Historyczny rekord: 50 miliardów pobrań z serwisu Apple App Store

Firma Apple ogłosiła dziś, że z jej rewolucyjnego serwisu App Store klienci pobrali już ponad 50 miliardów aplikacji*. W każdej sekundzie klienci pobierają z App Store ponad 800 aplikacji, co daje ponad dwa miliardy aplikacji miesięcznie. 50-miliardową aplikacją okazała się Say the Same Thing firmy Space Inch, LLC. Pobrał ją Brandon Ashmore z Mentor w Ohio (USA), który w związku ze swoim udziałem w tym doniosłym wydarzeniu otrzymał kartę upominkową App Store o wartości 10 000 USD.

„Apple pragnie podziękować naszym wspaniałym klientom i twórcom oprogramowania, dzięki którym możliwe było osiągnięcie rekordowej liczby 50 miliardów pobrań” — powiedział Eddy Cue, wiceprezes Apple ds. oprogramowania i usług internetowych. „Serwis App Store całkowicie zmienił sposób korzystania z urządzeń mobilnych i stał się centrum niezwykle aktywnego ekosystemu aplikacji, w którym twórcy oprogramowania sprzedali już aplikacje za ponad dziewięć miliardów dolarów. Czasem nam samym trudno jest uwierzyć, że liczby te osiągnęliśmy w ciągu niecałych pięciu lat”.

App Store został uruchomiony w lipcu 2008 roku i zawierał wówczas 500 aplikacji. Od tamtego czasu niezwykle aktywna społeczność twórców oprogramowania tworzy dla iPhone’a, iPada i iPod touch aplikacje przeznaczone do niemal wszystkich zastosowań, jakie tylko można sobie wyobrazić.

„Olbrzymi sukces, jaki odnieśliśmy w App Store już w 2008 roku, był dla nas wielkim i pozytywnym zaskoczeniem” — powiedział Rich Riley, dyrektor generalny firmy Shazam. „A po prawie pięciu latach nadal jesteśmy pod wrażeniem powodzenia, jakim Shazam cieszy się wśród użytkowników iPhone’ów i iPadów. Dzięki App Store możemy w prosty sposób udostępniać użytkownikom uaktualnienia pełne nowych, wspaniałych funkcji, oraz ułatwić nowym użytkownikom odkrywanie i pobieranie Shazam”.

„Nasza firma powstała w roku 2008 jako przedsięwzięcie trójki przyjaciół zainteresowanych tworzeniem aplikacji edukacyjnych dla własnych dzieci” — powiedziała Caroline Hu Flexer, współzałożycielka Duck Duck Moose. „App Store okazał się dla naszej aplikacji «Wheels on the Bus» przepustką do wielkiego świata. Od tamtego czasu stworzyliśmy szesnaście kolejnych aplikacji i możemy pochwalić się wielomilionową społecznością fanów — rodziców, dzieci i nauczycieli. Stale się rozwijamy i mamy już 20 pełnoetatowych pracowników. Czegóż więcej moglibyśmy sobie życzyć?”

„App Store odegrał kluczową rolę w popularyzacji naszego sklepu wśród użytkowników iOS i trwale zmienił naszą firmę” — powiedziała Elizabeth Francis, dyrektorka ds. marketingu w firmie Gilt.com. „Nasze aplikacje umożliwiają użytkownikom dostęp do ich ulubionych codziennych wyprzedaży w serwisie Gilt. Z naszych doświadczeń wynika, że klienci App Store są lojalnymi klientami i mieli swój udział w budowaniu rozpoznawalności marki Gilt na całym świecie”.

Oferta rewolucyjnego serwisu App Store obejmuje ponad 850 000 aplikacji dla użytkowników iPhone’a, iPada i iPoda touch ze 155 krajów świata. Z tego ponad 350 000 to aplikacje stworzone specjalnie dla iPada. Klienci App Store mogą wybierać spośród niezwykle szerokiej gamy aplikacji należących do 23 kategorii, takich jak gazety i magazyny w Kiosku, gry, aplikacje dla biznesu, aplikacje dostarczające wiadomości, aplikacje sportowe, dla osób prowadzących zdrowy i aktywny tryb życia oraz przydatne w podróży.

*50 miliardów unikalnych pobrań, bez pobrań ponownych i uaktualnień.

Apple tworzy komputery Mac, najlepsze komputery osobiste na świecie, system operacyjny OS X, pakiety iLife, iWork oraz oprogramowanie do zastosowań profesjonalnych. Apple jest pionierem w rewolucji multimediów cyfrowych za sprawą iPodów oraz sklepu internetowego iTunes Store. Firma zrewolucjonizowała rynek telefonów komórkowych, wprowadzając rewolucyjny telefon iPhone oraz uruchamiając App Store. Zaprezentowany przez firmę iPad definiuje przyszłość mediów mobilnych i elektroniki użytkowej.

Komentarz dzienny, 16 maja 2013

W kwietniu roczny wskaźnik inflacji obniżył się z 1,0% do 0,8%. Oczekiwano spadku inflacji do 0,7% r/r. Na spadek wskaźnika inflacji złożyły się niższe ceny paliw (spadek o 1% m/m), umiarkowana dynamika cen żywności (wzrost 0,4% m/m) i stabilizacja cen w znakomitej większości tzw. kategorii bazowych. Zanotowane wzrosty cen w kategorii odzież i obuwie (3,3% m/m) mieszczą się we wzorcu sezonowym dla tej kategorii. Zaskoczeniem był natomiast silny, 2% m/m wzrost cen w kategorii rekreacja i kultura (wzrosły ceny czasopism i wczasów, nie cofnięto zaś wcześniejszych wzrostów w opatach za telewizję cyfrową). Inflacja bazowa wzrosła tym samym z 1,0% do 1,2% r/r.

Grupa Chemiczna Ciech – rosnąca rentowność dzięki restrukturyzacji

15 maja Ciech opublikował sprawozdanie za I kwartał 2013 roku. Wynik EBITDA (zysk operacyjny powiększony o wartość amortyzacji) wyniósł 132 mln złotych, wobec 70 mln w IV kwartale 2012 i 134 mln w analogicznym okresie roku ubiegłego. Przychody wyniosły 993 mln złotych, wobec 1 020 mln w IV kw. 2012 i 1 172 mln w I kwartale 2012. Zysk netto wyniósł 45 mln złotych, wobec 68 mln straty w ubiegłym kwartale i 10 mln w I kwartale ubiegłego roku.

Solidne wyniki I kwartału wynikają z dobrej kondycji segmentu sodowego generującego ok. 75% zysku operacyjnego powiększonego o wartość amortyzacji. Rosnąca rentowność EBITDA to efekt kolejnych działań restrukturyzacyjnych w Grupie.

Za nami kolejny kwartał wytężonej pracy nad poprawą rentowności Grupy, która przynosi wymierne efekty w postaci rosnącej rentowności operacyjnej – mówi Dariusz Krawczyk, prezes zarządu Ciech SA – przed nami dalsza ciężka praca, której efekty będą widoczne w kolejnych kwartałach.

Wyniki operacyjne i zysk netto są powyżej konsensusu rynkowego mimo wyjątkowo długiej zimy, negatywnie wpływającej na sprzedaż środków ochrony roślin, a także wyłączenia części mocy produkcyjnych w segmencie szklarskim w Skandynawii oraz niskich cen sprzedaży w rumuńskich zakładach sodowych US Govora.

Sytuacja naszych rumuńskich zakładów to kolejne wielkie wyzwanie stojące przed Grupą Ciech – mówi Dariusz Krawczyk – konieczna jest dalsza głęboka restrukturyzacja naszych zagranicznych spółek tak w Rumunii jak i w Niemczech. Czeka nas ciężka praca w tym obszarze oraz trudne decyzje – dodaje.

Grupa Ciech kontynuuje program głębokiej restrukturyzacji. Wśród realizowanych inicjatyw są projekty poprawy efektywności i rentowności produkcji, dezinwestycji aktywów nieoperacyjnych i restrukturyzacji zatrudnienia realizowane w polskich i zagranicznych spółkach Grupy Ciech. Jednocześnie Grupa planuje rozwój mocy produkcyjnych w polskich zakładach sodowych. Realizacja tych planów jest uzależniona od możliwości włączenia części zakładów do Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Konkurs na Lidera Zrównoważonego Rozwoju

Ruszyła trzecia edycja konkursu „Liderzy Zrównoważonego Rozwoju” przeznaczonego dla małych, średnich i dużych firm, które z sukcesem łączą działalność biznesową z zasadami zrównoważonego rozwoju. Organizatorami konkursu są miesięcznik Forbes oraz firma doradcza PwC.

W konkursie oceniane są dobre praktyki rozumiane jako działania, produkty lub usługi, które z jednej strony są zgodne z ideą zrównoważonego rozwoju, a z drugiej – przyczyniają się do sukcesu biznesowego przedsiębiorstwa. Jak pokazuje najnowsze badanie PwC „CEO Survey 2013” – już blisko 50% prezesów firm na świecie deklaruje, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy zamierza ograniczyć negatywny wpływ swoich firm na środowisko. 41% prezesów chce jednocześnie rozszerzyć raportowanie pozafinansowe, by przekazywać więcej informacji o swoim wpływie na  społeczeństwo. Ostatnia edycja konkursu LZR udowodniła, że zrównoważony rozwój i odpowiedzialność społeczna to w Polsce już nie tylko domena firm zagranicznych obecnych na naszym rynku – ponad 30% nadesłanych zgłoszeń pochodziło z firm z polskim kapitałem.

„Poprzednie edycje konkursu dowiodły, że polskie przedsiębiorstwa coraz efektywniej wdrażają w życie idee zrównoważonego rozwoju. Rosnąca liczba zgłoszeń w konkursie to przede wszystkim efekt zrozumienia przez firmy, że odpowiedzialność społeczna i zrównoważony rozwój pomagają w długofalowym rozwoju biznesu. Największym wyzwaniem pozostaje jednak dla firm ustalenie i mierzenie efektów działań pozafinansowych” – podkreśla Irena Pichola, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialnego biznesu, PwC. Zmiany klimatu, zużycie surowców, zanieczyszczenie środowiska czy wykluczenie społeczne to kwestie w ramach zrównoważonego rozwoju, które coraz bardziej bezpośrednio lub pośrednio dotykają polskich firm. Zaostrzają się również normy i przepisy wynikające z polityki Unii Europejskiej, ale pojawiają się też nowe możliwości zdobycia dotacji unijnych i dopłat na inwestycje ekologiczne. „Naszym celem jest pokazanie, jak można łączyć zrównoważony rozwój z podstawową działalnością i wykorzystywać istniejący potencjał do zwiększenia efektywności, przychodów czy tworzenia innowacji” – dodaje Jacek Pochłopień, zastępca redaktora naczelnego Forbesa.

Najlepsze z praktyk na polskim rynku wyłoni Kapituła ekspertów do spraw zrównoważonego rozwoju. Praktyki firm będą oceniane w wybranych obszarach (np. sprzedaż, produkcja, logistyka, zakupy) pod względem ich wpływu społecznego lub środowiskowego oraz korzyści biznesowych, które jednocześnie przynoszą dla firmy (np. finansowe, operacyjne, wizerunkowe).

Wyniki konkursu zostaną przedstawione we wrześniowym numerze Forbesa, w raporcie poświęconym nowym wyzwaniom i szansom biznesowym związanym z problematyką zrównoważonego rozwoju w Polsce i na świecie. Udział w konkursie jest bezpłatny. Warunkiem jest zgłoszenie projektu – na formularzu dostępnym na stronie www.forbes.pl/liderzy-zrownowazonego-rozwoju – do 21 czerwca 2013 roku.

Zmiany w ZUS? Likwidacja OFE i KRUS? Wielofunduszowość? Jakiej emerytury mamy się spodziewać?

ZUS jest jedynie mechanizmem przekazywania składek osób pracujących osobom na emeryturze, sam nie generuje żadnych zysków i nie ma kapitału – mówi prof. Dariusz Filar, członek Rady Gospodarczej przy Premierze. Dlatego, jego zdaniem Otwarte Fundusze Emerytalne, choć potrzebują zmian – nie powinny zostać zlikwidowane. Gruntownej reformy potrzebuje za to ZUS i system ubezpieczeń rolniczych.

 – Chodzi przede wszystkim o ujednolicenie całego mechanizmu ZUS-owskiego, czyli likwidację przywilejów emerytalnych, przeniesienie tego, co jest w KRUS do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, zrobienie jednolitego systemu. To jest właściwie klucz do tego, żeby zacząć ZUS zmieniać – podkreśla prof. Dariusz Filar.

Likwidację Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego od dawna blokuje PSL. Minister gospodarki Janusz Piechociński wielokrotnie podkreślał, że jego partia nie zgodzi się na likwidację systemu ubezpieczeń dla rolników.

 – Ja nie mam wątpliwości, że to jest politycznie trudne i równocześnie nie mam wątpliwości, że to jest z punktu widzenia równowagi finansów państwa niezbędne – podkreśla członek Rady Gospodarczej przy Premierze.

W opinii prof. Dariusza Filara obecnie cały system ubezpieczeń społecznych jest niestabilny. Jednak likwidacja otwartych funduszy emerytalnych nie jest rozwiązaniem problemu i mogłaby przynieść więcej szkód niż pożytku.

 – Kapitałowa część systemu emerytalnego, ta część systemu oparta na inwestycjach w instrumenty finansowe, jest bardzo ważna z punktu widzenia zmieniania mentalności społeczeństwa, zmieniania poglądów na to, skąd bierze się emerytura – podkreśla ekonomista.

Minister finansów deklaruje, że jego resort już pracuje nad mechanizmem, który zapobiegłby turbulencjom na rynkach, jeśli rząd zdecyduje się na rozwiązanie zakładające przekazanie składki odkładanej w OFE do ZUS na 10 lat przed emeryturą. Takim rozwiązaniem mogłoby być umarzanie przez państwo obligacji skarbowych, w które zainwestował fundusz emerytalny.

 – Premier Rostowski stoi przed wyzwaniem, jakie rodzi stan finansów publicznych. Nie ukrywajmy tego, że przesunięcie z dziesięcioletnim wyprzedzeniem składek do ZUS oznaczałoby możliwość istotnego zmniejszenia dotacji, jakiej ZUS potrzebuje. Tu znowu dotykamy istotny sprawy. Problemem w gruncie rzeczy nie są OFE, bo tam jest ileś technicznych kwestii do rozwiązania, ale to są kwestie techniczne i można je rozwiązać. Problemem jest to, że polski system świadczeń społecznych jest głęboko zdestabilizowany – tłumaczy członek Rady Gospodarczej przy Premierze.

I dodaje: – Jestem zdecydowanym przeciwnikiem przeniesienia tego wszystko do ZUS-u, bo to by w gruncie rzeczy było sprzeczne z ideą systemu kapitałowego – deklaruje prof. Filar.

Jego zdaniem, rozwiązaniem mogłoby być przesuwanie kapitału w ramach OFE.

– Ja jestem zwolennikiem wielofunduszowości. To znaczy innego inwestowania składki kogoś, kto ma 25 lat i kogoś, kto ma lat 60 i jest krótko przed emeryturą, czyli na pewno przesuwanie środków od funduszy bardziej agresywnych do funduszy bardziej zrównoważonych. To jest rzecz do przemyślenia – mówi ekonomista.

Kolejne platformy wiertnicze na Bałtyku. Lotos i PGNiG poszukują nowych złóż ropy naftowej i gazu

W ciągu następnych 3-5 lat będą trzy albo cztery nowe platformy wiertnicze na Bałtyku i to na naszych koncesjach – zapowiada Paweł Olechnowicz, prezes Grupy LOTOS S.A., przewodniczący Rady Dyrektorów CEEP. Spółka będzie tam wydobywać i ropę naftową, i gaz. Na czterech licencjach LOTOS-u wspólnie z PGNiG prowadzi badania, które mają ocenić atrakcyjność tych złóż. Szacunki mają być znane jeszcze w tym roku. Jeśli złoża okażą się atrakcyjne, w przyszłym roku zapadną decyzje o lokalizacji kolejnych platform.

 – W tym roku oszacujemy, na których licencjach będziemy realizować dalszy program rozeznania geologicznego i atrakcyjności dalszego inwestowania. Wtedy będziemy decydować o dalszych inwestycjach z PGNiG lub jeszcze z kimś, bo to są duże nakłady inwestycyjne. Ale decyzje zapadną nie wcześniej niż w przyszłym roku, po wykonaniu próbnych odwiertów – zapowiada Paweł Olechnowicz.

Jeśli złoża okażą się atrakcyjne, spółki zadecydują o postawieniu tam platform wiertniczych. Wtedy będzie też znana ich dokładna lokalizacja. O szacunkowych zasobach prezes LOTOS-u na razie nie chce mówić. Przypomina sytuację dotyczącą gazu łupkowego – początkowo szacowano, że w Polsce mogą znajdować się złoża o wielkości nawet kilku bilionów metrów sześciennych, a teraz prognozy obniżono do ok. 300-700 miliardów metrów sześciennych. Podkreśla, że wstępne dane, którymi spółka dysponuje, są na tyle atrakcyjne, że partnerzy zadecydowali o kontynuowaniu analiz.

–  To, że pracujemy na tych koncesjach z PGNiG i analizujemy to znaczy, że na tych licencjach wstępne szacunki są. Jeżeli się okażą tak atrakcyjne, a tu trzeba dokonać testowych odwiertów i głębszych analiz geologicznych, do tego myślę, że będzie potrzebny jeszcze rok, to wtedy się okaże, czy jest to atrakcyjne ekonomicznie, czy te zasoby ropy, gazu będą na tyle atrakcyjne, że warto inwestować potem dziesiątki, setki milionów euro – mówi Paweł Olechnowicz, prezes Grupy LOTOS S.A.

Jak podkreśla, spółka jest gotowa podjąć ryzyko związane z wykonywaniem odwiertów. Dla oceny złoża trzeba wykonać co najmniej trzy odwierty, z których każdy kosztuje po ok. 10 mln euro. Jeśli okaże się, że złoża są obiecujące, spółka rozpocznie kosztującą znacznie więcej budowę infrastruktury do produkcji.

LOTOS posiada obecnie siedem koncesji na poszukiwanie i wydobywanie paliw kopalnych w polskiej wyłącznej strefie ekonomicznej na Bałtyku. Znajdują się one na północ od Półwyspu Helskiego i Zatoki Gdańskiej, a ich łączna powierzchnia przekracza 7 tys. kilometrów kwadratowych. Spółka posiada również cztery koncesje eksploatacyjne – ważną do 2016 r. na złożu B3 (obecne centrum produkcji ropy) oraz ważne do 2031-32 roku na złożach B8, B4 i B6.

W 2011 roku LOTOS wydobył 230 tys. ton ropy naftowej. Zgodnie z zapisami strategii na lata 2011-2015 LOTOS planuje wydobywać do 2015 r. 1,2 mln ton ropy naftowej rocznie, a pięć lat później – nawet 5 mln ton rocznie. Poza Polską spółka wydobywa też ropę w Norwegii oraz na Litwie. Zgodnie z prognozą wydobycie ropy naftowej ze złóż krajowych w roku 2013 wyniesie ok. 750 tys. ton.

Kolejene perspektywy współpracy Polski z Afryką, Bronisław Komorowski planuje wizytę w RPA jeszcze w tym roku

Prezydent Bronisław Komorowski planuje wizytę w Republice Południowej Afryki, która prawdopodobnie odbędzie się jeszcze w tym roku. Będzie ona kolejną okazją do zachęcenia polskich przedsiębiorców do inwestowania w Afryce. Odbędzie się ona w ramach rozpoczętego w kwietniu programu Go Africa, służącego zwiększeniu współpracy polsko-afrykańskiej.

RPA to kraj, na który przypada 1/4 obrotu gospodarczego Polski na tym kontynencie. Wizyta ta, według Olgierda Dziekońskiego, ministra w Kancelarii Prezydenta RP, odbędzie się prawdopodobnie w tym roku.

– Potem przyjdzie czas na kolejne wizyty w krajach uznanych za szczególnie istotne z punktu widzenia polskiej polityki rozwojowej – mówi  Olgierd Dziekoński.

Rynek afrykański szansą dla polskich przedsiębiorstw

Na konieczność wchodzenia polskich przedsiębiorstw na nowe, wzrastające rynki zwrócił uwagę prezydent Bronisław Komorowski w liście do uczestników Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

 – Jeżeli istotny procent naszego PKB jest generowany przez handel zagraniczny, to można zadać sobie pytanie, dlaczego wielkość całego naszego handlu zagranicznego z Afryką jest poniżej 1 proc. Przecież w krajach afrykańskich mieszka ponad 1 mld mieszkańców – zauważa Dziekoński.

Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego, w ciągu najbliższych 5 lat wśród 20 najszybciej rozwijających się gospodarek aż 10 będą stanowić gospodarki afrykańskie. Mówiąc o sytuacji Afryki trzeba pamiętać, że startuje ona ze stosunkowo niskiego pułapu – średni poziom PKB jest tam nadal niższy niż w Europie, Chinach czy Indiach.

 – Możemy zadać sobie pytanie, czy koncentrując się na funkcjonowaniu Polski w Unii Europejskiej i handlu zagranicznym z krajami Wspólnoty nie tracimy z pola widzenia nowych obszarów wzrostu – mówi minister.

Tym bardziej, że według World Economic Outlook już w przyszłym roku kraje Afryki Subsaharyjskiej będą się rozwijać w tempie blisko 6-procentowym, podczas gdy globalna gospodarka będzie rosnąć średnio o 4 procent.

Szansą dla polskich firm jest wykorzystanie afrykańskich możliwości surowcowych oraz możliwość eksportu w sferze produkcji maszynowej i środków transportu.

 – Proszę pamiętać o bardzo charakterystycznej rzeczy, jaką jest nadwyżka w handlu zagranicznym z Afryką. Mimo niskich obrotów jest to rynek, na którym możemy mieć nadwyżkę w handlu zagranicznym. Myślę, że ten charakter nadwyżki mógłby być trwałą wartością rozwojową naszej polityki eksportowej na terytorium afrykańskie – przekonuje Dziekoński.

Unijne przepisy transgraniczne dotyczące opieki medycznej mogą doprowadzić do zakazu finansowania szpitali przez Państwo

26 października wchodzą w życie przepisy dotyczące transgranicznej opieki medycznej. Ma ona na celu umożliwienie leczenia za granicą, za które w części zapłaci państwo, którego obywatelem jest dany pacjent. Otwarcie rynku medycznego oznacza jednak, że placówki, które otrzymały pomoc publiczną będą na uprzywilejowanej pozycji, co może zakwestionować Komisja Europejska. Zdaniem przedstawicieli niepublicznej służby zdrowia – może bowiem się okazać, że dotacje od państwa czy samorządów będą musiały być zwrócone, co doprowadziłoby do upadku części placówek.

W ramach dyrektywy transgranicznej, Polacy będą mogli leczyć się za granicą i uzyskać zwrot równowartości danej procedury w Polsce. Do tej pory musieli w takiej sytuacji pokrywać 100 proc. kosztów leczenia z własnych kieszeni. Dyrektywa umożliwi również dostęp do polskich placówek zagranicznym pacjentom, których leczenie sfinansują ich macierzyste państwa. Jednak konkurencja o pacjentów nie będzie równa, bo – jak twierdzą przedstawiciele prywatnych placówek – finansowanie publicznej służby zdrowia przez państwo stawia je na uprzywilejowanej pozycji.

 – Pomoc publiczna dla publicznych placówek ochrony zdrowia jest realizowana od wielu lat, nie tylko w postaci dotacji unijnych, ale także w postaci dotacji Skarbu Państwa (Ministerstwa Zdrowia, urzędów marszałkowskich, starostów etc.). Pomoc ta powinna być zgłaszana przez UOKiK do Komisji Europejskiej – mówi Adam Rozwadowski, prezes ENEL-MED, wiceprezes OSSP..

Według wiceministra zdrowia Sławomira Neumanna, dotychczasowa pomoc dla szpitali ze środków publicznych nie była niedozwolona, gdyż podmioty te nie brały udziału w rynku europejskim. Taka pomoc może zostać jednak zakazana przy wejściu w życie dyrektywy transgranicznej, gdyż wówczas placówki zdrowotne uzyskałyby dostęp do szerszego niż krajowy rynku. Konkretnej wykładni jednak jeszcze nie ma.

 – Zastanawiamy się na tym, jak będzie traktowana pomoc w postaci środków unijnych, w przypadku, kiedy pacjent z Niemiec, Szwecji czy z innego kraju przyjedzie do naszego szpitala, uzyska pomoc w związku z dyrektywą transgraniczną i zapłaci szpitalowi. Rozmawiamy na ten temat z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a UOKiK kontaktuje się z Komisją Europejską – mówi Sławomir Neumann.

 – Jeżeli będą przyjeżdżali pacjenci z zagranicy, to placówki publiczne, które uzyskały taką pomoc, będą zakłócały konkurencję na rynku unijnym, a co za tym idzie, nie będą mogły realizować świadczeń dla tych osób, które będą chciały leczyć się w Polsce – mówi Rozwadowski. – Taka jest nasza wykładnia. Chcemy jako OSSP przedstawić to stanowisko zarówno UOKiK, jak i Komisji Europejskiej. To ta ostatnia rozstrzyga co stanowi dozwoloną, a co niedozwoloną pomoc publiczną.

Pomoc publiczna to według art.107 ust. 1 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej wsparcie ze środków publicznych konkretnych przedsiębiorstw, które zaburza konkurencję na rynku. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów ma obowiązek przedstawiania corocznego raportu dotyczącego takiej pomocy z wyłączeniem pomocy de minimis (poniżej 200 tysięcy euro przez 3 lata) i pomocy dla rolnictwa.

Jak mówi prezes ENEL-MED, od przyłączenia Polski do UE 1 maja 2004 r. w raportach dotyczących pomocy publicznej nie wspomniano ani razu o pomocy dla publicznych placówek ochrony zdrowia. Zdaniem Rozwadowskiego, wynika to z obawy o to, że Unia Europejska nakaże jej zaniechania, co doprowadziłoby do upadku systemu ochrony zdrowia w jego obecnym kształcie. Publiczne placówki będą zmuszone do zwrotu kosztów opieki zdrowotnej razem z odsetkami. Może to doprowadzić nawet do upadłości części z nich. Jednak zdaniem Rozwadowskiego, nie powinno to powstrzymywać przed działaniami mającymi na celu wyjaśnienie obecnej sytuacji.

Według prezesa ENEL-MED, pomoc publiczna, nawet przed wejście w życie dyrektywy transgranicznej, jest szkodliwa, gdyż narusza konkurencję na rynku krajowym.

 – Jako właściciele prywatnych szpitali uznajemy tę pomoc jako zakłócenie konkurencji wewnętrznej, gdyż podmioty publiczne są faworyzowane – tłumaczy. – My  dokonujemy zakupów i inwestujemy rozwój z własnych środków czy z kredytów, ponosząc tym samym ryzyko inwestycyjne. Istniejąca aktualnie nierównowaga na rynku zdrowia jest niedopuszczalna.

Komentarz dzienny, 15 maja 2013

Seria negatywnych niespodzianek dla sfery realnej zaczęła się w ubiegłym miesiącu, kiedy GUS niespodziewane zrewidował dane o wzroście PKB za IV kwartał 2012 roku do 0,7% z 1,1% r/r. Dziś okazało się, że to nie koniec. Najnowszy, eksperymentalny odczyt flash wskazuje, że PKB w I kwartale 2013 roku urósł zaledwie o 0,4% (konsensus rynkowy 0,7%, nasza prognoza 0,6%).

Komentarz indeksowy BossaFX 15 maja 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 15 maja 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Dynamiczna iTV chce wejść do pierwszej trójki kanałów muzycznych w Polsce

Telewizja Interaktywna iTV należąca do giełdowej Grupy MNI notuje stały dynamiczny wzrost oglądalności. W kwietniu zwiększył się on o 190%, co pozwoliło iTV na umocnienie się na 5. miejscu wśród wszystkich kanałów muzyczno – rozrywkowych w Polsce. Telestar S.A., właściciel iTV chce, aby stała się ona w ciągu dwóch lat, trzecią największą stacją muzyczną na polskim rynku.

Telewizja Interaktywna iTV, pierwsza interaktywna telewizja w Polsce notuje stały dynamiczmy wzrost oglądalności. W kwietniu br., według danych firmy badawczej Nielsen Audience Measurement, monitorującej rynek telewizyjny w Polsce, iTV mogła pochwalić się największym, bo 190,5-proc. wzrostem oglądalności (licząc rok do roku) spośród wszystkich stacji muzycznych nadających w Polsce. Dzięki temu iTV umocniła się na 5. pozycji z 0,18-proc. udziałem w rynku, dwukrotnie większym niż legendarnej stacji muzycznej MTV. – iTV to stacja o profilu typowo rozrywkowym i muzycznym. Od rozpoczęcia emisji bazujemy na stałym kontakcie z widzami – interaktywność jest wyróżnikiem kanału iTV. Nasze programy adresujemy do ludzi młodych wiekiem lub duchem, wszystkich spragnionych odprężenia, zabawy i dobrej rozrywki – mówi Marta Szymańska, prezes Telestar S.A., nadawcy iTV. – Nadal będziemy intensywnie inwestować w iTV, tak by nasza stacja weszła do pierwszej trójki największych kanałów muzycznych w Polsce, najdalej w ciągu dwóch lat – dodaje prezes Szymańska.

Dobre sprofilowanie iTV widać po jeszcze większym, bo 335-proc wzroście oglądalności w wśród widzów w wieku 13-29 lat, najważniejszej grupie dla stacji o profilu muzycznym i rozrywkowym. Dynamiczny rozwój to głównie efekt rozbudowy własnej oferty programowej. Pod koniec 2012 roku iTV rozpoczęła np. nadawanie nowego formatu pt. „Rap Kanapa”, audycji o muzyce i kulturze rap i hip-hop, stanowiącej kontynuację kultowych programów „Rap Kanciapa” i „Rap Pakamera”. Na początku 2013 r. odbyła się premiera autorskiego programu dla dorosłych „Niegrzeczna Pani Domu”. Kierownictwo stacji planuje uruchomienie kolejnych nowych cykli produkcyjnych, co pozwoli na jeszcze lepsze dostosowanie ramówki do oczekiwań widza i tendencji na rynku. Przebudowa i rozwój oferty programowej polega również na współpracy z popularnymi muzykami i dziennikarzami, reprezentującymi nurty muzyczne: disco polo, dance, hip-hop, czy pop, m.in. Asią Ash i Wujkiem Samo Zło. – Niezmiennie stawiamy na promocję artystów zarówno popularnych, jak i dopiero debiutujących na rynku muzycznym i rozrywkowym. Jak widać po rosnących wynikach oglądalności iTV, ta strategia programowa się sprawdza. Nie tylko utrzymaliśmy dotychczasową widownię, ale udaje się nam pozyskać nową, wierną grupę widzów – mówi Marta Szymańska, prezes Telestar S.A., nadawcy iTV.

iTV konsekwentnie zwiększa poziom oglądalności, uzyskując stałe miejsce w pierwszej 30. stacji ogólnopolskich. Wyjątkowo wyraźne wzrosty odnotowano już w ostatnich miesiącach 2012 r., po odnowieniu ramówki, gdy m.in. zrezygnowano z telesprzedaży i dostosowano nadawaną muzykę do oczekiwań szerszego grona widzów. Wzrost oglądalności stacji w całym 2012 r. wyniósł 65 proc. i był największy wśród wszytkich kanałów o tematyce rozrywkowo – muzycznej Polsce. Obecnie program nadawany jest 24 godziny na dobę, z czego 15 godzin to emisja na żywo. iTV cały czas realizuje unikatowe założenia programowe: dostarczając swoim widzom dużą liczbę programów muzycznych, uzupełnioną o rozrywkę i ezoterykę. Oferta kanału przygotowana jest specjalnie z myślą o osobach, które chcą współuczestniczyć w tworzeniu programu. Nieodłącznym elementem ramówki stacji są też konkursy dla widzów.

Według Marty Szymańskiej, prezes Telestar S.A., wzrost oglądalności iTV nie byłby możliwy bez ciągłych inwestycji w nowoczesny sprzęt. – Cały czas dążymy do poprawy jakości nadawanego programu i inwestujemy w urządzenia emisyjne i nadawcze umożliwiające odbiór programów w najlepszej technologii – mówi prezes Szymańska. W grudniu 2012 r. zmieniony został ostatecznie format nadawania kanału iTV z systemu 4:3 na 16:9, co pozwoliło na wizualną poprawę jakości nadawanych programów oraz zwiększenie zasięgu emisji. Atuty iTV to strona internetowa, odświeżony kanał YouTube oraz duża aktywność na popularnych portalach społecznościowych, jak np. Facebook.

Stacja iTV rozpoczęła nadawanie programu 15 czerwca 2003 r. Jej właścicielem jest spółka Telestar S.A. należąca do firmy Hyperion S.A., z technologicznej grupy MNI, notowanej na warszawskiej giełdzie (indeksy WIG-TELKOM, sWIG80). Telestar S.A. równolegle stworzył unikatową grupę portali internetowych, której celem jest dostarczenie użytkownikom całego wachlarza suplementarnych serwisów i usług, połączonych wspólnym programem lojalnościowym. – Od początku nasza oferta adresowana jest do widzów otwartych na nowe technologie. Obserwując światowe tendencje migracji mediów w stronę internetu, synergię monitorów – telewizyjnego, komputerowego i wyświetlacza telefonu komórkowego, Telestar jako pierwszy na polskim rynku umobilnił serwisy wzbogacając je jednocześnie o najnowsze technologie, takie jak streeming brazu i dźwięku na komórkę, wap czy 3G a także zapewniając pełną interaktywność – mówi Marta Szymańska, prezes Telestar S.A.

World Trends, 14 maja 2013

Zarówno WIG, jak i WIG20 zdołały w dniu wczorajszym wybić piątkowe maksima, zaś na wykresie benchmarku dwudziestu spółek powstało objęcie hossy neutralizujące czwartkowe objęcie hossy. Udany poniedziałek na GPW jest zapowiedzią wzrostowego tygodnia, a skoro benchmark blue chipów wykonał tak optymistyczny ruch jak wczoraj to można postawić tezę, że celem dla byków jest MA200 – pierwszy istotny opór.

16 mln Polaków ma już telewizję cyfrową, do końca maja ta liczba zwiększy się do 28 mln osób

Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji dobrze ocenia proces wyłączania analogowego sygnału telewizji. Zapewnia jednocześnie, że na bieżąco monitoruje, czy kolejne grupy widzów są przygotowane do zmiany sygnału. Kampania informacyjna trwa, choć nie jest łatwo wytłumaczyć wszystkim Polakom, co to jest MPEG-4 i dlaczego teraz nie będą mogli oglądać swoich ulubionych programów jak dotychczas. Jeszcze w maju w zasięgu cyfrowego sygnału znajdzie się kolejne 12 milionów Polaków.

 – Sam proces cyfryzacji przebiega dobrze – zapewnia  Małgorzata Olszewska, wiceminister administracji i cyfryzacji. – Wydaje mi się, że to jest też efekt ciężkiej pracy związanej z tym, abyśmy jak najlepiej przygotowali wszystkich do tego, że taka zmiana następuje.

Zdaniem wiceminister Olszewskiej, resort starał się przygotować kampanię informacyjną, wykorzystując wszystkie dostępne media, by wytłumaczyć zmiany związane z wyłączeniem sygnału analogowego.

 – To było dość trudne, bo mówienie ludziom o MPEG-4 nie jest taką oczywistą sprawą – zaznacza wiceminister. – Staramy się, by ten przekaz maksymalnie uprościć, żeby wszyscy wiedzieli, co należy zrobić, by prawidłowo odbierać telewizję cyfrową. Tym bardziej, że już w tej chwili w ofercie naziemnej jest 15 kanałów telewizyjnych, co może zachęcać do tego, by ten sygnał zacząć odbierać – dodaje.

Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji przygotowuje się do kolejnego, piątego już etapu wyłączeń sygnału analogowego. 20 maja kolejne 12 milionów Polaków znajdzie się w zasięgu wyłącznie telewizji cyfrowej.  Później zostaną jeszcze dwa etapy: 17 czerwca i ostatni 23 lipca.

 – Ten sygnał cyfrowy jest już dostępny na znacznej części obszaru Polski. W tej chwili ponad 16 mln Polaków może odbierać telewizję cyfrową. W najbliższym czasie ta liczba zwiększy się do 28 milionów osób – zapewnia wiceminister.

Podkreśla, że nie do końca wszystko idzie zgodnie z planem, ponieważ zmiana sygnału to dość skomplikowany proces.

 – Na pewno problemem są anteny i konieczność ich przestawienia oraz konieczność przestrojenia kanałów. To wszystko tłumaczymy, praktycznie przy każdym kolejnym etapie wyłączenia. Ludzie nie wiedzą również dokładnie, kiedy na danym terenie następuje wyłączenie – wymienia Małgorzata Olszewska.

Resort cyfryzacji otrzymuje wiele zapytań, jak technicznie się do tego przygotować, jaki telewizor trzeba kupić, żeby telewizor nie zamienił się w stary mebel.

 – Dbamy o to, by samorządy, które bardzo nam pomagają w tym zadaniu, przystosowywały budynki tak, by instalacje antenowe były gotowe na odbiór telewizji cyfrowej. We wszystkich województwach są powołani pełnomocnicy ds. cyfryzacji. U nas też działa „sztab kryzysowy”, by nad wszystkim czuwać i wszystkie problemy na bieżąco rozwiązywać – zapewnia Olszewska.

Wiceminister zaznacza przy tym, że problemy są różne i zależą od tego, na jakim obszarze następują wyłączenie. Inne problemy występują w górach, inna sytuacja jest na Mazowszu.

 – Na bieżąco prowadzimy badania, zarówno jeśli chodzi o ludzi, czyli jak nasze społeczeństwo jest przygotowane do tego, by ten proces przebiegał sprawnie, czego potrzebują – mówi. – Druga sprawa to jest dotacja, którą otrzymuje telewizja publiczna na doświetlenie terenów szczególnie trudnych, np. górskich. I na pewno zostanie przez nas dokładnie sprawdzone, jak te pieniądze zostały zagospodarowane.

W większości koszty związane ze zmianą sygnału ponoszą nadawcy publiczni i komercyjni, którzy znajdują się teraz w okresie simulcastu, czyli równoległego nadawania analogowego i cyfrowego. Jednak – jak podkreśla wiceminister Olszewska – po wyłączeniu sygnału analogowego koszty nadawców spadną.

 – Na jednym multipleksie można nadawać kilka programów. W związku z tym zmienia się relacja opłat za takie częstotliwości. W porównaniu do tego, co płacili za telewizję analogową te opłaty są po prostu niższe – mówi wiceminister. – Drugą kwestią jest to, że dzięki temu możemy pozyskać częstotliwości i przeznaczyć je na internet szerokopasmowy, bezprzewodowy. Miejmy nadzieję, że jeszcze w tym roku występuje przetarg na częstotliwości 800 MHz, czyli na częstotliwości z dywidendy cyfrowej – dodaje.

Według Jana Kluczyka i Horsta Köhlera Afryka będzie nowym biegunem światowego wzrostu gospodarczego

Inwestycje w Afryce to szansa dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej. W ciągu najbliższych lat połowa spośród dwudziestu najszybciej rozwijających się gospodarek będzie pochodzić z Afryki Subsaharyjskiej. Inwestycje na tym kontynencie są ryzykowne, ale Europa nie może pozwolić sobie na zmarnowanie tej szansy – podkreśla dr Jan Kulczyk. Założony przez niego CEED Institute zorganizował w czasie Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach pierwszą w naszym regionie debatę poświęconą relacjom UE-Afryka.

 – Trzeba zrozumieć jedno: dzisiaj to Afryka jest dla nas szansą, a nie Europa jest szansą dla Afryki. Dziś Europa jest kontynentem najstarszym na świecie, dzisiaj Europa ma problemy  7 proc. ludności, 19 proc. PKB świata i 60 proc. wydatków socjalnych. Liczby mówią same za siebie – mówi dr Jan Kulczyk, przewodniczący rady nadzorczej Kulczyk Holding, założyciel CEED Institute. – Dzisiaj musimy zrozumieć, że ten miliard ludności, a za chwilę dwa miliardy ludności w Afryce, to jest przyszłość świata.

 – Afryka ma potencjał, aby stać się nowym biegunem światowego wzrostu – dzięki zasobom naturalnym, kapitałowi ludzkiemu czy rosnącemu popytowi. Według World Economic Oultook w 2014 r. kraje Afryki Subsaharyjskiej będą rozwijać się w tempie 5,6-6 proc., podczas gdy światowe PKB ma wzrosnąć o 4 proc. – podkreślał podczas panelu dyskusyjnego Horst Köhler, były prezydent Niemiec.

Rozmówcy zgadzają się, że w Afryce drzemie olbrzymi potencjał. Klasa średnia liczy już tam 350 milionów osób, a wkrótce liczba ta wzrośnie do 650 milionów. Kulczyk podkreśla, że nie chodzi o to, by Europa pouczała inne kraje, jak należy się rozwijać, lecz o wielomiliardowe inwestycje. W tym roku inwestycje w Afryce będą o jedną czwartą wyższe niż w Unii Europejskiej. Na sam rozwój infrastruktury na tym kontynencie potrzeba, według Banku Światowego, ok. 115 mld dolarów.

Jan Kulczyk zaznacza jednak, że by zdobyć pozycję liczącego się gracza w Afryce potrzeba znacznie mniej. Chińczycy, którzy są dominującym inwestorem na tym kontynencie, wydali do tej pory ok. 10 mld dolarów i obiecali kolejne 20 mld. To ponad dziesięciokrotnie mniej niż to, co Unia Europejska wydała na ratowanie greckiej gospodarki.

 – Musimy pamiętać, że myśmy wydali 330 miliardów na Grecję, na 8 milionów ludzi. W samym jednym Lagos żyje 28 milionów – podkreśla Kulczyk. – Grecja jest biednym krajem bogatych ludzi, a Afryka jest bogatym kontynentem biednych ludzi.

Uczestnicy dyskusji podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach podkreślali, że choć inwestycje w Afryce są ryzykowne, nie powinno to odstraszać Europejczyków.

 – Bezpieczeństwa w Afryce nie można już rozpatrywać wyłącznie w kontekście militarnym. Rozwiązaniem jest synergia działań militarnych, gospodarczych i społecznych – mówi James L. Jones, doradca Bezpieczeństwa Narodowego Stanów Zjednoczonych w latach 2009-2010.

Według Andrisa Piebalgsa, komisarza UE ds. rozwoju, zagrożeniem w Afryce jest dziś brak gwarancji państwowych i dostępu do kapitału. Jego zdaniem, są to jednak zagrożenia, które nie powinny być przeszkodą we współpracy, można je bowiem opanować, a rolą Unii Europejskiej jest promowanie potencjału tego kontynentu.

Szczególną rolę mogą w tym procesie odegrać kraje naszego regionu, które w ostatnich 20 latach przechodziły transformację polityczną i gospodarczą

 – Nawet jeżeli mówimy o tym, że w niektórych krajach afrykańskich zarabia się miesięcznie 60 dolarów, to nie zapomnijmy o tym, że w Polsce w 1990 roku zarabialiśmy 20 dolarów miesięcznie i udało się. Chociaż wtedy mało kto wierzył i świat patrzył na nas sceptycznie – przypomina Jan Kulczyk.

Dodaje, że najważniejsze jest nawiązanie partnerskiej współpracy z Afryką. Europa musi pokazać swój potencjał akademicki i intelektualny. Według Kulczyka kluczem do sukcesu na tym kontynencie jest inwestycja w młodzież. Obecnie 70 proc. ludności w Afryce ma poniżej 30 lat. Trzeba więc edukować tę grupę społeczeństwa i przekonywać do gospodarki rynkowej.

W ciągu najbliższych lat dziesięć z dwudziestu najdynamiczniejszych gospodarek będzie pochodzić właśnie z tego kontynentu. Brytyjski „The Economist” szacuje, że w latach 2011-2015 o ponad 8 proc. rocznie będzie rosła gospodarka Etiopii  – szybciej rozwijać się będą tylko Chiny i Indie. O ponad 7 proc. rocznie rozwijać będą się rynki w Mozambiku, Tanzanii, Kongo i Ghanie. Wśród „gepardów” Afryki wymieniane są jeszcze Botswana, Burkina Faso, Gambia, Malawi, Namibia, Rwanda, Sierra Leone i Zambia.

Nowe regulacje prawne Unii Europejskiej. Zmiany będą dotyczyć w takim sanym stopniu małych instytucji bankowych, jak i największych komercyjnych banków

Banki spółdzielcze z niepokojem spoglądają na propozycje nowych uregulowań prawnych, forsowanych przez Unię Europejską.  Chodzi przede wszystkim o nowe wymogi dotyczące posiadanych kapitałów i nadzoru, które w takim samym stopniu będą dotyczyć zarówno mniejszych instytucji, jak i największych europejskich banków. Dlatego spółdzielcy liczą na to, że w przygotowywanej ustawie, która ma wdrożyć unijne przepisy do prawa polskiego, znajdą się środki łagodzące skutki zmian.

 Pewnym mankamentem jest, że nowe rozwiązania prawne dotyczą wszystkich banków tak samo – czyli wszystkie współczynniki wypłacalności, płynności, wymogi kapitałowe, dotyczą wszystkich równo: i kolosów, i banków małych, co jest na pewno minusem – mówi Iwona Mirosz, radca prawny, zajmująca się sektorem banking & finance.

Nowe przepisy (Rozporządzenia CRR i Dyrektywy CRD IV), zdaniem unijnych urzędników, mają uchronić europejski system bankowy przed problemami, gdyby w przyszłości doszło do kolejnego kryzysu. Stąd m.in. postulat zwiększenia kapitału podstawowego instytucji z 2 do 7 proc. Dzisiaj bank, by udzielić 1000 zł kredytu, musi mieć 20 zł kapitału własnego. Po wejściu w życie zmian pułap ten zwiększy się do 70 złotych.

Spółdzielcy podkreślają jednak, że żaden bank spółdzielczy nie miał problemów z płynnością, żaden też nie wyciągnął ręki po pomoc państwa. Szacują, że banki te mają około 20 mld zł nadwyżki zebranych depozytów wobec sumy udzielonych kredytów. Ta nadwyżka mogłaby być spożytkowana na uruchomienie szerokiej akcji kredytowej, ale to mogą uniemożliwić nowe, bardziej restrykcyjne przepisy.

 – Ratunkiem dla mniejszych banków jest artykuł 108 rozporządzenia, który daje możliwość tworzenia pewnego systemu ochrony, w którym małe banki mogą wspólnie spełnić owe wymogi – wyjaśnia Iwona Mirosz. – Systemy te umożliwią bankom grupowanie się i wspólne spełnianie tych wymogów, co jest pewnym atutem.

W wielu krajach Europy funkcjonuje System Ochrony Instytucjonalnej (IPS), będący platformą współpracy finansowo-organizacyjnej banków spółdzielczych w ramach zrzeszeń. I to na ten mechanizm spółdzielcy liczą najbardziej. Chodzi o to, by banki umówiły się, jak będą wzajemnie chronić się przed ewentualną niewypłacalnością.

 – Dużo można osiągnąć przede wszystkim poprzez odpowiednie zapisy w tych umowach dotyczących IPS – zapewnia Iwona Mirosz. – W rozporządzeniu mówi się o pewnym schemacie, czyli mamy umowę i mamy pewien plan wzajemnej ochrony. Główna rola jest i po stronie ustawodawcy, i po stronie banków, i po stronie nadzoru, bo umowa regulująca wspólny system ochrony ma być akceptowana przez nadzór.

W konsultacje dotyczące kształtu ustawy i nowych przepisów zaangażowani są przedstawiciele banków spółdzielczych, Komisji Nadzoru Finansowego i Ministerstwa Finansów.

Przedstawiciele banków do proponowanych rozwiązań podchodzą jednak z rezerwą. Boją się przede wszystkim utraty niezależności. Podkreślają, że wcielenie wszystkich banków zrzeszenia (dziś istnieją dwa: BPS i SGB) w jedną strukturę nie zwiększy integracji w sektorze, ale spowoduje problemy dla banków, m.in. stracą one możliwość uwzględniania warunków lokalnego rynku czy szybkiego reagowania na potrzeby klientów.

 – Banki spółdzielcze stają w obliczu zupełnie nowych zmian, które są dla nich nowe i których być może się obawiają – mówi Mirosz. – Jednak wydaje mi się, że dużo można osiągnąć poprzez odpowiednie zapisy w tych umowach dotyczących ochrony.

Problemem może być jednak stworzenie jednego wspólnego modelu na kilkuset banków, które różnią się m.in. wielkością, liczbą klientów czy strategią rozwoju.

Ceny wycieczek pójdą w górę. Polska Izba Turystyki informuje, że obowiązujące od dziś wymogi dotyczące gwarancji odczują głównie małe biura podróży

Wchodzące dziś w życie przepisy, dotyczące minimalnej wysokości sumy gwarancji bankowej lub ubezpieczeniowej dla biur podroży, dotkną przede wszystkim małe i nowopowstające biura. Eksperci mówią, że wyższe koszty funkcjonowania przerzucą one na klientów i nastąpi to pod koniec tego roku. Innym skutkiem nowych przepisów mogą być upadłości biur podroży, które nie zdołają udźwignąć zwiększonych kosztów działalności.

Dziś wchodzą w życie dwa rozporządzenia ministra finansów. Pierwsze dotyczy obowiązkowego ubezpieczenia na rzecz klientów w związku z działalnością biur podróży. Ubezpieczenie obejmuje pokrycie kosztów przyjazdu turystów, jeżeli biuro nie zapewni ich powrotu z wyjazdu oraz zwrotu wpłat wniesionych przez klientów, gdy impreza turystyczna nie dojdzie do skutku. Drugie rozporządzenie dotyczy minimalnej wysokości sumy gwarancji bankowej lub ubezpieczeniowej wymaganej od biur podróży.

 – Gdyby doszło do upadłości czy niewypłacalności biura podróży, kwota ta w pierwszym rzędzie przeznaczona jest na sprowadzenie turystów do kraju, jeżeli takowi w danym momencie za granicą przebywają. Natomiast pozostała kwota będzie przeznaczana na refundację dla tych, którzy zapłacili za imprezę, która nie doszła do skutku – przypomina  Tomasz Rosset, sekretarz generalny Polskiej Izby Turystyki.

Nowy sposób liczenia

Do tej pory podstawą wyliczenia sumy gwarancyjnej dla biura podróży był obrót z ubiegłego roku. Najwyższa suma gwarancyjna wynosiła 67 tys. euro.

Nowe przepisy zmieniają sposób liczenia minimalnej wysokości sumy gwarancyjnej, rosną też – w stosunku do poprzednich przepisów – kwoty tych sum. Od teraz biuro będzie musiało podać roczny przychód, deklarowany na okres najbliższych 12 miesięcy. Ten deklarowany przychód nie będzie mógł być niższy niż roczny przychód osiągnięty w roku poprzedzającym rok zawarcia umowy gwarancji. Jeżeli zdarzy się, że biuro przekroczy zadeklarowany poziom, będzie zmuszone zaktualizować podaną wcześniej kwotę gwarancji.

 – Jeżeli ten obrót jest odpowiednio wysoki, to rozporządzenie dla największych graczy na rynku nie będzie miało specjalnego znaczenia, ponieważ oni i tak nie płacą kwoty minimalnej, ale płacą kwoty zdecydowanie wyższe. A inni, ci mniejsi, średni, mali, oni jak najbardziej będą musieli mieć większe środki zabezpieczone na potrzeby tych gwarancji. Rozporządzenie, które wchodzi teraz w życie teraz, będzie dotyczyło tych biur, które dopiero powstają, bądź biur, którym kończy się gwarancja, sukcesywnie albo już teraz, niedługo, albo być może później, bo sporo gwarancji kończy się już po sezonie – wyjaśnia Tomasz Rosset.

W celu określenia minimalnej wysokości sumy gwarancji bankowej lub ubezpieczeniowej nowe przepisy dzielą biura podróży na kilka kategorii, dotyczą one np. organizowania imprez turystycznych z wykorzystaniem: transportu lotniczego w ramach przewozu czarterowego do krajów Europy i poza Europą lub też innego środka transportu niż transport lotniczy w ramach przewozu czarterowego. W wypadku biur podroży, które pobierają przedpłaty minimalna wysokość sumy gwarancji bankowej lub ubezpieczeniowej zależy od terminu pobierania tych przedpłat od rodzaju działalności, jakie prowadzi biuro.

Zaostrzono kryteria dla nowych biur podróży. I tak np. jeżeli biuro rozpoczyna działalność i będzie wykorzystywało loty czarterowe do krajów w Europie i poza nią, minimalna wysokość sumy gwarancyjnej wynosi 250 tys. euro, a dla biur, które nie wykorzystują lotów czarterowych 90 tys. euro. Takie minimalne progi będą obowiązywać nowe biura przez dwa lata.

Ceny na pewno wzrosną

– Na pewno nowe przepisy zwiększą koszty działalności biur podroży. Najwyższe zabezpieczenia, i to jest naszym zdaniem słuszna koncepcja, mają te biura, które zajmują się turystyką czarterową. Czartery niosą za sobą potencjalnie największe koszty i co za tym idzie – największe ryzyko. Natomiast podniesienie gwarancji dla innych biur, naszym zdaniem, nie jest zasadne w takich wysokościach, ponieważ ich działalność nie niesie za sobą tego ryzyka, a na dodatek praktyka nawet trudnego poprzedniego sezonu pokazała, że praktycznie w tamtych grupach niewypłacalności, czy upadłości nie było – uważa Tomasz Rosset.

Na razie nie wiadomo, o ile wzrosną koszty usług turystycznych po wejściu w życie omawianych rozporządzeń. Tego, że wzrosną ekspert jest pewien.

 – Biura będą musiały negocjować warunki zabezpieczeń z firmami ubezpieczeniowymi, a też pytanie jak potraktują to firmy ubezpieczeniowe, jakiego rodzaju zabezpieczeń będą wymagać i jakie koszty pojawią się po stronie biur. Na pewno biura będą musiały ponosić koszty wyższe niż obecnie. Trzeba liczyć się z tym, że imprezy mogą nieco zdrożeć – podkreśla Tomasz Rosset.

Zwiększone koszty funkcjonowania biur podróży klienci odczują pod koniec roku.

 – Wtedy dopiero przy tych kalkulacjach, które będą robione, będzie można się przekonać, na ile rozporządzenie zmieniło sytuację na rynku. Trzeba liczyć się z tym, że część biur podroży może uznać, że ich działalność się nie opłaca. Jeżeli biura będą znikać z rynku, to jest kolejny element, który może spowodować jakieś ruchy cenowe w górę, bo przy zmniejszonej konkurencji wiadomo, że taka tendencja może wystąpić – podsumowuje ekspert.

Ubiegły rok był wyjątkowo trudny dla polskich przedsiębiorstw. Biegli rewidenci twierdzą, że obecny może być jeszcze gorszy

0

Największe problemy, z którymi muszą się zmierzyć zarządzający przedsiębiorstwami to okresowa utrata płynności, gdy zobowiązania firm przewyższają wartość ich obrotu. Coraz trudniej jest również utrzymywać płynność dzięki uzyskiwaniu dodatkowych źródeł finansowania, bo kapitał na rynku jest coraz droższy. Podobne problemy w całej Europie to wynik spowolnienia gospodarczego, a nawet recesji w wielu krajach.

Z perspektywy biegłego rewidenta, a więc podmiotu, który bada sprawozdania finansowe, ubiegły rok był wyjątkowo trudnym okresem

 – Bardzo dużo czasu spędziliśmy na kwestiach i zagadnieniach związanych z płynnością, co oznacza, że spółki zaczynają mieć również problemy finansowe – mówi Jacek Hryniuk, członek Krajowej Rady Biegłych Rewidentów.

Jak podkreśla, to w dużej mierze efekt spowolnienie gospodarczego w Europie. Choć spółek z poważnymi problemami finansowymi nie ma jeszcze zbyt wiele, to widać, że ich kondycja w porównaniu z ubiegłymi latami uległa pogorszeniu. Widać to również w statystykach dotyczących upadłości firm.

Z raportu firmy Euler Hermes wynika, że od początku roku upadłość ogłosiło 328 przedsiębiorstw. W analogicznym okresie w 2012 było ich 300. Jak wynika z raportu Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych w samym kwietniu opublikowano 83 orzeczenia o upadłości firm, czyli o blisko 30 proc. więcej niż w kwietniu 2012. Dużo bankructw można było obserwować w m.in. branży budowlanej, meblarskiej oraz w kulturze i rozrywce. Zgodnie z prognozami KUKE, w tym roku liczba upadłości przekroczy 1300 i będzie wyższa niż w rekordowym 2012 roku.

Mimo to na tle Europy polskie firmy radzą sobie całkiem dobrze.

 – Nasza gospodarka w dalszym ciągu wskakuje na dodatni wzrost i lepszą sytuację ekonomiczną niż gospodarki innych krajów europejskich, a więc to również przekłada się na pozycję finansową spółek – podkreśla przedstawiciel Krajowej Rady Biegłych Rewidentów.

Większość badanych przez rewidentów firm zamiast inwestycji planuje oszczędności.

 – Spółki również biorą poda uwagę trendy i patrzą w przyszłość. Nie widać pozytywnych sygnałów, więc też bardzo rzadko decydują się teraz na pewne inwestycje. W związku z  tym starają się, z mojej oceny sytuacji, działać w sposób jak najbardziej efektywny, starają się obniżać koszty swojej działalności, szukać nowych rozwiązań na rynku – wyjaśnia Jacek Hryniuk.

Dużo rzadziej szukają dziś kredytów obrotowych czy inwestycyjnych. Powód to przede wszystkim coraz trudniejszy dostęp do kapitału. Wychodzenie po finansowanie jest dosyć utrudnione z jednej strony, a z drugiej strony nie ma tak wielu przedsiębiorców, którzy szukają tego finansowania, ponieważ jest obawa przed tym, czy te inwestycje w przyszłości się zwrócą.

Według Jacka Hryniuka, większość firm już zakończyła proces przystosowania się do działania w warunkach kryzysu i przeprowadziła niezbędne redukcje. Nie planują na ten roku drastycznych zwolnień pracowników.

 – Raczej starają się utrzymywać ten poziom, który mają. Jeżeli mówimy o wzroście to o bardzo delikatnym. Ja raczej widzę działania związane z oszczędzaniem, z redukcją
kosztów
– podkreśla członek Krajowej Rady Biegłych Rewidentów.

Komentarz poranny, 14 maja 2013

Giełda poinformowała w komunikacie prasowym, że po sesji 21 czerwca zostanie przeprowadzone korekta kwartalna list uczestników indeksów WIG 20, w efekcie której WIG 20 opuści Boryszew, do indeksu wejdzie natomiast BZ WBK. Informacja negatywna dla akcji Boryszew, które ze względu na spekulacyjny charakter mogą być pod presją podaży w krótkim okresie.

Komentarz dzienny, 14 maja 2013

Zestawienie najnowszych danych GUS z naszymi prognozami dot. rachunku handlowego nie nastraja nas optymizmem (jak zwykle na wykresach ostatnia obserwacja danych NBP to nasza najnowsza prognoza). Po pierwsze, widzimy potencjał do niewielkiego niedoszacowania eksportu (rzędu 200mln EUR) oraz ogromne niedoszacowanie importu (rzędu 1,5mld EUR). Oznacza to, że rachunek bieżący prawdopodobnie nie zamknie się nadwyżką (szacowaliśmy 792mln EUR), tylko znacznym deficytem w okolicach 500mln EUR. Sam zaś rachunek handlowy wykaże deficyt w okolicach 300mln EUR.

Wyniki finansowe Grupy Asseco za pierwszy kwartał 2013 roku

0

Blisko 1,4 mld zł przychodów ze sprzedaży wypracowała w pierwszym kwartale 2013 roku Grupa Asseco. Zysk operacyjny wyniósł 168 mln zł, a wynik netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej ponad 92 mln zł. Grupa wygenerowała w analizowanym okresie środki pieniężne z działalności operacyjnej na poziomie 224 mln zł.

Przychody ze sprzedaży wyniosły 1 346 mln zł, co stanowi 6% wzrost w stosunku do analogicznego okresu 2012 roku. Wynik operacyjny w wysokości 168 mln zł był na porównywalnym poziomie jak rok wcześniej (170 mln zł). Grupa wypracowała zysk netto 124 mln zł, natomiast zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 92 mln zł.

Asseco konsekwentnie realizowało strategię wzrostu wyników dzięki sprzedaży własnych rozwiązań informatycznych. Przychody ze sprzedaży oprogramowania własnego wypracowane w pierwszym kwartale 2013 roku przekroczyły 1,06 mld zł. Sukcesywnie wzrasta także udział własnych rozwiązań w przychodach ogółem, osiągając w pierwszym kwartale 2013 roku 79%. Przychody ze sprzedaży w podziale na sektory świadczą o dobrej dywersyfikacji biznesu (bankowość i finanse 36%, przedsiębiorstwa 38%, instytucje publiczne 26%). Grupa Asseco podpisała w pierwszych trzech miesiącach 2013 roku 1 244 kontrakty zapewniając sobie stabilny portfel zamówień i realizowanych projektów na kolejne kwartały.

Wartość backlogu Grupy na dzień 7 maja wyniosła 4,5 mld zł (7% wzrostu w stosunku do prezentowanego rok wcześniej). Portfel zamówień w kategorii oprogramowanie i usługi własne wzrósł o 8% w stosunku do prezentowanego rok wcześniej (3,5 mld, 3,3 odpowiednio).

World Trends, 13 maja 2013

Podczas ostatniej sesji indeks blue chipów tylko przez chwilę próbował poderwać się na północ, jednakże czwartkowe objęcie bessy nie pozwoliło na wyprowadzenie mocniejszej kontry. Benchmark nie zdołał także powrócić powyżej dwustusesyjną dzienną średnią, co nie jest optymistycznym prognostykiem w średnim terminie i chociaż cały tydzień wypadł na plusie, to jednak ostatnie dwie sesje obnażyły słabość największych byków znad Wisły.

Jak tworzyć odpisy aktualizujące należności?

W spółkach często zauważyć można skłonność do zaniżania odpisów aktualizujących należności lub też próby uniknięcia jego utworzenia. Jednak zgodnie z artykułem 28 ust.1 pkt 2 ustawy o rachunkowości (UoR), istnieje obowiązek wyceny należności w kwocie wymaganej zapłaty – trzeba jej dokonać nie rzadziej niż na dzień bilansowy. Wszystko to przy zachowaniu zasady ostrożności – mówi Michał Szalak, konsultant w Baker Tilly Poland.

Na jednostce spoczywa obowiązek dokonania odpisu aktualizującego wartość należności przynajmniej na dzień bilansowy. Oczywiście podmiot może zdecydować o częstszym dokonywaniu odpisów, choćby z chwilą zaistnienia przesłanek wskazujących na taką konieczność.

W art. 35b ust. 1 ustawa o rachunkowości wskazuje, iż wartość należności podlega aktualizacji przy uwzględnieniu stopnia prawdopodobieństwa ich zapłaty przez dokonanie odpisu aktualizującego, gdy mamy do czynienia z:
• należnościami od dłużników postawionych w stan likwidacji lub w stan upadłości,
• przypadkiem oddalenia wniosku o upadłość, gdy majątek dłużnika nie wystarcza na zaspokojenie kosztów postępowania upadłościowego – w pełnej wysokości należności;
• należnościami kwestionowanymi przez dłużników oraz z których zapłatą dłużnik zalega,
• należnościami stanowiącymi równowartość kwot podwyższających należności, w stosunku do których uprzednio dokonano odpisu aktualizującego
• należnościami przeterminowanymi lub nieprzeterminowanymi o znacznym stopniu prawdopodobieństwa nieściągalności.

Ostatni punkt pozostawia pole do kształtowania wysokości odpisu. W przypadku nieprzeterminowanych należności trudno jednoznacznie oszacować prawdopodobieństwo ich nieściągalności. Dlatego tylko dysponując doświadczeniem w danej branży, wiedzą o dotychczasowym przebiegu współpracy z kontrahentem czy też informacją o jego aktualnej kondycji finansowej, można podjąć racjonalną decyzję dotyczącą konieczności i wysokości utworzenia odpisu.

Polityka rachunkowości pomocna przy tworzeniu odpisu

W tworzeniu odpisu aktualizującego należności pomocna może okazać się polityka rachunkowości stosowana w jednostce. Istnieje możliwość umieszczenia w niej wskazówki co do podstaw tworzenia odpisu, na przykład uznając okres zaległości w płatności za podstawę ustanowienia odpisu. Spółka dysponując danymi historycznymi i bieżącymi informacjami może ustalić przedziały czasowe, według których będzie dokonywała odpisów należności w odpowiedniej proporcji do okresu przeterminowania płatności. Przeprowadzając analizę wiekową należności, nie należy mylić terminu wystawienia faktury i daty płatności. Okres zwłoki w ich uregulowaniu trzeba bowiem liczyć od ustalonego dnia terminu zapłaty. Do należności o istotnym poziomie wartości nie można podchodzić standardowo i taki przypadek traktuje się odrębnie, dochodząc do informacji o przyczynie zwłoki i sytuacji finansowej kontrahenta. Warto też wziąć pod uwagę reakcję dłużnika na prośbę o dokonanie zaległej zapłaty oraz to, czy w umowie zostało zawarte zabezpieczenie transakcji, na przykład w postaci gwarancji lub weksla.

Ponieważ utworzenie odpisu i ujęcie go w księgach ma negatywny wpływ na wynik jednostki, nierzadko można spotkać się z niechęcią do jego tworzenia. Tym bardziej, że nie w każdym przypadku tworzony odpis ma charakter kosztu podatkowego. Zgodnie z art. 16 ust. 2a pkt 1 ustawy o podatku dochodowym (updop), aby potraktować odpis w ten sposób, nieściągalność wierzytelności musi zostać uprawdopodobniona. Przypadki, gdy można ją za taką uznać, określa art. 16 2a ust.1 updop (patrz ramka 1).

Oczywiście nie jest to pełen wachlarz przesłanek do uprawdopodobnienia nieściągalności. Spółka może udokumentować ją też w inny, wiarygodny sposób. Należy jednak pamiętać, że kosztem podatkowym będzie odpis aktualizujący wartość należności wyłącznie w jej kwocie netto.

Komentarz poranny, 13 maja 2013

Dzisiejszy Parkiet doniósł, że Rabobank sonduje rynek odnośnie potencjalnej sprzedaży BGŚ. Rzekomo ma być to element przeglądu sytuacji na rynkach, na których działają Holendrzy. Jesteśmy zaskoczenie taką informacją, szczególnie że rok temu Rabobank przeprowadził wezwanie na akcje BGŚ po relatywnie wysokiej cenie (72,5 PLN względem obecnej wyceny rynkowej na poziomie 49,55 PLN). Obecnie posiada 98% kapitału spółki.

Prezes LOT-u: najpierw większe przychody i cięcia kosztów, potem prywatyzacja

Na początek zwiększenie przychodów, zmniejszenie kosztów, a docelowo prywatyzacja LOT-u – taki plan ma prezes polskiego przewoźnika Sebastian Mikosz. Zwolnienia, choć jest o nich głośno, nie są najważniejszym elementem restrukturyzacji. Droga do rozmów z potencjalnymi inwestorami stoi otworem – Sejm w piątek uchylił ustawę o przekształceniu własnościowym PLL LOT, co oznacza, że państwo nie musi być większościowym udziałowcem w lotniczej spółce. tym samym staje się możliwa jej sprzedaż.

– Od samego początku jestem zwolennikiem tezy, że prywatyzacja jest elementem niezbędnym i koniecznym do tego, żeby LOT trwale zaistniał na rynku – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Sebastian Mikosz, prezes zarządu PLL LOT. – Cała branża przeżywa ogromne trudności, LOT też, więc dla mnie nie jest to w kategoriach tego, czy się da, czy się nie da uratować. Jeśli jest wola w załodze i jest wiara, to to zrobimy.

Mikosz podkreśla, że na całym świecie trwa konsolidacja w branży lotniczej. Niedawno Korean Air kupił duży, choć mniejszościowy pakiet akcji czeskich linii CSA. Łączą się również wielkie amerykańskie linie – US Airways i American Airlines.

Do tego na polskim rynku rośnie konkurencja. Coraz więcej przewoźników oferuje rejsy z polskich miast. W ostatnich miesiącach rejsy do Warszawy uruchomili dwaj potentaci z rejonu Zatoki Perskiej – Emirates i Qatar Airways. Według Mikosza, to wszystko potwierdza, że mamy do czynienia z rynkiem globalnym. Dlatego konsolidacja jest jedynym sposobem na przetrwanie.

Prezes LOT-u podkreśla, że w takich warunkach nie można już mówić o przewoźnikach narodowych, a co najwyżej o europejskich. Dlatego nie należy obawiać się utraty kontroli nad linią przez Skarb Państwa, choć jest to dla wielu osób trudne do zaakceptowania. Mikosz widzi przyszłość linii w jednej z dużych, międzynarodowych grup lotniczych, jednak zakłada, że marka „LOT” zostanie utrzymana.

– Dla mnie jest jednoznaczne, że najlepszym rozwiązaniem dla LOT-u byłoby zostać częścią większej grupy lotniczej, holdingu lotniczego, po to, żeby oferować jak najwięcej przewozów z Warszawy, ale też po to, żeby być wkomponowanym w większą strukturę, która jest w stanie zapewnić LOT-owi trwałą obecność na rynku światowym – zapowiada Sebastian Mikosz. – Najlepszym rozwiązaniem dla nas jako dla firmy jest zostać częścią tego procesu i po prostu istnieć dalej pod własną marką tak jak wszyscy przewoźnicy, którzy się integrują, ale mając silnego partnera.

Do tej pory władze nie prowadziły rozmów z potencjalnymi zainteresowanymi partnerami, ponieważ na drodze stała ustawa o przekształceniach własnościowych, zgodnie z którą Skarb Państwa musi posiadać minimum 51 proc. udziałów w PLL LOT. 10 maja posłowie zadecydowali o jej uchyleniu.

Prywatyzacja może być jednak utrudniona przez poważny kryzys branży lotniczej, zwłaszcza w Europie. A zgodnie z unijnym prawem, spółki spoza Wspólnoty nie mogą być większościowymi udziałowcami linii lotniczych zarejestrowanych na terenie UE.

Mikosz podkreśla, że w celu zainteresowania inwestorów LOT musi przede wszystkim zwiększyć przychody i zmniejszyć koszty. Wiąże się to ze zwolnieniami, ale nie są one najważniejszym elementem planu restrukturyzacji.

– Moją dewizą jest to, żeby LOT więcej zarabiał, czyli więcej latał, miał większe przychody, to matematycznie jest najprostszy sposób na obniżenie kosztów, bo jeśli jesteśmy w stanie tą samą flotą i nawet zmniejszoną trochę załogą wykonać więcej rejsów dziennie i więcej zarobić, automatycznie mamy niższe koszty – mówi prezes LOT-u.

Do ostrzejszych cięć kosztów może jednak zmusić Komisja Europejska, która musi zaakceptować plan restrukturyzacji i pomocy finansowej z budżetu państwa. Mikosz podkreśla jednak, że wykona zalecenia Brukseli, ale będzie starał się maksymalnie ograniczyć cięcia.

Airberlin zwiększa liczbę i częstotliwość połączeń

Airberlin stawia na rozbudowywanie siatki połączeń i zwiększanie ich liczby. W bogatej ofercie firma widzi szanse na rozwój w kryzysie. Rozkład lotów jest oparty na dużych możliwościach lotniska w Berlinie, gdzie pasażerowie, również z Polski, przesiadają się na połączenia do innych części świata.

Airberlin to druga co do wielkości linia lotnicza w Niemczech. Lata w ponad 150 kierunkach, obsługując pasażerów z około 40 państw na całym świecie. Także z Polski.

– Nasza oferta w Polsce to uruchomione od 23 marca loty trzy razy dziennie pomiędzy Warszawą a Berlinem – mówi Otto Gergye, wiceprezes ds. sprzedaży i spraw operacyjnych w airberlin. – Do stolicy Niemiec latamy również trzy razy dziennie z Krakowa i dwa razy dziennie z Gdańska.

Wiceprezes niemieckiego przewoźnika nie ukrywa, że sytuacja na rynku nie jest łatwa. Przez kryzys ludzie rezygnują z podróży albo wybierają inny środek transportu.

– Otoczenie europejskie z powodu kryzysu w strefie euro to dla nas teraz duże wyzwanie. Będziemy koncentrować się na naszych głównym kompetencjach i skupiać się na naszej siatce połączeń tak, by budować huby, pogłębiać naszą współpracę z Etihad czy partnerami z linii oneworld. Dzięki temu powinniśmy poradzić sobie w tym trudnym okresie na rynku europejskim – tłumaczy Gergye.

Zarząd linii strategię rozwoju na najbliższe lata opiera o bogatą, gęstą i różnorodną siatkę połączeń. Przykładem są loty z Warszawy do stolicy Niemiec, które jeszcze nigdy nie były realizowane tak często, a które wśród klientów cieszą się dużym powodzeniem. Podobnie jak połączenia z Krakowa i Gdańska.

– Zwiększamy częstotliwość lotów z Berlina do wielu europejskich miast, takich jak Kopenhaga, Sztokholm i Budapeszt – mówi Otto Gergye. – Niektóre z nich to nowe kierunki, np. Bukareszt, Sofia i Madryt.

Airberlin oferuje swoim klientom bogatą sieć połączeń z innymi niemieckimi miastami, m.in. Norymbergą, Stuttgartem, Monachium czy Kolonią. Uzupełnieniem oferty są długodystansowe loty do Stanów Zjednoczonych, w tym do Nowego Jorku, Chicago, Miami i Los Angeles Przewoźnik oferuje też inne kierunki w ramach tzw. połączeń codeshare ze swoim partnerem z sojuszu oneworld, liniami American Airlines.

– Mamy również znakomitą łączność z Krakowa, Warszawy, Gdańska do Abu Dhabi, to dzięki naszemu partnerowi Etihad. Latamy też do Australii, w rejon Południowego Pacyfiku, Południowo-Wschodniej Azji i oczywiście Bliskiego Wschodu – wymienia wiceprezes airberlin.

Zapewnia, że siatka połączeń z Berlina w kierunkach azjatyckich jest tak skonstruowana, by zapewnić komfortowe warunki przesiadkowe pasażerom przybyłych z innych części Europy. W tym także i z Polski.

– Z Abu Dhabi z kolei nasz partner Etihad Airways oferuje znakomite połączenia na Półwysep Indyjski, do Pakistanu, do Chin, Japonii, Australii, Hong Kongu i oczywiście do Afryki, do Johannesburga czy do Lagos – mówi Gergye.

Wiceprezes firmy, która w 2012 roku przewiozła ponad 33 miliony pasażerów, na razie nie chce zdradzać szczegółowych planów rozwoju, chociaż przyznaje, że airberlin nieustannie przygląda się nowym kierunkom

Komentarz dzienny, 13 maja 2013

Inflacja w Czechach wyniosła 1,7% r/r – tyle samo co w poprzednim miesiącu i zgodnie z konsensusem rynkowym. Ceny żywności spadły o 0,5%, co plasuje kwiecień daleko w lewej części rozkładu zmian cen na przestrzeni ostatnich 14 lat (niższe tempa wzrostu, odpowiednio -1,5% oraz -0,7%, odnotowano tylko dwukrotnie). Zmiany cen żywności w kwietniu w Polsce i w Czechach są silnie skorelowane (wyrwa w tym obrazie nastąpiła tylko w latach 2009-2010). Po wstawieniu zmian cen żywności w Czechach do modelu opartego na danych polskich otrzymujemy istotne ryzyko w dół dla naszej wcześniejszej prognozy cen żywności w okolicach 0,8%. Wynosi ono równo 0,3pp, a więc jest wystarczające do zrewidowania naszej wcześniejszej prognozy inflacji w Polsce z 0,7% do 0,6%.

Miesięczny raport analityczny – maj 2013

Rynki finansowe obstawiają dalsze łagodzenie polityki monetarnej (ECB, utrzymanie QE przez FED) i ożywienie gospodarcze w Europie na jesieni. Jeżeli majowe odczyty wskaźników wyprzedzających nie potwierdzą tych oczekiwań, zapewne sprawdzi się powiedzenie: Sell in May and go away. Z drugiej strony może to oznaczać koniec programów zaciskania fiskalnego i poprawę perspektywy na 2014.

Astarta, 6 maja 2013

W 2013 roku Ukrsahar – organizacja zrzeszająca producentów cukru na Ukrainie – spodziewa się spadku areału buraka cukrowego o 20-25% (344 tys. ha vs. 458 tys. ha w 2012 roku i 532 tys. ha w 2011 roku). Prognozujemy, że mniejszy areał uprawy spowoduje spadek produkcji cukru do 1,65MT vs. 2,22 MT rok wcześniej i zmniejszenia podaży na początku sezonu 2013/14 (X’13) do 2,1 MT (vs. 2,59 rok wcześniej i 2,38MT dwa lata wcześniej).

Polish Weekly Review, 10 maja 2013

Last Wednesday, the MPC cut all rates by 25bp (repo rate is now at record low of 3%) and opened doors for further easing. We expected a more decisive move but even a 25bps cut surprised Polish analysts who were too concerned by the political rifts within the Council and forgot about macroeconomic considerations. The cut was justified, in line with our expectations, by the scale of negative surprises and deviations from the current NBP inflation projection. Officially, the Council chose to cut by 25 bps in order to proceed smoothly and avoid shocking markets. The diagnosis of economic developments from the official statement is surely not optimistic, nor was the tone of the press conference afterwards. Governor Belka spoke about ”quasi-stagnation” and an unsatisfying structure of Polish growth (contracting domestic demand). The tone of the statement (the last paragraph in particular) turned out to be more dovish than last month. The Council’s decisions in the coming months \textit{will depend on the assessment of the incoming data with regard to probability of inflation remaining markedly below the NBP target in the medium term}. More importantly, references to developments in the real sphere were excluded from the statement – we interpret this as a dovish move. The message of the conference was not as unambiguous as that of the statement’s. Governor Belka repeatedly refrained from announcing new cuts only to point out that there is a lot of room for further cuts, that the Council’s stance remains accommodative, and to formulate pessimistic forecasts on his own.

LOT walczy o klienta: modernizuje starą flotę i myśli o zakupie nowych, wąskokadłubowych samolotów.

LOT zamierza modernizować i wzbogacać swoją flotę. Zarząd spółki myśli o zakupie samolotów wąskokadłubowych, czyli nieco mniejszych od Dreamlinerów, które zastąpiłyby wysłużone już maszyny. To oraz inne kroki, polegające na wzbogaceniu siatki połączeń i umowy czarterowe z touroperatorami, mają być istotnym argumentem w walce o klienta.

Mimo trudnej sytuacji finansowej, w jakiej znajduje się LOT, spółka nie zamierza rezygnować z zapoczątkowanej już wcześniej modernizacji floty. Pierwszym krokiem była decyzja o wymianie przestarzałych Boeingów 767 na nowoczesne Dreamlinery, czyli Boeingi 787.

 – To była racjonalna decyzja, podjęta w 2005 roku i tej floty się będziemy trzymać – mówi  Sebastian Mikosz, prezes PLL LOT.

Kolejnym etapem przebudowy parku maszyn ma być zakup samolotów wąskokadłubowych, czyli nieco mniejszych od Dreamlinera. Miałyby one zastąpić, latające dzisiaj w barwach LOT-u Boeingi 737, które zostaną wycofane w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Władze przewoźnika przyznają, że jest kilka pomysłów na rozwiązanie tej sytuacji.

 – Embraery są dla nas dziś częściowo flotą trochę za małą, bo konkurencja lata znacznie większymi samolotami, oferując tym samym większą liczbę tanich miejsc – przyznaje Mikosz, dodając, że bardzo prawdopodobny jest zakup Boeinga 737 NG albo Airbusa 320. Te ostatnie byłyby dla spółki nowością, ale – jak przyznaje prezes – nowością, której LOT się nie boi.

Są zmiany w siatce połączeń

Mimo że siatka połączeń na lato od wielu miesięcy jest już zaplanowana, władze wprowadziły ostatnio pewne modyfikacje.

 – Bardzo silnie walczymy o utrzymanie rejsów do Kairu i Erewania – mówi Sebastian Mikosz. – Uważam, że to są rynki, które LOT powinien obsługiwać.

Spółka spróbuje zmierzyć się z tym wyzwaniem, mimo że jak mówi jej szef, nie należą one do „łatwych kierunków”. Szczególnie Egipt, ze względu na trudną sytuację polityczną. LOT liczy również na częstsze wakacyjne połączenia do Nowego Jorku i Chicago, bowiem wtedy jest największe zapotrzebowanie na oba kierunki.

Przewoźnik podpisał również w ostatnich dniach umowę z touroperatorem, firmą Rainbow Tours, która obejmuje obsługę rejsów czarterowych z Warszawy do najpopularniejszych miejsc na świecie.

 – Jestem z tego bardzo zadowolony, ponieważ jest to nowe otwarcie produktowe – mówi Mikosz tłumacząc, że do tej pory LOT wykonywał jedynie czartery letnie, organizowane doraźnie. – Kiedy ktoś potrzebował danego dnia przelot, na 2-3 godziny, byliśmy w stanie mu to zaoferować.

Teraz będzie to wyglądało zupełnie inaczej. Przewoźnik obsługiwał będzie nowe, znacznie dłuższe trasy, m.in. do Bangkoku, Varadero czy Cancun To także nowość dla samych biur podróży.

 – To, że będzie to przelot samolotem, przystosowanym z punktu widzenia komfortu do długich przelotów, że bezpośredni lot z rodziną, np. do Bangkoku będzie trwał 9 godzin, a nie 18, powinno mieć znaczący wpływ na to, by rynek urósł – mówi Sebastian Mikosz. – To daje jeszcze większą determinację, by próbować porozumieć się z innymi touroperatorami, by korzystali z tego produktu w okresie, kiedy my mamy wolne moce, bo jest niższy sezon w przewozach regularnych.

World Trends, 10 maja 2013

Na wczorajszej sesji obóz byczy doznał małej zadyszki. Indeks pierwszej dwudziestki obniżył swoje notowania ostatecznie o 0,8% do poziomu 2349. Lokalnie zagrożeniem dla naszego parkietu może być Wall Street, która po serii zwyżek przerwała marsz w górę.  Indeks S&P500 spadł ostatecznie o 0,37%, natomiast DJ IA spadł o 0,15%. Delikatną nerwowość na Wall Street można wytłumaczyć wypowiedzią Charlesa Plossera, szefa FED z Filadelfii, który stwierdził, że FED może ograniczyć środki stymulujące gospodarkę.

Prof. D. Filar prognozuje: nie będzie kolejnej obniżki stóp procentowych.

0

W czerwcu nie będzie kolejnej obniżki stóp procentowych  prognozuje prof. Dariusz Filar. Były członek Rady Polityki Pieniężnej uważa, że decyzje Rady nie  powinny być dyktowane tylko niskim obecnie poziomem inflacji. Ta może szybko wzrosnąć, a wpływ ostatnich obniżek na realną gospodarkę będzie odczuwalny dopiero w 2015 roku.

 – Rada Polityki Pieniężnej pozostaje w tej chwili  jeśli chodzi o obniżki  pod dwojakiego rodzaju presją – mówi profesor Dariusz Filar, członek Rady Gospodarczej przy Premierze, były członek RPP. – Z jednej strony to obniżane prognozy wzrostu gospodarczego. Widzimy dosłownie miesiąc po miesiącu prognozy, które pokazują coraz niższy wzrost gospodarczy.

Jego zdaniem w najbliższych kwartałach nie będzie lepiej. Druga sprawa to niski poziom inflacji.

 – Bieżąca inflacja jest dosyć kontrowersyjnym zagadnieniem. Po raz pierwszy w historii naszej inflacji doszło do zrównania się inflacji mierzonej wskaźnikiem CPI i inflacji bazowej. Tego nigdy nie mieliśmy w przeszłości – zwraca uwagę Dariusz Filar.

Inflacja bazowa to inflacja bez cen energii i żywności. A energia i żywność (ujmowana w wyliczeniach inflacji CPI – Consumer Price Index) zawsze podbijały inflację bazową w górę.

 – W tej chwili jest inaczej. Uważam, że ten niski poziom inflacji ma w dużej mierze charakter nadzwyczajny i nie ma gwarancji, że taka niska inflacja mierzona wskaźnikiem CPI utrzyma się w przyszłości. Z punktu widzenia samej analizy inflacji, ja zachowywałbym się ostrożniej niż Rada Polityki Pieniężnej i czekałbym na lipcową projekcję i próbę spojrzenia w przyszłość – mówi członek Rady Gospodarczej przy Premierze.

Eksperci przekonują, że na podjęcie decyzji przez RPP o obniżce głównej stopy procentowej do poziomu 3 proc. mogła mieć wpływ niedawna decyzja Europejskiego Banku Centralnego. EBC obniżył stopy procentowe w strefie euro o 25 pkt. bazowych do rekordowo niskiego poziomu 0,5 proc.

 – Obniżanie kosztów kredytu, co najlepiej pokazuje w tej chwili strefa euro, jest dyskusyjne w warunkach tak dużej niepewności jak dzisiaj. Można zejść ze stopą bardzo nisko i nie mieć wpływu pieniądza do strefy realnej – mówi były członek RPP.

Dariusz Filar uważa, że w najbliższym czasie obniżek w Polsce nie będzie.

 – Zobaczymy natomiast, co pokaże projekcja. Przypomnę tylko, że horyzont pełnego zmaterializowania się decyzji o stopie procentowej w gospodarce realnej to są prawie dwa lata. W gruncie rzeczy, gdyby była jakaś decyzja w lipcu, to jej efekty będziemy w pełni obserwować w II kwartale 2015 roku – wyjaśnia.

Wzrost liczby przestępstw gospodarczych. Nowe zagrożenia dla uczciwych firm wynikiem kryzysu?

Kryzys oznacza dla firm nie tylko działanie w trudnych warunkach gospodarczych, ale także rosnącą liczbę zagrożeń w postaci nieuczciwych kontrahentów, podmiotów próbujących wyłudzić towary czy usługi lub wykraść dane. Jedno z największych niebezpieczeństw to wejście często nieświadome w łańcuch firm, które nie płacą podatku VAT. Przedsiębiorcy muszą też uważać na nieuczciwych pracowników. Według specjalistów, jedynie profilaktyka może uchronić biznes i jego właściciela przed kłopotami.

O 30 proc. w ubiegłym roku wzrosła liczba wykrytych przez Urzędy Kontroli Skarbowej pustych faktur, za pomocą których nieuczciwi przedsiębiorcy próbują wyłudzić zwrot podatku VAT. Kontrolerom udało się wykryć 152,7 tys. takich dokumentów, na łączną kwotę 15,2 mld zł.

 – Urzędy skarbowe przychodzą i egzekwują należności od podmiotów, które w tym łańcuchu uczestniczą, czasami nieświadomie. Trzeba myśleć i sprawdzać wiarygodność potencjalnych kontrahentów – mówi Agencji Informacyjnej Newseria nadinspektor Adam Rapacki, wspólnik zarządzający Kancelarii Bezpieczeństwa Rapacki i Wspólnicy.

Pośrednim zagrożeniem dla przedsiębiorców jest też rosnąca szara strefa. Firmy, które w niej funkcjonują uniemożliwiają uczciwą konkurencję.

 – Mamy takie segmenty, w których ta patologia rozwinęła się do niebotycznych rozmiarów, i często wprost przerasta nawet ten legalny obrót towarem. Z drugiej strony w trudnej sytuacji gospodarczej, w walce o rynek przedsiębiorcy często idą na skróty i kupują towar dużo taniej, świadczą usługi dużo taniej, nie patrząc, że może to być naruszeniem pewnych przepisów prawa – mówi Adam Rapacki.

Drugi rodzaj zagrożeń dla firm to te z wewnątrz, powodowane przez pracowników.

 – Nasi pracownicy nie utożsamiają się z firmą, patrzą i traktują firmę jako miejsce, z którego jak najwięcej można wyciągnąć na własną korzyść. Budowa wewnętrznej polityki bezpieczeństwa, wdrażanie pewnej strategii antykorupcyjnej w poszczególnych firmach daje szansę, że ten biznes jest bezpieczniejszy od strony wewnętrznej   podkreśla Adam Rapacki.

Rozwiązaniem jest budowa w firmie polityki bezpieczeństwa, zarówno wewnętrznej jak i zewnętrznej. Jak podkreśla ekspert, przedsiębiorcy powinni również mieć poczucie, że w razie problemów mogą liczyć na pomoc instytucji państwowych i służb.

 – Niestety w naszych realiach jest tak, że instytucje i służby państwowe skupiają się bardziej na ochronie przedsiębiorstw z udziałem Skarbu Państwa, mniej na ochronie tego segmentu prywatnego. To trochę przez brak świadomości, że dzisiaj gros wpływów do budżetu państwa to są podatki wynikające z działalności gospodarczej właśnie sektora prywatnego – mówi Adam Rapacki.

Zdaniem ekspertów świadomość dotycząca budowania systemu bezpieczeństwa w firmach rośnie. Najlepiej jest w dużych firmach, które mają powiązania z zagranicą.

 – Nasi rodzimi przedsiębiorcy dostrzegają często problem, kiedy już mleko się rozleje. Wtedy już zaczynają się kłopoty i wtedy szukają pomocy w różnego rodzaju kancelariach doradczych, adwokackich. Zdecydowanie taniej jest stworzyć szczelny system bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego firmy, niż później reagować post factum na zdarzenia – mówi Rapacki.

Komentarz poranny, 10 maja 2013

Kruk poinformował, że Rafał Janiak, Członek Zarządu odpowiedzialny za finanse, złożył rezygnację z pełnionej funkcji z dniem 31 sierpnia 2013 z powodów prywatnych (miejsce zamieszkania poza Polską). Zostanie on zastąpiony przez Michała Zasępę, obecnie Członka Zarządu ds. Inwestycji i Rozwoju. Jednocześnie Kruk przekazał, że jego Rada Nadzorcza w formie uchwały zmniejszyła liczbę członków zarządu z sześciu na pięciu.

Komentarz dzienny, 10 maja 2013

W ubiegłym tygodniu zarejestrowano 323 tys. nowych bezrobotnych, 4 tys. mniej niż w poprzednim tygodniu. 4-ro tygodniowa średnia powędrowała tym samym do poziomu 336,7 z 343 tys. odnotowanych tydzień wcześniej. Odczyt tygodniowy jest najniższy od 5,5roku (a dokładnie najniższy od stycznia 2008 roku). Łącznie z raportem o NFP dane sugerują, że gospodarka amerykańska wchodzi w soft patch w dobrej kondycji. Choć dane o sprzedaży i produkcji pogarszają się, przedsiębiorstwa nie ograniczają zatrudnienia (można to tłumaczyć dobrymi wynikami finansowymi), koncentrując się raczej na ograniczeniu liczby przepracowanych godzin (patrz nasz komentarz do NFP). Oznacza to, że przedsiębiorstwa traktują soft patch właśnie jako soft patch, a nie dłuższe spowolnienie koniunktury.

W jakim stopniu komórka może zastąpić tradycyjny portfel?

Korzystanie z portfela w komórce pozwala na oszczędność pieniędzy. Oznacza nie tylko wygodne płacenie, ale również zwalnia z konieczności pamiętania o zabraniu ze sobą kart lojalnościowcyh, biletów, czy kuponów rabatowych – to główne wnioski z raportu „Opening the Mobile Wallet” przygotowanego przez firmę doradczą PwC.

Z raportu firmy doradczej PwC wynika, że najważniejszą zaletą z korzystania z portfela w komórce jest oszczędność pieniędzy dzięki różnego rodzaju ofertom rabatowym skierowanym specjalnie do tej grupy użytkowników. Taką korzyść zadeklarowało aż 78 proc. przebadanych przez PwC osób. Na drugim miejscu znalazł się łatwiejszy dostęp do kart i kuponów lojalnościowych – według 67 proc. badanych dzięki portfelowi w telefonie będą je mieli zawsze przy sobie i szybciej je zlokalizują niż w tradycyjnych miejscach. 57 proc. zauważa wśród korzyści większą wygodę oraz oszczędność czasu.

Aż 66 proc. respondentów objętych badaniem PwC chce używać portfela w telefonie zamiast kupowania i noszenia tradycyjnych biletów, zarówno tych upoważniających do korzystania ze środków transportu, jak i wejścia na koncerty, do kina czy teatru. Według nich wydrukowane bilety łatwiej jest zgubić lub ich zapomnieć. Dla 58 proc. ankietowanych portfel w telefonie w wygodny sposób zastąpi tradycyjny dowód ubezpieczenia medycznego czy samochodowego.

Raport firmy doradczej PwC został opracowany na podstawie dwufazowych badań. Pierwsza faza objęła ankiety przeprowadzone on-line w okresie od listopada 2012 r. do stycznia 2013 r. na próbie 1.000 osób w wieku 18-74 lata. W drugiej fazie uzyskano wnioski z grup dyskusyjnych z Dallas w Teksasie, gdzie pytano badanych o powody ich zachowań zgłoszonych w ankiecie.

Comarch w pierwszym kwartale 2013 roku uzyskał 1,3 mln zł ze sprzedaży produktów w chmurze

0

Sprzedaż produktów Comarch w chmurze informatycznej w pierwszym kwartale 2013 roku wyniosła 1,3 mln zł, odnotowując wzrost o 36 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. 

– Firmy szukają dzisiaj realnych oszczędności także przy zakupie systemów informatycznych. Badania pokazują, że 75 proc. polskich firm chce korzystać z rozwiązań w chmurze, bo dzięki takiemu modelowi unikają konieczności zakupu drogich systemów informatycznych, sprzętu czy licencji, czasochłonnej instalacji oraz nie muszą zatrudniać specjalisty ds. IT w swoich przedsiębiorstwach – mówi Zbigniew Rymarczyk, wiceprezes Comarch, dyrektor Sektora ERP. – Stale rośnie grono firm, które korzystają z Chmury Comarch. Obecnie mamy prawie 30 tys. klientów i wśród dostawców IT jesteśmy jedyną firmą z tak bogatą i kompleksową ofertą w modelu usługowym. Odnotowujemy również stały wzrost sprzedaży rozwiązań Comarch ERP w chmurze, także drugi kwartał tego roku zapowiada się obiecująco – podkreśla Zbigniew Rymarczyk.

Comarch przygotował „Małą książeczkę o cloud computingu”, w której odpowiada na pytania, dlaczego każdy przedsiębiorca powinien zastanowić się nad wyborem chmury do swojej firmy, od czego zacząć jej wdrażanie, dlaczego model ten staje się coraz bardziej popularna i jaka jest prawda o powszechnie panujących mitach na jego temat. W przejrzystej, ilustrowanej formie przedstawiono najważniejsze informacje o technologii chmury i sposobach jej wykorzystania w przedsiębiorstwie. Publikacja jest już dostępna w formie elektronicznej, do pobrania za darmo, na stronie internetowej: www.Chmura.Comarch.pl/Ksiazeczka.

W 2012 roku aż 64 proc. firm z rynku MSP korzystało z oprogramowania w modelu usługowym. W tym samym roku ponad połowa, bo aż 52 proc. dużych przedsiębiorstw, wybrała oprogramowanie w chmurze. – Popularność chmury zwiększa się, gdyż przedsiębiorcy nie muszą inwestować dużych środków własnych by korzystać z wysokiej jakości informatyki. Bariery wejścia i wyjścia są niskie – tłumaczy Zbigniew Rymarczyk.

Dwa z palety rozwiązań Comarch w chmurze: Comarch ERP iFaktury24 (program służący do samodzielnego, zarządzania firmą przez Internet – fakturami, magazynem i księgowością) oraz iBard24 (narzędzie do backupu danych) 22 kwietnia 2013 roku zostały wprowadzone do platformy T-MobileCloud, stworzonej przez partnera Comarch – T-Mobile.

World Trends, 9 maja 2013

Na Wall Street panuje bezapelacyjna hossa co zostało podkreślone podczas wczorajszej sesji kolejnym rekordem indeksu S&P500, który wzrósł na zamknięciu o 0,4%.  Wzrostami zakończyły się również notowania indeksu Dow Jones (wzrost o 0,3%) oraz Nasdaq (wzrost o 0,5%).  Źródło optymizmu na Wall Street można tłumaczyć lepszymi wynikami finansowymi większości spółek. 2/3 spośród wszystkich spółek które przedstawiły wyniki finansowe z indeksu S&P500 poprawiły swoje wyniki.

Bezpodstawne oskarżenia Czechów w sprawie afery mięsnej?

Czesi wciąż nie przesłali polskiej stronie próbek dowodzących obecności koniny w wyprodukowanym w Polsce mięsie wołowym – ujawnia Marek Sawicki. Zdaniem byłego ministra rolnictwa, czeskie oskarżenia o fałszowanie polskich wyrobów mięsnych są przejawem nieuczciwej walki konkurencyjnej. Politycy ulegają lobby producentów, którzy obawiają się konkurencji polskich produktów. Utrudnia to wzajemne porozumienie.

Według Marka Sawickiego, oskarżenia strony czeskiej pod adresem polskich produktów wynikają z chęci zwalczenia konkurencji dla mniej nowoczesnego rolnictwa czeskiego.

 – Czesi nie przedstawili polskiej Inspekcji Weterynaryjnej żadnych dowodów na pomówienia, które stosowali wobec polskich produktów – mówi Agencji Informacyjnej Newseria były minister rolnictwa Marek Sawicki. – Zachowanie czeskich organizacji rolniczych i zajmujących się przetwórstwem mogę do pewnego stopnia zrozumieć, gdyż polskie produkty żywnościowe wysokiej jakości są naturalną konkurencją dla produktów czeskich. Uważam jednak, że krytyka naszych produktów powinna być potwierdzona przez pobrane próbki, a takich próbek nie otrzymaliśmy – dodaje polityk PSL.

Jak podkreśla, roczna wartość polskiego eksportu żywności do Czech jest szacowana na 1 mld euro. Jest to porównywalne z eksportem do Wielkiej Brytanii. Czechy są jednym z najchłonniejszych rynków zbytu polskich artykułów spożywczych.

W lutym w wołowinie i wieprzowinie importowanej z Polski, jak również w polskich hamburgerach, Czesi wykryli koninę. Ponadto na przełomie marca i kwietnia w mięsnym sklepie w Morawskiej Ostrawie wykryto w koninie obecność fenylbutazonu. Ten lek przeciwbólowy dla koni ma działanie rakotwórcze. Ta skażona konina również miała pochodzić w Polski.

 – Czesi nie przysłali do Polski próbek mięsa wołowego, w którym znajdowałaby się konina – mówi Sawicki. – Pamiętam, że gdy byłem ministrem rolnictwa moi czescy odpowiednicy również głośno oskarżali polskie wyroby. Jednak, gdy spotykaliśmy się w Brukseli, aby omówić szczegóły, to brakowało im argumentów. Ulegali lobby handlowemu, lobby produkcyjnemu, związkowemu Czech, natomiast nie przedstawiali na to dowodów.

Spotkania polityków mogą nie rozwiązać problemu

6 maja odbyło się spotkanie polskiego ministra rolnictwa, Stanisława Kalemby, z jego czeskim odpowiednikiem, Peterem Bendlem. Bendl powiedział dziennikarzom, że wśród przebadanych w 2012 r. przez Państwową Inspekcję Rolniczo-Żywnościową próbek żywności, standardów nie spełniało 24,1 proc. produktów polskich i jedynie 14,5 proc. czeskich. Zapewnił jednocześnie, że kontrole w Czechach nie są skierowane szczególnie przeciw polskim produktom.

Z kolei minister Kalemba przekonywał, że polska żywność nie odbiega jakościowo od średniej unijnej. Ministrowie rolnictwa obydwu państw zobowiązali się do współpracy, której pierwszym przejawem mają być staże wymienne inspektorów żywności z Polski i Czech. Zdaniem Sawickiego jednak rozwiązania dyplomatyczne nie są w pełni wystarczające.

 – Jeśli czeskie związki, organizacje i handel będą wobec Polski stosowali  nieuczciwe metody walki konkurencyjnej, to konieczne może okazać się wstąpienie przez polskie organizacje branżowe na drogę sądową – twierdzi Sawicki.

Problem obecności koniny w mięsie wołowym, a także obecności fenylbutazonu w niektórych partiach koniny, dotyczy całej Europy. W Niemczech koninę znaleziono w mrożonych lazaniach wyprodukowanych przez znaną firmę. We Francji i w Wielkiej Brytanii koninę wykryto w hamburgerach. O dodawanie koniny do mięsa wołowego posądzono także holenderską firmę. W połowie kwietnia Komisja Europejska podała, że koninę wykryto w poniżej 5 proc. skontrolowanego mięsa, a fenylbutazon – w 0,5 proc.

Marek Szafirski: Euronet zlikwiduje nierentowne bankomaty

Euronet zlikwiduje część bankomatów. Plany dotyczą bankomatów w miejscach, gdzie liczba wypłat nie pokrywa kosztów instalacji i utrzymywania urządzenia. Rentowne są bankomaty, z których klienci miesięcznie dokonują od 3 do 3,5 tysiąca transakcji. Każda z nich to dziś mniej niż 1,3 zł zysku dla operatora bankomatu. Opłatę do tego poziomu obniżyły organizacje kartowe Visa i Mastercard. Na wprowadzenie prowizji od wypłat z bankomatów, która umożliwiłaby szybszy rozwój sieci, nie zgadza się jednak Ministerstwo Finansów.

W rozmowach z Ministerstwem Finansów Euronet argumentował, że prowizja od wypłat z bankomatów umożliwi rozwój sieci w małych miejscowościach. Ministerstwo wycofało się jednak z planu wprowadzenia dodatkowej opłaty.

 – Stawianie bankomatów w mniej ruchliwych lokalizacjach nie jest opłacalne dla firm, które czerpią zyski z posiadania sieci bankomatów. To, co w tej chwili robimy, to relokujemy bankomaty z mniejszych miejscowości do dużych miast – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Marek Szafirski, prezes Euronet Polska.

Euronet i współpracujące z operatorem banki proponowały, by klient przed wypłatą z bankomatu uzyskiwał informację o tym, że może dokonać transakcji pod warunkiem dodatkowej opłaty. Klient musiałby taka opłatę zaakceptować. Dziś zysk operatorów to opłaty wynegocjowane z bankami i operatorami kart płatniczych.

Polacy coraz chętniej używają kart płatniczych, jednak wciąż większość obrotu sprzedaży detalicznej odbywa się przy pomocy gotówki. Mimo to sieć bankomatów jest słabo rozwinięta. Polacy mają do dyspozycji zaledwie 18 tysięcy urządzeń. To 458 bankomatów na milion mieszkańców, podczas gdy średnia europejska to 870 bankomatów.

Prezes Euronetu jest optymistą co do przyszłości rynku.

 – Rynek będzie się rozwijał, zarówno rynek terminali płatniczych, jak i bankomatów – podkreśla Marek Szafirski. – Z rynkiem bankomatowym jest sytuacja o tyle bardziej skomplikowana, że aby przetrwać należy rozwijać nie tylko transakcje wypłaty gotówki.

I dodaje, że Euronet stawia na rozwój przez wprowadzenie nowych usług dostępnych w sieci bankomatów. Przed wakacjami w 220 bankomatach w Warszawie pojawi się możliwość wypłacenia banknotów euro. W kolejnych miesiącach usługa pojawi się w kolejnych urządzeniach na terenie całej Polski. Firma zapewnia, że wypłata euro nie będzie się wiązała z dodatkową opłata, a kurs ma być atrakcyjniejszy od tego w kantorach.

Euronet oferuje też klientom Przekazy Bankomatowe, czyli usługę wypłaty gotówki bez użycia karty płatniczej.

  Wprowadziliśmy też możliwość wpłaty gotówki do urządzeń przez wszystkich posiadaczy kart płatniczych w Polsce, niezależnie od tego, w jakim banku posiadają rachunek. Oprócz tego współpracujemy z kilkoma bankami, żeby ta usługa była bardziej dogodna. Już obecnie jesteśmy trzecią największą siecią wpłatomatów w Polsce, a zamierzamy tę usługę dalej rozwijać – zapowiada Marek Szafirski.