E-przetargi. Krajobraz po zmianach

Na 18 października 2018 roku instytucje publiczne czekały z niepokojem. Nowe zapisy w ustawie Prawo Zamówień Publicznych zmusiły zamawiających i wykonawców do poważnych zmian w procesie przetargowym. Pierwsze miesiące funkcjonowania zmodyfikowanej ustawy pokazują jednak, że sektor publiczny bez większych problemów poradził sobie z sytuacją. W styczniu 2020 egzamin z e-przetargów będą musiały zdać też mniejsze podmioty.

Przetargi publiczne organizowane są przez wszystkie instytucje korzystające ze środków publicznych. Są to zatem między innymi ministerstwa, szpitale, szkoły, uczelnie, urzędy miast i gmin czy wojewódzkie. W procesie postępowań przetargowych kupowany jest i sprzęt medyczny, i papier do drukarek czy usługi utrzymania zieleni lub wywozu nieczystości. W każdym przetargu biorą udział zamawiający oraz wykonawcy, czyli firmy, które mogą dostarczyć potrzebne przedmioty i usługi. Obie strony musiały dostosować się do nowości w ustawie PZP.

Według nowych przepisów, czyli jak?

Największą zmianą w ustawie jest ta, która mówi o konieczności elektronicznej komunikacji między zamawiającymi a wykonawcami. A to oznacza, że instytucje publiczne, które przeprowadzają postępowania powyżej progów unijnych, muszą skorzystać z portalu e-Usług. Do wyboru mają rozwiązania komercyjne lub rządowy miniPortal. Co ważne – każde z dostępnych na rynku tego typu narzędzi jest dziś oparte na chmurze. Zamawiający nie potrzebują więc wielkich zmian technologicznych, bo wdrożenie takiego rozwiązania jest proste i szybkie.

Z punktu widzenia wykonawcy najważniejszy jest kwalifikowany podpis elektroniczny, bez którego nie będzie w stanie złożyć swojej oferty. Wzięcie udziału w przetargu elektronicznym wymaga zalogowania się na platformie dostarczonej przez zamawiającego, wypełnienia wymaganych dokumentów i przesłania potwierdzonej podpisem oferty. Jeśli zamawiający korzysta z miniPortalu, wykonawca musi mieć także aktywne konto na platformie e-PUAP. Co istotne, również otwarcie i publikacja ofert mogą odbywać się teraz w pełni elektronicznie, bez bezpośredniego spotkania stron.

Trudne dobrego początki

Jak każda zmiana, tak i ta wiąże się z pewnymi trudnościami, przede wszystkim po stronie zamawiających. Problematyczne może być samo przestawienie się na elektroniczny tryb obsługi całego procesu przetargowego. Zwłaszcza dla tych, którzy od lat działali inaczej. Tu z pomocą przychodzą narzędzia informatyczne, które – jeśli dobrze przygotowane – są intuicyjne i proste w obsłudze.

Wykonawcy muszą przestawić się na pracę z systemami, które wymagają od nich dyscypliny czasowej. Złożenie oferty na ostatni moment w przypadku korzystania z portali e-Usług jest ryzykowne, choćby dlatego że samo podpisywanie oferty kwalifikowanym podpisem elektronicznym może potrwać do kilkunastu minut. Obie strony przetargów publicznych muszą zatem choć minimalnie przygotować się i poznać narzędzia. Pomogą w tym dostawcy portali e-Usług.

– Nowa rzeczywistość, z którą od niedawna mierzą się zamawiający i wykonawcy, wymaga wsparcia nie tylko ze strony instytucji tworzących i interpretujących prawo, ale i od dostawców technologii. Portale e-Usług to dla wielu podmiotów publicznych nieznany teren, którego trochę się obawiają. To po stronie usługodawców leży odpowiednie przygotowanie sektora do korzystania z tych narzędzi. Szkolenia, webinary, instrukcje, a także infolinie obsługiwane przez doświadczonych konsultantów powinny być dziś standardem zapewnianym przez dostawców usług – mówi Piotr Matysik, prezes zarządu Marketplanet.

W spokojnym przystosowaniu się do nowych przepisów nie pomaga też niepewność co do przyszłości rozwiązań technologicznych, które mają wspierać elektronizację. 11 marca Urząd Zamówień Publicznych poinformował, że odstąpił w całości od umowy na zaprojektowanie i wdrożenie Platformy e-Zamówienia. Powodem tej decyzji była zwłoka wykonawcy w realizacji umowy. Zamawiający zastanawiają się, jak wpłynie to na ich funkcjonowanie.

– Portale e-Usług w zupełności wystarczają do tego, aby przeprowadzać postępowania publiczne zgodne z ustawą PZP. I według modelu obowiązującego w Polsce – to na nich będzie się opierać nadal komunikacja między uczestnikami e-przetargów, nawet kiedy powstanie Platforma e-Zamówienia. Zamawiający korzystający z komercyjnych portali e-Usług lub rządowego miniPortalu – są w pełni gotowi do udziału w e-przetargach. I to się nie zmieni w przyszłości – uspokaja Piotr Matysik.

Potyczki prawne

Niejasna bywa także interpretacja nowego prawa. Krajowa Izba Odwoławcza, organ odpowiedzialny za rozpatrywanie odwołań wnoszonych w toku postępowań o udzielenie zamówień publicznych, wydała już kilka pierwszych wyroków w sprawach spornych między zamawiającymi a wykonawcami. Największe wątpliwości do tej pory wzbudziły sposób tworzenia ofert – KIO najpierw zadecydowała, że podpisanie podpisem elektronicznym skanu papierowego dokumentu z klasycznymi podpisami i przesłanie go za pomocą portalu e-Usług zamawiającemu nie jest zgodne z ustawą Prawo Zamówień Publicznych, trudno bowiem ustalić, czy jest jest to kopia czy oryginał oferty, później jednak zmieniła linię orzeczniczą w tym zakresie (wyrok o sygn. KIO 119/19) – oraz jednoznaczna odpowiedzialność za problemy techniczne platformy e-Usług. W tym drugim przypadku KIO uznała, że to wykonawca musi udowodnić, że nie dostarczył oferty z powodu wadliwego działania platformy zakupowej.

Nowa ustawa wzbudza wiele dyskusji, nie tylko między – wydawałoby się – najbardziej zainteresowanymi stronami. Do wyroku KIO uznającego nieważność kwalifikowanego podpisu elektronicznego z powodu zastosowania skrótu SHA-1 odniosła się niedawno Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji, nie zgadzając się z tą linią orzeczniczą KIO. Sama izba zmieniła też linię orzeczniczą, uznając w sprawie KIO 137/19, że jednolity europejski dokument zamówienia (JEDZ) podpisany przy użyciu algorytmu SHA-1 jest ważny. Takich wyroków i sporów na pewno przed uczestnikami przetargów publicznych jeszcze wiele.

Zmiany na korzyść

Mimo wciąż pojawiających się pytań i wątpliwości e-przetargi działają sprawnie i bez większych problemów. Podmioty publiczne weszły w nową rzeczywistość z optymizmem, widzą bowiem korzyści, jakie przyniosły im zmiany w ustawie Prawo Zamówień Publicznych.

To dobra wiadomość, zwłaszcza dla tych, którzy wdrożenie procedury e-przetargów mają jeszcze przed sobą. Ustawodawca upomni się bowiem niedługo o kolejną dużą grupę zamawiających – tych, którzy przeprowadzają postępowania poniżej progów unijnych. Ich nowe prawo obejmie już 1 stycznia 2020 roku.

– Zamawiający organizujący przetargi na mniejsze kwoty mają bardzo dobrą sytuację. Na rynku są już gotowe rozwiązania oraz pierwsze praktyki. Szlaki zostały zatem przetarte. To od nich zależy, czy skorzystają z doświadczeń większych instytucji i zawczasu przygotują się do zmian. Warto to zrobić, tym bardziej że nic nie stoi na przeszkodzie, aby z portalu e-Usług w postępowaniach poniżej progów unijnych korzystać już dziś. Wiele mniejszych instytucji zresztą już tak robi. Dzięki tym połączonym siłom dużych i małych zamawiających tylko za pośrednictwem naszego portalu e-Zamawiający od 18 października 2018 roku przeprowadzonych zostało ponad 900 przetargów, w których złożono 1500 ofert. Te liczby będą rosnąć – podsumowuje Piotr Matysik z Marketplanet.

Ustawa Prawo Zamówień Publicznych zmieniła sposób przeprowadzania przetargów publicznych. I choć zdarzają się wątpliwości i niejasności, instytucje przystosowały się do nowych warunków bez większych problemów. Niebawem ten sam proces będą przechodzić także mniejsze podmioty. Jeśli wykorzystają doświadczenia instytucji objętych nową ustawą w ubiegłym roku, styczeń 2020 nie wpłynie znacząco na ich codzienność.

Przemysł pozytywnie zaskoczył

Według wstępnych danych GUS, w lutym produkcja przemysłowa była wyższa niż rok wcześniej o 6,9 proc. To wynik wyraźnie lepszy niż oczekiwano, choć nieco słabszy od zanotowanego w lutym ubiegłego roku.

Analitycy Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii liczyli na to, że w lutym produkcje zwiększy się o ponad 5 proc., zaś rynkowi ekonomiści spodziewali się wzrostu o 4,8 proc. Faktyczny wynik jest więc o wiele lepszy, co świadczy o tym, że spowolnienie na razie jest niewielkie, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę bardzo pesymistyczne odczyty wskaźnika PMI oraz fatalne wyniki w przemyśle niemieckim i większości krajów strefy euro. Ankietowani polscy przedsiębiorcy sygnalizowali w ostatnim czasie bardzo duży spadek zamówień eksportowych oraz silny wzrost zapasów. Lutowe wyniki stanowią więc pozytywne zaskoczenie, choć należy przypomnieć, że w lutym 2018 r. produkcja rosła aż o 7,3 proc. Jej dynamika zaczęła się wyraźniej obniżać w drugiej połowie ubiegłego roku.

Do obecnej zwyżki w znacznym stopniu przyczynił się sięgający aż 16,5 proc. skok produkcji w górnictwie i wynoszący 9,8 proc. w sektorze usług komunalnych (dostawa wody, gospodarowanie ściekami i odpadami). Jednak przetwórstwo przemysłowe także zanotowało bardzo dobrą, wynoszącą 7 proc. dynamikę wzrostu. Największy, sięgający 20,5 proc. skok odnotowano w produkcji pozostałego sprzętu transportowego, ale także mocno, bo o 13,8 proc. w górę poszła produkcja urządzeń elektrycznych, a komputerów i wyrobów elektronicznych zwiększyła się o 12,6 proc. Po nieco ponad 11 proc. wzrosła produkcja wyrobów z surowców niemetalicznych oraz wyrobów z tworzyw sztucznych i gumy. Produkcja pojazdów samochodowych zwiększyła się o 9,7 proc. Największy, wynoszący 18,1 proc. spadek miał miejsce w przypadku skór i wyrobów skórzanych, w wydobywaniu węgla (spadek o 4,7 proc.) oraz produktów rafinacji ropy naftowej (spadek o 3 proc.).

Opublikowane dane wskazują, że mimo licznych trudności, polski przemysł jeszcze zbyt mocno nie odczuwa dekoniunktury, natomiast sytuacja w dalszej części roku pozostaje wciąż niepewna i należy się liczyć z kontynuacją tendencji do pogarszania się wyników, choć skala tego zjawiska nie powinna być zbyt duża. Wiele zależeć będzie od warunków w otoczeniu, głównie w Niemczech i pozostałych największych gospodarkach strefy euro, będących znaczącymi odbiorcami wyrobów naszego przemysłu.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Ilu Polaków wciąż nie posiada łazienki?

Obecnie posiadanie łazienki w mieszkaniu (domu lub lokalu) wydaje się już oczywistym cywilizacyjnym standardem. Dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że na terenie polskich miast średnio tylko jedno z dwudziestu mieszkań jest pozbawione łazienki. Na wsiach sytuacja wciąż przedstawia się nieco gorzej. Warto również zdawać sobie sprawę, że dostęp do instalacji sanitarnych dość znacząco zależy od lokalizacji na mapie Polski. Nawet w tych miejscach, gdzie łazienka stanowi wyposażenie prawie każdego wiejskiego domu, większym problemem bywa dostęp do kanalizacji.   

Polska wieś wciąż nadrabia cywilizacyjne zapóźnienie

Na wstępie warto podkreślić, że w dłuższej perspektywie czasowej Polska dokonała ogromnego postępu pod względem wyposażenia mieszkań w instalacje sanitarne. Wg portalu RynekPierwotny.pl najlepiej świadczą o tym historyczne roczniki statystyczne GUS-u. W 1950 r. tylko niecałe 15% mieszkań z polskich miast posiadało łazienkę. Pod koniec PRL-u, analogiczny wynik dotyczący miast przekroczył 80%, ale sytuacja na wsi wciąż przedstawiała się kiepsko. Rezultaty spisu powszechnego GUS-u z 1988 r. wskazują, że wówczas tylko połowa wiejskich domów była wyposażona w łazienkę.

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl trzeba zdawać sobie sprawę, że w XXI wieku Polska wciąż nadrabia cywilizacyjne zapóźnienie przejawiające się mniejszym niż w Europie Zachodniej udziałem mieszkań z łazienką. Odsetek takich mieszkań (lokali i domów), od początku minionej dekady zmieniał się następująco:

  • 2003 r. – 91,8% w miastach/74,5% na wsi
  • 2004 r. – 91,9%/74,7%
  • 2005 r. – 92,0%/74,9%
  • 2006 r. – 92,0%/75,0%
  • 2007 r. – 92,1%/75,5%
  • 2008 r. – 92,2%/75,8%
  • 2009 r. – 92,4%/76,1%
  • 2010 r. – 95,2%/81,4%
  • 2011 r. – 95,2%/81,6%
  • 2012 r. – 95,3%/81,8%
  • 2013 r. – 95,3%/82,0%
  • 2014 r. – 95,4%/82,2%
  • 2015 r. – 95,4%/82,4%
  • 2016 r. – 95,5%/82,6%
  • 2017 r. – 95,6%/82,8%

Zaprezentowane powyżej informacje wskazują, że polska wieś dość szybko nadrabia sanitarny dystans do miasta. Na przekroczenie wyniku 90% dotyczącego udziału wiejskich mieszkań z łazienką, trzeba będzie jednak stosunkowo długo poczekać.

Wschodnia część kraju nadal prezentuje się gorzej …

Wiele osób może być zaskoczonych faktem, że w naszym kraju wciąż istnieją powiaty, na terenie których około 40% – 45% mieszkań (lokali i domów) nie jest wyposażonych w łazienkę. W świetle danych Głównego Urzędu Statystycznego z 2017 roku, najgorzej prezentuje się powiat bielski z woj. podlaskiego (tylko 55% mieszkań z łazienką), pow. sokólski (59%), pow. siemiatycki (61%), pow. hajnowski (61%), pow. krasnostawski (62%), pow. konecki (62%), pow. szydłowiecki (62%), pow. sokołowski (63%), pow. chełmski (65%) oraz pow. lipski (65%).

Jeżeli chodzi o szersze ujęcie terytorialne, to eksperci portalu RynekPierwotny.pl zauważają, że najgorzej wypadają dwa województwa położone we wschodniej części naszego kraju. Mowa o województwie podlaskim oraz wojewódzkie lubelskim. Pod względem wyposażenia mieszkań w łazienkę, przoduje natomiast woj. pomorskie, zachodniopomorskie, śląskie i opolskie.  łazienki w mieszkaniu

Rozbudowa sieci kanalizacyjnej jest ważnym celem

Wyrównanie wciąż istniejących różnic między miastem i wsią w zakresie dostępu do urządzeń sanitarnych to nie jedyne istotne wyzwanie cywilizacyjne. W kontekście sanitarnym, ważna wydaje się również inna kwestia. Chodzi o dostęp do sieci kanalizacyjnej, który w dalszym ciągu jest mocno zróżnicowany terytorialnie. Poniższa mapa bazująca na danych Głównego Urzędu Statystycznego dobrze pokazuje, że w 2016 r. wciąż były widoczne spore różnice pomiędzy zachodnia oraz wschodnią częścią kraju.

Gminy zaznaczone na mapie jaśniejszymi odcieniami to obszary, gdzie najmniej mieszkańców posiada dostęp do sieci kanalizacyjnej. Nietrudno zauważyć, że takich gmin najwięcej jest na terenie wschodniej i centralnej części kraju (województwa: podlaskie, lubelskie, mazowieckie, świętokrzyskie oraz łódzkie). Środki unijne dają nadzieję na poprawę sytuacji dotyczącej wspomnianych regionów.

łazienki w mieszkaniu 2

Źródło: Atlas Statystyczny Polski (2018 r.) / GUS

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Nowe zasady rozliczania kosztów firmowych samochodów w 2019 r.

Wraz z początkiem nowego roku nadeszły zmiany dla wszystkich przedsiębiorców, którzy wykorzystują samochody osobowe do prowadzenia działalności gospodarczej. Nowe reguły najboleśniej dotknęły te przedsiębiorstwa, które rozliczają koszty eksploatacji samochodu na firmę, wykorzystując go jednocześnie w celach prywatnych. Jakie jeszcze nowości ustawodawca przygotował dla podatników?

Wykorzystujesz samochód firmowy prywatnie? Nie odliczysz wszystkich kosztów

Samochód osobowy nie tylko ułatwia prowadzenie firmy, ale w niektórych przypadkach jest wręcz niezbędny do wykonywania obowiązków. Niestety, koszty eksploatacji, zaczynając od rosnących cen paliwa, a na kosztach naprawy oraz wymiany części kończąc, potrafią być wysokie. A co gorsze, właściciele aut muszą ponosić je regularnie.

Z tego powodu możliwość odliczenia kosztów eksploatacyjnych pojazdów firmowych stanowi dla przedsiębiorców istotne zmniejszenie wartości przychodu podlegającego opodatkowaniu. Niestety w 2019 r. ustawodawca ograniczył możliwość pełnego odliczenia takich kosztów, różnicując pojazdy na te wykorzystywane wyłącznie do prowadzenia firmy oraz na te dodatkowo używane w celach prywatnych.

Dotychczasowe uprawnienie przedsiębiorców do odliczenia pełnej kwoty kosztów eksploatacyjnych zachowało się dla tych pojazdów, które służą jedynie prowadzonej działalności gospodarczej. Jednak i w tym przypadku przedsiębiorcy są obciążeni obowiązkiem prowadzenia dodatkowej ewidencji kosztów eksploatacji pojazdów, która potwierdzi, że były wykorzystywane jedynie w celach prowadzenia firmy.

W pozostałych przypadkach, a więc w odniesieniu do aut firmowych wykorzystywanych również w celach prywatnych, przedsiębiorcy mogą odliczyć jedynie 75% kosztów ich eksploatacji. W porównaniu do dotychczasowych przepisów jest to spadek aż o 25%.

Zmiana wysokości limitu wartości samochodu osobowego

Przedsiębiorcy mają możliwość odliczenia odpisów amortyzacyjnych z tytułu zużycia samochodu osobowego, wykorzystywanego do prowadzenia działalności. Do końca 2018 r. przywilej ten dotyczył jedynie aut spalinowych o wartości nie wyższej niż 20 000 euro oraz aut elektrycznych o wartości nieprzekraczającej 30 000 euro.

Wchodzące w życie w 2019 r. przepisy zwiększają ten limit do 150 000 złotych w przypadku aut spalinowych oraz do 225 000 złotych w przypadku aut elektrycznych. Przykładowo, jeśli firma zakupi samochód spalinowy o wartości 190 000 złotych, przedsiębiorca będzie mógł odliczyć koszty uzyskania przychodu z tej inwestycji jedynie do wartości 150 000 złotych. Pozostałe 40 000 złotych nie stanowi kosztów uzyskania przychodu.

Co z leasingiem i innymi formami użytkowania aut?

Limity dotyczą nie tylko transakcji zakupu samochodów, ale także ich leasingu oraz długotrwałego wynajmu. W tym przypadku obowiązują te same stawki, tj. 150 000 złotych dla aut spalinowych oraz 225 000 złotych dla pojazdów elektrycznych. W praktyce oznacza to, że wydatki poczynione na leasing albo wynajem, które przekroczą te kwoty graniczne, nie będą mogły być w całości wliczone do kosztów uzyskania przychodu. W takim przypadku kwota wyliczana jest w proporcji do limitów.

Przykładowo, jeśli firma korzysta z samochodu elektrycznego o wartości 450 000 złotych, użytkowanego w ramach leasingu, do kosztów uzyskania przychodu będzie mogła zaliczyć jedynie 50% raty leasingowej (gdyż wartość samochodu przewyższa dopuszczalny limit o połowę).

Ustawodawca rozszerzył więc nowe zasady obliczania kosztów uzyskania przychodu także na raty leasingowe oraz abonament za wynajem długoterminowy.

Do kogo głównie skierowane są zmiany?

Do przedsiębiorców, którzy wprowadzili samochody osobowe do majątku firmy po 1 stycznia 2019 r. oraz do tych, którzy zawarli umowy leasingowe lub o inny rodzaj użytkowania pojazdu po tej dacie.

Podsumowanie

Ustawodawca niemile zaskakuje tych przedsiębiorców, którzy wykorzystują samochody firmowe zarówno do prowadzenia działalności, jak i prywatnie. Zmiany negatywnie odczują także leasingowcy, którzy do tej pory nie musieli martwić się limitami odliczania kosztów uzyskania przychodu. Plusem nowych zmian jest natomiast zwiększenie ogólnego limitu wartości aut podlegających całkowitemu odliczeniu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Revolut przenosi centrum usług do Podium Park

Revolut, najszybciej rosnący fintech w Europie, podpisał umowę najmu nowego biura w Krakowie. Na siedzibę spółka wybrała kompleks biurowy Podium Park, jeden z najnowocześniejszych i najbardziej ekologicznych projektów w Polsce, którego pierwszy etap został niedawno oddany do użytkowania. W transakcji Revolut doradzała niezależna firma doradcza Brookfield Partners, specjalizująca się w reprezentacji najemców. Wynajmującego wspierała natomiast międzynarodowa firma doradcza CBRE, będąca jednocześnie agentem wyłącznym Podium Park, a od sierpnia minionego roku także zarządcą I etapu projektu. Nowa siedziba Revolut o łącznej powierzchni przeszło 5,3 mkw. pomieści ponad 700 stanowisk pracy. Firma planuje przeprowadzkę w czerwcu 2019 roku.

Podium Park Kraków 1Revolut powstał w 2015 roku w Londynie. Swoje biuro w Polsce otworzył niespełna rok temu. Firma zdołała pozyskać na naszym rynku ponad 360 tysięcy użytkowników. Polacy coraz chętniej korzystają z aplikacji, będącej wygodną i tańszą alternatywą dla tradycyjnych usług bankowych. Revolut ułatwia bezpieczne zakupy w sieci, wymianę walut po atrakcyjnych kursach i wspiera samodzielne zarządzanie finansami. Fintech stale inwestuje w krakowskie centrum usług i rozbudowuje lokalny zespół specjalistów do spraw obsługi klienta, analityków compliance i programistów. Dynamiczny rozwój jakiego doświadcza centrum w ostatnich miesiącach stworzył zapotrzebowanie na przestrzeń, która będzie odpowiadała oczekiwaniom nowych i obecnych pracowników.

Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce
Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce

Planujemy stworzyć setki dodatkowych etatów w polskiej branży fintech. Liczymy na to, że otwarcie ultranowoczesnego centrum usług w Krakowie dobrze wpisze się w lokalny ekosystem innowacji, a naszym pracownikom zapewni łatwy dostęp, wysoki komfort i przyjazne środowisko pracy. Nowe biuro pomieści ponad 700 biurek i pozostanie największym centrum Revolut w Europie. Zagwarantuje niezbędne wsparcie 24/7 milionom naszych użytkowników na świecie. Krakowskie centrum ma strategiczne znaczenie dla globalnej ekspansji firmy  – powiedział Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce. – Chcemy być wiodącym pracodawcą w branży fintech, a Polska jest liderem w sektorze usług wspólnych, compliance i tworzeniu oprogramowania. Dlatego jesteśmy dumni lokując w Polsce nasze inwestycje. Dołożymy starań by Revolut stał się katalizatorem innowacji dla polskiego sektora fintech i źródłem oszczędności dla małych i średnich polskich przedsiębiorstw – dodał Karol Sadaj.

Podium Park to trzy połączone ze sobą 11-kondygnacyjne budynki, których całkowita powierzchnia najmu przekracza 51 tys. mkw., z czego ok. 48 tys. mkw. to powierzchnia biurowa, a ok. 3 tys. mkw. to powierzchnia usługowa. Podium Park swoim najemcom oferuje ponad 860 miejsc parkingowych, ponad 500 miejsc parkingowych na rowery oraz 39 stanowisk ładowania samochodów elektrycznych. Biurowiec ma zapewniony dostęp do środków komunikacji miejskiej oraz bardzo dobre, bezpośrednie połączenia z najważniejszymi dzielnicami Krakowa i lotniskiem.

 

Budynek A jest jednym z najnowocześniejszych biurowców w Polsce. Potwierdzeniem tego są otrzymane dwa certyfikaty na najwyższym z możliwych poziomów BREEAM Outstanding zarówno na etapie Design Stage, jak również na etapie Post Construction. Certyfikaty zostały wydane przez międzynarodową instytucję certyfikującą BRE w Anglii, a potwierdzeniem jakości projektu jest m.in. kwalifikacja do listy sześciu najbardziej ekologicznych inwestycji w Europie w prestiżowym konkursie BREEAM Awards 2018 – powiedział Wojciech Dobrzański, Prezes Zarządu Podium Investment.

Podium Park realizowany przez Podium Investment powstaje z troską o środowisko naturalne i komfort pracowników. Inwestycja wyznacza europejskie standardy w zakresie ekologicznych inwestycji biurowych. W Podium Park zaprojektowano tereny zielone o łącznej powierzchni 5,3 tys. mkw. Do dyspozycji najemców będzie również wypożyczalnia samochodów elektrycznych, rowerów i skuterów oraz rozbudowana infrastruktura rowerowa (szafki, natryski, zadaszone wiaty, stacja napraw i stacje ładowania).

Uważam, że wybranie przez Revolut krakowskiego Podium Park jako lokalizacji dla centrum usług to dobrze przemyślana decyzja. Zarówno miasto jak i budynek mają wiele do zaoferowania przedsiębiorstwom z sektora fintech. Kraków znalazł się na trzecim miejscu w rankingu CBRE „EMEA Tech Cities”, identyfikującym lokalizacje technologiczne o największym potencjale na rozwój. Siłą stolicy Małopolski jest bardzo wysoki udział młodych, wysokokwalifikowanych pracowników. Dla nowej generacji specjalistów nowoczesne, dobrze wyposażone i zlokalizowane biuro jest z kolei jednym z czynników wyboru pracodawcy. Podium Park jest więc idealną odpowiedzią na potrzeby firmy i jej pracowników – powiedział Kamil Tyszkiewicz, Dyrektor w Dziale Powierzchni Biurowych, Szef Rynków Regionalnych CBRE.

Revolut to nasz kolejny klient, który zachęcony atrakcyjnością Krakowa, zdecydował się uruchomić tu swoje największe biuro. Z doświadczenia w reprezentacji firm z sektora nowych technologii wiemy, jak ważna jest elastyczność i efektywne działanie przy dużej presji czasu. Dynamicznie rozwijające się firmy to wymagający klienci. Nie inaczej było w tym przypadku. Nowa siedziba Revolut w Krakowie zajmie trzy kolejne kondygnacje z dostępem do tarasów o łącznej powierzchni ok. 530 mkw. W krótkim czasie udało się zapewnić Revolut atrakcyjną powierzchnię w doskonałej lokalizacji, która z pewnością wesprze dalszy rozwój Revolut w Polsce oraz na świecie – dodał Filip Kościkiewicz, Partner w Brookfield Partners odpowiedzialny za transakcję.

Packhelp (Zapakuj.to) zebrał łącznie około 38 mln zł od funduszu White Star Capital

Crido Legal doradzało założycielom jednej z najszybciej rosnących w Polsce firm, tj. Packhelp (Zapakuj.to) w procesie pozyskania finansowania na dalszy rozwój i ekspansję. W tej rundzie inwestycyjnej Packhelp zebrał łącznie około 38 mln zł od funduszu White Star Capital i innych inwestorów instytucjonalnych.

Sfinalizowana właśnie transakcja to już trzecia, a zarazem największa runda inwestycyjna. W tej ostatniej, od strony prawnej, właścicieli Packhelp wspierali prawnicy z Crido Legal: Michał Furgalski i Magdalena Purol. Fundusz White Star Capital oraz pozostali inwestorzy byli reprezentowani przez Dentons (Kanada i Polska).

O Packhelp było ostatnio głośno, bo znalazł się na przygotowanej przez serwis The Next Web (TNW) liście najgorętszych start-upów w Polsce. Packhelp działa m.in. dla marek takich jak: H&M, Uber, Google, BMW, Wrangler, EA czy L’Oreal. Jego unikalny model biznesowy zakłada wykorzystanie nowoczesnych technologii, w celu umożliwienia każdemu zamawiania spersonalizowanych opakowań z nadrukiem poprzez aplikację internetową.

Michał Furgalski, associate w CRIDO Legal
Michał Furgalski, associate w CRIDO Legal

Polski rynek startupów dynamicznie się rozwija, co pociąga za sobą wzrost zainteresowania zagranicznych funduszy Venture Capital inwestycjami w Polsce. Tym większą przyjemnością była możliwość doradztwa transakcyjnego dla założycieli Packhelp, spółki będącej liderem branży w Europie Środkowej, podbijającej kolejne rynki i mającej szansę stać się globalną marką rynku opakowań – komentuje Michał Furgalski, associate w CRIDO Legal.

Aforti Collections: Ustawa o komornikach wprowadza rewolucyjne zmiany

Od ponad 2 miesięcy obowiązuje nowa ustawa o komornikach sądowych, egzekucji komorniczej oraz o kosztach komorniczych. Ustawy te zastąpiły obowiązującą ustawę z 1997 roku o komornikach sądowych i egzekucji, której wewnętrzna spójność została bardzo naruszona poprzez wielokrotnie wprowadzane zmiany. Nowe, przełomowe regulacje systematyzują wiele zapisów, które są zawarte w nowej ustawie o komornikach sądowych i dodatkowo w odrębnej ustawie dotyczącej kosztów komorniczych.

Agnieszka Baran-Płomińska, Prezes Zarządu Aforti Collections / Grupa AFORTI
Agnieszka Baran-Płomińska, Prezes Zarządu Aforti Collections / Grupa AFORTI

1 stycznia 2019 r. zaczęły obowiązywać dwie nowe ustawy dotyczące pracy komorników sądowych. Są to: ustawa o komornikach sądowych z dnia 22 marca 2018 r. (Dz. U. 2018.771) oraz ustawa o kosztach komorniczych z dnia 28 lutego 2018 r. (Dz. U. 2018.770), które zastąpiły dotychczas obowiązującą ustawę o komornikach sądowych i egzekucji z 1997 roku.

Nim ustawy weszły w życie, budziły sporo emocji zarówno w środowisku komorników jak i wierzycieli. Ci pierwsi zostali obwarowani sporymi ograniczeniami, natomiast na wierzycielach zostały wymuszone nie tylko zmiany organizacyjne, ale także te dotyczące kwestii biznesowych wśród firm windykacyjnych.  Nowe ustawy mają z jednej strony likwidować liczne patologie, które są często i chętnie opisywane przez media, a z drugiej sprawić, że instytucja komornika ma zacząć działać sprawniej. Początkowo zmiany w ustawie były trudne, wywołały dużo nieufności, a także sprawiały wrażenie, że sprzyjają głównie dłużnikom. Jednak po pierwszych dwóch miesiącach jej obowiązywania, można dostrzec w niej zarówno plusy, jak i minusy.

Wykształcenie, wiek i rewir

Po zmianie przepisów komornik będzie mógł prowadzić działalność głównie na terenie swojego rewiru – czyli obszaru właściwości sądu rejonowego, przy którym działa komornik. Zmianie ulega również system prowadzenia spraw. Premia, polegająca na możliwości przyjmowaniu spraw z wyboru wierzyciela będzie możliwa dopiero w przypadku braku zaległości w prowadzeniu tych „z rewiru”, przekraczających 6 miesięcy. Z zastrzeżeniem jednak, że komornik będzie miał prawo prowadzenia tych spraw tylko w granicach apelacji. Dodatkowo, komornik nie będzie miał możliwości przyjmowania spraw z wyboru wierzyciela, gdy wpływ wszystkich spraw w danym roku przekroczy liczbę 2500, a skuteczność w zakresie prowadzonych przez niego egzekucji w roku poprzednim nie przekroczy 35 proc., a także, gdy wpływ wszystkich spraw w danym roku przekroczy 5000. Jednocześnie przewidziano ułatwienia w przyjmowaniu spraw z wyboru dla komorników rozpoczynających służbę, tych którzy nie przyjęli więcej niż 1000 spraw.

Powyższe zmiany sprawiły,  że wiele firm windykacyjnych korzystających dotychczas z usług dwóch czy trzech komorników, musi nawiązać  z nimi współpracę, ale z każdej apelacji osobno. Wymaga to sprawnego zaplecza administracyjnego w firmie, ponieważ żaden z przedsiębiorców nie może sobie pozwolić na utratę kontroli nad prowadzonymi sprawami. W związku z tym, wielu wierzycieli posiadających wierzytelności pojedyncze z uwagi na powyższe zdecydowali się na powierzenie swoich spraw wyspecjalizowanym podmiotom.

Najnowsze przepisy na nowo regulują również kwestie związane z wykształceniem czy wiekiem komorników. Obecnie wprowadzony został wymóg, który nakazuje, aby każdy komornik posiadał wyższe wykształcenie prawnicze, które do tej pory posiadała tylko część z nich. Nowa ustawa podnosi również granicę minimalnego wieku osoby powoływanej na to stanowisko – z 26 na 28 lat, jednocześnie obniżając górną granicę wieku komornika – z 70 do 65 lat. Znajduje to uzasadnienie w związku ze szczególnymi okolicznościami pracy komornika w terenie.

Nowa ustawa, nowe opłaty komornicze

Ustawa zmienia również wysokość opłaty komorniczej, którą dłużnik zobowiązany jest ponieść w związku z prowadzoną przeciwko niemu egzekucją. Może to stanowić swego rodzaju zachętę dla dłużnika odnośnie nawiązania ściślejszej współpracy z komornikiem.

W sprawie o egzekucję świadczeń pieniężnych komornik ściąga od dłużnika opłatę stosunkową w wysokości 10% wartości wyegzekwowanego świadczenia. Jeżeli jednak dłużnik, w terminie miesiąca od dnia doręczenia mu zawiadomienia o wszczęciu egzekucji, wpłaci do rąk komornika lub na jego rachunek bankowy całość lub część egzekwowanego świadczenia, komornik ściąga od dłużnika opłatę stosunkową w wysokości 3% wartości wyegzekwowanego (nie mniej niż 150 zł) w ten sposób świadczenia.

Jeżeli do wyegzekwowania świadczenia doszło wyłącznie wskutek egzekucji z wierzytelności, rachunku bankowego, wynagrodzenia za pracę lub świadczeń z zabezpieczenia społecznego albo na skutek spełnienia świadczenia przez dłużnika do rąk komornika lub na jego rachunek bankowy po upływie miesiąca od dnia doręczenia dłużnikowi zawiadomienia o wszczęciu egzekucji, opłata minimalna wynosi 200 złotych. Jeżeli do wyegzekwowania świadczenia doszło w inny sposób, niż wskazany powyżej, opłata minimalna wynosi 300 złotych. Opłatę egzekucyjną za egzekucję świadczeń pieniężnych komornik ściąga wraz z egzekwowanym świadczeniem, proporcjonalnie do wartości wyegzekwowanego świadczenia.

Przed wprowadzeniem zmian wysokości tych opłat nie były jednolite i w zależności od sposoby egzekucji wynosiły:

  • 8% (w razie egzekucji z wynagrodzenia za pracę, rachunku bankowego, świadczenia z ubezpieczenia społecznego, niektórych zasiłków); lub
  • 15% – przy pozostałych sposobach egzekucji (np. z rzeczy ruchomych).

Wprowadzenie niższych opłat komorniczych w przypadku podjęcia działań przez dłużnika w pierwszym miesiącu od zawiadomienia należy ocenić bardzo pozytywnie również w kontekście interesu wierzyciela.

Należy pamiętać, że co do zasady opłata egzekucyjna obciąża dłużnika. Możemy jednak wyróżnić przypadki, w których opłaty komornicze obciążą  nie dłużnika, a wierzyciela, który złożył do komornika wniosek o wszczęcie egzekucji.

Wierzyciel zostanie obciążony opłatą egzekucyjną w następujących przypadkach:

  • jeśli wierzyciel złożył wniosek o umorzenie egzekucji i nie wykazał, że ma to związek z otrzymaniem wpłaty bezpośrednio od dłużnika lub z zawarciem porozumienia z dłużnikiem dotyczącego spłaty długu – 150 zł
  • jeśli wierzyciel w wyniku swojej bezczynności doprowadził do umorzenia postępowania egzekucyjnego (np. wierzyciel nie podał adresu dłużnika) – 5% wartości świadczenia pozostałego do wyegzekwowania;
  • w razie oczywiście niecelowego wszczęcia postępowania egzekucyjnego lub wskazania we wniosku o wszczęcie egzekucji osoby niebędącej dłużnikiem – 10 % wartości egzekwowanego świadczenia;

O ile opłata wymieniona w punkcie 2 i 3 ma swoje uzasadnienie to opłata 150 zł w sytuacji umorzenia postępowania np. w przypadku egzekucji bezskutecznej jest dotkliwa dla wierzyciela wtórnego masowego, czyli takiego, który nabył wierzytelność np. od firm pożyczkowych.

Ceny mieszkań budzą emocje

Europejski Fundusz Inwestycyjny i PKO Leasing S.A. ogłaszają nową umowę gwarancji InnovFin

W ramach umowy, PKO Leasing udostępni polskim innowacyjnym przedsiębiorcom blisko 257 mln zł (60 mln EUR preferencyjnego finansowania w formie leasingu i pożyczek.

Podczas kongresu Wolves Summit 2019 miało miejsce specjalne  wydarzenie w postaci ogłoszenia najnowszego wdrożenia instrumentu finansowego dla innowatorów w Polsce.

Europejski Fundusz Inwestycyjny i PKO Leasing S.A. zawarły umowę gwarancji InnovFinw ramach Horyzont 2020, programu Unii Europejskiej na rzecz badań i innowacji na lata 2014-2020. Dzięki gwarancji portfelowej przyznanej przez EFI, PKO Leasing będzie udzielać leasingu i pożyczek na preferencyjnych warunkach. Umowa, realizowana w ramach Planu Inwestycyjnego dla Europy (tzw. Planu Junckera), w ciągu dwóch lat pozwoli wygenerować 256,8 mln zł (60 mln EUR) nowych środków dla polskich innowatorów.

– Nowa umowa InnovFin zapewni polskim przedsiębiorcom dodatkowy impuls finansowy, wspierając ich wysiłki w obszarze badań i innowacji. Plan Inwestycyjny dla Europy zapewnia tysiącom polskim firm lepszy dostęp do europejskich instrumentów finansowych. Bardzo cieszy mnie, że dzięki gwarancji EFI, PKO Leasing rozszerza swoją ofertę produktów o finansowanie dla innowacyjnych przedsiębiorstw – powiedział Carlos Moedas, Komisarz ds. Badań, Nauki i Innowacji.

Najnowsza umowa PKO Leasing jest realizowana w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Inwestycji Strategicznych (EFIS), stanowiącego główny filar Planu Inwestycyjnego dla Europy (tzw. Planu Junckera).

– Polskie instytucje finansowe odniosły szereg sukcesów we wdrażaniu unijnych instrumentów finansowych. Przykładem może być umowa PKO Leasing z 2018 r., dotycząca programu COSME, stanowiąca największą transakcję gwarancji zawartą przez Europejski Fundusz Inwestycyjny w Polsce. Nowa umowa PKO Leasing dotycząca gwarancji InnovFin, realizowana w ramach Europejskiego Funduszu na rzecz Inwestycji Strategicznych, ma szczególne znaczenie. Zwiększa potencjał innowacyjny polskiej gospodarki i jest odpowiedzią na jedno z najważniejszych wyzwań wzrostu gospodarczego, wpisując się w rządową Strategię Odpowiedzialnego Rozwoju – skomentował Jarosław Gowin Wiceprezes Rady Ministrów, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

Dyrektor generalny Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego, Pier Luigi Gilibert, powiedział: Umowy zawierane przez EFI z instytucjami finansowymi w Polsce mają na celu udostępnienie polskim przedsiębiorcom szerokiego zakresu instrumentów finansowych w ramach Planu Inwestycyjnego dla Europy. Z przyjemnością ogłaszam nową umowę z PKO Leasing, która umożliwi spółce finansowanie inwestycji klientów innowacyjnych, o bardzo szczególnych potrzebach finansowych.

– To już kolejna umowa podpisana przez PKO Leasing z EFI, której celem jest ułatwienie naszym klientom dostępu do finansowania. W październiku 2018 r. zawarliśmy umowę gwarancji COSME, dzięki której z preferencyjnej oferty skorzysta ponad 10 tys. przedsiębiorców z sektora MŚP. Dzięki obecnej umowie będziemy w stanie wspierać szczególny rodzaj przedsiębiorstw: inwestujących w działalność badawczą, bądź stawiających na innowacyjne rozwiązania. Tego typu działania z natury obciążone są większym ryzykiem, co może wiązać się z trudnością pozyskania kapitału. Część z takich transakcji byłaby trudna do sfinansowania w standardowym procesie leasingu czy pożyczki. Gwarancja InnovFin otwiera drogę grupie o podwyższonym ryzyku inwestycyjnym, dając możliwość stworzenia unikatowego przedsięwzięcia klientom. Jesteśmy dumni, że możemy wykorzystać potencjał programów unijnych, przekuwając go na indywidualne sukcesy naszych klientów – podkreśla Paweł Pach, Prezes Zarządu PKO Leasing S.A.

Paweł Pach, Prezes Zarządu PKO Leasing S.A.
Paweł Pach, Prezes Zarządu PKO Leasing S.A.

– Według naszych analiz, PKO Leasing plasuje się w ścisłej europejskiej czołówce firm leasingowych, zaangażowanych w system wdrażania unijnych instrumentów finansowych.  Jesteśmy dumni, że mogliśmy wspierać PKO Leasing w staraniach o gwarancję InnovFin. Będziemy promować preferencyjną ofertę wśród polskich innowacyjnych przedsiębiorców, stanowiących rzeczywistych beneficjentów tej gwarancji – powiedział Arkadiusz Lewicki, dyrektor Krajowego Punktu Kontaktowego ds. Instrumentów Finansowych Programów UE.

Wartość leasingu lub pożyczek oferowanych przez PKO Leasing w ramach umowy InnovFin wynosi od 107 tys. do 13 milionów złotych (25 tys. – 3 mln EUR). Z finansowania mogą skorzystać przedsiębiorcy zatrudniający poniżej 500 pracowników, spełniający przynajmniej jedno z tzw. „kryteriów innowacyjności”. Kryteria te obejmują m.in. szybki wzrost przedsiębiorstwa, zaangażowanie w działalność badawczą bądź innowacyjną w ciągu ostatnich 2-3 lat, lub też zgłoszenie zapotrzebowania na finansowanie innowacyjnych projektów. Oferta PKO Leasing została uruchomiona w marcu 2019 r. i będzie dostępna przez dwa lata, bądź do wyczerpania środków.

 

PKO Leasing od 16 lat aktywnie współpracuje z instytucjami unijnymi, realizując w tym czasie umowy na 5 mld zł w umowach fundingowych i ponad 2,6 mld zł w umowach gwarancyjnych. W ramach tych umów spółka zrealizowała ponad 100 tys. transakcji i sfinansowała potrzeby ok. 60 tys. klientów. W ramach finansowania zapewnianego przez instrumenty gwarancyjne, przedsiębiorcy z sektora MŚP mogą skorzystać z leasingów oraz pożyczek na preferencyjnych warunkach. Dzięki wsparciu COSME oraz InnovFin instytucje finansowe, będące Narodowymi Pośrednikami Finansowymi, udostępniają kredyty, leasingi i pożyczki na znacznie bardziej atrakcyjnych warunkach niż rynkowe.

MyTaxi i iTaxi łączą siły – chcą wspólnych zmian w ustawie o transporcie drogowym

Dwa konkurenci łączą siły, aby przeciwstawić się ekspansji innych podmiotów – tak można podsumować konferencję prasową dyrektorów MyTaxi oraz iTaxi. Taksówkarze chcą uczciwej konkurencji na rynku oraz zmian w ustawie o transporcie drogowym. O szczegółach kampanii informacyjnej #przyszloscTAXI oraz o programie Taxi 2.0 rozmawiamy z Krzysztofem Urbanem, dyrektorem zarządu MyTaxi w Polsce.

– „Przeprowadziliśmy wspólnie z naszym konkurentem, ankietę wśród naszych kierowców, pytając ich o to, jak oni widzą przyszłość tej usługi, jakich zmian oczekują w prawie i jakie mają oczekiwania co do działania firmy. Z ankiety wynika, że kierowcy liczą na skonsolidowanie się branży i będzie mówić jednym głosem. Pytaliśmy również, czy uważają, że ewentualne blokady ulic są dobrym rozwiązaniem i ponad 40% naszych kierowców mówi, że nie wierzy w to, że takie działania przyniosą skutek. W zamian, nasi kierowcy chcą wytłumaczyć społeczeństwu na czym polegają problemy branży taksówkarskiej, że inne podmioty, zatrudniające „na czarno” nie konkurują na równych zasadach.” – dla Newsrm.tv tłumaczy Krzysztof Urban, dyrektor MyTaxi w Polsce.

Mimo faktu, że dostęp do rynku taxi jest otwarty i nie jest limitowany regulacjami nakładającymi restrykcyjne wymogi, w tym nie istnieją limity ilości licencji, rośnie nieuczciwa konkurencja. Omija ona aktualne przepisy, zatrudnia kierowców bez wymaganych uprawnień i unika kosztów ponoszonych przez licencjonowanych kierowców.

Zapytaliśmy naszego rozmówcę o kolejną, ósmą już, nowelizację ustawy o transporcie drogowym, która krąży w Sejmie od dwóch lat:

– „Ustawa, którą proponuje Ministerstwo Infrastruktury, opiera zmiany o wprowadzenie definicji pośrednika. Obecnie, na rynku funkcjonują pasażerowie i kierowcy świadczący usługi przewozu, ale usługi zamawiane są przez platformy, telefoniczne lub aplikacyjne. Te podmioty grają kluczową rolę w całym ekosystemie, ale nie są w ogóle nazwane, nie mają swojej definicji oraz przede wszystkim, nie mają żadnej odpowiedzialności. Większość problemów związanych z tzw. szarą strefą, opiera się o brak kontroli i brak możliwości sankcjonowania tej odpowiedzialności. Definicja pośrednika wychodzi naprzeciw tym problemom – pośrednik będzie zobowiązany do świadczenia swojej usługi, ewidencjonowania z jakimi kierowcami współpracuje, ewidencjonowania wszystkich kursów, które zostały zrealizowane. A za działania niezgodne z przepisami, będzie mógł otrzymać karę, a w przypadku dłuższego łamania zasad, będzie mu odbierana licencja na prowadzenie działalności pośredniczej.” – dodaje nasz ekspert.

Powyższe zmiany mają wprowadzić polski rynek taksówkarski w erę Taxi 2.0. Taksówkarze chcą także możliwości wyliczenia opłaty przez aplikację z jednoczesnym wykorzystaniem kasy fiskalnej; wyliczeniem opłaty w zależności od natężenia ruchu w ramach taryfy minimalnej i maksymalnej zamiast nocnej i dziennej; oraz świadczenie usług w sąsiednich miastach na podstawie jednej licencji, pod warunkiem, że nie jest w nich wymagane zdanie egzaminu z topografii.

Korporacje uważają, że należy zmienić postrzeganie obrazu taksówkarza w społeczeństwie. Ma to zrobić nowa kampania outdoorowa firm: taksówki zostały wyposażone w chorągiewki, a w Warszawie rozklejane są specjalne naklejki:

– „Kampania informacyjna #przyszłoscTAXI opiera się o postulaty, wspólne dla wszystkich środowisk taxi. Mówimy tu o utrzymaniu jednolicencyjnego systemu, czyli wprowadzeniu jednej licencji przewozu osób, która oparta jest o licencję taxi. Licencję, która jest rozsądna jeśli chodzi o wymogi uzyskania, która nie generuje zbytecznych kosztów. Kolejnym postulatem jest zwolnienie ze zbędnych obciążeń, czyli zniesienie wszelkich wymogów wpływających na wyższe koszty kierowców: coroczne badania techniczne czy pieczątka taxi w dowodzie rejestracyjnym. Ostatnim z postulatów, jest wspomniane wcześniej przeze mnie wprowadzenie definicji pośrednika.” – wyjaśnia Krzysztof Urban.

W budownictwie i transporcie ponad 60 proc. firm ma problemy z płatnościami

Odsetek przedsiębiorstw, których kontrahenci w ciągu ostatnich 6 miesięcy opóźnili płatności o ponad 60 dni spadł w I kwartale do 49 proc. – wynika z badania na temat zatorów płatniczych, przeprowadzanego na zlecenie BIG InfoMonitor. Najkorzystniej sytuacja przedstawia się w przemyśle, gdzie 43 proc. przedsiębiorstw doświadcza kłopotów z nieterminowością kontrahentów, a najsłabiej w budownictwie i transporcie – ponad 60 proc. ma problemy. O ile jednak co trzecia firma budowlana liczy na poprawę sytuacji, to wśród firm transportowych co czwarta prognozuje, że będzie gorzej.

Ten rok zaczął się lepiej dla wzajemnych płatności przedsiębiorstw niż 2018. Firmy działające na rynku B2B nieco rzadziej skarżą się na przeterminowania w rozliczeniach z partnerami handlowymi niż na początku zeszłego roku. Udział firm zgłaszających problem faktur nierozliczonych przez odbiorców towarów i usług przez ponad 60 dni w minionych 6 miesiącach spadł w I kwartale do 49 proc. W analogicznym okresie 2018 r. było to 53 proc., a w ostatnim kwartale ub.r. nawet 54 proc., ale koniec roku zazwyczaj jest pod tym względem trudniejszy.

opóźnione płatności

Źródło: BIG InfoMonitor

O ile jednak stopniał udział przedsiębiorstw oczekujących co najmniej dwa miesiące na spływ należności, to już trzecia fala badania pokazuje, że przybywa firm, które skarżą się, że ich odbiorcy spóźniają płatność w krótszym okresie, o ponad 30 dni. Obecnie już niemal dwie na trzy firmy mają taki problem – wynika z badania Skaner MSP przeprowadzanego cyklicznie wśród mikro, małych i średnich firm dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.

przeterminowane płatności

Źródło: BIG InfoMonitor

Im mniej odbiorców tym większe kłopoty, trudno też w budownictwie

Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor
Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor

Problemy z niesolidnością płatniczą odbiorców towarów i usług nie rozkładają się równomiernie wśród wszystkich przedsiębiorstw. – Warto zwrócić uwagę, że częściej z przeterminowaniami na ponad 30 i ponad 60 dni, mają do czynienia firmy, które dostarczają towar czy usługi większej liczbie odbiorców. Natomiast przedsiębiorcy, którzy mają mniej niż 10 kontrahentów doświadczają opóźnień nieco rzadziej – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

przeterminowane płatności powyżej 60 dni

Źródło: BIG InfoMonitor

Jeśli chodzi o problem opóźnień płatności dla poszczególnych branż, to najtrudniej funkcjonuje się budownictwu, gdzie niemal dwie trzecie przedsiębiorstw (64 proc.) czeka na pieniądze za wykonaną pracę ponad dwa miesiące. Niewiele lepiej jest w branży transportowej. W handlu problemy zgłasza ponad połowa firm (54 proc.), a w najmniejszym stopniu opóźnienia płatności dotykają przemysł – 43 proc. i usługi – 39 proc.

Zatory płatnicze są zaraźliwe

Czy można zapłacić swoim dostawcom, jeśli do kasy nie wpływają pieniądze? Praktyka pokazuje, że niestety nie i w efekcie wierzyciele często sami stają się też dłużnikami. W obecnej fali badania, co trzecia firma informuje, że ich nierozliczone faktury powodują, że sami też nie płacą swoim dostawcom. – To pokazuje jak ważne jest, aby wiązać się biznesowo z firmą, która potrafi zadbać o spływ należności i przywiązuję wagę do solidności płatniczej swoich odbiorców. Jeśli jest skupiona wyłącznie na sprzedaży i zdobywaniu kontraktów, prędzej czy później zemści się to również na jej dostawcach, którzy usłyszą, że „Nie możemy ci zapłacić, bo nam również nie zapłacili” – dodaje Sławomir Grzelczak.

spirala niepłacenia faktur terminowo

Źródło: BIG InfoMonitor

Czego przedsiębiorcy spodziewają się w najbliższych miesiącach

Większość ankietowanych – 58 proc. – jest przekonana, że skala problemu w najbliższych miesiącach się nie zmieni. Udział optymistów nastawionych na poprawę i pesymistów przekonanych, że będzie gorzej jest tym razem wyrównany, oscyluje wokół 16-18 proc.

płatności prognoza

Źródło: BIG InfoMonitor

Szczególnie negatywnie spoglądają w przyszłość przedstawiciele branży transportowej, gdzie co czwarta firma obawia się, że opóźnianych faktur będzie więcej. W handlu takie przekonanie ma blisko co piąta firma, a w przemyśle prawie co dziesiąta. W budownictwie, które wyjątkowo wysoko ocenia skalę problemu opóźnionych płatności niemal nie ma firm, które spodziewają się, że mogłoby by być jeszcze gorzej.

Żeby zapłacili…

A co według przedsiębiorców robić, żeby pieniądze pojawiały się na koncie na czas? Przede wszystkim przypominać o zbliżającym się terminie zapłaty oraz zadbać o informacje o kontrahencie. Warto zbierać przede wszystkim opinie od zaprzyjaźnionych firm (31,6 proc.). Część firm uzupełnia te informacje również danymi z rejestrów dłużników (15,6 proc.), wywiadowni gospodarczych (13 proc.), a także z internetu (12 proc.). Takie metody jak pobieranie zaliczek, przedpłat, ubezpieczanie należności, wstrzymywanie dostaw w przypadku braku płatności, podpisywanie umów zabezpieczających oraz pobieranie płatności z góry zebrały łącznie zaledwie 7 proc. wskazań.

weryfikacja firmy a opóźnienia w płatnościach

Źródło: BIG InfoMonitor

Zakaz handlu w niedzielę obojętny, ale nie dla wszystkich

W związku z rocznicą wprowadzenia ograniczeń handlu w niedziele, firmom z poza handlu zadaliśmy również pytanie „Jak zakaz handlu w niedziele wpływa na ich biznes?”.

Dla większości – 91 proc. – mikro, małych i średnich przedsiębiorstw jest on obojętny. Wśród pozostałych, które są innego zdania, więcej firm – osiem na sto – dostrzega negatywny wpływ zamknięcia sklepów w niedzielę na swój biznes. Tylko jeden przedsiębiorca ze stu pozytywnie ocenia ograniczenia handlu dla prowadzonej działalności.

Zakaz handlu w niedzielę

Źródło: Badanie BIG InfoMonitor

*Badanie „Skaner MSP, wśród mikro, małych i średnich firm”. przeprowadzone przez Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research, na próbie 500 firm sprzedających z odroczonym terminem płatności, techniką wywiadów telefonicznych, luty 2019 r.

Przed Fed. Co przyniesie dzisiejsza decyzja Fed

Uczestnicy rynku w tym tygodniu poświęcili wiele uwagi dyskusji co przyniesie dzisiejsza decyzja Fed. Kto ma silne przekonanie, zajął już pozycję, a zachowanie dolara w ostatnich dniach sugeruje, że oczekiwania przeważają po gołębiej stronie. Stąd teraz ryzyko reakcji tradycyjnie wzrosło po stronie niespełnienia wszystkich oczekiwań, co pozwoliłoby dolarowi odrobić straty.

Dwudniowe posiedzenie FOMC kończy się dziś decyzją o 19:00. Pół godziny później rozpocznie się konferencja prasowa Jerome Powella. Marcowemu posiedzeniu towarzyszy odświeżenie projekcji makro i stóp procentowych. Spodziewamy się utrzymania kosztu pieniądza w przedziale 2,25-2,50 proc. i obniżenia liczby zapowiadanych na 2019 rok podwyżek stóp procentowych (tzw. dot chart) z dwóch do jednej i pozostawienia w prognozach jeszcze jednej w 2020 r.

Uważamy, że Fed jasno zakomunikuje, że nie zamierza w najbliższym czasie dostosowywać poziomu stóp, ale jednocześnie podtrzyma gotowość do kontynuacji cyklu tak długo jak perspektywy gospodarki nie staną się jednoznacznie negatywne. Te dwie podwyżki, które prawdopodobnie pozostaną w projekcji nie będą jednak dyskontowane przez rynek, który wie, że Rezerwa Federalna będzie wykazywać się cierpliwością przed kolejną zamianą kosztu pieniądza. Z jednej strony jest silny rynek pracy łagodne warunki finansowe i solidne nastroje konsumentów. Z drugiej spowolnienie w aktywności gospodarczej w kraju i na świecie, brak nasilania presji inflacyjnej oraz nierozstrzygnięty spór handlowy USA-Chiny. Łącząc to wszystko, Fed nie ma potrzeby zmieniać strategii obranej zaledwie w styczniu i zamierza zaczekać na opadnięcie kurzu wojen handlowych i rozwianie wątpliwości dotyczących kondycji gospodarki USA. Obecny kurs polityki jest niemal neutralny dla gospodarki ani nie stymuluje wzrostu, ani nie chłodzi koniunktury. Pauza pozwolić może też na płynne przejście do polityki luzowania, jeśli dynamika PKB obniży się pod potencjalne tempo wzrostu amerykańskiej gospodarki lub wskaźniki inflacyjne zaczną nurkować.
Dodatkową kwestią dzisiejszego komunikatu będzie przyszłość programu redukcji sumy bilansowej, który rozpoczął się w październiku 2017 r. Członkowie Fed już komunikowali, że program ten zostanie wstrzymany, co wygląda na zastępczą formę przyhamowania procesu normalizacji polityki (bez potrzeby rezygnacji z planów kontynuacji podwyżek stóp procentowych). Jednak wydaje nam się, że może być za wcześnie by ogłaszać całkowite zakończenie programu, a prezes Powell nie powie nic co mogłoby zachwiać przekonaniem, że losy programu redukcji bilansu są przesądzone.

Dolar ostatnio był w defensywie, ewidentnie widać budowanie gołębich oczekiwań względem zamierzeń Fed. Rentowność długu USA również pozostaje na niskich pułapach, w przypadku papierów dziesięcioletnich nie może odkleić się od 2,60 proc. Rynek obecnie nie wycenia, że w rok stopy wzrosną. Ba, w myśl różnych rynkowych miar można szacować, że w tym roku dojdzie do obniżki z prawdopodobieństwem 25-40 proc. Nie widzimy takiego zagrożenia, uważamy też, że nie dojdzie do kolejnego załagodzenia stanowiska. Powinno to zdjąć nieco presji z amerykańskiej waluty, zwłaszcza w krótkim terminie. Inwestorzy są jednak świadomi, że Rezerwa Federalna nie powróci do szybkiego zacieśniania, więc polityka Fed nie będzie w stanie wspierać dolara, dopóki nie stanie się jasne, że inne banki centralne swoje stanowisko zmuszone są dostosować jeszcze mocniej.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Nowe ramy ONZ dla zrównoważonego inwestowania w nieruchomości

Działająca w ramach inicjatywy finansowej programu środowiskowego ONZ (UNEP FI) grupa robocza ds. nieruchomości przygotowała wspólnie z partnerami praktyczne ramy dla nowego modelu finansowania inwestycji zorientowanych na realizację globalnych celów zrównoważonego rozwoju.

25 wiodących inwestorów instytucjonalnych oraz podmiotów zarządzających aktywami wchodzących w skład działającej w ramach UNEP FI grupy roboczej ds. nieruchomości opublikowało wspólnie z partnerami (RICS, PRI, IIGCC, AIGCC i IGCC[1]) nowe wytyczne w zakresie opracowania i wdrożenia opartego na rzeczywistym wpływie na środowisko podejścia w zakresie finansowania i zarządzania nieruchomościami. ‘Ramy dla inwestowania w nieruchomości z pozytywnym wpływem’ (Positive Impact Real Estate Investment Framework) są odpowiedzią na rosnące zainteresowanie sektora finansowego inwestycjami prowadzącymi do rozwoju bardziej produktywnych, sprawiedliwych, zdrowych i odpornych na wstrząsy gospodarek oraz społeczeństw.

W ‘Positive Impact’ wyraża się holistyczne podejście do finansowania nieruchomości, które wymaga przeprowadzenia analizy zarówno pozytywnych, jak i negatywnych skutków aktywów na środowisko; uwzględnienia trzech wymiarów danej inwestycji – gospodarczego, społecznego i środowiskowego; zapewnienia przejrzystości oraz oceny stosowanych metodologii i możliwych skutków na środowisko. ‘Ramy dla inwestowania w nieruchomości z pozytywnym wpływem’ oferują instytucjom narzędzie pozwalające zidentyfikować „obszary oddziaływania” oraz powiązane z nimi możliwości inwestycyjne, zmierzyć wpływ przed i po dokonaniu inwestycji oraz przeorientować możliwości instytucjonalne i kapitał pod kątem realizacji celów zbieżnych z celami zrównoważonego rozwoju. Ramy te czerpią z inicjatywy ONZ o nazwie ‘Impact Radar’ stanowiącej przełożenie celów zrównoważonego rozwoju na koncepcje o znaczeniu biznesowym oraz umożliwiającej ocenę wpływu finansowego inwestycji.

W ramach popularyzacji ‘Ram dla inwestowania w nieruchomości z pozytywnym wpływem dla środowiska’ UNEP FI oraz partnerzy współpracujący zorganizują w pierwszej połowie 2019 r. serię webinariów i wydarzeń dla inwestorów w nieruchomości w kilku regionach świata. W 2019 r. przewidziane jest także opublikowanie ‘zaproszenia do zgłaszania studiów przypadku’ dotyczących inwestycji, w odniesieniu do których zastosowano Ramy.

„Ramy dla inwestowania w nieruchomości to pozycja obowiązkowa dla osób działających na rynku najmu oraz inwestorów pragnących zwiększyć swój wpływ na środowisko. Są one także wyrazem skuteczności instytucji działających na rzecz zrównoważonego finansowania inwestycji w nieruchomości”, Eric Usher, kierownik, Inicjatywa Finansowa Programu Środowiskowego ONZ.

„Sektor nieruchomości i szerzej środowiska budowlanego zdecydowanie powinien wdrożyć cele zrównoważonego rozwoju ONZ. Osiągnięcie konkretnych efektów w tym zakresie możliwe będzie wyłącznie wtedy, gdy pomożemy profesjonalistom sektora w uczynieniu priorytetowym analizowanie inwestycji pod kątem zarówno pozytywnych, jak i negatywnych skutków dla środowiska. Inicjatywy takie, jak opracowanie Ram, to konkretny przykład wsparcia profesjonalistów działających w branży w tym właśnie kierunku”, Sean Tompkins, dyrektor generalny, RICS.

„Jako wieloletni członek działającej w ramach UNEP FI grupy roboczej ds. nieruchomości, PRI, miało swój rzeczywisty wkład w opracowanie niniejszego raportu. Publikacja zawiera przydatne wytyczne dla inwestorów w nieruchomości, którzy chcą wdrożyć strategię opartą na konkretnych efektach oddziaływania na środowisko”, Fiona Reynolds, dyrektor generalny, Principles for Responsible Investment.

„Z zadowoleniem przyjmujemy publikację wytycznych, które będą ważnym narzędziem dla inwestorów chcących zwiększyć swój wkład w realizację celów zrównoważonego rozwoju i przyczyniać się do tworzenia niskoemisyjnej przyszłości”, Stephanie Pfeifer, dyrektor generalny, Institutional Investors Group on Climate Change (IIGCC).

[1] United Nations Environment Program Finance Initiative (Inicjatywa Finansowa Programu Środowiskowego ONZ); Royal Institution of Chartered Surveyors (Królewskie Stowarzyszenie Dyplomowanych Rzeczoznawców); Principles for Responsible Investment (Organizacja ds. Zasad Odpowiedzialnego Inwestowania); Institutional Investors Group on Climate Change (Grpa Inwestorów Instytucjonalnych ds. Zmiany Klimatu); Asia Investor Group on Climate Change (Grupa Inwestorów w Azji ds. Zmiany Klimatu); Investor Group on Climate Change (Grupa Inwestorów ds. Zmiany Klimatu).

Vivid Games zwiększa skalę – w 2019 r. chce wydać kilkanaście nowych gier

Blisko 2,0 mln zł finansowania na rozwój portfolio oraz marketing i promocję nowych tytułów trafi do Vivid Games. Środki będą pochodziły ze sprzedaży na rzecz inwestora instytucjonalnego części akcji przez zarząd spółki. Celem bydgoskiej firmy na 2019 r. jest znaczne zwiększenie liczby pobrań i monetyzacji.

Sukcesywnie zwiększamy skalę działalności. W 2018 r. odbyły się 3 premiery, a gry pobrane zostały łącznie 22 miliony razy. W 2019 r. plany są dużo ambitniejsze. Skokowy wzrost przychodów możliwy będzie dzięki dużo większej liczbie premier, coraz bardziej wydajnej monetyzacji oraz nakładom na marketing bezpośredni. Bieżące potrzeby operacyjne finansujemy z wpływów ze sprzedaży, jednak skuteczne realizowanie nowej strategii wymaga  inwestycji. Uznaliśmy, że najszybszym sposobem na dokapitalizowanie firmy, będzie sprzedaż części naszych akcji i wprowadzenie pozyskanych środków do spółki – tłumaczy Remigiusz Kościelny, prezes Vivid Games.

Członkowie zarządu zbyli na rzecz inwestora instytucjonalnego łącznie 1 500 000 akcji. – Szczegółowe warunki finansowania określi Rada Nadzorcza, której posiedzenie odbędzie się w najwcześniejszym możliwym terminie- tłumaczy Kościelny.

Strategia Vivid Games zakłada publikację znacznej liczby gier hyper-casual, gier z segmentu mid-core oraz intensyfikację działań marketingowych. – Dodatkowe środki wykorzystamy głównie na inwestycje związane z pozyskiwaniem nowych gier oraz działania marketingowe. Zwiększą one również stabilność finansową spółki. Na bieżąco analizujemy nasze potrzeby versus możliwości pozyskania dodatkowego finansowania – podkreśla Remigiusz Kościelny.

W ubiegłym tygodniu na rynek trafiła pierwsza gra w programie wydawniczym tytułów hyper-casual Pocket Mini Golf, a 28 marca do dystrybucji trafi Endless Lake. Jednocześnie Vivid Games poinformował, że w tym tygodniu do fazy soft-launch trafią kolejne 3 tytuły – Skyward dash, Slider Road i Crash Drivers.  Pierwszą grą mid-core własnej produkcji zapowiedzianą na ten rok jest Zombie Blast Crew, której premiera zaplanowana jest na III kwartał.  – Dywersyfikacja segmentów gier oraz modelu biznesowego (mikropłatności i wyświetlanie reklam), jak również znacznie większa ilość wydawanych gier daje nam znacznie większą szansę na powodzenie przy minimalizacji ryzyka – kontynuuje Kościelny.

Trendy na rynku wody. Wartość rynku wody butelkowanej przekroczy 6 mld zł

W 2018 r. w Polsce wyprodukowano 46,4 mln hektolitrów wód mineralnych i gazowanych niesłodzonych i niearomatyzowanych, czyli o ponad 18% więcej niż rok wcześniej i produkcja ta stanowiła 61% w całkowitej produkcji wód (wzrost udziału o 13 p. p. w stosunku do roku poprzedniego). Jednocześnie zwiększyła się produkcja wód z dodatkiem cukru i innych substancji słodzących lub smakowych o prawie 9% do 36,7 mln hektolitrów – wynika z analizy ekspertów Banku BGŻ BNP Paribas na podstawie danych GUS. 99% polskiej produkcji wody kierowane jest na rynek krajowy.

Woda jest drugą największą kategorią tzw. dóbr szybko zbywalnych pod względem wartościowym. Tempo wzrostu jej sprzedaży jest szybsze niż napojów bezalkoholowych ogółem (całej kategorii). Poza niekwestionowaną wartością metaboliczną wody, kluczowym czynnikiem wzrostu, jest też trend zdrowego odżywiania charakteryzujący się kontrolą ilości cukru w żywności i napojach, skłaniający konsumentów do wyboru wody butelkowanej jako zdrowszej alternatywy wobec innych napoi bezalkoholowych.

22 marca obchodzony jest Światowy Dzień Wody, ustanowiony przez ONZ. Ma on na celu uświadomienie wpływu prawidłowej gospodarki wodnej na kondycję gospodarczą i społeczną.

Według danych Nilsen, w 2018 r., wielkość rynku detalicznego wody butelkowanej w Polsce wyniosła 4,02 mld litrów (wzrost o 4,4% r/r) i osiągnęła wartość 4,39 mld zł (wzrost o 2,6% r/r). Biorąc pod uwagę sprzedaż wody w innych kanałach tj. HoReCa, cały krajowy rynek wód butelkowych szacowany jest na  4,7 mld litrów (wzrost o 3,6% r/r). to oznacza, że sprzedaż detaliczna ma aż 84,6% udziału w całym rynku wody butelkowanej w Polsce.

– Woda niegazowana stanowi niemal połowę wartości sprzedaży detalicznej wody butelkowanej i jednocześnie odpowiada za 54% jej całkowitego wolumenu. Na przestrzeni ostatnich pięciu lat zarówno wartość, jak i wolumen sprzedaży wody niegazowanej stabilnie rosły w tempie podobnym do wzrostu całego segmentu wody butelkowanej. Drugą co do wielkości kategorią jest woda gazowana, która stanowi 30 proc. wartości sprzedaży detalicznej, a trzecią  są wody smakowe – mówi Karolina Załuska, ekspert ds. Analiz Sektorowych i Rynków Rolnych w Banku BGŻ BNP Paribas.

To co charakteryzuje ten sektor, to silna zależność popytu od warunków pogodowych i związana z tym sezonowość produkcji, która jest wyższa w miesiącach wiosenno-letnich. Dlatego też długie i gorące lato w 2018 r. oraz rosnący dochód gospodarstw domowych miały pozytywny wpływ na rynek wody w Polsce. Średnia cena jednostkowa rynku detalicznego wody wyniosła 1,09 zł/litr, co oznacza ponad 1% wzrost r/r. Konsumpcja wody butelkowanej była o 3,3% wyższa niż w roku poprzednim oraz o 13,5% wyższa od średniej pięcioletniej i wyniosła 105,2 litra/osobę. Nadal jednak poziom konsumpcji wody butelkowej w Polsce jest niższy niż w krajach Europy Zachodniej UE.

Sprzyjające uwarunkowania przełożyły się na dalszy wzrost wolumenu produkcji wody butelkowanej w kraju. Wg danych GUS, w zeszłym roku wyprodukowano 46,4 mln hektolitrów wód mineralnych i gazowanych niesłodzonych i niearomatyzowanych, czyli o ponad 18% więcej niż rok wcześniej i produkcja ta stanowiła 61% w całkowitej produkcji wód (wzrost udziału o 13 p. p. w stosunku do roku poprzedniego). Jednocześnie zwiększyła się produkcja wód z dodatkiem cukru i innych substancji słodzących lub smakowych o prawie 9% do 36,7 mln hektolitrów. Analizując dane handlowe należy stwierdzić, że prawie cała (99%) polska produkcja wody kierowana jest na rynek krajowy.

Trendy na rynku wody

Wzrost wartości rynku wód butelkowanych w Polsce jest spowodowany silną potrzebą konsumentów przestawiania się na wodę. Według danych firmy Mintel, 35% dorosłych Polaków wypiło więcej wody butelkowanej w 2018 r. niż rok wcześniej. Przy czym aż 91% tej grupy piło więcej wody, zastępując nią słodkie napoje typu cola, czy napoje na bazie soków. Podobnie 70% tej grupy Polaków, którzy wypili więcej wody butelkowanej, zastępowało nią napoje z kofeiną, tj. kawa czy herbata.

Kolejnym silnym trendem oddziałującym na rynek wody jest potrzeba zwiększonego nawodnienia, a co za tym idzie stopniowe zyskiwanie na znaczeniu wód smakowych i funkcjonalnych. Jak wynika z danych Mintel, Polska odpowiada za 10% wszystkich europejskich wód smakowych, co oznacza wzrost o 7% od 2017 r. Ponadto, 52% konsumentów wody butelkowanej w Polsce deklaruje, że chce kupować wodę z witaminami, 37% chce nabywać wodę butelkowaną ze składnikami zwiększającymi energię, a 10% chce dodatku białka do wody. Dlatego też, odpowiadając na  zainteresowanie konsumentów, na polskim rynku pojawia się coraz więcej wód butelkowanych z tego rodzaju deklaracjami na etykiecie.

Znaczącym trendem jest również  obawa dotycząca opakowań wody butelkowanej. W społeczeństwie rośnie świadomość negatywnego wpływu jednorazowych plastikowych opakowań wody butelkowanej na zanieczyszczenie środowiska. Wg badań firmy Mintel, 44% dorosłych Polaków używa butelki wielokrotnego użytku, natomiast w grupie 16-24-latków udział ten wzrasta do 56%. Ponadto, 45% polskich dorosłych podziela pogląd, że woda butelkowana bardziej przyczynia się do zanieczyszczenia tworzywami sztucznymi niż inne napoje. Umacnianie się trendu do ponownego napełniania butelek wielokrotnego użytku wodą z kranu, stanowi zagrożenie dla wody butelkowanej. Świadomi tego producenci wód butelkowanych angażują się w ambitne cele zrównoważonego rozwoju oraz pojawiają się próby wykorzystywania butelek wielokrotnego użytku w tym segmencie rynku.

Ponieważ na tym rynku dominujące znaczenie, poza dobrą pogodą, ma silna dodatnia korelacja poziomu spożycia wód butelkowanych z dochodami, to wzrost zamożności Polaków powinien pozytywnie przełożyć się na zużycie wody w Polsce. Istnieje zatem potencjał do dalszego wzrostu konsumpcji i rozwoju tej branży, a wartość sprzedaży detalicznej wody butelkowanej w Polsce  do 2020 r. zdaniem analityków Banku BGŻ BNP Paribas  może przekroczyć poziom 6 mld zł.

Nowe etykiety efektywności energetycznej

Bruksela uzgodniła nowe etykiety porównujące efektywność energetyczną podobnych produktów, tematem tym zajął się też polski rząd. Na nowej skali jasno zobaczymy, że większość kupowanych przez nas produktów znajduje się w dolnej części skali.

Nowe etykiety energetyczne początkowo będą miały zastosowanie do telewizorów, monitorów i wyświetlaczy, lodówek, pralek i suszarek, zmywarek oraz produktów oświetleniowych. Pojawią się w sklepach w marcu 2021 roku roku, około rok później niż początkowo planowano. Komisja Europejska właśnie uzgodniła ten termin i upubliczniła wzory etykiet. Według założeń, łatwiej rozpoznamy, jaki sprzęt opłaca się kupić.

Przede wszystkim skala będzie czytelniejsza, wróci do zakresu A-G. W nowym oznaczeniu znikną dotychczasowe plusy przy literze A. Obecne etykiety energetyczne z trudem oddają postęp technologiczny. Trzeba było wprowadzić plusy przy klasie A, co nie jest czytelne dla wielu kupujących. Kupując produkt klasy A+, mogą sądzić, że wybierają teraz jeden z najbardziej wydajnych produktów na rynku, podczas gdy w rzeczywistości jest odwrotnie.

Urządzenie o najwyższej obecnie klasie A+++ otrzymają w nowej skali etykietę C. Najmniej efektywne energetycznie urządzenia A+ zyskają oznaczenie F-G. Oznaczenia A i B, które zostają teraz puste, będą mogły w przyszłości uzyskać jeszcze bardziej wydajne lodówki, pralki, telewizory czy lampy.

– Polacy rzadko przy zakupach kierują się etykietą energetyczną. Kupują najczęściej teraz sprzęt klasy A+, który stanowił ponad 50 proc. wolumenu sprzedaży w 2018 r., jak szacuje związek pracodawców AGD Applia Polska. Co ważne, za dwa lata taki sprzęt oznaczony będzie literą G – na samym dole skali – mówi w rozmowie z MarketNews24 Magdalena Skłodowska, WysokieNapiecie.pl. – Sprzęt klasy A+++ (w nowym oznaczeniu C) stanowi teraz margines polskich zakupów, pomimo tego, że każdy dodatkowy plus na etykiecie daje 20-30 proc. oszczędności prądu. Dla konsumentów jest to najbardziej istotne w przypadku lodówek.

Złagodzono sankcję odebrania dofinansowania PFRON

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) pozytywnie ocenia najnowszą zmianę ustawową, dzięki której dofinansowanie PFRON nie będzie odbierane, jeżeli suma składek opóźnionych o 14 dni nie przekroczy 2% składek należnych w danym miesiącu. Nowe przepisy mają zastosowanie również do spraw rozstrzyganych w postępowaniach sądowych, które nie zostały zakończone do 1 stycznia 2019 r. To realizacja jednego z postulatów zgłoszonych przez serwis Głos Przedsiębiorcy.

Utrzymanie zatrudnienia osób niepełnosprawnych w dużej mierze zależy od wsparcia z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON). Stabilność tego wsparcia jest kluczowa z punktu widzenia zarówno osób niepełnosprawnych, jak i ich pracodawców. Uzyskanie dofinansowania zależne jest od sumiennego uiszczania składek na ubezpieczenie społeczne.

Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)
Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)

„Obowiązujące do końca 2018 roku przepisy powodowały, że nawet drobna korekta deklaracji dotyczącej składek powodowała całkowitą utratę dofinansowania za miesiąc, którego dotyczyła. Tym samym przepisy rodziły bardzo duże ryzyko utraty dofinansowania, gdy dojdzie do nawet drobnego błędu w obliczeniu i uiszczeniu składek na ubezpieczenie społeczne lub korekt wynikających przykładowo ze zwolnień chorobowych. Nie miało przy tym znaczenia, czy do uchybienia przyczynił się sam pracodawca, czy np. wynikało ono z pomyłki w oświadczeniu złożonym pracodawcy przez niepełnosprawnego pracownika. Margines błędu 2% jest bardzo mały, ale na pewno będzie pomocny i podniesie bezpieczeństwo zatrudnienia osób niepełnosprawnych. Przyjęty kierunek zmian jest korzystny dla pracowników i pracodawców” – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

Głos Przedsiębiorcy to narzędzie Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii (MPiT) na portalu biznes.gov.pl, którego celem jest ułatwienie polskim przedsiębiorcom komunikacji z urzędnikami. Każdy może zgłosić propozycje zmian w przepisach, które mogą usprawnić funkcjonowanie biznesu w Polsce. Za pośrednictwem formularza online można zgłaszać swoje pomysły i inicjatywy ustawodawcze, które następnie są oceniane przez internautów. Najwyżej oceniane projekty trafiają do odpowiedniego urzędu, którego zadaniem jest sprawdzenie, czy i kiedy proponowane zmiany mogą wejść w życie.

Co zrobi FED?

Rezerwa Federalna w 2019 roku dokonała wyraźnego zwrotu w kierunku łagodniejszej polityki. Na marcowym posiedzeniu zostanie on sformalizowany poprzez ujęcie go ramy prognoz makro, a przede wszystkim projekcji optymalnego poziomu stóp procentowych.

Bartosz Sawicki, Dyrektor Departamentu Analiz w Domu Maklerskim TMS Brokers
Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz w TMS Brokers

Dwudniowe posiedzenie FOMC kończy się w środę decyzją, która zostanie przedstawiona o 19:00 polskiego czasu. Pół godziny później rozpocznie się konferencja prasowa Jerome Powella. Marcowemu posiedzeniu towarzyszy odświeżenie projekcji makro i stóp procentowych. Spodziewamy się utrzymania kosztu pieniądza w przedziale 2,25-2,50 proc. i obniżenia liczby zapowiadanych na 2019 rok podwyżek stóp procentowych (tzw. dot chart) z dwóch do jednej. Mamy jednak jednocześnie bardzo poważne wątpliwości, czy cykl będzie jeszcze w ogóle kontynuowany.

Uważamy, że Fed jasno zakomunikuje, że nie zamierza w najbliższym czasie dostosowywać poziomu stóp, ale jednocześnie podtrzyma gotowość do kontynuacji cyklu tak długo jak perspektywy gospodarki nie staną się jednoznacznie negatywne. Te dwie podwyżki, które prawdopodobnie pozostaną w projekcji, nie będą jednak dyskontowane przez rynek, który wie, że Rezerwa Federalna będzie wykazywać się cierpliwością przed kolejną zamianą kosztu pieniądza. Sporo w ostatnim czasie było przecież nawet głosów za redukcją stóp. Pokazuje to, że w FOMC niepodzielną przewagę posiadają zwolennicy łagodnej polityki. Jest to przecież zresztą tendencja globalna, dotycząca najważniejszych banków centralnych.

Jeśli chodzi o najważniejsze dla polityki Fed kwestie, to należy podzielić je na dwie kategorie. Czynniki krajowe zdają się faworyzować kontynuację normalizacji. Warunki finansowe uległy od początku roku wyraźnemu poluzowaniu, co jest ewidentne już po pierwszym spojrzeniu nawet na wartości amerykańskich indeksów giełdowych. Jednocześnie nastroje konsumenckie nie załamały się trwale pod wpływem paraliżu administracji (government shutdown) i czynników o globalnym charakterze. Najważniejsze miary (indeks Conference Board, czy wskaźnik Uniwersytetu Michigan) wciąż przybierają wartości bliskie cyklicznych maksimów. W ostatnim kwartale 2018 roku gospodarka wykazała więcej niż przyzwoitą, 2,6 – proc. dynamikę PKB. Co prawda, gorzej wypada seria odczytów z tego roku: sprzedaż detaliczna wypada mizernie, w styczniu produkcja przemysłowa spadła, a w lutym nie dodano w sektorze pozarolniczym właściwie żadnych etatów. W dużej mierze to jednak pokłosie czynników pogodowych i government shutdown. Nie ma ewidentnych oznak, że należy bić na alarm i wieścić recesję. Nie wolno też zapominać, że spowolnienie wcześniej było przez rynek antycypowane. Scenariuszem bazowym od dawna było wyhamowanie impetu pod wpływem wygasania efektów stymulacji fiskalnej oraz rosnącego ciężaru wyższych stóp procentowych.

Przechodząc do czynników globalnych: wciąż nie została rozwiązana kwestia wojen handlowych. Odsunięcie szczytu Trump – Xi pokazuje, że progres w negocjacjach nie jest zadowalający. Jednocześnie słabość wielu gospodarek, zwłaszcza europejskiej jest nierozwiązanym problemem i przekłada się do spółki z konfliktem handlowym na spadek wolumenu w handlu zagranicznym. Indeksy mierzące poziom zaskoczenia danymi makro w światowej gospodarce spadły w marcu na cykliczna minima i do wartości najniższych od 2013 roku.

Biorąc to wszystko pod uwagę i łącząc z brakiem zagrożenia silną presją inflacyjną, Fed uważa, że nie ma potrzeby zmiany strategii obranej zaledwie w styczniu i zamierza zaczekać na opadnięcie kurzu wojen handlowych i rozwianie wątpliwości dotyczących kondycji gospodarki USA. Dominujący wśród decydentów podgląd, że obecnie stopy są w dolnym zakresie szacunków stopy neutralnej wspiera takie podejście. Innymi słowy: kształt polityki jest niemal neutralny dla gospodarki, ani nie stymuluje wzrostu, ani nie chłodzi koniunktury. Pauza pozwolić może też na płynne przejście do polityki luzowania, jeśli dynamika PKB obniży się pod potencjalne tempo wzrostu amerykańskiej gospodarki lub wskaźniki inflacyjne zaczną nurkować.

Od grudnia 2015 stopy podniesiono dziewięć razy (o łącznie 225 pb), od półtora roku trwa też comiesięczne ograniczanie sumy bilansowej, którą z wykorzystaniem ilościowego luzowania i w odpowiedzi na globalny kryzys finansowy napompowano z niespełna 1 bln USD do około 4,5 bln USD. Rozpoczęty w październiku 2017 roku proces po roku, czyli zaledwie kilka miesięcy temu osiągnął docelowe tempo 50 mld USD na miesiąc. Jasnym stało się w ostatnich miesiącach, że instrument ten niebawem zostanie (przynajmniej przejściowo) odłożony na półkę. Oczywiście było to spore zaskoczenie, gdyż wcześniej Powell wskazywał, że redukcja bilansu nie podlega dyskusji i nie będzie żadnego dostrajania w tym zakresie. Zmiany w oddziaływaniu polityki miały wynikać ze zmian w tempie podnoszenia stóp. Jeśli Fed miałby odejść od polityki kurczenia bilansu już jesienią, to zrobiłby to z bilansem o wartości ponad 3,5 biliona USD. Wydaje się, że może być za wcześnie by ogłaszać wszystkie parametry przyszłego zwiększenia reinwestycji już teraz, ale Powell nie powie nic co mogłoby zachwiać przekonaniem, że losy programu redukcji bilansu są przesądzone.

Dolar ostatnio był w defensywie, ewidentnie widać budowanie gołębich oczekiwań względem zamierzeń Fed. Rentowność długu USA również pozostaje na niskich pułapach, w przypadku papierów dziesięcioletnich nie może odkleić się od 2,60 proc. Rynek obecnie nie wycenia, że w rok stopy wzrosną. Ba, w myśl różnych rynkowych miar można szacować, że w tym roku dojdzie do obniżki z prawdopodobieństwem 25-40 proc. Nie widzimy takiego zagrożenia, uważamy też, że nie dojdzie do kolejnego załagodzenia stanowiska. Powinno to zdjąć nieco presji z amerykańskiej waluty, zwłaszcza w krótkim terminie. Inwestorzy są jednak świadomi, że Rezerwa Federalna nie powróci do szybkiego zacieśniania, więc polityka Fed nie będzie w stanie wspierać dolara dopóki nie stanie się jasne, że inne banki centralne swoje stanowisko zmuszone są dostosować jeszcze mocniej.

Podsumowując:

Stopy pozostaną w przedziale 2,25 – 2,5 proc. Ich projekcje zostaną po raz kolejny obniżony, w rezultacie mediana oczekiwań decydentów będzie wskazywać na jedną podwyżkę w 2019 i jedną w 2020. Mamy poważne wątpliwości, czy Fed zdoła podnieść stopy w najbliższych kwartałach, rynek nie będzie się też spieszył z dyskontowaniem podwyżek pod wpływem prognoz. Obecnie zakłada wręcz ich obniżki. Gospodarka USA spowolniła, ale wieszczenie recesji jest nieuzasadnione. Fed (słusznie) uważa, że ma czas na spokojną analizę informacji ze sfery realnej. Warunki finansowe uległy poluzowaniu, nastroje na rynkach ryzykownych aktywów są jednoznacznie pozytywne, ale zewnętrzne czynniki zagrożenia dla wzrostu nie wygasły. Marcowe posiedzenie ma szansę umocnić dolara, gdyż rynek w wycenie amerykańskiej waluty uwzględnił już zbyt wiele negatywnych czynników.

  1. Projekcje optymalnego poziomu stóp z grudnia i września 2018 roku

Projekcje optymalnego poziomu stóp z grudnia i września 2018 roku

Warunki finansowe w USA i poziom zaskoczenia danymi makro dla globalnej gospodarki (załącznik 2)

Warunki finansowe w USA i poziom zaskoczenia danymi makro dla globalnej gospodarki

Parametry polityki Fed: suma bilansowa i poziom stóp (załącznik 3)

Parametry polityki Fed: suma bilansowa i poziom stóp

Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz w TMS Brokers

Digital tax, czyli nowy podatek od spółek cyfrowych

Rząd planuje dalsze kroki w ramach „uszczelniania” prawa podatkowego.

Krzysztof Borżoł, adwokat, Senior Associate w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie
Krzysztof Borżoł, adwokat, Senior Associate w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie

Premier Mateusz Morawiecki wskazał, że rocznie Polska traci około 1 mld złotych z potencjalnych zysków dla budżetu, w związku z tzw. obecnością cyfrową zagranicznych podmiotów w Polsce. Mowa tu przede wszystkim o zagranicznych spółkach działających w internecie lub za pośrednictwem aplikacji streamingowych, np. Netflix, Google, Spotify, Faceboook itp. Pomimo, że usługi nabywane są przez klientów w Polsce, zyski opodatkowane są w miejscu rejestracji spółki (przykładowo Facebook w Irlandii).

Nowa danina, tzw. digital tax, miałaby być podatkiem obrotowym, stanowiącym procent od przychodu osiąganego przez takie spółki na terytorium Polski. Należy zwrócić uwagę, że jeżeli opodatkowaniu będzie podlegał przychód (tj. bez uwzględnienia kosztów prowadzonej działalności), a w konsekwencji kwota tzw. digital tax, pomimo niskiej stawki (3%), w rzeczywistości stanowiłaby znaczące obciążenie dla takich spółek.

Nietrudno się domyślić, że koszty związane z digital tax, ponoszone przez ww. spółki obecne na rynku polskim, zostaną skompensowane podwyżką cen świadczonych usług. Jeżeli digital tax zostanie wprowadzony, sfinansują go sami użytkownicy Netflixa czy Spotify i de facto oni zapewnią wpływy z tego tytułu do budżetu.

Pomysł polskiego rządu nie jest jednak niczym nowym. Na forum UE konsultacje dotyczące digital tax rozpoczęły się już w 2018 r. W grudniu odbyło się ostatnie spotkanie mające na celu osiągnięcie kompromisu w zakresie nowego podatku. Niektóre kraje członkowskie już wprowadziły analogiczną daninę np. Francja.

Autor: Krzysztof Borżoł, adwokat, Senior Associate w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie

Artykuł jest sponsorowany przez Adwokat Jastrzębie-Zdrój

FPP: Rzecznik Praw Podatnika to zbędna instytucja

Ministerstwo Finansów zaproponowało utworzenie nowego urzędu – Rzecznika Praw Podatnika. W ocenie Federacji Przedsiębiorców Polskich tworzenie takiej instytucji jest zbędne. Obowiązki, także w zakresie podatkowym, pełni Rzecznik Praw Obywatelskich. Powstanie kolejnego stanowiska nie jest konieczne, gdyż przyczyniłoby się do rozbudowywania zbędnej biurokracji w naszym kraju.

– Ministerstwo Finansów – wychodząc z inicjatywą stworzenia kolejnej, nowej instytucji – posunęło się o krok za daleko. Należy pamiętać, że to powinien być odrębny organ, niepowiązanymi w żaden sposób z resortem – powiedział serwisowi eNewsroom Mariusz Korzeb, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich – Warto przypomnieć interwencję Rzecznika Praw Obywatelskich przy okazji jednej ze spraw dotyczących opodatkowania stawką VAT usług związanych z ochroną środowiska morskiego. Skutecznie włączył się on w pomoc przedsiębiorcom, którzy wiele lat spędzili w sporze z organami administracji skarbowej. Zasługą Rzecznika było zaangażowanie merytoryczne – podkreślił Korzeb.

Sztuczna inteligencja wesprze pracę lekarzy. Pomoże szybciej i trafniej postawić diagnozę oraz wybrać optymalne leczenie

Sztuczna inteligencja wesprze pracę lekarzy. Pomoże szybciej i trafniej postawić diagnozę oraz wybrać optymalne leczenie 1

Sztuczna inteligencja (AI – Artificial Intelligence) coraz powszechniej wkracza do medycyny. Według badań PwC 55 proc. pacjentów jest gotowych na badania albo drobne zabiegi wykonywane przez roboty wyposażone w AI. Sztuczna inteligencja może wesprzeć diagnostykę i leczenie, przy okazji znacznie obniżyć koszty oraz usprawnić pracę samych lekarzy. Takie rozwiązanie bazujące na AI opracował już Siemens Healthineers. Koncern stawia mocny akcent na wykorzystanie sztucznej inteligencji w medycynie precyzyjnej.

Uważam, że sztuczna inteligencja przyczyni się do znacznego postępu w opiece medycznej. Znaczna część potencjału AI na razie pozostaje niewykorzystana. Kiedy mówimy o poprawie jakości dokumentacji medycznej lub ograniczeniu czasu potrzebnego lekarzom na wykonanie określonych czynności, mamy do czynienia z potencjałem, który czeka na odkrycie – mówi agencji Newseria Biznes Marc Lauterbach, wiceprezes ds. marketingu w zakresie cyfryzacji opieki medycznej Siemens Healthineers.

Jak wynika z badań Deloitte („A journey towards smart health. The impact of digitalization on patient experience”), 74 proc. pacjentów deklaruje, że udziela różnym lekarzom tych samych informacji, a 60 proc. wielokrotnie wykonuje te same testy. Eksperci podkreślają, że w przyszłości nowe technologie mogą m.in. usprawnić zarządzanie dokumentacją i danymi pacjentów i zapewnić ich większe bezpieczeństwo. W ocenie Deloitte do 2022 roku cyfrowe technologie już niemal całkiem zrewolucjonizują sektor opieki medycznej.

W sektorze zdrowotnym mamy pacjentów, których dane podlegają szczególnej ochronie. Musimy przestrzegać określonych procedur bezpieczeństwa i zasad dotyczących poufności, które nie mają takiego znaczenia w innych sektorach. Dlatego cyfryzacja w opiece zdrowotnej będzie odgrywać dużo większą rolę – ocenia Marc Lauterbach.

Z badania PwC („Dlaczego sztuczna inteligencja i roboty na nowo zdefiniują opiekę zdrowotną”), w którym wzięło udział 11 tys. pacjentów z 12 państw, wynika, że już 55 proc. chciałaby korzystać z nowych technologii czy urządzeń wyposażonych w narzędzia sztucznej inteligencji, które mogłyby np. wykonywać badania, odpowiadać na pytania dotyczące zdrowia, stawiać diagnozę i zalecać leczenie. Z kolei 73 proc. preferowałaby wykonywanie drobnych zabiegów chirurgicznych przez roboty, a nie przez lekarzy. Choć zdaniem ekspertów od sztucznej inteligencji szybciej upowszechnia się telemedycyna, to rozwiązania oparte na AI w coraz większym stopniu wkraczają do ochrony zdrowia.

– Dobrym przykładem zastosowania sztucznej inteligencji jest nasza kamera 3D przeznaczona do tomografów komputerowych. Wykorzystuje ona AI w celu optymalizacji takich elementów, jak modulacja dawki promieniowania w zależności od obszaru skanowania. To dobry przykład specjalistycznego zastosowania, w którym AI może pomóc uzyskiwać spójne wyniki i poprawić jakość obrazu przy zachowaniu najniższej dawki promieniowania – mówi Marc Lauterbach.

– Zastosowaliśmy sztuczną inteligencję w zakresie systemów uczących się, w technologiach zapewniających integralność danych (np. blockchain) i technologiach wizualizacji – takie jak rzeczywistość mieszana, wirtualna i rozszerzona służące do opracowania jeszcze lepszych sposobów wizualnego przedstawiania wyników badań – dodaje Jörg Aumüller, wiceprezes ds. marketingu międzynarodowego w zakresie cyfryzacji opieki medycznej w Siemens Healthineers.

Jak podkreśla, zastosowania sztucznej inteligencji w praktyce medycznej nie są całkowicie nowym zagadnieniem, bo pierwsze opracowania na ten temat pochodzą jeszcze z lat 90. Jednak pojawienie się nowych technologii – takich jak sieci neuronowe – sprawiło, że wyzwaniem stało się gromadzenie i przetwarzanie ogromnej liczby danych. Do tego niezbędne są komputery o dużej mocy obliczeniowej oraz doświadczenie w modelowaniu sieci neuronowych, które pozwalają uzyskać dane bardziej precyzyjne niż w przypadku tradycyjnego uczenia maszynowego.

– Następnie takie rozwiązania trafiają do naszych produktów, jak w przypadku opracowanych przez nas dwóch cyfrowych asystentów. Mowa tu o automatycznym systemie oceny badań radiologicznych AI-Rad Companion i systemie wsparcia planowania ścieżki klinicznej pacjenta i podejmowania decyzji klinicznych AI-Pathway Companion. Opracowujemy też kolejne innowacje, badając zastosowanie sztucznej inteligencji, np. w budowaniu wirtualnych organów, które pomagają znacznie dokładniej przewidzieć efekty danego zabiegu jeszcze przed jego wykonaniem, tym samym zmniejszając ryzyko interwencji – mówi Jörg Aumüller.

AI-Pathway Companion to innowacja, która wspiera lekarza przy podejmowaniu decyzji dotyczącej ścieżki leczenia na podstawie informacji takich jak wyniki badań diagnostycznych i laboratoryjnych czy efekty badań klinicznych. Wszystkie te dane są gromadzone i analizowane przez jedno narzędzie bazujące na sztucznej inteligencji, które wspomaga lekarza w wyborze najlepszej metody leczenia danego pacjenta.

– AI-Rad Companion to z kolei rozwiązanie opracowane z myślą o radiologach. Pierwsza wersja ma zastosowanie w tomografii komputerowej klatki piersiowej. Ocenia pełny zakres organów i parametrów w ramach tego badania. Radiolog zwraca uwagę przede wszystkim na obecność guzów w płucach, jednak w obszarze klatki piersiowej są jeszcze serce, aorta, kręgosłup, żebra, czyli bardzo ważne obszary, które również mogą wymagać oceny. AI-Rad Companion pomaga radiologom w podejmowaniu właściwych decyzji w dużo krótszym czasie – mówi Marc Lauterbach.

Innowacje bazujące na nowych technologiach i sztucznej inteligencji Siemens Healthineers prezentował w trakcie tegorocznego, 25. Europejskiego Kongresu Radiologicznego w Wiedniu, który jest drugim największym tego typu wydarzeniem na świecie.

Banki spółdzielcze chcą nadrabiać technologiczne zaległości wobec dużych instytucji. Przeszkodą obciążenia regulacyjne i finansowe

Banki spółdzielcze chcą nadrabiać technologiczne zaległości wobec dużych instytucji. Przeszkodą obciążenia regulacyjne i finansowe 2

Choć banki spółdzielcze nie płacą podatku bankowego, ich sytuacja na rynku i tak jest trudniejsza niż dużych podmiotów. Działają na lokalnych rynkach, gdzie klient jest mniej zamożny, są rozdrobnione i mają stosunkowo niewielki kapitał. Wiele obciążeń regulacyjnych dotyczy ich jednak tak samo jak dużych banków, podobnie jak np. konieczność inwestowania w nowoczesne rozwiązania i usługi. Według Mirosława Skiby, prezesa zarządu SGB-Banku, tej części podmiotów pomogłyby regulacje pozwalające na powrót części podatków w postaci środków na inwestycje.

– W sektorze bankowości spółdzielczej dominują podmioty bardzo małe, są podmioty małe, średnie, ale generalnie nie ma jednego dominującego, wielkiego banku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mirosław Skiba, prezes SGB-Banku. – Tak jak w każdym sektorze są takie jednostki, które są wręcz gwiazdami, radzą sobie bardzo dobrze, mają doskonałe wskaźniki. To wynika zarówno z bardzo dobrego zarządzania, jak i z dobrego terenu, na którym funkcjonują. Są też banki małe, które mają bardzo ograniczony zakres działania, czasami nawet do jednego powiatu. I w naturalny sposób możliwości robienia biznesu są mniejsze.

Na koniec stycznia 2019 roku w Polsce działały – według danych Komisji Nadzoru Finansowego – 32 krajowe banki komercyjne (w tym 13 z przewagą kapitału polskiego i 19 z przewagą kapitału zagranicznego), 31 oddziałów instytucji kredytowych oraz 547 banków spółdzielczych. Przychody banków komercyjnych w 2018 roku wyniosły 57,3 mld zł, natomiast banków spółdzielczych – 4,9 mld zł. Wynik operacyjny tych pierwszych zamknął się kwotą 17,8 mld zł, podczas gdy małe banki osiągnęły w tym czasie zysk na poziomie 827 mln zł, zysk netto – odpowiednio 13,86 mld zł oraz 626,6 mln zł. Różnica jest dwudziestodwukrotna.

Obciążenia regulacyjne niestety dotyczą także tych banków małych i najmniejszych. Pomimo tego, że banki spółdzielcze nie płacą podatku bankowego, to ponoszą wszystkie inne koszty, również te związane z wdrażaniem nowoczesnych rozwiązań pozwalających zwiększyć ściągalność podatków – mówi Mirosław Skiba. – Chcemy to robić, robimy, ale to wszystko kosztuje. Nie ma zasady proporcjonalności w zależności od skali działania banku, co też wpływa negatywnie na osiągane wyniki.

Jak podkreśla, bankowość spółdzielcza jako sektor ma dużo do nadrobienia pod względem rozwiązań technologicznych. A to oznacza szereg inwestycji do zrealizowania. Do tego dochodzą obciążenia związane z Bankowym Funduszem Gwarancyjnym czy z utrzymywaniem systemów ochrony, a to ogranicza możliwości zarabiania przez małe podmioty finansowe. Dlatego według prezesa SGB-Banku niewielkie instytucje powinny otrzymywać zwrot części zapłaconych środków, by móc się rozwijać i dorównać poziomem technologicznym międzynarodowym standardom. Inaczej może je czekać koniec działalności.

Część z obciążeń, które banki ponoszą, mogłoby trafiać na rozwój chociażby technologii, czy wsparcie procesów migracji danych, platform informatycznych w tych najmniejszych instytucjach. Przecież nie chcemy, żeby w takim kraju jak Polska funkcjonowały wyłącznie dwa, trzy, czy nawet pięć największych banków, ale chcemy, żeby wszyscy mieli dostęp również do małych, lokalnych banków – argumentuje Mirosław Skiba. – To z powodzeniem funkcjonuje w Niemczech, Austrii czy we Francji. Europa bardzo dobrze potrafi wykorzystać potencjał małych banków spółdzielczych działających na rynkach lokalnych. Ale wymaga to innego traktowania niż dużych molochów, szczególnie tych ogromnych korporacji bardzo często o zasięgu międzynarodowym.

SGB-Bank to mające siedzibę w Poznaniu, drugie co do liczebności zrzeszenie banków spółdzielczych po warszawskiej grupie BPS. Skupia 196 banków spółdzielczych, które łącznie zatrudniają 12 tys. pracowników i mają ponad 1,5 mln klientów. Należy do nich ponad 1,5 tys. placówek i niemal 4 tys. bankomatów.

Banki spółdzielcze dzisiaj to jest 8 proc. rynku. To jest gigantyczna wartość, ponieważ one są tam, gdzie żyją ludzie, gdzie są małe i średnie firmy, gdzie jest krwiobieg gospodarki – przekonuje prezes SGB-Banku. – I to, jak się ma ten sektor, bardzo często przekłada się bezpośrednio na rozwój danego obszaru, powiatu czy gminy.

Nowoczesne i atrakcyjne biuro to często karta przetargowa pracodawcy. Może też zdecydować o zainteresowaniu klientów

0

Nowoczesne i atrakcyjne biuro to często karta przetargowa pracodawcy. Może też zdecydować o zainteresowaniu klientów 3

Tylko co trzecie biuro w Polsce wspiera kreatywność i pracę zespołową, a 7 proc. deklaruje korzystanie z modelu Activity-Based Working, precyzyjnie dopasowanego do pracowników i charakteru wykonywanych przez nich zadań. Tymczasem niemal 70 proc. pracowników ocenia, że praca w środowisku opartym na aktywności dodaje energii i pozwala osiągać lepsze efekty. – Nowoczesne i dobrze przystosowane biuro może być przewagą konkurencyjną firmy w walce o wysoko wykwalifikowanych pracowników – przekonuje Karina Kreja z firmy Kinnarps.

Nie ma wątpliwości, że nowoczesne biuro wspiera wzorce pracy, jakie dzisiaj chcemy uzyskać. Potrzebujemy pracowników dużo bardziej kreatywnych i przede wszystkim zadowolonych ze swojej pracy, ponieważ wielkim problemem jest to, że dzisiaj organizacje mają problem z utrzymaniem pracowników w biurze – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes  Karina Kreja, ekspert strategii środowiska pracy w firmie Kinnarps.

Zmiany na rynku pracy niosą za sobą nowe trendy w aranżacji biur. Wciąż jeszcze wiele powierzchni zorganizowanych jest zgodnie z koncepcjami wypracowanymi kilkanaście lat temu. Raport „Nie bój się Activity‑Based Working” opracowany przez Hays, Kinnarps oraz Skanska wskazuje, że w Polsce 72 proc. firm pracuje w biurach typu open space, wzbogaconych o pewne udogodnienia, co piąte korzysta z przestrzeni podzielonej na gabinety, a tylko 7 proc. wykorzystuje model Activity-Based Working, który w centrum zainteresowania stawia pracownika i jego potrzeby.

Nowoczesna przestrzeń pracy bardzo dobrze wpływa na pracowników i ich efektywność. Możemy to mierzyć deklaratywnie na podstawie tego, jak sami pracownicy określają swoje poczucie przed wejściem do nowego biura i po zamieszkaniu w nim. To zwykle bardzo zmienia się na korzyść nowej przestrzeni. Natomiast bardzo trudne jest określenie wzrostu efektywności ich pracy w nowej przestrzeni. Przestrzegamy jednak przed traktowaniem efektywności jako biznesowego celu samego w sobie – zaznacza Karina Kreja.

Blisko 70 proc. pracowników zauważyło, że praca w środowisku opartym na aktywności pozwala osiągać lepsze rezultaty i jest bardziej stymulująca (raport „Nie bój się Activity‑Based Working” na podstawie projektu Susan Smulders i Denise Clarijs z Kinnarps Polska). Obecnie tylko 30 proc. biur wspiera kreatywność i pracę zespołową. Najwięcej firm znajduje się w połowie drogi, a ich przestrzeń zawiera elementy wpisujące się w oczekiwane zachowania i wspierające postawy pożądane w miejscu pracy.

Zawsze we wszystkich badaniach to pensje pojawiają się na pierwszej pozycji stanowiącej wyróżnik pracodawcy. Natomiast wysoko wśród powodów, dla których pracownicy chcą zostać w danej organizacji, pojawiają się inne, znacznie mniej mierzalne współczynniki, jak atmosfera w pracy i – uwaga – właśnie biuro lub styl pracy – mówi ekspertka Kinnarps.

Nowoczesne i dobrze przystosowane biuro może być przewagą konkurencyjną firmy w walce o wysoko wykwalifikowanych pracowników. Przeciętnie w firmach koszty wynajmu biura stanowią ok. 10 proc. kosztów operacyjnych, a koszty zatrudnienia – ok. 70 proc.

Jest to jeden z głównych czynników employer brandingu, który daje jasny przekaz informacyjny na temat tego, jaki system wartości stosuje dana organizacja i jak pracuje. Dlatego bardzo ważne jest, żeby przestrzeń jak najlepiej odzwierciedlała nasz przekaz – przekonuje Karina Kreja.

Odpowiednie biuro może być decydujące także dla klientów firmy.

Klienci organizacji dobrze reagują na nowoczesną przestrzeń i przez ten pryzmat są w stanie ocenić jakość tej firmy, jej wiarygodność, ale przede wszystkim to, jak traktuje swoich pracowników – mówi Karina Kreja. – Dzisiaj w dobie rynku pracownika, kiedy najważniejsza jest długoterminowa relacja, jakość biura, którą oferuje pracodawca swojemu zespołowi jest jednym ze wskaźników, jak długo i jak dobrze ten zespół będzie razem pracował. A jak podejmujemy z kimś współpracę, chodzi nam o to, byśmy możliwie długo współpracowali z możliwie najlepszym zespołem.

W 2019 roku gry mobilne mogą zdominować rynek. Wirtualna rzeczywistość jeszcze nie zrewolucjonizuje branży

W 2019 roku gry mobilne mogą zdominować rynek. Wirtualna rzeczywistość jeszcze nie zrewolucjonizuje branży 4

Rynek gier przesuwa się na smartfony. W siłę rosną symulatory i rozgrywka sieciowa oraz tryb multiplayer. Gry umożliwiające rywalizację z innymi osobami cieszą się ogromną popularnością zarówno na konsolach, jak i pecetach. Wirtualna rzeczywistość to z kolei jeszcze przyszłość rynku gier, a nie teraźniejszość. Potrzebna jest większa dostępność i bardziej zaawansowane gry, aby VR mógł zrewolucjonizować branżę – przekonuje Mateusz Adamkiewicz, prezes Gaming Factory.

Rynek gier przesuwa się w stronę aplikacji mobilnych, na nasze smartfony. Bardzo dużo osób z tego korzysta w drodze do pracy czy szkoły – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mateusz Adamkiewicz, prezes Gaming Factory. – Tempo wzrostu kilkunastu procent rocznie bez wątpienia zostanie zachowane. W zeszłym roku mieliśmy „Red Dead Redemption 2”, tytuł, który zarobił w przeciągu jednego weekendu ponad 700 mln dolarów. Na razie na ten rok nie ma zaplanowanych takich premier, niemniej jednak, globalna sprzedaż gier zdecydowanie będzie rosła.

Według szacunków NewZoo wartość globalnego rynku gier komputerowych pod koniec ubiegłego roku sięgnęła 134,9 mld dol. i wzrosła o blisko 11 proc. w ciągu roku. Zdecydowanie największym segmentem rynku są gry mobilne – w 2018 roku stanowiły ok. 47 proc. wartości rynku gier.

Według danych serwisu App Annie w 2018 roku pobrano 194 mld aplikacji, w sklepach z aplikacjami konsumenci wydali 101 mld dol., a przeciętny użytkownik smartfona w Stanach Zjednoczonych spędzał w aplikacjach prawie 3 godziny dziennie, co oznacza 10 proc. wzrost rdr. Serwis ocenia, że w 2019 roku gry mobilne mogą już osiągnąć 60 proc. udziału w rynku wydatków na gry na wszystkich platformach.

Hitem sprzedażowym jest konsola Nintendo Switch. Tam też jest bardzo dobra sprzedaż poszczególnych tytułów: „Fortnite” to już jest fenomen społeczny, tryb „Battle Royale”, w którym gracze grają między sobą. Rozgrywka jest bezpłatna, ale często z możliwością dokupienia pewnych sprzętów czy udogodnień w grze. To główne trendy, które obowiązywały w zeszłym roku i nic nie wskazuje na to, żeby mogły ulec zmianie – zaznacza Adamkiewicz.

Na całym świecie liczba sprzedanych konsoli Nintendo Switch sięga 20 mln. Do 2020 roku liczba sztuk może przekroczyć barierę 40 mln. Rekordy popularności biją gry Pokemon Let’s Go, Pikachu! i Pokemon: Let’s Go, Eevee.

Rośnie popyt na symulatory, np. mobilna edycja gry „Car Mechanic Simulator”, która sprawdza poziom wiedzy technicznej gracza, została pobrana 12 mln razy.

– Coraz większego znaczenia nabiera rozgrywka sieciowa i tryb multiplayer. Ten element społeczności, rywalizacji z innymi graczami online jest bardzo pożądany wśród graczy. Myślę, że tego typu projekty będą odnosiły duże sukcesy – zauważa ekspert. – Cały czas stosunkowo dobrze sprzedają się gry symulacyjne, tutaj Polska akurat ma kilku mocnych przedstawicieli. Przede wszystkim Grupa PlayWay i poszczególne spółki z tej grupy, chociażby Ultimate Games, który sprzedaje w tej chwili najlepiej oceniany symulator wędkarski na portalu Steam.

Gry umożliwiające rywalizację z innymi osobami cieszą się ogromną popularnością, np. w World of Warcraft gra kilkanaście milionów osób. Przynosząca producentom ogromne dochody seria Call of Duty także opiera się głównie na rozgrywce multiplayer przez internet.

Zdaniem Adamkiewicza, to właśnie segment gier mobilnych, w tym symulacyjnych czy umożlwiających rywalizację z innymi graczami, stanowi o przyszłości rynku. Segment gier VR, jeszcze kilka lat temu określany jako rewolucja całego rynku, rozwija się wolniej, niż można było się spodziewać. Przede wszystkim ze względu na zbyt wysokie koszty samego sprzętu.

Sprzęt jest niewygodny w użyciu, drogi, w związku z czym ciężko go było spopularyzować wśród graczy. Natomiast myślę, że prędzej czy później VR będzie przyszłością gamingu, tylko po prostu musimy poczekać na sprzęt, który jest tańszy, prostszy w użytkowaniu i wygodniejszy dla gracza. Mała liczba gier na VR wynika z tego, że sprzęt nie został spopularyzowany, w związku z czym nie ma sensu inwestować w ich produkcję. Tym bardziej że to jest droższe, a mały jest na to rynek, w związku z czym nieliczni producenci decydują się na taki krok – ocenia Mateusz Adamkiewicz.

Warszawska Hala Koszyki stawia na gastronomię i kulturę. W ubiegłym roku przyciągnęła prawie 3 mln osób

Warszawska Hala Koszyki stawia na gastronomię i kulturę. W ubiegłym roku przyciągnęła prawie 3 mln osób 5

– Hala Koszyki jest pierwszą halą kulinarną w Polsce i – co widać po naszej frekwencji – istnieje bardzo duże zapotrzebowanie na miejsca tego typu – mówi jej menadżer Paweł Konarski. Zrewitalizowany obiekt historyczny szybko stał się kultowym miejscem na mapie Warszawy. W ubiegłym roku Halę Koszyki odwiedziło blisko 3 mln gości. Zarząd stawia na starannie dobraną ofertę gastronomiczną i wydarzenia kulturalne. Program imprez na nadchodzące lato jest na tyle bogaty, że w Hali Koszyki powstanie specjalna ramówka, podobnie jak w telewizji. 

– Ubiegły rok był rekordowy, odwiedziło nas 3 mln gości. Wiemy to dzięki specjalnym urządzeniom, kamerom, które zliczają dokładnie wejścia i wyjścia naszych klientów. Robimy wszystko, żeby gości było jak najwięcej, to jeden z wyznaczników naszej pracy, ale wyniki przerosły nasze oczekiwania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Konarski, menadżer Hali Koszyki w Warszawie.

Ubiegły rok był drugim pełnym rokiem działalności Hali Koszyki. Zabytkowy obiekt, wzniesiony w latach 1906–1908, został zrewitalizowany i ponownie udostępniony warszawiakom w październiku 2016 roku. Kompleks obejmuje ponad 6,5 tys. mkw. powierzchni handlowej i dodatkowe 16 tys. mkw. biur. Właścicielem i zarządcą Hali Koszyki jest Globalworth Poland. Zrewitalizowany obiekt szybko stał się kultowym miejscem na mapie Warszawy. W ubiegłym roku największa liczba gości (ponad 25 tys.) odwiedziła Halę Koszyki podczas prywatki w stylu lat 50. zorganizowanej z okazji drugich urodzin obiektu. Inną popularną imprezą był Sylwester, na którym bawiło się prawie 13,5 tys. warszawiaków i turystów.

Największą siłą przyciągania Hali Koszyki są nasi najemcy, 20 różnych restauracji zebranych pod jednym dachem w warszawskim tyglu – mówi Paweł Konarski. – Hala Koszyki to miejsce spotkań, miejsce użyteczności publicznej, goście przychodzą do nas z różnych powodów. My ze swojej strony gwarantujemy ciekawe programy artystyczne. Mamy scenę, na której odbywają się cykliczne imprezy. Gramy na żywo, organizujemy wystawy, wernisaże, spektakle i kino letnie.

W zeszłym roku w Hali Koszyki zorganizowano łącznie ponad 300 wydarzeń, w tym 150 spotkań artystycznych. I na to też stawiają zarządcy. W końcówce lutego ruszył nowy cykl „Jazzowe Czwartki na Koszykach”, w ramach którego swoje umiejętności na scenie prezentują młodzi artyści. Piątki i soboty to dni z muzyką na żywo, z kolei w niedziele odbywają się koncerty muzyki klasycznej we współpracy z Julian Cochran Foundation. W cieplejszych miesiącach warszawiaków przyciąga m.in. kino letnie.

W Hali Koszyki biura mają m.in. Mindspace, Multimedia, Eneris. Natomiast w części handlowej znajdują się lokale gastronomiczne, usługowe oraz sklepy, a wśród nich restauracje Ćma by Mateusz Gessler, Semolino, ponadto Rossmann czy Duka. Menadżer kompleksu Paweł Konarski podkreśla jednak, że to przede wszystkim gastronomia jest mocnym punktem Koszyków.

Hala Koszyki jest pierwszą halą kulinarną w Polsce i – co widać po naszej doskonałej frekwencji – istnieje najwyraźniej bardzo duże zapotrzebowanie na miejsca tego typu – mówi Paweł Konarski.

Jak ocenia, wybór restauracji i starannie dobrani najemcy handlowo-usługowi powodują, że oferta Hali Koszyki jest różnorodna i przyciąga klientów, również w niehandlowe niedziele.

– Niehandlowe niedziele bardzo dobrze wpływają na koniunkturę w Hali Koszyki. Rodziny, które dotychczas spędzały czas w galeriach handlowych, przychodzą do nas na niedzielny obiad czy kolację. Możemy mówić o minimalnym wzroście frekwencji – zaznacza Paweł Konarski.

Menadżer warszawskiej Hali Koszyki podkreśla, że w zakresie frekwencji plany na ten rok są równie ambitne. Na nadchodzące lato została już przygotowana oferta imprez i wydarzeń kulturalnych, na tyle szeroka, że w Hali Koszyki będzie obowiązywać godzinowa ramówka, podobnie jak w telewizji.

Mamy w planach kilka rekomercjalizacji, być może w najbliższym czasie zmieni się jedno lub dwa miejsca gastronomiczne – mówi Paweł Konarski. – Mamy na lato bardzo bogaty program. Chcielibyśmy, żeby potencjalni goście przychodzili do nas, mówiąc kolokwialnie, „w ciemno” ze względu na codzienne atrakcje. W każdy dzień będą odbywać się wydarzenia muzyczne, filmowe i artystyczne. Będzie m.in. kino letnie, teatr improwizowany, koncerty, muzyka do tańca oraz wiele wystaw i wernisaży.

Meble coraz bardziej naszpikowane elektroniką. Sofa uzbrojona w zestaw głośników kina domowego i system drgań oraz szafa prasująca ubrania czekają na nabywców

Meble coraz bardziej naszpikowane elektroniką. Sofa uzbrojona w zestaw głośników kina domowego i system drgań oraz szafa prasująca ubrania czekają na nabywców 6

W ramach inteligentnego domu, oprócz sterowanych aplikacją żarówek, kontrolowanych głosem telewizorów, czy zamawiających jedzenie lodówek, coraz częściej znajdziemy także meble. Są one coraz częściej podłączane do internetu i zintegrowane z asystentami głosowymi, dzięki czemu można je obsługiwać za pomocą komend głosowych. Powstają sterowane aplikacją sofy ze zintegrowanymi głośnikami, systemem wibracji i bezprzewodową ładowarką, inteligentne szafy, które wyprasują za nas ubrania, a nawet łóżka poprawiające jakość naszego snu, które można kontrolować za pośrednictwem komend głosowych.

– Naszą inteligentną sofę wyposażyliśmy w system wibracji, głośniki i subwoofer, dzięki czemu gdy oglądasz film albo grasz na konsoli, możesz lepiej wczuć się w akcję i poczuć się jak na seansie 4D. Wibracje odzwierciedlają dźwięki z telewizora, a w podłokietniku zamknęliśmy systemy rozpoznawania mowy, dzięki czemu z pozycji kanapy możesz sterować każdym połączonym urządzeniem w domu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Lorraine Albanel z Miliboo Connected.

Dzięki rozwojowi internetu rzeczy, inteligentny dom to już nie tylko kontrolowane przez aplikację żarówki, reagujące na polecenia głosowe telewizory, czy zarządzane smartfonem urządzenia AGD. Inteligentne stają się także zwyczajne dotąd meble.

Pierwsza na świecie inteligentna sofa zaprojektowana została we Francji i już niebawem trafi na rynek. Wbudowany w nią system głośników ma zintensyfikować doznania audiowizualne, m.in. podczas oglądania filmów i grania w gry. Gdy sofa połączona jest z telewizorem, nie tylko odtwarza dźwięki, ale również uruchamia zsynchronizowane z dźwiękiem wibracje, co np. podczas oglądania filmu zwiększa odczucia i pozwala poczuć się w środku akcji, a w grach zwiększa immersyjność.

– Na sofie można oglądać wszelkiego rodzaju produkcje. Sofa doskonale nadaje się do filmów akcji i gier wideo. Kiedy drgania pod fotelem odpowiadają dźwiękom na ekranie, możesz poczuć się częścią oglądanych wydarzeń – przekonuje Lorraine Albanel.

Inteligentne stają się także inne elementy wyposażenia domu. Szafa Styler od LG wyposażona jest w system parowego odświeżania ubrań i łączność Wi-Fi, dzięki czemu użytkownik może zdalnie zlecić wyprasowanie ubrań za pośrednictwem aplikacji SmartThinQ. Sleep Number to inteligentne łózko z systemem zdalnej kontroli sprężystości, który można obsłużyć za pośrednictwem komend głosowych. Mebel współpracuje także z aplikacją mobilną, która pozwoli monitorować jakość naszego snu.

System modułowych segmentów wypoczynkowych Lift-Bit od Carlo Ratti Associati to z kolei sofa złożona z heksagonalnych modułów, które można łączyć ze sobą w dowolny sposób oraz kontrolować ich wysokość za pośrednictwem aplikacji mobilnej. Mebel może w ciągu kilkunastu sekund zmienić się z sofy w np. leżankę, przystosowaną do parametrów anatomicznych konkretnego użytkownika.

Według HTF Market Intelligence  globalny rynek inteligentnych mebli w najbliższych latach będzie rozwijał się w tempie 22 proc. w skali roku. Do 2025 roku wartość branży ma wzrosnąć do 670 mln dol.

Wielki Zderzacz Hadronów przechodzi ogromną modernizację. Zwiększona do maksimum moc ma pozwolić na potwierdzenie istnienia ciemnej materii

Wielki Zderzacz Hadronów przechodzi ogromną modernizację. Zwiększona do maksimum moc ma pozwolić na potwierdzenie istnienia ciemnej materii 7

Największy na świecie akcelerator cząstek umożliwił rewolucyjne odkrycia w świecie fizyki. Niedługo możliwości Wielkiego Zderzacza Hadronów będą jeszcze większe. Największy ośrodek badawczy na świecie jest właśnie w trakcie ogromnej modernizacji. Przez ostatnie lata LHC mogło zderzać protony z energią 13 TeV. Po 2-letniej modyfikacji, naukowcy będą w stanie zderzać jeszcze większe ilości cząstek przy jeszcze wyższych energiach. Zdaniem naukowców nowe urządzenie będzie w stanie potwierdzić istnienie ciemnej materii.

– Wielki Zderzacz Hadronów przez 3 lata zbiera dane, a po tym okresie akcelerator zwykle jest zatrzymywany na rok, do dwóch lat. W tym czasie dokonywana jest niekoniecznie przebudowa, ale usprawnienie przygotowania akceleratora do następnego etapu badań. Właśnie w tej chwili weszliśmy w tzw. Długi Shutdown 2, czyli drugi taki okres przygotowania i przystosowania urządzeń akceleratora do następnego etapu pracy – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Andrzej Siemko z CERN.

Wielki Zderzacz Hadronów (LHC) to największy i najpotężniejszy na świecie akcelerator cząstek.  Składa się z 27-kilometrowego pierścienia nadprzewodzących magnesów z szeregiem struktur przyspieszających, wszystko po to, by zwiększyć energię cząstek po drodze. Wewnątrz akceleratora wiązki cząstek zanim zostaną zderzone poruszają się z prędkością bliską prędkości światła. Cząstki są tak małe, że ich zderzenie jest podobne do wystrzelenia dwóch igieł w odległości 10 kilometrów od siebie z taką precyzją, że spotykają się w połowie drogi.

– Akcelerator działał bardzo dobrze do końca ubiegłego roku, niemniej jednak następny etap jego pracy będzie wymagał podwyższenia prawdopodobnie do maksymalnej energii, którą ten akcelerator potrafi wytworzyć w cząstkach i to będzie wymagało przygotowania pewnych systemów. Właśnie to będzie się odbywało w czasie najbliższych 2 lat – zapowiada Andrzej Siemko.

To właśnie dzięki LHC naukowcy odkryli bozon Higgsa, a w 2015 roku pentakwarki – nieobserwowany wcześniej rodzaj cząstek elementarnych, których poszukiwano przez 50 lat. Bozon Higgsa nazywany jest „boską cząstką”, ponieważ ma być odpowiedzialny za to, że wszystko co istnieje  posiada masę. Inni naukowcy określają go mianem „żywej skamieliny z początku Wszechświata”. Odkrycie bozonu było dla świata fizyki rewolucyjne, ponieważ potwierdziło wcześniejsze teorie. Poznanie własności pentakwarków może pomóc z kolei w zrozumieniu jak zbudowana jest zwykła materia.

Zwiększenie energii, a tym samym uzyskanie większej liczby zderzeń, może doprowadzić do kolejnych odkryć, w tym potwierdzenia istnienia i działania ciemnej materii.

– Jeżeli będzie to dużo więcej cząstek niż do tej pory, to oczywiście będziemy mieli więcej możliwości zderzeń takich cząstek. Jeżeli będziemy mieli większe energie i większe liczby zderzeń, zwiększa to prawdopodobieństwo również tego, że uda nam się znaleźć coś, co będzie wskazywało właśnie na istnienie ciemnej materii – mówi ekspert.

Uważa się, że ciemna materia stanowi ok. 27 proc. bilansu masy i energii otaczającego nas Wszechświata – obok zwykłej materii oraz ciemnej energii. Tylko 4- 5 proc. materii we Wszechświecie to ta, którą możemy zobaczyć. Obecność ciemnej materii została dotychczas wywnioskowana tylko z efektów grawitacyjnych na widocznych ciałach, takich jak gwiazdy, galaktyki i gromady galaktyk.

– Tak naprawdę ciemna materia jest do tej pory hipotezą fizyczną, fizycy głęboko wierzą w to, że ona istnieje. Gdyby istniała, to by wyjaśniała wiele anomalii, które są obserwowane głównie przez astronomów i astrofizyków. Zwiększenie energii i zwiększenie liczby zderzeń umożliwia zwiększenie prawdopodobieństwa tego, że uda nam się odkryć również aspekty związane z ciemną materią – zapowiada Andrzej Siemko.

Budowa akceleratora LHC kosztowała 4,6 mld franków szwajcarskich.

Jak się zdobywa unijne finansowanie? Zaproszenie na Dzień z Horyzontem 2020

Dzień z Horyzontem 2020

Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych Unii Europejskiej oraz Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego organizują „Dzień z Horyzontem 2020” – dzień informacyjny na temat unijnego programu finansowania badań naukowych i innowacji Horyzont 2020. Wydarzenie odbędzie się 4 kwietnia 2019 r. w Centrum Zarządzania Innowacjami i Transferem Technologii Politechniki Warszawskiej, ul. Rektorska 4 w Warszawie.

Wydarzenie jest adresowane do beneficjentów programów ramowych, ale przede wszystkim do nowych uczestników, których pragniemy zainteresować unijnymi grantami i zachęcić do udziału w Programie Ramowym UE Badań i Innowacji – Horyzont 2020 – mówi dr inż. Zygmunt Krasiński, dyrektor Krajowego Punktu Kontaktowego PB UE (KPK).

Do ubiegłego roku polskie organizacje pozyskały blisko 372 mln euro dofinansowania w ramach Horyzontu 2020. Największą pulę pieniędzy zdobył przemysł (blisko 105 mln euro), z czego aż 70 mln euro pozyskały polskie małe i średnie przedsiębiorstwa. Znacząco wzrosło również zaangażowanie uczelni i instytutów, które uzyskały blisko 203 mln euro dofinansowania z Komisji Europejskiej (ponad 99,3 mln euro same uczelnie).

– Horyzont 2020 to międzynarodowa „Liga Mistrzów” badań i innowacji. Oferta programu jest bardzo szeroka – od prestiżowych grantów European Research Council (ERC) i projektów stricte naukowych, poprzez projekty zachęcające do rozwoju kariery naukowej i mobilności (Działania Marii Skłodowskiej-Curie), projekty dla samorządów i NGO’sów, po ambitne projekty badawcze i wdrożeniowe dla firm. A dotychczasowy udział Polski w Horyzoncie 2020 nie odzwierciedla naszego potencjału – mówi dr inż. Zygmunt Krasiński, dyrektor KPK.

W ostatnich latach trwania programu Komisja Europejska ma do rozdysponowania jeszcze prawie 30 mld euro. Podczas „Dnia z Horyzontem 2020” eksperci KPK opowiedzą o tym, co program oferuje naukowcom, przedsiębiorcom i instytucjom w konkursach na lata 2019-2020.

 

– Granty europejskie mają opinię trudnych do zdobycia, chcemy przekonać, że nie taki diabeł straszny jak, go malują. Doświadczenia polskich laureatów pokażą, że uzyskanie grantów jest możliwe, a realizacja projektów jest doskonałą okazją do rozwoju kariery naukowej, a także budowania potencjału jednostek, w których są one realizowane – zachęca Magdalena Chomicka, ekspert Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych UE.

O korzyściach, jakie daje udział w Horyzoncie 2020, będą przekonywać ci, którzy odnieśli w nim sukcesy. Wśród nich dr Piotr Nowak, który zdobył prestiżowy ERC Starting Grant – pierwszy matematyczny grant ERC w Polsce. Realizuje go w Instytucie Matematycznym PAN w Warszawie, ale prowadzi też szeroką współpracę międzynarodową.

Historię swojego sukcesu w Horyzoncie 2020 opowie również dr hab. inż. Aleksander Poreda, prof. UR – kierownik międzynarodowych studiów doktoranckich w zakresie słodownictwa i browarnictwa, realizowanych w ramach projektu European Joint Doctorate in Food Science na Uniwersytecie Rolniczym w Krakowie.

O tym, jak poziom konkurencyjności jednostki podnosi zatrudnianie w niej wybitnych badaczy z zagranicy powie prof. Robert Hołyst z Instytutu Chemii Fizycznej PAN – jednej z trzech polskich instytucji, które przyjęły najwięcej zagranicznych naukowców w ostatnich 10 latach. (CZYTAJ TAKŻE: 20-lecie MSCA:  niemieccy i hiszpańscy naukowcy wybrali Polskę)

– Zachęcamy naukowców i przedsiębiorców do aplikowania o granty w Horyzoncie, bo naprawdę warto. To nie tylko korzyści finansowe – wysoki poziom dofinansowania i kosztów pośrednich, ale przede wszystkim dostęp do wiedzy i nowych technologii, sieci kontaktów na najwyższym międzynarodowym poziomie, a także wzrost rozpoznawalności, budowa marki i prestiż – dodaje dyr. Krasiński.

Instytucje, które starają o się o wyższą kategorię naukową, bądź o utrzymanie dotychczasowej powinny pamiętać, że nowe kryteria ewaluacji wyraźnie zwiększają znaczenie unijnych grantów w ogólnej ocenie parametrycznej uczelni czy instytutu.

–  Dodatkową zachętą do udziału w wydarzeniu niech będzie fakt, że nowy system oceny działalności naukowej wysoko punktuje zaangażowanie uczelni i instytutów w realizację projektów w Horyzoncie 2020. W szczególności jest to istotne w przypadku przyznawania kategorii A+ – podkreśla dyrektor Krajowego Punkt Kontaktowego PB UE.

Zgodnie z nowymi zasadami dotyczącymi ewaluacji jednostek naukowych, punkty za udział
w projektach realizowanych w ramach Programów Ramowych UE liczy się podwójnie,
a w przypadku grantów ERC – poczwórnie.

Horyzont 2020 ma również szeroką ofertę dla firm, które chciałyby sfinansować działania B+R. Dotąd ponad 300 polskich przedsiębiorstw zdobyło w ramach tego programu blisko 105 mln euro. Swoimi doświadczeniami w staraniu się o unijne dofinansowanie podzieli się z uczestnikami „Dnia z Horyzontem 2020” Krzysztof Samp z firmy ITTI  (laureat Kryształowej Brukselki 2018) w kategorii małe i średnie przedsiębiorstwa.

W dalszej części wydarzenia uczestnicy będą mogli wziąć udział w sesjach równoległych prowadzonych przez ekspertów KPK na temat wybranych obszarów tematycznych w programie Horyzont 2020 i szczegółowych zasad aplikowania w otwartych konkursach.

Kwietniowe spotkanie w CZIiTT PW będzie doskonałą okazją do nawiązania kontaktów, które mogą w przyszłości zaowocować utworzeniem konsorcjum projektowego. Osoby i zespoły mające pomysł na projekt oraz przygotowujące wnioski mają także szanse na indywidualne konsultacje
z ekspertami KPK.

Partnerami „Dnia z Horyzontem 2020” są: Sieć KPK oraz Centrum Zarządzania Innowacjami i Transferem Technologii Politechniki Warszawskiej.

Program i rejestracja: http://www.kpk.gov.pl/?event=dzien-z-horyzontem-2020

Więcej informacji o KPK i Horyzoncie 2020: www.kpk.gov.pl

Wyższy niż prognozowany wzrost wynagrodzeń

Zatrudnienie i wynagrodzenia rosły w szybszym tempie niż przewidywali analitycy. W lutym przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było wyższe o 2,9% r/r i wyniosło 6378,0 tys. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto było wyższe o 7,6% r/r.

– Wzrost zatrudnienia jest miłą niespodzianką, zwłaszcza przy symptomach spowolnienia gospodarczego – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB.

Wzrost wynagrodzeń też był wyższy niż w prognozach, tym bardziej ciekawe staje się czy ten wyższy wzrost będzie się nadal utrzymywał.

– Tempo wzrostu jest wyższe niż średnia z minionego roku i pozostanie na takim poziomie, a może nawet lekko przyspieszyć, co nie byłoby dobre dla gospodarki na dłuższą metę – ocenia dr P.Kwiecień.

Firmy nadal nie wyobrażają sobie biura bez drukarki

Drukarka i skaner są nadal koniecznymi elementami wyposażenia 99 proc. biur. Co więcej, ich eksploatacja rośnie z roku na rok, a blisko dwie trzecie firm twierdzi, że bez możliwości drukowania nie mieliby możliwości prowadzenia działalności.

Kiedy w latach 80. po raz pierwszy w biurach na szeroką skalę zaczęły się pojawiać ekrany, wielu ekspertów przewidywało szybki koniec papieru. 40 lat później widać, że nie mogli się bardziej mylić. Potwierdzają to badania przeprowadzone na 800 brytyjskich firmach, zlecone przez firmę Brother.[1]

Blisko 100 proc. małych i średnich przedsiębiorców posiada drukarkę, a 79 proc. skaner. Co więcej, są one bardziej intensywnie eksploatowane niż w poprzednich latach. 41 proc. badanych deklaruje, że drukuje więcej niż w ubiegłym roku, a 39 proc. taką samą ilość materiałów. Jedynie 14 proc. udało się zredukować liczbę wydruków.

Pracownicy nadal wolą pracować na papierowych dokumentach, 71 proc. z nich, gdy chce zwiększyć swoją wydajność drukuje materiały. Dla blisko 40 proc. w tej formie są one dla nich łatwiejsze do czytania i przyswojenia.

– Pomimo wszechobecnych ekranów jesteśmy wychowani w kulturze papieru – mówi Katarzyna Idzkiewicz, Marketing Coordinator w Brother Polska. – Wolimy dodawać na papierze notatki, podkreślać istotne informacje. Badania pokazują, że kiedy czytamy tekst na kartce więcej zapamiętujemy z lektury, niż z treści na ekranie komputera. Jeśli jednak firma chce być konkurencyjna w epoce gospodarki opartej na danych musi wykorzystać potencjał jaki niesie ze sobą digitalizacja treści. Dzisiejsze skanery potrafią bezbłędnie przekształcać obraz na tekst, tym samym pozwalając na jego edycję, kopiowanie czy przeszukiwanie.

Pracownicy dostrzegają te zalety. Aż 64 proc. z nich uważa, że dzięki skanowaniu mogą pracować wydajniej. Jako główne korzyści wskazują prostsze dzielenie się treściami z innymi członkami zespołu, a także łatwiejsze organizowanie dokumentów.

Istotnym trendem jest wprowadzanie kodeksów dobrych praktyk w zakresie druku, mających na celu zmniejszenie kosztów i oszczędność materiałów eksploatacyjnych. 70 proc. menedżerów planuje usprawnienie polityki druku, a 42 proc. już wdrożyło taki kodeks. Inną ważną kwestią jest dbałość o środowisko. Dla trzech czwartych pracowników ta kwestia ma duże znaczenie, ale jedynie 54 proc. stwierdza, że wpłynęło to na sposób w jaki drukują.

Brother kładzie coraz większy nacisk na kwestię ekologii. W ciągu 6 lat udało nam się zredukować zużycie energii odpowiednio o 29 proc. w przypadku naszych urządzeń drukujących w kolorze oraz o 10 proc. w przypadku modeli monochromatycznych. – mówi Katarzyna Idzkiewicz – Nowoczesne drukarki dają również możliwość kontrolowanie tego, kto, co, jak i ile drukuje w firmie dzięki uwierzytelnieniu  kodem PIN lub NFC. Oferujemy klientom także rozwiązania MPS (Managed Print Services), które pomagają istotnie zmniejszyć koszty druku w firmie. – podsumowuje Katarzyna Idzkiewicz.

https://www.brother.co.uk/-/media/pdf/buk/white-papers-and-infographics/brother-paperlite-report.ashx?la=en&hash=CAB5246B903DF36DCAA94F816D40FBAFEB5CA0DC

Co to jest inbound marketing

Współczesne realia funkcjonowania na konkurencyjnym rynku wymagają znacząco różnego podejścia do marketingu niż miało to miejsce zaledwie klika lat temu. Agresywne strategii marketingowe nie przynoszą już najlepszych rezultatów. Ich miejsce zajmuje podejście pozwalające Klientom samodzielnie odszukać tego czego szuka poprzez tworzenie pozytywnych i trwałych relacji. Takie podejście nazywa się inbound marketingiem (marketingiem przychodzącym).

Współczesne realia funkcjonowania na konkurencyjnym rynku wymagają znacząco różnego podejścia do marketingu niż miało to miejsce zaledwie klika lat temu. Agresywne strategii marketingowe nie przynoszą już najlepszych rezultatów. Ich miejsce zajmuje podejście pozwalające Klientom samodzielnie odszukać tego czego szuka poprzez tworzenie pozytywnych i trwałych relacji. Takie podejście nazywa się inbound marketingiem (marketingiem przychodzącym).

Czym jest inbound marketing?

Działania w ramach inbound marketingu polegają na działaniach skierowanych na Klienta, który wyraził na nie zgodę, a także (lub przede wszystkim) przekaz informacji w miejscu i czasie precyzyjnie dopasowanym do jego potrzeb. Inbound marketing jest zatem precyzyjną strategią działań promocyjnych, które przekazują Klientowi informacje wtedy, kiedy ich potrzebuje.

Jak prowadzić inbound marketing?

Działania w ramach inbound marketingu służą nawiązywaniu i utrzymywaniu jak najlepszych relacji z odbiorcą. Dlatego też techniki tej strategii powinno się wykorzystywać w możliwie najszerszym zakresie. Do najważniejszych elementów inbound marketingu z pewnością zaliczyć można:

  • Optymalizację strony www oraz pozycjonowania,
  • Prowadzenie strony i bloga firmowego,
  • Content marketing,
  • Aktywność w social media.

Nie można również zapominać o dodatkowych formach dotarcia do Klienta. Inbound marketing jest wyjątkowo szerokim pojęciem pozwalającym wykorzystać wszelkie możliwości dotarcia do odbiorcy. Niezależnie jednak od wykorzystywanych narzędzi, cel jest jeden – pozytywne relacje z Klientem, przyciągnięcie go do przekazu reklamowego i wpłynięcie na jego decyzję zakupową. Unikalne treści na odpowiednio zoptymalizowanej i pozycjonowanej stronie www, wspierane przez atrakcyjny content na blogu, aktywność w mediach społecznościowych, wtyczki sprzedażowe. To wszystko powoduje, że dostarczamy Klientom atrakcyjnych informacji, które w znaczącym stopniu wpływają na jego świadomość marki oraz decyzje zakupowe.

Korzyści inbound marketingu

Współczesny marketing oparty być musi na co najmniej dobrej znajomości zachowań Klientów. Dzięki tej wiedzy mamy możliwość:

  • Dotarcia do najbardziej zainteresowanych zakupem odbiorców,
  • Zaangażowania Klientów poprzez różnego rodzaju kampanie lub akcje w social media, co zwiększa szanse na zakup naszej marki,
  • Zbudowania świadomości marki,
  • Dopasowania przekazu i formy reklamy do Klienta.

Głównym celem inbound marketingu jest zaangażowanie Klienta i wpłynięcie na jego decyzje zakupowe. W tym celu wykorzystywać należy jak najszerzej możliwości, jakie dają współczesne kanały marketingowe – SEO, blogi, widgety sprzedażowe, precyzyjny przekaz reklamowy. Dzisiejszy marketing skupia się na przekazywaniu Klientom atrakcyjnych treści w miejscu i czasie, które są dla niego najlepsze. Dlatego musimy poznać dokładnie naszego odbiorcę i precyzyjnie dostosować do niego przekaz. Bardzo dobrym sposobem na zwiększenie oddziaływania na odbiorcę w ramach inbound marketingu jest zastosowanie widgetów sprzedażowych. Widget BUY.BOX to doskonały sposób na dodatkowe zachęcenie potencjalnych Klientów do wejścia na stronę naszego sklepu, możliwość uatrakcyjnienia bloga o konkretne treści sprzedażowe oraz doskonały sposób na monetyzację swojego contentu. Wypróbuj widget BUY.BOX  i sprawdź, co może Tobie przynieść.

Kto zostanie Mikroprzedsiębiorcą Roku 2018?

Już niebawem poznamy wyniki 14. edycji Konkursu Mikroprzedsiębiorca Roku. Na styczniowym posiedzeniu Kapituły Konkursu wybrano tegorocznych zwycięzców, którzy otrzymają prestiżowe wyróżnienia oraz nagrody finansowe. Uroczysta Gala Finałowa Konkursu, podczas której zostaną nagrodzeni czołowi polscy mikroprzedsiębiorcy, odbędzie się 28 marca 2019 roku na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Poznamy głównego laureata Konkursu oraz zwycięzców w czterech kategoriach (Start, Progres, Młody Biznes i Senior). Konkurs realizowany jest pod patronatem honorowym Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii.

Konkurs Mikroprzedsiębiorca Roku jest wyjątkową szansą dla najmniejszych firm, aby pochwalić się swoimi przedsięwzięciami oraz pokazać swoje osiągnięcia. Aby wziąć udziału w Konkursie należy spełniać dwa podstawowe kryteria – mniej niż 10 zatrudnionych pracowników oraz obrót roczny nieprzekraczający 2 mln euro. Najbardziej wyróżniająca się firma otrzyma znamienity tytuł „Mikroprzedsiębiorca Roku” oraz nagrodę pieniężną – 40 tys. złotych. Dodatkowo przyznawane są 4 nagrody (10 tys. złotych) w kategoriach Start (dla najmłodszych mikroprzedsiębiorstw), Progres (dla firm w „średnim wieku”), Senior (dla firm działających na rynku najdłużej) oraz Młody Biznes (dla mikroprzedsiębiorstw prowadzonych przez osoby poniżej 30. roku życia). Dodatkowo Kapituła Konkursu przygotowała 8 specjalnych wyróżnień dla najprężniej rozwijających się mikrofirm z całego kraju.

Zgłoszenia do 14. edycji Konkurs Mikroprzedsiębiorca Roku zbierano w listopadzie-grudniu 2018 roku, w tym czasie do udziału zgłosiło się 241 mikrofirm z całego kraju. Zespół organizacyjny Konkursu opracował wszystkie zgłoszenia oraz zakwalifikował 30 najlepszych firm, z którymi przeprowadzono pogłębione wywiady. Analiza zebranych informacji pozwoliła Kapitule Konkursu wybrać zwycięzców, którzy się najbardziej wyróżnili i zasłużyli na prestiżowe nagrody.

Z niecierpliwością czekamy, aby przedstawić tegorocznych zwycięzców naszego Konkursu. Są to naprawdę wyjątkowe firmy, niektóre także rodzinne, które wymyśliły i skutecznie realizują niezwykłe pomysły. Czujemy się zobowiązani do tego, aby pokazać światu czym się zajmują polscy przedsiębiorcy oraz jakie rezultaty udaje im się osiągnąć. W ten sposób także wspieramy i promujemy przedsiębiorczość w Polsce, gdyż wiemy, że to właśnie my jesteśmy trzonem gospodarki kraju. Jednocześnie cieszymy się, że z roku na rok coraz więcej mikrofirm zgłasza się do Konkursu – Ewa Sobkiewicz, Prezes Zarządu IFR.

Mikroprzedsiębiorca Roku 2019Konkurs Mikroprzedsiębiorca Roku jest organizowany cyklicznie od 2005 roku, a drugi rok z rzędu jego operatorem jest Stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych. Konkurs Mikroprzedsiębiorca Roku realizowany jest w partnerstwie z Citi Handlowy (partner strategiczny), Fundacją Kronenberga przy Citi Handlowy (partner merytoryczny) oraz finansowany ze środków Citi Foundation. Konkurs wspiera także Koalicja na rzecz mikroprzedsiębiorczości w skład której wchodzą renomowane instytucje i organizacje biznesowe. W celu wyłonienia zwycięzców powołano Kapitułę Konkursu, członkami której są znani polscy eksperci i przedsiębiorcy.

Gala Finałowa Konkursu odbędzie się 28 marca 2019 roku w Sali Notowań warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Szczegóły na: www.mikroprzedsiebiorcaroku.com

Senioralna kieszeń wciąż dziurawa

Z najnowszego badania BIG InfoMonitor wynika, że w 2018 roku wartość zaległych długów Polaków wzrosła do 74 mld zł. Niemal 9 na 100 rodaków nie radzi sobie z terminowym spłacaniem zobowiązań, a jedną z najbardziej zadłużonych grup społecznych wciąż pozostają seniorzy. Przeciętna polska emerytura oscyluje na poziomie 2150 zł brutto, a większość senioralnego budżetu jest przeznaczana na czynsz, bieżące opłaty i leczenie. Seniorzy nie mają też wielu oszczędności, choć – jak wskazują badania – Polacy przed przejściem na emeryturę doskonale zdają sobie sprawę, że ich świadczenia emerytalne będą stanowiły ok. 30-40 proc. wcześniejszych zarobków. Jak podreperować senioralny budżet? Oto kilka pomysłów.

Polskie emerytury są jednymi z najniższych w Europie, a świadczenia otrzymywane z ZUS-u stanowią ok. 30-40 proc. zarobków, które emeryci pobierali przed przejściem na emeryturę. Osoby starsze nie mają też wielu oszczędności, z których mogliby korzystać. Z badania przeprowadzonego na zlecenie Nationale-Nederlanden PTE wynika, że ludzie w wieku produkcyjnym są świadomi, iż na emeryturze może brakować im pieniędzy, a 40 proc. z nich deklaruje, że planuje podjąć dodatkową pracę, by móc się wtedy utrzymać. Oszczędności posiada zaledwie 30 proc. rodaków.

Robert Majkowski, prezes zarządu Funduszu Hipotecznego DOM
Robert Majkowski, prezes zarządu Funduszu Hipotecznego DOM
fot. Adam Cisowski

– Każde gospodarstwo domowe powinno dysponować minimalnymi oszczędnościami, które pozwolą zachować równowagę finansową, szczególnie przy spadku dochodów. Decyzję o oszczędzaniu powinniśmy podjąć z dużym wyprzedzeniem, a środki gromadzić w długiej perspektywie czasu. Doraźna i niewielka poduszka finansowa może podreperować senioralny budżet i uchronić przed trudnościami, które bez takiej poduszki mogą się nawarstwiać. Problem w tym, że finanse emeryta potrzebują nie tylko doraźnego zastrzyku, ale stałego, stabilnego dopływu – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Niestety wielu Polaków, bo ponad 40 proc. pokłada nadzieje na dobrą emeryturę tylko w składkach odprowadzanych do ZUS i KRUS. Pieniądze w banku odkłada tylko 26 proc. rodaków. Jeszcze mniej opłaca składki OFE lub decyduje się na polisę ubezpieczeniową – dodaje Robert Majkowski. Co zrobić, gdy nie mamy oszczędności, a pieniądze z emerytury nie wystarczają na pokrycie podstawowych potrzeb?

Kontrolowanie budżetu

Najlepszym sposobem na uniknięcie kłopotów finansowych i zadłużenia jest świadome kontrolowanie wydatków i planowanie budżetu. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Zwłaszcza, gdy budżet, którym zarządzamy nie jest wysoki. Na początek warto zacząć od audytu domowego, czyli obliczenia „swojej wartości netto”. Najpierw trzeba oszacować ile jest wart nasz majątek, w tym mieszkanie, jego wyposażenie, środki transportu itd. Później podsumować wszystkie zobowiązania takie jak kredyty, pożyczki, zadłużenie na karcie kredytowej. Następnie odjąć kwotę zobowiązań od sumy naszego majątku. Jeżeli otrzymana liczba będzie bliska zeru, lub na minusie, oznacza to, że już najprawdopodobniej jesteśmy w kłopotach finansowych, ponieważ nasz majątek (nawet ten niespieniężony) nie wystarcza na pokrycie wszystkich zobowiązań. Następny krok, to podsumowanie wpływów i wydatków miesięcznych – jeżeli wynik jest dodatni, mamy nadwyżkę finansową i nasza sytuacja może się stopniowo poprawiać. Gorzej, jeżeli mamy deficyt budżetu domowego.

– Mimo trudnej sytuacji finansowej i niewielkiego budżetu warto podjąć próby zwiększenia przychodów i ograniczenia kosztów – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. Jeżeli nie będziemy wiedzieć na co przeznaczamy pieniądze, trudno nam będzie ograniczyć wydatki. Warto zacząć od spisywania wszystkich ponoszonych kosztów i nadawania im kategorii: „stałe”, „elastyczne” itd. O ile ze stałych wydatków trudno zrezygnować, o tyle elastyczne można wykreślać lub przenosić na inny miesiąc. Dobra jest również metoda małych liczb. Odkładanie 5 zł dziennie przynosi 150 zł oszczędności w skali miesiąca. Takie działanie nie jest odczuwalne tak bardzo, niż gdybyśmy mieli odłożyć 150 zł od razu. Pożyczka bankowa, czy pogłębianie debetu na karcie powinny być ostatecznością, zwłaszcza, że suma zobowiązań będzie narastać, a ich niespłacanie może spowodować rozpoczęcie procesu windykacyjnego, a nawet prowadzić do egzekucji komorniczej. Nasi rodzice do kontrolowania budżetu wykorzystywali metodę tzw. kopert (dzielili pensje na koperty, z których każda służyła innemu celowi). Obecnie jest wiele aplikacji komputerowych dostępnych bezpłatnie również w ramach bankowości elektronicznej. Warto się z nimi zapoznać i z wybraną „polubić się” na stałe. Niektóre z nich automatycznie podliczają nasze wydatki, dzielą je na kategorie i ułatwiają zapanowanie nad budżetem.

Działania w krótkiej perspektywie czasu

Z badań Funduszu Hipotecznego DOM wynika, że największa część senioralnego budżetu jest przeznaczana m.in. na czynsz, rachunki za media, telefon, Internet, bieżące wydatki (m.in. spożywcze) oraz leczenie i leki. W pierwszej kolejności seniorzy ograniczają wydatki na konsumpcję bieżącą (np. kupują żywność gorszej jakości), następnie ograniczają wydatki na opiekę medyczną (np. nie wykupują wszystkich lekarstw), w ostateczności  rezygnują z płacenia za media i czynsz.

Z ociągającymi się z zapłatą lokatorami mają problemy nie tylko spółdzielnie mieszkaniowe, ale również zarządcy mieszkań komunalnych należących do gmin. Z najnowszego raportu KRD wynika, że w Polsce jest blisko 26,5 tys. dłużników czynszowych. Łącznie mają oni do zapłaty ponad 400 mln zaległości.[1] Najbardziej zadłużoną osobą w Polsce jest 79-letni mężczyzna z Opola, który jest winien spółdzielni mieszkaniowej ponad 500 tys. zł.

Jeżeli mamy problemy finansowe i nie możemy regulować opłat za czynsz, warto udać się do spółdzielni i zapytać, czy istnieje możliwość odpracowania długów. Wiele spółdzielni, zarządców i administratorów umożliwia odpracowanie długów osobom, które zalegają z czynszem. Podmioty te określają często z góry jaką maksymalną kwotę można odpracować (np. 25 tys. zł). Dłużnicy mogą zaangażować się w drobne remonty, dbać o tereny zielone, pomagać w biurze lub sprzątać w blokach. Zgoda na odpracowanie zaległości zależy od kilku czynników. Jednym z warunków jest powrót do regularnych opłat po umożliwieniu odpracowania zaległości.

Jednym z doraźnych działań służących podreperowaniu domowego budżetu jest wynajem pokoju. Zamieszkanie ze studentem lub inną osobą może dawać kilkaset złotych wpływu do domowego budżetu. Takie działanie nie wymaga zbyt wielkich nakładów finansowych, ani dodatkowej pracy. Dobrym sposobem na podreperowanie comiesięcznych finansów, a przede wszystkim na zaoszczędzenie na zakupach jest również kooperatywa sąsiedzka. O takich rozwiązaniach słyszy się coraz częściej. Jeżeli grupa sąsiedzka zdecyduje się na wspólne zakupy może zaoszczędzić ok. 20 proc. na codziennych produktach, zwłaszcza, jeśli – zamiast do osiedlowego sklepu – wybierze się do hurtowni, czy sklepu typu makro. Kooperacja sąsiedzka to często również wspólne obiady (każdy sąsiad gotuje dla pozostałych w wybranym dniu tygodnia), uprawianie wspólnego ogródka, wymiana świadczeń typu „usługa za usługę” itd. Takie działania, poza wymiarem finansowym, mają również wymiar społeczny i umożliwiają – zwłaszcza osobom samotnym – przebywanie w grupie, integrację, poznawanie innych ludzi.

Działania w dłuższej perspektywie czasu

Jednym ze sposobów podreperowania domowego budżetu jest dorabianie do emerytury. Dorabiać można zarówno pracując dla kogoś jak i na własny rachunek. W Polsce założenie jednoosobowej działalności zajmuje coraz mniej czasu, a seniorom coraz częściej nie brakuje energii i pomysłów na własny biznes. Dodatkowym atutem prowadzenia własnej firmy przez seniora jest zwolnienie ze składek ZUS – jedynym obciążeniem jest składka na ubezpieczenie zdrowotne. Warto natomiast pamiętać, że nie każdy senior może dorobić „krocie”. W przypadku seniorów, którzy przebywają na wcześniejszej emeryturze, przekroczenie pewnego pułapu przychodów, może skutkować obniżeniem świadczeń emerytalnych lub ich zawieszeniem. Jeżeli przychody takiego emeryta przekraczają 70 proc. przeciętnego wynagrodzenia krajowego miesięcznie (a to wynosi w Polsce ok. 4500 zł brutto), to świadczenie emerytalne zostaną zmniejszone. Jeżeli przychody przekraczają 130 proc. przeciętnego wynagrodzenia, to emerytura lub renta zostanie zawieszona.

Dobrym sposobem jest również podjęcie dorywczej pracy „u kogoś”. To może być opieka nad dzieckiem, pomaganie w domu, wykonywanie drobnych napraw, zajmowanie się rękodziełem, praca na recepcji, czy pomoc w pracach sezonowych.

 

Renta dożywotnia za mieszkanie

To rozwiązanie dla tych seniorów, którzy są właścicielami nieruchomości np. mieszkania lub domu. W zamian za przekazanie prawa własności do nieruchomości można otrzymywać comiesięczną rentę dożywotnią, a jednocześnie mieszkać w swoim, dotychczasowym mieszkaniu. Zamieszkiwanie w swoim lokum gwarantuje tzw. służebność osobista mieszkania lub prawo do korzystania, natomiast świadczenia pieniężne są regularnie, stale wpłacane, w ustalonej w umowie wysokości. Wielkość świadczeń jest szacowana na podstawie kilku czynników: między innymi wieku i płci seniora oraz parametrów dotyczących jego mieszkania (m.in. metrażu, lokalizacji etc.). Z danych Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych (KPF) wynika, że średnia renta dożywotnia w Polsce oscyluje na poziomie 1000 zł netto. W naszym kraju fundusze hipoteczne podpisały łącznie blisko 1000 umów renty dożywotniej. Za granicą liczba takich umów jest liczona w setkach tysięcy. Taka usługa jest bardzo popularna m.in. w USA, Wielkiej Brytanii, na Węgrzech, a ostatnio również we Włoszech, Hiszpanii czy Szwecji.

Niezależnie od tego jaki sposób podreperowania domowego budżetu wybierzemy, warto zacząć od rozwiązań, które nie wpędzą nas w spiralę zadłużenia. Najważniejsze jest znalezienie dodatkowego przychodu, a nie obciążanie budżetu dodatkowymi zobowiązaniami. Każda pożyczka, którą zaciągniemy wcześniej czy później będzie musiała być spłacona, a koszty nieregulowania zobowiązań w terminie mogą być znacznie wyższe niż przypuszczaliśmy.

[1] http://regiodom.pl/portal/wiadomosci/analizy-raporty/dluznicy-czynszowi-maja-nawet-ponad-500-tys-zlotych-zaleglosci-jak-sie-tr

Pensje w Polsce wciąż wyraźnie rosną. Problem Theresy May

Kolejna kłoda pod nogi premier Theresy May w sprawie Brexitu, tym razem przeszkoda przed ponownym głosowaniem. Dane z Niemieckiej gospodarki lepsze od oczekiwań. Pensje w Polsce wciąż wyraźnie rosną.

Problemy z głosowaniem w Wielkiej Brytanii

Okazuje się, że w brytyjskim podręczniku praktyki parlamentarnej z połowy XIX wieku znajduje się zapis o nie głosowaniu ponownie tych samych projektów. Co to oznacza w praktyce? Ponowne głosowanie umowy wynegocjowanej przez Theresę May byłoby zatem możliwe dopiero po wprowadzeniu do niej istotnych zmian. Na to się jednak nie zanosi. Z drugiej strony głosowanie projektu, któremu w obydwóch podejściach brakowało wyraźnie głosów nie wydaje się przełomowym rozwiązaniem problemu Brexitu. Funt przyjmuje na razie to wydarzenie w miarę neutralnie ale widać, że zwolennicy i przeciwnicy Brexitu będą się chwytać coraz bardziej wyszukanych sztuczek by postawić na swoim.

Mniej złe dane z Zachodu

Indeks instytutu ZEW okazał się lepszy od oczekiwań. Analitycy bardzo pesymistycznie patrzą ostatnio na dane z Niemiec stąd nawet wynik -3,6 punktu może pozytywnie zaskoczyć. Analitycy spodziewali się aż -11pkt, ale nastroje nie są aż takie złe. Jest to dobry sygnał dla europejskiej waluty, która od dłuższego czasu jest wyraźnie w odwrocie względem głównych światowych walut.

Zarobki wciąż rosną

Średnie wynagrodzenie według GUS rośnie w ciągu roku o 7,6%. To o 0,4% więcej od oczekiwań. Co ciekawe w dalszym ciągu wzrasta zatrudnienie, o 2,9% w skali roku. Oznacza to, że prawdopodobnie wraz z początkiem prac sezonowych możemy spodziewać się kolejnych rekordowo niskich poziomów bezrobocia. Są to obiektywnie dobre dane dla polskiego złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

15:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Ranking najaktywniejszych marek w telewizji w 2018 r.

W 2018 roku najaktywniejszą marką w telewizji był Lidl, który zaliczył spory, 21% wzrost zakupu GRP w porównaniu z rokiem ubiegłym. Na trzech kolejnych pozycjach uplasowały się Plus, Orange oraz T-Mobile i to właśnie branża telekomunikacyjna wygenerowała największy, bo aż 44%, udział w zestawieniu TOP10 – wynika z analizy domu mediowego Codemedia.

Pomimo wyraźnego wzrostu zanotowanego przez lidera, czołówka w rankingu najaktywniejszych marek w telewizji 2018 roku pozostaje bez zmian w stosunku do 2017. Spadek liczby GRP o 12% nie strącił Plusa z drugiej pozycji, a Orange obronił najniższe miejsce na podium powtarzając wynik z ubiegłego roku. Największy konkurent lidera – Biedronka, z 1% spadkiem, uplasowała się na 5. pozycji.

Do grona dziesięciu najbardziej aktywnych marek w telewizji dołączyły dwie, nieobecne w zestawieniu z 2017. Ibuprom – w ubiegłym roku dopiero na pozycji 13. – zwiększył swoją aktywność o 30% i znalazł się na miejscu 7. z liczbą 28 112 GRP. Marka Rossmann wskoczyła do grona TOP10, mimo że zanotowała spadek o 7% wygenerowanych punktów ratingowych. Wynika to z faktu, że zwiększyła się różnica między 1. a 10. miejscem i mniejsza liczba GRP nie wykluczyła zdobycia miejsca w czołówce.

W obecnym zestawieniu TOP10 zabrakło Tesco, które jednak nadal plasuje się blisko czołówki. Druga z marek, która wypadła z zestawienia – Neonet z wynikiem 14 953 GRP, co sprawiło, że z miejsca 10. w 2017 roku przesunęła się daleko poza czołową dziesiątkę.

Telewizja to nadal doskonałe medium do budowania zasięgu i najwięksi gracze na rynku nie rezygnują z tego kanału. Widać sporo nowych marek względem roku poprzedniego w kluczowej dziesiątce. Może być to spowodowane wieloma czynnikami, takimi jak np. zmiana strategii komunikacyjnej, która powoduje lokowanie budżetu w innych mediach. Za przykład posłużyć może 30% skok marki Ibuprom, którego producent, USP zdrowie, zwiększył budżet na reklamę w telewizji i w 2018 roku stanowił on aż 97% wszystkich wydatków reklamowych firmy – komentuje Marcin Hajdenrajch.

Mimo że ranking otwiera przedstawiciel sektora handlowego, większość udziału stanowią marki telekomunikacyjne (44%). Na 2. miejscu znalazł się handel (42%), na 3. farmacja (7%), a na pozycji 4. – FMCG (6%), reprezentowane przez markę Winiary. Co ciekawe, w zestawieniu TOP10 największych reklamodawców w 2018 roku, firmy z branży farmaceutycznej wygenerowały najwięcej, bo ponad połowę udziałów. Punkty GRP rozłożyły się jednak na znacznie większą, niż w przypadku innych sektorów, liczbę reklamowanych marek – komentuje Marcin Hajdenrajch, Media Manager w Codemedia.Ranking najaktywniejszych marek w telewizji w 2018 r.

Przedsiębiorcy z Mazowsza umiarkowanie optymistyczni

Polskie mikro, małe i średnie firmy uznały 2018 rok za wyjątkowo udany – wynika z dziewiątej odsłony raportu Banku Pekao S.A. na temat sytuacji tych przedsiębiorstw. Firmy umiarkowanie optymistycznie patrzą też w przyszłość. Na tym tle bardziej ostrożne są firmy z Mazowsza, a wskaźnik koniunktury dla mazowieckich firm plasuje się nieznacznie poniżej krajowej średniej.

Mazowsze to z punktu widzenia gospodarki jeden z najważniejszych regionów w kraju. Spośród prawie 7500 firm ankietowanych na potrzeby Raportu o Sytuacji Mikro, Małych i Średnich Firm Banku Pekao – 821 (blisko 11 proc.) jest zarejestrowanych na Mazowszu. W województwie zarejestrowanych jest 777 tys. mikrofirm, 26 tys. małych firm małych i ponad 5 tys. firm średnich.

Głównym miernikiem nastrojów przedsiębiorców, badanym w raporcie Banku Pekao, jest ogólny wskaźnik koniunktury firm, który stanowi średnią ocen ostatnich i kolejnych 12 miesięcy. Mierzony jest w skali od 50 do 150 punktów. Dla Mazowsza spadł on w ocenie firm o 2 punkty i wyniósł nieco ponad 99 wobec krajowej średniej na poziomie 100,4 punktu. Warto jednak dodać, że ogólnokrajowy wskaźnik był powyżej neutralnego poziomu dopiero po raz drugi w historii raportu – wskazując na bardzo dobry 2018 rok i dość pozytywne oceny kolejnych miesięcy.

Wśród przedsiębiorców z Mazowsza nastroje w porównaniu z poprzednim badaniem nieco się pogorszyły – wartość większości wskaźników spadła i znajduje się poniżej średniej krajowej. Znaczna ich część jest też poniżej neutralnego poziomu 100 punktów.

Największy spadek zaliczyła ocena sytuacji gospodarczej – o 5 punktów – do 95 (średnia krajowa 97). Podobny spadek zaliczyła ocena sytuacji branży (ze 100 na 96 wobec średniej krajowej 98).

Także wskaźniki, których ocena jest neutralna (100) lub umiarkowanie pozytywna (powyżej 100), obniżyły się rok do roku i w większości znajdują się poniżej średniej krajowej. Należą do nich: ocena sytuacji firmy (-3 punkty w porównaniu z 2017 rokiem do 101, wobec średniej krajowej 103), oceny przychodów (-3 punkty do 100, średnia 103) i oceny wyniku finansowego (-3 punkty do 100, średnia 102).

Jedynym wskaźnikiem, który nie uległ zmianie na Mazowszu, jest ocena długości oczekiwania na zapłatę za towary/usługi, która jest jednak umiarkowanie negatywna i wciąż wynosi 98, co jest wartością równą średniej krajowej. W porównaniu z rokiem 2017 wzrosła wartość wskaźnika oceny dostępności zewnętrznego finansowania dla firmy, która wynosi obecnie 101 (100 w 2017) i jest równa średniej krajowej.

Z kolei ocena zatrudnienia, mimo spadku (ze 103 na 102), jest jedynym wskaźnikiem na Mazowszu powyżej średniej krajowej (101). Najwyższe wyniki w odniesieniu do minionych jak i kolejnych 12 miesięcy odnotowywano najczęściej w podregionach ciechanowskim i mieście Warszawa.

Mazowsze odnotowało nieznacznie niższe niż średnia w kraju wskaźniki poszczególnych aspektów działalności wśród przedsiębiorców, jednak wciąż pozostają one na relatywnie wysokim poziomie. Choć przedsiębiorcy zdają sobie zapewne sprawę z nieco niższego w tym roku tempa wzrostu gospodarczego, to nie rezygnują z rozwoju. A my, stawiając mocno na sektor MŚP, będziemy mogli skutecznie i sprawnie ich w tym rozwoju wesprzeć  – komentuje Jakub Fulara dyrektor biura funduszy UE i programów publicznych Banku Pekao.

Mazowieckie firmy w zdecydowanej większości finansowały i planują dalej finansować działalność ze źródeł własnych (odpowiednio 81 proc. i 71 proc.). W kwestii firm inwestujących w 2018 roku średnia mazowiecka znajduje się poniżej średniej krajowej (36 proc. wobec 45 proc.), przy czym najczęściej inwestowały firmy z regionu ciechanowskiego (w 2018 roku inwestycje przeprowadziło 55 proc. z nich). W minionym roku najwięcej firm na Mazowszu inwestowało w wyposażenie – 65 proc. ogółem. Z kolei w odniesieniu do planów na kolejne 12 miesięcy zdecydowanie wybija się region warszawski zachodni, gdzie aż 68 proc. firm planuje zainwestować w środki transportu.

Eksport mazowieckich firm

Tematem specjalnym tegorocznego raportu Banku Pekao S.A. jest ekspansja zagraniczna firm sektora MŚP. W 12 miesiącach poprzedzających badanie eksportem na Mazowszu zajmowało się 11 proc. firm (średnia krajowa 13 proc.). Najwięcej w podregionie miasta Warszawa – 17 proc. W kolejnym roku eksport planuje 14 proc. mazowieckich przedsiębiorców. Aż 71 proc. firm eksportujących z Mazowsza planuje znaleźć nowych kontrahentów za granicą (wobec 51 proc. w całej Polsce).

Po rekordowym roku sieci handlowe z niepokojem patrzą w przyszłość

W ostatnim roku obrotowym przychody 250 największych detalistów na świecie wzrosły o blisko 6 proc. Niezagrożoną pozycję lidera zachował Walmart, a jego wzrost w przychodach ze sprzedaży detalicznej wyniósł 3 proc. W Polsce bezkonkurencyjny pozostaje Jeronimo Martins, który jednocześnie zajmuje 55 pozycję w globalnym rankingu. O sukcesie może mówić także Amazon, który osiągnął największy wśród czołowych graczy, ponad 25 proc. wzrost sprzedaży i Tesco, które po raz pierwszy dołączyło do dziesiątki najprężniej działających sprzedawców. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte sektor handlu detalicznego ma za sobą dobry rok. Autorzy 22 edycji raportu „Global Powers of Retailing 2019” prognozują jednak, że kończy się hossa, a zmiany w polityce monetarnej i fiskalnej wielu państw spowolnią wzrost gospodarczy.

W minionym roku obrotowym (kończącym się najpóźniej w czerwcu 2018 r.) stopa wzrostu przychodów największych detalistów wyniosła 5,7 proc., czyli znacznie więcej niż 4,1 proc. uzyskane rok wcześniej.  – W krótkim czasie zbiegło się parę pozytywnych trendów, które miały wpływ na taki wynik, tj. względnie silny, globalny wzrost gospodarczy, niska inflacja i koszty finansowania zewnętrznego, łagodna polityka pieniężna na głównych rynkach oraz rosnące ceny aktywów i ożywienie na raczej trudnych rynkach wschodzących – mówi Michał Pieprzny, Lider zespołu ds. sektora dóbr konsumenckich, Partner w Deloitte.

Aby znaleźć się w rankingu Top 250, firma musiała osiągnąć przychód o wartości co najmniej 3,7 mld dolarów, nieznacznie więcej niż rok wcześniej (3,6 mld dolarów). Zmiana ta wynikała częściowo ze zwiększonej aktywności w zakresie fuzji i przejęć, otwarcia nowych sklepów (zarówno na rynkach lokalnych, jak globalnych) oraz wzrostu sprzedaży spowodowanego konkurencyjnością cen. Łącznie przychody ze sprzedaży detalicznej dla 250 największych firm wyniosły 4,53 biliona dolarów, co w przybliżeniu oznacza średnio 18,1 mld dolarów na firmę. Sieci z rankingu Deloitte zanotowały marżę zysku netto na poziomie 2,3 proc., zatem niższą niż przed rokiem (3,2 proc.). Zwrot z aktywów wyniósł 5 proc., tj. więcej niż 3,3 proc. odnotowane rok wcześniej.

Detaliści z listy Top 250 byli skupieni głównie na poprawie efektu skali, wydajności operacyjnej i generowaniu przychodów z kanałów e-commerce. Około dwóch trzecich firm z listy (164) działało poza krajem ojczystym – średnio w 10 krajach, w których wygenerowali 23,6 proc. swoich przychodów. Natomiast 10 największych detalistów na świecie prowadziło działalność średnio w 13 krajach.

Gospodarka wciska hamulec

Eksperci Deloitte zauważają w raporcie, że w 2018 roku nastąpił szereg zmian, które bezpośrednio uderzają w sektor handlu detalicznego. Wzrost gospodarczy spowolnił w Europie, Chinach i Japonii. Z kolei na głównych rynkach przyspieszyła za to inflacja i wzrosły koszty finansowania zewnętrznego, ponieważ rządy niektórych państw zmieniły swoją politykę monetarną i fiskalną. Spadły też globalne ceny akcji i towarów, a główne rynki wschodzące odnotowały znaczną deprecjację waluty. – Wpływ na globalne zmiany miały decyzje rządu Stanów Zjednoczonych, który w celu zmniejszenia deficytu handlowego wycofał się z partnerstwa transpacyficznego i narzucił cła na import stali i aluminium z Unii Europejskiej, Kanady czy Meksyku oraz nałożył cła na import z Chin. Ponadto Stany Zjednoczone zagroziły nałożeniem ceł na cały import samochodów. Do końca 2018 roku opłaty nie obowiązywały wystarczająco długo, aby wpłynąć na wydatki, konsumenci jednak odczują to w niedalekiej przyszłości – mówi Anita Bielańska, Dyrektor w dziale konsultingu strategicznego Deloitte.

W Europie do spowolnienia przyczyniło się również połączenie wyższych cen energii, umocnienia euro i niepewności handlowej. Jest powszechna obawa, że globalny wzrost spowolni jeszcze bardziej w 2019 roku.

Na podium bez zmian

10 największych detalistów na świecie ma 31,6 proc. udziału w łącznych przychodach Top 250. To wzrost o 0,9 p.p. rok do roku. Trzej najlepsi sprzedawcy utrzymali swoje pozycje. Liderem, jak w poprzednich latach, jest Walmart. Jego przychody w minionym roku obrotowym wzrosły o 3 proc., to głównie za sprawą akwizycji w segmencie e-commerce. Pozycja lidera wydaje się być niezagrożona, bo największy konkurent Walmartu – Costco – choć poprawił wynik o 8,7 proc. w porównaniu z 2,2 proc. rok wcześniej, wciąż generuje czterokrotnie niższe przychody. Po połączeniu z Modern HC Holdings o 3,2 proc. wzrosły też przychody trzeciego na liście największych detalistów – Krogera.

Dwie pozycje wyżej, na czwarte miejsce, wysunął się Amazon. – Ikona e-handlu i największy dziś sprzedawca detaliczny online osiągnął najwyższy wzrost sprzedaży z pierwszej dziesiątki rankingu – 25,3 proc. Duży wpływ na taki wynik miał dynamiczny wzrost sprzedaży w Ameryce Północnej, dzięki wysiłkom Amazona w obniżaniu cen dla klientów oraz zwiększonej dostępności produktów – mówi.

Miejsca ustąpił Amazonowi właściciel sieci dyskontów Lidl i supermarketów Kaufland – Grupa Schwarz, która spadła na piątą pozycję, pomimo wzrostu sprzedaży detalicznej o 7,4 proc. The Home Depot uplasował się na szóstym miejscu. Gigant z siedzibą w Atlancie, dołączył do detalistów, których sprzedaż przekracza 100 mld dolarów (100,9 mld w minionym roku obrotowym). Rok do roku sprzedaż The Home Depot wzrosła 6,8 proc.

O dwa miejsca spadła sieć drogerii i aptek Walgreens Boots i jest siódmym pod względem wielkości detalistą na świecie. W pierwszej dziesiątce znaleźli się także Aldi, CVS Health Corporation i – po raz pierwszy w czołówce – Tesco. Brytyjski gigant handlowy odnotował wzrost przychodów o 2,8 proc. rok do roku. Powoli do góry pnie się także Jeronimo Martins. W tym roku właściciel sieci sklepów Biedronka znalazł się na 55. miejscu (rok wcześniej było to 56. miejsce).

Zaobserwowaliśmy, że pierwsza dziesiątka rosła szybciej niż wszystkie 250 firm. To odpowiednio 6,1 i 5,7 proc. Wpływ na to miał głównie duży wzrost przychodów Costco czy Amazona. Jednak marża zysku netto dla pierwszej dziesiątki była niższa niż dla Top 250. Gorzej też wypadła rok do roku. Jest to w dużej mierze spowodowane tym, że ośmiu z dziesięciu największych sprzedawców detalicznych działa w sektorze towarów konsumpcyjnych o niskich marżach – mówi Anita Bielańska.

Dziesięciu największych globalnych detalistów:

Miejsce
w rankingu
Nazwa spółki  Kraj
pochodzenia
Przychody ze sprzedaży
detalicznej w poprzednim roku
obrotowym (mld USD)
1 Wal-Mart Stores, Inc. USA 500,343
2 Costco Wholesale Corporation USA 118,573
3 The Kroger Co. USA 118,982
4 Amazon.com, Inc. USA 118,573
5 Schwarz Group Niemcy 111,766
6 The Home Depot, Inc. USA 100,904
7 Walgreens Boots Alliance, Inc. USA 99,115
8 Aldi Einkauf GmbH & Co. oHG Niemcy 98,287
9 CVS Health Corporation USA 79,398
10 Tesco PLC Wlk. Brytania 73,961

 

Najwięcej z 250 najlepszych sprzedawców ma swoją główną siedzibę w Europie – 87. Ich udział w przychodach Top 250 wyniósł 33,8 proc.

Sektor turystyczny i rekreacyjny wyprzedził inne sektory produktowe, osiągając 10,1 proc. wzrost sprzedaży detalicznej oraz wzrost przychodów o 6,8 proc. Sektor odzieży i dodatków odnotował drugi największy wzrost sprzedaży detalicznej o 7,1 proc. To znacznie więcej niż rok wcześniej – 4,4 proc. Kluczowy w rankingu jest natomiast sektor dóbr konsumpcyjnych (FMCG), do którego należy ponad połowa firm na liście Deloitte. Razem wygenerowały 66,2 proc. przychodów Top 250.

Polski rynek się konsoliduje

Zakaz handlu w niedzielę wpłynął na zmiany na polskim rynku handlowym, poprzez wzrost znaczenia e-commerce oraz sprzedaży na stacjach paliw. Lider na polskim rynku Jeronimo Martins, który regularnie zwiększa w nim udział i którego przychody w minionym roku obrotowym wyniosły 50 mld zł, dostosował się do zakazu, otwierając sklepy w okolicach dworców. Na drugim miejscu znajduje się Grupa Schwarz, w skład której wchodzące Lidl i Kaufland mają bardzo mocną pozycję na polskim rynku. W pierwszej piątce znajduje się także największa polska platforma transakcyjna online Allegro.pl.

– 30 proc. towarów spożywczych Polacy kupują w dyskontach, najczęściej w Biedronce i Lidlu, ale popularność zyskują też sklepy typu convenience, które sprzedają aż 22 proc. towarów spożywczych. Mamy coraz mniej czasu dlatego także na zakupach chcemy go zaoszczędzić. Polacy wolą zakupy szybkie i w sklepach, które mają po sąsiedzku. Dlatego też w ciągu ostatnich pięciu lat aż o 3,3 punkty procentowe spadł udział rynkowy hipermarketów – mówi Michał Pieprzny.
Eksperci Deloitte zauważają, że w Polsce maleje udział handlu tradycyjnego. W minionym roku jedynie 18 proc. artykułów spożywczych zostało kupionych w tradycyjnych sklepach.

Ostatnie lata to również bankructwa sieci Bomi, Marcpol i Alma oraz konsolidacja rynku przez największych graczy, takich jak przejęcie Piotra i Pawła przez Jeronimo Martins czy sieci mniejszych sklepów takich jak Lewiatan oraz Mila przez Eurocash.

– Fuzje i przejęcia to dla wielu firm atrakcyjna strategia wzrostu i budowy skali, które pomagają w negocjacjach z dostawcami. W przyszłości polski rynek może czekać dalsza konsolidacja. Udział w sprzedaży 7 największych sieci wynosił w minionym roku 63 proc. Dla porównania w Niemczech udziały te wynoszą 76 proc. – mówi Anita Bielańska.

Szansa HR – różnorodność zatrudnienia

Z raportu LinkedIn „Global Recruiting Trends 2018” wynika, że jednym z wyzwań, z jakimi w najbliższym czasie będą musieli poradzić sobie pracodawcy, będzie dywersyfikacja zatrudnienia.

O tym, na czym ona polega opowiada Paweł Wysocki, Prezes Zarządu firmy Quercus, specjalizującej się we wdrożeniach SAP w obszarze HR:

Pracodawcy, którzy w sposób analityczny podchodzą do kwestii zatrudnienia, już od pewnego czasu przygotowują się na konieczność dywersyfikacji. Przyczyny są różne i można je podzielić na globalne oraz wynikające ze specyfiki branży.

Myśląc o ogólnych czynnikach wiążących się z dywersyfikacją zatrudnienia, mam na myśli przede wszystkim mocne zróżnicowanie wiekowe osób aktywnych zawodowo. Zauważmy, że na rynku mamy obecnie przedstawicieli 4 generacji: baby boomers, pokolenia X, millenialsów oraz pokolenia Z. O ile formy komunikacji z pierwszymi dwiema grupami nie stanowią dla pracodawców wyzwania, o tyle w przypadku młodszych pokoleń sprawa jest bardziej złożona. Posługują się one bowiem innymi narzędziami, oczekują innych, mniej sformalizowanych form kontaktu, preferują komunikatory niż rozmowy telefoniczne, itp. Wszystko to trzeba uwzględnić, planując rekrutację, ale także strategię komunikacji na późniejszych etapach zatrudnienia.

Z kolei dywersyfikację związaną z branżą najłatwiej wyjaśnić na przykładzie naszej branży, czyli IT. Powszechnie wiadomo, że jest to sektor, w którym specjaliści nie narzekają na brak ofert pracy, zaś pracodawcy muszą proaktywnie poszukiwać kandydatów i „kusić” ich benefitami, często pozapłacowymi. Jeszcze kilka lat temu branża IT była mocno zmaskulinizowana, dziś to się zmienia i to w szybkim tempie. Panie coraz silniej zaznaczają swoją pozycję w IT i jest to zjawisko bardzo pozytywne. Od pracodawców ta zmiana wymaga jednak uważności, to znaczy szerszego spojrzenia na zakres oferowanych benefitów. Choć nie jest to regułą, może okazać się, że panie mają inne, dotychczas nie zidentyfikowane w firmie, oczekiwania, jak np. bardziej przyjazny wystrój biura, otwarcie żłobka w zakładzie pracy, możliwość pracy zdalnej w związku z chorobą dziecka itp.

Trzecia kwestia związana z dywersyfikacją mocno skorelowaną z branżą, choć dotyczy nie tylko IT, to zatrudnianie obcokrajowców. Pracodawcy muszą być gotowi na to, aby zatrudniać osoby z zagranicy. Dotyczy to zarówno przygotowania zespołu i stworzenia pozytywnej atmosfery oraz dodatkowego wsparcia podczas onboardingu, ale również wdrożenia odpowiednich rozwiązań systemowych, czyli np. technicznego rozliczania wynagrodzenia w zależności od tego, z jakiego kraju i na jakich warunkach jest zatrudniona dana osoba.

Jednak – podsumowując – największym wyzwaniem jest zróżnicowanie wiekowe. Warto przeanalizować, przedstawicieli jakich generacji zatrudniamy i dopasować np. benefity, formy komunikacji do ich preferencji i oczekiwań. Kluczem jest zrozumienie potrzeb konkretnego pokolenia. Im starsi pracownicy, tym bardziej cenią przyjazną atmosferę i stabilność zatrudnienia oraz wynagrodzenia, im młodsi, tym silniejsza potrzeba zbudowania harmonijnego balansu między pracą a czasem wolnym, potrzeba rozwoju (zawodowego i osobistego) oraz poczucia misji.

Wartość pracy własnej wspólnika spółki osobowej

W praktyce gospodarczej dosyć często spotykaną sytuacją jest świadczenie usług przez osobę fizyczną będącą przedsiębiorcą na rzecz spółki osobowej. Kolejnym elementem jest posiadanie przez tę osobę statusu wspólnika tej spółki. Zasadne staje się zatem postawienie pytania, czy wynagrodzenie wypłacane na rzecz takiego wspólnika może stanowić koszt uzyskania przychodu tego wspólnika, jak również pozostałych. Pytanie to jest o tyle istotne, iż w pewnym sensie kwota stanowiąca wynagrodzenie wspólnika staje się w określonej części jego kosztem uzyskania przychodów. Dzieje się tak z uwagi na brzmienie przepisów ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Zgodnie bowiem z art. 8 ust. 1 ustawy przychody z udziału w spółce niebędącej osobą prawną u każdego podatnika określa się proporcjonalnie do jego prawa do udziału w zysku. Zasadę tę stosuje się również do rozliczania kosztów uzyskania przychodów, wydatków niestanowiących kosztów uzyskania przychodów oraz strat (art. 8 ust. 2 pkt 1 ustawy).

Praca własna

Przepisy art. 23 ustawy PIT zawierają katalog wydatków niestanowiących kosztów uzyskania przychodów. Zgodnie z ust. 1 pkt 10 tego artykułu za koszty uzyskania przychodów nie uważa się wartości własnej pracy podatnika, jego małżonka i małoletnich dzieci, a w przypadku prowadzenia działalności w formie spółki niebędącej osobą prawną – także małżonków i małoletnich dzieci wspólników tej spółki.

Niestety prawodawca nie pokusił się o wprowadzenie do ustawy definicji legalnej pracy własnej. Stało się to przyczyną wątpliwości podatników co do tego, czy wynagrodzenie wspólnika świadczącego usługi w ramach prowadzonej działalności gospodarczej może stanowić jego koszt uzyskania przychodu.

W orzecznictwie organów podatkowych ugruntowane jest stanowisko, że pojęcie „praca własna” oznacza wartość wszelkiego rodzaju nakładów pracy świadczonej przez podmioty wymienione w omawianym przepisie, bez względu na to, czy jest ona wykonywana na podstawie umowy o pracę, umowy cywilnoprawnej mającej charakter umowy zlecenia lub umowy o dzieło, czy też bezumownie. Nie ma również znaczenia rodzaj i zakres podejmowanych czynności, w szczególności to, czy w przypadku pracy wspólnika na rzecz spółki wiążą się one z prowadzeniem spraw spółki.

Stanowisko organów

W obecnym stanie prawnym organy podatkowe prezentują korzystne dla podatników stanowisko. Za przykład może posłużyć jedna z najnowszych interpretacji podatkowych Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej nr 0112-KDIL3 3.4011.291.2018.2.MM. W jej stanie faktycznym zaprezentowano następujące okoliczności. Spółka doradztwa podatkowego (spółka osobowa) celem prowadzenia działalności gospodarczej nabywała profesjonalne usługi w zakresie doradztwa prawnego oraz podatkowego od kilkunastu prawników oraz doradców podatkowych, z którymi zawierała umowy o pracę lub cywilnoprawne umowy o świadczenie usług. Z kolei, komplementariusz tej spółki świadczył na jej rzecz – jako przedsiębiorca – usługi doradztwa podatkowego. Przedmiotem interpretacji było rozstrzygnięcie zagadnienia, czy wydatki na wypłatę wynagrodzenia z tytułu świadczonych usług udokumentowane fakturami VAT będą stanowiły dla komplementariusza koszt uzyskania przychodu z tytułu uczestnictwa w spółce.

Stanowisko organu wpisało się w ugruntowaną obecnie linię orzeczniczą. Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej potwierdził, że skoro świadczenie usług nastąpi na podstawie stosunku prawnego (umowy cywilnoprawnej), łączącego dwa odrębne podmioty gospodarcze – osobę prowadzącą indywidualną działalność gospodarczą oraz spółkę – to wykonywanie tych usług w ramach tej działalności gospodarczej nie może być uznane za pracę własną.

Wobec powyższego zawarcie umowy ze spółką osobową w ramach indywidualnej działalności gospodarczej i wykonywanie w zw. z tym określonych usług nie kwalifikuje się do ograniczenia wynikającego z art. 23 ust. 1 pkt 10 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych.

Przedmiotowe obostrzenie nie będzie więc stosowane na linii przedsiębiorca – spółka osobowa.

Zmiana podejścia

Tak zwana zmiana podejścia podatkowego jest dość często używanym przez praktyków zwrotem w przypadku zmiany linii orzeczniczej fiskusa. Można ją zastosować również wobec omawianego zagadnienia, które w poprzednich latach było traktowane przez niektóre organy podatkowe zgoła odmiennie. W obrocie prawnym można było spotkać rozstrzygnięcia, na podstawie których wynagrodzenie wspólnika będącego przedsiębiorcą, nie mogło zostać zaliczone do kosztów uzyskania przychodów. Co równie istotne, taki pogląd znalazł akceptację w jednym z wyroków WSA we Wrocławiu o sygn. akt I SA/Wr 116/10.

Powyższe potwierdza zatem, że pomimo funkcjonowania jednolitego orzecznictwa organów podatkowych, podatnik nie zawsze może być pewien trafności decyzji podjętej w przedmiocie jego osobistych rozliczeń podatkowych. Bieżąca weryfikacja orzeczeń organów oraz judykatury wydaje się zatem nieodzowna przy deklarowaniu podstaw opodatkowania. Jest to również doniosłe z innego powodu. Zgodnie bowiem z Ordynacją podatkową zastosowanie się do orzeczeń podatkowych stanowiących utrwaloną praktykę interpretacyjną organów Krajowej Administracji Skarbowej powoduje objęcie podatnika ochroną wynikającą z zasady nieszkodzenia, a więc także zwolnieniem z obowiązku zapłaty podatku.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Marcin Nieplowicz, EFL: Prognoza dla rynku leasingu w Polsce 2019 r.

Marcin Nieplowicz
Marcin Nieplowicz

Szacujemy, że w 2019 roku wzrost wartości sfinansowanych przez firmy leasingowe aktywów wyniesie ok. 5,5 proc. r/r. Nastąpi wyhamowanie korzystnych i stabilnych trendów w polskiej gospodarce z lat 2017-2018, które będzie w dużej mierze amortyzowane masowym wykorzystaniem środków unijnych z perspektywy 2014-2020 do współfinansowania inwestycji publicznych i prywatnych oraz dodatkowymi programami socjalnymi zapowiedzianymi na drugą połowę roku. Dynamika rynku leasingu będzie jednak niższa niż wynikałoby to wprost z trendów w polskiej gospodarce. Głównym powodem jest wprowadzenie od początku tego roku górnego limitu wysokości rat leasingowych, które leasingobiorcy mogą zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów przy zakupie samochodu osobowego.

W minionym roku wypracowaliśmy nowy roczny rekord branży leasingowej. Z danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że firmy leasingowe sfinansowały w 2018 roku aktywa o wartości 82,6 mld zł, czyli aż o 21,8 proc. więcej niż rok wcześniej. Mamy bezprecedensową sytuację, w której nasz rynek konsekwentnie rośnie od dziewięciu lat, w tym od sześciu lat rozwija się w tempie dwucyfrowym. Wszystko wskazuje na to, że 2019 będzie dziesiątym rokiem wzrostów, choć zakończymy go już z jednocyfrową dynamiką.

Popyt krajowy na plus

Głównym czynnikiem rozwoju gospodarczego Polski będzie w tym roku popyt krajowy, bazujący na dobrej sytuacji na rynku pracy. Przy bardzo niskiej stopie bezrobocia (3,5 proc. na koniec 2018 wg BAEL), bliskich rekordom nastrojach konsumenckich oraz utrzymującym się wzroście wynagrodzeń w firmach, wydatki konsumentów będą głównym motorem wzrostu popytu krajowego. Warto jednak podkreślić, że za sprawą coraz większych problemów firm ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników istotnie wyhamuje wzrost zatrudnienia w gospodarce. Z drugiej strony dynamikę konsumpcji prywatnej podbiją szacowane na ok. 20 mld PLN dodatkowe transfery socjalne w drugiej połowie roku.

Produkcja przemysłowa na plus

Polska gospodarka będzie się również rozwijała za sprawą utrzymania aktywności sektora przemysłowego. Zapowiada to wzrost nowych zamówień w przemyśle, głównie jednak z rynku krajowego. Dane GUS pokazały średni wzrost łącznych zamówień w przemyśle o 11 proc. r/r w IV kw. 2018. W rezultacie, wyrównana sezonowo produkcja przemysłowa wzrosła w styczniu 2019 o 6,1 proc. r/r, po wzroście o 3,1 proc. r/r w poprzednim miesiącu. W naszej ocenie odczyty PMI dla sektora wytwórczego w Polsce, które stoją obecnie w wyraźnej sprzeczności ze wskaźnikami koniunktury GUS, mocno przeszacowuje skalę spowolnienia produkcji przemysłowej. Ostatni, lutowy odczyt indeksu PMI w wysokości 47,6 punktu zapowiada wręcz na nadchodzącą recesję w przemyśle. Jest to reakcja na widoczne w Europie Zachodniej spowolnienie gospodarcze, w dużej mierze za sprawą przejściowych problemów branży motoryzacyjnej.

Eksport na plus

Jak na razie, pogarszające się otoczenie gospodarcze Polski nie ma jeszcze negatywnego wpływu na wyniki naszego handlu zagranicznego. Dane NBP za cały 2018 rok pokazały, że wyrażona w euro sprzedaż zagraniczna towarów z Polski rosła średnio o 6 proc. r/r. W 2019 roku utrzymany zostanie wzrost eksportu towarów, ale przy dynamice rocznej rzędu 4 proc. Widzimy bowiem wyraźne wyhamowanie dynamiki produkcji przemysłowej strefy euro w IV kw. 2018 roku. Niższa aktywność europejskiego wytwórstwa może utrzymać się jeszcze przez kilka miesięcy, ale od II kw. 2019 roku należy się spodziewać stopniowej poprawy koniunktury.

Inwestycje prywatne na plus

Prognozujemy, że łączna dynamika inwestycji w gospodarce nieznacznie wyhamuje w tym roku do ok. 6,4 proc. z 7,3 proc. uzyskanych w 2018 roku. Będzie to w dużej mierze spowodowane utrzymaniem się wzrostu inwestycji prywatnych. Dodatkowo, będziemy mieli już drugi rok wyraźnej absorpcji środków unijnych z perspektywy finansowej 2014-2020. Zawarte umowy o dofinansowanie z nowego budżetu UE stanowią już ponad 67 proc. łącznej puli Polski na politykę spójności.

Leasing aut osobowych na minus

Dynamika rynku leasingu będzie w 2019 roku niższa niż wynikałoby to wprost z trendów w polskiej gospodarce. Do obniżenia wzrostu wartości sfinansowanych aktywów do 5,5 proc. w 2019 roku z 21,8 proc. uzyskanych w ubiegłym roku przyczynią się nowe regulacje podatkowe. Od 1 stycznia tego roku ustawodawca wprowadził dla leasingu aut osobowych górne limity dla wysokości rat leasingowych, które leasingobiorca może zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów. W efekcie zapowiedzi przełożyło się to na boom na finansowanie aut osobowych klasy premium w IV kwartale 2018. Szacujemy, że obniży to wzrost wartości sfinansowanych pojazdów w całym 2019 roku, które stanowią największy segment rynku leasingowego w Polsce.