Budowanie inteligentnych miast wymaga współpracy na linii mieszkańcy – samorząd. Wybrane w ten sposób technologie pozwolą rozwiązać największe problemy aglomeracji

Budowanie inteligentnych miast wymaga współpracy na linii mieszkańcy – samorząd. Wybrane w ten sposób technologie pozwolą rozwiązać największe problemy aglomeracji 1

Smart city to nie tylko cyfrowe technologie. To przede wszystkim komunikacja, zasięganie opinii mieszkańców i kierowanie się nimi we wdrażaniu nowych rozwiązań. Inteligentne miasto w dużej mierze ma dostarczać takie inteligentne usługi, które pozwolą zaoszczędzić czas mieszkańcom i ułatwić im życie. W Polsce miastem, które z powodzeniem wdrożyło takie ułatwienia, jest Karczew. Technologie informatyczne pozwalają mieszkańcom aktywnie uczestniczyć w pracach samorządu, a turystom ułatwiają trafienie do atrakcji gminy. Wzorem mogą być Barcelona czy Singapur, gdzie inteligentne czujniki na każdym kroku ułatwiają życie mieszkańcom.

– Szybka wymiana informacji to podstawa, która daje możliwość bycia inteligentnym miastem. Jednak rozwój miasta jako takiego wiąże się z przepływem dużej liczby, czasami niedużych, ale jednak dużym wolumenem danych. Do tego potrzebne jest ich sprawne przekazywanie. Więc im sprawniej ta informacja będzie przechodziła, tym miasto będzie bardziej inteligentne, bardziej zwinne, bardziej smart – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Adam Kruczek, ekspert Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju w projekcie Human Smart Cities.

Eksperci zgodnie podkreślają, że główną przeszkodą w przeniesieniu inteligentnego miasta z teoretycznego do praktycznego była sama szybkość i przepustowość, aby poradzić sobie z liczbą danych generowanych przez IoT i przetwarzać je w czasie rzeczywistym. Dzięki 5G każde urządzenie inteligentne będzie ze sobą współpracowało. Tym samym inteligentne w miastach może być wszystko, od transportu publicznego po egzekwowanie prawa.

Latarnia uliczna połączona przez 5G z kamerą wideo lub czujnikiem przekaże informacje urzędnikom bezpieczeństwa publicznego, aby mogli szybciej reagować. Z kolei karetka połączona z 5G może się swobodnie poruszać po mieście, podłączona do sieci komunikuje się z sygnałami drogowymi i lekarzami w drodze do szpitala. Przykłady wykorzystania można mnożyć.

– W zasadzie to w każdym mieście jest technologia, którą można by określić mianem inteligentnej. Ta inteligencja niekoniecznie odnosi się do technologii, a w głównej mierze do korzystania z doświadczeń mieszkańców i realizacji ich potrzeb. Im miasto bardziej odpowiada na potrzeby mieszkańców przez nich zgłaszane, prowadzi ciągłą interakcję z tymi mieszkańcami, tym w moim mniemaniu jest bardziej inteligentne – ocenia Adam Kruczek.

Inteligentne miasto polega na dostarczaniu inteligentnych usług swoim obywatelom, które mogą zaoszczędzić ich czas i ułatwić im życie. Chodzi także o połączenie mieszkańców z samorządem, umożliwienie przekazywania informacji zwrotnych na temat, jakie ma być miasto ich marzeń. Zaspokajanie potrzeb mieszkańców i ułatwianie im życia to jeden z ważniejszych wyznaczników smart cities.

W Polsce przykładem może być Karczew, gdzie mieszkańcy poprzez platformę „Naprawmy to” czy wdrażaną „Mobile Alert” mogą zgłaszać potrzeby, np. ustawienia koszy na śmieci czy ławek. Ponadto większość obowiązków wobec miasta mogą realizować przez internet.

– To nie jest krótki proces, czasami długoletni. Te inicjatywy, potrzeby zgłaszane przez mieszkańców muszą zostać opracowane, a potem wdrożone zgodnie z prawem zamówień publicznych. Cały ten proces trwa czasami kilka lat, a technologia bardzo szybko się zmienia. Istotne jest to, żeby to, co wdrażamy, nie było już przestarzałe z technologicznego punktu widzenia – tłumaczy ekspert MiiR.

Inteligentne miasta mogą oznaczać co innego, w zależności od rodzaju aglomeracji i najważniejszych potrzeb. Pokazują to doświadczenia miast należących do najbardziej inteligentnych na świecie. W Barcelonie, która borykała się z problemem zbyt małej liczby miejsc parkingowych i tłoku na wąskich uliczkach, wprowadzono czujniki, które pokazują, gdzie można znaleźć miejsce do zaparkowania. Poprzez dostęp do aplikacji na smartfonie można się dowiedzieć w czasie rzeczywistym, gdzie znajduje się najbliższe miejsce parkingowe.

W San Antonio latarnie uliczne są regulowane podczas sztormowej pogody, aby poprawić widoczność i zmniejszyć liczbę wypadków. W Chicago miasto kontroluje populację gryzoni, wykorzystując analizy predykcyjne, aby określić, które śmietniki są najprawdopodobniej pełne i przyciągają więcej szczurów. W San Francisco aplikacja pozwala użytkownikom smartfonów znaleźć dostępne miejsca parkingowe w garażach w całym mieście. Z kolei w San Antonio, gdzie po długiej suszy opady deszczu powodowały liczne wypadki, bo deszcz aktywował substancje chemiczne, które osiadły na jezdni, miasto umieściło moduł komunikacyjny w swoich lampach ulicznych LED. W ten sposób mogą być włączane zdalnie dodatkowe światła, gdy wystąpi ulewa, aby poprawić widoczność, a przez to zminimalizować wypadki.

– Najlepszym przykładem smart city jest Singapur ze swoim podejściem Smart Nation, gdzie miasto jest hubem informacyjno-decyzyjnym, współfinansującym pewne rozwiązania tworzone przez mieszkańców, przez biznes na rzecz mieszkańców i miasta. Takie rozwiązania warto zaaplikować w Polsce, gdzie rolą wiodącą w kreowaniu potrzeb i rozwiązań nie jest urząd miasta, tylko mieszkańcy, którzy mają możliwość zgłoszenia, sprawdzenia, pozyskania dofinansowania czegoś, co uprzyjemni, polepszy i podniesie jakość życia w mieście – podsumowuje Adam Kruczek.

Autonomiczne roboty wkraczają do przemysłu i inteligentnych metropolii. Usprawnią pracę w magazynach oraz sprawdzą się w służbach oczyszczania miasta

Autonomiczne roboty wkraczają do przemysłu i inteligentnych metropolii. Usprawnią pracę w magazynach oraz sprawdzą się w służbach oczyszczania miasta 2

Autonomiczne roboty transportowe wyręczą w pracy operatorów wózków widłowych i przenośników towaru. Urządzenia znajdą szerokie zastosowanie przy produkcji w różnych branżach. Już dziś zautomatyzowane magazyny wdrażane są między innymi w sklepach prowadzących sprzedaż wysyłkową. Roboty wykorzystywane są również między innymi do zadań związanych z usługami komunalnymi.

– Budujemy indywidualne rozwiązania robotów autonomicznych. Ich innowacyjność polega na użytkowaniu takich robotów w halach produkcyjnych w warunkach całkowitej bezobsługowości i bez udziału człowieka – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Paweł Drab, prezes Lean-Tech.

Roboty są w stanie zastąpić swoją pracą np. wózek widłowy i jego operatora. Rozwiązanie może znaleźć zastosowanie w różnych branżach. Od motoryzacyjnej, poprzez spożywczą, przetwórczą, aż do przemysłu chemicznego. Roboty cechują się maksymalnym uciągiem do 1,5 tony.

– Nasze roboty są również przystosowane, co nie jest wcale takie łatwe do transportu towarów bardzo lekkich. To, że coś jest lekkie, wcale nie musi oznaczać, że jest łatwiejsze w transporcie, bo mogą się pojawiać dodatkowe problemy, na przykład z poślizgami. Jeżeli chodzi o konkretne sytuacje, w jakich mają zastosowanie nasze roboty z rodziny Lean Cart, to jest przede wszystkim transport surowców do stanowisk produkcyjnych, jak i oczywiście transport wyrobów gotowych z tychże stanowisk lub maszyn do magazynu wyrobów gotowych. Oczywiście jak najbardziej możliwy jest również transport pomiędzy poszczególnymi gniazdami produkcyjnymi w hali produkcyjnej – zaznacza prezes Lean-Tech.

Systemy zautomatyzowanych magazynów są rozwijane na świecie już od pewnego czasu. Korzysta z nich m.in. handel detaliczny. W 2020 roku kanadyjskie supermarkety Sobeys uruchomią usługę dostaw do domu w oparciu o w pełni zautomatyzowane magazyny. Przejście na taki system zapowiada też Amazon. Gigant rynku sprzedaży wysyłkowej szacuje jednak, że dojdzie do tego nie wcześniej niż za 10 lat. Obecnie większość automatycznych procesów magazynowych odbywa się w oparciu o skanowanie towarów.

Lean-Tech podszedł do problemu w zupełnie inny sposób.

– Odeszliśmy od standardowych linii magnetycznych, które były stosowane do tej pory w przemyśle. Odeszliśmy też od QR kodów. Nasz robot jest zorientowany w terenie, wykorzystuje nawigację radiową, wykorzystuje system hybrydowy, który z bardzo dużą dokładnością informuje go i informuje otoczenie, gdzie on się znajduje – wyjaśnia Paweł Drab.

Poza wysoką operacyjnością roboty zapewniają maksymalne bezpieczeństwo użytkowania. Do minimum ograniczone jest ryzyko kolizji z innymi pojazdami i maszynami, a przede wszystkim z ludźmi. Z praktycznego i ekonomicznego punktu widzenia, autonomiczny robot transportowy może przyczynić się do obniżenia kosztów osobowych oraz zwiększenia wydajności zakładu poprzez przesunięcie operatorów na inne stanowiska.

– Nasi klienci potrzebują pracowników do czynności, które bezpośrednio wpływają na wytwarzanie produktów. W związku z tym robot, który może zastąpić wózek widłowy, wózek paletowy czy przenośnik, jest coraz bardziej niezbędnym elementem wyposażenia zakładów produkcyjnych. Jeżeli jest niedobór pracowników, to lepiej, żeby taki pracownik mógł wytwarzać jakiś produkt niż ten produkt dowozić – tłumaczy ekspert.

Autonomiczne roboty transportowe znajdują zastosowanie nie tylko w halach produkcyjnych. Sprawdzają się również w zadaniach związanych z utrzymaniem czystości. Amerykański start-up Urban Rivers opracował Trashbota. Przypominający tratwę robot pływa po rzece Chicago i sprząta z niej śmieci. Oprócz autonomicznych zadań realizowanych przez Trashbota może on też być wezwany w konkretne miejsce przez każdego, kto ma dostęp do internetu i zaloguje się na stronie operatora.

Z najnowszego raportu Zion Market Research wynika, że światowy rynek autonomicznych robotów osiągnie wycenę na poziomie niemal 13 mld dol. do 2024 roku.

Jaka przyszłość dla emerytów? Reforma OFE – 5 scenariuszy

W połowie kwietnia rząd przedstawił propozycję rozwiązań dotyczących przekształcenia OFE. Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE)poddały analizie 5 scenariuszy zmian w kapitałowej części systemu emerytalnego.Najkorzystniejsze z punktu widzenia sytuacji przyszłych emerytów jest wdrożenie najnowszej rządowej propozycji lub zreformowanie OFE.

Każdy z opracowanych scenariuszy uwzględnia stopniowe wprowadzenie pracowniczych planów kapitałowych w latach 2019-2020, różnią się one między sobą przyszłym modelem funkcjonowania OFE.

Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)
Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)

„Punktem odniesienia dla alternatywnych scenariuszy jest utrzymanie obecnego kształtu regulacji funduszy emerytalnych, w tym ograniczeń wprowadzonych w 2014 r., w kolejnych latach . Oznaczałoby to utrzymanie dotychczasowego stanu niepewności oraz ograniczonego zaufania pracujących do tworzonych rozwiązań w zakresie emerytur kapitałowych i długoterminowego oszczędzania, co niekorzystnie wpływałoby na poziom partycypacji w pracowniczych planach kapitałowych. Wdrożenie proponowanych przez rząd zmian będzie sprzyjać odbudowie zaufania do tworzonych przez państwo rozwiązań w zakresie oszczędzania na cele emerytalne, a w konsekwencji przyczyni się do zwiększenia poziomu partycypacji w PPK. Skutkiem przekształcenia dotychczasowych OFE w SFIO będzie ponadto wzrost popularności gromadzenia oszczędności w ramach IKE, z uwagi na znaczący wzrost liczby rachunków i gromadzonych na nich środków.Istotne będzie też upowszechnienie świadomości zasad funkcjonowania IKE oraz korzyści wynikających z dokonywanych wpłat”– mówi Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Przyjęto, że ewentualne zmiany w funkcjonowaniu kapitałowego filaru systemu emerytalnego określone w każdym ze scenariuszy zaczęłyby obowiązywać od początku 2020 r.

FPP i CALPE dokonały analizy wpływu na bezpieczeństwo finansowe emerytów, skłonność do oszczędzania, rynek kapitałowy, gospodarkę i finanse publiczne 5 scenariuszy zmian polskiego systemu emerytalnego:

Scenariusz 1 – status quo

Główne założenia w ramach scenariusza:

  • Utrzymanie mechanizmu suwaka bezpieczeństwa
  • Kontynuacja funkcjonowania OFE w dotychczasowej formule
  • Wskaźnik partycypacji w PPK na poziomie 60% wśród uprawnionych osób

Scenariusz 2 – przeniesienie 100% aktywów OFE do IKE lub ZUS (aktualna propozycja rządowa)

  • Wprowadzenie dobrowolności między przeniesieniem 100% aktywów OFE do III filaru lub do ZUS, wyniku której 20% środków z OFE trafia do FRD oraz 80% na IKE
  • Pobranie opłaty przekształceniowej od środków kierowanych z OFE na IKE – 7,5% w 2020 r. oraz kolejne 7,5% w 2021 r.
  • Likwidacja mechanizmu suwaka bezpieczeństwa oraz wpłat składki emerytalnej do OFE
  • Stopniowe wycofywanie środków z nowo utworzonych IKE odroczone do czasu osiągnięcia wieku emerytalnego przez ubezpieczonych
  • Wzrost popularności wpłat na IKE w stosunku do scenariusza bazowego
  • Wskaźnik partycypacji w PPK na poziomie 75% wśród uprawnionych osób

Scenariusz 3 – wdrożenie Programu Budowy Kapitału

W lipcu 2016 r. zaprezentowany został Program Budowy Kapitału, wyznaczający kierunek rządowych reform wdrażanych w zakresie rynku kapitałowego. Głównym jego elementem było wprowadzenie nowego, powszechnego programu dodatkowego długoterminowego oszczędzania na cele emerytalne w postaci pracowniczych planów kapitałowych.

Główne założenia w ramach scenariusza:

  • Przeniesienie 25% aktywów OFE do Funduszu Rezerwy Demograficznej
  • Przeniesienie 75% aktywów OFE do III filaru do IKZE+
  • Likwidacja mechanizmu suwaka bezpieczeństwa
  • Stopniowe wycofywanie środków z IKZE+, z uwzględnieniem ograniczenia możliwości wypłaty środków w czasie 5-letniego okresu przejściowego
  • Zmiana struktury portfela FRD – spadek udziału akcji do 10% oraz tożsamy z tym wzrost udziału obligacji innych niż skarbowe w związku z przejęciem nieakcyjnej części OFE
  • Zwiększenie popularności IKZE
  • Wskaźnik partycypacji w PPK na poziomie 70% wśród uprawnionych osób

Scenariusz 4 – całkowite przejęcie aktywów OFE przez FRD

Pod koniec 2016 r. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przedstawiło propozycję zmian systemu emerytalnego – „Proponuje się rozważyć przekazanie środków z OFE do Funduszu Rezerwy Demograficznej a kwoty środków wynikających z wysokości aktywów zgromadzonych na rachunkach w OFE zapisać na subkontach w ZUS.” W przeciwieństwie do Programu Budowy Kapitału, nie było tutaj mowy o podziale środków na dwie części, spośród których prywatny status jednej z nich miałby zostać zabezpieczony w ramach III filaru. Oznaczałoby to przeniesienie całości aktywów OFE do FRD. Wdrożenie w życie takiego rozwiązania zostałoby potraktowane jako potwierdzenie formułowanych dotychczas obaw dotyczących możliwości całkowitego przejęcia aktywów emerytalnych z części kapitałowej na rzecz systemu repartycyjnego, co poważnie podkopywałoby zaufanie do wszelkich form oszczędzania wspieranych przez państwo, takich jak PPK, ale również PPE, IKE i IKZE.

Główne założenia w ramach scenariusza:

  • Całkowita likwidacja OFE i przeniesienie 100% ich aktywów do Funduszu Rezerwy Demograficznej
  • Zmiana struktury portfela FRD – wzrost udziału akcji do 65% w związku z przejęciem aktywów OFE, które w większości stanowiły instrumenty udziałowe
  • Ograniczenie o 25% wartości wpłat w ramach dotychczasowego III filaru (IKE, IKZE, PPE) w związku z istotnym obniżeniem zaufania pracujących do stabilności systemu i bezpieczeństwa prawnego zgromadzonych środków
  • Wskaźnik partycypacji w PPK na poziomie 40% wśród uprawnionych osób

Scenariusz 5 – reforma OFE

W ramach tego scenariusza założono utrzymanie dalszego funkcjonowania OFE jako zasadniczego elementu II filaru systemu emerytalnego. W związku z tym cel związany z odbudową zaufania do programów długoterminowego oszczędzania na cele emerytalne nie jest realizowany – jak w scenariuszu przewidującym wdrożenie Programu Budowy Kapitału w części dotyczącej OFE – przez przeniesienie aktywów funduszy emerytalnych do III filaru oraz przekierowanie całości składki emerytalnej wszystkich ubezpieczonych do systemu repartycyjnego, lecz zabezpieczenie statusu prawnego środków OFE działających w swej obecnej formie.

Główne założenia w ramach scenariusza:

  • Utrzymanie dalszego funkcjonowania OFE, bez podziału ich aktywów
  • Modyfikacja suwaka bezpieczeństwa – transfer 50% aktywów do IKZE oraz 50% do FUS
  • Stopniowa zmiana struktury portfela inwestycyjnego, związana z ponownym dopuszczeniem możliwości nabywania obligacji skarbowych
  • Wzrost do 50% odsetka osób wchodzących na rynek pracy, które stają się członkami OFE
  • Wskaźnik partycypacji w PPK na poziomie 75% wśród uprawnionych osób

Zbadano, ile IBM zyskał na wdrożeniu design thinking. Zwrot z inwestycji w dziesiątkach milionów dolarów

Forrester Consulting na zlecenie IBM zbadała efekty stosowania design thinking w amerykańskiej firmie informatycznej. Wyniki audytu jednoznacznie potwierdzają skuteczność metody. Po 3 latach od wdrożenia oszczędności na realizowanych przez IBM projektach urosły do 20,6 mln dolarów, a wszystkie korzyści płynące z zastosowania design thinking wyceniono na ponad 50 mln dolarów.

Design thinking cieszy się coraz większą popularnością. Rozpowszechniona w latach 90. przez amerykańską firmę konsultingową IDEO metoda tworzenia innowacji i kreatywnego rozwiązywania problemów przyczyniła się do powstania rozwiązań, na których firmy łącznie zarobiły miliardy dolarów. Na czym polega jej fenomen?  – Design thinking stawia użytkownika końcowego w centrum procesu projektowego. Rozwiązania powstają pod realne potrzeby odbiorców. Metoda ma bardzo szerokie zastosowanie, a składa się z pięciu etapów: empatii, syntezy, generowania pomysłów, prototypowania oraz testowania. Każdy z nich charakteryzuje się innym celem, sposobem myślenia i szczególnymi narzędziami – tłumaczy Alicja Bartkiewicz z firmy DT Makers.

Efekty jak po dopingu

IBM to jedna z wielu korporacji, które zdecydowały się na korzystanie z tej metody w procesie projektowania. Aby zbadać jej skuteczność, zwróciła się ona do firmy badawczo-doradczej Forrester Consulting, która na zlecenie IBM przeprowadziła badanie Total Economic Impact™, mające m.in. określić całkowity zwrot z inwestycji w design thinking. Okazuje się, że od momentu implementacji metody przez zespoły projektowe korzyści z niej płynące systematycznie rosły. Po 3 latach wygenerowała ona oszczędności w wysokości 20,6 mln dolarów, a płynące z niej korzyści ekonomiczne wyceniono na prawie 50 mln dolarów.

Na taką kwotę składa się wiele czynników, z których na szczególną uwagę zasługuje szybkość działania. Dzięki design thinking IBM skrócił czas projektowania rozwiązań aż o 75 proc. – Szybkość pracy poprawiają narzędzia, którymi posługujemy się, pracując metodą design thinking. Nie tylko diametralnie przyspieszają proces podejmowania decyzji, lecz również pomagają spojrzeć na problem z różnych stron i sprawiają, że spotkania są dużo bardziej efektywne, co pozwala zmniejszyć ich liczbę o co najmniej o połowę – wyjaśnia Alicja Bartkiewicz. Jej zdaniem istotną rolę odgrywa tu tzw. iteracja. Prototypując i testując rozwiązania lub ich poszczególne elementy, zespoły projektowe szybko wyłapują błędy i wprowadzają stosowne udoskonalenia. – Dużo lepiej odkryć je samemu na początkowym etapie projektowania niż dowiedzieć się o nich od niezadowolonego klienta – dodaje ekspertka z DT Makers.

Jak przyznają przepytani przez Forrester Consulting klienci IBM, praktyki stosowane przez przedsiębiorstwo są wyjątkowo rozwinięte i dopracowane, co przekłada się na doskonałe rezultaty. To za ich sprawą zespołom udało się zredukować okres projektowania ze standardowych 16 tygodni do średnio 4, oszczędzając w ten sposób 196 tys. dolarów przy mniejszych projektach i 872 tys. dolarów przy sporych przedsięwzięciach.

Na tym nie kończą się oszczędności wynikające z dynamiki prowadzonych działań. Za sprawą design thinking IBM dwukrotnie skrócił czas od rozpoczęcia prac nad projektem do wprowadzenia na rynek gotowego rozwiązania. Skupianie się na użytkowniku końcowym, którego potrzeba nadaje sens każdemu zadaniu, pomaga skrócić czas projektowania, realizacji i testowania. Mniejsze projekty, trwające wcześniej po 40 tygodni, udało się realizować w zaledwie 20, co daje oszczędności rzędu 182 tys. dolarów. W przypadku tych większych 100-tygodniowy czas realizacji skrócono do 50 tygodni, oszczędzając każdorazowo po 1 050 240 dolarów. – Skupienie na użytkowniku końcowym pozytywnie wpływa na morale zespołu. Jego członkowie wiedzą, dla kogo projektują i na jaką potrzebę starają się odpowiedzieć. Taki nastawienie nadaje sens nawet tym najnudniejszym działaniom – przekonuje Bartkiewicz.

Mniej błędów i pewniejsze inwestycje

Na uwagę zasługuje również fakt, że rozpowszechniona przez IDEO metoda projektowania innowacji pozwoliła prowadzonej przez Ginni Rometty korporacji znacząco zredukować liczbę błędów i defektów zgłaszanych po rynkowym debiucie produktów, których naprawa według Forrester Consulting jest w tym okresie o 3–4 razy droższa. Przy mniejszych projektach liczba takich błędów zmalała z 30 do 15. W przypadku większych zredukowano je z poziomu 60 do 30. Zakładając, że naprawa każdej wady wymaga około 100 godzin pracy programisty, oszczędności w każdym niewielkim projekcie wyniosły po 76 628  dolarów, a dużym – po 153 255.

Od dziecka wpajano nam, że nie można popełniać błędów, co mocno ogranicza naszą kreatywność i okrada nas z odwagi przed tworzeniem nowych rozwiązań, wymykających się z utartych konwencji. Tymczasem filozofia design thinking różni się od sposobu myślenia, w którym dorastaliśmy. Kierując się nią, chcemy popełniać błędy, bo w ten sposób odkrywamy nowe perspektywy i doskonalimy nasze rozwiązania. Celem prototypowania jest szybka porażka, która poskutkuje dalszym rozwojem koncepcji lub zmusi zespół do skupienia się na innym pomyśle – mówi Bartkiewicz.

Amerykańskie przedsiębiorstwo informatyczne z siedzibą w położonej niedaleko Nowego Jorku miejscowości Armonk poszło, wykorzystując design thinking, również w stronę selekcji potencjalnych inwestycji. Metoda okazała się niezwykle skuteczna w określaniu, które projekty należy realizować, a które odrzucić lub zakończyć. W ten sposób wprowadzono na rynek 27 ze 100 możliwych produktów. Wybrane w ten sposób rozwiązania w ciągu 3 lat przyniosły organizacji o 30 mln dolarów większe zyski niż pozostałe elementy oferty.

Dlaczego reorganizacje się nie udają?

70 procent  firm, które teraz się restrukturyzują lub reorganizują, poniesie porażkę. W dodatku będzie udawać, że nic się nie stało, tracąc jednocześnie siły i potencjał. Zaczęły za późno, działały niekonsekwentnie, a co najważniejsze – w zasadzie nie wiedziały, jak działają.

Roman Szyszko
Roman Szyszko

Firmy ciągle się reorganizują. „Zmieniamy się (dla ciebie)”. „Doskonalimy się” – ogłaszają. Około 70 procent wszystkich prywatnych przedsiębiorstw w Europie i Stanach Zjednoczonych prowadziło w ostatnim okresie, lub jest w tej chwili, trakcie przekształceń restrukturyzacyjnych.

Równocześnie częstość niepowodzeń prób reorganizacji jest niezwykle wysoka. Szacuje się, że ponad 70 proc. wszystkich procesów udoskonalenia zarządzania nie przynosi trwałych usprawnień. Zatem prawie wszyscy próbują uzyskać poprawę swojej działalności i prawie wszystkim się to nie udaje. Warto się zastanowić dlaczego.

Bo zmiany są niewygodne

Istnieje stała sekwencja wydarzeń powodujących brak sukcesu. Procesy reorganizacji pozwalają tworzyć więcej wartości, przy niższych kosztach. Wcześniej czy później pojawia się jednak presja na ograniczenie merytorycznych zmian, żeby zmniejszyć niedogodności jakich doświadczają uczestnicy procesu. W rezultacie cele merytoryczne przesuwają się powoli na drugi lub trzeci plan. W rezultacie stopniowo przyjmowana zostaje strategia tworzenia pozorów istotnych zmian.

Bo łatwiej ciąć drobne wydatki

W efekcie następuje powolne przenoszenie uwagi ze zmiany podstawowych procesów organizacyjnych na rozwiązywania o znaczeniu marginalnym. Zamiast poszukiwać nowych źródeł wartości ogranicza się wydatki na zakup czasopism. W wymiarze komunikacyjnym pojawia się zdroworozsądkowy postulat przejścia od radykalnej zmiany do fragmentarycznej, ewolucyjnej poprawy. Powolny, ostrożny proces stopniowych ulepszeń pozostawia wiele organizacji nieprzygotowanych do konkurowania w dzisiejszym szybko zmieniającym się rynku.

Ostatnią fazą skutecznego stłumienia procesu restrukturyzacji jest ukrywanie oznak niesprawności funkcjonowania. Początkowo jest to efektem ochrony przed pojedynczymi zarzutami. Później jednak staje się to instynktownym przyzwyczajeniem, gdyż przynosi korzyści w postaci wygodnego braku presji na zmianę sposobu funkcjonowania.

Bo wszyscy mają ten sam problem

Skutecznym orężem przeciwko niepowodzeniem jest okresowa optymalizacja procesów organizacyjnych i biznesowych. Pretekstem do dokonania diagnozy może być dowolne ograniczenie prowadzonej działalności.  W ostatnich latach w Polsce mogą to być ograniczenia w dostępie do wystarczającej liczby pracowników. Problemy z uzupełnieniem załóg zgłasza blisko połowa firm w przemyśle i budownictwie i 30 procent w usługach. Ile z nich – zamiast rozpaczliwie szukać pracowników – zdecyduje się na zmiany optymalizacyjne? Jaki kierunek wybiorą?

Stań do walki o rozwój

W istocie rzeczy systematyczny przegląd procesów organizacyjnych przypomina swoją rolą regularne przeglądy stomatologiczne. Potrzeba okresowych wizyt u stomatologa nie wynika z odczuwanego bólu zębów. Dokonywanie cyklicznego przeglądu procedur organizacyjnych i biznesowych spełnia podobną funkcję. Skutecznie zapobiega przekształceniu w instytucję bezzębną i trawioną szkorbutem.

O ekspercie

Roman Szyszko jest ekspertem w dziedzinie reorganizacji  restrukturyzacji przedsiębiorstw. Specjalizuje się w zarządzaniu zmianą w podmiotach gospodarczych. Był odpowiedzialny za realizację strategii rozwoju między innym Grupy ENERGA, Banku Komunalnego w Gdyni i Nordea Bank Polska.

Komentarz zarządu Grupy Enea do wyników za I kw. 2019 r.

Grupa Enea w I kwartale 2019 r. poprawiła wyniki finansowe. Od stycznia do marca wypracowała o ponad 1 mld zł (34,2%) większy przychód, niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Nastąpił również znaczący wzrost wytwarzania energii ze źródeł odnawialnych – o 39,2% r/r. Pozytywne wyniki Enei zostały wypracowane w wymagającym otoczeniu rynkowym przy stałym zaangażowaniu Grupy w projekty prośrodowiskowe.

Przychody wypracowane przez Grupę Enea w I kwartale wyniosły 4 010 mln zł, co oznacza wzrost o 34,2% r/r. EBITDA Grupy kształtowała się na poziomie 799 mln zł i wzrosła o 13,8% w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Zysk netto okresu sprawozdawczego wyniósł 280 mln zł, czyli wzrósł o 10,1 r/r. Enea tylko w trzech pierwszych miesiącach 2019 r. przeznaczyła na inwestycje ponad 560 mln (wzrost o 28,8 % r/r), w tym 33 mln zł na inwestycje związane wyłącznie z ochroną środowiska.

Grupa poprawiła wynik EBITDA w dwóch obszarach działania. Najwyższa EBITDA (399,8  mln zł) zrealizowana została w obszarze wytwarzania (wzrost o 75,9%). Na ten wynik pozytywnie wpłynął poziom rynkowych cen energii elektrycznej oraz zielonych certyfikatów, a także zgodna z planem praca wszystkich źródeł wytwórczych Grupy Enea, w tym Zielonego Bloku w Elektrowni Połaniec i bloku 1 075 MW w Elektrowni Kozienice. Sam B11 w I kwartale wyprodukował 1 555 GWh netto, czyli o 16% więcej r/r. Znaczący przyrost EBITDA odnotowano szczególnie w Segmencie Elektrowni Systemowych (+144,8 mln zł) i w Segmencie OZE (+50,4 mln zł). Dobry wynik EBITDA osiągnięty został także w obszarze wydobycia: 219 mln zł (wzrost o 78%). Został on wypracowany dzięki wyższej o 20,9% r/r produkcji węgla netto, poprawie efektywności operacyjnej LW Bogdanka, a także wyższej cenie sprzedaży węgla.

W I kwartale Grupa Enea wyprodukowała 6 108 GWh energii elektrycznej. W porównaniu z ubiegłym rokiem jest to nieznaczny spadek (o 227 GWh, czyli o 3,6% r/r). Wynikał on z planowanych odstawień jednostek, które podlegają modernizacji w ramach programu dostosowania źródeł wytwórczych Grupy Enea do konkluzji BAT. Sprzedaż energii elektrycznej i paliwa gazowego odbiorcom detalicznym była również na poziomie porównywalnym z pierwszym kwartałem 2018 r. – Enea sprzedała 5 417 GWh (mniej o 3,2% r/r). Z kolei sprzedaż usług dystrybucji odbiorcom końcowym kształtowała się na poziomie zbliżonym do roku ubiegłego: 5 143 GWh (-0,8%). Grupa konsekwentnie wykorzystuje potencjał swoich mocy zainstalowanych w odnawialnych źródłach energii. W I kwartale wolumen produkcji energii elektrycznej w oparciu o OZE wzrósł o 39,2%, a sam Zielony Blok Elektrowni Połaniec wyprodukował w tym okresie przeszło 350 GWh.

Skonsolidowane przychody LW Bogdanka wyniosły w I kwartale 2019 r. 540,8 mln zł (wzrost o 35,6%), EBITDA: 222,9 mln zł (+74,8%), zysk operacyjny: 128 mln zł (+348,9%), a zysk netto: 110 mln zł (+374,6%). LW Bogdanka poniosła wydatki inwestycyjne na poziomie blisko 80 mln zł. Największą część tej kwoty, tj. 62,4 mln zł, przeznaczono na nowe wyrobiska i modernizację istniejących.

W I kwartale 2019 roku Bogdanka wykonała 7,9 km wyrobisk korytarzowych. Produkcja węgla handlowego w tym okresie wyniosła ponad 2,5 mln ton, co oznacza wzrost o ok. 21% r/r. Sprzedaż węgla ukształtowała się natomiast na poziomie prawie 2,4 mln ton, czyli była o ok. 20% wyższa niż rok wcześniej. Średni uzysk wyniósł 64,7%, wobec 56,7% przed rokiem.

W I kwartale 2019 roku Bogdanka umocniła swoją pozycję rynkową, osiągając wysoki, 26-procentowy udział w sprzedaży węgla do energetyki zawodowej. Udział w sprzedaży węgla energetycznego ogółem kształtował się na poziomie 20%. Około 85% sprzedaży wygenerowanej w ciągu I kwartału 2019 r. zrealizowane zostało do Enei Wytwarzanie i Enei Połaniec.

Okres od stycznia do marca to także kontynuacja prośrodowiskowych działań w spółkach Grupy. W marcu rozpoczęto współpracę z Bankiem Ochrony Środowiska i spółką inwestycyjną BOŚ Eko Profit w zakresie rozwoju OZE. Inicjatywa ma na celu dywersyfikację miksu paliwowego, a także rozwój rozproszonych źródeł energii oraz zwiększenie udziału Segmentu OZE w produkcji energii elektrycznej w Grupie Enea. Stronami podpisanego listu są Enea S.A. i Enea Wytwarzanie, która w ramach projektu będzie współpracowała z samorządami. Trwają również inwestycje związane z dostosowaniem bloków energetycznych do konkluzji BAT, dzięki czemu po raz kolejny elektrownie systemowe Grupy Enea znacząco zmniejszą emisyjność produkcji energii elektrycznej. Koncern surowcowo-energetyczny na bieżąco monitoruje otoczenie i pojawiające się w globalnej energetyce megatrendy. Stąd zainteresowanie Grupy technologią magazynowania energii, które zaowocowało podpisaniem przeze Eneę i EPRI (Electric Power Research Institute) umowy o współpracy przy projektach badawczych dotyczących magazynowania energii oraz generacji rozproszonej.

Mirosław Kowalik, prezes Enei:

Mirosław Kowalik, prezes Enei
Mirosław Kowalik, prezes Enei

 Wyniki finansowe wypracowane przez Grupę Enea w I kwartale 2019 r. świadczą o jej stabilnej pozycji na rynku oraz optymalnym wykorzystaniu aktywów w głównych obszarach łańcucha wartości. Wzrost przychodów, EBITDA i zysku netto wskazują, że potrafimy osiągać zakładane cele w wymagającym i dynamicznie zmieniającym się otoczeniu rynkowym. Należy podkreślić, że na wypracowany, dobry wynik za I kwartał wpływ miały wzrosty w Segmencie Wydobycia, Wytwarzania oraz zgodne z planem wyniki Obszaru Dystrybucji, który od wielu lat stanowi istotny fundament potencjału Grupy. To kolejny kwartał, w którym nowy blok B11 w Elektrowni Kozienice osiągnął dobre wyniki – wytworzył 1 555 GWh energii elektrycznej netto i wypracował ponad 85 mln zł zysku operacyjnego. Jest to dowód na finansową i operacyjną sprawność nowoczesnych, wysokosprawnych jednostek wytwórczych. Konsekwentnie budujemy solidne podstawy dla dalszego zrównoważonego rozwoju Grupy oraz przygotowujemy się do dalszej adaptacji naszych zasobów i aktywów do zmieniającego się otoczenia rynkowego, również w perspektywie strategicznej – powiedział Mirosław Kowalik, prezes Enei.

 Koncentrujemy się na celach biznesowych, ale równolegle realizujemy wiele inicjatyw prospołecznych na rzecz środowiska, w którym funkcjonujemy. Nasze starania są zauważane nie tylko przez bezpośrednich beneficjentów projektów, które realizujemy. Raportowanie informacji niefinansowych przez Eneę zostało wyróżnione przez Ministerstwo Finansów. Wskazano cztery działania jako dobre praktyki godne polecenia innym uczestnikom rynku. Z kolei w Raporcie Forum Odpowiedzialnego Biznesu (FOB) „Odpowiedzialny biznes w Polsce. Dobre praktyki” wyróżnione zostały aż 33 inicjatywy Grupy Enea – dodał Mirosław Kowalik, prezes Enei.

Jarosław Ołowski, wiceprezes Enei ds. finansowych:

Jarosław Ołowski, wiceprezes Enei ds. finansowych
Jarosław Ołowski, wiceprezes Enei ds. finansowych

 – Wzrost przychodów ze sprzedaży netto o 34,2%, wzrost EBITDA o 13,8%, wzrost zysku netto o 10,1%  te dane pozwalają ocenić wyniki finansowe naszej Grupy za I kwartał tego roku jako dobre, co potwierdzają również opinie płynące z rynku. Szczególnie zadowalające są wyniki obszaru wytwarzania i wydobycia, gdzie wzrost EBITDA przekroczył 70%, co znalazło odzwierciedlenie w skonsolidowanych wynikach całej Grupy. Nasza sytuacja finansowa jest niezmiennie stabilna i umożliwia kontynuowanie rozwoju Grupy z uwzględnieniem stałej dyscypliny kosztowej i optymalizacji procesów. Wskaźnik dług netto/EBITDA pozostawał w I kwartale na bezpiecznym poziomie 2,6 – powiedział Jarosław Ołowski, wiceprezes Enei ds. finansowych.

Piotr Adamczak, wiceprezes Enei ds. handlowych:

– Zmieniamy się dla naszych klientów, wprowadzając innowacyjne w branży rozwiązania. W celu uproszczenia procesu obsługi i zmniejszenia ilości drukowanych dokumentów w BOK-u w Gorzowie Wielkopolskim prowadzimy pilotażowe wdrożenie elektronicznego długopisu do podpisywania umów. Uruchomiliśmy również zmodernizowane elektroniczne Biuro Obsługi Klienta, którego aplikacja jest przyjaźniejsza i prostsza w obsłudze. Na ukończeniu jest też program modernizacji, ujednolicenia wyglądu i funkcjonalności Biur Obsługi Klienta, dzięki któremu wszystkie placówki będą oferowały ten sam, najwyższy standard obsługi. Obszar obrotu, tak jak w poprzednich kwartałach, pozostawał pod wspólną dla całej branży presją wynikającą z sytuacji na rynku uprawnień do emisji CO2 – powiedział Piotr Adamczak, wiceprezes Enei ds. handlowych.

Zbigniew Piętka, wiceprezes Enei ds. korporacyjnych:

Zbigniew Piętka, wiceprezes Enei ds. korporacyjnych
Zbigniew Piętka, wiceprezes Enei ds. korporacyjnych

– Zakończyliśmy w I kwartale realizację szeregu inwestycji związanych z rozbudową i modernizacją sieci elektroenergetycznych Enei Operator. Dwie największe inwestycje to przebudowa linii napowietrznej 110 kV relacji Morzyczyn – Drawski Młyn na odcinku Żukowo – Choszczno II oraz przebudowa linii 110 kV relacji Wałcz – Wałcz Północ – Mirosławiec. W realizowanym wspólnie z Energą projekcie Ostrołęka C pod koniec kwietnia zawarliśmy porozumienie w sprawie finansowania budowy nowego bloku energetycznego. Na jego mocy Enea oraz Energa postanowiły uszczegółowić zasady finansowania, a Enea zobowiązała się zapewnić nakłady finansowe na realizację projektu w kwocie 819 mln zł, począwszy od stycznia 2021 r. – powiedział Zbigniew Piętka, wiceprezes Enei ds. korporacyjnych.

Artur Wasil, prezes LW Bogdanka:

Artur Wasil, prezes LW Bogdanka
Artur Wasil, prezes LW Bogdanka

– W 2019 rok weszliśmy dobrze przygotowani, co znalazło swój wyraz w bardzo dobrych wynikach za I kwartał. Do poprawy wyników finansowych w tym okresie przyczynił się zarówno wzrost produkcji i sprzedaży, jak i wyższe ceny w naszych kontraktach – począwszy od stycznia tego roku. Podtrzymujemy zapowiedź zwiększenia produkcji do 9,4 mln ton w tym roku. Naszym priorytetem jest też ciągła praca nad optymalizacją kosztów oraz nad doskonałość operacyjna, a także przygotowanie do udostępnienia złoża Ostrów, którego eksploatację chcemy rozpocząć już pod koniec przyszłego roku. Biorąc pod uwagę dobrą sytuację spółki, zdecydowaliśmy się zarekomendować wypłatę dywidendy na poziomie 0,75 zł na akcję, przeznaczając na ten cel 49,4% wypracowanego w 2018 roku jednostkowego zysku netto – powiedział Artur Wasil, prezes LW Bogdanka.

CONECTO BROKER integruje niezależnych brokerów

CONECTO BROKER to nowy podmiot w sektorze ubezpieczeń, który oferuje model integracji szanujący niezależność zawodu brokera. Za inicjatywą stoją doświadczeni brokerzy, którzy połączyli siły by zwiększyć możliwości biznesowego działania. Przypis CONECTO BROKER to prawie 200 mln złotych, co już dziś sytuuje spółdzielnię w 15-tce największych brokerów w Polsce. Miliard złotych przypisu spółdzielnia chce osiągnąć w ciągu kilku lat.

CONECTO BROKER to założona pod koniec 2018 roku spółdzielnia brokerów, którą aktualnie tworzy 18 kancelarii brokerskich z woj. wielkopolskiego, lubuskiego, dolnośląskiego, śląskiego, opolskiego, mazowieckiego i lubelskiego. Forma prawna spółdzielni, ma pozwolić na zachowanie niezależności brokerów. Każdy członek spółdzielni ma równe prawa i jeden głos, a decyzje podejmowane są wyłącznie, jeśli poprze je większość udziałowców.

– CONECTO BROKER to połączenie niezależnych brokerów, którzy skonsolidowali zasoby, zróżnicowane doświadczenia i kompetencje, by zwiększyć rynkowe możliwości działania poszczególnych kancelarii brokerskich i skuteczniej reprezentować interesy klientów – podkreśla Tomasz Witkowski prezes zarządu spółdzielni.

Zarząd spółdzielni podkreśla, że CONECTO BROKER niczego nie narzuca, jedynie wskazuje członkom optymalny kierunek i rozwiązania, a przede wszystkim pomaga oraz gwarantuje większe bezpieczeństwo posiadanych portfeli ubezpieczeniowych. Dzięki członkostwu poszczególne kancelarie będą świadczyły szerszy zakres ochrony ubezpieczeniowej, współpracowały przy ocenie ryzyk i likwidacji szkód, wzajemnie dzieliły się doświadczeniem i wiedzą we wszelkich kwestiach ubezpieczeniowych. Spółdzielnia ma umożliwiać ponadto powierzenie portfela podczas długiej choroby, lub innej nieobecności oraz przekazywanie portfela do obsługi z rentą dożywotnią.

Dzięki postrzeganiu spółdzielni jako partnera działającego globalnie wzmocnieniu ma ulec pozycja negocjacyjna kancelarii w relacjach z towarzystwami ubezpieczeniowymi. Wreszcie spółdzielnia liczy na przejęcie obsługi brokerskiej największych przedsiębiorstw, dla których dziś pojedyncze kancelarie mają za małą siłę przebicia. Ma się tak stać dzięki połączeniu regionalnych możliwości i elastyczności rynkowej jej członków oraz uzyskaniu skuteczności i siły oddziaływania typowych dla dużych podmiotów. Za tą współpracą stoi również kalkulacja czysto biznesowa.

– Szacujemy, że uczestnictwo w CONECTO BROKER powinno przełożyć się średnio na 20-30% wzrost przychodów naszych członków, jako rezultat synergii oraz efektu skali. – podkreśla Robert Kaźmierczak członek zarządu spółdzielni. – W pierwszej fazie rozwoju, w jakiej się obecnie znajdujemy, upatrujemy także duże korzyści w centralizacji likwidacji szkód. Pozwoli to na obniżenie kosztów i jednoczesną poprawę jakości serwisu.

Przypis CONECTO BROKER to dziś prawie 200 mln złotych, sytuuje to spółdzielnię w 15-tce największych brokerów w Polsce. Zarząd szacuje, że przypis miliarda złotych osiągnie przy poziomie 100 członków, co ma się stać w ciągu najbliższych kilku lat. Pozwoli to nie tylko na skuteczne wspieranie członków oraz skuteczniejszą ochronę interesów klientów poszczególnych kancelarii, ale także na to by spółdzielnia stała się aktywnym podmiotem na zmieniającym się rynku ubezpieczeniowym w Polsce.

Przemysław Walasek został wspólnikiem w kancelarii Taylor Wessing w Warszawie

Przemysław Walasek, partner w Taylor Wessing w Warszawie, odpowiedzialny za praktykę IP/IT został wspólnikiem warszawskiego biura kancelarii.

Przemysław Walasek, adwokat, partner w kancelarii Taylor Wessing
Przemysław Walasek, partner w Kancelarii Taylor Wessing; źródło: Taylor Wessing

Przemysław Walasek jest związany z Taylor Wessing od 2012 roku. Wraz ze swoim zespołem doradza największym graczom z sektora nowych technologii, wspierając ich w zakresie ochrony praw własności przemysłowej, prawa autorskiego, ochrony konsumentów oraz ochrony danych osobowych, jak również w negocjowaniu, zawieraniu i egzekwowaniu kontraktów handlowych.

Posiada wieloletnie doświadczanie w doradztwie dla klientów z branży e-commerce, w tym producentów i dystrybutorów gier komputerowych, sklepów internetowych oraz operatorów platfrom społecznościowych.

Pomaga klientom w kształtowaniu strategii ochrony praw własności intelektualnej oraz egzekwowaniu naruszeń przysługujących im praw, w tym także dokonywanych w internecie – zarówno w Polsce, jak i w innych krajach w Europie i na świecie, często współpracując w tym zakresie z prawnikami z innych biur kancelarii Taylor Wessing.

Dr Ewelina Stobiecka
Dr Ewelina Stobiecka

– Przemysław Walasek jest partnerem odpowiedzialnym za jedną z najważniejszych praktyk w kancelarii Taylor Wessing zarówno w Polsce jak i na świecie. Mam przyjemność współpracować z nim już od wielu lat. Wspólnie, konsekwentnie budujemy markę Taylor Wessing, rozwijając nasze polskie biuro, dlatego jest mi niezmiernie miło powitać go w gronie wspólników – komentuje Dr Ewelina Stobiecka, partner zarządzająca w kancelarii Taylor Wessing w Warszawie.

Obawy o sytuację w strefie euro cały czas są żywe

W poniedziałek odnotowaliśmy spadek bezrobocia w Polsce do najniższego poziomu od 1990 r., co i tak nie jest niczym specjalnym przy świetnych odczytach z gospodarki, które poznaliśmy w zeszłym tygodniu. Nie wszędzie jednak sytuacja rysuje się tak dobrze.   

Kurs EUR/PLN

Kurs EUR/PLN we wtorek wzrósł o 0,2%, wahając się w widełkach 4,29-4,30. Para EUR/USD wczoraj zakończyła dzień na lekkim minusie.

Wczorajsze dane o nastrojach w strefie euro w maju w ujęciu ogólnym były nieco lepsze od oczekiwań, jednak przeszły bez większego echa. Wspólnej walucie w ostatnim czasie nie pomagają natomiast informacje płynące z największej europejskiej gospodarki. Wczoraj rozczarował dość istotny indeks GfK opisujący nastroje niemieckich konsumentów. Indeks obniżył się z poziomu 10,4 do 10,1, w dół zaktualizowano również odczyt z poprzedniego miesiąca. Spadek indeksu do czerwca może wydawać się niewielki, jednak uwzględniając to jak mało zmienny jest wskaźnik, różnica jest zauważalna. Co więcej, zgodnie ze wskazaniami indeksu, nastroje wśród konsumentów w Niemczech są najgorsze od ponad dwóch lat.

Dzisiejsze dane z niemieckiej gospodarki również rozczarowały: liczba bezrobotnych w maju wzrosła najmocniej od dekady. W konsekwencji czego po raz pierwszy od listopada 2013 roku w kraju wzrosła stopa bezrobocia. Jest to odwrotna sytuacja do tej, z którą mieliśmy do czynienia w ostatnich kilku latach. Większość tego wzrostu jest związana ze zmianami w sposobie prowadzenia statystyk, jednak nie tłumaczy to całości skoku.

Stopa bezrobocia nadal znajduje się w okolicy najniższych poziomów od czasu zjednoczenia Niemiec, w związku z czym nie jest to jeszcze powód do paniki – niemniej odczytu nie należy bagatelizować. Rynek pracy zazwyczaj z opóźnieniem reaguje na zmiany w gospodarce – gdyby wzrost stopy bezrobocia był kontynuowany oznaczałoby to, że z niemiecką gospodarką może być naprawdę źle.

O tym, że sytuacja w Europie nie jest zbyt dobra może świadczyć również fakt, iż ArcelorMittal, czyli największy globalny producent stali, po raz drugi w tym miesiącu zdecydował się obciąć produkcję na Starym Kontynencie. Cięcia mają być tymczasowe, jednak w kontekście utrzymującego się słabszego popytu trudno powiedzieć, czy rzeczywiście tak będzie.

Kurs GBP/PLN

Kurs GBP/PLN we wtorek wzrósł o 0,3%, wahając się w widełkach 4,86-4,88. Brytyjska waluta wczoraj, po wielu dniach spadków, była w stanie odnotować lekkie umocnienie tak w parze ze złotym, jak i wspólną europejską walutą. Funt brytyjski cały czas jednak jest pod sporą presją związaną z obawami inwestorów o to, kto obejmie stanowisko premiera po rezygnacji May i co to oznacza dla procesu wyjścia z UE. Indeks Oddschecker, który na podstawie wycen z zakładów bukmacherskich mierzy szanse na to, że następnym premierem Zjednoczonego Królestwa zostanie Boris Johnson, wskazuje, że szacowane prawdopodobieństwo realizacji tego scenariusza wynosi obecnie około 35%. Kilka dni temu indeks osiągał jeszcze wyższe poziomy, 24 maja przekraczając 50%. Nic więc dziwnego, że inwestorzy się boją – to właśnie Boris Johnson był jedną z twarzy kampanii Leave i politykiem, który stał się jednym z symboli Brexitu. Jego elekcja najpewniej oznaczałaby wzrost ryzyka Brexitu bez porozumienia, a tego rynki obawiają się najbardziej.

Kurs USD/PLN

Kurs USD/PLN we wtorek wzrósł o 0,4%, wahając się w widełkach 3,83-3,85. Amerykańska waluta zakończyła wczorajszy dzień umocnieniem również w relacji do głównych walut.

Wczorajsze dane z amerykańskiego rynku nieruchomości zaskoczyły in minus. Jednak z uwagi na to, że są mocno wsteczne (za marzec) oraz to, że są to drugorzędne wskaźniki, dane nie wpłynęły istotnie na zachowanie USD. Wczoraj pozytywnie zaskoczył natomiast indeks Conference Board opisujący nastroje panujące wśród amerykańskich konsumentów. Wskaźnik wzrósł z poziomu 129,2 w poprzednim miesiącu do 134,1 w maju. Tym samym znalazł się na najwyższym poziomie od pół roku.

Dalsza część dzisiejszego dnia nie przyniesie istotnych publikacji, czy to z amerykańskiej, czy pozostałych istotnych gospodarek. Na ważne odczyty przyjdzie nam poczekać do jutra. Wtedy w USA opublikowana zostanie rewizja danych PKB za I kwartał. A w piątek poznamy rewizję analogicznego odczytu dla Polski oraz dane o istotnej dla Fed-u inflacji PCE w USA w kwietniu.

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

PKN ORLEN stawia w Trzebini biorafinerię nowej generacji

Należąca do Grupy ORLEN spółka ORLEN Południe podpisała dziś umowę na budowę w Trzebini pierwszej w Polsce instalacji do produkcji ekologicznego glikolu propylenowego. Nowa instalacja będzie produkować 30 tys. ton zielonego glikolu propylenowego rocznie, co pokryje aż w 75% zapotrzebowanie na ten produkt w Polsce.

Zielony glikol propylenowy to produkt ekologiczny, bezpieczny dla środowiska. Wykorzystywany jest m.in. w medycynie, kosmetyce, przemyśle spożywczym. Inwestycję zrealizuje Konsorcjum składające się z dwóch polskich firm, jej koszt szacowany jest na ok. 400 mln złotych.

PKN ORLEN stawia w Trzebini biorafinerię nowej generacji (2)– Zgodnie z zapowiedziami rozwijamy i poprzez inwestycje wzmacniamy spółki działające w Grupie ORLEN. Budowa pierwszej w Polsce instalacji do produkcji ekologicznego glikolu to ważny krok w procesie przekształcania zakładu w Trzebini w nowoczesną biorafinerię. Stawiamy na ekologiczne, wysokomarżowe produkty – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Inwestycja w Trzebini zostanie zakończona w 2021 roku. Jej wykonawcą będzie Konsorcjum, które tworzą dwie polskie firmy: Technik Polska Sp. z o.o. i Biproraf Sp. z o.o. Podpisana umowa obejmuje: zaprojektowanie, dostawy oraz budowę w systemie „pod klucz” instalacji do produkcji glikolu propylenowego (1,2 – MPG) wraz z instalacjami pomocniczymi i infrastrukturą dodatkową.

Budowa pierwszej w Polsce instalacji do produkcji ekologicznego glikolu propylenowego wzmocni pozycję ORLEN Południe na krajowym rynku biokomponentów, ale również pracodawcy w regionie. Już dziś Spółka zatrudnia ponad 650 osób, z czego przeszło połowę w trzebińskiej rafinerii. Po oddaniu do użytku instalacji, czyli w 2021 r., powstanie kilkadziesiąt nowych miejsc pracy.

Produkcja ekologicznego glikolu propylenowego umożliwi wykorzystanie wytwarzanej w Trzebini gliceryny, którą otrzymuje się w produkcji biodiesla z surowca jakim jest przede wszystkim olej rzepakowy. Na inwestycji skorzystają również inni polscy producenci biodiesla, z którymi po zakończeniu inwestycji ORLEN Południe rozpocznie współpracę w zakresie dostaw gliceryny.

Inwestycja jest konsekwencją stabilnej sytuacji finansowej spółki. W 2018 r. ORLEN Południe osiągnął wynik netto na poziomie 89 mln złotych. Budowa instalacji do produkcji glikolu propylenowego, jako pierwsza inwestycja w historii ORLEN Południe, została zakwalifikowana przez Krakowski Park Technologiczny do programu Polska Strefa Inwestycji.

Odbiorcami glikolu propylenowego będą oprócz polskich firm, będą również zagraniczne przedsiębiorstwa.

Z zakupem obligacji nie warto się spieszyć. Z pozoru mały błąd może dużo kosztować

Wśród obligatariuszy rośnie zainteresowanie tematyką odzyskiwania roszczeń związanych z niewykupionymi obligacjami. Taki instrument finansowy sam w sobie jest bezpieczny, ale wybór konkretnego emitenta wymaga dużej ostrożności. Obecnie na rynku widać działania mogące świadczyć o celowym wprowadzaniu inwestorów w błąd. Oszustów nie odstrasza nawet kara pozbawienia wolności. Przed podjęciem decyzji inwestycyjnej należy dokładnie sprawdzić wybraną spółkę, jej przeszłość, rzeczywistą działalność i źródła przychodów. Brak sprawozdań finansowych za ostatnie lata powinien być pierwszym sygnałem ostrzegawczym. Kolejnym może być zmiana właściciela lub zysk pochodzący ze sprzedaży majątku spółki. Jeśli zabezpieczeniem obligacji jest poręczenie członków zarządu, to analizy wymagają również ich zasoby majątkowe.

Jakub Bartosiak z Kancelarii Michrowski Bartosiak Family Office
Jakub Bartosiak z Kancelarii Michrowski Bartosiak Family Office

Kondycja rynku

Warto wiedzieć o tym, że w ramach regulowanego rynku obligacji korporacyjnych – Catalyst – na koniec ub. roku niewykupione obligacje opiewały na kwotę ok. 140 mln zł. Na przełomie marca i kwietnia br. wzrosła ona już do prawie 200 mln zł. Z perspektywy całego rynku, wynoszącego ok. 86,5 mld zł, ww. suma może wydawać się dość niewielka. Jednak dla inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych, na których jest ona rozbita, z całą pewnością ma ogromne znaczenie.

Jednak dla osób fizycznych dużo ważniejsze są prywatne emisje obligacji niż publiczne, notowane na Catalyst. Są one kierowane jednorazowo do nie więcej niż 149 inwestorów, oferowane przez pośredników i innych doradców finansowych. W praktyce emisję może przeprowadzić każda spółka sp. z o.o. oraz akcyjna. I ten rynek faktycznie nie podlega nadzorowi. Jego wielkość, w tym skala niewypłacalności obligacji, jest nieznana.

Od czasu tzw. afery GetBack znacząco wzrosło zainteresowanie klientów kancelarii prawnych tematyką odzyskiwania roszczeń związanych z niewykupionymi obligacjami. Na tej podstawie można stwierdzić, że ten problem występuje bardzo często. Choć ryzyko nieudanej inwestycji zawsze istnieje, to na rynku widać także działania mogące świadczyć o celowym wprowadzaniu inwestorów w błąd, wyłącznie w celu osiągnięcia korzyści majątkowych. Art. 286 kodeksu karnego przewiduje za to karę pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Zgodnie z art. 294 kodeksu karnego, w przypadku znacznej wartości obligacji, tj. powyżej 200 tys. zł, sankcja zwiększa się do 10 lat.

W lipcu br. wejdą w życie przepisy znacząco utrudniające przeprowadzenie emisji prywatnych. Wszystkie będą wymagały pośrednictwa licencjonowanej firmy inwestycyjnej, czyli domu maklerskiego lub banku. Dla podmiotów emitujących papiery wartościowe będzie to oznaczało wyższe koszty. To może powstrzymać część nieuczciwych osób przed oszustwami. Ponadto wszyscy emitenci oraz wcześniejsze serie obligacji będą widoczne w rejestrze Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych. Łatwo będzie sprawdzić historię finansową danej spółki w zakresie tego, czy wywiązuje się z dotychczasowych zobowiązań.

Chociaż nadchodzą korzystne zmiany dla inwestorów indywidualnych, to trzeba jednak będzie poczekać od kilku do kilkunastu miesięcy na rzeczywiste efekty i reakcję rynku. Bez względu na to, jak dobrze zostały skonstruowane wskazane wyżej przepisy, zawsze znajdą się tacy, którzy będą chcieli je omijać. Dlatego inwestując w ten rynek, należy zachować szczególną ostrożność, dużo większą niż np. w przypadku lokat bankowych.

Z uwagi na obostrzenia i koszty zbliżone do emisji publicznych, istnieje ryzyko, że prywatne emisje zanikną w ciągu najbliższych 5 lat. Nowe przepisy zobowiążą emitentów do tego, by za pośrednictwem banków i domów maklerskich występowali do KDPW o rejestrację każdej emisji. Zwiększenie bezpieczeństwa będzie miało wpływ na koszt, szybkość i łatwość postępowania. Niektóre spółki zapewne zaczną więc szukać innych źródeł finansowania. Można przewidywać, że część emitentów zdecyduje się na przeprowadzenie publicznej emisji.

Wskazana ostrożność

Wchodząc w stosunki oparte na obligacjach, trzeba dokładnie sprawdzić emitenta, jego przeszłość, rzeczywistą działalność i źródła przychodów. Dużo informacji można uzyskać ze sprawozdań finansowych. Ich brak za ostatnie lata powinien być pierwszym sygnałem ostrzegawczym. Jeżeli okaże się, że ostatnio zmienił się właściciel firmy, to warto ustalić, jaka była tego przyczyna. Może się okazać, że rodzinna spółka z tzw. dobrą historią została wykupiona w celu dokonania oszustwa. Takie przypadki też są znane na rynku.

Należy również przeanalizować, w jaki sposób został wypracowany zysk, oczywiście jeśli w ogóle został wygenerowany. Jeśli pochodził ze sprzedaży wyposażenia firmy, to trzeba ustalić, czy dysponuje ona możliwościami prowadzenia dalszej działalności. Może np. zainwestować w nowe urządzenia, ale taka sytuacja jest już mocno podejrzana. Warto też pamiętać o tym, że samochody czy sprzęty biurowe nie gwarantują odzyskania ewentualnych należności, gdyż dosyć szybko tracą na wartości.

Koniecznie należy sprawdzić, jakiego rodzaju zabezpieczenie może zaoferować spółka. Jeśli jest to poręczenie prezesa, to analizy wymaga cały jego osobisty majątek. Przy tym warto ocenić szczególnie płynność finansową i przewidzieć zachowanie wartości zgromadzonego kapitału w dłuższej perspektywie czasu. Gdyby ta osoba nie chciała ujawnić tego typu informacji, to powinno być przesłanką do rezygnacji z inwestycji. Jeżeli nie dysponuje ona odpowiednimi środkami własnymi, to zabezpieczenie faktycznie nie istnieje.

Trzeba dobrze poznać specyfikę danego rynku, na którym funkcjonuje emitent. Warto ustalić, jaka jest jego pozycja w branży, a także zbadać potencjał do dalszego rozwoju. Jeżeli emitował już obligacje, to należy sprawdzić, czy zostały spłacone i w jakim czasie to nastąpiło. Nie zaszkodzi też poszukać opinii na temat firmy, m.in. na forach internetowych, a także skonsultować się z podmiotami specjalizującymi się w tego typu sprawach.

Warto pamiętać o tym, że inwestycja w uznane spółki zwykle daje mniejsze zyski, ale z reguły jest pewniejsza. Oczywiście znane są przypadki bankructw dużych graczy. Jednak zdarza się to niezmiernie rzadko i to w szczególnych okolicznościach. W takich sytuacjach inwestorom łatwiej jest przyjąć stratę finansową niż świadomość tego, że zostali zwyczajnie wprowadzeni w błąd. Ryzyko oszustwa można zminimalizować poprzez dogłębną analizę emitenta. Ale to wymaga czasu i doświadczenia.

Wielu początkujących inwestorów za szybko podejmuje decyzje o zakupie konkretnych papierów wartościowych. Zdarza się to też osobom, które mają już pewne osiągnięcia na tym polu. Trzeba stale przypominać o tym, żeby nie działać pod wpływem impulsu albo mody na inwestowanie w spółki na określonym rynku. Należy także pamiętać, że pozytywnie zakończona emisja obligacji nie gwarantuje sukcesu kolejnych serii. W przypadku oszustw zdarza się, że spółka emituje papiery o niewielkiej wartości, by zdobyć wiarygodność. Następnie sprzedaje zadowolonym inwestorom kolejną, większą emisję, której już nie spłaca.

Pośrednicy na ogół otrzymują prowizję od sprzedanych obligacji. Jednak w praktyce trudno jest im przypisać jakąkolwiek odpowiedzialność finansową. Ciąży ona głównie na emitentach. Jeśli inwestorowi brakuje czasu na analizę, to już powinien zachować czujność. Obligacje to nie loteria. Obecnie oprocentowanie mieści się w granicach kilku procent, więc nie jest to okazja życia, której nie da się powtórzyć. Na rynku inwestycyjnym brak straty całego kapitału to również zysk.

Autorem publikacji jest adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii Michrowski Bartosiak Family Office

Agility podsumowuje I kwartał 2019 na świecie i w Polsce

Agility, czołowy globalny operator logistyczny, opublikował wyniki finansowe za I kwartał 2019 roku i podsumował działalność na świecie i w Polsce. Zysk wyniósł 20,3 mln KWD* (66,8 mln USD) i wzrósł o 7,3 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2018 (po odliczeniu wpływu IFRS-16, wzrost wyniósł 10,2 proc.). Przychody osiągnęły poziom 378,8 mln KWD (1,2 mld USD), a zysk operacyjny (EBITDA) 46,3 mln KWD (152,4 mln USD), co przekłada się na wzrost odpowiednio o 1,9 proc. i 22,8 proc. W Polsce firma odnotowała dwucyfrowe wzrosty we wszystkich obszarach działalności.

Skonsolidowane wyniki Agility

„To kolejny dobry początek roku dla Agility, mimo zauważalnego spowolnienia. Dostrzegamy poprawę we wszystkich obszarach i wkładamy dużo wysiłku w to, aby osiągać wyznaczone cele. Jak pokazują nasze raporty, zysk EBITDA wzrósł o 22,8 proc., a zysk netto poprawił się o 7,3 proc.” mówi Tarek Sultan, wiceprzewodniczący rady nadzorczej i CEO Agility.

Sultan podkreślił, że Agility GIL, podstawowa jednostka biznesowa, konsekwentnie inwestuje w transformację cyfrową, która ma zapewnić jej wiodącą pozycję gwarantującą długoterminowe sukcesy i przewagę na rynku. Dodał też, że Agility kontynuuje inwestycje w spółki z grupy Infrastructure, realizujące strategię stabilnego wzrostu.

Agility GIL

Po odliczeniu wpływu IFRS16, w I kw. Agility GIL odnotowało zysk operacyjny EBITDA na poziomie 6,8 mln KWD (22,3 mln USD), niższy o 9 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Spadek wiąże się z kosztami transformacji cyfrowej i poniesionych inwestycji. Przychody wyniosły 275 mln KWD (905,3 mln USD), o 1,1 proc. mniej w porównaniu z I kw. 2018. Przy stałym kursie walut przychody GIL wzrosły o 3,4 proc. Przychody netto wyniosły 65,4 mln KWD (215,3 mln USD) i zwiększyły się o 1,2 proc. w stosunku do I kw. 2018. (po doliczeniu IFRS-16). Wzrost przychodów netto firma zawdzięcza wynikom osiągniętym we frachcie morskim i logistyce kontraktowej, co zrekompensowało spadki w logistyce projektowej i transporcie drogowym. Przy stałym kursie walut, wzrost przychodów netto GIL wyniósł 5,1 proc. Ogólna marża GIL osiągnęła poziom 23,8 proc. wobec ubiegłorocznych 23,3 proc.

W I kw. tonaż przesyłek lotniczych zwiększył się o 5,2 proc. Firma odnotowała wzrost frachtu lotniczego na wielu szlakach handlowych i różnych kanałach sprzedaży, dzięki bardzo dobrej współpracy ze strategicznymi klientami. We frachcie morskim wzrost przychodów netto wynika z poprawy zyskowności i zwiększenia TEU o 2,3 proc. Stabilne wyniki odnotowane we wszystkich krajach i kanałach sprzedaży są rezultatem wzrostu liczby przesyłek. Agility osiągnęło też dobre wyniki w logistyce kontraktowej, przy wzroście przychodów o 3,6 proc. Rozwój i wzrost marży napędzały działania na Bliskim Wschodzie i Afryce.

Strategia cyfrowa Agility GIL zakłada rozwój systemów i technologii umożliwiających poprawę produktywności i zapewniających firmie pozycję wiodącego innowatora w branży. Przyspieszenie transformacji cyfrowej pozwoli usprawnić komunikację między klientami i dostawcami, wprowadzić kolejne innowacyjne rozwiązania, podnieść wydajność procesów i zyskać wszechstronną wiedzę biznesową.

Grupa Infrastructure (ALP, TRISTAR, NAS, UPAC, GCS)

W I kw. EBIDTA grupy Infrastructure wzrosła o 7,4 proc. do 32,5 mln KWD (106,9 mln USD), po odliczeniu wpływu IFRS 16, przychody zwiększyły się o 10,7 proc. Agility Logistics Parks (ALP) odnotował wzrost przychodów o 23 proc, głównie dzięki wynikom nowych centrów logistycznych oraz poprawie wydajności i zyskowności uruchomionych wcześniej. ALP planuje otwarcie magazynów o powierzchni 150 tys. m², głównie w Arabii Saudyjskiej i Afryce. Firma przewiduje też rozpoczęcie budowy kolejnych o powierzchni 275 tys. m². W Ghanie, Mozambiku i na Wybrzeżu Kości Słoniowej budowane są obiekty o łącznej powierzchni 68 tys. m², w Nigerii 36 tys. m², a do 2020 roku planowane jest otwarcie kolejnych magazynów o powierzchni 100 tys. m². Tristar, zintegrowany operator logistyczny, zajmujący się logistyką paliw płynnych, zanotował wzrost przychodów o 13,3 proc. Firma podpisała umowę czarterową z koncernem Shell na dostawy paliwa sześcioma tankowcami średniego zasięgu od 2020 roku. National Aviation Services (NAS), najszybciej rozwijający się dostawca usług lotniczych na rynkach wschodzących, zwiększył przychody o 3,5 proc. NAS realizuje strategię rozwoju ukierunkowaną na budowanie pozycji lidera w Afryce. Na Wybrzeżu Kości Słoniowej NAS odnotował dwucyfrowy wzrost; w Egipcie poprawił wyniki dzięki otwarciu business lounge w Kairze, a oddziały w Tanzanii i Maroku odczuwają pierwsze efekty restrukturyzacji. Wyniki NAS Uganda pozostają poniżej prognoz, co wynika z ograniczenia współpracy z ONZ i zmniejszenia liczby lotów komercyjnych. Przychody United Projects for Aviation Services Company (UPAC), zarządzającej nieruchomościami w Kuwejcie, zmniejszyły się o 9,2 proc, m.in. z powodu spadku liczby lotów na Sheikh Saad Terminal. W Abu Zabi trwa budowa wartego 1,2 mld USD centrum Reem Mall, które ma stać się dużą atrakcją w regionie. Otwarcie zaplanowano na 2020 rok. GCS, specjalizująca się w modernizacji rozwiązań celnych, odnotowała 6,8 proc. wzrost przychodów, głównie dzięki działalności w Kuwejcie.

Dynamiczny początek roku dla Agility Logistics w Polsce

Początek roku był również bardzo dobry dla polskiego oddziału Agility Logistics. W I kw. osiągnięty zysk brutto wzrósł o 22 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2018 roku. We wszystkich obszarach działalności firma odnotowała dwucyfrowe wzrosty – w spedycji morskiej na poziomie 29 proc., lotniczej 26 proc., a drogowej i kolejowej 16 proc. Polski oddział Agility Logistics podpisał też nowe kontrakty z firmami z branży przemysłowej i technologicznej.

– W tym roku stawiamy na wzmocnienie pozycji na rynku jako globalnego operatora logistycznego, wyspecjalizowanego w obsłudze rynków wschodzących, lidera cyfryzacji usług logistycznych i wykorzystania nowoczesnych technologii. Spodziewamy się dalszego wzrostu we wszystkich segmentach usług, zwłaszcza w obszarze transportu lotniczego i morskiego. W najbliższym czasie chcemy też wzmocnić dział spedycji morskiej. Tak jak w poprzednich latach, będziemy inwestować w rozwój naszych pracowników. Już teraz planujemy rozpoczęcie nowego programu szkoleń dla działów operacyjnych i sprzedaży – zapowiada Karolina Gasińska-Byczkowska, country manager Agility Logistics w Polsce.

Podsumowanie

„Mamy jasną i spójną strategię rozwoju, która w kolejnych latach zapewni nam osiąganie coraz lepszych wyników. Rok 2019 rozpoczęliśmy bardzo dobrze. Agility zamierza inwestować w dalszą transformację biznesu, co w przyszłości zagwarantuje nam doskonałość operacyjną” podsumował Tarek Sultan.

*KWD – dinar kuwejcki

USA na nowym szlaku? Ukraina nie zmienia kierunku

Amerykańskie podejście do polityki stóp procentowych ulega przewartościowaniu. Jeszcze nie tak dawno chciano dalej podnosić stopy, podczas gdy większość świata utrzymywała je na niezmienionym poziomie. Dzisiaj ta różnica w nastawieniu (do jednego z najistotniejszych czynników w gospodarce) coraz bardziej ciąży relatywnie mocnemu dolarowi, a wskaźniki makroekonomiczne w dużej mierze uzasadniają zmianę podejścia.

Czy FED zadowoli inwestorów?

Patrząc na kontrakty terminowe na stopę procentową, wyraźnie widać, że inwestorzy spodziewają się obniżek tego narzędzia polityki pieniężnej. Powodów jest kilka, ale jeden najważniejszy: prognozy wzrostu rozminęły się z rozbudzonymi oczekiwaniami. Patrząc na notowania wspomnianych już kontraktów, widać, że prawdopodobieństwo spadku stóp w perspektywie września przekroczyło 50%, a w perspektywie półrocznej 80%. Co to oznacza dla rynków walutowych? Im wyższe stopy, tym mocniejsza waluta. Z kolei niższe wskaźniki osłabiają pieniądz. W rezultacie znika bodziec umacniający dolara względem głównym walut. Nie oznacza to wcale, że już zaraz dolar będzie tani. Wszakże w Europie też nie widać powodów, dla których euro miałoby iść w górę.

Ukraina nie zmienia kierunku

Nowy prezydent Wołodymyr Zełenski potwierdził podtrzymanie współpracy z MFW. Ukraina korzysta obecnie z bardzo dużej linii kredytowej, której warunkiem jest przeprowadzanie kolejnych reform. Obecnie najważniejsze pole to działania antykorupcyjne. Poprzednie rozwiązania legislacyjne kilka miesięcy temu zostały uznane za niezgodne z konstytucją i przestały obowiązywać. Ze względu na rozwiązanie parlamentu i przedterminowe wybory nie widać okazji do uchwalenia nowego prawa w najbliższym czasie, pomimo gotowego projektu. Oznacza to, że kolejna transza pomocy zostanie prawdopodobnie wypłacona dopiero po decyzji obywateli co do kształtu nowej Rady Najwyższej. Mimo wszystko inwestorzy wierzą w Ukrainę. Hrywna jest najdroższa od połowy 2017 roku.

Radość Szwajcarów zmartwieniem innych

Wczoraj poznaliśmy dane na temat wzrostu PKB w Szwajcarii. Tamtejsza gospodarka rośnie w ciągu roku o 1,7% wobec oczekiwanego 1%. Są to bardzo dobre dane, ale dla Helwetów. Wzrost gospodarczy powoduje, że kraj staje się atrakcyjniejszy dla inwestorów. Skoro ktoś chce lokować środki w tym alpejskim kraju, to musi kupić franki szwajcarskie. Skoro coraz więcej ludzi kupuje tę walutę, to kurs CHF idzie w górę. W rezultacie dobre dane z tamtejszej gospodarki stają się problem dla kredytobiorców walutowych, którzy muszą się liczyć z rosnącymi ratami swoich kredytów.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 16:00 – Kanada – decyzja Banku Kanady w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Gospodarczo rozminęliśmy się z Niemcami, ale eksportowi nie musi to zaszkodzić

Ścieżki dynamiki polskiej i niemieckiej produkcji oraz eksportu wyraźnie się rozeszły. Luka we wzroście produkcji osiągnęła historycznie duże rozmiary. I choć gospodarka naszego zachodniego sąsiada dostała zadyszki, to na razie krajowa sprzedaż w tym kierunku kwitnie i z dużym prawdopodobieństwem będzie kwitła nadal – tak wskazują eksperci Santander Bank Polska.

W ostatnich szacunkach, dotyczących tempa wzrostu PKB Niemiec w 2019 r., Komisja Europejska obniżyła swoją prognozę do zaledwie 0,5% (z 1,1%). Także niemiecki rząd wskazuje, że PKB kraju może w tym roku zanotować najwolniejsze tempo wzrostu od blisko 6 lat. Jednakże, mimo mało optymistycznych prognoz, popyt kraju za Odrą na polskie towary pozostaje mocny. Niemcy osłaniają Polskę od istotnego wyhamowania w eksporcie, podczas gdy pozostałe kluczowe gospodarki UE grają w przeciwną stronę.

Nastawienie biznesu vs. dane makroekonomiczne

W ubiegłorocznym badaniu Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej (AHK Polska)1] polskie firmy działające  w Niemczech optymistycznie oceniły swoje perspektywy na tym rynku na 2019 r. Prawie połowa badanych przedsiębiorców (45,7%) była zdania, że są one lepsze niż w roku 2018. Nieco więcej, bo 51,4% firm uważało, że pozostaną one bez zmian. Wśród respondentów ubyło pesymistów, odsetek wskazań dla słabszych perspektyw wynosił tylko 2,9% (w 2017 r. natomiast 5,7%). – Polskie firmy czują się na rynku zachodniego sąsiada coraz pewniej. Aż 97% ankietowanych przez nas przedsiębiorców podkreśla, że powtórzyłoby aktualnie decyzję o wejściu na ten rynek – mówi Katarzyna Soszka-Ogrodnik z Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej (AHK Polska).

Czy obecne sygnały o spowolnieniu za Odrą sugerują, że optymizm zadeklarowany pod koniec minionego roku przez polskie firmy był wielką pomyłką? Niekoniecznie. – Niemiecka gospodarka cierpi z powodu słabości sektora eksportowego, natomiast jej popyt wewnętrzny pozostaje dość silny, prowadząc do stabilnego popytu na produkty finalne dla konsumentów, których Polska jest ważnym europejskim dostawcą. Mimo niższych prognoz wzrostu dla Niemiec, popyt tego kraju na polskie towary pozostaje mocny. Dane handlowe z lat 2008-2010 pokazują, że polskie firmy potrafią zwiększyć swój udział w rynkach strefy euro, a szczególnie u naszego zachodniego sąsiada, w czasie spowolnienia czy recesji w Europie. Takie okresowe wzrosty udziału Polski w niemieckim imporcie są widoczne zwłaszcza w handlu dobrami konsumenckimi: trwałymi i półtrwałymi. W okresach kiedy znaczenia nabiera pilnowanie wydatków, wiele firm może zainteresować się polską ofertą i w ramach cięcia kosztów wybrać polskich dostawców – podkreśla Piotr Bielski, szef Departamentu Analiz Ekonomicznych Santander Bank Polska. Eksperci banku zwracają szczególną uwagę na rolę polskiego sektora automotive: w 2018 r. polski udział w niemieckim rynku pojazdów o przeznaczeniu przemysłowym, który zwykle wynosił 2-3%, zwiększył się czterokrotnie.

Zalety biznesu za Odrą

Niemcy są dla polskiej gospodarki najbardziej znaczącym rynkiem zbytu, bo trafia tam 28,2% całego krajowego eksportu. W 2017 r. było to 27,5%. Dla porównania, drugi najważniejszy rynek zbytu (Czechy) odpowiadał w minionym roku za „tylko” 6,4%. – Działalność w Niemczech ułatwiają uwarunkowania instytucjonalne i polityka gospodarcza tego kraju. Wśród nich wskazać można m.in. na przychylność administracji publicznej we współpracy z przedsiębiorcami, przewidywalność prawa regulującego obrót gospodarczy oraz dostęp do środków pomocowych – podkreśla przedstawicielka Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej (AHK Polska). – Niemcy są naturalnym kierunkiem ekspansji dla polskich firm, chociażby ze względu na bliskość geograficzną czy wielkość i chłonność rynku. Przedsiębiorców za Odrę przyciąga także jakość infrastruktury, dyscyplina płatnicza i przewidywalność polityki gospodarczej – dodaje Robert Trawiński, menedżer międzynarodowej bankowości korporacyjnej Santander Bank Polska.

Instytucje wspierające eksport nie zmieniają nastawienia do Niemiec

Impet polskiej ekspansji na niemieckim rynku to także zasługa instytucji wspierających eksport. Cały czas oferują one mnóstwo ułatwień, narzędzi oraz usług skierowanych do przedsiębiorstw działających właśnie na tym rynku. Santander Bank Polska regularnie organizuje w ramach swojego Programu Rozwoju Eksportu misje handlowe i spotkania poświęcone rynkowi za Odrą. Dzięki współpracy z Santander Deutschland ma też w ofercie specjalne produkty, oferowane wyłącznie firmom eksportującym do Niemiec. Przykładem jest bezregresowe finansowanie wierzytelności eksportowych. Cały pakiet interesujących projektów eksporterzy mogą znaleźć także w ofercie Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej (AHK Polska).

Dywergencja Polska-Niemcy: czy może trwać?

Piotr Bielski, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych Santander Bank Polska
Piotr Bielski, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych Santander Bank Polska

Piotr Bielski, Szef Departamentu Analiz Ekonomicznych Santander Bank Polska:

Ścieżki dynamiki polskiej i niemieckiej produkcji oraz eksportu wyraźnie się rozeszły. Luka we wzroście produkcji osiągnęła historycznie duże rozmiary. Zwykle korelacja jest wysoka ze względu na silne powiązania handlowe, które sprawiają, że oba kraje mają zbliżone cykle koniunkturalne. Niemcy to bowiem główny odbiorca polskich towarów, ale i dostawca naszego kraju. Polska przyjmuje z kolei 4% niemieckiego eksportu i jest czwartym największym dostawcą na tym rynku. Jednakże wskaźniki aktywności ekonomicznej obu krajów mogą się czasami rozejść, tak jak obecnie. W 2012-2013 dynamika polskiego eksportu uniknęła wyhamowania przez spowolnienie w Niemczech (i strefie euro) dzięki ukierunkowaniu się bardziej na kraje regionu i wschodnich sąsiadów. Przełożyło się to też na szybszy wzrost produkcji niż w Niemczech. Tym razem powodem rozejścia się ścieżek jest raczej najwyraźniej siła polskiego popytu wewnętrznego, niż dywersyfikacja w handlu (ta również działa, ale na mniejszą skalę). W 2018 r. po raz pierwszy od wielu lat doszło do spadku relacji wartości eksportu do produkcji, co sygnalizuje rosnące znaczenie rynku krajowego względem popytu zewnętrznego. Co więcej, krajowa część książki zamówień polskiego przemysłu rośnie szybciej niż zamówienia z zagranicy. Dane GUS pokazują, że tempo wzrostu łącznej wartości nowych zamówień przewyższa wzrost składnika opisującego zamówienia nie-krajowe. W marcu br. wystąpiła najwyższa w historii różnica między wskaźnikami ESI, opisującymi zamówienia w przemyśle ogółem i same zamówienia eksportowe. Luka w aktywności gospodarczej między Polską a Niemcami może się zatem utrzymać przez kolejny rok za sprawą silnego popytu krajowego, który wspierany będzie pakietem fiskalnym, ewentualnie luka zacznie się kurczyć dzięki odbiciu w Niemczech.

20+, 40+, 60+ – Co wiemy o pokoleniach Polaków w sieci? – Raport Gemius

Internetowa rewolucja, która dokonała się na naszych oczach w ciągu ostatnich 20 lat, wpłynęła na nasze przyzwyczajenia i styl życia w sposób fundamentalny. Z okazji 20-lecia istnienia firmy Gemius chcemy przyjrzeć się temu, jak wygląda konsumpcja internetu wśród trzech pokoleń Polaków: 20-latków, 40-latków oraz 60-latków. Gdzie możemy znaleźć podobieństwa a gdzie różnice w sposobie korzystania z tego medium?

40-latkowie grupą, która spędza w sieci najwięcej czasu

Według kwietniowych danych z badania Gemius/PBI, biorąc pod uwagę trzy pokolenia: 20+, 40+ oraz 60+, w sieci najliczniej reprezentowani są użytkownicy w wieku 40-49 lat. Stanowią oni 18,5% wszystkich internautów, generują także najwięcej odsłon (19,8%) oraz spędzają online najwięcej czasu (20,2%). Drugą najaktywniejszą grupą okazali się 20-latkowie, osiągający w powyższych kategoriach wyniki na poziomie ok. 17% (stanowią grupę 17% użytkowników sieci, generują 17,3% odsłon i spędzają online 17,5% czasu). Na miejscu trzecim – co nie jest zaskoczeniem – uplasowali się seniorzy, czyli użytkownicy w wieku 60+. Stanowią oni grupę 10,7% internautów, którzy generują 11% wszystkich odsłon i spędzają w sieci prawie dwa razy mniej czasu niż 40-latkowie – 10,7%.40-latkowie grupą, która spędza w sieci najwięcej czasu

W sieci finanse przyciągają najstarszych, komunikatory – najmłodszych

Analizując zasięg poszczególnych kategorii stron dla trzech pokoleń internautów, w większości przypadków widać, że wszyscy spędzają czas w sieci na podobnych kategoriach witryn. W TOP 3 znajdziemy kolejno wyszukiwarki stron (98%), serwisy społecznościowe (90-93%) i serwisy pocztowe (84-85%). Co ciekawe, strony i aplikacje banków mają największy zasięg w grupie 60-69 – aż 81% internautów w tym wieku korzysta z bankowości internetowej. Im młodsza grupa, tym zasięg ten jest mniejszy: dla 40-49 jest to 78%, a w grupie 20-29 już tylko 73% internautów korzysta z bankowości online – ta różnica względem najstarszych wynosi ponad 7 punktów procentowych.

Między pokoleniami polskich internautów wyraźnie kształtują się również różnice dotyczące korzystania z komunikatorów. Jest to w większym stopniu domena młodszych – zasięg komunikatorów online w grupie 20-29 sięga 76%, a potem kolejno maleje: 74% w grupie 40-49 i 71% w grupie 60-69.W sieci finanse przyciągają najstarszych, komunikatory – najmłodszych

Mapy i lokalizatory to domena młodszych

Z danych z badania Gemius/PBI wynika, że z aplikacji i witryn w kategorii „Mapy i lokalizatory” najczęściej korzysta pokolenie 20-29. Wśród 3,7 mln użytkowników w tym przedziale wiekowym średni miesięczny czas korzystania to 24 minuty. Spośród trzech pokoleń, najliczniejszą grupę stanowią użytkownicy w wieku 40-49 (4 mln), którzy na takich stronach i aplikacjach spędzają miesięcznie niewiele mniej czasu – średnio 22 minuty. Z kolei w najstarszym pokoleniu liczba użytkowników jest najmniejsza – 2,2 mln, a z map i lokalizatorów korzystają  w miesiącu średnio o 8 minut krócej niż grupa 40-49 – 16 min. Użytkownicy w wieku 60-69 lat spędzają też jednorazowo mniej czasu w tego rodzaju aplikacjach: 1,23 min, podczas gdy młodsze pokolenia średnio o 20 sekund więcej: w grupie 40-49 jest to 1 min 43 s., a 20-29 – 1 min 41 s.Mapy i lokalizatory to domena młodszych

20 lat firmy Gemius

Firma Gemius swoją działalność rozpoczęła w roku 1999 jako Global eMarketing. Cztery lata później zmieniła swoją nazwę na Gemius. W tym samym roku (2003) firma opracowała przełomową metodę badania internetu, która pozwala oszacować rzeczywistą liczbę użytkowników (Real Users) odwiedzających dane witryny oraz określić ich profil społeczno-demograficzny. Rok później Gemius rozpoczął trwającą do dziś współpracę z PBI, a w 2005 roku po raz pierwszy zostały opublikowane dane z badania Megapanel PBI/Gemius (dzisiaj znanego jako badanie Gemius/PBI). Badanie to stało się impulsem rozwoju polskiego internetu i do dziś służy reklamodawcom, agencjom reklamowym i domom mediowym do szacowania potencjału reklamowego stron WWW i planowania kampanii marketingowej online.

Od 2005 Gemius rozpoczął międzynarodową ekspansję, która do dziś obejmuje 25 krajów w Europie i na Bliskim Wschodzie. Firma sukcesywnie tworzyła także nowe narzędzia analityczne: w 2003 powstał gemiusDirrectEffect (narzędzie do pomiaru skuteczności kampanii online), w 2004 AdOcean (adserwer do kompleksowego zarządzania powierzchnią reklamową), w 2012 gemiusPrism (pomaga w analizowaniu zbiorów big data), w 2016 gemiusAdReal (monitoruje aktywność reklamową konkurencji w internecie i telewizji), a w 2018 gemiusPostBuy (cross-mediowo analizuje kampanię post-buy w oparciu o dane jednoźródłowe). Gemius został nagrodzony trzema statuetkami IAB Research Awards w kategorii Audience measurement w latach 2015, 2016 i 2017. W tegorocznej edycji konkursu jest nominowany w aż kategoriach.

Agenci wpływu w polityce, biznesie i marketingu

Agenci wpływu w polityce

Agenci wpływu w polityceDziś nikt nie ma wątpliwości, że bez względu na to, jak bardzo zaawansowane są środki techniczne i radioelektroniczne używane przez służby specjalne, nigdy nie zdołają one zastąpić tej jedynej w swoim rodzaju broni w walce o dominację w różnych obszarach światowego porządku w postaci tajnych agentów. Wszystkie światowe agencje wywiadowcze duże znaczenie przywiązują do pracy ze szczególnym rodzajem tajnych agentów, do pracy za pośrednictwem tzw. agentury wpływu, która w profesjonalnym slangu nazywana jest również źródłami specjalnie chronionymi. Agenci wpływu są najważniejszym instrumentem w realizacji zadań operacyjnych. Są „złotym” funduszem źródeł osobowych służb specjalnych każdego państwa.

Termin „agent wpływu” pojawił się całkiem niedawno i natychmiast stał się bardzo popularny. Jednak określana tym mianem kategoria specyficznej i szczególnie utajnionej agentury znana jest od tysięcy lat. W zależności od epoki, w której funkcjonowały osoby określane tym terminem, a także w zależności od kraju, z którego pochodziły, nazywano je w różny sposób. Zawsze jednak osoby te wyróżniały się pewnymi szczególnymi cechami, które odróżniały je od innych kategorii agentów. Były to głównie osoby szlachetnie urodzone, o wybitnych zdolnościach i atrakcyjnym wyglądzie. Osoby te, po starannym przygotowaniu pod wiarygodną „legendą”, były wysyłane do sąsiednich społeczności, plemion, państw z zadaniem zajęcia ważnych stanowisk w strukturach władzy potencjalnego przeciwnika, celem wpływania na jego zamiary i decyzje.

W terminologii amerykańskich służb specjalnych termin „agent wpływu” definiowany jest jako: „osoba, która może być używana do potajemnego wpływania na przedstawicieli obcych państw, organy kształtowania opinii publicznej, inne organizacje i wpływowe środowiska, aby przyczynić się do osiągnięcia celów rządu swojego kraju, lub osoba posiadająca możliwości do podejmowania konkretnych działań mających na celu wsparcie polityki zagranicznej swego państwa”.

W terminologii rosyjskich służb specjalnych, „agent wpływu” to: „pozyskany (zwerbowany) i przeszkolony przez służby specjalne, w zakresie prowadzenia działalności szpiegowskiej agent, zajmujący wysoką pozycję społeczną, który w ramach swojego oficjalnego stanowiska posiada możliwość, celowego, świadomego i niejawnego wpływania na ideologię, politykę, przebieg określonych wydarzeń, a także na działania aktywnej części społeczeństwa lub określonej grupy społecznej, na media, partie lub organizacje, przydatne z wywiadowczego punktu widzenia, lub który ma możliwość współdziałania z wywiadem w zakresie kształtowania pożądanych dla wywiadu opinii na konkretny temat”.

Współcześnie agentura wpływu z reguły nie jest lokowana lub werbowana w klasycznym rozumieniu tego słowa, ale jest cierpliwie i dyskretnie pozyskiwana lub z wielką starannością „wychowywana”. W zależności od okoliczności trwa to od kilku miesięcy do kilku lat. Wybór agentów i przebieg samych operacji wpływu realizowane są w ścisłej tajemnicy, pod ścisłym nadzorem służb specjalnych. Ostateczny cel takich operacji często jest ukrywany przed samym agentem wpływu (obiektem zainteresowania operacyjnego). W żargonie operacyjnym działania takie nazywane są „wykorzystaniem w ciemno”.

Finansowanie operacji wpływu realizowane jest w jeszcze bardziej zakonspirowany sposób. W tym celu wykorzystuje się m.in. oficjalny udział agenta wpływu w różnego rodzaju międzynarodowych konferencjach, podczas których przeprowadza płatne wykłady, członkostwo w fundacjach, towarzystwach przyjaźni, międzynarodowych stowarzyszeniach zawodowych, a także przyznanie oficjalnych nagród za działalność na rzecz pokoju, rozwoju stosunków bilateralnych itp.

Z pomocą agentów wpływu można tworzyć nie tylko politykę w ich własnych krajach, ale także wpływać na procesy geopolityczne – w końcu kraje te mają sojuszników, którzy słuchają ich opinii. Wreszcie, zarówno określone kraje, jak i ich sojusznicy mają głos w ONZ, a to już jest cały chór, którym de facto dyryguje służba specjalna kraju będącego mocodawcą agentów wpływu.

Kto może być „specjalnie chronionym źródłem”? Z kogo tworzy się aparat agentury wpływu? Na pierwszy rzut oka odpowiedź wydaje się prosta i jasna – z najbliższego otoczenia najwyższych urzędników państwowych, czyli z ich doradców, ministrów, polityków, działaczy państwowych i społecznych, słowem z ludzi na najwyższych szczeblach hierarchii państwowej, z których zdaniem liczą się premier i prezydent. Ta prostota jest jednak iluzoryczna, ponieważ zwykle mijają lata, zanim kandydat na agenta wpływu stanie się naprawdę cenny dla tej lub innej służby specjalnej.

Termin „agent wpływu” jest często używany do opisu zarówno osób fizycznych, jak i całych organizacji zaangażowanych w operacje wywierania wpływu. Jako agenci wpływu mogą być wykorzystywane organizacje o zasięgu krajowym lub międzynarodowym. Amerykańskie służby uważają, że przykładami takich organizacji działających na korzyść ZSRR w czasie zimnej wojny było wiele tzw. grup „pokojowych”, takich jak: Chrześcijańska Konferencja Pokojowa, Międzynarodowy Instytut Pokoju, Światowa Rada Pokoju, a także Światowa Federacja Związków Zawodowych. Jednostki bardzo często przystępują do takich organizacji w dobrej wierze, ale ich przynależność podlega pełnej infiltracji, a łącznie organizacja służy jako agent wpływu, reprezentując interesy zagranicznych elit.

Agenci wpływu w biznesie

Agenci wpływu w biznesie

Jak się okazuje, idea agentury wpływu z powodzeniem została przeniesiona do działalności gospodarczej i szeroko rozumianego biznesu. Przy czym możemy w tym wypadku mówić o przynajmniej dwóch rodzajach agentów wpływu działających na tym polu.

Pierwszy rodzaj, który można określić mianem korporacyjnego agenta wpływu, w zasadzie nie różni się od scharakteryzowanych wyżej agentów wpływu działających na rzecz konkretnych państw i ich służb specjalnych. Natomiast w nieco innym znaczeniu pojęcie „agent wpływu” wykorzystane jest w jednym z rodzajów działalności biznesowej, jakim jest marketing. Chociaż i tutaj istotna jest zasadnicza cecha, właściwa dla agentury wpływu z wielkiej polityki, tzn. możliwość wpływania na ludzi i ich postępowanie.

Korporacyjni agenci wpływu. Duże korporacje o zasięgu międzynarodowym działające w wielu krajach niekoniecznie sprzyjających państwu, z którego się wywodzą, aktywnie korzystają z bogatego doświadczenia agentów wpływu nie tylko dla uzyskania uprzywilejowanej pozycji na rynku, ale często również w celu wspierania interesów gospodarczych i politycznych swego kraju. Na pierwszym etapie z reguły korporacje te aktywnie wspierają, a nawet tworzą i finansują różnego rodzaju fundacje charytatywne i stowarzyszenia pomocy. W ten sposób jednocześnie realizują dwa cele: zyskują uznanie w społeczeństwie za pomoc w rozwiązywaniu istotnych problemów społecznych, a zarazem uzyskują dostęp do osób i instytucji ważnych z punktu widzenia ich działalności biznesowej. Fundusze, kluby dyskusyjne, komitety wsparcia określonych przedsięwzięć w pierwszym rzędzie orientują się na lobbowanie interesów samej korporacji. Agentów wpływu wykorzystuje się w celu ukazania aktywnego oddziaływania na struktury władzy państwowej i lokalnej, a także na różne kategorie grup społecznych. Ma to służyć budowie atmosfery sprzyjającej działalności korporacji i neutralizacji niekorzystnych dla niej czynników w danym środowisku.

Jednak najczęściej agentura wpływu zagranicznych korporacji powstaje poprzez tworzenie ich oddziałów w kraju kolejnej ekspansji lub wspólnych przedsięwzięć gospodarczych, których przeważająca większość pracowników, w tym kadra kierownicza wyższego szczebla, jest obywatelami kraju przyjmującego. Pracownicy ci, pracując w spółce joint venture lub w krajowym oddziale firmy zagranicznej, zyskują swego rodzaju „podwójne obywatelstwo”, ponieważ ich dobrobyt materialny zależy od dobrobytu macierzystej, zagranicznej spółki. Dlatego też, chcąc nie chcąc, ze względu na własne korzyści ekonomiczne, osoby te mają tendencję do faworyzowania interesów „ich” korporacji. W ten sposób w sytuacjach konfliktu sumienia, mając do wyboru dobro swojej ojczyzny lub własne dobro, najczęściej wybierają to drugie.

Podsumowując ten rodzaj działalności korporacyjnych agentów wpływu, można stwierdzić, że ze swojej istoty nie różni się on od działalności agentów wpływu kontrolowanych przez służby specjalne obcych państw w sferze polityki czy gospodarki. Różnice natomiast dotyczą dwóch istotnych kwestii, którymi są zleceniodawca i rodzaj realizowanych zadań. Korporacyjnemu agentowi wpływu zadania zlecają władze korporacji (najczęściej poprzez swoich przedstawicieli ds. bezpieczeństwa), a same zadania dotyczą przede wszystkim stworzenia warunków do bezproblemowej ekspansji firmy na rynku danego państwa. W tym celu korporacyjny agent wpływu „urabia” urzędników odpowiedzialnych za przyznanie korporacji określonych przywilejów, dba o pozytywny image firmy, przygotowuje „grunt” dla zdobycia intratnych kontraktów itp.

Równolegle w biznesie funkcjonuje jednak nieco inne pojęcie agenta wpływu, które odbiega od przedstawionego wyżej. Pojęcie to wiąże się ściśle z efektywnością działania firm na rynku i pojawiło się wraz z rozwojem sieci społecznościowych.

Agenci wpływu w marketingu

pracownik idealnyWspółczesny człowiek widzi codziennie od 4 do 10 tys. informacji reklamowych dziennie m.in. na ulicy, w smartfonie, w telewizji, radiu, w czasopismach. Aby przebić się przez ten nawał zachęt typu „kup właśnie teraz”, reklamy muszą być nie tylko oryginalne. Trzeba jeszcze wybrać tzw. częstotliwość, na której ta oryginalność zostanie zauważona. Ludzie coraz częściej blokują banery reklamowe – specjalne programy blokujące stosuje od 27 do 40% odbiorców Internetu na całym świecie. A często, jeśli reklam nie blokuje technologia, to blokuje je mózg. Można powiedzieć, że mamy wówczas do czynienia z tzw. reklamową ślepotą.

Rzeczywiście, większość z nas prawie nie zauważa reklam, jednak w dalszym ciągu dostrzegamy ludzi. Szczególnie tych, których znamy i których darzymy sympatią. Człowieka znanego nam z sieci społecznościowych często postrzegamy jako dobrego znajomego, przyjaciela i przyjmujemy jego rekomendacje.

Marketing realizowany przez agentów wpływu (influencerów, liderów opinii) okazuje się jednym z najbardziej niezawodnych kanałów reklamy. W 2017 r. firmy poświęciły na pracę z liderami opinii na samym tylko Instagramie 570 mln USD, a w 2018 r. było to już 1,6 mld USD. Do 2020 r. nakłady na ten rodzaj marketingu mogą wzrosnąć do 10 mld USD w skali globalnej.

Agent wpływu, influencer, lider opinii

To osoba, która wpływa na kształtowanie opinii swojego audytorium na temat określonych rzeczy, spraw, idei itp. Dla tegoż audytorium ogromne znaczenie ma to, jak influencer odnosi się do konkretnych kwestii, o jakich sprawach myśli poważnie, a które bagatelizuje. Liderzy opinii w sieciach społecznościowych wykorzystują swoją uprzywilejowaną pozycję, jako sposób rozpowszechniania informacji reklamowych pod postacią własnych wrażeń. Najczęściej liderzy opinii występują na Instagramie. Są to znani artyści, blogerzy, fotografowie itp.

Istota marketingu wpływu

Marketing wpływu to sposób promowania towarów i usług przez ludzi znanych ich potencjalnym nabywcom np. poprzez: gwiazdy ekranu i estrady, blogerów, znane w wąskich kręgach osobistości. Najważniejsze jest, aby osoby te miały swoją publiczność (audytorium), dla której są autorytetem. W ramach tego marketingu agenci wpływu zajmują się ukrytą promocją towarów, usług, firm lub marek towarowych wśród swojego audytorium. Jednak publikowane przez nich informacje nie zawierają prymitywnego spamu. Pojawiają się w dyskretny sposób i w ukrytej formie. Główna różnica tego rodzaju usług od innych polega na swobodnej dyskusji, jaką ukryty reklamodawca prowadzi z potencjalnymi i aktywnymi konsumentami. Marketing wpływu (skryty marketing) ma szereg przewag nad innymi usługami SMM (Social Media Marketing)[1].

Aby marketing wpływu oddziaływał na potencjalnych nabywców, należy przestrzegać tzw. prawa 3R (Reach, Resonance, Relevance):

  • zasięg (ang. reach) – sposobność do przekazania określonej informacji grupie docelowej;
  • rezonans, oddźwięk (ang. resonance) – możliwość wpływania na potencjalnych klientów w określony sposób;
  • stosowność (ang. relevance) – siła związku pomiędzy agentem wpływu i jego audytorium (publicznością).

Marketing wpływu może być efektywny tylko w przypadku, jeżeli konkretna publiczność uważa danego lidera opinii za autorytet i ma zaufanie do jego punktu widzenia. Zdanie człowieka, którego znasz i szanujesz, zawsze było ważniejsze od opinii wyrażanych w telewizji.

Po raz pierwszy o fenomenie dwustopniowego strumienia informacji, który leży u podstaw marketingu wpływu, usłyszano w połowie XX wieku w USA, w związku z wyborami politycznymi. Socjologowie zaczęli badać, w jaki sposób opinia jednego wyborcy wpływa na decyzję drugiego. Psychologia wpływu szybko stała się jednym z częściej zgłębianych tematów w socjologii. Pierwsza książka na ten temat napisana przez Paula Lazarsfelda, Bernarda Berelsona i Hazel Gaudet pod nazwą „Wybór narodu” ukazała się w 1944 r. Wnioski tych badaczy okazały się bardzo przydatne nie tylko politykom, ale również marketingowcom. Okazało się, że zasady politycznej reklamy i promocji towarów są sobie bardzo bliskie.

Nowa era w rozwoju marketingu wpływu rozpoczęła się w drugiej połowie pierwszego dziesięciolecia XXI wieku w związku z rozwojem sieci socjalnych w Internecie. Socjolog Malcolm Gladwell przewidział ten rozwój już w 2000 r., w swojej książce „Moment przełomu”, w której wyjaśniał, dlaczego niektóre produkty zawojowują cały świat jak wirusy, a inne nie.

Gladwell wyróżnił trzy typy ludzi niezbędnych do tego, aby określona idea mogła się szybko rozprzestrzeniać. Nazwał ich kolejno:

  • Sumator (ang. combiner) – człowiek, który posiada setki i tysiące znajomych, a także ludzi, z którymi choćby raz się spotkał;
  • Ekspert (ang. expert) – człowiek, który gromadzi informacje i aktywnie się nimi dzieli;
  • Sprzedawca (ang. seller) – człowiek, który przekonuje nawet tych, którzy nieszczególnie chcą wierzyć.

Gladwell twierdził, że do tego, aby idea rozprzestrzeniała się jak wirusy, potrzebni są ludzie ww. trzech typów. Jednak praktyka pokazuje, że wystarczy jeden człowiek skupiający w sobie wymienione cechy. Takim człowiekiem jest właśnie agent wpływu – influencer. Posiada mnóstwo znajomych, jego opinia traktowana jest jako ekspercka i faktycznie sam sprzedaje towary, testując je na sobie, czym zyskuje zaufanie.

Marketing wpływu (ukryty marketing) realizowany jest za pomocą forów internetowych prowadzonych przez agentów wpływu:

  • osoby realne o znanych i wpływowych nazwiskach, popularnych blogerów – posiadacze własnych kont w sieciach, których strony liczą setki i tysiące odwiedzających. Blogerzy prowadzą działalność w blogosferze pod własnymi nazwiskami i we własnym imieniu;
  • osoby stworzone przez firmy z wymyślonymi danymi osobowymi i historiami życiowymi. W ich imieniu prowadzone są dyskusje w sieciach społecznościowych.

Jak wynika z powyższego, sam agent wpływu nie musi być realnym człowiekiem. Wirtualna modelka Miguela Sousa ma już ponad 1,5 mln polubień i współpracuje ze znanymi markami modowymi.

Agencje zajmujące się kreowaniem wirtualnych agentów wpływu wypracowały swego rodzaju procedury ich tworzenia i wykorzystywania. Dla każdego projektu marketingowego zaleca się stworzyć kilku agentów wpływu. Tym wirtualnym osobom należy przygotować stosowną legendę obejmującą indywidualną historię życia, charakter, sposób bycia i historię współpracy z określoną marką. Na kilka tygodni przed startem projektu agentów należy zarejestrować w sieciach społecznościowych. Każdemu przypisuje się własny adres poczty internetowej i adres IP. Ważne jest, aby „osoby” te nie zostały stworzone jednego dnia, ponieważ wiele platform obok komentarzy użytkowników zamieszcza daty ich rejestracji. Posiadanie wieloletniej rejestracji na danym forum daje jego użytkownikowi status „staruszka”, co powoduje, że jego rady będą cieszyć się większym uznaniem i nie będą wzbudzać podejrzeń. Agencje, które od wielu lat pracują w dziedzinie SMM, mają często własną bazę kont zarejestrowanych „osób” we wszystkich sieciach społecznościowych, a także na licznych forach o różnorodnej tematyce. Jeżeli w trakcie realizacji określonego projektu promocyjnego potrzebni są dodatkowi agenci wpływu, agencje te wykupują starsze domeny u różnych użytkowników platform. Konto każdej osoby powinno być zgodne z osobistym profilem grupy docelowej (wiek, płeć, poziom życia itp.) i odpowiadać postawionym zadaniom.

Agentów wpływu – influencerów w sieciach socjalnych specjaliści dzielą na cztery rodzaje:

  • megainfluencer – posiada publiczność (audytorium) powyżej 1 mln ludzi. Należą do nich gwiazdy, uczeni, politycy, biznesmeni. Jego audytorium, z którym nie posiada bliższych kontaktów, jest liczne, ale zróżnicowane. Koszty reklamy z wykorzystaniem takich agentów wpływu są ogromne. Dla przykładu amerykańska modelka i celebrytka Kylie Jenner za jeden post na Instagramie otrzymuje 1 mln USD;
  • makroinfluencer – od 100 tys. do 1 mln obserwujących. Ten rodzaj influencera zwykle zdobywa popularność dzięki prowadzeniu blogów. Ich audytorium jest bardziej jednorodne, dzięki czemu łatwiej jest pod niego przygotować określone treści. Koszty ich wykorzystania są również mniejsze;
  • mikroinfluencer – od 10 do 100 tys. obserwujących, z którymi agent wpływu utrzymuje stosunkowo bliskie kontakty. Dokładność trafienia z promocją do właściwego audytorium (grupy docelowej) jest znacznie wyższa – reklama jest ok. 7 razy efektywniejsza niż w przypadku makroinfluencerów;
  • nanoinfluencer – do 10 tys. obserwujących. Influencer utrzymuje z nimi bliskie związki, Często lider opinii i osoby obserwujące jego wpisy znają się osobiście, w związku z czym zaufanie w tej grupie jest maksymalnie wysokie. Kampanie reklamowe z wykorzystaniem tego typu agentów wpływu są 10 razy efektywniejsze niż te organizowane z pomocą mikroinfluencerów. Ich publikacje (posty) to koszt ok. kilkuset USD.

Specjaliści od marketingu wpływu twierdzą, że aby poziom zaufania do danej strony rósł, agent wpływu powinien prowadzić dyskusje nie tylko na tzw. docelowej linii promocyjnej, ale również w ramach innych tematów realizowanych na danej platformie. Dopiero kiedy zbudowany zostanie autorytet użytkownika, a platforma oczyszczona z negatywnej informacji (o promowanym produkcie), można przystąpić do zamieszczania wiadomości reklamowych. Informację należy podawać w sposób maksymalnie realistyczny i wykorzystywać tzw. kotwice uwagi – specjalne symbole, słowa, techniki formatowania, które przyciągają uwagę czytającego w reżimie „skanowania” tekstu. Przyciąga to niezauważalnie dla czytającego jego uwagę do promowanego obiektu i jego cech pozytywnych. Ukryty marketing i promocja w sieciach społecznościowych potrafią nie tylko wpływać na opinię potencjalnych odbiorców o promowanym obiekcie, ale również ją kształtować.

A co robić, jak się nie uda? W pracy agenta wpływu w dziedzinie marketingu istnieje niemałe ryzyko bycia rozpoznanym. Cały proces stworzenia i wykorzystania agenta wpływu (tego wirtualnego) wymaga dłuższego czasu na jego przygotowanie, uzyskania nawyków anonimowego surfowania i rozumienia specyfiki pracy w przestrzeni społecznościowej. Nieobecność jednego z powyższych kryteriów powoduje obniżenie pozycji reklamowanego produktu na rynku, co skutkuje odejściem potencjalnego nabywcy do konkurencji.

Źródła:

  1. Rudenkina, A. Kerimov, Foreign agent of influence as a society management actor: methodological aspect, Management Issues/Voprosy Upravleniâ. 2016, Issue 6, p1-13. 13p

Agent of influence, From Infogalactic: the planetary knowledge core https://infogalactic.com/info/Agent_of_influence

https://alego.digital/smm/agent_vliyaniya/

https://l-a-b-a.com/blog/show/352

Autor:

radca prawny Robert Nogacki, Krzysztof Surdyk, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

[1] SMO (Social Media Optimization) i SMM (Social Media Marketing). SMO to to zbiór działań mających na celu promocję strony www przy wykorzystaniu mediów społecznościowych. W przypadku SMM internauci trafiają na interesujące ich treści dzięki poleceniu przez inne osoby. SMO i SMM stanowią ważny element strategii promocji produktów i usług.

 

Grupa OLX inwestuje w Kiwi Jobs

Kiwi Jobs, dynamicznie rozwijający się polski startup, oferujący aplikację do szukania pracy, która koncentruje się na segmencie pracowników blue collar, pozyskał nowego inwestora strategicznego – Grupę OLX, należącą do południowoafrykańskiej grupy medialno-technologicznej Naspers.

Od początku zespół Kiwi Jobs obrał sobie za cel usprawnienie procesu rekrutacji i poszukiwania pracy. Kiwi Jobs rozwiązuje problemy poszukujących pracy w segmencie blue collar takie jak np. brak podstawowych informacji w ogłoszeniu (typ umowy, wynagrodzenie, szczegółowa lokalizacja) czy brak informacji zwrotnej oraz problemy pracodawców takie jak np. duża ilość niedopasowanych aplikacji czy fakt, że 70-80 proc. kandydatów nie pojawia się na rozmowie kwalifikacyjnej. Kiwi Jobs kładzie duży nacisk na lokalność ofert pracy (sprawdzone oferty w bliskiej okolicy), transparentność (jawność wynagrodzenia czy typu umowy) i szybkość procesu rekrutacji (gwarantowana odpowiedź od pracodawcy w ciągu 48 godzin). Obecnie Kiwi Jobs działa wyłącznie w Warszawie, ale już niedługo pojawi się kolejnych dużych miastach Polski, w pierwszej kolejności we Wrocławiu i Krakowie.

Zdecydowaliśmy się na Grupę OLX jako inwestora strategicznego, bo mamy przekonanie, że zyskujemy partnera, który wierzy i będzie wspierał nas w realizacji naszej wizji. Równocześnie jednak pozwoli nam działać dalej niezależnie, zachowując nasz charakter oraz szybkość i elastyczność działania. Przygotowując się do transakcji mieliśmy okazję poznać bliżej zespół i kulturę firmy, co tylko utwierdziło nas w przekonaniu, że Grupa OLX jest najlepszym wyborem, a za jej sukcesem, podobnie jak sukcesem Kiwi Jobs, stoi świetny zespół, a dodatkowo wieloletnie doświadczenie”tłumaczy Katarzyna Godlewska założycielka i CEO Kiwi Jobs.

Grupa OLX Sp. z o.o. jest operatorem serwisów ogłoszeniowych OLX, Otomoto, Otodom i Fixly. Docierają one do ponad 15 mln użytkowników internetu. Serwis ogłoszeniowy pod marką OLX działa w Polsce od 14 kwietnia 2014 roku. W kategorii Praca dziennie szuka w nim zatrudnienia 300 tys. unikalnych użytkowników (dane PBI Gemius za kwiecień 2019).Widząc olbrzymi potencjał rozwoju Kiwi Jobs, zwłaszcza w czasach wymagającego, polskiego rynku pracy, Grupa OLX planuje wspólnie z twórcami startupu wzmocnić pozycję na rynku ogłoszeń o pracę w segmencie blue collar.

„Bezrobocie w Polsce wynosi dziś 5,9 proc., jest najniższe od 1989 roku. Rynek pracy rośnie bardzo dynamicznie, zmieniają się też potrzeby pracowników, którzy stawiają na transparentność procesu rekrutacyjnego i czas, w jakim się od odbywa. Z drugiej strony aż 60 proc. firm boryka się z problemem zatrudniania pracowników. Grupa OLX widzi ogromny potencjał tego rynku, a inwestycja w Kiwi Jobs wpisuje się w naszą długofalową wizję budowania ekosystemu produktów, które odpowiadają na różne potrzeby rekrutacyjne naszych klientów. Jesteśmy przekonani, że połączenie sił pozwoli nam wzmocnić naszą pozycję na rynku poszukiwania pracy i pomoże w dotarciu do nowej grupy użytkowników” – mówi Marcin Urbańczyk, General Manager Grupy OLX w Polsce.

Istotną przewagą, którą Kiwi Jobs posiada nad konkurencją, jest doświadczenie
i zaangażowanie twórców aplikacji, którzy przez lata tworzyli grupę Absolvent, jednego
z liderów rynku ogłoszeń o pracę w Polsce. Był to jeden z kluczowych aspektów, który wpłynął na zainteresowanie Grupy OLX polskim startupem.

Zespół Kiwi Jobs bardzo dobrze identyfikuje potrzeby rynku i w sprawny sposób wdraża rozwiązania w produkcie, który jest bardzo dobrze oceniany zarówno przez poszukujących pracy jak i pracodawców. Od pierwszej rozmowy z Katarzyną Godlewską, założycielką Kiwi Jobs, spodobał nam się cel, który obrała, czyli usprawnienie procesu rekrutacji i poszukiwania pracy na rynku blue collar. Wierzę, że wspierając już bardzo silny kompetencyjnie i zgrany zespół Kiwi Jobs doświadczeniem
i zasobami Grupy OLX, pomożemy mu mocno przyspieszyć realizację tej wizji”
– dodaje Urbańczyk.

Kiwi Jobs powstało w ramach Grupy Absolvent, w której skład wchodzą takie marki jak Absolvent.pl, Absolvent Talent Days czy Absolvent Consulting. Jesienią 2017 w Grupę Absolvent zainwestował Nomad Management GmbH, którego głównym udziałowcem jest Krajowy Fundusz Kapitałowy.

„Zainwestowaliśmy jeszcze w momencie, kiedy produkt nie był dostępny dla użytkowników czy klientów. Przekonało nas do tego wieloletnie doświadczenie, wcześniejsze sukcesy i pasja Katarzyny Godlewskiej i Dominika Wieganda, którzy zbudowali Grupę Absolvent i opracowali wizję rozwoju Kiwi Jobs. Po sprzedaży naszych udziałów w Kiwi Jobs Grupie OLX skoncentrujemy się na wspieraniu rozwoju pozostałych marek Grupy Absolvent.”mówi Sławomir Szczotka, Prezes Zarządu Nomad Management GmbH.

Druk 3D w samolotach, czyli polski wkład w rozwój branży lotniczej

Obniżenie wagi samolotu o jeden kilogram wystarczy do tego, aby maszyna w ciągu całego życia wyemitowała o 25 ton dwutlenku węgla mniej. Producenci szukają więc lżejszych i bardziej wytrzymałych materiałów. Z pomocą przychodzi im druk 3D, z którego dobrodziejstw już dziś korzystają najwięksi, czyli Airbus i Boeing.

Przewiduje się, że do 2021 r. 75% nowych samolotów komercyjnych i wojskowych będzie zawierać części drukowane w technologii 3D. Airbus w 2014 roku rozpoczął testy elementów tytanowych wyprodukowanych w taki sposób, od 2017 roku są one już na wyposażeniu samolotów seryjnych. W kabinach Airbusów A320 latających w barwach Finnair znajdują się widoczne dla pasażerów części z drukarek 3D – panele wypełniające luki w rzędzie schowków ponad siedzeniami.

Boeing od 1997 roku prowadzi prace badawczo-rozwojowe w dziedzinie zastosowania w produkcji samolotów technologii przyrostowej. Dziś dysponuje ponad 60000 części wydrukowanych w 3D. Można je znaleźć w maszynach komercyjnych i wojskowych.drukarki3D

Lżej znaczy ekonomiczniej

Elementy wydrukowane w 3D są o około 55% lżejsze od tych wytworzonych tradycyjnymi technikami. Dodatkowo pozwalają zmniejszyć zużycie materiału nawet o 90%. To dlatego technologia przyrostowa od lat przyciąga uwagę tuzów światowego przemysłu lotniczego. Wielkie koncerny i małe firmy z tej branży produkują w 3D części do samolotów i helikopterów, lżejsze i wydajniejsze silniki czy turbiny. Ze względów bezpieczeństwa w 3D nie drukuje się tak zwanych części krytycznych, narażonych na największe przeciążenia. Technologię tę wykorzystuje się za to między innymi do produkcji wsporników podtrzymujących różne instalacje w samolocie, ale też coraz częściej widocznych elementów kabiny. Boeing testuje obecnie wytwarzanie metodą 3D większych struktur, np. części skrzydeł.

Technologia 3D oszczędza czas i pieniądze. Co ciekawe, można ją wprowadzić do już eksploatowanych samolotów. Nie trzeba czekać latami, aż zostanie opracowana kolejna generacja maszyn. Bez trudu bowiem pozwala zastąpić część istniejącego modelu samolotu lżejszą wersją 3D. Jedną z jej zalet jest również to, że np. części zapasowe można zaprojektować wirtualnie, wydrukować, a następnie przetestować w bardzo krótkim czasie.

Materiał materiałowi nierówny

Nie ulega wątpliwości, że w branży lotniczej poza wagą części, przekładającą się na masę samolotu i tym samym na zużycie paliwa oraz emisję CO2 do atmosfery, ważną rolę odgrywają trwałe i bardzo mocne materiały, które wytrzymają duże obciążenia i zapewnią bezpieczeństwo. To głównie z tego powodu przez pierwsze lata producenci wytwarzali na drukarkach 3D przede wszystkim części plastikowe. Jednak wraz z rozwojem technologii 3D udoskonalane są także filamenty. Dziś w produkcji można używać już materiałów wzmacnianych między innymi włóknem szklanym lub węglowym, a to oznacza nowe obszary zastosowania wydrukowanych w 3D elementów w samolotach.

Nowe materiały wprowadza do swoich maszyn Airbus. Po raz pierwszy zainstalował wspornik tytanowy wytworzony na drukarce 3D w produkcji seryjnej samolotu A350 XWB. Wspornik jest częścią pylonu łączącego skrzydła z silnikami. Z kolei w niektórych samolotach testowych Airbus A320neo i A350 XWB zastosowane zostały wydrukowane w 3D metalowe wsporniki kabinowe i rury odpowietrzające.

– Producenci drukarek z uwagą śledzą potrzeby przemysłu, aby zaproponować użytkownikom swoich urządzeń rozwiązania dopasowane do ich rosnących potrzeb. Druk 3D jest wsparciem dla branży produkcyjnej, pozwala bowiem szybciej i taniej wytwarzać elementy maszyn, części zamienne czy nawet gotowe produkty małoseryjne bez strat materiałowych oraz o właściwie dowolnych kształtach. I co ważne – coraz wytrzymalsze. Najlepsze drukarki są wyposażone w wiele wymiennych głowic dopasowanych do rodzaju filamentu. Nowy, wytrzymalszy materiał nie wymaga wymiany całej drukarki, a jedynie zakupienia dodatkowej głowicy. To szybkie i łatwe do wdrożenia rozwiązanie – tłumaczy Sebastian Pietruszewski, Key Account Manager w firmie 3DGence, która produkuje przemysłowe drukarki 3D.

Polski wkład w rozwój branży lotniczej

Na polskim rynku lotniczym także nie brakuje przykładów zastosowań druku 3D. Firma MB Aerospace Poland specjalizuje się w zaawansowanej technologicznie obróbce cieplnej i powierzchniowej dla przemysłu lotniczego. Zajmuje się wprowadzaniem nowych produktów i wytwarzaniem części do produkcji silników samolotów. Ze względu na potrzeby sektora aerospace komponenty z aluminium, stali nierdzewnej czy superstopów na bazie niklu i tytanu, produkowane przez przedsiębiorstwo, muszą być wykonane niezwykle precyzyjnie. W niektórych fazach ich powstawania wdrożona została technologia druku 3D.

Firma stosuje wytwarzanie przyrostowe do produkcji elementów oprzyrządowania do mocowania części na maszynach CNC czy prototypów, a także do testowania nowych rozwiązań. Sama produkcja elementów oprzyrządowania specjalnego do mocowania części lotniczych na maszynach CNC wymaga dużego nakładu czasu i pieniędzy. Dzięki drukarce 3DGence ONE MB Aerospace tworzy m.in. tuleje rozprężne, stosowane w przyrządach tokarskich, które służą do mocowania części lotniczej podczas obróbki. Takie rozwiązanie to znaczna oszczędność.

Firma MB Aerospace z Rzeszowa za pomocą druku 3D wytworzyła też m.in. przyrządy z filamentu PLA, na których wykonywana jest operacja cechowania. Prototyp wydrukowany w 3D pozwolił następnie na wyprodukowanie gotowego elementu zabezpieczającego część przed uszkodzeniem, który pomaga eliminować drgania podczas obróbki. Cena podobnego przyrządu ze stali to około 2200 PLN, natomiast wydruk za pomocą technik addytywnych kosztował ok. 10 PLN.

Rewolucja 3D w branży lotniczej dokonuje się nie tylko dzięki producentom samolotów i ich części, ale też dzięki polskim firmom projektującym i wytwarzającym drukarki 3D. Na przykład współpracująca z MB Aerospace spółka 3DGence ma w swojej ofercie również urządzenie INDUSTRY F340, które pozwala drukować elementy z materiału PEEK. To filament o doskonałych własnościach mechanicznych oraz termicznych, od lat wykorzystywany w przemyśle lotniczym.

Niedawno opublikowane wyniki badania przeprowadzonego przez Research and Markets prognozują, że rynek druku 3D w przemyśle lotniczym do 2021 roku będzie rósł 23,01% rocznie. Już dziś branża z powodzeniem korzysta z technologii przyrostowej, a deklaracje gigantów pokazują, że przełomowych zastosowań druku 3D w sektorze będzie jeszcze więcej.

Poziom adaptacji usług chmury publicznej – raport IDG i Oktawave

  • Aż 93 proc. organizacji na świecie już używa lub planuje wdrożenie technologii chmurowych. W Polsce tylko 52 proc. firm wykorzystuje chmurę lub ma to w planach.
  • Połowa biznesów (48 proc.) uważa, że ich dane i systemy są bezpieczne w rękach certyfikowanych dostawców chmury.
  • Co trzecie z przedsiębiorstw (29 proc.) wybiera model hybrydowy łączący zalety modelu on-premise i chmury publicznej.
  • 1/3 przedsiębiorstw korzystających z chmury wdrożyła rozwiązania typu multicloud.
  • Wybór dostawcy chmury kierowany jest ofertą produktową, zaufaniem, a także dostępem specjalistów w zakresie architektury, migracji oraz utrzymania infrastruktury w chmurze.

Globalnie aż 93 proc. organizacji już używa lub planuje wdrożenie technologii chmurowych. W Polsce tymczasem zaledwie 52 proc. firm korzysta z chmury lub ma to w planach.

Prognozy są jednak optymistyczne: 22 proc. biznesów w Polsce jest na etapie planowania chmury, 6 proc. w trakcie implementacji, a 4 proc. już ją wdrożyła w środowisku testowym. Tak wynika z pierwszej części badania IDG „Chmura publiczna w Polsce 2019. Wykorzystanie, bezpieczeństwo, plany rozwoju”, gdzie analizie poddano poziom adaptacji usług chmurowych. Badanie zostało zrealizowane w partnerstwie z firmą Oktawave.

Analizując dane dotyczące poziomu adaptacji chmury obliczeniowej w Polsce można odnieść wrażenie, że nasz rynek jest daleko w tyle za krajami rozwiniętymi. Jednak jest to luka, którą możemy wypełnić w krótkim czasie, jeśli chcemy przyspieszyć innowacyjność technologiczną lokalnego biznesu, zwiększać jego bezpieczeństwo cyfrowe, i szybciej wprowadzać usługi lub produkty na rynek. Ponad połowa firm już dziś planuje wdrożyć cloud computing – mówi Michał Paschalis-Jakubowicz, CEO w Oktawave.

Bezpieczny krok w chmury

Obecnie jedna trzecia (31 proc.) wszystkich systemów małych, 23 proc. średnich i 17 proc. dużych firm, jest dostarczana z chmury publicznej. Połowa biznesów (48 proc.) jest pewna, że ich dane i systemy pozostają bezpieczne w rękach certyfikowanych dostawców chmury.

Mimo coraz popularniejszego wykorzystania rozwiązań typu multicloud, aż 72 proc. ankietowanych przedsiębiorstw nadal korzysta z usług jednego dostawcy. Tylko co trzecia firma wdrożyła technologię multicloud opartą na rozwiązaniach różnych firm.

–  Rozwiązania typu multicloud to kierunek, jaki warto obrać, chcąc zapewnić maksymalne bezpieczeństwo swoim danym i systemom w chmurze. Jest to idealne rozwiązanie dla graczy o zasięgu międzynarodowym, międzykontynentalnym lub globalnym. Korzystanie z usług kilku dostawców chmurowych wpływa pozytywnie na bezpieczeństwo biznesowe. Z kolei w sytuacji krytycznej, jedna chmura może błyskawicznie przejąć obowiązki innej, zapewniając tym samym ciągłość operacyjną – wyjaśnia Maciej Kuźniar, COO w Oktawave.

Chmura hybrydowa

Co trzecie z badanych przedsiębiorstw (29 proc.) przedsiębiorstw wybiera model hybrydowy łączący zalety rozwiązań wdrażanych on-premise oraz w publicznej chmurze obliczeniowej. Najczęściej korzystają z niego najmniejsze firmy (36 proc.). Zakłada on dostarczanie systemów i aplikacji z własnych serwerowni (on-premise) i publicznej chmury obliczeniowej w zależności od tego, które rozwiązanie wydaje się w danej chwili korzystniejsze z perspektywy uwarunkowań biznesowych, technologicznych i prawnych.

Chmura hybrydowa to dzisiaj naturalny wybór dla przedsiębiorstw, które operują zróżnicowanymi zasobami danych. Mając moc możliwości, nie trzeba od razu wszystkich krytycznych danych biznesowych umieszczać w jednej określonej chmurze. Można swoje dane podzielić i wypróbować na nich kilka różnych rozwiązań. Warto też inwestować w platformy i dostawców, którzy wesprą i ujednolicą zarządzenie takim wielochmurowym środowiskiem – podkreśla Stanisław Bochnak, Senior Business Solutions Strategist w VMware.

Przedsiębiorstwa chcą dziś powiększać swoje zasoby za pomocą infrastruktury chmury publicznej, nie porzucając przy tym dotychczasowych inwestycji w środowiska lokalne. Model chmury hybrydowej pozwala organizacjom IT bezproblemowo rozszerzać obciążenia lokalne na środowiska zewnętrzne, a tym samym w pełni wykorzystać elastyczność i wysoką skalowalność chmur publicznych – podsumowuje Adam Wojtkowski, Dyrektor Generalny na region Europy Środkowo-Wschodniej w Red Hat.

Dostawcy z chmur

Decyzje o wykorzystaniu rozwiązań chmurowych najczęściej kierowane są wewnętrzną polityką przedsiębiorstwa (35 proc.), podczas gdy odpowiednio 29 i 23 proc. ankietowanych firm zdecydowało o wyborze dostawcy na podstawie oferowanego wsparcia merytorycznego i technicznego w zakresie migracji oraz utrzymania infrastruktury IT. Z perspektywy firm działających na rodzimym rynku do ważnych kryteriów oceny usługi chmurowej należą lokalizacja centrów danych na terenie Polski (14 proc.) oraz możliwość kontaktu z dostawcą w języku polskim (12 proc.).

Co czwarte badane przedsiębiorstwo zdecydowało o wyborze dostawcy chmury publicznej, ponieważ oferował on wsparcie merytoryczne i technicznego na poziomie migracji i/lub utrzymania infrastruktury IT w chmurze.

Wykorzystanie przewag chmury

Które elementy chmury obliczeniowej firmy najczęściej wykorzystują? Są to aplikacje, jako usługi (61 proc.), do backup i archiwizacja danych (46 proc.) oraz instancje obliczeniowe (40 proc.). W wielu scenariuszach chmura w funkcji zapasowego centrum danych staje się krytycznym czynnikiem planu odzyskiwania po katastrofie (tzw. disaster-recovery) – co trzecia średnia lub duża firma wykorzystuje ją w tym celu. Z kolei małe firmy (52 proc.) chętniej korzystają z klasycznych instancji obliczeniowych niż średnie (42 proc.) i duże (40 proc.).

Obserwując rynek chmurowy przewiduję, że będziemy mieli tutaj podobną sytuację, jak w bankowości. Tam, dzięki wykorzystaniu innowacyjnych rozwiązań i przeskoczeniu kilku etapów rozwoju rynku, przeszliśmy błyskawicznie z poziomu 1.0 do 4.0. i jesteśmy jednym z europejskich liderów. Dokładnie tak samo możemy zrobić w przypadku korzystania z rozwiązań chmurowych. Ułatwiamy to zadanie, udostępniając zarówno własną certyfikowaną infrastrukturę, zlokalizowaną w Polsce, jak i rozwiązania globalne. Udzielamy też pełnego wsparcia na każdym etapie migracji do chmury i bierzemy na siebie utrzymanie zmigrowanej infrastruktury – podsumowuje Michał Paschalis-Jakubowicz, CEO w Oktawave.Infografika_raport

***

O raporcie:

Badanie „Chmura publiczna w Polsce 2019. Wykorzystanie, bezpieczeństwo, plany rozwoju”, przeprowadzone przez IDG Poland w marcu i kwietniu 2019 r. w partnerstwie z firmą Oktawave, miało na celu określenie poziomu wykorzystania publicznej chmury obliczeniowej w Polsce. Do wypełnienia ankiety zaproszono 676 przedstawicieli różnej wielkości przedsiębiorstw, z których: 324 podmiotów (48 proc.) nie korzysta, ani nie planuje wdrożenia publicznej chmury obliczeniowej. Firmy te zostały wyłączone z dalszej części badania. W grupie docelowej znalazły się 352 firmy działające na polskim rynku, które korzystają lub planują skorzystać z rozwiązań chmurowych. Zostały one podzielone na trzy kategorie ze względu na wielkość: małe firmy (10-50 zatrudnionych), średnie firmy (50-250) oraz największe przedsiębiorstwa i korporacje (powyżej 250 pracowników).

Mazowsze, Wielkopolska i Dolny Śląsk – tam pracuje najwięcej Ukraińców

W województwie mazowieckim pracuje aż jedna piąta wszystkich Ukraińców w Polsce – wynika z danych ZUS za I kwartał 2019 roku[1]. Na drugim miejscu jest Wielkopolska, w której zarejestrowanych jest 11% spośród sąsiadów ze Wschodu, a podium domyka Dolny Śląsk, z wynikiem 10%. Jak wskazują eksperci Personnel Service, cudzoziemcy, którzy pracują w tych regionach uzupełniają wakaty w usługach, handlu, budownictwie, rolnictwie i przemyśle.

Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service
Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service

Ukraińcy najczęściej wybierają miasta, w których pracuje już duża liczba ich rodaków. Tworzą się w ten sposób sieci rodzinno-przyjacielskie, dzięki którym przyjeżdżający do nas nowicjusze nie czują się wyobcowani, a proces asymilacji przebiega dużo łagodniej. Warszawa, jako stolica, jest najbardziej popularna z oczywistych względów: wysokiego popytu na pracowników i zarobków, ale to nie jedyne jej zalety. Stąd jest blisko na Ukrainę. Z tego samego powodu wśród mniejszych miast wybija się Lublin. W całym województwie lubelskim jest już niemal 12 tys. Ukraińców – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service, ekspert rynku pracy.

Ukraińcy lubią Warszawę i Poznań

Z danych ZUS za IQ 2019 wynika, że w regionie Mazowsza zarejestrowanych w ZUS jest prawie 162 tys. cudzoziemców, w tym 97,7 tys. Ukraińców. To najwięcej w skali kraju. Podobnie wygląda sytuacja z Białorusinami i Wietnamczykami – największe grupy z tych państw pracują w województwie mazowieckim. Białorusinów jest aż 13,5 tys., a Wietnamczyków 6,2 tys. Obcokrajowcy zajmują tu przede wszystkim wakaty w branżach takich jak rolnictwo i ogrodnictwo, ale również handel i przemysł.

Drugie miejsce pod względem liczby wszystkich cudzoziemców zajmuje Wielkopolska, w której w ZUS zarejestrowanych jest 59,7 tys. obcokrajowców. To województwo z najniższym bezrobociem – w kwietniu wyniosło ono zaledwie 3% (GUS). Wielkopolska jest też druga pod względem liczebności Ukraińców – w ZUS zarejestrowanych jest ich 50,2 tys. Jak wskazuje raport przeprowadzony przez konsulat honorowy Ukrainy w Poznaniu, naszym sąsiadom ze Wschodu żyje się w tym mieście dobrze, a wielu z nich wysyła tu swoje dzieci do szkół. Drugą grupą pracowników zza granicy w województwie wielkopolskim są Białorusini, którzy stanowią ponad 2 tys. mieszkańców.

A we Wrocławiu język ukraiński słychać na każdym rogu

Trzecim pod względem liczebności obcokrajowców w Polsce jest Dolny Śląsk, w którym zarejestrowanych w ZUS jest aż 56,2 tys. osób zza granicy, w tym 45,7 tys. Ukraińców. To najliczniejsza mniejszość narodowa we Wrocławiu, która uzupełnia wakaty w usługach, a także w budowlance i przemyśle. Drugą grupą cudzoziemców są tutaj Białorusini. Jak wskazują najnowsze dane ZUS, w województwie dolnośląskim jest ich 1,7 tys. Pracuje tu także wielu Gruzinów i Rosjan, więcej niż w innych regionach kraju.

[1] https://psz.zus.pl/kategorie/ubezpieczeni/ubezpieczenia-emerytalne-i-rentowe

Kurs funta pod presją. Trump nie śpieszy się do porozumienia z Chinami

Wtorkowa sesja nie zmieniła ogólnego obrazu krajowego rynku walutowego. Złoty od rana lekko tracił na wartości, ale kurs EUR/PLN nadal utrzymywał okolice 4,29-4,30. Na poranne pogorszenie nastrojów rynkowych mogły wpłynąć doniesienia z frontu handlowego, po tym jak prezydent Donald Trump poinformował, że USA nie są jeszcze gotowe na podpisanie umowy z Chinami, a cła na chińskie towary mogą znacząco i szybko pójść w górę.

Na rynku mówi się, że USA i Chiny nie ponoszą dostatecznie dużych kosztów gospodarczych i w związku z tym nie mają bodźca do szybkiego zawarcia umowy handlowej. Pozostaje więc czekać na czerwcowy szczyt G20 w Japonii, podczas którego prezydenci obydwu stron konfliktu ogłosili zamiar kolejnego spotkania. Jednakże biorąc po uwagę sugestie Trumpa, że oba kraje „ogłoszą pewne rzeczy, prawdopodobnie w sierpniu, które będą bardzo dobre dla obu krajów” w zakresie handlu, to w przyszłym miesiącu rynki mogą nie poznać wielu nowych szczegółów negocjacyjnych. Ponadto na europejskich nastrojach nadal ciążyły ostatnie wypowiedzi przedstawicieli strefy euro, że KE w dniu 5 czerwca prawdopodobnie nałoży karę na Włochy, gdyż dopuściły do wzrostu długu i deficytu wbrew zasadom UE.

Wtorkowy kalendarz zawierał już więcej pozycji makro w porównaniu do poniedziałku, kiedy to świętowały Stany Zjednoczone (Dzień Pamięci) i Wielka Brytania (Wiosenne Święto Bankowe). W centrum uwagi znalazły się wskaźniki nastrojów niemieckich konsumentów GfK i koniunktury ESI dla strefy euro oraz zaufania konsumentów z USA, które były analizowane w kontekście polityki monetarnej EBC i działań amerykańskiej Rezerwy Federalnej. W Europie zobaczyliśmy słabsze nastroje konsumentów (w czerwcu spadek indeksu, do 10,1), ale pozytywnie zaskoczyła koniunktura gospodarcza, w maju, odbijając do 105,1 pkt. po 10 miesiącach spadków dzięki większemu optymizmowi w sektorze usług, a także w przemyśle i wśród konsumentów. Jedynie lekko pogorszyły się nastroje w biznesie (BCI) spadając o 0,12 pkt. w ujęciu miesięcznym do +0,3 pkt. Zaskakująco dobre dane (wskaźnik oczekiwań dotyczących produkcji wzrósł najmocniej od ponad sześciu lat i to pomimo dalszych negatywnych oczekiwań wobec zamówień eksportowych) ograniczyły spadki euro wywołane obawami o wspomniany dług Włoch i konflikt handlowy. Waluta europejska nadal jednak odczuwa presję spowalniającej gospodarki EZ. Członków EBC niepokoi niska inflacja oraz ciągły brak oczekiwanego w prognozach wzrostu aktywności gospodarki. Majowe minutes sugerowały, że nastawienie EBC może stać się jeszcze bardziej gołębie. Nadal nie wiadomo jak zakończą się amerykańsko-chińskie rozmowy handlowe, a do tego doszła jeszcze kwestia dymisji szefowej brytyjskiego rządu i rosnąca z tym groźba twardego Brexitu. Prawdopodobieństwo takiego scenariusza nasiliło zwycięstwo Partii Brexitowców nad Konserwatystami w wyborach do PE. W ocenie rynku może to być znak, że Brytyjczycy tak bardzo nie obawiają się bezumownego Brexitu, jak niektórzy członkowie parlamentu. Faworyt na stanowisko premiera B.Johnson już wcześniej sygnalizował, że jest gotowy na taki scenariusz, jeśli Bruksela odmówi powrotu do negocjacji w sprawie umowy o warunkach Brexitu.

Popołudniowe mieszane dane z USA ostatecznie przesunęły EUR/PLN w dół di blisko 1,1155. Pozytywnie zaskoczył wzrost indeksu zaufania konsumentów biorąc pod uwagę napięcia handlowe oraz niejasną przyszłość amerykańskiej gospodarki.

Wykres dnia: Funt pod presją. W sytuacji, gdy Partia Brexitowców uzyskała przewagę nad Konserwatystami w wyborach do PE wzrosło ryzyko bezumownego opuszczenia UE przez Wielką Brytanię. Poniżej kurs GBP/USD.

kurs funta do dolara wykres
Źródło: Thomson Reuters

Autor/Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Udział inwestorów zagranicznych na polskim rynku hurtowych obligacji spadł do 26%

We wtorek utrzymywała się presja na spadek rentowności obligacji skarbowych, co widać było szczególnie na dłuższym końcu krzywej. W przypadku wyceny papierów o krótszych terminach wykupu negatywny wpływ mają jeszcze wypowiedzi sugerujące podwyższone ryzyko podwyżek stóp procentowych w Polsce. W takim tonie utrzymana była m.in. wtorkowa wypowiedź K. Zubelewicza z RPP. Polskie długoterminowe papiery zyskiwały na wartości głównie dzięki pozytywnym trendom na globalnym rynku długu, wynikającym z obaw o trwałość wzrostu gospodarczego na świecie. W efekcie rentowności polskich DS1029 spadły już do 2,78%. W najbliższych latach papiery skarbowe będą wzmacniać zmiany w zakresie systemu emerytalnego. W Europie obawy potęguje jeszcze niepewna sytuacja fiskalna Włoch (widoczna w postaci rosnących rentowności obligacji tego kraju) zmuszając EBC do przerwania procesu „normalizacji” polityki pieniężnej.

W najbliższych dniach spadki rentowności obligacji powinny być kontynuowane. W przypadku papierów 2-letnich powinny się one zatrzymać w przedziale 1,60%-1,65%, natomiast w sektorze 10 lat w okolicy 2,70%. W krótkim terminie wspomniany trend wspierać będzie rosnąca awersja do ryzyka na świecie, ale też i pozytywna sytuacja na rynku pierwotnym. W tym kontekście warto pamiętać, że MF pod koniec miesiąca poda czerwcowy kalendarz aukcji. Oczekiwać można, że w przyszłym miesiącu odbyć się powinny dwie aukcje z łączną sprzedażą ok. 9 mld PLN (w dużej części na aukcji zamiany). Poza samą wartością emisji dla inwestorów ważne jest też to, że prognozowana umiarkowana podaż wynika bardziej z decyzji resortu finansów ograniczającej sprzedaż niż z samego braku popytu. Dowodem mogą być wyniki ostatnich aukcji zamiany. Popyt okazał się na nich wysoki, a mimo to MF emitowało mniej papierów niż mogło. Wynikać to mogło nie tylko z wysokiej realizacji potrzeb pożyczkowych i płynności, ale również z prognozowanej dobrej realizacji budżetu.

W najbliższych latach papiery skarbowe będą wzmacniać zmiany w zakresie systemu emerytalnego. Po 1 lipca zacznie działać system PPK. Wartość napływów począwszy od 2020 r. szacować można na ok. 12-15 mld PLN rocznie (w 2019 r. program obejmie jedynie duże firmy zatrudniające powyżej 250 pracowników). Mniej więcej połowa z tej kwoty może trafić na krajowy rynek długu, wypierając jednocześnie kapitał zagraniczny (już teraz ma on jedynie ok. 26% udziału w rynku). Dodatkowo we wtorek podano szczegóły zmian systemu OFE. Z punktu widzenia krajowego rynku długu ważne jest to, że długoterminowo duża część aktywów funduszy będzie prawdopodobnie alokowana w kierunku obligacji. Łącznie do IKE miałoby trafić ok. 130 mld PLN, jeśli 80% uprawnionych przystąpi do systemu (od tej kwoty trzeba odliczyć opłatę ok. 20 mld PLN). Jednocześnie nałożony został limit minimalnego zaangażowania w akcje (90%), który będzie mógł być obniżany o 2,5 pkt. proc. co roku. W ujęciu nominalnym dawałoby to rocznie ok. 3 mld PLN wolnych środków, które m.in. mogłyby trafić na rynek długu (w tym również na zakupy aktywów na rynkach zagranicznych). Podliczając zatem wspomniane zmiany od przyszłego roku na rynek długu trafiać może blisko 10 mld PLN nowych środków rocznie.

Wykres dnia: Udział inwestorów zagranicznych na polskim rynku hurtowych obligacji spadł do 26%.

Udział inwestorów zagranicznych na polskim rynku hurtowych obligacji
Źródło: Ministerstwo Finansów

Autor/Źródło: Mirosław Budzicki / PKO Bank Polski

8 na 10 internautów zna Rankomat. Marka wyrasta na synonim swojej kategorii

Rankomat, multiporównywarka usług, m.in. ubezpieczeniowych, jest kojarzona przez 77 proc. polskich internautów – wynika z badania przeprowadzonego przez Wavemaker, agencję obsługującą markę. Działania marketingowe Rankomatu przyniosły 60 proc. wzrost świadomości w ciągu ostatnich 6 miesięcy.

Co dziesiąty ankietowany odrzuca możliwość skorzystania z porównywarki ubezpieczeń.

Rankomat wyrósł na najbardziej rozpoznawalną markę w swoim segmencie, pokazuje zrealizowane w maju badanie Wavemaker. Rankomat kojarzy 77 proc. internautów, a więc o 60 proc. więcej niż jeszcze w listopadzie 2018 r., gdy markę znało 48 proc. badanych.

Rankomat wyróżnia się na tle innych porównywarek usług finansowych. Majowe badanie Wavemaker pokazało, że np. Cuk.pl kojarzy niemal dwukrotnie mniej, bo zaledwie 40 proc. internautów. Kolejne miejsca zajmują UbezpieczeniaOnline.pl z wynikiem 29 proc., i Comperia, którą zna co piąty respondent.

Internauci kojarzą Rankomat głównie z ubezpieczeniami komunikacyjnymi, na życie oraz nieruchomości, czyli najpopularniejszymi usługami ubezpieczeniowymi oferowanymi na rynku.

Znajomość marki oraz oferty Rankomatu jest w dużej mierze zasługą komunikacji reklamowej, którą serwis prowadzi od jesieni, we współpracy z Wavemaker, który dobiera media i świadczy serwis badawczy.  Wykorzystywała ona przede wszystkim reklamę spotową w TV, która skutecznie odsyłała widzów do świata online i na stronę rankomat.pl. W efekcie 35 proc. internautów spontanicznie wymieniało Rankomat w badaniu Wavemaker jako markę, z której reklamami zetknęło się w ostatnich trzech miesiącach.

Ponad połowa ankietowanych deklaruje, że skorzystałaby z usług porównywarki szukając ubezpieczenia, a jedna trzecia nie odrzuca takiej opcji. Zaledwie 12% osób biorących udział w badaniu nie chce korzystać z internetowych porównywarek.Czy szukając ubezpieczenia skorzystałbyś z internetowej porównywarki ubezpieczeń

Podobnie wygląda sytuacja z polecaniem takich usług. 57% ankietowanych rekomendowałoby takie usługi przyjaciołom lub rodzinie, zaś jedna trzecia dopuszcza taką możliwość. Tylko co dziesiąty respondent nie poleciłby internetowych porównywarek ubezpieczeń.Czy poleciłbyś skorzystanie z internetowej porównywarki ubezpieczeń rodzinie i znajomym

Tomasz Masajło
Tomasz Masajło

W komunikacji Rankomatu postawiliśmy na budowę marki, ale też na promocję całej kategorii porównywarek. Jak się okazało, Rankomat wyrósł na jej synonim i coraz częściej spotykamy się w sieci z opiniami na temat „tych rankomatów, tak jak np. ”adidasami” często nazywa się obuwie sportowe – komentuje Tomasz Masajło, Prezes Zarządu Rankomat. – Pozytywnym dla całej branży trendem jest coraz większa skłonność konsumentów do korzystania z tego typu usług. Ponad połowa użytkowników poszukujących w sieci oferty ubezpieczeniowej twierdzi, że skorzystałaby z porównania, jakie umożliwiają serwisy takie jak rankomat.pl – dodaje.

Savills: Kamil Szymański nowym dyrektorem działu powierzchni magazynowych i przemysłowych

Kamil Szymański awansował na stanowisko dyrektora działu powierzchni magazynowych i przemysłowych w firmie doradczej Savills. W najbliższym czasie planowana jest dalsza rozbudowa struktur zespołu, w ramach której w ostatnim czasie do działu dołączyła już Aneta Kaszowicz-Pająk.

Tomasz Buras, dyrektor zarządzający oraz dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego Savills
Tomasz Buras, dyrektor zarządzający oraz dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego Savills

„Rynek magazynowy niezmiennie pozostaje jednym z kluczowych obszarów biznesowych, w których Savills chce się rozwijać jako firma. Kamil dołączył do nas jako jeden z pierwszych pracowników w momencie, w którym dwa i pół roku temu rozpoczęliśmy świadczenie usług w tym sektorze, i od początku aktywnie budował rozpoznawalność marki Savills na nowym rynku. Jestem przekonany, że w wyniku planowanych przez nas wzmocnień i kontynuowania strategii rozwoju działu będzie on z sukcesami realizować się w nowej roli” – mówi Tomasz Buras, CEO Savills w Polsce.

Kamil Szymański pierwsze kroki w branży TSL stawiał 15 lat temu w firmie DHL. Następnie swoją wiedzę z zakresu logistyki zgłębiał w TNT, odpowiadając za współpracę z kluczowymi klientami firmy. Przed dołączeniem do Savills pełnił rolę menadżera ds. rozwoju biznesu w dziale powierzchni magazynowych w JLL. Od listopada 2016 r. jako Associate Director w Savills obsługiwał transakcje najmu, skupiając się głównie na współpracy z klientami z branży logistycznej. Obejmując stanowisko dyrektora zespołu powierzchni magazynowych i przemysłowych od maja 2019 r. odpowiada za strategię rozwoju działu, nadzór nad jego bieżącą pracą na terenie całej Polski, relacje z kluczowymi klientami, pozyskiwanie nowych projektów i rozbudowę oferty. W trakcie swojej kariery z sukcesem doradzał wielu prestiżowym klientom, w tym największym dostawcom usług logistycznych w Polsce, m.in. DSV Solutions, DB Schenker, No Limit, ID Logistics, ND Logistics.

Kamil Szymański, dyrektor działu powierzchni magazynowych i przemysłowych w Savills
Kamil Szymański, dyrektor działu powierzchni magazynowych i przemysłowych w Savills

„Chcę kontynuować drogę, którą obraliśmy, kiedy postanowiliśmy budować nową linię biznesową w Savills, która dedykowana jest nieruchomościom magazynowym i przemysłowym. Zamierzam jeszcze mocniej czerpać z możliwości, jakie dają nam nasze międzynarodowe struktury i silna pozycja na wielu kluczowych rynkach zagranicznych. W najbliższym czasie będziemy skupiać się na jeszcze dynamiczniejszym rozwoju, ale jedna rzecz na pewno się nie zmieni – zachowamy naszą energię i entuzjazm, a zarazem skuteczność, które wyróżniają nas na rynku” – mówi Kamil Szymański, dyrektor działu powierzchni magazynowych i przemysłowych w Savills.

Dział powierzchni magazynowych i przemysłowych w Savills
Dział powierzchni magazynowych i przemysłowych w Savills

W tej chwili dział powierzchni magazynowych i przemysłowych w Savills liczy sześć osób, z czego równo połowę stanowią kobiety. Obecnie trwa proces rekrutacyjny w celu wzmocnienia pozycji firmy w kluczowych regionach magazynowych w kraju. Obsługę klientów zainteresowanych zlokalizowaniem swojego zaplecza logistycznego w obszarze Polski Centralnej od niedawna wspiera Aneta Kaszowicz-Pająk.

Aneta dołączyła do Savills jako konsultant w dziale powierzchni magazynowych i przemysłowych. Odpowiada za region Polski Centralnej doradzając najemcom w procesie poszukiwania nowych lokalizacji, a także renegocjacji obecnych umów najmu. Wcześniej przez ponad cztery lata pracowała na rynku usług doradczych dla branży nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych, ponad osiem lat po stronie operatora logistycznego w CAT Group oraz przez cztery lata w Frans Maas (obecnie DSV). Jest absolwentką Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej oraz ukończyła studia podyplomowe z zakresu zarządzania nieruchomościami na Politechnice Warszawskiej.

Wojciech Kostrzewa nowym prezesem Polskiej Rady Biznesu

28 maja Polska Rada Biznesu, organizacja właścicieli i prezesów największych firm działających w Polsce, wybrała nowe władze na dwuletnią kadencję. Prezesem zarządu został Wojciech Kostrzewa, przedsiębiorca i menedżer z blisko trzydziestoletnim doświadczeniem w zarządzaniu firmami z sektora finansowego i medialnego.

Wojciech Kostrzewa zastąpił na fotelu prezesa PRB Jacka Szwajcowskiego, który pełnił tę funkcję przez ostatnie cztery lata. Wojciech Kostrzewa był dotychczas wiceprezesem Polskiej Rady Biznesu, a także przewodniczącym kapituły trzech ostatnich edycji Nagrody PRB. Od 2007 r. zasiada również we władzach Konfederacji Lewiatan.

Wojciech Kostrzewa
Wojciech Kostrzewa

Nowy prezes PRB jest m.in. prezesem Grupy Billon, polsko-brytyjskiej firmy technologicznej oferującej rozwiązania dla przedsiębiorstw oraz system natychmiastowych płatności oparty na technologii blockchain. Wojciech Kostrzewa zasiada też w radzie dyrektorów szwajcarskiej spółki giełdowej Stadler Rail, jest członkiem rad nadzorczych spółek z grupy Ergo Hestia, właścicielem i przewodniczącym rady nadzorczej Wydawnictwa Pascal oraz inwestorem i chairmanem Quedex Bitcoin Derivatives Exchange. Jest absolwentem wydziału ekonomicznego Uniwersytetu w Kilonii. Swoją karierę zawodową rozpoczął jako asystent i pracownik naukowy Institute for World Economy w Kilonii. Od 1989 r. był doradcą Ministra Finansów, prof. Leszka Balcerowicza. W latach 1990–2004 był kolejno prezesem Polskiego Banku Rozwoju i BRE Banku (dziś mBank), kierował też działalnością Commerzbanku w Europie Środkowej i Wschodniej jako członek zarządu regionalnego. W latach 2005–2018 był m.in. prezesem grupy ITI oraz wieloletnim przewodniczącym rady nadzorczej TVN S.A.  Z Polską Radą Biznesu jest związany od 25 lat.

– Objęcie funkcji prezesa organizacji, do której należę od dwudziestu pięciu lat, to dla mnie szczególny moment i wielki zaszczyt. Chciałbym przede wszystkim podziękować kolegom i koleżankom z Polskiej Rady Biznesu za zaufanie i zapewnić, że będę nadal godnie reprezentować naszą organizację – mówi Wojciech Kostrzewa. – Mój program na najbliższe lata nie zakłada rewolucji. Będziemy dalej działać na rzecz polskich przedsiębiorców i rozwoju gospodarczego, monitorować warunki funkcjonowania biznesu w Polsce i angażować się w inicjatywy obywatelskie – deklaruje nowy prezes Polskiej Rady Biznesu.

W nowym zarządzie Polskiej Rady Biznesu obok Wojciecha Kostrzewy znaleźli się Małgorzata Adamkiewicz, Teresa Mokrysz oraz Zbigniew Jakubas, Jacek Olechowski, Marian Owerko i Marek Żołędziowski.

Polska Rada Biznesu to organizacja zrzeszająca właścicieli i kluczowych menedżerów największych polskich przedsiębiorstw oraz firm międzynarodowych działających w Polsce. Członkowie PRB reprezentują̨ większość sektorów gospodarki. Misją organizacji jest działanie na rzecz rozwoju polskiej przedsiębiorczości.

Trei Real Estate kupuje grunty pod budowę Vendo Parków w Kutnie i Kobyłce

Trei Real Estate GmbH (Trei), zakupił właśnie kolejne działki pod budowę parków handlowych. W polskim portfolio dewelopera znajduje się aktualnie 11 nieruchomości handlowych, które Trei buduje pod wspólną marką Vendo Park, a w ciągu najbliższych kilku miesięcy liczba ta zwiększy się do 16 obiektów. Park handlowy w Kobyłce (woj. mazowieckie) ma być gotowy pod koniec tego roku, natomiast inwestycja w Kutnie (woj. łódzkie) jest planowana na 2020 rok.

Trei Real Estate kupuje grunty pod budowę Vendo Parków w Kutnie i KobyłceTeren, który zakupił Trei w Kutnie znajduje się przy ul. Oporowskiej. Na działce liczącej  prawie 28 000 mkw. powstanie Vendo Park, który zaoferuje ok. 5 200 mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej dla 8 sklepów. Komercjalizacja obiektu jest w toku. Vendo Park, którego budowa rozpocznie się na początku przyszłego roku, ma być gotowy w ostatnim kwartale 2020. W sąsiedztwie inwestycji znajduje się supermarket Carrefour, natomiast park handlowy będzie dodatkowo uzupełniony o ofertę gastronomiczną.

Vendo Park powstanie również w podwarszawskiej Kobyłce, gdzie Trei zakupił działkę o powierzchni prawie 8 500 mkw. Inwestor posiada już pozwolenie na budowę parku handlowego i uruchomił postępowanie przetargowe, w którym wyłoni generalnego wykonawcę nieruchomości. Vendo Park przy ul. Napoleona dostarczy na lokalny rynek ok. 3 200 mkw. powierzchni najmu, na której docelowo ma powstać 6 sklepów. Proces komercjalizacji właśnie się rozpoczął.

Jacek Wesołowski, Prezes Trei Real Estate Poland
Jacek Wesołowski, prezes Trei Real Estate Poland

Planujemy długofalowy rozwój w Polsce, a jednym z filarów naszej działalności są inwestycje w nowoczesne i funkcjonalne nieruchomości handlowe. Sieć Vendo Parków, którą sukcesywnie rozwijamy również w innych krajach Europy, idealnie wypełnia białe plamy na handlowej mapie Polski. Wybierając kolejne lokalizacje, skupiamy się głównie na mniejszych miejscowościach, ponieważ to właśnie w nich brakuje centrów zakupowych. Jak wynika z opublikowanego przez nas i CBRE raportu, na koniec I kw. 2019 r. zasoby parków handlowych w Polsce wyniosły 1,52 mln mkw., a perspektywy rozwoju tego segmentu rynku są bardzo obiecujące. Aktualnie popyt na mniejsze formaty handlowe przewyższa podaż, co potwierdza chociażby fakt szybkiej komercjalizacji naszych parków handlowych. Zazwyczaj już na wczesnym etapie budowy Vendo Parki są w całości wynajęte, a coraz częściej najemcy zgłaszają się do nas w fazie planowania danej inwestycji. – Jacek Wesołowski, Dyrektor Zarządzający Trei Real Estate Poland

Trei wybudował już w Polsce 11 Vendo Parków. Aktualnie deweloper realizuje inwestycje zlokalizowane w Pułtusku, Ostrołęce i Łasku oraz planuje kolejne parki handlowe. Firma sukcesywnie skupuje grunty pod przyszłe projekty, obecnie ma zabezpieczonych 11 działek pod budowę nieruchomości handlowych (Władysławowo, Sierpc, Częstochowa, Zielonka, Jawor, Solec Kujawski, Płock, Kraków, Inowrocław, Piekary Śląskie, Warszawa).

Vendo Parki to parterowe parki handlowo – usługowe wyposażone w parkingi, zlokalizowane w miejscach, do których można w łatwy sposób dojechać.  Zazwyczaj są budowane w bliskim sąsiedztwie dużego dyskontu, np. inwestycja w Kobyłce powstaje tuż obok supermarketu Lidl. Często określane jako obiekty typu convenience, ponieważ projektowane są w taki sposób, by zapewnić ich klientom maksymalną wygodę w codziennych, szybkich zakupach. W grupie stałych najemców parków handlowych Trei znajdują się m.in. Pepco, Hebe, Rossmann, Martes Sport, Action, CCC, Jysk, Media Expert, Neonet i Tedi. Coraz częściej do mniejszych formatów handlowych wchodzą również znane sieci odzieżowe jak np. pochodząca z Polski grupa LPP (właściciel Reserved, Mohito, Sinsay, Cropp i House), która otworzyła swoje sklepy w Vendo Parku w Nysie, czy obecna w Vendo Parku w Chodzieży sieć Top Secret.

Trei Real Estate jest nie tylko inwestorem, ale również zarządcą sieci Vendo Parków. Aktualnie w portfolio dewelopera, wchodzącego w skład niemieckiej grupy Tengelmann, znajduje się 20 parków handlowych zlokalizowanych w Europie. W Polsce pierwszy Vendo Park został otwarty w 2013 r. w Nysie. Od tego czasu spółka konsekwentnie realizuje strategię rozwoju, zwłaszcza w mniejszych miastach. Dziś centra zakupowe Trei zlokalizowane są w Chełmie, Milanówku, Mińsku Mazowieckim, Skierniewicach, Łodzi, Świdnicy, Dąbrowie Górniczej, Chodzieży i Bytowie. Oprócz realizacji przedsięwzięć związanych z obiektami handlowymi spółka Trei Real Estate Poland zarządza ponad 100 nieruchomościami komercyjnymi, w których znajdują się sklepy spożywcze sieci Biedronka, w tym dwoma zlokalizowanymi w Kutnie.

SEGRO Deweloperem Roku w kategorii centra magazynowe w konkursie Diamenty Inwestycji

Magdalena Szulc, Dyrektor SEGRO na Europę Centralną
Magdalena Szulc, Dyrektor SEGRO na Europę Centralną

Gala Diamenty Inwestycji odbyła się we wtorek 28 maja w hotelu The Westin w Warszawie. Nagrodę w imieniu SEGRO odebrała Magdalena Szulc, Dyrektor SEGRO na Europę Centralną. – SEGRO jest obecne na Polskim rynku już 14 lat. Wyróżnia nas nie tylko wieloletnie doświadczenie, ale także silny zespół oraz dbałość o wysoką jakość wszystkich realizowanych przez nas projektów, zarówno deweloperskich, jak i związanych z adaptacją istniejących powierzchni. Wierzymy, że nasz perfekcjonizm jest kluczem do sukcesu, którego ukoronowaniem jest przede wszystkim zaufanie naszych klientów, którzy rozwijają się w ramach parków logistycznych SEGRO. Cieszymy się, że również rynek docenia naszą pracę, czego dowodem jest tytuł Dewelopera Roku w konkursie Diamenty Inwestycji – mówi Magdalena Szulc, Dyrektor SEGRO na Europę Centralną.

Tegoroczne Diamenty Inwestycji uhonorowały przedsiębiorców oraz firmy, które w sposób szczególny przyczyniły się do rozwoju polskiej gospodarki i dokonały istotnych inwestycji w kraju i za granicą. Wyróżnione zostały również podmioty, które promowały samą ideę inwestowania w Polsce oraz rozwoju sektora real estate. Decyzję podjęło grono przedstawicieli kluczowych spółek z sektora rynków inwestycyjnych i nieruchomości oraz ze świata nauki zrzeszone w kapitule konkursu Diamenty Inwestycji. W tegorocznej edycji nagród kategoria Deweloper Roku została podzielona na trzy podkategorie: powierzchnia biurowa, powierzchnia handlowa oraz centra magazynowe, a jej celem było uhonorowanie firm, które realizują inwestycje o najwyższej jakości oraz mające znaczący wpływ na rozwój sektora nieruchomości.

WeWork w Hotelu Europejskim

WeWork – globalna sieć zapewniająca elastyczną przestrzeń do pracy otwiera swoją trzecią lokalizację w Warszawie. Nowe miejsce to Hotel Europejski, warszawska perła architektury.  WeWork działa już w 26 krajach i łączy w sumie 466 000 członków społeczności na całym świecie.

Warszawski Sukces

Globalna firma WeWork, zrzeszająca społeczność przedsiębiorców działa w Polsce od grudnia 2018 r. Dwie dotychczasowe lokalizacje przy ul. Kruczej i Grzybowskiej 62 cieszą się dużą popularnością zarówno wśród dużych korporacji, jak i rozpoczynających przygodę w biznesie młodych właścicieli start-upów. Z ostatnich badań wynika, że aż 40 proc. członków WeWork to przedsiębiorcy, którzy zatrudniają ponad 1000 osób. Jednym z nich jest na przykład PayU, które wybrało przestrzeń przy Kruczej 50 – pracuje tu 80 osób. Młodzi przedsiębiorcy i freelancerzy również postawili na WeWork. Firma ma program dla początkujących start-upów WeWork Labs, w którym miejsce znalazło aż 50 przedsiębiorców na wczesnym etapie rozwoju. Program zapewnia pełne wsparcie we wszystkich obszarach – kursy, wykłady i sesje jeden-na-jeden. Uczestniczące w programie start-upy mają szansę „nauczenia się” biznesu i prowadzenia firmy od podstaw – wsparcie obejmuje zakres od księgowości i marketingu, po zatrudnianie pracowników i pozyskiwanie inwestorów.

Nowoczesny ekosystem w Hotelu Europejskim

WeWork to nowoczesny ekosystem, gdzie praca to nie tylko osiem godzin przed komputerem, ale też networking i wymiana doświadczeń. Przestrzeń sprzyja nowym kontaktom, na co dzień w obu lokalizacjach czuć puls zawodowego życia stolicy. Teraz będzie można do niego dołączyć w trzeciej lokalizacji – Hotelu Europejskim. To prestiżowe miejsce, które jest perłą na architektonicznej mapie Warszawy, nie zostało wybrane przypadkowo. Europejski, który od 160 lat jest dumą mieszkańców stolicy, usytuowany jest w samym sercu Salonu Warszawy – przy odrestaurowanym Trakcie Królewskim i Placu Marszałka Józefa Piłsudskiego. W Europejskim miejsce do twórczej pracy znalazły pracownie architektoniczne i młodzi wzięci projektanci.

Mikhail Konoplev, dyrektor generalny WeWork na Europę Środkową i Wschodnią
Mikhail Konoplev, dyrektor generalny WeWork na Europę Środkową i Wschodnią

To ekscytujący dzień dla WeWork w Warszawie. Nie tylko otwieramy nową lokalizację i witamy kolejne 800 członków naszej społeczności, ale udowadniamy, że jesteśmy naprawdę zaangażowani w szybki rozwój stolicy. Hotel Europejski jest jednym z najważniejszych budynków w Warszawie. Jestem pewien, że stworzy ogromne możliwości zarówno dla naszej społeczności, jak i okolicy – mówi Mikhail Konoplev, Managing Director CEE.

WeWork w Europie Środkowo-Wschodniej to społeczność, który liczy 100 000 małych i dużych przedsiębiorców.

Koncentrujemy się na wspieraniu naszych firm członkowskich i zapewnianiu im najlepszej przestrzeni, usług i narzędzi, dzięki którym ich praca będzie efektywna. Przestrzeń w ekskluzywnym Hotelu Europejskim będzie domem dla wielu firm – od małych start-upów po większe przedsiębiorstwa, z których 40 proc. stanowi nasza globalna społeczność. Z niecierpliwością czekam na przyjęcie ich do nowej lokalizacji i do naszej społeczności ponad 100 000 członków w regionie EMEA tłumaczy Mikhail Konoplev.

5000 członków społeczności WeWork

Po otwarciu wszystkich lokalizacji w Warszawie, polski oddział WeWork będzie liczył  5000 członków społeczności.

W tym roku WeWork nawiązał współpracę z HR & A Advisor, wiodącą w branży firmą z branży rozwoju gospodarczego i badań nad polityką. Wspólnym celem jest stworzenie Globalnego Raportu Wpływu – ma on szczegółowo przedstawić wpływ obecności WeWork na ludzi i firmy, dzielnice i miasta na całym świecie. Pierwsze ustalenia to:

  • 73 proc. członków społeczności WeWork na świecie bierze aktywny udział w budowaniu innowacyjnej gospodarki i nowych technologii.
  • WeWork to miejsce, w którym promowany jest ekologiczny styl życia – 76 proc. pracowników korzysta z transportu publicznego lub roweru, a 1 na 10 osób przenosi się blisko siedziby głównej.
  • W skali globalnej czteroosobowa firma może zaoszczędzić średnio 24 000 USD (lub 35 proc.) rocznie w stosunku do tradycyjnych opcji nieruchomości komercyjnych.
  • Ponad jedna trzecia Global Fortune 500 to członkowie WeWork
  • 45 proc. członków korporacji na całym świecie twierdzi, że WeWork pomógł im wejść na nowe rynki.

83 proc. członków korporacji wybrało WeWork na swoją lokalizację.

Międzynarodowy gracz Aurec Home rozszerza działalność na polskim rynku mieszkaniowym

Obecny na polskim rynku nieruchomości od 9 lat międzynarodowy deweloper intensyfikuje swoją działalność. Działając pod nową marką Aurec Home jest zainteresowany realizacją projektów mieszkaniowych we wszystkich segmentach cenowych. Ma ambicje by stać się znaczącym graczem w największych miastach łącząc wysoką jakość z przystępną ceną.

Aurec Home jest częścią międzynarodowej grupy Aurec Capital, która oprócz działalności w branży private equity i venture capital, ma na swoim koncie inwestycje deweloperskie w Niemczech, Polsce, USA, Izraelu, Australii oraz na Węgrzech. Przewodniczy jej – jako prezes i współwłaściciel – Shraga Weisman, znany i ceniony manager z 25‑letnim międzynarodowym doświadczeniem w branży deweloperskiej, w tym na rynku polskim (tutaj znany w szczególności jako prezes Ronson Development w latach 2008‑2017).

Shraga Weisman, prezes i współwłaściciel Aurec Home
Shraga Weisman, prezes i współwłaściciel Aurec Home

Nasz zespół wraz z partnerami od ośmiu lat realizuje inwestycje w prestiżowych dzielnicach Warszawy. Znamy lokalne realia i uważnie śledzimy zmiany ekonomiczne. Widząc potencjał polskiego rynku mieszkaniowego, jako Aurec Home zamierzamy zintensyfikować swoją obecność na nim. Nasza uwaga skupi się na największych miastach, w tym w szczególności Warszawie i Poznaniu – mówi Shraga Weisman, prezes i współwłaściciel Aurec Home.

– Nowa marka będzie łączyć niezawodność i wysoką jakość z przystępną ceną. Chcemy by jej wizytówką były inteligentne technologie i nowoczesne rozwiązania ekologiczne. Planujemy projekty mieszkaniowe we wszystkich segmentach cenowych. Jesteśmy także zainteresowani realizacją projektów komplementarnych, takich jak budowa domów studenckich. Pragnąc sprostać zróżnicowanym potrzebom klientów, wprowadzimy również m.in. mieszkania bez barier przystosowane dla osób starszych – dodaje Shraga Weisman.

Leasing napędza branżę tworzyw sztucznych

Ograniczenie negatywnego wpływu na środowisko, sprostanie rosnącemu popytowi oraz wzrost konkurencji na rynku – to najważniejsze wyzwania jakie czekają przemysł tworzyw sztucznych w nadchodzących latach. Jak w takiej sytuacji najlepiej sfinansować inwestycje, by móc utrzymać wysokie tempo rozwoju sektora, które wynosi ponad 8 proc. rocznie – wyjaśnia Anita Grygorowicz z Siemens Financial Services.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, średnia stopa wzrostu rocznego branży tworzyw sztucznych w ostatnich 10 latach wyniosła 8,4 proc. i była o 60 proc. wyższa od stopy wzrostu całego przetwórstwa przemysłowego i ponad dwukrotnie wyższa od średniego rocznego wzrostu PKB. Chęć utrzymania wysokiego tempa rozwoju wymusza na firmach stałe podnoszenie efektywności, między innymi poprzez uruchamianie nowych linii produkcyjnych. Według raportu Siemens Financial Services dzięki cyfryzacji produkcji przedsiębiorstwa z tej branży mogą zyskać nawet 4,1 mld złotych do 2025 r. Taki kierunek zmian jest zgodny z ideą Przemysłu 4.0 (tzw. czwartej rewolucji przemysłowej), która bazuje na cyfrowych rozwiązaniach i dąży do integracji nowoczesnych systemów i maszyn w celu poprawy produktywności przedsiębiorstwa. Czy przedsiębiorcy zdołają utrzymać wysokie tempo wzrostu mimo wyzwań, z jakimi zmierzą się w nowym roku? Jak branża tworzyw sztucznych może sfinansować potrzebne inwestycje? Na te pytania odpowiada Anita Grygorowicz, Szef Zespołu Vendorskiego w Siemens Financial Services.

Kolejne lata pod znakiem wyzwań

Jednym z najważniejszych wyzwań przed jakimi stoi branża tworzyw sztucznych jest ograniczenie jej negatywnego wpływu na środowisko. Obecnie mniej niż 30 proc. odpadów podlega recyklingowi. Firmy zrzeszone w organizacji branżowej PlasticEurope dobrowolnie zobowiązały się, by do 2030 roku poziom recyklingu odpadów opakowaniowych osiągnął co najmniej 60 proc., a do 2040 r. – 100 proc. Te cele są zgodne z europejską Strategią dla Tworzyw w Gospodarce o Obiegu Zamkniętym, ale – co warto zauważyć – bardziej ambitne: zgodnie z przyjętym przez UE w maju 2018 r. tzw. pakietem odpadowym, poziom recyklingu do 2030 r. ma wynieść 55 proc.

– Aby utrzymać zyski i jednocześnie wypełnić zobowiązania, firmy będą musiały przeprowadzić odpowiednie inwestycje. Jest to tym bardziej istotne, że do 2030 r. nie tylko poziom recyklingu ma się zwiększyć, ale według dyrektywy UE również wszystkie opakowania z tworzyw sztucznych na rynku unijnym mają się nadawać do recyklingu. Wymaga to wdrożenia odpowiednich zmian w procesie produkcji – mówi Anita Grygorowicz. Według eksperta budżety firm z branży tworzyw sztucznych mogą odczuć również europejską dyrektywę w zakresie plastikowych produktów jednorazowego użytku (tzw. single-use plastic), zgodnie z którą od 2021 r. produkcja niektórych wyrobów z plastiku, takich jak słomki lub patyczki do mieszania napojów, będzie niedozwolona. – Nowe regulacje unijne zobligują do rozpoczęcia lub poszerzenia produkcji z tworzyw biodegradowalnych, co także wiąże się z koniecznością przeprowadzenia kolejnych inwestycji – dodaje ekspert Siemens Financial Services.

Pomimo ustawowych ograniczeń, rynkowe prognozy są optymistyczne – w najbliższych latach popyt na tworzywa sztuczne ma nadal rosnąć. Zmiany w zamówieniach związane z nowymi przepisami będą szczególnie widoczne w sektorze opakowań – który stanowi obecnie ponad 30 proc. całej branży tworzyw sztucznych – oraz motoryzacyjnym (10 proc.). Problem z zaspokojeniem popytu jest odczuwalny już teraz – w 2017 r. zanotowano ujemny bilans handlu zagranicznego w wysokości ponad 2 milionów ton materiałów. I to pomimo tego, że branża bardzo dużo inwestuje w produkcję – w 2017 r. wartość wdrożeń nowych metod produkcyjnych wyniosła ponad 4 mld zł, co stanowi wzrost w stosunku do poprzedniego roku o 7,2 proc.

– Tworzywa sztuczne są coraz bardziej zaawansowane technologicznie, a ich produkcję można modyfikować tak, by uzyskać materiały o pożądanych parametrach. Wachlarz ich zastosowań stale się zwiększa, a wraz z nim rośnie zapotrzebowanie – mówi Anita Grygorowicz.

W najbliższych latach przeszkodą w realizacji nowych zamówień będą również czynniki, które dotykają wszystkich branż w Polsce, to jest brak dostępu do wykwalifikowanej kadry oraz rosnąca konkurencja spowodowana globalizacją. Jak wynika z badania „Unlocking digital transformation: the finance factor” przygotowanego przez Siemens Financial Services, w wyniku rozwoju nowoczesnych form komunikacji, e-commerce, logistyki, przejrzystości i dostępu do globalnego rynku, nawet małe i średnie przedsiębiorstwa mogą z powodzeniem sprzedawać swoje towary klientom z całego świata. – To może znacząco wpłynąć na rynek tworzyw sztucznych w Polsce, gdyż ponad 70 proc. firm działających w tym sektorze stanowią małe i średnie przedsiębiorstwa – mówi Anita Grygorowicz.

Aby sprostać tym wyzwaniom konieczne są inwestycje, które przestawią linie produkcyjne na bardziej ekologiczne, zwiększą efektywność produkcji oraz poprawią konkurencyjność przedsiębiorstw. – Warto zwrócić uwagę na wybór takiej metody finansowania inwestycji, która pozwoli efektywnie rozłożyć płatność. Firma nie może zostać pozbawiona kapitału, który mógłby być wykorzystany na inwestycje związane z recyklingiem – mówi Anita Grygorowicz.

Leasing – bez formalności i wkładu własnego

W jaki sposób firmy z branży tworzyw sztucznych mogą sfinansować niezbędne inwestycje? – Coraz częściej przy zakupie maszyn i urządzeń do produkcji tworzyw sztucznych wybierany jest leasing – w 2018 r. wartość tego typu umów wzrosła o ponad 18 proc. rok do roku i osiągnęła wartość ponad 1 mld zł (dane Związku Polskiego Leasingu) – mówi Anita Grygorowicz z Siemens Financial Services.

– Firmy z branży tworzyw sztucznych najczęściej decydują się na leasing operacyjny, który polega na użyczeniu przedmiotu w zamian za comiesięczną ratę leasingową i daje możliwość wykupu maszyny po zakończeniu umowy. Taka formuła nie tylko daje przedsiębiorcy możliwość korzystania z najnowocześniejszych urządzeń i maszyn bez angażowania własnych środków, ale także pozwala na optymalizację podatkową dzięki możliwości wliczenia całej raty leasingowej w koszty uzyskania przychodu, a tym samym obniżenia podatku dochodowego – mówi Anita Grygorowicz z Siemens Financial Services.

Dodatkowo przy leasingu operacyjnym często nie jest wymagany wkład własny – jedyną formą zabezpieczenia, nawet przy dużych i skomplikowanych projektach, jest sama maszyna. Dzięki temu przedsiębiorca nie musi angażować środków firmy np. na zaliczkę, co jest szczególnie istotne w sytuacji, gdy dostawa urządzenia trwa kilka tygodni lub nawet miesięcy. Leasing operacyjny to bardzo elastyczne narzędzie, doskonale dopasowane do potrzeb MŚP – odpowiednio regulując wysokość opłaty wstępnej oraz wartość końcową przedmiotu leasingu, firma może dopasować wysokość miesięcznej raty do swoich możliwości.

Innym rodzajem leasingu jest leasing finansowy. W tym rodzaju finansowania przedmiot jest własnością finansującego, jednak korzystający z niego wykazuje go w swoim bilansie i amortyzuje. W przeciwieństwie do leasingu operacyjnego, leasing finansowy może zostać zawarty na krótki okres (np. tylko rok), ponieważ nie jest ograniczony stawką amortyzacji urządzenia, a własność przedmiotu po zakończeniu umowy automatycznie przechodzi na korzystającego po zapłacie ostatniej raty miesięcznej.

– Zalety leasingu (niezależnie od jego formy) to także minimum formalności i szybkość podejmowania decyzji. Aby otrzymać finansowanie wystarczy złożyć wniosek leasingowy oraz dostarczyć podstawowe dokumenty finansowe. Decyzja wstępna zostanie wydana już po kilkunastu minutach, a cała procedura, w zależności od wolumenu transakcji, zajmie od jednego do maksymalnie kilku dni – dodaje Anita Grygorowicz.

Pożyczka jako uzupełnienie funduszy UE

Modernizację linii produkcyjnej można również sfinansować do pewnego stopnia z dotacji unijnych, jednak w tym wypadku wymagany jest wkład własny, a także finansowanie pomostowe do czasu otrzymania refundacji poniesionych wydatków. Jeśli firma ma trudności ze zgromadzeniem niezbędnych środków, najlepszym narzędziem finansowym w tym przypadku będzie pożyczka. Zakupiony dzięki niej towar od razu staje się własnością firmy, co umożliwia szybkie rozliczenie dotacji.

– Leasing w tym wypadku byłby bardzo trudny do wykorzystania, ponieważ refundacji podlegają tylko zapłacone raty leasingowe, co oznaczałoby konieczność rozliczania wydatków przez cały okres leasingu – mówi Anita Grygorowicz z Siemens Financial Services.

W jaki sposób pożyczka łączy się z pozyskaniem publicznych funduszy? Dotacja unijna może zostać wypłacona dopiero po nabyciu nowego sprzętu, dlatego już na początku należy dysponować pełną kwotą na zakup. Po otrzymaniu dotacji firma zwraca pożyczkodawcy wartość przyznanych funduszy, a następnie regularnie spłaca pozostałą należną kwotę w formie rat, zgodnie z ustalonym harmonogramem.

Pożyczkę i leasing łączy wiele wspólnych zalet. W obu przypadkach najczęściej jedyną formą zabezpieczenia jest zakupiony sprzęt, a formalności konieczne do uzyskania finansowania są niewielkie. Do otrzymania pożyczki wystarczy złożyć odpowiedni wniosek, dostarczyć podstawowe dokumenty finansowe oraz projekt wniosku o dotacje. Jeżeli chodzi o sposób rozliczania podatkowego, to jest on bardzo zbliżony do leasingu finansowego. Koszty amortyzacji oraz odsetki od zaciągniętej pożyczki mogą być wliczone w koszty uzyskania przychodu.

Leasing i pożyczka – jak wybrać firmę i ofertę?

Przed podjęciem decyzji o wyborze źródła finansowania warto sprawdzić doświadczenie instytucji finansowych, które chcą nam go udzielić. Jest ono ważne między innymi ze względu na wspomnianą elastyczność leasingu. Tylko firma, która dobrze zna realia rynku i ma doświadczenie – także międzynarodowe – we współpracy z wieloma największymi dostawcami maszyn i urządzeń, będzie partnerem do rozmowy z właścicielem bądź zarządzającym firmą i jednocześnie zaproponuje rozwiązania dobrze dopasowane do konkretnych potrzeb klienta.

Do możliwości firmy powinien być również dopasowany okres finansowania. Im dłuższy czas spłaty rat, tym większa szansa na to, by nabyć najnowocześniejsze środki produkcji w korzystnej cenie. Dlatego warto szukać firm, które oferują finansowanie nawet na 10 lat oraz umożliwiają spłatę w walucie, w której osiągana jest większość przychodów. Jeżeli firma planuje bardzo dużą inwestycję – jak na przykład cała linia produkcyjna zamiast jednej maszyny – to leasingu będzie mogła udzielić tylko firma finansowa, która zgadza się na wysoki współczynnik wartości finansowania do obrotów spółki. Co to oznacza? Jeżeli firma ma np. 5 mln zł obrotów rocznie, to maksymalne finansowanie będzie równe tej kwocie, a nie – jak jest przyjęte w standardzie rynkowym – połowie, czyli 2,5 mln zł.

– Istotną kwestią jest również biegłość firmy leasingowej w realizacji zakupu przedmiotu leasingu. Każdy dostawca proponuje inne warunki płatności, często wymagając dużych zaliczek przed wyprodukowaniem maszyny. Stąd doświadczenie i elastyczność firmy leasingowej są kluczowe na finalnym etapie transakcji leasingowej. Są to elementy często pomijane przez klientów, natomiast praktyka pokazuje, że mają fundamentalne znaczenie dla sprawnej realizacji zakupu i braku opóźnień, które mogłyby generować wymierne koszty po stronie klienta – mówi Anita Grygorowicz z Siemens Financial Services.

– Również w przypadku pożyczek kryterium wyboru instytucji finansowej realizującej projekty w branży tworzyw sztucznych powinno być jej doświadczenie. Jest ono tym bardziej istotne, że klienci korzystając z dotacji unijnych realizują często dużo większe projekty, niż te, na które byłoby ich stać bez dofinansowania – dodaje ekspert.

Dotacje potrafią sięgać nawet 70 proc. ceny netto maszyny, więc firma leasingowa musi mieć procedury umożliwiające udzielanie pożyczek pomostowych do czasu spłaty z dotacji na projekty przewyższające możliwości finansowe klienta.

Nie bez znaczenia jest również sama dokumentacja niezbędna do przeprowadzenia inwestycji, która musi spełniać wyśrubowane oczekiwania instytucji przyznającej fundusze. Bez szczegółowej znajomości tych wytycznych, finansujący może narazić klienta na problemy z rozliczeniem poniesionych wydatków i tym samym na ryzyko wstrzymania wypłaty należnej dotacji.

Trendy MSP – co napędza a co hamuje sektor – raport Salesforce

W 2019 roku dla firm z sektora MSP najważniejsze jest wzbudzenie zaufania w otoczeniu rynkowym. Według przedsiębiorców, aby utrzymać konkurencyjność lub zapewnić wzrost, niezbędne są inwestycje w rozwiązania oraz technologie wspomagające działania rynkowe: sprzedaż, marketing i obsługę klienta. Nakłady na te cele w ciągu 3 lat mają wzrosnąć kilkukrotnie – tak wynika z ostatniego raportu Salesforce: „Small and Medium Business Trends”.

Małe i średnie firmy (MSP) to główna siła napędowa wzrostu gospodarczego na świecie. Do tego sektora należy ponad 90% wszystkich przedsiębiorstw, w których zatrudnienie znajduje dwie trzecie całego rynku pracy. W gospodarkach rozwiniętych MSP generują 55% PKB. Salesforce od kilku lat bada ten sektor analizując potrzeby firm, ich wyzwania, jak również czynniki mające największy wpływ na ich rozwój lub hamowanie. Najnowsze opracowanie na ten temat zawarto w raporcie „Small and Medium Business Trends”, który powstał w oparciu o badanie przeprowadzone w marcu 2019 r. na grupie ponad 2 tys. właścicieli i szefów firm z MSP z Europy, Ameryki Północnej i Azji.

Badanie sektora MSP przyniosło cztery główne wnioski:

  1. Największą wartością w sferze budowania i utrzymywania relacji z klientami, pracownikami i dostawcami jest zaufanie. Przedsiębiorstwa cieszące się zaufaniem wskazywane są jako te, które zyskały kluczową przewagę konkurencyjną.
  2. Motywacja do zakładania biznesu oraz podejście do czynników warunkujących sukces lub regres firmy zależy od wieku oraz płci managerów.
  3. Oczekiwania klientów zwłaszcza związane z personalizacją ich obsługi oraz komunikacji (jakość customer experience) wpływają na plany inwestycyjne w sektorze MSP. Firmy coraz częściej sięgają po rozwiązania wspierające procesy biznesowe na styku przedsiębiorstwa i rynku – sprzedaży, marketingu i obsługę klienta.
  4. Pojawiają się priorytety w postaci zastosowania nowoczesnych technologii, w tym sztucznej inteligencji (AI) czy rozwiązań wspierających zarządzanie relacjami z klientami (CRM), jednak sposób ich wykorzystania zależy od wielości przedsiębiorstw i stopnia ich rozwoju. Dostęp do rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji coraz częściej jest utożsamiany z uzyskaniem przez firmę przewagi konkurencyjnej.

Bez zaufania nie ma dobrego biznesu

Według szefów małych i średnich przedsiębiorstw zaufanie jest podstawą w kontaktach z klientami, dostawcami i pracownikami. Stanowi ono mocny fundament w czasach, gdy ponad połowa klientów nie wierzy, że firmy mają na względzie ich dobro (tak wykazało inne badanie Salesforce). Zaufanie to dla biznesu nie tylko imperatyw, ale także potencjalny czynnik zwiększający konkurencyjność. Dla firm zaufanie jest ważniejsze od jakiegokolwiek innego czynnika w relacjach – z klientami (90%), pracownikami (89%) i dostawcami (85%).

Demografia warunkuje sposób prowadzenia biznesu

Jak wykazało badanie, przedsiębiorcy zależnie od wieku i płci mają różne motywacje i podejście do prowadzenia biznesu. Najczęściej wymienianym powodem założenia firmy jest chęć bycia szefem (55%), elastyczny czas pracy i wyższe zarobki. Osoby z młodszego pokolenia, tzw. millenialsi (urodzeni po 1983 r.) i pokolenie Z (urodzeni między1990 a 2000) częściej niż osoby starsze chcą uciec od nieatrakcyjnego środowiska pracy (73%) oraz móc poprzez własną firmę realizować swoje pasje i zainteresowania.

Według szefów firm z sektora MSP o sukcesie najmocniej decydują czynniki miękkie, takie jak samodyscyplina, umiejętności komunikacyjne oraz zaangażowanie wywodzące się z pasji. Co ciekawe, mężczyźni za czynnik sukcesu uznają także gotowość do podejmowania ryzyka (45%), podczas gdy kobiety – innowacyjny sposób myślenia (42%).

Wśród czynników hamujących rozwój przedsiębiorstw szefowie MSP najczęściej wymieniają trudności z zatrudnieniem odpowiednich talentów (60%), brak dostępu do kapitału (59%) i wystarczającą ilości czasu (58%). Badanie pokazało, że kobietom-managerom trudniej jest uzyskać dostęp do finansowania firmy (62% kobiet wobec 57% mężczyzn), natomiast mężczyznom-managerom trudniej jest pozyskać ludzi do pracy. Innym często wskazywanym wyzwaniem jest konieczność sprostania oczekiwaniom klientów. Co najmniej połowa szefów MSP uważa, że problem ten można rozwiązać poprzez wdrożenie odpowiednich technologii.

Oczekiwania klientów dyktują plany inwestycyjne

Ponad połowa (53%) szefów MSP przyznaje, że traci na konkurencyjności zawsze, gdy obok działa firma lepiej spełniająca oczekiwania klientów. Sprawę komplikuje tu fakt, iż wiele firm ma ograniczony budżet na zakup technologii wspomagających zarządzanie relacjami z klientami. Poza tym możliwości inwestycyjne firm są silnie powiązane ze stopniem ich rozwoju. Wśród przedsiębiorstw rozwijających się najwyższym priorytetem jest wdrożenie systemu CRM, oprogramowania finansowego i usług technologicznych. Biznesy będące w stagnacji i regresie większy nacisk kładą na zakup sprzętu czy zapewnienie dobrego hostingu. Priorytety zakupowe różnią się w MSP również dlatego, że mniejsze przedsiębiorstwa nadal częściej rozbudowują swoją infrastrukturę techniczną.

Zaawansowana technologia wkracza do MSP

Firmy z sektora MSP wykorzystują do prowadzenia działalności średnio 5,2 aplikacji. Coraz częściej sięgają po rozwiązania, które do niedawna były użytkowane głównie przed duże przedsiębiorstwa (takie jak systemy CRM czy narzędzia oparte na sztucznej inteligencji). W 2019 r. niemal jedna trzecia (31%) firm uznaje systemy wspomagające zarządzanie relacjami z klientami za najwyższy priorytet zakupowy. Na drugim miejscu znalazło się oprogramowanie finansowe (31%), a na kolejnym – sprzęt (28%). W ostatnich kilku latach przybyło firm MSP wykorzystujących rozwiązania CRM: 45% ogółu przedsiębiorstw przyznaje, ze użytkuje takie systemy, lecz spośród nich prawie trzy na pięć (62%) mają te rozwiązanie od mniej niż dwóch lat.

Główne bariery w przyjęciu nowych technologii to ograniczenia budżetowe (68%), jak również trudności we wdrażaniu i szkoleniu pracowników w zakresie ich wykorzystania (59%). Technologią o największym potencjale wzrostu (aż 310%) jest sztuczna inteligencja zaszyta w rozwiązaniach i aplikacjach wspierających prowadzenie biznesu. Obecnie tylko 8% małych i średnich przedsiębiorstw uważa, że wykorzystuje narzędzia oparte na AI, natomiast aż 32% firm planuje wkrótce wdrożyć tego rodzaju technologię. Najczęściej AI wykorzystana jest do tworzenia automatycznych chatbotów, do wsparcia procesów obsługi klienta oraz do nadawania zadaniom priorytetów. W opinii przedsiębiorców w przyszłości zastosowania sztucznej inteligencji poszerzą się o generowanie szybkich, automatycznych rekomendacji dla klientów oraz o prognozowanie sprzedaży.

Priorytety zakupowe w obszarze technologii IT w MSP podlegają szybkim zmianom

Poprzednia edycja raportu „Small and Medium Business Trends” została opublikowana przed dwoma laty. Od tego czasu widać zmianę w priorytetach zakupowych firm. W poprzednim badaniu najpilniejszą potrzebą inwestycyjną były: oprogramowanie użytkowe (39%), finansowe (35% – obecnie także na drugiej pozycji) i systemy bezpieczeństwa informatycznego (34%). Rozwiązania CRM figurowały wówczas na czwartej pozycji, tymczasem obecnie są już na pierwszym miejscu.

Podsumowanie najważniejszych wniosków z raportu:

  • główną motywacją do rozpoczęcia własnego biznesu jest możliwość bycia szefem (55%) oraz elastyczny czas pracy (36%);
  • 38% firm z sektora MSP za najważniejszy czynnik do osiągnięcia sukcesu w biznesie wskazuje samodyscyplinę, umiejętności komunikacyjne (łącznie 33%) oraz pasję i wiedzę o rynku (33%);
  • najsilniejsze czynniki hamujące rozwój biznesu to trudności z zatrudnieniem właściwych, utalentowanych ludzi (60%), brak dostępu do finansowania i kapitału (59%) oraz brak czasu (58%). Dla kobiet-managerów największą przeszkodą jest utrudniony dostęp do kapitału (62%); dla mężczyzn – niedostatek odpowiednich pracowników (62%);
  • w ciągu następnych lat dużym wyzwaniem będzie utrzymywanie wzrostu (68%) oraz spełnienie oczekiwań klientów (58%), a także zatrudnianie i zatrzymywanie pracowników (55%);
  • 53% szefów małych i średnich przedsiębiorstw uznaje, iż znajduje się w niekorzystnej sytuacji konkurencyjnej w porównaniu z przedsiębiorstwami, które spełniają oczekiwania klientów;
  • priorytety zakupowe w budżetach technologicznych na 2019 rok to rozwiązania CRM (31%), oprogramowanie finansowe (31%) i zakup sprzętu IT (28%);
  • największą przeszkodą w adaptacji nowych technologii w MSP są ograniczenia budżetowe (68%);
  • chociaż obecnie tylko 8% małych i średnich przedsiębiorstw korzysta z rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji, aż 32% ogółu firm planuje wdrożyć taką technologię. Potencjalnie oznacza to wzrost inwestycji w tym segmencie o 310%;
  • dla MŚP w budowaniu relacji najważniejsze jest zaufanie. Tak twierdzi 90% firm w kontekście relacji z klientami, 89% w kontekście relacji z pracownikami, a 85% w odniesieniu do relacji z dostawcami.

Dynamiczny wzrost znaczenia sztucznej inteligencji w sektorze MSP:

Przeznaczenie AI w sektorze MSP. Ile firm obecnie używa, a ile planuje używać sztucznej inteligencji (udział w ogóle firm):
  Obecnie używa: Planuje użyć w ciągu 3 lat Potencjał wzrostu w 3 lata (w proc.)
Automatyczne roboty w obszarze obsługi klienta 3% 25% 714%
Priorytetyzacja leadów 3% 27% 775%
Analityka predykcyjna dla marketingu 3% 29% 845%
Automatyczne rekomendacje dla klientów 3% 30% 892%
Prognozowanie dla sprzedaży 3% 29% 1054%
Zautomatyzowane analizy prowadzonych kampanii 2% 28% 1154%

 

O badaniu MSP: Badane firmy zatrudniały od 2 do 200 pracowników. Przedsiębiorstwa podzielono na dwie grupy: będące w stagnacji lub regresie, wykazujące wzrost przychodów mniejszy niż 1% lub ich spadek w ciągu ostatnich dwóch lat oraz firmy rosnące, wykazujące wzrost przychodów o co najmniej 1% w ciągu ostatnich dwóch lat.

Bob Dorf dołącza do Rady Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego „Ultima Ratio”

Bob Dorf- współautor światowego bestsellera „Podręcznik Startupu” dołącza do Rady Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego „Ultima Ratio”

 

Bob Dorf -współautor światowego bestsellera “Podręcznik Startupu” – szczegółowego przewodnika rozwoju biznesu zgodnego z praktykami „Customer Development” został członkiem Rady Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego „Ultima Ratio”. Rada e-sądu, złożona między innymi ze znanych prawników i osób działających na rzecz rozwoju gospodarki cyfrowej w Polsce jest organem monitorującym i wspierającym działalność Ultima Ratio. Zdaniem twórców e-arbitrażu fakt dołączenia do niej Boba Dorfa ułatwi e-sądowi bardziej dynamiczny rozwój.

Bob Dorf
Bob Dorf

Bob Dorf to profesor “Business Development” i “Business Modelling” w Columbia Business School w Nowym Jorku, prowadzi wykłady poświęcone Customer Development oraz skutecznemu budowaniu startupów. Wcześniej był przedsiębiorcą, który założył i rozwinął 7 własnych firm. Jest jednocześnie inwestorem i konsultantem wspierającym startupy. W sumie zaangażował się w ponad 24 projekty związane z rozwojem przedsiębiorstw z rożnych branż, co w efekcie przełożyło się na 7 debiutów giełdowych. W 2012 roku razem ze Stevem Blankiem opublikował „Podręcznik Startupu”, który szybko zyskał miano bestsellera.

Teraz Bob Dorf dołącza do Rady „Ultima Ratio”, Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego, który powstał dzięki wspólnej inicjatywie Stowarzyszenia Notariuszy Rzeczypospolitej Polskiej oraz spółki Causa Finita. To arbitraż dla firm, w którym sprawy są prowadzone wyłącznie przez internet. W zamyśle twórców Ultima Ratio Sąd ma odciążyć działalność sądownictwa tradycyjnego, które rocznie prowadzi około miliona spraw, w których stronami są firmy i przedsiębiorstwa. Wyrok zgodnie z regulaminem ma być wydany w ciągu 3 tygodni.

„Założyciele Ultima Ratio budują poważny i wiarygodny projekt z dziedziny elektronicznego arbitrażu stosując przy tym techniki rozwoju biznesu właściwe startupom. Stworzyli w ten sposób niesamowitą propozycję wartości dla klientów. Mowa tu o zupełnie bezstresowym rozwiązywaniu sporów w sieci w czasie zaledwie trzech tygodni – nigdzie na świecie nie spotykanym. Dlatego z przyjemnością wsparłem ten projekt swoim doświadczeniem i pomocą jako członek Rady. „komentuje Bob Dorf.

Robert Szczepanek, współtwórca Ultima RatioRada Ultima Ratio to instytucja, która ma monitorować działalność naszego e-sadu, ale także wspierać rozwój naszego przedsięwzięcia. W jej skład wchodzą największe autorytety polskiego prawodawstwa, ale także osoby wspierające proces digitalizacji polskiej gospodarki. Teraz dołącza do niej Bob Dort, praktyk we wspieraniu nowych przedsięwzięć. Znaczna ich część odniosła sukces. Mam nadzieję, że przy wsparciu Boba dołączymy do tego grona.- komentuje Robert Szczepanek, współzałożyciel Ultima Ratio.

W składy Rady Ultima Ratio, oprócz Boba Dorfa wchodzą także prof. Jacek Gołaczyński, prof. Uniwersytetu Wrocławskiego Łukasz Błaszczak, prof. UKSW dr hab. Jadwiga Pazdan, prof. Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie Andrzej Kidyba, prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego Jerzy Pisuliński oraz Anna Dańko – Roesler, Prezes Stowarzyszenia Notariuszy RP.

Ultima Ratio rozpoczął formalnie działalność pod koniec kwietnia tego roku. Ma rozpatrywać sprawy gospodarcze, w których stronami są firmy i przedsiębiorstwa. Żeby złożyć pozew, obydwie strony muszą zgodzić się na rozstrzygnięcie sporu właśnie przez Ultima Ratio. Sąd rozpatruje sprawy wyłącznie przez internet – nie posiada budynku, w którym trzeba się stawić, nie organizuje rozpraw, na które trzeba dojechać. Pozew składa się w ciągu kilku minut, po zalogowaniu się do systemu informatycznego. Sąd będzie mógł korzystać z profilu zaufanego, podpisu kwalifikowanego oraz e-dowodów tożsamości. Ułatwi to identyfikacje tożsamości użytkowników, którzy będą występować przed sądem w charakterze stron. Takie rozwiązania udostępniło Ministerstwo Cyfryzacji. Wyrok zaś ma być co do zasady wydany w 3 tygodnie czyli ponad 20 razy szybciej niż w sądzie tradycyjnym. Arbitrami są notariusze przeszkoleni w Stowarzyszeniu Notariuszy RP.

System elektroniczny Ultima Ratio jest prosty i intuicyjny – czynności procesowych można dokonywać o każdej porze dnia i nocy i w każdym miejscu na świecie, posiadającym oczywiście dostęp do internetu. Niezwykle wygodne jest prezentowanie materiału dowodowego – w przypadku na przykład roszczeń z rękojmi za wady rzeczy sprzedanej, strona będzie mogła wprost z aplikacji mobilnej Ultima Ratio nakręcić telefonem komórkowym film obrazujący wady oraz jednym kliknięciem umieścić go na profilu danej sprawy. W analogiczny sposób możliwa jest prezentacja zdjęć, skanów pism, linków, nagrań audio, zrzutów ekranu i innych tego typu materiałów. Arbiter zaś ma możliwość kontaktowania się ze stronami poprzez dedykowany każdej sprawie czat. Zabezpieczenia systemu elektronicznego Ultima Ratio są analogiczne do zabezpieczeń systemów bankowości elektronicznej. System informatyczny e-sądu został zbudowany przez polską spółkę ZETO Rzeszów.

Brak kroku do przodu, to krok w tył

Ponury sentyment powrócił na rynki finansowe, chociaż ostatnie 24 godziny nie przyniosły wyraźnych ku temu powodów. Jednak, jak to bywa często wśród inwestorów, czas na rozmyślania jest pożytkowany na przywołanie obaw. Do wyboru: wojny handlowe, brexit, włoski budżet.

Brak kroku do przodu, to krok w tył. Wygląda na to, że brak na horyzoncie postępów w kluczowych kwestiach politycznych jest wystarczającym pretekstem do zwiększonej nerwowości na rynkach. W tym tygodniu nie usłyszeliśmy nic nowego w kwestii negocjacji handlowych USA-Chiny, ale sam fakt, że spór istnieje, a dane z globalnej gospodarki nie wypadają rewelacyjnie, wystarcza, by mieć obawy o perspektywy światowego ożywienia. Wczoraj spadki rentowności obligacji skarbowych USA i innych głównych gospodarek rozkręciły spiralę niepewności, pchając w dół indeksy giełdowe. Na rynku walutowym zmiany były względnie niewielkie, choć zaznaczyła się dominacja USD względem ryzykownych walut rynków wschodzących. Dobrze trzymały się też bezpieczne przystanie: JPY i CHF. Dodatkowo w przypadku EUR odkryty został czuły punkt w postaci powracającego konfliktu Komisji Europejskiej z włoskim rządem – według prasowych doniesień KE rozważa nałożenie kary na Włochy w wysokości 0,2 proc. PKB za niedotrzymanie limitów zadłużenia. Wreszcie w temacie brexitu szef KE Jean-Claude Juncker rozwiał nadzieje kandydatów na nowego premiera Wielkiej Brytanii, którzy liczą na renegocjacje umowy rozwodowej z UE. Nic z tych rzeczy nie jest nowa i nie powinna być szokiem dla inwestorów. Ale kolejny raz przy braku innych punktów zaczepienia, droga po linii najmniejszego oporu jest ucinanie ryzykownych pozycji.

Przed nami raczej spokojny dzień od strony publikacji makro, co powinno pomóc zatrzymać uwagę na tematach politycznych, takich jak wojny handlowe i targi stanowisk w UE. W kalendarzu wyróżnia się decyzja Banku Kanady, choć powszechnie oczekuje się utrzymania stopy overnight na 1,75 proc. Dane od czasu ostatniego posiedzenia w kwietniu były netto dobre. Rynek pracy kolejny raz dostarczył silnych liczb, rynek nieruchomości ustabilizował się, a inflacja bazowa zakotwiczyła się blisko środka przedziału celu 1-3 proc. Z drugiej strony negatywnie odbija się słaba aktywność gospodarcza, choć świeże dane o PKB za I kw. będą dostępne dopiero w piątek. Mimo to spadki cen ropy naftowej i zaognienie sporu handlowego USA-Chiny są czynnikami ryzyka, których Bank Kanady nie może zignorować. BoC czeka na rozwój wypadków i w komunikacie powinien podtrzymać neutralne nastawienie. W ostatnich komentarzach prezes Poloz wyraźnie zaznaczał swoje stanowisko z otwartością do dalszych podwyżek, ale pod warunkiem, że dane na to pozwolą. Reakcja rynku będzie się rozbijać o to, czy bank widzi więcej pozytywnych lub negatywnych sygnałów. Podkreślenie mocnych danych z gospodarki pomoże CAD, podczas gdy skupienie uwagi na napięciach handlowych i taniejącej ropie przyniesie osłabienie. Ale musielibyśmy otrzymać wyjątkowo jasny sygnał, że BoC myśli o obniżkach, by USD/CAD miał zanotować silny ruch. Wątpię w taki rozwój wypadków i najprawdopodobniej kurs nie wyrwie się z panującego ostatnio trendu bocznego.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Co trzeci Polak niezadowolony z publicznej służby zdrowia. Dwie trzecie szuka pomocy w placówkach prywatnych.

Blisko jedna trzecia Polaków (29,2%) źle lub bardzo źle ocenia publiczną służbę zdrowia. Na negatywną opinię wpływ mają przede wszystkim długi czas oczekiwania na wizytę oraz tłok i kolejki w placówkach – wynika z ogólnopolskiego badania zrealizowanego przez SW Research na zlecenie AXA Partners[1]. W związku z tą sytuacją Polacy szukają już od wielu lat pomocy lekarskiej w placówkach niepublicznych. Aktualnie z prywatnych gabinetów korzysta już dwie trzecie ankietowanych (66,8%), a przeszło 4 na 10 posiada prywatne ubezpieczenie zdrowotne. 

Prywatna służba zdrowia jest postrzegana przez Polaków pozytywnie. Wśród osób, które choć raz w przeciągu minionych 12 miesięcy skorzystały z usług medycznych tego typu, aż 85,8% ocenia je pozytywnie – bardzo dobrze (30,3%) lub raczej dobrze (55,5%). Dla porównania podobną opinię na temat publicznej służby zdrowia ma tylko 37,6% badanych, a blisko co trzecia osoba (29,2%) jest zdania przeciwnego.

Na negatywną ocenę sektora publicznego wpływ mają przede wszystkim długi czas oczekiwania na wizytę  (70% wskazań) oraz tłok i kolejki w placówkach (52,4%). Wśród głównych bolączek wskazywane są również zbyt mała liczba placówek (11,5%), zbyt duże odległości placówek od miejsca zamieszkania respondentów (10,2%) oraz nieprzystosowanie placówek do potrzeb osób o ograniczonych możliwościach poruszania się (8%).Główne problemy w dostępie do publicznej służby zdrowia

Szukając pomocy medycznej Polacy coraz chętniej kierują się do prywatnych gabinetów lekarskich. Skorzystanie z niepublicznej służby zdrowia przynajmniej raz w ciągu ostatnich 12 miesięcy deklaruje dwie trzecie badanych (66,8%). Równocześnie, przeszło 4 na 10 osób (44,5%) wskazuje, że posiada ubezpieczenie prywatne – w całości lub częściowo opłacone przez pracodawcę (22%) lub finansowane samodzielnie (22,5%).

– Prywatne usługi medyczne są coraz popularniejsze wśród Polaków. Potwierdza to liczba pacjentów, która jest znacząco wyższa od liczby posiadaczy polis. Mając świadomość wyższego standardu świadczeń, coraz chętniej rozszerzamy ochronę także na bliskich. W naszej ocenie w najbliższych latach trend ten będzie się nasilał. Łatwy i szybki dostęp oraz pewność pomocy lekarskiej to główne przewagi konkurencyjne placówek niepublicznych, które z czasem niewątpliwe będą jeszcze bardziej widoczne – komentuje Łukasz Hajkowski, Dyrektor Sprzedaży Korporacyjnej AXA Partners.

Pomimo bardzo dobrej opinii na temat niepublicznej służby zdrowia, Polacy nie są jednak skłoni płacić we własnym zakresie dużych kwot na tego typu ubezpieczenie. Miesięcznie za prywatny pakiet medyczny, oferujący dostęp do lekarzy pierwszego kontaktu oraz specjalistów, kwotę 50 zł jest gotowa zapłacić jedna trzecia badanych. Dla kwoty 75 zł odsetek wskazań sięgnął 17,1%, a dla 100 zł – 19,4%. Kwotę powyżej 200 zł byłoby skłonnych zapłacić 6,2% respondentów. Równocześnie tylko co piąty badany Polak (21,9%) nie wyraził chęci ponoszenia dodatkowych opłat z tytułu prywatnego ubezpieczenia medycznego. Deklarowana przez pracowników kwota akceptowalnych wydatków na prywatne ubezpieczenie medyczne

Gotowość do rozszerzenia prywatnego pakietu medycznego i objęcia nim członków rodziny deklaruje dwie trzecie badanych. Kwotę 100 zł miesięcznie jest skłonnych zapłacić 37,8% ankietowanych. Dla kwoty 150 zł odsetek ten wyniósł 14,4%. Wydatek minimum 200 zł jest w stanie zaakceptować 13,9% respondentów. Z kolei co trzecia osoba (33,9%) nie chciałoby płacić za rozszerzenie pakietu.

­– Prywatna polisa medyczna finansowana lub współfinansowana przez pracodawcę to wciąż jedno z najlepiej postrzeganych świadczeń pozapłacowych. Przynosi ona wymierne korzyści zarówno ubezpieczonym, jak i firmie. Łatwy dostęp do usług medycznych pomaga pracownikowi dbać o zdrowie swoje oraz bliskich, co w efekcie pozytywnie przekłada się na jego frekwencję i efektywność w pracy. W obliczu narastających problemów publicznej służby zdrowia, atrakcyjność ubezpieczeń prywatnych będzie systematycznie rosła – podsumowuje Łukasz Hajkowski.

[1] Badanie zrealizowane przez SW Research na zlecenie AXA Partners na reprezentatywnej grupie pełnoletnich Polaków, N=1075, CAWI, maj 2019 r.

Internetowe zbiórki w 2019 roku, czyli ile wpłacamy, kiedy, komu i na jakie cele?

Choć dominują przelewy o wartości do 50 zł, to największy przyrost, bo o 73%, odnotowały donacje w przedziale 251-500 zł. W czwartki jest największa liczba wpłat, a szczyt przypada w godzinach wieczorno-nocnych. Jednak to w niedziele i poniedziałki Polacy robią najbardziej wartościowe przelewy. Co prawda finansowanie społecznościowe to domena osób młodych i w średnim wieku, jednak najbardziej zwiększyła się liczba osób starszych, internautów w wieku 65+, aż o 100% w ciągu ostatnich dwóch lat. Co jeszcze zmieniło się w crowdfundingu w 2019 roku w stosunku do 2017?

To już drugie tak kompleksowe badanie zbiórek organizowanych w polskim internecie. Pierwsze odbyło się dwa lata temu. Co się zmieniło w 2019r vs tj. w 2017? Kto organizuje zbiórki, a kto jest finansuje? Ile osób korzysta z przelewów błyskawicznych, a ile z tych tradycyjnych? Ile średnio darczyńcy przekazują? Na te oraz wiele innych pytań, odpowiada najnowszy raport, opracowany przez platformę zrzutka.pl, na podstawie ponad 302 tysięcy przeprowadzonych zbiórek w internecie oraz analizy zachowań ponad 8 milinów internautów w okresie pierwszego kwartału 2019 r.

Po ile wpłacamy?

W dalszym ciągu najwięcej (blisko 70%) wpłat to kwoty do 50 zł, zarówno w bieżącym roku, jak i dwa lata wcześniej. Także bez zmian, pozostał udział drugiej (25%) największej grupy kwot wpłat, tj. 51-250 zł. Największe zmiany nastąpiły w przypadku wpłat na kwoty 251-500 zł. W 2019 roku stanowiły one 3,5%, co oznacz wzrost dynamice na poziomie 73,27% w ciągu ostatnich 24 miesięcy. Bez zmian (1,6%) pozostały donacje przekraczające 500 zł.

Wartość wpłat na internetowe zbiórki

Kwota wpłaty 2019r 2017r zmiana zmiana %
do 50 zł 69,9% 70,74% -0,84% -1,19%
51-250 zł 25,0% 25,65% -0,65% -2,53%
251-500 zł 3,5% 2,02% 1,48% 73,27%
powyżej 500 zł 1,6% 1,60% 0,00% 0,00%

Źródło: Zrzutka.pl, dane za okres 2019r oraz 2017r

Po ile i kiedy?

Na przestrzeni ostatnich dwóch lat zwiększyła się średnia wartość przelewu. W bieżącym roku wynosi ona 70 zł, a w 2017 było to 65 zł. Zatem dynamika zmian była na poziomie 107,69%.

Wartość średniej wpłaty na zrzutkę

2019r 2017r zmiana zmiana %
70 zł 65 zł 5 zł 7,69%

Źródło: Zrzutka.pl, dane za okres 2019r oraz 2017r

Aktualnie aż 95,2% korzysta z przelewów przez PayU (błyskawicznych), a 4,8% wybiera te tradycyjny. Szczyt wpłat następuje w godzinach między 20:30 a 22:30.

– W dalszym ciągu, tak jak to miało miejsce 2 lata temu, w czwartki jest najwięcej wpłat. Zaś soboty i niedziela są nieco słabsze pod tym względem. – mówi Tomasz Chołast, współzałożyciel platformy zrzutka.pl. – Z kolei w niedziele i poniedziałki darczyńcy wpłacają największe wartościowo kwoty – dodaje Chołast ze zrzutka.pl.

Kto odwiedza portale crowdfundingowe?

W ciągu ostatnich 2 lat, nastąpiło kilka zmian w zakresie wieku osób, które odwiedzają portale finansowania społecznościowego. Widać wyraźnie, że największe zmiany zaszły w najmłodszej grupie internautów, jak i trzech najstarszych. Drugą największą grupą (30%) w 2017 roku stanowiły osoby w najmłodszym przedziale wiekowy, tj. 18-24 lata. Tak samo jest w tym roku, jednak ich udział procentowy zmalał aż o 26,67% do poziomu 22%. Z kolei wzrosty odnotowały przedziały wiekowe 45-54 lata, 55-64 lata wzrost o 60% i 65+, odpowiednio o 28,57%, 60% i 100%. Praktycznie bez zmian, pozostaje największa grupa tj. 25-34 oraz trzecia najbardziej liczna tj. 35-44. Ich udział procentowy w 2019 r. wynosi odpowiednio 38% i 19%.

Wiek osób odwiedzających platformy finansowania społecznościowego

Wiek osób odwiedzających platformy finansowania społecznościowego
Źródło: Zrzutka.pl, dane za okres 2019r oraz 2017r

Wiek osób odwiedzających platformy finansowania społecznościowego

wiek 2019r 2017r zmiana zmiana %
18-24 22% 30% -8,00% -26,67%
25-34 38% 37% 1,00% 2,70%
35-44 19% 19% 0,00% 0,00%
45-54 9% 7% 2,00% 28,57%
55-64 8% 5% 3,00% 60,00%
65+ 4% 2% 2,00% 100,00%

Źródło: Zrzutka.pl, dane za okres 2019r oraz 2017r

Wśród osób, które najczęściej odwiedzały portale finansowania społecznościowego w tym roku były kobiety 57,8%. W stosunku do roku 2017 nastąpiła duża zmiana. Gdyż wówczas to mężczyźni dominowali – 52,9%. W bieżącym roku ich udział spadł o 10,70%, co oznacza spadek na poziomie 20,23%.

Płeć osób odwiedzających platformy finansowania społecznościowego

płeć 2019r 2017r zmiana zmiana %
kobiety 57,8% 47,10% 10,70% 22,72%
mężczyźni 42,2% 52,90% -10,70% -20,23%

Źródło: Zrzutka.pl, dane za okres 2019r oraz 2017r

Kto organizuje internetowe zrzutki?

W obszarze zakładania i promowania zrzutek w dalszym ciągu dominują panowie. Jednak ich udział zmniejszył się o 5,97%, przy dynamice 9,11%, do poziomu 59,5%. Panie organizują zbiórki w internecie w 40,5% w 2019r vs 34,49% dwa lata wcześniej.

Kto zakłada internetowe zrzutki?

Kto zakłada internetowe zrzutki
Źródło: Zrzutka.pl, dane za okres 2019r oraz 2017r

Kto zakłada internetowe zrzutki?

płeć 2019r 2017r zmiana zmiana %
kobiety 40,5% 34,49% 5,97% 17,31%
mężczyźni 59,5% 65,51% -5,97% -9,11%

Źródło: Zrzutka.pl, dane za okres 2019r oraz 2017r

Kto finansuje zbiórki?

Jeżeli chodzi o internautów, którzy realizują przelewy na zorganizowane zrzutki, to kobiety w ciągu ostatnich 2 lat umocniły swoją pozycję. Aktualnie blisko 2/3 wpłaty realizowanych jest przez płeć piękną, podczas gdy w 2017 roku było to 59,35%, a to oznacza dynamikę wzrostu na poziomie 6,34%. Udział mężczyzn w tym roku spadł do poziomu 36,9%.

Płeć osób finansujących zbiórki internetowe

płeć 2019r 2017r zmiana zmiana %
kobiety 63,1% 59,35% 3,76% 6,34%
mężczyźni 36,9% 40,65% -3,76% -9,25%

Źródło: Zrzutka.pl, dane za okres 2019r oraz 2017r

Stomilionowa

Przygotowanie tegorocznego raportu zbiegło się z wyjątkowym wydarzeniem. Platforma zrzutka.pl, autor raportu i najpopularniejsza platforma crowdfundingowa dedykowana organizacji zbiórek na wszystkie cele, świętuje zebranie ponad 100 000 000 zł wpłat na zrzutki zorganizowane za pośrednictwem portalu.

– Celebrując stumilionową wpłatę, warto także podkreślić, że za naszym pośrednictwem internauci zorganizowali już 302 058 zbiórek online, z czego 291 399 to zrzutki prywatne, a 10 659 to publiczne. Na serwisie zarejestrowało się ponad ćwierć miliona użytkowników, a liczba wpłat wyniosła 1 567 925. –  mówi Tomasz Chołast, współzałożyciel zrzutka.pl.

Wszystkie dane prezentowane w tabelach, na wykresach oraz w tekście zostały opracowane na podstawie analizy 325 194 wpłat na platformie Zrzutka.pl zrealizowanych w okresie styczeń – marzec 2019 roku oraz na podstawie odwiedzin 8 111 472 użytkowników, także w okresie pierwszego kwartału br.

Adam Lange szefem zespołu ds. wykrywania cyberzagrożeń w banku Standard Chartered

Adam Lange został powołany na stanowisko szefa zespołu ds. wykrywania cyberzagrożeń (VP, Cyber Threat Hunting) w Standard Chartered, jednym z wiodących banków międzynarodowych, który w ubiegłym roku otworzył w Warszawie swoje globalne centrum usług. Do zadań Adama będzie należało zbudowanie i zarządzanie zespołem wyspecjalizowanym w identyfikowaniu anomalii i złośliwych aktywności w systemach bankowych, a przez to dbanie o bezpieczeństwo banku i jego klientów, zlokalizowanych w ponad 60 krajach.

Adam Lange, Standard Chartered
Adam Lange, Standard Chartered

Adam Lange jest ekspertem ds. cyberbezpieczeństwa z ponad 20-letnim doświadczeniem
w sektorze finansowym i IT. Specjalizuje się w takich obszarach, jak analiza i wykrywanie cyberzagrożeń (cyber threat intelligence, cyber threat hunting), bezpieczeństwo bankowości internetowej i mobilnej, oraz analizy złośliwego oprogramowania. Zanim dołączył do grona pracowników Standard Chartered, kierował zespołem Analiz i Modelowania Cyberzagrożeń w PKO Banku Polskim S.A., a wcześniej odpowiadał za bezpieczeństwo w obszarze IT w Alior Bank S.A. Przez ponad 9 lat był także odpowiedzialny za tworzenie oprogramowania klasy „enterprise security” i zarządzanie projektami w firmie Symantec. Do końca kwietnia 2019 roku przewodził Forum Cyber Threat Intelligence przy Związku Banków Polskich, aktywnie wpływając na bezpieczeństwo w polskim sektorze finansowym. Adam jest również członkiem rady programowej największej konferencji dot. cyberbezpieczeństwa (Confidence) w Polsce, oraz prelegentem regularnie dzielącym się swoją wiedzą i doświadczeniem na wydarzeniach branżowych w kraju i za granicą.

W Standard Chartered dołączył do grona polskich ekspertów należących do międzynarodowej kadry menedżerskiej obszaru cyberbezpieczeństwa, w skład której wchodzą również Cezary Piekarski, szef zespołu ds. zabezpieczeń przed złośliwym oprogramowaniem (Head of Malware Protection), i Krystian Szybis, szef zespołu ds. testów penetracyjnych (Head of Security Penetration Testing). Wszyscy trzej pracują w warszawskim biurze banku.

„Adam wnosi do naszego międzynarodowego zespołu bogatą wiedzę i doświadczenie
z zakresu cybezpieczeństwa w sektorze finansowym. Jego doskonała znajomość lokalnej bazy talentów umożliwi nam zbudowanie w Warszawie zespołu wysokiej klasy specjalistów, którzy będą współtworzyli naszą globalną sieć cyberbezpieczeństwa”, mówi Chia Wing Fei, szef globalnego centrum ds. cyberbezpieczeństwa Standard Chartered. Rekrutacja do zespołu Adama Lange wystartowała, a ogłoszenia o pracę dostępne są na portalu Pracuj.pl
i w zakładce Kariera na stronie internetowej banku.

„Cieszymy się, że Adam dołącza do naszego grona ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa, które jest jednym z filarów strategii rozwoju globalnego centrum usług biznesowych Standard Chartered w Warszawie. Centrum to zostało uruchomione we wrześniu 2018 roku z myślą o wspieraniu rozwoju banku przede wszystkim w regionie Europy i Ameryk, ale także w innych częściach świata. W naszym warszawskim biurze zatrudniamy obecnie ponad 300. doświadczonych specjalistów, zarządzających złożonymi procesami na skalę międzynarodową. Poza cyberbezpieczeństwem koncentrujemy się na takich obszarach, jak zapobieganie przestępczości finansowej, zarządzanie zasobami ludzkimi, zarządzanie ryzykiem płynności czy negocjowanie umów z klientami korporacyjnymi i instytucjonalnymi”, mówi Rowena Everson, dyrektor zarządzająca (CEO) globalnym centrum usług biznesowych banku Standard Chartered w Polsce.

Wyniki wyborów do PE pokazują sprzeciw wobec działań europejskiej biurokracji

Wyniki tegorocznych wyborów do Parlamentu Europejskiego dla wielu mają wydźwięk narodowy czy nacjonalistyczny. Zaczęto eksponować bardziej lokalne sprawy i narodowe interesy niż było to do tej pory. Należy pamiętać, że Unia Europejska w 2019 roku jest zupełnie inną organizacją niż 15 lat temu, kiedy Polska się do niej przyłączała. Nic więc dziwnego, że w wielu krajach zauważono dramatyczny rozdźwięk pomiędzy fundamentami, które niegdyś stworzyły wspólny organizm polityczny, następnie unię a obecnymi działaniami biurokracji europejskiej. Zaczęła się ona usamodzielniać na tyle, że wymyśla cele nie zawsze zgodne z interesami krajów członkowskich. Istnieje obawa, że proces ten w ramach UE mógłby się pogłębiać. To tłumaczy ostatnie wyniki wyborów.

– Unia Europejska jest pojęciem abstrakcyjnym. Konkretne są wyłącznie interesy najsilniejszych państw członkowskich – Niemiec i Francji – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. – Na tyle nadają one ton działalności biurokracji, że realizowane są takie działania, jak choćby dyrektywa o tzw. mobilności. Wymierzona jest ona w wolną konkurencję dotyczącą przemysłu transportowego, który w Polsce na tle całej UE stoi na najwyższym poziomie. Tym samym zagraża rynkowo interesom krajów „Starej Unii”. Nie istnieje obiektywna, ponadnarodowa biurokracja Unii Europejskiej realizująca świetlane cele. Jest ona widocznie związana z interesami wybranych państw, które są przez nią bardzo silnie eksponowane. Wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego wskazują, że istnieją obawy, iż biurokracja ta stanowi dzisiejszą arystokrację – jednak nie reprezentującą najlepsze cnoty, ale znajdującą się całkowicie poza kontrolą obywatelską. Ma ona własne cele, nie zawsze zgodne z interesami obywateli poszczególnych państw – ocenił Sadowski.

Mapa aktywności kredytowej Polaków

Aktywność kredytowa może skłaniać do refleksji nad istotą finansowania, czyli realizowania swoich potrzeb i marzeń przy pomocy kredytów. Na koniec marca 2019 r. aż 48,3% Polaków spłacało zobowiązanie finansowe, kredyt lub pożyczkę. Okazuje się, że stopień korzystania z kredytów i pożyczek znacząco różni się pomiędzy województwami. Najwięcej kredytobiorców, w relacji do liczby mieszkańców, jest w województwie wielkopolskim (53,2%), najmniej zaś w województwie świętokrzyskim (39%).

W refleksji nad rolą kredytów w spełnianiu marzeń Polaków, zamieszkujących poszczególne regiony kraju, pomagają analizy geograficzne BIK. Prezentują one stopień skłonności do „życia na kredyt” mieszkańców poszczególnych województw. Rzeczywistą aktywność kredytową, BIK przedstawia za pomocą tzw. ukredytowienia. Jest to wskaźnik określający liczbę osób posiadających czynny kredyt bankowy, tj. spłacany obecnie kredyt konsumpcyjny, mieszkaniowy, limity kredytowe, karty kredytowe w stosunku do liczby dorosłych, zamieszkujących dany obszar.

Kredytowa mapa Polski

Patrząc na kredytową mapę Polski zwraca uwagę zróżnicowanie aktywności kredytowej Polaków. Średni wskaźnik ukredytowienia dla Polski wynosi 48,3%. Najwyższe wartości wskaźnika już od kilku lat stabilizują się w zachodniej Polsce, a najniższe w południowo – wschodniej części kraju.mapa aktywności kredytowej Polaków

Oznacza to, że najwięcej kredytów w stosunku do poziomu zaludnienia, mają mieszkańcy województw wielkopolskiego (53,2%), dolnośląskiego (52,2%) oraz lubuskiego (52,1%). Najmniej kredytów spłacają obecnie mieszkańcy województwa podlaskiego, gdzie tylko 39,6% osób korzysta z kredytu.

prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej
prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej

– Zróżnicowanie aktywności kredytowej Polaków można częściowo tłumaczyć kilkoma czynnikami, które występują w różnym stopniu i natężeniu, przekładając się na otrzymany obraz poziomu ukredytowienia Polaków. Wśród determinantów znajdują się zarówno czynniki o charakterze ekonomicznym, jak i socjologicznym, demograficznym czy kulturowym – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Wpływ na aktywność kredytową ma bowiem m.in. zróżnicowana skłonność do ryzyka w różnych obszarach kraju albo różnice w poziomie zamożności oraz poziom uzyskiwanych dochodów – dodaje prof. Rogowski.

Jakość w parze z aktywnością

Terminowość spłaty kredytów, mierzona wartością wskaźnika NPL licznego na poziomie klientów, pokazuje liczbę kredytobiorców posiadających przynajmniej jedno opóźnione pow. 90 dni zobowiązanie kredytowe w stosunku do liczby wszystkich osób posiadających kredyty. Średnia wartość tego wskaźnika dla Polski wynosi 6,9%.jakośc kredytów 2019Informacje z bazy BIK pokazują, że południowo – wschodnia część kraju obsługuje kredyty dużo lepiej niż północno – zachodnia. Dla przykładu, w województwie podkarpackim wskaźnik jakości wynosi 4,7% a w małopolskim 5,4%. Najniższą jakością, ilustrowaną wskaźnikiem NPL równym i powyżej 8%, charakteryzują się kredytobiorcy zamieszkujący północno – zachodnią Polskę, województwa lubuskie, śląskie, zachodniopomorskie, kujawsko-pomorskie.

Wynika z tego, że im wyższy poziom ukredytowienia, tym gorzej jest z terminową spłatą zobowiązań. Pytanie, skąd może wynikać zjawisko związane z bardziej sumiennym i odpowiedzialnym podejściem do spłacania rat kredytowych, i czy przyczyna tkwi tylko w odmienności kulturowej, stylu życia czy też we wspieraniu przez rodzinę, np. pomocy krewnych, w przypadku kłopotów finansowych.

– Podobnie, jak w  przypadku ukredytowienia, przyczyn zróżnicowania w jakości obsługi kredytów w różnych regionach kraju, należy szukać w kilku aspektach, m.in ekonomicznych, socjologicznych, kulturowych czy demograficznych – mówi prof. Rogowski.

– Do czynników ekonomicznych można zaliczyć m.in. poziom dochodów, poziom bezrobocia, do czynników kulturowych, m.in.: podejście do konsumpcjonizmu (hedonizm vs konserwatyzm), społecznym (pożyczanie od rodziny i znajomych vs pożyczanie od instytucji finansowych), demograficznym – rozkład wiekowy osób zamieszkujących obszar danego województwa – tłumaczy Główny Analityk BIK.

Dobra analiza a decyzja o kredycie

Chcąc dbać o swoją historię kredytową i regulować raty w terminie, należy odpowiedzialnie zaciągać nowe zobowiązania, rozważając zarówno swoją obecną sytuację finansową, jak i biorąc pod uwagę ewentualne nieprzewidziane okoliczności. W pierwszej kolejności warto dokonać autoanalizy swoich bieżących kredytów. Może w tym pomóc Analizator Kredytowy BIK, nowe analityczne narzędzie, standaryzujące sposoby indywidualnego przygotowania się do złożenia wniosku o kredyt bankowy, wspierające racjonalne podejście. Najpierw warto bowiem obliczyć swoje szanse na uzyskanie wsparcia finansowego, by sprawdzić na ile kredyt bankowy pomoże urzeczywistnić własne marzenia.

Startuje wsparcie dla projektantów gier

Rada Ministrów, podczas wtorkowego posiedzenia (28 maja br.), przyjęła uchwałę o ustanowieniu Programu Rozwoju Talentów Informatycznych.

Jest to program wieloletni, który powstał z inicjatywy Ministra Cyfryzacji, Marka Zagórskiego, uzupełniający działania Ministerstwa Edukacji Narodowej w zakresie kształcenia kadr nowoczesnej gospodarki. Program jest adresowany do uczniów i studentów o szczególnych zdolnościach w zakresie algorytmiki i programowania oraz projektowania gier komputerowych, którzy jeszcze nie rozpoczęli kariery zawodowej.

Celem programu jest zaktywizowanie młodzieży ze szkół ponadpodstawowych oraz uczelni pod kątem rozwoju najbardziej zaawansowanych umiejętności informatycznych. Ponadto program ma na celu zapewnienie wsparcia młodzieży o szczególnych zdolnościach w zakresie algorytmiki i programowania oraz projektowania gier. Ma też podnieść kompetencje merytoryczne i metodyczne nauczycieli przedmiotów matematyczno-informatycznych i wykładowców. Wyrówna też szanse na zdobycie zaawansowanych kompetencji cyfrowych między młodzieżą z dużych i mniejszych ośrodków. Na rynku pracy wzrasta zapotrzebowanie na takie osoby. Efektem programu będzie wzmocnienie grupy specjalistów od technologii informacyjno-komunikacyjnych. Rynek zostanie wzmocniony grupą specjalistów zajmujących się projektowaniem gier, którzy będą konkurować na światowym rynku gamingowym.

Realizacja Programu została przewidziana na lata 2019-2029 i będzie kosztowała ponad 80 mln. zł.

Program będzie realizowany w dwóch ścieżkach: „Mistrzostwa w Algorytmice i Programowaniu” oraz „Mistrzostwa w Projektowaniu Gier Komputerowych”. W ramach obydwu ścieżek uczniowie i studenci pracujący w około 8-osobowych zespołach pod kierunkiem nauczycieli i wykładowców, będą mogli wziąć udział w intensywnych wyjazdach edukacyjnych, zespołowym rozwiązywaniu zadań (w formie grywalizacji) i zespołowym projektowaniu gier, jak również zespołowych zawodach algorytmiczno-programistycznych i prezentacji gier. Zwycięskie drużyny wezmą udział w zagranicznych wyjazdach edukacyjnych, podczas których zapoznają się możliwościami zastosowania umiejętności w zakresie algorytmiki i programowania oraz projektowania gier w inspirującej pracy zawodowej.

Mike Fitzmaurice dołącza do WEBCON

Mike Fitzmaurice dołącza do WEBCON

Polski producent zaawansowanej platformy do digitalizacji i automatyzacji procesów biznesowych ogłosił ekspansję na rynek amerykański. Do zespołu dołącza Mike Fitzmaurice, światowej sławy ekspert ds. wykorzystania nowoczesnych technologii informatycznych w biznesie oraz metodyki workflow. Jako Chief Evangelist oraz Wiceprezes WEBCON North America będzie miał za zadanie m.in. zbudowanie pierwszego oddziału firmy w Stanach Zjednoczonych.

Jak tłumaczy Radosław Putek, CEO i Prezes WEBCON, decyzja o ekspansji na rynki północnoamerykańskie jest zwieńczeniem długo planowanego i konsekwentnie realizowanego procesu akceleracji. ─ Będąc firmą europejską, za priorytet postawiliśmy sobie zbudowanie silnej obecności i świadomości marki na Starym Kontynencie. W ciągu ostatnich 13 lat rozwinęliśmy naszą platformę, zbudowaliśmy świetny zespół specjalistów i pomogliśmy ponad 350 firmom w kraju i za granicą przeprowadzić transformację cyfrową. Czekaliśmy cierpliwie na odpowiedni moment, by szerzej zaprezentować nasze rozwiązanie i ugruntować naszą obecność również poza Europą i ten moment właśnie nadszedł.

W podobnym tonie wypowiada się Łukasz Wróbel, CBDO i Wiceprezes w WEBCON. – To niezwykle ekscytujący i zarazem strategiczny krok dla WEBCON. Setki klientów i dziesiątki partnerów – nie tylko z Europy, ale z różnych stron świata, w tym Stanów Zjednoczonych – są najlepszym dowodem wartości i skuteczności naszego rozwiązania. Otwarcie biura w Seattle to zarówno ważny krok w budowaniu świadomości marki na rynku amerykańskim, jak i zapewnienie najlepszego możliwego wsparcia naszym klientom za oceanem. I trudno wyobrazić nam sobie lepszego towarzysza na tej drodze niż Mike Fitzmaurice – mówi.

Fitzmaurice to prawdziwa legenda w świecie Microsoft i workflow. Ma ponad 25-letnie doświadczenie w obszarze inżynierii oprogramowania i procesów, konsultingu, marketingu i zarządzania IT. Jest również jedną z najbardziej rozpoznawalnych i wpływowych osobowości w społeczności związanej z technologiami Microsoft dla biznesu oraz stałym prelegentem najważniejszych międzynarodowych wydarzeń koncentrujących się na tym obszarze. Doświadczenie zdobywał w Microsoft, gdzie jako techniczny menedżer platformy SharePoint uczestniczył w uruchomieniu czterech pierwszych wersji tego produktu. Po 11 latach pracy w firmie Billa Gatesa przeszedł do Nintex – australijskiego producenta platformy do automatyzowania procesów biznesowych. To w dużej mierze dzięki jego wiedzy i umiejętnościom managerskim firma przeszła ewolucję z początkującego start-upu, który tworzył „dodatki do SharePointa” do liczącego się gracza na światowym rynku oprogramowania Workflow Automation i Intelligent Process Automation (IPA).

Do obowiązków Chief Evangelist w WEBCON należeć będzie rozpowszechnianie wiedzy w zakresie automatyzacji i cyfrowej transformacji oraz wspieranie klientów firmy w optymalizacji procesów biznesowych i projektowaniu efektywnego workflow. Jako Vice President WEBCON North America będzie również odpowiedzialny za rozwój kanałów biznesowych oraz partnerskich w USA i Kanadzie. ─ Obserwuję WEBCON od lat i jestem pod niesłabnącym wrażeniem nie tylko technologii, jaką stworzyli, ale również tego, w jaki sposób konsekwentnie budują swoją wiarygodność biznesową. Szczególnie w ostatniej dekadzie odnotowali niesamowicie dynamiczny wzrost, czyniąc to organicznie, bez zewnętrznych źródeł finansowania, w oparciu wyłącznie o zysk z rozwijanego produktu. Świadomie i rozważnie budowali swoją obecność na europejskim rynku innowacji, czego efektem jest imponująca rozpoznawalność marki i niezwykle lojalna baza klientów  – mówi Mike Fitzmaurice, Chief Evangelist i VP WEBCON North America. I dodaje ─ na to ostatnie wpływa również wysoka jakość rozwiązania, jakie oferują. Bez cienia przesady mogę powiedzieć, że gdybym chciał zaprojektować od podstaw własną platformę do automatyzacji procesów, wyglądałaby w dużej mierze jak WEBCON BPS.

Pierwszym branżowym wydarzeniem na arenie USA, podczas którego WEBCON szeroko zaprezentuje swoją platformę, będzie SharePoint Conference 2019 w Las Vegas (21-23 maja). To największa na świecie konferencja, podczas której omawiane są najnowsze trendy i możliwości technologiczne rozwiązań Microsoft dla biznesu.