Jest gorzej niż w pandemii i kryzysie 2008 roku – twierdzą przedsiębiorcy nie tylko w Polsce

Polskie MŚP konfrontują się z bezprecedensowymi wyzwaniami, ale jednocześnie wykazują zadziwiającą odporność i wiarę w przyszłość.

Główne wnioski z raportu „Rozwój w chaosie: jak radzą sobie MŚP na świecie – Global Business Monitor 2023”, opracowanego przez Bibby Financial Services:

  • 42 proc. badanych w 9 krajach MŚP uważa, że warunki gospodarcze w 2023 roku są gorsze niż w trakcie pandemii. Aż 28 proc. sądzi, że obecne czasy niosą większe zagrożenia niż światowy kryzys finansowy w 2008 r.
  • Mimo niepewności, 79 proc. polskich MŚP stwierdza, że perspektywy dla ich biznesu są dobre. To jednak najniższy odsetek wśród wszystkich badanych krajów.
  • Wysoka inflacja, rosnące koszty działalności i napięcia geopolityczne komplikują działalność polskich MŚP bardziej niż w innych krajach.

Najnowszy raport międzynarodowej firmy faktoringowej Bibby Financial Services, „Rozwój w chaosie: jak rodzą sobie MŚP na świecie – Global Business Monitor 2023″, dostarcza unikalnego wglądu w wyzwania, przed którymi obecnie stoją małe i średnie przedsiębiorstwa w Europie i Azji.

W Polsce 1 firma na 5 obawia się o przyszłość

Wyniki międzynarodowego badania wskazują, że głównym wyzwaniem we wszystkich krajach jest inflacja – stwierdziło tak aż 55 proc. wszystkich badanych firm. Tuż za inflacją problemem są koszty i dostawy energii (49 proc.) oraz niepewne otoczenie gospodarcze (28 proc.). W zależności od regionu, wyzwania te przybierają różny charakter. W Polsce odsetki „czarnowidzów” należą jednak do najwyższych – inflacji obawia się już 70 proc. badanych, rosnących kosztów energii i surowców – 59 proc., a niestabilności gospodarczej – 38 proc.

W Irlandii czy Niemczech optymizm co do lepszej przyszłości wyraża imponujące 90 proc. badanych firm. Na tym tle aż 21 proc. polskich MŚP ma obawy dotyczące nadchodzących miesięcy.

Polski dualizm

Opinie polskich przedsiębiorców na temat polskiej gospodarki i globalnego krajobrazu gospodarczego nie są najlepsze. Chociaż 45 proc. uważa, że wzrost gospodarczy będzie minimalny, znacząca część (29 proc.) sądzi, że gospodarka wejdzie w recesję. Prawie cztery na dziesięć firm (39 proc.) uważa, że globalne warunki gospodarcze są teraz gorsze niż podczas pandemii Covid-19.

Chociaż w porównaniu z innymi rynkami, polskie MŚP są najmniej pewne perspektyw swojego biznesu na rok 2023, to jednak procent tych, które są pewne (79 proc.), jest w tej sytuacji zaskakujący i wciąż zdecydowanie wysoki. Sześć na dziesięć firm oczekuje wzrostu sprzedaży w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, a jedynie 11 proc. spodziewa się spadku. W zakresie swoich oczekiwań handlowych najbardziej optymistyczne są niemieckie MŚP – 75 proc. badanych sądzi, że sprzedaż wzrośnie w nadchodzących miesiącach. To dobra informacja, bo Niemcy to nasz największy partner handlowy. W Wielkiej Brytanii i Holandii panuje większa ostrożność – 54 proc. przewiduje tylko nieznaczny wzrost sprzedaży. 63 proc. polskich MSP liczy na wzrost dzięki przyciągnięciu nowych klientów, podczas gdy 34 proc. wierzy, że nawiążą nowe relacje z dostawcami, a 28 proc. deklaruje, że wykorzysta nowe kanały dystrybucji.

MŚP chcą inwestować

Większość wszystkich badanych firm (89 proc.) planuje inwestować w swoje przedsiębiorstwa w tym roku. Największy odsetek takich firm jest w Niemczech (93 proc.), ale na drugim miejscu lokują się właśnie polscy przedsiębiorcy (90 proc.). Przewidują, że średnia wartość inwestycji wyniesie 655 138 zł. Środki te mają być przeznaczone głównie na szkolenia i rozwój personelu (38 proc.), marketing i sprzedaż (37 proc.), maszyny i urządzenia (33 proc.) oraz technologie cyfrowe i IT (25 proc.). Na wielu pozostałych rynkach dominującą pozycję mają inwestycje w marketing i sprzedaż. Polskie firmy stawiają przede wszystkim na pracowników, bo stopa bezrobocia w Polsce wynosi zaledwie ok. 5 proc. Tylko 10 proc. polskich firm wskazało niedobór siły roboczej jako kluczowe wyzwanie w 2023 r. – to najniższy odsetek na wszystkich badanych rynkach.

– To świadczy o dużej determinacji i odporności polskich firm. Mimo rosnących kosztów, problemów z płynnością finansową i niepewną sytuacją, robią wszystko by przetrwać ten trudny okres – komentuje Tomasz Kukulski, prezes zarządu Bibby Financial Services w Polsce

Finansowanie przyszłości

Problemem pozostaje zdobycie finansowania. Trzy na dziesięć polskich firm deklaruje, że nie ma wystarczającej płynności finansowej do rozwoju, a wiele z nich szuka wsparcia i finansowania, aby utrzymać swoje przedsiębiorstwa. 43 proc. polskich firm twierdzi, że są teraz bardziej skłonne do korzystania z zewnętrznego finansowania w porównaniu z okresem przed pandemią. 42 proc. podaje, że głównym powodem, dla którego potrzebowaliby finansowania, jest zarządzanie codzienną działalnością, podczas gdy 33 proc. twierdzi, że jest to wzrost i ekspansja na rynku krajowym, a 21 proc. podaje, że chodzi o wzrost i ekspansję na rynkach międzynarodowych.

– Kluczowe jest, aby MŚP mogły nadal uzyskiwać finansowanie, którego tak potrzebują do bieżącego działania i rozwoju, zwłaszcza gdy banki przykręcają kurek z kredytami. Oznacza to rozważenie różnych opcji finansowania zapewniających zrównoważony kapitał obrotowy i przepływy pieniężne, które pomogą im pokonać wyzwania i wykorzystać nadarzające się okazje w nadchodzących miesiącach – tłumaczy Tomasz Kukulski.

Dobrym rozwiązaniem może być faktoring. Może on pomóc firmom w poprawie płynności finansowej oraz podnieść ich zdolność do inwestowania czy zwiększania zatrudnienia. Korzystając z faktoringu, firma nie musi czekać na opłacenie faktur przez klientów, a pieniądze z ich tytułu szybko pozyskać od faktora. Może on też przejąć na siebie ryzyko niewypłacalności klienta.

Raport „Rozwój w chaosie: jak rodzą sobie MŚP na świecie – Global Business Monitor 2023” dostarcza bogaty przekrój spostrzeżeń na temat MŚP z różnych części świata. Mimo trudnego otoczenia gospodarczego, ich postawa – także w Polsce – przynosi nadzieję na lepsze jutro.

O badaniu Global Business Monitor:

Raport Global Business Monitor Poland 2023 został przygotowany przez Bibby Financial Services, lidera w sektorze finansowania zewnętrznego małych i średnich przedsiębiorstw.

Raport prezentuje sytuację finansową polskich przedsiębiorstw oraz kluczowe wyzwania i możliwości w zakresie praktyk płatniczych. Badanie zostało przeprowadzone metodą CATI (Computer Assisted Telephone Interviewing). Dane były zbierane w II kwartale 2023 roku. Więcej informacji na ten temat można znaleźć tutaj.

Sektor usługowy także w tarapatach

Gorsze dane z Państwa Środka zwiększają obawy o recesję, co uderza w azjatycką giełdę. Bank Rezerwy Australii pozostawia koszt pieniądza na niezmienionym poziomie. Sektor usług Starego Kontynentu, podobnie jak przemysł, ma się coraz gorzej.

Chiny zwalniają

Dzisiejszy odczyt indeksu Caixin PMI dla usług spadł poniżej rynkowych oczekiwań. Aktualnie wynosi 51,8 pkt (poprzednio 54,1 pkt). Pogorszenie nastrojów zbliża wskaźnik do poziomu równowagi (50 pkt) a to zwiększa obawy wszechobecnie wieszczonego spowolnienia drugiej największej gospodarki świata. Caixin przyczynił się do zaczerwienienia azjatyckiej giełdy, któremu przewodził indeks Hang Seng. Jego korekta w momencie pisania tekstu sięga 2%. Wykres indeksu akcji spółek notowanych na giełdzie w Hongkongu od początku roku znajduje się w trendzie spadkowym. W drugiej połowie sierpnia kurs odbił się od dolnej granicy kanału, wykazując chęć marszu na północ, jednak dzisiejsze wskazanie Caixin PMI wyhamowało ruch wzrostowy, co oddala Hang Seng od wybicia z kanału spadkowego.

Dane z antypodów

PMI dla usług spada nie tylko w Państwie Środka. Wskaźnik po raz czwarty z rzędu wskazał niższą wartość w Australii. Dodatkowo o poranku poznaliśmy decyzję tamtejszego banku centralnego, który pozostawił wysokość stóp procentowych na niezmienionym poziomie 4,10%. Brak ruchu był zgodny z konsensusem. Utrzymanie kosztu pieniądza na poziomach najwyższych od 10 lat ma za zadanie zdusić inflację konsumencką, która w opisywanym państwie wynosi równe 6%. Publikacja zgodna z oczekiwaniami rynku osłabiła walutę z antypodów, która straciła nie tylko do amerykańskiego dolara, ale także do euro czy polskiego złotego. Przypomnę, że już jutro poznamy decyzję w sprawie stóp procentowych od RPP. Prognozy mówią o podejściu odmiennym do RBA i pierwszej od 2020 roku obniżce kosztu pieniądza w Polsce.

Usługi w Europie

Zgodnie z danymi PMI dla usług strefy euro zwiększa się prawdopodobieństwo dekoniunktury opisywanej gałęzi gospodarki. Indeks wyprzedzający koniunktury wskazał wartość 47,9 punktu, która nie dosyć, że znajduje się poniżej neutralnego poziomu, to jest gorsza od i tak złych prognoz (48,3 pkt). Na tak słaby wynik składają się gorsze od poprzednich odczyty PMI dla usług z poszczególnych gospodarek Wspólnoty, które również zwiastują recesję. Powyższe stawia EBC w trudnej sytuacji, gdyż dalsze podwyżki kosztu pieniądza mogą doprowadzić do pogłębienia problemów unijnej gospodarki. Przypomnę, że dane dotyczące sektora przemysłowego są równie słabe. Jakby tego było mało, dziś na rynek wracają Amerykanie, którzy wczoraj obchodzili Święto Pracy. Wszystko to składa się na spadki głównej pary walutowej świata. We wtorek o poranku EUR/USD schodzi poniżej poziomu 1,075. Umocnienie dolara nie wpływa korzystnie na polską walutę, która od wczorajszego popołudnia znajduje się pod presją.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

11:00 – strefa euro – inflacja producencka,
16:00 – USA – zamówienia w przemyśle, zamówienia na dobra użytku trwałego, zamówienia na dobra bez środków transportu.

Dawid Górny – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

RPP coraz bliżej obniżki stóp procentowych

Prawdopodobieństwo obniżenia stóp procentowych już na wrześniowym posiedzeniu – bazując na zapowiedziach – jest wysokie, choć w mojej opinii nie podparte w pełni danymi z gospodarki.

Wstępny sierpniowy odczyt inflacji wyniósł 10,1% r/r, jeszcze dwucyfrowo, jednak wydaje się, że nie będzie to przeszkodą do pierwszego obniżenie kosztu pieniądza. Sam odczyt inflacji w okolicy 10% z pewnością nie jest argumentem za obniżką stóp, ale ta okrągła liczba stała się swoistym punktem odniesienia dla cięcia stóp procentowych. Uzasadnieniem obniżek stóp procentowych może być głównie słabszy popyt w gospodarce czy też szorujący po dnie indeks koniunktury w polskim przemyśle. Fundamentem tych zjawisk jest jednak w dużej mierze wysoka inflacja, która nie została jeszcze opanowana.

Pozostają także argumenty, które przemawiają za dłuższym utrzymaniem wysokich stóp, a być może nawet ich dalszym wzrostem. Jest to projekcja NBP, według której inflacja nie wraca do celu (2,5%) w horyzoncie prognozy, czyli końca 2025 r. To wszystko przy założeniu utrzymania stóp procentowych na obecnym poziomie. Szybkie zejście do celu inflacyjnego odeszło na drugi plan, a realne stopy procentowe pozostają wciąż ujemne. Dodatkowo należy wskazać na projekt budżetu państwa na 2024 r., który zakłada nominalnie rekordowy deficyt, co nie będzie sprzyjać obniżaniu inflacji.

Pojedyncza obniżka o 25pb wygląda na nieistotną, jednak decyzja ukształtuje oczekiwania, co do dalszej polityki monetarnej. Pytaniem pozostanie, czy rozpoczynamy szybki cykl obniżek, czy być może zejdziemy tylko o kilka schodków.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

EIT InnoEnergy pozyskuje ponad 140 mln euro w ramach oferty private placement

Międzynarodowe podmioty przemysłowe, finansowe i edukacyjne inwestują rozwój innowacji technologicznych w sektorze czystej energii. Transakcja pozwoli wzmocnić kluczową rolę InnoEnergy w osiągnięciu przez Unię Europejską neutralności emisyjnej do 2050 roku, zgodnie z pionierskimi w skali świata regulacjami klimatycznymi.

EIT InnoEnergy, będący wiodącą siłą napędowa rozwoju zrównoważonej energii, z sukcesem zakończył niepubliczną emisję akcji i pozyskał ponad 140 mln euro kapitału. Inwestorami w tej rundzie zostały zarówno nowe podmioty (Societe Generale, Santander CIB, PULSE – CMA CGM Energy Fund, Grupa Renault, Stena Recycling oraz NIIT), jak i dotychczasowi akcjonariusze (Siemens Financial Services, Schneider Electric, Capgemini, Grupa Volkswagen, ING, Koolen Industries, Grupa IDEC oraz Engie).

Pozyskane przez InnoEnergy środki zostaną przeznaczone na zwiększenie potencjału inwestycyjnego w nowe spółki, dalszy rozwój dotychczasowych 200 spółek portfelowych, przyspieszenie skutecznego wprowadzania na rynek nowych podmiotów przemysłowych (company builders), wykorzystanie szans rynkowych w zmieniającym się otoczeniu regulacyjnym, a także wzmocnienie ekspansji w USA.

– Nowa emisja akcji InnoEnergy zakończyła się sukcesem. Do grona naszych inwestorów dołączyli nowi globalni gracze, a kilku dotychczasowych akcjonariuszy zwiększyło swoje zaangażowanie. Pozyskane przez nas środki pozwolą podwoić nasz dotychczasowy potencjał inwestycyjny. Transformacja energetyczna nabiera tempa w Europie i na świecie, a w wielu zachodnich gospodarkach obserwujemy przyśpieszenie reindustrializacji. To szansa dla InnoEnergy, naszych spółek portfelowych i partnerów z naszego ekosystemu. Jesteśmy gotowi na tę podróż! Od 2010 roku niezmiennie osiągamy założone cele – podkreśla Marcin Wasilewski, CEO InnoEnergy Central Europe.

EIT InnoEnergy inwestuje na wczesnym etapie w innowacyjne technologie i zespoły z sektora clean tech, których rozwój wymaga znaczących nakładów inwestycyjnych. Jako inwestor, InnoEnergy działa na rzecz przyspieszenia, obniżenia ryzyk i usprawnienia procesów w spółkach portfelowych poprzez dostęp do unikatowego ekosystemu ponad 1,2 tys. partnerów. W ramach ekosystemu działają firmy przemysłowe o różnej skali, a także inwestorzy (publiczni i prywatni, fundusze kapitałowe i dłużne), uczelnie wyższe, ośrodki badawcze oraz instytucje publiczne. W oparciu o model one stop shop InnoEnergy zapewnił, od powstania w 2010 roku, wsparcie globalnym innowacjom w całym cyklu życia – od wczesnego etapu po skalę przemysłową.

Portfolio InnoEnergy obejmuje obecnie 200 spółek, z których trzy osiągnęły już status jednorożców. Do 2030 roku spółki portfelowe InnoEnergy mają potencjał uzyskania łącznych przychodów na poziomie 110 mld euro oraz ograniczenia emisji o ekwiwalent 2,1 G ton CO2. Łącznie spółki pozyskały dotychczas 9,7 mld euro inwestycji.

Waluty G10 względnie stabilne; rynki czekają na decyzje banków centralnych

Różnica między amerykańską i europejską gospodarką pogłębia się. Pierwsza z nich doświadcza zdrowego wzrostu i unormowania inflacji, drugiej zaś w coraz większym stopniu zagraża stagflacja. Sierpniowe odczyty – inflacyjny ze strefy euro oraz raport z amerykańskiego rynku pracy – wspierają tę narrację. Relatywna odporność euro w obliczu kolejnych niekorzystnych danych jest zdumiewająca.

Kursy dolara, euro i funta zakończyły zeszły tydzień na niemal niezmienionych poziomach. Ubiegły tydzień nie przyniósł dużej zmiany w ekonomicznej narracji.

W tym tygodniu na rynkach walutowych może być dość spokojnie – znacznie więcej będzie się działo w dalszej części miesiąca, kiedy odbywać się będą posiedzenia głównych banków centralnych. Odczyt sprzedaży detalicznej w strefie euro w lipcu da nam (dość wsteczny) wgląd w sytuację konsumpcji. W innych gospodarkach odczyty będą w większości drugorzędowe i nie powinny mieć większego wpływu na rynek walutowy.

PLN

Kurs EUR/PLN oscylował w zeszłym tygodniu wokół poziomu 4,47, przedłużając trend boczny. Nawet wyczekiwany odczyt inflacji CPI nie poruszył szczególnie rynku. Był on dość zgodny z oczekiwaniami – główna miara spadła z 10,8% do 10,1%, tuż powyżej konsensusu 10,0%. Wzbudziło to pewne wątpliwości względem decyzji RPP na wrześniowym posiedzeniu, ponieważ zgodnie z sugestiami prezesa Adama Glapińskiego jednym z dwóch warunków pozwalających na rozpoczęcie cięć stóp procentowych jest spadek inflacji poniżej 10%.

W tym tygodniu uwaga krajowa skupi się na środowym (06.09) posiedzeniu RPP. Jest ono pierwszym od dawna, podczas którego może dojść do cięcia stóp procentowych. Zmienność kursu EUR/PLN może więc być zwiększona w środę, kiedy to poznamy decyzję, oraz w czwartek, kiedy odbędzie się konferencja prasowa prezesa Glapińskiego.

EUR

Sierpniowy wstępny odczyt inflacji nie przyniósł Europejskiemu Bankowi Centralnemu zbytniej ulgi. Zarówno miara główna, jak i bazowa pozostają na poziomie powyżej 5%, a druga z nich nie wykazuje jeszcze istotniejszych oznak dezinflacyjnego trendu, obserwowanego już w USA. Dane o kredytach również hamują, co po zeszłotygodniowych słabych odczytach PMI dla aktywności biznesowej dodatkowo potwierdza obawy, że europejska gospodarka doświadcza trudności.

Oczekiwania wobec podwyżek stóp procentowych EBC wciąż maleją – rynki spodziewają się, że priorytetem dla banku będzie wsparcie słabnącej gospodarki, a nie zapewnienie powrotu inflacji do celu.

Euro jest wyjątkowo odporne w obliczu tych niekorzystnych zmian, a poziom 1,08 względem dolara, na którym znajduje się obecnie, póki co sprawia wrażenie mocnego minimum. Poza danymi dotyczącymi sprzedaży detalicznej na uwagę w tym tygodniu zasługują zrewidowane wskaźniki PMI (wtorek 05.09) i PKB w II kwartale (czwartek 07.09) oraz wtorkowe przemówienie prezeski EBC Christine Lagarde.

USD

Dla rynków walutowych wydarzeniem tygodnia była bez wątpienia publikacja sierpniowego raportu non-farm payrolls (NFP) z amerykańskiego rynku pracy. Główna miara przekroczyła oczekiwania i pokazała dalszy solidny poziom tworzenia nowych miejsc pracy, rewizje w dół za czerwiec i lipiec zrekompensowały jednak z nawiązką to pozytywne zaskoczenie. Pewne oznaki wskazują również, że rynek w końcu doświadcza rozluźnienia. Stopa bezrobocia niespodziewanie wzrosła o 0,3 pp. do 3,8%, a wzrost zarobków spowolnił względem poprzedniego miesiąca.

We wcześniejszej części tygodnia raport JOLTs przedstawił w kontekście wakatów podobną narrację – umiarkowane słabnięcie rynku pracy, który wciąż jednak pozostaje mocny w porównaniu z dowolnym okresem sprzed popandemicznego ożywienia. Rozluźnienie to wydaje się dokładnie tym, co chciała zobaczyć Rezerwa Federalna, i podobnie jak rynki nie spodziewamy się podwyżki stóp procentowych podczas wrześniowego posiedzenia banku. Nadal uważamy, że cykl podwyżek już się zakończył.

GBP

Utrzymujące się przygnębienie spowodowane słabymi danymi PMI z zeszłego tygodnia oraz niższe oczekiwania podwyżek stóp procentowych Fedu sprawiają, że spadają również oczekiwania dotyczące ostatecznego poziomu bazowej stopy procentowej Banku Anglii. Inwestorzy spodziewają się obecnie jeszcze dwóch podwyżek – w ubiegłym tygodniu były to trzy – i obecnie oceniają na ok. 10% prawdopodobieństwo, że Komitet Polityki Monetarnej podczas najbliższego posiedzenia za ponad dwa tygodnie (21.09) zdecyduje się na pozostawienie stóp na niezmienionym poziomie.

Funt nie ucierpiał w wyniku tej zmiany wycen i obecnie w ujęciu ważonym handlem jest na poziomie bliskim temu sprzed trzech miesięcy. Podobnie jak w innych gospodarkach również z brytyjskiej nie poznamy w tym tygodniu wielu danych, uwaga skupi się więc na środowym (06.09) sprawozdaniu Komitetu przed komisją skarbu. Spodziewamy się, że w komunikatach w dalszym ciągu będzie podkreślane, że dalsze zacieśnianie może być konieczne, jeśli inflacja okaże się uporczywa, a ich język będzie wskazywał na jeszcze przynajmniej parę podwyżek stóp procentowych.

CNY

Kurs juana nie uległ znaczącej zmianie w ubiegłym tygodniu. Doświadczył on niewielkiego wzrostu względem dolara, w ujęciu ważonym handlem zakończył jednak tydzień minimalnie niżej. Władze wydają się zdecydowane, by zapobiec nadmiernej słabości juana, na co wskazują wciąż silne fixingi. Co więcej, waluta zyskała na piątkowym (01.09) oświadczeniu Ludowego Banku Chin, który postanowił obniżyć od 15.09 stopę rezerw obowiązkowych w walutach obcych z 6% do 4%.

Chiny zwiększają swoje wysiłki na rzecz wsparcia gospodarki. Po ostatnich zapowiedziach rządu dotyczących wsparcia rynków akcji i ułatwienia zakupów nieruchomości główne chińskie banki zapowiedziały skoordynowaną obniżkę stóp depozytowych – trzecią w tym roku. Wydaje się, że władze coraz poważniej traktują spowolnienie gospodarcze i trudności sektora nieruchomości, co jest naszym zdaniem pozytywnym sygnałem.

Opublikowane w zeszłym tygodniu wskaźniki PMI sugerują, że sytuacja może się powoli poprawiać. By się o tym przekonać, czekamy na dane Caixin PMI dla usług (wtorek 05.09) i twarde dane (rozpoczynające się danymi o handlu w czwartek 07.09). W sobotę (09.09) poznamy odczyt inflacji, który po lipcowym spadku poniżej zera powinien pokazać dodatnią dynamikę cen konsumenckich.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Problemy prywatne a życie zawodowe. Polacy o wsparciu w pracy

Problemy i trudne sytuacje, z którymi pracownik mierzy się w życiu prywatnym, mogą mieć znaczący wpływ na jego pracę. Dotyczy to także problemów ze zdrowiem psychicznym. Czy pracodawcy są gotowi na wsparcie takich osób? Tylko 40% badanych przez Pracuj.pl Polaków potwierdza, że mogą otwarcie dzielić się problemami prywatnymi w miejscu pracy. Jeszcze mniej, bo 28% mówi współpracownikom o problemach z zakresu zdrowia psychicznego. Wyzwaniem bywa wsparcie przełożonych – prawie połowa badanych uważa, że ich szefowie nie są przygotowani do trudnych rozmów z zespołem. 53% przyznaje, że w ich firmie nie ma programów wsparcia dla osób poważnie chorych.

Najważniejsze informacje:

  • Zaledwie 4 na 10 badanych deklaruje, że mogą dzielić się w pracy prywatnymi problemami.
  • Tylko 28% może otwarcie rozmawiać o problemach natury zdrowia psychicznego.
  • 18% osób deklaruje, że w ich firmach są programy wsparcia dla osób w trudnych sytuacjach.
  • Tylko 16% pracowników ma w pracy dostęp do warsztatów i akcji edukacyjnych dotyczących wsparcia współpracowników z problemami osobistymi.

Otwartość w czasach elastycznej pracy

Ostatnie lata na rynku pracy odznaczały się zacieraniem granic między życiem zawodowym i prywatnym, co zostało wywołane przez wejście pracy do naszych domów. Jak wynika z najnowszego raportu Rynek Pracy Specjalistów, łącznie 37% ogłoszeń aktywnych w serwisie Pracuj.pl w I półroczu 2023 roku stanowiły takie, które umożliwiały pracę zdalną, hybrydową lub dowolny wybór jednego z tych modeli. Pandemia odcisnęła swoje piętno na modelach pracy na całym świecie, ale to nie jedyna zmiana, którą wywołała. Ten czas był znaczący także dla zdrowia i dobrostanu psychicznego pracowników w skali globalnej.

Temat ten w swoim badaniu porusza Europejska Agencja Bezpieczeństwa i Zdrowia w Pracy. Co ciekawe, badanie wskazuje pewne pozytywne tendencje. 50% badanych odpowiedziało bowiem, że po pandemii łatwiej jest im rozmawiać o zdrowiu psychicznym w pracy.

A jak sytuacja wygląda na rodzimym rynku? Czy w Polsce również obserwujemy większą otwartość na rozmowy o trudnych tematach, prywatnych kłopotach i zdrowiu psychicznym? Jak z takimi rozmowami radzą sobie menedżerowie? Czy organizacje mają rozwiązania, które wspierają pracowników borykających się z trudnymi momentami w swoim życiu osobistym? Aby uzyskać odpowiedzi na te pytania, serwis Pracuj.pl przeprowadził badanie na grupie ponad 1700 Polaków.

Trudne tematy wciąż trudne

Na polskim rynku pracy trudne tematy wciąż są… trudne – tak wynika z odpowiedzi udzielonych przez respondentów Pracuj.pl. Badanie pokazuje jednoznacznie, że pomimo popularności pracy zdalnej i coraz większego przenikania się życia zawodowego i prywatnego, w ograniczonym stopniu dzielimy się naszymi osobistymi kłopotami w miejscu pracy. Mniej niż połowa, a dokładnie 40% badanych wskazuje, że bez oporów rozmawiają w pracy na takie tematy.

Jeszcze mniej, bo 28% deklaruje, że może otwarcie rozmawiać w pracy o problemach związanych ze zdrowiem psychicznym. Największą otwartość w tym zakresie prezentują osoby młodsze. Wśród badanych w wieku 18-24 lat, już blisko 4 na 10 nie ma problemu z rozmawianiem o swoim zdrowiu psychicznym w miejscu pracy. To wysoki wynik szczególnie w porównaniu do osób w wieku 55-65, wśród których tylko 26% jest otwartych na takie rozmowy. Dane te potwierdzają rosnącą świadomość i wrażliwość na kwestie związane z m.in. depresją w młodym pokoleniu pracowników. Jednocześnie należy podkreślić, że otwartość na opowiadanie o problemach psychicznych deklaruje nadal znacznie mniej niż połowa z nich.

Wyniki związane z otwartością na rozmowę o problemach w zakresie zdrowia psychicznego są szczególnie ważne w obliczu danych globalnych. Według szacunków Światowej Organizacji Zdrowia do 2030 roku depresja będzie najczęściej występującą chorobą na świecie, a w samej Polsce choruje na nią obecnie ok. 1,2 mln osób. Tym bardziej istotne staje się więc zadbanie o takie osoby, również na polu zawodowym. Niskie wyniki pod kątem dostępności możliwości rozmowy i programów wsparcia wskazują, iż jest to obszar, nad którym organizacje powinny pracować w najbliższym czasie.

Przełożeni nie są gotowi na trudne rozmowy

W momencie, gdy pracownik mierzy się z problemami w życiu osobistym, ważną rolę może odegrać bezpośredni przełożony. Jednak według badanych, szefowie nie są gotowi na takie sytuacje. Tylko 21% respondentów odpowiedziało twierdząco na pytanie, czy ich menedżerowie są przygotowani do wsparcia i rozmowy z pracownikiem przechodzącym przez ciężkie doświadczenia życiowe.

Poruszanie trudnych tematów może u menedżerów wiązać się z obawą o to, jak przeprowadzić taką rozmowę, aby nie naruszyć prywatności pracownika, jednocześnie okazując wsparcie. Z drugiej strony pracownicy mogą mieć wątpliwości, czy przyznanie się do problemów prywatnych nie wpłynie negatywnie na ich wizerunek w oczach szefa. Dlatego tak ważne jest, aby organizacje edukowały osoby zarządzające zespołami w zakresie tego, jak rozmawiać z pracownikiem w sposób empatyczny, ale bez naruszania prywatnej przestrzeni. Z kolei do samych pracowników powinny kierować działania pokazujące, że w firmie jest otwartość na trudne tematy i chęć niesienia wsparcia
-– komentuje Agnieszka Bieniak, Dyrektorka HR w Grupie Pracuj.

Porównując w tym zakresie grupy pracowników biurowych i fizycznych, widzimy, że przygotowanie przełożonych lepiej oceniają ci pierwsi, jednak także w tej grupie wyniki są niskie. ¼ spośród osób na stanowiskach biurowych deklaruje, że ich szefowie są przygotowani do rozmowy na trudne tematy prywatne dotykające ich podwładnych. Wśród pracowników fizycznych tożsamą deklarację składa 17% badanych.

Rola organizacji jest nie do przecenienia

Jak wskazują wyniki badania, wciąż jest dużo do zrobienia w zakresie pomocy dla osób przechodzących przez problemy osobiste. Zawodowo kluczowe jest nie tylko wsparcie ze strony menedżera czy zespołu, ale także rozwiązania systemowe na poziomie organizacji. W kontekście tego, czy firmy mają zaplanowane ustrukturalizowane działania związane z wsparciem osób w trudnej sytuacji życiowej, wyniki również nie napawają optymizmem.

Tylko 18% Polaków badanych przez Pracuj.pl deklaruje, że w ich firmach istnieją programy wsparcia dla osób przechodzących przez poważne choroby. Bardzo podobnie sytuacja wygląda w zakresie warsztatów i akcji edukacyjnych na temat wrażliwości i sposobów wsparcia współpracowników w trudnej sytuacji. Tylko 16% badanych potwierdza, że w takie działania są realizowane w ich miejscu pracy. Znaczącym jest, że różnice nie występują ani w podziale na płeć, ani wśród grup pracowników biurowych i fizycznych. Można więc przyjąć, że niewielki stopień wsparcia i szkoleń w obszarze wrażliwości na trudności innych pracowników jest uniwersalny dla całego rynku pracy.

Wyniki badania jednoznacznie wskazują, że przed organizacjami wciąż stoją wyzwania związane z wdrożeniem rozwiązań skierowanych do pracowników dotkniętych trudną sytuacją życiową. Patrząc jednak na to, jak wiele organizacji wprowadza działania, których celem jest dbanie o dobrostan swoich pracowników można założyć, że również ten temat zostanie wkrótce zaopiekowany przez pracodawców. Jeszcze kilka lat temu rzadkością były webinary o zdrowiu psychicznym, czy wizyty u psychologa w ramach pakietu opieki medycznej gwarantowanego przez firmę. Obecnie takie rozwiązania są bardzo popularne. To pokazuje, że pracodawcy chcą wdrażać nowe rozwiązania budujące wellbeing pracowników i wspierać ich w trudnych sytuacjach – komentuje Agata Grzejda, Młodsza Menedżerka ds. Komunikacji Wewnętrznej i Employer Brandingu w Grupie Pracuj.

W stronę większej wrażliwości

Badanie Pracuj.pl pokazuje, że pomimo zbliżenia się obszarów pracy i życia osobistego wciąż jest dużo do zrobienia w zakresie wsparcia pracowników przechodzących przez trudny czas i borykających się z prywatnymi problemami. Jak wykazują dane, polscy pracownicy uważają, że ich przełożeni nie są gotowy do podejmowania rozmów o trudnych sytuacjach z życia osobistego ani do wsparcia osób w potrzebie. Co więcej, nie dostrzegają też procesowych działań w organizacji.

Biorąc jednak pod uwagę rosnącą liczbę osób mierzących się z chorobami psychicznymi, coraz większą odpowiedzialność społeczną po stronie pracodawców, a także stale zmniejszającą się pulę pracowników na rynku pracy, naturalnym kierunkiem wydaje się rozwijanie działań wspierających osoby w trudnej sytuacji. Dziś bardzo istotne staje się udzielanie takiego wsparcia, z uwagi na to, że umożliwi to rozwój zawodowy mimo konieczności mierzenia się z problemami prywatnymi dużej grupie pracowników w skali globalnej. W dzisiejszych czasach to kwestia, której organizacje po prostu nie mogą zignorować.

O BADANIU

Badanie „Dobrostan w czasach niepewności” zostało przeprowadzone w marcu 2023 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI wykonano na próbie 1736 Polaków w wieku 18-65. Struktura próby była kontrolowana biorąc pod uwagę płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania odpowiadających.

Popyt na kredyty mieszkaniowe wystrzelił w sierpniu 2023 r.

O 299,9% wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w sierpniu 2023 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM). Wartość Indeksu oznacza, że w sierpniu 2023 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 299,9% w porównaniu do sierpnia 2022 r.

W sierpniu 2023 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 38,87 tys. potencjalnych kredytobiorców w porównaniu do 12,39 tys. rok wcześniej – jest to wzrost o 213,8%. W porównaniu do lipca 2023 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy spadła jednak o 10,5%.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w sierpniu br. wyniosła 410,4 tys. zł i była wyższa o 21,9% w relacji do wartości z sierpnia 2022 r. W porównaniu do lipca 2023 r. była na praktycznie takim samym poziomie.

– Sierpniowy odczyt BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe wystrzelił niczym rakieta kosmiczna osiągając historycznie najwyższy poziom prawie 300%, co oznacza, że potencjalni kredytobiorcy złożyli wnioski kredytowe na wartość aż trzykrotnie wyższą niż przed rokiem. Są trzy powody tak wysokiej wartości odczytu Indeksu w sierpniu br. Pierwszym powodem wzrostu wartości Indeksu jest wzrost liczby osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy z około 12,4 tysiąca w sierpniu zeszłego roku do prawie 38,9 tysiąca w sierpniu br. Jest to niewątpliwie z jednej strony efekt dużego zainteresowania kredytem w ramach programu „Bezpieczny Kredyt 2 proc.”. BIK szacuje, że ok. 60% wśród osób ubiegających się o kredyt mieszkaniowy w sierpniu br. to osoby w wieku do 45 lat, nieposiadające wcześniej kredytu mieszkaniowego, składające wniosek o kredyt do kwoty 600 tys. zł w banku uczestniczącym w programie. W procesie weryfikacji wnioskodawcy przez bank, w bazie BIK nie ma możliwości oznaczenia, że zapytanie zostało złożone w związku z programem, jest to więc wielkość jedynie szacunkowa.

Po części wzrost popytu na kredyty mieszkaniowe wynika z poprawy sentymentu do kredytów mieszkaniowych wśród potencjalnych kredytobiorców, którzy z przyczyn formalnych nie mogą być beneficjentami programu, ale wzrosła ich zdolność kredytowa. Zdolność kredytowa rośnie bowiem w wyniku wzrostu wynagrodzeń, spadku WIBOR-u w oczekiwaniu na spadki stóp procentowych, jak również działań regulacyjnych – wiosennego obniżenia przez KNF poziomu bufora na stopę procentową. W konsekwencji nastąpił wzrost dostępności kredytu mieszkaniowego, co bezpośrednio przyczyniło się do wzrostu popytu. Po drugie, interpretując odczyt Indeksu trzeba pamiętać, że w sierpniu 2022 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowała najmniejsza liczba osób od stycznia 2007 r. co spowodowało najniższy historycznie odczyt wartości Indeksu powodując niską bazę porównawczą dla sierpnia br. Właśnie efekt statystyczny niskiej bazy z sierpnia 2022 r. częściowo odpowiada za tak wysoki obecny odczyt BIK Indeksu PKM. Po trzecie, wpływ na tak wysoką wartość Indeksu miał także wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu aż o 1/5 wyższy w porównaniu do sierpnia 2022 r. – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

– Nadal warto więc śledzić zachowanie dwóch składowych Indeksu, tj. liczbę osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy oraz średnią kwotę wnioskowanego kredytu. Jeżeli chodzi o ten pierwszy element, to decydującym może być poziom zainteresowania programem „Bezpieczny Kredyt”. Co do drugiego, to średnia wnioskowana kwota kredytu powinna nadal rosnąć wraz ze wzrostem cen nieruchomości – puentuje Rogowski.

O prawie 300% wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w sierpniu 2023

150 proc. wzrost zysku netto Grupy cyber_Folks w II kwartale 2023 r.

Rekordowe wyniki finansowe wypracowała w II kwartale br. Grupa cyber_Folks. W raportowanym okresie zysk netto wyniósł blisko 20 mln zł. To wzrost o 150 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Od czasu IPO w 2017 roku przychody Grupy wzrosły 4-krotnie, a kapitalizacja 5-krotnie. Dziś cyber_Folks oferuje rozwiązania dla ponad 350 tys. klientów zlokalizowanych w ponad 100 krajach. Od początku obecności na GPW firma wypłaca dywidendę, która co roku wzrasta.

 – Za nami kolejny rekordowy kwartał na płaszczyznach przychodów, zysku netto i EBITDA. Rośniemy szybko, a dynamiki naszego wzrostu regularnie przekraczają 30 proc. r/r. Niezmiennie naszą główną misją biznesową jest ułatwianie Internetu i automatyzacja biznesu naszych klientów. Realizujemy ten cel już dla ponad 350 tys. klientów, ale nasze ambicje sięgają znacznie wyżej – mówi Jakub Dwernicki, prezes zarządu cyber_Folks. Wraz z wdrożeniem nowych usług i rozwiązań takich jak _Stores, czy Billz, chcemy pomagać naszym klientom w każdym aspekcie obecności w Internecie. Dla wielu z nich jesteśmy pierwszym wyborem właśnie ze względu na kompleksowe kompetencje i zrozumienie współczesnego sektora e-commerce – dodaje Jakub Dwernicki.

W całym I półroczu Grupa cyber_Folks osiągnęła 227,3 mln zł przychodów (+33 proc. r/r) i 66,6 mln zł skorygowanej EBITDA (+52 proc. r/r). W tym czasie zysk netto wyniósł 33,7 mln zł (+90 proc. r/r), a zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej – 19,4 mln zł (+59 proc. r/r).

Grupa rozwija się w dwóch kluczowych segmentach – cyber_Folks i Vercom. Pierwszy z nich odpowiada za hosting i domeny, narzędzia e-commerce oraz wsparcie w prowadzeniu biznesu online. W I półroczu skorygowana EBITDA segmentu wzrosła o 22 proc. r/r do poziomu 29,1 mln zł.

Drugi rosnący segment –  Vercom – to usługi CPaaS, w tym m.in. narzędzia do komunikacji mailowej czy SMS-owej. W I półroczu skorygowana EBITDA z tego tytułu wyniosła 38,4 mln zł, co stanowi wzrost o 75 proc. r/r.

– Przez ostatnie miesiące pracowaliśmy nad połączeniem naszych dwóch silnych brandów – R22 i cyber_Folks – w jeden. Cały proces zakończyliśmy z sukcesem pod koniec lipca tego roku. To dla nas bardzo ważna zmiana, dzięki której czerpiemy synergie dla klientów i inwestorów, docierając do coraz szerszej grupy odbiorców naszych usług. Akcjonariuszy ucieszy z pewnością fakt, że pracujemy nad programem lojalnościowym. Tym samym już niedługo dołączymy do nielicznego grona pionierów, którzy relacje z inwestorami łączą z relacjami klienckimi. Szczegóły programu przedstawimy jesienią – dodaje Jakub Dwernicki.

Od stycznia do czerwca grupa cyber_Folks wypracowała ponad 40 proc. przychodów z zagranicy. Grupa ma wysoką zdolność do długoterminowego generowania wysokiej nadwyżki gotówki. Konwersja EBITDA na przypływy pieniężne z działalności operacyjnej regularnie wynosi około 90 proc.

– Rozwijamy nasz biznes globalnie, przez co ponad 40 proc. przychodów Grupy pochodzi z rynków zagranicznych. Wysoka zdolność generowania gotówki oraz ostatnie umocnienie złotego, które odwróciło niekorzystne zmiany wyceny zadłużenia z ubiegłego roku, pozwoliło nam istotnie ograniczyć zadłużenie. Nasza sytuacja finansowa jest bardzo bezpieczna, wskaźnik dług netto / EBITDA wyniósł 2,05 – co oznacza, że już w połowie roku prawie zrealizowaliśmy roczny cel, którym jest redukcja długu netto / EBITDA poniżej 2,0 – mówi Robert Stasik, wiceprezes zarządu cyber_Folks.

Od 20 lat przychody Grupy rosną w tempie 40 proc. rocznie (CAGR), od czasu IPO (2017 rok) wzrosły 4-krotnie, a kapitalizacja 5-krotnie, przekraczając 1 mld zł. cyber_Folks działa globalnie oferując rozwiązania dla ponad 350 tys. małych, średnich i dużych klientów biznesowych zlokalizowanych w ponad 100 krajach. Grupa generuje ponad 120 mln zł przepływów operacyjnych, które inwestuje w dalszy wzrost. Regularnie wypłaca dywidendę.

Wygenerowaną gotówkę konsekwentnie chcemy przeznaczać na inwestycje i regularne dywidendy. 4 września do akcjonariuszy trafiło z tego tytułu ponad 13 mln zł, co daje 0,93 zł na akcję. Co roku zwiększamy tę kwotę – dodaje Robert Stasik.

Odreagowanie sprzedaży pożyczek w lipcu

W lipcu sprzedaż pożyczek pozabankowych delikatnie odbiła po wyjątkowo słabym dla branży czerwcu, wciąż jednak wyniki sektora w ujęciu wartościowym są niższe niż przed rokiem. Instytucje pożyczkowe udzieliły w lipcu 315 tys. pożyczek na kwotę 1,04 mld zł, co w relacji rok do roku oznacza wzrost o 3,5 proc. pod względem liczbowym i 8,3 proc. spadek pod względem wartości. Znacząco rośnie popyt na pożyczki. Jak wynika z analizy Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego na podstawie danych CRIF, liczba odpytań firm pożyczkowych o raport historii kredytowej klientów aplikujących o pożyczkę jest o 17 proc. wyższa niż przed rokiem.

Popyt na pożyczki wciąż na wysokim poziomie

Dane dotyczące liczby odpytań w sprawie klientów aplikujących o pożyczkę już od trzech miesięcy przekraczają poziom 900 tys. odpytań. W lipcu wskaźnik ten wyniósł 906,3 tys. odpytań, co w porównaniu do lipca 2022 r. stanowi dwucyfrowy wzrost o wartości 17 proc. Oznacza to, że co godzinę do baz dłużnych wpływa ze strony instytucji pożyczkowych ponad 1200 odpytań o raport historii kredytowej osoby aplikującej o środki. Niewątpliwie pozytywny wpływ na popyt może mieć dosyć wymagająca sytuacja makroekonomiczna.

Duże zainteresowanie pożyczkami nie przekłada się na wyniki sprzedaży

W lipcu liczba udzielonych pożyczek nieznacznie wzrosła wobec czerwca. Wzrost do 315 tys. sztuk w minionym miesiącu z 310 tys. sztuk w czerwcu przełożył się na dodatnią dynamikę 1,7 procent. W relacji rok do roku sektor odnotował wzrost o 3,5 procent. Wartość udzielonego finansowania również lekko poprawiła się względem czerwca, osiągając kwotę 1,04 mld zł, tj. o 4,3 proc. więcej miesiąc do miesiąca, przy czym należy mieć na uwadze, że czerwiec upłynął branży pod znakiem głębokich spadków. Odnotowany wzrost w ujęciu miesięcznym nie jest jednak oznaką ożywienia akcji kredytowej, gdyż nadal w relacji rok do roku branża udziela finansowania na poziomie niższym niż rok wcześniej. W ujęciu rocznym rynek odnotował w lipcu spadek w wysokości 8,3 procent.

Średnia wartość pożyczki zdecydowanie niższa niż roku temu

Średnia wartość udzielonej pożyczki wyniosła w lipcu 3 284 zł, co przekłada się na wzrost o 2,6 proc. w porównaniu do miesiąca wcześniej. Nadal jednak kwota ta jest zdecydowanie niższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku – spadek w ujęciu rocznym wynosi 11,4 proc. Spadek średniej kwoty udzielanej pożyczki może być konsekwencją zmian oferty produktowej przez firmy pożyczkowe. Na skutek tzw. „ustawy antylichwiarskiej”, branża od grudnia funkcjonuje w nowym, znacznie obniżonym reżimie kosztów pozaodsetkowych w formule 10+10, co sprawiło, że część instytucji pożyczkowych przebudowała ofertę w kierunku produktów krótkoterminowych, których wartość jest z reguły niższa niż pożyczki udzielane na dłuższy okres. Dodatkowo od drugiej połowy maja br. obowiązują nowe zasady zaostrzające kryteria oceny zdolności kredytowej, co w efekcie prowadzi do obniżenia scoringu i tym samym zdolności kredytowej wielu konsumentów.

Segment BNPL z delikatnymi spadkami, ale nadal blisko rekordowych poziomów

Z najnowszych dostępnych danych CRIF dla rynku płatności odroczonych wynika, że podmioty specjalizujące się w usługach BNPL odnotowały w czerwcu 2023 r. delikatne spadki sprzedaży. Nadal jednak w ujęciu nominalnym wyniki branży pozostają na wysokim poziomie.

W czerwcu udzielono pożyczek o wartości 290,8 mln zł, a więc nieznacznie mniej niż w maju (-4,4% m/m), który odznaczył się rekordową aktywnością sektora. W ujęciu rocznym dynamika wzrostu stanowi 57,6 procent. Liczba odnotowanych transakcji wyniosła 834 tys. sztuk, a więc o 1,3 proc. mniej niż w maju i jednocześnie o 64,3 proc. więcej niż w czerwcu 2022 roku. Co charakterystyczne dla tego rynku, tylko 12 proc. transakcji w formule buy now, pay later przewyższa kwotę 500 zł. Średnia wartość pojedynczej transakcji wyniosła w czerwcu 349 zł.

Sklepy muszą zmienić narrację. Seniorzy wymuszą na rynku nowe trendy, a to dopiero początek

Polskie społeczeństwo jest jednym z najszybciej starzejących się w UE. To wkrótce wymusi na branży retailowej odpowiednie zmiany. Jak przekonują eksperci, to będzie stopniowy proces i nie należy spodziewać się większej rewolucji w tym zakresie. Jednak już teraz trzeba się do tego przygotować. Mówi się, że na transformacji zyskają sieci, które postawią na marki własne. Z kolei część obrotu mogą stracić firmy handlowe i producenckie nastawione głównie na młodszego odbiorcę. Nie można też wykluczyć zmian związanych z opakowaniami czy napisami na nich, a także szerokością alejek w sklepach. Dzisiejsi 60-latkowie i 70-latkowie wkrótce będą też sprawniej korzystać z nowych technologii, co zasadniczo da im dostęp do lepszych ofert i cen. Tak, według znawców tematu, ma wyglądać handel w niedalekiej przyszłości.

Zmiany w handlu będą, ale stopniowe

Polskie społeczeństwo jest jednym z najszybciej starzejących się w UE. Przyrost naturalny też raczej jest u nas na dość niskim poziomie. Dlatego szeroko pojęty handel czeka transformacja. W ciągu 10-15 lat zacznie się zmieniać zapotrzebowanie na różnego rodzaju produkty, o czym przekonuje dr Krzysztof Łuczak, główny ekonomista Grupy BLIX, ekspert rynku retailowego. I dodaje, że związane jest to w główniej mierze z wiekiem konsumentów. Coraz mniej będzie tych młodszych, a coraz więcej – seniorów. To wymusi na branży retailowej różnego rodzaju nowe impulsy.

– Zmiany wymuszone przez proces starzenia się społeczeństwa nastąpią stopniowo. Nie należy spodziewać się jakiejś wielkiej rewolucji w tym zakresie. Na pewno będzie to wpływało na zróżnicowanie popytu. Część starszych ludzi jest w lepszej sytuacji majątkowej niż młode osoby, ale środki, które wnoszą na rynek, są raczej mniejsze. I to jest hamulec dla wzrostu popytu. Gospodarka jest na długie lata jeszcze ustawiona pod PKB, wyrastając bardziej z konsumpcji niż z inwestycji – komentuje sytuację dr Andrzej Maria Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u.

Z kolei dr Łuczak zwraca uwagę na koszyki zakupowe różnych grup wiekowych. W ocenie eksperta, odwołującego się do badań UCE RESEARCH, młodzi ludzie wydają na miesięczne zakupy średnio ok. 15-20% więcej niż starsze osoby. Jednocześnie sięgają po ok. 10-15% mniej produktów. To oznacza, że wybierają droższy asortyment. Natomiast seniorzy wydają relatywnie mniej, ale częściej wybierają towary z niższej półki cenowej. Ponadto chętnie korzystają z promocji. Czasem nawet 80% koszyka składa się z produktów kupionych w ten sposób. Natomiast u młodych ludzi jest to średnio ok. 10-20%.

– Seniorzy mają swoje nawyki zakupowe, wykształcone przez ostatnich 20-30 lat. Do tego dochodzą kwestie związane ze stanem zdrowia, trwającymi kuracjami czy przeżywanymi chorobami. W branży spożywczej będzie to podtrzymywało popyt m.in. na warzywa czy lekkie białka. Z pewnością rynek zweryfikuje tłuszcze pod względem proporcji w ofercie, ale nie tylko – dodaje dr Faliński.

Transformacja powinna już się zacząć

Nie brakuje opinii, że na zapowiadanej transformacji zyskają sieci handlowe, które najbardziej postawią na marki własne. Można je oferować w dużo lepszych cenach niż pozostały asortyment. A takich produktów będą szukać najczęściej osoby starsze. Oczywiście, wiele też zależy od tego, jak wyroby zostaną dostosowane do potrzeb tej grupy odbiorców. W wielu przypadkach nie powinno być z tym większego problemu. Ale trzeba będzie to zrobić odpowiednio wcześnie, żeby przyzwyczaić do tego konsumentów.

– Marki odzieżowe nakierowane na młodego klienta pozostaną na rynku, ale z pewnością stracą sporą część obrotów. Już teraz powinny pomyśleć o rozszerzeniu swoich kolekcji o starszego odbiorcę. Tak wyraźna zmiana może się wydarzyć już za 10 lat. Najłatwiej o to będzie dużym międzynarodowym sieciom. One mają najlepsze zdolności organizacyjne, ale też odpowiednie zaplecze finansowe, aby unieść przyszłe inwestycje. Z kolei mniejsi producenci powinni pomyśleć o kaskadowych zmianach, tj. co 2-3 lata działać w tym kierunku, żeby nie przespać odpowiedniego momentu. Ponadto, kosztu jednorazowej transformacji mogliby nie udźwignąć – analizuje główny ekonomista Grupy BLIX.

Mówi się też, że mogą zmienić się opakowania w sklepach na mniejsze. Jednocześnie rodzi się pytanie o wielkość napisów na nich, bo przecież seniorzy mają większe problemy ze wzrokiem niż młodsi konsumenci. Jak zaznacza dr Łuczak, producentom z reguły zależy na tym, aby pewne informacje były ukryte bądź mniej czytelne. I tak jest z różnych powodów. Dlatego modyfikacje w tym zakresie raczej nie nastąpią szybko. Ekspert stwierdza, że w placówkach handlowych trzeba będzie poszerzyć alejki. W dyskontach, hiper¬marketach i supermarketach to nie powinno być trudnością, ale w sieciach convenience mogą pojawić się spore problemy. Już teraz jest tam wąsko, co nawet przeszkadza obecnie młodym konsumentom.

– Jeżeli już dojdzie do zmian szerokości alejek, to nastąpi w placówkach wielkopowierzchniowych. Senior musi się tam trochę nachodzić, zanim znajdzie dany towar. Jest też większy asortyment, a to często rodzi wybory między tym, co faktycznie jest potrzebne, a tym, co się podoba w danej chwili. Moim zdaniem, proces starzenia się społeczeństwa podtrzyma popularność mniejszych i średniej wielkości sklepów – stwierdza były dyrektor POHID-u.

Gra o klienta będzie dużo ostrzejsza

Rodzą się też pytania o przyszłość gazetek promocyjnych. Jak podkreśla dr Łuczak, to wartościowe źródło informacji o ofercie sklepu dla ponad 90% respondentów w kategorii wiekowej 65-74 lata. Tak wynika z badania przeprowadzonego dla Grupy BLIX w I kwartale 2023 roku. Według tego sondażu, ponad 82% osób z ww. kategorii wiekowej przegląda gazetki promocyjne co najmniej raz w tygodniu, głównie te papierowe, ale i to powoli się zmienia w tej grupie.

– Nie należy się przyzwyczajać do tego, że tradycyjne gazetki są lubiane przez starszych ludzi. Dzisiaj tak jest, ale wkrótce np. pokolenie 60-latków czy 70-latków będzie sprawniej korzystało z nowoczesnych rozwiązań. Będzie tak robiło głównie z powodu lepszych okazji. Moim zdaniem, utrzyma się taki dualizm papierowo-elektroniczny, ale mogą też pojawić się nowe platformy komunikacyjne – przewiduje dr Faliński.

Natomiast dr Łuczak uważa, że shopperzy coraz rzadziej i mniej chętnie zostają klientami na całe życie. To również dotyczy seniorów. W opinii eksperta, programy lojalnościowe i korzystne oferty specjalne mogą sprawić, że konsument wybierze daną sieć handlową i wróci do niej na kolejne zakupy. Ale jeśli potrzebne produkty będą dostępne w korzystniejszych cenach w innym sklepie, to prawdopodobnie tam zostaną zakupione. W takiej sytuacji klient odłoży sentyment i sympatię do sieci na bok. I jak dodaje ekspert, tak się dzieje coraz częściej na rynku, a może być z tym jeszcze gorzej. Mówiąc wprost, zacznie się też ostrzejsza walka o uwagę klientów.

– Do handlu wchodzi nowoczesność, następuje m.in. digitalizacja procesu zakupu czy przepływu informacji. Jednak to wszystko będzie musiało być dublowane przez bardziej tradycyjne rozwiązania. Starszy człowiek nie jest w stanie nadążyć za postępem cyfrowym i organizacyjnym czy za zmianami języka używanego w procesie przygotowania i realizacji sprzedaży. To zmodyfikuje rynek, a z tym będą też związane dodatkowe koszty. Problem ten dotyczy nie tylko Polski, ale również innych państw w Europie. Tylko nasze społeczeństwo dość szybko się starzeje i my z tym problemem możemy wcześniej się zderzyć – podsumowuje były wieloletni dyrektor generalny POHID-u.

Press Glass zbuduje zakład produkcyjny w USA za 155 mln dolarów

Największy europejski producent szyb dla budownictwa rozwija działalność w Stanach Zjednoczonych. Podczas konferencji prasowej z udziałem władz stanowych i lokalnych, firma Press Glass ogłosiła plan budowy nowego zakładu produkcyjnego i nowoczesnej przestrzeni biurowej w Ridgeway, w stanie Wirginia. Wartość inwestycji, która stworzy ponad 330 nowych miejsc pracy, to 155 mln dolarów.

„Dzięki tej ekspansji Press Glass dokona największej pojedynczej inwestycji kapitałowej w historii hrabstwa Henry” – powiedział na konferencji prasowej gubernator stanu Wirginia Glenn Youngkin, którego nazwisko pojawia się od kilku miesięcy w dyskusjach na temat prawyborów prezydenckich w Partii Republikańskiej.

Założona w 1991 roku polska, prywatna firma Press Glass prowadzi działalność produkcyjną w USA od 2017 roku, kiedy przejęła amerykańską spółkę Glass Dynamics w Karolinie Północnej. W 2020 roku uruchomiona została nowa fabryka w Ridgeway, w stanie Wirginia.

Szyby produkowane przez Press Glass, polskiego narodowego czempiona, wykorzystywane są przy coraz większej liczbie inwestycji na amerykańskim rynku nieruchomości. Można zobaczyć je m.in. na nowojorskim Manhattanie, w tym na fasadzie jednego z najwyższych budynków w Nowym Jorku, 125 Greenwich Street, położonego obok One World Trade Center. Szyby z Press Glass wykorzystywane są w biurowcach, budynkach mieszkalnych, bibliotekach, muzeach, hotelach czy lotniskach w wielu częściach USA.

„Stany Zjednoczone to kraj ogromnych możliwości. Jeśli ktoś myśli o globalnej ekspansji biznesu to powinien być tu obecny. Kiedyś mówiło się wyłącznie o amerykańskich inwestycjach w Polsce. Po ponad 30 latach od udanej transformacji gospodarczej, wzroście wielu polskich firm na rynku krajowym i europejskim (w czym pomogło wejście do UE), mamy w końcu polskie, prywatne firmy, które inwestują na amerykańskim rynku. Press Glass zainwestował już 100 mln dolarów a do końca 2024 roku zamierzamy zainwestować łącznie ponad 250 mln ­– deklaruje właściciel i prezes zarządu Press Glass Holding Arkadiusz Muś.

Gubernator Glenn Youngkin zwrócił uwagę, że inwestycja polskiego przedsiębiorstwa to „utworzenie 335 nowych miejsc pracy, co oznacza ponad dwukrotne zwiększenie liczby pracowników w zakładzie w Wirginii. Pomoże to temu regionowi w dalszym ożywieniu gospodarczym i pokazuje odrodzenie się przemysłu w całej strefie Commonwealth Crossing”. „Pracownicy południowej Wirginii posiadają umiejętności i etykę pracy, które przynoszą korzyści producentom. Jesteśmy dumni, że Press Glass w dalszym ciągu się rozwija i ponownie inwestuje w swoją działalność w parku przemysłowym Commonwealth Crossing” – powiedziała stanowa Sekretarz Handlu Caren Merrick. Kierujący amerykańską częścią działalności Press Glass Maciej Migalski zwrócił uwagę podczas konferencji prasowej, że „po rozbudowie, fabryka w Ridgeway będzie jednym z największych i najbardziej zautomatyzowanych zakładów zajmujących się przetwarzaniem szkła do budownictwa w USA. Jednocześnie stworzymy nowe, wartościowe miejsca pracy”.  Ta inwestycja to świetna wiadomość dla naszej gospodarki i z niecierpliwością czekam na ukończenie obiektu w najbliższej przyszłości – zadeklarował Howard Morgan Griffith, członek amerykańskiej Izby Reprezentantów.

Holger Pfeiffer nowym szefem Bayer w Europie Środkowo-Wschodniej

Z początkiem września br. Holger Pfeiffer objął funkcję prezesa firmy Bayer w Polsce, Czechach, Słowacji i Węgrzech oraz szefa dywizji Pharmaceuticals w regionie.

Holger Pfeiffer zastąpił Markusa Baltzera, który po ponad 40 latach pracy dla firmy Bayer postanowił realizować się w ramach własnej działalności gospodarczej.

Pfeiffer jest menedżerem z ogromnym doświadczeniem, również międzynarodowym. Od 17 lat rozwija karierę w sektorze farmaceutycznym. 13 lat temu dołączył do firmy Bayer, w której pełnił szereg funkcji kierowniczych w obszarach onkologii oraz market access. Ostatnio zajmował stanowisko wiceprezesa Cluster Division Head Oncology w regionie EMEA2, obejmującym 41 rynków z Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki.

Jako prezes firmy Bayer oraz szef dywizji Pharmaceuticals Pfeiffer chce skupić się na rozwijaniu firmy oraz wprowadzaniu innowacji za pośrednictwem zróżnicowanych i elastycznych zespołów.

– Jestem pod wrażeniem regionu, do którego przyjeżdżam. Doświadczyłem już jak dynamiczni są tu ludzie, jak i całe otoczenie w Europie Środkowo-Wschodniej – mówi Holger Pfeiffer – Jestem przekonany, że przyszłość firmy Bayer rysuje się w jasnych barwach. Myśląc o inwestycjach firmy w obszarze Life Science jestem przekonany, że zaowocują one innowacjami dla rolnictwa, farmacji oraz samoleczenia. Cieszę się, że mogę realizować misję naszej firmy „Health for all, hunger for none”.

Holger Pfeiffer podkreśla potencjał utalentowanych pracowników z Polski i całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. „To właśnie nasi pracownicy będą kształtować przyszłość. Współpraca z nimi pozwoli mi doświadczyć nowego spojrzenia. Wspólnie zapewnimy dostęp do innowacji pacjentom, rolnikom i wszystkim naszym klientom”.

Nowy szef firmy Bayer jest mikrobiologiem – studia ukończył na Uniwersytecie w Kolonii. Ma tytuł Master of Business Administration w zakresie zarządzania w sektorze farmaceutycznym, uzyskany w International School of Management w Dortmundzie. Holger Pfeiffer przeprowadzi się z Berlina do Warszawy.

VRG S.A.: Spadek sprzedaży, ale poprawa marży

Sprzedaż VRG S.A. osiągnęła w sierpniu 2023 wartość 102,9 mln zł, o 9,1 proc. mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Narastająco w ośmiu pierwszych miesiącach br. sprzedaż VRG wyniosła 805,7 mln zł (o 0,5 proc. mniej r/r).

Segment jubilerski VRG zanotował w sierpniu 8,8-procentowy wzrost, osiągając przychody o wartości 59,4 mln zł. Segment odzieżowy Grupy osiągnął sprzedaż równą 43,5 mln zł, o 25,8 proc. mniej niż w roku ubiegłym. Kanały online odpowiadały w sierpniu za 10,3 proc. sprzedaży (w porównaniu z 13,2 proc. rok wcześniej).

– To kolejny miesiąc, w którym notujemy dobre wyniki sprzedażowe w segmencie jubilerskim oraz patrząc szerzej, w segmencie premium, do którego należy również marka odzieżowa Deni Cler. Intensywnie rozwijamy ofertę w marce W.Kruk i oczekujemy, że nowe kolekcje, wpłyną na utrzymanie dynamiki wzrostu sprzedaży w tej części naszej działalności – mówi Janusz Płocica, Prezes Zarządu Grupy VRG.

Jednocześnie w sierpniu segment odzieżowy Grupy pozostawał pod wpływem zmniejszonego popytu w markach „środkowego cenowo segmentu rynku”, obciążonego dodatkowo wyprzedażami zapasów. Jesteśmy w trakcie wdrażania gruntownych zmian w tej części działalności spółki, w zgodzie ze strategią rozwoju VRG opublikowaną w czerwcu. W rozpoczynającym się już sezonie Jesień/Zima 2023/24 do sklepów wejdą kolekcje dające pierwsze wyobrażenie o kierunkach tych zmian. Oczekujemy, że w połączeniu z efektem „back to work” odnotujemy wkrótce zwiększony poziom sprzedaży w segmencie odzieżowym. Liczymy też na to, że nastąpi poprawa sytuacji ekonomicznej, a niższa inflacja wpłynie na poprawę nastrojów konsumentów i zwiększenia ich apetytu zakupowego – dodaje Prezes Zarządu VRG.

Grupie udało się poprawić marżę na sprzedaży (wyniosła w sierpniu 53,9 proc. w porównaniu do 49,7 proc. w analogicznym okresie rok wcześniej). Po ośmiu miesiącach br. marża Grupy wyniosła 54 proc. (1 p.p. więcej r/r).

W sierpniu 2023 roku marki grupy VRG operowały na 52,1 tys. m2 powierzchni handlowej (o 0,3 proc. większej niż rok wcześniej).

Złoty czeka na decyzję RPP o stopach procentowych

W tę środę (06.09) Rada Polityki Pieniężnej podejmie decyzję ws. polityki monetarnej. Rynek szykuje się już na cięcie stóp, więc brak obniżki we wrześniu mógłby przysłużyć się złotemu. Nieznacznie jednak i nie na długo – nie ma większych wątpliwości, że Rada nie będzie czekała z decyzją o obniżce dłużej niż do października.

Po agresywnym cyklu zacieśniania, w wyniku którego stopa referencyjna znalazła się na najwyższym od 2002 r. poziomie 6,75%, nastąpił płaskowyż: 10 ostatnich posiedzeń Rady Polityki Pieniężnej upłynęło pod znakiem niezmienionych stóp procentowych. Wiele jednak wskazuje na to, że zmiana jest tuż za rogiem.

Po pierwsze, inflacja wyraźnie spadła ze szczytu na poziomie 18,4% w lutym do 10,1% w sierpniu. Po drugie, gospodarka wrzuciła niższy bieg. PKB nieznacznie się skurczył – w II kwartale był o 0,6% niższy niż rok wcześniej. RPP dostrzega zmiany i sygnalizuje gotowość do działania. Istotnym krokiem w tym kierunku było formalne zakończenie cyklu podwyżek stóp procentowych w lipcu i zarysowanie przez prezesa Glapińskiego warunków, które mogą pozwolić na rozpoczęcie obniżek (inflacja poniżej 10% i przekonanie, że będzie kontynuowała spadek).

Pojawiają się jednak wątpliwości, czy oba warunki faktycznie muszą zostać spełnione – choć jastrzębie skrzydło mocno oponuje, niektórzy członkowie RPP sygnalizują gotowość do rychłych obniżek. Zainteresowanie wzbudziły ostatnio komentarze Gabrieli Masłowskiej, która stwierdziła, że zagłosowałaby za obniżką we wrześniu, jeśli pojawiłby się taki wniosek. W uzasadnieniu decyzji o obniżce można by spodziewać się argumentów, że ostatecznie nie ma istotnej różnicy między poziomem 10,1% (wstępny szacunek inflacji za sierpień) a poniżej 10%. Jednocyfrowy poziom inflacji jest zresztą warunkiem arbitralnym, nie mającym żadnego uzasadnienia ekonomicznego. Dodatkowo praktycznie na pewno zobaczymy go we wrześniowym odczycie.

Rada raczej nie będzie zwlekała z obniżką

Biorąc pod uwagę przedstawione przez prezesa Glapińskiego warunki dotyczące obniżek, nie mamy mocnego przekonania, że do pierwszej z nich (o 25 pb.) dojdzie już w tym tygodniu. Niemniej, jeśli stopy zostaną we wrześniu na niezmienionym poziomie, to zakładamy, że Rada raczej nie będzie chciała odkładać decyzji o obniżce dłużej niż do posiedzenia w październiku.

Warto zaznaczyć, że obniżki stóp procentowych na tym etapie budzą kontrowersje. Inflacja nadal pozostaje znacząco powyżej celu (wynoszącego 2,5% ± 1 pp.) i NBP nie spodziewa się, że zostanie on szybko osiągnięty – projekcja banku sugeruje, że może się to wydarzyć najwcześniej dopiero w drugiej połowie 2025 r. Pewne elementy makroekonomicznego krajobrazu, m.in. silny rynek pracy, podają w wątpliwość, czy obniżanie stóp już teraz jest zasadne. W obliczu powyższego wydaje się więc, że nieprędko – jeśli w ogóle w najbliższych latach – zobaczymy poziomy stóp procentowych, jakie pamiętamy sprzed pandemii.

Warto również zwrócić uwagę, że NBP byłby pierwszym bankiem regionu, który obniżyłby podstawową stopę procentową. Nawet Czeski Bank Narodowy, który zakłada, że inflacja ma spore szanse znaleźć się w widełkach jego celu już w początkach 2024 r., nie podjął jeszcze takiej decyzji. Węgry wprawdzie tną stopy, natomiast ich działania dotyczą wycofywania nadzwyczajnych środków podjętych w celu ochrony forinta. Na Węgrzech bazowa stopa procentowa – której jeszcze nie obniżano – jest zresztą dużo wyższa (13%) niż w Polsce.

Rynek szykuje się na cięcie

Ekonomiści nie są jednogłośni co do tego, czy zmiana stóp procentowych nadejdzie już we wrześniu (konsensus Bloomberga sugeruje jedynie niewielką przewagę liczby tych przewidujących obniżkę). Na podstawie rynkowych wycen można jednak wnioskować, że rynek szykuje się na rychłe cięcie. WIBOR 3M, wynoszący obecnie 6,67%, od lipca spada i właściwie już teraz znajduje się na poziomie zbliżonym do tego, jaki osiągnąłby przy obniżce.

Brak obniżki stóp we wrześniu mógłby nieco wesprzeć złotego, niemniej skala umocnienia polskiej waluty raczej nie byłaby duża, zważając na to, że oznaczałoby to najpewniej jedynie nieznaczne odłożenie w czasie takiej decyzji. Cięcie zaś prawdopodobnie złotemu istotnie by nie zaszkodziło.

Oprócz samej decyzji ws. stóp rynek będzie obserwował komunikację decydentów – zarówno w oświadczeniu po posiedzeniu, jak i w trakcie konferencji prasowej prezesa Glapińskiego, która odbędzie się w czwartek o 15:00.

WIBOR 3M (2023)
Źródło: Bloomberg Data: 04.09.2023

Autorzy: Roman Ziruk – starszy analityk Ebury

Od węgla do OZE: szanse i wyzwania dla polskiej energetyki

Polska energetyka jest oparta na źródłach wytwórczych – czyli na węglu kamiennym i brunatnym. To jest 70% miksu energetycznego, co oznacza bardzo emisyjne źródła kopalne. Transformacja energetyczna na polskim przykładzie to nie jest tylko odejście od węgla – to jest właściwie całkowita zmiana schematu funkcjonowania energetyki. W założeniach transformacji energetycznej w oparciu o OZE należy odejść od prymatu energetyki centralnej – czyli energetyki opartej na kilku dużych źródłach wytwarzania – w kierunku bardziej rozproszonej, która w założeniu jest znacznie bardziej bezpieczna. Obecnie – jeżeli odetnie się jeden obiekt energetyczny – to będzie to problem dla całego systemu elektroenergetycznego, czyli dla całej Polski. Energetyka rozproszona jest bardziej równomierna, oparta na prosumentach i na lokalnych źródłach wytwarzania energii. Efekt wyłączania poszczególnych elementów systemu nie jest tu tak istotny. Jednak z perspektywy strategii rządowych nadal prymat będą wiodły duże jednostki wytwórcze – z jednej strony są plany budowy elektrowni jądrowych, ale również elektrowni gazowych oraz dużych farm wiatrowych na Morzu Bałtyckim. Te wszystkie elementy będą stanowiły o przyszłości polskiego miksu energetycznego w ciągu następnych 20-30 lat.

– Problemem dla realizacji części tych inwestycji, a więc tzw. źródeł konwencjonalnych, są zmiany klimatyczne – a szczególnie hydrologiczne, które Polskę już od lat dotykają. Mamy suszę hydrologiczną, która jest kłopotem nie tylko dla rolnictwa, nie tylko dla gospodarstw domowych, ale również dla dużej konwencjonalnej energetyki – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Mariusz Marszałkowski, redaktor naczelny portalu POLON.pl. – W 2015 roku mieliśmy przypadki, że ze względu na suszę ograniczano moce produkcje energii elektrycznej w polskich elektrowniach. Wynikało to z mniejszego przepływu wody przez zbiorniki chłodzące w elektrowniach. Braki wody czy zbyt wysoka temperatura chłodziwa powoduje, że bloki energetyczne muszą być albo odłączone, albo trzeba redukować produkcję energii. To kwestia nie tylko Polski, podobne sytuacje mieli Szwedzi czy Francuzi – gdzie elektrownie jądrowe na początku tego sezonu wakacyjnego również miały problemy z chłodzeniem rdzeni ze względu na niski poziom wód. Taki przypadek również pojawił się w Czechach, które podobnie jak Polska mają suszę hydrologiczną. Rzeczywiście zmiany klimatyczne dotykają energetykę i patrząc na te doświadczenia, które już mamy za sobą, które już się pojawiają – musimy zbudować taki model energetyki, który będzie jak najbardziej odporny na te sytuacje. Czy plany, które dzisiaj tworzy rząd odpowiadają wyzwaniom, jakie będą nas czekać za 20-30 lat? Patrząc na tempo tych zmian, możemy mieć obawy, że niestety – ale dzisiejsze plany nie odpowiadają rzeczywistości, jaką będziemy widzieć za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat – alarmuje Marszałkowski.

Czy zabraknie mieszkań na sprzedaż?

Sprzedaż nowych mieszkań na 7 największych rynkach w Polsce w sierpniu 2023 r. wyniosła 5,7 tys., co oznacza, że od początku roku deweloperzy sprzedali łącznie 36,6 tys. lokali – zaledwie 4% mniej niż w całym 2022 r. Podaż od stycznia do sierpnia wyniosła natomiast 24,4 tys., o 33% mniej niż sprzedaż. W największych miastach symboliczny czas wyprzedaży oferty skurczył się do 4-5 miesięcy.

Deweloperzy nadal wprowadzają mniej niż sprzedają. Po dwóch miesiącach wyraźnie lepszej podaży liczba mieszkań, których sprzedaż uruchomiono w sierpniu spadła do poziomu z wiosny i na siedmiu największych rynkach wyniosła zaledwie 2,8 tys. Czyżby deweloperzy nie wierzyli w siłę programu BK2%?Rynek pierwotny sprzedaż, nowa podaż, oferta mieszkań

Jakkolwiek by ten program oceniać, jego siła jest niezaprzeczalna. Aktywowała odłożony w czasie popyt z poprzedniego roku, ale też przyspieszyła zakupy tych nabywców, którzy jeszcze kilka lat temu o takim zakupie pewnie by nie myśleli. Dziś w duchu “żal nie skorzystać” składają wnioski o rządowe dofinansowanie zakupu 20-latkowie z minimalną historią zatrudnienia – tłumaczy Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom Analytics.

Sierpień to kolejny miesiąc, który deweloperzy mogą zaliczyć do udanych. Sprzedaż przekroczyła 5,7 tys. Dodatkowo, jak podaje Otodom, liczba nowych w stosunku do lipca rezerwacji nie odbiega istotnie poziomem od tych dokonywanych w minionych miesiącach. Od kiedy w styczniu wzrosła niemal dwukrotnie, utrzymuje się na poziomie 2,4 tys. – 2,7 tys. miesięcznie. Na stabilnym m/m poziomie utrzymuje się liczba mieszkań, które z rezerwacji do oferty wracają 600-700 miesięcznie. Ekspertka Otodom Analytics wyjaśnia, że powodem może być “pozorny” ruch.

Deweloperzy w biurach sprzedaży widzą ogromny wzrost liczby zapytań, kontaktów ze strony klientów. Duża część tego zainteresowania faktycznie materializuje się w postaci umów – rezerwacyjnych czy deweloperskich. Jest jednak też bardzo duży ruch ze strony osób, które, dysponując ograniczonym budżetem, szukają okazji, dopytują o najtańsze oferty. Cierpią na tym przede wszystkim Ci deweloperzy, którzy w swojej strategii sprzedaży założyli, że nie ujawniają cen ofertowych na swoich stronach czy w serwisach ogłoszeniowych – tłumaczy Katarzyna Kuniewicz, ekspertka Otodom Analytics.

Zainteresowanie jest rzeczywiste, oferta się kurczy

Ten rzeczywisty ruch widać w skali oferty, czyli liczbie wszystkich mieszkań  dostępnych do zakupu. Ta jest najniższa od stycznia 2022 roku i wynosi obecnie w granicach 7 największych miast[1] 37,8 tys. Można powiedzieć, że to jeszcze nie jest groźny poziom, ale jeśli spojrzymy na poszczególne miasta, to sytuacja wygląda już poważniej. Pomijając możliwości finansowe i strukturę cenową oferty, gdyby utrzymało się obecne tempo sprzedaży, a deweloperzy nie wprowadzali nowych, to w Warszawie w ciągu 4 miesięcy zniknęłyby z rynku wszystkie deweloperskie mieszkania. W Krakowie nastąpiłoby to po 5 miesiącach, a we Wrocławiu po 6.Czas wyprzedazy oferty miastami

Czas wyprzedaży jest to czysto techniczny wskaźnik, ale obrazuje on relację popytu i podaży. Ta właściwa, oznaczająca równowagę to 4-6 kwartałów (ok. 1,5 roku). Dziś o takim poziomie możemy mówić tylko w Katowicach i Łodzi. Nie oznacza to jednak, że wszędzie sytuacja wygląda tak samo. W mniejszych miastach, które już od jakiegoś czasu przejęły na siebie znaczny ciężar produkcji deweloperskiej, możemy mieć do czynienia z dużo mniejszym zainteresowaniem – tłumaczy Katarzyna Kuniewicz.Mieszkania deweloperskie oddane do użytowania

[1] Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Wrocław, Poznań, Katowice, Łódź.

Wiarygodność prezesa RPP na szali

Piątkowy raport z rynku pracy w USA, ciągle rozpatrywany na czynniki pierwsze przez inwestorów. W środę posiedzenie RPP, czy doczekamy się obniżki stóp? Poniedziałek zapowiada się jako senny dzień na rynkach, szczególnie pod nieobecność Amerykanów.

Spada presja płacowa

Rozpoczął się właśnie nowy tydzień na rynkach, ale ciągle w grze pozostają „stare tematy”. Mowa o raporcie z amerykańskiego rynku pracy, jak również odczycie indeksu ISM dla sektora przemysłowego. Dłuższy już czas wydawało się, że Fed pójdzie drogą stłumienia inflacji przez podwyżki stóp procentowych, w efekcie czego nastąpi klimat recesyjny, w tym załamanie na rynku pracy. Być może taki czarny scenariusz szczególnie dla gospodarstw domowych nie nastąpi, a pokazały to piątkowe dane. Rośnie liczba nowych etatów poza rolnictwem i dość zaskakująca stopa bezrobocia z 3,5 na 3,8%. Co jednak ważne dla Fed spada presja płacowa, która może sugerować, że pojawiła się nowa rzesza chętnych do pracy (według raportu 0,5 mln) i nie trzeba podnosić wynagrodzeń, by znaleźć chętnych do podjęcia zatrudnienia. To ważne w kontekście inflacji, bo presja płacowa jest jednym z głównych elementów, która podgrzewa jej dynamikę. Nie dziwi więc fakt, że mocno spadła szansa na jakąkolwiek podwyżkę stóp w USA w tym roku, patrząc oczywiście na kontrakty na stopę procentową, widzimy, że to nie powinno się wydarzyć. Czy znów zagramy w grę rynki swoje, a Fed swoje zobaczymy niebawem, niemniej jednak dane pokazują, że amerykańscy decydenci widząc sytuację na rynku pracy, po prostu mają argument, by tego nie robić i nie zacieśniać dalej polityki monetarnej. Nieco lepiej wypadł wskaźnik ISM dla przemysłu, choć nadal poniżej bariery 50 pkt. Dał tym samym paliwo do wzrostów dla USD, który w relacji do EUR spadł poniżej poziomu 1,08.

Większość analityków sugeruje obniżkę

W kontekście naszej rodzimej waluty kluczowe będzie środowe posiedzenie RPP. Jest ono o tyle ważne, że mamy na nim zobaczyć pierwszą obniżkę stóp procentowych w naszym kraju od wielu miesięcy. Większość analityków abstrahując od tego, czy ma to sens, teraz uważa, że już w tym tygodniu koszt pieniądza w naszym kraju spadnie do poziomu 6,50%, czyli o 25 pkt bazowych. Sytuacja więc bez precedensu, gdyż ostatni raz taki ruch miał miejsce w maju 2020 roku. Inna sprawa, że byłoby to podkopanie ostatnich akcentów wiarygodności prezesa RPP, który powtarzał, że ewentualne obniżki stóp zobaczymy, gdy inflacja w naszym kraju spadnie do wartości jednocyfrowych. Mamy na ten moment 10,1%, a więc przynajmniej w teorii nie powinniśmy zobaczyć zmian kosztu pieniądza. Tyle tylko, że w naszym kraju już w październiku wybory, co oznacza, że czasem z logiką idziemy pod prąd. Obniżka stóp, jeśli się wydarzy, może przynieść presję spadkową na PLN, który już i tak jest dość wysoko w relacji do EUR, USD, czy CHF.

Amerykanie świętują

Tak jak wspominaliśmy dzisiaj, uwaga inwestorów może być skupiona na piątkowych danych z USA, gdyż kalendarz na poniedziałek świeci niemal pustkami, poza wystąpieniami członków EBC tak naprawdę nie ma żadnych publikacji ważnych danych makro. Do tego handel odbywa się bez Amerykanów, co może sygnalizować mniejszą płynność na rynkach, co nie zawsze oczywiście powoduje, że i zmienność jest niska. Główna para walutowa oscyluje w pobliżu sforsowanego wcześniej wsparcia na poziomie 1,08.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Raport NFP nie zatrząsł rynkami

W piątek dolar osłabił się po danych NFP a następnie znacznie się umocnił po raporcie ISM dla przemysłu. Dane z ryku pracy pokazały schłodzenie, natomiast kolejna publikacja dała dowód, że gospodarka USA jest dość odporna na wysokie stopy procentowe. Kurs EUR/USD zakończył dzień poniżej 1,08 a rentowności obligacji 2-letnich rządu Stanów Zjednoczonych po spadku poniżej 4,8 ponownie zbliżyły się do 4,9 proc. Dow Jones urósł o 0,3 proc., SP500 zyskał 0,2 proc. a Nasdaq Composite zamknął dzień w okolicach otwarcia. Ropa jest najdroższa od wielu miesięcy.

Zatrudnienie poza rolnictwem w Stanach Zjednoczonych wzrosło w sierpniu o 187 tys. w porównaniu do konsensusu na poziomie 170 tys., ale wyniki za ostatnie 2 miesiące zostały zrewidowane w dół łącznie o 110 tys., co wskazuje, że spowalniający trend wzrostu zatrudnienia pozostaje w mocy. Rozczarowała z pewnością stopa bezrobocia, która urosła z 3,5 proc. do 3,8 proc. Wynikało to głównie z faktu, że na rynek pracy weszło około 700 tys. nowych osób. Zwiększył się wskaźnik aktywności zawodowej do poziomu 62,8 proc. z 62,6 proc. (rok temu wskazywał 62,1 proc.) co z pewnością ucieszyło Fed, bo powinien on pomóc utrzymać presję płacową pod większą kontrolą.

Z kolei poznany o 16:0o raport ISM dal przemysłu pokazał siłę. Główny wskaźnik urósł z 46,4 pkt. do 47,6 (oczekiwano 47 pkt.). Mocno zaskoczył indeks zatrudnienia (48,5 pkt.) a także indeks cen płaconych (48,4 pkt.). W obydwu przypadkach konsensu rynkowy wskazywał wynik lekko powyżej 44 pkt.

Większą reakcję wywołała druga publikacja, która w całości wymazała ruch w górę na EUR/USD. Podobnie było na rynku długu, gdzie 2-latki amerykańskie najpierw spadły poniżej 4,8 proc. a potem w dość szybkim tempie urosły w okolice 4,9 proc.

Dość ciekawie jest na rynku ropy naftowej. Brent oraz WTI urosły do poziomów nienotowanych od stycznia tego roku oraz listopada 2022 r. osiągając wartości odpowiednio 88,8 USD oraz 86 USD. Cenę wspierają w głównej mierze spekulacje, że Arabia Saudyjska przedłuży dobrowolne cięcia o 1 mln baryłek dziennie na kolejny miesiąc. W tym tygodniu to prawdopodobnie się rozstrzygnie. Kontynuacja redukcji wydobycia wydaje się być realna, ponieważ Saudyjczycy nie będą chcieli wywierać ponownej presji na spadek cen ropy, chociaż zasadniczo rynek powinien być w stanie wchłonąć większą ilość baryłek, biorąc pod uwagę prognozowany duży deficyt na resztę roku.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Bananowa giełda. Nadużycia informacji poufnych na GPW to częste zjawisko

Na GPW w Warszawie byliśmy już wielokrotnie świadkami spektakularnych wzrostów kursów akcji, których tłem były spekulacje dotyczące wykorzystania informacji poufnych. „Całkowite wyeliminowanie nadużyć i prób nieuprawnionego wykorzystywania informacji poufnych na rynku kapitałowym jest niemal niemożliwe. Kluczowa jest tutaj jednak rola regulatorów, którzy powinni dokładnie i intensywnie weryfikować wszelkie niejednoznaczne zachowania emitentów i uczestników obrotu giełdowego” ‑ mówi Marcin Pietkiewicz, partner odpowiedzialny za praktykę rynków kapitałowych w warszawskim biurze kancelarii Wolf Theiss.

W tym roku uwagę społeczności giełdowej z pewnością przykuły wydarzenia na akcjach Elektrociepłowni Będzin, gdy w niespełna trzy czerwcowe tygodnie wycena giełdowa spółki wzrosła z 20 do 240 mln zł. Kontrowersje wzbudził także handel akcjami spółki STS tuż przed ogłoszeniem wezwania w czerwcu br. Oczywiście nie są to odosobnione przykłady, gdy zachowanie kursów spółek budzi emocje inwestorów. Warto także zwrócić uwagę, że akurat ten aspekt bezpieczeństwa obrotu, jakim jest nieuprawnione wykorzystanie informacji poufnych, nie należy do szczególnie reprezentowanych jeśli chodzi o liczbę kar nakładanych w ostatnim czasie przez nadzorcę rynku – KNF.

Świadomość wśród inwestorów i komentatorów rynku rośnie, co skutkuje oczekiwaniem zdecydowanych reakcji KNF i GPW na różne niejednoznaczne sytuacje rynkowe. W postępowaniach weryfikujących istotny jest również czas reakcji, gdyż korzyści z naruszeń opartych na informacjach poufnych są szybko odczuwane przez podmioty, które te informacje wykorzystują. Ważne jest zatem, aby postępowanie przebiegało sprawnie, a potencjalna kara następowała niedługo po dokonaniu naruszeń. Postępowanie regulatora jest kluczowe, gdyż jego reakcje wpływają na ocenę polskiego rynku i poziom stabilności obrotu na GPW, a tym samym decydują o atrakcyjności inwestycji, także w oczach inwestorów zagranicznych – mówi mec. Marcin Pietkiewicz, partner w kancelarii Wolf Theiss.

Komisja Nadzoru Finansowego wydała w maju tego roku ostateczną decyzję utrzymującą w mocy karę pieniężną dla BBI Development S.A. w wysokości 600 tys. zł. Kara była związana z nieprzekazaniem do publicznej wiadomości informacji poufnej, powstałej najpóźniej 1 października 2018 r., o rozpoczęciu negocjacji z grupą Liebrecht&Wood w zakresie zbycia projektu Centrum Marszałkowska. W tym roku KNF wszczęła także postępowania wyjaśniające dot. podejrzenia popełnienia przestępstw wykorzystania i ujawnienia informacji poufnej oraz manipulacji w obrocie akcjami spółek: Ekipa Holding, Impera Capital, Medicofarma Biotech i Medcamp. Z kolei w przypadku sytuacji na akcjach Elektrociepłowni Będzin, KNF na początku lipca br. wydała komunikat, w którym wskazała, że nie dopatrzono się manipulacji kursem, ale analizowane jest potencjalne wykorzystanie informacji poufnych, czyli tzw. insider trading. Przypomnijmy, że w tym konkretnym przypadku emitent poinformował o zawarciu NDA (umowy o zachowaniu poufności) z Orlen Synthos Green Energy (OSGE) dotyczącej współpracy w zakresie budowy małych reaktorów jądrowych na terenach należących do Będzina. Co ciekawe, sama OSGE dementowała plany współpracy z EC Będzin i poinformowała, że „umowa o zachowaniu poufności podpisana została na prośbę EC Będzin w celu przedstawienia kryteriów posiadanej lokalizacji”.

W praktyce niejednokrotnie spółki ostrożnie podchodzą do szybkiej publikacji wiadomości o istotnych zdarzeniach, ponieważ konieczność ewentualnej zmiany lub wycofania się z nowych planów negatywnie wpływa na ich wizerunek w dłuższej perspektywie. Tymczasem inwestorzy oczekują pilnej publikacji, licząc na szybką pozytywną reakcję rynku. Konieczne jest zatem znalezienie złotego środka, godzącego oczekiwania stron i jednocześnie zgodnego z przepisami o ochronie informacji poufnych. W modelowej sytuacji pierwszym formalnym wydarzeniem statuującym przyszłą współpracę pomiędzy podmiotami są zazwyczaj umowy o prowadzenie rozmów, typu NDA (non-disclosure agreement) lub listy intencyjne, na podstawie których strony prowadzą oficjalne rozmowy i wymieniają się informacjami, choć nie zobowiązują się jeszcze do ścisłej współpracy z określonym skutkiem. – tłumaczy mec. Katarzyna Jaroszyńska-Lewandowska z zespołu Corporate/M&A i rynków kapitałowych w Wolf Theiss.

Podstawową zasadą ochrony informacji poufnych jest obowiązek ich niezwłocznego podawania do publicznej wiadomości. W praktyce oznacza to, że niezwłocznie po podpisaniu dokumentu formalizującego rozmowy, strona będąca spółką notowaną publikuje raport bieżący i tym samym dzieli się wiedzą o planowanej transakcji z rynkiem i inwestorami. Dzięki temu, z punktu widzenia rynku, wszyscy posiadają równą wiedzę o spółce i mogą na tej podstawie podejmować decyzje co do inwestycji w jej akcje.

Sytuacja, w której informacja poufna nie jest podawana do publicznej wiadomości, bez wdrożenia dodatkowych mechanizmów ochronnych, sprawiłaby, że tylko część uczestników rynku posiadałaby dostęp do informacji potencjalnie cenotwórczej, a więc miałaby przewagę inwestycyjną nad pozostałymi inwestorami. – dodaje Katarzyna Jaroszyńska-Lewandowska.

Jak zapowiedział KNF w komunikacie – sytuacja na akcjach EC Będzin będzie wyjaśniana. „UKNF prowadzi od 23.06.2023 r. postępowanie wyjaśniające. Ustalenie okoliczności wskazujących na ujawnienie lub wykorzystanie informacji poufnej (których zakazuje art. 14 lit. a i c Rozporządzenia MAR) będzie skutkować złożeniem do organów ścigania zawiadomienia o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa z art. 180 lub art. 181 ustawy z dnia 29.07.2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi” — poinformował Urząd w komunikacie.

W ramach postępowania, KNF może sprawdzić, czy spółki poprawnie prowadzą listy osób mających dostęp do informacji poufnych. Na liście powinny być umieszczone wszystkie osoby, które, ze względu na relację służbową z emitentem, miały dostęp do informacji poufnych. Dodatkowo każdy emitent powinien listę osób pełniących obowiązki zarządcze (i blisko z nimi związanych), która również może posłużyć KNF do zbadania omawianej sytuacji. Lista ma umożliwić kontrolę nad tym, aby osoby mające jako pierwsze wiedzę o zdarzeniach cenotwórczych zachodzących w spółce nie dokonywały transakcji z wykorzystaniem informacji poufnych i odpowiednio informowały rynek o swoich transakcjach na akcjach. Nawet jeśli strategiczny partner zaprzecza następnie istotnemu znaczeniu zawartej umowy, jej zawarcie może pozostawać informacją cenotwórczą, a rolą regulatora jest ocena, czy w takim stanie faktycznym doszło do nieuprawnionego wykorzystania informacji poufnej.  – dodaje mec. Katarzyna Jaroszyńska-Lewandowska.

W odczuciu wielu komentatorów brak zdecydowanej reakcji regulatora na wiele kontrowersyjnych sytuacji związanych z obrotem akcjami na GPW rozbudza oczekiwania rynku i pozostawia pole do ryzykownych zachowań inwestycyjnych.

KNF powinna badać poszczególne sytuacje nie tylko pod kątem manipulacji i potencjalnego wykorzystania informacji poufnej przed publikacją raportu bieżącego ujawniającego informację poufną, ale także rozważyć środki, takie jak choćby zawieszenie obrotu akcjami takiego emitenta, nacelowane na następcze ustabilizowanie kursu akcji spółki i eliminację dalszych niespodziewanych skoków kursowych. Wobec niejednoznacznej reakcji KNF powstaje pytanie, czy to GPW nie powinna wdrożyć swoich instrumentów, aby zabezpieczyć interesy uczestników obrotu. – podsumowuje mec. Marcin Pietkiewicz.

Wykorzystanie informacji poufnej np. w transakcjach giełdowych stanowi złamanie art. 14 lit. a rozporządzenia MAR i jest zagrożone grzywną do 5 mln zł albo karą pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5, lub oboma tymi karami łącznie. Z kolei bezprawnego ujawniania informacji poufnej zabrania art. 14 lit. c rozporządzenia MAR. Tu karą jest grzywna do 2 mln zł albo kara pozbawienia wolności do lat 4, albo obie te sankcje łącznie.

Rolnicy wciąż zadłużeni na grube miliony zł. Sytuacja ma się jeszcze pogorszyć na przełomie III i IV kw. br.

Na koniec I półrocza br. KRD odnotował spadek liczby rolników – przedsiębiorców rdr. o 13,5%. Do tego łączne zadłużenie zmniejszyło się o 2,6% rdr. Z kolei w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, rdr. ubyło 3,2% rolników. Ponadto o 4% rdr. spadła suma zaległości. W pierwszym z rejestrów średnie zadłużenie rdr. wzrosło o 12,6%, a w drugim –zmalało o 0,8%. Z danych KRD wynika też, że o 19 dni wydłużył się okres, w którym statystyczny rolnik zalegał ze spłatą zobowiązań. Jednak eksperci twierdzą, że ww. dane nie oddają faktycznej sytuacji. I przewidują, że problemy rolników przybiorą na sile na przełomie III i IV kwartału br. Do tego wskazują, że w kolejnych okresach rolników mogą dobić nowe problemy – wcześniej pojawiające się na mniejszą skalę, tj. zmiany klimatyczne, przez które będą popadać w coraz to większe kłopoty finansowe.

Spadki nie oddają realnej sytuacji

Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Długów (KRD), na koniec czerwca br. w tym rejestrze było 3,7 tys. zadłużonych rolników – przedsiębiorców. To o 13,5% mniej niż w analogicznym okresie 2022 roku, kiedy było ich 4,3 tys. Natomiast w przypadku Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, o 3,2% rdr. spadła liczba dłużników z kategorii uprawy rolne, chów i hodowla zwierząt, łowiectwo, włączając działalność usługową. Na koniec czerwca br. było ich 1,6 tysięcy, a rok wcześniej – 1,6 tys.

– Sytuacja rolników nie uległa poprawie. Zmniejszenie liczby zadłużonych to jedynie efekt uzyskania przez nich środków pieniężnych w wyniku sprzedaży produkcji z poprzedniego roku po zaniżonych cenach. Dane te nie oddają rzeczywistej skali problemów w rolnictwie. Wynikają one ze znaczącego wzrostu kosztów pracy i importu tańszych, zagranicznych produktów rolnych. To poskutkowało spadkiem cen w skupie – komentuje Adrian Parol, doradca restrukturyzacyjny specjalizujący się w sektorze rolnym.

Według danych KRD, na koniec czerwca br. zadłużenie rolników – przedsiębiorców wyniosło blisko 270 mln zł. To o 2,6% mniej niż rok wcześniej – ponad 277 mln zł. Z kolei z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że o 4% rdr. spadła kwota zaległości dłużników z kategorii uprawy rolne, chów i hodowla zwierząt, łowiectwo, włączając działalność usługową. Ostatnio wyniosła niecałe 495 mln zł, a rok wcześniej – ponad 515 mln zł.

– W mojej ocenie, kolejny raz z rzędu dane nie przedstawiają faktycznej kondycji tego sektora. Uważam, że liczba rolników, którzy będą mieli problemy z obsługą swoich zobowiązań, wzrośnie. Wkrótce w rejestrach zaczną pokazywać się nowe wpisy, które przybiorą na sile na przełomie III i IV kwartału br. Wówczas skumulują się skutki wielu negatywnych czynników, w tym wzrostu cen wszystkich nośników energii i stóp procentowych oraz szalejącej inflacji. Sytuacja gospodarcza, wywołana pandemią oraz wybuchem wojny w Ukrainie, wciąż jest bardzo ciężka i generuje szereg problemów i wyzwań. Taki splot trudności będzie miał bezpośrednie przełożenie na zachowanie płynności finansowej przez ten sektor w kolejnych latach – przekonuje radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Łukasz Goszczyński.

Podobną opinię wyraża Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych (KRIR). – Myślę, że dane nie do końca odzwierciedlają sytuację w rolnictwie. Spada liczba inwestycji na wsi, a ci, którzy mają zobowiązania, nie inwestują w nowy sprzęt i próbują uregulować swoje wierzytelności, np. sprzedając ziemię – przekonuje prezes KRIR.

Widać, że wzrosty są niepokojące

W KRD średnie zadłużenie rolnika – przedsiębiorcy wyniosło ponad 73 tys. zł. To o 12,6% więcej niż rok wcześniej, kiedy było na poziomie 64,8 tys. zł. Natomiast z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że średnia kwota zaległości spadła rdr. o 0,8% w kategorii uprawy rolne, chów i hodowla zwierząt, łowiectwo, włączając działalność usługową. Na koniec czerwca br. przekraczała 317,5 tys. zł, a rok wcześniej wynosiła niespełna 320 tys. zł.

– Wzrost zadłużenia w KRD wynika z okoliczności, iż rolnicy, chcąc uruchomić produkcję rolną, musieli zaciągnąć nowe zobowiązania. Będą mogli je spłacić dopiero po zakończeniu żniw. W świetle obecnych kosztów produkcji oraz cen skupu płodów rolnych, rolnicy nie będą w stanie spłacić całości długów. Średnie zadłużenie jest niepokojące, bo stanowi znaczące obciążenie dla dłużnika, który oprócz jego obsługi musi ponosić koszty związane z wygenerowaniem zysków. Co więcej, znaczący wpływ na jego sytuację mają czynniki zewnętrzne, związane z eksportem, co istotnie wpływa na wysokość cen w skupie. Rolnik nie jest w stanie planować wydatków i może obawiać się o swoją przyszłość – mówi Adrian Parol.

Na podstawie obserwacji rynku mec. Goszczyński prognozuje, że urośnie średni dług rolnika. Teraz jest to niespełna 13% rdr. Jednak pod koniec br. lub w I kwartale 2024 roku może to być już wartość, która zbliży się do 20%, a na pewno przekroczy 15%. Z kolei z danych KRD wynika, że na koniec I poł. 2023 r. statystyczny rolnik – przedsiębiorca zalegał ze spłatą zobowiązań 937 dni, a rok wcześniej – 918 dni. Zatem ten okres wydłużył się o 19 dni. Jak podkreśla Wiktor Szmulewicz, to niewielka zmiana, ale widać, że zadłużenie wzrasta w kierunku trzech lat. Jeśli w czyimś przypadku trwa tak długo, to dosyć trudno z niego wyjść.

– Na nieznaczne wydłużenie wpływa sytuacja, związana ze spadkiem cen produktów rolnych w skupie. W wyniku tego rolnicy będą mieli coraz większe problemy ze spłatą zobowiązań. Część przedsiębiorców ich nie spłaci, tym samym powinny być wdrożone rozwiązania mające na celu pomoc finansową rodzimym rolnikom na preferencyjnych warunkach, np. ochrony rynku rolnego przed napływem produktów z innych krajów – alarmuje Adrian Parol.

Zgodnie z danymi KRD, na koniec czerwca br. rolnik – przedsiębiorca z woj. małopolskiego zalegał ze spłatą zobowiązań średnio 1757 dni. Dalej w zestawieniu widać woj. pomorskie – 1364 dni, opolskie – 1292 dni, lubuskie – 1266 dni, a także świętokrzyskie – 1191 dni. Zestawienie zamyka woj. warmińsko-mazurskie – 648 dni. Przed nim widać podlaskie – 704 dni, jak również kujawsko-pomorskie – 720 dni.

– Alarmujące są różnice między województwami, które tworzą pewien podział na najbogatsze i najbiedniejsze części kraju. Wynikają one z różnego typu produkcji, dominujących w danych regionach Polski. Dla przykładu, w woj. wielkopolskim są duże gospodarstwa, które mają po 1000-4000 sztuk świń. Natomiast na Podlasiu hodowcy posiadają po 50-100 świń. Zatem jedno gospodarstwo w Wielkopolsce może odpowiadać długom dwóch gmin na Podlasiu. I dlatego statystyki się różnią. Jednak wszędzie zadłużenie trwające powyżej 150 dni jest niebezpieczne, ponieważ reaguje na nie Urząd Skarbowy, który np. domaga się zwrotu VAT-u – informuje Sławomir Izdebski, Przewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych Rolników i Organizacji Rolniczych.

Kolejne zagrożenia na horyzoncie

Zdaniem ekspertów, sytuacja rolników będzie się dalej pogarszała. – Brakuje działań mających na celu zabezpieczenie interesów rolników ze strony rządzących. Liczba zadłużonych rolników będzie wzrastać. Co więcej, będzie rosła kwota ich zadłużenia. Kluczowe znaczenie mają tu wysokie koszty produkcji, niskie ceny skupu i niekontrolowany import tańszych produktów rolnych. Zbliżające się wybory parlamentarne nie poprawią sytuacji rolników – zapewnia Adrian Parol, doradca restrukturyzacyjny specjalizujący się w sektorze rolnym.

W opinii Sławomira Izdebskiego, przez następne trzy miesiące ani rząd, ani parlament nie będzie pracował nad stworzeniem wsparcia dla rolników. Po zaprzysiężeniu nowego rządu będzie tak samo. Ekspert spodziewa się więc ok. 4 miesięcy marazmu. Sytuacja konkretnych rolników będzie zależała stricte od koniunktury na rynku. Jeśli ceny produktów rolnych będą nadal spadały, to wtedy rzeczywiście istnieje zagrożenie, że to zadłużenie jeszcze się powiększy.

– Z rozmów z wieloma rolnikami, którzy posiadają obecnie zadłużenie, wynika, że liczą na to, iż po wyborach nowy rząd i parlament przyjrzy się ich sprawie i będzie próbował coś zaradzić. Ale nawet gdyby to nastąpiło, to pierwsze efekty tego będzie można obserwować za rok lub dwa lata, a może nawet i dłużej. Natomiast pomoc jest potrzeba teraz i tu – zwraca uwagę Łukasz Goszczyński.

Ekspert dodaje też, że w sytuacji dynamicznie zachodzących zmian klimatycznych, tj. naprzemiennych susz i ulew, rolnikom jest potrzebny szerszy plan ratunkowy, np. w kwestii doregulowania stosunków handlowych pomiędzy nimi a przetwórcami, pośrednikami i sieciami handlowymi – na styku równoprawnej pozycji negocjacyjnej. To w dużym stopniu poprawiłoby ich sytuację i płynność finansową. Oczywiście skutków klimatycznych to nie zlikwiduje, ale przez to rolnikom odejdzie jeden z ważniejszych problemów, który wciąż narasta i mocno niepokoi. A jak dodaje Goszczyński, w kolejnych okresach – nie tylko miesiącach, ale też latach, będzie to jeden ze znaczących czynników, przez który rolnicy będą popadać w coraz to większe problemy, głównie te finansowe.

– Podsumowując, należy podnieść jeszcze jedną ważną kwestię. Otóż liczba gospodarstw się kurczy. To spowoduje, że w perspektywie dłuższego czasu dłużników – rolników będzie mniej, ale to wcale nie będzie oznaczało poprawy sytuacji. W suchych danych może tak będzie. Jednak będą to kolejne pozorne wyniki, które nie mogą oddawać rzeczywistego stanu, w jakim znajdują się rolnicy – konkluduje radca prawny i doradca restrukturyzacyjny Łukasz Goszczyński.

Sierpień 2023 r. w TIM SA jak przed rokiem

Ze wstępnych szacunków wynika, że w sierpniu 2023 r. miesięczne przychody TIM SA ze sprzedaży netto towarów i usług związanych bezpośrednio ze sprzedażą towarów wyniosły 114,7 mln zł i były zbliżone do osiągniętych w analogicznym okresie 2022 r. (-0,4% rdr.).

Szacowana sprzedaż online realizowana samodzielnie przez klientów osiągnęła w sierpniu 2023 r. 79,2 mln zł (-6,2% rdr.).

Szacowane skumulowane przychody TIM-u ze sprzedaży zbliżają się po ośmiu miesiącach 2023 r. do 1 mld zł (932 mln zł, tj. -3% rdr.).

– Biorąc pod uwagę sytuację rynkową, a także trwający sezon urlopowy, zrównanie się z poziomem przychodów z sierpnia 2022 roku postrzegam pozytywnie – mówi Piotr Tokarczuk, członek Zarządu i dyrektor finansowy TIM SA. – Analizując poszczególne tygodnie minionego miesiąca, widzimy większą aktywność w ostatnich dniach. Może to oznaczać powrót do pourlopowego rytmu pracy u naszych klientów, a także zwiastować większy popyt w okresie jesiennym, tradycyjnie będącym czasem największych zakupów asortymentu elektrotechnicznego – dodaje Piotr Tokarczuk.

Na Bezpieczny Kredyt 2% czeka się coraz dłużej. Obecnie od 4 do 6 tygodni, ale zaraz to może być nawet kwartał

Coraz wolniejsze rozpatrywanie wniosków o Bezpieczny Kredyt 2%. Ekspert: za chwilę standardem będą 3 miesiące.

Bezpieczny kredyt 2% cieszy się rekordowym zainteresowaniem Polaków. Złożono już ponad 33 tysiące wniosków o udzielenie pożyczek, a banki pozytywnie rozpatrzyły blisko 15% wniosków. Eksperci rynku nieruchomości przyznają jednak, że sytuacja zaczyna być kłopotliwa, bo tempo rozpatrywania wniosków jest coraz wolniejsze, a to powoduje chaos w obrocie mieszkaniami.

– Klienci chcą rezerwować mieszkania, a nie wszyscy sprzedający, szczególnie na rynku wtórnym się na to godzą. Jeszcze w lipcu czas oczekiwania na decyzje banku to były dwa tygodnie, teraz mówimy już nawet o dwóch miesiącach – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Do końca roku nawet 60 tysięcy wniosków?

Nie da się ukryć, że program Bezpieczny kredyt 2% będzie kołem zamachowym dla rynku nieruchomości w Polsce i należy się spodziewać dużego wzrostu zainteresowania zakupem mieszkań na rynku wtórnym i deweloperskim. Szacuje się, że wzrost udzielonych kredytów hipotecznych w lipcu i sierpniu 2023 był nawet 40% wyższy niż przed rokiem. Eksperci widzą na horyzoncie problemy. To wydolność systemu bankowego w rozpatrywaniu wniosków.

– Program cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem. Widzimy więc jasno i wyraźnie, że rynek nieruchomości był mocno schłodzony i potrzebował bodźca rozwojowego, który znów zachęci konsumentów do brania kredytów na mieszkania. Banki mają spore problemy z efektywnością. Przy takiej ilości wniosków opóźnienia są rzeczą oczywistą i niestety klienci muszą być gotowi na dłuższe oczekiwanie. Widzimy obecnie falę, a szczyt jeszcze chyba przed nami – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Szacuje się, że liczba złożonych wniosków do końca roku może przekroczyć nawet 60 tysięcy. Sukcesem będzie jeżeli rozpatrzonych pozytywnie będzie 15 tysięcy wniosków.

Konsumenci chcą zdążyć do końca roku. Obawiają się wzrostu cen mieszkań i limitów w dotacjach

Czy w tym przypadku działa zasada: „kto pierwszy, ten lepszy”? Konsumenci nie ukrywają, że chcą zdążyć z wnioskami jeszcze w tym roku.

– Klienci mają kilka motywacji. Podstawowa to pewność, że w tym roku nie ma limitów na ten program, a w przyszłym roku nie wiadomo, co będzie. Kolejna sprawa to ceny nieruchomości. Już teraz widzimy wzrosty na rynku deweloperskim, więc należy spodziewać się, że wraz ze wzrostem popytu zmieniać się będą ceny. Tym bardziej, że w 2024 roku na rynek trafi mniej mieszkań, bo deweloperzy bardzo wolno rozkręcają swoje budowy – mówi Mirosław Król.

– Klienci na decyzje finansowe ze strony banków czekają od 4 do 6 tygodni, ale uprzedzamy, że to są terminy, które się wydłużają, a nie skracają. By nie robić aneksów do umów przedwstępnych to należy liczyć, że oczekiwanie na decyzje może sięgać nawet do trzech miesięcy – mówi Mirosław Król.

Z obserwacji ekspertów rynku nieruchomości wynika, że program cieszy się największym zainteresowaniem w dużych miastach. Więcej klientów to rodziny z dziećmi niż single.

DLA Piper: Polskie firmy niedostatecznie chronią tajemnice przedsiębiorstw narażając się na straty finansowe

Polskie firmy niedostatecznie chronią tajemnice przedsiębiorstw, narażając się na straty finansowe i pogorszenie pozycji rynkowej w sytuacji, gdy ich unikalna wiedza trafi do konkurencji, twierdzą prawnicy kancelarii DLA Piper. Przedsiębiorstwa powinny przede wszystkim zabezpieczyć się przed ujawnieniem newralgicznych informacji przez byłych pracowników, ponieważ dochodzenie swoich praw przed sądem jest bardzo trudne i nie zawsze możliwe. 

Tajemnica przedsiębiorstwa to każda niejawna informacja, która jest źródłem przewagi konkurencyjnej i jest chroniona przez firmę. Mogą to być dane produkcyjne, technologiczne czy organizacyjne, a także listy klientów, plany ekspansji czy też strategie marketingowe.

– Z naszego doświadczenia i wieloletniej współpracy z polskimi firmami, zwłaszcza produkcyjnymi i handlowymi, wiemy, jak wiele podmiotów nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, że o ich wartości i pozycji rynkowej decyduje pewna unikalna wiedza – mówi Ewa Kurowska-Tober, partner i szefowa warszawskiego zespołu prawa własności intelektualnej i nowych technologii w DLA Piper. – Podczas gdy przewaga konkurencyjna firm krajowych wynikała kiedyś głównie z niskich kosztów pracy, obecnie w coraz większym stopniu jest ona pochodną zgromadzonych przez firmę zasobów własności intelektualnej, które muszą być chronione.

Prawnicy kancelarii zwracają uwagę, że niecałą unikalną wiedzę można opatentować. Jeśli informacja nie ma poziomu wynalazczego, to takiej ochrony nie otrzyma. Ponadto, uzyskanie patentu jest procedurą czasochłonną i kosztowną. Jednak brak ochrony patentowej nie oznacza, że wartość informacji jest niższa. W Europie więcej firm chroni swoje zasoby własności intelektualnej tajemnicą handlową niż patentami.

Ochrona zasobów intelektualnych powinna zacząć się od ustalenia, jakie informacje są wrażliwe z biznesowego punktu widzenia, kto z pracowników powinien mieć do nich dostęp i jak zarządzać obiegiem informacji. To oznacza wdrożenie odpowiednich procedur, stopni poufności i zabezpieczeń IT.

– Do kwestii ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa należy podchodzić systemowo, np. wykorzystując dostępne narzędzia prawne, tak aby obawy o bezpieczeństwo nie hamowały rozwoju biznesu – uważa dr Krystian Maciaszek, counsel w warszawskim zespole prawa własności intelektualnej i nowych technologii w DLA Piper. – Oprócz procedur trzeba także tworzyć w przedsiębiorstwie kulturę poufności i budować wśród pracowników świadomość tego, jak obchodzić się z informacjami. Podsumowując, najważniejszą rzeczą jest zapobieganie, ponieważ dochodzenie swoich praw w sądzie w przypadku wycieku informacji jest bardzo trudne, jeśli wcześniej nie zadbało się o odpowiednie zabezpieczenia.

Opublikowany w czerwcu br. raport Urzędu Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej „Trade Secrets Litigation Trends” in the EU pokazuje, że dochodzenie swoich praw przed sądem to proces długotrwały i obarczony dużym ryzykiem niepowodzenia. W przypadku Polski sukcesem dla powoda zakończyło się jedynie 14 proc. postępowań o naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa, podczas gdy średnia w Europie to 27 proc.

Jak wynika z raportu przedmiotem naruszenia w Europie i w Polsce są najczęściej tajemnice handlowe, które stanowiły 62 proc. spraw. To głównie informacje dotyczące dystrybucji towarów takie jak kanały, strategie reklamowe, dane marketingowe, listy klientów oraz informacje finansowe, w tym modele cenowe czy dane księgowe. Druga, najliczniejsza grupa spraw dotyczyła ujawnienia tajemnicy technologicznej (33 proc. sporów), czyli informacji na temat procesów wytwórczych.

Jak wynika z raportu za ujawnienie tajemnicy przedsiębiorstwa odpowiedzialność ponoszą głównie byli pracownicy. Przeciwko nim toczyło się 41 proc. wszystkich postępowań. Sprawy o szpiegostwo przemysłowe, czyli zaplanowany proces nielegalnego pozyskiwania informacji o konkurentach w celu uzyskania przewagi rynkowej, to zaledwie 4 proc. wszystkich spraw.

– Dane pokazują, że firmy muszą bardzo precyzyjnie określić, co mogą, a czego nie mogą ujawniać pracownicy i współpracownicy również po rozwiązaniu stosunku pracy. Zdarza się, iż nawet najbardziej kompetentne osoby w przedsiębiorstwie mogą ujawnić poufne informacje w sposób niezamierzony, bądź dlatego, że nikt im tego nie zabronił – komentuje dr Krystian Maciaszek.

Kaucja na opakowania z podpisem Prezydenta RP

Dnia 31 sierpnia 2023 r. prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę wdrażającą w Polsce system kaucji na opakowania, w tym metalowe puszki napojowe. Ustawa wprowadza oczekiwane rozwiązania, które z powodzeniem funkcjonują w innych krajach. Jak podkreślają przedstawiciele branży opakowaniowej, prace nad skutecznym wdrożeniem kaucji jeszcze się nie skończyły. Dzięki nowemu aktowi prawnemu mamy potrzebne ramy regulacyjne – teraz pora na zaprojektowanie efektywnego systemu w najdrobniejszych szczegółach.

Już od 1 stycznia 2025 r. kupno napojów w wybranych opakowaniach będzie wiązać się z wniesieniem kaucji. Jej zwrot nastąpi dopiero po oddaniu pustych opakowań w specjalnie przygotowanych punktach m.in. w automatach zlokalizowanych w placówkach handlowych. Wysokość kaucji wg. zapowiedzi Ministerstwa Klimatu i Środowiska wyniesie 50 groszy za pojedyncze opakowanie, a do odbioru nie będzie potrzebny paragon.

Wysokość kaucji za pojedyncze opakowanie powinna być ponownie zweryfikowana po pierwszych 2 latach jej obowiązywania – przekonuje Jacek Wodzisławski, Prezes Zarządu Fundacji RECAL. – Znane będą wtedy realne koszty wdrożenia i funkcjonowania systemu, które przekładają się na  realne stawki opłaty „handling fee”, czyli opłaty manipulacyjnej ponoszonej niezależnie od kaucji przez wprowadzających napoje na rynek. Ważne jest także uwzględnienie mechanizmu tzw. ekomodulacji, czyli różnicowania stawek w zależności od rodzaju materiału danego opakowania tak, by promować opakowania wytwarzane z materiałów permanentnych oraz łatwych do recyklingu – podkreśla Jacek Wodzisławski.

Fundacja RECAL, reprezentująca wszystkich krajowych przedsiębiorców wytwarzających puszki napojowe (w zdecydowanej większości są one wykonywane z aluminium, ale wciąż około 10% krajowego rynku stanowią puszki napojowe produkowane ze stali) zwraca uwagę, że nowopowstałe ramy prawne pozwolą na stworzenie efektywnego systemu kaucyjnego. Wciąż jednak potrzebne są bardziej precyzyjne ustalenia, które pozwolą zapewnić wyższe poziomy zbiórki. Organizacja branżowa przedstawia swoje postulaty.

  1. Wprowadzenie mechanizmów premiujących materiały i opakowania bardziej przyjazne dla środowiska

Proponowana stawka kaucji wynosić będzie 50 groszy. Postulujemy, aby kaucja na opakowania powyżej 1 litra była dwa razy większa – taki mechanizm pozwoli przeciwdziałać wypieraniu mniejszych i bardziej ekologicznych rozwiązań jak puszki aluminiowe. W systemie kaucyjnym warto uwzględnić także zróżnicowanie materiałów wykorzystywanych do produkcji opakowań. Obok puszek metalowych kaucja obejmie także butelki plastikowe oraz szklane opakowania zwrotne. Należy jednak pamiętać, że nieodebrane kaucje, szczególnie w przypadku tak cennego surowca jakim jest aluminium, oraz środki uzyskane z jego sprzedaży nie powinny być wykorzystywane do krzyżowego finansowania pomiędzy poszczególnymi materiałami opakowaniowymi. W praktyce oznacza to, że środki pozyskiwane od wprowadzających puszki nie mogą być przeznaczane na kaucjonowane szkło i plastik.

  1. Transparentność systemu

Zarządzanie tak licznymi transakcjami związanymi z pobraniem i zwrotem kaucji wymaga niezależnej weryfikacji rozliczeń finansowych oraz przepływów materiału. Na obecnym etapie ustawodawca nie zdecydował się na elektroniczny rejestr. Należałoby jednak rozważyć wprowadzenie takiego rozwiązania w przyszłości. Prowadzony przez podmiot rozliczający rejestr wszystkich pobranych i zwróconych kaucji oraz rejestr wprowadzonych do obrotu i zwróconych opakowań w podziale na poszczególnych operatorów, zapobiegałby nadużyciom oraz pozwolił na niezależne rozstrzyganie konfliktów pomiędzy operatorami.

  1. Ujednolicenie wymaganych poziomów zbiórki

Brak jednorazowych butelek szklanych w systemie kaucyjnym należy zrównoważyć wprowadzeniem takich samych wymogów dotyczących poziomów zbiórki szkła, jak również puszki i butelki plastikowej, czyli 90% od 2029 roku i lat następnych z identyczną ścieżką dojścia rozpoczynającą się od poziomu 77% od 2025 r. Powinno to pośrednio wpłynąć na „niezaleganie” nieobjętych kaucją zużytych opakowań w przestrzeni publicznej. W obecnej wersji ustawy kaucyjnej ten ważny aspekt środowiskowy nie został uwzględniony.

  1. Edukacja konsumentów nt. niezgniatania puszek

Niezależnie od użytego surowca, puszki zwracane przez konsumentów będą musiały być oddawane w formie niezgniecionej, aby możliwa była elektroniczna weryfikacja zasadności wypłaty kaucji. W przypadku zwrotu do specjalistycznych automatów weryfikacja będzie prowadzona przez te urządzenia. Obok automatów, będą funkcjonowały również systemy ręcznego przyjmowania niezgniecionych opakowań.

  1. Sprawne funkcjonowanie centrów przerobowo – rozliczeniowych

Sieć takich centrów, zorganizowana obecnie w dużej mierze przez producentów puszek napojowych, liczy obecnie łącznie kilkadziesiąt zakładów, pokrywających zasięgiem swojego działania teren całego kraju i przetwarzających tysiące ton tego odpadu miesięcznie. W tych miejscach prowadzone są specjalistyczne procesy, przygotowujące zebrane puszki do recyklingu, które następnie są wysyłane bezpośrednio do hut. Dodatkowo, co bardzo ważne, centra te posiadają wszelkie wymagane prawem pozwolenia na wykonywanie procesów przerobu i wysyłek puszek napojowych do recyklingu. Mają odpowiedni know-how i infrastrukturę, aby zapewnić wymaganą jakość materiału poddawanego recyklingowi, co pozwoli z zebranych puszek wyprodukować nowe puszki. Zatem współpraca przyszłych podmiotów odpowiedzialnych za system kaucyjny z obecnymi firmami przetwarzającymi odpad puszki aluminiowej wydaje się być najbardziej logicznym, racjonalnym i pożądanym kierunkiem budowania systemu kaucyjnego w Polsce.

Nadrzędnym celem systemu kaucyjnego powinno być zapewnienie jak najwyższych poziomów faktycznego recyklingu opakowań, a w efekcie drugie życie surowców wykorzystanym do ich produkcji. Ze względu na duży poziom szczegółowości przewidzianych rozwiązań, budowanie systemu w Polsce powinno odbywać się w ścisłej współpracy branży oraz regulatora.

Stopa bezrobocia w USA rośnie, płace rosną wolniej. Podwyżki stóp mniej realne?

Ten tydzień potwierdził nam, że gwałtowne podwyżki stóp procentowych przynoszą efekty. W sierpniu napięta sytuacja na amerykańskim rynku pracy uległa dalszemu złagodzeniu. Chociaż wzrost liczby miejsc pracy o 187 tysięcy był wyższy niż oczekiwano, wzrost w poprzednich dwóch miesiącach został zrewidowany w dół o 110 tysięcy. Ponadto stopa bezrobocia wzrosła o 0,3 punktu procentowego, ponieważ więcej pracowników weszło na rynek pracy. Już we wtorek ankieta JOLTS potwierdziła, że popyt na pracę słabnie a raport ADP w kolejnym dniu rozczarował.

Oficjalne dane z rynku pracy USA pokazują, że amerykański rynek pracyosłabł. W szczególności kontynuowany był schemat, zgodnie z którym początkowo zgłaszane przyrosty miejsc pracy są później korygowane w dół. Było to prawdą w każdym miesiącu tego roku i co skłania sądzić, że niebawem otrzymamy podobną rewizję danych za sierpień.

Trend wzrostu zatrudnienia jest wyraźnie spadkowy. Kurczy się stale liczba pracowników tymczasowych a wskaźnik ten jest pewnego rodzaju sygnałem wyprzedzającym.

Dużą niespodzianką okazał się wzrost stopy bezrobocia do 3,8 proc. co nie wynikało ze szczególnej słabości popytu na prace ale ze zwiększonej podaży pracy. Ciekawostką jest fakt, że na rynek weszło ponad 700 tys. dodatkowych osób. Z kolei średnie płace wzrosły nieznacznie o 0,2 proc. w porównaniu do poprzedniego miesiąc, co wpisuje się w obraz spadającej dynamiki wynagrodzeń.

W Jackson Hole Powell wskazał, że dalsze podwyżki stóp są możliwe. Podaj jednak warunki, kiedy to się może zdarzyć. Po pierwsze wzrost PKB musi utrzymywać się powyżej trendu a po drugie rynek pracy nie może się schładzać . Drugi z tych warunków pomału przestaje obowiązywać.

Wycena rynkowa po danych NFP dotycząca przyszłej ścieżki stóp procentowych w USA uległa redukcji w dół. Dolar zareagował osłabieniem ale w kolejnych godzinach ruch został odwrócony. Po części to wpływ poznanego nieco później raportu ISM dla przemysłu, który ogólnie mówiąc wypadł lepiej od oczekiwań. Widać wzrost indeksu zatrudnienia oraz indeksu cen płaconych .

W przyszłym tygodniu rynek z pewnością będzie chciał dowiedzieć się, jak komentować będą aktualną sytuację przedstawiciele Fed-u. Głos zabiorą: Harker, Bostic, Collins oraz Williams. Głownym raportem będzie środowy odczyt ISM dla usług. Europa zaprezentuje finalne dane na temat usług – to zaplanowane jest na wtorek.

Autor: Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – sierpień 2023 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 3,5% rdr do 20,1 mld zł
  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na NewConnect o 2,4% do 200,0 mln zł
  • Spadek wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na indeksy o 19,4% rdr do poziomu 588,5 tys. szt.
  • Wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 4,2% do 238,3 mln zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 7,7% do 12,6 TWh
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 2,0% rdr do 7,7 TWh

W sierpniu 2023 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 20,2 mld zł, czyli o 3,7% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła o 3,5% rdr do poziomu 20,1 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 911,6 mln zł, o 3,5% więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec sierpnia wyniosła 68 431,46 pkt. i była o 36,4% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w sierpniu odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 2,8% rdr do poziomu 201,8 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect wzrosła o 2,4% rdr i wyniosła 200,0 mln zł.

Na rynku GlobalConnect wartość obrotów akcjami w sierpniu wyniosła 197,3 tys. zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w sierpniu wyniósł 971,3 tys. szt., czyli o 8,2% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy spadł o 19,4% rdr do poziomu 588,5 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 53,4% rdr do 279,7 tys. szt., a wolumen obrotu kontraktami na akcje spadł o 25,8% rdr do 88,7 tys. szt.

W sierpniu odnotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 4,2% rdr do poziomu 238,3 mln zł oraz spadek obrotów ETF-ami o 3,9% rdr do 78,3 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec sierpnia 105,0 mld zł, wobec 95,2 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła o 44,5% rdr do poziomu 316,7 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 40,5 mld zł wobec 13,5 mld zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 199,9% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł w sierpniu br. 12,6 TWh, co oznacza wzrost o 7,7% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 126,9% rdr do poziomu 5,7 TWh. Na rynku forward wolumen spadł o 24,7% rdr do poziomu 6,9 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym spadł o 2,0% rdr do 7,7 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu spadł o 12,0% do poziomu 0,7 TWh. Na rynku terminowym odnotowano spadek o 0,9% rdr do poziomu 7,0 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 1,1 TWh, co oznacza spadek o 45,1% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 6,7% rdr do poziomu 5,9 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 106,0% rdr, do wolumenu 4,3 TWh.

Kapitalizacja 371 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w sierpniu 2023 r. wyniosła 663,1 mld zł (148,4 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 414 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 347,6 mld zł (301,6 mld EUR).

W sierpniu br. na GPW odbyły się 22 sesje giełdowe, tyle samo co rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

RPP: zmiana terminu posiedzenia, szanse na obniżkę stóp rosną

Jeszcze w środę rano wydawało się, że mamy dwa tygodnie do posiedzenia, wieczorem nagle okazuje się, że jednak tydzień. Oby rynki zauważyły decyzję, bo nadal jest duża szansa na obniżkę, mimo że szanse spadają.

Rada Polityki Pieniężnej wraca na stary termin

Posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej to ostatnio temat dla pasjonatów. Dotychczas nie wiadomo było, o której godzinie będzie decyzja, by „utrudnić życie spekulantom”. Obecnie dochodzimy do etapu, że nie wiadomo, kiedy będzie posiedzenie. Do 18 sierpnia miało być 5-6 września. 18 sierpnia przesunięto na 12-13 września. Teraz 30 sierpnia przesunięto na 5-6 września z powrotem. Biorąc pod uwagę, że rynki spodziewają się jednak decyzji na tym posiedzeniu, warto byłoby jednak powoli ustabilizować jego termin. To jednak ważna kwestia dla rynków walutowych. Zakładając oczywiście, że przedwyborcza podwyżka dalej jest w mocy, bo nie brakuje głosów, że może nie jest to jednak dobry pomysł. Obniżanie stóp procentowych, które są realnie ujemne, to faktycznie może nie być najlepszy plan. Gdyby nie doszło do obniżenia stóp procentowych, należy oczekiwać umacniania się złotego.

Poznaliśmy inflację

Kolejny miesiąc nie mamy jednocyfrowego wskaźnika inflacji. Rynek oczekiwał równych 10%, a z kręgów rządowych nieśmiało przechwalano się, że może być mniej. Zobaczyliśmy jednak 10,1%. Nie jest to duża zmiana, ale zawsze pewien punkt zaczepienia dla teorii o nieobniżaniu stóp procentowych. Złośliwi wypominają, że prezes Adam Glapiński jako warunek inflacji wskazał jej jednocyfrowy poziom. Zakładając korzystanie z cyfr arabskich a nie rzymskich, to warunek ten nie jest spełniony. Gdybyśmy jednak używali cyfr rzymskich, trzeba pamiętać, że m. in. 100 i 1000 jest jednocyfrowe, a to słaba perspektywa dla naszej gospodarki.

Lepsze dane ze Stanów

Amerykanie zdecydowanie preferują w danych wzrost wydatków niż dochodów. Taką właśnie mieliśmy wczoraj sytuację. To dochody rosną wyraźnie wolniej niż wydatki. Z drugiej strony wniosków o zasiłek dla bezrobotnych mamy mniej, niż oczekiwali analitycy. W połączeniu z lepszym od oczekiwań indeksem Chicago PMI mamy uzasadnienie, dlaczego dolar amerykański zyskiwał wczoraj względem euro. To właśnie odpływ kapitału za ocean powoduje, że zarówno kurs złotego, jak i dolara szły wczoraj w górę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Obligacje skarbowe coraz popularniejsze wśród Polaków

Obligacje skarbowe w ostatnich latach stały się kluczowym elementem strategii inwestycyjnych gospodarstw domowych. Analiza danych dostarczonych przez Ministerstwo Finansów pozwala na śledzenie widocznego wzrostu popularności tych instrumentów. Według ostatnich informacji, posiadanie skarbowych papierów wartościowych wśród gospodarstw domowych w ciągu ostatnich 3 lat wzrosło o sumę 59 miliardów złotych. Aktualnie, gospodarstwa domowe posiadają bezpośrednio około 95 miliardów złotych w postaci obligacji skarbowych, co stanowi 10% zadłużenia kraju. To znaczący wzrost, który nie tylko podkreśla rosnące zaufanie inwestorów do tych instrumentów, ale także ich znaczenie dla stabilności portfeli inwestycyjnych – uważa Mateusz Mucha, zarządzający BETA ETF.

Struktura podmiotowa zadłużenia w obligacjach skarbowych wyemitowanych na rynku krajowym (30.06.2023 – mld zł)

Podmiot Stan zadłużenia

30.06.2023

Udział % Zmiana ostatnie
12 miesięcy
Zmiana ostatnie
36 miesięcy
Banki 463 51% 11 24
Inwestorzy zagraniczni 135 15% -12 -3
Zakłady Ubezpieczeń 62 7% 4 0
Fundusze Emerytalne 9 1% 3 8
Fundusze Inwestycyjne 53 6% 12 3
Gospodarstwa Domowe 95 10% 24 59
Przedsiębiorstwa niefinansowe 4 0% -2 -1
Instytucje rządowei samorządowe oraz inne podmioty 86 9% 4 31
Razem 906 100% 40 122

Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych Ministerstwa Finansów

Warto zwrócić uwagę również na inny fakt, że obecny bezpośredni udział obligacji skarbowych przez gospodarstwa domowe jest większy chociażby od portfela posiadanego przez fundusze inwestycyjne.

Obligacje skarbowe
Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych Ministerstwa Finansów

Wpływ na rosnącą popularność obligacji skarbowych miały dwie kluczowe przyczyny. Po pierwsze, obserwowaliśmy „wielki reset rentowności”, gdzie wysokie stopy procentowe sprawiły, że inwestorzy skusili się na tą klasę aktywów. Po drugie, medialny szum wokół inwestycji premiera Mateusza Morawieckiego w oszczędnościowe obligacje skarbowe w maju i lipcu 2022 roku przyciągnął uwagę Polaków i skłonił ich do większej aktywności na tym rynku.

Obligacje skarbowe sprzedaż
Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych Ministerstwa Finansów

Warto pamiętać, że oprócz tradycyjnych detalicznych obligacji skarbowych, istnieje także rynek GPW Catalyst, który umożliwia inwestowanie w obligacje skarbowe, korporacyjne i komunalne. Niemniej jednak, większość handlu skarbowymi papierami wartościowymi nie dzieje się na rynkach giełdowych, lecz w transakcjach OTC (poza giełdą). Na przykład, w maju 2023 roku aż 94,85% obrotu skarbowymi papierami wartościowymi miało miejsce w ten sposób. 5,10% odbyło się na hurtowym rynku BondSpot GPW, natomiast okruszki wielkości 0,10% właśnie na rynku Catalyst.

Mimo, że rynek Catalyst stanowi niewielki udział w obrocie jego potencjał wzrasta. Rekordowe obroty i liczba transakcji w 2022 roku oraz prognozowany silny wynik w 2023 roku świadczą o rosnącym zainteresowaniu tym rynkiem.

catalyst
Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych GPW

Inwestorzy na rynku Catalyst wykazują preferencję wobec obligacji o krótkim terminie zapadalności. Najchętniej handlowaną obligacją skarbową w 2023 była obligacja zerokuponowa o terminie zapadalności w lipcu 2024 roku. W TOP 10 najbardziej handlowanych obligacjach zobaczymy pozostałe serie o krótkim terminie zapadalności oraz obligacje zmiennokuponowe. Pewnym wyjątkiem jest obligacja FPC1140, która posiada bardzo długi termin do wykupu.

10 obligacji skarbowych/BGK o największym obrocie na rynku Catalyst w 1 poł 2023

Seria obligacji skarbowej Obrót (1 poł 2023) Udział w segmencie obligacji skarbowych
OK0724 714 740,41 35,31%
WZ0124 182 478,58 9,01%
OK1025 109 319,62 5,40%
WZ0524 89 044,40 4,40%
WZ0525 76 888,54 3,80%
DS1023 67 889,49 3,35%
FPC1140 64 995,98 3,21%
PS0424 59 665,09 2,95%
FPC0725 57 001,14 2,82%
WZ1126 54 763,23 2,71%

Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych GPW

Warto zaznaczyć, że dłuższe terminy zapadalności mogą nie cieszyć się uznaniem nie tylko z uwagi na awersję do ryzyka ale też z faktu znacznie gorszej efektywności kwotowania, co może prowadzić do przepłacenia przez inwestorów detalicznych.

Obligacje skarbowe spread
Źródło: Opracowanie własne na podstawie danych Bloomberg, Bondspot, GPW.

Dla tych, którzy akceptują umiarkowane ryzyko stopy procentowej i zróżnicowaną ekspozycję na polskie obligacje skarbowe, warto zainteresować się funduszem BETA ETF TBSP. Fundusz ten naśladuje zachowanie indeksu TBSP.Index, który obejmuje portfel skarbowych obligacji stałokuponowych o różnym okresie do wykupu. To innowacyjne rozwiązanie pozwala inwestorom uzyskać długoterminową ekspozycję na polskie obligacje skarbowe z dodatkowym mechanizmem dostosowującym do zmian w rentowności. Jak każdy fundusz ETF posiada dedykowanego animatora emitenta, który składa ciągłe zlecenia kupna i sprzedaży na szerokości spreadu, który jest zbliżony do rynku OTC i Bondspot. Pewnym wyzwaniem oczywiście jest aspekt prognozowania stopy zwrotu z tego funduszu, gdyż w przeciwieństwie do obligacji fundusz nie posiada terminu wykupu. Natomiast specyfika ta może się okazać korzystna dla Inwestorów chcących utrzymywać długoterminową ekspozycję na polskie obligacje skarbowe, gdyż pozwala zaoszczędzić na rolowaniu pojedynczych inwestycji. Zainteresowanie funduszem można uznać za stabilne, gdyż w 2022 zebrał on 24,2 mln złotych natomiast w 2023 roku do końca sierpnia 2023 roku dodatkowe 15 mln zł. Aktywa pod zarządzaniem funduszu sięgają obecnie ponad 48 mln złotych – mówi Mateusz Mucha.

Aktywa pod zarządzaniem oraz liczba wyemitowanych certyfikatów BETA ETF TBSP

Podsumowując, wzrost bezpośredniego zainteresowania obligacjami skarbowymi wśród gospodarstw  domowych stworzył wyzwanie dla pośrednich rozwiązań jak np.: fundusze inwestycyjne. Pomimo dominującej roli detalicznych obligacji skarbowych warto mieć świadomość istnienia notowanych obligacji skarbowych, które w pewnych okresach mogą oferować znacznie atrakcyjniejsze rentowności od administracyjnie ustalanej atrakcyjności detalicznych obligacji. Inwestorzy giełdowi trudniący się selekcją poszczególnych serii obligacji skarbowych posiadają również indeksową alternatywę w postaci BETA ETF TBSP.

Mateusz Mucha, zarządzający BETA ETF

Rynek czekolady 2023 – krótkoterminowe wyzwania i długoterminowy optymizm

Aktualna sytuacja na polskim rynku słodyczy czekoladowych nie jest tak zmienna jak w ubiegłym roku, jednak trudno o duży entuzjazm, ponieważ nadal towarzyszą nam gospodarcze skutki konfliktu zbrojnego za wschodnią granicą. Inflacja, mimo że jest niższa, to wciąż utrzymuje się na dwucyfrowym poziomie, sprzedaż detaliczna spowalnia. Wyzwaniem na pewno pozostaje ciągły wzrost cen kluczowego dla branży czekoladowej surowca tzn. kakao, które w ciągu roku zdrożało o ponad połowę i notuje najwyższe ceny od kilkudziesięciu lat.

Z początkiem najgorętszego okresu dla producentów słodyczy, firma Wedel analizuje kondycję branży, prezentując trzecią edycję raportu „Światowy i polski rynek czekolady”.

W 2023 roku sytuacja polskiej gospodarki jest bardziej stabilna, jednak producenci słodyczy wciąż muszą być elastyczni i szybko reagować na zmieniające się warunki funkcjonowania, związane na przykład z cenami surowców czy rosnącymi kosztami. Mimo krótkoterminowych wyzwań, w dłuższej perspektywie przewiduje się wzrost wartościowy całego rynku czekoladowego oraz większe spożycie słodyczy czekoladowych przez polskich konsumentów (o 8,5% do 2028 roku).

Prognozy z nutką optymizmu

Według analiz firmy Euromonitor, w najbliższych latach światowy rynek słodyczy czekoladowych będzie rósł. W zeszłym roku jego wartość została określona na 113,6 mld USD. Tylko między 2022 a 2023 rokiem szacowany jest wzrost o 10 mld USD, który będzie spowodowany (niestety) głównie inflacją. Co warto podkreślić, na przestrzeni lat 2022-2028 wartość globalnego rynku słodyczy urośnie o 51%, do ponad 170 mld USD[1].

Równie optymistycznie wyglądają długoterminowe prognozy spożycia wyrobów czekoladowych w naszym kraju. W ostatnich latach przeciętny Polak zjadał 5,8-5,9 kg słodyczy rocznie, co plasuje nas mniej więcej w środku światowej stawki. Nadal konsumujemy wyraźnie mniej niż np. Niemcy, którzy w 2022 roku zjadali 8,4 kg słodyczy, jednak sporo więcej niż Włosi (2,3 kg) czy Hiszpanie (2,7 kg). W ciągu najbliższych 5 lat apetyty na słodkości polskich konsumentów mają urosnąć, w 2028 roku oczekiwane jest spożycie w wysokości 6,4 kg na osobę[2]. Wszystko wskazuje na to, że wyroby czekoladowe nadal pozostaną istotnym elementem naszego koszyka zakupowego.Wykres Ile słodyczy jedzą Polacy vs. inne narodowości

Eksport ważnym czynnikiem napędzającym słodką produkcję

Wykres Eksport

Polscy producenci radzą sobie z sukcesem nie tylko na krajowym rynku. Jak wynika z raportu „Światowy i polski rynek czekolady”, jesteśmy trzecią siłą Unii Europejskiej[3], jeśli chodzi o ilość wyeksportowanych słodyczy i czwartą na świecie[4], jeśli wziąć pod uwagę wartość sprzedanych za granicę towarów.

W ujęciu ilościowym w UE wyprzedzają nas tylko Niemcy i Holendrzy, którzy w 2022 roku wyeksportowali odpowiednio 680 tys. ton i 322 tys. ton. Polska z 295 tys. ton słodyczy sprzedanych za granicę, wyprzedza m.in. Belgię (277 tys. ton) i Włochy (233 tys. ton)[5].

Świadczy to o doskonałej jakości polskich wyrobów czekoladowych oraz dobrym rozeznaniu, jeśli chodzi o potrzeby i gusta konsumentów w różnych zakątkach świata. Głównymi rynkami eksportowymi firmy Wedel są: Wielka Brytania, USA i Niemcy. Spośród produktów, które cieszą się wyjątkową popularnością za granicą są tabliczki czekoladowe, pianki Ptasie Mleczko®, praliny i batony, a także Torcik Wedlowski.

Szybka reakcja na zmieniające się warunki

Długoterminowe pozytywne prognozy dla rynku słodyczy cieszą, ale trzeba pamiętać, że organizacje nadal muszą borykać się z wieloma trudnościami gospodarczymi. Są to zarówno czynniki lokalne, takie jak wysoka inflacja, ceny prądu czy energii, rosnące koszty pracy, jak również globalne. Dla sektora czekoladowego największym wyzwaniem w najbliższym czasie może być cena podstawowego surowca, czyli kakao. Jego ceny na giełdzie w Londynie dynamicznie rosną, osiągając dawno nienotowane poziomy.

– W zeszłym roku, gdy analizowaliśmy kondycję rynku surowców, kakao było wymieniane wśród tych, których cena, mimo tendencji zwyżkowej, była najbardziej stabilna. Teraz sytuacja jest zupełnie inna. Ceny kakao gwałtownie rosną, pod koniec sierpnia 2023 na londyńskiej giełdzie trzeba było za tonę tego surowca zapłacić 2888 GBP. To oznacza, że jego cena wzrosła o 60% w ciągu roku i jest najwyższa od 46 lat. Duża koncentracja upraw kakao w Afryce Zachodniej powoduje, że surowiec ten jest pod silnym wpływem czynników pogodowych oraz braku stabilności ekonomicznej i politycznej – komentuje Maciej Herman, Dyrektor Zarządzający w firmie Wedel.

Krytycznym wyzwaniem dla praktycznie wszystkich producentów branży spożywczej było przez dłuższy czas zapewnienie ciągłości łańcucha dostaw przy zachowaniu konkurencyjnej, jakościowej oferty. Firma Wedel, dzięki wieloletniemu doświadczeniu i współpracy ze sprawdzonymi partnerami, a także dzięki elastyczności, z wyprzedzeniem reagowała na wydarzenia rynkowe, poszukując szans w napotkanych trudnościach, by móc nadal się rozwijać.

Konsumenci nadal szukają też jakości, postrzeganej jako niezmienny smak i dobre składniki. W badaniach Mintel większość z nich deklaruje, że podejmują decyzje zakupowe, kierując się właśnie smakiem (68 do 82% zależnie od grupy wiekowej) i czemu trudno się dziwić w obecnych czasach, ceną produktu (72 do 82% zależnie od wieku)[6].

Wykres Wartość polskiego rynkuPolska jest aktualnie największym rynkiem czekolady w Europie Środkowo-Wschodniej. Wartość polskiego rynku słodyczy w okresie lipiec 2022-czerwiec 2023 osiągnęła 10,315 mld zł, jest to wzrost wartościowo o 17,3% rdr i 2,3% ilościowo[7]. Nasze kultowe Ptasie Mleczko® jest numerem jeden w kategorii Pralin z udziałem na poziomie 16,6%. Czekolada Gorzka E. Wedel 64% 90 g przoduje natomiast w tabliczkach gorzkich twardych do 149 g[8]. – komentuje Maciej Herman, Dyrektor Zarządzający w firmie Wedel.

[1] Źródło: Euromonitor International, a market research provider

[2] Źródło: Euromonitor International, a market research provider

[3] Źródło: Eurostat, dane za 2022

[4] Źródło: worldstopexports.com

[5] Źródło: Eurostat, dane za 2022

[6] Źródło: Mintel

[7] Źródło: E.Wedel za NielsenIQ – Panel Handlu Detalicznego, Cała Polska z Dyskontami (Food), sprzedaż wartościowa i wolumenowa, zmiana sprzedaży wartościowej i wolumenowej, okres skumulowany lipiec 2021-czerwiec 2022 i lipiec 2022-czerwiec 2023, kategoria: rynek czekoladowy, tabliczki czekoladowe

[8] Źródło: E.Wedel za NielsenIQ – Panel Handlu Detalicznego, Cała Polska z Dyskontami (Food), sprzedaż wartościowa i wolumenowa, zmiana sprzedaży wartościowej i wolumenowej, okres skumulowany lipiec 2021-czerwiec 2022 i lipiec 2022-czerwiec 2023, kategoria: rynek czekoladowy, tabliczki czekoladowe

Perspektywy rozwoju branży tworzyw sztucznych w kontekście regulacji SUP

Rozmowa z Robertem Rosickim, Wiceprezesem Zarządu Eurocast: Wpływ regulacji SUP na branżę tworzyw sztucznych i perspektywy rozwoju.

W nawiązaniu do obecnych regulacji, dyrektywa SUP to duża zmiana procedowana w Unii Europejskiej pod kątem PPWR-u. Które zmiany legislacyjne są dla Was najbardziej odczuwalne?

Jako producent tworzyw sztucznych oczywiście śledzimy wszelkie zmiany legislacyjne i na bieżąco nad nimi dyskutujemy. Chodzi przede wszystkim o kwestie związane z gospodarką opakowań, waste management, sustainability oraz gospodarką obiegu zamkniętego.

I tu też warto zwrócić uwagę na ważną kwestię – nasza branża jest pojęciem bardzo szerokim, z licznymi podbranżami – od producentów małych opakowań, po grube folie, które jako Eurocast produkujemy, aż po naprawdę bardzo specjalistyczne przemysłowe zastosowania  w przemyśle budowlanym, czy w automotive. Mimo, że często mamy ten sam numer PKD,  to jednak produkujemy co innego, do innych zastosowań.

Legislacja na poziomie europejskim charakteryzuje się głównie wyznaczaniem kierunków działań dla państw członkowskich. W związku z tym państwa członkowskie najczęściej muszą na swoim  poziomie wdrożyć rozwiązania  dla postanowienia dyrektywy. Przykładem jest plastic tax, który swego czasu był ogromnym punktem do dyskusji, ponieważ każde z państw procedowało go inaczej. Każdy kraj interpretował postanowienia wedle własnego uznania.

System depozytowy i dostępność recyklatu – czy wierzy Pan w to, że to przyniesie takie widoczne efekty dla  producentów i że tego recyklatu na rynku  się zrobi więcej?

Tak naprawdę trudno powiedzieć, ale patrząc na system depozytowy w innych krajach, skutek pozytywny jest widoczny. Jednak w mojej ocenie, całkowite wdrożenie systemu depozytowego w Polsce będzie znacznie dłuższe i trudniejsze, niż przewidujemy. Konsumenci posiadają określone przyzwyczajenia.

Czy zwiększy się ilość dostępnego surowca na rynku? W teorii tak, jednak nie wiemy, jaka będzie zdolność przetwórcza recyklerów, czyli tych, którzy będą ten surowiec pozyskiwać i przetwarzać do późniejszego zastosowania. Dłuższa perspektywa zapewne spowoduje, że tego surowca będzie więcej, ale czy będzie to wystarczające dla wszystkich? Dużo zależy od tego, jaki będzie popyt na takie produkty, jak nasze. Jeżeli popyt będzie znacząco rósł, wówczas recyklatu może po prostu nie wystarczyć. Jeżeli natomiast gospodarka, tak jak dzisiaj, nie będzie w fazie wzrostu, a wręcz będzie się kurczyć, wówczas może się okazać, że recyklatu na rynku jest nawet za dużo. 

Warunki gospodarcze też mają wpływ na zapotrzebowanie na taki recyklat, ale będzie on stosunkowo tańszy, jeżeli będzie go więcej. Jaki jest obecnie koszt recyklatu, jaki poziom jest dla Was  interesujący ekonomicznie?

Koszt recyklatu, który spowodowałby, że chętniej korzystalibyśmy z tego surowca, zastępując nim oryginalny granulat, powinien oscylować w granicach nie wyższych niż 60-70% ceny tzw. oryginału. Należy tu mieć także na uwadze kwestię określonych wyzwań w przetwarzaniu recyklatu, wynikających m.in. z kontaminacji takiego surowca, mającej wpływ na ogólną jakość produkowanej folii. Aktualnie, koszt recyklatu jest relatywnie wysoki, a to powoduje, że łatwej i często taniej produkuje się z wykorzystaniem surowca oryginalnego. Oczywiście uwzględniamy oczekiwania części naszych klientów, którzy zgodnie ze swoja polityką i zawartymi umowami, wymagają, aby dostarczona do nich folia posiadała w swoim składzie surowce z recyklingu.

Jakie to są firmy, które  w swojej filozofii,  polityce mają zapisy o tym, żeby  ten produkt, który kupują od Was, pochodził z recyklatu?  To są firmy spożywcze, duże firmy,  przedsiębiorstwa, międzynarodowe  korporacje?

Są to głównie firmy, które produkują żywność do sieci handlowych za granicą. W Polsce zjawisko to jest spotykanie zdecydowanie rzadziej. Natomiast jest rzesza klientów, którzy wymagają by produkt zawierał odpowiednią ilość recyklatu, informując o tym na etapie zamówień  i prezentacji handlowej. W takich przypadkach najpierw robimy odpowiednie testy, i uzyskujemy akceptację klienta. Chodzi przede wszystkim o jakość, bo ona z założenia będzie wówczas nieco inna . Produkty z recyklatem nadal zachowują wysokie właściwości jakościowe, mechaniczne i spełniają wszystkie wymagania prawne opakowań do kontaktu z żywnością.

Czy spadek inflacji coś zmienił na lepsze, czy to nadal jest jednak taka sytuacja gospodarczo dołująca? Mówi się, że wzrost inflacji wpływa na poziom konsumpcji, tym samym na wzrost zamówień Waszych produktów.

Faktem jest, że rosnąca inflacja wpływa negatywnie na popyt wewnętrzny. Początkowo oczywiście konsumenci wykorzystywali  zasoby, które wcześniej posiadali. Jednak później, gdy ceny nie przestawały rosnąć, wielu konsumentów zaczęło zastanawiać się, czy dany zakup jest dla nich niezbędny. Rosnąca inflacja, powodowała, że przeciętny konsument  zastanowił się przykładowo, czy koniecznie musi zjeść dwa opakowania łososia, zamiast jednego, ostatecznie decydując się na jedno opakowanie. Koniec końców, sieci handlowe zamawiały mniej  u producentów, a producenci mniej u producentów opakowań. Na branżę opakowań wpływ też miał fakt, że gdy wcześniej ceny surowców dynamicznie rosły, nasi klienci robili sobie zapasy, żeby  zabezpieczyć sobie cenę na przyszłość. To się zamknęło w pewnym kole i doszliśmy do takiego punktu, w którym zaczęliśmy obserwować kłopoty z popytem w całej branży.

I jak to się zmieniło  w wyniku  podwyższonej  inflacji?

Na pewno mniej kupujemy, mniej wyrzucamy. To jest taki efekt uboczny, który ja oceniam zasadniczo pozytywnie, mimo, że w naszej branży wywołał negatywny skutek. Jednak spadek inflacji powinien wywołać efekt zwiększonej konsumpcji, tylko nie wydarzy się to z dnia na dzień. Myślę, że poczekamy co najmniej dwa kwartały na to, aż  konsumenci  poczują się bezpieczniej. Co więcej, wojna w Ukrainie, w mojej ocenie, wywołała pewną panikę, która wpłynęła na fakt, że konsumenci stali się bardziej oszczędni i ostrożni w wydatkach.

Jaka jest obecnie kondycja  Eurocastu w stosunku do tych czasów, które były najbardziej takie efektywne i zyskowne?  Jak to wygląda z punktu widzenia  takiego finansowego bilansu  na koniec miesiąca, kwartału, półrocza? Bo tak naprawdę dzisiaj to możemy półrocze podsumować, bo trzeci kwartał to jeszcze kawałek.

Mniejszy popyt niesie za sobą mniejszą sprzedaż – jest to mniejsza sprzedaż w stosunku do założonego  budżetu. Pojawiła się również większa konkurencja na naszym rynku,  także i generowanie marż, które można byłoby generować, są niższe.

Czy ogólna sytuacja jest dobra? Mogę powiedzieć, że nie ma oznak, które mogłyby nam zagrażać, w tym w kwestii płynności finansowej. Nie jesteśmy do końca zadowoleni z tego, że rynek nie odbił się w taki sposób, jak to wcześniej przewidywano. W związku z tym sytuacja Eurocast nie jest taka jak była w czasach, powiedziałbym „prosperity”. Natomiast nie jest również taka, żebyśmy musieli się obawiać o przyszłość. Krótkoterminowo musimy sobie poradzić inaczej i dostosowujemy naszą organizację do warunków jakie panują. Z kolei długoterminowo realizujemy to, co sobie zamierzyliśmy. Dodatkowo, powoli, krok po kroku, wracamy do klientów oraz pozyskujemy nowe rynki.

Z ostatnich rozmów wynikało, że prowadzicie aktywnie działania komercyjne w celu rozwijania nowych rynków, w tym rynków obu Ameryk.

W ostatnich latach zaznaczyliśmy swoją obecność na rynku Ameryki Północnej. Jest to, wg naszej oceny rynek bardzo perspektywiczny, dlatego też rozpoczęliśmy tam aktywnie kilka nowych projektów. Rynek Ameryki Południowej także rynkiem, którym się interesujemy, ale nie ograniczamy się wyłącznie do tych kierunków.

A co w temacie energii? Ustabilizowały się te ceny, bo Wy sobie zakontraktowaliście ceny już na  cały rok, prawda?

W Eurocast zawsze cenę energii  kontraktujemy na dany rok. Zakupu dokonujemy najczęściej etapami, obserwując ruchy cen na  towarowej giełdzie energii (TGE). Warto tutaj też pamiętać, że my ciągle jesteśmy MŚP, w związku z czym, w tym roku jesteśmy uprawnieni do tak zwanej ceny maksymalnej ustanowionej przez ustawodawcę. Zatem w tym przypadku, niezależnie od wcześniej zawartego kontraktu, obowiązuje nas  cena maksymalna.

Jakie ceny przewidujemy na kolejny rok? Po licznych rozmowach ze specjalistami z branży, sądzę, że ceny surowców energetycznych będą nieznacznie rosły, szczególnie w perspektywie jesienno-zimowej. Natomiast należy też mieć na uwadze to, co dzieje się w polskim parlamencie, jak np. rządowy projekt o szczególnych rozwiązaniach  służących ochronie odbiorców energii  elektrycznej. Wszystko wskazuje na to, że niezależnie od tego, jak będzie się zachowywał rynek,  będziemy uprawnieni do skorzystania z  mechanizmów tzw. ceny maksymalnej. Czy z tego skorzystamy? Analizujemy sytuację, a decyzje będziemy podejmować wkrótce.

Ustawa o systemie kaucyjnym podpisana, ale bez ROP system nie zadziała

Warszawa, 01.09. 2023 r.– Czy to już koniec pustych butelek i puszek na chodnikach? Podpisana przez prezydenta nowelizacja ustawy zakłada, że od 2025 roku w naszym kraju będzie obowiązywał system kaucyjny na wybrane rodzaje opakowań po napojach. Polacy za każde zwrócone opakowanie, objęte systemem, otrzymają 50 groszy. Jednak samorządy stracą przychody ze sprzedaży surowców wtórnych (butelek pet, puszek aluminiowych), a to może oznaczać większe opłaty za śmieci. Tę dziurę w budżetach gmin mogą pokryć producenci wprowadzający opakowania na rynek dzięki ustawie o Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta.

Prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację ustawy o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi, w myśl której od 2025 roku w Polsce obowiązywać będzie system kaucyjny. Nowym zasadom zbiórki będą podlegały jednorazowe butelki z tworzyw sztucznych (popularny PET) na napoje o pojemności do 3 litrów, szklane opakowania na napoje wielokrotnego użytku o pojemności do 1,5 litra, a także puszki metalowe o pojemności do 1 litra, do których ceny, zostanie doliczona kaucja. Do udziału w systemie zobowiązane są sklepy o powierzchni powyżej 200 metrów kwadratowych, a mniejsze będą mogły dołączyć do niego dobrowolnie. Podobne systemy działają z powodzeniem już w Niemczech, na Litwie, Słowacji, Estonii, w całej Skandynawii.

Zgodnie z założeniem ustawy minimalny poziom selektywnej zbiórki opakowań objętych systemem ma w 2025 roku wynieść 77%. W kolejnych latach będzie wzrastać stopniowo, aż do osiągnięcia poziomu 90% w roku 2029. Podobnie jak w przypadku innych norm dotyczących zarządzania odpadami, w razie niedotrzymania ustalonych założeń Polska może spodziewać się sankcji ze strony Unii Europejskiej.

– Podpisanie nowelizacji to efekt dwóch lat intensywnych prac przygotowawczych i istotny krok w stronę bardziej zrównoważonej gospodarki dla wszystkich Polek i Polaków. Jednak to, że opakowania objęte systemem kaucyjnym trafią do odzysku to jedno, a to, że nie będzie miał ich kto przetworzyć to inna sprawa — komentuje prezes Stowarzyszenia „Polski Recykling” Szymon Dziak-Czekan. Polski recykling jest aktualnie w zapaści, ponieważ z jednej strony branżę przygniatają bieżące koszty prowadzenia działalności a z drugiej brak popytu na regranulat. Większość producentów sprowadza tani pierwotny plastik, bo to im się bardziej opłaca. Więc jeśli odgórnie nie zostanie uregulowana kwestia odpowiedzialności producenta za wprowadzane odpady, a co za tym idzie za ich przetworzenie i jednoczesne obniżenie kosztów produkcji, system nie zadziała.

Przepisy o rozszerzonej odpowiedzialności producentów powszechnie obowiązują w Europie. Wg. danych Reloop Platform, opłaty ponoszone przez producentów wprowadzających do obiegu opakowania z tworzyw sztucznych wynoszą nawet ponad 600 euro za tonę w Austrii, ponad 470 w Hiszpanii czy ponad 200 w Czechach. Polskie stawki pozostają najniższe w Europie – producenci płacą jedynie 5 euro za tonę plastiku wprowadzonego do obiegu.

Oznacza to, że koszty zbiórki i zagospodarowania odpadów ponoszą w praktyce gminy i ich mieszkańcy. Do tego system kaucyjny zabierze im przychód ze sprzedaży surowców wtórnych.

Pilne wprowadzenie ROP pozwoli rozwiązać ten problem i sprawi, że nowelizacja ustawy o systemie kaucyjnym będzie pełnym sukcesem Polski. Na wdrożeniu systemu kaucyjnego z Rozszerzoną Odpowiedzialnością Producenta skorzystamy wszyscy, bo nie tylko pozwoli on osiągnąć europejskie standardy, ale przede wszystkim realnie ograniczyć liczbę odpadów wprowadzanych do środowiska i przenieść koszt za wprowadzane odpady z gmin na producentów – mówi Szymon Dziak-Czekan, Prezes Stowarzyszenia „Polski Recykling”.

Z systemem kaucyjnym wiążą się zmiany, na które powinni przygotować się zarówno przedsiębiorcy jak i konsumenci, ale też samorządy lokalne

Według szacunków Stowarzyszenia „Polski Recykling” na rynek trafia rocznie ok. 205 tysięcy ton butelek PET, które mogą zostać objęte systemem kaucyjnym. Spośród nich, zgodnie z dzisiejszymi warunkami, recyklingowi może zostać poddanych ok. 120 tysięcy ton. Zakładając, że spośród pozostałych 85 tysięcy połowa opakowań obciążonych kaucją i tak znajdzie się w żółtych workach lub trafi do koszy na odpady zmieszane, do systemu kaucyjnego może trafić ok. 40 tysięcy ton PET. Oznacza to wycofanie ze środowiska dodatkowo ponad 1,6 miliarda butelek, czyli 25% całkowitej ilości PET użytego do produkcji opakowań na napoje.

Polaków czeka zmiana nawyków

Zmiany wywołane uruchomieniem nowego systemu odczujemy wszyscy. Konsumenci wybierający produkty w objętych nim opakowaniach przy zakupie zapłacą kaucję. Jej odzyskanie będzie możliwe po zaniesieniu opakowań do wyznaczonych punktów wymiany.
Co istotne, wejście systemu kaucyjnego w życie będzie oznaczało, że Polacy przyzwyczajeni do wrzucania wszystkich zużytych pojemników plastikowych i metalowych do żółtego worka będą musieli przyswoić zasady prawidłowej zbiórki i zwrotu tych, które objęte są kaucją. Dobrą wiadomością jest, że zwrot kaucji nie będzie wymagał okazania paragonu, więc będzie można go odebrać w dowolnym sklepie w Polsce, biorącym udział w systemie.

Przedsiębiorcy odpowiedzialni za zbiórki, duże zmiany dla gmin

Zgodnie z ustawą, za organizację systemów kaucyjnych odpowiedzialni będą przedsiębiorcy wprowadzający na rynek produkty w opakowaniach objętych systemem, tj. producenci napojów. To oni będą powoływać tzw. operatorów, odpowiedzialnych za wdrożenie systemów w życie i nadzór nad ich prawidłowym funkcjonowaniem, a także będą musieli zadbać o osiągnięcie wymaganych prawem minimalnych poziomów zbiórek.

Do utworzenia punktów selektywnej zbiórki opakowań objętych systemem zobowiązane zostaną sklepy o powierzchni powyżej 200 metrów, przed którymi stoi wyzwanie przygotowania odpowiedniej infrastruktury do zbierania i przechowywania opakowań, a także współpracy z operatorami w zakresie obsługi systemów. Sklepy o mniejszej powierzchni będą mogły dołączyć do systemu dobrowolnie, jednak wszyscy biorący w nim udział przedsiębiorcy będą zobligowani do prowadzenia szczegółowej ewidencji zbiórek i monitorowania obiegu sprzedanych i przyjętych opakowań.

Raport NFP w centrum uwagi rynków

Wczoraj poznaliśmy raport na temat wydatków Amerykanów. Nie wstrząsnął on rynkami. Spowodował, że dolar umiarkowanie zyskał, indeksy na Wall Street zakończyły dzień mieszanie a rentowności amerykańskich 2-letnich obligacji poruszały się w wąskim przedziale wahań. Odczyty okazały się zgodnie z prognozami, dlatego też stonowana reakcja rynku wydaje się być zrozumiała. Dziś uwaga przenosi się ponownie na rynek pracy. Pierwszy piątek miesiąca to oczywiście stały punkt programu – raport NFP.

Wczorajszą główną publikacją makro był lipcowy raport o dochodach i wydatkach osobistych Amerykanów. Zawierał on preferowaną przez Rezerwę Federalną miarę inflacji – bazowy deflator osobistych wydatków konsumpcyjnych (PCE core), który jest szerszą miarą cen niż powszechnie znany indeks CPI. Wzrósł on o 0,2 proc. miesiąc do miesiąca drugi miesiąc z rzędu. W relacji rok do roku nastąpił wzrost z 4,1 proc. do 4,2 proc. obecnie. Negatywnie zaskoczył wskaźnik usług podstawowych bez mieszkalnictwa, któremu przygląda się Fed ze względu na większy wpływ kosztów nakładów pracy. Tu mamy wzrost o 0,46 proc. po zwyżce o 0,3 proc w czerwcu. Nie widać zatem tu znacznego spowolnienia tempa rok do roku. Przy utrzymującym się bezrobociu na niskim poziomie 3,5 proc., napięty rynek pracy może utrzymywać presję płacową na podwyższonym poziomie i oznaczać, że inflacja pozostanie wyższa przez dłuższy czas. W związku z tym możemy usłyszeć jastrzębie nastawienie ze strony niektórych przedstawicieli Fed.

Wydatki osobiste Amerykanów okazały się silne rosnąć o 0,8 proc. m/m nominalnie i 0,6 proc. m/m w ujęciu realnym. To daje podstawę do tego aby sądzić, że PKB w III kwartale wypadnie solidnie na poziomie 3-3,5 proc. w ujęciu rocznym.

Dziś otrzymamy kolejną paczkę danych. Raport NFP wg prognoz ma pokazać kolejne ochłodzenie rynku pracy, które ma być zobrazowane spadkiem zatrudnienia w sektorze pozarolniczym do poziomu 170 tys. z 187 tys. miesiąc wcześniej. Stopa bezrobocia wg oczekiwań ma pozostać niezmieniona i wynieść wspomniane 3,5 proc. W tym tygodniu poznaliśmy inne raporty, które wskazały, że kondycja rynku pracy pogarsza się. We wtorek ankieta JOLTS wskazała na słabszy popyt na pracę w USA a środowy raport ADP o zatrudnieniu w sektorze prywatnym wypadł poniżej szacunków. Każda z publikacji zaskoczyła rynek i wywołała większą zmienność. Dolar osłabł a kurs EUR/USD zwyżkował powyżej poziomu 1,09. Co prawda ten ruch w górę na wczorajszej sesji został w dużym stopniu zredukowany, jednak jeśli dane zaskoczą negatywnie, wówczas moim zdaniem w szybkim tempie kurs może znaleźć się w okolicach lokalnych maksimów na 1.0940.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Fabrity (dawne K2) podsumowuje półrocze 2023 r.

Grupa Fabrity Holding (wcześniej K2 Holding) utrzymała wysoką dynamikę wzrostu przychodów operacyjnych. Trwający przegląd opcji strategicznych dla segmentu marketingowego powinien zakończyć się w drugim półroczu.

W pierwszej połowie 2023 roku Grupa Fabrity Holding bez segmentu marketingowego (spółki zależne Agencja K2 i K2 Precise zakwalifikowane zostały jako aktywa przeznaczone do sprzedaży) odnotowała wzrost przychodów ze sprzedaży usług o 26% rdr, do 31,5 mln zł, a przychodów operacyjnych o 28% rdr, do 28,4 mln zł. Z kolei wynik EBITDA zniżył się o 0,5 mln zł, do 3,7 mln zł, a zysk operacyjny o 0,4 mln zł, do 2,5 mln zł. W drugim kwartale nastąpiło istotne umocnienie złotego względem euro, które jest walutą rozliczeniową dla mniej więcej połowy przychodów software house’u Fabrity. Standardy rachunkowości wymusiły dodatkowo przeszacowanie należności jeszcze niezafakturowanych. Dodatkowo kilka większych projektów segmentu software było w fazie przygotowania do wdrożenia, co w naturalny sposób obniżało ich rentowność.

– Była to sytuacja jedynie przejściowa, a na drugie półrocze spodziewamy się wyraźnego wzrostu generowanych wyników. Zatrudniamy około 220 osób, a wszyscy są zaangażowani w poszczególne projekty, nie ponosimy kosztów tzw. „ławki”. To pokazuje nasze przewagi i siłę biznesową, nawet w sytuacji spowolnienia rynku software-development. Potrafimy nadal dynamicznie rosnąć i realizować bardzo ciekawe projekty dla dużych, stabilnych klientów – wskazuje Tomasz Burczyński, Prezes Zarządu spółki Fabrity oraz Wiceprezes Zarządu Fabrity Holding S.A.

W segmencie czatbotów minione miesiące obfitowały w zdobywanie kolejnych kamieni milowych. W drugim kwartale br. rozpoczęły się testy produktu PerfectBot GPT, opartego o modele językowe OpenAI. Objęły one blisko stu klientów z USA, Kanady, Wlk. Brytanii, Australii i Nowej Zelandii.

– Sztuczna inteligencja i duże modele językowe stworzyły nowe możliwości dla naszego PerfectBota. Wśród klientów testujących wczesną wersję PerfectBota GPT są m.in. średniej wielkości sklepy internetowe oparte o platformę Shopify, a spółka obecnie koncentruje się na rozwoju produktu na podstawie gromadzonego od nich feedbacku. Rozpoczęcie komercjalizacji przewidziane jest już na czwarty kwartał – mówi Paweł Wujec, Prezes Zarządu Fabrity Holding.

Grupa Fabrity Holding zanotowała w pierwszym półroczu wraz z segmentem marketingowym zbliżony poziom rdr przychodów ze sprzedaży usług (56 mln zł), 16-procentowy wzrost przychodów operacyjnych (do 38,1 mln zł) oraz spadek wyniku EBITDA do 4,8 mln zł i zysku operacyjnego do 3,6 mln zł. Spadek ogólnych przychodów segmentu marketingowego wynika wprost ze zmiany struktury przychodów: segment marketingowy wykazuje coraz wyższy udział przychodów ze sprzedaży profesjonalnych usług cyfrowych (SEO, social media, martech) przy zmniejszeniu znaczenia pośredniczenia w zakupie kampanii medialnych oraz produkcji zewnętrznych.

– Wyniki spółek zależnych K2 Precise i Agencja K2 przedstawiamy w sprawozdaniu skonsolidowanym jako wynik grupy aktywów przeznaczonych do sprzedaży, a z kolei wynik netto spółki PerfectBot ujmujemy w sprawozdaniu skonsolidowanym metodą praw własności, co wynika z uwzględnienia 50-procentowego udziału Grupy Kapitałowej Fabrity Holding w kapitale tej spółki – wskazuje Artur Piątek, Wiceprezes Fabrity Holding S.A.

Spółka K2 Precise, specjalizująca się w dostarczaniu usług kompleksowego wsparcia marketingowego, zanotowała w pierwszym półroczu nieznaczny spadek zysku, głównie ze względu na inwestowanie w strategicznie ważne kierunki rozwoju – firma koncentruje się na synergicznym wykorzystaniu mediów, SEO & content marketing oraz MarTech.

W spółce zależnej Agencja K2 Sp. z o.o., działającej pod marką K2 Create, pierwsze półrocze naznaczone było czasową dekoniunkturą na rynku reklamy. Spółka podjęła liczne inicjatywy pozyskiwania nowych klientów, a działania te zaowocowały już pierwszymi nowymi kontraktami. W pierwszym kwartale br. było to Amnesty International, dla której to organizacji zrealizowana została kampanię wizerunkowa „Prawa człowieka łamane są w ciszy”. Spółka kontynuowała w tym czasie realizację projektów komunikacyjnych dla swoich największych klientów, m.in. dla firmy Carrefour oraz dla Netflix. Ponadto Agencja K2 rozpoczęła realizację projektów w ramach szybko rosnącego trendu Vertical Video (TikTok, Instagram Stories, Facebook Reels).

W drugim kwartale br., po zaprezentowaniu przez OpenAI nowego modelu językowego ChatGPT-4, na rynku znacząco wzrosło zainteresowanie sztuczną inteligencją. Eksperci Grupy Fabrity Holding przygotowali raport poświęcony praktycznym aspektom wykorzystania AI w rożnych sektorach biznesowych. Opracowanie jest aktualnym źródłem wiedzy na temat sztucznej inteligencji, przedstawiający scenariusze jej wykorzystania w agencjach reklamowych, domach mediowych i software house’ach.

Odczyt PMI dla Polski gorszy od prognoz

Kolejny słaby odczyt wskaźnika PMI. Wskaźnik dla przemysłu w sierpniu w Polsce wyniósł 43,1 wobec 43,5 miesiąc wcześniej. Odczyt okazał się gorszy od prognoz, ekonomiści spodziewali się poziomu 44,1 pkt. Nadal widać, że przemysł pozostaje w kryzysie. Należy zwrócić uwagę, że Polska jest krajem o jednym z najwyższych udziałów przemysłu w PKB wśród krajów Unii Europejskiej. Recesja w przemyśle trwa, co nie daje dobrych perspektyw dla odczytu PKB w III kwartale. Powyższe może być jednym z uzasadnień RPP dla obniżki stóp na wrześniowym posiedzeniu.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Merit zmienia nazwę na Grupa Klepsydra

Grupa Klepsydra, wiodący podmiot świadczący kompleksowe usługi funeralne w Polsce i pierwsza spółka z tego segmentu notowana na GPW, otrzymała informację, że w dniu 31 sierpnia 2023 roku właściwy dla Spółki sąd rejestrowy dokonał wpisu zmian w statucie Spółki, m.in. zmiany nazwy z Merit S.A. na Grupa Klepsydra S.A.

Pod koniec czerwca, Grupa Klepsydra w wyniku odwrotnego przejęcia notowanej na NewConnect spółki Merit S.A., jako pierwsza spółka z segmentu funeralnego weszła na GPW.

„Grupa Klepsydra jest już oficjalną nazwą spółki notowanej na NewConnect. Jest to zmiana formalna, my działamy wciąż bez zmian, na wysokich obrotach. Cieszymy się jednak, że już będziemy mogli budować naszą rozpoznawalność jako Grupa Klepsydra. Jesteśmy pierwszą grupą skupiającą spółki funeralne na GPW i zamierzamy dowieść, że jest to stabilny, ale też perspektywiczny sektor. Jak do tej pory konsekwentnie realizujemy nasze obietnice i tego będziemy się trzymać w przyszłości. A plany mamy ambitne, ponieważ budujemy największą grupę funeralną w Polsce” – powiedział Marek Cichewicz, prezes zarządu spółki holdingowej Grupa Klepsydra S.A.

XTPL dołączy do indeksu sWIG80 w ramach wrześniowej rewizji indeksów

Spółka XTPL zostanie włączona do indeksu sWIG80 po zakończeniu sesji giełdowej 15 września br. Włączenie akcji Spółki XTPL do indeksu sWIG80 jest elementem kwartalnej rewizji portfela. Indeks sWIG80 osiągnął w 2023 roku najwyższy wynik w swojej blisko 30-letniej historii, rekord w cenie zamknięcia miał miejsce na sesji giełdowej 18 lipca 2023 roku.

Kwartalny ranking indeksów został sporządzony po sesji 18 sierpnia 2023 roku. Jego konstrukcja bierze pod uwagę obroty akcjami oraz miesięczny wskaźnik obrotu (MWO) za okres ostatnich 12 miesięcy, licząc wstecz od dnia rankingu. Wartość akcji w wolnym obrocie została obliczona na podstawie kursu zamknięcia akcji z dnia 16 sierpnia 2023 roku.

– Dołączenie XTPL do grona spółek reprezentujących indeks sWIG80 to dla nas duże wyróżnienie i satysfakcja z wykonanej przez nas pracy na rzecz rozwoju firmy. Pomimo swojej 8-letniej historii XTPL jest wciąż na etapie dynamicznego wzrostu biznesu napędzanego przez rozwijane projekty przemysłowe, których celem jest szerokie wykorzystanie naszej technologii przez globalnych producentów elektroniki nowej generacji na całym świecie. Czujemy, że dobrze wykorzystaliśmy ostatnie 8 lat, zwłaszcza biorąc pod uwagę młody i dopiero nabierający rozpędu rynek deep techowy w Polsce, który wierzę, że najlepsze ma dopiero przed sobą. Podobnie jest z XTPL, jesteśmy zadowoleni z naszych dokonań, ale koncentrujemy się na tym co przed nami, a cele mamy ambitne i mierzalne. Zamierzamy do 2026 roku zwiększyć przychody ze sprzedaży produktów i usług 10-krotnie do 100 mln zł, na co wpływ będzie miał rozwój wszystkich naszych trzech linii biznesowych. Liczymy zwłaszcza na 9 naszych projektów przemysłowych, z których łączne średnioroczne przychody szacujemy nawet na ok. 400 mln zł, przy założeniu ich pozytywnej ewaluacji z globalnymi partnerami. Za nami udana emisja akcji, z której pozyskaliśmy w lipcu br. ponad 36,5 mln zł na przyspieszenie naszego wzrostu, spotykając się z pozytywnym odbiorem modelu biznesowego Spółki przez inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych, zarówno polskich, jak i zagranicznych. Indeks sWIG80 jest regularnie monitorowany przez wielu inwestorów, dlatego wierzymy, że będzie to kolejny pozytywny czynnik dla dynamicznego rozwoju naszej firmy, a XTPL przyczyni się do wspierania dalszego wzrostu tego indeksu i osiągania przez niego kolejnych rekordów – komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL S.A.

W skład indeksu sWIG80 wchodzi 80 największych spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, które nie znalazły się w indeksach WIG20 i mWIG40. Dołączenie do głównych indeksów jakimi w Polsce są WIG20, mWIG40 i sWIG80 może skutkować dalszym wzrostem zainteresowania inwestorów spółką i pozytywnie wpływać na średni dzienny wolumen i wysokość obrotów.

XTPL powstało 29 czerwca 2015 roku, a zadebiutowało na rynku NewConnect 14 września 2017 roku. Po około półtora roku obecności na rynku alternatywnym XTPL z sukcesem przeniósł swoje notowania na Główny Rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie 20 lutego 2019 roku. Ponadto Spółka 6 marca 2020 roku rozpoczęła dual-listing i jest notowana również na Open Market we Frankfurcie.

Model biznesowy XTPL opiera się na trzech komplementarnych liniach biznesowych o wysokim potencjale do generowania strumieni przychodów, wspieranych pracami B+R oraz ochroną IP dla zachowania długoterminowej przewagi konkurencyjnej. Stanowią je moduły do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące DPS (Delta Printing System) oraz nanotusze przewodzące prąd elektryczny. Spółka posiada na zaawansowanych etapach rozwoju 4 projekty nakierowane na przemysłowe wdrożenia swojej technologii, które obejmują wszystkie 3 strategiczne dla Spółki obszary: zaawansowane płytki PCB, półprzewodniki oraz wyświetlacze. Klientami końcowymi są globalne podmioty odpowiadające za produkcję elektroniki nowej generacji m.in. wiodący producent półprzewodników z Tajwanu, jeden z największych na świecie producentów wyświetlaczy FPD (ang. Flat Panel Display) z Korei Płd. oraz notowany na Nasdaq 100 czołowy producent maszyn przemysłowych z USA.

W maju br. XTPL ogłosił plan 10-krotnego zwiększenia przychodów, do 100 mln zł w 2026 roku, a potencjał z wszystkich 9 rozwijanych obecnie projektów przemysłowych szacuje na ok. 400 mln zł średniorocznych przychodów. Aby go zrealizować, zamierza przeprowadzić inwestycje w kwocie ok. 60 mln zł w latach 2023-2026, mających zintensyfikować i przyspieszyć rozwój Spółki w celu pokrycia zapotrzebowania klientów m.in. zwiększając zdolności produkcyjne, wspierając działania sprzedażowe oraz prace z zakresu B+R. W ramach zaplanowanych inwestycji XTPL zamierza wykorzystać środki pozyskane z emisji akcji w lipcu br. w kwocie 36,6 mln zł, a pozostała część finansowania ma pochodzić głównie ze środków własnych w ramach działalności operacyjnej, a także z grantów i finansowania dłużnego.

W 2022 roku wartość dynamicznie rosnącej branży elektroniki drukowanej wyniosła 51 mld USD (+8% r/r), a w 2026 roku prognozowana jest na poziomie 66 mld USD (za: IDTechEx). Oznacza to średnioroczny wzrost wartości rynku w latach 2022-2026 na poziomie 7%.

IMC zwiększa sprzedaż, ale ceny zbóż i koszty logistyki ciążą wynikom

Grupa rolnicza IMC, notowana na warszawskiej giełdzie istotnie zwiększyła sprzedaż w pierwszym półroczu 2023 r. Wynikom spółki ciążyły jednak spadające ceny surowców rolnych oraz rosnące koszty logistyki.

Przychody spółki w pierwszej połowie 2023 r. wzrosły o 62% do 71,95 mln USD w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Wynikało to ze wzrostu wolumenu sprzedaży zbóż o 77%. Jednocześnie ceny sprzedaży zbóż i roślin oleistych były niższe niż rok temu: kukurydza -9%, pszenica -29%, słonecznik -12% (r/r). Przychody z eksportu wyniosły 75%.

EBITDA IMC za pierwsze półrocze 2023 r. spadła o 41% do 17,1 mln USD, a zysk netto zmniejszył się o 45% do 6,3 mln USD. Wpływ na spadek wyników miał znaczny wzrost kosztów logistyki (+138% r/r) i niższe ceny zbóż.

Przepływy pieniężne netto z działalności operacyjnej w pierwszej połowie 2023 r. wyniosły 12,6 mln USD. Przepływy pieniężne netto z działalności inwestycyjnej wyniosły – 2,7 mln USD. Inwestycje były ukierunkowane głównie na zakup maszyn i urządzeń rolniczych.

Całkowite zadłużenie spółki na dzień 30 czerwca 2023 r. wyniosło 31,5 mln USD (38,4 mln USD na dzień 31 grudnia 2022 r.).

Grupa Selena ma otwartą drogę do przejęcia Imperalum – lidera portugalskiego rynku produktów bitumicznych

Portugalski urząd antymonopolowy nie wyraził sprzeciwu na transakcję przejęcia spółki Imperalum przez Grupę Selena. Tym samym globalny producent i dystrybutor produktów chemii budowlanej, pochodzący z Polski, przejął kontrolę nad 100% praw kapitałowych i głosów. Rezultatem transakcji będzie rozszerzenie oferty produktowej Grupy Selena w zakresie membran bitumicznych.

31 sierpnia br. Grupa Selena ogłosiła finalizację transakcji przejęcia portugalskiej firmy Imperalum,  producenta membran bitumicznych (potocznie: pap) modyfikowanych APP – ataktycznym polipropylenem, które mają wysoką temperaturę mięknienia. Podpisanie umowy nastąpiło po uprzednim uzyskaniu decyzji o braku sprzeciwu portugalskiego urzędu antymonopolowego. Selena przejęła kontrolę nad 100% praw kapitałowych i głosów. Uzupełniła tym samym własną ofertę produktową pap i hydroizolacji płynnych oraz umocniła swoją dywizję Waterproofing – rozwiązań hydroizolacyjnych – w Zachodniej Europie. Transakcja ta, podobnie jak niedawne podjęcie strategicznej współpracy z Masterplast, węgierskim producentem wełny szklanej, jest realizacją priorytetów przyjętej strategii rozwoju Grupy Selena.

–  Chciałbym bardzo serdecznie powitać naszych nowych współpracowników z Imperalum, dołączających do Grupy Selena. Cieszę się, że stają się oni częścią stabilnej firmy, jaką jest Selena, z powodzeniem działająca od 30 lat w branży chemii budowlanej. Wzmocnienie naszej Grupy o pracowników Imperalum, ich doświadczenie i osiągnięcia pozwala na realizację naszej długoterminowej strategii ekspansji międzynarodowej, opartej zarówno o akwizycje, jak i rozwój organiczny – mówi Sławomir Majchrowski, prezes zarządu Grupy Selena. – Pragnę podkreślić, że w naszym portfolio pojawia się mocna, znana marka, która na rynku portugalskim działa od końca lat 60. ubiegłego wieku.

Przejęcie spółki oznacza dla odbiorców Seleny powiększenie portfolio produktów i uzupełnienie oferty marki pokryć dachowych Matizol, należącej do Grupy Selena od 2010 roku. Dodatkowo Selena wzmacnia swoją rolę w segmencie hydroizolacji i w innych grupach produktowych w Portugalii, dążąc do uzyskania pozycji wiodącego międzynarodowego gracza, tworzącego wartość dla europejskich klientów. Zwiększenie mocy produkcyjnych, ale przede wszystkim pozyskanie grona nowych ekspertów oraz rozpoznawalnej na portugalskim rynku marki prowadzi do zwiększenia możliwości jeszcze lepszej reakcji na branżowe trendy rynkowe.

Imperalum, oprócz pap, produkuje również emulsje bitumiczne, a także sprzedaje izolacje akustyczne, termoizolacje i inne produkty dostosowane do wymagań lokalnego rynku. Produkowane przez Imperalum papy plastomeryczne zapewniają wysoką stabilność powierzchni i mogą być stosowane na dachach o różnym spadku, a nawet na powierzchniach pionowych. Rozwiązania tej spółki stosowane są na licznych obiektach w Portugalii, a także w Hiszpanii: na stadionach piłkarskich, centrach handlowych, sklepach wielkopowierzchniowych, mostach, lotniskach i innych budynkach użyteczności publicznej.

KLM testuje loty na prąd

18 lotów szkoleniowych pierwszym certyfikowanym samolotem elektrycznym we współpracy z Electric Flying Connection. Linia bada możliwości, w jaki sposób mogłaby zastosować loty elektryczne w swoich operacjach w przyszłości.

KLM testuje loty na prad

Linie Lotnicze KLM wraz ze stowarzyszeniem branżowym Electric Flying Connection (EFC) wspólnie zorganizowali 18 lotów szkoleniowych z wykorzystaniem Pipistrel Velis Electro, który jest pierwszym i jedynym certyfikowanym samolotem elektrycznym na świecie. W ciągu dwóch dni, osiemnastu gości zaproszonych przez KLM odbyło próbne lekcje pilotażu wspomnianym samolotem z napędem elektrycznym, pod okiem instruktorów z E-Flight Academy. Za sprawą projektu, w ramach którego zrealizowano rejsy pomiędzy lotniskami Lelystad a Schiphol-Oost, jego uczestnicy otrzymali wyjątkową okazję doświadczenia podróży przyszłości, a KLM zyskał unikalny wgląd w cały system logistyki lotów elektrycznych i związane z nim wyzwania.

„Aby zmieniać transport lotniczy na bardziej zrównoważony, musimy testować nowe technologie i innowacje w praktyce. To, co robimy dzisiaj na małą skalę, przy wykorzystaniu obecnych zasobów i możliwości, może w przyszłości pomóc rozwinąć i zastosować pewne rozwiązania w szerszym zakresie.” – powiedziała Jolanda Stevens, kierownik programu Zero Emission Aviation w KLM.

Inicjatywa wspólnego przedsięwzięcia wraz z KLM wyszła ze strony stowarzyszenia Electric Flying Connection (EFC) i instruktorów z E-Flight Academy. Organizatorzy zdecydowali, że loty treningowe odbędą się z lotniska Schiphol, ponieważ jest ono bazą macierzystą KLM. Zasięg lotów samolotem Pipistrel jest ograniczony, dlatego w grę wchodziły jedynie cztery lotniska docelowe. Finalnie wybrano port lotniczy w Lelystad ze względu na jego łatwą dostępność, doskonałe możliwości ładowania, najwyższej klasy pasy startowe i w pełni dyspozycyjne centrum kontroli ruchu lotniczego.

„To wyjątkowe wydarzenie ma na celu umożliwienie partnerom projektu i uczestnikom doświadczenia lotów na napędzie elektrycznym, a także poznania praktycznego znaczenia, jakie ta innowacja może dla nich oznaczać. Cieszymy się, że KLM dołączył do nas w tym przedsięwzięciu. Mamy już plany na kolejne edycje lotów elektrycznych w ramach całego Beneluksu.” – powiedział Jurjen de Jong, Prezes EFC.

Wgląd w logistykę i infrastrukturę

KLM nawiązał współpracę z EFC i E-Flight Academy, aby zdobyć wiedzę na temat lotów elektrycznych i ustalić, jaki wpływ będzie miało wdrożenie tej technologii na logistykę i niezbędne zmiany w infrastrukturze.

Jolanda Stevens zauważyła: „Realizowanie operacji na napędzie elektrycznym będzie wymagało modyfikacji obsługi na lotnisku. Samoloty elektryczne trzeba ładować, co wymaga czasu, dlatego będziemy musieli współpracować w tym zakresie z lotniskiem Schiphol w Amsterdamie i holenderską kontrolą ruchu lotniczego. Musimy być w stanie zagwarantować maksymalne bezpieczeństwo lotów, ale także odpowiednio zorganizować ich zasilanie. Przedsięwzięcie, w którym wzięliśmy udział pomogło nam uzyskać lepszy wgląd w te kwestie.”

Droga do zeroemisyjnego lotnictwa

KLM testuje loty na prad2-osobowy Pipistrel Velis Electro to pierwszy i jedyny certyfikowany samolot elektryczny na świecie. Jego zasięg wynosi 50 minut lotu (plus 10 minut rezerwy). Oznacza to, że aktualnie Pipistrel nie może odgrywać żadnej roli w obsłudze połączeń w siatce KLM. Jednak przewoźnik bada możliwości, w jaki sposób mógłby zastosować loty elektryczne w swojej działalności w przyszłości. Eksperci rynku lotniczego szacują, że do 2035 roku pojawi się samolot z napędem elektrycznym, który będzie mógł przewieźć od 50 do 100 pasażerów, a jego zasięg lotu wyniesie już 90 minut (tj. 400–750 km). Jednak konieczność zastosowania bardzo ciężkich baterii sprawia, że na razie opracowanie większych samolotów na dłuższe trasy, np. między Amsterdamem a Nowym Jorkiem jest nierealistyczne.KLM testuje loty na prad

„Podążając w kierunku bezemisyjnych lotów w przyszłości, KLM wspiera jednocześnie różnorodne technologie i innowacje. Wraz z naszymi partnerami z branży, zarówno w kraju, jak i za granicą, prowadzimy badania nad lotami zasilanymi energią elektryczną, wodorem i formami hybrydowymi oraz pracujemy nad sposobami, które mają umożliwić przyspieszenie rozwoju tych technologii.” – dodaje Jolanda Stevens.

Columbus sprzedał Grupie ENGIE kolejny pakiet farm za ponad 50 mln zł

Columbus Energy sfinalizował trzecią transzę sprzedaży farm fotowoltaicznych. Działające farmy, o łącznej mocy 12,97 MW, stały się własnością spółki ENGIE Zielona Energia. Wartość transakcji wyniosła ponad 50 mln zł.

W ramach kolejnej transzy sprzedaży projektów farmowych Columbus Energy przekazał swoje udziały w 5 spółkach realizujących tego rodzaju projekty, za kwotę ponad 50 mln zł. Łączna moc inwestycji wynosi 12,97 MW.

– Sfinalizowana dziś transakcja jest konsekwencją umowy, zawartej w grudniu 2022 r. pomiędzy Columbus Energy S.A. a ENGIE Zielona Energia Sp. z o.o. Kolejna transza to część większego pakietu działających farm, jednak ze względu na przedłużające się procedury, związane z uruchomieniem instalacji, a także czekającą na decyzję rządu nowelizację prawa energetycznego (uchwaloną przez Sejm i zatwierdzoną przez Prezydenta dopiero 17 sierpnia br.), ostatecznie uzgodniliśmy sprzedaż mniejszego pakietu. Zgodnie z zapowiedziami, środki z tej transakcji przeznaczymy głównie na realizację naszych zobowiązań wobec DC24 – twierdzi Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A.

Po sprzedaży wspomnianego pakietu farm, w portfelu Columbus Energy pozostają 32 MW działających farm oraz ponad 300 MW projektów farm fotowoltaicznych, na różnym etapie realizacji.