowlanych nad jego realizacją firma Ghelamco zapowiada na przełom 2019 i 2020 roku. Ten najbardziej zaawansowany technologicznie i największy projekt w historii firmy Ghelamco przyniesie Warszawie 113 tys. mkw. wielofunkcyjnej powierzchni. W skład inwestycji wchodzić będą trzy budynki, 86 metrowy obiekt hotelowy, gdzie ulokuje się hotel sieci Holiday Inn Express i pierwszy w Polsce Crowne Plaza oraz dwie 130 metrowe wieże biurowe. Wszystkie budynki połączy pięciokondygnacyjne podium, które stworzy wielkomiejską pierzeję ulicy Towarowej.

W pierwszym kwartale 2021 roku na mapie Warszawy pojawi się również wieżowiec, realizowany w projekcie Generation Park. Jesienią 2018 roku Skanska rozpoczęła budowę trzeciego, najwyższego, 38 piętrowego budynku w tej inwestycji. Wieża mierząca wraz z iglicą 180 metrów jest pierwszym tak wysokim obiektem realizowanym przez dewelopera w Polsce. Kompleks Generation Park, położony w kwartale pomiędzy ulicą Towarową, Prostą, Wronią i Łucką, jest też najwyższym budynkiem biurowym firmy Skanska w Europie Środkowo-Wschodniej. Kompleks składający się z trzech biurowców zaoferuje około 84 tys. mkw. powierzchni najmu.

Na początek 2021 roku także firma Ghelamco zapowiedziała ukończenie Warsaw Unit, swojego trzeciego projektu, który prowadzi przy rondzie Daszyńskiego. Po 220 metrowej wieży Warsaw Spire i The Warsaw HUB to kolejne przedsięwzięcie firmy, które zaowocuje spektakularnym obiektem wysokościowym. Wieża mierzyć będzie 180 metrów, a wraz z urządzeniami technicznymi 202 metry. Ulokowany pod prestiżowym adresem Rondo Daszyńskiego 1 biurowiec Warsaw Unit będzie miał kinetyczną fasadę typu „Dragon Skin”, złożoną z tysięcy ruchomych, aluminiowych płytek, które reagować będą  na wiatr i odbijać zmieniającą się barwę nieba.

Niebotyk przy Centralnym

Poza Generation Park firma Skanska kontynuuje też w rejonie ronda Daszyńskiego prace przy realizacji projektu Spark, w którym poza dwoma niższymi budynkami, które są już ukończone, powstaje 130 metrowa wieża. Wysokościowiec ma zostać oddany w 2021 roku. Kompleks położony przy ulicy Wolskiej, w pobliżu skrzyżowania ulicy Towarowej z aleją Solidarności, przyniesie Warszawie 70 tys. mkw. powierzchni biurowych.

W 2021 roku w inwestycji Varso Place, którą HB Reavis prowadzi w pobliżu warszawskiego Dworca Centralnego, ma natomiast zostać oddany największy budynek w Warszawie i w Unii Europejskiej. Niebotyk Varso Tower, mierzący z iglicą 310 metrów, zdeklasuje Pałac Kultury i Nauki (237 metrów z iglicą), który wciąż jest najwyższym budynkiem stolicy. Zlokalizowana przy ulicy Chmielnej, 53 piętrowa wieża zapewni mieszkańcom miasta taras widokowy położony na poziomie 230 metrów. Z Dworca Centralnego do Varso Tower będzie można przejść pasażem podziemnym. W ramach realizacji tego projektu, który dostarczy łącznie 144 tys. mkw. powierzchni najmu, powstaną też dwa niższe wieżowce o wysokości ponad 80 metrów i 90 metrów, których budowa ma zakończyć się na początku przyszłego roku. W jednym z nich otworzy się hotel NYX.

W 2020 roku będą też gotowe połączone częścią wspólną, bliźniacze wieże Widok Towers. 95 metrowy obiekt rośnie w miejscu wyburzonej Centrali Handlu Zagranicznego Universal, tuż za odnawianą właśnie Rotundą. Wysokościowiec dostarczy około 29 tys. mkw. powierzchni biurowych.

Obiekty w fazie projektowania

Ponadto, u zbiegu ulic Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej rusza właśnie budowa 93 metrowej wieży Central Point. 22 piętrowy biurowiec o powierzchni ponad 19 tys. mkw. zaoferuje dostęp do dwóch linii metra. Zakończenie budowy projektu firma Immobel planuje w drugim kwartale 2021 roku.

Jeszcze w pierwszej połowie tego roku na działce w kwartale ulic Świętokrzyskiej, Twardej, Mariańskiej i alei Jana Pawła II ma rozpocząć się również budowa PHN Tower. Kompleks biurowo-handlowy ma przynieść około 37 tys. mkw. powierzchni. Zakończenie budowy niższego budynku PHN przewidziane jest na 2021 rok, a oddanie 150 metrowego wieżowca na przełomie 2023 i 2024 roku.

Poza tym, Skanska przygotowuje do budowy biurowiec Warsaw One, który ma stanąć przy rondzie ONZ w miejscu obecnego budynku Ilmetu. Aranżowana wieża ma mieć wysokość 188 metrów. W warszawski skyline ma wpisać się też kilka obiektów, które są jeszcze w fazie projektowania, w tym m.in. Nowa Emilia przy ulicy E. Plater, czy inwestycja przy placu Grzybowskim.

Strategiczna współpraca Polpharmy i Microsoft nad wdrażaniem koncepcji Fabryki Przyszłości

Firmy Polpharma i Microsoft podpisały porozumienie, którego celem jest współpraca w zakresie wybranych projektów cyfrowej transformacji największej polskiej firmy farmaceutycznej. W ramach porozumienia firmy deklarują podjęcie działań w takich obszarach, jak: cyfryzacja procesów przemysłowych w całym łańcuchu wartości produkcji leków, zaawansowana analityka danych i wykorzystanie sztucznej inteligencji, oraz tworzenie cyfrowego miejsca pracy.

Mark Loughran, Dyrektor Generalny polskiego oddziału Microsoft, Markus Sieger, Prezes Grupy Polpharma
Od lewej: Markus Sieger, Prezes Grupy Polpharma.
Mark Loughran, Dyrektor Generalny polskiego oddziału Microsoft.

Strony deklarują gotowość do współpracy nad wdrażaniem koncepcji Fabryki Przyszłości, czyli cyfryzacji procesów przemysłowych w całym łańcuchu wartości produkcji leków, począwszy od laboratorium, poprzez planowanie i realizację cykli produkcyjnych, obsługę parku maszynowego i urządzeń, monitorowanie stanu i przewidywanie awarii, minimalizację przestojów, optymalizację procesów, kontrolę jakości i bezpieczeństwa, a także szkolenia i rozwój pracowników produkcji. Porozumienie przewiduje podjęcie przez Polpharmę działań wpisujących się w koncepcję Przemysłu 4.0. Wizja Microsoft Factory of the Future zakłada m.in. wykorzystanie takich technologii, jak Przemysłowy Internet Rzeczy, Automatyka Przemysłowa, Uczenie Maszynowe, Rozszerzona Rzeczywistość, Cyfrowy Bliźniak czy Blockchain do poprawy efektywności procesów biznesowych.

„Cyfryzacja jest istotnym elementem transformacji Grupy Polpharma. Z jednej strony pozwoli nam dostarczać wartościowe rozwiązania dla pacjentów, stanowiące połączenie farmaceutyków i nowych usług, z drugiej – umożliwi podniesienie elastyczności i zwinności biznesowej naszej organizacji. Technologie cyfrowe w procesie produkcji mają ogromny potencjał, ponieważ wpływają na efektywność wytwarzania, a co za tym idzie zwiększenie konkurencyjności Polpharmy jako największego producenta leków w Polsce” – Markus Sieger, Prezes Grupy Polpharma.

„Jesteśmy świadkami cyfrowej transformacji sektora opieki zdrowotnej, gdzie w centrum jest pacjent i jego potrzeby. Ta pozytywna zmiana jest możliwa, dzięki uwolnieniu potencjału danych przy zastosowaniu technologii przetwarzania w chmurze oraz sztucznej inteligencji. Łącząc siłę technologii Microsoft oraz innowacyjne rozwiązania naszych partnerów, wspieramy Grupę Polpharma w bardziej efektywnym wykorzystaniu zasobów oraz budowaniu nowych szans rynkowych w cyfrowych czasach” – podkreśla Mark Loughran, Dyrektor Generalny polskiego oddziału Microsoft.

Współpraca otwiera możliwość stworzenia centrów kompetencyjnych w obszarze zaawansowanej analityki dużych zbiorów danych, operacji predykcyjnych oraz usług kognitywnych. Zakłada również współpracę zespołu Polpharmy i Microsoft w obszarze analityki Big Data oraz sztucznej inteligencji.

Strony zamierzają również poszukiwać, testować i wdrażać cyfrowe rozwiązania w celu ciągłego doskonalenia i usprawniania całej organizacji Grupy Polpharma, jej procesów biznesowych, operacyjnych, jak i biurowych. Dotyczy to m.in. zastosowania technologii Robotic Process Automation.

„Już dziś koncentrujemy się na automatyzacji procesów, zastosowaniu robotyzacji w naszych zakładach, wsparciu organizacji dzięki zaawansowanej analityce danych. Jesteśmy na dobrej drodze, by stać się fabryką przyszłości. Nie zależy nam na posiadaniu gadżetów, ale użytecznych narzędzi, jak najbardziej dostosowanych do potrzeb naszego biznesu” – dodaje Markus Sieger.

Porozumienie przewiduje także podjęcie wspólnych działań na rzecz kreowania cyfrowego miejsca pracy przy wykorzystaniu Aplikacji i Usług Microsoft.

Union Investment TFI wpisane do ewidencji instytucji oferujących PPK

Union Investment TFI decyzją Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR) zostało wpisane do ewidencji instytucji, które mogą oferować Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK). Wpis do ewidencji prowadzonej przez PFR otwiera drogę do prowadzenia PPK.

Paweł Suwała, dyrektor działu klienta instytucjonalnego w Union Investment TFI
Paweł Suwała, dyrektor działu klienta instytucjonalnego w Union Investment TFI

– Rejestracja w ewidencji PFR to ostatni warunek, który musieliśmy spełnić, by móc oferować i wdrażać PPK w firmach. Im bliżej pierwszego obowiązkowego terminu, tym większe jest zainteresowanie przedsiębiorców warunkami oferty. Proponujemy naszym klientom wsparcie już na początkowym etapie komunikacji i wdrażania programu w firmie. Z myślą o potrzebach klientów i nałożonych na nich przez prawo obowiązkach, przygotowaliśmy narzędzie wspierające pracodawcę w obsłudze programu PPK. Jest to system, który będzie obsługiwał cały program i przejmie znaczną część obowiązków działu HR w zakresie PPK. Narzędzie to jest zintegrowane z popularnym systemem kadrowo-płacowym. Zapewniamy także bardzo kompleksowy system do obsługi PPK dla pracowników.  Pracownicze Plany Kapitałowe to dla wielu firm i ich pracowników swego rodzaju rewolucja, dlatego zapewniamy także powdrożeniowe wsparcie. Przygotowujemy akcje informacyjne dla pracowników, pomagamy pracodawcom w raportowaniu do instytucji nadzorujących  – mówi Paweł Suwała, Dyrektor Działu Klienta Instytucjonalnego, odpowiedzialny za PPK w Union Investment TFI.

Jak Europa poradzi sobie z niedoborem kierowców zawodowych?

Według Międzynarodowej Unii Transportu Drogowego (IRU) deficyt kierowców może sięgnąć nawet 40 proc., a 21 proc. stanowisk pracy w Europie jest nieobsadzonych.[1] Problem ten potwierdzają także wyniki najnowszego badania Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców. Ponad połowa respondentów ma problem ze znalezieniem rąk do pracy. Okazuje się, że dla rodzimych przewoźników stanowi to obecnie największe wyzwanie. Jeśli rocznie z zawodu odchodzi 25 tysięcy osób[2], a już teraz brakuje około 100 tysięcy fachowców, przyszłość transportu drogowego rysuje się w ciemnych barwach. Średni wiek kierowcy zawodowego to 42 lata[3], a młodych jest jak na lekarstwo. To nie jest bolączka tylko polskiej gospodarki, a problem międzynarodowy. Skoro 80 proc. transportu towarów odbywa się poprzez przewozy drogowe, to kto będzie jeździł w Europie za dziesięć lat?

Czarna dziura

Polska jest potentatem na rynkach europejskich w branży TSL. W 2016 roku rodzimi przewoźnicy osiągnęli 25 proc. udziału w obszarze przewozów między krajami europejskimi, zaś w samej Polsce transport międzynarodowy wygenerował ponad 5,1 proc. PKB.[4] Jednak tak korzystna sytuacja polskich firm transportowych nie jest równoznaczna z brakiem problemów w sektorze. Największym zagrożeniem dla tej branży jest niedobór wykwalifikowanych pracowników. Zgodnie z raportem PwC „Rynek pracy kierowców w Polsce” szacowany niedobór kierowców na rynku polskim w 2016 roku wynosił 100-110 tys. osób.[5] Dane wskazują, że rocznie z zawodu odchodzi ok. 25 tys. pracowników.

Kamil Wolański
Kamil Wolański

Kierowcy zawodowi są w deficycie, co potwierdzają liczne badania. W 99 proc. firm przewozowych brakuje przynajmniej jednego pracownika z uprawnieniami do prowadzenia pojazdu. 36 proc. truckerów potrzebuje maksymalnie tygodnia, by znaleźć nową pracę. Dokładnie tyle samo ankietowanych deklaruje, że otrzymuje propozycje pracy od konkurencji, zaś 46 proc. przewoźników znajduje pracownika w ciągu miesiąca, a aż 31 proc. pracodawców zajmuje to nawet kwartał.[6] [7] Także najnowszy Barometr Zawodów wskazuje na duże braki kierowców na terenie całej Polski, ze szczególnym uwzględnieniem zachodniej części kraju – zauważa Kamil Wolański, ekspert Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców (OCRK).

Warto zwrócić uwagę na to, jakie straty ponosi przewoźnik w sytuacji, gdy nie ma kto jeździć – koszt nawet jednodniowego przestoju samochodu ciężarowego może sięgać 650 EUR.[8] 71 proc. ankietowanych firm transportowych w analizie „Dostępność, Stawki & Technologia: Europejskie Badanie Transportu Drogowego 2018” prognozowało wzrost cen za świadczone usługi. Dla 59 proc. respondentów determinantem podwyżki miał być brak kierowców.[9]

Polsko, nie jesteś sama

Zgodnie z danymi Generalnej Dyrekcji Ruchu Drogowego w Hiszpanii 72 proc. pracujących w charakterze zawodowego kierowcy ma więcej niż 50 lat! The Sun w styczniu 2018 alarmował swoich czytelników, że deficyt kierowców zawodowych w Wielkiej Brytanii zwiększa się aż o 50 osób dziennie.[10] Według najnowszego raportu Międzynarodowej Unii Transportu Drogowego (IRU) średni wiek pracowników tej grupy zawodowej w UE wynosi 44 lata. Brytyjscy truckerzy mają średnio 55 lat! Zaś w Niemczech w ciągu najbliższych pięciu lat z zawodu odejdzie aż 66 proc. kierowców. Obecnie brakuje tam około 45 000 pracowników z uprawnieniami do prowadzenia ciężarówki – dla określenia skali problemu warto również zwrócić uwagę, że takie dokumenty rocznie zyskuje tam ok. 2000 osób. [11] Ponadto Dania, Szwecja i Norwegia zgłaszają deficyty odpowiednio 2500, 5000, 3000 kierujących[12].

To absolutnie niepokojące dane, które wskazują, że kierowca to zawód starzejący się. Sytuacja jest bardzo podobna w większości państw europejskich. Z badań przeprowadzonych przez OCRK wynika, że średni wiek polskich kierowców wynosi 42 lata. Owszem, zachęca się młodych do pracy za kierownicą ciężarówki, prawie 95 proc. zatrudnionych jest w oparciu o umowę o pracę, a płaca w tym zawodzie jest wyższa niż  średnia krajowa i wynosi minimum około pięć tysięcy PLN netto. Jednak to wciąż za mało, by przyciągnąć młodszych pasjonatów transportu – mówi Kamil Wolański. – Skutki deficytu truckerów odczuwamy wszyscy, a wkrótce będą zauważalne jeszcze bardziej. Zmniejszająca się liczba kierowców powoduje wzrost cen przewozu towarów, które przekładają się na ogólne podwyżki cen produktów transportowanych ciężarówkami, w tym głównie żywności. Problemem są też opóźnienia w dostawach komentuje ekspert OCRK.

Środki zaradcze

Odpowiedzią na poszerzającą się liczbę wakatów w transporcie w Polsce i Europie jest napływ kierowców zza wschodniej granicy. Analizując dane Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego z ostatnich kilku lat, zauważalny jest wzrost ilości pracowników z krajów trzecich, którzy uzyskali świadectwa kierowców. W 2018 roku wydano 72 390 takich dokumentów, w tym ponad 56 tys. obywatelom Ukrainy, 13 622 Białorusinom, a 1075 Mołdawianinom. Dla porównania w 2017 wydano 46 178  świadectw, z czego 35 115 pracownikom z Ukrainy. Zaś pięć lat wcześniej – w 2014 roku GITD wydało zaledwie 6 809 dokumentów – analizuje ekspert OCRK. – Polska jest dobrym wyborem dla kierowców z Ukrainy czy Białorusi ze względu na stosunkowo niewielką odległość od rodzinnego domu, jednak rynki „starej Unii” kuszą pracowników ze Wschodu uproszczonymi przepisami i wyższymi zarobkami – dodaje.

Polska także zmienia przepisy, by zwiększyć ilość potencjalnych kandydatów do pracy za kółkiem.  Ważnym krokiem jest przywrócenie do szkół zawodowych kierunku kierowca-mechanik. W październiku ubiegłego roku wprowadzono zmianę ustawy o kierujących pojazdami, w myśl której całkowity lub częściowy ubytek słuchu nie jest przeciwwskazaniem do uzyskania uprawnień kierowania pojazdami.[13] Nieustannie trwają także prace nad poprawieniem bezpieczeństwa w branży. Pod koniec 2018 roku Unia Europejska zadeklarowała wielomilionowe inwestycje w infrastrukturę parkingową tak, by na terenie Wspólnoty powstało ok. 100 tys. nowych i przede wszystkim – bezpiecznych miejsc parkingowych dla ciężarówek.

Zmiany są widoczne, jednak ich rezultat będzie odczuwalny za kilka, a nawet kilkanaście lat. To, co możemy zrobić tu i teraz, to zapewnić kierowcom godne warunki pracy oparte na szacunku i wynagrodzeniu adekwatnym do wykonywanych obowiązków. Ważne są również wszelkie ułatwienia dla pracujących za kółkiem – od dobrze wyposażonego pojazdu i rozwiązań telematycznych, jak na przykład GBOX, ułatwiających pokonywanie trasy, po wsparcie ekspertów w sytuacjach kryzysowych. A są nimi między innymi kłopotliwe kontrole drogowe poza granicami kraju, konieczność kompletowania dokumentacji czy poprowadzenie komunikacji z inspekcjami z Francji, Niemiec czy Austrii, czyli w krajach, do których polscy kierowcy podróżują najczęściej – mówi Kamil Wolański, OCRK.

[1] https://www.iru.org/resources/newsroom/fifth-driver-positions-unfilled-european-road-transport-sector

[2] Rynek pracy kierowców zawodowych, PwC.

[3] Badanie Kim jest polski kierowca ciężarówki, Ogólnopolskie Centrum Rozliczania Kierowców, 2018.

[4] http://pitd.org.pl/wp-content/uploads/2018/01/raport_Styczen2018.pdf

[5] https://www.pwc.pl/pl/pdf/pwc-raport-rynek-pracy-kierowcow.pdf

[6] http://pitd.org.pl/wp-content/uploads/2018/01/raport_Styczen2018.pdf

[7] https://www.pwc.pl/pl/pdf/pwc-raport-rynek-pracy-kierowcow.pdf

[8] https://www.pwc.pl/pl/pdf/pwc-raport-rynek-pracy-kierowcow.pdf

[9]https://www.mercareon.com/fileadmin/Structure_images_TYPO3/files/Report/PL/Dostepnosc_Stawki_Technologia_Europejskie_Badanie_Transportu_Drogowego_2018_Raport_Transporeon.PDF

[10] https://www.thesun.co.uk/news/5335306/trucker-shortage-threatens-post-brexit-trade-boom-with-45000-jobs-to-fill/

[11] https://theloadstar.com/truck-driver-shortage-crisis-now-spreading-across-whole-europe/

[12] https://www.lloydsloadinglist.com/freight-directory/news/European-truck-driver-shortage-now-major-problem-for-shippers/74206.htm#.XOOzjcgzaM9

[13] Ustawa z dnia 12 kwietnia 2018 r.

Budowa domu z drewna kosztuje średnio 369 000 PLN. Raport Oferteo

Średnio 369 000 PLN za budowę domu z drewna. Raport Oferteo.pl_Polacy, którzy budują swój dom z drewna, rzadko decydują się na duży metraż, a szacunkowe koszty inwestycji w ich przypadku wynoszą średnio 369 tys. zł. W przeciwieństwie do wybierających tradycyjne technologie, chętniej decydują się na realizację według indywidualnego projektu architektonicznego (62%) niż na kupno gotowego – wynika z raportu opracowanego przez Oferteo.pl.

Powierzchnia domuPolacy nie budują dużych domów z drewna

Polacy, którzy wybrali drewno do budowy domu, stawiali w większości nieduże budynki. Połowa z nich miała metraż nieprzekraczający 100 m2. Nieco rzadziej, bo w 40% przypadków, nieruchomości miały od 101 do 150 m2. Duże domy z drewna nie cieszyły się popularnością wśród budujących. 8% respondentów wybrało taki o wielkości między 151 a 200 m2, a większy niż 201 m2 – tylko 2%.

369 000 zł za drewniany dom

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Oferteo.pl, największego polskiego serwisu łączącego poszukujących usług budowlanych z ich dostawcami, koszt budowy domu z drewna wyniósł inwestorów w 2018 roku średnio 369 tys. zł. Kwota ta jest stosunkowo niewielka, biorąc pod uwagę średnie koszty budowy domu w Polsce. Wpływ na nią ma jednak nie tylko technologia, ale też wielkość domu, a ta w przypadku budujących z drewna była zwykle nieduża.

Termin rozpoczęcia budowyRozpoczęcie prac w ciągu kilku miesięcy

Według badania Oferteo.pl osoby planujące budowę drewnianego domu najczęściej potrzebują kilku miesięcy na rozpoczęcie prac budowlanych. Prawie dwie trzecie z nich chce rozpocząć je w ciągu pół roku, a 34% – trzech miesięcy. Tylko 1% ankietowanych jest gotowych, aby przystąpić do prac już w przeciągu najbliższego miesiąca od złożenia zlecenia.

Poszukiwania odpowiedniej ekipy budowlanej do budowy domu z drewna to duże wyzwanie, bo zespołów specjalizujących się w tego typu budownictwie jest stosunkowo niewiele. Przede wszystkim należy zwracać uwagę na doświadczenie fachowców i opinie na temat interesującej nas ekipy. Warto także zainteresować się dofinansowaniami, które przyznawane są przez państwo na budowę domu energooszczędnego – radzi Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl.

Domy szkieletowe zdecydowanie najpopularniejsze

Wśród Polaków decydujących się na budowę domu z drewna w 2018 roku większą popularnością cieszyły się tańsze w budowie domy szkieletowe (kanadyjskie) – taką technologię wybrało aż 78% ankietowanych. Polega ona na wybudowaniu konstrukcji z belek połączonych gwoźdźmi i wypełnieniu jej materiałem termoizolacyjnym. Taki dom jest energooszczędny, a jego budowa może potrwać krócej niż domu stawianego w tradycyjnej technologii. Pozostałe 22% ankietowanych postawiło na domy z bali, których budowa jest droższa głównie ze względu na koszty litego drewna.

Oryginalne projekty częściej wybierane wśród budujących z drewna

Wyniki raportu Oferteo.pl, , wskazują, że Polacy budując dom z drewna, znacznie chętniej decydują się na zrealizowanie indywidualnego projektu. W 2018 roku aż 62% zleciło architektowi zaprojektowanie wyjątkowego domu tylko dla nich. 38% wybrało prostszą i zwykle tańszą opcję, jaką jest zakup w biurze architektonicznym gotowego projektu. To odwrotnie niż w przypadku osób, które budowały w tradycyjnych technologiach. Spośród nich 63% zdecydowało się na kupno gotowego planu, a jedynie 37% – na współpracę z architektem.

Najwięcej domów z drewna woj. śląskim i mazowieckim

W 2018 roku na budowę domu z drewna decydowali się najczęściej mieszkańcy województwa mazowieckiego i śląskiego. Pochodziło z nich prawie co czwarte zapytanie złożone w serwisie Oferteo.pl. Na kolejnym miejscu znalazło się województwo dolnośląskie z 10% udziałem i małopolskie (8%). Najrzadziej drewniany dom budowali mieszkańcy województw świętokrzyskiego i opolskiego – po 2%.

Metodologia badania

Przedstawione w „Raporcie o budowie domów w Polsce” dane pochodzą z analizy ponad 17 tysięcy zapytań ofertowych złożonych w 2018 roku w serwisie Oferteo.pl przez osoby poszukujące towarów i usług związanych z budową domów oraz z badania ankietowego przeprowadzonego w styczniu 2019 roku metodą CAWI na próbie 600 osób, które w 2018 roku budowały dom.

Rekordowy wzrost. Rynek europejskiej piłki nożnej jest już wart ponad 28 mld euro

Futbol budzi ogromne emocje, także związane z wielkimi pieniędzmi. W sezonie 2017/2018 przychody europejskiego rynku futbolowego po raz kolejny pobiły rekord i wyniosły 28,4 mld euro. Na dobrą kondycję piłkarskiego biznesu wpłynęły przede wszystkim wyniki europejskich lig z „wielkiej piątki” (Bundesliga, La Liga, Ligue 1, Premier League i Serie A), w tym w szczególności angielskiej ligi, która umocniła się na pozycji lidera pod względem osiąganych przychodów. Na drugie miejsce awansowała Bundesliga, której po piętach depcze hiszpańska La Liga. To główne wnioski 28. edycji raportu „Annual Review of Football Finance” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

Wzrost o 11 proc. wartości europejskiego rynku piłki nożnej w stosunku do poprzedniego sezonu był w głównej mierze napędzany przez „wielką piątkę” lig europejskich, a także dzięki zeszłorocznym Mistrzostwom Świata w piłce nożnej w Rosji.

Łączne przychody Premier League, Bundesligi, La Ligi, Serie A i Ligue 1 wzrosły w sezonie 2017/18 o 6 proc. do 15,6 mld euro. Jak jednak wynika z analizy Deloitte, w omawianym okresie spadły zyski operacyjne największych europejskich lig. Wynikało to z rosnących wynagrodzeń, którym nie sprostał poziom przychodów. Dotyczyło to szczególnie angielskiej i hiszpańskiej ligi. Z kolei Bundesliga i Serie A odnotowały wzrost zysku operacyjnego odpowiednio o 9 i 8 proc.

Wyłączając cykliczny wpływ międzynarodowych turniejów UEFA i FIFA, widzimy wzrost przychodów w każdym roku z ostatnich 18 lat, w którym szacowaliśmy wielkość europejskiego rynku piłki nożnej. Ponieważ futbol na żywo pozostaje jednym z najbardziej pożądanych rodzajów rozrywki, zarówno dla kibiców, jak i nadawców, a także jest jednym z najgorętszych tematów w mediach społecznościowych, spodziewamy się kontynuacji tego wzrostu. Podczas gdy Premier League nadal jest liderem, Hiszpania i Niemcy konkurują o drugie miejsce. Po podpisaniu umowy na prawa transmisyjne na kolejne cztery lata Bundesliga, pod względem przychodów, przegoniła La Ligę. Spodziewamy się, że Niemcy utrzymają tę pozycję w następnej edycji naszego rankingu, ale w sezonie 2019/20 La Liga może okazać się znów lepsza – mówi Dan Jones, Partner, Lider Sports Business Group, Deloitte UK.

Wyścig gigantów

Premier League w dalszym ciągu utrzymuje znaczną przewagę nad konkurencją, osiągając w sezonie 2017/2018 przychody w wysokości 5,4 mld euro, co oznacza wzrost o 100 mln euro rok do roku. W omawianym czasie angielska liga mogła się cieszyć występami aż pięciu swoich drużyn w Lidze Mistrzów. Pod względem przychodów Premier League jest teraz o 72 proc. większa niż Bundesliga, jednak niepokoi stosunek wynagrodzeń do przychodów, który w omawianym sezonie wyniósł 59 proc. Angielscy piłkarze mogli się cieszyć średnio 15 proc. wzrostem swoich pensji.

Z kolei przychody Bundesligi wzrosły o około 290 mln euro. Liga niemiecka może się pochwalić także najwyższą frekwencją na stadionach. W omawianym sezonie było to średnio 43,9 tys. kibiców na mecz.

W przypadku La Ligi przy 7 proc. wzroście poziom przychodów przekroczył 3 mld euro. Wzrost ten był częściowo spowodowany triumfem po trzeci raz z rzędu Realu Madryt w Lidze Mistrzów UEFA w sezonie 2017/18. Dodatkowo na plus należy zaliczyć komercyjny sukces FC Barcelony, która podpisała nowy czteroletni kontrakt sponsorski z firmą Rakuten. Należy przypomnieć, że lokomotywy hiszpańskiego futbolu, czyli FC Barcelona i Real Madryt, zajęły dwa pierwsze miejsca w tegorocznej Football Money League w 2019 roku.

Problemem włoskiej Serie A są rosnące przychody największych konkurentów. Mimo, że włoska liga zwiększyła przychody o 8 proc. (do 2,2 mld euro), to nie wystarczyło to, by zbliżyć się do ligi angielskiej, niemieckiej i hiszpańskiej. Wzrost kosztów płac w Serie A był wolniejszy niż w innych ligach „wielkiej piątki”, co spowodowało najniższy stosunek płac do przychodów (66 proc.) od sezonu 2005/06. Mimo to, przejęcie Cristiano Ronaldo przez Juventus i inne działania transferowe w okienku letnim w 2018 r. prawdopodobnie doprowadzą do podwyżek płac w sezonie 2018/19.

Francuska Ligue 1 nadal generowała najmniejsze przychody spośród europejskich gigantów (1,7 mld euro), przy czym redukcja przychodów z transmisji i sponsoringu była rekompensowana przez wzrost przychodów komercyjnych. W sezonie 2020/2021 zacznie obowiązywać nowa umowa krajowych praw do transmisji, co może oznaczać wzrost przychodów z tego tytułu do poziomu 1,2 mld rocznie. Będzie to więcej niż w przypadku Serie A i La Ligi.

Poza „wielką piątką”

Tuż za „wielką piątką” znalazła się rosyjska Premier League (813 mln euro), która wyprzedziła turecką Süper Lig (731 mln euro). Rosyjski awans napędzany był przez nową umowę dotyczącą praw do transmisji i zwiększone przychody z meczów, wynikające z ulepszeń stadionów w związku z Mistrzostwami Świata FIFA w 2018 roku.

Mistrzostwa przyniosły bezpośrednie i pośrednie zwiększenie przychodów na europejskim rynku piłkarskim. Spowodowało to wzrost wpływu FIFA, UEFA i związków krajowych na wielkość rynku europejskiego. Wartość tych wpływów wynosi 4,2 mld euro w sezonie 2018/19, co jest wzrostem o 75% w stosunku do sezonu 2016/17 – mówi Sam Boor, Starszy Menedżer w Sports Business Group Deloitte.

Eksperci Deloitte spodziewają się, że nowa umowa na transmisję telewizyjną dla Süper Lig pozwoli jej odzyskać pozycję szóstą co do wielkości ligi w Europie w następnej edycji zestawienia.

Raport Deloitte wspomina również o polskiej Ekstraklasie w kontekście nieudanych występów rodzimych klubów w europejskich pucharach. Szansą dla polskiej ligi na zwiększenie przychodów będzie nowa umowa do praw do transmisji, która zacznie obowiązywać już od sezonu 2019/2020. Jednak jak zaznaczają eksperci Deloitte, bez sukcesów na boisku dalszy rozwój ligi będzie bardzo trudny.

Kurs wymiany
Do przeliczenia wartości podanych w euro oraz funcie brytyjskim zastosowano średni kurs wymiany z roku zakończonego 30 czerwca 2018 r. (1 GBP = 1,13 EUR).

Koszty wynagrodzeń
Koszty wynagrodzeń dotyczą wszystkich pracowników (w tym zawodników, a także personelu technicznego i administracyjnego) i obejmują wynagrodzenia, opłaty z tytułu transferu zawodników, premie, odprawy, składki na ubezpieczenie społeczne, a także inne koszty świadczeń pracowniczych.

20 lat Wi-Fi. Jaka przyszłość czeka sieć bezprzewodową?

Dwie dekady temu kilka firm technologicznych stworzyło The Wireless Ethernet Compatibility Alliance, w skrócie WECA. To wydarzenie uważa się za symboliczny początek sieci bezprzewodowej. W tym samym roku firma Apple wypuściła na rynek iBook, pierwszy komputer z wbudowanym adapterem AirPort umożliwiającym korzystanie z Wi-Fi. Dziś użytkownicy mają do dyspozycji nowy standard Wi-Fi 6, który zapewnia znaczący wzrost szybkości transmisji.

Wraz z rozpowszechnieniem Wi-Fi życie internautów uległo diametralnej zmianie. Nowa usługa oferowała niespotykaną do tej pory swobodę, przyczyniła się do obniżenia kosztów i dała zupełnie nowe możliwości zarówno użytkownikom indywidualnym, jak i biznesowym.

802.11 powodów do radości

Rozwiązania z oficjalnym logo sieci Wi-Fi funkcjonują w standardzie transmisji IEEE 802.11. Produkty te posiadają certyfikat wydawany przez The Wireless Ethernet Compatibility Alliance, które w 2002 roku zmieniło nazwę na Wi-Fi Alliance. Dokument gwarantuje zgodność pomiędzy różnymi urządzeniami bezprzewodowymi. Dodatkowo o kompatybilność zadbali również producenci rozwiązań sieciowych. Przykładowo, w 2001 roku uruchomiono program bezpłatnych licencji Cisco Compatible eXtensions, dzięki któremu produkty Wi-Fi oferowane przez innych dostawców mogły współpracować z bezprzewodowymi sieciami Cisco, zachowując jednocześnie wysoki poziom bezpieczeństwa.

Łukasz Bromirski, CTO w Cisco Systems Poland
Łukasz Bromirski, CTO w Cisco Systems Poland

Rozwój technologii umożliwiał wprowadzenie kolejnych ulepszeń Wi-Fi, m.in. związanych z eliminacją zakłóceń i zwiększeniem stabilności transmisji. „Opracowanie przez Cisco modułu Flexible Radio Assignment umożliwiło elastyczne przypisywanie ról elementom sieci bezprzewodowej oraz pracę wielu urządzeń w ramach tego samego zakresu pasma. Z kolei technologia Cisco CleanAir pozwala na wykrywanie zakłóceń radiowych, wizualizowanie ich na schematach i mapach, identyfikowanie źródła problemu i aktywne kierowanie użytkowników na inne, mniej zakłócone kanały” – wyjaśnia Łukasz Bromirski, dyrektor ds. technologii w Cisco Polska.

„Sygnał Wi-Fi może być blokowany i zniekształcany m.in. przez obiekty takie jak ściany, metalowe kosze czy nawet duże akwaria, a użytkownicy spodziewają się zawsze dużej wydajności. Planowanie radiowe nadal jest nieodzownym elementem wdrożenia sieci Wi-Fi, a mechanizmy takie jak Cisco CleanAir doskonale wspomagają projektantów i powodują, że proces ten jest dużo bardziej elastyczny. Przez 20 lat nauczyliśmy się jednak, że środowiska często się zmieniają i potrzebne są narzędzia wspierające prace również w trudnych topologiach, w których przesunięcie przeszkody może być niemożliwe, a ciągłe przenoszenie punktu dostępowego niepraktyczne” – dodaje Łukasz Bromirski.

Woda, prąd, Wi-Fi

Dla współczesnego użytkownika Internetu sieć bezprzewodowa jest dobrem podstawowym, podobnie jak woda czy prąd. Większość z nas nie wyobraża sobie życia bez Wi-Fi, możliwości sprawdzenia mediów społecznościowych czy poczty elektronicznej w kawiarni lub centrum handlowym, korzystając z lokalnego hotspota. Zdaniem polskich internautów, którzy wzięli udział w badaniu Cisco z okazji 30-lecia powstania usługi sieciowej www, Internet jest ważnym narzędziem rozwoju. Ponadto 79% respondentów uważa, że umożliwia on zdobywanie nowych umiejętności, a 70% twierdzi, że pozwala pracować na nowe sposoby.

W firmach, sieć bezprzewodowa daje możliwość przemieszczania się po biurze i korzystania z zasobów z dowolnego miejsca, co zwiększa swobodę pracy. Przetwarzanie informacji zbieranych przez inteligentne urządzenia pozwala natomiast zoptymalizować prowadzone działania. Biznes korzysta także z hiperlokalizacji, która poprzez rozwiązania takie jak Cisco CMX (Connected Mobile Experience) umożliwia określenie z dużą dokładnością pozycji urządzeń działających w sieci bezprzewodowej za pomocą połączonej wiedzy z sieci 802.11 (Wi-Fi) oraz 802.15 (Bluetooth). Te informacje pozwalają zarządcom centrów handlowych czy dużych obiektów publicznych badać wzorce poruszania się klientów po ich obiekcie w ciągu danego dnia czy konkretnej imprezy masowej i na tej podstawie optymalizować ich obsługę.

Już niebawem, ponad połowa ruchu w Internecie będzie się odbywać za pośrednictwem Wi-Fi.  Jak wynika z raportu Cisco Mobile Visual Networking Index (MVNI), w 2022 roku przewodowy ruch IP będzie stanowił jedynie 29% całości, podczas gdy Wi-Fi aż 51%. Za pozostałe 20% będą odpowiadały połączenia mobilne. „Wi-Fi jest dzisiaj jedną z najszybciej rozwijających się technologii sieciowych. Dzięki niej Internet dociera tam, gdzie nie ma możliwości zapewnienia infrastruktury kablowej lub koszty takiej inwestycji są wysokie. Uzyskanie bardzo dobrej jakości sygnału radiowego, a w efekcie lepszej wydajności połączenia jest obecnie, obok bezpieczeństwa, najważniejszym celem stawianym przy budowie sieci bezprzewodowych” – mówi Aleksandra Sosnowska, specjalistka ds. sprzedaży rozwiązań bezprzewodowych w Cisco Polska.

Wi-Fi 6, czyli 4-krotnie większa przepustowość

Najnowszy standard sieci bezprzewodowej Wi-Fi 6 został stworzony w oparciu o te same innowacje bezprzewodowe co 5G. Wykorzystuje technologię OFDMA, która pozwala na jednoczesną transmisję wielu strumieni danych. Dzięki temu duża liczba użytkowników posiadających różne wymagania odnośnie przepustowości może połączyć się z pojedynczym punktem dostępowym. Wi-Fi 6 zmienia sposób, w jaki biznes i użytkownicy indywidualni wchodzą w interakcje ze światem, w którym lawinowo rośnie liczba urządzeń podłączonych do Internetu i rozmiar konsumowanych treści. Jak podaje cytowane wcześniej badanie Cisco MVNI, do 2022 r. będzie w sumie ponad 12 miliardów urządzeń mobilnych i połączeń w technologii Internetu rzeczy. Zdaniem ekspertów Cisco ogromnym wyzwaniem pozostaje zapewnienie odpowiedniej przepustowości w środowiskach charakteryzujących się dużą gęstością, takich jak np. aule, stadiony, lotniska czy sale konferencyjne. Wynika to z faktu, że przeciętny użytkownik często korzysta z sieci bezprzewodowej w miejscach, gdzie przebywa przez długi czas np. czekając na samolot lub rozpoczęcie drugiej połowy meczu piłkarskiego. Zwykle w danej chwili takich osób jest bardzo wiele, dlatego niezbędne jest zapewnienie odpowiedniej wydajności i przepustowości sieci.

„W środowisku biznesowym sieć bezprzewodowa staje się krytyczną metodą dostępu do zasobów cyfrowych. Dla niektórych urządzeń biurowych, technologia ta stanowi jedyną metodę podłączenia się do sieci kampusowej. Ogromne znaczenie ma mobilność, a pracownicy będą coraz bardziej zależni od rozwiązań bezprzewodowych i wrażliwi na choćby najmniejsze opóźnienia w transmisji. Ciągła ewolucja Wi-Fi sprawia, że firmy są w stanie nadążać za zmieniającym się stylem pracy, a także spełnić oczekiwania zespołów, partnerów i klientów. To zadanie z pewnością ułatwi Wi-Fi 6, które zapewnia nawet o 400% większą przepustowość sieci” – podsumowuje Aleksandra Sosnowska.

Enea Operator w ciągu sześciu lat planuje wydać 7,8 mld zł na inwestycje

eneaEnea Operator przygotowała już projekt Planu Rozwoju na lata 2020-2025. Został on przyjęty przez zarząd spółki i skierowany do uzgodnienia z Prezesem Urzędu Regulacji Energetyki. Projekt Planu zakłada przeznaczenie na rozwój w ciągu najbliższych sześciu lat łącznej kwoty ponad 7,8 mld zł. Ponad 90% tej kwoty to nakłady na modernizację i rozbudowę infrastruktury sieciowej.

Nakłady na infrastrukturę sieciową przekroczą 7 mld zł. Przeznaczone zostaną zarówno na realizację procesu przyłączania do sieci podmiotów – w tym również źródeł odnawialnych, modernizację infrastruktury na każdym poziomie napięć, jak również budowę sieci inteligentnych. Praktycznie każda z zapisanych w Planie Rozwoju inicjatyw ukierunkowana jest przede wszystkim na poprawę bezpieczeństwa energetycznego oraz wskaźników niezawodności dostaw energii. Istotna część środków skierowana jest również na rozwój i modernizację infrastruktury teleinformatycznej, wymianę środków transportu, modernizację i rozbudowę zapleczy oraz inne elementy wspomagające działalność dystrybucyjną, w tym narzędzia i sprzęt specjalistyczny.

– Niepodważalny wpływ na skrócenie czasu przerw w dostawie energii mają właściwie zaplanowane inwestycje. Dlatego też przygotowując projekt nowego Planu Rozwoju przyjęliśmy założenie kontynuacji obranych w latach poprzednich kierunków działań, aby kolejnymi inwestycjami wzmacniać i coraz mocniej uodparniać naszą sieć na coraz częstsze anomalia pogodowe. Zrównoważony rozwój to w naszym rozumieniu także zwiększanie możliwości przyłączania nowych odbiorców i wytwórców OZE. Jednocześnie z determinacją realizujemy budowę inteligentnej sieci energetycznej, którą nasycamy innowacyjnymi rozwiązaniami, co pozwala nam zarządzać jej pracą w coraz bardziej zautomatyzowany sposób z korzyścią dla klientów – powiedział Andrzej Kojro, prezes Enei Operator.

– O słuszności naszych działań świadczą efekty realizowanych inwestycji. Zarówno tych dotyczących infrastruktury sieciowej na każdym z poziomów napięć, jak również szeroko rozumianego majątku wspomagającego działalność dystrybucyjną. Nasza sieć staje się coraz bardziej odporna na uszkodzenia i dzięki temu zapewnia coraz większą satysfakcję klientów z jakości i niezawodności dostaw energii elektrycznej. Tym bardziej cieszy możliwość kontynuacji przyjętego kierunku, o czym świadczy poziom planowanych nakładów, gdzie dzięki stałej tendencji wzrostowej mamy możliwość dalszej modernizacji naszej infrastruktury. Wyrażam przekonanie, iż Prezes URE podzieli naszą wizję rozwoju i zaakceptuje proponowane inwestycje a także poziomy środków niezbędnych na ich realizację – powiedział Marek Szymankiewicz, wiceprezes Enei Operator ds. infrastruktury sieciowej.

Po weryfikacji i uzgodnieniu z Prezesem Urzędu Regulacji Energetyki dokument będzie określał poziom nakładów inwestycyjnych, które Enea Operator będzie mogła realizować w ciągu najbliższych 6 lat. Przygotowany projekt Planu Rozwoju to jednak dopiero początek drogi administracyjnej jego uzgodnienia z Prezesem URE. Spółka szacuje, że proces uzgadniania zakończy się prawdopodobnie jesienią, równolegle z procesem zatwierdzania taryfy dystrybucyjnej na 2020 rok.

Marek Kowalski (FPP): Jak naprawić polski rynek pracy

Federacja Przedsiębiorców Polskich i Solidarność podpisały porozumienie, którego celem jest naprawa rynku pracy w Polsce. Jego trzy najważniejsze elementy to ozusowanie umów zleceń do 30-krotności, uwolnienie przedsiębiorców od skutków ozusowywania pierwszej umowy zlecenia, a kolejnej już nie oraz zaksięgowanie faktycznie wypłaconych kwot na kontach pracowników. Chociaż proponowane rozwiązanie jest korzystne dla wszystkich stron, mimo kierowanych do rządu apeli w tej sprawie – do tej pory niewiele się wydarzyło. Wspólne działania FPP i Solidarności doprowadziły do nasilenia kontroli prowadzonych przez ZUS. Ministerstwo Finansów przenosi odpowiedzialność na pracowników – uznano, ze jeżeli pracodawca zapłacił dodatkową karę na ubezpieczenia społeczne do ZUS, to te nieuzasadnione przychody pozyskane przez pracownika muszą zostać opodatkowane. To bardzo szkodliwe dla przedsiębiorców i zatrudnionych.

– Według naszych wyliczeń przyniesie to zwiększone wpływy do budżetu na poziomie ok. 2 miliardów złotych. Takie rozwiązanie jest korzystne dla przedsiębiorców, ponieważ uwolni ich od niesłusznych prób ściągnięcia dodatkowych opłat przez ZUS – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) – Pracownikom pozwoli to na zapisanie na ich kontach realnych kwot, które otrzymywali, co stanie się podstawą do wyliczenia ich emerytur. Dla systemu ubezpieczeń społecznych to zaś znaczący dodatkowy wpływ. Federacja Przedsiębiorców Polskich apeluje do Ministerstwa Pracy oraz Zakładu Ubezpieczeń Społecznych o wstrzymanie kontroli do czasu wyjaśnienia tej kwestii i ewentualnego procedowania projektu dotyczącej jej ustawy – dodał Kowalski.

Młodzi Polacy planujący studia w Wielkiej Brytanii mogą wreszcie odetchnąć z ulgą

Brak jednoznacznej decyzji dotyczącej daty i warunków Brexitu spędzał sen z oczu Europejczykom, w tym wielu Polakom planującym studia w Wielkiej Brytanii. Rząd Wielkiej Brytanii utrzymał dotychczasowe warunki finansowania dla europejskich studentów rozpoczynających studia w 2020/21 roku.

Brytyjczycy powinni opuścić UE najpóźniej do 31 października 2019 roku. Wciąż brak było oficjalnej informacji czy i jak zmienią się warunki dla studentów z Unii Europejskiej.
Przedwczoraj Chris Skidmore, minister ds. uniwersytetów, zapowiedział, że dla studentów z Unii Europejskiej rozpoczynających naukę w roku akademickim 2020/21 warunki finansowania studiów pozostają bez zmian. Przyszli studenci mają zagwarantowane wsparcie finansowe od Student Finance England na cały okres studiów licencjackich. Mogą ubiegać się również o pożyczki na preferencyjnych warunkach na tych samych zasadach, co studenci z lat ubiegłych.

– To bardzo dobra informacja dla Polaków, którzy chętnie wybierają brytyjskie uczelnie z uwagi na wysoki poziom studiów, wykładowy język angielski i dogodne warunki pożyczek. Spłata kredytu zaczyna się rok po studiach, rozłożona jest na 30 lat i dostosowana do aktualnych zarobków absolwenta, nawet jeśli wróci po studiach do swojego kraju – wyjaśnia Emilia Łosiewicz, Head of Growth w Elab Education Laboratory, firmie doradztwa edukacyjnego. – O stale rosnącym zainteresowaniu studiami w Wielkiej Brytanii świadczy fakt, że w ciągu czterech lat liczba Polaków studiujących w Wielkiej Brytanii wzrosła o 45 proc. Nawet wizja Brexitu nie zniechęciła naszych podopiecznych do składania tam aplikacji – dodaje przedstawicielka Elab Education Laboratory.

Nie zmienia się również wysokość czesnego, która wynosi 9250 funtów rocznie, za wyjątkiem Szkocji, gdzie studia są za darmo. Również osoby rozpoczynające studia w Szkocji w 2020 roku mają gwarancję niezmiennych warunków na kolejne 4 lata.
Zgodnie z założeniami The International Education Strategy osoby, które ukończą studia po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, otrzymują gwarancję możliwości pozostania w kraju przez sześć miesięcy od ukończenia studiów licencjackich i magisterskich lub przez rok, jeśli są absolwentami studiów doktoranckich. Studenci z Unii Europejskiej mogą także liczyć na wsparcie ze strony uczelni podczas poszukiwania pracy czy przedłużenia wizy.
Na studia licencjackie w roku akademickim 2019/2020 w Wielkiej Brytanii aplikowało 37 tys. studentów z Unii Europejskiej, 1,9 proc. więcej niż rok wcześniej.

Obcięcie rządowych dotacji na hodowle może zagrozić ich opłacalności. Polscy rolnicy mogą utracić konkurencyjność

Obcięcie rządowych dotacji na hodowle może zagrozić ich opłacalności. Polscy rolnicy mogą utracić konkurencyjność 4

Prowadzenie ksiąg hodowlanych i ocena wartości użytkowej bydła mlecznego decyduje o konkurencyjności polskich hodowców względem tych z Niemiec, Francji, Kanady czy USA. Polega to na tym, że geny poszczególnych samic w populacji są analizowane i selekcjonowane tak, żeby zapewnić jak najlepsze potomstwo. Dzięki temu zwiększa się jakość i opłacalność produkcji mleka w Polsce. Resort rolnictwa zamierza jednak obciąć dotychczasowe dotacje na ten cel o blisko 60 proc. Organizacje rolnicze podkreślają, że w prostej linii będzie to oznaczać początek końca hodowli – nie tylko bydła mlecznego, lecz także np. owiec i trzody chlewnej. 

– Rząd przedstawił do zaopiniowania projekt rozporządzenia, z którym się nie zgadzamy, który zabiera 60 proc. dotychczasowych dotacji do tak zwanego postępu biologicznego. Dotyczy on nie tylko hodowców bydła mlecznego, lecz także producentów trzody chlewnej, hodowców koni i owiec, więc problem jest szeroki. Ucięcie tych 60 proc. dotacji oznacza, że każdy hodowca będzie musiał więcej zapłacić za usługi, które pozwalają mu produkować mleko. Odciśnie to piętno na jego kieszeni – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Radosław Iwański, rzecznik prasowy Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka.

Majowa propozycja ministra rolnictwa zmienia stawki dotacji na zadania na rzecz rolnictwa, w tym dofinansowanie na badania w zakresie tzw. postępu biologicznego. Te środki trafiają do hodowców – w tym hodowców bydła mlecznego i producentów mleka – m.in. na prowadzenie oceny wartości użytkowej bydła mlecznego (dotyczy ok. 800 tys. sztuk bydła) oraz prowadzenie ksiąg hodowlanych. Jak wynika z danych PFHBiPM, w ubiegłym roku zostało do nich wpisanych łącznie 335 tys. sztuk cieliczek i krów. Do tej pory dzięki dotacjom te usługi były dla rolników tańsze. Zmiany, jak podkreśla Federacja, odbiją się na ich kieszeniach.

– To spowoduje, że wiele osób będzie musiało zrezygnować z hodowli bydła mlecznego, a trzeba podkreślić, że jesteśmy bardzo poważnym producentem mleka w Europie. Jest więc o co dbać. Tymczasem obniżki, które proponuje resort, mogą spowodować, że polska hodowla przestanie istnieć i będziemy zmuszeni importować krowy z Niemiec, Holandii czy Francji. Nie będzie nas stać, żeby wyhodować dobrą krowę, która będzie konkurować z tymi hodowanymi w innych krajach europejskich. Ministerstwo wie, że producenci mają możliwość wpisywania się do zagranicznych ksiąg hodowlanych kosztem likwidacji polskiej hodowli. W skutkach rozporządzenia resort przyznaje, że jest takie zagrożenie – tłumaczy Radosław Iwański.

Jak podkreśla, w tej chwili branża hodowców bydła mlecznego w Polsce ma się dobrze, choć jest w niewielkim stopniu dotowana przez rząd i Skarb Państwa. Tym bardziej dla związków branżowych niezrozumiały jest fakt, że projektowanych zmian wcześniej z nimi nie skonsultowano, a MRiRW zaskakuje hodowców dużymi i nagłymi zmianami.

– Projekt rozporządzenia przychodzi w połowie roku, kiedy wiele projektów jest już zabukowanych i realizowanych. W ten sposób zakłada się polskiej hodowli kaganiec i jest to dla nas niezrozumiałe. Rozumiemy, że możemy rozmawiać o tych środkach, planować zmiany od nowego roku lub następnej perspektywy, ale takie zmiany w połowie roku są szokujące – mówi Radosław Iwański.

Obcięcie dotacji dotknie nie tylko hodowców bydła mlecznego. Dyrektor biura Polskiego Związku Owczarskiego Tadeusz Lotczyk wskazuje, że zmniejszenie finansowania na prowadzenie ksiąg i ocenę wartości użytkowej, czyli dwa działania, które decydują o postępie hodowlanym, jakości zwierząt i dobrej produkcji, oznacza, że w tym roku środki przeznaczone na ten cel wystarczą co najwyżej do końca maja. Na pozostałe koszty będą się musieli złożyć hodowcy owiec.

– Hodowla polega na tym, że zwierzęta czystorasowe, o znanym pochodzeniu wpisuje się do ksiąg hodowlanych i one podlegają ocenie wartości użytkowej. Każdy kraj ma na to własne metody. Chodzi o to, żeby znaleźć te najistotniejsze cechy produkcyjne i podnosić ich poziom, żebyśmy mieli następne pokolenia o lepszej produkcyjności – wyjaśnia Tadeusz Lotczyk. – Biorąc pod uwagę cięcie środków o 60 proc., w przyszłym roku organizacje, które prowadzą księgi i ocenę, będą musiały rozważyć likwidacją. Jeżeli ich nie będzie, bo nikt nie będzie chciał za to płacić, to hodowcy stracą stada hodowlane i będą utrzymywać tylko stada użytkowe, co będzie oznaczać likwidację hodowli owiec.

Radosław Iwański dodaje, że Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka już kilka lat temu zainwestowała we własne centrum genetyczne, które wypracowuje nowe cechy bydła (badane są np. wydajność krowy, zawartość białka i tłuszczu w mleku albo to, jak krowa wykorzystuje paszę, którą jest karmiona). Geny poszczególnych samic w populacji bydła mlecznego w Polsce są analizowane i selekcjonowane, co pozwala „zaprojektować” doskonalsze potomstwo, a w efekcie gwarantuje ekonomię i opłacalność produkcji mleka w Polsce.

– Ta selekcja pozwala tak kojarzyć pary rodzicielskie, by kolejne pokolenia były coraz doskonalsze. To kosztuje ogromne środki. Federacja wydała na ten cel wiele milionów złotych. Dziś odbiera nam się to, co sami wypracowaliśmy. Nikt nam tych pieniędzy nie dał, bo mamy tu innowacyjne technologie, a dotacje są na inne rzeczy – w tym właśnie na ocenę wartości użytkowej bydła mlecznego i do ksiąg hodowlanych. W ocenie samic bierze się pod uwagę coraz więcej cech, co pozwala nam dziś konkurować ze stadami bydła mlecznego w Niemczech, Francji, Kanadzie czy USA, czyli u największych producentów. To są bardzo subtelne badania i polscy hodowcy robią to na własny koszt – podkreśla Radosław Iwański.

Prof. Gatnar (RPP): Jest za wcześnie na euro w Polsce. Najpierw polskie firmy muszą się wzmocnić, a sama strefa euro powinna wyeliminować występujące w niej nierównowagi

Prof. Gatnar (RPP): Jest za wcześnie na euro w Polsce. Najpierw polskie firmy muszą się wzmocnić, a sama strefa euro powinna wyeliminować występujące w niej nierównowagi 5

Płynny kurs złotego wspiera konkurencyjność polskich eksporterów, co napędza krajową gospodarkę, a ryzyko kursowe nie ma wielkiego wpływu na ich działalność – uważa prof. dr hab. Eugeniusz Gatnar, członek Rady Polityki Pieniężnej. Dlatego jego zdaniem z przyjęciem euro trzeba poczekać, aż zrównamy się z unijną średnią pod względem PKB per capita, a polskie firmy w większym stopniu uniezależnią się od międzynarodowych korporacji.

– Wstąpienie do strefy euro, mówią o tym zwolennicy tego kroku, pozwoliłoby uniknąć ryzyka kursowego. Ale to tak naprawdę nie jest ryzyko polskich przedsiębiorstw, tylko zagranicznych korporacji, które działają w naszym kraju – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. Eugeniusz Gatnar, członek Rady Polityki Pieniężnej. – Polski eksport w 44 proc. jest wewnątrzkorporacyjny, a więc polskie przedsiębiorstwa produkują i eksportują wewnątrz międzynarodowych korporacji – samochodowych czy sprzętu AGD. To też był – moim zdaniem – powód, dla którego Słowacja wstąpiła do strefy euro, chociaż była dość słabo rozwiniętą gospodarką. Tam ten eksport wewnątrzkorporacyjny sięga 80–90 proc., więc dla tych zagranicznych firm to ryzyko kursowe było istotne.

Jego zdaniem dla polskich firm to ryzyko pomijalne, natomiast dzięki posiadaniu własnej waluty i korzystnemu kursowi złotego mogą one być konkurencyjne cenowo, co ułatwia zdobywanie zagranicznych kontrahentów. W I kwartale 2019 r. eksport z Polski wyniósł 243,7 mld zł, czyli 56,6 mld euro. O ile w złotych wzrost rok do roku wyniósł 7,6 proc., to w euro już tylko 4,4 proc. W ubiegłym roku sytuacja była wprawdzie odwrotna, ale różnica dużo mniejsza – przez cały 2018 rok eksport wzrósł w polskiej walucie o 6,5 proc., w unijnej – o 7,0 proc.

– Powinniśmy poczekać na odpowiedni poziom rozwoju naszej gospodarki. Moim zdaniem on jeszcze nie nastąpił – przekonuje członek RPP. – Polscy przedsiębiorcy są konkurencyjni przede wszystkim ze względu na koszty działalności. Kurs złotego pozwala utrzymać konkurencyjność polskich firm, więc eksport rośnie i napędza polską gospodarkę. Uważam, że czas na wejście do strefy euro powinien nastąpić wtedy, kiedy polskie przedsiębiorstwa staną się w większym stopniu samodzielne i innowacyjne.

W ciągu 15 lat członkostwa w Unii Europejskiej Polska otrzymała w postaci dotacji 159,4 mld euro, wpłacając do wspólnej kasy 52 mld euro. Netto zyskała więc ponad 107 mld euro, odpowiednik ok. 440 mld zł. Połowa tej kwoty pomogła zmodernizować polską wieś, w 27 proc. środki te wsparły inwestycje publiczne, krajowe i samorządowe, a w 4 proc. – prywatne. Wybudowano i zmodernizowano blisko 15,5 tys. km autostrad, dróg ekspresowych, dróg krajowych, wojewódzkich, powiatowych i gminnych, a także prawie 4,5 tys. linii kolejowych. Powstały oczyszczalnie ścieków, linie wodociągowe, zakupiono ekologiczne środki transportu publicznego. Ponad 290 tys. osób otrzymało wsparcie na uruchomienie działalności gospodarczej. Rośnie też zamożność Polaków.

– Na razie PKB na głowę mieszkańca wynosi 70 proc. średniej unijnej. Gdybyśmy osiągnęli tę średnią, moglibyśmy rozważyć wstąpienie do strefy euro. Chodzi o to, żeby nie powtórzyć losu innych krajów, które wstępowały do niej za szybko – uważa prof. Eugeniusz Gatnar. – Strefa euro nie jest idealnym ekonomicznym tworem, występują tam bardzo silne nierównowagi między bogatą północą a biednym południem. Chciałbym, żebyśmy wstępowali do strefy, która jest bardziej równomiernie rozwinięta. Na razie musi ona poradzić sobie ze swoimi słabościami. Jeżeli to zrównoważenie nastąpi, moglibyśmy taki krok rozważyć.

Jeszcze w 2004 roku PKB per capita wynosił w Polsce niespełna połowę średniej unijnej, a w 2017 roku zbliżył się do 70 proc. Tylko w ciągu dekady 2008–2017 wzrósł on z 9,6 tys. euro do 12,2 tys. euro. Według rządowych szacunków około 2020 roku Polska ma szansę osiągnąć około 75 proc. średniego poziomu PKB per capita dla UE. To niesie ze sobą jednak zmianę proporcji między środkami wpłacanymi do wspólnego unijnego budżetu a otrzymywanymi z niego na rozwój.

– Jesteśmy teraz siódmą gospodarką Unii Europejskiej. Im będziemy bogatsi, im będziemy się lepiej rozwijali, tym mniej pieniędzy dostaniemy – zastrzega członek RPP. – Kiedy do UE wstąpią takie kraje. jak Albania, Bośnia, Hercegowina, Macedonia, inne kraje z południa Europy, będziemy wtedy już potężną, bardzo silną gospodarką europejską. Musimy oswoić się z myślą, że będziemy wtedy płacić do budżetu unijnego więcej niż otrzymywać. Unia Europejska to nie jest bankomat, to jest wspólnota, która pomaga krajom słabiej rozwiniętym, by dorównały krajom bogatszym.

Wypowiedź z 7 maja 2019 r.

Pacjenci z rakiem prostaty walczą o dostęp do nowoczesnego i skutecznego leczenia. Lek ratujący życie jest dziś refundowany na zbyt późnym etapie

Pacjenci z rakiem prostaty walczą o dostęp do nowoczesnego i skutecznego leczenia. Lek ratujący życie jest dziś refundowany na zbyt późnym etapie 6

Mimo pozytywnej rekomendacji Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji na majowej liście refundacyjnej po raz kolejny nie rozszerzono możliwości stosowania nowoczesnego leku o nazwie enzalutamid w leczeniu raka prostaty. Dziś jest on refundowany tylko na późniejszych etapach terapii, chociaż lekarze podkreślają, że jego włączenie jeszcze przed chemioterapią, gdy organizm pacjenta jest silny, przynosi lepsze efekty. Eksperci wyjaśniają, że nowe wskazania zmieniłyby tylko zasady stosowania leku, nie wymagałyby więc dodatkowych nakładów, a tym samym nie byłyby obciążeniem dla budżetu państwa.

Rak prostaty to drugi, po raku płuca, najczęściej diagnozowany nowotwór u mężczyzn w Polsce. Według Krajowego Rejestru Nowotworów na przestrzeni ostatnich 30 lat liczba zachorowań wzrosła siedmiokrotnie, podczas gdy w większości państw notuje się raczej spadek zachorowalności. W Polsce co roku nowotwór gruczołu krokowego diagnozuje się u blisko 15 tys. mężczyzn, śmiertelność sięga natomiast 50 proc. Ryzyko zachorowania zwiększa się wraz z wiekiem – zdecydowana większość pacjentów to mężczyźni po 70 roku życia. W ciągu ostatnich kilkunastu lat nastąpił istotny postęp w zakresie leczenia raka prostaty, dzięki czemu stał się on chorobą przewlekłą, polscy pacjenci wciąż mają jednak ograniczony dostęp do nowoczesnych form terapii.

– Leki, które są sprawdzone w innych krajach Unii Europejskiej od około 5 lat, u nas są stosowane zbyt późno. Myślę tutaj o enzalutamidzie. Powtarzają to towarzystwa naukowe, urolodzy, onkolodzy i farmakolodzy kliniczni: ten lek powinien być stosowany wcześniej, kiedy rak jest jeszcze słaby, organizm pacjenta jest mocny, więc podanie tego leku powoduje, że pacjent lepiej znosi terapię i dłużej żyje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr n. farm. Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny w Szpitalu Wolskim w Warszawie.

Podanie skutecznego leku na wczesnym etapie leczenia sprawia, że chory lepiej znosi terapię, co jest szczególnie ważne w przypadku osób starszych. Zwiększa też szanse na skuteczną walkę z chorobą. Enzalutamid to nowoczesny lek o nowym mechanizmie działania, który podany przed chemioterapią istotnie wydłuża życie pacjentów. W Polsce lek ten podlega refundacji, jednak tylko w dalszych liniach leczenia, mimo że Rada Przejrzystości w swoim stanowisku zwróciła uwagę na potrzebę „rewizji programu lekowego leczenia zaawansowanego, opornego na kastrację raka gruczołu krokowego, w szczególności dopuszczenie do stosowania obu leków hormonalnych (octanu abirateronu i enzalutamidu) przed chemioterapią bez uzależnienia od stopnia złośliwości (skala Gleasona)”.

– Jest propozycja, aby ten lek podawać pacjentom wcześniej, czyli liczba pacjentów, która będzie korzystać z tego leku, będzie bardzo podobna. Lek podany wcześniej nie kosztuje więcej niż podany później, więc absurdalne są opinie, że to naruszy budżet przeznaczony na leki zwalczające raka prostaty – mówi dr Leszek Borkowski.

Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji już w sierpniu 2018 roku wydała pozytywną rekomendację w sprawie rozszerzenia stosowania enzalutamidu. W ramach poszerzonego programu „Leczenie opornego na kastrację raka gruczołu krokowego z przerzutami (ICD-10 C-61)” lek ten mógłby być stosowany także przed wdrożeniem chemioterapii. Dopiero po wielokrotnych interwencjach stowarzyszenia UroConti resort zdrowia podjął negocjacje z producentem leku. Majowa lista refundacyjna jest już więc piątą, na której nie pojawił się nowy lek.

– Bywają sytuacje, że dzwoni do nas pacjent z prośbą, czy możemy mu sfinansować enzalutamid. Pacjent usłyszał od lekarza, że tylko ten może mu pomóc, a ponieważ nie jest refundowany, to jego nie stać na to leczenie. Niestety, nie możemy mu pomóc, bo nie mamy na to środków. Niezastosowanie tego leku jest jak pluton egzekucyjny dla tego pacjenta – mówi Tadeusz Włodarczyk, prezes Stowarzyszenia Mężczyzn z Chorobami Prostaty „Gladiator”.

Poza krajami nadbałtyckimi w całej Europie enzalutamid jest stosowany także w pierwszej linii leczenia, przed chemioterapią, podobnie jak octan abirateronu. Drugi z tych leków również podlega w Polsce refundacji, jednak z dużymi ograniczeniami. Obecnie z terapii tym lekiem mogą skorzystać wyłącznie pacjenci z nowotworem poniżej 8. stopnia złośliwości w skali Gleasona. Zdaniem ekspertów chorzy z bardziej agresywną postacią raka również mogą jednak odnieść znaczne korzyści z wdrożenia leku przed chemioterapią.

– Jeżeli zastosujemy octan abirateronu i enzalutamid przed chemioterapią, to pacjent ma bardzo swobodne i komfortowe życie w chorobie. Chemioterapia jest ogromnie uciążliwa, działa bardzo szeroko i cały organizm cierpi z tego powodu. Natomiast przy enzalutamidzie nawet w domu można przyjmować dawki i ten lek nie robi takich szkód w organizmie jak chemioterapia – mówi Tadeusz Włodarczyk.

Polskie młode firmy mają problemy z finansowaniem i globalnym myśleniem. Większość chce najpierw podbić rodzimy rynek

Polskie młode firmy mają problemy z finansowaniem i globalnym myśleniem. Większość chce najpierw podbić rodzimy rynek 7

– Średnich sukcesów mamy już sporo, ale wszyscy czekamy na unicorny z obszaru konsumenckiego, które budują markę kraju – mówi Agnieszka Hryniewicz-Bieniek z Google for Startups. Jak ocenia, polskie start-upy wciąż mają problem m.in. z pozyskaniem finansowania, ale siłą polskiego ekosystemu są duże zasoby technologicznych talentów. Tym jednak do sukcesu potrzebne jest biznesowe wsparcie.

W przypadku start-upów nastawionych na globalną ekspansję wyzwaniem jest budowanie różnorodnych zespołów, które mają nie tylko kompetencje z różnych dziedzin, lecz także np. zatrudniają zagranicznych pracowników. Wyzwaniem jest też to, w jaki sposób rozwiązują problemy związane z finansowaniem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Hryniewicz-Bieniek, szefowa Google for Startups i country director w Google Polska. – To jest obszar, w którym staramy się pomóc. Z jednej strony łączymy start-upy z funduszami międzynarodowymi, z drugiej – z mentorami i ekspertami, którzy pomagają im zarówno w pracach nad produktem, jak i w skalowaniu na świat.

Jak wynika z ostatniego raportu Fundacji Startup Poland „Polskie start-upy 2018”, na sprzedaż swoich produktów bądź usług za granicą decyduje się już co drugi polski start-up (46 proc.). To bardzo dobry wynik zwłaszcza na tle sektora MŚP (z danych GUS wynika, że zaledwie 5 proc. małych lub średnich firm eksportuje swoje towary, a 1 proc. – usługi). Dane pokazują też, że start-upy, które decydują się na ekspansję i wychodzą na rynki zagraniczne, dobrze na tym wychodzą. Zarabiają więcej i szybciej, zatrudniają więcej osób i otrzymują wyższe finansowanie. Rzadziej niż inni potrzebują pieniędzy, a dużo częściej pracowników (prawie zawsze chodzi o programistów).

Z drugiej strony, autorzy raportu zauważają, że polskie start-upy nie myślą globalnie od pierwszego dnia, a winne są bariery mentalne. Większość jest przekonana, że tylko sukces w Polsce daje paszport do sukcesu w innych krajach. Dlatego starają się najpierw podbić krajowy rynek, zanim rozpoczną globalną ekspansję – co może się skończyć ugrzęźnięciem na rodzimym podwórku.

Statystki potwierdzają też, że polskie start-upy mają kłopot z budowaniem międzynarodowych zespołów – zaledwie 26 proc. zatrudnia obcokrajowców (wśród start-upów operujących na zagranicznych rynkach – tylko co trzeci) i ten odsetek od trzech lat oscyluje wokół zbliżonego poziomu.

– Najmocniejszą stroną naszego ekosystemu start-upowego jest to, że mamy bardzo duży „pool” talentu technologicznego. Mamy mnóstwo deweloperów, nasi inżynierowie i inżynierki wygrywają w konkursach matematycznych i informatycznych. Natomiast wiąże się z tym również pewne wyzwanie, a mianowicie brak wiedzy biznesowej. Mamy dobre podstawy, natomiast powinniśmy wzmacniać zdecydowanie tę nogę biznesową i komercjalizację powstających technologii i pomysłów – ocenia Agnieszka Hryniewicz-Bieniek.

Blisko 1/5 polskich start-upów (18 proc.) ma wśród założycieli naukowca i ten odsetek od kilku lat oscyluje na zbliżonym poziomie. Co istotne, doktorat lub studia podyplomowe CEO przekładają się na większe zyski – takie spółki sięgają po większe rundy finansowania i sprzedają więcej za granicą. Z drugiej strony – tylko 18 proc. polskich spółek patentuje swoje rozwiązania, a przy pracach badawczo rozwojowych współpracuje niecała połowa (44 proc.). Co ciekawe, tylko w 40 proc. przypadków taka współpraca jest sformalizowana – wynika z danych Fundacji Startup Poland.

Szefowa Google for Startups w gronie najbardziej rozpoznawalnych, polskich firm technologicznych, które odniosły sukces, wymienia przede wszystkim cieszący się międzynarodową sławą CD Projekt. Na rynku europejskim (który wciąż pozostaje głównym rynkiem eksportowym dla polskich start-upów) znane jest też E-obuwie.

Z branży gamingowej wspomniałabym jeszcze o firmie Huuuge Games, której historię rozwoju prezentowano niedawno na największej konferencji deweloperskiej Google I/O. Ta firma pracuje z nami w Polsce i wszystko, co było omawiane na konferencji, powstawało właśnie przy współpracy z polskimi pracownikami Google – mówi Agnieszka Hryniewicz-Bieniek. – Myślę, że tych średnich sukcesów już mamy sporo, ale wszyscy czekamy na unicorny z obszaru B2C. To jest naszym marzeniem w Google Polska, żeby przyczynić się do powstawania takich konsumenckich start-upów, które budują markę kraju i stają się wzorami dla innych. Poza tym founderzy takich start-upów potem reinwestują część swoich zysków w ekosystem.

W Gdańsku szybko przybywa nowych mieszkańców. Miasto pracuje nad zapewnieniem dostatecznej liczby mieszkań

W Gdańsku szybko przybywa nowych mieszkańców. Miasto pracuje nad zapewnieniem dostatecznej liczby mieszkań 8

Gdańsk znajduje się w czołówce polskich miast pod względem przyrostu liczby nowych mieszkańców, co pociąga za sobą wyzwania w kwestii mieszkalnictwa. – Zapewnienie mieszkań socjalnych i dostatecznej liczby tanich mieszkań na wynajem dla obecnych i nowych mieszkańców to jedno z głównych wyzwań dla gminy – ocenia prezydent miasta Aleksandra Dulkiewicz. W ciągu najbliższych pięciu lat miasto zamierza m.in. wybudować 1,2 tys. mieszkań i wyremontować 1,5 tys. lokali z zasobu komunalnego. Gdańsk jest też jednym z najszybciej rozwijających się rynków biurowych.

– Dzisiaj zadaniem gminy jest przede wszystkim zabezpieczenie mieszkaniowe osób, które nie radzą sobie ze swoją sytuacją życiową, czyli zapewnienie mieszkań socjalnych. To jest dla nas priorytet. Natomiast rozumiemy, że aby utrzymać tempo wzrostu liczby mieszkańców, musimy też znaleźć sposób na zapewnienie dostępności mieszkań nowym mieszkańcom Gdańska – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prezydent miasta Aleksandra Dulkiewicz.

Gdańsk znajduje się w czołówce polskich miast pod względem przyrostu liczby nowych mieszkańców. Jak wskazują dane GUS, zbliża się ona do historycznej średniej. Wynika to m.in. z faktu, że Gdańsk – podobnie jak całe Pomorze – jest uznawany za jeden z najbardziej atrakcyjnych regionów pod względem jakości życia i możliwości rozwoju zawodowego (Pomorze ma trzecie najwyższe pozytywne saldo migracji w Polsce). Szybka urbanizacja pociąga za sobą konieczność zapewnienia dostatecznej liczby mieszkań. W ciągu nadchodzących pięciu lat miasto zamierza m.in. wybudować 1,2 tys. mieszkań i wyremontować 1,5 tys. lokali z zasobu komunalnego.

– Dziś dla Gdańska – pewnie jak i dla każdego miasta w Polsce – wyzwaniem jest dostarczenie tanich mieszkań. Z drugiej strony, zmienia się mentalność Polaków, zwłaszcza młodych ludzi. Dziś już nie każdy chce być właścicielem mieszkania – choć właściwie to bank jest właścicielem, a my jesteśmy uwiązani kredytem przez kilkadziesiąt lat. Dlatego dla miasta wyzwaniem jest również dostarczenie w miarę sensownych mieszkań na wynajem – mówi Aleksandra Dulkiewicz.

Prezydent Gdańska podkreśla, że szansą dla miasta jest zagospodarowanie terenów postoczniowych. Chodzi o tzw. Młode Miasto, którym interesują się inwestorzy i władze miasta. Te widziałyby tam nowoczesną dzielnicę mieszkaniowo-biurową. Na przeszkodzie stoją decyzje konserwatora zabytków o objęciu ochroną kolejnych postoczniowych obiektów. Rok temu rozpoczęły się też starania o wpisanie w praktyce niezagospodarowanych terenów na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

– Moim marzeniem jest stworzenie nowej, tętniącej życiem dzielnicy miasta, która będzie miała mieszane funkcje mieszkaniowo-usługowo-biurowe. Niestety, dzisiaj jesteśmy w pewnej blokadzie decyzyjnej, na którą – jako miasto – nie mamy większego wpływu – mówi Aleksandra Dulkiewicz. – Na pytanie o tereny postoczniowe powinna odpowiadać pani minister Magdalena Gawin, czyli Generalny Konserwator Zabytków. Dzisiaj – nie boję się użyć tego słowa – złymi decyzjami po raz kolejny blokuje się rozwój terenów postoczniowych.

Gdańsk przyciąga kolejnych inwestorów i jest jedną z najchętniej wybieranych lokalizacji dla centrów nowoczesnych usług dla biznesu. To przekłada się też na rosnącą podaż powierzchni biurowych i popyt na nie. Gdańsk jest trzecim największym rynkiem regionalnym w kraju (po Krakowie i Wrocławiu), z zasobami przekraczającymi 775 tys. mkw. powierzchni biurowej.

– Te zasoby cały czas rosną i to jest bardzo dobra wiadomość. Dwoje głównych dostawców przestrzeni biurowej to są gdańskie firmy Torus i Olivia Business Centre, dzięki którym także nowe przedsiębiorstwa technologiczne mogą znaleźć tu swój dom i się rozwijać – mówi prezydent miasta.

Szkło laboratoryjne w laboratorium. Jak jest wykorzystywane?

Szkło laboratoryjne w laboratoriumCiężko wyobrazić sobie pracę laboratorium, które zostało pozbawione szkła laboratoryjnego. Czym zatem – w praktyce – jest wspomniane szkło laboratoryjne? Do czego służy?

Jak podaje największa internetowa encyklopedia Wikipedia, szkło laboratoryjne to: „szlachetny gatunek szkła wysokiej klasy, odznaczający się dużą wytrzymałością mechaniczną i odpornością na nagłe zmiany temperatur oraz dużą odpornością na działanie odczynników chemicznych (…)”. I choć przytoczona powyżej definicja jest zgodna z prawdą, to jednak termin „szkło laboratoryjne” używany jest również jako określenie wyrobów wykorzystywanych do prac naukowych czy też analiz chemicznych. W praktyce szkło laboratoryjne stanowi podstawowe wyposażenie każdego laboratorium (zobacz ofertę DanLab). Jakie zatem – konkretnie – przyrządy kryją się pod terminem „szkło laboratoryjne”? Do jakich celów są one wykorzystywane?

Wśród najpopularniejszych przyrządów określanych mianem szkła laboratoryjnego wymienić należy m.in. zlewki, krystalizatory, cylindry miarowe, bagietki oraz pipety, jak również kolby.

Zlewki – to bez wątpienia jedne z najbardziej charakterystycznych naczyń wykorzystywanych w pracach laboratoryjnych. W praktyce służą one do odmierzania badanych substancji płynnych, krótkotrwałego przechowywania takowych oraz sporadycznego przeprowadzania drobnych reakcji chemicznych. Dostępne na polskim rynku zlewki różnią się między sobą głównie pojemnością i wysokością, przy czym zdecydowana większość z nich posiada wylew o wąskiej podstawie.

Krystalizatory – przypominają nieco zlewki jednak w odróżnieniu od nich mają szeroką podstawę. Mogą posiadać wylew. Jak wskazuje już na to sama nazwa, używane są one do krystalizacji.

Bagietki szklane – szklane, podłużne rurki służące głównie do mieszania substancji. Obecnie są one zastępowane mieszadłami mechanicznych, niemniej jednak nie oznacza to wcale możliwości rezygnacji ze stosowania bagietek. Opisywane przyrządy służą bowiem także do zlewania cieczy. Należy dodać, iż bagietki przypominają nieco pipety. Na czym więc polega różnica? Otóż wspomniane pipety umożliwiają precyzyjne odmierzanie potrzebnych ilości płynów, jak również dozowanie substancji w formie kropel.

Cylindry miarowe – wąskie, wysokie naczynia zakończone wylewem bądź też pozbawione takowego. Cylindry bez wylewu wyposażone są z reguły w korek ze szlifem. Cylindry miarowe zawsze posiadają bardzo dokładną podziałkę, co pozwala na precyzyjne odmierzanie badanych substancji chemicznych. Istnieje wiele rodzajów cylindrów. Wśród najczęściej spotykanych wymienić należy te o pojemności 10 ml, 25 ml, 50 ml, 100 ml oraz 500 ml.

Kolby – umożliwiają przeprowadzanie reakcji chemicznej w określonych warunkach. Istnieje wiele rodzajów kolb, różniących się między sobą kształtem oraz pojemnością. Wśród najczęściej stosowanych wymienić należy:

  • Kolby kuliste – mają kształt kuli (niekiedy z płaskim dnem) i mogą posiadać jedną bądź też kilka szyjek. Wykorzystywane są w procesie destylacji, reakcji nitrowania czy też zobojętniania.
  • Kolby stożkowe – posiadają kształt stożka z płaskim dnem. One także służą do przeprowadzania reakcji.
  • Kolby miarowe – mają kulisty dół z płaskodenną podstawą i długą szyjką. Kolby miarowe używane są do przygotowywania roztworów o ściśle określonym stężeniu.
  • Kolby ssawkowe – zbliżone wyglądem do kolb stożkowych pozbawionych szlifu. Stosowane są do przeprowadzania reakcji w próżni.