Grupa LUX MED przejmuje Smart Smile – klinikę stomatologiczną z Gdańska

Grupa LUX MED przejmuje Smart Smile – klinikę stomatologiczną z Gdańska, oferującą m.in. nowoczesne leczenie ortodontyczne. Umowa sprzedaży została podpisana 12.06.2024 w Warszawie. To kolejna inwestycja lidera prywatnych usług medycznych w obszarze stomatologii na przestrzeni ostatnich tygodni.

Gdański Smart Smile zapewnia kompleksową opiekę doświadczonych stomatologów – od stomatologii zachowawczej, przez protetykę i implantologię oraz leczenie ortodontyczne. Specjaliści ortodonci z kliniki leczą wady zgryzu u dzieci i dorosłych, w tym za pomocą aparatów ortodontycznych przygotowują do leczenia protetycznego, ale także do implantologicznego czy periodontologicznego pacjentów nawet po 60. roku życia. Klinika oferuje m.in. zdjęcia RTG wewnątrzustne, pantomograficzne oraz cefalometryczne a także zabiegi wybielania zębów, skalingu, piaskowania czy fluoryzacji.

Cieszę się, że sieć placówek stomatologicznych Grupy LUX MED rozwija się, zgodnie z przyjętą przez nas strategią. Zakup kliniki Smart Smile z Trójmiasta jest dla nas kolejnym, ważnym krokiem, wzmacniającym pozycję LUX MED w tym regionie Polski. Zakres usług świadczonych w klinice doskonale wpisuje się w model, w którym działamy. Jestem przekonana, że doświadczeni specjaliści, którzy dołączają do naszej Grupy, zadbają o zdrowie uśmiechy pacjentów, wykorzystując nowoczesne i skuteczne metody leczenia. – Anna Rulkiewicz, Prezeska Grupy LUX MED

Smart Smile powstał w 2016 r. i obecnie posiada cztery unity stomatologiczne oraz gabinet RTG. Jego zespół tworzy 10 lekarzy m.in. stomatolog dziecięcy, ortodonta dla dzieci i dorosłych oraz chirurg stomatolog, a także 12-osobowy personel medyczny (higienistek i asystentek). Dotychczasowy właściciel Smart Smile, dr n. med. lek. dent. Marta Kuropatnicka, pozostaje w spółce i będzie odpowiadać za dalszy rozwój ortodoncji.

To kolejna inwestycja Grupy LUX MED w stomatologię. Niedawno firma otworzyła centrum stomatologiczne w Warszawie przy ul. Domaniewskiej 39B. Placówka odpowiada na specjalne potrzeby pacjentów – są w niej m.in. fotele dentystyczne przystosowane do wykonywania zabiegów u osób z problemem otyłości (o udźwigu do 250 kg), a także unit z platformą dla wózków inwalidzkich.

Czym dokładnie są programy preferencyjnych kredytów?

Programy preferencyjnych kredytów to inicjatywy finansowe, które mają na celu ułatwienie dostępu do finansowania dla określonych grup społecznych, sektorów gospodarki lub regionów. Są one zazwyczaj realizowane przez instytucje rządowe, banki lub organizacje pozarządowe. Celem tych programów jest wspieranie rozwoju gospodarki, zwiększanie dostępności mieszkań, promowanie przedsiębiorczości czy poprawa jakości życia określonych grup społecznych. Preferencyjne kredyty mogą obejmować obniżone oprocentowanie, dłuższy okres spłaty, zmniejszone wymagania dotyczące zabezpieczeń lub inne korzystne warunki.

Dlaczego preferencyjne kredyty są ważne?

Jednym z głównych celów preferencyjnych kredytów jest wspieranie rozwoju gospodarczego. Programy te często skierowane są do sektorów, które mają kluczowe znaczenie dla gospodarki, takich jak rolnictwo, małe i średnie przedsiębiorstwa (MŚP), innowacyjne technologie czy odnawialne źródła energii. Poprzez zapewnienie dostępu do taniego finansowania, preferencyjne kredyty umożliwiają firmom rozwijanie swojej działalności, inwestowanie w nowe technologie czy ekspansję na nowe rynki. Dzięki temu gospodarka może rozwijać się bardziej dynamicznie, tworząc nowe miejsca pracy i przyczyniając się do wzrostu PKB.

Preferencyjne kredyty odgrywają również istotną rolę w poprawie jakości życia różnych grup społecznych. Przykładem mogą być kredyty hipoteczne o preferencyjnych warunkach, które ułatwiają młodym rodzinom zakup pierwszego mieszkania. Inne programy mogą być skierowane do studentów, umożliwiając im finansowanie edukacji na korzystniejszych warunkach niż w przypadku standardowych kredytów studenckich. Istnieją także kredyty preferencyjne dla osób z niepełnosprawnościami, które pomagają w finansowaniu dostosowania mieszkania czy zakupie specjalistycznego sprzętu. Dzięki takim inicjatywom wiele osób ma szansę na poprawę swojej sytuacji życiowej i zwiększenie swoich szans na rynku pracy.

Jakie są rodzaje preferencyjnych kredytów?

Jednym z najpopularniejszych rodzajów preferencyjnych kredytów są kredyty hipoteczne. Programy te są często realizowane przez rządy w celu wspierania rynku nieruchomości i ułatwienia dostępu do mieszkań dla obywateli. Przykładem może być program „Mieszkanie dla Młodych” w Polsce, który oferował młodym ludziom dopłaty do wkładu własnego przy zakupie pierwszego mieszkania. W ramach takich programów kredytobiorcy mogą liczyć na niższe oprocentowanie, dłuższy okres spłaty czy ulgi podatkowe. Dzięki temu zakup własnego mieszkania staje się bardziej dostępny, co z kolei pozytywnie wpływa na stabilność finansową rodzin i stymuluje rynek nieruchomości. Oczywiście, obecnie największym zainteresowaniem cieszy się temat tzw. kredytu 0%. Zobacz kalkulator kredytu mieszkanie na start, aby dowiedzieć się, w jakim stopniu opłacalne będzie dla Ciebie skorzystanie z tego programu rządowego.

Preferencyjne kredyty dla małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP) mają na celu wspieranie rozwoju firm, które stanowią kluczowy element gospodarki wielu krajów. MŚP często borykają się z trudnościami w dostępie do finansowania ze względu na brak historii kredytowej, niewystarczające zabezpieczenia czy wysokie koszty obsługi kredytów. Programy preferencyjne oferują im korzystniejsze warunki, takie jak niższe oprocentowanie, dłuższy okres spłaty czy łatwiejszy dostęp do kapitału obrotowego. Przykładem takiego programu może być „Polska Przedsiębiorcza” w Polsce, który wspiera MŚP poprzez oferowanie preferencyjnych kredytów inwestycyjnych i obrotowych.

Programy preferencyjnych kredytów to kluczowy element polityki finansowej wielu krajów, który ma na celu wspieranie rozwoju gospodarczego oraz poprawę jakości życia obywateli. Poprzez oferowanie korzystniejszych warunków finansowych, te inicjatywy umożliwiają rozwój kluczowych sektorów gospodarki, wspierają małe i średnie przedsiębiorstwa oraz ułatwiają dostęp do edukacji i mieszkalnictwa. Dzięki temu preferencyjne kredyty przyczyniają się do zwiększenia stabilności gospodarczej i społecznej, promując zrównoważony rozwój i dobrobyt społeczeństwa.

Warto pamiętać, że choć preferencyjne kredyty oferują wiele korzyści, to korzystanie z nich wymaga odpowiedzialnego podejścia do zarządzania finansami. Zaciągnięcie kredytu, nawet na preferencyjnych warunkach, wiąże się z koniecznością jego spłaty, co wymaga solidnego planu finansowego i odpowiedniej dyscypliny budżetowej.

Proces druku książek – od rękopisu do gotowej książki

Druk książek to fascynujący proces, który przekształca rękopis autora w gotowy produkt do czytania. Od wyboru odpowiedniego papieru i technologii druku, po decyzje dotyczące oprawy i wykończenia – każdy etap ma kluczowe znaczenie dla końcowego efektu. W artykule przedstawimy krok po kroku, jak wygląda ten proces, omawiając różne techniki druku, takie jak offsetowy i cyfrowy, oraz rodzaje opraw, od miękkiej klejonej po twardą. Dzięki temu zrozumiesz, jak złożony i wieloetapowy jest to proces, oraz jakie decyzje wpływają na ostateczny wygląd książki.

Przygotowanie rękopisu

Pierwszym krokiem jeśli chodzi o druk książek jest przygotowanie rękopisu. To etap, który wymaga precyzyjnej pracy autora oraz redaktorów, aby tekst był jak najbardziej dopracowany przed przekazaniem do drukarni. Zanim rękopis trafi do drukarni, musi być odpowiednio sformatowany. Wymaga to zastosowania odpowiednich czcionek, odstępów między wierszami oraz marginesów, które spełniają wymagania techniczne drukarni. Dobrze sformatowany tekst nie tylko wygląda estetycznie, ale także ułatwia proces druku. Kolejnym ważnym krokiem jest korekta i redakcja rękopisu. Korektorzy dokładnie przeglądają tekst, eliminując błędy ortograficzne, gramatyczne i stylistyczne. Redaktorzy natomiast mogą zasugerować zmiany, które poprawią klarowność i spójność treści. Staranna korekta i redakcja są kluczowe, aby zapewnić wysoką jakość finalnej książki.

Przygotowanie i sprawdzenie

Po zakończeniu korekty i redakcji, rękopis jest przygotowywany do składu. Skład tekstu polega na układaniu go na stronach w taki sposób, aby był czytelny i estetycznie rozmieszczony. Na tym etapie dodawane są również elementy graficzne, takie jak ilustracje, wykresy czy zdjęcia, które uzupełniają treść książki. Przed przekazaniem pliku do drukarni, autor i redaktorzy przeglądają wersję próbną książki. To ostatnia okazja, aby wprowadzić ewentualne poprawki. Zatwierdzenie wersji próbnej oznacza, że książka jest gotowa do druku. Przygotowanie rękopisu to kluczowy etap, który determinuje jakość końcowego produktu. Dokładność i staranność na tym etapie pozwalają uniknąć błędów i zapewniają, że książka będzie spełniała oczekiwania zarówno autora, jak i czytelników.

Wybór odpowiedniego papieru

Wybór odpowiedniego papieru to kluczowy etap w procesie druku książek, który znacząco wpływa na wygląd, trwałość i koszt końcowego produktu. Na rynku dostępne są różne rodzaje papieru, z których każdy ma swoje unikalne właściwości i zastosowania. Papier offsetowy jest najczęściej używany do druku książek. Charakteryzuje się dobrą chłonnością atramentu i matowym wykończeniem, co sprawia, że tekst jest dobrze czytelny. To idealny wybór do książek tekstowych, takich jak powieści i podręczniki. Papier kredowy, z kolei, jest powlekany, co nadaje mu gładką i błyszczącą powierzchnię. Doskonale nadaje się do drukowania kolorowych zdjęć i grafik, dlatego często jest wykorzystywany w książkach artystycznych i albumach fotograficznych.

Papier niepowlekany ma bardziej naturalny wygląd i jest przyjemny w dotyku, co czyni go odpowiednim do książek o rustykalnym lub ekologicznym charakterze. Papier powlekany jest dostępny w wersjach matowej, półmatowej i błyszczącej, i jest używany w książkach wymagających wysokiej jakości druku kolorowego, takich jak katalogi i broszury. Gramatura papieru, wyrażana w gramach na metr kwadratowy (g/m²), wpływa na grubość i wagę książki. Papier o niskiej gramaturze, w zakresie od 70 do 90 g/m², jest często stosowany w książkach o dużej ilości stron, ponieważ redukuje wagę książki. Jest on często wybierany do książek w miękkiej oprawie klejonej. Średnia gramatura, między 100 a 150 g/m², jest używana w książkach, które wymagają większej trwałości i lepszego odwzorowania kolorów, takich jak czasopisma i publikacje popularnonaukowe. Papier o wysokiej gramaturze, przekraczającej 150 g/m², jest stosowany w książkach artystycznych, albumach fotograficznych i luksusowych wydaniach, gdzie liczy się jakość i wytrzymałość papieru.

Rodzaj papieru wpływa także na jakość druku. Wysokiej jakości papier kredowy lub powlekany jest niezbędny, aby uzyskać żywe kolory i ostre detale w przypadku kolorowych zdjęć i grafik. Papier offsetowy i niepowlekany są idealne do drukowania tekstów, ponieważ zapewniają dobrą czytelność i redukują odblaski światła. Coraz więcej drukarni oferuje ekologiczne opcje papieru, takie jak papier z recyklingu lub papier z certyfikatem FSC. Wybór ekologicznego papieru może być ważnym elementem strategii zrównoważonego rozwoju wydawnictwa, wpływając na postrzeganie marki i przyczyniając się do ochrony środowiska. Decyzje dotyczące rodzaju papieru i jego gramatury powinny być podejmowane z uwzględnieniem charakterystyki książki, budżetu oraz oczekiwań estetycznych. Właściwy wybór papieru jest kluczowy dla osiągnięcia pożądanego efektu wizualnego i funkcjonalnego książki.

Techniki druku książek

Techniki druku książek są kluczowym elementem procesu produkcyjnego, determinującym jakość, koszty i czas realizacji projektu. Współczesne drukarnie oferują różnorodne technologie druku, z których najpopularniejsze to druk offsetowy i druk cyfrowy. Każda z tych technik ma swoje unikalne zalety i wady, które decydują o ich zastosowaniu w różnych kontekstach. Druk offsetowy jest tradycyjną i szeroko stosowaną metodą druku, zwłaszcza przy dużych nakładach. Polega na przenoszeniu obrazu z płyty na gumową matrycę, a następnie na papier. Ta technika charakteryzuje się wysoką jakością druku, szczególnie przy reprodukcji kolorów i detali. Dzięki swojej efektywności kosztowej, druk offsetowy jest preferowany w przypadku dużych nakładów, takich jak podręczniki, powieści czy czasopisma. Jego główną zaletą jest niski koszt jednostkowy przy dużych ilościach, co sprawia, że jest idealny do masowej produkcji. Wadą tej metody jest jednak dłuższy czas przygotowania i większy koszt początkowy związany z przygotowaniem matryc drukarskich.

proces druku

Druk cyfrowy, z kolei, jest nowoczesną technologią, która zyskuje coraz większą popularność, zwłaszcza przy mniejszych nakładach i w sytuacjach wymagających szybkiej realizacji. W druku cyfrowym obraz jest bezpośrednio przenoszony z pliku komputerowego na papier, bez potrzeby tworzenia matryc. Dzięki temu możliwe jest szybkie wprowadzenie zmian i drukowanie na żądanie, co jest korzystne przy drukowaniu niewielkich serii książek, próbek, czy personalizowanych publikacji. Druk cyfrowy książek pozwala także na łatwiejsze zarządzanie kolorami, co jest ważne przy drukowaniu materiałów z wieloma kolorami i grafikami. Jego główną zaletą jest elastyczność i krótki czas realizacji, co czyni go idealnym wyborem dla mniejszych wydawnictw i autorów publikujących na własną rękę. Jednak przy dużych nakładach koszt jednostkowy może być wyższy niż w przypadku druku offsetowego.

Obie techniki mają swoje zastosowania w zależności od potrzeb klienta. Druk offsetowy jest niezastąpiony przy produkcji dużych nakładów, gdzie liczy się niski koszt jednostkowy i wysoka jakość. Druk cyfrowy jest natomiast idealny do mniejszych nakładów, gdzie ważna jest elastyczność i szybka realizacja. Wybór odpowiedniej techniki druku zależy od wielu czynników, takich jak wielkość nakładu, budżet, termin realizacji oraz specyfika projektu.

Proces druku

Proces druku książki to wieloetapowy cykl działań, który wymaga precyzyjnego planowania i koordynacji. Każdy etap, od przygotowania plików do finalnego wykończenia, ma kluczowe znaczenie dla jakości i trwałości końcowego produktu.

Przygotowanie plików do druku to pierwszy i bardzo ważny krok. Pliki muszą być odpowiednio sformatowane i dostosowane do wymagań technicznych drukarni. To oznacza, że teksty, grafiki i zdjęcia powinny być w wysokiej rozdzielczości, a kolory przygotowane w odpowiednim profilu kolorystycznym, najczęściej CMYK. Ważne jest także, aby pliki były zapisane w formacie PDF, co zapewnia ich kompatybilność z systemami drukarskimi. W przypadku druku offsetowego, przygotowane pliki są przenoszone na matryce drukarskie, które będą używane do przenoszenia obrazu na papier. W druku cyfrowym ten etap jest pomijany, ponieważ obraz jest bezpośrednio przenoszony z pliku komputerowego na papier.

Kiedy matryce są gotowe, rozpoczyna się drukowanie książki. W druku offsetowym papier przechodzi przez cylindry drukarskie, które nakładają kolejno kolory na papier. W druku cyfrowym drukowanie odbywa się w jednym kroku, co jest szybsze, ale może być droższe przy dużych nakładach. Drukarnia musi również monitorować proces, aby zapewnić odpowiednią jakość druku i precyzyjne odwzorowanie kolorów. Po wydrukowaniu wszystkich stron, następuje etap ich składania. Strony są sortowane i układane w odpowiedniej kolejności, a następnie łączone w zeszyty. W zależności od grubości książki, może to obejmować kilka zeszytów, które później są łączone w jedną całość. Przed przejściem do kolejnych etapów, wydrukowane i złożone strony przechodzą kontrolę jakości. Sprawdzane są m.in. jakość druku, poprawność koloru, i brak defektów. Tylko poprawnie wydrukowane strony przechodzą do następnych etapów produkcji.

Wybierz sposób oprawy książki

Oprawa książki to kluczowy etap, który wpływa na trwałość i wygląd końcowego produktu. Wybór odpowiedniej oprawy zależy od wielu czynników, takich jak rodzaj książki, jej przeznaczenie, oraz budżet.

Rodzaje opraw

Oprawa miękka klejona jest jedną z najczęściej stosowanych metod. Polega ona na sklejaniu grzbietu książki klejem, co jest szybkim i stosunkowo tanim rozwiązaniem. Jest idealna do książek o dużych nakładach, podręczników czy powieści. Oprawa miękka może być również wykończona w różny sposób, np. poprzez zastosowanie papieru powlekanego czy papieru z efektem soft touch, co nadaje książce bardziej ekskluzywny wygląd.

Oprawa twarda jest bardziej trwała i elegancka, ale też droższa. Książki w twardej oprawie są często stosowane w przypadku luksusowych wydań, albumów fotograficznych i książek popularnonaukowych. Grzbiet książki jest dodatkowo wzmocniony, co zwiększa jej żywotność i odporność na uszkodzenia.

Oprawa spiralna i zeszytowa są stosowane w przypadku specyficznych rodzajów publikacji, takich jak kalendarze, notatniki czy instrukcje obsługi. Te metody oprawy pozwalają na łatwe przeglądanie stron i są bardzo praktyczne.gotowa książka

Proces oprawy

Proces oprawy rozpoczyna się od przygotowania okładki. Okładka może być wykonana z różnych materiałów, takich jak karton, folia czy papier kredowy. Następnie drukowane i złożone zeszyty są łączone z okładką. Może być wydana w oprawie miękkiej klejonej, gdzie strony są sklejane klejem, który jest podgrzewany i nakładany na grzbiet książki. W oprawie twardej, zeszyty są najpierw szyte, a następnie wklejane w twardą okładkę.

Wykończenie i zabezpieczenie książki

Po oprawie, książka przechodzi proces wykończenia, który może obejmować takie elementy jak foliowanie okładki, co zwiększa jej trwałość i odporność na zarysowania, czy dodanie zakładek. Książka jest także poddawana ostatecznej kontroli jakości, aby upewnić się, że wszystkie elementy są na swoim miejscu, a produkt końcowy spełnia wymagania klienta. Oprawa książki nie tylko wpływa na jej estetykę, ale także na funkcjonalność i trwałość. Wybór odpowiedniej metody oprawy oraz dokładność wykonania mają kluczowe znaczenie dla ostatecznej jakości książki, która trafia do rąk czytelnika.

Jak wybrać drukarnię?

Wybór odpowiedniej drukarni jest kluczowy dla zapewnienia wysokiej jakości i estetyki książki. Dobra drukarnia powinna wyróżniać się kilkoma istotnymi cechami, które gwarantują profesjonalne wykonanie każdego projektu. Nowoczesny park maszynowy jest fundamentem każdej dobrej drukarni. Zaawansowane technologie druku, takie jak druk offsetowy i cyfrowy, pozwalają na realizację szerokiego zakresu projektów, od dużych nakładów po mniejsze, personalizowane zamówienia. Nowoczesne maszyny zapewniają wysoką jakość druku, precyzyjne odwzorowanie kolorów i efektywność kosztową.

Doświadczenie w branży jest nieocenione. Drukarnia z wieloletnim doświadczeniem i szerokim portfolio realizacji, obejmującym druk książek popularnonaukowych, czasopism, instrukcji obsługi oraz wielostronicowych publikacji, będzie lepiej przygotowana do sprostania różnorodnym wymaganiom. Udane projekty i pozytywne opinie klientów świadczą o jej niezawodności i profesjonalizmie. Profesjonalne doradztwo na każdym etapie realizacji projektu to kolejna cecha dobrej drukarni. Zespół ekspertów powinien być gotowy do pomocy w wyborze najlepszych rozwiązań, od doboru odpowiedniego papieru i technologii druku, po projektowanie okładki i wykończenie książki. Indywidualne podejście do każdego zlecenia gwarantuje, że końcowy produkt będzie spełniał wszystkie oczekiwania.

Konkurencyjne ceny i terminowość realizacji zamówień są kluczowymi czynnikami przy wyborze drukarni. Dobra drukarnia oferuje przejrzyste i uczciwe wyceny, a także dotrzymuje ustalonych terminów. Szybkie terminy realizacji, bez kompromisów w zakresie jakości, są szczególnie ważne w dynamicznie zmieniającym się środowisku wydawniczym. Wysokiej jakości materiały używane do druku i oprawy książek są niezbędne, aby zapewnić trwałość i estetyczny wygląd końcowego produktu. Drukarnia powinna oferować szeroki wybór papierów o różnych gramaturach i wykończeniach, a także różnorodne opcje opraw, od miękkiej klejonej po twardą.

Podsumowanie

Proces drukowania książek od rękopisu do gotowego produktu, jest złożonym przedsięwzięciem, które wymaga starannego planowania i wykonania. Od dokładnego przygotowania rękopisu, przez wybór odpowiedniego papieru i techniki druku, aż po finalną oprawę i wykończenie – każdy etap ma kluczowe znaczenie dla jakości i trwałości książki. Wybór odpowiedniej drukarni, która oferuje nowoczesne technologie, bogate doświadczenie i profesjonalne doradztwo, jest fundamentalny dla sukcesu projektu.

Grupa Żabka otworzyła pierwsze sklepy Froo w Rumunii

Jedna z największych marek europejskiego modern convenience uruchamia nową sieć sklepów w Rumunii. W ciągu ostatniego miesiąca, w Bukareszcie, powstało pięć placówek pod szyldem Froo. To nowa marka w ramach ekosystemu Grupy Żabka na rynku europejskim. Grupa, posiadająca w Polsce m.in. sieć ponad 10 000 sklepów Żabka oraz Maczfit, wiodącą firmę z branży cateringu dietetycznego, w lutym br. połączyła siły z DRIM Daniel Distributie, przejmując większościowe udziały czołowej firmy z zakresu dystrybucji FMCG w Rumunii. Froo to sklepy modern convenience będące odpowiednikiem sklepów Żabka, działających w Polsce.

Grupa Żabka to kompleksowy ekosystem convenience wywodzący się z Polski, posiadający zarówno fizyczne, jak i cyfrowe kanały sprzedaży. Dziennie z jej produktów i usług korzysta ponad 3 mln osób, które cenią swój czas i wygodę robienia zakupów.

W skład Grupy Żabka w Polsce wchodzi ponad 10 000 sklepów pod szyldem Żabka, sklepy autonomiczne Nano, rozwiązania q-commerce, e-commerce i catering dietetyczny. Żabka budowała swoją pozycję lidera od 1998 roku, kiedy to powstał pierwszy sklep w Polsce. Wchodząc na rynek rumuński Grupa bazuje na ponad 25-letnim doświadczeniu zdobytym na polskim rynku, wiedzy o zachowaniach konsumentów oraz know-how swojego rumuńskiego partnera DRIM Daniel Distributie – lidera dystrybucji FMCG w Rumunii.

Anna Grabowska, Prezeska Żabka International
Anna Grabowska, Prezeska Żabka International

Rumunia jest znaczącym rynkiem w Europie Środkowo-Wschodniej, z populacją wynoszącą ponad 19 milionów mieszkańców, co czyni ją drugim co do wielkości rynkiem konsumenckim w regionie. Zbliżony do polskiego profil konsumenta oraz perspektywy rozwoju dla rynku rumuńskiego sprawiły, że ten kierunek stał się naturalnym krokiem w ekspansji Grupy Żabka. Rumuńscy konsumenci doceniają małe, pobliskie sklepy, w których mogą zrealizować zakupy impulsowe do natychmiastowej konsumpcji – dlatego Froo dobrze wpisuje się w ich potrzeby ze swoją misją „Wszystko, czego potrzebujesz, znajdziesz we Froo” – mówi Anna Grabowska, Prezeska Żabka International.

Z analizy rynku rumuńskiego i badań lokalnych konsumentów, przeprowadzonych przez Kantar[1] wynika, że 47% ankietowanych obywateli Rumunii woli robić zakupy spontanicznie lub pod wpływem impulsu, kiedy czas na to pozwala. Taka sama grupa wskazała, że lubi kupować artykuły spożywcze w małych sklepach położonych w pobliżu miejsca, w którym przebywają. Celem Froo jest odpowiadać na potrzeby tej grupy osób.

Rozwój lokalnej przedsiębiorczości

Nazwa Froo nawiązuje do DNA polskiej marki, z której się wywodzi. Charakterystyczny dla Żabki uśmiech pozostał w logotypie Froo, pod literkami RO – z jednej strony jest to nawiązanie do Rumunii, z drugiej –  sam uśmiech jest dla marki ważnym symbolem otwartości i pozytywnego podejścia do klientów, a sama nazwa jest krótka i łatwa do wypowiedzenia. Choć nazwa sieci jest odmienna w Polsce i w Rumunii, branding i charakter marki pozostał bez zmian.

Za rozwój sieci sklepów w Rumunii odpowiedzialna jest należąca do Grupy Żabka spółka Froo Romania Retail S.R.L. Jej celem jest wspieranie lokalnej przedsiębiorczości, dlatego sklepy będą działać w modelu partnerstwa biznesowego. Froo planuje otwierać sklepy w większych miejscowościach w całej Rumunii, a placówki mają mieć metraż od 50 do 70 mkw. Każda lokalizacja analizowana jest pod kątem jej atrakcyjności dla klientów, ale również logistyki i potencjału rozwoju. Obecnie pod szyldem Froo funkcjonuje 5 sklepów w stolicy kraju.

Radu Trandafir, General Manager, Froo Romania Retail S.R.L.
Radu Trandafir, General Manager, Froo Romania Retail S.R.L.

W pierwszym etapie otworzyliśmy sklepy w formule friends&family, co pozwoliło nam sprawdzić wprowadzone rozwiązania z zakresu IT, asortymentu oraz logistyki. Następie otworzyliśmy placówki testowe dla klientów. Pytaliśmy o ich opinie oraz spostrzeżenia na temat naszych sklepów. Zależy nam na tym, żeby jak najlepiej odpowiadać na potrzeby klientów, dlatego cały czas doskonalimy nasze procesy i wzbogacamy ofertę. Mamy świadomość, że jeszcze wiele musimy się nauczyć, ale dzięki kooperacji w ramach Grupy i doświadczeniu na lokalnym rynku spółki DRIM Daniel Distributie jesteśmy w stanie zapewnić klientom nowe doświadczenia zakupowe – mówi Radu Trandafir, General Manager, Froo Romania Retail S.R.L.

Wszystko, czego potrzebujesz, znajdziesz we Froo

W sklepach sieci Froo ponad 80% asortymentu stanowią znane i lubiane marki rumuńskie oraz międzynarodowe marki pochodzące od rumuńskich dostawców. Wzorem polskiego rynku, we Froo można znaleźć także produkty marek własnych – w asortymencie znajdują się m.in. kanapki Tommy Bites, produkty na lunch Good Soul i napoje Barefruit. We wszystkich placówkach dostępna jest także bogata oferta ciepłych przekąsek, m.in. takich jak hot dog czy frytki oraz kawy, działająca pod szyldem Froo Bistro. Oferta jest przygotowana z myślą o klientach, którzy chcą szybko zaspokoić głód i pragnienie w drodze.

We wszystkich sklepach klienci mogą zwracać opakowania po produktach, objęte systemem kaucyjnym – o pojemności od 0,1 do 3 litrów. W wybranych punktach znajdują się recyklomaty (RVMs – Reverse Vending Machines) do odbioru opakowań plastikowych, aluminiowych oraz szklanych. Opakowania można również zostawiać u sprzedawców. Działania kaucyjne podejmowane przez Froo wynikają ze Strategii Odpowiedzialności Grupy Żabka, w ramach której realizowane są aktywności promujące gospodarkę obiegu zamkniętego. To także spełnienie obowiązujących w Rumunii przepisów.

[1] Źródło: Badanie Kantar CAWI, 2022 r.

Nadchodzi kryzys na rynku najmu mieszkań?

Aż 86 proc. właścicieli mieszkań na wynajem ma tylko jedną taką inwestycję. Tak wynika z badań Otodom oraz Polityka Insight. Rynek najmu w Polsce jest więc mocno rozproszony, a w ciągu ostatnich pięciu lat kształtowały go między innymi pandemia, wojna w Ukrainie, wysoka inflacja oraz rekordowa sprzedaż mieszkań stymulowana Bezpiecznym Kredytem 2%. Dlaczego na kondycję tego segmentu nieruchomości ma wpływ to, ile mieszkań się sprzedaje oraz czy grozi nam kolejny kryzys na rynku najmu?

Spojrzenie na dane takie jak podaż, popyt, ceny i metraże w okresie kilkuletnim, pokazuje zjawiska, które wpływają na ten sektor mieszkaniowy i trendy, jakie z nich wynikają. Najnowsza publikacja Polityka Insight i Otodom „Rocznik najmu” to kompendium wiedzy na temat czynników kształtujących najem mieszkań w ostatnich latach.

Pandemia sprawiła, że najemcy opuścili nie swoje mieszkania i wrócili do domów rodzinnych, często poza miasto. Kiedy w 2021 roku wszystko zaczęło się powoli normować, wybuch wojny w Ukrainie i fala uchodźców skutkowały spadkiem dostępności mieszkań na wynajem o 70 proc. w ciągu zaledwie kilku tygodni. Z bazy w pierwszej kolejności znikały mieszkania bardziej przystępne cenowo, co doprowadziło do tego, że stawka ofertowa wzrosła o jedną trzecią w ujęciu rocznym, wyjaśnia Karolina Klimaszewska, starsza analityczka Otodom, współautorka raportu Rocznik najmu.

Jak jest teraz?

26 tysięcy. Tyle ofert mieszkań na wynajem było w serwisie Otodom na koniec maja br. To aż o tysiąc ogłoszeń mniej niż miesiąc wcześniej, ale nadal o kilkanaście procent więcej niż w tym samym czasie rok temu. Natomiast, patrząc długoterminowo na 2023 rok, użytkownicy mogli wybierać spośród średnio 43 tys. lokali dostępnych na wynajem miesięcznie. Warto odnotować, że to 35 proc. wzrost względem przeciętnej z 2022 roku (32 tys.), ale o 13 proc. mniej niż trzy lata temu i 18 proc. mniej niż w 2020 r.

Można stwierdzić, że zwiększająca się oferta mieszkań na wynajem unormowała zainteresowanie najemców i doprowadziła do stabilizacji cen. Tym samym oferta mieszkań na wynajem konsekwentnie się powiększa, a tempo zwiększania się dostępności lokali może być spowodowane powrotem uchodźców lub migracjami czy też zwalnianiem mieszkań wynajmowanych do tej pory przez świeżo upieczonych nabywców nieruchomości, co jest zapewne pokłosiem programu Bezpieczny Kredyt 2%, komentuje ekspertka Otodom.

Dlaczego na sytuację na rynku najmu tak duży wpływ ma sprzedaż mieszkań?

Według Adama Czerniaka, dyrektora ds. badań w Polityka Insight istnieją dwa główne powiązania pomiędzy rynkiem mieszkań własnościowych a komercyjnym rynkiem najmu.

Po pierwsze, gdy ceny mieszkań rosną szybciej niż stawki czynszów, to rośnie liczba najemców, co napędza wzrost cen najmu. Po drugie, gdy więcej osób kupuje mieszkania inwestycyjnie pod wynajem, to rosną ceny mieszkań i – z pewnym opóźnieniem – maleją ceny najmu, bo pojawia się więcej ofert na rynku. Obecnie silniejszy jest ten drugi czynnik. Ceny mieszkań się ustabilizowały, a oddawane do użytkowania nieruchomości kupione w poprzednich latach w celach inwestycyjnych, zwiększają podaż mieszkań na wynajem. To dobry okres dla najemców, bo stawki czynszów się zatrzymały, a oferta jest większa niż w poprzednim roku, mówi Czerniak, współautor raportu Rocznik najmu.

Mapa najmu w Polsce

Ciekawie prezentują się dane za kilka ostatnich lat dla największych miast w Polsce. Na przykład w Warszawie w maju aktywnych było ponad 13 tys. ofert, czyli o 7 proc. więcej niż jeszcze pięć lat temu. Wrocław, Trójmiasto czy Poznań notują wzrosty na poziomie 20-50 proc. Jednak to Łódź wiedzie prym w bazie ogłoszeń na wynajem, ponieważ oferta tego miasta zwiększyła się aż o 121 proc.

Mapa najmu w PolsceDane Otodom Analytics

Perturbacje na rynku najmu wciąż odczuwa za to Kraków. Tamtejsza oferta mieszkań nadal nie wróciła do skali sprzed pandemii, mimo iż tempo jej odbudowy jest jednym z najszybszych spośród miast wojewódzkich. 2825 lokali mieszkaniowych – to stan najmu w Krakowie na koniec maja br. Gdzie można upatrywać przyczyny? Głównie w skurczonej mocno podaży nowych mieszkań, ponieważ mówi się, że najem nowym budownictwem stoi.

Pokoi tyle samo, tylko jakby mniejsze

Jak wynika z „Rocznika z rynku najmu” najwięcej mieszkań na wynajem zlokalizowanych jest w budynkach wybudowanych po 2010 roku. W kwietniu br. udział takich lokali skoczył do poziomu 23 proc. wszystkich dostępnych ofert. Jednak mieszkania, mimo że stosunkowo nowe, są coraz mniejsze. Na przykład w kwietniu 2019 roku powierzchnia do 30 mkw. stanowiła zaledwie 8,5 proc. ogłoszeń. Obecnie jest to aż 12 proc., a większy metraż (30-40 mkw.) zaliczył teraz spadek o 5 p.p. Z kolei pięć lat temu lokali powyżej 60 mkw. było 30 proc., a na początku 2024 roku – 23 proc.
dane z rynku najmuDane Otodom Analytics

Mieszkania na wynajem stały się bardziej kompaktowe. Nadal najwięcej jest ofert z dwoma pokojami, zaraz po nich plasują się kawalerki. Jednak metraże pokoi są po prostu mniejsze, co wynika ze zmniejszenia się powierzchni lokali oddawanych do użytkowania przez deweloperów w ostatnim czasie, dodaje Klimaszewska z Otodom.

Co więcej, mamy do czynienia z nadpodażą niektórych mieszkań o danym metrażu i liczbie pomieszczeń względem tego, czego szukają najemcy. Dla przykładu na 6 proc. zapytań mamy 18 proc. dostępnych ofert kawalerek, a na 16 proc. wyszukiwań mieszkań 4-pokojowych, tylko 5 proc. takich ogłoszeń.

Kupować i wynajmować? Oto jest pytanie

Wspomniane wcześniej zjawiska rynkowe i geopolityczne miały ogromny wpływ na wahania kwot za najem. Mocna dynamika wzrostu cen najmu wyhamowała już jakiś czas temu. W okresie od kwietnia 2022 roku do lutego 2023 roku utrzymywała się na poziomie 25 proc. r/r. Natomiast każdy kolejny miesiąc przynosił spadki aż do 14 proc. r/r., a następnie 9 proc. r/r. Coraz silniejsza tendencja spadkowa obserwowana jest od lipca ubiegłego roku, a 2 proc. rocznej dynamiki wzrostu cen to najniższy wynik od 2021 roku. Pojawia się więc pytanie, czy warto jeszcze inwestować w mieszkania na wynajem oraz czy możemy się spodziewać kolejnego kryzysu?

Według Karoliny Klimaszewskiej, starszej analityczki Otodom inwestycja w zakup mieszkania pod wynajem będzie coraz mniej korzystna finansowo, szczególnie dla tych, którzy korzystają z kredytów hipotecznych.

Możliwe jest, że tego typu transakcje inwestycyjne i tak będą notowane na rynku, ale część z tych nieruchomości może po prostu stać pusta, bo nabywcy będą liczyć na wzrost ich wartości. Natomiast jeżeli zostanie uruchomiony kolejny program rządowych dopłat, który doprowadzi do skokowego wzrostu popytu, to silna dynamika wzrostu cen nieruchomości może się utrzymać, przez co młodzi ludzie zostaną wypchnięci na rynek najmu. To zaś, ​ przy ograniczonym napływie nowych mieszkań, może w dalszej przyszłości znowu doprowadzić do niedoborów podaży. Dzieje się tak, ponieważ każdy segment mieszkaniowy oddziałuje na siebie nawzajem – rynek zakupu pierwotnego i wtórnego oraz najem są ze sobą silnie powiązane, podsumowuje ekspertka.

Więcej szczegółów w “Raczniku najmu” Otodom i Polityka Insight.

Polska branża budowlana – przejściowe turbulencje, ożywienie na horyzoncie

Polska branża budowlana po rekordowych zyskach i rentowności z ostatnich trzech lat, znalazła się na krótko w okresie spowolnienia, które zakończy się już w przyszłym roku, gdy na dobre ruszą prace z wykorzystaniem nowej fali funduszy unijnych. Również perspektywy na resztę dekady są korzystne. Obok infrastruktury, duży potencjał rozwojowy do 2030 roku przedstawia segment mieszkaniowy, a także niektóre inne obszary budownictwa kubaturowego jak magazyny czy hotele. Wyzwaniem mogą być koszty pracy i wzrostowe trendy cen materiałów budowlanych – piszą w najnowszym raporcie analitycy Banku Pekao S.A.

Polski sektor budowlany wytwarza produkcję o wartości ponad 300 mld zł i odpowiada za około 6,5 proc. wartości dodanej brutto powstającej w krajowej gospodarce. Jest on przy tym ważną siłą polskiego sektora przedsiębiorstw. W 2022 r. przypadało na niego ponad 4 proc. wszystkich zatrudnionych przez te firmy pracowników, blisko 4 proc. ich obrotów i ponad 7 proc. zagregowanego wyniku netto.

Branżę cechuje silne rozdrobnienie, zarejestrowanych jest ponad 560 tys. podmiotów budowlanych, z czego zaledwie około 4,7 tys. zatrudnia 10 i więcej osób.  Jednak Polska odgrywa ważną rolę w unijnym sektorze budowlanym. Na nasz kraj przypada około 11 proc. firm budowlanych w UE i 8 proc. zatrudnionych oraz 4-6 proc. obrotów i zysków.

Rekordowa rentowność i … krótkotrwałe spowolnienie

W 2023 roku branża budowlana w Polsce osiągnęła rekordowe wyniki finansowe. Firmy
z sektora (zatrudniające co najmniej 10 osób) zanotowały wynik netto na poziomie 20 mld zł, notując rentowność netto na poziomie 8 proc., znacznie wyższą niż średnia z lat 2007-2020, (4,5 proc.). Spadek kosztów materiałowych przy jednoczesnym wzroście przychodów
o 11 proc. r/r przyczynił się do poprawy wyników, szczególnie w segmencie budownictwa inżynieryjnego, gdzie rentowność netto osiągnęła 8,1 proc. Rentowność netto budownictwa kubaturowego wyniosła 9,0 proc., a segment robót specjalistycznych odnotował rentowność netto na poziomie 7,3 proc., co jest najwyższym wynikiem od 2008 roku.

Jednak od początku bieżącego roku produkcja budowlana jest w fazie spowolnienia i notuje spadki w porównaniu z 2023 rokiem. Spowodowane jest ono ogólnym osłabieniem aktywności inwestycyjnej w gospodarce. Koniunktura w branży poprawiła się przejściowo w drugiej połowie 2023 roku na fali finalizacji wielu „starych” projektów współfinansowanych ze środków unijnych oraz preferencyjnie oprocentowanych kredytów hipotecznych. Pozbawiona tych bodźców w pierwszych miesiącach bieżącego roku wkroczyła jednak w strefę wyraźnych spadków i rok 2024 z dużym prawdopodobieństwem zakończy „na minusie”.

W szczególności w bieżącym roku częściowa pauza w realizacji projektów unijnych, jak również efekty bazy, mogą przyczynić się do lekkiego spadku produkcji budownictwa inżynieryjnego. W segmencie budownictwa kubaturowego czynnikiem hamującym wzrost są utrzymujące się wysokie stopy procentowe, a w uzależnionym od inwestycji samorządów budownictwie budynków użyteczności publicznej wysoka była baza z wyborczego 2023 roku.

Ożywienie na horyzoncie, ale wyzwaniem koszty pracy i materiałów

Jednak już w przyszłym roku sytuacja powinna się zmienić, a motorem wzrostu branży powinny być ponownie inwestycje infrastrukturalne, które na dobre ruszą z wykorzystaniem nowej fali funduszy unijnych. Również średniookresowe perspektywy dla branży (na drugą połowę dekady) są korzystne. Przed nami kolejna wielka fala projektów infrastrukturalnych przy rekordowym wsparciu finansowym z UE. Duży potencjał rozwojowy do 2030 roku przedstawia również segment mieszkaniowy, związany z dużymi potrzebami Polaków, ich migracją do dużych miast i wzrostem siły nabywczej, a także normalizacją stóp procentowych. Potencjał kryją w sobie też niektóre inne obszary budownictwa kubaturowego jak magazyny czy hotele.

Największym wyzwaniem dla branży może być dostępność zasobów pracy w okresie kumulacji prac we wszystkich segmentach, do której dojść może po 2025 r. W ostatnich latach budownictwo jako pracodawca wyraźnie straciło na atrakcyjności pod względem oferowanego średniego poziomu płac w porównaniu z innymi sektorami gospodarki. Konieczność konkurowania z innymi branżami może skutkować uporczywą, silną presją na wzrost kosztów pracy.

Nakładać się na nią mogą wzrostowe trendy cen materiałów budowlanych, związane nie tylko ze wzmożonym popytem, lecz także prawdopodobnym wzrostem kosztów ich wytwarzania (skutki dostosowań producentów tych materiałów do wymogów polityki klimatycznej oraz jego wpływ na koszty energii w czekającym nas okresie transformacji energetycznej).

Jednak z drugiej strony korzystna koniunktura, jakiej można spodziewać się w budownictwie do końca obecnej dekady, powinna umożliwiać firmom utrzymanie marż.

Nie trzy a jedna obniżka stóp w tym roku w USA

Inflacja w USA przyniosła większą zmienność rynkową niż łącznie decyzja FOMC, aktualizacja prognoz oraz konferencja prasowa po posiedzeniu. Pomimo, że z mediany oczekiwań amerykańskich decydentów wynika, że możemy oczekiwać jedynie jednej obniżki w tym roku (a nie trzech jak prognozowano w marcu), na rynku nastąpiła poprawa nastrojów na skutek pozytywnej niespodzianki w raporcie CPI. Giełda na Wall Street zabarwiła się wczoraj kolorem zielonym a dolar amerykański stracił na wartości. Rentowności amerykańskiego długu zanotowały znaczący spadek.

To miał być dzień podwyższonej zmienności na rynkach finansowych. I taki w sumie był. Rynek najmocniej zareagował na dane inflacyjne, natomiast jastrzębi konferencja prasowa i aktualizacja prognoz wskazująca na mniej obniżek w tym roku nie wywołała już tak dużych emocji. Zgodnie z oczekiwaniami Fed nie zmienił poziomu kluczowych stóp procentowych. Zakres dla fed funds wciąż wskazuje 5,25-5,5 proc. Oznacza to, że tak wysoki poziom jest utrzymywany od lipca 2023 roku a Fed już po raz siódmy decyduje się na brak zmian. Jedynie w latach 2000-2001 Rezerwa Federalna utrzymywała koszt pieniądza na szczycie dłużej. Jednogłośna decyzja świadczy, że w banku centralnym nikt nie ma wątpliwości, że to jeszcze nie czas na łagodzenie warunków monetarnych.

Rynek na początku osłabił dolara na skutek niższych wartości raportu inflacyjnego za maj, a następnie przeszedł do oceny kolejnych punktów. Sama decyzja nie mogła wpłynąć na zmienność, bo była w pełni zdyskontowana. Rzeczy nowych mogliśmy oczekiwać w oficjalnym oświadczeniu FOMC, w którym doszło do kosmetycznych zmian. Pojawiła się nieco bardziej optymistyczna opinia na temat rozwoju inflacji. Podczas gdy w maju stwierdzono, że w poprzednich miesiącach nastąpił „brak dalszych postępów” w kierunku celu inflacyjnego, obecnie Fed widzi „umiarkowany dalszy postęp”. To jednak nie zrobiło większego wrażenia na uczestnikach rynku. Szczególnie kiedy kilka godzin wcześniej wszyscy ujrzeli dowody słabnącej presji inflacyjnej. To, że Rezerwa Federalna to zauważa i komunikuje nikogo nie dziwi.

Na więcej zaskoczeń po cichu liczono w aktualizacji wykresu „dot plot”. Rynek wiedział, że inflacja w I kwartale negatywnie zaskakiwała i że zmiana mediany oczekiwań przedstawicieli FOMC raczej powinna wskazać na mniej obniżek w tym roku. Wykres kropkowy sugeruje na jeden ruch w kolejnych sześciu miesiącach i jest to „jastrzębia” zmiana, na którą teoretycznie powinien dolar zareagować umocnieniem. Pewnie tak by się stało, gdyby nie twarde liczby CPI, które okazały się wczoraj największym „triggerem” zmian. Wchodząc w szczegóły większość (11 z 19 uczestników posiedzenia) spodziewa się co najwyżej jednej obniżki stóp procentowych w bieżącym roku, a żaden z uczestników nie oczekuje trzech. Ocena długoterminowej stopy procentowej ponownie wzrosła, z 2,6 proc. do 2,8 proc.

Następnie przyszedł czas na przemówienie Powella i pytania od dziennikarzy. Przewodniczący Fed bezpośrednio odniósł się do wykresu kropkowego i uznał, że zarówno jedna jak i dwie obniżki są prawdopodobne. Pamiętajmy, że „dot plot” nie jest wiążący dla decydentów. Jest jedynie pewnego rodzaju wskazówką dla rynku i scenariuszem bazowym, który oczywiście może ulec zmianie. To, że uczestnicy spotkania oczekują obecnie mniej cięć niż w marcu wynika z rewizji w górę prognozy inflacji na ten rok. Powell uzależnił dalsze decyzje od napływających danych co jest aktualnie standardowym podejściem większości banków centralnych. Przewodniczący przyznał, że majowe dane CPI były pozytywne ale jednocześnie nie chce przywiązywać uwagi do pojedynczego raportu. Jasno twierdził, że potrzeba serii niższych odczytów, aby móc stwierdzić siłę trendu spadkowego.

Powell ponownie pokazał, że podejście Fed-u i prowadzenie polityki monetarnej musi być wyjątkowo ostrożnościowe i takie prawdopodobnie pozostanie. Widać wyraźnie, że przewodniczący woli później niż za wcześnie „luzować” aby nie musieć ponownie zmieniać kursu co byłoby odbierane jako błąd. Czasy się zmieniły i gospodarka wygląda nieco inaczej, ale gdzieś z tyłu głowy wszyscy mamy wydarzenia sprzed ponad 40 lat, kiedy Paul Volcker, ówczesny szef Rezerwy Federalnej popełnił błąd obniżając za wcześnie poziom stóp. Wynikało to po części z nasilającej się presji społeczeństwa. W konsekwencji inflacja jeszcze mocniej urosła co zmusiło instytucję do mocniejszego zacieśniania. Konsekwencje tych działań okazały druzgocące dla amerykańskiej gospodarki.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Rynki bez zaskoczenia po posiedzeniu FOMC. Rosną jednak szanse na obniżki we wrześniu

Wczorajsza decyzja w sprawie stóp procentowych nie zaskoczyła rynków. Rosną jednak szanse na obniżki we wrześniu. Dalsze wzrosty cen ropy. Słabsze odczyty z Wielkiej Brytanii ciążą funtowi.

Bez niespodzianek w FED

Zgodnie z oczekiwaniami nie zmieniono wczoraj za oceanem stóp procentowych. Wcześniej opublikowana inflacja, która spadła do 3,3%, otwiera nam jednak drogę do przyspieszenia obniżek. Mamy zatem powrót do dyskusji o tym, czy we wrześniu dojdzie, czy nie do obniżek stóp procentowych. W przypadku konferencji co ciekawe z kolei spadła oczekiwana liczba obniżek stóp procentowych. Jest to komunikowane za każdym razem i obecnie zamiast dyskusji z przedziału 2-3 jesteśmy raczej na 1-2. Jest to o tyle ciekawe, że wygląda na to, że mamy szybciej zacząć, ale za to nie wchodzić od razu w cykl obniżek. Rynki, słysząc o wrześniowej obniżce, od razu przystąpiły do wyprzedaży dolara. W rezultacie dolar oddał mniej więcej połowę wartości tego, co zyskał na zamieszaniu po eurowyborach.

Nagłe wzrosty ropy

Jeszcze w połowie zeszłego tygodnia baryłka ropy naftowej kosztowała poniżej 77 dolarów. Od wczoraj nie spada z kolei poniżej 82 dolarów. Jest to odbicie od minimów z lutego, stąd po części siła tego ruchu. Z drugiej strony na rynku mamy obecnie silną walkę OPEC o obniżenie wydobycia, by utrzymywać ceny wysoko. Coraz więcej pojawia się jednak głosów, że rosnące wydobycie w USA oraz innych państwach niezrzeszonych w kartelu może spowodować, że surowca na rynku nadal będzie na tyle dużo, że spowoduje to spadek cen. Z drugiej strony pytanie, jak zachowywałyby się ceny, gdyby nie obniżki wydobycia w państwach OPEC. Z perspektywy konsumentów nie byłoby to złe rozwiązanie, są powody, dla których zmowy cenowe są eliminowane, z wyjątkiem rynku ropy oczywiście.

Dane z Wielkiej Brytanii

Wczorajsze dane z Wielkiej Brytanii teoretycznie wydawały się neutralne. PKB rosło skromnie, bo o 0,6%, ale za to zgodnie z oczekiwaniami. Patrząc w szczegóły, jednak wcale nie jest tak dobrze. Słabiej wypadła zarówno produkcja, jak i przetwórstwo przemysłowe. Do tego deficyt w handlu zagranicznym rośnie, co szczególnie przed nadchodzącymi wyborami nie poprawia szans obecnej ekipy na utrzymanie się przy władzy. W rezultacie oglądaliśmy wczoraj delikatny odwrót inwestorów od funta brytyjskiego. Z drugiej strony po takim umocnieniu jak w ostatnich dniach lekkie odbicie nie jest niczym nadzwyczajnym.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – inflacja producencka,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Nowe władze Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie

Odbyło się walne zgromadzenie delegatów Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. W czasie trwania dyskusji wyłoniono nowe prezydium Izby, radę Izby, a także członków Komisji Rewizyjnej i Sądu Koleżeńskiego. W kadencji 2024-2028 prezesem Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie pozostanie Hanna Mojsiuk. W piętnastoosobowej Radzie Izby zasiadać będzie aż 11 przedsiębiorczyń.

– Kadencja 2020-2024 przypadała na czas pandemii, wojny w Ukrainie, wysokiej inflacji oraz Polskiego Ładu. Północna Izba Gospdarcza w tym czasie była silnym głosem przedsiębiorców w skali lokalnej, ale i ogólnopolskiej. Chcemy kontynuować naszą misję i angażować przedsiębiorców w najważniejsze tematy ekonomiczne i gospodarcze. Nowe prezydium Izby jest gwarancją zgodnej, merytorycznej i owocnej współpracy. Już jesienią organizujemy kolejny Baltic Economic Congress, a nasze plany dotyczyć będą także innych sektorów gospodarczych – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

W trakcie jego trwania powołano nowych członków Prezydium, Rady, Komisji Rewizyjnej oraz Sądu Koleżeńskiego w kadencji na lata 2024-2028.

Członkowie Prezydium Północnej Izby Gospodarczej:

  1. Prezes – Hanna Mojsiuk – Mojsiuk sp. z o.o.
  2. Wiceprezes – Aneta Szreder-Piernicka – Zarząd Morskich Port Szczecin-Świnoujście
  3. Wiceprezes – Bartosz Olechowski – EOL Kancelaria Doradztwa Podatkowego
  4. Sekretarz – Małgorzata Jaszkiewicz – Zdrojowa Invest
  5. Skarbnik – Łukasz Zemski – Recycling Group

Członkowie Rady Północnej Izby Gospodarczej

  1. Renata Gryczka – Calesco
  2. Przemysław Hołowacz – CSL
  3. Nina Kaczmarek – Kobietowo.pl
  4. Jacek Wróbel – Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny – ZUT (Członek Honorowy)
  5. Anna Łagodzicz-Pilarska – Optimum
  6. Bożena Licht – Licht & Przeworska Kancelaria Radców Prawnych
  7. Barbara Paszkowska – Urbicon
  8. Dorota Gadomska – Garden Faber
  9. Ewa Karpisz – Kancelaria Finansowa Home Design
  10. Małgorzata Chodkowska – PPHU Violetta Chodkowska

Członkowie Komisji Rewizyjnej Północnej Izby Gospodarczej – KADENCJA 2024-2028

  1. Teresa Żurowska – Kancelaria Radcy Prawnego
  2. Małgorzata Marczulewska – Averto Sp z o.o.
  3. Agnieszka Zamaro-Wiśniewska – Zamaro Tax & Accounting sp. z oo
  4. Krzysztof Salitra – PPH Ozi
  5. Isobel Perera-Turostowska – Dentus

Członkowie Sądu Koleżeńskiego Północnej Izby Gospodarczej – KADENCJA 2024-2028

  1. Wojciech Teszner – AD*REM
  2. Włodzimierz Abkowicz – Abkowicz Press
  3. Michał Skwira – Kancelaria Adwokacka
  4. Natalia Witkowska – KRUDO morze nieruchomości
  5. Ryszard Torczyński – ERTEC
  6. Elżbieta Sieniawska-Mazur – Rubin
  7. Justyna Michalska – House Point – Biuro nieruchomości
  8. Halina Kozak – Kancelaria Doradztwa Podatkowego Debet

Zarząd PTWP rekomenduje wypłatę dywidendy w wysokości 4,69 zł na akcję

Zarząd spółki PTWP, będącej w procesie przenoszenia notowań na główny rynek GPW, zarekomendował przeznaczenie 5,8 mln zł zysku za 2023 r. na wypłatę dywidendy. Oznacza to wypłatę 4,69 zł brutto na jedną akcję. Przy obecnym kursie wynoszącym 57,00 zł daje to stopę dywidendy w wysokości 8,23 proc. Ostateczną decyzję o podziale zysku podejmą akcjonariusze już 28 czerwca br. podczas Walnego Zgromadzenia. W ubiegłym roku Grupa wypracowała łącznie 87,7 mln zł przychodów netto ze sprzedaży, EBITDA wyniosła 6,6 mln zł, a zysk brutto osiągnął poziom 4,9 mln zł. Na koniec 2023 r. Grupa miała wysoką pozycję gotówkową – prawie 24,9 mln zł.

Zgodnie z naszymi wcześniejszymi zapowiedziami chcemy kontynuować politykę dywidendową oraz dzielić się zyskiem z akcjonariuszami. Wypracowaliśmy w ubiegłym roku solidne wyniki finansowe i udowodniliśmy, że potrafimy elastycznie dostosować się do dynamicznie zmieniających warunków gospodarczych. Choć roczny wynik narastająco był nieco niższy niż w roku poprzednim, warto podkreślić, że taki wynik został osiągnięty pomimo braku zdarzeń jednorazowych, które miały miejsce w 2022 roku, jak organizacja międzynarodowych wydarzeń i otrzymanie istotnych dotacji. Porównując te dwa lata z wyłączeniem tych wyjątkowych okoliczności, można zauważyć, że 2023 rok był dla nas finansowo lepszy – mówi Wojciech Kuśpik, prezes zarządu Grupy PTWP.

Decyzję o podziale zysku za 2023 rok i wypłacie dywidendy podejmą akcjonariusze PTWP SA, podczas ZWZ, które zaplanowane jest na 28 czerwca 2024 r. 70,78% ogólnej liczby głosów posiada Wojciech Kuśpik, prezes zarządu spółki. PTWP regularnie dzieli się zyskiem ze swoimi akcjonariuszami. Za lata 2021-2022 spółka wypłaciła niemal 10 mln zł dywidendy.

Jednostkowe, jak i skonsolidowane wyniki finansowe za ubiegły rok, dowodzą, że spółka PTWP jest przygotowana do debiutu na Głównym Rynku GPW, co stanowi solidny fundament do dalszego rozwoju. Szczególnie dynamiczny rozwój biznesu Grupa PTWP odnotowuje w segmencie digital. Aktualnie wszystkie serwisy internetowe Grupy (18 tytułów) odwiedza średnio miesięcznie ok. 20 mln unikalnych użytkowników, co plasuje Grupę w top 3 biznesowych mediów w Polsce. Wraz z rozwojem portali online do poszczególnych redakcji Grupy PTWP na przestrzeni ostatnich miesięcy dołączyli doświadczeni dziennikarze. Grupa PTWP uruchomiła nowy portal – infowet.pl.

Grupa PTWP sukcesywnie rozwija działalność medialno-kongresową, w tym flagowe wydarzenie, czyli Europejski Kongres Gospodarczy (EKG). W 2023 r. Grupa zrealizowała prestiżowe wydarzenia dla biznesu, na czele z EKG, a także kongresy i konferencje, takie jak Kongres Wyzwań Zdrowotnych, Forum Rynku Zdrowia, Property Forum, PRECOP 28 czy Forum Rynku Spożywczego i Handlu. Zarządzane przez Grupę obiekty: Spodek i Międzynarodowe Centrum Kongresowe w Katowicach odnotowały wysoki poziom obłożenia wydarzeniami o różnych formatach. Tegoroczny Europejski Kongres Gospodarczy, którego organizatorem jest Grupa PTWP, uzyskał rekordową frekwencję. Stacjonarnie na wydarzenie zapisało się 12 tys. gości, a łącznie z widzami online 17 tys. uczestników. Łącznie w 180 sesjach tematycznych udział wzięło 1,2 tys. prelegentów.

Ostatnie miesiące były szczególnie ważne z punktu widzenia inwestycji oraz budowania kompetencji w naszym zespole, co daje nam solidne podstawy do dalszego rozwoju. Podjęte decyzje przyczyniły się do uzupełnienia naszej grupy wydawniczej o nowe portale oraz dołączenie do redakcji kolejnych topowych dziennikarzy i menadżerów. Z kolei Europejski Kongres Gospodarczy, który jest naszym flagowym wydarzeniem, odwiedziło stacjonarnie 12 tys. gości, co jest kolejnym rekordem. Obserwując rosnącą skalę naszej działalności śmiało mogę stwierdzić, że ten rok może być przełomowy dla Grupy PTWP – mówi prezes Grupy PTWP. – Mając zatwierdzony prospekt przygotowujemy się do przeniesienia naszych notowań na główny rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.– dodaje.

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) zatwierdziła prospekt notowanej na NewConnect spółki PTWP, który został sporządzony w związku z zamiarem ubiegania się o dopuszczenie do obrotu akcji serii A i B na rynku regulowanym GPW w Warszawie. Zaprezentowany Skonsolidowany Raport roczny za 2023 r. został sporządzony zgodnie z międzynarodowymi standardami rachunkowości (MSR)

Beata Drzazga Główną Laureatką „Top Charity 2024”

Beata Drzazga, przedsiębiorca, wizjoner i filantrop, została uhonorowana podczas Wielkiej Aukcji Charytatywnej, prestiżową nagrodą „Top Charity 2024” za swoje wyjątkowe zaangażowanie na rzecz społeczności. Jako Główna Laureatka tego wyróżnienia, Beata Drzazga została doceniona za swoje działania na polu osobistym, jak i zawodowym.

Jej działalność, w szczególności założenie 23 lata temu BetaMed S.A. oraz zaangażowanie osobiste w pomoc ludziom i zwierzętom przez te lata, była kluczowym czynnikiem przyznania prestiżowego wyróżnienia. Rok temu Beata Drzazga założyła fundację Beata Drzazga Foundation, która koncentruje się między innymi na wsparciu i aktywizacji ludzi w trudnych sytuacjach życiowych. Zajmuje się też pomocą dzieciom, młodzieży oraz dorosłym z depresjami. Wspiera również konferencje nowych technologii i wiele innych projektów.

Podczas ceremonii wręczenia nagrody, Beata Drzazga zwróciła uwagę na znaczenie bezinteresownego wsparcia dla innych. Podkreśliła, że prawdziwa pomoc powinna wypływać z serca, a nie być działaniem na pokaz. Co nie znaczy, że nie mamy o tym głośno mówić i pokazywać co robimy, aby było to zachętą dla innych. Aby ludzie pomagali w najdrobniejszy sposób, jeśli tylko mogą. Zaznaczyła, że każdy ma możliwość niesienia pomocy w swoim zakresie, a najcenniejszymi darami, jakie można ofiarować, są miłość, empatia i poświęcony swój czas.Top Charity 2024

Nagroda „Top Charity 2024” stanowi uznanie dla ciągłego zaangażowania Beaty Drzazgi w poprawę jakości życia osób potrzebujących i tym podobnych, potwierdzając jej znaczącą rolę w działalności charytatywnej w Polsce i zagranicą.

Wielka Aukcja Charytatywna TOP CHARITY to najbardziej prestiżowe cykliczne wydarzenie charytatywne w Polsce jednoczące środowiska biznesu, sztuki i kultury wokół działań charytatywnych.

Wydarzenie gromadzi przedstawicieli największych firm oraz znane osobistości z branży rozrywkowej i artystycznej, tworząc unikalną okazję do wspierania działań charytatywnych. W tegorocznej edycji po raz trzeci wyróżniono wybitnych przedsiębiorców za ich osobiste zaangażowanie w pomoc potrzebującym.

Przyjęto Dyrektywę o prawie do naprawy. Jednak prócz dobrych zmian niesie ona także pewne zagrożenia

Rada Unii Europejskiej przyjęła dyrektywę o prawie do naprawy. Jej głównym celem jest umożliwienie  tańszych i lepiej dostępnych napraw, zamiast wymiany sprzętu na nowy. To ważna wiadomość z punktu widzenia konsumentów, jednak branża producentów sprzętu elektronicznego dostrzega w nowym prawie pewne problemy i zagrożenia.

Dyrektywa o prawie do naprawy przynosi szereg konkretów dotyczących szeroko pojętego serwisu urządzeń. Przede wszystkim zobowiązuje producentów do naprawy produktów, co ma przeciwdziałać zalewowi taniej jednorazowej elektroniki pochodzącej z krajów trzecich. Konsument powinien też mieć dostęp do dobrowolnego formularza o naprawie, zawierającego jasne informacje na temat procesu naprawy (w tym terminy, ceny, szczegóły całego procesu).

Jeżeli konsument zdecyduje się na naprawę zamiast wymiany, sprzęt ma uzyskać przedłużenie gwarancji prawnej o 12 miesięcy. Dodatkowo ma także powstać europejska platforma internetowa, na której konsumenci będą mogli łatwo znaleźć punkty naprawcze poszczególnych urządzeń.

To dobra wiadomość dla wszystkich – ocenia Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. – Dyrektywa UE promuje wydłużanie życia produktów, co wpisuje się w założenia gospodarki obiegu zamkniętego. Jednak jest to tylko pierwszy krok do płengo sukcesu. Kluczem jest edukacja konsumentów, aby chcieli naprawiać sprzęt, a nie wymieniać go na nowy – mówi Michał Kanownik.

Czy konsumenci będą wiedzieli, skąd pochodzi ich sprzęt?

Branża cyfrowa zauważa jednak, że wyzwaniem będzie egzekucja tych przepisów od firm z krajów trzecich  sprzedających elektronikę poprzez platformy internetowe, które już dzisiaj często nie spełniają europejskich norm i regulacji.

W przypadku Dyrektywy o prawie do naprawy pojawia się problem ze sprzętem, który jest ponownie wprowadzony na rynek. Nie ma obowiązku, aby był on w jakikolwiek sposób oznaczony, co powoduje, że konsument nie zawsze będzie świadomy pochodzenia tego sprzętu – zauważa Andrzej Saja, wiceprezes zarządu ElektroEko S.A., największej organizacji odzysku sprzętu elektrycznego i elektronicznego w Polsce.

A to, zdaniem wiceprezesa zarządu ElektroEko, niesie za sobą także inne problemy. – Warto zwrócić uwagę na kwestię bezpieczeństwa. Obecne brzmienie Dyrektywy nie przewiduje procedur sprawdzania sprzętu elektronicznego przy ponownym wprowadzaniu go na rynek. Z jednej strony będzie więc łatwiej naprawić zepsuty smartfon, ale z drugiej wzrośnie ryzyko przy kupowaniu używanego sprzętu – przestrzega Andrzej Saja.

Państwa członkowskie będą miały 24 miesiące na wprowadzenie nowych przepisów do prawa krajowego. Z ulepszonego prawa do naprawy skorzystamy więc w pełni za dwa lata.

Nowi inwestorzy na pokładzie SIGNIUS S.A. Spółka na ostatniej prostej do debiutu na rynku NewConnect

Spółka SIGNIUS oferująca zaawansowane rozwiązania do zdalnego podpisywania i pieczętowania dokumentów oraz weryfikacji tożsamości w ramach emisji akcji serii F pozyskała blisko 432 tys. zł. Zebrane środki przyspieszą zaplanowane działania Spółki dotyczące skalowania biznesu w Polsce i za granicą. W emisji wzięło udział 30 inwestorów, tym samym SIGNIUS S.A. spełnił wymóg dotyczący minimalnej liczby niepowiązanych akcjonariuszy mniejszościowych. W najbliższych miesiącach Spółka planuje złożyć wniosek wraz z Dokumentem Informacyjnym na GPW i ubiegać się o wprowadzenie akcji do obrotu na rynku NewConnect.

W emisji SIGNIUS S.A. uczestniczyło 30 inwestorów, którzy nabyli akcje o wartości blisko 432 tys. zł po cenie 8,40 zł za akcję. SIGNIUS planuje realizację kluczowych celów rozwojowych m.in. skalować swoją obecność na rynkach zagranicznych i rozbudować struktury  sprzedaży w Polsce oraz Niemczech.

Pozyskane od inwestorów środki przyspieszą nasze działania związane z ekspansją marki i produktów na rynkach zagranicznych. Naszym celem jest dalszy rozwój na rynku niemieckim, który jest istotny dla nas pod względem aktualnych przychodów. Finanse spółki pozwalają na realizację założeń dotyczących rozwoju firmy oraz samej technologii – informuje Bartosz Witkowski, prezes zarządu SIGNIUS S.A.

W ubiegłym roku przychody SIGNIUS S.A. wyniosły prawie 4,3 mln zł. EBITDA wyniosła ponad 1,3 mln zł, natomiast zysk netto prawie 1,2 mln zł.

Z początkiem czerwca weszły w życie zmiany w Regulaminie Alternatywnego Systemu Obrotu dotyczące m.in. zwiększenia minimalnej liczby niepowiązanych akcjonariuszy mniejszościowych z 10 do 25. W tym momencie SIGNIUS S.A. z nawiązką spełnia nowe wymogi. Spółka jest w trakcie przygotowania do wprowadzenia akcji na rynek NewConnect i planuje złożyć wniosek o wprowadzenie akcji do obrotu na rynku NewConnect wraz z Dokumentem Informacyjnym w III kw. 2024 r. Złożenie wniosku uzależnione jest m.in. od rejestracji podwyższenia kapitału zakładowego w KRS.

Celem przeprowadzonej emisji, oprócz pozyskania dodatkowych środków na rozwój spółki, było uzyskanie wymaganego przepisami rozproszenia akcjonariatu. Pozyskanie nowych inwestorów było dla nas priorytetem w kontekście naszych planów giełdowych. Aktualnie spełniamy wszelkie wymogi formalne i prowadzimy prace zmierzającego do debiutu na rynku NewConnect. Liczymy, że nastąpi to jeszcze w tym roku, jednak nie wszystko zależy od naszych działań – mówi Bartosz Witkowski, prezes SIGNIUS S.A.

SIGNIUS oferuje kompleksowe rozwiązania w zakresie podpisywania dokumentów elektronicznych, w tym podpisu kwalifikowanego zgodnego z eIDAS. Autorska platforma umożliwia zdalne podpisywanie dokumentów oraz dostarcza unikalne rozwiązania IT dla klientów biznesowych. Z rozwiązań SIGNIUS korzystają firmy z różnych sektorów, m.in. ubezpieczeniowy, energetyczny, kancelarie prawne i branża HR.

Bain&Co.: Fundusze private equity spodziewają się poprawy sytuacji rynkowej w 2024 roku

Dwuletni kryzys w sektorze private equity dobiega końca, a większość funduszy spodziewa się poprawy sytuacji jeszcze w 2024 roku, wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Bain & Company. Negatywny wpływ na rynek mają utrzymujące się wysokie stopy procentowe oraz niepewność geopolityczna.

Jak pokazało badanie Bain & Company przeprowadzone wśród 1,400 przedstawicieli funduszy private equity na świecie, ponad połowa z nich (57 proc.) spodziewa się ożywienia na rynku transakcji w trzecim lub czwartym kwartale 2024 roku. Prawie 40 proc. zakłada jednak, że odbicie nastąpi dopiero w 2025 roku lub później.

Pierwsza połowa tego roku nie była łatwa dla rynku private equity. Wciąż panuje pewien marazm i widzimy ograniczoną liczbę transakcji. Wiele funduszy wstrzymuje się z decyzjami inwestycyjnymi ze względu na niepewne otoczenie makroekonomiczne i utrzymujące się ryzyka geopolityczne – mówi Paweł Szreder, partner Bain & Company.

Eksperci Bain & Company przewidują, że łączna liczba przejęć dokonanych przez fundusze PE na świecie w 2024 roku prawdopodobnie utrzyma się na podobnym poziomie jak w 2023 roku i wyniesie około 2,500. Łączna wartość transakcji może wzrosnąć o 18 proc. rok do roku do około 521 mld dolarów, głównie z powodu pojedynczych, dużych przejęć na rynku amerykańskim.

Spowolnienie na rynku private equity jest widoczne zarówno w Europie, jak i w Azji, choć wynika z innych czynników. Niższy od oczekiwanego wzrost gospodarczy w Europie Zachodniej zniechęca inwestorów, a na sytuację w Azji wpływają napięte relacje chińsko-amerykańskie – mówi Paweł Szreder. – Na tym tle Polska może przyciągać pewne zainteresowanie globalnego kapitału dzięki poprawie sytuacji makroekonomicznej, perspektywie silnego wzrostu gospodarczego i możliwościom konsolidacyjnym w wielu branżach.

Jak wskazują eksperci Bain & Company wiele funduszy private equity jest pod coraz większą presją ze strony swoich inwestorów, którzy oczekują wyjścia z wieloletnich inwestycji i zwrotu kapitału. Zastój na rynku transakcji i spadek wycen w wielu sektorach powoduje jednak, że funduszom trudno jest wyjść z inwestycji z atrakcyjną stopą zwrotu. Jak wynika z raportu, zarówno łączna wartość jak i liczba aktywów sprzedanych przez fundusze na świecie może w tym roku osiągnąć jeden z najniższych poziomów w ciągu ostatniej dekady.

Trudna sytuacja ze sprzedażą aktywów negatywnie odbija się także na pozyskiwaniu przez fundusze nowych środków na inwestycje. Według szacunków Bain & Company, wartość kapitału pozyskanego na nowe inwestycje w 2024 roku spadnie o około 15 proc. do 1,1 biliona dolarów.

– Fundusze powinny zrozumieć, co w dzisiejszych trudnych warunkach jest ważne dla ich inwestorów, a następnie przełożyć te spostrzeżenia na dostosowanie strategii. Obejmuje to przede wszystkim bardziej agresywne podejście do budowania wartości spółek portfelowych. W środowisku wyższych stóp procentowych i stagnacji lub nawet spadku mnożników transakcyjnych, to umiejętność szybkiej poprawy rentowności i wzrostu przychodów zadecyduje o zadowalających zwrotach z inwestycji – mówi Paweł Szreder.

Nowoczesne biuro zwiększające efektywność pracowników, czyli jakie?

Nowoczesne biuro to nie tylko eleganckie meble i przeszklone ściany. To przede wszystkim miejsce, które spełnia potrzeby swoich pracowników, motywuje ich do działania i wspiera w osiąganiu lepszych wyników. W dobie pracy hybrydowej i zdalnej, biuro musi dostosować się do zmieniających się wymagań i stać się przestrzenią sprzyjającą kreatywności i efektywności. Jak więc powinno wyglądać nowoczesne biuro w Polskich firmach?

Przyjazne środowisko pracy

Przyjazne środowisko pracy jest kluczowym elementem nowoczesnego biura. Przede wszystkim, musi być ono bezpieczne i ergonomiczne. Odpowiednie oświetlenie, wentylacja i klimatyzacja, a także meble biurowe dostosowane do długotrwałego użytkowania, to podstawy, które wpływają na komfort pracy. Przykładem solidnych, wysokiej jakości i komfortowych produktów są meble biurowe Lobos.

Dbanie o takie aspekty sprawia, że pracownicy mają mniej problemów zdrowotnych, co z kolei przekłada się na ich większą efektywność. Dodatkowo, warto pomyśleć o strefach relaksu, gdzie można chwilę odpocząć od komputera i naładować baterie.

Technologia wspierająca pracę

W XXI wieku technologia odgrywa ogromną rolę w każdym nowoczesnym biurze. To nie tylko najnowsze laptopy i monitory, ale także zaawansowane oprogramowanie wspierające codzienną pracę. Systemy zarządzania projektami, narzędzia do komunikacji online oraz aplikacje ułatwiające organizację czasu to tylko niektóre z rozwiązań, które mogą znacząco poprawić wydajność pracowników. Warto również zainwestować w technologię służącą do automatyzacji pewnych procesów, co pozwoli zaoszczędzić cenny czas i skupić się na bardziej kreatywnych zadaniach.

Motywujące przestrzenie

Nowoczesne biuro powinno być zaprojektowane tak, aby sprzyjało kreatywności i motywowało pracowników. Przykuwające wzrok dekoracje, inspirujące cytaty na ścianach, kolorowe akcenty – to wszystko może pozytywnie wpłynąć na atmosferę w pracy. Ważne jest także, aby przestrzeń była elastyczna – możliwość łatwego przearanżowania mebli czy przestawienia ścianek działowych pozwala dostosować biuro do potrzeb różnych zespołów i projektów. Takie zmiany mogą być wprowadzane szybko i sprawnie, co jest niezwykle pomocne w dynamicznie zmieniających się środowiskach pracy.

Dbałość o zdrowie i samopoczucie pracowników

Nowoczesne biuro to także takie, które dba o zdrowie i samopoczucie swoich pracowników. Firmy coraz częściej inwestują w strefy relaksu, miejsca do ćwiczeń, a nawet własne siłownie. Przerwy na kawę mogą być bardziej inspirujące, gdy obok ekspresu do kawy znajdzie się mała biblioteczka z książkami o rozwoju osobistym czy innowacjach w branży. Dodatkowo, organizowanie regularnych szkoleń z zakresu radzenia sobie ze stresem czy zdrowego stylu życia może przynieść wiele korzyści zarówno pracownikom, jak i samemu przedsiębiorstwu.

Wspieranie różnorodności i inkluzywności

Wspieranie różnorodności i inkluzywności w miejscu pracy to kolejna cecha nowoczesnego biura. Firmy, które zrozumieją, że zróżnicowany zespół przynosi korzyści, będą bardziej innowacyjne i elastyczne. Warto więc tworzyć przestrzenie, które sprzyjają integracji, wymianie doświadczeń i współpracy między różnymi grupami pracowników. Dążenie do równości i przeciwdziałania dyskryminacji powinno być jasno komunikowane i egzekwowane na każdym poziomie organizacji.

Przestrzenie do współpracy

Jednym z kluczowych elementów nowoczesnego biura są przestrzenie przeznaczone do współpracy. Sale konferencyjne wyposażone w nowoczesny sprzęt multimedialny, strefy coworkingowe, a także mniejsze pokoje do pracy zespołowej – wszystkie te elementy wspierają efektywność dzięki ułatwieniu komunikacji i pracy w grupie. Pracownicy mający możliwość regularnej współpracy, wymiany myśli i pomysłów z innymi, są zazwyczaj bardziej zadowoleni z pracy i osiągają lepsze wyniki.

Ekologia i zrównoważony rozwój

Ostatnim, ale nie mniej ważnym elementem jest ekologia. Nowoczesne biuro powinno być przyjazne dla środowiska. Segregacja śmieci, efektywne zarządzanie zużyciem energii, stanowiska do ładowania samochodów elektrycznych – to wszystko to działania, które wpisują się w modny i konieczny trend zrównoważonego rozwoju. Biuro, które troszczy się o środowisko, jest również bardziej atrakcyjne dla pracowników, którzy coraz częściej zwracają uwagę na ekoświadomość pracodawcy.

Podsumowując, nowoczesne biuro to przestrzeń, która łączy w sobie bezpieczeństwo, ergonomię, nowoczesną technologię, inspirujące środowisko pracy oraz dbałość o zdrowie i komfort pracowników. Dzięki temu firmy mogą liczyć na większą produktywność, zadowolenie oraz lojalność swoich pracowników. To inwestycja, która z pewnością się opłaci!

Inflacja w USA poniżej prognoz, ale na obniżki stóp jeszcze poczekamy

Zgodnie z oczekiwaniami przedział stopy funduszy federalnych pozostał bez zmian. Powell ponownie wskazał, że komitet nie oczekuje, aby redukcja stopy funduszy federalnych była właściwa, dopóki nie nabierze większej pewności, że inflacja przesuwa się w stronę celu.

Wydaje się, że wczorajszy odczyt inflacji, który okazał się niższy niż prognozy, dużo nie zmienił, a FED nadal pozostaje na wyznaczonej drodze. Nowe projekcje członków komitetu wskazują nawet na dalsze odkładanie obniżek. Rozkład kropek wskazuje na możliwość tylko jednej obniżki do końca 2024 r. Oczekiwana stopa długoterminowa wzrosła natomiast do 2,8 proc.

Oczekiwania rynku co do ilości i czasu obniżek stóp procentowych w tym roku sukcesywnie się przesuwają. Decyzje są uzależnione od napływających danych makroekonomicznych – inflacja i rynek pracy. Ewentualna pierwsza obniżka stóp procentowych nie nastąpi wcześniej niż we wrześniu.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Medicalgorithmics wzmacnia radę nadzorczą

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Medicalgorithmics powołało do rady nadzorczej Przemysława A. Schmidta oraz Marzenę Piszczek. Przemysław A. Schmidt to doświadczony menedżer i bankier inwestycyjny, obejmie funkcję przewodniczącego rady nadzorczej. Został zgłoszony przez fundusz BioFund – największego akcjonariusza spółki. Drugi największy akcjonariusz spółki – Otwarty Fundusz Emerytalny PZU „Złota Jesień”, zgłosił kandydaturę Marzeny Piszczek. To doświadczona ekspertka finansów przedsiębiorstw i finansów publicznych, doktor nauk ekonomicznych, była przewodnicząca rad nadzorczych m.in. PKO BP, PZU S.A. oraz Grupy Azoty.

Po zmianach w skład Rady Nadzorczej Medicalgorithmics wchodzą: jej nowy przewodniczący Przemysław A. Schmidt, Marzena Piszczek, Michał Wnorowski, oraz właściciele funduszu BioFund: Paweł Lewicki i Krzysztof Siemionow. Bezpośrednio przed Walnym Zgromadzeniem do spółki wpłynęła rezygnacja Andrzeja Gładysza, Walne zdecydowało także o odwołaniu ze składu rady nadzorczej Anny Sobockiej i Sławomira Kościaka.

Przemysław A. Schmidt
Przemysław A. Schmidt

Przemysław A. Schmidt to menedżer i bankier inwestycyjny z ponad 35-letnim doświadczeniem zawodowym. W latach 2001-2013 był Partnerem Założycielem oraz przewodniczącym rady nadzorczej TRIGON Dom Maklerski S.A. Wcześniej, przez cztery lata, pełnił funkcję wiceprezesa amerykańskiej spółki Entertainment Inc. – największego operatora telewizji kablowej i satelitarnej w Europie Środkowej i Wschodniej. Zajmował jednocześnie stanowisko prezesa spółki Wizja TV w ramach grupy kapitałowej. W latach 2016-2021 był udziałowcem i członkiem zarządu spółki GetFresh – producenta wody źródlanej „Dar Natury”. Przemysław A. Schmidt ukończył z wyróżnieniem Wydział Prawa UAM (1987) oraz studia podyplomowe na Georgetown University, University of California (Fulbright Fellow), Leiden University oraz INSEAD (Certificate in Global Management). W okresie 2017-2020 pełnił społecznie funkcję Prezesa Sądu Arbitrażowego przy Konfederacji Lewiatan. Jest także aktywnym członkiem rad nadzorczych spółek publicznych i prywatnych.

Dr Marzena Piszczek jest adiunktem w Katedrze Finansów Publicznych na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. W przeszłości zasiadała w licznych radach nadzorczych – m.in. jako przewodnicząca rady nadzorczej banku PKO BP, Grupy PZU oraz Grupy Azoty. W latach 2011-14 była wiceprezesem zarządu ds. finansowych w PG EJ1.

Od momentu zaangażowania BioFund w Medicalgorithmics intensywnie pracujemy nad zwiększeniem wartości spółki dla akcjonariuszy. Efektem jest nowa strategia rozwoju Medicalgorithmics, która jest sukcesywnie realizowana. Dynamicznie rośnie liczba nowych partnerów biznesowych w USA i na pozostałych rynkach, a najbliższe miesiące będą stały pod znakiem rosnących przychodów ze sprzedaży z nowych kontraktów. Spółka znajduje się obecnie w innym miejscu niż była w 2022 roku i są przed nią inne rodzaju wyzwania, dlatego zdecydowaliśmy się na wzmocnienie składu rady nadzorczej. Nowy przewodniczący wnosi do Medicalgorithmics bogate doświadczenie z obszaru budowania wartości firm, bankowości inwestycyjnej i M&A. Jego zaangażowanie z pewnością przyczyni się do dalszego rozwoju spółki, budowy pozycji lidera na globalnym rynku technologii medycznych i generowania wzrostu wartości dla akcjonariuszy – mówi Krzysztof Siemionow, partner, współwłaściciel funduszu BioFund.

Medicalgorithmics to spółka technologiczna z ogromnym potencjałem wzrostu, działająca na dynamicznie rozwijającym się globalnym rynku sztucznej inteligencji i diagnostyki medycznej. Jestem przekonany, że moje doświadczenie w budowaniu zespołów oraz w branży life science przyda się we wspieraniu spółki w dalszym jej rozwoju. – komentuje Przemysław A. Schmidt, przewodniczący rady nadzorczej Medicalgorithmics.

Zła passa złotego trwa. Kurs euro idzie na 4,35 zł

Kurs euro przebił właśnie maksima z maja i atakuje czerwcowe szczyty. Rynek czeka na konferencję prasową po decyzji FED w sprawie stóp procentowych. Na funcie umocnienie pomimo fatalnych danych z rynku pracy.

Zła passa złotego trwa

Polska waluta wyraźnie traci w ostatnich dniach. Analitycy jako główny powód podają wcześniejsze wybory we Francji, które spowodowały bardzo duży odpływ kapitału ze strefy euro. W rezultacie powinien tracić również polski złoty. Część osób stara się wskazywać na wybory do europarlamentu, ale w sumie nie wiadomo, dlaczego obecny wynik miałby tak silnie wpływać na złotego. Nie było żadnych szczególnych niespodzianek w polskim wyniku, które uzasadniałyby taki ruch. Biorąc pod uwagę, że podobnie do pary EURPLN zachowują się dwie pozostałe pary naszego regionu EURCZK i EURHUF powodów raczej należy szukać na zewnątrz. Gdyby powód był w Polsce, to raczej w odwrocie nie byłyby również korona czeska i forint węgierski. Z drugiej strony przecena złotego rozpoczęła się jeszcze dzień przed wyborami. W piątkowy poranek kurs euro wynosił 4,28 zł, dzisiaj jest to już 4,34 zł.

Czekając na decyzję w USA

Dzisiaj mamy pakiet z USA. Najpierw o 14:30 mamy dane o inflacji, a następnie o 20:00 decyzję w sprawie stóp procentowych. Jest to dziwny układ w kalendarzu, bo zwyczajowo po danych o inflacji przewiduje się kolejne ruchy banku centralnego. Tutaj nie będzie okienka czasowego na reakcję za bardzo. Zresztą w obecnym posiedzeniu nie ma to żadnego znaczenia. W inflacji musiałoby się zdarzyć coś bardzo dziwnego, by miało to jakikolwiek wpływ na decyzję. Z drugiej strony dzisiejsza decyzja jest znana, interesujący jest komunikat po niej, który powie nam co dalej. Na ten komunikat jednak wskaźnik inflacji powinien już wpływać. W rezultacie najwięcej na rynku powinno się dziać od 20:30, kiedy rozpocznie się konferencja prasowa.

Co z tym funtem?

Patrząc na dane makroekonomiczne i zapowiedzi Banku Anglii powinniśmy mieć właśnie przecenę funta brytyjskiego. Powinniśmy, ale nie mamy. Bezrobocie wzrosło do 4,4%, czyli najwyższego poziomu od 2021 roku, czyli schodzenia ze szczytów covidowych. Wniosków o zasiłek dla bezrobotnych było pięciokrotnie więcej od oczekiwań. Z kolei przedstawiciele banku centralnego zapowiadają obniżki stóp procentowych. Z drugiej strony mamy ucieczkę kapitału z Europy po decyzji o przyspieszonych wyborach we Francji oraz nadchodzące wybory w Wielkiej Brytani cieszące inwestorów. Nadchodzące wybory mogą również odsunąć wspomniane obniżki, co by uzasadniało umocnienie funta o 0,4% i 0,3% w ostatnich dwóch dniach. W rezultacie słabe dane z rynku pracy zaledwie tonowały umocnienie brytyjskiej waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka,
20:00 – USA – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Dzień podwyższonej zmienności na rynkach

Dziś jest ten dzień, na który inwestorzy czekali od dłuższego czasu. Po południu poznamy raport inflacyjny z USA a wieczorem decyzję Rezerwy Federalnej wraz z najnowszymi prognozami, a Powell weźmie udział w konferencji prasowej po posiedzeniu. Wczorajsza sesja zakończyła się wzrostami SP500 oraz Nasdaq Composite o odpowiednio 0,3 proc. oraz 0,9 proc. Dow Jones radził sobie gorzej i stracił 0,3 proc. Dolar lekko zyskiwał. Kurs EUR/USD spadł poniżej 1,0725. Po dynamicznym wzroście rentowności amerykańskiego długu w miniony piątek na skutek raportu NFP, w tym tygodniu lekko się one obniżają. 2-latki wskazują poziom 4,85 proc.

Dziś amerykańska Rezerwa Federalna najprawdopodobniej utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie 5,25-5,5 proc. Być może wrzesień zostanie wskazany jako pierwsza, najwcześniejsza okazja do poważnego rozważenia obniżki kosztu pieniądza. Implikowane prawdopodobieństwo takiego scenariusza wskazywane przez kontrakty Fed Funds futures wynosi obecnie ok 50 proc.

Głównym tematem będzie zaktualizowany wykres kropkowy. Jeszcze w marcu mediana oczekiwań przedstawicieli FOMC wskazywała na trzy obniżki każda o 25 punktów bazowych. Mniej więcej od kwietnia rynek nie wierzy już w taki przebieg zdarzeń i raczej jest przekonany, że dojdzie do maksymalnie dwóch lub nawet jednej obniżki. Jeśli chodzi o rok 2025, ostatnie projekcje również wskazywały na 3 kroki w dół o podobne wartości. Większy ruch umacniający dolara będzie wówczas, kiedy najnowszy „dot chart” wskaże na jeden zmianę lub jej brak w tym roku. Jeśli mediana będzie sugerować 2 redukcje do grudnia, wówczas aprecjacyjny rajd USD może być ograniczony, ponieważ rynek w dużej mierze zdążył już zdyskontować tę zmianę postrzegania przyszłej ścieżki stóp przez amerykańskich decydentów.

Opinie dotyczące startu oraz dynamiki cyklu łagodzenia warunków monetarnych w USA są różne co może wynikać z dużej niepewności dotyczącej trendów gospodarczych oraz inflacyjnych. Jak zatem przedstawiają się dane z ostatnich tygodni? Inflacja znacznie spadła od swojego szczytu ale w tym roku ten trend wyhamował a niektóre miary zostały „podbite”, jak np. deflator PCE. W kwietniu wyniósł on 2,7 proc. a bazowy 2,8 proc. – czyli znacznie powyżej celu Fed-u. Po dzisiejszych danych o 14:30 oczekuje się stabilizacji głównego wskaźnika CPI (3,4 proc.) oraz lekkiego spadku „core” z 3,6 proc. do 3,5 proc. Popołudniowa publikacja może wpłynąć dodatkowo na kształt retoryki Powella podczas konferencji prasowej.

Jednocześnie wzrost gospodarczy w USA osłabł. Brakuje jednak wyraźnych oznak recesji. Rynek pracy wykazuje pierwsze oznaki schłodzenia. Sytuacja jest jednak wciąż stabilna a dowodem na to był ostatni miesięczny raport, który wskazał na kreację 272 tys. nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym.

Dane makro są wciąż zbyt mocne, żeby uzasadniały obniżkę stóp proc. w najbliższej przyszłości. Jest dość duża szansa na to, że Fed zrewiduje w górę swoje prognozy dotyczące inflacji oraz wzrostu gospodarczego i jeśli tak się stanie wówczas słowa prezesa Rezerwy Federalnej mogą brzmieć „jastrzębio”.

Rezerwa Federalna nie chce wywołać recesji ale jednocześnie chce zobaczyć mocniejsze efekty swoich dotychczasowych działań. Aby doszło do obniżek Fed musi otrzymać więcej argumentów wskazujących na złagodzenie presji inflacyjnej, sugerujących ochłodzenie rynku pracy oraz podkreślających osłabienie wydatków konsumenckich. Potrzeba zatem jeszcze kilku odczytów CPI/PCE, które pokażą, że trend dezinflacyjny po chwilowy zastoju (w I kwartale) jest kontynuowany. Wzrost stopy bezrobocia z 3,9 do 4,0 proc. (co zobaczyliśmy ostatnio) to za mało, żeby zakładać, że sytuacja uległa znacznemu pogorszeniu. Kreacja nowych miejsc pracy powinna zbliżać się do poziomu mniej więcej 100 tys. a dynamika wzrostu wynagrodzeń powinna maleć. Piątkowy raport NFP wykazał wzrost zarówno w ujęciu miesięcznym jak i rocznym. Z kolei w ostatniej rewizji PKB dla USA pojawiły się dowody, że siła konsumentów słabnie a potwierdziły to słabe dane o wydatkach w kwietniu. Tu sytuacja będzie się pogarszać, co sugeruje płaski realny wzrost dochodów do dyspozycji amerykańskich gospodarstw domowych oraz fakt, że zgromadzone oszczędności w okresie pandemii mocno się wyczerpały. Dodatkowo restrykcyjna polityka monetarna Fed-u z ostatnich kilkunastu miesięcy już przynosi swoje żniwo w postaci rosnących zaległości w spłacie kredytów.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Zwolnienia grupowe nie ustaną póki koszty pracy będą tak dynamicznie rosnąć

Zwolnień grupowych będzie więcej jeżeli nadal będą drastycznie rosnąć koszty pracy.

Z jednej strony nie należy wszczynać alarmu, bo poza zwolnieniami grupowymi na rynku pracy wciąż trwa bardzo wiele rekrutacji, niektóre wręcz są prowadzone gorączkowo. Z drugiej eksperci przekonują: niektóre branże są w poważnej defensywnie i należy zastanowić się nad systemowymi rozwiązaniami, które będą powodować, że tendencja do zwolnień grupowych będzie mniejsza.

– Podstawowy problem w Polsce to są koszty pracownicze, które w ostatnich latach zostały wywindowane do góry nieproporcjonalnie do możliwości wielu sektorów gospodarki. Jeżeli dodamy do tego tendencję do automatyki wielu procesów, to musimy być świadomi, że handel i usługi będą mieć mniejsze zapotrzebowanie na ludzi do pracy. Stąd widmo zwolnień grupowych w wielu branżach – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Wysokie koszty pracy, ale i kryzys w Niemczech odbija się na naszym rynku pracy

Media co jakiś czas rozgrzewane są informacjami o planowanych w Polsce zwolnieniach grupowych. Mowa o dużych międzynarodowych korporacjach, ale często także firmach handlowych czy usługowych. Wszystkie te informacje wzmagają społeczny niepokój i zmuszają ekspertów do dyskusji na temat kondycji rynku pracy i przedsiębiorstw.

– Na pewno jest mi bliżej do uspokajania, a nie do szerzenia strachu. Przykładowo na Pomorzu Zachodnim w maju nie zgłoszono zamiaru zwolnień grupowych w żadnych firmach, więc możemy mówić o pewnym uspokojeniu nastrojów. Z drugiej jednak strony widzimy, że wiele sektorów regionalnie bardzo silnych, w tym sektor chemiczny czy drzewny wciąż jest w bardzo poważnym kryzysie. Póki co jednak na szczęście restrukturyzacja nie obejmuje kadr – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Czego więc należy się spodziewać w kolejnych tygodniach na rynku pracy?

– Powtarzamy to jak mantrę: im wyższe będą koszty pracy, tym więcej będzie za moment zwolnień i redukcji etatów. Niestety kaskadowy wzrost płacy minimalnej, Polski Ład, wzrost składki zdrowotnej jest absolutnym generatorem kosztów dla przedsiębiorców. Niektórzy naprawdę z ciężkim sercem są zmuszeni do zwolnień – mówi Hanna Mojsiuk.

Jak dodaje prezes Północnej Izby Gospodarczej na zachodniopomorskiej gospodarce może się mocno odbijać także kryzys niemiecki.

– Nasi sąsiedzi mają poważne problemy na rynku pracy, szczególnie w przemyśle. To powoduje bardzo trudną sytuację dla firm, które były ich kooperantami – dodaje Hanna Mojsiuk.

Handel jednocześnie zwalnia i zatrudnia. Skomplikowana sytuacja w przemyśle

Eksperci rynku pracy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej przyznają, że temat zwolnień grupowych jest bardzo relatywny. Z jednej strony sytuacja robi się poważna, ale z drugiej więcej branż wciąż myśli o zatrudnianiu niż zwalnianiu, a nie bez znaczenia jest także kondycja nie całych sektorów gospodarki, a konkretnych firm.

– Obserwując obecną sytuację na polskim rynku pracy, można zauważyć, że już nie tylko w sektorze szeroko rozumianego przemysłu dochodzi do istotnych redukcji zatrudnienia. Procesy związane ze zwolnieniami grupowymi pojawiają się także w obszarach gospodarki dotychczas raczej charakteryzujących się wzrostem zatrudnienia, mam tu na myśli chociażby sektor usług wspólnych SSC. Firmy oficjalnie podają, że przyczyną zwolnień jest konieczność dostosowania do aktualnych potrzeb rynkowych i modernizacja modelów biznesowych przez ich większą automatyzację, nie sposób jednak odnieść wrażenia że sytuacja redukcji zatrudnienia ma również drugie dno jak zwiększająca się presja wzrostu wynagrodzeń wywołana inflacją czy zwiększające się koszty operacyjne poszczególnych firm. Niewątpliwie sytuacja na rynku pracy jest w pewnych obszarach bardziej dynamiczna jeżeli chodzi o zwolnienia, jednak w mojej opinii nie jest to trend których dotyczy całego rynku pracy w Polsce gdyż są sektory, które cały czas zatrudniają i szukają nowych pracowników – mówi Łukasz Żak, prawnik i ekspert rynku pracy.

– Jest w tej całej sytuacji kilka paradoksów. Z jednej strony handel gorączkowo poszukuje pracowników np. dyskonty działające w pasie nadmorskim, ale z drugiej na liście zwolnień grupowych są wielkie sieci handlowe z sektora spożywczego czy odzieżowego. Od jakiegoś czasu widzimy także stopniowe redukowanie kadry w instytucjach finansowych i w bankach. Nie zawsze przyjmuje to formę zwolnień grupowych, ale banki automatyzując pracę jednocześnie stawiają na mniejszą kadrę. Obawiamy się także o sektory związane z przemysłem, ale tutaj pracodawcy, gdy zdecydują się na zwolnienia zwykle jest to ostateczność – mówi Anna Sudolska, ekspertka rynku pracy.

Dodajmy, że statystyki dotyczące bezrobocia w Polsce nadal są bardzo korzystne, a współczynnik osób bez pracy pozostaje na minimalnym poziomie.

Cavatina podsumowała 2023 rok na dużym plusie

Wiodąca, polska grupa deweloperska, właściciel m. in. Resi Capital S.A. oraz akcjonariusz kontrolujący spółki giełdowej Cavatina Holding S.A., odnotowała w 2023 roku aż 45% wzrost zysku netto i zwiększyła sumę bilansową o niemal 900 mln zł do poziomu 3 801 mln zł. Grupa kapitałowa w minionym roku znacznie wzmocniła aktywność na rynku mieszkaniowym. Jak wynika z opublikowanego skonsolidowanego sprawozdania finansowego Cavatina Sp. z o.o., podmioty działające w ramach Grupy mają zabezpieczony portfel projektów umożliwiających realizację łącznie blisko 7 tys. mieszkań.

Działalność Grupy Kapitałowej Cavatina Sp. z o.o., bazującej w 100% na polskim kapitale, opiera się na modelu biznesowym, zapewniającym jej zdolność do prowadzenia wszystkich istotnych procesów biznesowych, projektowych, zakupowych, budowlanych i nadzorczych, związanych z całościową realizacją projektów nieruchomości biurowych i mieszkaniowych. Szczególnie ważnym elementem tego modelu jest posiadanie własnych zasobów umożliwiających pełnienie funkcji generalnego wykonawcy w pełnym wymiarze dla każdego z projektów. Daje to możliwość uniezależnienia się od zewnętrznych usług oraz zatrzymywanie w Grupie marży generalnego wykonawcy. Cavatina Holding S.A. oraz Resi Capital S.A. działają obecnie na 7 rynkach w Polsce. Projekty realizowane przez Grupę charakteryzują się wysokiej jakości architekturą i wykonaniem, a także indywidualnym podejściem do ich łączenia z zastaną tkanką miejską. Takie podejście owocuje zarówno zainteresowaniem ze strony najemców i nabywców, jak i uznaniem w krajowych i międzynarodowych konkursach architektonicznych.

Szybki rozwój przy zachowaniu zrównoważonej struktury finansowania

Zgromadzone wewnątrz Grupy kompetencje związane z całym procesem deweloperskim pozwoliły na szybkie przeniesienie wagi bilansu w stronę działalności mieszkaniowej. Na koniec 2023 roku portfolio projektów mieszkaniowych ukończonych i będących w realizacji obejmowało 7 inwestycji w Krakowie, Katowicach, Łodzi i Wrocławiu – WiMa Apartments oraz Belg Apartments realizowane przez Cavatina Holding S.A., a także Global Apartments, Ocean Apartments, Quorum Apartments i Tuwima Apartments od Resi Capital S.A. Grupa w ramach przedsprzedaży podpisała dotychczas umowy na 1 158 mieszkań o wartości 709 mln zł brutto.

W efekcie transformacji działalności biznesowej w stronę rynku mieszkaniowego zapasy Grupy zwiększyły się na przestrzeni roku o niemal 170% osiągając na koniec grudnia 2023 roku poziom ponad 800 mln zł co istotnie poprawiło stosunek aktywów obrotowych do zobowiązań krótkoterminowych Grupy. Skonsolidowany zysk netto wyniósł zaś prawie 97 mln zł (wobec 67 mln zł rok wcześniej). Zrównoważone podejście do finansowania Grupy znalazło odbicie we wskaźniku zadłużenia netto do aktywów netto na poziomie 0,5.

Kolejne projekty mieszkaniowe na horyzoncie

Grupa w kolejnych kwartałach zamierza uruchomić nowe inwestycje mieszkaniowe. W 2023 roku Cavatina Holding S.A. pokazała m.in. wstępną koncepcję spektakularnego kompleksu przy Chmielnej 75 w Warszawie, a także podjęła decyzję o przeznaczeniu największego budynku pofabrycznego WiMa A w Łodzi na cele mieszkaniowe.

Niepewność inflacyjna w centrum uwagi Fedu. Czego możmy się spodziewać?

Rezerwa Federalna nie zmieni w tym tygodniu swojej polityki monetarnej, a uwaga rynków skupi się na dot plocie, czyli zaktualizowanych projekcjach stóp procentowych. To przede wszystkim one zaważą na sile dolara. Spodziewamy się, że zrewidowany dot plot wskaże na dwa cięcia w 2024 r. (względem trzech uprzednio). Choć to mało prawdopodobne, istnieje ryzyko gwałtownej aprecjacji amerykańskiej waluty w przypadku zdecydowanej dominacji jastrzębi w Komitecie, czyli dot plotu wykazującego pojedynczą obniżką stóp w br.

Inwestorzy odsunęli swoje oczekiwania dotyczące rozpoczęcia cięć stóp procentowych Fedu w pobliże IV kwartału roku, a środowa obniżka nie jest w ogóle wyceniana w kontraktach futures. Podczas gdy dostrzegamy niewielkie ochłodzenie aktywności gospodarczej w USA, wskaźniki inflacyjne wykazują oznaki uporczywości, a raport NFP (non-farm payrolls) za maj sugeruje, że rynek pracy wciąż ma się dobrze. Udało się przynajmniej uniknąć kolejnych zaskoczeń w górę kwietniowymi odczytami inflacji CPI i PCE – ich miary bazowe w skali roku są bliskie trzyletnich minimów, a w przypadku inflacji PCE bazowa miara miesięczna spada.

Sytuacja inflacyjna powinna naszym zdaniem ograniczyć potrzebę agresywnej zmiany prognoz stóp procentowych FOMC w tym tygodniu, przewodniczący Jerome Powell będzie zaś najpewniej w dalszym ciągu opowiadać się za cięciami. Spekulowano, że Fed może rozważać ponowne podniesienie stóp procentowych, jeśli dezinflacyjny trend będzie wciąż słabnąć. Powell podczas swojej konferencji prasowej ostudzi jednak zapewne wszelkie oczekiwania dotyczące podwyżek, podobnie jak po poprzednim posiedzeniu – szczególnie że nie widać wyraźnych oznak przegrzania amerykańskiej gospodarki.

Wykres 1: Inflacja PCE w USA (2017 – 2024)

Wykres 1: Inflacja PCE w USA (2017 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 10.06.2024

Rosnące płace w USA to wciąż ważny czynnik blokujący dezinflację

Mimo to nie wierzymy również, by Fed zasygnalizował, że spieszno mu do cięć stóp procentowych, szczególnie po ubiegłotygodniowym silnym raporcie NFP za maj. W zeszłym miesiącu przybyły 272 tys. miejsc pracy netto, znacznie powyżej konsensusu na poziomie 185 tys. Stopa bezrobocia niespodziewanie wzrosła, częściowo przez gwałtowny wzrost migracji, zrównoważył to jednak ponowny wzrost momentum płac, będącego jednym z istotniejszych czynników stających na drodze do stabilizacji cen konsumenckich – trzymiesięczny wzrost zarobków ponownie przekroczył 1%.

Po ostatnim raporcie NFP rynki określają implikowane prawdopodobieństwo pierwszej obniżki stóp procentowych Fedu we wrześniu na ok. 60% (spadek z 80%) i spodziewają się 40 pb. cięć do końca roku (spadek z 50 pb.). Rezerwa Federalna ma do września pod dostatkiem czasu, by wyczekiwać nowych danych dotyczących inflacji, nim zobowiąże się wstępnie do określonych działań. W związku z tym wskazówki Powella będą zapewne podobne do jego ostatnich uwag. Prezes Fedu bez wątpienia podkreśli, że zanim możliwe będą cięcia, potrzebna jest większa pewność dotycząca osiągnięcia celu inflacyjnego (2%).

Wykres 2: Zatrudnienie w sektorach pozarolniczych (2023 – 2024)

Wykres 2: Zatrudnienie w sektorach pozarolniczych (2023 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 10.06.2024

Jastrzębi dot plot stwarza ryzyko skokowego umocnienia dolara

Biorąc to pod uwagę, losy dolara będą zależały zapewne w dużej mierze od zaktualizowanego dot plotu, który pokazuje oczekiwania poszczególnych członków FOMC dotyczące wysokości stóp procentowych na koniec kolejnych lat w horyzoncie prognozy. Podczas marcowego posiedzenia mediana na 2024 r. nieco niespodziewanie pozostała niezmieniona na poziomie 4,6%, co sugeruje trzy obniżki po 25 pb. w tym roku. Tym razem niemal na pewno zostanie zrewidowana w górę i naszym zdaniem będzie wskazywała na tylko dwa cięcia w 2024 r. (wcześniej trzy) oraz trzy w 2025 r. (bez zmian).

Będziemy zaskoczeni, jeśli rzeczywistość będzie odbiegała od naszych przewidywań. Bierzemy jednak pod uwagę możliwość bardziej agresywnej zmiany, o ile z jastrzębiami sprzymierzy się wystarczająca liczba członków komitetu, by mediana pokazywała tylko jedną obniżkę w 2024 r. Jest to prawdopodobnie największe ryzyko dla rynków w tym tygodniu. Jeśli inwestorzy jeszcze bardziej odsuną oczekiwania dotyczące rozluźniania polityki monetarnej w USA, niemal na pewno zobaczymy gwałtowną aprecjację dolara. Sądzimy, że w prognozach inflacji nie będzie istotnych zmian, bardziej optymistyczne projekcje PKB i bezrobocia mogłyby jednak dodatkowo wesprzeć umocnienie amerykańskiej waluty.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (12.06) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

Wcześniej, o godz. 14:30, opublikowany zostanie raport inflacyjny za maj, który może wpłynąć na ton komunikatów banku.

Autor: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

Dariusz Marzec nowym prezesem PTEZ

Dariusz Marzec, Prezes Zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej, został wybrany na stanowisko Prezesa Polskiego Towarzystwa Elektrociepłowni Zawodowych (PTEZ). Zmian w kierownictwie organizacji dokonało Krajowe Zgromadzenie Członków PTEZ, którego obrady odbyły się w trakcie V Kongresu Kogeneracji w Kazimierzu Dolnym.

Podczas Kongresu, nowo wybrany Prezes Polskiego Towarzystwa Elektrociepłowni Zawodowych Dariusz Marzec podkreślił znaczenie Towarzystwa w działaniach na rzecz dekarbonizacji sektora ciepłownictwa systemowego w Polsce. Prezes PTEZ zwrócił uwagę na rolę organizacji w koordynacji współpracy z administracją rządową oraz instytucjami europejskimi, szczególnie w kontekście wprowadzania kluczowych zmian legislacyjnych, wpływających na tempo procesu transformacji.

– Skuteczność realizacji procesu dekarbonizacji systemów ciepłowniczych oznacza osiąganie kolejnych kamieni milowych na drodze do neutralności klimatycznej w 2050 roku, przy jak najmniejszym obciążeniu odbiorców końcowych. Wiemy, w którą stronę powinniśmy zmierzać jako branża. Teraz potrzebne są właściwe narzędzia do realizacji stojących przed nami zadań. Rolą Towarzystwa jest, aby wspólnie z administracją wypracowywać jak najlepsze rozwiązania w tym zakresie i zabiegać o ich wdrożenie, jak również odpowiednie i przede wszystkim stabilne otoczenie regulacyjne. To jeden z najważniejszych czynników warunkujących sukces transformacji – podkreślił Dariusz Marzec, Prezes Zarządu PTEZ i PGE Polskiej Grupy Energetycznej. Biorąc pod uwagę konieczność realizacji wymogów polityki klimatyczno-energetycznej, trzeba patrzeć na składowe procesu transformacji szerzej niż tylko np. na rolę jednostek kogeneracji, czy nawet wyłącznie na sektor ciepłownictwa systemowego. Planowanie strategii dekarbonizacji systemów ciepłowniczych wymaga zaangażowania innych sektorów, np. elektroenergetycznego, żeby jak najlepiej zrealizować ten proces.

PTEZ od ponad 30 lat jest jednym z ważniejszych uczestników krajowej i międzynarodowej debaty na temat przyszłości elektroenergetyki i ciepłownictwa. W obliczu przyspieszającego procesu transformacji energetycznej, Prezes Marzec zaznaczył, że najistotniejsza jest dobra współpraca pomiędzy uczestnikami rynku ciepła: przedsiębiorstwami energetycznymi, decydentami, władzami samorządowymi, jak i odbiorcami. Priorytetem nowego Prezesa jest również szeroka komunikacja dotycząca transformacji energetycznej.

– Branża ciepłownicza stoi przed licznymi wyzwaniami. Realizujemy szereg kosztownych projektów inwestycyjnych i modernizacyjnych, których skuteczne przeprowadzenie pozwoli na ograniczenie wpływu produkcji ciepła na środowisko i osiągnięcie celów polityki klimatyczno-energetycznej Unii Europejskiej. W tym kontekście rola PTEZ, jako organizacji skupiającej najważniejsze przedsiębiorstwa sektora energetycznego, jest nie do przecenienia. Towarzystwo aktywnie uczestniczy w dialogu dotyczącym otoczenia regulacyjnego, co jest priorytetem jego działalności, zwłaszcza teraz, gdy dynamika zmian w energetyce zwiększa się. Wszystkie te działania mają na celu prezentację głosu sektora, jak również troskę o obywateli, aby koszty procesu transformacji w jak najmniejszym stopniu były przerzucane na odbiorców końcowych ciepła systemowego – powiedział Dariusz Marzec, nowy Prezes PTEZ.

Wśród głównych celów nowych władz Towarzystwa wskazał zaangażowanie w prace nad polityką klimatyczno-energetyczną Polski i Unii Europejskiej oraz działania na rzecz skutecznej i akceptowalnej przez odbiorców końcowych transformacji sektora energetycznego. Podkreślił konieczność wypracowywania rozwiązań w zakresie pomocy publicznej, poprawiających skuteczność realizacji procesu dekarbonizacji sektora ciepłownictwa systemowego.

Krajowe Zgromadzenie Członków PTEZ podjęło również decyzję o zmianach w składzie zarządu Towarzystwa. Stanowiska w zarządzie objęli:

  • Wiceprezesi
    • Krzysztof Zamasz – Veolia Energia Polska
    • Andrzej Pacuk – Enea Ciepło
  • Członkowie Zarządu
    • Marcin Laskowski – PGE Polska Grupa Energetyczna
    • Grzegorz Krystek – PGE Energia Ciepła

Dariusz Marzec jest absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego, z tytułem magistra organizacji i zarządzania. Posiada bogate doświadczenie w prowadzeniu i nadzorowaniu transakcji i projektów w sektorze elektroenergetycznym. W latach 1995-2004 pracował na kierowniczych stanowiskach w międzynarodowych firmach doradczych PricewaterhouseCoopers (1995-2000, 2001-2004) oraz Arthur Andersen Poland (2000-2001). W latach 2005-2007 pełnił funkcję Wiceprezesa Zarządu ds. Inwestycji w Unipetrol a.s. (Republika Czeska), odpowiadając m.in. za przygotowanie i wdrożenie strategii inwestycji i restrukturyzacji organizacyjnej oraz nadzór nad projektami M&A w grupie. W latach 2004-2005 był Podsekretarzem Stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa w rządzie Marka Belki. W latach 2009-2013 pracował w spółce KPMG Advisory, gdzie zajmował stanowisko dyrektora odpowiedzialnego za obszar energetyki w regionie Europy Środkowo-Wschodniej oraz usługi w zakresie doradztwa finansowego i strategicznego dla przedsiębiorstw sektora energetycznego w Polsce. W latach 2013-2016 był związany z PGE Polską Grupą Energetyczną S.A., pełniąc funkcję Wiceprezesa Zarządu ds. Rozwoju. Był odpowiedzialny m.in. za przygotowanie i nadzór nad realizacją Strategii Rozwoju Grupy PGE na lata 2014-2020 oraz Programu Inwestycyjnego Grupy PGE. Dodatkowo pełnił funkcje Przewodniczącego Rad Nadzorczych PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna S.A., PGE Energia Odnawialna S.A. oraz PGE EJ1 Sp. z.o.o., a także Członka Rady Zarządzającej Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej. W latach 2019-2024 był Członkiem Zarządu ds. Ekonomicznych w spółce Tramwaje Warszawskie.

Sezon wakacyjny 2024 będzie droższy niż zwykle. Linie lotnicze: ceny cały czas w górę

Podróże stały się jedyną rzeczą, na którą konsumenci nie przestają wydawać – w tym roku liczba pasażerów linii lotniczych na całym świecie osiągnie najwyższy poziom w historii (+10,4% r/r).

  • Pomimo inflacji cen usług i spowolnienia gospodarczego, konsumenci nadal wydają na podróże. W 2023 r. 1,3 mld osób podróżowało za granicę (+33% r/r), podczas gdy w I kwartale 2024 r. turystyka międzynarodowa osiągnęła ponad 285 mln podróżnych (97% poziomu sprzed pandemii)
  • Linie lotnicze wciąż borykają się z ograniczeniami przepustowości spowodowanymi zakłóceniami w łańcuchu dostaw samolotów, incydentami związanymi z bezpieczeństwem i wycofywaniem starych samolotów, oczekiwać można, że z powodu ograniczonej podaży ceny biletów lotniczych pozostaną wysokie
  • Branża przewozów lotniczych, jak wynika z analiz Allianz Trade, jest jedynym sektorem, którego ożywienie nie wykazuje oznak spowolnienia pomimo osłabienia globalnych perspektyw gospodarczych – popyt osiągnie w tym roku rekordowy poziom a zysk z przewozu pasażera wzrośnie o +3,2%. Powinno to doprowadzić do wzrostu przychodów linii lotniczych o +6,5% r/r (do 967 mld USD) i ich zysku netto w wysokości 30,5 mld USD
  • Podsumowując: ponieważ apetyt na podróże okazał się silniejszy niż kiedykolwiek, konsumenci akceptują podwyższone ceny, podróżując w zamian bliżej domu, wybierając miejsca, w których kurs wymiany jest bardzo korzystny dla nich lub skracając wakacje, ale jest bardzo mało prawdopodobne, aby anulowali swoje plany podróży

Podróże stały się jedyną rzeczą, na którą konsumenci nie przestają wydawać. W przeciwieństwie do poprzednich recesji, inflacja i spowolnienie gospodarcze nie zniechęciły konsumentów do wydawania pieniędzy na turystykę. W rzeczywistości popyt na usługi hotelarskie i transportowe nadal rośnie we wszystkich regionach, mimo że przychód na dostępny pokój (RevPAR) i ceny biletów lotniczych pozostają wysokie (wykres 1), co przyczynia się do umiarkowanej inflację cen usług po obu stronach Atlantyku. Podczas gdy globalny PKB w 2023 wzrósł tylko o +3,2%, w zeszłym roku za granicę podróżowało 1,3 mld osób, co stanowi wzrost o +33% r/r.

Wykres 1: Zmiany cen biletów lotniczych między 1. kwartałem 2019 r. a 1. kwartałem 2024 r. według regionów

Zmiany cen biletów lotniczych między 1. kwartałem 2019 r. a 1. kwartałem 2024 r. według regionów

Źródła: Reuters, ForwardKeys, Allianz Research. Średnie taryfy zostały zindeksowane (Q1 2019 = 100)

Według Światowej Organizacji Turystyki (UN Tourism), w pierwszym kwartale 2024 r. turystyka międzynarodowa osiągnęła poziom ponad 285 mln podróżnych, o +20% więcej niż w pierwszym kwartale 2023 r. i odpowiadała poziomowi 97% sprzed pandemii (1 kwartał 2019 r.), przy czym Europa, Afryka i Bliski Wschód już przekroczyły wolumeny z 2019 r. (wykres 2). Sugeruje to, że podróże są coraz częściej uważane za „podstawowy wydatek” w budżetach domowych, a konsumenci są skłonni zapłacić wyższą cenę za to doświadczenie, niezrażeni nawet niedawnymi incydentami związanymi z bezpieczeństwem.

Wykres 2: Międzynarodowe przejazdy turystyczne, zmiana % w 2019 r.

Międzynarodowe przejazdy turystyczne

Źródła: Światowa Organizacja Turystyki ONZ, Allianz Research

Trendy takie jak wzrost popularności pracy z domu – który miał ograniczyć podróże służbowe – oraz ruch „flight-shame” również nie zmniejszyły popytu na podróże, choć ruch krajowy powrócił do poziomu sprzed pandemii szybciej niż podróże międzynarodowe. Z analiz Allianz Trade wynika, że oczekiwać można, że w tym roku liczba pasażerów linii lotniczych na całym świecie osiągnie najwyższy poziom w historii (+10,4% r/r), z Azją i Pacyfikiem oraz Ameryką Północną na czele (wykres 3), podczas gdy Afryka i Ameryka Łacińska pozostaną w tyle.

Wykres 3: Regionalne i globalne stopy wzrostu r/r dla pasażerów linii lotniczych
Regionalne i globalne stopy wzrostu

Źródła: IATA, Allianz Research

Dopóki linie lotnicze będą borykać się z niedoborem podaży, ceny biletów lotniczych pozostaną wysokie. Kilka czynników wywiera presję na przepustowość linii lotniczych, z których najistotniejszy jest niedobór samolotów, który rozpoczął się od wąskich gardeł w łańcuchu dostaw w czasie pandemii. Sytuację pogorszyły niedawne kwestie bezpieczeństwa Boeinga, które skłoniły firmę do spowolnienia zdolności produkcyjnych w celu poprawy jakości produkcji (wykres 4). Równolegle, wraz z tykającym zegarem w zakresie redukcji emisji dwutlenku węgla i budowania bardziej energooszczędnej floty, firmy zaczęły pozbywać się starych samolotów, co znacznie zmniejszyło moce przewozowe sektora. Średni wiek, w którym samoloty są wycofywane z rynku, spadł z 27 lat przed pandemią do 23 lat w 2023 roku. W rezultacie wzrost zdolności przewozowych był i nadal będzie ograniczony w perspektywie krótkoterminowej, nie osiągając do 2025 roku nawet poziomu sprzed pandemii.

Wykres 4: Dostawy samolotów komercyjnych, w sztukach

Dostawy samolotów komercyjnych, w sztukach

Źródła: Bloomberg, Allianz Research

W tym kontekście branża lotnicza jest jedynym sektorem, którego ożywienie nie wykazuje oznak spowolnienia pomimo osłabienia globalnych perspektyw gospodarczych. Z analiz Allianz Trade wynika, że oczekuje się, że zyski z pasażerów, tj. średnia kwota płacona przez pasażera za przelot jednego kilometra (przychód na RPK), wzrosną w tym roku o +3,2% r/r, przygotowując grunt pod ogólny wzrost przychodów o około +6,5% r/r, wynoszący łącznie 967 mld USD (z 838 mld USD w 2019 r.). W związku z przewidywanym w tym roku wyższym ruchem, kosztami pracy pod kontrolą i oczekiwanym zawężeniem spreadu na paliwie lotniczym, Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) podniosło prognozę zysku netto branży na 2024 r. do 30,5 mld USD z 27,4 mld USD skorygowanych już w górę w 2023 roku. Był on już o +3,9% wyższy niż poziom z 2019 roku. Jednak rentowność nie będzie wyglądać tak samo we wszystkich regionach ze względu na geopolitykę. Paliwo lotnicze jest największym kosztem operacyjnym dla linii lotniczych (wykres 5) i chociaż ceny odrzutowców pozostawały umiarkowane od początku roku, ten koszt wejściowy jest jednym z najbardziej zmiennych, ponieważ podaż, a tym samym ceny są uzależnione od kwestii geopolitycznych i zdolności regionalnych. Wykres 6 pokazuje, że koszty tankowania zmieniają się znacząco w zależności od regionu, przy czym linie lotnicze z Ameryki Łacińskiej są bardziej narażone na zmiany cen nafty lotniczej.

Rys. 5 i 6: Podział kosztów linii lotniczych (po lewej) oraz waga kosztów paliwa i ropy w podziale na regiony (po prawej)Podział kosztów linii lotniczych (po lewej) oraz waga kosztów paliwa i ropy w podziale na regiony

Źródła: IATA, Bloomberg, Allianz Research

Podsumowując, przy wciąż wysokim popycie i ograniczeniach przepustowości, sezon wakacyjny 2024 będzie droższy niż zwykle. Półkula północna notuje silny popyt ze strony konsumentów, na którym skorzystają wszystkie branże związane z turystyką, od hoteli i restauracji po transport, rekreację i usługi konsumenckie. W rzeczywistości najnowsze dane dotyczące indeksu zaufania w turystyce ONZ (który wynosi od 0 do 200) wskazują na pozytywny wynik 130 w okresie od maja do sierpnia 2024 r., przewyższając nastroje z początku roku. W szczególności Europa powinna odnieść korzyści, ponieważ będzie gospodarzem dwóch dużych wydarzeń sportowych, Igrzysk Olimpijskich w Paryżu i UEFA Euro. Ponieważ apetyt na podróże okazał się silniejszy niż kiedykolwiek, konsumenci najwidoczniej akceptują podwyższone ceny, podróżując w zamian bliżej domu, wybierając miejsca, w których kurs wymiany jest bardzo korzystny dla nich lub skracając wakacje, ale jest bardzo mało prawdopodobne, aby anulowali swoje plany podróży.

Polski rynek nieruchomości po 5 miesiącach – gdzie jesteśmy?

Zbliżamy się do półmetka 2024. Zanim powstaną oficjalne półroczne podsumowania sytuacji na rynku inwestycyjnym, Avison Young przedstawia bieżące wyniki.

W kwietniu i maju 2024 r. łączny wolumen transakcji ogłoszonych na polskim rynku inwestycyjnym przekroczył 500 mln euro. Z kolei całkowity wolumen ostatnich 5 miesięcy kształtuje się obecnie na poziomie ok. 885 mln euro, co zbliżyło nas do wyniku ubiegłorocznego. Biorąc pod uwagę, że wynik po I kwartale 2024 r. (364 mln euro) był najgorszym I kwartałem od dłuższego czasu, obecny wolumen wydaje się całkiem obiecujący.

Dominacja sektora handlowego

Sektor handlowy stanowił 42% pięciomiesięcznego wolumenu transakcji, głównie dzięki znaczącej sprzedaży portfela 6 centrów handlowych Cromwell, który zostały nabyty za 285 mln euro. Jest to największa transakcja we wszystkich sektorach rynku od III kwartału 2022 roku.

Warto zauważyć, że sektor handlowy po raz kolejny przyciągnął nowego inwestora na polski rynek, a mianowicie Star Capital Finance z Czech jako kupującego w powyższej transakcji. Ta akwizycja potwierdza również widoczną aktywność w Polsce inwestorów z krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Poza tą transakcją, wolumen w sektorze opierał się głównie na sprzedaży aktywów typu „convenience”, wśród których za ok. połowę zrealizowanego wolumenu odpowiada zespół inwestycyjny Avison Young.

Sektor magazynowy

Sektor magazynowy, z łącznym wolumenem szacowanym na 230 mln euro, plasuje się na drugiej pozycji z 26% udziałem w rynku inwestycyjnym.

To właśnie w sektorze magazynowym szczególnie widoczna jest rozbieżność między oczekiwaniami cenowymi sprzedających i kupujących. Chociaż transakcje mają miejsce, ich skala jest nieco ograniczona ze względu na tę sytuację. Wydaje się, że inwestorzy potrzebują więcej czasu, aby dojść do porozumienia w kwestii oczekiwań cenowych. Jest również zauważalny brak głównych graczy zdolnych do realizacji dużych transakcji przekraczających 100 mln euro.

Mimo tego, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy odnotowano imponującą transakcję o wartości ponad 90 mln euro. Kompleks magazynowy w podpoznańskich Żernikach został sprzedany przez Panattoni inwestorowi z branży nieruchomości komercyjnych. Park logistyczny o powierzchni ponad 100 000 mkw. jest w pełni wynajęty międzynarodowym firmom zarządzającym łańcuchami dostaw.

Sektor biurowy w końcu z transakcją typu „prime”!

Inwestorzy nadal koncentrują się na aktywach biurowych w stolicy. W okresie 5 miesięcy odnotowano tylko 1 transakcję biurową w miastach regionalnych – nabycie budynku Krakowska 98 we Wrocławiu, w której pośredniczyła firma Avison Young.

Większość transakcji nadal dotyczy aktywów typu „value-add” i oportunistycznych, co wskazuje na silną dominację inwestorów, którzy ostrożnie podchodzą do tematu zakupów i szukają okazji bez przepłacania za aktywa. Jednak, zgodnie z naszymi ostatnimi przewidywaniami, rynek odnotował również – wreszcie! – zakup najlepszego biurowca w centrum miasta. Transakcją, o której mowa, była sprzedaż Studio B przez Skanska za 86 mln euro. Biorąc pod uwagę, że EBC obniżył stopy procentowe, pierwszy raz od 5 lat, stanowi to obiecujący sygnał dla kapitału typu „core”, który w konsekwencji powinien się aktywizować.

Pomimo dominacji warszawskiego rynku biurowego, obserwujemy również rosnące zainteresowanie inwestorów miastami regionalnymi, o czym świadczą toczące się rozmowy pomiędzy sprzedającymi i kupującymi. Wiemy o co najmniej kilku transakcjach, które są obecnie na ostatnim etapie procesu transakcyjnego.

Hotele wracają do gry?

Rynek odnotował już 3 transakcje hotelowe w tym roku. Ostatnią z nich był 148-pokojowy Hotel Inn Resort Warszawa Józefów. Zauważamy, że pojawia się nowy trend, który rozpoczął się w drugiej połowie 2023 r., polegający na rosnącym apetycie inwestorów na zakup hoteli, po spowolnieniu wywołanym przez skutki pandemii COVID-19. Na rynku znajduje się sporo aktywów hotelowych i spodziewamy się większej liczby transakcji w tym sektorze do końca roku.

Czekając na korzystniejsze finansowanie

Rynek w końcu doczekał się spadku stóp procentowych, co może prognozować ich dalszą obniżkę. Jest to sygnał powrotu bardziej przystępnego finansowania, co prawdopodobnie pobudzi aktywność inwestorów.

Ponieważ stopy procentowe zaczynają spadać, można oczekiwać, że rynek będzie działał na pełnych obrotach w przeciągu 12 miesięcy. Dlatego też ci, którzy są dobrze przygotowani, dokładnie przeanalizowali rynek i zidentyfikowali obiecujące aktywa, będą w stanie wykorzystać tę okazję. Bycie lepiej przygotowanym niż konkurencja, do szybkiego składania ofert i finalizowania transakcji, będzie miało kluczowe znaczenie dla pozyskania najbardziej atrakcyjnych aktywów.

Co nas czeka w drugiej połowie roku?

Polska nadal pozostaje stabilnym gospodarczo i silnym rynkiem, zapewniającym dobre warunki do inwestowania w nieruchomości. Wyraźnie dostrzegają to europejscy gracze rynkowi, dlatego niezmiennie jesteśmy świadkami debiutów nowych podmiotów inwestycyjnych na polskim rynku

Na podstawie naszych własnych projektów i rozmów z innymi uczestnikami rynku obserwujemy, że wiele nieruchomości z różnych sektorów znajduje się obecnie w fazie ofertowania, due diligence, a nawet finalizacji. W większości nie są to projekty o znacznej skali, ale w sektorach magazynowym i handlowym wydarzyły się już duże transakcje, co może być sygnałem, że będzie ich więcej.

Pozostajemy optymistami co do liczby transakcji i oczekujemy, że wolumen inwestycji w 2024 r. przekroczy ten z 2023 r., sygnalizując dalszy wzrost w kolejnych latach.

Autorzy: Paulina Brzeszkiewicz-Kuczyńska (Research and Data Manager) oraz Marcin Purgal (Senior Director, Investment)

Maj 2024 najsłabszym miesiącem w roku w rejestracji (de facto kupna) nowych ciągników w Polsce, rynek wtórny ze stałym wzrostem

518 – tyle nowych ciągników rolniczych zarejestrowanych zostało w maju 2024 roku. To, jak do tej pory, najgorszy tegoroczny wynik i dalszy ciąg trwającej już ponad półtora roku tendencji spadkowej w Polsce, która – w porównaniu z Europą – ma tu większą skalę. W innej podstawowej kategorii nowych maszyn rolniczych, jaką są przyczepy, widać raczej swego rodzaju „wypłaszczenie”, a nawet lekkie odbicie w górę. Stałe wzrosty notowane są zaś przez Polską Izbę Gospodarczą Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) na rynku wtórnym.

W pierwszej podstawowej kategorii nowych maszyn rolniczych, czyli ciągników, maj okazał się najgorszy z dotychczasowych miesięcy tego roku. Według zebranych przez Polską Izbę Gospodarczą Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) – na podstawie danych z CEPiK – informacji, liczba rejestracji tych pojazdów wyniosła 518 – To, jak dotąd, najmniej w tym roku. O 10 – niż w lutym, który wcześniej był pod tym względem najgorszym miesiącem 2024 – wynika z majowego raportu PIGMiUR o rejestracji, a więc de facto sprzedaży, nowych maszyn rolniczych.

Najmniej zarejestrowanych nowych ciągników w tym roku

Podaje on, że od 1 stycznia zarejestrowano 3277 nowych ciągników. – To o 855 mniej niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Spadek wynosi tu więc już 20,7  proc. – przeczytać można w dokumencie Izby.

– Mamy tu do czynienia z odzwierciedleniem panujących dość ponurych nastrojów w branży rolnej, które bez wątpienia miały wpływ na decyzje zakupowe mogące przyczynić się do udoskonalenia prac jej przedstawicieli, tym bardziej, że wiele z nowych takich pojazdów wyposażonych jest super nowocześnie, choćby w specjalistyczną nawigację GPS, potrzebną do dokładnego i efektywnego działania w polu. Do tego, przez ostatnie miesiące, potencjalni nabywcy nowych maszyn mieli znacznie bardziej niż wcześniej ograniczony dostęp do tzw. wkładu własnego, potrzebnego do pozyskania unijnych środków na sfinansowanie takich zakupów – uważa Hubert Seliwiak z PIGMiUR, odnosząc się tym samym do poszczególnych przepisów ustawy o pożyczce lombardowej, która w życie weszła w styczniu tego roku. Krytykowali ją m.in. zarówno chcący dokonać inwestycji rolnicy, jak i sprzedawcy nowego sprzętu, ze względu na bardzo mętne kryteria pozyskania środków na wkład własny, które de facto powodowały, że stał się on niemożliwy do zdobycia. Posłowie nowej kadencji znowelizowali jednak szybko tę ustawę, zaś prezydent ją podpisał i odesłał do Trybunału Konstytucyjnego.

Najpopularniejsze marki nowych ciągników po 5 miesiącach 2024 roku

Od początku roku najpopularniejszym modelem ciągnika jest model Farmtrac Tractors

Europe 26 4WD, którego zarejestrowano 60. Deutz-Fahr – model 5080 D Keyline zajmuje drugą pozycję z ilością 55. Na trzecią pozycję awansuje John Deere 6155M z ilością 51. Solis 26 4WD 9+9 notuje 4 sztuki mniej – zarejestrowano 47. ciągników tego modelu. Kubota z modelem EK1- 261 zajmuje piąte miejsce z ilością 46.

W maju najwięcej nowych ciągników uzyskało rejestrację w województwach mazowieckim (w ciągu pierwszych 5 miesięcy tego roku to 586 takich pojazdów, o 116 mniej niż przed rokiem), wielkopolskim (397) i łódzkim (290).

Lekkie odbicie w rejestracji nowych przyczep rolniczych. Które marki na topie?

Bez specjalnych zmian dochodzi w drugiej podstawowej kategorii maszyn czyli w nowych przyczepach rolniczych. – To kolejny miesiąc wpisujący się w trend ostatnich okresów, gdzie wyraźnie widać prostą poziomą linię na wykresie. W 5 miesiącu 2024 nabywcy zarejestrowali bowiem 374 nowych przyczep rolniczych – informuje majowy raport PIGMiUR. Dla porównania, w kwietniu było ich 363, więc można nawet stwierdzić tu mały wzrost, choć jednak – w stosunku do maja 2023 – to i tak znacznie mniej, bo wtedy PIGMiUR odnotował 531 rejestracji tych pojazdów.

– Od początku roku zarejestrowano 1927 nowych przyczep rolniczych i jest to o 678 mniej niż przed rokiem. Spadek wynosi już 26 proc. – podaje w swoim raporcie za maj 2024 PIGMiUR.

Po 5 miesiącach tego roku pozycję lidera w tym segmencie zajmuje Pronar z 459 nowymi przyczepami. Dalej plasują się szt. Metal-Fach i Metaltech, a za nimi Joskin i Meprozet. Inaczej niż w przypadku nowych ciągników wygląda tu jednak mapa Polski. Choć liderem jest tu Mazowieckie, to drugą pozycję zajmuje Lubelszczyzna, a dopiero za nią jest Wielkopolska.

– Tak jak w poprzednich raportach, wyraźnie widać rozdźwięk między rynkami maszyn nowych a używanych, gdzie do czynienia mamy z ewidentną tendencją w górę. Polski producent rolny ma bowiem na inwestycje środki, które jednak wyglądają skromniej niż w przypadku zakupu zupełnie nowych maszyn. Chce on jednak cały czas udoskonalać swój sprzęt, choć robi to i ostrożniej, i oszczędniej – zauważa Hubert Seliwiak z PIGMiUR.

Stała tendencja wzrostowa na rynku wtórnym. Niższy trend spadkowy w maszynach rolniczych w Europie

Na rynku wtórnym po pięciu miesiącach br. PIGMiUR notuje 11 241 rejestracji ciągników. – To o 712 więcej niż w od stycznia do maja 2023. Wzrost wynosi tu zatem 6,7 proc. (stosunku do 8,1 proc. miesiąc wcześniej) – podaje Izba. W przypadku przyczep, zarejestrowano ich w tym samym okresie tego roku 3009, a więc o 279 więcej niż przed rokiem. Oznacza to, że obecnie Izba notuje tu wzrost o 10,2 proc.

– Dane europejskie pokazują, że w segmencie nowych maszyn również panuje w Unii tendencja zniżkowa, co wiązać można ze zwiększoną ostrożnością producentów rolnych w inwestycje w sprzęt pochodzący prosto z taśmy produkcyjnej– stwierdza Hubert Seliwiak.

Według danych uzyskanych od zrzeszonych w CEMA (Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Maszyn Rolniczych) organizacji krajowych, w 2023 r. w Europie zarejestrowano ogółem 211 700 ciągników. – Rejestracje ciągników rolniczych były o 4,9 proc. niższe niż w 2022 r., ale tylko nieznacznie poniżej średniej liczby zarejestrowanych ciągników w ciągu ostatnich pięciu lat. Liczba maszyn zarejestrowanych w pierwszym półroczu była tylko lekko niższa niż w analogicznym okresie roku poprzedniego, jednak w drugim półroczu spadek był większy – przytacza dane europejskie za 2023 PIGMiUR.

Co wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego oznaczają dla gospodarki?

Zakończone w niedzielę wybory europejskie nie przyniosły zasadniczych zmian w unijnym układzie sił. Wszystko wskazuje, że w Parlamencie Europejskim utrzyma się dotychczasowa koalicja rządząca. Czy jednak kontynuować ona będzie dotychczasowy kurs w sprawach ważnych dla przedsiębiorców? Za wcześnie wyrokować. Wydaje się, że jednak, że jest szansa na to, że w polityce gospodarczej Parlamentu Europejskiego i nowej Komisji Europejskiej dojdzie do istotnej korekty. Jest ona niezbędna, jeśli gospodarka europejska ma zwiększyć podupadającą od wielu lat konkurencyjność.

Korekta ta trzy obszary kluczowe z punktu widzenia przedsiębiorczości. Pierwszy to Zielony Ład. W trakcie kampanii wyborczej właściwie we wszystkich krajach członkowskich podniosły się głosy krytyczne. Nie są one już domeną partii określanych przez komentatorów jako „radykalna prawica”. Korekty kursu w sprawie Zielonego Ładu domagają się coraz częściej także przedstawiciele zwycięskiej Europejskiej Partii Ludowej. Zwracają oni uwagę na zbyt szybkie tempo zmian dotyczących polityki klimatycznej i ochrony środowiska. Należy więc spodziewać się co najmniej spowolnienia tych zmian, ale także – co już stało się w odniesieniu do Zielonego Ładu w obszarze rolnictwa – odejścia od rozwiązań, które w istotny sposób ograniczają konkurencyjność europejskiej gospodarki. Jako Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców wielokrotnie zwracałem uwagę na przykład na szkodliwe skutki dyrektywy ESG czy dyrektywy budynkowej. Można liczyć, że zdroworozsądkowa krytyka tych rozwiązań będzie częściej torować sobie drogę do gremiów decyzyjnych w PE i KE.

Drugi obszar, w którym przedsiębiorcy spodziewać się mogą pozytywnych zmian, to ilość nowych przepisów uchwalanych przez PE. Warto zwrócić uwagę, że na fakt przeregulowania europejskiej gospodarki zwracano uwagę w debatach przedwyborczych w wielu krajach tzw. starej Unii. Powoli coraz więcej środowisk politycznych w Europie zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, co kręgi biznesowe podnoszą od dawna: że ciężary finansowe i organizacyjne nadmiernych regulacji hamują dynamikę rozwoju gospodarczego.

Trzeci ważny dla przedsiębiorców akcent kampanii przedwyborczej to często podnoszone w całej Europie wezwania do skrócenia łańcucha dostaw i przywrócenia na naszym kontynencie produkcji przemysłowej. Miejmy nadzieję, że eurodeputowani i przyszli komisarze wezmą sobie te wezwania do serca.

Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców

Wcześniejsze wybory we Francji wywołują panikę na rynkach

Przyspieszone wybory wystraszyły inwestorów. Bardzo. Traci nie tylko waluta, ale również giełda i obligacje. W tle przecena na rynku kryptowalut i spadek inflacji w Czechach, który z kolei osłabia tamtejszą koronę.

Odwrót z Francji

Poniedziałek na rynkach upłynął pod dyktando szoku, jakim było zwołanie wcześniejszych wyborów przez Paryż. Inwestorzy, delikatnie mówiąc, przyjęli to bardzo źle. Tak jak wczoraj pisaliśmy, rynek walutowy zareagował alergicznie. Nie inaczej było na giełdzie, gdzie mimo korekty pod koniec dnia zakończyliśmy przeceną o 1,35%, a dzisiaj spada dalej. Również na obligacjach widać problemy. Jeszcze na zakończenie dnia w piątek rynki wyceniały 10-letnią obligację na około 3,1%. Za tyle były skłonne Francję kredytować. Dzisiaj jesteśmy już na poziomie 3,3%, co oznacza wyraźny wzrost kosztów obsługi długu. To z kolei byłby dobry argument dla sił politycznych przeciwnych prezydentowi w czerwcowych wyborach, gdyby w wyborach chodziło o merytorykę. Kampania we Francji zapowiada się jednak bardzo emocjonalnie i raczej będziemy świadkami straszenia ekstremizmem.

Korekta na rynku kryptowalut

Ostatnie dni potwierdziły pewną prawidłowość – im dalej obniżki stóp procentowych, tym kryptowaluty słabsze. Ostatnie zmiany w USA kosztowały bitcoina kilka procent wartości. Na głównej kryptowalucie świata dotarliśmy właśnie do poziomu 67 000 dolarów, czyli minimów ostatnich tygodni. Analitycy wskazują, że na giełdach wyraźnie widać zamykanie tzw. długich pozycji. Co pokazuje, że coraz więcej inwestorów wątpi w możliwość kontynuowania ruchu w górę. Jest też drugie wyjaśnienie, spodziewają się głębszych spadków i chcą odkupić taniej. Oba te wyjaśnienia nie dają temu rynkowi dobrych perspektyw w krótkim terminie. Podobne ruchy co na bitcoinie widać również na mniej popularnych kryptowalutach w tym silnym numerze dwa na tym rynku Etherium.

Inflacja w Czechach znowu w dół

Po tym, jak w kwietniu mieliśmy u naszego południowego sąsiada coś, co w odchudzaniu nazywane jest efektem jojo, wielu analityków spodziewało się trwałego odbicia. Inflacja w ujęciu rocznym wzrosła bowiem z 2% na 2,9%. W maju jak się jednak okazuje, mieliśmy spadek i to nie do 2,8%, jak oczekiwano, ale od razu do 2,6%. Co ważne, w ujęciu miesięcznym ceny nie zmieniły się wcale, co jest miłym zaskoczeniem po 0,7% w samym kwietniu. Efektem tych danych była przecena kursu czeskiej korony względem kursu euro. Nie jest bowiem tak, że inwestorzy doceniają walkę z inflacją. Inwestorzy patrzą na oczekiwane zmiany stóp procentowych. Niższa inflacja przybliża kolejne obniżki, a te z kolei powodują, że mniej można zarobić na inwestycjach w instrumenty oparte o stopę procentową. W rezultacie niższa inflacja zachęca ich, by się wycofali, co osłabia walutę.

Dzisiaj kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Czego chcą Europejczycy vs. priorytety europejskich partii politycznych – powyborcza analiza Allianz Trade

Czego chcą Europejczycy vs. priorytety europejskich partii politycznych oraz to, czym najprawdopodobniej zajmie się nowa Komisja Europejska.

  • Czego chcą Europejczycy? Walka z ubóstwem i poprawa opieki zdrowotnej to najważniejsze priorytety wyborców (Eurobarometr z kwietnia 2024). Wyniki te są zgodne z naszą własną ankietą Allianz Pulse: gospodarka, miejsca pracy i nierówności są najważniejsze, podczas gdy zielona transformacja odgrywa jedynie niewielką rolę.
  • Mandaty rozdane – jakie są więc programy partii w PE? Partie koncentrują się na niektórych priorytetowych tematach – ale nie wszystkie z nich się pokrywają z oczekiwaniami wyborców. Pięć najważniejszych dla partii w PE tematów to: klimat i energia, bezpieczeństwo i obrona, konkurencyjność i wzrost, polityka zagraniczna oraz polityka fiskalna i przemysłowa
  • Dokąd zmierzać będzie z kolei przyszła Komisja Europejska? Patrząc wstecz, patrząc w przyszłość: sporym osiągnięciom w polityce innowacji i otwartego rynku, m.in. Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności, fundusz Next Generation EU (tutaj najwięcej zostało dla Polski – patrz wykres) i plan RePowerEU towarzyszą kolejne wyzwania, takie jak zwiększanie konkurencyjności (zwłaszcza cyfrowej) ale też przemysłowej
  • Dlaczego innowacje, digitalizacja i AI są tak ważne dla Europy? Europa pozostaje najstarszym kontynentem na świecie z medianą wieku powyżej 44 lat i stanowi jedynie około 5% światowej populacji. W marcu 2024 r. UE przyjęła również pierwszą na świecie ustawę o sztucznej inteligencji, gdyż teoretycznie sztuczna inteligencja powinna pozwolić na wzrost produktywności o 6% w ciągu najbliższych dziesięciu lat, co przy pełnym wdrożeniu mogłoby zaradzić brakowi 12 mln Europejczyków w 2030 r.
  • Fundamentem wzrostu i dobrobytu w Europie jest integracja i wspólny rynek – ciąg dalszy „patrząc wstecz i patrząc w przyszłość”: UE podpisała kilka umów o wolnym handlu (FTA) z kluczowymi partnerami, takimi jak Japonia (2019), Singapur (2019), Wietnam (2020), Wielka Brytania (2021) i Nowa Zelandia (2024), które otworzyły nowe możliwości rynkowe dla europejskich przedsiębiorstw, ale nigdy tak pilna nie była Unia Rynków Kapitałowych (CMU) której brak utrudnia konkurencyjne (wobec np. USA czy Chin) finansowanie i ekspansję europejskich firm
  • Europa przyjęła również wspólną strategię dotyczącą surowców krytycznych ale zmiany geopolityczne i protekcjonizm na świecie będą wymagały dalszego przeglądu i adaptacji strategii handlowej UE, m.in. tradycyjne umowy o wolnym handlu ustępować będą na rzecz mniejszych, łatwiejszych do osiągnięcia umów tematycznych
  • Wyzwania w europejskiej architekturze bezpieczeństwa, w tym konflikty w pobliżu wschodniej granicy NATO i rosnąca niestabilność w regionie, podkreślają potrzebę adaptacji – oczywiste jest, że UE musi szybko zwiększyć wydatki na obronność i stworzyć przestrzeń fiskalną dla stałego wzrostu powyżej 2% PKB
  • Patrząc w przyszłość, polityka fiskalna będzie musiała stać się strategiczna – w latach 2019-2024 nie doszło do rzeczywistej integracji fiskalnej i finansowej, ale poczyniono pewne postępy w zakresie zasad fiskalnych, co było wymuszone przez Covid-19 i napięcia geopolityczne
  • UE stała się liderem w globalnej walce ze zmianami klimatu, ale nie spodziewamy się dalszego przyspieszenia w polityce klimatycznej

Czego chcą Europejczycy

Walka z ubóstwem i poprawa opieki zdrowotnej to najważniejsze priorytety wyborców. Według badania Eurobarometru z kwietnia 2024 r. ubóstwo zostało uznane za główny problem kampanii przez 33% respondentów, a tuż za nim uplasowało się zdrowie publiczne z wynikiem 32%. Gospodarka, tworzenie miejsc pracy, obrona i bezpieczeństwo były równie ważnymi kwestiami, z których każda została wybrana przez 31% uczestników. Co ciekawe, zajęcie się zmianami klimatu, które wcześniej zajmowało trzecie miejsce pod względem ważności w ankiecie z końca 2023 r., spadło na piąte miejsce, a 27% respondentów wskazało je jako kluczową kwestię. Wyniki te są zgodne z naszą własną ankietą Allianz Pulse: gospodarka, miejsca pracy i nierówności są najważniejsze, podczas gdy zielona transformacja odgrywa jedynie niewielką rolę.[1] Austria jest jedynym krajem, w którym wygrała przyszłość Europy. Z analiz Allianz Trade wynika, że zmiana klimatu została uznana za najwyższy priorytet w Szwecji, podczas gdy Europa Wschodnia i Północna, w tym Niemcy, są zdominowane przez debatę na temat obronności i bezpieczeństwa (wykres 1).

Wykres 1: Kluczowe tematy priorytetowo traktowane przez mieszkańców UE na podstawie danych ankietowych

Kluczowe tematy priorytetowo traktowane przez mieszkańców UE na podstawie danych ankietowych

Źródło: Eurobarometr 101.1, Allianz Research

Partie koncentrują się na niektórych priorytetowych tematach – ale nie wszystkie z nich się pokrywają. Patrząc na manifesty wyborcze ogólnoeuropejskich partii politycznych, stwierdzamy, że w pewnym stopniu pokrywają się one z obawami wyborców. Pięć najważniejszych tematów to klimat i energia, bezpieczeństwo i obrona, konkurencyjność i wzrost, polityka zagraniczna oraz polityka fiskalna i przemysłowa (wykres 2).

Wykres 2: Analiza manifestów politycznych, % całości

Wykres 2 Analiza manifestów politycznych, % całości

Źródło: Manifesty partii, Allianz Research. Uwaga: Udział liczby słów w stosunku do całkowitej liczby słów analizowanych we wszystkich manifestach. Tematy nie są zależne od kontekstu w tej analizie słów i mogą być używane w kontekście pozytywnym lub negatywnym.

Ogólnie rzecz biorąc, obecność większej liczby eurosceptyków w Parlamencie Europejskim może mieć wpływ na politykę UE. Główne partie centrowe (EPL, S&D i Odnowa) mają podobne podejście do aspektów gospodarczych. Jednak w wyniku zwiększonej presji ze strony skrajnej prawicy, ich uwaga nieznacznie przesunęła się w kierunku bardziej prawicowych priorytetów, w tym bezpieczeństwa i obrony. Z analiz Allianz Trade wynika, że priorytety gospodarcze wskazują na skupienie się na konkurencyjności i wzroście, a następnie na polityce zagranicznej oraz polityce fiskalnej i przemysłowej. Jeśli chodzi o aspekty społeczne, dominuje zdrowie i tworzenie miejsc pracy, a następnie imigracja. Ponieważ więcej „twardych” niż „miękkich” sił eurosceptycznych może potencjalnie wpływać na debaty europejskie, może to zmienić priorytety legislacyjne UE i ogólny kierunek niektórych tematów. Jednak większości i koalicje na poziomie UE są bardziej niejednorodne i złożone niż w polityce krajowej. Jeśli chodzi o koalicje, zwykle grupy polityczne łączą się z różnymi partiami w zależności od omawianego tematu.

Patrząc wstecz, patrząc w przyszłość: Dokąd zmierza Komisja Europejska?

Wykres 3: Kluczowe tematy, które powinny znaleźć się w agendzie Komisji Europejskiej, pogrupowane według prawdopodobieństwa osiągnięcia konsensusu w ciągu najbliższych pięciu latKluczowe tematy, które powinny znaleźć się w agendzie Komisji Europejskiej, pogrupowane według prawdopodobieństwa osiągnięcia konsensusu w ciągu najbliższych pięciu lat

Źródło: Allianz Research

W ciągu ostatnich pięciu lat Parlament Europejski ustanowił agendę cyfrową skoncentrowaną na tworzeniu konkurencyjnej gospodarki cyfrowej poprzez inwestycje w infrastrukturę, rozwój umiejętności i innowacje w zakresie sztucznej inteligencji (AI) i cyberbezpieczeństwa. Celem było zapewnienie bezpiecznych usług cyfrowych przy jednoczesnej ochronie praw do prywatności i przestrzeganiu podstawowych wartości. W rezultacie w 2022 r. UE uzgodniła Akt o rynkach cyfrowych, aby zapewnić uczciwą konkurencję między platformami internetowymi, co prowadzi do korzyści, takich jak niższe ceny i innowacje. Zgodnie z tym akt prawny o usługach cyfrowych promuje zaufanie, innowacje i wzrost usług cyfrowych poprzez nadzór na szczeblu UE, uzupełniając krajowe organy regulacyjne w celu stworzenia bezpiecznego środowiska online dla wszystkich obywateli. W marcu 2024 r. UE przyjęła również pierwszą na świecie ustawę o sztucznej inteligencji, ustanawiając ramy regulacyjne, które promują bezpieczne i dostosowane do UE systemy poprzez podejście oparte na ryzyku.

Jednak aby wspierać kulturę innowacji i zmniejszyć awersję do ryzyka, kluczowe jest uproszczenie przepisów, zwiększenie konkurencyjności i promowanie wzrostu. Najważniejszą kwestią dla UE jest przyjęcie cyfryzacji i sztucznej inteligencji w celu zwiększenia produktywności, przy jednoczesnym zwiększeniu inwestycji w badania i rozwój oraz edukację w celu zwiększenia przyszłych poziomów produktywności. Z analiz Allianz Trade wnika, że przez dziesięciolecia europejski przemysł koncentrował się głównie na wyspecjalizowanych sektorach średniej technologii o umiarkowanym poziomie intensywności badań i rozwoju. Ta zależność od ścieżki rozwoju sprawiła, że UE ma trudności z dotrzymaniem kroku branżom zaawansowanych technologii, w tym rewolucji AI i biotechnologii. Sprostanie temu wyzwaniu wymaga interwencji sektora publicznego w celu stymulowania badań nad nowymi technologiami i wspierania rozwoju przemysłu zaawansowanych technologii w UE. Aby finansować innowacje w Europie w przyszłości, konieczne jest pięć neutralnych budżetowo zmian: (i) usprawnienie zarządzania Europejską Radą Inwestycyjną (EIC) poprzez rekrutację niezależnych, wykwalifikowanych kierowników programów o zwiększonych uprawnieniach decyzyjnych oraz uproszczenie procesów i procedury projektowania, aby umożliwić naukowcom głosowanie nad najlepszymi wnioskami; (ii) stopniowe zmniejszanie Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii (EIT) oraz Europejskiego Ekosystemu Innowacji (EIE), co uwolniłoby do 0,51 mld EUR rocznie z mającego wkrótce powstać Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii (EIT) oraz Europejskiego Ekosystemu Innowacji (EIE).(iii) uwolnienie 0,41 mld EUR rocznie na projekty innowacyjne z budżetu akceleratora, obecnie wykorzystywanego na inwestycje, a nie na innowacje; (iv) przeznaczenie uzyskanego w ten sposób 1 mld EUR rocznie na projekty w stylu amerykańskiej Agencji Zaawansowanych Projektów Badawczych (ARPA); oraz (v) wykorzystanie środków z klastrów II filaru i funduszu innowacji do finansowania programów typu Pathfinder lub ustanowienie dwóch agencji tematycznych ds. energii i zdrowia.[2]

Jednocześnie ważna jest również konkurencyjność przemysłowa i skupienie się na integracji jako fundamencie wzrostu i dobrobytu w Europie. Od 2019 r. podjęto kilka inicjatyw wspierających inwestycje w UE (np. Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności, fundusz Next Generation EU i plan RePowerEU, tabela 1), ale na razie miały one niewielki pozytywny wpływ, biorąc pod uwagę powolne wdrażanie. Mimo że polityka przemysłowa zajmuje ważne miejsce w agendzie wielu krajów, rządy muszą unikać wybierania zwycięzców i angażowania się w protekcjonizm lub dotacje, które utrudniają efektywność rynku i handel w UE. Aby zwiększyć konkurencyjność, UE powinna dążyć do prawdziwie zintegrowanego jednolitego rynku, szczególnie w sektorze energetycznym, telekomunikacyjnym i finansowym. Unia rynków kapitałowych (CMU) nigdy nie była tak pilna, zwłaszcza w przypadku usług finansowych, ponieważ konkurencja o kapitał nasila się w obliczu wyższych stóp procentowych i ogromnych wymagań inwestycyjnych. Podczas gdy jednolity nadzór pozostaje poza zakresem, trwająca debata może obejmować środki mające na celu zmniejszenie obciążeń regulacyjnych i poprawę warunków finansowania dla przedsiębiorstw w UE poprzez ożywienie rynku sekurytyzacji, zwiększenie harmonizacji (prawo upadłościowe, rachunkowość, wymogi dotyczące notowań giełdowych) i wzmocnienie nadzoru.

Tabela 1 – Środki podjęte przez UE w celu wzmocnienia inwestycji od 2019 r.

Program Opis Budżet/Cel  
Program Invest EU Konsoliduje różne instrumenty finansowe UE w celu stymulowania inwestycji w innowacje, badania i infrastrukturę. Cel: uruchomienie inwestycji o wartości 650 mld euro
Europejski Fundusz na rzecz Inwestycji Strategicznych (EFIS) Część Planu Inwestycyjnego dla Europy, mająca na celu mobilizację prywatnych inwestycji dla strategicznych projektów. Planowane uruchomienie 500 mld EUR do końca 2020 r.
Instrument „Łącząc Europę” (CEF) Finansuje projekty infrastrukturalne w sektorach transportu, energii i usług cyfrowych. 33,7 mld EUR na lata 2021-2027
Unia rynków kapitałowych (CMU) Ma na celu integrację rynków kapitałowych w całej UE w celu dywersyfikacji finansowania dla przedsiębiorstw i poprawy dostępu do kapitału. NIE DOTYCZY
Europejskie fundusze strukturalne i inwestycyjne (ESIF) Zmniejsza dysproporcje regionalne i wspiera spójność gospodarczą poprzez finansowanie różnych projektów. 373 mld EUR na lata 2021-2027
NextGenerationEU Instrument odbudowy wspierający odbudowę UE po pandemii COVID-19. 750 mld EUR
Plan inwestycyjny na rzecz Europejskiego Zielonego Ładu Mobilizuje zrównoważone inwestycje w celu osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r. 1 bilion euro w ciągu dekady
RePowerEU Ma na celu dywersyfikację dostaw gazu, przyspieszenie wdrażania energii odnawialnej, poprawę efektywności energetycznej, elektryfikację i wdrożenie pomp ciepła, inwestowanie w przyszłościowe technologie i wzmocnienie środków awaryjnych. Około 300 mld EUR inwestycji do 2030 r.

Źródła: Komisja Europejska, Allianz Research

Wykres 4: Środki z „Next Generation EU” według transzy, mld EUR

Wykres 4: Środki z „Next Generation EU” według transzy, mld EUR

Źródła: Komisja Europejska, Allianz Research

W latach 2019-2024 polityka handlowa UE osiągnęła znaczące kamienie milowe w promowaniu bardziej otwartego i zrównoważonego globalnego systemu handlu. UE podpisała kilka umów o wolnym handlu (FTA) z kluczowymi partnerami, takimi jak Japonia (2019), Singapur (2019), Wietnam (2020), Wielka Brytania (2021) i Nowa Zelandia (2024), które otworzyły nowe możliwości rynkowe dla europejskich przedsiębiorstw, przy jednoczesnym utrzymaniu wysokich standardów w obszarach takich jak prawa pracownicze i ochrona środowiska. Obecnie w UE obowiązuje 46 umów o wolnym handlu, które obejmują 44% handlu poza UE w 2023 r. (48% eksportu i 40% importu). Uwzględniając samą UE-27, wolny handel obejmuje ponad trzy czwarte całkowitej wymiany handlowej bloku.

Europa przyjęła również wspólną strategię dotyczącą surowców krytycznych. W listopadzie 2023 r. przyjęto unijny akt dotyczący surowców krytycznych (CRM), mający na celu wzmocnienie łańcucha dostaw CRM, dywersyfikację importu, monitorowanie i ograniczanie ryzyka oraz promowanie obiegu zamkniętego i zrównoważonego rozwoju. Obejmuje ona utworzenie wykazu surowców strategicznych, ustanowienie projektów strategicznych w państwach trzecich oraz promowanie zrównoważonych praktyk w projektach dotyczących surowców. Nacisk kładziony jest na metale i możliwość ponownego wykorzystania CRM w celu przejścia na gospodarkę o obiegu zamkniętym. Zachęca się państwa członkowskie do współpracy i tworzenia krajowych organów odpowiedzialnych za wdrażanie projektów, przy wsparciu ze strony Komisji. Przedsiębiorstwa wzywa się do przeprowadzania audytów łańcuchów dostaw i składania sprawozdań w celu ograniczenia ryzyka związanego z dostawami. Ogólnie rzecz biorąc, wniosek jest zgodny ze strategią Europejskiego Zielonego Ładu i ma na celu zapewnienie ochrony środowiska i zmniejszenie zależności od importu. Wśród państw G7 i Australii, UE przoduje w podpisywaniu umów dwustronnych dotyczących łańcuchów dostaw związanych z materiałami krytycznymi o kluczowym znaczeniu dla zielonej transformacji (wykres 5).

Wykres 5: Dwustronne umowy G7 + Australia dotyczące zaopatrzenia w materiały krytyczne podpisane od stycznia 2020 r.

Dwustronne umowy G7 + Australia dotyczące zaopatrzenia w materiały krytyczne podpisane od stycznia 2020

Źródła: Komisja Europejska, rządy Australii, Kanady, Japonii, Korei, Wielkiej Brytanii i USA, Allianz Research

Jednak globalne zmiany, takie jak zmiany geopolityczne i protekcjonizm, będą wymagały dalszego przeglądu strategii handlowej. Nadchodząca polityka zagraniczna w zakresie handlu musi zatoczyć koło między tradycyjnymi umowami o wolnym handlu a mniejszymi, łatwiejszymi do osiągnięcia umowami tematycznymi. Już wynegocjowane umowy handlowe muszą zostać zawarte i ratyfikowane (np. z Mercosurem, Australią czy Indiami). Jednak na przykład francuscy rolnicy bardzo sprzeciwiają się umowie z krajami Mercosur lub Australią ze względu na ich silny nacisk na rolnictwo i produkcję wołowiny. Aby przeforsować swoje stanowisko, UE musi obniżyć poprzeczkę w niektórych kwestiach. Niemniej jednak UE musi dążyć do zawarcia nowych umów o wolnym handlu (np. z krajami afrykańskimi), zwłaszcza w celu zabezpieczenia kluczowych surowców potrzebnych do zielonej transformacji lub zielonej energii. Patrząc na indeks komplementarności handlowej[3] (TCI), dziesięcioma najlepszymi partnerami handlowymi, z którymi UE powinna dążyć do zawarcia umów o wolnym handlu, byłyby Stany Zjednoczone, Serbia, Indie, Tajlandia, Chiny, Malezja, Indonezja, Białoruś, Hongkong i Filipiny (wykres 6). Jednak podczas gdy efektywnie stosowane stawki celne są nadal wysokie w przypadku Serbii (4,9%), Indii (2,9%), Tajlandii (4,3%) lub Indonezji (3,1%), te w przypadku USA lub Filipin są już średnio bardzo niskie. Udział bezcłowych linii taryfowych jest wyższy w przypadku Indii (efektywne 42% w porównaniu z 18% bezcłowych linii taryfowych KNU) lub Indonezji (56% efektywnych w porównaniu z 18% KNU). Ogólnie rzecz biorąc, nie wszystkie te korzystne ekonomicznie umowy są politycznie wykonalne, ale dywersyfikacja łańcuchów dostaw powinna być jednak propagowana w ramach polityki handlowej UE, ponieważ suwerenność stoi w sprzeczności z rosnącymi napięciami geopolitycznymi i tendencjami protekcjonistycznymi. Inną strategią, która powinna być realizowana dodatkowo, są konkretne umowy dwustronne dotyczące takich tematów, jak surowce krytyczne lub zielona energia. Ogólnie rzecz biorąc, jest to interesujące uzupełnienie polityki handlowej UE, ponieważ 61% eksportu i importu UE jest już przedmiotem bezcłowego handlu, podczas gdy handel UE napotyka średnią efektywną stawkę celną wynoszącą zaledwie 1,5% (2,9% stawki celnej KNU mini umowy, które usuwają bariery techniczne w handlu, które często stanowią znaczące koszty handlowe. Takie umowy są łatwiejsze do osiągnięcia niż pełna umowa o wolnym handlu. Dwa przykłady mini umów handlowych, które powinny znaleźć się wysoko w agendzie nowej Komisji UE, to umowy o wzajemnym uznawaniu (MRA) między UE a USA. Istnieją już umowy MRA dotyczące telekomunikacji, farmaceutyków, urządzeń medycznych, kompatybilności elektromagnetycznej lub bezpieczeństwa elektrycznego. Jednak umowa MRA między UE a USA w sprawie maszyn, podlegająca redukcji kosztów handlowych o 190 mld EUR oraz umowa MRA między UE a USA w sprawie czystych technologii o wartości 220 mld EUR, znacznie obniżyłaby koszty certyfikacji – zazwyczaj wyższe niż istniejące cła na te produkty w UE i USA. Ze względu na przepływy handlowe, o które toczy się gra, te mini umowy handlowe mogą stać się dużymi transakcjami.

Wykres 6: Potencjalna pierwsza dziesiątka agend handlowych według wskaźnika komplementarności handlowej, efektywnie stosowanych taryf i udziału bezcłowych linii taryfowych, w %Potencjalna pierwsza dziesiątka agend handlowych według wskaźnika komplementarności handlowej

Źródło: WITS, Bank Światowy, WTO RTA gateway, Allianz Research

Wyzwania w europejskiej architekturze bezpieczeństwa, w tym konflikty w pobliżu wschodniej granicy NATO i rosnąca niestabilność w regionie podkreślają potrzebę zmian. Od 2019 r. podejście UE do bezpieczeństwa i obrony opiera się na trzech filarach. Po pierwsze, strategia unii bezpieczeństwa UE, uruchomiona w lipcu 2020 r., która koncentruje się na zwiększeniu bezpieczeństwa w domenach fizycznych i cyfrowych poprzez otwartą autonomię strategiczną dla krytycznych produktów i technologii. Po drugie, Strategiczny Kompas Bezpieczeństwa i Obrony, wprowadzony w 2022 r., który ma na celu wzmocnienie reakcji UE na różne zagrożenia bezpieczeństwa, takie jak cyberataki i terroryzm, poprzez priorytetowe traktowanie mobilności wojskowej, poprawę cyberbezpieczeństwa, zwiększenie wydatków na obronę wśród państw członkowskich i zdolności wczesnego zarządzania kryzysowego. Trzeci filar koncentruje się na bezpieczeństwie gospodarczym w celu zwiększenia suwerenności technologicznej UE, bezpieczeństwa badań i odporności gospodarczej poprzez promowanie współpracy z krajami trzecimi. Uzupełnieniem tych trzech filarów jest Europejska Obronna Polityka Przemysłowa 2024, która koncentruje się na zwiększeniu zdolności produkcyjnych, wspieraniu innowacji i promowaniu współpracy między państwami członkowskimi w zakresie wydatków na obronność.

Oczywiste jest, że UE musi szybko zwiększyć wydatki na obronność i stworzyć przestrzeń fiskalną dla stałego wzrostu powyżej 2% PKB. Niektóre rządy już ogłosiły cele w tym zakresie (np. Niemcy, Francja, Polska). Ponieważ jednak wiele krajów zgromadziło duże zadłużenie, a zatem nie ma wystarczającej swobody fiskalnej, rządy europejskie stoją w obliczu kompromisów, ponieważ muszą również inwestować w przekształcanie swoich gospodarek i zwiększanie ich konkurencyjności. Europa stoi zatem przed dylematem, który można rozwiązać tylko wtedy, gdy przestrzegane będą cztery zasady. (i) Wdrażanie polityki sprzyjającej wzrostowi gospodarczemu w celu uwolnienia zasobów, łagodząc kompromis między wydatkami na obronę a innymi kategoriami wydatków. (ii) Utrzymanie zrównoważonych finansów publicznych w celu zwiększenia wydatków na obronę. (iii) Bardziej restrykcyjne podejście do wydatków konsumpcyjnych poprzez identyfikację polityk, które są nieefektywne i nie spełniają ważnych funkcji rządowych, uwalniając w ten sposób przestrzeń fiskalną na wydatki obronne. (iv) Wzmocnienie obronności jako europejskiego dobra publicznego. Realokacja środków z budżetu UE na wspólne wydatki obronne byłaby silnym sygnałem, podobnie jak nacisk na ukierunkowane euroobligacje. Taka realokacja podkreśliłaby gotowość Europy do dostosowania się do nowego środowiska bezpieczeństwa.

Wykres 7: Wydatki rządowe na obronność (COFOG) w 2022 r., w % PKB

Wydatki rządowe na obronność (COFOG) w 2022 r., w % PKB

Źródło: OECD, Allianz Research

W latach 2019-2024 nie doszło do rzeczywistej integracji fiskalnej i finansowej, ale poczyniono pewne postępy w zakresie zasad fiskalnych, co było wymuszone przez Covid-19 i napięcia geopolityczne. Nowy zestaw zasad przyjętych w 2024 r. wymaga od państw członkowskich przygotowania planów fiskalnych obejmujących okres od czterech do pięciu lat, dostosowanych do trajektorii referencyjnej rozwoju wydatków netto przy określonych progach długu publicznego (60% PKB) i deficytu (3% PKB). Podejście to ma na celu zapewnienie zrównoważonych trajektorii fiskalnych i ostrożnych poziomów zadłużenia w czteroletnim okresie dostosowawczym.

Patrząc w przyszłość, polityka fiskalna będzie musiała stać się strategiczna. Polityka fiskalna jest jednym z pięciu najczęściej wymienianych tematów w manifestach kampanii wyborczych, ponieważ wszystkie partie są świadome potrzeby zapewnienia inwestorów o wiarygodności swoich planów fiskalnych. Do tej pory korekty polityki fiskalnej zmniejszą wzrost europejskiego PKB o -1 punkt procentowy w latach 2024-25. Potrzebne są jednak dodatkowe wysiłki, ponieważ zdolność obsługi zadłużenia nadal będzie problemem (r-g prawdopodobnie zaskoczy na plus). Uważamy, że polityka fiskalna będzie musiała być zgodna z trzema kluczowymi zasadami, chociaż ambicje przyszłego ustawodawcy prawdopodobnie nie spełnią tych potrzeb. 1/ Centralne zdolności fiskalne na poziomie UE, takie jak Europejski Fundusz Majątkowy wspierający strategiczne gałęzie przemysłu lub ukierunkowane euroobligacje na konkretne projekty w dziedzinie obronności i/lub wspierania transformacji klimatycznej. 2/ Elastyczność strategiczna, tj. polityka fiskalna powinna wspierać stabilność i wzrost gospodarczy. Obejmuje to antycykliczne wydatki i politykę podatkową w celu złagodzenia wahań gospodarczych, a także reformy strukturalne w celu poprawy potencjalnego tempa wzrostu gospodarki. Pakt Stabilności i Wzrostu (SGP) również musi zachować pewną elastyczność. 3/ Długoterminowa wizja strategiczna w celu wsparcia nadchodzących potrzeb inwestycyjnych związanych z transformacją klimatyczną (ponad 3% PKB) oraz wzrostem wydatków na obronność i bezpieczeństwo (ponad 2% PKB). Nie przewidujemy jednak żadnych wymiernych postępów w zakresie wspólnego zadłużenia UE w ciągu najbliższych pięciu lat. Egzekwowanie przepisów fiskalnych pozostaje wyzwaniem, a perspektywy unii fiskalnej z ministrem finansów UE nie są widoczne.

UE stała się liderem w globalnej walce ze zmianami klimatu, ale nie spodziewamy się dalszego przyspieszenia w polityce klimatycznej. Oprócz wdrożenia kompleksowego Europejskiego Zielonego Ładu, cel osiągnięcia zerowej emisji gazów cieplarnianych netto do 2050 r. został zapisany w prawnie wiążącym europejskim prawie klimatycznym, a w ramach strategii Fit for 55 UE stworzyła pierwszy i największy na świecie rynek emisji dwutlenku węgla, zaprojektowany w celu efektywnego kosztowo ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. UE ustanowiła również wiążące cele w zakresie energii odnawialnej, aby zapewnić, że energia odnawialna będzie stanowić co najmniej 32% koszyka energetycznego UE do 2030 r., przyjęła pakiet Czysta energia dla wszystkich Europejczyków w celu promowania efektywności energetycznej oraz przyjęła plan działania dotyczący gospodarki o obiegu zamkniętym w celu promowania obiegu zamkniętego w projektowaniu, produkcji i konsumpcji produktów. Podczas gdy wszystkie partie wielkiej koalicji uznały kwestie klimatyczne za priorytet, wola polityczna i poparcie społeczne dla bardziej ambitnej agendy klimatycznej słabną. Zielony Ład UE wyznacza scenę na nadchodzące lata, a obecne punkty programu wymagają wdrożenia.

Wykres 8: Postępy w osiąganiu celów klimatycznych w UE27, mln ton ekwiwalentu CO2 (MtC2e)

Postępy w osiąganiu celów klimatycznych w UE27, mln ton ekwiwalentu

Źródła: EEA, Allianz Research; Uwaga: Wartość na 2022 r. opiera się na przybliżonych raportach inwentaryzacyjnych.

[1] Zobacz Allianz Pulse 2024: Co łączy, a co dzieli demos Europy.

[2] Więcej szczegółów można znaleźć w Clemens Fuest, Daniel Gros, Philipp-Leo Mengel, Giorgio Presidente i Jean Tirole: „EU Innovation Policy – How to Escape the Middle Technology Trap?”. EconPol Policy Report, kwiecień 2024.

[3] TCI mierzy, w jakim stopniu profil eksportu jednego kraju odpowiada profilowi importu innego kraju. Im wyższy wskaźnik, tym lepsze dopasowanie profili handlowych. Twierdzimy, że kraje o wyższym dopasowaniu powinny dążyć do zawarcia umów o wolnym handlu, aby czerpać korzyści z komplementarności.

Paweł Zielewski dyrektorem wydawniczym segmentu biznes w Grupie PTWP

Paweł Zielewski, wieloletni redaktor naczelny magazynu Forbes, od 1 sierpnia obejmie stanowisko dyrektora wydawniczego segmentu biznes w Grupie PTWP. Podlegać będą mu redakcje: WNP.PL, Portalu Samorządowego i PulsHR. To kolejny krok w kierunku rozwijania kompetencji zespołu menedżerskiego wydawcy specjalistycznych portali internetowych.

– Bardzo się cieszę, że znajdę się w gronie osób tworzących Grupę PTWP. Stoją przede mną wyzwania, które zawsze dawały mi w pracy najwięcej satysfakcji – budowanie wartości dodanej i budzenie potencjału wzrostu tam, gdzie nie jest to na pierwszy rzut oka oczywiste – komentuje Paweł Zielewski, który po 17. latach rozstał się z Ringier Axel Springer Polska. Przez cały ten czas związany był z magazynem Forbes, a od 7. lat był jego redaktorem naczelnym. Wcześniej pracował w Pulsie Biznesu jako dziennikarz finansowy, kierownik działu Giełda i Finanse, redaktor prowadzący i wydawca strony głównej dziennika.

Dołączenie do zespołu Pawła Zielewskiego wpisuje się w strategię Grupy PTWP, ukierunkowanej na bycie liderem w branży, dostarczanie treści najwyższej jakości i wdrażanie innowacyjnych, odpowiadających na potrzeby wymagających odbiorców, rozwiązań.

– Konsekwentnie rozwijamy się we wszystkich segmentach działalności. W ostatnim czasie położyliśmy nacisk na rozbudowę Grupy PTWP w różnych obszarach, także kadrowo. Czujemy, że jesteśmy w szczególnym momencie i chcemy rosnąć ponad rynek. Nasze podejście do rozwoju pozostaje niezmienne – opieramy je o merytorykę i jakość przekazu. Docierając do biznesowych odbiorców, specjalizując się w różnych branżach, stawiamy na wiarygodność i solidność. Jestem przekonany, że Paweł przyczyni się do dalszego rozwoju naszej organizacji w obszarze biznes, zarówno w części online, jak i eventowej – podsumowuje Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP wydającej kilkanaście portali branżowych i organizującej największe eventy w Polsce, w tym Europejski Kongres Gospodarczy w Katowicach czy zbliżające się PRECOP 29 i Energy Days (2-3 października 2024 r. w Katowicach).

Paweł Zielewski w nowo utworzonej strukturze w roli dyrektora wydawniczego segmentu biznes będzie odpowiadał za całość działalności i rozwój portali: WNP.PL, Portalu Samorządowego i PulsHR. Nowy dyrektor wydawniczy będzie też zaangażowany w aktywności eventowe i networkingowe Grupy PTWP.

– Znalezienie dobrego dziennikarza gospodarczego to niełatwe zadanie. Znalezienie menedżera redakcji łączącego kompetencje merytoryczne, doświadczenie, smykałkę eventową i rozbudowaną bazę kontaktów biznesowych to zadanie prawie niemożliwe. Prawie, bo jest Paweł, który, oprócz tych wymienionych przymiotów, jest człowiekiem niezwykle dynamicznym, otwartym i chętnie podejmującym nowe wyzwania. Właśnie z takimi ludźmi chcę budować zespół menedżerski, z którym wyruszymy w podróż prowadzącą do dalszego rozwoju firmy – mówi Piotr Mieśnik, dyrektor wydawniczy Grupy PTWP.

Transfer Pawła Zielewskiego do wydawcy serwisów specjalistycznych to kolejne w tym roku działanie, którego celem jest rozwój kompetencji kadry menedżerskiej PTWP. Na początku roku pracę w Grupie rozpoczęli: Piotr Mieśnik, były redaktor naczelny Wirtualnej Polski i członek zespołu zarządzającego WPM; Piotr Rodzik, były sekretarz redakcji Na Temat, który objął funkcję szefa newsroomu redakcji WNP, Portalu Samorządowego i Pulsu HR;  a także Klara Klinger, była dziennikarka Dziennika Gazety Prawnej, która została nową redaktorką naczelną Rynku Zdrowia, w miejsce Pauliny Gumowskiej, obecnie dyrektorki wydawniczej segmentu zdrowie i lifestyle oraz zastępczyni dyrektora wydawniczego Grupy PTWP.

Zła wiadomość dla kredytobiorców – hipoteka w banku zaczyna być trudniej dostępna

485,9 tys. zł – tyle na początku czerwca wynosi wartość Barometru Hipotecznego rankomat.pl – wskaźnika, który pokazuje, ile pieniędzy może pożyczyć w banku przeciętnie zarabiający kredytobiorca na zakup nieruchomości. Wartość czerwcowego Barometru w ciągu kwartału spadła o ponad 6 tys. zł (w marcu wynosił on 492 tys. zł), co oznacza, że bankowa hipoteka zaczyna być coraz trudniej dostępna. Powód: banki przygotowują się do podwyżek stóp procentowych.

Wskaźnik Barometru Hipotecznego* jest obliczany od drugiej połowy 2023 roku przez ekspertów rankomat.pl na podstawie standardowych ofert kredytów hipotecznych 10 banków. Wartość Barometru uwzględnia cztery najczęstsze profile kredytobiorców: singli, par bez dzieci oraz rodzin z jednym i dwójką dzieci. W czerwcowej aktualizacji Barometru po raz pierwszy doszło do spadku jego wartości. We wcześniejszych edycjach jego wartość rosła.

W maju większość banków, które pytaliśmy o warunki finansowania zakupu nieruchomości, zdecydowała się na obniżenie zdolności kredytowej. Oznacza to, że kredytobiorcy o takiej samej sytuacji finansowej mogą obecnie liczyć na mniejszą kwotę kredytu hipotecznego, niż to miało miejsce wcześniej. Spadek nie jest znaczący, ale może być odwróceniem trwającego od początku 2023 roku trendu wzrostu wartości zdolności kredytowej. Na razie za wcześnie, by jednoznacznie stwierdzić, czy mamy do czynienia z jednorazową zmianą czy też z trwałą korektą – mówi Konrad Pluciński, analityk ds. produktów finansowych w rankomat.pl.

Jednym z głównych powodów spadku zdolności kredytowej jest wzrost oprocentowania kredytów. Pięć analizowanych banków zdecydowało się na podwyższenie oprocentowania oferowanych hipotek. Średnia wartość podwyżki wyniosła 0,24 punktu procentowego. To pozwala sądzić, że banki mogą szykować się na decyzję podwyżki stóp procentowych. Na czerwcowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej nie zdecydowała się na zmianę wysokości stóp (stopa referencyjna wynosi od października 2023 roku 5,75%), a jej przedstawiciele deklarują, że wysokość stóp nie powinna zmieniać się do końca roku. Z drugiej strony od lipca wchodzą w życie znaczące podwyżki cen energii elektrycznej, gazu i ciepła sieciowego, które podniosą wskaźnik inflacji w drugiej połowie roku.Barometr Hipoteczny rankomat.pl - średnia zdolność kredytowa

Kredyt niższy o 21 tys. zł w ciągu kwartału

W ciągu ostatniego kwartału najbardziej spadła średnia wartość zdolności kredytowej dla rodziny z dwójką dzieci o miesięcznych dochodach na poziomie 10 tys. zł. Według aktualnego odczytu Barometru Hipotecznego rankomat.pl, taka rodzina może obecnie liczyć na kredyt hipoteczny w wysokości 514 tys. zł, czyli o 21 tys. zł (4%) mniej niż to miało miejsce w czerwcu. W przypadku tej grupy kredytobiorców rozpiętość zdolności kredowej, czyli różnicy między ofertą najbardziej liberalnego a najbardziej konserwatywnego banku, wynosi aż 271 tys. zł. Najwyższa oferta kredytowa banku opiewa na 676 tys. zł, a najniższa na nieco ponad 405 tys. zł.

Rodzina z jednym dzieckiem z dochodami na poziomie 10 tys. zł netto miesięcznie, może obecnie liczyć na kredyt hipoteczny w średniej wysokości 573 tys. zł. To o blisko 18 tys. mniej niż w marcu 2023 roku. Dla porównania, rok temu zdolność kredytowa tej grupy klientów banków wynosiła prawie 580 tys. zł, czyli była wyższa niż obecnie i niższa niż w pierwszym kwartale tego roku.

Singiel dostanie 381 tys. zł

Tradycyjnie na najniższy kredyt hipoteczny mogą liczyć przeciętnie zarabiający single. Z dochodem w wysokości 6 tys. zł miesięcznie, mogą oni średnio pożyczyć na zakup nieruchomości 381 tys. zł. Jest to 1 tys. zł mniej niż w marcu tego roku i o 12 tys. zł więcej niż rok temu. W banku o najbardziej liberalnym podejściu singiel może dostać kredyt hipoteczny w wysokości 427 tys. zł.

Zdolność kredytowa dla pary bez dzieci, posiadającej dochody na poziomie 8 tys. zł miesięcznie wynosi w czerwcu 474 tys. zł i w ciągu kwartału obniżyła się o 3 tys. zł. Co ciekawe, jest to jedyna grupa kredytobiorców, w której zdolność kredytowa spada od ponad pół roku. Najwyższą wartość osiągnęła w listopadzie 2023 roku, kiedy para bez dzieci mogła pożyczyć ponad 490 tys. zł.

Alior Bank najbardziej liberalny, w BNP najniższa zdolność

Po raz pierwszy eksperci rankomat.pl wyliczyli wskaźnik Barometru Hipotecznego nie tylko wszystkich analizowanych banków, ale także dla pojedynczo dla każdego z nich. Okazuje się, że najbardziej liberalne podejście do nowych kredytobiorców ma Alior Bank, gdzie średnia wartość zdolności kredytowej dla czterech grup klientów wyniosła 574,6 tys. zł. Na kolejnych miejscach są: PKO BP (540 tys. zł), Santander Bank Polska i Velo Bank (537,5 tys. zł.). Średnią zdolność kredytową powyżej aktualnej wartości Barometru Hipotecznego rankomat.pl oferuje jeszcze Bank Millennium i ING. Najbardziej restrykcyjnie do wyliczania zdolności kredytowej podchodzi BNP Paribas (382 tys. zł), BOŚ Bank (393 tys. zł) i Credit Agricole (435 tys. zł).Barometr Hipoteczny rankomat.pl - średnia zdolność kredytowa w poszczególnych bankach

Maksymalna zdolność kredytowa to tylko jedno z kryteriów, którymi powinniśmy się kierować wybierając bank, w którym będziemy chcieli wziąć hipotekę. Warto dokładnie przeanalizować także warunki kredytu, przyjrzeć się jego całkowitym kosztom czy dodatkowym usługom, które są z nim powiązane – mówi Konrad Pluciński, analityk ds. produktów finansowych w rankomat.pl.

Kredyt #naStart pod znakiem zapytania

Zainteresowanie nowymi kredytami jest wyraźnie niższe niż pod koniec zeszłego roku. Spora część osób, która planuje w najbliższym czasie zakup mieszkania, wstrzymuje się z decyzją w oczekiwaniu na kolejne informacje dotyczące nowego rządowego programu Kredyt Mieszkaniowy #naStart. Mimo że w kwietniu został opublikowany projekt ustawy, to coraz częściej mówi się o tym, że program prawdopodobnie nie zostanie uruchomiony. Cześć ugrupowań, które wchodzą w skład koalicji rządzącej, jest przeciwna programowi. Obawia się, że spowoduje on kolejną falę podwyżek cen nieruchomości. Poprzedni program – Bezpieczny Kredyt 2% – spowodował skokowy wzrost cen i jednocześnie nie przełożył się na poprawę sytuacji mieszkaniowej rodzin. Jak wskazuje analiza PKO BP, o rządowe dopłaty najczęściej występowali single z dużych miast z ponadprzeciętnymi dochodami.

– Mimo wyższego kosztu i gorszej zdolności kredytowej, kredyty hipoteczne wciąż są chętnie brane przez osoby, które już teraz wiedzą, że nie skorzystają z preferencyjnego kredytu, bo np. kupują kolejną nieruchomość. Kupującym sprzyja obecnie odbudowująca się podaż zarówno na rynku pierwotnym, jak i na wtórnym oraz spowolnienie wzrostów cen. Jeśli program Kredyt #NaStart nie wejdzie w życie, to w drugiej połowie roku może na rynku nieruchomości dojść do korekty cen mieszkań, która pozytywnie wpłynie na sytuację kupujących – podkreśla Konrad Pluciński.

* Barometr Hipoteczny rankomat.pl powstaje na podstawie ofert banków, udostępnionej na potrzeby porównywarki kredytów hipotecznych rankomat.pl. Te banki to: Alior Bank, Citi Handlowy, Millennium Bank, PKO BP, BNP Paribas, Credit Agricole, ING, Pekao, Santander Bank Polska i VeloBank. Oferta kredytów hipotecznych w powyższych bankach jest sprawdzana dla czterech najczęstszych grup kredytobiorców: singla, pary bez dzieci oraz rodziny z jednym oraz dwójka dzieci. Przyjęte LTV wynosi 20 proc., kredytobiorcy mają stałe zatrudnienia na umowę o pracę, nie mają innych zobowiązań finansowych oraz mają pozytywną historię kredytową w BIK. Wskaźnik Barometru Hipotecznego to średnia z oferty wszystkich banków dla czterech profili kredytobiorców.

Polska siódmym krajem w Europie, w którym najtrudniej prowadzić biznes

Polska znalazła się na siódmym miejscu w Europie i 12. na świecie wśród państw najmniej przyjaznych dla biznesu. Wypadła też najgorzej pod tym względem na tle krajów, z którymi graniczymy uwzględniając nawet objętą wojną Ukrainę. Najtrudniej prowadzić biznes w Grecji. To wnioski z jedenastej edycji corocznego raportu Global Business Complexity Index opracowanego przez TMF Group, wiodącego dostawcę usług w zakresie zgodności i administracji.

Autorzy raportu TMF Global Complexity Index 2023 wzięli pod lupę 79 jurysdykcji, na które przypada 93 proc. światowego PKB i 88 proc. bezpośrednich inwestycji zagranicznych netto. Porównali 292 corocznie monitorowanych wskaźników dotyczących kluczowych aspektów prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie przepisów administracyjnych i zapewnienia zgodności działalności z regulacjami prawnymi, stawianych przed przedsiębiorcami planującymi prowadzić swój biznes na wybranym rynku. Po raz pierwszy w zestawieniu znalazła się Arabia Saudyjska, która zajęła 37. pozycję w rankingu.

Polska uwzględniając kraje europejskie zajęła siódmą pozycję w rankingu. To o trzy miejsca lepiej niż w poprzednich dwóch latach.Grafika z możliwościami aplikacji dla firm ERP XT - faktura online w 10 sekund, ksiegowanie online

„Obserwujemy postęp w zakresie cyfryzacji procesów w Polsce. To duże ułatwienie dla inwestorów i prowadzących biznes nad Wisłą. Przykładem jest możliwość przeprowadzenia wszystkich czynności związanych z raportowaniem finansowym w serwisie informatycznym. Innym przykładem jest rosnące zainteresowanie konstrukcją wprowadzonej nieco ponad dwa lata temu prostej spółki akcyjnej (PSA), do której założenia wystarczy 1 zł kapitału i którą cechują proste zasady dotyczące struktur zarządczych czy likwidacji. Minął też czas zawirowań związanych z wprowadzaniem Polskie Ładu, co jest przyjmowane przez prowadzących biznes z ulgą i polepsza nastroje.” – przedstawia przykłady pozytywnych zmian w zakresie prowadzenia biznesu w Polsce Joanna Romańczuk, dyrektor TMF Group na obszar Europy Środkowej i Wschodniej.

Jednocześnie nasz kraj wypada najgorzej pod względem łatwości prowadzenia biznesu na tle krajów, z którymi sąsiadujemy (z pominięciem Białorusi nie notowanej w zestawieniu), w tym Ukrainy.

„O pozycji kraju w rankingu decyduje zarówno złożoność wewnętrznych zasad prowadzenia biznesu, ale też fakt jak z takimi problemami radzą sobie inne kraje w zestawieniu. O ile zauważamy pozytywne impulsy w Polsce, to nasi sąsiedzi radzą sobie z ułatwianiem zakładania i prowadzenia biznesu lepiej. Dotyczy to nawet objętej wojną Ukrainy. Ukraina ma status państwa kandydującego do Unii Europejskiej. W związku z tym, rząd wprowadza wiele ułatwień dla biznesu, a tempo reform jest bardzo szybkie. Dla przykładu, w przypadku samodzielnej korekty zeznań podatkowych, nie są naliczane żadne kary. Ponadto, wdrażane są atrakcyjne rozwiązania dla biznesu – na przykład w obszarze IT, takie jak korzystne warunki podatkowe oraz automatyczna ochrona praw własności intelektualnej.” – dodaje Joanna Romańczuk.

Eksperci TMF Group zwracają uwagę, że przedsiębiorców w Polsce obciąża m.in. konieczność raportowania tych samych informacji wielokrotnie do wielu różnych instytucji i od lat towarzysząca nam zmienność przepisów, jak np. zapowiedź wprowadzenia Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF), po czym odroczenie jego wdrożenia w sytuacji, kiedy wiele dużych organizacji poniosło duże nakłady na dostosowanie się do jego wdrożenia.

Wśród krajów, w których najtrudniej prowadzić biznes prym wiodą kraje europejskie – Grecja, która w tegorocznym zestawieniu zamieniła się pierwszym miejsce z drugą Francją. Tuż za nimi plasują się odpowiednio Kolumbia, Meksyk i Boliwia. W Europie trudniej niż w Polsce prowadzi się firmę też we Włoszech, Belgii, Hiszpanii i Chorwacji.

Najlepiej na świecie przeszkody w prowadzeniu biznesu eliminują Wyspy Caymana (terytorium zależne Wielkiej Brytanii), Curaçao (terytorium zależne Holandii), Dania, Hongkong (specjalny region administracyjny Republiki Chińskiej) i Nowa Zelandia.

Wśród krajów, w których najłatwiej prowadzić biznes w Europie oprócz Danii od lat zajmującej najwyższe pozycje w tej kategorii znalazły się też Holandia, Wielka Brytania, Czechy, Malta i Irlandia.

– W zeszłym roku podawałam przykłady Danii od lat będącej w światowej czołówce krajów najbardziej przyjaznych dla biznesu czy Holandii, Wielkiej Brytanii i Malty, a w tym roku również Czech, które pokazują, że w Europie możemy być bardzo przyjaźni dla biznesu konkurując w tym zakresie nawet ze Stanami Zjednoczonymi. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że byłoby dobrze, żeby Polska w następnych latach dołączyła do grona liderów w tym zakresie – podsumowuje Joanna Romańczuk.

Oprócz analizy warunków prowadzenia biznesu w 79 jurysdykcjach, autorzy raportu TMF Global Complexity Index 2024 (GBCI) identyfikują również kluczowe tematy kształtujące globalny krajobraz biznesowy i otoczenie regulacyjne:

Wpływ globalnej zgodności regulacyjnej na inwestycje zagraniczne

Autorzy tegorocznej edycji GBCI podkreślą, że przedstawiciele większości jurysdykcji wyrazili przekonanie o stabilności przepisów w ciągu najbliższych pięciu lat, co stanowi kontynuację tendencji wzrostowej w porównaniu z poprzednimi latami. Na przykład w 2020 roku przedstawiciele tylko 35 proc. jurysdykcji przewidywali, że prawdopodobnie nie będzie znaczących zmian w przepisach. Z roku na rok poczucie, że nie nastąpi żadna znacząca zmiana rosło, osiągając 58 proc. jurysdykcji w 2024 roku.

Eksperci sugerują, że obecnie to nie liczba lub złożoność przepisów stanowi największe wyzwanie, a prawdziwą trudność stanowi szybkość wprowadzania zmian regulacyjnych.

Czynniki geopolityczne i gospodarki pomostowe

Niestabilność geopolityczna ma oczywisty wpływ na przepływ handlu i inwestycji na całym świecie. Podczas gdy ceny energii pozostają wysokie, zakłócenia w łańcuchach dostaw i bariery handlowe również stanowią poważne wyzwanie dla globalnych graczy. W rezultacie wiele firm weryfikuje swoje potencjalne plany wzrostu i cele ekspansji w dłuższej perspektywie.

Jednak, podczas gdy kwestie geopolityczne mogą zakłócać łańcuchy dostaw lub tworzyć bariery handlowe dla niektórych jurysdykcji, inne jurysdykcje odnoszą korzyści z globalnej zmiany. Ze względu na swoją neutralność w kwestiach globalnych, kraje znane jako „kraje pomostowe” lub „gospodarki pomostowe” są w stanie czerpać korzyści ze swojej specyfiki. Dla tych krajów ich nowo ugruntowana pozycja w globalnym łańcuchu dostaw stała się kluczowym sposobem dla międzynarodowych firm, które chcą zarządzać swoim ryzykiem w okresie międzynarodowej niestabilności.

Niepewne czasy i strategie sukcesu – technologia i utrzymanie pracowników

Chociaż przedstawiciele jurysdykcji wymienili szereg czynników wpływających na wzrost, to IT i technologia znalazły się na szczycie rankingu jako najbardziej wpływowe. Technologia oferuje wzrost na wiele sposobów, ponieważ może zapewnić możliwości rozwoju tam, gdzie kraje posiadają wiedzę technologiczną w zakresie produkcji i mogą zwiększyć swój udział w rynku poprzez produkcję. Wykorzystanie technologii do zwiększenia produktywności zostało również zidentyfikowane w odniesieniu do usprawnienia pracy. W wielu jurysdykcjach, w tym w Nowej Zelandii i Hongkongu, firmy automatyzują prace biurowe, podstawowe i w niepełnym wymiarze godzin, wykorzystując sztuczną inteligencję, aby utrzymać liczbę pracowników na niskim poziomie i skupić się na zadaniach o wyższej wartości.

Jednocześnie zdecydowana większość jurysdykcji ma trudności z przyciągnięciem i zatrzymaniem talentów (78 proc.), przy czym liczba ta jest jeszcze wyższa w regionach EMEA (90 proc.) i APAC (79 proc.).

Zdolność do skutecznego reagowania na popyt w tym zakresie zależy w dużej mierze od dwóch czynników: lokalnych przepisów prawa pracy i potencjału regionalnych talentów. Jurysdykcje z restrykcyjnymi przepisami prawa pracy i silną obecnością związków zawodowych – lub te z niedoborem dostępnych talentów – co naturalne są znacznie mniej zdolne do elastycznego dostosowywania poziomu zatrudnienia.

Tylko 45% polskich pracowników jest zadowolonych ze swojego obecnego stanowiska

Rynek pracy dynamicznie ewoluuje, a zachodzące zmiany silnie oddziałują na relacje między pracodawcami a pracownikami. Polska edycja raportu Talent Trends 2024, będącego największą i najbardziej kompleksową analizą talentów na świecie, opracowanego przez firmę rekrutacyjną PageGroup, ujawnia m.in. trudności w pogodzeniu interesów tych grup, wynikające z nowych warunków w środowisku pracy. Jednym ze skutków rozbieżności może być rosnące negatywne nastawienie pracowników do swoich obecnych stanowisk. W 2024 roku taką odpowiedź wskazało 32% badanych, to o 8 pp. więcej niż w poprzednim roku. Zwiększyło się również niezadowolenie z obecnego wynagrodzenia – z 33% do 42%. To skłania kandydatów do rozglądania się za nowymi możliwościami zawodowymi.

W poszukiwaniu nowej pracy

Według najnowszych danych zgromadzonych w raporcie Talent Trends 2024 „The Expectation Gap” tylko 45% respondentów jest zadowolonych ze swojej obecnej roli. To spadek o 4 pp. w porównaniu z 2023 rokiem. Ma to odzwierciedlenie w statystykach dotyczących szukania nowej pracy – blisko 60% pracowników aktywnie poszukuje lub planuje w przeciągu najbliższych 6 miesięcy zmienić stanowisko.

– Średnia długość stażu pracy u jednego pracodawcy maleje z roku na rok. Dziś pozostanie na jednym stanowisku już nawet 2-3 lata może być uznawane za przejaw lojalności pracownika względem danej firmy. Co ciekawe, poszukiwanie nowej pracy nie zawsze spowodowane jest brakiem zadowolenia z obecnej roli czy poziomem zarobków. Z raportu Talent Trends wynika, że istotną rolę w tej kwestii odgrywa wiek. Połowa dwudziestolatków jest zadowolona ze swojej aktualnej pozycji, grupa ta jest też mniej skłonna do szukania nowych możliwości zawodowych. Osoby po 50. roku życia są usatysfakcjonowane z pracy w podobnym stopniu, zaś priorytetem jest dla nich niezależność, samorealizacja i dostosowanie trybu pracy do życia prywatnego, a nie zmienianie stanowisk. 30- i 40-latkowie należą do najbardziej aktywnie poszukujących pracy – często dlatego, że wciąż dążą do spełnienia zawodowego – mówi Michał Opioła, Senior Director w Michael Page.

Wynagrodzenia zatrzymują pracowników

Niezależnie od sytuacji gospodarczej czy społecznej, pracownicy wciąż liczą na coraz wyższe płace. Trwająca od końca pandemii rozbieżność między oczekiwaniami finansowymi
a możliwościami firm jest dziś cechą charakterystyczną globalnego rynku pracy. Kluczowym wnioskiem płynącym z raportu Talent Trends 2024 jest fakt, że wynagrodzenie to zdecydowanie najważniejszy aspekt dla kandydatów rozważających podjęcie pracy w danym zawodzie. Płaca wyższa niż na obecnym stanowisku to dla 70% respondentów z Polski najważniejszy aspekt wpływający na przyjęcie lub poszukiwania nowej oferty pracy. Odsetek ten nie zmienił się od 2023 roku. Niestety aż 42% Polaków jest niezadowolonych ze swojego obecnego wynagrodzenia i rozgląda się za nowymi możliwościami zawodowymi. To aż o 9 pp. więcej niż w ubiegłym roku.

Wynagrodzenie, elastyczność i możliwości rozwoju to trzy główne elementy, które definiują stosunek Polaków do swojej pracy. Wysokość pensji zostawia jednak w tyle resztę powyższych czynników. Zdają sobie z tego sprawę również pracodawcy – aż 57% z nich uważa atrakcyjne zarobki jako istotny czynnik decydujący o zatrzymaniu talentów wewnątrz organizacji. Ponadto 7 na 10 przedstawicieli firm twierdzi, że przedsiębiorstwa, które oferują wyższe wynagrodzenia niż konkurencja, mają większe szanse, aby przyciągnąć nowych pracowników. Dopasowanie oczekiwań płacowych jest dziś jednym z największych wyzwań rekrutacyjnych. Tworzenie strategii biznesowej powinno zatem bazować na wynagrodzeniach, co przełoży się na ograniczenie odpływu pracowników i pozyskiwanie nowych talentów – komentuje Magda Tarkowska, Executive Manager w Michael Page.

Istotna dyskusja wokół płac

Z danych zgromadzonych w Talent Trends 2024 wynika, że prawie połowa (48%) badanych poprosiła o podwyżkę w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Niestety aż 12% respondentów zaznaczyło, że nigdy jej nie otrzymało.

– Praca coraz częściej postrzegana jest jako transakcja, szczególnie wśród młodszych pokoleń. Nie dziwi więc, że wraz ze wzrostem zaangażowania, obowiązków i odpowiedzialności, naturalnie zwiększa się wśród pracowników potrzeba podwyższania swojego wynagrodzenia. Pracodawcy muszą sprostać oczekiwaniom finansowym pracowników – wszak to wysokość wynagrodzenia rozstrzyga, czy dana osoba zostanie w firmie czy nie. Badanie Talent Trends 2024 pokazało nam tendencję wzrostową w przypadku przyznawanych podwyżek. Warto dodać, że najchętniej i najczęściej wynagrodzenia negocjują osoby z grupy wiekowej 20-29 lat – prawie 60% z nich. Z wiekiem skłonność do podejmowania walki o wyższe pensje maleje – wśród 50-latków i starszych pracowników już tylko nieco ponad 30% deklaruje, że ubiega się
o podwyżkę. Niezależnie od wieku, w przypadku odmowy ze strony pracodawcy, wywołuje to naturalne zjawisko mobilności i szukania nowych, bardziej lukratywnych możliwości zawodowych
– dodaje Joanna Patela, Principal Consultant w Michael Page.

Dzisiejsze oczekiwania pracowników wobec wyższych płac nie zawsze znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości. Dla pracodawców najistotniejsze powinno być więc znalezienie równowagi pomiędzy tym, czego szukają pracownicy, a tym, na co pozwala budżet.

Metodologia

Wszystkie dane, o ile nie wskazano w raporcie inaczej, pochodzą z ankiety internetowej przeprowadzonej przez PageGroup i UNLIMITED. Badaniu poddano blisko 50 000 respondentów z całego świata. Badanie ankietowe przeprowadzono między 26 listopada a 11 grudnia 2023 r.

Owady na talerzu? Co Europejczycy sądzą o alternatywnych źródłach białka

Ilu młodych Polaków to ”innowatorzy żywności”, którzy chętnie sięgną po pasztet z ciecierzycy? Dlaczego mieszkańcy Paryża lubią sałatkę z glonów i tofu? Czy Włosi skuszą się na szaszłyk z chrząszcza? Postawy obywateli europejskich państw wobec produktów z alternatywnych źródeł białka przeanalizowały badaczki Uniwersytetu SWPS w ramach międzynarodowego projektu. 

W obliczu walki ze zmianami klimatu coraz więcej osób modyfikuje swoją dietę, rezygnując lub ograniczając tradycyjne źródła białka (pochodzące np. z wołowiny, wieprzowiny, drobiu, produktów mlecznych) na rzecz tych o mniejszym wpływie na środowisko. To tzw. alternatywne źródła białka (APF – Alternative Protein Food), których źródłem mogą być m.in. rośliny strączkowe, glony, grzyby, skorupiaki czy wreszcie owady.

Chociaż Europa jest wiodącym rynkiem produkcji i sprzedaży produktów z APF i badania na ten temat pojawiają się coraz częściej, to brakowało dotąd podsumowania różnic dotyczących postaw wobec APF między poszczególnymi krajami w Europie – mówi psycholożka Hanna Zaleśkiewicz z Centrum Badań Stosowanych nad Zdrowiem i Zachowaniami Zdrowotnymi CARE-BEH Uniwersytetu SWPS.

Badaczki z Uniwersytetu SWPS wraz ekspertkami i ekspertami z Niemiec, Danii, Grecji, Norwegii i Włoch przeanalizowali pod tym kątem badania z 11 baz czasopism recenzowanych. Łącznie do analizy włączyli 25 badań, obejmujących 18 państw europejskich. Wyniki opublikowano w Food Quality and Preference. W analizie badaczki i badacze skupili się zwłaszcza na danych z Danii, Finlandii, Polski, Czech, Włoch, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Niemiec.

W teorii zdrowe i etyczne, a co z praktyką?

Badania pokazują, że wielu konsumentów ocenia produkty hybrydowe, czyli łączące tradycyjne i alternatywne źródła białka, wyżej pod względem cech zdrowotnych, etycznych, środowiskowych i odżywczych niż produkty mięsne. Taki trend widać zwłaszcza wśród Duńczyków, ale też konsumentów z innych krajów, np. Wielkiej Brytanii i Hiszpanii.

Pozytywne nastawienie i przekonania nie zawsze przekładają się jednak na chęć zakupu takich produktów. W 60 proc. badań dotyczących chęci kupna produktów opartych na APF Duńczycy określają ją jako niską. W jednym z takich badań tylko 46 proc. z nich chciało kupić ”hybrydowe mięso” (produkt łączący białko roślinne i mięsne), w porównaniu z 63 proc. konsumentów w Hiszpanii i 53 proc. w Wielkiej Brytanii[1].

Nieliczni polscy “innowatorzy żywności”

Badania pokazują, że konsumenci z Polski i Czech mają mniejszą wiedzę na temat innowacyjnych produktów spożywczych i większą niechęć do ich kupna w porównaniu z Duńczykami czy Niemcami.

Te wzorce należy uwzględnić w kontekście trwale wysokiego spożycia mięsa (w porównaniu do nasion strączkowych) na osobę w latach 2018-2020 w krajach takich jak Polska[2] – opisuje Hanna Zaleśkiewicz.

Porównanie niemieckich i polskich konsumentów (powyżej 55 roku życia) wskazało, że respondenci polscy mieli znacznie niższy poziom wiedzy dotyczącej innowacyjnych produktów spożywczych (w tym zawierających APF), byli bardziej niezdecydowani w swoich decyzjach i finalnie rzadziej decydowali się na zakup takiej żywności[3].

Z kolei badanie młodych konsumentów[4] wskazało, że wśród mieszkańców Niemiec tzw. innowatorzy żywności (kupujący nowatorskie produkty spożywcze zaraz po wprowadzeniu ich na rynek) i “wcześni obserwatorzy” (kupujący je po pewnym zastanowieniu) stanowią 73 proc. populacji.

Kontrastuje to z wynikami obserwowanymi wśród młodych osób z Polski, Czech i Słowacji. W tych krajach „innowatorzy żywności” i „wcześni obserwatorzy” stanowią tylko 24-36 proc. młodych konsumentów. Wśród młodych konsumentów z Niemiec nie zaobserwowano też silnej niechęci do kupowania innowacyjnych APF, natomiast była ona obecna u 13-17 proc. konsumentów z Polski, Czech i Słowacji.

Owad na talerzu?

Analiza pokazuje, że konsumenci niechętnie kupiliby produkty, w których źródłem białka są owady. W Wielkiej Brytanii i Hiszpanii tylko 18-22 proc. badanych zgłasza chęć takich zakupów. Bardziej pozytywne podejście do żywności opartej na owadach deklarują kupujący ze Szwecji i Finlandii w porównaniu z konsumentami z Niemiec i Republiki Czeskiej. Zdecydowanie rzadziej produkty zawierające takie białka wybierają konsumenci z Włoch niż z krajów północnej lub zachodniej Europy (np. Danii, Belgii).

Kultura kulinarna i nawyki żywieniowe w północnej Europie mogły się zmieniać w ostatnich dziesięcioleciach, podczas gdy włoska kultura kulinarna jest jedną z najbardziej ugruntowanych w Europie, z ponad 200 certyfikowanymi produktami spożywczymi, w której mięso odgrywa ważną rolę – zwraca uwagę badaczka z Uniwersytetu SWPS.

Glony podbijają kosmopolityczne miasta

Specyficzne tendencje dotyczące akceptacji i zainteresowania APF widać w niektórych miastach.

Różnice między dużymi miastami i mniejszymi miejscowościami w danym kraju wynikają nie tyle z samej wielkości populacji, co raczej z wielokulturowego i kosmopolitycznego charakteru dużych aglomeracji – komentuje badaczka.

Na przykład w miastach takich jak Paryż czy Helsinki, które są bardziej zróżnicowane etnicznie[5][6], widać wyższy poziom akceptacji APF w porównaniu z miastami o mniejszej różnorodności etnicznej . Konsumenci z dużych miast są również bardziej skłonni do odwiedzania restauracji oferujących alternatywną kuchnię lub wprowadzających nowe trendy żywieniowe, w tym alternatywne źródła białka.

Dobrym przykładem może być Paryż, gdzie średnie spożycie APF na bazie glonów jest wyższe niż w pięciu innych francuskich miastach. Można to wytłumaczyć stosunkowo dużą populacją mieszkańców pochodzenia azjatyckiego, którzy często sięgają po takie potrawy.

Budując motywację konsumentów

Jak podkreślają autorzy analizy, jej wyniki mogą pomóc w opracowaniu strategii mających zwiększyć zainteresowanie konsumentów alternatywnymi źródłami białka. Uwzględniając różne podejścia i poziom wiedzy o APF w poszczególnych państwach, można zastosować odmienne strategie promocji.

Biorąc pod uwagę niski lub umiarkowany poziom konsumpcji i deklarowanej chęci zakupu APF, konieczne jest opracowanie i wdrożenie np. kampanii promocyjnych, które wzmocnią motywację konsumentów. Można tu wskazywać na korzyści zdrowotne, środowiskowe, motywy związane z dobrostanem zwierząt – komentuje Hanna Zaleśkiewicz.

Badanie przeprowadzono w ramach międzynarodowego projektu “LIKE A PRO Od żywności niszowej do głównych trendów: alternatywne źródła białka dla każdego i wszędzie”. Z ramienia Uniwersytetu SWPS kieruje nim prof. Aleksandra Łuszczyńska. Projekt finansowany jest ze środków Unii Europejskiej w ramach programu Horyzont Europa.

[1] Grasso, S., Asioli, D., & Smith, R. (2022). Consumer co-creation of hybrid meat products: A cross-country European survey. Food Quality and Preference, 100, Article 104586. https://doi.org/10.1016/j.foodqual.2022.104586

[2]  FAO (2023). FAOSTAT. Retrieved August 27, 2023, from https://www.fao.org/faostat/en/#data

[3] Zabrocki, R. (2017). A comparative analysis of the determinants of behaviours of Polish and German consumers aged 55+ in the innovative food market. Handel Wewnętrzny, 1(366), 413–423.

[4] Barska, A. (2014). Attitudes of young consumers towards innovations on the food market. Management, 18(1), 419–431. https://doi.org/10.2478/manment-2014- 0031

[5] Lucas, S., Gouin, S., & Lesueur, M. (2019). Seaweed consumption and label preferences in France. Marine Resource Economics, 34(2), 143–162. https://doi.org/10.1086/ 704078

[6] Nevalainen, E., Niva, M., & Vainio, A. (2023). A transition towards plant-based diets on its way? Consumers’ substitutions of meat in their diets in Finland. Food Quality and Preference, 104, Article 104754. https://doi.org/10.1016/j.foodqual.2022.104754

1600 ataków na polskie firmy w tygodniu! Ransomware wyjątkowo palącym problemem

W Polsce co tydzień dochodzi do 1600 cyberataków na pojedynczą organizację, natomiast ransomware zagraża już niemal 3 proc. wszystkich sieci firmowych! Sytuacja w maju stała się wyjątkowo groźna. Hakerzy wykorzystali botnet Phorpiex, który wysyłał miliony e-maili phishingowych, zawierających ransomware LockBit Black – ostrzegają analitycy Check Point Research.

Cyberprzestrzeń staje się coraz bardziej niebezpieczna. Na całym świecie ataki cybernetyczne rosły w ostatnim miesiącu w zawrotnym tempie. W Polsce, średnia tygodniowa liczba prób ataków wrosła do przeszło 1600 na pojedynczą organizację! Najczęściej atakowane były organizacje wojska i administracji, użyteczności publicznej i sektora finansowo-bankowego.

Według specjalistów firmy Check Point Software, najczęściej wykorzystywanymi narzędziami na świecie były downloader FakeUpdates (zidentyfikowany w 7 proc. sieci firmowych) i botnety Androxgh0st (5 proc.) oraz Qbot (3 proc.). W Polsce trzecie miejsce należało z kolei do ransomware Snatch, który próbował zainfekować około 3 proc. sieci korporacyjnych. Z danych Check Point Research wynika, że ransomware zagraża polskim firmom wyjątkowo często. W ostatnim półroczu oprogramowanie szyfrujące wpłynęło łącznie na 2,9 proc. polskich przedsiębiorstw (o 0,3 punktu procentowego więcej niż średnia światowa).

To właśnie ransomware staje się kluczowym zagrożeniem dla firm z całego świata. Część specjalistów przewiduje, że z powodu tego typu ataków roczne straty przedsiębiorstw sięgną w 2031 roku aż 265 miliardów dolarów! Tymczasem na przełomie kwietnia i maja zrealizowana została potężna kampania ransomware, w której wykorzystano botnet Phorpiex. Komórka ds. integracji cyberbezpieczeństwa i komunikacji w New Jersey (NJCCIC) znalazła dowody na to, że Phorpiex, który w zeszłomiesięcznym rankingu zagrożeń zajmował szóste miejsce, użyty został do wysłania milionów e-maili phishingowych w ramach kampanii ransomware LockBit3. E-maile zawierały załączniki ZIP, ze zwodniczymi plikami doc.scr, których uruchomienie rozpoczynało proces szyfrowania sieci. W kampanii wykorzystano ponad 1500 unikalnych adresów IP, głównie z Kazachstanu, Uzbekistanu, Iranu, Rosji i Chin.

Największą grupą zajmującą się tego typu atakami jest właśnie LockBit3, który odpowiada za 33 proc. ujawnionych ataków. Na kolejnych miejscach znalazły się Inc. Ransom z 7-proc. udziałem i Play ze współczynnikiem wykrywalności 5%. Inc. Ransom niedawno przyznało się do poważnego incydentu cybernetycznego, który zakłócił usługi publiczne w Radzie Miejskiej Leicester w Wielkiej Brytanii, rzekomo kradnąc ponad 3 terabajty danych i powodując powszechne zamknięcie systemu.

Ransomware to jedna z najbardziej destrukcyjnych metod ataku stosowanych przez cyberprzestępców. Chociaż organom ścigania udało się tymczasowo rozbić cybergang LockBit3 poprzez zdemaskowanie jednego z jego przywódców, a także ujawnienie ponad 7000 kluczy deszyfrujących LockBit, to wciąż nie wyeliminowano w pełni zagrożenia. Członkowie gangu przegrupowują się i wdrażają nową taktykę, aby kontynuować swoje działania.  – uważa Maya Horowitz, wiceprezes ds. badań w Check Point Software.

Warto dodać, że Polska wg Check Pointa jest 65 krajem na świecie pod względem częstotliwości ataków. Jest bezpieczniej niż w Estonii (42), Czechach (48), Austrii (60), czy we Włoszech (52), ale jednocześnie doświadczamy więcej ataków niż np. Węgry (77 miejsce). W maju najbezpieczniejszym krajem na świecie był niespodziewanie Egipt (111), natomiast w Europie Łotwa (106.). Najwięcej ataków realizowanych jest w Mongolii.

Gdzie buduje się najwięcej mieszkań?

Przez cały miniony rok, najwięcej metrów kwadratowych mieszkań ukończono w stolicy. Kolejne miejsca w rankingu mogą być jednak zaskoczeniem.

Warszawa od dawna przoduje w rankingu powiatów i miast na prawach powiatu z największą powierzchnią użytkową ukończonych mieszkań (lokali i domów). Jeżeli jednak chcemy zgadnąć, które lokalizacje zajęły dalsze miejsca w takim metrażowym rankingu, to dość łatwo będzie o pomyłkę. Ostatnio na podium gości bowiem nie Wrocław, lecz powiat poznański.

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl informacje na temat metrażu lokali i domów ukończonych w poszczególnych powiatach oraz miastach na prawach powiatu podaje nam Główny Urząd Statystyczny. Zgodnie z ubiegłorocznymi danymi tej instytucji wszyscy inwestorzy (w praktyce głównie deweloperzy i osoby prywatne) największą powierzchnię mieszkań ukończyli w następujących lokalizacjach:

  1. Warszawa – 981 394 mkw. w 2023 r.
  2. Kraków – 578 132 mkw.
  3. powiat poznański – 549 319 mkw.
  4. Wrocław – 484 189 mkw.
  5. Gdańsk – 366 577 mkw.
  6. Łódź – 319 506 mkw.
  7. powiat piaseczyński – 316 349 mkw.
  8. powiat wrocławski – 297 035 mkw.
  9. Poznań – 281 582 mkw.
  10. powiat wołomiński – 267 847 mkw.
  11. powiat pruszkowski – 260 916 mkw.
  12. Lublin – 198 129 mkw.
  13. powiat krakowski – 184 072 mkw.
  14. powiat kartuski – 170 111 mkw.
  15. Katowice – 169 086 mkw.

Na poniższej mapie można sprawdzić wyniki tych powiatów oraz miast na prawach powiatu, które nie zaliczają się do ścisłej czołówki. Jeżeli mowa o czołówce, to warto zwrócić uwagę na stosunkowo niewielki dystans, który dzieli powiat poznański oraz Kraków. Co ciekawe, okolice Poznania nie po raz pierwszy zajęły trzecie miejsce w rankingu nowej powierzchni użytkowej lokali i domów. Podobna sytuacja miała miejsce również w 2021 r. oraz 2022 r.

Na wynik powiatu poznańskiego z pewnością wpływa budowa na tym terenie dużej liczby domów jednorodzinnych. Nie zmienia to jednak faktu, że powiat otaczający Poznań jest jednym z obszarów, gdzie buduje się najwięcej. Aktywnie działają tam również deweloperzy. Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl wskazują, że pod koniec marca 2024 r. firmy deweloperskie w okolicach Poznania proponowały 1180 lokali i domów o przeciętnej cenie ofertowej równej 7945 zł/mkw.Wyk.1 - Metraż domów i lokali w 2023 roku

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Dyrektywa CSRD: zaledwie jedna na cztery firmy spełnia jej wymogi

Dane z najnowszego raportu Ayming Polska wskazują, że tylko 25% badanych firm wdrożyło standardy raportowania ESG zgodne z wymogami dyrektywy CSRD. Przedsiębiorstwa te posiadają ugruntowaną strukturę zarządzania omawianym obszarem, w przeciwieństwie do firm, które nie wdrożyły jeszcze odpowiednich procedur. Z badania wynika również, że jedną z głównych przeszkód w raportowaniu jest brak spójnych wytycznych, wskazywany przez 59% respondentów. Według ekspertki Ayming Polska taka sytuacja wynika w dużej mierze z faktu, że chociaż standardy raportowania zostały ujednolicone przez CSRD, w niektórych przypadkach brakuje konkretnych wskazówek, jak dokładnie postępować.

Z raportu Ayming Polska, zatytułowanego „Biznes w równowadze: Jak przyspieszyć transformację ESG?”, wynika, że dla niemal połowy (48%) przedsiębiorstw główną trudnością w obszarze transformacji ESG jest efektywne mierzenie oraz raportowanie wpływu ich działalności na środowisko naturalne i społeczne.

Po części, odpowiedzią w tym kontekście może być dyrektywa CSRD, która stopniowo wchodzi w życie, obejmując z każdym rokiem kolejną grupę przedsiębiorstw. Definiując nowe standardy w raportowaniu zrównoważonego rozwoju, dyrektywa odpowiada na jedno z kluczowych wyzwań, z którym, według naszego badania, zmaga się prawie połowa firm. Warto pamiętać, że nie wszystkie informacje trzeba ujawniać w pierwszym roku raportowania – standardy ESRS przewidziały stopniowo wprowadzane wymogi ujawniania niektórych wskaźników i informacji – tłumaczy Monika Michalska, ESG Consultant, Ayming Polska

Nowe regulacje to nie tylko wyzwanie adaptacyjne dla przedsiębiorstw, ale przede wszystkim szansa na usystematyzowanie wewnętrznych procedur raportowych oraz organizacyjnych, w tym podziału obowiązków i odpowiedzialności – dodaje ekspertka.

Od początku bieżącego roku, obowiązek złożenia raportu niefinansowego obejmuje firmy z ponad 500 pracownikami i przychodami 50 milionów euro lub aktywami 25 milionów euro. W 2025 roku wymóg ten rozszerzy się na duże spółki i główne jednostki grup kapitałowych spełniające dwa z trzech kryteriów: ponad 250 pracowników, 25 milionów euro aktywów lub 50 milionów euro przychodów.

Właśnie przedsiębiorstwa, które zostaną objęte obowiązkiem raportowania od przyszłego roku, stanowiły próbę badania przeprowadzonego przez Ayming Polska.

Tylko 25% firm gotowych na CSRD

Wyniki wskazują, że większość z badanych firm pracuje nad wdrożeniem odpowiednich mechanizmów, jednak stopień zaawansowania tych prac różni się między nimi. 25% ankietowanych deklaruje, że ich organizacje już osiągnęły wymagane cele. Mimo to, większość respondentów wskazała, że reprezentowane przez nich przedsiębiorstwa są jeszcze na wczesnym etapie przygotowań – 36% badanych jest w trakcie przygotowań do wdrożenia standardów, a 38% dopiero planuje odpowiednie działania w tym zakresie.

Wprowadzenie określonych procedur raportowych jeszcze przed formalnym objęciem obowiązkiem raportowania może przynieść firmom szereg korzyści. Przede wszystkim jest to czas  na przetestowanie i zoptymalizowanie procesów zbierania danych, w tym identyfikacji potencjalnych problemów organizacyjnych. Dodatkowo, koszty przygotowania raportu mogą być rozłożone w czasie. Jest to szczególnie korzystne, gdy organizacja współpracuje z firmą zewnętrzną i planuje formalne uzupełnienia dokumentów wewnętrznych, aby spełniać minimalne wymogi ujawniania informacji zgodnie ze standardami ESRS – tłumaczy Monika Michalska.

Wcześniejsze przygotowanie do procesu audytu zwiększa również wiarygodność i jakość zbieranych informacji. To podejście minimalizuje wpływ nowych obowiązków raportowania na inne procesy w organizacji, umożliwiając pracownikom płynne połączenie dotychczasowych zadań z nowymi wymaganiami. W efekcie, organizacja staje się lepiej przygotowana do spełniania przyszłych wymogów raportowych, co sprzyja jej długoterminowemu rozwojowi i transparentności – dodaje.

Brak jednolitych standardów oraz aspekty techniczne utrudniają raportowanie

Znacząca większość firm (82%) postrzega raportowanie działań związanych ze zrównoważonym rozwojem jako zadanie skomplikowane.

Zdaniem badanych, trudności w tym obszarze obejmują nie tylko techniczne aspekty, takie jak gromadzenie i weryfikacja danych, na co wskazało 55% respondentów, ale również bardziej podstawowe problemy, takie jak brak ujednoliconych standardów raportowania, zgłoszony przez 59% badanych.

Dlaczego aż tak duży odsetek badanych wskazał na problem z brakiem ujednoliconych standardów raportowania, skoro – wydawać by się mogło – CSRD stawia sprawę dość jasno i klarownie? Ekspertka z Ayming Polska podkreśla, że choć standardy raportowania (ESRS) zdefiniowane w dyrektywie są podstawowym dokumentem do ujawniania większości wymaganych informacji, regulator dopuszcza korzystanie z różnych metodologii i podstaw prawnych, niebędących częścią standardów ESRS.

Dodatkowo, w kilku przypadkach regulator nie podaje przykładu wymaganego podejścia, co może generować trudności w raportowaniu informacji i wymaga wiedzy specjalistycznej oraz przygotowania się do ujawniania z dużym wyprzedzeniem – tłumaczy Monika Michalska.

Dla przykładu, wymóg E1-9 Antycypowane skutki finansowe wynikające z istotnych ryzyk fizycznych i ryzyk przejścia oraz potencjalnych możliwości związanych z klimatem wskazuje, że „Obecnie nie istnieje powszechnie przyjęta metoda oceny lub pomiaru pozwalających ustalić sposób, w jaki istotne ryzyko fizyczne i ryzyko przejścia mogą wpłynąć na przyszłą sytuację finansową, wyniki finansowe i przepływy pieniężne jednostki. W związku z tym ujawnienie skutków finansowych będzie zależało od wewnętrznej metody jednostki oraz od dokonania znaczącego osądu przy ustalaniu danych wejściowych i założeń niezbędnych do ilościowego określenia antycypowanych skutków finansowych.” – w tym wymogu nie ma wyjaśnienia czym jest znaczący osąd i kiedy należy uznać, że metoda, podejście i założenia do obliczeń są właściwe i wystarczające – dodaje.

Wyzwania związane z identyfikacją i oceną wpływu na środowisko lub społeczność, co podkreśla 52% uczestników badania. Dodatkowo, 50% respondentów zasygnalizowało brak wewnętrznych zasobów i specjalistycznej wiedzy, a 42% napotkało trudności z przekazywaniem wyników w sposób zrozumiały, co podkreśla złożoność zarządzania danymi ESG i wskazuje na obszary wymagające szczególnej uwagi i możliwej optymalizacji.

Struktura osobowa w zarządzaniu raportowaniem ESG

Firmy, które wdrożyły już standardy raportowania ESG, jednoznacznie definiują strukturę zarządzania odpowiedzialnymi za ten obszar działaniami. Z badania wynika, że aż 80% respondentów wskazuje na Dyrektora ds. Zrównoważonego Rozwoju/ESG jako kluczową postać odpowiadającą za zarządzanie tymi kwestiami.

Zdefiniowanie odpowiedzialności za zrównoważony rozwój i raportowanie ESG w organizacji ma kluczowe znaczenie dla efektywności zarządzania tym obszarem. To również jeden z wymogów ujawniania informacji. ESRS 2 GOV-1 pyta o skład organów zarządzających, ich role i obowiązki, w tym ujęcie odpowiedzialności za oddziaływania, ryzyka i szanse (możliwości) w zakresie zadań. Powierzenie odpowiedzialności za działania ESG dyrektorom czy kierownikom innych działów może spowodować rozproszenie odpowiedzialności i brak właściwej struktury zarządzania obszarem ESG, a w konsekwencji – trudności w procesie zbierania danych i wyników przeprowadzonych prac w spójnym raporcie – tłumaczy Monika Michalska.

W przypadku firm przygotowujących się do implementacji standardów CSRD sytuacja ta wygląda zgoła odmiennie. W znacznej większości z nich (68%) nie wyznaczono jeszcze konkretnej osoby lub zespołu odpowiedzialnego za zarządzanie raportowaniem ESG. Jedynie 14% firm deleguje te obowiązki na Dyrektora ds. Zrównoważonego Rozwoju/ESG, a 13% na wyższe kierownictwo. W grupie, która planuje wdrożenie, brak wyznaczonej osoby decyzyjnej jest jeszcze bardziej zauważalny, obejmując 83% przedsiębiorstw.

Tak sytuacja może wynikać z braku wiedzy o procesie, jego złożoności i czasochłonności. Zrozumienie metodologii i struktury odpowiedzialności jest kluczowe zwłaszcza dla organizacji, które jeszcze nie publikowały raportu nt. zrównoważonego rozwoju. Należy pamiętać, że dla takiej organizacji zebranie danych, przygotowanie dokumentacji i dopełnienie formalności oznacza od kilku miesięcy do ponad roku intensywnej pracy – komentuje wyniki ekspertka Ayming Polska.

Ponad połowa firm nie korzysta z zewnętrznego wsparcia w raportowaniu ESG

Pomimo, iż raportowanie ESG stanowi dla przedsiębiorstw duże wyzwanie, a większość z nich nie posiada jasno określonej struktury zarządzania tym obszarem, aż 54% respondentów deklaruje, że ich organizacje nie korzystają w tej kwestii ze wsparcia zewnętrznego. Może to po części wynikać z faktu, że wiele przedsiębiorstw jest aktualnie na wstępnych etapach opracowywania i wdrażania odpowiednich strategii.

Raportowanie zrównoważonego rozwoju, będące procesem wieloetapowym o znacznej złożoności, łączy się ściśle z raportowaniem finansowym, wymagając analizy danych niefinansowych i ich integracji z finansowymi. Wymóg ten obejmuje nie tylko analizę podwójnej istotności, ale także ocenę finansowych konsekwencji ryzyk, nałożonych kar czy wpływu kwestii klimatycznych na wynagrodzenia zarządu. Szczególnie dla firm z rozbudowanym łańcuchem wartości, które działają międzynarodowo, poleganie wyłącznie na wewnętrznych zasobach może okazać się nieefektywne i czasochłonne, a brak koordynacji, obiektywnej oceny działalności czy znajomości najlepszych praktyk raportowania staje się główną przeszkodą. W takim kontekście, zewnętrzne wsparcie może okazać się kluczowe, zwłaszcza w początkowej fazie tworzenia strategii zrównoważonego rozwoju – tłumaczy Monika Michalska.

Wśród firm, które obecnie nie korzystają z zewnętrznego wsparcia, aż 60% (56% odpowiedzi „raczej tak” i 4% „zdecydowanie tak”) rozważa zaangażowanie takiego wsparcia w przyszłości.

Rzecznik MŚP apeluje do Premiera w sprawie rekompensat dla podlaskich przedsiębiorców

Decyzja rządu o wprowadzeniu na terenach przygranicznych z Białorusią strefy buforowej jest zrozumiała ze względu na potrzebę zapewnienia bezpieczeństwa na granicy. W oczywisty sposób wiąże się jednak z negatywnymi skutkami dla tamtejszych firm, nie tylko z branży turystycznej. Dlatego Rzecznik MŚP Adam Abramowicz wystąpił z apelem do Premiera Donalda Tuska o zapewnienie lokalnym przedsiębiorcom odpowiednich rekompensat. Jak przypomina Adam Abramowicz, rekompensaty takie przyznane zostały przez poprzedni rząd w latach 2021-2022, co pozwoliło wielu firmom przetrwać trudny okres ograniczeń.

Chiny przestały kupować złoto

W maju Bank Ludowy Chin, po raz pierwszy od 18 miesięcy, nie zwiększył swoich zasobów złota. Czy to oznacza koniec zakupów kruszcu przez Państwo Środka i zapowiedź innych ruchów?

Miniony tydzień to ciąg dalszy spadków kursu złota. W poniedziałek 3 czerwca uncja kruszcu wyceniana była na około 2 330 dolarów, a piątkową sesję złoto zakończyło na poziomie niespełna 2 290 USD/oz. Mamy zatem do czynienia z korektą, którą wywołały dwa czynniki.

EBC tnie stopy, a Chiny nie kupują złota

Pierwszy z nich to informacje z Europejskiego Banku Centralnego, który obniżył stopy procentowe. Złoto zareagowało, bo wygląda na to, że śladem EBC wkrótce pójdą kolejne banki centralne, w tym przede wszystkim amerykański FED. I do tego rynek się przygotowuje.

Nawet w większym stopniu niż decyzja EBC na korektę wpłynęła informacja, że w maju Chiny – pierwszy raz od 18 miesięcy – nie kupiły złota. Ostatnio taką sytuacją obserwowaliśmy w październiku 2022 roku, a aktualne rezerwy Chińczyków przekraczają 2 264 tony kruszcu.

Dla wielu oznacza to, że być może Chiny zakończyły w tej chwili zakupy królewskiego kruszcu, takie jakie sobie założyły i szykują się do innego ruchu. Co to dokładnie może być? Tego jeszcze nie wiemy, ale warto uważnie obserwować, co będzie działo się w Państwie Środka.

Wybory w USA kluczowe dla złota

Trzeci ważny news z ostatnich dni to słowa Raya Dalio, jednego z najbogatszych ludzi świata, który w czasie swojego wystąpienia na forum ekonomicznym w Hongkongu powiedział, że najważniejszym wydarzeniem tego roku w kontekście złota będą wybory w USA.

I to nie tylko dlatego, że to zawsze ważne wydarzenie dla świata gospodarczego, ale przede wszystkim dlatego, że mogą wywołać bardzo wiele nieprzewidzianych konsekwencji czy perturbacji w samych Stanach Zjednoczonych. Bo ten kraj może się podzielić.
Ani Chiny, ani USA nie odpuszczą Tajwanu

To z kolei może prowadzić do dużych zawirowań gospodarczych, które być może będą chciały wykorzystać Chiny. Ray Dalio użył nawet takiego sformułowania, że zawsze przed jakąś opcją militarną najpierw dokonuje się pewnych akcji gospodarczych.

Oczywiście Dalio również zakłada – i to jest chyba najbardziej prawdopodobny scenariusz, że do żadnej, daleko posuniętej agresji militarnej w okolicach Tajwanu, bo przede wszystkim mówimy o Tajwanie, nie dojdzie.

Chociażby z tego względu, że to same Chiny więcej by straciły na jego blokadzie niż USA. Ale na pewno może dojść do perturbacji gospodarczych, bo ani Stany Zjednoczone, ani Chiny z pewnością Tajwanu nie odpuszczą.

Co zrobi NBP?

Jeśli chodzi o nasze podwórko, Narodowy Bank Polski – ustami prezesa Adama Glapińskiego – poinformował o tym, że po pierwsze, obniżek stóp procentowych nie będzie w tym miesiącu i – po drugie – obniżek nie należy spodziewać się w ogóle w tym roku.

W przeszłości słyszeliśmy już radykalne zdania wypowiadane przez prezesa Glapińskiego, które potem jednak zmieniały się dużo szybciej niż zakładaliśmy. Czy pod koniec roku polityka NBP względem stóp ulegnie zmianie? Wszystko zależy od kondycji gospodarki.

Ból głowy FED-u

Tymczasem cały świat wypatruje września i tego, czy rzeczywiście FED obniży stopy procentowe. W piątek pojawiły się bowiem nowe – dużo, bo aż o 1/3 lepsze niż rynek oczekiwał – dane o amerykańskim rynku pracy. W ostatnim miesiącu przybyło ponad 272 tys. nowych miejsc pracy, a analitycy zakładali poziom 180 tysięcy.

Jerome Powell wraz z całą ekipą FED-u będą zatem zastanawiać się, co z tym fantem teraz zrobić. Wszyscy spodziewali się bowiem, że rynek pracy się schładza, a tymczasem przyszło zaskoczenie. To oczywiście wstępne dane, które mogą być weryfikowane, ale sytuacja jest niezwykle dynamiczna i warto ją obserwować.

ETF-y znów kupują złoto

Te wszystkie wydarzenia będą wpływały oczywiście w najbliższej przyszłości na cenę złota, która – według niektórych analityków – w drugiej połowie tego roku osiągnie po raz kolejny najwyższe poziomy w historii. Co prawda Chiny nie kupują złota, ale inne kraje i inne banki centralne kupują.

W ostatnim miesiącu, według danych Światowej Rady Złota, złoto zaczęły wreszcie kupować również ETF-y. A to jasny sygnał, że przed rynkiem królewskiego kruszcu rysują się dobre perspektywy i coś zacznie się na nim dziać, nie tylko w zakresie samej ceny, ale również popytu wśród obywateli.

Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

Silne dane z USA i wyniki wyborów uderzają w złotego

Ubiegłotygodniowa obniżka stóp procentowych Europejskiego Banku Centralnego została przyćmiona przez dane makroekonomiczne ze Stanów Zjednoczonych i wyniki wyborów na czterech kontynentach. Obecna na rynku awersja względem ryzyka narzuciła na złotego presję spadkową.

Dolar amerykański doświadczył istotnej aprecjacji względem niemal wszystkich pozostałych głównych walut po tym, jak silny raport NFP (non-farm payrolls) z rynku pracy sprawił, że rentowności obligacji gwałtownie wzrosły, a inwestorzy wycofali się z wycen jakichkolwiek obniżek stóp procentowych Rezerwy Federalnej przed wrześniem. Część walut rynków wschodzących – w tym złoty – ucierpiała jednak już wcześniej, jako że wyniki wyborów w RPA, Meksyku i Indiach – każde z innych powodów – zostały odebrane jako niekorzystne dla rynków. Peso meksykańskie osłabiło się najsilniej, tracąc niemal 4% względem dolara. Ruch na latynoamerykańskiej walucie spowodowany był znacznym zwycięstwem lewicowej partii MORENA, mogącym zwiastować zmiany konstytucyjne oraz luźniejszą politykę fiskalną.

Euro ciążą zaś obecnie wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego, w których wyraźnie zyskali prawicowi kandydaci. Po ogłoszeniu przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona rozwiązania Zgromadzenia Narodowego i przedterminowych wyborów parlamentarnych wspólna waluta nie radzi sobie najlepiej, co jest kolejnym czynnikiem wpływającym na słabość złotego.

W tym tygodniu uwaga skupi się na USA, a szczególna zmienność towarzyszyć może środzie (12.06). Wówczas opublikowany zostanie raport dotyczący majowej inflacji CPI, kilka godzin później poznamy zaś wyniki posiedzenia Rezerwy Federalnej. Stopy procentowe nie ulegną zmianie, ale dot plot, obrazujący oczekiwania każdego z członków FOMC w kontekście kształtowania się stóp procentowych, powinien być znacznie bardziej jastrzębi niż poprzedni, marcowy.

PLN

Dla złotego był to niełatwy tydzień. Presja spadkowa dotknęła go już w poniedziałek, kiedy na rynkach pojawił się tryb risk off spowodowany m.in. potencjalnie niekorzystnymi dla rynków wynikami wyborów w Indiach, RPA oraz – przede wszystkim – Meksyku. Pod koniec tygodnia niechęć względem walut ryzyka jedynie wzrosła, bardzo silne okazały się bowiem najnowsze dane z amerykańskiego rynku pracy. W ciągu trzech miesięcy do maja kluczowa dla Fedu dynamika płac ponownie wzrosła o ponad 1%, wyższa od oczekiwań okazała się także liczba nowych wakatów.

W nowy tydzień polska waluta weszła osłabiona, co związane było z wynikami wyborów do Parlamentu Europejskiego. Bardzo silne poparcie dla prawicy w zachodnich krajach Wspólnoty, którego pokłosiem jest m.in. wcześniejsze rozpisanie wyborów parlamentarnych przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona, stanowi dla inwestorów istotne źródło niepewności związanej ze zmianą politycznego status quo na europejskiej arenie politycznej.

Skromnym wsparciem była dla złotego czwartkowa konferencja prezesa NBP Adama Glapińskiego, który zdecydowanie odsuwał oczekiwania wobec cięć stóp procentowych, podkreślając nawet, że przy obecnej formie legislacji dotyczącej regulowanych cen energii, ciepła oraz gazu nie widzi przestrzeni na cięcie stóp procentowych w 2024 r. Potencjał tych wypowiedzi na wywołanie zmienności był jednak niewielki, rynki bowiem już wcześniej niezbyt chętnie wyceniały obniżki stóp procentowych RPP w nadchodzących miesiącach. Korzystna dla polskiej waluty była także jastrzębiość komunikatów płynących do nas tego samego dnia ze strony EBC.

Przed nami tydzień z niewieloma publikacjami z rodzimego rynku, z licznymi jednak zewnętrznymi bodźcami mogącymi ponownie rozhuśtać kurs polskiej waluty. Kluczowa wydaje się pod tym względem środa, kiedy opublikowana zostanie majowa inflacja CPI ze Stanów Zjednoczonych oraz odbędzie się posiedzenie FOMC.

EUR

Jak powszechnie oczekiwano i niemal w pełni wyceniano na rynkach swap, EBC obniżył w ubiegłym tygodniu stopy procentowe po raz pierwszy od pięciu lat. W komunikatach stanowczo unikano jednak wskazówek na temat harmonogramu dalszych cięć, a bank centralny utrzymuje, że pozostaje całkowicie zależny od danych. Zrewidowano także w górę prognozy inflacji na 2024 i 2025 r. Rynki zinterpretowały ten ruch jako „jastrzębią obniżkę”, a euro uzyskało solidne wsparcie do czasu publikacji w piątek raportu NFP z USA, po którym inwestorzy zwrócili się w kierunku dolara oraz innych walut safe haven.

Wybory do Parlamentu Europejskiego mogą w tym tygodniu po raz pierwszy stać się istotnym czynnikiem dla rynków walutowych – zwrot ku prawicy zwiększył niepewność, przyczyniają się do m.in. rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych we Francji. Uczestnicy rynku będą w tym tygodniu śledzić szereg wystąpień oficjeli EBC, w tym prezeski Christine Lagarde w dalszej jego części.

USD

Raport NFP za maj wprost stoi w sprzeczności z widocznymi choćby w drugorzędnym raporcie JOLTs sygnałami, że rynek pracy doświadcza spowolnienia. Kreacja miejsc pracy w dalszym ciągu jest na dobrym poziomie (272 tys.), znacznie powyżej oczekiwań ekonomistów. Płace w ciągu miesiąca wzrosły o niemal 5% w ujęciu zanualizowanym, co nie jest dobrą wiadomością dla Fedu i utrudni FOMC sprowadzenie inflacji do celu w przewidywalnym czasie.

Jak wspomnieliśmy, w środę (12.06) opublikowany zostanie raport dotyczący majowej inflacji i odbędzie się posiedzenie FOMC. Oczekuje się, że bazowa miara CPI pokaże wzrost o 0,3% m/m, co odpowiada 3,5–4% w ujęciu zanualizowanym. Nawet jeśli odczyt nie zaskoczy po raz kolejny w górę, stabilizacja amerykańskiej inflacji na wyższym od pożądanego poziomie ok. 4% wydaje się faktem. Podczas odbywającego się w dalszej części dnia posiedzenia FOMC decydenci bez wątpienia skupią się na tym budzącym obawy trendzie oraz dostosowaniu do niego swoich poglądów i prognoz. Uważamy, że czerwcowy dot plot pokaże, że członkowie FOMC spodziewają się w 2024 r. dwóch cięć (poprzedni wskazywał na trzy), istnieje jednak pewne prawdopodobieństwo, że pokaże tylko jedno, co byłoby zdecydowanie korzystne dla dolara.

GBP

Perspektywa zdecydowanej wygranej Partii Pracy w wyborach parlamentarnych w przyszłym miesiącu wspiera funta, który wyrwał się z przedziału, w którym od roku utrzymywał się względem euro. Rynki postrzegają objęcie większości w Izbie Gmin przez Partię Pracy jako prawdopodobnie najkorzystniejszą dla rynku opcję – ma to związek z utrzymującymi się problemami spowodowanymi kiepskim minibudżetem Liz Truss, zmianą w kierunku politycznego centrum pod rządami Keira Starmera oraz prawdopodobieństwem mniej napiętych relacji z Unią Europejską.

Ten tydzień przyniesie na Wyspach publikacje istotnych odczytów makroekonomicznych. We wtorek (11.06) otrzymamy dane dotyczące kwietniowego zatrudnienia i płac. Inflacja w usługach jest istotnie wyższa niż oczekiwano, możemy więc oczekiwać silnej reakcji rynku na wszelkie zaskoczenia w górę wzrostem płac, który już w marcu był dość wysoki i wynosił ok. 6% w skali roku. Niekorzystnie nastawieni do funta uczestnicy rynku będą wypatrywać w środowym odczycie dynamiki PKB w kwietniu oznak, że wzrost gospodarczy spowolnił – ekonomiści obecnie spodziewają się, że znajdzie się on na zerowym poziomie w skali miesiąca.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury