Poczta Polska wprowadza usługi dla niewielkich e-sklepów. Chce mieć 20 proc. udziału w rynku paczek i przesyłek kurierskich

Poczta Polska planuje zwiększyć udział w rynku przesyłek kurierskich, ekspresowych i paczek do 20 proc. w 2018 r. Pomóc ma w tym m.in. nowa paczkowa oferta skierowana dla małych i mikroprzedsiębiorstw. Wprowadzane przedpłacone pakiety przeznaczone będą nawet dla tych nadawców, którzy wysyłają tylko po kilkanaście paczek miesięcznie.

 – Na rynku paczek i przesyłek kurierskich w Polsce mamy obecnie ok. 15-proc. udział. W kolejnych latach, w perspektywie strategicznej do 2018 roku, planujemy rozwój i wzrost udziału w rynku do 20 proc. Będziemy się starali wykorzystać trend wzrostowy handlu w internecie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Sławomir Żurawski, dyrektor Biura Rozwoju Usług KEP Poczty Polskiej.

Żurawski podkreśla, że Poczta upatruje swojej szansy w dynamicznym rozwoju rynku e-commerce. W ubiegłym roku Polacy kupili przez internet towary i usługi warte 22 mld zł, a roczny wzrost tego rynku sięga nawet 25-30 proc.

 – Nie wydaje nam się, by to tempo miało spaść. Rynek e-commerce w Polsce nie jest dojrzały, wciąż się rozwija. Wiedząc jak rynek wygląda, że jest zdominowany przez mikro- i małych przedsiębiorców, właśnie do nich, do wielkości ich biznesu, dostosowaliśmy naszą ofertę – wyjaśnia Żurawski. – Na rynku polskim tylko jeden konkurent oferuje usługę przedpłaconą, abonamentową. Jednakże nasza oferta odróżnia się tym, że jest skierowana do najmniejszych, którzy zgodnie z naszymi badaniami, uważają, że są przez ten rynek odsuwani na bok.

Usługi Pakiet PACZKA 15, 50, 200 oraz Pakiet POCZTEX 20 są przeznaczone dla mikrofirm działających na polskim rynku e-commerce. Liczby w nazwach abonamentów oznaczają liczbę przesyłek. Ceny pakietów zaczynają się od 99,50 zł, najdroższy kosztuje 999,50 zł. Poczta po podpisaniu umowy dostarcza klientom opakowania do przesyłek. Na potrzeby tych pakietów udostępniono stronę: www.paczkakorzysci.pl.

Nowa oferta przedpłacona to nie jedyna zmiana Poczty Polskiej ułatwiająca wysyłkę małym przedsiębiorstwom prowadzącym sprzedaż przez internet. W blisko 200 wytypowanych placówkach godziny przyjmowania paczek zostały wydłużone z godziny 15.00, w niektórych nawet do godziny 18.00. Oznacza to, że później nadana paczka nie będzie traktowana jak nadana w dniu następnym. Do tego w tych placówkach powstają specjalne okienka do przyjmowania paczek lub stanowiska na zapleczu, przystosowanego do przyjmowania przesyłek masowych.

Żurawski dodaje, że nadchodzące miesiące będą dla Poczty szczególnie pracowite.

 – Biznes paczkowy, kurierski jest sezonowy. W okresie przedświątecznym, zwłaszcza przed Bożym Narodzeniem, szacujemy wzrost przesyłek nawet do kilkudziesięciu procent w porównaniu do normalnego miesiąca – przewiduje.

W ubiegłym roku w okresie przedświątecznym Polacy wysyłali średnio 180 tys. paczek dziennie, a w całym okresie od połowy listopada do świąt wyekspediowali razem 4,5 mln paczek.

Ożywienie w amerykańskiej gospodarce. Potwierdzają to bardzo dobre wyniki spółek

CEO Magazyn Polska

Z danych z amerykańskiego rynku wynika, że ożywienie gospodarcze po drugiej stronie Atlantyku jest trwałe, a amerykańskie firmy – w dobrej kondycji. Dobrym bilansom firm towarzyszą wzrosty na giełdach. Z dużych amerykańskich firm gorsze od spodziewanych wyniki za trzeci kwartał pokazały na razie tylko dwie spółki.

IBM, e-Bay, American Express, Philip Morris, PepsiCo, Intel, banki JP Morgan i Goldman Sachs, producent aluminium Alcoa i wytwórca zabawek Mattel – dla wszystkich tych firm trzeci kwartał okazał się lepszy od oczekiwań analityków.

 – Firmy amerykańskie notują bardzo dobre rezultaty na giełdach, w miarę utrzymują swoje notowania. Na pewno odbiliśmy się bardzo mocno od poziomu, który był w 2008/9 roku. Kilka miesięcy temu giełdy wróciły do poziomu sprzed kryzysu – mówi Stan Popów z Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce.

Kondycja spółek po latach spowolnienia zależy jednak od branży. Suchą nogą przeszły przez kryzys zwłaszcza koncerny farmaceutyczne, informatyczne i z sektora IT. Największe różnice widać w przemyśle i finansach.

 – Banki detaliczne coraz bardziej szukają sposobów, w jaki sposób na klientów przerzucić koszty funkcjonowania. Rynek nie przynosi powierzonym pieniądzom takiego zwrotu, który pozwoliłby na przykład na oferowanie klientom darmowych kont – wyjaśnia Stan Popów w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Ożywieniu na amerykańskim rynku sprzyjają niskie koszty energii.

 – Gaz łupkowy i w ogóle gaz odkryty w USA eksploatowany jest w tej chwili w takich ilościach, że konkuruje z pozostałymi tradycyjnymi źródłami energii. W ciągu trzech lat ceny hurtowe energii spadły o 30 proc., a mówiąc energia mamy na myśli transport i produkcję – dodaje Stan Popów.

Amerykańskim firmom przysłużył się także amerykański bank centralny, czyli Fed, który co miesiąc skupuje z rynku obligacje o wartości 85 miliardów dolarów. Choć od miesięcy mówi się o powolnym wygaszaniu programu pomocowego, decyzji w tej sprawie na razie nie ma. Janet Yellen, która zastąpi obecnego szefa Fed w styczniu, jest znana z „gołębiego” nastawienia, czyli woli wpierać gospodarkę niż walczyć z inflacją. Zdaniem eksperta, dotychczasowa polityka Fedu dobrze przysłużyła się gospodarce.

 – Pomogła Stanom Zjednoczonym nie dopuścić to tego, co stało się w latach 30., czyli do kryzysu monetarnego i gospodarczego, który miał wtedy miejsce. Więc z tego punktu widzenia, jeśli takie założenie przyjmiemy, to sukces jest niewątpliwy – tłumaczy Stan Popów, członek Rady Dyrektorów Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce.

Nominowanie Yellen jako następczyni Bernankego gwarantuje, że dopływ pieniędzy do amerykańskiej gospodarki nie zostanie nagle zastopowany.

 – Gwarantuje kontynuację dotychczasowej polityki, a nawet pogłębienie obecnego trendu, który polega na tym, że stymulowana jest nie tylko walka z inflacją, czy utrzymanie niskich stóp procentowych, ale również wpływ na rynek pracy, na obniżanie bezrobocia – podkreśla Stan Popów.

Rosną oczekiwania studentów wobec pracodawców

CEO Magazyn Polska

Staż w międzynarodowej korporacji zamiast dorywczej pracy w sklepie – dzisiejsi studenci szukają pracy bardziej świadomie niż ci, którzy kończyli studia kilka lat temu. Dzięki temu, że wchodzą na rynek pracy w okresie niżu demograficznego, mogą przebierać w ofertach pracy i podnosić swoje oczekiwania, również finansowe. Pracodawcy oczekują od nich przede wszystkim kompetencji „miękkich” i znajomości języków obcych.

 –  Młode osoby już podczas studiów wiedzą, czego chcą od siebie i czego oczekują od przyszłego pracodawcy. Idąc na praktyki lub staż budują swoje portfolio doświadczeń i wtedy, kiedy kończą studia po piątym roku, wchodzą na rynek pracy z dużo większymi oczekiwaniami niż roczniki, które wchodziły wcześniej – wyjaśnia Marcin Rosochacki z firmy HRK Finance.

Rosną również oczekiwania samych studentów. Tym bardziej, że dziś miejsc pracy jest więcej niż zainteresowanych.

 – Obecna sytuacja jest znacznie lepsza niż dla studentów i absolwentów sprzed kilku lat, którzy wchodzili na rynek w sytuacji wyżu demograficznego – twierdzi Rosochacki. – W ciągu ostatnich czterech lat oczekiwania finansowe absolwentów ekonomii wzrosły o 11 proc. Studenci kierunków ekonomicznych, oczekując wynagrodzenia 2,8-3 tys. złotych netto, mają aktualnie bardzo duży wybór ofert pracy – dodaje przedstawiciel HRK Finance.

Jak podkreśla, studenci i absolwenci kierunków ekonomicznych najczęściej poszukują pracy w dużych korporacjach lub w sektorze publicznym. To pokazuje, że dużą wagę przywiązują do bezpieczeństwa zatrudnienia w długim terminie.

 – Dziś jest to dla nich osiągalne, bo jest mniej studentów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rosochacki. – Są oni również o wiele bardziej otwarci na to, by wyjechać za granicę, by pracować w ciekawej organizacji czy w centrali spółki. Szukają też pracy w spółkach, które pozwolą się im rozwinąć, a nie tylko np. popracować kilka miesięcy w czasie wakacji.

Ofert pracy dla studentów jest coraz więcej, ale i wymagania pracodawców wobec nich też rosną. Poszukiwana jest przede wszystkim znajomość języków obcych – najlepiej dwóch lub trzech, wysokie kompetencje „miękkie” (czyli np. komunikatywność, kreatywność) oraz doświadczenie zdobyte na stażach czy praktykach. Studenci zdają sobie sprawę, że kluczem do sukcesu jest doświadczenie zawodowe i starają się zaczynać praktyki najwcześniej jak się da.

 – Polska stała się krajem, w którym inwestorzy zagraniczni otwierają bardzo dużą liczbę centrów usług wspólnych, BPO, w których studenci, szczególnie ci, którzy znają języki obce, mają bardzo szerokie pole rozwoju – przekonuje Rosochacki.

Wirtualna Polska przygotowuje się do procesu przejęcia. Skupia się na rozwoju oferty wideo

0

Polski jako kluczowe pola rozwoju portalu wymienia ofertę wideo oraz dotychczasowe główne obszary zainteresowania, czyli działy wiadomości, sport, finanse, styl życia i rozrywka. Decyzja o sprzedaży Wirtualnej Polski wybranemu nabywcy ma zapaść do końca roku.

 Musimy rozszerzyć naszą ofertę wideo i pracujemy nad tym, nie zapominając o naszej core’owej działalności, czyli wszystkie najważniejsze kategorie, czyli wiadomości, sport, finanse, styl życia, rozrywka – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Tomasiak, prezes zarządu Wirtualnej Polski.

Tłumaczy, że przebudowanie serwisów i ulepszanie ich treści odbywa się poprzez dialog z użytkownikami, by poznać i zaspokoić ich zainteresowania. Portal pracuje również nad rozwojem oferty dla urządzeń mobilnych oraz obszaru handlu elektronicznego.

 – Obszar mobile to jest następna działka, którą musimy rozwijać i dostosowywać naszą ofertę do urządzeń mobilnych, bo to kieruje się trochę innym prawami. Dochodzi szeroko rozumiany obszar e-commerce, czyli wykorzystywanie naszych możliwości pozyskania ruchu i monetyzowania go w inny sposób niż tylko reklama – tłumaczy Tomasiak.

Wirtualna Polska została wystawiona na sprzedaż  na początku tego roku przez Telekomunikację Polską. Z nieoficjalnych informacji wynika, że jest kilka ofert kupna portalu, a wśród zainteresowanych przejęciem ma być m.in. Grupa o2 wraz z inwestorem finansowym. Prezes WP.PL nie komentuje zbliżającej się transakcji.

 – Jest w trakcie i tyle mogę powiedzieć – stwierdza Grzegorz Tomasiak. – Wydaje mi się, że do końca roku już powinno nastąpić jakaś decyzja. Sami jesteśmy trochę zmęczeni tym procesem, bo on trwa od początku roku – wyjaśnia.

Wirtualna Polska pod względem liczby użytkowników jest drugim najpopularniejszym portalem internetowym w Polsce (dane Megapanel PBI/Gemius). Rynkową wartość WP.PL wycenia się na 500–600 mln zł, choć mówi się również o tym, że TP SA jest gotowa go sprzedać po niższej cenie, nawet za 450 mln zł.

Kopex stawia na ekspansję globalną. W listopadzie nowa strategia spółki

0

Kopex coraz śmielej wchodzi na rynki zagraniczne i rozbudowuje bazę do serwisowania urządzeń. Producent nowoczesnych maszyn górniczych stawia przede wszystkim na Rosję, Chiny, Australię i Argentynę, ale także na Afrykę Południową. Nowa strategia zostanie opublikowana w listopadzie.

Globalizacja produkcji i sprzedaży, restrukturyzacja spółki, upłynnienie zbędnych nieruchomości i ograniczenie długu netto – to główne założenia nowej strategii, która powinna zostać upubliczniona w połowie listopada. W znaczącej mierze nowa strategia na lata 2013-2017 będzie zgodna z założeniami przyjętymi w marcu br. Spółka poinformowała wówczas, że w 2017 roku przychody grupy będą pochodziły w 20 proc. z Chin, w 25 proc. z Australii i Azji Południowej, w 24 proc. z Europy. Nieco mniej, bo 14 proc. ma pochodzić z Rosji i krajów WNP, kolejne 10 proc. z Afryki i 7 proc. z rynków obu Ameryk. Jednak nowy prezes Józef Wolski zapowiedział, że osiągnięcie zakładanych przychodów w perspektywie kilku lat na poziomie 4 mld zł, z czego ok. 45 proc. z rynków Azji i Pacyfiku, są nierealne. Stąd korekta założeń.

 – Kluczowymi zagranicznymi rynkami dla nas są Rosja, Chiny, Australia i Argentyna – mówi Newserii Biznes Krzysztof Jędrzejewski, przewodniczący rady nadzorczej Kopeksu. – W ramach naszej strategii chcemy być bliżej klienta, by nasi sprzedawcy funkcjonowali na tamtych rynkach. Nasze urządzenia i maszyny potrzebują na co dzień serwisowania, a co jakiś czas remontów. Chcemy to realizować bezpośrednio na rynkach, gdzie działamy, a to z kolei wymaga hali, urządzeń, maszyn, które do tego są potrzebne. Dlatego inwestujemy w parki maszynowe.

Oznacza to, że producent i dostawca maszyn i urządzeń oraz nowoczesnych technologii dla górnictwa, stawia już nie tylko na tworzenie przedstawicielstw handlowych, ale również na tworzenie i rozwijanie oddziałów produkcyjnych i serwisowych.

Umacnianie globalnej pozycji dotyczy między innymi rynku rosyjskiego, który jest znaczącym odbiorcą maszyn Kopeksu.

 Będziemy budować w Rosji w Nowokuźniecku centrum serwisowo–remontowe – zapowiada Krzysztof Jędrzejewski. Ta inwestycja jest warta ponad 20 mln złotych.

W tej stolicy zagłębia węglowego Kuzbass w 2010 został utworzony oddział grupy Kopex (Kopex – Sibir). Miało to wzmocnić obecność grupy na rynku rosyjskim oraz odpowiedzieć na oczekiwania „wieloletnich klientów z Rosji”. Oddział ma zapewnić obsługę serwisową, prowadzenie remontów i zaopatrywanie klientów w zapasowe części do maszyn i urządzeń.

W planach spółki jest również rozszerzenie działalności w Chinach, które mają być priorytetowym rynkiem eksportowym Kopeksu.

 To jeden z największych rynków, jesteśmy tam obecni od lat 60-tych i co roku zwiększamy naszą obecność  mówi Krzysztof Jędrzejewski.  Mamy w Chinach joint venture, spółkę Shandong Tagao, partnera, z którym wspólnie działamy i realizujemy sprzedaż. Chiny są na tyle duże, że w zasadzie każda prowincja to oddzielny kraj, oddzielne państwo. W związku z tym dla nas jest ważne, żeby uruchamiać wiele kanałów, bo każdy ma swoje nowe możliwości. Na dzisiaj do Chin docieramy trzema kanałami.

Jednym z nich jest wspominany partner Shandong Tagao, drugim biura handlowe. W sierpniu Kopex otworzył jedno na terenie prowincji Shanxi, drugiej pod względem wydobycia węgla w Państwie Środka. Poza tym Kopex bierze udział w przetargach międzynarodowych, przeprowadzanych w Pekinie.

W Australii Kopex planuje rozbudowę oferty sprzedażowo-serwisowej na bazie wykupionej niedawno firmy. Natomiast Argentyna jest stosunkowo niedużym rynkiem dla Kopeksu, gdzie funkcjonuje jedna kopalnia.

 W związku z tym nie wymaga to inwestowania w zaplecze remontowe. Tam potrzebujemy przede wszystkim utrzymywać serwis wyjaśnia Krzysztof Jędrzejewski.

Perspektywicznym kierunkiem jest także Afryka Południowa, gdzie Kopex Africa produkuje sprzęt elektryczny i elektroniczny dla kopalń. I na jej bazie grupa zamierza rozwijać centrum serwisowo-remontowe.

W listopadowej strategii powinno znaleźć się znaczące ograniczenie liczby spółek w grupie.

  Będzie to następować poprzez inkorporację, sprzedaż lub likwidację wyjaśnia Marek Pogorzelski z firmy SJ Consulting, odpowiedzialnej za relacje inwestorskie Kopeksu. Co nie znaczy, że nie będą powstawać nowe spółki. Nastąpi też dalsze ograniczenie zatrudnienia oraz długu netto i upłynnianie nieruchomości. Sytuacja na polskim rynku jest trudna i skupianie się tylko na tym rynku nie przyniesie wystarczających zysków.

Wkrótce trzecia część „Wiedźmina”. Sklepy rozpoczęły przyjmowanie przedpremierowych zamówień na grę

CEO Magazyn Polska

Polska seria gry „Wiedźmin” podbiła serca fanów gier wideo. Zarówno pierwsza, jak i druga część odniosły spory sukces na rynku, a kluczem do niego była świetna produkcja gry. Jej twórcy mają nadzieję, że trzecia odsłona będzie jeszcze lepsza.

„Wiedźmin 3” trafi do sklepów dopiero w drugiej połowie przyszłego roku, jednak gracze i specjaliści już dziś wróżą grze wielki sukces. Adam Kiciński, prezes zarządu CD Projekt wierzy, że produkcja będzie hitem także poza Polską.

 – Dobre polskie gry sprzedają się na świecie tak samo jak inne tego typu pozycje. Nikt w branży nie kieruje się tym, czy została ona stworzona w Polsce, czy nie. Nie ma to także żadnego przełożenia na sprzedaż. Grę trzeba wykonać naprawdę dobrze, a dodatkowo umiejętnie ją wypromować. Wtedy znajdzie ona kupców, bez względu na miejsce produkcji – stwierdza Kiciński w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Szef CD Projekt przypomina, że seria „Wiedźmin” zaliczyła bardzo dobry wynik w sprzedaży.

 – Do tej pory obie gry sprzedały się w liczbie pięciu milionów egzemplarzy. To dość dobry rezultat, jednak zakładamy, że trzecia część serii będzie cieszyć się jeszcze większym zainteresowaniem. Najnowszą częścią chcemy sobie podnieść poprzeczkę sprzedażową – uważa Kiciński.

Sklep Amazon.com przyjmuje już przedpremierowe zamówienia na grę. Standardowa edycja wersji PC wyceniona została na 49,99 dolarów, czyli nieco ponad 150 złotych.

Grupa Kapitałowa ENEA ma nową strategię korporacyjną na lata 2014-2020

ENEA stanie się w pełni zintegrowaną grupą energetyczną. Będzie elastycznie reagować na potrzeby rynku i efektywnie zarządzać zasobami. Jej nową misją jest wzrost wartości Grupy poprzez budowanie zaufania klientów. Na lata 2014-2020 planuje inwestycje w wysokości 20 mld złotych.

Scenariusz rozwoju zakłada, że nadrzędną ideą działania Grupy jest budowa wartości dla akcjonariuszy i zapewnienie klientom bezpieczeństwa dostaw energii. Strategicznymi celami są: zbudowanie długotrwałych relacji z klientem, wzrost w rentownych obszarach, poprawa efektywności oraz optymalne wykorzystanie potencjału organizacji. Oznacza to między innymi: koncentrację działalności na rynku elektroenergetycznym i rozwój we wszystkich ogniwach energetycznego łańcucha wartości, wspierany poprzez akwizycje rynkowe. Celem jest także pełna integracja operacyjna Grupy oraz poprawa efektywności jej funkcjonowania.

Ścieżka wzrostu w rentownych obszarach będzie realizowana poprzez budowę konkurencyjnego portfela wytwórczego. Grupa chce rozwinąć swoje moce o 1 075 MWe w segmencie elektrowni systemowych (zakończenie budowy bloku nr 11 w Kozienicach w 2017 r.), o ok. 500 MWe z odnawialnych źródeł energii oraz o ok. 300 MWe i 1 500 MWt w źródłach kogeneracyjnych i sieciach ciepłowniczych. Wybór paliwa dla jednostek kogeneracyjnych będzie pochodną analizy atrakcyjności ekonomicznej poszczególnych przedsięwzięć. ENEA chce także inwestować w dystrybucję oraz zwiększyć marże zarówno w obszarze sprzedaży jak i obrotu hurtowego.

Realizacja zaplanowanych inwestycji w latach 2014-2020 wymaga poniesienia łącznych nakładów w wysokości 20 mld złotych. Zostaną one pokryte ze środków własnych oraz pozyskanego finansowania dłużnego.

W skład Komitetu Sterującego, przygotowującego strategię, wchodzili przedstawiciele zarządów kluczowych spółek Grupy. Prace trwały trzy miesiące – od lipca br. Rada Nadzorcza ENEA S.A. zatwierdziła nową „Strategię Korporacyjną Grupy Kapitałowej ENEA na lata 2014-2020” w dniu 18 października br.

Grupa Kapitałowa ENEA to nowoczesny wytwórca, sprzedawca i dystrybutor energii elektrycznej. Ma prawie 2,4 miliona Klientów i 12,5 % udziału w sprzedaży na rynku detalicznym energii elektrycznej w Polsce. Jej sieć dystrybucyjna pokrywa 1/5 powierzchni kraju, a prawie 8% energii wytwarzanej w Polsce pochodzi z elektrowni Grupy.

Rekordowy bieg z wolontariatem w tle

0

Podczas tegorocznego XXVIII Biegu Barbórkowego o Lampkę Górniczą z pewnością nie zabraknie emocji. W niedzielę, 20 października, na stadionie Regionalnego Centrum Sportu w Lubinie, oprócz głównego biegu, odbędzie się szereg akcji charytatywnych. Organizatorzy zachęcają ludzi z dobrym sercem do włączenia się do niedzielnych inicjatyw.

Komentarz dzienny, 17 października 2013

Roczna dynamika wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw wzrosła z 2,0% do 3,6%, co jest wynikiem nieco lepszym od oczekiwań analityków (i zbliżonym do naszej prognozy). Dzisiejsze dane to informacja sygnalna. Możemy jedynie spekulować, że za wzrostem wynagrodzeń stoi różnica w liczbie dni roboczych (+1 r/r) i przesunięcia premii w górnictwie miedzi. Po oczyszczeniu z tych efektów otrzymalibyśmy tempo wzrostu płac w przedziale 2-2,5%. W perspektywie kolejnych miesięcy możemy liczyć jedynie na lekko wznoszącą ścieżkę wynagrodzeń – stosunkowo niskie dynamiki płac to stały element nowego krajobrazu, gdzie polscy przedsiębiorcy muszą stale kontrolować stronę kosztową.

Amerykański Kongres porozumiał się w sprawie podniesienia limitu zadłużenia i uruchomienia instytucji publicznych. Rynki finansowe czekają na wzrosty

CEO Magazyn Polska

Według amerykańskiego resortu finansów, dziś Stany Zjednoczone przekroczyłyby ustawowy poziom długu wynoszący 16,7 bln dolarów. Gdyby Republikanie i Demokraci nie doszli do porozumienia i nie podnieśli limitu zadłużenia, kraj mógłby stać się niewypłacalny. Oznaczać by to mogło kłopoty m.in. z zaciągnięciem nowego długu czy wypłatą emerytur i zasiłków.

Wypracowane w Senacie i zaakceptowane ostatecznie także przez Izbę Reprezentantów porozumienie otworzyło drogę również do ponownego uruchomienia publicznych instytucji, które pozostawały zamknięte od dwóch tygodni z powodu nieprzyjętego budżetu na następny rok. Było to efektem impasu w negocjacjach między Demokratami a Republikanami, którzy nie chcieli się zgodzić na postulowaną przez Baracka Obamę reformę ubezpieczeń zdrowotnych.

Mimo problemów z budżetem i z ustawowym limitem zadłużenia, na rynkach finansowych nie widać było paniki.

Rynek nie wierzył w to, że Republikanie się nie dogadają z Demokratami – mówił Agencji Informacyjnej Newseria Biznes Piotr Osiecki, prezes towarzystwa funduszy inwestycyjnych Altus TFI. – Gdyby do konsensusu nie doszło, to mielibyśmy przysłowiowy koniec świata na rynkach finansowych. Byłoby zapewne dużo gorzej niż po upadku Lehman Brothers. Można powiedzieć, że rynki grają scenariusz pozytywny mimo wszystko i nie bez obaw.

Jeszcze we wtorek obu ugrupowaniom nie udało się dojść do zgody. Wcześniej tego dnia w Izbie Reprezentantów, dominującym w niej Republikanom nie udało się nie tylko wypracować wspólnego z Demokratami stanowiska, ale nawet uzgodnić jednolitego stanowiska wewnątrz własnego ugrupowania.

Dobra wiadomość dla emerging markets

Chociaż i wcześniej nie było paniki, wpływ porozumienia na rynki powinien być pozytywny. Zdaniem eksperta, impulsu do wzrostu nie należy się jednak w najbliższym czasie spodziewać ze strony krajów rozwiniętych.

Rynki, szczególnie rynki wschodzące, są na względnie niskich poziomach od początku roku. Dlatego też właśnie w nich upatrywałbym szansy na wzrosty – mówi Osiecki. – Porozumienie co do limitu długu i rozwój rynków wschodzących to zresztą powiązane ze sobą kwestie. Jestem przekonany, że osiągnięty konsensus wesprze takie kraje jak Brazylia, Rosja, Turcja czy Polska.

Zdaniem Osieckiego, szansa na jeszcze większe wzrosty pojawi się w grudniu. Tradycyjnie przedświąteczne ożywienie gospodarcze i związany z tym wzrost kursów akcji – tzw. rajd św. Mikołaja, mogą zostać dodatkowo wzmocnione amerykańskim porozumieniem.

W przyszłym roku rynek gazu bardziej konkurencyjny

CEO Magazyn Polska

Koszty wejścia na rynek gazu powinny być niższe, by mógł się on w pełni zliberalizować. Marek Woszczyk, odpowiedzialny za nadzór nad tym sektorem, zapowiada dalsze prace nad zwiększeniem konkurencyjności. Już w przyszłym roku do Polski powinno popłynąć znacznie więcej błękitnego paliwa, co pobudzi rynek i zwiększy bezpieczeństwo energetyczne kraju.

 – PGNiG jest podmiotem dominującym, ale jest też sporo aktywnych spółek, które kupują gaz, w większości od PGNiG, ale sprzedają go już swoim odbiorcom, przejętym od tego koncernu lub na terenach, które do tej pory nie były obsługiwane przez PGNiG. I to także od ich aktywności zależy to, jak ten rynek będzie się rozwijał – zwraca uwagę Marek Woszczyk, prezes Urzędu Regulacji Energetyki w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Z danych URE z końca sierpnia wynika, że 124 podmiotów posiadało koncesje na obrót paliwami gazowymi, natomiast 35 przedsiębiorstw energetycznych aktywnie uczestniczyło w obrocie gazem ziemnym (wg stanu na II kwartał br.). W sierpniu obrót gazem wysokometanowym w punkcie wirtualnym OTC (rynek pozagiełdowy) wyniósł 29,9 GWh, natomiast na giełdzie towarowej – 63,6 GWh. Znacząca część obrotu hurtowego odbywa się nadal w fizycznych punktach sieci i dotyczy dostaw do spółek, które posiadają własne sieci dystrybucyjne.

Prezes zapowiada, że decydujący wpływ na podjęcie decyzji o zwolnieniu wszystkich przedsiębiorstw z obowiązku przedkładania taryf do zatwierdzenia będzie miała liczba uczestników rynku gazu i ich udział w tym rynku.

 – Zrobię wszystko, żeby warunki dla rozwoju konkurencji były jak najbardziej sprzyjające wszystkim firmom, także i PGNiG. Więcej podmiotów powinno być zainteresowanych wejściem na polski rynek gazu, gdy bariery, w tym koszty wejścia na niego, będą niższe – uważa Marek Woszczyk. – Chodzi o to, żeby rynek był przyjazny i dla jednych, i dla drugich, natomiast konieczna jest też aktywność sprzedawców.

Konkurencyjność na rynku gazu mają zwiększyć inwestycje w infrastrukturę przesyłową, prowadzone we współpracy z naszymi sąsiadami. W przyszłym roku regulator spodziewa się „decydowanie większych możliwości technicznych sprowadzania gazu z kierunku zachodniego do Polski, niż ma to miejsce w tym roku. Umożliwi to uruchomienie fizycznego rewersu na gazociągu jamalskim w niemieckiej stacji pomiarowej Mallnow.

Dziś funkcjonuje wirtualny rewers umożliwiający import gazu na zasadach przerywanych z kierunku zachodniego na poziomie 2,3 mld m sześc. Oznacza to, że Polska może kupić paliwo na zachodzie Europy, ale fizycznie odbiera je zza wschodniej granicy. Dzięki tej inwestycji, która ma zostać zakończona do końca tego roku, będzie realizowany faktyczny przesył gazu i na zasadach ciągłych, co zwiększy bezpieczeństwo energetyczne.

W 2014 r. priorytetowe kierunki współpracy dla Polski to kraje arabskie, Południowa Ameryka i Północna Afryka

CEO Magazyn Polska

W przyszłym roku polskie instytucje rządowe zamierzają skupić się na rozwijaniu współpracy gospodarczej z krajami arabskimi, a także z Ameryką Południową i krajami afrykańskimi, zwłaszcza z Afryki Północnej. Według wiceminister gospodarki Ilony Antoniszyn-Klik, absolutnym priorytetem będą kontakty ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi.

 – Mamy już wytyczoną ścieżkę, w przyszłym roku położymy bardzo mocny nacisk na Amerykę Południową i na Północną Afrykę, zwłaszcza te kraje nad Saharą. Absolutny priorytet to są Zjednoczone Emiraty Arabskie, i w ogóle Półwysep Arabski – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes wiceminister gospodarki Ilona Antoniszyn-Klik.

Współpraca z krajami afrykańskimi będzie kontynuacją trwającego programu Go Africa! Został on rozpoczęty kwietniową wizytą premiera Donalda Tuska w Nigerii. Objęte nim są kraje takie jak Algieria, Nigeria, Kenia, Mozambik, Angola i RPA. W państwach tych mieszka ok. 300 mln ludzi, a ich gospodarki, mimo światowego spowolnienia, rozwijają się w szybkim tempie.

 – Będziemy nawiązywali kolejne bliższe kontakty z krajami afrykańskimi na najwyższym poziomie rządowym. To wprawdzie pierwsze kroki, ale za to bardzo intensywne – mówi Antoniszyn-Klik.

W kwietniu premier Donald Tusk odwiedził Nigerię. Wczoraj rozpoczął kilkudniową wizytę w RPA, a dziś weźmie udział Forum Biznesu w Johannesburgu.

Podkreśla, że łatwiejsza jest współpraca Polski z niektórymi krajami północnej Afryki, takimi jak Algieria, gdzie Polacy są obecni od kilkudziesięciu lat.

 – Z kolei z krajami Afryki Subsaharyjskiej dopiero nawiązujemy współpracę – mówi Ilona Antoniszyn-Klik. – Musimy tam zbudować od podstaw bazę porozumień i kontaktów instytucjonalnych, które w innych miejscach są absolutnie naturalne. Oznacza to, że musimy wypracowywać od początku to, co gdzie indziej mamy już wypracowane. W Afryce Subsaharyjskiej zaczynamy od zera, od pierwszych kontaktów między głowami państw czy ministrami – dodaje.

Zdaniem wiceminister, kontakty na najwyższym szczycie są istotne, ale bardzo ważne są również bliskie kontakty między przedsiębiorcami. To m.in. odróżnia zasady współpracy z firmami afrykańskimi od zasad panujących w Chinach.

 – To są właściwie dwa skrajne przykłady promocji gospodarczej – zauważa Antoniszyn-Klik. – W Chinach mamy do czynienia z bardzo mocnymi instytucjami, bardzo mocną hierarchią i bardzo długofalowym planowaniem. Z kolei nawiązywanie kontaktu w Afryce opiera się bardzo często na bezpośrednich kontaktach i szybkich decyzjach – dodaje wiceminister gospodarki.

Właściciel KRD: w ciągu kilku lat Polska stanie się jednym z najsolidniejszych państw w Unii pod względem terminowości rozliczeń

CEO Magazyn Polska

Zmiany w przepisach dotyczących zapobiegania i likwidacji zatorów płatniczych idą w dobrym kierunku uważa właściciel Krajowego Rejestru Długów, Maciej Kaczmarski. Jednocześnie prognozuje, że Polska na tyle dobrze radzi sobie z tym problemem, że w ciągu najbliższych 2–3 lat znajdzie się czołówce najbardziej solidnych państw UE pod względem terminowości rozliczeń w transakcjach między kontrahentami.

Choć zatory płatnicze nadal są główną przyczyną upadłości polskich firm, będzie ich coraz mniej – ocenia właściciel Krajowego Rejestru Długów.

 – Na pewno Polska idzie w odpowiednim kierunku. Mimo że obecnie jest bardzo dużo zatorów płatniczych, to są to rzeczywiste zatory, a nie działania oszustów, cwaniaków, których niestety na początku naszej demokracji spotykało się dość często – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Kaczmarski.

Jego zdaniem poprawa sytuacji w relacjach handlowych będzie efektem pozytywnych zmian w prawie. Jako przykład, który to potwierdza wymienia Ustawę o terminach zapłaty w transakcjach handlowych, która weszła w życie pod koniec kwietnia br.

Jej przepisy określają szczególne uprawnienia wierzyciela i obowiązki dłużnika w związku z terminami zapłaty. Dla przedsiębiorców jest to realna szansa na wyeliminowanie zatorów płatniczych. Zgodnie z nowymi przepisami, przedsiębiorca, który dostarczył towar lub usługę innej firmie, nie powinien czekać na wynagrodzenie dłużej niż 60 dni. Termin ten można wydłużyć jedynie w szczególnych przypadkach – jeśli wierzyciel zawrze takie postanowienie w umowie i jeśli nie będzie ono rażąco nieuczciwe wobec niego. Nowe przepisy zmieniają również reguły gry w obszarze windykacji należności.

 – Ustawa umożliwia obciążenie dłużnika kosztami windykacji, co jest na arenie europejskiej absolutnie nowością, i daje absolutnie inne możliwości klientom, czyli wierzycielom – mówi Kaczmarski.

Wcześniej koszty dochodzenia należności ponosił wierzyciel. Obecnie obowiązujące przepisy gwarantują mu zwrot tych kosztów. Oznacza to, że może domagać się od dłużnika zapłaty należności wraz kosztami windykacji i odsetkami za zwłokę.

 – Myślę, że w przeciągu następnych 2–3 lat, dzięki naszym posłom, senatorom i prezydentowi, który podpisał tę ustawę, spowoduje ona, że będzie tych zatorów płatniczych zdecydowanie mniej – prognozuje właściciel KRD.

Jako kolejny przykład działań rządu na korzyść przedsiębiorców Kaczmarski wymienia zmiany w Ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych, które weszły w życie od stycznia tego roku. Uniemożliwia ona zaliczenie do kosztów uzyskania przychodu niezapłaconej w terminie faktury.

W związku z pozytywnymi zmianami w polskim prawodawstwie właściciel Krajowego Rejestru Długów prognozuje, że Polska na tyle poradzi sobie z zatorami płatniczymi, że w najbliższym czasie znajdzie się czołówce najbardziej solidnych państw UE pod względem terminowości regulowania rozliczeń w transakcjach.

 – To w przeciągu najbliższych 2-3 lat spowoduje, że Polska będzie rzeczywiście zieloną wyspą, jeśli chodzi o rozliczenia i terminy rozliczeń. Ja jestem optymistycznie nastawiony do tego wszystkiego, co się w Polsce w tym zakresie dzieje – mówi Kaczmarski.

Fundusze inwestycyjne nie boją się zmian w OFE. Niektóre osiągną trzycyfrowy wzrost zysków

CEO Magazyn Polska

Zmiany w OFE nie powinny już wpływać negatywnie na nastroje na giełdzie. Odetchnęły więc fundusze inwestycyjne. Dodatkowo sprzyjać będzie im niskie oprocentowanie depozytów oraz optymizm na rynkach finansowych.

 – Dla całej branży funduszy inwestycyjnych ten rok może być dobry. Niski poziom oprocentowania depozytów i dobra sytuacja na rynkach finansowych sprzyjają inwestorom i zwiększają zainteresowanie funduszami inwestycyjnymi. Nie wykluczamy, że dynamika naszych wyników rok do roku może być nawet trzycyfrowa, co wynika wprost z podawanych przez nas informacji o wielkości aktywów pod zarządzaniem – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI SA.

Quercus TFI liczy na ponad stuprocentowy wzrost zysków w tym roku. W pierwszym półroczu tego roku fundusz ten zanotował zysk netto w wysokości 8,5 mln zł. W całym ubiegłym roku spółka zarobiła 13,6 mln zł netto. Buczek podkreśla, że Quercus jest przykładem spółki giełdowej, której wyniki wprost zależą od zarządzanych aktywów. Dodaje, że ostatnie miesiące były lepsze od oczekiwań. Zgodnie z raportem bieżącym spółki, na koniec września Quercus zarządzał aktywami wartymi 3,56 mld zł. Największy udział w aktywach mają subfundusze Quercus Parasolowy SFIO, które zgromadziły 3,11 mld zł.

 – Mam nadzieję, że są też przyzwoite perspektywy w kolejnych kwartałach. Jeżeli tylko sytuacja na rynkach finansowych nie pogorszy się, skłonność inwestorów do przenoszenia pieniędzy z niskooprocentowanych depozytów w kierunku funduszy inwestycyjnych będzie rosła – prognozuje Buczek.

Dodaje, że skończył się już okres silnego wpływu zmian w OFE na giełdę. Reakcję inwestorów dało się odczuć tylko dwukrotnie – w czerwcu i na początku września, czyli po zapowiedzi zmian i przedstawieniu ich konkretnego kształtu przez rząd.

 – Jak dotychczas te zdarzenia były idealnymi korektami, najlepszymi momentami  dla inwestorów, którzy wówczas zdecydowali się kupować. Na razie nie spodziewamy się, by zmiany w OFE mogły mieć równie duże znaczenie dla rynku, jak to, co widzieliśmy w czerwcu czy na początku września – ocenia Sebastian Buczek.

Zmowy cenowe największym problemem polskich przetargów

0

CEO Magazyn Polska

Blisko co czwarte postępowanie przetargowe w naszym kraju może być zagrożonych korupcją – wynika z raportu „Public Procurement: costs we pay for corruption” przygotowanego na zlecenie Komisji Europejskiej. Okazję do nadużyć stwarzają skomplikowane procedury przetargowe i nieprecyzyjne przepisy. W całej UE korupcja przy przetargach przynosi duże straty budżetowe – w 2010 roku mogłoby to być ponad 2 mld euro.

Z raportu wynika, że od 19 do 23 proc. przetargów w Polsce może być zagrożonych korupcją. Lepsza sytuacja panuje w tej kwestii w Holandii czy we Francji, najgorzej wypadła Hiszpania, gdzie korupcja dotyczyć może 34-41 proc. przetargów

 – Przedsiębiorcy w Polsce borykają się z tym problemem, choć z roku na rok odsetek ten maleje. Wyniki naszych badań wśród ośmiu krajów UE plasują nas w środku stawki. Wypadamy zdecydowanie lepiej niż inne kraje naszego regionu, co nie znaczy, że korupcja omija Polskę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Klimczak, dyrektor w zespole Usług Forensic PwC. – Gorzej od nas wypadła Rumunia i Węgry. Najlepiej jest w Holandii, gdzie występuje zaledwie 1-procentowe zagrożenie korupcją w zamówieniach publicznych – podkreśla ekspert.

Punkty zapalne

Z badania wynika, że najczęstszymi formami nadużyć w Polsce w obszarze przetargów publicznych są zmowy cenowe (52 proc.) i łapownictwo (32 proc.), znacznie rzadziej spotykana jest korupcja w wyniku konfliktu interesów na linii zamawiający-wykonawca (11 proc.) oraz celowe niedopełnianie obowiązków, tzw. zaniechania (5 proc.). Najczęściej do nadużyć w Polsce dochodzi w ramach przetargów dotyczących organizacji szkoleń (23-28 proc.), modernizacji oczyszczalni ścieków (22-27 proc.) oraz budowy infrastruktury kolejowej (15-19 proc.).

Nowym zjawiskiem jest zmiana sposobu korumpowania; rzadko spotyka się obecnie wręczanie łapówek w gotówce.

 – Zmienia się forma tego zjawiska, ale skala wciąż jest istotna. Przechodzimy w bardziej zaawansowane metody korumpowania poprzez umowy zlecenia, zlecanie dodatkowych prac – stwierdza Marcin Klimczak.

Korupcja przynosi duże straty budżetowe. Tylko w 2010 r. naraziła budżety krajowe oraz budżet Unii Europejskiej na straty w wysokości od 1,4 mld do 2,2 mld euro, co daje 3-4 proc. wartości wszystkich przetargów organizowanych w ośmiu państwach objętych badaniem.

Propozycje zmian w prawie

Eksperci PwC postulują zmiany w przepisach o zamówieniach publicznych. Ich zdaniem korupcji sprzyja brak transparentności procedur.

 –  Dużą pomocą w ograniczaniu skali zjawiska byłoby upublicznianie dokumentacji przetargowej, która podlega analizie przez komisje przetargowe organizujące dany przetarg. Pozwoliłoby to na pełną przejrzystość i wiedzę na temat tego, jakim doświadczeniem chwalą się oferenci i jak ono jest oceniane – uważa Marcin Klimczak.

Badanie dotyczące skali korupcji w postępowaniach przetargowych przeprowadził Europejski Urząd ds. Zwalczania Korupcji (OLAF) we współpracy z firmą doradczą PwC. Przeprowadzono je po raz pierwszy w ośmiu krajach Unii Europejskiej: w Polsce, Francji, Hiszpanii, Holandii, Rumunii, we Włoszech, na Litwie oraz na Węgrzech.

Branża budowlana podnosi się z kolan. Pomoże MdM, nowe środki z UE i rozwój energetyki

CEO Magazyn Polska

 

Deweloperzy pozbywają się zapasów i zgłaszają zapotrzebowanie na budowę kolejnych mieszkań. Branża budowlana liczy też na nowe zlecenia związane z nową perspektywą budżetową Unii Europejskiej na lata 2014-2020 i planowanymi inwestycjami infrastrukturalnymi. Przedstawiciele sektora budowlanego wierzą jednak, że co najgorsze już za nimi.  

 – Nie spodziewam się wprawdzie ogromnego boomu, ale myślę, że po latach stagnacji liczba nowo budowanych mieszkań powoli będzie się zwiększać – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Michałowski, przewodniczący rady nadzorczej Budimeksu.

Podkreśla, że ceny lokali mieszkaniowych już idą w górę, poprawia się tym samym rentowność firm. Deweloperzy zaczynają sygnalizować spadki zapasu mieszkań, co oznacza, że pojawia się coraz więcej nabywców.

Stymulujący dla sektora powinien być też rządowy program Mieszkanie dla Młodych, który zostanie uruchomiony 1 stycznia przyszłego roku. Przewiduje on pomoc państwa w zakupie mieszkania na rynku pierwotnym dla osób, które nie przekroczyły 35. roku życia.

 – Pieniądze z jednej strony powinny pomagać młodym ludziom, a z drugiej strony, napędzać rozwój gospodarczy naszego kraju, wpływać do sektora, co oznacza nowe miejsca pracy, nowe inwestycje i to jest dla branży dobra wiadomość – mówi Marek Michałowski.

Firmy budowlane liczą również na inwestycje związane z nową unijną perspektywą finansową. Znaczna część środków, zapisanych w budżecie na lata 2014 – 2020 ma być przeznaczona na przebudowę i rozwój infrastruktury drogowo-kolejowej.

Myślę, że trochę zmieni się proporcja, trochę więcej pieniędzy pójdzie na kolej, trochę mniej na infrastrukturę drogową, ale to ciągle będą ogromne pieniądze i przed nami ogromne wyzwania – ocenia Michałowski.

Ogromnym wyzwaniem będzie przede wszystkim wyeliminowanie błędów z poprzedniej perspektywy, które często prowadziły do przedłużania się prac na budowach dróg i bankructw wielu firm budowlanych.

 – Jedna strona, czyli firmy budowlane, zrozumiała, że nie wolno iść dumpingiem i trzeba bardzo dokładnie liczyć ceny i koszty, bo to potem się odbija na firmie, a z drugiej GDDKiA też chyba zrozumiała, że może wybierać najniższą cenę, ale na pewno spośród firm, które są w stanie zagwarantować wykonanie takiej inwestycji – mówi Michałowski.

Jego zdaniem, szansą dla budownictwa powinien okazać się planowany rozwój polskiej energetyki. Wprawdzie realizacja niektórych inwestycji stanęła pod dużym znakiem zapytania, ale część z nich na pewno dojdzie do skutku.

 – Trochę nowych bloków energetycznych musi powstać i miejmy nadzieję, że energetyka też trochę pomoże budownictwu podnieść się z kolan – dodaje przewodniczący rady nadzorczej Budimeksu.

Z raportu Coface wynika, że spośród 877 firm, które w ubiegłym roku ogłosiły bankructwo, 218 związanych było z sektorem budowlanym. Ten rok będzie podobny. W pierwszych sześciu miesiącach tego roku upadło kolejnych 106 przedsiębiorstw.

W piątek poznamy najnowsze dane o budownictwie mieszkaniowym. Produkcja budowlano-montażowa we wrześniu spadła o 4,8 proc. rok do roku, ale wobec sierpnia wzrosła o 9,4 proc.

Koszyk świadczeń gwarantowanych przez państwo do przeglądu

CEO Magazyn Polska

Eksperci apelują o zmiany w polskim systemie lecznictwa. Proponują reformę koszyka świadczeń gwarantowanych, który określa, za jakie leczenie płaci państwo, a za jakie chory. Według części specjalistów, koszyk nie odpowiada potrzebom pacjentów i wymaga zmian.

 Koszyk świadczeń gwarantowanych to pojęcie, które powstało w celu określenia, za co płaci płatnik publiczny w naszym przypadku NFZ czyli wszystkie świadczenia, procedury, leki, jakie otrzymujemy w szpitalach i w poradniach – tłumaczy Magdalena Władysiuk, prezes stowarzyszenia CEESTAHC,  które zajmuje się rozwojem standardów i metod służących ocenie lekowych i nielekowych technologii medycznych.

Jeżeli świadczenie znajduje się poza koszykiem świadczeń gwarantowanych oznacza to, że płatnik publiczny zdecydował, że nie będzie za nie płacił albo jeszcze czeka na ocenę, czy włączyć daną procedurę do koszyka.

 – U nas ustawa reguluje kwestie związane z tym, co nie jest gwarantowane. Bardzo często pacjent, przychodząc do lekarza dowiaduje się, że coś jest nierefundowane – mówi Magdalena Władysiuk agencji informacyjnej Newseria.

Stowarzyszenie proponuje stworzenie w Polsce optymalnego koszyka świadczeń zdrowotnych z solidnymi mechanizmami regulacyjnymi.

 – Nasza dyskusja dotyczą tego, czy Polskę stać na obecny koszyk świadczeń gwarantowanych. To jest tak jak z budżetem domowym. Jeżeli mamy określony budżet, to zakupujemy wybrane dobra. Podobnie jak w domu, w budżecie państwa też nie starcza na wszystko. Pytanie jest, czy my musimy mieć tak szeroki koszyk, czy może powinniśmy zmienić jego zakres, wprowadzić inne sposoby finansowania po to, żeby on był jak najbardziej optymalny dla opieki nad pacjentem – podsumowuje Władysiuk.

Problem w tym, że zmian w koszyku boją się pacjenci. Nie chcą oni dopłacać do leczenia, bo według badań Stowarzyszenia CEESTAHC, większości Polaków zwyczajnie na to nie stać.

Zmiany w zarządzaniu pracownikami w firmach

CEO Magazyn Polska

Szkolenia, coachingi i programy dla najbardziej utalentowanych  nadchodzą nowe czasy w zarządzaniu zasobami ludzkimi. Specjaliści od HR korzystają z coraz prostszych narzędzi, a to obniża koszty. Dzięki temu przybywa przedsiębiorców, którzy korzystają z takich rozwiązań.

Kryzys gospodarczy na świecie postawił przed działami human resources nowe wyzwania. Wielu przedsiębiorców zaczęło wykorzystywać ich działania, żeby podnieść efektywność w swoich firmach.

 – Do niedawna zarządzanie zasobami ludzkimi musiało udowodnić światu biznesu, że to jest właśnie zarządzanie, i HR zbudował narzędzia – mówi Jacek Santorski z Grupy Firm Doradczych „VALUES”. – Na Zachodzie HR stał się zbyt skostniały.

Human resources to zarządzanie ludźmi w organizacji. Specjaliści, którzy się tym zajmują, odpowiadają za prowadzenie rekrutacji, szkoleń i działania motywacyjne.

Zdaniem Jacka Santorskiego, jesteśmy świadkami rodzenia się nowego trendu. Specjaliści od zarządzania zasobami ludzkimi coraz częściej sięgają po proste narzędzia.

 – Świat HR pracuje nad uproszczeniem, nad sprowadzeniem do kilku podstawowych pytań, jak dbać o rozwój pracowników, o ich zaangażowanie, lojalność, motywację. Raczej wspierając liderów, aniżeli zastępując ich w ich roli – wyjaśnia psycholog biznesu w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Według raportu firmy Deloitte o nowych trendach HRM w Polsce, specjaliści wybierają dziś tzw. miękkie narzędzia. Te opierają się na dialogu i wrażliwości społecznej, mają budzić zaufanie.

Zdaniem Santorskiego polska branża jest bardzo elastyczna i otwarta na nowości. Dlatego wdrożenie nowych rozwiązań nie powinno wiązać się z większymi kłopotami.

 – Dzięki temu, że nasz HR jest bardziej spontaniczny, bardziej naturalny, bardziej oparty na niezadekretowanych relacjach między liderami, pracownikami HR a top menadżerami, można więcej stworzyć, przetworzyć i uzyskać, aniżeli w korporacjach światowych  – twierdzi psycholog.

Nowe wyzwania przed działami HR w polskich firmach to m.in. radzenie sobie z problemami na tle kulturowym i pokoleniowym.

Komentarz dzienny, 16 października 2013

Inflacja we wrześniu delikatnie spadła do 1,0% z 1,1% w poprzednim miesiącu. Przyczyną wyhamowania jest jednorazowy spadek w kategorii edukacja (-6,9%), który wystąpił ze względu na zmiany ustawy o systemie oświaty (likwidacja dodatkowo płatnych zajęć w przedszkolach). Wszystkie pozostałe kategorie zachowały się zgodnie z naszymi oczekiwaniami, mianowicie, odnotowano umiarkowany wzrost cen paliw (+1,8% m/m), ceny żywności nie zmieniły się (co właśnie oznacza lewy ogon rozkładu zmian cen w Polsce i jest idealnie spójne z zachowaniem cen żywności w regionie – jest to taki ,,polski spadek’’ cen żywności). Kategorie bazowe zachowały się adekwatnie do tendencji sezonowych i gdyby nie spadki w edukacji, inflacja bazowa nie uległaby zmianie, a tak zaobserwujemy prawdopodobnie spadek do 1,3% (oficjalne dane opublikowane zostaną jutro).

Jeszcze w tym roku sfinalizowanych zostanie 15-20 dużych inwestycji zagranicznych

CEO Magazyn Polska

W październiku jest szansa na międzynarodowe kontakty na najwyższym szczeblu, które mają przyciągnąć do Polski inwestycje oraz zwiększyć wymianę handlową. Po wizycie premiera Tuska w RPA i Zambii, będzie również prezydenta Bronisława Komorowskiego w Korei oraz wicepremiera Piechocińskiego w Japonii. To jedne z kluczowych dla Polski rynków pozaeuropejskich.

 – Październik to ożywiony miesiąc jeżeli chodzi o kontakty, szczególnie na szczycie. Trwa wizyta premiera Donalda Tuska i 38 przedsiębiorców w Republice Południowej Afryki i Zambii w ramach programu Go Africa. Chwilę potem prezydent RP poleci do Korei Południowej, gdzie będzie miało miejsce specjalistyczne forum poświęcone trzem dziedzinom, na którym nam szczególnie zależy: farmacja, elektronika, centra nowoczesnych usług biznesowych, oraz duże forum gospodarcze – wymienia Sławomir Majman, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych.

Następnie do Japonii na spotkanie z największymi tamtejszymi inwestorami poleci wicepremier Janusz Piechociński. Zaś Polska będzie gościła premiera Turcji wraz z 200-osobową grupą inwestorów oraz premiera Singapuru z prawie 100-osobową grupą przedsiębiorców. W Warszawie dojdzie też do rozmów z kierownictwem chińskiej prowincji Hubei.

 – Czyli tej, która jak dotąd najpełniej skorzystała ze wskazań kierownictwa chińskiego i przed paroma tygodniami zainwestowała w Fabrykę Łożysk Tocznych w Kraśniku – wyjaśnia Sławomir Majman. – Wyraźnie widać, że coraz bardziej wychodzimy z europejskiego kokonu, coraz bardziej rozglądamy się po świecie i patrzymy, co się dzieje w Azji, Afryce, Turcji, czyli w tych regionach, gdzie jeszcze do niedawna nie byliśmy obecni –  mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prezes PAIiIZ.

Do ostatnich sukcesów związanych z rozwijaniem zagranicznych kontaktów handlowych można zaliczyć japońską inwestycję w SSE EURO-PARK Mielec, w Podstrefie Zagórz. Tu TRI Poland na początku miesiąca oficjalnie otworzyła fabrykę. Przy produkcji części samochodowych na japoński i europejski rynek zatrudnienie znajdzie 200 osób, a wartość inwestycji opiewa na 300-400 mln dolarów.

 – To istotna inwestycja związana z zaawansowanymi technologiami oraz pochodząca z kraju, na którym nam ostatnio bardzo zależy. A najważniejsze, że jest na Podkarpaciu, w Bieszczadach. Jedno miejsce pracy w Polsce Wschodniej liczy się jak 50 w Krakowie lub Wrocławiu – wyjaśnia Sławomir Majman.

Niemal w tym samym czasie amerykański Amazon, największa platforma handlowa w internecie, ogłosił, że otworzy do 2015 r. trzy nowe centra logistyczne w Polsce. Docelowo za ich pomocą ma obsługiwać wszystkie kraje należące do Unii Europejskiej. Prace znajdzie w nich 6 tys. pracowników stałych oraz 9 tys. tymczasowych. Koszty inwestycji szacuje się na kilkaset mln euro.

 – To inwestycja, o jaką trudno w Europie w tych czasach, gratulują nam jej na całym świecie, piszą o wielkim polskim sukcesie, że się ich udało przyciągnąć. Prowadziliśmy z Amazonem rozmowy od stycznia i mieliśmy paru mocnych konkurentów  – podkreśla prezes PAIiIZ. – Możemy się spodziewać do końca roku jeszcze 15-20 informacji o nowych inwestycjach, i wtedy będziemy mogli otwierać szampana.

Inwestorzy z USA są w czołówce inwestorów zagranicznych w Polsce.

 – Pracujemy nad 48 amerykańskimi projektami inwestycyjnymi. Jest to prawie 8,6 tys. nowych miejsc pracy – mówi prezes PAIiIZ.

Według raportu UNCTAD (Konferencji Narodów Zjednoczonych do spraw Handlu i Rozwoju) Polska będzie w następnych dwóch latach 4. w Europie i 14. na świecie najbardziej atrakcyjną gospodarką. Wartość globalnych bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) spadła w 2012 r. o prawie jedną piątą, najsilniej w krajach rozwiniętych, głównie w UE (ok. 2/3 spadku światowego). Ale napływ BIZ do Polski w pierwszych czterech miesiącach br. przekroczył wynik uzyskany w całym 2012 r.

Dobrą sytuację Polski potwierdza raport Ernst & Young mówiący, że jest liderem wzrostu inwestycji w Europie. W 2012 r. odnotowała najwyższy wśród krajów europejskich przyrost liczby projektów inwestycyjnych (o 22 proc. więcej niż rok wcześniej), podczas gdy Europa zanotowała spadek o 2,8 proc. W ubiegłym roku BIZ stworzyły w Polsce o 67 proc. miejsc pracy więcej niż rok wcześniej; wynik całej Europy to zaledwie plus 8 proc.

Współpraca firm telekomunikacyjnych i energetycznych ma obniżyć ceny usług

CEO Magazyn Polska

Miliardowe inwestycje czekają zarówno rynek telekomunikacyjny, jak i energetyczny. Aby ograniczyć te koszty, a w konsekwencji wpłynąć na obniżenie cen dla konsumentów, regulatorzy obu rynków zacieśniają współpracę.

 – Zarówno na rynku telekomunikacyjnym jak i energetycznym, wymagane są w najbliższym czasie ogromne inwestycje. Te po stronie rynku telekomunikacyjnego to realizacja celów Europejskiej Agendy Cyfrowej, doprowadzenie szybkiego internetu do domu każdego Europejczyka. Po stronie rynku energetycznego jest obowiązek montażu inteligentnych liczników czy oszczędzania energii. Dlatego wspólnie z prezesem URE postanowiliśmy poszukać synergii i zastanowić się, czy jednocześnie jedni i drudzy przedsiębiorcy muszą dokonywać nakładów tak naprawdę na te same inwestycje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Gaj, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Najważniejszym celem porozumienia ma być rozpoznanie barier na obu rynkach i podjęcie prób ich usunięcia. Takie są postulaty zawarte w Europejskiej Agendzie Cyfrowej oraz w dyrektywach Parlamentu Europejskiego.

 – Wspólne przygotowanie i przeprowadzanie inwestycji przez przedsiębiorstwa energetyczne i sektora ICT da pozytywny efekt w postaci obniżenia kosztów procesu cyfryzacji, którego ostatecznym beneficjentem będzie klient – odbiorca mediów energetycznych i teleinformatycznych – podkreślił Marek Woszczyk, prezes Urzędu Regulacji Energetyki.

Regulatorzy podkreślą, że chodzi przede wszystkim o tzw. ostatnią milę, czyli ostatni etap dostarczania usługi końcowym klientom, zwykle najbardziej kosztowny.

 – Chcemy namówić przedsiębiorców telekomunikacyjnych i energetycznych do współpracy i współdzielenia kosztów przy doprowadzeniu łącza do domu konsumenta. Zaowocuje to lepszą jakością, a może i nawet niższą ceną dla konsumenta – doprecyzuje Magdalena Gaj.

Dodaje, że jest także wiele obszarów, gdzie rynek telekomunikacyjny może korzystać z infrastruktury przesyłowej przedsiębiorców energetycznych.

 – Na przykład podwieszając swoje światłowody na słupach energetycznych, co przyspieszy inwestycje. Tam, gdzie kopiemy kanały technologiczne, również możemy to robić wspólnie. Z kolei przedsiębiorcy telekomunikacyjni mają świetnie opracowane wszystkie systemy billingowe, systemy obsługi klienta, mogą tą wiedzą podzielić się z przedsiębiorcami energetycznymi – wymienia możliwości współpracy prezes UKE.

Wylicza, że do realizacji celów agendy cyfrowej, inwestycje w Polsce muszą sięgnąć 17-30 mld zł. Z kolei prezes Marek Woszczyk dodaje, że inwestycje operatorów energetycznych sieci dystrybucyjnych co roku wynoszą 4-5 mld zł, zaś „ostatnia mila” stanowi około połowę tej kwoty. W ramach współpracy zostanie powołany komitet sterujący składający się z przedstawicieli każdego urzędu.

 – W ciągu najbliższych tygodni komitet dostarczy konkretnych rozwiązań, także legislacyjnych. Bo taka poszerzona współpraca będzie wymagała zmian regulacyjnych związanych z dostępem do sieci, czy jakichś „marchewek” za wspólne inwestycje – mówi Magdalena Gaj.

Akademiki słabą stroną polskiego szkolnictwa wyzszego. Uczelnie będą to zmieniać

0

CEO Magazyn Polska

Uczelnie wyższe zaczynają wykorzystywać partnerstwo publiczno-prywatne do poszerzania swojej bazy dydaktycznej, naukowej i noclegowej dla studentów. W ślady krakowskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego idzie również Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – chce wybudować oraz przebudować akademiki w oparciu o partnerstwo publiczno-prywatne (PPP).

 – Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu prowadzi już rozmowy. Mam nadzieję, że wiele więcej uczelni będzie starało się w ten sposób zapewnić dobre warunki dla studentów – podkreśla prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego. – To jest w tej chwili największa słabość naszych uczelni. Mamy świetne laboratoria, bardzo dobre sale dydaktyczne, a najsłabszą częścią są akademiki, zwykle budowane przed 50 laty, często w nie najlepszej kondycji, brakuje też dobrej infrastruktury sportowej.

Do tej pory uczelnie wyższe nie wykorzystywały możliwości, jakie daje ustawa o partnerstwie publiczno-prywatnym (PPP). Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego chce to zmienić. 

 – Przez sześć lat zabiegałam o to, aby przekonać rektorów do tego, by weszli na drogę partnerstwa publiczno-prywatnego. Nawet w najbogatszym państwie nie starcza środków w budżecie na to, by zapewnić dobrą infrastrukturę akademicką i sportową dla studentów, stąd PPP jest dobrym rozwiązaniem tych problemów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Barbara Kudrycka.

Minister dodaje, że niechęć rektorów do PPP wynikała z obawy o skutki wykorzystywania przepisów o PPP w praktyce.

 – Na szczęście obecnie przepisy, pozwalające na to, by otrzymywać gwarancje bankowe, przełamują to nieszczęśliwe traktowanie dotychczas partnerstwa publiczno-prywatnego. Mam nadzieję,  że PPP zaczną wykorzystywać nie tylko uczelnie i instytuty badawcze, ale także inne jednostki finansowane z budżetu państwa, samorządy, szpitale – reasumuje minister nauki.

Pierwszą uczelnią w Polsce, która zdecydowała się skorzystać z PPP jest Uniwersytet Jagielloński, który podpisał właśnie z prywatną firmą wieloletnią umowę. Przewiduje ona przebudowę, wyposażenie oraz utrzymanie przez 25 lat trzech akademików oraz infrastruktury sportowo-rekreacyjnej dla tysiąca studentów UJ.

 – Między 2015 a 2016  rokiem będzie oddany ostatni budynek. Tam są trzy budynki, po tysiąc miejsc w domach studenckich, teren rekreacyjny wokół, tereny sportowe, zielone. Uczelnia zamieni stare, ponad 30-letnie miejsca dla studentów, na nowoczesne, bardzo eleganckie, dopracowane również od strony architektury wnętrz obiekty – stwierdza prof. Piotr Laidler, prorektor Uniwersytetu Jagiellońskiego ds. Collegium Medicum. – Mamy wielu studentów zagranicznych, przyjeżdżają goście z wielu krajów świata i teraz trochę się krępujemy, żeby tam ich zaprowadzić.

Podkreśla, że PPP pozwala uczelniom uzupełnić wątłe dofinansowanie z budżetu państwa, które dodatkowo polega dużym rygorom w zakresie wydatkowania.

 – Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że środkami z budżetu bardzo ciężko się zarządza, to krępuje ruchy i zmusza do postępowania według wielu szczegółowych zasad. Firm, które zgłosiły się do dialogu konkurencyjnego w ramach PPP, było u nas pięć – mówi prof. Piotr Laidler.

Wybrana firma zaprojektuje, wybuduje i przebuduje oraz zajmie się zarządzaniem akademikami. Firma, którą wybierze uczelnia, będzie mogła czerpać dochody z umowy przez 40-50 lat. Poza samymi akademikami w planach jest wybudowanie stołówki oraz przedszkola dla dzieci pracowników uczelni i studentów.

Partnerstwo publiczno-prywatne polega na wspólnej realizacji przedsięwzięcia opartego na podziale zadań i ryzyka pomiędzy podmiotem publicznym i partnerem prywatnym. Podmiotem publicznym jest jednostka budżetowa, a partnerem prywatnym może być firma polska lub zagraniczna. W umowie o partnerstwie publiczno-prywatnym partner prywatny, czyli firma zobowiązuje się do realizacji przedsięwzięcia w zamian za wynagrodzenie oraz poniesienia w całości albo w części wydatków na jego realizację, a podmiot publiczny zobowiązuje się do współdziałania w osiągnięciu celu przedsięwzięcia, przede wszystkim poprzez wniesienie wkładu własnego.

Banki będą dostosowywać oferty do wąskich grup klientów

Pilnowanie kosztów i podnoszenie jakości i dostępu do usług – to według prezes Banku Millennium największe wyzwania bankowości detalicznej. W efektywnej dystrybucji usług bankowych pomóc może cyfryzacja, jednak nie zastąpi tradycyjnych placówek. Najważniejsze jest stworzenie spersonalizowanej oferty dopasowanej do wąskich grup odbiorców.

 – Najważniejsze jest to, czy banki potrafią zbudować takie systemy zarządzania bazami danych, które potrafiłyby zdefiniować potrzebę bardzo wąskich grup klientów, nie geograficznie, ale z punktu widzenia zapotrzebowania – przekonuje prezes Banku Millennium, Bogusław Kott. – Pozwoli to na oferowanie tym grupom czegoś, o czym czasami one same nawet nie wiedzą, że potrzebują.

Ta oferta powinna różnić się w zależności od grupy docelowej.

 – Co innego zaproponujemy osobom nastawionym na oszczędzanie, a co innego na bardziej agresywne inwestowanie. Co innego młodszym, a co innego starszym; zamożniejszym i uboższym. Chodzi tu zarówno o zróżnicowanie samego produktu, jak i ceny –  mówi Kott.

Nowe technologie – ważne, ale niewystarczające

Wyzwaniem dla banków detalicznych jest pilnowanie kosztów. To nie tylko koszty osobowe i administracji, ale również związane z docieraniem do klienta. Zdaniem prezesa Millennium, banki powinny skupić się na rozwijaniu coraz efektywniejszych i coraz tańszych kanałów dystrybucji, również cyfrowych.

Bank Millennium wraz z czterema innymi bankami należy do systemu płatności mobilnych IKO, uruchomionych przez PKO BP. Pozwala on na płacenie telefonami komórkowymi w placówkach internetowych i tradycyjnych, a także wypłacanie gotówki z bankomatów PKO BP bez karty płatniczej. System umożliwia też dokonywanie przelewów na numer telefonu oraz generowanie czeków w postaci elektronicznej, które można przekazać innej osobie – niekoniecznie klientowi jednemu z banków.

Zdaniem prezesa Banku Millennium, nowe technologie mogą pomóc w ograniczeniu kosztów banków. Jednak chociaż usługi internetowe są istotne, to nie zastąpią one w pełni tradycyjnych placówek. Tym bardziej, że na rynku wciąż jest grupa klientów, która na tradycyjne usługi liczy.

 – Nie planujemy likwidacji oddziałów. Obecnie mamy ich wystarczającą liczbę, a nawet zapas na pewien czas – zapewnia Kott. – Pamiętajmy, że w warunkach niskich stóp procentowych, jakość i dostępność usług jest dominującym kryterium wyboru banku. Dochodowość bankowości detalicznej składa się z pojedynczych małych dochodowości i trzeba tych małych pojedynczych dochodowości pilnować, przy okazji pilnując również jakości i dostępności usług – dodaje.

Work Service: bezrobocie zaczęło się zmniejszać. W ciągu kilku lat może spaść poniżej 10 proc.

CEO Magazyn Polska

Aktualizacja 15:15

Bezrobocie w ciągu najbliższych 3-4 lat spadnie do poziomu poniżej 10 proc. – prognozuje Tomasz Hanczarek, prezes zarządu agencji pracy tymczasowej Work Service. Rynek pracy znalazł się obecnie w punkcie zwrotnym i kilkuletni okres wzrostu bezrobocia powinien się skończyć.

 Od dwóch lat mamy trend wzrostu bezrobocia. Widać to było wśród oczekiwań społecznych, wśród pracowników była duża niepewność co do rynku pracy, bali się stracić zatrudnienie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Hanczarek, prezes zarządu Work Service. – Natomiast w tym momencie wydaje się, że może nastąpić przełom w drugą stronę, czyli zaczniemy z tego kryzysu wychodzić.

Zdaniem Hanczarka, rynek pracy znalazł się obecnie w punkcie zwrotnym. Oznaczałoby to, że właśnie kończy się kilkuletni okres wzrostów bezrobocia, a zaczyna trwała tendencja spadkowa.

Wrzesień był siódmym z rzędu miesiącem spadku bezrobocia (w tym czasie liczba bezrobotnych zmniejszyła się o 253 tys. osób). Stopa bezrobocia we wrześniu wyniosła 13 proc., co daje nieco ponad 2 mln zarejestrowanych bezrobotnych (o 0,9 tys. mniej niż w sierpniu). Jednocześnie pracodawcy w czterech województwach – lubuskim, mazowieckim, śląskim i zachodniopomorskim – zgłosili więcej wakatów w urzędach pracy. 

Także z danych firmy Work Service wynika, że Polacy coraz mniej obawiają się utraty pracy. Jednocześnie większość pracodawców deklaruje utrzymanie zatrudnienia na niezmienionym poziomie.

 – Pracodawcy mają więcej zamówień. Nie spodziewają się, że będą redukowali kadry, a około 12 proc. uważa, że będzie tę kadrę zwiększało. U pracowników spada strach przed utratą pracy i jednocześnie wzrastają oczekiwania co do wzrostu wynagrodzeń – mówi Tomasz Hanczarek.

Choć obecnie ponad 38 proc. pracowników (o 22 proc. więcej niż w zeszłym roku) spodziewa się podwyżki, jedynie 3 proc. firm deklaruje spełnienie tych oczekiwań. Co drugi pracownik (49,3 proc.) nie oczekuje natomiast zmian w swoich zarobkach. Nastroje pracodawców i pracowników pokrywają się za to w kwestiach dotyczących planów zatrudniania nowych osób.

 – Wszystko wskazuje na to, że firmy będą zatrudniać. Już następuje zwiększenie zatrudnienia – podkreśla Tomasz Hanczarek.

Prezes Work Service prognozuje, że w ciągu najbliższych kilku lat stopa bezrobocia spadnie do poziomu poniżej 10 proc.

 – Wydaje mi się, że w okresie 3-4-letnim jest to możliwe – zaznacza Hanczarek.

GUS podał dziś dane o zatrudnieniu i przeciętnym wynagrodzeniu w przedsiębiorstwach we wrześniu. Zatrudnienie zgodnie z oczekiwaniami spadło o 0,3 proc. rok do roku, natomiast średnie wynagrodzenie wzrosło mocniej od oczekiwań – o 3,6 proc.

J. Braun (prezes TVP): Mamy za małe fundusze, by spełnić oczekiwania widzów

0

By sprostać oczekiwaniom widzów, TVP powinna mieć więcej pieniędzy – uważa prezes Juliusz Braun. TVP nie zamierza już uruchamiać nowych kanałów tematycznych poza kanałem dla dzieci TVP ABC. Po zwolnieniu miejsc na pierwszym multipleksie naziemnej telewizji cyfrowej, oferta programowa nadawcy publicznego może zostać nawet ograniczona.

Zamiast tworzenia nowych kanałów TVP chce skoncentrować się na rozwoju istniejących stacji. To jednak wymaga funduszy odpowiednich do oczekiwań widzów.

 – Jeżeli chcemy, żeby Teatr Telewizji miał co tydzień premierę, tak jak to było jeszcze kilkanaście lat temu, to trzeba wyprodukować ok. 40 tych premier, uwzględniając pewne przerwy. Na to trzeba pieniędzy. W tej chwili produkujemy tych premier osiem – tłumaczy Juliusz Braun, prezes TVP SA.  – Mówiąc o potrzebach finansowych TVP, musimy wziąć pod uwagę oczekiwania widzów. Oczekiwanie widzów jest takie, żeby było raczej 40 premier. Ale również, żeby były wysokiej jakości seriale np. historyczne. One kosztują.

Braun podkreśla, że od jasnego określenia oczekiwań wobec nadawcy publicznego zależy to, jaki budżet powinno mieć TVP. Dodaje, że kontrowersyjny niemiecki serial historyczny „Nasze matki, nasi ojcowie” kosztował za ok. 4 mln euro za jeden odcinek. Serial TVP „Czas honoru” powstaje dużo mniejszym kosztem – jeden odcinek kosztuje jedynie ok. 600 tys. zł. Prezes TVP dodaje, że podobne dylematy dotyczą także programów publicystycznych oraz informacyjnych.

 – Z jednej strony jesteśmy krytykowani za nadmiar reklam, a z drugiej strony jesteśmy krytykowani za zbyt małą efektywność ekonomiczną. Nie da się robić wszystkiego naraz – przekonuje Braun w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

TVP ABC ostatnim nowym kanałem

 – Paradoksalnie w chwili, kiedy opuścimy pierwszy multipleks, będziemy musieli ograniczyć swoją obecność w naziemnej telewizji cyfrowej, bo musimy być obecni tam w technologii HD i wtedy będzie mniej kanałów niż teraz – przyznaje Juliusz Braun, prezes TVP SA.

Zgodnie z harmonogramem cyfryzacji telewizji w Polsce, TVP musi zwolnić miejsce na pierwszym multipleksie cyfrowym MUX-1 w kwietniu 2014 r. Dzięki wycofaniu kanałów nadawcy publicznego zwolni się przestrzeń dla czterech nowych stacji. TVP będzie nadal nadawać za pośrednictwem multipleksu MUX-3, który jest przeznaczony w całości dla telewizji publicznej. Na MUX-1 będzie jednak oferowany nowy kanał TVP ABC przeznaczony dla dzieci – w lipcu po konkursie miejsce TVP przyznała Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.

Braun przyznaje jednak, że uruchomienie nowego kanału dla dzieci będzie jedynym poszerzeniem oferty programowej TVP w najbliższym czasie.

 – To jest też pytanie o decyzje administracji, KRRiT, ale i Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji o przeznaczeniu dywidendy cyfrowej, ile będzie miejsca, czy będą nowe multipleksy, czy nie będzie – precyzuje Braun.

Decyzja o przeznaczeniu tzw. drugiej dywidendy cyfrowej zapadnie na poziomie międzynarodowym za dwa lata. W Polsce trwają dyskusje nad stanowiskiem, czy wolne po wyłączeniu telewizji analogowej częstotliwości powinny być przeznaczone na kolejne kanały telewizyjne czy rozwój mobilnego internetu.

Dobre wiadomości dla branży motoryzacyjnej. Po raz pierwszy od 2008 r. rośnie produkcja

Poprawia się sytuacja w przemyśle motoryzacyjnym. W sierpniu i wrześniu po raz pierwszy od 2008 r. odnotowano wzrost produkcji. W rywalizacji o nowe inwestycje Polska wygrywa z Czechami i Słowacją, a to przekłada się na wzrost eksportu.

 – W ostatnich miesiącach widzimy znaczącą poprawę w sektorze motoryzacyjnym. Z jednej strony mamy lekki wzrost sprzedaży nowych samochodów – choć od wielu lat poziom sprzedaży nowych aut jest niższy niż rynek mógłby wchłonąć. Z drugiej strony, po wielu latach spadków zaczęła nam w końcu rosnąć produkcja samochodów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Orłowski z Automotive Suppliers.

Orłowski podkreśla, że wzrost produkcji w sierpniu i wrześniu odnotowano po raz pierwszy po pięciu latach spadków. Szczególnie dobra sytuacja jest w segmencie części i komponentów motoryzacyjnych. Ta poprawa oznacza zwiększenie zatrudnienia oraz nowe inwestycje.

Na rozwój w Polsce decydują się nie tylko inwestorzy, którzy już są obecni w naszym kraju, ale także zupełnie nowi. To cenna informacja, bo do tej pory przemysł motoryzacyjny częściej lokował swoje zakłady u naszych południowych sąsiadów – w Czechach i na Słowacji. Jak podkreśla Orłowski, lepsza produkcja oznacza też większy eksport.

 – Ostatnie dane, czyli za II kwartał br. wskazują w końcu na wzrost wartości całego eksportu, nie tylko części i komponentów, ale i samochodów i innych elementów, które składają się na eksport branży motoryzacyjnej – zaznacza Orłowski.

W pierwszym półroczu tego roku branża motoryzacyjna wyeksportowała ponad 9,2 mld euro towarów. Choć to o 1,4 proc. mniej niż w tym samym okresie 2012 r., drugi kwartał jest lepszy i zwiastuje dalszą poprawę. Od kwietnia do czerwca w każdym miesiącu notowano poprawę eksportu w stosunku do ubiegłego roku.

 – Ostatnie dane zarówno pod względem produkcji samochodów, jak i części i komponentów, oraz eksportu całej branży, wskazują, że wreszcie dołek mamy za sobą. W kolejnych miesiącach powinniśmy obserwować albo stabilizację, albo wzrosty. Ale te wielkości będą niższe niż w roku ubiegłym. Mamy nadzieję, że rok 2014 to będzie tylko i wyłącznie tendencja wzrostowa – przewiduje Orłowski.

Szacunki na ten rok zakładają łączny eksport na poziomie 17,1-17,6 mld euro – tyle samo lub do 3 proc. mniej niż w ubiegłym roku. Największym rynkiem zbytu są kraje UE, a w szczególności Niemcy, do których trafiło w pierwszym półroczu ponad 40 proc. wyeksportowanych części i akcesoriów. To właśnie ten segment przemysłu motoryzacyjnego ma największa wartość eksportową.

Pozostałe istotne obszary polskiego eksportu to samochody osobowe i towarowo-osobowe oraz silniki wysokoprężne. Niemcy są największym odbiorcą we wszystkich segmentach. Łącznie za Odrę trafiło w pierwszym półroczu 30 proc. eksportu przemysłu motoryzacyjnego. Do drugich w kolejności Włoch tylko nieco ponad 9 proc. Najszybciej, bo aż o niemal 30 proc., wzrósł eksport do Turcji.

Kopex pewien opłacalności budowy kopalni koło Oświęcimia. Na początku listopada ostateczna decyzja

CEO Magazyn Polska

Kopex jest przekonany o opłacalności budowy kopalni koło Oświęcimia. Decyzję w tej sprawie spółka podejmie na początku listopada. Władze Kopeksu przyznają jednak, że w polskim górnictwie trwa spowolnienie, więc z większą uwagą przyglądać się rynkom zagranicznym. Kontrahenci firmy, mimo kryzysu, kupują sprzęt na bieżące potrzeby.

 – Zapotrzebowanie na maszyny górnicze jest ciągłe, ponieważ te maszyny pracują i na bieżąco się zużywają, w związku z czym trzeba je na bieżąco kupować. Natomiast pewnym wahaniom podlegają zakupy uzależnione od możliwości inwestycyjnych podmiotów. Najbardziej widać to w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Jędrzejewski, przewodniczący rady nadzorczej Kopeksu.

Spółka, która zajmuje się przede wszystkim produkcją maszyn górniczych oraz działalnością handlowo-usługową dla spółek wydobywczych, odczuwa problemy z płynnością finansową niektórych kopalni. Jednak Jędrzejewski podkreśla, że zakupy na potrzeby bieżącego wydobycia cały czas są dokonywane.

Pogorszyła się za to sytuacja związana z dużymi inwestycjami na wiele lat. Spowolnienie w branży hamuje zapotrzebowanie na sprzęt górniczy. Jędrzejewski podkreśla, że portfel zamówień Kopeksu jest zadowalający i na podobnym poziomie co w poprzednich latach.

Szukając nowych obszarów działalności, Kopex chce zbudować własną kopalnię w pobliżu Oświęcimia. Decyzję w tej sprawie podejmie Rada Nadzorcza w pierwszej dekadzie listopada. Rozpoczęcie inwestycji uzależnione jednak będzie od pozyskania finansowania i odbiorcy węgla. Wartość inwestycji przekroczy 1,5 mld zł.

 – Moim zdaniem budowa tej kopalni jest jak najbardziej możliwa. Do tej pory wszystkie analizy, które przygotowujemy potwierdzają, że jest to nie tylko możliwe, ale też opłacalne, bo głównym kryterium decyzji jest tutaj opłacalność – podkreśla Jędrzejewski.

Do czasu poprawy sytuacji na polskim rynku Kopex planuje też bardziej angażować się na rynkach zagranicznych. W ubiegłym roku spółka miała przychody przekraczające 2 mld zł.

Szkoły idą na wojnę ze śmieciowym jedzeniem. Promują zdrową żywność

CEO Magazyn Polska

Polskie szkoły wypowiadają walkę otyłości wśród uczniów. Nadwaga młodych Polaków to coraz poważniejszy problem, dlatego szkoły próbują z nią walczyć. Pomóc ma program „Szkoła/Przedszkole Przyjazne Żywieniu i Aktywności Fizycznej”. W ramach akcji będzie promowane zdrowe żywienie nie tylko w domu, ale także w szkole.

Dane są niepokojące. Otyłych dzieci w Polsce przybywa z roku na rok. Lekarze biją na alarm i radzą jak najszybciej zacząć walkę z tym zjawiskiem.

– Nasz instytut przygotował program „Szkoła Przyjazna Żywieniu i Aktywności Fizycznej”. Będziemy namawiać i motywować szkoły do podjęcia skutecznych działań na rzecz poprawy żywienia i promowania aktywności fizycznej. Ideą, która nam przyświeca jest stworzenie społeczności, w której nauczyciele, rodzice i uczniowie podejmują wspólne działania, poprawiające sposób żywienia i zachęcające do aktywności fizycznej – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle dr Katarzyna Wolnicka z Instytutu Żywienia i Żywności.

Ważną rolę ogrywa szkoła, która jest głównym miejscem edukacji najmłodszych. I to tam dzieci muszą uczyć się nowych wzorców.

 – Szkoła może zachęcać dzieci do działania poprzez organizowanie wspólnych drugich śniadań, motywowanie do aktywności fizycznej na lekcjach W-F-u czy urządzania zajęć pozaszkolnych oraz zmianę asortymentu sklepików szkolnych. – wymienia Wolnicka.

Do programu przyłącza się coraz więcej szkół.

– Szkoła musi zapewnić rodzicom niezbędne informacje na temat zdrowego żywienia. Aby tego dokonać placówka musi posiadać jak największą wiedzę z tego zakresu. Żeby taka sytuacja miała miejsce, nie wystarczą uświadomieni nauczyciele. Konieczne jest nawiązanie współpracy z odpowiednimi instytucjami – uważa Danuta Kozakiewicz, dyrektor SP 103 w Warszawie.

Kozakiewicz dodaje, że trzeba zmienić podejście rodziców i opiekunów do zdrowia dzieci:

 – Od najmłodszych lat rodzic musi uczyć swoje pociechy, że aktywność fizyczna jest niezwykle ważna i potrzebna. Musi zmienić się sposób rozumowania opiekunów, którzy zabraniają dzieciom ruchu pod groźbą choroby. Wręcz powinno zachęcać się do aktywności dzieci, gdyż na tym polega radość z ruchu. Równie ważna wydaje się rola szkoły, która przejmuje od rodziców kształtowanie postaw najmłodszych. I tutaj potrzebny jest nauczyciel, potrafiący odpowiednio zaangażować dzieci. Nie może być to pedagog rzucający piłkę dzieciom i nie dbający o dalszy przebieg ćwiczeń – ocenia Kozakiewicz.

Projekt wspiera m.in. słynny kucharz Pascal Brodnicki.

Badanie kompetencji w poradniach psychologiczno-pedagogicznych nowym trendem wśród pracowników

CEO Magazyn Polska

Przy wyborze drogi zawodowej pomóc mogą poradnie psychologiczno-pedagogiczne. Przeprowadzają one tzw. badania kompetencji, które pozwalają określić ścieżkę swojej kariery. Konsultacje mogą okazać się przydatne dla każdego, niezależnie, na jakim etapie życia się znajduje i jaki wykonuje zawód.

To są formy wsparcia. Bardzo ważne jest, żeby tego typu konsultacje rozpocząć w miarę wcześnie  – tłumaczy psycholog społeczny Andrzej Tucholski.  – Zalecałbym kontakt z publicznymi poradniami psychologiczno-pedagogicznymi bądź prywatnymi, niezwykle precyzyjnie nastawionymi na określone kompetencje świat sztuki, aktorstwa czy kompetencji zawodów inżynieryjnych.

Korzystanie ze wsparcia poradni psychologiczno-pedagogicznej psycholog społeczny porównuje do pomocy, jakiej udziela trener fitness.

Furorę robią trenerzy fitness, dlaczego więc nie trenerzy mojego umysłu, moich kompetencji – zachęca Andrzej Tucholski w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Lifestyle.

Ekspert opisał też metodę pracy profesjonalnych firm, które pomagają klientom wybrać ścieżkę kariery.

W swoim czasie Amerykanie zaproponowali test, który bada kreatywność, także tę potencjalną. Konkretna osoba nie musiała w żaden sposób udowodniać, że ma na koncie jakieś wybitne dzieła, wybitne rozwiązania, natomiast badanie pomagało określić, czy posiada ona specjalną cechę osobowości, która gwarantuje, że przy sprzyjających warunkach może osiągnąć niezwykły poziom twórczości w rożnych dziedzinach  – mówi Andrzej Tucholski.

Według niego, odpowiednio przygotowane badanie może określić, w jakiej dziedzinie dana osoba jest najbardziej uzdolniona i do którego zawodu najlepiej się nadaje:

Raiffeisen Centrobank zaleca „Trzymaj” dla akcji ENEI

0

Analitycy Raiffeisen Centrobank w raporcie z 15 października zalecają „Trzymaj” dla papierów poznańskiej Spółki. Cena docelowa jednej akcji ustalona została na poziomie 15,30 zł.

KGHM na tegorocznym London Metal Exchange Week

0

Każdego roku w październiku, przedstawiciele branży metalowej spotykają się m.in. z kontrahentami i przedstawicielami światowych banków w Londynie. LME Week to ważne wydarzenie, podczas którego organizowanych jest wiele spotkań, debat i dyskusji. Dotyczą one wyzwań globalnej gospodarki, rynkowych trendów, a także problemów i celów jakie stoją przed sektorem metalowym.

Kolejne wejścia kapitałowe INDATA Software SA

INDATA Software S.A., spółka notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, na rynku NewConnect objęła pakiety udziałów w trzech spółkach – w warszawskiej InfoLAN Sp. z o.o. oraz w dwóch wrocławskich – Look4App sp. z o.o. oraz Cohesiva sp. z o.o..

Inwestycja w wymienione spółki wynika ze strategii Spółki, która zakłada rozwój organiczny, jak i poprzez akwizycje prowadzące do zbudowania dużej Grupy Kapitałowej działającej w Polsce i za granicą. Inwestycja INDATA Software w InfoLAN, Look4App oraz Cohesiva skutkuje znacząco powiększonym portfolio – zarówno pod kątem ilości, ale również wartości zrealizowanych projektów, a także poszerzonym o 80 osób wyspecjalizowanym zespole pracowników. Są to atuty, którymi spółka może się pochwalić w kolejnych realizowanych przetargach i projektach.

InfoLAN to jeden z czołowych integratorów systemów informatycznych, specjalizujący się w zaawansowanych rozwiązaniach infrastruktury IT. Spółka posiada własne data center, które realizuje usługi chmury prywatnej, chmury hybrydowej oraz usługi SaaS oraz IaaS. InfoLAN od wielu lat wykorzystuje serwery i pamięci masowe IBM w projektach realizowanych na potrzeby klientów, dlatego też w oparciu o najnowsze technologie IBM System X, storage IBM Storwize oraz najwyższej jakości produkty sieciowe IBM zdecydowała się zbudować własne Centrum Danych. Spółka posiada status Microsoft Silver Certified Partner oraz IBM Advanced Bussines Partner, co stawia ją w szeregu obok największych firm w branży. Klientami spółki są głównie Klienci sektora korporacyjnego oraz małych i średnich firm na terenie całej Polski. InfoLAN w roku 2012 zanotowała przychody w okolicy kilkunastu milionów złotych.

Look4App to zespół ekspertów projektujących i wdrażających innowacyjne aplikacje, programujący w JAVA, JAVA ENTERPRISE, PHP, .NET, C++, DELPHI, C#. Posiadają doświadczenie w wytwarzaniu oprogramowania dla wiodących firm z branży finansowej (Kruk SA, Ultimo SA, E-Kancelaria SA, WDB SA, Coface SA, KUKE SA, Euro-tax SA), e-commerce (Travelplanet SA, Clear Channel Poland) oraz rozrywkowej (Red Bull Polska, Tuwroclaw.com). Większość serwisów wytworzonych zostało w ramach umów na realizację backoffice. W portfelu Spółki znajdują się zamówienia na kwotę przekraczającą 750 tyś zł. Istotną część przychodów stanowią stałe umowy serwisowe.

Do specjalności spółki Cohesiva należą: tworzenie systemów informatycznych klasy enterprise i aplikacji internetowych w oparciu o najnowsze technologie i `state of art` w dziedzinie inżynierii informatycznej, zarządzanie zespołami informatycznymi. Firma pracuje dla firm z Polski z branży public, ubezpieczeniowej i telekomunikacyjnej, jak i przedsiębiorstw z Europy Zachodniej działających w rozrywce on-line. W roku obrotowym 2012 spółka osiągnęła przychody netto w wysokości prawie 4 mln złotych, a rok 2013 planuje zamknąć przychodami w okolicach 5 milionów złotych i zyskiem netto.

Strategia INDATA Software SA zakłada znalezienie się w gronie 25 największych firm IT pod względem wartości zysku netto wg rankingu Computerworld Top 200. Zakupy udziałów przez Spółkę są kolejnym krokiem w realizacji założonej strategii. Rozwój INDATA Software będzie następował organicznie, jak również poprzez przejęcia innych firm świadczących komplementarne usługi.

Grzegorz Czapla, Prezes Zarządu INDATA Software SA
Grzegorz Czapla, Prezes Zarządu INDATA Software SA

Realizacja strategii Spółki zakłada zwiększenie udziału w rynku, a tym samym pozyskiwanie nowych kontraktów – jej realizacja nie jest możliwa bez najlepszych ekspertów z rynku, których zapraszamy do Grupy INDATA Software, również poprzez przejęcia znaczących dla branży spółkach. W przyszłości nie wykluczam kolejnych zakupów – powiedział Grzegorz Czapla, Prezes Zarządu INDATA Software SA. Tym bardziej, że spółki, w które INDATA Software zainwestowała, to eksperci w swoich specjalnościach działający dla kluczowych przedsiębiorstw na całym świecie. Daje to możliwość realizacji międzynarodowych kontraktów, bez konieczności budowania własnego działu zagranicznego – dodaje Czapla.

Spółka giełdowa – milowy krok w rozwoju firmy. Co powinieneś wiedzieć o prospekcie emisyjnym?

W procesie wprowadzania akcji spółki na giełdę kluczową rolę odgrywa Komisja Nadzoru Finansowego, której przedłożyć należy prospekt emisyjny. Najważniejsze informacje dotyczące jego sporządzenia przedstawia ekspert, Maciej Kowalski, radca prawny i partner zarządzający w Kancelarii Radców Prawnych Kowalski, Popławski i Wspólnicy.

Kilka słów o KNF

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) sprawuje nadzór nad sektorem bankowym, rynkiem kapitałowym, ubezpieczeniowym i emerytalnym. Kontroluje także instytucje płatnicze i biura usług płatniczych, instytucje pieniądza elektronicznego oraz sektor kas spółdzielczych.

Celem nadzoru nad rynkiem finansowym jest zapewnienie jego prawidłowego funkcjonowania, stabilności, bezpieczeństwa oraz przejrzystości, budowanie zaufania do rynku finansowego a także zapewnienie ochrony interesów uczestników tego rynku.

Jednym z podstawowych aktów prawnych, w oparciu o który KNF wykonuje swoją działalność, jest ustawa z dnia 29 lica 2005r. o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych (Dz.2005 nr 184 poz 1539) zwana dalej ustawą o ofercie publicznej. Stanowi ona podstawowy akt prawny regulujący zagadnienia związane z dopuszczeniem instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu.

Prospekt emisyjny pod lupą KNF

Zgodnie z ustawą o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych, emitent, którego celem jest przeprowadzenie oferty publicznej i ubieganie się o dopuszczenie jego papierów wartościowych do obrotu na rynku regulowanym, powinien sporządzić prospekt emisyjny i przedstawić go KNF celem zatwierdzenia. Dopiero po jego uzyskaniu prospekt podaje się do publicznej wiadomości.

Rzetelność to podstawa

Prospekt emisyjny stanowi w istocie prezentację spółki ubiegającej się o dopuszczenie jej papierów wartościowych do obrotu publicznego na rynku regulowanym. Dlatego też, chcąc dopełnić wszelkich formalności i zamieścić w dokumencie wyłącznie sprawdzone i rzetelne informacje, emitent powinien liczyć się z tym, że przygotowanie prospektu zajmuje wiele czasu. Informacje w nim zawarte podlegają badaniom ze strony KNF, który następnie dokonuje zatwierdzenia prospektu.

WAŻNE! Prospekt jest jedynym prawnie wiążącym dokumentem, na podstawie którego można przeprowadzić ofertę publiczną. Musi zawierać prawdziwe, rzetelne i kompletne informacje o spółce/emitencie, o osobach nim zarządzających, jego sytuacji finansowej i prawnej oraz o objętych prospektem papierach wartościowych i zasadach ich wprowadzenia do publicznego obrotu.

Informacje zawarte w prospekcie powinny być przedstawione w sposób umożliwiający inwestorom ocenę wpływu tych informacji na sytuację gospodarczą, majątkową i finansową emitenta.

Zakres informacji, jakie musi zawierać prospekt wynikają z regulacji prawnych zawartych w:
– Rozporządzeniu Komisji (WE) nr 809/2004 z dnia 29 kwietnia 2004 r. wykonującym Dyrektywę 2003/71/WE Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie informacji zawartych w prospektach emisyjnych oraz formy, włączenia przez odniesienie i publikacji takich prospektów emisyjnych oraz rozpowszechniania reklam (dalej „Rozporządzenie WE”),
– Rekomendacjach Komitetu Europejskiego Regulatorów Rynku Papierów Wartościowych (CESR) w sprawie spójnej implementacji Rozporządzenia Komisji Europejskiej nr 809/2004 o prospekcie,
– Ustawach i rozporządzeniach regulujących rynek finansowy w Polsce.

KNF po przekazaniu emitentowi ewentualnych uwag do prospektu oraz ich uwzględnieniu przez spółkę w ostatecznej wersji prospektu emisyjnego podejmuje decyzję w kwestii jego zatwierdzenia.

Kiedy prospekt do poprawki?

Podstawą odmowy zatwierdzenia prospektu spółki ubiegającej się o dopuszczenie jej papierów wartościowych do obrotu publicznego na rynku regulowanym będzie zaistnienie jednej z okoliczności wskazanych w art. 22 ustawy o ofercie publicznej. Przyczyny te można więc podzielić na formalne, takie jak brak elementów, które zgodnie z powołanymi wyżej przepisami winien posiadać prospekt oraz materialne rozumiane jako przyczyny związane z zamieszczonymi w dokumencie informacjami, które mogą być nieautentyczne (przedstawiać nieprawdziwą sytuację majątkową, finansową lub gospodarczą emitenta) albo być danymi nierzetelnymi (zafałszowującym sytuację emitenta) a w konsekwencji wprowadzać w błąd potencjalnych nabywców papierów wartościowych.

Jako przykład przesłanek materialnych wskazać można przedstawienie nieprawdziwych informacji o umowie emitenta z kontrahentem, której realizacja ma mieć istotne znaczenie dla działalności spółki.

Konsekwencją naruszenia przez emitenta zapisów art. 22 ustawy o ofercie publicznej jest odmowa zatwierdzenia prospektu, a tym samym niedopuszczenie papierów wartościowych spółki do obrotu na rynku regulowanym.

Komentarz dzienny, 15 października 2013

We wrześniu podaż pieniądza M3 zaskoczyła in minus, spadając o 0,3% m/m (+6,1% r/r) wobec konsensusu na poziomie 0,1% (+6,5% r/r) i naszej prognozy wynoszącej 0,7% (+7,3% r/r). Na wstępie należy podkreślić, że z naszej perspektywy większa część zaskoczenia wynika z nieoczekiwanego zachowania kategorii Pozostałe składniki M3, których wartość spadła o przeszło 6,5 mld zł, podczas gdy wieloletnie wzorce sezonowe sugerowały raczej stabilizację (co, w powiązaniu z niską bazą z poprzedniego roku, skutkowałoby istotnie wyższą dynamiką r/r całego agregatu). Trudno jednak dopatrywać się tutaj czegokolwiek więcej niż przejawu dużej, typowej dla tego składnika zmienności.

Dziś premier wylatuje do RPA i Zambii. Będzie walczył o kontrakty

0

Przemysł spożywczy, wydobywczy i rolnictwo to dziedziny, które Ministerstwo Gospodarki uznaje za najbardziej rozwojowe w relacjach polsko-afrykańskich. Dla polskich przedsiębiorców wciąż ważny jest także dostęp do bogatych złóż surowców naturalnych. Przewagą krajowych firm może być to, że Polska cieszy się dużą wiarygodnością w krajach afrykańskich. W ciągu najbliższych dni do wspólnych przedsięwzięć będzie przekonywać premier Donald Tusk, który rozpoczyna wizytę w RPA i Zambii.

Jak podkreśla resort gospodarki, Afryka Subsaharyjska to dla Polski strategiczny obszar dla rozwoju kontaktów handlowych i inwestycyjnych. W nadchodzących dekadach gospodarki z tego regionu mają rozwijać się najszybciej spośród krajów afrykańskich, co daje szansę na większą wymianę handlową z nimi.

Ministerstwo Gospodarki ocenia, że do najbardziej perspektywicznych obszarów polskiej ekspansji w Afryce należą górnictwo, rolnictwo i przemysł wydobywczy.

 – Maszyny wydobywcze, wszystko, co związane z górnictwem, technologią górnictwa  to już są niesamowite możliwości w Afryce. Poza tym maszyny rolnicze  tutaj też widzimy wielki potencjał rozwojowy, również z punktu widzenia interesu Polski – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ilona Antoniszyn–Klik, wiceminister gospodarki.

Zdaniem wiceminister, dla Polski niezwykle istotne są inwestycje z wykorzystaniem afrykańskich zasobów. Choć zaznacza, że byłyby one korzystne dla obu stron.

 – Powinniśmy pracować nad zabezpieczeniem zasobów dla Polski i tutaj nie chodzi tylko i wyłącznie o czysty eksport, tylko o inwestowanie na miejscu, inwestowanie w zasoby, które długofalowo pozwolą produkować taniej produkty, które do tej pory produkujemy z zasobów importowanych – mówi Antoniszyn-Klik. – Powinniśmy korzystać z zasobów np. gazu ziemnego, który jest w dużych ilościach w różnych częściach tego kontynentu z różnego rodzaju kopalin. Potem produkty wytwarzane byłyby produktami inwestycyjnymi miejscowych państw, co jest dla nich pozytywne, bo jest to rozwój, a z kolei u nas mogłoby to generować dodatkowe zyski, ponieważ ceny byłyby z odpowiednio większą marżą – wyjaśnia.

Spośród państw afrykańskich to właśnie RPA jest najważniejszym partnerem ekonomicznym Polski – poziom wymiany handlowej pomiędzy państwami sięga 800 mln dolarów rocznie. Wygląda również na to, że w najbliższym czasie kwota ta może być jeszcze większa.

 – Chcielibyśmy sprzedawać znacząco więcej żywności, maszyn i zwiększać poziom współpracy przy zabezpieczaniu surowców – dodaje wiceminister.

Z danych CIR wynika natomiast, że RPA chciałoby współpracować z Polską w dziedzinie gospodarki morskiej. Przede wszystkim w zakresie budowy statków i jachtów, rozbudowy infrastruktury portowej, a także szkolenia specjalistów w tej dziedzinie. Do najważniejszych dotychczasowych południowoafrykańskich inwestycji w Polsce należy m.in. inwestycja koncernu SAB Miller w przemysł browarniczy (Browary Tyskie i Browary Lech) oraz firmy Fra–Mondi w zakłady celulozowo–papiernicze i drzewne (m.in. Zakłady Celulozy i Papieru w Świeciu Celuloza SA).

Do najszybciej rozwijających się gospodarek globalnych należy również Zambia. Eksport polskich firm do Zambii wyniósł 6 mln USD w 2012 roku i był 2-krotnie większy niż w 2011 roku i 7–krotnie większy w porównaniu wynikiem z 2008 roku. Strona zambijska we współpracy z Polską jest zainteresowana m.in. rozwojem współpracy wojskowej i edukacyjnej.

Polska delegacja wylatuje do Afryki dziś wieczorem, z zamiarem powrotu we wtorek w przyszłym tygodniu. Podczas tygodniowej premier Donald Tusk weźmie udział w spotkaniach politycznych i forach biznesowych – Forum Biznesu w Johannesburgu i Forum Gospodarczym w Lusace”. Spotka się m.in. z prezydentami RPA i Zambii.

Do RPA pojadą z nim przedstawiciele kilku resortów, w tym m.in. minister nauki Barbara Kudrycka, minister transportu Sławomir Nowak, minister rolnictwa Stanisław Kalemba i minister środowiska Marcin Korolec. Do Zambii premier uda się natomiast ze Sławomirem Nowakiem i ministrem zdrowia Bartoszem Arłukowiczem. Celem siedmiodniowej wizyty premiera w Afryce jest m.in. zawarcie międzypaństwowej umowy o współpracy gospodarczej z RPA, która zakłada m.in. powołanie Wspólnej Komisji Gospodarczej. Polska podpisze też umowę o współpracy pomiędzy Polską Agencją Informacji i Inwestycji Zagranicznych i jej południowoafrykańskim odpowiednikiem – agencją TISA. To już druga w tym roku wizyta premiera w Afryce, w kwietniu odwiedził bowiem Nigerię.

Polska będzie zachęcać studentów i naukowców z RPA do współpracy

0

CEO Magazyn Polska

Dziś rozpoczyna się siedmiodniowa wizyta premiera Donalda Tuska w Afryce. Premier odwiedzi najpierw Republikę Południowej Afryki, a następnie Zambię. Jednym z towarzyszących mu w RPA ministrów będzie prof. Barbara Kudrycka, która podczas spotkań z rektorami i ministrami będzie zachęcać do wymiany studentów i wspólnych starań o unijne fundusze na projekty naukowe.

Minister spotka się z przedstawicielami uczelni wyższych i swoimi odpowiednikami w RPA. Głównym tematem rozmów ma być zintensyfikowanie dziś prawie nieistniejącej wymiany studenckiej. Chce zachęcić południowoafrykańskich studentów do nauki Polsce.

 W RPA badania są prowadzone na wysokim poziomie, a uczelnie wyższe są naprawdę niezłe – mówi prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego.

Drugim dominującym tematem mają być pola badawcze możliwe do wspólnej realizacji. Prof. Kudrycka liczy na to, że razem z naukowcami z RPA polscy badacze będą mogli starać się o dofinansowanie z UE.

 – Pamiętajmy, że w nowej perspektywie finansowej przewiduje się środki finansowe dla dużych zespołów badawczych, w których mogą uczestniczyć również partnerzy, jednostki, naukowcy z krajów trzecich, spoza UE. Mam nadzieję, że razem z rektorami polskich uczelni zainteresujemy razem zarówno ministrów RPA, jak i przedstawicieli środowiska akademickiego, naukowego uczestnictwem w zespołach badawczych w Polsce, zabieganiem o wspólne środki europejskie – przekonuje minister nauki i szkolnictwa wyższego w rozmowie z agencją Newseria Biznes.

Podczas wizyty premierowi, oprócz minister nauki, towarzyszyć będą również ministrowie: transportu Sławomir Nowak, zdrowia Bartosz Arłukowicz, środowiska Marcin Korolec oraz rolnictwa Stanisław Kalemba.

Prof. E. Chojna-Duch (RPP): W najbliższych miesiącach inflacja będzie poniżej 1,5 proc., a w 2014 roku nieco przyspieszy

Do końca roku inflacja będzie się utrzymywała poniżej dolnego limitu celu inflacyjnego – ocenia prof. Elżbieta Chojna-Duch, członek Rady Polityki Pieniężnej. W przyszłym roku ceny będą rosły nieco szybciej, ale cel inflacyjny nie jest zagrożony. To będzie jeden z warunków do ewentualnego dalszego łagodzenia polityki pieniężnej.

Główny Urząd Statystyczny ogłosi dziś najnowsze dane, dotyczące wskaźników cen towarów i usług konsumpcyjnych we wrześniu. W sierpniu ceny rosły w tempie 1,1 proc.

 – W najbliższych miesiącach inflacja będzie się kształtowała poniżej dolnego progu celu inflacyjnego, wynoszącego 1,5 proc., aby następnie w 2014 roku nieco przyspieszyć – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes profesor Elżbieta Chojna-Duch. – Prawdopodobnie w maju i w czerwcu będzie ona przejściowo wyższa z uwagi na efekty statystyczne, efekty bazowe roku 2013, ale pozostanie ona poniżej celu inflacyjnego. A więc nie ma żadnych zagrożeń ze strony inflacji dla polityki pieniężnej.

Inflacja jest jednym z kluczowych czynników, wpływających na decyzje Rady w sprawie stóp procentowych. Po serii obniżek obecnie znajdują się one na rekordowo niskim poziomie. Stopa referencyjna wynosi dziś 2,5 proc.

 – Trwałość i stabilność stóp procentowych jest bardzo istotną wartością w polityce pieniężnej, bo przedsiębiorcy nie lubią różnego rodzaju gwałtownych zmian jeśli chodzi o politykę pieniężną – mówi Chojna-Duch. – Jeżeli dałoby się tę stabilność utrzymać, byłby to dobry przekaz, natomiast oczywiście będziemy musieli zastanowić się nad możliwością łagodnego nastawienia w polityce pieniężnej.

Podkreśla, że na decyzję Rady Polityki Pieniężnej w tej sprawie wpływ będzie mieć kilka czynników. M.in. zapowiadana w 2014 roku konsolidacja polityki fiskalnej. Istotne będzie również to, czy inflacja będzie się utrzymywać na niskim poziomie, oraz czy ożywienie w gospodarce będzie takie jak zapowiadane.

 – Zobaczymy, jak będzie wyglądała gospodarka realna, PKB, wzrost i jego dynamika w przyszłym roku i od tych czynników uzależnimy naszą decyzję – mówi Elżbieta Chojna-Duch.

Dodaje, że kolejnym istotnym elementem, który RPP musi wziąć pod uwagę, są decyzje podejmowane przez inne banki centralne, w szczególności przez Europejski Bank Centralny. Ten nadal prowadzi łagodną politykę pieniężną.

 – Nie możemy doprowadzić do rozwarstwienia naszych wskaźników, czyli dysparytetu stóp procentowych naszego banku, EBC, jak i innych banków centralnych – tłumaczy członkini RPP. – W tej chwili nie zastanawiałabym się nad podwyżkami stóp procentowych, mówiła o ciągle łagodnej polityce pieniężnej, bo ta jest potrzebna przedsiębiorcom i gospodarce.

75 proc. faktur jest płaconych z opóźnieniem. Zatory płatnicze hamują inwestycje firm

CEO Magazyn Polska

Tylko co czwarta faktura jest płacona w terminie. Zatory płatnicze, mimo że ich skala maleje, wciąż powodują kłopoty polskich firm. Aby uniknąć ryzykownych transakcji i uchronić się przed nieuczciwymi kontrahentami, coraz więcej firm sprawdza swoich partnerów biznesowych przed podjęciem współpracy w bazach informacji gospodarczej.

 – Brak zapłaty na czas stanowi duże utrudnienie w prowadzeniu biznesu. Jedna trzecia przedsiębiorców z powodu zatorów płatniczych nie inwestuje. Mniej więcej taki sam
odsetek nie płaci swoim partnerom w terminie, bo sami nie otrzymali na czas zapłaty od swoich kontrahentów –
 wylicza Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów.

Zatory płatnicze powodują także, że przedsiębiorcy ograniczają zatrudnienie (deklaruje to ok. 7 proc. z nich) lub wstrzymują wprowadzenie nowego, innowacyjnego produktu na
rynek. Koszt obsługi nieterminowych płatności wynosi średnio 7,2 proc.
wszystkich, jakie ponosi firma. To jak zaznacza prezes KRD  mniej więcej taki odsetek, jaki w krajach wysoko rozwiniętych jest przeznaczany z przychodu na rozwój
i wdrażanie nowych pomysłów.

Problemy z niespłacaniem należności zaczęły narastać w 2007 roku w następstwie kryzysów, jaki wybuchł w Stanach Zjednoczonych i rozlał się na Europę i cały świat. To sprawiło, że przedsiębiorcy zaczęli baczniej przyglądać się swoim kontrahentom i ostrożnie zawierać nowe umowy.

 – Po 2007 roku informacje z KRD stały się bardzo cenne i zaczęły być wykorzystywane
przy ocenie ryzyka, przy zawieraniu kontraktów biznesowych. Nagle liczba pobieranych raportów zwiększyła się kilkudziesięciokrotnie. Z narzędzia windykacyjnego staliśmy się firmą, która dostarcza cennych informacji i chroni obrót gospodarczy –
 mówi Adam Łącki podczas uroczystej gali z okazji 10-lecia Krajowego Rejestru Długów.

Na przestrzeni ostatnich lat KRD zaczął być postrzegany głównie jako narzędzie rozładowujące zatory płatnicze.

 – Kto ma informację, ten ma pieniądze, bo firma, która w odpowiedni sposób uprzedzi działania wiążące się z ryzykiem biznesowym, zarobi je, lub – nie podejmując
ryzyka, ich nie straci –
 zaznacza Adam Łącki. – KRD buduje też zaufanie wśród
polskich przedsiębiorców tworząc program Rzetelna Firma, który promuje uczciwość
i etyczne zachowania w biznesie. Mamy już 50 tys. przedsiębiorstw, które mogą się pochwalić, że prowadzą swój biznes w sposób rzetelny.

Przekonuje, że program pomaga w budowaniu zaufania społecznego, bez którego nie uda się stworzyć innowacyjnej gospodarki.

 – Dopóki przedsiębiorcy nie zaczną współpracować znacznie szerzej, zamiast tylko
konkurować, dopóty nie stworzymy gospodarki, która mogłaby być konkurencyjna dla tych rozwiniętych –
 mówi prezes KRD agencji informacyjnej Newseria Biznes.

By nagrodzić wiarygodne firmy KRD przyznał także po raz piąty Skrzydła Krajowego Rejestru Długów. W tym roku nagroda trafiła m.in. do Vivus Finance, firmy udzielającej
krótkoterminowych pożyczek online, która  jak podkreśla jej prezes  swoją działalność opiera na informacjach z KRD.

– Udzieliliśmy już ponad 400 tys. pożyczek i wszyscy klienci zostali sprawdzeni we wszelkich dostępnych bazach informacji gospodarczych, m.in. w KRD. Dzięki tej technologii
możemy sprawdzić klienta w kilkadziesiąt sekund i udzielić pożyczki w 15 minut
 
mówi Loukas Notopoulos, prezes zarządu Vivus Finance.

Podkreśla, że w bankowym sektorze consumer finance należności przeterminowane, powyżej 90 dni, wynoszą 17-19 proc. W sektorze firm pożyczkowych średnia to 11-12 proc.

 – My możemy pochwalić się współczynnikiem na poziomie 10,5 proc., ponieważ sprawdzamy klientów w każdych możliwych bazach. Poza tym pożyczamy małe kwoty
i staramy się pomagać klientom, który wpadają w tarapaty finansowe, by mogli łatwiej spłacać te pożyczki –
 zapewnia Loukas Notopoulos.

Skrzydła KRD zostały przyznane również m.in. Bankowi Handlowemu, Bankowi BZ WBK, Cyfrowemu Polsatowi i Idei Bank.

W Biedronce niska cena wciąż jest najważniejsza dla konsumenta. Ale nie kosztem jakości

0

Choć cena pozostaje dla polskich konsumentów bardzo istotnym kryterium, to nie tylko ona decyduje o wyborze produktu. Dlatego Jeronimo Martins Polska, właściciel sieci Biedronka skupia się nie tylko na obniżaniu kosztów dla klientów, ale także na inwestowaniu w jakość. 

 Według naszych informacji cena jest wciąż niezwykle ważna dla polskiego konsumenta i to jest bez wątpienia jeden z głównych czynników podejmowania decyzji, natomiast od dawna już mówiliśmy o tym, że sama niska cena to nie wszystko. Musi za nią iść odpowiednia jakość – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Alfred Kubczak dyrektor ds. relacji zewnętrznych w firmie Jeronimo Martins Polska, która jest właścicielem sklepów Biedronka.

Dlatego, jak podkreśla, sieć szuka coraz to nowych dostawców w Polsce. Na stałe współpracuje z ok. 500 producentami.

 – W tę jakość od lat inwestujemy. Klienci odwdzięczają nam się lojalnością. To jest 76 proc. dorosłych Polaków kupujących w naszych sklepach – dodaje dyrektor w Jeronimo Martins Polska, do której należy sieć sklepów Biedronka.

Taki wynik pozwala Biedronce realizować strategię rozwoju, która zakłada, że na koniec 2015 roku sieć będzie liczyć 3 tysiące sklepów. Kubczak podkreśla, że nowe sklepy oznaczają przede wszystkim wzrost zatrudnienia. Obecnie Biedronka jest największym prywatnym pracodawcą w Polsce – zatrudnia ok. 45 tysięcy osób.

Jeronimo Martins oprócz sieci sklepów spożywczych realizuje także inne projekty.

 – Spośród nich najbardziej widoczne są drogerie Hebe – zauważa Kubczak. – Projekt ten został zintegrowany z wcześniejszym projektem aptek. Mówimy już o kilkudziesięciu placówkach funkcjonujących w Polsce – dodaje.

Nie podaje jednak konkretnych liczb dotyczących wydatków inwestycyjnych na kolejne miesiące.

 – Nie ma takich deklaracji z naszej strony, bo rozwijamy się w sposób organiczny – wyjaśnia Alfred Kubczak. – Nie ograniczamy się ani do dużych, ani do małych miejscowości. Szukamy klientów tam, gdzie wykazują oni zainteresowanie naszą obecnością. Dotyczy to zarówno sieci Biedronka, jak i drogerii Hebe.

Budimex: Na pewno w nowej perspektywie unijnej nie będziemy stosować dumpingowych cen

0

Budimex zapewnia, że będzie walczyć o największe przetargi infrastrukturalne w nowej perspektywie finansowej UE, o ile ich warunki będą przez firmę do przyjęcia. – Budimex może nie jest dziś największym beneficjentem środków z GDDKiA, ale broni się rentownością i dobrą płynnością finansową – twierdzi Marek Michałowski, przewodniczący rady nadzorczej firmy. Chce jednocześnie rozwijać pozostałe segmenty działalności, czyli m.in. budownictwo mieszkaniowe i usług związane z gospodarką odpadami.

 – To jest dla nas dobry rok. Udało nam się uniknąć wyścigu szczurów, który był jeszcze rok-dwa lata temu. W efekcie Budimex dobrze wypadł na tle rynku, utrzymuje przychody cały czas na bardzo wysokim poziomie – zapewnia Marek Michałowski, przewodniczący rady nadzorczej spółki. – W nową perspektywę Budimex wchodzi silny i gotowy do nowych wyzwań.

Deklaruje, że spółka będzie obecna w największych przetargach na inwestycje infrastrukturalne, pod warunkiem jednak, że będą one ogłaszane na odpowiednich warunkach.

 – Na pewno nie będziemy stosować dumpingowych cen – przekonuje Michałowski w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Nie tylko infrastruktura

Równie istotne dla rozwoju Budimeksu jest budownictwo mieszkaniowe. W trzecim kwartale br. należąca do grupy kapitałowej spółka Budimex Nieruchomości przedsprzedała 214 mieszkań. To o 102 sztuki więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Niższa była sprzedaż notarialna, która wyniosła 45 mieszkań, w porównaniu do 130 z analogicznego okresu ubiegłego roku. Jednak w IV kwartale spółka ma zakończyć projekty Gocławska w Warszawie i Avia w Krakowie, co może poprawić wskaźniki sprzedaży notarialnej.

Do grupy należą także m.in. Budimex Danwood zajmująca się projektowaniem, konstrukcją i montażem domów jednorodzinnych, czy Mostostal Kraków SA – odpowiedzialna za montaż konstrukcji stalowych i urządzeń głównie na potrzeby przemysłu.

 – Budimex opiera swoją działalność na paru nogach, ważne jest zarówno budownictwo jak i infrastruktura. Mam nadzieję, że taki zrównoważony wzrost Budimexu będzie trwał – mówi Michałowski.

Przyznaje, że grupa coraz częściej myśli o pozabudowlanych sektorach. Chce przede wszystkim rozwijać działalność związaną gospodarką odpadami, czyli usługi zbierania, składowania, spalania i utylizowania śmieci.

 – Została powołana spółka, w której Budimex ma prawie 50 proc., która ma się zajmować całą gospodarką śmieciową. To może być ciekawa nowa gałąź, szczególnie że w Polsce bardzo dużo w tym segmencie się dzieje. Drugim akcjonariuszem jest firma hiszpańska [Ferrovial – red.], która ma spore doświadczenie, więc mam nadzieję, że Budimex w niedługim czasie pokaże, że także może być jednym z liderów tego rynku – podkreśla Michałowski.

Dodaje, że szanse na zdobycie rynku przez FB Serwis są, bo w Polsce ten sektor wciąż się kształtuje.

 – Do tej pory zajmowały się tym małe firmy, jednak odkąd ta sprawa zaczęła leżeć w gestii samorządów rynek musi zostać zreorganizowany – mówi Michałowski.