Polska pielęgniarka z nagrodą od królowej Szwecji. Chce rozwijać opiekę nad seniorami

Polska pielęgniarka z nagrodą od królowej Szwecji. Chce rozwijać opiekę nad seniorami 1

Spada liczba osób, które decydują się na zdobycie uprawnień pielęgniarskich. Promowanie tego zawodu wśród młodych ludzi to jeden z celów Nagrody Pielęgniarskiej Królowej Sylwii, od trzech lat przyznawanej także w Polsce. Tegoroczną laureatką konkursu została Paulina Pergoł – jury doceniło jej pomysł listów pisanych przez studentów Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego do emerytowanych lekarzy i pielęgniarek mieszkających w Domu Lekarza Seniora.

Nagroda Pielęgniarska Królowej Sylwii została ustanowiona przez Swedish Care International w grudniu 2013 roku z okazji 70. urodzin szwedzkiej monarchini. Po raz pierwszy królowa wręczyła ją kilka miesięcy później podczas królewskiego Dnia Inspiracji. Przyznawane co roku stypendium skierowane jest do studentek i studentów pielęgniarstwa oraz osób będących w trakcie specjalizacji pielęgniarskiej, zaangażowanych w opiekę nad seniorami i nastawionymi na rozwój w zakresie pielęgniarstwa geriatrycznego. O nagrodę ubiegać się mogą indywidualnie studenci ze Szwecji, Finlandii, Niemiec, a od 2016 roku także z Polski, gdzie konkurs organizowany jest we współpracy z Fundacją Medicover.

– Ustanawiając nagrodę, chcieliśmy podkreślić znaczenie pielęgniarstwa. Chcieliśmy, by studenci pielęgniarstwa mogli się poczuć tak samo ważni, jak studenci uczelni biznesowych i technicznych, dla których takie nagrody już są – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dr Karin Lind-Mörnesten, CEO Swedish Care International.

– Jesteśmy organizatorem Nagrody Królowej Sylwii w Polsce, żeby promować zawód pielęgniarstwa, pokazać pielęgniarkom, że one też mają wpływ na to, jak ten zawód wygląda dzisiaj i wyglądać będzie w przyszłości. Pomysły, które są zbierane w ramach konkursu, mogą być pomocne w lepszej organizacji pracy, wprowadzaniu nowych rozwiązań, produktów i usług – dodaje Marcin Radziwiłł, prezes Fundacji Medicover.

Organizując konkurs o Nagrodę Pielęgniarską Królowej Sylwii w Polsce, Fundacja Medicover chce przede wszystkim wzmocnić pozycję pielęgniarstwa jako zawodu atrakcyjnego dla młodych ludzi. Zgodnie z raportem Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych w Polsce sukcesywnie maleje liczba osób uzyskujących uprawnienia do wykonywania tego zawodu, a średnia wieku pielęgniarki wynosi ponad 50 lat. Jak pokazuje ranking OECD z 2017 roku w Polsce jest tylko 5 pielęgniarek na 1 tys. mieszkańców, podczas gdy w krajach takich jak Szwajcaria, Dania czy Niemcy na tysiąc osób przypada ich nawet 18. Liczby te przekładają się na jakość leczenia, zdaniem ekspertów dzięki pielęgniarkom rzadziej występują błędy medyczne i zakażenia szpitalne.

– Pielęgniarki i położne dziś odgrywają bardzo ważną rolę. To są przewodnicy pacjentów, którzy są łącznikiem między chorym a pozostałym personelem czy zespołem terapeutycznym. Pielęgniarka zawsze jest przy pacjencie, ona wie o nim najwięcej – mówi Greta Kanownik, dyrektor Departamentu Pielęgniarek i Położnych w Ministerstwie Zdrowia.

Celem Nagrody Pielęgniarskiej Królowej Sylwii jest także generowanie innowacyjnych pomysłów dotyczących opieki nad osobami starszymi i cierpiącymi na demencję. Jednym z największych wyzwań w tym zakresie jest obecnie zapobieganie osamotnieniu. Jak wynika z raportu „Sytuacja społeczna osób w wieku 65+”, sporządzonego przez ARC Rynek i Opinia, trzech na dziesięciu polskich seniorów doświadcza samotności i izolacji oraz cierpi z powodu braku bliskich relacji międzyludzkich. Konkurs ma ponadto na celu zachęcenie do wymiany pomysłów na temat opieki medycznej oraz rozwój kompetencji studentów pielęgniarstwa.

– Trzecim wymiarem tej nagrody jest to, że my poznajemy dobre praktyki. Student, który otrzyma stypendium, może się nauczyć wielu innych rzeczy, mając praktyki za granicą, i może je przenosić na grunt polski. Jest to bardzo ważne – mówi Greta Kanownik.

Aby wziąć udział w konkursie, należy zgłosić pomysł na projekt dotyczący opieki nad seniorami lub osobami z demencją. Konkurs składa się z trzech etapów. Podczas pierwszego z nich uczestnicy głosują na zgłoszone projekty, podczas drugiego pomysły ocenia jury, w trzecim natomiast ma miejsce spotkanie kandydatów z jury i wyłonienie zwycięzcy. Laureat otrzymuje stypendium w wysokości 25 tys. zł oraz możliwość uczestniczenia w praktyce zawodowej trwającej minimum pół roku. Tegoroczną polską edycję konkursu wygrała Paulina Pergoł, studentka studiów magisterskich na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.

– Mój pomysł konkursowy polega na systematycznej wymianie korespondencji między osobami starszymi przebywającymi w domach opieki, domach pomocy społecznej a osobami młodymi. To jest tradycyjna forma listu pisanego na papierze. Dla każdego człowieka najważniejsze są w życiu relacje. Jeżeli ich nie ma, nie mamy chęci do walki z przeciwnościami i chorobami – mówi laureatka konkursu.

Paulina Pergoł zaczęła wdrażać projekt o nazwie „Listy do przyjaciela” w warszawskim Domu Lekarza Seniora. Do współpracy zaangażowała studentów z wydziałów lekarskiego, farmacji i pielęgniarstwa, którzy mogą listownie wymieniać doświadczenia z emerytowanymi przedstawicielami ich specjalizacji. Seniorzy mogą się natomiast poczuć ważni i potrzebni dla młodego pokolenia.

– Zrobiliśmy to na małą skalę, ponieważ zostało wybranych 13 osób, które najbardziej potrzebują kontaktu z drugim człowiekiem i to działa. Wymieniamy te listy systematycznie i widzę zadowolenie obu stron, zarówno studentów, jak i osób starszych – mówi Paulina Pergoł.

– Przykład Pauliny jest bardzo budujący dla zawodu. Przez to, że się ma takie wyczucie, można zainicjować projekt, który jest bardzo prosty, ale skuteczny. Żyjemy coraz szybciej i często zapominamy o takich podstawowych rzeczach, jak relacje międzyludzkie. – uzupełnia Marcin Radziwiłł.

KE: Niski odsetek kobiet na rynku pracy istotnym wyzwaniem dla Polski w nowej unijnej perspektywie. Trwają prace nad budżetem na kolejną perspektywę

0

KE: Niski odsetek kobiet na rynku pracy istotnym wyzwaniem dla Polski w nowej unijnej perspektywie. Trwają prace nad budżetem na kolejną perspektywę 2

– Przyszedł czas, żeby Polska zainwestowała w rozwiązanie kluczowych problemów strukturalnych, z którymi się boryka – mówi Joost Korte, dyrektor generalny Komisji Europejskiej ds. zatrudnienia i spraw społecznych. Wśród kluczowych wyzwań na lata 2021–2027 wymienia m.in. niekorzystną sytuację demograficzną, niski odsetek kobiet na rynku pracy, gospodarkę niskoemisyjną czy umiejętności cyfrowe obywateli. Jednak, jak podkreśla, są to tylko rekomendacje, ponieważ Komisja Europejska nie podejmuje w Brukseli jednostronnej decyzji o tym, co musi zrobić kraj członkowski. Jednocześnie ocenia, że Polska dotąd bardzo dobrze radziła sobie z wykorzystaniem unijnych funduszy. 

Zaproponowany przez Komisję Europejską budżet UE po raz kolejny przewiduje bardzo pokaźną kwotę dla Polski. Przez ostatnie 15 lat wasz kraj znakomicie poradził sobie z wykorzystaniem środków, dlatego przyjęto pewne korekty w proponowanych kwotach. Biorąc pod uwagę tak wysoki, właściwie najwyższy w Europie wzrost gospodarczy, i stopę bezrobocia dużo poniżej przeciętnej, wiele osób może powiedzieć, że Polska potrzebuje mniej pieniędzy niż w poprzedniej perspektywie. Ostateczna decyzja jest w rękach ministrów finansów państw członkowskich. Negocjacje trwają – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Joost Korte, dyrektor generalny ds. zatrudnienia, spraw społecznych i włączenia społecznego Komisji Europejskiej.

Dziesięć miesięcy temu KE przedstawiła projekt tzw. nowej siedmiolatki, czyli wieloletniego, unijnego budżetu na lata 2021–2027. Prace nad jej ostatecznym kształtem toczą się obecnie na forum Rady i Parlamentu Europejskiego.

Mam nadzieję, że fundusze zostaną ostatecznie przydzielone tej jesieni – mówi Joost Korte. – Potrzebna jest aprobata ministrów finansów państw członkowskich. Cały proces trwa i wciąż mamy wiele czynników niepewności, które sprawiają, że w tej chwili bardzo trudno dogadać się co do całościowego budżetu na kolejne siedem lat.

Jak podkreśla, największym z nich jest brexit, który – zgodnie z nowymi ustaleniami – nastąpi 12 kwietnia lub 22 maja, w zależności od decyzji brytyjskiego parlamentu w sprawie przyjęcia wynegocjowanego przez UE i rząd Theresy May porozumienia. Wielka Brytania jest drugim największym (po Niemczech) płatnikiem, odprowadzając rocznie do unijnego budżetu 12–14 mld euro. Do 18 kwietnia Londyn musi poinformować, czy wpłaci zadeklarowane wcześniej 7 mld euro do unijnego budżetu na 2019 rok, a łączne zobowiązania Wielkiej Brytanii wobec Wspólnoty zostały oszacowane na około 45 mld euro.

W lutym projekt nowego budżetu na lata 2021–2027 był dyskutowany przez europarlamentarzystów, którzy są przeciwni cięciom finansowania inwestycji i polityki spójności, za czym opowiada się KE. Poparli natomiast utrzymanie PKB jako głównego kryterium, które będzie decydować o rozdzielaniu funduszy. Niewykluczone jednak, że przy rozdziale środków pod uwagę będą brane też inne kryteria, takie jak polityka klimatyczna czy integracja imigrantów.

Polska jako państwo członkowskie UE radzi sobie doskonale. Jeśli spojrzymy na wskaźniki ekonomiczne, takie jak wzrost gospodarczy czy stopa bezrobocia, sprawy mają się naprawdę bardzo dobrze. Jednak przekaz Komisji jest taki, że przyszedł czas, aby Polska zainwestowała w rozwiązanie kluczowych problemów strukturalnych, z którymi się boryka. Wspomnę chociażby o relatywnie niskim odsetku kobiet na rynku pracy, co wiąże się z opieką nad dziećmi i kwestiami socjalnymi. Ważne jest, aby polski rząd inwestował dużo większe środki w zatrudnienie kobiet, tak aby zmniejszyć występujące obecnie nierówności między kobietami a mężczyznami – mówi Joost Korte.

Wśród kluczowych dla Polski wyzwań wymienia m.in. niekorzystną sytuacją demograficzną i spadek populacji, co wiąże się z koniecznością zaktywizowania zawodowego wszystkich grup obywateli czy nienajlepszy na tle innych państw wynik Polski w aspekcie edukacji i umiejętności cyfrowych.

Mogę wspomnieć także o służbie zdrowia borykającej się z szeregiem podstawowych problemów, które też należy rozwiązać – mówi Joost Korte. – Nasza oferta jest więc taka: oferujemy wam konkretne środki, które będą wypłacane od 2021 roku. Wykorzystajcie je do zmierzenia się z tymi wyzwaniami. Tyle już osiągnęliście w zakresie infrastruktury i rozwoju gospodarczego, więc nadszedł czas, żeby by zainwestować w rozwiązanie problemów długoterminowych.

Jak podkreśla, są to jedynie rekomendacje, bo KE nie może narzucić tego państwom członkowskim.

To dialog, w ramach którego najpierw rozpoznajemy wyzwania dla waszego kraju na najbliższe 10 lat, dotyczy to też wszystkich pozostałych państw członkowskich, potem deklarujemy, jakimi środkami dysponujemy w ramach UE, a następnie próbujemy przekonać władze danego kraju do wykorzystania tych środków na rozwiązanie wspólnie rozpoznanych problemów – podkreśla dyrektor generalny KE ds. zatrudnienia, spraw społecznych i włączenia społecznego. – Nie jest tak, że Bruksela dyktuje, co mają robić państwa członkowskie. Te dyskusje są zwykle bardzo owocne. Nie było zresztą dotąd żadnych fundamentalnych kwestii, w których nasze zdanie rozmijałoby się z tym, które reprezentuje polski rząd.

Na początku marca do Polski przeleciała trójka dyrektorów generalnych Komisji Europejskiej – Marc Lemaître, Joost Korte oraz Benjamin Angel, którzy przedstawili coroczny raport w ramach Semestru Europejskiego, zawierający m.in. ocenę polskiej gospodarki i wskazanie głównych priorytetów inwestycyjnych w kontekście środków z UE.

Według aktualnych propozycji, które są w trakcie negocjacji, w nowej siedmiolatce Polska miałaby dostać ok. 20 mld euro mniej z polityki spójności. W ubiegłym roku, według informacji Ministerstwa Finansów, Polska wpłaciła do unijnej kasy 4,5 mld euro, wypłacając ponad 15 mld euro (co oznacza ponad 11 mld euro „na czysto”). Od początku członkostwa w Unii Europejskiej Polska otrzymała ze wspólnego budżetu 107,5 mld euro, czyli już blisko 0,5 bln zł. 

Komórki macierzyste wyhodowane w laboratorium pomagają wyleczyć rzadką chorobę wzroku. Lekarze liczą na dostęp do terapii także w Polsce

Komórki macierzyste wyhodowane w laboratorium pomagają wyleczyć rzadką chorobę wzroku. Lekarze liczą na dostęp do terapii także w Polsce 3

Niedobór komórek macierzystych rąbka rogówki to rzadka choroba, która prowadzi do utraty wzroku. W Polsce co roku 100–200 osób wymaga leczenia, przy czym u ok. 30 osób taką dysfunkcję wywołało termiczne lub chemiczne poparzenie oczu. Szansą dla tej grupy jest innowacja – przeszczep komórek macierzystych rąbka rogówki pochodzących z hodowli w laboratorium. Taką terapię stosuje i refunduje obecnie kilka państw w Europie, m.in. Wielka Brytania i Włochy. W Polsce jest na razie dostępna w ramach badań klinicznych i tylko w dwóch ośrodkach, ale lekarze liczą, że wkrótce się to zmieni.

 Niedobór komórek macierzystych rąbka rogówki jest chorobą, która polega na dysfunkcji komórek odpowiedzialnych za odnawianie nabłonka powierzchni rogówki. Jest to warstwa o grubości 50 μm, a więc 0,050 mm, która odpowiada za ochronę naszej rogówki przed urazami i wnikaniem drobnoustrojów, ale również ma bardzo ważną rolę optyczną – mówi agencji Newseria prof. Edward Wylęgała, kierownik Katedry i Klinicznego Oddziału Okulistyki Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.

Rogówka jest główną i najważniejszą częścią oka, pokrywającą jego przednią część. Załamuje i skupia promienie słoneczne, co pozwala dokładnie widzieć zarysy przedmiotów, i ma wiele zakończeń nerwowych odpowiedzialnych za czucie bólu i reakcję np. w przypadku zanieczyszczenia oka. U zdrowej osoby nabłonek przedni rogówki jest stale wymieniany i zastępowany co 3–10 dni. Jest to możliwe dzięki obecności komórek macierzystych rąbka rogówki. Ich niedobór prowadzi do utraty przezroczystości rogówki i w konsekwencji może spowodować utratę wzroku.

 Niedobór komórek macierzystych rąbka rogówki to choroba rzadka. W Polsce to schorzenie dotyczy kilku tysięcy pacjentów, ale szacuje się, że tych wymagających leczenia jest około 100–200 rocznie – mówi prof. Edward Wylęgała.

Niedobór lub niewydolność komórek macierzystych rąbka rogówki może mieć charakter wrodzony albo nabyty, spowodowany na przykład oparzeniami powierzchni oka, noszeniem soczewek kontaktowych, infekcjami rogówki albo zmianami nowotworowymi. W początkowej fazie leczenia nacisk kładzie się głównie na procesy regeneracyjne, ochronę uszkodzonych tkanek i ograniczanie procesów zapalnych. Kiedy rogówka nie ma już żadnych rezerw komórek macierzystych, zalecany jest jednak przeszczep. Komórki macierzyste można pozyskać ze zdrowego oka od dawcy spokrewnionego lub zmarłego.

– Obecnie możemy stosować metody chirurgiczne, pobierając komórki macierzyste z oka żywego dawcy rodzinnego lub dawcy pośmiertnego. To są standardy, które obowiązują już od wielu lat i nie są żadną nowością. Hodowane, wystandaryzowane komórki macierzyste to jednak coś, co podnosi jakość chirurgii na wyższy poziom. Niestety, nie jest to w tej chwili opcja powszechnie dostępna w Polsce – mówi prof. Edward Wylęgała.

Nową opcją terapeutyczną jest przeszczepienie okrągłej, przeźroczystej płytki utworzonej z żywych komórek ludzkiego nabłonka rogówki, zawierających komórki macierzyste wyhodowane w laboratorium. Aby stworzyć taką płytkę, trzeba najpierw pobrać niewielką część (1–2 milimetry kwadratowe) zdrowej tkanki rąbka rogówki. Kolejny etap to hodowla komórek macierzystych w certyfikowanym laboratorium, skąd następnie (po serii badań np. bakteriologicznych) są transportowane do placówki medycznej. Materiał do przeszczepu zawiera namnożone komórki macierzyste w odpowiedniej ilości, podczas gdy w przypadku innych technik transplantacyjnych lekarze nie wiedzą do końca, jaką pulę komórek uda im się przeszczepić.

– Skuteczność tej metody jest na poziomie 72 proc. Nie każdy przeszczep gwarantuje stuprocentową skuteczność. Jednak jeśli raz się nie uda, np. z powodu stanu zapalnego czy braku warunków na powierzchni oka potrzebnych, aby te komórki mogły się zagnieździć i dalej funkcjonować, wtedy możemy wykonać przeszczep jeszcze raz, w ramach jednej procedury. Nie ma już potrzeby pobierania komórek macierzystych po raz kolejny, bo materiał czeka w laboratorium – mówi prof. Edward Wylęgała.

Dziś w Polsce są tylko dwa ośrodki, w których przeprowadza się takie zabiegi – oddział okulistyki Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach oraz klinika Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w Warszawie przy ul. Sierakowskiego. Rocznie są w stanie zakwalifikować do przeszczepu raptem kilkunastu pacjentów, tymczasem potrzeby są o wiele większe.

– Przeszczepy są przeprowadzane w Polsce w ramach badań klinicznych. Jeżeli uda się wprowadzić zmiany w systemie, to będzie z korzyścią dla polskich pacjentów – podkreśla prof. dr hab. n. med. Marek Rękas, konsultant krajowy w dziedzinie okulistyki.

Przeszczep z żywych komórek ludzkiego nabłonka rogówki, zawierających komórki macierzyste wyhodowane w laboratorium, to terapia dostępna i refundowana obecnie w Wielkiej Brytanii, Francji, Włoszech, Holandii i Belgii. Do tej pory takiemu leczeniu poddało się prawie 300 pacjentów.

– Dostępność tej metody nie jest taka sama, jak we Włoszech, Anglii czy w Belgii. W tych krajach terapia komórkami macierzystymi w systemie standaryzowanym jest możliwa i przede wszystkim jest refundowana. Mam nadzieję, że w niedługiej przyszłości również w naszym kraju będzie taka możliwość – dodaje prof. Edward Wylęgała.

– Pierwsze badania rozpoczęły się w 1997 roku, wyniki zostały opublikowane przez dwoje włoskich naukowców z Uniwersytetu w Modenie. To właśnie oni po raz pierwszy dostarczyli dowodów, że autologiczne przeszczepy komórek macierzystych pochodzących z hodowli komórkowych mogą się przyczynić do odbudowy nabłonka rogówki. Badania po rejestracji prowadzone są obecnie w 18 ośrodkach w całej Europie, łącznie w 8 krajach: w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Belgii, Holandii, we Włoszech i w Polsce, skąd pochodzi 25 proc. pacjentów – mówi Antonio Cipriani, globalny dyrektor ds. marki i ekspert chorób rzadkich w Chiesi Farmaceutici.

Przeszczep komórek macierzystych rąbka rogówki pochodzących z hodowli to terapia skierowana do dorosłych pacjentów po chemicznym lub termicznym oparzeniu oczu, które spowodowało umiarkowany lub ciężki niedobór takich komórek. Szacuje się, że dotyczy to 0,3 na 10 tys. osób. W Polsce do zabiegu z wykorzystaniem komórek macierzystych rąbka rogówki kwalifikowałoby się około 30 pacjentów rocznie. Dla nich nie ma obecnie innej, efektywnej metody leczenia, która mogłaby przywrócić im wzrok.

Europejski odpowiednik GPS-a obniży koszt i zwiększy dokładność pilotowania autonomicznych pojazdów. Będzie sterował także dronami dostarczającymi przesyłki kurierskie

Europejski odpowiednik GPS-a obniży koszt i zwiększy dokładność pilotowania autonomicznych pojazdów. Będzie sterował także dronami dostarczającymi przesyłki kurierskie 4

Już wkrótce europejski system nawigacji satelitarnej może zostać wdrożony na masową skalę. Zapewni dużo dokładniejsze wskazania lokalizacji w porównaniu z amerykańskim systemem GPS, co może być kluczowe w przypadku akcji ratunkowych zarówno na lądzie, jak i morzu. Już teraz Galileo jest stosowany w systemach alarmowych eCall, montowanych w nowych samochodach, a w ciągu trzech lat trafi też do wszystkich smartfonów, sprzedawanych na europejskim rynku. W opracowywanie urządzeń wykorzystujących Galileo zaangażowali się także Polacy. Opracowane przez nich układy mają trafić m.in. do autonomicznych dronów, dostarczających przesyłki.

– Nasz chipset nawigacyjny NaviSoC dzięki wykorzystaniu Galileo umożliwia bardzo precyzyjne nawigowanie za pomocą dużo niższej ceny niż obecnie stosowane odbiorniki. NaviSoC będzie bardzo przydatny szczególnie w autonomicznych urządzeniach, np. w dronach dostarczających przesyłki czy asystentach pasa ruchu do samochodów. Posłuży do poprawienia nawigacji, szczególnie w rejonach miejskich, gdzie obecnie sygnały nawigacji satelitarnej GPS gubią się poprzez odbicia od budynków. System Galileo i podwójna częstotliwość to eliminują – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Tomasz Borejko z firmy ChipCraft.

ChipCraft dostrzega potencjał nowego systemu nawigacji w branży internetu rzeczy, w której precyzja lokalizacji jest rzeczą kluczową. Zaprojektowane przez polskiego producenta układy scalone, które wejdą do powszechnej sprzedaży w 2020 roku, charakteryzują się niskim poborem mocy oraz relatywnie niską ceną, co pozwoli stosować je na masową skalę w urządzeniach mobilnych, dronach, małych maszynach rolniczych bądź miniaturowych czujnikach.

– NaviSoc przyda się ogólnie do poprawienia nawigacji, szczególnie w rejonach miejskich, gdzie obecnie sygnały nawigacji satelitarnej GPS gubią się przez odbicia od budynków. System Galileo i podwójna częstotliwość wyeliminują ten problem – przekonuje Tomasz Borejko.

Jednym z pierwszych przykładów masowego zastosowania europejskiej nawigacji jest eCall, system szybkiego informowania o wypadkach drogowych. Według ustaleń Komisji Europejskiej, wszystkie auta osobowe oraz dostawcze o wadze do 3,5 tony, które otrzymały homologację po 31 marca 2018 roku, muszą być wyposażone w ten moduł bezpieczeństwa. Wykorzystuje się go do precyzyjnego ustalania pozycji pojazdu w oparciu o nawigację Galileo. System ma ułatwić służbom ratunkowym dotarcie do miejsca zdarzenia. Unijni urzędnicy szacują, że system pozwoli skrócić czas dotarcia na miejsce wypadku nawet o połowę.

Na terenie Unii Europejskiej wkrótce wystartuje także powszechny system lokalizacji telefonów dzwoniących pod numer alarmowy 112, który będzie wykorzystywał nawigację Galileo. Dotychczas operatorzy lokalizowali rozmówców za pośrednictwem masztów komórkowych, jednak działają one ze zbyt małą precyzją. Pozwalają określić położenie telefonu z dokładnością do kilkuset metrów. W ciągu trzech lat wszyscy producenci sprzedający telefony na rynkach unijnych muszą wyposażyć swoje urządzenia w moduły Galileo. Pozwoli to operatorom numeru 112 określić położenie telefonu z dokładnością do kilku metrów.

Po system Galileo sięgnął także producent lokalizatorów ratunkowych Orolia. Firma specjalizuje się w produkcji urządzeń zwanych Personal Locator Beacon (PLB), które wykorzystuje się na jednostkach pływających. Dzięki wyposażeniu lokalizatorów McMurdo FastFind 220 i Kannad SafeLink Solo w moduły Galileo, jednostki ratownicze będą w stanie ustalić pozycję marynarzy z dokładnością do 10 metrów.

Europejskim systemem nawigacji zaczyna się interesować także USA. W marcu amerykańska Federalna Komisja Łączności pozwoliła na wykorzystanie sygnałów Galileo E1 oraz E5 na terenie Stanów Zjednoczonych do celów komercyjnych. Decyzja ta przyspieszy upowszechnienie się europejskiej nawigacji na całym świecie.

– Główna różnica systemu Galileo względem GLONASS-a czy amerykańskiego GPS-u polega na tym, że to jest jedyny system zarządzany przez instytucję cywilną, nie jest to system wojskowy. I ponieważ jest zbudowany dość niedawno za pomocą nowych technologii, jest najdokładniejszy ze wszystkich obecnie działających i zapewni największą precyzję. GPS jest rozbudowywany, ale taką precyzję jak Galileo osiągnie dopiero po kilku latach od pełnej operacyjności Galileo – twierdzi Tomasz Borejko.

Wdrożenie nawigacji satelitarnej Galileo pochłonęło 10 mld euro, a prace nad uruchomieniem systemu trwały 17 lat. Według raportu opracowanego przez firmę Prescient & Strategic Intelligence globalny rynek układów GNSS w najbliższych latach będzie rozwijał się w tempie 7,2 proc., a do 2023 roku wartość branży wzrośnie do 4,1 mld dol.

Inteligentne systemy kontroli ruchu drogowego poprawiają bezpieczeństwo na drogach. Analizują i przewidują ruch pojazdów w czasie rzeczywistym

Inteligentne systemy kontroli ruchu drogowego poprawiają bezpieczeństwo na drogach. Analizują i przewidują ruch pojazdów w czasie rzeczywistym 5

Branża komunikacyjna jako pierwsza w pełni wykorzysta potencjał inteligentnego miasta. Już dziś wdraża się systemy monitoringu miejskiego wykorzystujące sztuczną inteligencję oraz kamery termowizyjne do zarządzania ruchem kołowym. Powstały także moduły bezprzewodowe umożliwiające podłączenie do systemów monitoringu miejskiego tych skrzyżowań, których nie podłączono do internetu. Upowszechnienie inteligentnych systemów zarządzania ruchem pozwoli zmniejszyć korki oraz zanieczyszczenie powietrza ze spalin samochodowych.

– Prezentujemy tutaj zastosowania naszych kamer termowizyjnych w połączeniu z kamerami światła widzialnego w obszarze bezpieczeństwa ruchu i zapobiegania korkom na drogach. Nasze kamery rozpoznają pojazdy. Wykorzystujemy też technologię Wi-Fi do monitorowania czasu podróży, dzięki czemu możemy obliczać wydajność skrzyżowania, ciągu komunikacyjnego, tempo podróży między punktami i analizować miejsca początku i celu podróży. Możemy też wykrywać kierowców jadących pod prąd – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Tim Streck z Flir Systems.

Zintegrowane systemy automatycznego zarządzania sygnalizacją świetlną (SATS) to jeden z filarów inteligentnego miasta. Dzięki nim można zautomatyzować proces optymalizacji sygnalizacji na szeroką skalę, wykorzystując w tym celu sztuczną inteligencję. Algorytmy są w stanie sprawniej przeanalizować duże zasoby danych i w czasie rzeczywistym poprawiać płynność ruchu miejskiego.

Systemy inteligentnego zarządzania ruchem drogowym Flir Systems, wspierane kamerami termowizyjnymi i światła widzialnego, wykorzystywane są w procesie optycznego rozpoznawania pojazdów. Jeden z takich systemów działa już w mieście Henderson, na przedmieściach Las Vegas.

– Kamery są zamontowane na słupach wysięgnikowych i skierowane w dół, na linię stopu. Dzięki temu możemy sprawdzić, na których pasach znajdują się samochody, i możemy ustalić ich liczbę. Wszystkie dane następnie trafiają do adaptacyjnego systemu sterowania, który modyfikuje cykle sygnalizacji świetlnej w oparciu o ruch drogowy, a nie statycznie ustawiony czas. To realnie działający system, uruchomiliśmy już podobne na całym świecie – twierdzi Tim Streck.

Inżynierowie Flir Systems pracują także nad rozwiązaniami przyspieszającymi proces przyłączania sygnalizacji świetlnej do systemów inteligentnego miasta. Firma opracowała moduł łączności komórkowej, który sprawdzi się na skrzyżowaniach niepodłączonych do światłowodu. Równie przydatny może się okazać moduł FLIR VIP-T pozwalający wykorzystać w ramach SATS klasyczne, analogowe kamery monitoringu miejskiego.

– Możliwość połączenia urządzeń przez sieć komórkową pozwoli na przekazywanie danych nawet tam, gdzie do skrzynek sygnalizacji nie doprowadzono światłowodów. Trudno powiedzieć, kiedy cały system się upowszechni – liczymy na to, że za pięć lat każde skrzyżowanie będzie inteligentne – przewiduje ekspert Flir Systems.

W SATS postanowiły zainwestować także władze Nottingham, które przeznaczyły 99 tysięcy funtów na realizację programu SMART Cities Strategy. W jego ramach powstanie zintegrowany system monitoringu, wykorzystujący kamery do analizowania przepływu samochodów na drogach miasta. Dane zebrane przez stacje badawcze pozwolą upłynnić ruch i przeanalizować poziom zanieczyszczenia powietrza, a sztuczna inteligencja wykorzysta dane o korkach do informowania podróżnych o najmniej zatłoczonych ulicach.

– Mamy też systemy do wykrywania obecności pieszych. Wiele razy dochodzi do sytuacji, w których piesi podchodzą do skrzyżowania, naciskają przycisk i odchodzą, co prowadzi do sytuacji, że kierowcy nie są pewni, czy naprawdę ktoś czeka na przejściu. Możemy wykrywać obecność pieszego, włączyć miganie światła ostrzegawczego, możemy nawet przekazać informację bezpośrednio do pojazdu – tłumaczy Tim Streck.

Firma Noida Authority postanowiła z kolei wypromować ideę inteligentnych skrzyżowań w odmienny sposób, promując je jako sposób na ograniczenie emisji spalin samochodowych. Inżynierowie zamontowali autorski system kontroli przepływu samochodów na trzech najbardziej zatłoczonych ulicach miasta Delhi. Testy systemu wykazały, że pozwala on zredukować o ok. 90 proc. czas oczekiwania na zapalenie się zielonego światła, co bezpośrednio przekłada się na obniżenie emisji spalin.

Za wdrożeniem rozwiązań z zakresu inteligentnego sterowania ruchem optują także unijni urzędnicy, którzy powołali do życia P4ITS, ośrodek zajmujący się wdrażaniem oraz promocją tej technologii. W rozwoju tych systemów widzą szansę na znaczące usprawnienie ruchu drogowego, a także poprawę bezpieczeństwa kierowców.

Według MarketStudyReport.com wartość globalnego rynku inteligentnych systemów komunikacyjnych wzrośnie z 9,3 mld dol. w 2017 roku do 25,4 mld w 2024 roku, wykazując średnioroczne tempo wzrostu na poziomie 20 proc.

Premia jakościowa a moment powstania obowiązku podatkowego VAT

W celu wzrostu jakości sprzedaży towarów udzielane są tzw. bonusy jakościowe. Jest to forma zachęty partnera biznesowego do podjęcia działań zmierzających na przykład do zapewnienia określonego sposobu sprzedaży, raportowania czy dodatkowej jakości w obsłudze klienta. Pojawia się jednak pytanie, czy udzielanie takich bonusów pieniężnych za wypełnienie działań jakościowych jest usługą w rozumieniu ustawy o VAT, biorąc pod uwagę, że partner handlowy jest niezależnym podmiotem, któremu także zależy na sprzedaży? A może jest to forma rabatu powiązana z dostawami towaru bądź zwykłe dofinansowanie działalności partnera?

Klasyfikacja podatkowa bonusów jakościowych

Zgodnie z art. 8 ust 1 ustawy o VAT pod pojęciem świadczenia usług rozumie się każde świadczenie na rzecz osoby fizycznej, osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej, które nie stanowi dostawy towarów. W świetle powyższego za usługę należy rozumieć każdą „korzyść” dla podatnika inną niż dostawa towarów. Pojęcie usług (świadczeń) należy rozumieć jako każde zachowanie w imieniu innego podmiotu, które może składać się zarówno z działania (robienia czegoś dla innej osoby), jak i zaniechania (nierobienia lub tolerowania określonych stanów). Aby określone świadczenia zostały uznane za usługę, powinny wynikać z umowy pomiędzy stronami, w której jedna ze stron jest bezpośrednim beneficjentem świadczenia. Związek między płatnością za usługę a otrzymanym świadczeniem musi być bezpośredni i wystarczająco jasny, aby powiedzieć, że płatność jest dokonywana w zamian za takie świadczenie.

Należy zauważyć, że ani w dyrektywie Rady 2006/112/UE, ani w polskiej ustawie o VAT nie ma definicji pojęcia „bonusu” lub „premii”. Zgodnie z praktyką polskich organów podatkowych i sądów administracyjnych, jak również TSUE, aby uznać, że premia jest faktycznie rabatem, należy wykazać istnienie ścisłego związku pomiędzy bonusem i poszczególnymi dostawami. W przypadku bonusów przyznanych z powodu osiągnięcia określonego poziomu obrotu (zdefiniowany jako wartość sprzedaży lub liczba sprzedanych towarów) związek ten jest możliwy do zidentyfikowania, ponieważ wszystkie dostawy (nie tylko jedna z nich) muszą zostać zakończone, aby przyjąć, że poziom obrotu uprawniający do premii został osiągnięty. Dlatego premia za osiągnięcie określonego obrotu przez kupującego jest związana z każdą indywidualną dostawą (bez niej warunek uzyskania premii nie byłby możliwy do spełnienia), jak i z wszystkimi dostawami w sumie (wykonanie wszystkich dostaw jest niezbędne do uzyskania premii za poziom obrotów).

Z drugiej strony w przypadku istnienia stosunku prawnego między dostawcą a nabywcą, na podstawie którego kupujący otrzymuje premię nie tylko za osiągnięcie określonego poziomu zakupów czy sprzedaży, lecz także za wykonane w imieniu dostawcy lub w celu wypełnienia innych czynności dla dostawcy (np. podejmowanie działań zmierzających do rozwoju bazy sprzedażowej, prowadzenia działań marketingowych produktów), takie działania powinny być traktowane jako świadczenie usług nagradzane odpowiednim wynagrodzeniem. W przypadku bonusów jakościowych premia jest traktowana jako wynagrodzenie za świadczoną usługę. W takiej sytuacji usługa powinna podlegać VAT oraz być udokumentowana poprzez wystawienie faktury VAT. Ponadto, zgodnie z poglądem organów podatkowych, sposób obliczania kwoty wynagrodzenia (premii) nie ma znaczenia dla zakwalifikowania danej działalności jako świadczenia usług. Dlatego w praktyce zastosowanie może mieć także metoda oparta na osiąganym obrocie. Co ważne, podatnicy powinni zbierać i archiwizować dokumentację świadczeń, która winna potwierdzać, że dana usługa była rzeczywiście wykonana. Sama faktura i dowód wypłaty premii nie są wystarczające. Bardzo ważne jest monitorowanie i gromadzenie na bieżąco dokumentów i informacji potwierdzających świadczenie usług. Powyższe wnioski zostały potwierdzone przez Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z dnia 19 grudnia 2012 r., sygn. akt I FSK 273/12.

Moment powstania obowiązku podatkowego

Bonusy jakościowe są więc co do zasady traktowane jako świadczenie usług w rozumieniu ustawy o VAT. Problematyczne może być jednak określenie daty powstania obowiązku podatkowego. Wątpliwości w tym zakresie zostały niedawno rozwiane przez NSA, który odniósł się do kwestii momentu powstania obowiązku podatkowego w VAT z tytułu świadczonych usług, za które wypłacane są tzw. bonusy jakościowe. Zdaniem sądu w przypadku usługi, za którą dealer samochodowy otrzymuje bonusy jakościowe, świadczenie dealera należy uznać za spełnione z momentem upływu ustalonego w umowie/porozumieniu okresu, w jakim świadczenia były realizowane i za jaki strony ustaliły rozliczenie pieniężne (wyrok NSA z dnia 16 stycznia 2019 r., sygn. akt I FSK 78/17). NSA wskazał tym samym, że obowiązek podatkowy jest kategorią obiektywną i nie można go przesuwać w drodze umów cywilnoprawnych, ponieważ byłoby to niezgodne z przepisami prawa. Obowiązku podatkowego nie można więc przyspieszać ani opóźniać. Momentem wykonania usługi jest moment faktycznego wykonania przez zobowiązanego wszystkich działań składających się na daną usługę. Bez znaczenia jest element akceptacji wykonanych prac przez beneficjenta świadczenia.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Aktualne stawki wynagrodzeń w sektorze leasingu

Magdalena Różańska - Michael Page Poland
Magdalena Różańska – Michael Page Poland

Ubiegły rok był bardzo udany dla polskiej branży leasingowej, a dobra kondycja sektora przełożyła się na aktywność firm na rynku pracy. Pracodawcy, także w tym roku zapowiadają dalszy wzrost zatrudnienia, a kluczowymi kompetencjami pożądanymi wśród specjalistów będą znajomość nowych technologii, łatwość zdobywania wiedzy i wielozadaniowość. Magdalena Różańska, manager w zespole Banking & Financial Services w Michael Page analizuje, jakich ekspertów potrzebują firmy oraz przedstawia aktualne stawki wynagrodzeń w branży.

W 2018 r. dynamika inwestycji finansowanych leasingiem i pożyczką wzrosła o ponad 21 proc. w stosunku do roku 2017 i była najwyższa, jaką polski sektor odnotował od 11 lat – wynika z danych Związku Polskiego Leasingu. Dobra kondycja branży przyczyniła się do zwiększenia aktywności firm na rynku pracy. Co więcej, z kwartalnego badania przeprowadzanego wśród organizacji zrzeszonych w ZPL wynika, że w 2019 r. pracodawcy zamierzają dalej zwiększać zatrudnienie w swoich przedsiębiorstwach. Jakich specjalistów poszukują i jak kształtują się ich pensje?

Poszukiwany, poszukiwana

Kluczowymi kompetencjami, jakich wymaga się od kandydatów z tej branży są znajomość finansów i języków obcych, sprawne poruszania się w świecie nowoczesnych technologii, gotowość do przejmowania nowych ról i zadań – również z pogranicza wielu obszarów i stanowisk, np. marketingu i rozwoju produktów. Cenione są także osoby z predyspozycjami do szybkiej nauki nowych umiejętności i wykazujące się dużą inicjatywą w zakresie kreowania rozwiązań.

Jednymi z najbardziej poszukiwanych pracowników są project managerowie od których oczekuje się przede wszystkim skutecznego zarządzania projektami, innowacjami i procesami, umiejętności wdrażania usprawnień i posługiwania się nowymi systemami. Wynagrodzenie osoby na tym stanowisku może wynieść od 12 do 18 tys. zł brutto miesięcznie. Niemniej rozchwytywani są również eksperci od marketingu digital i e-commerce, co wiąże się z dynamicznym rozwojem branży w kierunku nowych technologii. Kandydatów zatrudnionych na tym stanowisku, poza wysokimi kompetencjami cyfrowymi, powinno również cechować wielozadaniowość i gotowość do szybkiego przyswajania wiedzy. Obecnie, kierownik marketingu i rozwoju biznesu może średnio liczyć na zarobki rzędu 16 tys. zł brutto miesięcznie.

Zarządzanie ryzykiem i windykacja

W sektorze finansowym skuteczne zarządzanie ryzykiem jest jednym ze strategicznych obszarów decydującym o „być albo nie być” organizacji. Dlatego, na jedne z najwyższych zarobków w branży – między 30 a 45 tys. zł brutto miesięcznie – mogą liczyć osoby na stanowisku dyrektora zarządzającego obszarem ryzyka. Średnia pensja dyrektora ds. ryzyka wynosi natomiast 29 tys. zł brutto miesięcznie, a mediana wynagrodzeń na stanowisku kierownika ds. ryzyka to 14 tys. zł brutto miesięcznie. W dziale windykacji, na stanowisku dyrektora można z kolei spodziewać się pensji na poziomie około 25 tys. zł brutto. Kierownicy windykacji mogą liczyć na stawkę między 11 a 18 tys. zł brutto miesięcznie, a średnia na tym stanowisko to 14 tys. zł brutto.

Sprzedaż i obsługa klienta

Wprowadzanie nowoczesnych produktów, zarządzanie projektami i procesami, obsługa klienta i serwis – to obszary, które mają kluczowy wpływ na konkurencyjność firmy i są stale rozwijane w organizacji. I choć w tych działach rekrutacje prowadzone są niemal nieustannie, to jednak, możemy zauważyć, że w wyniku presji kosztowej, wynagrodzenia specjalistów rosną niewiele ponad wskaźnik inflacji. Dyrektorowi operacji najczęściej proponowana jest pensja w wysokości 28 tys. zł brutto miesięcznie. Kierownikom technicznym średnio oferuje się stawkę w wysokości 12 tys. zł brutto miesięcznie. Doradca klienta otrzymuje wynagrodzenie w granicach 6-10 tys. zł brutto miesięcznie, a starszy doradca klienta, który może pochwalić się przynajmniej 5-letnim doświadczeniem może liczyć na pensje rzędu 10-14 tys. zł brutto. Mediana wynagrodzeń dyrektora sprzedaży najczęściej oscyluje wokół 25 tys. zł brutto miesięcznie, przy czym minimalnie na tym stanowisku zarabia się 16 tys. zł brutto, a górna granica wynagrodzenia może sięgnąć 35 tys. zł brutto.

Należy też podkreślić, że wraz z początkiem roku przed firmami z branży leasingowej pojawiły się nowe wyzwania związane z wejściem w życie ustawy podatkowej. Wg przewidywań ekspertów nowe prawo może realnie wpłynąć na spowolnienie branży, jednak nie powinno rzutować na sytuację na rynku pracy w tym sektorze. Co więcej, możemy spodziewać się, że pracodawcy i liderzy zespołów większą wagę będą przykładać do pozyskania do firmy najlepszych talentów – osób, które będą w stanie skutecznie przeprowadzić organizację przez zmiany.

Długoterminowa prognoza kursu korony czeskiej

Czechy to jeden z chętniej wybieranych kierunków przez polskich eksporterów. Dlatego warto bliżej przyjrzeć się gospodarce i walucie naszego południowego sąsiada. Eksperci Ebury w najbliższych kwartałach prognozują aprecjację korony czeskiej w stosunku do euro (przewidywany kurs EUR/CZK na koniec roku to 25,4).

Na początku 2018 roku korona czeska (CZK) względem euro umocniła się do najwyższego poziomu od 5 lat. Od tego czasu waluta Czech radziła sobie nieco gorzej w stosunku do wspólnej europejskiej waluty, aczkolwiek w ostatnich miesiącach kurs pary EUR/CZK utrzymywał się we względnie wąskim korytarzu wahań 25,5-26.

Kurs EUR/CZK (marzec ’18-marzec ’19)

kurs euro do koronyŹródło: Thomson Reuters Datastream                       Data: 11/03/2019

Wyprzedaż korony czeskiej w 2018 roku nie była znaczna – w ciągu ostatnich 12 miesięcy CZK osłabiła się o zaledwie 1,5% w stosunku do euro. Deprecjacja waluty była jednak stosunkowo zaskakująca. Zarówno prognozy Narodowego Banku Czeskiego (CNB), oczekiwania rynku, jak i nasze własne projekcje, zakładały dalszą aprecjację korony. Jesteśmy zdania, że większość ostatniej słabości CZK nie wynikała z sytuacji wewnętrznej Czech (która nadal pozostaje dobra), a raczej była związana z czynnikami zewnętrznymi – zwłaszcza z negatywnym sentymentem względem rynków wschodzących.

Mocna gospodarka

Fundamenty czeskiej gospodarki pozostają solidne. Czechy mają jedne z najzdrowszych finansów publicznych w całej Europie – stosunek długu publicznego do PKB regularnie tam spada, w ostatnich kilku latach wskaźnik wynosił zaledwie 35%.

Spadek wspomnianego wskaźnika wynikał zarówno z wysokiego poziomu wzrostu gospodarczego, jak również z konserwatywnego podejścia do polityki fiskalnej. W ostatnich trzech latach w kraju odnotowano nadwyżkę budżetową. Mimo że w najbliższym roku rząd przewiduje deficyt (0,7% PKB), z perspektywy fiskalnej ciężko jest coś Czechom zarzucić. Powodów do optymizmu dostarcza również bilans płatniczy Czech – kraj w 2018 roku utrzymał nadwyżkę na rachunku obrotów bieżących, do czego przyczyniła się słabsza korona.

W ostatnich kilku kwartałach zwolnił natomiast wzrost PKB. Należy jednak podkreślić, że wskaźnik nadal znajduje się na względnie wysokim poziomie (2,8 proc. w czwartym kwartale w ujęciu rocznym) i jest bliski poziomowi czeskiego wzrostu potencjalnego. Za wzrost gospodarczy w 2018 roku odpowiadała w znacznym stopniu wysoka konsumpcja wewnętrzna, która z kolei swoją siłę zawdzięcza dobrej sytuacji na czeskim rynku pracy.  Bezrobocie w Czechach nadal jest najniższym w całej Unii Europejskiej, a jednocześnie w kraju odnotowuje się wysoki wskaźnik wzrostu wynagrodzeń.

Wysoki poziom wzrostu PKB pod koniec zeszłego roku wskazuje, że czeska gospodarka jest dość odporna. Oczekuje się jednak, że w tym roku Czechy doświadczą spowolnienia, między innymi z powodu niższego popytu zewnętrznego, jak i ograniczeń wynikających z sytuacji na krajowym rynku pracy. W Czechach może zacząć brakować rąk do pracy, a to z kolei może nadal ograniczać inwestycje podmiotów prywatnych.

Wzrost PKB w Czechach w ujęciu rocznym (2010-2018)

Wzrost PKB w Czechach w ujęciu rocznymŹródło: Thomson Reuters Datastream                       Data: 11/03/2019

Z punktu widzenia polityki monetarnej warto zwrócić uwagę na fakt, że w 2018 roku Narodowy Bank Czeski dokonał pięciu podwyżek stóp procentowych. Ostatni raz bank centralny podniósł stopy procentowe o 25 punktów bazowych w listopadzie ubiegłego roku, w konsekwencji czego stopa referencyjna znalazła się na poziomie 1,75%. Uzasadnieniem tych decyzji była względnie wysoka inflacja. Rynki spodziewają się, że w najbliższym roku dojdzie do kolejnych podwyżek stóp banku centralnego. Niedawne dane o inflacji okazały się wyższe od oczekiwań, a z tonu ostatnich „minutek” CNB można wnioskować, że najbliższa podwyżka może nastąpić już w marcu. Na początku 2019 roku dynamika cen dóbr konsumpcyjnych przyspieszyła z 2,0% do 2,5%, w lutym dobijając do 2,7%. Sam wskaźnik inflacji bazowej w styczniu wzrósł do 3%, co jest jego najwyższym poziomem od dekady, czyli czasów, kiedy CNB zaczął regularne odczyty tego indeksu. Mimo to, najprawdopodobniej tempo podwyżek banku centralnego w 2019 roku będzie dużo mniej agresywne w porównaniu z poprzednim rokiem.

Inflacja w Czechach (2012-2019)

Inflacja w CzechachŹródło: Thomson Reuters Datastream                       Data: 11/03/2019

Dalsze zacieśnianie polityki monetarnej byłoby korzystne dla korony czeskiej, zwłaszcza zważywszy na to, że rynki wyceniają obecnie zaledwie jedną podwyżkę stóp procentowych CNB w bieżącym roku. Nie wydaje się jednak prawdopodobnym, żeby czeski bank centralny był skłonny podnieść stopy procentowe na podobną skalę co w zeszłym roku, stąd w 2019 roku waluta Czech otrzyma stosunkowo niewiele wsparcia ze strony polityki monetarnej.

Prognozy Ebury

Pozostajemy optymistyczni względem perspektyw walut rynków wschodzących w 2019 roku, zwłaszcza tych, które posiadają bardzo silne fundamenty gospodarcze. Do tej grupy, w naszej opinii, należy korona czeska, stąd w najbliższych kwartałach prognozujemy aprecjację tej waluty w stosunku do euro. Jednocześnie, zważywszy na mniejszy apetyt na dodatkowe podwyżki stóp procentowych ze strony Narodowego Banku Czeskiego uważamy, że umocnienie CZK będzie stopniowe i o dość ograniczonej skali.

USD/CZK EUR/CZK CZK/PLN
Q2-2019 22,1 25,4 0,168
Q3-2019 22,1 25,4 0,168
E-2019 22,1 25,4 0,167
E-2020 21,4 25,2 0,167

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Analitycy Ebury

Co piąty Polak obawia się, że roboty zabiorą mu pracę

Zmiany technologiczne będą wpływały na rynek pracy w coraz większym stopniu. Automatyzacja zwiększy produktywność pracowników, a przez to przyczyni się do wzrostu wynagrodzeń. Z drugiej strony nowe technologie mogą wymagać istotnych nakładów finansowych na dopasowanie umiejętności do zmieniających się potrzeb pracodawców. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte „Voice of the Workforce in Europe” Polacy niechętnie doskonalą swoje kompetencje. Autorzy raportu, opierając się na opinii pracowników z 10 krajów Europy, pokazują najważniejsze trendy na rynku pracy w przyszłości.

W najbliższej dekadzie zmiany zachodzące na rynku pracy będą determinowane przez dwa duże trendy: zmiany demograficzne oraz zmiany technologiczne, związane z rozwojem automatyzacji i sztucznej inteligencji na czele. – Rozwój nowych technologii będzie stopniowo zmieniał strukturę rynku pracy. Według World Economic Forum do 2022 roku dzięki nowym technologiom powstanie 133 milionów miejsc pracy, często związanych z nowymi zawodami. Część stanowisk zniknie, ale ogólny bilans pozostanie dodatni i powstanie dodatkowych 58 milionów miejsc pracy – mówi Julia Patorska, liderka zespołu ds. analiz ekonomicznych z Deloitte.

Czy roboty zabiorą nam pracę?

Polacy widzą przyszłość swoich miejsc pracy w najbliższych latach podobnie jak przedstawiciele analizowanych krajów europejskich. Ponad jedna trzecia ankietowanych w badaniu Deloitte przewiduje powolne zmiany, a rozwój automatyzacji i sztucznej inteligencji będzie przyczyną zarówno zysków, jak i strat. – Co piąty Polak obawia się, że przez dynamiczny rozwój technologiczny jego obecne miejsce pracy stanie się zbędne w ciągu najbliższych 10 lat. To nieznacznie więcej niż w bogatszych i bardziej zaawansowanych technologicznie krajach, takich jak Szwajcaria, Szwecja, Holandia i Niemcy.

W państwach tych istnieje duży odsetek miejsc pracy, których nie da się w łatwy sposób zautomatyzować. Są to najczęściej zawody związane z pracą kreatywną i wymagającą wysokich umiejętności społecznych – mówi Damian Olko, ekspert w zespole analiz ekonomicznych Deloitte. Największe obawy odnośnie skutków zmian technologicznych wyrazili pracownicy w Rumunii (38 proc.) i Hiszpanii (33 proc).

Polska u progu zmian

W przeciwieństwie do niektórych rozwiniętych gospodarek, pracownicy w Polsce praktycznie nie doświadczają zamykania zakładów pracy lub przenoszenia ich do innych krajów. Również proces automatyzacji postępuje wolniej. Dlatego skutki wpływu zmian technologicznych na rynek pracy nie wywołują jeszcze większych napięć społecznych. Wynika to z dwóch czynników: po pierwsze, z dobrej koniunktury, przekładającej się na rekordowo niskie bezrobocie i relatywnie wysoką dynamikę płac;
po drugie, z obecnego poziomu rozwoju Polski i jej miejsca w globalnych łańcuchach wartości. Polska jest wciąż krajem, który oferuje niskie koszty pracy w relacji do produktywności. W najbliższych latach czynniki te będą jednak stopniowo traciły na sile, a skutki technologicznej transformacji rynku pracy zaczną być odczuwalne.

Umiejętności przyszłości

Zmiany technologiczne i wzrost oczekiwanej długości życia będą wymagały od ludzi ciągłego poszerzania kwalifikacji. Już teraz pracownicy w Polsce i Europie za najbardziej istotne uznali umiejętności miękkie i związane z nowymi technologiami. 62 proc. ankietowanych Polaków uważa, że ma wysoko rozwiniętą zdolność pracy w grupie, a 55 proc. jest zadowolona ze swoich zdolności komunikacyjnych i rozwiązywania problemów.

Według World Economic Forum w 2020 roku do najważniejszych umiejętności wskazanych przez pracodawców będą należały: rozwiązywanie złożonych problemów, krytyczne myślenie, kreatywność, zarządzanie zasobami ludzkimi i koordynowanie pracowników. Duże znaczenie będą miały także: inteligencja emocjonalna, zrównoważone podejmowanie decyzji, pozytywne nastawienie
do wykonywanej usługi, a także umiejętności negocjacyjne i elastyczność poznawcza.

Pracownicy niechętni do zdobywania nowych kompetencji

Polscy pracownicy wysoko oceniają swoje umiejętności, jednak relatywnie niewielu z nich dostrzega konieczność doskonalenia swoich kompetencji. – Ten optymizm wśród pracowników może być efektem aktualnej dobrej koniunktury, jak również istnienia bariery informacyjnej, tzn. brakuje dostępnej wiedzy i prognoz, jakie umiejętności warto rozwijać. Dotyczy to zwłaszcza młodych, wchodzących na rynek pracy. Często niedoceniane są, tzw. umiejętności miękkie, a są to kompetencje, których nie da się zastąpić pracą maszyn czy algorytmów. W przypadku niektórych osób problemem w zwiększaniu kapitału ludzkiego mogą być niedostateczne dochody czy brak możliwości pozyskania innego finansowania,
np. ze strony pracodawcy – mówi Damian Olko.

Dostosowanie kompetencji pracowników do nadchodzących zmian na rynku pracy będzie wymagało współpracy instytucji odpowiedzialnych za edukację i pracodawców. Bardzo ważne jest skupienie się nie tylko na szkolnictwie wyższym czy zawodowym, ale też na właściwej edukacji w przedszkolu i w szkole podstawowej.

*Próba obejmuje Francję, Niemcy, Włochy, Holandię, Rumunię, Polskę, Hiszpanię, Szwecję, Szwajcarię i Wielką Brytanię. Źródło: Badanie Deloitte „Voice of the Workforce in Europe”.

Badanie Deloitte „Voice of the Workforce in Europe” zostało przeprowadzone na próbie 15 000 pracowników z 10 krajów Europy: Francji, Niemiec, Włoch, Holandii, Polski, Rumunii, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii. Struktura demograficzna próby odzwierciedlała strukturę siły roboczej w danym kraju.

Fed uległ presji

Brak prognozy podwyżki w tym roku plus jeszcze tylko jedna w 2020 r. Wygaszanie programu redukcji sumy bilansowej do końca III kw. Niższe prognozy gospodarcze, choć z podtrzymaniem optymistycznych perspektyw solidnego wzrostu do końca roku. Brak rewizji ścieżki inflacji. Słowem: Fed wypadł zdecydowanie bardziej gołębio niż rynek zakładał.

Został tym samym wysłany jasny sygnał, że można mówić, że to już kres cyklu zacieśniania polityki. Fed przestaje odstawać od innych banków centralnych, które także przeszły na gołębią stronę. Nic dobrego nie przychodzi z tego dla USD.

Fed ulega presji rynku (a może i Waszyngtonu) i nie zamierza upierać się przy swoim optymizmie, który dawał im pole do kontynuowania podwyżek. Tak można interpretować sprzeczne sygnały z komunikatu i konferencji Powella. Stanowcze złagodzenie stanowiska, a jednak przy tym kwestionowanie niektórych rozczarowań w publikowanych danych (np. tąpnięcie sprzedaży detalicznej).

Powell twierdzi, że stopy procentowe są w granicach stopy neutralnej, a jednocześnie projekcja długoterminowego celu dla stopy procentowej została utrzymana na 2,8 proc. (42 pb powyżej obecnego poziomu). Co interesujące, Powell w ogóle nie skorzystał z okazji, by ocenić pesymizm w rynkowej wycenie (50 proc. szans na obniżkę w tym roku). Jakby taki rozdźwięk rynek vs Fed mu nie przeszkadzał.

Niespójność w komunikacji jest naprawdę mocna. Powell pozytywnie mówi o fundamentach gospodarki, FOMC nie obniża projekcji inflacji, odnotowano niezaprzeczalne poluzowanie się warunków finansowych w gospodarce i jednocześnie odżegnano się od podwyżek stóp w tym roku. Nie wolno też zapominać, że spowolnienie wcześniej było przez rynek i decydentów antycypowane. Scenariuszem bazowym od dawna było przecież wyhamowanie impetu koniunktury pod wpływem wygasania efektów stymulacji fiskalnej oraz rosnącego ciężaru wyższych stóp procentowych.

We wrześniu rynek wyceniał, że w rok stopy wzrosną o 60 pb mocniej niż obecnie jest to zdyskontowane w tym samym horyzoncie. Rentowność długu tąpnęła, w przypadku papierów dziesięcioletnich w kierunku 2,50 proc. A przecież jeszcze kilka miesięcy temu rosła nawet do 3,20 proc. Stanowisko Fed oczywiście nie sprzyja dolarowi, choć rynkowa wycena zakładająca spadek kosztu pieniądza jest zbyt pesymistyczna. Dużo zależy od czynników związanych z innymi walutami. Innymi słowy: jeśli np. RBA czy RBNZ będą musiały poluzować a Bank Anglii zapomnieć o podwyżce stóp, to tylko w takim wypadku polityka Fed relatywnie wspierać będzie dolara. Wszystko rozbije się teraz o kondycję globalnej gospodarki, jeśli napięcia geopolityczne zostaną rozładowane i zacznie ona przyśpieszać, to waluty ryzykowne i świat EM dalej przyciągać będą kapitał. Największa szansa dolara leży teraz zatem we wzmożeniu awersji do ryzyka i strachu o kondycję ogólnoświatowej koniunktury.

EUR/USD od załamania po posiedzeniu ECB i naruszenia 1,12 właściwie nieprzerwanie mozolnie rośnie i kurs przekroczył 1,14. Rynek po tym rajdzie jest mocno wykupiony, ale tak naprawdę dopiero teraz układ notowań zmienia się na długoterminowo bardziej pozytywny dla wspólnej waluty. Obecnie wydaje się, że 1,1370 zamykać będzie drogę do głębszych spadków. Strefa 1,1480-1,1515 wyznacza w tej chwili opór kluczowy dla dalszej zwyżki. Z jednej strony dolar po swojej stronie nie ma za dużo argumentów, ale to samo można powiedzieć o euro. Chyba, że za argument przyjmiemy stwierdzenie, że gorzej być już nie może… Pamiętać należy też o tym, że rynek w ostatnich miesiącach wykazywał wyraźną bojaźliwość przy próbach wyrwania kursu z dominujących przedziałów wahań…

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

SYNERGA.fund S.A. połączy się z ALL IN! GAMES

SYNERGA.fund S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2011 r., podpisała Term Sheet w sprawie połączenia ze spółką Alin Group Sp. z o.o. prowadzącą działalność wydawniczą na rynku gier komputerowych i będącą w trakcie zmiany nazwy na ALL IN! GAMES Sp. z o.o. Po połączeniu Spółka zmieni nazwę i będzie prowadziła działalność w branży gier komputerowych jako wydawnictwo różnorodnych projektów przeznaczonych na konsole i komputery osobiste.

Zgodnie z Term Sheet podpisanym w dniu 20.03.2019 r. obie Spółki oświadczyły, że ich zamiarem jest przeprowadzenie procesu połączenia SYNERGA.fund S.A. (Spółka przejmująca) z Alin Group Sp. z o.o. będącą w trakcie zmiany nazwy na ALL IN! GAMES Sp. z o.o. (Spółka przejmowana) poprzez przeniesienie całego majątku Spółki przejmowanej na Spółkę przejmującą za akcje, które Spółka przejmująca wyda Udziałowcom Spółki przejmowanej. Podmiot powstały w wyniku połączenia obu Spółek będzie działał pod nazwą ALL IN! GAMES S.A. lub inną wskazaną przez Spółkę przejmowaną i zostanie ona określona w Planie Połączenia. Podstawę do określenia parytetu wartości obu Spółek będzie stanowiła ich wartość określona przez niezależnego, wybranego przez oba podmioty, biegłego rewidenta w terminie do 8 tygodni od dnia podpisania Term Sheet. W oparciu o wynik wyceny obu Spółek, wyniki negocjacji oraz wyniki due diligence zostanie ustalony parytet przydziału akcji, a tym samym struktura akcjonariatu podmiotu powstałego w wyniku połączenia. W celu realizacji transakcji SYNERGA.fund S.A. wyemituje akcje serii B1 w ilości ustalonej w wyniku określenia wartości Spółek oraz przy uwzględnieniu ustalonego parytetu wymiany akcji. Spółka po połączeniu będzie prowadziła działalność w branży gier komputerowych jako wydawnictwo różnorodnych projektów przeznaczonych na konsole i komputery osobiste.

„Podpisanie Term Sheet w sprawie połączenia ze spółką Alin Group Sp. z o.o. (ALL IN! GAMES Sp. z o.o.) działającą w branży gier komputerowych stanowi kolejny ważny krok w kierunku fuzji obu podmiotów. Potencjał połączonej spółki będzie bardzo duży, bowiem z jednej strony będziemy mieli status spółki publicznej, a z drugiej strony dynamicznie rozwijającą się działalność w obszarze wydawania gier na konsole oraz komputery osobiste. Branża gier komputerowych to mocno rosnący i perspektywiczny rynek, dlatego nasza decyzja o połączeniu właśnie z ALL IN! GAMES ma silne uzasadnienie. Najbliższe tygodnie chcemy przeznaczyć na przygotowanie całej transakcji od strony formalno-prawnej.” ocenia Tomasz Wykurz, Prezes Zarządu Spółki SYNERGA.fund S.A.

Podmiot powstały po połączeniu – ALL IN! GAMES S.A. – będzie, zgodnie z przyjętą strategią, prowadził działalność w branży gier komputerowych jako wydawnictwo różnorodnych projektów przeznaczonych na konsole i komputery osobiste. Dzięki wsparciu ALL IN! GAMES S.A. wydawane gry otrzymają niezbędne finansowanie dalszej produkcji, profesjonalną kampanię reklamową, kontakt z influencerami, obecność na najważniejszych wydarzeniach branżowych na świecie, a także premierę na wszystkich największych rynkach jednocześnie. Ze względu na realizację kolejnych projektów inwestycyjnych Spółka nie wyklucza powstania grupy kapitałowej, w której poszczególne podmioty będą prowadziły określone rodzaje działalności gospodarczej.

„Wydawnictwo ALL IN! GAMES zaczyna odgrywać coraz bardziej znaczącą rolę w polskiej branży gier komputerowych. Podmiot ten zbudował bardzo zdywersyfikowane portfolio gier produkowanych przez polskie oraz zagraniczne studia. Pierwsze premiery gier zostały przewidziane już na drugi kwartał tego roku, a ich potencjalny sukces potwierdzi pozycję rynkową wydawnictwa i efektywność działalności. Model biznesowy oraz posiadane zasoby stanowią naszym zdaniem kluczowe czynniki mogące zadecydować o powodzeniu tego przedsięwzięcia.” – podsumowuje Prezes Wykurz.

ALL IN! GAMES to liczący się podmiot na rynku gier komputerowych, który prowadzi działalność wydawniczą. Wydawnictwo posiada w swoim portfelu wachlarz różnorodnych projektów przeznaczonych na konsole oraz komputery osobiste i cały czas pozyskuje nowe tytuły. ALL IN! GAMES pozyskała dotychczas aż 16 tytułów tworzonych przez znanych polskich i zagranicznych deweloperów, m.in. Destructive Creations, PolyAmorous, w tym także zagraniczne produkcje, takie jak „Fort Triumph” tworzony przez zespół deweloperski z Izraela. W tym roku ALL IN! GAMES zamierza wydać co najmniej 6 gier, a w 2020 r. minimum 10 produkcji.

Podczas NWZA SYNERGA.fund S.A., które odbyło się w lutym 2019 r., Akcjonariusze Spółki podjęli Uchwałę o przeprowadzeniu scalenia akcji w stosunku 100:1, co ma przełożyć się na lepszą płynność obrotu akcjami. Aktualnie kapitał zakładowy Spółki wynosi 27.310.000,00 zł i dzieli się na 273.100.000 akcji o wartości nominalnej 0,10 zł każda. Po resplicie wartość nominalna akcji wyniesie 10,00 zł każda, a ich łączna liczba będzie wynosiła 2.731.000.

Jednym z głównych akcjonariuszy SYNERGA.fund S.A. jest notowana na rynku akcji GPW NewConnect JR HOLDING S.A., która wraz z Januarym Ciszewskim posiada łącznie akcje stanowiące ponad 16,94% udziału w kapitale zakładowym Spółki oraz w ogólnej liczbie głosów na WZA. W styczniu 2019 r. w akcjonariacie Spółki pojawiło się dwóch nowych inwestorów. Pierwszym z nich jest Tomasz Majewski posiadający akcje stanowiące 19,67% udziału w kapitale zakładowym Emitenta oraz w ogólnej liczbie głosów na WZA. Z kolei drugim nowym inwestorem jest Artur Górski, który posiada akcje stanowiące 7,03% udziału w kapitale zakładowym SYNERGA.fund S.A. oraz w ogólnej liczbie głosów na WZA.

W lutym br. SYNERGA.fund S.A. przyjęła nowe kierunki rozwoju i podjęła decyzję o rezygnacji z dotychczasowego przedmiotu działalności w segmencie technologii blockchain oraz rozpoczęciu działalności w obszarze inwestowania w podmioty z branży gier komputerowych. Spółka liczy, że będzie mogła wykorzystać kompetencje i know-how głównych Akcjonariuszy, którzy posiadają duże doświadczenie w tej branży, bowiem zrealizowali oni z sukcesem połączenie notowanej na rynku akcji GPW NewConnect Spółki Laser-Med S.A. (obecnie ONE MORE LEVEL S.A.) ze spółką ONE MORE LEVEL S.A., która zajmuje się produkcją gier komputerowych na PS4, Xbox One oraz na PC.

SYNERGA.fund S.A. to Spółka notowana na rynku NewConnect od czerwca 2011 r.

Firmy z Pomorza płacą wolniej, niż w innych regionach kraju

  • Pomorskie – działające tu firmy średnio płacą wolniej, niż w innych województwach. W lutym średni okres obiegu należności (udzielony kredyt kupiecki plus opóźnienie w jego spłacie) od firm z Pomorza wynosił 103 dni.
  • W ubiegłym roku liczba niewypłacalności w woj. pomorskim wzrosła o 22%, w okresie I-II 2019 r. wzrost ich liczby jest mniejszy (8 firm wobec 7 przed rokiem).
  • Zmienia się struktura form prawnych niewypłacalności: zdecydowanie mniej jest obecnie na Pomorzu postępowań naprawczych, podczas gdy w ubiegłym roku stanowiły one 45% wszystkich przypadków.
  • Struktura sektorowa niewypłacalności – w ub. roku (pełniejsze dane niż tylko za okres I-II 2019 r.) najliczniejsze na Pomorzy były przypadki firm usługowych, przed budowlanymi i produkcyjnymi.

Z Programu Analiz Należności Euler Hermes, będącego największym tego typu projektem w kraju (analiza należności od 200 tys. odbiorców na kwotę blisko 40 mld złotych w skali miesiąca) wynika, iż firmy z województwa pomorskiego płacą przeciętnie za swoje należności najwolniej w kraju. W lutym 2019 roku średni okres, po jakim odbiorcy z 12 województw regulowali swoje należności wynosił poniżej 80 dni, a tylko w pięciu województwach był on dłuższy, z czego najdłuższy w woj. pomorskim – tam dostawcy czekali na swoje należności średnio 103 dni. Dla porównania w odniesieniu do odbiorców z woj. wielkopolskiego jest to średnio 62 dni. Rok wcześniej, w lutym 2018 r. okres oczekiwania na należności od firm z Pomorza był krótszy – średnio 95 dni, ale również wtedy był to najdłuższy okres obiegu należności w kraju.

Firmy z Pomorza płacą wolniej

Źródło: Euler Hermes z grupy Allianz

Dłuższy okres obiegu należności nie jest przypadkiem – znacznie opóźnione należności od firmy z Pomorza, czyli trudne długi (należności przeterminowane ponad 120 dni po terminie płatności) stanowią blisko 10% wartości należności i jest to średnio o ok. 20% więcej, niż w sąsiednich województwach, nie wspominając o woj. wielkopolskim.

Niestety, gorsza kondycja i dyscyplina płatnicza wielu polskich firm, częstsze ich niewypłacalności zwłaszcza w sektorach budowlanym, produkcyjnym i usługowym dotknęły także pomorskich przedsiębiorców – liczba ich niewypłacalności w 2018 roku wzrosła o 22% r/r (54 firmy w 2018 roku wobec 44 w 2017). W bieżącym roku tempo ogłaszania niewypłacalności na Pomorzu jest jak na razie mniejsze (8 firm obecnie wobec 7 przed rokiem w okresie I-II), ale dużo rzadsze są postepowania układowe, 7 ze wspomnianych 8 z nich to likwidacja firm mających kłopoty (podczas gdy w całym 2018 aż 45% niewypłacalności pomorskich firm stanowiły postępowania naprawcze – firmy te nadal więc działały, zamawiały i produkowały, zatrudniały pracowników, odprowadzały podatki).

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.Firmy z Pomorza płacą wolniej 2

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

W odróżnieniu od większości innych regionów kraju – gdzie do niedawna za wzrostem liczby niewypłacalności stały najczęściej przypadki firm przemysłowych i budowlanych, na Pomorzu najliczniejsze przypadki firm mających problemy dotyczyły sektora usługowego przed budowlanym, dopiero trzecia w statystyce niewypłacalności była branża wytwórcza. Jest to oczywiście potwierdzenie wybitnych walorów turystycznych regionu – nie ujmując oczywiście nic jego przemysłowym tradycjom.

Warto zwrócić uwagę na fakt, iż struktura gospodarcza województwa jest skupiona wokół Trójmiasta, a zwłaszcza Gdańska i Gdyni – o czym świadczy m.in. wspomniana statystyka niewypłacalnych firm, gdzie na 54 niewypłacalności w ub. roku 26 firm zarejestrowane było w Gdańsku bądź Gdyni. Podobnie w roku bieżącym – a pozostałe miejscowości, z których pochodziły niewypłacalne firmy na Pomorzu według częstotliwości niewypłacalności firm z nich pochodzących to Kościerzyna, Tczew, Kwidzyn, Reda, Krokowa, Ustka i inne.

Firmy z Pomorza płacą wolniej3

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Włoskie firmy blokują polskie inwestycje drogowe. Żądają dopłaty od państwa

Dziewięć dużych inwestycji drogowych może być zagrożonych przez finansowe problemy włoskich wykonawców. Dwie włoskie firmy działające na polskim rynku zażądały od rządu dopłaty do wykonywanych kontraktów – o wysokości ponad miliarda złotych. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad odmawia dołożenia jakiejkolwiek kwoty do inwestycji. Problemem włoskich firm jest to, że kontrakty zostały zawarte trzy lata temu, przed ponad 30%-owym wzrostem cen materiałów. Generalna Dyrekcja odmawia branżom kolejowej i drogowej możliwości waloryzowania takich umów. Proponuje firmom dochodzenie swojej racji na drodze sądowej. Taka sytuacja najpewniej sprawi, że pracownicy włoskich wykonawców zejdą z placów budowy, gdyż firmy nie otrzymają oczekiwanego wsparcia finansowego. Opóźni to budowę kluczowych inwestycji – jak nowa wylotówka z Krakowa drogą S7 lub Autostrada A1.

– Jeśli rząd mówi „nie damy żadnym firmom”, to nie może dać tylko i wyłącznie włoskim. To otworzyłoby koszyk z żądaniami, które na drogach szacuje się na przynajmniej 10 miliardów złotych – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR – Spełnienie żądań wysuwanych przez włoskie firmy nie rozwiązałoby więc problemu. Włosi nie są w tej sytuacji bez winy. Ich oferty w polskich przetargach miały rażąco niskie ceny. W taki sposób firmy chciały zaistnieć na polskim rynku. Zabrakło im jednak zaplecza, sprzętu i doświadczenia, by doprowadzić zawarte kontrakty do końca. Widać to szczególnie w inwestycjach, które są podzielone na odcinki realizacyjne. Podczas gdy inni wykonawcy zdołali ukończyć budowę swoich odcinków w około 90 procentach, włoskie firmy mogą pochwalić się tylko połowicznie zrealizowaną umową. Podobno jednym z powodów jest pogoda. Ciężko jest mi wyobrazić sobie sytuację, że pada tylko nad odcinkiem włoskim, a nad pozostałymi świeci słońce i firmy mogą pracować. Jeśli włoscy wykonawcy nie wycofają się ze swoich umów, powinna je zerwać Generalna Dyrekcja – zauważa Furgalski.

Obywatele UE coraz częściej zmieniają kraj zamieszkania z powodu pracy. Nowy europejski urząd będzie chronić prawa takich pracowników

Obywatele UE coraz częściej zmieniają kraj zamieszkania z powodu pracy. Nowy europejski urząd będzie chronić prawa takich pracowników 6

W ostatnim dziesięcioleciu liczba obywateli Unii Europejskiej mieszkających lub pracujących w innym państwie członkowskim wzrosła prawie dwukrotnie – do 17 mln w 2017 roku. Odpowiedzią na rosnącą mobilność Europejczyków ma być Europejski Urząd ds. Pracy – nowa agencja unijna, która będzie stać na straży przestrzegania przepisów regulujących mobilność pracowników i chronić ich przed nadużyciami. Nowy eurourząd będzie również źródłem informacji dla obywateli i przedsiębiorców oraz pomoże w rozstrzyganiu sporów transgranicznych, np. w przypadku restrukturyzacji firm, które działają w kilku państwach członkowskich UE.

 Europejski Urząd ds. Pracy to nowa, zdecentralizowana agencja UE, która ma za zadanie weryfikować przepisy prawa w zakresie mobilności pracowników, czy są one sprawiedliwe, przejrzyste i proste. Docelowo ma pomóc przedsiębiorcom i pracownikom oraz krajowym organom administracji w zakresie pełnego wykorzystania swobody przemieszczania się – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Karolina Marchlewska-Patyk, ekspert od rynku pracy w Unii Europejskiej, Wyższa Szkoła Bankowa w Bydgoszczy.

KE, PE i unijni ministrowie odpowiedzialni za kwestie zatrudnienia podjęli w połowie lutego decyzję o utworzeniu Europejskiego Urzędu ds. Pracy, który ma zacząć działać jeszcze w tym roku. To kolejny etap realizacji europejskiego filaru praw socjalnych. Nowy eurourząd będzie stać na straży przestrzegania przepisów regulujących mobilność pracowników.

Obecnie swobodny przepływ pracowników na terenie UE reguluje wiele odrębnych aktów prawnych. Na dodatek wiele z nich, np. przepisy dotyczące koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego w całej UE lub delegowania pracowników, jest w trakcie nowelizacji. Nowy urząd ma zagwarantować, że przepisy będą stosowane i egzekwowane we właściwy sposób, będzie także chronić pracowników mobilnych, którzy są szczególnie narażeni na nadużycia.

 Europejskiemu Urzędowi ds. Pracy zostały wyznaczone konkretne cele. Przede wszystkim ma dostarczać konkretnych, sprawdzonych informacji zarówno obywatelom, jak i przedsiębiorcom – szczególnie w zakresie ofert pracy, rekrutacji czy szkoleń, ale także wszystkich kwestii związanych z mobilnością pracowników czy praktycznych informacji dotyczących praw i obowiązków związanych z zatrudnieniem, zakładaniem działalności gospodarczej czy zamieszkaniem na terenie innego państwa – mówi dr Karolina Marchlewska-Patyk.

Oprócz wymiany informacji Europejski Urząd ds. Pracy ma wspierać krajowe organy administracji we współpracy transgranicznej i rozwiązywaniu spraw konfliktowych. Będzie m.in. pomagać w prowadzeniu skoordynowanych, wspólnych inspekcji, co pozwoli zapobiegać potencjalnym oszustwom i nadużyciom, oraz ułatwiać kooperację pomiędzy państwami UE w zakresie radzenia sobie z pracą na czarno.

 Urząd ma wspomóc krajowe organy administracji we właściwym funkcjonowaniu, dostępie do informacji, wymianie dobrych praktyk czy spójnych działaniach we wszystkich państwach członkowskich UE, ale także w sytuacjach wymagających pomocy czy mediacji w przypadku przedsiębiorstw restrukturyzowanych, a mających swoje siedziby w różnych państwach członkowskich UE. W tym zakresie również ma mieć ważny głos – mówi dr Karolina Marchlewska-Patyk.

Jak podaje Komisja Europejska, w ostatnim dziesięcioleciu liczba obywateli UE mieszkających lub pracujących w innym państwie członkowskim niż państwo pochodzenia wzrosła prawie dwukrotnie – do 17 mln w 2017 roku.

– To oznacza, że mobilność stała się stałym elementem życia Europejczyków. Społeczeństwo i gospodarki się rozwijają, ale w tym zakresie potrzebna jest koordynacja i regulacje, które usprawnią ten proces – podkreśla dr Karolina Marchlewska-Patyk.

Niektóre państwa, w tym Polska, były sceptyczne wobec powołania nowego eurourzędu. Polski rząd obawiał się, że nowe przepisy utrudnią polskim firmom delegowanie pracowników i ograniczą możliwości pracy Polaków na zachodnich rynkach. Ostatecznie jednak poparł w tej sprawie stanowisko Rady UE.

 Sceptycy mówią, że brakuje pomysłu na działanie tego urzędu i będzie on wyłącznie dublem innych instytucji. Dlatego w pierwszej kolejności należałoby wypracować taką wizję. Wiele głosów krytycznych obija się też o kwestie związane z pomieszaniem celów. Nie można mobilności pracowników stosować zarówno do pracowników przemieszczających się, obcokrajowców, jak i pracowników z szarej strefy. Z drugiej strony, są głosy mówiące, że wreszcie pojawiła się jedna organizacja, która porządkuje system prawny w zakresie mobilności pracowników – mówi dr Karolina Marchlewska-Patyk.

Jak podkreśla, pozytywem jest fakt, że Europejski Urząd ds. Pracy wchłonie siedem innych instytucji, porządkując w ten sposób ich działalność i stając się podstawowym źródłem rzetelnych, praktycznych informacji na temat praw i obowiązków dotyczących mobilności.

 Przede wszystkim polscy obywatele i przedsiębiorcy zyskują dostęp do wiarygodnych, sprawdzonych informacji dotyczących przepisów prawa związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej i mobilnością pracowników. Także nasze krajowe organy administracji będą mieć dostęp do jednego urzędu. Dzięki temu nasi przedstawiciele będą wiedzieli, jak funkcjonują inni urzędnicy w tym zakresie, jakie dobre praktyki obowiązują i jak właściwie odnaleźć się na tym jednolitym rynku europejskim – mówi ekspert z Wyższej Szkoły Bankowej w Bydgoszczy.

Wypełnienie PIT zajmuje Polakom średnio 42 minuty. Od tego roku fiskus uprościł rozliczenia i zwrot podatku ma być szybszy

0

Wypełnienie PIT zajmuje Polakom średnio 42 minuty. Od tego roku fiskus uprościł rozliczenia i zwrot podatku ma być szybszy 7

Choć większość podatników deklaruje, że nie mają z tym większych trudności, to połowa zleca przygotowanie rozliczenia innej osobie. Od tego roku do rozliczenia z fiskusem wystarczy chwila. Dzięki usłudze „Twój e-PIT” nie trzeba już samodzielnie wypełniać deklaracji, iść z nią do urzędu skarbowego czy wysyłać pocztą, bo wypełniony formularz przygotowuje administracja skarbowa. PIT można sprawdzić na portalu podatnika do końca kwietnia. 

 Od 15 lutego 2019 roku Krajowa Administracja Skarbowa każdemu podatnikowi w Polsce, który rozlicza się za pomocą PIT-37 bądź PIT-38, rozlicza formularz automatycznie na podstawie danych uzyskanych za zeszły rok od pracodawcy czy od ZUS-u. Podatnicy, którzy rozliczali się na podstawie umowy o pracę, mają już rozliczony PIT w aplikacji „Twój e-PIT” – przypomina w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Szymon Kwiatoń, koordynator procesu w Move On Finance.

Od 15 lutego na portalu podatki.gov.pl zostały udostępnione zeznania roczne – 23 mln PIT-37 i 250 tys. PIT-38. Deklarację automatycznie wypełnia urząd skarbowy, nie trzeba składać żadnego wniosku. Formularz e-PIT zawiera nie tylko informacje od pracodawcy, lecz także dane z ubiegłorocznych zeznań podatkowych czy numer konta bankowego. Usługa „Twój e-PIT” to już kolejne ułatwienie w rozliczaniu się z fiskusem. Rok temu, rozliczając się za 2017 rok formularzem PIT-37, można było skorzystać z pomocy urzędnika, w tym celu trzeba było wysłać wniosek PIT-WZ.

 Nowy sposób rozliczenia podatku za pomocą aplikacji „Twój e-PIT” nie jest obowiązkowy. Każdy podatnik ma prawo do tego, żeby w swoje rozliczenie robione przez Krajową Administrację Skarbową spojrzeć i zatwierdzić bądź wprowadzić tam zmiany. Każdy również ma prawo, żeby rozliczyć się samemu w najdogodniejszy dla niego sposób – podkreśla Szymon Kwiatoń.

Centrum Informacyjne Rządu ocenia, że co czwarta osoba, która rozlicza się indywidualnie i nie korzysta z żadnych ulg i odliczeń, nie musi w tym roku robić nic, aby rozliczyć się z podatku. Blisko 4 mln osób, które rozliczają się wspólnie z małżonkiem i nie korzystają z ulg i odliczeń, do rozliczenia wystarczą dwa kliknięcia. Z danych KPMG wynika, że średnio rozliczenie z fiskusem zajmuje Polakom 42 minuty, a 60 proc. ocenia, że trwa to mniej niż pół godziny. Większość deklaruje, że nie ma z tym specjalnych trudności, jednak połowa w całości zleca to innej osobie.

– Korzyści z wprowadzenia takiego rozwiązania to na pewno mniejsze kolejki w urzędach i jak zagwarantowała Krajowa Administracja Skarbowa – skrócenie czasu zwrotu podatku do 45 dni. Przypomnijmy może, że w przypadku normalnego rozliczenia tego PIT-u drogą elektroniczną bądź papierową zwrot podatku nastąpi w terminie do 3 miesięcy – podkreśla Szymon Kwiatoń.

Ministerstwo Finansów zapowiada, że „Twój e-PIT” to dopiero pierwszy krok do przejrzystego systemu podatkowego. Od przyszłego roku mają być też udostępniane zeznania dla podatników prowadzących działalność gospodarczą, czyli PIT-36, PIT-36L i PIT-28.

Z kina do medycyny. Nowoczesne techniki wizualizacji rewolucjonizują chirurgię i diagnostykę

Z kina do medycyny. Nowoczesne techniki wizualizacji rewolucjonizują chirurgię i diagnostykę 8

Nowoczesne wizualizacje umożliwiają tworzenie niezwykle precyzyjnego obrazu wnętrza ludzkiego ciała. Ułatwia to stawianie diagnozy oraz zwiększa precyzję wykonywania zabiegów chirurgicznych. Stanowi też istotną pomoc w nauce anatomii dla studentów medycyny. Technologia ta wykorzystuje metody stosowane przez twórców animacji filmowych.

Wirtualna rzeczywistość znalazła zastosowanie w medycynie w latach 90. – już wtedy wykorzystywano metodę obrazowania 3D do odczytywania złożonych danych medycznych. Kolejnym krokiem rewolucji technologicznej stało się wprowadzenie do procedur medycznych narzędzi z zakresu sztucznej inteligencji, co w istotny sposób podniosło jakość opieki zdrowotnej. Najnowszym osiągnięciem jest zastosowanie w medycynie metod wizualizacji, które do tej pory wykorzystywane były w przemyśle filmowym do tworzenia realistycznie wyglądających animacji komputerowych. To właśnie tej technologii trylogia „Władca pierścieni” zawdzięcza widowiskowy charakter, medycyna zyskuje natomiast możliwość kreowania maksymalnie dokładnego obrazu wnętrza ludzkiego ciała.

 Technologia renderowania w jakości kinowej to metoda generowania obrazu oparta na fizyce światła, która pozwala na tworzenie fotorealistycznych obrazów ludzkiej anatomii. Możemy wykorzystać dane z badań tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego lub USG wykonanych na dowolnym sprzęcie – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Klaus Engel, ekspert ds. wizualizacji w Siemens Healthineers.

Technologia ta znajduje zastosowanie we wczesnej diagnostyce, praktyce klinicznej oraz telemedycynie. W pierwszym przypadku podstawą do postawienia diagnozy wciąż są obrazowania tomograficzne lub rezonansowe, metoda wizualizacji kinowej może jednak stanowić ich istotne uzupełnienie. Technologia ta stanowi duże wsparcie dla chirurgów, pozwala bowiem na całkowite odwzorowanie widoku narządów wewnętrznych pacjenta oraz doznanych przez niego urazów. Program umożliwia także ukrycie tkanek miękkich, mięśni i naczyń krwionośnych, dając w ten sposób całkowicie odmienny widok ludzkiego ciała.

– Takie przestrzenne poznanie anatomii pacjenta jeszcze przed rozpoczęciem operacji jest bardzo ważne, dlatego otrzymujemy bardzo pozytywny odzew od chirurgów, którzy z niecierpliwością oczekują na możliwość wykorzystania naszej technologii – mówi dr Klaus Engel.

Chirurdzy zyskują większą kontrolę nad przebiegiem zabiegu, unikają nieprzewidzianych sytuacji w czasie operacji, a także oszczędzają czas. Doskonała znajomość anatomii konkretnego pacjenta pozwala ponadto zwiększyć precyzję wykonywanych przez lekarza czynności. Nowoczesna metoda wizualizacji świetnie sprawdza się również w edukacji, zarówno w przypadku studentów medycyny, jak i personelu medycznego, nieposiadającego specjalistycznego wykształcenia z zakresu anatomii, oraz osób spoza sektora medycznego, np. pacjentów.

– Prof. Franz Fellner, kierownik oddziału radiologii w Linz na Uniwersytecie Keplera, wykorzystuje tę technologię do nauczania studentów, personelu medycznego, ale również osób niezwiązanych z medycyną. Jego pokazy anatomiczne przyciągają ponad 20 tys. odwiedzających, którzy mają okazję poznać różnorodne cechy anatomiczne, prezentowane z fotorealistyczną dokładnością – mówi dr Klaus Engel.

Technologia zaawansowanej wizualizacji pozwala lekarzowi na dokładne wytłumaczenie pacjentowi natury i postępu jego choroby, przebiegu planowanego zabiegu, a nawet na przedstawienie rokowań odnośnie do powrotu do zdrowia. Dzięki temu chory lepiej rozumie procedury medyczne, którym zostanie poddany, co zwiększa jego zaufanie do lekarza. Wizualizacje tworzone są na podstawie skanów wykonanych w ramach tomografii komputerowej lub rezonansu magnetycznego – można je oglądać przy użyciu specjalnych okularów 3D, które pozwalają na uzyskanie efektu głębi.

 Wizualizacją sterujemy za pomocą kontrolera Xbox. Do oglądania obrazów można używać gogli VR lub AR. Potrzebny jest wydajny komputer z mocną kartą graficzną i monitorem stereoskopowym, co w tym wypadku wystarczy do wygenerowania wysokiej jakości wizualizacji danych – mówi dr Klaus Engel.

Generowanie fotorealistycznych obrazów to złożony proces ze względu na konieczność dokładnego odwzorowania interakcji światła z anatomią pacjenta. Wymaga więc również specjalistycznego oprogramowania do przetwarzania obrazów.

Ponad połowa osób z autyzmem boi się wychodzić z domu. Problemem jest brak akceptacji i nieprzystosowanie przestrzeni publicznych

Ponad połowa osób z autyzmem boi się wychodzić z domu. Problemem jest brak akceptacji i nieprzystosowanie przestrzeni publicznych 9

Mimo że w ostatnich latach wzrosła świadomość na temat autyzmu, to osoby ze spektrum autyzmu i ich rodziny oceniają, że w społeczeństwie nadal brakuje zrozumienia. 69 proc. z nich spotkało się z dyskryminacją w miejscach publicznych. 77 proc. odczuwa stres związany z opuszczeniem domu, a dla 52 proc. jest on na tyle duży, że w ogóle unikają wychodzenia. Co dziesiąty rodzic dziecka z ASD spotkał się z bezpośrednią, słowną agresją albo groźbami – wynika z badań Fundacji JiM. Aby zwiększyć społeczną świadomość dotyczącą autyzmu, fundacja zapoczątkowała kampanię Polska na niebiesko pod hasłem „Autyzm. Wystarczy zrozumieć”. 

Wyjście z domu dla osób ze spektrum autyzmu stanowi wyzwanie – najczęściej wynika to ze stresu, niepokoju towarzyszącego poznawaniu nowych miejsc, braku zrozumienia i zbyt dużej liczbie bodźców.

Tylko 2 proc. osób z autyzmem deklaruje, że spotyka się ze zrozumieniem. Natomiast ok. 70 proc. spotkało się z różnymi aktami dyskryminacji, począwszy od dziwnych spojrzeń, aż po agresję słowną i wyzwiska, takie jak „wyrodna matka” czy „wyrodny ojciec”, często kierowane w stosunku do rodziców dzieci z autyzmem – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Michałowicz, prezes Fundacji JiM.

Z badań Fundacji JiM wynika, że w przypadku 63 proc. osób z ASD problemem jest nawet odwiedzanie takich miejsc, jak gabinety lekarskie, szpitale czy urzędy. Ponad 50 proc. odczuwa również stres związany z wyjściem do restauracji czy kawiarni albo centrum handlowego. Podobny odsetek wskazuje, że w miejscach publicznych inne osoby zachowują się wobec nich nieprzychylnie. Mimo że w ostatnich latach wzrosła świadomość na temat autyzmu, to osoby z ASD i ich rodziny oceniają, że w społeczeństwie nadal brakuje zrozumienia.

Świat dla osób ze spektrum autyzmu może być nieprzyjemny, stresujący, czasami zwyczajnie może sprawiać ból. Zdarza się, że w miejscach publicznych dzieci czy starsze osoby reagują płaczem, uspokajają się w bardzo charakterystyczny sposób, np. machając ręką. To nietypowe zachowanie powoduje, że otoczenie reaguje negatywnie wobec tej osoby albo rodzica, którego dziecko płacze lub krzyczy – mówi Tomasz Michałowicz.

W badaniach Fundacji JiM aż 60 proc. rodziców dzieci z ASD zadeklarowało, że w takich trudnych sytuacjach napotykają krytyczne spojrzenia, a 46 proc. dotknęły negatywne komentarze. Natomiast 12 proc. spotkało się z bezpośrednią, słowną agresją. Pod adresem rodziców dzieci z ASD padają takie uwagi jak: „co za niewychowane dziecko!”, „psychol!” albo ostrzeżenia o wezwaniu policji.

Apelujemy, żeby w takich sytuacjach nie reagować. Jeżeli dziecku nie dzieje się krzywda, a obok jest opiekun, który cierpliwie czeka, to on wie, co robi. To znaczy, że trzeba go wtedy zostawić w spokoju. Opiekun wie, że takie trudne zachowanie najlepiej przeczekać, odczekać chwilę, aż minie, i po prostu dalej robić swoje – mówi Tomasz Michałowicz.

Prezes Fundacji JiM podkreśla, że dużym problemem jest również nieprzystosowanie przestrzeni publicznej do osób z autyzmem. Mimo że w ostatnich latach powstają kina, sklepy czy inne miejsca przyjazne sensorycznie, to niewiele osób o nich wie. 86 proc. osób ze spektrum autyzmu nie zna miejsc, które byłyby odpowiednio przystosowane do ich potrzeb. Natomiast 85 proc. uważa, że ich sytuację mogłyby poprawić szkolenia dla osób, które mają styczność z osobami z ASD. Także redukcja bodźców, np. wprowadzanie cichych godzin w miejscach publicznych, mogłyby zwiększyć ich komfort.

– Przestrzenie publiczne można dostosować w taki sposób, żeby było w nich jak najmniej przeszkadzających bodźców, jak najmniej silnych, nieprzyjemnych dźwięków czy świateł. To byłoby korzystne nie tylko dla osób z autyzmem, lecz także dla wszystkich osób, które są zmęczone, przepracowane, przebodźcowane – podkreśla Tomasz Michałowicz.

Prowadzimy działania z różnymi instytucjami i firmami, które przystosowują się do osób z autyzmem. Są to zmiany zarówno fizycznie, jak użycie piktogramów, zaznaczenie miejsc, które mają bardzo silne bodźce, np. eksponaty w centrach nauki wydające z siebie głośne, nieprzyjemne dźwięki. Odbywają się także szkolenia dla pracowników różnych firm i sieci odzieżowych po to, żeby wiedzieli, jak pomóc osobie z autyzmem, jak reagować, jak się do niej zwracać – wyjaśnia Paulina Kaczmarek, specjalista ds. komunikacji w Fundacji JiM.

W związku z obchodami Światowego Dnia Świadomości Autyzmu Fundacja JiM ponownie zapoczątkowała kampanię Polska na niebiesko pod hasłem „Autyzm. Wystarczy zrozumieć”, której celem jest budowanie wśród Polaków zrozumienia dla osób ze spektrum autyzmu.

Co roku zgłaszamy się do wielu budynków w całej Polsce właśnie po to, żeby 2 kwietnia symbolicznie zaświeciły się na niebiesko na znak solidarności z osobami z autyzmem – mówi Paulina Kaczmarek. – W tym roku mówimy o tym, że autyzm wystarczy zrozumieć, wystarczy się mu trochę przyjrzeć, być może dopytać po to, by osobom z autyzmem i ich rodzicom żyło się trochę łatwiej.

Jak podkreśla, większa świadomość w społeczeństwie oznacza mniej nieprzyjemnych incydentów dla osób z autyzmem i ich opiekunów.

– Docieramy do całej rzeszy Polaków z informacją o tym, jak mogą się zaangażować, zachęcam do wejścia na stronę www.polskananiebiesko.pl, gdzie znajdują się wszystkie informacje. W tym roku można napotkać w internecie na zaszyfrowane hasła, w które wystarczy kliknąć, żeby przeczytać indywidualną historię dziecka z autyzmem – mówi specjalista ds. komunikacji w Fundacji JiM.

Relacje z Bliskim Wschodem mają gospodarczy potencjał. Polska powinna wykazać większe zainteresowanie tym kierunkiem

Relacje z Bliskim Wschodem mają gospodarczy potencjał. Polska powinna wykazać większe zainteresowanie tym kierunkiem 10

Z gospodarczego punktu widzenia Bliski Wschód jest dla Polski bardzo ważny i jego znaczenie powinno zostać dostrzeżone w kontekście ogromnych możliwości inwestycyjnych – uważa ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego dr Beata Górka-Winter. Jak ocenia, jednym z najbardziej perspektywicznych kierunków jest Iran. – Kiedy opadną emocje związane z organizacją szczytu, sytuacja długoterminowo powinna się ustabilizować, bo współpraca gospodarcza opłaca się obu stronom – uważa dr Beata Górka-Winter. 

– Polska poniosła dość duży wysiłek, jeśli chodzi o stabilizację Bliskiego Wschodu. Mieliśmy tam bardzo liczne kontyngenty pokojowe, a misje szkoleniowe w Afganistanie czy w Iraku nadal funkcjonują. Polska jest ważnym kontrybutorem do tych misji. Rządy tych państw wielokrotnie wyrażały zadowolenie z faktu, że Polacy czynnie angażują się w reformy sektora bezpieczeństwa – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Beata Górka-Winter, ekspert ds. bezpieczeństwa międzynarodowego.

Jak ocenia, Polska ma również swój relatywnie duży wkład w zasilanie funduszy pomocy rozwojowej i humanitarnej, chociaż w tym obszarze wysiłek mógłby być znacząco większy.

– Z wieloma państwami Bliskiego Wschodu mieliśmy i mamy całkiem dobre relacje ekonomiczne, w tym także z Iranem. Mam nadzieję, że po wygaszeniu wszystkich emocji związanych ze Szczytem Bliskowschodnim stosunki z Iranem ulegną normalizacji, również dla polskich firm, które zdecydowały się tam zainwestować. Za zaproszeniem władz Iranu kilkadziesiąt firm z Polski jest już bardzo aktywnych na irańskim rynku. Mam nadzieję, że ten trend inwestycyjny uda się podtrzymać, bo jest to zdecydowanie z korzyścią dla obydwu stron – mówi dr Beata Górka-Winter.

Ekspert podkreśla, że Bliski Wschód jest z gospodarczego punktu widzenia regionem dla Polski bardzo ważnym. Jego znaczenie powinno zostać dostrzeżone zarówno w kontekście polskiej polityki dywersyfikacji nośników energii, jak i ogromnych możliwości inwestycyjnych. W wielu państwach Bliskiego Wschodu trwały lub nadal trwają działania wojenne, co oznacza, że te państwa pilnie potrzebują odbudowy i inwestycji.

– W krajach takich jak Iran te inwestycje są potrzebne w zasadzie w każdym sektorze i zdecydowanie jest tu potencjał dla polskich firm z branży budownictwa, transportu, przemysłu chemicznego i w zasadzie każdej innej. Te rynki są otwarte i do wzięcia, mówiąc kolokwialnie. Dlatego w naszym interesie leży, żeby zainteresowanie tamtym regionem rosło – podkreśla dr Beata Górka-Winter.

Organizacja Szczytu Bliskowschodniego (który odbywał się w Warszawie w połowie lutego) wspólnie ze Stanami Zjednoczonymi znacząco pogorszyła relacje na linii Polska – Iran. Szef irańskiej dyplomacji Dżawad Zarif napisał na Twitterze: „Polski rząd nigdy nie zmyje tego wstydu: podczas gdy Iran ratował Polaków w trakcie II wojny światowej, teraz Polska gości desperacki, antyirański cyrk”. Już w połowie stycznia Ambasada Iranu zaprzestała wydawania Polakom wiz turystycznych, a wiele polskich firm obecnych na irańskim rynku zaczęło tracić zlecenia i kontrakty. Mimo to – w ocenie ekspertki – kiedy opadną emocje, sytuacja długoterminowo powinna się ustabilizować.

Odrębnym problemem pozostaje trudna sytuacja gospodarcza w Iranie (czego przejawem jest m.in. szalejąca inflacja i słaby rial), przede wszystkim ze względu na sankcje i presję ze strony obecnej administracji Stanów Zjednoczonych. Spółka PGNiG już w październiku ub.r. zakończyła aktywność na złożu Soumar w Iranie „ze względu na ryzyka wynikające z przywrócenia przez USA 4 listopada 2018 roku sankcji za aktywność w irańskim sektorze energetycznym”.

– Gospodarczo Iran zdecydowanie stracił na sankcjach. Młodzi Irańczycy chcieliby żyć w kraju, który dobrze się rozwija gospodarczo i społecznie, bo dla nich to jest szersza perspektywa życiowa. Możemy się spodziewać, że z pewnością będzie rosnąć presja na to, żeby Iran powoli zaczął dogadywać się z przedstawicielami społeczności międzynarodowej, choćby właśnie w kwestii programu nuklearnego – uważa dr Beata Górka-Winter.

Iran ma jedne z największych na świecie zasobów ropy naftowej i duże złoża gazu. Mimo to do 2016 roku – kiedy zaczęto znosić sankcje gospodarcze i finansowe związane z programem atomowym – wymiana handlowa Polski z Iranem prawie nie istniała. Po 2016 roku Iranem zainteresowało się wiele polskich i europejskich firm, wystartował również rządowy program „Go Iran”. Jednak sytuację znów odwróciło nałożenie przez USA nowych sankcji wobec Iranu w listopadzie 2018 roku i wypowiedzenie przez Donalda Trumpa porozumienia nuklearnego, które trzy lata wcześniej zawarły z Teheranem światowe mocarstwa (USA, Rosja, Chiny, Wielka Brytania, Niemcy i Francja). Na dodatek – co potwierdził w lutym szef irańskiej dyplomacji Mohammad Dżawad Zarif – istnieje duże ryzyko wojny Iranu z Izraelem, co spowodowałoby olbrzymie zagrożenie dla eksportu ropy z Zatoki Perskiej i zachwiało światowym rynkiem.

 – Wiele wojen wybucha nie z realnej potrzeby czy poczucia realnego zagrożenia, ale z powodu jakiejś gry interesów. Jeżeli np. izraelscy politycy uznają, że jakaś forma konfliktu zbrojnego z Iranem będzie służyła ich interesom bezpieczeństwa, nie możemy wykluczyć, że do takiej konfrontacji dojdzie. Chociaż miejmy nadzieję, że jest to scenariusz ostateczny, bo jak widzimy na Bliskim Wschodzie żadna interwencja – czy to w Iraku, w Afganistanie czy w Libii – nie przyniosła pozytywnych konsekwencji. Jedynym efektem jest pogłębiający się chaos i destabilizacja w tych państwach. Nie powinniśmy więc zakładać, że wojna jest jakimkolwiek rozwiązaniem – mówi dr Beata Górka-Winter.

Zminiaturyzowane modemy internetu rzeczy umieszczone w przedmiotach lub urządzeniach pozwolą je śledzić lub zbierać dane o otoczeniu. Mogą być instalowane bez oddzielnego zasilania

Zminiaturyzowane modemy internetu rzeczy umieszczone w przedmiotach lub urządzeniach pozwolą je śledzić lub zbierać dane o otoczeniu. Mogą być instalowane bez oddzielnego zasilania 11

Czujniki podłączone do internetu rzeczy pozwalają już śledzić obiekty niemające zasilania. Dzięki temu można sprawdzać lokalizację przesyłek, śledzić warunki w ulach czy zarządzać temperaturą i zużyciem energii w budynkach, a także raportować warunki przechowywania leków poddawanych badaniom klinicznym. Dzięki miniaturyzacji modemy mogą być instalowane w coraz mniejszych przedmiotach i produktach.

– Możemy już monitorować obiekty, które nie mają zasilania. Monitorowanie samochodów czy ciężarówek to nic nowego, takie rozwiązania są na rynku od dekad. Dziś dysponujemy większymi możliwościami i możemy monitorować nawet ule. Pszczelarstwo to tylko jeden z barwniejszych przykładów zastosowania naszej technologii – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje David Houghton z NimbeLink Corp.

Firma NimbeLink rozwija technologię śledzenia zasobów poprzez zminiaturyzowane modemy, wykorzystujące łączność LTE i wysyłające dane z czujników: położenia, ruchu, wilgotności czy temperatury. Mogą być one wbudowywane w opakowania, produkty czy instalacje już na etapie ich tworzenia. Programiści mogą dzięki temu w szybki sposób projektować połączenia modemu z sieciami komórkowymi, co pozwala na zoptymalizowanie procesu śledzenia.

– W miarę postępów technologii i coraz mniejszych rozmiarów i kosztów urządzeń, które idą w parze z lepszą wydajnością, otwiera się przed nami cały szereg zastosowań, które jeszcze niedawno były zupełnie niedostępne – mówi David Houghton.

Jednym z wdrożeń zrealizowanych przez NimbeLink był system gromadzenia danych związanych z monitorowaniem zużycia ciepłej wody w budynkach. Firma zaprojektowała system z szesnastoma sondami temperatury umieszczonymi w punktach krytycznych, takich jak rury czy zawory. Gromadził on w czasie rzeczywistym informacje na temat ciepła w całym budynku. Inne czujniki monitorowały natomiast zużycie energii, a wszystkie zebrane informacje analizowano za pomocą opracowanego oprogramowania, wykorzystującego technologię sztucznej inteligencji. Oprogramowanie uczyło się rozpoznawać wzorce użytkowania i określało, jakie informacje wysłać do sterownika systemu grzewczego, który zarządzał ogrzewaniem i przepływem wody.

Śledzenie temperatury jest też kluczowe w raportowaniu badań klinicznych niektórych leków. W tej dziedzinie również znalazło zastosowanie rozwiązanie oparte na wykorzystaniu zminiaturyzowanych modemów.

– Podstawowe przepisy obowiązujące w branży farmaceutycznej wymagają monitorowania temperatury podczas transportu materiałów do badań klinicznych. Dlatego jeden z naszych układów umieszczany jest wewnątrz pojemnika, a ponieważ wymagane jest również rejestrowanie temperatury otoczenia, kolejny trafia na jego zewnętrzną powierzchnię – wyjaśnia przedstawiciel NimbeLink.

Najmniejsze modemy Skywire tworzone przez Nimbelink ważą około 8 gramów, a ich rozmiary są niewiele większe niż karta pamięci SD. Większe mają z kolei bok o długości około 10 centymetrów. Zasilane są bateriami o żywotności sięgającej nawet 14 lat. Mogą pracować w zakresie temperatur od -40 do +60 stopni Celsjusza.

Technologię śledzenia zasobów wykorzystują już m.in. szpitale. Przykładem może być turecki Medical Park Hospitals Group, który systemów śledzenia używa do inwentaryzacji sprzętu medycznego. Fizyczne dokonywanie spisu zajmowało od sześciu do ośmiu tygodni. Dzięki wdrożeniu identyfikacji z wykorzystaniem technologii RFID czas operacji skrócił się do 1–2 dni.

Do powszechnego użycia trafiły już ponadto systemy lokalizowania obiektów i pojazdów w oparciu o technologię GPS. Tego typu rozwiązania oferuje m.in. firma Trackimo, która dzięki miniaturyzacji rozszerzyła możliwe implementacje swojej technologii również na osoby i zwierzęta. Zarządzanie śledzeniem położenia lokalizatorów jest tym łatwiejsze, że odbywa się z udziałem aplikacji mobilnej. Obie te technologie mają pewne ograniczenia zasięgu łączności radiowej czy sygnału GPS w niektórych pomieszczeniach. Lokalizowanie z udziałem internetu rzeczy stanowi więc otwarcie nowych możliwości dla zarządzania zasobami.

Według analityków z PRNewswire światowy rynek rozwiązań do śledzenia zasobów osiągnie do 2023 roku wartość ponad 27 mld dol.

Endoprotezy wkrótce zastąpią każdy niesprawny staw. Dzięki biomateriałom nowej generacji pomogą odbudować kości i będą stymulować organizm do lepszej pracy

Endoprotezy wkrótce zastąpią każdy niesprawny staw. Dzięki biomateriałom nowej generacji pomogą odbudować kości i będą stymulować organizm do lepszej pracy 12

Już niedługo niemal każdą zużytą część ciała będzie można wymienić. Od lat funkcjonują już endoprotezy, które z sukcesem zastępują stawy, czy kości z nowotworem. Dzięki nowym biomateriałom endoprotezy są coraz wytrzymalsze, a nowa powłoka sprawia, że lepiej współpracują z organizmem człowieka i środowiskiem. W efekcie nie trzeba będzie ich wszczepiać w ostateczności, ale będzie można reagować już przy pierwszych zmianach. Przy zwykłych złamaniach mogą zaś stymulować kości do szybszego wzrostu.

– Formuła materiałów powoli się wyczerpuje, pierwiastków mamy ograniczoną liczbę, chyba że zwiedzimy inne planety, przywieziemy nowe pierwiastki i zaproponujemy nowe materiały. Mamy do dyspozycji różne technologie, czyli możemy produkować nowe wersje implantów w nowych technologiach, chociażby addytywnych, przyrostowych, ale przede wszystkim skupiamy teraz swoją uwagę na modyfikacji powierzchni. Staramy się, by materiał, który wprowadzimy do środowiska biologicznego człowieka, zaprzyjaźnił się z nim i odwrotnie – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Witold Walke z Politechniki Śląskiej.

Dotychczas endoprotezy były wytwarzane z materiałów metalowych, ceramicznych i polimerowych. Dzięki dokładnemu dopasowaniu protezy, np. przy mocnym ubytku kości, korzysta się z druków 3D, i nowoczesnym materiałom endoprotezy wytrzymują lata. Dr Jonathan Evans z Bristol Medical School obliczył, że ponad połowa implantów stawów biodrowego i kolanowego wytrzymuje 25 lat. To znacznie dłużej niż szacowali eksperci. Wraz z postępem technologii i dostępem do nowych materiałów w połączeniu z większą wiedzą dotyczącą biomateriałów endoprotezy będą ewoluować.

– Spośród kilkudziesięciu tysięcy materiałów istniejących na świecie musimy wytypować te, które się nadadzą do zastosowania. Nie każdy materiał możemy wprowadzić do organizmu – wskazuje pracownik Katedry Biomateriałów Inżynierii Wyrobów Medycznych Wydziału Inżynierii Biomedycznej Politechniki Śląskiej.

Niedawno naukowcy opracowali na skalę przemysłową technologię pokrywania implantów kostnych warstwą węglowo-krzemową, które są antyalergiczne i stymulują kości do szybszego wzrostu. Ponieważ do produkcji implantów medycznych stosowana jest najczęściej stal oraz stopy tytanu, które zawierają pierwiastki stanowiące domieszki niekoniecznie zdrowe dla organizmu człowieka, szczelna powłoka węglowa pozwala chronić kości przed metalami uczulającymi.

W Katedrze Biomateriałów Inżynierii Wyrobów Medycznych Politechniki Śląskiej realizowany jest projekt związany z modyfikacją powierzchni biomateriałów z zastosowaniem warstw krzemowych.

– Krzem bardzo dobrze spisuje się, jeżeli chodzi o kontakt ze środowiskiem chociażby krwi. Ten kierunek jest uzasadniony, bo krzem zdecydowanie poprawia biokompatybilność czy hemokompatybilność w przypadku kontaktu tych materiałów z tkanką, jaką jest krew – przekonuje ekspert.

WHO szacuje, że choroba zwyrodnieniowa stawu kolanowego dotyczy 20 proc. osób. Cierpią na nią coraz częściej młodzi ludzie. Do uszkodzenia chrząstki stawowej prowadzą nieleczone urazy, zakażenia bakteryjne i wirusowe czy nadwaga. Wraz ze starzeniem się społeczeństwa problem będzie narastać. Postęp we wszczepianiu endoprotez jest tak duży, że zabieg nie musi już być wykonywany w ostateczności, ale i wcześniej, zanim stawy faktycznie się zużyją.

– My, jako społeczeństwo, starzejemy się, żyjemy też oczywiście dłużej, a co za tym idzie – dożywamy chorób, o których kiedyś nie mieliśmy zielonego pojęcia. Nie wiemy, jakie nas będą czekać rozwiązania w przyszłości. Jeżeli zrozumiemy dzisiaj zjawiska, jakie występują na granicy tych faz materiałów środowiska biologicznego, zaprocentuje to w przyszłych rozwiązaniach konstrukcyjnych implantów czy innych wyrobów medycznych – ocenia Witold Walke.

Ranking Deloitte Technology Fast 50: trzykrotny sukces Grupy TENSE!

Grupa TENSEDruga połowa minionego roku przyniosła Grupie TENSE kolejny, znaczący sukces. Podobnie jak w poprzednich latach, tak i tym razem agencja znalazła się w prestiżowym rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe. Wyróżnienie jest dowodem na to, iż firma nie spoczywa na laurach po dotychczasowych osiągnięciach, lecz wciąż dąży do coraz lepszych wyników. Przekłada się to oczywiście na jakość świadczonych usług i opinie jednej z najszybciej rozwijającej się agencji interaktywnej w Polsce.

Ranking Deloitte – giganci innowacji

Ideą rankingu jest wyłonienie tych firm z Europy Środkowej, które zanotowały wyjątkowo spory wzrost operacyjnych przychodów. Na podstawie danych finansowych z minionych lat, oblicza się procentowy wzrost przychodu operacyjnego. W przypadku zestawienia przygotowanego w roku 2018, pod uwagę brane były dane z lat 2014-2017. We wskaźniku tym, odzwierciedlenie znajduje potencjał rozwojowy przedsiębiorstwa, a cały ranking dotyczy firm innowacyjnych technologicznie i obejmuje kilka kategorii. W ostatniej odsłonie Grupa TENSE została zakwalifikowana jako firma z branży mediów.

2016: pierwszy sukces w zestawieniu Deloitte

W tej edycji Grupa TENSE uplasowała się na 34. miejscu, będąc jedną z siedemnastu firm z naszego kraju, uwzględnionych w rankingu. Obliczony wskaźnik wyniósł 448%. Wyróżnienie to jest docenieniem pracy, włożonej w rozwijanie biznesów klientów, poprzez dostarczanie im najwyższej jakości rozwiązań z zakresu technologii internetowych i marketingu online. Pokazało ono również potencjał firmy i dało motywację do dalszych działań.

2017: ponowna obecność w rankingu

Kolejna odsłona rankingu również przyniosła Grupie TENSE wyróżnienie. Tym razem agencja została sklasyfikowana dwa miejsca wyżej – na 32. pozycji, ze wskaźnikiem 436%. Kolejny sukces pokazał, że firma wciąż stawia na jakość i rozwój, nie poprzestając na ubiegłorocznych osiągnięciach. Obecność w rankingu jest możliwa dzięki klientom, którzy zaufali właśnie tej agencji marketingowej i skorzystali z jej usług w zakresie optymalizacji i pozycjonowania stron czy kampanii reklamowych w sieci.

2018: wyróżnienie raz jeszcze!

Ostatnia edycja rankingu to dla Grupy TENSE 37. lokata przy wskaźniku 355%. Firma została określona jako jeden z największych i najdynamiczniej rozwijających się dostawców usług z zakresu SEO w Polsce. Zaznaczono również fakt, iż agencja rok wcześniej uzyskała status partnera Google Premier, świadczący o współpracy na najwyższym poziomie z tym internetowym potentatem i o świetnej znajomości i doświadczeniu w stosowaniu przez agencję technologii.

Tajemnica sukcesu Grupy TENSE

Co sprawia, że po raz kolejny praca poznańskiej agencji interaktywnej została doceniona? Okazuje się, że jest to efekt ciągłego dążenia do udoskonalania świadczonych usług. Firma stawia na swoich pracowników, zapewniając im szerokie możliwości rozwoju. Szkolenia, kursy, warsztaty, a wreszcie ambitne wyzwania i kolejne projekty realizowane przez agencję, to najlepszy sposób na zdobycie profesjonalnej wiedzy. Ta z kolei znajduje odzwierciedlenie w liczbach. Setki klientów, którzy zaufali Grupie TENSE, wysokie wskaźniki operacyjnych przychodów, wiele pozytywnych recenzji – to wszystko efekt wytężonej pracy i stosowania zaawansowanych technologicznie rozwiązań.

Sea Towers – najbardziej rozpoznawalny budynek Trójmiasta ma już 10 lat

Kiedy kilka lat temu Rada Numizmatyczna NBP przygotowywała monetę okolicznościową z okazji 85-lecia Gdyni, nikt nie miał wątpliwości co powinno się na niej znaleźć. Port i Sea Towers. Dwie inwestycje określające miasto. Port, od którego Gdynia się zaczęła i apartamentowiec otwierający nowy rozdział jej urbanistyki.

Dwa połączone budynki o 29 i 38 kondygnacjach szybko stały się symbolem gdyńskiej nowoczesności i odwagi myślenia o przyszłości miasta. Tymczasem, kilkanaście lat temu, kiedy na zaniedbanych, poprzemysłowych terenach ruszyła budowa jednego z najwyższych budynków mieszkalnych w Polsce, nie brakowało sceptyków, którzy nie wróżyli pomyślności projektu.Sea Towers (3) Małgorzata Gregorek Sea Towers (2) Sea Towers (1) Sea Towers (4)

To była śmiała decyzja – wspomina Krzysztof Piotrowski, Kierownik Marketingu Invest Komfort, dewelopera, który zrealizował inwestycję. – Projekt wiedeńskiej pracowni architektonicznej Andrzeja Kapuścika proponował coś zupełnie innego niż to, co dotychczas budowano w mieście. Ten budynek był w całości dedykowany wizji i przyszłości.

Inwestycja powstała zaledwie 12 metrów od linii brzegowej. Jeszcze przed 80 laty miejsce to należało do morza. Obecne ukształtowanie jest wynikiem prac przy budowie portu w Gdyni w latach 20 i 30 XX wieku. Bliskość wody sprawia, że był to teren wyjątkowo wymagający, który musiał być odpowiednio przygotowany, by utrzymać budynek ważący ponad 140 tys. ton. Skalę projektu obrazują kolejne liczby – do wybudowania 56 tys. m2 powierzchni, deweloper użył 42,4 tys. m2 betonu i aż 4,3 tys. ton stali!

Przez cały okres trwania budowy Sea Towers, projektanci i inwestor robili wszystko, by nadać bryle budynku wyjątkowy charakter. Doskonale zdawali sobie sprawę z tego, że będzie to projekt przełomowy, który wpłynie na wizerunek miasta. W efekcie tych poszukiwań, budynek zmienił kolor elewacji z jasnej na ciemną. Po przeprowadzonych analizach, twórcy zrezygnowali z tynku mineralnego, na rzecz droższej, bardziej szlachetnej, eleganckiej i trwałej okładziny z granitu oraz aluminium. Dzięki temu, mimo upływu lat i wilgotnego, gdyńskiego powietrza, inwestycja wciąż prezentuje się jak nowa.

Prawie każdego dnia na portalach społecznościowych pojawiają się kolejne zdjęcia inwestycji, która na zawsze zmieniła wizerunek gdyńskiego wybrzeża i stała się symbolem dynamicznego rozwoju miasta. Odbywają się tu sesje ślubne i biznesowe. Budynek pojawia się w albumach rodzinnych, relacjach na Instagramie, rysunkach dzieci. Sea Towers to symbol Gdyni.

Sukces tego śmiałego projektu rozpoczął nowy rozdział miasta, zachęcając kolejnych inwestorów do zbudowania tam hotelu, banku, nowoczesnych budynków biurowych, mieszkalnych i usługowych. Tu będzie Gdynia przyszłości.

Cieszymy się, że po raz kolejny udało nam się otworzyć nowy rozdział Trójmiasta – mówi Krzysztof Piotrowski – Przykłady z miast takich jak Amsterdam, Berlin pokazują, że dawne tereny przemysłowe, zagospodarowane w przemyślany sposób, mogą znów stać się dumą miasta i jego mieszkańców. Brabank Apartamenty stworzyły takie miejsce na mapie Gdańska. Położone na Starym Mieście, przy ulicy Stara Stocznia, przy Muzeum II Wojny Światowej, u zbiegu Motławy i kanału Raduni, przedłużyły najatrakcyjniejszy bulwar spacerowy Gdańska, szybko przyciągnęły modne restauracje i kawiarnie oraz stały się miejscem spotkań Gdańszczan i turystów.

Sea Towers, poza powierzchniami usługowymi posiada przede wszystkim apartamenty, które od lat budzą ogromne emocje i zainteresowanie. Roztacza się z nich pocztówkowy widok na morze, wybrzeże Gdyni i Półwysep Helski. Trudno znaleźć piękniejszą panoramę w Trójmieście. To właśnie one milion dolar view sprawia, że inwestycja ta ma dużo więcej do zaoferowania niż zwykłe mieszkania.

Sea Towers to jak dotąd nasze największe wyzwanie w sferze realizowania inwestycji w centrum miasta. – mówi Krzysztof Piotrowski –  Dało nam mnóstwo doświadczeń, które pożytkujemy dziś budując chociażby pobliską inwestycję Portova. Mamy nadzieję, że stanie się ona równie popularna dla klientów Invest Komfort i równie znacząca w pejzażu nowej Gdyni.

Portova, nawiązująca charakterem do modernistycznych tradycji Gdyni, powstanie u zbiegu ulic Węglowej, Wendy i Portowej, co oznacza, że przyszli mieszkańcy mają zagwarantowany swobodny dostęp do wszystkich udogodnień miasta. Z Sea Towers łączy ją nowoczesna architektura, eleganckie, reprezentatywne wnętrza i niesamowite widoki. Pierwszy etap budowy zostanie zrealizowany już pod koniec tego roku.

Prace projektowe poprzedziliśmy wnikliwą analizą urbanistyczną i fizjograficzną całego obszaru inwestycji. Pozwoliło nam to podjąć właściwe decyzje projektowe, nadając całemu kwartałowi zabudowy bardzo charakterystyczną formę przestrzenną, jednocześnie dobrze wpisaną w charakter miejskiej zabudowy – tłumaczy architekt Jacek Droszcz. Wyjątkowa lokalizacja Portovej, łącząca historyczne centrum Gdyni z poszerzającym się, nowoczesnym Śródmieściem była bardzo ważną inspiracją dla twórców osiedla – Nowym elementem, zaznaczającym się wyraźnie w tej przestrzeni jest zaprojektowana dominanta widoczna nawet z dalekiej perspektywy ulicy Świętojańskiej. Jest to działanie świadome, miastotwórcze, ułatwiające orientację w strukturze miasta. – dodaje architekt.

Wspomniana dominanta osiągnie wysokość 17 pięter. Z okien mieszkań na wyższych kondygnacjach rozpościerać się będą malownicze widoki na morze i gdyńskie wybrzeże. Łącznie powstanie 271 mieszkań oraz zlokalizowane na parterze lokale usługowe.

Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie

Sześć kondygnacji naziemnych, ponad 7200 m2 powierzchni użytkowej, a w środku 177 biur – Budimex S.A zakończył właśnie realizację kontraktu na wybudowanie siedziby Izby Celnej w Krakowie. Inwestycja warta ponad 40 mln zł stanęła przy ul. Pachońskiego 3A i została przekazana Inwestorowi dwa miesiące przed terminem wskazanym w umowie.

Dariusz Blocher – prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA
Dariusz Blocher – prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA

W 3 lata powstała przestrzeń biurowo-usługowa licząca 7213,68 m2 i rozłożona w sumie na 7 kondygnacjach, w tym jednej podziemnej. Najniżej umieszczono halę garażową z 42 miejscami postojowymi oraz zespół magazynów dla potrzeb inwestora. Poziom -1, poza częścią techniczną budynku, zawiera także część reprezentacyjną, w której swoje miejsce znajdą sale szkoleniowe, konferencyjne oraz zaplecze socjalne. – Innowacyjny design inwestycji wyraża się w nietypowej bryle, którą podzielono na trzy segmenty różnej wysokości. Taki podział wysokościowy pozwolił na wykonanie tarasów na ostatnich kondygnacjach, które w sumie liczą ponad 500 m2 powierzchni – mówi Dariusz Blocher, prezes Budimex S.A.

Wyposażenie wysokiej jakości

Kontrakt zrealizowany przez Budimex S.A. przewidywał nie tylko wybudowanie siedziby wraz z infrastrukturą, ale także jej kompleksowe wyposażenie. Obiekt posiada m.in. nowoczesny system monitorujący CCTV, na który składa się ponad 50 kamer. O komfort pracowników i gości krakowskiej Izby Celnej zadba także system klimatyzacyjny oparty na urządzeniach VRF, które gwarantują najwyższą jakość przy jednoczesnym zapewnieniu maksymalnej efektywności energetycznej.

Infrastruktura towarzysząca

Realizując tę inwestycję Budimex S.A. jest wykonawcą również prac związanych z zagospodarowaniem terenu wokół budynku. Firmie powierzono wykonanie pełnej infrastruktury zewnętrznej, w skład której wchodziła m.in. droga pożarowa, 52 miejsca parkingowe, przebudowa dwóch zjazdów publicznych, a także kompleksowa aranżacja zieleni oraz dostarczenie i zamontowanie obiektów małej architektury.

Krakowska inwestycja to obiekt użyteczności publicznej, który będzie pełnić funkcję biurową na użytek Izby Administracji Skarbowej w Krakowie.Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (1) Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (11) Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (10) Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (9) Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (8) Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (7) Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (6) Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (5) Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (4) Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (3) Nowa siedziba Izby Celnej w Krakowie (2)

Niskie inwestycje i aktywność zawodowa – bolączki polskiej gospodarki

Polska gospodarka nadal rośnie szybciej niż się spodziewano, ale dwa największe zagrożenia powodują, że bliska przyszłość wygląda coraz gorzej. Polska ma bardzo niską aktywność zawodową, od zamożnych krajów odróżniamy się negatywnie inwestycjami.

– Jedną z bolączek polskiej gospodarki jest bardzo niski stopień aktywności zawodowej, czyli odsetek osób pracujących lub chcących pracować w wieku 15-64 lata, który w Polsce wynosi poniżej 70 proc., jest niższy na Węgrzech i w Czechach – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – W zamożnych krajach, jak Dania, Szwecja czy Szwajcaria przekracza nawet 80 proc.

Przyszły wzrost PKB, ale także wynagrodzeń jest uzależniony od inwestycji. Jednak ich poziom spada od 2015 r., choć wówczas też był zbyt niski. Dynamika inwestycji będzie nadal spadać w kolejnych kwartałach, pojawiły się prognozy, że w IV kw. wyniesie zaledwie 5,6 proc.

– Mamy bardzo niską stopę inwestycji, czyli niewielką część dochodu narodowego przeznaczamy na to, co powinno generować przyszły wzrost gospodarczy – ocenia ekspert. – I tu niewiele się zmieni, bo polityka rządu ukierunkowana jest na konsumpcję.

Niepokojące działania fiskusa

Fiskus coraz częściej ingeruje w decyzje zarządów firm. Próbuje oceniać czy firma może mieć odrębne spółki zajmujące się produkcją i dystrybucją, jakie wydatki i inwestycje są słuszne. My bijemy na alarm, słyszymy w kancelarii prawniczej Ożóg Tomczykowski

– Docierają do nas sygnały od przedsiębiorców, że w ramach kontroli podatkowych oraz postępowań podatkowych organy podatkowe coraz częściej ingerują w decyzje stricte właścicielskie, które dotąd zastrzeżone były dla sektora prywatnego – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Jacek Matarewicz, Lider Praktyki VAT, Akcyzy i Ceł w Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

Chodzi tu o kwestionowanie: racjonalności ponoszenia pewnych wydatków, celowości transferu aktywów, rentowności czynionych inwestycji, sposobu zarządzania majątkiem prywatnym, czy potrzeby utrzymywania większej ilości podmiotów gospodarczych.

– Mając na uwadze fakt, że w demokratycznym państwie prawa oraz gospodarce wolnorynkowej własność oraz swoboda prowadzenia działalności gospodarczej są konstytucyjnie chronione, nie można interpretować nowych narzędzi stworzonych dla organów KAS z pogwałceniem reguł konstytucyjnych – wyjaśnia dr Jacek Matarewicz.

– My bijemy na alarm. To jest gospodarka rynkowa, a nie ręcznie sterowana.
Kierunek działań jest niepokojący, zwłaszcza w kontekście pojawiania się informacji o finansowaniu jakichkolwiek programów społecznych z tzw. uszczelniania systemu podatkowego.

ORLEN Serwis i 8 organizacji związkowych podpisały porozumienie w sprawie wzrostu wynagrodzeń

Zarząd ORLEN Serwis i 8 organizacji związkowych działających w ramach spółki podpisały porozumienie w sprawie wzrostu wynagrodzeń w 2019 roku. Z warunkami zawartymi w podpisanym porozumieniu nie zgadza się wyłącznie jedna organizacja – Międzyzakładowy Związek Zawodowy Grupy Kapitałowej PKN ORLEN, która od początku przedstawiała niemożliwe do spełnienia żądania. Ich realizacja uniemożliwiłaby dalsze funkcjonowanie ORLEN Serwis.

– Doceniamy profesjonalizm i zaangażowanie naszych pracowników dlatego byliśmy otwarci na rozmowy dotyczące wzrostu wynagrodzeń. Udało nam się wypracować satysfakcjonujące warunki uwzględniające zarówno potrzeby załogi, jak i możliwości finansowe spółki, które finalnie zatwierdziło aż 8 organizacji związkowych – podkreślił Albert Kołodziejski, Prezes Zarządu ORLEN Serwis. – Tylko jeden ze związków od początku prezentował nierealne żądania, które mogłyby poważnie zagrozić stabilności naszej firmy. Postulaty Międzyzakładowego Związku Zawodowego Grupy Kapitałowej PKN ORLEN wynosiły łącznie ok. 40 mln zł i zdecydowanie przekraczają możliwości finansowe ORLEN Serwis, którego zysk za 2018 rok wyniósł ok. 10 mln zł. Spełnienie tych żądań spowodowałoby m.in. konieczność zwolnienia ok. 340 pracowników – dodał Prezes Kołodziejski.

– Podpisane przez nas porozumienie o wzroście wynagrodzeń zabezpiecza prawa i interesy pracowników naszej spółki – powiedział w imieniu wszystkich związków zawodowych, które podpisały się pod wynegocjowanymi z pracodawcą warunkami płacowymi na rok 2019 Sławomir Dorsz, Przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w ORLEN Serwis S.A.

W spółce ORLEN Serwis zatrudnionych jest obecnie ok. 1800 pracowników. Osiągnięte porozumienie przewiduje wzrost wynagrodzenia zasadniczego o 250 zł brutto począwszy od 1 kwietnia 2019 roku. Dodatkowo przewidziana jest wypłata 2 nagród świątecznych w ciągu 2019 r. o łącznej wysokości 2800 zł brutto. Pracownicy ORLEN Serwis otrzymają także kartę zakupową na zakup paliw, towarów pozapaliwowych i usług na stacjach ORLEN w wysokości 500 zł brutto bądź zasilenie tą kwotą platformy kafeteryjnej.

Wszyscy Przewodniczący Związków Zawodowych, obecni na spotkaniu zamykającym negocjacje płacowe na rok 2019, wyrazili również wolę podpisania Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy, ponieważ ich zdaniem warunki w nim zawarte są korzystne dla pracowników.

Negocjacje dotyczące corocznego wzrostu wynagrodzeń prowadzone są w ramach całej Grupy ORLEN począwszy od stycznia 2019 r. We wszystkich spółkach odbywają się one z poszanowaniem obu stron i przebiegają bez zakłóceń. Do tej pory rozmowy z organizacjami związkowymi zostały z sukcesem zakończone w PKN ORLEN, ANWIL, ORLEN Ochrona, ORLEN Projekt, ORLEN CUK, ORLEN Administracja, ORLEN Laboratorium, Basell Orlen Polyolefins oraz IKS Solino.

Relacja z VI Międzynarodowego Kongresu Firm Rodzinnych

Rodzinne wartości skutecznie zwiększają wartość biznesów rodzinnych – z czym, w kontekście swoich firm i rodzin zmierzyli się uczestnicy VI Międzynarodowego Kongresu Firm Rodzinnych?

Na VI Międzynarodowym Kongresie Firm Rodzinnych 18-19 marca w Poznaniu spotkało się ponad 350 członków biznesów rodzinnych z Polski, Niemiec, Austrii, Czech, Słowacji, Szwajcarii oraz ok. 50 ekspertów, którzy na co dzień wspierają przedsiębiorców w takich obszarach jak: międzypokoleniowa strategia biznesu i rodziny, sukcesja, prawo, podatki, internacjonalizacja, komunikacja, digitalizacja, akwizycje, wsparcie inwestycji, dofinansowanie, czy zarządzanie firmą rodzinną z perspektywy managera zewnętrznego.

W trakcie dwóch dni miały miejsce prelekcje przedsiębiorców rodzinnych, którzy przedstawiali swoje wewnętrzne mechanizmy i zasady funkcjonowania rodziny właścicielskiej w biznesie i odziaływania biznesu na rodzinę. Ekspertów z Polski i zagranicy przedstawili najważniejsze trendy i wyzwania czekające w najbliższym czasie rynek przedsiębiorczości rodzinnej. Ponadto kongres obfitował w zdywersyfikowane tematycznie panele dyskusyjne, praktyczne warsztaty tematyczne w oparciu o konkretne studia przypadków, podpisanie konstytucji jednej z rodzin biznesowych oraz absolutną nowość na kongresie, która mocno wpłynęła na emocjonalno-biznesowe aspekty rodzin biznesowych. Tą nowością było połączenie biznesu ze sztuką i teatralny spektakl trupy teatralnej pt. „W rodzinnym zwierciadle”, do którego zaangażowaliśmy profesjonalnych aktorów, aby pokazać to co jest najbardziej skomplikowane w relacjach firmowo rodzinnych. Przyjrzeliśmy się z bliska rodzinie biznesowej, która staje nagle przed wyzwaniem sukcesji. Mocno emocjonalny wydźwięk spektaklu zasiał w świadomości rodzin biznesowych prawdziwy obraz tego, jak wiele tematów należy jeszcze poruszyć i wyjaśnić wewnątrz samej rodziny właścicielskiej, by móc w ogóle myśleć o skutecznej sukcesji.

Cel organizacji kongresu od początku był jasny. Instytut Biznesu Rodzinnego realizując swoją misję wspierania w rozwoju i sukcesji polskich przedsiębiorców rodzinnych chciał przekazać im najlepszą nie tylko na polskim, ale i na europejskim rynku wiedzę o skutecznym prowadzeniu biznesu jako rodzina.  Pierwszy blok tematyczny, który rozpoczął się tuż po zainaugurowaniu przez dr Adriannę Lewandowską, Prezesa Instytutu Biznesu Rodzinnego (IBR) oraz prof. Macieja Stradomskiego, Przewodniczącego Rady Programowej IBR należał do jego gości honorowych. Tak więc na scenie pojawił się Stefan Hipp, trzecie pokolenie z firmy HiPP, który aktualnie jako Prezes rodzinnej firmy opowiedział uczestnikom kongresu o tym jak w jego rodzinie od pokoleń kultywuje się obietnicę złożoną przez jego pradziadka o dostarczaniu najwyższej jakości produktów. Stefan Hipp opowiedział swoją filozofię prowadzenia rodzinnego biznesu, swojej roli jako pośrednika pomiędzy przeszłością, a przyszłością rodzinnego dziedzictwa, którego rodzina w sztafecie pokoleń wypracowała odpowiednie mechanizmy funkcjonowania członków rodziny w firmie. Tak opracowane zasady Ładu Rodzinnego pozwalają im odpowiednio przygotować rodzinę na długowieczność.  Kolejnym, który skradł show, był Daniel Hager, CEO rodzinnej firmy Hager Group, która choć zatrudnia na świecie ponad 11500 pracowników, to dalej pozostaje niezależną firmą rodzinną, która ani myśli by zamieniać się w korporacje. Przez dekady funkcjonowania firma wypracowała odpowiednie mechanizmy zarządzania i nadzoru nad biznesem, a także stworzyła swoją własną konstytucję firmy rodzinnej, która jest dla rodziny Hager swoistym kodeksem postępowań i drogowskazem, by wesprzeć firmę w dążeniu do upragnionej wielopokoleniowości, która jest największym marzeniem naszego honorowego gościa,

Po gościach z zagranicy odbyło się wystąpienie całej rodziny, prawdopodobnie najbardziej znanej i najstarszej rodziny biznesowej w Polsce – familii Kruków, którzy świętować będą niedługo blisko 200 lecie jubilerskiej tradycji. Wojciech senior, mama Ewa, Ania Kruk i Wojtek junior opowiadali o sprawach trudnych, rodzinnie skomplikowanych. Jako rodzina Krukowie kilkukrotnie tracili biznes, czy to z powodów politycznych, czy wrogiego przejęcia, jednakże zawsze po tych dramatach rodzinnych potrafili się podnieć i odbudować, działając jako silna rodzina. Wystąpienie Kruków było o tyle niesamowite, gdyż trochę znudziło nas, samych organizatorów słuchanie kolejnego success story przedsiębiorcy, który znany jest z pierwszych stron gazet, który wygrzewa się w blasku swojego sukcesu i oczekuje poklasku w swoim wystąpieniu. Postanowiliśmy cofnąć się dwa kroki dalej i spojrzeć na firmy rodzinne oczami większej głębi. Chcieliśmy pokazać Siłę jaką daje rodzina, siłę jaką daje rodzinność i siłę jaką daje determinacja firmy do osiągnięcia długowieczności. Długo zastanawialiśmy się, kto mógłby i przede wszystkim w jaki sposób opowiedzieć tak trudną, a zarazem piękną biznesowo-rodzinną historie. Szybko przekonaliśmy się, że dokonaliśmy właściwego wyboru. Rodzina Kruk, stojąca za sukcesem W.Kruk pisze obecnie nowy rozdział swojej biznesowej historii jako marka Ania Kruk, nieustannie pozostając rodzinną firmą.

Kongres to również dyskusja panelowa z udziałem przedsiębiorców i ekspertów, którzy łącznie w 8 panelach dyskusyjnych bardzo wysoko podnieśli merytoryczna poprzeczkę. Sesję Panelową A otworzył moderator z Banku BGŻ BNP Paribas, Andrzej Ząbek, który w gronie panelistów, w którym uczestniczyli m.in. ojciec i syn: Jan Motz z Capital Park S.A. oraz Mikołaj Motz z Mount TFI rozmawiali o wyzwaniach stojących przed firmami rodzinnymi w trzech obszarach dywersyfikacji: wiedzy, władzy i majątku. Drugi panel dyskusyjny moderowany był przez Przemysława Mitraszewskiego z LightHouse i dotyczył bardzo ważnego w firmach rodzinnych tematu jakim jest komunikacja rodzinności firmy w biznesie, komunikacja w procesie sukcesji. O tym, czy firma rodzinna to marka i jak skutecznie łączyć wizerunek właściciela z marką firmy rozmawiali Sławomir Łoboda z LPP, Ewald Raben z Raben Group, Piotr Chełmiński z Profim oraz Marcin Zachowicz z TDJ. Nasz głos w tej dyskusji reprezentowała Pani Prezes – dr Adrianna Lewandowska. Nie mogło zabraknąć coraz bardziej popularnego w polskich biznesach rodzinnych, które chcą dokonać sukcesji własności, a nie koniecznie angażować swoich sukcesorów z rodziny do zarządzania firmą. Krzysztof Dąbrowski z Pedersen&Partners moderował dyskusję z udziałem managerów zewnętrznych, którzy mieli ogromne doświadczenie m.in. z piastowania funkcji członków rad nadzorczych w wielu rodzinnych firmach. Swoimi doświadczeniami dzielili się m.in. eksperci Jacek Woźniak, Agata Gładysz oraz Jacek Osowski. Z kolei Kancelaria Ożóg Tomczykowski pokazała uczestnikom kongresu jakie możliwości niesie ze sobą coraz bardziej popularna struktura prowadzenia rodzinnego biznesu – fundacja rodzinna. Moderowana przez Pawła Tomczykowskiego i Katarzynę Karpiuk dyskusja z udziałem Henryka Orfingera z Dr Irena Eris oraz Andrzeja Szymańskiego z Lars S.A. i Wojciecha Piaseckiego z Torf Corporation dała gościom naszego kongresu praktyczną wiedze na temat tej formy prowadzenia rodzinnego biznesu. Kwestiami Ładu Korporacyjnego w firmie rodzinnej zajął się Abris. Monika Nachyła w dyskusji m.in. z Danutą Czajką z DOT2DOT oraz Dariuszem Bąkowskim z WDX uwzględnili w swojej dyskusji takie aspekty jak bezpieczeństwo, transparentność i profesjonalizacja jako efekty właściwie skonstruowanego systemu nadzoru właścicielskiego.  Czasami jest też tak, że rodzina biznesowa kontynuuje swój biznes w zupełnie innej branży niż zaczynała. Dokonuje tego poprzez sprzedaż swojej działalności i inwestycje w rozwój nowych obszarów rodzinnego biznesu. Marta Widz z IMD oraz Michał Wojewoda z IBR rozmawiali o dywersyfikacji działań rodziny biznesowej po sprzedaży firmy z rodziną Duda, właścicielami Duda Holding. Reprezentowani byli przez trójkę rodzeństwa: braci Macieja i Wojciecha Duda oraz siostrę Bognę Duda-Jankowiak. Przez pryzmat dwóch pokoleń w biznesie spojrzał IBR oferując gościom kongresowym panel dyskusyjny „Jaki nestor taki sukcesor? Jak wyrosnąć w cieniu drzewa genealogicznego i skutecznie przejąć zarządzanie firmą.” Moderowana przez Łukasza Tylczyńskiego z IBR dyskusja spojrzała na rodzinne w firmy w trzech perspektywach: nestora – ojca, założyciela firmy; sukcesora/sukcesorki – dziecka, przejmującego firmę oraz z perspektywy managera zewnętrznego, który często pojawia się jako pomost pomiędzy dwoma pokoleniami w biznesie. W dyskusji wzięli udział Stanisław i Adam Tępińscy z Ceramiki Paradyż, Robert i Anna Andre z Andre Abrasive Articles oraz Grzegorz Wróbel, manager zewnętrzny w firmie rodzinnej Blachotrapez. Sesje panelowe wieńczyła dyskusja o megatrendach wpływających na funkcjonowanie rodzinnych biznesów. Moderowana przez Dariusza Stasika z W.P.I.P dyskusja pokazała szanse i zagrożenia dla firm rodzinnych, które niesie ze sobą rozwój nowych technologii i globalnych trendów. W rozmowie uczestniczyli Sława Madelska z YES, Ryszard Wtorkowski z LUG S.A. oraz Bogdan Koczorowski z Lewandowska i Partnerzy Family Business Consulting.

Pierwszy dzień kongresu wieńczył wspomniany już wcześniej spektakl z udziałem trupy teatralnej a podczas części wieczornej kongresu swoją konstytucję podpisała uroczyście rodzina Andre, która prowadzi firmę Andre Abrasive Articles.

Drugi dzień zainaugurowany został panelem dyskusyjnym o przyszłości firm rodzinnych, w którym wzięli udział właściciele rodzinnych biznesów: Bogusław Kowalski z Graal, Stanisław Tępiński z Ceramiki Paradyż, Marcin Ochnik z Ochnik, Leszek Krysieniel z 4Kraft oraz Jerzy Śledziewski z BGŻ BNP Paribas. Uczestnicy debatowali m.in. o konfrontacji tradycją z potrzebą innowacji w rodzinnym biznesie, o tym co stanowi większe zagrożenie – rodzina czy biznes? Nie zabrakło tematów o zderzeniu misji młodego pokolenia z wizją nestora oraz o procesie sukcesji. Następnie na sali głównej Joanna Wierzejska i Piotr Andrzejczak z kancelarii DZP przedstawili przedsiębiorcom rodzinnym najważniejsze zmiany prawne i podatkowe w 2019 roku, do których przedsiębiorcy muszą się przygotować. Z kolei Mateusz Gordon z PwC opowiedział słuchaczom o tym jak łączyć tradycyjną sprzedaż z kanałami cyfrowymi w firmach rodzinnych.

To co odróżnia nasz kongres od wszystkich innych to praktyczne sesje warsztatowe, które odbyły się równolegle w trzech równoległych sesjach. Warsztatów było 9, a każdy z uczestników kongresu mógł wziąć udział łącznie w 3 wybranych przez siebie obszarach. A tematy były mocno zdywersyfikowane, oto one:

  • SUKCESja w drodze do budowania wielopokoleniowej firmy rodzinnej – prowadzona przez kancelarię Grabowski i Wspólnicy
  • Jak efektywnie łączyć tradycją sprzedaż z kanałami cyfrowymi – prowadzona przez PwC
  • Zarząd sukcesyjny – jak zapewnić ciągłość firmie w razie śmierci właściciela – prowadzona przez kancelarię DZP
  • Skalowanie biznesu i budowanie wartości firmy rodzinnej – prowadzony przez CMT Advisory
  • Czy innowacje zarezerwowane są tylko dla Doliny Krzemowej – jak wprowadzać strategiczne zmiany w modelu biznesowym firmy rodzinnej? – prowadzony przez Lewandowska i Partnerzy Family Business Consulting
  • Jak Inwestować poza własną firmą by zapewnić większe bezpieczeństwo finansowe rodziny? – prowadzony przez OPOKA TFI
  • Sposób na efektywną firmę w czasach rosnących kosztów. Jak skutecznie przeprowadzić w firmie transformację Lean – prowadzony przez TDJ
  • Najdroższe jest czekanie – czyli jak finansować rozwój przedsiębiorstwa – prowadzony Polski Fundusz Rozwoju
  • 5 filarów szczęśliwej rodziny – tworzenie wspierającej rodziny – prowadzony przez IBR

Ostatni blok wystąpień kongresowych dotyczył budowania silnej rodziny i silnej firmy. Swoją prelekcję wygłosiła Manuela Matzener, która opowiedziała gościom kongresu jak w Austrii wyglądają mechanizmy budowania wewnątrz rodziny właścicielskiej konkretnych relacji firmowych, które mają swoje przełożenie na biznes.

Zwieńczeniem całego kongresu było wspólne wystąpienie dr Adrianny Lewandowskiej i prof. Jacka Santorskiego pt. „zdrowa rodzina… zdrowa firma”, w którym eksperci przedstawili zależności i zmiany jakie muszą nastąpić wewnątrz rodziny biznesowej i firmy rodzinnej, by firma miała szansę na sukces w sztafecie pokoleń.

Kongres jak co roku przykuł dużą uwagę mediów, środowiska family business jak i samych przedsiębiorców.

Już teraz zachęcamy do zarezerwowania sobie w kalendarzach daty 16-17 marca 2020 – VII Międzynarodowy Kongres Firm Rodzinnych.

Mobile first – plusy i minusy posiadania smartfona

Czas nieustannie gna do przodu. Od momentu wynalezienia pierwszego telefonu minęło prawie 150 lat. Wynalazek ewoluował tak bardzo, że dziś zastępuje wiele innych urządzeń takich jak aparat, kalendarz, kalkulator a przede wszystkim narzędzie do komunikacji tekstowej i odnajdywania informacji w nieskończonych przestworzach Internetu. W związku z tym, nowoczesny telefon-smartfon stał się niezbędnym narzędziem do komunikowania się z innymi i mało kto jest dzisiaj całkiem offline. Z drugiej strony w społeczeństwie zaczyna się ucierać nowy trend „offline is a new luxury”. Niekiedy jesteśmy już zmęczeni nadmiarem chaosu informacyjnego. Według badania Digital in 2018 przeprowadzonego przez We Are Social wraz z Hootsuite, ponad połowa populacji jest dziś online. Jak telefon zmienił nasz świat? Dlaczego żyjemy w erze Mobile First?

Wszyscy jesteśmy w sieci.

Według We Are Social, wzrost liczby użytkowników usług dostępnych przez smartfona wynika głównie z faktu, że zarówno nowoczesne urządzenia elektroniczne, jakimi są smartfony, jak i transmisja danych komórkowych, stają się coraz tańsze i łatwiej dostępne. Ponad 3 miliardy osób z całego świata używa co miesiąc mediów społecznościowych. Aż 9 na 10 osób korzysta z social mediów za pomocą urządzeń mobilnych. Według raportu ‚Polska Jest Mobi 2018” firmy Mobee Dick, 48 proc. Polaków korzysta z mobilnych urządzeń powyżej dwóch godzin dziennie. Średnia wynosi 2,3 godz., co stanowi znaczny wzrost w stosunku do roku 2017, kiedy średnia wynosiła 1,8 godz. Co za tym idzie przeciętny człowiek, który przy każdym włączeniu Internetu w smartfonie zostaje zalewany informacjami, zaczyna przyzwyczajać się do faktu, że są one dostępne o każdej porze i w każdym miejscu. Dzięki aplikacjom informacyjnym dowiadujemy się bez problemu co dzieje się na świecie. Social media dają nam łatwy dostęp do nowinek z życia znajomych nawet z dalekich kręgów, a aplikacje pozwalają swobodnie wykonywać czynności, które do tej pory wymagały co najmniej wizyty w oddziale firmy.

Możliwości.

Dziś te czynności są znacznie ułatwione. Przez aplikacje nie tylko dowiemy się jakie ćwiczenia powinniśmy wykonywać, czy też jak dojedziemy w dane miejsce, ale również weźmiemy przez nie kredyt. Skorzystanie z porównywarki internetowej w celu znalezienia najbardziej dopasowanej do nas propozycji finansowej, wypełnienie wniosku przez sieć i otrzymanie za jej pośrednictwem odpowiedzi znacznie przyśpieszają proces. Z pewnością to bardzo korzystne rozwiązanie w przypadku nagłej potrzeby finansowej. Z wnioskowania o pożyczkę przez aplikację mobilną korzysta coraz więcej osób. Według danych portalu www.loando.pl, aż 70 proc. pożyczek internetowych jest zaciąganych przez smartfona. Stanowi to aż 20 proc wzrost w ciągu ostatnich 2 lat.

Smartfony sprawiły, że mamy dostęp do różnych usług finansowych praktycznie w każdym miejscu i o każdej porze dnia. Jest to duże ułatwienie dla współczesnych ludzi, którzy są coraz bardziej zabiegani. Wraz z tempem życia wzrastają nasze potrzeby. Musimy jednak pamiętać, by dokładnie przemyśleć każdą decyzję związaną z finansami. Od dawna wraz z Grupą LOANDO tworzymy wiele akcji mających na celu edukowanie społeczeństwa w zakresie pożyczek. Robimy to, ponieważ coraz częściej słyszy się o nieprzemyślanych decyzjach finansowych, które są następstwem chorób cywilizacyjnych takich jak zakupocholizm etc. – komentuje Tymon Zestrzeżyński – Co-founder&CEO w Grupie LOANDO (właściciel pozyczkaportal.pl, loando.pl)

Zagrożenia.

Wysoka dostępność informacji i usług wynikająca z posiadania smartfona jest sporym ułatwieniem dla potencjalnego konsumenta, jednak w przypadku osób uzależnionych od pożyczek może stanowić spory problem. Oferta sektora pożyczkowego jest coraz bogatsza i bardziej przystępna. Social media i gonitwa za aprobatą znajomych w Internecie mogą doprowadzić nas do bardzo poważnych konsekwencji. Chcąc wyróżnić swój profil, dodajemy coraz bardziej wyszukane zdjęcia, chwalimy się życiem, którego nie mamy i zazdrościmy innym drogich przedmiotów czy wakacji, dochodząc do wniosku, że posiadając te dobra, będziemy lepsi, czy też szczęśliwsi. Kiedy dzieje się to na małą skalę i korzystamy z własnych pieniędzy nie dzieje się nic złego. Jednak zdarza się, że osoby chcące dogonić swoich Internetowych bożków wpadają w pętlę długów, na których spłatę najzwyczajniej nie mają pieniędzy. Ważne, by w takich przypadkach reagować jak najszybciej, ponieważ taka osoba musi uświadomić sobie swój problem. Często nie obędzie się bez wizyty u specjalisty i pomocy ze strony rodziny.

Nowe znajomości.

To jednak niejedyne zagrożenie wynikające z łatwego i szybkiego dostępu do Internetu. Przez łatwy dostęp do danych mamy możliwość poznawać dużą ilość osób w bardzo krótkim czasie. Można to zjawisko rozpatrywać w wielu pozytywnych aspektach. Człowiek jako istota społeczna potrzebuje bowiem kontaktu i interakcji z innymi ludźmi. Dostęp do sieci skutecznie to ułatwia, pozwalając nam na niemal nieograniczoną ilość Internetowych relacji. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy trafiamy tam na osoby, które niekoniecznie chcą naszego dobra. Szukając akceptacji ze strony innych, możemy trafić również na osoby, które czerpią przyjemność z krzywdy innych. W dobie Internetu coraz bardziej popularne staje się zjawisko sekstingu.

Seksting.

To zjawisko zaczyna występować na coraz wcześniejszym etapie znajomości. Polega ono na wysyłaniu sobie zdjęć czy też filmów o zabarwieniu erotycznym. Kiedy relacje międzyludzkie ulegają spłyceniu, a ludzie zaczynają traktować się coraz bardziej przedmiotowo, nie trudno o to, by takie materiały trafiły w niepowołane ręce. Według badań przeprowadzonych na zlecenie Fundacji Dzieci Niczyje problem sekstingu dotyczy aż 11 proc. młodzieży w wieku 15-18 lat. Z kolei aż 34 proc. badanych twierdzi, że zdarzyło im się dostać tego typu wiadomość. Wysyłając takie materiały nowo poznanym osobom, musimy liczyć się z tym, że druga strona może okazać się kimś innym, niż się za to podaje. Opublikowanie takich materiałów na publicznych forach może być niezwykle groźne w skutkach. Odrzucenie przez rówieśników, wyśmianie wśród znajomych łatwo może doprowadzić do stresu, depresji, a nawet prób samobójczych.

– Nasze dzieci są wystawione na niebezpieczeństwo sekstingu, a my na niezliczone podstępy ukryte w morzu ofert. Musimy być świadomi zagrożeń i czujni. Jak sobie z tym wszystkim radzić? Potrzebna jest edukacja i kampanie społeczne poszerzające świadomość. Na rodzicach spoczywa odpowiedzialność kontroli, uczenia budowania relacji społecznych i bezpiecznego korzystania z dobrodziejstw postępu. Rodzicom trzeba pokazywać różne perspektywy, wskazywać plusy i minusy, uczyć jak mają sobie z tym radzić. Szkoła też nie może ignorować szybkiego rozwoju nowych technologii i towarzyszących temu zagrożeń. Ten rozwój stanowi nie tylko nieocenione dobrodziejstwo ale i wyzwanie dla nas wszystkich. – komentuje Edyta Szafran, terapeuta uzależnień.

Iluzja kontroli i nomofobia i fomo.

Ciągły dostęp do informacji może dać nam złudną iluzję kontroli nad nimi. Kiedy nie rozumiemy, że przepływ informacji kontrolowany być nie może, może dojść do pewnego rodzaju obsesji. Chęć bycia dyspozycyjnymi przez całą dobę może zdominować nasze życie sprawiając, że kiedy nie mamy telefonu w ręce, czujemy stres i frustrację. To zjawisko zyskało już miano choroby cywilizacyjnej i zostało nazwane nomofobią. Naukowcy wskazują, że nomofobia może dotyczyć ponad połowy posiadaczy telefonów komórkowych. Najbardziej narażone na tę chorobę są kobiety i młodzież. Według badania OnePoll aż 77 proc. osób w wieku 18-24  wykazuje symptomy nomofobii. W grupie wiekowej 25-34 lata obawy budzą przyzwyczajenia 66 proc. osób. Lęk może tu dotyczyć nie tylko braku dostępu do funkcji telefonu, ale również strachu przed wyczerpaną baterią czy zasięgiem. Do tego dochodzi jeszcze kwestia efektu FOMO (Fear of Missing Out), czyli uzależnienia od informacji. Dotknięte osoby są przerażone faktem, że jakieś wydarzenia lub informacje mogłyby przegapić. Ciągle sprawdzają, czy coś ich nie ominęło, a także dzielą się każdym szczegółem życia ze swoimi znajomymi z sieci. Inni dołączając do wspomnianego trendu „offline is a new luxury” starają się uciec od informacji wtedy, gdy nie muszą mieć z nią styczności. Wyjeżdżając na weekend wyłączają oni telefon starając się odnaleźć harmonię w ucieczce of natłoku informacji z którymi mają styczność na co dzień.

– Od rozwoju nowych technologii nie uciekniemy. Jak zawsze postęp wyprzedził rozwój społeczny. Dostępny non stop Internet w smartfonie ma nieoceniony wpływ na nasz rozwój osobisty i wygodę, kiedy jednak wykorzystujemy go w sposób niekontrolowany, bez przygotowania, stanowi zagrożenie.Coraz powszechniejsze stają się uzależnienia takie jak nomofobia, siecioholizm, przymus nieustannej obecności w mediach społecznościowych. To może potęgować poczucie samotności, osłabiać poczucie własnej wartości, czy niszczyć  naturalną potrzebę bliskości, bycia wśród innych. Czy masz już problem? Jeśli czujesz, że coś jest nie tak spróbuj wyłączyć Internet w telefonie i w domu choćby na tydzień i przyjrzyj się temu co czujesz, jak funkcjonujesz. Niepokój, cierpienie, poczucie pustki będzie sygnałem, że masz problem. Ogranicz korzystanie z telefonu, spróbuj zostawiać go w domu w weekend, przecież zawsze możesz oddzwonić. Czujesz ciągły niepokój, napięcie niemal nie do zniesienia? Jeśli tak, masz już prawdopodobnie problem, z którym warto coś zrobić. Może pora porozmawiać ze specjalistą? – kontynuuje Edyta Szafran.

Szerszy pakiet usług.

Internet nie ma jednak samych wad. Gdyby tak było, z pewnością zyskałby miano nowoczesnej puszki Pandory. Jest popularny głównie dlatego, że daje wiele nowych możliwości, o których w offline moglibyśmy tylko pomarzyć. Rozwija się w nim więc wiele firm, które w systemie stacjonarnym nie miałyby szans na działania, jakie umożliwia im sieć. Tak jest na przykład z podróżami. Każdy chciałby podróżować, jednak w przypadku dotychczasowych ofert nie zawsze każdy aspekt był do nas dopasowany i musieliśmy bazować na gotowych ofertach. Kolejnym problemem w trybie offline była kwestia fizycznego pojawienia się w biurze podróży, podczas którego należałoby na miejscu podjąć decyzję o tym gdzie i kiedy chcemy lecieć. Internet daje nam możliwości, dzięki którym nad każdym aspektem możemy zastanowić się na spokojnie, w zaciszu własnego domu dokładnie dobierając każdy aspekt podróży. Takie możliwości daje nam na przykład marka Click&Go. To Internetowe biuro podróży dzięki systemowi dynamicznego pakietowania usług turystycznych takich jak przeloty, zakwaterowanie, ubezpieczenie i transfery pozwala na indywidualne dopasowanie każdego z tych aspektów podróży, dając niezależność i swobodę każdemu klientowi. Firma działa w Polsce dopiero od 2018 roku, ale model jej działalności doskonale sprawdził się na rynku Irlandzkim, gdzie w tym momencie jest już rozpoznawalną marką działającą od 9 lat.

Internet to miejsce, gdzie mamy błyskawiczny dostęp do usług, których rezerwacja i potwierdzenie w erze offlinowej trwało czasem bardzo długo. Wcześniej biura podróży oferujące tzw. wyjazdy szyte na miarę mogły działać na niewielką skalę, gdyż dopasowanie wielu usług do wymagań indywidualnego turysty było bardzo czasochłonne. Dziś  wykorzystując nowe technologie możemy to zrobić sami w ciągu kilku minut bez wychodzenia z domu przy ekranie smartphona. Rozwój rynku podróży powoduje, że wykorzystując technologię sztucznej inteligencji zmienia się na naszych oczach sposób w jaki tworzymy i rezerwujemy swoje wyjazdy wakacyjne.  W Click&Go to Klient decyduje o każdym aspekcie swojego wyjazdu, jednocześnie oszczędzając czas który musiałby spędzić na wyszukanie najkorzystniejszych ofert spośród indywidualnych usług takich jak tanie loty, zakwaterowanie, transfery, ubezpieczenie. Cieszę się, że mogę wprowadzać na rynek markę, która przyniesie wymierne korzyści klientom w Polsce.” – komentuje Michał Głowa – country manager w Click&Go.

Sieć ma bardzo duży potencjał, by otwierać przed nami wielkie możliwości. Nieustannie powstają nowoczesne firmy upraszczające wykonywanie różnych czynności, które dotychczas mogły być nieco problematyczne. Internet wydaje się bardzo przystępny ze względu na to, że w dzisiejszych czasach mamy do niego dostęp praktycznie w każdym miejscu i czasie. Nie ma jednak idealnych rozwiązań, które nie miałyby żadnych ciemnych stron. Co za tym idzie, w Internecie również czyha na nas wiele pułapek. Ważne, by korzystać z niego w odpowiedni sposób i nie dać się zwariować.

Zagrożenia, szanse i możliwości związane z inwestycją w startupy

O startupach mówi się często w sytuacji ich zakładania, eskalowania oraz pozyskiwania funduszy. Warto jednak przyjrzeć się temu zjawisku z przeciwnej strony, czyli z perspektywy inwestora, który mógłby w startup zainwestować. Inwestowanie w startupy staje się co raz bardziej powszechne na rynku, z racji na pojawianie się wielu na pozór przyszłościowych, nowych firm. Na co należy zwrócić uwagę? Jak ocenić możliwości startupu? O tym czy warto inwestować w startupy i jakie niesie to za sobą możliwości opowie Łukasz Blichewicz  z Grupy Assay, specjalizującej się we współpracy ze startupami.

Łukasz Blichewicz  z Grupy Assay
Łukasz Blichewicz  z Grupy Assay

Czym jest startup i kiedy przestaje nim być?

Pojęcie startupu jest używane cały czas i jego definicja raczej jest rozumiana przez społeczeństwo intuicyjnie. Definicje na to pojęcie pozostają sporne, jednak można wyróżnić kilka kryteriów, które je definiują. Zostało ogólnie przyjęte, że startupy są w fazie poszukiwania swojego modelu biznesowego oraz są kojarzone z innowacyjnością, z czymś co dopiero wchodzi na rynek. Po odnalezieniu już odpowiedniego dla spółki modelu biznesowego, osiągnięciu realnych wyników finansowych, przekroczeniu progu rentowności i względnej stabilizacji obrotu, można powiedzieć, że firma przestała być startupem.

 

Na co należy zwrócić uwagę przy chęci zainwestowania w startup?

Kluczowe jest przede wszystkim przeprowadzenie dokładnej analizy spółki oraz istniejącej i potencjalnej konkurencji. Ważnym aspektem jest poznanie zespołu, sprawdzenie kto pracuje nad projektem oraz jakie ma doświadczenie z tym związane. Ważne jest to, aby zespół był zgrany, zmotywowany do rozwijania nowego przedsięwzięcia i umiejący poradzić sobie z problemami. Najtrudniejszy do zarządzenia zespół to taki, który oczekuje w startupie wygodnej i pewnej posady. Istotny  jest również rynek, jego wielkość., na który startup chce wejść. Jeżeli mówimy o funkcjonujących od dawna, niejako sprawdzonych rozwiązaniach, duże rynki czasem są tak przesycone, że ciężko młodej spółce się na nich przebić. Nowe i niszowe rynki jak i innowacyjne rozwiązania odpowiadające na potrzeby tych dojrzałych są w stanie generować większe zyski, jeżeli spółka ma na nich pozycję lidera.

Czym kierować się wybierając startup, w który chcemy zainwestować?

Pomysłem na biznes, jego unikatowością i przede wszystkim startowym składem zespołu. Nie są tu jednak kluczowe kompetencje czysto zadaniowe – księgowe, graficzne, wiedza prawnicza czy zdolności webmasterskie. Najistotniejsze są zdolności organizacyjne, umiejętność realizacji wizji i skalowania trafnie rozpoczętego biznesu. Rozeznanie w startupach warto też podeprzeć  własnym doświadczeniem biznesowym i znajomością rynku i jego uczestników. Dzięki temu można zaangażować się w przedsięwzięcie osobiście – poprzez doradztwo, ale też z racji doświadczenia łatwiej ocenić potencjał biznesu. Warto też zainteresować się  startupem który pasuje do naszego obecnego portfolio i buduje synergię z już funkcjonującymi w strukturze spółkami. Dzięki temu w przyszłości będziemy mogli usprawnić rozwój biznesu poprzez wykorzystanie zbudowanej już pozycji rynkowej, zgromadzone do tej pory kontakty oraz umożliwić rozszerzenie oferty biznesowej naszych obecnych inwestycji o nową i usprawnić spektrum ich funkcjonowania.

Duże firmy chętnie inwestują w startupy w celu polepszenia swoich dotychczasowych usług, wspierając się nawzajem swoimi kompetencjami. Wielu gigantów, takich jak Google, inwestuje w startupy na pozór odbiegające od ich kluczowej działalności, widząc w nich potencjał zysku z racji na posiadane kontakty biznesowe, doświadczenie i pozycje na rynku, ale też w celu usprawnienia swoich dotychczasowych działań, bądź ulepszenie oferty. Takie rozwiązania są korzystne dla obu stron.

W jaki sposób można zainwestować w startup będąc osobą fizyczną?

Istnieje wiele sposobów na inwestowanie, a jedną z nich jest crowdfunding udziałowy, z ang. equity crowdfunding (w skrócie ECF), który pozwala na zebranie potrzebnego kapitału dla startupu od inwestorów w zamian za udziały w spółce. ECF jest dobrą alternatywą zarówno dla nowo powstających spółek, które poszukują finansowania jak i dla inwestorów, dla których nawet niewielki wkład finansowy daje możliwość na łatwość zysku przy względnie niewielkim ryzyku. Informacja o możliwości finansowania często pojawia się w internecie na platformie crowdfundingowej i jest skierowana do szerokiej grupy inwestorów. Kolejną możliwością jest model polegający na przekazaniu środków wyspecjalizowanym firmom, które za niejako pasywnego inwestora ulokują środki wedle swojej najlepszej wiedzy i w oparciu o wypracowane przez lata kompetencje. Celem takiego inwestowania jest długoterminowy zysk osiągany poprzez wzrost wartości akcji czy udziałów spółki.

Jakie istnieją sposoby na spieniężenie inwestycji?

Inwestując na rynku kapitałowym,  zawsze myślimy o zysku, tak samo jest w przypadku inwestycji w startupy. Istnieje kilka sposobów na spieniężenie inwestycji. Jednym ze sposobów jest sprzedaż startupu bądź udziałów większej firmie lub inwestorowi kapitałowemu. Każdego roku, przykładowo w Izraelu, koncerny skupują setki startupów w celu zwiększenia swoich kompetencji np. technologicznych. Poprzez taką transakcję można otrzymać gotówkę lub część akcji koncernu, wszystko zależy od  posiadanych udziałów w startupie. Kolejnym sposobem jest IPO startupu, z ang. Initial Public Offering, który wiąże się z wprowadzeniem spółki na giełdę. Na to mogą pozwolić sobie tylko bardziej dojrzałe startupy. Istnieje również forma wypłaty dywidendy przez startupy w celu wygenerowania pasywnego zysku dla inwestorów z jednoczesnym zachowaniem majątku udziałowego.

Zagrożenia, szanse i możliwości związane z inwestycją w startupy

Angażując się w inwestowanie w startupy warto brać pod uwagę potencjalne zagrożenie, które jak to w przypadku inwestycji istnieje zawsze, raz jest mniejsze, raz większe. Warto przed podjęciem inwestycji zapoznać się z dotychczasowymi osiągnięciami firmy, wynikami finansowymi, planami biznesowymi – aby ocenić na ile opłacalna jest inwestycja. Aby ograniczyć ryzyko straty, warto pomyśleć o zdywersyfikowaniu portfela inwestycyjnego, ponieważ rozdzielając inwestycję na kilka projektów zwiększamy jej bezpieczeństwo. Według badań fundacji Kauffmana, dla zminimalizowania strat, w portfelu inwestycyjnym inwestora powinno znaleźć się minimum 6 startupów. Startupy to ryzykowne inwestycje, ale odpowiednie rozeznanie i dokonanie właściwej analizy pozwoli na wyjście z inwestycji z zyskiem. Warto inwestować w spółki z różnych branż, aby zabezpieczyć się przed fluktuacją którejś z nich. Zawsze trzeba być przygotowanym na ewentualne ryzyko idące za  daną inwestycją. Inwestuj w sprawdzone spółki, na których się znasz lub rozumiesz, aby móc być również ich doradcą i sprawnie zwiększać ich świadomość na rynku. Jeżeli chcesz z kolei inwestować pasywnie, nie masz czasu na „pilnowanie biznesu” – warto rozważyć powierzenie kapitału firmom, które mają doświadczenie, wiedzę, czas i kompetencje w zakresie budowania rentownego portfela inwestycji.

Co robią kobiety w nieruchomościach? Decydują i zarządzają

Większe zaangażowanie, skrupulatna analiza i szeroko konsultowana ostateczna decyzja – tak w skrócie wygląda proces poszukiwania i wyboru mieszkania przez panie. Potwierdzają to badania portalu RynekPierwotny.pl, z których wynika, że 62 proc. osób, które regularnie przeglądają oferty na rynku mieszkań, to kobiety. Od nich także wychodzi 2/3 wszystkich zapytań kierowanych do deweloperów.

Wybór odpowiedniego mieszkania to często jedna z najważniejszych decyzji w życiu. Doskonale zdają sobie z tego sprawę kobiety, które do poszukiwań idealnego lokum podchodzą z dużym zaangażowaniem: nabywają szeroką wiedzę dotyczącą runku, są dociekliwe i dobrze orientują się w ofertach konkurencji.

– Nie ukrywam, że kobiety są wymagającym klientem. Przywiązują większą uwagę niż mężczyźni do strony wizualnej całej inwestycji i funkcjonalności danego mieszkania. Zwracają uwagę na wygląd, kolorystykę, pas zieleni, strefy przeznaczone do rekreacji i integracji z innymi mieszkańcami. Dlatego w ofercie Funduszu Mieszkań na Wynajem stawiamy na trendy, zarówno jeśli chodzi o wykończenie wnętrz, jak i sam wygląd oferowanej inwestycji. Najlepszym tego przykładem jest nasza flagowa inwestycja w Warszawie na ul. przy Agorze – opowiada Rafał Malik z Funduszu Mieszkań na Wynajem.

Kobiety przywiązują także wagę do doboru wyposażenia w danym pomieszczeniu. Przy wyborze mieszkania będzie się dla nich liczyć układ pomieszczeń, przestronność, a nawet widok z okna.

Estetyka wnętrz jest bardzo ważna dla kobiet, dlatego chcemy sprostać ich oczekiwaniom i sprawić, żeby oferowane mieszkania Funduszu wyróżniały się na tle innych – oddawane do użytku lokale przygotowane są pod klucz, z nowocześnie urządzoną kuchnią i łazienką – wymienia Rafał Malik.

Sam proces decyzyjny przy wyborze mieszkania w przypadku kobiet jest nieco dłuższy niż u mężczyzn.

Kobiety nie tylko wybierają nieruchomości, ale także w nich zarządzają

Branża nieruchomości do niedawna była zdominowana przez mężczyzn, a kobiety rzadko można było spotkać na najwyższych stanowiskach kierowniczych. Jednak ostatnie lata pokazały, że panie zaczęły umacniać swoją pozycję w tym sektorze.

Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem
Rafał Malik, Fundusz Mieszkań na Wynajem

– Jeszcze kilka lat temu w sektorze nieruchomości kobiety można było spotkać głównie na stanowiskach asystenckich, specjalistów lub menedżerów w departamentach związanych z marketingiem i Public relations. Obecnie zarządzają one w niemal 1/4 firm związanych z nieruchomościami. Przemiany społeczne widać także w samym Funduszu Mieszkań na Wynajem, gdzie kobiety stanowią aż 70 proc. wszystkich zatrudnionych pracowników. To pokazuje, że kobiety świetnie sprawdzają się w branży nieruchomości – podkreśla Rafał Malik.

SAS zainwestuje miliard dolarów w sztuczną inteligencję

SAS, lider analityki biznesowej, zainwestuje miliard dolarów w rozwój sztucznej inteligencji w ciągu najbliższych trzech lat. Inwestycja obejmie między innymi nowoczesne oprogramowanie, edukację, usługi eksperckie i będzie stanowiła kontynuację dotychczasowych działań firmy w obszarach zaawansowanej analityki, uczenia maszynowego, deep learning, przetwarzania języka naturalnego czy rozpoznawania obrazu. Dzięki wsparciu ekspertów oraz programom edukacyjnym, liderzy biznesu oraz specjaliści data science będą mogli zmienić oblicze swoich organizacji. 

Jim Goodnight, CEO w SAS
Jim Goodnight, CEO w SAS

SAS towarzyszy klientom w ich drodze do sukcesu, a ta inwestycja jest kolejnym krokiem w tym kierunku. Dzięki innowacyjnym rozwiązaniom opartym o sztuczną inteligencję, możemy przeciwdziałać nadużyciom, zapobiegać groźnym chorobom, lepiej zarządzać ryzykiem, znacząco poprawiać obsługę klienta i optymalizować wiele innych działańmówi Jim Goodnight, CEO SAS.

Inwestycja SAS skupi się na trzech obszarach: Badania i rozwój (R&D) będą kontynuacją działań firmy na rzecz sztucznej inteligencji. Inicjatywy edukacyjne odpowiedzą na potrzeby klientów związane z lepszym rozumieniem korzyści płynących z wykorzystania AI (ang. Artificial Intelligence). Ostatnim obszarem będzie wsparcie ekspertów w optymalizacji procesów i uzyskaniu większego zwrotu z inwestycji związanych z prowadzonymi projektami.

Badania i rozwój innowacji

SAS inwestuje w innowacje i prace badawczo-rozwojowe we wszystkich kluczowych obszarach AI, ze szczególnym naciskiem na ułatwienie użytkownikom, o różnych poziomach umiejętności, czerpania korzyści z wykorzystania tej technologii – od ekspertów biznesowych przez inżynierów danych po specjalistów data science. Firma implementuje algorytmy sztucznej inteligencji w ramach SAS Platform, w rozwiązaniach do zarządzania danymi, wykrywania nadużyć, customer intelligence, zarządzania ryzykiem, jak również w dedykowanych aplikacjach dla konkretnych branż m.in. finansów, administracji publicznej, opieki zdrowotnej, przemysłu czy handlu.

SAS kontynuuje współpracę z innowacyjnymi firmami i wiodącymi dostawcami technologii, takimi jak Accenture, Cisco, Deloitte, Intel i NVIDIA. Dzięki temu najnowsze osiągnięcia i najlepsze praktyki w dziedzinie sztucznej inteligencji i machine learning są dostępne dla klientów, a technologie SAS AI działają optymalnie zarówno w ramach własnej infrastruktury przedsiębiorstw , jak i na platformach chmurowych.

SciSports, innowacyjny holenderski startup zajmujący się zastosowaniami analityki w sporcie, wykorzystuje rozpoznawanie obrazu SAS do transmisji online meczów piłki nożnej. Technologia SAS AI wykorzystująca procesory graficzne firmy NVIDIA, jest źródłem wniosków dla trenerów i menadżerów sportowych. Lokalizując i analizując różnorodne dane, kluby piłkarskie mogą poprawić wiele aspektów swojej działalności, w tym taktykę, wybór zawodników czy doświadczenia kibiców.

Nie bez powodu przez ostatnie 5 lat SAS znajduje się na szczycie listy przychodów wśród firm zajmujących się zaawansowaną analityką. Solidnym fundamentem organizacji jest uczenie maszynowe i doskonała znajomość analityki. Są one częścią DNA SASmówi Dave Schubmehl, dyrektor ds. badań nad sztuczną inteligencją w IDC. Połączenie wiedzy i technologii SAS z ciągłym dążeniem do innowacji w dziedzinie rozpoznawania obrazów, przetwarzania języka naturalnego i uczenia głębokiego, będzie sprzyjać dalszemu wdrażaniu AI w wielu branżach. Pomoże to również firmom zainteresowanym sztuczną inteligencją, zarówno tym na wczesnym etapie rozwoju, jak i tym bardziej dojrzałym.

Edukacja i rozwój na rzecz klientów

Inicjatywy dotyczące edukacji i rozwoju klientów takie jak SAS AI Accelerator Program skupią się na pomaganiu organizacjom i specjalistom w pogłębieniu ich wiedzy dotyczącej AI na każdym poziomie. SAS zapewni:

  • Szyte na miarę programy nauczania, aby pomóc organizacjom w doskonaleniu ich umiejętności z zakresu AI. Obejmą one e-learning, w tym SAS Academy for Data Science oraz osobiste szkolenia z zakresu AI, zestaw najlepszych praktyk i nie tylko.
  • Programy certyfikujące, które pomogą specjalistom data science oraz analitykom zdobywać cenne referencje SAS Certified Professional in AI and Machine Learning. Dzięki temu ich pozycja na rynku pracy będzie jeszcze lepsza.
  • Centrum Doskonalenia SAS Analytics Center of Excellence, które tworzą doktorzy i doświadczeni eksperci z obszaru AI, uczenia maszynowego, przetwarzania języka naturalnego, rozpoznawania obrazów, optymalizacji, symulacji i powiązanych umiejętności z zakresu data science. Eksperci SAS będą zaangażowani we wspieranie wdrożeń AI u klientów – od znanych, obecnych na rynku aplikacji do innowacji jedynych w swoim rodzaju.

Rozwój kadr i kompetencji jest także częścią planowanej inwestycji. Dzięki temu SAS poszerzy grono swoich ekspertów, pozyskując dodatkowe talenty do wsparcia wspomnianych obszarów.

AI i analityka w akcji

Nowy budynek zbudowany na terenie campusu SAS w Cary o powierzchni niemal 40.000 m², w którym mieści się Globalne Centrum Edukacyjne, wykorzystuje innowacje w dziedzinie AI i uczenia maszynowego, aby połączyć wydajność z wynikami biznesowymi. W nowym budynku znajdują się tysiące czujników IoT, wbudowanych w agregaty chłodnicze, kotły i wentylatory, które monitorują zużycie wody i energii. Dzięki sieciom neuronowym wykorzystującym rozwiązanie SAS Event Stream Processing, zespół SAS będzie śledził dane z czujników i analizował wydajność systemów w czasie rzeczywistym, aby zapobiegać ewentualnym problemom (identyfikując usterki sprzętowe, zanim staną się poważne) oraz zoptymalizować zużycie energii i wody. Podkreślając zaangażowanie SAS w zrównoważony rozwój, prawie połowa mocy nowego budynku jest dostarczana przez farmę solarną SAS.

Wśród klientów wykorzystujących AI oraz uczenie maszynowe w rozwiązaniach SAS są między innymi:

  • Connexions Loyalty – firma współpracująca z najlepszymi markami programów lojalnościowych, skupiającymi ponad 200 milionów ludzi na całym świecie. W celu lepszego dopasowania ofert oraz zwiększenia lojalności klientów, firma wykorzystuje silnik personalizacji SAS AI.
  • Daiwa Securities – firma stworzyła system rekomendacji dla swoich przedstawicieli handlowych oparty na interfejsie SAS AI. System analizuje i przewiduje zmiany dla każdego klienta, rekomendując najbardziej odpowiedni produkt lub najwłaściwsze komunikaty w ramach akcji remarketingowych, w celu zwiększenia zaangażowania klientów i zmniejszenia liczby rezygnacji z zakupu.
  • Volvo i Mack Trucks – wykorzystuje rozwiązania AI firmy SAS do analizy danych IoT przesyłanych z samochodów ciężarowych i tirów. Tworzone na tej podstawie prognozy i wnioski umożliwiają optymalizację napraw i diagnostyki, co pozwala zminimalizować przestój floty.

Brexit pod znakiem zapytania, funt słabnie

Dziś uwaga inwestorów skupi się na Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. W centrum uwagi znajdzie się polityka oraz decyzje w kwestii polityki monetarnej.

Rynek obecnie jest dość nerwowy. Brytyjska waluta w parze ze złotym od początku tygodnia straciła 5 groszy, schodząc dziś poniżej psychologicznego poziomu 5 zł. Było to związane przede wszystkim z informacjami o tym, że trzecie głosowanie w brytyjskim parlamencie nad porozumieniem Theresy May, które miało odbyć się we wtorek, zostało zablokowane. Dziś na nerwowe zachowanie rynku wpływają z kolei wspomniane spekulacje dotyczące wydłużenia okresu przed Brexitem.

Zgodnie z doniesieniami z Downing Street, już dziś Theresa May powinna wnieść o „krótkie” wydłużenie procesu brexitowego. Zgodnie ze spekulacjami miałoby ono wynieść 9-12 miesięcy. Krótsze od oczekiwanego wydłużenie prawdopodobnie byłoby niekorzystne dla brytyjskiej waluty. Dlaczego? W praktyce wykluczałoby możliwość przeprowadzenia drugiego referendum, a mogłoby oznaczać kilka bezproduktywnych miesięcy negocjacji, które niekoniecznie zaowocowałyby akceptacją porozumienia z UE przez brytyjski parlament. Im dłuższy horyzont czasowy będzie zakładało wydłużenie procesu, tym – naszym zdaniem – lepiej dla funta. W przypadku realizacji scenariusza zakładającego ponad roczne odsunięcie Brexitu w czasie dość prawdopodobnym stałoby się również ponowne przeprowadzenie głosowania ws. członkostwa w UE.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek spadł o 0,1%, wahając się w okolicy poziomu 4,29. Wczorajsze dane ZEW, opisujące sentyment ekonomiczny w strefie euro i Niemczech, zaskoczyły mocno na plus. Nadal sugerują, że nastroje w największej europejskiej gospodarce i we wspólnym bloku są dość minorowe, jednak dużo lepsze, niż w ostatnich miesiącach. Jest to bardzo pozytywny sygnał, sugerujący, że perspektywy europejskich gospodarek mogą nie rysować się w aż tak czarnych barwach, jak sugerowały dane z ostatnich miesięcy i ostatnia retoryka EBC.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 5,00-5,02. Z informacji niedotyczących Brexitu warto wspomnieć o wczorajszych danych z brytyjskiego rynku pracy, które w ujęciu ogólnym zaskoczyły na plus. Liczba wniosków o zasiłki dla bezrobotnych w lutym wprawdzie wzrosła, jednak dynamika płac, wbrew oczekiwaniom, nie zwolniła a utrzymała się na wysokim (jak na rozwiniętą gospodarkę) poziomie 3,4% w ujęciu rocznym.

Dzisiejsze dane o dynamice cen w lutym były dość mieszane: nieznacznie in minus zaskoczyła bazowa dynamika cen, niespodziewanie lekko wzrosła natomiast inflacja CPI. Wysoka dynamika płac powinna sprzyjać utrzymaniu wysokiego tempa wzrostu cen, który może skłonić Bank Anglii do podjęcia decyzji o zacieśnieniu polityki monetarnej w dalszej części roku. O ile oczywiście nie doświadczymy niemiłych niespodzianek związanych z Brexitem.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek spadł o 0,3%, wahając się w widełkach 3,77-3,79. Wczorajsze dane z USA w ujęciu ogólnym były nieco słabsze od oczekiwań – w styczniu in minus zaskoczyła miesięczna dynamika zamówień fabryk. Odczyty miały jednak ograniczone znaczenie dla inwestorów.

Dużo ciekawszy od wczorajszego będzie dzisiejszy dzień. Wieczorem poznamy nowe projekcje Rezerwy Federalnej, których publikacji towarzyszyć będzie przemówienie prezesa Fed, Jerome’a Powella. Na czym warto się skupić? Przede wszystkim na nowych projekcjach gospodarczych Rezerwy Federalnej, a szczególnie na „dot plocie”, który prawdopodobnie ulegnie istotniej modyfikacji.

Jeszcze pod koniec roku decydenci spodziewali się ok. dwóch podwyżek stóp procentowych w bieżącym roku. Jednak uwzględniając brak istotnej presji inflacyjnej i wyhamowywanie amerykańskiej gospodarki prawdopodobnie obniżą oczekiwania, pytanie – jak bardzo? Rynek nie spodziewa się nawet jednej podwyżki stóp do końca roku, oczekiwania konsensusu sugerują jednak, że „dot plot” wskaże na jedną podwyżkę stóp procentowych w bieżącym roku.

Uwzględniając ostatnią retorykę członków FOMC, naszym zdaniem prawdopodobne jest jednak to, że „dot plot” może wskazać na zupełny brak podwyżek. Uwzględniając, że nie jest to w pełni zawarte w cenie dolara amerykańskiego, waluta prawdopodobnie doświadczyłaby osłabienia w przypadku takiego obrotu spraw.

W kontekście spotkania Rezerwy Federalnej warto będzie również zwrócić uwagę na wszelkie ewentualne sugestie w kwestii planów Rezerwy Federalnej dotyczących ogromnej sumy bilansowej, którą Fed redukował w ostatnich kwartałach poprzez wstrzymanie reinwestycji zapadających obligacji i MBS-ów. Ostatnia retoryka Fed sugerowała zastopowanie tego procesu, co można byłoby uznać za zwrot w stronę bardziej akomodatywnej polityki monetarnej.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 19:00 – spotkanie Rezerwy Federalnej
  • 19:30 – konferencja prasowa po spotkaniu FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Polski przełożony krytykuje rzadziej niż ukraiński szef, czyli jak zarządzać polsko-ukraińskim zespołem

Jeszcze kilka lat temu termin „zarządzenie w wielokulturowej organizacji” kojarzył się w Polsce wyłącznie z wielkimi, globalnymi korporacjami. Dziś często w nawet najmniejszej firmie zatrudnia się obcokrajowców, najczęściej są to Ukraińcy. W efekcie, aby współpraca przebiegała efektywnie, kadra zarządzająca i działy HR powinny znać i rozumieć kontekst kulturowy, który ma wpływ na sposób myślenia i działania pracownika zza granicy.

Pracownicy z Ukrainy są nam bliscy kulturowo, ale widać też różnice

W Polsce na stałe pracuje blisko milion Ukraińców. Wiosną i latem, gdy rozpoczynają się prace sezonowe obywateli Ukrainy może być nawet dwa razy więcej. Trudno więc bagatelizować obecną sytuację na rynku pracy w kontekście zarządzania międzykulturowym zespołem.

1_65_procent– Zwykle tłumaczymy naszym klientom, że pracownicy zza wschodniej granicy szybko aklimatyzują się w Polsce, bariera językowa i kulturowa jest niewielka, więc wdrożenie na zakład naszego zespołu outsourcingowego przebiega sprawnie i szybko. Oczywiście nie znaczy to, że różnic kulturowych w podejściu do pracy, zarządzania czy wzajemnych relacji nie ma wcale – zaznacza Adam Wybrańczyk, dyrektor operacyjny ThreeZones.

2_42_procentFirma specjalizująca się w usługach outsourcingowych w zakładach produkcyjnych i branży logistycznej, zrealizowała ostatnio badania wśród 132 Ukraińców, którzy mieli doświadczenie w pracy zarówno w swoim kraju jak i w Polsce. Respondentów poproszono m.in. o ocenę atmosfery w obecnym miejscu pracy i na Ukrainie. Pytania dotyczyły także współpracy i relacji w zespole oraz wsparcia czy wymagań menedżera. Ankietowani wypowiadali się także na temat znaczenia punktualności i terminowości, emocji i podejścia do rozwiązywania konfliktów.3_co_4

Jak się okazuje 65% badanych uważa, że zarówno w Polsce jak i na Ukrainie pracuje się w przyjaznej atmosferze. Ankietowani podkreślali jednak, że w rodzimym kraju mieli poczucie hierarchii struktury, o wiele rzadziej zwracali się do swoich przełożonych po imieniu. Wciąż powszechną formą na Ukrainie jest używanie imion w połączeniu z nazwiskiem patronimicznym, wywodzącym się od imienia ojca (np. Anna Andrejewa). Pracownicy z Ukrainy podkreślają, że na początku w Polsce nie czują się bezpiecznie (42%), ale doceniają możliwości, jakie daje im praca w Polsce (prawie 90%).4_ponad

Aż 55% badanych dostrzegło, że mimo luźniejszego stylu zarządzania i swobody w podejmowaniu decyzji, punktualność i terminowość realizacji zadań jest ważniejsza niż na Ukrainie. Ciekawe, że 72% ankietowanych zauważyło, że polski przełożony dając informację zwrotną koncentruje się na pozytywnych stronach wykonanego zadania. Na Ukrainie o wiele częściej słyszy się krytykę. Zwróciło na to uwagę 34% badanych. – Wystarczy, że szef na Ukrainie znajdzie jeden błąd, a już mówi, że wszystko jest nie tak – czytamy w komentarzach do ankiet.

Atmosfera w pracy i dobre relacje z kolegami są najważniejsze

Nieco inaczej jest w przypadku relacji w zespole. Ukraińcy uważają, że w ich ojczyźnie stosunki koleżeńskie są dużo ważniejsze niż w polskim otoczeniu. Łatwej o podtrzymywanie znajomości i przyjaźni, odwiedzanie się w domu czy wspólne spędzanie wolnego czasu. Co ciekawe ukraiński pracownik nie zawsze zwróci uwagę koledze, że coś robi nie tak. Obawia się, że to będzie miało wpływ na ich relację. Badani dostrzegali, że polscy współpracownicy nie mają zazwyczaj takich rozterek.5_90_procent

Jak można wykorzystać w praktyce wyniki badań firmy? – Warto od początku zadbać o poczucie bezpieczeństwa, jasne informacje na temat wymogów, stawianych pracownikom. Pamiętajmy, że ten początkowo nieśmiały zagubiony pracownik, może okazać się szybko samodzielnym specjalistą. Dobrze już na początku wyjaśnić, jakie zwyczaje panują w zespole. Dajmy pracownikom trochę czasu, aby oswoili się w nowym środowisku. Pamiętajmy, że dla ukraińskiego personelu ważniejsze niż hierarchia i oficjalna komunikacja w zespole są relacje i emocje – uważa Adam Wybrańczyk.

Finansowanie budowy domu – porady ekspertów

Zbliża się wiosna, a to czas kiedy Polacy marzący o własnym domu rozpoczynają budowę. Budowy domów jednorodzinnych to około 40% wszystkich inwestycji w Polsce. Co powinniśmy wiedzieć przygotowując się do zaciągania kredytu na budowę?

– Kredyt na budowę jest bardzo zbliżony do zwykłego kredytu hipotecznego, a najważniejszą rzeczą jest porównywanie ofert w różnych bankach. Budowa domu trwa dość długo, czasami dwa, trzy lata więc długo płacimy koszt zabezpieczenia przejściowego. Do momentu, dopóki w księdze wieczystej nie pojawi się hipoteka, wpis na rzecz banku to musimy zwykle płacić podwyższone oprocentowanie – mówi Jarosław Sadowski, Expander.

Kolejnym ważnym krokiem jest oszacowanie ile wyniesie nas budowa domu, żebyśmy wiedzieli na jaką kwotę zaciągnąć kredyt.

– Dużo zależy od tego czy sami wszystko organizujemy, kupujemy materiały, zatrudniamy ekipę czy też bierzemy do tego firmę, która wszystko zrobi za nas – mówi J. Sadowski, Expander.

– Wiele osób robi poważny błąd idąc do banku, w którym od kilkunastu lat ma konto. Banki bardzo różnie podchodzą do kwestii przyznawania kredytów i możemy przepłacić nawet 70 tys. zł wybierając niewłaściwą ofertę – wyjaśnia J.Sadowski, Expander.

– Wiążemy się z bankiem i kredytem na kilkadziesiąt lat więc warto poświęcić tydzień, dwa tygodnie na sprawdzenie wszelkich możliwości i wybrać tą najlepszą ofertę – mówi Jarosław Mikołaj Skoczeń, Zastępca Redaktora Naczelnego Agencji Informacyjnej MarketNews24.

W debacie wzięli udział: Jarosław Sadowski, Expander; Rafał Schurma, Prezydent Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego PLGBC i prowadzący Jarosław Mikołaj Skoczeń, Zastępca Redaktora Naczelnego Agencji Informacyjnej MarketNews24.

Eksporterze, szukasz nowych rynków? Pomyśl o Rumunii

Przez wiele lat rynek rumuński był niedoceniany. Jednak polskie przedsiębiorstwa, które spróbowały na nim swoich sił, przekonały się, że daje on wiele możliwości. Warto go więc bliżej poznać.

Jakub Makurat – dyrektor generalny Ebury Polska
Jakub Makurat – dyrektor generalny Ebury Polska

Na polskim rynku robi się ciasno. Przedsiębiorstwom produkcyjnym i handlowym coraz trudniej o istotną poprawę wyników sprzedaży. Dlatego nie dziwi, że rośnie grupa przedsiębiorców, którzy rozważają mocniejsze postawienie na eksport.

Wielu z nich obawia się jednak zbyt odległych rynków, m.in. przez różnice kulturowe pomiędzy Polską a dalekimi krajami Azji, Afryki czy obu Ameryk. Dlatego szefom firm, którzy nie są jeszcze gotowi do handlu np. z Chinami, Indiami, RPA, Argentyną czy Meksykiem, staram się zainteresować bardzo interesującym kierunkiem europejskim – Rumunią.

Wystarczy pobieżnie przejrzeć informacje gospodarcze, aby przekonać się, że obecnie jest to jeden z popularniejszych kierunków dla polskich przedsiębiorstw. A to dowiadujemy się, że powstała pierwsza dojrzewalnia Citronex-u w rumuńskiej Timisoarze (w 2018 r. owocowo-warzywne obroty Citronex-u sięgnęły 1 mld zł, a rumuński rynek ma przynieść 300 mln zł w br.). A to Solaris podpisał umowę na dostarczenie do 50 trolejbusów do innego miasta w tym kraju Cluj-Napoca. Przykłady można mnożyć, na rynku rumuńskim dość mocno obecne są m.in. takie firmy jak Grupa Atlas, Tymbark Maspex, czy giełdowy gigant odzieżowy LPP.

To tylko pierwsze z brzegu przykłady, pokazujące, że polscy przedsiębiorcy dostrzegają atuty prowadzenia biznesu w tym kraju. Paradoksem bowiem jest to, że polscy przedsiębiorcy realizują z sąsiednimi Węgrami niemal dwukrotnie większe obroty, pomimo, że Rumunia to kraj o dwa razy większej liczbie ludności i większej gospodarce.

W stosunkach handlowych z Rumunią zdecydowanie chętniej eksportujemy niż importujemy. Według KUKE saldo wymiany towarowej za 2017 rok wyniosło blisko 8,5 mld zł.

Z ciekawostek, warto wspomnieć, że rumuńska gospodarka w trzecim kwartale 2017 r. notowała wyższe roczne tempo wzrostu gospodarczego niż Chiny. W ostatnich kwartałach ekspansja była niższa, jednak nadal wynosiła około 4% rocznie i podobnie jak gospodarka polska, w bieżącym roku powinna zwalniać jedynie nieznacznie, stabilizując się w okolicy 3,5%.

Wzrost powinien nadal być stymulowany przez silny popyt wewnętrzny wspierany przez dobrą sytuację na rumuńskim rynku pracy. Utrzymanie wysokiego poziomu konsumpcji w Rumunii oznacza również, że popyt importowy w tym kraju powinien pozostać wysoki – a to sprzyja eksporterom.

Poznać nowy kierunek

Odpowiadając na potrzeby przedsiębiorców – oraz dostrzegając szanse, jakie stwarza obecna sytuacja gospodarcza Rumunii – Ebury oraz Polska Agencja Inwestycji i Handlu organizują Seminarium Ekonomiczne, podczas którego zostaną omówione istotne kwestie dla eksporterów.

Przede wszystkim zostanie poruszony temat realnego wsparcia, na jaki mogą liczyć polskie firmy dzięki Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu w Rumunii. Dodatkowo analizie zostanie poddana sytuacja ekonomiczna w Rumuni i w Polsce oraz ryzyko kursowe leja rumuńskiego. Kwestie prawne i podatkowe związane z prowadzeniem biznesu w Rumunii, a także obsługa transakcji i rozliczenia finansowe dla polskich firm, również nie zostaną pominięte.

Wspomniane Seminarium Ekonomicznym będzie szczególnym owocne dla właścicieli i menedżerów polskich firm, którzy rozważają wejście na rynek rumuński.

Seminarium odbędzie się 26 marca w Bukareszcie.

Jakub Makurat, Dyrektor Generalny Ebury Polska

Witold Modzelewski: Koszty tzw. nowej „piątki” zapłacimy w podatkach

Prof. Modzelewski
Prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów

Rząd obiecał wyborcom rozszerzenie programu 500+ na pierwsze dziecko, wypłatę 13. emerytury, likwidację podatku PIT dla osób do 26. roku życia, obniżenie podatków, kosztów pracy i przywrócenie lokalnych połączeń autobusowych. Budżet może jednak tego nie udźwignąć. Premier Morawiecki oszacował wydatki na ok. 40 mld zł. W przypadku gorszej koniunktury gospodarczej ich finansowanie może doprowadzić do wzrostu zadłużenia państwa lub wręcz podniesienia podatków. Najlepiej byłoby zwiększyć dochody budżetowe bez sięgania do kieszeni obywateli. O tym, jak to skutecznie zrobić, mówi prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów i prezes Instytutu Studiów Podatkowych.

Koszty tzw. nowej „piątki” przedstawione przez rząd wydają się dosyć wysokie. Niektóre szacunki zakładają jeszcze wyższe nakłady. Jak ocenić te wyliczenia?

Prof. Modzelewski: W skali rocznej wzrost wydatków prawdopodobnie będzie niższy od zakładanych przez rząd i wyniesie ok. 38 mld zł netto. Ta kwota to różnica między zwiększonymi wydatkami z budżetu na pokrycie kosztów tych przedsięwzięć oraz spowodowane przez część z nich obniżenie dochodów podatkowych, a podniesieniem dochodów budżetowych wynikających z rosnącego popytu konsumpcyjnego. Uwzględnia ona pozytywny wpływ zwiększonej konsumpcji wynikającej przede wszystkim z rozszerzenia programu 500+ i wypłacenia w tym roku dodatkowej emerytury. Jeszcze nie wiemy, jaki dokładnie wpływ będą miały zmiany w podatku od dochodów osób fizycznych. To zależy od tego, czy wejdą w życie w połowie roku, czy od października br. Niemniej tegoroczne działania pociągną za sobą wydatki na poziomie 17 mld zł lub nieco mniej.

Czy kasa państwa udźwignie te koszty? W czasie dobrej koniunktury gospodarczej nie było problemów z wypłacaniem świadczeń w rodzaju 500+. Panuje jednak przekonanie, że czas prosperity się kończy. Czy to może oznaczać zmniejszenie wpływów z podatków?

Prof. Modzelewski: Potencjalne pogorszenie w przyszłym roku światowej koniunktury gospodarczej i osłabienie tempa wzrostu nie będzie miało istotnego wpływu na wielkość dochodów budżetowych. Lansowana teza, iż wzrost wpływów z podatku VAT wynika z zewnętrznych uwarunkowań makroekonomicznych, świadczy o niewielkiej znajomości tematyki podatkowej autorów tej tezy. W przypadku eksportu budżet zyskuje niewiele, ponieważ wywóz towarów za granicę nie jest obłożony  podatkiem od towarów i usług. Rosnące wpływy z tej daniny wynikają ze zwiększającego się popytu konsumpcyjnego. I taki trend pozostanie. Dodatkowo coraz więcej pieniędzy do kasy państwa przynosi PIT, czyli podatek dochodowy od osób fizycznych. W ubiegłym roku poszybował na poziom niemal 60 mld zł (zakładano 55,5 mld zł). Wynika to z podwyżek wynagrodzeń i masowego zatrudniania obcokrajowców. W roku 2020 będzie tak samo, tj. nie zmniejszą się płace i nie obniży się liczba pracujących w Polsce cudzoziemców.

Jednak działania zapowiadane przez rząd zwiększają znacząco wydatki budżetowe. Jak je sfinansować? Czy grozi nam podwyżka podatków?

Prof. Witold Modzelewski: By sprostać planowanym nakładom na zapowiedziane programy socjalne, musi dojść do zwiększenia przychodów budżetowych w wysokości ok. 17 mld zł netto, czyli ok. 21 mld zł brutto w stosunku do wyniku osiągniętego w roku 2018. I te pieniądze należy znaleźć jeszcze w tym roku. Źródłem dodatkowych przychodów są tylko VAT i akcyza. Planowane w 2019 roku wpływy z tego pierwszego podatku to ok. 180 mld zł, ale można je zwiększyć do 190-192 mld zł. Pozostałe przynajmniej 5 mld zł da się uzyskać z akcyzy. W ubiegłym roku budżet z tej daniny miał mniej więcej 72 mld zł, a potrzeba 80 mld zł. I nie trzeba w tym celu podnosić stawek, tylko zlikwidować luki, z których wyciekają pieniądze.

W jaki sposób można to osiągnąć, nie sięgając do kieszeni podatnika?

Prof. Modzelewski: W przypadku podatku VAT należy doprowadzić do tego, by sektory, które go nie płacą, w końcu zaczęły dokładać się do budżetu. To branża stalowa, elektroniczna, metali kolorowych i złomu. Jak? Zlikwidować tzw. odwrócony VAT. Rząd już zapowiedział stosowne kroki. Takie posunięcie pozwoli na zwiększenie wpływów w przybliżeniu o 11-12 mld zł, czyli na to, czego potrzebujemy. I mamy szanse do końca roku to osiągnąć.

A co z akcyzą?

Prof. Modzelewski: Tu mamy długą listę luk, do dzisiaj niezlikwidowanych. Dochody w poprzednim roku wzrosły o 3 mld zł, a to kiepski wynik. Nastąpił realny spadek dochodów z tego podatku. By udział akcyzy w PKB wrócił do poziomu 4%, osiąganych zanim przyszedł do resortu finansów Jacek Rostowski, wpływy musiałyby wynieść 80 mld zł w tym roku. A planujemy 72 mld zł. Ale można je zwiększyć dzięki odpowiednim zmianom przepisów. Przykład patologii utrzymywanej od 2012 roku to możliwość importu węgla do Polski bez akcyzy. Wystarczyła deklaracja, że ten surowiec nie będzie miał „akcyzowego przeznaczenia”. W efekcie nie tylko tracimy na niezapłaconej daninie, ale zaburzamy wolną konkurencję. Krajowi producenci muszą odprowadzać akcyzę, a zagraniczni eksporterzy na nasz rynek nie. Inny przykład to fakt, że ponad 15% papierosów sprzedawanych jest bez akcyzy. Zamknięcie tego rodzaju możliwości przyniesie korzyści budżetowe, a jednocześnie pozwoli na finansowanie nowych świadczeń społecznych bez podnoszenia podatków.

Premier zapowiedział też pozyskanie pieniędzy rzędu miliarda złotych z podatku cyfrowego nałożonego na gigantów rynku, takich jak Facebook, Google, Amazon i Apple. Jednak w UE nie ma zgody na takie rozwiązanie, część krajów się sprzeciwia. Czy to czcze obietnice?

Prof. Modzelewski: Nie oglądajmy się na innych. W tym przypadku jestem za wprowadzeniem uproszczonej wersji tego podatku czy opodatkowania obrotów firm zagranicznych sprzedających na naszym rynku, które unikają innych form opodatkowania od świadczonych przez siebie usług. Trudno jeszcze mówić o potencjalnych wpływach. Osobiście sądzę, że możemy mówić o rocznych kwotach na poziomie 1,5-2 mld zł przy relatywnie niskiej stawce takiej daniny. Można też wprowadzić próg, od którego zaczyna się je pobierać.

Czyli obywatele nie muszą się obawiać podwyżek podatków z powodu zwiększenia wydatków socjalnych? A czy mogą liczyć na wielokrotnie obiecywaną obniżkę VAT, czyli powrót do stawek 22 i 7 procent?

Prof. Modzelewski: Spadek przychodów budżetowych w takim przypadku odpowiada wydatkom na dodatkową jednorazową emeryturę. Gdyby rząd chciał wypłacić ją w kolejnym roku, to nie mógłby sobie pozwolić na taki ruch. Konsumenci nie odczują obniżek stawek, zyskają jedynie sprzedawcy. Natomiast ze wzrostu świadczenia dla emerytów część pieniędzy wróci do budżetu z podatku dochodowego, a jednocześnie wzrośnie konsumpcja. By sprostać planowanym wydatkom, musimy zwiększać przychody do budżetu. Wciąż mamy duży margines tych, którzy legalnie lub nielegalnie uchylają się od płacenia podatków. Należy przede wszystkim przeciąć – zgodnie z rezolucją Parlamentu Europejskiego z 2015 r. – wszelkie związki władzy z biznesem podatkowym, zwłaszcza tym globalnym, bo on ma najwięcej na sumieniu w dziele psucia podatków. Ograniczenie tych kontaktów pozwoli na wzrost świadczeń bez obciążania obywateli.

Za co cenimy firmy kurierskie? Wyniki ankiety

Klienci ocenili m.in. kulturę pracy kurierów, szybkość i punktualność dostarczania przesyłek, a także rozwiązania IT. Niezależne badanie, w którym wziął udział GLS Poland, pokazuje, jakie oczekiwania wobec firm kurierskich mają dziś klienci
w Polsce.

Badanie zostało przeprowadzone na dużej, reprezentatywnej grupie klientów w ramach programu Firma Przyjazna Klientowi 2018. Co oceniali klienci? Przede wszystkim kontakt
i współpracę z firmą, ogólne zadowolenie z jej usług i produktów, a także prawdopodobieństwo, że polecą ją innym osobom.

We wszystkich kluczowych obszarach GLS Poland otrzymał ok. 90% pozytywnych ocen, po raz kolejny uzyskując certyfikat Firmy Przyjaznej Klientowi. Najlepszy wynik (91%) dotyczył skłonności klientów do zarekomendowania usług firmy kurierskiej.

Tomasz Kroll, dyrektor zarządzający GLS
Tomasz Kroll, dyrektor zarządzający GLS

Najwięcej mówią szczegóły: najwyżej nasi klienci ocenili jasną i przejrzystą ofertę produktów i usług. Bardzo nas cieszy fakt, że wysokie oceny zyskały też uprzejmość i kompetencje pracowników, w tym kultura pracy oraz punktualność kurierów. Uznanie zyskał też szeroki zakres naszych usług – wylicza Tomasz Kroll, dyrektor zarządzający GLS.

Klienci, którzy skłonni są rekomendować GLS Poland innym, podkreślają, że atutami firmy są szybkość i terminowość dostarczania przesyłek, sprawny dostęp do informacji, a także dobra komunikacja i kontakt z pracownikami.

Bardzo wysoko ocenione zostały również rozwiązania IT udostępnione przez GLS. Zdecydowana większość klientów deklaruje, że działają one sprawnie, stabilnie i są intuicyjne w obsłudze.

Ta ocena współgra z wynikami badania Operator Logistyczny Roku 2018. W jego ramach klienci podkreślali, że zapewniamy najwyższy standard obsługi w zakresie informatyzacji
i integracji systemów operacyjno-logistycznych. W ostatnim czasie dużo inwestujemy
w rozwiązania IT oraz w funkcjonalności i usługi pozwalające na sukcesywną personalizację usług. Pozytywne oceny ze strony klientów pokazują, że idziemy w dobrym kierunku
– mówi Tomasz Kroll.

Przypomnijmy, że w ramach badania Operator Logistyczny Roku 2018 firma kurierska otrzymała prestiżowe wyróżnienie w kategorii „Ekspresowy serwis krajowy”. Pod uwagę branych było łącznie 29 operatorów logistycznych działających na polskim rynku, a firmy były oceniane przez swoich kluczowych klientów. GLS Poland zajął pierwsze miejsce
w następujących obszarach usług: obsługa finansowa (ogólnie), odbiór dokumentów zwrotnych, pobranie gotówki za towar, płatności on-line, gwarantowana godzina dostawy następnego dnia, typ przesyłki: paczki.

W 2018 roku GLS Poland uzyskał również inne nagrody i wyróżnienia. M.in. otrzymał tytuł  Superbrands. To międzynarodowy projekt, w którym laureaci wyłaniani są na podstawie badania konsumenckiego i głosowania ekspertów.

Firma została też wyróżniona w V. edycji plebiscytu The Champ Awards, w którym doceniane są firmy wspierające rozwój polskiego sportu. GLS Poland już od trzech lat jest sponsorem generalnym  Żużlowej Reprezentacji Polski, odnoszącej imponujące sukcesy w skali światowej, i z roku na rok coraz mocniej wiąże się z tą dyscypliną sportu. Wyróżnienia wręczał Mariusz Czerkawski, najlepszy i najbardziej znany zawodnik w historii polskiego hokeja.

Co ciekawe, GLS Poland zyskał też uznanie za film, w którym wystąpili prawdziwi pracownicy firmy. – Zależało nam na tym, by w przyjazny, możliwie bezpośredni sposób zachęcić do przyłączenia się do GLS Poland. Nasi pracownicy nigdy wcześniej nie mieli aktorskich doświadczeń, ale mówili po prostu o własnych doświadczeniach i odczuciach związanych z pracą w GLS, i byli w tym bardzo swobodni i autentyczni. To się spodobało – opowiada Tomasz Kroll.  Film „Jesteśmy z GLS” otrzymał nagrodę w ramach 13. edycji Festiwalu FilmAT w kategorii „Najlepszy film rekrutacyjny”.

Kurs funta znów poniżej 5 zł. Polski przemysł rośnie

Produkcja przemysłowa rośnie szybciej od oczekiwań analityków. Spokój w Wielkiej Brytanii spowodował korektę na funcie brytyjskim. Dane z USA poniżej oczekiwań analityków.

Dobre dane z polskiego przemysłu

Nieoczekiwanie rośnie produkcja przemysłowa w Polsce. Analitycy spodziewali się wzrostu o 4,8% jednak okazał się on nawet wyższy i wyniósł 6,9%. Jest to dobry sygnał biorą pod uwagę ostatnie słabsze nastroje wyrażone indeksami koniunktury wskazującymi na nadchodzącą recesję. Inwestorzy uznali to za dobry sygnał dokupując dodatkowo złotego. Spowodowało to umacniania się złotówki względem pozostałych walut.

Funt ponownie poniżej 5 zł

Uspokojenie nastrojów po głosowaniach brexitowych oraz informacja, że dodatkowy czas na decyzję nie będzie zbyt długi spowodowało, że inwestorzy przestali patrzeć hurraoptymistycznie na perspektywy funta. Dzisiejsze dane na temat inflacji, która wzrosła do 1,9% przy oczekiwanych 1,8% nie zmieniły tej sytuacji. Od rana funt stracił na wartości 1,5 grosza spadając poniżej okrągłej granicy 5 złotych.

Słabsze dane z USA

Wczorajsze dane na temat zamówień w przemyśle okazały się słabsze od oczekiwań. Wzrost o 0,1% w ujęciu miesięcznym nie jest dramatem, ale to wyraźnie mniej niż oczekiwane 0,3%. Gorzej od prognoz wypadły również indeksy zamówień na dobra trwałego użytku oraz na dobra bez środków transportu. Dane te nie miały większego wpływu na notowania dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

19:30 – USA – konferencja prasowa po decyzji FOMC w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Polacy sprowadzili ponad milion używanych aut z zagranicy w 2018 r.

W 2018 roku Polacy zarejestrowali 1 003 290 używanych samochodów sprowadzonych z zagranicy, czyli o 7,1% więcej niż rok wcześniej. Średni wiek samochodu wyniósł 11 lat, a najpopularniejszym modelem było Audi A4.

Modele sprowadzanych autNajwiększą popularnością w ubiegłym roku cieszyły się niemieckie auta. Zarejestrowano ich w naszym kraju aż 416 tys. Najczęściej były to Volkswageny (121 tys.). Eksperci serwisu rankomat.pl Sprawdzili, jaki był wiek i kraj pochodzenia sprowadzonych aut, a także jak kształtują się ceny OC na najchętniej sprowadzane modele.

Najwięcej 11-letnich aut

Średni wiek pojazdów sprowadzanych w ubiegłym roku do Polski wyniósł 11 lat i 10 miesięcy. Najwięcej samochodów pochodziło z rocznika 2007, 2008 i 2006 roku.

Wiek sprowadzanych samochodówNajwięcej samochodów polscy kierowcy sprowadzili z Niemiec (58%), Francji (9%) oraz z Belgii (7%).

Najpopularniejszy model – Audi A4

W 2018 roku liderem rynku samochodów używanych sprowadzonych do Polski został Volkswagen (121 848 egzemplarzy). Polacy sprowadzili także dużą liczbę Opli (108 722) i Audi (83 178). Najpopularniejszym modelem okazało się być Audi A4 (35 565).

Ile kosztuje ubezpieczenie OC dla najczęściej sprowadzanych aut?

Wśród dziesięciu najczęściej sprowadzanych do Polski w 2018 r. modeli samochodów używanych, najtańsze OC mogą kupić właściciele Opla Corsy (średnio 594 zł). Niewiele więcej kosztuje polisa na Volkswagena Polo (625 zł) i Opla Astrę (661 zł). Najwięcej za ubezpieczenie muszą natomiast zapłacić posiadacze BMW 3 (936 zł) oraz Audi A3 i A6 – 797 zł.Ceny OC

Opracowanie: rankomat.pl

Polacy wracają z emigracji – Raport Przeprowadzki 2018

Na podstawie 22411 zleceń przeprowadzek zrealizowanych za pośrednictwem serwisu Clicktrans w latach 2011-2018 powstała kolejna edycja raportu Przeprowadzki, tym razem badająca, dokąd, jak i za ile przeprowadzali się Polacy w 2018 roku. Dane pokazują, że trend powrotów do kraju wciąż jest bardzo silny – w 2018 roku (podobnie jak w 2017) powroty do kraju stanowiły aż 75% wszystkich przeprowadzek.

Oto wybrane wnioski z raportu:

Od 2017 roku utrzymuje się silny trend powrotów do kraju. W 2018 roku powrotów do Polski było 3 razy więcej niż wyprowadzek z kraju. Przewagę powrotów do kraju nad wyprowadzkami serwis po raz pierwszy odnotował w 2015 roku (wówczas powroty stanowiły 56% zleceń), a przez ostatnie 2 lata fala powrotów stanowiła już aż 75% wszystkich zleceń przeprowadzkowych.

Polacy wracają z emigracji – Raport Przeprowadzki 2018Tendencja jest wyjątkowo silnie widoczna na trasach między Polską i Wielką Brytanią – w 2018 roku powroty z Wielkiej Brytanii stanowiły prawie 86% wszystkich przeprowadzek między Polską i UK. Powrotów z Wielkiej Brytanii było więc aż sześciokrotnie więcej niż wyprowadzek na Wyspy.

Powodów tego zjawiska może być kilka – z jednej strony stabilna, dobra sytuacja gospodarcza w Polsce, a z drugiej niepewność związana z sytuacją imigrantów po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, która zbliża się nieubłaganie i najprawdopodobniej niedługo stanie się faktem” – komentuje Michał Brzeziński, CEO Clicktrans.

Polacy wracają z emigracji – Raport Przeprowadzki 2018 2

Za przeprowadzkę międzynarodową średnio płaciliśmy 1932 zł podczas powrotów do kraju i 1875 zł przy wyprowadzce za granicę. Najtańsze były powroty z Niemiec (1507 zł), najdroższe – z Francji (2710 zł). Wśród wyprowadzek średnio najtańsze były trasy do Holandii (1331 zł), a najdroższe – do Hiszpanii (3683 zł).

„Raport Przeprowadzki 2018” to trzecia edycja raportu na temat przeprowadzek Polaków. Szczegółowe informacje, wnioski oraz wykresy zawarte zostały w raporcie.

Raport jest dostępny na stronie:  https://clicktrans.pl/info/raport-przeprowadzki-2018.