Grupa Kino Polska w I połowie 2023 r. zwiększyła przychody i poprawiła zysk netto

  • W I poł. 2023 r. Grupa Kino Polska odnotowała przychody na poziomie 144,8 mln zł (+3,9% r/r), przy wzroście wpływów zarówno z emisji i podobnym jak rok wcześniej poziomie wpływów z reklam.
  • Zysk netto Grupy w pierwszym półroczu bieżącego roku wyniósł 23,8 mln zł (+10,9% r/r), a wynik EBITDA 60,5 mln zł (+5,5% r/r).
  • Rentowność netto Grupy wzrosła do 16,4%, tj. o 1 p.p. więcej niż rok wcześniej.
  • Na koniec I półrocza 2023 r. Grupa dysponowała nadwyżką finansową w wysokości 36,5 mln zł.
  • Przychody z emisji zwiększyły się o 7,9% r/r i stanowiły 52,8% całkowitej sprzedaży Grupy. Wpływy z reklam były niższe o 0,6% r/r, a ich udział w przychodach ogółem stanowił 36,0%.
  • Przychody na rynkach międzynarodowych wyniosły 47,6 mln zł (+1,9% r/r) i stanowiły 32,9% całkowitych przychodów Grupy.
  • Marża EBITDA wyniosła 41,8%, wobec 41,1% rok wcześniej.
  • Średni udział kanałów Grupy w oglądalności widowni komercyjnej w I półroczu 2023 r. wyniósł 2,59% (SHR%, All 16-59, live), tj. o 5,5% mniej r/r, co częściowo wynika ze zmian regulacyjnych.

– W pierwszym półroczu skupiliśmy się na poprawie efektywności operacyjnej naszego biznesu. Zwiększyliśmy marże w największym segmencie kanałów filmowych marki FilmBox i kanałów tematycznych, a także znacząco poprawiliśmy wyniki segmentu Zoom TV. Widać także pozytywne efekty i synergii z Grupą CANAL+. Przychody segmentu produkcji kanałów telewizyjnych przekroczyły w I półroczu tego roku ponad 2 mln zł, co jest w dużej mierze rezultatem realizacji zadań na rzecz Grupy CANAL+. – podsumowuje Katarzyna Woźnicka, członkini zarządu Grupy Kino Polska, CFO oraz COO w SPI International B.V.

Największe przychody w Polsce i na rynkach międzynarodowych w wysokości 78,6 mln zł (+10,3% r/r) w I półroczu 2023 r. wygenerował (łącznie z emisji i reklamy) segment Kanały filmowe marki FilmBox i kanały tematyczne. Wpływy z emisji rosły głównie na rynkach w Polsce i na Węgrzech. Na rynku czeskim przychody ze sprzedaży reklam wzrosły r/r o jedną trzecią i sięgnęły już 2,36 mln zł.

Segment Zoom TV zanotował kolejny bardzo dobry okres wzrostu przychodów, które po I półroczu 2023 r. wyniosły 12,3 mln zł, rosnąc o zatem ponad 18% r/r. Kanał Zoom TV skutecznie realizuje strategię poprawy oglądalności bazującą m.in. na własnych produkcjach, przy jednoczesnym utrzymaniu dużej efektywności kosztowej. W rezultacie segment ten zmniejszył stratę z ponad 8 mln zł rok wcześniej do ponad 2 mln zł obecnie.

Segment Produkcja kanałów telewizyjnych wygenerował w omawianym półroczu przychody w wysokości 2,1 mln zł (+186,9% r/r), co jest w dużej mierze efektem realizacji wspólnych produkcji i zadań na rzecz innych podmiotów z Grupy CANAL+.

– Rosnąca synergia pomiędzy Grupą CANAL+ i Grupą Kino Polska, przełożyła się już na wzrost wyników finansowych, pragniemy kontynuować ten trend. Grupa Kino Polska będzie też mogła liczyć na kolejne wspólne projekty z CANAL+ Polska. Jako grupa medialna zajmujemy 5. miejsce pod względem oglądalności na polskim rynku telewizyjnym. Warto również podkreślić, że wzajemna współpraca umacnia pozycję rynkową i negocjacyjną w obszarze reklamy całej Grupy CANAL+ w Polsce – mówi Erwan Luherne, członek zarządu Grupy Kino Polska oraz CEO SPI International B.V.

Segment Stopklatka notował spadek przychodów, co jest częściowo efektem ubiegłorocznych zmian regulacyjnych. Segment ten osiągnął 21,5 mln zł sprzedaży z reklam, tj. mniej o 7,2% r/r. Również Kanały marki Kino Polska wygenerowały niższe niż rok wcześniej przychody, w wysokości 16,8 mln zł, tj. 11,7% mniej niż rok wcześniej.

Sprzedaż praw licencyjnych przyniosła 12,8 mln zł, tj. mniej o 8,8% r/r. Podobnie jak w pierwszym kwartale 2023 r., wynika to z faktu, że treści nabywane przez Grupę w mniejszym niż rok wcześniej zakresie trafiały do podmiotów zewnętrznych, zaś w dużej mierze zasilały główne ramówki kanałów własnych Grupy, przyczyniając się do wzrostów przychodów zarówno z emisji, jak i reklamy.

W I półroczu 2023 r. kanały Grupy Kino Polska osiągnęły łącznie 2,59% udziału w oglądalności widowni komercyjnej, tj. o 5,5% mniej w porównaniu z tym samym okresem 2022 r. (SHR%, All 16-59, live).

Stopklatka osiągnęła udział w oglądalności widowni komercyjnej na poziomie 1,2% (-8% r/r) (SHR%, All 16-59, live), a drugi kanał naziemny Grupy – Zoom TV 0,64%, co oznacza wzrost o 12% r/r (SHR%, All 16-59). Kanał Kino Polska uzyskał udział w oglądalności widowni komercyjnej na poziomie 0,42% (-19% r/r) (SHR%, All 16-59, live), a drugi kanał z segmentu tej marki – Kino Polska Muzyka 0,06% (SHR%, All 16-59; live) (-25% r/r). Natomiast udział Kino TV w oglądalności widowni komercyjnej ukształtował się na poziomie 0,26% (SHR%, All 16-59, live), tyle samo co rok wcześniej.

Ustawa covidowa nie wydłużała terminu przedawnienia zobowiązań podatkowych

Ustawa z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z epidemią COVID-19 nie dotyczyła wstrzymywania, rozpoczęcia i zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązań podatkowych – przypomniał organom podatkowym sąd w Gdańsku w wyroku z 25 lipca 2023 r. Powołując się na tzw. ustawę covidową fiskus domagał się od spółki zapłaty podatku od nieruchomości za 2017 r., mimo upływu ustawowego, 5-letniego terminu przedawnienia.

Korekta podatku od nieruchomości

24 lutego 2021 r. Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok (sygn. akt SK 39/19), w którym orzekł, że kwalifikowanie na potrzeby podatku od nieruchomości gruntów, budynków lub budowli jako związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej tylko dlatego, że znajdują się w posiadaniu przedsiębiorcy, jest niezgodne z Konstytucją RP. Po analizie tego wyroku jedna ze spółek złożyła organowi podatkowemu korektę deklaracji w zakresie podatku od nieruchomości za lata 2017 – 2021.

Nieużywane budynki

Spółka w uzasadnieniu korekty poinformowała, że w okresie tym część magazynów o pow. 277 m2 stanowiła pustostan, z uwagi na wygaśnięcie umowy z dotychczasowym dzierżawcą i brak innych firm chętnych na dzierżawę budynków pod prowadzoną działalność. Nie zaliczała w tym okresie do kosztów uzyskania przychodów wydatków ponoszonych na przedmiotowe magazyny. W korekcie deklaracji spółka dokonała więc zmniejszenia naliczonego podatku od nieruchomości za wskazaną powierzchnię 277 m2 ze stawki 21,50 zł/m2 obwiązującej dla budynków związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej na stawkę 6,70 zł/m2 przeznaczonej dla pozostałych budynków.

Fiskus miał inne zdanie

Organy podatkowe stwierdziły, że sporna nieruchomość jest elementem prowadzonego przez spółkę przedsiębiorstwa i jest związana z wykonywaną przez nią działalnością gospodarczą. Magazyny znajdują się w ewidencji środków trwałych firmy i przez pewien okres były dokonywane od nich odpisy amortyzacyjne. Jeśli więc budynki te weszły w skład majątku prowadzonej działalności spółki, to bez znaczenia pozostaje fakt niewykorzystywania ich do prowadzenia działalności gospodarczej. Spółka budując magazyny powiązała je z prowadzonym przez siebie przedsiębiorstwem i jako element całości nieruchomości były zajęte pod działalność gospodarczą. Dlatego też w tych okolicznościach stanu faktycznego, przywołany przez spółkę wyrok TK nie ma zastosowania.

Bieg terminu przedawnienia w okresie epidemii COVID

Organ II instancji wydał swoją decyzję 8 marca 2023 r. Odnosząc się do zarzutu przedawnienia zobowiązań podatkowych za 2017 rok, którego termin upłynął z dniem 31 grudnia 2022 r. (5-letni okres przedawnienia liczy się od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku), samorządowe kolegium odwoławcze wskazało na przepis art. art. 15 zzr ust. 1 pkt 3 ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID – 19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych. Zgodnie z nim w okresie obowiązywania stanu zagrożenia epidemicznego, albo epidemii ogłoszonego z powodu tego wirusa bieg przewidzianych przepisami prawa administracyjnego terminów przedawnienia nie rozpoczyna się, a rozpoczęty ulega zawieszeniu na ten okres. Nowelizacją tej ustawy z 14 maja 2020 r. przywrócono dalszy bieg tych terminów od dnia 24 maja 2020 r. Ponieważ w Polsce stan zagrożenia epidemicznego w związku z pandemią koronawirusa został ogłoszony 14 marca 2020 r., a bieg terminów przedawnienia przywrócono 24 maja, to w opinii organu wyznaczony między tymi datami okres 72 dni nie zaliczał się do biegu terminu przedawnienia. Przenosząc to na grunt sprawy – zobowiązania podatkowe spółki za 2017 r. nie przedawniały się z dniem 31 grudnia 2022 r. a 72 dni później, czyli 13 marca 2023 r.

Organ podatkowy wydał decyzję po terminie

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku zwrócił uwagę, że 27 marca 2023 r. Naczelny Sąd Administracyjny w swojej uchwale stwierdził, iż art. 15 zzr ust. 1 pkt 3 ustawy covidowej, w brzmieniu nadanym zmianą z 30 marca 2020 r., nie ma zastosowania do wstrzymania, rozpoczęcia i zawieszenia biegu terminu przedawnienia zobowiązań podatkowych. Dla sądu nie budziło więc wątpliwości, że samorządowe kolegium odwoławcze wydało swoją decyzję już po upływie terminu przedawnienia zobowiązania w podatku od nieruchomości spółki za 2017 rok, czyli po 31 grudnia 2022 r. (sygn. akt I SA/Gd 409/23).

Podsumowanie

Wydany przez gdański sąd wyrok z 25 lipca 2023 r. przypomina przedsiębiorcom, którzy padli ofiarą takiego niedopuszczalnego sposobu obliczania terminu przedawnienia zobowiązań podatkowych, że nie muszą się z takimi rozstrzygnięciami organów godzić. Zarówno wyrok Trybunału Konstytucyjnego z lutego 2021 r., jaki uchwała NSA z marca 2023 r. stanowią silny oręż do obalenia podobnych, niekorzystnych dla podatników decyzji.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Prognozy dla UE – najniższe zbiory jabłek od ponad 7 lat

W tym sezonie Polska będzie zdecydowanym liderem w produkcji jabłek w Europie, jednak według najnowszych prognoz, w Unii Europejskiej wyprodukowanych zostanie blisko 385 tys. ton jabłek mniej niż w poprzednim sezonie. Oznacza to, że produkcja jabłek w Europie zmniejszy się o ponad 3%, w porównaniu do poprzedniego sezonu. Maleje również udział wydatków na owoce w koszyku zakupowym mieszkańców UE.  Eksperci reprezentujący sektor produkcji jabłek oraz organizacje branżowe m.in. zespół Core Team – Spójny marketing jabłka w kraju i za granicą oraz Unia Owocowa, wskazują jakie strategie należy zastosować przed i po zbiorach, by odnieść sukces w sprzedaży jabłek. Rozwiązania te są także częścią strategii dla sektora pt. „Jabłkowa Perspektywa 2030”.

Prognozy dla produkcji jabłkowej na sezon 2023/2024

„W większości krajów regionu, nowy sezon rozpocznie się tydzień później. Jednocześnie  na rynkach tych prawie nie ma zapasów z poprzedniego roku. Oznacza to pusty rynek i wydawałoby się komfortową sytuacje dla producentów. W nadchodzącym sezonie doświadczymy jednak sporej konkurencji na rynku jabłek deserowych, na którym liczyć się będzie jakość i utrzymanie jak najwyższych parametrów jabłek. O tym, kto odniesie sukces w sprzedaży jabłek, będą decydowały zabiegi przed i po zbiorcze oraz dostosowanie do wymogów związanych z eliminacją pozostałości substancji aktywnych w jabłkach przeznaczonych do sieci sprzedaży.”- podkreśla Paulina Kopeć, Sekretarz Generalna Unii Owocowej.

W nadchodzącym sezonie, ze względu na anomalie klimatyczne, galopujący wzrost kosztów produkcji, wysoką inflację, oraz spadek siły nabywczej konsumentów w całej Europie, produkcja jabłek w krajach UE będzie niższa niż w poprzednim sezonie o blisko 385 tys. ton. Wielkość polskiej produkcji jabłek zmniejszy się o ponad 11% w stosunku do poprzedniego sezonu. Spośród trzech pozostałych dużych graczy rynkowych – Włochy zanotują niewielki nie przekraczający 1% spadek produkcji, Francja wzrost o niecałe 8%, a trzeci największy producent jabłek w UE, czyli Niemcy spory spadek o ponad 11%
w porównaniu do poprzedniego sezonu.

„Nastąpi również dalszy spadek popytu na jabłka. Europejczycy zjedzą niecałe 14 kg jabłek na głowę mieszkańca. Dla porównania w sezonie 2018/2019 było to blisko 16,5 kg. Oznaczać to może silną konkurencję na rynku jabłek deserowych, która wymusi wzrost jakości produktów przeznaczonych na rynek UE” – komentuje Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Do przetwórstwa trafi około 40% wszystkich wyprodukowanych jabłek i najprawdopodobniej rynek ten będzie miał problemy z zaspokojeniem wysokiego popytu na jabłka.

Spadek o około 40 000 ton zanotuje również rynek produkcji owoców ekologicznych. Wielkość produkcji ekologicznej szacowana jest na poziomie  683 000 ton (6% całkowitych upraw w UE).

Najpopularniejsze odmiany jabłek

Do najpopularniejszych odmian jabłek w krajach UE proponowanych do sprzedaży należy zaliczyć odmiany takie jak: Golden, Gala, Red Delicious, Idared, Red Jonaprince, Shampion, Jonagold.

W zakresie zmian w asortymencie produkcji jabłkowej można zauważyć, że nadal najlepiej radzi sobie odmiana Golden – prognozowany wzrost o ponad 11%, w porównaniu do poprzedniego sezonu. Kontynuuje swój wzrost również odmiana Gala – blisko o 5% w górę (do ponad 1,5 miliona ton), Red Delicious notuje spadek o 9,97% w porównaniu do poprzedniego sezonu, podobnie Red Jonaprince spadek aż o 14,85%. Jonagold/Jonagored powinien zanotować spadki o ponad 60.000 T z powodu słabego kwitnienia w niektórych krajach i karczowania sadów w Belgii. Odmiany takie jak Idared notują spadek o ponad 6%, oznacza to mniejszą produkcję o ok. 40 000 T z powodu niedoboru kwitnienia. Mniej będzie także jabłek z odmian: Ligol (-40 000 T), a także Shampion (-30 000 T).  Jedne
z największych spadków zanotują uprawy odmiany Elstar o 21,35% mniej w porównaniu do poprzedniego sezonu. Duży spadek dotknie również odmianę Granny Smith – prognozowany spadek o ok. 90.000 T.

Większość odmian klubowych natomiast notuje wzrosty – Pink lady rośnie o 35.000 T dzięki świetnej jakości owoców. Inne odmiany klubowe takie jak: Kanzi , Jazz , Envy zachowają stabilną pozycję rynkową.  Wciąż trwa ekspansja nowych odmian takich jak: Cosmic Crisp, Sweet Tango, Ambrosia, Hnoney Crunch Juliet, Cameo.

Główne problemy w nadchodzącym sezonie

W porównaniu z innymi krajami Europy, Polska najmniej ucierpiała z powodu anomalii klimatycznych. Nasz kraj zmagał się jedynie z deficytem deszczu, który, jeśli nie wprowadzimy działań z zakresu zrównoważonej gospodarki wodnej, może nasilać się w kolejnych latach. W tym roku jednak nie przyniósł on dużych strat polskim sadownikom. Z powodu zmian klimatycznych takich jak susze
i ulewne deszcze oraz powodzie silnie ucierpiały natomiast uprawy w pozostałych krajach UE m.in. we Włoszech, Francji jak i Hiszpanii.

Szacuje się, że łącznie do końca sezonu w UE wyprodukowanych zostanie ok. 11,4 mln ton jabłek z czego Polska dostarczy na rynek ok. 4 mln ton, Włochy 2104 tys. ton, a Francja jedynie 1501 tys. ton. Produkcja jabłek u trzeciego dużego gracza jakim są Niemcy wyniesie ok. 952 tys. ton.

Prognozy na nadchodzący sezon zakładają, że coraz większym problemem dla europejskich sadowników będą wzrastające koszty produkcji jabłek. W 2021 roku w Niemczech koszty produkcji jabłek na 100 kg w Euro wyceniano na 51 Euro, dziś te same koszty produkcji sięgają 61 Euro i więcej. Jednocześnie maleje również zasobność portfela europejskich konsumentów. W większości krajów UE nastąpił dramatyczny wzrost udziału wydatków na żywność w budżecie gospodarstw domowych, które coraz częściej rezygnują z zakupu owoców na rzecz artykułów pierwszej potrzeby.

Eksperci z UE wskazują również na rosnący protekcjonizm handlowy w wielu krajach, którego przykładem może być Egipt nakładający coraz wyższe ograniczenia na import jabłek co skutkuje spadkiem sprzedaży na poziomie blisko 28% z krajów UE. Egipt jest jednak rynkiem, który po gwałtownym spadku w zeszłym roku, ma się odbudować w nadchodzącym sezonie, ale z wieloma zmianami np. przekazywanie funduszy MFW importerom oraz z podatkiem celnym w wysokości 10% na towary luksusowe, w tym jabłka.

Szansą dla polskiej produkcji jabłkowej mogą być zmiany na rynku brytyjskim. Wielka Brytania potwierdziła bowiem wstępne nieoficjalne informacje o swoich niskich plonach – spadek o 45 000 ton w produkcji jabłek w porównaniu z ubiegłym rokiem. Pomimo prób zdominowania tego rynku przez eksporterów z Francji, na tym rynku mogą pojawić się szanse również dla importu z Polski, szczególnie, że Wlk. Brytania odracza kontrole i ułatwia procedury wjazdu. Proces wstępnego zgłoszenia wysyłki zostaje anulowany, a konieczność uzyskania świadectwa fitosanitarnego jest dalej odkładana i mało prawdopodobna, gdyż owoce i warzywa są uważane za produkty niskiego ryzyka.

Konkurencja z innych stref geograficznych

Warunki rynkowe w nadchodzącym sezonie mogą pomóc w odzyskaniu wolumenu eksportu, który w zeszłym roku wyniósł 1.050.000 T. Spadek o 70 000 ton w eksporcie do Egiptu został już częściowo zrekompensowany wzrostem importu głównie w Ameryce Południowej i Arabii Saudyjskiej oraz stabilną sprzedażą na Bliski Wschód, Indie i do krajów Azji Płd-Wsch. W tym sezonie nadal duża część sprzedaży będzie kierowana na Białoruś, Kazachstan i do Mongolii.

Eksperci wskazują jednak, że  w nadchodzącym sezonie producenci jabłek nie powinni obawiać się importu z półkuli południowej ze względu na huragan Gabriel w Nowej Zelandii, problemy z logistyką oraz różnego rodzaju spustoszenia klimatyczne, które dotknęły produkcję jabłek w tym regionie świata.

Produkcja w Stanach Zjednoczonych najprawdopodobniej zanotuje spadek, w porównaniu do zeszłego roku, o ok. 3,6%, w tym spadek o 2,3% z rejonu Waszyngtonu, który jest czołowym amerykańskim dostawcą na rynek międzynarodowy.

Produkcja jabłek w Chinach nieznacznie wzrosła, ale pozostaje na niskim poziomie 37,1 mln. ton, czyli znacznie poniżej potencjału chińskiego sadu szacowanego na około 45 mln ton. Głównymi czynnikami, które mają wpływ na rynek spadek produkcji na rynku chińskim są złe warunki klimatyczne m.in. obfite opady śniegu i ulewne deszcze.

Niższe zbiory jabłek w Chinach i USA (Michigan) mogą wzmocnić pozycję UE oraz uczynić przemysł jabłkowy bardziej atrakcyjnym i dochodowym. W szacunkach europejskich ustalono, że  wolumen produkcji jabłek do przetworzenia powinien wynosić około 4,5 mln ton w porównaniu do 4,8 mln ton przetworzonych w zeszłym roku.

„Na szczeblu UE powinny zostać zachowane dobre proporcje  pomiędzy rynkiem produktów świeżych, a rynkiem owoców kierowanych do przetwórstwa. Popyt ze strony przemysłu może rosnąć ze względu na niższe zbiory w Polsce”- podkreśla Paulina Kopeć, Sekretarz Generalna  Unii Owocowej.

Dobre prognozy dla polskiego eksportu może nieść sobą spadek produkcji w Indiach z 2,8 mln ton do 1,9 mln ton jabłek. Indie to rynek, który może dalej rosnąć dla eksportu z UE, ale może też stać się wyzwaniem dla polskich eksporterów ze względu jabłka pochodzące z Iranu lub wznowienie eksportu jabłek z USA po zniesieniu cła wyrównawczego wynikającego z polityki Prezydenta USA Donalda Trumpa.

W Azji nadal będziemy jednak nadal mieć  problem z niedostateczną podażą jabłek ze względu na niskie zbiory w Chinach. W pierwszych sześciu miesiącach 2023 roku Chiny obniżyły eksport z 360 000 T do 310 000 T na rynek azjatycki m.in. do krajów w Indonezji, Wietnamu, Bangladeszu, Tajlandii, i Malezji.

Istotnym zagrożeniem Polski natomiast mogą być wzrosty produkcji w Turcji, Serbii i Mołdawii. Kraje te bowiem poszukują nowych możliwości otwarcia rynków na Bliskim Wschodzie i w Azji.

Produkcja jabłek w Azji Środkowej i na Kaukazie może wzrosnąć o 5%, ale problemem tej produkcji jest jej raczej niska jakość.  Dynamicznie wrasta także produkcja w Gruzji,  rozwijana z rządowym planem wsparcia, ale jest ona w znacznym stopniu uzależniona od rosyjskiego rynku i dostępu do centrum logistycznego w Azerbejdżanie dla Iranu od Rosji.

Rekomendacje ekspertów przed sezonem

Eksperci Unii Owocowej, Core Team i organizacji branżowych wskazują, że kluczowa w nadchodzącym sezonie będzie walka o jakość produkcji deserowej. Zwracają uwagę na przed i po zbiorcze przygotowanie do sprzedaży z jednoczesną dbałością o eliminację pozostałości, czyli z ograniczaniem stosowania pestycydów w okresie od kwitnienia do zbioru. Coraz większego znaczenia nabiera  zabezpieczenie sadu przed zmiennymi warunkami klimatycznymi do pełnego zbioru.

„Warto zadbać o dobre przygotowanie sadów przed kwitnieniem, gdyż zastosowane w tym okresie substancje są w większości przypadków później niewykrywane w owocach, natomiast w późniejszym okresie należy dokonywać odpowiedniej selekcji w wykorzystaniu środków ochrony roślin, by spełnić wysokie normy stawiane przez sieci handlowe – często jednolite dla całej UE” – podkreśla Andrzej Soska z Soska Consulting.

Eksperci wskazują m.in. na monitorowanie sadów i wybór optymalnego dla zbiorów terminu pod kątem parametrów osiąganych przez owoce. Wskazują na możliwość opóźnienia zbiorów w czym pomóc może m.in. preparat Harvista oraz podkreślają, że czasem warto pominąć słabsze jakościowo kwatery, by zebrać jabłka o wysokiej jakości.

„W Polsce, na przykład, Red Jonaprince jest często zrywany przez sadowników zbyt wcześnie, co powoduje, że odmiana ta nie osiąga pełni swoich właściwości smakowych i odpowiedniego wyglądu” – podkreśla Kamil Jeziorek z Soska Consulting.

Istotne dla jakości produkcji jabłkowej jest również odpowiednie odżywienie owoców wapniem, oraz zabezpieczenie jabłek przed chorobami grzybowymi i przechowalniczymi przed i po zbiorach, jak również uszkodzeniami mechanicznymi w trakcie zbiorów.

„Przed zbiorami powinniśmy zastosować nawet do 10 zabiegów zabezpieczających owoce przed chorobami grzybowymi. Po zbiorczo można zastosować fumigację, ozonowanie na gorąco lub zraszanie/zanurzanie owoców. Owoce nie powinny na przykład czekać przez noc na zapakowanie do komór, liczy się bowiem jak najszybsze wkładanie owoców do komór przechowalniczych i niskotlenowych i ich jak najszybsze również zamykanie” – podkreśla Jeziorek.

Eksperci zalecają również wieloetapowy zbiór, który np. w przypadku Gali powoduje, że plon z hektara jest wyższy. Zwracają również uwagę na konieczność przeprowadzenia szkoleń dla pracowników gospodarstw sadowniczych w zakresie poprawności zbierania i przekładania owoców, gdyż jabłka uszkodzone w trakcie zbioru stanowią  istotne ryzyko rozwoju chorób przechowalniczych.

„Konieczna jest stała kontrola jakości podczas zbioru i nieustanne szkolenie i przypominanie pracownikom o tym, jak ważne jest odpowiednie traktowanie produktu podczas zbioru” – dodaje Kamil Jeziorek.

Jednocześnie, zdaniem ekspertów, ochrona sadów powinna być prowadzona z dużą dbałością o przebieg całego procesu. Eksperci odradzają korzystanie ze środków ochrony roślin z niewiadomego pochodzenia, gdyż wbrew informacji na opakowaniu mogą one zawierać substancje aktywne wycofane z obrotu w UE, które później uniemożliwią sprzedaż na rynek UE i do sieci handlowych owoców z pozostałościami tego rodzaju substancji. Wskazują również na konieczność ograniczania liczby preparatów ochronnych do maksymalnie 4 rodzajów środków ochrony, by nie przekroczyć coraz bardziej restrykcyjnych norm sieci handlowych, które narzucają normy bardziej wyśrubowane niż standardy UE. Przykładowy program ochrony powinien obejmować np. 1 substancję z fungicydów kontaktowych np. kaptan po zbiorze i 2-3 substancje aktywne np. fungicydy stosowane do ochrony przedzbiorczej, co pozwali zachować 1 substancję w rezerwie, by jabłka spełniły normy odbiorców komercyjnych.

Eksperci podkreślają również, że osiągnięcie minimalnego poziomu pozostałości, tak by móc spełniać wymogi odbiorców korporacyjnych, wymaga przy tym zastosowania ochrony selektywnej, w tym korzystania z pomocy fauny pożytecznej dla sadów. Ich zdaniem konieczna jest również edukacja konsumentów nt. norm i standardów w zakresie jakości i pozostałości środków ochrony roślin. Konsumenci powinni być o tym edukowani, tak by móc świadomie wybierać owoce spełniające wysokie normy bezpieczeństwa.

Z punktu widzenia wyzwań marketingowych, pomimo pustego rynku na początku sezonu, eksperci radzą jak najszybciej rozpocząć sprzedaż, aby sprostać popytowi lokalnemu, wewnątrzunijnemu i międzynarodowemu. Ich zdaniem należy się również liczyć z rosnącą konkurencją ze strony innych produktów spożywczych oraz owoców takich jak banany i owoce cytrusowe.

Inflacja w strefie euro przestała spadać

Inflacja w strefie euro przestała spadać. Wstępne dane pokazują, że roczna stopa inflacji w strefie euro utrzymała się na poziomie 5,3% r/r, podczas gdy ekonomiści oczekiwali, że inflacja nadal będzie spadać i wyniesie 5,1%. W relacji m/m ogół cen wzrósł o 0,6%. Wskaźnik bazowy zrównał się z szerokim CPI i wyniósł 5,3% r/r.

Sierpniowe dane rozczarowały przede wszystkim w największych gospodarkach strefy euro. We Francji inflacja HICP wzrosła do 5,7% r/r wobec 5,1% miesiąc wcześniej. W Niemczech wskaźnik wyniósł 6,4% r/r, podczas gdy konsensus wynosił 6,3%. Wskaźniki nie spadają już tak dynamicznie jak w poprzednich miesiącach.

Prezes Lagarde podczas sympozjum w Jackson Hole wskazała, że walka z inflacją nie została jeszcze wygrana. Dzisiejsze dane wpisują się w tę narrację. Oznacza to, że stopy procentowe w Unii Europejskiej będą musiały pozostać na wysokim poziomie tak długo jak to konieczne, aby spowolnić wciąż wysoką inflację. Dane z pewnością wpłyną na dalsze decyzje EBC, być może na najbliższym posiedzeniu decydenci nie zadecydują jeszcze o przerwie w cyklu podwyżek.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

O 20 proc. kontroli podatkowych więcej w 2022 roku niż w latach pandemicznych

Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że w 2022 roku przeprowadzono niemal o trzy tysiące kontroli podatkowych więcej niż w 2020. W tym czasie zwiększyła się także wysokość uszczupleń podatkowych. Z kolei liczba czynności sprawdzających spadła z blisko 3 mln w 2021 roku do nieco ponad 2,2 mln w 2022 roku.

O kontrolach podatnik jest informowany na 7 dni przed ich rozpoczęciem. Weryfikacji poddawane są tylko konkretne elementy wymienione w zawiadomieniu, np. podatek VAT za 2021 rok. Mimo, że w 2022 roku obostrzenia związane z pandemią były mniej restrykcyjne niż w poprzednich dwóch latach, nadal widoczny był znaczący wzrost liczby kontroli podatkowych. W 2020 roku przeprowadzono ich 15 304, a w 2022 już 18 120.
Więcej kontroli, ale mniej uszczupleń

Mimo większej liczby kontroli podatkowych maleje liczba uszczupleń. Może to oznaczać, że rośnie poziom poprawności rozliczeń podatników. W 2020 roku, gdy kontroli było mniej, zaobserwowano najwyższą wartość uszczupleń – średnio 254 743 zł na jedną. W 2022 roku, mimo że procesów weryfikacji przeprowadzono znacznie więcej, wartość uszczupleń była niższa: średnio 175 480 zł.

Łącznie w związku z przeprowadzonymi kontrolami podatkowymi w 2020 roku wykryto uszczuplenia w wysokości blisko 4 mld zł. W 2021 roku wartość ta spadła do nieco ponad 3 mld zł, a w 2022 roku osiągnęła blisko 3,2 mld zł.

Czynności skutecznie sprawdzające

Czynności sprawdzające mogą być wszczęte z urzędu aby zweryfikować poprawność dokumentów, m.in. składane zeznania podatkowe. W latach 2020 i 2021 wiele tych postępowań przeprowadzano u przedsiębiorców zdalnie, prawdopodobnie w związku z ograniczeniami pandemicznymi. Czynności sprawdzających było w tym okresie więcej niż kontroli podatkowych. Jednocześnie były one też bardziej efektywne w wykrywaniu uszczupleń.

Liczba czynności sprawdzających spada, jednak rośnie ich skuteczność w wykrywaniu uszczupleń. W ostatnich trzech latach stały się bardziej skuteczne w tym zakresie niż kontrole podatkowe.

Blokada STIR

W polskim systemie prawnym funkcjonuje mechanizm tzw. blokady STIR, czyli blokady rachunków bankowych należących do podmiotów kwalifikowanych. Na podstawie tzw. ustawy STIR-owskiej fiskus może zweryfikować rachunki bankowe, zablokować je, a także przejąć środki. W 2020 roku mechanizm ten został wdrożony na 1 020 rachunków, na łączną kwotę 96,2 mln zł. W 2022 roku zablokowano w sumie 77,4 mln zł, pochodzących z 1 138 rachunków.

Zablokowanie możliwości korzystania z własnych środków finansowych oznacza, że właściciel ma dostęp do rachunku bankowego, jednak nie może dysponować zgromadzonymi na nim środkami: nie ma możliwości wykonania żadnych płatności czy wypłacenia pieniędzy w bankomacie.

Co ważne: przedsiębiorcy w żaden sposób nie są informowani przez bank o blokadzie środków na koncie. Mogą się o tym przekonać np. dopiero wtedy, gdy zlecą przelew, który nie zostanie zrealizowany. Może to spowodować nie tylko naliczanie odsetek, ale również wywołać negatywne skutki wizerunkowe. O zablokowaniu konta przedsiębiorca może się dowiedzieć np. dopiero przy kasie, gdy płacąc karta otrzyma odmowę. W mojej ocenie informacje o blokadzie konta powinna być udzielana od razu, nie wyeliminuje to zatorów płatniczych, ale przedsiębiorcy będą mogli uniknąć niezręcznych sytuacji.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Europa narażona na skokowy wzrost cen energii

Europa jest bardziej narażona na ponowny wzrost cen energii niż inne światowe gospodarki, np. USA. Polska jest wśród europejskich krajów, których gospodarka zostałaby mocniej dotknięta ewentualnym skokowym wzrostem cen energii – wynika z analizy EY. Niepewność związana z obecnym kryzysem energetycznym zostanie z nami na dłużej, a przedsiębiorcy powinni być na to gotowi.

Trwająca wojna w Ukrainie oraz związane z nią napięcia geopolityczne wciąż stanowią ryzyko, które może doprowadzić do skoków cen energii i żywności, a co za tym idzie – do utrzymania wysokiego poziomu inflacji. Choć zima okazała się łagodna i nie spowodowała większego zapotrzebowania na energię, kolejna zima wciąż jest wielką niewiadomą. Ogłoszone na początku sierpnia strajki w Australii spowodowały wzrost cen gazu o 40 proc. w jeden dzień. Niepewność jest tak duża, że jednorazowe wydarzenie może istotnie zaburzyć chwiejną równowagę cenową.

Prawdopodobieństwo wystąpienia kolejnego głębokiego kryzysu energetycznego znacząco się obniżyło. Mimo to rynek energii pozostaje wysoce wrażliwy na zaburzenia, a zatem ryzyko skokowego wzrostu cen energii w Polsce i Europie wciąż jest duże. Wobec zerwania łańcuchów dostaw surowców energetycznych – zwłaszcza z Rosji – i wyprzedania długoterminowych kontraktów na dostawy LNG, Europa jest zmuszona polegać na kontraktach krótkoterminowych, co zwiększa zmienność cen. Dlatego ceny energii pozostają wysoce wrażliwe na czynniki ryzyka, takie jak trwająca wojna w Ukrainie i związane z nią napięcia geopolityczne oraz czynniki pogodowe (fale upałów, susze, mroźna zima 2023/2024, nasilenie El Niño). Ceny gazu nadal może podbić zwiększony popyt w Chinach – choć ożywienie gospodarcze po zniesieniu restrykcji pandemiczych jak dotąd zawodzi, przez co chiński popyt na surowce pozostaje relatywnie niski, to oczekiwana stymulacja fiskalna i monetarna może to zmienić – komentuje Marek Rozkrut, partner i główny ekonomista EY na Europę i Azję Centralną.

Łagodna zima oraz wsparcie rządowe dla gospodarstw domowych i firm ograniczyło skutki kryzysu energetycznego w Polsce i Europie. Nie bez znaczenia było też znaczące – większe od pierwotnych oczekiwań – ograniczenie popytu na gaz w przemyśle, wysokie stany magazynów gazu, nowe inwestycje w infrastrukturę gazową w Europie, w tym np. rozbudowa terminalu LNG w Świnoujściu, oraz niski popyt na LNG w Chinach. W efekcie sytuacja na rynkach energii się uspokoiła, a ceny gazu i węgla obniżyły się w pobliże przedpandemicznych poziomów.

Należy przy tym zaznaczyć, że choć ryzyko istotnego wzrostu cen energii pozostaje wysokie, to nie rozważamy już scenariusza powrotu do rekordowych cen z lata 2022 r. – przemysł trwale obniżył swój popyt na gaz, rozbudowana została infrastruktura do transportu i magazynowania LNG, a i niepewność związana z konsekwencjami kryzysu energetycznego jest już znacznie mniejsza niż przed rokiem – dodaje Marek Rozkrut.

Europa bardziej wrażliwa niż USA

Z analiz Zespołu Analiz Ekonomicznych EY wynika, że Europa jest bardziej narażona na ponowny wzrost cen energii i żywności niż inne główne gospodarki, na czele z USA. Przede wszystkim z powodu niedoboru surowców energetycznych, które pochodzą głównie z importu. Ewentualne podwyżki cen surowców szczególnie dotkliwie odczułyby trzy kraje UE: Czechy, Węgry i Rumunia. Choć Polska nie jest wymieniana wśród najbardziej zagrożonych rynków, naszą słabością wciąż pozostaje jeden z najwyższych poziomów inflacji w Europie. Skok cen energii mógłby podbić inflację i w konsekwencji negatywnie wpłynąć na wzrost gospodarczy.

Ujemne ceny energii nie cieszą

11 czerwca na polskim rynku hurtowym spot po raz pierwszy w historii odnotowano ujemne ceny energii dla wybranych godzin w ciągu dnia. W praktyce oznaczało to, że dostawcy płacili odbiorcom za zużycie energii, a nie na odwrót. Jednak taka sytuacja nie oznacza, że ceny energii dla przemysłu i gospodarstw domowych drastycznie lub w ogóle spadły. Ujemne ceny obowiązywały w kilku godzinach na tzw. Rynku Dnia Następnego, gdzie energię kupuje się w granulacji właśnie godzinowej. Pomimo rządowego zamrożenia cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych, bazujące na długoterminowych kontraktach ceny dla odbiorców indywidualnych i firm pozostają wyraźnie wyższe niż przez pandemią. Dzięki spadkom cen surowców obserwowanym od początku 2023 roku, ceny kontraktów długoterminowych na 2024 r. stopniowo spadają, co powinno się przełożyć na obniżenie cen dla firm w przyszłym roku. Niemniej jednak, w przypadku odmrożenia cen dla gospodarstw domowych, te powinny spodziewać się wzrostu rachunków, gdyż średnie ceny kontraktów długoterminowych z dostawą na 2024 r. wciąż przewyższają poziom wprowadzonych cen maksymalnych.

Wraz z dalszym dynamicznym rozwojem OZE w Polsce i Europie, istotne spadki cen godzinowych będą występować coraz częściej, co powinno stymulować rozwój inwestycji w magazynowanie energii elektrycznej (czy to w postaci baterii, czy zielonego wodoru), a także rozwój nowych produktów i usług związanych z elastycznością popytu i taryfami dynamicznymi – mówi Maciej Markiewicz, Partner, EY Polska.

Rynek wybrał euro a nie dolara

Wczorajszy dzień był wyraźnie bardziej przychylny walucie europejskiej niż amerykańskiej. Wyższa od oczekiwań inflacja w Niemczech i słabsze dane z USA szczególnie z rynku pracy sporo namieszały.

Rynek pracy za oceanem straszy inwestorów

Wczoraj poznaliśmy wyniki raportu ADP na temat zatrudnienia. Wynik okazał się 18 tysięcy miejsc pracy poniżej oczekiwań. Nawet gdyby nie późniejsze dane o rewizji produktu krajowego brutto już to powinno mieć silny negatywny wpływ na dolara. Biorąc pod uwagę bliskość tych dwóch odczytów ciężko powiedzieć, jaki miało naprawdę. Inwestorzy mocno boją się problemów na rynku pracy, bo te momentalnie powinny przekładać się na inne branże. Ludzie, tracąc pracę, powinni dość szybko ograniczać swoje wydatki. Już sam ten fakt ma silny wpływ, nie mówiąc o potencjalnym spadku spłacalności kredytów i potencjalnym zagrożeniu dla stabilności niektórych banków.

Co z gospodarką za oceanem?

Jak już wspomnieliśmy wczoraj, miał miejsce odczyt PKB, a konkretnie rewizja tego odczytu. Jest to potwierdzenie wstępnych danych po tym, jak spłynęły wszystkie dane cząstkowe. Okazało się, że wzrost PKB jest wolniejszy od oczekiwań. Różnica wynosi 2,1% zamiast 2,4%. Należy jednak pamiętać, że Amerykanie wykorzystują wskaźnik annualizowany. Oznacza to, że kalkulują, jak wyglądałby rok, gdyby był cały taki jak dany kwartał. To dlatego właśnie ta różnica jest tak duża. Z drugiej strony wzrosła konsumpcja prywatna. Trzeba pamiętać, że wzrost dotyczy danych za drugi kwartał, czyli do czerwca, a raport ADP dotyczył sierpnia. To tłumaczy pewną rozbieżność. Po słabszych danych inwestorzy postanowili sprzedawać dolara. Kurs dolara w ciągu trochę ponad godziny spadł o ponad 3 grosze. Dzisiaj jednak od rana wraca blisko poziomów, z których ruch się zaczynał.

Ceny w Niemczech powyżej oczekiwań

Analitycy sądzili, że inflacja nad Odrą spadnie do poziomu 6%. Tak nisko się jednak nie udało i sierpień kończymy poziomem 6,1%. To nadal spadek względem zeszłego miesiąca, ale nie tak silny, jak oczekiwali tego analitycy. Obecne 6,1% to wynik równy temu z maja. Od tego czasu inflacja lekko wzrosła, a teraz znów spada. Oznacza to, że przez cały kwartał ceny w Niemczech utrzymały tempo wzrostu. Takie dane znów budzą pewien niepokój na rynkach. Był to zresztą kolejny powód, dla którego inwestorzy preferowali wczoraj euro względem dolara. Wolniej spadająca inflacja w Niemczech potencjalnie zwiększa szanse, że stopy procentowe będą rosły szybciej. Taka decyzja EBC z kolei umacnia kurs euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

11:00 – strefa euro – inflacja producencka,
14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

W jakich branżach wykorzystuje się język programowania java?

Branża IT bazuje na różnych językach programowania, które różnią się od siebie składnią, używanymi znakami, wielkością znaków czy nawet liczb zamiast liter. Niektóre z języków są na tyle skomplikowane, że funkcjonują w świecie programistów jedynie dzięki przywoływaniu ich w żartach.

Java – język programowania, z którego korzystamy na co dzień

Wiele z najpopularniejszych języków programowania jest wykorzystywana na rynku od wielu lat, wciąż stanowiąc trzon całego rynku IT oraz punkt wyjścia dla nowych technologii. Jednym z takich języków programowania jest Java, którego początki sięgają 1991 r., jeszcze pod nazwą projektu „Oak”. Java 1.0 przedstawiona została w 1995 r. Co stoi za jej popularnością? Niektóre języki są ograniczone w środowisku pracy do zaledwie jednej lub kilku platform. Aplikacje pisane w Javie mogą być dostępne dla użytkowników zarówno Windowsa, macOS, Linuxa, jak i nawet androida. Według niektórych danych Java to trzeci co do wielkości język programowania, nie dziwi więc pojawianie się na rynku nowych specjalistów. Rozrost branży IT oraz wysokie zarobki sprawiają, że ogłoszenia dla programisty cieszą się bardzo dużą popularnością. Wokół Javy powstają rozbudowane społeczności i liczne fora, które stanowią świetny potencjał do dalszego rozwoju technologii czy framework’ów wokół tego języka oprogramowania, ale również umożliwiają naukę czy rozwój nowym użytkownikom. Dzięki temu chętnie pojawiają się kolejne osoby zainteresowane rozwojem swojej kariery jako programista Java.

Ten język programowania zostanie z nami jeszcze przez wiele lat

Java używana jest w bardzo wielu branżach, aplikacje w tym języku są wykorzystywane w dziedzinie telekomunikacji, służby zdrowia, finansów, bankowości, handlu, logistyki, przemysłu i wielu innych. Takich systemów nie zmienia się z dnia na dzień, dlatego można przypuszczać, że Java jeszcze przez wiele lat będzie cieszyła się dużą popularnością, co będzie wiązało się również ze stałym zapotrzebowaniem na specjalistów w posługiwaniu się tym językiem.

Ciekawą branżą, która pojawiła się stosunkowo niedawno jest Game Developement, czyli szeroko pojęte tworzenie gier. Tutaj również możemy wymienić wiele dostępnych platform, zaczynając od Androida, na którym Java jest jednym z najsilniejszych graczy. Oprócz tego z grami w Javie możemy spotkać się na popularnych desktopach czy nawet PlayStation. Gry w Javie mogą być przedstawiane w różnej formie graficznej, od prostego 2D do zaawansowanych wieloosobowych rozgrywek w postaci popularnego Minecrafta.

W dzisiejszych czasach do rozwoju w wielu dziedzinach używane są różnego rodzaju symulatory. Na tym polu również pojawia się Java w postaci prototypów do tworzenia dalszych koncepcji, analizy danych czy nawet jako systemów nawigacji lotniczej i kontroli lotów. Same symulatory lotów szkolące nowych pilotów nierzadko napisane są w Javie.

Java – łatwiej powiedzieć, gdzie nie jest wykorzystywana

Pojawienie się pandemii Covid-19 zapoczątkowały mechanizmy nauki i pracy zdalnej. Powstawały i rozwijały się platformy e-learningowe, które w dużej mierze również pisane są technologią Javy. Do jednego worka z tego typu platformami możemy wrzucić same systemy zarządzania uczelniami czy interaktywne narzędzia edukacyjne.

Handel elektroniczny to dzisiaj najwygodniejszy sposób na robienie zakupów. Java jest używana do tworzenia platform zakupowych, a nawet systemów płatności czy zarządzania magazynem. W ślad za handlem poszła również logistyka, w której również Java przyczyniła się do tworzenia i rozwoju platform logistycznych, śledzenia przesyłek, a w niektórych krajach nawet systemu kontroli ruchu czy zarządzania flotą.

Nieodłącznymi towarzyszami naszego życia są: telekomunikacja, opieka zdrowotna i finanse. W dobie bankowości internetowej bardzo wiele placówek korzysta w dużej mierze z aplikacji bankowych, niektóre nawet zamykają swoje fizyczne oddziały, skupiając się na rozwoju małych punktów oraz aplikacji dla użytkowników. W ramach ciekawostki wymienić możemy kilka przykładów aplikacji, które zostały napisane w Javie, wśród nich są: Gmail, OpenOffice, a nawet Netflix czy Amazon.

Inflacja w Polsce nie chce spadać, ale RPP może obniżyć stopy procentowe w przyszłym tygodniu

Najbardziej oczekiwany raport makroekonomiczny z Polski jest już za nami. Inflacja CPI wstępnie za sierpień nie spada do poziomu jednocyfrowego. Co więcej wypada na poziomie 10,1% r/r, co oznacza odczyt powyżej konsensusu na 10%. Niespełnione zostały warunki do pierwszej obniżki stóp procentowych w Polsce, ale nie jest wykluczone, że RPP i tak zdecyduje się na taki ruch w kolejną środę, patrząc na dosyć oczywisty trend spadkowy inflacji.

Zacznijmy od pozytywnych aspektów dzisiejszego raportu inflacyjnego. Inflacja w ujęciu miesięcznym wypadła na poziomie 0,0%, co oznacza, że ceny nie rosną. Oczywiście w ujęciu rocznym ceny cały czas rosną dwucyfrowo, ale trend spadkowy jest oczywisty. W październiku odczyt inflacji niemal na 100% będzie poniżej 10% i jeśli nagle inflacja nie będzie rosnąć o 1% w ujęciu miesięcznym w każdym miesiącu przyszłego roku, to zostaniemy w inflacji jednocyfrowej do końca 2024 roku. Może to być wystarczający dowód na to, że sytuacja inflacyjna jest względnie opanowana, co może być podstawą do obniżki stóp procentowych ze strony RPP już w przyszłym tygodniu. Oczywiście podstawy nie zostały spełnione w 100%, ale nie można wykluczyć tego, że RPP pominie ten mały szczegół. Z drugiej strony obniżka stóp w październiku wydaje się już niemal w 100% pewna. Dodatkowo patrząc na spowolnienie gospodarcze w Europie i w Polsce, RPP będzie miało podstawę do wytłumaczenia takiego ruchu. Oprócz inflacji poznaliśmy również finalny odczyt PKB za II kwartał. Dane wypadły zastanawiająco – pogłębienie spadku PKB w ujęciu rocznym do -0,6% r/r z -0,5% r/r, ale ograniczenie spadku kwartalnego z -3,7% k/ do -2,2% k/k.

Jesteśmy też za serią słabych danych ze Stanów Zjednoczonych, które pokazują, że kolejna podwyżka nie jest już taka pewna. Fed spotyka się za trzy tygodnie i do tego czasu poznamy jeszcze inflację PCE za lipiec dzisiaj o 14:30, jutro raport z rynku pracy NFP oraz inflację CPI na tydzień przed decyzją Fed. Jeśli wszystkie dane wpiszą się w obecny trend spowolnienia, Fed może zdecydować się na wstrzymanie z podwyżką i podkreślenie, że będzie obserwował dane do kolejnej decyzji w listopadzie.

Dzisiaj obserwujemy lekkie odrabianie strat ze strony dolara. Złoty z kolei nie zareagował na dzisiejsze dane dotyczące inflacji i PKB. EURUSD spada poniżej poziomu 1,0900. Z kolei za dolara płacimy 4,1040 zł, za euro 4,4684 zł, za funta 5,2148 zł, za franka 4,6628 zł.

Autor: Michał Stajniak CFA, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Brak większej reakcji polskiego rynku na dzisiejsze dane makroekonomiczne

Polski rynek finansowy nie reagował dziś rano jakoś przesadnie na informację o dynamice CPI w naszym kraju w sierpniu br. (6-ty spadek z rzędu do 10,1 proc. z 10,8 proc. w lipcu br. i oczekiwaniach na poziomie 10 proc.) i ostateczne dane na temat PKB w II kw. br. (-0,6 proc r/r po rewizji danych za I kw. z 0 proc. r/r do -0,3 proc. r/r i oczekiwaniach na poziomie -0,5 proc.). Kurs złotego był stabilny (EUR/PLN +0,01 proc., USD PLN +0,35 proc. ok. godz. 10:40). Rentowność 10-letnicj obligacji polskiego rządu wróciła powyżej poziomu 5,6 proc. (5,624 proc.).

Na GPW WIG-20 spadał o 0,1 proc. (ok. godz. 10:40). Kurs akcji PZU ustanowił dziś swój historyczny rekord. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś ceny akcji spółek Grupa Ambra i AB, zaś najniżej od ponad roku były notowania Bowimu.

Po wczorajszym drugim z rzędu wzroście głównych indeksów w USA (S&P 500 +0,38 proc., DJIA +0,11 proc., Nasdaq 100 +0,56 proc.), dziś na giełdach Azji i Oceanii przeważały spadki, ale Nikkei 225 zyskał 0,88 proc. Ponownie zwracała uwagę słabość Shanghai B-Share Index, który stracił 4,9 proc. i znalazł się na najniższym poziomie od ponad 2 lat.

Na giełdach europejskich główne indeksy próbowały rosnąc drugi dzień z rzędu (DAX +0,65 proc., CAC 40 +0,19 proc.).
Rentowność 10-letnicj obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych, która 1,5 tygodnia temu osiągnęła swój najwyższy poziom od 2007 roku, dziś rano utrzymywał się w okolicach swoich 3 tygodniowych minimów (4,107 proc.).

Kurs EUR/USD korygował dziś rano zwyżkę z poprzednich 3 dni (-0,36 proc. ok. godz. 10:25) i wrócił poniżej poziomu 1,09 USD. Kurs USD/JPY, który był we wtorek najwyżej od listopada ub.r. dziś rano spadał o 0,22 proc. ok. godz. 10:30.

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara bo silnym wtorkowym wzroście i jego środowej korekcie był dziś ok. godz. 10:30 stabilny (-0,11 proc.).

Rosnące od tygodnia ceny kontraktów na ropę naftową próbowały w czwartek rano kontynuować zwyżkę i pokonać maksima środowej sesji (WTI +0,31 proc., Brent +0,21 proc. ok. godz. 10:20). Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie utrzymywała się w pobliżu swoich ponad 2-tygodniowych maksimów (-0,25 proc. ok. godz. 10:20). Na rynku metali brak było dziś rano dominującej tendencji (ok. godz. 10:26 złoto – wczoraj najdroższe od ponad 3 tygodni – spadało o 0,1 proc., srebro – wczoraj najdroższe od miesiąca – traciło -0,95 proc., platyna – w środę najwyżej od 5 tygodni – zyskiwała 0,16 proc., pallad rósł o 0,17 proc., miedź taniała o 0,83 proc. spadając z najwyższego od 3 tygodni poziomu osiągniętego w środę). Cena kontraktów na kakao na ICE zamknęła się wczoraj najwyżej od 2011 roku, ale jeszcze nie przebiła sesyjnego maksimum z 7 sierpnia. Taniała dziś ok. godz. 9:25 pszenica i soja, natomiast lekko drożały kontrakty na kawę i bawełnę.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Inflacja w sierpniu jednak dwucyfrowa

Inflacja w sierpniu wyniosła 10,1 proc. r/r (wobec 10,8 proc. w lipcu). Nie udało się zatem inflacji spaść do jednocyfrowego poziomu przed końcem wakacji. To jednak może nie przeszkodzić RPP w dokonaniu pierwszej obniżki stóp procentowych już za niecały tydzień.

Inflacja w sierpniu wyniosła 10,1 proc. r/r. Nie spełniły się zatem prognozy części ekonomistów oraz oczekiwania polityków, jakoby już w tym miesiącu inflacja miała spaść do jednocyfrowego poziomu. W stosunku m/m ceny w sierpniu nie uległy zmianie (wobec spadku o 0,2 proc. w lipcu). Jest to jednak na razie tylko wstępny szacunek cen opublikowany przez GUS. Ostateczny odczyt poznamy 15 września. Zwykle, finalne odczyty nie różnią się zbytnio od tych wstępnych, tym razem jednak w życie może wejść procedowana przez parlament ustawa obniżająca ceny prądu dla indywidualnych odbiorców o 5 proc., działająca wstecz (od 1 stycznia br.). Odczyt finalny może zatem opierać się na innych danych niż wstępny szacunek. Może być jednak też tak, że ten efekt zostanie uwzględniony w inflacji dopiero w następnym miesiącu.

Odczyt inflacji w sierpniu, tak jak kolejne zbliżające się odczyty, jest ze szczególną uwagą obserwowany przez ekonomistów ze względu na jego wpływ na decyzję RPP o obniżce stóp procentowych. Rynek oczekuje, że Rada dokona pierwszej obniżki stóp przed wyborami (odbędą się 15 października), a spadek inflacji poniżej 10 proc. mógłby być ku temu dodatkowym argumentem. Nie ulega jednak wątpliwości, że z ekonomicznego punku widzenia na obniżki stóp jest za wcześnie, szczególnie gdy inflacja tak bardzo odbiega od celu inflacyjnego, który wynosi 2,5 proc. (z tolerancją wynoszącą 1 p.p.). Rynek uważa jednak, że przeważą argumenty polityczne i do obniżki stóp dojdzie we wrześniu lub ewentualnie październiku. Rada ponownie przesunęła swoje wrześniowe posiedzenie, które odbędzie się w pierwotnie planowanym terminie, czyli 5-6 września. To znaczy, że do pierwszej obniżki stóp może dojść już za tydzień.

Polacy w ostatnim czasie bardziej obawiają się recesji niż inflacji. W badaniu Puls Inwestora Indywidualnego eToro, odsetek inwestorów uważających inflację za największe ryzyko zewnętrzne spadł z 27 proc. do zaledwie 7 proc. Jednocześnie, znacznie wzrosła liczba inwestorów obawiających się o stan polskiej gospodarki – z 8 proc. do 36 proc. To efekt obaw dotyczących recesji oraz możliwych skutków finansowych kampanii wyborczej.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

W lipcu banki udzieliły więcej kredytów mikroprzedsiębiorcom, ale jakość portfela się pogorszyła

W lipcu 2023 r., w porównaniu do lipca 2022 r., banki udzieliły więcej kredytów mikroprzedsiębiorcom (+25,2%) i na wyższą wartość (+7,2%). W ujęciu produktowym banki udzieliły więcej kredytów w rachunku bieżącym (+21,9%) oraz kredytów obrotowych (+18,4%), jednak mniej o (-0,5%) kredytów inwestycyjnych. W ujęciu wartościowym ujemną dynamikę odnotowały tylko kredyty inwestycyjne (-8,4%). Wzrosty odnotowały kredyty w rachunku bieżącym (+4,8%) oraz w kredyty obrotowe (+4,1%).

Sprzedaż kredytów bankowych dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych w okresie styczeń–lipiec 2023 r., w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku, wzrosła o (+10,3%) w ujęciu liczbowym i wartościowym (+3,9%). W okresie tym banki udzieliły mniej o (-17,5%) i o niższej wartości (-24,6%) kredytów inwestycyjnych. Wzrosty w aspekcie liczbowym i wartościowym dotyczyły kredytów obrotowych – odpowiednio (+12,4%) oraz (+5,5%) oraz kredytów w rachunku bieżącym (+3,1%) oraz (+6,9%).

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według produktów kredytowych

Lipcowy odczyt Indeksu jakości kredytów mikroprzedsiębiorców wyniósł 6,52% w ujęciu wartościowym. Nadal jest on na w miarę bezpiecznym poziomie. Produktowe Indeksy jakości w lipcu 2023 r. kształtowały się w ujęciu wartościowym następująco: kredyty inwestycyjne 2,85%, kredyty w rachunku bieżącym 4,95% oraz kredyty obrotowe 11,83%.
W lipcu 2023 r. w porównaniu do czerwca 2023 r. pogorszył się (wzrósł) ogólny Indeks jakości o (+0,06). Również w porównaniu do lipca 2022 r. ogólny Indeks pogorszył się (wzrósł) o (+1,75).

W okresie 12-miesięcznym pogorszyły się (wzrosły) także Indeksy wszystkich trzech rodzajów kredytów. Najwyższe pogorszenie Indeksu wystąpiło w przypadku kredytów obrotowych (+3,27) oraz kredytów w rachunku bieżącym (+1,67).

Sprzedaż kredytów dla mikroprzedsiębiorców według sektorów

Na 12,6 tys. kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom w lipcu br., 6,1 tys. zaciągnęły firmy usługowe (48,4%) i 3,0 tys. handlowe (23,5%). Łącznie 72% udzielonych w lipcu 2023 r. kredytów przypada na te dwa sektory. Z całkowitej kwoty 1,799 mld zł, banki udzieliły 675 mln zł (37,5%) kredytów firmom z sektora usług oraz 504 mln zł (28,0%) mikroprzedsiębiorcom prowadzącym działalność handlową. Finansowanie tych dwóch sektorów to w lipcu 2023 r. 65,5% łącznej wartości udzielonych kredytów mikrofirmom.

W lipcu 2023 r. najwyższy wzrost r/r liczby udzielonych kredytów dotyczył finansowania usług (+28,4%) oraz handlu (+24,8%). W ujęciu wartościowym w lipcu 2023 r. w porównaniu do lipca 2022 r. dodatnia dynamika dotyczyła tyko kredytów dla firm usługowych (+17,6%) oraz budowlanych (+14,6%). Spadki dotyczyły kredytów udzielonych firmom produkcyjnym (-9,1%) i handlowym (-2,0%).

W pierwszych siedmiu miesiącach 2023 r., w porównaniu do analogicznego okresu 2022 r., dodatnie dynamiki w ujęciu liczbowym dotyczyły kredytów udzielonych firmom ze wszystkich czterech sektorów. Najwyższa dynamika dotyczyła firm usługowych (+11,4%) oraz budowlanych (+10,7%). W ujęciu wartościowym w tym okresie banki udzieliły o (+11,9%) wyższą kwotę kredytów firmom budowlanym oraz o (+4,4%) usługowym. Ujemną dynamiką charakteryzowały się kredyty udzielone firmom produkcyjnym (-1,1%).

Jakość portfeli kredytów dla mikroprzedsiębiorców według branż

Według odczytów Indeksu Jakości najgorzej (najwyższy poziom wskaźnika) w lipcu 2023 r. spłacane były kredyty przez firmy usługowe – wartość Indeksu wyniosła 6,9%, budowlane (6,78%) i handlowe (6,47%). Najlepszy (najniższy) odczyt w lipcu br. odnotował Indeks Jakości firm z sektora produkcji i wyniósł 5,65%. W porównaniu do lipca 2022 r. Indeks pogorszył się (wzrósł) we wszystkich branżach, najbardziej w budownictwie (+2,18), usługach (+2,0) oraz produkcji (+1,13).

Na rynku budowlanym brakuje rąk do pracy

– Ten problem zaraz wybuchnie i wielu inwestorów znajdzie się w poważnym kryzysie. Dzisiaj jeszcze trudno ocenić jego skalę – mówi wprost Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy. Mowa o braku osób chętnych do pracy na budowach. W ostatnich miesiącach wiele inwestycji było ograniczonych lub wstrzymanych, ale deweloperzy liczą na odbicie w roku 2024 i rozpoczęcie kolejnych inwestycji. Problemem może być jednak brak rąk do pracy. – To temat ogólnopolski. Nie ma regionu, który narzekałby na nadmiar pracowników gotowych do pełnoetatowej pracy na budowie – mówi ekspertka rynku pracy.

Gdy ruszą inwestycje publiczne i deweloperskie może zabraknąć rąk do pracy

Jaka jest skala zapotrzebowania na pracowników budowlanych? Które regiony potrzebują ich najpilniej? Można powiedzieć wprost, że to problem ogólnopolski, a z każdym miesiącem będzie się pogłębiać. Eksperci rynku pracy oceniają braki na rynku w skali ogólnopolskiej nawet na… 100 tysięcy etatów.

– Trudno jest wyliczyć, ilu pracowników na budowach brakuje. Jedno jest pewne – nie ma w tym momencie w Polsce firmy budowlanej, która narzekałaby na nadmiar pracowników. Oczywiście sytuacja jest dynamiczna i za nami kilka miesięcy przestoju w inwestycjach deweloperskich oraz inwestycjach publicznych. Należy się jednak spodziewać, że gdy nastąpi odbicie, to wiele inwestycji nie ruszy, bo nie będzie komu pracować na budowach – mówi ekspertka rynku pracy Dorota Siedziniewska – Brzeźniak z firmy IDEA HR Group.

O jakim odbiciu mowa?

– Deweloperzy prognozują, że w roku 2024 rozpocznie się wiele nowych inwestycji. To będzie także rok, gdy samorządy pozyskają fundusze unijne i rozpocznie się wiele inwestycji publicznych. Te zadania będzie trzeba realizować, a bez rąk do pracy będzie to niemożliwe. Trend jest niepokojący, bo na rynku pracy nie przybywa osób gotowych do pracy na budowach, a w 2022 wielu pracowników wyjechało walczyć na wojnie w Ukrainie i do dzisiaj ta luka nie została wypełniona. W czasie kryzysu rynek sobie poradził, ale co zrobimy, gdy inwestycje się rozpędzą? – dodaje ekspertka rynku pracy Dorota Siedziniewska–Brzeźniak.

To będzie największy kadrowy problem roku 2024?

Sektor budowlany boryka się z ogromnym deficytem pracowników. Problemem jest brak systemu kształcenia zawodowego w tym zakresie w Polsce, ale i fakt, że nasi rodzimi eksperci bardzo często decydują się na wyjazdy do pracy zagranicę.

– Polskie firmy bardzo często nie mają argumentów, by rywalizować o pracownika z firmami z Danii, Holandii, Norwegii czy z Niemiec. Nie jest to łatwy temat i spodziewamy się, że najbliższe miesiące przyniosą dość paniczne reakcje, gdy okaże się, że jest wielkie zapotrzebowanie na pracowników budowlanych, a po prostu nie ma chętnych do pracy – dodaje ekspertka.

– Brakuje nam specjalistów, inżynierów, konstruktorów, elektryków, tokarzy, ale i osób gotowych do prostych prac na budowie. Szczególnie jeżeli mówimy o młodych pracownikach – dodaje ekspertka.

– Nie jesteśmy zwolennikami czarnych scenariuszy, ale spodziewamy się, że niedobór rąk do pracy na budowach może być jednym z największych gospodarczych problemów roku 2024 – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak.

Inflacja powoduje wzrost nieetycznych zachowań w biznesie

Podwyższona inflacja doświadcza polską gospodarkę już od dwóch lat, negatywnie oddziałując na konsumentów i przedsiębiorstw. Jak wynika z najnowszych badań zrealizowanych wśród mikro, małych i średnich firm dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, gwałtowny wzrost cen szkodzi większości MŚP, przede wszystkim pogarsza kondycję i blokuje rozwój firm. Powoduje również wzrost nieetycznych zachowań w biznesie m.in. bezpodstawne podnoszenie cen i opóźnianie płatności. Według danych zgromadzonych w bazach BIG InfoMonitor i BIK, w I półroczu br. zaległości firm wobec banków i B2B podwyższyły się o 1,8 mld zł, czyli prawie tyle co w całym zeszłym roku. Odsetek podmiotów przyznających, że mają problem z płatnościami wzrósł z 16 do 22 proc.

Ponad 63 proc. przedsiębiorców uważa, że inflacja ogranicza rozwój i konkurencyjność ich działalności gospodarczej, pogarsza też kondycję finansową. Inflacja i idąca za nią drożyzna to również obecnie największe wyzwanie dla większości firm sektora MŚP, dystansujące takie problemy jak trudności z zatrudnianiem pracowników i spadek sprzedaży. Pozytywny wpływ inflacji na biznes notuje jedynie 2 proc. ankietowanych firm – wynika z badania Skaner MŚP Keralla Research dla BIG InfoMonitor.

Przedsiębiorcy nie wierzą w koniec wysokiej inflacji w tym rokuŹródło: badanie Skaner MŚP dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Inflacja przyczyną wzrostu nieetycznych zachowań w biznesie

Trwający już ponad dwa lata okres przyspieszonego wzrostu cen, począwszy od 5 proc. w lipcu 2021 r., przez dwucyfrowe zmiany po wybuchu wojny w Ukrainie od marca 2022 r., daje się gospodarce we znaki. I choć inflacja wreszcie zaczęła spadać, nadal pozostaje wysoka, szczególnie, że bazą nowych obliczeń są mocno podkręcone ceny z zeszłego roku. Dla większości firm sytuacja jest męcząca, a ponad 40 proc. przedsiębiorców, głównie małych firm zatrudniających od 10 do 49 pracowników, widzi też wynikający z tej sytuacji wzrost nieetycznych zachowań wśród przedsiębiorców, klientów i kontrahentów. Co trzeci badany obserwuje przede wszystkim praktykę ciągłego podnoszenia cen, bez związku z kosztami. Ponad 28 proc. podaje także, że kontrahenci po prostu unikają terminowego regulowania zobowiązań.
Inflacja przyczyną wzrostu nieetycznych zachowań w biznesie Źródło: badanie Skaner MŚP dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Zjawisko to potwierdza dynamika zmian zaległości przedsiębiorstw widoczna w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie informacji kredytowych BIK. – Drugi kwartał br. był kolejnym, w którym wartość nieopłacanych terminowo faktur i kredytów podwyższyła się o 0,9 mld zł. W całym pierwszym półroczu br., wartość nieopłacanych terminowo zobowiązań kredytowych i pozakredytowych przyspieszyła, zwłaszcza w największych sektorach gospodarki – transporcie, przemyśle i handlu, ale również w takich branżach jak kultura i rozrywka, hotele i zakwaterowanie oraz działalność profesjonalna naukowa i techniczna. Przez 6 miesięcy tego roku przybyło prawie 1,8 mld zł zaległości, do 41,24 mld zł. Dla porównania w całym 2022 r. było to 2,2 mld zł (6 proc.), a w ciężkim covidowym 2021 r. – 3,8 mld zł (wzrost o ponad 11 proc.) – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Gdy przedsiębiorcy nie otrzymują płatności w terminie, sami mają też kłopot z regulowaniem swoich zobowiązań, wspominają zresztą o tym w najnowszym badaniu Skaner MŚP. Gdy na koniec minionego roku 16 proc. przedsiębiorstw informowało, że zalegało z płatnościami zobowiązań, obecnie, choć do końca roku zostało jeszcze wiele miesięcy, takie doświadczenia ma już 22 proc. ankietowanych.

Obok dwóch najczęściej obserwowanych przez reprezentantów firm MŚP nieetycznych zachowań kontrahentów, czyli bezpodstawnego podnoszenia cen i ociągania się z płatnościami, niemal co piąty badany, wskazuje też na zjawisko „podbierania” klientów. – A ponad 12 proc. ze wspominających o nieetycznych zachowaniach spowodowanych inflacją, zwraca uwagę na dużo mniejszą przewidywalność, niedotrzymywanie słowa i zmiany umów. Według co dziesiątego respondenta, spadło też wzajemne zaufanie w biznesie. Przedsiębiorcy informują również o presji klientów na wykonanie inwestycji w kosztach, obliczonych przed wysoką inflacją oraz o unikaniu wykonywania zobowiązań.

wzrost nieetycznych zachowań w biznesie

Źródło: badanie Skaner MŚP dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

– Przytłoczeni inflacją przedsiębiorcy, niestety na razie nie widzą perspektyw na poprawę. Ponad połowa biznesu nie spodziewa się, że zjawisko to skończy się w tym roku. Pesymistami są szczególnie przedstawiciele usług i przemysłu. Na osłabienie wzrostu cen przed 2024 r. liczy co trzeci z reprezentantów firm MŚP – mówi Sławomir Grzelczak.

Badanie zrealizowane w ramach projektu „Skaner MŚP”, przez Instytut Keralla Research, prowadzone co kwartał wśród mikro, małych i średnich firm. Próba = 500, technika: wywiady telefoniczne, termin: lipiec 2023

Banki ostro ruszyły do ofensywy. Tylko w pół roku zawarły 70 tys. ugód z frankowiczami

Jak informuje Związek Banków Polskich, do końca II kwartału br. banki zawarły ok. 70 tys. ugód z frankowiczami. Co trzecia z nich nastąpiła w okresie trzech pierwszych miesięcy br. Eksperci prognozują, że w nadchodzących miesiącach dojdzie do tysięcy kolejnych takich porozumień. Ale nie brakuje też opinii, że bankom jest coraz ciężej przekonać frankowiczów do polubownego rozwiązania, bo proponowane ugody wciąż nie spełniają ich oczekiwań. Ponadto w przestrzeni publicznej mówi się o tym, że kredytobiorcy po czerwcowym wyroku TSUE coraz chętniej sondują u prawników, czy istnieje możliwość rozwiązania już zawartej ugody. ZBP zastrzega, że podważanie takich porozumień nie ma i nie może mieć masowego charakteru. Z kolei prawnicy dodają, że teoretycznie jest to możliwe, ale z reguły to skomplikowany i kosztowny proces, który nie w każdym przypadku doprowadzi do oczekiwanego rezultatu.

Banki zawierają coraz więcej ugód

Według danych pozyskanych ze Związku Banków Polskich (ZBP), do końca drugiego kwartału br. zostało zawartych (według wstępnych szacunków) ok. 70 tys. ugód banków z frankowiczami. Blisko 20 tys. z nich podpisano w okresie trzech pierwszych miesięcy tego roku. Jak podkreśla dr Tadeusz Białek, prezes ZBP, ugody zaproponowane przez przewodniczącego KNF są oferowane od ok. dwóch lat. A ten okres był trudny dla banków. Wzrost stóp procentowych w sposób oczywisty wyhamował dynamikę zawierania ugód, zwłaszcza w drugim półroczu 2022 roku.

– Istotnie banki znacząco polepszyły ofertę ugód i podpisują ich coraz więcej. Jednakże nadal zdecydowana większość z nich nie jest tak dobra, jak rozstrzygnięcia na drodze sądowej. Banki zachęcają klientów znaczącym obniżaniem salda i rozłożeniem pozostałej części długu zamienionego już na kredyt złotowy na raty ze stałym oprocentowaniem. Jednocześnie straszą przy tym, że korzystny wyrok nie jest pewny, a postępowanie sądowe może trwać latami – komentuje Adrian Goska, radca prawny z Kancelarii SubiGo.

Z kolei jak podkreśla adwokat Milena Mocarska z Kancelarii MBM Legal, kredytobiorcy niezwykle rzadko przegrywają sprawy w I instancji. A jeśli już dojdzie do takiej sytuacji, to przysługuje jeszcze apelacja i skarga kasacyjna do Sądu Najwyższego. Wobec tego ewentualny niekorzystny wyrok w I instancji nie zamyka sprawy. Ekspertka też dodaje, że żadne roszczenia banku, w szczególności związane z wynagrodzeniem za korzystanie z kapitału, nie są uzasadnione. Przesądził o tym TSUE w czerwcowym orzeczeniu.

– Z naszych obserwacji wynika, że większość frankowiczów, którzy zamierzali pójść do sądu, już to zrobiła. Według ostrożnych szacunków, co najmniej 1/3 klientów z aktywnymi umowami w ogóle nie planuje takiego rozstrzygnięcia. Decydują o tym różne czynniki, przede wszystkim koszty czy niechęć do sądzenia się przez lata. Potencjalnie więc jest to grupa najbardziej zainteresowana ugodami. Aczkolwiek widzimy zwiększanie się dynamiki zawierania ugód sądowych, co wcześniej było rzadkością – dodaje dr Białek.

ZBP widzi szansę na utrzymanie dynamiki

Do końca roku istnieje szansa na zawarcie kilku tysięcy ugód banków z frankowiczami, co prognozuje Adrian Goska. Według radcy prawnego z Kancelarii SubiGo, może to być efekt obaw niektórych kredytobiorców o czas trwania postępowania sądowego, który jest dość długi. Inni wolą mieć sprawę zamkniętą już teraz. Ekspert zaznacza, że podpisanie ugody z bankiem zamyka drogę do jakichkolwiek roszczeń odszkodowawczych, w tym o korzystanie z kapitału frankowicza o czym orzekł TSUE w czerwcu br.

– Patrząc na statystyki dotyczące ugód, liczę na utrzymanie dynamiki ich zawierania. I to przy ostrożnych szacunkach, bo docelowo jest to potencjalnie większy wolumen. Istota ugody pozostaje bez zmian, tzn. kredyt jest potraktowany jakby od początku był udzielony jako złotowy. Takie rozwiązanie jest o tyle wartością, że całkowicie eliminuje z umowy ryzyko kursowe – od początku jej obowiązywania, a nie od momentu zawarcia ugody – podkreśla prezes ZBP.

Według Mileny Mocarskiej, ugoda na korzystnych warunkach może być naprawdę dobrym rozwiązaniem pod warunkiem, że uwzględnia interesy i ustępstwa każdej ze stron. Zdaniem ekspertki, kredytobiorca nie powinien jednak poddawać się presji banku, godzić się na każde warunki, by tylko zakończyć spór. Coraz częściej w sprawach, w których jest już pozew w sądzie, a nawet nieprawomocny wyrok, banki próbują namówić klientów do ugody. Robią to z pominięciem pełnomocnika i sądu, co oczywiście nie powinno mieć miejsca.

– Mimo pewnego optymizmu, bankom coraz trudniej jest przekonać frankowiczów do podpisywania ugód, przede wszystkim ze względu na wysokie stopy procentowe. Kolejnym powodem jest rosnąca świadomość kredytobiorców. Oni zdają sobie sprawę z tego, że proponowane im warunki nie są dla nich opłacalne. Każdy, kto rozważa podpisanie ugody, powinien dokładnie przeanalizować propozycję banku i zastanowić się, czy sprawa sądowa, choć czasochłonna, nie jest dla niego korzystniejsza. Trzeba wziąć pod uwagę potencjalny zwrot nadpłaconych rat, opłat dodatkowych, a w późniejszym czasie również możliwe dochodzenie odszkodowania od banku – stwierdza radca prawny Adrian Goska.

Frankowicze chcą podważać zawarte ugody?

Oprócz dylematu w kwestii zawierania samych ugód na rynku pojawił się dodatkowy problem. Dr Białek zwraca uwagę na agresywny marketing niektórych kancelarii prawnych. One próbują tworzyć fałszywą narrację. Przekonują o rzekomo masowym zainteresowaniu podważaniem zawartych ugód. Natomiast z danych, które związek zbiera z banków, wynika, że takie przypadki mają charakter jednostkowy. Prezes ZBP podkreśla, że negowanie ugody zawartej przed sądem polubownym przy KNF wymaga oddzielnego postępowania. Kodeks postępowania cywilnego nie przewiduje podważenia takiego porozumienia z przyczyn merytorycznych, czyli w sytuacji, w której jedna ze stron nie zgadza się na przyjęte rozwiązanie kompromisowe, bo się rozmyśliła. Kwestionowanie możliwe jest tylko ze względów formalnych.

– Frankowicze po czerwcowym wyroku TSUE faktycznie coraz częściej przychodzą do kancelarii prawnych i dopytują o możliwość ewent. podważenia już zawartej ugody. Mówiąc wprost, dopiero badają grunt, czy mogliby coś jeszcze zyskać i czy w ogóle ten manewr jest możliwy. Jednak w sporej części uchylenie się od skutków prawnych złożonego oświadczenia w zakresie zawartej ugody jest dość trudne, tym bardziej że zawiera ona szereg informacji o skutkach oraz o pełnej świadomości jej podpisania. Z punktu widzenia kredytobiorcy, ugody zawierane ponad rok temu są o wiele gorsze niż te, które bank proponuje dziś. Klienci dostrzegli to i zaczynają studiować takie porozumienia. Jest oczywiście zbyt późno, aby cokolwiek negocjować. Jednak nie jest też tak, że tego typu ugód w ogóle nie da się podważyć, szczególnie tych zawieranych rok czy dwa lata temu – przekonuje radca prawny z Kancelarii SubiGo.

W ocenie Mileny Mocarskiej, uchylenie się od skutków ugody jest bardzo trudne. Wymagałoby to stwierdzenia, że ugoda była nieważna, np. z uwagi na klauzule niedozwolone. O ile takich klauzul można się doszukać w ugodach zawieranych kilka lat temu, o tyle prawdopodobieństwo takiej sytuacji w porozumieniach zawieranych w ostatnim czasie jest raczej znikoma. Inną możliwością jest powołanie się na błąd w zakresie faktów istotnych z punktu widzenia zawarcia takiego porozumienia. Zdaniem ekspertki, każdy przypadek trzeba przeanalizować i ocenić indywidualnie.

– Chcąc podważyć ugodę, trzeba byłoby udowodnić ważne uchybienia w procesie jej zawarcia albo wykazać niedoinformowanie o konsekwencjach jej podpisania. Uczestniczyłem w pracach nad wzorcem ugód. Wówczas jedną z najbardziej fundamentalnych kwestii było właściwe ułożenie obowiązków informacyjnych związanych z treścią porozumień. To stanowiło chyba najbardziej czasochłonną część tych ustaleń. Podważanie zawartych ugód nie ma i nie może mieć masowego charakteru – podsumowuje prezes Związku Banków Polskich.

Plany zawodowe rodziców wobec dzieci

Planowanie przyszłości dzieci to jedno z wyzwań rodzicielstwa. Jak często rodzice chcieliby decydować także o ich drodze zawodowej? Według najnowszego badania Pracuj.pl 29% z nich ma jasną wizję pracy, którą miałoby wykonywać w przyszłości ich potomstwo. 61% badanych nie chce jednak ingerować w wybór zawodu dziecka. Większość rodziców chciałaby, by ich dzieci mogły zmienić swoje pasje w pracę. Myśli o karierach potomstwa przynoszą jednocześnie nadzieje i obawy. 78% respondentów wierzy, że ich dzieci odnajdą szczęście w przyszłej karierze zawodowej. Jednocześnie aż ⅓ ojców i matek martwi się, że ich potomstwo popełni te same błędy w rozwoju zawodowym, co oni. Przedstawiamy obawy, nadzieje i oczekiwania rodziców, związane z przyszłością dzieci.

Najważniejsze informacje:

  • 36% rodziców nie ma preferowanego zawodu, który chcieliby, by wykonywały ich dzieci.
  • 29% badanych posiada preferencje co do przyszłości zawodowej swojego potomstwa.
  • 6 na 10 rodziców nie chce ingerować w zawód, jaki w przyszłości wybiorą ich dzieci.
  • 71% oczekuje od szkoły dziecka, że przekaże mu wiedzę przydatną na rynku pracy.
  • 1/3 obawia się, że ich dzieci popełnią podobne błędy w karierze, co oni sami.
  • 78% badanych wierzy, że ich dzieci znajdą pracę, w której będą szczęśliwe.

Rodzice a przyszłość zawodowa dzieci

Planowanie przyszłości zawodowej jest jednym z ważniejszych kroków, jakie podejmujemy w życiu. Niestety często jesteśmy stawiani przed tym wyborem w młodym wieku i nierzadko bez odpowiedniego przygotowania. Już wybór kierunku studiów może w pewnym zakresie determinować ścieżkę kariery lub pierwsze jej kroki. To z kolei ma wpływ na to, czy będziemy czerpać satysfakcję z pracy i jak wpłynie ona na nasze życie. W tym kontekście pojawia się pytanie, czy rodzice powinni ingerować w planowanie przyszłości zawodowej swoich dzieci? Z jednej strony mają oni niebagatelny wpływ na rozwój swojego potomstwa, często znają ich talenty i zainteresowania lepiej niż ktokolwiek inny. Z drugiej, decyzja o wyborze kariery powinna być przede wszystkim decyzją samych zainteresowanych.

Przedstawiciele serwisu Pracuj.pl postanowili sprawdzić, jakie podejście dominuje wśród rodziców w Polsce i w jakim stopniu chcieliby oni mieć pod kontrolą kwestię przyszłości zawodowej swojego potomstwa. W najnowszym badaniu Pracuj.pl bada postawy matek i ojców dotyczące planowania kariery ich dzieci. Badanie wykonano na próbie 578 matek i ojców posiadających dzieci w wieku szkolnym (7-18 lat).

Rodzice dają wolną rękę

Matki i ojcowie w Polsce wykazują się dużą swobodą pod kątem wyborów zawodowych swoich dzieci. Rodzice deklarują elastyczność i swobodne podejście do tej kwestii – wielu badanych chce, by ich pociechy samodzielnie dokonywały wyboru przyszłej pracy. 36% respondentów deklaruje, że nie ma preferowanego zawodu lub zawodów, które chcieliby, by wykonywały ich dzieci. 29% rodziców wskazuje jednak, że posiada takie preferencje co do przyszłości zawodowej potomstwa. Wśród badanych bardziej skłonni do planowania przyszłości dzieci są mężczyźni (33%) niż kobiety (25%), które w większej mierze chcą pozostawić wybór dziecku.

Największe nadzieje co do przyszłości zawodowej potomstwa żywią przedstawiciele pokolenia Y (25-34 lata). Aż 37% badanych z tej grupy deklaruje, że ma preferencje dotyczące wyborów zawodowych swoich pociech. Najrzadziej takie oczekiwania mają z kolei badani ze starszych grup wiekowych – mający 45-54 lata i 55-65 lat.

6 na 10 badanych rodziców jasno deklaruje, że nie chce ingerować w zawód lub zawody, jakie w przyszłości wybiorą ich dzieci. Co ciekawe, w tym przypadku również kobiety istotnie częściej deklarują oddawanie potomstwu swobody w tym zakresie. 69% respondentek wskazuje, że nie zamierza ingerować w decyzje swoich dzieci w momencie, kiedy wybiorą one zawód czy branżę, w której chcą budować swoją zawodową przyszłość. Taką deklarację składa aż o 15 punktów procentowych mniej mężczyzn.

Pod kątem pokoleniowym, deklaratywnie najrzadziej w te wybory chcą ingerować przedstawiciele pokolenia Z (71% nie zamierza), a najczęściej – pokolenie silver, w którym w wybór dziecka nie zamierza ingerować nieco mniej niż połowa respondentów (49%).

Dobra edukacja dziś = dobra praca w przyszłości

Wielu z nas wierzy, że kiedy pasja staje się pracą, praca staje się przyjemnością. Tę opinię zdają się podzielać zbadani przez Pracuj.pl rodzice. Niemal 6 na 10 z nich deklaruje, że kieruje lub będzie kierować edukacją swojego dziecka w taki sposób, by mogło ono zmienić swoją pasję w zawód. Odpowiedzi w tym zakresie są wyjątkowo spójne – wyniki badania pod tym kątem są na podobnym poziomie dla każdej z płci oraz wszystkich grup wiekowych.

Badani odpowiadają zgodnie. Chcą, by pasja ich dzieci rozwijała się na tyle, by została ich pracą. Rzeczywiście obierając taką ścieżkę, dzieci mogą w przyszłości czuć się bardziej zmotywowane i zadowolone z życia zawodowego. Jednak z drugiej strony powinniśmy uważać, aby rozwijając pasję potomstwa nie doprowadzić do pominięcia innych ważnych kwestii. Należy do nich choćby pozyskiwanie kompetencji ważnych na rynku pracy i umożliwiających uzyskanie w przyszłości stabilności finansowej. Dlatego ważne jest, aby rodzice wspierali dzieci w ich zainteresowaniach, ale jednocześnie pomagali im rozwijać umiejętności, które przydadzą się w przyszłości. Niezależnie od tego, co zdecydują się robić zawodowo -mówi Jolanta Lewandowska-Bitkowska, ekspertka ds. rekrutacji i rozwoju pracowników w Pracuj.pl.

Rodzice wspierają swoje dzieci w rozwoju, ale wsparcie chcieliby otrzymywać także od systemu edukacji. 71% badanych ojców i matek wskazuje, że oczekuje od szkoły swojego dziecka, że będzie przekazywać wiedzę przydatną na rynku pracy. Nieco częściej takie oczekiwania mają kobiety (73% w porównaniu do 69% mężczyzn), a najczęściej osoby w wieku 45-54 lata (75% badanych w porównaniu do 63% przedstawicieli pokolenia Z).

Jednocześnie znacznie mniej niż połowa – zaledwie 38% badanych – deklaruje, że szkoła, do której chodzą ich dzieci rzeczywiście skutecznie przekazuje wiedzę użyteczną na rynku pracy. Co ciekawe, częściej pozytywną praktykę dostrzegają w szkołach swojego potomstwa pracownicy fizyczni. 45% z nich deklaruje, że ich dzieciom w ramach edukacji obowiązkowej przekazywana jest także wiedza przydatna na rynku pracy. Podobne deklaracje składa mniej, bo już tylko 34% pracowników biurowych. Niemal ¼ ogółu badanych wskazuje, że w przypadku placówki, do której uczęszczają ich dzieci, taka wiedza nie jest przekazywana.

To bardzo istotne, by szkoły wyposażały uczniów w praktyczne umiejętności i wykształcenie, które pomogą im rozwinąć karierę w przyszłości. Na dzisiejszym szybko zmieniającym się i konkurencyjnym rynku pracy posiadanie odpowiednich kompetencji i wykształcenia jest niezbędne do odniesienia sukcesu. Co więcej, w świecie, który staje się coraz bardziej zdigitalizowany i zaawansowany technologicznie, ważne jest, aby placówki edukacyjne przekazywały wiedzę aktualną i włączającą technologię. To nie tylko przygotuje uczniów do pracy w przyszłości, ale także wyposaży ich w umiejętności krytycznego myślenia i rozwiązywania problemów. Te z kolei niezbędne są do poruszania się po ciągle zmieniającym się rynku pracy, który w przyszłości będzie coraz bardziej dynamiczny – dodaje Jolanta Lewandowska-Bitkowska.

Rodzice poszukują rozwiązań

A co w przypadku, gdy szkoła nie zapewnia odpowiedniej edukacji przygotowującej na zawodową przyszłość? Jak wynika z danych Pracuj.pl, 64% badanych na własną rękę zapewnia swoim dzieciom dodatkowe zajęcia pozaszkolne, by w przyszłości miały one lepsze szanse na rozwój kariery. Pracownicy biurowi istotnie częściej (68%) deklarują zapewnianie dodatkowych lekcji swoim dzieciom niż pracownicy fizyczni (58%). Wynikać to może z relatywnie wyższego poziomu zarobków, jaki osiągają często pracownicy biurowi. Najczęściej takie możliwości swoim dzieciom zapewniają osoby o najdłuższym doświadczeniu (69% badanych w wieku 55-65 lat).

Dbają o edukację, zapewniają dodatkowe zajęcia, obserwują talenty i odważnie popychają dzieci w przyszłość, ale… to nie pozbawia ich obaw. 1/3 badanych rodziców deklaruje, że obawia się, że ich dzieci popełnią podobne błędy w rozwoju kariery zawodowej, co oni sami. Jednocześnie jednak wykazują wiarę w to, że ich potomstwo znajdzie taką pracę, która przyniesie im szczęście.

W drodze do (zawodowego) szczęścia

Jak wynika z badania, 78% matek i ojców wierzy w to, że ich dzieci znajdą w przyszłości pracę, w której będą szczęśliwe. Kobiety wykazują się w tym zakresie większą wiarą niż mężczyźni – taką deklarację składa 83% badanych matek w porównaniu do 74% badanych ojców. Największą ufność w zawodowe spełnienie swoich dzieci wykazują pracujący rodzice w wieku 45-54 lata (83%).

Doświadczenie szczęścia i satysfakcji w pracy jest coraz częściej poruszanym społecznie tematem. Szczęśliwe zespoły są bardziej produktywne, kreatywne i innowacyjne. Firmy rozwijają kultury pracy oparte o szacunek i wyrozumiałość, a pracownicy kultywują work-life balance. Dziś osiągane sukcesy są najlepsze, gdy prowadzi do nich zrównoważona droga. Jako pracownicy oczekujemy środowiska bez ryzyka wypalenia zawodowego i takiej pracy, która zapewni nam bezpieczeństwo zatrudnienia i stabilność finansową. Te czynniki zyskują na znaczeniu zwłaszcza w dynamicznej rzeczywistości, z którą mamy obecnie do czynienia. A jak będzie ona wyglądać, kiedy na rynek pracy wchodzić będą dzieci będące dziś w wieku szkolnym?

Aby przygotować najmłodszych do wejścia na rynek pracy i pomóc im zbudować taką karierę, która będzie dla nich satysfakcjonująca, ale i odporna na potencjalne rynkowe zmiany, ważne jest wsparcie rodziców i nauczycieli. Powinni oni pomagać dzieciom rozwijać takie umiejętności i postawy, które są niezbędne w radzeniu sobie w zawodowej rzeczywistości. Opiekunowie powinni zatem zachęcać dzieci do odkrywania swoich zainteresowań i pasji, jednocześnie ucząc je znaczenia równowagi i pomagając w rozwijaniu relacji i umiejętności komunikacji. Z kolei to, jak potoczy się ostatecznie ich droga – jak wskazują badani rodzice – będzie zależało w głównej mierze od nich samych.

O BADANIU

Badanie Pracuj.pl „Różnorodna rzeczywistość pracujących rodziców” zostało przeprowadzone w marcu 2023 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI wykonano na próbie 578 Polaków w wieku 18-65, posiadających dzieci w wieku szkolnym (7-18 lat). Struktura próby była kontrolowana biorąc pod uwagę płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania odpowiadających.

Grupa Klepsydra publikuje bardzo dobre wyniki za I półrocze 2023 r.

Grupa Klepsydra, wiodący podmiot świadczący kompleksowe usługi funeralne w Polsce i pierwsza spółka z tego segmentu notowana na GPW, opublikowała bardzo dobre wyniki finansowe. Przychody spółek z grupy kapitałowej w I pół. 2023 r. wyniosły ponad 17 mln zł, EBITDA ponad 4 mln zł, natomiast zysk netto Grupy w omawianym okresie przekroczył 2,8 mln zł.

W I półroczu 2023 r. Grupa Klepsydra przeprowadziła łącznie 1 376 pochówków (2 589 w 2022 r.), 4 874 kremacji (8 942 w 2022 r.) oraz obsłużyła 321 międzynarodowych zleceń transportu zmarłych (690 w 2022 r.).

W związku z realizacją strategii, Grupa Klepsydra planuje łącznie pozyskać w 2023 roku w wyniku emisji akcji blisko 30 mln zł. Do tej pory Grupa pozyskała już z emisji akcji kwotę w wysokości 6,75 mln zł, do końca roku zamierza pozyskać jeszcze około 23 mln zł, które zostaną przeznaczone na przejęcia spółek z branży funeralnej.

Inne najważniejsze wydarzenia w I półroczu 2023 r.:

  • Grupa Klepsydra w wyniku odwrotnego przejęcia notowanej na NewConnect spółki Merit S.A., jako pierwsza spółka z segmentu funeralnego weszła na GPW.
  • Grupa opublikowała ambitną strategię, w ramach której, dzięki konsolidacji rynku funeralnego w Polsce, zamierza zdobyć pozycję lidera tego rynku.
  • Pod koniec czerwca 2023 r. Grupa dokonała pierwszego przejęcia w ramach realizacji strategii nabywając 67,62% kapitału zakładowego Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych Sp. z o. o. z siedzibą w Krakowie (PUK).

„I półrocze tego roku obfitowało w szereg bardzo istotnych wydarzeń. Przede wszystkim, Grupa Klepsydra, jako pierwsza spółka funeralna weszła na GPW i jest obecnie notowana na rynku NewConnect. Opublikowaliśmy strategię rozwoju, zgodnie z którą zamierzamy konsolidować rozdrobniony rynek funeralny w Polsce, co da nam pozycję lidera tego rynku. W bardzo krótkim czasie udało nam się nie tylko dokonać pierwszego w tym roku przejęcia na rynku funeralnym, ale też zamknęliśmy pierwszą, z dwóch zaplanowanych na ten rok, emisji akcji. Przed nami ambitne plany dalszego rozwoju, więc nie zwalniamy tempa” – powiedział Marek Cichewicz, prezes zarządu spółki holdingowej Grupa Klepsydra S.A.

WYNIKI FINANSOWE

Grupa Klepsydra koncentruje się obecnie na realizacji strategii rozwoju opartej na konsolidacji rozdrobionego rynku funeralnego w Polsce. Dzięki tej strategii Grupa zakłada znaczący wzrost wyników finansowych w kolejnych latach.

Wyniki finansowe Grupy Klepsydra przedstawia poniższa tabela*

mln PLN I pół. 2023 r. 2022
Przychody 17,0 29,6
Zysk operacyjny 3,4 6,5
EBITDA 4,0 7,9
Zysk netto 2,8 5,1


 *Skonsolidowane wyniki Grupy Klepsydra S.A. pro-forma, wyniki prezentowane są zgodnie ze standardem PSR.

Dla celów informacyjnych wybrane dane finansowe sporządzone zostały przy założeniu konsolidacji całości przychodów i kosztów spółek konsolidowanych od dnia 1 stycznia 2023 roku do 30 czerwca 2023 roku.

Marek Cichewicz, prezes zarządu spółki holdingowej Grupa Klepsydra S.A.
Marek Cichewicz, prezes zarządu spółki holdingowej Grupa Klepsydra S.A.

Wyniki I półrocza są zgodne z naszymi oczekiwaniami. Obecnie koncentrujemy się na realizacji naszej strategii, a tym samym realizacji deklaracji, które złożyliśmy inwestorom. Mamy przed sobą jasno określony cel – konsolidację rynku funeralnego oraz zdobycie pozycji lidera usług pogrzebowych w Polsce. Konsolidacja rynku to cel długoterminowy, który sprawi, że zbudujemy silną grupę kapitałową o stabilnych fundamentach oraz wypracujemy wzrost wyników finansowych w ciągu kilku najbliższych lat” – dodał Marek Cichewicz, prezes zarządu spółki holdingowej Grupa Klepsydra S.A.

AMBITNA STRATEGIA

Celem strategicznym Grupy Klepsydra jest zdobycie pozycji lidera rynku funeralnego w Polsce dzięki konsolidacji rozdrobnionego, krajowego rynku usług funeralnych. Pozwoli to na zbudowanie silnej, nowoczesnej i innowacyjnej Grupy, która będzie skupiała mocne lokalne marki. Dzięki realizacji strategii i konsolidacji branży Grupa Klepsydra wypracuje skokowy wzrost wyników finansowych w ciągu kilku najbliższych lat.

W 2023 roku Grupa Klepsydra planuje dokonać co najmniej dwóch akwizycji. Celem Grupy są spółki działające w dużych miastach w Polsce, obsługujące około 1.000 pogrzebów rocznie. Realizacja tych planów sprawi, że na koniec 2023 roku Grupa będzie składała się z co najmniej pięciu firm świadczących kompleksowe usługi pogrzebowe, działających na różnych rynkach lokalnych.

Grupa Klepsydra dokonała już pierwszego, z dwóch planowanych na ten rok, przejęć spółek funeralnych. Pod koniec czerwca nabyła 67,62% kapitału zakładowego Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych Sp. z o. o. z siedzibą w Krakowie (PUK) i włączyła tę spójkę do Grupy. Obecnie Grupa Klepsydra składa się z czterech podmiotów.

Kolejne przejęcia spółek o podobnej wielkości, działających w dużych lub średnich miastach Polski, planowane są w latach 2024-2027. Grupa przewiduje, że pozwoli to zbudować w okresie najbliższych 5 lat silną grupę kapitałową posiadającą około 20 podmiotów działających na istotnych rynkach lokalnych w Polsce i posiadającą do 10% udziału w tym bardzo rozdrobnionym rynku. Na realizację tych celów akwizycyjnych Grupa Klepsydra zamierza przeznaczać rocznie do 80% wypracowanego zysku netto.

POZYSKANIE KAPITAŁU NA PRZEJĘCIA

W związku z realizacją strategii, Grupa Klepsydra planuje łącznie pozyskać w 2023 roku w wyniku emisji akcji blisko 30 mln zł.

Pierwszą emisję akcji, Grupa zamknęła na początku lipca 2023 r, w wyniku której pozyskała 6,75 mln zł, które zostaną przeznaczone na sfinansowanie pierwszych przejęć firm pogrzebowych oraz zasilenie Spółki w środki obrotowe. Oferta akcji była skierowana do wybranych inwestorów a zainteresowanie inwestorów objęciem akcji w tej emisji znacząco przewyższyło jej wielkość. Dzięki pozyskanemu kapitałowi, Grupa zrealizowała już pierwsze przejęcie spółki funeralnej w Polsce.

Do końca roku Grupa planuje przeprowadzić drugą ofertę akcji, w ramach której zamierza pozyskać około 23 mln zł, Oferta ta będzie skierowana do wybranych dużych inwestorów branżowych i finansowych zarówno w Polsce jak i za granicą.

SPÓŁKA DYWIDENDOWA

Po okresie pierwszych inwestycji związanych z rozwojem Grupy, spółka planuje dołączyć do grona spółek regularnie wypłacających inwestorom dywidendę. Zgodnie z przyjętą polityką dywidendową, od 2024 r. Grupa planuje wypłacać inwestorom dywidendę w wysokości do 20% zysku netto. Pierwsza wypłata dywidendy nastąpiłaby więc już w 2025 r. (z zysku netto za 2024 r.).

Ile metrów M kupimy za przeciętną pensję w 2023 roku? [RANKING]

Eksperci portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl po raz drugi przygotowali Ranking Dostępności Mieszkań. W zestawieniu wzięli pod lupę 10 największych miast w Polsce, sprawdzając między innymi relację cen mieszkań do wysokości zarobków. W którym mieście kupimy najwięcej metrów kwadratowych za przeciętną pensję?

Jak obliczyliśmy dostępność cenową mieszkań?

Może się wydawać, że wysokość naszych zarobków ma kluczowe znaczenie podczas zakupu mieszkania. Jednak ważniejszy od comiesięcznych wpływów na konto jest stosunek zarobków do cen nieruchomości. Dzięki takiemu porównaniu wiemy, jaki metraż możemy zakupić za miesięczną pensję i na jakie lokum będziemy mogli sobie pozwolić. Stosunek ceny 1 mkw. do miesięcznych dochodów wpływa również na wielkość mieszkania kupowanego przy pomocy kredytu.

Rzecz jasna, zarówno zarobki są bardzo zróżnicowane, jak i ceny mieszkań. W naszej analizie wykorzystaliśmy ogólnodostępne wskaźniki. W przypadku zarobków jest to publikowane przez GUS przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w danym mieście. Z kolei do wyliczenia średnich cen mieszkań oferowanych przez firmy deweloperskie sięgnęliśmy po dane z systemu BIG DATA RynekPierwotny.pl.

– Z danych GUS wynika, że najwyższymi zarobkami kusiły Kraków, Gdańsk, Warszawa i … Katowice. Z kolei najniższe były one w Lublinie, Łodzi i Bydgoszczy. Jak się okazuje, wysokie zarobki nie zawsze idą w parze z wysokimi cenami nieruchomości, czego przykładem są Katowice – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Wynik Katowic na pewno zwraca naszą uwagę

To właśnie stolica Górnego Śląska charakteryzuje się najkorzystniejszym stosunkiem cen mieszkań do zarobków. W czerwcu 2023 r. za przeciętne wynagrodzenie brutto można tu było kupić 0,87 m kw. nieruchomości w budownictwie deweloperskim.

Bardzo dobrze prezentuje się także Bydgoszcz, gdzie średnia cena metra kwadratowego wciąż nie przekroczyła pułapu 10 tys. zł. Wprawdzie podobnie było w Lublinie i Łodzi, ale akurat te miasta wyglądają najgorzej na tle pozostałych pod względem wysokości zarobków.

Najmniejszą powierzchnię nowego mieszkania za przeciętną pensję mogli kupić w czerwcu tego roku mieszkańcy Warszawy – zaledwie 0,59 m kw. Trudno się temu dziwić, bo choć w stolicy najłatwiej jest o dobrze płatną pracę, to ceny nieruchomości mogą przyprawiać o zawrót głowy.

Gdzie najłatwiej kupić mieszkanie (ranking)?

Eksperci RynekPierwotny.pl i GetHome.pl w swoim Rankingu Dostępności Mieszkań prócz relacji cen metrażu i zarobków uwzględnili wielkość oferty nieruchomości mieszkaniowych oraz metraż, który przeciętne gospodarstwo domowe może kupić na kredyt w obecnych warunkach. Biorąc pod uwagę te wszystkie kryteria, w Rankingu Dostępności Mieszkań najlepiej wypadają Katowice.

Jak mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl – Rankingowe zwycięstwo Katowic na pewno ma duży związek z wysokim poziomem przeciętnych płac, na który wpływa lokalny sektor wydobywczy. To specyfika stolicy Górnego Śląska, którą trzeba brać pod uwagę. Podobne zastrzeżenia są niepotrzebne w przypadku Gdańska oraz Bydgoszczy, czyli tych miast, które również uzyskały znacznie lepszy wynik od reszty stawki. Warto wspomnieć, że Bydgoszcz to lider ubiegłorocznego rankingu dostępności mieszkań przygotowanego na dokładnie tych samych zasadach.

Ostateczne wyniki rankingu dostępności nowych mieszkań przedstawiają się następująco:

  • Katowice – 100 punktów
  • Bydgoszcz – 96 punktów
  • Gdańsk – 90 punktów
  • Wrocław – 84 punkty
  • Lublin – 83 punkty
  • Poznań – 83 punkty
  • Kraków – 82 punkty
  • Łódź – 82 punkty
  • Warszawa – 72 punkty
  • Szczecin – 72 punkty

Rosnący udział renegocjacji na rynku biurowym w Krakowie

Na rynku biurowym w Krakowie widoczna jest mocna kontrola finansów.

Jednym z głównym kryteriów wyboru powierzchni biurowej w Krakowie są warunki finansowe, które tuż za lokalizacją i dostępem do komunikacji miejskiej mają największe znaczenie dla najemców poszukujących nowych biur, wynika z najnowszych badań krakowskiego rynku biurowego, opracowanych przez Walter Herz. Dla ankietowanych liczy się także standard budynku, parking oraz usługi dostępne w okolicy.

Firmy planują ekspansję

Optymistycznie wybrzmiewają przy tym założenia ekspansji biznesu, którą planuje ponad 83 proc. ankietowanych firm z 27 branż, prowadzących swoje biura w Krakowie. To dobry prognostyk dla drugiego po Warszawie, największego rynku biurowego w Polsce i zapowiedź dalszego rozwoju inwestycji w mieście.

– Biurowy Kraków nadal pozostaje w fazie rozwoju, choć jego tempo jest mniejsze. W związku z tym, współczynnik powierzchni niewynajętej utrzymuje się w nim na dość wysokim poziomie, ponad 18 proc. W pierwszym półroczu 2023 na krakowskim rynku przybyło około 43 tys. mkw. nowoczesnych powierzchni. Na koniec czerwca br. na etapie realizacji pozostawało w Krakowie prawie 100 tys. mkw. biur, w tym m.in. projekt Kreo i Mogilska 35. To trzykrotnie mniej niż w latach rynkowego boomu, przed pandemią, kiedy w budowie było w mieście do 300 tys. mkw. powierzchni biurowych – informuje Mateusz Strzelecki_Partner i Head of Tenant Representation w Walter Herz.

Analiza Walter Herz miała na celu zweryfikowanie, w jakim kierunku zmierza rynek biurowy w Krakowie, co jest kluczowe dla najemców w poszczególnych branżach oraz określenie, jaką funkcję będzie pełniło biuro w najbliższych latach.

Dla małych i średnich firm najważniejszymi czynnikami przy wyborze nowego biura okazała się odpowiednio – ekspansja biznesu i współpraca z właścicielem nieruchomości. Poza tym, dla mniejszych podmiotów ważny jest dostęp do komunikacji miejskiej, budżet na wynajem biura, lokalizacja oraz standard budynku i parking.

W przypadku dużych firm najistotniejszymi aspektami przy podejmowaniu decyzji jest natomiast kolejno – budżet na wynajem biura, dostęp do komunikacji miejskiej, lokalizacja, parking i usługi w okolicy, a mniej kluczowy jest standard budynku.

Wysokie koszty zmiany biura przemawiają za renegocjacjami

Badanie wykazało, że postrzeganie obecnej funkcji biura jest dość złożone, ma ono równocześnie spełniać kilka zadań, łączyć różnorodne potrzeby biznesowe i pracownicze. Integrować zespół, umożliwiać wykorzystanie wyposażenia i infrastruktury technicznej przez pracowników, pełnić funkcję reprezentacyjną oraz zapewnić komfort prowadzenia spotkań biznesowych.

Wyniki analizy przeprowadzonej przez Walter Herz pokazują również, że jedynie 7 proc. respondentów postrzega ESG jako czynnik kluczowy przy wyborze biura. Przy bardzo mocnym globalnym trendzie w tym zakresie, nadal niewielki odsetek firm w Krakowie jest zainteresowanych projektami spełniającymi normy środowiskowe. Na ten aspekt w większości zwracały uwagę duże, międzynarodowe korporacje.

Z ankiety wynika, że 27 proc. z przebadanych firm zmieniało biuro w ciągu ostatnich 24 miesięcy, z czego 52 proc. najemców zdecydowało się na renegocjację umowy i pozostanie w obecnym biurze. Głównym powodem utrzymania zajmowanej lokalizacji były warunki finansowe i dobra współpraca z wynajmującym. Decydujące okazały się tu także wyższe koszty związane z ewentualnym wynajmem nowego biura oraz wysokie nakłady na aranżację jego przestrzeni.

– Popyt na powierzchnię biurową w Krakowie pozostaje na relatywnie niezłym poziomie. W jego strukturze można jednak zauważyć rosnący udział renegocjacji i spadek wolumenu umów przednajmu. Podobnie, jak na wszystkich, krajowych rynkach, mając na względzie rentowność inwestycji deweloperzy wstrzymują start nowych projektów biurowych z uwagi na wysokie koszty finansowania ich budowy i warunki banków oraz wygórowane ceny materiałów budowlanych i robocizny. W związku z tym, poziom nowej podaży w najbliższych latach w Krakowie znacznie spadnie – mówi Kamil Kowalewski, Associate Director w krakowskim oddziale Walter Herz.

70 proc. firm zadowolonych z obecnego biura

Badanie przeprowadzone na krakowskim rynku przez Walter Herz pokazało, że aż 70 proc. ankietowanych firm deklaruje, że obecne biuro spełnia ich potrzeby, a tylko 30 proc. respondentów planuje poszukiwanie nowego miejsca do pracy. Z zajmowanego biura zadowolonych jest ponad 80 proc. firm spośród tych, które przeprowadziły analizę workplace. Zdecydowała się na nią blisko połowa organizacji biorących udział w badaniu.

Najbardziej usatysfakcjonowani z obecnego biura są respondenci z firm, których umowa najmu będzie jeszcze obowiązywała dłużej niż 36 miesięcy, a najmniejsze zadowolenie wykazują firmy, których najem kończy się w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Można więc wysnuć wniosek, że firmy, których pracownicy dobrze oceniają aktualne biuro niedawno je zmieniły, rearanżowały powierzchnię bądź renegocjowały warunki najmu.

Dla firm, które wskazały, że zajmowane biuro nie spełnia ich oczekiwań największymi niedogodnościami była zbyt mała liczba sal do spotkań, za ciasna przestrzeń do pracy i niski standard budynku.

W USA spadek liczby wakatów i zaufania konsumentów, ropa goni 82 USD

Spadek liczby wakatów w Stanach Zjednoczonych to tylko wstęp przed kolejnymi danymi zza oceanu, a już zdołały rozbudzić wyobraźnię wielu inwestorów. Cena ropy nie chce spadać. Szwedzki kalendarz makroekonomiczny wskazał dane lepsze od poprzednich.

Pogorszenie nastrojów w USA

Wczorajsza publikacja tzw. JOLTS zdecydowanie minęła się z rynkowymi oczekiwaniami. Zgodnie z ankietą określającą liczbę wolnych wakatów w Stanach Zjednoczonych zaobserwowano spadek nieobsadzonych miejsc pracy do ok. 8,83 mln. Konsensus zakładał wzrost (do 9,47 mln) w stosunku do poprzedniego wskazania na poziomie 9,16 mln. Taki sam scenariusz wskazał indeks zaufania konsumentów, który mimo wzrostowych prognoz, spadł z 114 punktów do 106,1 punktu. Powyższe osłabiło dolara. Być może jest to pierwszy „pstryczek w nos” FED, który do tej pory w walce z inflacją i utrzymywaniem jastrzębiej retoryki w prowadzeniu polityki monetarnej zasłaniał się silnym rynkiem pracy. W tym tygodniu poznamy kolejne dane (raport ADP, Challengera, wnioski o zasiłek dla bezrobotnych i tzw. payrollsy), które jeżeli wskażą ten sam kierunek co wczorajsze JOLTS-y, mogą spotęgować dalsze osłabienie dolara.

Spadek zapasów „czarnego złota”

Wszelkie informacje, które mogą przyczynić się do zmian wycen, ropy rozgrzewają rynki, ponieważ to między innymi cena tego surowca wpływa na wysokość inflacji. Wczoraj poznaliśmy dane od API (American Petroleum Institute) o amerykańskich zapasach, które po raz kolejny w tym roku wykazały mocne spadki (-11,49 mln baryłek). Zmniejszenie rezerw mówi o obniżonej podaży, co przy utrzymaniu lub zwiększeniu popytu sugeruje dalszy wzrost cen. Wczorajszy odczyt nie odznaczył się na wykresie tak mocno jak wcześniej wspomniane JOLTS-y, które osłabiając amerykańską walutę, podbiły wyceny ropy w USD. Mimo to, od czasu publikacji danych od API wykresy „czarnego złota” poruszają się w kierunku północnym. Indeks OIL.WTI coraz śmielej spogląda na 82 USD za baryłkę, czyli poziom, którego nie zdołała przebić na początku ubiegłego tygodnia. Zobaczymy, jak będzie tym razem.

Lepsze dane makro w Skandynawii

Wtorkowe dane o sprzedaży detalicznej w Szwecji okazały się lepsze od oczekiwań, przy czym od razu zaznaczam, że lepsze nie oznacza dobre. O ile w ujęciu miesięcznym sprzedaż wzrosła o 1%, to wskazanie rok do roku po raz piętnasty znalazło się poniżej kreski. Jedynym pozytywem pozostaje fakt, że była to najwyższa wartość od maja 2022 roku. Dobrą dla szwedzkiej gospodarki jest za to informacja o bilansie handlowym, który w wartości nominalnej jest ponad dwa razy większy (4,6 mld SEK) niż miesiąc wcześniej. Dane lepsze od poprzednich przydadzą się koronie szwedzkiej, która w dwóch ostatnich miesiącach w stosunku do złotego była najsłabsza od 10 lat. W lipcu i sierpniu na wykresie SEK/PLN kilkukrotnie testowaliśmy wsparcie 0,373 PLN. Korona konsekwentnie osłabia się także w stosunku do euro. Kurs EUR/SEK znajduje się na historycznych szczytach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – Inflacja konsumencka wstępna,
14:15 – USA – Raport ADP,
14:30 – USA – Produkt Krajowy Brutto,
16:30 – USA – Tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Dawid Górny, dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Salesforce: prawie połowa konsumentów w Polsce jest zaniepokojona nieetycznym wykorzystywaniem sztucznej inteligencji przez firmy

Salesforce opublikował nowy raport „State of the Connected Customer”, który powstał dzięki przebadaniu grupy 14 300 konsumentów i nabywców biznesowych z 25. krajów – w tym 650 z Polski.

Raport opisuje, w jaki sposób sztuczna inteligencja, transformacja cyfrowa oraz trendy makroekonomiczne zmieniają oczekiwania i zachowania klientów w całym cyklu  zakupów.

Co się dzieje w Polsce?

Najważniejsze spostrzeżenia z badania:

Zmieniający się świat na nowo kształtuje oczekiwania konsumentów. Zmiany ekonomiczne i technologiczne redefiniują priorytety, zachowania i oczekiwania klientów. Marki muszą sprostać tym wyzwaniom.

  • 62% klientów w Polsce oczekuje od firm zrozumienia ich zmieniających się potrzeb.
  • 74% klientów w naszym kraju oczekuje szybszej obsługi wraz z rosnącym postępem technologicznym.

Doświadczenie zakupowe nadal pozostaje kluczowe, także wśród łowców okazji. To oznacza, że marki mają wiele okazji do konkurowania nie tylko ceną.

    • 79% konsumentów w Polsce twierdzi, że doświadczenie zapewniane przez firmę jest tak samo ważne, jak jej produkty i usługi.
    • 50% konsumentów w kraju nad Wisłą zmieniło markę przynajmniej raz w ciągu ostatniego roku.
    • Trzy główne powody, dla których konsumenci zmieniają firmy w Polsce to: lepsze oferty, jakość produktów, wybór/różnorodność produktów.

Generatywna sztuczna inteligencja wzbudza przede wszystkim ciekawość. Klienci mają różne odczucia związane z rozwojem generatywnej sztucznej inteligencji. Jednak we wszystkich 25. badanych krajach „ciekawość” znajduje się w pierwszej trójce.

    • Trzy dominujące nastroje klientów wokół generatywnej sztucznej inteligencji w Polsce to: ciekawość, strach, niepokój.

Zaufanie będzie najważniejsze w miarę rozwoju sztucznej inteligencji. Klienci oczekują wysokiej przejrzystości związanej z jej wykorzystaniem – co ma związek z tym, iż firmy zwiększają rolę i udział sztucznej inteligencji w biznesie.

    • 43% klientów w Polsce jest zaniepokojonych nieetycznym wykorzystywaniem sztucznej inteligencji przez firmy.
    • 56% klientów w Polsce twierdzi, że większy wgląd w wykorzystanie sztucznej inteligencji pogłębiłby ich zaufanie.
    • 91% klientów z kraju nad Wisłą twierdzi, że ważne jest, aby wiedzieć, czy komunikują się ze sztuczną inteligencją, czy z człowiekiem.

W Salesforce wierzymy, że nadszedł czas, aby firmy tworzyły bezpieczne, innowacyjne i wydajne doświadczenia, w których to zaufanie jest najważniejszym wyróżnikiem – powiedział Michael Affronti, SVP & GM, Commerce Cloud at Salesforce. – To spostrzeżenia dzisiejszych „połączonych klientów” są niezbędnym przewodnikiem, jak to zrobić.

Świat jest otwarty na AI, ale trochę mniej niż rok temu

(wszystkie dane zamieszczone poniżej odnoszą się do całej przebadanej próby bez podziału na kraje)

Warto zauważyć, że podczas gdy 73% nabywców biznesowych i 51% konsumentów jest otwartych na wykorzystanie sztucznej inteligencji w celu poprawy swoich doświadczeń, to wartości te spadły od badania z 2022 roku, odpowiednio z 82% i 65%. Sugeruje to, że firmy mają możliwość wypełnienia luki poprzez przejrzystą komunikację oraz stosowanie etycznych zasad.

Szósty raport Salesforce „State of the Connected Customer” ujawnia również nowe elementy wpływające na decyzje zakupowe i to, czego klienci oczekują od marketingu, handlu, sprzedaży i interakcji serwisowych. Poniżej przedstawiamy najważniejsze wyniki badania.

Firmy korzystają z generatywnej sztucznej inteligencji, jednak klienci oczekują odpowiedzialnego wykorzystania SI

Dane pokazują wyraźne rozróżnienie między ogólnym zaufaniem klientów do firm a ich zaufaniem do firm wykorzystujących sztuczną inteligencję. Podczas gdy 76% klientów wierzy, że firmy uczciwie mówią o swoich produktach i usługach, tak tylko 57% ufa firmom, że wykorzystują sztuczną inteligencję w sposób etyczny.

Jest to uderzające, ponieważ 68% klientów twierdzi, że postępy w dziedzinie sztucznej inteligencji sprawiają, że firmy muszą być bardziej godne zaufania. Nakłada to na marki obowiązek wykazania, że generatywna sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w sposób odpowiedzialny.

Marki, co zrozumiałe, ścigają się aby skorzystać z generatywnej sztucznej inteligencji – ma ona moc przekształcania marketingu, handlu, sprzedaży i obsługi klienta dzięki automatycznie generowanym treściom, interfejsom konwersacyjnym, inteligentniejszym chatbotom i nie tylko. Ich klienci wzywają jednak do przemyślanego podejścia do przyjęcia tej technologii, opartego na bezpieczeństwie i etyce.

  • 89% konsumentów twierdzi, że ważne jest, aby wiedzieć, kiedy komunikują się ze sztuczną inteligencją, a kiedy z człowiekiem.
  • 80% konsumentów twierdzi, że ważne jest, aby to ludzie weryfikowali wyniki podawane przez SI.
  • 63% konsumentów obawia się stronniczości sztucznej inteligencji.

Milenialsi i „Zetki” bardziej przychylne SI

Milenialsi i pokolenie Z są bardziej pozytywnie nastawieni do generatywnej sztucznej inteligencji niż pokolenie wyżu demograficznego i pokolenie X. Pokazuje to, że postrzeganie tej technologii może się znacznie różnić w zależności od odbiorców marki. Firmy wdrażające generatywną sztuczną inteligencję dla szerokiej bazy klientów mogą skorzystać na dostosowaniu komunikatów do różnych grup demograficznych.

Stosunek do nowych technologii nie jest jedyną istotną różnicą pokoleniową. Pokolenie Z wyróżnia się gotowością do wydawania pieniędzy w firmach, które lepiej odzwierciedlają ich priorytety. W ciągu ostatniego roku 59% konsumentów z pokolenia Z zmieniło markę, znacznie przewyższając starsze pokolenia, budując tym samym nowe pole bitwy o lojalność klientów.

Oczywiście poszukiwanie lepszych ofert jest głównym powodem zmiany marki w każdym pokoleniu – odzwierciedlając tym samym obawy związane z rosnącymi kosztami życia. Istnieją jednak znaczące różnice pokoleniowe w innych obszarach. Na przykład pokolenie Z jest prawie dwa razy bardziej skłonne do zmiany marki ze względu na lepszą zgodność z ich osobistymi wartościami (21% vs 11% w pokoleniu X i wyżu), co pokazuje, jak ważne jest, aby marki wykorzystywały to, co kieruje decyzjami tej grupy.

Klienci sami pokazują, w jaki sposób można sprostać wymaganiom w zakresie doświadczeń

Stawka jest wysoka, jeśli chodzi o dostarczanie doświadczeń klientów: 80% klientów twierdzi, że doświadczenie zapewniane przez firmę jest tak samo ważne, jak jej produkty i usługi. Jednak wymagania klientów mogą być trudne do spełnienia na dużą skalę – przykładowo 77% klientów chciałoby natychmiastowej interakcji, gdy kontaktują się z firmą, a 67% oczekuje, że firmy zrozumieją ich zmieniające się potrzeby.

Na szczęście istnieje wiele sposobów na poprawę jakości obsługi klienta na dużą skalę.

  • Podczas gdy pomoc dedykowanego pracownika jest kluczowa w złożonych przypadkach, tak w przypadku prostszych kwestii klienci zazwyczaj wolą wygodę narzędzi samoobsługowych, takich jak np. sekcje „często zadawane pytania” i chatboty. Jest to szczególnie prawdziwe w przypadku cyfrowych tubylców – tj. milenialsów i pokolenia Z.
  • Blisko połowa klientów deklaruje, że byłaby skłonna zapłacić więcej za lepszą obsługę klienta.
  • Jeśli firmy jasno wyjaśnią, dlaczego proszą o dane osobowe, klienci są bardziej skłonni im zaufać – zwiększając możliwości budowania doskonałych doświadczeń sprzedażowych, handlowych, marketingowych i usługowych.

Metodologia

Dane pochodzą z podwójnie ślepej ankiety przeprowadzonej wśród 11 000 konsumentów i 3300 nabywców biznesowych w okresie od 3 maja do 14 lipca 2023 roku. Dane zostały zebrane od respondentów z Australii, Belgii, Kanady, Danii, Finlandii, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Włoch, Japonii, Holandii, Nowej Zelandii, Norwegii, Filipin, Polski, Singapuru, RPA, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Tajlandii, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Dodatkową metodologię i szczegóły demograficzne badania można znaleźć w raporcie.

Bezobsługowy transport wewnętrzny – poznaj zalety

W artykule, poruszymy temat zrównoważonego rozwoju w transporcie wewnętrznym bez emisji CO2. Podzielimy się informacjami na temat efektywności i precyzji dzięki technologii bezobsługowej, minimalizacji błędów i usprawnieniu produkcji oraz optymalnym wykorzystaniu przestrzeni magazynowej. Ale to nie wszystko! Dowiesz się również, jak automatyzacja procesów logistycznych może pomóc Ci zaoszczędzić czas i pieniądze. Przy okazji omówimy także zwiększenie bezpieczeństwa pracy i redukcję ryzyka wypadków. Czy jesteś gotowy? Zaczynajmy!

Zrównoważony rozwój – transport wewnętrzny bez emisji CO2

W dzisiejszych czasach zrównoważony rozwój jest jednym z najważniejszych celów wielu firm. Transport wewnętrzny bez emisji CO2 stanowi doskonałe rozwiązanie dla tych, którzy pragną przyczynić się do ochrony środowiska. Dzięki wykorzystaniu technologii bezobsługowej, takiej jak elektryczne pojazdy transportowe, można uniknąć emisji dwutlenku węgla i innych szkodliwych substancji. To nie tylko korzystne dla środowiska, ale także pozwala firmom spełnić swoje cele zrównoważonego rozwoju.

Ponadto, transport wewnętrzny bez emisji CO2 jest również bardziej efektywny i precyzyjny niż tradycyjne metody. Elektryczne pojazdy transportowe są ciche, co oznacza mniejsze zakłócenia dla pracowników i otoczenia. Dodatkowo, dzięki technologii bezobsługowej, można programować trasy i zadania pojazdów, co minimalizuje ryzyko błędów ludzkich i usprawnia cały proces produkcji.

Kolejnym atutem transportu wewnętrznego bez emisji CO2 jest optymalne wykorzystanie przestrzeni magazynowej. Elektryczne pojazdy transportowe są zwykle bardziej zwrotne i łatwiejsze do manewrowania niż tradycyjne pojazdy spalinowe. Dzięki temu można zoptymalizować układ magazynu, wykorzystując każdy dostępny metr kwadratowy. To pozwala na większą ilość przechowywanych produktów i zwiększa efektywność całego procesu logistycznego.

Efektywność i precyzja dzięki technologii bezobsługowej

Technologia bezobsługowa w transporcie wewnętrznym przynosi wiele korzyści, zwłaszcza jeśli chodzi o efektywność i precyzję. Dzięki automatyzacji procesów logistycznych, możliwe jest osiągnięcie większej dokładności i szybkości w wykonywaniu zadań. Systemy bezobsługowe są zaprogramowane do działania z minimalnymi błędami, co eliminuje ryzyko ludzkich pomyłek i usprawnia cały proces produkcyjny.

Ponadto, technologia bezobsługowa umożliwia optymalne wykorzystanie zasobów magazynowych. Dzięki automatycznemu sterowaniu transportem wewnętrznym, można zoptymalizować układ magazynu i maksymalnie wykorzystać dostępną przestrzeń. To pozwala zaoszczędzić czas i pieniądze poprzez skrócenie odległości między punktami docelowymi oraz zmniejszenie potrzeby przechowywania nadmiarowych materiałów.

Minimalizacja błędów i usprawnienie produkcji

Minimalizacja błędów i usprawnienie produkcji to kluczowe korzyści wynikające z zastosowania bezobsługowego transportu wewnętrznego. Dzięki automatyzacji procesów logistycznych, możliwe jest znaczne ograniczenie ryzyka popełnienia błędów ludzkich. Maszyny i roboty są programowane do precyzyjnego wykonywania określonych zadań, co eliminuje pomyłki i niedokładności, które mogą występować przy ręcznym obszarze.

Ponadto, automatyzacja transportu wewnętrznego przyczynia się do usprawnienia produkcji poprzez skrócenie czasu potrzebnego na przemieszczenie materiałów lub produktów między różnymi stacjami pracy. Bezobsługowe pojazdy mogą działać przez całą dobę, niezależnie od godzin pracy pracowników, co pozwala na ciągłość procesu produkcyjnego. Dodatkowo, dzięki precyzyjnemu sterowaniu maszynami, można zoptymalizować sekwencję operacji produkcyjnych, minimalizując czasy oczekiwania i zmniejszając przestoje.

Bezobsługowy transport wewnętrzny umożliwia również szybką identyfikację ewentualnych problemów lub usterek w procesie produkcyjnym. Zaawansowane systemy monitoringu i diagnostyki pozwalają na śledzenie parametrów pracy maszyn i wykrywanie nieprawidłowości w czasie rzeczywistym. Dzięki temu można szybko reagować na ewentualne awarie, minimalizując straty związane z przestoju produkcji.

Zwiększenie bezpieczeństwa pracy i redukcja ryzyka wypadków

Zwiększenie bezpieczeństwa pracy i redukcja ryzyka wypadków to kluczowe aspekty, które można osiągnąć dzięki zastosowaniu bezobsługowego transportu wewnętrznego. Automatyzacja procesów logistycznych eliminuje potrzebę ręcznego przemieszczania ciężkich przedmiotów, co znacznie zmniejsza ryzyko urazów i wypadków. Pracownicy nie muszą już angażować się w fizycznie wymagające zadania, takie jak przenoszenie ciężkich palet czy skrzyń, co pozwala im skupić się na bardziej kreatywnych i wartościowych zadaniach.

Ponadto, systemy bezobsługowego transportu wewnętrznego są wyposażone w zaawansowane czujniki i kamery, które monitorują otoczenie i reagują na ewentualne zagrożenia. Dzięki temu możliwe jest szybkie wykrycie potencjalnych sytuacji niebezpiecznych i podjęcie odpowiednich środków zaradczych. To z kolei prowadzi do znacznego zmniejszenia liczby wypadków oraz poprawy ogólnego bezpieczeństwa pracy.

Lider rynku suplementów ukarany za kryptoreklamę w mediach społecznościowych – kluczowe wnioski z decyzji Prezesa UOKiK

Niespełna rok po opublikowaniu „Rekomendacji Prezesa UOKiK dotyczących oznaczania treści reklamowych przez influencerów w mediach społecznościowych”[endnoteRef:1] i po licznych działaniach w ramach kampanii #OznaczamReklamy, Prezes UOKIK wymierzył pierwsze kary za kryptoreklamę i wprowadzanie konsumentów w błąd w mediach społecznościowych. Ponad 5 mln kary pieniężnej nałożył na lidera z branży suplementów diety – spółkę Olimp Laboratories, a łącznie ponad 40 tys. zł na trójkę influencerów z branży fitness, którzy publikowali materiały reklamowe ww. producenta na swoich instagramowych profilach. Decyzja nie jest ostateczna, jednak już na tym etapie możemy wyciągnąć kilka wniosków. [1: #OznaczamReklamy – Rekomendacje Prezesa UOKiK [online:] https://uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=18898 [dostęp: 29.08.23]]

Rekomendacje zostały opublikowane 26.09.2022 r., ale zakaz stosowania praktyk wprowadzających konsumentów w błąd istniał długo wcześniej. Bezwzględnie konieczne jest wyróżnienie materiałów reklamowych i odróżnianie reklam od przekazów niekomercyjnych, co wynika z art. 7 ust. 11 pkt ustawy o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym z 2007 r. Dlatego też Prezes UOKiK prowadził działania monitorujące media społecznościowe długo wcześniej przed wydaniem Rekomendacji.

Jak wynika z uzasadnienia nieostatecznej decyzji Prezesa UOKiK z 23.08.2023 r. (sygnatura RBG.610.6.2022.MW), spółka Olimp Laboratories prosiła influencerów, aby w publikacjach reklamowych zamieszczali określone znaczniki w formie hashtagów, tj.: #olimpad oraz hashtag zawierający nazwę konkretnego produktu marki Olimp. UOKiK uznał taka formę za niewystarczającą.

Czego jeszcze się dowiadujemy? Otóż znaczenie ma to, w jaki sposób tworzone są treści reklamowe przez blogerów. Posty i relacje trójki ukaranych influencerów często przybierały formę lifestyle’owej relacji z życia, takiej jak przyrządzanie posiłku, przygotowanie przed treningiem bądź informacji o wydarzeniach okolicznościowych, takich jak np. urodziny. Influencerzy w komunikatach wskazywali przy tym, iż reklamowane produkty stanowią ich osobiste wybory konsumenckie. Treści reklamowe były oznaczane wyłącznie hashtagami nawiązującymi do marki Olimp, czasem o charakterze niehandlowym, a tylko w niektórych przypadkach znacznikiem #olimpad – zgodnym z instrukcją producenta. Żadna z ukaranych osób nie posługiwała się przy tym funkcjonalnością Instagrama, dzięki której można oznaczyć post jako sponsorowany. Wniosek: znaczenie miał sposób przekazu (imitujący neutralny, natywny post) bez wskazania, że jest to tak naprawdę reklama. Skrót #olimpad nie wyróżniał materiału jako reklamy.

Zdaniem Prezesa UOKIK, takie działania nie informowały jednoznacznie o reklamowym charakterze publikacji. Zgodnie bowiem z Wytycznymi Komisji Europejskiej dotyczącymi wykładni i stosowania dyrektywy 2005/29/WE[endnoteRef:2], których ujawnienie kontekstu handlowego musi być dla konsumenta jasne i odpowiednie, a reklamodawcy powinni uwzględniać środek przekazu, za pośrednictwem którego odbywa się marketing, w tym kontekst, lokowanie, harmonogram, czas trwania, język, grupę docelową i inne kwestie. Oznaczenie musi wystarczająco widoczne, aby odpowiednio informować przeciętnego konsumenta lub konsumenta podatnego na zagrożenia, który jest odbiorcą treści. Zdaniem Komisji Europejskiej, za nieprawidłowe ujawnienie informacji należy wskazać np. oznaczanie samego przedsiębiorcy (bez oznaczenia charakteru reklamowego), zastosowanie hashtagów na końcu długiego oświadczenia lub sytuację, w której dotarcie do takiej informacji wymaga od konsumenta dodatkowych czynności (np. kliknięcia na komunikat „dowiedz się więcej”). [2: Zawiadomienie Komisji – Wytyczne dotyczące wykładni i stosowania dyrektywy 2005/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady dotyczącej nieuczciwych praktyk handlowych stosowanych przez przedsiębiorstwa wobec konsumentów na rynku wewnętrznym (Dz.Urz.UE.C 2021 Nr 526, str. 1). ]

Influencerzy powinni w sposób niebudzący wątpliwości wskazywać na komercyjny charakter publikacji, jak również informować o reklamowanej marce. Przypomnijmy, że charakter reklamowy istnieje zawsze, gdy influencer otrzymuje jakąkolwiek formę wynagrodzenia za rekomendację: zapłatę, zniżkę, partnerstwo, odsetki od powiązanych linków, darmowe produkty (w tym niezamówione), wycieczki czy zaproszenia na wydarzenia itp. Umowa i płatności pieniężne nie są tu konieczne.

Aby oznaczenie materiału reklamowego było czytelne, należy zadbać o odpowiednią widoczność ww. informacji, np. poprzez zastosowanie wyróżniającej się i odpowiednio dużej czcionki, można też skorzystać z funkcjonalności serwisów społecznościowych, które oferują oznaczanie materiałów reklamowych (np. post sponsorowany). Istotne jest również odpowiednie umiejscowienie oznaczeń informujących o reklamie – w myśl Rekomendacji, powinno się je stosować na początku opisu bądź nagrania, co pozwoli konsumentom już na wstępnym etapie zapoznać się z charakterem publikacji.

Nawet więc zastosowanie konkretnego hashtaga informującego o reklamie, nie zawsze daje gwarancję jasności przekazu dla konsumentów. W szczególności, kiedy hashtag jest krótki (np. #ad), a do tego umiejscowiony wśród rozwlekłego opisu lub szeregu innych hashtagów. Zdaniem Prezesa UOKiK, połączenie skrótu „ad” z częścią nazwy producenta – #olimpad i umiejscowienie go wśród szeregu innych hasztagów czyniło go jeszcze mniej zrozumiałym.

Aby materiały reklamowe były zrozumiałe dla każdego odbiorcy, Prezes UOKiK rekomenduje posługiwanie się w oznaczeniach językiem polskim w wypadku profili prowadzonych w tym języku (przy czym np. hashtag #współpraca nie jest jednoznaczny dla polskiego konsumenta). Prawidłowemu oznaczeniu reklam mogą posłużyć zalecane w Rekomendacjach określenia, takie jak: reklama, materiał sponsorowany bądź płatna współpraca. Zresztą hashtagi: #postsponsorowany, #materiałsponsorowany, #współpracareklamowa, #reklama, #materiał reklamowy znalazły się też w dobrych praktykach „Przewodnik po influencer marketingu”, opublikowanych przez Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska w październiku 2021 r.[endnoteRef:3] [3: Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska, „Przewodnik po influencer marketingu”, październik 2021 r., [online]: https://www.iab.org.pl/wp-content/uploads/2021/10/INFLUENCER-MARKETING_poradnik-IAB-Polska-2021.pdf [dostęp 29.08.23]]

Współpracujący z Olimp Laboratories influencerzy mają dużą siłę oddziaływania na swoich obserwatorów, którzy naturalnie chcą korzystać z ich doświadczeń. Prezes UOKiK odnotował więc, że praktyki spółki mogły mieć wpływ na zniekształcenie przedkontraktowego zachowania rynkowego konsumenta, a także na podjęcie przez konsumenta decyzji dotyczącej zakupu produktów marki Olimp lub zainteresowania się tą marką w inny sposób (np. przez przejrzenie oferty na stronie www czy polecenie znajomym).

Decyzja Prezesa UOKiK może zostać zaskarżona przez wniesienie odwołania na drodze sądowej – do Sądu Okręgowego w Warszawie – sądu ochrony konkurencji i konsumentów. Olimp Laboratories ostatecznie w styczniu 2023 r. zaniechała przy tym kwestionowanej praktyki i obecnie w relacjach z influencerami stosuje zalecenia dostosowane do Rekomendacji.

Naruszenie zakazu kryptoreklamy stanowi przy tym praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów, której stosowanie zagrożone jest karą nawet do 10% obrotu osiągniętego w roku obrotowym poprzedzającym rok nałożenia kary.

W komunikacie z 28 sierpnia 2023 r. Prezes UOKIK podkreślił: „Konsekwentnie eliminujemy praktyki w zakresie nieprawidłowego oznaczania treści reklamowych w mediach społecznościowych. Interweniując, sięgamy po różne narzędzia. Przygotowaliśmy Rekomendacje, które wskazują dobre praktyki zgodne z obowiązującym od dawna prawem. Przeprowadziliśmy na szeroką skalę akcje edukacyjne. Zapewniliśmy przestrzeń na dostosowanie się wszystkich przedsiębiorców zaangażowanych w promowanie komercyjnych treści w sieci. Teraz nadszedł czas, aby te zasady egzekwować”. Można się więc spodziewać dalszych stanowczych działań na rynku influencer marketingu.

Autorka: r.pr. Edyta Oleszczuk-Romańska, Kancelaria Prawna „Chałas i Wspólnicy”.

[1] #OznaczamReklamy – Rekomendacje Prezesa UOKiK [online:] https://uokik.gov.pl/aktualnosci.php?news_id=18898 [dostęp: 29.08.23] [2] Zawiadomienie Komisji – Wytyczne dotyczące wykładni i stosowania dyrektywy 2005/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady dotyczącej nieuczciwych praktyk handlowych stosowanych przez przedsiębiorstwa wobec konsumentów na rynku wewnętrznym (Dz.Urz.UE.C 2021 Nr 526, str. 1). [3] Związek Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska, „Przewodnik po influencer marketingu”, październik 2021 r., [online]: https://www.iab.org.pl/wp-content/uploads/2021/10/INFLUENCER-MARKETING_poradnik-IAB-Polska-2021.pdf [dostęp 29.08.23]

Słabe dane z rynku pracy w USA mogą doprowadzić do wcześniejszego zakończenia cyklu podwyżek stóp

W USA ekstremalny niedobór siły roboczej, który obserwowaliśmy głównie w latach 2021 – 2022, pomału przechodzi do historii. Sytuacja na rynku pracy normalizuje się dość szybko. Zostało to potwierdzone wczoraj. Ankieta JOLTS wskazała wyraźny spadek popytu na pracę. Do tej pory dolar nie reagował jakoś wyraźnie na te dane. Tym razem było inaczej. USD osłabł a rentowności amerykańskich obligacji, głównie z krótkiego końca krzywej dochodowości, zdecydowanie spadły. Złe dane okazały się dobre dla Wall Street, co skutkowało wyraźnymi zwyżkami indeksów giełdowych.

Liczba wolnych miejsc pracy (JOLTS) spadła wyraźniej niż oczekiwali analitycy w okresie poprzedzającym publikację. Oczywiście nie powróciła ona jeszcze do poziomów sprzed pandemii COVID-19, ale trend spadkowy jest wyraźny. Wczorajszy rezultat jest najniższy od początku 2021 roku , co sugeruje ochłodzenie popytu na pracę.

To dobra wiadomość dla Fed-u. Powell obawiał się, że utrzymujący się niedobór siły roboczej może spowodować dalszy wzrost płac, stając się tym samym czynnikiem napędzającym inflację wi powodującym, że efekt drugiej rundy będzie znacznie silniejszy. Te obawy będą maleć, jeśli kolejne dane z rynku pracy będą wpisywać się w ten trend. Już dziś poznamy raport ADP – tu oczekuje się dużo gorszego odczytu od poprzedniego (195 tys. vs 324 tys.), a w piątek raport NFP. Jutro z kolei przedstawione zostaną dane na temat wydatków Amerykanów, a wśród nich znajdzie się wskaźnik PCE „core”, który jest preferowaną przez amerykański bank centralny miarą inflacji.

Zjawiskiem pozytywnym jest to, że spadkowi liczby otwartych etatów, który obserwujemy od początku 2022 roku, nie towarzyszy wzrost stopy bezrobocia, która kształtuje się na poziomie 3,5 proc. Prognozy wskazują na taki sam odczyt w sierpniu. Może to świadczyć o tym, że rynek pracy jest w niewielkim stopniu dotknięty zjawiskiem bezrobocia niedopasowanego.

To dość zrozumiałe, że na skutek danych dolar zareagował osłabieniem a rentowności amerykańskiego długu spadkiem. Rynek w mniejszym stopniu zaczął wyceniać prawdopodobieństwo dalszych podwyżek stóp procentowych przez Fed we wrześniu oraz listopadzie. Indeksy zareagowały wzrostami co również wydaje się być logiczne, ponieważ wczorajsza publikacja zbliża nas do końca całego cyklu zacieśniania a jednocześnie do początku procesu luzowania monetarnego – czyli pierwszych obniżek.

Kurs EUR/USD zbliżył się do poziomu 1,09 i jednocześnie do górnego ograniczenia kanału spadkowego, który rozpoczął się dokładnie 18 lipca. Na wykresie jednak nie widać jak na razie przełomu. Można oczywiście zakładać, że dołki lekko poniżej 1,08, które zostały ustanowione w miniony piątek, kończą całą korektę spadkową. Jednak aby tak się stało, potrzebne będzie przełamanie wspomnianej technicznej bariery a w tym mogą pomóc dane, które poznamy dziś i w kolejnych dniach.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Dyrektywa DAC7: wyjaśniamy najważniejsze kwestie

Dyrektywa DAC7 to ostatnio gorący temat dotyczący transakcji wykonywanych w internecie. Nakłada ona na platformy elektroniczne obowiązek przekazywania do administracji skarbowej danych o czynnościach takich jak np. sprzedaż towarów lub wynajem nieruchomości, dokonywanych za ich pośrednictwem.

Choć jest to temat, który regularnie pojawia się w publikacjach, wiąże się z nim szereg nieprecyzyjnych, a często również niestety nieprawdziwych stwierdzeń. Być może wynika to z faktu, że przepisy krajowe wdrażające DAC7 są na wczesnym etapie legislacyjnym, a projekt ustawy i termin jego wejścia w życie podlegał kilkukrotnym zmianom. ​

Najistotniejsze jest to, że nic się od 1 września 2023 r. w zakresie sprzedaży w sieci nie zmienia. Nie będzie wprowadzony żaden nowy podatek od handlu internetowego, czy jakiekolwiek inne, dodatkowe obciążenie fiskalnych sprzedawców handlujących w sieci.

Wiele zamieszania wokół nieistniejących przepisów

Izba Gospodarki Elektronicznej zwraca uwagę, że informacje o wdrożeniu Dyrektywy DAC7 do polskiego porządku prawnego są w dużej części nieprecyzyjne lub wręcz błędne. Powodują zupełnie niezrozumiały szum informacyjny i wzbudzają obawy osób i podmiotów sprzedających na platformach internetowych. Co warto wiedzieć, zanim zacznie się rzeczową dyskusję wokół DAC7?

Za wcześnie na wnioski

Dyrektywa DAC7 zobowiązuje platformy elektroniczne z krajów unijnych do gromadzenia i przekazywania organom podatkowym danych o określonych sprzedawcach i transakcjach, zawieranych za pośrednictwem tych platform. Chodzi o internetową sprzedaż towarów i świadczenie niektórych usług, takich jak wynajem nieruchomości lub środków transportu oraz usługi świadczone osobiście np. udzielanie korepetycji. Raportowaniu mają podlegać sprzedawcy, którzy na danej platformie przekroczą w ciągu roku kalendarzowego limit 30 transakcji dotyczący towarów lub limit kwoty ich wynagrodzenia o równowartości 2 tys. EUR.

Aktualnie w poszczególnych krajach członkowskich UE trwa proces implementacji DAC7 i jest on na różnych etapach – w niektórych krajach UE te regulacje już obowiązują. W Polsce odpowiednie przepisy krajowe zawarte w projekcie ustawy z dnia 11.05.2023 r., nie weszły jeszcze w życie i nie jest znana finalna data przyjęcia tych przepisów. Kolejne wersje projektu ustawy przewidywały różne terminy wprowadzenia przepisów w życie, ale obecnie nie wiadomo, kiedy to się stanie – jednak szanse, aby nowe regulacje zaczęły obowiązywać od 1 września 2023 r., co przewiduje ostatnia wersja projektu, są raczej nikłe.

Jakie są fakty?

Wczesny etap legislacyjny prac nad ustawą potwierdzają informacje na stronie Rządowego Centrum Legislacji. Projekt tej ustawy nie został jeszcze skierowany ani do Sejmu, ani nawet przyjęty przez Radę Ministrów. Nad dokumentem pracuje obecnie Komitet do Spraw Europejskich, a ostatnia jego modyfikacja miałą miejsce 18 maja tego roku. Na dziś nadal nie jest znana data wejścia w życie ustawy implementującej Dyrektywę DAC7, ale także ostateczna treść przepisów krajowych, w tym zakres obowiązków sprawozdawczych platform.

Niepokój destabilizuje rynek

W związku z tym ostatnie doniesienia medialne, które wskazywały na 1 września 2023 r. jako datę wejścia w życie Dyrektywy DAC7 w Polsce oraz początek kontroli skarbowej sprzedających na platformach cyfrowych takich jak Allegro, OLX, Vinted, są błędne. Oczywiście, organy podatkowe miały prawo do takiej kontroli już wcześniej. Praktycznie zawsze, jeśli sprzedawcy nie respektują obowiązujących przepisów, ale – jak mówi mec. Witold Chomiczewski, pełnomocnik Izby Gospodarki Elektronicznej ds. legislacji, „obecnie nie ma żadnych podstaw prawnych, które wiązałyby polskich operatorów platform internetowych do raportowania organom podatkowym określonych danych o sprzedaży internetowej”. Należy jednak zauważyć, że aktualny projekt ustawy zakłada raportowanie już w styczniu 2024 r. danych o sprzedaży osiągniętej przez sprzedawców w ciągu całego roku 2023, a więc także za okres sprzed wejścia w życie ustawy implementującej Dyrektywę DAC7. Budzi to uzasadnione wątpliwości co do zgodności z podstawowymi zasadami prawodawstwa, dodatkowo taki chaos ustawodawczy nie wpływa dobrze na zaufanie obywateli do państwa.

Będziemy dodatkowo płacić?

Nic bardziej mylnego. Niektóre media wieszczą nowy podatek od sprzedaży na platformach cyfrowych, po, lub nawet bez, przekroczenia limitów sprzedaży. To też błąd, gdyż – co podkreśla Doradca podatkowy Marta Kasztelan, koordynator Izby Gospodarki Elektronicznej ds. e-podatków, “nowe przepisy nie wprowadzają w Polsce od 1 września 2023 r. żadnego nowego podatku od handlu internetowego”.

Na mocy krajowych przepisów implementujących Dyrektywę DAC7, administracja skarbowa otrzyma od operatorów platform informacje o sprzedawcy oraz o liczbie transakcji i kwocie wynagrodzenia uzyskanego z tych transakcji na danej platformie internetowej, o ile sprzedawca przekroczył progi określone w przepisach.

Oczywiście ma to służyć dalszej weryfikacji przez organy podatkowe rzetelności rozliczenia podatków przez sprzedawców. Jednym z głównych celów Dyrektywy DAC7 jest bowiem przeciwdziałanie unikaniu i uchylaniu się od opodatkowania zysków z transakcji online.

Wdrożenie Dyrektywy DAC7 nie zmienia więc istniejących reguł opodatkowania w Polsce i nie wprowadza żadnego nowego podatku. Nadal istnieje np. możliwość sprzedawania używanych rzeczy z majątku prywatnego (np. ubrań, zabawek) bez konieczności zapłaty podatku od uzyskiwanych z tego tytułu przychodów.

Rozsądek i rzetelna informacja

E-Izba oraz zrzeszone w niej firmy z branży e-commerce, w tym największe platformy cyfrowe i e-sklepy działające w Polsce, śledzą uważnie wszystkie informacje o DAC7.
Mamy świadomość. że nieprecyzyjne lub błędne doniesienia medialne mogą wprowadzić chaos informacyjny i dezinformację wśród polskich przedsiębiorców oraz zwykłych obywateli, którzy coraz częściej dokonują zakupów w sieci. Zwróciliśmy się też z prośbą do Ministerstwo Finansów o wydanie oficjalnego stanowiska w tej sprawie, aby raz na zawsze uporządkować zamieszanie informacyjne wokół DAC7. – Patrycja Sass-Staniszewska, prezes e-Izby

Jednocześnie z e-Izba deklaruje wsparcie i gotowość do współpracy z mediami przy zapewnieniu podatnikom rzetelnych i prawidłowych informacji na temat nowych przepisów.

Tomasz Buras rozstaje się z Savills. Stuart Jordan nowym szefem na region CEE

Międzynarodowa firma doradcza Savills nominowała CEO na region Europy Środkowo-Wschodniej, łącząc w ten sposób biura w Polsce i Czechach, jak również szerszą sieć biur stowarzyszonych w innych krajach regionu. Jest to strategiczny ruch, który zagwarantuje Savills dalszy, stabilny wzrost w tej części Europy. Rolę CEO odpowiedzialnego za region Europy Środkowo-Wschodniej obejmie Stuart Jordan, dyrektor zarządzający regionu Czech i Słowacji, który od 2017 roku z sukcesami rozwija Savills w Czechach, a w ostatnim czasie zainaugurował działalność Savills na rynku słowackim.

Po wprowadzeniu nowej struktury, Stuart Jordan poprowadzi biura Savills w Czechach i w Polsce, jak również będzie odpowiedzialny za koordynację działań transgranicznych we współpracy z biurami stowarzyszonymi Savills w Austrii, Rumunii, Serbii i na Węgrzech.

Tomasz Buras, pełniący rolę CEO w Polsce od 2014 roku, rozstaje się z Savills i będzie kontynuował karierę poza strukturami firmy.

James Sparrow, CEO Savills w Wielkiej Brytanii oraz regionie Europy, Afryki i Bliskiego Wschodu, komentuje: “Europa Centralna i Środkowa w Savills będzie zorganizowana w ramach jednego regionu. Odzwierciedli to sposób, w jaki działają nasi międzynarodowi klienci i umożliwi bardziej efektywne świadczenie usług w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W ostatnim czasie wzmocniliśmy nasze działy zarządzania nieruchomościami, wynajmu powierzchni magazynowych i przemysłowych oraz platformę obsługi biur elastycznych Workthere. Wychodząc naprzeciw bieżącym potrzebom i trendom rynkowym stworzyliśmy działy ESG oraz doradztwa strategicznego. Tym samym posiadamy pełną ofertę produktową zapewniającą kompleksową obsługę naszych klientów.

“Dziękuję Tomaszowi Burasowi za jego wkład w zarządzanie Savills w Polsce. Istotnie przyczynił się do rozwoju polskiego biznesu, tworząc solidne podstawy do dalszego wzrostu organizacji. Wierzę, że ta decyzja otwiera dalsze możliwości rozwoju Savills” – dodaje James Sparrow.

Stuart Jordan komentuje: “Jestem bardzo szczęśliwy z objęcia nowej roli. Mając doświadczenie z bliskiej współpracy z naszymi zespołami w ramach regionu Europy Środkowo-Wschodniej, jestem pewien, że to odpowiedni moment, aby dalej zintegrować nasze struktury w ramach jednej oferty i wykorzystać efekt synergii na tych rynkach, z korzyścią dla naszych klientów.”

Zgodnie z badaniami Savills, region Europy Środkowo-Wschodniej, już od wielu lat, rośnie w tempie powyżej średniej EU28, a rynki nieruchomości są napędzane przez popyt lokalny, stymulowany regularnym dopływem środków z Unii Europejskiej oraz silnym wzrostem wynagrodzeń. Prognozy Komisji Europejskiej na rok 2024 szacują wzrost PKB na poziomie 2,6% w Czechach oraz 2,7% w Polsce, co istotnie przewyższa wskaźnik przewidywany dla całej Unii Europejskiej na poziomie 1,7% oraz potwierdza utrzymujące się możliwości rozwoju podmiotów działających na rynku nieruchomości w regionie.

Inflacja w USA i strefie euro w centrum uwagi rynków walutowych

W obliczu zbliżających się końców podwyżek stóp w USA oraz w strefie euro, jak i pierwszych cięć w Polsce, czwartek – kiedy miejsce będą miały publikacje odczytów inflacyjnych – może przynieść istotnie podwyższoną zmienność, rozbudzając na nowo ostudzone nieco podczas okresu wakacyjnego dyskusje.

Ubiegły tydzień nie dał klarownych odpowiedzi na to, co przed nami – podczas sympozjum w Jackson Hole dość jastrzębi okazał się Jerome Powell, od jasnych deklaracji wymigiwała się zaś Christine Lagarde. Rezerwa Federalna nie jest równie silnie przekonana, jak wydaje się być rynek, co do tego, że inflację udało się opanować. Zaś stopy procentowe prawdopodobnie pozostaną na poziomie 5% lub wyższym przez dłuższy czas. EBC z kolei znajduje się między młotem a kowadłem: wiodące wskaźniki ekonomiczne słabną, natomiast w przypadku kluczowego wskaźnika inflacji bazowej niewiele jest jeszcze oznak znaczącego trendu spadkowego.

Dolar był najsilniejszą walutą ubiegłego tygodnia. Umocnił się także w stosunku do każdej innej waluty z grupy G10 w ciągu ostatniego miesiąca To, między innymi, rezultat oczekiwań uczestników rynku, zakładających, że stopy procentowe w USA pozostaną przez dłuższy czas wysokie oraz przepływu kapitału w kierunku bezpiecznych przystani, wywołanego ciągłą obawą o stan chińskiej gospodarki.

Wyprzedawane wcześniej waluty rynków wschodzących w minionych dniach odnotowały raczej dobre wyniki. Dotyczyło to zwłaszcza tzw. walut surowcowych, co miało związek ze wzrostem ich cen.

Tegotygodniowy kalendarz pełen danych po obu stronach Atlantyku powinien otrząsnąć rynki walutowe z letniego letargu. W czwartek, o czym wspominaliśmy we wstępie, poznamy kluczowe wskaźniki inflacji: sierpniowy wstępny raport HICP w strefie euro oraz nieco opóźniony, ale wciąż ważny lipcowy raport o inflacji PCE w Stanach Zjednoczonych. Tego dnia opublikowany zostanie również wyjątkowo istotny, wstępny raport o inflacji CPI w Polsce. W piątek natomiast przypada dzień publikacji danych o płacach w Stanach Zjednoczonych – wszystkie oczy zwrócone będą w kierunku dynamiki płac.

PLN

Złoty w ostatnich dniach notuje naprzemienne wzrosty i spadki względem wspólnej europejskiej waluty, jednak miesiąc najpewniej zakończy na niższym poziomie w stosunku do euro względem jego początku. Nastroje wobec polskiej waluty są mniej korzystne, bowiem nasiliły się obawy o globalny wzrost gospodarczy, a kurs EUR/USD skierował się w dół. Seria rozczarowujących informacji z polskiej gospodarki zachęciła inwestorów do wyceny kolejnych obniżek stóp procentowych nad Wisłą i nie ma już wątpliwości, że pierwsza z nich jest tuż za rogiem.

W tym kontekście inwestorzy skupią się na czwartkowym odczycie CPI za sierpień, który ma wykazać spadek inflacji do około 10%. Spadek poniżej tego poziomu jest jednym z warunków, które zgodnie z sugestią prezesa Glapińskiego mogą uzasadnić rozpoczęcie cyklu obniżek stóp procentowych. Poza tym warte uwagi będą szczegółowa rewizja wzrostu PKB za II kwartał, która pojawi się w tym samym czasie oraz publikowany w piątek wskaźnik PMI dla przemysłu.

EUR

Dane gospodarcze ze strefy euro z ubiegłego tygodnia podtrzymały presję na EBC, aby zakończył cykl podwyżek stóp procentowych zanim pojawią się wyraźne oznaki, że inflacja bazowa zaczyna spadać. Sierpniowe dane PMI dla strefy euro były jeszcze gorsze niż te dla Wielkiej Brytanii. Zarówno indeksy dla sektora usługowego, jak i produkcyjnego znajdują się obecnie poniżej poziomu 50, co oznacza kurczenie się owych sektorów. Indeks kompozytowy (47,0) znalazł się w sierpniu na najniższym poziomie od czasu pierwszego pandemicznego lockdownu.

Prezeska EBC, Christine Lagarde, skrzętnie unikała na konferencji w Jackson Hole jakichkolwiek wstępnych zobowiązań dotyczących wrześniowego posiedzenia banku. Rynki pozostają podzielone prawie 50/50 co do możliwości wrześniowej podwyżki, jako że ostatnie dane wydają się sugerować, że może nastąpić pauza. Kluczowy sierpniowy raport inflacyjny (czwartek) prawdopodobnie przypieczętuje ruch w jedną lub drugą stronę, a jego wpływ na notowania euro powinien być znaczący.

USD

Kondycja amerykańskiej gospodarki wydaje się znacznie odbiegać od tych po drugiej stronie Atlantyku – zamiast typowego spowolnienia, charakterystycznego dla końcówki cyklu zacieśniania, część sygnałów sygnalizuje przyspieszenie. Sprzedaż detaliczna rośnie, podobnie jak produkcja przemysłowa, a rynek pracy prawie w ogóle nie osłabł. Rezerwa Federalna nadal brzmi raczej jastrzębio i, chociaż zaledwie jedna podwyżka może dzielić nas od końca cyklu (jeśli jeszcze się on nie zakończył), spodziewamy się, że minie dużo czasu, zanim zobaczymy jakiekolwiek złagodzenie polityki pieniężnej, szczególnie biorąc pod uwagę brak perspektyw na luzowanie polityki fiskalnej.

Raport NFP z rynku pracy powinien wciąż wskazywać na pełne zatrudnienie w gospodarce, która w końcu zapewnia pracownikom znaczący wzrost płac realnych. Ekonomiści przewidują spadek liczby nowych miejsc pracy netto do 170 tys. ze 187 tys. w lipcu, przy czym oczekuje się, że dynamika średnich zarobków godzinowych utrzyma się na poziomie 4,4% w ujęciu rocznym.

GBP

Wskaźniki PMI dotyczące aktywności biznesowej okazały się znacznie gorsze niż oczekiwano sygnalizując kurczenie się gospodarki. Zauważamy, że ostatnie twarde dane nie były równie tragiczne, owe badania ankietowe są jednak bardziej aktualne i stanowią powód do niepokoju. Te rozczarowujące wieści gospodarcze dość mocno odbiły się na notowaniach GBP, który zakończył ubiegły tydzień na samym dole tabeli notowań walut z grupy G10.

Rynek jest niemal pewny, że do kolejnej podwyżki stóp w Wielkiej Brytanii dojdzie we wrześniu. Rynkowe wyceny sugerują, że przed końcem cyklu stopy mogą wzrosnąć nawet trzykrotnie. Wyceniana docelowa stopa procentowa jest najwyższa w grupie G10 co wyjaśnia, dlaczego funt jest jak dotąd drugą najlepiej radzącą sobie walutą w owej grupie w 2023 r. Pozostajemy ostrożnymi optymistami co do funta, uważnie przyglądamy się jednak temu, czy dane ekonomiczne w ciągu najbliższych kilku tygodni potwierdzą sygnał pogorszenia widoczny w danych ankietowych.

CNY

Chińskie banki zaskoczyły inwestorów na początku ubiegłego tygodnia, dokonując mniejszej niż oczekiwano obniżki 1-rocznej stopy LPR, nie obniżając jednocześnie stopy 5-letniej (mającej wpływ na oprocentowania kredytów hipotecznych). Nie możemy wykluczyć, że znaczne złagodzenie polityki pieniężnej jest postrzegane jako nieoptymalne w obecnym środowisku. Chiny mogą chcieć uniknąć zwiększania presji na krajowy sektor bankowy i juana, wybierając zamiast tego inne rozwiązania. Rzeczywiście, wysiłki mające na celu wsparcie waluty i odbudowę zaufania inwestorów nasiliły się w ostatnim czasie. Obejmuje to decyzję o zmniejszeniu o połowę opłaty skarbowej od transakcji giełdowych i obniżeniu wymagań dotyczących depozytu zabezpieczającego, a także inne środki, co wywołało w tym tygodniu gwałtowny wzrost chińskich akcji.

Ponieważ niektórzy chińscy deweloperzy walczą o przetrwanie, kraj postanowił również złagodzić przepisy dotyczące zakupu domów, zezwalając władzom lokalnym na traktowanie większej liczby osób jako kupujących po raz pierwszy.

Oprócz nagłówków dotyczących sektora nieruchomości i polityki, warto skupić się na danych dotyczących aktywności biznesowej drugiej gospodarki świata. W czwartek opublikowana zostanie seria odczytów NBS PMI za sierpień, a w piątek Caixin PMI dla przemysłu. Ekonomiści spodziewają się podobnych odczytów jak w lipcu, choć biorąc pod uwagę, że dane lubią zaskakiwać, mogą one zwiększyć rynkową zmienność, zwłaszcza w czasie gdy inwestorzy wracają za biurka po dobiegających końca wakacjach.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Po co cyberprzestępcom dane naszych dzieci?

Pierwszy września za pasem, sprzęty i elektroniczne pomoce edukacyjne znalazły się zapewne na wielu listach „wyprawkowych”. Ten rok szkolny będzie także przełomowy pod względem kontaktu z technologią dla ok. 400 tys. uczniów klas czwartych szkół publicznych i niepublicznych, którzy otrzymają „z urzędu” darmowe laptopy do nauki. – To ostatni moment, aby przypomnieć, zarówno dzieciom, jak i rodzicom m.in. o tym, jak i dlaczego cyberprzestępcy chcą kraść dane osobowe najmłodszych i jak się przed tym uchronić. Chodzi przecież zarówno o bezpieczeństwo, jak i pieniądze – podkreślają eksperci ds. cyberbezpieczeństwa.

Kradzież tożsamości najmłodszych jest poważniejszym zagrożeniem, niż mogłoby się to wydawać. W 2022 roku w USA ofiarami takich incydentów padło prawie milion dzieci, koszty pojedynczego zdarzenia wyniosły średnio 1128 dolarów, a rozwiązanie każdej takiej sytuacji zajęło około 16 godzin. Oznacza to problem, który kosztuje Amerykanów ponad 1 miliard dolarów rocznie[1]. Dlatego także w Polsce, w obliczu coraz bardziej cyfrowych procesów nauczania, edukacja dotycząca tego, jakie są metody działań  cyberprzestępców, powinna stać się ważnym elementem zaznajamiania dzieci z wirtualnym światem. Pełną wiedzę na ten temat powinni mieć także rodzice, którzy niejednokrotnie nie widzą żadnych zagrożeń, udostępniając w sieci szczegółowe informacje o swoich pociechach – przestrzegają eksperci ds. cyberbezpieczeństwa z firmy ESET.

Kredyt na dane dziecka? Trudne, ale możliwe

Dlaczego dane osobowe dzieci cieszą się tak dużym zainteresowaniem, w jaki sposób dochodzi do ich kradzieży i co rodzice mogą zrobić, aby temu zapobiec? Oszuści mogą wykorzystać dane dotyczące tożsamości dzieci do tych samych celów, co dane dorosłych, a więc m.in. do oszustw finansowych, prania brudnych pieniędzy czy wyłudzania świadczeń socjalnych i pożyczek. Dużym atutem dla nich może być fakt, że w przypadku takich oszustw mało prawdopodobne jest, że sama ofiara zauważy, że skradziono jej tożsamość. Dzieci nie są przyzwyczajone do regularnego sprawdzania swojego konta bankowego lub raportu kredytowego. Oszustwa mogą pozostać niezauważone przez lata. Z kolei w przypadku tzw. syntetycznej kradzieży tożsamości, wykorzystującej dane dzieci tylko częściowo, dużym atutem jest dla cyberprzestępców to, że najmłodsi nie są obciążeni żadną historią kredytową.

– Polski system prawny i bankowy stara się chronić najmłodszych i ich rodziców przed sytuacjami takimi jak otwarcie nowego konta czy założenie karty kredytowej na dane dziecka, które wyciekły. Do takich procedur każdorazowo potrzebna jest zgoda rodziców, a kredytów nawet w firmach oferujących „chwilówki” nie można brać przed przekroczeniem osiemnastego roku życia. Mimo tego cyberprzestępcy mają swoje sposoby, aby wykorzystać dane dzieci. Jednym z możliwych scenariuszy jest np. ten, w którym cyberprzestępca teraz kradnie dane dziecka, a w przyszłości on (lub ktoś, kto odkupi od niego te informacje) w jego imieniu bierze kredyt. To bardzo niefortunny „prezent” na start w dorosłe życie. Stosowaną przez oszustów popularną techniką, która niestety dobrze sprawdza się w przypadku danych dotyczących tożsamości najmłodszych, jest też tzw. syntetyczna kradzież tożsamości. Polega na łączeniu przez oszustów danych osobowych z kilku źródeł: niektórych prawdziwych, innych fałszywych. W ten sposób tworzona jest zupełnie nowa tożsamość, aby zapewnić oszustom czystą historię kredytową – wyjaśnia Kami Sadkowski, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa ESET.

Jak wyłudzane są dane dzieci?

Niektórzy z cyberprzestępców atakujących dzieci nie zajmują się dopracowanymi mechanizmami tego typu oszustw. Ich celem jest po prostu wyłudzenie danych, a następnie sprzedaż danych na czarnym rynku tak, aby inni oszuści mogli je wykorzystać w kolejnych atakach. Jakie metody mogą stosować?

  • Phishing za pośrednictwem poczty elektronicznej, mediów społecznościowych, a nawet SMS-ów. Dzieci są namawiane do klikania fałszywych linków, co może spowodować zainstalowanie złośliwego oprogramowania kradnącego informacje. Bywają też bezpośrednio nakłaniane do przekazania swoich danych osobowych – np. pod pretekstem wzięcia udziału w nieistniejącym losowaniu nagród.
  • Naruszenia z winy firm trzecich. Statystyki pokazują, że w zeszłym roku dane osobowe około 1,7 miliona amerykańskich dzieci, czyli 1 na 43, zostały ujawnione nie z ich własnej winy.
  • Przejęcie konta: konta do gier, mediów społecznościowych, a nawet do nauki online mogą być cennymi źródłami informacji o tożsamości. Mogą zostać naruszone poprzez phishing, łamanie/odgadywanie haseł metodą brute-force i inne techniki.
  • Nadmierne udostępnianie informacji w mediach społecznościowych: Zarówno dzieci, jak i ich rodzice mogą być źródłem wycieku, jeśli udostępniają zbyt wiele danych osobowych za pośrednictwem kont społecznościowych. Nawet daty urodzenia i szczegóły wykształcenia mogą zostać wykorzystane w kolejnych oszustwach, mających na celu wyłudzenie większej ilości informacji.
  • Członkowie rodziny: Oszustwa przeprowadzane przez osoby z bliskiej rodziny są szokująco powszechne. Szacuje się, że w 67% gospodarstw domowych w USA, w których doszło do oszustwa związanego z tożsamością dziecka, ofiara osobiście znała sprawcę(-ów).
  • Kradzież fizyczna: nadal popularne są także „klasyczne” sposoby, takie jak kradzież dokumentów z kosza na śmieci lub nawet bezpośrednio ze skrzynki pocztowej.

[1] Źródło: https://javelinstrategy.com/press-release/17-million-us-children-fell-victim-data-breaches-according-javelins-2022-child

Hakerzy celują w sektor edukacji i badań. 11% wzrost ataków w Europie

  • Sektor edukacji i badań był w tym roku świadkiem średnio 2256 cyberataków na pojedynczą organizację w skali globalnej
  • Najwyższy odsetek ataków odnotowano w regionie Azji i Pacyfiku, z kolei najwyższy wzrost (+11%) w Europie
  • możliwym wyjaśnieniem wzrostu jest wszechobecna cyfryzacja nauki i jej duże uzależnienie od platform internetowych. Organizacje badawcze stanowią z kolei źródło cennej wartości intelektualnej

Sektor edukacji i badań był w tym roku świadkiem średnio 2256 cyberataków na pojedynczą organizację w skali globalnej. Najwyższy odsetek ataków odnotowano w regionie Azji i Pacyfiku, z kolei najwyższy wzrost (+11%) w Europie – wynika z raportu opracowanego przez specjalistów cyberbezpieczeństwa z Check Point Research.

W stale rozwijającym się zdigitalizowanym świecie sektor edukacji coraz chętniej wspiera się cyfrowymi platformami, udostępnianymi zarówno uczniom, studentom i nauczycielom. Szeroko wykorzystuje się je w szkołach, uniwersytetach i innych organizacjach edukacyjnych. Jednak, wraz z postępem pojawiają się ryzyka i różnorodne zagrożenia.

Check Point Research (CPR) w opublikowanym niedawno raporcie ujawnia, że edukacja i badania jest najczęściej atakowanym sektorem na świecie, z średnio 2256 atakami na pojedynczą organizację w skali tygodnia. Oznacza to niewielki spadek o zaledwie 1% w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku. Jednocześnie sektor ten odnotowuje najwyższy wskaźnik cyberataków spośród wszystkich branż!Edukacja

Jakie są przyczyny takiego trendu? Dlaczego akurat ten sektor stał się preferowanym celem cyberprzestępców? Eksperci Check Pointa wskazują, że możliwym wyjaśnieniem jest wszechobecna cyfryzacja nauki i jej duże uzależnienie od platform internetowych. Rozpowszechnianie się cyfryzacji zapewnia atakującym szerokie możliwości wykorzystania i wzmocnienia swoich ataków. Co więcej, organizacje edukacyjne przechowują ogromne ilości wrażliwych informacji o uczniach, w tym dokumentację osobistą i finansową, co czyni je atrakcyjnymi celami dla podmiotów cyberprzestępczych. Przykładowo w maju br. kilka amerykańskich szkół, uczelni i uniwersytetów zostało dotkniętych atakami ransomware, które spowodowały poważne zakłócenia.

Organizacje badawcze stanowią z kolei źródło cennej wartości intelektualnej. Wysoce ukierunkowany atak może dostarczyć hakerom poufne dokumenty, takie jak projekty inżynieryjne czy przełomowe opracowania naukowe, które na czarnym rynku warte są setki tysięcy, jeśli nie miliony dolarów. Jeśli swobodna inwigilacja sieci okazuje się niemożliwa, to rozwiązaniem jest zaszyfrowanie wszystkich dokumentów i szantażowanie ofiar.

Jak dotąd w ty roku najwyższy wskaźnik cotygodniowych cyberataków na organizację z obszaru edukacji odnotował region APAC (Azja-Pacyfik) – średnia tygodniowa wynosiła tam 4529 ataków. Europa doświadczyła z kolei największej zmiany w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku, ze wzrostem o 11% rok do roku.

Region Średnia tygodniowa liczba ataków cybernetycznych na organizację Zmiana roczna
APAC 4529 -2%
Europa 2427 11%
Afryka 1690 -2%
Ameryka Łacińska 1533 4%
Ameryka Północna 1264 -14%

Rysunek 2 — Ogólna liczba ataków według regionu

Niemcy i Holandia najpopularniejszymi kierunkami zarobkowymi dla Polaków

Polacy coraz bardziej są skłonni szukać sposobu na ratowanie swoich finansów, pracując za granicą. 55 proc. ankietowanych, którzy wzięli udział w badaniu agencji zatrudnienia Trenkwalder, zadeklarowało chęć wyjazdu do pracy za granicą. W 2022 roku, wzrost o ponad 12 tys. pracowników delegowanych za granicę przez agencje, odnotowało Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej. To m.in. pokłosie wysokiej inflacji – twierdzą eksperci, zaznaczając jednocześnie, że coraz więcej Polaków szuka pracy tymczasowej za granicą za pośrednictwem działających w kraju agencji zatrudnienia. Pracownik bez kwalifikacji może zarabiać na takiej delegacji nawet 10 000 zł netto miesięcznie.   

Jak wynika z danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej[1], w 2022 roku ogólna liczba osób skierowanych przez agencje zatrudnienia do pracy poza krajem u pracodawców zagranicznych wyniosła 164 764 i w stosunku do roku 2021 zwiększyła się o ponad 12 tysięcy. Najwięcej osób podjęło zatrudnienie w Holandii (ponad 74 tys.) i w Niemczech (ponad 41 tys.). Na kolejnych miejscach uplasowały się takie destynacje, jak Cypr, Austria i Dania.

Widoczny wzrost zainteresowania pracą za granicą potwierdza także badanie ankietowe przeprowadzone w dniach 9-19 maja br. przez agencję zatrudnienia Trenkwalder wśród kandydatów zgłaszających się do agencji do pracy. 55 proc ankietowanych planuje wyjazd zarobkowy za granicę, z czego 10 proc. zdecydowałoby się na wyjazd trwający do 3 miesięcy, 6 proc. do pół roku, 11 proc. do roku, a 15 proc. nie określiła długości wyjazdu. 13 proc. deklaruje chęć wyjazdu na stałe.

Badanie Trenkwaldera Czy planujesz wyjazd do pracy za granicę

Wzrost zainteresowania zarobkowym wyjazdem za granicę to z jednej strony efekt popandemicznej odwilży, a z drugiej wysokiej inflacji.

– Choć zarobki w Polsce rosną, to wciąż znacznie odbiegają od tych za granicą, gdzie stawki wynagrodzenia są dwukrotnie wyższe niż w naszym kraju. Dla wielu osób kilkumiesięczny wyjazd do pracy do Niemiec czy Holandii to szansa na spłatę swoich zobowiązań finansowych, czy podratowanie domowego budżetu. Bardzo często są to wyjazdy celowe. Młode pary przed ślubem chcą zarobić na wesele, czy na wkład własny na mieszkanie, a studenci na wakacje lub na utrzymanie się przez kolejny rok akademicki. mówi Agata Kowal, kierownik w agencji Trenkwalder Polska, odpowiedzialna za delegowanie pracowników za granicę.  

W jakich zawodach szukamy pracy za granicą?

Według danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej, osoby, które w ubiegłym roku były delegowane do pracy za granicą pracowały najczęściej w zawodach: magazynier, pracownik produkcyjny, marynarz, robotnik wykonujący proste prace w rolnictwie i ogrodnictwie czy pakowacz. Z danych zebranych przez Trenkwalder Polska, najwięcej, bo aż 38 proc. ankietowanych planujących wyjazd zarobkowy, chciałoby pracować w produkcji i przemyśle, 16 proc. w logistyce, a po 8 proc. w rolnictwie i ogrodnictwie, handlu i transporcie.

Badanie Trenkwaldera W jakim zawodzie planujesz pracować za granicą

Logistyka, przemysł oraz ogrodnictwo i sadownictwo to branże, w których niezmiennie od lat, pracodawcy zagraniczni najczęściej poszukują pracowników.

– Dostajemy bardzo dużo zapytań od pracodawców z Niemiec i Holandii, którzy potrzebują pracowników niewykwalifikowanych, np. do prac produkcyjnych lub konfekcjonowania w magazynach. Wielu pracodawców poszukuje również specjalistów mających konkretne kwalifikacje zawodowe, np. stolarzy, elektryków, spawaczy czy operatorów i programistów CNC. – mówi Agata Kowal.

Ekspertka z Trenkwaldera podkreśla, że zmienia się też profil prostych prac w przemyśle: Prace na produkcji są coraz bardziej zautomatyzowane – przy światłowodach, włóknach poliwęglowych. Tu wymagana jest precyzja i znajomość obsługi nowoczesnych maszyn i urządzeń, a nie siła. W takich pracach świetnie sprawdzają się również kobiety.

Niemcy i Holandia w czołówce destynacji zarobkowych

Od czasu Brexitu, w czołówce destynacji zarobkowych Polaków, niezmiennie królują Niemcy i Holandia.

Chęć wyjazdu do Niemiec zgłosiło 30 proc. ankietowanych, a do Holandii 19 proc. Popularnym kierunkiem zarobkowym jest też Norwegia (12 proc.). Do Szwecji, Austrii i Wielkiej Brytanii wyjechałoby 9 proc. ankietowanych.

Badanie Trenkwaldera Do jakiego kraju planujesz wyjazd do pracy

Na rosnącą popularność delegowania pracowników do pracy za granicą wpływają oczywiście warunki finansowe. Najbardziej atrakcyjne stawki nadal są w Niemczech. Minimalna stawka godzinowa dla pracownika zatrudnionego za pośrednictwem polskiej agencji w Niemczech wynosi 13 euro. Zdarzają się też stawki 14 czy 15 euro.

Wykonując proste prace można zarobić około 7300 – 7700 zł netto. Jeśli ktoś zdecyduje się pracować w nadgodzinach, może zarobić nawet 10 000 zł netto miesięcznie. To pieniądze na rękę dla pracownika, już po odprowadzeniu ZUS-u w Polsce i podatku w Niemczech. Można także starać się o niemiecki zasiłek rodzinny,  tzw. kindergeld.  Co istotne – pracownicy nie płacą za zakwaterowanie, ten koszt pokrywa zagraniczny pracodawca. – mówi Agata Kowal z agencji zatrudnienia Trenkwalder

Delegowanie coraz bardziej popularną formą wyjazdu zarobkowego

Decydując o wyborze oferty pracy, ankietowani coraz częściej zwracają uwagę na warunki zatrudnienia. 27 proc. ankietowanych w badaniu Trenkwaldera oczekuje bezpłatnego zakwaterowania, 20 proc. zorganizowanego transportu, a 19 proc. możliwości swobodnych wyjazdów do kraju i obecności na miejscu polskiego koordynatora.

Według Agaty Kowal z agencji Trenkwalder, to właśnie mocno sprecyzowane oczekiwania płacowe i pozapłacowe w odniesieniu do pracy za granicą, a także potrzeba poczucia bezpieczeństwa sprawiają, że coraz większa liczba Polaków decyduje się ją podjąć za pośrednictwem działających w kraju agencji zatrudnienia, na zasadzie delegowania do pracy za granicą – pracownik zatrudniony jest w Polsce, przez polską agencję zatrudnienia, a pracuje u pracodawcy użytkownika za granicą.

Osoba, która korzysta z  pośrednictwa sprawdzonej agencji zatrudnienia, jeszcze przed wyjazdem wie, w jakiej firmie będzie pracować, za jaką stawkę, w jakim wymiarze czasowym, gdzie będzie mieszkać i jakie obowiązki wykonywać. To zasadnicza różnica pomiędzy delegowaniem pracownika przez agencję a szukaniem pracy na własną rękę. Jest to duże ułatwienie m.in. dla pracowników niewykwalifikowanych, podejmujących pracę na produkcji czy w magazynach, a także osób nieznających języków obcych, którym trudno poradzić sobie na początku za granicą. – zaznacza Agata Kowal, kierownik w agencji Trenkwalder Polska, odpowiedzialna za delegowanie pracowników za granicę.

Delegowani pracownicy są także ubezpieczeni przez agencje pracy, a dzięki rozwojowi telemedycyny mogą korzystać nadal z polskiej służby zdrowia. Warto też przed wyjazdem wyrobić kartę EKUZ (Europejską Kartę Ubezpieczenia Zdrowotnego), która upoważnia do leczenia w publicznej służbie zdrowia w czasie wyjazdu turystycznego lub zawodowego w większości krajów europejskich.
W kontaktach ze służbą zdrowia za granicą pomaga też koordynator delegowany przez agencję. Wyjechać w delację do pracy za granicą można też, będąc zatrudnionym na etacie w Polsce.

Delegowanie to atrakcyjna opcja dla osób, które nie znają języków obcych, nie wyjeżdżały wcześniej
z kraju, a chcą się czuć bezpiecznie, pracując za granicą. To dobry wybór dla osób, które chcą szybko podreperować budżet domowy i mieć w Polsce ciągłość zatrudnienia.
zaznacza  Agata Kowal.

[1] Informacja o działalności agencji zatrudnienia w 2022 roku; Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej; 2023

Seniorzy mają coraz więcej długów. Przyczyn jest kilka, w tym rosnące ceny

10,9 mld zł – tyle mają już seniorzy na swoim koncie opóźnionych rat kredytów oraz pożyczek, a także nieopłaconych na czas bieżących rachunków. Wzrost ich zaległości przyspieszył. Średnio na osobę pow. 64 roku życia, która ma problemy z regulowaniem bieżących zobowiązań przypada już 28 215 zł długów. Na ich spłatę potrzeba zadłużonym seniorom 20 minimalnych emerytur.

– Choć seniorzy od 2019 r. dostają dodatkowe wsparcie w postaci 13. emerytury, a od 2021 również 14., która tym razem w wyższym wymiarze wpłynie na ich konta we wrześniu, to jednak nie widać szczególnie pozytywnego wpływu tych świadczeń na ich problemy finansowe widoczne w postaci nieopłaconych kredytów czy też bieżących rachunków. Niesolidni płatnicy w wieku 65 plus, kwotą przeciętnych przeterminowanych długów zaczynają doganiać ogół Polaków. Różnica między ich zaległościami i całego społeczeństwa systematycznie maleje, gdy na koniec 2017 r. było to ponad 23 proc. teraz jest już niecałe 7 proc. Seniorzy mają przeciętnie do zwrotu 28 215 zł, a średnia dla wszystkich wynosi 30 071 zł. Wyraźnie widać jednak, że przede wszystkim regularnie pogarsza się położenie osób, które już mają przeterminowane długi, a to jest od lat niezmiennie około 5 proc. populacji w wieku pow. 64 lat. Ciążące na nich zaległości cały czas zauważalnie rosną. Sam udział niesolidnych płatników grupy 65 plus w ogólnej liczbie dłużników, a także w swoim pokoleniu nie zmienia się tak zatrważająco. Obecnie kłopoty z płatnościami widoczne w bazach BIK i BIG InfoMonitor ma 5,4 proc. osób pokolenia 65 plus, wobec 4,8 proc. 6 lat temu. Średni odsetek niesolidnych płatników dla wszystkich grup wiekowych to niemal 9 proc., a wśród 45-54 latków blisko 12 proc. W sumie więc, tuż obok wchodzących w dorosłość 18-24 latków (5 proc. niesolidnych płatników) najstarsi zawodzą najrzadziej – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Jeśli już tak się dzieje, to jak zwracają uwagę seniorzy nie radzący sobie z bieżącymi płatnościami, dla jednej trzeciej z nich, główną przyczyną kłopotów finansowych jest drożyzna. Przede wszystkim przytłaczają ich rosnące rachunki za prąd, gaz oraz wodę (44 proc.), ale także zakupy żywności i leków (po 29 proc.), paliwa (27 proc.) oraz opłaty za czynsz (25 proc.).* Regulowanie rat kredytów i pożyczek stanowi problem dla 14 proc. ankietowanych. O ile jednak z danych widocznych w bazach BIG i BIK wynika, że 5,4 proc. populacji seniorów, ma kłopoty, to w badaniu o przynajmniej jednym nieopłaconym zobowiązaniu mówi już 11 proc. najstarszych respondentów. Dużo? W porównaniu z resztą, niekoniecznie, bo wśród pozostałych wspomina o tym od 16 do 29 proc. ankietowanych.

– Średnia zaległość osób od 65 roku życia – 28 215 zł – bez wątpienia jest wyzwaniem. Szczególnie, gdy weźmie się pod uwagę ich możliwości finansowe. Na spłatę ponad 28 tys. zł potrzeba dziś bowiem 20 emerytur minimalnych lub 8 przeciętnych. Dla porównania w grupie 45-54 latków, którzy mają najwyższą średnią kwotę przeterminowanych zobowiązań – 42 538 zł, konieczne jest 8 przeciętnych płac i ponad 15 minimalnych – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak.

Jak wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazie informacji kredytowych BIK, na problemy seniorów składają się przede wszystkim zobowiązania wobec banków oraz firm pożyczkowych – prawie 6,2 mld zł, pozostałe ponad 4,7 mld zł to nieuregulowane rachunki za telefon, media czy czynsz. Razem daje to 10,9 mld zł, o 0,5 mld zł więcej niż przed rokiem, czyli na koniec czerwca 2022. Spora zmiana biorąc pod uwagę, że rok wcześniej przybyło 0,2 mld zł. Z kolei liczba niesolidnych dłużników 65 plus, po znaczącym wcześniejszym wzroście, tym razem podwyższyła się w niewielkim stopniu, bo o 401 osób do 386 121.

*Badanie Quality Watch dla BIG InfoMonitor, przeprowadzone na próbie 1042 dorosłych Polaków techniką CAWI, 9-12 grudnia 2022 r.

Sytuacja w handlu ma się skomplikować. Jesienią może częściowo wrócić wzrost dynamiki podwyżek cen

Kolejny miesiąc z rzędu widać, że dynamika wzrostu cen spada. Jednak nie oznacza to, że w sklepach jest taniej. Produkty drożeją, tylko wolniej. Z kolei jak podkreślają eksperci, niekorzystne zmiany pogodowe, rosnące ceny energii i surowców mogą spowodować, że już w październiku będziemy świadkami odwrócenia trendu spadkowego podwyżek, przynajmniej w niektórych kategoriach towarów. Efekt ten może też utrwalić podniesienie płacy minimalnej i powrót do standardowych stawek VAT na żywność. Dotyczyć to będzie np. warzyw i owoców. Trudno też będzie o obniżanie cen pieczywa lub chemii gospodarczej. Można za to spodziewać się co najmniej utrzymania, a może nawet spadku cen art. tłuszczowych, nabiału czy mięsa.

Z ostatniego „INDEKSU CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” wynika, że w lipcu br. ogólne ceny w sklepach wzrosły rok do roku średnio o 15,5% (w czerwcu – o 18,1%, a w maju – o 19,9%). Mniej więcej podobnie to wychodzi z danych GUS-owskich.

– Pozytywne zmiany dostrzegamy nie tylko w naszym kraju, ale również na całym świecie. Wygaszone zostały negatywne zawirowania powodujące wzrost cen, takie jak np. skutki pandemii oraz oswojenie się z wojną w Ukrainie. Ponadto wpływ na to miało również ustabilizowanie się nastrojów społeczno-gospodarczych oraz politycznych związanych z nośnikami cen energii, w tym uniezależnienie się od dostaw energii z Rosji, co przełożyło się na nastroje wszystkich uczestników rynku, zarówno producentów, jak i konsumentów – zauważa Hubert Gąsiński, ekspert Uczelni WSB Merito Warszawa.

Ceny spadają kolejny miesiąc z rzędu, ale czy można zakładać, że trend ten utrzyma się na dłużej? I czy jesteśmy już w momencie, w którym można powiedzieć, że nie tylko zaczyna spadać dynamika wzrostu cen, ale maleją też same ceny? Dr inż. Anna Motylska-Kuźma z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW jest zdania, że schodzimy nie tyle z wierzchołka drożyzny, co raczej jesteśmy na szczycie spadków dynamiki wzrostu cen.

– Zmniejszone odczyty dynamiki raczej nie są tendencją trwałą. Już w październiku możemy być świadkami odwrócenia trendu spadkowego i powrotów do wzrostów. Przywrócenie rynkowych cen energii czy rezygnacja z zerowej stawki VAT na żywność, z pewnością zwiększą odczyty inflacyjne, szczególnie w I kwartale 2024 r. Poza tym podniesienie płacy minimalnej będzie miało również swoje skutki. Nie ma zatem przesłanek do tego, by ceny w sklepach realnie zaczęły spadać – dodaje ekspertka.

Podobnego zdania jest dr Krzysztof Łuczak, główny ekonomista Grupy BLIX, który uważa, że jesienią faktycznie może dojść do trudnej sytuacji w handlu. Najgorzej może to wyglądać w przypadku warzyw, chemii gospodarczej i pieczywa. Jednak w jego opinii, wszystko będzie zależało od tego, jak dalej będzie się poprawiała lub pogarszała sytuacja związana z cenami energii i płacami, bo to w największej mierze wpływa na finalny efekt. Nie należy zapominać o tym, że w wakacje inflacja jest znacznie mniejsza, a potem przybiera na sile. Z kolei w dalszej perspektywie – ale nie tak bardzo odległej – należy zwrócić uwagę na powrót stawki VAT na żywność. W opinii eksperta, ulga ta nie będzie kontynuowana w nowym roku, co może na rynku wywołać delikatne turbulencje. Przykładem tego mogą być Węgry, gdzie po powrocie do właściwych stawek ceny niektórych towarów wzrosły nawet o kilkadziesiąt procent, chociaż nie we wszystkich kategoriach.

– Impuls wzrostowy cen stopniowo wygasa, stąd spadające dynamiki. Podwyżki w większości kategorii towarów konsumpcyjnych zmniejszyły się. Można powiedzieć, że szczyt drożyzny mamy za sobą, ale raczej nie spodziewałbym się szerokich spadków cen, a ich wolniejszego wzrostu. Myślę, że w drugiej połowie roku dynamiki podwyżek większości produktów będą się wyraźnie obniżać. Natomiast jeśli już ceny będą spadać, to w przypadku pojedynczych kategorii, np. nabiału czy produktów tłuszczowych, gdzie doszło do odbudowania podaży przy spadku popytu – uważa z kolei Marcin Luziński, ekonomista z Santander Bank Polska. Dodaje też, że globalne ceny żywności, obrazowane przez indeks FAO, spadają już od kilku miesięcy, co pozwala wierzyć na niższą dynamikę cen żywności w najbliższych miesiącach w Polsce. Wprawdzie ostatnio indeks ten odbił, ale stało się tak głównie ze względu na zmianę cen olejów.

Dr Hubert Gąsiński jest zdania, że z dużym prawdopodobieństwem można prognozować, iż dynamika wzrostu cen spadnie do jednocyfrowej wartości do końca tego roku. – Poziom ten zdecydowanie spowolni, jednakże nie przełoży się to bezpośrednio na spadek cen w sklepach. Będziemy zauważać jednostkowe obniżki spowodowane zwiększoną sezonową produkcją przede wszystkim w okresie jesiennym, dzięki zbiorom krajowych produktów rolnych – uważa ekspert. I prognozuje, że dynamika wzrostu cen zacznie spadać na przełomie 2023/2024, a zmiana ich poziomu, realnie oceniając, przełoży się dopiero w styczniu 2024 roku.

A jak, według ekspertów, będą się zmieniały w najbliższych miesiącach ceny wybranych grup produktów? Marcin Luziński ostrzega, że nie powinniśmy zakładać znaczącego spadku cen warzyw, co będzie pokłosiem niekorzystnych zjawisk pogodowych u nas w kraju i na świecie.

– W Polsce mamy cały czas suszę rolniczą, lokalnie dochodziło też do ekstremalnych zjawisk – burz, gradobić i nawałnic. Wstępne szacunki wskazują na spadek podaży warzyw zaledwie o 3% w tym sezonie, co nie powinno mieć mocnego przełożenia na ceny. Ten szacunek może się jednak pogorszyć – wyjaśnia Luziński. Zjawiska klimatyczne (burze, gradobicia, nawałnice) i susza odbiją się także na cenach owoców. Według wstępnych szacunków, zbiory w tym roku pogorszą się o prawie 10% w porównaniu do poprzedniego sezonu. Dlatego zdaniem eksperta, ceny owoców mogą dalej rosnąć w najbliższych miesiącach.

Do tego dr Gąsiński dodaje, że hurtowe ceny produktów rolnych są nieznacznie wyższe od cen z ubiegłego roku, a obecne ceny na półkach sklepowych windują pośrednicy handlowi. W ocenie eksperta, bezpośrednio nie wpływa to pozytywnie na prognozowaną obniżkę oraz nie świadczy o możliwości spadku cen na półkach sklepowych w najbliższych miesiącach.

O 24,6% rdr. (w czerwcu – o 34,6%, a w maju – o 32,6%) zdrożała chemia gospodarcza. Ekonomista z Santander Bank Polska wyjaśnia, że to efekt drożejącej energii i surowców. Podkreśla przy tym, że w ostatnich miesiącach dynamika wzrostu cen tych produktów mocno się obniżyła. I przewiduje, że będzie dalej spadać. Dr inż. Motylska-Kuźma zwraca z kolei uwagę, że ze względu na bardzo duże powiązanie tego sektora z rynkiem niemieckim warto śledzić tu tendencje w gospodarce naszego sąsiada, by móc prognozować, jak ceny te mogą się zachowywać w najbliższym czasie.

Ponadto Marcin Luziński spodziewa się, że przez pewien czas spadać będą ceny artykułów tłuszczowych. Nie będą też rosły ceny nabiału. Możemy zakładać utrzymanie cen serów czy jogurtów, gdyż rośnie podaż mleka, czyli najważniejszego surowca w produkcji innych produktów nabiałowych. – Do tego dość słabo wygląda siła popandemicznego odbicia gospodarczego w Chinach, które są ogromnym konsumentem mleka. To pozwala wierzyć w wyraźne spowolnienie wzrostu cen produktów nabiałowych – dodaje ekspert.

A co z cenami mięsa? Luziński wyjaśnia, że spadają w znacznej mierze dzięki stopniowej odbudowie pogłowia zwierząt rzeźnych. Ich liczebność mocno zmniejszyła się podczas pandemii, gdy popyt był słaby, a od tego czasu jest stopniowo zwiększana. Na jeszcze inne aspekty zwraca uwagę dr inż. Motylska-Kuźma.

– Przy analizie cen mięsa trzeba podkreślić, że Polska importuje go 2 razy więcej niż go eksportuje. To powoduje, że ceny tego towaru w sklepach są uzależnione od trendów na rynkach światowych, a tu mamy zwiększoną podaż, która przekłada się na spadki cen. W efekcie w naszych sklepach widzimy zmniejszoną dynamikę wzrostu cen mięsa. Dodatkowo, wysokie temperatury oraz zmiany w stylu żywienia Polaków mogą mieć wpływ na mniejszy popyt na konsumpcję mięsa – mówi ekspertka z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW.

Zaskakująco wygląda sytuacja pieczywa, którego ceny w miesięcznym ujęciu zaczęły rosnąć. W lipcu wzrost wyniósł 20,4% rdr. (w czerwcu – o 17,6%, a w maju – o 15,7%). Z kolei dr Gąsiński wyjaśnia, że to w ogromnej mierze skutek wyższych kosztów energii niezbędnej do produkcji i rosnących kosztów pracy. Jego zdaniem, sytuacja prawdopodobnie unormuje się na przełomie tego i przyszłego roku. Jednak dr Krzysztof Łuczak nie jest takim optymistą. Mówi, że taki scenariusz nie do końca jest pewny i różnie może być, ale na pewno w tej kategorii sytuacja jest skomplikowana i dość trudna do przewidzenia. Potwierdzają to też inni eksperci.

– Rządowe dopłaty do zboża i zakaz importu z Ukrainy spowodowały chwilowy spadek cen zboża w hurcie, co przełożyło się również na ceny mąki. Jednak był to efekt krótkotrwały. Kosztochłonność produkcji pieczywa jest w dalszym ciągu bardzo wysoka. Niewiele pomaga tu również zamrożona cena gazu. Stąd ceny pieczywa pozostają pod ciągłą presją inflacyjną – nie pozostawia złudzeń co do cen dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Jak leczyć bruksizm fizjoterapeutycznie

Bruksizmem określa się zaciskanie zębów lub zgrzytanie, które mogą mieć miejsce zarówno w trakcie snu jak i w ciągu dnia. Coraz częściej klasyfikuje się również jako zaburzenie psychosomatyczne. Warto jednak pamiętać, że tylko wieloetapowe, holistyczne podejście może przynieść rozwiązanie problemu. Specjalista podpowiada jak wesprzeć leczenie fizjoterapeutycznie.

Bruksizm to powtarzająca się czynność mięśni szczęk, która polega na silnym zaciskaniu zębów lub nawykowym zgrzytaniu zębami. Może powodować zmiany w stawach skroniowo – żuchwowych, a nawet bóle głowy. Uważa się, że ma podłoże psychologiczne i zależy od stanu napięcia lub sytuacji stresowych. Coraz częściej klasyfikuje się również jako zaburzenie psychosomatyczne. Z najnowszych badań wynika, że najlepiej walczyć z bruksizmem holistycznie, zarówno u stomatologa, neurologa, psychoterapeuty jak i fizjoterapeuty.

Nie jest to zjawisko zagrażające życiu, jednak wpływa na jego jakość życia, głównie poprzez destrukcję uzębienia. Zaburzenie najczęściej jest zauważalne u stomatologa kiedy widoczne jest starcie zębów. W celach diagnostycznych wykonywane są badania ankietowe i kliniczne. W badaniach czynnościowych określa się stan napięcia i tkliwość mięśni. Bruksizm najczęściej dotyka osoby, które mają wysoki poziom napięcia emocjonalnego, tendencją do zachowań rywalizacyjnych lub wysokim poziomem ambicji. Osoby z bruksizmem na ogół sypiają dobrze, jednak to ich partnerzy mogą mieć problemy snem ze względu na dźwięk zgrzytania zębów.

Leczenie bruksizmu przez fizjoterapeutę polega na terapii schorzeń w zakresie stawów skroniowo-żuchwowych. Polega na zastosowaniu odpowiednich technik terapii manualnych, których celem jest rozluźnienie mięśni. Ważne jest dobranie odpowiedniej, indywidualnej dla pacjenta techniki manualnej. Największą uwagę poświęca się mięśniom w obszarze czaszkowo-szyjnym, gdyż zmniejszenie ich napięcia oraz przywrócenie prawidłowego funkcjonowania stawu SSŻ zmniejszy dolegliwości bólowe. Coraz bardziej popularna staje się fizjoterapia stomatologiczna. – wyjaśnia Zygmunt Bartosiewicz z Kliniki Fizjoterapii.

Pacjent może również w domu kontrolować napięcie mięśni i niwelować bolesne dolegliwości. Można rozluźniać mięśnie otwierając usta przez kilka minut. Kolejnym prostym ćwiczeniem jest ułożenie dwóch palców na policzkach i wykonywanie kolistych ruchów do czasu odczucia zmniejszenia napięcia. Ćwiczeniem rozluźniającym mięśnie żwacza jest również szczypanie policzków. Należy delikatnie chwycić skórę policzków i ja rozciągnąć i przytrzymać. Ćwiczenia należy powtarzać kilka razy.

Bruksizm w dużym stopniu spowodowany jest stresem, dlatego najważniejsze jest jego zminimalizowanie lub wyeliminowanie. Pomocna może być muzykoterapia, trening prawidłowego oddechu czy psychoterapia. Aby ograniczyć dolegliwości należy stosować szyny zgryzowe. Warto jednak pamiętać, że tylko wieloetapowe, holistyczne podejście może przynieść rozwiązanie problemu.

Od 1 września zmiana w przepisach o Krajowym Systemie e-Faktur

Dobrowolny do tej pory centralny system wystawiania faktur ustrukturyzowanych KSeF od 1 lipca 2024 r. stanie się obowiązkowy (dla sektora MŚP nierozliczającego się z VAT od 1 stycznia 2025 r.). System nie zdążył na dobre jeszcze okrzepnąć, a Ministerstwo Finansów już wprowadza w nim zmiany.

Zamiany w KSeF od 1 września

W poniedziałek 7 sierpnia 2023 r. na stronach Rządowego Centrum Legislacji Ministerstwo Finansów opublikowało projekt zmian w rozporządzeniu w sprawie korzystania z Krajowego Systemu e-Faktur. Pierwszym novum jest poszerzenie kręgu podmiotów, które będą posiadać uprawnienia do nadawania, zmiany lub odbierania uprawnień do korzystania z KSeF o osobę fizyczną, wskazaną przez podatnika jako przedstawiciel zakładu (oddziału) osoby prawnej lub innej wyodrębnionej jednostki wewnętrznej podatnika. Obecnie uprawnienie takie posiadają podatnicy, organy egzekucyjne, komornicy sądowi oraz osoby wskazane przez te podmioty, przez jednostkę samorządu terytorialnego jako przedstawiciel samorządowej jednostki budżetowej, samorządowego zakładu budżetowego, urzędu gminy, starostwa powiatowego lub urzędu marszałkowskiego, a także przez grupę VAT jako przedstawiciel członka grupy VAT.

Ta zmiana pociąga za sobą kolejne. Uprawnienie do wystawiania lub dostępu do faktur ustrukturyzowanych uzyska podmiot wskazany przez zakład (oddział) osoby prawnej lub inną wyodrębnioną jednostkę wewnętrzną podatnika. W konsekwencji, w przypadku nowo uprawnionych podmiotów, nadanie, zmiana lub odebranie uprawnień do korzystania z KSeF będzie wymagało podania unikalnego identyfikatora zakładu (oddziału) osoby prawnej lub innej wyodrębnionej jednostki wewnętrznej podatnika. Nowelizacja zawiera definicję tego unikalnego identyfikatora, pod którym należy rozumieć identyfikator wytworzony w KSeF zawierający NIP podatnika i ciąg znaków numerycznych.

Krajowy System e-Faktur

W październiku 2021 r. Ministerstwo Finansów wprowadziło na terenie Polski scentralizowany Krajowy System e-Faktur (tzw. KSeF). Do końca 2021 r. funkcjonował on w formie programu pilotażowego. W latach 2022-2023 jako system fakultatywnego rozliczania faktur. Zgodnie z uzasadnieniem nowego projektu, państwowy system rozliczania dokumentów sprzedażowych ma za zadanie ułatwić przedsiębiorcom życie i uprościć dokonywanie rozliczeń, m.in. poprzez usprawnienia w zakresie wystawiania faktur korygujących, w tym przez zmniejszenie liczby elementów takich faktur, faktur zaliczkowych oraz w zakresie fakultatywnego stosowania duplikatów faktur. Proponowane rozwiązania mają przyczynić się do wzmocnienia kontroli prawidłowości rozliczania podatku VAT i uproszczenia samego procesu kontroli rozliczeń u przedsiębiorców poprzez zdalne monitorowanie przez organy podatkowe obrotu dokumentowanego fakturami.

KSeF ma jednak przede wszystkim zapewnić zwiększenie dochodów budżetu państwa w wyniku zakładanej poprawy poboru podatku VAT w obrocie towarami i usługami. Zachętą do dobrowolnego korzystania przez przedsiębiorców z systemu KSeF jest możliwość otrzymania zwrotu VAT o 20 dni szybciej, czyli w terminie 40 dni od dnia złożenia deklaracji podatkowej, a nie jak dotychczas w terminie 60-dniowym. Od 1 stycznia 2024 r. KSeF będzie obowiązkowy dla wszystkich firm dokumentujących sprzedaż fakturą VAT, a dla sektora MŚP nierozliczającego się z VAT od 1 stycznia 2025 r.

Faktura ustrukturyzowana

Faktura ustrukturyzowana jest dostępna wyłącznie za pośrednictwem oprogramowania interfejsowego, w postaci elektronicznej i zgodnie ze wzorem dokumentu elektronicznego w rozumieniu ustawy z dnia 17 lutego 2005 r. o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne. Minister Finansów udostępnia online wzór faktury ustrukturyzowanej. Zgodnie z art. 106nd ust. 2 ustawy o VAT, Krajowy System e-Faktur służy m.in. do: wystawiania, otrzymywania, przechowywania i dostępu do faktur ustrukturyzowanych, analizy i kontroli prawidłowości danych z faktur ustrukturyzowanych, i powiadamiania o dacie i czasie wystawienia faktury, jak również o dacie i czasie odrzucenia faktury. Wystawione w systemie KSeF tzw. faktury ustrukturyzowane mają tę samą moc dokumentacyjną co funkcjonujące aktualnie faktury elektroniczne oraz klasyczne, wystawiane w formie papierowej. Faktury ustrukturyzowane będą przechowywane w KSeF przez 10 lat, liczonych od końca roku, w którym zostały wystawione, a w przypadku upływu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego po tym okresie – do czasu upływu terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego.

Jak zawarto w uzasadnieniu projektu zmian, forsowane rozwiązania mają przyczynić się do poprawy warunków prowadzenia działalności gospodarczej przez przedsiębiorców.

Autor: Agnieszka Stachurska, dyrektor biura rachunkowego Skarbiec Corporate Services, z grupy Kancelarii Prawnych Skarbiec, specjalizujących się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Od futbolu do startupów – Brazylia na drodze do odzyskania globalnej potęgi

Brazylia to nie tylko piłka nożna, kawa i samba. Od pewnego czasu staje się ona domem dla dynamicznie rozwijających się startupów technologicznych. Kraj dysponuje potencjałem, aby przy odpowiednim wsparciu, jak prognozują analitycy EMIS, jego gospodarka mogła odzyskać globalną pozycję.

W październiku 2022 roku brazylijskie wybory prezydenckie wygrał Luiz Inacio Lula da Silva. W przemówieniu po wygranej powiedział: „Podczas moich podróży międzynarodowych i spotkań z przywódcami wielu krajów najczęściej słyszę, że świat tęskni za Brazylią. […] Dziś mówimy światu, że Brazylia wróciła”. Wydaje się, że kraj jest na dobrej drodze.

Lasy deszczowe pod kontrolą

Plany prywatyzacji ośmiu brazylijskich państwowych przedsiębiorstw, w tym giganta naftowego Petrobrasa, zostały odrzucone, zawieszono nowe pozwolenia na broń i opracowano przepisy mające na celu zwalczanie dezinformacji w internecie – wymieniają analitycy EMIS (ISI Emerging Markets Group) w raporcie „From Tradition to Tech – The New Era of Industrialisation in Brazil”.

Analitycy wskazują, że rząd Brazylii pragnie ożywić Pakt Współpracy Amazońskiej, który jednoczy osiem krajów położonych wzdłuż Amazonii, czyli największego lasu deszczowego na świecie. Temat zajmuje ważne miejsce w programie Luiza Inacio Luli. Urzędujący prezydent zobowiązał się naprawić szkody środowiskowe spowodowane przez swojego poprzednika, Jaira Bolsonaro, pod którego rządami wylesianie osiągnęło najwyższy od 15 lat poziom (średnie roczne wylesianie wzrosło wtedy o 75 proc. w porównaniu do poprzedniej dekady).

Wsparcie innowacyjności

Brazylia zwiększa wysiłki w celu ożywienia sektora produkcyjnego, który od lat słabnie, ciągnąc za sobą w dół także konkurencyjność kraju na rynku światowym. W 1985 roku udział przemysłu wytwórczego w krajowym PKB (w cenach bieżących) wynosił prawie 36 proc., ale od tego czasu jego znaczenie spada. W 2021 roku osiągnął zaledwie 11,1 proc. „Brazil cost” (port. „Custo Brazil”), jak określany jest bardzo złożony brazylijski system podatkowy, a także rosnące ceny energii okazały się jednymi z głównych czynników deindustrializacji Brazylii. Osłabiły konkurencyjność lokalnie wytwarzanych towarów. Co ciekawe, w 2001 roku najczęściej eksportowanym przez Brazylię towarem były samoloty i inne maszyny powietrzne (4,8 proc. pod względem wartości), a w 2022 roku była to już znana dobrze światu soja (13,9 proc.).

Jak twierdzą analitycy EMIS, wydaje się jednak, że dzięki wsparciu fali innowacji, która trwa w Brazylii od kilku lat, spadek wartości tamtejszego przemysłu może się zatrzymać. Trzeba zauważyć, że są już tego pierwsze oznaki. W rankingu Global Innovation Index z 2022 roku Brazylia zajęła 54. miejsce na 132 kraje – i oznacza to poprawę wyniku o 3 pozycje w porównaniu zaledwie z rokiem poprzedzającym. W 2022 roku, zgodnie z danymi INPI, czyli Krajowego Instytutu Własności Przemysłowej, w Brazylii złożono łącznie 27 139 wniosków patentowych. Liczba patentów przyznanych w 2022 roku wzrosła o 77,1 proc. w porównaniu z 2019 rokiem – ostatnim przed pandemią COVID-19.

Proces reindustrializacji brazylijskiej gospodarki będzie wspierany przez proponowaną reformę podatkową, która ma wygenerować wzrost PKB o 12 proc. w ciągu najbliższych 15 lat, a do tego pobudzić eksport i inwestycje. Reforma przewiduje zniesienie podatku od wyrobów przemysłowych i zastąpienie go jednolitym podatkiem od towarów i usług.

Technologiczna stolica całego kontynentu

Jak podkreślają w raporcie analitycy EMIS, nie dość, że Brazylia jest największym producentem ropy naftowej w Ameryce Łacińskiej i największym producentem soi na świecie, jest także domem dla rozwijającego się sektora startupów technologicznych. Koncentruje się on przede wszystkim na rozwiązaniach z obszaru fintech, handlu elektronicznym i technologii spożywczej. Ekosystem startupowy w Brazylii cieszy się rosnącym zainteresowaniem inwestorów, dzięki czemu sektor ma ogromny potencjał, aby stać się kolejnym motorem napędowym gospodarki kraju (po wspomnianych: ropie naftowej i soi).

Po wyborach w 2022 roku perspektywy dla gospodarki Brazylii wydawały się mało obiecujące, jednak kilka miesięcy później sytuacja uległa znacznej poprawie. Wystarczy zwrócić uwagę na wskaźnik stopy inflacji, który w wielu tamtejszych stanach wyraźnie spada. Jak podsumowują analitycy EMIS, Brazylia dysponuje aktualnie odpowiednim potencjałem, aby przy wsparciu państwa gospodarka mogła odzyskać swoją globalną pozycję.

Źródło: EMIS Insights „From Tradition to Tech – The New Era of Industrialisation in Brazil”

Uran mocno drożeje w tym roku

W Polsce trwają przygotowania do budowy pierwszych elektrowni atomowych. Tymczasem na całym świecie rośnie popyt na uran. Od początku roku, pierwiastek ten zanotował dwucyfrowe wzrosty. Gdyby ktoś chciał zainwestować w tą branżę, jest to trudne, ale nie jest niemożliwe.

W Polsce trwają przygotowania do budowy kilku elektrowni atomowych w do zrealizowania w ciągu następnej dekady. Mają to być zarówno duże elektrownie, jak i mniejsze oparte o małe reaktory modułowe BWRX-300 (SMR – Small Modular Reactor). Obecnie, prace stają się coraz bardziej zaawansowane – trwa proces doboru lokalizacji nowych reaktorów. A do pracy polskich reaktorów potrzebny będzie uran, który w tym roku mocno drożeje.

Ceny uranu zanotowały w tym roku dwucyfrowe wzrosty. Ten promieniotwórczy pierwiastek nadrabia w ten sposób zaległości wobec innych surowców szeroko wykorzystywanych w odnawialnych źródłach energii. Ceny litu, kobaltu, miedzi i niklu wzrastały już wcześniej na fali popularności „zielonej energii”. Rynek uranu odnotowuje rosnący popyt ze strony reaktorów i inwestorów oraz zmaga się z ograniczoną podażą. Po latach dyskusji na temat zagrożeń związanych z atomową energetyką, coraz częściej jest ona oceniana jako jeden z elementów umożliwiających szybsze osiągniecie węglowej neutralności (czyli zerowej emisji netto CO2 do atmosfery).  Z drugiej strony postęp technologiczny przynosi rozwój nowych mniejszych modułowych reaktorów (SMR). Polska może być jednym z krajów, w których takie reaktory pojawią się najszybciej.

Energetyka jądrowa rozwija się obecnie na całym świecie. Globalnie pracuje obecnie 440 reaktorów służących do celów energetycznych, które zaspokajają około 10 proc. światowego zapotrzebowania na energię elektryczną. W najbliższych latach, liczba reaktorów może się zwiększyć nawet o 50 proc., głównie za sprawą nowych siłowni w Chinach i Indiach. Te wzrosty kompensują z naddatkiem wyłączenia reaktorów z jakim mamy do czynienia np. w Niemczech.

To zwiększa popyt na uran, którego niskie ceny w poprzednich latach wpłynęły na spadki wydobycia. Obecnie, produkcja uranu jest o 25 proc. niższa od rynkowego popytu i sama w sobie pozostaje niepewna, głównie w związku z sankcjami nałożonymi na Rosję oraz niedawnym zamachem stanu w Nigrze. Produkcja koncentruje się w Kazachstanie, Kanadzie, Namibii, a największe zasoby uranu posiada Australia.

Inwestorzy, którzy chcieliby zainwestować w uran czy jego wydobycie mają utrudnione działanie. Wielu z największych producentów, takich jak kazachski Kazatomprom (23 proc. światowych dostaw uranu), francuski Orano (11 proc.) i rosyjski Uranium One (9 proc.), jest własnością państwa. Głównym wyjątkiem jest kanadyjska spółka Cameco (CCJ). Ten drugi na świecie producent (12 proc.) posiada trzy kopalnie w Kanadzie i Kazachstanie, a w tym roku odnotował wzrost o 50 proc. Dostęp dla inwestorów poprawił się wraz z uruchomieniem w 2021 r. funduszu Sprott Physical Uranium Trust. Wspiera on wzrost cen stosując strategię „kup i trzymaj”. Jego aktywa wynoszą obecnie już 3,5 mld dolarów i posiada on obecnie zapasy uranu równe 5 proc. rocznego zapotrzebowania na ten pierwiastek. Te dwa elementy to najważniejsze pozycje w funduszu ETF –  Global X Uranium ETF.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

RPP obniży stopy procentowe we wrześniu. Co dalej?

Dane rynkowe wskazują na obniżkę stóp procentowych we wrześniu. Co więcej, wygląda na to, że jesteśmy u progu całego cyklu dalszych obniżek. W tle rubel znów słabnie.

Rynek spodziewa się obniżki stóp procentowych przez RPP we wrześniu

Posiedzenie Rady Polityki zostało przesunięte w sierpniu i odbędzie się nie 5-6 września, ale tydzień później. To jednak nie zmiana terminu jest jego główną atrakcją. Najważniejsze jest to, że to pierwsze posiedzenie od kilku kwartałów, gdzie realnie rozważana będzie możliwość zmiany stóp procentowych. Patrząc na zmiany stawki WIBOR, wygląda na to, że będzie to jedyne posiedzenie z obniżką stóp procentowych. Dalsze podwyżki już teraz są w cenach, widać to po tym, że WIBOR 6M jest niższy niż WIBOR 3M, rynek zatem spodziewa się kolejnych ruchów w okolicach grudnia do lutego. To z pewnością dobra wiadomość dla posiadaczy kredytów złotowych na zmiennej stopie. Dla rynków walutowych jest to pewien problem. Obniżki stóp procentowych powinny przekładać się na osłabienie waluty. Patrząc na termin powakacyjny, rząd będzie raczej zainteresowany słabym złotym. Owszem będzie to bodziec proinflacyjny, gdyż podrożeją dobra importowane, ale pozwoli to poprawić sytuację eksporterów.

Rubel znów słabnie, a rosyjska gospodarka ma poważne problemy

Rosyjska waluta z oczywistych powodów nie ma ostatnio dobrej passy. Odcięcie od światowych systemów finansowych, nawet tak kulawe jak to, którego jesteśmy świadkami, nadal jest jej sporym problemem. W ciągu roku od szczytów rubel względem złotego stracił już niemal połowę wartości. Z drugiej strony ten szczyt w przypadku waluty odciętej od światowych rynków przez wielu obserwatorów uważany jest za niewiarygodny. Najlepszym dowodem jest fakt, że rubel przed agresją na Ukrainę kosztował w przedziale 0,52 zł do 0,57 zł. Początkowo spadł przez moment do 0,30 zł, ale nie wiadomo dlaczego, potem odbił powyżej 0,80 zł. Był to najprawdopodobniej efekt wymuszenia rozliczeń rublowych za surowce energetyczne. Obecnie jednak ten wpływ gaśnie, a kraj ma poważne problemy. Na chwilę spadek waluty powstrzymały podwyżki stóp procentowych. Najpierw z 7,5% na 8,5%, a dwa tygodnie temu od razu na 12%. Problem w tym, że znów wracamy do spadków, a gospodarka wielu takich ruchów już nie wytrzyma.

Poprawa koniunktury w Polsce?

Pomimo wielu negatywnych sygnałów dla gospodarki jest światełko w tunelu. Poznaliśmy dzisiaj wskaźnik wyprzedzający koniunktury wg BIEC. Jest on najwyższy od czerwca 2022. Oczywiście nie można na jednym wskaźniku opierać całej narracji, ale daje on pewną nadzieję na poprawę. Byłby to bardzo dobry sygnał, bo znaczyłoby to, że obniżanie stóp procentowych nie jest paniczną próbą ratowania spowalniającej gospodarki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów Conference Board.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Eesti Energia: Zysk netto wzrósł o 52%, a inwestycje w zieloną energię wzrosły o 90%

Znormalizowany zysk netto Eesti Energia w II kwartale 2023 r. wyniósł 50,6 milionów euro, co stanowi wzrost o 52% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Przychody Grupy wyniosły 416,1 milionów euro, a największy wzrost ze sprzedaży odnotowano na polskim rynku. Inwestycje, skupione na zwiększeniu produkcji taniej i zielonej energii elektrycznej, wzrosły niemal dwukrotnie w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku, osiągając 180,6 milionów euro.

Przez kilka ostatnich kwartałów nasze inwestycje głównie skupiały się na zwiększeniu udziału energii pochodzącej z odnawialnych źródeł w naszym portfolio firmowym – wyjaśnia Marlen Tamm, dyrektor finansowa Eesti Energia. Tylko taka strategia zapewni nam możliwość dostarczania naszym klientom energii elektrycznej, która jest nie tylko korzystna cenowo, ale także przyjazna dla środowiska. Drugi kwartał tego roku charakteryzował się niskimi cenami energii, co bezpośrednio wiązało się z intensywnym wytwarzaniem energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych. W związku z tym, w trakcie drugiego kwartału, poprzez naszą spółkę Enefit Green, zainwestowaliśmy aż 74 mln euro (+86% w porównaniu z rokiem poprzednim) w rozwój tego typu źródeł.

W celu stabilizacji rosnącej produkcji energii odnawialnej, Eesti Energia ogłosiła przetarg na uruchomienie pilotażowego projektu magazynu energii, pierwszego w portfolio Grupy. – Magazyn o odpowiedniej pojemności może zapewnić dostępność taniej energii elektrycznej, a także wspierać niezawodność i efektywność systemu energetycznego – tłumaczy Marlen Tamm. Planowane urządzenie magazynujące będzie mogło przechować energię wyprodukowaną przez prawie 2,5 tysiąca krajowych farm słonecznych w ciągu dwóch godzin i wykorzystać ją w droższych godzinach wieczornych.

Źródła odnawialne odpowiadały za blisko 50% produkcji energii

Z powodu niskich cen na rynku, produkcja energii elektrycznej przez Eesti Energia w II kwartale zmniejszyła się o 50% do poziomu 706 GWh. W wyniku tego spadku udział energii pochodzącej z odnawialnych źródeł w ogólnej produkcji wzrósł do 46%. Tym samym udział energii odnawialnej w produkcji przez I półrocze tego roku wyniósł 43%, co oznacza wzrost o prawie 20 punktów procentowych w porównaniu z rokiem poprzednim.

Przychody ze sprzedaży Eesti Energia w II kwartale utrzymały się na poziomie porównywalnym do tego samego okresu w ubiegłym roku i wyniosły 416,1 miliona euro. Ponad połowa z tych przychodów (63%) pochodzi spoza Estonii, obejmując rynki takie jak Finlandia, Łotwa, Litwa i Polska. Szczególnie widoczny wzrost przychodów ze sprzedaży zanotowano w Polsce (+44%).

Skorygowana EBITDA w II kwartale br. wyniosła 115,7 miliona euro, co oznacza wzrost o 45% w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku. Skorygowany zysk netto Grupy w II kwartale br. osiągnął 50,6 miliona euro, co stanowi wzrost o 52% w porównaniu z rokiem poprzednim.

Wyniki Eesti Energia w II kwartale br.

      Q2 2022 Q2 2023
Przychody ze sprzedaży   mln euro 416,6 416,1
EBITDA*   mln euro 79,8 115,7
Zysk netto*   mln euro 33,3 50,6
Inwestycje   mln euro 97,7 180,6
w tym inwestycje w rozwój energii odnawialnej   mln euro 39,9 74,0

*Normalizacja wyników, która nie obejmuje aktualizacji wyceny instrumentów pochodnych

Rentowności obligacji spadają, złoty stabilny. Giełdy na zielono

Główne indeksy rynków akcji w Azji i Oceanii w zdecydowanej większości podążały dziś wzrostową ścieżką wyznaczoną w poniedziałek przez Wall Street (Nikkei 225 +1,73 proc.). Ceny kontraktów na amerykańskie indeksy giełdowe notowały dziś rano kosmetyczne zmiany (S&P 500 -0,02 proc.). W Europie lekko zwyżkowały dziś ok. godz. 10:20 niemiecki DAX (+0,34 proc.) i francuski CAC 40 (+0,26 proc.).

Na GPW WIG-20 był dziś rano najwyżej od 8 sesji (+0,13 proc. ok. godz. 10:35). Po podaniu dziś rano przez spółkę ML System szacunku 10,6 mln straty netto poniesionej w pierwszym półroczu, kurs akcji spółki spadał o ponad 10 proc. Swój najniższy od ponad roku kurs zaliczyły dziś rano akcje BioMaximy.

W okolicach swoich 2-tygodniowych minimów znajdowała się dziś rano rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych (4,19 proc.), która tydzień wcześniej znalazła się na swoim najwyższym od 2007 roku poziomie. Rentowność 10-latek polskiego rządu spadała ok. godz. 10:30 (5,671 proc.).

Niewiele się dziś rano działo na rynku walutowym. Kurs EUR/USD, który w poniedziałek próbował korygować trwający od połowu lipca trendu spadkowego ok. godz. 10:20 spadał o -0,06 proc. Kurs USD/JPY, który w poniedziałek był najwyżej od listopada ub.r. tracił -0,08 proc.

Kosmetyczne zmiany notował ok. godz. 10:20 polski złoty (EUR/PLN +0,04 proc., USD/PLN 0,12 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara od 1,5 tygodnia konsoliduje się wokół poziomu 26000 USD (formacja „trójkąta symetrycznego”?) po spadku o 9,2 proc. z 17 lipca br. (dziś BTC/USD +0,08 proc. ok. godz. 10:20).

Ceny kontraktów na ropę naftową próbowały dziś rano kontynuować odbicie w górę rozpoczęte 24 sierpnia (WTI +0,36 proc., Brent +0,36 proc. ok. godz. 10:25). Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie silnie wczoraj wzrosła w związku ze zmianą serii, a dziś ok. godz. 10:26 zwyżkowała o 0,86 proc. Poza palladem (-0,09 proc.) symbolicznie drożały dziś ok. godz. 10:25 kontrakty na złoto (+0,2 proc.), platynę (+0,17 proc.), srebro (+0,12 proc.) i miedź (+0,39 proc.). Nieznacznie rosły dziś rano ceny kontraktów na kawę, taniała natomiast soja, pszenica i bawełna.

Autor: Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Nastroje konsumenckie w sierpniu: ostrożny optymizm

W sierpniu br. wskaźnik nastrojów konsumenckich utrzymał się na podobnym poziomie jak przed miesiącem. W przyszłość wciąż spoglądamy z dużą ostrożnością, czujnie obserwujemy rynek pracy i z reguły stronimy od większych inwestycji. Większe zmiany mogą nadejść dopiero jesienią. Takie dane płyną z najnowszego Barometru Nastrojów Konsumenckich opracowanego przez firmę GfK– an NIQ company.

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, wyniósł w lipcu 2023 r. -4,5 i spadł o 1,1 jednostki w stosunku do poprzedniego miesiąca.

W sierpniu poziom nastrojów konsumenckich w Unii Europejskiej spadł: średnia unijna wynosi -17 wobec -16,1 w lipcu 2023 r.Nastroje konsumenckie

Według badań GfK – an NIQ company w sierpniu 2023 r. swoją aktualną sytuację finansową respondenci oceniali gorzej niż jeszcze miesiąc temu, gdy zanotowano najwyższy poziom nastrojów konsumenckich od 2,5 roku. Wynik wciąż pozostaje na minusie spadając o 5,6 jednostki (wskaźnik -8,3 wobec -3 w lipcu 2023 r.). W przyszłość Polacy również przestali spoglądać tak optymistycznie jak jeszcze miesiąc temu, co wpłynęło na spadek wyniku o ponad 2 p.p. (średni wskaźnik wyniósł -3,7 wobec -1,6 w lipcu 2023).

Równocześnie 35,6 proc. Polaków zbadanych przez GfK – an NIQ company spodziewa się, że kolejne miesiące przyniosą wzrost bezrobocia. Odnosząc się do lipca 2023 r. wskaźnik ten wzrósł o 1,1 p.p. Znaczący wpływ na nastroje konsumenckie mają także rosnące z miesiąca na miesiąc kwoty na paragonach – aż 84 proc. Polaków zauważa i odczuwa wzrost cen w porównaniu z sierpniem 2022 r. 54,3 proc. respondentów jest również zdania, że towary i usługi wciąż będą drożeć, przy czym już ponad 38 proc. uważa, iż inflacja – wbrew zapowiedziom Rady Polityki Pieniężnej – utrzyma dwucyfrową dynamikę.

– W wakacje nastroje konsumenckie wyraźnie się odbudowały i trudno się temu dziwić. Z jednej strony sprzyjały  temu sezon urlopowy oraz długie i ciepłe dni. Z drugiej zaś, od wielu miesięcy nie zaobserwowaliśmy na horyzoncie sygnałów wyraźnego słabnięcia gospodarki. Bezrobocie również utrzymuje się na bardzo niskim poziomie, a wielu ekonomistów – w przeciwieństwie do konsumentów – jeszcze w sierpniu spodziewa się jednocyfrowej inflacji. Obecnie nie ma więc ani powodów do hurraoptymizmu, ani do masowych obaw. Prawdziwa weryfikacja nastrojów dopiero przed nami, na co składają się powrót do codzienności, nadejście jesiennej aury oraz zbliżające się wybory.
Z pewnością, bez względu na wynik, nie pozostaną one bez wpływu na odczucia konsumentów –
mówi Artur Noga-Bogomilski, Head of Market Intelligence w GfK – an NIQ company.

W sierpniu 2023 r. dodatnie nastroje konsumenckie dotyczyły dwóch z sześciu grup wiekowych wytypowanych przez GfK – an NIQ company. U młodzieży w wieku 15-22 lata, wynik wyniósł 8 wzrastając o 2,7 jednostki w porównaniu z lipcem 2023 r. Wśród pozostałych dwudziesto-kilku latków wskaźnik wyniósł aż 17,2 wzrastając o 15,4 jednostki w stosunku m/m – tak wysoki wynik od wielu miesięcy nie był zanotowany w żadnej grupie wiekowej. Na przeciwnym biegunie znaleźli się pięćdziesięciolatkowie: nastroje w tej grupie spadły niemal trzykrotnie, osiągając wynik -16. Wyrazili oni również najwięcej obaw dotyczących własnej sytuacji finansowej w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Duży spadek można dostrzec również w przypadku osób w wieku 40-49 lat: sierpień pogłębił negatywne nastroje niemal dwukrotnie (-10,1 wobec -5,2 w lipcu 2023 r.). Nastroje konsumenckie osób w wieku emerytalnym wyniosły -8,4 poprawiając się o 0,5 jednostki w stosunku do poprzedniego miesiąca.

W porównaniu z lipcem 2023 r., ponownie zmniejszyła się dysproporcja w nastrojach ze względu na poziom wykształcenia. Najlepsze nastroje GfK – an NIQ company odnotowało wśród osób z wykształceniem podstawowym, które ponownie są na plusie (4 wobec 3,3 w lipcu 2023 r.), zaś najgorsze u osób z wykształceniem średnim (-7).

W sierpniu 2023 r. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:W sierpniu 2023 r. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 4-9 sierpnia 2023 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.