Jak leczy się Polska? Analiza rynków farmaceutycznych Europy Środkowo-Wschodniej

Polska wydaje coraz więcej na opiekę zdrowotną, jednak kwoty wciąż okazują się być niewystarczające, aby zbliżyć się do europejskiego poziomu. I choć położenie kraju między Europą Zachodnią a Azją zapewnia wysoki eksport leków, polska ochrona zdrowia pozostaje niedofinansowana. Analitycy EMIS przeanalizowali sektory farmaceutyczny i opieki zdrowotnej krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Rynek farmaceutyczny w Europie Środkowo-Wschodniej charakteryzuje się dużą konkurencyjnością i obecnością na nim wielu firm krajowych, a także międzynarodowych. To m.in. ze względu na położenie pomiędzy Europą Zachodnią a Azją. Analitycy EMIS (ISI Emerging Markets Group) w raporcie „Emerging Europe Pharma & Healthcare Sector 2023/2024” przyjrzeli się wyróżnikom i zależnościom między rynkami krajów regionu.

Polska pozostaje niedofinansowana mimo starań

Według Banku Światowego w 2021 roku Polska przeznaczyła na opiekę zdrowotną 6,59 proc. swojego PKB. Oznacza to wzrost z 6,4 proc. w 2020 roku. Choć polski rząd zadeklarował, że chce zwiększyć wydatki na publiczną opiekę zdrowotną do 7 proc. PKB do 2027 roku, może to nie przynieść pożądanego rezultatu. Jak zaznaczają analitycy EMIS, trzeba wziąć pod uwagę, że 7 proc. PKB to wciąż mniej niż średnia w Unii Europejskiej, która w 2021 roku wyniosła 8,1 proc.

Dla przykładu, obecnie to właśnie Polsce przypada jedna z najniższych w Europie Środkowo-Wschodniej liczb personelu medycznego dostępnego na 1 000 mieszkańców. W 2019 roku było to 2,4 lekarza i 5,1 pielęgniarki. Dla porównania – w Czechach było to 4,1 lekarza i 8,6 pielęgniarki, a w Rosji odpowiednio 4,2 i 8,5. Jednocześnie, średnia cena leków w Polsce jest 1,5 razy wyższa od średniej ceny w UE. Wynika to z kilku czynników, w tym wyjątkowo wysokich kosztów badań i rozwoju farmaceutyków w naszym kraju, a także koniecznych dużych wydatków na późniejszy ich marketing.

Polska pozostaje farmaceutycznym centrum eksportu w Europie Środkowo-Wschodniej, ponieważ może dostarczać leki zarówno do Europy Zachodniej, jak i rynków wschodnich takich jak Rosja, a nawet Azja. Biorąc pod uwagę, że wschód wykazuje zapotrzebowanie na tańsze lekarstwa, większość polskiego eksportu farmaceutycznego stanowią leki generyczne i leki bez recepty. Ponadto, ze względu na problemy gospodarcze w Europie, popyt na tańsze leki generyczne będzie rósł – prognozują eksperci EMIS.

Europa Środkowo-Wschodnia próbuje dogonić europejskie standardy

Wartość rynku farmaceutycznego w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, choć szybko rośnie, wciąż pozostaje niższa niż w krajach zachodnich. Największym tutejszym rynkiem jest Rosja – jego wartość szacuje się na 18,4 mld euro, jednak w porównaniu do wielkości gospodarki kraju jest ona stosunkowo mniejsza niż u zachodnich odpowiedników. W tym zestawieniu Polska zajmuje drugie miejsce wśród krajów Europy Środkowo-Wschodniej, nawet mimo że jej populacja jest o połowę mniejsza niż plasującej się na 3. miejscu Turcji.

– Starzenie się społeczeństw, samoświadomość zdrowotna, innowacje, epidemia COVID, by wspomnieć tylko wybrane, wszystko to stymuluje i stymulowało sprzedaż usług i produktów branży. Za tym następuje zaś wysoka i utrzymująca się aktywność w obszarze fuzji i przejęć, gdyż gracze łączą się by nabywać nowe produkty i rynki zbytu, dotrzymywać kroku liderom oraz monetyzować wcześniej poczynione inwestycje – komentuje Bartosz Łuczak, Head of Mergers & Acquisitions, Mazars in Poland.

Analitycy EMIS wskazują, że kraje Europy Środkowo-Wschodniej charakteryzują się stosunkowo niskimi wydatkami na opiekę zdrowotną. Relacja wydatków na opiekę zdrowotną do PKB kształtuje się poniżej średniej Unii Europejskiej (wynoszącej 8,1 proc.). Turcja i Rumunia oscylują wokół poziomu 5 proc., a Węgry i Czechy – regionalni liderzy – w 2021 roku wydały na opiekę zdrowotną ponad 6 proc. swojego PKB. Profile zdrowotne krajów Europy Środkowo-Wschodniej odzwierciedlają raczej niskie wydatki na opiekę zdrowotną, a także utrzymujący się niewystarczający poziom finansowania krajowych systemów opieki zdrowotnej. Choroby przewlekłe, np. choroby serca, nowotwory i cukrzyca stają się w regionie coraz bardziej powszechne. Ponadto wśród społeczeństwa brakuje świadomości czynników ryzyka oraz znaczenia wczesnego wykrywania i zapobiegania chorobom – podsumowują eksperci EMIS w raporcie.

Źródło: EMIS Insights „Emerging Europe Pharma & Healthcare Sector 2023/2024”

Dla polskiej waluty RPP jak wojna i Covid

Wczorajsza decyzja Rady Polityki Pieniężnej o pierwszej od maja 2020 roku obniżce wysokości stopy referencyjnej z najwyższego od 2002 roku poziomu 6,75 proc. do 6 proc. proc. zszokowała polski rynek finansowy. Przy rocznej dynamice CPI w Polsce na poziomie 10,1 proc. w sierpniu ekonomiści oczekiwali obniżki, ale tylko do poziomu 6,5 proc. Wystarczy powiedzieć, że kurs EUR/PLN wzrósł wczoraj o 1,73 proc. To najwyższa jednodniowa zwyżka kursu tej pary walutowej od 7 marca 2022 (+1,73 proc.; inwazja Rosji na Ukrainę) oraz 23 marca 2020 (+1,92 proc.; pandemia Covid-19). Tak samo jest w przypadku 4-sesyjnych zmian kursu EUR/PLN. Nasuwają się tu też oczywiście skojarzenia z Turcją, gdzie pomimo bardzo wysokiego poziomu tempa inflacji bank centralny utrzymywał przed tegorocznymi wyborami niski poziom stóp, by po wyborach – wygranych przez urzędującego prezydenta – zacząć ich wysokość gwałtownie podnosić.

W rezultacie tej nieoczekiwanej decyzji RPP kurs EUR/PLN znalazł się w środę na najwyższym od maja br. poziomie, a dziś rano kontynuował wzrost już z mniejszą dynamiką (+0,33 proc. do 4,58392 PLN ok. godz. 10:10). Kurs USD/PLN osiągnął najwyższy poziom od kwietnia br.

Kurs EUR/USD, który w tym tygodnia spadł do najniższego od prawie 3 miesięcy poziomu, dziś rano oscylował nieco powyżej sesyjnych minimów z wtorku i środy (-0,08 proc. ok. godz. 9:55). Kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena, który w tym tygodniu osiągnął swój najwyższy poziom od listopada ub.r. dziś ok. godz. 10:00 minimalnie spadał (-0,13 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara – 25751 USD ok. godz. 9:55 (+0,16 proc.) – utrzymuje się tuż powyżej swoich minimów z drugiej połowy sierpnia, a zarazem nieco powyżej kluczowego poziomu wsparcia wyznaczanego w okolicach poziomu 25000 USD przez „linię szyi” ukształtowanej od czerwca ub.r. powyżej poziomu 15000 USD i opuszczonej górą w marcu br. formacji „odwróconej głowy z ramionami”.

Negatywną ocenę rynku decyzji RPP ilustruje również zachowanie rentowności 10-letnich obligacji skarbowych polskiego rządu. Wzrosła ona bowiem dziś do najwyższego poziomu od ponad tygodnia (5,659 proc.). Rentowność 10-latek rządu Stanów Zjednoczonych utrzymywała się w pobliżu swoich ponad 2-tygodniowych maksimów (4,285 proc.)

Główne indeksy amerykańskiego rynku akcji spadły wczoraj do najniższego poziomu od tygodnia (S&P 500 -0,7 proc., DJIA -0,57 proc., Nasdaq 100 -0,88 proc.). Dziś rano cena kontraktów terminowych na S&P 500 spadała ok. godz. 10:25 o 0,32 proc.

Na głównych giełdach w Europie brak było dziś rano jakiejś wyraźnej tendencji (DAX -0,11 proc., CAC 40 +0,07 proc. ok. godz. 10:29).

Po wczorajszym wyłamaniu się wykresu WIG-u 20 w dół 3-miesięcznej formacji „głowy z ramionami” dziś ok. godz. 10:30 indeks ten tracił 0,23 proc. Wśród składników mWIG-u 40 swój najwyższy poziom w historii osiągnął kurs akcji spółki Develia. Na drugim biegunie były akcje spółki Kernel Holding, które osiągnęły dziś po raz kolejny swój najniższy poziom w historii. W związku z ustaleniem ceny akcji spółki Grupa Pracuj sprzedawanych w ramach przyspieszonego procesu budowy księgi popytu na 60 zł kurs spadł wczoraj o ponad 10 proc. Wśród akcji wchodzących w skład sWIG-u 80 swe nowe cykliczne minimum osiągnął dziś kurs akcji spółki BioMaxima, natomiast najwyżej od przynajmniej roku były ceny akcji spółek Wawel i Asseco Business Solutions.

Cena kontraktów na ropę naftową notowanych na NYMEX-ie i ICE utrzymywała się w okolicach swoich tegotygodniowych najwyższych od listopada ub.r. poziomów (WTI -0,62 proc., Brent -0,47 proc. ok. godz. 10:15). Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie dotarła w środę w okolice swoich lokalnych minimów z lipca i sierpnia br., a dziś rano ok. godz. 10:15 lekko odbijała w górę (+0,32 proc.). Przy mocnym amerykańskim dolarze taniały dziś rano metale (złoto -0,12 proc., srebro -0,57 proc., platyna -0,37 proc., pallad -1,09 proc., miedź -0,59 proc.). Taniały dziś rano również pszenica, soja, kawa, cukier i bawełna, natomiast nieznacznie zwyżkowała cena kontraktów na kakao.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Złoty na deskach po ciosie od RPP

Szokująca decyzja Rady Polityki Pieniężnej, stopy w dół aż o 75 pkt bazowych. Czekamy na wyjaśnienia prezesa Glapińskiego dzisiaj o godzinie 15 podczas konferencji prasowej. Usługi w USA na dobrym poziomie, EUR/USD w okolicach wsparcia na poziomie 1,07.

Wielkie oczy

To, co wczoraj się wydarzyło, zdecydowanie można nazwać szokiem rynkowym. Praktycznie nie zdarza się, by żaden z analityków nie obstawiał jakiejś opcji, która może się finalnie wydarzyć. Mowa o decyzji RPP, która obcięła stopy procentowe w Polsce aż o zawrotne 0,75 pkt procentowego. Powszechnie uważa się, że decydenci polityki monetarnej powinni w odpowiedni sposób komunikować się z rynkami, przygotowywać na ewentualne ruchy, które mogą się wydarzyć, by po prostu nie wywoływać panicznej reakcji. Tego wszystkiego po prostu zabrakło ze strony Rady, a złośliwi mogą śmiało prezesa Glapińskiego posądzać o kłamstwo. Na poprzednich konferencjach prasowych mieliśmy jasne wskazanie, że RPP obniży stopy dopiero, jak inflacja spadnie do wartości jednocyfrowych, a poza tym kolejne ruchy na stopach procentowych miały być stopniowe. Jak więc nazwać ruch na koszcie pieniądza o 0,75 pkt bazowych? Brakuje słów.

Konferencja w orbicie zainteresowań

Jeszcze bardziej trywialny był komunikat Rady po posiedzeniu. Niektóre fragmenty mogły być użyte bardziej w momencie zacieśniania monetarnego niż tego, co wczoraj się zdarzyło. Choćby ten, że obniżeniu inflacji sprzyjałoby umocnienie złotego. Czy ktoś zdroworozsądkowo mógł liczyć, że nasza waluta wczoraj umocni się po tak wyraźnym cięciu stóp procentowych? Po prostu takie rzeczy w ekonomii się nie dzieją, chyba, że idziemy tokiem myślenia Erdogana i tureckiej polityki monetarnej. Jeśli chcemy zobrazować, o co nam chodzi, wystarczy spojrzeć na kurs naszej waluty wczoraj czy do euro czy do dolara czy franka, tak naprawdę bez znaczenia, bo straty blisko 2% były widoczne we wszystkich parach. Krajowa waluta po prostu dostała nokautujący cios, ale w takim przypadku jest to zrozumiałe. EUR/PLN dotarł do poziomu 4,58, a USD/PLN 4,28, a więc poziomów oporów lokalnych. Dzisiaj w centrum uwagi będzie konferencja prasowa szefa RPP, który z pewnością nie uniknie trudnych pytań po tak zaskakującej decyzji. Wybrnąć może jedynie przedłużającą się słabością polskiej gospodarki, czy bardzo słabych odczytach makro naszych największych partnerów handlowych na czele z Niemcami. Dla złotego najważniejsza informacja to taka, co Rada planuje dalej ze stopami procentowymi. Inna sprawa to taka, czy ktoś jeszcze uwierzy w słowa profesora Glapińskiego, który (mam wrażenie) gra w swoją grę.

Mocne usługi w USA

Zdecydowanie emocje po posiedzeniu Rady jeszcze nie opadły, ale warto też spojrzeć na szeroki rynek, gdzie dzieje się także dość sporo. Wczoraj ukazał się odczyt indeksu ISM dla sektora usług w USA i trzeba przyznać, że wypadł okazale. Wartość 54,5 pkt była wyższa zarówno od prognoz, jak i poprzedniego odczytu i sugeruje dobrą sytuację tej części gospodarki. To kolejny przykład na to, że USA gospodarczo jest kilka półek wyżej aniżeli strefa euro, co może determinować ruchy na głównej parze walutowej świata. I można powiedzieć, w pewnym sensie już to się dzieje, bo kurs popularnego “edka” schodzi do poziomu 1,07$. Jest to najniższy kurs od czerwca, a na wykresie mamy klarowny trend spadkowy od poziomu 1,1250$. Co dalej? Uwaga powoli będzie się skupiać na zbliżających się posiedzeniach banków centralnych, gdzie pewnie nie zobaczymy tak szokujących ruchów jak wczoraj by RPP, ale będą się decydować dalsze losy zacieśniania monetarnego, więc dla walut USD i EUR będzie to kluczowa sprawa.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Techniczna recesja w Polsce

Polska i światowa gospodarka są w dosyć kiepskim stanie. Ostatnio publikowane dane potwierdziły techniczną recesję w Polsce i w wielu innych krajach w Europie Środkowo-Wschodniej – chociażby na Węgrzech. Czechy niedawno wyszły z technicznej recesji – ale nadal wzrost gospodarczy jest tam dosyć mizerny. Wskaźniki PMI są na niskich poziomach i to niestety nie napawa optymizmem na kolejne miesiące. Gospodarka światowa w 2023 roku będzie odbijała się w wolnym tempie – zaledwie o 2,4%. Gospodarki rozwinięte są w gorszej sytuacji niż gospodarki rozwijające się, jak Chiny czy Indie.

– Gospodarki rozwijające się nie rosną już tak dynamicznie, jak w poprzednich dekadach. Nie rosną już każdego roku o ponad 10%, ale nadal jest tam dosyć dynamiczny wzrost. W Europie Zachodniej – czyli w regionie naszego głównego partnera handlowego – widzimy, że 2023 rok jest kiepski, 2024 powinien być lepszy – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista COFACE w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. – Stany Zjednoczone w 2024 roku będą rozbijały się wolniej. Tutaj jest także wiele czynników niepewności i ze względu, że jest to tak duża gospodarka, może nastąpić przeniesienie na rynki światowe. W związku z tym Polska jest uwikłana w to, co się dzieje na rynku światowym. Oczywiście dosyć dużo sprzedajemy na rynku wewnętrznym. Baza konsumentów jest w Europie Środkowo-Wschodniej – jesteśmy największym krajem, jeżeli chodzi o potencjalną bazę rynkową – jednak to, co dzieje się na rynkach zagranicznych, jest bardzo istotne. I nawet jeżeli pod koniec tego roku i w przyszłym roku będziemy widzieli lepszą dynamikę sprzedaży detalicznej oraz wyższe wydatki konsumentów na codzienne potrzeby – to niestety czynnik zagraniczny jest istotny. On będzie osłabiał naszą gospodarkę pod koniec 2023 roku – przewiduje Sielewicz.

RPP obniża stopy procentowe, złoty słabnie. Czy to początek większego kryzysu?

Banki centralne walcząc z inflacją dbają o silną walutę, bo to ogranicza koszty importu i zmniejsza inflację. Rada Polityki Pieniężnej poszła inną drogą, co (jeśli będzie kontynuowana) może nas jeszcze drogo kosztować i to mimo tego, że za chwilę zapewne zobaczymy interwencje na rynku walutowym.

Najwyższy czas, żeby kilka zdań napisać o złotym. Słyszę wypowiedzi ekspertów mówiących o sile naszej waluty (choćby ostatnio Paweł Borys, prezes PFR) i mam wrażenie, że od dawna nie patrzyli oni na wykresy. Złoty bowiem od połowy lipca dość szybko tracił, a po ostatniej decyzji RPP (o czym na końcu) zaczął tracić jeszcze szybciej. Oczywiście do posiedzenia RPP główny powód tego osłabienia leżał poza Polską, bo w tym okresie szybko umacniał się dolar na rynkach globalnych.

Jak wiadomo spadek kursu EUR/USD zawsze szkodzi złotemu, więc i tym razem też tak było i nasza waluta najmocniej straciła do dolara. Obawiam się jednak, że to może być jedynie początek słabości. Jest kilka powodów, dla których tak uważam. Przede wszystkim warto spojrzeć na rządowy projekt budżetu państwa.

Wiemy, że rząd musi złożyć w Sejmie projekt do końca września, ale wiemy też, że po wyborach, bez względu na to, z jakiej politycznej opcji będzie rząd, projekt znowelizuje tak, żeby odpowiadał nowemu politycznemu układowi. Są w nim jednak elementy, które dużej zmianie nie będą mogły podlegać. Jest to na przykład deficyt sektora finansów publicznych na poziomie 4,5 proc. PKB.

Deficyt w wysokości 165 mld złotych jest zresztą zbyt skromny, jeśli patrzy się na złożone do 40 dni przed wyborami obietnice wyborcze wszystkich ugrupowań. FOR wraz z Money.pl obliczyli te obietnice na 739 mld złotych. Co prawda w wielu przypadkach jedne zawierają się w drugich (np. 8% PKB na ochronę zdrowia Lewicy i 6% PKB Trzeciej Drogi), ale nie ulega wątpliwości, że część obietnic trzeba będzie spełnić, a to podniesie nie tylko deficyt, ale i zadłużenie ponad planowane poziomy.

W budżecie na 2024 r. szacuje się wzrost zadłużenia sektora finansów publicznych z poniżej 50 proc. PKB do 54 proc., a potrzeby pożyczkowe brutto oceniane są na 420 mld złotych. To ponad dwa razy więcej niż pożyczano w ostatnich latach. Skoro tak dużo obligacji wyemitujemy, to można się obawiać, że za pożyczki będziemy słono płacili. Na razie tego niepokoju na rynku nie widać – rentowność obligacji 10. letnich jest w okolicach 5,6 proc. (amerykańskich obligacji około 4,3 proc.).

Agencja ratingowa Moody’s w swojej ocenie ostatnio napisała, że „Rosnące deficyty zwiększą obciążenie długiem Polski do 54 proc. PKB zgodnie z projektem budżetu, co jest czynnikiem negatywnym dla oceny wiarygodności kredytowej…”. Agencja co prawdę napisała też, że „…spodziewamy się spadku deficytów od 2025 roku”, ale nie zmienia to postaci rzeczy, że jeśli obietnice wyborcze będą coraz większe to i ocena agencji ratingowych będzie coraz gorsza.

Jak się to ma do wartości naszej waluty? Jeśli po wyborach ocena polityki finansowej rządu i monetarnej Rady Polityki Pieniężnej będą negatywne to złoty będzie się nadal szybko osłabiał, utrudniając walkę z inflacją. A ona i tak będzie bardzo utrudniona przez wzrost płac – wynagrodzenie minimalne w lipcu 2024 r. będzie o 20 proc. wyższe niż dzisiaj, płace w sektorze publicznym wzrosną od 12,3 do 20 proc. (w zależności od tego, kto dojdzie do władzy).

Nie wiemy też, co będzie się działo na świecie (ceny ropy znowu rosną) i czy nowy rząd utrzyma tarcze ochronne, zwane antyinflacyjnymi. Jest dużo zagrożeń, a obniżanie stóp procentowych, o czym niestety ostatnio (6 września) postanowiła Rada Polityki Pieniężnej, podejmując zaskakującą decyzję o obniżce stóp aż o 75 pb (z 6,75 na 6,00 proc.) złotemu pomagać nie będzie.

Wręcz odwrotnie, co widać było po tej decyzji, kiedy to kursy walut wzrosły o blisko dwa procent (to bardzo dużo). W tej sytuacji fragment komunikatu RPP brzmi jak nieśmieszny żart: „Rada podtrzymała ocenę, że szybszemu obniżaniu inflacji sprzyjałoby umocnienie złotego, które byłoby spójne z fundamentami polskiej gospodarki”.

Banki centralne walcząc z inflacją, dbają o silną walutę, bo to ogranicza koszty importu i zmniejsza inflację. RPP poszła inną drogą, co (jeśli będzie kontynuowana) może nas jeszcze drogo kosztować i to mimo tego, że za chwilę zapewne zobaczymy interwencje na rynku walutowym.

Piotr Kuczyński, Członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich, DI Xelion

RPP obniżyła stopy procentowe. Ile zyskają kredytobiorcy? [WYLICZENIA]

Ocena skutków ostatniej, nieoczekiwanej decyzji RPP z punktu widzenia obecnych kredytobiorców będzie łatwiejsza, jeśli weźmiemy pod uwagę trzy przykładowe kredyty ze zmiennym oprocentowaniem posiadające marżę 1,50%. Teraz oprocentowanie wspomnianych „hipotek” wynosi 8,40%, ponieważ bank wziął pod uwagę stopę WIBOR 3M z początku bieżącego kwartału (6,90%). Pamiętajmy, że WIBOR 3M spadał już od 10 lipca, gdyż rynki spodziewały się obniżki stóp procentowych NBP przed wyborami (oczywiście, nie tak nagłej). Na początku października br. bank przy ustalaniu oprocentowania przykładowych kredytów uwzględni nowy poziom WIBOR-u. Załóżmy optymistycznie dla kredytobiorców, że będzie wynosił on 6,00%. W takim przypadku, równe raty przykładowych, zaciągniętych wcześniej kredytów spadną następująco:

  • Kredyt o wartości 350 000 zł (25 lat) – spadek z 2795 zł do 2586 zł
  • Kredyt o wartości 450 000 zł (30 lat) – spadek z 3428 zł do 3146 zł
  • Kredyt o wartości 550 000 zł (35 lat) – spadek z 4067 zł do 3708 zł

Powyższe spadki rat na pewno mogą być odczuwalne dla budżetu domowego. Pamiętajmy, że skutki śmiałego posunięcia Rady Polityki Pieniężnej odczują też przyszli kredytobiorcy. Mowa o wzroście zdolności kredytowej. W przypadku standardowego kredytu mieszkaniowego na zmienną stopę (poza programem BK 2%), zdolność kredytowa rodziny „2+1” z dochodem netto 8000 zł może wzrosnąć z 365 000 zł do 390 000 zł. Te obliczenia zakładają okres spłaty wynoszący 25 lat, maksymalny stosunek równej raty do dochodu netto na poziomie 47%, bufor na wypadek wzrostu stóp procentowych jako 2,50 punktu procentowego i spadek średniego zmiennego oprocentowania nowych kredytów z 9,2% (dane NBP dla lipca br.) do 8,3%.Tab. 1 - Wpływ obniżki stóp procentowych na raty kredytów

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Jak wybrać odpowiednią platformę B2B dla Twojego biznesu?

W dobie cyfryzacji i globalizacji, wybór odpowiedniej platformy B2B może być jednym z najważniejszych decyzji, jakie podejmiesz dla swojego biznesu. Niezależnie od tego, czy prowadzisz małą firmę, czy wielonarodową korporację, właściwa platforma może zautomatyzować Twoje operacje, zwiększyć efektywność i otworzyć drzwi do nowych rynków. W tym artykule przeanalizujemy kluczowe cechy, na które warto zwrócić uwagę przy wyborze platformy. Czytaj dalej, aby dowiedzieć się, jak dokonać świadomego wyboru, który przyniesie korzyści Twojemu biznesowi na lata.”

W dobie cyfryzacji i globalizacji, wybór odpowiedniej platformy B2B może być jednym z najważniejszych decyzji, jakie podejmiesz dla swojego biznesu. Niezależnie od tego, czy prowadzisz małą firmę, czy wielonarodową korporację, właściwa platforma może zautomatyzować Twoje operacje, zwiększyć efektywność i otworzyć drzwi do nowych rynków. W tym artykule przeanalizujemy kluczowe cechy, na które warto zwrócić uwagę przy wyborze platformy. Czytaj dalej, aby dowiedzieć się, jak dokonać świadomego wyboru, który przyniesie korzyści Twojemu biznesowi na lata.”

Platforma B2B – kto powinien z niej skorzystać

Współczesne platformy B2B są znacznie bardziej uniwersalne, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Nie są one zarezerwowane tylko dla gigantów branżowych. Oto jakie firmy powinno rozważyć taką inwestycję.

  • Małe i średnie przedsiębiorstwa

Dzięki coraz bardziej dostępnym cenowi i wdrożeniowo oraz skalowalnym rozwiązaniom, nawet małe firmy mogą czerpać korzyści z automatyzacji i efektywności, jaką oferują platformy hurtowe B2B.

  • Hurtownie i dystrybutorzy

Dla firm zajmujących się sprzedażą hurtową B2B, platformy te są wręcz niezbędne. Umożliwiają one zarządzanie dużymi wolumenami transakcji i koordynację działań z wieloma partnerami.

  • Producentów

Jeśli jesteś producentem, platforma B2B może pomóc w zarządzaniu łańcuchem dostaw i dotarciu do klientów firmowych.

Jak widać, platformy B2B są niezwykle wszechstronne i mogą przynieść korzyści różnym typom organizacji. Niezależnie od wielkości czy branży, w której działasz, istnieje duże prawdopodobieństwo, że odpowiednio dobrana platforma B2B może znacząco wpłynąć na efektywność i rentowność Twojego biznesu.

Dlaczego odpowiednia platforma B2B jest tak ważna?

W dzisiejszych czasach, kiedy rynek jest coraz bardziej zglobalizowany i konkurencyjny, prowadzenie efektywnego biznesu wymaga więcej niż tylko dobrego produktu czy usługi. To, jak zarządzasz sprzedażą i relacjami z innymi przedsiębiorstwami, może być równie kluczowe. Tu właśnie z pomocą przychodzą platformy B2B.

Platforma B2B, czyli platforma przeznaczona do handlu między przedsiębiorstwami, są nie tylko narzędziem do sprzedaży produktów czy usług. To kompleksowe rozwiązania, które mogą zautomatyzować i usprawnić wiele aspektów działalności.

W kontekście sprzedaży hurtowej B2B, takie platformy mogą znacząco uprościć zarządzanie zamówieniami, kontrolę stanów magazynowych i procesy logistyczne. Dzięki nim, możesz skupić się na tym, co najważniejsze – rozwijaniu swojego biznesu.

Wybór odpowiedniej platformy sprzedaży hurtowej może być kluczowy dla Twojego sukcesu, dlatego w kolejnych sekcjach tego artykułu omówimy, na co zwrócić uwagę przy jej wyborze.

Kluczowe cechy, na które należy zwrócić uwagę przy wyborze platformy B2B

Wybór odpowiedniej platformy B2B to nie tylko kwestia ceny czy popularności. To decyzja, która może wpłynąć na Twoją zdolność do efektywnego zarządzania relacjami z klientami, logistyką, a nawet na rozwój Twojego biznesu. Oto kilka kluczowych cech, na które warto zwrócić uwagę:

Użyteczność i interfejs użytkownika

Niezależnie od tego, czy jesteś technologicznym guru, czy początkującym, interfejs użytkownika ma znaczenie. Platforma powinna być intuicyjna i łatwa w obsłudze dla wszystkich członków Twojego zespołu.

Funkcjonalność

Czy platforma oferuje wszystkie funkcje, które są dla Ciebie kluczowe? Czy możesz zarządzać zamówieniami, magazynem i kontaktami z klientami w jednym miejscu?

Integracja z innymi systemami

Jeżeli już korzystasz z innych narzędzi, takich jak systemy ERP czy CRM, upewnij się, że wybrana platforma hurtowa B2B będzie mogła się z nimi zintegrować.

Skalowalność

Twoja firma z pewnością będzie się rozwijać, więc wybierz platformę, która rośnie razem z Tobą. Skalowalność jest kluczowa, zwłaszcza w kontekście sprzedaży hurtowej B2B.

Wsparcie i obsługa klienta

Dobre wsparcie techniczne może być nieocenione, zwłaszcza w kryzysowych sytuacjach. Sprawdź, czy dostawca oferuje szybką i kompetentną pomoc.

Koszt

Ostatni, ale nie mniej ważny aspekt to koszt. Nie rzucaj się od razu na głęboką wodę – dedykowaną platformę, jeśli nie jesteś dużym przedsiębiorstwem z ogromnym kapitałem.

Wybór platformy hurtowej czy systemu dla hurtowni B2B to złożony proces, który wymaga gruntownego rozważenia różnych aspektów. Miej na uwadze powyższe cechy, aby dokonać wyboru, który najbardziej odpowiada potrzebom Twojego biznesu.

Ile kosztuje platforma B2B?

Kiedy zaczynasz rozważać wdrożenie platformy B2B dla swojego biznesu, jednym z najważniejszych czynników, który wpływa na decyzję, jest koszt. Ostateczna cena może być zróżnicowana i zależy od wielu czynników, takich jak funkcjonalność, skalowalność czy poziom dostosowania do indywidualnych potrzeb. Oto porównanie dwóch głównych typów platform: dedykowanych i gotowych rozwiązań.

Platformy dedykowane

Dedykowane platformy B2B są tworzone od podstaw, z myślą o specyficznych potrzebach Twojego przedsiębiorstwa. Choć oferują one wysoki poziom dostosowania, są również znacznie droższe zarówno w zakupie, jak i utrzymaniu. Ponadto, rozwój takiej platformy może zająć dużo czasu, co w efekcie opóźnia ROI (zwrot z inwestycji). Koszty samego stworzenia mogą sięgać dziesiątek tysięcy. Oczywiście mając taką platformę warto mieć także programistę, który będzie mógł ją modyfikować w razie potrzeby, co także wiążę się z kosztami.

Gotowe rozwiązania

Gotowe rozwiązania, takie jak CStore.pl, oferują szeroki zakres funkcji, które są już dostępne „od ręki”. Są one zazwyczaj łatwiejsze w implementacji i tańsze w utrzymaniu. Co więcej, takie platformy hurtowe B2B są często bardziej skalowalne i oferują różnorodne opcje wsparcia technicznego.

Choć dedykowane platformy mogą wydawać się atrakcyjne z powodu możliwości dostosowania, warto zastanowić się, czy rzeczywiście potrzebujesz tak zaawansowanych funkcji. W wielu przypadkach, gotowe rozwiązania oferują funkcje, które w zupełności wystarczą dla potrzeb większości firm, ale za znacznie niższą cenę.

Dlaczego warto wybrać CStore.pl?

  • Automatyzacja Procesów: Czas to pieniądz, a automatyzacja rutynowych zadań pozwala zaoszczędzić oba.
  • Skalowalność: Z czasem, Twoja firma będzie rosła. Wybierając platformę CStore.pl możesz na początku korzystać tylko z części funkcji, żeby wraz ze wzrostem wykorzystywać platformę coraz bardziej.
  • Integracja: Możliwość łatwej integracji z innymi systemami to kolejny plus. Dzięki temu, możesz połączyć platformę hurtową z istniejącym systemem dla hurtowni B2B lub innymi narzędziami, które już używasz.
  • Ciągły rozwój. CStore jest stale rozwijane. Możesz liczyć nie tylko na nowe funkcjonalności, ale także pomoc techniczną.

Wybierając CStore.pl, inwestujesz w przyszłość swojego przedsiębiorstwa. Pamiętaj, że jest to platforma hurtowa B2B, ale także platforma zakupowa B2B. Dzięki szerokiemu zakresowi funkcji i możliwościom dostosowania, platforma ta jest idealnym rozwiązaniem dla firm różnych rozmiarów i z różnych branż.

Rwa kulszowa – jak może pomóc osteopata?

Ból kulszowy to uciążliwa dolegliwość, która potrafi skutecznie ograniczyć naszą zdolność do normalnego funkcjonowania i wpłynąć na jakość życia. Jest to wynik podrażnienia lub ucisku nerwu kulszowego, największego nerwu w naszym ciele. Charakteryzuje się ostry, palący bólem, który często promieniuje wzdłuż jednej strony ciała – od dolnej części pleców, przez pośladek, aż do nogi, czasem nawet dochodząc aż do stopy.

Istnieje wiele przyczyn tego schorzenia, ale najczęściej jest ono spowodowane dyskopatią – przepukliną lub wystąpieniem dysku międzykręgowego. Inne czynniki, takie jak zwyrodnienia stawów, bóle mięśni, stany zapalne czy nawet siedzący tryb życia, mogą również przyczynić się do wystąpienia bólu kulszowego.

Osteopatia jest skuteczną metodą leczenia tej dolegliwości. Osteopaci dysponują różnymi narzędziami i technikami, które mogą pomóc pacjentom w radzeniu sobie z bólem kulszowym. Oto kilka sposobów, w jakie osteopatia może być pomocna:

  1. Techniki Manipulacyjne: Osteopaci posługują się technikami manipulacji kręgosłupa, aby zwiększyć przestrzeń dla nerwu kulszowego, co pomaga w zmniejszeniu ucisku i bólu.
  2. Terapia Manualna: Poprzez różne formy terapii manualnej, osteopaci zmniejszają napięcie mięśniowe i poprawiają mobilność w obszarze kręgosłupa lędźwiowego i miednicy.
  3. Poradnictwo i Edukacja: Osteopaci mogą doradzać pacjentom odpowiednie ćwiczenia, które pomogą w łagodzeniu bólu i zapobieganiu przyszłym epizodom bólu kulszowego.

Cel osteopatów to nie tylko złagodzenie objawów, ale także zrozumienie i leczenie głównych przyczyn problemu. Podejście osteopatów jest holistyczne i dostosowane do indywidualnych potrzeb każdego pacjenta. Dzięki temu mogą opracować efektywne strategie leczenia, które pomogą pacjentom powrócić do pełnej sprawności ruchowej i poprawić jakość swojego życia.

Rwa kulszowa często wiąże się z zaburzeniami w układzie mięśniowo-szkieletowym. Dlatego nasze podejście skupia się nie tylko na leczeniu objawów bólowych, ale także na poprawie ogólnej funkcji ciała. Zachęcamy do wykonywania odpowiednich ćwiczeń i wprowadzania zmian w stylu życia, które pomagają poprawić postawę, siłę i elastyczność ciała.

W niektórych przypadkach osteopaci mogą sugerować pacjentom konsultację z innymi specjalistami, takimi jak neurologowie, ortopedzi czy fizjoterapeuci. Współpraca między różnymi specjalistami jest kluczowa dla skutecznego leczenia i zarządzania przewlekłymi stanami, takimi jak rwa kulszowa.

Podsumowując, Celem jako osteopatów jest nie tylko złagodzenie bólu, ale także pomoc pacjentom w poprawie ogólnego stanu zdrowia i samopoczucia. Poprzez indywidualne podejście i holistyczne podejście do leczenia, pomagają wielu osobom cierpiącym na rwę kulszową powrócić do aktywnego i zdrowego stylu życia. Ich rolą jest również edukacja, aby pacjenci mogli lepiej zrozumieć, jak dbać o swoje ciało i unikać przyszłych epizodów bólu kulszowego.osteohelp osteopatia

Osteopatia pediatryczna – w czym może pomóc?

Osteopatia to metoda terapeutyczna, która wykorzystuje dotyk do przywracania prawidłowej funkcji ciała. Może być stosowana u osób w każdym wieku, w tym u niemowląt i dzieci.

Osteopatia pediatryczna to specjalność w dziedzinie osteopatii, która skupia się na małych pacjentach. Praktykujący w tej dziedzinie terapeuci posiadają specjalne szkolenie w zakresie diagnozowania i leczenia zaburzeń funkcjonalnych u dzieci. W niniejszym artykule omówimy sytuacje, w których osteopatia pediatryczna może być szczególnie pomocna.

  1. Problemy po porodzie: Proces porodu może być stresujący zarówno dla matki, jak i dla noworodka. W trakcie porodu, główka dziecka może doświadczyć dużego napięcia, które może prowadzić do różnych rodzajów dysfunkcji. Na przykład, może pojawić się asymetria czaszki, trudności w karmieniu, czy nadmierna napięcie mięśniowe. Wszystkie te problemy mogą być łagodzone poprzez interwencję osteopatyczną.
  2. Zaburzenia snu: Niektóre dzieci borykają się z trudnościami z zasypianiem lub budzeniem się wielokrotnie w nocy. Często te trudności są związane z napięciami i dysfunkcjami w ciele dziecka. Osteopatia może pomóc w zidentyfikowaniu i rozwiązaniu tych napięć, co może przyczynić się do poprawy jakości snu malucha.
  3. Kolki niemowlęce: Wiele rodziców zmaga się z problemami związanych z kolkami u swoich dzieci. Przyczyny kolków mogą być różnorodne, ale często wiążą się z zaburzeniami w układzie pokarmowym. Delikatne techniki osteopatyczne mogą pomóc poprawić funkcjonowanie jelit i zmniejszyć dyskomfort dziecka.
  4. Zaburzenia układu pokarmowego: Poza kolkami, dzieci mogą cierpieć na zaparcia, refluks żołądkowo-przełykowy czy nadmierną produkcję gazów. Osteopatyczne wsparcie układu pokarmowego może znacząco poprawić samopoczucie dziecka.
  5. Problemy z układem oddechowym: Dzieci, zwłaszcza w pierwszych latach życia, są podatne na różne infekcje układu oddechowego. Osteopatia pediatryczna może pomóc w łagodzeniu objawów i wspieraniu prawidłowego funkcjonowania układu oddechowego.

Podsumowanie:

Osteopatia pediatryczna stanowi unikalną dziedzinę medycyny, która może pomóc niemowlętom i dzieciom w poprawie funkcjonowania ich organizmu. Warto pamiętać, że każde dziecko jest unikalne i wymaga spersonalizowanego podejścia. Współpraca z doświadczonym osteopatą pediatrycznym może pomóc zidentyfikować i rozwiązać wiele problemów zdrowotnych Twojego dziecka. Jeśli zauważasz jakiekolwiek objawy u swojego dziecka, które budzą Twoje zaniepokojenie, warto rozważyć konsultację z osteopatą.

osteopatia pediatryczna

Wynajem samochodu – długoterminowe wsparcie dla Twojej firmy

Przedsiębiorcy mogą skorzystać z różnych form finansowania samochodu na potrzeby prowadzonej działalności gospodarczej. Jedną z nich jest wynajem długoterminowy dla firmy, dostępny m.in. w Banku BNP Paribas. Dowiedz się, jak działa to rozwiązanie i kiedy warto je rozważyć! 

Jak działa wynajem długoterminowy samochodu?

Długoterminowy wynajem pojazdu bywa również nazywany „autem na abonament” i to określenie najlepiej oddaje charakter takiej usługi. W ramach niej samochód zostaje oddany do używania na określony w umowie okres i w tym czasie pozostaje do wyłącznej dyspozycji osoby, która ją nabyła.

Opłaty za użytkowanie samochodu są pobierane miesięcznie na zasadach analogicznych jak przy korzystaniu ze streamingu usług multimedialnych, takich jak np. Netflix czy Spotify. Gdy harmonogram spłaty dobiegnie końca, masz możliwość wykupu pojazdu lub wynajęcia kolejnego, nowszego modelu.

Poznaj wszystkie korzyści najmu długoterminowego!

Czy wynajem długoterminowy się opłaca? Rozwiązanie to sprawdzi się w przypadku wielu przedsiębiorców o zróżnicowanym profilu działalności. Wśród zalet najmu długoterminowego aut w Banku BNP Paribas wymienia się w szczególności następujące kwestie:

  • Stałe koszty – nie masz tu do czynienia z utratą wartości pojazdu w czasie, więc każdego miesiąca z Twojego konta firmowego zostanie pobrana dokładnie taka sama kwota. Czynsz najmu – w jego skład wchodzi nie tylko opłata za używanie samochodu, ale też koszty jego utrzymania. Należą do nich m.in. opłaty rejestracyjne, składki ubezpieczeniowe, także naprawy serwisowe. Oznacza to brak dodatkowych kosztów poza samą ratą miesięczną – nic Cię nie zaskoczy.
  • Brak ryzyka szybkiej utraty wartości pojazdu.
  • Samochód zawsze w najlepszym stanie technicznym.
  • Brak niespodziewanych wydatków – np. wzrostu składek za ubezpieczenie, naprawy.
  • Dodatkowe korzyści – decydując się na wynajem długoterminowy dla firmy, nie tracisz zdolności kredytowej i nie ponosisz kosztów amortyzacji. Najczęściej nie przyjdzie Ci też zapłacić opłaty wstępnej. Wkład własny nie jest wymagany np. w Banku BNP Paribas.

Za wadę tego rozwiązania wymienia się to, że nie jesteś właścicielem samochodu, lecz tylko jego użytkownikiem. Z drugiej strony – ma to swoje plusy, gdyż nie musisz stresować się koniecznością samodzielnego sprzedania auta, gdy zapragniesz nowego modelu. Po prostu oddasz je w miejscu ustalonym z Kierownikiem floty w swojej firmie lub z opiekunem w Arval i wynajmiesz kolejne.

Grupa STS – 157 mln zł skoryg. EBITDA w H1 2023

Grupa STS – jeden z największych bukmacherów w Europie Centralnej oraz lider rynku w Polsce – wygenerowała od stycznia do czerwca br. przychody w wysokości 299 mln zł, co oznacza wzrost o 14% rok do roku. Zysk netto Grupy STS wzrósł w H1 2023 o 57% rok do roku, osiągając poziom 97 mln zł. Skorygowana EBITDA dla Grupy STS od stycznia do czerwca br. wyniosła 157 mln zł, czyli o 35% więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego.

W drugim kwartale bieżącego roku dalej optymalizowaliśmy procesy w ramach Grupy STS. W związku z tym w pierwszym półroczu istotnie poprawiliśmy zarówno wynik finansowy, jak i skoryg. EBITDA, których wzrosty wyniosły odpowiednio 57% i 35% rok do roku. Zakładamy, że w drugiej połowie roku aktywność naszych graczy będzie większa, co powinno pozytywnie przełożyć się na nasze wskaźniki operacyjne i finansowe mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding.

W pierwszym półroczu 2023 roku Grupa STS wygenerowała NGR na poziomie niemal 346 mln zł, gdy przed rokiem było to 296 mln zł. Oznacza to wzrost o niemal 17% rok do roku. Od stycznia do czerwca 2023 roku wartość zawartych zakładów przez klientów Grupy STS wyniosła 2,302 mld zł, gdy przed rokiem było to 2,189 mld zł. Oznacza to wzrost o 5% rok do roku. W pierwszym półroczu 2023 roku liczba aktywnych użytkowników wyniosła zaś 412 tys. Grupa odnotowała w pierwszej połowie 2023 roku 109 tys. nowych rejestracji, a liczba klientów, którzy dokonali pierwszego depozytu wyniosła 72 tys.

Grupa STS w 2023 roku zakończyła działalności na rynkach zagranicznych (licencje w Wielkiej Brytanii oraz Estonii), zamykając możliwość rejestracji kont. Celem reorganizacji jest możliwie pełne wykorzystanie potencjału rynku polskiego.

W dniu 7 lipca 2023 r. Entain Holdings (CEE) Ltd ogłosił wezwanie do zapisywania się na sprzedaż akcji STS Holding S.A. Wezwanie zostało ogłoszone w związku z zamiarem nabycia przez Entain Holdings (CEE) Ltd 156.725.958 akcji, łącznie reprezentujących 100% kapitału zakładowego STS Holding. W dniu 24 sierpnia 2023 r. Entain Holdings (CEE) Ltd w wyniku rozliczenia transakcji, nabył łącznie 155 591 656 akcji STS Holding S.A.

Entain Holdings (CEE) Ltd jest spółką zależną Entain PLC. Entain PLC posiada 67,5% udziałów Entain CEE. Emma Capital posiada 22,5% udziałów, natomiast fundacje rodzinne Mateusza i Zbigniewa Juroszków posiadają 10% udziałów. Entain Holdings (CEE) Ltd, poza Grupą STS, jest właścicielem również chorwackiego lidera rynku – SuperSport.H1-23 Wyniki_PL (1)

Ogromne zaskoczenie po decyzji RPP

Obniżka stóp procentowych o 75pb przy ponad 10% inflacji jest faktem. Decyzja jest ogromnym zaskoczeniem. Stopa referencyjna będzie wynosić teraz 6%.

Wczoraj dyskutowaliśmy o dwóch scenariuszach, obniżce o 25pb lub braku obniżki. Obie drogi były prawdopodobne i nie zmieniły by tak wiele w ogólnym spojrzeniu na kierunek polityki monetarnej. Obok zmiany o 75pb nie można jednak przejść obojętnie. Decyzja już wpłynęła w znaczącym stopniu na wyceny aktywów, rentowności obligacji i kurs walutowy.

Przed decyzją uczestnicy rynku już wyceniali szybki cykl obniżek stóp procentowych, ale w stopniowych ruchach po 25pb. Kolejne posiedzenia pokażą dokładny kierunek polityki monetarnej. Wydaje się jednak, że tak dużej jednorazowej obniżki już nie zobaczymy.

Naszą uwagę będziemy kierować już na posiedzenia powyborcze. Wtedy powinniśmy dowiedzieć się czy jest to rzeczywisty początek cyklu obniżek, chociaż ponowna pauza jest teraz bardziej prawdopodobna po tak dużym jednorazowym ruchu, który objął swoim zasięgiem oczekiwane obniżki do końca roku.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Złoty na deskach po decyzji RPP

Rada Polityki Pieniężnej we wrześniu obniżyła stopy procentowe o 75 pb., tym samym od czwartku stopa referencyjna będzie wynosiła 6%. Skala ruchu jest ogromnym zaskoczeniem dla rynku, który szykował się na „standardowe” cięcie o 25 pb. Nie obyło się bez ofiar – złoty został mocno poturbowany przez decyzję.

Przed decyzją sugerowaliśmy, że choć pierwsza obniżka stóp w Polsce zbliża się wielkimi krokami, nie mamy mocnego przekonania, czy RPP zdecyduje się na taki ruch już we wrześniu. Konsensus ekonomiczny zakładał cięcie, ale nie był mocny. Wyraźniej przekonany o obniżce był rynek, nikt jednak nie przewidywał ruchu o takiej skali.

Decyzja ta jest bardzo kontrowersyjna. Uzasadnienie dla jakiejkolwiek obniżki stóp na tym etapie nie było mocne, natomiast obniżenie stóp o 75 pb. budzi zdumienie. Warto również wspomnieć, że obniżka jest silniejsza, niż sugerował w lipcu prezes Glapiński (wskazywał na możliwość cięcia o 25 pb.), a dodatkowo nastąpiła przy niespełnieniu jednego z warunków, jakie wyznaczył (inflacja nie spadła do poziomu jednocyfrowego).

W komunikacie Rada zwraca uwagę na pogorszenie sytuacji ekonomicznej i otoczenia zewnętrznego oraz wylicza argumenty za spadkiem presji cenowej. Zgodnie z interpretacją Rady „dane wskazują na mniejszą od wcześniejszych oczekiwań presję popytową”, co ma pomóc inflacji szybciej zejść do celu banku. Dodatkowo decydenci wskazali na „opóźnienia, z jakimi decyzje w zakresie polityki pieniężnej wpływają na gospodarkę”. Co istotne, komunikat nie zawiera żadnych jakkolwiek istotnych sugestii dotyczących przyszłości. Tym samym ciężar wyjaśnienia decyzji i zarysowania dalszych kroków spoczywa na mającym jutro konferencję prasową prezesie Glapińskim.

Sytuacja złotego – co dalej?

W ostatnich dniach złotego charakteryzowała słabość. Waluta – podobnie jak inne w regionie – zmagała się z presją z tytułu gorszych globalnych nastrojów, w tym szczególnie z tytułu pesymizmu względem perspektyw gospodarczych strefy euro. Dziś rano kurs EUR/PLN przebił poziom 4,50, co wydarzyło się po raz pierwszy od lipca. RPP dołożyła jednak swoje trzy grosze do tego osłabienia – a raczej 6-7 groszy, bo o tyle po decyzji wzrósł kurs EUR/PLN. Obecnie wynosi on 4,57. Wyższy niż dziś ostatni raz był w maju.

Obecnie kluczowe pytanie brzmi: co dalej? Czy wrześniowa decyzja to tzw. front-loading, czyli postawienie ciężaru obniżek na początku tej drogi, czy jednak oznaka, że w średnim terminie stopy spadną mocniej, niż wydawało się wcześniej? Choć obecnie bardziej racjonalne wydaje się to pierwsze, dzisiejsza decyzja udowodniła, że RPP nie boi się zaskakiwać. Bez wątpienia stanowi to ryzyko dla naszych prognoz, zakładających umocnienie polskiej waluty.

Autor: Roman Ziruk – starszy analityk Ebury

Klienci chcą opakowań przyjaznych środowisku… Czym są ekologiczne systemy pakowania i jak je wdrożyć?

Obecnie w coraz większym stopniu jesteśmy świadomi, jak ważna jest ochrona środowiska, w tym walka z zanieczyszczeniami. Stawiamy zatem na rozwiązania przyjazne dla natury, w tym na eliminację tworzyw sztucznych. Chcemy między innymi, żeby przesyłki, jakie otrzymujemy, miały ekologiczne opakowania. Ma to swoje przełożenie na działalność branży magazynowej i wysyłkowej, która odpowiada na oczekiwania klientów.

Plastiki, folie i inne tworzywa sztuczne są wszechobecne, przyczyniają się do zanieczyszczenia i zaśmiecenia naszej planety. Sfilmowano je nawet w Rowie Mariańskim. Zabijają coraz więcej roślin i zwierząt, negatywnie wpływają też na nasze zdrowie. Nic więc dziwnego, że chcąc żyć w czystym, niezaśmieconym świecie, toteż coraz chętniej przestawiamy się na produkty przyjazne dla środowiska naturalnego. Oczekujemy również, że będą one ekologicznie opakowane. Gwarancję taką dają ekologiczne systemy pakowania – Epacking.

Czym są ekologiczne systemy pakowania Epacking?

Ekologiczne systemy pakowania polegają na stosowaniu do tworzenia paczek materiałów w stu procentach wykonanych z ekologicznych surowców, np. pochodzących z recyklingu. Są one też biodegradowalne, dzięki czemu nie zanieczyszczają środowiska, jak to się dzieje w przypadku folii bądź tworzyw sztucznych, rozkładających się przez setki lub tysiące lat i często nienadających się do ponownego przetworzenia.

ekologiczne systemy pakowania epacking

Dlaczego warto stosować ekologiczne materiały do pakowania?

Ekologiczne materiały do pakowania są też bardzo estetyczne – o wiele bardziej niż najpopularniejsza dotychczas folia bąbelkowa – a także szybkie i praktyczne w użyciu. Cechują się wysoką jakością, potwierdzoną certyfikatami. Stosując je do pakowania, oszczędzamy czas – tworzenie paczki odbywa się szybciej niż przy użyciu folii – i pieniądze – opłata produktowa jest dla opakowań ekologicznych jest prawie czterokrotnie niższa niż dla tych z tworzyw sztucznych. Przesyła wygląda bardzo ładnie, co wpływa na satysfakcję klienta. Z kolei nasza firma poprawia swój wizerunek, pokazując, że troszczy się o środowisko.

Jakie są zalety wypełniacza papierowego?

Świetnym przykładem ekologicznego materiału do pakowania jest wypełniacz papierowy FullPack. Zdecydowanie warto z niego skorzystać, jeżeli nie zamierzamy wypełniać naszych paczek plastikiem ani innymi tworzywami sztucznymi. Został on wykonany w 100 proc. z makulatury, dzięki czemu stanowi świetną, bardzo przyjazną dla środowiska alternatywę wobec plastikowych chrupek czy poduszek powietrznych. Doskonale wypełnia pustą przestrzeń w paczce, amortyzuje i zabezpiecza każdy rodzaj zawartości. Nadaje się również do owijania wysyłanych produktów, a przy tym jest najtańszym rozwiązaniem dostępnym na rynku. Wypełniacz papierowy znajdziesz na epacking.pl.

wypelniacz papierowy w rolce

Mobilny podajnik do papieru – czy warto go stosować?

Używanie wypełniacza papierowego FullPack ogromnie usprawni mobilny podajnik do papieru. Jest bardzo wygodny w obsłudze. Posiada możliwość wygodnej regulacji kąta nachylenia, jest ruchomy we wszystkich kierunkach, można go łatwo przemieszczać między stanowiskami pracy. Dzięki niemu czas pakowania ulegnie skróceniu, co poprawi wydajność naszej firmy. Z pomocą dyspensera zapakować możemy: szkło i ceramikę, kosmetyki, dekoracje (przykładowo figurki, świeczniki bądź lampki), artykuły handmade, zabawki, kwiaty, a nawet artykuły spożywcze. Jest to bardzo uniwersalne urządzenie, które umożliwi stworzenie estetycznej, ekologicznej paczki, jaka z pewnością spodoba się klientowi, zaś naszej firmie pozwoli pokazać, że dba o środowisko naturalne i stosuje przyjazne wobec niego technologie oraz materiały.

GFT przewiduje wzrost przychodów i zysków w 2023 roku

  • Rentowny wzrost przychodów o 10 procent w pierwszej połowie 2023 roku
  • Wzrost powyżej średniej we wszystkich sektorach w USA i w Meksyku
  • Silny popyt na długoterminowe oraz złożone projekty z zakresu cyfryzacji
  • Dynamiczny rozwój chmury oraz sztucznej inteligencji
  • Skorygowane wytyczne na 2023 rok: przewidywany przychód w wysokości 810-820 mln EUR, skorygowany EBIT wynoszący 74-75 mln EUR oraz EBT w wysokości 68-70 mln EUR
  • W pierwszym półroczu 2023 roku spółka GFT w Polsce odnotowała przychody wynoszące 13,75 mln EUR, co stanowi wzrost o ponad 100% w porównaniu z analogicznym okresem w 2022 roku.

GFT Technologies SE (GFT) nadal się rozwija. Osiągając wzrost przychodów o 10 procent, pionier transformacji cyfrowej utrzymał swój trend wzrostowy w pierwszym półroczu 2023 roku. W porównaniu z pierwszą połową 2022 roku, skorygowany zysk przed odsetkami i opodatkowaniem (skorygowane EBIT) wzrósł o 4 procent lub o 11 procent po korekcie wpływów walutowych.

Przewidywany wzrost popytu w drugiej połowie roku

– Pomimo niestabilnych warunków, tempo naszego rozwoju nadal przekracza prędkość, z jaką rozwija się rynekmówi Marika Lulay, CEO GFT. – Nasza globalna obecność pozwoliła nam bardzo skutecznie złagodzić wpływ spowolnienia inwestycji w Brazylii, czyli na naszym największym rynku. Średniookresowe czynniki napędzające nasz rozwój, w tym linia naszych projektów, pozostały nienaruszone. Wystąpił wyraźny wzrost popytu klientów w dziedzinie rozwiązań w chmurze, a w szczególności sztucznej inteligencji. Zatem mamy pewność, że w drugiej połowie roku będziemy w stanie przyspieszyć nasz rozwój.

W pierwszym półroczu 2023 roku Grupa GFT wygenerowała przychód w wysokości 391,58 mln EUR. W efekcie firma przekroczyła o 10 procent wartość z roku poprzedniego, wynoszącą 357,25 mln EUR. W sektorze Ubezpieczeń przychody wzrosły o 1 procent, a w sektorze Przemysłu i pozostałych branż o 13 procent. W sektorze Bankowości przychody zwiększyły się o 11 procent w porównaniu z poprzednim rokiem.

Nieproporcjonalnie silny rozwój w USA i Meksyku

W USA, największym światowym rynku oprogramowania, nastąpił dalszy nieproporcjonalnie silny rozwój, ze wzrostem przychodów o 35 procent. W Meksyku GFT udało się zwiększyć przychody o aż 63 procent. Wzrost ten napędzały przede wszystkim złożone projekty modernizacji i transformacji w sektorze finansowym. W Niemczech działalność wzmacniała skuteczna integracja targens GmbH. W porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku, przychody w Niemczech wzrosły o 43 procent.

Na dzień 30 czerwca 2023 Grupa zatrudniała łącznie 9.008 pracowników w pełnym wymiarze czasu pracy (w przeliczeniu na pełne etaty). Odpowiada to wzrostowi o 2 procent, w porównaniu z 8.842 pracownikami na koniec 2022 roku.

GFT przewiduje stabilny wzrost przychodów i zysków w 2023

GFT przewiduje dalszy rozwój oraz wzrost przychodów i zysku w roku obrotowym 2023. Grupa, ciesząca się uznaniem na rynku ze względu na swoją rozległą znajomość sektora i technologii, ma atrakcyjne portfolio rozwiązań cyfrowych i w chmurze. W efekcie utrzymuje swoją doskonałą pozycję pozwalającą odnieść korzyści z trendów wzrostu.

Ze względu na niestabilne warunki makroekonomiczne, GFT nieznacznie obniżyła swoje wytyczne. Przewiduje się, że Przychód Grupy osiągnie około 810-820 mln EUR (2022: 730 mln EUR; poprzednie wytyczne: 850 mln EUR). Grupa przewiduje wzrost skorygowanego EBIT do około 74-76 mln EUR (2022: 67 mln EUR; poprzednie wytyczne: 80 mln EUR). Przewiduje się, że zysk przed opodatkowaniem (EBT) GFT osiągnie 68-70 mln EUR (2022: 66 mln EUR; poprzednie wytyczne: 72 mln EUR). Niniejsze wytyczne uwzględniają nabycie targens GmbH, stosownie do upływu czasu na dzień 1 kwietnia 2023.

– Wynik, jaki osiągnęliśmy w Polsce w pierwszym półroczu 2023 r. przerósł nasze oczekiwania – podkreśla Wojciech Mach, CEO, GFT Poland. – Cieszę się, że dzięki kompleksowemu portfolio usług i rosnącym kompetencjom naszego zespołu, możemy zaspokajać potrzeby naszych klientów, jednocześnie umacniając naszą pozycję na polskim rynku. Wykorzystujemy rosnący trend w zakresie wdrażania usług chmurowych i pęd przedsiębiorstw do cyfryzacji, aby osiągnąć nasze cele w roku 2023dodaje prezes GFT Poland.

Zmiany w zarządzie MediaMarktSaturn Polska

Snjezana Bandner została Prezesem Zarządu MediaMarktSaturn Polska / MediaMarkt Polska. Do zarządu dołączył również Maciej Melnik, który objął funkcję Członka Zarządu i Dyrektora Zarządzającego ds. Handlowych.

Z początkiem września 2023 Snjezana Bandner została powołana na Prezesa Zarządu MediaMarktSaturn Polska / MediaMarkt Polska, zastępując na tym stanowisku Andrzeja Jackiewicza, który zdecydował o kontynuacji kariery zawodowej poza strukturami firmy.

Snjezana Bandner, która związana jest z Grupą MediaMarktSaturn od 17 lat, posiada bogate doświadczenie w handlu na rynkach międzynarodowych. Doskonale zna potencjał i wyzwania europejskiego rynku elektroniki użytkowej, z uwzględnieniem specyfiki wymagań rynku polskiego. Przez ostatnie miesiące pełniła w MediaMarktSaturn Polska funkcję Dyrektora Handlowego (Managing Director Commercial / CCO), wcześniej zajmowała stanowisko Chief of Staff w MediaMarktSaturn Retail Group. Jest ekspertem w obszarze zakupów, zarządzania asortymentem i strategii biznesowej.

Od sierpnia br. do zarządu MediaMarktSaturn Polska / MediaMarkt Polska dołączył również Maciej Melnik w funkcji Dyrektora Zarządzającego ds. Handlowych (Managing Director Commercial). Maciej Melnik posiada wieloletnie doświadczenie w handlu detalicznym, które zdobywał zarówno w Polsce, jak i na rynkach zagranicznych. Przez wiele lat pracował w Grupie TESCO, gdzie pełnił międzynarodowe funkcje zarządcze; polski oddział sieci prowadził w randze Dyrektora Zarządzającego i Członka Zarządu. Ostatnio pełnił funkcję Dyrektora ds. strategii i transformacji dóbr szybko zbywalnych w GRUPIE PEPCO. Jest ekspertem w zakresie handlu i marketingu, zakupów, strategii biznesowej i transformacji.

W skład zarządu MediaMarktSaturn Polska / MediaMarkt Polska wchodzą również: Marcin Walendowski, Dyrektor Zarządzający ds. Finansów (CFO) oraz Daniel Mikołajczyk, Dyrektor Zarządzający ds. Operacyjnych (COO).

MediaMarktSaturn Polska należy do MediaMarktSaturn Retail Group (MMSRG), europejskiego lidera na rynku dystrybucji elektroniki użytkowej. W Polsce prowadzi sieć sklepów MediaMarkt oraz sklep internetowy mediamarkt.pl. Marka wychodzi naprzeciw potrzebom użytkowników nowych technologii, oferując bogatą ofertę produktów i związanych z nimi usług. Zapewniając klientom wyjątkowe doświadczenia zakupowe we wszystkich kanałach sprzedaży marka tworzy nową kategorię na rynku: Experience Electronics.

Badanie EY: ład korporacyjny kluczowy dla osiągania celów zrównoważonego rozwoju

  • Według cyklicznego badania EY “Long Term Value and Corporate Governance Survey 2023”, 76% firm posiadających wysoki poziom ładu korporacyjnego jest optymistyczna w kwestii wzrostu przychodów w najbliższych 12 miesiącach. Dla porównania w grupie przedsiębiorstw mniej zaawansowanych w tym zakresie poziom ten wynosi jedynie 45%;
  • Prawie połowa (48%) respondentów zwraca uwagę na nierozłączny związek istniejący pomiędzy wzrostem zyskowności, a praktyczną realizacją koncepcji zrównoważonego rozwoju przez ich firmy. Równocześnie niemal tyle samo (47%) podkreśla, że realizacja działań z tym związanych stanowi element wynagradzania pracowników;
  •  74% badanych uważa, iż kwestie związane z ESG należy na stałe włączyć do agendy prac zarządów nawet jeżeli miałoby to negatywnie wpłynąć, w krótkim horyzoncie czasu, na wyniki finansowe i dochodowość ich firm. Jednocześnie tylko 7% ankietowanych uważa, iż aspekty dotyczące zrównoważonego rozwoju są w pełni zintegrowane ze strukturą zarządu i procesem decyzyjnym;
  • Równocześnie aż 86% biorących udział w badaniu przedstawicieli firm z zaawansowanym ładem korporacyjnym podkreśla, że są skuteczni w zwiększaniu różnorodności osób wchodzących w skład zarządów firm co, ich zdaniem, ma zasadniczy wpływ na efektywne wdrażanie doktryny zrównoważonego rozwoju. Uważa tak z kolei 36% mniej zaawansowanych w tym obszarze przedstawicieli przedsiębiorstw.

Im wyższy poziom zarządzania, tym szybciej widoczne są wymierne efekty nieustającego mierzenia się firm z wyzwaniami dotyczącymi koncepcji zrównoważonego rozwoju – wynika z cyklicznego raportu EY “Long Term Value and Corporate Governance Survey 2023”. Co jednak najistotniejsze, niemal połowa respondentów (48%) wskazała w nim na ścisłe powiązanie tych kwestii z przychodami generowanymi przez ich firmy. Aż 76% organizacji z wysokim poziomem ładu korporacyjnego („Eksperci”) i jedynie 45% mniej zaawansowanych w tym obszarze przedsiębiorstw („Początkujący”) to optymiści w zakresie realizacji projektowanego przez ich korporacje wzrostu przychodów na przestrzeni kolejnych dwunastu miesięcy. Co warte podkreślenia już prawie połowa (47%) firm zaznacza, że realizacja działań związanych ze zrównoważonym rozwojem jest brana pod uwagę przy wynagrodzeniach zatrudnionych w ich firmach pracowników.

Przedsiębiorcy zadowoleni z efektów ich działań w obszarze ESG

Ponad połowa „Ekspertów” (52%) jest bardzo usatysfakcjonowana z postępu osiągniętego
w dziedzinie zrównoważonego rozwoju oraz ochrony środowiska naturalnego, a także silnie utożsamia się z tymi działaniami. Dla porównania w gronie „Początkujących” podobnego zdania jest tylko 13% ankietowanych organizacji. Równocześnie, zaledwie 7% wszystkich biorących udział w badaniu EY uważa, że kwestie z tym związane są wystarczająco powiązane ze strategią realizowaną przez ich przedsiębiorstwa w codziennej praktyce. Natomiast jedna czwarta (27 proc.) uważa, że należy wprowadzić fundamentalne zmiany w tym obszarze. Trzy czwarte (74 proc.) zaś twierdzi, że zagadnienia związane z ESG należy na stałe włączyć do agendy prac zarządów nawet jeżeli miałoby to negatywnie wpłynąć, w krótkim horyzoncie czasu, na wyniki finansowe i dochodowość ich firm.

Zarządy firm egzekwując wdrażanie strategii związanych ze zrównoważonym rozwojem nie koncentrują się wyłącznie na dbałości o środowisko naturalne lub kreowaniu wartości dodanej dla lokalnych społeczności. Osoby zarządzające organizacjami starają się pogodzić te kwestie z koniecznością generowania przychodów, czego niezmiennie wymagają od nich właściciele i udziałowcy. W biznesowej praktyce kwestie te są ze sobą nierozerwalnie połączone, chociaż przypominają próbę łączenia wody z ogniem. Coraz mocniej widoczny jest jednak trend, w którym przedsiębiorstwa traktują aspekty związane z ESG jako priorytet. Niestety, ciągle mamy jednak do czynienia z grupą organizacji tylko pozorujących działania. Dlatego tak ważna jest rzetelna weryfikacja, które firmy prowadzą zrównoważone działania, a jakie stosują greenwashing – mówi Jerzy Buzek, Partner EY Polska, Ekspert w badaniu sprawozdań dużych grup kapitałowych.

ESG w centrum zainteresowania zarządów

Raport EY pokazuje również, że 57% członków zarządów i rad nadzorczych sprawuje osobisty nadzór nad wdrażaniem koncepcji zrównoważonego rozwoju oraz na bieżąco monitoruje aspekty związane ze zmianami klimatycznymi. Niezależnie od stopnia zaawansowania w rozwiązania z zakresu ESG firmy widzą konieczność podjęcia bardziej zdecydowanych działań w zakresie zarządzania tą kwestią. Odpowiednio 57% „ekspertów” i 33% „początkujących” oczekuje sprawowania nadzoru przez zarządy nad realizacją zobowiązań klimatycznych i chce na bieżąco być informowana o postępach w tej dziedzinie. Mniej niż połowa (40%) firm o bardziej ugruntowanym ładzie korporacyjnym stawia wysokie wymagania zarządom w kwestii planowania działań dotyczących ESG, podczas gdy wskazuje na to 17% „początkujących”. Odsetek firm dążących do zaangażowania udziałowców w osiągnięcia tego celu wynosi odpowiednio 47% i 28%.

Odpowiedni ład korporacyjny, a przede wszystkim, stawianie ambitnych celów w obszarach środowiskowym i społecznym oraz rzetelne raportowanie postępów w realizacji strategii ESG przekłada się na budowanie realnej przewagi biznesowej. Maksymalnej przejrzystości oczekują w tym zakresie przede wszystkim inwestorzy oraz instytucje finansujące, dla których jest to coraz częściej jeden z kluczowych warunków do uruchomienia finansowania. W efekcie firmy, które pozostają w tyle w obszarze strategii i raportowania ESG będą tracić jeszcze więcej, bo będą miały coraz więcej trudności z pozyskaniem funduszy – dodaje Rafał Hummel, Partner w EY Polska, Lider grupy ds. strategii i raportowania ESG.

Od czasu zeszłorocznego badania, z 55% do 67%, wzrósł odsetek respondentów zwracających uwagę na trudności związane z odpowiednim wyważeniem kwestii rosnącej presji wywieranej przez niektórych akcjonariuszy na realizację krótkoterminowego zysku z dążeniem do osiągania założonych strategicznie celów długofalowych. Aż 86% biorących udział w badaniu „ekspertów” podkreśla, że są skuteczni w zwiększaniu różnorodności osób wchodzących w skład zarządów firm co, ich zdaniem, ma zasadniczy wpływ na efektywne wdrażanie doktryny zrównoważonego rozwoju. Uważa tak z kolei 36% „początkujących”.

O badaniu
Ankieta została przeprowadzona na próbie dwustu wyselekcjonowanych przedstawicieli firm pełniących kierownicze stanowiska. Uczestnicy badania zostali rozróżnieni na ekspertów oraz poczatkujących. Reprezentują oni piętnaście krajów oraz dwadzieścia sześć różnych gałęzi przemysłu.

Zastosowania konstrukcji stalowych – gdzie wykorzystuje się ich potencjał?

Konstrukcje stalowe mają wielki potencjał, co sprawia, że cieszą się one ogromnym zainteresowaniem. Nie bez powodu znajdują zastosowanie w różnych branżach. Z łatwością można przystosować je do indywidualnych potrzeb. Uchodzą za funkcjonalne, proste w montażu, wytrzymałe. Co warto o nich wiedzieć i gdzie można je wykorzystać?

Parametry użytkowe konstrukcji stalowych

  • Każda konstrukcja stalowa musi być projektowana oraz wznoszona zgodnie z przepisami prawa budowlanego. Jej trwałość zależy od wielu różnych czynników. Nowoczesne rozwiązania technologiczne znacząco podnoszą finalną żywotność obiektu. Konstrukcja wznoszona jest z gotowych modułów, a technika montażu oddziałuje na poziom wytrzymałości oraz odporności na negatywne działanie czynników otoczenia.
  • Parametry użytkowe konstrukcji stalowych mogą słabnąć wraz z upływem lat. Wiadome jest, że poszczególne komponenty ulegają zużyciu. Dotyczy to w szczególności elementów newralgicznych, czyli bardziej narażonych na usterki. Zużycie techniczne można jednak spowolnić poprzez regularne przeglądy oraz konserwację. To skuteczny sposób na to, by zminimalizować ryzyko wystąpienia przedwczesnych usterek, które mogłyby stanowić zagrożenie dla użytkowników czy otoczenia.
  • Istotne, aby konstrukcje stalowe zostały kompleksowo zabezpieczone przed wilgocią. Korozja elementów stalowych mogłaby przyczynić się do drastycznego spadku wytrzymałości. Jednym ze skutków jest np. zawalenie się obiektu pod wpływem porywistego wiatru czy intensywnych opadów atmosferycznych. 

Przykładowe zastosowanie konstrukcji stalowych

Faktem jest, że konstrukcje stalowe znane są już od lat, co ma ogromne znaczenia dla inwestorów, którzy nie chcą podejmować ryzyka. Omawiane rozwiązanie cieszy się dużą popularnością wśród klientów prywatnych, którzy potrzebują np. garażu, czy magazynu na płody rolne. Jest to także prawdziwy strzał w dziesiątkę dla przedsiębiorstw z różnych branż. 

Poniżej przedstawiono kilka przykładów, jednak warto pamiętać, że zakres zastosowań jest znacznie szerszy. Wiedzę o konstrukcjach stalowych można pogłębić na stronie internetowej: https://www.grupalukasiuk.pl/pl/baza-wiedzy/lekkie-hale-i-konstrukcje-stalowe/.   

Składy materiałów budowlanych

Obiekt o konstrukcji stalowej umożliwia stworzenie składu materiałów budowlanych. Tego typu obiekty posiadają zazwyczaj ogromną powierzchnię. Wzniesienie budynku z cegieł czy drewna kosztowałoby kilka razy więcej.

Hurtownie i sklepy 

Zadaszona konstrukcja stalowa to doskonałe miejsce na hurtownię czy sklep. W omawianych obiektach chętnie tworzone są punkty sprzedażowe, które funkcjonują nieopodal supermarketów. To wyśmienita opcja dla tych, którzy handlują sezonowo. Istnieje możliwość postawienia lekkiej i mobilnej konstrukcji stalowej – miejsce eksploatacji można zmienić w dowolnym momencie.

Centrum ogrodnicze

Konstrukcje stalowe wypierają tradycyjne budynki murowane lub drewniane. Hala na bazie konstrukcji stalowej może pełnić rolę centrum ogrodniczego, gdzie oferowane są warzywa, owoce, kwiaty i pozostałe rośliny. Innym pomysłem jest sprzedaż akcesoriów i narzędzi.

Hale sportowe i rekreacyjne

Hale o konstrukcji stalowej wykorzystywane są do celów sportowych. Może w nich powstać m.in. kort tenisowy, boisko do gry w piłkę nożną czy siatkówkę. Trzeba wspomnieć także o obiektach rekreacyjnych oraz eventowych. 

Magazyny 

W halach o konstrukcji stalowej powstają zarówno standardowe magazyny, jak i wysokiego składowania. Niski koszt budowy sprawia, że inwestor ma szansę zaoszczędzić sporo gotówki. Obiekt może zostać wzniesiony już w ciągu miesiąca, co stanowi kolejny atut.

Stajnie i ujeżdżalnie

Profesjonalnie zaaranżowana hala może służyć jako stajnie czy ujeżdżalnia dla koni. Należy jednak wiedzieć, że miejsce bytowania zwierząt musi spełniać szereg restrykcyjnych wymogów. 

Frankowicze szukają luk w starych ugodach

Frankowicze szykują się na nowe zwarcie z bankami. Szukają sposobu na wycofanie się ze starych ugód.

Na rynku widać, że banki przeszły do ofensywy i oferują coraz lepsze ugody. Po analizie można stwierdzić, że warunki finansowe porozumień poprawiły się nawet o 20%. Dostrzegają to frankowicze, którzy wcześniej je zawarli. I zaczyna się kalkulacja, czy aby to był dobry ruch. W kancelariach coraz częściej pojawiają się osoby, które pytają wprost, jak można się z tego wycofać, bo czują się trochę oszukane. Jednak uchylenie się od skutków prawnych złożonego oświadczenia jest dość trudne. Co prawda istnieje na to szansa, tylko to skomplikowany i kosztowny proces, który nie zawsze prowadzi do oczekiwanego rezultatu. Natomiast można też dodać, że stare ugody były słabiej zabezpieczone przez banki niż te najnowsze. I „furtką” może być brak kompletnych informacji w treści porozumienia, np. na temat skutków jego zawarcia.

Lepsze warunki… podszyte strachem

W ostatnim roku banki znacząco polepszyły ofertę ugód i podpisują ich coraz więcej. Obecnie, jak informuje Związek Banków Polskich (ZBP), do końca czerwca br. zwarto ich 70 tys. Do tego po obserwacji rynku można stwierdzić, że warunki finansowe takich ofert poprawiły się nawet o 20%. Przede wszystkim pojawiła się możliwość obniżenia salda zadłużenia, czyli umorzenia części kredytu. Nadal jednak proponowane ugody nie są tak korzystne dla frankowiczów, jak rozstrzygnięcie sprawy na drodze sądowej, choć to dużo dłużej trwa niż zawieranie ugody.

Niektóre z ugód, przy dużej nadpłacie, faktycznie mogą oferować nawet znaczący jej zwrot. Natomiast propozycja banku nigdy nie osiąga 100% jego wartości, a takie rozwiązanie przede wszystkim oferuje unieważnienie umowy w sądzie. Warto też zaznaczyć, że podpisanie ugody z bankiem zamyka drogę do jakichkolwiek roszczeń odszkodowawczych, w tym o korzystanie z kapitału frankowicza. To właśnie orzekł Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w czerwcu tego roku.

Kredytodawcy zachęcają więc klientów do ugód dużym obniżaniem salda i rozłożeniem pozostałej części długu, zamienionego już na kredyt złotowy, na raty ze stałym oprocentowaniem. Czasem straszą ich przy tym, że korzystny wyrok sądowy nie jest pewny, a postępowanie może przecież trwać latami. I twierdzą, że w tym sensie ugoda jest dużo lepszym rozwiązaniem. Co więcej, niedawno pojawiły się też pogłoski, że niektóre banki idą o krok dalej i starają się wywrzeć na kredytobiorcach wrażenie, że pozew związany jest z dużym ryzykiem, wynikającym z niepewnej linii orzeczniczej sądów.

Rosnąca świadomość konsumentów

Tymczasem korzystne wyroki kredytobiorców, którzy zdecydowali się na pozwanie banków, są już liczone w dziesiątkach tysięcy, a więc trudno mówić o niepewnej linii orzeczniczej. Banki oczywiście starają się zasiewać we frankowiczach ziarna niepewności, bo to jest w ich interesie i raczej nie ma się temu co dziwić. Jednak każdy świadomy konsument powinien się domyślić, że skoro kredytodawcy proponują coraz korzystniejsze ugody, to nie z powodu wygranych w sądach. Szacuje się, że już ponad 90% spraw, w których powodami są konsumenci, jest rozstrzyganych na ich korzyść i sądy jednomyślnie orzekają, że umowy frankowe są wadliwe.

Należy też pamiętać o tym, że bank zawsze dba o swój interes. Kilkanaście lat temu oferował „bezpieczne” kredyty walutowe. A teraz, „pod przykrywką” polubownego rozwiązania problemu, próbuje przekonać wszystkich, że podpisanie ugody jest dla frankowicza najkorzystniejsze. Jednak w większości przypadków nie jest to prawdą.

W ostatnich miesiącach banki przykładają ogromny nacisk do redukcji swoich portfeli frankowych, co idzie im coraz trudniej. Podobno powodem są wysokie stopy procentowe w Polsce, które zniechęcają frankowiczów do konwertowania umów na złotówki. W rzeczywistości są one jednym z powodów. Kolejnym jest właśnie rosnąca świadomość kredytobiorców odnośnie tego, że warunki, jakie proponują im banki, nie są dla nich korzystne.

Iść czy nie iść na ugodę?

Niemniej z powodu obaw niektórych frankowiczów o długi czas trwania postępowania sadowego, do końca tego roku może zostać zawartych nawet kilka tysięcy ugód. Dotyczyć to będzie osób, które jeszcze nie podjęły żadnych kroków i wolą jak najszybciej zamknąć ten rozdział życia, np. w związku z rozwodem, nawet jeśli wiąże się to z nienajlepszym rozwiązaniem finansowym.

Ostatnio wielu kredytobiorców zwraca się do kancelarii prawnych, dopytując o czas trwania procesu. Dowiadując się, że w dużych miastach może to zająć nawet cztery lata, część frankowiczów nie chce czekać tak długo. Dopiero szczegółowa rozmowa i przedstawienie przez prawnika wszystkich realnie możliwych zysków i strat jest w stanie przekonać daną osobę do rozwiązania sprawy na drodze sądowej. Dzieje się tak zwłaszcza, gdy klient słyszy, że po złożeniu pozwu płacenie rat ulegnie zawieszeniu, dzięki odpowiednim narzędziom prawnym. Zatem w praktyce nawet w ciągu miesiąca można uwolnić swój domowy budżet od tego ciężaru, a potem już „tylko” czekać na wysoce prawdopodobne unieważnienie całej umowy kredytowej w sądzie.

Każdy, kto rozważa podpisanie ugody z bankiem, powinien dokładnie przeanalizować jego propozycję i zastanowić się, czy czasochłonna sprawa sądowa nie jest dla niego korzystniejsza, biorąc pod uwagę potencjalny zwrot nadpłaconych rat, opłat dodatkowych, a w późniejszym czasie – również możliwe dochodzenie odszkodowania od banku. Taka decyzja jest trudna, ale chcąc zamknąć sprawę, frankowicz musi zważyć, co mu się bardziej opłaci. Jednym zależy na odzyskaniu swoich środków, innym bardziej – na świętym spokoju. Tutaj nie ma reguły.

Wycofanie się z porozumienia

Obecnie na rynku zauważa się trend, że wiele osób chce się wycofać z wcześniejszych porozumień, orientując się, że ugody zawierane ponad rok temu były o wiele gorsze niż obecnie proponowane. Ale oczywiście jest już za późno, aby cokolwiek negocjować. Chcąc uniknąć takich sytuacji, należy skorzystać z pomocy prawnika przed zawarciem ugody, co w przyszłości pozwoli zaoszczędzić wielu kłopotów.

Uchylenie się od skutków prawnych złożonego oświadczenia w zakresie zawartej ugody jest trudne i zależne od wielu okoliczności. Jeśli zawarto ją w zwykłym trybie, czyli bez udziału mediatora i sądu, to można ją najprędzej uzyskać. Jednak ugoda zawarta przed mediatorem, po jej zatwierdzeniu przez sąd, co do zasady nie może zostać cofnięta. Istnieje na to jeszcze pewna szansa, ale to bardzo skomplikowany i kosztowny proces, który nie zawsze prowadzi do oczekiwanego skutku.

Drogą właściwą do uchylenia się od skutków ugody jest pozew do sądu o ustalenie jej nieważności. Jednak banki postarały się o to, aby były one niepodważalne pod względem swoich konstrukcji. Niemniej są pewne „furtki”, jak np. niepełne informacje na temat skutków zawarcia ugody.

Konwersja kredytu z waluty na złotego pociąga za sobą szereg konsekwencji natury finansowej. O tym trzeba dokładnie poinformować konsumenta, tak jak przy zawieraniu nowego kredytu, poczynając od RRSO, a skończywszy na informacji o ryzyku wzrostu stóp procentowych oraz zasad wyliczenia wszystkich składników wpływających na koszt kredytu.

Banki powinny także w sposób szczególnie skrupulatny poinformować o skutkach uznania umowy kredytowej za ważną, pomimo istnienia klauzul abuzywnych oraz o możliwości wytoczenia powództwa i jego skutkach. Powinny także porównać obie opcje. Jeśli ww. kwestie nie zostały wyjaśnione, to istnieje szansa na zakwestionowanie legalności porozumienia, a także pierwotnie zawartej umowy.

Doświadczenie pokazuje, że pierwsze ugody, zawierane przez frankowiczów, były zdecydowanie wadliwe. Ostatnie drafty mają o wiele bardziej rozwinięte kwestie informacyjne i takie ugody mogą być już nie do podważenia w sądzie. Z uwagi na często zmieniające się wzory porozumień, każdy przypadek, w którym kredytobiorca czuje się poszkodowany, jest inny i powinien być dokładnie przeanalizowany.

Trzeba też pamiętać o tym, że pozew o uchylenie się od skutków zawartej ugody jest znacząco trudniejszy od klasycznego procesu frankowego o ustalenie nieistnienia umowy kredytu. Takie umowy zawierają różne treści. Zasadniczo banki dość dobrze je redagowały. Pozew jest obarczony ryzykiem nieuwzględnienia powództwa o uchylenie ugody. Ale niektóre z ugód istotnie mogą zawierać niepełne dane o jej skutkach i z pewnością jest to podstawa do jej kwestionowania.

Autorem komentarza jest Adrian Goska, publicysta prawny i wieloletni ekspert ds. problemów frankowych w sądownictwie, radca prawny w Kancelarii SubiGo

Piotr Miednik, nowym Członkiem Zarządu oraz CFO w Artgeist

Z początkiem września 2023 roku Piotr Miednik został powołany na Członka Zarządu oraz objął funkcję CFO w Artgeist Sp. z o.o., firmie z branży dekoracji ściennych, spółce portfelowej Resource Partners.

Piotr posiada 15-letnie doświadczenie w dziedzinie finansów, raportowania giełdowego i do funduszy inwestycyjnych, zdobytym na stanowiskach kierowniczych. Jest ekspertem w obszarze transakcji fuzji i przejęć (M&A), projektów fundraisingu oraz sprzedaży do inwestorów strategicznych i finansowych. Jedna z realizowanych przez niego transakcji, zdobyła tytuł Forbes nr 1 Top Przejęć Zagranicznych w 2020 roku.

Piotr umacniał struktury zarówno spółek z portfolio funduszy inwestycyjnych, jak i firm notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych, w tym podmiotów z WIG20. Pracował m.in. dla Karl Voegele w Szwajcarii, Grupy CCC, Prima Moda oraz Contec.

Artgeist Sp. z o.o. to polska firma, która w ciągu niespełna dwudziestu lat zbudowała status lidera w kraju oraz jednego z największych producentów dekoracji ściennych w Europie.

Ma kilkadziesiąt euro milionów przychodów, silne struktury managerskie oraz apetyt na więcej, dzięki czemu z roku na rok umacnia swoją pozycję na rynku globalnym. Rolą Piotra będzie przygotowanie spółki do sprzedaży inwestorowi branżowemu lub finansowemu, m.in. poprzez wsparcie w rozwoju sprzedaży oraz ekspansji, jak również optymalizację procesów finansowych przy wykorzystaniu nowoczesnych narzędzi informatycznych.

Cięcia wydobycia ropy przez OPEC+ napędzają wzrost cen

We wtorek ropa naftowa była odmieniana przez wszystkie przypadki. To efekt doniesień na temat podaży na tym rynku. Arabia Saudyjska oraz Rosja zdecydowały się na przedłużenie dobrowolnych cięć wydobycia do końca roku. Baryłka brent oraz WTI wyszły na kilkumiesięczna maksima. Cena znalazła się na najwyższym poziomie od listopada 2022 roku. Wzrosły obawy o to, że w dłuższym terminie wyższe ceny energii spowodują, że inflacja ponownie zostanie podbita. Dolar zyskiwał na wartości a rentowności amerykańskich obligacji USA znalazły się wyżej. Euro straciło po słabych danych PMI.

Arabia Saudyjska przedłużyła we wtorek dobrowolne cięcie produkcji ropy naftowej o 1 mln baryłek dziennie do końca roku – taką informację podała państwowa Saudyjska Agencja Prasowa. Redukcja ta sprawi, że w październiku, listopadzie i grudniu wydobycie surowca w Arabii Saudyjskiej wyniesie blisko 9 mln baryłek dziennie i będzie weryfikowane co miesiąc. Przypomnijmy, że Rijad po raz pierwszy zastosował redukcję o 1 mln baryłek w lipcu i od tego czasu przedłuża ją co miesiąc. Decyzja Arabii nie była jedyna. Podbicie notowań „czarnego złota” wynikało również z deklaracji wicepremiera Rosji Nowaka, że przedłuży ograniczenie eksportu o 300 tys. baryłek dziennie do końca grudnia 2023 roku.

Cięcia te są określane jako dobrowolne, ponieważ wykraczają poza oficjalną politykę OPEC+, która zobowiązuje każdego niewykluczonego członka do udziału w kwotach produkcyjnych. Sekretarz generalny kartelu wskazał, że uciekanie się do dobrowolnych redukcji poza decyzjami OPEC+ nie oznacza podziałów w poglądach politycznych wewnątrz kartelu.

Tak czy inaczej Arabia Saudyjska jest w trudnym położeniu, ponieważ jej gospodarka jest mocno uzależniona od ropy. Oczywiście straty poniesione przez ograniczenie produkcji i tym samym mniejsze wolumeny sprzedaży, będą po części rekompensowane przez wyższe ceny surowca. Tańsza ropa w pierwszej połowie tego roku przyczyniła się do znacznego spadku PKB Arabii Saudyjskiej.

Wczorajsze wydarzenia spowodowały, że wzrosły obawy o ponowne podbicie inflacji w skali globalne. To powoduje, że rynek na nowo zaczyna mocniej spekulować, że Fed nie zakończył cyklu zacieśniania monetarnego. W konsekwencji rentowności amerykańskiego długu urosły (ale nie jakoś przesadnie) a dolar zyskał na wartości. Indeks USD „wspiął” się na poziomy najwyższe od marca tego roku.

Eurodolar spadł wczoraj ponownie i zbliżył się do poziomu 1,07. Z jednej strony wynikało to z siły dolara, ale również było spowodowane słabością euro. Zniżki przyspieszyły już rano, kiedy poznaliśmy finalne, dane PMI dla Europy, które rozczarowały słabymi wynikami na całej linii. Słabe dane gospodarcze przemawiają za pauzą w podwyżkach stóp. Do tego doszły wczoraj komentarze głównego ekonomisty EBC – Philipa Lane’a – który przyznał co prawda, że inflacja w strefie euro pozostaje wysoka, ale bazowa presja cenowa słabnie. Pamiętajmy, że przed nami okres blackout’u, bo już w przyszłym tygodniu EBC zdecyduje co dalej z polityką monetarną na Starym Kontynencie.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

RPP-em w złotego

Lokalnie środowa sesja to przede wszystkim zakończenie dwudniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. Globalnie czeka nas kilka odczytów, które mogą zapewnić emocje. Eurodolar po pokonaniu 1,08$ szuka nowego wsparcia.

Pora odtrąbić sukces!

Złoty pozostaje pod presją ze względu na mix czynników zewnętrznych i wewnętrznych. Wśród tych drugich prym wiedzie dzisiejsze posiedzenie RPP. Prawie równo rok temu NBP zakończył cykl podwyżek, ustanawiając główną stopę procentową na poziomie 6,75%. Inflacja wtedy wynosiła 17,2% i była bliska szczytu. Później weszliśmy w okres dezinflacji, który miał sprowadzić dynamikę cen do poziomu jednocyfrowego, co według decydentów z Rady miało być pretekstem do rozpoczęcia cyklu obniżek. Abstrahując już od słuszności tego założenia, ostatecznie w tym miesiącu cel nie został osiągnięty. Rynek jest jednak przekonany, że RPP dziś zdecyduje się na cięcie kosztu pieniądza. Byłoby to posunięcie rodem z tureckiej szkoły ekonomii imienia Recepa Erdogana. Wśród analityków rosną obawy co do konsekwencji zbyt wczesnego rozpoczęcia luzowania w polityce pieniężnej. Najprawdopodobniej zaburzona zostanie ścieżka schodzenia do celu, która już teraz nie mieści w perspektywie prognoz NBP.

Eurodolar nie pomaga

W zeszłym tygodniu wydawało się, że wsparcie generowane przez dolne ograniczenie kanału wzrostowego na EURUSD zostanie wybronione i da impuls do nowych wzrostów. Dziś już wiemy, że tak się nie stało. Popularny edek zszedł wczoraj do poziomu 1,07$. Dziś próbuje odreagować ostatnie spadki, jednak robi to niemrawo. Dynamika ostatnich ruchów wydaje się dawać przewagę dolarowi w tej parze. A to w oczywisty sposób uderza także w naszego złotego. Od początku tygodnia amerykańska waluta podrożała o 7 groszy, dochodząc dziś do pułapu 4,19 zł. Podobny zasięg ruchu obserwujemy na franku oraz funcie, które w środę kosztują odpowiednio 4,715 zł i 5,27 zł. Trochę mniejszy zasięg ruchu odnotowujemy na parze EURPLN, ale i ten wyrywa się z sierpniowego marazmu.

Ciekawy kalendarz

Od samego rana publikowane są kolejne odczyty makroekonomiczne. W dalekiej Australii dynamika PKB pozytywnie zaskoczyła i wyniosła 2,1% przy oczekiwaniach o 30 p.b. niższych. Dla nas ważniejszy był jednak poranny odczyt z Niemiec. Tamtejsze zamówienie w przemyśle mocno rozczarowały, spadając w samym lipcu o prawie 12%. By osiągnąć gorszy rezultat, była potrzebna globalna pandemia, co tylko uwypukla, jak złe są nastroje u naszych sąsiadów. O 11:00 poznamy wynik sprzedaży detalicznej w strefie euro. Najważniejszym odczytem jednak prawdopodobnie będzie amerykański raport ISM dla usług. Analitycy oczekują delikatnego spadku, co ważne jednak przewidywany rezultat jest wyraźnie powyżej granicy 50 pkt. Po południu ogłoszona zostanie także decyzja kanadyjskiego banku centralnego à propos stóp procentowych, jednak analitycy nie spodziewają się tu żadnych ruchów.

Autor: Krzysztof Adamczak – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

W pierwszym półroczu 2023 r. ubezpieczyciele wypracowali rekordowy zysk netto

W pierwszym półroczu 2023 r. Polacy otrzymali 21,9 mld zł odszkodowań i świadczeń ubezpieczeniowych – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). W stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku o 7 proc. wzrosły wypłaty w ubezpieczeniach majątkowych. Dotyczy to głównie wypłat świadczeń z polis komunikacyjnych. Utrzymuje się zainteresowanie Polaków ubezpieczeniami, mimo wysokich kosztów życia są one ważnym elementem domowych budżetów.

Kluczowe liczby:

  • 21,9 mld zł dla poszkodowanych, w tym:
    • 8,5 mld zł z ubezpieczeń na życie,
    • 8,7 mld zł z ubezpieczeń komunikacyjnych (OC+AC),
    • 4,7 mld zł z pozostałych ubezpieczeń.
  • Na ubezpieczenia przeznaczyliśmy 39 mld zł, o 10 proc. więcej niż rok wcześniej.
  • 90,9 mld zł aktywów ubezpieczyciele ulokowali w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne.
  • 17,6 mld zł aktywów było ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu.
  • 923 mln zł podatku dochodowego zapłacili ubezpieczyciele.

Ubezpieczenia na życie

Obserwujemy stały wzrost rynku ubezpieczeń ochronnych i wypadkowych. Wzrost składki o ponad 7 proc. w ubezpieczeniach na życie pokazuje, że Polacy chcą skutecznie chronić najważniejsze dla siebie wartości. Śmierci najbliższej osoby obawia się 56 proc. naszych respondentów, aż 70 proc. uważa to zdarzenie za prawdopodobne w swoim życiu. To dobrze, że szukamy rozwiązań, które zapewnią naszym bliskim stabilizację finansową – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU.

W ubezpieczeniach na życie widoczny jest spadek wypłat, co odzwierciedla aktualną sytuację związaną ze spadkiem śmiertelności po pandemii. Na polisy życiowe wydaliśmy w I półroczu 2023 r. 11,3 mld zł, o 7,6 proc. więcej niż rok temu. Ich liczba pozostaje na stabilnym poziomie. Kolejny kwartał rośnie zainteresowanie polisami grupowymi. Ubezpieczenie na życie jest wciąż jednym z najważniejszych benefitów pracowniczych.

Ubezpieczenia komunikacyjne

W ubezpieczeniach majątkowych największą część odszkodowań stanowią wypłaty w ramach polis komunikacyjnych.

  • Odszkodowania z autocasco wyniosły 3,5 mld zł, o niemal 12 proc. więcej niż przed rokiem.

Średnia składka OC komunikacyjnego wyniosła po II kwartałach 2023 r. 504 zł, o 3 proc. więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie wzrosła średnia szkoda. Jej koszt wyniósł ponad 9,2 tysiąca zł, 15 proc. więcej niż przed rokiem.

Obserwujemy stały wzrost kosztów szkód. Rynek motoryzacyjny nie jest obojętny na długo utrzymującą się inflację. Rosną koszty części i usług ubezpieczyciele muszą te koszty uwzględniać w swoich kalkulacjach. Ubezpieczenia komunikacyjne, szczególnie obowiązkowe, to produkt bardzo wrażliwy na cenę, która jest głównym elementem konkurencji na rynku. Kupno samochodu staje się dla wielu z nas trudniej osiągalne, z uwagi na ceny pojazdów, ale też na inflację i wzrosty pozostałych kosztów życia. Rośnie jednak skłonność do ochrony posiadanego majątku. Coraz więcej kierowców kupuje również dobrowolne ubezpieczenia komunikacyjne. Sama naprawa auta z własnej kieszeni to niekiedy wydatek nie do udźwignięcia dla wielu rodzin. W tej sytuacji ubezpieczenie pozostaje najlepszym wyborem – mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

Ubezpieczenia majątkowe

W pierwszym półroczu 2023 r. zanotowaliśmy spadek wypłat z ubezpieczeń żywiołów aż o niemal 18 proc.

Łagodniejsze pod względem katastrof pogodowych pół roku nie oznacza, że możemy tego ryzyka nie brać pod uwagę. Klimat jest coraz gwałtowniejszy, a straty w ostatnich latach drastycznie się zwiększyły. Ostatnie 5 lat pokazało, że mogą dotknąć nas zjawiska o ogromnej skali. W latach 2019-2021 katastrofy naturalne na świecie przyniosły straty o łącznej wartości ponad 600 mld USD. W Europie najwięcej strat przyniosła powódź Bernd – 54 mld USD. Mamy do czynienia ze skrajnymi zjawiskami – od suszy po powodzie. Musimy przede wszystkim działać prewencyjnie, a więc inwestować np. w infrastrukturę przeciwpowodziową, zapobiegać suszy poprzez odpowiedni dobór upraw, budowanie zbiorników retencyjnych czy wreszcie mądrą gospodarkę przestrzenną. Pamiętajmy też o roli ubezpieczeń. Gospodarki, w których ubezpieczenia są powszechne, są odporniejsze i szybciej się odbudowują po katastrofach – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

W związku z ogniem i innymi żywiołami, ubezpieczyciele wypłacili po II kwartałach 2023 r. ponad 1,05 mld zł. Jednak średnia szkoda wzrosła z 3,96 na 4,13 tys. zł.

Warto podkreślić, że Polacy są świadomi i ubezpieczają się od ryzyka katastrof naturalnych. Z ankiet, które przeprowadziliśmy wspólnie z zakładami ubezpieczeń w ramach przygotowań raportu „Klimat rosnących strat. Rola ubezpieczeń w ochronie klimatu i w transformacji energetycznej” wynika, że w Polsce ponad 70 proc. jednorodzinnych budynków mieszkalnych jest ubezpieczonych na wypadek gradu i huraganu, a 62 proc. jest ubezpieczonych od powodzi – dodaje Jan Grzegorz Prądzyński.

Wynik netto

Polscy ubezpieczyciele wypracowali w I półroczu 2023 r. 5,7 mld zł zysku netto, czyli o 150 proc. więcej niż przed rokiem. Przede wszystkim wpływ na to mają zwiększone przychody z lokat ubezpieczycieli, związane m.in. ze wzrostem stóp procentowych spowodowanych inflacją. Znaczenie ma również spadek śmiertelności w stosunku do sytuacji w czasie pandemii, który wpłynął na mniejsze wypłaty z polis życiowych. Do budżetu państwa ubezpieczyciele odprowadzili 0,9 mld zł podatku dochodowego.

Przykłady szkód ubezpieczeniowych z II kwartału 2023 r.

Rodzaj polisy Składka Zdarzenie Pomoc dla poszkodowanych
Ubezpieczenie dodatkowe na wypadek poważnego zachorowania 4 387,76 zł (rocznie) Zachorowanie na boreliozę z zapaleniem stawów Ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie w kwocie: 51 921,14 zł
Ubezpieczenie dodatkowe na wypadek poważnej choroby 1 730,64 zł (rocznie) Zdiagnozowanie guza prawej jamy bębenkowej, rozpoznanie nowotworu złośliwego Ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie w kwocie:  259 044,48 zł
Ubezpieczenie podróżne Ok. 12 zł (dziennie) Ubezpieczona przebywała u córki w Hiszpanii. Przewróciła się i uszkodziła biodro. Wymagana była pilna operacja. Podczas tej operacji ubezpieczona doznała zawału i została przewieziona do kolejnego szpitala Ubezpieczyciel wypłacił odszkodowanie w kwocie: 450 000 zł
Ubezpieczenie  NNW dla dziecka 167,40 zł (rocznie) 12-letni chłopiec spadł z zabawki na placu zabaw w wyniku czego doszło do złamania 4 kości śródstopia lewego Świadczenie wypłacone:
4 000 zł
NNW 39 zł (miesięcznie) Ubezpieczony wysiadając z samochodu poślizgał się i złamał kość w stopie. 2 000 zł (w związku z pobytem w szpitalu)
NNW 34 zł (miesięcznie) Ubezpieczony uległ wypadkowi na budowie – złamał nogę, ramię, kręgosłup i doznał urazu klatki piersiowej. 216 000 zł (z tytułu uszczerbku na zdrowiu)
ubezpieczenie na życie 190,90 zł (miesięcznie) Ubezpieczony zginął w wypadku samochodowym. 238 780 zł
ubezpieczenie na życie 175,48 zł (miesięcznie) Ubezpieczony zmarł w wyniku zachorowania na nowotwór złośliwy dna jamy ustnej. 219 351 zł
ubezpieczenie na życie 26 963,40 zł (za 5 lat ubezpieczenia) Ubezpieczony zmarł w wyniku udaru mózgu. 181 126 zł
ubezpieczenie od utraty źródła dochodu 38 zł (miesięcznie) Ubezpieczonego wypowiedziano umowę o pracę z uwagi na likwidację stanowiska pracy. 6 000 zł (z tytułu utraty pracy)

Państwowa stomatologia wciąż kuleje. W przyszłym roku niewiele się zmieni

  • W 2024 r. NFZ wyda niecałe 90 zł na pacjenta
  • Od 62 do 107 zł w zależności od województwa pójdzie w 2024 r. na państwowe leczenie zębów jednego pacjenta
  • Podlaskie i lubelskie w 2024 r. dostaną najwięcej środków z NFZ na statystycznego pacjenta

Z analizy planu finansowego NFZ na 2024 r. wynika, że niespełna 90 zł przypadnie na leczenie stomatologiczne statystycznego obywatela i to już po uwzględnieniu waloryzacji przekraczającej 20% rdr. Jednak Fundusz zaznacza, że bierze pod uwagę różne zmienne, a nie tylko liczbę Polaków. I przekonuje, że gdyby podzielić kwotę wydaną w ub.r. na świadczenia dla pacjentów, to średnia przekroczyłaby 400 zł. Natomiast z zestawienia poszczególnych województw wynika, że w przyszłym roku Fundusz przeznaczy na jednego mieszkańca od prawie 62 zł w woj. opolskim do 107 zł w podlaskim. Z kolei eksperci uważają, że nawet ta najwyższa kwota wciąż jest za niska i mocno nieadekwatna do bieżącej sytuacji. Ponadto zwracają uwagę na coraz wyższe koszty usług stomatologicznych, co jeszcze bardziej pomniejsza wartość ww. środków.

W przestrzeni publicznej pojawiają się informacje, że plan finansowy NFZ na 2024 rok zakłada 88 zł na leczenie stomatologiczne na statystycznego Polaka – już po waloryzacji rdr. na poziomie 23%. Jak podkreśla Beata Kopczyńska, rzeczniczka prasowa NFZ, plan finansowy nie jest i nie może być konstruowany w oparciu tylko o to, jaka jest liczba Polek i Polaków. Uwzględniane są w nim istotne zmienne, m.in. demografia, epidemiologia, zasoby i czynniki ryzyka. Kopczyńska zaznacza również, że w 2022 roku udzielono świadczeń stomatologicznych ponad 5,6 mln osobom przy ogólnych kosztach przeszło 2,3 mld zł. Gdyby podzielić tę kwotę wydaną na jednego pacjenta, przekroczyłaby średnio 400 zł na osobę. Jest to więc ponad 4-krotnie więcej, niżby wynikało to ze statystyki.

– Argument dotyczący tego, że plan finansowy uwzględnia zmienne, takie jak demografia, epidemiologia, zasoby i czynniki ryzyka, nie zmienia tego, że kwota podana przez NFZ jest po prostu zdecydowanie zbyt niska i przekracza ona chociażby koszt przeglądu dentystycznego, na który pacjenci powinni zdecydować się co najmniej 2 razy w roku. Czy tak się dzieje? Nie. I jest to efektem polityki przerzucania kosztów leczenia na pacjenta. Natomiast te niecałe 90 zł to mniej niż wypełnienie w zębie, nawet gdy mówimy o tym najtańszym – komentuje dr Dariusz Paluszek, wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie.

Jak przekonuje dr Irena Przybylska z kliniki IMPLANT MEDICAL, przyjęcie kwoty 88 zł na statystycznego Polaka jest oczywiście dużym uproszczeniem i faktycznie nie pokazuje pełnego obrazu sprawy. Z kolei podawane przez NFZ 400 zł na faktycznego pacjenta to i tak kropla w morzu potrzeb. Według ekspertki, rodacy muszą posiłkować się leczeniem prywatnym, ale nie wszystkich na to stać. Z kolei lekarzom mającym kontrakt z NFZ zwyczajnie nie opłaci się pracować. Lecząc zęby pacjentom, muszą używać najtańszych materiałów. Często też narzekają na skomplikowany system rozliczenia.

– Blisko połowa polskich seniorów ma znaczne braki w uzębieniu. Osoby te potrzebują protez. Tymczasem ich wycena – nawet mimo ostatniej podwyżki – jest niedoszacowana przez NFZ. W gabinetach sam koszt wspomnianej protezy to ok. 1000-1100 zł,  ze względu na inflację i rosnące koszty materiałów. Natomiast NFZ taki zabieg wycenia tylko na 700-800 zł – dodaje dr Paluszek.

Analitycy serwisu agencyjnego MondayNews zebrali kwoty przeznaczone przez Fundusz na leczenie stomatologiczne w konkretnych OW NFZ. Następnie zestawili je z liczbą ludności w poszczególnych województwach, bazując na danych GUS-u z 31 grudnia 2022 roku. Na podstawie tego wyliczono średnie kwoty przypadające na jednego mieszkańca województwa. Największe widzimy w woj. podlaskim – 107 zł, lubelskim – 104,9 zł, mazowieckim – 96,9 zł, małopolskim – 96,4 zł oraz łódzkim – 94. Natomiast na końcu zestawienia mamy woj. opolskie – 61,9 zł, lubuskie – 63,7 zł i dolnośląskie – 70,7 zł.

– Zakładając, że wszyscy Polacy potrzebowaliby pomocy stomatologicznej, to wyliczone wartości pokazują przede wszystkim duży rozstrzał potrzeb funduszowych pacjentów. Jednak, aby to prawidłowo ocenić, oprócz demografii, powinniśmy mieć inne – dużo szersze dane, które pokazywałby cały obraz sytuacji. Ufam jednocześnie, że NFZ rozdziela te środki w miarę swoich możliwości w sposób transparentny i zasadny. A dodatkowo opiera się na precyzyjnych danych, których my oczywiście nie posiadamy – dodaje ekspertka.

Z kolei dr Piotr Przybylski z kliniki IMPLANT MEDICAL wyjaśnia, co oznaczają wyższe średnie kwoty. Dla pacjentów to potencjalnie lepszy dostęp do usług stomatologicznych i większa liczba wykonanych procedur stomatologicznych. Dla stomatologów pracujących w tych regionach może to stanowić zachętę do świadczenia usług na rzecz osób ubezpieczonych przez NFZ. Natomiast niższe średnie kwoty mogą sugerować ograniczone środki przeznaczone na leczenie stomatologiczne oraz mniejszą dostępność do usług. W przypadku stomatologów, prawdopodobnie wpływa to na wynagrodzenie i dostępność do zasobów oraz świadczenia usług. Zdaniem eksperta, analiza tych danych może pomóc w identyfikacji nierówności w dostępie do opieki stomatologicznej w różnych regionach, a tym samym posłużyć jako podstawa do ewentualnych działań na rzecz poprawy równowagi i jakości opieki w całym kraju.

– Siła nabywcza pieniądza jest inna w dużych miastach i w regionach o większej gęstości zaludnienia. Sam podział na województwa może być nieco mylący, zwłaszcza w przypadku woj. mazowieckiego, w którym jest bogatsza Warszawa i biedniejsza część powiatowa. Natomiast niedoszacowanie świadczeń w stomatologii to powód wycofywania się kolejnych gabinetów z kontraktów z NFZ. Ze sprawozdań z działalności Funduszu wynika, że w ciągu ostatnich pięciu lat liczba świadczeniodawców stomatologicznych zmniejszyła się o blisko ¼ – analizuje wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie.

Ponadto w ocenie dr Ireny Przybylskiej, waloryzacja środków na publiczne leczenie stomatologiczne wciąż jest poważnie oderwana od rzeczywistości. Do tego wszystko dookoła nas mocno drożeje. A kwoty przeznaczone na świadczenia stomatologiczne i tak co do zasady są dość skromne, nawet pomimo tego, że NFZ je waloryzuje. Dlatego wielu lekarzy nie chce pracować dla Funduszu, bo musieliby wykonywać swoją pracę często na niskim poziomie. Głównie chodzi o materiały używane do leczenia. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej.

– Nie ma wątpliwości, że kwota planu finansowego NFZ jest zbyt niska, zarówno dla lekarzy dentystów, jak i pacjentów odwiedzających gabinety stomatologiczne. Nie wychowujemy społeczeństwa uważnego, świadomego swojego zdrowia i profilaktyki. By tak się działo, plan Funduszu powinien zakładać znacznie wyższą kwotę, której bliżej do kilkuset złotych niż kilkudziesięciu. Zamiast tego otrzymujemy informację, że Polacy przyzwyczaili się już, by leczyć zęby prywatnie, co rzekomo zwalnia resort z odpowiedzialności za nich. Tak powiedział np. minister zdrowia Adam Niedzielski – stwierdza dr Paluszek.

Natomiast jak podkreśla dr Piotr Przybylski, jeśli wydatki NFZ nie nadążają za wzrostem kosztów usług stomatologicznych, to może prowadzić do ograniczenia dostępności lub jakości świadczeń. Ekspert zaznacza, że zabezpieczenie większej kwoty na leczenie stomatologiczne niekoniecznie zagwarantuje, że można będzie wykonać więcej usług. To bowiem zależy też od innych czynników, m.in. dostępności stomatologów. Natomiast oczywistą prawdą jest to, że średnia kwota na pacjenta jest zdecydowanie za niska i nie wystarcza na bardziej zaawansowane procedury stomatologiczne.

– Brakuje spójnej polityki zdrowotnej dla pacjentów, zarówno w przypadku osób starszych, jak i młodzieży. Statystycznie ok. 98% Polaków w wieku 35-44 lat ma próchnicę. Impulsem do odwiedzenia gabinetu dentystycznego staje się dopiero ból. Tymczasem celem polityki Ministerstwa powinno być wychowanie zdrowego społeczeństwa z dobrymi nawykami, także jeśli chodzi o profilaktykę zdrowotną. Nie osiągniemy tego, tnąc fundusze na leczenie – podsumowuje wiceprezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie.

Grupa InPost z rekordowym wynikiem w II kwartale 2023 roku

Wzrost wolumenów na rynkach międzynarodowych wyniósł 28% r/r, notując dynamikę wyższą niż w Polsce, gdzie liczba przesyłek zwiększyła się o 15% r/r

Grupa InPost, niekwestionowany lider rozwiązań logistycznych dla branży
e-commerce w Europie, w drugim kwartale 2023 roku kontynuowała imponujący wzrost wolumenów, przychodów oraz zysków. Przychody w drugim kwartale wzrosły o 26% r/r, osiągając 2 140,5 mln zł, skorygowany wskaźnik EBITDA zwiększył się o 35% r/r, osiągając wartość 690,1 mln zł, natomiast wolumen obsłużonych przesyłek wzrósł w drugim kwartale o 19% r/r, sięgając 214,7 mln sztuk.

Grupa InPost w II kwartale dynamicznie rozwijała także własną sieć urządzeń Paczkomat®. Na koniec czerwca w Polsce było 20 652 tych urządzeń, w Wielkiej Brytanii 5 403, we Francji 3 585, a we Włoszech 1 359. Ogółem liczba urządzeń Paczkomat® na koniec kwartału wynosiła 31 443 maszyn i była wyższa o 30% r/r.

Rafał Brzoska, założyciel i prezes zarządu InPost:

Grupa InPost zanotowała w II kwartale bardzo szybki wzrost zarówno pod względem przychodów, jak i – co ważne – rentowności. Dynamika obsługiwanych wolumenów wyniosła aż 19%, czyli znacznie powyżej dynamik wolumenów
e-commerce notowanych na rynkach, na których jesteśmy obecni. Jest to potwierdzeniem wysokiej jakości oferowanych przez InPost usług.

W II kwartale w dalszym ciągu inwestowaliśmy w rozwój sieci i poprawę jakości usług, gdyż zapotrzebowanie na nasze usługi utrzymuje się na wysokim poziomie.

W Wielkiej Brytanii, która jest jednym z kluczowych dla Grupy InPost rynków, partnerstwo oraz późniejsze nabycie udziałów w Menzies Distribution ułatwiło nam skokowe zwiększanie obsługiwanych wolumenów.

W kolejnych kwartałach nadal będziemy rozwijać naszą sieć, umacniać pozycję rynkową oraz dążyć do dalszej poprawy rentowności na wszystkich kluczowych rynkach.

KLUCZOWE INFORMACJE

  • W II kwartale wolumen obsłużonych przez Grupę InPost przesyłek osiągnął rekordowy poziom 214,7 mln, co stanowi wzrost o 19% r/r. Dwucyfrową dynamikę odnotowano zarówno w Polsce jak i na rynkach międzynarodowych, gdzie wzrosty wyniosły odpowiednio 15% i 28% r/r.
  • Grupa wypracowała znaczący wzrost przychodów, o 26,2% r/r, które osiągnęły poziom 2140,5 mln zł. To efekt większych wolumenów przesyłek oraz zrealizowanej z sukcesem strategii zmiany cen na polskim rynku.
  • Skorygowana EBITDA Grupy wyniosła 690,1 mln zł, co oznacza wzrost o 35% r/r, przy skorygowanej marży EBITDA na poziomie 32,2%. To więcej o 210 punktów bazowych w stosunku do drugiego kwartału 2022 roku. Było to efektem poprawy rentowności w Polsce oraz ograniczenia strat w Wielkiej Brytanii i Włoszech.
  • W II kwartale 2023 roku Grupa InPost osiągnął dodatnie wolne przepływy pieniężne (FCF) w wysokości 93 mln zł, oraz zmniejszyła zadłużenie netto do 2.7x z 3.2x na koniec 2022 roku.
  • W Polsce w II kwartale InPost ustanowił nowy rekord wolumenu przesyłek na poziomie 141,6 mln, co było efektem znacznego wzrostu liczby przesyłek odbieranych poprzez Paczkomat® (+17% r/r). Wynik ten odzwierciedla ciągłe zwiększanie udziału w rynku, który rósł w II kwartale wolniej o 6pp w porównaniu do dynamiki osiąganej przez InPost.
  • Wolumen przesyłek Mondial Relay wzrósł do 59,8 mln, co jest efektem coraz większego zainteresowania konsumentów odbiorem przez APM (Automated Parcel Machine). W II kwartale 2023 roku już 12% całkowitego wolumenu Mondial Relay zostało dostarczonych za pośrednictwem sieci urządzeń APM (wobec 3% rok wcześniej). Do końca drugiego kwartału 2023 r. sieć zewnętrzna Mondial Relay wzrosła o 22% r/r, w tym sieć APM zwiększyła się o 297% r/r.
  • W Wielkiej Brytanii i Włoszech InPost w II kwartale 2023 roku dostarczył 13,3 mln przesyłek, osiągając przychody na poziomie 131 mln zł (wzrost r/r o 177%). Warto zauważyć, że strata EBITDA w Wielkiej Brytanii została znacznie zmniejszona dzięki korzystnej ofercie i optymalizacji kosztów operacyjnych.
  • Jednym z najważniejszych wydarzeń po II kwartale 2023 roku było nabycie 30% udziału w Menzies Distribution, nowym dostawcy usług logistycznych dla InPost w Wielkiej Brytanii. Transakcja wydatnie zwiększa potencjał wzrostu InPost na tym rynku.

PERSPEKTYWY NA ROK 2023

  • Grupa InPost spodziewa się wzrostu powyżej rynku e-commerce we wszystkich kluczowych krajach, w których jest obecna (Polska, Francja, Wielka Brytania).
  • W całym 2023 Grupa oczekuje wyższego wzrostu przychodów w stosunku do wolumenów.
  • W Mondial Relay Grupa będzie się koncentrować na inwestycjach w sieć oraz wzrost udziału w rynku, jednocześnie zarządzając rosnącymi kosztami wynikającymi z inflacji płac i inwestycji w operacje.
  • Grupa oczekuje, że skorygowana EBITDA w Wielkiej Brytanii osiągnie próg rentowności w IV kwartale 2023 r., a 2024 r. będzie rentowna w ujęciu całego roku.
  • Grupa będzie w dalszym ciągu umacniać pozycję lidera, koncentrując się na zwiększaniu sieci urządzeń Paczkomat® w Polsce oraz rozwijaniu sieci tych urządzeń we Francji i Wielkiej Brytanii.
  • Łączne nakłady inwestycyjne wyniosą w 2023 r. 1,1-1,2 mld zł przy zwiększonym udziale nakładów inwestycyjnych na rynkach międzynarodowych.
  • Grupa oczekuje dodatniego FCF na koniec roku oraz dalszego zmniejszania zadłużenia netto w drugiej połowie 2023 roku.
  • W III kwartale 2023 r. Grupa InPost spodziewa się wzrostu wolumenów r/r podobnego do wygenerowanego w II kwartale 2023 r. we wszystkich segmentach (z nieznaczną poprawą w Wielkiej Brytanii i Włoszech).

Rolnicy w tarapatach. Zaległości rosną jak grzyby po deszczu

Jeszcze na dobre nie widać wpływu tegorocznego sezonu na sytuację finansową gospodarstw prowadzących uprawy warzyw, a ich zaległości w okresie od czerwca 2022 do czerwca 2023, wzrosły już o ponad 13 proc. do 33,5 mln zł. Powiększają się też przeterminowane zobowiązania sadowników. Ich zaległy dług zgłoszony do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz widoczny w BIK, przekroczył 2 mln zł. Czy tegoroczne zbiory pozwolą tym rolnikom zmniejszyć przeterminowane zadłużenie? Niestety nic na to nie wskazuje.

Liczba niesolidnych dłużników wpisanych do rejestru BIG InfoMonitor oraz widocznych w bazie informacji kredytowych BIK w grupie uprawiających warzywa oraz owocowe drzewa i krzewy nie zmieniła się znacząco na przestrzeni roku. W grupie rolników uprawiających warzywa, niesolidni płatnicy nadal stanowią ponad 9 proc. firm, a wśród sadowników kłopoty z regulowaniem zobowiązań ma ponad 5 proc. podmiotów. – W obu tych kategoriach wyraźnie jednak pogarsza się sytuacja przedsiębiorców rolnych, którzy już wcześniej mieli problemy. Zaległości wytwórców warzyw od czerwca 2022 do czerwca 2023 wzrosły o niemal 4 mln zł do 33,5 mln zł, a owoców o jedną trzecią do ponad 2 mln zł. W rezultacie średnia kwota zaległości producenta warzyw zbliża się do naprawdę poważnej sumy 500 tys. zł, a plantatora drzew i krzewów owocowych, po skoku o 45 tys. zł do 130 tys. zł – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

sytuacja finansowa rolników

sytuacja finansowa rolników

Brakuje rąk do pracy. Luka po Ukraińcach nie do załatania

Sytuacja gospodarcza i geopolityczna jaka ma miejsce po napaści Rosji na Ukrainę nie rozpieszcza nikogo, ale na branżę rolniczą zdaje się mieć wyjątkowo niekorzystny wpływ. Pierwszy, widoczny już rok temu skutek wojny, to brak sezonowych pracowników zza wschodniej granicy, którzy do tej pory wspierali polskich rolników w zbiorach. W 2021 roku, czyli jeszcze przed wojną do powiatowych urzędów pracy w Polsce wpłynęło ponad 478 tysięcy wniosków o zezwolenia na pracę sezonową. 90 proc. z nich (461 tys.) dotyczyło obywateli Ukrainy. Uchodźczynie przebywające od ponad roku w Polsce nie zapełniły tej luki. Skłoniło to właścicieli gospodarstw i sadów do sięgania po pracowników z Azji i Afryki, dla których stawka 15-20 zł/h nadal jest atrakcyjna. Mimo starań rolników, pozyskanie pracowników z odległych krajów nie jest takie łatwe. W rezultacie w 2022 r. złożono zaledwie nieco ponad 154 tysiące wniosków o zezwolenie na pracę sezonową obcokrajowców.

Niskie plony i niskie ceny skupu to perspektywa dużych strat

Innym skutkiem wojny, okazało się być pojawienie się na polskim rynku płodów rolnych z Ukrainy. Wszystko za sprawą dużej liberalizacji przepisów, m.in. zdjęcia ceł, która ułatwiła ukraińskim producentom eksport towarów do Unii Europejskiej. Izby rolnicze szacują, że jeszcze przed rozpoczęciem zbiorów w Polsce, na nasz rynek trafiło nawet 60 proc. ukraińskich malin i innych owoców miękkich w formie mrożonek lub przetworów. Pełne chłodnie oznaczają natomiast niższe ceny skupu świeżych owoców.

Biorąc pod uwagę, że wg danych GUS za czerwiec 2023 ceny skupu podstawowych produktów rolnych, przy wciąż dwucyfrowej inflacji, spadły w porównaniu do zeszłego roku o 8,3 proc., a w stosunku do maja br. o 3,3 proc., sytuacja sadowników i plantatorów po zbiorach raczej się nie poprawi. Nic dziwnego, że budzi to protesty wśród rolników, którzy wyliczają, że koszty produkcji i zbiorów często przekraczają ofertę skupów. Duże rozbieżności widać też między cenami owoców i warzyw dla przetwórstwa, które wg rolników były w tym roku wyjątkowo niskie, a ofertą skupu płodów rolnych do bezpośredniej konsumpcji. Mimo, że ostatecznie stawki w skupach wzrosły, to wg producentów nadal nie zapewniają wystarczającego zysku. Wszystko z powodu dużo niższych niż zakładano zbiorów. Maliny, wiśnie, borówki, porzeczki czy truskawki zostały w tym roku pokonane przez pogodę. Podobnie rzecz ma się z warzywami, na których mocno odbijają się suche, upalne dni i zimne noce.

Kiepski klimat dla rolnictwa

Nie da się ukryć, że głównym i coraz poważniejszym wrogiem rolników staje się ostatnio również pogoda. Jak czytamy w raportach rocznych IMGW[1] od 2011 roku rejestrowana jest coraz wyższa średnia temperatura roczna i, co istotniejsze, coraz większe amplitudy temperatury zarówno roczne, jak i miesięczne. Wysoka temperatura wpływa natomiast na wilgotność powietrza, co w połączeniu ze zmniejszoną ilością opadów prowadzi do zagrożenia suszą. Gdy zaś dodamy do tego bezśnieżne zimy, które negatywnie wpływają na zasoby wody w glebie i powodują jej braki już na początku okresu wegetacji roślin uprawnych, mamy „doskonały” obraz suszy rolniczej. Większość gleb w Polsce to gleby lekkie o niskiej zawartości materii organicznej i małej pojemności wodnej, na których nawet krótkotrwała susza powoduje bardzo negatywne skutki[2]. Gwałtowne ulewy i burze, które coraz częściej występują latem, nie tylko nie poprawiają wystarczająco nawodnienia gleby, ale też niszczą wzrastające jeszcze rośliny.

Rolnictwo zrównoważone, czyli jakie?

Wyzwania jakie stawia przed rolnikami klimat sprawiają, że coraz więcej firm i organizacji szuka sposobu na poprawę sytuacji i zwiększenie rentowności upraw w nowych warunkach pogodowych. Na szczęście pojawiają się już pierwsze rozwiązania. – W zrównoważonym rolnictwie chodzi o wykorzystanie praktyk poprawiających zdrowie gleby i zwiększających poziom próchnicy. Metody, które pozwalają osiągnąć taki stan, obejmują m.in. stosowanie uprawy bezorkowej, ograniczenie stosowania nawozów oraz wykorzystywanie płodozmianu. Sadzenie roślin okrywowych również poprawia stan gleby, zapobiega jej erozji i dodaje materię organiczną. Praktyka ta chroni glebę przed nadmiernymi temperaturami, zmniejsza parowanie wody i zapewnia pożywienie dla organizmów takich, jak dżdżownice – wyjaśnia Eryk Frontczak, Carbon Product Manager w Heavy Finance. Powstająca dzięki tym metodom próchnica to doskonały agregat, który potrafi zatrzymywać bardzo duże ilości wody (kilkakrotnie więcej niż sam waży). Dlatego właśnie jedną z recept na suszę jest zwiększenie zasobności gleby w próchnicę.

Gdy jest bardzo źle, warto rozważyć alternatywy

Sytuacja gospodarcza i pogodowa sprawiła, że część rolników zdecydowała się w tym roku w ogóle nie zbierać plonów, aby nie generować kolejnych strat. Część gospodarzy planuje też zmienić techniki upraw na bardziej rentowne. Do tego potrzebne są jednak niemałe środki. – Rolnicy mogą skorzystać z atrakcyjnego finansowania, jakim są np. “zielone pożyczki 0%” oraz uzyskać pasywne dochody poprzez generowanie certyfikatów węglowych za każdą tonę zatrzymanego w glebie CO2. Wprowadzone praktyki przynoszą korzyści wszystkim zainteresowanym. Rolnikom – większe i zdrowsze plony oraz korzyści finansowe, konsumentom – wysokiej jakości żywność. Stanowią także realne rozwiązanie dla wyzwań związanych ze zmianami klimatycznymi – mówi Eryk Frontczak.

Konieczne są systemowe rozwiązania

Na pewno aktualna sytuacja nie wpływa korzystnie na stan finansowy branży. Ucierpią też konsumenci. Może się bowiem okazać, że mimo spadającej powoli inflacji, ceny produktów pierwszej potrzeby jakimi są przecież owoce i warzywa, nadal będą dla wielu gospodarstw domowych zbyt wysokie.

– Pod względem poziomu zaległości płatniczych poszczególnych branż, w naszych bazach rolnictwo od lat plasuje się w drugiej połowie stawki i dobrze by było, aby tak zostało. Na koniec czerwca jego przeterminowane zobowiązania sięgały 495 mln zł. Sytuacja u poszczególnych wytwórców i hodowców jest mocno zróżnicowana, gdy przez minionych 12 miesięcy u jednych długi się obniżały u innych mocno rosły. Pewne jest jednak, że produkcja żywności w obecnych okolicznościach geopolitycznych i meteorologicznych wymaga więcej uwagi i systemowych rozwiązań – podsumowuje prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

[1] https://www.imgw.pl/sites/default/files/inline-files/klimat-polski-2022_raport-koncowy-2.pdf

[2] https://irio.uph.edu.pl/homepage/aktualnosci/519-nie-bedziemy-uprawiac-bananow-o-tym-jakie-skutki-moze-przyniesc-susza-i-czy-polskie-rolnictwo-bedzie-musialo-zaadaptowac-sie-do-zmian-klimatu-mowi-prof-dr-hab-marek-gugala-dziekan-wydzialu-agrobioinzynierii-i-nauk-o-zwierzetach-uniwersytetu-przyrodniczo-humanistycznego-w-siedlcach

Kompap z dobrym wynikiem za I półrocze 2023 r.

Giełdowa grupa Kompap, należąca do wiodących podmiotów w branży poligraficznej w Polsce, w pierwszym półroczu 2023 r. miała sprzedaż o 21% wyższą niż przed rokiem, notując na koniec czerwca 59,54 mln zł skonsolidowanych przychodów. Do 10,39 mln zł wzrósł też skonsolidowany zysk brutto na sprzedaży. Jednocześnie grupa odnotowała zysk na poziomie netto o wartości 2,14 mln zł oraz skonsolidowany wynik EBITDA w wysokości 6,41 mln zł.

– Pierwsze półrocze przyniosło wyniki zgodne z naszymi oczekiwaniami i trendami na krajowym i globalnym rynku wydawniczym, który przeżywa lekkie spowolnienie. Znacząco obniżyły się też w ostatnich miesiącach ceny papieru, co znajduje odzwierciedlenie w cenach na rynku i ma wpływ na nasze przychody, ale także powoduje obniżenie kosztów. W tych kontekstach nasze wyniki należy oceniać dodatkowo pozytywnie. Nasze zakłady w Olsztynie, Białymstoku i Laskowicach zanotowały sprzedaż za okres od stycznia do końca czerwca na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego. Równocześnie znaczący pozytywny wpływ na wyniki miała przejęta jesienią 2022 r. spółka Komunikacja Masowa. Ta firma dobrze uzupełnia naszą poligraficzną ofertę, działając na rzecz coraz bardziej cyfryzujących się przedsiębiorstw. Ma też wysoką rentowność, a dodatkowo przynosi stały strumień wpływów w roku, inaczej niż drukarnie, które podlegają trendom sezonowym i większość przychodów generują w drugim półroczu. Wszystkie te czynniki skutkowały wypracowaniem przez grupę przychodów ze sprzedaży na poziomie 59,54 mln zł oraz zysku netto w wysokości 2,14 mln zł  – mówi Waldemar Lipka, prezes Kompapu.

Kompap, którego drukarnie w Białymstoku, Olsztynie i Laskowicach należą do największych w Polsce, w pierwszym półroczu sporo uwagi poświęcił też dalszym inwestycjom w nowoczesne wyposażenie drukarni. Do Polski przyjechała m.in. wyprodukowana w Japonii na zamówienie Kompapu ośmiokolorowa maszyna drukująca warta ok. 10 mln zł. Maszyna kupiona w kwietniu 2023 jest już w trakcie montażu, tak by obsłużyć nadchodzący szczyt produkcyjny. Oprócz tego pod koniec czerwca br. za ok. 4 mln zł kupiono nowoczesne urządzenie drukujące Canon. Będzie je wykorzystywała Komunikacja Masowa, która obok e-korespondencji obsługuje też na masową skalę korespondencję papierową największych firm w Polsce. Równolegle dla laskowickiej drukarni przygotowywana jest własna instalacja fotowoltaiczna o mocy 300-350 kW, która da znaczne oszczędności na kosztach energii.

– Realizowany przez nas plan unowocześniania naszych linii produkcyjnych to decyzja strategiczna. To ma ogromne znaczenie zwłaszcza obecnie, gdy azjatyckie drukarnie wróciły do gry i próbują ściągnąć zamówienia z Europy, a dodatkowo transport morski staje się coraz tańszy, nawet tańszy niż przed pandemią. Jednak, jako stabilna firma giełdowa jesteśmy atrakcyjnym dla naszych zachodnioeuropejskich czy skandynawskich klientów, bo jesteśmy relatywnie blisko, zapewniamy wysoki poziom obsługi, a drukujemy szybko, wydajnie i w wysokiej jakości. Tymczasem na realizację zamówień z Chin wydawcy muszą czekać kilka miesięcy, na co nierzadko nie mogą sobie pozwolić.  Obecnie jesteśmy w trakcie planowania i negocjowania kolejnych zakupów, dzięki którym będziemy dalej wzmacniać naszą przewagę konkurencyjną – zapowiada prezes Kompapu. 

Grupę Kompap tworzą dwie wiodące w Polsce drukarnie dziełowe – Białostocki BZGraf  i olsztyński OZGraf, drukarnia offsetowa rolowa w Laskowicach oraz spółka Komunikacja Masowa. Drukarnie dziełowe Kompapu drukują na zlecenie największych krajowych wydawnictw, ale też w Białymstoku i Olsztynie są drukowane książki i albumy, które następnie trafiają do księgarń w całej Europie. W Laskowicach są natomiast drukowane materiały dla dużych krajowych firm, np. PZU, Tauronu, Energi czy Totalizatora Sportowego. Przejęta w zeszłym roku Komunikacja Masowa świadczy zaś usługi dla największych firm z branży bankowej, ubezpieczeniowej, telekomunikacyjnej oraz energetycznej.

W pierwszym półroczu nastąpił spadek pozwoleń na budowę aż o 23% rdr

Potężny spadek pozwoleń na budowę dotknął już nie tylko budownictwo mieszkaniowe. Z danych Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego (GUNB), do których dotarli eksperci GetHome.pl wynika, że zapaść grozi także innym sektorom budownictwa.

GUNB podał właśnie, że w pierwszym półroczu 2023 r. wszyscy inwestorzy uzyskali łącznie tylko nieco ponad 65 tys. pozwoleń na budowę ok. 81,8 tys. obiektów. W analogicznym okresie ubiegłego roku było ich więcej o odpowiednio: 23% i 25%. – To już drugi rok tak gwałtownego spadku pozwoleń na budowę, które są powszechnie uznawane za papierek lakmusowy koniunktury w budownictwie – podkreśla Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl. Pozwoleń na budowę wydanych w całym 2022 r. było o ponad jedną czwartą mniej niż rok wcześniej.Pozwolenia na budowę-Ipół2023-ogółem

Warto zwrócić uwagę, że skutki pogorszenia koniunktury już teraz odczuwają zwłaszcza te firmy, które specjalizują się w budowie obiektów kubaturowych, czyli np. budynków mieszkalnych.  W tym sektorze budownictwa GUS odnotował w okresie siedmiu miesięcy tego roku ponad 7% spadek produkcji budowlano-montażowej w porównaniu z analogicznym okresem 2022 r. Oczywiście oznacza to także spadek zamówień, a w konsekwencji produkcji wielu materiałów budowlanych i wyposażeniowych, czyli m.in. mebli, sprzętu RTV i AGD. Np. produkcja cementu skurczyła się w tym roku o ok. 16%. Z kolei cegieł i pustaków ceramicznych wyprodukowano po siedmiu miesiącach o ponad 40% mniej. – Niestety, trudno o optymizm w sytuacji, gdy zmniejsza się liczba wydawanych pozwoleń na budowę – komentuje ekspert GetHome.pl.

Według danych GUNB wynika, że największe hamowanie czeka mieszkaniówkę, na którą przypada większość wszystkich pozwoleń oraz objętych nimi obiektów. I tak na podstawie wydanych w pierwszej połowie 2023 r. pozwoleń na budowę i zgłoszeń budowy będzie mogło powstać ok. 43,3 tys. domów jednorodzinnych. Rok wcześniej pozwolenia i zgłoszenia na budowę obejmowały blisko 64,2 tys. takich domów. Ich liczba spadła więc aż o 33%!

GUNB odnotował też w pierwszym półroczu potężny spadek aktywności inwestycyjnej firm deweloperskich. Uzyskały one nieco ponad 2,2 tys. pozwoleń na budowę niespełna 6,1 tys. budynków wielorodzinnych. Oznacza to spadek o odpowiednio: 36% i 26%! Zarówno pozwoleń na budowę, jak i objętych nimi budynków mieszkalnych jest więc mniej niż przed pandemią COVID-19.Pozwolenia na budowę-Ipół2023-budynki mieszkalne

A jak wygląda sytuacja w pozostałych obszarach budownictwa kubaturowego? Niestety, najnowsze dane GUNB pokazują nadchodzący regres w budownictwie przemysłowo-magazynowym, gospodarczo-inwentarskim, zamieszkania zbiorowego czy użyteczności publicznej. Na przykład aż o 12% mniej niż rok wcześniej było objętych pozwoleniami na budowę budynków użyteczności publicznej, a budynków przemysłowych i magazynowych – o 11% mniej.  Ponadto o 8% zmniejszyła się liczba objętych pozwoleniami budynków zamieszkania zbiorowego, czyli m.in. hoteli i pensjonatów, a także budynków gospodarczo-inwentarskich. Fatalne są także perspektywy dla firm specjalizujących się w budowie obiektów inżynieryjnych. Aż o 16% zmniejszyła się liczba planowanych rurociągów, linii telekomunikacyjnych i elektroenergetycznych. GUNB odnotował też 4% spadek w pozwoleniach na budowę infrastruktury transportu, czyli m.in. dróg, mostów czy torów. W pierwszym półroczu 2023 r. wydano niespełna 1,3 tys. pozwoleń na budowę ok. 1,5 tys. tego typu obiektów.Pozwolenia na budowę-Ipół2023-pozostałe obiekty

Dużym zmartwieniem branży budowlanej jest zła sytuacja finansowa samorządów. Sytuację pogarsza wysoka inflacja. No i wciąż nie wiadomo, kiedy Polska otrzyma z UE zastrzyk gotówki m.in. na inwestycje infrastrukturalne w ramach Krajowego Planu Odbudowy – komentuje ekspert GetHome.pl.

Nie dziwi więc, że w badaniach dotyczących ogólnego klimatu koniunktury wciąż przeważają w tej branży pesymiści (w sierpniu wskaźnik był na poziomie minus 8). GUS zwraca uwagę, że niemal cztery na 10 firm budowlanych spodziewa się spadku inwestycji. Wśród najbardziej uciążliwych barier utrudniających prowadzenie działalności wymieniają one wysoką inflację, a także wysokie koszty realizacji inwestycji i niepewną sytuację makroekonomiczną.

Autor: GetHome.pl

Zwiększ atrakcyjność miejsca pracy: dlaczego warto zainstalować stację ładowania elektryków na firmowym parkingu?

Samochody elektryczne są ekologicznym i tanim w eksploatacji środkiem transportu. Nic więc dziwnego, że liczba rejestracji nowych elektryków dynamicznie. Jednocześnie coraz większe jest zapotrzebowanie na stacje ładowania samochodów elektrycznych. Do ogólnodostępnych ładowarek ustawiają się długie kolejki, możliwość „tankowania” na firmowym parkingu to zatem duża zaleta dla pracowników. Dlaczego warto zdecydować się na takie rozwiązanie?

Dane dotyczące elektromobilności w Polsce

Ogólnodostępna infrastruktura ładowania pojazdów elektrycznych systematycznie się rozwija, jednak tempo nadal jest zbyt wolne. Całkowita liczba aut elektrycznych zarejestrowanych w Polsce to prawie 83 tys. (stan na koniec lipca 2023 roku). Jednocześnie nad Wisłą mamy niespełna 3 tys. stacji (5,8 tys. punktów ładowania). 32% z nich to szybkie stacje, umożliwiające bezpieczne ładowanie akumulatorów prądem stałym (DC) o wysokim natężeniu. Reszta to znacznie wolniejsze ładowarki, wykorzystujące do ładowania prąd przemienny (AC). 

Więcej na temat nowoczesnych ładowarek i stacji przeczytasz na stronie E.ON Polska

Stacja ładowania na parkingu firmowym – dlaczego warto?

Dysproporcja pomiędzy liczbą elektryków a liczbą punktów ładowania jest więc znaczna. Do tego ogólnodostępne stacje ładowania są zlokalizowane przede wszystkim w największych aglomeracjach jak Warszawa, Gdańsk czy Katowice. Ładowarki na terenie firm przynajmniej częściowo niwelują te problemy. Jakie korzyści takie rozwiązanie daje pracownikom? 

Oszczędność czasu 

Po pierwsze, pracownicy mogą „tankować” swoje elektryki w godzinach pracy. Nie muszą tracić czasu na poszukiwanie punktów ładowania w okolicy, zatrzymywać się w nich przed lub po pracy ani czekać w – często długich – kolejkach. 

Korzyści finansowe

Rzadko zdarza się, aby pracodawcy pobierali opłaty za korzystanie ze stacji ładowania pojazdów elektrycznych. Dostęp do darmowej energii oznacza więc redukcję do minimum „prywatnych” cykli ładowania (np. w domu albo na trasie). Pozwala to też na większą swobodę w zakresie planowania zakupu własnej ładowarki – jej posiadanie często nie jest niezbędne. Z drugiej strony to zdaje egzamin m.in. podczas pracy zdalnej czy w trybie hybrydowej, a także podczas weekendów czy urlopów. 

Mówiąc o korzyściach finansowych, warto wspomnieć także o kosztach eksploatacji. Samochody elektryczne są tańsze w eksploatacji niż pojazdy spalinowe, m.in. przez niską awaryjność akumulatorów. 

Wspieranie ekologicznych rozwiązań

Samochody elektryczne wpisują się w wizję zielonego, zrównoważonego rozwoju – przede wszystkim wtedy, kiedy ładujemy akumulatory prądem z odnawialnych źródeł. Jeżeli stacje ładowania pojazdów elektrycznych w firmie są zasilane np. z paneli fotowoltaicznych albo elektrowni wiatrowej, pracownicy mogą korzystać z pełni bezemisyjnego transportu. Prośrodowiskowe działania oraz ekologiczna świadomość pracodawcy mogą przynieść jeszcze jeden pozytywny skutek – zwiększenie lojalności zespołu. 

elektromobilność

Stacje ładowania samochodów elektrycznych – korzyści dla firm

Swobodny dostęp do ładowarek oraz możliwość ładowania prywatnych aut w czasie pracy – to coś, co zdecydowanie przemawia do właścicieli elektryków, ale także do osób, które zastanawiają się nad inwestycją. W jakim świetle stawia to zaś pracodawcę? 

Budowanie pozytywnego wizerunku 

Instalacja stacji ładowania na firmowym parkingu wskazuje na zaangażowanie firmy w zrównoważony rozwój oraz troskę o środowisko naturalne. Taka inicjatywa przyciąga uwagę kandydatów do pracy, którzy identyfikują się z tymi wartościami.

Dodatkowo tego typu inwestycje świadczą o otwartym podejściu do technologii i innowacji, takich jak elektromobilność. Nowoczesne firmy chcą być gotowe na zmiany i zawczasu zapewniają pracownikom dedykowaną infrastrukturę. 

Większa atrakcyjność firmy jako miejsca pracy

Atrakcyjność miejsca praca wynika nie tylko z wysokości wynagrodzenia i możliwości rozwoju, ale również z dodatkowych benefitów pracowniczych. Stacje ładowania elektryków z pewnością są takim benefitem. Pracodawca inwestujący w ładowarki dba o komfort, ale także finanse swoich pracowników. 

Firmowa stacja ładowania samochodów elektrycznych to nie tylko sposób na optymalizację kosztów. To także istotny argument dla osób, które szukają świadomego, nowoczesnego pracodawcy. Zdecydowanie warto uwzględnić to w strategii rozwoju firmy oraz działań employer brandingowych. 

Wyprawka szkolna 2023 – ceny w górę, wydatki też

Utrzymująca się od wielu miesięcy wysoka inflacja ma największy wpływ na tegoroczne wydatki konsumentów związane z powrotem uczniów do szkół. Jak wynika z raportu „2023 Deloitte back-to-school survey”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, najczęściej spotykaną tendencją dotyczącą tegorocznej wyprawki szkolnej jest poszukiwanie oszczędności. Jednocześnie ponad połowa rodziców jest gotowa ponieść dodatkowe wydatki na produkty wysokiej jakości. Autorzy raportu wskazują na spadek odsetka osób deklarujących chęć zakupu przedmiotów wytworzonych zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju.

Dla przeciętnego gospodarstwa domowego początek roku szkolnego niemal zawsze oznacza dodatkowe koszty. Konieczność wyposażenia dzieci i młodzieży w wieku szkolnym w przybory i akcesoria przydatne w nauce stanowi jeden z najważniejszych wydatków okresu po zakończeniu wakacji, wskazują autorzy raportu Deloitte. Powstał on na podstawie ankiety przeprowadzonej wśród 1,2 tys. mieszkańców USA posiadających dzieci w wieku szkolnym. W tym roku czynnikiem, który w największym stopniu wpłynie na decyzje zakupowe konsumentów, jest otrzymująca się od wielu miesięcy wysoka inflacja. Zjawisko to ma również bezpośrednie przełożenie na działania firm, które muszą dostosować swoją ofertę do ograniczonych budżetów gospodarstw domowych.

Przybory tak, elektronika – niekoniecznie

Całkowita wartość zakupów związanych z początkiem roku szkolnego na amerykańskim rynku ma spaść o 10 proc. w porównaniu do 2022 roku. Deklaracje dotyczące ograniczenia wydatków dotyczą zarówno najmniej zarabiających, jak i najbogatszych osób. Przeciętny konsument zamierza szukać oszczędności, ale nie planuje ograniczać wydatków na przybory szkolne – te mają wzrosnąć o 20 proc. rok do roku. Mniej pieniędzy zostanie za to przeznaczonych na odzież (-14 proc. r/r) oraz elektronikę i narzędzia cyfrowe (-13 proc. r/r), m.in. komputery, gadżety elektroniczne czy subskrypcje. Znaczny spadek odnotowano w kategorii produktów zrównoważonych – jedynie 35 proc. konsumentów planuje ich zakup, czyli aż o 15 pkt. proc. mniej niż rok wcześniej.

Mniejsze wydatki gospodarstw domowych na potrzeby wynikające z rozpoczynającego się roku szkolnego są pokłosiem bieżącej sytuacji finansowej. Tegoroczne zakupy będą skromniejsze niż w latach poprzednich. Co trzeci badany Amerykanin wskazał bowiem na pogorszenie swojej sytuacji finansowej w porównaniu z ubiegłym rokiem, natomiast co drugi spodziewa się spowolnienia gospodarczego w najbliższych sześciu miesiącach. Również w Polsce widać gorsze nastroje konsumentów – przez ostatni rok ceny rosły szybciej od płac, co oznacza, że gospodarstwa domowe realnie mogą kupić mniej niż rok temu. W czerwcu co prawda chwilowo wzrost płac wyprzedził inflację, jednak w lipcu znowu mieliśmy do czynienia z realnym spadkiem. Niemniej warto zauważyć, że realny spadek wynagrodzeń wyhamowuje, co stopniowo przekłada się na poprawę nastrojów gospodarstw domowych – mówi Aleksander Łaszek, starszy menadżer w zespole ds. analiz ekonomicznych, Deloitte.

Jednocześnie w konsumentach zdaje się funkcjonować silne poczucie nostalgii oraz wspomnienie emocji związanych z powrotem do szkoły. Sześciu na dziesięciu badanych stwierdziło bowiem, że są gotowi wydać więcej na akcesoria i przybory szkolne jeśli dany produkt jest pożądany przez dziecko lub jest przedmiotem wysokiej jakości. Zdaniem autorów raportu stanowi to szansę dla detalistów, którzy mogą odnotować ponadnormatywne zyski, o ile właściwie rozpoznają motywacje zakupowe rodziców dzieci w wieku szkolnym.

Im wcześniej, tym korzystniej

Chęć zaoszczędzenia na wydatkach związanych z początkiem roku szkolnego sprawia, że zmianie ulegają nawyki zakupowe. Według autorów raportu 59 proc. amerykańskich rodziców zakupiło akcesoria niezbędne do nauki jeszcze w lipcu. To o 6 pkt. proc. więcej niż w rok temu. W poszukiwaniu konkurencyjnych cen konsumenci zwracają się najczęściej w stronę sklepów wielkopowierzchniowych, oferujących szeroki asortyment produktów (80 proc.). Sześciu na dziesięciu badanych poszukujących jak najtańszych dóbr preferuje zakupy on-line, a co trzeci najchętniej wybiera sklepy oferujące przecenione towary.

W przypadku korzystnych promocji i okazji zakupowych amerykańscy konsumenci wybierają się do sklepów stacjonarnych (74 proc.). To o niemal 20 pkt. proc. więcej niż w przypadku zakupów przez Internet. Wyjątek stanowi elektronika – w tym przypadku najczęściej wybierane są sklepy internetowe (sześciu na dziesięciu badanych) w porównaniu do 40 proc. nabywających urządzenia w sklepie stacjonarnym.

Wyniki badania pokazują, że konsumenci planujący zakupy wyposażenia szkolnego dla swoich dzieci poszukują zarówno najniższych cen, jak i promocji umożliwiających np. nabycie trzech dóbr w cenie dwóch. W przypadku pierwszej kwestii najpopularniejsze są zakupy w sklepach wielkoformatowych, natomiast jeśli chodzi o okazje to nadal najczęściej wybierane są zakupy stacjonarne. Jest to spowodowane m.in. działaniami detalistów, którzy w ten właśnie sposób usiłują przyciągnąć klienta do sklepu i następnie przekonać go do zakupu nie tylko wyprawki szkolnej, ale również dodatkowych produktów – mówi Michał Pieprzny, partner, lider Consumer Industry w Polsce, Deloitte.

O badaniu
Badanie „Deloitte back-to-school survey 2023” przeprowadzono w Stanach Zjednoczonych między 26 maja a 1 czerwca 2023 r. Wzięło w nim udział 1212 rodziców dzieci w wieku szkolnym, reprezentujących gospodarstwa domowe, których członkiem jest przynajmniej jedno dziecko w wieku od przedszkolnego po licealny.

Spadki w globalnym handlu a rynek transportowy

Globalny handel odgrywa kluczową rolę w funkcjonowaniu i rozwoju światowej gospodarki. Jednak w ostatnim okresie zaobserwowano spadki, które wpływają na poszczególne, kluczowe sektory – w tym branżę transportową. Ta tendencja staje się coraz bardziej niepokojąca dla ekonomistów i przedsiębiorców na całym świecie. Jakie czynniki doprowadziły do obniżenia poziomu światowego handlu? Jakie wyzwania oraz nowe możliwości stoją przed branżą transportową w obliczu tych zmian?

Spadki w globalnym handlu są widoczne na przykładzie sprzedaży detalicznej w Unii Europejskiej,  która w drugim kwartale 2023 roku była niższa o kilka punktów procentowych w porównaniu do tego samego okresu w poprzednim roku. W Polsce również zanotowano spadek sprzedaży detalicznej – o cztery procent w porównaniu do 2022 roku. Co więcej, sektor handlowy wciąż zmaga się z wyraźnym spadkiem popytu i nadmierną podażą, co wpływa negatywnie na przepływy handlowe towarów. Obecna sytuacja przypomina poziom sprzedaży z października 2021 roku, gdyż od tego czasu handel wyraźnego spowolnił. Dodatkowo, jak wskazuje Maciej Maroszyk, Dyrektor Operacyjny TC Kancelarii Prawnej, według danych pozyskanych od klientów kancelarii, spadł także wskaźnik samego zapotrzebowania na transport  – mówi się, że nawet o 20-30% w stosunku do poprzednich miesięcy.

Statystyki te stanowią więc wyzwanie nie tylko dla krajowych gospodarek, uderzając w wiele jej sektorów, ale również wskazują na pewne problemy, które trawią globalny handel. Co wpływa na ten stan rzeczy?

Przyczyny spadków

Przyczyny spadków w globalnym handlu są różnorodne i złożone. Jedną z nich stanowi wzrost inflacji. Choć w przypadku Unii Europejskiej widać już spowolnienie tempa wzrostu cen, który zmniejszył się do +6,4% w stosunku do 2022 roku, inflacja wciąż wpływa na osłabienie siły nabywczej konsumentów oraz spowolnienie aktywności gospodarczej.

Wzrost inflacji, jak również spadki w globalnym handlu, są konsekwencją m.in. wojny na Ukrainie. Konflikt ten spowodował zakłócenia w łańcuchach dostaw i ograniczył wymianę handlową. Co więcej, niepewność polityczna oraz gospodarcza związana z konfliktem utrudniła wykonywanie transakcji handlowych, co ma negatywny wpływ na globalny handel.

Do tego możemy również dodać osłabienie nastrojów konsumenckich – niepewność ekonomiczna i polityczna wpłynęła na decyzje zakupowe konsumentów oraz inwestycyjne przedsiębiorców. Klienci obecnie podejmują decyzje o opóźnianiu wszelkich „nadprogramowych” zakupów. Zależy im na zachowaniu dyscypliny finansowej, co ma bezpośredni wpływ na plany zakupowe. Gorsze perspektywy gospodarcze doprowadziły do zmniejszenia popytu na towary i usługi, co znacząco wpływa na międzynarodowy handel – dodaje Maciej Maroszyk.

Nie bez znaczenia są również wyższe stopy procentowe, wprowadzane przez banki centralne w celu kontrolowania inflacji. Ograniczyły one dostępność kredytów i zmniejszyły ilość inwestycji, co wpłynęło negatywnie na handel nie tylko międzynarodowy.

Konsekwencje dla rynku transportowego

Spadki w globalnym handlu mają bezpośredni wpływ na rynek transportowy, generując szereg konsekwencji, którym branża musi stawić czoła. Jednym z najbardziej palących problemów jest zmniejszenie popytu na usługi transportowe. Jak wskazuje Dyrektor Operacyjny TC Kancelarii Prawnej, mniejsza aktywność handlowa prowadzi do redukcji popytu na usługi transportowe, zwłaszcza na długich trasach międzynarodowych. Z tego względu firmy transportowe mogą zmagać się z niedoborem zleceń, obniżeniem dochodów oraz brakiem stabilności finansowej – a w skrajnych przypadkach, nawet i bankructwem.

Jednocześnie branżę trapią wzrosty kosztów związanych z rosnącymi cenami paliwa, utrzymaniem pojazdów, opłatami drogowymi, wynagrodzeniami pracowników, a także innymi kosztami prowadzenia działalności. Z drugiej strony spadające zyski i niepewność na rynku zniechęcają przedsiębiorstwa transportowe do inwestowania w rozwój floty.

Dla branży transportowej uciążliwe są również problemy z terminowymi płatnościami. W tym temacie alarmujące mogą być dane – według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, na koniec maja 2023 roku, przeterminowane zadłużenie przedsiębiorstw w sektorze transportowym  wyniosło 2,79 mld zł. Firmy nagminnie borykają się z opóźnieniami w otrzymywaniu należności lub nawet z całkowitym brakiem zapłaty. Co niepokojące, te niezaplanowane odstępy czasowe z roku na rok się wydłużają. A w branży transportowej czas jest szczególnie ważny w kontekście regulowania różnorodnych zobowiązań, takich jak opłacanie rat leasingu, terminowe wypłacanie wynagrodzeń dla kierowców czy płatności za paliwo.

Wyzwania na horyzoncie TSL

Próbując łagodzić konsekwencje obniżonego poziomu globalnego handlu, rynek transportowy staje przed wieloma wyzwaniami. Spadki w handlu, jak również ewoluujące przepisy prawne, wpływają na strukturę przewozów i rodzaj transportowanych towarów. Dlatego firmy transportowe muszą elastycznie reagować na zmieniające się preferencje klientów oraz dostosować swoje floty do nowych wymagań.

Pamiętajmy również, że spadający popyt na usługi transportowe nie oznacza, że oczekiwania klientów wobec jakości i terminowości przewozów maleją. Firma transportowa musi skupić się na zapewnieniu nie tylko efektywności, ale także bezpieczeństwa towarów podczas transportu. Optymalizacja trasy, zarządzanie czasem oraz monitorowanie warunków przewozu stają się kluczowe w tym kontekście. A tu pojawia się potrzeba inwestowania w odpowiednie narzędzia – wyjaśnia Maciej Maroszyk z TC Kancelarii Prawnej. 

W świetle wyzwań, warto wspomnieć także o zwiększonej konkurencji w branży. Jak wskazuje ekspert z TC Kancelarii Prawnej, firmy starają się pozyskać klientów poprzez obniżanie cen i oferowanie atrakcyjnych pakietów usług. A skoro cenowa presja staje się jednym z kluczowych narzędzi do przyciągnięcia klientów, to – w rezultacie – ceny za usługi transportowe mogą ulec obniżeniu, wpływając negatywnie na marże i zyski.

Wszystkim uczestnikom rynku, zarówno dużym korporacjom, jak i mniejszym firmom, zależy na utrzymaniu swojej konkurencyjności. W tym celu przedsiębiorstwa muszą nie tylko oferować konkurencyjne ceny, ale również inwestować w doskonalenie jakości świadczonych usług. Udoskonalenie procesów logistycznych, zoptymalizowanie tras oraz skrócenie czasu dostaw może przynieść przewagę konkurencyjną.

Nowe możliwości dla rynku transportowego:

Czy w obliczu tych wszystkich problemów i wyzwań można dostrzec nowe możliwości dla rynku transportowego? Według eksperta TC Kancelarii Prawnej – jak najbardziej:

Obniżony poziom globalnego handlu, mimo że stawia przed rynkiem transportowym wiele wyzwań, otwiera jednocześnie drzwi do nowych możliwości. Branża transportowa, z umiejętnością adaptacji i innowacyjności, może przekształcić te wyzwania w szanse, tworząc bardziej elastyczne i efektywne rozwiązania. Tutaj warto podkreślić rolę rozwoju rynku e-commerce. Stał się on w ostatnich latach znaczącym impulsem dla rynku transportowego. Rosnące zapotrzebowanie na dostawy na krótszych trasach stwarza nowe możliwości dla firm transportowych. Usługi kurierskie oraz dostawy na lokalnym poziomie stają się kluczowe dla zaspokajania potrzeb klientów, co może powodować wzrosty w firmach specjalizujących się w transporcie na krótkich dystansach.

Maciej Maroszyk widzi również szanse w inwestycjach w technologie związane z transportem, takie jak automatyzacja, sztuczna inteligencja czy logistyka 4.0. Ich dynamiczny rozwój oferuje wiele możliwości dla branży transportowej. Automatyzacja procesów, wykorzystanie sztucznej inteligencji do optymalizacji tras i planowania dostaw oraz wprowadzenie koncepcji logistyki 4.0 mogą zrewolucjonizować sposób, w jaki odbywa się transport towarów. Firma transportowa inwestująca w te nowoczesne technologie może zwiększyć swoją konkurencyjność, poprawić efektywność operacyjną oraz dostosować się do zmieniających się wymagań klientów.

Warto podkreślić, że nowe możliwości dla rynku transportowego wywodzą się z potrzeb zmieniającego się świata gospodarczego i społecznego. Branża musi być gotowa na dostosowanie się do tych zmian, inwestując w innowacje, rozwijając nowe modele biznesowe i dostosowując swoje usługi do nowych wymagań klientów. Te nowe możliwości, choć wynikają z wyzwań, mogą stać się motorem napędowym dla rozwoju i dalszego wzrostu rynku transportowego – podsumowuje Dyrektor Operacyjny TC Kancelarii Prawnej.

Kancelarie prawne na rynku transportowym

Jaką rolę w świetle tych problemów, spadków i konsekwencji spadków w globalnym handlu mają kancelarie prawne? Jak wyjaśnia Maciej Maroszyk, ich rola obejmuje niesienie pomocy klientom i doradztwo. W pierwszym rzędzie ważne jest,  by firmy nie czekały z dochodzeniem swoich należności – gdy przychody spadają, a koszty rosną, trzeba dbać o płynność finansową i o to, by faktury były płacone na czas:

Do pewnego momentu firmy transportowe wykazywały bardzo duże wzrosty przychodowe – pandemia pozytywnie wpłynęła rozwój branży e-commerce, a tym samym na sam transport.

Firmy podpisywały bardzo duże kontrakty i nie zwracały uwagi na niezapłacone faktury, gdyż stanowiły one bardzo mały procent w porównaniu do ówczesnych, ogromnych przychodów. Niestety, aktualna sytuacja nie przypomina tej sprzed 2-3 lat. Teraz przedsiębiorcy z branży TSL muszą bardziej zwracać uwagę na nieuregulowane w terminie faktury, gdyż aktualnie decyduje to o ich płynności finansowej.

Firmy transportowe zaczęły być bardziej skłonne do szybszego kierowania spraw na drogę postępowania sądowego. Przedsiębiorcy rozumieją, że to konieczne, by mieć jakąkolwiek szansę na odzyskanie należności. W innym przypadku mogą się spotkać z ogłoszeniem upadłości lub likwidacji dłużnika – a w takiej sytuacji właściwie można się pożegnać z szansą na odzyskanie jakichkolwiek należności. Co istotne, problem ten drastycznie rośnie – ilość złożonych dokumentów o upadłość wzrosła w znacznym stopniu w porównaniu do lat poprzednich.

Niestety zauważamy, że coraz więcej firm jest już niewypłacalnych, a ich wierzyciele zbyt długo czekali ze skierowaniem spraw do sądu. Gdy procesy się kończyły, a jak wiadomo trwają one niestety długo, po prostu nie ma z czego ściągać danych należności – mówi Maciej Maroszyk z TC Kancelarii Prawnej.

Ze względu na spadki w globalnym handlu, branża transportowa staje obecnie na rozdrożu. Dlatego, aby łagodzić skutki tego problemu, kluczowym czynnikiem sukcesu będzie zdolność firm do elastycznego reagowania na zmieniające się warunki rynkowe, inwestowania w nowe technologie oraz dostosowywania się do potrzeb klientów. Jeśli branża zdoła wykorzystać te wyzwania jako katalizator do wprowadzania zmian, może przekształcić obecne trudności w przyszłe osiągnięcia.

Mark Richardson dołączył do Savills w Polsce jako dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego

Mark Richardson, ekspert w obszarze inwestycji z ponad 20-letnim doświadczeniem na europejskim rynku nieruchomości komercyjnych, dołączył do Savills w Polsce jako dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego.

„Dołączenie Marka do Savills to pierwszy krok w kierunku wzmocnienia naszej oferty dla inwestorów w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Zadaniem Marka będzie rozbudowa zespołu doradztwa inwestycyjnego w Polsce, a także współpraca z innymi liniami biznesowymi, w tym zespołem mieszkaniowych rynków kapitałowych, będącym lokalnym liderem w sektorze mieszkań na wynajem instytucjonalny i prywatnych akademików. Wierzę, że międzynarodowe doświadczenie Marka, zarówno po stronie klienta jak i z ramienia firm doradczych oraz głęboka wiedza o wszystkich sektorach rynku pozwolą nam być przygotowanym na powrót pozytywnego sentymentu inwestorów na rynek” – mówi Stuart Jordan, CEO Savills w Europie Środkowo-Wschodniej.

Mark Richardson jako nowy szef działu doradztwa inwestycyjnego Savills w Polsce będzie odpowiadał za współpracę z międzynarodowymi funduszami inwestycyjnym w zakresie kupna i sprzedaży nieruchomości biurowych, handlowych i przemysłowo-magazynowych. Przed dołączeniem do Savills pełnił m.in. funkcje szefów działów doradztwa kapitałowego w Cushman & Wakefield i Colliers w Czechach, skąd teraz przeprowadza się do Polski. Przez 12 lat pracował również po stronie klienta jako dyrektor funduszu Pradera Limited z siedzibą w Londynie, gdzie odpowiadał za inwestycje i zarządzanie aktywami w sektorze handlowym zlokalizowanymi w Europie Środkowo-Wschodniej. W trakcie ponad 20-letniej kariery zawodowej odnosił znaczące sukcesy, doradzając w transakcjach o łącznej wartości ponad 2 mld euro, których przedmiotem były takie nieruchomości zlokalizowane w Polsce jak Homepark Targówek, HomePark Janki i Homepark Franowo czy ostatnio budynek biurowy Mid-Point we Wrocławiu.

„Cieszę się z kolejnego etapu mojej kariery, jakim jest przejście do Savills oraz możliwości wykorzystania mojego doświadczenia na największym rynku inwestycyjnym w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Wyzwania, z jakimi rynek nieruchomości mierzył się w ostatnim czasie, zachwiały zaufaniem inwestorów i wpłynęły na wolumen inwestycyjny w wielu krajach, w tym w Europie Środkowej. Fundamenty stanowiące o sile polskiego rynku pozostają jednak niezmienne i jestem przekonany, że wraz z odwróceniem cyklu koniunkturalnego, będą ponownie przyciągały do Polski zagraniczny kapitał” – mówi Mark Richardson, dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego, Savills w Polsce.

Bankowość islamska jako panaceum na problemy finansowe Rosji i sankcje

Rosyjska Duma Państwowa przyjęła ustawę o eksperymencie wprowadzenia bankowości islamskiej w czterech regionach Rosji – Dagestanie, Czeczenii, Baszkirii i Tatarstanie. Terytorium tego eksperymentu może zostać rozszerzone przez rząd w porozumieniu z Bankiem Centralnym Federacji Rosyjskiej. Eksperyment potrwa od 1 września 2023 r. do 1 września 2025 roku.

Czas trwania eksperymentu może ulec wydłużeniu. Bank Centralny będzie prowadził rejestr uczestników eksperymentu. Status uczestnika może uzyskać bank, nie-kredytowa instytucja finansowa, a także osoba prawna zarejestrowana w formie stowarzyszenia konsumenckiego lub np. funduszu. Według ustawy „…Uczestnicy eksperymentu… nie są uprawnieni do finansowania działalności związanej z produkcją wyrobów tytoniowych i alkoholowych, broni, amunicji, obrotu takimi towarami, a także finansowania hazardu”.

Bankowość islamska

Bankowość islamska, to specyficzny system finansowy, który oprócz banków obejmuje wyspecjalizowany rynek ubezpieczeń (takaful)[1] i rynek całej klasy islamskich instrumentów finansowych (sukuk)[2], podobnych do instrumentów sekurytyzacyjnych[3]. W bankowości islamskiej obowiązuje przestrzeganie zasad szariatu[4] przy świadczeniu usług finansowych. W szczególności zakazuje się stosowania stałego oprocentowania lub opłaty za udzielenie pożyczki, natomiast dopuszcza pobieranie zmiennego wynagrodzenia, w zależności od wyników transakcji. Bankowość islamska zawiera szereg innych zakazów i ograniczeń. Przede wszystkim zawiera zakaz płacenia odsetek, transakcji spekulacyjnych, transakcji z warunkami niepewności. Oznacza to, że standardowa emisja pożyczki na procent, jest w bankowości islamskiej zabroniona. Nie są możliwe również kontrakty terminowe. Ważnym warunkiem transakcji finansowych jest to, że są one przeprowadzane wyłącznie przy użyciu aktywów rzeczowych. W związku z tym, udzielenie pożyczki przez bankowość islamską jest możliwe, ale nie na oprocentowanie, ale z dopłatą i ratami. Możliwy jest również kredyt hipoteczny, ale istnieje szereg różnic w porównaniu z rozwiązaniami zachodnimi. Islamska hipoteka może być zaaranżowana w formie dzierżawy z późniejszym wykupem. W takim przypadku czynsz jest weryfikowany corocznie, zgodnie z rynkiem. Inną opcją jest to, że pożyczkodawca kupuje nieruchomość, a następnie odsprzedaje ją klientowi z premią i akcjami. Taka odsprzedaż z narzutem – zgodnie z normami szariatu – nie jest zabroniona. Bankowość islamska zawiera również zakaz finansowania niektórych sektorów gospodarki: hazardu, produkcji wieprzowiny, napojów alkoholowych. Ponadto banki i instytucje finansowe, działające w takim systemie, dzielą się z klientem zarówno ryzykiem, jak i zyskami. Najczęstsze operacje w bankowości islamskiej to: raty, leasing i finansowanie kapitałowe. Według firmy audytorskiej Ernst & Young w latach 2019-2023 tempo wzrostu islamskiego rynku bankowego na świecie wyniosło 17,9%.

Elementy bankowości islamskiej w Rosji

W Federacji Rosyjskiej istniały pewne podstawy do wprowadzenia bankowości islamskiej. Szacuje się, że w Rosji już działa około 10 islamskich instytucji finansowych. Najbardziej znane to dom finansowy Masraf w Machaczkale, Fundacja Szejka Zayeda w Groznym, dom finansowy Amal i Eurasian Leasing Company w Kazaniu. Instytucje te oferują klientom możliwość zostania inwestorami z różnymi udziałami w projektach, kupowania towarów na raty. Elementy bankowości islamskiej wprowadziły również niektóre rosyjskie banki. AK Bars Bank oferuje swoim klientom islamskie hipoteczne kredyty mieszkaniowe. Sberbank wprowadził instrumenty inwestycyjne halal[5], takie jak finansowanie handlu i gwarancje bankowe.

Zasady działania eksperymentu

Nowa rosyjska ustawa szczegółowo opisuje operacje dozwolone w ramach eksperymentu z bankowością islamską. Uczestnicy nowego systemu mają prawo do udzielania pożyczek gotówkowych osobom prawnym i fizycznym, ale bez naliczania odsetek oraz finansowanie osób fizycznych i prawnych poprzez zawieranie umów kupna-sprzedaży (w tym nieruchomości) na raty. Należy podkreślić, że uczestnicy eksperymentu nie są uprawnieni do pobierania wynagrodzenia w postaci odsetek od udzielanych pożyczek. Nie mogą także finansować działalności związanej z produkcją lub obrotem tytoniem, wyrobami alkoholowymi, bronią i amunicją, hazardem. Status uczestnika eksperymentalnego reżimu prawnego będą mogły otrzymać instytucje kredytowe i nie-kredytowe instytucje finansowe (NFO)[6]. Te ostatnie mogą być zarejestrowane w formie towarzystw konsumenckich, funduszy, autonomicznych organizacji non-profit, towarzystw gospodarczych lub spółek prawa handlowego.

Według rosyjskich ekspertów bankowych (A. Aksakov), Rosja nie będzie zmieniać całego ustawodawstwa w celu wprowadzenia bankowości islamskiej, ale realizować jej założenia w ramach eksperymentów prowadzonych w regionach zamieszkałych przez ludność muzułmańską. W Rosji mieszka 20-25 milionów muzułmanów, w tym migrantów zarobkowych. W Czeczenii i Dagestanie odsetek muzułmanów przekracza 90% populacji, co powoduje, że zapotrzebowanie na islamskie finanse jest znaczne. Uważa się, że jako aktywa można przyciągnąć środki finansowe ludności islamskiej, która wcześniej nie była zaangażowana w obrót gospodarczy. Eksperci liczą na to, że ta innowacja finansowa, zwiększy również kredytowanie ludności, np. „Inguszetia ma najniższy procent kredytów dla ludności – w 2022 r., a wzrost zadłużenia na mieszkańca wyniósł niecałe 10 tysięcy rubli (nieco ponad 100 USD). Jedną z przyczyn takiej sytuacji są zakazane w islamie działania bankowe, które odstręczają islamską ludność od inwestycji finansowych”[7].

Cele

Rosja ma również nadzieję, że bankowość islamska pomoże jej zwiększyć własne inwestycje w krajach, które aktywnie wykorzystują różne formy bankowości islamskiej. Taki system finansowy jest powszechnie wykorzystywany w Iranie, Pakistanie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich i wielu innych krajach. Rosja liczy również na długoterminowe środki finansowe inwestorów z krajów Bliskiego Wschodu i Azji Południowo-Wschodniej. Eksperci finansowi uważają, że „właśnie w tych krajach występuje nadmierna płynność finansowa i są one gotowe inwestować środki w rosyjskie projekty, jednak to finansowanie powinno się odbywać zgodnie z zasadami islamu i to dopiero wtedy, kiedy Rosja stworzy odpowiednie prawodawstwo i kiedy  usankcjonowana zostanie tu obecność islamskiej infrastruktury finansowej i zapewnione jej wsparcie ze strony państwa”[8]. Rosja ma nadzieję, że legalizacja bankowości islamskiej będzie dodatkowym impulsem do zbliżenia partnerami islamskimi, z którymi ostatnio rozwija intensywną współpracę. Według ekspertów, islamska bankowość może zafunkcjonować w każdym obszarze rosyjskiej gospodarki od wydobycia surowców, po produkcję przemysłową. Już w maju 2022 roku informowano o utworzeniu grupy roboczej ds. finansów islamskich przy Komisji Dumy Państwowej ds. Rynku Finansowego, która miała przedstawić ukierunkowane zmiany w ustawach, w celu stymulowania napływu środków finansowych ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich i innych krajów. Szacuje się, że obecne wprowadzenie bankowości islamskiej przyciągnie do Rosji 11-14 mld dolarów w skali roku, ze wspólnych projektów z krajami islamskimi, w tym z Turcją i Iranem.

Sposób na obejście sankcji

Przede wszystkim jednak, bankowość islamska może być dla Rosji sposobem na obejście, nałożonych na nią sankcji ekonomicznych i finansowych. Pod uwagę brane są dwie opcje: przeorientowanie biznesu na partnerów islamskich i wykorzystanie banków islamskich zgodnie z ich przeznaczeniem lub utrzymywanie relacji z partnerami europejskimi z wykorzystaniem banków islamskich jako pośredników. Organizacje bankowości stwarzają również Rosji możliwość transferu pieniędzy z wykorzystaniem systemu hawala[9], co pozwoli jej na realizację usług w krajach, w których działają islamskie organizacje finansowe, takich jak Malezja, Iran czy kraje arabskie. Warto zauważyć, że system transferu hawala stał się powszechny w Iranie po tym, jak kraj został odłączony od SWIFT[10].

Literatura:

А. Алексеевских, Госдума приняла закон об исламском банкинге, https://www.gazeta.ru/business/news/2023/07/19/20904476.shtml

[1] Ubezpieczenia muzułmańskie określane są mianem takāful, które odróżnia się od ubezpieczeń konwencjonalnych, znanych jako tāmīn. Te ostatnie funkcjonują w świecie arabskim od stuleci, podobnie jak inne rozwiązania finansowe przyjęte ze świata zachodniego. Ubezpieczenia typu takāful pojawiły się stosunkowo późno – niecałe 40 lat temu. Z jednej strony stanowiły naturalny, kolejny etap rozwoju sektora finansów muzułmańskich, z drugiej zaś oferowały bogate instrumentarium zwolennikom poglądu, jakoby islam mógł przeciwstawić się światowi zachodniemu. Zasady funkcjonowania takāful muzułmanie wywodzą od czasów samego Mahometa i społeczności plemiennych zamieszkujących Półwysep Arabski. Surowy, pustynny klimat sprawił, że jego mieszkańcy wypracowali system wzajemnego wspierania się na wypadek suszy.

[2] Rynek sukuk – jest jednym z ważniejszych segmentów islamskiego systemu finansowego i coraz bardziej znaczącym elementem rynku światowego. Od wielu lat odnotowuje wzrost 10-15% rocznie, a łączna wielkość emisji osiągnęła 100-120 mld $. Odpowiadało to już w 2009 r. ok. 10% aktywów ulokowanych zgodnie z zasadami szariatu. Chociaż konstrukcja sukuk przypomina tradycyjne ABS czy covered bonds, to instrumenty te charakteryzują się pewnymi specyficznymi cechami, jak np. zgodność ich stosowania z zasadami islamu. Certyfikaty islamskie mogą być pewną alternatywą dla tradycyjnych obligacji i instrumentami wzbogacającymi ofertę rynkową. Mogą na przykład stanowić stosunkowo dobre zabezpieczenie przed upadłością emitenta, o ile w umowie dobrze regulowane są kwestie własnościowe.

[3] Sekurytyzacja to nowoczesna operacja finansowa umożliwiająca przedsiębiorstwom, instytucjom finansowym i bankom pozyskanie kapitału. Nazwa operacji pochodzi od securities oznaczającego papiery wartościowe. Jest to zamiana należności na papiery wartościowe. Ma zastosowanie wówczas, gdy w ramach stosunków wierzycielsko-dłużniczych podmioty decydują się na zamianę aktywów np. w postaci należności, na papiery wierzycielskie (akcje) lub dłużne (papiery komercyjne, obligacje), ale takie, które są łatwiej zbywalne niż np. klasyczne należności.

[4][4] Szariat, szari’at (arab. ‏شريعة‎, šarīʿa „droga prowadząca do wodopoju”) – prawo normujące życie wyznawców islamu, zarówno w jego odmianie sunnickiej, jak i szyickiej. Islam nie uznaje rozdziału życia świeckiego od religijnego i dlatego reguluje zarówno zwyczaje religijne, organizację władzy religijnej oraz codzienne życie wszystkich obywateli państwa, które wprowadziło prawo szariatu.

[5] Halal lub halaal (arab. حلال, to, co nakazane) – w islamie określenie wszystkiego, co jest dozwolone w świetle szariatu. Przeciwieństwo haram – czynów zabronionych. Czyny będące halal bądź haram są klasyfikowane przez uprawnionego do tego uczonego, nazywanego mudżtahidem.

[6] Instytucja niekredytowa to osoba fizyczna lub prawna, która udziela lub obiecuje udzielić umów o kredyt zabezpieczonych hipoteką lub innym porównywalnym zabezpieczeniem na nieruchomości mieszkalnej.

[7] О. Соловьева, Российские экспортеры готовятся торговать по нормам шариата, https://www.ng.ru/economics/2022-09-22/4_8547_east.html

[8] ibidem

[9] Hawala lub hewala (arab. حِوالة ḥawāla, co oznacza przekazanie lub czasami zaufanie), pochodzący z Indii jako havala (hindi: हवाला), znany również jako havaleh w języku perskim i xawala lub xawilaad w Somalii, jest popularnym, nieformalnym systemem transferu wartości pieniężnych, opartym na wydajnej i honorowej, ogromnej sieci brokerów pieniężnych (znanych jako hawaladars). Działają oni poza lub równolegle do tradycyjnej bankowości, kanałów finansowych i systemów przekazów pieniężnych. System wymaga minimum dwóch hawaladarów, którzy zajmą się „transakcją” bez przemieszczania gotówki czy przelewu telegraficznego. Chociaż hawaladarzy są rozsiani po całym świecie, to głównie funkcjonują na Bliskim Wschodzie, w Afryce Północnej, Rogu Afryki i na subkontynencie indyjskim. Hawala jest zgodna z islamskimi tradycjami, ale obszar jej stosowania nie ogranicza się do krajów muzułmańskich.

[10] SWIFT (Society for Worldwide Interbank Financial Telecommunication) – Stowarzyszenie na rzecz Światowej Międzybankowej Telekomunikacji Finansowej to międzynarodowy system płatności, pozwalający na wykonanie przelewu do dowolnego kraju na świecie w dowolnie wybranej walucie. Obejmuje to instytucje, instrumenty, zasady, procedury, standardy i technologie, które umożliwiają transfer. Pośredniczy w transakcjach między bankami, domami maklerskimi, giełdami i innymi instytucjami finansowymi. Wykorzystywany system komputerowy oparty na sieci SWIFTNet Link (SNL) realizuje dziennie około 37 milionów operacji dziennie (stan na 2023 rok), głównie pomiędzy krajami europejskimi (65% transakcji). Każdy uczestnik SWIFT posiada swoje oznaczenie BIC/SWIFT.

XTB: Od 2023 roku rozliczanie dochodów z zagranicznych akcji i ETF-ów będzie jeszcze prostsze

Szef Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) przychylił się do wniosku XTB o zmianę interpretacji indywidualnej związanej z rozliczaniem dochodów inwestorów z giełd zagranicznych. Wprowadzenie w życie tej zmiany znacząco wpłynie na wygodę inwestowania w spółki akcyjne notowane na giełdach poza Polską.

Sierpniowa zmiana interpretacji indywidualnej przez Szefa KAS wpłynie na sposób rozliczania klientów XTB inwestujących na giełdach zagranicznych. Do tej pory, stosując wcześniejsze wytyczne, inwestorzy otrzymywali od XTB wszystkie potrzebne dane dotyczące dochodów z giełd zagranicznych w specjalnym “Raporcie Podatkowym” wraz z instrukcją, jak należy je przenieść do formularza PIT-38.

Od roku podatkowego 2023, proces rozliczania dochodów z inwestycji w akcje i ETF-y notowane na giełdach zagranicznych będzie jeszcze prostszy dla klientów XTB. Zmiana wprowadzona przez Szefa KAS spowoduje, że inwestorzy otrzymają PIT-8C obejmujący dochody ze wszystkich zamkniętych inwestycji dokonywanych w XTB (transakcji na CFD i sprzedaży papierów wartościowych notowanych na GPW oraz na giełdach zagranicznych). Dochody te automatycznie zaimportują się do PIT-38 w serwisie e-Urząd Skarbowy na podatki.gov.pl w usłudze Twój e-PIT.

Jesteśmy zadowoleni, że Szef KAS przychylił się do naszego wniosku o zmianę wcześniejszej interpretacji – komentuje Paweł Szejko, członek zarządu XTB. – To efekt naszej pracy, która podyktowana była oczekiwaniami inwestorów. W ten sposób likwidujemy kolejną barierę, która mogła zniechęcać przed lokowaniem środków na zagranicznych giełdach. Od 2023 roku rozliczenie z Urzędem Skarbowym będzie znacznie prostsze – dodaje Szejko.

Warto podkreślić, że mimo wprowadzonej zmiany, XTB nadal będzie przygotowywać dla swoich klientów “Raport Podatkowy”. W tym dokumencie będą znajdować się wyłącznie dane o podatkach od dywidend z zagranicznych spółek, gotowe do przeniesienia do PIT-38. XTB jest obecnie jedynym domem maklerskim w Polsce, który kompleksowo wspiera klientów w rozliczeniu podatków od dywidend zagranicznych.

Tonący brzytwy się chwyta, czyli jak sektor bankowy próbuje zmienić orzecznictwo frankowe

W ostatnich dniach opinię publiczną i całe środowisko frankowe w Polsce rozgrzewa temat 3 nieprawomocnych wyroków sądów uznających roszczenia banków o dokonanie waloryzacji sądowej. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z przełomem w tzw. sprawach frankowych jak twierdzą przedstawiciele sektora bankowego? Moim zdaniem absolutnie nie.

Komentarz: adw. Karolina Pilawska, Pilawska Zorski Adwokaci

Temat waloryzacji roszczeń banków o zwrot kapitału w przestrzeni medialnej pojawił się po ogłoszeniu wyroku TSUE z 15 czerwca 2023 roku w sprawie C-520/21, w którym to orzeczeniu Trybunał Unijny jasno wskazał, że bankom – poza zwrotem kwoty kapitału i odsetek ustawowych za czas opóźnienia liczonych od wezwania do zapłaty – nie należy się od kredytobiorców frankowych żadna inna rekompensata. Nie jest zatem tak, że kwestia waloryzacji roszczeń banków jest sporna. Odpowiedź TSUE była jednoznaczna, ale z uwagi na wątpliwości przedstawicieli sektora bankowego sędzia Michał Maj, który był zresztą autorem pytań prejudycjalnych w sprawie C-520/21, w dniu 28 lipca 2023 roku skierował do TSUE pytanie prejudycjalne odnoszące się wprost do waloryzacji (sygn. akt XXVIII C 18858/21). Widać, że sędzia dąży do definitywnego wyjaśniania tej kwestii, w tym przypadku wprost pytając TSUE, czy roszczenie banku o dokonanie sądowej waloryzacji jest uzasadnione. Uważam jednak, że wyrok TSUE wydany w sprawie C-520/21 zawierał już wprost odpowiedź na pytanie o waloryzację sądową na postawie art. 3581 § 3 k.c. i że TSUE definitywnie taką możliwość wykluczył wskazując na sprzeczność takiego rozwiązania z zasadami Dyrektywy 93/13.

Z drugiej strony pojawienie się informacji o 3 nieprawomocnych wyrokach uwzględniających roszczenia banków o waloryzację zdaje się potwierdzać, że zadanie uzupełniającego pytania prejudycjalnego było konieczne, bo nie dla wszystkich wyrok TSUE z 15 czerwca 2023 roku był wystarczająco zrozumiały. Czy zatem roszczenia banków o dokonanie sądowej waloryzacji mają szansę być prawomocnie uwzględniane przez polskie sądy? Z mojego punktu widzenia nie ma na to przestrzeni – zarówno na płaszczyźnie merytorycznej, jak i formalnej. Na marginesie warto dodać, że o ile wyroki wydane na korzyść banków są nieprawomocne, to w obrocie prawnym funkcjonują już prawomocne wyroki sądów oddalające roszczenia banków o waloryzację i to takie wyroki są wiążące.

Przede wszystkim dopuszczenie możliwości żądania waloryzacji sądowej doprowadziłoby do zniwelowania negatywnych skutków dla banków zawierania w umowach kredytowych nieuczciwych warunków umownych. Dzięki waloryzacji mogłyby one liczyć na uzyskanie zarobku z nieważnych umów kredytowych, których same były autorami. Taka rekompensata mogłaby w niektórych wypadkach przekraczać zysk wynikający z umowy zawierającej nieuczciwe warunki umowne lub wysokość należności z tytułu wynagrodzenia za korzystanie z kapitału. W takiej sytuacji trudno mówić o skutecznym efekcie zniechęcającym przedsiębiorców do stosowania w umowach z klientami nieuczciwych warunków umownych i realizacji celów Dyrektywy 93/13.

Warto wskazać, że Sąd Okręgowy w Elblągu uznał, że roszczenie banku o waloryzację kwoty kapitału jest zasadne ze względu na wysoką inflację. Jego zdaniem licząc od momentu udzielenia kredytu inflacja wyniosła 40 % i w związku z tym orzekł, że kredytobiorca powinien zwrócić bankowi kapitał zwaloryzowany o 34 %. Trudno uznać, że wyliczanie zmiany siły nabywczej pieniądza za taki okres, czyli od momentu uruchomienia kredytu, jest prawidłowe. Roszczenia banków musimy bowiem analizować globalnie, patrząc na wszystkie aspekty tzw. spraw frankowych. Dlatego też – jeżeli kredytobiorca przy aktualnym orzecznictwie bardzo często otrzymuje odsetki za czas opóźnienia od momentu potwierdzenia przed sądem, że żąda nieważności umowy kredytu, co jest efektem teorii tzw. bezskuteczności zawieszonej, to dlaczego bank – jako sprawca wadliwości umowy kredytu – miałby mieć prawo żądania waloryzacji już od momentu uruchomienia kredytu? Zaakceptowanie takiego rozwiązania po raz kolejny prowadziłoby do uprzywilejowania banków kosztem kredytobiorców i stałoby w sprzeczności z podstawowymi zasadami ochrony konsumenckiej w Polsce i Unii Europejskiej.

Nie można też zapominać o podstawach systemu prawnego, czyli zasadach współżycia społecznego, przez których pryzmat roszczenia banków powinny być ocenianie. Orzekając o roszczeniach banków sądy nie mogą zapominać o tym, że to banki były autorami wadliwych umów kredytowych i że to banki wkomponowały w ich treść niedozwolone postanowienia umowne, które rażąco naruszały interesy kredytobiorców i wystawiały ich na nieograniczone ryzyko kursowe.

Oczywistym jest także, że sektor bankowy jakikolwiek korzystny dla siebie nieprawomocny wyrok sądu będzie rozdmuchiwał do rangi zmiany całej linii orzeczniczej, bo wprowadzanie niepewności ma skłonić Frankowiczów do zawierania ugód. Moim zdaniem jest jednak tak, że środowisko frankowe to aktualnie bardzo świadoma grupa społeczna, która przez lata walki w sądach poznała swoje prawa i doskonale wie, że to prawo jest po ich stronie. Kolejny wyrok TSUE, który odpowie na pytanie dotyczące stricte waloryzacji, w mojej ocenie definitywnie zakończy ten temat na korzyść kredytobiorców frankowych.

Spadek wskaźnika PPI w strefie euro

Kolejny mocny spadek wskaźnika PPI w strefie euro w ujęciu r/r.

Lipcowy odczyt wyniósł -7,6%, w poprzednim miesiącu wskaźnik wyniósł -3,4%. Mamy deflację cen producentów. W ujęciu miesięcznym ceny producentów spadły o 0,5%. PPI w strefie euro jest mocno ujemny, co może pomóc w dalszym spadku inflacji CPI w strefie euro w najbliższych miesiącach. Deflacja producencka wynika jednak w dużej mierze ze spadku cen energii (-24,2%). Po odjęciu tej kategorii, pozostałe ceny wzrosły o 1,6% r/r.

Duże różnice widać również w poszczególnych gospodarkach strefy euro. Kraje o dwucyfrowym spadku wskaźnika to m.in. Bułgaria, Belgia czy Włochy. Z drugiej strony inflacja producencka nie odpuszcza na Węgrzech (18,8%) czy na Słowacji (17,8%).

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Wypalenie zawodowe. Wyjazd w tropiki nie jest lekarstwem

Po wakacjach wiele osób ma problem z powrotem do pracy, często stresującej i wyczerpującej. Pojawia się u nich wypalenie zawodowe – zjawisko, które dotyczy coraz większej liczby pracowników. O tym, jakie są jego objawy i dlaczego ucieczka nie jest najlepszym wyjściem, mówią prof. Katarzyna Januszkiewicz i dr Agnieszka Golińska, psycholożki z Uniwersytetu SWPS.

Wypalenie zawodowe to stan, w którym wykonywana do tej pory praca przestaje sprawiać przyjemność i satysfakcję, coraz bardziej męczy, zniechęca i powoduje wyczerpanie fizyczne oraz psychiczne.

Definiując wypalenie zawodowe możemy powiedzieć, że jest to stan danego pracownika lub pracowniczki. Warto jednak zwrócić uwagę, że gdy chcemy zastanowić się nad jego przyczynami i konsekwencjami, to powinniśmy myśleć o procesie, który trwa, a samo wypalenie nie pojawia się z dnia na dzień – tłumaczy prof. Katarzyna Januszkiewicz, psycholożka i specjalistka ds. organizacji i zarządzania, dziekanka Wydziału Nauk Społecznych w Warszawie Uniwersytetu SWPS.

Niepokojące symptomy

Symptomy, które mogą świadczyć o wypaleniu zawodowym, to m.in. zmęczenie, które pojawia się, gdy myślimy o pracy, nieprzyjemne objawy fizyczne (bóle brzucha, problemy z oddychaniem, osłabienie), gdy zbliżamy się do miejsca pracy albo poczucie, że zaniedbujemy bliskich z powodu obowiązków służbowych. Niepokój powinny również budzić brak nadziei na polepszenie sytuacji w pracy, brak poczucia przyjemności z wykonywania obowiązków zawodowych, które kiedyś sprawiały nam radość.

Nie każda dysfunkcja w zachowaniu organizacyjnym czy stosunku do pracy jest wypaleniem zawodowym. Nie są nim trudne emocje, które często pojawiają się w pracy, np. zdenerwowanie ciężką rozmową z klientem. Oczywiście odpowiednie natężenie i czas trwania takich emocji może prowadzić do wypalenia, ale taka diagnoza powinna spełniać określone kryteria – mówi prof. Katarzyna Januszkiewicz.

Ważna perspektywa

Wypalenie jest związane z charakterystyką wykonywanej pracy, a nie z sektorem gospodarki. Sytuacja, w której pracownik lub pracowniczka wykonują rutynowe zadania, nie wiedzą, jaki cel przyświeca ich obowiązkom i nie dostają informacji zwrotnych na temat swojej pracy od przełożonego czy przełożonej, to prosta droga do wypalenia.

Wypalenie zawodowe dobrze opisuje pewna metafora. Człowiek idący ulicą zobaczył trzech mężczyzn pracujących na budowie. Postanowił zapytać się, co robią. Pierwszy z nich odpowiedział, że kładzie cegły, drugi, że buduje ściany, a trzeci, że buduje katedrę. Jeśli ktoś ma taką perspektywę, że jedyne co robi to kładzie cegły, czyli nie widzi większego sensu i celu swojej pracy, to w przypadku takiej osoby wypalenie zawodowe jest dużo bardziej prawdopodobne – zauważa dr Agnieszka Golińska, psycholożka i specjalistka ds. zarządzania, adiunkt na Wydziale Nauk Społecznych w Warszawie Uniwersytetu SWPS.

Wysokie ryzyko

Badacze i badaczki zajmujący się wypaleniem zawodowym podkreślają, że w grupie wysokiego ryzyka są ludzie młodzi i w średnim wieku, dążący do sukcesy, odznaczający się wysokim poziomem perfekcjonizmu, a także wrażliwi i nieumiejący przyjmować konstruktywnej krytyki. Na wypalenie zawodowe narażone są również osoby, których praca polega na pomaganiu innym i braniu za nich odpowiedzialności. Mogą to być osoby wykonujące zawody pomocowe np. lekarze, lekarki, pielęgniarze, pielęgniarki, nauczyciele i nauczycielki, ale także wolontariuszki i wolontariusze.

Kiedyś mówiło się, że wypalić się mogą tylko przedstawiciele określonych zawodów, np. nauczyciele czy nauczycielki, a w innych zawodach to zjawisko nie występuje. Dziś patrzymy na to inaczej. Przede wszystkim zmienił się sposób pełnienia różnych ról zawodowych czy organizacyjnych i ryzyko wypalenia może dotyczyć szerszej grupy pracowników – wyjaśnia prof. Januszkiewicz.

Złudne rozwiązanie

Mogłoby się wydawać, że rozwiązaniem problemu wypalenia zawodowego będzie zmiana pracy. Warto jednak zdawać sobie sprawę z tego, że nowe środowisko to wiele wyzwań i stresujących sytuacji. Wszystko dlatego, że zmieniając pracę wchodzi się w nowe środowisko, nową kulturę organizacyjną oraz społeczną, jeśli podejmuje się pracę w innym kraju.

Ucieczka nie jest rozwiązaniem. Uciekając od jednych wyzwań i problemów, trafiamy na kolejne w nowym miejscu – ostrzega dr Golińska.

Stres kulturowy związany z przebywaniem w nowym kraju albo nowej kulturze organizacyjnej może być czynnikiem wpływającym na wypalenie zawodowe. Zwłaszcza że najczęściej szok kulturowy dociera dopiero po upływie czasu. Na początku wszystkie nowe elementy na ogół się podobają.

Dlatego, zmieniając pracę i kraj, powinno się być świadomym tego, że oznacza to wysiłek konieczny, by zaadaptować się w nowym środowisku. Równie istotne jest, by nowy pracodawca, menedżer lub dział personalny wiedzieli, że dla nowej osoby zmiana wiąże się z nowymi wyzwaniami. Pozwoli to odpowiednio przygotować proces wdrażania pracownika – mówi dr Agnieszka Golińska.

Jak zapobiegać wypaleniu zawodowemu?

Ekspertki radzą, że należy m.in. nauczyć się odpoczywać, oddzielać czas prywatny od zawodowego i zadbać o różnorodność zadań w pracy. Warto pozbyć się lęku przed zmianami, co pozwoli nam poszukać nowej pracy, gdy obecna przestanie sprawiać nam satysfakcję. Motywację do działania i rozwiązanie problemów w pracy ułatwią nam kontakty z członkami rodziny lub przyjaciółmi, albo z osobami, które również zmagają się lub zmagały z wypaleniem zawodowym. W sytuacji, kiedy nie potrafimy sobie poradzić ze stanem chronicznego zmęczenia pracą i brakiem satysfakcji, pomocne mogą być konsultacje z psychologiem lub terapeutą.

Więcej o wypaleniu zawodowym w opracowaniu „Wypalenie zawodowe – znak czasów? Jak świadomie zapobiegać wypaleniu zawodowemu”, opublikowanym przez Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL). Opracowanie powstało we współpracy z Wydziałem Nauk Społecznych w Warszawie Uniwersytetu SWPS.

Rynki finansowe w konsolidacji po weekendzie

W USA i Kanadzie w pierwszy poniedziałek września obchodzone jest Święto Pracy, więc wczoraj tamtejsze rynki finansowe były nieczynne. Dziś ok. godz. 9:35 kontrakty na główne amerykańskie indeksy notowały niewielkie spadki (S&P 500 -0,18 proc.). We wtorek na giełdach Azji i Oceanii przeważały zniżki, ale z tej tendencji wyłamał się japoński Nikkei 225, który po wzroście o 0,3 proc. osiągnął swój najwyższy poziom od miesiąca (japoński rynek akcji lubi ponownie słabnącego jena?). Zgodnie z oczekiwaniami bank centralny Australii nie zmienił dziś wysokości swojej stopy procentowej i pozostała ona na poziomie 4,1 proc. (All Ordinaries Index -0,12 proc.)

Spadkowy charakter miał początek sesji w Europie (DAX -0,63 proc., CAC 40 -1,02 proc. ok. godz. 9:30).

Na GPW ok. godz. 9:50 zmiana WIG-u 20 była minimalna (+0,01 proc.). Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś rano ceny akcji spółek Wawel, Ambra, Asseco Business Solutions i VRG, natomiast najniższy od ponad roku poziom zanotował kurs akcji BioMaximy.

Trzecią sesję z rzędu próbowała dziś rosnąć rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych i osiągnęła swój najwyższy poziom od tygodnia (4,218 proc.). Rentowność 10-latek polskiego rządu lekko dziś rano spadała (5,581 proc.).

Kurs EUR/USD spadł dziś do swego nowego ponad 2,5-miesięcznego minimum (1,07634 USD, -0,29 ok. godz. 0:25). Amerykański dolar umacniał się we wtorkowy poranek również względem japońskiego jena. Kurs USD/JPY atakował poziom swego osiągniętego przed tygodniem powyżej 148 JPY 9-miesięcznego maksimum. Kurs amerykańskiego dolara względem dolara australijskiego atakował poziom swego sierpniowego maksimum, w którym kurs USD/AUD był najwyżej od listopada ub.r.

Złoty lekko dziś rano słabł (EUR/PLN +0,07 proc., USD/PLN +0,4 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara – 25696 USD ok. godz. 9:25 (+0,1 proc.) – utrzymuje się tuż powyżej swoich minimów z drugiej połowy sierpnia, a zarazem nieco powyżej kluczowego poziomu wsparcia wyznaczanego w okolicach poziomu 25000 USD przez „linię szyi” ukształtowanej od czerwca ub.r. powyżej poziomu 15000 USD i opuszczonej górą w marcu br. formacji „odwróconej głowy z ramionami”.

Ceny kontraktów na ropę naftową, które w piątek wyszły na swe wielomiesięczne maksima (WTI najwyżej od listopada ub.r., Brent od stycznia br.) utrzymywała się kolejny dzień w pobliżu swoich ubiegłotygodniowych szczytów (WTI -0,54 proc., Brent +0,62 proc. ok. godz. 9:35). Cena kontraktu na gaz ziemny na NYMEX-ie spadała dziś ok. godz. 9:35 o 0,19 proc. Kolejny dzień z rzędu taniały dziś rano metale, których cenom ostatnia siła dolara raczej jest nie w smak (złoto -0,12 proc., srebro -1,76 proc., platyna -1,1 proc., pallad -1,02 proc., miedź -0,93 proc.). Spadały dziś rano również ceny pszenicy, soi i bawełny (spadek z najwyższego poziomu od listopada ub.r.), natomiast minimalnie rosła cena cukru, która utrzymywała się w okolicach swego ostatniego ponad 2-miesiecznego maksimum.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Obowiązek publikacji informacji w rejestrze spółek cywilnych. Spółka cywilna na nowych zasadach?

Projekt zmiany ustawy o Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEIDG) i Punkcie Informacji dla Przedsiębiorcy oraz niektórych innych ustaw z dnia 15 września 2022 roku, który ma m.in. wprowadzić obowiązek publikacji informacji w rejestrze spółek cywilnych, aktualnie po zmianach i uzgodnieniach trafił do Komitetu Rady Ministrów do Spraw Cyfryzacji. ​

Warto zaznaczyć, iż celem nowelizacji przepisów jest przede wszystkim uproszczenie procesu podejmowania i prowadzenia działalności gospodarczej przez przedsiębiorców – osoby fizyczne oraz rozszerzenia informacji udostępnianych przez Centralną Ewidencję i Informację o Działalności Gospodarczej (CEIDG) m.in. poprzez:

1) „uproszczenie procesu i stworzenie w CEIDG miejsca do publikacji informacji o spółce cywilnej, której wspólnikiem jest przedsiębiorca podlegający wpisowi do CEIDG;
2) wprowadzenie możliwości składania wniosków o wpis w CEIDG tylko on-line, a tym samym rezygnację z formy papierowej;
3) elektronizację i rozszerzenie zakresu informacji o udzielonych przez przedsiębiorców pełnomocnictwach w CEIDG;
4) automatyzację procesów oraz wymianę danych przez integrację CEIDG z innymi systemami informatycznymi;
5) stworzenie organom koncesyjnym możliwości prowadzenia rejestru działalności regulowanej w ramach usługi udostępnianej przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT) oraz doprecyzowanie zakresu danych przekazywanych przez organy koncesyjne oraz izby rzemieślnicze;
6) zwiększenie efektywności i optymalizacji procesów dotyczących rejestru CEIDG oraz Punktu Informacji dla Przedsiębiorcy (PIP), w tym poszerzenie katalogu dokumentów, które można dołączyć do wniosku o wpis do CEIDG, np. zgłoszenie o zaprzestaniu wykonywania czynności podlegających opodatkowaniu podatkiem od towaru i usług (VAT-Z);
7) doprecyzowanie przepisów m.in. w zakresie:
a) zarządu sukcesyjnego,
b) udostępniania danych w CEIDG,
c) syndyka,
d) informacji o kwalifikacjach rzemieślniczych,
e) przesłanek sprostowania wpisu w CEIDG.”[footnoteRef:1] [1: [w:] Uzasadnienie projektu ustawy o Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej i Punkcie Informacji dla Przedsiębiorcy oraz niektórych innych ustaw z dnia 15 września 2022 roku: https://legislacja.rcl.gov.pl/docs//2/12364250/12911969/12911970/dokument625134.zip ]

W niniejszej publikacji skupimy się na zmianach dotyczących spółek cywilnych. W 2022 roku w rejestrze REGON zarejestrowanych było 271869 spółek cywilnych[footnoteRef:2]. Z jeden strony jest to najtańsza pod względem koniecznych do poniesienia kosztów utworzenia spółki, jednakże najbardziej czasochłonna. Aby utworzyć spółkę cywilną faktycznie wystarczy zawrzeć umowę z drugą osobą fizyczną bądź prawną, jednak po zawarciu umowy spółki samodzielnie należy złożyć wnioski do Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) w celu nadania numeru REGON, do urzędu skarbowego (US) w celu nadania numeru NIP, jeśli spółka cywilna ma być płatnikiem VAT, należy zadośćuczynić również obowiązkowemu zgłoszeniu do rejestru czynnych podatników VAT, a ponadto do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (ZUS)/Kasy Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego (KRUS). Obecnie system tzw. „jednego okienka” nie ma zastosowania względem spółek cywilnych. [2: https://stat.gov.pl/download/gfx/portalinformacyjny/pl/defaultaktualnosci/5515/2/22/1/rocznik_statystyczny_rzeczypospolitej_polskiej_2022.pdf ]

W związku z powyższym ustawodawca dostrzegł potrzebę uproszczenia procedury dotyczącej rejestracji spółek cywilnych, ale również i potrzebę śledzenia zmian zachodzących w spółkach cywilnych. W spółkach cywilnych może również dochodzić do zmian osobowych w składzie wspólników – czego obecnie nie jesteśmy w stanie samodzielnie sprawdzić, a jedynie możemy liczyć na przekazanie tychże informacji przez wspólników spółki cywilnej. Natomiast sam fakt posiadania statusu wspólnika w spółce cywilnej jest udostępniany w rejestrze CEIDG oraz w rejestrze prowadzonym przez GUS.

Projektowane uproszczenia mają dotyczyć w szczególności: opracowania uniwersalnego projektu umowy spółki cywilnej, który będzie możliwy do podpisania on-line; stworzenie zintegrowanego wniosku dotyczącego spółki cywilnej wraz z dodatkowymi formularzami np. rejestracji jako czynnego podatnika VAT (VAT-R) bądź formularzy ZUS/KRUS (Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego), umożliwienia aktualizacji danych objętych wpisem do rejestru np. zmian osobowych w spółce oraz utworzenia tzw. „jednego okienka” dla zgłoszenia informacji o zawarciu umowy spółki cywilnej, której wspólnikiem jest przedsiębiorca podlegający wpisowi do CEIDG do innych urzędów, tj.: US, GUS i ZUS/KRUS. System „jednego okienka” będzie możliwy dla przedsiębiorców wpisanych do CEIDG, ze względu na fakt, iż gro spółek cywilnych zakładane jest przez przedsiębiorców wpisanych do CEIDG. Ustawodawca po wdrożeniu powyższego rozwiązania, planuje rozszerzyć je na kolejne grupy podmiotów.

Nowela zakłada wprowadzenie rejestru spółek cywilnych, jednakże wpis do rejestru będzie dotyczył wyłącznie spółki cywilnej, której wspólnikiem jest przedsiębiorca wpisany do CEIDG. Natomiast w rejestrze będą udostępniane następujące dane:

1) numer identyfikacji podatkowej (NIP) spółki cywilnej oraz informacje o jego unieważnieniu lub uchyleniu;
2) numer identyfikacyjny REGON spółki cywilnej;
3) nazwę spółki cywilnej;
4) dane dotyczące wspólników, w tym informację o wspólnikach uprawnionych do reprezentacji;
5) datę rozpoczęcia działalności spółki cywilnej;
6) datę zwieszenia i datę wznowienia działalności spółki cywilnej;
7) informację o wykreśleniu lub ustaniu bytu prawnego spółki cywilnej;
8) adres siedziby spółki cywilnej, dane dotyczące adresu są zgodne z oznaczeniami kodowymi przyjętymi w krajowym rejestrze urzędowym podziału terytorialnego kraju, o ile to w danym przypadku możliwe;
9) przedmiot wykonywanej na podstawie umowy spółki cywilnej działalności gospodarczej według Polskiej Klasyfikacji Działalności (PKD) na poziomie podklasy, w tym jeden przedmiot przeważającej działalności;
10) informację o przekształceniu spółki cywilnej w spółkę podlegającą wpisowi do Krajowego Rejestru Sądowego;
11) dane dotyczące zarządcy sukcesyjnego, o ile został powołany.

W przypadku, gdy wspólnicy spółki cywilnej nie są przedsiębiorcami podlegającymi wpisowi do CEIDG informacja dotycząca danych wspólników obejmuje:

1) imię i nazwisko, a także numer identyfikacji podatkowej (NIP) lub numer identyfikacyjny REGON, o ile posiada – w przypadku, gdy wspólnik spółki cywilnej jest osobą fizyczną;

2) firmę, numer w Krajowym Rejestrze Sądowym, o ile posiada, a także numer identyfikacji podatkowej (NIP), o ile posiada – w przypadku, gdy wspólnik spółki cywilnej jest osobą prawną lub inną jednostką organizacyjną nieposiadającą osobowości prawnej.

Projektowane zmiany dotyczące w szczególności uproszczenia podejmowania działalności w formie spółki cywilnej były wręcz wyczekiwane przez przedsiębiorców. Natomiast w zakresie rejestru spółek cywilnych projektowaną zmianę należy ocenić pozytywnie, chociażby ze względu na transparentność obrotu gospodarczego oraz jawność szczegółowych informacji o osobach wchodzących w skład danej spółki cywilnej.
Na dzień sporządzania niniejszego artykułu omówione powyżej zmiany mogą ulec modyfikacji.

Autor: adw. Martyna Szczygielska, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Duży spadek ofert pracy – zmiany w branży IT

Ponad 50-procentowy wzrost liczby ofert pracy dla analityków i ponad 30-procentowy spadek w branży gier. Pod względem zapotrzebowania na specjalistów IT w ciągu ostatnich 12 miesięcy w sektorze nowych technologii sporo się zmieniło. Dotyczy to również zarobków.

Mimo kolejnych zawirowań gospodarczych i powtarzających się zapowiedzi kryzysu, sektor IT niezmiennie pozostaje jedną z najbardziej stabilnych branż na rynku pracy. Nie znaczy to jednak, że nic się w nim nie dzieje. Wraz z rozwojem nowych technologii zmienia się również zapotrzebowanie na specjalistów IT. Niektóre stanowiska stają się coraz bardziej popularne, podczas gdy inne tracą na znaczeniu. Eksperci Unity Group zauważyli też nową tendencję, która może wpłynąć na cały sektor.

Nasi rekruterzy zaobserwowali zmiany dotyczące korelacji wynagrodzeń, kwalifikacji i zapotrzebowania – mówi Sabina Rowińska, recruitment lead w Unity Group, i podaje przykłady. – Przez wiele lat na szczytach rankingów dotyczących zarobków w branży IT byli programiści Java. Ich stawki konsekwentnie rosły, jednak od jakiegoś czasu wynagrodzenia “javowców” maleją. Z dużymi wzrostami mamy natomiast do czynienia w przypadku DevOps. Zarobki w tym obszarze cały czas idą w górę.

Rynek IT chce ekspertów

Przyczyną może być właśnie ogólna sytuacja na rynku. Inwestycje dotyczące badań i rozwoju nowych systemów zostały ograniczone lub wstrzymane na rzecz działań, które zapewnią udoskonalenie już istniejących produktów i zagwarantują firmom przetrwanie.

Przy ograniczonych w ostatnim czasie inwestycjach w nowe projekty tym bardziej istotna stała się doskonałość operacyjna i nacisk na efektywność oraz optymalizację wprowadzanych rozwiązań. Umiejętność spojrzenia na aplikację jako całość, rozumianą nie tylko jako kod aplikacji, ale też procesy wytwarzania, budowania, a wreszcie jej wydajność oraz efektywność kosztową infrastruktury – stały się krytyczne dla organizacji. Także mnogość praktyk oraz narzędzi DevOps wymagających bardzo szerokich kompetencji nie pozwala na realizację tych działań bez wysokiej klasy ekspertów. Wszystko to składa się na bardzo duży popyt na specjalistów DevOps oraz na zmianę ich roli w projektach. Osoby, które wybrały ścieżkę ewolucji od wspomagającej w projekcie roli administratora systemów w kierunku DevOps często pełnią teraz kluczową rolę tuż obok architekta IT czy systemów Paweł Peryga, head of DevOps w Unity Group.

Podobnego zdania jest Michał Szum, szef działu customer care w Just Join IT, który od kilku lat analizuje dane z rynku pracy IT.

Zmiana warty następuje nie tylko w poszukiwanych specjalizacjach, co jest wypadkową rozwoju i zastępowania starszych, mniej skalowalnych i trudniejszych w utrzymaniu technologii oraz systemów przez bardziej elastyczne i efektywne. Widzimy także, że rynek pracy jest coraz trudniejszy dla juniorów. W pierwszym półroczu liczba ofert dla początkujących i średnio zaawansowanych programistów spadła łącznie o ponad 30%. Pojawia się za to więcej ofert dla najbardziej doświadczonych, co utwierdza mnie w przekonaniu, że nastąpił powrót do inwestycji w kluczowe zasoby. Zatrudnienie wysokiej klasy specjalisty, który może zaopiekować kompleksowo złożone zagadnienia i obszary, staje się bardziej opłacalne, gdy firmy są zmuszone do zaciskania pasa na nowych projektach – zauważa Michał Szum.

Tę ostatnią obserwację eksperta potwierdza z kolei Sabina Rowińska z Unity Group:

Co kwartał przygotowujemy raporty dotyczące wynagrodzeń zbierając do nich dane z obszaru specjalizacji, na które prowadzimy rekrutacje wewnętrznie. W tym kwartale po raz pierwszy nie ujęliśmy w tym zestawieniu zarobków dla Junior Java Developerów, bo na jednym z najpopularniejszych portali z ofertami było zaledwie kilka ogłoszeń. Jeśli firmy szukają juniorów są to głównie osoby już z jakimś doświadczeniem komercyjnym.

Największe spadki w najpopularniejszych kategoriach

Eksperci Unity Group przeanalizowali dane zebrane przez największy w Polsce branżowy portal pracy Just Join IT. Sprawdzono, co się zmieniło w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Pod uwagę wzięliśmy dane Just Join IT z drugiego półrocza 2022 oraz pierwszego półrocza 2023. Oprócz specjalistów Java, dla których liczba ofert spadła o 6,02%, mamy też inne niespodzianki. Aż o 16,66% spadła liczba propozycji dla kategorii JavaScript, co jednak ciekawe, specjaliści znający ten język byli dotychczas tak bardzo poszukiwani, że obecnie mimo spadków i tak otrzymują najwięcej ofert ze wszystkich – tłumaczy Sabina Rowińska.

W zestawieniu spadków i wzrostów liczby ofert pracy w IT zdecydowanie najmocniej w górę wyskoczyły specjalizacje związane z analizą i przetwarzaniem danych. Pomiędzy drugim półroczem ubiegłego roku i pierwszym półroczem obecnego oferty spod znaku Analytics zaliczyły 51,29% wzrostu. Wysoko cenione jest również cyberbezpieczeństwo (40,45% w górę) oraz inne specjalizacje w takich kategoriach, jak Data (+24,53 proc.)DevOps (+24,09 proc.) i ERP (+19,73%).

Największe spadki to zaś języki Ruby (-48,78) i Go (-25,54%), ale również zadania, w których wymagana jest znajomość HTML (-24,22%). Mocno spada także zainteresowanie usługami programistów w branży gier. O ile w czasie pandemii i lockdownu twórcy gier byli intensywnie poszukiwani, tak w analizowanym okresie liczba ofert dla nich spadła o 32,19%. Na mniejsze zainteresowanie mogą też narzekać specjaliści od technologii mobilnych (-15,16%) i języka Scala (-11,76%).

– Rekrutacją w branży IT zajmuję się od ponad 8 lat, ale to, co obserwuję obecnie w przypadku niektórych specjalizacji, jest dla mnie ogromnym zaskoczeniem. W ubiegłym roku w rekrutacji na Java Developera mieliśmy zaledwie 1 dopasowaną do potrzeb aplikację tygodniowo, tak teraz w ciągu tygodnia otrzymałam aż 80 aplikacji od kandydatów, z czego dopasowanych było 90%. Widzimy, że w tej specjalizacji pracy poszukuje znacznie więcej osób niż jeszcze rok, dwa lata temu. Trudniej znaleźć natomiast specjalistów DevOps, gdzie w czerwcu 2022 roku na ofertę pracy odpowiedziało niemal 100 kandydatów. W czerwcu 2023 r., czyli obecnie, były to pojedyncze osoby i tu widzimy z kolei, jak bardzo brakuje kandydatów na takie oferty. A na co liczą sami kandydaci? Z własnego doświadczenia i rozmów ze specjalistami, którzy już podjęli pracę w Unity Group, wiemy, że zależy im im przede wszystkim na stabilnej firmie, rozwojowych projektach i atmosferze zaufania i odpowiedzialności, to dla nich obecnie priorytet – mówi Sabina Rowińska.

Kto podrożał, a kto jest najtańszy?

Potwierdzeniem tezy o zmianie priorytetów na rynku IT są również dane dotyczące zarobków, które analizowało Unity Group.

O ile w styczniu 2023 r. we wspomnianej już kategorii “analytics” mogliśmy mówić o medianie wynagrodzeń na B2B dla seniorów na poziomie 20 335 zł, tak w czerwcu było to 22 500 zł. Dla kategorii “data” analogicznie była to mediana 25 418 zł, a obecnie już 26 950 zł. Jeśli chodzi o DevOps z mediany na poziomie 25 000 zł mamy 27 000 zł, natomiast w przypadku ERP z 25 500 zł pensje wzrosły do 28 250 zł – omawia Sabina Rowińska.

Bardzo duży spadek wynagrodzeń widać w kategorii HTML, gdzie ze styczniowych 30 000 zł dla seniorów w czerwcu dla osób z takim samym doświadczeniem oferowano już tylko 17 284 zł. Bez specjalnych zaskoczeń i bardzo stabilnie jest natomiast u specjalistów od Pythona, którzy w ciągu ostatniego roku zaliczyli niemal 5,5-procentowy wzrost liczby ofert. Jeśli chodzi o zarobki, to w przypadku seniorów była to i jest mediana na poziomie 25 000 zł, a w przypadku midów 17 000 zł, zaś juniorów 10 000 zł.

Ze względu na trwający boom na AI programiści Pythona mogą spać spokojnie, choć ich pensje paradoksalnie nie rosną. Wynika to z podaży dorównującej popytowi. Od kilku lat język ten jest bardzo modny i określany jako przyszłościowy, dlatego na rynku mamy sporą grupę doświadczonych i kompetentnych specjalistów. AI oraz rozwiązania low code nie są z kolei przychylne dla osób obsługujących HTML. Jest to najłatwiejsza do zastąpienia technologia, nie dziwi więc spadek liczby ogłoszeń i wysokości wynagrodzeń. Zapewne jeszcze przez długi czas będziemy widzieć oferty z kategorii HTML, wszak wciąż zdarzają się ogłoszenia dla programistów tak archaicznych technologii jak Cobol, natomiast z biegiem lat HTML przejdzie do niszy, więc już dziś warto przekwalifikować się na inne technologie webowe, jak popularny JavaScript – tłumaczy Michał Szum.

Jak wynika z analiz Unity Group, w najbliższych latach zapotrzebowanie na specjalistów IT będzie nadal rosło. W szczególności, eksperci spodziewają się wzrostu liczby ofert pracy dla analityków danych, inżynierów oprogramowania i specjalistów bezpieczeństwa IT. Jedną z głównych przyczyn tego trendu jest rozwój technologii sztucznej inteligencji (AI) i uczenia maszynowego (ML). Szczególnie cenni dla pracodawców będą specjaliści, którzy potrafią projektować, wdrażać i utrzymywać systemy AI i ML. Kolejną tendencją, która może wpłynąć na cały sektor IT, jest rozwój chmury obliczeniowej, która jest coraz bardziej popularna, ponieważ pozwala przedsiębiorstwom obniżyć koszty IT i zwiększyć skalowalność swoich systemów.

Jak zwracają uwagę eksperci Unity Group, powołując się na swoje doświadczenia, zmiany, jakie zaszły w sektorze IT w ostatnich latach niosą jeszcze inną, cenną informację. Są bowiem dowodem na to, że firmy inwestując w transformację cyfrową w coraz większym stopniu stawiają na partnerów technologicznych o dużym doświadczeniu i wysokich kompetencjach. Nowe technologie otwierają bowiem nowe rozwiązania na trudne do przewidzenia warunki spowodowane takimi czynnikami makroekonomicznymi jak: recesja, wojna, przerwane łańcuchy dostaw, pandemia, nowe nawyki konsumenckie i inne. – Działamy na rynku od ponad 25 lat i wiemy, że również specjaliści IT dostosowują się do tych zmian i aktualnego popytu. Dzięki temu, sektor IT pozostaje jedną z najbardziej stabilnych branż na rynku pracy – podsumowuje Sabina Rowińska.

oprac. Unity Group