Plany zawodowe rodziców wobec dzieci

Planowanie przyszłości dzieci to jedno z wyzwań rodzicielstwa. Jak często rodzice chcieliby decydować także o ich drodze zawodowej? Według najnowszego badania Pracuj.pl 29% z nich ma jasną wizję pracy, którą miałoby wykonywać w przyszłości ich potomstwo. 61% badanych nie chce jednak ingerować w wybór zawodu dziecka. Większość rodziców chciałaby, by ich dzieci mogły zmienić swoje pasje w pracę. Myśli o karierach potomstwa przynoszą jednocześnie nadzieje i obawy. 78% respondentów wierzy, że ich dzieci odnajdą szczęście w przyszłej karierze zawodowej. Jednocześnie aż ⅓ ojców i matek martwi się, że ich potomstwo popełni te same błędy w rozwoju zawodowym, co oni. Przedstawiamy obawy, nadzieje i oczekiwania rodziców, związane z przyszłością dzieci.

Najważniejsze informacje:

  • 36% rodziców nie ma preferowanego zawodu, który chcieliby, by wykonywały ich dzieci.
  • 29% badanych posiada preferencje co do przyszłości zawodowej swojego potomstwa.
  • 6 na 10 rodziców nie chce ingerować w zawód, jaki w przyszłości wybiorą ich dzieci.
  • 71% oczekuje od szkoły dziecka, że przekaże mu wiedzę przydatną na rynku pracy.
  • 1/3 obawia się, że ich dzieci popełnią podobne błędy w karierze, co oni sami.
  • 78% badanych wierzy, że ich dzieci znajdą pracę, w której będą szczęśliwe.

Rodzice a przyszłość zawodowa dzieci

Planowanie przyszłości zawodowej jest jednym z ważniejszych kroków, jakie podejmujemy w życiu. Niestety często jesteśmy stawiani przed tym wyborem w młodym wieku i nierzadko bez odpowiedniego przygotowania. Już wybór kierunku studiów może w pewnym zakresie determinować ścieżkę kariery lub pierwsze jej kroki. To z kolei ma wpływ na to, czy będziemy czerpać satysfakcję z pracy i jak wpłynie ona na nasze życie. W tym kontekście pojawia się pytanie, czy rodzice powinni ingerować w planowanie przyszłości zawodowej swoich dzieci? Z jednej strony mają oni niebagatelny wpływ na rozwój swojego potomstwa, często znają ich talenty i zainteresowania lepiej niż ktokolwiek inny. Z drugiej, decyzja o wyborze kariery powinna być przede wszystkim decyzją samych zainteresowanych.

Przedstawiciele serwisu Pracuj.pl postanowili sprawdzić, jakie podejście dominuje wśród rodziców w Polsce i w jakim stopniu chcieliby oni mieć pod kontrolą kwestię przyszłości zawodowej swojego potomstwa. W najnowszym badaniu Pracuj.pl bada postawy matek i ojców dotyczące planowania kariery ich dzieci. Badanie wykonano na próbie 578 matek i ojców posiadających dzieci w wieku szkolnym (7-18 lat).

Rodzice dają wolną rękę

Matki i ojcowie w Polsce wykazują się dużą swobodą pod kątem wyborów zawodowych swoich dzieci. Rodzice deklarują elastyczność i swobodne podejście do tej kwestii – wielu badanych chce, by ich pociechy samodzielnie dokonywały wyboru przyszłej pracy. 36% respondentów deklaruje, że nie ma preferowanego zawodu lub zawodów, które chcieliby, by wykonywały ich dzieci. 29% rodziców wskazuje jednak, że posiada takie preferencje co do przyszłości zawodowej potomstwa. Wśród badanych bardziej skłonni do planowania przyszłości dzieci są mężczyźni (33%) niż kobiety (25%), które w większej mierze chcą pozostawić wybór dziecku.

Największe nadzieje co do przyszłości zawodowej potomstwa żywią przedstawiciele pokolenia Y (25-34 lata). Aż 37% badanych z tej grupy deklaruje, że ma preferencje dotyczące wyborów zawodowych swoich pociech. Najrzadziej takie oczekiwania mają z kolei badani ze starszych grup wiekowych – mający 45-54 lata i 55-65 lat.

6 na 10 badanych rodziców jasno deklaruje, że nie chce ingerować w zawód lub zawody, jakie w przyszłości wybiorą ich dzieci. Co ciekawe, w tym przypadku również kobiety istotnie częściej deklarują oddawanie potomstwu swobody w tym zakresie. 69% respondentek wskazuje, że nie zamierza ingerować w decyzje swoich dzieci w momencie, kiedy wybiorą one zawód czy branżę, w której chcą budować swoją zawodową przyszłość. Taką deklarację składa aż o 15 punktów procentowych mniej mężczyzn.

Pod kątem pokoleniowym, deklaratywnie najrzadziej w te wybory chcą ingerować przedstawiciele pokolenia Z (71% nie zamierza), a najczęściej – pokolenie silver, w którym w wybór dziecka nie zamierza ingerować nieco mniej niż połowa respondentów (49%).

Dobra edukacja dziś = dobra praca w przyszłości

Wielu z nas wierzy, że kiedy pasja staje się pracą, praca staje się przyjemnością. Tę opinię zdają się podzielać zbadani przez Pracuj.pl rodzice. Niemal 6 na 10 z nich deklaruje, że kieruje lub będzie kierować edukacją swojego dziecka w taki sposób, by mogło ono zmienić swoją pasję w zawód. Odpowiedzi w tym zakresie są wyjątkowo spójne – wyniki badania pod tym kątem są na podobnym poziomie dla każdej z płci oraz wszystkich grup wiekowych.

Badani odpowiadają zgodnie. Chcą, by pasja ich dzieci rozwijała się na tyle, by została ich pracą. Rzeczywiście obierając taką ścieżkę, dzieci mogą w przyszłości czuć się bardziej zmotywowane i zadowolone z życia zawodowego. Jednak z drugiej strony powinniśmy uważać, aby rozwijając pasję potomstwa nie doprowadzić do pominięcia innych ważnych kwestii. Należy do nich choćby pozyskiwanie kompetencji ważnych na rynku pracy i umożliwiających uzyskanie w przyszłości stabilności finansowej. Dlatego ważne jest, aby rodzice wspierali dzieci w ich zainteresowaniach, ale jednocześnie pomagali im rozwijać umiejętności, które przydadzą się w przyszłości. Niezależnie od tego, co zdecydują się robić zawodowo -mówi Jolanta Lewandowska-Bitkowska, ekspertka ds. rekrutacji i rozwoju pracowników w Pracuj.pl.

Rodzice wspierają swoje dzieci w rozwoju, ale wsparcie chcieliby otrzymywać także od systemu edukacji. 71% badanych ojców i matek wskazuje, że oczekuje od szkoły swojego dziecka, że będzie przekazywać wiedzę przydatną na rynku pracy. Nieco częściej takie oczekiwania mają kobiety (73% w porównaniu do 69% mężczyzn), a najczęściej osoby w wieku 45-54 lata (75% badanych w porównaniu do 63% przedstawicieli pokolenia Z).

Jednocześnie znacznie mniej niż połowa – zaledwie 38% badanych – deklaruje, że szkoła, do której chodzą ich dzieci rzeczywiście skutecznie przekazuje wiedzę użyteczną na rynku pracy. Co ciekawe, częściej pozytywną praktykę dostrzegają w szkołach swojego potomstwa pracownicy fizyczni. 45% z nich deklaruje, że ich dzieciom w ramach edukacji obowiązkowej przekazywana jest także wiedza przydatna na rynku pracy. Podobne deklaracje składa mniej, bo już tylko 34% pracowników biurowych. Niemal ¼ ogółu badanych wskazuje, że w przypadku placówki, do której uczęszczają ich dzieci, taka wiedza nie jest przekazywana.

To bardzo istotne, by szkoły wyposażały uczniów w praktyczne umiejętności i wykształcenie, które pomogą im rozwinąć karierę w przyszłości. Na dzisiejszym szybko zmieniającym się i konkurencyjnym rynku pracy posiadanie odpowiednich kompetencji i wykształcenia jest niezbędne do odniesienia sukcesu. Co więcej, w świecie, który staje się coraz bardziej zdigitalizowany i zaawansowany technologicznie, ważne jest, aby placówki edukacyjne przekazywały wiedzę aktualną i włączającą technologię. To nie tylko przygotuje uczniów do pracy w przyszłości, ale także wyposaży ich w umiejętności krytycznego myślenia i rozwiązywania problemów. Te z kolei niezbędne są do poruszania się po ciągle zmieniającym się rynku pracy, który w przyszłości będzie coraz bardziej dynamiczny – dodaje Jolanta Lewandowska-Bitkowska.

Rodzice poszukują rozwiązań

A co w przypadku, gdy szkoła nie zapewnia odpowiedniej edukacji przygotowującej na zawodową przyszłość? Jak wynika z danych Pracuj.pl, 64% badanych na własną rękę zapewnia swoim dzieciom dodatkowe zajęcia pozaszkolne, by w przyszłości miały one lepsze szanse na rozwój kariery. Pracownicy biurowi istotnie częściej (68%) deklarują zapewnianie dodatkowych lekcji swoim dzieciom niż pracownicy fizyczni (58%). Wynikać to może z relatywnie wyższego poziomu zarobków, jaki osiągają często pracownicy biurowi. Najczęściej takie możliwości swoim dzieciom zapewniają osoby o najdłuższym doświadczeniu (69% badanych w wieku 55-65 lat).

Dbają o edukację, zapewniają dodatkowe zajęcia, obserwują talenty i odważnie popychają dzieci w przyszłość, ale… to nie pozbawia ich obaw. 1/3 badanych rodziców deklaruje, że obawia się, że ich dzieci popełnią podobne błędy w rozwoju kariery zawodowej, co oni sami. Jednocześnie jednak wykazują wiarę w to, że ich potomstwo znajdzie taką pracę, która przyniesie im szczęście.

W drodze do (zawodowego) szczęścia

Jak wynika z badania, 78% matek i ojców wierzy w to, że ich dzieci znajdą w przyszłości pracę, w której będą szczęśliwe. Kobiety wykazują się w tym zakresie większą wiarą niż mężczyźni – taką deklarację składa 83% badanych matek w porównaniu do 74% badanych ojców. Największą ufność w zawodowe spełnienie swoich dzieci wykazują pracujący rodzice w wieku 45-54 lata (83%).

Doświadczenie szczęścia i satysfakcji w pracy jest coraz częściej poruszanym społecznie tematem. Szczęśliwe zespoły są bardziej produktywne, kreatywne i innowacyjne. Firmy rozwijają kultury pracy oparte o szacunek i wyrozumiałość, a pracownicy kultywują work-life balance. Dziś osiągane sukcesy są najlepsze, gdy prowadzi do nich zrównoważona droga. Jako pracownicy oczekujemy środowiska bez ryzyka wypalenia zawodowego i takiej pracy, która zapewni nam bezpieczeństwo zatrudnienia i stabilność finansową. Te czynniki zyskują na znaczeniu zwłaszcza w dynamicznej rzeczywistości, z którą mamy obecnie do czynienia. A jak będzie ona wyglądać, kiedy na rynek pracy wchodzić będą dzieci będące dziś w wieku szkolnym?

Aby przygotować najmłodszych do wejścia na rynek pracy i pomóc im zbudować taką karierę, która będzie dla nich satysfakcjonująca, ale i odporna na potencjalne rynkowe zmiany, ważne jest wsparcie rodziców i nauczycieli. Powinni oni pomagać dzieciom rozwijać takie umiejętności i postawy, które są niezbędne w radzeniu sobie w zawodowej rzeczywistości. Opiekunowie powinni zatem zachęcać dzieci do odkrywania swoich zainteresowań i pasji, jednocześnie ucząc je znaczenia równowagi i pomagając w rozwijaniu relacji i umiejętności komunikacji. Z kolei to, jak potoczy się ostatecznie ich droga – jak wskazują badani rodzice – będzie zależało w głównej mierze od nich samych.

O BADANIU

Badanie Pracuj.pl „Różnorodna rzeczywistość pracujących rodziców” zostało przeprowadzone w marcu 2023 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI wykonano na próbie 578 Polaków w wieku 18-65, posiadających dzieci w wieku szkolnym (7-18 lat). Struktura próby była kontrolowana biorąc pod uwagę płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania odpowiadających.

Grupa Klepsydra publikuje bardzo dobre wyniki za I półrocze 2023 r.

Grupa Klepsydra, wiodący podmiot świadczący kompleksowe usługi funeralne w Polsce i pierwsza spółka z tego segmentu notowana na GPW, opublikowała bardzo dobre wyniki finansowe. Przychody spółek z grupy kapitałowej w I pół. 2023 r. wyniosły ponad 17 mln zł, EBITDA ponad 4 mln zł, natomiast zysk netto Grupy w omawianym okresie przekroczył 2,8 mln zł.

W I półroczu 2023 r. Grupa Klepsydra przeprowadziła łącznie 1 376 pochówków (2 589 w 2022 r.), 4 874 kremacji (8 942 w 2022 r.) oraz obsłużyła 321 międzynarodowych zleceń transportu zmarłych (690 w 2022 r.).

W związku z realizacją strategii, Grupa Klepsydra planuje łącznie pozyskać w 2023 roku w wyniku emisji akcji blisko 30 mln zł. Do tej pory Grupa pozyskała już z emisji akcji kwotę w wysokości 6,75 mln zł, do końca roku zamierza pozyskać jeszcze około 23 mln zł, które zostaną przeznaczone na przejęcia spółek z branży funeralnej.

Inne najważniejsze wydarzenia w I półroczu 2023 r.:

  • Grupa Klepsydra w wyniku odwrotnego przejęcia notowanej na NewConnect spółki Merit S.A., jako pierwsza spółka z segmentu funeralnego weszła na GPW.
  • Grupa opublikowała ambitną strategię, w ramach której, dzięki konsolidacji rynku funeralnego w Polsce, zamierza zdobyć pozycję lidera tego rynku.
  • Pod koniec czerwca 2023 r. Grupa dokonała pierwszego przejęcia w ramach realizacji strategii nabywając 67,62% kapitału zakładowego Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych Sp. z o. o. z siedzibą w Krakowie (PUK).

„I półrocze tego roku obfitowało w szereg bardzo istotnych wydarzeń. Przede wszystkim, Grupa Klepsydra, jako pierwsza spółka funeralna weszła na GPW i jest obecnie notowana na rynku NewConnect. Opublikowaliśmy strategię rozwoju, zgodnie z którą zamierzamy konsolidować rozdrobniony rynek funeralny w Polsce, co da nam pozycję lidera tego rynku. W bardzo krótkim czasie udało nam się nie tylko dokonać pierwszego w tym roku przejęcia na rynku funeralnym, ale też zamknęliśmy pierwszą, z dwóch zaplanowanych na ten rok, emisji akcji. Przed nami ambitne plany dalszego rozwoju, więc nie zwalniamy tempa” – powiedział Marek Cichewicz, prezes zarządu spółki holdingowej Grupa Klepsydra S.A.

WYNIKI FINANSOWE

Grupa Klepsydra koncentruje się obecnie na realizacji strategii rozwoju opartej na konsolidacji rozdrobionego rynku funeralnego w Polsce. Dzięki tej strategii Grupa zakłada znaczący wzrost wyników finansowych w kolejnych latach.

Wyniki finansowe Grupy Klepsydra przedstawia poniższa tabela*

mln PLN I pół. 2023 r. 2022
Przychody 17,0 29,6
Zysk operacyjny 3,4 6,5
EBITDA 4,0 7,9
Zysk netto 2,8 5,1


 *Skonsolidowane wyniki Grupy Klepsydra S.A. pro-forma, wyniki prezentowane są zgodnie ze standardem PSR.

Dla celów informacyjnych wybrane dane finansowe sporządzone zostały przy założeniu konsolidacji całości przychodów i kosztów spółek konsolidowanych od dnia 1 stycznia 2023 roku do 30 czerwca 2023 roku.

Marek Cichewicz, prezes zarządu spółki holdingowej Grupa Klepsydra S.A.
Marek Cichewicz, prezes zarządu spółki holdingowej Grupa Klepsydra S.A.

Wyniki I półrocza są zgodne z naszymi oczekiwaniami. Obecnie koncentrujemy się na realizacji naszej strategii, a tym samym realizacji deklaracji, które złożyliśmy inwestorom. Mamy przed sobą jasno określony cel – konsolidację rynku funeralnego oraz zdobycie pozycji lidera usług pogrzebowych w Polsce. Konsolidacja rynku to cel długoterminowy, który sprawi, że zbudujemy silną grupę kapitałową o stabilnych fundamentach oraz wypracujemy wzrost wyników finansowych w ciągu kilku najbliższych lat” – dodał Marek Cichewicz, prezes zarządu spółki holdingowej Grupa Klepsydra S.A.

AMBITNA STRATEGIA

Celem strategicznym Grupy Klepsydra jest zdobycie pozycji lidera rynku funeralnego w Polsce dzięki konsolidacji rozdrobnionego, krajowego rynku usług funeralnych. Pozwoli to na zbudowanie silnej, nowoczesnej i innowacyjnej Grupy, która będzie skupiała mocne lokalne marki. Dzięki realizacji strategii i konsolidacji branży Grupa Klepsydra wypracuje skokowy wzrost wyników finansowych w ciągu kilku najbliższych lat.

W 2023 roku Grupa Klepsydra planuje dokonać co najmniej dwóch akwizycji. Celem Grupy są spółki działające w dużych miastach w Polsce, obsługujące około 1.000 pogrzebów rocznie. Realizacja tych planów sprawi, że na koniec 2023 roku Grupa będzie składała się z co najmniej pięciu firm świadczących kompleksowe usługi pogrzebowe, działających na różnych rynkach lokalnych.

Grupa Klepsydra dokonała już pierwszego, z dwóch planowanych na ten rok, przejęć spółek funeralnych. Pod koniec czerwca nabyła 67,62% kapitału zakładowego Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych Sp. z o. o. z siedzibą w Krakowie (PUK) i włączyła tę spójkę do Grupy. Obecnie Grupa Klepsydra składa się z czterech podmiotów.

Kolejne przejęcia spółek o podobnej wielkości, działających w dużych lub średnich miastach Polski, planowane są w latach 2024-2027. Grupa przewiduje, że pozwoli to zbudować w okresie najbliższych 5 lat silną grupę kapitałową posiadającą około 20 podmiotów działających na istotnych rynkach lokalnych w Polsce i posiadającą do 10% udziału w tym bardzo rozdrobnionym rynku. Na realizację tych celów akwizycyjnych Grupa Klepsydra zamierza przeznaczać rocznie do 80% wypracowanego zysku netto.

POZYSKANIE KAPITAŁU NA PRZEJĘCIA

W związku z realizacją strategii, Grupa Klepsydra planuje łącznie pozyskać w 2023 roku w wyniku emisji akcji blisko 30 mln zł.

Pierwszą emisję akcji, Grupa zamknęła na początku lipca 2023 r, w wyniku której pozyskała 6,75 mln zł, które zostaną przeznaczone na sfinansowanie pierwszych przejęć firm pogrzebowych oraz zasilenie Spółki w środki obrotowe. Oferta akcji była skierowana do wybranych inwestorów a zainteresowanie inwestorów objęciem akcji w tej emisji znacząco przewyższyło jej wielkość. Dzięki pozyskanemu kapitałowi, Grupa zrealizowała już pierwsze przejęcie spółki funeralnej w Polsce.

Do końca roku Grupa planuje przeprowadzić drugą ofertę akcji, w ramach której zamierza pozyskać około 23 mln zł, Oferta ta będzie skierowana do wybranych dużych inwestorów branżowych i finansowych zarówno w Polsce jak i za granicą.

SPÓŁKA DYWIDENDOWA

Po okresie pierwszych inwestycji związanych z rozwojem Grupy, spółka planuje dołączyć do grona spółek regularnie wypłacających inwestorom dywidendę. Zgodnie z przyjętą polityką dywidendową, od 2024 r. Grupa planuje wypłacać inwestorom dywidendę w wysokości do 20% zysku netto. Pierwsza wypłata dywidendy nastąpiłaby więc już w 2025 r. (z zysku netto za 2024 r.).

Ile metrów M kupimy za przeciętną pensję w 2023 roku? [RANKING]

Eksperci portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl po raz drugi przygotowali Ranking Dostępności Mieszkań. W zestawieniu wzięli pod lupę 10 największych miast w Polsce, sprawdzając między innymi relację cen mieszkań do wysokości zarobków. W którym mieście kupimy najwięcej metrów kwadratowych za przeciętną pensję?

Jak obliczyliśmy dostępność cenową mieszkań?

Może się wydawać, że wysokość naszych zarobków ma kluczowe znaczenie podczas zakupu mieszkania. Jednak ważniejszy od comiesięcznych wpływów na konto jest stosunek zarobków do cen nieruchomości. Dzięki takiemu porównaniu wiemy, jaki metraż możemy zakupić za miesięczną pensję i na jakie lokum będziemy mogli sobie pozwolić. Stosunek ceny 1 mkw. do miesięcznych dochodów wpływa również na wielkość mieszkania kupowanego przy pomocy kredytu.

Rzecz jasna, zarówno zarobki są bardzo zróżnicowane, jak i ceny mieszkań. W naszej analizie wykorzystaliśmy ogólnodostępne wskaźniki. W przypadku zarobków jest to publikowane przez GUS przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w danym mieście. Z kolei do wyliczenia średnich cen mieszkań oferowanych przez firmy deweloperskie sięgnęliśmy po dane z systemu BIG DATA RynekPierwotny.pl.

– Z danych GUS wynika, że najwyższymi zarobkami kusiły Kraków, Gdańsk, Warszawa i … Katowice. Z kolei najniższe były one w Lublinie, Łodzi i Bydgoszczy. Jak się okazuje, wysokie zarobki nie zawsze idą w parze z wysokimi cenami nieruchomości, czego przykładem są Katowice – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Wynik Katowic na pewno zwraca naszą uwagę

To właśnie stolica Górnego Śląska charakteryzuje się najkorzystniejszym stosunkiem cen mieszkań do zarobków. W czerwcu 2023 r. za przeciętne wynagrodzenie brutto można tu było kupić 0,87 m kw. nieruchomości w budownictwie deweloperskim.

Bardzo dobrze prezentuje się także Bydgoszcz, gdzie średnia cena metra kwadratowego wciąż nie przekroczyła pułapu 10 tys. zł. Wprawdzie podobnie było w Lublinie i Łodzi, ale akurat te miasta wyglądają najgorzej na tle pozostałych pod względem wysokości zarobków.

Najmniejszą powierzchnię nowego mieszkania za przeciętną pensję mogli kupić w czerwcu tego roku mieszkańcy Warszawy – zaledwie 0,59 m kw. Trudno się temu dziwić, bo choć w stolicy najłatwiej jest o dobrze płatną pracę, to ceny nieruchomości mogą przyprawiać o zawrót głowy.

Gdzie najłatwiej kupić mieszkanie (ranking)?

Eksperci RynekPierwotny.pl i GetHome.pl w swoim Rankingu Dostępności Mieszkań prócz relacji cen metrażu i zarobków uwzględnili wielkość oferty nieruchomości mieszkaniowych oraz metraż, który przeciętne gospodarstwo domowe może kupić na kredyt w obecnych warunkach. Biorąc pod uwagę te wszystkie kryteria, w Rankingu Dostępności Mieszkań najlepiej wypadają Katowice.

Jak mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl – Rankingowe zwycięstwo Katowic na pewno ma duży związek z wysokim poziomem przeciętnych płac, na który wpływa lokalny sektor wydobywczy. To specyfika stolicy Górnego Śląska, którą trzeba brać pod uwagę. Podobne zastrzeżenia są niepotrzebne w przypadku Gdańska oraz Bydgoszczy, czyli tych miast, które również uzyskały znacznie lepszy wynik od reszty stawki. Warto wspomnieć, że Bydgoszcz to lider ubiegłorocznego rankingu dostępności mieszkań przygotowanego na dokładnie tych samych zasadach.

Ostateczne wyniki rankingu dostępności nowych mieszkań przedstawiają się następująco:

  • Katowice – 100 punktów
  • Bydgoszcz – 96 punktów
  • Gdańsk – 90 punktów
  • Wrocław – 84 punkty
  • Lublin – 83 punkty
  • Poznań – 83 punkty
  • Kraków – 82 punkty
  • Łódź – 82 punkty
  • Warszawa – 72 punkty
  • Szczecin – 72 punkty

Rosnący udział renegocjacji na rynku biurowym w Krakowie

Na rynku biurowym w Krakowie widoczna jest mocna kontrola finansów.

Jednym z głównym kryteriów wyboru powierzchni biurowej w Krakowie są warunki finansowe, które tuż za lokalizacją i dostępem do komunikacji miejskiej mają największe znaczenie dla najemców poszukujących nowych biur, wynika z najnowszych badań krakowskiego rynku biurowego, opracowanych przez Walter Herz. Dla ankietowanych liczy się także standard budynku, parking oraz usługi dostępne w okolicy.

Firmy planują ekspansję

Optymistycznie wybrzmiewają przy tym założenia ekspansji biznesu, którą planuje ponad 83 proc. ankietowanych firm z 27 branż, prowadzących swoje biura w Krakowie. To dobry prognostyk dla drugiego po Warszawie, największego rynku biurowego w Polsce i zapowiedź dalszego rozwoju inwestycji w mieście.

– Biurowy Kraków nadal pozostaje w fazie rozwoju, choć jego tempo jest mniejsze. W związku z tym, współczynnik powierzchni niewynajętej utrzymuje się w nim na dość wysokim poziomie, ponad 18 proc. W pierwszym półroczu 2023 na krakowskim rynku przybyło około 43 tys. mkw. nowoczesnych powierzchni. Na koniec czerwca br. na etapie realizacji pozostawało w Krakowie prawie 100 tys. mkw. biur, w tym m.in. projekt Kreo i Mogilska 35. To trzykrotnie mniej niż w latach rynkowego boomu, przed pandemią, kiedy w budowie było w mieście do 300 tys. mkw. powierzchni biurowych – informuje Mateusz Strzelecki_Partner i Head of Tenant Representation w Walter Herz.

Analiza Walter Herz miała na celu zweryfikowanie, w jakim kierunku zmierza rynek biurowy w Krakowie, co jest kluczowe dla najemców w poszczególnych branżach oraz określenie, jaką funkcję będzie pełniło biuro w najbliższych latach.

Dla małych i średnich firm najważniejszymi czynnikami przy wyborze nowego biura okazała się odpowiednio – ekspansja biznesu i współpraca z właścicielem nieruchomości. Poza tym, dla mniejszych podmiotów ważny jest dostęp do komunikacji miejskiej, budżet na wynajem biura, lokalizacja oraz standard budynku i parking.

W przypadku dużych firm najistotniejszymi aspektami przy podejmowaniu decyzji jest natomiast kolejno – budżet na wynajem biura, dostęp do komunikacji miejskiej, lokalizacja, parking i usługi w okolicy, a mniej kluczowy jest standard budynku.

Wysokie koszty zmiany biura przemawiają za renegocjacjami

Badanie wykazało, że postrzeganie obecnej funkcji biura jest dość złożone, ma ono równocześnie spełniać kilka zadań, łączyć różnorodne potrzeby biznesowe i pracownicze. Integrować zespół, umożliwiać wykorzystanie wyposażenia i infrastruktury technicznej przez pracowników, pełnić funkcję reprezentacyjną oraz zapewnić komfort prowadzenia spotkań biznesowych.

Wyniki analizy przeprowadzonej przez Walter Herz pokazują również, że jedynie 7 proc. respondentów postrzega ESG jako czynnik kluczowy przy wyborze biura. Przy bardzo mocnym globalnym trendzie w tym zakresie, nadal niewielki odsetek firm w Krakowie jest zainteresowanych projektami spełniającymi normy środowiskowe. Na ten aspekt w większości zwracały uwagę duże, międzynarodowe korporacje.

Z ankiety wynika, że 27 proc. z przebadanych firm zmieniało biuro w ciągu ostatnich 24 miesięcy, z czego 52 proc. najemców zdecydowało się na renegocjację umowy i pozostanie w obecnym biurze. Głównym powodem utrzymania zajmowanej lokalizacji były warunki finansowe i dobra współpraca z wynajmującym. Decydujące okazały się tu także wyższe koszty związane z ewentualnym wynajmem nowego biura oraz wysokie nakłady na aranżację jego przestrzeni.

– Popyt na powierzchnię biurową w Krakowie pozostaje na relatywnie niezłym poziomie. W jego strukturze można jednak zauważyć rosnący udział renegocjacji i spadek wolumenu umów przednajmu. Podobnie, jak na wszystkich, krajowych rynkach, mając na względzie rentowność inwestycji deweloperzy wstrzymują start nowych projektów biurowych z uwagi na wysokie koszty finansowania ich budowy i warunki banków oraz wygórowane ceny materiałów budowlanych i robocizny. W związku z tym, poziom nowej podaży w najbliższych latach w Krakowie znacznie spadnie – mówi Kamil Kowalewski, Associate Director w krakowskim oddziale Walter Herz.

70 proc. firm zadowolonych z obecnego biura

Badanie przeprowadzone na krakowskim rynku przez Walter Herz pokazało, że aż 70 proc. ankietowanych firm deklaruje, że obecne biuro spełnia ich potrzeby, a tylko 30 proc. respondentów planuje poszukiwanie nowego miejsca do pracy. Z zajmowanego biura zadowolonych jest ponad 80 proc. firm spośród tych, które przeprowadziły analizę workplace. Zdecydowała się na nią blisko połowa organizacji biorących udział w badaniu.

Najbardziej usatysfakcjonowani z obecnego biura są respondenci z firm, których umowa najmu będzie jeszcze obowiązywała dłużej niż 36 miesięcy, a najmniejsze zadowolenie wykazują firmy, których najem kończy się w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Można więc wysnuć wniosek, że firmy, których pracownicy dobrze oceniają aktualne biuro niedawno je zmieniły, rearanżowały powierzchnię bądź renegocjowały warunki najmu.

Dla firm, które wskazały, że zajmowane biuro nie spełnia ich oczekiwań największymi niedogodnościami była zbyt mała liczba sal do spotkań, za ciasna przestrzeń do pracy i niski standard budynku.

W USA spadek liczby wakatów i zaufania konsumentów, ropa goni 82 USD

Spadek liczby wakatów w Stanach Zjednoczonych to tylko wstęp przed kolejnymi danymi zza oceanu, a już zdołały rozbudzić wyobraźnię wielu inwestorów. Cena ropy nie chce spadać. Szwedzki kalendarz makroekonomiczny wskazał dane lepsze od poprzednich.

Pogorszenie nastrojów w USA

Wczorajsza publikacja tzw. JOLTS zdecydowanie minęła się z rynkowymi oczekiwaniami. Zgodnie z ankietą określającą liczbę wolnych wakatów w Stanach Zjednoczonych zaobserwowano spadek nieobsadzonych miejsc pracy do ok. 8,83 mln. Konsensus zakładał wzrost (do 9,47 mln) w stosunku do poprzedniego wskazania na poziomie 9,16 mln. Taki sam scenariusz wskazał indeks zaufania konsumentów, który mimo wzrostowych prognoz, spadł z 114 punktów do 106,1 punktu. Powyższe osłabiło dolara. Być może jest to pierwszy „pstryczek w nos” FED, który do tej pory w walce z inflacją i utrzymywaniem jastrzębiej retoryki w prowadzeniu polityki monetarnej zasłaniał się silnym rynkiem pracy. W tym tygodniu poznamy kolejne dane (raport ADP, Challengera, wnioski o zasiłek dla bezrobotnych i tzw. payrollsy), które jeżeli wskażą ten sam kierunek co wczorajsze JOLTS-y, mogą spotęgować dalsze osłabienie dolara.

Spadek zapasów „czarnego złota”

Wszelkie informacje, które mogą przyczynić się do zmian wycen, ropy rozgrzewają rynki, ponieważ to między innymi cena tego surowca wpływa na wysokość inflacji. Wczoraj poznaliśmy dane od API (American Petroleum Institute) o amerykańskich zapasach, które po raz kolejny w tym roku wykazały mocne spadki (-11,49 mln baryłek). Zmniejszenie rezerw mówi o obniżonej podaży, co przy utrzymaniu lub zwiększeniu popytu sugeruje dalszy wzrost cen. Wczorajszy odczyt nie odznaczył się na wykresie tak mocno jak wcześniej wspomniane JOLTS-y, które osłabiając amerykańską walutę, podbiły wyceny ropy w USD. Mimo to, od czasu publikacji danych od API wykresy „czarnego złota” poruszają się w kierunku północnym. Indeks OIL.WTI coraz śmielej spogląda na 82 USD za baryłkę, czyli poziom, którego nie zdołała przebić na początku ubiegłego tygodnia. Zobaczymy, jak będzie tym razem.

Lepsze dane makro w Skandynawii

Wtorkowe dane o sprzedaży detalicznej w Szwecji okazały się lepsze od oczekiwań, przy czym od razu zaznaczam, że lepsze nie oznacza dobre. O ile w ujęciu miesięcznym sprzedaż wzrosła o 1%, to wskazanie rok do roku po raz piętnasty znalazło się poniżej kreski. Jedynym pozytywem pozostaje fakt, że była to najwyższa wartość od maja 2022 roku. Dobrą dla szwedzkiej gospodarki jest za to informacja o bilansie handlowym, który w wartości nominalnej jest ponad dwa razy większy (4,6 mld SEK) niż miesiąc wcześniej. Dane lepsze od poprzednich przydadzą się koronie szwedzkiej, która w dwóch ostatnich miesiącach w stosunku do złotego była najsłabsza od 10 lat. W lipcu i sierpniu na wykresie SEK/PLN kilkukrotnie testowaliśmy wsparcie 0,373 PLN. Korona konsekwentnie osłabia się także w stosunku do euro. Kurs EUR/SEK znajduje się na historycznych szczytach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – Inflacja konsumencka wstępna,
14:15 – USA – Raport ADP,
14:30 – USA – Produkt Krajowy Brutto,
16:30 – USA – Tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Dawid Górny, dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Salesforce: prawie połowa konsumentów w Polsce jest zaniepokojona nieetycznym wykorzystywaniem sztucznej inteligencji przez firmy

Salesforce opublikował nowy raport „State of the Connected Customer”, który powstał dzięki przebadaniu grupy 14 300 konsumentów i nabywców biznesowych z 25. krajów – w tym 650 z Polski.

Raport opisuje, w jaki sposób sztuczna inteligencja, transformacja cyfrowa oraz trendy makroekonomiczne zmieniają oczekiwania i zachowania klientów w całym cyklu  zakupów.

Co się dzieje w Polsce?

Najważniejsze spostrzeżenia z badania:

Zmieniający się świat na nowo kształtuje oczekiwania konsumentów. Zmiany ekonomiczne i technologiczne redefiniują priorytety, zachowania i oczekiwania klientów. Marki muszą sprostać tym wyzwaniom.

  • 62% klientów w Polsce oczekuje od firm zrozumienia ich zmieniających się potrzeb.
  • 74% klientów w naszym kraju oczekuje szybszej obsługi wraz z rosnącym postępem technologicznym.

Doświadczenie zakupowe nadal pozostaje kluczowe, także wśród łowców okazji. To oznacza, że marki mają wiele okazji do konkurowania nie tylko ceną.

    • 79% konsumentów w Polsce twierdzi, że doświadczenie zapewniane przez firmę jest tak samo ważne, jak jej produkty i usługi.
    • 50% konsumentów w kraju nad Wisłą zmieniło markę przynajmniej raz w ciągu ostatniego roku.
    • Trzy główne powody, dla których konsumenci zmieniają firmy w Polsce to: lepsze oferty, jakość produktów, wybór/różnorodność produktów.

Generatywna sztuczna inteligencja wzbudza przede wszystkim ciekawość. Klienci mają różne odczucia związane z rozwojem generatywnej sztucznej inteligencji. Jednak we wszystkich 25. badanych krajach „ciekawość” znajduje się w pierwszej trójce.

    • Trzy dominujące nastroje klientów wokół generatywnej sztucznej inteligencji w Polsce to: ciekawość, strach, niepokój.

Zaufanie będzie najważniejsze w miarę rozwoju sztucznej inteligencji. Klienci oczekują wysokiej przejrzystości związanej z jej wykorzystaniem – co ma związek z tym, iż firmy zwiększają rolę i udział sztucznej inteligencji w biznesie.

    • 43% klientów w Polsce jest zaniepokojonych nieetycznym wykorzystywaniem sztucznej inteligencji przez firmy.
    • 56% klientów w Polsce twierdzi, że większy wgląd w wykorzystanie sztucznej inteligencji pogłębiłby ich zaufanie.
    • 91% klientów z kraju nad Wisłą twierdzi, że ważne jest, aby wiedzieć, czy komunikują się ze sztuczną inteligencją, czy z człowiekiem.

W Salesforce wierzymy, że nadszedł czas, aby firmy tworzyły bezpieczne, innowacyjne i wydajne doświadczenia, w których to zaufanie jest najważniejszym wyróżnikiem – powiedział Michael Affronti, SVP & GM, Commerce Cloud at Salesforce. – To spostrzeżenia dzisiejszych „połączonych klientów” są niezbędnym przewodnikiem, jak to zrobić.

Świat jest otwarty na AI, ale trochę mniej niż rok temu

(wszystkie dane zamieszczone poniżej odnoszą się do całej przebadanej próby bez podziału na kraje)

Warto zauważyć, że podczas gdy 73% nabywców biznesowych i 51% konsumentów jest otwartych na wykorzystanie sztucznej inteligencji w celu poprawy swoich doświadczeń, to wartości te spadły od badania z 2022 roku, odpowiednio z 82% i 65%. Sugeruje to, że firmy mają możliwość wypełnienia luki poprzez przejrzystą komunikację oraz stosowanie etycznych zasad.

Szósty raport Salesforce „State of the Connected Customer” ujawnia również nowe elementy wpływające na decyzje zakupowe i to, czego klienci oczekują od marketingu, handlu, sprzedaży i interakcji serwisowych. Poniżej przedstawiamy najważniejsze wyniki badania.

Firmy korzystają z generatywnej sztucznej inteligencji, jednak klienci oczekują odpowiedzialnego wykorzystania SI

Dane pokazują wyraźne rozróżnienie między ogólnym zaufaniem klientów do firm a ich zaufaniem do firm wykorzystujących sztuczną inteligencję. Podczas gdy 76% klientów wierzy, że firmy uczciwie mówią o swoich produktach i usługach, tak tylko 57% ufa firmom, że wykorzystują sztuczną inteligencję w sposób etyczny.

Jest to uderzające, ponieważ 68% klientów twierdzi, że postępy w dziedzinie sztucznej inteligencji sprawiają, że firmy muszą być bardziej godne zaufania. Nakłada to na marki obowiązek wykazania, że generatywna sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w sposób odpowiedzialny.

Marki, co zrozumiałe, ścigają się aby skorzystać z generatywnej sztucznej inteligencji – ma ona moc przekształcania marketingu, handlu, sprzedaży i obsługi klienta dzięki automatycznie generowanym treściom, interfejsom konwersacyjnym, inteligentniejszym chatbotom i nie tylko. Ich klienci wzywają jednak do przemyślanego podejścia do przyjęcia tej technologii, opartego na bezpieczeństwie i etyce.

  • 89% konsumentów twierdzi, że ważne jest, aby wiedzieć, kiedy komunikują się ze sztuczną inteligencją, a kiedy z człowiekiem.
  • 80% konsumentów twierdzi, że ważne jest, aby to ludzie weryfikowali wyniki podawane przez SI.
  • 63% konsumentów obawia się stronniczości sztucznej inteligencji.

Milenialsi i „Zetki” bardziej przychylne SI

Milenialsi i pokolenie Z są bardziej pozytywnie nastawieni do generatywnej sztucznej inteligencji niż pokolenie wyżu demograficznego i pokolenie X. Pokazuje to, że postrzeganie tej technologii może się znacznie różnić w zależności od odbiorców marki. Firmy wdrażające generatywną sztuczną inteligencję dla szerokiej bazy klientów mogą skorzystać na dostosowaniu komunikatów do różnych grup demograficznych.

Stosunek do nowych technologii nie jest jedyną istotną różnicą pokoleniową. Pokolenie Z wyróżnia się gotowością do wydawania pieniędzy w firmach, które lepiej odzwierciedlają ich priorytety. W ciągu ostatniego roku 59% konsumentów z pokolenia Z zmieniło markę, znacznie przewyższając starsze pokolenia, budując tym samym nowe pole bitwy o lojalność klientów.

Oczywiście poszukiwanie lepszych ofert jest głównym powodem zmiany marki w każdym pokoleniu – odzwierciedlając tym samym obawy związane z rosnącymi kosztami życia. Istnieją jednak znaczące różnice pokoleniowe w innych obszarach. Na przykład pokolenie Z jest prawie dwa razy bardziej skłonne do zmiany marki ze względu na lepszą zgodność z ich osobistymi wartościami (21% vs 11% w pokoleniu X i wyżu), co pokazuje, jak ważne jest, aby marki wykorzystywały to, co kieruje decyzjami tej grupy.

Klienci sami pokazują, w jaki sposób można sprostać wymaganiom w zakresie doświadczeń

Stawka jest wysoka, jeśli chodzi o dostarczanie doświadczeń klientów: 80% klientów twierdzi, że doświadczenie zapewniane przez firmę jest tak samo ważne, jak jej produkty i usługi. Jednak wymagania klientów mogą być trudne do spełnienia na dużą skalę – przykładowo 77% klientów chciałoby natychmiastowej interakcji, gdy kontaktują się z firmą, a 67% oczekuje, że firmy zrozumieją ich zmieniające się potrzeby.

Na szczęście istnieje wiele sposobów na poprawę jakości obsługi klienta na dużą skalę.

  • Podczas gdy pomoc dedykowanego pracownika jest kluczowa w złożonych przypadkach, tak w przypadku prostszych kwestii klienci zazwyczaj wolą wygodę narzędzi samoobsługowych, takich jak np. sekcje „często zadawane pytania” i chatboty. Jest to szczególnie prawdziwe w przypadku cyfrowych tubylców – tj. milenialsów i pokolenia Z.
  • Blisko połowa klientów deklaruje, że byłaby skłonna zapłacić więcej za lepszą obsługę klienta.
  • Jeśli firmy jasno wyjaśnią, dlaczego proszą o dane osobowe, klienci są bardziej skłonni im zaufać – zwiększając możliwości budowania doskonałych doświadczeń sprzedażowych, handlowych, marketingowych i usługowych.

Metodologia

Dane pochodzą z podwójnie ślepej ankiety przeprowadzonej wśród 11 000 konsumentów i 3300 nabywców biznesowych w okresie od 3 maja do 14 lipca 2023 roku. Dane zostały zebrane od respondentów z Australii, Belgii, Kanady, Danii, Finlandii, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Włoch, Japonii, Holandii, Nowej Zelandii, Norwegii, Filipin, Polski, Singapuru, RPA, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Tajlandii, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Dodatkową metodologię i szczegóły demograficzne badania można znaleźć w raporcie.

Bezobsługowy transport wewnętrzny – poznaj zalety

W artykule, poruszymy temat zrównoważonego rozwoju w transporcie wewnętrznym bez emisji CO2. Podzielimy się informacjami na temat efektywności i precyzji dzięki technologii bezobsługowej, minimalizacji błędów i usprawnieniu produkcji oraz optymalnym wykorzystaniu przestrzeni magazynowej. Ale to nie wszystko! Dowiesz się również, jak automatyzacja procesów logistycznych może pomóc Ci zaoszczędzić czas i pieniądze. Przy okazji omówimy także zwiększenie bezpieczeństwa pracy i redukcję ryzyka wypadków. Czy jesteś gotowy? Zaczynajmy!

Zrównoważony rozwój – transport wewnętrzny bez emisji CO2

W dzisiejszych czasach zrównoważony rozwój jest jednym z najważniejszych celów wielu firm. Transport wewnętrzny bez emisji CO2 stanowi doskonałe rozwiązanie dla tych, którzy pragną przyczynić się do ochrony środowiska. Dzięki wykorzystaniu technologii bezobsługowej, takiej jak elektryczne pojazdy transportowe, można uniknąć emisji dwutlenku węgla i innych szkodliwych substancji. To nie tylko korzystne dla środowiska, ale także pozwala firmom spełnić swoje cele zrównoważonego rozwoju.

Ponadto, transport wewnętrzny bez emisji CO2 jest również bardziej efektywny i precyzyjny niż tradycyjne metody. Elektryczne pojazdy transportowe są ciche, co oznacza mniejsze zakłócenia dla pracowników i otoczenia. Dodatkowo, dzięki technologii bezobsługowej, można programować trasy i zadania pojazdów, co minimalizuje ryzyko błędów ludzkich i usprawnia cały proces produkcji.

Kolejnym atutem transportu wewnętrznego bez emisji CO2 jest optymalne wykorzystanie przestrzeni magazynowej. Elektryczne pojazdy transportowe są zwykle bardziej zwrotne i łatwiejsze do manewrowania niż tradycyjne pojazdy spalinowe. Dzięki temu można zoptymalizować układ magazynu, wykorzystując każdy dostępny metr kwadratowy. To pozwala na większą ilość przechowywanych produktów i zwiększa efektywność całego procesu logistycznego.

Efektywność i precyzja dzięki technologii bezobsługowej

Technologia bezobsługowa w transporcie wewnętrznym przynosi wiele korzyści, zwłaszcza jeśli chodzi o efektywność i precyzję. Dzięki automatyzacji procesów logistycznych, możliwe jest osiągnięcie większej dokładności i szybkości w wykonywaniu zadań. Systemy bezobsługowe są zaprogramowane do działania z minimalnymi błędami, co eliminuje ryzyko ludzkich pomyłek i usprawnia cały proces produkcyjny.

Ponadto, technologia bezobsługowa umożliwia optymalne wykorzystanie zasobów magazynowych. Dzięki automatycznemu sterowaniu transportem wewnętrznym, można zoptymalizować układ magazynu i maksymalnie wykorzystać dostępną przestrzeń. To pozwala zaoszczędzić czas i pieniądze poprzez skrócenie odległości między punktami docelowymi oraz zmniejszenie potrzeby przechowywania nadmiarowych materiałów.

Minimalizacja błędów i usprawnienie produkcji

Minimalizacja błędów i usprawnienie produkcji to kluczowe korzyści wynikające z zastosowania bezobsługowego transportu wewnętrznego. Dzięki automatyzacji procesów logistycznych, możliwe jest znaczne ograniczenie ryzyka popełnienia błędów ludzkich. Maszyny i roboty są programowane do precyzyjnego wykonywania określonych zadań, co eliminuje pomyłki i niedokładności, które mogą występować przy ręcznym obszarze.

Ponadto, automatyzacja transportu wewnętrznego przyczynia się do usprawnienia produkcji poprzez skrócenie czasu potrzebnego na przemieszczenie materiałów lub produktów między różnymi stacjami pracy. Bezobsługowe pojazdy mogą działać przez całą dobę, niezależnie od godzin pracy pracowników, co pozwala na ciągłość procesu produkcyjnego. Dodatkowo, dzięki precyzyjnemu sterowaniu maszynami, można zoptymalizować sekwencję operacji produkcyjnych, minimalizując czasy oczekiwania i zmniejszając przestoje.

Bezobsługowy transport wewnętrzny umożliwia również szybką identyfikację ewentualnych problemów lub usterek w procesie produkcyjnym. Zaawansowane systemy monitoringu i diagnostyki pozwalają na śledzenie parametrów pracy maszyn i wykrywanie nieprawidłowości w czasie rzeczywistym. Dzięki temu można szybko reagować na ewentualne awarie, minimalizując straty związane z przestoju produkcji.

Zwiększenie bezpieczeństwa pracy i redukcja ryzyka wypadków

Zwiększenie bezpieczeństwa pracy i redukcja ryzyka wypadków to kluczowe aspekty, które można osiągnąć dzięki zastosowaniu bezobsługowego transportu wewnętrznego. Automatyzacja procesów logistycznych eliminuje potrzebę ręcznego przemieszczania ciężkich przedmiotów, co znacznie zmniejsza ryzyko urazów i wypadków. Pracownicy nie muszą już angażować się w fizycznie wymagające zadania, takie jak przenoszenie ciężkich palet czy skrzyń, co pozwala im skupić się na bardziej kreatywnych i wartościowych zadaniach.

Ponadto, systemy bezobsługowego transportu wewnętrznego są wyposażone w zaawansowane czujniki i kamery, które monitorują otoczenie i reagują na ewentualne zagrożenia. Dzięki temu możliwe jest szybkie wykrycie potencjalnych sytuacji niebezpiecznych i podjęcie odpowiednich środków zaradczych. To z kolei prowadzi do znacznego zmniejszenia liczby wypadków oraz poprawy ogólnego bezpieczeństwa pracy.

Lider rynku suplementów ukarany za kryptoreklamę w mediach społecznościowych – kluczowe wnioski z decyzji Prezesa UOKiK

Niespełna rok po opublikowaniu „Rekomendacji Prezesa UOKiK dotyczących oznaczania treści reklamowych przez influencerów w mediach społecznościowych”[endnoteRef:1] i po licznych działaniach w ramach kampanii #OznaczamReklamy, Prezes UOKIK wymierzył pierwsze kary za kryptoreklamę i wprowadzanie konsumentów w błąd w mediach społecznościowych. Ponad 5 mln kary pieniężnej nałożył na lidera z branży suplementów diety – spółkę Olimp Laboratories, a łącznie ponad 40 tys. zł na trójkę influencerów z branży fitness, którzy publikowali materiały reklamowe ww. producenta na swoich instagramowych profilach. Decyzja nie jest ostateczna, jednak już na tym etapie możemy wyciągnąć kilka wniosków. [1: #OznaczamReklamy – Rekomendacje Prezesa UOKiK [online:] https://uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=18898 [dostęp: 29.08.23]]

Rekomendacje zostały opublikowane 26.09.2022 r., ale zakaz stosowania praktyk wprowadzających konsumentów w błąd istniał długo wcześniej. Bezwzględnie konieczne jest wyróżnienie materiałów reklamowych i odróżnianie reklam od przekazów niekomercyjnych, co wynika z art. 7 ust. 11 pkt ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym z 2007 r. Dlatego też Prezes UOKiK prowadził działania monitorujące media społecznościowe długo wcześniej przed wydaniem Rekomendacji.

Jak wynika z uzasadnienia nieostatecznej decyzji Prezesa UOKiK z 23.08.2023 r. (sygnatura RBG.610.6.2022.MW), spółka Olimp Laboratories prosiła influencerów, aby w publikacjach reklamowych zamieszczali określone znaczniki w formie hashtagów, tj.: #olimpad oraz hashtag zawierający nazwę konkretnego produktu marki Olimp. UOKiK uznał taka formę za niewystarczającą.

Czego jeszcze się dowiadujemy? Otóż znaczenie ma to, w jaki sposób tworzone są treści reklamowe przez blogerów. Posty i relacje trójki ukaranych influencerów często przybierały formę lifestyle’owej relacji z życia, takiej jak przyrządzanie posiłku, przygotowanie przed treningiem bądź informacji o wydarzeniach okolicznościowych, takich jak np. urodziny. Influencerzy w komunikatach wskazywali przy tym, iż reklamowane produkty stanowią ich osobiste wybory konsumenckie. Treści reklamowe były oznaczane wyłącznie hashtagami nawiązującymi do marki Olimp, czasem o charakterze niehandlowym, a tylko w niektórych przypadkach znacznikiem #olimpad – zgodnym z instrukcją producenta. Żadna z ukaranych osób nie posługiwała się przy tym funkcjonalnością Instagrama, dzięki której można oznaczyć post jako sponsorowany. Wniosek: znaczenie miał sposób przekazu (imitujący neutralny, natywny post) bez wskazania, że jest to tak naprawdę reklama. Skrót #olimpad nie wyróżniał materiału jako reklamy.

Zdaniem Prezesa UOKIK, takie działania nie informowały jednoznacznie o reklamowym charakterze publikacji. Zgodnie bowiem z Wytycznymi Komisji Europejskiej dotyczącymi wykładni i stosowania dyrektywy 2005/29/WE[endnoteRef:2], których ujawnienie kontekstu handlowego musi być dla konsumenta jasne i odpowiednie, a reklamodawcy powinni uwzględniać środek przekazu, za pośrednictwem którego odbywa się marketing, w tym kontekst, lokowanie, harmonogram, czas trwania, język, grupę docelową i inne kwestie. Oznaczenie musi wystarczająco widoczne, aby odpowiednio informować przeciętnego konsumenta lub konsumenta podatnego na zagrożenia, który jest odbiorcą treści. Zdaniem Komisji Europejskiej, za nieprawidłowe ujawnienie informacji należy wskazać np. oznaczanie samego przedsiębiorcy (bez oznaczenia charakteru reklamowego), zastosowanie hashtagów na końcu długiego oświadczenia lub sytuację, w której dotarcie do takiej informacji wymaga od konsumenta dodatkowych czynności (np. kliknięcia na komunikat „dowiedz się więcej”). [2: Zawiadomienie Komisji – Wytyczne dotyczące wykładni i stosowania dyrektywy 2005/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady dotyczącej nieuczciwych praktyk handlowych stosowanych przez przedsiębiorstwa wobec konsumentów na rynku wewnętrznym (Dz.Urz.UE.C 2021 Nr 526, str. 1). ]

Influencerzy powinni w sposób niebudzący wątpliwości wskazywać na komercyjny charakter publikacji, jak również informować o reklamowanej marce. Przypomnijmy, że charakter reklamowy istnieje zawsze, gdy influencer otrzymuje jakąkolwiek formę wynagrodzenia za rekomendację: zapłatę, zniżkę, partnerstwo, odsetki od powiązanych linków, darmowe produkty (w tym niezamówione), wycieczki czy zaproszenia na wydarzenia itp. Umowa i płatności pieniężne nie są tu konieczne.

Aby oznaczenie materiału reklamowego było czytelne, należy zadbać o odpowiednią widoczność ww. informacji, np. poprzez zastosowanie wyróżniającej się i odpowiednio dużej czcionki, można też skorzystać z funkcjonalności serwisów społecznościowych, które oferują oznaczanie materiałów reklamowych (np. post sponsorowany). Istotne jest również odpowiednie umiejscowienie oznaczeń informujących o reklamie – w myśl Rekomendacji, powinno się je stosować na początku opisu bądź nagrania, co pozwoli konsumentom już na wstępnym etapie zapoznać się z charakterem publikacji.

Nawet więc zastosowanie konkretnego hashtaga informującego o reklamie, nie zawsze daje gwarancję jasności przekazu dla konsumentów. W szczególności, kiedy hashtag jest krótki (np. #ad), a do tego umiejscowiony wśród rozwlekłego opisu lub szeregu innych hashtagów. Zdaniem Prezesa UOKiK, połączenie skrótu „ad” z częścią nazwy producenta – #olimpad i umiejscowienie go wśród szeregu innych hasztagów czyniło go jeszcze mniej zrozumiałym.

Aby materiały reklamowe były zrozumiałe dla każdego odbiorcy, Prezes UOKiK rekomenduje posługiwanie się w oznaczeniach językiem polskim w wypadku profili prowadzonych w tym języku (przy czym np. hashtag #współpraca nie jest jednoznaczny dla polskiego konsumenta). Prawidłowemu oznaczeniu reklam mogą posłużyć zalecane w Rekomendacjach określenia, takie jak: reklama, materiał sponsorowany bądź płatna współpraca. Zresztą hashtagi: #postsponsorowany, #materiałsponsorowany, #współpracareklamowa, #reklama, #materiał reklamowy znalazły się też w dobrych praktykach „Przewodnik po influencer marketingu”, opublikowanych przez Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska w październiku 2021 r.[endnoteRef:3] [3: Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska, „Przewodnik po influencer marketingu”, październik 2021 r., [online]: https://www.iab.org.pl/wp-content/uploads/2021/10/INFLUENCER-MARKETING_poradnik-IAB-Polska-2021.pdf [dostęp 29.08.23]]

Współpracujący z Olimp Laboratories influencerzy mają dużą siłę oddziaływania na swoich obserwatorów, którzy naturalnie chcą korzystać z ich doświadczeń. Prezes UOKiK odnotował więc, że praktyki spółki mogły mieć wpływ na zniekształcenie przedkontraktowego zachowania rynkowego konsumenta, a także na podjęcie przez konsumenta decyzji dotyczącej zakupu produktów marki Olimp lub zainteresowania się tą marką w inny sposób (np. przez przejrzenie oferty na stronie www czy polecenie znajomym).

Decyzja Prezesa UOKiK może zostać zaskarżona przez wniesienie odwołania na drodze sądowej – do Sądu Okręgowego w Warszawie – sądu ochrony konkurencji i konsumentów. Olimp Laboratories ostatecznie w styczniu 2023 r. zaniechała przy tym kwestionowanej praktyki i obecnie w relacjach z influencerami stosuje zalecenia dostosowane do Rekomendacji.

Naruszenie zakazu kryptoreklamy stanowi przy tym praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów, której stosowanie zagrożone jest karą nawet do 10% obrotu osiągniętego w roku obrotowym poprzedzającym rok nałożenia kary.

W komunikacie z 28 sierpnia 2023 r. Prezes UOKIK podkreślił: „Konsekwentnie eliminujemy praktyki w zakresie nieprawidłowego oznaczania treści reklamowych w mediach społecznościowych. Interweniując, sięgamy po różne narzędzia. Przygotowaliśmy Rekomendacje, które wskazują dobre praktyki zgodne z obowiązującym od dawna prawem. Przeprowadziliśmy na szeroką skalę akcje edukacyjne. Zapewniliśmy przestrzeń na dostosowanie się wszystkich przedsiębiorców zaangażowanych w promowanie komercyjnych treści w sieci. Teraz nadszedł czas, aby te zasady egzekwować”. Można się więc spodziewać dalszych stanowczych działań na rynku influencer marketingu.

Autorka: r.pr. Edyta Oleszczuk-Romańska, Kancelaria Prawna „Chałas i Wspólnicy”.

[1] #OznaczamReklamy – Rekomendacje Prezesa UOKiK [online:] https://uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=18898 [dostęp: 29.08.23] [2] Zawiadomienie Komisji – Wytyczne dotyczące wykładni i stosowania dyrektywy 2005/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady dotyczącej nieuczciwych praktyk handlowych stosowanych przez przedsiębiorstwa wobec konsumentów na rynku wewnętrznym (Dz.Urz.UE.C 2021 Nr 526, str. 1). [3] Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska, „Przewodnik po influencer marketingu”, październik 2021 r., [online]: https://www.iab.org.pl/wp-content/uploads/2021/10/INFLUENCER-MARKETING_poradnik-IAB-Polska-2021.pdf [dostęp 29.08.23]

Słabe dane z rynku pracy w USA mogą doprowadzić do wcześniejszego zakończenia cyklu podwyżek stóp

W USA ekstremalny niedobór siły roboczej, który obserwowaliśmy głównie w latach 2021 – 2022, pomału przechodzi do historii. Sytuacja na rynku pracy normalizuje się dość szybko. Zostało to potwierdzone wczoraj. Ankieta JOLTS wskazała wyraźny spadek popytu na pracę. Do tej pory dolar nie reagował jakoś wyraźnie na te dane. Tym razem było inaczej. USD osłabł a rentowności amerykańskich obligacji, głównie z krótkiego końca krzywej dochodowości, zdecydowanie spadły. Złe dane okazały się dobre dla Wall Street, co skutkowało wyraźnymi zwyżkami indeksów giełdowych.

Liczba wolnych miejsc pracy (JOLTS) spadła wyraźniej niż oczekiwali analitycy w okresie poprzedzającym publikację. Oczywiście nie powróciła ona jeszcze do poziomów sprzed pandemii COVID-19, ale trend spadkowy jest wyraźny. Wczorajszy rezultat jest najniższy od początku 2021 roku , co sugeruje ochłodzenie popytu na pracę.

To dobra wiadomość dla Fed-u. Powell obawiał się, że utrzymujący się niedobór siły roboczej może spowodować dalszy wzrost płac, stając się tym samym czynnikiem napędzającym inflację wi powodującym, że efekt drugiej rundy będzie znacznie silniejszy. Te obawy będą maleć, jeśli kolejne dane z rynku pracy będą wpisywać się w ten trend. Już dziś poznamy raport ADP – tu oczekuje się dużo gorszego odczytu od poprzedniego (195 tys. vs 324 tys.), a w piątek raport NFP. Jutro z kolei przedstawione zostaną dane na temat wydatków Amerykanów, a wśród nich znajdzie się wskaźnik PCE „core”, który jest preferowaną przez amerykański bank centralny miarą inflacji.

Zjawiskiem pozytywnym jest to, że spadkowi liczby otwartych etatów, który obserwujemy od początku 2022 roku, nie towarzyszy wzrost stopy bezrobocia, która kształtuje się na poziomie 3,5 proc. Prognozy wskazują na taki sam odczyt w sierpniu. Może to świadczyć o tym, że rynek pracy jest w niewielkim stopniu dotknięty zjawiskiem bezrobocia niedopasowanego.

To dość zrozumiałe, że na skutek danych dolar zareagował osłabieniem a rentowności amerykańskiego długu spadkiem. Rynek w mniejszym stopniu zaczął wyceniać prawdopodobieństwo dalszych podwyżek stóp procentowych przez Fed we wrześniu oraz listopadzie. Indeksy zareagowały wzrostami co również wydaje się być logiczne, ponieważ wczorajsza publikacja zbliża nas do końca całego cyklu zacieśniania a jednocześnie do początku procesu luzowania monetarnego – czyli pierwszych obniżek.

Kurs EUR/USD zbliżył się do poziomu 1,09 i jednocześnie do górnego ograniczenia kanału spadkowego, który rozpoczął się dokładnie 18 lipca. Na wykresie jednak nie widać jak na razie przełomu. Można oczywiście zakładać, że dołki lekko poniżej 1,08, które zostały ustanowione w miniony piątek, kończą całą korektę spadkową. Jednak aby tak się stało, potrzebne będzie przełamanie wspomnianej technicznej bariery a w tym mogą pomóc dane, które poznamy dziś i w kolejnych dniach.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Dyrektywa DAC7: wyjaśniamy najważniejsze kwestie

Dyrektywa DAC7 to ostatnio gorący temat dotyczący transakcji wykonywanych w internecie. Nakłada ona na platformy elektroniczne obowiązek przekazywania do administracji skarbowej danych o czynnościach takich jak np. sprzedaż towarów lub wynajem nieruchomości, dokonywanych za ich pośrednictwem.

Choć jest to temat, który regularnie pojawia się w publikacjach, wiąże się z nim szereg nieprecyzyjnych, a często również niestety nieprawdziwych stwierdzeń. Być może wynika to z faktu, że przepisy krajowe wdrażające DAC7 są na wczesnym etapie legislacyjnym, a projekt ustawy i termin jego wejścia w życie podlegał kilkukrotnym zmianom. ​

Najistotniejsze jest to, że nic się od 1 września 2023 r. w zakresie sprzedaży w sieci nie zmienia. Nie będzie wprowadzony żaden nowy podatek od handlu internetowego, czy jakiekolwiek inne, dodatkowe obciążenie fiskalnych sprzedawców handlujących w sieci.

Wiele zamieszania wokół nieistniejących przepisów

Izba Gospodarki Elektronicznej zwraca uwagę, że informacje o wdrożeniu Dyrektywy DAC7 do polskiego porządku prawnego są w dużej części nieprecyzyjne lub wręcz błędne. Powodują zupełnie niezrozumiały szum informacyjny i wzbudzają obawy osób i podmiotów sprzedających na platformach internetowych. Co warto wiedzieć, zanim zacznie się rzeczową dyskusję wokół DAC7?

Za wcześnie na wnioski

Dyrektywa DAC7 zobowiązuje platformy elektroniczne z krajów unijnych do gromadzenia i przekazywania organom podatkowym danych o określonych sprzedawcach i transakcjach, zawieranych za pośrednictwem tych platform. Chodzi o internetową sprzedaż towarów i świadczenie niektórych usług, takich jak wynajem nieruchomości lub środków transportu oraz usługi świadczone osobiście np. udzielanie korepetycji. Raportowaniu mają podlegać sprzedawcy, którzy na danej platformie przekroczą w ciągu roku kalendarzowego limit 30 transakcji dotyczący towarów lub limit kwoty ich wynagrodzenia o równowartości 2 tys. EUR.

Aktualnie w poszczególnych krajach członkowskich UE trwa proces implementacji DAC7 i jest on na różnych etapach – w niektórych krajach UE te regulacje już obowiązują. W Polsce odpowiednie przepisy krajowe zawarte w projekcie ustawy z dnia 11.05.2023 r., nie weszły jeszcze w życie i nie jest znana finalna data przyjęcia tych przepisów. Kolejne wersje projektu ustawy przewidywały różne terminy wprowadzenia przepisów w życie, ale obecnie nie wiadomo, kiedy to się stanie – jednak szanse, aby nowe regulacje zaczęły obowiązywać od 1 września 2023 r., co przewiduje ostatnia wersja projektu, są raczej nikłe.

Jakie są fakty?

Wczesny etap legislacyjny prac nad ustawą potwierdzają informacje na stronie Rządowego Centrum Legislacji. Projekt tej ustawy nie został jeszcze skierowany ani do Sejmu, ani nawet przyjęty przez Radę Ministrów. Nad dokumentem pracuje obecnie Komitet do Spraw Europejskich, a ostatnia jego modyfikacja miałą miejsce 18 maja tego roku. Na dziś nadal nie jest znana data wejścia w życie ustawy implementującej Dyrektywę DAC7, ale także ostateczna treść przepisów krajowych, w tym zakres obowiązków sprawozdawczych platform.

Niepokój destabilizuje rynek

W związku z tym ostatnie doniesienia medialne, które wskazywały na 1 września 2023 r. jako datę wejścia w życie Dyrektywy DAC7 w Polsce oraz początek kontroli skarbowej sprzedających na platformach cyfrowych takich jak Allegro, OLX, Vinted, są błędne. Oczywiście, organy podatkowe miały prawo do takiej kontroli już wcześniej. Praktycznie zawsze, jeśli sprzedawcy nie respektują obowiązujących przepisów, ale – jak mówi mec. Witold Chomiczewski, pełnomocnik Izby Gospodarki Elektronicznej ds. legislacji, „obecnie nie ma żadnych podstaw prawnych, które wiązałyby polskich operatorów platform internetowych do raportowania organom podatkowym określonych danych o sprzedaży internetowej”. Należy jednak zauważyć, że aktualny projekt ustawy zakłada raportowanie już w styczniu 2024 r. danych o sprzedaży osiągniętej przez sprzedawców w ciągu całego roku 2023, a więc także za okres sprzed wejścia w życie ustawy implementującej Dyrektywę DAC7. Budzi to uzasadnione wątpliwości co do zgodności z podstawowymi zasadami prawodawstwa, dodatkowo taki chaos ustawodawczy nie wpływa dobrze na zaufanie obywateli do państwa.

Będziemy dodatkowo płacić?

Nic bardziej mylnego. Niektóre media wieszczą nowy podatek od sprzedaży na platformach cyfrowych, po, lub nawet bez, przekroczenia limitów sprzedaży. To też błąd, gdyż – co podkreśla Doradca podatkowy Marta Kasztelan, koordynator Izby Gospodarki Elektronicznej ds. e-podatków, “nowe przepisy nie wprowadzają w Polsce od 1 września 2023 r. żadnego nowego podatku od handlu internetowego”.

Na mocy krajowych przepisów implementujących Dyrektywę DAC7, administracja skarbowa otrzyma od operatorów platform informacje o sprzedawcy oraz o liczbie transakcji i kwocie wynagrodzenia uzyskanego z tych transakcji na danej platformie internetowej, o ile sprzedawca przekroczył progi określone w przepisach.

Oczywiście ma to służyć dalszej weryfikacji przez organy podatkowe rzetelności rozliczenia podatków przez sprzedawców. Jednym z głównych celów Dyrektywy DAC7 jest bowiem przeciwdziałanie unikaniu i uchylaniu się od opodatkowania zysków z transakcji online.

Wdrożenie Dyrektywy DAC7 nie zmienia więc istniejących reguł opodatkowania w Polsce i nie wprowadza żadnego nowego podatku. Nadal istnieje np. możliwość sprzedawania używanych rzeczy z majątku prywatnego (np. ubrań, zabawek) bez konieczności zapłaty podatku od uzyskiwanych z tego tytułu przychodów.

Rozsądek i rzetelna informacja

E-Izba oraz zrzeszone w niej firmy z branży e-commerce, w tym największe platformy cyfrowe i e-sklepy działające w Polsce, śledzą uważnie wszystkie informacje o DAC7.
Mamy świadomość. że nieprecyzyjne lub błędne doniesienia medialne mogą wprowadzić chaos informacyjny i dezinformację wśród polskich przedsiębiorców oraz zwykłych obywateli, którzy coraz częściej dokonują zakupów w sieci. Zwróciliśmy się też z prośbą do Ministerstwo Finansów o wydanie oficjalnego stanowiska w tej sprawie, aby raz na zawsze uporządkować zamieszanie informacyjne wokół DAC7. – Patrycja Sass-Staniszewska, prezes e-Izby

Jednocześnie z e-Izba deklaruje wsparcie i gotowość do współpracy z mediami przy zapewnieniu podatnikom rzetelnych i prawidłowych informacji na temat nowych przepisów.

Tomasz Buras rozstaje się z Savills. Stuart Jordan nowym szefem na region CEE

Międzynarodowa firma doradcza Savills nominowała CEO na region Europy Środkowo-Wschodniej, łącząc w ten sposób biura w Polsce i Czechach, jak również szerszą sieć biur stowarzyszonych w innych krajach regionu. Jest to strategiczny ruch, który zagwarantuje Savills dalszy, stabilny wzrost w tej części Europy. Rolę CEO odpowiedzialnego za region Europy Środkowo-Wschodniej obejmie Stuart Jordan, dyrektor zarządzający regionu Czech i Słowacji, który od 2017 roku z sukcesami rozwija Savills w Czechach, a w ostatnim czasie zainaugurował działalność Savills na rynku słowackim.

Po wprowadzeniu nowej struktury, Stuart Jordan poprowadzi biura Savills w Czechach i w Polsce, jak również będzie odpowiedzialny za koordynację działań transgranicznych we współpracy z biurami stowarzyszonymi Savills w Austrii, Rumunii, Serbii i na Węgrzech.

Tomasz Buras, pełniący rolę CEO w Polsce od 2014 roku, rozstaje się z Savills i będzie kontynuował karierę poza strukturami firmy.

James Sparrow, CEO Savills w Wielkiej Brytanii oraz regionie Europy, Afryki i Bliskiego Wschodu, komentuje: “Europa Centralna i Środkowa w Savills będzie zorganizowana w ramach jednego regionu. Odzwierciedli to sposób, w jaki działają nasi międzynarodowi klienci i umożliwi bardziej efektywne świadczenie usług w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W ostatnim czasie wzmocniliśmy nasze działy zarządzania nieruchomościami, wynajmu powierzchni magazynowych i przemysłowych oraz platformę obsługi biur elastycznych Workthere. Wychodząc naprzeciw bieżącym potrzebom i trendom rynkowym stworzyliśmy działy ESG oraz doradztwa strategicznego. Tym samym posiadamy pełną ofertę produktową zapewniającą kompleksową obsługę naszych klientów.

“Dziękuję Tomaszowi Burasowi za jego wkład w zarządzanie Savills w Polsce. Istotnie przyczynił się do rozwoju polskiego biznesu, tworząc solidne podstawy do dalszego wzrostu organizacji. Wierzę, że ta decyzja otwiera dalsze możliwości rozwoju Savills” – dodaje James Sparrow.

Stuart Jordan komentuje: “Jestem bardzo szczęśliwy z objęcia nowej roli. Mając doświadczenie z bliskiej współpracy z naszymi zespołami w ramach regionu Europy Środkowo-Wschodniej, jestem pewien, że to odpowiedni moment, aby dalej zintegrować nasze struktury w ramach jednej oferty i wykorzystać efekt synergii na tych rynkach, z korzyścią dla naszych klientów.”

Zgodnie z badaniami Savills, region Europy Środkowo-Wschodniej, już od wielu lat, rośnie w tempie powyżej średniej EU28, a rynki nieruchomości są napędzane przez popyt lokalny, stymulowany regularnym dopływem środków z Unii Europejskiej oraz silnym wzrostem wynagrodzeń. Prognozy Komisji Europejskiej na rok 2024 szacują wzrost PKB na poziomie 2,6% w Czechach oraz 2,7% w Polsce, co istotnie przewyższa wskaźnik przewidywany dla całej Unii Europejskiej na poziomie 1,7% oraz potwierdza utrzymujące się możliwości rozwoju podmiotów działających na rynku nieruchomości w regionie.

Inflacja w USA i strefie euro w centrum uwagi rynków walutowych

W obliczu zbliżających się końców podwyżek stóp w USA oraz w strefie euro, jak i pierwszych cięć w Polsce, czwartek – kiedy miejsce będą miały publikacje odczytów inflacyjnych – może przynieść istotnie podwyższoną zmienność, rozbudzając na nowo ostudzone nieco podczas okresu wakacyjnego dyskusje.

Ubiegły tydzień nie dał klarownych odpowiedzi na to, co przed nami – podczas sympozjum w Jackson Hole dość jastrzębi okazał się Jerome Powell, od jasnych deklaracji wymigiwała się zaś Christine Lagarde. Rezerwa Federalna nie jest równie silnie przekonana, jak wydaje się być rynek, co do tego, że inflację udało się opanować. Zaś stopy procentowe prawdopodobnie pozostaną na poziomie 5% lub wyższym przez dłuższy czas. EBC z kolei znajduje się między młotem a kowadłem: wiodące wskaźniki ekonomiczne słabną, natomiast w przypadku kluczowego wskaźnika inflacji bazowej niewiele jest jeszcze oznak znaczącego trendu spadkowego.

Dolar był najsilniejszą walutą ubiegłego tygodnia. Umocnił się także w stosunku do każdej innej waluty z grupy G10 w ciągu ostatniego miesiąca To, między innymi, rezultat oczekiwań uczestników rynku, zakładających, że stopy procentowe w USA pozostaną przez dłuższy czas wysokie oraz przepływu kapitału w kierunku bezpiecznych przystani, wywołanego ciągłą obawą o stan chińskiej gospodarki.

Wyprzedawane wcześniej waluty rynków wschodzących w minionych dniach odnotowały raczej dobre wyniki. Dotyczyło to zwłaszcza tzw. walut surowcowych, co miało związek ze wzrostem ich cen.

Tegotygodniowy kalendarz pełen danych po obu stronach Atlantyku powinien otrząsnąć rynki walutowe z letniego letargu. W czwartek, o czym wspominaliśmy we wstępie, poznamy kluczowe wskaźniki inflacji: sierpniowy wstępny raport HICP w strefie euro oraz nieco opóźniony, ale wciąż ważny lipcowy raport o inflacji PCE w Stanach Zjednoczonych. Tego dnia opublikowany zostanie również wyjątkowo istotny, wstępny raport o inflacji CPI w Polsce. W piątek natomiast przypada dzień publikacji danych o płacach w Stanach Zjednoczonych – wszystkie oczy zwrócone będą w kierunku dynamiki płac.

PLN

Złoty w ostatnich dniach notuje naprzemienne wzrosty i spadki względem wspólnej europejskiej waluty, jednak miesiąc najpewniej zakończy na niższym poziomie w stosunku do euro względem jego początku. Nastroje wobec polskiej waluty są mniej korzystne, bowiem nasiliły się obawy o globalny wzrost gospodarczy, a kurs EUR/USD skierował się w dół. Seria rozczarowujących informacji z polskiej gospodarki zachęciła inwestorów do wyceny kolejnych obniżek stóp procentowych nad Wisłą i nie ma już wątpliwości, że pierwsza z nich jest tuż za rogiem.

W tym kontekście inwestorzy skupią się na czwartkowym odczycie CPI za sierpień, który ma wykazać spadek inflacji do około 10%. Spadek poniżej tego poziomu jest jednym z warunków, które zgodnie z sugestią prezesa Glapińskiego mogą uzasadnić rozpoczęcie cyklu obniżek stóp procentowych. Poza tym warte uwagi będą szczegółowa rewizja wzrostu PKB za II kwartał, która pojawi się w tym samym czasie oraz publikowany w piątek wskaźnik PMI dla przemysłu.

EUR

Dane gospodarcze ze strefy euro z ubiegłego tygodnia podtrzymały presję na EBC, aby zakończył cykl podwyżek stóp procentowych zanim pojawią się wyraźne oznaki, że inflacja bazowa zaczyna spadać. Sierpniowe dane PMI dla strefy euro były jeszcze gorsze niż te dla Wielkiej Brytanii. Zarówno indeksy dla sektora usługowego, jak i produkcyjnego znajdują się obecnie poniżej poziomu 50, co oznacza kurczenie się owych sektorów. Indeks kompozytowy (47,0) znalazł się w sierpniu na najniższym poziomie od czasu pierwszego pandemicznego lockdownu.

Prezeska EBC, Christine Lagarde, skrzętnie unikała na konferencji w Jackson Hole jakichkolwiek wstępnych zobowiązań dotyczących wrześniowego posiedzenia banku. Rynki pozostają podzielone prawie 50/50 co do możliwości wrześniowej podwyżki, jako że ostatnie dane wydają się sugerować, że może nastąpić pauza. Kluczowy sierpniowy raport inflacyjny (czwartek) prawdopodobnie przypieczętuje ruch w jedną lub drugą stronę, a jego wpływ na notowania euro powinien być znaczący.

USD

Kondycja amerykańskiej gospodarki wydaje się znacznie odbiegać od tych po drugiej stronie Atlantyku – zamiast typowego spowolnienia, charakterystycznego dla końcówki cyklu zacieśniania, część sygnałów sygnalizuje przyspieszenie. Sprzedaż detaliczna rośnie, podobnie jak produkcja przemysłowa, a rynek pracy prawie w ogóle nie osłabł. Rezerwa Federalna nadal brzmi raczej jastrzębio i, chociaż zaledwie jedna podwyżka może dzielić nas od końca cyklu (jeśli jeszcze się on nie zakończył), spodziewamy się, że minie dużo czasu, zanim zobaczymy jakiekolwiek złagodzenie polityki pieniężnej, szczególnie biorąc pod uwagę brak perspektyw na luzowanie polityki fiskalnej.

Raport NFP z rynku pracy powinien wciąż wskazywać na pełne zatrudnienie w gospodarce, która w końcu zapewnia pracownikom znaczący wzrost płac realnych. Ekonomiści przewidują spadek liczby nowych miejsc pracy netto do 170 tys. ze 187 tys. w lipcu, przy czym oczekuje się, że dynamika średnich zarobków godzinowych utrzyma się na poziomie 4,4% w ujęciu rocznym.

GBP

Wskaźniki PMI dotyczące aktywności biznesowej okazały się znacznie gorsze niż oczekiwano sygnalizując kurczenie się gospodarki. Zauważamy, że ostatnie twarde dane nie były równie tragiczne, owe badania ankietowe są jednak bardziej aktualne i stanowią powód do niepokoju. Te rozczarowujące wieści gospodarcze dość mocno odbiły się na notowaniach GBP, który zakończył ubiegły tydzień na samym dole tabeli notowań walut z grupy G10.

Rynek jest niemal pewny, że do kolejnej podwyżki stóp w Wielkiej Brytanii dojdzie we wrześniu. Rynkowe wyceny sugerują, że przed końcem cyklu stopy mogą wzrosnąć nawet trzykrotnie. Wyceniana docelowa stopa procentowa jest najwyższa w grupie G10 co wyjaśnia, dlaczego funt jest jak dotąd drugą najlepiej radzącą sobie walutą w owej grupie w 2023 r. Pozostajemy ostrożnymi optymistami co do funta, uważnie przyglądamy się jednak temu, czy dane ekonomiczne w ciągu najbliższych kilku tygodni potwierdzą sygnał pogorszenia widoczny w danych ankietowych.

CNY

Chińskie banki zaskoczyły inwestorów na początku ubiegłego tygodnia, dokonując mniejszej niż oczekiwano obniżki 1-rocznej stopy LPR, nie obniżając jednocześnie stopy 5-letniej (mającej wpływ na oprocentowania kredytów hipotecznych). Nie możemy wykluczyć, że znaczne złagodzenie polityki pieniężnej jest postrzegane jako nieoptymalne w obecnym środowisku. Chiny mogą chcieć uniknąć zwiększania presji na krajowy sektor bankowy i juana, wybierając zamiast tego inne rozwiązania. Rzeczywiście, wysiłki mające na celu wsparcie waluty i odbudowę zaufania inwestorów nasiliły się w ostatnim czasie. Obejmuje to decyzję o zmniejszeniu o połowę opłaty skarbowej od transakcji giełdowych i obniżeniu wymagań dotyczących depozytu zabezpieczającego, a także inne środki, co wywołało w tym tygodniu gwałtowny wzrost chińskich akcji.

Ponieważ niektórzy chińscy deweloperzy walczą o przetrwanie, kraj postanowił również złagodzić przepisy dotyczące zakupu domów, zezwalając władzom lokalnym na traktowanie większej liczby osób jako kupujących po raz pierwszy.

Oprócz nagłówków dotyczących sektora nieruchomości i polityki, warto skupić się na danych dotyczących aktywności biznesowej drugiej gospodarki świata. W czwartek opublikowana zostanie seria odczytów NBS PMI za sierpień, a w piątek Caixin PMI dla przemysłu. Ekonomiści spodziewają się podobnych odczytów jak w lipcu, choć biorąc pod uwagę, że dane lubią zaskakiwać, mogą one zwiększyć rynkową zmienność, zwłaszcza w czasie gdy inwestorzy wracają za biurka po dobiegających końca wakacjach.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Po co cyberprzestępcom dane naszych dzieci?

Pierwszy września za pasem, sprzęty i elektroniczne pomoce edukacyjne znalazły się zapewne na wielu listach „wyprawkowych”. Ten rok szkolny będzie także przełomowy pod względem kontaktu z technologią dla ok. 400 tys. uczniów klas czwartych szkół publicznych i niepublicznych, którzy otrzymają „z urzędu” darmowe laptopy do nauki. – To ostatni moment, aby przypomnieć, zarówno dzieciom, jak i rodzicom m.in. o tym, jak i dlaczego cyberprzestępcy chcą kraść dane osobowe najmłodszych i jak się przed tym uchronić. Chodzi przecież zarówno o bezpieczeństwo, jak i pieniądze – podkreślają eksperci ds. cyberbezpieczeństwa.

Kradzież tożsamości najmłodszych jest poważniejszym zagrożeniem, niż mogłoby się to wydawać. W 2022 roku w USA ofiarami takich incydentów padło prawie milion dzieci, koszty pojedynczego zdarzenia wyniosły średnio 1128 dolarów, a rozwiązanie każdej takiej sytuacji zajęło około 16 godzin. Oznacza to problem, który kosztuje Amerykanów ponad 1 miliard dolarów rocznie[1]. Dlatego także w Polsce, w obliczu coraz bardziej cyfrowych procesów nauczania, edukacja dotycząca tego, jakie są metody działań  cyberprzestępców, powinna stać się ważnym elementem zaznajamiania dzieci z wirtualnym światem. Pełną wiedzę na ten temat powinni mieć także rodzice, którzy niejednokrotnie nie widzą żadnych zagrożeń, udostępniając w sieci szczegółowe informacje o swoich pociechach – przestrzegają eksperci ds. cyberbezpieczeństwa z firmy ESET.

Kredyt na dane dziecka? Trudne, ale możliwe

Dlaczego dane osobowe dzieci cieszą się tak dużym zainteresowaniem, w jaki sposób dochodzi do ich kradzieży i co rodzice mogą zrobić, aby temu zapobiec? Oszuści mogą wykorzystać dane dotyczące tożsamości dzieci do tych samych celów, co dane dorosłych, a więc m.in. do oszustw finansowych, prania brudnych pieniędzy czy wyłudzania świadczeń socjalnych i pożyczek. Dużym atutem dla nich może być fakt, że w przypadku takich oszustw mało prawdopodobne jest, że sama ofiara zauważy, że skradziono jej tożsamość. Dzieci nie są przyzwyczajone do regularnego sprawdzania swojego konta bankowego lub raportu kredytowego. Oszustwa mogą pozostać niezauważone przez lata. Z kolei w przypadku tzw. syntetycznej kradzieży tożsamości, wykorzystującej dane dzieci tylko częściowo, dużym atutem jest dla cyberprzestępców to, że najmłodsi nie są obciążeni żadną historią kredytową.

– Polski system prawny i bankowy stara się chronić najmłodszych i ich rodziców przed sytuacjami takimi jak otwarcie nowego konta czy założenie karty kredytowej na dane dziecka, które wyciekły. Do takich procedur każdorazowo potrzebna jest zgoda rodziców, a kredytów nawet w firmach oferujących „chwilówki” nie można brać przed przekroczeniem osiemnastego roku życia. Mimo tego cyberprzestępcy mają swoje sposoby, aby wykorzystać dane dzieci. Jednym z możliwych scenariuszy jest np. ten, w którym cyberprzestępca teraz kradnie dane dziecka, a w przyszłości on (lub ktoś, kto odkupi od niego te informacje) w jego imieniu bierze kredyt. To bardzo niefortunny „prezent” na start w dorosłe życie. Stosowaną przez oszustów popularną techniką, która niestety dobrze sprawdza się w przypadku danych dotyczących tożsamości najmłodszych, jest też tzw. syntetyczna kradzież tożsamości. Polega na łączeniu przez oszustów danych osobowych z kilku źródeł: niektórych prawdziwych, innych fałszywych. W ten sposób tworzona jest zupełnie nowa tożsamość, aby zapewnić oszustom czystą historię kredytową – wyjaśnia Kami Sadkowski, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa ESET.

Jak wyłudzane są dane dzieci?

Niektórzy z cyberprzestępców atakujących dzieci nie zajmują się dopracowanymi mechanizmami tego typu oszustw. Ich celem jest po prostu wyłudzenie danych, a następnie sprzedaż danych na czarnym rynku tak, aby inni oszuści mogli je wykorzystać w kolejnych atakach. Jakie metody mogą stosować?

  • Phishing za pośrednictwem poczty elektronicznej, mediów społecznościowych, a nawet SMS-ów. Dzieci są namawiane do klikania fałszywych linków, co może spowodować zainstalowanie złośliwego oprogramowania kradnącego informacje. Bywają też bezpośrednio nakłaniane do przekazania swoich danych osobowych – np. pod pretekstem wzięcia udziału w nieistniejącym losowaniu nagród.
  • Naruszenia z winy firm trzecich. Statystyki pokazują, że w zeszłym roku dane osobowe około 1,7 miliona amerykańskich dzieci, czyli 1 na 43, zostały ujawnione nie z ich własnej winy.
  • Przejęcie konta: konta do gier, mediów społecznościowych, a nawet do nauki online mogą być cennymi źródłami informacji o tożsamości. Mogą zostać naruszone poprzez phishing, łamanie/odgadywanie haseł metodą brute-force i inne techniki.
  • Nadmierne udostępnianie informacji w mediach społecznościowych: Zarówno dzieci, jak i ich rodzice mogą być źródłem wycieku, jeśli udostępniają zbyt wiele danych osobowych za pośrednictwem kont społecznościowych. Nawet daty urodzenia i szczegóły wykształcenia mogą zostać wykorzystane w kolejnych oszustwach, mających na celu wyłudzenie większej ilości informacji.
  • Członkowie rodziny: Oszustwa przeprowadzane przez osoby z bliskiej rodziny są szokująco powszechne. Szacuje się, że w 67% gospodarstw domowych w USA, w których doszło do oszustwa związanego z tożsamością dziecka, ofiara osobiście znała sprawcę(-ów).
  • Kradzież fizyczna: nadal popularne są także „klasyczne” sposoby, takie jak kradzież dokumentów z kosza na śmieci lub nawet bezpośrednio ze skrzynki pocztowej.

[1] Źródło: https://javelinstrategy.com/press-release/17-million-us-children-fell-victim-data-breaches-according-javelins-2022-child

Hakerzy celują w sektor edukacji i badań. 11% wzrost ataków w Europie

  • Sektor edukacji i badań był w tym roku świadkiem średnio 2256 cyberataków na pojedynczą organizację w skali globalnej
  • Najwyższy odsetek ataków odnotowano w regionie Azji i Pacyfiku, z kolei najwyższy wzrost (+11%) w Europie
  • możliwym wyjaśnieniem wzrostu jest wszechobecna cyfryzacja nauki i jej duże uzależnienie od platform internetowych. Organizacje badawcze stanowią z kolei źródło cennej wartości intelektualnej

Sektor edukacji i badań był w tym roku świadkiem średnio 2256 cyberataków na pojedynczą organizację w skali globalnej. Najwyższy odsetek ataków odnotowano w regionie Azji i Pacyfiku, z kolei najwyższy wzrost (+11%) w Europie – wynika z raportu opracowanego przez specjalistów cyberbezpieczeństwa z Check Point Research.

W stale rozwijającym się zdigitalizowanym świecie sektor edukacji coraz chętniej wspiera się cyfrowymi platformami, udostępnianymi zarówno uczniom, studentom i nauczycielom. Szeroko wykorzystuje się je w szkołach, uniwersytetach i innych organizacjach edukacyjnych. Jednak, wraz z postępem pojawiają się ryzyka i różnorodne zagrożenia.

Check Point Research (CPR) w opublikowanym niedawno raporcie ujawnia, że edukacja i badania jest najczęściej atakowanym sektorem na świecie, z średnio 2256 atakami na pojedynczą organizację w skali tygodnia. Oznacza to niewielki spadek o zaledwie 1% w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku. Jednocześnie sektor ten odnotowuje najwyższy wskaźnik cyberataków spośród wszystkich branż!Edukacja

Jakie są przyczyny takiego trendu? Dlaczego akurat ten sektor stał się preferowanym celem cyberprzestępców? Eksperci Check Pointa wskazują, że możliwym wyjaśnieniem jest wszechobecna cyfryzacja nauki i jej duże uzależnienie od platform internetowych. Rozpowszechnianie się cyfryzacji zapewnia atakującym szerokie możliwości wykorzystania i wzmocnienia swoich ataków. Co więcej, organizacje edukacyjne przechowują ogromne ilości wrażliwych informacji o uczniach, w tym dokumentację osobistą i finansową, co czyni je atrakcyjnymi celami dla podmiotów cyberprzestępczych. Przykładowo w maju br. kilka amerykańskich szkół, uczelni i uniwersytetów zostało dotkniętych atakami ransomware, które spowodowały poważne zakłócenia.

Organizacje badawcze stanowią z kolei źródło cennej wartości intelektualnej. Wysoce ukierunkowany atak może dostarczyć hakerom poufne dokumenty, takie jak projekty inżynieryjne czy przełomowe opracowania naukowe, które na czarnym rynku warte są setki tysięcy, jeśli nie miliony dolarów. Jeśli swobodna inwigilacja sieci okazuje się niemożliwa, to rozwiązaniem jest zaszyfrowanie wszystkich dokumentów i szantażowanie ofiar.

Jak dotąd w ty roku najwyższy wskaźnik cotygodniowych cyberataków na organizację z obszaru edukacji odnotował region APAC (Azja-Pacyfik) – średnia tygodniowa wynosiła tam 4529 ataków. Europa doświadczyła z kolei największej zmiany w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku, ze wzrostem o 11% rok do roku.

Region Średnia tygodniowa liczba ataków cybernetycznych na organizację Zmiana roczna
APAC 4529 -2%
Europa 2427 11%
Afryka 1690 -2%
Ameryka Łacińska 1533 4%
Ameryka Północna 1264 -14%

Rysunek 2 — Ogólna liczba ataków według regionu

Niemcy i Holandia najpopularniejszymi kierunkami zarobkowymi dla Polaków

Polacy coraz bardziej są skłonni szukać sposobu na ratowanie swoich finansów, pracując za granicą. 55 proc. ankietowanych, którzy wzięli udział w badaniu agencji zatrudnienia Trenkwalder, zadeklarowało chęć wyjazdu do pracy za granicą. W 2022 roku, wzrost o ponad 12 tys. pracowników delegowanych za granicę przez agencje, odnotowało Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej. To m.in. pokłosie wysokiej inflacji – twierdzą eksperci, zaznaczając jednocześnie, że coraz więcej Polaków szuka pracy tymczasowej za granicą za pośrednictwem działających w kraju agencji zatrudnienia. Pracownik bez kwalifikacji może zarabiać na takiej delegacji nawet 10 000 zł netto miesięcznie.   

Jak wynika z danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej[1], w 2022 roku ogólna liczba osób skierowanych przez agencje zatrudnienia do pracy poza krajem u pracodawców zagranicznych wyniosła 164 764 i w stosunku do roku 2021 zwiększyła się o ponad 12 tysięcy. Najwięcej osób podjęło zatrudnienie w Holandii (ponad 74 tys.) i w Niemczech (ponad 41 tys.). Na kolejnych miejscach uplasowały się takie destynacje, jak Cypr, Austria i Dania.

Widoczny wzrost zainteresowania pracą za granicą potwierdza także badanie ankietowe przeprowadzone w dniach 9-19 maja br. przez agencję zatrudnienia Trenkwalder wśród kandydatów zgłaszających się do agencji do pracy. 55 proc ankietowanych planuje wyjazd zarobkowy za granicę, z czego 10 proc. zdecydowałoby się na wyjazd trwający do 3 miesięcy, 6 proc. do pół roku, 11 proc. do roku, a 15 proc. nie określiła długości wyjazdu. 13 proc. deklaruje chęć wyjazdu na stałe.

Badanie Trenkwaldera Czy planujesz wyjazd do pracy za granicę

Wzrost zainteresowania zarobkowym wyjazdem za granicę to z jednej strony efekt popandemicznej odwilży, a z drugiej wysokiej inflacji.

– Choć zarobki w Polsce rosną, to wciąż znacznie odbiegają od tych za granicą, gdzie stawki wynagrodzenia są dwukrotnie wyższe niż w naszym kraju. Dla wielu osób kilkumiesięczny wyjazd do pracy do Niemiec czy Holandii to szansa na spłatę swoich zobowiązań finansowych, czy podratowanie domowego budżetu. Bardzo często są to wyjazdy celowe. Młode pary przed ślubem chcą zarobić na wesele, czy na wkład własny na mieszkanie, a studenci na wakacje lub na utrzymanie się przez kolejny rok akademicki. mówi Agata Kowal, kierownik w agencji Trenkwalder Polska, odpowiedzialna za delegowanie pracowników za granicę.  

W jakich zawodach szukamy pracy za granicą?

Według danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej, osoby, które w ubiegłym roku były delegowane do pracy za granicą pracowały najczęściej w zawodach: magazynier, pracownik produkcyjny, marynarz, robotnik wykonujący proste prace w rolnictwie i ogrodnictwie czy pakowacz. Z danych zebranych przez Trenkwalder Polska, najwięcej, bo aż 38 proc. ankietowanych planujących wyjazd zarobkowy, chciałoby pracować w produkcji i przemyśle, 16 proc. w logistyce, a po 8 proc. w rolnictwie i ogrodnictwie, handlu i transporcie.

Badanie Trenkwaldera W jakim zawodzie planujesz pracować za granicą

Logistyka, przemysł oraz ogrodnictwo i sadownictwo to branże, w których niezmiennie od lat, pracodawcy zagraniczni najczęściej poszukują pracowników.

– Dostajemy bardzo dużo zapytań od pracodawców z Niemiec i Holandii, którzy potrzebują pracowników niewykwalifikowanych, np. do prac produkcyjnych lub konfekcjonowania w magazynach. Wielu pracodawców poszukuje również specjalistów mających konkretne kwalifikacje zawodowe, np. stolarzy, elektryków, spawaczy czy operatorów i programistów CNC. – mówi Agata Kowal.

Ekspertka z Trenkwaldera podkreśla, że zmienia się też profil prostych prac w przemyśle: Prace na produkcji są coraz bardziej zautomatyzowane – przy światłowodach, włóknach poliwęglowych. Tu wymagana jest precyzja i znajomość obsługi nowoczesnych maszyn i urządzeń, a nie siła. W takich pracach świetnie sprawdzają się również kobiety.

Niemcy i Holandia w czołówce destynacji zarobkowych

Od czasu Brexitu, w czołówce destynacji zarobkowych Polaków, niezmiennie królują Niemcy i Holandia.

Chęć wyjazdu do Niemiec zgłosiło 30 proc. ankietowanych, a do Holandii 19 proc. Popularnym kierunkiem zarobkowym jest też Norwegia (12 proc.). Do Szwecji, Austrii i Wielkiej Brytanii wyjechałoby 9 proc. ankietowanych.

Badanie Trenkwaldera Do jakiego kraju planujesz wyjazd do pracy

Na rosnącą popularność delegowania pracowników do pracy za granicą wpływają oczywiście warunki finansowe. Najbardziej atrakcyjne stawki nadal są w Niemczech. Minimalna stawka godzinowa dla pracownika zatrudnionego za pośrednictwem polskiej agencji w Niemczech wynosi 13 euro. Zdarzają się też stawki 14 czy 15 euro.

Wykonując proste prace można zarobić około 7300 – 7700 zł netto. Jeśli ktoś zdecyduje się pracować w nadgodzinach, może zarobić nawet 10 000 zł netto miesięcznie. To pieniądze na rękę dla pracownika, już po odprowadzeniu ZUS-u w Polsce i podatku w Niemczech. Można także starać się o niemiecki zasiłek rodzinny,  tzw. kindergeld.  Co istotne – pracownicy nie płacą za zakwaterowanie, ten koszt pokrywa zagraniczny pracodawca. – mówi Agata Kowal z agencji zatrudnienia Trenkwalder

Delegowanie coraz bardziej popularną formą wyjazdu zarobkowego

Decydując o wyborze oferty pracy, ankietowani coraz częściej zwracają uwagę na warunki zatrudnienia. 27 proc. ankietowanych w badaniu Trenkwaldera oczekuje bezpłatnego zakwaterowania, 20 proc. zorganizowanego transportu, a 19 proc. możliwości swobodnych wyjazdów do kraju i obecności na miejscu polskiego koordynatora.

Według Agaty Kowal z agencji Trenkwalder, to właśnie mocno sprecyzowane oczekiwania płacowe i pozapłacowe w odniesieniu do pracy za granicą, a także potrzeba poczucia bezpieczeństwa sprawiają, że coraz większa liczba Polaków decyduje się ją podjąć za pośrednictwem działających w kraju agencji zatrudnienia, na zasadzie delegowania do pracy za granicą – pracownik zatrudniony jest w Polsce, przez polską agencję zatrudnienia, a pracuje u pracodawcy użytkownika za granicą.

Osoba, która korzysta z  pośrednictwa sprawdzonej agencji zatrudnienia, jeszcze przed wyjazdem wie, w jakiej firmie będzie pracować, za jaką stawkę, w jakim wymiarze czasowym, gdzie będzie mieszkać i jakie obowiązki wykonywać. To zasadnicza różnica pomiędzy delegowaniem pracownika przez agencję a szukaniem pracy na własną rękę. Jest to duże ułatwienie m.in. dla pracowników niewykwalifikowanych, podejmujących pracę na produkcji czy w magazynach, a także osób nieznających języków obcych, którym trudno poradzić sobie na początku za granicą. – zaznacza Agata Kowal, kierownik w agencji Trenkwalder Polska, odpowiedzialna za delegowanie pracowników za granicę.

Delegowani pracownicy są także ubezpieczeni przez agencje pracy, a dzięki rozwojowi telemedycyny mogą korzystać nadal z polskiej służby zdrowia. Warto też przed wyjazdem wyrobić kartę EKUZ (Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego), która upoważnia do leczenia w publicznej służbie zdrowia w czasie wyjazdu turystycznego lub zawodowego w większości krajów europejskich.
W kontaktach ze służbą zdrowia za granicą pomaga też koordynator delegowany przez agencję. Wyjechać w delację do pracy za granicą można też, będąc zatrudnionym na etacie w Polsce.

Delegowanie to atrakcyjna opcja dla osób, które nie znają języków obcych, nie wyjeżdżały wcześniej
z kraju, a chcą się czuć bezpiecznie, pracując za granicą. To dobry wybór dla osób, które chcą szybko podreperować budżet domowy i mieć w Polsce ciągłość zatrudnienia.
zaznacza  Agata Kowal.

[1] Informacja o działalności agencji zatrudnienia w 2022 roku; Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej; 2023

Seniorzy mają coraz więcej długów. Przyczyn jest kilka, w tym rosnące ceny

10,9 mld zł – tyle mają już seniorzy na swoim koncie opóźnionych rat kredytów oraz pożyczek, a także nieopłaconych na czas bieżących rachunków. Wzrost ich zaległości przyspieszył. Średnio na osobę pow. 64 roku życia, która ma problemy z regulowaniem bieżących zobowiązań przypada już 28 215 zł długów. Na ich spłatę potrzeba zadłużonym seniorom 20 minimalnych emerytur.

– Choć seniorzy od 2019 r. dostają dodatkowe wsparcie w postaci 13. emerytury, a od 2021 również 14., która tym razem w wyższym wymiarze wpłynie na ich konta we wrześniu, to jednak nie widać szczególnie pozytywnego wpływu tych świadczeń na ich problemy finansowe widoczne w postaci nieopłaconych kredytów czy też bieżących rachunków. Niesolidni płatnicy w wieku 65 plus, kwotą przeciętnych przeterminowanych długów zaczynają doganiać ogół Polaków. Różnica między ich zaległościami i całego społeczeństwa systematycznie maleje, gdy na koniec 2017 r. było to ponad 23 proc. teraz jest już niecałe 7 proc. Seniorzy mają przeciętnie do zwrotu 28 215 zł, a średnia dla wszystkich wynosi 30 071 zł. Wyraźnie widać jednak, że przede wszystkim regularnie pogarsza się położenie osób, które już mają przeterminowane długi, a to jest od lat niezmiennie około 5 proc. populacji w wieku pow. 64 lat. Ciążące na nich zaległości cały czas zauważalnie rosną. Sam udział niesolidnych płatników grupy 65 plus w ogólnej liczbie dłużników, a także w swoim pokoleniu nie zmienia się tak zatrważająco. Obecnie kłopoty z płatnościami widoczne w bazach BIK i BIG InfoMonitor ma 5,4 proc. osób pokolenia 65 plus, wobec 4,8 proc. 6 lat temu. Średni odsetek niesolidnych płatników dla wszystkich grup wiekowych to niemal 9 proc., a wśród 45-54 latków blisko 12 proc. W sumie więc, tuż obok wchodzących w dorosłość 18-24 latków (5 proc. niesolidnych płatników) najstarsi zawodzą najrzadziej – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Jeśli już tak się dzieje, to jak zwracają uwagę seniorzy nie radzący sobie z bieżącymi płatnościami, dla jednej trzeciej z nich, główną przyczyną kłopotów finansowych jest drożyzna. Przede wszystkim przytłaczają ich rosnące rachunki za prąd, gaz oraz wodę (44 proc.), ale także zakupy żywności i leków (po 29 proc.), paliwa (27 proc.) oraz opłaty za czynsz (25 proc.).* Regulowanie rat kredytów i pożyczek stanowi problem dla 14 proc. ankietowanych. O ile jednak z danych widocznych w bazach BIG i BIK wynika, że 5,4 proc. populacji seniorów, ma kłopoty, to w badaniu o przynajmniej jednym nieopłaconym zobowiązaniu mówi już 11 proc. najstarszych respondentów. Dużo? W porównaniu z resztą, niekoniecznie, bo wśród pozostałych wspomina o tym od 16 do 29 proc. ankietowanych.

– Średnia zaległość osób od 65 roku życia – 28 215 zł – bez wątpienia jest wyzwaniem. Szczególnie, gdy weźmie się pod uwagę ich możliwości finansowe. Na spłatę ponad 28 tys. zł potrzeba dziś bowiem 20 emerytur minimalnych lub 8 przeciętnych. Dla porównania w grupie 45-54 latków, którzy mają najwyższą średnią kwotę przeterminowanych zobowiązań – 42 538 zł, konieczne jest 8 przeciętnych płac i ponad 15 minimalnych – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak.

Jak wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazie informacji kredytowych BIK, na problemy seniorów składają się przede wszystkim zobowiązania wobec banków oraz firm pożyczkowych – prawie 6,2 mld zł, pozostałe ponad 4,7 mld zł to nieuregulowane rachunki za telefon, media czy czynsz. Razem daje to 10,9 mld zł, o 0,5 mld zł więcej niż przed rokiem, czyli na koniec czerwca 2022. Spora zmiana biorąc pod uwagę, że rok wcześniej przybyło 0,2 mld zł. Z kolei liczba niesolidnych dłużników 65 plus, po znaczącym wcześniejszym wzroście, tym razem podwyższyła się w niewielkim stopniu, bo o 401 osób do 386 121.

*Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor, przeprowadzone na próbie 1042 dorosłych Polaków techniką CAWI, 9-12 grudnia 2022 r.

Sytuacja w handlu ma się skomplikować. Jesienią może częściowo wrócić wzrost dynamiki podwyżek cen

Kolejny miesiąc z rzędu widać, że dynamika wzrostu cen spada. Jednak nie oznacza to, że w sklepach jest taniej. Produkty drożeją, tylko wolniej. Z kolei jak podkreślają eksperci, niekorzystne zmiany pogodowe, rosnące ceny energii i surowców mogą spowodować, że już w październiku będziemy świadkami odwrócenia trendu spadkowego podwyżek, przynajmniej w niektórych kategoriach towarów. Efekt ten może też utrwalić podniesienie płacy minimalnej i powrót do standardowych stawek VAT na żywność. Dotyczyć to będzie np. warzyw i owoców. Trudno też będzie o obniżanie cen pieczywa lub chemii gospodarczej. Można za to spodziewać się co najmniej utrzymania, a może nawet spadku cen art. tłuszczowych, nabiału czy mięsa.

Z ostatniego „INDEKSU CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” wynika, że w lipcu br. ogólne ceny w sklepach wzrosły rok do roku średnio o 15,5% (w czerwcu – o 18,1%, a w maju – o 19,9%). Mniej więcej podobnie to wychodzi z danych GUS-owskich.

– Pozytywne zmiany dostrzegamy nie tylko w naszym kraju, ale również na całym świecie. Wygaszone zostały negatywne zawirowania powodujące wzrost cen, takie jak np. skutki pandemii oraz oswojenie się z wojną w Ukrainie. Ponadto wpływ na to miało również ustabilizowanie się nastrojów społeczno-gospodarczych oraz politycznych związanych z nośnikami cen energii, w tym uniezależnienie się od dostaw energii z Rosji, co przełożyło się na nastroje wszystkich uczestników rynku, zarówno producentów, jak i konsumentów – zauważa Hubert Gąsiński, ekspert Uczelni WSB Merito Warszawa.

Ceny spadają kolejny miesiąc z rzędu, ale czy można zakładać, że trend ten utrzyma się na dłużej? I czy jesteśmy już w momencie, w którym można powiedzieć, że nie tylko zaczyna spadać dynamika wzrostu cen, ale maleją też same ceny? Dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW jest zdania, że schodzimy nie tyle z wierzchołka drożyzny, co raczej jesteśmy na szczycie spadków dynamiki wzrostu cen.

– Zmniejszone odczyty dynamiki raczej nie są tendencją trwałą. Już w październiku możemy być świadkami odwrócenia trendu spadkowego i powrotów do wzrostów. Przywrócenie rynkowych cen energii czy rezygnacja z zerowej stawki VAT na żywność, z pewnością zwiększą odczyty inflacyjne, szczególnie w I kwartale 2024 r. Poza tym podniesienie płacy minimalnej będzie miało również swoje skutki. Nie ma zatem przesłanek do tego, by ceny w sklepach realnie zaczęły spadać – dodaje ekspertka.

Podobnego zdania jest dr Krzysztof Łuczak, główny ekonomista Grupy BLIX, który uważa, że jesienią faktycznie może dojść do trudnej sytuacji w handlu. Najgorzej może to wyglądać w przypadku warzyw, chemii gospodarczej i pieczywa. Jednak w jego opinii, wszystko będzie zależało od tego, jak dalej będzie się poprawiała lub pogarszała sytuacja związana z cenami energii i płacami, bo to w największej mierze wpływa na finalny efekt. Nie należy zapominać o tym, że w wakacje inflacja jest znacznie mniejsza, a potem przybiera na sile. Z kolei w dalszej perspektywie – ale nie tak bardzo odległej – należy zwrócić uwagę na powrót stawki VAT na żywność. W opinii eksperta, ulga ta nie będzie kontynuowana w nowym roku, co może na rynku wywołać delikatne turbulencje. Przykładem tego mogą być Węgry, gdzie po powrocie do właściwych stawek ceny niektórych towarów wzrosły nawet o kilkadziesiąt procent, chociaż nie we wszystkich kategoriach.

– Impuls wzrostowy cen stopniowo wygasa, stąd spadające dynamiki. Podwyżki w większości kategorii towarów konsumpcyjnych zmniejszyły się. Można powiedzieć, że szczyt drożyzny mamy za sobą, ale raczej nie spodziewałbym się szerokich spadków cen, a ich wolniejszego wzrostu. Myślę, że w drugiej połowie roku dynamiki podwyżek większości produktów będą się wyraźnie obniżać. Natomiast jeśli już ceny będą spadać, to w przypadku pojedynczych kategorii, np. nabiału czy produktów tłuszczowych, gdzie doszło do odbudowania podaży przy spadku popytu – uważa z kolei Marcin Luziński, ekonomista z Santander Bank Polska. Dodaje też, że globalne ceny żywności, obrazowane przez indeks FAO, spadają już od kilku miesięcy, co pozwala wierzyć na niższą dynamikę cen żywności w najbliższych miesiącach w Polsce. Wprawdzie ostatnio indeks ten odbił, ale stało się tak głównie ze względu na zmianę cen olejów.

Dr Hubert Gąsiński jest zdania, że z dużym prawdopodobieństwem można prognozować, iż dynamika wzrostu cen spadnie do jednocyfrowej wartości do końca tego roku. – Poziom ten zdecydowanie spowolni, jednakże nie przełoży się to bezpośrednio na spadek cen w sklepach. Będziemy zauważać jednostkowe obniżki spowodowane zwiększoną sezonową produkcją przede wszystkim w okresie jesiennym, dzięki zbiorom krajowych produktów rolnych – uważa ekspert. I prognozuje, że dynamika wzrostu cen zacznie spadać na przełomie 2023/2024, a zmiana ich poziomu, realnie oceniając, przełoży się dopiero w styczniu 2024 roku.

A jak, według ekspertów, będą się zmieniały w najbliższych miesiącach ceny wybranych grup produktów? Marcin Luziński ostrzega, że nie powinniśmy zakładać znaczącego spadku cen warzyw, co będzie pokłosiem niekorzystnych zjawisk pogodowych u nas w kraju i na świecie.

– W Polsce mamy cały czas suszę rolniczą, lokalnie dochodziło też do ekstremalnych zjawisk – burz, gradobić i nawałnic. Wstępne szacunki wskazują na spadek podaży warzyw zaledwie o 3% w tym sezonie, co nie powinno mieć mocnego przełożenia na ceny. Ten szacunek może się jednak pogorszyć – wyjaśnia Luziński. Zjawiska klimatyczne (burze, gradobicia, nawałnice) i susza odbiją się także na cenach owoców. Według wstępnych szacunków, zbiory w tym roku pogorszą się o prawie 10% w porównaniu do poprzedniego sezonu. Dlatego zdaniem eksperta, ceny owoców mogą dalej rosnąć w najbliższych miesiącach.

Do tego dr Gąsiński dodaje, że hurtowe ceny produktów rolnych są nieznacznie wyższe od cen z ubiegłego roku, a obecne ceny na półkach sklepowych windują pośrednicy handlowi. W ocenie eksperta, bezpośrednio nie wpływa to pozytywnie na prognozowaną obniżkę oraz nie świadczy o możliwości spadku cen na półkach sklepowych w najbliższych miesiącach.

O 24,6% rdr. (w czerwcu – o 34,6%, a w maju – o 32,6%) zdrożała chemia gospodarcza. Ekonomista z Santander Bank Polska wyjaśnia, że to efekt drożejącej energii i surowców. Podkreśla przy tym, że w ostatnich miesiącach dynamika wzrostu cen tych produktów mocno się obniżyła. I przewiduje, że będzie dalej spadać. Dr inż. Motylska-Kuźma zwraca z kolei uwagę, że ze względu na bardzo duże powiązanie tego sektora z rynkiem niemieckim warto śledzić tu tendencje w gospodarce naszego sąsiada, by móc prognozować, jak ceny te mogą się zachowywać w najbliższym czasie.

Ponadto Marcin Luziński spodziewa się, że przez pewien czas spadać będą ceny artykułów tłuszczowych. Nie będą też rosły ceny nabiału. Możemy zakładać utrzymanie cen serów czy jogurtów, gdyż rośnie podaż mleka, czyli najważniejszego surowca w produkcji innych produktów nabiałowych. – Do tego dość słabo wygląda siła popandemicznego odbicia gospodarczego w Chinach, które są ogromnym konsumentem mleka. To pozwala wierzyć w wyraźne spowolnienie wzrostu cen produktów nabiałowych – dodaje ekspert.

A co z cenami mięsa? Luziński wyjaśnia, że spadają w znacznej mierze dzięki stopniowej odbudowie pogłowia zwierząt rzeźnych. Ich liczebność mocno zmniejszyła się podczas pandemii, gdy popyt był słaby, a od tego czasu jest stopniowo zwiększana. Na jeszcze inne aspekty zwraca uwagę dr inż. Motylska-Kuźma.

– Przy analizie cen mięsa trzeba podkreślić, że Polska importuje go 2 razy więcej niż go eksportuje. To powoduje, że ceny tego towaru w sklepach są uzależnione od trendów na rynkach światowych, a tu mamy zwiększoną podaż, która przekłada się na spadki cen. W efekcie w naszych sklepach widzimy zmniejszoną dynamikę wzrostu cen mięsa. Dodatkowo, wysokie temperatury oraz zmiany w stylu żywienia Polaków mogą mieć wpływ na mniejszy popyt na konsumpcję mięsa – mówi ekspertka z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW.

Zaskakująco wygląda sytuacja pieczywa, którego ceny w miesięcznym ujęciu zaczęły rosnąć. W lipcu wzrost wyniósł 20,4% rdr. (w czerwcu – o 17,6%, a w maju – o 15,7%). Z kolei dr Gąsiński wyjaśnia, że to w ogromnej mierze skutek wyższych kosztów energii niezbędnej do produkcji i rosnących kosztów pracy. Jego zdaniem, sytuacja prawdopodobnie unormuje się na przełomie tego i przyszłego roku. Jednak dr Krzysztof Łuczak nie jest takim optymistą. Mówi, że taki scenariusz nie do końca jest pewny i różnie może być, ale na pewno w tej kategorii sytuacja jest skomplikowana i dość trudna do przewidzenia. Potwierdzają to też inni eksperci.

– Rządowe dopłaty do zboża i zakaz importu z Ukrainy spowodowały chwilowy spadek cen zboża w hurcie, co przełożyło się również na ceny mąki. Jednak był to efekt krótkotrwały. Kosztochłonność produkcji pieczywa jest w dalszym ciągu bardzo wysoka. Niewiele pomaga tu również zamrożona cena gazu. Stąd ceny pieczywa pozostają pod ciągłą presją inflacyjną – nie pozostawia złudzeń co do cen dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Jak leczyć bruksizm fizjoterapeutycznie

Bruksizmem określa się zaciskanie zębów lub zgrzytanie, które mogą mieć miejsce zarówno w trakcie snu jak i w ciągu dnia. Coraz częściej klasyfikuje się również jako zaburzenie psychosomatyczne. Warto jednak pamiętać, że tylko wieloetapowe, holistyczne podejście może przynieść rozwiązanie problemu. Specjalista podpowiada jak wesprzeć leczenie fizjoterapeutycznie.

Bruksizm to powtarzająca się czynność mięśni szczęk, która polega na silnym zaciskaniu zębów lub nawykowym zgrzytaniu zębami. Może powodować zmiany w stawach skroniowo – żuchwowych, a nawet bóle głowy. Uważa się, że ma podłoże psychologiczne i zależy od stanu napięcia lub sytuacji stresowych. Coraz częściej klasyfikuje się również jako zaburzenie psychosomatyczne. Z najnowszych badań wynika, że najlepiej walczyć z bruksizmem holistycznie, zarówno u stomatologa, neurologa, psychoterapeuty jak i fizjoterapeuty.

Nie jest to zjawisko zagrażające życiu, jednak wpływa na jego jakość życia, głównie poprzez destrukcję uzębienia. Zaburzenie najczęściej jest zauważalne u stomatologa kiedy widoczne jest starcie zębów. W celach diagnostycznych wykonywane są badania ankietowe i kliniczne. W badaniach czynnościowych określa się stan napięcia i tkliwość mięśni. Bruksizm najczęściej dotyka osoby, które mają wysoki poziom napięcia emocjonalnego, tendencją do zachowań rywalizacyjnych lub wysokim poziomem ambicji. Osoby z bruksizmem na ogół sypiają dobrze, jednak to ich partnerzy mogą mieć problemy snem ze względu na dźwięk zgrzytania zębów.

Leczenie bruksizmu przez fizjoterapeutę polega na terapii schorzeń w zakresie stawów skroniowo-żuchwowych. Polega na zastosowaniu odpowiednich technik terapii manualnych, których celem jest rozluźnienie mięśni. Ważne jest dobranie odpowiedniej, indywidualnej dla pacjenta techniki manualnej. Największą uwagę poświęca się mięśniom w obszarze czaszkowo-szyjnym, gdyż zmniejszenie ich napięcia oraz przywrócenie prawidłowego funkcjonowania stawu SSŻ zmniejszy dolegliwości bólowe. Coraz bardziej popularna staje się fizjoterapia stomatologiczna. – wyjaśnia Zygmunt Bartosiewicz z Kliniki Fizjoterapii.

Pacjent może również w domu kontrolować napięcie mięśni i niwelować bolesne dolegliwości. Można rozluźniać mięśnie otwierając usta przez kilka minut. Kolejnym prostym ćwiczeniem jest ułożenie dwóch palców na policzkach i wykonywanie kolistych ruchów do czasu odczucia zmniejszenia napięcia. Ćwiczeniem rozluźniającym mięśnie żwacza jest również szczypanie policzków. Należy delikatnie chwycić skórę policzków i ja rozciągnąć i przytrzymać. Ćwiczenia należy powtarzać kilka razy.

Bruksizm w dużym stopniu spowodowany jest stresem, dlatego najważniejsze jest jego zminimalizowanie lub wyeliminowanie. Pomocna może być muzykoterapia, trening prawidłowego oddechu czy psychoterapia. Aby ograniczyć dolegliwości należy stosować szyny zgryzowe. Warto jednak pamiętać, że tylko wieloetapowe, holistyczne podejście może przynieść rozwiązanie problemu.

Od 1 września zmiana w przepisach o Krajowym Systemie e-Faktur

Dobrowolny do tej pory centralny system wystawiania faktur ustrukturyzowanych KSeF od 1 lipca 2024 r. stanie się obowiązkowy (dla sektora MŚP nierozliczającego się z VAT od 1 stycznia 2025 r.). System nie zdążył na dobre jeszcze okrzepnąć, a Ministerstwo Finansów już wprowadza w nim zmiany.

Zamiany w KSeF od 1 września

W poniedziałek 7 sierpnia 2023 r. na stronach Rządowego Centrum Legislacji Ministerstwo Finansów opublikowało projekt zmian w rozporządzeniu w sprawie korzystania z Krajowego Systemu e-Faktur. Pierwszym novum jest poszerzenie kręgu podmiotów, które będą posiadać uprawnienia do nadawania, zmiany lub odbierania uprawnień do korzystania z KSeF o osobę fizyczną, wskazaną przez podatnika jako przedstawiciel zakładu (oddziału) osoby prawnej lub innej wyodrębnionej jednostki wewnętrznej podatnika. Obecnie uprawnienie takie posiadają podatnicy, organy egzekucyjne, komornicy sądowi oraz osoby wskazane przez te podmioty, przez jednostkę samorządu terytorialnego jako przedstawiciel samorządowej jednostki budżetowej, samorządowego zakładu budżetowego, urzędu gminy, starostwa powiatowego lub urzędu marszałkowskiego, a także przez grupę VAT jako przedstawiciel członka grupy VAT.

Ta zmiana pociąga za sobą kolejne. Uprawnienie do wystawiania lub dostępu do faktur ustrukturyzowanych uzyska podmiot wskazany przez zakład (oddział) osoby prawnej lub inną wyodrębnioną jednostkę wewnętrzną podatnika. W konsekwencji, w przypadku nowo uprawnionych podmiotów, nadanie, zmiana lub odebranie uprawnień do korzystania z KSeF będzie wymagało podania unikalnego identyfikatora zakładu (oddziału) osoby prawnej lub innej wyodrębnionej jednostki wewnętrznej podatnika. Nowelizacja zawiera definicję tego unikalnego identyfikatora, pod którym należy rozumieć identyfikator wytworzony w KSeF zawierający NIP podatnika i ciąg znaków numerycznych.

Krajowy System e-Faktur

W październiku 2021 r. Ministerstwo Finansów wprowadziło na terenie Polski scentralizowany Krajowy System e-Faktur (tzw. KSeF). Do końca 2021 r. funkcjonował on w formie programu pilotażowego. W latach 2022-2023 jako system fakultatywnego rozliczania faktur. Zgodnie z uzasadnieniem nowego projektu, państwowy system rozliczania dokumentów sprzedażowych ma za zadanie ułatwić przedsiębiorcom życie i uprościć dokonywanie rozliczeń, m.in. poprzez usprawnienia w zakresie wystawiania faktur korygujących, w tym przez zmniejszenie liczby elementów takich faktur, faktur zaliczkowych oraz w zakresie fakultatywnego stosowania duplikatów faktur. Proponowane rozwiązania mają przyczynić się do wzmocnienia kontroli prawidłowości rozliczania podatku VAT i uproszczenia samego procesu kontroli rozliczeń u przedsiębiorców poprzez zdalne monitorowanie przez organy podatkowe obrotu dokumentowanego fakturami.

KSeF ma jednak przede wszystkim zapewnić zwiększenie dochodów budżetu państwa w wyniku zakładanej poprawy poboru podatku VAT w obrocie towarami i usługami. Zachętą do dobrowolnego korzystania przez przedsiębiorców z systemu KSeF jest możliwość otrzymania zwrotu VAT o 20 dni szybciej, czyli w terminie 40 dni od dnia złożenia deklaracji podatkowej, a nie jak dotychczas w terminie 60-dniowym. Od 1 stycznia 2024 r. KSeF będzie obowiązkowy dla wszystkich firm dokumentujących sprzedaż fakturą VAT, a dla sektora MŚP nierozliczającego się z VAT od 1 stycznia 2025 r.

Faktura ustrukturyzowana

Faktura ustrukturyzowana jest dostępna wyłącznie za pośrednictwem oprogramowania interfejsowego, w postaci elektronicznej i zgodnie ze wzorem dokumentu elektronicznego w rozumieniu ustawy z dnia 17 lutego 2005 r. o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne. Minister Finansów udostępnia online wzór faktury ustrukturyzowanej. Zgodnie z art. 106nd ust. 2 ustawy o VAT, Krajowy System e-Faktur służy m.in. do: wystawiania, otrzymywania, przechowywania i dostępu do faktur ustrukturyzowanych, analizy i kontroli prawidłowości danych z faktur ustrukturyzowanych, i powiadamiania o dacie i czasie wystawienia faktury, jak również o dacie i czasie odrzucenia faktury. Wystawione w systemie KSeF tzw. faktury ustrukturyzowane mają tę samą moc dokumentacyjną co funkcjonujące aktualnie faktury elektroniczne oraz klasyczne, wystawiane w formie papierowej. Faktury ustrukturyzowane będą przechowywane w KSeF przez 10 lat, liczonych od końca roku, w którym zostały wystawione, a w przypadku upływu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego po tym okresie – do czasu upływu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego.

Jak zawarto w uzasadnieniu projektu zmian, forsowane rozwiązania mają przyczynić się do poprawy warunków prowadzenia działalności gospodarczej przez przedsiębiorców.

Autor: Agnieszka Stachurska, dyrektor biura rachunkowego Skarbiec Corporate Services, z grupy Kancelarii Prawnych Skarbiec, specjalizujących się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Od futbolu do startupów – Brazylia na drodze do odzyskania globalnej potęgi

Brazylia to nie tylko piłka nożna, kawa i samba. Od pewnego czasu staje się ona domem dla dynamicznie rozwijających się startupów technologicznych. Kraj dysponuje potencjałem, aby przy odpowiednim wsparciu, jak prognozują analitycy EMIS, jego gospodarka mogła odzyskać globalną pozycję.

W październiku 2022 roku brazylijskie wybory prezydenckie wygrał Luiz Inacio Lula da Silva. W przemówieniu po wygranej powiedział: „Podczas moich podróży międzynarodowych i spotkań z przywódcami wielu krajów najczęściej słyszę, że świat tęskni za Brazylią. […] Dziś mówimy światu, że Brazylia wróciła”. Wydaje się, że kraj jest na dobrej drodze.

Lasy deszczowe pod kontrolą

Plany prywatyzacji ośmiu brazylijskich państwowych przedsiębiorstw, w tym giganta naftowego Petrobrasa, zostały odrzucone, zawieszono nowe pozwolenia na broń i opracowano przepisy mające na celu zwalczanie dezinformacji w internecie – wymieniają analitycy EMIS (ISI Emerging Markets Group) w raporcie „From Tradition to Tech – The New Era of Industrialisation in Brazil”.

Analitycy wskazują, że rząd Brazylii pragnie ożywić Pakt Współpracy Amazońskiej, który jednoczy osiem krajów położonych wzdłuż Amazonii, czyli największego lasu deszczowego na świecie. Temat zajmuje ważne miejsce w programie Luiza Inacio Luli. Urzędujący prezydent zobowiązał się naprawić szkody środowiskowe spowodowane przez swojego poprzednika, Jaira Bolsonaro, pod którego rządami wylesianie osiągnęło najwyższy od 15 lat poziom (średnie roczne wylesianie wzrosło wtedy o 75 proc. w porównaniu do poprzedniej dekady).

Wsparcie innowacyjności

Brazylia zwiększa wysiłki w celu ożywienia sektora produkcyjnego, który od lat słabnie, ciągnąc za sobą w dół także konkurencyjność kraju na rynku światowym. W 1985 roku udział przemysłu wytwórczego w krajowym PKB (w cenach bieżących) wynosił prawie 36 proc., ale od tego czasu jego znaczenie spada. W 2021 roku osiągnął zaledwie 11,1 proc. „Brazil cost” (port. „Custo Brazil”), jak określany jest bardzo złożony brazylijski system podatkowy, a także rosnące ceny energii okazały się jednymi z głównych czynników deindustrializacji Brazylii. Osłabiły konkurencyjność lokalnie wytwarzanych towarów. Co ciekawe, w 2001 roku najczęściej eksportowanym przez Brazylię towarem były samoloty i inne maszyny powietrzne (4,8 proc. pod względem wartości), a w 2022 roku była to już znana dobrze światu soja (13,9 proc.).

Jak twierdzą analitycy EMIS, wydaje się jednak, że dzięki wsparciu fali innowacji, która trwa w Brazylii od kilku lat, spadek wartości tamtejszego przemysłu może się zatrzymać. Trzeba zauważyć, że są już tego pierwsze oznaki. W rankingu Global Innovation Index z 2022 roku Brazylia zajęła 54. miejsce na 132 kraje – i oznacza to poprawę wyniku o 3 pozycje w porównaniu zaledwie z rokiem poprzedzającym. W 2022 roku, zgodnie z danymi INPI, czyli Krajowego Instytutu Własności Przemysłowej, w Brazylii złożono łącznie 27 139 wniosków patentowych. Liczba patentów przyznanych w 2022 roku wzrosła o 77,1 proc. w porównaniu z 2019 rokiem – ostatnim przed pandemią COVID-19.

Proces reindustrializacji brazylijskiej gospodarki będzie wspierany przez proponowaną reformę podatkową, która ma wygenerować wzrost PKB o 12 proc. w ciągu najbliższych 15 lat, a do tego pobudzić eksport i inwestycje. Reforma przewiduje zniesienie podatku od wyrobów przemysłowych i zastąpienie go jednolitym podatkiem od towarów i usług.

Technologiczna stolica całego kontynentu

Jak podkreślają w raporcie analitycy EMIS, nie dość, że Brazylia jest największym producentem ropy naftowej w Ameryce Łacińskiej i największym producentem soi na świecie, jest także domem dla rozwijającego się sektora startupów technologicznych. Koncentruje się on przede wszystkim na rozwiązaniach z obszaru fintech, handlu elektronicznym i technologii spożywczej. Ekosystem startupowy w Brazylii cieszy się rosnącym zainteresowaniem inwestorów, dzięki czemu sektor ma ogromny potencjał, aby stać się kolejnym motorem napędowym gospodarki kraju (po wspomnianych: ropie naftowej i soi).

Po wyborach w 2022 roku perspektywy dla gospodarki Brazylii wydawały się mało obiecujące, jednak kilka miesięcy później sytuacja uległa znacznej poprawie. Wystarczy zwrócić uwagę na wskaźnik stopy inflacji, który w wielu tamtejszych stanach wyraźnie spada. Jak podsumowują analitycy EMIS, Brazylia dysponuje aktualnie odpowiednim potencjałem, aby przy wsparciu państwa gospodarka mogła odzyskać swoją globalną pozycję.

Źródło: EMIS Insights „From Tradition to Tech – The New Era of Industrialisation in Brazil”

Uran mocno drożeje w tym roku

W Polsce trwają przygotowania do budowy pierwszych elektrowni atomowych. Tymczasem na całym świecie rośnie popyt na uran. Od początku roku, pierwiastek ten zanotował dwucyfrowe wzrosty. Gdyby ktoś chciał zainwestować w tą branżę, jest to trudne, ale nie jest niemożliwe.

W Polsce trwają przygotowania do budowy kilku elektrowni atomowych w do zrealizowania w ciągu następnej dekady. Mają to być zarówno duże elektrownie, jak i mniejsze oparte o małe reaktory modułowe BWRX-300 (SMR – Small Modular Reactor). Obecnie, prace stają się coraz bardziej zaawansowane – trwa proces doboru lokalizacji nowych reaktorów. A do pracy polskich reaktorów potrzebny będzie uran, który w tym roku mocno drożeje.

Ceny uranu zanotowały w tym roku dwucyfrowe wzrosty. Ten promieniotwórczy pierwiastek nadrabia w ten sposób zaległości wobec innych surowców szeroko wykorzystywanych w odnawialnych źródłach energii. Ceny litu, kobaltu, miedzi i niklu wzrastały już wcześniej na fali popularności „zielonej energii”. Rynek uranu odnotowuje rosnący popyt ze strony reaktorów i inwestorów oraz zmaga się z ograniczoną podażą. Po latach dyskusji na temat zagrożeń związanych z atomową energetyką, coraz częściej jest ona oceniana jako jeden z elementów umożliwiających szybsze osiągniecie węglowej neutralności (czyli zerowej emisji netto CO2 do atmosfery).  Z drugiej strony postęp technologiczny przynosi rozwój nowych mniejszych modułowych reaktorów (SMR). Polska może być jednym z krajów, w których takie reaktory pojawią się najszybciej.

Energetyka jądrowa rozwija się obecnie na całym świecie. Globalnie pracuje obecnie 440 reaktorów służących do celów energetycznych, które zaspokajają około 10 proc. światowego zapotrzebowania na energię elektryczną. W najbliższych latach, liczba reaktorów może się zwiększyć nawet o 50 proc., głównie za sprawą nowych siłowni w Chinach i Indiach. Te wzrosty kompensują z naddatkiem wyłączenia reaktorów z jakim mamy do czynienia np. w Niemczech.

To zwiększa popyt na uran, którego niskie ceny w poprzednich latach wpłynęły na spadki wydobycia. Obecnie, produkcja uranu jest o 25 proc. niższa od rynkowego popytu i sama w sobie pozostaje niepewna, głównie w związku z sankcjami nałożonymi na Rosję oraz niedawnym zamachem stanu w Nigrze. Produkcja koncentruje się w Kazachstanie, Kanadzie, Namibii, a największe zasoby uranu posiada Australia.

Inwestorzy, którzy chcieliby zainwestować w uran czy jego wydobycie mają utrudnione działanie. Wielu z największych producentów, takich jak kazachski Kazatomprom (23 proc. światowych dostaw uranu), francuski Orano (11 proc.) i rosyjski Uranium One (9 proc.), jest własnością państwa. Głównym wyjątkiem jest kanadyjska spółka Cameco (CCJ). Ten drugi na świecie producent (12 proc.) posiada trzy kopalnie w Kanadzie i Kazachstanie, a w tym roku odnotował wzrost o 50 proc. Dostęp dla inwestorów poprawił się wraz z uruchomieniem w 2021 r. funduszu Sprott Physical Uranium Trust. Wspiera on wzrost cen stosując strategię „kup i trzymaj”. Jego aktywa wynoszą obecnie już 3,5 mld dolarów i posiada on obecnie zapasy uranu równe 5 proc. rocznego zapotrzebowania na ten pierwiastek. Te dwa elementy to najważniejsze pozycje w funduszu ETF –  Global X Uranium ETF.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

RPP obniży stopy procentowe we wrześniu. Co dalej?

Dane rynkowe wskazują na obniżkę stóp procentowych we wrześniu. Co więcej, wygląda na to, że jesteśmy u progu całego cyklu dalszych obniżek. W tle rubel znów słabnie.

Rynek spodziewa się obniżki stóp procentowych przez RPP we wrześniu

Posiedzenie Rady Polityki zostało przesunięte w sierpniu i odbędzie się nie 5-6 września, ale tydzień później. To jednak nie zmiana terminu jest jego główną atrakcją. Najważniejsze jest to, że to pierwsze posiedzenie od kilku kwartałów, gdzie realnie rozważana będzie możliwość zmiany stóp procentowych. Patrząc na zmiany stawki WIBOR, wygląda na to, że będzie to jedyne posiedzenie z obniżką stóp procentowych. Dalsze podwyżki już teraz są w cenach, widać to po tym, że WIBOR 6M jest niższy niż WIBOR 3M, rynek zatem spodziewa się kolejnych ruchów w okolicach grudnia do lutego. To z pewnością dobra wiadomość dla posiadaczy kredytów złotowych na zmiennej stopie. Dla rynków walutowych jest to pewien problem. Obniżki stóp procentowych powinny przekładać się na osłabienie waluty. Patrząc na termin powakacyjny, rząd będzie raczej zainteresowany słabym złotym. Owszem będzie to bodziec proinflacyjny, gdyż podrożeją dobra importowane, ale pozwoli to poprawić sytuację eksporterów.

Rubel znów słabnie, a rosyjska gospodarka ma poważne problemy

Rosyjska waluta z oczywistych powodów nie ma ostatnio dobrej passy. Odcięcie od światowych systemów finansowych, nawet tak kulawe jak to, którego jesteśmy świadkami, nadal jest jej sporym problemem. W ciągu roku od szczytów rubel względem złotego stracił już niemal połowę wartości. Z drugiej strony ten szczyt w przypadku waluty odciętej od światowych rynków przez wielu obserwatorów uważany jest za niewiarygodny. Najlepszym dowodem jest fakt, że rubel przed agresją na Ukrainę kosztował w przedziale 0,52 zł do 0,57 zł. Początkowo spadł przez moment do 0,30 zł, ale nie wiadomo dlaczego, potem odbił powyżej 0,80 zł. Był to najprawdopodobniej efekt wymuszenia rozliczeń rublowych za surowce energetyczne. Obecnie jednak ten wpływ gaśnie, a kraj ma poważne problemy. Na chwilę spadek waluty powstrzymały podwyżki stóp procentowych. Najpierw z 7,5% na 8,5%, a dwa tygodnie temu od razu na 12%. Problem w tym, że znów wracamy do spadków, a gospodarka wielu takich ruchów już nie wytrzyma.

Poprawa koniunktury w Polsce?

Pomimo wielu negatywnych sygnałów dla gospodarki jest światełko w tunelu. Poznaliśmy dzisiaj wskaźnik wyprzedzający koniunktury wg BIEC. Jest on najwyższy od czerwca 2022. Oczywiście nie można na jednym wskaźniku opierać całej narracji, ale daje on pewną nadzieję na poprawę. Byłby to bardzo dobry sygnał, bo znaczyłoby to, że obniżanie stóp procentowych nie jest paniczną próbą ratowania spowalniającej gospodarki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów Conference Board.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Eesti Energia: Zysk netto wzrósł o 52%, a inwestycje w zieloną energię wzrosły o 90%

Znormalizowany zysk netto Eesti Energia w II kwartale 2023 r. wyniósł 50,6 milionów euro, co stanowi wzrost o 52% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Przychody Grupy wyniosły 416,1 milionów euro, a największy wzrost ze sprzedaży odnotowano na polskim rynku. Inwestycje, skupione na zwiększeniu produkcji taniej i zielonej energii elektrycznej, wzrosły niemal dwukrotnie w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku, osiągając 180,6 milionów euro.

Przez kilka ostatnich kwartałów nasze inwestycje głównie skupiały się na zwiększeniu udziału energii pochodzącej z odnawialnych źródeł w naszym portfolio firmowym – wyjaśnia Marlen Tamm, dyrektor finansowa Eesti Energia. Tylko taka strategia zapewni nam możliwość dostarczania naszym klientom energii elektrycznej, która jest nie tylko korzystna cenowo, ale także przyjazna dla środowiska. Drugi kwartał tego roku charakteryzował się niskimi cenami energii, co bezpośrednio wiązało się z intensywnym wytwarzaniem energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. W związku z tym, w trakcie drugiego kwartału, poprzez naszą spółkę Enefit Green, zainwestowaliśmy aż 74 mln euro (+86% w porównaniu z rokiem poprzednim) w rozwój tego typu źródeł.

W celu stabilizacji rosnącej produkcji energii odnawialnej, Eesti Energia ogłosiła przetarg na uruchomienie pilotażowego projektu magazynu energii, pierwszego w portfolio Grupy. – Magazyn o odpowiedniej pojemności może zapewnić dostępność taniej energii elektrycznej, a także wspierać niezawodność i efektywność systemu energetycznego – tłumaczy Marlen Tamm. Planowane urządzenie magazynujące będzie mogło przechować energię wyprodukowaną przez prawie 2,5 tysiąca krajowych farm słonecznych w ciągu dwóch godzin i wykorzystać ją w droższych godzinach wieczornych.

Źródła odnawialne odpowiadały za blisko 50% produkcji energii

Z powodu niskich cen na rynku, produkcja energii elektrycznej przez Eesti Energia w II kwartale zmniejszyła się o 50% do poziomu 706 GWh. W wyniku tego spadku udział energii pochodzącej z odnawialnych źródeł w ogólnej produkcji wzrósł do 46%. Tym samym udział energii odnawialnej w produkcji przez I półrocze tego roku wyniósł 43%, co oznacza wzrost o prawie 20 punktów procentowych w porównaniu z rokiem poprzednim.

Przychody ze sprzedaży Eesti Energia w II kwartale utrzymały się na poziomie porównywalnym do tego samego okresu w ubiegłym roku i wyniosły 416,1 miliona euro. Ponad połowa z tych przychodów (63%) pochodzi spoza Estonii, obejmując rynki takie jak Finlandia, Łotwa, Litwa i Polska. Szczególnie widoczny wzrost przychodów ze sprzedaży zanotowano w Polsce (+44%).

Skorygowana EBITDA w II kwartale br. wyniosła 115,7 miliona euro, co oznacza wzrost o 45% w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku. Skorygowany zysk netto Grupy w II kwartale br. osiągnął 50,6 miliona euro, co stanowi wzrost o 52% w porównaniu z rokiem poprzednim.

Wyniki Eesti Energia w II kwartale br.

      Q2 2022 Q2 2023
Przychody ze sprzedaży   mln euro 416,6 416,1
EBITDA*   mln euro 79,8 115,7
Zysk netto*   mln euro 33,3 50,6
Inwestycje   mln euro 97,7 180,6
w tym inwestycje w rozwój energii odnawialnej   mln euro 39,9 74,0

*Normalizacja wyników, która nie obejmuje aktualizacji wyceny instrumentów pochodnych

Rentowności obligacji spadają, złoty stabilny. Giełdy na zielono

Główne indeksy rynków akcji w Azji i Oceanii w zdecydowanej większości podążały dziś wzrostową ścieżką wyznaczoną w poniedziałek przez Wall Street (Nikkei 225 +1,73 proc.). Ceny kontraktów na amerykańskie indeksy giełdowe notowały dziś rano kosmetyczne zmiany (S&P 500 -0,02 proc.). W Europie lekko zwyżkowały dziś ok. godz. 10:20 niemiecki DAX (+0,34 proc.) i francuski CAC 40 (+0,26 proc.).

Na GPW WIG-20 był dziś rano najwyżej od 8 sesji (+0,13 proc. ok. godz. 10:35). Po podaniu dziś rano przez spółkę ML System szacunku 10,6 mln straty netto poniesionej w pierwszym półroczu, kurs akcji spółki spadał o ponad 10 proc. Swój najniższy od ponad roku kurs zaliczyły dziś rano akcje BioMaximy.

W okolicach swoich 2-tygodniowych minimów znajdowała się dziś rano rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych (4,19 proc.), która tydzień wcześniej znalazła się na swoim najwyższym od 2007 roku poziomie. Rentowność 10-latek polskiego rządu spadała ok. godz. 10:30 (5,671 proc.).

Niewiele się dziś rano działo na rynku walutowym. Kurs EUR/USD, który w poniedziałek próbował korygować trwający od połowu lipca trendu spadkowego ok. godz. 10:20 spadał o -0,06 proc. Kurs USD/JPY, który w poniedziałek był najwyżej od listopada ub.r. tracił -0,08 proc.

Kosmetyczne zmiany notował ok. godz. 10:20 polski złoty (EUR/PLN +0,04 proc., USD/PLN 0,12 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara od 1,5 tygodnia konsoliduje się wokół poziomu 26000 USD (formacja „trójkąta symetrycznego”?) po spadku o 9,2 proc. z 17 lipca br. (dziś BTC/USD +0,08 proc. ok. godz. 10:20).

Ceny kontraktów na ropę naftową próbowały dziś rano kontynuować odbicie w górę rozpoczęte 24 sierpnia (WTI +0,36 proc., Brent +0,36 proc. ok. godz. 10:25). Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie silnie wczoraj wzrosła w związku ze zmianą serii, a dziś ok. godz. 10:26 zwyżkowała o 0,86 proc. Poza palladem (-0,09 proc.) symbolicznie drożały dziś ok. godz. 10:25 kontrakty na złoto (+0,2 proc.), platynę (+0,17 proc.), srebro (+0,12 proc.) i miedź (+0,39 proc.). Nieznacznie rosły dziś rano ceny kontraktów na kawę, taniała natomiast soja, pszenica i bawełna.

Autor: Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Nastroje konsumenckie w sierpniu: ostrożny optymizm

W sierpniu br. wskaźnik nastrojów konsumenckich utrzymał się na podobnym poziomie jak przed miesiącem. W przyszłość wciąż spoglądamy z dużą ostrożnością, czujnie obserwujemy rynek pracy i z reguły stronimy od większych inwestycji. Większe zmiany mogą nadejść dopiero jesienią. Takie dane płyną z najnowszego Barometru Nastrojów Konsumenckich opracowanego przez firmę GfK– an NIQ company.

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, wyniósł w lipcu 2023 r. -4,5 i spadł o 1,1 jednostki w stosunku do poprzedniego miesiąca.

W sierpniu poziom nastrojów konsumenckich w Unii Europejskiej spadł: średnia unijna wynosi -17 wobec -16,1 w lipcu 2023 r.Nastroje konsumenckie

Według badań GfK – an NIQ company w sierpniu 2023 r. swoją aktualną sytuację finansową respondenci oceniali gorzej niż jeszcze miesiąc temu, gdy zanotowano najwyższy poziom nastrojów konsumenckich od 2,5 roku. Wynik wciąż pozostaje na minusie spadając o 5,6 jednostki (wskaźnik -8,3 wobec -3 w lipcu 2023 r.). W przyszłość Polacy również przestali spoglądać tak optymistycznie jak jeszcze miesiąc temu, co wpłynęło na spadek wyniku o ponad 2 p.p. (średni wskaźnik wyniósł -3,7 wobec -1,6 w lipcu 2023).

Równocześnie 35,6 proc. Polaków zbadanych przez GfK – an NIQ company spodziewa się, że kolejne miesiące przyniosą wzrost bezrobocia. Odnosząc się do lipca 2023 r. wskaźnik ten wzrósł o 1,1 p.p. Znaczący wpływ na nastroje konsumenckie mają także rosnące z miesiąca na miesiąc kwoty na paragonach – aż 84 proc. Polaków zauważa i odczuwa wzrost cen w porównaniu z sierpniem 2022 r. 54,3 proc. respondentów jest również zdania, że towary i usługi wciąż będą drożeć, przy czym już ponad 38 proc. uważa, iż inflacja – wbrew zapowiedziom Rady Polityki Pieniężnej – utrzyma dwucyfrową dynamikę.

– W wakacje nastroje konsumenckie wyraźnie się odbudowały i trudno się temu dziwić. Z jednej strony sprzyjały  temu sezon urlopowy oraz długie i ciepłe dni. Z drugiej zaś, od wielu miesięcy nie zaobserwowaliśmy na horyzoncie sygnałów wyraźnego słabnięcia gospodarki. Bezrobocie również utrzymuje się na bardzo niskim poziomie, a wielu ekonomistów – w przeciwieństwie do konsumentów – jeszcze w sierpniu spodziewa się jednocyfrowej inflacji. Obecnie nie ma więc ani powodów do hurraoptymizmu, ani do masowych obaw. Prawdziwa weryfikacja nastrojów dopiero przed nami, na co składają się powrót do codzienności, nadejście jesiennej aury oraz zbliżające się wybory.
Z pewnością, bez względu na wynik, nie pozostaną one bez wpływu na odczucia konsumentów –
mówi Artur Noga-Bogomilski, Head of Market Intelligence w GfK – an NIQ company.

W sierpniu 2023 r. dodatnie nastroje konsumenckie dotyczyły dwóch z sześciu grup wiekowych wytypowanych przez GfK – an NIQ company. U młodzieży w wieku 15-22 lata, wynik wyniósł 8 wzrastając o 2,7 jednostki w porównaniu z lipcem 2023 r. Wśród pozostałych dwudziesto-kilku latków wskaźnik wyniósł aż 17,2 wzrastając o 15,4 jednostki w stosunku m/m – tak wysoki wynik od wielu miesięcy nie był zanotowany w żadnej grupie wiekowej. Na przeciwnym biegunie znaleźli się pięćdziesięciolatkowie: nastroje w tej grupie spadły niemal trzykrotnie, osiągając wynik -16. Wyrazili oni również najwięcej obaw dotyczących własnej sytuacji finansowej w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Duży spadek można dostrzec również w przypadku osób w wieku 40-49 lat: sierpień pogłębił negatywne nastroje niemal dwukrotnie (-10,1 wobec -5,2 w lipcu 2023 r.). Nastroje konsumenckie osób w wieku emerytalnym wyniosły -8,4 poprawiając się o 0,5 jednostki w stosunku do poprzedniego miesiąca.

W porównaniu z lipcem 2023 r., ponownie zmniejszyła się dysproporcja w nastrojach ze względu na poziom wykształcenia. Najlepsze nastroje GfK – an NIQ company odnotowało wśród osób z wykształceniem podstawowym, które ponownie są na plusie (4 wobec 3,3 w lipcu 2023 r.), zaś najgorsze u osób z wykształceniem średnim (-7).

W sierpniu 2023 r. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:W sierpniu 2023 r. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 4-9 sierpnia 2023 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.

Specjaliści coraz częściej szukają pracy w mediach społecznościowych

Popularność mediów społecznościowych stale rośnie, a wśród ich użytkowników są osoby w każdym wieku. Do pewnego czasu służyły głównie do rozrywki, dziś jednak coraz częściej pojawiają się na nich profile firm, które podejmują działania employer brandingowe i kontaktują się z potencjalnymi kandydatami. Pracodawcy pojawiają się również na coraz większej liczbie platform, poszerzając swoją aktywność o Instagram, Pinterest, a nawet TikTok. Tam bowiem każdego dnia loguje się wielu kandydatów. Według najnowszego badania Hays Poland, aż 75 proc. profesjonalistów korzysta z kanałów społecznościowych podczas poszukiwania pracy.

Zgodnie z raportem Hays Poland „Rynek pracy 2023. Półroczny przegląd trendów”, 3 na 4 pracodawców przewiduje trudności w pozyskiwaniu pracowników w najbliższym czasie. Aby ułatwić sobie dotarcie do potencjalnie zainteresowanych kandydatów, firmy poszerzają kanały poszukiwań, np. promując swoją markę w mediach społecznościowych. Coraz ambitniej podchodzą też do strategii komunikacji na platformach social media, inwestując w jakość publikowanych treści, jak i płatne metody poszerzania zasięgów. Część organizacji odważnie wychodzi również poza media o charakterze zawodowym, docierając do potencjalnych kandydatów w miejscach, które ci standardowo utożsamiają z rozrywką i życiem prywatnym.

Pracownicy też coraz częściej korzystają z mediów społecznościowych. Jak wynika z raportu DataReportal „Digital 2023: Poland”, użytkownicy social media stanowią 71 proc. pełnoletniej populacji Polski. Najnowsze badanie Hays Poland, przeprowadzone w okresie od lipca do sierpnia 2023 wśród blisko 1000 respondentów z różnych pokoleń pokazuje, że profesjonaliści chętnie korzystają z kanałów społecznościowych jako dodatkowego źródła ofert pracy oraz informacji o pracodawcach.

Czy wspierasz swoje poszukiwania pracy mediami społecznościowymi?

Tak 75%
Nie 25%

Źródło: badanie Hays Poland, lipiec-sierpień 2023

Już nie tylko portale pracy

Fakt, że aż 75 proc. specjalistów wspiera swoje poszukiwania pracy mediami społecznościowymi, jest bardzo dobrą informacją. Wskazuje bowiem na to, iż kandydaci chętnie korzystają z dostępności organizacji na różnych portalach, aby lepiej poznać rekrutującą firmę. Informacje zawarte w mediach społecznościowych stanowią dla nich uzupełnienie danych zawartych w ofercie pracy oraz na stronie firmy. Zyskują świadomość, jak wygląda codzienne życie w organizacji, jaka jest jej kultura oraz styl komunikacji – zarówno w publikowanych postach, jak również w interakcjach z osobami komentującymi zamieszczone treści.

Jednocześnie jest to duża korzyść dla pracodawców, ponieważ swoimi działaniami w social media zwiększają rozpoznawalność marki i precyzyjnie docierają do specjalistów, których chcieliby zatrudnić. Nie oznacza to jednak, że kandydaci całkowicie odchodzą od standardowych źródeł ogłoszeń pracodawców, takich jak portale pracy.

Wykorzystywanie przez firmy mediów społecznościowych do rekrutacji to zazwyczaj działanie ukierunkowane na określone grupy odbiorców. Dotyczy to osób, do których łatwiej dotrzeć w ten sposób, niż np. za pomocą stron kariery czy specjalistycznych forów. Portale pracy są i nadal będą wykorzystywane przez pracodawców oraz odwiedzane przez kandydatów – zauważa Elwira Policht, Recruitment Director w Hays Poland.

Róźne pokolenia = różne przyzwyczajenia?

Jak wynika z badania Hays, medium społecznościowym najczęściej wykorzystywanym do celów zawodowych pozostaje LinkedIn. Korzysta z niego 87 proc. specjalistów i menedżerów, deklarujących włączanie social media do strategii poszukiwania pracy. Na drugim miejscu znalazł się Facebook z 43 proc. wskazań, a na trzecim Instagram, z którego w celu znalezienia pracy korzysta co piąty respondent badania. Mniejszym zainteresowaniem kandydatów cieszy się TikTok (8 proc.), X, daw. Twitter (5 proc.) oraz Pinterest (4 proc.).

Media społecznościowe, z których korzystają kandydaci poszukujący pracy

LinkedIn 87%
Facebook 43%
Instagram 22%
TikTok 8%
X, daw. Twitter 5%
Pinterest 4%

Procenty nie sumują się do 100, ponieważ można było zaznaczyć kilka odpowiedzi
Źródło: badanie Hays Poland, lipiec-sierpień 2023

Do ciekawych wniosków prowadzi analiza odpowiedzi w podziale na pokolenia reprezentowane przez respondentów badania. Różnice występują zarówno w przypadku odsetków osób deklarujących korzystanie z mediów społecznościowych, jak i platform, którymi posługują się w celu znalezienia pracy.

Wyniki badania wskazują, iż największy odsetek osób wykorzystujących media społecznościowe do poszukiwań pracy występuje wśród przedstawicieli pokolenia Z (81 proc.). Najczęściej używają do tego celu LinkedIna (65 proc.), Facebooka (37 proc.) i Instagrama (29 proc.). Niektórzy respondenci sięgają również po kanały takie jak TikTok (11 proc.), X, daw. Twitter (6 proc.), a nawet Pinterest (4 proc.).

Co ciekawe, na drugim miejscu pod względem wykorzystania mediów społecznościowych w procesie poszukiwania pracy uplasowali się nie Millenialsi, lecz przedstawiciele pokolenia X (77 proc.). W tym przypadku zdecydowanie góruje LinkedIn (71 proc.), natomiast część kandydatów sięga również po Facebooka (26 proc.).

Otwarte na poszukiwanie pracy w social media są również osoby z pokolenia Y (71 proc.). Najczęściej wykorzystują LinkedIna (60 proc.), nie zamykając się jednak na Facebooka (30 proc.) czy Instagrama (11 proc.).

Znacznie bardziej zachowawcze w łączeniu mediów społecznościowych z poszukiwaniem pracy są osoby z pokolenia Baby Boomers. Na taki ruch decyduje się mniej niż połowa z nich, a jeśli już – to wykorzystują najczęściej LinkedIna (57 proc).

Najważniejsze jest dopasowanie strategii do odbiorców

Powyższe dane wskazują na to, że w przypadku każdej z grup, najpopularniejszym medium pozostaje LinkedIn. Ta platforma jest zatem bezpiecznym wyborem w przypadku większości rekrutacji. Natomiast pracodawcy za każdym razem powinni dokładnie analizować, czy wybrany kanał jest tym, w którym potencjalnie może poruszać się idealny kandydat. Co więcej, najodpowiedniejsza platforma z dużym prawdopodobieństwem będzie inna w zależności od profili stanowisk, obszaru specjalizacyjnego oraz tzw. poziomu seniority, na których w danym momencie koncentruje się organizacja.

Elwira Policht z Hays Poland wskazuje, że o ile LinkedIn może być najskuteczniejszym kanałem dotarcia do doświadczonych specjalistów, to może być mniej skuteczny w budowaniu rozpoznawalności marki pracodawcy wśród osób znajdujących się na początku kariery.

Dla przykładu, TikTok może okazać się świetnym narzędziem do komunikacji z młodymi osobami, m.in. uczniami, studentami i młodymi absolwentami. Dobrze odnajdują się oni w świecie cyfrowym i chętnie publikują swoje wirtualne CV w celu znalezienia pierwszej pracy. Popularność TikToka jest znacząca, bowiem szacuje się, że korzysta z niego już 1/3 Polaków w wieku produkcyjnym. Możemy się zatem spodziewać, że za jakiś czas firmy, które chcą być dla kandydatów pracodawcą pierwszego wyboru, jeszcze bardziej docenią potencjał nowych mediów – dodaje Elwira Policht.

Każdorazowo należy pamiętać o dokładnej analizie sylwetki idealnego kandydata – jego potencjalnych przyzwyczajeniach, potrzebach i zainteresowaniach. Wówczas wybranie odpowiedniej platformy do umieszczenia oferty pracy może pomóc skuteczniej i sprawniej przeprowadzić proces rekrutacyjny.

Blaski i cienie

Co tak naprawdę powoduje, że kandydaci decydują się na wykorzystywanie mediów społecznościowych w celu poszukiwania ofert pracy? Korzyści jest wiele. Dla 60 proc. respondentów to przede wszystkim możliwość zgłębienia większej liczby informacji o pracodawcach – ich działaniach, wartościach, możliwościach zawodowych.

Specjaliści dodają również, że dobrze jest po prostu mieć większy wybór (54 proc.). Jeżeli rekrutacja prowadzona na portalu pracy się nie powiedzie, zawsze jest szansa otrzymać zaproszenie na rozmowę od firmy, która umieściła ogłoszenie w nieco bardziej niszowych kanałach. Niemal połowa respondentów uważa również, że w social media można znaleźć wiele ciekawych ofert.

Co natomiast sprawia, że 1/4 kandydatów nie posiłkuje się mediami społecznościowymi, szukając pracy? Przede wszystkim – co zrozumiałe – chcą oddzielić swoją przestrzeń zawodową od tej związanej z rozrywką i życiem prywatnym (35 proc.). Niemal co trzecia osoba uważa również, że social media nie oferują tak ciekawych ofert pracy, jakie gwarantują inne platformy. Może to wynikać m.in. z faktu, iż media społecznościowe nie są jeszcze tak rozpowszechnionym źródłem ofert pracy lub ogłoszenia w nich zawarte i tak odsyłają do portali pracy oraz stron kariery firm.

    Dlaczego?
Czy wspierasz swoje poszukiwania pracy mediami społecznościowymi? Tak 60% Wiem więcej o pracodawcach
54% Lubię mieć więcej możliwości
46% Oferują dużo ciekawych ofert pracy
Nie 35% Nie chcę łączyć rozrywki z pracą
28% Nie ma tam ciekawych ofert pracy
22% Nie mam kont w social media

Trzy najczęściej wskazywane odpowiedzi.
Źródło: badanie Hays Poland, lipiec-sierpień 2023

Rekrutacje prowadzone w mediach społecznościowych to już standard na rynku globalnym i należy oczekiwać, że również w Polsce aktywność firm w mediach społecznościowych będzie rosła. Z perspektywy pracodawcy zdecydowanie warto być aktywnym w social media i otwierać się na nowe sposoby rekrutacji, które mogą skutecznie wesprzeć tradycyjne metody poszukiwania pracowników. Firmy, które przegapią ten moment i nie zaangażują się w komunikację z kandydatami za pośrednictwem social mediów, wkrótce mogą stracić przewagę konkurencyjną – szczególnie wśród najmłodszych pokoleń.

Ruch lotniczy wraca do poziomów sprzed pandemii

Ruch lotniczy w Polsce i na świecie odbudowuje się. Wiele analiz wskazywało, że powrót do poziomów z 2019 roku, czyli 4 miliardy 600 milionów podróży rocznie, nastąpi dopiero w roku 2024 – a jest to możliwe już w bieżącym roku. Przykładowo linie Ryanair już mają więcej pasażerów niż przed pandemią. Na czołówkę, jeżeli idzie o przyrost ruchu pasażerskiego, wychodzą Indie – gdzie ruch jest już większy niż w 2019 roku. Na świecie na koniec marca zanotowano lotniczy ruch pasażerski na poziomie 88% wolumenów z 2019 roku. W Polsce w 2019 roku ruch na lotniskach wyniósł 49 milionów pasażerów, a w 2022 już 41 mln. Co więcej, dane IATA – sojuszu, w którym uczestniczy około 90% linii lotniczych – wskazują, że nawet obecne podwyżki cen biletów nie zniechęcają do latania. Od maja do września rezerwacje w porównaniu do 2022 roku są już o ponad 35% większe. Póki co ceny się ustabilizowały, ale średnia cena w tym roku będzie o około 20% wyższa niż w roku ubiegłym.

– Niestety obawiam się, że nie wszędzie zanotujemy bezbolesny wzrost. Cały czas mamy do czynienia z brakami personalnymi, brakami na lotniskach w różnych miejscach obsługi – czy to związane z przewozem bagażu, czy systemem kontroli. A więc w Polsce będą nas czekały perturbacje na lotniskach – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Adrian Furgalski, prezes ZDG TOR. – Na szczęście pozytywne dane płyną z LOT-u, który pochwalił się wstępnie, że będzie miał zysk za 2022 rok i to zapewne ponad 100 milionów złotych. LOT przewiózł w ubiegłym roku 8 milionów pasażerów – a więc powrót do poziomu 10 milionów notowanego przed pandemią jest osiągalny nawet w tym roku. Oczywiście mogą się pojawić jakieś nagłe, niespodziewane perturbacje – związane z wojną czy cenami paliw – bo to jest bardzo duży czynnik kosztowy, największy większości linii lotniczych. Będą też nowe wyzwania dla lotnictwa związane z ochroną środowiska. Można spodziewać się odchodzenia od zerowych podatków na paliwo lotnicze, zmniejszenia bezpłatnych uprawnień do emisji – przełoży się to na wyższe koszty dla linii lotniczych, a więc wyższe ceny biletów – wskazuje Furgalski.

Pieczywo zdrożało o ponad 20 proc. rdr. I to nie koniec złych informacji. Ceny w sklepach dalej będą rosły

Dane ze sklepów pokazują, że dynamika wzrostu cen pieczywa zaczęła znowu przyspieszać. W lipcu podrożało średnio o ponad 20% rdr. W czerwcu podwyżka wyniosła blisko 18%, a w maju poniżej 16% rdr. Do tego ostatnio pieczywo znalazło się w pierwszej piątce najbardziej drożejących kategorii w Polsce. Eksperci komentujący to wyjaśniają, że maksymalne ceny na gaz dla piekarni i cukierni nie są w stanie w dłużej perspektywie zahamować podwyżek w sklepach. Sytuacja w miarę się ustabilizowała, ale tylko na chwilę. Do tego dochodzą inne kwestie, które tylko pogłębiają problem. Jednocześnie branża przewiduje, że pieczywo dodatkowo zdrożeje, gdy „tarcza” przestanie obowiązywać. Co więcej, uważają oni, że już w kolejnych miesiącach ceny dalej będą rosły, co prawda powoli, ale mimo wszystko stale.

Systematyczna drożyzna narasta

W lipcu pieczywo znalazło się w pierwszej piątce najbardziej drożejących kategorii w Polsce. W relacji rocznej podrożało średnio o ponad 20%, czyli bardziej niż w poprzednich dwóch miesiącach. W czerwcu podwyżka rdr. wyniosła blisko 18%, a w maju – niecałe 16%. To pokazuje, że dynamika wzrostu cen wyraźnie i niepokojąco przyspiesza. Warto też przypomnieć, że jeszcze nie tak dawno temu politycy straszyli opinię publiczną, iż bochenek chleba zacznie w końcu kosztować 30 zł. Jednak to się nie spełniło. Obecnie według „INDEKSU CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” kilkogramowy bochenek chleba średnio kosztuje lekko ponad 10 zł.

– Ubiegły rok był bardzo nerwowy ze względu na uszczuploną podaż surowców do wypieku oraz obawy o dostępność gazu i energii elektrycznej. Rolnicy wstrzymywali sprzedaż pszenicy, licząc na zwyżkę cen, uzasadnioną wzrostem kosztów produkcji, w tym nawozów i energii, a także niepewną sytuację z ukraińskim ziarnem. Istniało realne ryzyko braku gazu w sezonie zimowym. To wiązałoby się z koniecznością wstrzymania produkcji, co wywołałoby panikę na rynku i ceny spekulacyjne, jakie obserwowaliśmy w przypadku cukru – komentuje Jacek Górecki, prezes Stowarzyszenia Producentów Pieczywa.

Z obserwacji eksperta wynika, że pieczywo drożeje systematycznie od 2022 roku. Napędzane jest to gwałtownym wzrostem cen pszenicy, gazu i prądu. Natomiast pszenica i gaz zaczęły drożeć już pod koniec 2021 roku. I te podwyżki zwielokrotniły się po wybuchu wojny w Ukrainie. Jednak ceny dla konsumentów podnoszone były z pewnym opóźnieniem, wynikającym z posiadanych zapasów i zawartych kontraktów na surowce oraz z oporu ze strony rynku, w szczególności sieci sklepów. – Oczywiście ceny pieczywa powiązane są też mocno z realnymi kosztami produkcji. A fakt, że wzrosły później niż w przypadku większości innych produktów na rynku, zdecydowanie odbił się na rentowności piekarni – wyjaśnia prezes Górecki.

Rządowa „tarcza” nie dała rady?

Pamiętajmy, że od prawie pięciu miesięcy br. obowiązują maksymalne ceny na gaz dla piekarni i cukierni, które teoretycznie miały wyhamować sklepowe podwyżki. – Chcąc skorzystać z tej tarczy, podmioty zajmujące się przemysłową produkcją pieczywa muszą złożyć wniosek. I co najważniejsze, nie mogą mieć zaległości w zobowiązaniach podatkowych i składkowych, a także powinny mieścić się w limicie wsparcia, który wynosi 200 tys. euro na przestrzeni 3 lat. Nie wszystkie firmy z tej branży mogą skorzystać z pomocy. Generalnie tarcza sama w sobie nie jest w stanie wymusić spadku ostatecznej ceny pieczywa w sklepie – zapewnia dr Justyna Rybacka z Uniwersytetu WSB Merito Gdynia.

W ocenie prezesa Stowarzyszenia Producentów Pieczywa, wprowadzona 1 kwietnia br. przez rząd maksymalna cena na gaz w wysokości 200,17 zł za MWh to istotna pomoc dla małych i średnich piekarzy. Ale nie dotyczy ona wielkich sklepów sieciowych. Duże piekarnie, odpowiedzialne za ponad 30% produkcji, również skorzystają tylko częściowo ze wsparcia, gdyż nie spełniają ww. limitu. Ekspert przypomina również, że zerowa stawka VAT na pieczywo obowiązuje tylko do końca roku. Branża przypuszcza, że potem rząd przywróci poprzednią stawkę, co oczywiście musi przełożyć się na cenę na półce sklepowej.

– Przez krótki czas konsumenci mogli odetchnąć z ulgą. Jednak już teraz muszą wydawać coraz więcej pieniędzy na pieczywo. Presja płacowa ze strony pracowników oraz chęć generowania zysków przez przedsiębiorców bezpośrednio przekładają się na dalszy wzrost cen produktów piekarniczych. W kolejnych miesiącach należy spodziewać się dalszych powolnych, ale stałych podwyżek – przewiduje dr Hubert Gąsiński z Uczelni WSB Merito Warszawa.

Wojna w Ukrainie z dużym wpływem na ceny

Według obserwatorów rynku retailowego, branża piekarnicza jest jednym z sektorów najmocniej dotkniętych wojną na Ukrainie. – Ma ona oczywisty wpływ na wahania cen na rynku zbóż. Zablokowanie i zniszczenie ziarna w ukraińskich portach spowoduje głód w biedniejszych krajach świata i wzrost cen. Coraz kosztowniejsze paliwo do maszyn rolniczych w oczywisty sposób też podnosi cenę mąki. Dodatkowo drożeją nawozy, bo Rosja jest ich dużym eksporterem. Zakończenie działań zbrojnych nie spowoduje, że wrócimy do dawnego handlu z tym krajem. Dlatego z jednej strony raczej będziemy musieli przyzwyczaić się do droższej energii i surowców. Z drugiej jednak nowa sytuacja przyniesie większą stabilizację – prognozuje Jacek Górecki.

Z kolei dr Gąsiński uważa, że konflikt za wschodnią granicą zawsze będzie mieć wpływ na ceny zdecydowanej większości produktów, a przede wszystkim pieczywa. Nie przestanie oddziaływać z uwagi na bardzo duży udział światowej wielkości produkcji zbóż przez Ukrainę. Ceny wyrobów piekarniczych na półkach sklepowych nie potanieją, ponieważ wynika to z wielu czynników, które w przyszłości zarówno bliskiej, jak i tej dalekiej nie zmienią się na korzyść konsumentów.

– W mojej opinii, wojna wpływa na ceny pieczywa tylko w początkowej fazie, kiedy podaż wielu surowców i produktów była ograniczona. Ukraina była wszak jednym z istotnych importerów pszenicy. Jednak jej import już w III kw. 2022 roku wzrósł o ok. 8-13% rdr. A cena importowa tego dobra była niższa o ponad 30% niż rok wcześniej. W ostatnich miesiącach widoczny był znaczący wzrost importu pszenicy, aż w końcu nadmierna podaż zza wschodniej granicy została ograniczona. Wciąż jednak jest wysoka i powoduje, że polscy rolnicy otrzymują dużo niższe ceny w skupie niż przed rokiem. Dlatego można stwierdzić, że nie przekłada się to na spadek cen chleba – podkreśla ekspertka z Uniwersytetu WSB Merito Gdynia.

Ceny będą rosły wolno, ale cały czas

Eksperci szacują, że na cenę pieczywa składają się głównie koszty surowców (m.in. mąki) – ok. 35%, marża sklepu – ok. 24%, koszty zatrudnienia i koszty stałe – ok. 18%, transportu oraz energii – ok. 14%, a także marża producenta – ok. 9%. Prezes Stowarzyszenia Producentów Pieczywa stwierdza, że te wszystkie składniki są odpowiedzialne za wzrost cen pieczywa.

– Żniwa w tym roku w Polsce nie należą do najlepszych. Susza z początków lata oraz ulewne deszcze pod jego koniec pogorszyły plony, a szczególnie jakość ziarna, które w wielu regionach nadaje się tylko na paszę. Koszty energii wprawdzie ustabilizowały się, ale są ponad dwa razy wyższe niż przed okresem wzrostów i nadal zawierają ryzyko ich niedostatku. Koszty płacy rosną podobnie jak inflacja, dodatkowo są wspomagane podnoszoną płacą minimalną. W 2022 roku wynosiła ona 3010 zł, a zaplanowana od lipca 2024 będzie już rzędu 4300 zł. To wzrost o prawie 40% – zwraca uwagę prezes Górecki.

Do tego dr Justyna Rybacka dodaje też, że piekarze wskazują na znaczne koszty po stronie cen rachunków za gaz i energię elektryczną. Ekspertka wnioskuje więc, że są to równie znaczące elementy jak sam surowiec. Co więcej, po wprowadzeniu zakazu importu pszenicy z Ukrainy mąka w skupie staniała, a zatem jej koszt przestał być już kluczowy w kontekście wzrostu cen. Jego generatorem stają się koszty pracy. Kolejne podwyżki płacy minimalnej oraz wynagrodzeń są odczuwalne dla branży piekarskiej, bo wiele zakładów zatrudnia do kilkuset osób.

– W najbliższej przyszłości branżę najbardziej mogą niepokoić koszty zatrudnienia i koszty stałe, a także transportu oraz energii. Czynniki te nie przyjmą tendencji malejącej, co bezpośrednio zdeterminuje dalsze skoki cen pieczywa. Trend wzrostowy będzie zjawiskiem powolnym, ale zdecydowanie rosnącym – prognozuje ekspert z Uczelni WSB Merito Warszawa.

Kredyty w Polsce: wzrosty sprzedaży, ale pogarszająca się jakość portfela

W lipcu 2023 r., w porównaniu do lipca 2022 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej wszystkich rodzajów produktów kredytowych: kredytów ratalnych o (+54,4%), kredytów mieszkaniowych (+29,1%), kredytów gotówkowych (+6,9%) oraz kart kredytowych (+5,2%). W ujęciu wartościowym również banki i SKOK-i przyznały wyższą wartość wszystkich produktów kredytowych: kredytów mieszkaniowych (+47,4%), kredytów ratalnych (+22,3%), kredytów gotówkowych (+17,1%) oraz limitów na kartach kredytowych (+10,8%).

W okresie styczeń – lipiec br. w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej kredytów ratalnych o (+56,7%), wydały więcej kart kredytowych (+27,6%) oraz udzieliły więcej o (+6,9%) kredytów gotówkowych. O (-34,4%) spadła liczba udzielonych kredytów mieszkaniowych. W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały o (+31,6%) wyższą wartość limitów na kartach kredytowych, o (+17,7%) udzieliły wyższą wartość kredytów ratalnych oraz o (+11,2%) wyższą wartość kredytów gotówkowych. O (-32,4%) spadła wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych.

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie stosowne wnioski oraz formułując opinie i komentarze, BIK zawsze bierze pod uwagę dwa ważne aspekty metodyczne.

Po pierwsze, uwzględnia specyfikę udzielania poszczególnych produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank. Zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu. Zatem w przypadku tych produktów, lipcowa akcja kredytowa jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w samym lipcu 2023 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet powyżej miesiąca od złożenia wniosku, w związku z tym, sprzedaż kredytów mieszkaniowych w lipcu 2023 r. jest efektem wniosków składanych zarówno w czerwcu jak i w lipcu 2023 r.

Po drugie, z uwagi na konstrukcję Indeksów Jakości, duże problemy ze spłatą kredytów mogą w pełni zmaterializować się w ich odczytach dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty, ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni, nie pokazują więc wczesnych, 30-dniowych opóźnień.

Lipiec 2023 r. potwierdza wzrosty w kredytach gotówkowych

– Lipcowe dodatnie dynamiki sprzedaży w ujęciu liczbowym (+6,9%) oraz wartościowym (+17,1%) potwierdzają dobrą sytuację na rynku kredytów gotówkowych. Dla pełnej oceny sytuacji należy wziąć pod uwagę, że dynamiki wartości pokazujemy w ujęciu nominalnym. Gdyby jednak posłużyć się ujęciem realnym, oczyszczonym z inflacji, to roczna dynamika wzrostu wartości udzielonych kredytów gotówkowych również jest dodatnia na poziomie ok. +6%. Trochę słabiej wygląda sytuacja w ujęciu liczbowym, tu kredyty gotówkowe w lipcu br. r/r odnotowały niższy wzrost. Jeżeli oceniamy kondycję rynku kredytów gotówkowych po siedmiu miesiącach, to w ujęciu wartościowym wzrost w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku wynosi +11,2% nominalnie, a w ujęciu liczbowym +6,9%.

Analizując rynek kredytów gotówkowych według przedziałów kwotowych udzielanego finansowania, nadal zwracają uwagę kredyty zaciągane na kwotę powyżej 50 tys. zł. W przedziale tym, w okresie pierwszych siedmiu miesięcy 2023 r. wystąpiły najwyższe dodatnie dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym (+14,1%), jak i w wartościowym (+16,6%). To samo zjawisko występowało również w 2021 r. Z odmienną sytuacją mieliśmy natomiast do czynienia w roku 2022, gdy najwyższa dodatnia dynamika dotyczyła kredytów niskokwotowych do 5 tys. zł. Obecnie kredyty pow. 50 tys. zł odpowiadają za 12% liczby udzielonych w okresie styczeń – lipiec br. kredytów gotówkowych i za prawie połowę (48,6%) łącznej wartości sprzedaży kredytów gotówkowych udzielonych w tym okresie. Wiąże się to w dużej części z konsolidacją kredytów, dzięki której udzielane są kredyty na wyższe kwoty – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Kredyty ratalne – kontynuacja hossy szczególnie w ujęciu liczbowym

– W okresie styczeń – lipiec br. najwyższe dynamiki w ujęciu wartościowym, podobnie jak w roku ubiegłym, odnotowały kredyty ratalne do 1 tys. zł (+94,3%). Jeszcze bardziej spektakularne wzrosty w tym samym przedziale wystąpiły w ujęciu liczbowym, gdzie wzrost wyniósł (+144,7%). Tak wysoka dynamika niskokwotowych kredytów ratalnych to w większości efekt przekształcania niespłaconych w okresie bezodsetkowym zobowiązań z odroczonym terminem płatności (BNPL) w kredyt ratalny. Natomiast nadal, podobnie jak w całym 2022 r., ujemną dynamiką sprzedaży w ujęciu liczbowym charakteryzowały się kredyty ratalne na wysokie kwoty, tj. z przedziału powyżej 10 tys. zł (-4,2%). Ale w ujęciu wartościowym odnotowały one już dodatnią dynamikę (+1,9%). Są to w większości kredyty na zakup droższych dóbr trwałych – stwierdza główny analityk Grupy BIK.

Średnia wartość kredytu gotówkowego w lipcu 2023 r. wyniosła 21 262 zł – to wzrost o 9,6% w stosunku do lipca 2022 r. Natomiast średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w lipcu 2023 r. to 2 623 zł i jest ona niższa niż w lipcu rok temu o 20,8%.

Mierzony i analizowany przez BIK w miesięcznym cyklu poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych) w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na akceptowalnym, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – lipcowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych był na poziomie 1,69%. Tylko o 0,24 pkt proc wyższym niż Indeks Jakości kredytów mieszkaniowych.

Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Lipcowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wyniósł 5,19%.

– W porównaniu do lipca 2022 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych pogorszyła się (wzrosła) o 0,92 pkt proc. Analogiczny Indeks dla kredytów ratalnych wzrósł o 0,47 p.p. Nadal należy więc bardzo uważnie śledzić odczyty Indeksów w kolejnych miesiącach – wyjaśnia prof. Rogowski.

Kredyty mieszkaniowe – wyraźna poprawa nastrojów

– Dla kredytów mieszkaniowych lipiec wypadł dobrze, potwierdzając tym samym widoczne od kilku miesięcy ożywienie. W ujęciu liczbowym banki udzieliły 11,1 tys. kredytów, choć to poziom niższy od tego z czerwca bieżącego roku. W ujęciu wartościowym banki udzieliły kredytów mieszkaniowych na kwotę 4,164 mld zł – również niższą niż w czerwcu br. Jakie są źródła wzrostu akcji kredytowej? Jest ich klika. Jest on zarówno wynikiem ożywienia popytu na kredyty mieszkaniowe w następstwie wzrostu zdolności kredytowej, do którego przyczyniła się zarówno liberalizacja wymagań nadzorczych w zakresie liczenia zdolności kredytowej – zmniejszenie wymaganego poziomu bufora na stopę procentową, jak i niewidzianego od roku realnego wzrostu wynagrodzeń. Wzrosty są również efektem rosnącej wartości udzielanego kredytu – obecnie średnia wartość udzielanego kredytu wynosi 374,37 tys. zł i jest wyższa o 14,2% niż przed rokiem, co jest bezpośrednim skutkiem wzrostu cen nieruchomości. W lipcowej akcji kredytowej nie widać jeszcze dużego pozytywnego skutku uruchomienia rządowego Programu „Kredyt 2%”. Wynika to przede wszystkim z okresu potrzebnego na rozpatrzenie wniosku kredytowego. W lipcu wg naszych statystyk banki udzieliły w ramach tego Programu 826 kredytów (7,4% wszystkich udzielonych kredytów) na kwotę 280,8 mln zł (6,7% łącznej kwoty udzielonych kredytów). Potwierdza się moja opinia, że rok 2023 z uwagi na dużą zmienność będzie bardzo ciekawy na rynku kredytów mieszkaniowych – stwierdza główny analityk Grupy BIK.

Do 31 lipca 2023 r. banki zaraportowały 1,144 mln rachunków objętych wakacjami kredytowymi na wartość 283 mld zł.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w lipcu 2023 r. wyniósł 1,45%. W ostatnich 12 miesiącach (od lipca 2022 r. do lipca 2023 r.) jakość portfela pogorszyła się, o czym świadczy wzrost Indeksu o (+0,59 p.p.).

– Obecny odczyt Indeksu jest gorszy od tego sprzed miesiąca (pogorszenie o +0,05 p.p.). W momencie wprowadzenia moratoriów kredytowych zakładałem, że negatywny efekt pogarszania jakości kredytów złotówkowych zostanie znacznie ograniczony. I tak się stało. Szkodowość kredytów złotowych jest na niskim poziomie. Natomiast to, co obecnie zaczyna budzić mój niepokój, to pogarszanie się jakości kredytów walutowych, w większości udzielonych we franku szwajcarskim. Przyczyną tego zjawiska nie jest ryzyko kredytowe, które mogłoby wynikać z problemów finansowych kredytobiorców. Źródłem ryzyka nie jest więc sytuacja finansowa gospodarstwa domowego, a ryzyko prawne związane z prowadzonymi procesami sądowymi – wyjaśnia Waldemar Rogowski.

Karty kredytowe – nadal wzrosty, które można tłumaczyć zarówno efektem niskiej bazy z 2022 r. jak i ożywieniem na rynku finansowania z odroczoną ponad 50-dniową płatnością

– W lipcu 2023 r. wzrosła dynamika sprzedaży liczby (+5,2%) i wartości (+10,8%) kart kredytowych w porównaniu do lipca 2022 r. Jest to częściowo efekt niskiej bazy z lipca zeszłego roku. Jednak należy również zauważyć, że renesans popularności kart kredytowych może być efektem szukania przez gospodarstwa domowe dodatkowego źródła finansowania. Dynamika wzrostów w porównaniu do poprzednich miesięcy uległa zmniejszeniu. Wartość Indeksu Jakości w lipcu wyniosła 4,15%. W ujęciu rocznym wartość Indeksu pogorszyła się – wzrosła o (+0,45 p.p.) i jest to oprócz kredytów gotówkowych najwyższa wartość Indeksu ze wszystkich Indeksów produktowych – tłumaczy Waldemar Rogowski.

Dom Development z rekordową sprzedażą mieszkań w I półroczu 2023 r.

W I półroczu 2023 r. Grupa Dom Development sprzedała 1 845 lokali, tj. o 18% więcej niż w analogicznym okresie 2022 r. W samym II kwartale br. sprzedaż netto sięgnęła 931 lokali, co jest najlepszym kwartalnym wynikiem sprzedażowym od końca 2021 r.

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku Grupa rozpoznała przychody ze sprzedaży w wysokości 1 275 mln zł (-4% r/r) i wypracowała blisko 223 mln zł zysku netto (-6% r/r). Niższy poziom przychodów jest zgodny z wcześniejszymi założeniami Zarządu i wynika z mniejszej o 8% r/r liczby lokali przekazanych nabywcom w omawianym okresie, co jest ściśle związane z harmonogramami realizowanych projektów. Zarząd spodziewa się wysokiego wolumenu przekazań w drugim półroczu i kolejnych kwartałach.

W czerwcu br. Walne Zgromadzenie Dom Development uchwaliło rekordową dywidendę w wysokości 11 zł na akcję (łącznie 283 mln zł), która została wypłacona akcjonariuszom na początku lipca.

– Z kwartału na kwartał konsekwentnie zwiększamy sprzedaż, dzięki czemu całe pierwsze półrocze 2023 roku zakończyliśmy wzrostem liczby sprzedanych lokali o 18% r/r. W Krakowie – na rynku, na który weszliśmy stosunkowo niedawno – sprzedaliśmy ponad dwukrotnie więcej lokali niż przed rokiem, systematycznie zwiększając udział w rynku. Patrząc szerzej na bieżące wydarzenia, wśród czynników stymulujących popyt można wymienić stabilizację stóp procentowych i oczekiwanie na ich pierwsze obniżki jeszcze w tym roku. Dodatkowo, złagodzenie przez KNF warunków oceny zdolności kredytowej w połączeniu ze stale rosnącymi wynagrodzeniami zwiększa dostępność mieszkań z segmentu popularnego dla klientów. Zainteresowanie nowymi mieszkaniami zwiększyło się także w związku z zapowiadanym uruchomieniem rządowego programu „Bezpieczny Kredyt 2%” – komentuje Jarosław Szanajca, Prezes Zarządu Dom Development.

W Grupie Dom Development udział zakupów lokali sfinansowanych kredytem hipotecznym w II kwartale tego roku stanowił 46% sprzedaży wobec 40% w I kwartale br. oraz 30% w II kwartale 2022 r.

Jednocześnie obserwujemy wzrost popytu na mieszkania o podwyższonym standardzie, które są podstawą naszej oferty. Inwestycje w tego typu nieruchomości postrzegane są bowiem jako najlepsza ochrona kapitału w warunkach wciąż wysokiej inflacji, przy ujemnym realnym oprocentowaniu lokat – dodaje Jarosław Szanajca. Transakcje gotówkowe stanowiły 54% sprzedaży Grupy w II kwartale tego roku, co jest potwierdzeniem utrzymującego się wysokiego poziomu zakupów inwestycyjnych.

Rosnący popyt, w porównaniu z wciąż ograniczoną ofertą deweloperów przełożył się na dalszy wzrost cen mieszkań. W Grupie Dom Development średnia wartość transakcji (obejmująca cenę mieszkania wraz z ewentualnym wykończeniem, komórką lokatorską i miejscem postojowym) w I półroczu 2023 r. wyniosła 715 tys. zł i była o 8% wyższa r/r.

Ponad 2 500 nowych lokali w ofercie

Wraz z rosnącym popytem, Grupa Dom Development sukcesywnie wprowadza do realizacji kolejne inwestycje. W I półroczu 2023 roku rozpoczęła 20 projektów z 2 523 lokalami we wszystkich czterech aglomeracjach, w których prowadzi działalność, tj. w Warszawie, Trójmieście, Wrocławiu i Krakowie. Skala realizowanych inwestycji na koniec czerwca br. obejmowała 6 763 lokali w budowie (wobec 5 779 na koniec 2022 roku). Grupa dysponowała ponadto bankiem ziemi z potencjałem do wybudowania 17,6 tys. lokali.

Na koniec czerwca br. Grupa Dom Development miała w swojej ofercie 2 579 lokali dostępnych do sprzedaży. To poziom nieznacznie niższy niż w połowie ubiegłego roku (2 657 lokali), ale jednocześnie wyższy niż na koniec trzech poprzednich kwartałów, co świadczy o systematycznym rozbudowywaniu oferty.

– W drugiej połowie 2023 roku planujemy w dalszym ciągu poszerzać naszą ofertę. W obecnym otoczeniu rynkowym przewagę zyskują deweloperzy tacy jak Grupa Dom Development – doświadczeni, znani z wysokiej jakości, posiadający zdywersyfikowany bank ziemi oraz stabilną sytuację finansową pozwalającą na sprawne uruchamianie projektów – wskazuje Prezes Zarządu Dom Development.

Blisko 4 400 sprzedanych lokali czekających na przekazanie w kolejnych kwartałach

W I półroczu tego roku Grupa Dom Development rozpoznała przychody w wysokości 1 275 mln zł i wypracowała blisko 223 mln zł zysku netto. Rezultaty te są odpowiednio o 4% i 6% niższe w porównaniu z osiągniętymi w analogicznym okresie 2022 roku, co jest zgodne z założeniami Zarządu. Niższe przychody to efekt mniejszej liczby lokali przekazanych nabywcom, wynikającej z harmonogramów realizowanych projektów. W I półroczu tego roku Grupa przekazała klientom łącznie 1 998 lokali wobec 2 178 w I połowie 2022 r. W całym poprzednim roku, rekordowym w dotychczasowej historii Dom Development, Grupa przekazała łącznie 3 666 lokali. W 2023 roku ten rezultat może zostać przekroczony.

– Spodziewamy się wysokiego wolumenu przekazań mieszkań w drugiej połowie tego roku i w kolejnych kwartałach, co znajdzie odzwierciedlenie w rozpoznawanych wówczas przychodach. Na koniec czerwca mieliśmy w sumie 4 399 sprzedanych lokali, które nie zostały jeszcze przekazane nabywcom, z czego 493 to lokale już gotowe, a w przypadku 1 812 budowa zakończy się przed końcem bieżącego roku. Zakładamy, że w trzecim i czwartym kwartale 2023 r. rozpoczniemy przekazania w 15 projektach liczących łącznie prawie  2 000 lokali. Wszystkie nasze inwestycje realizowane są zgodnie z planem, przy utrzymaniu satysfakcjonującej rentowności – podkreśla Leszek Stankiewicz, Wiceprezes Zarządu i Dyrektor Finansowy Dom Development.

Mocnymi stronami, stanowiącymi niewątpliwą przewagę konkurencyjną Grupy Dom Development, są jej silna i rozpoznawalna marka, zróżnicowana oferta w czterech najlepiej prosperujących aglomeracjach, wchodzący w skład Grupy generalni wykonawcy realizujący budowy zgodnie z wysokimi standardami jakościowymi i w konkurencyjnej cenie, duży i zdywersyfikowany bank ziemi, a także silny bilans.

– Na koniec czerwca tego roku poziom gotówki wynosił 666 mln zł, przewyższając zobowiązania finansowe Grupy o 312 mln zł, a ponadto posiadaliśmy niewykorzystane linie kredytowe o wartości 395 mln zł. Jest to dla nas komfortowa sytuacja, pozwalająca elastycznie reagować na pojawiające się okazje rynkowe, by sprawnie zwiększać skalę działalności – dodaje Leszek Stankiewicz.

W połowie czerwca tego roku, Walne Zgromadzenie Dom Development, zgodnie z rekomendacją Zarządu, uchwaliło rekordową dywidendę w wysokości 11 zł na akcję, czyli łącznie 283 mln zł. Dywidenda została wypłacona akcjonariuszom na początku lipca br.

Wybrane skonsolidowane wyniki finansowe Grupy Dom Development

Rachunek zysków i strat II kw.

2023

II kw.

2022

Zmiana

r/r

I poł.

2023

I poł.

2022

Zmiana

r/r

Przychody ze sprzedaży 452,5 601,8 (25)% 1 274,5 1 328,8 (4)%
Przychody ze sprzedaży wyrobów gotowych 424,1 524,7 (19)% 1 228,9 1 238,1 (1)%
     Przekazane lokale (szt.) 648 1 084 (40)% 1 998 2 178 (8)%
     Przychody na lokal (tys. PLN) 654,5 484,0 35% 615,1 568,5 8%
Zysk brutto ze sprzedaży 140,1 171,7 (18)% 397,6 405,5 (2)%
Marża brutto 31,0% 28,5% 2,5 p.p. 31,2% 30,5% 0,7 p.p.
Zysk operacyjny (EBIT) 73,7 108,6 (32)% 271,0 282,5 (4)%
Marża EBIT 16,3% 18,0% (1,7) p.p. 21,3% 21,3% 0 p.p.
Zysk brutto 81,0 115,1 (30)% 281,8 293,1 (4)%
Marża zysku brutto 17,9% 19,1% (1,2) p.p. 22,1% 22,1% 0 p.p.
Zysk netto 63,8 94,0 (32)% 222,6 235,8 (6)%
Marża zysku netto 14,1% 15,6% (1,5) p.p. 17,5% 17,7% (0,2) p.p.
Zysk na akcję (PLN) 2,49 3,68 (32)% 8,69 9,25 (6)%

 

MSR 15 – przychody ze sprzedaży wyrobów gotowych rozpoznawane w momencie przekazania

Dane w mln PLN

DSV ogłasza program inwestycji w Polsce wart 1 mld PLN

DSV – Global Transport and Logistics opracowało nową strategię inwestycyjną Grupy, obejumującą 5 – letni program inwestycji w Polsce o łącznej wartości ponad 1 mld zł. Jego największym elementem będzie centrum logistyczne w Wypędach k. Warszawy. Będzie to jeden z najnowocześniejszych i najbardziej zaawansowanych pod względem ekologicznym obiektów w swojej klasie w Polsce. Jego uruchomienie przewidziane jest na 2025 rok.

W ramach programu inwestycyjnego DSV będą realizowane kluczowe projekty zwiększające odporność krajowych i  europejskich łańcuchów dostaw oraz rozwiązania przyspieszające zieloną transformację sektora logistycznego. Sztandarową inwestycją, której realizacja rozpocznie się w ostatnim kwartale 2023 roku, jest budowa wartego ponad 260 mln zł. centrum logistycznego w Wypędach, koło Warszawy.

– DSV jest jednym z globalnych liderów branży TSL realizujących założenia zrównoważonego rozwoju. Pracujemy intensywnie nad tym, aby wyróżniać się również pod tym względem w Polsce. Chcemy, by wszystkie nasze obiekty spełniały najwyższe standardy i wspierały naszych klientów w osiąganiu ich własnych celów redukcji emisji CO2, w całym łańcuchu dostaw. Już dziś ESG jest elementem strategii wielu naszych partnerów biznesowych. Nie wyobrażam sobie nie podążać razem z nimi w kierunku redukcji śladu węglowego. Powiem więcej, w mojej ocenie, już w niedalekiej przyszłości, ci gracze na rynku TSL, którzy nie podejmą realnych kroków w zakresie realizacji celów zielonej transformacji, przestaną być konkurencyjni. – przekonuje Wojciech Cipiur, Prezes Zarządu DSV Solutions Polska.

Centrum logistyczne DSV w Wypędach będzie wyposażone w panele fotowoltaiczne, umieszone na powierzchni dachowej oraz magazyny energii. Dzięki tym rozwiązaniom będzie ono energetycznie samowystarczalne. Na terenie inwestycji zaplanowano też instalację rozwiązań z zakresu zarządzania wodą, wspierające elektromobilność – 16 stanowisk ładowania e-ciężarówek i e-naczep, i szeroką cyfryzację procesów, np. w zakresie sterowania oświetleniem. Jej realizacja przewiduje również współpracę z lokalną społecznością. Dlatego, w porozumieniu z przedstawicielami gminy Raszyn, DSV wybuduje w ramach inwestycji dodatkową infrastrukturę, w tym m.in. nowe przystanki autobusowe i ciągi pieszo-rowerowe. Planowany jest również remont okolicznych dróg, skrzyżowań oraz oświetlenia ulicznego czy rozbudowa sieci wodno-kanalizacyjnej. Kompleks w Wypędach wprowadzi do polskiej branży logistycznej zupełnie nowe standardy z zakresu projektowania i ekologii obiektów tego typu, jak i realizacji projektów inwestycyjnych w zgodzie z kryteriami ESG.

– Inwestycje, które zrealizowaliśmy na terenie Polski w ostatnich latach, przyczyniły się do znaczącego zwiększenia liczby naszych terminali dystrybucyjnych. Dziś DSV w Polsce jest nie tylko liderem w zakresie realizacji transportów drobnicowych na rynku krajowym i europejskim – ale też benchmarkiem dla Europy Zachodniej w dziedzinie logistyki i spedycji. – podkreśla Filip Czerwiński, Prezes Zarządu DSV Road PolskaNowe inwestycje to potwierdzenie statusu Polski w wąskim gronie strategicznie kluczowych rynków dla Grupy DSV w Europie.

W ciągu najbliższych 5 lat DSV w Polsce ma w planach budowę kolejnych obiektów w najważniejszych punktach dystrybucyjnych w kraju – Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu czy Sosnowcu. Wszystkie kolejne centra będą powielać standardy oraz rozwiązania proekologiczne, które będą wdrażane w obiekcie DSV w Wypędach.

– Poprzez nasz nowy plan inwestycji chcemy wesprzeć proces budowy renomy Polski jako najlepszego miejsca do rozwoju biznesu o europejskiej i globalnej skali. Kwestia stabilnych łańcuchów dostaw, połączeń z innymi krajami europejskimi, jest często kluczowa dla potencjalnych inwestorów. Silna branża TSL nie tylko wspiera pozyskiwanie nowych projektów inwestycyjnych, ale też ekspansję polskich firm na rynki zagraniczne. – wskazuje Wojciech Cipiur, Prezes Zarządu DSV Solutions Polska. – Tworzymy nowe centra logistyczne, rozwijamy specjalistyczną powierzchnię magazynową, która może znacząco zwiększyć się w przeciągu najbliższych 5 lat, by odpowiedzieć na przyszłe oczekiwania naszych partnerów. Poprzez nowy program inwestycji odpowiadamy na prognozowane potrzeby rynku i klientów, a wręcz wyprzedzamy trendy w ich branżach. Dziś jest czas na działanie, którego nie możemy zmarnować.

Program inwestycji DSV ma na celu wzmocnienie pozycji Polski w europejskich oraz globalnych łańcuchach dostaw, jak i wspieranie zielonej transformacji polskiej branży transportowej.

Bez niespodzianek w Jackson Hole

Bankierzy centralni bardzo ostrożnie wypowiadali się w tym roku. Niewiele można powiedzieć o przyszłych decyzjach z wyjątkiem dominującego scenariusza braku podwyżek stóp we wrześniu w USA.

Sympozjum w Jackson Hole

Jackson Hole to miejscowość w USA, gdzie co roku odbywa się ważne spotkanie bankierów centralnych. Jest to na tyle ważny element w kalendarzach makroekonomicznych, że wielu analityków czeka na nie z zapartym tchem. Czasem jest tak jak w zeszłym roku, kiedy mamy bombę i dużo niespodzianek, czasem jak w tym, kiedy w sumie nie wiadomo, co mamy. Wystąpienia w tym roku mówiły głównie o rozsądku w podejściu. Co to znaczy? Mniej więcej tyle, że jak sytuacja się pogorszy, a ceny będą się utrzymywać wysokie, to podniosą stopy procentowe. Jak będzie dobrze, to nie będzie dalszych podwyżek, a w dalszej perspektywie nawet obniżki. Rynek oczywiście na samym początku miał bardzo dużą zmienność. W ciągu kilku kwadransów widzieliśmy ponad 3 grosze zmiany na kursie dolara względem złotego. Szybko jednak doszło do ustabilizowania sytuacji.

Dane z Niemiec

Jeszcze przed Jackson Hole dzień zaczął się serią ważnych odczytów z Niemiec. Najpierw pojawiło się finalne potwierdzenie danych na temat PKB. Okazuje się, że w ujęciu kwartalnym mamy brak zmian, po dwóch spadkowych kwartałach. Z kolei w ujęciu rocznym drugi kwartał tego roku był drugim spadkowym kwartałem z rzędu. W rezultacie Niemcy mają za sobą zarówno dwa kwartały z rzędu rocznego, jak i kwartalnego spadku PKB. Można zatem śmiało mówić o problemach tamtejszej gospodarki. Pewnym potwierdzeniem jest również kolejny słabszy od oczekiwań Indeks instytutu IFO. Pesymistyczne nastroje w niemieckim przemyśle nie powinny nas jednak zaskakiwać.

Ceny surowców energetycznych

Ropa naftowa cały czas utrzymuje się na relatywnie wysokich poziomach, ale jej ceny są mocno stabilne względem tego, co się dzieje chociażby na gazie ziemnym. Tam nastąpiło najpierw duże uspokojenie po domknięciu negocjacji strajkowych w Australii. Ceny w Europie są bowiem mocno zależne od wielu różnych nawet bardzo egzotycznych destynacji, od kiedy gwałtownie ograniczono import surowców ze Wschodu. Jednak ruchy były nawet jak na ten rynek bardzo gwałtowne. Spadek w ciągu dwóch dni z 47 na 35 euro za megawatogodzinę to zmienność, której nie oglądamy ostatnio nawet na kryptowalutach. Do tego w piątek mieliśmy korektę tego ruchu i ceny przez chwilę przekroczyły 38 euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Koniunktura w budownictwie – komentuje Sławomir Majchrowski, prezes Grupy Selena

Najnowsze dane GUS dotyczące koniunktury w budownictwie wskazują, że w lipcu br. wskaźnik oceny ogólnego klimatu wciąż jest na minusie. Oznacza to, że przedsiębiorcy w dalszym ciągu kwalifikują swoją sytuację jako słabą i nie wykazują chęci podejmowania ryzyka inwestycyjnego. Jednak, w porównaniu do czerwca, wskaźnik ten jest o 1,8 punktu mniejszy, co można szacować jako bardzo delikatny optymizm, gdyż co dziesiąta firma odczuwa już poprawę koniunktury.

Z analizy GUS wynika, że pomimo mniej pesymistycznej niż przed miesiącem prognozy sytuacji finansowej utrzymują się negatywne diagnozy w zakresie portfela zamówień i bieżącej produkcji budowlano-montażowej na rynku krajowym. Co istotne, zgłaszany jest wzrost opóźnień płatności za wykonane roboty budowlano-montażowe. W mojej ocenie to znacząco wpływa na koniunkturę w branży, wydłużając jednocześnie czas budowania. Tym samym oddziałuje na wzrost cen robót budowlano-montażowych, a to zamyka koło dalszego wzrostu inflacji i intensyfikację działań zmierzających ku zachowaniu płynności finansowej. Tym bardziej, że, wracając do publikacji GUS-u, w przedsiębiorstwach wciąż zgłaszane są bariery związane z wysokimi kosztami zatrudnienia, kosztami materiałów oraz ogólną niepewnością sytuacji gospodarczej w kraju. Biorąc powyższe pod uwagę, można prognozować, że musimy jeszcze poczekać na powrót branży budowlanej na stabilną ścieżkę wzrostu. Szacuję, że mniej więcej dopiero za rok, półtora nastąpi powrót do silniejszego rynku.

Tanie mieszkania? Na rynku wtórnym znaleźć najłatwiej

Czy w Warszawie można kupić mieszkanie za niespełna 6 tys. zł za m kw., a w Łodzi za mniej niż 4,5 tys. zł za metr? Tak! Eksperci portalu GetHome.pl sprawdzili, ile kosztują najtańsze mieszkania w siedmiu największych metropoliach.

Najpewniej dla bardzo wielu Polek i Polaków ceny mieszkań w największych miastach mogą wydawać się wręcz kosmiczne. W Warszawie i Krakowie średnia cena metra kwadratowego oscyluje już w granicach 14-15 tys. zł. Pamiętajmy jednak, że można tam znaleźć lokale nawet za połowę tej ceny – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Najtańszych M w przeliczeniu na metr kwadratowy radzi on szukać na rynku wtórnym. Warto jednak wziąć pod uwagę fakt, że najczęściej nie będą to oferty marzeń. Jeśli mieszkanie jest tanie, to zwykle dlatego, że z jakichś powodów sprzedającemu trudno znaleźć na nie chętnego.

Używane tańsze od nowych

Z danych portali BIG DATA RynekPierwotny.pl i GetHome.pl wynika, że w większości analizowanych metropolii średnia cena metra kwadratowego mieszkań z drugiej ręki jest niższa niż nowych od deweloperów.srednia-ofertowa-cena-mieszkan-lipiec-2023

Największa różnica na korzyść rynku wtórnego jest w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii oraz w Łodzi. A to dlatego, że wciąż bardzo wysoki jest tam udział mieszkań w PRL-owskich blokach i starych kamienicach. W Bytomiu, Rudzie Śląskiej czy Zabrzu najtańsze mieszkania do remontu kosztują tylko niespełna 2,5 tys. zł za m kw. Przy czym mówimy tu o metrażach nieprzekraczających 100 m kw. Ceny większych lokali oscylują wokół 2 tys. zł za metr. Np. 10-pokojowy o łącznej powierzchni użytkowej 181 m kw. w centrum Pyskowic jest do nabycia za 350 tys. zł. Dodajmy, że obecny właściciel prowadzi tu hotel pracowniczy.

Amatorów mieszkań w starych kamienicach może zainteresować oferta z Łodzi. Za dwupokojowe mieszkanie o powierzchni 87 m kw. przy dworcu Łódź Fabryczna sprzedający życzy sobie 390 tys. zł, czyli niespełna 4,5 tys. zł za metr. To niewiele jak na warunki łódzkie, gdzie średnia cena metra kwadratowego na rynku wtórnym przekracza już 7,5 tys. zł, a na pierwotnym – sięga 9,9 tys. zł.

Na drugim biegunie cenowym jest Warszawa i Trójmiasto, gdzie w sprzedaży na rynku wtórnym jest już dużo stosunkowo nowych mieszkań, więc średnia cena metra kwadratowego jest wyższa niż w ofercie deweloperów. Oczywiście na obu rynkach ceny najtańszych oraz najdroższych mieszkań często dzieli przepaść. W stolicy znaleźliśmy dosłownie cztery inwestycje deweloperskie, w których teoretycznie można jeszcze znaleźć mieszkania z ceną poniżej 8,5 tys. zł za m kw. Są one zlokalizowane w dzielnicach Wawer i Białołęka, a więc na obrzeżach miasta. Z kolei ceny mieszkań z drugiej ręki zaczynają się od niespełna 6 tys. zł za metr. Jednak po pierwsze, można je policzyć na palcach jednej ręki, a po drugie wymagają wykończenia lub gruntownego remontu.

Także w Trójmieście, Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu oferowane są używane mieszkania z ceną poniżej 6 tys. zł za m kw. Np. w Gdyni znaleźliśmy taki lokal w budynku handlowo-usługowym, który został przekształcony w mieszkalny. Potencjalnego nabywcę czeka więc kapitalny remont.

Podobnie w pozostałych metropoliach. Na ogół, jeśli ktoś chce kupić tanie mieszkanie, to musi się liczyć z przeprowadzką na peryferia lub dopłacić do remontu mieszkania. Przy czym w ofercie poznańskich i krakowskich deweloperów nie ma już mieszkań z ceną poniżej 7,5 tys. zł za m kw., zaś w Trójmieście i Wrocławiu można jeszcze takie znaleźć na dalekich obrzeżach.

Dlaczego tu jest tak tanio?

Nieżyjący już brytyjski potentat nieruchomościowy Harold Samuel mawiał, że trzy rzeczy mają decydujący wpływ na ceny nieruchomości: to lokalizacja, lokalizacja, lokalizacja. Na pewno jest w tym dużo racji. Jednak w praktyce tych czynników jest więcej – mówi  Marek Wielgo. I dodaje, że kluczowa jest komunikacja, bliskość przedszkoli, szkół, punktów usługowych i sklepów. Na obrzeżach miast infrastruktura jest słabiej rozwinięta, więc ceny mieszkań są niższe. Często można się więc spotkać z paradoksem, który polega na tym, że mieszkania w starych blokach z wielkiej płyty są droższe od nowych mieszkań na peryferiach.

Okazuje się jednak, że bardzo duże dysproporcje cenowe występują nawet w jednej lokalizacji. W kamienicach bez windy mniej chodliwe są mieszkania na górnych kondygnacjach. A nawet, jeśli w starym budynku jest winda, to wycena mieszkań na wyższych kondygnacjach zwykle maleje. Pojawia się bowiem obawa, że winda się zepsuje, a to spory kłopot szczególnie dla rodzin z dziećmi lub seniorów. Poza tym w niektórych starych blokach problemem może być obniżone ciśnienie wody na górnych piętrach.

Ponadto, zarówno w starych, jak i nowych budynkach mieszkania mają różne ceny także ze względu na metraż i liczbę pokoi. Mniejsze mieszkania są zwykle relatywnie droższe w przeliczeniu na metr kwadratowy. Sprzedający wykorzystują po prostu fakt, że małe mieszkania mają niższą cenę jednostkową.srednia-ofertowa-cena-mkw-w-zaleznosci-od-liczby-pokoi

Będzie coraz drożej

Niestety, w tym roku w największych metropoliach skurczyła się oferta mieszkań, bo podaż nie nadąża za popytem, który wyraźnie się ożywił na skutek wzrostu dostępności kredytów mieszkaniowych. W efekcie rosną ceny mieszkań, bo wyprzedają się te najtańsze, a równocześnie rosną oczekiwania sprzedających. Na rynku wtórnym tegorocznym liderem wzrostu średniej ceny metra kwadratowego mieszkań jest Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia. Jak wynika z danych portalu GetHome.pl, od grudnia do lipca średnia wrosła aż o 17%. Duża podwyżka miała też miejsce w Krakowie (o 10%), Wrocławiu (o 8%) i Trójmieście (o 7%).srednia-cena-mieszkan-na-rynku-wtornym

Niestety, nie mamy dobrej wiadomości szczególnie dla tych, którzy chcieliby kupić mieszkania za jak najniższą cenę. Szybko kurczy się bowiem ich udział w ofercie. W grudniu ubiegłego roku aż 93% mieszkań w ofercie śląskich agencji pośrednictwa kosztowało mniej niż 8 tys. zł za m kw. W lipcu tego roku udział takich lokali skurczył się do 75%. Z kolei z 5% do 20% zwiększył się odsetek mieszkań z ceną ofertową w przedziale 8-10 tys. zł za metr. Podobne zjawisko obserwujemy także w pozostałych metropoliach.struktura cenowa

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Wysoka podaż na rynku biurowym w Katowicach – najemcy renegocjują umowy

Katowice pozostają w czołówce najszybciej rozwijających się miast w Polsce. O rosnącej atrakcyjności górnośląskiej stolicy świadczy nie tylko 2. miejsce w rankingu na najlepsze miasto do życia w Polsce wg portalu Business Insider, ale także dynamiczna sytuacja na rynku nieruchomości komercyjnych. W mieście aktualnie powstaje ponad 100 000 mkw. nowej powierzchni biurowej, co plasuje Katowice na 3. pozycji wśród miast regionalnych (po Wrocławiu i Krakowie) pod względem budowy biur. Jednak pierwsza połowa tego roku zdecydowanie należała do najemców. Ze względu na dużą podaż mogli oni przebierać w dostępnych ofertach i sytuacja taka utrzyma się także w drugiej połowie roku.

W pierwszej połowie 2023 roku całkowita podaż powierzchni biurowej w stolicy Śląska wynosiła 726 tys. mkw., z czego 146 tys.  mkw. pozostawało dostępne do wynajęcia. Nowych najemców znalazło 25 tys. mkw., co oznacza spadek popytu względem analogicznego okresu w 2022 roku aż o 43%. Rynek skrupulatnie wykorzystał tę sytuację, gdyż w strukturze popytu znaczący, bo wynoszący aż 45%, okazał się udział renegocjacji umów.

– Katowice przyciągają firmy poszukujące nowoczesnych powierzchni biurowych w atrakcyjnych cenach. Choć w ostatnim półroczu w mieście nie oddano do użytku nowych przestrzeni, to w ubiegłym roku podaż wyniosła aż 127 tys. mkw. nowoczesnych powierzchni biurowych, a dane wskazują, że ponad 100 tys. mkw. jest obecnie w trakcie budowy. Wybór w Katowicach jest więc w tym momencie naprawdę imponujący, a warunki negocjacyjne zdecydowanie sprzyjają najemcom – mówi Barbara Pryszcz, Dyrektorka Regionalna Colliers w Katowicach.

Lider w regionie

W pierwszym półroczu 2023 roku katowicki oddział Colliers zdecydowanie wyprzedził lokalną konkurencję, reprezentując zarówno najemców, jak i właścicieli budynków podczas transakcji obejmujących łącznie aż 16 tys. mkw. powierzchni. Do kluczowych transakcji wspieranych przez Colliers należy przedłużenie najmu 3,9 tys. mkw. przez Eurofins w Katowice Business Point, renegocjacja 1,7 tys. mkw. przez KPMG w budynku Francuska Office Centre B czy renegocjacje umów przez Medicover oraz Deloitte na wynajem przestrzeni w budynku Face2Face A (odpowiednio na 1,4 tys.  mkw. i 1,3 tys. mkw.).

Trendy na rynku

Katowicka oferta nieruchomości biurowych ewoluuje w odpowiedzi na rosnące i zmieniające się potrzeby rynku. Wśród najemców zwiększa się zainteresowanie mniej popularnymi dotąd rozwiązaniami, takimi jak krótkoterminowe umowy najmu czy gotowe przestrzenie biurowe, minimalizujące początkowe koszty działalności. W obliczu wysokiej podaży i stosunkowo niskiego popytu wynajmujący wykazują się dużą otwartością i elastycznością, coraz chętniej odpowiadając na oczekiwania rynku.

– Wśród aktualnych trendów, mających wpływ na lokalny rynek, dostrzegamy wydłużenie procesów negocjacyjnych oraz rosnące zainteresowanie mniejszymi powierzchniami biurowymi. Nie spodziewamy się jednak, by katowicki rynek nieruchomości komercyjnych miało dotknąć jakiekolwiek długotrwałe spowolnienie. Mimo stosunkowo niewielkiego popytu w pierwszym półroczu 2023, obserwujemy ciągłe zainteresowanie inwestorów i deweloperów tym regionem. Planowana liczba nowych projektów biurowych nie zmalała, a jedynie zmienia swoją koncepcję zagospodarowania i realizacji bieżących założeń funkcjonalnych oraz innowacyjnych rozwiązań, jak multifunkcyjność oraz dopasowanie do bieżących wymagań rynku i jego użytkowników – podsumowuje Katarzyna Wojciechowska, Associate w katowickim biurze Colliers.

Grupa Würth ogłosi drugie Wezwanie na akcje TIM S.A.

Grupa Würth zamierza ogłosić drugie Wezwanie na wszystkie akcje TIM S.A („Wezwanie”). Pierwsze Wezwanie na akcje TIM S.A. (ogłoszone w kwietniu br.) zostało zakończone bez zawierania transakcji w związku z brakiem wydania decyzji przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów („UOKiK”) w sprawie koncentracji Grupy Würth oraz TIM S.A. do 23 sierpnia 2023 r., czyli daty zakończenia przyjmowania zapisów pierwszego Wezwania. Grupa Würth pozostaje zaangażowana w przejęcie TIM S.A. i podejmuje odpowiednie kroki, by pozytywnie zakończyć transakcję tak szybko, jak to będzie możliwe.

Pomimo maksymalnego wydłużenia okresu pierwszego Wezwania, UOKiK nie wydał zgody w terminie obowiązywania pierwszego Wezwania. W rezultacie nie został spełniony istotny i ostatni warunek pierwszego Wezwania, a tym samym Grupa Würth nie nabyła akcji w ramach pierwszego Wezwania. Prezes UOKiK skierował złożone zgłoszenie do fazy pogłębionej analizy, wydłużając tym samym termin zakończenia postępowania o 4 miesiące.

Pozostajemy w stałym dialogu z UOKiK i utrzymujemy pełną współpracę i wsparcie. Nadal jesteśmy przekonani o uzyskaniu pozytywnej decyzji organów antymonopolowych, dlatego podtrzymujemy nasze zaangażowanie w transakcję. Ogłosimy kolejne Wezwanie, a odpowiednie powiadomienie zostało złożone w KNF – komentuje Ulrich Liedtke, wiceprezes odpowiedzialny za międzynarodową sprzedaż hurtową produktów elektrotechnicznych w Grupie Würth.

W dniu 25 sierpnia FEGA & Schmitt Elektrogroßhandel GmbH, podmiot należący do Grupy Würth, poinformował że zamierza ogłosić Wezwanie do zapisywania się na sprzedaż akcji TIM S.A. Cena akcji w Wezwaniu wyniesie 50,69 zł za jedną akcję, czyli dokładnie tyle samo ile w pierwszym Wezwaniu.

Pierwsze Wezwanie na akcji TIM S.A. spotkało się z dużym zainteresowaniem. Zapisy zebrane już na początku maja reprezentowały co najmniej 50% ogólnej liczby głosów. To konsekwencja m.in. złożonych wcześniej zapisów w ramach Wezwania po uzgodnionej cenie 50,69 zł za akcję przez największych akcjonariuszy i kluczowych menadżerów TIM S.A. posiadających łącznie ok. 42% ogólnej liczby akcji w kapitale zakładowym i ogólnej liczby głosów.

Pozostajemy optymistami, że nasze drugie Wezwanie spotka się z co najmniej takim samym zainteresowaniem akcjonariuszy jak pierwsze, a zgoda UOKiK na koncentrację zostanie wydana przed upływem końca zapisów nowego Wezwania – dodaje Ulrich Liedtke.

Zmiany w płacy minimalnej. Czy Polska z 20 proc. wzrostem dogoni Niemcy i Francję?

Stawki płacy minimalnej w poszczególnych państwach Unii Europejskiej stale rosną. W większości przypadków wynika to z wdrażania przepisów gwarantujących tzw. minimum egzystencji. Wzrost stawek najniższego wynagrodzenia dotyczy również Polski. Jednak zwiększenie wynagrodzeń wiąże się ze wzrostem obciążeń na ZUS i płaceniem wyższej kwoty podatku PIT.

W 2024 roku będziemy świadkami dwukrotnej podwyżki płacy minimalnej. Najpierw w styczniu stawka wzrośnie do 4242 zł brutto, a potem w lipcu do historycznego poziomu 4300 zł brutto. W porównaniu z płacą na poziomie 3600 zł z 2022 roku będzie to wzrost o blisko 20 proc. Oznacza to, że od 1 lipca 2024 pracownik otrzyma na rękę 3261,53 zł.

Po podwyżce płacy w lipcu, Polska znajduje się na 14. miejscu spośród państw Unii Europejskiej pod względem wysokości minimalnego wynagrodzenia. Wyprzedzamy m.in. takie kraje, jak Litwa, Rumunia, Węgry i Bułgaria. Z kolei Estonia, Chorwacja, Czechy i Słowacja mają minimalne wynagrodzenie na zbliżonym poziomie co Polska.

Płaca minimalna w Europie

W Europie najwyższe miesięczne minimalne wynagrodzenie obowiązuje w Luksemburgu i wynosi 2387 euro, czyli około 10,6 tys. zł. Na drugim miejscu znajdują się Niemcy, gdzie płaca minimalna to obecnie 1981 euro, a więc około 8,9 tys. zł, czyli blisko 2,5 razy więcej niż w Polsce. Co istotne, w Niemczech wynagrodzenie minimalne w 2023 r. względem 2022 roku wzrosło o ponad 22 proc, a w Polsce o 18 proc., przeliczając euro na PLN i o 14 proc., jeśli do wyliczenia wzięlibyśmy pod uwagę kwoty w euro.

Minimalne wynagrodzenie na poziomie zbliżonym do Niemiec obowiązuje również w Belgii, Holandii oraz Irlandii. We Francji jest to około 7,6 tys. zł, czyli 1300 zł mniej niż w Niemczech, ale dwa razy więcej niż w Polsce. Największy wzrost płacy minimalnej nastąpił na Litwie, gdzie stawki zwiększyły się o 24 proc.

Stawki rosną, ale…

Istotny jest fakt, że w Niemczech i Francji dynamika wzrostu stawek minimalnego wynagrodzenia w ostatnich 14 latach jest mniejsza niż w Polsce czy Estonii. Przykładowo w Niemczech od 2010 roku płaca minimalna wzrosła o ok. 40 proc., a w Polsce o ok. 130 proc., przeliczając kwoty na wartości w euro i o ok. 170 proc. w złotówkach. Dane te pokazują również, jak polska złotówka straciła względem euro.

Można odnieść wrażenie, że minimalne wynagrodzenie w Polsce rośnie szybciej niż w Niemczech. Jest to jednak złudne. Na przestrzeni lat 2010-2023 w Niemczech zwiększyło się ono o blisko 600 euro, a w Polsce o nieco ponad 300 euro. Wartościowo Polska ma dużo niższy przyrost niż Niemcy.

W 2024 roku dalsze wzrosty

W przyszłym roku w Polsce docelowa wartość minimalnego wynagrodzenia to 4300 zł, a więc o 20 proc. więcej niż w 2022 roku. Po przeliczeniu po kursie euro wynoszącym 4,46 zł, jest to kwota równa 156 euro. W Niemczech według zapowiedzi płaca minimalna ma wzrosnąć tylko o 3,4 proc., a więc o 67 euro. Oznacza to, że w 2024 roku w Polsce zanotujemy znaczny wzrost – zarówno procentowy, jak i wartościowy względem naszych sąsiadów. Porównując wzrosty płac minimalnych w Polsce i Niemczech, należy jednak pamiętać, że w 2023 roku względem Niemiec mamy o ok. 10 proc. wyższą inflację.

W związku ze wzrostem stawki płacy minimalnej wzrosną również obciążenia dla pracownika i pracodawcy. Od 1 lipca zatrudniony dostanie o 17 proc. więcej niż w 2022 roku, co oznacza, że będzie musiał zapłacić wyższy podatek PIT i składki ZUS. Z kolei pracodawca będzie płacił większe składki ZUS.

Wysokość płacy minimalnej w Polsce nadal odbiega od stawek m.in. w Niemczech. Jednak ze względu na dynamikę zmian powstaje pytanie, czy w kolejnych latach będziemy notować większy wzrost niż kraje przodujące. Dodatkowo musimy pamiętać o inflacji. Większy wzrost płacy minimalnej nie oznacza, że nasz koszyk z zakupami zawsze będzie większy, może być wręcz odwrotnie.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w inFakt

W jakim kierunku zmierza rynek biurowy w Polsce

Czy firmy dostosowały już powierzchnię do nowego systemu świadczenia pracy? Wolą renegocjować umowy czy raczej przenosić się do nowych lokalizacji?   

Firmy w Polsce chciałyby powrotu pracowników do biur, ale muszą poszukiwać optymalnych rozwiązań, które odpowiadałyby także oczekiwaniom zespołów. W niektórych firmach wszyscy pracownicy pracują z biura, ale stanowią one zaledwie klika, może kilkanaście procent organizacji. Standardem na rynku staje się system 2/3 lub 3/2 dni pracy w tygodniu z biura, a w niektórych przypadkach także znacznie rzadziej. Wielu pracowników, którzy zostali zatrudnieni w pandemii pracuje też z miast, gdzie spółki nie mają siedziby.

Widoczny jest trend optymalizowania powierzchni. Najemcy stawiają na nową, atrakcyjną przestrzeń, wspierającą pracę i kreatywne myślenie. W ten sposób starają się związać pracowników z organizacją oraz integrować teamy. Jak wskazują wyniki badań, które przeprowadziliśmy, większość firm jest zadowolona ze swoich biur w zakresie lokalizacji, ale pracuje nad zmianą ich funkcjonalności, co sprawia, że mamy coraz więcej renegocjacji umów.

Ilość wolnych powierzchni w wysokiej klasy obiektach w ścisłych centrach miast jest mocno ograniczona i często jest o nie wyścig, choć oznacza to umowę co najmniej na 7 lat i zwykle dopłatę do aranżacji lub konsumpcję znacznej części wakacji czynszowych.

Jak przebiegają negocjacje dotyczące partycypacji właścicieli budynków w kosztach fit-out’u?

W tym przypadku wiele się zmieniło w ciągu ostatniego półtora roku. Uczestnicy warszawskiego rynku mają świadomość, że przygotowanie nowoczesnego i funkcjonalnego biura pod klucz w nowym obiekcie to koszt, którego Wynajmujący nie są już w stanie ponieść w 100 proc. Pomimo 7 letnich umów oferowane budżety nie wystarczają na całościową realizację fit-outu. Najemcy często konwertują dodatkowe zachęty lub dokładają do prac. Tym istotniejsza jest teraz rola doradztwa technicznego, które jest głównym elementem optymalizacji kosztów aranżacji.

Na rynkach regionalnych sytuacja jest lepsza, w wielu przypadkach dotyczących kluczowych klientów, przy 5 letnich umowach udaje się dostarczyć powierzchnię wykończoną pod klucz. Wiąże się to natomiast z samą specyfikacja powierzchni i jej typem. Warszawa jako siedziba największych organizacji (w regionach mamy przewagę SSC i BPO) wyznacza trendy. Podejmowane są w niej szerzej zakrojone zabiegi z zakresu designu i ESG, co generuje wyższe koszty.

Jak najemcy radzą sobie ze wzrostem opłat za utrzymanie biur?

Główne wyzwania rynku biurowego to wysokie koszty aranżacji powierzchni oraz wysokość opłat eksploatacyjnych. Naturalnym krokiem dla firm jest tu weryfikacja kosztów eksploatacyjnych. Większość umów narzuca strukturę Triple Net. Najemcy uiszczają zaliczki na poczet realnie poniesionych przez wynajmującego kosztów, co jest zasadne. W przypadku dobrze wynegocjowanej umowy Najemca ma mechanizm weryfikacji rozliczeń, przedstawianych przez Wynajmującego i wnoszenia uwag, które powinny zostać uwzględnione. Na rynku niestety zdarzają się Wynajmujący, którzy w strukturze opłat eksploatacyjnych zawierają pozycje, które nie powinny się tam znaleźć lub rozdzielają koszty w sposób nietransparentny i niekorzystny dla Najemców. Należy również uważać na koszty związane z odsetkiem powierzchni niewynajętej w budynku, które Wynajmujący próbują przerzucać na Najemców.

Coraz większym obciążeniem dla Najemców są ceny energii elektrycznej, które wpływają na wysokość opłat eksploatacyjnych oraz dodatkowo są  kosztem licznikowym. Wielu Wynajmujących chwali się zabezpieczeniem dogodnych stawek oraz inwestycjami, które te koszty obniżają, jak oświetlenie typu LED (standard w nowych obiektach, a powszechna modernizacja w starszych), czujniki ruchu, fotowlotaika czy pompy ciepła, co potwierdzają certyfikaty LEED czy BREEAM. Zastosowane w biurowcach rozwiązania stanowią element rywalizacji o klienta.

Firmy natomiast poszukują nowych, bardziej przyjaznych kosztowo obiektów, zrealizowanych z duchem ESG. Najemcy pytają o rozwiązania z zakresu ESG czy certyfikaty WELL, natomiast są to głównie duże korporacje zagraniczne. Polskie firmy stawiają sobie coraz ambitniejsze cele w tym zakresie, ale mają również na uwadze element kosztowy. Poszukują rozwiązań najbliżej „złotego środka”. Sytuacja jest porównywalna z autami elektrycznymi, idee są słuszne, ale infrastruktura i koszty muszą nadążyć za trendem oraz przepisami.

Jaka jest sytuacja podażowa w Warszawie? Czy na warszawskim rynku brakuje już wolnych biur w centrum?

Rzeczywiście zaczyna brakować dużych powierzchni w Śródmieściu i na graniczącej z nim, bliskiej Woli, w dwóch najbardziej atrakcyjnych dla Najemców dystryktach. W tych lokalizacjach wzrosły też czynsze wywoławcze i mamy w nich już rynek Wynajmującego.

Niepokojąca jest stagnacja w zakresie inwestycyjnym. Na rynek wchodzi niewiele nowych projektów, ale można zauważyć delikatny optymizm i przekonanie, że sytuacja się zacznie polepszać w najbliższych miesiącach. W rejonie centrum miasta w przygotowaniu jest kilka inwestycji, natomiast pojawią się one na rynku dopiero za 2 do 4 lat.

Zgoła inna sytuacja jest na Mokotowie, w największym niegdyś zagłębiu biurowym w kraju na Służewcu, gdzie poziom pustostanów przekracza 20 proc. Najemcy mają tam szerokie możliwości wyboru powierzchni, jak i negocjacji warunków najmu.

Czy to już czas na modernizację starszych budynków w Warszawie? Czy właściciele są skłonni inwestować?

Odpowiedź nie jest tu jednoznaczna. Są właściciele, którzy inwestują i tacy, którzy chcą sprzedać nieruchomości, bo ponoszone koszty przy niesatysfakcjonującym poziomie dochodów obnażają słabość inwestycji. Można zakładać, że poza konwersjami, będziemy mogli również obserwować coraz liczniejsze wyburzenia starszych obiektów, ponieważ niejednokrotnie grunty, na którym są usytuowane dają niewspółmiernie większe możliwości ich zagospodarowania w zakresie nowych inwestycji. Mamy już przykłady takich realizacji, jak zamiana Atrium w Upper One, czy budowa wielofunkcyjnego kompleksu T22 w miejscu Centrum Jupiter.

Jaka sytuacja jest w regionach? Czy są chętni na biura? Czy będzie przybywało pustostanów? Na których rynkach?

Sytuacja jest zróżnicowana w poszczególnych lokalizacjach. Brakuje wysokiej jakości powierzchni w centrach miast, co najbardziej odczuwalne jest w Warszawie i Krakowie, gdzie jednocześnie średni stan pustostanów jest korzystny dla Najemców. Wysoki poziom pustostanów dotyka Wrocław i Trójmiasto, które zdecydowanie są rynkami Najemców. Brakuje nowych inwestycji, natomiast wydaje się, że w perspektywie 2-3 lat, sytuacja powinna się unormować i osiągnąć zdrową równowagę nowej podaży i popytu. W tej sytuacji przewagę zyskują renegocjacje.

Czy powierzchni nadal poszukują firmy zza wschodniej granicy?

Firmy, które weszły do Polski przed wybuchem konfliktu były to głównie spółki IT, które bardzo prężnie się rozwijają. Od marca 2022 roku napłynęło na polski rynek wiele organizacji ze Wschodu i dynamicznie się u nas rozwija. Podmioty, które relokowały biznes przechodzą obecnie z rozwiązań flex na najem regularny. Niektóre firmy deklarują powrót do swojego kraju, część wróciła już do siebie, ale są one w mniejszości.

Rynek reklamy rośnie o 6,7 proc. po drugim kwartale 2023 r.

Wartość rynku reklamowego wyniosła w pierwszym półroczu 2023 roku przeszło 5,6 mld zł i była większa od wartości z ubiegłego roku o 6,7 proc. Jak wynika z najnowszego Raportu o Rynku Reklamy, opublikowanego przez Publicis Groupe Polska, inwestycje reklamowe rosły w reklamie internetowej, telewizyjnej, radiowej, w outdoorze i kinie, zmalały zaś w prasie.

  • Udziały internetu w rynku reklamy utrzymują się na poziomie 45 proc., zaś telewizji spadły – poniżej 40 proc.
  • Wartość wydatków na reklamę digitalową wzrosła o 8,4 proc., czyli o przeszło 194,5 mln zł
  • Wartość wydatków na reklamę telewizyjną wzrosła o 4,1 proc., czyli o niemal 87,9 mln zł
  • Wzrósł udział reklamy radiowej, kinowej i reklamy online w rynku reklamy
  • Sektorem z największym wolumenem wzrostu wydatków pozostaje sektor handel

Wykres 1. Wartość rynku reklamowego netto po pierwszym półroczu w latach 2014 – 2023

PG_RAPORT_WYKRES_1

SEKTORY REKLAMOWE

W pierwszym półroczu 2023 r. rynek reklamy w Polsce zwiększył wartość o 6,7% względem analogicznego okresu 2022 r. Aż jedenaście sektorów zwiększyło inwestycje reklamowe, a pięć dokonało redukcji budżetów. Największy wzrost wolumenu wydatków wygenerował sektor handel – firmy handlowe przeznaczyły na reklamę o blisko 129 mln zł więcej, co oznacza wzrost o 11,7% rok do roku. Wśród liderów wydatków znajdziemy firmę TERG – właściciela sklepów Media Expert, sieć Lidl i Euro-Net Warszawa. Największy spadek wolumenu inwestycji reklamowych miał natomiast miejsce w przypadku sektora telekomunikacja – producenci z tego sektora przeznaczyli na reklamę w pierwszym półroczu 2023 roku o 24 mln zł mniej (dynamika -6,4%). Liderami wydatków w telekomunikacji w omawianym okresie są: Orange Polska, Cyfrowy Polsat oraz T-Mobile Polska. Drugim sektorem pod względem wolumenu wzrostu wydatków był sektor higiena i pielęgnacja, który w pierwszym półroczu 2023 r. zwiększył inwestycje reklamowe o ponad 58,3 mln zł (dynamika 23,5%). Liderami wydatków w tej branży są: Nivea Polska, Procter and Gamble DS Polska oraz L’oreal Polska. Podobny wolumen wzrostu wydatków odnotowaliśmy także w przypadku sektora farmaceutycznego. Producenci farmaceutyków zwiększyli inwestycje reklamowe w omawianym okresie o 56,6 mln zł (dynamika 9,8%). Wśród największych reklamodawców tej branży znajdują się: Aflofarm Farmacja Polska, USP Zdrowie oraz Polpharma Zakłady Farmaceutyczne.

Wykres 2.  Wydatki poszczególnych sektorów reklamowych, 2023 vs 2022Wydatki poszczególnych sektorów reklamowych, 2023 vs 2022

KANAŁY KOMUNIKACJI

W pierwszym półroczu 2023 r. wzrosły inwestycje reklamowe w internet, telewizję, radio, reklamę zewnętrzną oraz kino. Podobnie jak w pierwszym kwartale zmalały nakłady na prasę. Najszybciej rosną wciąż inwestycje reklamowe w kinie – blisko 35% (wolumenowo było to więcej o 16,4 mln zł niż w roku ubiegłym). Dwucyfrowy wzrost, dzięki przyspieszeniu w drugim kwartale, odnotowało również radio, które rośnie obecnie dużo powyżej dynamiki całego rynku. Ponadto na wzrost rynku reklamy przełożyły się inwestycje na reklamę digital. Z analizy wolumenowej wynika, że budżety internetowe wzrosły o blisko 200 mln zł. Nie zwalnia także telewizja i reklama zewnętrzna. Wolumenowo inwestycje telewizyjne wzrosły o niemal 90 mln zł, outdoorowe o blisko 17 mln zł. W prasie łącznie spadek wyniósł ponad 5 mln zł.

Wykres 3. Zmiany wartości reklamy w klasach mediów w latach 2022 – 2023Zmiany wartości reklamy w klasach mediów w latach 2022 – 2023

Wykres 4. Dynamika zmian w klasach mediów, 2023 vs 2022Dynamika zmian w klasach mediów, 2023 vs 2022

W pierwszym półroczu 2023 roku internet był największym medium w Polsce pod względem przychodów reklamowych. Z analiz Publicis Groupe wynika, że pierwszym półroczu 2023 r. wartość inwestycji reklamowych w internecie (nie uwzględniając wydatków na ogłoszenia) wyniosła ponad 2,5 mld zł, co oznacza wzrost o 8,4% rok do roku. Ponadto udział internetu w rynku reklamy wzrósł do 44,8%, a różnica między udziałem internetu a telewizji utrzymała się powyżej 5 punktów procentowych. Najszybciej rosła reklama video – o 20,1%, wolniej w wyszukiwarkach – o 11,4%, w reklama display odnotowała natomiast niewielki spadek dynamiki do -0,9%. Udział urządzeń mobilnych w przychodach reklamowych, rośnie wolniej niż udział z tych urządzeń w korzystaniu z internetu. W pierwszym kwartale 2023 r. udział segmentu mobile w przychodach reklamowych przekroczył 50% i utrzymuje się na tym poziomie po sześciu miesiącach, co stanowi wzrost udziałów o 3,8 p.p. rok do roku. Według estymacji analityków Publicis Groupe, w pierwszym póroczu 2023 r. wartość budżetów reklamowych przypadająca na mobile wzrosła o 17,2%. Po dwóch następujących po sobie spadkowych kwartałach, w drugim kwartale 2023 r. Google zaliczył wzrost globalnych przychodów reklamowych o 3,3% – tym samym w całym półroczu przychody z reklam wzrosły o 1,6%. Globalne przychody z SEM wzrosły o 3,3%, zaś z YouTube’a wzrosły o 1,0%. Dla porównania przychody z innych usług technologicznych od stycznia do czerwca 2023 r. urosły o 16,6%. Firma skupia się obecnie na rozwoju AI i innowacjach z nią związanych, wiodąc w ewolucji searchu. W drugim kwartale Meta zwiększyła globalne przychody o 11,9%, co dało 8% wzrostu w pierwszym półroczu. W naszym regionie odnotowano wysoki, ponad czternastoprocentowy wzrost po pięciu spadkowych kwartałach. Meta poszukuje przychodów na wielu frontach, rozwijając swoje krótkie video Reels, obciążając użytkowników za niebieski znaczek („ptaszek”) przy kontach oficjalnych, wreszcie ruszając z zupełnie nową aplikacją social mediową Threads, przypominającą wyglądem i funkcjonalnością Twittera, która również umożliwia publikację krótkiego contentu video (do 5 minut).

Wykres 5. Udział poszczególnych kategorii reklamy w wydatkach na reklamę digital w pierwszej połowie 2023Udział poszczególnych kategorii reklamy w wydatkach na reklamę digital w pierwszej połowie 2023

Wielkość rynku reklamy telewizyjnej analitycy Grupy Publicis oszacowali w okresie od stycznia do czerwca 2023 r. na przeszło 2,2 mld zł, co oznacza wzrost o 4,1% rok do roku. Wzrost przychodów wynika z utrzymującego się, wysokiego popytu na kampanie reklamowe w telewizji. Jednocześnie kurczy się dostępne inventory reklamowe: od stycznia do czerwca 2023 r. liczba wygenerowanych ratingów zmniejszyła się o 4,5% rok do roku (spoty, in home+OOH, EqGRP A16-59). W pierwszym półroczu 2023 r. średni czas oglądania telewizji (ATV) był niższy od analogicznego okresu 2022 r. o przeszło 17 minut (A1659). Widzowie spędzali przez telewizorami blisko 3 godziny i 21 minut, z czego około pół godziny przeznaczali na kanały bądź źródła sygnału, które nie są dostępne w ramach reklamy telewizyjnej. Pod względem wolumenu wzrostu budżetów telewizyjnych na pierwszym miejscu uplasował się sektor higiena i pielęgnacja (więcej o prawie 28 mln zł, dynamika 19,5%), na drugim miejscu sektor motoryzacja (więcej o niemal 25 mln zł, dynamika 43,3%). Trzecim sektorem o największym wolumenie wzrostu był sektor farmaceutyczny, który zwiększył budżety o 21,3 mln zł (dynamika 5,2%), podobny wzrost analitycy Publicis Groupe oszacowali w przypadku sektora handlowego (więcej o 21,2 mln zł, dynamika 5,7%).

Radio cieszy się obecnie ogromnym zainteresowaniem reklamodawców i ma za sobą doskonałe półrocze. Dzięki wzmożonemu popytowi oraz inflacji, inwestycje reklamowe w to medium wzrosły na przestrzeni pierwszych sześciu miesięcy 2023 r. aż o 11,3% (tj. o blisko 40 mln zł). Największy wzrost wolumenu budżetów odnotowaliśmy w przypadku lidera rynku radiowego, czyli sektora handel – o niemal 22,3 mln zł (więcej o 14,0%). Na rynek reklamy radiowej powrócił sektor motoryzacja – drugi pod względem wolumenu wzrostu (więcej o 10,7 mln zł, dynamika 48,1%), zaś na trzecim miejscu znalazł się sektor pozostałe – ze wzrostem o 5,7 mln zł (dynamika 13,0%, głównie wzrosły wydatki fundacji, stowarzyszeń i instytucji politycznych i reklama społeczna).

W pierwszym półroczu 2023 r. inwestycje reklamowe na reklamę zewnętrzną były o 6,5% wyższe niż przed rokiem i podobnie jak w pierwszym kwartale ten wzrost został wygenerowany przede wszystkim na nośnikach digitalowych. Z analiz Publicis Groupe wynika, że udział nośników digitalowych w przychodach reklamowych wzrósł z 17% w pierwszym półroczu 2022 r. do 24% w analogicznym okresie roku obecnego. Największy wolumenowy wzrost inwestycji reklamowych nastąpił w przypadku sektora podróże i turystyka, hotele i restauracje – o 5,1 mln zł (dynamika 73,6%). Na drugim miejscu uplasował się w sektor napoje i alkohole, który przeznaczył na reklamę zewnętrzną niemal o 4,8 mln zł więcej rok do roku (dynamika 52,9%). Na trzecim miejscu pod względem wolumenu wzrostu znalazł się sektor finanse, ze wzrostem o niemal 3 mln zł (dynamika 71,5%).

Według analityków Publicis Groupe inwestycje reklamowe w magazynach zmalały w okresie od stycznia do czerwca 2023 r. o 3,2%, to jest o ponad 2,8 mln zł. Suma powierzchni reklamowej w magazynach skurczyła się o 8,4%. Sektorem o największym wolumenowym spadku był sektor media (mniej o 2,3 mln zł, dynamika -36,3%). Drugi pod względem wolumenu spadku był sektor pozostałe (głównie z uwagi na zamykane tytuły wnętrzarskie i ogrodnicze skurczyły się wydatki z kategorii materiały budowlane i ogrodnictwo), który zredukował inwestycje reklamowe o przeszło 1,3 mln zł (dynamika -11,4%), a na trzecim miejscu – ze spadkiem 1,1 mln. zł – uplasował się sektor żywność (dynamika -37,1%).

W pierwszym kwartale 2023 r. przychody reklamowe netto w kinach oszacowane zostały na poziomie niemal 64 mln zł, co stanowi o 34,7% więcej wobec roku ubiegłego. W porównaniu do pierwszego półrocza 2019 r., a więc okresu przed kryzysem wywołanym pandemią, poziom przychodów z pierwszego półrocza 2023 r. jest niższy o zaledwie 2,3%.

W pierwszej piątce sektorów z największym udziałem w wydatkach na reklamę kinową znalazły się: media, finanse, motoryzacja, handel oraz podróże i turystyka, hotele i restauracje. Pod względem wolumenu wzrostu wyróżniał się sektor finanse, który zwiększył inwestycje reklamowe o ponad 4 mln zł (dynamika 59,7%). Na uwagę zasługuje ponadto szybki wzrost wydatków w sektorze motoryzacja (o blisko 3 mln zł, dynamika niemal 80%).

W okresie od stycznia do czerwca 2023 r. inwestycje na reklamę w dziennikach spadły rok do roku o 4,0%, to jest o blisko 2,2 mln zł. Branżą o największym wolumenowym spadku inwestycji reklamowych był handel, który zredukował inwestycje reklamowe o blisko 1 mln zł (dynamika -11,5%). Drugi pod względem wolumenu spadku był sektor media, w przypadku którego redukcje budżetów reklamowych na prasę codzienną sięgnęły 0,8 mln zł (dynamika -25,8%). Na trzecim miejscu, z nieco mniejszym spadkiem, uplasował się sektor pozostałe, będący największym sektorem reklamującym się w dziennikach, obejmujący m.in. usługi dla biznesu, reklamę społeczną, fundacje, partie polityczne, nieruchomości, edukację. Tu spadek wyniósł 0,76 mln zł (dynamika -3,6%).

UDZIAŁ MEDIÓW W PRZYCHODACH Z REKLAMY

W konsekwencji zróżnicowanej dynamiki zmian poszczególnych klas mediów, zmienia się także ich udział w rynku. Odkąd w roku 2021 internet wyprzedził telewizję, z każdym kolejnym kwartałem obserwujemy umocnienie tej tendencji. Udziały internetu w mediamiksie wzrosły z 44,1% do 44,8%, zaś telewizji spadły z 40,5% do 39,6%. Jednak nie tylko udziały internetu rosną. Wzrosły – zazwyczaj stabilne – udziały radia. Kino, nadal odbudowujące się po kryzysie, zwiększyło udział z 0,9% do 1,1%. Pozycja outdooru była stabilna. Spadł natomiast udział prasy: w przypadku dzienników z 1% do 0,9%, zaś w przypadku magazynów z 1,7% do 1,5%.

Wykres 6. Udział klas mediów w rynku reklamowym, 2023 vs 2022Udział klas mediów w rynku reklamowym, 2023 vs 2022

Komentarz Iwony Jaśkiewicz-Kundery, Chief Investment Officera Publicis Groupe:

Globalny wzrost gospodarczy ma według Międzynarodowego Funduszu Walutowego spaść z oszacowanych 3,5 proc. w 2022 roku do 3,0 proc. w latach 2023 i 2024. I choć prognoza na 2023 rok jest nieco wyższa niż wcześniej przewidywano, to nadal pozostaje słaba w porównaniu z historycznymi standardami. Oczekuje się, że globalna inflacja spadnie z 8,7 proc. w ubiegłym roku do 6,8 proc. w 2023 i 5,2 proc. w 2024 roku. Bez zmian utrzymują się ryzyka dla globalnego wzrostu gospodarczego: w tym wysoka inflacja i dalszy wzrost cen, szczególnie w przypadku kolejnych szoków, takich jak eskalacja wojny w Ukrainie czy ekstremalne zdarzenia pogodowe. Narodowy Bank Polski w najnowszej, lipcowej projekcji dotyczącej inflacji i PKB obniżył projektowany wzrost PKB w 2023 r. z 0,9 proc. do 0,6 proc. Projekcja inflacji na 2023 r. wynosi 11,9 proc., a prognoza na 2024 r. została obniżona na 5,2 proc wobec 5,7 proc. w poprzedniej projekcji. Jak podaje GUS w ramach tzw. „szybkiego szacunku”, wyrównany sezonowo PKB zmniejszył się o 3,7 proc. w drugim kwartale kwartał do kwartału i był niższy o 1,3 proc. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. Był to drugi kwartał z rzędu kiedy mieliśmy do czynienia ze spadkiem rocznej dynamiki PKB i tym samym polska gospodarka weszła w techniczną recesję. Jednak tym negatywnym zjawiskom opiera się rynek reklamy, który kontynuował trend wzrostowy z pierwszego kwartału  i w całym półroczu wzrósł o 6,7 proc.

Na przestrzeni od stycznia do czerwca 2023 r. wzrosły inwestycje reklamowe wzrosły w internecie, telewizji, radiu, reklamie zewnętrznej i kinie, natomiast spadły w prasie. Internet ponownie był największym medium pod względem przychodów reklamowych, osiągając wartość przeszło 2,5 miliarda złotych, co oznacza wzrost o 8,4 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem. Również w przypadku reklamy telewizyjnej odnotowaliśmy wzrost – o 4,1 proc., pomimo spadającej oglądalności. Obserwujemy duży popyt na reklamę radiową, gdzie wzrost przychodów oszacowaliśmy na 11,3 proc. Ponadto wzrost nakładów na reklamę zewnętrzną wyniósł 6,5 proc., a na reklamę kinową blisko 35 proc. Jednocześnie inwestycje reklamowe w prasie zmalały o 3,5 proc. Warto zauważyć, że udział internetu w rynku reklamy zbliżył się do 45 proc., podczas gdy udział telewizji spadł poniżej 40 proc.

Aż jedenaście sektorów zwiększyło inwestycje reklamowe, a pięć dokonało redukcji budżetów. Największy wzrost wolumenu wydatków wygenerował sektor handel – firmy handlowe przeznaczyły na reklamę o blisko 129 mln zł więcej, co stanowi 11,7 proc. więcej rok do roku. Udział tego największego sektora wzrósł o 1 p.p. do poziomu 22 proc. Należy podkreślić, że od wielkości i struktury mediamiksu firm z branży handlowej zależy w dużym stopniu dalszy rozwój rynku reklamy.

Największy spadek wolumenu inwestycji reklamowych miał natomiast miejsce w przypadku sektora telekomunikacja – producenci z tego sektora przeznaczyli na reklamę mniej o 24 mln zł (dynamika -6,4 proc.).

Mimo iż sektor handel ma największy udział w rynku reklamy, pierwsza dziesiątka największych reklamodawców jest zdominowana przez reklamodawców z branży farmaceutycznej. Producenci farmaceutyków zwiększyli inwestycje reklamowe w omawianym okresie o 56,6 mln zł (dynamika 9,8 proc.).

Pomimo naszej ostrożności co do prognoz, rynek reklamy poradził sobie bardzo dobrze w pierwszym półroczu i zbudował solidne podstawy na drugą połowę roku. Skłania nas to do podniesienia prognozy na rok 2023 r. z 3,5 proc. do 5 – 5,2% proc. wzrostu, przy czym w szczególności podnieśliśmy prognozy rocznego wzrostu reklamy online, telewizyjnej oraz radiowej.

Obroty i odwiedzalność w centrach handlowych – czerwiec 2023 r.

  • Obroty najemców w centrach handlowych w czerwcu 2023 r. były o 7,7% wyższe niż w czerwcu 2022 r.
  • Obroty wzrosły we wszystkich kategoriach obiektów handlowych. W największych galeriach (powyżej 60 tys. mkw. GLA) obroty wzrosły o 8,4%.
  • Duże obiekty (40-60 tys. mkw. GLA) notowały wzrosty o 7,2%, a średnie (20-40 tys. mkw. GLA) o 4,2%. Najlepsze wyniki w czerwcu zanotowały najmniejsze obiekty (5-20 tys. mkw. GLA), gdzie wzrost obrotów najemców wyniósł 14,5%.
  • W wybranych kategoriach wzrost obrotów najemców wyniósł: rozrywka 24%, gastronomia 17,1% oraz moda 7,6%.

W pierwszym półroczu 2023 r. centra handlowe odnotowały lepsze wyniki niż inne sektory handlu. W czerwcu obroty najemców w centrach handlowych wzrosły o blisko 8% w stosunku do czerwca 2022 r., podczas gdy dla całego handlu, według GUS, wzrost sprzedaży detalicznej w cenach bieżących wyniósł 2,1%. Czerwiec był też miesiącem z najwyższą odwiedzalnością klientów od początku 2023 r., a w stosunku do czerwca 2022 r. wzrost odwiedzalności wyniósł 5,8% – informuje Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

W podziale na kategorie, najlepsze wyniki w czerwcu, ze wzrostem o 24% notowała rozrywka, obejmująca kina, kluby fitness, sale zabaw dla dzieci czy kręgielnie. Ponad 17% wzrost obrotów miała gastronomia obejmująca strefy gastronomiczne, tzw. food courty, restauracje, kawiarnie, cukiernie czy lodziarnie. W kategorii moda obroty wzrosły o 7,6% w stosunku do maja 2022 r.

Współczynnik konwersji dla wszystkich kategorii najemców w centrach handlowych, czyli średnie wydatki klienta w przeliczeniu na pojedynczą wizytę w galerii, w czerwcu 2023 r. był o 2% wyższy niż w czerwcu 2022 r.

Odwiedzalność centrów handlowych (PRCH Footfall Density Index), mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu, w czerwcu 2023 r. była o 5,8% wyższa niż rok wcześniej. Jednocześnie czerwiec 2023 r. był miesiącem z najwyższą odwiedzalnością klientów w 2023 r.