ORLEN i Sempra Infrastructure podpisały długoterminowy kontrakt kupna-sprzedaży amerykańskiego LNG

Umowa zawarta przez PKN ORLEN i Sempra Infrastructure przewiduje odbiór 1 miliona ton LNG rocznie z terminalu skraplającego Port Arthur w Teksasie. Kontrakt przełoży się na wzmocnienie bezpieczeństwa energetycznego Polski i całego regionu. Uzgodniony wolumen dostaw pokrywa prawie 10 proc. obecnego zapotrzebowania polskich odbiorców na gaz w skali roku.

– Kontrakt z Sempra Infrastructure to kolejny ważny krok w kierunku wzmocnienia pozycji PKN ORLEN jako gwaranta bezpieczeństwa surowcowo-paliwowego w tej części Europy. Już w ubiegłym roku Stany Zjednoczone były jednym z głównych dostawców gazu do Polski. Poszerzając współpracę z amerykańskimi firmami, zwiększamy dywersyfikację i elastyczność naszego portfela importowego i zabezpieczamy dodatkowe wolumeny surowca, który będzie mógł być wykorzystany zarówno do zabezpieczenia potrzeb rynku krajowego, jak i rozwoju międzynarodowej działalności handlowej PKN ORLEN – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Umowa pomiędzy PKN ORLEN i Port Arthur LNG LLC, spółką należącą do Sempra Infrastructure, przewiduje odbiór 1 mln ton LNG rocznie, co odpowiada ok. 1,3 mld m sześc. gazu w stanie lotnym. Kontrakt będzie obowiązywać przez 20 lat, a pierwsze dostawy spodziewane są w 2027 roku. Umowa oparta jest na formule free-on-board (FOB), co oznacza, że za odbiór i transport gazu odpowiada kupujący. Ładunki LNG będą pochodzić z terminala skraplającego Port Arthur LNG w stanie Teksas. Formuła cenowa kontraktu oparta jest na indeksie Henry Hub wraz z kosztami skroplenia.

– Jesteśmy bardzo zadowoleni z możliwości współpracy z PKN ORLEN, największym koncernem z branży surowcowo-paliwowej w Europie Środkowej. Nasza umowa dotycząca odbioru skroplonego gazu ziemnego z terminalu w Port Arthur wpisuje się w strategiczne cele obu firm. Dzięki niej PKN ORLEN poszerza sobie dostęp do zdywersyfikowanych, bezpiecznych źródeł energii. Dla Sempra Infrastructure umowa oznacza zamknięcie kontraktacji mocy produkcyjnych I Etapu projektu Port Arthur LNG, który przyczyni się do zaspokojenia rosnącego zapotrzebowania na LNG w Europie i innych częściach świata. Zapewniwszy sobie odbiór prawie całej zakładanej produkcji na podstawie wiążących umów długoterminowych, spodziewamy się jeszcze w tym kwartale podjąć ostateczną decyzję inwestycyjną, co pozwoli rozpocząć budowę I Etapu terminalu skraplającego w Port Arthur – mówi Justin Bird, Dyrektor Zarządzający of Sempra Infrastructure.

Terminal Port Arthur LNG, w ramach inwestycji, ma dysponować mocą pozwalającą na produkcję maksymalnie 13,5 mln ton LNG rocznie. Łączny wolumen kontraktów długoterminowych podpisanych przez Sempra Infrastructure na dostawy z tego terminala przekracza już 10 mln ton LNG rocznie.  Spółka przewiduje, że ostateczna decyzja inwestycyjna dotycząca I Etapu projektu Port Arthur LNG może być podjęta jeszcze w I kwartale 2023 roku.

Po podpisaniu umowy z Sempra Infrastructure łączny wolumen kontraktów PKN ORLEN z amerykańskimi dostawcami LNG wzrósł do blisko 8 mln ton skroplonego gazu ziemnego rocznie. Zdecydowana większość surowca – 6,5 mln ton LNG – będzie kupowana na podstawie kontraktów w formule FOB. W związku z tym Grupa ORLEN rozpoczęła rozwój własnej floty jednostek do przewozu skroplonego gazu ziemnego w oparciu o długoterminowe umowy czarterowe. Dwa pierwsze gazowce, zbudowane specjalnie na potrzeby Grupy, rozpoczną transport LNG jeszcze w tym roku. W 2025 r. Grupa będzie dysponować ośmioma takimi jednostkami.

Miedź i złoto wskazują, że ryzyko recesji się oddala

Miedź jest nazywana “Dr. Copper” i mówi się, że ma „doktorat z ekonomii” ponieważ dobrze przewiduje koniunkturę gospodarczą. Natomiast stosunek ceny miedzi i złota jest świetnym barometrem apetytu na ryzyko na rynku. Oba pokazują obecnie, że wzrost gospodarczy pozostaje odporny a ryzyko recesji jest jeszcze odległe. Jest to zgodne z ostatnimi optymistycznymi odczytami PMI na świecie.

Stosunek ceny miedzi i złota jest świetnym rynkowym barometrem apetytu na ryzyko, prawdopodobieństwa recesji i rentowności obligacji długoterminowych. Siła tego wskaźnika wynika z różnych zastosowań miedzi i złota w gospodarce. Złoto pozostaje bezpiecznym aktywem finansowym, zyskującym w trudnych gospodarczo czasach. Podczas gdy miedź ma szerokie zastosowanie przemysłowe, a jego cena jest mocno powiązana z cyklem koniunkturalnym w gospodarce. Z tego powodu mówi się, że miedź ma „doktorat z ekonomii” („Dr. Copper”).

W ostatnim czasie, stosunek ceny miedzi do złota pozostaje stały co jest dowodem, że wzrost gospodarki pozostaje w miarę stabilny, a ryzyko recesji mniejsze. Wpisuje się to w cały szereg danych gospodarczych, które dowodzą znacznej odporności wzrostu na obecną sytuację. Wraz z wzrostem europejskiego PMI do 50, rosnącym PKB w USA za IV kwartał (według danych NOWCast) i ponownym otwarciem Chin. To niweluje nieco obawy dotyczące recesji, pozwala także wytłumaczyć skąd biorą się obecne wzrosty na światowych giełdach. To jednak także sygnał, że znaczny spadek rentowności 10-letnich obligacji USA ma swoje granice.

Wzrost ceny miedzi o 25 proc. wobec ostatnich dołków wynika z perspektywy wzrostu chińskiego popytu. Chiny, które właśnie otwierają swoja gospodarkę i wspierają sektor nieruchomości, odpowiadają za 60 proc. światowego popytu na ten metal. Warto też wspomnieć, że miedź jest wykorzystywana w przypadku wielu ekologicznych technologii. Na przykład, popyt na miedź może rosnąć ze względu na obniżki cen samochodów Tesla (obniżki dotyczą także polskich konsumentów). Zapasy miedzi na świecie są niskie, a podaż znajduje się pod presją. Największy producent – Chile prawdopodobnie zanotuje w tym roku spadek wydobycia o 6 proc., a drugi Peru przeżywa okres politycznej niepewności.

Ceny złota wzrosły natomiast do najwyższych poziomów od dziewięciu miesięcy, ponieważ dolar amerykański spadł o 10 proc. w stosunku do swoich najwyższych poziomów. Za sprawą prawdopodobnego zakończenia serii podwyżek stóp przez FED, dolar będzie w dalszym ciągu osłabiał wobec euro i innych walut. A to będzie prawdopodobnie skutkować wzrostem cen złota. Wzrasta także popyt na złoto ze strony funduszy ETF, do których wracają inwestorzy. Rośnie także popyt na złoto ze strony banków centralnych (choć akurat NBP nie zrealizował zapowiadanych zakupów złota).

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Zatrzymanie podaży i wzrost cen mieszkań. Deweloperzy oceniają wstępne założenia nowych przepisów budowlanych

Nowe przepisy dotyczące budownictwa wielorodzinnego zaproponowane przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii z pewnością mogą poprawić jakość przyszłych mieszkań, a tym samym standard życia jego mieszkańców. Z drugiej strony,  mogą również przyczynić się do ograniczenia przez deweloperów podaży lokali, jak i do wzrostu ich cen. Czy zatem wprowadzenie tych założeń jest realne i z jakimi jeszcze konsekwencjami mogą się one wiązać? O to RynekPierwotny.pl. zapytał przedstawicieli firm deweloperskich.

Tomasz Łapiński, dyrektor zarządzający inwestycjami mieszkaniowymi w Cordia Polska

Założenia przedstawione przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii mają, co do zasady, poprawić jakość realizowanych w Polsce projektów mieszkaniowych. W tym kontekście intencje rządzących są dla mnie jak najbardziej zrozumiałe. Jest jednak pewien „haczyk”: uwzględnienie zmian o tak kluczowym znaczeniu musi nastąpić już na etapie przygotowania projektu, a ten w naszej branży zazwyczaj trwa latami. Jeśli ta specyfika nie zostanie uwzględniona i nowe przepisy zostaną wprowadzone w życie zbyt szybko, deweloperzy nie będą w stanie zrealizować już zaplanowanych projektów, które wymagały z ich strony konkretnych inwestycji: zarówno czasu, jak i funduszy. To może doprowadzić wiele – zwłaszcza tych mniejszych – firm do poważnych kłopotów finansowych, zmniejszając wartość gruntów i sprawiając, że część mieszkań, które miały trafić do oferty, nie powstanie lub powstanie z dużym opóźnieniem.

Ta sytuacja może wygenerować kolejny problem. Jeśli deweloperzy będą budować mniej, ceny mieszkań będą wyższe – wpłynie na nie dalszy spadek podaży. Oczywiste więc jest to, że wprowadzenie takich zmian musi przełożyć się na wzrost kosztów, co jest zwykle nierozerwalnie związane z podnoszeniem jakości. Dodatkowo istnieje ryzyko zatrzymania bądź przynajmniej spowolnienia wielu przygotowawczych procesów, co tylko może spotęgować tę niekorzystną tendencję.

W Cordii z uwagą przyglądamy się dyskusjom na temat nowych przepisów. Stawiamy na jakościowe, komfortowe dla mieszkańców projekty, które pod względem technicznym już teraz spełniają dużą część nowych założeń postulowanych przez MRiT. Warto też zauważyć, że prace nad finalnym kształtem projektu wciąż trwają, a przepisy będą doprecyzowywane – możliwe więc, że obawy o zbyt szybkie wprowadzenie ich w życie okażą się niezasadne, na co oczywiście liczymy.

Tomasz Kaleta, dyrektor departamentu sprzedaży, Develia S.A. 

Na razie trudno odnieść się do proponowanych zmian, bo nie znamy jeszcze ostatecznego kształtu projektu nowelizacji ustawy o prawie budowlanym. Popieramy wszelkie rozwiązania, mające na celu doprecyzowanie obecnych przepisów, co może ograniczyć dowolność ich interpretacji. Z pewnością przyspieszyłoby to proces realizacji inwestycji. Z częścią postulatów nie możemy się jednak zgodzić, biorąc pod uwagę realia w zakresie dostępności gruntów czy projektowania. Chodzi m.in. o zmiany minimalnej odległości budynków od krawędzi działki (zwiększenie z 4 do 6 m) czy wymóg dużego odstępu między sąsiadującymi balkonami (min. 4 metry). Tego typu korekty odbiją się na cenach mieszkań, a część projektów może zostać niezrealizowana (szczególnie, jeśli deweloper nabył konkretną działką w oparciu o wcześniejsze warunki).

W Polsce oddaje się ponad 200 tys. mieszkań i pojedyncze, źle zaprojektowane lokale nie powinny rzutować na odbiór całej branży. W tym trudnym czasie deweloperzy muszą dostarczać produkt możliwie najwyższej jakości, bo zanim klienci podejmą decyzję o zakupie, dokładnie analizują dostępną na rynku ofertę.

Zaostrzając warunki techniczne, tylko utrudnimy podaż nowych inwestycji, podniesiemy koszty ich realizacji i spowodujemy dalsze „rozlewanie się” miast, co zwiększa nakłady na infrastrukturę i w oczywisty sposób obniża komfort życia mieszkańców. Proponowane zmiany kłócą się ponadto z innymi postulatami władz lokalnych i urbanistów, według których w centrach aglomeracji powinno się rezygnować z garaży (aby wymusić korzystanie z komunikacji miejskiej) i adaptować istniejące obiekty o innych funkcjach (np. biurowe czy handlowe) na cele mieszkalne, aby minimalizować szkodliwy wpływ budownictwa na środowisko naturalne.

Nie da się poprawić warunków lokalowych Polaków poprzez wprowadzanie kolejnych ograniczeń. We wszystkim należy znaleźć kompromis.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Kierunek zmian w przepisach budowlanych ogłoszony w komunikacie resortu rozwoju z początku stycznia jest słuszny. Z ostateczną oceną możliwości wprowadzenia w życie wymienionych tam zasad należy jeszcze się wstrzymać. Wiele zależy od tego, co ostatecznie znajdzie się w projekcie ustawy, na ile szczegółowe będą tam opisy nowych obowiązków i parametry z nimi związane.

Dla nas wymienione zasady w większości nie stanowią szczególnego wyzwania, ponieważ sami od dawna przywiązujemy ogromną wagę do standardu. Wielokrotnie wypowiadaliśmy się w kontekście korzyści płynących z otwartych osiedli, jesteśmy zwolennikami projektowania powierzchni biologicznie czynnej, w tym również przepuszczalnego utwardzenia dróg wewnętrznych. Na zbudowanych przez nas osiedlach można znaleźć przykłady stosowania takich praktyk. Jeżeli dojdzie do upowszechnienia takich standardów – inne mieszkania zwyczajnie podrożeją z uwagi na wyższy koszt wytworzenia, a nasze będą po prostu jeszcze bardziej konkurencyjne.

Angelika Kliś, członek zarządu ATAL

Jest realne, aczkolwiek trudno powiedzieć czy, kiedy i w jakim zakresie, proponowane zmiany wejdą w życie. Łatwiej nam będzie je ocenić po przedstawieniu przez resort projektu. Na ten moment opublikowano jedynie listę założeń.

Niektóre z nich budzą kontrowersje i nie uwzględniają realiów biznesowych. Np. propozycja wprowadzenia minimalnej pow. lokali użytkowych, czy pomysł zwiększenia minimalnej odległości budynków wielorodzinnych od granicy działki do 6 m. Taki przepis znacznie utrudniłby wykorzystanie zakupionych działek, a w konsekwencji wpłynąłby na podaż mieszkań i wzrost ich cen. Ogólnie rzecz biorąc, dokładanie kolejnych regulacji na tym rynku, który teraz i tak jest w dołku, może skutkować podwyżkami.

Z naszego punktu widzenia bardzo ważna jest przejrzystość i spójność stosowania przepisów – od administracji centralnej, aż po samorządy i organy terenowe. Tylko działanie w takich warunkach pozwala na prowadzenie procesu inwestycyjnego w sposób przewidywalny technicznie i kosztowo.

Andrzej Gutowski, wiceprezes, dyrektor sprzedaży RONSON Development

Z dużą otwartością i aprobatą oczekujemy wszelkich rozwiązań, które mogą ustandaryzować działania deweloperskie. Chaos przestrzenny, z jakim mierzymy się w naszym kraju jest de facto kosztem społeczno-gospodarczym. I bezpośrednio wpływa na jakość życia mieszkańców.

Projekty RONSON Development od zawsze spełniają normy, które obecnie mają stać się standardem w budownictwie wielorodzinnym. Zapewniamy odległości między budynkami kolejnych etapów inwestycji, projektujemy komfortowe metraże, dbamy o nasłonecznienie mieszkań, wykorzystujemy wysokiej klasy materiały budowlane, tworzymy przestrzenie do rekreacji dla mieszkańców w każdym wieku, szczególnie kreatywne place zabaw, a nade wszystko dbamy o poziom zazielenienia terenu. Dodatkowe nasadzenia drzew i krzewów, zielone ściany i dachy, łąki kwietne – to nasz standard.  

Justyna Wiśniewska, reprezentująca Scandic Park.

Zmiany proponowane w zakresie budownictwa wielorodzinnego w wielu aspektach są korzystne dla kształtowania przestrzeni, jak i po prostu dla klientów, którzy będą z takich przestrzeni korzystać. Przyjmujemy je jako pozytywną zmianę, która podwyższy standardy dla naszych klientów.

Magdalena Gaudyn, Q3D Concept

Wprowadzenie nowych wymogów (przepisów) zaproponowanych przez MRiT, odnoszących się do budownictwa wielorodzinnego należałoby uzależnić od obecnej sytuacji ekonomicznej i rynkowej, a nie politycznej naszego kraju. Zaproponowane zmiany wymagają kompleksowej analizy i współpracy wszystkich podmiotów powiązanych z budownictwem, rynkiem nieruchomości i Izbami architektów oraz inżynierów budownictwa.

Rozpatrywanie obecnych problemów budownictwa wielorodzinnego tylko w kontekście występujących patologii, nie jest kierunkiem właściwym, raczej bardziej politycznym.

Patrząc przez pryzmat licznych uwag i opinii złożonych przez środowisko architektów, planistów, urbanistów a odrzuconych przez ustawodawcę – odnoszących się do projektu Prawa budowlanego, wprowadzenie nowych przepisów do aktu wykonawczego, jakim są Warunki Techniczne bez współpracy z szerokim gronem specjalistów i samych odbiorców jest kierunkiem niewłaściwym.

Rynek mieszkaniowy uzależniony jest przede wszystkim od nabywców i to oni, tak czy inaczej, godzą swe oczekiwania i potrzeby z własną sytuacją ekonomiczną. Narzucanie kolejnych przepisów, obostrzeń i wymogów, hamuje ubogi już rynek mieszkaniowy. Z pewnością ograniczenie potencjału posiadanych banków ziemi przez deweloperów, przełoży się w konsekwencji na wzrost cen nieruchomości.

Tomasz Delowski, Tętnowski Development

Nowe przepisy powstają pod hasłem „walki z patodeweloperką” i niestety jak zawsze w przypadku takich działań, mogą one przynieść więcej szkody niż pożytku. Przyczyny patodeweloperki leżą gdzie indziej, niż widzą to autorzy. Jednym zapisem rozporządzenia próbuje się  zmienić rzeczywistość w całym kraju, a niestety potrzeby mieszkaniowe i przestrzenne centrum Warszawy, osiedla mieszkaniowego w Katowicach czy przedmieść Końskich są zupełnie inne. Zapisy powinny dawać możliwość uwzględniania tych uwarunkowań w dokumentach planistycznych gmin, a nie narzucać średni wskaźnik. Chaos przestrzenny naszych miast wynika w dużej mierze z obecnych przepisów tzw. wskaźnikomanii  i braku spójnej wizji, w jaki sposób ta przestrzeń powinna być kształtowana. Do najbardziej krytykowanych przez architektów i deweloperów rozwiązań nowej ustawy należą zapisy dotyczące zwiększenia odległości budynku od granicy działki. Taki zapis może przynieść wyłącznie szkody i to nie tylko w kwestii wzrostu cen, ale również pogłębienia chaosu urbanistycznego. Wystarczające zabezpieczenie w tym zakresie stanowi konieczność analizowania strefy oddziaływania. Innym przepisem, równie krytykowanym jest zwiększenie czasu nasłonecznienia z 3 do 3,5 godz. Taka nowelizacja zdecydowanie negatywnie wpłynie na możliwość budowy wyższych budynków, co również znajdzie swoje odbicie w cenach mieszkań, a ostateczny wpływ na zwalczanie patodeweloperki będzie znikomy. Jeśli chodzi o pozytywny aspekt ustawy, to na uwagę zasługuje zapis dotyczący balkonów – jasne sprecyzowanie metody obliczania ich powierzchni, pozwoli bez szkody dla kosztów inwestycji, zwiększać metraże balkonów i tarasów.

Parkingi w centrach handlowych. Ważny element kosztów wspólnych, który wpływa na poziom odwiedzalności centrów handlowych

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) wskazuje, że jakość parkingu w centrum handlowym, a także poziom jego bieżącej obsługi, mają bezpośredni wpływ na zainteresowanie klientów – a przede wszystkim na liczbę osób odwiedzających obiekt. Parkingi są istotnym elementem kosztów wspólnych – za które płacą najemcy w galeriach handlowych. Dlatego powinny być wyjątkowo starannie przygotowane – zgodnie z potrzebami i oczekiwaniami klientów. Doświadczenia wskazują, że klienci często oceniają centrum handlowe przez jego parkingi i jest to ważny element wyboru lokalizacji zakupów. Klienci muszą mieć kilkugodzinny, bezpłatny dostęp do parkingów w centrach handlowych – bo koszty ich utrzymania w pokrywają sklepy i punkty usługowe.

„Parking to ważny element w ocenie centrum handlowego. Klienci zwracają uwagę na dostępność, rozplanowanie, wygodę parkowania, oświetlenie, poczucie bezpieczeństwa. Mieliśmy wiele doświadczeń potwierdzających wpływ funkcjonowania parkingów na centrum. Jako przykład podam, że zamknięcie jednego poziomu parkingowego zmniejszyło natychmiast o kilkanaście procent poziom odwiedzalności konkretnego centrum handlowego. Podobne obserwacje mamy w obiektach, gdzie parkingi są wygrodzone, źle oświetlone albo śliskie i pełne kałuż. Strome, kręte podjazdy i wąskie, źle wyprofilowane zakręty w licznych przypadkach – już podczas uroczystości otwarcia centrum handlowego – powodowały w przypadku mniej doświadczonych kierowców zarysowanie szerszych aut. Złe doświadczenia mieliśmy także w sytuacji wprowadzenia płatności za parkingi – zwłaszcza w tych centrach, w których nigdy nie brakowało miejsc do parkowania. Istotnym utrudnieniem dla klientów jest, że parkingi płatne obsługiwane są przez różne systemy pobierania biletów, a nie wszystkie są intuicyjne. W przypadkach urządzeń mniej przyjaznych w eksploatacji przy bramkach tworzą się kolejki, a czekający w nich klienci dają wyraz swym negatywnym emocjom. Klienci muszą mieć przynajmniej dwugodzinny bezpłatny dostęp do opcji parkingowej – zwłaszcza, że to my, najemcy płacimy za utrzymanie parkingów – tak, jak wszystkich innych powierzchni wspólnych. Naturalne jest zatem oczekiwanie adekwatnej jakości usługi. To są kwestie, które powinny być bardzo dokładnie planowane i nadzorowane przez zarządców i właścicieli galerii handlowych. Parkingi bezwzględnie powinny być miejscami przyjaznymi dla klientów” – mówi Zofia Morbiato, dyrektor generalna Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU).

ZPPHiU wraz ze swoimi członkami – najemcami powierzchni w galeriach handlowych – przygotowują się do rozliczeń kosztów wspólnych za 2022 rok. Właściciele sklepów i punktów usługowych obawiają się, że znów będą musieli dopłacać do wcześniej zapłaconych opłat. Z pewnością dopłaty będą poddane szczegółowym analizom – najemcy oczekują transparentnego udokumentowania poniesionych wydatków. Ponadto ZPPHiU rozpoczyna wśród swoich członków badanie jakości zarządzania kosztami wspólnymi przez zarządców galerii handlowych. Celem badania będzie wskazanie najlepiej i najgorzej ocenianych firm odpowiadających za opłaty serwisowe w centrach handlowych.

Obecnie najemcy nie mogą przewidzieć, ile będą musieli zapłacić za koszty wspólne w większości galerii handlowych. Właściciele i zarządzający takimi obiektami zawierając umowę przedstawiają wartość zaliczkową kosztów eksploatacyjnych. Jednak na koniec każdego roku oczekują dopłat, nie przedstawiając szczegółowego rozliczenia ani dokumentacji poniesionych kosztów. Dlatego ZPPHiU apeluje, aby wartość kosztów wspólnych była w pełni przewidywalna i określona z góry jako jedna, niezmienna kwota. Najlepiej, jeśli byłaby ona stałym, określonym w umowie, elementem czynszu. Do kosztów wspólnych wynajmujący zaliczają: utrzymanie powierzchni poza sklepami i punktami usługowymi – takich jak korytarze, toalety, parkingi, wejścia, schody, windy etc. Najemcy ponoszą opłaty za personel zarządcy, sprzątanie, oświetlenie, ochronę – oraz podatek od nieruchomości należny od wynajmującego. Najemcy muszą też pokrywać kary administracyjne nałożone na wynajmującego, koszty odzyskiwania należności, ubezpieczenia, itp.

ZPPHiU stoi na stanowisku, że czynsz i opłaty w centrach handlowych powinny być obniżane w przypadku przestojów, utrudnień w działaniu jak choćby brak prądu. Obecnie takie zdarzenia, które nie pozwalają prowadzić najemcom sprzedaży, nie wpływają na obniżenie opłat. Co więcej – centra handlowe nigdy nie obniżyły ani czynszu, ani opłat eksploatacyjnych po zamknięciu handlu w niedziele – choć w te dni zrezygnowano z usług typu ochrona czy sprzątanie, a przychody najemców obniżyły się. Dlaczego najemcy muszą płacić tyle samo także za okresy, w których nie mogą prowadzić sprzedaży?

ZPPHiU zwraca ponadto uwagę, że informacja o wzroście obrotów w centrach handlowych – czyli łącznej wartości obrotów najemców, którzy prowadzą sklepy i punkty usługowe – nie jest niestety optymistyczna. Wzrost obrotów jest wynikiem inflacji – a nie oznacza większych zysków dla najemców. Co więcej – koszty rosną szybciej niż przychody – zwłaszcza wydatki na zatrudnienie i eksploatację. Oznacza to, że sklepy i punkty usługowe – choć mają wyższe nominalnie obroty – notują realnie niższe zyski.

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) oraz Polskie Stowarzyszenie Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH) podczas Pierwszego Kongresu ZPPHiU i PSNPH przedyskutowały najistotniejsze kwestie poruszane przez Kodeks Najlepszych Praktyk w umowach najmu według najemców. Przygotowany przez PSNPH Kodeks, uaktualniający dokument powstały w 2011 roku, wskazuje na oczekiwane przez najemców standardy współpracy i komunikacji z właścicielami oraz zarządcami centrów handlowych. Zasady proponowane przez Kodeks mają właściwie rozłożyć ryzyka biznesowe obu stron umowy.

Zacieśnianie polityki pieniężnej i koszty spłaty zadłużenia w strefie euro

Strach przed pułapem zadłużenia w USA, przyjaźń francusko-niemiecka, perspektywy dla Brazylii, niewypłacalności w budownictwie, zyski i hossy.

  • W marcu Europejski Bank Centralny (ECB) rozpocznie zacieśnianie polityki pieniężnej (QT), lecz oczekiwana redukcja jego bilansu będzie ograniczona do planowanego tempa wycofywania się z posiadania obligacji rządowych. O ile wpływ akcji pozostaje stosunkowo niewielki ze względu na ograniczone reinwestycje umarzanych aktywów, o tyle efekt przepływu znacząco wpłynie na premię terminową (ze względu na płaską strukturę terminową), a tym samym podniesie koszty pożyczek państwowych. Allianz Trade szacuje, że do końca 2024 roku obecna stopa odpływu może podnieść premię terminową 10-letnich obligacji niemieckich o około 90 punktów bazowych.
  • Obciążenia długiem publicznym wzrosły znacząco w 2022 roku po latach korzystnych kosztów finansowania i będą dalej rosły w latach 2023-24 – pomimo pewnej ulgi wynikającej z mniejszego ryzyka rolowania długu w związku z wydłużonymi profilami zapadalności. Allianz Trade szacuje, że do 2030 roku spodziewane wyższe stopy procentowe i premie terminowe podniosą koszty obsługi długu o 0,7% PKB w Niemczech, 1,1% we Francji, 1,2% w Hiszpanii i 1,6% we Włoszech.

Pułap zadłużenia USA, 60. rocznica podpisania Traktatu Elizejskiego, perspektywy dla Brazylii, upadłości w sektorze budowlanym i chmury nad hossą na rynku kapitałowym

  • Pułap zadłużenia USA – wzrost napięcia do maja, przy czym najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest zawarcie w ostatniej chwili kompromisu w sprawie umiarkowanego zacieśnienia polityki fiskalnej
  • rocznica podpisania Traktatu Elizejskiego – wzmacnianie partnerstwa francusko-niemieckiego dla sprostania wyzwaniom energetycznym i poprowadzenia zagrożonej Europy?
  • Prognozy dotyczące niewypłacalności – budownictwo liderem globalnego wzrostu
  • Perspektywy dla Brazylii – gotowi na przejażdżkę kolejką górską?
  • Rynki kapitałowe – wejście w sezon trudnych wyników

Pułap zadłużenia USA – wzrost napięcia do maja, przy czym najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest zawarcie w ostatniej chwili kompromisu w sprawie umiarkowanego zacieśnienia polityki fiskalnej

Na pierwszy plan ponownie wysuwają się obawy o przekroczenie przez administrację USA limitu zadłużenia. Zdaniem Sekretarz Skarbu Janet Yellen, ustawowy limit zadłużenia federalnego – ustalony na poziomie 31,4 bln USD – został w tym tygodniu przekroczony. Rząd nie będzie jednak w najbliższym czasie zalegał ze spłatą zadłużenia, ponieważ nadal dysponuje dużymi zasobami gotówki w wysokości 380 mld USD, które może wykorzystać na swoim rachunku w Banku Rezerw Federalnych (Fed). Prawdopodobne wydaje się również anulowanie niektórych inwestycji celowych i cięcia budżetowe w jednostkach administracji państwowej. Polityczna walka w Kongresie pomiędzy Republikanami i Demokratami, ale także wśród republikańskich członków Kongresu oznacza, że porozumienie w sprawie podwyższenia lub zawieszenia pułapu zadłużenia jest w najbliższych miesiącach mało prawdopodobne. Dlatego należy przygotować się na kolejne sceny dramatu politycznego.

Rachunek depozytowy Skarbu USA w Banku Rezerw Federalnych (w mld USD)Rachunek depozytowy Skarbu USA w Banku Rezerw Federalnych

Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz.

Allianz Trade podtrzymuje opinię[1], że w drugim kwartale roku, gdy wyczerpią się bufory gotówki Departamentu Skarbu, w ostatniej chwili zostanie jednak osiągnięte porozumienie. Zgodnie z dotychczasowymi wzorcami deficytu, sfinansowanie przewidywanego skumulowanego deficytu powinno doprowadzić do przekroczenia limitu zadłużenia w czerwcu. Jednak nasze przypuszczenia, że USA już teraz wpadają w recesję oznaczają, że spodziewamy się wyższego niż zwykle deficytu. Brak kompromisu z Demokratami byłby dla Republikanów kosztowny politycznie, między innymi dlatego, że mogliby zostać obarczeni winą za doprowadzenie do zawieszenia działalności rządu lub, co gorsza, do niewypłacalności państwa w czasie, gdy spodziewamy się, że gospodarka amerykańska osiągnie najniższy poziom płytkiej recesji. Niemniej jednak, przed spodziewanym kompromisem w sprawie pułapu zadłużenia, stopy procentowe papierów skarbowych z terminem wykupu w lecie mogą gwałtownie wzrosnąć.

Deficyt rządu federalnego USA (narastająco, w mld USD)Deficyt rządu federalnego USA

Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz

60. rocznica podpisania Traktatu Elizejskiego – wzmacnianie partnerstwa francusko-niemieckiego dla sprostania wyzwaniom energetycznym i poprowadzenia zagrożonej Europy?

W niedzielę Francja i Niemcy będą obchodzić 60. rocznicę podpisania Traktatu Elizejskiego, który ma na celu wzmocnienie współpracy między obydwoma narodami po wiekach rywalizacji i konfliktów. Jednak rocznica nie stwarza zbyt wielu powodów do świętowania. Ostatnie miesiące upłynęły pod znakiem rosnących napięć politycznych pomiędzy największymi gospodarkami UE, których kulminacją było odwołanie francusko-niemieckiej Rady Ministrów pod koniec października. Niemniej jednak, gdy wojna toczy się zaledwie kilkaset kilometrów od Berlina, sama geneza Traktatu stała się dla obu krajów zobowiązaniem do potwierdzenia wspólnych wartości w kształtowaniu odpowiedzi Europy na różnorakie kryzysy.

Z okazji rocznicy oba kraje zobowiązały się do określenia wspólnego planu działania, który będzie stanowił wspólną wizję i strategię dla obu krajów, ale także ogólnie dla Europy. Poza wymiarem PR i myśleniem życzeniowym, obserwatorzy będą przede wszystkim poszukiwać wspólnych stanowisk w tematach, które dzieliły w 2022 roku, począwszy od bardziej zintegrowanych systemów energetycznych i ściślejszej współpracy w zakresie bezpieczeństwa, aż po wspólną politykę przemysłową i handlową.

Jednym z obszarów zainteresowania będzie prawdopodobnie to, w jaki sposób oba kraje mogą w spójny sposób zareagować na amerykańską Ustawę o redukcji inflacji (IRA), która była omawiana na niedawnym posiedzeniu francusko-niemieckiej Rady Gospodarczej i Finansowej. Po obu stronach Renu podziela się obawy, że amerykańskie dotacje mogą przyciągnąć europejskie firmy do USA, w szczególności dzięki głównym postanowieniom Ustawy IRA, takim jak zachęty dla pojazdów elektrycznych i zero-emisyjnej energii elektrycznej, które mają charakter „nieograniczonych” ulg podatkowych i – według najnowszych szacunków – mogą wynieść nawet 800 mld USD. Biorąc pod uwagę ilość inwestycji prywatnych, które są katalizatorem dla wydatków federalnych, Ustawa mogłaby spowodować wzrost całkowitych wydatków związanych z klimatem w ciągu najbliższych 10 lat do około 1,7 bln USD (czyli prawie dwa razy więcej niż w przypadku Zielonego Ładu UE, który został ogłoszony z wielką pompą trzy lata temu).

Niewypłacalności w branży budowlanej liderem światowego wzrostu

Rosnąca od ubiegłego roku liczba niewypłacalności dotyka teraz również dużych firm.[2] Według naszych wewnętrznych raportów, podczas gdy niewypłacalność przedsiębiorstw w dużej mierze dotyczy MŚP, to niewypłacalność dużych firm – tych o obrotach powyżej 50 mln EUR – zanotowała pod koniec 2022 roku na całym świecie zauważalny wzrost. W IV kwartale 2022 roku liczba upadłości dużych przedsiębiorstw wzrosła o +30 przypadków w porównaniu z poprzednim kwartałem i o +17 w porównaniu z IV kwartałem 2021 roku, osiągając poziom 88 firm. Jest to rekordowy wynik od IV kwartału 2020 roku i nieco wyższy od średniej sprzed pandemii (w okresie 2015-2019: 74).

Spodziewamy się, że upadłości większych firm będą zdarzać się wszędzie, jednak są pewne obszary geograficzne (Europa) i sektorowe (budownictwo, handel detaliczny) wykazujące wyższą podatność. W skali globalnej, duże firmy korzystają z większych buforów gotówkowych i wyższej siły przetargowej, ale światowe uwarunkowania związane ze spowolnionym wzrostem makroekonomicznym, gorszymi warunkami finansowania i specyficznymi problemami (np. miks energetyczny, zależności w łańcuchu dostaw, kursy walut, polityka związana z pandemią Covid) zwiększają zagrożenia dla zysków i przepływów pieniężnych najbardziej wrażliwych firm, zwłaszcza tych najbardziej zadłużonych lub o modelu biznesowym charakteryzującym się niską rentownością. W IV kwartale 2022 roku do wzrostu liczby upadłości dużych przedsiębiorstw przyczyniły się wszystkie regiony, ale Europa Zachodnia wyróżniła się największym wzrostem (wzrost o +15 przypadków w ujęciu kwartalnym do 46), wyprzedzając region Azji i Pacyfiku (wzrost o +6 przypadków w ujęciu kwartalnym do 22) oraz Amerykę Północną (wzrost o +6 przypadków w ujęciu kwartalnym do 11). Ranking całoroczny przedstawia się prawie tak samo, przy czym Europa Zachodnia odpowiada za ponad połowę globalnej liczby niewypłacalności (138 przypadków z 270), wyprzedzając Azję (70), Europę Środkowo-Wschodnią (32) i Amerykę Północną (27). Chiny nadal wykazują największą liczbę upadłości dużych przedsiębiorstw – to tam w 2022 wystąpiło dziewięć z dziesięciu największych upadłości firm pod względem obrotów, w tym – z powodu spowolnienia na rynku nieruchomości – aż siedmiu firm z sektora budowlanego. W skali globalnej, w 2022 roku największym poszkodowanym okazało się budownictwo, z 64 przypadkami upadłości dużych firm (+17 przypadków w porównaniu z 2021 rokiem), zwłaszcza w Europie Zachodniej (30 przypadków) i Azji (24). W ostatnim kwartale największy wzrost liczby dużych upadłości odnotowano w handlu detalicznym, który wyprzedził budownictwo, w sektorze metalowym (szczególnie w Europie Zachodniej) i usługowym (zwłaszcza w USA).

Rynki kapitałowe: spojrzenie na trudny okres wyników

Rynki wchodzą w sezon wyników 2023 wynikających z hossy napędzanej zmianą polityki. Ponieważ sezon wyników dopiero się rozpoczyna i jak na razie prezentuje mieszane rezultaty, rynki nadal skupiają się na podstawach makroekonomicznych, a nie korporacyjnych. Podobnie jak w 2022 roku, zmiany w oczekiwaniach dotyczących polityki monetarnej podyktowane inflacją i wzrostem gospodarczym nadal stanowią siłę napędową dla wyników szeroko pojętego rynku, odpowiadają za obecną hossę w 2023 roku i będą nadal napędzać wyniki do czasu określenia jasnej ścieżki gospodarczej i politycznej (+5 do +10% od początku roku).

Można jednak oczekiwać pewnych korekt na rynku, ponieważ analitycy będą dostosowywać się zarówno do raportowanych, jak i do prognozowanych zysków, tym bardziej dlatego, że oczekiwania dotyczące zysków w 2023 roku pozostają wysokie i niezgodne z obecną wyceną rynkową. Według stworzonego przez nas modelu i zgodnie z obecną wyceną rynkową należy oczekiwać, że w 2023 roku tempo wzrostu zysków osiągnie minimum na poziomie od -3 do -5%, co spowoduje, że całkowity wzrost zysków w 2023 roku będzie bliski 0%.

Strefa euro: zacieśnianie polityki pieniężnej i koszty obsługi długu państwowego

Wysoka dynamika inflacji będzie wymagała jastrzębiego działania Europejskiego Banku Centralnego (EBC). Pomimo gwałtownego spadku cen żywności i energii w strefie euro w grudniu, który doprowadził do obniżenia inflacji zasadniczej do 9,2% w ujęciu rocznym (spadek z 10,1% w poprzednim miesiącu), inflacja pozostanie na niewygodnie wysokim poziomie, wynoszącym w tym roku średnio około 6%, przy czym inflacja bazowa pozostanie raczej stabilna aż do przyszłego roku. Spowolnienie wzrostu i wzrost bezrobocia pomogły złagodzić presję na wysokość wynagrodzeń, w miarę stopniowego zmniejszania się nierównowagi podaży i popytu. Dlatego przewidujemy, że EBC zwolni tempo podwyżek stóp procentowych, aby do maja 2023 roku osiągnąć poziom końcowy 3,0% dla efektywnej stopy procentowej (stopa depozytowa) oraz opóźni potencjalne obniżki stóp procentowych do 2024 roku.

Strefa euro – Obecne i dotychczasowe cykle podnoszenia stóp procentowych (%)Strefa euro – Obecne i dotychczasowe cykle podnoszenia stóp procentowych

Żródło: Refinitiv, Allianz Research

Restrykcyjna postawa w polityce pieniężnej z pewnością przyspieszy zacieśnianie warunków finansowania, gdy w marcu EBC rozpocznie redukcję bilansu. Rok później niż Bank Rezerw Federalnych USA, Europejski Bank Centralny rozpocznie pasywne wycofywanie się z rynku w oparciu o zaplanowane umorzenia, ograniczając reinwestycje spłat kapitału z obecnych aktywów. Likwidacja zakupów aktywów skoncentruje się na „starym” programie zakupów aktywów (PSPP), podczas gdy zakupy aktywów w czasie pandemii (PEPP) pozostaną nietknięte. Obecny harmonogram umarzania rządowych papierów dłużnych posiadanych w ramach PSPP sugeruje wielkość wykupu w wysokości 246 mld EUR w 2023 roku (tj. 20 mld EUR/miesiąc), co dałoby średni miesięczny odpływ około 0,9% salda początkowego w wysokości 2,5 bln EUR (bez długu ponadnarodowego) bez reinwestycji. Zastosowanie planowanego ograniczenia reinwestycji (obecnie ustalonego na II kwartał na poziomie 15 mld EUR/miesiąc) zmniejszyłoby o połowę tempo umarzania, co spowodowałoby (raczej niewielki) spadek stanu długu publicznego o zaledwie 132 mld EUR w 2023 roku – około 1,6% obecnego bilansu EBC wynoszącego 8,5 bln EUR.

Pomimo niewielkiego zmniejszenia ogólnego bilansu (zgodnie z obecnymi planami), efekt przepływu zacieśnienia polityki pieniężnej będzie miał znaczący wpływ na premię terminową (ze względu na płaską strukturę terminową), a tym samym podniesie koszty pożyczek państwowych. Po raz pierwszy od ponad pięciu lat, przewidywane zakupy aktywów w ramach ograniczonego limitu nie pokryją już zapotrzebowania na finansowanie netto rządów państw strefy euro, a wyższa podaż netto długu państwowego najprawdopodobniej spowoduje poszerzenie spreadów kredytowych państw. Banki centralne Eurosystemu zakupią jedynie nieco ponad 60 mld EUR długu wyemitowanego przez cztery największe gospodarki (23 mld EUR (Niemcy), 18 mld EUR (Francja), 16 mld EUR (Włochy) i 11 mld EUR (Hiszpania)), pod warunkiem zgodności z kluczem kapitałowym EBC. W związku z tym Allianz Trade szacuje, że obecny poziom odpływu może do końca 2024 roku spowodować wzrost premii terminowej 10-letnich obligacji niemieckich o około 90 punktów bazowych.

Nawet przy wyższym ogólnym poziomie zadłużenia, do 2021 roku płatności odsetkowe państw w stosunku do PKB nadal spadały, jednak spodziewamy się, że w 2022 roku i w kolejnych latach tendencja ta ulegnie odwróceniu. Chociaż agencje zarządzające długiem zabezpieczają coraz dłuższe terminy zapadalności (średni ważony termin zapadalności wynosi od 7,9 lat w Niemczech i we Włoszech do 8,6 lat we Francji), przyczyniając się do zmniejszenia ryzyka rolowania zadłużenia, to jednak zdolność do spłaty zadłużenia będzie nadal w centrum uwagi.

Wyższe koszty pożyczek będą stwarzać większą presję na budżety rządowe i mogą zwiększać ryzyko fragmentacji. Zwiększona pomoc dla sektora publicznego od początku pandemii i przez cały czas trwania kryzysu energetycznego powiększyła deficyty budżetowe i opóźniła tak bardzo potrzebną konsolidację fiskalną. Ponadto spodziewamy się, że korekta fiskalna będzie przebiegać jedynie stopniowo we wszystkich dużych gospodarkach strefy euro (z wyjątkiem Francji, w której deficyt budżetowy wzrośnie do 5,5% PKB w 2023 roku), co utrudni poszczególnym krajom zmniejszenie podwyższonego poziomu długu publicznego.

ączny wpływ wzrostu stóp procentowych i zacieśniania polityki pieniężnej będzie miał negatywny skutek dla dynamiki zadłużenia średnioterminowego. Do końca dekady, dodatkowe koszty obsługi długu mogą zbliżyć się do skali inwestycji publicznych w stosunku do PKB.

[1] US midterms: Republicans are back, (fiscal) policy impasses too [Wybory śródokresowe w USA: powrót Republikanów i impasów w polityce] (allianz.com)

[2] Zob. raport Energy crisis, interest rates shock and untampered recession could trigger a wave of bankruptcies [Kryzys energetyczny, wstrząs spowodowany stopami procentowymi i niekontrolowana recesja mogą spowodować falę upadłości]

1,09 USD testowane na eurodolarze

Wczorajszy dzień został zdominowany przez odczyty PMI dla usług i przemysłu z Europy oraz Stanów Zjednoczonych. Były one zdecydowanie korzystniejsze dla wspólnej waluty. Najgorzej wypadły dane z Wysp, skąd dziś poznaliśmy również wskazania dotyczące inflacji producenckiej.

Dane z Europy

Wczoraj poznaliśmy najnowsze odczyty indeksów PMI z Europy. Są to wskaźniki wyprzedzające koniunktury. Wartością oddzielającą wzrost aktywności od recesji jest 50 punktów. Wyniki dla całej strefy euro okazały się lepsze od rynkowych oczekiwań. PMI dla przemysłu to 48,8 pkt. Prognozowano 48,6 pkt. Jeszcze lepiej wypadł jego odpowiednik dotyczący usług. Odczyt na poziomie 50,7 pkt. był nie tylko o 0,5 punktu powyżej konsensusu. Znalazł się również powyżej wartości neutralnej. Ostatnio pozytywny sentyment na omawianym indeksie obserwowaliśmy w lipcu ubiegłego roku. Natomiast mieszane dane PMI otrzymaliśmy z Francji i Niemiec. Za naszą zachodnią granicą odczyt dotyczący przemysłu był poniżej oczekiwań. Powyżej konsensusu wypadł PMI dla usług, osiągając wartość powyżej poziomu neutralnego. We Francji sytuacja wygląda dokładnie odwrotnie.

Odczyty zza oceanu

Po porannych odczytach z Europy, kalendarz makroekonomiczny dał nam chwilę wytchnienia. Przed godziną 16:00 poznaliśmy PMI ze Stanów Zjednoczonych. Tutaj obydwie wartości znalazły się poniżej 50 punktów. Sentyment za oceanem nie napawa optymizmem, którego doszukiwać się można jedynie w stwierdzeniu, że mimo niskich wartości PMI, są one wyższe od poprzednich i prognozowanych. Argument ten był jednak mało przekonujący dla inwestorów, na co wskazuje ruch głównej pary walutowej świata. Po publikacji danych EUR/USD ruszył na północ, docierając dziś o poranku do wartości powyżej 1,09 USD. Jest to drugi raz w tym tygodniu, kiedy popularny „edek” testuje wskazany opór.

Odczyty z Wysp

Do kompletu nie mogło zabraknąć danych z Wielkiej Brytanii, gdzie sentyment jest równie niezdecydowany jak w Europie oraz negatywny jak w Stanach. PMI dla usług jest niższe od prognoz i wynosi jedyne 48 punktów. Powyżej konsensusu był odczyt dla przemysłu (46,7 pkt), jednak (jak nietrudno zauważyć) wartość ta nie napawa optymizmem. Nieco lepszy wydźwięk miały środowe wskazania dotyczące brytyjskiej inflacji producenckiej, które są niższe do poprzednich. W tym otoczeniu od rana jesteśmy świadkami osłabienia polskiego złotego. Po godzinie 7:00 kursy do PLN ruszyły na północ, aby ok. 9:00 GBP/PLN znalazł się powyżej 5,33 PLN. Za dolara zapłacimy 4,33 złote. CHF/PLN dotarł do poziomu 4,688 PLN, natomiast EUR/PLN zatrzymał się przy 4,715 PLN.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

10:00 – Niemcy – Indeks Instytutu Ifo,
10:00 – Polska – stopa bezrobocia,
16:00 – Kanada – decyzja BoC ws. stóp procentowych.

Dawid Górny – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Cena kontraktów na gaz ziemny w USA poniżej 3 USD/mmBtu

Ceny kontraktów na gaz ziemny na rynkach w Wielkiej Brytanii i Holandii spadły wczoraj o ponad 11 proc., ale utrzymały się powyżej swoich minimów sprzed tygodnia. Dziś rano cena kontraktu na amerykański gaz ziemny na NYMEX-ie spadła po raz pierwszy od 20 miesięcy poniżej poziomu 3 USD/mmBtu (jeszcze w sierpniu ub.r. kontrakt ten kosztował przez krótką chwilę ponad 10 USD).

Ceny kontraktów na ropę naftową utrzymywały się dziś rano w okolicach wczorajszego zamknięcia (WTI -0,14 proc., Brent +0,01 proc.). Cena złota, która osiągnęła wczoraj na COMEX-ie najwyższy poziom od kwietnia minimalnie dziś spadała ok. godz. 9:30.

Na rynku akcji w USA główne indeksy zanotowały wczoraj niewielkie zmiany (S&P 500 -0,07 proc., DJIA +0,31 proc., Nasdaq Composite -0,27 proc.). Dziś rano ok. godz. 9:40 cena kontraktu na S&P 500 spadała o 0,36 proc.

W Azji nadal zamknięte były z okazji obchodów Nowego Roku w kalendarzu księżycowym giełdy w Chinach i na Tajwanie. Najsilniejszy wzrost notował dziś singapurski Straits Times Index (+1,62 proc.), zaś najwięcej tracił indyjski SENSEX 30 (-1,13 proc.).

Dziś ok. godz. 9:45 minimalnie spadały w Europie indeksy giełdowe na głównych rykach (DAX -0,12 proc., CAC 40 -0,03 proc.).

Najsłabszymi wśród głównych indeksów giełdowych dziś rano w Europie były WIG-20 (-1,4 proc.) i WIG (-1,29 proc.). Silnie tracił dziś WIG-Banki (-4,9 proc. ok. godz. 9:50), który spadł do najniższego od prawie 3 tygodni poziomu. Przyczyną było pojawienie się w mediach informacji o rządowym pomyśle wydłużenia ustawowych wakacji kredytowych. Wśród składników WIG-u 20 o 4-6 proc. spadały dziś kursy akcji mBanku, PKO BP, Pekao SA i Santander Bank Polska. Wśród składników mWIG-u 40 o ponad 6 proc. taniały dziś rano akcje Banku Millenium i Alior Banku.

Rentowność polskich 10-letnich obligacji skarbowych wróciła wczoraj ponownie poniżej poziomu 6 proc. i dziś rano kontynuowała spadek. Lekko zniżkowała również rentowność 10-latek rządu Stanów Zjednoczonych.

Kurs EUR/USD, który w poniedziałek po raz pierwszy od kwietnia ub.r. osiągnął poziom 1,09, utrzymywał się dziś rano nieco poniżej niego notując minimalne zmiany. Kurs USD/JPY nieznacznie rósł dziś ok. godz. 9:15 o 0,14 proc. przebywając tuż powyżej poziomu 130 JPY. Najsilniejszy względem amerykańskiego od sierpnia ub.r. był dziś rano dolar australijski.

Złoty minimalnie tracił dziś rano (EUR/PLN +0,06 proc., USD/PLN +0,1 proc. ok. godz. 9:20).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara po dotarciu w sobotę do poziomu 23000 USD (najwyższego od sierpnia ub.r.) konsoliduje się wykazując niewielkie zmiany (wczoraj –0,76 proc., dziś rano -0,20 proc. ok. godz. 9:10).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Deloitte: Dwie trzecie Polaków oczekuje od samochodu elektrycznego zasięgu powyżej 400 km

Chociaż najczęściej wybieranymi samochodami w Polsce nadal są te wyposażone w silnik spalinowy to odsetek osób rozważających taki pojazd w ubiegłym roku spadł poniżej 50 proc. Autorzy raportu 2023 Global Automotive Consumer Study, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, wskazują na wydłużenie akceptowanego przez konsumentów czasu oczekiwania na nowy pojazd.  Jednocześnie w większości badanych rynków kluczowym czynnikiem wyboru marki pozostaje jakość wykonania pojazdów produkowanych przez daną firmę.

W ramach 14. edycji badania 2023 Global Automotive Consumer Study firma Deloitte przeprowadziła ankietę wśród 26 tys. konsumentów pochodzących z 24 państw świata. Jej celem była weryfikacja trendów konsumenckich, mających największy wpływ na branżę motoryzacyjną. Badani odpowiadali na pytania dotyczące elektromobilności, rozwiązań technologicznych oraz preferencji zakupowych.

– Rosnące koszty życia mają coraz większy wpływ na decyzje zakupowe konsumentów. Nie inaczej wygląda sytuacja w branży motoryzacyjnej, o czym świadczą niższe koszty paliwa decydujące o wyborze samochodu elektrycznego jako kolejnego pojazdu. Polscy konsumenci mają jednak zasadniczo ograniczone możliwości finansowe i za nowy samochód są gotowi zapłacić nie więcej niż 150 tys. zł. Stanowi to ważny sygnał dla branży, która w związku z tym powinna dostosować oferty sprzedażowe nowych pojazdów do budżetów rodzimych odbiorców – mówi Bartek Swatko, dyrektor w dziale w dziale Clients & Industries, lider sektora automotive, Deloitte.

Zdaniem autorów raportu opóźnienia w dostawach, z którymi rynek motoryzacyjny zmaga się od momentu wybuchu pandemii koronawirusa, zmieniły oczekiwania konsumentów co do akceptowalnego czasu dostarczenia nowego samochodu. W przypadku polskiego rynku najczęściej wskazywaną odpowiedzią było od 3 do 4 tygodni (36 proc. odpowiedzi). Jednocześnie, co czwarty ankietowany Polak stwierdził, że na nowy pojazd jest gotów czekać nawet trzy razy dłużej.

Wygląda na to, że zarówno polscy, jak i innikonsumenci przyzwyczaili się do coraz dłuższego czasu dostawy. Stanowi to szansę dla branży motoryzacyjnej, która powinna jednocześnie wyciągnąć lekcję z ostatnich lat. Odporność na czynniki zewnętrzne, mające wpływ na stabilność łańcucha dostaw, może się okazać kluczowa dla wzmocnienia pozycji rynkowej danego podmiotu. Oznacza to, że w najbliższej przyszłości prawdopodobnie będziemy obserwować dalszą transformację procesów produkcyjnych oraz zjawisko przenoszenia fabryk nowych pojazdów bliżej rynków zbytu – mówi Bartek Swatko.

Czas dostawy, chociaż kluczowy, nie jest jednak najważniejszym czynnikiem determinującym wybór marki. Zarówno w Polsce (65 proc. odpowiedzi), jak i na niemal wszystkich pozostałych rynkach najistotniejsza jest jakość wykonania pojazdu. Wyjątek stanowi tu Japonia, gdzie co drugi badany za nadrzędne uznał wyposażenie nowego samochodu.

Silniki spalinowe mniej popularne

Podobnie jak w poprzednich latach najchętniej wybieranym rodzajem samochodów są te wyposażone w silnik spalinowy. Jednocześnie zarówno w przypadku polskiego, jak i innych rynków odnotowano spadki w tym obszarze. W Polsce osoby preferujące napęd konwencjonalny w nowym pojeździe stanowią 49 proc. wszystkich badanych – o 8 punktów procentowych mniej niż rok wcześniej. Najwięcej zwolenników takich maszyn jest w Stanach Zjednoczonych (62 proc.), aczkolwiek i na tym rynku odnotowano trend spadkowy.

Hybrydy (HEV) niezmiennie zajmują drugą pozycję preferencji wyboru w Polsce (21 proc.) i większości krajów świata. W przypadku Japonii zwolennicy tego rodzaju pojazdów stanowią taki sam odsetek co fani samochodów spalinowych (po 36 proc.). Polscy konsumenci zdają się wpisywać w światowe trendy dotyczące hybryd z możliwością ładowania (PHEV) – w tym obszarze zanotowano wzrost preferencji z 9 do 14 proc. Zwolennicy w pełni elektrycznego napędu (BEV) stanowią najmniej liczną grupę polskich konsumentów, co stoi w kontrze do reszty badanych rynków. Szczególny kontrast widać na tle Chin, gdzie co trzeci ankietowany jako kolejny pojazd planuje kupić elektryka.

Czas ładowania i zasięg jazdy

Jednym z kluczowych czynników rozwoju popularności pojazdów elektrycznych jest dostępność infrastruktury umożliwiającej ładowanie pojazdu. W odróżnieniu od wielu rynków, gdzie dominuje preferencja zasilania pojazdu w domu, w Polsce proporcje osób wybierających stacje ładowania i domową infrastrukturę są podobne i wynoszą odpowiednio 47 i 44 proc. Główną przyczyną tego zjawiska ma być brak możliwości montażu odpowiedniej instalacji w domu (40 proc. odpowiedzi), z kolei co trzeci polski respondent wskazał na wysoki koszt takiej inwestycji.

Wyznaczone przez Unię Europejską ambitne cele klimatyczne, zawarte w dokumentach takich jak Fit for 55 sprawiają, że polski ustawodawca będzie musiał podjąć działania na rzecz przyspieszenia elektryfikacji transportu samochodowego. Podczas gdy inwestycje związane z budową publicznych stacji ładowania nie powinny stanowić problemu, popularyzacja domowych ładowarek może okazać się wyzwaniem. Dotyczy to szczególnie terenów miejskich, gdzie znaczny odsetek stanowią mieszkańcy bloków wielorodzinnych. Być może konieczność zapewnienia mieszkańcom dostępu do źródeł zasilania wymusi zmiany w projektach nowopowstających bloków – mówi Bartek Swatko.

Kolejnymi czynnikami wpływającymi na rynek elektromobilności jest zasięg pojazdów oraz tempo ładowania ich baterii. To właśnie te kwestie są uznawane przez polskich konsumentów za najbardziej niepokojące w kontekście wyboru elektryka (odpowiednio 56 i 44 proc. wskazań). Chociaż oczekiwania dotyczące zasięgu pojazdu elektrycznego różnią się w zależności od kraju pochodzenia konsumentów to najwięcej odpowiedzi dotyczy możliwości przejechania minimum 400 kilometrów. W przypadku drugiej z kwestii co trzeci Polak gotowy jest czekać od 10 do 20 minut na naładowanie pojazdu od zera do 80 proc. za pomocą publicznej stacji ładowania, z kolei co czwarty może poświęcić na to do 40 minut. Podobnie wyglądał rozkład odpowiedzi respondentów pochodzących z innych państw, natomiast co trzeci konsument z Niemiec i Chin gotowy jest czekać nawet godzinę.

Cena przede wszystkim

Rewolucja w e-commerce, która objęła szereg różnych dziedzin, zdaje się omijać rynek motoryzacyjny. Zarówno w Polsce, jak i w pozostałych krajach możliwość całościowej realizacji procesu zakupowego przez Internet nie jest uznawana za jego najważniejszy aspekt. Dla polskiego konsumenta kluczowe zdają się być kwestie finansowe: blisko dwie trzecie ankietowanych za najważniejszy czynnik uznała przejrzystość ceny, a niewielu mniej wskazało na fakt pojawienia się okazji rynkowej. Czterech na dziesięciu ankietowanych Polaków wskazało z kolei na możliwość fizycznej interakcji z pojazdem jako najważniejszy czynnik determinujący decyzję o zakupie.

Mimo rozwoju technologii, decyzja zakupie samochodu dla wielu konsumentów jest zbyt poważna, aby w pełni dokonywać jej przez Internet. Oznacza to, że producenci aut powinni dbać zarówno o wysoką jakość obsługi w tradycyjnych kanałach sprzedaży takich jak salony samochodowe, jak i rozwijać sprzedaż on-line mniej kosztownych produktów, m.in. ubezpieczeń czy usług dodatkowych – mówi Bartek Swatko.

Ochrona międzynarodowa w 2022 r. – ponad dwukrotny wzrost rozpatrzonych wniosków

W ubiegłym roku Urząd do Spraw Cudzoziemców wydał prawie 11 tys. decyzji w sprawach o udzielenie ochrony międzynarodowej. Rekordowa była liczba pozytywnych rozstrzygnięć, które dotyczyły głównie obywateli Białorusi i Ukrainy. Średni czas prowadzenia postępowań był o prawie 2 miesiące krótszy niż termin ustawowy.

W 2022 r. wnioski o udzielenie ochrony międzynarodowej w Polsce złożyło 9,9 tys. cudzoziemców. Byli to w większości obywatele: Białorusi – 3,1 tys. osób, Rosji – 2,2 tys. osób, Ukrainy – 1,8 tys. osób, Iraku – 0,6 tys. osób oraz Afganistanu – 0,4 tys. osób. Liczba złożonych wniosków była o ok. 28 proc. wyższa niż w 2021 r.

Cudzoziemcowi udziela się ochrony międzynarodowej – w formie statusu uchodźcy lub ochrony uzupełniającej, jeśli w jego kraju pochodzenia grozi mu prześladowanie lub rzeczywiste ryzyko utraty życia czy zdrowia. Wobec danej osoby nie mogą przy tym występować okoliczności wskazujące, że może np. stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa.

W ubiegłym roku Urząd do Spraw Cudzoziemców wydał decyzje wobec 10,7 tys. osób. To o 127 proc. więcej rozpatrzonych spraw w porównaniu do 2021 r.

Warunki przyznania ochrony międzynarodowej spełniało prawie 5 tys. cudzoziemców. Byli to przede wszystkim obywatele: Białorusi – 3,6 tys. osób, Ukrainy – 1 tys. osób i Rosji – 0,1 tys. osób.

Decyzje negatywne otrzymało 1,6 tys. cudzoziemców. Najliczniejsze grupy w tym zakresie stanowili obywatele: Rosji – 0,6 tys. osób, Iraku – 0,4 tys. osób oraz Tadżykistanu – 80 osób.

Postępowania dotyczące 4,1 tys. osób zakończyły się natomiast umorzeniem. Dotyczyło to przede wszystkim obywateli: Iraku – 1,2 tys. osób, Rosji – 0,9 tys. osób i Ukrainy – 0,5 tys. osób. Sprawy są umarzane w sytuacji gdy cudzoziemiec np. opuścił Polskę przed wydaniem decyzji lub wycofał swój wniosek (najczęściej w przypadku obywateli Ukrainy).

W 2022 r. zauważalny był nie tylko wzrost liczby wydanych decyzji ale również dalsze skracanie czasu postępowań. Ustawowy termin rozpatrzenia wniosku o udzielenie ochrony międzynarodowej wynosi co do zasady 6 miesięcy. W ubiegłym roku średni czas procedur przeprowadzonych przez Urząd do Spraw Cudzoziemców był natomiast o prawie 2 miesiące krótszy.

Polacy chcą zakładać firmy w Niemczech, ale tamtejszy system podatkowy potrafi mocno zaskoczyć

Rozliczanie podatków w Niemczach dla firm wcale nie jest łatwe. Są plusy, ale są też spore minusy.

Dużo wyższa niż u nas kwota wolna od podatku, niższy podatek dochodowy, a do tego różnego rodzaju ulgi fiskalne zachęcają Polaków do zakładania firm w Niemczech. Jednak nie każdy wie np. o tym, że przez pierwsze dwa lata prowadzenia tam biznesu należy co miesiąc składać deklarację VAT. A chcąc korzystać z większości przywilejów, trzeba być niemieckim rezydentem. Szczegółowa analiza może wykazać, że w konkretnym przypadku bardziej opłaca się rozliczać i prowadzić działalność w Polsce. Z reguły dot. to JDG. Prowadząc ją tutaj, można wybrać spośród różnych dostępnych form podatku dochodowego. A tam im wyższe są dochody, tym większy jest ich procentowy udział. Różnicą jest też to, że gdy dochód przekracza 24,5 tys. euro rocznie, niemieckie przedsiębiorstwa muszą płacić podatek od działalności gospodarczej. Dodatkowo należy mieć na uwadze, że w Niemczech możemy się spodziewać skrupulatnych i długotrwałych kontroli podatkowych.

Lepszy system?

Niemiecki system podatkowy w porównaniu do polskiego daje przedsiębiorcom wiele korzyści. Jedną z nich jest dużo wyższa niż u nas kwota wolna od podatku. Od początku tego roku wynosi ona 10 623 euro, czyli blisko 50 tys. złotych. W naszym kraju jest to znacznie mniejsza suma, tj. 30 tys. zł. Kolejną zaletą prowadzenia biznesu za naszą zachodnią granicą jest niższy niż w Polsce podatek dochodowy, uzależniony od wysokości dochodów. W praktyce wielkość odprowadzanej daniny zależy od osiągniętego progu podatkowego, a także od tego, czy podatnik rozlicza się z dziećmi, małżonkiem lub samotnie. Ponadto w Niemczech można skorzystać z różnego rodzaju ulg podatkowych, które przysługują w zależności od danego landu.

Jednak trzeba mieć również świadomość wszystkich różnic podatkowych, aby podjąć właściwą decyzję o założeniu tam biznesu. Zaskoczeniem może być chociażby to, że przez pierwsze dwa lata prowadzenia działalności gospodarczej w Niemczech należy co miesiąc składać deklarację VAT. Dopiero po upływie tego czasu można to robić kwartalnie lub nawet rocznie.

W praktyce bardzo trudno jest jednoznacznie określić, który system podatkowy jest bardziej sprzyjający dla przedsiębiorcy. Oba należą do bardzo skomplikowanych. Wszystko zależy od indywidualnej sytuacji podatnika, którą trzeba szczegółowo przeanalizować. Może okazać się, że w przypadku prowadzenia danego rodzaju działalności podatki będą wyższe w Niemczech niż w Polsce, ale wcale nie musi tak być.

W większości przypadków korzystniej raczej będzie pozostać na polskim opodatkowaniu. W szczególności dotyczy to jednoosobowych form działalności gospodarczych. Rozliczając się według tamtejszych zasad, raczej zapłacimy wyższy podatek niż w Polsce w przypadku opodatkowania ryczałtem ewidencjonowanym. Nie zmienił tego nawet tzw. Polski Ład czy brak możliwości odliczenia składki zdrowotnej od podatku.

Trzeba też pamiętać o tym, że samo założenie firmy w Niemczech nie oznacza automatycznego przejścia na tamtejszy system podatkowy (w szczególności w zakresie podatku dochodowego) i korzystania z ulg obowiązujących w danym landzie. Jest to uzależnione od tzw. rezydencji podatkowej. Polski przedsiębiorca jest uważany za rezydenta podatkowego Niemiec, jeżeli przebywa na terenie tego kraju dłużej niż 183 dni w danym roku podatkowym lub ma tam centrum interesów osobistych (relacje rodzinne) albo centrum interesów gospodarczych (powiązania ekonomiczne, majątek czy faktyczne wykonywanie działalności).

Rodzaje podatków

W Niemczech przedsiębiorcy prowadzący biznes w formie jednoosobowych działalności gospodarczych lub spółek osobowych (cywilnych, jawnych, komandytowych lub partnerskich) są opodatkowani tak samo, jak osoby fizyczne w Polsce. Każdy podatnik jest przypisany do odpowiedniej klasy podatkowej, od której uzależniona jest stawka podatku, wynosząca od 0 do 45%. Natomiast spółki kapitałowe (akcyjne, komandytowo-akcyjne, z ograniczoną odpowiedzialnością bądź mini z o.o.) uiszczają odpowiednik naszego CIT-u w wysokości 15%, a do tego – 5,5% daniny solidarnościowej.

Warto podkreślić to, że osoby prowadzące w Niemczech jednoosobową działalność gospodarczą obowiązuje tylko jedna forma opodatkowania dot. podatku dochodowego. Jest on oparty o liniowo-progresywną taryfę podatkową. W praktyce oznacza to, że im wyższe są dochody, tym większy jest ich procentowy udział w podatku. W tym aspekcie można stwierdzić, że przedsiębiorcy w Polsce mają większy komfort, gdyż w zależności od indywidualnej sytuacji mogą wybrać jedną z kilku form opodatkowania dochodów z JDG.

Tutejsi przedsiębiorcy nie mają do czynienia z obowiązującym w Niemczech podatkiem od działalności gospodarczej. Jest on naliczany, gdy dochód przekracza 24,5 tys. euro rocznie. Płaci się go gminie, w której jest zarejestrowana działalność gospodarcza. Jego wysokość jest uzależniona od miejsca, w jakim znajduje się siedziba firmy oraz od wygenerowanego zysku. Każda gmina ma inną stopę bazową do naliczania tego rodzaju daniny. Średnio wynosi około 14 proc. Sumując ten podatek z podatkiem od osób prawnych, okaże się, że faktyczny CIT w Niemczech, płacony np. przez spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, to około 29,9 proc.

Ponadto za naszą zachodnią granicą obowiązuje podatek od wartości dodanej (odpowiednik polskiego VAT-u). Zwolnieni są z niego przedsiębiorcy, których obroty nie sięgają 22 tys. euro rocznie. W przypadku większości towarów i usług podatek ten wynosi 19%. Tylko na czas pandemii obniżono go do 16%. Natomiast w nielicznych wyjątkach obowiązuje obniżona stawka podatku VAT, sięgająca 7%.

Ciekawostką jest też to, że jeśli obrót firmy w roku założenia nie przekracza 500 tys. euro, przedsiębiorca może złożyć wniosek o tzw. rozliczanie podatku VAT w Niemczech metodą kasową. Wówczas uiszczany będzie dopiero wtedy, gdy dana faktura zostanie opłacona przez klienta, a nie już w momencie jej wystawienia. Taka możliwość istnieje również w polskim systemie podatkowym dla tzw. małych podatników.

Dodatkowo w branży budowlanej istnieje tzw. podatek od usług budowlanych i wynosi 15%. Jest naliczany od sumy uwzględnionej na fakturze za wykonaną usługę budowlaną. Niemniej jednak można wystąpić do niemieckiego urzędu skarbowego o zwolnienie z płacenia go. W praktyce każdy przedsiębiorca budowlany po przedłożeniu odpowiednich dokumentów jest zwalniany, pod warunkiem że nie zalega z innymi podatkami.

Kontrole podatkowe

Niemcy przykładają dużą wagę do kwestii fiskalnych. Kontrole skarbowe są tam prowadzone bardzo skrupulatnie. Organizacje niemieckich przedsiębiorców uskarżają się, że przeciętny czas kontroli podatkowej w przedsiębiorstwach średniej wielkości wynosi od 1-3 miesięcy. W przypadku małych firm działania kontrolne są prowadzone przez kilka tygodni. W porównaniu do okresów trwania kontroli w polskich MŚP, niemiecki system podatkowy wypada pod tym względem jednak znacznie lepiej.

Warto być świadomym tego, że kontrola podatkowa może dotknąć każdą firmę. Niemiecka skarbówka skrupulatnie sprawdzi wtedy zaksięgowane rachunki. Czasem okazuje się, że przedsiębiorca nie jest w stanie okazać wpisanych kosztów oraz odpisanego podatku VAT. W takiej sytuacji otrzymuje karę za opóźnianie kontroli, traci koszty wliczone w firmę i odprowadzony podatek VAT. W Polsce wygląda to tak samo.

Oszustwa podatkowe w Niemczech mogą skutkować pozbawieniem wolności do 10 lat, a także karami pieniężnymi. Ich wysokość zależy od rozmiaru szkody oraz miejsca zamieszkania podatnika. W północnej części kraju stawki za takie przewinienia są z reguły wyższe niż na południu Niemiec. W przypadku zatajenia dochodów trzeba zapłacić podatek wraz z karnymi odsetkami. Urząd może też nałożyć karę za opóźnienie, jeśli przedsiębiorca nie współpracuje podczas kontroli podatkowej.

Chcąc uniknąć ww. problemów, przedsiębiorca może pisemnie uprzedzić urząd o braku dokumentów, by przesunąć termin zapowiedzianej kontroli. Jest też instytucja umożliwiająca wystawienie potwierdzenia zgubionego rachunku. Należy podać jego wysokość i datę wystawienia, nazwę firmy, kwotę podatku oraz powód braku możliwości uzyskania duplikatu. Gdy do tego zostanie dodane potwierdzenie przelewu lub wpłaty, urząd powinien koszty te uznać.

Należy mieć na uwadze to, że przejście z polskiego na niemiecki system podatkowy wymaga zachowania szczególnej ostrożności z samego faktu występowania między nimi wielu różnic i wypełnienie wielu formalności. Doświadczenie pokazuje, że ten proces zajmuje minimum trzy miesiące. Zalecane jest zaznajomienie się z przepisami i konsultacja ich z doradcą podatkowym – najlepiej polskim i niemieckim. Pozwoli to na samym początku nie generować dodatkowych trudności oraz uniknąć pomyłek i kar.

Autorem publikacji jest doradca podatkowy Ewa Flor z Kancelarii ATL Accounting & Payroll

Deweloperzy wstrzymują inwestycje, ale mieszkań nie powinno zabraknąć

Czy już za rok na rynkach mieszkaniowych największych miast może powtórzyć się historia sprzed zaledwie dwóch lat, gdy wskutek niewystarczającej podaży nowych mieszkań gwałtownie wzrosły ich ceny? Portal RynekPierwotny.pl sprawdził, czy faktycznie istnieje takie ryzyko.

–  Statystyki budowlane GUS uspokajają. Wynika z nich, że deweloperzy dysponują ogromnym zapasem mieszkań, na które uzyskali pozwolenia na budowę, ale jeszcze jej nie zaczęli – mówi ekspert portalu RynekPierwotny.pl Marek Wielgo.czy spadek podaży mieszkań grozi wzrostem cen-pozwolenia-rozpoczęte

I dodaje, że w ostatnich pięciu latach deweloperzy w całym kraju dostali pozwolenia na budowę łącznie ponad 901,6 tys. mieszkań. W tym czasie zaczęli zaś budowę ok. 678,5 tys. Różnica wynosi więc przeszło 223 tys. lokali. Dla porównania, w rekordowym dla tej branży roku 2021, deweloperzy oddali do użytkowania blisko 142 tys. mieszkania.

Ekspert portalu RynekPierwotny.pl zwraca uwagę, że w 2022 r. niewykorzystanych pozwoleń było wyjątkowo dużo. Deweloperzy wygaszali bowiem swoją aktywność inwestycyjną z powodu kurczącego się popytu na mieszkania. Przyczyniły się do tego nie tylko ich wysokie ceny, ale także seria podwyżek stóp procentowych, którą Rada Polityki Pieniężnej zapoczątkowała w październiku 2021 r.  Gwoździem do trumny okazała się marcowa rekomendacja Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), która nakazała bankom liczenie zdolności kredytowej przy oprocentowaniu powiększonym o 5 pkt proc. W efekcie dramatycznie spadła zdolność kredytowa potencjalnych nabywców.

Marek Wielgo nie ma wątpliwości, że gdy dostępność kredytów zacznie się poprawiać i kupujący wrócą na rynek, deweloperzy będą uruchamiali zamrożone inwestycje.

– Deweloperzy mają czas, bo ich pozwolenia na budowę zachowują ważność przez trzy lata. Ponadto kolejne trzy lata deweloper zyskuje po rozpoczęciu budowy, jeśli ją przerwie – przypomina ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Równocześnie przyznaje, że nieco mniej różowo wygląda sytuacja w miastach, w których popyt na mieszkania jest największy. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że pod koniec ubiegłego roku oferta deweloperów w większości miast była większa niż przed rokiem, bo wprowadzili oni na rynek więcej mieszkań niż sprzedali. Problem w tym, że w końcówce roku deweloperzy zaciągnęli hamulec, a wiele wskazuje na to, że w tym roku zaciągną go jeszcze mocniej. Stąd obawy, że gdy w 2024 r. banki odkręcą kurek z kredytami i gwałtownie wzrośnie popyt na mieszkania, równie gwałtownie wzrosną ich ceny z uwagi na ograniczoną podaż.Komunikat-czy spadek podaży mieszkań grozi wzrostem cen-oferta

Marek Wielgo wspomina rok 2021, który zostanie zapamiętany na rynku mieszkaniowym głównie z powodu lawinowo rosnących cen mieszkań. Spektakularne pod tym względem było szczególnie pierwsze półrocze, w którym mieszkania sprzedawały się jak świeże bułeczki. W Warszawie, Łodzi, Wrocławiu, Gdańsku i Katowicach średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań wzrosła w tym okresie on tyle samo lub bardziej niż przez cały poprzedni rok. Było to w głównej mierze efektem nierównowagi rynkowej, a ta – rekordowo niskich stóp procentowych. Dla jednych mieszkania stały się bezpieczną lokatą dla oszczędności w sytuacji, gdy oprocentowanie lokat nie chroniło ich nawet przed skutkami inflacji. Inni wykorzystywali fakt, że kredyty mieszkaniowe są tanie, a banki nie stosują nadmiernych ograniczeń. Firmy deweloperskie nie nadążały wówczas z produkcją mieszkań, więc ich oferta kurczyła się w zastraszającym tempie. Np. warszawscy deweloperzy pod koniec grudnia 2020 r.  oferowali blisko 11,7 tys. mieszkań, zaś pół roku później było ich ok. 8 tys., czyli niemal o jedną trzecią mniej. Ekspert GetHome.pl przypomina, że w warunkach tak dużej nierównowagi rynku, na wzroście cen mieszkań próbowali zarabiać spekulanci. Deweloperzy podnosili więc ceny, żeby zachować zysk dla siebie.

W 2022 r. sytuacja zmieniła się diametralnie. Niska podaż przestała być problemem. Zmorą dla deweloperów stały się lawinowo rosnące koszty budowy – mówi Marek Wielgo.

I dodaje, że to dlatego, mimo kurczącego się popytu na mieszkania, ich ceny wciąż rosły. Przyszedł jednak moment, że deweloperzy nie mogą już sobie pozwolić na kolejne podwyżki. Wstrzymują więc budowy, na które uzyskali pozwolenia bądź już rozpoczęli inwestycję. Ekspert portalu RynekPierwotny.pl ocenia na podstawie danych GUS i BIG DATA RynekPierwotny.pl, że w największych miastach deweloperzy mają nadwyżki w pozwoleniach na budowę, które będą mogli wykorzystać, gdy koniunktura się poprawi.Komunikat-czy spadek podaży mieszkań grozi wzrostem cen-pozwolenia-rozpoczęte-sprzedane

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Dyrektywa NIS2 odpowiedzią na rosnące zagrożenia cybernetyczne. Firmy, które nie będą stosować się do zaleceń mogą zapłacić wysokie kary

  • W 2022 roku tygodniowa liczba cyberataków wzrosła na całym świecie o 38% (w porównaniu do 2021 roku). Odpowiedzią Unii Europejskiej ma być bardziej holistyczne i jednolite podejście do cyberochrony sektorów i łańcuchów dostaw mających wpływ na infrastrukturę krytyczną
  • Firmy, które nie zastosują się do dyrektywy NIS2, mogą zostać ukarane grzywną w wysokości do 10 milionów euro lub 2% całkowitego rocznego światowego obrotu firmy
  • Dyrektywa NIS2 nie zawiera listy kontrolnej ani minimalnego zestawu wymagań dotyczących technologii ochrony. Opisuje „odpowiednią ochronę”, którą można interpretować na wiele sposobów.
  • Eksperci Check Pointa wskazują obszary, które powinny być uwzględnione w realizacji postanowień dyrektywy.

Rośnie zagrożenie atakami hakerskimi. Aby skutecznie zapobiec zagrożeniu, Unia Europejska przyjmuje dyrektywę NIS2, która jest częścią strategii bezpieczeństwa cybernetycznego Shaping Europe’s Digital Future i bezpośrednim rozszerzeniem dyrektywy NIS z 2016 r. Firmy, które nie zastosują się do dyrektywy NIS2, mogą zostać ukarane grzywną w wysokości do 10 milionów euro lub 2% całkowitego rocznego światowego obrotu firmy. Eksperci bezpieczeństwa cybernetycznego Check Point Software postanowili przeprowadzić analizę nowego aktu prawnego.

W 2022 roku tygodniowa liczba cyberataków wzrosła na całym świecie o 38% (w porównaniu do 2021 roku). Odpowiedzią Unii Europejskiej ma być bardziej holistyczne i jednolite podejście do cyberochrony sektorów i łańcuchów dostaw mających wpływ na infrastrukturę krytyczną. Cyberataki mogą mieć bowiem ogromny wpływ na gospodarkę każdego państwa członkowskiego, ale także na resztę Europy. Przykładowo, jeśli krajowa firma energetyczna zostanie wyłączona z eksploatacji na krótki lub dłuższy czas, ceny energii elektrycznej wzrosną. A ponieważ handel energią elektryczną odbywa się na europejskiej giełdzie, ceny poszybują w górę w całej Europie – wyjaśniają analitycy Check Pointa.

Dlaczego jest to ważne dla Twojej firmy?

W przeciwieństwie do Dyrektywy RODO, która chroni dane osobowe obywateli, NIS2 ma na celu ochronę danych gospodarczych – danych, które mają wpływ na gospodarki przedsiębiorstw i krajów członkowskich.

Zgodnie z nowymi przepisami państwa członkowskie muszą wdrożyć m.in. krajową strategię bezpieczeństwa cybernetycznego oraz prawo krajowe, które obejmuje wymogi w zakresie zarządzania ryzykiem i sprawozdawczości przedsiębiorstw objętych dyrektywą NIS2. Dyrektywa zobowiązuje również stworzenie jednego krajowego punktu kontaktowego do obsługi NIS2.

Kogo dotyczy?

Oprócz branż, które zostały uwzględnione w dyrektywie NIS, nowy NIS2 obejmuje również kilka nowych sektorów publicznych i prywatnych, w tym sektor spożywczy, przedsiębiorstwa transportowe i spedycyjne, telekomunikację i dostawców danych, platformy mediów społecznościowych i dostawców centrów danych, zaangażowane przedsiębiorstwa w gospodarce odpadami i ściekami oraz przedsiębiorstw produkcyjnych, które są ważne dla gospodarki kraju. Przedsiębiorstwa objęte dyrektywą dzielą się na dwie kategorie: kluczowe podmioty (np. firmy telekomunikacyjne, przedsiębiorstwa użyteczności publicznej i banki) oraz istotne podmioty (np. firmy spożywcze i firmy przewozowe). Firmy, które zatrudniające mniej niż 250 pracowników lub ich roczne obroty nie przekraczają 50 milionów euro są zwolnione z wdrożenia zmian.

Jednak ze względu na koncepcję odpowiedzialności w łańcuchu dostaw musimy przyjąć, że mniejsze firmy będące dostawcami dla sektorów objętych Dyrektywą muszą również przestrzegać NIS2. Ponadto dyrektywa obejmuje również administrację publiczną, ale na tym etapie nie jest jasne, czy obejmie mniejsze jednostki, np. gminy.

Co oznacza dla Twojej organizacji?

NIS2 nakłada nowe wymagania na firmy i organizacje, których dotyczy. Obejmują one wymagania dotyczące wiedzy i odpowiedzialności kierownictwa, skutecznego zarządzania ryzykiem, w tym analizy ryzyka i reagowania na incydenty oraz zgłaszania i obsługi incydentów cybernetycznych.

Kierownictwo jest zatem odpowiedzialne za zgodność organizacji z dyrektywą NIS2 i może zostać pociągnięte do odpowiedzialności w przypadku odstępstw od norm. Sama firma lub organizacja musi spełniać kilka wymogów bezpieczeństwa cybernetycznego, w tym wdrażać środki bezpieczeństwa i międzynarodowe standardy, takie jak ISO27001 lub ramy NIST.

Firmy, które nie zastosują się do dyrektywy NIS2, mogą zostać ukarane grzywną w wysokości do 10 milionów euro lub 2% całkowitego rocznego światowego obrotu firmy. Należy zaznaczyć, że podobnie jak w przypadku dyrektywy RODO, nie będzie etykiety NIS2 ani listy kontrolnej, których firmy miałyby przestrzegać. Do samej organizacji należy wdrożenie środków, aby jej ochrona danych była zgodna. Dostawcy usług z zakresu cyberbezpieczeństwa, tacy jak Check Point Software, mogą pomóc w opracowaniu wytycznych, ale to sama firma musi prowadzić niezbędne raporty.

Kiedy Twoja organizacja powinna być zgodna z NIS2?

Pod koniec grudnia 2022 r. przyjęto i oficjalnie ogłoszono w UE dyrektywę NIS2. Następnie państwa członkowskie mają 21 miesięcy na transpozycję dyrektywy do prawa krajowego. Ale to nie znaczy, że firmy mogą czekać do tego czasu z wdrożeniem nowych środków. Już w 18 miesięcy od przyjęcia dyrektywy, organizacje, których dotyczy dyrektywa, muszą być w stanie się do niej dostosować.

Choć może się to wydawać długim czasem, eksperci Check Point Software zaznaczają, że dla wielu firm wdrożenie nowych środków, procedur itp. nie jest sprawą szybką i prostą, stąd warto rozpocząć prace już dziś.

Jak zacząć?

Wiele organizacji wdrożyło już pewne środki, ponieważ musiały spełnić początkowe wymagania w zakresie bezpieczeństwa sieci i informacji. Ale inne muszą dostosować się do zupełnie nowej rzeczywistości. Może to być duże i zniechęcające zadanie, a dla niektórych może wydawać się przytłaczające.

Check Point Software opracował jednak wskazówki, jak przygotować się na NIS2.

Jak wspomniano, dyrektywa NIS2 nie zawiera listy kontrolnej ani minimalnego zestawu wymagań dotyczących technologii ochrony. Opisuje „odpowiednią ochronę”, którą można interpretować na wiele sposobów. Możemy jednak założyć, że firmy potrzebują co najmniej nowoczesnej zapory ogniowej i technologii zapobiegania włamaniom do sieci, ale także ochrony bezpieczeństwa punktów końcowych oraz wdrożenia uwierzytelniania wieloskładnikowego, szyfrowania danych i ograniczania dostępu.

Należy jednak pamiętać, że nie wszystko da się rozwiązać za pomocą technologii. Proces jest równie ważny. Oznacza to, że organizacja powinna postawić przegląd i plan, a nie tylko szukać szybkiego rozwiązania.

W pierwszej kolejności należy sprawdzić, czy firma jest objęta nową dyrektywą. Jeśli tak, to należałoby się zastosować do poniższych punktów:

  • Upewnienie się, że cyberbezpieczeństwo jest najwyższym priorytetem dla kierownictwa organizacji i że kierownictwo jest świadome swoich obowiązków w zakresie bezpieczeństwa. Należy zacząć od analizy potrzeb swojej firmy i stworzenia mapy z jasnymi celami i terminami wdrożenia.
  • Zidentyfikowanie i nadanie priorytetów zasobom, w tym informacjom, procesom i systemom.
  • Zaimplementowanie systemu, na którym zbudowane zostanie bezpieczeństwo. Może to być ISO2001 lub NIST. Ważne jest również, aby wdrożone zostało zarządzanie ryzykiem swoich aktywów i operacji.
  • Automatyzowanie jak największej ilości procesów i procedur. W przyszłości bezpieczeństwo IT powinno być zawsze częścią nowych systemów i wdrożeń w chmurze.
  • Konsolidacja funkcji i rozwiązań bezpieczeństwa. Operacje będą łatwiejsze i bezpieczniejsze, a także mogą przyczynić się do obniżki kosztów związanych z personelem
  • Stworzenie procesu raportowania zgodnego z wymaganiami NIS2 i upewnienie się, że można go aktywnie wykorzystywać do łagodzenia ataków i zagrożeń.

Nowy rok, nowe warianty ransomware – Monti, BlackHunt i Putin

Analitycy z FortiGuard Labs, podmiotu firmy Fortinet zajmującego się badaniem i analizą zagrożeń, nieustannie zbierają dane na temat najpoważniejszych niebezpieczeństw w cyfrowym świecie. Na początku 2023 roku wykryli trzy warianty złośliwego oprogramowania, które dotknęły użytkowników systemów Windows i Linux.

Każda zidentyfikowana odmiana ataku ransomware szyfrowała dane na zainfekowanym urządzeniu i żądała okupu od ofiary w zamian za odszyfrowanie informacji. Poniżej przedstawiono mechanizm działania wykrytych wariantów.

Oprogramowanie Monti prowadzi tzw. ścianę wstydu

Monti to stosunkowo nowy wariant ataku ransomware, zaprojektowany do szyfrowania plików w systemach Linux. Pliki zaatakowane przez Monti mają rozszerzenie „.puuuk”. Zespół FortiGuard Labs wykrył także warianty tego złośliwego oprogramowania, które działają na systemach Windows.

Grafika 1. Pliki zaszyfrowane przez Monti

Nowy rok, nowe warianty ransomware – Monti, BlackHunt i Putin

Na zainfekowanym urządzeniu Monti zostawia notatkę o konieczności zapłaty okupu zatytułowaną „README.txt”. Ponadto, pokazuje ofierze, ile plików zostało zaszyfrowanych. W przeciwieństwie do typowego ataku ransomware, Monti obsługuje dwie oddzielne strony w sieci TOR: jedną do hostowania danych skradzionych ofiarom i drugą, do negocjowania okupu. W momencie opracowywania tego materiału druga witryna nie była dostępna.

Strona wycieku danych zawiera tzw. ścianę wstydu (Wall of Shame) z założeniem, że pokazywała będzie dane ofiar, które nie zapłaciły okupu. Obecnie ściana jest pusta, ale zawiera prowokacyjną wiadomość, która może wskazywać, że wiele ofiar dotkniętych Monti było „chętnych do współpracy” i zapłaciło okup (z wyjątkiem jednej ofiary w Argentynie).

Grafika 2. Tzw. ściana wstydu oprogramowania Monti.

Nowy rok, nowe warianty ransomware

BlackHunt atakuje także kopie plików

Analitycy FortiGuard Labs zidentyfikowali nowe warianty złośliwego oprogramowania BlackHunt. Dostęp do sieci ofiar uzyskują poprzez niepoprawnie skonfigurowany protokół zdalnego dostępu Remote Desktop Protocol (RDP).

Pliki zaszyfrowane przez ransomware BlackHunt można zidentyfikować za pomocą następującego wzorca nazwy pliku: [unikalny identyfikator przypisany do każdej zagrożonej maszyny].[kontaktowy adres e-mail].Black. BlackHunt usuwa również kopie plików, co znacznie utrudnia ich odzyskanie. Oprogramowanie zostawia na zainfekowanym urządzeniu dwie notatki na temat okupu: jedna nosi tytuł „#BlackHunt_ReadMe.hta”, a druga „#BlackHunt_ReadMe.txt”.

Grafika 3. Pliki zaszyfrowane przez BlackHunt.Nowy rok, nowe warianty ransomware 2

Chociaż obie noty dotyczą ataku BlackHunt, zawierają różne adresy e-mail, za pośrednictwem których ofiara powinna skontaktować się z przestępcami, a także odmienne identyfikatory przypisane do każdej ofiary. Notatka o okupie w formacie HTA zawiera link do strony sieci TOR, która nie była już dostępna w czasie dochodzenia prowadzonego przez FortiGuard Labs.

Grafika 4. Notatka w formacie HTA, mówiąca o ataku BlackHunt i konieczności zapłacenia okupu.Grafika 4. Notatka w formacie HTA, mówiąca o ataku BlackHunt i konieczności zapłacenia okupu.

Ransomware Putin publikuje dane na Telegramie

Putin to najnowszy wariant złośliwego oprogramowania szyfrującego pliki. Ta odmiana ataku ransomware próbuje wyłudzić pieniądze za odszyfrowanie danych i ich nieupublicznianie. Pliki zaszyfrowane przez ransomware Putin mają rozszerzenie „.PUTIN”.

Podobnie jak Monti i BlackHunt, oprogramowanie Putin zostawia na zaatakowanym urządzeniu notatkę zatytułowaną „README.txt”, która informuje ofiarę, że ma dwa dni na zapłacenie okupu, a w przeciwnym razie skradzione dane nie zostaną odzyskane. Jest to powszechna taktyka stosowana przez atakujących, która ma wywrzeć presję na ofiarach, aby jak najszybciej zapłaciły okup.

Grafika 5. Wiadomość od oprogramowania Putin mówiąca o konieczności zapłaty okupu w ciągu dwóch dni.Wiadomość od oprogramowania Putin mówiąca o konieczności zapłaty okupu w ciągu dwóch dni

Notatka mówiąca o konieczności zapłacenia okupu zawiera linki do dwóch kanałów na platformie Telegram: jeden służy negocjowaniu płatności okupu z przestępcami, a drugi publikowaniu danych skradzionych ofiarom. W momencie prowadzenia śledztwa przez FortiGuard Labs na kanale wykorzystywanym do gromadzenia danych wymienione są dwie firmy – z Singapuru i Hiszpanii. Jednak daty postów na kanale sięgają tylko końca listopada 2022 r., wskazując, że ransomware Putin prawdopodobnie nie jest jeszcze rozpowszechniony na szeroką skalę.

Grafika 6. Kanał ransomware Putin na platformie Telegram.Grafika 6. Kanał ransomware Putin na platformie Telegram.

W obliczu ciągle pojawiających się nowych wariantów ataków ransomware, przedsiębiorstwa powinny dostosować swoje działania obronne do taktyk cyberprzestępców. Tworzenie kopii zapasowych danych, korzystanie z wielopoziomowego podejścia do zabezpieczania cyfrowych zasobów, a także identyfikowanie ścieżek, którymi przestępcy mogą dostać się do systemu, to podstawowe sposoby na minimalizowanie negatywnych skutków cyberataku.

 

Jak wygląda sytuacja na warszawskim rynku mieszkaniowym?

  • W 2022 roku ceny mieszkań w Warszawie wzrosły o 10%
  • Końcówka roku pod znakiem spadku sprzedaży mieszkań w Warszawie

Mniej nowych inwestycji, ale wciąż jest w czym wybierać. Warszawski rynek mieszkaniowy mimo trudnych czasów ma się stosunkowo nieźle. Klienci gotówkowi reperują spadającą sprzedaż, choć ta od czasów wybuchu pandemii, nie była tak niska. Jak wygląda sytuacja na stołecznym rynku mieszkaniowym?

Ceny mieszkań

Jak wynika z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl, od lipca 2022 roku ceny warszawskich mieszkań zaczęły nieznacznie spadać. Metr kwadratowy nieruchomości kosztował wtedy średnio 13 681 zł, w październiku było to już 297 zł mniej. Ostatnie miesiące ubiegłego roku przyniosły kolejne, delikatne obniżki. W listopadzie mkw. lokalu z rynku pierwotnego kosztował średnio 13 367 zł/mkw., natomiast w grudniu 13 321 zł. Mimo tych spadków należy zaznaczyć, że rok do roku ceny w Warszawie wzrosły o niemal 10%.

W stolicy w ubiegłym roku wzrósł odsetek mieszkań z ceną ofertową powyżej 12 tys. zł. W grudniu 2021 roku lokale z taką ceną stanowiły 41% oferty, rok później 59% oferty. Tym samym kurczy się pula tańszych lokali. Ze świecą szukać tych z ceną poniżej 9 tys. zł. Ich udział spadł z 16% w grudniu 2021 roku do 6% w grudniu 2022 r.

W jakich dzielnicach Warszawy ceny są najwyższe? W ostatnim miesiącu starego roku najwięcej płaciliśmy na Woli – średnio 20 038 zł/mkw. i Ochocie 21 787 zł/mkw. Najtańsze mieszkania mogliśmy znaleźć W Rembertowie 9 533 zł/mkw. i Wawrze (8 981 zł/mkw.)

Jaka jest natomiast prognoza cenowa na 2023 rok? Czego należy się spodziewać? Jak mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl, na wyraźny spadek średniej ceny metra kwadratowego mieszkań w ofercie deweloperów raczej nie ma co liczyć. Wiele wskazuje na to, że będzie się ona kurczyć. Deweloperzy będą uzupełniali swoją ofertę o mieszkania, na które wciąż jest popyt, czyli głównie w atrakcyjnych lokalizacjach, czyli drogich. Oczywiście kupujący wciąż  będą mogli liczyć na upusty i różnego rodzaju bonusy, które de facto oznaczają obniżkę ceny. Nie oznacza to jednak, że obejmą one wszystkie mieszkania. Np. na małe chętnych nie powinno brakować, bo kupują je m.in. tzw. klienci gotówkowi z myślą o wynajmowaniu.Wyk. 1 - Ceny mieszkań w Warszawie w 2022 roku

Spadek sprzedaży

W ubiegłym roku warszawski rynek mieszkaniowy nie pozostawał obojętny na zmiany stóp procentowych. Malejąca zdolność kredytowa i wywindowane raty kredytów skutecznie odwiodły wielu Polaków od zakupu mieszkania. Nic więc dziwnego, że inwestorzy mieszkaniowi zanotowali gorsze wyniki sprzedażowe.

Jak wynika z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl, rok do roku nastąpił tu aż 38% spadek sprzedaży lokali. W grudniu 2022 roku nabywców znalazły zaledwie 683 nieruchomości. Dwanaście miesięcy wcześniej sprzedaż była dwukrotnie wyższa.

Ostatni kwartał 2022 roku był najsłabszy pod względem sprzedaży. W porównaniu z I kw. 2022 deweloperzy sprzedali o 17% mniej nieruchomości. Wyk. 2 - Liczba sprzedanych mieszkań w Warszawie w 2022 r.

Mniej dostępnych inwestycji

Rok 2022 przyniósł wygaszenie aktywności firm deweloperskich. Za zmniejszoną liczbę rozpoczynanych inwestycji odpowiada m.in. zmniejszony popyt, wysokie ceny materiałów budowlanych, rosnące koszty robót wykonawczych, czy problemy z uzyskaniem kredytu na budowę.

Nie powinien dziwić zatem fakt, że na stołecznym rynku mieszkaniowym nastąpił 37% spadek liczby mieszkań wprowadzonych do oferty (porównując grudzień 2022 z grudniem 2021). Mimo wielu trudności deweloperzy starają się jednak uzupełniać swoją ofertę. W grudniu wprowadzili do sprzedaży 791 mieszkań, czyli o 32% więcej niż miesiąc wcześniej.

Pod koniec 2022 roku liczba nowych projektów w stolicy wynosiła 187. W porównaniu z III kw. 2022 zmniejszyła się zaledwie o 5 inwestycji.

W jakich rejonach Warszawy znajdziemy największą liczbę nowych projektów? Liderem podaży jest wciąż Białołęka. Na koniec ubiegłego roku w ofercie deweloperów znajdowało się 2 127 mieszkań. Na drugim miejscu pod względem rozpiętości oferty była Praga-Południe – 1 378 lokali.

Stołeczny rynek mieszkaniowy przyciąga dużą uwagę analityków i nabywców mieszkań. Na tym największym w Polsce rynku deweloperskim niekiedy z pewnym wyprzedzeniem widać zmiany, które dopiero nastąpią w innych miastach.

Wyk. 3 - Liczba mieszkań wprowadzonych w Warszawie w 2022 roku
Autor: RynekPierwotny.pl

Jak skutecznie zarządzać produkcją? Wdrożenie systemu MES

Wprowadzenie systemu MES pozwala na dokładne zarządzanie zebranymi danymi produkcyjnymi. Celem systemu MES jest synchronizacja 3 warstw organizacyjnych, występujących w każdej firmie: produkcyjnej, operacyjnej i zarządczej. Dowiedz się, co dokładnie robi i jak wykorzystać go w swojej firmie.

 Nieustanne doskonalenie procesów produkcyjnych

Obecnie nie wystarczy jedynie produkować dobre produkty by utrzymać się na rynku i zarobić pieniądze. Największe wyzwanie to dynamiczna zmienność środowiska rynkowego, szczególnie zaś wymagań klientów. Rośnie nie tylko poziom konkurencyjności, ale i wymagania względem ochrony środowiska i redukcji odpadów. By sprostać wszystkim tym zadaniom, ważne jest ciągłe ulepszanie procesów produkcyjnych. Warto wdrożyć działania, które zaprocentują w przyszłości.

Właściwy przepływ informacji to podstawa

Skuteczne zarządzanie produkcją wraz z podnoszeniem jej efektywności natrafia na wiele barier. Największą z nich jest pozyskiwanie informacji i ich późniejsze wykorzystanie. Niezależnie od tego, czy chcemy podnieść wydajność, obniżyć koszty czy wprowadzić nowe maszyny, konieczne jest posiadanie właściwych informacji. Przykładowo, jeśli firma nie nadąża za realizacją zamówień, niezbędne będzie zbadanie rzeczywistej wydajności maszyn. Pozwoli to na zlokalizowanie tzw. wąskich gardeł, czyli obszarów wymagających poprawy.

Podobnie jest przy cięciu kosztów w przedsiębiorstwie – musimy wiedzieć, które działy generują największe koszty, by szukać oszczędności. Musimy mieć dostęp do informacji takich jak koszt komponentów (surowców) i mediów, a także koszt pracy maszyn oraz ludzi. Warto też sprawdzić, gdzie i w jakich sytuacjach zdarzają się problemy z jakością, które skutkują dużą liczbą reklamacji.

Właściwy partner transformacji cyfrowej

W realizacji procesu transformacji cyfrowej wspomoże przedsiębiorstwo odpowiedni partner – w tym wypadku specjalistyczna firma. Ważne jest nie tylko samo wdrożenie systemu MES, ale też przygotowania do cyfryzacji i etap po zakończeniu prac wdrożeniowych. Partner cyfryzacji powinien potrafić „przełożyć” potrzeby biznesowe klienta na konkretne rozwiązania techniczne. Nie tylko zwraca uwagę na bieżące potrzeby klienta, ale też wdroży system, który umożliwi rozwój w przyszłości.

Odpowiedni model do wdrożenia to podstawa

Ponieważ na rynku istnieje wiele systemów MES, partner pomoże Ci dobrać konkretne rozwiązanie na miarę potrzeb Twojej firmy. Na przykład moduł ImGo wspiera procesy zarządzania i nadzoru rozproszonych obiektów i zasobów przedsiębiorstwa. Z kolei ImDiagnostics umożliwia monitoring maszyn w czasie rzeczywistym i wygodną analizę danych. Moduł ImProdis skupia się na sprawnym gromadzeniu danych i weryfikacji decyzji. Szacuje się, że wprowadzenie właściwego systemu MES pozwala zmniejszyć koszty operacyjne o połowę, skrócić czas podejmowania decyzji o 80% a w konsekwencji stymuluje wzrost efektywności ludzi i maszyn o 25%. Takie dane kuszą coraz więcej właścicieli firm produkcyjnych do wdrożenia systemu MES.

Bezpieczne wdrożenie systemu MES

ImFactory jako Centrum Kompetencji AVEVA MES w Europie Środkowo-Wschodniej wprowadzi cyfryzację w Twoim zakładzie produkcyjnym, służąc wsparciem na każdym etapie. Zaczynając od ustalenia stanu obecnego, poprzez zaplanowanie zmiany, wybór i dostawę rozwiązań IT, aż po koordynację wdrożeń i wsparcie w utrzymaniu rezultatów. Przygotuje również pracowników na zmiany w trakcie konsultacji i szkoleń. Praktycznie każdy etap produkcji można ulepszyć, korzystając z dobrodziejstw systemu MES.

Paski do Apple Watch 7 – uniwersalny produkt do świetnej jakości smartwatcha!

Poszukujesz nowoczesnych i ciekawych pasków do Twojego nowoczesnego zegarka Apple Watch 7 lub innej wersji smartwatcha z nadgryzionym jabłkiem w logo? Wskażemy Ci jak wybrać prawidłowy egzemplarz, opierając się na specyfikacji technicznej, wyglądzie, kwestii użytkowej oraz… Twoim guście. Możesz postawić na jeden z wielu ciekawych produktów, z pewnością przyciągających wzrok.

Dlaczego w ogóle wymienia się paski do Apple Watch 7 lub w innych smartwatchach tego producenta? Powodów może być kilka. Pierwszy to kwestia zużycia. Nawet oryginalny, dołączony do smartwatcha egzemplarz zużyje się pod wpływem intensywnego użytkowania. Ciągłe uprawianie sportu, poddawanie paska wpływowi warunków atmosferycznych czy po prostu standardowa eksploatacja sprawia, że ten może zacząć się niszczyć, a jego elementy takie jak m.in. teleskop staną się mało wytrzymałe.

Inny powód dla którego warto kupić paski do Apple Watch 7 to kwestia zastosowania. Ten nowoczesny smartwatch nie musi być nudnym zegarkiem sportowym, jakich wiele na rynku. Możesz zmienić go w elegancką bransoletę czy wygodny sprzęt do codziennego noszenia, pasujący do Twojego całościowego outfitu.

Jak wybrać odpowiednie paski do Apple Watch 7 i nie tylko?

Ogromną zaletą pasków Apple Watch jest fakt, że niektóre pasują do innych modeli. Np. elementy z zegarka w wersji Ultra 49mm będą pasować do serii 7 i odwrotnie. Dzięki temu możesz szukać naprawdę różnych egzemplarzy. Na jakie zwracać uwagę?

Przede wszystkim sprawdź czy pasek na pewno wykonany jest z wysokiej klasy materiału, a jego montaż będzie prosty i intuicyjny. Wysokiej klasy produkty sprawdzą się na długi czas eksploatacji i pomogą Ci zmienić Twoje postrzeganie smartwatcha. Np. wybierając elegancką bransoletę sprawisz, że nowoczesny zegarek z inteligentnym systemem stanie się wyjątkową biżuterią. Zwróć uwagę oczywiście na kolor swojego paska, aby dopasować go do swojego ogólnego wyglądu.

Poza dopasowaniem, wykonaniem i wyglądem zwróć uwagę na kwestię przeznaczenia nowego egzemplarza. Niektóre nadają się nawet do nurkowania i wytrzymają spore obciążenie! Istotna jest także długość elementu, gdyż dzięki temu z łatwością dopasujesz go do swojej szerokości ręki.

Niektórzy mają w swojej kolekcji kilka pasków do Apple Watch 7, wymieniając je zgodnie ze swoim nastrojem lub potrzebami. Ty również możesz iść w tę stronę, tworząc ciekawy zestaw pasków, które staną się Twoim sprzymierzeńcem kiedy tylko tego potrzebujesz.

Biotts zdobywa kolejne kamienie milowe. Spółka wystartuje z badaniami klinicznymi w 2023

  • Biotts – biofarmaceutyczna spółka z Wrocławia – stworzyła przełomowy system transdermalny, umożliwiający przenoszenie przez skórę leków, dotychczas podawanych tylko doustnie lub iniekcyjnie.
  • Spółka otrzymała pozwolenie Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego na wytwarzanie produktów leczniczych – dzięki tej zgodzie, naukowcy rozpoczną w pierwszym kwartale 2023 roku badania kliniczne na ludziach.
  • Naukowcy finalizują również badania przedkliniczne produktu z nośnikiem Biotts i substancją we wskazaniach przeciwnowotworowych. Po 30 dniach uzyskali znacznie mniej działań niepożądanych i większą efektywność niż lek (standardowo) stosowany w tego typu terapiach.
  • Do zespołu wrocławskich naukowców dołączył człowiek z big pharmy – Jan Hendriks – dotychczas związany z jedną ze spółek globalnego koncernu Johnson & Johnson.
  • Rynek systemów transdermalnych od kilkunastu lat nieprzerwanie wykazuje dużą dynamikę̨ wzrostu, jego wartość liczona jest w miliardach dolarów.

Wrocławska spółka Biotts jest polską firmą biofarmaceutyczną, tworzącą preparaty i receptury leków oraz autorskie nośniki, które zwiększają biodostępność substancji czynnych. Innowacyjna technologia wrocławskiego startupu umożliwia podawanie preparatów farmaceutycznych przez skórę – ułatwiając w ten sposób walkę z wieloma powszechnymi i poważnymi chorobami, których leczenie jest nadal uciążliwe.

Kolejne kamienie milowe Biotts

Główny Inspektorat Farmaceutyczny (GIF) wydał Biotts zezwolenie na wytwarzanie i import produktu leczniczego. Spółka spełniła tym samym restrykcyjne wymagania oraz zrealizowała obowiązujący, międzynarodowy standard, potwierdzający jakość uzyskiwanych w laboratoriach Biotts wyników. Praca w standardzie GMP, czyli systemami określającym procedury produkcyjne oraz kontrolne, gwarantuje, że wytworzone przez Biotts produkty lecznicze spełniają niezbędne wymagania jakościowe. Dzięki temu wrocławscy naukowcy mogą nie tylko sami kontrolować, ale i być elementem łańcucha wytwarzania końcowego produktu, który będzie wykorzystywany m.in. w badaniach klinicznych.

Po uzyskaniu zgody na wytwarzanie w standardzie GMP rozpoczynamy produkcję pierwszej serii systemów transdermalnych z lekiem przeciwcukrzycowym do badania klinicznego we współpracy z Vetos Pharma. Dzięki tej zgodzie Biotts ma pełną kontrolę nad procesem produkcji oraz zwolnieniem produktu do badań klinicznych. Dzięki GMP jesteśmy najistotniejszym elementem produkcji systemów transdermalnych z naszym nośnikiemmówi dr Paweł Biernat, prezes Biotts.

Badania kliniczne produktu Biotts ruszą w pierwszym kwartale 2023. Spółka przeprowadzi badania wspólnie z ośrodkiem badawczym BioResearch Group. Prezes spółki dodaje, że na ukończeniu są również badania na zwierzętach produktu z nośnikiem Biotts i substancją we wskazaniach przeciwnowotworowych.

Analizujemy spływające z ośrodka dane i wstępne raporty wskazują na spektakularne efekty już w trakcie 30 dni od rozpoczęcia aplikacji. Na razie badane są dwa nowotwory – czerniak i nowotwór piersi. Po 30 dniach uzyskujemy istotnie mniej działań niepożądanych i większą efektywność niż lek stosowany tradycyjnie w tego typu terapiach. Badanie powinno zakończyć się w ciągu najbliższych tygodni i wtedy ogłosimy wynikiwyjaśnia Biernat.

W 2023 r. poza aspektami badawczo-rozwojowymi i rozpoczęciem badań klinicznych, spółka chce wkroczyć na nowy etap rozwoju biznesowego.

Pracujemy nad tym, aby Biotts stał się międzynarodowym partnerem technologicznym dla globalnych koncernów farmaceutycznych. Aby przyspieszyć ten proces w połowie roku przekształcimy nasze bostońskie biuro komercjalizacji technologii w oddział Biotts US, firmę którą będą współtworzyć doświadczeni specjaliści z amerykańskiej branży biofarmaceutycznej. Celem Biotts US, poza nawiązywaniem partnerstw biznesowych, będzie wsparcie prac badawczych w Polsce i koordynacja procesu rejestracji naszych leków w FDA (ang. Food and Drug Administration – Agencja Żywności i Leków) – opowiada o planach Biotts Konrad Krajewski, członek zarządu spółki.

Idzie nowe – big pharma docenia polskie rozwiązanie

Do zespołu Biotts dołączył człowiek z big pharmy – Jan Hendriks – z bogatym doświadczeniem we wprowadzaniu innowacyjnych aktywnych składników farmaceutycznych na rynek, dotychczas związany m.in. z Ashland. Hendriks przez ostatnie lata pracował w Noramco, firmie farmaceutycznej, należącej do globalnego koncernu Johnson & Johnson. W Noramco był odpowiedzialny za globalną strategię handlową i rozwój biznesu w branży farmaceutycznej, dzięki jego działaniom firma osiągnęła 200 mln USD przychodów ze sprzedaży.

Biotts to bardzo interesujący start-up, jego technologia otwiera zupełnie nowe możliwości dostarczania leków pacjentom. Doustne podawanie leków może prowadzić do znaczących i niepożądanych skutków ubocznych oraz zmniejszonej biodostępności. Zastrzyki mają tę wadę, że wiele osób boi się igieł, a często do podania leku w ten sposób wymagany jest profesjonalny personel medyczny lub skomplikowane urządzenie. W takich przypadkach transdermalne podawanie leku jest idealnym rozwiązaniem. Rynek transdermalnego podawania leków ciągle rośnie i przewiduję, że trend ten się utrzyma mówi Jan Hendriks, Chief Business Officer w Biotts, dodając, że wrocławska spółka dotarła do takiego etapu rozwoju technologii, w którym kluczowa jest interakcja z przyszłymi klientami. – Założono firmę, stworzono technologię teraz musimy zbudować markę Biotts. Na tym właśnie obszarze zamierzam skupić swoją uwagę w najbliższym czasiewyjaśnia Jan Hendriks.

Systemy transdermalne przyszłością terapii

Od zawsze ograniczeniem transdermalnego dostarczania leku była wielkość cząsteczki. Tradycyjnie przez skórę można było przenosić tylko te małe (< 500 Da), a nawet dzisiaj podaje się w ten sposób tylko około 20 cząsteczek. Dotychczas wysiłki badawcze, mające na celu transport większych cząsteczek przez skórę, były bezskuteczne. Technologia Biotts to zmieniła. Dzięki opatentowanej technologii naszej spółki także większe cząsteczki (do 25 000 Da) mogą być dostarczane przezskórnie. W przyszłości pacjent z cukrzycą, zamiast otrzymywania codziennych zastrzyków, będzie nosił plaster, który samodzielnie przyklei, np. raz w tygodniu. To otwiera zupełnie nowe i ogromne możliwości dla rozwiązania Biotts – tłumaczy Hendriks.

Rynek, na którym działa Biotts od kilkunastu lat rośnie w siłę, a dzięki nowym technologiom, wciąż najlepsze ma przed sobą. Zgodnie z badaniami przeprowadzonymi przez Verified Market Research®, globalny rynek transdermalnych systemów dostarczania leków został wyceniony na 5,9 mld USD w 2020 r. i przewiduje się, że osiągnie 8,4 mld USD do 2028 r., rosnąc przy CAGR wynoszącym 4,5% w latach 2021–2028.

EUR/USD tuż poniżej granicy 1,09

Seria wypowiedzi członków EBC nadal wspiera wspólną walutę. Dzień z odczytami PMI. Mocniejszy funt po serii danych z brytyjskiej gospodarki, GBP/PLN przez moment testował granicę 5,40.

Test i korekta

Notowania głównej pary walutowej świata testowały wczoraj poziom 1,09 i na razie został on wybroniony. Dzisiaj obserwujemy korektę notowań po nieudanej próbie sforsowania wspomnianego oporu. Niemniej jednak nadal scenariusz wzrostowy jest aktualny. Wszystko odbywa się na bazie dyskontowania kwestii polityki monetarnej i dalszych podwyżek stóp procentowych, a przede wszystkim mówiąc prościej o pogoni EBC za Fed.

Zapowiedzi ambitne

Sporo się mówi o szybszej recesji w USA i co za tym idzie pauzie Fed w podwyżkach stóp procentowych. Z kolei wypowiedzi członków EBC sygnalizują dalsze podnoszenie stóp procentowych. Scenariusz bazowy na ten moment mówi o dwóch ruchach w lutym i marcu o 50 pkt bazowych. Taka sytuacja będzie wspierać wspólną walutę w relacji do dolara amerykańskiego, skoro Fed już raczej przejdzie do podwyżek stóp o maksymalnie 25 pkt bazowych. Szala więc przechyla się na korzyść EBC i tym samym EUR/USD powinien dalej rosnąć, napotykając oczywiście na korekty przy pokonywaniu ważniejszych technicznych oporów.

A giełdy swoje, im gorzej tym lepiej

Trzeba jednak jasno powiedzieć, że recesja i wysoka inflacja są nadal ignorowane przez inwestorów. Nikt nie bierze pod uwagę, że jastrzębia polityka banków centralnych przyniesie za kilka miesięcy wyhamowanie popytu konsumenckiego, a znacznie wyższe koszty długu przyczynią się do zahamowania wzrostu gospodarczego. Kolejne słabsze odczyty makro nawet jak się pojawią, to nie są przyczyną spadku optymizmu na rynkach, a wręcz przeciwnie. Zupełnie niezrozumiale dają sygnał, że podwyżki stóp mają się ku końcowi. Widać to doskonale po rynkach kapitałowych, gdzie ostatnio słabsze publikacje wpływały na wzrosty na giełdach. W tym kontekście warto dzisiaj śledzić odczyty PMI dla sektora przemysłu. Niemal wszystkie z krajów europejskich wskazać mają nadal poziomy poniżej kluczowej wartości 50 pkt, również odczyt dla USA ma nie przekroczyć tej granicy, świadczy to o recesji w tym sektorze gospodarki.

Nie zapominajmy o ostrożności BoE

Na szerokim rynku zwraca uwagę mocniejszy funt brytyjski. Po serii danych z tamtejszej gospodarki inwestorzy dostali jasny sygnał, że stopy procentowe powinny iść w górę na zbliżającym się posiedzeniu banku centralnego i to o 50 pkt bazowych. Póki co inwestorzy żyją więc spekulacjami, a czy faktycznie BoE zdecyduje się na taki krok, można mieć wątpliwości. Bank Anglii jest bardzo ostrożny w swoich poczynaniach i nie chce hamować wzrostu gospodarczego Trzeba powiedzieć, że ma argument, by już teraz gwałtownych ruchów nie robić, a mowa o spadającej inflacji m/m. Może spadki rzędu 0,2% nie są wielkie, ale tendencja spadkowa została utrzymana. Mocniejszego funta było widać również w relacji do złotego, gdzie niedawno testowano poziom oporu w okolicach 5,40.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Internetowykantor.pl

Deloitte: Po dwóch latach pandemii branża dóbr luksusowych wróciła do finansowej równowagi

Przychody ze sprzedaży 100 największych firm z sektora dóbr luksusowych wyniosły w minionym roku obrotowym (zakończonym 31 grudnia 2021 r.) 305 mld dolarów, czyli o ponad 21 proc. więcej niż rok wcześniej. Liderem pozostaje francuski koncern LVMH. Jak wynika z raportu Global Powers of Luxury Goods 2021. A new wave of enthusiasm in luxury, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, przejście na zrównoważoną produkcję oraz postępująca rewolucja cyfrowa stanowią siłę napędową inwestycji w sektorze dóbr luksusowych.

Ostatnie lata stawiały wiele wyzwań przed branżą dóbr luksusowych. – Znany ze swojego przywiązana do tradycji sektor musiał zmierzyć się z wieloma czynnikami, które w znaczący sposób wpłynęły na jego funkcjonowanie, jak chociażby rewolucja technologiczna oraz zmieniające się oczekiwania konsumentów. Nadejście pandemii mocno osłabiło producentów dóbr luksusowych, których sprzedaż w dużej mierze opierała się na turystyce, a tej, jak wiemy, właściwie nie było. Jak pokazuje nasz tegoroczny raport, branża znalazła nową drogę dla swojego wzrostu, opartą na technologii i zrównoważonym rozwoju – mówi Marta Karwacka, starsza menedżerka w dziale Sustainability Consulting, Deloitte.

Post-pandemiczne odbicie

Przychody ze sprzedaży 100 największych firm z sektora dóbr luksusowych wyniosły w minionym roku obrotowym 305 mld dolarów. To aż o 21,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Złożona marża zysku netto za 2021 rok dla 78 firm z pierwszej setki, które odnotowały zysk netto, wzrosła ponad dwukrotnie do 12,2 proc. rok do roku. Jest to wynik lepszy niż ten osiągany przed pandemią.

Siedemdziesiąt trzy firmy ze 100 ujętych w zestawieniu odnotowały wzrost sprzedaży w omawianym okresie, w porównaniu do zaledwie dwudziestu rok wcześniej. LVMH, Chanel, Chow Tai Seng, Inter Parfums i Grupo de Moda Soma mogą pochwalić się wzrostem sprzedaży sięgającym ponad 50 proc. Marże zysku netto również wzrosły. Prawie 80 proc. podmiotów z Top 100 było rentownych, w porównaniu z 61 proc. w poprzednim raporcie. Średnia wartość przychodów przypadająca na spółkę wynosiła 3 mld dolarów. Aby znaleźć się w zestawieniu, należało osiągnąć minimum przychodów w wysokości 240 mln dolarów.

Podczas gdy Włochy mogą pochwalić się największą liczbą producentów dóbr luksusowych (łącznie 23 firmy), to osiem francuskich spółek notowanych w rankingu wygenerowało ponad 1/3 całkowitej sprzedaży osiągniętej przez pierwszą setkę takich firm w 2021 roku.

Po przerwie wymuszonej pandemią nastąpił wzrost aktywności w obszarze fuzji i przejęć. Firmy ponownie zaczęły koncentrować się na swoich głównych markach luksusowych oraz poszukiwać możliwości zwiększenia rentowności i zapewnienia stabilności finansowej. Niektóre z nich postanowiły porzucić działalność niezwiązaną ze swoim podstawowym biznesem, zbywając spółki na rzecz firm z branży dóbr konsumpcyjnych oraz funduszy private equity.

Na podium bez zmian

Pierwsza trójka wśród 100 największych producentów dóbr luksusowych pozostaje od kilku lat niezmienna. Pierwsze miejsce ponownie zajął koncern LVMH, w którego portfolio znajdują się marki takie jak Louis Vuitton, Fendi, Givenchy czy Christian Dior. Udział francuskiego potentata w sprzedaży wygenerowanej przez TOP 10 wynosi aż 32 proc. Na drugim miejscu pojawiła się kolejna francuska spółka – Kering SA, właściciel marek Gucci czy Yves Saint Laurent. Na podium, podobnie jak rok temu, znalazł się także amerykański koncern kosmetyczny Estee Lauder. Producenci z TOP 10 wygenerowali w sumie aż 56,2 proc. sprzedaży całej pierwszej setki.

Top 10 firm zwiększyło swój udział w całkowitej sprzedaży dóbr luksusowych o 4,8 p.p. Przyczyniły się one do ponad 81 proc. wzrostu sprzedaży podmiotów z pierwszej setki, a ich udział w łącznym zysku netto wynosi niemal 85 proc., co pokazuje siłę największych graczy w tej branży. Po kilkuletniej przerwie do TOP 10 wróciła firma Rolex. Debiutantem z kolei jest China National Gold Group Jewellery. Z pierwszej dziesiątki wypadł za to koncern PVH Corp, właściciel tak popularnych marek jak Tommy Hilfiger oraz Calvin Klein, które nie wróciły jeszcze do finansowej równowagi po pandemii – mówi Bartosz Bobczyński, partner, lider Consumer Industry w Polsce i CE, Deloitte.

Najwięcej spółek w ogólnym zestawieniu to firmy produkujące ubrania i buty (38 proc.), które wyprzedzają producentów biżuterii i zegarków (30 proc.). Z kolei, jeżeli chodzi o największy udział w sprzedaży, to liderem są firmy produkujące różnorodny asortyment dóbr luksusowych (39,6 proc.).

W stronę metaverse

Po pandemii producenci towarów luksusowych zyskali nowe możliwości rozwoju wynikające z zielonej transformacji i postępu w kierunku modelu gospodarki o obiegu zamkniętym oraz odpowiedzialnego biznesu. – Kolejnym wartym wspomnienia trendem, który wspiera innowacyjność, jest postępująca rewolucja w przestrzeni cyfrowej, ze szczególnym uwzględnieniem metaverse oraz Web3. Co więcej, pojawienie się tych czynników stworzyło niespotykaną dotąd możliwość zaproponowania klientom zupełnie nowego doświadczenia, wzmocnienia wiarygodności, zwiększenia ich aktywności oraz lojalności wobec marki. Dzięki dostępności markowych produktów w cyfrowej rzeczywistości konsumenci mogą z nich korzystać w zupełnie inny sposób – wyjaśnia Bartosz Bobczyński.

W tej chwili metaverse służy markom luksusowym przede wszystkim do przyciągania odbiorców do swoich stron i sklepów internetowych. Z takiej możliwości korzystają m.in. Gucci, Balenciaga, Ralph Lauren czy Burberry. Wirtualna rzeczywistość umożliwia markom kontakt z przedstawicielami pokolenia Z i Alfa, którzy być może nie mieli z nimi styczności w świecie realnym.

Luksus w duchu eko

Od kilku lat zrównoważony rozwój stał się jednym z głównych priorytetów dla firm produkujących towary luksusowe. Branża modowa od dawna jest krytykowana i coraz wnikliwiej oceniana za swój wpływ na środowisko generowany w całym łańcuchu wartości. Nowe strategie (w tym Strategia Zrównoważonych i Cyrkularnych Tekstyliów), wynikające z Europejskiego Ładu i powiązane z nim nadchodzące regulacje zmuszają firmy do wnikliwego przyjrzenia się swoim procesom, działaniom i odpowiedzialności za wpływ społeczny i środowiskowy. Jest coraz bardziej oczywiste, że ESG to warunek konkurencyjności. Stąd coraz więcej firm włącza zasady zrównoważonego rozwoju do swoich strategii i wciela w życie koncepcję bycia „zrównoważonym z założenia”. Termin ten odnosi się do produktów, które są tworzone tak, aby były zgodne z zasadami zrównoważonego rozwoju już na etapie projektowania, ale także z uwzględnieniem ostatniego etapu cyklu życia produktu. Wraz z implementacją modeli cyrkularnych producenci dóbr luksusowych zaczynają uwzględniać w procesach produkcyjnych zasoby odnawialne i innowacyjne surowce, zmniejszając wpływ na środowisko. Projektowanie z uwzględnieniem cyrkularności jest konieczne, aby dążyć do efektywnego ponownego użycia lub recyklingu. Koncept ten można zastosować we wszystkich obszarach artykułów luksusowych, od odzieży po biżuterię, od kosmetyków po akcesoria.

Branża dóbr luksusowych intensywnie pracuje również nad promocją różnorodności, równości i integracji. Firmy dokonują zmian strukturalnych i stają się coraz bardziej inkluzywne. Przejawia się to w sposobie, w jaki angażują konsumentów w dokonanie zmiany w świecie, jak się z nimi komunikują oraz jak prezentują swoje modele i kolekcje. Różnorodność, równość i integracja są wbudowywane w kulturę i wartości firm poprzez odpowiednią, autentyczną komunikację, szkolenie pracowników i procesy zatrudniania. – Przyszłość sektora dóbr luksusowych to ekologia i inkluzywność. Firmy odnoszące największe sukcesy w tym segmencie w dalszym ciągu będą podejmować działania w duchu zrównoważonego rozwoju, w tym mocno akcentując gospodarkę obiegu zamkniętego. Będą one niewątpliwym priorytetem towarzyszącym wprowadzaniu innowacji i pokonywaniu przeciwności – podsumowuje Marta Karwacka.

Rynek magazynowy rośnie stabilnie, choć w 2023 roku decyzje mogą być podejmowane wolniej

Miniony rok na rynku magazynowym był bardzo podobny do 2021 roku. Wybudowano i wynajęto podobną ilość powierzchni. Zmianie uległy sektory napędzające rozwój magazynów. Zamiast e-commerce dominować zaczęły firmy produkcyjne. Brak dużych transakcji i popyt generowany głównie przez mniejsze inwestycje dowodzi większej ostrożności, jaka zapanowała wśród uczestników rynku. Cały czas szczególnej analizie poddawane są łańcuchy dostaw, a deweloperzy poszukują głównie najlepszych lokalizacji i wymagają, by przed startem inwestycji ponad 50 proc. z niej było pokryte umowami. Te tendencje utrzymają się w 2023 roku, a dodatkowym wyzwaniem dla deweloperów będzie poszukiwanie finansowania. Część inwestorów może odsuwać decyzje w czasie.

Pomimo trudniejszej sytuacji gospodarczej, która jest szczególnie widoczna w ostatnich miesiącach, rynek magazynowy w Polsce dynamicznie rośnie. Widać to w danych za III kwartał 2022 roku. Wielkość powierzchni wzrosła o 18 proc. rok do roku i wynosiła 27 mln mkw. W budowie było 4,1 mln mkw. przestrzeni, a więc nieco więcej niż w tym samym czasie rok temu. Choć w danych za cały rok nie przekroczymy jeszcze 30 mln mkw. powierzchni magazynowej w Polsce, to można szacować, że wyniesie ona 29 mln mkw.

Popyt trzymał poziom

Popyt na powierzchnie magazynowe jest wysoki. W latach 2017-2020 przekraczał 4 mln mkw. rocznie, w rekordowym 2021 roku sięgał ponad 7 mln mkw. W samym III kwartale 2022 roku osiągnął 5,1 mln mkw., czyli o 5 proc. więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Cały 2022 rok pod względem popytu zamkniemy na niższym poziomie niż w poprzednim, czyli ok. 6,5-7 mln mkw. Zmianie uległa jednak jego struktura, co jest spowodowane obecnymi uwarunkowaniami gospodarczymi. W ostatnich latach głównym motorem napędowym rynku magazynowego był sektor e-commerce. Zaczynamy obserwować lekki spadek zainteresowania tej branży, co jest związane z wysoką inflacją i obniżeniem siły zakupowej konsumentów. Miejsce sprzedaży internetowej, jako głównej siły do rozwoju rynku magazynowego, zaczynają zajmować firmy produkcyjne, które w magazynach lokują produkcję i kompletację towarów. Wiele z nich w związku z sytuacją polityczną na świecie zaczyna dywersyfikować swoje lokalizacje. Obszar Europy Środkowo-Wschodniej, szczególnie Polski, jest dla nich bardzo dobrą destynacją. Widzimy duże zainteresowanie wśród takich sektorów jak automotive, medyczny, produkcja elektroniki i ta tendencja utrzyma się w 2023 roku.

Inwestycje w magazyny

Sektor przyciąga uwagę inwestorów i utrzymuje mocną pozycję wśród innych branż nieruchomości komercyjnych. W pierwszych trzech kwartałach 2022 roku w Polsce zainwestowano w niego 1,5 mld euro, czyli 36 proc. wszystkich nakładów. Choć w skali roku pod tym względem magazyny znajdują się na drugim miejscu, za rynkiem biurowym, to tylko w III kwartale 2022 roku zajęły pierwszą pozycję z inwestycjami na poziomie 842 mln euro. W tym okresie miała miejsce jedna z największych historycznie transakcji, czyli sprzedaż portfela magazynowego Hillwooda do CBRE Investment Management, na kwotę 524 mln euro. Rok zamknie się z wynikiem ok. 1,9 mld euro zainwestowanych w sektor magazynowy.

Wyzwania na kolejne 12 miesięcy

Rok 2023 będzie pełen wyzwań, przede wszystkim dla właścicieli nieruchomości, którzy będą musieli mierzyć się z rosnącymi kosztami zarządzania obiektami i dopasowywaniem ich do zmieniających się oczekiwań najemców. Nie inaczej będzie w przypadku deweloperów. Kluczowym zadaniem dla nich stanie się pozyskiwanie finansowania na nowe inwestycje, których koszty są wyższe niż jeszcze rok wcześniej. Dlatego deweloperzy z większą ostrożnością wybierać będą lokalizacje pod nowe obiekty, decydując się głównie na te najlepsze i oczekując, że przed startem budowy ponad połowa będzie już miała umowy na swoich przyszłych najemców. Mimo to widać, że wiele firm posiada środki do realizacji projektów i na rynku jest wielu deweloperów, którzy chcą inwestować w magazyny. Sprzyja temu stabilna dostępność wykwalifikowanych pracowników, którzy chcą pracować w sektorze. Dużą rolę odgrywa również postępująca automatyzacja. Jednak w najbliższych miesiącach możemy spodziewać się spowolnienia w inwestycjach, co przełoży się na niższą dostępność nowej powierzchni magazynowej. To i wzrost kosztów budowy będzie generować wyższe czynsze, które już w pierwszej połowie roku były większe o jedną piątą, a obecnie urosły nawet 30 proc. rok do roku.

Beata Hryniewska, Szefowa Działu Powierzchni Magazynowych i Przemysłowych w CBRE

Pozytywne plany motywują do oszczędzania skuteczniej niż obawy o przyszłość – wyniki badania

Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie ING Banku Śląskiego, większość Polaków posiada obecnie oszczędności. Jednym z najczęściej wskazywanych celów regularnego odkładania pieniędzy jest kwestia zabezpieczenia przyszłości na wypadek niespodziewanych zdarzeń. Jednak jak pokazało badanie, pozytywna motywacja skłania do odkładania pieniędzy znacznie skuteczniej niż lęk, a samo oszczędzanie budzi wśród nas raczej dobre emocje.

Ponad dwie trzecie (68 proc.) Polaków posiada oszczędności, z czego 41 proc. odkłada regularnie pieniądze już od dłuższego czasu, a 27 proc. dopiero od niedawna. Co trzeci z nas nie ma w tym momencie żadnych oszczędności (32 proc.). W tej grupie 18 proc. badanych zaznacza jednak, że zamierza rozpocząć odkładanie regularnych kwot w najbliższym czasie, natomiast 14 proc. nie przewiduje, aby w bliższej perspektywie mogło zacząć oszczędzać.

Jeśli sięgamy po nasze oszczędności, to raczej z konieczności niż kaprysu. W ostatnim półroczu 32 proc. Polaków pod żadnym pozorem nie ruszyło swoich oszczędności. Zdecydowanej większości z nas się to jednak nie udało (65 proc. badanych). Niemal co trzeci badany (31 proc.) przeznaczył część swoich oszczędności na realizację zaplanowanego wcześniej działania, natomiast 22 proc. przyznaje, że zdarzyło im się przeznaczyć je na coś, co po prostu sprawiło im przyjemność. Jedna piąta z nas musiała za pomocą odłożonych uprzednio pieniędzy załatać dziurę w bieżącym budżecie domowym (20 proc.), a niemal co dziesiąta osoba regularnie po nie sięga, aby podreperować swoje domowe finanse (9 proc. wskazań).

Pozytywna motywacja skuteczniejsza od obaw

Okazuje się, że oszczędzanie wywołuje w Polakach zdecydowanie częściej pozytywne emocje. Niemal połowa z nas (47 proc.) kojarzy je z poczuciem nadziei. Inne często wskazywane emocje to „radość i zadowolenie”, a także „spokój i ulga” – w obu przypadkach po 41 proc. wskazań. Co piąty badany kojarzy oszczędzanie z ekscytacją i pozytywnym zaciekawieniem. Dużo rzadziej w związku z oszczędzaniem odczuwamy emocje negatywne: 12 proc. badanych odczuwa niepokój, a 7 proc. lęk. Wśród wymienianych negatywnych emocji znalazły się jeszcze: smutek (5 proc.) i złość (4 proc.). Obojętny stosunek do oszczędzania ma tylko 8 proc. Polaków.

Badanie ING Banku Śląskiego pokazuje również, że pozytywna motywacja jest skuteczniejsza od lęku. Do oszczędzania motywują nas plany, o których myślimy z radością i nie możemy się doczekać ich spełnienia (37 proc. wskazań). Odkładanie pieniędzy z myślą o momentach trudnych, których boimy się i chcielibyśmy uniknąć, motywuje już tylko 9 proc. z nas. Z myślą o obu tych scenariuszach (zarówno na niespodziewane okoliczności wywołujące niepokój, jak i na pozytywne chwile) oszczędza 37 proc. Polaków.

Okazuje się, że Polacy, mimo trudnych okoliczności ekonomicznych i wielu związanych z tym wyzwań, nie chcą wcale rezygnować ze swoich planów i marzeń. Nasze badanie pokazało wyraźnie, że odkładanie pieniędzy z myślą o pozytywnym celu, czymś do czego dążymy, przeważa nad chęcią uniknięcia zagrożenia, czy obawami o przyszłość – komentuje Daniel Szewieczek, Dyrektor Banku odpowiedzialny za oszczędności i inwestycje w ING Banku Śląskim – W obliczu trudności, z jakimi Polacy mierzą się obecnie w obszarze finansów, pozytywne myślenie może okazać się zbawienne. Uważam, że oszczędzanie na „białą godzinę” – czyli na to co planujemy, co jest dla nas istotne i przyjemne, ułatwi Polakom odkładanie pieniędzy.

Oszczędzamy nie tylko na „czarną godzinę”

Na jakie konkretnie cele oszczędzamy? Najczęściej jest to wyjazd wakacyjny (28 proc.) oraz przeprowadzenie remontu (26 proc.). Często oszczędzamy również na cele zdrowotne i zaplanowane procedury medyczne (18 proc.). Na zakup lub budowę mieszkania/domu pieniądze odkłada 14 proc. ankietowanych. Co dziesiąty z nas oszczędza na cele związane ze swoim hobby, czy rozwojem zainteresowań. Na edukację dzieci odkłada 9 proc., a na własne kształcenie 6 proc. pytanych. Rozwój kariery zawodowej chce w ten sposób sfinansować kolejne 6 proc. z nas. Na ogólnie rozumiane inwestycje odkłada 9 proc. ankietowanych.

ING Bank Śląski sprawdził również czym są dla Polaków oszczędności. Chociaż dla większości ankietowanych (58 proc.) dają one przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa, to kolejne skojarzenia są już dużo bardziej pozytywne. Dla 42 proc. Polaków oszczędności wiążą się z poczuciem niezależności, a dla 37 proc. z możliwością spełniania swoich marzeń. Na poczucie kontroli i wpływu na własne życie wskazuje 22 proc. badanych. Nieznacznie mniej Polaków deklaruje, że zgromadzone pieniądze pozwalają im dbać o bliskich (21 proc.). Prawie co piąty ankietowany (19 proc.) utożsamia oszczędności z poczuciem wolności.

O badaniu

Badanie przeprowadzone na panelu Ariadna na ogólnopolskiej próbie liczącej N = N=1039. Kwoty dobrane wg reprezentacji w populacji Polaków w wieku 18 lat i więcej dla płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania. Termin realizacji: 27–28 grudnia 2022. Metoda: CAWI.

Czy na EUR/USD zobaczymy 1,10 jeszcze przed posiedzeniem FOMC?

Poniedziałek na światowych giełdach przedstawiał się również w pozytywnych barwach. Zarówno indeksy w Europie jak i w USA „zamknęły się” wyżej na koniec dnia. Nasdaq „dołożył” kolejne 2 proc. i wyszedł nad linię trendu spadkowego, co dla wszystkich miłośników analizy technicznej może stanowić sygnał, że technologiczne spółki mają szanse nadgonienia strat, które dzielą je do indeksu Dow Jones. Kurs EUR/USD wyznaczył wczoraj nowy lokalny szczyt, po czym nastąpiła korekta. Jak na razie okazała się ona jednak dość „płytka”, bo kurs ponownie dzisiejszego poranka zbliża się do 1,09.

EBC pozostaje wiarygodny jeśli chodzi o determinację w walce z inflacją, podczas gdy rynek wciąż zakłada, że cykl podwyżek stóp procentowych w USA może niebawem się skończyć, a recesja w USA zmusi Fed do pierwszych obniżek w II połowie tego roku. To powoduje, że główna para walutowa znajduje się wciąż na ścieżce wzrostowej, i jak na razie nic nie zapowiada, żeby mogło dojść do zmiany sentymentu.

Plotki o złagodzeniu nastawienia EBC do swojej polityki monetarnej są skutecznie dementowane przez poszczególnych członków Rady Prezesów. Wczoraj otrzymaliśmy kolejne wypowiedzi, które jednoznacznie ucinały jakiekolwiek dyskusje na ten temat. Rano w tej sprawie wypowiedział się Nagel, później „pro-jastrzębie” słowa padły z ust Kazmira, Stournarasa oraz Vujcica . Para EUR/USD po wzroście do poziomu bliskiego 1,0930 skorygowała się do 1,0850 i z „układu” świec na wykresie wiele wskazywało, że krótkim okresie czeka nas jednak korekta. Dynamiczne „odejście” od maksimów lokalnych sugerowało, że krótkoterminowe paliwo do wzrostów jest na wyczerpaniu. Teraz należ spoglądać jak zachowa się kurs po ponownym przetestowaniu wczorajszych szczytów. Na ten moment wszystko wskazuje, że do tego dojdzie.

Dziś mamy w kalendarzu PMI dla strefy euro. To wstępne odczyty za styczeń. Będą one ważnym wskaźnikiem czy Europa będzie zmierzać w kierunku recesji, czy może jednak nastroje uległy poprawie. Patrząc na indeksy giełdowe na Starym Kontynencie nie ulega wątpliwości, że „apetyt na ryzyko” od początku roku jest odmieniany przez wszystkie przypadki. Jeśli okaże się, że gospodarka jest solidna pomimo wysokich cen energii, inflacji i podwyżek stóp, to rośnie prawdopodobieństwo, że uda się uniknąć mocnego załamania koniunktury. To z kolei wskazywałoby na utrzymujące się wysokie ryzyko inflacyjne (również ze względu na efekty drugiej rundy) i zwiększoną czujność EBC. Wówczas będą rosły spekulacje, że instytucja będzie zmuszona do kontynuowania cyklu podwyżek dłużej niż to obecnie sygnalizuje bank i dłużej niż jest to wyceniane przez rynek. Byłby to pozytywny czynnik dla euro, co w konsekwencji odzwierciedlone byłoby „wyjściem” głównej pary walutowej powyżej 1,0930 i „atakiem” na 1,10.

Z kolei dzisiejsze amerykańskie wskaźniki PMI mogą odzwierciedlać pierwsze oznaki spowolnienia amerykańskiej gospodarki, mimo że w IV kwartale była ona w dobrej kondycji. Podobnie może być z zamówieniami na dobra trwałe, a także dochodami i wydatkami prywatnych gospodarstw domowych w czwartek. Rynek zwraca coraz większą uwagę na dane gospodarcze z USA, aby stwierdzić, czy jego oczekiwania dotyczące jedynie 25 pb w przyszłym tygodniu i obniżek stóp pod koniec roku są uzasadnione – zwłaszcza, że ze względu na okres „blackoutu”, do posiedzenia Fed nie wolno teraz wydawać żadnych oświadczeń członków FOMC. Jeśli wskaźnik PCE, który ma pojawić się w piątek, również złagodnieje bardziej niż oczekiwano, rynek prawdopodobnie poczuje się jeszcze bardziej utwierdzony w swojej teorii.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Hotelarze znów mogą mieć w ferie mniej klientów

Ferie w toku. Branża turystyczna i hotelarska liczą, że zimowe wyjazdy pozwolą nadrobić zaległości i ustabilizować sytuację finansową, która i tak już wygląda nieco lepiej niż w czasie pandemii. Z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK wynika, że obie branże w ciągu ostatniego roku zmniejszyły poziom zaległych zobowiązań wobec banków i dostawców. Branża turystyczna obniżyła je o jedną trzecią do 77 mln zł, ale noclegowa po spadku o 49 mln zł nadal ma ponad 1 mld zł zaległości i z napięciem czeka na gości. Tych jednak może być mniej niż zwykle, bo wzrost cen noclegów sprawił, że co piąty Polak ogranicza swoje plany, inni się zastanawiają jechać czy nie jechać, a część osób wciąż szuka ofert atrakcyjnych finansowo.

Z jednej strony wzrost kosztów prowadzenia działalności wynikający ze skoku cen nośników energii, płac, a także żywności, a z drugiej spadek dochodu rozporządzalnego przytłoczonych inflacją gospodarstw domowych. Galopująca drożyzna pokrzyżowała plany obu stronom. Gdy przedsiębiorcy z branży turystycznej i hotelarskiej zmuszeni są przerzucać rosnące koszty prowadzenia biznesów na swoich klientów, ci zaciskają pasa i ograniczają konsumpcję. Pokazują to styczniowe badania wykonane dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, w których respondenci wskazali, że ze względu na wzrost cen pobytu w hotelach czy pensjonatach rezygnują z planowania wyjazdu zimowego na ferie czy też po tym terminie.

Co to oznacza dla turystyki i hotelarstwa? – Scenariusze mogą być różne. Znów będzie mniej chętnych do podróżowania i mniej gości w hotelach. Na wyjazdy będzie stać tylko najbardziej zamożne osoby, przez co zmniejszy się ogólna liczba turystów. Jednocześnie jesteśmy bardziej spragnieni rozrywek, chcemy odreagować ograniczenia pandemii i poprawić sobie samopoczucie, a w tym najlepiej pomagają właśnie wyjazdy, szczególnie wypoczynek na łonie natury. Dlatego można też oczekiwać, że część Polaków będzie rezygnować z innych planów na rzecz podróży. Spora grupa wskazuje też, że oszczędza przede wszystkim na ten cel. W naszym badaniu wspomina o tym co piąta osoba. Trudno więc o jednoznaczną prognozę. Najważniejsze jest teraz to, aby mimo kryzysowego tła gospodarczego, obie branże turystyczna i hotelarska utrzymały trend spadkowy jeśli chodzi o zaległe zobowiązania widoczne w naszych bazach – wskazuje Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.

Hotelarstwo i turystyka z mniejszymi długami. Czy utrzymają ten trend w 2023 roku?

Jak wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK zarówno branża noclegowa jak i turystyczna w ciągu roku (od listopada 2021 do listopada 2022) zmniejszyły poziom zaległych zobowiązań względem banków i dostawców. Hotelarstwo o 4,5 proc. (prawie 49 mln zł) do nieco ponad 1 mld zł, ale już turystyka o 31 proc. (34 mln zł) do 77,2 mln zł. W branży noclegowej, pomimo spadku zaległych zobowiązań nadal jednak widać wzrost liczby firm-niesolidnych płatników – o 180 podmiotów do 1 923. Ponad 1 mld zł zaległości zakwaterowania, to głównie zasługa hoteli, które mają na swoim koncie prawie 872 mln zł, ale też dzięki nim doszło do korzystnej zmiany w łącznym poziomie zaległości tego sektora, w hotelach jest mniej długów w porównaniu z zeszłym rokiem o 106,2 mln zł, czyli 11 proc. Problemy z płatnościami są tu jednak częste, bo dotyczą 8 proc. hotelarskich biznesów, co oznacza, że ryzyko zawarcia umowy z firmą mającą problemy finansowe jest tu dość wysokie.

Z kolei obraz zmian w branży turystycznej, pomimo ogólnego znaczącego spadku kwoty zaległości oraz liczby dłużników (o 28 firm do 915) nie przestawia się jednoznacznie pozytywnie. Działalność agentów turystycznych i Działalność pośredników turystycznych, mimo drobnego spadku liczby dłużników odnotowała wzrost zadłużenia – odpowiednio o 7 proc. (1,3 mln zł) do 20,7 mln zł i o 74 proc. (3,3 mln zł) do 7,8 mln zł. W rezultacie udział firm z problemami wśród pośredników turystycznych wynosi 8 proc. i jest najwyższy wśród reprezentantów tej branży.

dłużnicy branża hotelarska
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza BIK
dłużnicy branża hotelarska 2
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza BIK

Zima i ferie to czas wyjazdów. W tym roku Polacy stawiają przede wszystkim na organizowane we własnym zakresie wyjazdy krajowe, co z pewnością nie jest dobrą informacją dla przedsiębiorców z branży turystycznej, ale już nie tak złą dla hotelarskiej.

Z 26 proc. Polaków, którzy wybierają się w tym roku na zimowe wakacje gros stawia na wypoczynek w kraju zorganizowany we własnym zakresie (43 proc.). Wyjazd w Polskę za pośrednictwem biura podróży planuje mniej niż co czwarty (23 proc.) z turystów, a w zimowy zagraniczny wyjazd organizowany z tour operatorem celuje 17 proc. badanych. 23 proc. tegorocznych zimowych urlopowiczów wyjedzie zagranicę samodzielnie. 5 proc. respondentów nadal szuka atrakcyjnych finansowo ofert.

– Niestety, gdy perspektywy napływu gości kurczą się, a koszty działalności rosną, przekłada się to na dalszy wzrost cen usług. Tym bardziej, że dużą część kosztów stanowią koszty stałe. Tylko we wrześniu ubiegłego roku w porównaniu do września 2021 roku stawki za noclegi wzrosły w 86 proc. hoteli. Zmiany cen usług turystycznych i hotelarskich często nie rekompensują w pełni wzrostu kosztów prowadzonej działalności, ale mogą mocno ograniczyć dostępność tych usług dla wielu klientów. Szczególnie, że nie mieszczą się one w kategorii potrzeb podstawowych i elastyczność popytu w zależności od ceny jest w ich przypadku wysoka. Ponadto od lata zeszłego roku, wynagrodzenia realne spadają, co wprost przekłada się na możliwości zakupowe Polaków. W konsekwencji może, ale nie musi odbić się to na przyroście zaległego zadłużenia zarówno hotelarzy jak i tour operatorów – mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk BIG InfoMonitor (Grupa BIK). – Z badania Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego wynika, że ponad połowa hotelarzy zakłada powrót do wyników sprzed pandemii, ale dopiero w 2024 r., a to i tak w mojej opinii jest scenariusz bardzo optymistyczny – dodaje Waldemar Rogowski.

Badanie – Plany Polaków dotyczące zimowego wypoczynku. Wykonane przez Quality Watch na zlecenie BIG InfoMonitor, przeprowadzone na próbie 1060 dorosłych Polaków techniką CAWI, 6-9 stycznia 2023 r.

BIG InfoMonitor to działające od 2004 roku, wiodące Biuro Informacji Gospodarczej, gromadzące i udostępniające informacje o wiarygodności płatniczej uczestników rynku. Spółka prowadzi rejestr dłużników, do którego każdy przedsiębiorca oraz inne upoważnione do tego instytucje, mogą wpisać firmę i konsumenta, którzy zalegają z płatnościami i pobrać informacje o ich ewentualnym zadłużeniu. Osoby fizyczne mogą zgłaszać dłużników na podstawie wyroku sądowego i sprawdzać tylko firmy. Baza BIG InfoMonitor składa się z około 6 mln informacji o długach i jest jedną z największych w Polsce. Przez 18 lat dzięki BIG InfoMonitor, wierzycielom udało się odzyskać ponad 50 mld zł. Wśród klientów są głównie banki, firmy telekomunikacyjne i ubezpieczeniowe, gminy, sądy, a także osoby fizyczne np. rodzice chcący odzyskać alimenty.

BIG InfoMonitor jako jedyne Biuro Informacji Gospodarczej umożliwia dostęp do baz: Biura Informacji Kredytowej i Związku Banków Polskich, dzięki czemu stanowi platformę wymiany informacji pomiędzy sektorem bankowym i pozostałymi sektorami gospodarki. Oferuje również bankom i przedsiębiorcom narzędzia do weryfikowania wiarygodności płatniczej klientów i kontrahentów oraz wspiera ich w odzyskiwaniu zaległych należności. BIG InfoMonitor jest spółką zależną sektora bankowego – poprzez Biuro Informacji Kredytowej – swojego głównego akcjonariusza. Więcej na temat firmy: www.big.pl
Edyta Kabulska

Co się stanie z kryptoaktywami w przypadku upadku giełdy?

Kwestia własności aktywów cyfrowych zgromadzonych na kontach upadłych giełd budzi coraz więcej wątpliwości nie tylko na świecie, ale także i w Polsce. „Wraz ze wzrostem liczby postępowań upadłościowych rodzą się pytania nie tylko o to, czy waluta cyfrowa może być przedmiotem zajęcia lub egzekucji komorniczej, ale również czy klienci mają prawo do środków zgromadzonych na kontach upadłej giełdy kryptowalut lub innej platformy, gdzie mogli pożyczać i handlować tokenami” – mówi adw. Joanna Gąsowski, Counsel z kancelarii Wolf Theiss.

Rynek kryptowalut nie jest u nas, podobnie jak w większości państw, uregulowany. W przeciwieństwie do depozytów bankowych depozyty walut cyfrowych nie są gwarantowane przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Brak jest także regulacji na wypadek ogłoszenia upadłości giełdy kryptowalut.

Definicja legalna „waluty wirtualnej” pojawiła się w polskim systemie prawnym dopiero w 2018 r. w ustawie o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu. Została ona zdefiniowana jako „odwzorowanie wartości, które m.in. nie jest: prawnym środkiem płatniczym emitowanym przez NBP, zagraniczne banki, pieniądzem elektronicznym, instrumentem finansowym, czy wekslem lub czekiem. Jest natomiast wymienialna w obrocie gospodarczym na prawne środki płatnicze i akceptowane jako środek wymiany, a także może być elektronicznie przechowywane lub przeniesione albo może być przedmiotem handlu elektronicznego”.

Tak sformułowana definicja waluty cyfrowej nie rozwiewa szeregu wątpliwości i prawdopodobnie jej postrzeganie będzie nadal różne w zależności od danej dziedziny prawa. W wyroku z 16 grudnia 2016 r. WSA w Gdańsku przyjął, że bitcoin należy do kategorii praw majątkowych, albowiem spełnia łącznie dwa kryteria, jest zbywalny i związany z ekonomicznym interesem uprawnionego. Analogiczne stanowisko należałoby przyjąć na gruncie prawa upadłościowego. Zgromadzone przez klientów środki w postaci zapisów kluczy (składających się najwcześniej z 33-34 znaków, które są kodowane przy użyciu algorytmów) stanowią „prawa majątkowe”, a tym samym mogą być aktywem wchodzącym lub nie w skład masy upadłości. Wątpliwości w tym zakresie powinno również rozwiać Rozporządzenie UE MiCA, które ma wejść w życie najwcześniej w 2024 r., mówi adw. Joanna Gąsowski, Counsel z kancelarii Wolf Theiss.

Rozporządzenie UE MiCA definiuje kryptoaktywa jako „cyfrowe odzwierciedlenia wartości lub praw, które można przenosić i przechować w formie elektronicznej z wykorzystaniem technologii rozproszonego rejestru lub podobnej technologii.” Brak szczególnych regulacji w zakresie upadłości platform obrotu kryptowalutami prowadzi do wniosku, że w przypadku ogłoszenia upadłości takiej platformy własność środków zgromadzonych przez klientów na kontach (w tzw. portfelach) upadłego będzie zależała od zapisów umowy o świadczenie usług przez daną giełdę.

Jeżeli zgodnie z zapisami umowy spółka będąca właścicielem giełdy przejmowała na własność zgromadzone w portfelach środki, to na skutek upadłości środki te będą wchodziły w skład masy upadłości, którą zarządzać będzie syndyk. To on będzie likwidował majątek upadłej spółki i zaspokajał wierzycieli zgodnie z ich pierwszeństwem. Klienci, którzy zdeponowali środki na kontach giełdy, będą musieli zgłosić syndykowi swoją wierzytelności jako wierzyciele niezabezpieczeni. Będą oni spłacani proporcjonalnie w drugiej kategorii, m.in. po wierzycielach zabezpieczonych oraz ZUS. Przy czym postanowienie umowy o świadczenie usług zastrzegające własność środków na rzecz klienta na wypadek ogłoszenia upadłości, daje jedynie iluzoryczną ochronę. Wraz z ogłoszeniem upadłości postanowienie takie będzie nieważne i nie wywoła zamierzonego skutku, mówi adw. Joanna Gąsowski. Natomiast, jeżeli umowa o świadczenie usług będzie zastrzegała własność środków zgromadzonych w portfelach na rzecz klienta, będzie on mógł złożyć do sędziego-komisarza wniosek o wyłączenie środków z masy upadłości. Jeżeli sędzia oddali wniosek, klient może złożyć pozew do sądu upadłościowego o wyłączenie z masy upadłości, dodaje ekspert.

Jak zauważa Joanna Gąsowski, nawet jeżeli wierzyciel podejmie próbę wyłączenia z masy upadłości, nie można wykluczyć, że syndyk – który ma nie tylko prawo zajęcia stanowiska, ale także złożenia zażalenie w przypadku pozytywnego rozstrzygnięcia sędziego – powoła się na ogólny przepis pozwalający mu na uznanie zapisu umowy dotyczącego własności kryptowalut jako utrudniającego przeprowadzenie postępowania upadłościowego, a zatem bezskutecznego w stosunku do masy upadłości.

Niewątpliwie, dopóki nie będzie szczególnych regulacji w tym zakresie, sytuacja klienta w przypadku upadłości polskiej giełdy kryptowalut będzie trudna i w większości przypadków będzie on miał duże trudności z odzyskaniem środków, które zgromadzi w swoim wirtualnym portfelu, podsumowuje mecenas Gąsowski.

Problem nie dotyczy tylko rynku w Polsce, jak pokazują ostatnie wydarzenia, inwestorzy w Polsce mogą spotkać się z podobnymi problemami jak inwestorzy w USA. W ostatnim czasie sąd upadłościowy w USA wydał dwa przełomowe orzeczenia w tym zakresie w postępowaniu upadłościowym platformy Celsius Network LLC z siedzibą w Hoboken (NJ).

Celsius był platformą pożyczkową, na której klienci mogli zdeponować szereg aktywów cyfrowych, w tym Bitcoin i Ethereum na oprocentowanych lub nieoprocentowanych rachunkach. W czerwcu 2022 roku z powodu problemów z płynnością Celsius bezterminowo wstrzymał wszystkie transfery i wypłaty, a miesiąc później złożył wniosek o ogłoszenie upadłości z możliwością restrukturyzacji (tzw. Chapter 11).

W grudniu 2022 roku sąd upadłościowy US orzekł, że klienci z nieoprocentowanymi rachunkami powierniczymi, których środki nie były zmieszane z innymi aktywami Celsjusza, i na rachunkach których środki były zbyt małe, aby Celsius mógł żądać ich zwrotu w celu spłacenia swoich wierzytelności, będą uprawnieni do uzyskania swoich depozytów w trakcie postępowania upadłościowego Celsjusza.

W kolejnym orzeczeniu w styczniu tego roku sąd upadłościowy stwierdził, że Celsius jest właścicielem większości kryptowalut, które klienci zdeponowali na jego platformie internetowej na oprocentowanych kontach (tzw. Earn accounts). Oznacza to, że klienci ci nie będą mogli wypłacić zgromadzonych na tych kontach waluty cyfrowej i będą traktowani na równi z innym wierzycielami niezabezpieczonymi, a co za tym idzie zaspokajani w ostatniej kolejności z majątku Celsjusza. Orzeczenie to dotknęło około 600.000 kont, na których zgromadzone zostały aktywa wyceniane na 4,2 mld dolarów amerykańskich według stanu na dzień złożenia wniosku o upadłość przez Celsiusa.

Biznes z Finami. Północna kultura vs. polskie przyzwyczajenia

Prowadzenie biznesu w Finlandii wymaga zmiany przyzwyczajeń co do tego, jak wyglądają spotkania i biznesowe. Czego należy się spodziewać w tym północnym kraju?

Polski biznesmen w kontaktach ze swoimi fińskimi kontrahentami może być nieco zdezorientowany. Jeśli do tej pory interesy robił z firmami polskimi lub zachodnimi, typowe biznesowe zachowanie Fina może przez niego zostać źle odebrane. To, co dla nas w najlepszym wypadku jest świadectwem braku zainteresowania, dla osoby z Finlandii okazuje się… wyrazem szacunku dla partnera i uszanowania jego prywatności.

Planując wejście na fiński rynek, warto więc poznać specyficzną kulturę biznesową tego kraju i dowiedzieć się, jakich zachowań możemy się spodziewać oraz co zrobić, by podczas spotkań wypaść jak najlepiej. Tym bardziej, że niektóre rzeczy powszechne w fińskiej kulturze biznesowej dla nieprzygotowanego są dla Polaka co najmniej zaskakujące. Te kwestie wyjaśniamy w naszym nowym artykule, podpowiadamy również, kiedy tłumaczenia na fiński będą niezbędne.

Fiński styl negocjowania. Powściągliwość czy oschłość?

Pierwszym, co rzuca się w oczy w kontaktach z fińskimi biznesmenami jest ich mała ekspresyjność. W rozmowie z nimi nie ma co liczyć na okazywanie serdeczności, wyrażanie emocji czy zbędne gesty. To, co Polak zinterpretuje jako oschłość, znudzenie czy zniecierpliwienie, dla obywateli tego północnego kraju jest jednak naturalne. Brak kurtuazyjnych pytań o samopoczucie to dla nich oznaka troski o prywatność kontrahenta oraz wyraźnego oddzielenia sfery kontaktów biznesowych i osobistych.

Dezorientujące, a czasem nawet irytujące może też być milczenie Finów w czasie prezentacji. Brak potakiwania to jednak sygnał, że dla naszego partnera wszystko jest jasne i że nie ma żadnych pytań ani wątpliwości. Widać to też w fińskim stylu prowadzenia negocjacji. Na północy są one zwykle krótkie i rzeczowe. Dla Finów priorytetem jest ich jak najszybsze zakończenie i osiągnięcie konsensusu pomiędzy obiema stronami.

Spotkanie z Finem. Punktualność przede wszystkim

Planując spotkanie biznesowe z Finem, warto umówić się z nim co najmniej dwa tygodnie wcześniej. W przeciwnym razie musimy liczyć się z tym, że w jego dokładnie zaplanowanym kalendarzu nie znajdzie się dla nas miejsce. Na samo spotkanie warto przybyć nieco wcześniej. Każde spóźnienie bez poważnej przyczyny będzie poważnym uszczerbkiem na naszym wizerunku.

Jeśli chodzi o barierę językową, zdecydowana większość Finów posługuje się językiem angielskim. Nie oznacza to jednak, że pomoc tłumacza nie będzie potrzebna. Może ona okazać się konieczna zwłaszcza w przypadku wymiany dokumentów. Znajdując zawczasu biuro tłumaczeń obsługujące zlecenia na język fiński, znacznie ułatwimy sobie działalność na tym rynku.

Przy kawie czy w saunie? Gdzie Finowie rozmawiają o biznesie?

Spotkania biznesowe z Finami zwykle nie odbiegają od tych znanych z całego zachodniego świata. W przypadku zacieśnienia współpracy, nasz kontrahent może jednak zaprosić nas na spotkanie w… saunie. W tym miejscu etykieta wygląda już nieco inaczej. Podczas spotkania nie należy poruszać tematów związanych z życiem zawodowym, unikając również kwestii drażliwych – na przykład polityki. Faux pas może jednak okazać się również zejście na tematy osobiste. Najbezpieczniej jest pozostać w sferze ważnej dla wszystkich Finów – na przykład sportów zimowych.

Virgin Orbit zainwestował 5 mln USD w SatRev i jest oficjalnym akcjonariuszem

Według najnowszej transakcji SatRev został wyceniony na około 120 mln dolarów. Finansowanie będzie przeznaczone na rozwój biznesu i nowe inwestycje. Jest to największa inwestycja Virgin Orbit w Europie Środkowej.

SatRev to polska firma kosmiczna, rozwijająca jedną z największych konstelacji satelitów do obserwacji Ziemi. Virgin Orbit to jedna z najbardziej rozpoznawalnych firm technologicznych z branży kosmicznej zajmujących się komercyjnym wynoszeniem satelitów na orbitę.

Inwestycja jest ostatnim etapem długiego i udanego partnerstwa strategicznego, które przyniesie obu stronom obiecujący rozwój w ich obszarach działalności. W ramach inwestycji SatRev planuje zwiększyć skalę swojej konstelacji, wdrażając przełomowy rozkładany na orbicie teleskop do końca 2023 roku. Virgin Orbit skorzysta z sukcesu SatRev, uruchamiając w kolejnych latach setki nanosatelitów.

Z Virgin Orbit współpracujemy już od kilku lat, a teraz pogłębiamy tę współpracę. Dołączenie Richarda Bransona, twórcy Virgin Orbit do naszych inwestorów, to decyzja nie tylko strategiczna. Jestem przekonany, że osoba o takim doświadczeniu będzie dla nas ogromnym wzmocnieniem, wesprze nasz rozwój już zaawansowanych kompetencji globalnych i wzmocni naszą pozycję. Virgin Orbit pomoże nam wzmocnić kluczowe relacje z obecnymi i nowymi klientami oraz zapewni nam szybkość, rozmach i możliwości dostarczania długoterminowych rozwiązań. – powiedział Grzegorz Zwoliński, Prezes SatRev.

Polska firma rozpoczęła współpracę z Virgin Orbit w 2021 roku i od tego czasu rakieta Launcher One wyniosła na orbitę cztery satelity SatRev.

SatRev w ostatnim czasie zdobył jeden z największych kontraktów na satelitarną obserwację Ziemi o wartości prawie 39 mln zł.

Banki znalazły „sposób” na frankowiczów. Tylko w praktyce jest z tym problem. I to po obu stronach

Według frankowiczów, pod koniec ub.r. banki zaczęły intensywnie składać pozwy o zwrot kapitału i wynagrodzenie za korzystanie z niego. Chodzi o osoby, które w 2019 r. wystąpiły o unieważnienie umowy lub są obecnie w sporze z bankiem. Obrońcy kredytobiorców twierdzą, że ma to na celu przerwanie terminu przedawnienia roszczenia o zwrot kapitału, ale też może być czynnikiem zniechęcającym do dalszego pozywania banków. Jednocześnie słychać, że niepewność może skłaniać banki do podejmowania działań zmierzających do przerwania biegu przedawnienia roszczenia jeszcze przed stwierdzeniem przez sąd nieważności umowy kredytu. I tu zaczynają się schody, bo w praktyce ustalenie początku biegu ww. terminu obecnie stanowi duży problem. I to dotyczy właściwie obu stron sporu.

Początek ofensywy

Ostatnio w przestrzeni publicznej poruszenie wśród frankowiczów wywołała informacja o tym, że z końcem ub.r. banki masowo zaczęły składać pozwy do sądów przeciwko kredytobiorcom walutowym o zwrot kapitału oraz wynagrodzenie za korzystanie z niego. Głównie chodziło o osoby, które w 2019 r. wystąpiły o unieważnienie umowy kredytowej lub w inny sposób weszły w spór z bankiem. Wcześniej podobne pisma otrzymywali frankowicze, którzy w latach 2016-2018 pozwali banki.

– W mojej ocenie, głównym celem wnoszenia w taki sposób pozwów przez banki jest zniechęcenie frankowiczów do występowania przeciw nim. Otrzymanie pozwu, konieczność przygotowania odpowiedzi i długi czas oczekiwania na jego rozpoznanie mogą zwiększać niepewność i przekonywać niezdecydowanych, że nie ma sensu procesować się, bo to oznacza kłopoty – mówi adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal.

Taki pogląd podzielają też inni prawnicy. Radca prawny Adrian Goska z Kancelarii SubiGo uważa, że formułowane przez bank roszczenie o tzw. korzystanie z kapitału ma odstraszyć frankowiczów. Natomiast mec. Bartosiak wyjaśnia, że z końcem każdego roku kalendarzowego część roszczeń ulega przedawnieniu. Jest to ostatni moment, aby wystąpić do sądu. Wraz z pozwami banki składają jednocześnie wnioski o zawieszenie postępowań do czasu zakończenia procesów wytoczonych im przez kredytobiorców.

Przerwanie terminu

– Inicjowanie procesów przez bank może mieć na celu przerwanie terminu przedawnienia roszczenia o zwrot kapitału. Nie jest jednak jasne, kiedy zaczyna się jego bieg. Jest kilka stanowisk możliwych do obrony. Wedle najbardziej restrykcyjnego dla banków, roszczenie kredytodawcy o zwrot kapitału rozpoczyna bieg już w dniu podpisania przez strony nieważnej umowy. Bank jest autorem umowy, której postanowienia, będące abuzywnymi, doprowadziły do jej nieważności. Ta koncepcja jednak napotyka słuszną krytykę, opartą o argument, iż dopóki jedna ze stron nie podniesie zarzutu nieważności umowy, a jest ona wykonywana, bieg przedawnienia nie rozpoczyna się – informuje mec. Goska.

Inna koncepcja opiera się o twierdzenie, iż bieg przedawnienia rozpoczyna się od dnia odebrania oświadczenia przez bank kredytobiorcy w przedmiocie nieważności umowy, np. w formie pisemnej reklamacji klienta czy pozwu o ustalenie nieistnienia stosunku prawnego. Zatem niekonieczne jest nawet złożenie pozwu do sądu przez frankowicza.

– Podwariantem jest sytuacja złożenia pozwu przez frankowicza. Wtedy od dnia jego doręczenia należałoby liczyć termin przedawnienia. Ta koncepcja najczęściej jest uznawana przez sądy i prawników banków. Można też spotkać się ze stanowiskiem, iż termin rozpoczyna bieg od daty poinformowania kredytobiorcy przez sąd o stukach nieważności umowy bądź od dnia wydania wyroku lub od daty jego prawomocności. Jednak brak jest tutaj przekonywujących argumentów, aby uznać ten pogląd za właściwy – przekonuje Adrian Goska.

Sedno sporu

Prawnicy reprezentujący banki twierdzą, że ustalenie początku biegu przedawnienia roszczenia banku o zwrot wypłaconego kredytu to duży problem. Niepewność może skłaniać banki do podejmowania działań zmierzających do przerwania biegu przedawnienia roszczenia jeszcze przed stwierdzeniem przez sąd nieważności umowy kredytu. Z kolei prawnicy frankowiczów, ale też same banki twierdzą, że problem wymaga spójnego, sprawiedliwego rozwiązania w orzecznictwie. Ogromne znaczenie mogą mieć orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Chodzi np. o sprawę, w której sąd zwrócił się do TSUE z pytaniem, czy w przypadku unieważnienia umowy kredytu ze względu na niedozwolone zapisy bankowi należy się wynagrodzenie za korzystanie z jego kapitału.

– Do 2015 r. nikt nie kwestionował linii orzeczniczej zgodnej z prawem ani umów kredytowych. Dopiero spełnienie się ryzyka kursowego wywołało dążenie do wyzwolenia się z wcześniej podjętych decyzji. Problemem nie jest więc fałszywie często interpretowana abuzywność, ale walka o uniknięcie strat wynikających ze zmian kursów rynkowych. UKNF, NBP i KSF są poważnie zaniepokojone tym, że może dojść do wzbogacenia jednej grupy społecznej, otrzymującej darmowe kredyty lub mieszkania. To wykracza poza dyrektywę 93/13 UE – alarmuje prof. Krzysztof Kalicki z Akademii Leona Koźmińskiego, były sekretarz stanu w Ministerstwie Finansów i wieloletni prezes Deutsche Bank w Polsce.

Ekspert z Kancelarii SubiGo uważa jednak, że wyrok TSUE będzie korzystny dla frankowiczów. W wielu dotychczasowych wyrokach Trybunał wielokrotnie dawał sygnały, iż konsument nie może być pokrzywdzony na skutek nieuczciwych warunków umownych. W szczególności nie mogą go obciążać żądne koszty z nimi związane. Według mec. Goski, banki nie mają prawa do żądania odszkodowania za korzystanie z kapitału, gdyż polskie prawo nie przewiduje takiego roszczenia w sytuacji, w której umowa została uznana za nieważną.

– W odróżnieniu od polskiej Komisji Nadzoru Finansowego czy Związku Banków Polskich, TSUE rozstrzyga w oparciu o przepisy prawa. Nie bierze pod uwagę tego, czy wyrok zmniejszy zyski banków. Przeciwnie, Trybunał wielokrotnie podkreślał, że konsekwencje stosowania przepisów chroniących konsumentów muszą odstraszać przedsiębiorców od nieuczciwych praktyk – zaznacza adwokat Jakub Bartosiak.

Natomiast prof. Kalicki dodaje, że dysponowanie latami cudzym kapitałem, bez jego zwrotu wraz z wynagrodzeniem bez zwrotu kredytu, grozi wywłaszczeniem banków z należności i wielkimi stratami, a Polsce – kryzysem finansowym, za który już wszyscy płacimy i będziemy płacili przez kolejne dekady. Jednak prawnicy nie zgadzają się z tym. Radca prawny Adrian Goska twierdzi, że o ile kredytobiorca powinien liczyć się z możliwością zwrotu bankowi kapitału, to już w sytuacji żądania przez bank zwrotu odszkodowania nie powinien mieć obaw. Tożsame roszczenie co bank posiada frankowicz. Kredytodawca przecież też przez ten sam czas korzystał z kapitału kredytobiorcy. Spłaty są także świadczeniem nienależnym, a zatem mają oni identyczne prawo do żądania co najmniej odsetek za czas korzystania z ich kapitału.

Cloud Technologies kontynuuje sukcesywny rozwój. Sprzedaż danych w listopadzie rośnie o 45%

Cloud Technologies, notowana na głównym rynku GPW spółka koncentrująca się na sprzedaży danych cyfrowych do targetowania reklamy internetowej, opublikowała raport z szacunkową dynamiką sprzedaży cyfrowych informacji w listopadzie ubiegłego roku. Spółka kontynuuje dalszy dynamiczny rozwój i notuje dwucyfrową dynamikę wzrostu – w listopadzie sprzedaż danych wzrosła o 45% r/r.

 – Sukcesywnie pozyskujemy nowych, zagranicznych klientów oraz zwiększamy wolumen danych dostarczanych naszym obecnym kontrahentom, czego efektem są rosnące przychody w naszym strategicznym segmencie. Globalny rynek reklamy cyfrowej, według rynkowych prognoz będzie dalej rósł przez najbliższe lata, w związku z czym sprzedaż danych będzie wciąż kołem napędowym rozwoju Cloud Technologies  – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

80% przychodów ze sprzedaży danych Cloud Technologies pochodzi z największego rynku reklamowego świata, czyli z USA. Raportowany wskaźnik szacunkowej miesięcznej dynamiki sprzedaży danych obejmuje kluczowych klientów Cloud Technologies.

 – Rozwój segmentu sprzedaży danych jest jednym z najważniejszych założeń naszej strategii rozwoju na lata 2021- 2023, której celem jest osiągnięcie pozycji wiodącego dostawcy na globalnym rynku danych. Pod koniec zeszłego roku zrealizowaliśmy inny, ważny element przyjętej strategii – zadebiutowaliśmy na Głównym Rynku GPW. Konsekwentnie kontynuujemy realizację ważnych elementów naszych planów rozwojowych, jakimi są m.in. skup akcji, zakup technologii i międzynarodowe akwizycje, mające na celu szybkie zwiększenie przychodów w obszarze sprzedaży danych – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

W III kwartale ubiegłego roku Cloud Technologies dzięki koncentracji na wysokomarżowym segmencie sprzedaży danych wypracowało rekordowe wyniki. Spółka wygenerowała przychody w wysokości 12,3 mln zł i zysk netto w wysokości 5,1 mln zł. EBITDA w kluczowym dla spółki segmencie sprzedaży danych wyniosła 6,2 mln zł, co oznacza wzrost o 39,9% r/r. Marżowość EBITDA sprzedaży danych sięgnęła 63,2%. W ujęciu od początku 2022 roku, tj. od 1 stycznia do 30 września br., spółka wypracowała zysk netto w wysokości 11 mln zł, a EBITDA sięgnęła 15,1 mln zł.

Przełomowe dla rynku e-mobility regulacje unijne coraz bliżej wejścia w życie

Nowelizacja rozporządzenia wprowadzającego zakaz rejestracji nowych samochodów spalinowych od 2035 r. oraz rozporządzenie w sprawie rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych (AFIR) – to kluczowe dla rynku e-mobility zmiany prawa Unii Europejskiej, które w 2022 r. weszły w końcowy etap procesu legislacyjnego. Na poziomie unijnym trwają również prace m.in. nad zmianą dyrektywy bateryjnej oraz dyrektywy ws. efektywności energetycznej budynków. Ponadto, w 2022 r. Komisja Europejska zaprezentowała swoją propozycję standardu emisji spalin Euro 7.

Rok 2022 upłynął pod znakiem osiągnięcia kolejnych etapów w procesie legislacyjnym dotyczącym kilku aktów prawnych, potencjalnie przełomowych dla całego unijnego sektora elektromobilności.

Zakaz rejestracji nowych samochodów spalinowych w UE praktycznie przesądzony

Pierwszym z nich jest projekt nowelizacji Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/631 z dnia 17 kwietnia 2019 r. określającego normy emisji CO2 dla nowych samochodów osobowych i dla nowych lekkich pojazdów użytkowych. Rozporządzenie określa docelowe poziomy emisji CO dla unijnego parku pojazdów (od 2020 r., 2025 r. i 2030 r.) oraz wdraża mechanizmy, który mają zachęcać do szybszej popularyzacji pojazdów nisko- i zeroemisyjnych. Na podstawie aktualnie obowiązujących regulacji docelowe poziomy emisji CO dla unijnego parku pojazdów w latach 2020-2024 maja wynosić:Zakaz rejestracji nowych samochodów spalinowych w UE praktycznie przesądzony

Docelowe indywidualne poziomy emisji są ustalane corocznie dla każdego producenta. Opierają się one na docelowych poziomach emisji dla unijnego parku pojazdów i uwzględniają średnią masę nowo zarejestrowanych pojazdów producenta w danym roku, przy zastosowaniu krzywej wartości granicznych. Oznacza to, że dozwolony średni poziom emisji dla producentów cięższych samochodów jest wyższy niż dla producentów lżejszych samochodów. Krzywą opracowano w taki sposób, aby zapewnić osiągnięcie docelowych średnich poziomów emisji dla unijnego parku pojazdów. Począwszy od 2025 r. i 2030 r., rozporządzenie (UE) 2019/631 przewiduje bardziej rygorystyczne docelowe poziomy emisji CO, które określono jako procentową redukcję w stosunku do początkowych poziomów z 2021 r. Ma ona wynieść:Zakaz rejestracji nowych samochodów spalinowych w UE praktycznie przesądzony

Aktualnie procedowane propozycje kompleksowych zmian rozporządzenia 2019/631 po raz pierwszy zaprezentowano w lipcu 2021 r. w ramach pakietu Komisji Europejskiej „Fit for 55”.  Projekt nowelizacji zakłada znacznie ambitniejsze cele niż obecnie obowiązujące. Przewiduje zobowiązanie koncernów motoryzacyjnych do zredukowania emisji CO2 sprzedawanych samochodów o 20% od 2025 r., o 55% od 2030 r. (50% w przypadku samochodów dostawczych) i o 100% od 2035 r. (względem dozwolonych poziomów z 2021 r.). Wejście proponowanych regulacji w życie oznacza w praktyce zakaz rejestracji nowych samochodów osobowych i dostawczych w państwach członkowskich Unii Europejskiej. 27 października Parlament Europejski oraz Rada UE zawarły porozumienie w sprawie nowelizacji rozporządzenia 2019/631.

Zawarte porozumienie stanowi jeden z ostatnich etapów procesu nowelizacyjnego. W praktyce zostało już przesądzone, że od 2035 r. w żadnym państwie członkowskim nie będzie można już zarejestrować nowych, osobowych lub dostawczych samochodów z silnikiem spalinowym. Dotyczy to również wariantów hybrydowych (w tym hybryd plug-in). Na rynku będą dostępne wyłącznie pojazdy całkowicie elektryczne (BEV) lub zasilane wodorowymi ogniwami paliwowymi (FCEV). W tym kontekście Polska musi przygotować się na nadchodzące zmiany. Kluczowe jest stworzenie odpowiednich warunków do rozwoju elektromobilności, zwłaszcza w obszarze ogólnodostępnej infrastruktury ładowania – mówi Aleksander Rajch, dyrektor ds. relacji zewnętrznych PSPA.

AFIR na horyzoncie

Przyspieszenie rozbudowy sieci stacji ładowania w państwach członkowskich jest naczelnym celem kolejnego procedowanego w 2022 r. aktu prawa Unii Europejskiej – rozporządzenia AFIR (Regulation of the European Parliment and of the Council on the deployment of alternative fuels infrastructure), które zastąpi obowiązującą obecnie dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/94/UE z dnia 22 października 2014 r. w sprawie rozwoju infrastruktury paliw alternatywnych. Podobnie jak postulat nowelizacji rozporządzenia 2019/631 projekt AFIR stanowi element pakietu legislacyjnego Komisji Europejskiej „Fit for 55”. AFIR wyznacza konkretne cele w zakresie infrastruktury, m.in. wprowadzając wymóg podnoszenia łącznej mocy ogólnodostępnych w zależności od liczby nowo rejestrowanych samochodów z napędem elektrycznym. Dyrektywa 2014/94/UE zostanie zastąpiona rozporządzeniem. Oznacza to, że AFIR będzie bezpośrednio stosowany w każdym państwie członkowskim UE, bez potrzeby transpozycji do prawa krajowego. Na przełomie 2022/2023 r. proces legislacyjny związany z AFIR znajduje się już na ostatniej prostej. Po głosowaniu w Parlamencie Europejskim, które odbyło się 19 października, projekt rozporządzenia stał się przedmiotem negocjacji trójstronnych pomiędzy PE, Komisją Europejską i Radą Unii Europejskiej. Pierwsze posiedzenie trójstronne ws. AFIR odbyło się 27 października, kolejne 30 listopada. W zależności od przebiegu negocjacji, proces powinien zostać sfinalizowany w II kwartale roku 2023. Ostateczna wersja dokumentu zostanie ustalona po zakończeniu trilogu pomiędzy instytucjami unijnymi.

Ujęty w projekcie AFIR obowiązek korelacji wzrostu mocy infrastruktury ładowania z rozwojem floty samochodów elektrycznych na podstawie propozycji Parlamentu Europejskiego.AFIR na horyzoncie

AFIR z jednej strony stanowi impuls do rozbudowy ogólnodostępnej infrastruktury ładowania w Polsce – do tej pory brakuje skutecznego czynnika motywującego administrację publiczną do stworzenia odpowiednich warunków do rozwoju sieci ładowarek na skalę masową.  Z drugiej strony realizacja celów wyznaczonych przez planowane rozporządzenie stanowi dla wszystkich państw członkowskich olbrzymie wyzwanie. Biorąc pod uwagę wymogi AFIR, obecny stan infrastruktury oraz spodziewany, bardzo dynamiczny wzrost liczby samochodów elektrycznych, łączna moc stacji ogólnodostępnej w Polsce będzie musiała wzrosnąć prawie 5 razy do 2025 r. i ponad 15 razy do roku 2030. Oczywiście, biorąc pod uwagę wejście w życie mniej ambitnych wersji rozporządzenia, proponowanych przez Komisję Europejską oraz Radę UE. To oznacza, że Polska już nie ma czasu na dalszą zwłokę z wprowadzaniem niezbędnych zmian prawnych znoszących największe bariery systemowe rozbudowy stacji ładowania – podkreśla Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSPA.

Ekologiczne baterie litowo-jonowe

09 grudnia 2022 r. Rada i Parlament Europejski osiągnęły wstępne porozumienie co do projektu rozporządzenia w sprawie baterii i zużytych baterii, uchylającego dyrektywę 2006/66/WE i zmieniającego rozporządzenie (UE) 2019/1020. Nowe przepisy korespondują z założeniami European Green Deal – mają na celu uczynienie łańcucha dostaw sektora bateryjnego bardziej zrównoważonym. Po raz pierwszy w historii regulacje obejmą cały cykl życia akumulatorów litowo-jonowych – od ich produkcji po ponowne użycie i recykling. W założeniach instytucji unijnych nowe rozporządzenie ma zwiększyć konkurencyjność przemysłu unijnego oraz stopień odzysku surowców kluczowych dla sektora elektromobilności. Przepisy będą dotyczyć wszystkich rodzajów baterii, w tym przemysłowych i akumulatorów trakcyjnych wykorzystywanych w maszynach, pojazdach elektrycznych (m.in. autobusach i samochodach), jak też w lekkich środkach transportu (elektrycznych rowerach, motorowerach czy hulajnogach).

Rozporządzenie ma służyć promowaniu gospodarki o obiegu zamkniętym. Będzie zwierać regulacje dotyczące postępowania ze zużytymi bateriami. Ponadto określi cele i obowiązki producentów w zakresie ich zbiórki. W przypadku lekkich środków transportu ma to być 51% do końca 2028 r. i 61% do końca roku 2031. Na podstawie procedowanych regulacji poziom odzysku litu wyniesie natomiast 50% do 2027 r. i 80% do 2031 r. Instytucje unijne chcą określić również stopień zawartości poszczególnych materiałów pochodzących z recyklingu, które znajdą zastosowanie m.in. w akumulatorach pojazdów. Proponowany udział odzyskanego kobaltu ma wynosić 16%, ołowiu 85%, a litu i niklu – po 6% – mówi Maria Majewska, koordynatorka komitetu bateryjnego PSPA.

Unia Europejska podkreśla istotne znaczenie nowych przepisów, zwłaszcza w kontekście dynamicznego rozwoju elektromobilności w państwach członkowskich. Po wstępnym porozumieniu z grudnia 2022 r. kolejnym krokiem w procesie legislacyjnym dotyczącym nowego rozporządzenia będzie jego formalne przyjęcie przez Radę i Parlament Europejski. Powinno to nastąpić w 2023 r.

Budynki przyjazne elektromobilności

Na podstawie postulatów zaproponowanych w ramach „Fit for 55” planowana jest również m.in. rewizja Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2010/31/UE w sprawie charakterystyki energetycznej budynków. W 2022 r. trwał proces legislacyjny dotyczący zapowiedzianej nowelizacji. 25 października prezydencji czeskiej udało się osiągnąć kompromis ze wszystkimi państwami członkowskimi w sprawie dyrektywy. Wypracowany przez Radę projekt nowelizacji zakłada m.in. obowiązek wyposażania nowych lub remontowanych budynków niemieszkalnych z więcej niż 5 miejscami parkingowymi w co najmniej jeden punkt ładowania i instalację okablowania wstępnego dla co najmniej 50% miejsc parkingowych. Pozostałe 50% miejsc powinno być wyposażone odpowiednie kanały umożliwiające montaż okablowania.  W przypadku nowych lub remontowanych budynków mieszkalnych z więcej niż 3 miejscami parkingowymi instalacja okablowania wstępnego ma być konieczna dla co najmniej 50% miejsc parkingowych. Obowiązek zapewnianie odpowiednich kanałów powinien dotyczyć pozostałych 50% miejsc.

Liczymy, że znowelizowana, ostateczna wersja dyrektywy w sprawie charakterystyki energetycznej budynków wejdzie w życie w ambitniejszym kształcie niż wersja zaproponowana przez Radę. Październikowy kompromis przewiduje zbyt wiele wyjątków pozwalających na uniknięcie obowiązków instalacji punktów ładowania lub niezbędnego okablowania (m.in. gdy parking nie znajduje się wewnątrz budynku lub do niego fizycznie nie przylega, jak rrównież,gdy remont nie obejmuje instalacji elektrycznej). Zapewnienie możliwie łatwego dostępu do prywatnych i półprywatnych ładowarek stanowi absolutnie kluczowy warunek rozwoju elektromobilności na skalę masową w praktycznie każdym państwie członkowskim – mówi Aleksander Rajch, dyrektor ds. relacji zewnętrznych PSPA.

Euro 7 – najbardziej ambitny standard emisji spalin w historii

Na podstawie oficjalnych, unijnych danych, transport drogowy stanowi największe źródło zanieczyszczeń powietrza w miastach. W 2018 r. w UE z tego sektora pochodziło ponad 39% emisji tlenków azotu oraz 10% emisji PM2,5 i PM10. W celu ograniczenia wpływu transportu na środowisko, a także ludzkie życie i zdrowie, 10 listopada 2022 r. Komisja Europejska zaprezentowała wniosek w sprawie nowego standardu emisji spalin Euro 7. KE zakłada, że proponowane normy przyczynią się do redukcji zanieczyszczeń z sektora transportu, zwiększą konkurencyjność europejskiego przemysłu i jednocześnie spowodują, że pojazdy pozostaną przystępne cenowo dla konsumentów.

Euro 7 ma zagwarantować znacznie większą niż wcześniejsze normy redukcję emisji samochodów osobowych, dostawczych, ciężarówek i autobusów w rzeczywistych warunkach jazdy i przez znacznie dłuższy okres. Wszystkie te kategorie pojazdów zostaną objęte jednym zestawem przepisów. Co ważne, nowe normy mają dotyczyć nie tylko zanieczyszczeń z układów wydechowych, ale również z hamulców i opon. Te same limity znajdą zastosowanie niezależnie od tego, czy dany pojazd jest zasilany benzyną, olejem napędowym, energią elektryczną, czy też innym rodzajem paliw alternatywnych. Oczywiście, w wielu przypadkach limity zostaną one znacznie zaostrzone. Przykładowo w ramach Euro 6 limit emisji tlenków azotu dla samochodów osobowych zasilanych benzyną wynosił 60 mg/km, a olejem napędowym – 80 mg/km. Zgodnie z Euro 7 wyniesie on 60 mg/km bez względu na rodzaj napędu – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

W porównaniu do obecnie obowiązujących norm, badania emisji w ramach Euro 7 mają lepiej odzwierciedlać warunki drogowe w Europie, uwzględniając zarówno skrajne temperatury (do 45°C), jak i krótkie trasy (np. dojazdy do pracy). Zgodność samochodów osobowych i dostawczych z nowymi przepisami będzie weryfikowana do przebiegu 200 tys. km i przez 10 lat eksploatacji. To dwukrotne zaostrzenie regulacji przewidzianych w normach Euro 6/VI. Euro 7 umożliwi właściwym służbom kontrolę emisji generowanych przez pojazd za pomocą obowiązkowych, pokładowych systemów monitorowania emisji (OBM), przez cały okres eksploatacji. Ponadto, nowe regulacje mają zagwarantować trwałość akumulatorów litowo-jonowych stosowanych w EV.

Komisja Europejska zakłada, że w 2035 r. normy Euro 7 obniżą całkowite emisje NOx w przypadku samochodów osobowych i dostawczych o 35% w porównaniu z Euro 6 oraz o 56% w porównaniu z Euro VI w przypadku autobusów i samochodów ciężarowych. Jednocześnie emisje cząstek stałych z samochodów osobowych i dostawczych mają zostać ograniczone o 13%, a z autobusów i ciężarówek – o 39%. Zanieczyszczenia z hamulców pojazdów powinny natomiast ulec redukcji o 27%. W dalszym toku prac legislacyjnych nad Euro 7 wniosek Komisji zostanie przedłożony Parlamentowi Europejskiemu i Radzie. Zgodnie z wnioskiem Komisji, nowe rozporządzenie wejdzie w życie 1 lipca 2025 r. w odniesieniu do nowych pojazdów lekkich (samochodów osobowych i dostawczych) oraz 1 lipca 2027 r. w odniesieniu do nowych pojazdów ciężkich (ciężarówki i autobusy).

Autor: Elektromobilni.pl

Nadawanie paczek w InPost. Jak to robić?

Wysyłanie paczek z InPost jest proste i przyjemne. By to zrobić, wystarczy smartfon lub komputer. Co dalej? Oto szybki proces nadawania przesyłek w InPost krok po kroku.

Jak nadać przesyłkę w InPost?

Wysyłanie paczek za pośrednictwem firmy kurierskiej InPost możliwe jest m.in. w aplikacji mobilnej. Na początku użytkownik jest proszony o zarejestrowanie się w niej lub zalogowanie. Potem pojawia się główna strona aplikacji. Aby nadać paczkę, z dolnego interfejsu trzeba kliknąć opcję Nadaj. Następnie wyświetla się ekran, na którym należy wybrać metodę dostarczenia przesyłki i wielkość paczki.

Istnieją dwa sposoby nadawania przesyłek w InPost. Pierwsza to wysyłka z jednego urządzenia Paczkomat® do kolejnego. Zamiast tego można wybrać usługę odbioru przesyłki z automatu paczkowego i doręczenie jej adresatowi przez kuriera. Transfer pakunku między dwoma maszynami Paczkomat jest tańszy o złotówkę od jej dostawy do domu.

Przesyłkę należy uprzednio zmierzyć i zważyć. Dzięki temu użytkownik zyskuje pewność, że zmieści się ona do skrytki w automacie Paczkomat. Wybrać można jeden z trzech rozmiarów. Warto przy tym pamiętać, że maksymalny ciężar przesyłki nie może przekroczyć 25 kg. Po wybraniu wymiarów paczki można przejść do kolejnego kroku.

Na następnym ekranie należy wypełnić dane osobowe i wpisać adres odbiorcy. Wystarczy uzupełnić pola takie jak imię i nazwisko, numer telefonu oraz e-mail. Później aplikacja przenosi użytkownika do sekcji, w której trzeba wpisać adres odbiorcy lub docelowego urządzenia Paczkomat. Zamiast tego można go też wybrać, używając mapy. Ostatnia czynność to opłata za usługę przy pomocy karty bankomatowej lub BLIKA.

Po uregulowaniu należności w aplikacji generuje się kod nadania w formie QR oraz liczbowej. W automacie Paczkomat można zeskanować pierwszy z nich lub przepisać na ekranie maszyny drugi. Umożliwi to otwarcie drzwiczek do skrytki. Żeby zakończyć nadawanie przesyłki, na ekranie urządzenia paczkowego trzeba wybrać opcję Kończymy na dziś.

Wysyłanie paczek przez Szybkie Nadania i Managera Paczek InPost

Osoby zainteresowane wysyłką paczek za pośrednictwem InPost mają możliwość skorzystania z usługi Szybkie Nadania. W tym przypadku nie ma potrzeby zakładania żadnego konta. Wystarczy wejść na stronę internetową https://inpost.pl/wysylam, a następnie wpisać adres wysyłki oraz rozmiar przesyłki.

Tak samo, jak przy zwykłych nadaniach można ją przekazać z jednego automatu Paczkomat do innego lub odesłać kurierem. Po zrealizowaniu płatności pozostaje wydrukować etykietę, nakleić ją na przesyłkę, a na koniec zeskanować i umieścić w maszynie paczkowej.

Klienci InPost mogą też skorzystać z Managera Paczek. Usługa dostępna jest na stronie internetowej. W przeciwieństwie do Szybkich Nadań trzeba założyć konto i zalogować się do niego. Kolejny krok to wybór opcji Wyślij przesyłki i uzupełnienie danych osobowych oraz adresu odbiorcy. Po opłaceniu usługi strona tworzy etykietę. Można ją nadać w maszynie Paczkomat lub zamówić kuriera.

Dlaczego warto kupować gotowe spółki

Jeżeli zastanawiasz się nad otworzeniem własnej działalności gospodarczej, ale nie masz czasu zająć się wszystkimi formalnościami, możesz skorzystać z pomocy fachowej pomocy. Z pomocą przyjdzie firma, u której dokonasz zakupu gotowej spółki. Gotowe spółki na sprzedaż są bardzo korzystnym rozwiązaniem zwłaszcza u osób, które chcą na własną rękę rozkręcać swój biznes. Koszt skorzystania z takiej usługi jest niewielki, a dzięki usłudze zyskasz spółkę, która będzie na Ciebie zarabiać. Poznaj korzyści z takiego rozwiązania.

Posiadanie własnego biznesu jest w dzisiejszych czasach bardzo popularne. Dzięki niemu zyskujemy poczucie posiadania czegoś własnego, co będzie zabezpieczało nas w przyszłości. Może podlegać w pracy jedynie własnej osobie i godzić pracę z życiem osobistym. Jeżeli taki styl pracy i życia Cię interesuje, nic nie stoi na przeszkodzie do rozpoczęcia działalności gospodarczej. Nie musisz mieć nawet czasu na założenie biznesu. Wystarczy, że zdecydujesz się na zakup gotowej spółki i wejście w gotowy biznes. Sprawdź, co warto wiedzieć o gotowych spółkach na sprzedaż i korzyściach z ich wybierania.

Gotowe spółki — co to jest?

Gotowe spółki są zakupem, który z pewnością przyniesie dużo korzyści. Gotowa spółka to pewny plan na ukształtowanie biznesu. Nie musisz martwić się nad planem i obowiązkami, które spadają na Ciebie w momencie zdecydowania się na otwarcie biznesu. Taki proces jest trudny dla osób, które nigdy wcześniej nie prowadziły działalności. Utworzenie biznesplanu i załatwienie wszystkich formalności przy rozpoczęciu działalności gospodarczej będzie z pewnością dość skomplikowane i zniechęcające. Dlatego wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom klientów i oferujemy gotowe spółki dostosowane do Państwa indywidualnych potrzeb.

Gotowe spółki z o.o to przede wszystkim inwestycja w przyszłość i szczególne zabezpieczenie. Możesz posiadać gotową spółkę i prowadzić ją samodzielnie lub zlecić jej prowadzenie. Nie będziesz martwić się o formularze i wszelkie inne rejestracje. Zakupisz biznes, który będzie prosperować z zyskiem od samego początku. Kompleksowa obsługa zapewni Ci wsparcie na każdym etapie transakcji.

Czy zakup gotowej spółki jest popularny?

Posiadamy spółki zarejestrowane i funkcjonujące w różnych branżach. Dzięki temu sprzedaż gotowych spółek jest korzystna dla naszych klientów, zwłaszcza jeżeli jest to ich pierwszy biznes lub nie mają czasu na jego samodzielną formalizację. Coraz częściej brak czasu nie pozwala na otwarcie biznesu we właściwym czasie. Zakup gotowych podmiotów gospodarczych stał się zatem bardzo popularny.

Sprzedawane spółki są zarejestrowane w Urzędzie Skarbowym, Krajowym Rejestrze Spółek-numer KRS, posiadają swój własny NIP oraz numer REGON. Sprzedaż spółek dzięki poświadczonej umowie kupna jest opcją, na którą może zdecydować się każdy, kto marzy o własnym biznesie. Oferta promocyjna pozwoli na zakup spółki w korzystnej cenie bez żadnych zobowiązań. Podany koszt usługi obejmuje cenę z vat EU lub bez vat EU. Możesz zakupić firmę w Warszawie i liczyć na pełną obsługę księgową, jeżeli potrzebujesz pomocy — gotowe spółki z pewnością Ci się opłacą.

Sprzedaż gotowych spółek — co zyskasz?

Decydując się na zakup spółki, zyskasz w pełni zarejestrowane źródło własnego dochodu. Usługi, które zakupisz, sprawią, że na bieżąco składane deklaracje nie sprawią problemów przy jej otwieraniu i nie zaburzą funkcjonowania. Gotowa spółka Warszawa to firma bez żadnych wad prawnych. Jeżeli nie masz czasu na prowadzenie dokumentacji, obsługa księgowa będzie prowadziła za Ciebie działalność, którą zakupisz.

Gotowa spółka z o.o to przede wszystkim inwestycja w zakup firmy posiadającą czystą historię. Pisemna gwarancja braku długów pozwoli Ci na uniknięcie szeregu zobowiązań, jakie mógłbyś pozyskać, kupując spółkę od nieuczciwych sprzedawców. Zgłoszenie zmian, takich jak zmiana nazwy, nie będzie żadną trudnością. Czyste spółki to przede wszystkim dobra inwestycja bez zbędnych problemów. Określony z góry koszt uchroni Cię przed dodatkowymi wydatkami. W szybki sposób nabędziesz zaufanych klientów i będziesz mógł cieszyć się swoim biznesem. Warto więc nabyć gotową spółkę i tym samym zainwestować we własny rozwój biznesowy. Gotowa spółka z o.o ma zawsze zabezpieczenie kapitału zakładowego, dlatego nie trzeba wnosić go dodatkowo.

Obsługa księgowa dla Twojej spółki

Obsługa księgowa to usługa, która polega na prowadzeniu podatkowych i finansowych ksiąg rachunkowych dla przedsiębiorstw i innych podmiotów gospodarczych. Usługa obejmuje zarówno wykonywanie zadań związanych z księgowaniem, jak i sporządzanie bieżących raportów finansowych i podatkowych. Obsługa księgowa obejmuje również przygotowywanie deklaracji podatkowych, udzielanie porad podatkowych, wykonywanie wycen aktywów oraz prowadzenie rachunkowości. W ramach zakupu spółki możesz z niej skorzystać i o nic więcej się nie martwić, bo Twój biznes będzie prosperować sprawnie.

Już niedługo krajowy system e-faktur (KSeF)

Ministerstwo Finansów pracuje nad projektem ustawy o Krajowym systemie e-faktur (KSeF). To będzie bardzo ważna zmiana dla wszystkich podatników, dlatego prowadzone są szerokie konsultacje społeczne. Opiniowane są rozwiązania prawne i technologiczne, ale wciąż jest wiele elementów do uzgodnienia. Rewolucją będzie przykładowo kod QR, który będzie swego rodzaju linkiem do systemu. Czyli konsument będzie mógł biorąc fakturę w sklepie sprawdzić tego kontrahenta za pomocą aplikacji, np. przez telefon. Czy rzeczywiście ta faktura znajduje się w systemie i czy sprzedawca wywiązał się ze wszystkich obowiązków w tym zakresie.

– Uczestniczymy w konsultacjach publicznych z Ministerstwem Finansów. Wskazujemy na praktyczne kwestie po to, aby maksymalnie ułatwić przedsiębiorcom korzystanie z systemu KSeF – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Dybaś, partner w zespole podatków pośrednich w CRIDO. – Na przykład sposób wypełniania matrycy, w ramach której uzgadniamy pewne dane z faktur, dziś jest dość skomplikowany. Szukamy uproszczeń i dodatkowych korzyści dla podatników. Dyskutujemy też o tym, jaki krąg podatników będzie zobligowany do używania KSeF. Mamy pewne wątpliwości czy np. podmioty, które prowadzą sprzedaż B2C udokumentowaną paragonami z kas fiskalnych, również w tym kontekście powinny być objęte systemem? Ministerstwo na tzw. białej liście podatników będzie zakreślać informację, czy dany podatnik jest zobligowany do korzystania z KSeF. Czekamy też na niektóre rozwiązania i dopiero wtedy będziemy je opiniować – np. wizualizację faktury w postaci wydruku, dodatkowych kodów QR, etc. To będzie duża rewolucja technologiczna i podatnicy muszą się do niej dobrze przygotować – zaznacza Dybaś.

W 2022 roku deweloperzy rozpoczęli o 1/3 mniej mieszkań

historycznych rekordach z roku poprzedniego. Nie może zatem dziwić, że i statystyki inwestycyjne w ub. roku uległy adekwatnemu załamaniu.

Inwestycje rozpoczęte z sygnałem załamania

Pierwszą i najważniejszą, z punktu widzenia bieżącej koniunktury kategorią gusowskich statystyk, są dane dotyczące mieszkań, których budowę rozpoczęto. W roku 2022 licząc ogółem, ruszyła budowa nieco ponad 200 tys. mieszkań i domów jednorodzinnych, co oznacza regres w relacji rdr aż o 28 proc. Z tego sami deweloperzy uruchomili w ub. roku budowę zaledwie 115 tys. lokali, co daje wynik gorszy rok do roku o prawie jedną trzecią.

Tak ostre hamowanie rocznych statystyk nowych budów było naturalną reakcją przedsiębiorców na załamanie rzędu blisko 40 proc. rdr kontraktacji nowych lokali po serii podwyżek stóp procentowych, w rezultacie których nastąpiło niewidziane od lat tąpnięcie popytu na kredyty mieszkaniowe. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl tego typu reakcja jest naturalnym odruchem deweloperów dążących do zrównoważenia rynku, które wydaje się wciąż nie do końca osiągnięte. Tym samym poszukiwanie dna przedmiotowych danych zapewne potrwa jeszcze w pierwszych miesiącach nowego roku.Wyk. 1 - Mieszkaniowe inwestycje w latach 2019 - 2021 wg danych GUS

Pytanie jednak, na jakim poziomie owo dno może się znajdować. Ogółem statystyki GUS nowych inwestycji mieszkaniowych cofnęły się w ciągu zaledwie kilkunastu miesięcy do poziomu z roku 2017. Z kolei PZFD prognozuje spadek wolumenu nowych budów mieszkań deweloperskich do poziomu zaledwie 70-80 tys. lokali w roku bieżącym, co oznaczałoby zejście do poziomów z roku 2014. Niestety, ale tego typu scenariusz wydaje się bardzo prawdopodobny, zwłaszcza jeśli założymy dalszy, realny spadek sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym w roku bieżącym, nawet o mniejszej od dotychczasowej dynamice.

Odwrót także w pozwoleniach na budowę

Nieco mniej pesymistycznie prezentuje się sytuacja w kwestii pozyskanych w roku ubiegłym nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. W tym przypadku ogólnie ich całoroczny wolumen wyniósł ponad 297 tys., co oznacza spadek względem 2021 r. o niespełna 13 proc. Z kolei deweloperzy, którzy zabezpieczyli na własne potrzeby liczbę 203 tys. takich decyzji administracyjnych, zanotowali znacznie mniejszy regres rzędu 5 proc.

Jak wiadomo, statystyki nowych pozwoleń na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów. Czyżby zatem optymizm branży deweloperskiej, w kwestii perspektyw rozwoju koniunktury pierwotnego segmentu mieszkaniówki, w dłuższym terminie nieprzerwanie pozostawał na względnie wysokim poziomie? Niestety, raczej niekoniecznie.

Po pierwsze, procedura uzyskania tego typu dokumentu jest dość czasochłonna, więc dane reagują z opóźnieniem, a poza tym nie jest zobowiązująca, czyli nader wysoki wolumen pozwoleń w okresie spowolnienia o niczym nie przesądza. W kolejnych miesiącach ich statystyki powinny więc kontynuować umiarkowany trend spadkowy. Potwierdzają to dane grudniowe słabsze rdr aż o 40 proc., czyli znacznie więcej niż spadek za pełne 12 miesięcy 2022 r.Wyk. 2 - Budownictwo GUS w latach 2013 - 2022

Mieszkania oddane wciąż na rosnącej fali

W 2022 roku GUS doliczył się prawie 239 tys. lokali ukończonych i przekazanych do użytkowania, czyli 1,7 proc. więcej niż rok wcześniej. Tym samym były one jedynym aspektem działalności inwestorów, w ramach którego udało się w minionym roku utrzymać rosnącą rok do roku dynamikę. Jednak ta kategoria danych stanowiąc pokłosie stanu koniunktury sprzed około 2 lat, nie odzwierciedla jej bieżącej kondycji. Jest niemal przesądzone, że tu także coraz bardziej słabnącą tendencję wzrostową będzie wypierać stabilizacja, co pokazały dane grudniowe, zanim w dalszej perspektywie nastąpi nieuchronny regres.

Perspektywy roku bieżącego bez optymistycznych akcentów

Ubiegły rok okazał się okresem gwałtownego przesilenia koniunktury sprzedażowej mieszkań deweloperskich, które nieuchronnie pociągnęło za sobą główne rynkowe statystyki inwestycyjne z mieszkaniami rozpoczętymi na czele. Ponad 30-procentowy regres danych budów nowych mieszkań przeznaczonych na sprzedaż lub wynajem mówi sam za siebie, a co gorsza niewiele przemawia za tym, by był to koniec tendencji spadkowej. Ta ostatnia w poszukiwaniu dna może potrwać jeszcze przez kilka miesięcy bieżącego roku.

Niestety prowadzi to do sytuacji topniejącej oferty deweloperskiej rynku pierwotnego. Już w perspektywie dwuletniej popyt powinien zacząć odbijać od dna w efekcie poprawy sytuacji gospodarczej, wzrostu płac i spadku stóp procentowych. Tymczasem powrót nierównowagi popytowo-podażowej skomplikuje sytuację rynkową, znacznie pogorszy możliwości wyboru oraz przywróci trend windowania stawek do wartości dwucyfrowych w skali roku.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Polska gospodarka w nowy rok wchodzi lekko niepewnym krokiem

Krajowe dane z ostatnich dni rozczarowały – zarówno odczyty produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej, jak i niższy od oczekiwań spadek inflacji producentów. Dane z rynku pracy wskazują zaś na rosnący rozstrzał między tempem wzrostu płac i cen. Może to być objaw poluzowania sytuacji na rynku pracy.

Ostatni tydzień rynek walutowy cechowała zmienność bez wyraźnego trendu. Wspierały ją trwające w Davos Forum Ekonomiczne oraz mieszane dane gospodarcze. Najlepiej radził sobie funt brytyjski, w kontekście którego rynki zignorowały słabą sprzedaż detaliczną, zaś najgorzej spośród walut G10 wypadł jen japoński – Bank Japonii podczas styczniowego posiedzenia utrzymał bez zmian ultraluźną politykę zarządzania krzywą dochodowości. Sytuacja na rynkach wschodzących była mieszana. Z jednej strony silne były peso chilijskie i większość walut Azji Wschodniej, z drugiej znacznej deprecjacji doświadczyły real brazylijski i rand południowoafrykański. Szczególnie w przypadku tego pierwszego narastają obawy polityczne.

W tym tygodniu spodziewamy się niewielu wydarzeń ze świata polityki monetarnej, poznamy za to trochę odczytów makro. W związku ze zmniejszeniem się obaw recesyjnych spodziewamy się znaczącego odbicia indeksów w strefie euro. Wskaźniki PMI dla aktywności w głównych gospodarkach zostaną opublikowane we wtorek 24.01. W dalszej części tygodnia uwaga skupi się na pierwszym odczycie PKB USA w IV kwartale (czwartek 26.01) i raporcie dotyczącym inflacji PCE w USA za grudzień (piątek 27.01). Oczekuje się umiarkowanego wzrostu w pierwszej z miar oraz potwierdzenia niewielkiego trendu spadkowego inflacji bazowej – oba sygnały powinny być dla Rezerwy Federalnej korzystne.

PLN

Ubiegły tydzień charakteryzował się nieco wyższą zmiennością złotego niż kilka poprzednich. W jego trakcie kurs EUR/PLN znalazł się w okolicy 4,75, czyli na najwyższym poziomie od połowy listopada. Ostatecznie jednak złoty odrobił większość strat i zakończył tydzień na lekkim minusie w parze z euro.

Opublikowane w zeszłym tygodniu dane o płacach w Polsce były dość rozczarowujące. Mimo że pensje nominalnie nigdy nie były tak wysokie, dynamika ich wzrostu rzędu 10,3% okazała się dużo niższa od oczekiwań i trendu z ostatnich miesięcy. Taka dynamika oznacza też, że do 6,3 pp. pogłębił się rozstrzał między dynamiką płac i cen. Jeden odczyt to za mało, żeby wyciągać daleko idące wnioski, niemniej możliwe, że to zwiastun pewnego poluzowania sytuacji na rynku pracy.

Poniedziałkowe twarde dane również nie napawają optymizmem – zawiodły produkcja przemysłowa i sprzedaż detaliczna w grudniu (odpowiednio +1% i +0,2% r/r), z kolei inflacja PPI spadła o mniej, niż zakładano (z 21,1% do 20,4%). Tym samym gospodarka w nowy rok wchodzi lekko niepewnym krokiem. W niedalekiej przyszłości nie czeka nas wiele odczytów makro poza danymi o bezrobociu w środę 25.01. Istotniejsze dla złotego powinny być informacje z zewnątrz.

EUR

Narasta optymizm dotyczący tego, że europejska gospodarka uniknie recesji. W zeszłym tygodniu dołożyły się do tego sentyment inwestorów i rejestracje nowych samochodów, najważniejszym potwierdzeniem będą jednak wtorkowe (24.01) wstępne odczyty wskaźników PMI za styczeń. Odejście Chin od polityki zero-COVID w dalszym ciągu wspiera aprecjację euro, podobnie jak przekonanie, że o ile Fed może pozwolić sobie na mniejsze zacieśnianie monetarne, o tyle EBC nie ma tej swobody.

Przemówienia kilkorga przedstawicieli EBC, w tym prezeski Christine Lagarde, powinny dodatkowo potwierdzić niedawny jastrzębi zwrot i wspomóc euro. W weekend jeden z najbardziej gołębich członków EBC, Klaas Knot stwierdził, że oczekuje podwyżek o 50 pb. w lutym i marcu oraz kolejnych ruchów w górę w dalszej perspektywie. Jeśli inni członkowie EBC będą wyrażali podobne opinie, euro może mieć udany tydzień w relacji do głównych walut.

USD

Odczyty ekonomiczne z USA były w zeszłym tygodniu mieszane. Silne odczyty z rynku pracy, szczególnie kolejny wyraźny spadek liczby nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, stanowiły kontrast dla słabych (acz ogólnie bardzo niestabilnych) danych o miesięcznej sprzedaży detalicznej. Również dla rentowności był to zmienny tydzień, zakończyły go one jednak na podobnym poziomie, co zaczęły.

Członkowie Rezerwy Federalnej raczej nie będą skłonni dzielić się komentarzami mogącymi poruszyć rynek tak blisko terminu lutowego posiedzenia. Odczyt PKB i, co ważniejsze, raport dotyczący inflacji PCE mogą jednak mieć wpływ na rynkową narrację, że Fed jest bliski zakończenia cyklu zacieśniania polityki pieniężnej. Szczególnie istotna będzie dla nas miara bazowa inflacji PCE – to prawdopodobnie najistotniejszy pojedynczy odczyt dla banku centralnego.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Mały ZUS Plus będzie niższy niż Mały ZUS

Przedsiębiorcy rozpoczynający prowadzenie działalność gospodarczej mogą skorzystać z preferencji w ZUS, takich jak ulga na start czy też mały ZUS. Po tym okresie co do zasady powinni przejść na duży ZUS lub skorzystać z Małego ZUS Plus. Czas na zgłoszenie do tego ostatniego upływa 31 stycznia 2023 r.

W 2023 r. duży ZUS wraz ze składką chorobową wyniesie 1418,48 zł. Mały ZUS zmieni się dwa razy. Za okres od stycznia do czerwca będzie wynosić 331,26 zł, a za lipiec – grudzień 341,72 zł.Duży ZUS 2023Mały ZUS od 1 stycznia 2023Mały ZUS od 1 lipca 2023

Dla kogo Mały ZUS Plus?

Przedsiębiorcy, których przychód w 2022 roku nie przekroczył 120 tysięcy złotych mogą jeszcze skorzystać z tzw. Małego ZUS Plus i tym samym obniżyć wysokość składek. Ulga dotyczy tylko danin na ubezpieczenie społeczne i fundusz pracy, natomiast składkę zdrowotną należy opłacać w pełnej wysokości. Jeżeli przedsiębiorca prowadził działalność gospodarczą przez niepełny rok, to limit przychodu wylicza się proporcjonalnie do liczby dni prowadzenia firmy. Z ulgi może jednak skorzystać tylko ten, kto w 2022 roku prowadził działalność przez przynajmniej 60 dni.

Podstawa składek na ubezpieczenie społeczne i Fundusz Pracy wyliczana jest od dochodu. W przypadku przedsiębiorców opodatkowanych ryczałtem, dochód stanowi połowę przychodu. Podstawa Małego ZUS Plus nie może być niższa niż 30% kwoty minimalnego wynagrodzenia obowiązującego w styczniu danego roku. W styczniu 2023 r. wynosi ono 3490 zł. Oznacza to że minimalna podstawa MZ+ wyniesie 1047 zł. Jednak podstawa nie zmieni się tak jak w przypadku małego ZUS. Przepisy w tym zakresie są nie spójne. Dla małego ZUS jest mowa o wynagrodzeniu minimalnym obowiązującym w danym okresie, a nie o jednej stałej podstawie na cały rok. Stąd też efekt taki, że wysokość minimalna MZ+ będzie niższa od wysokości ZUS preferencyjnego. W konwekcji dla przedsiębiorców z minimalną podstawą oznacza to, że w całym 2023 r. będą opłacać ZUS w kwocie 331,26 zł (ze składką chorobową) i nie dotknie ich planowana na lipiec podwyżka płacy minimalnej.

Zgłoszenie do Małego ZUS Plus należy dokonać do końca stycznia 2023 r. Przedsiębiorca powinien wyrejestrować się z ZUS poprzez druk ZUS ZWUA z kodem, z którym jest obecnie zarejestrowany. Następnie powinien ponownie dokonać zgłoszenia poprzez złożenie dokumentu ZUS ZUA z kodem 05 90 albo 05 92, a później do 20 lutego wraz z DRA/RCA wysłać DRA II /RCA II, gdzie należy uzupełnić odpowiednie pola i ustalić podstawę składek na cały rok.

Mały ZUS + dostępny w ciągu roku podatkowego

Co istotne, z MZ+ również można skorzystać w trakcie trwania roku podatkowego, jeśli w tym czasie skończy się czas na korzystanie z małego ZUS lub przedsiębiorca odwiesza działalność i ponownie zgłasza się do ubezpieczeń. Wówczas od następnego miesiąca lub dnia odwieszenia może skorzystać z MZ+. Jeśli stanie się to w drugiej połowie roku, to może się okazać, że przedsiębiorca nawet obniży swoje składki. Przy czym na zgłoszenie w trakcie roku mamy tylko 7 dni od dnia odwieszenia działalności lub skończenia okresu małego ZUS.

Należy też zaznaczyć, że osoby, które korzystały do tej pory z Małego ZUS Plus, mogą go kontynuować, pod zwykłymi warunkami, jeżeli w poprzednim roku ich przychód nie był wyższy niż 120 tysięcy złotych oraz prowadzili działalność gospodarczą przez co najmniej 60 dni. Z MZ+ przedsiębiorca może korzystać maksymalnie przez 36 miesięcy w ciągu ostatnich 60 miesięcy, w czasie których prowadził działalność gospodarczą.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Jak to jest, że wynagrodzenia rosną, a dobrobyt Polaków spada?

Koniec ubiegłego tygodnia i początek nowego został zdominowany przez odczyty z krajowego podwórka. W piątek dowiedzieliśmy się o wysokości wynagrodzeń oraz poziomie zatrudnienia w Polsce. Dziś dane te zostały poddane próbie przez wskaźnik dobrobytu oraz odczyty z polskiej gospodarki.

Wzrost wynagrodzeń

Ostatnie dane starające się zobrazować stan zatrudnienia oraz wysokości wynagrodzeń w Polsce mogą być dla niektórych grup interesów wyśmienitym argumentem do promowania poprawy jakości życia Polaków. Bo jak inaczej mogłoby być, skoro przeciętne wynagrodzenie brutto wzrosło o prawie 500 złotych do poziomu 7329,96 zł, a wskaźnik obrazujący procentowe zmiany wysokości pensji w ujęciu rocznym znalazł się 10,3% powyżej kreski. Dodatkowo zatrudnienie, jak stopy procentowe, pomimo kryzysu utrzymuje się na niezmienionym poziomie. Stabilna praca i rosnące wynagrodzenia w czasie kryzysu, czego można chcieć więcej?

Czy jakość życia Polaków rośnie?

Skoro w poprzednim akapicie znalazły się dane, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się dobre, to dlaczego dzisiejsza wartość Wskaźnika Dobrobytu opracowanego przez Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych obniżyła się o 1,3 punktu w stosunku do rezultatu sprzed miesiąca? Mało tego, od początku 2022 roku obserwujemy jego regularne spadki. Problem leży m.in. w wysokości inflacji konsumenckiej, która (oficjalnie) wynosi 16,6%, czyli przewyższa wzrost wynagrodzeń o ponad 6 punktów procentowych i coraz więcej obywateli zaczyna to dostrzegać. W opisie dzisiejszego raportu od BIEC możemy przeczytać, że polscy konsumenci odczuwają spadek ich bieżącej kondycji ekonomicznej. Jest to oczywiście spowodowane spadkiem siły nabywczej ich dochodów i oszczędności. Dodajmy, że dane z poprzedniego akapitu dotyczyły przedsiębiorstw, w których liczba zatrudnionych przekracza 9 osób. Ponadto, w dzisiejszym opisie BIEC czytamy, że przedsiębiorcy, ze względu na wzrost kosztów prowadzenia działalności tworzą mniej miejsc pracy. Są także mniej skłonni do podnoszenia wynagrodzeń. W ujęciu realnym wynagrodzenia okazały się o 6% mniejsze w stosunku do tych sprzed roku. Warto zauważyć, że otoczenie podnoszenia płacy minimalnej również nie sprzyja tworzeniu nowych wakatów, zwłaszcza w małych firmach.

Dane z gospodarki

Skoro jesteśmy na krajowym podwórku, przyjrzyjmy się poniedziałkowym publikacjom makro. Do poziomu 20,4% obniżyła się inflacja producencka (konsensus 19,4%). Sprzedaż detaliczna znalazła się na poziomie 15,5% (r/r). Jest on niższy od prognozowanego (17,8%) oraz poprzedniego (18,4%). Spadki w ujęciu rocznym zaobserwowano również w produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej (dane niewyrównane sezonowo, odnoszące się do rocznej dynamiki). Patrząc holistycznie na wszystkie dane, nie tak łatwo dostrzec pozytywne aspekty dotyczące poprawy jakości życia. Wśród przedstawionych odczytów dziś o poranku złoty radzi sobie najgorzej w stosunku do euro. Po godzinie 11:00 kurs EUR/PLN dotarł powyżej poziomu 4,715 PLN. Warto zauważyć także poranne przebicie 1,09 USD na głównej parze walutowej świata, do którego impulsem według wielu analityków są ostatnie jastrzębie wypowiedzi członków Rady Prezesów EBC.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
18:45 – strefa euro – wystąpienie publiczne prezeski ECB (Christine Lagarde).

Dawid Górny – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

GUS o e-handlu w grudniu 2022 – eksperci komentują

Według najnowszych danych GUS w grudniu 2022 r. w porównaniu z listopadem br. odnotowano niższą wartość sprzedaży detalicznej przez internet w cenach bieżących (o 9,6%). Udział sprzedaży przez internet w sprzedaży „ogółem” zmniejszył się z 11,9% w listopadzie do 9,5% w grudniu 2022 r.

Najnowsze dane komentują poniżej eksperci Unity Group oraz cyber_Folks.

Grzegorz Rudno-Rudziński – Managing Partner/ Head of Growth w Unity Group

Odczyt danych GUS dot. stanu handlu detalicznego na koniec grudnia 2022 r. nie jest dla nas zaskoczeniem. Analizujemy trendy wokół tych liczb odkąd GUS zaczął je publikować prawie 3 lata temu i widzimy, że zwykle w ostatnim miesiącu roku e-commerce ma powtarzalne bardzo dobre wyniki sprzedażowe i imponujący udział w całym detalu, ale jest wyraźnie słabszy pod tym względem w porównaniu do najlepszego w całym roku listopada. Analizując średni miesięczny udział e-handlu w ogólnej sprzedaży detalicznej w 2022 r., co prawda nie udało się przekroczyć magicznej granicy 10 proc., a takie robiliśmy przewidywania jako Unity Group, ale do tego poziomu zabrakło naprawdę niewiele. Średniomiesięczny udział jest zdecydowanie większy niż w 2020 i dość wyraźnie większy nawet od 2021 r. Co to oznacza? Po okresie, gdzie paliwem dla bardzo dynamicznego wzrostu tego rynku był COVID, wróciliśmy do spłaszczonej dynamiki, co w efekcie sprawiło, że podawany co miesiąc udział tego segmentu w całym handlu wciąż rośnie, ale jest to tempo wzrostu poniżej 1 pkt. proc.

Na horyzoncie pojawiają się kolejne czynniki, ponownie mogące rozpędzić e-commerce. Zdecydowanie do przodu posuwają się prace nad rozwojem kanałów sprzedaży artykułów spożywczych przez internet – mam tu na myśli, np. dark stores czy lodówkomaty. Dopiero przekroczenia tej bariery technologii spowoduje dalszy, gwałtowny wzrost sprzedaży online, gdyż w ubożejącym społeczeństwie, przez galopującą inflację jedzenie w koszyku zakupowym waży coraz więcej. W skali całego roku, ciekawym trendem, jaki można zaobserwować na podstawie analizy comiesięcznych danych GUS, jest zmniejszająca się z roku na rok skala spadku letniej sprzedaży online, co wynika zapewne z wejścia tej formy zakupów w nawyk coraz większej populacji konsumentów. Na koniec, nie zapominajmy że weszliśmy w bardzo ciekawy rok – tu kluczowe dla dynamiki i kierunków rozwoju e-commerce będą oprócz warunków makroekonomicznych i zasobności portfeli konsumentów także ich oczekiwania, co do rozwoju sytuacji w przyszłości.

Co do prognoz dot. średniomiesięcznego udziału e-handlu w sprzedaży w całym 2023 r., tym razem już powinniśmy przekroczymy próg 10%, w obecnej strukturze asortymentu. Jednocześnie pamiętajmy, że kryzysy są często katalizatorem zmian, także ten obecny może “dopalić” firmy oszczędzające energię elektryczną, której koszty mocno obciążają wyniki tradycyjnych kanałów sprzedaży.

Kacper Skoczylas – szef marketingu produktu _Stores rozwijanego w ramach cyber_Folks (spółki z grupy R22)

Grudniowy udział e-handlu w całym handlu detalicznym jest jak co roku niższy od listopadowego, kiedy za wyniki e-commerce odpowiadają m.in. cyfrowe festiwale wyprzedaży – Black Friday czy Cyber Monday. Tymczasem grudniowe zakupy mają inną specyfikę, bo wciąż większości tych przedświątecznych Polacy dokonują tradycyjnie. Nie bez znaczenia są także aż dwie handlowe niedziele w ostatnim miesiącu roku. Widać tu wysiłki e-commercowych graczy rynkowych, by jak największą część przedświątecznych zakupów przenieść do online — InPost zadeklarował w tym roku, że wszystkie przesyłki sprzedających zarejestrowane w systemie na 2 dni przed Świętami dotrą do klientów na czas.

Pewne jest to, że inflacja sprawiła, że choć przed ostatnimi świętami kupiliśmy towarów mniej (w ujęciu wolumenowym), to zapłaciliśmy za nie więcej niż przed rokiem. Co więcej, rosnące z miesiąca na miesiąc ceny są dla Polaków coraz większym zmartwieniem, bo ciążą coraz mocniej i coraz większej grupie konsumentów. Sprawiają też, że kupujący jeszcze intensywniej poszukują najatrakcyjniejszych ofert i robią to zwykle w internecie, ponieważ tam najłatwiej jest je ze sobą porównywać. Wielu użytkowników analizuje ceny produktów w różnych sklepach internetowych, do łask wracają porównywarki i word of mouth – czyli po prostu przekazywanie sobie przez kupujących informacji na temat promocji w poszczególnych sklepach i idącej za tym, lub nie, jakości. Z perspektywy merchantów to niezwykła okazja, ale i wysiłek, by w kreatywny, a przede wszystkim skuteczny sposób, zaprosić klientów do swoich sklepów i przekonać ich do zakupu właśnie tu. To także jeszcze większe niż dotychczas wyzwanie dla tych firm i sprzedawców, którzy nie chcą schodzić z ceny i przekonywać klientów tylko zniżkami i promocjami, stawiając na kluczowe w handlu długofalowe budowanie marki. Tacy sprzedawcy, bez względu na sytuację rynkową, realizują strategię dostarczania unikalnej wartości, za którą klient i tak będzie chciał zapłacić, wiedząc, że.nigdzie indziej jego doświadczenie zakupowe nie będzie równie dobre. Aby wiedzieć, gdzie klienci widzą wartość, sprzedawcy muszą słuchać ich potrzeb, nieustannie je analizować i na bazie tego bezcennego feedbacku walidować założenia co do produktu czy procesu zakupowego.

W ostatnim czasie znów rośnie znaczenie efektu ROPO (research online, purchase offline), a o tym, jak ważna w sprzedaży jest wielokanałowość, nie trzeba dziś już nikogo przekonywać. Na pewno mocno tracą dziś te firmy i ci sprzedawcy, którzy nie zadbali do tej pory o obecność i widoczność w sieci, skutkiem czego nawet oferując doskonałe produkty i atrakcyjne promocje, pozostają poza radarem konsumentów. Tymczasem dziś, dzięki gotowym narzędziom i kreatorom są w stanie „postawić” swój pierwszy e-sklep w jeden dzień. Liczba nowych e-sklepów rosła w ostatnim roku znacznie wolniej niż w pandemicznych latach 2020-21. W mojej ocenie wynika to także z faktu, że więksi gracze rynkowi, dysponujący znaczącymi budżetami, uruchomili już swoje sklepy online, a w przypadku mniejszych wciąż często pokutuje mylne przekonanie, że własny e-sklep jest poza ich zasięgiem. Tymczasem rosnąca popularność i powszechność platform do tworzenia prostych, wygodnych w obsłudze i atrakcyjnych wizualnie sklepów online pozwoli zaistnieć w e-commerce także mniejszym podmiotom, dotychczas sprzedającym głównie offline i stać się dla nich długofalowym źródłem nowych klientów i przychodów.

Vivid Games: Eroblast odnotował w grudniu wzrost dochodu o ponad 100% wobec listopada

Vivid Games skupia się obecnie na rozwoju Real Boxing 2 i gier z uniwersum Eroblast. Spółka przedstawiła szacunkowe wyniki za grudzień i cały 2022 rok. Przychody narastająco to 37,3 mln zł. Wynik netto za 2022 rok wyniósł 0,82 mln zł, a EBITDA 4,9 mln zł. Na koniec grudnia na rachunkach Spółki było 1,7 mln zł.

Ostatnie miesiące 2022 były wymagające dla całego game-devu i odbiły się na wynikach wielu producentów. Vivid Games też zmagała się ze skutkami pogarszającej się globalnej koniunktury.

Grudzień okazał się bardziej wymagający niż w poprzednich latach. Przychody z Real Boxing 2 były niższe niż zakładano, jednak Eroblast z miesiąca na miesiąc poprawia rentowność. „W grudniu skupiliśmy się nie tylko na aktualizacjach świątecznych, które wpłynęły na zaangażowanie użytkowników, ale również na pozyskiwaniu użytkowników na TikTok’u. Mimo zmniejszenia nakładów na UA, tytuł wygenerował ponad 100 tys. USD przychodu, tj. o 24% więcej niż listopadzie. Na poziomie kluczowych metryk, takich jak ARPU odnotowaliśmy istotny wzrost. Średni przychód z gracza w USA wyniósł 3,4 USD, co pozwoliło osiągnąć zysk z tytułu ponad dwukrotnie wyższy niż w listopadzie. W styczniu skupiamy się na segmentacji użytkowników, która w połączeniu z kolejnymi aktualizacjami powinna przełożyć się na dalszy wzrost wyników. Dane za pierwsze 10 dni stycznia wskazują na wysoką efektywność naszych działań” – podsumowuje Łukasz Kamiński, product owner Eroblast.

W ostatnich dniach grudnia do globalnej dystrybucji w Apple App Store i Google Play powróciła gra Knight Fights 2. Obecnie musi przejść aktualizacje technologiczne, które pozwolą na rozpoczęcie kampanii płatnego pozyskiwania użytkowników. Jeszcze w tym miesiącu, zaplanowany jest globalny debiut nowej gry w portfolio VG, bazującej na sprawdzonych mechanikach użytych w Eroblast. Gra LoveNest wykazuje w testach wysoki potencjał komercyjny, a koszt jej wytworzenia jest dla Spółki relatywnie niski. Liczymy na wysoki zwrot z tej inwestycji. W pierwszym kwartale przedstawimy kolejne szczegóły planu produkcji dużej gry własnej. Rok 2023 zapowiada się dla Spółki bardzo ciekawie” – podkreśla Piotr Gamracy, członek Zarządu Vivid Games.

W dniu 9 stycznia prezes zarządu Spółki – Jarosław Wojczakowski złożył rezygnację z pełnienia funkcji w zarządzie. Do końca lutego przekaże swoje obowiązki Piotrowi Gamracemu, który od roku zasiada w zarządzie Vivid Games.

31% pracodawców IT będzie poszukiwać nowych rąk do pracy, ale niemal tyle samo firm deklaruje zwolnienia

Pomimo ochłodzenia nastrojów rekrutacyjnych na rynku pracy, branża IT wciąż deklaruje dodatnią prognozę rekrutacyjną na pierwszy kwartał 2023 roku, na poziomie +3%. 28% firm tego sektora mówi o planowanych zwolnieniach, 31% przewiduje chęć powiększania zespołów, a 36% organizacji nie chce żadnych zmian w strukturach zatrudnienia – to dane z najnowszego raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany zatrudnienia na czas od stycznia do końca marca. IT jest jednym z 5 spośród 8 analizowanych sektorów, które deklarują pozytywną prognozę rekrutacyjną na najbliższy czas.

Dane płynące z raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” pokazują, że od stycznia do końca marca 2023 roku specjaliści branży IT mogą liczyć na nowe oferty pracy. Plany rekrutacyjne pracodawców są bowiem optymistyczne – prognoza netto zatrudnienia dla tego sektora, będąca barometrem rynku pracy i pokazująca plany firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr wynosi +3%. Jest to wynik mniejszy o 4 punkty procentowe w ujęciu kwartalnym, jednak analizując dane rok do roku można zauważyć dużo większy spadek na poziomie 41 punktów procentowych.

– Polska nadal stanowi interesującą i bardzo atrakcyjną lokalizację dla inwestycji z wielu branż, w tym także IT. Polscy specjaliście uchodzą za pracowitych, innowacyjnych, stosunkowo elastycznych i szybko odnajdujących się w nowym miejscu pracowników. Ciągle będziemy dla wielu organizacji dobrym rynkiem również ze względu na położenie geograficzne – mówi Adam Wojtaszek, dyrektor Experis w Polsce. – Mniejsza liczba ofert pod koniec czwartego kwartału 2022 roku była efektem spowolnienia gospodarczego, które kładzie się cieniem na wiele sektorów. Globalna sytuacja ekonomiczna nie jest aktualnie najbardziej optymistyczna, choć widać pewne symptomy jej poprawy płynące z Azji i tamtejszych silnych, dużych gospodarek Chin i Indii. Wojna w Europie, jej skutki dla rynku energii niestety odbijają się na każdej branży, w tym również IT – dodaje ekspert.

Według danych Job Market Insights, w ostatnim kwartale 2022 roku w polskiej sieci ukazało się ponad 111 tysięcy ofert pracy kierowanych do specjalistów branży IT. Miesiącem, w którym kandydaci mogli liczyć na najwięcej możliwości był październik z liczbą ponad 57 tysięcy ogłoszeń. Najwięcej pracowników poszukiwały firmy z Warszawy, Krakowa i Wrocławia. Na najwięcej ofert pracy mogli liczyć kandydaci starający się o stanowisko Java Developera, DevOps Engineera, Frontend Developera. Zdaniem dyrektora Experis, trend zapotrzebowania wśród organizacji na tych specjalistów ustabilizował się i pozostanie w tej formie jeszcze przez jakiś czas. – Dane te potwierdzają i są zbieżne z potrzebami organizacji na rozwój w obszarach angażujących właśnie tego typu specjalistów. Na rynku pracy pojawi się również więcej oferty kierowanych do osób zajmujących się „data engineeringiem”. Organizacje zdają sobie sprawę z tego, że bez właściwego wykorzystania ogromnych zbiorów danych jakimi dysponują, nie będą w stanie z sukcesem konkurować na coraz bardziej wymagającym runku. Presję płacową w branży IT, bardziej niż konkurencja i walka o kandydatów, podbija aktualna sytuacja ekonomiczna, a dokładnie wysoka inflacja. Specjaliści z branży IT, mając na uwadze, że czasy są mimo wszystko mniej pewne, niż jeszcze parę miesięcy temu, zamiast decydować się na polepszenie swojego statusu ekonomicznego poprzez zmianę pracy, otwierają rozmowy w aktualnym miejscu zatrudnienia – mówi Adam Wojtaszek.

Plany pracodawców na pierwszy kwartał 2023 roku w branży IT regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA) są bardziej optymistyczne, niż prognozy odnoszące się do polskiego rynku pracy. Prognoza netto zatrudnienia w tym sektorze na I kwartał 2023 roku wynosi bowiem +27%. Zwolnienia deklaruje 16% organizacji, a 4 na 10 firm (43%) planuje nowe rekrutacje. Niemal tyle samo pracodawców (39%) chce pozostawić zatrudnienie na dotychczasowym poziomie.

Niezmiennie sektor IT pozostaje niezwykle mobilnym, a pandemia była swego rodzaju katalizatorem zmian, udowodniła, że jest to branża globalna, w naturalny sposób ponad graniczna. -Jeśli chodzi o zainteresowanie specjalistami z Polski, najprościej byłoby powiedzieć, że jest ono aktualnie wszędzie i niezmiennie duże. Warto dodać, że talenty z Polski w krajach Europy oraz za Atlantykiem mają wypracowaną swego rodzaju markę. Natomiast z racji logistyki stanowią najbardziej naturalny zasób talentów dla krajów skandynawskich, Wielkiej Brytanii czy Szwajcarii – dodaje ekspert.

Dyrektor Experis zwraca uwagę na fakt, że otwartość specjalistów IT na zmiany pracy nieznacznie osłabła jako efekt pewnej niepewności, która wkradła się również w szeregi kandydatów tego obszaru. – Nie mniej jednak nadal są oni relatywnie bardziej skorzy do poszukiwań nowego miejsca pracy, niż kształtuje się to w innych sektorach. Zmienia się tutaj motywacja, wśród kandydatów pojawiają się aspekty pozapłacowe takie jak atmosfera w pracy, a coraz częściej również pozycja i podejście firmy do zagadnień z obszaru ESG. Rośnie nasza świadomość w tym zakresie, śmiem twierdzić, że w branży IT nawet szybciej, niż średnia dla całego rynku. Proporcje dotyczące modelu współpracy pozostają niezachwiane, głównie jest to B2B, może z lekkim wzrostem zainteresowania umową o pracę z racji identyfikowanych ryzyk. Trudno jednak powiedzieć, czy ten trend się utrzyma, gdy sytuacja się unormuje, a ryzyka z nią związane znikną, bądź zostaną oswojone – podsumowuje Adam Wojtaszek.

Prorosyjscy hakerzy z grupy NoName057 zaatakowali instytucje publiczne i banki w Czechach przed wyborami prezydenckimi. Możliwe są ataki na Polskę

  • Prorosyjscy hakerzy z grupy NoName057 przeprowadzali ataki DDoS na strony internetowe kandydatów w wyborach prezydenckich w Czechach. Atakowane miały być jednak również organizacje w Polsce i na Litwie
  • NoName057(16) zaatakowało już wcześniej Polskę po tym, jak oficjalnie uznano Rosję za państwo sponsorujące terroryzm
  • Eksperci ostrzegają, że podobnych działań przeciwko Polsce można spodziewać się w związku ze zbliżającymi się wyborami

Jak informują analitycy Check Point Research, prorosyjscy hakerzy z grupy NoName057 przeprowadzali ataki DDoS na strony internetowe kandydatów w wyborach prezydenckich w Czechach. Atakowane miały być jednak również organizacje w Polsce i na Litwie, a ta sama grupa ma stać za kampanią w Danii (wymierzoną w tamtejszy sektor finansowy). Niewykluczone są również ataki na Polskę przed wyborami parlamentarnymi.

Celem ugrupowania były strony internetowe kandydatów w czeskich wyborach: Pavla Fischera, Marka Hilšera, Jaroslava Bašty, generała Petra Pavla i Danuše Nerudovej, a także strona Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Grupa podała na swoich kanałach Telegram, że powodem ataków było oczekiwanie na szkolenie 4000 ukraińskich żołnierzy na poligonie wojskowym Libavá w Czechach i dlatego zdecydowali się „uczestniczyć” w czeskich wyborach.

Przypomnijmy, że NoName057(16) zaatakowało Polskę po tym, jak oficjalnie uznano Rosję za państwo sponsorujące terroryzm. Wiadomo, że polski rząd analizuje obecnie działania hakerów i planuje dodatkowe zabezpieczenia.

Atak grupy NoName na instytucje publiczne i banki w Czechach w przeddzień wyborów prezydenckich to kolejny dowód na działania hakerów zbliżonych do Rosji, mających na celu wprowadzenie zamieszania i dezinformacji w wybranych krajach podczas najważniejszych wydarzeń politycznych. Od wielu miesięcy jesteśmy świadkami informacji o celowym ingerowaniu hakerów powiązanych z Rosją w wybory w USA, Brazylii, Czechach lub na ważne instytucje państwowe jak Knesset w Izraelu.  Mając to na uwadze należy liczyć się z bardzo poważnym zagrożeniem w postaci ingerencji grup cyberprzestępczych w Polsce w okresie wyborów parlamentarnych planowanych na 2023 rok. Należy podkreślić, iż grupa NoName57(16) już wcześniej atakowała Polskę. Prorosyjscy hakerzy usunęli w połowie 2022 roku wiele stron internetowych w Finlandii i Polsce. W Polsce grupa zaatakowała wybrane strony rządowe. Polska administracja odpierała ataki, ale eksperci Check Point Research ostrzegali, że mogą się one powtórzyć w przyszłości. Utrzymanie przez Rząd stopnia alarmowego Charlie CRP, jak wydać jest było uzasadnione. Obecnie szczególnie narażone są instytucje publiczne – strony rządowe, partii politycznych oraz mediów opisujących wybory i kampanie – mówi Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software w Polsce.

NoName057(16) to powiązana z Rosją grupa haktywistów, która działa od marca 2022 r. Wiadomo, że atakują ukraińskie i proukraińskie organizacje, przedsiębiorstwa i rządy, a cele zmieniają się w zależności od rozwoju sytuacji geopolitycznej. W ostatnich miesiącach grupa skupiła się na różnych krajach Unii Europejskiej, które publicznie poparły Ukrainę, w tym między innymi na Polsce, Litwie, Łotwie, Słowacji, Norwegii, Finlandii, Niemczech, Hiszpanii i Danii. Ponadto grupa przeprowadziła również ataki na określone cele w USA i Wielkiej Brytanii.

DDoS to podstawowa metoda wykorzystywana przez NoName057(16) w swoich atakach. Grupie udało się spowodować tymczasową niedostępność stron internetowych głównych celów sektora prywatnego, takich jak banki i inne instytucje finansowe. Było to widoczne m.in. w Danii w ostatnich tygodniach, a wcześniej w atakach na stronę internetową fińskiego parlamentu w sierpniu 2022 r. czy strony internetowe Ministerstwa Obrony Grecji i Ministerstwa Obrony Chorwacji w grudniu.