Sezon rozliczeń podatkowych rozpoczął się na całego. Do końca lutego podatnicy rozliczający się przez płatnika otrzymają PIT-11, a następnie mogą przystąpić już do swojego obywatelskiego obowiązku. Jednak dla wielu osób jest to procedura niezwykle stresująca i generująca mnóstwo pytań. Odpowiedzmy więc na te najczęstsze już dziś, by w czasie wykonywania rozliczenia nie było już żadnych wątpliwości.
PIT 2022 — jaki formularz wybrać?
Wybór odpowiedniego formularza to pierwsza rzecz, o jakiej należy pamiętać, rozliczając swój podatek dochodowy. Jest to kwestia, która budzi naprawdę wiele pytań. I właściwie nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ rodzajów formularzy do wyboru jest całkiem sporo. Każdy z nich służy do rozliczenia innego rodzaju przychodów, zależnie od ich źródeł, czy też sposobu rozliczania podatku. Jednak choć jest ich tak wiele, to każdego roku tylko kilka z nich wypełniana jest przez największą ilość podatników.
PIT 36
PIT 36 to deklaracja, którą wypełniają przede wszystkim przedsiębiorcy prowadzący pozarolniczą działalność gospodarczą. Dotyczy ona tych działalności, których przychody opodatkowane są na zasadach ogólnych, przy zastosowaniu skali podatkowej 12% oraz 32%, a także działów specjalnych produkcji rolnych.
Deklarację PIT 36 w 2023 roku złożą również podatnicy którzy:
uzyskiwali przychód z najmu, podnajmu, dzierżawy i poddzierżawy nieruchomości.
uzyskiwali przychód za granicą
prowadzili działalność nierejestrowaną z przychodem nieprzekraczającym minimalnej miesięcznej pensji
mają inne źródła przychodów, od których nie mają obowiązku odprowadzania składek.
Warto dodać, że dostępny jest także formularz PIT 36L. Nie należy mylić go z deklaracją PIT 36, ponieważ ta pierwsza dotyczy przychodów rozliczanych na innych zasadach. Mianowicie PIT 36L dotyczy osób, które prowadziły działalność gospodarczą opodatkowaną na zasadach liniowych.
PIT 37
PIT 37 to najpopularniejsza deklaracja podatkowa. Za każdym razem rozlicza ją bowiem najwięcej podatników. I właściwie nie powinno to nikogo zdziwić, ponieważ dotyczy ona osób, które rozliczają się przez płatnika. W praktyce, oznacza to, że PIT 37 składają przede wszystkim podatnicy, którzy w 2022 roku otrzymywali wynagrodzenie z tytułu umowy o pracę, zlecenie, czy też umowy o dzieło. Taką deklarację wypełnia się oczywiście na podstawie otrzymanego od pracodawcy formularza PIT 11.
PIT 37 służy również do rozliczenia różnego rodzaju świadczeń i zasiłków. Za pomocą tej deklaracji rozliczyć powinni się także emeryci, renciści i uczniowie pobierający stypendia naukowe oraz osoby generujące zyski z praw autorskich.
Inne popularne deklaracje podatkowe
PIT 28 składają przede wszystkim podatnicy, którzy uzyskali przychód z jednoosobowej działalności gospodarczej opodatkowanej ryczałtem. Dotyczy to również działalności prowadzonej w formie spółki. Inna deklaracja, o której często słychać to PIT 2. Jest to przede wszystkim nie rozliczenie, a oświadczenie i można złożyć je dobrowolnie. Pozwala ono między innymi na pomniejszania miesięcznych zaliczek na PIT o kwotę zmniejszającą podatek.
Do kiedy PIT w 2023 roku?
Rozliczenie PIT musi być terminowe. I nie ma od tej zasady żadnych wyjątków. Urząd Skarbowy nie lubi spóźnień – każde jest zresztą obarczone szeregiem kar finansowych i innych konsekwencji. Terminowe rozliczenie PIT to obowiązek każdego generującego dochód obywatela.
Termin składania deklaracji PIT nie różni się, w zależności od rodzaju formularza, czyli typu rozliczanych dochodów. Najpopularniejsze deklaracje podatkowe, czyli PIT 28, PIT 37, PIT 38 i PIT 39 należy dostarczyć do Urzędu skarbowego do ostatniego dnia kwietnia. W 2023 roku przypada on jednak w niedzielę. Natomiast kolejny dzień, czyli 1 maja, jest wolny od pracy. W związku z tym, w najbliższym okresie rozliczeniowym podatnicy rozliczający wcześniej wymienione formularze, mają aż 2 dodatkowe dni na dopełnienie tej formalności. Ostateczny termin to bowiem 2 maja 2023.
Jak rozliczyć PIT online?
W dzisiejszych czasach PITy rozlicza się przez internet. Jest to naprawdę niezwykle proste, a co najważniejsze, pozwala zaoszczędzić mnóstwo czasu. Całą formalność można bowiem dopiąć w dosłownie kilkanaście minut i to bez czekania w długich kolejkach. Przed przystąpieniem do wypełniania swojej deklaracji, warto sprawdzić, jaka jest obowiązująca składka zdrowotna 2023, czy też dostępne ulgi oraz odliczenia.
Obecnie jest kilka sposobów na łatwe rozliczenie PIT online. Jednak bez wątpienia dwa z nich cieszą się największą popularnością. Jest to Twój ePIT oraz programy do wypełniania PIT. Oba te rozwiązania są naprawdę świetne. Warto więc je sobie nieco przybliżyć.
Twój e-PIT
Twój e PIT to rozwiązanie wprowadzone przez Ministerstwo Finansów w celu usprawnienia procedury rozliczania PIT. I tak też się stało. Usługa ta pozwala na błyskawiczne załatwienie sprawy. Wystarczy wejść na podatki gov. Tam dostępny jest e urząd skarbowy, do którego należy się zalogować. Można zrobić to między innymi przez swój profil zaufany. Na stronie czekać będzie już gotowy PIT – wystarczy sprawdzić jego poprawność i uzupełnić brakujące informacje.
Program PIT
W internecie można znaleźć wiele takich programów. Warto pamiętać jednak, by stawiać jedynie na te sprawdzone i zaufane. W takich programach można wypełnić ePITy. Dostępne są tam wszystkie obowiązujące formularze. Gotowe PITy można wysłać online lub wydrukować i dostarczyć osobiście, bądź pocztą.
Wczorajsza sesja na rynkach finansowych przebiegła spokojnie, co wynikało w głównej mierze z dnia wolnego w USA oraz braku publikacji danych makro ze Stanów Zjednoczonych oraz strefy euro. Z Polski poznaliśmy paczkę danych, z których wynika, że przemysł spowalnia i coraz mocniej widoczne są procesy dezinflacyjne co jest spójne z oczekiwaniami Rady Polityki Pieniężnej. Do Polski przyjechał prezydent Biden.
Na rynku w tym momencie dominują tematy geopolityczne. Jesteśmy coraz bliżej rocznicy wybuchu wojny w Ukrainie i rośnie ryzyko niespodziewanej reakcji ze strony Rosji. Symboliczna była 10-godzinna podróż pociągiem prezydenta USA do Kijowa. W ten sposób zostało pokazane wsparcie dla prezydenta Zelenskiego. Biden zakomunikował, że jego celem było potwierdzenie „niezachwianego i niesłabnącego zaangażowania w demokrację, suwerenność i integralność terytorialną Ukrainy”. Dziś przywódca USA wizytuje w Polsce i wygłosi przemówienie.
W Europie odbyła się dość płaska sesja. Dax stracił zaledwie 0,03 proc. a francuski CAC40 zniżkował o 0,16 proc. Indeksy w Polsce radziły sobie gorzej. WIG zamknął dzień pod kreską z wynikiem -0,36 proc. a WIG20 jest niżej o ponad 0,5 proc.
W ostatnim czasie giełdy Europejski pokazują siłę. Główne benchmarki z UK czy Francji albo wyrównały albo przekroczyły historyczne szczyty. Niemieckiemu Dax-owi brakuje jednak jeszcze ponad 750 pkt. aby osiągnąć podobny rezultat. W lutym notowania jego znajdują się w konsolidacji ograniczonej od góry poziomem 15.600 pkt. a od dołu obszarem 15.290 pkt. Z układu na wykresie można wyczytać, że jeśli nie dojdzie w najbliższych dniach do podwyższonej awersji do ryzyka, wówczas impuls wzrostowy, który został zapoczątkowany w październiku, będzie kontynuowany.
Dziś poznamy wskaźniki PMI dla strefy euro. Prawdopodobnie wskażą one poziomy powyżej 50 pkt. sygnalizując tym samym wzrost wyników gospodarczych drugi miesiąc z rzędu, co wynika z silnego sektora usług. Dane tego typu zazwyczaj mają drugorzędne znaczenie dla euro. Aktualnie może być nieco inaczej. EBC czeka na sygnały, że zacieśnianie polityki pieniężnej dotarło do realnej gospodarki. Te na razie nie pojawiają się. W tym momencie dominuje euforia związana z tym, że Europa uniknęła głębokiej recesji w wyniku kryzysu energetycznego – co można w dużym stopniu przypisać łagodnej zimie. Lepsze dzisiejsze dane będą jednak oznaczać, że bank może w mniejszym stopniu liczyć na spadek popytu, który w konsekwencji stłumi inflację. Ostatnio oczekiwania co do stóp EBC rosną – to wspiera euro, nie pozwalając walucie znacznie się osłabić. Wyższe stopy utrzymane dłużej to prawdopodobnie realny scenariusz dla europejskiej instytucji. Polityki monetarne EBC oraz Fed są coraz bardziej podobne, dlatego też EUR/USD od dłuższego czasu oscyluje wokół 1,07 i brakuje większego impulsu do nadanie dalszego kierunku. To, która waluta będzie miała lepszą passę w średnim terminie, będzie w dużej mierze zależeć od tego, który bank będzie dłużej utrzymywał „wyższą stopę procentową”.
Patrząc na kontrakty terminowe Fed Funds, rynek w pełni wycenia podwyżki o 25 pb na dwóch kolejnych spotkaniach w marcu oraz maju oraz zakłada 80 proc. szans na trzeci ruch o taką samą wartość w lipcu. W tym tygodniu kluczowe dla dolara będą minutki z ostatniego posiedzenia FOMC oraz piątkowe dane na temat wydatków Amerykanów.
W przypadku EBC, rynek OIS wycenia kolejny ruch w górę na stopach łącznie o 123 pb. do końca roku, co oznaczałoby, że stopa depozytowa urośnie do poziomu 3,73 proc. Nieco łagodniejsze podejście oczekiwane jest ze strony Banku Anglii. Tutaj rynek terminowy wskazuje podwyżkę o 48 pb. do sierpnia 2023 roku co „wywinduje” główną stopę do poziomu 4,48 proc.
Przez najbliższe dni głównym tematem wielu rozmów będzie przyjazd prezydenta Stanów Zjednoczonych do Polski. Jest to druga wizyta głowy potęgi ekonomicznej świata od początku inwazji Rosji na Ukrainę. Ciężko jest porównywać nasz kraj z USA, ale czy faktycznie jest to aż tak nierealne? Niekoniecznie. Podobnie jak Polacy, Amerykanie w zestawieniu TOP3 aktywów, w które warto zainwestować, posiadają nieruchomości oraz złoto. Czy coś jeszcze nas łączy? Tłumaczy ekspert firmy Tavex?
Czy myślimy podobnie?
Wizyta prezydenta USA w Europie kilka dni przed rocznicą napaści Rosji na Ukrainę jest istotna zarówno dla Europy, jak i samych Stanów Zjednoczonych.
Przez ostatni rok na wielu polach mogliśmy zaobserwować odniesienia do Stanów Zjednoczonych, głównie w odniesieniu do stóp procentowych oraz siły amerykańskiej waluty. Ze względu na rozmiar i międzynarodowe powiązania, rozwój sytuacji w USA wywiera znaczący wpływ na całą gospodarkę światową, w tym również Polskę.
Czy jednak różnimy się aż tak na wielu polach? Co ciekawe, z sondażu Gallupa wynika, że Amerykanie zapytani o najlepszą długoterminową inwestycję – jako TOP3 – wskazywali nieruchomości (45%), akcje (18%) oraz złoto (15%). Dane te nie odbiegają znacząco od naszych wyborów. Polscy respondenci w badaniu firmy Tavex zapytani o to, w co warto inwestować – wybierali najczęściej nieruchomości (34%), złoto (28%) oraz obligacje (16%).
Zarówno w Polsce, jak i w Stanach Zjednoczonych doceniane są takie aktywa jak nieruchomości i złoto. Nic dziwnego, są one bowiem inwestycjami, które nie tylko zabezpieczają nasz kapitał, ale również – w perspektywie długofalowej – mogą przynieść zysk – wskazuje Aleksander Pawlak, prezes firmy Tavex. Wartość kruszcu doceniają nie tylko inwestorzy indywidualni. Niepewność geopolityczna i wysoka inflacja wpłynęły na to, że wiele banków centralnych zwiększyło swoje rezerwy tego aktywa – dodaje.
Trochę inne spojrzenie na bezpieczeństwo
Najnowsze dane Światowej Rady Złota za IV kwartał 2022 roku wskazują, że Stany Zjednoczone są liderem w ilości posiadanego złota w rezerwach banku centralnego (8,133.46 tony). Polska nie ma może aż tak ogromnej ilości kruszcu, jednak nasze 228.67 tony dają nam trzecie miejsce w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Wyprzedza nas Federacja Rosyjska (2,298.53 tony) oraz Turcja (541.80 tony). Co ciekawe, sumując nasze rezerwy z zasobami USA, wyprzedzamy Rosję prawie czterokrotnie.
Przy okazji wizyty Joe Bidena w Polsce wiele mówi się na temat bezpieczeństwa państw w obliczu zbliżającej się rocznicy wybuchu wojny w Ukrainie. Warto więc wiedzieć, że złoto – tak licznie wykupywane w 2022 roku przez banki centralne wielu państw – jest rozwiązaniem rezerwowym, które dywersyfikuje ryzyko geopolityczne w czasie kryzysów oraz w okresie napięć w sferze politycznej. Daje ono również pewnego rodzaju niezależność, ponieważ nie jest związane z nim ryzyko kredytowe, a także bezpośrednio polityka gospodarcza konkretnego kraju. Dlatego państwo posiadające duże rezerwy złota jest bardziej wiarygodne w oczach inwestorów i pożyczkodawców – podsumowuje Aleksander Pawlak, prezes firmy Tavex.
Warto wspomnieć, że złoto może stanowić wsparcie w momencie, znacznego osłabienia waluty wybranego kraju. Sprzedając zasoby kruszcu istnieje możliwość jej wzmocnienia.
Przemysł to dziedzina gospodarki, która stale się rozwija i dąży do maksymalnej automatyzacji procesów, aby nie wymagały one aktywnego udziału pracowników. Przedsiębiorstwa, które działają w tym sektorze, szukają również innowacyjnych, pozytywnie wpływających na jakość oferowanych przez nich produktów, a także ich trwałość rozwiązań. Obecnie na rynku funkcjonuje wiele firm oferujących specjalistyczne narzędzia, które mogą w wielu przypadkach okazać się innowacyjne. O czym mowa w praktyce? Podpowiadamy.
Jakich obszarów mogą dotyczyć innowacje w przemyśle?
Polskie firmy oferują wiele ciekawych i specjalistycznych rozwiązań, które mogą korzystnie wpłynąć na różne procesy w przedsiębiorstwach z branży przemysłowej. Oferują one innowacje produktowe, marketingowe, procesowe, a także organizacyjne.
Przedmiotem zainteresowania większości biznesów są jednak innowacje produktowe i procesowe. Te pierwsze odnoszą się do wprowadzenia nowej oferty lub ulepszenia funkcjonalności czy wygody użytkowania już obecnych wyrobów. Innowacje procesowe z kolei dotyczą zmiany sposobu produkcji i dystrybucji produktów i usług. Specjalistyczne rozwiązania w dziedzinie innowacji produktowych w przemyśle możemy znaleźć na przykład na stronie https://g-source.pl/.
Jakie specjalistyczne rozwiązania oferują polskie firmy?
Obecnie na rynku funkcjonuje wiele rodzimych firm, które inwestują w działy R&D , czyli Research and Development, gdzie zatrudniani są najlepsi specjaliści w swoich dziedzinach, zajmujący się opracowywaniem koncepcji nowych produktów i technik ich wytwarzania. Tacy fachowcy badają również bezpieczeństwo, funkcjonalność i skuteczność wyrobów. Dlatego często wprowadzenie na rynek nowego, innowacyjnego produktu trwa miesiącami, a nawet latami. Działy R&D funkcjonują we wszystkich firmach, które stawiają na rozwój, a więc zarówno w przedsiębiorstwach działających w przemyśle paliwowo-energetycznym, metalurgicznym, elektromaszynowym, chemicznym, mineralnym, lekkim, drzewnym spożywczym, ogólnym, jak i wielu innych.
Przykładem przedsiębiorstwa, które oferuje innowacyjne, specjalistyczne rozwiązania jest wspomniana wcześniej firma G-Source. Specjalizuje się ona między innymi w produkcji różnego rodzaju taśm i klejów, dostosowanych do zastosowań przemysłowych. Mogą one służyć zarówno do montażu, uszczelniania, jak i izolacji. Specjaliści są w stanie zaprojektować taśmy i kleje do nawet najbardziej wymagających aplikacji, co pozwala przedsiębiorstwom z wielu różnych branż na stworzenie nowych, innowacyjnych produktów, w których takie taśmy zostaną zastosowane. Tak właśnie działa innowacja w przemyśle. Dzięki specjalistycznym rozwiązaniom oferowanym przez jedną firmę, kolejne przedsiębiorstwa mogą rozwijać swoją ofertę produktową i park maszynowy, tworząc kolejne, innowacyjne wyroby.
Transfery w świecie piłki nożnej to temat zawsze aktualny i niemal za każdym razem tak samo mocno fascynujący. Wszelkie przesunięcia w drużynach mają znaczenie dla gry poszczególnych klubów, dlatego też warto na bieżąco śledzić tematy związane z wykupowaniem oraz wypożyczaniem najlepszych zawodników. Okres zimowy 2022/2023 to czas wielu transferów w europejskiej piłce nożnej. Te najciekawsze zebraliśmy dla Was w jednym artykule.
Cristiano Ronaldo – z Manchesteru United do Al-Nassr
Opuszczenie angielskiej PREMIER LEAGUE przez mistrza Cristiano Ronaldo to wydarzenie, o którym dużo się mówi. Utalentowany Portugalczyk rozpoczął kontrakt z arabskim klubem Al-Nassr. Piłkarz ma zarabiać tam nawet 200 milionów euro w skali roku. Umowa, jaką zawarł Ronaldo będzie obowiązywać do czerwca 2025. Oficjalnie już wiadomo, że gwiazda piłki nożnej zagra z numerem 7 na koszulce.
Cody Gakpo – z PSV Eindhoven do Liverpoolu
Bardzo ciekawego zawodnika zyskuje Liverpool. Cody Gakpo, bo o nim mowa, to utalentowany piłkarz z Holandii, który pokaz swoich umiejętności dał nam wszystkim podczas ostatniego mundialu. Wiadomo, że jego osobą interesowało się wiele europejskich klubów, ale ostatecznie Cody Gakpo będzie grał jako napastnik w angielskiej PREMIER LEAGUE. Kontrakt ten potrwa do 30 czerwca 2028 roku.
Lucas Roman – z Ferro Carilo Oeste do FC Barcelona
Argentyńczyk Lucas „Pocho” Roman został wykupiony przez FC Barcelonę za 400 milionów euro. Młody piłkarz ma dopiero 19 lat i już wiadomo, że zagra na pozycji napastnika. Na boisku Lucas Roman jest bardzo szybki, umie dobrze strzelać z dużego dystansu i jest uznawany za jeden z klejnotów argentyńskiej piłki nożnej.
Jesteś ciekaw, jak spiszą się nowi zawodnicy? Pamiętaj, że GO+ bet – zakłady bukmacherskie oferuje możliwość obstawiania spotkań, w których ci biorą udział.
Tymoteusz Puchacz – z Unionu Berlin do Panathinaikosu Ateny (wypożyczenie)
Reprezentant Polski, Tymoteusz Puchacz przez okres 0,5 roku będzie grać w Panathinaikos Ateny. Jest to drużyna mistrzowska Grecji, a piłkarz będzie grał w tym klubie na pozycji pomocnika. Wypożyczanie nastąpiło 30 grudnia 2022 i może stanowić nie lada szansę dla 24-latka.
Guillermo Ochoa –z America do US Salernitana (wolny transfer)
Jeden z najbardziej rozpoznawalnych bramkarzy w świecie piłki nożnej, Guillermo Ochoa po 3-letniej przerwie wraca oficjalnie do europejskiego klubu. Meksykanin podczas ostatniego mundialu doskonale poradził sobie z obroną rzutu karnego Roberta Lewandowskiego. Reprezentacja, w której grał odpadła z Mistrzostw Świata w fazie grupowej, ale piłkarz został wyróżniony nagrodą zawodnika meczu Polska – Meksyk (0:0).
Julien Le Cardinal – z Paris FC do RC Lens
26-latek zagra na pozycji środkowego obrońcy w klubie Ligue 1 Lens w koszulce z numerkiem 25. Jego kontrakt został potrwa do 2025 roku. Media podają, że opłata transferowa, jaką uzyskała z tego tytułu drużyna Paris FC wyniosła 2,3 miliona euro z dodatkowymi 300 000 euro premii. Wartość rynkowa tego zawodnika to 1,00 milion euro.
Mateusz Klich –z Leeds do DC United (wolny transfer)
Europę opuszcza Mateusz Klich, który dotychczas grał w barwach Leeds. Wychowanek Cracovi w nowym klubie będzie tzw. designated player, co w praktyce oznacza, iż otrzyma jedno z największych wynagrodzeń, jakie można dostawać w drużynie. Polak będzie trenować pod kierunkiem Wayne Rooney’a przez dwa lata, ale kontrakt może zostać przedłużony.
Obstawianie zakładów bukmacherskich niesie ze sobą ryzyko uzależnienia. Pamiętaj, że nie może być sposobem na życie. W Polsce korzystanie z usług nielegalnych bukmacherów jest zabronione, możesz grać wyłącznie u tych operatorów, którzy posiadają zezwolenie Ministerstwa Finansów.
GO BET Sp. z o.o. to legalny polski bukmacher internetowy. Zakłady wzajemne urządzane przez spółkę GO BET Sp. z o.o. przez sieć Internet przyjmowane są na stronie internetowej Spółki pod adresem goplusbet.pl na podstawie zezwolenia Ministerstwa Finansów z dnia 29 listopada 2021 r. (PA11.6831.11.2021).
Jak wynika z badania pracowni KANTAR, obecnie prawie każdy konsument robi przynajmniej część zakupów w sklepach, których oferty widział w gazetkach. Ponad 90% shopperów, przeglądając tego typu publikacje, najbardziej zwraca uwagę na czytelność pokazywanych cen, jasny opis zasad promocji i terminy obowiązywania okazji zakupowych. Badanie wykazało też, że warzywa i owoce oraz mięso to najchętniej przeglądane i zarazem najczęściej oczekiwane na pierwszych stronach kategorie produktów. Do tego raport pokazuje, że 80% ankietowanych uważa, iż gazetki powinny zaczynać się od rabatów na żywność. Mało atrakcyjne promocje potrafią zniechęcić aż 41% konsumentów do zapoznania się w pełni z daną publikacją.
Łącznie aż 98% badanych realizuje przynajmniej część zakupów w sklepach, których oferty wcześniej widziało w gazetkach. Wśród nich 42% wybiera placówki handlowe tylko w oparciu o to źródło informacji. Zaledwie 2% respondentów nie kupuje produktów w sieciach, których oferty widziało w publikacjach. Tak wynika z sondażu, przeprowadzonego przez KANTAR Polska, wśród blisko 4,1 tys. aktywnych konsumentów.
– Zdaniem marketerów, gazetki promocyjne są dla sieci handlowych najskuteczniejszym kanałem komunikacji z klientem, wspierającym realizację celów sprzedażowych. Znaczenie tego typu publikacji w wersji digitalowej wzrosło podczas pandemii, ze względu na bezpieczeństwo, a także oszczędność czasu potrzebnego na zaplanowanie i zrobienie zakupów. Z kolei w czasie wysokiej inflacji gazetki pomagają konsumentom obniżać wydatki, poprzez możliwość porównywania i wyszukiwania najkorzystniejszych cenowo ofert – mówi Maria Ożana z Grupy BLIX.
Według raportu, w gazetkach konsumenci najlepiej oceniają czytelność elementów graficznych, cen, a także samej gazetki. Atrakcyjność oferowanych promocji jest dopiero na czwartym miejscu w zestawieniu. W ciągu roku ta kwestia spadła z pierwszej, najlepiej ocenianej pozycji na ostatnią, aż o 28 p.p.
– Szczuplejący portfel konsumenta wpływa na krytyczne podejście do promocji. Rośnie znaczenie selekcji ofert na podstawie walorów cenowo-użytkowych. Zwycięża kupowanie na serio, a nie pod wpływem chwili i wrażenia – komentuje dr Maria Andrzej Faliński, wieloletni ekspert rynku retailowego.
Respondenci wskazali też najważniejsze elementy gazetki. Zestawienie otwiera czytelność pokazywanych cen. Drugie miejsce ma jasne opisanie zasad promocji. Na trzeciej pozycji są terminy poszczególnych ofert produktowych.
– Zanim klient uda się do sklepu, chce mieć pewność, w jakiej cenie jest interesujący go produkt i jak długo obowiązuje konkretna oferta. Użytkownik gazetki chce, aby to było jasne na pierwszy rzut oka. Szczególnie w obecnej, finansowo niepewnej sytuacji, kiedy sklepy prześcigają się w wymyślaniu nowych mechanizmów promocji, ważna jest zrozumiałość przekazu. Wprowadzona niedawno unijna dyrektywa Omnibus nie ułatwia retailerom tego zadania. Obowiązek umieszczania dodatkowych informacji cenowych stawia przed nimi kolejne wyzwania w zakresie czytelności całego przekazu – zauważa Maria Ożana.
Z raportu wiemy też, jakie kategorie produktów są najchętniej przeglądane. To zestawienie otwierają warzywa i owoce – 26% (wzrost o 6 p.p.). Dalej widzimy mięso ¬– 18% (wzrost o 3 p.p.), art. dla domu – 12%, produkty przemysłowe ¬– 11% (spadek o 18 p.p.), jak również nabiał – 8% (bez zmian). Elektronika i zabawki dla dzieci mają najmniej wskazań – po 1%.
– Największym zainteresowaniem cieszy się drożejąca żywność, z której nie można rezygnować. Głównie chodzi o produkty świeże, mięso i nabiał. Zatem kategorie naznaczone walorem pewnej zbytkowności, czyli elektronika, zabawki i niektóre urządzenia kuchenne, spadają z list zakupowych. Dla handlu to wyraźny sygnał, by dostosować strategie promocyjno-rabatowe i informacyjne do tego trendu – podkreśla dr Faliński.
Ankietowani wybrali też preferowaną kategorię produktową na pierwszej stronie gazetki. Najczęściej wskazywali warzywa i owoce – 62%, mięso – 44%, a także nabiał – 39%. Dalej w rankingu widać art. dla domu i chemię gospodarczą – po 32%.
– Najchętniej przeglądane i preferowane na pierwszych stronach kategorie produktów są zbieżne. Jak pokazuje badanie, w obu przypadkach na czele wskazywano owoce i warzywa oraz mięso. Retailerzy wiedzą, że właśnie tego typu artykuły w atrakcyjnych cenach przyciągają klientów do sklepów – stwierdza ekspertka z Grupy BLIX.
Respondenci wypowiedzieli się również w kwestii preferowanych ofert na pierwszych stronach gazetek. Zdecydowanie najwięcej wskazań mają promocje na żywność. Dalej są rabaty na art. przemysłowe. Potem mamy 50% zniżki na drugą sztukę, a następnie 3 towary w cenie 2 oraz 3+1 gratis. Akcje lojalnościowe lub ceny z kartą bądź z aplikacją lojalnościową są na dalszych pozycjach.
– Promocje na podstawowe produkty zawsze były na pierwszych stronach gazetek. Niemniej w czasie wysokiej inflacji, zamiast rabatów na dany artykuł czy dwie sztuki, częściej widzimy zniżki na 6 czy nawet 12 opakowań mleka bądź cukru albo też ceny promocyjne lub nawet produkt gratis przy osiągniętym, pożądanym progu wydatku na całe zakupy – zwraca uwagę Maria Ożana.
Konsumenci określili też elementy, które ich zniechęcają do zapoznania się z daną gazetką do końca. Najbardziej odpychająca jest mała atrakcyjność promocji – 41%. Dla badanych oznacza to niski procent obniżki lub rabaty na niepreferowane produkty. Dalej ankietowani wskazali ogólną, słabą czytelność gazetki i samego opisu zasad promocji – po 23%. Do tego tyle samo procent respondentów stwierdziło, że takie publikacje nie mają kiepskich elementów.
– Brak słabych stron gazetki wskazywany przez 23% badanych nie powinien być zadowalającym wynikiem dla sieci handlowych, szczególnie w zestawieniu z tym, że 41% ankietowanych zauważa nieatrakcyjne promocje. Na taki odbiór rabatów oczywiście wpływa jednak inflacja – podsumowuje ekspertka.
W styczniu 2023 r. firmy pożyczkowe udzieliły łącznie 273,4 tys. nowych pożyczek o wartości 761 mln zł. W porównaniu do stycznia 2022 r. w ujęciu wartościowym firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły pożyczek na kwotę wyższą o (+8,3%), natomiast w ujęciu liczbowym udzielono ich o (-1,6%) mniej.
W porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku, najwyższą dynamikę wzrostu w styczniu 2023 r. odnotowały pożyczki z przedziału 2–3 tys. zł w ujęciu liczbowym (+16,6%) i w wartościowym (+18,7%). Najsłabiej wypadły pożyczki niskokwotowe z przedziału do 500 zł. W ujęciu liczbowym firmy pożyczkowe udzieliły ich mniej o (-29,3%), a w wartościowym mniej o (-12,6%).
W styczniu 2023 r. 42,6% wartości nowo udzielonych pożyczek firmy pożyczkowe przyznały na kwoty powyżej 5 tys. zł, które w ujęciu liczbowym stanowiły jednak tylko 11,7% udzielonych pożyczek. W ujęciu liczbowym dominowały pożyczki do kwoty 1 tys. zł, które stanowiły 38,0% liczby udzielonego finansowania. W ujęciu wartościowym pożyczki na kwoty do 1 tys. zł miały jedynie 9,1% udział w sprzedaży.
Średnia wartość nowo udzielonej w styczniu 2023 r. pożyczki pozabankowej wyniosła 2 491 zł i była o 6,3% wyższa od średniej wartości pożyczki udzielonej w styczniu 2022 r.
***
Informacje statystyczne przedstawione w Newsletterze pożyczkowym BIK wynikają z aktualnego stanu bazy danych BIK, która opiera się na danych przekazywanych do BIK przez instytucje pozabankowe, w tym największe firmy pożyczkowe w Polsce raportujące do BIK, z wyłączeniem odroczonych płatności.
Cloud Technologies, notowana na głównym rynku GPW spółka koncentrująca się na sprzedaży danych cyfrowych do targetowania reklamy internetowej, opublikowała raport z szacunkową dynamiką sprzedaży cyfrowych informacji w grudniu ubiegłego roku. Sprzedaż danych cyfrowych do kluczowych klientów wzrosła w grudniu ubiegłego roku o 50% r/r.
– Bardzo dobre wyniki finansowe jakie osiągamy to efekt systematycznej realizacji strategii na lata 2021 – 2023, bazującej na naszym unikalnym know-how i doświadczeniu. Dynamiczny wzrost sprzedaży danych pokazuje potencjał kluczowego dla nas segmentu, który charakteryzuje wysoka rentowność. Nasza autorska technologia doskonale odpowiada na coraz większe zapotrzebowanie na wysokiej jakości dane. Rośniemy znacznie szybciej niż rynek, co potwierdza, że posiadamy kompetencje, by stać się wiodącym dostawcą na globalnym rynku danych – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.
Raportowany wskaźnik szacunkowej miesięcznej dynamiki sprzedaży danych obejmuje kluczowych klientów Cloud Technologies. 80% przychodów ze sprzedaży danych Cloud Technologies pochodzi z największego rynku reklamowego świata, czyli z USA. Jest to jeden z najbardziej wymagających i konkurencyjnych rynków reklamy na świecie, a warszawska spółka dzięki własnej technologii i dostarczanych danych wysokiej jakości jest w stanie skutecznie konkurować z największymi firmami w branży.
– Obecnie na rynku obserwujemy trend wzrostu zainteresowania sztuczną inteligencją. Bez wątpienia staniemy się jednymi z jego beneficjentów, ponieważ dane Cloud Technologies zasilają od dawna wiele systemów AI związanych z rynkiem reklamy internetowej. Wysokiej jakości dane są paliwem dla algorytmów maszynowego uczenia. Wierzymy, że to właśnie jakość naszych danych, jak również ich duży wolumen stanowi klucz do sukcesu na globalnym rynku. – podkreśla Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.
Notowana na głównym parkiecie GPW Cloud Technologies od lat pozyskuje dane i wykorzystuje algorytmy AI np. w celu zaawansowanego klasyfikowania treści. Spółka zasila danymi algorytmy maszynowego uczenia największych platform odpowiedzialnych za emitowanie reklam internetowych. W wyniku właściwego targetowania reklamodawcy osiągają lepsze wyniki oraz tym samym zwrot z inwestycji.
W III kwartale ubiegłego roku Cloud Technologies dzięki koncentracji na wysokomarżowym segmencie sprzedaży danych wypracowało rekordowe wyniki. Spółka wygenerowała przychody w wysokości 12,3 mln zł i zysk netto w wysokości 5,1 mln zł. EBITDA w kluczowym dla spółki segmencie sprzedaży danych wyniosła 6,2 mln zł, co oznacza wzrost o 39,9% r/r. Marżowość EBITDA sprzedaży danych sięgnęła 63,2%. W ujęciu od początku 2022 roku, tj. od 1 stycznia do 30 września br., spółka wypracowała zysk netto w wysokości 11 mln zł, a EBITDA sięgnęła 15,1 mln zł.
Ciężko wyobrazić sobie codzienne funkcjonowanie bez smartfona. Przydaje się do komunikacji z innymi osobami, ale też do zabawy, nauki i pracy. Szczególnie w tym ostatnim miejscu trudno obejść się bez funkcjonalnego smartfona. Czasem jednak smartfon do pracy musi znieść naprawdę trudne warunki. Przykładem jest wykorzystanie go w pracy na budowie. Czy jest możliwe znalezienie telefonu, który sprawdzi się w tym miejscu?
Smartfon dla budowlańca
O ile bez trudu potrafimy wyobrazić sobie smartfony dla seniora, telefony skierowane do nastolatków, czy urządzenie dla graczy, smartfon dla budowlańca raczej nie jest zbyt często spotykanym produktem. Zagłębiając się w ten temat odkryjemy jednak, że taka grupa telefonów komórkowych naprawdę istnieje. Co je charakteryzuje?
Smartfony dla budowlańca są przede wszystkim bardzo wytrzymałe. Znajdziemy w nich obudowę z elementami gumowymi, często wykonaną z trwałego tworzywa i z elementami metalu. Wyświetlacz jest chroniony wytrzymałym szkłem hartowanym. Dla możliwości wykorzystania takiego telefonu w każdych warunkach, często jest on wodoodporny i niewrażliwy na dostęp kurzu. Pomagają w tym przemyślane uszczelki użyte podczas składania telefonu. Wszystkie porty, mikrofony i głośniki także mają odpowiednią budowę.
Praktyczne udogodnienia, które doceni każdy budowlaniec
Poza odpornością na złe traktowanie i trudne warunki pracy, smartfon dla budowlańca powinien być też funkcjonalny. Dziś możemy to powiedzieć właściwie każdym nowoczesnym telefonie, choćby ze względu na mnogość aplikacji. Smartfony do zadań specjalnych mogą być wyposażone w specjalistyczne oprogramowanie dostępne już w momencie zakupu urządzenia. Nie brakuje też udogodnień w postaci dodatków ‘fizycznych”, nie w oprogramowaniu .Mowa o mocnej latarce, żywotnej baterii, wbudowanej poziomicy, czy donośnym głośniku. Wszystko to bez wątpienia przyda się na budowie.
Ze względu na mocną konstrukcję i dodatkowe udogodnienia, takie telefony sprawdzą się także w innych zastosowaniach. Wytrzymały smartfon przyda się też:
rolnikom, ogrodnikom
osobom pracującym na zewnątrz, także podczas deszczu
podróżnikom, wielbicieli turystyki górskiej
osobom uprawiającym wspinaczkę górską
Czy smartfon dla budowlańca musi być taki “pancerny”?
Szukając smartfona, którego przeznaczeniem jest praca w ciężkich warunkach, najczęściej trafimy na modele z gumowaną obudową. Mają spore rozmiary, dużą wagę i nie zawsze trafiają w gusta klientów. Czy można znaleźć “zwykły” telefon, który spełni rolę smartfona dla budowlańca? Typowe telefony nie są aż tak wytrzymałe. Jeśli szukamy solidnego telefony, zwróćmy uwagę na smartfony z wyższej półki. Często mają metalowy korpus i wodoszczelną obudowę. W konstrukcji użyte jest szkło hartowane (np. Gorilla Glass), co znacznie podnosi wytrzymałość. Jeśli taki telefon jest dla Ciebie zbyt drogi, wybierz urządzenie jednej z poprzednich generacji. Nie ma najnowszych podzespołów, jednak powinno zapewnić sporą solidność wykonania.
Aby zmienić zwykły telefon w smartfon dla budowlańca, można też użyć dodatkowego pokrowca. Solidne etui są dostępne dla każdego modelu telefonu na rynku.
Mocne dane ze Stanów Zjednoczonych i jastrzębia retoryka amerykańskich decydentów spowodowały zwiększenie oczekiwań inwestorów wobec wysokości stóp procentowych w USA, co zapoczątkowało szerszy trend. Na jego fali zmniejszyły się także oczekiwania dotyczące cięć stóp procentowych w Polsce, co przynajmniej w części wydaje się stać za umocnieniem złotego względem euro.
Inflacja w USA w styczniu okazała się wyższa niż oczekiwano. Istnieją przesłanki, że trend spadkowy, w którym tak wiele osób pokłada nadzieję, wygasa, a dynamika cen stabilizuje się na nieakceptowalnie wysokich poziomach. Przewidywania dotyczące docelowych poziomów stóp wzrosły na całym świecie, bowiem rynki dokonują rewizji wcześniejszych oczekiwań odnośnie do łagodzenia polityki przez banki centralne – zaczynają akceptować, że prawdopodobnie stanie się to najwcześniej w 2024 r. Zaznaczamy w szczególności, że oczekiwane docelowe stopy procentowe Fedu i EBC osiągnęły w zeszłym tygodniu nowe rekordowo wysokie wartości. W związku z tym, że rentowności rosły w ujęciu globalnym dolar nie doświadczył istotnej aprecjacji. Większość walut G10 utrzymywała się w wąskich przedziałach.
W tym tygodniu naszą uwagę ponownie koncentrować będziemy na wskaźnikach makroekonomicznych. Kluczowe będą indeksy PMI dla kluczowych krajów, które opublikowane zostaną we wtorek 21.02 – szczególną uwagę zwrócimy na dane dla strefy euro. W piątek 24.02 poznamy wysokość inflacji PCE w USA, która jest miarą preferowaną przez Fed. Pod względem komunikatów banków centralnych zapowiada się spokojny tydzień – istotne będą jedynie minutki z lutowego posiedzenia Fedu (środa 22.02).
PLN
Polski złoty zakończył tydzień umocnieniem w parze z euro. Ostatnie zmiany wydają się niejako odreagowaniem po wcześniejszej słabości. Może to być także po części efekt zmian rynkowych oczekiwań w zakresie obniżek stóp procentowych w Polsce – o ile wcześniej rynek zakładał, że w perspektywie 9 miesięcy stopy powinny być niższe o ok. 50 pb., o tyle teraz widzi przestrzeń na cięcia o jedynie ok. 25 pb. Choć powściągliwe wypowiedzi członków Rady mogły mieć pewne znaczenie dla wycen, korekta wydaje się następować głównie w obliczu zmian zewnętrznych, w tym szczególnie istotnego wzrostu wycen podwyżek w USA. Dane krajowe stanowią wręcz argument w przeciwnym kierunku – dynamika PKB w IV kwartale rozczarowała (2% r/r), zaś inflacja w styczniu okazała się wyraźnie niższa od oczekiwań (17,2%).
Kalendarz ekonomiczny jest w tym tygodniu wyjątkowo obfity. Zaczynamy od mieszanych styczniowych danych z rynku pracy (mocne płace i słaba dynamika zatrudnienia – choć tutaj specyfika danych sugeruje powściągliwość), dość słabej produkcji przemysłowej i kontynuującej spadek inflacji producentów. Przed nami jeszcze kluczowe dane o sprzedaży detalicznej (wtorek 21.02), które rzucą więcej światła na krajową konsumpcję, oraz odczyt stopy bezrobocia (czwartek 23.02). Choć krajowe dane mogą mieć pewne znaczenie dla rynku, bardziej istotne dla złotego będą prawdopodobnie sygnały z zewnątrz.
EUR
Ostatni tydzień dla euro był dość spokojny. Odczyty PMI z tego tygodnia mogą jednak naszym zdaniem zapewnić więcej emocji, tworząc potencjał do aprecjacji wspólnej waluty. Konsensus wycenia ich dalszy niewielki wzrost, jego szacowana skala może jednak nie w pełni uwzględniać optymistyczne sygnały dotyczące europejskiej gospodarki, które pojawiają się na wielu frontach, w szczególności rozmywającego się ryzyka kryzysu energetycznego. Zaskoczenie w górę oczywiście zwiększyłoby presję na Europejski Bank Centralny, by nadrobił stracony czas i zdecydowanie podnosił stopy procentowe, jesteśmy więc pozytywnie nastawieni względem euro.
Poza wtorkowymi (21.02) danymi PMI pewne znaczenie dla ukierunkowania oczekiwań wobec polityki monetarnej EBC i sytuacji euro może mieć również czwartkowy (23.02) raport dotyczący inflacji w styczniu, choć należy zaznaczyć, że jest to rewizja.
USD
Zaskoczenie inflacyjne w USA nie było wielkie, wystarczyło jednak, by wstrzymać przywoływany przez nas niejednokrotnie trend spadkowy bazowej miary inflacji, która jest najbardziej wiarygodnym wskaźnikiem przyszłej dynamiki cen. Główne miary bazowej dynamiki cen wydają się stabilizować na poziomie powyżej 4%, płace doganiają ceny i wydaje się, że potrzeba jeszcze kolejnych działań ze strony banku centralnego, żeby sprowadzić inflację we właściwe miejsce.
Fed wydaje się zgadzać z tym poglądem i zdecydowanie odsuwa domysły, że zbliża się koniec podwyżek stóp procentowych oraz, co jeszcze mniej prawdopodobne, że wkrótce będzie mógł dokonać ich cięć. Warty uwagi jest naszym zdaniem fakt, że dolar nie doświadczył w zeszłym tygodniu znacznej aprecjacji, co może wskazywać, że jego ostatni okres wzrostów na przekór trendowi dobiega końca.
GBP
W zeszłym tygodniu inflacja w Wielkiej Brytanii pozytywnie zaskoczyła, co zdarza się rzadko. Szczególnie dobre były dane o inflacji usług. To pierwsza oznaka, że miara bazowa dynamiki cen może – z opóźnieniem – podążać tą samą drogą, co w USA, wchodząc teraz w stopniowy trend spadkowy po tym, jak osiągnęła szczyt jesienią 2022 r. Prawdopodobnie zmniejszy to presję na Bank Anglii w kontekście kontynuacji podwyżek stóp procentowych w nadchodzących miesiącach – już teraz rynki ograniczyły oczekiwania dotyczące dalszego zacieśniania przez komitet decyzyjny i ich scenariuszem bazowym jest wzrost stóp łącznie o 50 pb. do połowy roku.
Zeszłotygodniowy raport inflacyjny dokłada się do ogólnego pozytywnego zwrotu w brytyjskich danych, w szczególności z rynku pracy. Również sprzedaż detaliczna zaskoczyła na plus. Podsumowując, zgadzamy się z opiniami, że pesymizm dotyczący brytyjskiej gospodarki jest przesadzony, i utrzymujemy pozytywny pogląd w zakresie perspektyw brytyjskiej waluty.
Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury
Intensywna działalność krajowych deweloperów nie skupia się wyłącznie na terenie największych miast. Przykład mogą stanowić podwarszawskie powiaty i okolice Poznania oraz Wrocławia, gdzie komercyjni inwestorzy mieszkaniowi działają bardzo aktywnie. Z drugiej strony, poza metropoliami znajdziemy również takie miasta, gdzie przez ostatnich kilka lat nie sprzedało się żadne nowe mieszkanie od dewelopera. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl poszukali takich deweloperskich „białych plam” na mapie Polski.
Główny Urząd Statystyczny dopiero niedawno podał dane z 2021 r. o sprzedaży nowych mieszkań w skali powiatów. Na podstawie tych informacji oraz wcześniejszych danych GUS z lat 2019 – 2020, eksperci RynekPierwotny.pl sprawdzili, w których miastach liczących ponad 10 000 mieszkańców nie sprzedało się żadne nowe mieszkanie.
Na powyższej liście znalazły się nie tylko miasta liczące 10 000 – 15 000 mieszkańców. Widzimy również kilka większych ośrodków miejskich. W przypadku wszystkich badanych miast, brak aktywności deweloperów budujących lokale raczej nie jest dobrym prognostykiem. Aktywność branży deweloperskiej stanowi bowiem barometr sytuacji demograficznej i gospodarczej.
Należy oczywiście pamiętać, że powyższe informacje nie uwzględniają deweloperów sprzedających nowe domy. Jednakże w przypadku mniejszych miast, budowa domu zdecydowanie najczęściej jest realizowana samodzielnie przez osoby prywatne.
Kolejna weryfikacja ratingu naszego kraju przeszła bez echa. W kolejnych krajach spada tempo wzrostu cen u producentów. Gaz ziemny notuje kolejne wielomiesięczne minima.
Rating Polski bez zmian
W piątek poznaliśmy decyzję agencji S&P w sprawie ratingu dla naszego kraju. Zarówno wiarygodność krótka i długoterminowa, jak i w walucie krajowej i zagranicznej zostały utrzymane na niezmienionym poziomie. To już nie czasy, kiedy to z wypiekami czekamy na wyrok każdej kolejnej agencji. Obecnie rating ma perspektywę stabilną, co powoduje, że o ile nie zdarzy się coś niesamowitego najpierw i tak czeka nas zmiana perspektywy. Warto zwrócić uwagę, że utrzymujemy stabilność pomimo kolizyjnego kursu, który przyjęliśmy z Unią Europejską. Z drugiej strony nie wiadomo, czy gdybyśmy nie prowadzili tutaj innej polityki, rating nie byłby wyższy. Po co nam ten rating? Inwestorzy sugerują się ratingami podczas inwestycji w papiery dłuższe. Lepszy rating powinien oszczędzić nam na koszcie obsługi długu.
Spadki inflacji producenckiej
W wielu krajach widzimy obecnie spadki inflacji producenckiej. W Niemczech w ciągu miesiąca stawka spadła z 21,6% na 17,8%. W Kanadzie w ciągu miesiąca spadła z 7,7% na 5,4%. To tylko dane z piątku. Czym to jest spowodowane? Firmy starają się ograniczać wzrosty cen, by utrzymać udział w rynku, bojąc się gorszych czasów. Jest to kolejny efekt lęku przed nadchodzącym potencjalnym spowolnieniem gospodarczym. Dla nas jako konsumentów to dobra wiadomość, gdyż najprawdopodobniej ograniczy to presję na wzrost cen w detalu.
Gaz poniżej 50 EUR na giełdzie
Gaz ziemny znów idzie w dół. Obecnie megawatogodzina kosztuje już poniżej 50 dolarów, a w dołku przebiła minima z września 2021. Pokazuje to, że da się ustabilizować dostawy tego surowca w naszej części świata bez udziału Rosji. Sytuacja ma miejsce pomimo tego, że wiele państw, jak np. Niemcy, przestawiały się w swoim miksie energetycznym z atomu na gaz jako uzupełnienie źródeł odnawialnych. Obecna sytuacja spowoduje najprawdopodobniej dalsze zmiany energetyczne, a to z kolei spowoduje, że popyt na gaz w celu produkcji energii elektrycznej powinien maleć. To z kolei powinno ograniczać cenę gazu jako surowca grzewczego.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów. Warto zwrócić uwagę, że mamy dzień wolny zarówno w USA, jak i Kanadzie. Zwyczajowo wpływa to negatywnie na aktywność inwestorów.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat
Pomimo trudnej sytuacji ekonomicznej, Polacy niechętnie oszczędzają na prywatnej opiece zdrowotnej, a co czwarty planuje zwiększyć wydatki na ten cel w tym roku, wynika z badania międzynarodowej firmy doradczej Bain & Company. Ankietowani deklarują, że są gotowi płacić zwłaszcza za prywatne wizyty u stomatologa i ginekologa.
Z powodu wysokiej inflacji prawie połowa Polaków już ograniczyła wydatki w ramach budżetu domowego, a druga połowa też ma takie plany w najbliższych miesiącach. Jednak tylko jedna czwarta ankietowanych (25 proc.) deklaruje chęć zmniejszenia wydatków na leki i usługi medyczne, przy czym prawie tyle samo osób (26 proc.) twierdzi, że zamierza wręcz zwiększyć te kwoty.
– Z naszego badania wynika, że dla Polaków zdrowie jest priorytetem. O ile ankietowani wskazują, że są w stanie w pierwszej kolejności zaoszczędzić na posiłkach na mieście czy rozrywce, to takie prawdopodobieństwo dla wydatków na opiekę medyczną jest sześć razy mniejsze – mówi Patryk Rudnicki, młodszy partner Bain & Company. – Polacy nie zamierzają drastycznie zmniejszać wydatków na leczenie, a zwłaszcza nie chcą oszczędzać na prywatnych wizytach u specjalistów. Bez wątpienia, te wydatki będą też po części rosnąć ze względu na inflację i wzrost kosztów prywatnej opieki medycznej.
Jak pokazuje badanie, Polacy najczęściej deklarują korzystanie z prywatnych wizyt u stomatologa (57 proc.), psychologa (41 proc.) i ginekologa (39 proc.). Właśnie stomatolog znajduje się na pierwszym miejscu listy specjalistów, za których porady ankietowani gotowi są nadal płacić. Następne pozycje zajmują ginekolog, kardiolog i endokrynolog. Jednak niemal co piąty ankietowany gotowy jest zrezygnować z wydatków na wizyty u psychologa.
Choć zarówno młodsi respondenci – do 35 roku życia, jak i starsi nie chcą oszczędzać na opiece zdrowotnej, to pacjenci ze starszej grupy wiekowej deklarują, że staranniej będą przeglądać oferty usług prywatnych lub częściej korzystać z usług w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ).
– Co ciekawe, gdy porównujemy wydatki związane z ochroną zdrowia sprzed pandemii, widzimy, że aż połowa Polaków nie zamierza niczego zmieniać w swoich budżetach. Jedynie wzrasta odsetek młodych osób poniżej 35 roku życia, które chętniej płacą za prywatne usługi medyczne. Pozostała część szuka oszczędności, ale stara się, by wciąż mieć dostęp do prywatnych usług medycznych – dodaje Patryk Rudnicki.
Część ankietowanych wprowadza też pewne strategie oszczędzania dotyczące wydatków w aptekach. Co czwarty z nich (26 proc.) w poszukiwaniu niższych cen zamierza robić zakupy w aptekach sieciowych, które mają lepszą percepcję cenową.
– Pomimo ogólnej niechęci do oszczędzania na zdrowiu, spora część respondentów, bo aż 39 proc. chce szukać tańszych zamienników produktów kupowanych w aptekach – twierdzi Patryk Rudnicki.
Internetowe badanie zachowań konsumenckich Bain & Company zostało przeprowadzone na reprezentatywnej próbie Polaków na platformie Dynata w czwartym kwartale 2022 roku.
Z dniem 31 stycznia 2023 r. Marek Łazarz zrezygnował z funkcji Członka Zarządu Spółki Millennium Leasing sp. z o.o. Jednocześnie Zgromadzenie Wspólników Millennium Leasing sp. z o.o. powołało Dorotę Kotelską na stanowisko Członkini Zarządu. Zarząd Millennium Leasing będzie wykonywał obowiązki w czteroosobowym składzie, w którym pozostają w swoich funkcjach Marcin Balicki jako Prezes Zarządu, Agnieszka Kozakiewicz-Pietrzak oraz Piotr Maj – jako Członkowie Zarządu.
– Bardzo dziękuję Markowi za dotychczasowe zaangażowanie w sprawy spółki Millennium Leasing. Jego merytoryczna wiedza i osobiste cechy sprawiały, że dla wielu był przez lata nauczycielem, wsparciem i mentorem. Cieszę się, że zostaje z nami i będzie nadzorował w imieniu Zarządu obszar AML, ale również wspierał całą organizację w tych obszarach, w których jego wiedza i doświadczenie będą pomocne w realizacji zadań biznesowych– powiedział Andrzej Gliński, Członek Zarządu Banku Millennium S.A. i Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej Millennium Leasing sp. z o.o.
– Prawie dwudziestoletni udział w pracach Zarządu Millennium Leasing Sp. z o.o. był dla mnie niezwykle intensywnym, pełnym wyzwań oraz inspirującym okresem. Miałem zaszczyt budować tę organizację i pracować ze wspaniałymi, kompetentnymi współpracownikami, dla których firma i jej ludzie byli bardzo ważni i za to wszystkim bardzo dziękuję. Zdobyte doświadczenie w czasie pełnienia funkcji Członka Zarządu jest bezcenne. Koleżankom i Kolegom z Zarządu życzę dalszych sukcesów w kierowaniu firmą, szczególnie w tym pełnym wyzwań czasie – powiedział Marek Łazarz, Millennium Leasing sp. z o.o.
Powołana od 1 lutego 2023 r. Dorota Kotelska jest związana z Grupą Banku Millennium od 23 lat. Do tej pory pełniła obowiązki Dyrektora Departamentu Zarządzania Ryzykiem w Millennium Leasing. Dorota Kotelska jest absolwentką Politechniki Warszawskiej, na Wydziale Inżynierii Produkcji. Od ponad 23 lat zajmuje się ryzykiem kredytowym w Millennium Leasing, a od 20 lat – pełni w niej funkcje kierownicze w obszarze zarządzania ryzykiem kredytowym. Jest Wiceprzewodniczącą Komitetu Kredytowego Millennium Leasing sp. z o.o. i blisko współpracuje z odpowiednimi jednostkami organizacyjnymi pionu ryzyka Banku Millennium S.A.
– Pomimo niesprzyjających okoliczności zewnętrznych, takich jak wzrost stóp procentowych, inflacja czy utrzymująca się niepewność w gospodarce, naszym wyzwaniem pozostaje utrzymanie zbalansowanego charakteru wzrostu: z jednej strony akwizycji nowych klientów, a z drugiej – utrzymanie spadkowego trendu w zakresie kosztów ryzyka. Jestem przekonany, że kompetencje i doświadczenie Doroty pozwolą nam realizować oczekiwane cele w tym zakresie, a struktura Zarządu, w której znajduje się miejsce dla kierującej Departamentem Zarządzania Ryzykiem, we właściwy sposób oddaje znaczenie obszaru ryzyka w zarządzaniu spółką– powiedział Marcin Balicki, Prezes Zarządu Millennium Leasing Sp. z o.o.
– Nominacja na stanowisko Członkini Zarządu to dla mnie duże uznanie i wyróżnienie. Cieszę się, że będę mogła wykorzystać swoje dotychczasowe doświadczenie pracując dla organizacji w nowej roli, jednak mój główny obszar działania pozostaje niezmieniony – zapewnienie bezpiecznego wzrostu poprzez odpowiednie kształtowanie polityki kredytowej, dbanie o jakość portfela leasingowego oraz optymalizacja procesu kredytowego – skomentowała Dorota Kotelska, Członkini Zarządu Millennium Leasing Sp. z o.o.
W 2022 r. warszawski rynek biurowy odnotował jeden z najwyższych w historii poziomów popytu, który wyniósł ponad 860 tys. m kw., przy strukturze obejmującej przewagę nowych umów najmu i relokacji oraz ekspansji nad renegocjacjami. Jak podaje firma doradcza Savills pomimo, że czynsze nominalne pozostają stabilne i rosną głównie w wyniku indeksacji, to coraz większy udział w całkowitym koszcie najmu mają opłaty eksploatacyjne.
Jak wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Savills, absorpcja netto, czyli zmiana powierzchni wynajmowanej, w Warszawie w 2022 r. wyniosła około 286 700 m kw., czyli prawie trzykrotnie więcej niż w 2021 r. (102 000 m kw.). Od wybuchu pandemii wartości tego wskaźnika były zdecydowanie wyższe dla stref centralnych, które odpowiadały za 84% całkowitego wyniku. Popyt w 2022 r. osiągnął jeden z najwyższych poziomów w historii i był na poziomie ostatnich rekordowych lat przed pandemią (850 000 – 870 000 m kw.). Odpowiadał za to m.in. efekt pandemii, w której najemcy przedłużali umowy krótkoterminowo lub opóźnień w podpisywaniu umów najmu. W ciągu ostatnich 12 miesięcy musieli jednak podjąć decyzje o relokacji lub podpisaniu wieloletniej umowy z właścicielem.
Na warszawskim rynku biurowym doszło do podpisania wielu dużych transakcji, w tym 25 umów najmu na powierzchnie biurowe przekraczające 5000 m kw., oraz ośmiu transakcji powyżej 10 000 m kw. Najemcy z branży IT są jednymi z głównych najemców biurowych w Warszawie. W latach 2018-2022 najemcy z tego sektora wynajęli blisko 561 000 m kw., co stanowi 14,6% udziału w popycie brutto na powierzchnię biurową stolicy.
Udział renegocjacji w 2022 r. ukształtował się na poziomie 39%. Nowe umowy najmu i relokacje odpowiadały za 42% całkowitego popytu. Z kolei ekspansje najemców, którzy zdecydowali się na rozbudowę obecnego biura, stanowiły 9% popytu.
„2022 rok okazał się czasem długo wyczekiwanego odbicia na rynku nieruchomości biurowych. Aktywność najemców powróciła do poziomu sprzed pandemii. Firmy oswoiły się już z pracą hybrydową i coraz częściej mają już wyraźną wizję tego, jak ma wyglądać ich biuro, by optymalizować koszty i odpowiedzieć na nowe potrzeby pracowników. Stosunkowo duży udział w liczbie transakcji maja umowy do 500 m kw. Dla firm zainteresowanych tego typu powierzchnią otwierają się nowe możliwości, zwłaszcza że na rynku rośnie udział ofert podnajmu powierzchni biurowych. Z drugiej strony widzimy też klientów, którzy kosztem mniejszej powierzchni lub dłuższej umowy, będą chcieli zagwarantować swoim pracownikom najlepszą lokalizację, w nowym budynku i w jak najwyższym standardzie” – komentuje Jarosław Pilch, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja najemcy, Savills.
Zgodnie z danymi Savills, w 2022 r. Warszawa wzbogaciła się o 236 800 m kw. nowej powierzchni biurowej, a całkowite zasoby wynoszą 6,27 mln m kw. Na nową podaż złożyło się 12 projektów, z których osiem znajduje się w strefach centralnych, a które odpowiadają za 80% wolumenu nowej podaży. Największe z nich to dwa projekty zrealizowane przez HB Reavis: Varso Tower (63 800 m kw.) i Forest Tower (51 500 m kw.). Kolejną znaczącą inwestycją ukończoną w ubiegłym roku był kompleks Skysawa o łącznej powierzchni 31 300 m kw. zrealizowany przez PHN. Na koniec 2022 r. w budowie znajdowało się 185 600 m kw. w projektach, których oddanie do użytkowania planowane jest w latach 2023-2025. Jest jednak jeszcze kilka inwestycji, których budowa się jeszcze się nie rozpoczęła, ale jeśli deweloperzy spełnią swoje zapowiedzi, to nowa podaż w latach 2023-2024 może wynieść około 187 000 m kw. Z drugiej strony, kiedy sytuacja gospodarcza się unormuje i deweloperzy zdecydują się na realizację już rozpoczętych projektów, w 2025 roku może dojść do oddania ponad 314 000 m kw.
Od dłuższego czasu czynsze nominalne za najlepsze nieruchomości biurowe w Warszawie pozostają na stabilnym poziomie. Miesięczne stawki w najbardziej prestiżowych lokalizacjach strefy Centrum utrzymały się w przedziale 21-25,5 euro za m kw. miesięcznie. Najemcy zainteresowani ostatnimi piętrami w centralnie położonych wieżowcach muszą być przygotowani na wyższe stawki za wolne moduły, odbiegające od średnich stawek rynkowych. Na Służewcu czynsze nadal plasują się w przedziale 13-15 euro za m kw. miesięcznie. Zgodnie z danymi Savills, na koniec 2022 r. współczynnik powierzchni niewynajętej w Warszawie wynosił 11,6% i jest w to wynik o 1,1 pkt. proc. niższy niż w 2021 r. W strefach centralnych miasta wyniósł 10,5%, a w strefach pozacentralnych 12,5%.
Urząd m.st. Warszawy, jeden z partnerów raportu Savills, podkreśla fakt, że stolica jest jednym z najprężniejszych ośrodków gospodarczych, akademickich i kulturalnych w Polsce. To także drugie miasto w europejskim rankingu fDi Intelligence – European Cities & Regions of the Future 2022/2023 w kategorii ośrodków przyjaznych biznesowi. Zdaniem Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu (PAIH) 2022 rok był rekordowy pod względem liczby wspieranych inwestycji. Organizacja dofinansowała 126 inwestorów, którzy zdecydowali się ulokować swojej inwestycje w Polsce. Z tej liczby aż 71 projektów to inwestycje z obszaru nowoczesnych usług dla biznesu (IT/SSC/BPO/R&D). Na silną obecność sektora IT zwraca również uwagę agencja zatrudnienia HAYS, której eksperci podkreślają, że w Warszawie znajduje się najbardziej dojrzały rynek pracy w tym sektorze w Europie Środkowo-Wschodniej. O sile lokalnego rynku świadczy bogate portfolio udanych projektów inwestycyjnych i rozwój nie tylko dużych światowych marek jak m.in. Google, Netflix czy Samsung, ale również startupów.
„W najbliższych miesiącach najemców czekają indeksacje czynszów oraz dalsze podwyżki opłat eksploatacyjnych, których pierwsze zmiany obserwowaliśmy w ubiegłym roku. Trend, który nasilił się w ostatnim czasie to wydłużenie okresu na jaki podpisywane są umowy najmu, co pozwala uzyskać od właściciela nieruchomości odpowiedni poziom pokrycia kosztów aranżacji powierzchni” – komentuje Daniel Czarnecki, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja właściciela, Savills.
Wśród budynków klasy A i B, nieruchomości tej pierwszej stanowią zdecydowanie największy procentowy udział w Krakowie – 73,2% (172 budynki klasy A, 63 budynków klasy B), Wrocławiu 66,7% (116 klasy A, 58 klasy B oraz Poznaniu 66,1% (82 klasy A, 42 klasy B) – wynika z raportu #shorts portalu finne (brand należący do REDD Group).
Dlaczego w Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu mamy do czynienia z największym udziałem budynków klasy? – Są to rynki, które w ostatnich latach bardzo intensywnie się rozwijały, a większość budynków biurowych powstała w ciągu ostatnich 10 lat. Pozwoliło to na ich budowę w wysokim standardzie i zastosowaniu nowoczesnych technologi — mówi Krzysztof Foks, head od research REDD i finne.
Na drugim biegunie są rynki, gdzie sektor biurowy w znacznym stopniu rozwinął się wcześniej lub istniejące zasoby nie przeszły odpowiedniej modernizacji.
– Wśród nich znajduje się Warszawa (55,4% budynków klasy A), gdzie intensywny rozwój komercyjnego rynku biurowego rozpoczął się pod koniec XX wieku i obecnie obserwujemy stosunkowo duży nacisk na modernizację istniejących budynków oraz przebudowę nieruchomości. Są to także Łódź (47,3% budynków klasy A) oraz Katowice (52,5% budynków klasy A) – gdzie stosunkowo duży udział powierzchni biurowych znajduje się w budynkach pofabrycznych czy kamienicach, co znacząco utrudnia osiągnięcie nieruchomościom specyfikacji klasy A oraz znaczna część istniejących budynków biurowych powstała u schyłku XX wieku — mówi Krzysztof Foks, head od research REDD i finne.
Biorąc pod uwagę wszystkie nieruchomości biurowe w Polsce, blisko 60% (1186 budynków) można określić jako budynki klasy A.
Według badania dotyczącego zrównoważonego rozwoju, przeprowadzonego przez UN Global Compact i Accenture, zdecydowana większość dyrektorów zarządzających (93 proc.) przyznaje, iż w obliczu globalnego kryzysu, zmaga się w swojej działalności z wieloma jednoczesnymi wyzwaniami (od 10 wzwyż).
Jednocześnie 87 proc. badanych ostrzega, iż obecna sytuacja może mieć wpływ na opóźnienie realizacji celów zrównoważonego rozwoju.
Prawie wszyscy ankietowani (tj. 98 proc. – liczba ta wzrosła o 15 proc. w ciągu ostatnich 10 lat) przyznają, iż w obliczu doświadczanych trudności, działania z zakresu zrównoważonego rozwoju znalazły się na liście ich priorytetów.
W 12. edycji badania United Nations Global Compact – Accenture CEO Study, która objęła ponad 2600 dyrektorów zarządzających ze 128 krajów i 18 branż oraz ponad 130 pogłębionych wywiadów, uczestniczyła największa od momentu zainicjowania badań w 2007 r. grupa zarządzających, w tym największa liczba prezesów firm z krajów globalnego Południa. Ankietowani liderzy ostrzegają przed potencjalnymi negatywnymi skutkami dla świata biznesu oraz społeczności, wynikającymi z kumulacji niekorzystnych zjawisk takich jak: kryzys na tle gospodarczym i społecznym, słabnący multilateralizm, niestabilna sytuacja społeczno-ekonomiczna, zakłócenia w łańcuchach dostaw oraz skutki zmian klimatycznych.
– Jak pokazują wyniki najnowszego badania, w świecie targanym przez konflikty, kryzys energetyczny, rosnącą inflację i widmo recesji, osoby stojące na czele przedsiębiorstw przestały wierzyć, że świat jest rzeczywiście tak odporny na zawirowania, jak można było przypuszczać. Biznes doświadcza fali wstrząsów, co sprawia, iż w sytuacji kryzysu klimatycznego oraz pogłębiających się nierówności społeczno-ekonomicznych, działania firm ukierunkowane na osiągnięcie ambitnych celów zrównoważonego rozwoju do 2030 r. okazują się niewystarczające – powiedziała Sanda Ojiambo, Assistant Secretary General, CEO and Executive Director UN Global Compact.
Zdaniem ankietowanych, w obliczu piętrzących się wyzwań, problemy globalne – takie jak zmiany klimatu czy konflikty społeczno-polityczne, które standardowo leżą poza działalnością korporacyjną – mogą być powodami do zmartwień związanych z dostarczaniem wartości przez firmy i wywieraniem wpływu na wszystkich interesariuszy. Mając niespełna osiem lat na realizację Celów Zrównoważonego Rozwoju, prawie połowa ankietowanych w globalnym badaniu (43 proc.) ocenia, iż ich osiągnięcie jest utrudnione z powodu niekorzystnej sytuacji geopolitycznej. Przy czym odsetek ten jest jeszcze wyższy w przypadku prezesów firm z krajów rozwijających się (51 proc.). Z kolei analizując cele zerowej emisji netto wyznaczone przez największe firmy na świecie, Accenture wyliczyło, iż o ile firmy nie podwoją tempa redukcji emisji CO2 do 2030 r., prawie żadnej z nich nie uda się osiągnąć wyznaczonych celów.
Części ankietowanych udaje się jednak kontynuować działalność z korzyścią dla wszystkich interesariuszy oraz zachować przewagę konkurencyjną, kształtując jednocześnie zrównoważoną przyszłość na drodze innowacji i współpracy. Jak zaznacza większość badanych (66 proc.), ich firmy angażują się w długoterminowe partnerstwa strategiczne dla kształtowania odporności organizacji. Tak działają liderzy, którzy decydują się na modyfikację podstawowych łańcuchów dostaw oraz zmianę kwalifikacji pracowników. To zarządzający, którzy zmieniają swoje podejście w zakresie korzystania z zasobów naturalnych oraz respektowania granic planetarnych i tworzą przełomowe rozwiązania z obszaru technologii, fizyki, digitalizacji i biologii.
– Niespełnienie w wyznaczonym terminie oczekiwań w zakresie ESG jest realnym zagrożeniem, ale również szansą dla firm, którym uda się przekształcić swoją działalność i wykorzystać zrównoważony rozwój do napędzania zmian w ciągu następnej dekady – powiedział Peter Lacy, Global Sustainability Services Lead i Chief Responsibility Officer w Accenture. – Realizacja celów zrównoważonego rozwoju będzie możliwa, jeśli liderzy wezmą pod uwagę cele ESG przy kształtowaniu odporności swoich organizacji, a także tworzeniu nowych rynków, produktów i usług. Takie działania pozwolą przedstawicielom biznesu na odwrócenie obecnej trajektorii i generowanie wzrostu pomimo czasów kryzysu.
Zdaniem ankietowanych, aby skutecznie stawiać czoła globalnym wyzwaniom i stymulować wzrost biznesu, należy skupić się na wypracowaniu nowych rozwiązań technologicznych. Niektórym liderom już się udało włączyć produkty i usługi z obszaru zrównoważonego rozwoju do swojej działalności (63 proc.), optymalizować gromadzenie danych na temat ESG w ramach swoich łańcuchów wartości (55 proc.) oraz inwestować w odnawialne źródła energii (49 proc.). Prawie połowa z nich (49 proc.) deklaruje przejście na cyrkularne modele biznesowe, a 40 procent zwiększenie funduszy R&D na rzecz zrównoważonych innowacji.
– Wojna w Ukrainie oraz kryzys energetyczny, będący jej skutkiem, spowodowały zmianę priorytetów w działaniu rządów i firm, jednak problem emisji CO2 nie znika – musimy intensywniej pracować nad prowadzeniem biznesu w sposób odpowiedzialny. Dzięki inwestycjom technologicznym terminowa realizacja celów zrównoważonego rozwoju jest w naszym zasięgu. Dane pokazują, że wielu zarządzających firmami jest już świadomych, że technologia jest jednym z kluczowych elementów, który pozwala zwiększyć odporność organizacji i osiągnąć cele zrównoważonego rozwoju. Co więcej część z nich aktywnie wykorzystuje ją w swoich organizacjach – mówi Karol Mazurek, Managing Director, Accenture w Polsce.
Jak wynika z przeprowadzonych wywiadów, kluczowe inicjatywy mające na celu kształtowanie odporności organizacji obejmują: wyznaczenie potwierdzonych naukowo celów klimatycznych, różnorodność w zatrudnieniu, międzybranżową współpracę w zakresie rozwiązań technologicznych, a także zwiększenie widoczności w łańcuchu dostaw i rozwój różnorodności biologicznej. Ponadto prezesi firm nie przestają wzywać rządzących do wprowadzenia zmian1 sprzyjających priorytetyzacji długoterminowych, wymiernych celów ESG w zakresie standaryzacji raportowania obszaru ESG, globalnego rynku emisji dwutlenku węgla, a także propagowania zrównoważonych modeli biznesowych.
Jak dodaje Sanda Ojiambo: Pomimo doświadczanych trudności, nie wszystko jest przesądzone. Coraz większa grupa ankietowanych prezesów firm dostrzega możliwość budowania wiarygodności i wartości swojej marki, poprzez działania zgodne z 10 zasadami UN Global Compact oraz z ESG. Nie tylko dlatego, iż jest to słuszne, ale również uzasadnione biznesowo.
O badaniu CEO Study
Badanie CEO Study, organizowane przez United Nations Global Compact oraz Accenture, ma na celu zacieśnianie relacji oraz pogłębianie współpracy pomiędzy UN Global Compact a sektorem prywatnym. Jego wyniki dostarczają szczegółowych informacji w zakresie rozwoju zrównoważonego biznesu oraz prezentują główne poglądy CEO, liderów biznesu oraz szefów UN Global Compact, obrazujące zmiany w zakresie zrównoważonego rozwoju.
O United Nations Global Compact
United Nations Global Compact jest specjalną inicjatywa Sekretarza Generalnego ONZ wzywającą firmy na całym świecie, aby dostosowały swoje działania i strategie do 10 zasad w obszarach praw człowieka, pracy, ochrony środowiska i przeciwdziałania korupcji. Celem UN Global Compact jest maksymalizacja globalnego wpływu biznesu na zrównoważony rozwój poprzez przestrzeganie zasad sformułowanych przez UN Global Compact, prowadzenie odpowiedzialnej działalności oraz tworzenie ekosystemów, które umożliwią realizację celów ESG. UN Global Compact, dzięki ponad 17 000 firm i 3 000 sygnatariuszy spoza świata biznesu, w ponad 160 krajach oraz 69 sieciach lokalnych, jest największą na świecie inicjatywą działającą na rzecz zrównoważonego rozwoju. To globalne porozumienie przedstawicieli biznesu na rzecz budowania lepszego świata. Aby uzyskać więcej informacji, śledź nas w mediach społecznościowych (@globalcompact) i odwiedź stronę unglobalcompact.org.
Piątkowa sesja na rynku akcji w USA nie przyniosła jakichś szczególnych rozstrzygnięć (S&P 500 -0,28 proc., DJIA +0,39 proc., Nasdaq Composite -0,58 proc.). Dziś na giełdach Azji i Oceanii przeważały spadki (największy – -1,28 proc. – notował Hang Seng).
Na giełdach europejskich swe nowe przynajmniej roczne maksima ustanowiły dziś rano główne indeksy giełd w Grecji, Wilnie i Hiszpanii. Zmiany indeksów głównych rynków były kosmetyczne (DAX +0,05 proc., CAC 40 0,05 proc. ok godz. 10:05).
Ok. godz. 10:05 WIG-20 spadał o 0,35 proc. (słabe była akcje wchodzących w skład indeksu banków). Wśród składników mWIG-u 40 swe najwyższe od przynajmniej roku poziomu osiągnęły kursy akcji spółek Benefit Systems, Huuuge Inc, XTB oraz Dom Development. Wśród składników sWIG-u 80 swe przynajmniej roczne rekordy osiągnęły ceny akcji spółek Action, Sygnity, Playway, Ryvu Therapeutics, Cognor Holdings oraz Scope Fluidics.
Amerykański rynek obligacji jest zamknięty 20 lutego z racji obchodów w USA federalnego święta – „Washington’s Birthday” – obchodzonego coroczne w trzeci poniedziałek lutego.
Do najniższego poziomu od września 2021 spadła wczoraj cena kontraktów na gaz ziemny z Holandii. Najwyżej od ponad roku była cena kontraktów na kakao na ICE.
Niewiele się działo na rynku walutowym (EUR/USD +0,02 proc., USD/JPY +0,06 proc.). Najsilniejszy od kwietnia 2018 było dziś względem amerykańskiego dolara meksykańskie peso.
Niewielkie zmiany notował również kurs polskiego złotego (EUR/PLN +0,03 proc., USD/PLN +0,06 proc.).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, dotarł w ostatnich dniach do poziomu swego lokalnego szczytu z sierpnia ub.r. (ok. 25000 USD), ale na razie nie był w stanie go pokonać (dziś ok. godz. 9:25 -0,04 proc.). Piątkowa sesja na rynku akcji w USA nie przyniosła jakichś szczególnych rozstrzygnięć (S&P 500 -0,28 proc., DJIA +0,39 proc., Nasdaq Composite -0,58 proc.). Dziś na giełdach Azji i Oceanii przeważały spadki (największy – -1,28 proc. – notował Hang Seng).
Na giełdach europejskich swe nowe przynajmniej roczne maksima ustanowiły dziś rano główne indeksy giełd w Grecji, Wilnie i Hiszpanii. Zmiany indeksów głównych rynków były kosmetyczne (DAX +0,05 proc., CAC 40 0,05 proc. ok godz. 10:05).
Ok. godz. 10:05 WIG-20 spadał o 0,35 proc. (słabe była akcje wchodzących w skład indeksu banków). Wśród składników mWIG-u 40 swe najwyższe od przynajmniej roku poziomu osiągnęły kursy akcji spółek Benefit Systems, Huuuge Inc, XTB oraz Dom Development. Wśród składników sWIG-u 80 swe przynajmniej roczne rekordy osiągnęły ceny akcji spółek Action, Sygnity, Playway, Ryvu Therapeutics, Cognor Holdings oraz Scope Fluidics.
Amerykański rynek obligacji jest zamknięty 20 lutego z racji obchodów w USA federalnego święta – „Washington’s Birthday” – obchodzonego coroczne w trzeci poniedziałek lutego.
Do najniższego poziomu od września 2021 spadła wczoraj cena kontraktów na gaz ziemny z Holandii. Najwyżej od ponad roku była cena kontraktów na kakao na ICE.
Niewiele się działo na rynku walutowym (EUR/USD +0,02 proc., USD/JPY +0,06 proc.). Najsilniejszy od kwietnia 2018 było dziś względem amerykańskiego dolara meksykańskie peso.
Niewielkie zmiany notował również kurs polskiego złotego (EUR/PLN +0,03 proc., USD/PLN +0,06 proc.).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, dotarł w ostatnich dniach do poziomu swego lokalnego szczytu z sierpnia ub.r. (ok. 25000 USD), ale na razie nie był w stanie go pokonać (dziś ok. godz. 9:25 -0,04 proc.).
Kraje UE mają w tym roku wyprodukować prawie dwa miliony w pełni elektrycznych pojazdów (BEV), pomimo obaw związanych z cenami materiałów i zmniejszeniem tempa spadku kosztów dot. baterii. Przewiduje się, że w 2023 r. około 50% samochodów produkowanych w UE zostanie zelektryfikowanych (wliczając w to miękkie hybrydy). Oczekuje się, że pojazdy typu BEV i hybrydy typu plug-in mające akumulator mogący zasilać sam samochód, będą stanowić 21% wyprodukowanych samochodów, co stanowi wzrost z 17% w 2022 r. Prognozy EY sugerują, że już w 2027 r. sprzedaż pojazdów w pełni elektrycznych w Europie prawdopodobnie przewyższy sprzedaż pojazdów wyposażonych w inne układy napędowe.
Krytycznie ważne warunki dla udanej transformacji
Podczas gdy transformacja przemysłu produkującego pojazdy i części motoryzacyjne utrzymuje stałe tempo, łańcuchy dostaw na wyższym szczeblu pozostają słabo rozwinięte. Pomimo znacznych zobowiązań inwestycyjnych do 2030 r. ukończono tylko 3% potrzebnych inwestycji w fabryki baterii (materiałów). To mniej niż w Chinach i USA. Na całym świecie ogłoszono znaczące inwestycje w produkcję chipów, ale tutaj podobnie UE nadal pozostaje w tyle za Stanami Zjednoczonymi, Chinami i Tajwanem.
– Prognozy dotyczące pojazdów elektrycznych to jasny element unijnego rynku motoryzacyjnego, który wciąż produkuje znacznie mniej samochodów niż przed pandemią. Ten wzrost będzie kontynuowany w nadchodzących latach, ale tylko wtedy, gdy pójdzie za tym transformacja łańcuchów dostaw – mówi Nils Poel zastępca dyrektora ds. rynku w CLEPA.
PwC Strategy& szacuje, że Europa wykorzystała obecnie 3% ze 131 miliardów euro potrzebnych na inwestycje w produkcję materiałów i ogniw zaprognozowanych do 2030 roku. Chiny przeprowadziły dotychczas 14% z 227 miliardów euro inwestycji potrzebnych do zaspokojenia popytu do 2030 roku, a Stany Zjednoczone stoją na poziomie 5% swojego zapotrzebowania wynoszącego 73 mld euro. W skali globalnej potrzeba około 500 miliardów euro inwestycji kapitałowych, aby osiągnąć 3,6 TWh zdolności produkcyjnej baterii, co odpowiada sprzedaży 42 milionów lekkich pojazdów. Niemniej jednak analitycy Goldman Sachs są przekonani, że UE może osiągnąć samowystarczalność w produkcji ogniw akumulatorowych do 2027 r. Jednak tam, gdzie Stany Zjednoczone prawdopodobnie staną się eksporterem netto ogniw akumulatorowych, UE raczej nie pójdzie w ich ślady ze względu na wyższe koszty energii i brak dotacji w stylu amerykańskim w celu obniżenia kosztów dla fabryk produkujących baterie.
– Stany Zjednoczone poprzez ustawę Inflation Reduction Act (IRA) i stworzenie dzięki niej mechanizmów wsparcia na 370 miliardów dolarów, starają się przyciągnąć do siebie firmy z całego świata. Transformacja przemysłowa i energetyczna zostanie tam dzięki tej kwocie mocno wsparta. Z tym że niekoniecznie będzie to korzystne dla europejskiej motoryzacji. W przestrzeni medialnej już pojawiły się informacje o zwiększaniu inwestycji w USA, które stały się atrakcyjnym miejscem do inwestowania w zielone technologie. Europa nie mogła pozostać dłużna i eksperci wiążą nadzieję z publikacją przez Komisję Europejską początkiem lutego „Planu Przemysłowego Zielonego Ładu” (Green Deal Industrial Plan). Wydaje się, że to nie koniec drogi dla ochrony konkurencyjności europejskiego przemysłu i zapewnienia sprawiedliwej transformacji w motoryzacji. Bez uproszczenia procedur, zmian zasad pomocy publicznej i zachęt dla inwestorów prywatnych założone przez UE cele klimatyczne nie zostaną osiągnięte lub odbędzie się to kosztem europejskiej gospodarki i motoryzacji – mówi Tomasz Bęben, dyrektor zarządzający Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM).
Podczas gdy popyt na chipy rośnie, inwestycje UE pozostają w tyle
Przewiduje się, że globalny popyt motoryzacyjny na chipy wzrośnie o kolejne 50% i będzie wart około 60 miliardów euro w 2023 roku. Do 2025 roku światowy popyt może przekroczyć 80 miliardów euro, przy czym cyfryzacja i elektryfikacja pojazdów będą odpowiadać odpowiednio za około 75% i 25% tej wartości. Zobowiązania inwestycyjne sugerują, że rynek półprzewodników przygotowuje się do zaspokojenia wzrostu popytu. Niemniej jednak inwestycje w czipy 65 nanometrów, stanowiące 60% całego popytu na chipy w motoryzacji, pozostają ograniczone. Obecne ogłoszenia dotyczące inwestycji sugerują, że UE zdołała przyciągnąć 32 mld euro do 2025 r., znacznie poniżej zobowiązań inwestycyjnych w USA i na Tajwanie oraz znacznie poniżej oczekiwań dotyczących inwestycji publicznych w Chinach.
Niestabilne koszty energii i surowców nadal stanowią wyzwanie
UE musi przeprowadzić transformację w czasach bardzo niestabilnych cen energii i surowców. Pomimo umiarkowanego spadku cen większości surowców, koszty surowców do produkcji baterii, takich jak lit i nikiel, pozostają na wysokim poziomie. Cena gazu pozostaje bardzo istotna w określaniu kosztów produkcji energii w Europie i pomimo ostatniego znacznego spadku jest nadal dwa do trzech razy wyższa niż w roku poprzedzającym COVID-19, kiedy wynosiła od 20 do 30 euro za MWh, daleko od obecnych ok 50 euro za MWH. Ponadto jest mało prawdopodobne, aby ceny gazu utrzymały się na tym poziomie i nie jest pewne, jaki może być szczyt cen w 2023 r. Ostatnia ankieta Reutersa przeprowadzona przez analityków wskazała średni przedział cenowy od 60 do 95 euro, choć trzeba przyznać, że w grudniu średnia prognoza czołowych ekspertów ds. surowców utrzymywała się na poziomie 130 euro.
– Ustanowienie solidnego i odpornego łańcucha dostaw dla elektromobilności jest decydującym czynnikiem sukcesu Europy w okresie przejściowym. Producenci części z branży motoryzacyjnej dużo inwestują, ale niepewność co do warunków ramowych, kosztów energii i dostępu do finansowania stanowi przeszkodę. Plan przemysłowy Zielonego Ładu i Prawo o Surowcach Krytycznych (Critical Raw Materials Act) zaproponowane przez Komisję pokazują, że konkurencyjność pozostaje w agendzie UE, ale pilnie potrzebujemy działań politycznych i ich efektów – wskazuje Benjamin Krieger, Sekretarz Generalny CLEPA.
Koji Sato nowym prezydentem i dyrektorem generalnym Toyota Motor Corporation (TMC)
Akio Toyoda, dotychczasowy prezydent Toyoty, obejmie stanowisko prezesa Zarządu spółki
Takashi Watanabe nowym prezydentem marki Lexus
Tomoya Takahashi stanie na czele TOYOTA GAZOO Racing
Yoshihiro Nakata nowym dyrektorem generalnym Toyota Motor Europe
1 kwietnia 2023 roku Toyota wprowadzi zmiany w Zarządzie spółki oraz w strukturze organizacyjnej. Koji Sato, obecny prezes marki Lexus oraz TOYOTA GAZOO Racing, zostanie nowym prezydentem i dyrektorem generalnym (CEO) Toyota Motor Corporation (TMC). Akio Toyoda, dotychczasowy prezydent i dyrektor generalny, zajmie stanowisko prezesa Zarządu i dyrektora reprezentatywnego. Takeshi Uchiyamada, który pełni tę funkcję obecnie, pozostanie członkiem Zarządu i dyrektorem reprezentatywnym. W Zarządzie jako nowy jego członek zasiądzie także Koji Sato.
Kazuaki Shingo, Yoichi Miyazaki, Koji Sato, Hiroki Nakajima, Simon Humphries
Takashi Watanabe, dotychczasowy dyrektor działu Lexus Electrified Development, zastąpi Koji Sato na stanowisku prezydenta Lexus International Co. Nowym prezydentem TOYOTA GAZOO Racing zostanie Tomoya Takahashi, który pod kierunkiem Koji Sato pełnił funkcję dyrektora działu GR Vehicle Development.
Po objęciu nowych stanowisk, Koji Sato przeprowadzi reformę globalnej struktury zarządzania. Nadal jednak będzie ona zorientowana wokół dwóch filarów – produktów oraz regionów, zgodnie z koncepcją ustępującego prezydenta Akio Toyody.
„Będziemy dążyć do pełnej transformacji Toyoty w firmę zajmującą się szeroko rozumianą mobilnością. Tworzenie coraz lepszych samochodów i bycie najlepszą firmą motoryzacyjną w okolicy to dokładnie te wartości, które Toyota nadal będzie wyznawać. Te wartości zostały głęboko zaszczepione w firmie przez prezydenta Toyodę w ciągu ostatnich 13 lat, a nowy zespół przyspieszy ich wdrażanie” – powiedział Koji Sato.
Nowe władze Toyoty w Europie
Na początku kwietnia 2023 roku dyrektorem generalnym Toyota Motor Europe zostanie dotychczasowy zastępca dyrektora generalnego spółki, Yoshihiro Nakata. Matthew Harrison, obecny CEO europejskiej Toyoty, zajmie stanowisko dyrektora operacyjnego. Yoshihiro Nakata będzie odpowiedzialny za planowanie strategiczne i komunikację Toyoty w Europie oraz za ścisłą współpracę z centralą firmy w Japonii. Matt Harrison jako COO Toyota Motor Europe będzie odpowiedzialny za wdrażanie produktów, sprzedaż i pozycję rynkową Toyoty w Europie oraz kulturę organizacyjną i operacyjną firmy.
Koji Sato, nowy prezydent Toyota Motor Corporation
Koji Sato (ur. 19 października 1969) jest prezesem Lexus International Co. i GAZOO Racing Company oraz dyrektorem ds. brandingu Toyota Motor Corporation. Ukończył Waseda University z tytułem licencjata w dziedzinie inżynierii mechanicznej w 1992 roku i dołączył do Toyota Motor Corporation (TMC) w kwietniu tego samego roku.
W styczniu 2016 roku został głównym inżynierem Lexus International Co. W kwietniu 2017 roku awansował na stanowisko generalnego dyrektora wykonawczego i objął kierownictwo nad Lexus International Co. W styczniu 2019 roku został wiceprezesem wykonawczym Lexus International Co.
W styczniu 2020 roku awansował na stanowisko dyrektora operacyjnego i został prezesem Lexus International Co. We wrześniu 2020 roku otrzymał równoległe stanowisko prezesa GAZOO Racing Company. W styczniu 2021 roku otrzymał pozycję dyrektora operacyjnego i dyrektora ds. brandingu.
Każdemu przedsiębiorcy zależy na tym, aby jego firma przyciągała jak najwięcej klientów i odnosiła świetne wyniki. Nie jest to jednak takie łatwe. Co więc zrobić, aby rozwinąć własną działalność i zwiększać sprzedaż? Odpowiedzią jest tu marketing internetowy. Obecność w sieci to dzisiaj podstawa. Trzeba także stale śledzić aktualne trendy oraz potrafić dostosować się do ciągłych zmian, jakie zachodzą na rynku. To jednak nie wszystko. Co jeszcze jest istotne? Poznaj praktyczne wskazówki dla małych i średnich firm oraz narzędzia, które wspomagają rozwój biznesu.
Jak rozwijać biznes dzięki aktywności w Internecie?
Obecnie właściciele małych i średnich firm borykają się z wieloma różnymi problemami. Trudna sytuacja gospodarcza, dynamicznie zachodzące zmiany na rynku, duża konkurencja i znacznie bardziej wymagający konsumenci – wszystko to sprawia, że prowadzenie swojej działalności nie jest wcale proste. Wielu przedsiębiorców zastanawia się, co robić, aby trafiać do większego grona klientów i zachęcać ich do zakupu. Przepisem na sukces jest tu promocja w Internecie i prowadzenie aktywnych działań.
Liczba internautów jest coraz większa. Ludzie szukają produktów, usług i firm właśnie w świecie online. Dlatego przedsiębiorstwa, których nie ma w sieci, giną wśród licznej konkurencji. Trzeba bowiem przedstawić własną ofertę w Internecie i podążać za trendami, aby skutecznie się wypromować, zwiększać wyniki sprzedażowe i się rozwijać. Obecność online jest już koniecznością.
Pojawia się pytanie, jak z powodzeniem realizować działania? Niezbędne są narzędzia, których dostarcza e-marketing. Na początku należy jednak opracować odpowiednią strategię, przygotować dokładny plan, a dopiero później wdrażać działania. Co więc krok po kroku trzeba zrobić? Otóż bardzo istotne jest, aby:
sprecyzować własną grupę docelową, a więc odbiorców firmowej oferty,
określić cele biznesowe – powinny one być realne, mierzalne i rozłożone w czasie,
postawić na odpowiednie dla swojej branży narzędzia oraz wybrać kanały do prowadzenia spójnej komunikacji,
dbać o dobre relacje z klientami – tymi potencjalnymi, ale też obecnymi,
stale analizować działania, na bieżąco monitorować efekty i wyniki, a w razie konieczności wprowadzać potrzebne zmiany.
Marketing online daje mnóstwo możliwości, które bez wątpienia warto wykorzystywać. Poprzez odpowiednie działania można m.in. budować wizerunek firmy, zadbać o jej rozpoznawalność, docierać do zainteresowanych osób i zwiększać sprzedaż produktów lub usług.
– Według badania Mediapanelliczba internautów wynosi dziś prawie 30 milionów[1]. Obecność firmy w Internecie to więc podstawa. Dzisiaj nie wystarczy już jednak tylko być w świecie online. Należy też prowadzić aktywne działania. Wiemy, że mali i średni przedsiębiorcy nie mają na to czasu. Często brakuje im też znajomości narzędzi, które pozwalają promować się w Internecie, a także doświadczenia. Chcemy więc im pomóc. Od 30 lat wspieramy firmy z sektora MŚP w ich rozwoju – mówi Marcin Durzyński, Wiceprezes Zarządu WeNet. – Działamy w wielu obszarach. Nasi eksperci budują strony WWW, zajmują się ich pozycjonowaniem, realizują kampanie reklamowe w Internecie. Wszelkie działania dopasowują do specyfiki i indywidualnych potrzeb danego biznesu – dodaje Marcin Durzyński.
Strona WWW jako wirtualna wizytówka firmy
Co jest podstawowym narzędziem do promocji biznesu w Internecie? Odpowiedź jest prosta: strona internetowa. Posiadanie firmowej witryny to już konieczność. Jest ona wirtualną wizytówką, miejscem do prezentowania oferty oraz kanałem, wspierającym sprzedaż. Strona WWW pomaga przedsiębiorstwu się rozwijać. Musi jednak pokazywać firmę z jak najlepszej strony oraz przedstawiać ofertę w czytelny, zrozumiały i atrakcyjny sposób. Witryna powinna też dawać klientom możliwość nawiązania wygodnego i szybkiego kontaktu.
Strona WWW to niejednokrotnie pierwsze miejsce styczności potencjalnego klienta z firmą. Powinna więc przyciągać uwagę i zachęcać do podjęcia decyzji zakupowej. Wyróżniać ją powinna funkcjonalność, nowoczesność i atrakcyjny wygląd. Witrynę trzeba zaprojektować zgodnie z zasadami User Experience (UX). Należy zadbać, aby strona wzbudzała u użytkowników pozytywne doświadczenia. Internauci powinni sprawnie odnajdować na niej niezbędne informacje i dane. Strona powinna szybko się ładować, być intuicyjna i wygodna w przeglądaniu oraz responsywna, czyli dostosowana do urządzeń mobilnych. Z ciekawostek warto wspomnieć, że według raportu E-commerce w Polsce 2022 już 75% badanych wykorzystuje do e-zakupów swoje smartfony[2].
Co ważne, firmowa witryna to także kanał, który wspiera sprzedaż usług czy produktów. Pomaga zdobywać nowych klientów, docierając do nich 24h na dobę 7 dni w tygodniu. Zamierzeniem jest więc tutaj zachęcanie odbiorców do skorzystania z oferty, ale również tworzenie pozytywnego wizerunku firmy.
Bez wątpienia strona internetowa wspiera rozwój biznesu, dlatego każdy przedsiębiorca powinien dziś ją mieć. Należy jednak przy tympamiętać, że tylko atrakcyjna i profesjonalna witryna przyniesie firmie korzyści. Zaprojektowanie i budowa strony wymaga posiadania nie tylko umiejętności technicznych, ale również zmysłu estetycznego i myślenia kreatywnego. Usługę tę warto powierzyć specjalistom, którzy dobrze znają się na technologii i wykorzystują najnowsze trendy.
Pozycjonowanie witryny, czyli sposób na budowę widoczności
Strona internetowa to jeszcze nie wszystko. Należy też zadbać o jej dobrą widoczność w wyszukiwarce. Jeśli będzie zajmowała wysoką pozycję, to przyciągnie kolejnych klientów. Jak to osiągnąć? Dzięki działaniom z obszaru pozycjonowania czy inaczej SEO.
SEO (Search Engine Optimization) to optymalizacja witryn internetowych pod kątem wymagań algorytmów Google, a także budowanie profilu linkowego. Działania optymalizacyjne podejmowane są po to, aby strona zyskała wyższą pozycję w organicznych (inaczej bezpłatnych) wynikach wyszukiwania. Dlaczego to takie ważne? To oczywiste – im wyżej witryna będzie wyświetlać się w wynikach Google, tym więcej będzie miała odwiedzin. Użytkownicy strony mogą stać się klientami.
Działania SEO są dosyć skomplikowane i zajmują trochę czasu. Wymagają wiedzy, kompetencji i umiejętności. Pozycjonowanie nie jest czynnością jednorazową – działania należy wykonywać regularnie i stale dostosowywać je do bieżących wytycznych wyszukiwarki. Trzeba je też dopasowywać do potrzeb danej firmy. To dlatego najlepiej oddać je w ręce ekspertów, którzy najpierw przeprowadzają audyt SEO. To dokładna analiza witryny, która pozwala sprawdzić, co wymaga poprawy.
– Według statystyk Google98% internautów zaczyna od szukania informacji w wyszukiwarce internetowej. 65% użytkowników szuka tam firm, produktów i usług[3]. Bez wątpienia należy więc zadbać o dobrą widoczność w Google. Atrakcyjna i nowoczesna witryna internetowa prezentuje ofertę i zachęca do skorzystania z niej. Powinna być jednak też odpowiednio zoptymalizowana, co m.in. wpłynie na jej widoczność w Internecie, a to zaś przełoży się na wzrost odwiedzin na stronie potencjalnych klientów – mówi Marcin Durzyński, Wiceprezes Zarządu WeNet. – Naszych specjalistów wyróżnia duże doświadczenie w pozycjonowaniu. Eksperci dbają o każdy aspekt działań SEO: od optymalizacji technicznej, przez linkowanie zewnętrzne, po optymalizację treści – dodaje Marcin Durzyński.
Dobrze przeprowadzone działania z zakresu pozycjonowania przynoszą biznesowi wiele korzyści. Najważniejsze z nich to:
lepsza widoczność strony WWW w wyszukiwarce,
wzrost ruchu w witrynie,
większa liczba klientów,
zdobycie rozpoznawalności.
Google Ads, czyli reklama kierowana do zainteresowanych osób
Jaki jest sposób na szybkie i skuteczne dotarcie do potencjalnych klientów? Przygotowanie kampanii reklamowej w Google Ads. Jest to system reklamowy, który daje ogromne możliwości m.in. pod kątem zasięgu czy wyboru formatów. Atrakcyjne reklamy w formie tekstowej, graficznej czy wideo mogą wyświetlać się użytkownikom Internetu w różnych umiejscowieniach – w tym w sieci wyszukiwania (wyszukiwarce Google) oraz sieci reklamowej GDN (Google Display Network), w skład której wchodzą zewnętrzne, partnerskie serwisy.
Niezaprzeczalne zalety kampanii reklamowej w Google Ads to:
efektywne targetowanie – przekaz reklamowy trafia do określonych odbiorców, którzy są zainteresowani firmową ofertą,
ogromny zasięg,
szybkie rezultaty,
mierzalne wyniki.
Google Ads to doskonałe narzędzie dla małych i średnich firm. Przedsiębiorcy dzięki umiejętnie przygotowanym reklamom mogą promować własną ofertę, budować rozpoznawalność oraz zdobywać nowych klientów.
Warto mieć na uwadze, że przygotowanie skutecznej kampanii reklamowej wiąże się z koniecznością posiadania wiedzy i doświadczenia oraz znajomości narzędzia, jakim jest Google Ads. Poza tym niezwykle ważne jest, aby na bieżąco monitorować i sprawdzać wyniki oraz optymalizować kampanię. Wówczas efekty będą jeszcze lepsze. Świetnym rozwiązaniem jest skorzystanie ze wsparcia specjalistów. Przykładem jest firma WeNet, która ma status Google Partner Premium, co świadczy o dużym doświadczeniu i profesjonalizmie.
GMB, czyli narzędzie do promocji na lokalnym rynku
Przedsiębiorcy z sektora MŚP, którzy chcą wypromować swoją ofertę na rynku lokalnym, powinni koniecznie założyć wizytówkę w Google Moja Firma (z ang. Google My Business, skrót GMB). Google Moja Firma to przydatne narzędzie, które pomaga promować biznes na określonym obszarze (np. w danym mieście). Ludzie często bowiem szukają w sieci za pomocą konkretnych fraz różnych usług i firm zlokalizowanych w miejscu, w którym mieszkają lub obecnie przebywają. Wizytówka w GMB pomaga zwiększyć widoczność w wyszukiwarce na zapytania lokalne, które stanowią aż 50% zapytań w Google[4].
Narzędzie to pozwala na atrakcyjne wyświetlanie informacji o firmie w wyszukiwarce oraz na Mapach Google. Internauta, czyli potencjalny klient już z pozycji wyników wyszukiwarki może szybko zobaczyć przykładowo dni i godziny otwarcia restauracji czy znaleźć numer telefonu. W tym miejscu może też sprawdzić opinie o firmie. Zgodnie z danymi Safari Digital 90% konsumentów wybierając usługi lokalne, szuka opinii w Internecie[5]. Są więc one jednym z głównych czynników, które decydują o skorzystaniu z oferty.
Założenie firmowego profilu w Google My Business to nie wszystko. Profil ten wymaga jeszcze aktywności, trzeba regularnie go prowadzić – dodawać wpisy, prowadzić komunikację z internautami, odpowiadać na opinie, pytania i inne komentarze.
Podsumowując, wizytówka w GMB znacząco potrafi wpłynąć na rozwój biznesu, gdyż:
pozycjonuje firmę na wyszukiwania lokalne,
dba o widoczność w Internecie,
buduje rozpoznawalność biznesu na lokalnym rynku,
umożliwia dotarcie z ofertą do większej liczby zainteresowanych osób,
pomaga w zdobywaniu zaufania klientów,
pozwala dbać o dobry wizerunek firmy.
Katalogi firm, czyli jak zwiększyć rozpoznawalność biznesu
Warto też wspomnieć o internetowych katalogach firm. Przykładem są BiznesFinder.pl oraz PanoramaFirm.pl. Wizytówki w tego typu serwisach zapewniają lepszą widoczność danej oferty w Internecie.
Dobrze przygotowana i uzupełniona wizytówka w wartościowym katalogu firm nie tylko pokazuje dane kontaktowe. Umożliwia też zaprezentowanie potencjalnym klientom najważniejszych informacji o usługach/produktach w postaci wyczerpujących opisów, które są napisane pod SEO. Ponadto rozbudowane katalogi dają też opcję dodawania dłuższych artykułów poradnikowych/eksperckich oraz zdjęć czy materiałów wideo.
Katalogi firm to także wartościowe źródło linków zewnętrznych do firmowej strony WWW (link building). To sposób na poprawę pozycji firmy w wyszukiwarce Google oraz szansa na pozyskanie nowych klientów.
Jak rozwijać firmę w Internecie – podsumowanie
Żaden przedsiębiorca nie powinien już mieć zastrzeżeń co do tego, że obecność i aktywność w sieci daje wiele korzyści i pozwala się rozwijać. Zdecydowanie warto inwestować w marketing online, żeby docierać do nowych klientów i odnosić jak najwięcej sukcesów. Konieczna jest jednak umiejętnie przygotowana strategia działania, w tym też wybór sprawdzonych narzędzi. Trzeba też znać bieżące trendy panujące na rynku oraz potrafić dostosować się do dynamicznych zmian, jakie zachodzą w branży. Dziś właściciele biznesów, którzy nie mają wystarczająco czasu, korzystają z pomocy specjalistów, takich jak np. doradcy internetowi WeNet. Nawiązanie takiej współpracy to doskonały sposób na to, aby rozwinąć firmę i wyprzedzić swoją konkurencję.
Wkrótce miną trzy lata od momentu wybuchu pandemii koronawirusa w Polsce. Dziś wiemy, że znacząco wpłynęła ona na sposoby pracy Polaków. Jak wynika z najnowszych badań Pracuj.pl, modele zdalny i hybrydowy wciąż trzymają się mocno. Widoczna jest też jednak tendencja powracania do biur. 28% pracujących Polaków deklaruje pracę w modelu zdalnym lub hybrydowym. Jeszcze w marcu ubiegłego roku było to o 6 punktów procentowych więcej. Wygląda na to, że zapowiadane powroty do pracy stacjonarnej tylko nieznacznie zmieniły modele wykonywania obowiązków. Sytuacja jest na tyle istotna, że praca zdalna zostanie na stałe wprowadzona do Kodeksu Pracy.
Najważniejsze informacje:
Praca zdalna zostanie na stałe wprowadzona do Kodeksu Pracy. Nowe przepisy wejdą w życie 7 kwietnia 2023 roku.
28% Polaków badanych przez Pracuj.pl pracuje obecnie zdalnie lub hybrydowo.
O 6 punktów procentowych wzrosła liczba pracowników deklarujących pracę stacjonarną.
Tylko 8% pracowników hybrydowych chciałoby wrócić do pracy wyłącznie z biura.
Najpopularniejszym dniem pracy z biura pozostaje poniedziałek.
Praca zdalna jest magnesem w ofertach pracy dla aż 38% respondentów.
23% mniej chętnie zaaplikuje do firmy, która nie daje możliwości pracy z biura.
Cicha rocznica – głośne zmiany w Kodeksie Pracy
Temat pandemii COVID-19 oraz jej wpływu na rynek pracy nie elektryzuje już opinii publicznej tak, jak jeszcze rok czy dwa lata temu. Nie da się jednak ukryć, że zmiany, które zaszły w ciągu ostatnich trzech lat, trwale wpłynęły na sposoby wykonywania obowiązków służbowych. Są one na tyle rewolucyjne, że podjęto prace legislacyjne nad ustawą wprowadzającą pracę zdalną na stałe do Kodeksu Pracy. Nowe przepisy dot. pracy zdalnej wejdą w życie 7 kwietnia 2023 roku.
W zgodzie z regulacjami, praca zdalna oznacza wykonywanie pracy w całości lub częściowo poza siedzibą firmy, w miejscu wskazanym przez pracownika i każdorazowo uzgodnionym z pracodawcą, z wykorzystaniem środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość. Co istotne, nowe regulacje dotyczące pracy zdalnej i hybrydowej będą obejmować nie tylko umowę o pracę, ale także inne stosunki pracy. Ustalanie konkretnych zasad dla danej firmy w tym zakresie będzie odbywać się w porozumieniu pomiędzy pracodawcą i pracownikami.
Co jeszcze zmienia ustawa? Praca zdalna od momentu wprowadzenia nowych przepisów będzie mogła być ustalona już w momencie zawierania umowy. W przeciwnych przypadkach, osoby zatrudnione będą musiały złożyć wniosek o możliwość pracy zdalnej. Ustawa określi także, w jakich przypadkach pracodawca nie może odmówić możliwości pracy zdalnej oraz wskaże, ile dni pracy zdalnej w ciągu roku będzie mógł wykorzystać pracownik w przypadkach losowych, wymagających pozostania w domu.
Ustawa będzie także zobowiązywać firmy do pokrycia kosztów pracownika związanych ze zużyciem energii czy gazu oraz innych kosztów związanych bezpośrednio z wykonywaniem pracy zdalnej. Dodatkowo, pracodawca będzie zobowiązany zapewnić zdalnym pracownikom materiały i narzędzia pracy oraz ich instalację, serwis oraz konserwację. Wszystkie sprzęty prywatne, które pracownik wykorzystuje na rzecz pracy (takie, jak np. laptop) będą musiały zostać wycenione, a ekwiwalent przekazany przez pracodawcę.
Zmiana, która ma miejsce na rynku pracy to bardzo duży i rewolucyjny temat, który wzbudza wiele emocji zarówno wśród pracowników, jak i pracodawców. Aby sprawdzić, jak dokładnie na ten moment prezentuje się rozkład sił pomiędzy pracą zdalną i hybrydową a stacjonarną trzy lata od wybuchu pandemii, zespół Pracuj.pl przeprowadził badanie na reprezentatywnej grupie 1790 pracujących Polaków, w tym 506 wykonujących swoje obowiązki zdalnie lub hybrydowo. Badania te są podstawą do obserwacji tematu nowych regulacji w przyszłości oraz kolejnych badań Pracuj.pl.
Powrót do biur – tak, ale nie dla wszystkich
28% pracujących Polaków badanych przez Pracuj.pl w IV kwartale ub.r. deklaruje, że wykonuje pracę w nowo przyjętych modelach elastycznych – zdalnym lub hybrydowym. To oznacza, że popularność pracy poza biurem spadła o 6 punktów procentowych w porównaniu do I kwartału 2022 roku, a więc zauważalna jest zmiana w stosunkowo krótkim okresie. Widocznym trendem staje się stopniowy powrót do biur, który obserwujemy już właściwie od momentu znoszenia obostrzeń pandemicznych, a który z czasem zaczyna obejmować coraz więcej przedsiębiorstw w całym kraju. Nie objawia się on jednak na tak dużą skalę, jak w prognozach części ekspertów rynku HR czy branży nieruchomości biurowych.
Zmiany wymagają konsultacji
W IV kwartale 2021 roku odsetek pracowników wykonujących pracę w pełni zdalnie lub hybrydowo wynosił 35%. Dla porównania, w marcu ubiegłego roku liczba ta spadła do 34%, a w IV kwartale 2022 powroty do firmy nabrały większej dynamiki. Nie oznacza to jednak, że do biur wrócą wszyscy. Choć z biegiem czasu powracamy do pracy w siedzibie firmy, wyraźnie widać, że wykonywanie obowiązków zawodowych na odległość wpisało się na stałe w pejzaż rynkowy. Jednocześnie jednak widoczny jest także wpływ odgórnych decyzji firm o powrotach do biur, odzwierciedlający się w wyraźnym wzroście odsetka osób pracujących tylko z siedziby firmy.
Pracodawcy muszą dziś pamiętać, że praca zdalna wciąż pozostaje czynnikiem przyciągającym kandydatów oraz istotnym elementem dla kadry obecnej w organizacji. To jeden z powodów, dla których w nowej wersji Pracuj.pl do kluczowych i najmocniej widocznych filtrów wyszukiwania ofert należą te związane z elastycznymi modelami zatrudnienia. Tym bardziej powroty do biur muszą być poprzedzone konsultacją z zespołem i odpowiednim przygotowaniem. Pracownicy negatywnie odbierają narzucanie im odgórnie nowych zasad. To z kolei może skutkować niską motywacją osób zmuszonych do powrotu do modelu stacjonarnego, a nawet zwolnieniami lub tzw. quiet quitting, czyli „cichym odchodzeniem”, objawiającym się niskim poziomem zaangażowania pracowników w wykonywane obowiązki oraz życie firmowe. – mówi Jolanta Lewandowska-Bitkowska, HR Business Partner w Grupie Pracuj.
Pracownicy hybrydowi nie chcą zmian
Elastyczność, której nauczyła nas pandemia, pozwoliła wielu pracownikom odkryć nowe aspekty pracy. Nic więc dziwnego, że duża część badanych nie wyobraża sobie pełnego powrotu do biura. Spośród respondentów badania Pracuj.pl wykonujących swoje obowiązki zdalnie lub hybrydowo, tylko 8% chciałaby wrócić do pracy wyłącznie w siedzibie firmy. Największa liczba badanych wskazuje, że w ciągu najbliższych 1-2 lat chciałaby pracować hybrydowo z uwzględnieniem obecności w firmie minimum raz w tygodniu. Nieznacznie mniej, bo 30% badanych przez Pracuj.pl pracujących Polaków chciałoby pojawiać się w firmie 2-3 razy miesięcznie. Na pracę w pełni zdalną stawia obecnie 28% respondentów.
W ciągu pół roku wyniki badań zmieniły się właściwie nieznacznie w niemal wszystkich obszarach. Co jednak ciekawe w obliczu powrotów do pracy z biura, dane wskazują wyraźną zmianę w przypadku niechęci do pracy stacjonarnej. Osoby, które miały szansę pracować dotychczas w modelach elastycznych, nie chcą wracać już w pełnym wymiarze do wykonywania obowiązków z firmy. Ostatnie trzy lata pokazały w wielu środowiskach pracy, że nie musimy przebywać w siedzibie organizacji, by wykonywać zadania z odpowiednimi efektami. To ważne wnioski dla pracodawców, którzy obecnie poddają reorganizacji swoje polityki. – dodaje Jolanta Lewandowska-Bitkowska.
Poniedziałki niezmiennie na pracę z biura
Interesujące jest, że choć poprzednie badanie Pracuj.pl było wykonane w okresie bardziej rygorystycznych obostrzeń pandemicznych, a najnowsze w okresie zniesienia restrykcji – rzeczywisty rozkład pracy z domu i z siedziby firmy jest bardzo zbliżony. W tym zakresie mówimy więc o utrzymaniu tendencji. Zmianie nie uległa także kwestia preferowanych dni poświęcanych na pracę z biura. Na dobre już sztandarowym dniem na spotkania na żywo z zespołem pozostają poniedziałki. Tendencja ta była widoczna w 2021 i utrzymała się także w minionym roku, znacznie wyprzedzając wynik osiągnięty przez pozostałe dni.
Na obowiązki biurowe wciąż poświęcamy początek tygodnia. Pracę w biurze w poniedziałki preferuje obecnie 43% pracujących hybrydowo Polaków zbadanych przez Pracuj.pl. Firmy odpowiadają na te potrzeby i starają się właśnie w te pierwsze dni tygodnia koncentrować obecność pracowników hybrydowych. Tendencja utrzymuje się także w zakresie najrzadziej preferowanego czasu na spotkania w biurze – badani odpowiadający na to pytanie najbardziej niechętnie podchodzą do spotkań w siedzibie firmy w piątki, najchętniej zachowując koniec tygodnia na realizację zadań w domowym zaciszu.
Obecnie wśród osób pracujących hybrydowo największą grupę (30%) stanowią ci, którzy funkcjonują w modelu z 40-50 procentowym udziałem pracy zdalnej. We wrześniu 2022 roku grupa pracujących Polaków wykonujących pracę głównie zdalnie wynosiła 13%. W porównaniu z analogicznym okresem w 2021 roku ten odsetek spadł aż o 10 punktów procentowych.
Praca zdalna: i przyciąga, i odstrasza
Praca zdalna pozostaje magnesem na kandydatów. Kwestie takie, jak dofinansowanie kosztów pracy zdalnej czy możliwość wyboru modelu oraz otwartość na zatrudnienie osób z innych miast niż to, w którym mieści się siedziba firmy, zwiększają otwartość na ofertę pracy ponad połowy kandydatów. Sytuacja nie jest jednak czarno-biała, a opcja zdalna nie jest jedynym zwycięzcą.
Widzimy, że praca wyłącznie zdalna może być zarówno magnesem na kandydatów, jak i odstraszać od aplikowania do firmy. Blisko co czwarty badany wskazuje, że będzie mniej skłonny aplikować na ofertę pracy do firmy, która pracuje wyłącznie zdalnie. Jednocześnie jednak to wciąż brak pracy zdalnej lub hybrydowej jest bardziej kontrowersyjny. Aż ponad 4 na 10 kandydatów mniej chętnie zaaplikuje na ofertę pracy stacjonarnej. Widać, że na rynku pracy mamy obecnie do czynienia z dwoma skrajnymi podejściami. Najlepszym rozwiązaniem zdaje się być dziś elastyczne podejście do form zatrudnienia i tworzenie środowisk pracy, które sprzyjają współpracy zarówno z biura, jak i w ramach wirtualnych zespołów. – komentuje Agata Grzejda, ekspertka ds. komunikacji wewnętrznej w Grupie Pracuj.
Rynek nie będzie już jednolity
Moment, w którym oferty pracy w jednej branży różniły się od siebie wyłącznie poziomem wynagrodzenia czy oferowanymi benefitami, bezpowrotnie zakończył się trzy lata temu, kiedy musieliśmy stawić czoła pierwszym wyzwaniom pandemii. Tamten okres na stałe zmienił naszą zawodową rzeczywistość. Jako społeczeństwo wiele się wówczas nauczyliśmy, sprawnie przenosząc swoje obowiązki do przestrzeni domowych. Szybko okazało się, że początkowe problemy stworzyły nowe szanse, a osoby, które poznały te możliwości podzieliły się na dwie grupy: tych, którzy odnaleźli się w nowej rzeczywistości i jak najdłużej chcieliby pozostać przy zdalnym lub hybrydowym modelu pracy i tych, którzy jak najszybciej chcieliby wrócić do biurowej codzienności.
Szczęśliwie jednak rynek jest podzielony nie tylko w zakresie kandydatów, ale także ofert pracodawców. Jak wskazuje raport „Rynek Pracy Specjalistów 2022”, w serwisie Pracuj.pl w ubiegłym roku zamieszczono 1 103 000 ofert pracy, z czego 1/3 dotyczyła pracy zdalnej lub hybrydowej. Dziś, po trzech latach odkąd na rynku pracy zaszły rewolucyjne zmiany widzimy, że elastyczne modele pozostają popularne i najpewniej zostaną z nami na stałe, a jednocześnie widoczna tendencja powrotu do biur sprawia, że kandydatom oczekującym pracy zespołowej w modelu stacjonarnym łatwiej będzie się odnaleźć. W najbliższych miesiącach przekonamy się, w jaki sposób wpłyną na tę kwestię najnowsze regulacje dotyczące pracy zdalnej i nowelizacja Kodeksu Pracy w tym zakresie.
O BADANIU
Badanie zostało przeprowadzone w październiku 2022 roku przez ARC Rynek i opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI przeprowadzono na grupie 1790 Polaków, reprezentatywnej dla populacji osób czynnych zawodowo w wieku 18-65 pod względem płci, wieku oraz wielkości miejscowości zamieszkania.
Według danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, w ubiegłym roku liczba zarejestrowanych pojazdów osobowych spadła o ponad 13% w porównaniu z 2021 rokiem. W przypadku pojazdów nowych spadek ten wyniósł niespełna 5%, a używanych – przeszło 18%. Jednocześnie liczba przerejestrowanych pojazdów osobowych zmniejszyła się rdr. o ponad 20%. Eksperci nie są zgodni co do tego, czy 2023 rok będzie lepszy w ww. kwestiach. Jedni zwracają uwagę na wzrost, który na początku stycznia br. objął nowe auta osobowe. Inni powołują się na wstępne prognozy, które zakładają skurczenie się rynku o nawet 10%.
Jak wynika z danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPIK), w Polsce w ub.r. zarejestrowano ponad 1,1 mln pojazdów osobowych. To o 13,5% mniej niż w 2021 roku. Wówczas takich przypadków odnotowano blisko 1,3 mln.
– Obserwujemy spadek liczby zarejestrowanych pojazdów nowych, przede wszystkim ze względu na ograniczony dostęp do ofert, rosnących cen i opóźnień w dostawach. Ten mniejszy dopływ aut prosto z salonów przekłada się na sytuację na rynku wtórnym. Na nim widzimy wzrost cen samochodów używanych, a ponadto zawężony wybór dla potencjalnych kupców – komentuje Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR.
Według udostępnionych danych, w 2022 roku zarejestrowano ponad 419,3 tys. nowych pojazdów osobowych (37,6% ogółu). To o 4,6% mniej niż w 2021 roku, kiedy takich przypadków było przeszło 439,7 tys. (34,1%). W ub.r. najwięcej ww. samochodów zostało zarejestrowanych w woj. mazowieckim – 141,6 tys. (33,8% wszystkich w kraju, rok wcześniej – 32%). Dalej są woj. śląskie – 48 tys. (w 2021 roku – 51,3 tys.), wielkopolskie – 38 tys. (43,7 tys.), małopolskie – 34,6 tys. (wcześniej 37,5 tys.), a także dolnośląskie – 31,9 tys. (35,4 tys.). Na końcu zestawienia widzimy świętokrzyskie, opolskie i podlaskie z wynikami od 5,9 tys. do 6,6 tys.
– Dla aut nowych kluczowa była pierwsza połowa 2022 roku. Ten okres cechowała beznadziejna sytuacja z podażą oraz niepewność, czy auto zostanie w ogóle wyprodukowane. Spadek rok do roku, który wtedy powstał, był na tyle duży, że nie byliśmy już w stanie tego przeważyć. Nie pomogło to, że druga połowa roku była znacznie lepsza i przez większość miesięcy notowano wzrosty rdr. Ta zmiana była spowodowana m.in. poprawiającą się dostępnością, rejestracjami aut zamówionych kilka lub kilkanaście miesięcy wcześniej – wyjaśnia Paweł Tuzinek, prezes Związku Dealerów Samochodów.
Ponadto z danych CEPIK wynika, że w 2022 roku zarejestrowano blisko 695 tys. używanych pojazdów osobowych (62,4% ogółu). To o 18,1% mniej niż w 2021 roku (65,9%). W minionym roku najwięcej ww. aut zostało zarejestrowanych w woj. mazowieckim – 91,3 tys. (rok wcześniej – 107,4 tys.). Następne w zestawieniu są woj. wielkopolskie – 90,4 tys. (w 2021 roku – 106,2 tys.), śląskie – 64,7 tys. (83,4 tys.), małopolskie – 60,2 tys. (73,8 tys.), a także dolnośląskie – 53,8 tys. (66 tys.). Natomiast na końcu rankingu znajdują się woj. opolskie, podlaskie i warmińsko-mazurskie z wynikami od 16,2 tys. do 22 tys.
– Na wyniki na pewno wpłynęła sytuacja podażowa dotycząca nowych aut. Druga przyczyna to otwarcie rynku ukraińskiego, który był zawsze zamknięty na używane pojazdy. Ale wiosną ubiegłego roku tamtejszy rząd, aby pobudzić gospodarkę, zdecydował się na parę miesięcy znieść bariery. Spowodowało to masowe wykupienie wielu, zwłaszcza najtańszych i najbardziej wysłużonych, lubianych też przez polskiego klienta, samochodów z rynków zachodnich. Trzecia przyczyna to być może początkowy objaw kryzysu. Auta używane są często kupowane za gotówkę, a jeżeli jest jej mniej albo sytuacja staje się niepewna, to i zakupy są mniejsze – dodaje prezes Tuzinek.
Z udostępnionych danych wynika też, że w 2022 roku w Polsce zostało przerejestrowanych 1,6 mln pojazdów osobowych. To o 20,5% mniej niż w 2021 roku, kiedy takich przypadków było nieco ponad 2 mln. W 2022 r. najwięcej takich aut zostało przerejestrowanych w woj. mazowieckim – 260 tys. (15,8% wszystkich w kraju, rok wcześniej – 321,7 tys. i 15,6%). Dalej widzimy śląskie – 186,2 tys. (rok wcześniej – 237,3 tys.), wielkopolskie – 170,6 tys. (214,2 tys.), małopolskie – 144,3 tys. (182,6 tys.), a także dolnośląskie – 128 tys. Na końcu zestawienia mamy woj. opolskie – 37,8 (2021 rok – 46,3 tys.), lubuskie – 43,7 tys. (55,4 tys.), jak również świętokrzyskie – 46,2 tys. (wcześniej 60,2 tys.).
– Ceny na rynku wtórnym również rosną, a portfel zwykłego Kowalskiego za tym nie nadąża. Inflacja jest wysoka, więc zmieniają się priorytety. Widać to szczególnie wśród właścicieli aut. Zakup nowszego pojazdu schodzi na dalszy plan, bo można wydłużyć korzystanie z obecnie posiadanego pojazdu – zaznacza prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR.
Zdaniem prezesa Związku Dealerów Samochodów, najbliższe miesiące będą całkiem niezłe pod względem liczby zarejestrowanych aut osobowych. Świadczą o tym dane z pierwszych dziesięciu dni stycznia tego roku, kiedy nowych pojazdów zarejestrowano około 48% więcej niż rok wcześniej. W pierwszych miesiącach kluczowe będzie odbicie rynku w krajach zachodnich, co napędzi także sprzedaż w Polsce.
– Trudno przewidywać sytuację na rynku, ponieważ wpływa na nią wiele różnych czynników, nie tylko gospodarczych. Znaczenie ma to, co się dzieje za naszą wschodnią granicą. Niestety, wojna powoduje niepokój, więc inaczej zachowujemy się w kwestii wydatków. Według wstępnych prognoz, rynek skurczy się o nawet 10%. Przy tym trzeba zaznaczyć, że liczba dostępnych samochodów zdecydowanie się poprawiła w stosunku do tego, co było do niedawna. Widać to chociażby po działaniach wybranych producentów, którzy wracają już do akcji promocyjnych. To pokazuje, że klient jest wyczekiwany – podsumowuje Wojciech Drzewiecki.
O efektywnym funkcjonowaniu całej firmy decyduje nie tylko wyposażenie jej we właściwe sprzęty czy oprogramowanie, ale przede wszystkim – odpowiednie zarządzanie pracownikami. To właśnie ludzie są najważniejszymi zasobami każdego biznesu, stanowiąc jednocześnie jego szkielet i serce. Aby mogli pracować wydajnie, konieczne jest właściwe zaplanowanie czas ich pracy – tak, by obłożenie pracowników w danym dniu i godzinie odpowiadało ilości zadań, które trzeba wówczas wykonać. Właściwa organizacja zatrudnionych to jeden z podstawowych celów tworzenia harmonogramu czas pracy – ale nie jedyny. Czym dokładnie jest? Jak go prowadzić i czy musi funkcjonować w każdej firmie? Wyjaśniamy!
Czym jest harmonogram czasu pracy?
Harmonogram czas pracy, inaczej grafik, to plan informujący o tym, w jakich godzinach pracownicy będą pracowali w każdym dniu miesiąca. Jak wynika z art. 129. § 3. Kodeksu pracy, harmonogram musi być krótszy niż okres rozliczeniowy, ale obejmować minimum miesiąc. Może zatem stanowić rozkład pracy na dłuższy okres – np. 3 miesiące czy rok, zależnie od tego, jak długi jest okres rozliczeniowy. Harmonogram czasu pracy zawiera zwykle takie informacje, jak:
imiona i nazwiska pracowników, ewentualnie nazwa działu, wydziału, etc.,
wymiar czasu pracy,
zaplanowane godziny rozpoczęcia i zakończenia pracy przez każdą osobę w każdy dzień,
urlopy zaplanowane na dany okres w planie urlopowym,
oznaczenie świąt, weekendów, dni wolnych od pracy,
oznaczenie pracy zdalnej i stacjonarnej,
miejsce na wprowadzenie rzeczywistego czasu pracy w każdym dniu.
Grafik czasu pracy ma zatem za zadanie organizować dostępność pracowników na każdy dzień miesiąca i informować ich, o której godzinie powinni zacząć i zakończyć pracę w danym dniu. Co istotne, tuż obok list obecności oraz ewidencji czasu pracy, harmonogramy są jednymi z najważniejszych dokumentów pracowniczych. Na ich podstawie pracownicy mogą zgłaszać ewentualne roszczenia dotyczące np. wypłaty zaległego wynagrodzenia za przepracowane nadgodziny. Zgodnie z art. art. 291. § 1. Kodeksu pracy, roszczenia ze stosunku pracy ulegają przedawnieniu po 3 latach od dnia, w którym roszczenie stało się wymagalne. W związku z tym harmonogramy czasu pracy należy przechowywać przez 3 lata.
Czy prowadzenie harmonogramu czasu pracy jest obowiązkowe?
Zgodnie z art. 129. Kodeksu pracy prowadzenie harmonogramu czasu pracy jest obowiązkowe. Jak informuje paragraf trzeci tegoż artykułu, grafik może zostać sporządzony w formie pisemnej lub elektronicznej. Co istotne, harmonogram musi być przedstawiony pracownikowi co najmniej 1 tydzień przed rozpoczęciem pracy w okresie, którego dany rozkład dotyczy.
Istnieją jednak pewne wyjątki, w przypadku których pracodawca nie ma obowiązku sporządzania harmonogramu czasu pracy. Wskazuje je paragraf czwarty:
gdy rozkład czasu pracy pracownika wynika z prawa pracy, obwieszczenia, o którym mowa w art. 150. § 1, albo z umowy o pracę,
gdy pracodawca w porozumieniu z pracownikiem ustali czas niezbędny do wykonania powierzonych zadań, uwzględniając wymiar czasu pracy wynikający z norm określonych w § 1; w takim przypadku rozkład czasu pracy ustala pracownik,
gdy na pisemny wniosek pracownika stosuje do niego rozkłady czasu pracy, o których mowa w art. 1401,
gdy na pisemny wniosek pracownika pracodawca ustali mu indywidualny rozkład czasu pracy.
Jak prowadzić grafik pracowników?
Jak wspomnieliśmy, harmonogram czasu pracy może być prowadzony w formie papierowej, czyli po prostu na kartce albo elektronicznej. Ta druga opcja bez wątpienia jest wygodniejsza, zarówno pod względem tworzenia grafiku, jak i jego udostępniania czy przechowywania – szczególnie w przypadku zatrudniania dużej liczby pracowników.
Jednak nawet po zdecydowaniu się na elektroniczny grafik czasu pracy, pracodawca wciąż ma do wyboru kilka metod jego prowadzenia. Do najpopularniejszych rozwiązań należą:
Arkusz Excela to wygodne rozwiązanie; wystarczy regularnie wrzucać nowy harmonogram w chmurę lub na firmowy dysk wspólny i podsyłać link w momencie publikacji, by w kilka sekund rozesłać grafik wszystkim pracownikom. Jego tworzenie jest jednak czasochłonne, szczególnie za pierwszym razem, gdy trzeba wszystko sformatować czy wprowadzić każdego zatrudnionego. Należy również pamiętać o tym, by regularnie dopisywać nowozatrudnionych i usuwać z harmonogramu osoby, które rozwiązały współpracę.
Harmonogram czasu pracy w systemie HRM, takim jak np. tomHRM to jeszcze łatwiejsza opcja. Oprogramowania dla HR charakteryzują się maksymalną automatyzacją powtarzalnych czynności, które bez nich menedżerowie i kadrowcy wykonują ręcznie. Prowadzenie grafików czasu pracy w tomHRM wiąże się z takimi funkcjami przyspieszającymi ich tworzenie i udostępnianie, jak:
automatyczna aktualizacja listy osób pracujących,
automatyczne zaciąganie urlopów z planu urlopowego,
automatyczne wprowadzanie rzeczywistych godzin pracy przenoszonych z ewidencji czasu pracy,
wygodne kopiowanie grafików,
automatyczna wysyłka powiadomień e-mail,
automatyczne zliczanie tygodniowego czy miesięcznego czasu pracy
Pomoc agencji marketingowej jest bardzo przydatna dla pozytywnego wizerunku oraz rozwoju firmy. Doświadczenie specjalistów pozwala na lepsze zbudowanie marki. Jak podjąć współpracę z firmą marketingową?
Czym jest agencja marketingowa?
Na początek skupmy się na samej agencji marketingowej oraz możliwościach jakie daje.
Działania marketingowe agencji opierają się na budowaniu pozytywnego wizerunku produktu, usługi lub danej marki. Do najważniejszych zadań należy stworzenie kompleksowego projektu promocji oraz czuwanie nad jego przebiegiem, prowadzenie działań reklamowych np. pośród mediów społecznościowych, kampanii promocyjnych, tworzenie środków przekazu oraz nawiązywanie nowych i utrzymywanie stałych kontaktów.
Pomoc agencji reklamowej najbardziej potrzebna jest podczas rozkręcania biznesu.
Właściwa promocja pozwala na lepsze przedostanie się na rynek branży, w której prowadzimy działalności. Rozreklamowana skutecznie marka będzie dużo lepiej widoczna, a co za tym idzie przyciągnie więcej potencjalnych klientów. Nie oznacza to jednak, że świadczone usługi przez agencję marketingową nie są potrzebne również później.
Sukcesem nie jest jedynie się wypromować, ale również być cały czas widocznym i wciąż umacniać swój pozytywny wizerunek. W tym właśnie największe korzyści może dać profesjonalna pomoc. Żeby skorzystać z niej wystarczy kontakt z Twojej strony do przedstawiciela.
Nim jednak zdecydujesz się rozpocząć współpracę z agencją reklamową poznaj korzyści jakie płyną z profesjonalnych kampanii reklamowych.
Korzyści ze współpracy z agencją marketingową
Szeroki wachlarz usług agencji marketingowej pozwala na kompleksowe podejście do zadania. Dzięki temu otrzymujemy pełny plan odpowiedniej pod nasze potrzeby promocji.
Nawiązując ścisłą współpracę z agencją sprawiamy, że duża część obowiązków związanych z wizerunkiem marki przechodzi w ręce profesjonalistów. To oni od tego czasu będą dbali nie tylko o to by powstały plan został wdrożony, ale żeby dobrze działał i przynosił korzyści.
Ponadto agencja marketingowa będzie nas wspierała i wskazywała kierunki, w któruych możemy się poruszać żeby zapewnić sobie rozwój. Zdobywanie nowych klientów, współpracy oraz pól, gdzie firma może działać jest w tym temacie kluczowa.
Firma marketingowa może zająć się również promowaniem marki w mediach społecznościowych, które w obecnych czasach są bardzo mocną siłą nośną dla rozprzestrzeniania się informacji. Jeżeli chcemy zaistnieć w sieci musimy tam się znaleźć, a co więcej być widoczni i przykuwać zainteresowanie.
Ważną rolą firmy marketingowej, w której może pomóc jest stworzenie dobrze zaplanowanej strony www. To ona jest bardzo ważną wizytówką, która jako pierwsza będzie docierać do nowych odbiorców.
Skontaktuj się z firmą!
Zastanawiasz się jak podjąć współpracę z firmą marketingową? Wystarczy skontaktować się z jej przedstawicielem.
Możemy dokonać tego osobiście, poprzez kontakt telefoniczny lub wypełnić formularz zgłoszeniowy, który znajdziemy na stronie internetowej agencji.
Podczas zgłoszenia ważne jest podanie danych, ale również budżetu jaki chcemy przeznaczyć na kampanie reklamową. Po tej informacji oraz opisie branży, w której chcemy działać lub w której działamy zespół będzie mógł zrobić szacunkową analizę sytuacji i przedstawić możliwości.
Po kontakcie zwrotnym będziesz miał obraz na strategię reklamową jaka jest najlepsza dla Twojego biznesu oraz dowiesz się czego się spodziewać po pomocy specjalistów.
Wraz z podjęciem współpracy z agencją marketingową JustIdea otrzymasz najlepsze wsaprcie z zakresu promowania swojej marki. Plan reklamowy zostanie dostosowany pod Twój konkretny przypadek oraz potrzeby jakie chcesz zeralizować. Dzięki temu możesz mieć pewność o jego większej skuteczości.
Odzież firmowa pomaga w integracji pracowniczego teamu oraz sprawia, że zatrudnione osoby są bardziej widoczne i łatwiej je rozpoznać oraz powiązać z Twoją organizacją, kiedy wykonują swoje obowiązki służbowe. W niektórych branżach dobranie odpowiednich ubrań znacząco zwiększa satysfakcję klientów, którzy korzystają oferowanych przez firmę usług. Często takie ubrania pełnią także ważną funkcję ochronną, co wpływa pozytywnie na poziom bezpieczeństwa w środowisku pracy. Warto zdecydować się na zakup odzieży firmowej, aby poprawić funkcjonowanie swojej firmy na wiele różnych sposobów.
Dlaczego warto zainwestować w odzież firmową?
Inwestycja w zakup odzieży firmowej może przynieść wiele korzyści. Takie specjalnie zaprojektowane ubrania pomagają budować profesjonalny wizerunek firmy oraz wyróżnić ją na tle konkurencyjnych podmiotów. Noszenie takiej samej odzieży przez wszystkich pracowników pomaga ujednolicić ich wygląd, co znacznie ułatwia ich identyfikację klientom, ale również innym osobom, które mogłyby być zainteresowane informacjami na temat firmy.
Odzież firmowa buduje zaufanie do firmy, zwiększając jej wiarygodność. Jest to ponadto skuteczna forma reklamy i promocji, ponieważ widzą ją wszyscy, z którymi pracownicy stykają się w ciągu dnia. Wiele osób zaciekawionych takim działaniem marketingowym, może sprawdzić, czym zajmuje się takie przedsiębiorstwo i zainteresować świadczonymi przez nie usługami. Noszenie takiej samej odzieży może ponadto pomagać w budowaniu więzi między pracownikami i promować poczucie przynależności do zespołu, co ma ogromne znaczenie i świetnie służy budowaniu prężnie funkcjonującego biznesu. Zdecyduj się na zakup odzieży firmowej, a na pewno nie będziesz żałować tej decyzji.
Na co zwrócić uwagę, kupując odzież firmową?
Przy zakupie odzieży firmowej warto zwrócić uwagę na kilka ważnych czynników. Duże znaczenie ma na pewno jakość materiałów. Warto upewnić się, że takie ubrania są uszyte z trwałej, przyjaznej dla skóry i łatwej w konserwacji tkaniny. Weź również pod uwagę projekt. Powinien on być atrakcyjny i stylowy, ale jednocześnie funkcjonalny i wygodny w noszeniu. W zależności od tego, w jakiej działasz branży zastanów się nad specyficznymi cechami, jakie powinny mieć ubrania noszone przez pracowników. W przypadku, kiedy są to osoby pracujące na zewnątrz, w niebezpiecznych warunkach warto wyposażyć je w odblaskowe stroje.
Upewnij się ponadto, że rozmiar ubrań odpowiedni i nie będą za ciasne ani zbyt luźne. To bardzo ważne skoro pracownicy mają w nich spędzać całe dnie. Warto sprawdzić, czy wybrany produkt jest dostępny w wielu rozmiarach, jeszcze przed dokonaniem transakcji. Warto oczywiście również zastanowić się nad ceną, która musi mieścić się w zakładanym budżecie firmy. Duże znaczenie będzie tutaj na pewno miała liczebność załogi, ale także możliwości finansowe danego przedsiębiorstwa. Podejmij decyzję, która sprawdzi się najlepiej w Twoim wypadku.
Za nami kolejny trudny rok pełen wyzwań i problemów, z którymi przyszło nam się mierzyć. Burzliwe otoczenie dotyka również naszego przemysłu a niełatwą sytuację w tym obszarze uchwycił Giełdowy Indeks Produkcji (GIP60) tracąc w rok niemal jedną czwartą wartości i zamknął cały 2022 rok wynikiem 874,80 punktów. Oznacza to, że po raz kolejny GIP60 powrócił poniżej swojej wartości początkowej ustalonej w 2016 roku na poziomie 1000 punktów.
Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za rok 2022::
„Z perspektywy pełnych dwunastu miesięcy 2022 roku wzrost produkcji w dziale przetwórstwo przemysłowe wyniósł 10,6% (za GUS). W całym sektorze przemysłowym, lepszą roczną dynamikę wzrostu, bo aż 13% zanotowano tylko w górnictwie i przemyśle wydobywczym, natomiast słabiej poradził sobie sektor energetyczny, w którym produkcja była 6,5% wyższa niż rok wcześniej.
Jednak w grudniu 2022 roku wartość produkcji sprzedanej przemysłu była wyższa jedynie o 3,4% w porównaniu z grudniem 2021 roku. W przypadku sektora energetyczno-ciepłowniczego produkcja w grudniu wyniosła jedynie 83,7% wielkości osiągniętej w tym samym miesiącu 2021 roku. Podobne obserwacje ujawnia analiza danych listopadowych, widać więc wyraźne osłabienie sektora produkcyjnego w ostatnim kwartale ubiegłego roku.
Jeszcze wyraźniej jest to widoczne analizując dynamikę produkcji w przekroju grup asortymentowych (dane na podstawie sprawozdań P-02. W grudniu produkcja wytworzona, w przypadku aż 72% ważniejszych wyrobów i grup asortymentowych, była mniejsza niż w analogicznym okresie 2021 roku). Agregując dane z wszystkich 12 miesięcy wskaźnik ten spada do 58%, a więc w przypadku ponad połowy analizowanych grup asortymentowych mieliśmy do czynienia ze spadkiem produkcji w 2022 roku.
Korzystniejszy obraz ujawnia dynamika produkcji sprzedanej przemysłu według wybranych działów PKD, gdzie największym wygranym 2022 roku jest dział produkcji odzieży, rosnący o jedną trzecią w porównaniu z 2021 rokiem. Pozytywnie należy też odebrać wzrost w działach: produkcji pojazdów samochodowych, przyczep i naczep (18,2%), urządzeń elektrycznych (12,6%), wyrobów z metali (8,3%) I artykułów spożywczych (8,0%).
Największy względny spadek produkcji w 2022 roku zanotowano w dziale produkcji metali, gdzie produkcja spadła o 21,8%. Znaczne spadki obserwowano również w obszarze produkcji chemikaliów I wyrobów chemicznych (-10,7%), wyrobów z pozostałych mineralnych surowców niemetalicznych (10,3%) oraz papieru (-9,5%). Są to więc branże energochłonne, które ucierpiały w wyniku znacznych wahań cen energii i surowców.
Rynki akcji
Jak w tym czasie wyglądała sytuacja polskich publicznych spółek produkcyjnych notowanych na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych?
Należy zacząć od tego, że większa część 2022 roku była trudna dla rynków akcji w ogóle. Rozpoczynaliśmy go w duchu długo wyczekiwanej stabilizacji gospodarczej, a raczej nadziei na względnie „normalny” rok po dwóch latach walki z koronawirusem. Niestety nadzieje te prysły jeszcze w lutym, w momencie rosyjskiego ataku na Ukrainę, który swoją skalą przebił wszystkie europejskie konflikty zbrojne od czasów II Wojny Światowej. Zamiast stabilizacji powrócił stan wysoce niepewnej przyszłości dla wielu gospodarek na świecie, szczególnie w Polsce, która jako najbliższy sąsiad zaatakowanej Ukrainy, doświadczyła wszystkich możliwych konsekwencji pełnoskalowej wojny tuż przy swojej granicy. Z braku miejsca wymienię jedynie dwa najbardziej jaskrawe, takie jak kryzys migracyjny i (przypadkowy) atak rakietowy na swoim terytorium. O ile ten pierwszy oprócz zagrożeń przyniósł też szanse takie jak wzrost podaży pracy, tak potrzebnej w sytuacji marginalnego bezrobocia, o tyle drugi został odebrany przez inwestorów już jednoznacznie negatywnie. Niestety przykładów negatywnych skutków wpływających na nasz kraj, gospodarkę i rynki jest zdecydowanie więcej.
W rezultacie, w całym 2022 roku indeks szerokiego rynku WIG spadł o 18%, czyli na podobnym poziomie jak średnio akcje na rynkach rozwijających się (ang. Emerging Markets), gdzie spadek ten wyniósł średnio 18,6%. Jeszcze gorzej sytuacja wyglądała na chińskim rynku akcji, który stoczył się o ponad jedną czwartą w ciągu roku i ciągle nie może wydostać się z duszącego uścisku ograniczeń covidowych. Niemiecki DAX w tym czasie spadł o ok. 12%, a za oceanem przerwana została długa hossa na spółkach technologicznych, co wyraźnie widać po 33% spadku wartości nowojorskiego NASDAQ Composite, czyli największego indeksu technologicznego na świecie. Traciły obligacje, akcje oraz REITy (fundusze inwestujące w nieruchomości) oraz większość pozostałych aktywów. Wyjątkiem są surowce, które zyskały w tym czasie 22%.
WGPW
Wśród 60 największych polskich producentów wchodzących w skład Giełdowego Indeksu Produkcji, jedynie co czwartej udało się osiągnąć dodatnią stopę zwrotu w 2022 roku, ale zwykle była to dwucyfrowa stopa zwrotu. W przekroju branżowym sytuacja wygląda podobnie, w dwóch (na 11) branżach zidentyfikowanych w GIP60, mediana rocznych stóp zwrotu była dodatnia. Mowa tu o przemyśle lekkim, gdzie mediana stóp zwrotu wyniosła 34,31%, oraz przemyśle spożywczym gdzie mediana stóp zwrotu wyniosła 27,83%. Najwięcej tracili producenci z branży projektantów (odzież – projektowanie, produkcja i dystrybucja), wśród których mediana stóp zwrotu wyniosła minus 38,08%. Niewiele mniej spadały ceny akcji w branży przetwórstwa drewna (mediana na poziomie minus 35,23%), branży farmaceutycznej (minus 19,37%), wyrobów farmaceutycznych (minus 17,26%), metalurgicznej (minus 16,51%) i materiałów budowlanych (minus 12,05%).
Ranking GIP60
Największy wzrost zanotował jeden z nielicznych notowanych na GPW producentów z branży obronnej, czyli LUBAWA S.A, której akcje podrożały z początkowych 1,084 PLN do 2,24 PLN na koniec roku. Źródeł sukcesu papierów tej spółki nie trzeba tłumaczyć. Wybuch wojny w Ukrainie dla wielu spółek z GPW stanowił klasyczny przykład czarnego łabędzia i w wielu przypadkach ciąży cenom ich akcji do dziś, jednak w przypadku Lubawy sytuacja wygląda zgoła odmiennie, gdyż konflikt zbrojny tak blisko naszej granicy znacznie zwiększył popyt na produkty spółki. Analogii można doszukiwać się z przypadkami Biomedu I Mercatora, czyli spółek, które w kontrze do całego rynku rosły przy każdej fali koronawirusa.
Drugie miejsce w rocznym rankingu Giełdowego Indeksu Produkcji przydało spółce ZPUE S.A., której akcje podrożały z 205 PLN na początku roku, do 374 PLN na zamknięciu ostatniej sesji 2022 roku, co jest wynikiem lepszym o 82,44%. Również w tych przypadkach spółka skorzystała pośrednio z trudnej sytuacji za naszą wschodnią granicą i wynikającymi z niej problemami w sektorze energetycznym.
Trzecie miejsce dla PKMDUDA S.A. za wzrost ceny akcji z 4,5 PLN do 7,55 PLN, co dało 67,78% stopę zwrotu. Podobnie jak inne spółki z sektora spożywczego spółka skorzystała z szybszego wzrostu cen konsumenckich od wzrostu cen producentów, wśród których surowce spożywcze mimo sporych wahań nie drożały tak samo jak inne surowce. Wojna za nasza wschodnią granicą w niektórych przypadkach, takich jak rynek zbóż, znacznie zwiększyła podaż na polskim rynku. Dodatkowo przemysł spożywczy charakteryzuje się znacznie niższą energochłonnością niż przemysł ciężki. A pogarszająca się sytuacja konsumentów w naszym kraju, sprawia, że elastyczność popytowa produktów z tego sektora korzystniej wpływa na sprzedaż niż w przypadku innych branż (łatwiej zrezygnować z nowego telefonu lub wyjścia do kina niż z codziennego pieczywa). Sytuacja w najbliższym czasie nie powinna ulec zmianie, dlatego wybrane spółki z tego sektora ciągle cechują się wysokim potencjałem wzrostu, w kontrze do pozostałych branż.
Prognozy na 2023 rok
Co nas zatem czeka w 2023 roku? Nauka płynąca z wydarzeń trzech ostatnich lat podpowiada, że nie warto przykładać dużej wagi do prognoz. Z pewnością należy obserwować sytuację na froncie wojny w Ukrainie. Ważne wydarzenia związane z tym konfliktem bardzo szybko przekładają się na nastroje inwestorów, którzy często gwałtownie próbują uciec z kapitałem od ryzykownych klas aktywów (takich jak akcje). Równie silne, a może i jeszcze silniejsze oddziaływanie na rynek będzie miał amerykański Fed, który jest w fazie zacieśnienia polityki monetarnej (wzrost stóp procentowych jest jednym z aspektów tej fazy). Długo oczekiwana zmiana, czyli pokonanie inflacji i powrót do jastrzębiej polityki monetarnej, powinna dostarczyć paliwo do dużych wzrostów na rynkach akcji, czego przedsmak mamy przed każdym posiedzeniem Rezerwy Federalnej i komentarzami Jeromego Powella. Nie bez znaczenia (szczególnie dla przemysłu europejskiego) jest również sytuacja w Chinach, czyli w największym przemyśle na świecie. Sumując powyższe, nie należy porzucać nadziei, ale nie można też stawiać wszystkiego na optymistyczny scenariusz, ponieważ taka strategia może przynieść inwestorom giełdowym duże straty.”
Niewielkie Niderlandy są dziś elektromobilnym wzorcem i potęgą o czym świadczy ilość stacji ładowania, która w tym kraju jest większa niż w całej Unii Europejskiej. O recepcie na sukces, planowaniu, planach, transporcie ciężkim, celach emisyjnych i potrzebie wspólnych działań na rzecz poprawy jakości powietrza, mówi w rozmowie z elektromobilni.pl Daphne Bergsma, Ambasador Królestwa Niderlandów w Polsce.
Pani Ambasador, reprezentuje Pani absolutnego lidera Unii Europejskiej w zakresie elektromobilności. Widać to m.in. po ilości stacji ładowania.
Jeśli chodzi o stacje ładowania EV w Królestwie Niderlandów jest ich obecnie ponad 90 tysięcy, podczas gdy w Polsce nie przekroczyliśmy jeszcze progu 2500 (według Licznika elektromobilności na koniec grudnia 2022 r. w Polsce było 2565 stacji ładowania – przyp. red.).
Jaki jest przepis na taki sukces? Jakie mechanizmy wsparcia zostały wdrożone przez rząd holenderski, aby wymusić ten postęp? Czy to wsparcie polegało na dotacjach, preferencjach podatkowych, odliczeniach?
Średnio siedem na dziesięć holenderskich gospodarstw domowych polega na publicznych parkingach lub garażach. To sprawia, że niezawodna i gęsta sieć ładowania publicznego jest niezbędna do przyjęcia e-mobilności w Holandii. Holenderska strategia wdrażania infrastruktury ładowania publicznego ewoluowała w ciągu ostatniej dekady. Gminy zwiększyły swoją współpracę, pracując razem w regionalnych przetargach dla publicznej infrastruktury ładowania. Podejście to umożliwiło wprowadzenie nowej infrastruktury ładowania publicznego przy niewielkich lub żadnych dodatkowych inwestycjach rządowych. Wszystko to odbywa się pod sztandarem Narodowej Agendy Infrastruktury Ładowania, współpracy pomiędzy różnymi szczeblami rządów, firmami, instytucjami badawczymi i organizacjami branżowymi.
Jaki jest obecny stan rozwoju sektora transportu ciężkiego w Niderlandach?
Transport logistyczny jest ważnym fundamentem holenderskiej gospodarki i społeczeństwa. Łącznie, flota logistyczna składa się z około 140 000 ciężarówek. To tylko 1% wszystkich pojazdów drogowych, ale odpowiadają one za 19% emisji CO2 z tego sektora. Obecnie około 0,2% pojazdów transportu ciężkiego jest zeroemisyjnych; większość zasilana jest olejem napędowym. Coraz więcej firm logistycznych rozważa przejście na floty elektryczne.
Jakie są bariery i stymulatory holenderskiego sektora transportu ciężkiego?
Sektor logistyczny może odegrać znaczącą rolę w ograniczeniu emisji zmian klimatycznych i zwiększeniu jakości powietrza w miastach. Rząd holenderski stymuluje elektryfikację samochodów dostawczych i ciężarowych poprzez opracowanie 30-40 stref zeroemisyjnych dla dystrybucji miejskiej w głównych miastach holenderskich, dostępnych tylko dla pojazdów zeroemisyjnych. Do 2030 r. spodziewana ilość 250 000 samochodów dostawczych i 16 000 ciężarówek będzie poddanych elektryfikacji, aby umożliwić bezemisyjną logistykę miejską. Ładowanie pojazdów ciężkich wymaga znacznie bardziej skoncentrowanej infrastruktury w parkach biznesowych i przemysłowych o wyższym zapotrzebowaniu na energię elektryczną i ma znaczący wpływ na sieć. Obecna sieć energetyczna osiąga granice swoich możliwości, a globalna dostępność bezemisyjnych pojazdów ciężarowych jest nadal stosunkowo niska.
Czy firmy logistyczne w Holandii są w pełni przygotowane do przejścia na pojazdy elektryczne?
Firmy logistyczne przygotowują się bardzo dobrze, ale mają też kilka obaw, które traktujemy bardzo poważnie. Martwią się o przepustowość sieci i dostępność wystarczającej mocy ładowania we właściwych miejscach i we właściwym czasie. Kolejną obawą są wysokie koszty kapitałowe zeroemisyjnych ciężarówek, zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw. Jako rząd dążymy do pokonania tych barier za pomocą dotacji oraz szybkiego upowszechnienia sieci i infrastruktury ładowania w oparciu o długoterminowe prognozy dotyczące potrzebnej pojemności sieci.
Jak możemy przyspieszyć transformację branży transportu ciężkiego i czy ocenia Pani zakończenie tego procesu do 2040 r. jako realne?
Istnieje kilka sposobów na przyspieszenie transformacji, ale jestem przekonana, że wszystko zaczyna się od ambicji. Holandia i CALSTART zainicjowały globalny list intencyjny w sprawie bezemisyjnych pojazdów średnich i ciężkich, w którym wiodące kraje skupiają się wokół ambicji sprzedaży ciężarówek i autobusów z zerową emisją na poziomie 30% w 2030 r. i 100% w 2040 r. W listopadzie 2022 r. grupa państw zróżnicowanych pod względem gospodarczym i geograficznym podpisała się pod tym ambitnym celem. Mam szczerą nadzieję, że wkrótce będziemy mogli powitać w tym gronie więcej polskich partnerów publicznych i prywatnych. Globalny list intencyjny poparty został przez ponad 70 rządów i partnerów branżowych, w tym głównych producentów pojazdów i organizacje branżowe. Aprobaty dają silny sygnał dla rynku, dlatego zapraszam wszystkich polskich graczy związanych z segmentem średnich i ciężkich pojazdów ciężarowych do przyłączenia się do Global MOU poprzez kampanię Global Drive to Zero. Jestem przekonana, że zanieczyszczające środowisko modele samochodów ciężarowych powoli odchodzą, a polityka zmierza w kierunku ich wycofania do 2040 r. Badania pokazują, że całkowity koszt posiadania największych ciężarówek o zerowej emisji zanieczyszczeń jest niższy niż w przypadku wariantu z silnikiem Diesla do około 2035 r. W przypadku wielu mniejszych pojazdów ten punkt krytyczny nastąpi znacznie wcześniej. Zasięg pojazdów rośnie, podczas gdy ceny akumulatorów i wykorzystanie rzadkich materiałów maleją.
Wodorowe czy elektryczne układy napędowe? Czy zastosowania różnią się w kontekście pojazdów osobowych i pojazdów ciężarowych?
Zarówno pojazdy elektryczne z ogniwami paliwowymi (wodór), jak i pojazdy elektryczne z akumulatorami rozwijają się szybko i mogą być wykorzystywane do różnych celów. Uważam, że mogą się wzajemnie uzupełniać. Wspieramy oba rozwiązania w zakresie m.in. dotacji oraz upowszechniania infrastruktury ładowania i tankowania wodoru.
Czy Królestwo Niderlandów posiada istniejącą infrastrukturę ładowania EV dla pojazdów ciężarowych? Jaka jest strategia dla tego segmentu?
Z naszych prognoz wynika, że w 2035 r. najprawdopodobniej będziemy potrzebować prawie 48 000 punktów ładowania dla pojazdów ciężarowych (prawie 3 GW – gigawaty). Większość (ok. 80%) będzie zlokalizowana na prywatnych bazach. Aby być gotowym na czas, mamy strategię składającą się z kilku kroków. Obecnie opracowujemy prognozy dotyczące tego, co kiedy i gdzie będzie potrzebne do ładowania pojazdów ciężarowych w przyszłości. Kolejnym krokiem jest opracowanie i zademonstrowanie skalowalnych najlepszych praktyk. Przekładamy prognozy na wizje i działania ze wszystkimi odpowiednimi interesariuszami, takimi jak rządy niższego szczebla. Prowadzi to do stworzenia podstawowej sieci dla stron logistycznych, które realizują dostawy w strefach czystego transportu. To z kolei przerodzi się w rozwój urządzeń do szybkiego ładowania wzdłuż głównych korytarzy, dostosowując się do ambicji UE w zakresie dobrze zabezpieczonej sieci ładowania. Gdy to zostanie ustalone, będziemy w stanie zrealizować dystrybucję infrastruktury ładowania w całej Holandii.
Mamy wycofanie ICE w 2035 r. w UE, a także zbliżające się wdrożenie AFRI, EPBD i innych ważnych przepisów. Co może zrobić UE, aby przyspieszyć dekarbonizację Europy, a w szczególności sektora transportu?
UE może podjąć wiele kroków, ale chciałbym zwrócić uwagę na bardzo ważny i istotny akt prawny. Komisja Europejska pracuje obecnie nad przeglądem norm dotyczących emisji CO2. Wzywamy Komisję Europejską i państwa członkowskie do pracy nad 100% bezemisyjnością w 2035 r. dla nowych pojazdów ciężarowych o dużej ładowności, zgodnie z celem UE dotyczącym neutralności klimatycznej do 2050 r. Cel ten powinien być wsparty wzmocnionym celem na rok 2030, który opiera się na ambicjach wyrażonych przez wiodących producentów OEM i właścicieli flot. Uważamy również, że normy emisji CO2 powinny mieć zastosowanie do większej liczby kategorii pojazdów niż te objęte obecnym zakresem. Obecne cele w zakresie redukcji CO2 mają zastosowanie jedynie do niewielkiej części pojazdów towarowych poruszających się po drogach, pozostawiając prawie 35% emisji poza zakresem.
Podatnicy, którzy w 2023 roku osiągnęli pierwszy przychód w styczniu, do 20 lutego mogą zdecydować, jaką formą opodatkowania rozliczać 2023 r. Do wyboru mają skalę podatkową (zasady ogólne), podatek liniowy oraz ryczałt. Warto przeliczyć, który sposób wybrać, ponieważ pozwoli to na zoptymalizowanie wysokości podatków i składki zdrowotnej.
Przedsiębiorcy muszą się borykać nie tylko z prowadzeniem biznesu, ale również z poziomem skomplikowania przepisów podatkowych. Poprawne przeliczenie należnego podatku i wybór formy rozliczania z fiskusem są kluczowe. Mam przekonanie, że takie kalkulacje powinny być intuicyjne i nie mogą przysparzać przedsiębiorcom problemów. Jednak obecnie ustalenie odpowiedniej formy opodatkowania to nie lada wyzwanie. Podatnik musi brać pod uwagę nie tylko wysokość swoich przychodów i kosztów, ale również liczbę posiadanych dzieci, zatrudnienie i dochody współmałżonka. Konieczne jest też uwzględnienie planowanych inwestycji np. termomodernizacji, a także weryfikowanie, czy może korzystać z innych ulg.
Poza tym na początku roku trudno przewidzieć, co się stanie w jego trakcie. Dlatego też przyjęcie odpowiedniej formy opodatkowania mogłoby się odbywać wstecznie, po zakończeniu roku.
Podchwytliwa składka zdrowotna
Zmiany przepisów z 2022 roku spowodowały, że wybór odpowiedniej formy opodatkowania trudno jest skalkulować. Podatnicy nie tylko borykają się z wyliczeniem wysokości samego podatku, ale też składki zdrowotnej. Przykładowo przedsiębiorca może dojść do wniosku, że dana forma rozliczeń będzie dla niego najbardziej opłacalna, bo podatek będzie najniższy, ale za to okazuje się, że będzie wówczas musiał zapłacić wyższą składkę zdrowotną niż rozliczając się w inny sposób.
Dla przykładu: przedsiębiorca osiągający dochody na poziomie 200 000 zł i mający 30 000 zł kosztów, na skali podatkowej zapłaci 26 800 zł podatku, a na liniówce 32 300 zł. Do tego składka zdrowotna na skali wyniesie 15 300 zł, a na liniowym – 8 330 zł. A więc obciążenie łączne to odpowiednio 42 100 zł na skali i 40 630 zł na liniówce. Na pierwszy rzut oka skala wydawała się odpowiednim wyborem, jednak już po dodaniu składki zdrowotnej liniowy jest korzystniejszy. Dodatkowo w powyższym przykładzie liniowy będzie jeszcze korzystniejszy, gdyż zapłacona składka zdrowotna do limitu 10 200 zł w ciągu roku może być zaliczona do kosztów uzyskania przychodów. W konsekwencji o zapłaconą składkę zdrowotną obniży się jeszcze podatek i sama składka zdrowotna.
Warto zwrócić uwagę na koszty i ulgi
Charakterystyką skali podatkowej i podatku liniowego jest to, że można uwzględniać w tych formach opodatkowania koszty. Na skali kwota wolna wynosi 30 000 zł dla pierwszego progu dochodu do 120 000 zł opodatkowanego stawką 12%. Ponad tę wartość podatek wynosi już 32%. Na liniówce stawka jest stała i wynosi 19%. Przy ryczałcie z kolei opodatkowaniu podlega przychód, który może być pomniejszony o składki ZUS społeczne i 50% zapłaconej składki zdrowotnej. Dodatkowo na skali podatnik może skorzystać z takich preferencji, jak wspólne rozliczenie z małżonkiem czy też możliwość skorzystania z ulgi prorodzinnej (na dziecko). We wszystkich tych trzech formach można zastosować nowe ulgi PIT-0, czyli: dla seniorów, rodzin 4+ i na powrót. PIT-0 polega na tym, że pierwsze 85 528 zł przychodu nie podlega opodatkowaniu.
Za 2022 rok można dokonać wstecznej zmiany formy opodatkowania
Przedsiębiorcy mogą też jeszcze zmienić formę rozliczeń za 2022 rok. Możliwe jest przejście z ryczałtu albo liniówki na skalę. Jednak jest to wyjątek, który wynika z zamieszania, jakie zostało wygenerowane w 2022 r. Zmiany należy dokonać składając za 2022 r. PIT-36 w miejsc PIT-36L lub PIT-28. Złożenie zeznania PIT-36 za 2022 r. nie powoduje zmiany formy opodatkowania na cały 2023 rok. Wyjątkiem są tutaj podatnicy rozliczający się na ryczałcie, którzy dokonali zmiany formy opodatkowania w połowie roku 2022. Dla tych podatników obecnie formą opodatkowania jest skala. W związku z tym, jeśli chcą wrócić na ryczałt, muszą się pospieszyć.
Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt
Inflacja w USA wyhamowuje, ale ten proces znacznie się spowolnił. Rynek liczył na zaskoczenie niższym wynikiem. Inwestorzy chcieli kolejnego pozytywnego zaskoczenia, którego jednak nie było. Tym samym dolar kontynuował w minionych dniach ruch aprecjacyjny, który został zapoczątkowany wyjątkowo dobrym odczytem NFP na początku miesiąca. Inflacja po osiągnięciu najwyższego poziomu w czerwcu 2022 roku (9,1 proc.) spadła w styczniu do 6,4 proc..
W tym okresie widać wyraźnie niższą dynamikę wzrostu cen towarów oraz energii. Co innego jest w sektorze usług. Tu ceny wciąż zwyżkują, a to jest ściśle powiązane z kosztami pracy, które rosną dość szybko ze względu na utrzymującą się napiętą sytuację na rynku pracy. Dlatego też wskaźnik bazowy (po wyłączeniu cen energii i żywności) słabł znacznie wolniej od wskaźnika zasadniczego. Nie tylko ceny konsumenckie wytraciły dynamikę spadku. To samo dotyczy wskaźnika PPI, który pokazał wartość 6 proc., a mediana oczekiwań wskazywała 5,4 proc..
Silniejszy dolar to również pokłosie wypowiedzi wielu przedstawicieli Rezerwy Federalnej, którzy jeszcze dobitniej powtarzają o wyjściu głównej stopy procentowej powyżej poziom 5 proc.. Jeszcze bardziej prawdopodobny staje się scenariusz trzech kroków Fed (w marcu, maju i czerwcu), każdy o 25 punktów bazowych, a coraz mniej realne są obniżki w tym roku. Rynek sukcesywnie zmienia swoją wycenę i mocniej dostosowuje się do powszechnej opinii Fed-u.
W przyszłym tygodniu najważniejszą informacją będzie odczyt wskaźnika PCE-core z raportu nt. wydatków Amerykanów, ponadto w poniedziałek z powodu Dnia Prezydenta sesja w USA się nie odbędzie (w Kanadzie także). W strefie euro szczególną uwagę należy zwrócić na finalny odczyt inflacji za styczeń (publikacja będzie w czwartek). Można także spodziewać się sporej paczki danych z Polski w poniedziałek oraz wtorek. Warto także wspomnieć, że w środową noc RBNZ zdecyduje o poziomie stóp procentowych w Nowej Zelandii.
Dolar wrócił do łask. Dobre dane tylko pogłębiają tę tendencję. Ropa tanieje zarówno na rynkach, jak i na stacjach. W tle kapitał przenosi się z rynku obligacji na bardziej ryzykowne aktywa.
Dolar znów zyskuje
Po słabszej passie dolara amerykańskiego znów wracamy do sytuacji, gdzie rynki wierzą w tę walutę. Nie przeszkadzają w tym znów poprawiające się dane z USA. Inflacja producencka jest niższa niż konsumencka i spada, co jest dobrym sygnałem. Spada co prawda wolniej od oczekiwań, ale kierunek jest utrzymany. Do tego mamy bardzo solidne dane z tamtejszego rynku pracy, gdzie liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych znów spada poniżej 200 tysięcy tygodniowo. Jest to duży kontrast względem tego, jak straszą nas nagłówki o masowych zwolnieniach w amerykańskich korporacjach. Trochę słabiej wypadają dane z rynku nieruchomości, ale biorąc pod uwagę droższe kredytowanie, wciąż są to przyzwoite dane. Nie można się zatem dziwić, że dolar jest najdroższy względem euro od ponad miesiąca.
Korekta na ropie naftowej
Mocniejszy dolar zwyczajowo obniża cenę ropy naftowej, utrzymując jej pewną bezwładność w walutach krajowych. Dodatkowym czynnikiem wpływającym na spadki cen czarnego złota są stany zapasów w USA. Ostatnie dane raportują wyraźny wzrost. Rynek zwraca uwagę, że rosnące zapasy są wynikiem obaw o spowolnienie gospodarcze. W rezultacie ropa jest najtańsza od ponad tygodnia. Do minimów z grudnia brakuje wciąż 7 dolarów, z drugiej strony do maksimów z listopada 16, więc nie powinniśmy narzekać. Co ciekawe, cena hurtowa jest obecnie niższa niż na początku roku, kiedy ropa była wyraźnie tańsza. Cuda na polskim rynku paliwowym stają się jednak ostatnio regułą i warto korzystać, skoro jest taniej, bo nie wiadomo, jak będzie potem.
Ucieczka kapitału z obligacji
Inwestorzy znów przychylnym okiem patrzą na inwestycje ryzykowne. Świadczy o tym najlepiej sytuacja na rynku obligacji. Widać w ostatnich tygodniach wyraźny wzrost rentowności. Oznacza to, że inwestorzy oczekują wyższych premii za inwestycje w obligacje. W USA przebiliśmy już górki z grudnia. W Polsce, czy Niemczech na razie nie, ale jeżeli ruch zostanie utrzymany, szybko się tam zameldujemy. W Niemczech brakuje niecałe 0,1%, by obligacje pokazały najwyższą rentowność od 2011 roku. Wynika to z faktu, że EBC później podnosił stopy procentowe i w USA mieliśmy wyższe szczyty rentowności w październiku i listopadzie.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów. Warto zwrócić uwagę, że poniedziałek jest dniem wolnym zarówno w USA, jak i Kanadzie, więc może się dzisiaj przed zamknięciem więcej podziać.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat
Dane zgromadzone przez badaczy z FortiGuard Labs firmy Fortinet wskazują, że w 2022 roku wiele ataków z wykorzystaniem wymazującego dane oprogramowania typu wiper wycelowanych było nie tylko w podmioty na terenie Ukrainy, ale również poza jej terytorium. Sięganie po takie narzędzia jest elementem współczesnej cyberwojny i może mieć poważniejsze skutki od ataków z powszechnie stosowanym oprogramowaniem ransomware.
Od wybuchu wojny w Ukrainie w lutym 2022 roku widoczny jest wzrost liczby wariantów złośliwego oprogramowania typu wiper. Tylko w pierwszej połowie zeszłego roku badacze FortiGuard Labs wykryli siedem nowych typów narzędzi wymazujących dane. W porównaniu z atakami ransomware, wymuszającymi okup za odszyfrowanie danych, wiper bezpowrotnie je usuwa, nie dając ofiarom szansy na odzyskanie informacji.
Wiper na wojennym froncie
Znaczna część wariantów narzędzi typu wiper zidentyfikowanych w pierwszej połowie 2022 roku została wycelowana w podmioty na terytorium Ukrainy. Atakowano głównie infrastrukturę wojskową, rządową, a także krytyczną, jak elektrownie czy wodociągi.
W zeszłym roku cyberwojenne działania przestępców wykroczyły nawet poza Ziemię. Jedną z odmian oprogramowania typu wiper, zidentyfikowaną przez FortiGuard Labs, był AcidRain. Narzędzie to wzięło na cel modemy globalnego dostawcy sieci komunikacji satelitarnej, powodując utratę połączenia z nią. W wyniku tego ataku tymczasowo przestało działać prawie 6 tysięcy turbin wiatrowych w Niemczech. Przesłanie cyberprzestępców było jasne: nawet jeśli kampania była kierowana przeciwko Ukrainie, jej skutki mogą łatwo rozprzestrzenić się na inne kraje i podmioty.
Wzrost aktywności złośliwego oprogramowania typu wiper podczas konfliktu zbrojnego nie jest zaskoczeniem. Jednak na takim działaniu z trudem można zarobić, w przeciwieństwie do ataków ransomware. Motywacją cyberprzestępców sięgających po narzędzia wymazujące dane w czasie wojny nie jest chęć wzbogacenia się, ale sianie zniszczenia, sabotaż i prowadzenie cyfrowej wojny – wskazują eksperci z Fortinet.
Haktywizm w Europie
Badacze z FortiGuard Labs zauważyli również wzrost liczby złośliwych kampanii wycelowanych w kraje inne niż Ukraina. W państwach nordyckich w kwietniu 2022 roku wykryto 4 miliardy ataków typu DDoS, a w październiku ich liczba wzrosła do 25 miliardów. Najwięcej przypadków naruszeń bezpieczeństwa zidentyfikowano w Danii i Finlandii.
W przypadku m.in. ataków w Europie Północnej niektórzy cyberprzestępcy zaczęli celowo modyfikować kod ransomware na wipery, nie dostarczając klucza deszyfrującego dane. Tak było również podczas kampanii z wykorzystaniem obecnego w fałszywym instalatorze oprogramowania narzędzia ransomware Somnia, które zostało użyte w kilku atakach na systemy ukraińskich podmiotów. Tak jak w przypadku większości działań z użyciem ransomware’u, przestępcy eksfiltrowali dane i utrzymywali dostęp do nich tak długo, jak było im to potrzebne. Jednak pod koniec ataku nie zaoferowano żadnego klucza deszyfrującego, co sprawiło, że pliki pozostały bezużyteczne dla ofiar.
Wiper Azov – nieudany żart cyberprzestępców
W drugiej połowie 2022 roku badacze FortiGuard Labs zidentyfikowali drugą wersję wipera Azov. Szybko zwrócił uwagę mediów, ponieważ dostarczał ofiarom wiadomość napisaną w imieniu znanych badaczy bezpieczeństwa. Oni jednak zaprzeczyli jakimkolwiek związkom z jego rzeczywistymi twórcami. Ponadto Azov wyświetlał ofiarom proukraińską wiadomość, aby zwrócić większą uwagę na aspekty dotyczące trwającej wojny.
Azov został napisany w asemblerze, podczas gdy większość złośliwego oprogramowania tworzona jest w językach python, .NET lub C/C++. Zaprzecza to pierwszemu wrażeniu, że był to żart wykorzystany do zrzucenia winy na badaczy bezpieczeństwa. Azov to wyrafinowany wiper, który implementuje wiele nowoczesnych technik, wyraźnie pokazując, że korzystają z niego groźne grupy przestępcze.
Autorzy złośliwych narzędzi rozumieją, że szybkość szyfrowania danych jest często kluczowa dla sukcesu całego ataku. Po rozpoczęciu tego procesu ścigają się z zespołem reagowania na incydenty, który może wykryć naruszenie bezpieczeństwa w dowolnym momencie. W rezultacie cyberprzestępcy opracowali sposób optymalizacji wydajności swoich kampanii. Kod stosowany przy niektórych nowych rodzajach ataku ransomware zawiera obecnie architekturę, która umożliwia równoległe uruchamianie wielu wątków szyfrowania. Inni przestępcy zdali sobie sprawę, że szyfrowanie plików w całości jest czasochłonne i może nawet nie być konieczne. To wszystko pokazuje, że w 2023 r. należy spodziewać się kolejnych prób optymalizacji ataków, również tych z użyciem oprogramowania wymazującego dane. Zespoły odpowiedzialne za cyfrowe bezpieczeństwo powinny być o krok przed przestępcami oraz przygotować się na ewentualny kolejny wzrost zagrożenia narzędziami typu wiper.
Od początku 2020 roku prognozowanie w branży motoryzacyjnej stało się trudniejsze. Z problemów pandemicznych, płynnie przeszliśmy do zawirowań związanych z wojną w Ukrainie i widma kryzysu energetycznego. Dane na temat sytuacji na rynku produkcji i dystrybucji części motoryzacyjnych oraz napraw pojazdów po ostatnim kwartale 2022 r. prezentuje badanie przeprowadzone przez MotoFocus.pl we współpracy z Santander Bank Polska.
Producenci części IAM oraz OE
W 2022 r. produkcja części samochodowych była lepsza niż roku poprzednim. Tendencja była zgodna z dynamiką wielkości handlu częściami zamiennymi w UE (+3%), a także dynamiką produkcji pojazdów osobowych w głównych krajach w UE, tj. w Niemczech (+11%), Czechach (+10%) i Hiszpanii (+7%). Prawie 3/4 ankietowanych zanotowało wzrost produkcji w porównaniu do poprzedniego roku.
– Trwające obecnie ożywienie w produkcji motoryzacyjnej w Europie na pewno cieszy, ale trudno wyciągać na jego podstawie wniosek o trwałej poprawie sytuacji. Powodem wzrostu jest przede wszystkim polepszenie dostępności niektórych materiałów produkcyjnych. Niewiadomą stanowi charakter tej poprawy, bo z wielu miejsc wciąż docierają informacje o ograniczeniach produkcji, z uwagi choćby na problemy z dostawami półprzewodników. Z kolei patrząc od strony zamówień w UE, to utrzymująca się tendencja spadkowa obecnego i przyszłego popytu wskazywana przez dystrybutorów pojazdów oraz niskie wskaźniki deklarowanej skłonności do dokonywania przez konsumentów przyszłych ważnych zakupów, w tym samochodów, rodzą obawy o spadek popytu rozumiany jako napływające zamówienia na pojazdy – podkreśla Radosław Pelc analityk sektora motoryzacyjnego w Santander Bank Polska
Producenci twierdzą w większości, że w pierwszym kwartale roku 2023 trend zwyżkowy zostanie podtrzymany. Ponad 60% badanych spodziewa się wzrostów wielkości produkcji i przychodów. Znacznie gorzej w prognozach producentów na rok 2023 przedstawia się kwestia rentowności. Była ona dużym problemem dla firm już w roku 2022. Wówczas nie tylko spadła wobec roku 2021, ale przede wszystkim była znacznie niższa w porównaniu do poziomów z lat 2018-2019. Obecnie jedynie jedna trzecia respondentów spodziewa się wzrostów. Prawie połowa badanych producentów części motoryzacyjnych spodziewa się natomiast spadku rentowności. Spodziewać się można, iż bez dedykowanych branży programów wsparcia publicznego, przy jednoczesnym nakładaniu na branżę coraz to nowych obowiązków i celów do spełnienia, rentowność producentów może dalej spadać.
– Ostatnie lata były wyzwaniem dla sektora motoryzacyjnego, który musiał poradzić sobie z zieloną i cyfrową transformacją, pomimo pandemii i wyniszczającej wojny w Ukrainie, skutkującymi niedoborami w łańcuchach dostaw, niestabilnymi cenami i spowolnieniem gospodarczym, a także protekcjonistycznych działań USA. Mimo to branża wykazała się dużą odpornością, nadal inwestuje i na coraz większą skalę dostarcza mobilność neutralną pod względem emisji dwutlenku węgla. Mimo tego sytuacja i perspektywy wcale nie wydają się być takie dobre – mówi Alfred Franke Prezes Grupy MotoFocus.pl
W ubiegłych dwóch latach producentom części dał się we znaki problem z dostępnością surowców. Z uwagi na to, że jest on sygnalizowany także jako potencjalne zagrożenie w 2023 r., producenci zostali zapytani o to, czy przygotowują większe zapasy surowców i komponentów. Okazuje się, że prawie 40% badanych zwiększyło zapasy w ostatnim kwartale minionego roku w porównaniu z poprzednim kwartałem. Jednocześnie zapasy spadły u ponad 25% badanych, co może świadczyć o tym, iż utrzymywanie zapasów w obecnej sytuacji gospodarczej nie jest prostym przedsięwzięciem.
– Podczas XVII Kongresu Przemysłu i Rynku Motoryzacyjnego, organizowanego przez SDCM pod koniec 2022 r., producenci wskazali, że ich największe obawy względem nowego roku dotyczą wzrostów cen surowców oraz energii. Wysokie koszty produkcji w porównaniu z innymi regionami mogą oznaczać spadek konkurencyjności co negatywnie wpłynie na przemysł motoryzacyjny. Może jednak grozić także przenoszeniem zakładów poza UE. To powinno interesować i zachęcać do działania władze europejskie. Konieczne jest utrzymanie równych warunków działania na całym świecie. Rok 2023 będzie wymagał ponownego przemyślenia polityki przemysłowej, w tym zasad pomocy państwa i mądrzejszego wykorzystania środków publicznych w całej UE, ale także zapewnienia producentom części motoryzacyjnych dostępu do finansowania i danych – wskazuje Tomasz Bęben dyrektor zarządzający Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych
Dystrybutorzy części motoryzacyjnych – solidnie mimo trudnych czasów
Zarówno kryzys 2009 roku, jak i ten pandemiczny pokazały, iż w trudniejszych okresach lepiej radzi sobie ftermarketu. Nie dziwią więc dobre wyniki roczne dystrybutorów części. Znakomita większość badanych dystrybutorów (84,2%) zanotowała wzrosty przychodów w porównaniu z 2021 rokiem, z czego 68,4% ankietowanych zanotowało wzrosty powyżej 10%. Niewiele segmentów gospodarki może obecnie pochwalić się podobnymi wynikami. Ta sama liczba firm spodziewa się dalszych wzrostów w I kw. 2023 r. w porównaniu do tożsamego okresu rok wcześniej. Większość dystrybutorów zdaje się nie mieć obecnie problemów z zatowarowaniem. Jedynie 10% respondentów zanotowało w IV kw. 2022 r. nieznacznie niższy poziom dostępności części w magazynach w porównaniu z poprzednim kwartałem. Poprawa stanów magazynowych mogła wynikać również ze zwiększenia dostępności po stronie producentów.
Warsztaty motoryzacyjne w przededniu eko-wyzwań
Wydaje się, że obecna sytuacja warsztatów samochodowych jest stabilna. W ciągu kilku najbliższych lat rynek czeka jednak niemała rewolucja, na którą nakłada się trudna sytuacja w gospodarce. Dlatego w ankiecie MotoFocus.pl zawarto pytanie o najważniejsze aktualne problemy warsztatów. W obecnych realiach rynkowych nie powinien dziwić fakt, że odpowiedź „duże koszty prowadzenia działalności” wybrało ponad 98% badanych. Również bardzo popularna, co szczególnie niepokojące dla branży, okazała się odpowiedź „brak wykwalifikowanego personelu”. Dużym problemem dla ponad połowy warsztatów jest brak dostępu do danych technicznych, niezbędnych do przeprowadzania napraw.
Po rozczarowaniu danymi na temat PPI czwartkowa sesja na rynku akcji w USA zakończyła się spadkami głównych indeksów (S&P 500 -1,38 proc., DJIA -1,26 proc., Nasdaq Composite -1,78 proc.). Spadki głównych indeksów dominowały również dziś na giełdach Azji i Oceanii. Najsilniejszy – -1,28 proc. – zanotował Hang Seng.
Zniżkami rozpoczęła się również piątkowa sesja na giełdach europejskich (DAX -1,18 proc., CAC 40 -0,99 proc. ok. godz. 9:40).
WIG-20 spadał ok. godz. 9:40 o 0,92 proc., ale utrzymywał się powyżej swoich minimów z poprzednich 5 sesji. Wśród składników sWIG-u 80 swój najwyższy poziom w historii osiągnął dziś kurs akcji spółki Scope Fluidics.
Przekraczając 3,9 proc. najwyższy poziom od listopada ub.r. osiągnęła dziś rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych. Rentowność polskich 10-latek – 6,43 proc. – wyszła na najwyższy poziom od 6 tygodni. Rentowność 10-latek Belgii osiągnęła dziś najwyższy poziom od 2012 roku.
Cena notowanych na NYMEX-ie kontraktów na amerykański gaz ziemny (Henry Hub) spadła dziś rano do najniższego poziomu od końca grudnia 2020. Taniała również ropa naftowa (WTI -1,94 proc., Brent -1,82 proc. ok. godz. 9:25). Najdroższe od roku były dziś kontrakty na kakao na ICE. Taniały dziś rano metale szlachetne (złoto -1,24 proc., srebro -2,22 proc., platyna -1,29 proc., pallad -4,77 proc. ok. godz. 9:25).
Kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena wyszedł dziś na najwyższy poziom od 20 grudnia ub.r. (+0,69 proc. ok. godz. 9:15). USD umacniał się dziś również w stosunku do pozostałych walut. Kurs EUR/USD spadł dziś do najniższego poziomu od 6 tygodni.
Lekko słabł dziś rano polski złoty (EUR/PLN +0,13 proc., USD/PLN +0,4 proc.).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który w środę wystrzelił w górę o 8,82 proc. osiągając okolice swego szczytu z połowy sierpnia ub.r, lekko spadł w czwartek (-0,58 proc.) i dziś rano kontynuował zniżkę (-1,4 proc. ok. godz. 9:10).
Według danych MRiT, w ubiegłym roku deklarowana wartość inwestycji w SSE i PSI była o ponad 33% mniejsza niż w 2021 roku. Natomiast w porównaniu z 2020 rokiem wzrosła o przeszło 66%. Patrząc na dane za lata 2017-2022, widać, że łączna deklarowana wartość ww. inwestycji wyniosła prawie 127 mld zł. Blisko jedna trzecia z tego przypadła na wspomniany już 2021 rok. Z kolei biorąc pod uwagę podział na województwa, należy wskazać, że w minionym roku największa ww. wartość tych inwestycji była w dolnośląskim, a najmniejsza – w podlaskim.
Jak wynika z danych udostępnionych przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT), w 2022 roku deklarowana wartość inwestycji w Specjalne Strefy Ekonomiczne (SSE) i PSI (Polska Strefa Inwestycji) wyniosła 25,251 mld zł. To o 33,5% mniej niż w 2021 roku, kiedy było to na poziomie 37,947 mld zł. Z kolei porównując ubiegłoroczne dane z tymi z 2020 roku, widać wzrost o 66,3%. Wówczas było to 15,188 mld zł. Dane uwzględniają również te projekty, z których inwestorzy wycofali się w tym samym roku kalendarzowym, w którym uzyskali zezwolenie lub decyzję o wsparciu.
– Deklarowaną wartość inwestycji w 2022 roku, mniejszą niż w roku wcześniejszym, ale większą niż w 2020 roku, można ocenić jako satysfakcjonującą, z nadzieją na jej wzrost w 2023 roku. Wiele jednak zależy od tendencji światowej, jeszcze więcej – od krajowych trendów. Trudno precyzyjnie przewidzieć skalę spowolnienia w polskiej gospodarce, jeszcze trudniej – skuteczność co do przezwyciężania wielu starych i nowych zagrożeń. Jedno jest pewne, nie sposób przecenić roli inwestycji w rozwoju polskiej gospodarki, poszczególnych regionów i subregionów, rynku pracy, finansów prywatnych i publicznych – komentuje prof. dr hab. Stanisław Flejterski z Wyższej Szkoły Bankowej w Szczecinie.
Patrząc na dane z lat 2017-2022, widać, że łączna deklarowana wartość inwestycji w SSE i PSI wyniosła 126,795 mld zł. Największa w tym okresie była we wspomnianym już 2021 roku – 37,947 mld zł, a najmniejsza w 2018 roku – 14,430 mld zł. Jak podkreślają prof. Tomasz Dorożyński i prof. Janusz Świerkocki z Uniwersytetu Łódzkiego, zróżnicowanie wartości nakładów inwestycyjnych w SSE w ostatnich latach może mieć związek zarówno z czynnikami zewnętrznymi, np. z pandemią czy z wojną w Ukrainie, jak i wewnętrznymi, tj. z uruchomieniem programu „Polska Strefa Inwestycji”. Załamanie w 2018 roku mogło mieć związek z końcem programu SSE, podczas gdy nowy PSI dopiero się rozkręcał.
– Dzięki realizacji zadeklarowanej inwestycji podatnik zyskuje ulgę w postaci zwolnienia z podatku dochodowego. Natomiast zniechęcać podatników do korzystania z tego instrumentu mogą warunki wynikające z kryteriów jakościowych, które trzeba spełnić w ramach inwestycji. Mogą one być dla niektórych zbyt wymagające – mówi doradca podatkowy Małgorzata Ostrowska-Krzewina.
Z badań prof. Dorożyńskiego i Świerkockiego wynika, że na napływ inwestycji do SSE, oprócz czynników lokalizacyjnych, istotny wpływ miały cechy konkretnej strefy. To np. powierzchnia, dostępność infrastruktury, wielkość działek, stopień uzbrojenia terenów inwestycyjnych, a także jakość pracy spółki zarządzającej. Do inwestowania w SSE najbardziej zachęcała możliwość uzyskania zwolnienia od podatku dochodowego, ale istotne były również inne formy wsparcia, np. dostęp do infrastruktury i uzbrojonych terenów inwestycyjnych oraz pomoc organizacyjna i prawna. Zniechęcać za to mogły wymogi formalne oraz procedury, np. konieczność zwrotu uzyskanej pomocy (z odsetkami), jeśli warunki zezwolenia nie zostały spełnione, a także ograniczenia wyboru lokalizacji (ustawa o SSE).
– Funkcjonowanie w PSI/SSE nadal wiąże się z wieloma wątpliwościami, które wcale nie są interpretowane na korzyść podatników. Niektóre aspekty funkcjonowania w ramach PSI są wykładane zdecydowanie bardziej restrykcyjnie aniżeli na podstawie wcześniejszych przepisów o SSE. Przykładowo, na podstawie Objaśnień podatkowych MF z 6 marca 2020 roku wykluczono z kosztów kwalifikowanych w PSI nakłady na infrastrukturę towarzyszącą, administrację, biura i parkingi – podkreśla Małgorzata Ostrowska-Krzewina.
Uwzględniając podział na województwa, w 2022 roku największą deklarowaną wartość inwestycji w SSE i PSI widzimy w dolnośląskim – 6,608 mld zł (rok wcześniej – 4,382 mld zł). Dalej mamy woj. łódzkie – 3,799 mld zł (w 2021 roku – 2,239 mld zł), mazowieckie – 2,170 mld zł (1,477 mld zł), śląskie – 1,829 mld zł (4,368 mld zł), a także kujawsko-pomorskie – 1,738 mld zł (2,202 mld zł). Natomiast na końcu zestawienia zanotowano podlaskie – 61 mln zł (wcześniej – 1,042 mld zł), warmińsko-mazurskie – 388 mln zł (1,187 mld zł), jak również lubelskie – 432 mln zł (948 mln zł).
– Na decyzję o ulokowaniu inwestycji w poszczególnych regionach, również w danej strefie czy podstrefie, wpływa wiele czynników. Jedną z kluczowych przesłanek jest bez wątpienia bliskość dużej aglomeracji. Zatem nie dziwią liczby odnoszące się do regionów z takimi ośrodkami centralnymi, jak Wrocław, Łódź, czy Warszawa. Niskiej wartości inwestycji w trzech województwach ze stolicami w Białymstoku, Olsztynie i Lublinie nie sposób zinterpretować bez pogłębionej analizy. Można jedynie przypuszczać, że istotnym czynnikiem było przygraniczne położenie. W warunkach pokoju bywa ono atutem. Jednak w związku z wojną w Ukrainie mogło być okolicznością zniechęcającą potencjalnych inwestorów – stwierdza prof. Flejterski.
Jak zaznacza doradca podatkowy Małgorzata Ostrowska-Krzewina, w woj. podlaskim, podkarpackim, lubelskim, warmińsko-mazurskim wielkość przysługującego zwolnienia z podatku jest największa. Zdecydowanie niższa jest w dolnośląskim czy mazowieckim, a jednak wielkość deklarowanych inwestycji jest dokładnie odwrotna. Możliwe jest, że nie wszyscy potencjalni inwestorzy wiedzą o szansie na zwolnienie z podatku. Nie jest wykluczone, że podmioty z woj. dolnośląskiego, mazowieckiego, łódzkiego czy śląskiego są w zaawansowanym stadium swojej działalności gospodarczej i świadomie analizują korzyści płynące z PSI.
Eksperci rynku nieruchomości mówią o tym, że w lutym pierwszy raz od wielu miesięcy widoczny jest wzrost zainteresowania kupnem mieszkań. Pojawia się więcej odpowiedzi na oferty, widoczna jest także poprawa zdolności kredytowej Polaków. – Trudno jeszcze mówić o odwilży na rynku nieruchomości, ale na pewno jest więcej optymizmu – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości. Wiele rodzin rozgląda się za mieszkaniami, ale jednocześnie przyznaje, że czeka na rządowe programy wsparcia o których politycy mówią od wielu miesięcy.
Pierwsze Mieszkanie i Bezpieczny Kredyt 2% z pozytywnymi opiniami rynku nieruchomości. „Ten program musi być prosty, dostępny i bezpieczny”
Miał być program Mieszkanie Plus, a teraz mówi się więcej o programie Pierwsze Mieszkanie czy projekcie Bezpieczny Kredyt 2%. Choć oba tematy są jeszcze w fazie planowania to nie da się ukryć, że dla rynku nieruchomości oraz klientów to obiecujące propozycje. Bezpieczny Kredyt 2% ma być przeznaczony dla osób do 45 roku życia, osoby bez własnego mieszkania będą mogli liczyć na dopłaty do kredytu nawet przez 10 lat. Maksymalna wysokość kredytu będzie wynosić 600 tysięcy złotych.
– Stagnacja na rynku nieruchomości nie wynika z faktu, że Polacy nie chcą kupować mieszkań. Wręcz przeciwnie zapotrzebowanie na nowe mieszkania jest gigantyczne. Problemem jest zdolność kredytowa Polaków oraz fakt, że po wzrostach stóp procentowych mocno spadło zaufanie konsumentów do systemu kredytowania mieszkań – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.
– Polacy bardzo oczekują na wszelkie programy społeczne, które będą dla nich wsparciem w zakupie pierwszego mieszkania. To musi być program prosty, dostępny, ale jednocześnie bezpieczny. Tak, by rodziny, które będą go brały, miały pewność, że po tym kiedy skończy się czas preferencyjny, nadal miały szansę na spłatę rat kredytowych. Po ogłoszeniu założeń programu Pierwsze Mieszkanie czy Bezpieczny Kredyt 2% wiele osób zaczęło znowu interesować się zakupem mieszkania. Inni mówili, że chcą kupić mieszkanie, ale poczekają na ofertę pomocy ze strony Rządu – dodaje Mirosław Król.
Na konkrety oczekują zarówno konsumenci jak i rynek nieruchomości. Enigmatyczne zapowiedzi przedłużają stagnację
Eksperci rynku nieruchomości przyznają, że oferty pomocy państwa dla młodych rodzin są istotnym czynnikiem polityki prorodzinnej i mogą być generatorem ruchu w sektorze budowlanym oraz na rynku nieruchomości.
– Ale taki program musi wreszcie wystartować, a nie tylko być obietnicą. Jeżeli słyszymy, że program ma wystartować za pół roku, a nie ma konkretnych dat czy wytycznych terminowych to dla konsumenta jest to powód do czekania, a dla rynku nieruchomości przedłużanie stanu stagnacji i niepewności. Program Bezpieczny kredyt 2% zapowiedziano na III kwartał tego roku. To jeszcze pół roku oczekiwania – mówi Mirosław Król.
Czy na rynku mieszkaniowym widać poprawę sytuacji? – Wielu klientów wciąż czeka, inni interesują się ofertami. Ceny są kilka procent niższe niż w 2021 roku, ale ogólnie mamy wrażenie wielkiego wyczekiwania. Na pewno pierwszy kwartał tego roku jest lepszy niż ostatnie miesiące. Klienci jednak czekają na większą dostępność kredytów oraz obiecywane programy społeczne. To więc moment, gdy polityka ma duże przełożenie na rynek nieruchomości – mówi Mirosław Król,
Ogromna popularność, a zarazem stosunkowo stabilny kurs sprawiają, że handel bitcoinem jest coraz częściej brany pod uwagę przez profesjonalnych inwestorów. BTC jest kryptowalutą, która stanowi doskonały sposób na rozbudowę oraz dywersyfikację portfela inwestycyjnego. Jest wartym uwagi uzupełnieniem takich elementów portfela inwestora jak akcje giełdowe, obligacje spółek skarbu państwa czy jednostki udziału w funduszach inwestycyjnych. W dzisiejszym artykule rozważamy, czy zakup bitcoina jest inwestycją doskonałą. Zapraszamy do lektury!
Historia Bitcoina
Sama historia bitcoina ma swój początek w 2008 roku, kiedy Satoshi Nakamoto (nie wiadomo jednak, czy była to jedna osoba, czy grupa osób) wspomniał o tej kryptowalucie w swoim manifeście. BTC zostało natomiast wprowadzone w 2009 r. Wówczas wykopano pierwszego coina i przeprowadzono pionierską transakcję. Warto wspomnieć, że pilotażowa płatność bitcoinem została dokonana 22 maja 2010 roku, kiedy to za 2 pizze zapłacono 10 tys. BTC (wg ówczesnego kursu była to równowartość 40 USD).
Obecnie bitcoin staje się uznanym na arenie międzynarodowej środkiem płatniczym. Pierwszym państwem, które ustanowiło go oficjalną walutą, jest Salwador. Jego zalety i popularność dostrzegają również przedsiębiorcy. Coraz więcej firm umożliwia płacenie bitcoinem w swoich placówkach stacjonarnych oraz sklepach internetowych. W artykule przyjrzymy się bliżej, czy BTC to dobre narzędzie inwestycyjne.
Czy kurs bitcoina będzie rósł także w przyszłości?
Wielu początkujących inwestorów zastanawia się, czy kurs bitcoina będzie rósł także w przyszłości. Sporo wskazuje na to, że wciąż inwestycja w BTC może zaoferować dużą stopę zwrotu. Większość osób, które zdecydowały się na kupno bitcoina przed kilkoma laty, obecnie może się cieszyć zyskiem. Poza okresowymi wahaniami kursu, na przestrzeni dekady wspomniana waluta cyfrowa wykazuje tendencję wzrostową.
Co wpływa na kurs bitcoina?
Nie ulega wątpliwości, że inwestycja w kryptowaluty takie jak BTC stanowi atrakcyjną metodę pomnażania kapitału. Warto jednak wiedzieć, co wpływa na kurs bitcoina.
Prawo popytu i podaży – musimy mieć świadomość, że architektura kryptowaluty zakłada jej ograniczoną ilość, jaką można wykopać. W konsekwencji może to mieć wpływ na większą niedostępność waluty i wzrost jej wartości.
Koszty wydobycia – rosnące ceny energii, wykorzystywanej do zasilania tzw. koparek kryptowalut, również wpływają na opłacalność wydobywania bitcoina. W efekcie wraz ze wzrostem opłat energetycznych może rosnąć kurs BTC.
Trend cenowy – niezależnie od tego, czy mówimy o kryptowalutach, czy akcjach giełdowych, mamy do czynienia z trendami kursowymi. Na wzrosty i spadki mają wpływ nastroje inwestorów oraz sytuacja makroekonomiczna.
Reputacja kryptowaluty – ważnym czynnikiem jest również zaufanie inwestorów oraz użytkowników do danego kryptoaktywa. W przypadku bitcoina mamy do czynienia z dobrą reputacją, która pozytywnie wpływa na perspektywy wzrostu kursu BTC.
Popularność – ostatnim, lecz równie ważnym co pozostałe czynniki aspektem jest powszechne zainteresowanie bitcoinem. Coraz większa liczba przedsiębiorców decyduje się na umożliwienie klientom zawierania transakcji z użyciem BTC.
Rozważając perspektywy opłacalności inwestycji w bitcoina, warto również uwzględnić stosunek rządów do BTC oraz wypowiedzi wpływowych osób na temat kryptowalut.
Czy bitcoin może zostać zdetronizowany przez inną kryptowalutę?
Często można spotkać się z głosami wieszczącymi kres BTC. Czy bitcoin może zostać zdetronizowany przez inną kryptowalutę?
Wiele wskazuje na to, że bitcoin będzie stosowany jako środek inwestycyjny i płatniczy przez kolejne dekady. Jego stabilność i popularność pokazują, że najlepsze dopiero przed nim. Oczywiście należy mieć na uwadze, że w przypadku degradacji bitcoina i pojawienia się nowych, atrakcyjniejszych projektów kryptowalutowych, jego kurs może spadać. Trzeba o tym pamiętać, decydując się na inwestycję w kryptowalutę BTC.
Do najpoważniejszych konkurentów bitcoina zalicza się kryptowaluta ethereum. ETH nie jest jednak tylko walutą cyfrową, lecz rozbudowanym projektem opartym o technologię blockchain. Stanowi zdecentralizowaną platformę rozwijaną zgodnie z oprogramowaniem open source. Umożliwia zawieranie smart contractów, czyli inteligentnych kontraktów Peer-to-peer (P2P), a także tworzenie zdecentralizowanych aplikacji DApps.
Jak ważna jest dywersyfikacja podczas inwestowania w kryptowaluty?
Nierzadko inwestorzy – szczególnie początkujący – zapominają, jak ważna jest dywersyfikacja podczas inwestowania w kryptowaluty. Nawet najbardziej stabilna waluta cyfrowa czy stablecoin może odnotować znaczny spadek kursu wywołany np. przez czynniki makroekonomiczne. Właśnie dlatego warto dywersyfikować portfel inwestycyjny, kupując zarówno inne kryptowaluty jak i rozmaite aktywa – akcje czy obligacje skarbu państwa.
Dlaczego kryptowaluty warto przechowywać na giełdzie kryptowalut – niezależnie od ich typu?
Wiesz już, że zakup bitcoina może być dobrą inwestycją, która oczywiście jest obarczona pewnym poziomem ryzyka. Możemy je zmniejszyć, pamiętając o dywersyfikacji portfela inwestycyjnego. Jeżeli decydujemy się na inwestowanie w bitcoina, to dobrym miejscem na jego przechowywanie i zakup będzie bezpieczna giełda kryptowalut – niezależnie od ich typu. Na co zwrócić uwagę wybierając giełdę kryptowalutową?
Bezpieczeństwo – dobra platforma powinna wzbudzać zaufanie i gwarantować bezpieczne i szybkie transakcje przez całą dobę.
Bogata oferta – warto zwrócić uwagę, czy giełda kryptowalut oferuje szeroki wybór kryptoaktywów oraz tokenów inwestycyjnych przydatnych do dywersyfikacji.
Wsparcie – nowoczesne serwisy giełdowe oferują zazwyczaj wsparcie klienta w wielu kanałach, tj. telefonicznie, mailowo oraz na Facebooku czy Telegramie.
Pasywny dochód – dużą zaletą profesjonalnych giełd krypto jest też możliwość uzyskiwania dochodu pasywnego poprzez programy afiliacyjne oraz mechanizmy umożliwiające staking tokenów.
Jeżeli szukasz sprawdzonej platformy kryptowalutowej, to giełda kryptowalut Kanga Exchange umożliwi Ci bezpieczne inwestowanie oraz generowanie dochodu pasywnego. Załóż konto i ciesz się możliwością bezpiecznego inwestowania w BTC!
Komisja Europejska obniżyła prognozę wzrostu PKB Polski na 2023 r. z 0,7 proc. do 0,4 proc. zastępując perspektywę niskiego wzrostu gospodarczego jeszcze niższym. A jak swoje perspektywy na ten rok widzą przedsiębiorcy? Niestety również źle. Prawie połowa firm przewiduje, że sytuacja w ich branży pogorszy się. Największym pesymizmem wykazują się budownictwo i handel oraz mikrofirmy – wynika z cyklicznych badań wśród MŚP dla BIG InfoMonitor.
W tym tygodniu Komisja Europejska zweryfikowała prognozy wzrostu gospodarczego na 2023 r. dla wszystkich krajów UE, w tym dla Polski. Jesienią zeszłego roku prognozowała wzrost PKB na poziomie 0,7 proc. obecnie zeszła do 0,4 proc. – Co oznacza, że KE spodziewa się głębszego spowolnienia polskiej gospodarki w bieżącym roku. Negatywnie zaskoczył też podany przez GUS poziom zmian PKB w czwartym kwartale 2022 r. PKB ujęty w cenach stałych okazał się wyższy o 0,3 proc. niż przed rokiem i niższy o 2,4 proc. w porównaniu z trzecim kwartałem ub.r. Wynik jest słaby i nie stanowi najlepszego punktu wyjścia na nadchodzące miesiące. Biznes to czuje. Prawie połowa respondentów badania Skaner MŚP ocenia, że w 2023 r. sytuacja w branży w jakiej działają pogorszy się – zwraca uwagę Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor i BIK.
Bardziej optymistycznie patrzą jedynie średnie firmy, zatrudniające od 50 do 249 osób. W ich przypadku 30 proc. uważa, że sytuacja w branży w jakiej działają przybierze niekorzystny obrót. Bardziej pesymistycznie nastawione do rzeczywistości gospodarczej w 2023 r. są firmy mikro (1-9 zatrudnionych) oraz małe (10-49 osób). W obu przypadkach negatywnie sytuację w swojej branży ocenia ponad połowa (ok. 51 proc.) respondentów – pokazują wyniki badania Skaner MŚP, przeprowadzanego regularnie wśród mikro, małych i średnich firm, na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor.
– Firmy średnie są bardziej odporne na pogorszenie koniunktury gospodarczej i spowolnienie niż mikro i małe. A z uwagi na to, że produkcją przemysłową zajmują się głównie średnie i duże podmioty, na tle pięciu analizowanych przez nas branż: budownictwa, handlu, przemysłu, transportu i usług, w przemyśle jest stosunkowo mniej pesymistów (37 proc.). Mniej jest ich również w transporcie (33 proc.), gdzie po doświadczeniach z lockdownami, wojną i wzrostem cen paliwa, połowa zakłada, że tym razem gorzej już być nie może – mówi Waldemar Rogowski.
Źródło: badanie Skaner MŚP dla BIG InfoMonitor
O losy branży, w najbliższych miesiącach najmocniej obawia się budownictwo. 61 proc. firm budowlanych spodziewa się, że będzie trudniej niż rok wcześniej. Następny jest handel, obawy towarzyszą tu 53 proc. ankietowanych oraz usługi – 48 proc. podmiotów uważa, że 2023 r. będzie gorszy od 2022 r.
– Niestety branże te mają powody do negatywnych prognoz. Budownictwu szkodzą m.in. utrzymujące się wysokie stopy procentowe, które praktycznie zamroziły popyt na kredyty mieszkaniowe, co przełożyło się z kolei na spadek zapotrzebowania na usługi budowlane. Ubywa też ofert na realizację inwestycji publicznych. Natomiast handel i usługi znajdują się pod presją wysokiej inflacji, która dusi konsumpcję, czyli inaczej mówiąc entuzjazm Polaków do wszelkiego rodzaju zakupów. Najnowsze dane o wzroście cen w styczniu znów przebiły 17 proc. Do osłabienia konsumpcji dokłada się również spadek oszczędności Polaków spowodowany pandemią. Dodatkowo mamy obniżkę realnego poziomu wynagrodzeń. Prognozy niskiego wzrostu gospodarczego KE dla Polski, są właśnie m.in. rezultatem oczekiwań ograniczenia popytu wewnętrznego – wyjaśnia Waldemar Rogowski.
Czy ktoś w MŚP spodziewa się, że ten rok będzie bardziej sprzyjający niż miniony? W najlepszym przypadku, optymistów można policzyć na palcach dwóch rąk, jest ich od 4 proc. w budownictwie do 10 proc. w usługach. – Wygląda na to, że przejawem optymizmu stało się założenie, że nie będzie gorzej niż w zeszłym roku – puentuje Waldemar Rogowski.
Badanie wykonane przez Keralla Research w ramach projektu „Skaner MŚP”, prowadzonego co kwartał na próbie N=500 mikro, małych i średnich firm. Technika wywiady telefoniczne. Termin: grudzień 2022 r.
Barometr Nowej Mobilności 2022/23” to już 6. edycja cyklicznego opracowania PSPA zawierającego wnioski z badania opinii społecznej dotyczącego elektromobilności, w tym potencjału zakupowego Polaków w zakresie nabywania samochodów elektrycznych oraz ich preferencji związanych z infrastrukturą ładowania. Barometr powstał na podstawie odpowiedzi od 1515 respondentów uzyskanych od grupy polskich kierowców, którzy realnie rozważają zakup nowego pojazdu w okresie najbliższych 3 lat. Badanie zostało zrealizowane w dniach 18/11/2022 – 30/11/2022 r.
Nowa Mobilność
Nowa Mobilność to usługi transportu umożliwiające przemieszczanie się przy użyciu współdzielonych pojazdów w zorganizowanym systemie informatycznym, stanowiące uzupełnienie tradycyjnego transportu zbiorowego oraz realizujące ideę zrównoważonej mobilności.
Jest to obecnie dynamicznie rozwijająca się, nowoczesna forma zaspokojenia potrzeb mieszkańców w zakresie przemieszczania się, polegająca na samodzielnym wypożyczaniu lub zamawianiu za pomocą aplikacji mobilnych różnych typów pojazdów: samochodów oraz dwukołowych pojazdów małych rozmiarów (skuterów, rowerów, hulajnóg itp.).
Podejście Polaków do nowych form mobilności
Polacy, wybierając inną formę transportu niż prywatny samochód lub komunikacja zbiorowa, preferują w pierwszej kolejności najstarszą z dostępnych usług – Taxi (43%). Udział tej formy dominuje zwłaszcza wśród starszych grup pokoleniowych.
Sytuacja ta jest odmienna w przypadku kolejnych pozycji takich jak systemy rowerów miejskich oraz mobilności na żądanie. Usługi te cieszą się niemal równie wysokim zainteresowaniem (odpowiednio 38 i 36% wskazań), a wybierane są głównie przez najmłodsze grupy pokoleniowe.
Wyzwaniem rozwoju Nowej Mobilności jest zapewnienie sprawnego i rozbudowanego systemu mobilności, który dopasuje się do oczekiwań większości mieszkańców miast. W tym wypadku kluczowy kamieniem milowym będzie rozwój aplikacji MaaS (Mobility-as-a-Service), która pozwoli zintegrować cały system komunikacji w jednej aplikacji, usprawniając przemieszczanie się mieszkańców oraz optymalizując koszty do potrzeb.
Przy takich założeniach aż 63% Polaków byłoby skłonnych zrezygnować z posiadania własnego samochodu, co wskazuje ogromny potencjał nowych form mobilności na drodze do poprawy jakości życia w miastach poprzez dekarbonizacje transportu, zmniejszenie ruchu ulicznego oraz zwiększenie przestrzeni bytowej mieszkańców.
Podejście Polaków do nowych form mobilności
Rezygnując z posiadania prywatnego samochodu Polacy w pierwszej kolejności chcieliby mieć możliwość skorzystania z wypożyczalni rowerów miejskich (24%). Jest to najtańsza, często darmowa forma transportu, która jednoczenie pozwala na szybki transport.
Ważnym czynnikiem, który może stanowić zachętę do rezygnacji z prywatnego samochodu, będzie koszt miesięcznego, zintegrowanego transportu. Aż 53% Polaków uważa, że nie powinien być wyższy niż 200 zł, co jest dużym wyzwaniem. Obecnie, przykładowo cena miesięcznego biletu ZTM w Warszawie to koszt 110 zł (strefa 1) lub 180 zł (strefa 1+2).
Polacy a carsharing
Co czwarty Polak (28%) mający dostęp do usług carsharingu deklaruje, że korzysta z takiej formy mobilności, z czego łącznie aż 41% wskazuje, że robi to codziennie (12%) lub kilka razy w tygodniu (29%). Głównym powodem braku zainteresowania usługami współdzielenia samochodów wśród Polaków, którzy mają dostęp do takich usług jest fakt posiadania przez nich prywatnego samochodu (65%), na kolejnych miejscach znajdują się wysokie koszty (20%) oraz obawa o potencjalne konsekwencje wynikające z uszkodzenia pojazdu (10%).
Elektryczne samochody w carsharingu
Jak wynika z raportu „6 lat carsharingu w Polsce” opublikowanego przez Mobilne Miasto, samochody w pełni elektryczne stanowią ok 3,5% floty wszystkich pojazdów dostępnych w polskich systemach carsharingu. Choć odsetek ten jest niewielki, wśród respondentów badania korzystających z usług współdzielonych samochodów i którzy mają dostęp do elektrycznych samochodów współdzielonych, aż 69% zadeklarowało, że zdarza im się wybierać pojazdy zeroemisyjne. Co ważne, wśród tych osób samochody te cieszą się dużym zainteresowaniem. Niemal co druga osoba wybiera samochód elektryczny, gdy tylko ten jest w pobliżu, co piąta korzysta praktycznie tylko z takich samochodów oraz niemal co druga osoba odbywa średnio co drugi przejazd samochodem bezemisyjnym.
Głównym powodem, dla którego Polacy nie sięgają po elektryczne samochody w systemach carsharingu, jest brak ich dostatecznej dostępności. Aż 37% badanych wskazało, że nie zdarzyło się jeszcze, aby taki pojazd był w ich pobliżu.
Na kolejnym miejscu zaobserwowano brak dostatecznej wiedzy o elektromobilności, 18% badanych boi się o zasięg, a 17% nie wie jak się używa takich pojazdów. Kwestie finansowe znajdują się dopiero na czwartej pozycji z wynikiem zaledwie 14%.
Polacy a rowery miejskie
Chociaż wypożyczalnie miejskich rowerów są wskazywane przez respondentów na pierwszym miejscu wśród preferowanych w pierwszej kolejności form mobilności, z tego rodzaju transportu korzysta 40% badanych, co stanowi wynik identyczny jak w przypadku hulajnóg elektrycznych.
Głównym powodem, dla którego Polacy nie chcą korzystać z takiej formy mobilności, jest fakt posiadania prywatnego roweru (31%), a w dalszej kolejności brak takiej potrzeby (19%), ponadto 9% badanych wskazuje wprost, że nie lubi jeździć rowerem.
Polacy a wypożyczalnie skuterów
Jak wynika z badań Barometru, skutery wypożyczane na minuty cieszą się najmniejszą popularnością wśród społeczeństwa, korzysta z nich 25% badanych. Głównym powodem braku zainteresowania tym rodzajem transportu jest brak umiejętności jazdy skuterem (30%) oraz brak takiej potrzeby (28%), ponadto 8% Polaków uważa to z niebezpieczne.
Polacy a wypożyczalnie hulajnóg elektrycznych
Z hulajnóg elektrycznych korzysta 40% badanych. Głównym powodem, dla którego 60% respondentów nie wybiera tej formy mobilności, jest brak umiejętności obsługi tego typu urządzeń (23%) oraz brak potrzeby (20%). Ponadto, aż 13% Polaków uważa tę formę mobilności za niebezpieczną, a 8% za zbyt drogą.
Komisja Europejska opublikowała w Walentynki swoją propozycję rewizji norm emisji CO2 dla pojazdów ciężkich (HDV), proponując niezwykle ambitne cele pośrednie na lata 2030 (45%) i 2035 (65%). Chociaż wniosek dopuszcza różnorodność technologiczną, z celem 90% do 2040 r., głównym problemem pozostają warunki mające pomóc w realizacji zaprezentowanych celów.
– Aby zdekarbonizować logistykę, UE potrzebuje przystępnych cenowo, neutralnych dla klimatu rozwiązań. Doceniamy utrzymanie różnorodności technologii, poprzez brak ustanowienia mandatu wycofywania (silników spalinowych – przypomnienie), jednak zwiększenie celów na 2030 i 2035 rok jest bardzo wymagające. Zaledwie cztery lata temu wyznaczono cel na 2030 r., który już był ambitny, i to ten cel powinien zostać skorygowany – mówi sekretarz generalny CLEPA, Benjamin Krieger.
Jak wskazuje CLEPA (europejskie stowarzyszenie reprezentujące interesy producentów części motoryzacyjnych) spełnienie warunków penetracji pojazdów bezemisyjnych (ZEV) potrzebnych do osiągnięcia obecnego celu redukcji o 30% w 2030 r. jest już teraz niepewne, ponieważ wymaga zarówno przyspieszonej redukcji kosztów technologii, jak i zdecydowanej polityki wspierającej infrastrukturę i zachęcającej do zakupu pojazdów.
CLEPA wzywa decydentów, aby nie zwiększali celu na 2030 r. i rozważyli rozsądną trajektorię do 2035 r. Wskazuje, że aby transformacja się powiodła, nie możemy polegać wyłącznie na ustalaniu celów. Należy zapewnić sprzyjające warunki, takie jak infrastrukturę do ładowania i tankowania, a także odnawialną energię elektryczną, wodór i paliwa. W końcu komercyjny transport drogowy to rynek B2B napędzany popytem, który obejmuje szeroki zakres przypadków użycia i potrzeb operatorów, wymagających szerokiej gamy przystępnych cenowo opcji czystej technologii.
Branżę motoryzacyjną czekają wyzwania
Oceniając propozycję Komisji, przedstawiciele branży motoryzacyjnej wskazują, że pomija się w niej również kompleksowe podejście do pomiaru rzeczywistego śladu węglowego pojazdu, skupiając się wyłącznie na emisjach z rury wydechowej. CLEPA opowiada się za podejściem LCA, zaczynając od „well-to-wheel” jako pierwszego kroku. Podejście to uwzględnia sposób wytwarzania energii do zasilania pojazdu. Jeśli Europa nie podejmie pracy nad opracowaniem zharmonizowanej normy, ryzykuje pozostawanie w tyle za innymi regionami.
– Branża docenia fakt, że wniosek zawiera klauzulę przeglądową w 2028 r., która będzie miała ogromne znaczenie dla oceny postępów w zakresie warunków sprzyjających osiąganiu wyznaczonych celów i czynników zewnętrznych, takich jak przystępność cenowa i dostępność energii odnawialnej. Doceniamy także brak wyznaczenia daty końcowej produkcji pojazdów ciężarowych z napędem konwencjonalnym jak miało to miejsce w przypadku pojazdów osobowych. Zostawia to trochę miejsca na różnorodność technologiczną. Jednakże cele na 2030 i 2035 są niezwykle ambitne, a ich spełnienie zależne od sprzyjających czynników jak na przykład budowa infrastruktury do ładowania, dostępność energii odnawialnej etc. W większości są to czynniki zewnętrzne, na które motoryzacja nie ma wpływu, a jednak jest od nich zależna – mówi Tomasz Bęben, dyrektor zarządzający Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych (SDCM), członek zarządu CLEPA.
Propozycja Komisji Europejskiej będzie teraz przedmiotem debaty w Parlamencie Europejskim i w państwach członkowskich (Radzie). Gdy obie instytucje przyjmą swoje stanowiska, rozpoczną się negocjacje nad ostatecznym kształtem przepisów. Procedura ta musi zostać sfinalizowana do marca 2024 r. przed wyborami europejskimi, w przeciwnym razie musiałaby zostać ponownie podjęta przez nowo wybrany Parlament.