Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło w lipcu w ujęciu rocznym o 0,7% r/r

Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw spadło w lipcu w ujęciu rocznym o 0,7% r/r (nasza prognoza i konsensus rynkowy -0,7%, poprzednio -0,8%). Tym samym dynamika zatrudnienia nie tylko się wypłaszcza, ale wręcz zaczyna rosnąć. W ujęciu miesięcznym – mimo faktu, że lipiec jest zwykle miesiącem sezonowo słabszym – udało się utrzymać nieznacznie dodatnią kreację liczbę nowych miejsc pracy (netto) w wysokości nieco prawie 2 tys. Podtrzymujemy naszą diagnozę, że rynek pracy osiągnął już dno i w najbliższych miesiącach roczna dynamika zatrudnienia będzie rosła (niewykluczone, że do końca roku będzie dodatnia).

Jak bezpiecznie dzielić się zdjęciami dzieci w social media?

Wraz z modą na portale społecznościowe popularne stało się umieszczanie na nich zdjęć dzieci. Dumni rodzice często jednak prezentują swoje pociechy nie myśląc o konsekwencjach jakie niesie ze sobą publiczne udostępnianie treści w Internecie. Jak bezpiecznie publikować zdjęcia radzi Kidla.pl, pierwszy prywatny serwis społecznościowy dziecka.

Według badań dotyczących prywatności w sieci przeprowadzonych przez IAB Polska, niemal 61 proc. internautów zamieściło choć raz swoje zdjęcie np. w portalu społecznościowym. Jednocześnie tyle samo respondentów deklaruje pełną świadomość tego, że serwisy internetowe zbierają dane o ich działalności w sieci.

Niestety w Internecie często zamieszczamy nie tylko własne zdjęcia, lecz także fotografie dzieci, szczególnie w okresie wakacyjnym, gdy chcemy pochwalić się udanym wyjazdem. Jak wykazują najnowsze dane Fundacji Dzieci Niczyje, co czwarty rodzic dzieli się zdjęciami swoich pociech publikując je w sieci.

Zjawisko to zbadał po raz pierwszy w Polsce również portal Kidla.pl, prywatny serwis społecznościowy dziecka: – Co drugi post dotyczący dzieci jest zamieszczany na Facebooku, ale o maluchach lubimy też pisać za pośrednictwem mikroblogów, na specjalistycznych forach czy w komentarzach pod artykułami – mówiMarcin Urbańczyk, współzałożyciel Kidla.pl. – Pretekstem do dzielenia się zdjęciami czy wpisami na temat dzieci są głównie ich urodziny, o czym komunikuje niemal 21 procent rodziców, a także wizyta u lekarza lub choroba: tego tematu dotyczy co dziesiąty post – podsumowuje.

Warto pamiętać, że zdjęcia maluchów udostępniane w Internecie mogą – w dużej dawce – nie tylko irytować znajomych, ale także dostać się w niepowołane ręce. Fotograficznymi wspomnieniami dzielmy się rozsądnie pamiętając o kilku podstawowych zasadach bezpieczeństwa.

Zasada 1: Czytaj drobny druczek

Większość serwisów internetowych kieruje się zasadami tzw. polityki prywatności, która zawiera informacje o sposobie zbierania i przetwarzania danych osobowych użytkowników przez daną witrynę. Niestety niewielu z nas zadaje sobie trud, aby zapoznać się z treścią takiego dokumentu przed pozostawieniem wrażliwych danych.

– Zapoznanie się z zasadami polityki prywatności może zająć nieco czasu, ale warto doczytać dokument do końca. Dzięki temu dowiemy się jakie dane o nas przechowuje dany serwis oraz czy rości sobie prawo do np. przekazania naszych „namiarów” innym współpracującym podmiotom – wyjaśnia Marcin Urbańczyk z Kidla.pl. – Może się okazać, że zamieszczane zdjęcia będą nadal dostępne nawet po ich usunięciu z profilu lub nagle zaczniemy otrzymywać oferty handlowe od nieznanych firm.

Warto wiedzieć, że tworząc konto np. na Facebooku zawieramy umowę z serwisem – są w niej zapisane nie tylko warunki korzystania z portalu, lecz także procedura usuwania konta. W przypadku Facebooka trwałe usunięcie profilu trwa około miesiąca, zaś usunięcie konta na portalu społecznościowym NK.pl powoduje m.in. skasowanie listy znajomych, galerii zdjęć oraz wypisanie ze szkół i klas. Tylko na nasze wyraźne żądanie wysłane za pomocą specjalnego formularza serwis trwale usunie zebrane dane osobowe.

2. Udostępniaj tylko wybranym

Dla rodziców ceniących sobie bezpieczne udostępnianie fotografii swoich dzieci powstają dedykowane serwisy. Za granicą popularnością cieszą się np. 23snaps.com czy kidmondo.com, zaś w Polsce zadebiutował niedawno Kidla.pl, pierwszy serwis do prywatnego dzielenia się rodzinnymi zdjęciami.

– Rodzice mogą mieć pełną kontrolę nad tym, kto przegląda zdjęcia ich dziecka poprzez jasne zdefiniowanie odbiorców. Fotografie czy materiały video nie pojawiają się w innych źródłach internetowych, np. wyszukiwarkach, a dostęp do nich jest możliwy tylko po otrzymaniu zaproszenia. Użytkowników Kidla.pl nie rozpraszają również reklamy czy sponsorowane treści, powszechne na innych portalach – zaznacza Radosław Dobrołęcki z Kidla.pl.

Na popularnych portalach społecznościowych istnieje opcja umożliwiająca wybranie grona osób, które będą miały wgląd w dane zdjęcie, jednak wciąż rzadko z niej korzystamy. A przecież to, czy zdjęcie nowonarodzonego dziecka zobaczą najbliżsi czy raczej znajomi znajomych, z którymi nie łączą nas żadne więzi, nie jest kwestią bez znaczenia.

– Publikując wrażliwe treści, do których należą zdjęcia dzieci, warto zdefiniować, kto będzie mógł je zobaczyć. Taka opcja jest dostępna z poziomu dodawania pliku i pozwala ograniczyć widoczność do określonej grupy przyjaciół, czy nawet wskazać osoby, które do zdjęcia nie będą miały dostępu – wyjaśnia Adam Ścibior, z Get More Social, agencji social media.

3. Prawa autorskie też są ważne

Dbając o prywatność dzieciaków w sieci dbamy tym samym o ich bezpieczeństwo – w sieci nietrudno o bezprawne wykorzystanie prywatnych zdjęć. Aby zapobiec kradzieży fotografii możemy np. umieścić znak wodny na każdej z nich, skorzystać z zaufanych źródeł dzielenia się zdjęciami, ale również właściwie zabezpieczyć swój profil.

Niekiedy nawet nie zdajemy sobie sprawy, że ustawienia naszego profilu umożliwiają wgląd w całą jego zawartość także nieznajomym. Jak zapobiec takim sytuacjom? – Przydatna będzie tu facebookowa opcja „Wyświetl jako”, która daje możliwość sprawdzenia, jak naszą oś czasu widzą nieznajomi lub poszczególni przyjaciele. Jednak nie tylko za pośrednictwem zdjęć przekazujemy informacje o sobie czy swoich dzieciach. Także statusy tekstowe mogą podawać stanowczo zbyt wiele danych – mówi Adam Ścibior z Get More Social.

4. Nagości powiedz NIE

Jako rodzice chcemy dzielić się ze światem każdą chwilą z życia dziecka: pierwszym uśmiechem, kąpielą czy radosnymi momentami ze spaceru. Szczególnie latem publikujemy wiele zdjęć, na których nasze pociechy biegają nago po plaży lub kąpią się w basenie. Jak wynika z analiz Fundacji Dzieci Niczyje do publikowania zdjęć swoich dzieci nago lub w bieliźnie przyznaje się co czwarty rodzic dziecka do 10 roku życia.

– Uważamy, że każde działanie, pomagające w zachowaniu prywatności naszej rodziny jest właściwym krokiem. Między innymi dlatego powstała Kidla.pl: chcieliśmy stworzyć bezpieczne miejsce do przechowywania wspomnień bez obaw o to, że zobaczy je ktoś niepowołany – mówi Radosław Dobrołęcki z Kidla.pl.

5. Strzeż prywatności swojej i najbliższych

Surfując w sieci często zdarza się nam popełniać z pozoru drobne błędy, np. dość chętnie podajemy swoje dane: imię, nazwisko, adres, nr telefonu, a niekiedy nawet numer PESEL. Publikujemy zdjęcia nowego samochodu czy informujemy, że właśnie przebywamy na zagranicznych wakacjach w luksusowym kurorcie.

– Wraz ze wzrostem popularności portali społecznościowych udostępniamy o sobie i swojej rodzinie coraz więcej szczegółów. Zdradzamy co jemy, w jakiej restauracji, do jakiego przedszkola chodzą nasze dzieci i czym najchętniej się bawią. Nieświadomie możemy tym samym dostarczyć informacji osobom niepowołanym – ostrzega Michał Malewski z Kidla.pl

Warto pamiętać, że zachowując minimum ostrożności możemy w pełni korzystać z możliwości jakie oferują nam Internet i media społecznościowe: dzielić się rodzinnymi zdjęciami z najbliższymi, polecać dobre restauracje czy filmy, utrzymywać kontakt z bliskimi. Grunt, by nie poświęcać swojej prywatności na rzecz kilkunastu „lajków” więcej.

CSR – czyli społeczna odpowiedzialność biznesu

Według badania przeprowadzonego przez Stowarzyszenie Klon Jawor w 2011 roku, jedynie 30,7% respondentów spotkało się z terminem CSR, ale za to 60,3% widzi korzyści ze stosowania go w przedsiębiorstwie. Nietrudno zgadnąć, że ten rozdźwięk w konsekwencji będzie powodował nieporozumienia, co do faktycznego wdrożenia społecznej odpowiedzialności w praktyce.

Dalsza część raportu potwierdza te obawy. Na pytanie czy firma konsultuje ze społecznością lokalną decyzje inwestycyjne, które mogą mieć na nią wpływ, aż 70% respondentów zaprzeczyło. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku pytania o mechanizmy przeciwdziałające korupcji. Niemalże 80% przedsiębiorstw nie stosuje działań tego typu. Mniej niż 50% przedsiębiorstw konsultuje z pracownikami najważniejsze decyzje dotyczące firmy, a 80% nie zapewnia odpowiednich warunków pracy osobom niepełnosprawnym.

Wniosek, jaki się nasuwa wskazuje na to, że przedsiębiorcy bardzo chcieliby wprowadzać dobre praktyki PR, jednak niekoniecznie są świadomi na czym one właściwie polegają. Problem może się brać również z mnogości możliwości, które rysują się przed podmiotem, który chciałby wdrażać CSR do swojej strategii.

Społeczna odpowiedzialność może bowiem przyjmować różne postaci – od kwestowania począwszy, poprzez mecenat, na programach edukacyjnych skończywszy. Firma może się promować poprzez akcje mające na celu dbałość o środowisko naturalne, pomoc osobom niepełnosprawnym, czy właśnie edukację dzieci, młodzieży, czy osób starszych. Takie działania mogą w skuteczny sposób zwiększyć konkurencyjność naszej firmy na rynku, a tym samym realnie podnieść zyski. Jednak aby tak się stało, należy zarezerwować tym praktykom stałą pozycję w naszym planie promocyjnym.

Komentarz dzienny, 19 sierpnia 2013

Inflacja bazowa w lipcu wzrosła do 1,4% z 0,9% w miesiąc poprzednim. Przyrosty pozostałych wskaźników inflacji wahają się od 0,2pp (15% średnia obcięta) do 0,7pp. (po wyłączeniu cen administrowanych). Przyrost inflacji bazowej to przede wszystkim wynik ustawy śmieciowej (niższe ceny za opłaty roamingowe nie znalazły odzwierciedlenia w kategorii ,,łączność’’). Jak już pisaliśmy w komentarzu o inflacji, opóźnienia we wprowadzaniu jej w życie będą zapewne implikować, że wzrosty z nią związane będą rozłożone w czasie (wspomniana ,,garbata’’ ścieżka przyrostów cen w tej kategorii). W najbliższych miesiącach można się spodziewać także wystąpienia efektów wtórnych wzrostów cen opłat za wywóz śmieci, które będą jednak trudne do jednoznacznego, statystycznego wychwycenia z uwagi na skalę i rozłożenie po wielu kategoriach inflacji.

Wzrost przeciętnego wynagrodzenia

Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w lipcu o 3,5 proc. rok do roku wobec wzrostu w tempie 1,4 proc. miesiąc wcześniej. Oczekiwania zakładały wzrost wynagrodzeń o 2,9 proc. Tym samym nawet przy wzroście inflacji w tempie 1,1 proc. w lipcu realny wzrost wynagrodzeń jest dostrzegalny. Przeciętne wynagrodzenie w lipcu wyniosło 3.830,07 zł wobec 3.808,6 zł w poprzednim miesiącu.

Lipcowe dane z rynku pracy pozwalają na umiarkowany optymizm. Wynagrodzenie rośnie mocniej od oczekiwań, natomiast zatrudnienie maleje wolniej niż przed miesiącem. Po solidnych danych dotyczących produktu krajowego brutto oraz handlu zagranicznego teraz powodów do zadowolenia dostarcza rynek pracy – zarówno zatrudnienie, jak i wynagrodzenie pokazały kontynuowanie pozytywnych trendów nad Wisłą.

Nie można na razie mówić, że polska gospodarka weszła w fazę dynamicznego wzrostu, jednak najświeższe raporty dają solidne podstawy, aby wierzyć, że kolejne kwartały będę okresem znacznie lepszej koniunktury – przekonuje Piotr Lonczak, analityk Bankier.pl.

Zadziwiająco dobre dane

Przeciętne wynagrodzenie nie oddaje wysokości realnych zarobków. To jedynie wskaźnik, który informuje o koniunkturze w gospodarce. Pomimo tego wzrost średniej płacy powinien cieszyć każdego, bo pośrednio wypłynie to na stan portfeli większości. Pozytywne dane prędzej czy później wywołają większą presję płacową i przedsiębiorcy będą zmuszeni dawać pracownikom podwyżki.

Niestety, chociaż przeciętne wynagrodzenie rośnie, to wciąż zarabiamy mało. Średnia polska pensja to mniej niż 1 tys. euro miesięcznie. Płaca minimalna w zadłużonej po uszy Grecji jest wyższa niż nasze średnie zarobki. Ponad 2/3 pracowników w Polsce zarabia mniej, niż wynosi przeciętna, a pensja modalna, czyli najczęściej powtarzająca się w gospodarce, to nieco ponad 2 tys. zł brutto, czyli ok. 1,5 tys. zł netto. Z drugiej strony nie można zapominać o olbrzymiej szarej strefie, która odrobinę zakłamuje rzeczywistość. Wzrost przeciętnego wynagrodzenia pozwala na umiarkowany optymizm, ale nie wolno nam spoczywać na laurach – przekonuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Rynek IT w Polsce ponownie na plusie

Jak co roku, w maju i czerwcu przeprowadziliśmy badanie opinii największych pod względem przychodów firm IT w Polsce.

Częścią badania była próba oceny sytuacji w branży IT w Polsce przeprowadzona w kilku różnych wymiarach. Respondenci odpowiadali na szereg pytań dotyczących sytuacji ich firmy w kontekście funkcjonowania na rynku. Obraz, jaki wyłania się z tych odpowiedzi, pozwala trafniej ocenić sytuację w całej branży.

W porównaniu z ubiegłym rokiem oceny dotyczące bieżącej sytuacji uległy zdecydowanemu obniżeniu. Udział odpowiedzi w kategorii „bardzo dobra” spadł o 47 p.p., przy wzroście proporcji w kategorii „raczej dobra” 44 p.p. Jednocześnie widoczny jest odpływ ocen negatywnych (o 8 p.p.) na rzecz odpowiedzi o zabarwieniu neutralnym.

W informacji prasowej wykorzystano materiał z raportu opublikowanego w III kw. 2013 r. przez PMR: „Rynek IT w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2017”.

„Perspektywy nowego ładu” XXIII Forum Ekonomiczne w Krynicy-Zdroju

Wydarzenie odbędzie się w dniach 3-5 września 2013 roku. Forum organizowane jest przez Instytut Studiów Wschodnich w Warszawie od ponad 20 lat. To najważniejsze spotkanie liderów świata biznesu i polityki w rejonie Europy Środkowo-Wschodniej. Gośćmi Forum są prezydenci, premierzy, ministrowie, komisarze unijni, parlamentarzyści oraz prezesi największych firm.

Temat przewodni tegorocznego Forum nawiązuje do przemian zarówno ekonomicznych, jak i społecznych oraz politycznych, które wywołane zostały przez światowy kryzys gospodarczy. Podczas trwającej przez 3 dni dyskusji uczestnicy wydarzenia spróbują odpowiedzieć na fundamentalne pytania:

– jak zapewnić wzrost gospodarczy?
– jak zmniejszyć procent bezrobocia, w szczególności wśród młodych ludzi?
– jakimi działaniami sprawić, aby Unia Europejska umocniła się strukturalnie?

Podczas tegorocznej edycji wydarzenia KPMG w Polsce będzie gospodarzem 2 paneli tematycznych:

– Integracja obywateli i administracji poprzez e-usługi w ramach ścieżki Forum NGO i społeczeństwo,
– Miasta przyszłości w ramach ścieżki Makroekonomia.

Oba panele zaplanowano na II dzień Forum, czyli 4 września 2013 roku. Oprócz zaproszonych gości weźmie w nich udział, jako panelista i moderator, Mirosław Proppé – partner w dziale usług doradczych, szef zespołu doradczego dla administracji publicznej i infrastruktury w Europie Środkowo-Wschodniej, KPMG w Polsce.

Polska potrzebuje natychmiastowej rewolucji w polityce rodzinnej

Spadku liczby ludności nie da się już zatrzymać, ale można spróbować zapobiec katastrofie demograficznej na ogromną skalę. W najnowszym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy” – Polska w przededniu katastrofy demograficznej.

Ponadto w nowym „Do Rzeczy”: Cezary Gmyz o tym, czy premier boi się służb specjalnych, Kamila Baranowska o szukaniu wroga w szeregach PO, Rafał A. Ziemkiewicz o lekturze wywiadu z Maciejem Stuhrem, Joanna Bojańczyk o tym jak luksusowa moda żeruje na biedzie. W numerze także druga młodość „07 zgłoś się” i porucznika Borewicza.

W 2060 r. będzie nas nawet o 8 mln mniej. To tak, jakby jednocześnie opustoszały: Warszawa, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań, Gdańsk, Szczecin, Bydgoszcz, Lublin, Katowice i województwo warmińsko-mazurskie. Taką wizję Polski w 2060 r. kreślą twórcy najnowszej prognozy demograficznej ZUS. Eksperci są zgodni – wybrzmiały już wszystkie dzwonki alarmowe. Pod względem dzietności nasz kraj z wynikiem 1,3 dziecka na kobietę zajmuje 212. miejsce wśród 224 państw świata, a rekordowo niska liczba dzieci utrzymuje się już od 20 lat. Demografia zaczyna przekładać się na sytuację gospodarczą. Rok 2012 był pierwszym od II wojny światowej, w którym spadła liczba Polaków w wieku produkcyjnym. W 2013 r. z kolei więcej Polaków umrze, niż się urodzi. Negatywne zmiany zachodzą szybciej, niż się tego spodziewali demografowie. Rodziny, które mogłyby mieć dzieci w Polsce, masowo wyjeżdżają za granicę. Czy katastrofie demograficznej można jeszcze zapobiec – o tym w najnowszym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”.

A jak będzie wyglądała Polska AD 2050, jeżeli nic się nie zmieni? Staniemy się biednym krajem biednych emerytów. Polacy w niczym nie będą przypominać Niemców po skończeniu aktywności zawodowej. Nie będziemy tak jak oni – korzystając ze zgromadzonych pieniędzy oraz zachowując dobre zdrowie – cieszyć się życiem na Majorce – mówi na łamach „Do Rzeczy” prof. Krystyna Iglicka, demograf, rektor Uczelni Łazarskiego. Jaka będzie emerytura w Polsce za 40 lat? Tego oczywiście nikt nie jest w stanie dokładnie określić, ale mówi się, że świadczenia będą o połowę niższe niż obecnie. Po centrach handlowych będą chodzili głownie starsi ludzie. W zdecydowanej większości – kobiety. Centra nastawią się na zupełnie innego klienta – nie będzie sklepów sportowych, a zastąpią je takie z aparatami słuchowymi, okularami, sprzętem ortopedycznym. Czy czekają nas rządy starców – pyta Mariusz Staniszewski w rozmowie z prof. Iglicką.

W „Do Rzeczy” również o zmianach w organizacji służb specjalnych. Osłabią one władzę szefa rządu, który straci on bezpośrednią kontrolę nad ABW. Reforma przybrała taki kształt, ponieważ Donald Tusk boi się służb – twierdzi Cezary Gmyz. W projektach zmian znalazło się wiele kuriozalnych rozwiązań, ocierających się wręcz o łamanie konstytucji. Rząd proponuje m.in. likwidację Kolegium ds. Służb Specjalnych. Organ ten skupia dziś pod przewodnictwem premiera ministrów spraw wewnętrznych, zagranicznych, obrony narodowej, finansów, szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego oraz szefów wszystkich służb. Kolegium oficjalnie ma charakter opiniodawczo-doradczy, nieoficjalnie pełni jednak również funkcję organu wspierającego koordynację służb. Po reformie ma zniknąć. Zastąpi je Komitet Bezpieczeństwa Państwowego. Nazwa ta to nic innego jak tylko tłumaczenie rosyjskiego „Комитет Государственной Ъезопасности” – czyli osławionego sowieckiego KGB. Jeśli proponowane zmiany wejdą w życie, to nie będzie nikogo, kto będzie odpowiadał za całość działań służb cywilnych i wojskowych. Czy premier boi się służb specjalnych – o tym w nowym „Do Rzeczy”.

W „Do Rzeczy” także o tym, jak Platforma Obywatelska tropi wewnętrznego wroga. Stara zasada mówi, że jeśli nie wiadomo, kto stoi za danym wydarzeniem, należy zadać sobie pytanie, kto na nim najbardziej zyskał. Na ujawnieniu taśm z zamkniętego spotkania premiera z działaczami na Dolnym Śląsku wbrew licznym sugestiom wcale nie zyskał Grzegorz Schetyna. A to właśnie na niego padły pierwsze podejrzenia w sprawie udostępnienia mediom nagrania ze spotkania Donalda Tuska z lokalnymi działaczami Platformy, podczas którego premier obiecywał zająć się sprawą zatrudniania „pisiora” przez jeden z resortów. Im bardziej politycy z otoczenia premiera oskarżają o prowokację i przeciek do mediów ludzi Schetyny, tym więcej znaków zapytania pojawia się u szeregowych posłów Platformy. Komu i dlaczego mogło zależeć na ujawnieniu nagrań pisze Kamila Baranowska.

A Rafał A. Ziemkiewicz wraca do głośniej publikacji minionego tygodnia. Czym właściwie kierował się Maciej Stuhr, wstępując na tę – przechodzoną już wcześniej przez Hołdysa, Wojewódzkiego, Kuźniara czy Górniak − ścieżkę? Odpowiedzi może być kilka. Najmniej prawdopodobne jest, żeby chodziło mu o ochronę prywatności swej, jak sam to określił, „patchworkowej rodziny” – pisze w „Do Rzeczy” Ziemkiewicz. I dodaje, że kto naprawdę chce, by plotkarskie serwisy go nie tykały, ten postępuje zupełnie inaczej. (…) Łatwo zauważyć, że jest wiele gwiazd naprawdę dużego formatu, za którymi paparazzi nie chodzą i których życie prywatne nie jest publicznie roztrząsane. I wcale nie wymaga to wynajmowania za ciężkie pieniądze kancelarii prawniczych ani ochroniarzy, tylko po prostu odrobiny rozsądku oraz konsekwencji w postępowaniu – ocenia Ziemkiewicz. I dodaje, że trudno nie podejrzewać, że tak naprawdę chodzi Stuhrowi o wykreowanie się na ofiarę. Polacy bowiem ofiary lubią.

A skoro o celebrytach mowa, w „Do Rzeczy” także o drugiej młodości polskiego Jamesa Bonda. Życie Bronisława Cieślaka nadawałoby się na serial nie gorszy niż przygody kultowego porucznika Borewicza, którego grał. Dzięki telewizyjnym powtórkom ostatnio przybyło mu fanów z młodego pokolenia. Bronisław Cieślak jako porucznik Borewicz, czyli bohater serialu „07 zgłoś się”, był ucieleśnieniem marzeń niejednej kobiety, źródłem bon motów czy nowych trendów. Niektórzy żartują, że to dzięki niemu polscy mężczyźni zaczęli używać dezodorantów i wody kolońskiej. Tak czy owak Bronisław Cieślak vel porucznik Borewicz robił błyskotliwą karierę. W nowej rzeczywistości nie było już mu tak łatwo. Od jakiegoś czasu jednak zdecydowanie odżył. A w tym roku od lipca TVP emituje powtórki serialu „07 zgłoś się” i Bronisława Cieślaka jakby więcej w gazetach i na portalach. Powstał nawet fan page Borewicza na Facebooku, który ma 1,6 tys. fanów. Kolejny raz wraca więc pytanie o to, jak traktować ów serial i jego bohatera…

Na łamach „Do Rzeczy” również o … świata mody zabawie w biedę. Francuska marka Le Léon na otwarcie swego sklepu internetowego wypuściła w maju sweter z kaszmiru z wyhaftowanym napisem „Chômeur” (bezrobotny).Kosztował 285 euro, czyli jedną trzecią wysokości francuskiego zasiłku dla bezrobotnych (980 euro). W mediach wybuchła awantura. – To arogancja, lekceważenie biedy przez tych, którzy nigdy jej nie zaznali – oskarżali dziennikarze. Ten napis to oczywiście tylko zagrywka marketingowa, wyjątkowo nietaktowna, lecz uświadamiająca szersze zjawisko. Bieda jest poważnym problemem społecznym nie tylko krajów Trzeciego Świata, ale także państw uprzemysłowionych. Istnieje jednak branża, która wszelkie objawy biedy traktuje z cyniczną obojętnością. Przemysł produktów luksusowych nie od dziś wdaje się z nią w niebezpieczny flirt. Dla redaktorów i fotografów slumsy, żebracy, śmieci, biedacy na ulicy są niczym więcej jak tylko malowniczą dekoracją. Wśród zaśmieconych ulic, nędznie ubranych ludzi o ciemnych twarzach efekt luksusu wypada najmocniej – pisze Joanna Bojańczyk.

Rekordowy majątek i wzrost liczby najbogatszych ludzi świata w 2012 r.

Według Raportu World Wealth Report 2013 (WWR), opublikowanego dziś przez Capgemini i RBC Wealth Management, napędzany przez globalne ożywienie na rynkach kapitałowych i nieruchomości, płynny majątek najbogatszych ludzi świata (HNWIs), odbił się w 2012 roku notując wzrost o 10%, aby osiągnąć rekordowy wynik 46,2 bilionów dolarów (po spadku o 1,7 % w 2011 roku). Do populacji najbogatszych ludzi świata (obecnie 12 milionów) dołączył 1 mln osób, co oznacza wzrost o 9,2%

Ameryka Północna odzyskała pozycję lidera jako rynek z największą populacją najbogatszych ludzi świata w 2012 roku, po tym jak w roku poprzednim została wyprzedzona przez region Azji i Pacyfiku. Obecnie populacja najbogatszych ludzi świata w Ameryce Północnej wynosi 3,73 miliona z majątkiem 12,7 bilionów dolarów, podczas gdy w regionie Azji i Pacyfiku jest ich 3,68 miliona z majątkiem 12 bilionów dolarów.

– W 2102 roku zanotowano wysoki wzrost populacji najbogatszych ludzi świata – mówi Jean Lassignardie, Chief Sales and Marketing Officer, Capgemini Global Financial Services. – Jednakże prowadzenie Ameryki Północnej zarówno w liczbie osób najbogatszych jak i wielkości ich majątku, może być w przyszłości zagrożone przez kraje Azji i Pacyfiku. Dynamika wzrostu w krajach Azji i Pacyfiku wynosi 12,2% w porównaniu do 11,7% w Ameryce Północnej – dodaje.

Światowy wzrost majątku płynnego generowany był w dużej mierze przez osoby o dochodach powyżej 30 milionów dolarów , których populacja i majątek wzrosły o ok. 11% po spadku, jaki miał miejsce w 2011 r. Wszystkie regiony odnotowały silny wzrost populacji i majątku najbogatszych ludzi świata z wyjątkiem Ameryki Łacińskiej, gdzie po wzroście w 2011 r. nastąpiło załamanie spowodowane spowolnieniem wzrostu PKB i sytuacją na rynku akcji.

W 2012 roku został osiągnięty rekordowy poziom zamożności pomimo ostrożnych inwestycji wśród najbogatszych ludzi świata

W oparciu o informacje pozyskane od 4400 najbogatszych ludzi świata (HNWIs), można stwierdzić, że w 2012 roku pozostawali oni ostrożni w swoich inwestycjach, kładąc wyraźny nacisk na utrzymanie majątku. Pomimo poprawy na rynku, jedna trzecia (33%) z grupy takich osób jest bardziej skoncentrowana na utrzymaniu majątku, niż na jego pomnażaniu (26%).

Kierunki alokacji aktywów są również ostrożne – prawie 30% majątku najbogatszych ludzi świata trzymana jest w gotówce oraz depozytach. Jednak zaobserwowano wyraźne różnice regionalne – 37% majątku najzamożniejszych osób Ameryki Północnej lokowana jest w aktywach (rynek akcji), podczas gdy w regionie Ameryki Łacińskiej oraz Azji i Pacyfiku (z wyjątkiem Japonii) kapitał lokowany jest w nieruchomościach (odpowiednio 30% i 25%).

Wzrost zaufania do branży Wealth Management wśród najbogatszych ludzi świata

Wysoki poziom zaufania w stosunku do branży wealth management deklaruje 61% z najbogatszych ludzi świata. To oznacza, że na początku 2013 roku poziom zaufania do licencjonowanych pośredników finansowych wzrósł o 4 punkty procentowe, a do ich firm o 3 punkty procentowe.

Zwiększone zaufanie do branży wealth management i optymistyczne perspektywy gospodarcze przyczyniły się do tego, iż 75% z najbogatszych ludzi świata optymistycznie postrzega możliwość dalszego wzrostu majątku. Z drugiej strony, tylko nie cała połowa z nich ma zaufanie do samego rynku i jego regulatorów.

W zakresie wymagań wobec branży wealth management, 41% z najzamożniejszych osób preferuje obsługę przez tylko jedną firmę (w przeciwieństwie do 14% preferujących zarządzanie majątkiem przez kilka firm) i jedną osobę kontaktową – 34% (w porównaniu do 24% preferujących kontakt z kilkoma przedstawicielami firmy). Podczas gdy 31% z najbogatszych ludzi świata preferuje kontakt bezpośredni (osobisty) to blisko jeden na czterech wybiera zdalne kanały komunikacji – uważając je za ważniejsze (tendencja ta napędzana jest przez młodszych przedstawicieli HNWIs oraz region Azji i Pacyfiku – z wyłączeniem Japonii).

Prognozy na przyszłość – ostrożny optymizm dzięki regionowi Azji i Pacyfiku

Patrząc w przyszłość, biorąc pod uwagę trwające ożywienie gospodarcze, mniejsze ryzyko inwestycji oraz wzrost poziomu zaufania inwestorów, globalny majątek najbogatszych ludzi świata może rosnąć o 6,5% rocznie w ciągu najbliższych 3 lat. To odmiana w porównaniu do powolnego 2,6% wzrostu rocznie utrzymującego się od czasu kryzysu finansowego w 2008 roku. Globalny wzrost majątku ma być w dużej mierze spowodowany przez dynamiczny wzrost w regionie Azji i Pacyfiku utrzymujący się na poziomie 9,8%, czyli 1,5 raza wyższy od średniej światowej.

The World Wealth Report 2013

The World Wealth Report przygotowany przez Capgemini i RBC Wealth Management jest wiodącą analizą rynku high net worth individuals (HNWIs), i globalnych trendów ekonomicznych wpływających na kształt tego rynku. Nowym elementem w tegorocznej, 17. już edycji opracowania są wnioski płynące ze szczegółowej i dogłębnej analizy poglądów i zachowań najbogatszych ludzi świata. W oparciu o dane zebrane wśród 4400 reprezentujących tą grupę respondentów w 21 krajach, opracowanie analizuje nastroje, sposoby lokowania kapitału, jak również preferencje związane z korzystaniem z usług branży wealth management w grupie HNWI. Wersja angielska raportu dostępna jest na stronie www.worldwealthreport.com

Rada Nadzorcza Zarządu Morskiego Portu Gdańsk zatwierdziła wybór oferty OT Logistics S.A. w przetargu na dzierżawę części portowych gruntów

Rada Nadzorcza Zarządu Morskiego Portu Gdańsk S.A. w drodze uchwały zatwierdziła wybór oferty OT Logistics S.A. w przetargu na dzierżawę, ok. 23,5 ha gruntu zlokalizowanego na terenie Portu wraz m.in. z częścią Pirsu Rudowego. Decyzja Rady Nadzorczej jest konsekwencją uznania w maju br. przez Komisję Przetargową oferty szczecińskiej spółki transportowo-logistyczno-spedycyjnej, jako najkorzystniejszej spośród rozpatrywanych propozycji oraz zatwierdzenia tego wyboru przez Zarząd ZPMG S.A. Jeśli prowadzone negocjacje zakończą się sukcesem to po podpisaniu z Zarządem Morskiego Portu Gdańsk umowy dzierżawy, na terenie położonym między terminalem kontenerowym „DCT”, a Terminalem Suchych Ładunków Masowych „Portu Północnego”, możliwa będzie obsługa wszystkich ładunków z wyłączeniem ropy naftowej i produktów ropopochodnych.

Bardzo się cieszę z tej decyzji Rady Nadzorczej. Otwiera nam ona drogę do negocjacji z Zarządem Portu i znacznie przybliża nas do realizacji planów zakładających wielomilionowe inwestycje w tej części Portu Gdańskiego w ciągu najbliższych lat – mówi Piotr Chajderowski, Prezes Zarządu OT Logistics S.A.

Dobre wyniki Banku Pekao S.A. po pierwszym półroczu 2013

Bank Pekao osiągnął w pierwszym półroczu 2013 skonsolidowany zysk netto w wysokości 1,4 miliarda złotych dzięki wysokiemu wzrostowi (11,5% kw./kw.) zysku wypracowanego w drugim kwartale do poziomu 742 milionów złotych.

Wzrost wyniku kwartalnego został osiągnięty dzięki wyższym dochodom z opłat i prowizji oraz zyskowi z obligacji, które w pełni skompensowały wpływ obniżenia stóp procentowych na wynik odsetkowy oraz kontynuacji ścisłej kontroli kosztów i ryzyka. Bank kolejny raz obniżył koszty (o 3,4% r/r) oraz poprawił koszty ryzyka kredytowego do poziomu 68 punktów bazowych w drugim kwartale. Bank kontynuował dwucyfrowy wzrost (14,2% r/r) kluczowych kredytów detalicznych oraz potwierdził wysoki poziom kredytów korporacyjnych, zwiększając wolumen kredytów ogółem o 2,4% r/r. Bank utrzymał wysoki poziom dochodowości wykazując wskaźnik ROE na poziomie 11,9%, osiągnięty przy utrzymaniu wyjątkowo wysokiego poziomu współczynnika wypłacalności Core Tier1 19,0%.

Zysk netto Banku w pierwszym półroczu wyniósł 1 407 milionów złotych, -0,5% r/r, dzięki wysokiemu wzrostowi zysku wypracowanego w drugim kwartale o 11,5% kw./kw. do 742 milionów złotych. Dochody operacyjne wyniosły 3828 milionów złotych, -1,2% r/r, w wyniku obniżenia wyniku odsetkowego o 6,8% r/r do 2217 milionów złotych, stabilizacji dochodów z opłat i prowizji, które wyniosły 1 125 milionów złotych oraz wzrostu pozostałych dochodów pozaodsetkowych do 487 mln złotych.

Bank kontynuował wzrost portfela kredytowego o 2,4% r/r. Portfel złotowych kredytów hipotecznych i pożyczek gotówkowych wzrósł o 14,2% r/r, osiągając poziom 33 780 milionów złotych. Kredyty detaliczne ogółem osiągnęły poziom 42 004 milionów złotych, rosnąc o 8,5% r/r, a kredyty korporacyjne wyniosły 63 088 milionów złotych, rosnąc o 2,1% kw./kw.

Oszczędności detaliczne wzrosły o 1,5% r/r osiągając 66 250 milionów złotych. Depozyty przedsiębiorstw wzrosły o 6,9% r/r i wyniosły 63 028 milionów złotych.

Bank pozyskał w drugim kwartale 98 tys. nowych klientów detalicznych wobec 65 tys. pozyskanych w poprzednim kwartale.
W pierwszym półroczu 2013 r. Bank Pekao utrzymał znakomitą kontrolę kosztów operacyjnych, obniżając je o 3,4% w porównaniu do ubiegłego roku, dzięki zmniejszeniu kosztów we wszystkich głównych kategoriach. Współczynnik kosztów do dochodów obniżył się do poziomu 46,5%. Koszty ryzyka ustabilizowały się, osiągając w drugim kwartale poziom 68 punktów bazowych wobec 71 punktów bazowych w poprzednim kwartale.

„Są to bardzo dobre wyniki. Stanowią ważny krok na drodze do osiągnięcia naszego celu na ten rok.” – powiedział Luigi Lovaglio, Prezes Zarządu, CEO Banku Pekao S.A. „Pozyskujemy coraz więcej nowych klientów, a to tworzy solidną podstawę do dalszego wzrostu.”

Wyniki Alior Banku S.A. po pierwszym półroczu 2013 roku

Zysk netto Alior Banku po pierwszym półroczu 2013 r. przekroczył 171,8 mln zł i był o 29% wyższy w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym.

Całkowite dochody z działalności operacyjnej Banku zwiększyły się porównując stan na koniec czerwca 2013 r. i 2012 r. o 23,4% do 790,5 mln zł, w tym wynik odsetkowy przekroczył 417,8 mln zł (wzrost o 28,3%), a wynik prowizyjny 227,0 mln zł (wzrost o 4,6%).

Bank stale zwiększa efektywność kosztową. Wskaźnik C/I na 30 czerwca 2013 r. ukształtował się na poziomie 51,7% i w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym zmniejszył się o 10,7%.

Wartość kredytów udzielonych klientom przez Alior Bank sięgnęła na koniec pierwszego półrocza 2013 r. 17,7 mld zł, a wartość zgromadzonych depozytów 19,1 mld zł. To odpowiednio 43,6% i 40,2% więcej niż w analogicznym okresie w 2012 r. Współczynnik kredytów do depozytów pozostaje jednym z najniższych na rynku i wyniósł 93%.

Bank utrzymał dynamiczne tempo pozyskiwania nowych klientów. Z jego produktów i usług pod koniec czerwca 2013 r. korzystało już ponad 1,7 mln klientów. W pierwszym półroczu 2013 r. liczba klientów Banku wzrosła o 253 tys.
Współczynnik wypłacalności Alior Banku osiągnął poziom 14,4% w porównaniu z 12,1% po drugim kwartale 2012 r.

Skonsolidowane wyniki finansowe Alior Banku S.A. po pierwszych dwóch kwartałach 2013 r. potwierdzają dalszy dynamiczny rozwój Spółki i odzwierciedlają skuteczność realizowanej strategii oraz decyzji biznesowych podejmowanych przez Zarząd. W kolejnych kwartałach 2013 r. Alior Bank S.A. będzie kontynuować wzrost oraz umacniać swoją pozycję rynkową.

Całkowite dochody Grupy Alior Banku z działalności operacyjnej osiągnęły po pierwszym półroczu 2013 r. ponad 790,5 mln zł, tj. o 23,4% więcej, niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Znaczącą część dochodów Banku stanowił wynik odsetkowy, który zwiększył się o 28,3% do ponad 417,8 mln zł. Dynamiczny wzrost wyniku odsetkowego jest efektem stale rosnącego wolumenu udzielonych kredytów i pożyczek. Wynik z tytułu opłat i prowizji wzrósł o 4,6% do ponad 227,0 mln zł.

Skonsolidowany zysk netto Alior Bank S.A. po pierwszym półroczu 2013 r. wyniósł ponad 171,8 mln zł, czyli był o 29% wyższy od wyniku wypracowanego w analogicznym okresie rok wcześniej.

– Półroczny zysk w wysokości ponad 171 mln złotych świadczy o tym, że Alior Bank konsekwentnie umacnia swoją pozycję na polskim rynku bankowym, generując stabilnie rosnące wyniki finansowe i zachowując wysoki poziom wskaźników efektywnościowych oraz bezpieczeństwa prowadzonej działalności. W kolejnych miesiącach chcielibyśmy rozwijać się w dotychczasowym tempie, co pozwoli nam utrzymać bieżącą przewagę konkurencyjną – powiedział Wojciech Sobieraj, prezes Alior Banku.

Dzięki skutecznej akcji kredytowej wolumen kredytów i pożyczek udzielonych klientom przez Alior Bank osiągnął na koniec I półrocza 2013 r. 17,7 mld zł, co oznacza wzrost o 43,6% w porównaniu z tym samym okresem w roku ubiegłym. Zarząd Alior Banku zamierza nadal finansować rozwój organiczny Banku ze środków pozyskanych z depozytów klientów, których saldo na koniec 30 czerwca 2013 r. wyniosło prawie 19,1mld zł, czyli o 40,2% więcej niż rok wcześniej. Współczynnik kredytów do depozytów klientów wyniósł prawie 93%.

Rozwój działalności Grupy Alior Banku idzie w parze z poprawą jej efektywności kosztowej. Wskaźnik C/I na koniec I półrocza 2013 r. ukształtował się na poziomie 51,7% i w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym zmniejszył się o 10,7%. Współczynnik wypłacalności Alior Banku osiągnął poziom 14,4%, co daje stabilne podstawy do bezpiecznego, a zarazem dynamicznego rozwoju działalności.

Liczba klientów obsługiwanych przez Alior Bank dynamicznie się powiększa. Na koniec czerwca 2013 r. sięgnęła 1740 tys. (o ponad 0,5 mln więcej niż rok wcześniej), z czego ponad 1 627 tys. stanowią klienci indywidualni, a 112,6 tys. klienci biznesowi.

W ciągu pierwszego półrocza 2013 r. liczba rachunków oszczędnościowo-rozliczeniowych wzrosła o blisko 120,9 tys. – w tym przybyło 57,1 tys. rachunków w Alior Banku i 63,7 tys. rachunków w Alior Sync. Wysoka sprzedaż rachunków Alior Banku to między innymi wynik popularności konta Alior Rachunki bez Opłat oraz wprowadzonego w II kwartale 2013 r. nowego wariantu rachunku oszczędnościowo-rozliczeniowego – Konta Rozsądnego.

Alior Bank kontynuował rozwój tradycyjnej sieci dystrybucji, która jest jedną z największych w Polsce. Na koniec pierwszego półrocza 2013 r. produkty i usługi Banku dostępne były w 795 placówkach, w tym w 209 oddziałach własnych, 444 placówkach partnerskich oraz 142 mini oddziałach Alior Bank Express. Produkty Banku oferowane są również w sieci prawie 3 tys. placówek pośredników finansowych.

Spadek ROE wynika ze znacznego zwiększenia kapitałów własnych banku w IV kwartale 2012 r. pozyskanych głównie w ramach Oferty Publicznej Akcji Alior Banku na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Alior Bank systematycznie rozwija ofertę produktów i usług, wzbogacając ją o innowacyjne rozwiązania.W pierwszym półroczu 2013 r. bank jako pierwszy w Europie Środkowej wdrożył internetową platformę wymiany walut dla klientów korporacyjnych opartą o własny system algotradingowy oraz utworzył wraz z innymi polskimi bankami lokalny standard płatności mobilnych.

Grupa LOTOS i PGNiG SA wspólnie poszukają ropy naftowej i gazu ziemnego

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo SA oraz LOTOS Petrobaltic SA podpisały 14 sierpnia 2013 roku umowę o wspólnych operacjach na obszarze koncesyjnym Kamień Pomorski. W praktyce oznacza to zacieśnienie współpracy w zakresie poszukiwania i wydobywania ropy naftowej i gazu ziemnego ze złóż konwencjonalnych.

Celem współpracy jest przede wszystkim zintensyfikowanie prac poszukiwawczych na terenie Polski, których rezultatem będzie wzrost wydobycia gazu ziemnego i ropy naftowej. Położona na terenie województwa zachodniopomorskiego koncesja Kamień Pomorski jest jedną z bardziej perspektywicznych w tym rejonie. Powierzchnia obszaru koncesyjnego wynosi 217 km kw. Na podstawie dotychczas wykonanych prac poszukiwawczych znaleziono kilka interesujących obiektów do poszukiwań ropy i gazu ziemnego. Planowane wspólne prace poszukiwawcze pozwolą partnerom ocenić wielkość zasobów i podjąć ich ewentualną eksploatację.

– Strategicznym celem PGNiG SA jest zwiększenie wydobycia węglowodorów z własnych złóż. Większość prac prowadzimy samodzielnie, ale nasze dotychczasowe doświadczenia zarówno w kraju jak i zagranicą pokazują, że warto prowadzić tego typu projekty z partnerami. Współpracując dywersyfikujemy ryzyka, optymalizujemy wykorzystanie potencjałów kadrowych i technicznych co jest korzystne dla obu stron. Umowa z Lotos Petrobaltic S.A. znakomicie wpisuje się w te działania. Mam nadzieję, że wspólnie osiągniemy satysfakcjonujące rezultaty – mówi Jerzy Kurella, p.o. prezesa PGNiG SA.
Umowa o wspólnych poszukiwaniach węglowodorów na obszarze koncesji Kamień Pomorski wejdzie w życie m.in. po uzyskaniu zgody Ministra Środowiska na wspólne użytkowanie górnicze obszaru koncesji przez strony.

– Podstawowym celem biznesowym tego projektu jest zwiększenie produkcji ropy naftowej oraz rozszerzenie działalności poszukiwawczo-wydobywczej LOTOS Petrobalticu o obszar lądowy. To dokładnie wpisuje się w długoterminową strategię rozwoju całego koncernu – mówi Zbigniew Paszkowicz, wiceprezes ds. poszukiwań i wydobycia Grupy LOTOS S.A. i prezes LOTOS Petrobaltic S.A. – Uważamy iż ten obszar koncesyjny posiada interesujący potencjał wydobywczy i jesteśmy przekonani, że połączenie zasobów i kompetencji PGNiG i LOTOSU pozwoli na jego efektywne wykorzystanie. Chcemy również dzięki tej współpracy poszerzyć naszą wiedzę i umiejętności w zakresie poszukiwań węglowodorów na lądzie.
Umowa jest konsekwencją zawartego we wrześniu ubiegłego roku porozumienia o współpracy między PGNiG SA a Grupą Lotos. Zgodnie z jej zapisami, PGNiG SA, jako właściciel 51 procent koncesji, będzie sprawowało funkcję operatora. Natomiast

LOTOS Petrobaltic S.A. przejmie 49 procent udziałów w należącej do PGNiG SA koncesji w zamian za samodzielne sfinansowanie określonej części prac poszukiwawczych. Pozostałe koszty związane z prowadzeniem działalności poszukiwawczej, rozpoznawczej i wydobywaniem węglowodorów na obszarze koncesji, jak również wszystkie korzyści płynące z tej działalności będą dzielone zgodnie z udziałami partnerów.

Zgodnie z umową Spółki powołują Komitet Operacyjny, za którego pośrednictwem wspólnie sprawują bieżący nadzór nad projektem. Do uprawnień i obowiązków Komitetu Operacyjnego należy podejmowanie wszystkich najważniejszych decyzji związanych z koncesją tj. wysokość rocznych budżetów prac i ich harmonogramy. Współpraca między PGNiG SA i LOTOS Petrobaltic SA może zostać poszerzona o inne obszary koncesyjne.

Zgodnie z umową obie firmy opracowały harmonogram wspólnych działań na 2013 rok. Zakłada on m.in.: wykonanie na koncesji Kamień Pomorski powtórnej analizy archiwalnych materiałów sejsmicznych 2D/3D, wykonanie projektu oraz rozpoczęcie prac polowych nowego zdjęcia sejsmicznego 3D. Tegoroczny budżet projektu wyniesie kilkanaście milionów złotych.

Komentarz dzienny, 16 sierpnia 2013

Według opublikowanych dziś danych flash dynamika PKB w II kw. wzrosła do 0,8% r/r z 0,5% r/r. W ujęciu kw/kw nastąpiło przyspieszenie z 0,2% do 0,4%. Pierwszy szacunek PKB jest nieco lepszy od konsensusu prognoz analityków (0,7%). Drugi szacunek PKB zostanie opublikowany na koniec sierpnia. Spodziewamy się wtedy potwierdzenia odbicia również w dekompozycji wskaźnika. Oczekujemy wzrostu konsumpcji prywatnej (0,7% r/r) i głębszego spadku inwestycji niż w I kw. ze względu na efekty bazowe z roku 2012 (budownictwo). Eksport netto może dodać nawet do 2pp do wzrostu PKB w II kw. (patrz rekordowa nadwyżka w rachunku handlowym towarów i usług w wysokości 12 mld zł), kontrybucja zapasów powinna kontynuować procykliczny dryf w górę.

Eksport do krajów rozwijających się oraz nowe inwestycje receptą na kryzys

Światowa gospodarka nadal rośnie w umiarkowanym tempie. Kryzys w strefie Euro trwa już ponad sześć kwartałów – najdłużej w jej 14-letniej historii. Zmniejszyła się wartość inwestycji, która wynosi obecnie jedynie 18 proc. średniego PKB (w 2007 r. – 21,8 proc.). Także gospodarka USA rozwija się w tempie mniej niż przeciętnym. Nadzieją dla europejskiego rynku jest eksport do krajów rozwijających się, tzw. grupy BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny), ale także te rynki borykają się ze swoimi wewnętrznymi problemami. To najważniejsze wnioski z najnowszego raportu „Global Economic Outlook. Q3 2013”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

W strefie Euro poprawiła się kondycja rynków finansowych. W dużej mierze było to możliwe dzięki zaangażowaniu Europejskiego Banku Centralnego. Pojawiający się optymizm odzwierciedlają także ostatnie wskaźniki, jak np. opublikowany na początku sierpnia br. przez Markit Economics wskaźnik PMI (Purchasing Managers’ Indexes), który wyniósł ponad 50 punktów, co oznacza ożywienie w gospodarce. Jednak zdaniem analityków Deloitte, Europa nadal pozostaje w recesji. „Wszystkie podjęte działania nie przeniosły się na poprawę w realnej gospodarce. Rządy krajów unijnych, zbliżając się niebezpiecznie do limitu deficytu zadłużenia, nie mają już dodatkowych możliwości zwiększenia wydatków” – tłumaczy dr Alexander Boersch, ekspert, Deloitte Research, Niemcy.

Gospodarka Eurolandu w dużym stopniu uzależniła się od eksportu, co jest w tej chwili właściwie jedynym realnym czynnikiem, który poprawia unijne wyniki. Wyraźnie pokazują to liczby. Według Eurostatu eksport strefy Euro rósł średnio o 7,9 proc. między 2010 a 2013 rokiem. Według danych Komisji Europejskiej bilans handlowy UE wyniesie w tym roku 196 mld euro. Jest to zasługa głównie eksportu poza Unię Europejską, przede wszystkim do krajów BRIC. Po kryzysie finansowym w roku 2008 jego wartość właśnie do tych państw rośnie więcej niż 20 proc. rocznie. Jednak według Deloitte krajem, który najbardziej korzysta na tej wymianie są Niemcy, które w 2016 roku do Chin będą eksportować więcej niż do USA. „Strefa Euro jako całość musi wzmocnić swoją wymianę handlową z krajami BRIC, ale do tego potrzebna jest konkurencja cenowa wewnątrz UE. Poza tym Unia musi znaleźć inne źródła popytu, aby zapewnić sobie zrównoważony, trwały wzrost. Powinny to być m.in. nowe inwestycje” – tłumaczy Alexander Boersch.

Takim czynnikiem nie ma szans stać się na razie konsumpcja prywatna, która chociaż stanowi 70 proc. średniego PKB krajów strefy Euro, to w ostatnim czasie nie rośnie. Europejscy konsumenci są nadal zbyt zadłużeni, by odegrać znaczącą rolę na drodze do ożywienia gospodarczego. Dotyczy to szczególnie mieszkańców Włoch czy Hiszpanii, w mniejszym stopniu zaś Niemców czy Francuzów.

Wiele jednak wskazuje na to, że znajdująca się poza strefą Euro Wielka Brytania prawdopodobnie wychodzi na prostą. Agresywna polityka pieniężna spowodowała wzrost zamożności jej obywateli, podsyciła wydatki konsumpcyjne i sprawiła, że wprowadzono na rynku lepsze warunki kredytowe. Jednocześnie jednak brytyjska gospodarka musi zmagać się z poważnymi przeciwnościami, takimi jak globalne osłabienie, surowy reżim podatkowy i niestabilność światowego rynku finansowego.

Także wzrost gospodarczy w USA nie jest taki, jak oczekiwano. W pierwszym kwartale tego roku odnotowano 1,8 proc. wzrost PKB, zamiast spodziewanych 2,4 proc. „Najbliższe miesiące nie przyniosą raczej oczekiwanych zmian, bo gospodarka musi się przyzwyczaić do nowych wyższych stawek podatkowych oraz cięć wydatków federalnych” – wyjaśnia dr Patricia Buckley, Dyrektor, Deloitte Research, USA. Niestabilność na rynkach wywołały także publiczne uwagi Bena Bernanke’a, szefa Rezerwy Federalnej (FED) odnośnie możliwych kierunków rozwoju polityki pieniężnej.

Biorąc pod uwagę, że gospodarka europejska, a także amerykańska w dużym stopniu zależą od rynków wschodzących i krajów azjatyckich nie dziwi fakt, że w ciągu ostatniego kwartału to Azja wysunęła się na pierwszy plan wiadomości ekonomicznych. Kłopoty chińskiego i wahania japońskiego systemu finansowego w ostatnich miesiącach trafiały na pierwsze strony światowych gazet. Nowa struktura systemu bankowego w Chinach spowodowała, że szybko rozwinął się tam system bankowości równoległej, czyli parabanków. Dodatkowo także, gospodarka chińska znacznie zwolniła, mimo wciąż imponującego wzrostu PKB wynoszącego 7,7 proc. Jednak wskaźnik PMI (Purchasing Managers’ Indexes) w chińskim przemyśle spadł w czerwcu br. do 48,2 punktów, a to oznacza pogarszającą się sytuację gospodarczą. Pozytywną informacją jest to, że indeks ten w usługach utrzymuje się wciąż powyżej 51 punktów.

Autorzy raportu Deloitte chwalą za to nową politykę ekonomiczną Japonii znaną pod nazwą Abenomics. Gospodarka tego kraju pod jej wpływem wydaje się lepiej funkcjonować. Za to z nowymi problemami zaczyna się borykać gospodarka indyjska. Wśród tych wyzwań należy wymienić wysoką stopę inflacji, poważny deficyt w budżecie, duży deficyt zewnętrzny i odpływ kapitału obserwowany w konsekwencji działań Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych. To z kolei przyczyniło się do spadku wartości indyjskiej waluty, co zaogniło inflację i utrudniło bankowi centralnemu możliwość złagodzenia swojej polityki.

Opracowanie „Global Economy Outlook. Q3 2013” analizuje sytuację także w pozostałych krajach BRIC. Głównym atutem i siłą gospodarki Rosji jest sektor konsumencki. Rosnące wynagrodzenia i otwartość konsumentów na kredyty oraz pożyczki napędzają wzrost wydatków konsumpcyjnych. Jednocześnie jednak wysoka inflacja spowodowała, że bank centralny zaostrzył warunki kredytowe. Ponadto stłumienie popytu na towary na świecie także wywarło niekorzystny wpływ na rozwój tamtejszej gospodarki, stąd perspektywy na przyszłość są niepewne.

Nienajlepsze nastroje panują też w Brazylii. Masowe demonstracje społeczne są odzwierciedleniem frustracji wynikającej ze słabego zaplecza infrastrukturalnego, korupcji i niekompetencji. Niestety przyszły rozwój z pewnością osłabi wysoki stopień inflacji, słaby popyt za granicą oraz zmienna i interwencyjna w swoim charakterze polityka państwa, która ogranicza inwestycje gospodarcze. „Tym bardziej więc wzrosty na rynkach wschodzących nie mogą być brane przez kraje Unii Europejskiej za pewnik. Dlatego Euroland potrzebuje bardziej zrównoważonej strategii, która nie będzie się opierać jedynie na eksporcie” – podsumowuje dr Alexander Boersch.

Europejska gospodarka odbija się od dna

Dane o PKB dla Polski pokazują, że dołek jest już za nami, a najbliższe kwartały powinny charakteryzować się ożywieniem. Również w Niemczech i we Francji odnotowano wzrost PKB, co pokazuje, że gospodarka rusza w całej Unii Europejskiej. Czy jest się z czego cieszyć?

Polskie PKB wzrosło realnie o 0,4 proc. w ujęciu kwartalnym i o 1,1 proc. w ujęciu rocznym. Niemiecka gospodarka odnotowała wzrost na poziomie 0,7 proc., co jest najwyższym odczytem od początku 2012 roku. Pozytywnie zaskoczył także wynik Francji, której gospodarka urosła o 0,5 proc. Tak dobrych danych nie odnotowano w tym kraju od ponad dwóch lat.

Dzięki wynikom dwóch największych gospodarek eurolandu strefa wspólnej waluty jako całość wyszła z blisko dwuletniej recesji. Europę najprawdopodobniej czeka kilka kwartałów wzrostu PKB w granicach 1-2 proc. rdr. Jednak to wciąż jest bardziej charakterystyczne raczej dla okresu stagnacji niż ożywienia.

Koniec najdłuższej recesji w UE

Najwyższym, bo ponad 4-procentowym wzrostem PKB, mogą pochwalić się Litwini i Łotysze. Najgorzej jest na Cyprze i w Grecji. Te dwie gospodarki skurczyły się odpowiednio o 5,2 proc. i 4,6 proc. W całej UE PKB kwartalnie wzrosło 0,3 proc. Dla porównania gospodarka USA wzrosła 0,4 proc. Oznacza to koniec najdłuższej recesji w UE.

Niestety w dalszym ciągu nie został rozwiązany kryzys nadmiernego zadłużenia wynikający ze zbyt dużych wydatków socjalnych w większości krajów Unii Europejskiej. Dług publiczny Francji przekracza 90% proc. PKB, co przekłada się na ponad 1,8 biliona euro. Francuzi tego problemu nie rozwiążą wzrostem na poziomie 0,5 proc.

Polska uniknęła formalnej recesji m.in. dzięki dobrym wynikom handlu zagranicznego. Jednak nie należy popadać w euforię. Istnieją uzasadnione obawy o wzrost inflacji. Ponadto to wciąż zbyt niski wzrost, by liczyć na redukcję bezrobocia – przekonuje Krzysztof Kolany, Główny Analityk Bankier.pl.

Wzrost gospodarczy to realny zysk Kowalskiego

Na poprawę koniunktury wskazywało już kilka czynników m.in. pozytywne odczyty PMI, niska inflacja oraz rekordowo niskie stopy procentowe. Do tego należy dodać dobrą kondycję polskiego sektora bankowego oraz zmniejszenie średniego zadłużenia Polaków. Było ono nieznaczne, ale pokazuje, że coraz lepiej radzimy sobie z zarządzaniem finansami osobistymi.

Gdy gospodarka rośnie, zwykle spada bezrobocie i rośnie zatrudnienie. To w naturalny sposób wywołuje wzrost płac, zwłaszcza w sektorze prywatnym. Kłopot w tym, że pracodawcy dają podwyżki z opóźnieniem. Słowem, ożywienie gospodarcze realnie odczujemy dopiero za kilka miesięcy, gdy przedsiębiorstwa pochwalą się dobrymi wynikami. Nie liczmy na gigantyczne podwyżki, ale powinny być one odczuwalne – dodaje Łukasz Piechowiak, Główny Ekonomista Bankier.pl.

Serinus Energy z kwartału na kwartał notuje coraz lepsze wyniki

Po sześciu miesiącach 2013 r. Spółka wypracowała ponad 11 mln USD zysku brutto – to aż o 27 proc. więcej niż rok wcześniej. Produkcja w pierwszych sześciu miesiącach wzrosła o ponad 27 proc. osiągając średnio netto 537 tys. m sześc. dziennie. Tak dobre wyniki to efekt intensywnego programu prac i nowych odkryć gazu na Ukrainie. Serinus zapowiada, że taki sam scenariusz będzie chciała szybko osiągnąć w Tunezji, czyli w ciągu dwóch lat podwoić produkcję. Na rozwój tamtejszych koncesji Spółka właśnie pozyskała finansowanie w wysokości 60 mln USD z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.

„Po raz kolejny wsparł nas EBOR, dzięki któremu mamy zapewnione finansowanie prac poszukiwawczych w Tunezji na najbliższe cztery lata. Jednocześnie będziemy się koncentrować na budowaniu wartości części produkcyjnej. Zamierzamy powtórzyć ukraiński sukces. W ciągu najbliższych dwóch lat chcemy co najmniej podwoić produkcję w Tunezji oraz wykonać nowe odwierty zwiększające potencjał tamtejszych złóż” – powiedział Timothy Elliott, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Serinus Energy.

Produkcja

Cała produkcja Serinus w pierwszym półroczu realizowana była na Ukrainie. Poziom wydobycia netto osiągnął średnio ponad 537 tys. m sześc. dziennie – najwyższy w historii spółki, o 27 proc. wyższy niż w pierwszym półroczu 2012 r. (ponad 422 tys. m sześć. dziennie). Przepływy z działalności operacyjnej wyniosły w pierwszym półroczu 18,9 mln USD i wzrosły o ok. 1 mln USD w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego.

Bank BGŻ – poprawa wyniku po pierwszym półroczu 2013 roku

Zysk netto Grupy Banku BGŻ za pierwsze półrocze 2013 r. wzrósł o 109 proc. r/r i wyniósł 82,5 mln zł. Poprawie wyniku finansowego sprzyjały niższe odpisy na rezerwy oraz redukcja kosztów. Bank odnotował dalsze postępy we wzroście wolumenów biznesowych i bazy klientów.

– Jak wszystkie banki w Polsce, mierzymy się ze skutkami spowolnienia gospodarczego i niższych stóp procentowych. Jesteśmy jednak przygotowani i radzimy sobie dobrze w czasach gorszej koniunktury. Najbardziej cieszy mnie, że uzyskujemy dalszy wzrost bazy klientów, a sektor rolno-spożywczy – który ma dla nas strategiczne znaczenie – wykazuje dobrą odporność na spowolnienie gospodarcze – powiedział Geert Embrechts, p.o. prezesa Zarządu Banku BGŻ.

Wynik z tytułu odsetek w pierwszym półroczu wyniósł 481,6 mln zł i był o 4% niższy r/r. Podobnie jak w innych bankach, wynik odsetkowy netto Banku BGŻ znalazł się pod presją serii obniżek stóp procentowych NBP. Do pewnego stopnia zostały one zrekompensowane zabezpieczeniem marż odsetkowych na portfelu kredytów preferencyjnych oraz dostosowaniem kosztów finansowania. Mimo, że w przypadku niektórych produktów depozytowych dostosowanie oprocentowania do niższych stóp procentowych NBP trwało dłużej wskutek nowych regulacji prawnych, pierwsze efekty tych działań pojawiły się już w wynikach II kwartału. Obniżki stóp procentowych sprzyjały natomiast wynikowi na działalności skarbowej i na instrumentach zabezpieczających przed ryzykiem stóp procentowych, dzięki czemu Bank osiągnął lepsze wyniki na działalności handlowej (+22% r/r) i inwestycyjnej (+17% r/r).

Wynik z tytułu opłat i prowizji wyniósł 130,1 mln zł i był o 12% niższy r/r z uwagi na zmiany zasad księgowych oraz obniżenie stawek od transakcji kartami płatniczymi ‘interchange’. Od II-go kwartału 2013 r. Bank rozpoczął rozliczanie w czasie (w zależności od czasu trwania umowy kredytowej) prowizji od ubezpieczeń kredytów, a także prowizji od promes kredytowych.

W pierwszym półroczu 2013 r. uwidoczniły się korzyści wynikające z rozpoczętego jesienią 2012r. programu restrukturyzacji kosztów osobowych i rzeczowych, dzięki czemu koszty administracyjne spadły o 2% r/r. Bank szacuje, iż w skali rocznej program przyniesie ok. 60 mln zł oszczędności. Łączny poziom zatrudnienia w Banku BGŻ na 30.06.2013 r. wyniósł 5 520 etatów i był niższy o 3% niż w rok wcześniej.

Odpisy netto z tytułu utraty wartości kredytów i pożyczek w pierwszym półroczu 2013 r. wyniosły 91,3 mln zł i były o 41% niższe od poziomu z pierwszego półrocza 2012 r., w którym Bank dokonał istotnych odpisów na zaangażowanie wobec klienta korporacyjnego z sektora budowlanego. Poprawę wyniku na rezerwach odnotowano w zakresie kredytów hipotecznych, gotówkowych i w portfelu kredytów dla rolników. Z drugiej strony presja spowodowana spowolnieniem makroekonomicznym przełożyła się na wyższe rezerwy w portfelu klientów MŚP. Działając w trudnym otoczeniu zewnętrznym, Bank nadal stosował selektywne podejście do klientów korporacyjnych. Na koniec czerwca 2013 r. kredyty z utratą wartości stanowiły 7,9% portfela kredytowego brutto, co stanowiło poziom zbliżony do średniej rynkowej.

Łączny portfel kredytowy brutto wyniósł 27 mld 116 mln zł i był wyższy o 3% r/r. Przyczynił się do tego w szczególności wzrost w portfelach sektora rolno-spożywczego i detalicznego, odpowiednio o 9% i 6% r/r. Sektor rolno-spożywczy pozostaje relatywnie odporny na spowolnienie gospodarcze i zgłasza nadal wysoki popyt na kredyt. Z kolei rozwój portfela detalicznego napędzany był głównie kredytami gotówkowymi, które wzrosły o 15% r/r w wyniku znacznego przyspieszenia sprzedaży. Łącznie w I-ej połowie 2013 r. Bank sprzedał kredyty gotówkowe o wartości 363 mln zł, tj. o 42% więcej niż w analogicznym okresie 2012 roku.

Pozycja płynnościowa i depozytowa Banku pozostaje bezpieczna, czemu sprzyjał sukces banku internetowego BGŻOptima. Łączne depozyty klientów wyniosły 26 mld 678 mln zł i były o 11% wyższe, niż rok wcześniej. Dobra sprzedaż docenianych w wielu rankingach kont osobistych przełożyła się na 17% wzrost r/r sald na tego typu rachunkach.

Bank systematycznie zwiększał bazę klientów. Na koniec półrocza łączna liczba klientów wynosiła 1 mln 136 tys. i była o 10% wyższa r/r. Wzrost osiągnięto głównie w segmencie rolno-spożywczym (+12% r/r), detalicznym (+5% r/r) i w BGŻOptima (+88% r/r, z 55 tys. w ubiegłym roku, do 103 tys. na koniec czerwca 2013).

Współczynnik wypłacalności wyniósł w czerwcu 2013 r. 11,92% wobec 9,52% rok wcześniej. Fundusze własne były na poziomie 3 mld 186 mln zł. Bank BGŻ uzyskał w ostatnim czasie pożyczkę podporządkowaną w wysokości 90 mln franków szwajcarskich i oczekuje na zgodę KNF na zaliczenie tych środków do funduszy własnych. Z chwilą jej otrzymania wskaźnik adekwatności kapitałowej wzrośnie do ok. 13%, czyli do poziomu zbliżonego do porównywalnych z Bankiem BGŻ instytucji.

Z początkiem kwietnia 2013 r. przeprowadzona została reorganizacja sieci Banku polegająca m.in. na skonsolidowaniu obsługi relacyjnej klientów MŚP w centrach biznesowych, przy czym obsługa operacyjna tych klientów jest nadal prowadzona we wszystkich oddziałach. Na koniec czerwca 2013 r. sieć Banku liczyła 402 oddziały, 44 centra biznesowe obsługujące klientów MŚP i 7 centrów biznesowych dużych przedsiębiorstw.

Komentarz dzienny, 14 sierpnia 2013

Dziś poznamy wstępny szacunek PKB w II kwartale (szczegółowe rozbicie 30 sierpnia). W ujęciu sektorowym wyraźne przyspieszenie dynamiki produkcji przemysłowej zostało najprawdopodobniej zrównoważone pogłębieniem spowolnienia w budownictwie, w efekcie trudno więc oczekiwać w II kw. wzrostu istotnie wyższego niż w pierwszym. Tym niemniej, jak wskazywaliśmy we wczorajszym komentarzu, poniedziałkowe dane o bilansie płatniczym stwarzają istotne ryzyko w górę dla naszej prognozy z uwagi na wysoką (pomimo efektów bazowych) kontrybucję eksportu netto. Dziś również opublikowany zostanie odczyt CPI za lipiec — duża liczba czynników jednorazowych (opłaty za wywóz śmieci, energia elektryczna) stwarza tutaj potencjał do niespodzianki. Niemniej jednak, spodziewamy się istotnego przyspieszenia inflacji w lipcu. Wreszcie, dziś również poznamy dane nt. M3 — oczekujemy stabilizacji tempa wzrostu podaży pieniądza.

Komentarz dzienny, 13 sierpnia 2013

Dziś instytut ZEW opublikuje obliczenia sierpniowego indeksu koniunktury w Niemczech – jest to pierwszy wskaźnik za sierpień, aczkolwiek jego moc predykcyjna w ostatnich miesiącach była ograniczona. W tym samym czasie poznamy też dane dotyczące czerwcowej produkcji przemysłowej w strefie euro. Wysokie odczyty mogą potwierdzić oczekiwane przyspieszenie tempa wzrostu niemieckiej gospodarki i zakończenia recesji w całej strefie euro. Dzień kończymy ważną publikacją o sprzedaży detalicznej w USA w lipcu (oczekiwania wskazują na wzrost zarówno całego agregatu, jak i kluczowych kategorii bazowych) – wysokie odczyty danych z realnej gospodarki będą przez rynek interpretowane jako bodziec dla Fed do szybszego zakończenia programu skupu aktywów.

Miesięczny raport analityczny – sierpień 2013

Składowe wskaźników wyprzedzających wskazują, że przed nami ożywienie, które potrwa przynajmniej kilka miesięcy – będzie to nadal wspierało rynek akcji. Bardzo prawdopodobna decyzja FED o ograniczeniu QE już we wrześniu, zapewne wywoła falę niepokoju i ewentualną korektę, po której rynki powinny wrócić do trendów wzrostowych.

ING Bank Śląski w składzie indeksu Giełdy Papierów Wartościowych WIG30

ING Bank Śląski dołączył do nowego indeksu największych spółek notowanych na głównym rynku Giełdy Papierów Wartościowych WIG30. Decyzję o włączeniu banku do WIG30 Zarząd Giełdy podjął na podstawie rekomendacji Komitetu Indeksów Giełdowych GPW.

Poszerzenie składu głównego indeksu spółek notowanych na warszawskiej GPW to ważne wydarzenie na polskim rynku kapitałowym. Jest to naturalny etap rozwoju tego rynku. To również ważny moment dla ING Banku Śląskiego. Zaliczenie do WIG30 – indeksu największych i najbardziej płynnych spółek warszawskiego parkietu – odzwierciedla naszą silną pozycję i jest wynikiem realizacji naszej strategii wspierania systematycznego i stabilnego wzrostu wartości spółki – powiedziała Małgorzata Kołakowska, Prezes Zarządu ING Banku Śląskiego.

Publikacja nowego, poszerzonego indeksu WIG30 rozpocznie się od 23 września br. a jego wartość bazowa będzie określana na poziomie wartości bazowej WIG20 z 28 grudnia 2012 r. W składzie nowego indeksu uwzględniono spółki reprezentujące 13 branż, w tym 7 banków.

ING Bank Śląski jest jednym z największych banków w Polsce, który obsługuje zarówno klientów indywidualnych, jak i podmioty gospodarcze. W I półroczu 2013 roku skonsolidowany zysk netto ING Banku Śląskiego wyniósł 476,6 mln zł, co oznacza wzrost o 9% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. W ciągu roku Bank zanotował wzrost podstawowych wielkości komercyjnych – wartości depozytów o 15%, kredytów o 7% oraz liczby klientów detalicznych o 172 tys.

Podstawowe dane finansowe Grupy ING Banku Śląskiego za I półrocze 2013 r. w porównaniu do analogicznego okresu ub. r.:

• przychody ogółem wzrosły o 1% do 1 655,6 mln zł,
• koszty ogółem wzrosły o 2% do 936,5 mln zł,
• zysk brutto wzrósł o 13% do 592 mln zł,
• zysk netto wzrósł o 9% i wyniósł 476,6 mln zł,
• zwrot z kapitału (ROE) osiągnął poziom 11,2%,
• wskaźnik koszty/dochody wyniósł 56,6%,
• skonsolidowany wskaźnik wypłacalności na poziomie 15,8%.

ING Bank Śląski w realizacji celów biznesowych uwzględnia działania związane ze społeczną odpowiedzialnością biznesu, czego potwierdzeniem jest przyjęta Strategia Społecznej Odpowiedzialności Biznesu. W strategii wyszczególnione zostały cele, działania oraz mierniki w obszarach, tj.: relacje z klientami, relacje z pracownikami, działalność na rzecz społeczeństwa oraz działalność na rzecz środowiska naturalnego.

ING Bank Śląski znajduje się w składzie giełdowego indeksu spółek odpowiedzialnych społecznie – RESPECT Index od pierwszego notowania, zajmuje III miejsce w Rankingu Odpowiedzialnych Firm 2013 w kategorii bankowość, sektor finansowy i ubezpieczeniowy oraz jako jedyna instytucja finansowa, został wyróżniony przez tygodnik POLITYKA Złotym Listkiem CSR. Bank zajął I miejsce w konkursie Gazety Bankowej „Najlepszy Bank 2013” oraz otrzymał wyróżnienie za najlepszą strukturę portfela. Miesięcznik Forbes przyznał ING Bankowi Śląskiemu wyróżnienie w rankingu „Najdynamiczniej rozwijające się spółki giełdowe” w kategorii „Bank”.

Akcje TAURON Polska Energia zostały zakwalifikowane do indeksu WIG30

WIG30 zastąpi dotychczasowy indeks WIG20, w którym akcje TAURONA są notowane od grudnia 2010 r.

Udział akcji TAURONA w indeksie WIG30 wyniesie 2,53 proc. W jego skład wejdą akcje 30 największych i najbardziej płynnych spółek znajdujących się w obrocie na głównym rynku GPW. Nowy indeks ma pełnić rolę głównego wskaźnika koniunktury giełdowej. Dzięki rozszerzeniu liczby spółek ma on także lepiej odzwierciedlać obecny rozmiar i zróżnicowanie rynku giełdowego i zwiększać zainteresowanie inwestorów i analityków rynkiem giełdowym.

TAURON Polska Energia zadebiutował na Giełdzie Papierów Wartościowych 30 czerwca 2010 r. Po sesji 17 grudnia tego samego roku znalazł się w składzie indeksu dwudziestu największych spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Wcześniej (w lipcu) akcje spółki zostały zaliczone w skład MSCI Poland Standard Index (indeksu, który zwłaszcza dla inwestorów zagranicznych, jest punktem odniesienia przy budowaniu portfeli i podstawą podejmowania decyzji inwestycyjnych, a od 17 września spółka weszła na listę uczestników indeksu mWIG40 (indeksu cenowego, ciągłego, obejmującego 40 średnich – pod względem wartości rynkowej w wolnym obrocie oraz płynności – spółek notowanych na GPW). Obecnie TAURON Polska Energia jest uczestnikiem indeksów WIG-ENERGIA (24,34 proc.), WIG20 (2,62 proc.), WIG-POLAND (1,86 proc) i WIG (1,77 proc), a także wiedeńskiego indeksu spółek Europy Środkowej – CECE.

Nowe wskazówki Google dotyczące zamieszczania linków

Nowe wskazówki Google dotyczące zamieszczania linków w artykułach prasowych mogą skutecznie obniżyć atrakcyjność wielu stron w rankingach wyszukiwania. Jakie są te wskazówki, jak je zastosować w praktyce i najważniejsze: czy jest się czego obawiać?

We wskazówkach dla webmasterów, Google bardzo wyraźnie wskazuje jakie praktyki zbliżają nas do wymarzonej pozycji w wyszukiwarce, a jakie od niej oddalają. Do tych drugich z pewnością można zaliczyć wszelkie reklamy tekstowe przekazujące nasz PageRank, jak również kupowanie lub sprzedawanie linków przekazujących PageRank. O ile te punkty nie powinny budzić wątpliwości, o tyle innym warto przyjrzeć się bliżej, aby dokładnie zrozumieć sposób w jaki powinniśmy się dostosować do nowych wytycznych.

Na szczególną uwagę warto zwrócić na politykę Google dotyczącą linków ze zoptymalizowanym tekstem kotwicy. Artykuły, które zawierać będą nienaturalnie dużą liczbę linków w pojedynczym zdaniu, również nie mają co liczyć na dobre traktowanie ze strony wyszukiwarki. Z pomocą przychodzi właśnie Google, które na swojej stronie poświęconej pomocy dla webmasterów podaje przykładowe zdanie, które nie będzie już atrakcyjne według nowych standardów: Na rynku jest wiele obrączek ślubnych. Jeżeli chcesz wziąć ślub, musisz wybrać najlepszą obrączkę. Potrzebne będą również kwiaty i suknia ślubna.

Taka zmiana algorytmu ma przede wszystkim wymazać z wyników wyszukiwania stron, które zawierają linki do innych witryn, czyli Pressel Pages, popularnie nazywane w Polsce „preclami”. Są one od teraz traktowane głównie jako spam, ponieważ same w sobie nie stanowią atrakcyjnej treści, są jedynie pretekstem do zamieszczania dużej liczby linków.

Pytanie brzmi, w jaki sposób zastosować się do tych wskazówek, a zarazem nadal mieć mocną pozycję w wynikach wyszukiwania? Z pomocą przychodzi John Mueller, pracownik Google który podpowiada, że artykułach prasowych dozwolone jest zamieszczania linków w postaci URL, jednak dla bezpieczeństwa, warto oznaczyć je atrybutem no follow. Jednak, czy takie komunikaty prasowe mają jeszcze szansę uatrakcyjnić naszą stronę w wyszukiwarce?

Zdaniem Muellera, takie treści mają w dalszym ciągu duży potencjał. Linki zamieszczone przez nas, mogą być załączone przez pracownika medium, do którego adresujemy artykuł, poprzez usunięcie znacznika no folow. Taki link ma z punktu widzenia Google największą wartość, ponieważ został on umieszczony przez samego autora artykułu, a nie przez nas.

Warto zwrócić również uwagę na poziom pisanych tekstów, który teraz liczy się bardziej niż kiedykolwiek. Nowe wytyczne z pewnością zwiększą wagę dobrych praktyk ePR i zmniejszą ilość spamu w Internecie – mówi Karol Fedorowicz Senior SEO/SEM Manager GRUPA 365NET. – Działania takie jak przesadne nagromadzenie słów kluczowych, czy niezgodność z treścią tekstu mogą przynosić szybkie, lecz bardzo krótkotrwałe efekty. Dobrze prowadzona strategia SEO to plan długofalowy, który jako jedyny przynosi wymierne korzyści. Google jedynie nam o tym przypomniał.

Co więcej, jest to jedna z bardziej odważnych zmian wprowadzonych przez giganta z Kalifornii. Do tej pory tekst zakotwiczony był głównym czynnikiem mającym znaczenie w pozycjonowaniu stron. Można się tylko zastanawiać, czy ich miejsce zajmie Google+, stając się głównym nośnikiem linków.

Czy nowe zasady nastręczą trudności przy pracy nad wysoką pozycją naszej strony w wyszukiwarce? Na pewno trzeba będzie większą uwagę zwracać na samą treść, w której zamieszczamy linki, co pochłonie więcej zasobów czasowych niż do tej pory. Warto jednak niezależnie od nowej polityki Google dużą wagę przywiązywać do wysokiej jakości komunikatów, które wysyłamy w świat. Mimo wszystko, jakość też jest elementem promocji.

Rynek prywatnej opieki zdrowotnej w Polsce 2013

W 2012 r. wartość rynku prywatnej opieki medycznej w Polsce wyniosła 33,8 mld zł. Dynamika rynku była dużo niższa niż w 2011 r. Według prognoz PMR, w latach 2013-2015 rynek będzie się rozwijał w tempie około 5% średnio rocznie (CAGR). Dynamika wzrostu będzie zbliżona w każdym z lat, przy czym, w związku ze stopniową poprawą ogólnej sytuacji ekonomicznej, będzie najwyższa w 2015 r. , kiedy wartość rynku przekroczy 39 mld zł.

„Prognozujemy, że dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne, z racji niskiej bazy, pozostaną najszybciej rozwijającym się segmentem w latach 2013-2015. Abonamenty będą drugim najszybciej rozwijającym się segmentem” mówi Agnieszka Skonieczna, starszy analityk rynku farmaceutycznego i ochrony zdrowia PMR i autorka raportu.

Ustawa refundacyjna i jej implikacje

Struktura prywatnych wydatków na opiekę zdrowotną pozostała niemal niezmieniona w ciągu ostatnich kilku lat. Największy udział w prywatnych wydatkach na opiekę zdrowotną mają wydatki pacjentów na produkty zdrowotne. W 2012 r. udział ten kategorii zmniejszył się jednak o 1,4 p.p. w porównaniu do sytuacji rok wcześniej, co było przede wszystkim wynikiem wejścia w życie od 1 stycznia 2012 r. tzw. ustawy refundacyjnej, która wywołała prawdziwą rewolucję na rynku farmaceutycznym w Polsce. Aż o 20% wartościowo spadł segment leków refundowanych, a NFZ zaoszczędził na refundacji 2 mld zł (wzrosła jednocześnie znacząco odpłatność pacjentów). Sprzedaż produktów OTC (leki bez recepty, suplementy diety i inne produkty) wzrosła o kilka procent, ale wolniej niż prognozowano wcześniej. Okazuje się bowiem, że wobec konieczności ponoszenia wyższych wydatków na leki refundowane (często niezbędne dla ratowania zdrowia i życia) polscy konsumenci ograniczyli wydatki na mniej istotne i będące często towarami luksusowymi produkty OTC.

Bez zmian do wyborów parlamentarnych w 2015 r.?

W dłuższej perspektywie czasu rozwój segmentu prywatnej opieki zdrowotnej nie będzie możliwy bez kompleksowej reformy systemu ochrony zdrowia w Polsce, która spowodowałaby dopływ środków do systemu. Bez takich działań, rynek nie będzie mógł ulec znaczącemu poszerzeniu.

Na początku 2013 r. Ministerstwo Zdrowia przedstawiło założenia do reformy systemu opieki zdrowotnej. Zakłada ona między innymi decentralizację NFZ i prawne uregulowanie dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych. Projekt ustawy o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych ma być gotowy do końca 2013 r. Według obecnego stanu wiedzy, ustawa ta nie spowoduje rewolucji w segmencie prywatnej opieki zdrowotnej. Celem Ministerstwa Zdrowia jest bowiem jedynie uregulowanie obecnego systemu, a dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne mają zostać wprowadzone jako element wspierania (a nie zastępowania) publicznego systemu ochrony zdrowia. „W ramach dodatkowych ubezpieczeń mają być dostępne świadczenia, które już obecnie są realizowane przez Polaków odpłatnie. Bez wprowadzenia faktycznej konkurencji w postaci innych, niż NFZ, płatników czy też zachęt podatkowych do zakupu dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, zabraknie bodźców do rozwoju tych segmentów” podkreśla Agnieszka Skonieczna.

Dodatkowo, w ocenie PMR jest mało prawdopodobne, by jakiekolwiek radykalne zmiany weszły w życie przed zaplanowanymi na 2015 r. wyborami parlamentarnymi. Ministerstwo Zdrowia zapowiada, że jest to jeden z kluczowych projektów tej kadencji i nie można się z nim śpieszyć. Dodatkowo, temat jest sprawą drażliwą społecznie, a kredyt zaufania społecznego dla obecnego rządu został już nadwyrężony przez przeprowadzenie kontrowersyjnej reformy emerytalnej i reformy systemu refundacji leków. Ewentualne zmiany weszłyby w życie najwcześniej po wyborach w 2015 r. Oznacza to ryzyko, że w przypadku zmiany rządu, ewentualne reformy zostaną anulowane (miało to już miejsce wcześniej w odniesieniu do regulacji dotyczących dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych).

Wyjaśnienia metodologiczne

Na wartość rynku składają się wydatki na produkty zdrowotne bezpośrednio z kieszeni pacjenta, usługi rehabilitacyjne, badania diagnostyczne i wizyty lekarskie opłacane z własnej kieszeni, abonamenty oferowane przez firmy medyczne wraz z usługami medycyny pracy, ubezpieczenia zdrowotne oferowane przez towarzystwa ubezpieczeniowe, opłaty w szarej strefie, np. „dowody wdzięczności” dla lekarzy oraz inne opłaty ponoszone bezpośrednio z kieszeni pacjenta.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Rynek prywatnej opieki zdrowotnej w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2015”.

Oprogramowanie, usługi i infrastruktura ICT w dużych firmach w Polsce 2013

Średni czas używania komputerów stacjonarnych w dużych przedsiębiorstwach wynosi 5 lat. W porównaniu z badaniem sprzed dwóch lat udział firm, które wymieniają desktopy po okresie dłuższym niż 6 lat wzrósł o 18 p.p. Niewątpliwie wpływ na to ma fakt, że obecnie kilkuletnie komputery są w zupełności wystarczające do zwykłej pracy biurowej, w której nie wymaga się dużych mocy obliczeniowych. Wydłużenie okresu czasu użytkowania komputerów stacjonarnych zaobserwowaliśmy także w badaniu małych i średnich przedsiębiorstw (zrealizowanym w I poł. 2012 r. na potrzeby badania Oprogramowanie, usługi i infrastruktura ICT w MŚP w Polsce 2012), gdzie średni okres czasu wymiany wrósł z 3,9 lat w 2005 r. do 4,7 w 2012 r.

Z laptopów korzysta się przeciętnie nie dłużej niż przez 4 lata i ta średnia wartość nie uległa zmianie w okresie czasu jaki upłynął między badaniami. Również struktura kategorii nie uległa zmianie – w dalszym ciągu zdecydowana większość firm wymienia komputery przenośne po upływie od 3 do 5 lat.

Zakupy sprzętu IT w 2012 roku

W minionym roku zdecydowana większość (89%) dużych przedsiębiorstw kupiła komputery stacjonarne, trzy czwarte zdecydowało się na zakup laptopów, netbooki kupiła co dziesiąta firma (10%). Największy udział firm kupujących desktopy był w firmach użyteczności publicznej (96%) oraz zajmujących się produkcją urządzeń (94%). Najmniejszy notowały firmy związane z ochroną zdrowia oraz transportem (82%) i logistyką (82%).

W przypadku laptopów największy udział notują branże produkcyjne. Natomiast firmy zajmujące się ochroną zdrowia laptopy kupują zdecydowanie najrzadziej (38%). Proporcje firm kupujących smartfony wyglądają podobnie – w przypadku firm produkujących gotowe wyroby i urządzenia najwięcej jest takich, które dokonały zakupu smartfonów w 2012 r. W służbie zdrowia takich firm jest najmniej, zaledwie co dziewiąta dokonała tego typu zakupów. W przypadku tabletów oraz netbooków widać, że największy udział firm które zaopatrują się w tego typu urządzenia jest w branży handlowej.

Usługi IT

Zdecydowana większość (90%) dużych firm w Polsce korzysta z usług oferowanych przez zewnętrzne firmy świadczące usługi IT. Trzy czwarte dużych firm korzysta z pomocy zewnętrznych firm w celu pozyskania wsparcia technicznego w zakresie serwisu i utrzymania sprzętu lub oprogramowania (72%). Ponad połowa firm korzysta z zewnętrznej pomocy w celu wdrożenia lub rozwijania posiadanego oprogramowania (60%). Co drugie duże przedsiębiorstwo zamawia szkolenia z zakresu IT w zewnętrznych firmach (48%).

W tegorocznej edycji rozszerzyliśmy część raportu dotyczącą usług IT o pytania dotyczące zewnętrznych centrów przetwarzania danych. Jedna na pięć dużych firm objętych badaniem korzysta z usług zewnętrznego centrum przetwarzania danych. „Od kilku lat powszechnie mówi się o rozwoju usług oferowanych w chmurze. W badaniach dostawców ICT realizowanych przez PMR nasi respondenci przewidują dynamiczny rozwój tego obszaru rynku. Jednak udział dużych firm korzystających z tej formy świadczenia usług znajduje się na relatywnie niskim poziomie (13%). Najczęściej firmy korzystają z modelu chmury prywatnej, zdecydowanie rzadziej z chmury publicznej czy hybrydowej” – dodaje Paweł Olszynka, analityk rynku ICT w PMR.

Pakiety biurowe

Praktycznie we wszystkich dużych przedsiębiorstwach w Polsce korzysta się z pakietu biurowego MS Office. Najwięcej firm wyposażonych jest w jedną z ostatnich wersji pakietu, sygnowaną numerem 2010 (71%). Niewiele mniejszy (65%) jest udział wersji 2007, zaś nieco ponad połowa firm wykorzystuje także mającą obecnie ponad 10 lat wersję 2003. Udział pozostałych wersji pakietu jest zdecydowanie niższy. Najczęściej wykorzystywanym jako alternatywa dla MS Office pakietem biurowym jest dostępny w licencji Open Source Apache OpenOffice (91%). Innym stosowanym oprogramowaniem jest LibraOffice (27%).

Bezpieczeństwo IT

Blisko dwie trzecie respondentów (63%) zdeklarowało, że w 2013 r. w ich firmie podjęte zostaną działania służące poprawie bezpieczeństwa IT. Działania firm nie będą różnić się specjalnie od tych podjętych w 2012 r. Podobnie jak wtedy nacisk położony zostanie na regulację dostępu do krytycznych danych, wzmacnianie ochrony zasobów firmy przed dostępem z zewnątrz (w postaci firewalli lub odpowiednich urządzeń). Wielu respondentów wspomina również o wdrażaniu procedur dostępu do danych i w ogóle regulowaniu dostępu do danych w ramach przedsiębiorstwa.

W informacji prasowej wykorzystano materiał z raportu opublikowanego w I kw. 2013 r. przez PMR: „Oprogramowanie, usługi i infrastruktura ICT w dużych firmach w Polsce 2013”. Raport powstał na podstawie badania przeprowadzonego w I kw. 2013 r. przez PMR na próbie dużych przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 250 pracowników. Respondentami w badanych przedsiębiorstwach były osoby najlepiej orientujące się w sprawach informatyki w firmie, przede wszystkim informatycy lub kierownicy działów IT. Ogółem zrealizowano 522 pełnowartościowe wywiady.

Polaka przeszkody w oszczędzaniu

Zabezpieczenie finansowe to podstawa – uważa aż 75 proc. Polaków. Jednak ponad połowa z nas nie gromadzi oszczędności ze względu na brak motywacji i problemy z konsekwentnym odkładaniem pieniędzy. Są też tacy, którzy po prostu nie chcą oszczędzać.

Jak wynika z ankiety przeprowadzonej przez Bank Millennium, 48 proc. badanych klientów mówi wprost, że nie oszczędza, bo nie ma z czego. Jednak większość ma wystarczające dochody, żeby odkładać na przyszłość, ale tego nie robi.

– Ta połowa ankietowanych to są osoby, nad którymi trzeba pracować, zachęcać do oszczędzania, edukować de facto zabezpieczenie finansowe jest przydatne – uważa Marek Ubysz, kierujący Wydziałem Produktów Oszczędnościowych Banku Millennium.

Dla 57 proc. badanych odłożenie ponad 10 miesięcznych pensji to wystarczające zabezpieczenie finansowe. Te wymagania stopniowo spadają aż do 1-2 pensji – tyle usatysfakcjonuje 3 proc. ankietowanych. Dla 20 proc. klientów odpowiednie zabezpieczenie finansowe to luksus. Tylko 5 proc. ocenia, że dla nich jest to niemożliwe do osiągnięcia.

Zdaniem Ubysza – poza wiedzą o tym, ile oszczędzić, potrzebna jest też wiedza o tym, jak to zrobić.

– Forma, którą sobie wybierzemy może być dowolna. Kluczowe jest odkładanie kapitału. Nie patrzyłbym aż tak bardzo na oprocentowanie czy też stopę zwrotu, ważna jest natomiast kumulacja – mówi Agencji Informacyjnej Newseria ekspert Banku Millennium.

Jak podkreśla, na rynku jest wystarczająca ilość produktów oszczędnościowych, żeby każdy wybrał coś dla siebie. W porównaniu do Europy Zachodniej w Polsce jest ich nawet znacznie więcej.

– Na Zachodzie mamy głównie tzw. saving accounts, czyli rachunki oszczędnościowe, to jest taki odpowiednik naszych kont oszczędnościowych, które pozwalają odkładać niewielkie kwoty. Tam praktycznie nie ma lokat terminowych w takim zakresie jak u nas, ani krótkoterminowych, ani długoterminowych. Tam częściej wybierane są fundusze inwestycyjne – wyjaśnia.

Powszechność telefonii na polskim rynku sprawia, że ceny połączeń mobilnych należą do najniższych w Europie

Za minutę połączenia Polacy płacą dwukrotnie mniej niż średnio mieszkańcy wszystkich krajów Unii Europejskiej. Wynika to m.in. z powszechności telefonii komórkowej w Polsce. Rozbieżności na terenie UE są bardzo duże – pomiędzy najtańszą Litwą a najdroższą Holandią jest ponad siedmiokrotna różnica.

– Wbrew głoszonym od czasu do czasu opiniom, opłaty telekomunikacyjne są u nas jedne z najniższych, zarówno ceny wewnątrz kraju dotyczące połączeń mobilnych, jak i połączeń dostępowych i stawek za telefony stacjonarne. Nie jesteśmy krajem najdroższym chociażby dlatego, że po prostu na więcej nie byłoby stać polskich klientów – tłumaczy w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Tomasz Kulisiewicz, analityk wiodący Audytel S.A.

Kulisiewicz dodaje, że w Polsce bardzo wiele osób korzysta z telefonów komórkowych. Statystycznie na 100 mieszkańców przypadają 142 karty SIM. Badania Urzędu Komunikacji Elektronicznej pokazują, że wśród osób powyżej 15. roku życia niemal 90 proc. posiada telefon komórkowy.

– Dzięki temu, że jest powszechna łączność, to operatorzy mogli zejść na dość niski poziom, tym bardziej, że od czasu do czasu „wybuchały” wojny cenowe – podkreśla Kulisiewicz.

Według niego polski rynek telekomunikacji mobilnej jest w zasadzie oligopolem, czyli został zdominowany przez ograniczoną liczbę bardzo dużych spółek. Jednak klienci w większości odczuwają, że mają wolność wyboru. Dzięki temu czasem któryś z operatorów zdecyduje się na obniżkę cen, pociągając za sobą konkurencję.

– Jest tylko kilku graczy i nie bardzo jest miejsce dla kolejnych z powodu takiej, a nie innej polityki podziału częstotliwości zapoczątkowanej jeszcze w końcu lat 90. i trudną ją teraz zmienić, trzeba by przeprowadzić porządkowanie częstotliwości właściwie w całej Europie, albo i na całym świecie, co jest zadaniem niezwykle trudnym – przekonuje Kulisiewicz.

Dzięki powszechności telefonii oraz układowi sił wśród operatorów na polskim rynku ceny połączeń mobilnych należą do najniższych w Europie. Polacy średnio płacą za minutę 4,6 eurocenta. To wprawdzie ponad dwukrotnie więcej niż na Litwie, gdzie średnia cena to tylko 1,9 eurocenta, ale i tak Polska znalazła się na piątym miejscu w Unii (ranking nie uwzględnia jeszcze Chorwacji). Średnia unijna to 9,1 eurocenta, a w najdroższej Holandii za minutę płaci się niemal 15 centów. Polska jest znacznie tańsza niż inne kraje w regionie, takie jak Węgry (6 centów), Słowacja (9,1 centa) i Czechy (10,4 centa).

Kulisiewicz tłumaczy, że sięgające 774 proc. rozbieżności w cenach połączeń pomiędzy krajami UE można wytłumaczyć względami historycznymi. Według niego rynki telekomunikacyjne we wszystkich 28 krajach funkcjonują niezależnie od siebie.

– Zarówno połączenia stacjonarne, połączenia mobilne, jak i dostęp do internetu nigdy nie były rynkami europejskimi, zawsze to były rynki krajowe o bardzo różnej historii, zarówno samego rynku, odbiorców tego rynku, infrastruktury, operatorów działających, jak i regulatorów, które też wymuszają takie, a nie inne warunki zmian cen – wyjaśnia Kulisiewicz.

Analityk dodaje, że tak duże różnice w cenach połączeń telefonicznych pomiędzy krajami UE nie są uzasadnione stopniem rozwoju ani proporcjonalne do zamożności społeczeństwa. Według danych Komisji Europejskiej rozbieżności w cenie np. mleka są znacznie mniejsze i wynoszą zaledwie 43 proc. W przypadku produktów kupowanych rzadziej, takich jak np. zaawansowana elektronika, różnice to jedynie ok. 10 proc.

Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej ds. Agendy Cyfrowej Neelie Kroes chce we wrześniu przedstawić nowy pakiet propozycji legislacyjnej, które mają służyć wzmocnieniu jednolitego unijnego rynku telekomunikacyjnego. Bruksela chce docelowo doprowadzić do tego, by połączenia w obrębie UE były traktowane jako krajowe. Kulisiewicz podkreśla jednak, że w tej chwili nie może być jeszcze mowy o jednolitym unijnym rynku w tym sektorze.

Nowe zasady finansowania projektów energetycznych – dużo ograniczeń dla elektrowni na węgiel

Banki na świecie są w trakcie zmian swoich strategii dotyczących finansowania projektów energetycznych. Ze względu na wysoką emisyjność CO2 nie chcą już finansować tych inwestycji, które do produkcji energii wykorzystują węgiel kamienny, brunatny oraz ropę. Nowa strategia instytucji finansowych wpisuje się w aktualne kierunki polityki klimatycznej. Ostatnio dołączył do nich Europejski Bank Inwestycyjny (EBI), który opublikował nowe kryteria udzielania pożyczek na projekty energetyczne.

Obecnie większość projektów energetycznych opartych o węgiel i ropę nie ma szans na uzyskanie finansowania z EBI, bo nie spełni nowych wymagających kryteriów. Główne z nich wyznacza bowiem maksymalny akceptowalny poziom emisyjności dwutlenku węgla przy produkcji energii, który wynosi 550 gramów CO2/kWh. Sprostać tym parametrom mogą jedynie elektrownie węglowe, które w dużej proporcji spalają biomasę (ponad 25 proc.) oraz elektrownie kogeneracyjne.

– Świat zachodni traktuje ocieplenie globalne i wpływ człowieka na zmiany klimatu bardzo poważnie. Dlatego instytucje finansowe, takie jak EBI czy Bank Światowy próbują pokazywać, że są sposoby rozwoju, które zaspokajają nasze potrzeby, czyli to żebyśmy mieli prąd w gniazdku i ogrzewanie, a żeby to nie było produkowane z węgla – tłumaczy w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Jakub Gogolewski, koordynator ds. energii, CEE Bankwatch Network/ Polska Zielona Sieć.

Nowe zasady udzielania pożyczek na projekty energetyczne ma również Bank Światowy, który wprowadził je tydzień wcześniej niż EBI. W projekty węglowe nie wchodzą również takie banki jak: HSBC, Nordycki Bank Inwestycyjny, Storebrand oraz Portigon.

Ekspert tłumaczy, że EBI w swej polityce zdecydował się postawić na tzw. „wygrane” kierunki rozwoju, które zapewniają bezpieczeństwo energetyczne, a jednocześnie konkurencyjność gospodarek. Oznacza to, że projekty finansowane przez EBI są zgodne z wymaganym poziomem emisji gazów cieplarnianych na poziomie międzynarodowym.

– EBI wprowadził po raz pierwszy dosyć nowatorskie rozwiązanie, coś co się nazywa Emission Performance Standard. Po polsku byłaby to maksymalna dopuszczalna wysokość emisji, którą bank jest w stanie zaakceptować przy inwestycji w nową jednostkę wytwarzającą energię czy to elektryczną, czy cieplną – wyjaśnia Jakub Gogolewski.

Ograniczenia dla projektów obarczonych wysoką emisją CO2 wynikają z prawa energetycznego UE, w tym m.in. z tzw. „trajektorii emisji dwutlenku węgla w UE”. Aktualnie toczy się także dyskusja na temat celów redukcyjnych na 2030 rok. Zobowiązania, które z niej wynikną mogą mieć dodatkowy wpływ na politykę kredytową banków na świecie.

Kolejnym kryterium EBI nałożonym na projekty energetyczne jest modelowa cena CO2, która odzwierciedla przyjęte przez państwa członkowskie cele redukcji dwutlenku węgla. Oznacza to, że analizując opłacalność projektu za tonę dwutlenku węgla bank policzy 28 euro, podczas gdy w ostatnim roku cena rynkowa CO2 wahała się w przedziale od 3,75 euro do 6 euro.

– Jeżeli teraz chcemy redukować emisje, musimy w taki sposób pogodzić modelową cenę CO2, aby stwarzać odpowiednie bodźce dla firm. Żeby wystarczająco szybko redukowały inwestycje, te źródła wytwarzania, które są oparte na źródłach kopalnych, zaczynając od regulowania najbardziej emisyjnych, czyli właśnie węgla i ropy i zastępując je tymi źródłami wytwarzania, które nie emitują. Na takiej zasadzie EBI przyjął cenę, która jest inna niż cena rynkowa dwutlenku węgla – tłumaczy.

Cena naliczana przez EBI ma nadal rosnąć, by w 2030 roku osiągnąć poziom 45 euro. Ekspert dodaje również, że inwestowanie wyłącznie w jeden rodzaj projektów jest dla banków po prostu ryzykowne.

– Od ostatnich 20-30 lat w świecie technologicznym dokonuje się prawdziwa rewolucja. Te same potrzeby można zaspokajać w zupełnie inny sposób i międzynarodowe banki publiczne dostrzegają, że inwestowanie w firmy, które opierają się tylko i wyłącznie na jednym modelu, staje się ryzykowne – tłumaczy Gogolewski. – Jeżeli koncentracja takich firm w portfelu banku jest zbyt duża, tak jak każda rozsądna instytucja finansowa, bank będzie zmierzał do tego, żeby to ograniczyć.

Obecnie projekty energetyczne, które ubiegają się o finansowanie w bankach, muszą spełniać wymogi prawa UE, w tym dyrektywy CCS oraz dyrektywy o emisjach przemysłowych. Również pod względem technologii muszą być nowoczesne i ekologiczne.

Jaki jest wpływ gospodarki Chin na ogólnoświatowy rynek miedzi?

– Rynki nie oczekują teraz raczej po Chinach zbyt wiele – mówi Dorota Sierakowska, analityk surowcowy w DM BOŚ. Mimo to rynek miedzi wciąż jest bardzo wrażliwy na wszelkie informacje płynące z gospodarki Państwa Środka. Nieco lepsze od spodziewanych dane o bilansie handlowym Chin sprawiły, że wczoraj ceny surowca na giełdzie w Londynie były najwyższe od siedmiu tygodni. Tona kosztowała 7 189 dolarów.

– Chiny wpływają w bardzo dużym stopniu na rynek miedzi. Głównie przez to, że są największym odbiorcą tego metalu na świecie. Odpowiadają za około 40 proc. całkowitego globalnego popytu na miedź, więc trudno, żeby dane makro z tej gospodarki nie wpływały na oczekiwania dotyczące popytu na miedź – mówi Dorota Sierakowska, analityk rynku surowców Domu Maklerskiego BOŚ.

Dało się to zauważyć w ostatnim czasie. Relatywnie słabe i rozczarowujące inwestorów dane z Chin doprowadziły w ostatnich miesiącach do spadku notowań surowca na świecie. W ciągu ostatniego pół roku miedź potaniała o ponad 15 proc.

– Wczoraj z kolei pojawiły się bardzo dobre dane, dotyczące importu między innymi miedzi do Chin i handlu zagranicznego, co podbiło wyraźnie notowania tego metalu – mówi Dorota Sierakowska.

Na londyńskiej giełdzie metali odnotowano w czwartek ponad 2-procentowy wzrost kursu. Inwestorzy za dobry znak wzięli informację, że import miedzi do Chin w lipcu wyniósł prawie 411 tysięcy ton, czyli ponad 8 proc. więcej niż w czerwcu. Jak podkreśla ekspertka, nie musi to wcale oznaczać polepszenia kondycji chińskiej gospodarki, bo miedź jest wykorzystywana jako zabezpieczenie transakcji finansowych, ale też ze względu na różnice w cenach – opłaca się ją importować z Londynu i sprzedawać na chińskim rynku.

– Ogólnie tendencja na rynkach jest teraz taka, że raczej po Chinach nie oczekuje się zbyt wiele. Jeszcze na początku tego roku na rynkach bardzo wiele oczekiwano po danych z Chin: że po słabszej drugiej połowie poprzedniego roku w tym roku zobaczymy ożywienie, szybsze tempo rozwoju gospodarczego, ale niestety tak się nie stało. W kolejnych miesiącach te dane były cały czas weryfikowane w dół – mówi Dorota Sierakowska.

Dziś sytuację na rynkach będą kształtować kolejne dane z Chin, czyli o produkcji przemysłowej, sprzedaży detalicznej i inwestycjach w aglomeracjach miejskich.

– Można się spodziewać, że kolejne dane nie będą najlepsze, nie będą spektakularne, ponieważ gospodarka chińska radzi sobie gorzej niż oczekiwano jeszcze kilka miesięcy temu. Zresztą to samo przyznają władze Chin, które też obniżyły trochę swoje prognozy dotyczące np. rozwoju gospodarczego w Chinach – podkreśla analityczka DM BOŚ.

Według rządowego planu PKB Chin wyniesie w tym roku 7,5 proc.

ENEA wejdzie w skład elitarnego indeksu WIG30

Warszawska giełda 23 września rozpocznie publikację indeksu WIG30. Indeks ten będzie obejmował 30 największych i najbardziej płynnych spółek notowanych na głównym rynku GPW. ENEA wejdzie w skład tego prestiżowego indeksu od jego pierwszego notowania.

Problemy gospodarek strefy euro zaczynają dotykać funduszy Private Equity

W całej Europie spada liczba wyjść funduszy PE z dużych inwestycji. W roku 2012 było ich 61 w porównaniu z 85 w roku 2011. Wynika to między innymi z niższej rentowności spółek portfelowych i problemów ze znalezieniem inwestorów. Mimo to fundusze PE wciąż dobrze sobie radzą z budowaniem wartości spółek, w które inwestują. W związku z tym inwestycje za pośrednictwem PE mogą się bardziej opłacać niż na przykład giełdowe inwestycje w akcje dużych spółek.

Tegoroczne, ósme już badanie EY, oparte jest o dane dotyczące kondycji finansowej ponad 380 firm z całej Europy, których udziałowcami są lub były fundusze Private Equity. Warunkiem włączenia firmy do badania był próg wartości spółki (ang. Enterprise Value) w wysokości 150 mln Euro w momencie wejścia funduszu PE.

Chudsze lata – niższe stopy zwrotu, ale wciąż wyższe niż w przypadku spółek publicznych

Eksperci EY zwracają uwagę na różnice w potencjalnej rentowności funduszy PE w okresie dynamicznego wzrostu gospodarczego w porównaniu z ostatnimi, kryzysowymi latami. Poziom stóp zwrotu z inwestycji w PE zależy, bowiem od zysków firm, w które fundusze inwestują. A zyski te, ostatnimi czasy, były mniej imponujące. – Nie ma wątpliwości, że największym wyzwaniem dla funduszy PE jest sytuacja makroekonomiczna. W latach 2005 – 2007 roczny wzrost EBITDA firm, w które inwestowały fundusze, wynosił 15,2%. To zdecydowanie więcej niż wzrost EBITDA spółek notowanych na giełdach (wynosił 11,2%). W latach 2010-2012 wzrost EBITDA wyniósł zaledwie 5,3%. To największy spadek w historii naszego badania, chociaż nadal wzrost EBITDA spółek portfelowych jest większy niż w przypadku spółek publicznych (4,1%) – mówi Brendan O’Mahony, Partner Zarządzający działem Doradztwa Transakcyjnego EY Polska. – Da się zauważyć zaniepokojenie w sektorze PE, a wraz ze spadającym zyskiem z inwestycji inwestorzy funduszy stają się bardziej wybredni. W rezultacie zdobycie środków na kolejne inwestycje będzie stanowiło wyzwanie dla niektórych funduszy – dodaje Brendan O’Mahony.

W związku z dużą niepewnością na rynkach fundusze PE mniej aktywnie poszukują możliwości inwestowania. W 2012 roku w Europie miały miejsce 92 inwestycje o wartości minimum 150 milionów Euro, w porównaniu z 100 takich inwestycji w 2011 roku.

Mniejsza aktywność PE w Europie, ale Polska zieloną wyspą

Raport EY zwraca też uwagę, że wśród nabywców udziałów w firmach, z których wychodziły fundusze PE w roku 2012 było niewiele podmiotów europejskich, co również świadczy o trudnej sytuacji gospodarczej na kontynencie. – Mniej niż 40% firm, z których wycofywały się fundusze, trafiło w ręce europejskich inwestorów. To najmniej od 2005 roku – mówi Brendan O’Mahony. Jego zdaniem dowodzi to, że europejskie firmy nie mają pewności co do przyszłości gospodarczej i powstrzymują się przed transakcjami fuzji i przejęć. – Z drugiej jednak strony, zwiększyła się liczba inwestorów z USA i innych regionów świata przejmujących firmy od funduszy PE – dodaje O’Mahony.

Polska zdaje się jednak opierać kontynentalnemu trendowi. Eksperci EY podkreślają dużą aktywność funduszy PE na polskim rynku w ostatnich 12 miesiącach. Największą transakcją była sprzedaż przez Mid Europa Partners firmy LuxMed za około 400 milionów euro. Ponadto Abris Capital Partners weszło w Investors Holdings i przejęło BPH TFI oraz zainwestowało w rumuńską firmę kurierską Cargus, Mid Europa Partners kupiło sieć laboratoriów medycznych Alpha Medical, Advent International Corporations kupił Eko Holding, Enterprise Investors sprzedało swoje udziały w Zelmerze, Riverside Partners wyszło z firmy MK Żary, Innova Capital wyszła z Donako i jednocześnie zainwestowała w rumuńską grupę energetyczną EnergoBit, Value4Capital nabyło udziały w Home.pl, a MCI Management wycofało się z Mall.cz.

Fakty i mity o funduszach PE

Eksperci EY w swoim opracowaniu mierzą się również z trzema głównymi mitami na temat funduszy Private Equity. Na przykładzie badania przeprowadzonego na ponad 500 dużych firmach z całej Europy w latach 2005 – 2012 dowodzą, że wbrew obiegowym opiniom, fundusze PE przyczyniają się do tworzenia nowych miejsc pracy w przedsiębiorstwach, w których obejmują udziały. Od wejścia funduszu PE do momentu wyjścia z inwestycji zatrudnienie w badanych firmach wzrastało średnio o 2%. Wskaźnik ten jest bardzo zbliżony do tego osiąganego w podobnej wielkości spółkach notowanych na giełdach. Tam stopa wzrostu zatrudnienia wynosiła w tym samym czasie 2,2%. Co ważniejsze – inwestycje funduszy powodowały zarówno wzrost zatrudnienia jak i wydajności – o 7% rocznie.

Potoczna opinia o funduszach PE, że często pozbywają się najcenniejszych aktywów firm, w które inwestują jest również sprzeczna z wynikami badań EY. Według raportu 80% inwestycji zrealizowanych przez fundusze PE przyniosło pozytywne efekty dla inwestorów badanych firm. Ponadto w aż 44% przypadków, po inwestycji funduszu PE w firmę, następowały kolejne akwizycje, a tylko w 1 przypadku na 10 następowało zbycie aktywów.

Trzecim i ostatnim mitem, z którym mierzą się twórcy raportu jest opinia o tym, że fundusze PE mają niewielki wpływ na efektywność organizacji, a ich zyski z „wyjścia” z inwestycji to wyłącznie efekt dźwigni finansowej. Tymczasem badanie EY pokazuje, że zwiększanie wartości firm odbywa się także poprzez zmianę strategii i poprawę efektywności przedsiębiorstw w efekcie współpracy z funduszami.

Jerzy Szulwic pokieruje rozwojem nowych mediów w PMPG

Jerzy Szulwic objął nowoutworzone stanowisko R&D Managera w Platformie Mediowej Point Group. Będzie odpowiadał za tematy związane z rozwojem i wdrażaniem nowych technologii w segmencie mediów.

Szulwic przejmie nadzór nad działem IT w wydawnictwie oraz nad rozwojem serwisów internetowych. Do tej pory działy te podlegały dyrektorowi wydawniczemu. Ponadto w zakresie odpowiedzialności Szulwica znajdzie się poszukiwanie i wdrażanie nowych technologii do dystrybucji treści w obszarze web, web mobile, tablety oraz integracja z serwisami społecznościowymi.

Głównymi serwisami internetowymi w portfolio PMPG są obecnie serwisy związane z tytułami WPROST (www.wprost.pl) oraz „Do Rzeczy” (www.dorzeczy.pl). Serwis Wprost.pl, który w ubiegłym roku przeszedł gruntowną przebudowę, jest liderem rynku w segmencie z serwisów internetowych tygodników opinii. Notuje prawie 1,6 mln unikalnych użytkowników i ok. 6,5 mln odsłon miesięcznie. Obecnie trwają testy mobilnej wersji serwisu, w całości przygotowanej przez dział IT PMPG. Od niedawna Wprost.pl jest również dostępne w wersji dźwiękowej w serwisie Audioteka.pl.

W serwisie Wprost.pl dostępne są – z kilkudniowym opóźnieniem – teksty z wydań papierowych, na bieżąco – zajawki najważniejszych materiałów numeru oraz informacje o aktualnych wydarzeniach, gorące komentarze dziennikarzy „Wprost”, a także materiały ekskluzywne i multimedialne. Wprost.pl relacjonuje też na żywo niektóre wydarzenia (głównie sportowe).

Jerzy Szulwic jest praktykiem rynku prasowego, twórcą wielu udanych projektów wydawniczych. Doświadczenie zdobywał m.in. w wydawnictwie Hearst Marquard Publishing (Cosmopolitan) oraz w Wydawnictwie Bauer. W latach 1998- 2009 jako dyrektor wydawniczy i wiceprezes brał udział w rozwoju trzech segmentów prasy, wprowadzał nowe tytuły i rozwijał istniejące. Obecnie specjalizuje się w opracowywaniu strategii i doradzaniu w dziedzinie nowych mediów, elektronicznej dystrybucji kontentu (wydawcy prasowi, portale, ebooki), nowych modeli biznesowych dla mediów. Od lutego 2013 r. Jerzy Szulwic jest członkiem Rady Nadzorczej AWR „Wprost” Sp. z o.o.

Zgoda UOKiK na przejęcie przez Burda International spółek G+J

Burda International GmbH uzyskała zgodę Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów na przejęcie kontroli nad polskimi spółkami wydawniczymi grupy Grüner+Jahr.

W wyniku przejęcia powstanie wydawnictwo posiadające w swoim portfolio ponad 30 czasopism oraz 20 stron internetowych, ugruntowane marki oraz wydawnictwo książkowe. Burda zajmie tym samym wiodącą pozycję w segmencie międzynarodowych magazynów luksusowych i lifestylowych w Polsce i wzmocni swoje udziały w Europie Wschodniej. Spółkami zarządzać będą Magdalena Malicka (wcześniej G+J) i Justyna Namięta (Burda Media Polska).

Do dotychczasowego portfolio Burdy z międzynarodowymi, odnoszącymi sukcesy tytułami, jak Elle, Elle Deco, Instyle dołączą kolejne silne marki jak Glamour, National Geographic oraz Gala. Z 23-procentowym zasięgiem czytelnictwa Burda znajdzie się w grupie trzech największych wydawców czasopism w Polsce.

Fabrizio D’Angelo, CEO Burda International: „Dla Burdy w Polsce osiągnięcie tak mocnej pozycji stanowi znakomity fundament dla rozbudowy głównego zakresu działalności wydawniczej. Ta transakcja jasno określa strategię wydawnictwa Hubert Burda Media. Wierzymy w biznes wydawniczy i inwestujemy w magazyny, dlatego zamierzamy dalej rozwijać istniejące portfolio czasopism. Stwarza to także najlepsze warunki dla kolejnych inwestycji w dziedzinie mediów elektronicznych. Dzięki temu będziemy w stanie optymalnie wykorzystać szanse biznesowe, jakie daje przedsiębiorcom rozwijająca się polska gospodarka.”

Przewidywany spadek cen autogazu nastąpi po wprowadzeniu możliwości samodzielnego tankowania

Już za kilka miesięcy kierowcy posiadający samochody z instalacją gazową sami zatankują paliwo. Dzięki wprowadzeniu samoobsługi tankowanie będzie szybsze, a stacje będą mogły zaoszczędzić nawet 300 mln zł, głównie na szkoleniach dla pracowników. Jednak nie wszędzie od razu będzie można samodzielnie tankować gaz.

By umożliwić samoobsługę na stacjach autogazu konieczne są zmiany w dwóch rozporządzeniach.

– Jedno podlega ministrowi gospodarki, drugie – ministrowi transportu, budownictwa i gospodarki morskiej. Jeszcze czekamy na zakończenie prac i konsultacji w ministerstwie transportu, ale również mamy pozytywny sygnał, że to szybko nastąpi – mówi Leszek Wieciech, prezes Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego. – W związku z tym należy zakładać, że za miesiąc, dwa samoobsługa wejdzie i w czwartym kwartale, być może jeszcze pod koniec trzeciego kwartału, będziemy mieli dopuszczone samoobsługowe tankowanie autogazu.

Według niego wprowadzenie samoobsługi może spowodować natychmiastowy spadek cen autogazu. Niektóre firmy, które zapowiadają szybkie umożliwienie klientom samodzielnego tankowania, już zapowiedziały, że uwzględnią to w cenie. W tej chwili stacje sprzedające autogaz ponoszą duże koszty związane z obowiązkowymi szkoleniami pracowników.

– Obecnie osoby tankujące autogaz muszą przejść szkolenie zakończone egzaminem. Przy częstej rotacji personelu na stacjach paliw te koszty rosną. Bardzo często zdarza się, że pracownik ze stacji paliw bardzo szybko odchodzi, po kilku, czasami kilkunastu miesiącach. W związku z tym trzeba szkolić kolejną osobę. To są koszty firm paliwowych. Pracownicy stacji nadal będą szkoleni, natomiast to będą zupełnie bezkosztowe szkolenia i to przyczyni się do oszczędności firm paliwowych – uważa Wieciech.

Prognozuje, że nie wszystkie stacje zdecydują się na wprowadzenie takiej procedury od razu.

– Podejrzewam, że w pierwszym okresie zdecyduje się na to stosunkowo mała liczba firm, natomiast stopniowo będzie ona rosła i kierowcy na pewno będą optowali za tego typu formą tankowania – przewiduje Wieciech. – Zdecydowana część przedsiębiorców jeszcze nie przystosowała swoich stacji. Ten proces będzie stopniowy i będzie dotyczył każdej stacji indywidualnie, bo wiąże się to z pewnymi nakładami, wprowadzaniem zabezpieczeń. Nie chcemy poświęcić bezpieczeństwa, aczkolwiek tych zagrożeń jest praktycznie minimalna ilość.

Dodaje, że samoobsługa na stacjach autogazu jest standardem w całej Europie. W Niemczech można tankować legalnie nawet z użyciem tzw. przejściówek, czyli adapterów do zaworu tankującego. Są one niezbędne, ponieważ zawory montowane w poszczególnych krajach różnią się nieco pomiędzy sobą. Komisja Europejska planuje wprowadzić standardowy zawór, tzw. euro connector, ale to może nastąpić w perspektywie kilku lat.

Wieciech dodaje, że oszczędności finansowe oraz dostosowanie Polski do europejskiej normy to nie wszystkie korzyści z wprowadzenia samoobsługi na stacjach autogazu. Kierowcy zyskają też na czasie, bo nie będą musieli czekać na specjalnie wyszkolonego pracownika.

– Zawodowi kierowcy czy taksówkarze bardzo często łamiąc obecne przepisy podjeżdżają, i sami tankują, w ten sposób przyspieszając ten proces – podkreśla Wieciech. Dodaje: – Myślę, że wprowadzenie tych przepisów przyczyni się wreszcie do tego, że wlewy paliwa nie będą już umieszczane przez montażystów w trudno dostępnych miejscach.

Jak podkreśla w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria prezes POPiHN, samodzielne tankowanie autogazu przez kierowców nie niesie ze sobą żadnego zagrożenia. Podobne rozwiązania są stosowane we wszystkich krajach europejskich. Wieciech przypomina, że gdy na początku lat 90. kierowcy zaczęli samodzielnie tankować benzynę i olej napędowy, również pojawiały się obawy o bezpieczeństwo tej procedury.

– Były głosy sprzeciwu, głosy straszące, że będzie dochodziło do wybuchów, do innych wypadków. Teraz sobie nie wyobrażamy sytuacji, kiedy podjeżdżamy na stacje paliw i nie możemy sami zatankować swojego pojazdu benzyną czy olejem napędowym. Dokładnie tak samo będzie z autogazem – prognozuje Wieciech.

Po zmianie przepisów nadal można będzie skorzystać z pomocy pracownika stacji. Pracownicy stacji nie będą musieli kończyć kosztownych szkoleń.

Bayer otwiera oddział w Gdańsku, powstanie 250 nowych miejsc pracy

0

Bayer rozwija działalność w Polsce. W centrum finansowo-księgowym w Gdańsku pracę docelowo znajdzie 250 osób. Niemiecki koncern zajmujący się produkcją leków, nowoczesnymi materiałami oraz ochroną zbóż i nasion prowadzi w okolicach Poznania badania nad nowymi gatunkami rzepaku.

Centrum finansowo-księgowe w Gdańsku to jedno z czterech takich centrów niemieckiego koncernu w Europie.

– Gdańsk został wybrany po zaciekłej rywalizacji pomiędzy wieloma europejskimi miastami i bardzo nas to cieszy. Ostatecznie w ciągu dwóch lat będziemy mieli ponad 250 zatrudnionych tam osób – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Christophe Dumont, prezes Bayer sp. z o.o.

Centrum finansowo-księgowe w Gdańsku znajduje się w kompleksie Olivia Business Centre. Decyzja o wyborze stolicy województwa pomorskiego zapadła w marcu ubiegłego roku, a w marcu 2013 r. centrum oficjalnie rozpoczęło działalność. Gdańsk pokonał w walce o inwestycję Bayera polskie (m.in. Poznań, Wrocław i Katowice) oraz zagraniczne miasta (Wilno, Tallinn). Po zakończeniu rozbudowy centrum będzie zajmować powierzchnię 2500 m kw.

Dumont zaznacza, że już teraz pracownicy centrum korzystają z zagranicznych szkoleń oferowanych przez Bayera.

– Niektórzy z tych ludzi są już szkoleni w Niemczech. Dla nas ważne jest to, że mamy szansę na zdobycie bardzo dobrych pracowników, którzy zdobyli wykształcenie w Polsce, ale mają szansę na rozwój za granicą, a konkretnie w Niemczech i w naszym drugim centrum finansowym w Hiszpanii. Dzięki temu mają szersze perspektywy i ostatecznie są jeszcze lepszymi pracownikami – zaznacza Dumont.

Niemiecki koncern rozwija w Polsce również działalność badawczą. Dotyczy ona hodowli nowych odmian rzepaku. Na ponad 20 tysiącach poletek badawczych w okolicach Poznania oddział Bayer CropScience zajmuje się badaniami pod kątem wysokości plonów i zimotrwałości odmian tej popularnej rośliny uprawnej. Właśnie te cechy są najważniejsze dla rolników w tej części Europy.

– Wynika to z tego, że w Polsce są bardzo surowe zimy, a nasiona są wysiewane w sierpniu i wrześniu. Więc faktycznie wykorzystujemy tę stację hodowli w pobliżu Poznania do zidentyfikowania najlepszych genetycznie odmian, zaadaptowanych do Polski i do krajów w otoczeniu Polski. Na przykład rolnicy z krajów bałtyckich mogą również bardzo skorzystać na tej stacji hodowlanej – przewiduje Dumont.

Dziś zostanie opublikowany skład indeksu giełdowego WIG30, będzie to elita polskich spółek

Warszawska giełda dziś wieczorem poinformuje, jakie spółki znajdą się w składzie nowego indeksu WIG30, którego notowania mają się rozpocząć 23 września. Jak wyjaśnia prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, dobór spółek do nowego głównego indeksu giełdy będzie oparty na obiektywnych kryteriach. Analitycy prognozują, że zainteresowanie wybranymi nowymi spółkami ze strony inwestorów powinno się zwiększyć.

– Spółki, które wejdą do głównego indeksu giełdowego, czyli do WIG30 będą wybierane w wyniku skonstruowania odpowiedniego rankingu, w którym bierzemy pod uwagę dwa czynniki: kapitalizację, tzw. free float, jak również obroty za okres ostatnich 12 miesięcy – ­wyjaśnia Adam Maciejewski, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – Taki ranking zostanie opublikowany w czwartek wieczorem i wtedy opublikujemy również pełen skład indeksu WIG30.

Władze GPW mają nadzieję, że dzięki powstaniu nowego indeksu zwiększy się stabilność rynku, a 10 dodatkowych spółek przyciągnie więcej inwestorów, a także firm, które chciałyby być notowane w Warszawie. Maciejewski zaznacza, że przy wyborze składu WIG30 nie będzie brany pod uwagę np. kurs danej spółki. Jego zdaniem nie ma to znaczenia dla płynności rynku.

– Dobór spółek do nowego indeksu opiera się na obiektywnych kryteriach. Oczywiście, można zawsze wykluczyć spółkę z indeksu, jeśli są ku temu określone poważne czynniki, ale na pewno do takich czynników nie należy aktualna sytuacja, trochę lepsza czy trochę gorsza, danej spółki – mówi prezes GPW Agencji Informacyjnej Newseria. – Na pewno będzie to elita polskich spółek notowanych na giełdzie.

Jacek Buczyński, analityk Biura Maklerskiego Deutsche Bank PBC uważa, że na wybrane do WIG30 firmy będzie to miało pozytywny wpływ. Inwestorzy, szczególnie instytucjonalni, będą dostosowywać swoje portfele do składu nowego podstawowego indeksu warszawskiej giełdy. Co za tym idzie ich zainteresowanie tymi spółkami powinno wzrosnąć, szczególnie na początku.

– Tak to nieraz bywało, że w momencie wejścia do indeksu WIG20, zainteresowanie daną spółką było dosyć duże, natomiast z czasem ono trochę malało. Nie można wykluczyć, że w przypadku niektórych firm, które mają wejść do nowego indeksu, sytuacja będzie podobna – mówi Buczyński. – Niemniej jednak na pewno zainteresowanie ze strony inwestorów powinno być większe, a w ślad za tym idzie także płynność.

Najkorzystniejsza sytuacja na rynku nieruchomości od lat – trzeba inwestować

Mieszkanie z przeznaczeniem na wynajem opłaca się teraz kupić nawet na kredyt. Jak tłumaczy Bartosz Turek, analityk Lion’s Bank, przychody z najmu wystarczą nie tylko na opłacenie raty kredytu i pokrycie wszystkich kosztów związanych z nieruchomością, ale część pieniędzy pozostanie też w kieszeni właściciela. Najlepiej inwestować w mniejsze, dwupokojowe mieszkania o powierzchni 40-45 mkw, bo na nie jest największy popyt wśród wynajmujących. Najlepiej, by były położone w centrum miasta bądź w okolicach, w których skupiają się pracodawcy, czyli np. tam, gdzie jest dużo biurowców.

Nieruchomości jako bezpieczne formy lokowania kapitału zyskują na popularności. W ostatnich miesiącach blisko 15 proc. nabywców mieszkań dokonało zakupu w celach inwestycyjnych – wynika z badania Lion’s Banku. Oznacza to, że jest ich dwa razy więcej niż jeszcze pół roku temu. Większość inwestorów oczekuje przede wszystkim odpowiednich przychodów z najmu i wzrostu wartości lokalu w długim okresie.

– W tym momencie mamy ciekawą sytuację, głównie na rynku kredytowym, bo mamy rekordowo tanie kredyty hipoteczne – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Bartosz Turek, analityk Lion’s Bank.

Mimo konieczności spłacania rat kredytu taka inwestycja może być dla nabywcy opłacalna. W ostatnim czasie rentowność najmu istotnie wzrosła (ceny mieszkań spadły w większym stopniu niż czynsze). Co więcej, obecnie jest ona również znacznie wyższa niż oprocentowanie lokat. Z analiz Lion’s Bank wynika, że przeciętna rentowność brutto mieszkań w dużych miastach (czyli stosunek rocznego przychodu, który może dać wynajmowane mieszkanie do jego wartości) wynosi około 7 proc.

– Jeżeli oprocentowanie sięga 4-4,5 proc. w skali roku, a potencjalna rentowność wynajmu mieszkania w dużym mieście to jest około 7 proc., to już nawet inwestując posiadaną zdolność kredytową, niekoniecznie posiadaną gotówkę, można uzyskać pewne dodatkowe dochody ponad to, co będziemy musieli zapłacić do banku – tłumaczy Bartosz Turek. – Pieniędzy z przychodów z najmu wystarcza nam na to, żeby opłacić ratę kredytową, zapłacić wszystkie koszty związane z posiadaniem nieruchomości i jeszcze coś powinno zostać.

Zaznacza przy tym, że na rynku nieruchomości nie było od dawna tak korzystnej sytuacji jak obecna.

– To stymuluje dużą popularność wśród inwestorów, właśnie z rynku mieszkaniowego. Tego też od dawna nie widzieliśmy – dodaje Turek.

Niewielki metraż i w dobra lokalizacja

Najbardziej opłaca się inwestować w mieszkania o niewielkich metrażach, bo na nie jest największy popyt wśród wynajmujących.

– Przede wszystkim kupujmy mieszkania z segmentu popularnego, bo te będzie najłatwiej wynająć, a więc lokale małe, dwupokojowe o powierzchni 40-45 metrów kwadratowych. Ewentualnie lokale trzypokojowe – te są bardziej preferowane przez studentów – mówi ekspert. – Ważna jest lokalizacja blisko centrum lub przynajmniej dobrze skomunikowane z centrum, np. metrem czy tramwajem.

Jeśli decydujemy się na zakup nieruchomości pod wynajem poza centrum miasta, warto zwrócić uwagę na miejsca, w których skupiają się pracodawcy.

– Przez osoby pracujące w korporacjach preferowane jest nowe budownictwo, więc nowe inwestycje w okolicach, gdzie jest dużo biurowców też mogą przynieść spore stopy zwrotu. Dlatego warto zastanowić się nad takimi nieruchomościami – radzi Turek.

Nie oznacza to, że w mniejszych miejscowościach takie inwestycje nie są opłacalne. Ich atrakcyjność w oczach najemców będzie zależała od wielu czynników. Jednym z nich są czynsze możliwe do uzyskania na poszczególnych rynkach.

– Jeżeli duże zakłady pracy czy duże firmy lokują tam swój biznes, warto rozważyć tego typu inwestycje – dodaje Bartosz Turek.

Popyt krajowy będzie rósł, ale powoli. Eksport wzrasta mimo kryzysu

Według danych GUS w 2012 r. eksport towarów z Polski zwiększył się o 4,9 proc. (o około 6,8 mld euro) w porównaniu z 2011 r. Jego wartość wyniosła 143,5 mld euro. Najszybciej rósł eksport artykułów rolno-spożywczych. – Sam fakt, że w czasie kryzysu jednak udaje się utrzymać wzrost eksportu, świadczy o tym, że jednak polskie firmy bardzo walczą o światowe rynki – podkreśla ekonomista Andrzej Bratkowski.

– Mimo że kryzys na zewnątrz jest większy niż w Polsce, to ze względu na bardzo wolny wzrost czy nawet realny spadek popytu krajowego, polskie firmy szukały swojej szansy na tym znacznie większym rynku, na którym nawet w warunkach stagnacji łatwiej znaleźć jakąś niszę. W rezultacie nastąpił wzrost eksportu, który jest większy niż wzrost PKB – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Andrzej Bratkowski, ekonomista, członek Rady Polityki Pieniężnej.

Według danych GUS w roku 2012, podobnie jak w latach poprzednich, relatywnie szybko rósł eksport na rynki rozwijające się i słabiej rozwinięte – o blisko 19 proc., do 25,5 mld euro. Eksport na rynki rozwinięte zwiększył się natomiast o 2,4 proc. (do 118 mld euro).

Eksport do UE wzrósł o 2,3 proc. (do ponad 109 mld euro), w tym na Litwę o 18,5 proc. (do 2,3 mld euro), Słowację o 11 proc. (do 3,7 mld euro), do Wielkiej Brytanii o 10,2 proc. (do 9,7 mld euro). Wśród rynków UE największą poprawę salda odnotowano w handlu z Niemcami, Wielką Brytanią oraz Czechami.

– Polskie firmy wykorzystują tę sytuację do tego, żeby lepiej konkurować zagranicą, w związku z tym też saldo naszego handlu się poprawia. To wynika w większym stopniu ze spadku importu niż ze wzrostu eksportu. Sam fakt, że w czasie kryzysu udaje się utrzymać wzrost eksportu, świadczy o tym, że polskie firmy bardzo walczą o rynki światowe – podkreśla ekonomista.

Polscy przedsiębiorcy zagranicą szukają remedium na mniejszy popyt na krajowym rynku, ale nawet mimo tego są bardziej skłonni próbować swoich sił w innych krajach. Zdaniem Bratkowskiego w najbliższym czasie nie ma co liczyć na znaczące wzmocnienie popytu krajowego.

– Z dużym prawdopodobieństwem popyt będzie się poprawiał, ale wydaje się, że będzie to proces powolny. Nie będziemy mieli do czynienia z gwałtownym przyśpieszeniem. Będzie stopniowa poprawa, najpierw konsumpcji, z czasem także inwestycji prywatnych. Mam nadzieję, że inwestycje publiczne ruszą trochę wcześniej, jak tylko sytuacja finansów publicznych trochę się poprawi – podsumowuje Andrzej Bratkowski.

Jak podaje GUS, w 2012 r. najszybciej wzrósł eksport artykułów rolno-spożywczych (o 17,5 proc., do blisko 18 mld euro), co wynikało z szybkiego wzrostu wywozu produktów roślinnych (o 35 proc.). Import artykułów rolno-spożywczych zwiększył się znacznie wolniej – o 7,4 proc., co wpłynęło na wzrost nadwyżki w obrotach tymi produktami o 1,7 mld euro, do poziomu 4,3 mld euro. Istotną poprawę salda zaobserwowano także w handlu wyrobami chemicznymi, gdzie w wyniku wzrostu eksportu o 6,3 proc. i spadku importu o 1,2 proc., deficyt obrotów spadł do poziomu 6,3 mld euro wobec 7,8 mld euro w 2011 r. Z kolei eksport dominujących w polskiej wymianie z zagranicą wyrobów elektromaszynowych ukształtował się na poziomie prawie 56 mld euro, tj. o 1,1 proc. wyższym niż rok wcześniej.