Global Risks 2023: Kryzys pomiędzy kosztami życia a zrównoważonymi działaniami na rzecz klimatu

  • Kryzys kosztów utrzymania jest największym zagrożeniem krótkoterminowym, podczas gdy niepowodzenie w łagodzeniu skutków zmian klimatu i adaptacji do nich pozostaje kluczowym wyzwaniem długoterminowym.
  • Rywalizacja geopolityczna oraz nastawienie na realizację własnych celów spotęgują ograniczenia gospodarcze i zwiększą skalę ryzyk krótko- i długoterminowych.
  • Global Risks Report wzywa kraje do podjęcia współpracy w celu uniknięcia „rywalizacji o zasoby”.
  • Publikacja została opracowana w oparciu o opinie ponad 1.200 ekspertów, decydentów i liderów branżowych. Przeczytaj Global Risks Report 2023 i dołącz do dyskusji Global Risks Initiative, używając hashtagu #risks23.

Konflikty i napięcia geopolityczne wywołały serię powiązanych ze sobą zagrożeń globalnych – wynika z raportu Global Risks Report 2023 opracowanego przez Światowe Forum Ekonomiczne, które od 17 lat przestrzega przed tego rodzaju ryzykami. Obejmują one kryzysy w dostawach energii i żywności, które prawdopodobnie będą się utrzymywać w najbliższych dwóch latach, oraz silny wzrost kosztów życia i obsługi zadłużenia. Jednocześnie, kryzys ten niesie ryzyko osłabienia wysiłków na rzecz rozwiązywania problemów długoterminowych, w szczególności związanych ze zmianami klimatu, bioróżnorodnością i inwestycjami w kapitał ludzki.

Jak podaje raport, czas na podjęcie działań w odniesieniu do najpoważniejszych, długoterminowych zagrożeń kurczy się i koniecznie są wspólne starania, zanim ryzyka te osiągną punkt krytyczny.

Raport, opracowany we współpracy z Marsh McLennan i Zurich Insurance Group, został przygotowany na podstawie analizy opinii ponad 1 200 światowych ekspertów ds. ryzyka, decydentów i liderów branżowych. W trzech ramach czasowych przedstawiono obraz globalnego krajobrazu ryzyka, który zawiera zarówno nowe, jak i powtarzalne elementy, ponieważ świat nadal zmaga się z dobrze znanymi zagrożeniami, które miały powoli ustępować.

Obecnie pandemia i wojna w Europie sprawiły, że na pierwszy plan wysuwają się kryzysy energetyczne, inflacyjne, żywnościowe i bezpieczeństwa. W ten sposób powstają kolejne zagrożenia, które będą dominować w perspektywie następnych dwóch lat: ryzyko recesji, rosnące zadłużenie, kryzys utrzymania, polaryzacja społeczeństw spowodowana dezinformacją i fake newsami, wstrzymanie szybkich działań na rzecz łagodzenia zmian klimatu, rywalizacja geoekonomiczna.

Jeśli świat nie zacznie skuteczniej współpracować w zakresie łagodzenia skutków zmian klimatu i adaptacji do nich, w ciągu najbliższych 10 lat doprowadzi to do dalszego, globalnego ocieplenia i katastrof ekologicznych. Niepowodzenie w tym obszarze, jak również utrata różnorodności biologicznej i degradacja środowiska stanowią pięć z dziesięciu największych zagrożeń – przy czym utrata bioróżnorodności jest postrzegana jako jedno z ważniejszych ryzyk, które będzie się pogłębiać w ciągu następnej dekady. Równolegle, napędzane kryzysami przywództwo i rywalizacja geopolityczna mogą wywołać niepokój społeczny na niespotykaną dotąd skalę, czego powodem będą malejące inwestycje w zdrowie, edukację i rozwój gospodarczy. Wreszcie, rosnąca rywalizacja grozi nie tylko zwiększaniem środków na uzbrojenie, ale także remilitaryzacją, zwłaszcza poprzez nowe technologie i działalność „nieuczciwych graczy”.

W nadchodzących latach rządy będą musiały dokonać kompromisu w obliczu konkurujących ze sobą problemów dotyczących społeczeństwa, środowiska i bezpieczeństwa. Już teraz krótkoterminowe zagrożenia geoekonomiczne wystawiają na próbę zobowiązania dotyczące zerowej emisji netto i ujawniły rozbieżność pomiędzy naukowym a politycznym punktem widzenia. Konieczne jest radykalne przyspieszenie wspólnych działań w związku z kryzysem klimatycznym, aby ograniczyć konsekwencje ocieplenia klimatu. W międzyczasie względy bezpieczeństwa i rosnące wydatki na cele wojskowe mogą sprawić, że zmniejszy się przestrzeń fiskalna, która pozwoliłaby złagodzić skutki przedłużającego się kryzysu związanego z kosztami utrzymania. Bez zmiany kursu, niektóre kraje znajdą się w sytuacji kryzysowej, w której nie będą w stanie inwestować w przyszły wzrost gospodarczy, rozwój kapitału ludzkiego i technologie ekologiczne.

Raport wzywa przywódców do podjęcia zdecydowanych działań, równoważąc perspektywy krótko- i długoterminowe. Poza prowadzeniem pilnych i skoordynowanych przedsięwzięć, niezwykle istotne znaczenie mają wspólne wysiłki państw, a także współpraca sektora publicznego i prywatnego w celu wzmocnienia stabilności finansowej, zarządzania technologiami, rozwoju gospodarczego i inwestycji w badania, naukę, edukację oraz zdrowie.

„Krajobraz ryzyka krótkoterminowego jest zdominowany przez energię, żywność, kryzys zadłużeniowy i katastrofy. Cierpią ci, którzy już teraz w największym stopniu odczuwają negatywne skutki – a w obliczu wielu kryzysów, tych, którzy są najbardziej narażeni, gwałtownie przybywa, zarówno w krajach bogatych, jak i biednych. Klimat i inwestycje w kapitał ludzki muszą znaleźć się w centrum zainteresowania światowych przywódców, nawet gdy obecnie zmagają się oni z innymi wyzwaniami. Współpraca to jedyna droga naprzód” – podsumowuje wyniki raportu Saadia Zahidi, Managing Director w World Economic Forum.

„Wzajemne oddziaływanie skutków zmian klimatu, utraty różnorodności biologicznej, bezpieczeństwa żywnościowego i zużycia zasobów naturalnych stanowi niebezpieczne połączenie. Bez istotnych zmian w polityce lub inwestycjach, ta „mieszanka” przyspieszy upadek ekosystemów, zagrozi dostawom żywności, spotęguje konsekwencje klęsk żywiołowych oraz ograniczy dalszy postęp w łagodzeniu skutków zmian klimatu. Jeśli przyspieszymy działania, to do końca dekady wciąż istnieje możliwość zatrzymania globalnego ocieplenia na poziomie 1,5°C i rozwiązania problemu generowania zagrożeń dla przyrody. Ostatnie postępy we wdrażaniu technologii energii odnawialnej i pojazdów elektrycznych dają nam duże powody do optymizmu” – dodaje John Scott, Head of Sustainability Risk w Zurich Insurance Group.

„Przewidujemy, że rok 2023 upłynie pod znakiem zwiększonego ryzyka związanego z żywnością, energią, surowcami i cyberbezpieczeństwem, powodując dalsze zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw i wpływając tym samym na decyzje inwestycyjne. W czasie, gdy kraje i organizacje powinny intensyfikować wysiłki w zakresie odporności, ekonomiczne wyzwania ograniczają ich możliwości. W obliczu najtrudniejszych od pokoleń warunków geoekonomicznych, firmy powinny skupić się nie tylko na rozwiązywaniu problemów krótkoterminowych, ale także na rozwijaniu strategii, które pozwolą im dobrze przygotować się na długoterminowe zagrożenia i zmiany strukturalne” – komentuje Carolina Klint, Risk Management Leader w Marsh w Europie kontynentalnej .

Artur Grześkowiak – Prezes Marsh Polska oraz regionu CEE Marsh dodaje: „W Polsce wśród kluczowych ryzyk dla biznesu eksperci wskazali: gwałtowną i/lub utrzymującą się inflację, spowolnienie gospodarcze i wzrost kosztów utrzymania, awarię infrastruktury krytycznej w wyniku cyberataków, rywalizację geoekonomiczną oraz konflikt międzypaństwowy. Ostatnie lata uwidoczniły problemy związane z systemami opieki zdrowotnej oraz pogorszenie zdrowia psychicznego. Spadek percepcji ryzyka zdrowotnego po pandemii, w połączeniu z przewlekłymi problemami związanymi z wydajnością służb medycznych, wpływają na przystępność cenową i pogłębią nierówności w dostępie do opieki zdrowotnej. To spowoduje także wzrost kosztów związanych z zapewnieniem opieki zdrowotne dla pracowników przedsiębiorstw. Dlatego pracownicy wciąż pozostają jednym z istotnych wyzwań na kolejne lata. Coraz więcej firm oferuje bardziej elastyczne formy zatrudnienia, wprowadzając możliwości pracy zdalnej czy hybrydowej, a to wpływa na samopoczucie, rosnące przeciążenie cyfrowe pracowników; jak również na ich zdrowie psychiczne.

Wojna Rosji z Ukrainą pogłębiła rosnącą nieufność państw, która z kolei doprowadziła do ponownego ustalenia priorytetów w zakresie m.in. wydatków na cele wojskowe. Ponadto, postęp w zakresie możliwości technologicznych dał początek nowym formom bezprecedensowych działań wojennych. Zwiększone budżety obronne państw, zmiany w polityce bezpieczeństwa narodowego, ściślejsze powiązania międzynarodowe oraz większa gotowość do angażowania się w konflikty pośrednie zwiększyły ryzyko przypadkowych lub celowych starć, które mogą mieć daleko idące konsekwencje.

W raporcie krajobraz ryzyka zdominowały jest także zagrożenia związane z klimatem oraz ryzykami cybernetycznymi. Szybka cyfryzacja zwiększa zarówno zasięg danych sieciowych i zachęca do ich niewłaściwego wykorzystania. Dopiero powstające przepisy dotyczące ochrony danych umożliwiają nieuczciwym podmiotom ich łatwe pozyskiwanie i handel nimi. Z kolei rosnący popyt na zasoby powoduje trudne kompromisy pomiędzy zaspokajaniem pilnych potrzeb społecznych a podejmowaniem wyzwań związanych z klimatem.”

Global Risks Report jest filarem Global Risks Initiative, której celem jest promowanie lepszego zrozumienia krótko-, średnio- i długoterminowych zagrożeń globalnych, aby umożliwić budowanie gotowości i odporności na te ryzyka. Tegoroczny raport analizuje również, w jaki sposób obecne i przyszłe zagrożenia mogą oddziaływać na siebie, tworząc polikryzys, czyli grupę globalnych zagrożeń o potęgującym się negatywnym wpływie i nieprzewidywalnych konsekwencjach. W publikacji zbadano także „rywalizację o zasoby”, potencjalny zbiór powiązanych zagrożeń środowiskowych, geopolitycznych i społeczno-gospodarczych związanych z podażą i popytem na zasoby naturalne, w tym żywność, wodę i energię.

TSUE ogranicza dostęp do informacji o beneficjentach rzeczywistych. Eksperci: CRBR musi przejść zmiany

Po niedawnym orzeczeniu TSUE został zawieszony dostęp do strony luksemburskiego Rejestru Beneficjentów Gospodarczych. Jak przekonują prawnicy, w Polsce ten wyrok może wpłynąć na funkcjonowanie Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych (CRBR). Prezes UODO zarekomendował już zmianę przepisów ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy. Z kolei według Ministerstwa Sprawiedliwości, sytuacja wymaga jeszcze wypracowania rozwiązań normatywnych na poziomie UE. Do tego resort informuje, że nie rozważa zamknięcia dostępu do KRS-u. Natomiast uważa, że wyrok może mieć wpływ na zasady udostępniania niektórych kategorii danych, ale nie podważa legalności działania samego rejestru. Ewentualne zmiany powinny stanowić jedynie dopełnienie zasad dostępu do informacji zawartych w CRBR.

Rejestry pod lupą

Wśród prawników coraz głośniej mówi się, że na polski system prawny może wpłynąć wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 22 listopada 2022 roku. Wyrok jednak nie odbił się dużych echem w Polsce, choć niektórzy prawnicy uważają, że powinien. Sprawa dotyczyła luksemburskiego Rejestru Beneficjentów Gospodarczych. Wkrótce po upublicznieniu tego orzeczenia został niemal natychmiast zawieszony dostęp do strony internetowej RBE.

– TSUE stwierdził nieważność przepisu, zgodnie z którym państwa członkowskie zapewniają, aby informacje o beneficjentach rzeczywistych były we wszystkich przypadkach udostępniane każdej osobie. Orzeczenie to dotyczy więc rejestrów zawierających informacje o beneficjentach rzeczywistych, tzw. rejestrów UBO. W naszym kraju jest nim Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych – podkreśla adwokat Agata Koschel-Sturzbecher z Instytutu Legislacji i Prac Parlamentarnych Naczelnej Rady Adwokackiej.

Jak zaznacza Adam Sanocki z Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO), w Polsce kwestia udostępniania informacji o beneficjentach rzeczywistych została uregulowana w przepisach ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy, które implementowały przepisy Dyrektywy 2015/849 w Polsce. Ustawa ta określa m.in. zasady funkcjonowania Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych. Po analizie przedmiotowego wyroku TSUE, Prezes UODO zarekomendował zmianę przepisów ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy, poprzez zagwarantowanie dostępu do ww. rejestru jedynie dla osób, które będą posiadać interes prawny lub faktyczny.

– Obecnie w Polsce funkcjonuje bezpłatny i powszechny dostęp do informacji, które zostały zgromadzone w CRBR. Jawne są dane zarówno podmiotów zobowiązanych do zgłoszenia do rejestru, jak również beneficjentów rzeczywistych. Ograniczenie dostępu do tych informacji może utrudnić wykrywanie przestępstw gospodarczych oraz uniemożliwić identyfikowanie nieuczciwych praktyk w zakresie prowadzenia działalności przez wybrane podmioty na rynku – komentuje adwokat Rafał Schreiber z Kancelarii Ars AEQUI.

Przyszłość CRBR

Jak stwierdza Agata Koschel-Sturzbecher, na skutek wyroku przestają obowiązywać wszelkie środki podjęte na podstawie aktu uznanego za nieważny. Dotyczy to również tych, które zostały przyjęte przez państwa członkowskie w celu implementacji zaskarżonego aktu do krajowych porządków prawnych. Zdaniem ekspertki, z uwagi na to powinna nastąpić modyfikacja funkcjonowania CRBR w Polsce.

– Tak istotne kwestie, jak określenie zasad dostępu do danych o beneficjentach rzeczywistych, nie powinny być jedynie następstwem zaprezentowania przez TSUE stanowiska w jednostkowej sprawie, ale wynikać z regulacji ogólnoeuropejskich. Wyrok Trybunału ma bowiem wpływ na rejestry wszystkich państw UE. W orzeczeniu TSUE wskazał na wewnętrzną sprzeczność aktów prawa Unii Europejskiej, co tym bardziej wymaga wypracowania rozwiązań normatywnych na poziomie prawa unijnego – informuje biuro prasowe Ministerstwa Sprawiedliwości.

Z kolei Ministerstwo Finansów podkreśla, że treść wyroku podlega analizie zarówno po stronie resortu, jak – instytucji europejskich. Komisja Europejska nie przedstawiała jeszcze swojej opinii dotyczącej wyroku. Służby Prawne Rady UE przekazały jedynie wstępną ocenę przedmiotowego orzeczenia. Zdaniem Adama Sanockiego, bez wątpienia wyrok może przyczynić się do ograniczenia w Polsce dostępu do informacji o beneficjentach rzeczywistych, udostępnianych za pośrednictwem CRBR. Prezes UODO już zadeklarował uprawnionym organom swoją pełną gotowość do udzielenia wsparcia w zakresie opiniowania ewentualnych projektów nowelizacji przepisów ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy, które będą uwzględniać wnioski TSUE płynące z ww. wyroku.

– Wyrokowi TSUE należy przyjrzeć się z uwagą. Wyjaśnia on bowiem, iż upublicznienie rejestru służącego przejrzystości nie jest celem samym w sobie, ale zawsze musi uwzględniać prawa podstawowe osób, których to dotyczy, oraz zasadę proporcjonalności. Orzeczenie to może mieć wpływ na funkcjonowanie publicznych rejestrów zawierających dane osobowe w tym sensie, że spowolni tendencję do zwiększania transparentności poprzez ocenę konieczności i niezbędności podejmowanych w tym celu środków – dodaje ekspertka z Instytutu Legislacji i Prac Parlamentarnych NRA.

Co z KRS-em?

W kontekście ww. orzeczenia pojawiają się również pytania o Krajowy Rejestr Sądowy (KRS). Jak informuje Ministerstwo Sprawiedliwości, polskim rejestrem, którego bezpośrednio dotyczy wyrok, jest Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych, prowadzony przez Ministra Finansów. KRS jest odrębnym rejestrem prowadzonym przez sądy. Ewentualne zmiany powinny stanowić jedynie dopełnienie zasad dostępu do informacji w CRBR.

– Resort sprawiedliwości nie powinien ograniczać dostępu do KRS z uwagi na to, że znajdziemy tam podstawowe informacje o danej firmie. Ten rejestr jest łatwy w obsłudze, czytelny i przede wszystkim bezpłatny, co pozytywnie wyróżnia go na tle wielu krajów UE. Zmiana z pewnością wpłynęłaby negatywnie na tzw. pewność obrotu. Nie byłoby możliwe dochowanie tzw. należytej staranności w kontaktach z kontrahentami, wymaganej np. przez organy skarbowe. Nie dałoby się też zweryfikować, czy osoba chcąca nawiązać relacje gospodarcze działa uczciwie, czy też podszywa się pod inny podmiot – mówi mec. Rafał Schreiber.

Ministerstwo Sprawiedliwości nie rozważa zamknięcia dostępu do KRS-u. Jak zaznacza resort, dostęp do informacji w tym rejestrze jest niezbędny dla zapewnienia bezpieczeństwa uczestników obrotu prawnego. KRS funkcjonuje w oparciu o przepisy ustawowe, z których znaczna część realizuje wymogi prawa UE. Co prawda, wyrok TSUE może mieć wpływ na zasady udostępniania niektórych kategorii danych zawartych w tym rejestrze, ale nie podważa legalności działania, ani nie godzi w podstawy funkcjonowania tego rejestru.

–  Mimo że można wskazać pewne podobieństwa w funkcjonowaniu KRS i CRBR, to jednak odmienne są cele funkcjonowania tych rejestrów. Ponadto inny jest zakres udostępnianych w nich danych. Zamknięcie lub ograniczenie dostępu do systemu Krajowego Rejestru Sądowego byłoby na podstawie wyroku TSUE działaniem za daleko idącym – dodaje mec. Koschel-Sturzbecher.

Natomiast Ministerstwo Sprawiedliwości przypomina, że rozwiązania dotyczące dostępu do Krajowego Rejestru Sądowego funkcjonują od ponad 20 lat. Dotychczas nie były przedmiotem istotnych kontrowersji. Możliwość szybkiego i łatwego dostępu do danych gromadzonych w KRS była wielokrotnie uznawana za zaletę rejestru. Z kolei UODO będzie wspierać ewentualne inicjatywy ustawodawcze, których celem będzie ograniczenie dostępu do numerów PESEL obywateli, znajdujących się w rejestrach publicznych, w tym w KRS, o ile takie działanie będzie miało poparcie w przepisach prawa. Adam Sanocki podkreśla, że wskazany wyrok TSUE nie dotyczy kwestii funkcjonowania rejestru KRS.

– Tym orzeczeniem TSUE wskazał pewien kierunek interpretacji przepisów dotyczących funkcjonowania rejestrów zawierających dane osobowe, zmieniając obserwowaną w ostatnich latach tendencję do zwiększania transparentności. W treści wyroku zostało wskazane, że niezbędne jest takie wyważenie między interesem ogólnym a prawami podstawowymi, by niedogodności spowodowane przez dany środek nie były nadmierne w stosunku do zamierzonych celów – zwraca uwagę ekspertka z Instytutu Legislacji i Prac Parlamentarnych NRA.

Jak  podsumowuje adwokat Rafał Schreiber, Luksemburg jest krajem, w którym interesy prowadzi wielu przedsiębiorców z całego świata, korzystając w istotny sposób z korzystnych regulacji podatkowych i z sektora bankowego. Z podobną sytuacją nie mamy do czynienia w Polsce. Nie jest to bowiem kraj, w którym swój kapitał z ww. powodów umieszczają powszechnie zagraniczni przedsiębiorcy. Z tego też względu z pewnością na ograniczanie dostępu do KRS czy CRBR nie ma u nas aż tak dużego nacisku społecznego.

Andrus Durejko nowym prezesem Eesti Energia

Rada Nadzorcza Eesti Energia wybrała Andrusa Durejko na nowego prezesa zarządu. Stanowisko obejmie 1 kwietnia, po zakończeniu kadencji Hando Suttera, obecnego CEO Eesti Energia. Eesti Energia to estońska państwowa grupa energetyczna i jeden z największych producentów energii w krajach bałtyckich. Częścią grupy jest spółka Enefit, działająca na polskim rynku od 2016 r.

Anne Mere, przewodnicząca Rady Nadzorczej Eesti Energia, wyjaśniła, że Andrus Durejko wyróżniał się na tle konkurencji bardzo dobrymi cechami przywódczymi i doświadczeniem w zarządzaniu dużą firmą, a jego dodatkowym atutem było wykształcenie z zakresu energetyki. – Jestem bardzo zadowolona, że Andrus Durejko od kwietnia dołączy do zespołu Eesti Energia. Andrus posiada wyjątkowo silne umiejętności analityczne, zdolność do prognozowania i oceny ewentualnego ryzyka oraz dostrzegania możliwości wzrostu. Jednocześnie Andrus jest graczem zespołowym, który ceni sobie współpracę, wspólne wartości i wspiera innych w rozwijaniu ich potencjału – skomentowała Anne Mere.

Andrus Durejko od 2018 roku pełnił funkcję prezesa zarządu Ericsson Eesti AS. Wcześniej pracował na różnych stanowiskach w firmie Ericsson, dostawcy rozwiązań i sprzętu do komunikacji mobilnej, w tym jako członek zarządu Ericsson Eesti AS w obszarze technologii oraz jako dyrektor regionalny Ericsson Ukraine Mobile Core Networks. Posiada tytuł magistra inżynierii elektrycznej uzyskany na Estońskim Uniwersytecie Przyrodniczym. Oprócz pracy w firmie Ericsson, Durejko jest członkiem rady nadzorczej Estonian Broadband Development Foundation (ELASA) oraz członkiem rady doradczej AI & Robotics Estonia (AIRE).

Andrus Durejko wyraził wdzięczność za możliwość dołączenia do zespołu Eesti Energia w dobie kryzysu, o niespotykanej wcześniej skali. – Moim celem w roli prezesa zarządu Eesti Energia będzie kontynuacja realizacji ambitnej strategii oraz skuteczne przeprowadzenie firmy przez nadchodzące zmiany. Sektor energetyczny stoi w obliczu poważnych wyzwań. Chcąc im sprostać, musimy wdrażać nowe technologie, przyspieszać cyfryzację, budować nowe jednostki produkcyjne i zmniejszać ślad węglowy – skomentował Andrus Durejko i dodaje: – Jestem przekonany, że moja wiedza i doświadczenie wyniesione z firmy Ericsson pomogą sprostać wyzwaniom w Eesti Energia – dodał Andrus Durejko.

Estońska minister finansów Annely Akkermann z zadowoleniem przyjęła decyzję i zaznaczyła, że jako przedstawicielka walnego zgromadzenia Eesti Energia oczekuje, że nowy prezes będzie nadal inwestował we wzrost produkcji energii odnawialnej i dalej przekształcał firmę z producenta energii elektrycznej z łupków bitumicznych w organizację neutralną pod względem emisji dwutlenku węgla. – Jednym z głównych wyzwań będzie zmniejszanie śladu węglowego Eesti Energia i znalezienie równowagi w miksie energetycznym – powiedziała Annely Akkermann.

Kadencja Andrusa Durejko będzie trwała trzy lata. Hando Sutter zakończy pełnienie funkcji prezesa zarządu Eesti Energia 31 marca, zgodnie z jego umową. W tym samym momencie funkcje członków zarządu przestaną pełnić także Andri Avila, Raine Pajo, Margus Vals i Agnes Roos.

29% sprzedaży polskich firm pochodzi z platform społecznościowych

Media społecznościowe to nie tylko narzędzie do podglądania życia innych ludzi. Przynajmniej już nie. Teraz staje się również istotnym narzędziem handlu online, ponieważ w ciągu ostatnich 6 miesięcy prawie połowa Polaków (46%) dokonała zakupu za pośrednictwem mediów społecznościowych[1]. Co więcej, przedsiębiorcy także dostrzegają ten potencjał, ponieważ 2 na 3 (65%) europejskich sprzedawców internetowych używało tych platform do dystrybucji swoich produktów, w tym 65% polskich firm. Jaki jest potencjał social commerce na polskim rynku? Okazuje się, że według PayPal Ecommerce Index 2022 jest on dość duży.

Social commerce – trend, który coraz bardziej napędza polskie firmy

W 2022 roku szacowano, że branża social commerce w Polsce osiągnie wartość 2,760 mld USD (ok. 12,25 mld zł)[2]. Według PayPal Ecommerce Index 2022, handel poprzez platformy społecznościowe staje się znaczącym elementem europejskiego krajobrazu e-commerce, ponieważ nawet 2 na 5 Europejczyków (43%) dokonało zakupu za pośrednictwem mediów społecznościowych w ciągu 6 ostatnich miesięcy[3]. Ta statystyka uwzględnia również 46% Polaków, co stanowi 3pp. więcej w porównaniu do średniej europejskiej.

Jak wskazują wyniki badania, wielu handlowców zaczęło osiągać wysokie wyniki z social commerce. Nadal jednak ważna jest szersza rola mediów społecznościowych – prezentowanie konsumentom nowych produktów i usług. 1 na 4 europejskich konsumentów przeszukuje media społecznościowe, aby znaleźć coś, co byłoby dla nich interesujące, a także śledzi tam swoje ulubione marki[4]. To, w połączeniu z reklamami, prowadzi do dokonywania wielu nowych odkryć w tych kanałach.

Co ciekawe, mimo że więcej niż 1 na 10 europejskich konsumentów kupił produkt dzięki influencerowi w mediach społecznościowych lub śledził influencerów, aby zobaczyć, czego używają lub noszą, posty marki nadal mają silniejszy wpływ na ich procesy decyzyjne niż indywidualni influencerzy[5].

Topowe firmy z branży mediów społecznościowych, widząc postępy w rozwoju social commerce i wyniki, jakie można dzięki tej technologii osiągnąć, nie wahają się napędzać jego rozwoju poprzez dodawanie nowych funkcji do swoich platform.

Kiedyś myśleliśmy o mediach społecznościowych jako o ważnej wizytówce, ale teraz wraz z nowymi funkcjami oferowanymi przez platformy social media, stały się one czymś znacznie ważniejszym – nowym kanałem sprzedaży. Polscy konsumenci spędzają w mediach społecznościowych znacznie więcej czasu – korzysta z nich już 7 na 10 Polaków [6] – a handlowcy dostosowują się do ich potrzeb, dając możliwość kupowania przez ten kanał w sposób prostszy i łatwiejszy niż kiedykolwiek wcześniej” komentuje Efi Dahan, Dyrektor Zarządzający PayPal na Europę Środkową i Izrael. 

Sprzedawcy dostrzegają potencjał rynku, ponieważ 65% europejskich sprzedawców obecnie dystrybuuje produkty i usługi za pośrednictwem mediów społecznościowych – w tym 65% firm w Polsce[7]. Wielu sprzedawców nadal korzysta z mediów społecznościowych tylko po to, aby budować świadomość marki i kierować aktywność zakupową na inne kanały, takie jak zewnętrzna strona internetowa. Mimo to w Europie jedna czwarta sprzedaży (24%) jest już realizowana bezpośrednio za pośrednictwem mediów społecznościowych. Firmy handlowe w Irlandii są liderem na rynku (30%), a tuż za nimi plasują się sprzedawcy z Holandii, Izraela i Polski, którzy deklarują, że ok. 29% ich sprzedaży pochodzi z tego kanału.

Istnieje wiele optymistycznych danych na temat możliwości rozwoju social commerce, ale musimy być świadomi faktu, że podczas gdy wielu europejskich klientów czuje się komfortowo dokonując zakupów za pośrednictwem kanałów społecznościowych, znaczny odsetek (35%) nadal woli przejść bezpośrednio do strony internetowej sprzedawcy, aby dokonać zakupu [8]. Sprzedawcy powinni zastanowić się, jak sprawić, by klienci czuli się bardziej komfortowo w social commerce. PayPal jest jednym z rozwiązań, które mogą pomóc rozwiać wątpliwości, ponieważ 1 na 4 europejskich badanych konsumentów stwierdza, że chętnie dokona zakupów za pośrednictwem mediów społecznościowych, gdy będzie mógł użyć swojego konta PayPal dla wygody i bezpieczeństwa” zaznacza Efi Dahan z PayPal.

Europejscy konsumenci zdecydowanie zaczynają opanowywać społecznościowe kanały zakupowe – 1 na 6 z nich dokonywał zakupu przynajmniej raz w tygodniu (lub częściej)[9]. W połączeniu z wielkością zakupów przekłada się to na średnie miesięczne wydatki na social commerce na wszystkich rynkach w wysokości 141 euro, przy czym najwięcej wydają Izraelczycy (186 euro) i Holendrzy (174 euro), przed Belgami (160 euro) i Grekami (158 euro). Trend ten jest obecny również w Polsce – co dziesiąty Polak (14%) przynajmniej raz w tygodniu dokonał zakupu za pośrednictwem jakiejkolwiek platformy społecznościowej, miesięcznie wydając w ten sposób średnio 112 euro (ok. 524 zł).

Lokalni sprzedawcy powinni więc zacząć szukać pomysłów na to, jak włączyć media społecznościowe do dystrybucji swoich produktów lub usług, czy to jako metodę budowania świadomości wokół swojej marki, czy też jako bezpośredni kanał sprzedaży. Jak pokazują dane, w 2023 roku coraz trudniej będzie ignorować ten kanał.

[1] PayPal eCommerce Index 2022; Metodologia badania: 15-minutowe badanie 15 221 konsumentów z Europy i Izraela w wieku 18-75 lat & 10-minutowe badanie 4 604 osób decyzyjnych w przedsiębiorstwach z Europy i Izraela. Wszystkie dane w informacji prasowej pochodzą z tego raportu, chyba że zaznaczono inaczej.

[2] Poland Social Commerce Market Intelligence and Future Growth Dynamics Databook – 50+ KPIs on Social Commerce Trends by End-Use Sectors, Operational KPIs, Retail Product Dynamics, and Consumer Demographics – Q1 2022 Update

[3] PayPal eCommerce Index 2022;

[4] PayPal eCommerce Index 2022;

[5] PayPal eCommerce Index 2022;

[6] Hootsuite, Digital 2022 Poland, February 2022

[7] PayPal eCommerce Index 2022;

[8] PayPal eCommerce Index 2022;

[9] PayPal eCommerce Index 2022;

Rynek pracy w 2023 roku. Szanse, wyzwania, zagrożenia

W drugiej połowie 2022 roku wyraźnie można było zaobserwować spowolnienie na rynku pracy. Według raportu Głównego Urzędu Statystycznego w tym czasie było o 11,7%[1] mniej wolnych miejsc pracy niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Pracodawcy zdecydowanie ostrożniej podchodzili do zatrudniania nowych pracowników, co skutkowało nie tylko mniejszą liczbą wakatów, ale też wydłużeniem procesów rekrutacyjnych. Czy 2023 rok będzie dla rynku pracy zgoła inny? O szansach, wyzwaniach i zagrożeniach dla tego sektora mówi Karolina Mazur, Recruitment Team Leader w agencji rekrutacyjnej People.

– Pomimo niepewności związanych z czasem pandemii oraz sytuacją za naszą wschodnią granicą, rynek pracy wydaje się stabilny – mówi Karolina Mazur z agencji rekrutacyjnej People. Stopa bezrobocia w Polsce od lat ma tendencję malejącą (według danych GUS w listopadzie 2022 roku wyniosła zaledwie 5,1%[1]), dzięki czemu w badaniu przeprowadzonym przez Eurostat Polska zajęła drugie miejsce wśród państw europejskich o najniższym bezrobociu – wyżej uplasowały się tylko Czechy. Czy w takim razie w 2023 roku czeka nas jakaś rewolucja? – Firmy zgłaszają nowe zapotrzebowania rekrutacyjne, informują o planach na kolejne wakaty i mimo ogólnie mniejszej liczby rekrutacji, pozwala nam to zakładać, że pracy – szczególnie w dużych miastach – nie będzie brakowało – dodaje ekspertka People.

Inflacja a wzrost wynagrodzeń

W 2023 roku polskich pracowników czekają dwie podwyżki płacy minimalnej o łącznej kwocie wynoszącej 590 zł brutto. To oznacza, że od stycznia płaca minimalna wzrośnie do kwoty 3490 brutto, zaś od lipca do 3600 zł. „Na rękę” będzie to blisko 20% więcej niż obecnie. Jednakże, jak ostrzega wielu specjalistów z branży, wyższy od ustawowego wzrost płacy minimalnej oraz wskaźnika waloryzacji emerytur i rent, może negatywnie wpłynąć na i tak już bardzo wysoki poziom inflacji w Polsce, która obecnie wynosi 16,6%.
– Duża część firm uwzględniła poziom inflacji w swoim budżecie dla nowych pracowników. W związku z tym można oczekiwać, że wynagrodzenia nieco wzrosną względem ubiegłego roku, a różnice będą zauważalne szczególnie na niższych stanowiskach – mówi Karolina Mazur z People.

Rynek pracy oczami pracownika

Eksperci rynku pracy od lat określają go rynkiem pracownika. Czy słusznie? Zdecydowanie tak. Sytuacji takiej sprzyja kilka czynników, m.in. wspomniane wyżej stabilny poziom zatrudnienia czy też niska stopa bezrobocia, ale też zmiany pokoleniowe i potrzeby, szczególnie tych młodszych pracowników. Co jeszcze ulegnie zmianom i może wyjść na dobre? Jedną z takich kwestii jest trend transparentności, który ma coraz większe odzwierciedlenie w biznesie. – Trend transparentności jest najmocniej widoczny w ogłoszeniach o pracę, w których dedykowane portale czy aplikacje wymagają od pracodawcy określenia widełek płacowych na danym stanowisku. Niektóre portale odmawiają w ogóle publikacji oferty bez wskazania przedziału wynagrodzenia. To zaś zmniejsza szanse powodzenia procesu bez jawnego budżetu i wymusza transparentność pracodawców – komentuje Karolina Mazur z People.

Kolejną sprzyjającą pracownikom kwestią będzie fakt, że w 2023 roku praca zdalna będzie już nie tylko tymczasowym, a stałym i uregulowanym w kodeksie pracy rozwiązaniem. – Podczas rozmów rekrutacyjnych kandydaci częstokroć podkreślają, że interesuje ich jedynie praca z przewagą tzw. home office, bądź całkowicie zdalna. Pracodawcy również coraz częściej dostrzegają benefity takiego rozwiązania – mówi ekspertka People. Biorąc pod uwagę wprowadzenie regulacji prawnych w tym obszarze, praca zdalna w niektórych sektorach zacznie być postrzegana nie tylko jako benefit, ale standard.

– Osoby stające przed wyborem nowej pracy stawiają na elastyczność, w 2023 roku ten kierunek będzie się utrzymywał. Wśród ofert coraz więcej jest tych z wyznaczonym przedziałem godzin, w których można rozpocząć pracę, a nie tymi ze sztywno wskazanymi godzinami administracyjnymi. Na rynku pojawiają się również głosy zza granicy mówiące o czterodniowym tygodniu pracy, nie uważam jednak, aby zarówno przedsiębiorcy, jak i pracownicy, byli na to otwarci i gotowi już w nadchodzącym roku – twierdzi Karolina Mazur.
Rok 2023 będzie wyzwaniem

Druga połowa 2022 roku okazała się czasem spowolnienia – ofert pracy było zdecydowanie mniej, a same procesy rekrutacyjne prowadzone były dłużej. Trend ten istotnie się nie zmieni. Zdaniem ekspertów People – 2023 rok będzie rokiem nowych wyzwań, bowiem obie strony będą podchodziły do rekrutacji dużo ostrożniej, zaś same decyzje dotyczące zatrudnienia będą podparte głębszymi analizami.

– Kandydaci pytani na rozmowach o ich oczekiwania względem pracodawcy, niezmiennie wskazują wysokie znaczenie poczucia stabilizacji oraz bezpieczeństwa. Ostatnie lata – z pandemią, wojną, kryzysem gospodarczym, na nas wszystkich odbiły swoje piętno. Zaspokojenie tych potrzeb będzie miało więc niewątpliwy wpływ na otwartość pracowników na zmianę pracy – wyjaśnia Karolina Mazur z agencji rekrutacyjnej People. – W 2023 roku pojawi się prawdopodobnie większa liczba kandydatów, którzy będą się jedynie rozglądać na rynku, a co za tym idzie, wielu z nich będzie rezygnować z rekrutacji w trakcie jej trwania lub po otrzymaniu oferty. Osoby, które podczas rozmów zaprezentują się zaś jako zdeterminowane do podjęcia nowego zatrudnienia oraz zaangażowane, uzyskają przewagę – dodaje.

Podsumowanie

Rynek pracy w 2023 roku przyniesie szanse na transparentność widełek płacowych w ogłoszeniach, zwiększenie wynagrodzeń, a także możliwości uregulowanej prawnie pracy zdalnej. Osoby zdecydowane na zmianę pracy będą się wyróżniały spośród grupy kandydatów jedynie sprawdzających rynek. Przed rekruterami zaś stać będą wyzwania poznania prawdziwej motywacji, gotowości do zmiany pracy oraz utrzymania najlepszych kandydatów w przedłużających się procesach rekrutacyjnych. To może się okazać trudne, ponieważ obie strony będą uważnie decydować o nawiązaniu współpracy, ale przewagę w tej kwestii nadal może mieć pracownik.
______________________________________________
[1] Popyt na pracę w 3 kwartale 2022 roku. Online: https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rynek-pracy/popyt-na-prace/popyt-na-prace-w-3-kwartale-2022-roku,2,47.html [dostęp: 9 stycznia 2023]
[2] Stopa bezrobocia rejestrowanego w latach 1990-2022. Online: https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rynek-pracy/bezrobocie-rejestrowane/stopa-bezrobocia-rejestrowanego-w-latach-1990-2022,4,1.html [dostęp: 9 stycznia 2023]

Monika Constant nową Prezes Zarządu Związku Polskiego Leasingu

1 stycznia 2023 r. stanowisko Prezesa Zarządu Związku Polskiego Leasingu objęła Monika Constant. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego i polsko-francuskich Studiów Master HEC/SGH, przez 20 lat była związana z francuskim biznesem, a przez ponad 13 lat pełniła funkcję Dyrektora Generalnego Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej.

Monika Constant we Francusko-Polskiej Izbie Gospodarczej (CCIFP) wraz ze swoim zespołem tworzyła wiele wydarzeń związanych z promocją francuskiego biznesu
w naszym kraju. W tym czasie CCIFP stała się jedną z największych i najbardziej dynamicznych zagranicznych izb gospodarczych w Polsce, m.in. reprezentując francuskie firmy na Forum Ekonomicznym w Krynicy, następnie w Karpaczu, organizując Polsko-Francuskie Forum Gospodarcze z udziałem prezydentów Francji i Polski (listopad 2012, luty 2020), a także Spotkania Warszawskie (2013-2015, 2018-2019). Monika Constant jest również częstym gościem mediów, komentując bieżące wydarzenia w prasie, radiu i telewizji (m.in. w Tok FM, Rzeczpospolitej, Dzienniku Gazecie Prawnej itd.).

W 2017 r. została odznaczona przez Ambasadora Francji w Polsce Narodowym Orderem Zasługi za wybitne osiągnięcia w umacnianiu polsko-francuskiego partnerstwa.

– W trwającym kilka miesięcy procesie rekrutacji, Rada Związku Polskiego Leasingu zadecydowała o powierzeniu Monice Constant stanowiska Prezes Zarządu ZPL. Jesteśmy pewni, że to najlepsza kandydatka, która zapewni realizację strategii
i planów Związku Polskiego Leasingu.
– podkreśla Paweł Pach, Przewodniczący
Rady ZPL.

Monika Constant na stanowisku Prezesa zastąpiła Andrzeja Sugajskiego, który
pozostaje w branży leasingowej i w dalszym ciągu będzie wspierał ZPL.

– Branża leasingowa jest jednym z filarów rozwoju gospodarczego Polski. Wobec aktualnych rynkowych wyzwań, jednym z naszych priorytetów staje się zapewnienie przedsiębiorcom szerokiego dostępu do leasingu. Pozwoli to firmom finansować środki trwałe, które pomogą w zwiększaniu produkcji i rozwoju usług. – wyjaśnia Monika Constant. – Tym celom służą opracowywane przez ZPL rozwiązania prawne
i podatkowe oraz wspierające digitalizację, takie jak: elektroniczny obieg faktur, system dokumentów strukturyzowanych, stopniowe wprowadzanie raportowania ESG czy finansowanie zielonych aktywów. Mam nadzieję, że nasze inicjatywy zostaną pozytywnie przyjęte i przyczynią się do szerokiego dialogu z przedstawicielami instytucji rządowych i podmiotów legislacyjnych. –
dodaje Prezes Zarządu ZPL.

EKIPA Investments ASI inwestuje w platformę do rezerwacji tatuaży

EKIPA Investments ASI ogłasza swoją kolejną inwestycję. 30 grudnia 2022 r. firma objęła udziały w INKsearch.co, nowoczesnej platformie umożliwiającej rezerwację tatuaży online. Spółka współinwestuje z jednym z najlepszych inwestorów w Europie – włoskim funduszem Startup Wise Guys. Runda inwestycyjna opiewa na kwotę 200 000 euro i pozwoli startupowi na ekspansje na włoskim rynku.

INKsearch.co to niezwykle innowacyjne rozwiązanie, które umożliwia klientom szybkie i wygodne zarezerwowanie tatuażu u wybranego artysty. Na platformie, proces komunikacji między klientami, a artystami zostaje znacząco usprawniony, co pozwala na szybsze i sprawniejsze realizowanie zamówień. INKsearch.co to nie tylko inteligentny sposób zarządzania czasem, ale także przestrzeń inspiracji i projektów skrojonych specjalnie dla klienta. Dziś tatuaże są formą wyrażania siebie, a platforma odpowiada na to oferując szerokie spektrum propozycji od wielu artystów.

“Klienci nie muszą już spędzać tygodni na szukaniu inspiracji. Dzięki AI mogą wgrać tatuaż jak im się podoba i INKsearch podpowie artystów z ich miasta, którzy tworzą prace w podobnym stylu. Bardzo się cieszymy, że EKIPA Investments ASI dostrzegła i doceniła rozwiązania, które zastosowaliśmy w INKsearch.co.” – mówi Mateusz Łagowski z INKsearch.co

EKIPA Investments ASI jest przekonana, że INKsearch.co to rozwiązanie przyszłości dla branży tatuażu i z pełnym entuzjazmem inwestuje w rozwój tego SaaS marketplace. Poprzez swoje wsparcie chce pomóc INKsearch.co w osiągnięciu jeszcze większej popularności i skuteczniejszym dotarciu do szerokiego grona klientów.

„Bardzo optymistycznie patrzymy na potencjał tej inwestycji i mamy nadzieję, że INKsearch.co będzie kontynuować swój dynamiczny rozwój, skalując swój biznes na kolejne kraje w Europie i na świecie. Platforma ta, to nie tylko rewolucyjne rozwiązanie dla branży tatuażu, ale również doskonałe narzędzie dla klientów, którzy chcą zarezerwować tatuaż w sposób szybki i wygodny.” – mówi Łukasz Górski, Prezes EKIPA Investments ASI.

EKIPA Investments ASI jest młodą spółką lecz posiada ogromną intuicją biznesową. Firma jest przekonana, że inwestycja w INKsearch.co, który obecnie jest liderem rezerwacji tatuażu w UE (+250 000 rezerwacji w 2022 roku) i ma ambicje aby rozpocząć ekspansję w USA, przyniesie wymierne korzyści zarówno dla niej, jak i dla platformy.

Elemental Holding z inwestycją kapitałową o wartości 290 mln USD przy udziale PFR, EBOR oraz IFC

Elemental Holding, wywodząca się z Polski globalna grupa zajmująca się recyklingiem i urban miningiem, z siedzibą w Luksemburgu, pomyślnie przeprowadziła prywatną ofertę akcji o wartości 290 mln USD od grupy międzynarodowych instytucji finansowych: Międzynarodowej Korporacji Finansowej („IFC”), Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju („EBOR”) oraz Polskiego Funduszu Rozwoju S.A. („PFR”).

Prywatna oferta akcji jest dla spółki ważnym krokiem w kierunku zabezpieczenia ponad 500 mln USD kapitału na rozwój, w tym zobowiązań w zakresie finansowania projektów i dotacji z Unii Europejskiej. Pozyskany kapitał zostanie przeznaczony na finansowanie projektów organicznego rozwoju firmy, przyspieszenie jej globalnej strategii przejęć i zabezpieczenie finansowania ogólnych celów korporacyjnych.

Dzięki naszemu dużemu udziałowi w rynku recyklingu metali i atrakcyjnemu planowi wzrostu, Elemental Holding ma wyjątkową pozycję, aby czerpać korzyści z globalnych megatrendów dekarbonizacji, takich jak: zwiększony nacisk na gospodarkę o obiegu zamkniętym i recykling, zwiększanie udziału pojazdów elektrycznych oraz potrzebę budowania lokalnych łańcuchów dostaw krytycznych pierwiastków. Cieszymy się, że możemy współpracować z wiodącymi globalnymi instytucjami finansowymi, takimi jak IFC, EBOR i PFR, które odegrają kluczową rolę w realizacji globalnej strategii rozwoju naszej firmy – powiedział Paweł Jarski, CEO Elemental Holding  – Chciałbym również podziękować Przemkowi Krychowi z Cornerstone Investment Management za dostrzeżenie potencjału w naszej Grupie i jego wsparcie jako inwestora w Elemental Holding dodał Paweł Jarski

Organiczne projekty rozwojowe spółki obejmują budowę najnowocześniejszego zakładu produkcyjnego w południowej Polsce, który ma zająć wiodącą pozycję w europejskim recyklingu akumulatorów litowo-jonowych i odzysku metali PGM ze zużytych katalizatorów samochodowych. W skład obiektu wejdzie rafineria PGM oraz innowacyjny zakład odzysku litu, kobaltu i niklu. Zakład będzie produkował metale wtórne i inne materiały, które można ponownie wykorzystać jako surowce do nowych baterii lub do innych zastosowań, zapewniając podstawową usługę w łańcuchu wartości akumulatorów litowo-jonowych. Akumulatory te są podstawowym elementem pojazdów elektrycznych, które w przyszłości wraz z rozwojem gospodarki niskoemisyjnej mają zastąpić samochody napędzane benzyną i olejem napędowym. W obiekcie zostaną zainstalowane panele fotowoltaiczne o mocy do 37 MW i magazynach energii elektrycznej, które zaspokoją około 40 procent zapotrzebowania na energię elektryczną. Projekt ograniczy emisje gazów cieplarnianych i wesprze gospodarkę o obiegu zamkniętym w sektorze elektromobilności. Produkcja i wykorzystanie akumulatorów i metali pochodzących z recyklingu może prowadzić do większej redukcji emisji dwutlenku węgla, nawet o 98% w porównaniu z ich pierwotnymi odpowiednikami, oraz do bardziej efektywnego wykorzystania ograniczonych zasobów naturalnych.

Jednocześnie Elemental Holding rozwija innowacyjny zakład recyklingu i rafinacji do przetwarzania koncentratu e-odpadów. Projekt umożliwi niskoemisyjną produkcję wtórnej miedzi, aluminium, żelaza, cyny, złota, srebra i palladu. Placówka będzie zlokalizowana w tym samym miejscu.

Umożliwienie rynkom wschodzącym sprostania rosnącym problemom związanym z gospodarką odpadami i stworzenie podstaw gospodarki o obiegu zamkniętym jest priorytetem dla IFCpowiedział Ary Naïm, Regional Manager IFC na Europę Środkową i Południowo-Wschodnią.Dzięki tej inwestycji wspieramy wiodącą globalną firmę w zmniejszaniu ilości składowanych odpadów i przyczynianiu się do większego zrównoważonego rozwoju poprzez wykazanie potencjału modelu biznesowego gospodarki o obiegu zamkniętym – dodał Ary Naïm.

Udział w ofercie prywatnej Elemental Holding leży u podstaw strategii inwestycyjnej PFR, biorąc pod uwagę polski zasięg spółki oraz fakt, że poprzez swoją działalność Elemental Holding zapewnia dostawy metali, które są kluczowe dla przyszłego wzrostu polskiej gospodarki. Dla naszego Funduszu jest to kontynuacja długoterminowego zaangażowania w spółkę i cieszymy się, że plany rozwoju się materializują i pojawiają się nowi inwestorzypowiedział Paweł Borys, Prezes PFR. – Ponadto transakcja ta wspiera nasze rosnące zaangażowanie w zielone inwestycje, które obejmują wspieranie obszarów takich jak energia odnawialna, efektywność energetyczna i ogólne przejście przedsiębiorstw na modele bardziej przyjazne dla środowiska – dodał Paweł Borys.

– Projekt pokazuje zaangażowanie EBOR w zieloną gospodarkę w przemyśle. W Polsce 80% naszych ubiegłorocznych inwestycji wspierało transformację niskoemisyjną. Nasza inwestycja kapitałowa w Elemental Holding pozwoli nowemu zakładowi wprowadzić fotowoltaikę do tradycyjnie wysokoemisyjnego sektora produkcyjnego i będzie wspierać recykling e-odpadów, który jest kolejnym krokiem w kierunku zrównoważonego rozwoju zasobówpowiedział Frederic Lucenet, Dyrektor Zespołu Produkcji i Usług w EBOR.

Najemcy apelują, by racjonalnie planować wydatki marketingowe w galeriach handlowych

Polskie Stowarzyszenie Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH) wskazuje, że przed Świętami Bożego Narodzenia zarządcy galerii handlowych nie ograniczyli wydatków marketingowych – które są elementem kosztów wspólnych i najczęściej nie są w żaden sposób rozliczane ani dokumentowane. Nie było też widać oszczędności na energii – centra handlowe inwestowały pieniądze najemców w nowe i bardzo mocno oświetlone dekoracje. Koszty te ponoszą najemcy – a przy rosnących płacach i cenach za energię ważne jest, aby zmniejszać te wydatki, które często nie przekładają się bezpośrednio na ruch w galeriach handlowych lub przychody najemców. Zamiast tego warto, aby galerie handlowe realizowały więcej działań marketingowych wspierających najemców – na przykład oferowali tańsze opcje wynajmu wewnętrznej powierzchni promocyjnej, jak wyklejki, stojaki, kasetony, etc. Lepiej też przekierować budżety na akcje lojalnościowe lub nagradzające klientów za wydane kwoty w sklepach i punktach usługowych – zamiast wydawać pieniądze na eventy, dekoracje czy przebranych Mikołajów.

Koszty marketingowe, jakie pokrywają najemcy galerii handlowych, obejmują wszelką działalność promocyjną – choć nigdy nie są prezentowane ani analizowane wraz z efektami takich przedsięwzięć, nie pokazują wpływu na ruch w galeriach czy realny wzrost sprzedaży w sklepach. Do wydatków marketingowych należą zarówno promocje obiektu w radio czy na billboardach, akcje organizowane w samym obiekcie – jak występy, gry, zabawy dla klientów i ich dzieci, jak również dekoracje, dodatkowe oświetlenie, etc. Niestety koszty te nie tylko nie są dokumentowane, ale często wręcz nie są wyodrębniane w ramach płaconych przez najemców kosztów wspólnych.

„W okresie przedświątecznym wyraźnie zwiększyła się aktywność promocyjna galerii handlowych. Centra organizowały różnego rodzaju atrakcje oraz aranżowały nowe dekoracje takie jak iluminacje świetlne czy okresowo działające lodowiska. Nasuwa się jednak pytanie, czy tak duża inwestycja w promocję była potrzebna? Z jednej strony wiemy, że okres świąteczny jest czasem zwiększonej aktywności zakupowej klientów, z drugiej zaś strony ostatnie Święta były dla Polaków czasem, kiedy znacząco racjonalizowali swoje wydatki. Między innymi dlatego uważamy, że promocje przedświąteczne nie powinny być nadmierne. Najemcy finansują wydatki marketingowe galerii – ale niestety nie wiedzą, czy i jak koszty te przekładają się do poziomu odwiedzalności sklepów, która przecież ma bezpośredni wpływ na sprzedaż oraz rentowność sklepów. Nie jesteśmy w stanie ocenić, czy poczynione wydatki są racjonalne, ponieważ najczęściej nie otrzymujemy informacji o budżetowaniu planów marketingowych i nie możemy odnieść ich w żaden sposób do naszych wyników sprzedażowych. Zdarza się, że okresowe promocje są tylko elementem rywalizacji pomiędzy obiektami położonymi niedaleko siebie. Z naszego punktu widzenia bardziej efektywne może być realne wsparcie najemców, jak na przykład niższe ceny za reklamę wewnątrz galerii. Mało kto wie, że najemcy płacą za każdy element promocji swojego sklepu czy punktu usługowego w ramach danego obiektu – czyli wyklejki, flagi, stojaki kierujące do sklepu, kasetony na elewacji, etc. Nasze obserwacje wskazują, że są mniej kosztowne narzędzia, które faktycznie wpływają na poziom odwiedzalności – są to na przykład akcje lojalnościowe czy konkursy na podstawie paragonów zakupu. Zdarza się również, że nieodpowiednie zarządzanie obiektem lub zaniechania związane z organizacją przestrzeni wspólnych w obiektach – na przykład przez ciemny lub niedostępny parking, albo zbyt krótki czas bezpłatnego parkowania – wpływają negatywnie, albo wręcz szkodliwie na odwiedzalność. Naszym zdaniem te właśnie kwestie, czyli wsparcie swoich partnerów w umacnianiu sprzedaży i sukcesu biznesowego, powinny być priorytetem dla zarządzających galeriami handlowymi” – mówi Katarzyna Marczuk, rzecznik Polskiego Stowarzyszenia Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH).

PSNPH wskazuje, że umowy najmu w galeriach handlowych powinny być wyrażone w złotówkach, a nie w euro. Obecnie większość najemców jest zobligowanych do podpisywania umów z czynszem wyrażonym w euro. Takie rozwiązanie jest nieuzasadnione i niesprawiedliwe dla sklepów czy punktów usługowych, które działając w Polsce otrzymują płatności od klientów w złotówkach.

PSNPH zaapelowało także, aby najemcy otrzymywali od właścicieli lub zarządców centrów handlowych systematycznie dane o odwiedzalności obiektu, w którym działają. Obecnie podawane są tylko zagregowane dane o ruchu w centrach handlowych dla całej Polski. Nikt nie zna jednak liczby klientów odwiedzających konkretną galerię handlową. Takie dane są niezbędne sklepom i punktom usługowym dla prawidłowego planowania sprzedaży i rozwoju w danej lokalizacji.

W ostatnim czasie właściciele centrów handlowych forsują nowe umowy dla najemców, które zwiększają czynsz w oparciu o obroty w internecie. To bardzo niebezpieczny i niesprawiedliwy proceder, który nie może zostać zaakceptowany w standardzie prawnym. Sprzedaż w internecie jest całkowicie odrębna od sprzedaży w placówce stacjonarnej – wymaga odrębnych nakładów finansowych i oddzielnego zarządzania. Żądanie opłat za obroty w internecie nie może być akceptowane przez najemców.

PSNPH podkreśla, że to najemcy budują wartość centrów handlowych, kreują miejsca pracy dla ponad 400 tysięcy osób, zapewniają wpływy podatkowe do budżetu państwa oraz kas samorządów. To najemcy w centrach handlowych stymulują polską gospodarkę, pokrywając koszty obsługi galerii przez firmy z wielu branż – jak ochrona, sprzątanie, utrzymanie techniczne, marketing. Takie koszty szacuje się na 3,4 mld zł rocznie[1].

Dodatkowo najemcy w centrach handlowych pokrywają wszystkie podatki odprowadzane przez centra handlowe do budżetu państwa i samorządów:

  • Podatek CIT – ponad 500 mln zł rocznie
  • Podatek od nieruchomości w wysokości ponad 600 mln zł rocznie
  • Opłaty z tytułu użytkowania wieczystego w wysokości ponad 200 mln zł rocznie
  • Podatek VAT generowany przez najemców centrów handlowych sięga 4 mld zł rocznie

Ponadto jak wskazuje Marcin Ochnik z ZPPHiU, w ciągu ostatnich lat systematycznie rosną koszty najemców w centrach handlowych. Dotyczy to bieżącego prowadzenia i utrzymania biznesu – co sprawia, że rentowność działalności firm handlowo-usługowych korzystających z przestrzeni w galeriach handlowych spada i nie widać perspektyw na zmianę trendu. Aż o 80% wzrosły ceny energii, zwiększyły się czynsze, kursy walut (rozliczenia są realizowane jako przelicznik – euro), wynagrodzenia, koszty transportu oraz usług dodatkowych.[2]

Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) i Polskie Stowarzyszenie Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH) podczas Pierwszego Kongresu ZPPHiU oraz PSNPH przedyskutowały najistotniejsze kwestie poruszane przez Kodeks Najlepszych Praktyk w umowach najmu według najemców. Przygotowany przez PSNPH Kodeks, uaktualniający dokument powstały w 2011 roku, wskazuje na oczekiwane przez najemców standardy współpracy i komunikacji z właścicielami oraz zarządcami centrów handlowych. Zasady proponowane przez Kodeks mają właściwie rozłożyć ryzyka biznesowe obu stron umowy.

[1] https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/ile-na-pandemii-straca-wlasciciele-centrow-handlowych/j6sy24y

[2] https://zpphiu.pl/koszty-ciagna-na-dno-biznes-w-galeriach-handlowych/

Cyberprzestępcy przełamali zabezpieczenia w ponad 60% badanych przez Cisco firm

  • 62% respondentów twierdzi, że w ciągu ostatnich dwóch lat ich organizacja doświadczyła incydentu związanego z bezpieczeństwem w sieci.
  • Wsparcie ze strony kadry kierowniczej i kultywowanie odpowiednich zachowań to dwa z trzech najważniejszych czynników pomagających w osiągnięciu odporności na cyberataki.
  • Wdrożenie modelu zero trust, wykorzystanie technologii bezpiecznego dostępu do usług na brzegu sieci oraz zaawansowanego wykrywania i reagowania na zagrożenia wpłynęło na znaczny wzrost odporności na cyberataki.

Badanie Cisco Security Outcomes Report, Volume 3: Achieving Security Resilience wskazało siedem najważniejszych elementów, które zwiększają odporność firm na cyberzagrożenia. Wśród nich znajdują się czynniki kulturowe, środowiskowe oraz rozwiązania, które firmy wykorzystują do osiągnięcia odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa. Wyniki oparte są na odpowiedziach z ankiet przeprowadzonych wśród ponad 4700 specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa w 26 krajach.

Najczęstsze rodzaje cyberincydentów i ich skutki

Odporność na cyberataki stała się priorytetem – nic dziwnego, bowiem aż 62% badanych stwierdziło, że w ciągu ostatnich dwóch lat cyberbezpieczeństwo ich firmy zostało naruszone, realnie wpływając na ich biznes. Wśród najczęściej raportowanych incydentów znalazły się: infiltracje sieci lub danych (51,5%), awarie sieci lub systemów IT (51,1%), ataki ransomware (46,7%) oraz ataki DDoS (46,4%).

Incydenty te spowodowały poważne konsekwencje dla poszkodowanych firm oraz organizacji, które prowadzą z nimi interesy. Wśród głównych skutków wymieniane są przerwy w pracy systemów informatycznych i komunikacyjnych (62,6%), zakłócenia w łańcuchach dostaw (43%), zakłócenie działalności operacyjnej wewnątrz organizacji (41,4%) oraz uszczerbek na wizerunku firmy (39,7%). Nie dziwi więc fakt, że aż 96% badanych przedstawicieli kadry kierowniczej stwierdziło, że odporność na zagrożenia bezpieczeństwa ma dla nich najwyższy priorytet. Wyniki badań podkreślają jasno, że głównym celem zespołów bezpieczeństwa jest zapobieganie incydentom i minimalizowanie strat w przypadku ich wystąpienia.

„Technologia przekształca firmy w sposób dotąd niespotykany – zarówno jeżeli chodzi o tempo, jak i skalę transformacji. Stwarza to nowe możliwości, jednak niesie ze sobą również wyzwania, zwłaszcza w zakresie bezpieczeństwa. W tym celu firmy muszą być w stanie przewidywać i identyfikować cyberzagrożenia, a w przypadku złamania zabezpieczeń – być w stanie szybko reagować. Na tym właśnie polega budowanie odporności na cyberataki” – powiedziała Helen Patton, CISO, Cisco Security Business Group.

Siedem czynników odporności na cyberzagrożenia

W tegorocznym raporcie opracowano metodologię generowania wyniku odporności na zagrożenia bezpieczeństwa dla badanych organizacji oraz zidentyfikowano siedem czynników sukcesu. Organizacje, u których zanotowano obecność tych czynników, znalazły się powyżej granicy 90. centyla najbezpieczniejszych firm.

Wyniki badania podkreślają ogromny wpływ czynnika ludzkiego oraz kadry zarządzającej, a przede wszystkim przywództwa, kultury firmowej i podejścia do posiadanych zasobów:

  1. Organizacje, które zgłosiły słabe wsparcie w zakresie cyberbezpieczeństwa ze strony kadry kierowniczej, uzyskały wynik o 39% niższy.
  2. Firmy, które deklarują wysoką kulturę bezpieczeństwa uzyskały średnio o 46% wyższe wyniki.
  3. Organizacje posiadające na swoim pokładzie dedykowane zespoły reagowania na incydenty, uzyskały 15-procentowy wzrost odporności.

Ponadto, firmy muszą zadbać o zmniejszenie złożoności używanych systemów w momencie przechodzenia do środowisk chmurowych.

  1. Firmy, których infrastruktura technologiczna jest jednolita (bez względu czy jest oparta na infrastrukturze lokalnej, czy też w chmurze) uzyskały najwyższe i niemal identyczne wyniki odporności na zagrożenia. Jednak firmy, które są na początkowym etapie przechodzenia ze środowiska on-premise do hybrydowego środowiska chmurowego, odnotowały spadek wyników od 8,5 do 14% w zależności od tego, jak trudne do zarządzania były te hybrydowe środowiska.

Adaptacja zaawansowanych rozwiązań bezpieczeństwa ma znaczący wpływ na wyniki:

  1. Firmy, które zgłosiły pełne wdrożenie modelu Zero Trust, odnotowały 30-procentowy wzrost wyniku odporności w porównaniu z tymi, które nie podjęły się tej zmiany.
  2. Zaawansowane, rozszerzone możliwości wykrywania i reagowania (XDR – Extended Detection and Response) są skorelowane z zawrotnym, 45% wzrostem odporności na zagrożenia względem firm, które nie korzystają z żadnych rozwiązań w tym zakresie.
  3. Konwergencja infrastruktury sieciowej i bezpieczeństwa w kierunku dostarczanych z chmury usług bezpiecznego dostępu (SASE – Secure Access Services Edge) zwiększyły wynik odporności na zagrożenia o 27%.

„Wnioski zawarte w badaniu Security Outcomes Report pokazują, które rozwiązania naprawdę działają. Naszym celem jest przebicie się przez szum na rynku i identyfikacja działań faktycznie wpływających na poprawę ochrony przed cyberatakami” – powiedział Jeetu Patel, wiceprezes i dyrektor generalny ds. bezpieczeństwa w firmie Cisco. „Właśnie dlatego w tegorocznym raporcie skupiliśmy się na zidentyfikowaniu kluczowych czynników, które podnoszą poziom cyberodporności firm do jednego z najlepszych w branży”.

Program Pierwsze Mieszkanie – dla kogo i na jakich zasadach

Program Pierwsze Mieszkanie ma ułatwić zakup mieszkania osobom do 45 roku życia. Nowa forma wsparcia zacznie funkcjonować prawdopodobnie od 1 lipca 2023. Zakłada ona możliwość uzyskania taniego kredytu mieszkaniowego na zakup pierwszej nieruchomości beneficjenta. Drugim pomocowym rozwiązaniem ma być specjalne konto oszczędnościowe na cele mieszkaniowe. Eksperci portalu GetHome.pl postanowili przyjrzeć się zasadom nowego rządowego pomysłu.

Rząd w grudniu ubiegłego roku zaprezentował założenia nowej formy pomocy. Program ma być odpowiedzią na niekorzystne dla kredytobiorców współwystępowanie dwóch czynników: z jednej strony ciągle bardzo wysokich cen mieszkań, z drugiej – bardzo drogich kredytów mieszkaniowych. Te dwa elementy w praktyce wypychają obecnie z rynku setki tysięcy ludzi, którzy nie tylko nie dysponują wystarczającym wkładem własnym, by starać się o kredyt, ale też nie mają odpowiedniej zdolności kredytowej, by uzyskać finansowanie. Po ubiegłorocznej serii podwyżek stóp procentowych NBP, zdolność kredytowa przeciętnego Polaka “zjechała” nawet o ponad 60 proc. W najgorszej sytuacji są osoby młode, które nie mają jeszcze żadnego dorobku finansowego, a z racji początków na rynku pracy, nie mogą też liczyć na wysokie pensje. To do nich ma być skierowana nowa forma pomocy.

Bezpieczny Kredyt 2 proc.

Z programu będą mogły skorzystać osoby do 45 roku życia, które wcześniej nie miały żadnego własnego mieszkania – czy to kupionego, czy uzyskanego w wyniku darowizny. Jeśli o wsparcie stara się małżeństwo, lub rodzice co najmniej jednego dziecka, powyższy warunek musi spełniać przynajmniej jeden z nich.

Pierwszą formą wsparcia przewidzianego w nowym programie jest Bezpieczny Kredyt 2 proc. Jak sama nazwa wskazuje właśnie 2 proc., a więc bardzo mało, ma wynieść oprocentowanie takiego zobowiązania przez okres 10 lat spłaty. Przez ten czas państwo będzie dopłacać do odsetek równowartość różnicy między aktualnym średnim oprocentowaniem kredytów o stałej stopie procentowej, a wysokością 2 procentowych odsetek.

Wkład własny takiego kredytu nie będzie wymagany. Ustawodawca przewidział jednak limity jego wysokości. I tak:

  • Singiel będzie mógł zadłużyć się na kwotę maksymalnie do 500 tys. zł
  • Małżeństwo, lub rodzice przynajmniej jednego dziecka – na kwotę do 600 tys. zł.

Co ważne – program nie zakłada limitów cen 1 mkw. mieszkania, które ma być kupione ze środków takiego kredytu.

Preferencyjny kredyt będzie mógł być przeznaczony na zakup mieszkania/domu (zarówno z rynku pierwotnego, jak i wtórnego) lub też budowę. Przez 10 lat beneficjent programu będzie spłacał raty malejące z oprocentowaniem 2 proc. Po 10 latach spłacania obniżonych odsetek oprocentowanie wzrośnie do standardowego wg aktualnej sytuacji rynkowej, a kredytobiorca będzie spłacał je w ratach równych.

Należy tu zaznaczyć, że państwowa forma pomocy nie obejmuje dopłat do marży, którą naliczy sobie bank, ani też do prowizji. Te koszty będzie ponosił kredytobiorca, tak więc do oprocentowania 2 proc. na okres 10 lat, należy doliczyć także bankową marżę (obecnie wynoszą one od około 1,5 do 2,5 proc.).

Nie będzie to więc kredyt “darmowy”, jednak biorąc pod uwagę, że aktualnie WIBOR wynosi ponad 7 proc. i do tego dolicza się marżę, będzie on zdecydowanie tańszy od obecnej oferty rynkowej. Różnica w wysokości raty wyniesie nawet  połowę.

Rząd, w materiałach informacyjnych dotyczących programu, podaje konkretne przykłady. Zakładając, że kwota kredytu na 20 lat wyniosłaby 400 tys. zł, to przy oprocentowaniu ponad 8,6 proc. (wraz z marżą) rata takiego zobowiązania “normalnie” wyniosłaby blisko 4500 zł. Z dopłatą będzie to 2600 zł.

Zakładając, że ktoś zadłużyłby się na kwotę 300 tys. zł na 25 lat, obecnie rata wyniosłaby go ponad 3100 zł. Z dopłatą będzie to 1700 zł.

Oszczędzanie – Konto Mieszkaniowe

Drugim filarem nowego programu będzie specjalne Konto Mieszkaniowe, na którym beneficjent będzie odkładał środki. Takie konta będą prowadziły banki komercyjne. Oferta – tak samo, jak w przypadku kredytu – będzie skierowana do osób, które nie miały wcześniej własnego mieszkania. Ustawodawca daje jednak możliwość preferencyjnego oszczędzania także osobom, które mieszkają z dwójką dzieci na maksymalnie 50 mkw., z trójką na 75 mkw., czwórką – 90 mkw., piątką – bez limitu metrażu.

Wysokość wpłat na konto ma się mieścić w widełkach od 500 zł miesięcznie do 2000 zł. Regularne oszczędzanie (minimum 11 wpłat w roku) zagwarantuje beneficjentowi państwową premię w wysokości równej rocznemu wskaźnikowi inflacji lub też wskaźnikowi zmiany wartości ceny 1 mkw. powierzchni użytkowej budynku mieszkalnego. Premia będzie wypłacana jednorazowo.

Okres oszczędzania na specjalnym koncie ma wynieść od 3 do 10 lat. Po tym czasie beneficjent będzie miał 5 lat na wydanie środków na cele mieszkaniowe (kupno, budowa, wkład własny, spółdzielcze prawo własnościowe, kooperatywa mieszkaniowa, partycypacja TBS). Co istotne – odsetki z tytułu oszczędzania będą zwolnione z podatku Belki.

Wg materiałów rządowych, przy inflacji w wysokości niecałych 10 proc. po trzech latach oszczędzania co miesiąc 1000 zł, premia mieszkaniowa mogłaby wynieść ponad 5300 zł. Do tego oczywiście dochodzą odsetki od oszczędności wg oferty banków komercyjnych.

Kiedy Pierwsze Mieszkanie?

Na razie strona rządowa przedstawiła jedynie założenia nowego programu. Ustawa musi jeszcze przejść drogę legislacyjną przez parlament i trafić do podpisu prezydenta. Wstępny termin wejścia w życie nowego programu wyznaczono na 1 lipca 2023.

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl

Śmieci produkowane przez Polaków ważą tyle co prawie 35 tysięcy Pendolino

Niedawno obchodzony Nowy Rok sprzyja podejmowaniu postanowień na kolejne 365 dni. Wśród nich można wymienić regularne chodzenie na siłownię czy udział w szkoleniach. Jest jednak nad czym pracować również w kwestii ochrony środowiska. W 2021 r. na przeciętnego Polaka przypadło bowiem prawie 370 kg odpadów, czyli o ponad 100 kg więcej, niż w 2011. Czy obecny rok przyniesie ich mniejszą ilość?

W naszym kraju od kilkunastu lat utrzymuje się trend rosnącej produkcji odpadów. Dekadę temu, w 2011 r., Polacy wyprodukowali ich ponad 9,8 mln ton. W 2021 r. było to już prawie 4 mln więcej – aż  13,7 mln ton. Odpowiadało to wadze prawie 35 tys. przygotowanych do jazdy polskich pociągów Pendolino (ED250). Dynamikę zmian pokazuje również średnia masa odpadów w przeliczeniu na każdego Polaka. W 2011 przypadło 255 kilogramów na osobę, natomiast 10 lat później aż 369 kg/os.

Coraz wyższy standard życia, a co za tym idzie, większa konsumpcja dóbr i towarów to jeden z czynników, który przekłada się na rosnącą ilość odpadów. Im więcej kupują ludzie, tym więcej śmieci trafia później do kosza. Cały czas wiele produktów jest również sprzedawanych w jednostkowych opakowaniach plastikowych, m.in. niektóre owoce i warzywa oraz pieczywo. Polepszająca się sytuacja ekonomiczna i społeczna to również większa odpowiedzialność względem środowiska. Dlatego warto skłaniać się ku odpowiedzialnej konsumpcji, by również w ten sposób dbać o przyrodę – mówi Felice Scoccimarro, prezes Amest Otwock Sp. z o.o..

Noworoczne ekopostanowienia

Produkcja odpadów jest nieodłącznym elementem życia człowieka, dlatego też nie da się jej całkowicie wyeliminować. W Nowym Roku warto jednak dążyć do zmniejszania ilości wytwarzanych śmieci. Aby to zrobić, wystarczy kilka prostych kroków.

Pierwszym z nich jest rezygnacja z produktów jednorazowych, które najczęściej zrobione są z plastiku. Jego duże ilości pochłania produkcja butelek na wodę. A wiele gospodarstw domowych ma dostęp do pitnej „kranówki” dobrej jakości. Jej walory smakowe oraz zawartość minerałów można dodatkowo poprawić korzystając ze specjalnych filtrów, które montuje się bezpośrednio w instalacji lub zakłada w dzbankach. Z tworzyw sztucznych wykonywane są najczęściej także słomki, które zastępują dziś ich wielorazowe wersje – metalowe lub bambusowe. Także torby wielokrotnego użytku, np. bawełniane, są lepszym wyborem niż jednorazowe foliówki.

Wybór ekologicznych odpowiedników produktów jednorazowych to dobry kierunek w dążeniu do ograniczania ilości produkowanych śmieci. Mniej odpadów to mniejsze obciążenie dla planety. Przedmioty wielorazowe są też w ogólnym rozrachunku tańsze – korzysta więc na tym również portfel. Równie ważna jest segregacja, dzięki której zwiększamy efektywność recyklingu – ocenia Felice Scoccimarro.

Zaledwie 40 proc. odpadów zebrano w 2021 r. selektywnie, a dzięki wrzucaniu śmieci do odpowiednich pojemników można je później ponownie wykorzystać. W Polsce odpady dzielone są na 5 frakcji. To papier, metale i tworzywa sztuczne, szkło opakowaniowe, odpady zmieszane oraz bio. Te ostatnie, mieszkając w domu, można przetwarzać we własnym zakresie. Kompostowanie pozwala bowiem na przemianę organicznych odpadków w nawóz do ogródka.

Rynek odebrał pozytywnie brak konkretów ze strony Powella

Rynki w pewnym sensie odetchnęły z ulgą, że przewodniczący Fed Jerome Powell powstrzymał się do komentarza na temat perspektyw stóp procentowych na wczorajszym wystąpieniu dla szwedzkiego Riksbanku. Mógł przecież zagrać w „jastrzębie” tony i wypowiedzieć się w podobny sposób jak inny przedstawiciele amerykańskiej instytucji w poniedziałek, a jednak tego nie zrobił. Ostatecznie indeksy z Wall Street zamknęły dzień na plusie a dolar amerykański minimalnie zyskał.

W przemówieniu wygłoszonym dla szwedzkiego Riksbanku na temat niezależności banku centralnego, przewodniczący Fed Jerome Powell zauważył, że Fed musi być wolny od bezpośrednich wpływów politycznych, gdy podejmuje niezbędne środki w celu ograniczenia wysokiej inflacji. Dodał również, że stabilność cen jest podstawą zdrowej gospodarki i zapewnia społeczeństwu niezmierzone korzyści w czasie. Jego zdaniem przywrócenie stabilności cen, gdy inflacja jest wysoka, może wymagać środków, które nie są popularne w krótkim okresie – mowa tu o podnoszeniu stóp procentowych, które w naturalny sposób spowolnią gospodarkę. Rynek nie otrzymał nic na temat wielkości przyszłych zmian parametrów polityki monetarnej, nie mówiąc już o zaznaczeniu ewentualnej pierwszej obniżki stóp procentowych. Brak mocnego, restrykcyjnego stanowiska zostało odebrane za dobrą monetę. Oznacza to, że rynek bał się w pewnym stopniu tego, że wystąpienie Powell będzie kolejną próbą zanegowania spekulacji rynkowych o możliwym luzowaniu w II połowie roku. Przypomnijmy, że po ostatnich danych NFP oraz ISM dla usług, wycena rynkowa dotycząca przyszłej ścieżki stóp procentowych uległa lekkiej korekcie. Kontrakty Fed Funds futures zaczęły wskazywać, że cykl zakończy się poniżej poziomu 5 proc. Przede wszystkim rynek zwrócił uwagę na spadającą dynamikę wzrostu wynagrodzeń. Z kolei mocno negatywny sygnał z sektora usług, który został zobrazowany spadkiem wskaźnika poniżej granicznego poziomu 50 pkt., został odebrany jako hamulcowy dalszej restrykcyjnej polityki Fed-u. Rynek czeka na jutrzejsze dane dotyczące inflacji za grudzień, które po raz kolejny mają zostać obniżone. Konsensus Bloomberg-a wskazuje poziom 6,5 proc. ale uczestnicy rynku po cichu liczą na kolejną niespodziankę w postaci jeszcze niższych wartości.

Dolar znajduje się na spadkowej ścieżce już od jakiegoś czasu. Zatem czwartkowe dane mogą stać się kolejnym pretekstem do sprzedaży USD i do wygenerowania większego ruchu na EUR/USD. Po przełamaniu poziomu 1,0720 kurs konsoliduje się tuż pod 1,0750 i czeka na sygnał do dalszych zwyżek. Niski odczyt CPI powinien spowodować dalszą deprecjację USD. Taki scenariusz jest moim zdaniem wysoce prawdopodobny.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Wraca temat stóp procentowych

Jakiś czas temu temat stóp procentowych zaczął schodzić na dalszy plan. Jednak znów wraca i to nie tylko w głównych państwach, które znacznie później zaczęły cykl podwyżek. Wczoraj stopy podnosili Rumunii.

Inflacja w Czechach wyraźnie spowalnia

Analitycy spodziewali się, że tempo wzrostu cen przyspieszy z 16,2% na 16,4%. Te jednak rosną zaledwie 15,8%, co jest bardzo dobrą wiadomością dla tamtejszej gospodarki. Tym samym Czechy dołączają do listy państw, w których wskaźnik dla konsumentów zaczyna spadać. To, co obecnie wyróżnia czeską sytuację, to spadek inflacji bazowej w listopadzie. Nie znam jeszcze grudniowych danych, ale to z pewnością dobry sygnał pozwalający myśleć o stabilizacji. Z drugiej strony inflacja bazowa jest o ponad dwa punkty procentowe wyższa niż w Polsce zatem nadal jest z czego spadać. Nie można zatem jeszcze mówić, że sytuacja z cenami jest pod kontrolą. Rynki po tych danych wyprzedają koronę, widząc jeszcze mniejsze szanse na wzrost stóp procentowych w Pradze.

Co ze stopami za oceanem?

Ostatnia słabość dolara wynika w dużej mierze z oczekiwań względem stóp procentowych. Dotychczas inwestorzy wierzyli, że wzrosną one znacznie bardziej, a obecnie wycofują się ze swoich inwestycji. Rezultatem jest słabość amerykańskiej waluty. Na wczorajszym wystąpieniu Powell zwrócił uwagę, że dalsze wzrosty stóp, mimo że niepopularne w krótkim okresie mogą być konieczne do stabilizacji w dłuższej perspektywie. Prezes FED skrytykował dokładanie rozważań o zmianach klimatycznych do dyskusji o polityce monetarnej jako osobnych elementów. Biorąc pod uwagę, że rolą banku centralnego jest dbanie o stabilność cen, ma to pewien sens. Im więcej dołożymy bowiem celów dla tych instytucji, tym bardziej będą one robić wszystko i nic. Z drugiej strony ignorowanie zmian klimatycznych to zawsze ryzykowny temat.

Rumunia podnosi stopy procentowe

Bukareszt w przeciwieństwie do innych stolic europejskich pokazał w listopadzie wyraźny wzrost inflacji konsumenckiej. Nie mamy jeszcze danych za grudzień, ale decyzja o podwyżce stóp procentowych może nam sugerować, że sytuacja nie jest pod kontrolą. Podwyżka z 6,75% na 7% nie jest epokową zmianą, ale pokazuje, że kraj znacznie bardziej boi się wzrostu cen niż spowolnienia gospodarczego. Swoją drogą Rumuni podnieśli tym samym stopy procentowe z poziomu, na którym jesteśmy w Polsce, na poziom, który jest w Czechach. Tym samym jest to ex aequo 7. wynik w Europie i 2. w Unii Europejskiej. 13% Węgier jest jednak na razie poza zasięgiem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Columbus przedłuża strategię o pół roku

Spółka Columbus Energy przedłużyła dotychczasową strategię biznesową do końca czerwca br. To efekt trwającego w Grupie procesu sprzedaży projektów farmowych i wejścia na rynek wielkoskalowych magazynów energii.

Columbus Energy poinformował dziś o przedłużeniu okresu obowiązywania strategii rozwoju Grupy Kapitałowej, pierwotnie przyjętej na lata 2019-22, do dnia 30 czerwca 2023 r. Zarząd motywuje swą decyzję kilkoma czynnikami, m.in. trwającym procesem sprzedaży znaczącego pakietu farm fotowoltaicznych.

– Rozpoczęty w drugiej połowie ubiegłego roku proces sprzedaży farm fotowoltaicznych o mocy 102,5 MW jest dla naszej organizacji sporym wyzwaniem, które zakończy się dopiero w czerwcu br. Równolegle, także w 2022 r. weszliśmy na rynek wielkoskalowych magazynów energii, co wymaga od nas opracowania nowego modelu działalności w tym obszarze. Ze względu na ostatnie zmiany legislacyjne, w dalszym ciągu normalizuje się też sytuacja na rynku instalacji fotowoltaicznych i pomp ciepła, co wymaga ponownej weryfikacji naszych modeli sprzedażowych. Biorąc powyższe czynniki pod uwagę, postanowiliśmy przesunąć komunikację naszych planów strategicznych o pół roku, aby maksymalnie je skonkretyzować i poprzeć najbardziej aktualnymi danymi. Jestem przekonany, że nasze ambitne cele strategiczne, które ogłosimy w drugiej połowie roku, wzbudzą zainteresowanie potencjalnych inwestorów i partnerów biznesowych – komentuje Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

Przypomnijmy, że Columbus jest także w trakcie przenoszenia notowań z NewConnect na główny parkiet GPW. Obecnie prospekt emisyjny jest weryfikowany przez Komisję Nadzoru Finansowego; jego akceptacji należy się spodziewać w ciągu najbliższych miesięcy.

Dyrektywa OMNIBUUS – ważne zmiany dla firm, zwłaszcza z branży e-commerce

Z dniem 1 stycznia 2023 r. weszły w życie znowelizowane przepisy o prawach konsumentów stanowiące implementację tzw. dyrektywy OMNIBUS. W jej skład wchodzą unijne dyrektywy w sprawie jednolitych wymogów umów zawieranych między przedsiębiorcami a konsumentami, w szczególności o dostarczanie treści i usług cyfrowych oraz na odległość, w tym w przedmiocie rękojmi, czyli odpowiedzialności za niezgodność towaru z umową. Nowe przepisy są istotne dla  przedsiębiorców prowadzących działalność gospodarczą w Polsce, nie tylko tych sprzedający online. Szczególnie, że wdrażanym regulacjom towarzyszą wysokie kary finansowe, sięgające nawet 2 000 000 euro.

Dyrektywa OMNIBUS

Unia Europejska nasila ochronę konsumentów i obliguje państwa członkowskie do takich samych działań. 9 listopada i 6 grudnia 2022 r. Prezydent RP podpisał dwie ustawy implementujące do polskiego systemu prawnego Dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/2161 z dnia 27 listopada 2019 r. zmieniającą dyrektywę Rady 93/13/EWG z 5 kwietnia 1993 r. i trzy dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady: 98/6/WE oraz 2005/29/WE i 2011/83/UE. Zmiany mają pomóc w egzekwowaniu i unowocześnieniu przepisów UE dotyczących ochrony konsumenta.

Wdrażane zmiany są dość obszerne, a ich implementacja nie zawsze pokrywa się w pełni z obowiązującym unijnym brzmieniem przepisów, rodząc wątpliwości interpretacyjne. Wprowadza wiele nowych definicji, „wyjmuje” określone działania gospodarcze spod reżimu jednych ustaw, „wkładając” pod regulacje innych aktów prawnych. Niestety dla przedsiębiorców, zgodnie z zasadą mówiącą o tym, że nieznajomość prawa szkodzi, niedostosowanie się do nowych przepisów i nierealizowanie nałożonych nimi obowiązków, zagrożone jest karami finansowymi: 20 000 zł, 40 000 zł, a nawet 2 000 000 euro.

Nowe definicje towaru, ceny i usług cyfrowych

Pierwsza z podpisanych przez Prezydenta nowelizacji, Ustawa z dnia 4 listopada 2022 r. o zmianie ustawy o prawach konsumenta, ustawy – Kodeks cywilny oraz ustawy – Prawo prywatne międzynarodowe, wdraża dwie składające się na OMNIBUS dyrektywy: towarową i cyfrową. Na jej mocy rozszerzeniu ulegnie zakres przedmiotowy czynności podlegających regulacjom ustawy o prawach konsumentów o zasady i tryb wykonania praw konsumenta będącego stroną umowy zobowiązującej do przeniesienia własności towaru oraz umowy o dostarczanie treści cyfrowej lub usługi cyfrowej.

Implementacja rozszerza definicję towaru, pod którą od 1 stycznia 2023 r. należy rozumieć rzecz ruchomą, a także wodę, gaz i energię elektryczną, w przypadku gdy są oferowane do sprzedaży w określonej objętości lub ilości. Nowelizacja definiuje również usługę cyfrową, jako usługę pozwalającą konsumentowi na:

  1. a) wytwarzanie, przetwarzanie, przechowywanie lub dostęp do danych w postaci cyfrowej,
  2. b) wspólne korzystanie z danych w postaci cyfrowej, które zostały przesłane lub wytworzone przez konsumenta lub innych użytkowników tej usługi,
  3. c) inne formy interakcji za pomocą danych w postaci cyfrowej.

Zgodnie z nową definicją ceny, oczywiście w rozumieniu ustawy o prawach konsumentów, jest nią wartość wyrażona w jednostkach pieniężnych, którą konsument zobowiązany jest zapłacić przedsiębiorcy za treść cyfrową, usługę cyfrową lub towar, a w odniesieniu do treści cyfrowej lub usługi cyfrowej – także cyfrowe odwzorowanie wartości. Tym ostatnim wyrażeniem ustawodawca precyzuje zatem, że cena sprzedaży może być wyrażona również w kryptowalucie.

Wyjęcie spod reżimu ustawy, co z portalami społecznościowymi?

Ustawie o prawach konsumentów nie będą podlegać umowy o dostarczanie treści cyfrowej lub usługi cyfrowej jeżeli konsument nie jest zobowiązany do świadczeń innych niż dostarczenie danych osobowych, a dane te są przetwarzane przez przedsiębiorcę wyłącznie w celu wykonania umowy lub obowiązku ustawowego. Tak stanowi art. 1 pkt 4 nowelizacji. Przepis ten może rodzić komplikacje w ustaleniu, czy spod reżimu ustawy wyjęte zostaną takie platformy czy serwisy internetowe jak Instagram, Facebook, albo przeglądarki, np. Google? Czy będą traktowane jako portale społecznościowe niezobowiązujące konsumenta do niczego prócz podania danych, czy też narzędzia do przeszukiwania zasobów Internetu, lub jako komercyjne narzędzia sprzedaży, pośredniczące w pozyskaniu klienta? Poza tymi rozważaniami, portale oferujące swe usługi za darmo, jednak w zamian za przekazanie swoich danych osobowych, będą musiały pamiętać o stosowaniu polityki RODO.

Krótszy termin odpowiedzi przedsiębiorcy na reklamację

Z obecnych 30 do 14 dni zostanie skrócony termin, w jakim przedsiębiorca zobowiązany  jest udzielić odpowiedzi konsumentowi na jego reklamację.

Odpowiednie stosowanie przepisów o przeniesieniu własności

Do umów, w których przedsiębiorca zobowiąże się do przeniesienia własności towaru i wykonania usług, w tym także do przeniesienia własności towaru z elementami cyfrowymi, również w zakresie treści cyfrowej lub usługi cyfrowej, nawet jeżeli są one dostarczane przez osobę trzecią (czyli np. pośrednika) zastosowanie znajdą przepisy dotyczące umów zobowiązujących do przeniesienia własności, a więc np. przepisy regulujące umowę sprzedaży.

Rękojmia i hierarchia uprawnień konsumenta w razie niezgodności towaru z umową

Zgodnie z dodanym do ustawy o prawach konsumenta art. 43a ust. 1 do umów zobowiązujących do przeniesienia własności towaru na konsumenta, w tym w szczególności umów sprzedaży, umów dostawy oraz umów o dzieło, nie stosuje się przepisów Kodeksu cywilnego dotyczących rękojmi za wady. Oznacza to, że od 1 stycznia  2023 roku w zakresie rękojmi za rzecz sprzedaną konsumentowi, zastosowanie znajdą już tylko przepisy ustawy o prawach konsumentów. Przedsiębiorcy będą odpowiadać więc wobec konsumentów nie z tytułu rękojmi w rozumieniu Kodeksu cywilnego, a  za brak zgodności towaru z umową. Regulacje księgi trzeciej tytułu XI działu II Kodeksu cywilnego (rękojmia za wady) pozostaną wiążące w stosunkach prawnych między przedsiębiorcami lub między osobami fizycznymi.

Implementacja dyrektywy OMNIBUS ustala hierarchię uprawnień, jakie przysługują konsumentowi wobec sprzedawcy w przypadku niezgodności towaru z umową. W takiej sytuacji konsument może najpierw żądać jego naprawy lub wymiany. Dopiero w przypadku powstania przeszkód w takim załatwieniu sprawy przez sprzedającego, konsument może złożyć oświadczenie o obniżeniu ceny albo odstąpieniu od umowy. W razie odstąpienia od umowy konsument niezwłocznie zwraca towar przedsiębiorcy na koszt przedsiębiorcy, po czym przedsiębiorca ma 14 dni na zwrot ceny sprzedaży. Termin liczony jest od dnia otrzymania towaru lub dowodu jego odesłania.

W przypadku braku zgodności z umową treści cyfrowej lub usługi cyfrowej, konsument będzie mógł domagać się ich doprowadzenia do stanu zgodnego z umową. Przedsiębiorca może odmówić takiego załatwienia sprawy, jeśli byłoby to niemożliwe albo wymagałoby z jego strony poniesienia nadmiernych kosztów. Wówczas konsument będzie mógł domagać się obniżenia ceny albo odstąpienia od umowy.

Dwa rodzaje odpowiedzialności przedsiębiorców

Przedsiębiorca w relacjach z konsumentami ponosi dwa rodzaje odpowiedzialności. W pierwszym przypadku chodzi o odpowiedzialność cywilną. Konsument, którego interes zostanie naruszony nieuczciwą praktyką rynkową firmy, będzie mógł od niej żądać, m.in.: zaniechania tej praktyki, usunięcia jej skutków, czy naprawienia wyrządzonej szkody na zasadach ogólnych, a więc np. w postaci odpowiedniego odszkodowania.

Druga część implementowanej dyrektywy OMNIBUS, wdrażanej Ustawą z dnia 1 grudnia 2022 r. o zmianie ustawy o prawach konsumenta oraz niektórych innych ustaw, wprowadza wymogi większej przejrzystości działań rynkowych podejmowanych przez przedsiębiorców, jednocześnie obwarowując je wzmocnionymi środkami egzekucyjnymi. W przypadku gdy

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów stwierdzi stosowanie nieuczciwych praktyk rynkowych, organ ten będzie mógł nałożyć na przedsiębiorcę karę finansową, w zależności od rodzaju i skali stwierdzonego uchybienia do 2 mln euro.

Wymóg przejrzystości ceny, czyli bat na nieuczciwe praktyki takie jak w black friday

Na mocy nowych przepisów przedsiębiorcy zostali zobowiązani do tego, by w miejscu sprzedaży detalicznej i świadczenia usług uwidaczniać cenę towaru lub usługi w sposób jednoznaczny, niebudzący wątpliwości oraz umożliwiający porównanie cen. Przy czym miejscem sprzedaży jest zarówno sklep stacjonarny jak i internetowy (e-commerce). Informując o obniżce ceny, obok informacji o obniżonej cenie sprzedający zobowiązany będzie uwidocznić także informację o najniższej cenie tego towaru lub usługi, jaka obowiązywała w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki (jeśli towar sprzedawany będzie krócej niż 30 dni, obok obniżonej ceny należy podać cenę jaka obowiązywała od dnia wystawienia towaru na półki). Reguła ta obowiązuje także w zakresie reklamy towaru lub usługi wraz z podawaniem ceny.

Na przedsiębiorcę, który nie będzie realizował ww. wymogów przejrzystości ceny, wojewódzki inspektorat Inspekcji Handlowej nałoży karę 20 000 zł. Jeżeli uchybienie przedsiębiorcy powtórzy się trzykrotnie w okresie 12 miesięcy, kara może wynieść 40 000 zł.

Sprzedaże garnków i im podobne transkacje, jako umowy zawarte poza lokalem przedsiębiorstwa

Od 1 stycznia 2023 r., jeśli podczas pokazu zorganizowanego przez przedsiębiorcę, w którym uczestniczy zaproszona bezpośrednio lub pośrednio określona liczba konsumentów, w którego trakcie ma miejsce promocja, składanie ofert sprzedaży lub sprzedaż towarów lub usług, bez względu na to, czy został na niego zorganizowany transport, to takie działania będą wypełniać definicję zawartej z konsumentem umowy poza lokalem przedsiębiorstwa ze wszystkimi tego konsekwencjami. Między innymi w takim przypadku przedsiębiorca będzie zobowiązany wydać konsumentowi dokument umowy zawartej poza lokalem przedsiębiorstwa lub potwierdzenie jej zawarcia, utrwalone na papierze lub, za zgodą konsumenta, na innym trwałym nośniku. Takiego samego potwierdzenia wymagać będzie od przedsiębiorcy otrzymanie przez niego zgody na dostarczenie treści cyfrowych w okolicznościach powodujących utratę prawa odstąpienia od umowy. Co jednak najważniejsze, zgodnie z art. 27 ustawy o prawach konsumenta, konsument, który zawarł umowę na odległość lub poza lokalem przedsiębiorstwa, może w terminie 14 dni odstąpić od niej bez podawania przyczyny i bez ponoszenia kosztów.

Definicje internetowej platformy handlowej i jej dostawcy

Do ustawy o prawach konsumenta została dodana definicja internetowej platformy handlowej, jako usługi korzystającej z oprogramowania, w tym ze strony internetowej, jej części lub aplikacji, obsługiwanego przez przedsiębiorcę lub w jego imieniu, w ramach której to usługi umożliwia się konsumentom zawieranie z innymi przedsiębiorcami umów na odległość, albo osobom fizycznym niebędącym przedsiębiorcami zawieranie umów na odległość z innymi osobami fizycznymi niebędącymi przedsiębiorcami. Jako dostawca takiej platformy identyfikowany będzie przedsiębiorca, który obsługuje internetową platformę handlową, dostarcza ją ww. podmiotom, lub umożliwia korzystanie z tej platformy.

Plasowanie produktu

Do Ustawy z dnia 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym implementacja wprowadza definicję plasowania – czyli przyznawania określonej widoczności produktom lub wagi nadawanej wynikom wyszukiwania przez przedsiębiorców, którzy udostępniają funkcję wyszukiwania internetowego. Przedsiębiorcy ci mają obowiązek informowania konsumentów o głównych parametrach wpływających na wyniki tego wyszukiwania. W ramach plasowania przedsiębiorcom grozi niebezpieczeństwo wielu naruszeń. Na przykład za nieuczciwą praktykę handlową może zostać uznane podawanie wyników wyszukiwania bez jasnego ujawnienia skorelowanej z tym wyszukiwaniem płatnej reklamy.

Przedsiębiorca musi weryfikować zamieszczane opinie o swoim produkcie

Dyrektywa nakłada na przedsiębiorców obowiązek weryfikowania czy dana opinia została zamieszczona przez konsumenta, który faktycznie dokonał zakupu. W związku z tym przedsiębiorcy muszą wdrożyć system weryfikacji autentyczności opinii, czy precyzyjniej  – system weryfikacji wiarygodności osoby zamieszczającej opinię i poinformować o jego zasadach użytkowników serwisu. Chodzi o to, by zastosować mechanizmy takie jak np. umożliwienie opiniowania produktu tyko zarejestrowanym konsumentom, z których konta dokonano zakupu danego produktu, czy weryfikacja konsumenta po adresie IP lub autentyfikacja e-mail., lub np. publikowanie opinii, o które przedsiębiorca proaktywnie poprosił swoich klientów.

W związku z wymogiem informowania klientów o zasadach weryfikacji opinii, pomocne może okazać się ustanowienie odpowiednich zapisów w regulaminie serwisu, precyzujących zasady publikacji opinii o produktach/ usługach– jak np. zakaz zamieszczania opinii przez osoby, które nie mają statusu konsumenta, lub które czerpią korzyść ze sprzedaży bądź promocji danego produktu, czy zakaz zamieszczania opinii sponsorowanych, etc.

Co istotne, dyrektywa nie wymaga 100% skuteczności, a podjęcia odpowiednich – adekwatnych kroków w celu zapobieżenia zamieszczaniu opinii przez osoby, które nie były klientami sklepu. W związku z tym konieczne do podjęcia przez sklep kroki będą uzależnione np. od modelu biznesowego przedsiębiorcy, czy skali prowadzonej działalności. Inne wymogi będzie musiał spełnić przedsiębiorca zbierający opinie o sprzedawanych przez siebie produktach/ usługach, a inne obowiązywać będą platformy rankingowe, zajmujące się stricte gromadzeniem opinii.

Konieczność dostosowania się do nowych przepisów

Implementacja dyrektywy OMNIBUS wprowadza do krajowego porządku prawnego jeszcze inne obowiązki, zwłaszcza informacyjne, jakie wobec konsumentów będą musieli dopełniać przedsiębiorcy. Zwiększa to ochronę klientów kupujących, szczególnie w e-commerce, jednak zmusza sprzedawców do dostosowania swojej działalności do nowych wymogów. Część firm może mieć wątpliwości czy wdrażane przepisy mają do nich zastosowanie.

Nowe przepisy weszły w życie od 1 stycznia 2023 r. Trzeba pamiętać, że Prezes UOKIK za stosowanie praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów, nawet nieumyślne, może nałożyć na przedsiębiorcę karę pieniężną w wysokości nie większej niż 10% obrotu osiągniętego w roku obrotowym poprzedzającym rok nałożenia kary. Za umyślne zachowania naruszające zakazy przewidziane w ustawie o ochronie konkurencji i konsumentów kara może wynieść do 2 000 000 zł. Jeśli przed wydaniem decyzji w sprawie nałożenia kary nie można ustalić wysokości obrotu osiągniętego przez przedsiębiorcę, Prezes UOKIK będzie mógł wymierzyć karę do 2 000 000 euro.

Autor: Kamil Nagrabski, wspólnik Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Czynsze nigdzie nie rosną tak szybko jak w Polsce?

Polscy najemcy przez rok odczuli bardzo duże podwyżki czynszów. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, czy te zmiany były największe w całej Unii Europejskiej.

Dla osób wynajmujących mieszkania w naszym kraju (np. studentów), ostatnie 12 miesięcy na pewno nie było pomyślnym okresem. Inflacja w połączeniu z presją popytową wywieraną przez ukraińskich uchodźców skutkowała bowiem bezprecedensowym wzrostem czynszów. Dane portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl wskazują, że w przypadku największych miast możemy mówić o rocznej zmianie wynoszącej około 20% – 30%.

Po sprawdzeniu danych Eurostatu, eksperci RynekPierwotny.pl obliczyli, że od listopada 2021 r. do listopada 2022 r. czynsze mieszkaniowe za najem z różnych krajów Starego Kontynentu najmocniej wzrosły na Litwie, w Polsce, Estonii i na Węgrzech.

Tab 1 - Wzrost czynszów w krajach UE

Trzeba pamiętać, że analizowane wyniki są nie tylko pochodną aktualnej sytuacji rynkowej oraz makroekonomicznej (np. poziomu inflacji). Na takich mocno uregulowanych rynkach najmu jak np. niemiecki istnieją dość restrykcyjne prawne ograniczenia dotyczące podwyżek czynszowych.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Promocja noworoczna na dolara?

Ostatnie spadki dolara powodują, że część obserwatorów zastanawia się, czy nie zostanie zaatakowany poziom 4,36 zł za dolara, czyli najniższy od czerwca 2022. Kolejny kraj niby wygrywa z inflacją, ale zbliża się ograniczenie wynikające z inflacji bazowej.

Jak tani będzie dolar?

Dzisiaj znów dolar szuka dna. Powodem są wyjątkowo niskie poziomy dolara względem euro na rynkach światowych. To właśnie odpływ kapitału z USA do Europy powoduje obecną korzystną sytuację dla osób kupujących dolary. Należy jednak pamiętać, że na głównej parze walutowej świata jesteśmy obecnie blisko ważnych szczytów z czerwca. Inwestorzy kierujący się analizą techniczną powinni zatem traktować to jako ważny opór cenowy. Jeżeli odbijemy się od tych poziomów, to (o ile nie wydarzy się nic nadzwyczajnego na polskim złotym, na co się na razie nie zanosi) powinniśmy znów oglądać dolara powyżej 4,40 zł.

Inflacja w Norwegii

Inflacja w Norwegii potwierdza pewną niebezpieczną tendencję. Mowa tutaj o wyraźnym spadku inflacji konsumenckiej połączonym ze wzrostem inflacji bazowej. Ceny dla konsumentów rosną już „tylko” 5,9% w skali roku, to o 0,2% mniej niż oczekiwali analitycy i wyraźnie wolniej niż 6,5% odczytu miesiąc temu. Problemem jest jednak wzrost inflacji bazowej do 5,8%. Oznacza to, że rynek powoli przyzwyczaił się do tego, że ceny rosną. Nie można też tego zrzucić na wzrosty cen paliw czy żywności, gdyż inflacja bazowa właśnie te dwa najbardziej zmienne elementy wyklucza. Należy jednak zauważyć, że inflacja producencka spadła obecnie do 18,7%. To nadal silna presja od strony kosztowej, ale rok temu było to dokładnie 50 punktów procentowych więcej.

Mniej złe dane z Czech

Analitycy spodziewali się w Czechach skokowego wzrostu bezrobocia z 3,5% na 3,8%. Finalny odczyt wyniósł jednak 3,7%. Wydaje się, że taki skok bezrobocia powinien być czymś mocno niepokojącym. Patrząc jednak na historyczne dane, wzrost bezrobocia w grudniu i styczniu wystąpił również w zeszłym roku. W naszym klimacie jest po prostu wówczas mniej prac sezonowych, co powoduje, że mamy okresowy wzrost bezrobocia zimą. Najlepszym dowodem na to, że wszystko jest w normie jest bardzo spokojna reakcja rynków walutowych.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Rumunia – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

W 2023 roku organizacjom pożytku publicznego można przekazać 1,5% podatku

Polski Ład zwiększył wysokość odpisu od podatku na rzecz organizacji pożytku publicznego, z 1% na 1,5%. Wyższy odsetek obowiązuje już w zeznaniach PIT za 2022 r. Termin ich składania upłynie 2 maja 2023 r. Przewiduje się, że w tym roku osób przekazujących część podatku może być mniej niż w poprzednich latach.

Przekazanie 1,5% podatku jest proste – wystarczy w odpowiedniej rubryce formularza PIT wpisać numer KRS wybranej organizacji pożytku publicznego. Dodatkowo można też wskazać cel szczegółowy przekazywanych środków. Dzięki temu to podatnik decyduje jakiemu podmiotowi i na jakie działania przekazuje swoje 1,5% podatku. Środki dotrą do organizacji bezpośrednio z budżetu państwa.

Obniżenie podatku, zwiększenie stawki odpisu

Zmiana zwiększająca wysokość podatku należnego z PIT z 1% na 1,5% weszła w życie 1 lipca 2022 r. Była to odpowiedź na apel m.in. samych organizacji pożytku publicznego, które obawiały się znacznego zmniejszenia wpływów w związku z obniżeniem podatków. Większość PIT-ów, z których odlicza się 1,5% podatku dotyczy bowiem skali podatkowej, z której korzystają m.in. pracownicy i przedsiębiorcy.

Od 2022 r. skala przeszła rewolucję – znacznie obniżono stawki progów podatku dochodowego. Obecnie dochody do 30 tys. zł są wolne od opodatkowania, pułap 90 tys. zł opodatkowany jest stawką 12% zamiast dotychczasowych 17%, a po przekroczeniu poziomu 120 tys. zł dochodu trzeba zapłacić 32% podatku.Wpływy z odpisu podatku dla OPP

W ostatnich latach nastąpił wzrost liczby podatników przekazujących część swojego podatku na OPP. Jednak w 2023 roku można spodziewać się, że trend ten się zatrzyma, m.in. w związku z tym, że pracownik, który otrzymywał w 2022 r. wynagrodzenie minimalne, nie będzie musiał płacić podatku. Może więc okazać się, że zmniejszy się liczba podatników przekazujących środki, chociaż nie kwota, dzięki zwiększeniu odsetka do 1,5%.

Przykładowo, osoba ze średnim wynagrodzeniem brutto w wysokości 6 tys. zł miesięcznie zgodnie z nowymi przepisami zapłaci za 2022 rok 3492 zł podatku. Odpis 1% wyniósłby wówczas 47,16 zł, a 1,5% – 52,38 zł.  Należy więc przyjąć, że podniesienie o 0,5 punktu procentowego wysokości odliczanego podatku na OPP przy przeciętnym wynagrodzeniu 6 tys. zł nie spowoduje zmniejszenia wartości środków płynących do wspieranych podmiotów.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Koroner – nowa instytucja w Prawie Pogrzebowym

Instytucja Koronera pojawić ma się w przepisach nowelizowanego właśnie Prawa Pogrzebowego. Głównym zadaniem sprawującej tę funkcję osoby stanie się oficjalne stwierdzenie zgonu. Ma to w znacznym stopniu rozwiązać narastające dziś problemy firm pogrzebowych, pozwalając im m.in. na lepsze planowanie pracy np. poprzez znaczne skrócenie oczekiwania na wystawienie dokumentów, od których zależy rozpoczęcie całej procedury pogrzebowej, a w efekcie – zorganizowanie pochówku.

Koroner to instytucja w polskim prawie nowa. Ma przejąć kompetencje m.in. od przeciążonych dziś często podstawowymi zadaniami lekarzy domowych, sądowych czy pogotowia ratunkowego. Jego zadaniem stanie się oficjalne stwierdzenie zgonu i wydanie w tej sprawie stosownego dokumentu. Powoływać mają go starostowie.

– W każdym powiecie powołany powinien zostać przynajmniej jeden koroner. Ma on działać poza szpitalami czy ośrodkami opiekuńczymi, gdzie stosowne uprawnienia posiada i tak tamtejsza obsługa np. pracujący tam lekarze – uważa Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. Koronerem będzie mogła zostać osoba, która jest czynnym lekarzem lub która posiada odpowiednie kwalifikacje umożliwiające stwierdzenie zgonu. Zajmie się ona wyłącznie koordynacją całej procedury orzeczenia o śmierci, co dziś leży wciąż w gestii lekarzy. Jak zaznacza Polska Izba Branży Pogrzebowej, mają oni wiele zadań o charakterze podstawowym, a przede wszystkim dbanie o zdrowie swoich pacjentów i ratowanie ich życia. Z tego też powodu, należałoby ich w końcu odciążyć, a całą procedurę związaną z orzeczeniem ustania czynności życiowych powierzyć powołanym specjalnie osobom zwanym koronerami.

– Wiemy m.in. o całkiem niedawnych przypadkach, gdzie w parku leżały zwłoki człowieka, a karetka na stwierdzenie zgonu dojechała dopiero po nawet kilkunastu godzinach – relacjonuje Robert Czyżak, według którego stworzona w ten sposób potrzeba otworzyła niestety pewną możliwość dodatkowego zarobku dla niektórych lekarzy.

– Szczególnie w dużych miastach pojawiły się już anonse pewnych przedstawicieli środowiska medycznego, którzy odpłatnie przyjeżdżają, aby stwierdzić zgon. Koszt takiej wizyty wyliczają dziś między 300 a 600 złotych, co stanowić może spory wydatek dla najbliższych osób zmarłych – stwierdza prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej, która – jak przyznaje – sama jest gorącym orędownikiem jak najszybszego wejścia w życie nowych przepisów. Uniemożliwią one, a wręcz zablokują funkcjonowanie tego typu procederu. – Jesteśmy przekonani, że wprowadzenie nowej instytucji koronera w znacznym stopniu rozwiąże problemy branży i pozwoli nam na lepsze planowanie naszej pracy – przyznaje Robert Czyżak. Opiera się on na wielu relacjach tych, którym zależy na sprawnym zorganizowaniu pochówku swoim najbliższym.

– Często zdarza się, że otrzymujemy telefon od rodziny osoby zmarłej w sprawie jej śmierci, ale trzeba długo czekać jeszcze na karetkę pogotowia (statystycznie większość zgonów to bowiem noc lub późne godziny wieczorne), w której jest uprawniony do stwierdzenia zgonu lekarz. Czekamy więc wiele godzin i my, bo nie możemy odebrać zmarłego bez medycznego potwierdzenia śmierci – w ten sposób opisuje obecne komplikacje z tym związane prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. W jego opinii wprowadzenie instytucji koronera usprawniłoby bardzo cały proces przygotowywania pochówku.

– Problem związany z brakiem takiej osoby dotyka praktycznie każdego zakątka Polski. Wszystko zmieniło się po reorganizacji służby zdrowia i przypisaniu każdego z nas do lekarzy rodzinnych. Powoduje to, że na potwierdzenie zgonu, a więc praktycznie przyjazd karetki, czekamy często od kilku do kilkunastu godzin, i jest to i tak dopiero początek drogi, bo kartę zgonu może wystawić jedynie lekarz – stwierdza Robert Czyżak. Wskazuje przy tym, że problem narasta z chwilą nadejścia tzw. długich weekendów czy świątecznych przerw w pracy przychodni rodzinnych, a liczne wezwania karetki pogotowia do innych interwencji ratujących życie ludzkie nie pozwalają na rychły przyjazd lekarza, który może stwierdzić zgon.

– Powołanie koronera znacznie polepszyłoby zatem sytuację najbliższych, którym zależy na sprawnym pochówku osoby zmarłej, a także zlikwidowałoby wywołany długim czekaniem praktyczny paraliż przedsiębiorstw funeralnych. Byłoby też znaczne ułatwienie całego procesu dla samorządów czy związków wyznaniowych, do których najczęściej należą w Polsce cmentarze – podsumowuje prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

Wynagrodzenie koronera pochodziłoby z budżetu jednostki samorządowej, która zatrudnia taką osobę. Najbliższych osób zmarłych zwolniłoby to z ponoszenia dodatkowych kosztów, zwłaszcza, że dziś i tak dokładać muszą do usług pogrzebowych, bo zasiłek na ten cel w obecnej wysokości jest zbyt niski, by je w całości pokryć, a tym samym zapewnić godny pochówek. Przepisy precyzujące powołanie instytucji koronera zawarte są w nowelizowanym właśnie Prawie Pogrzebowym, którym wkrótce zająć ma się sejm.

W 2023 roku wzrost PKB na poziomie 1%

Rok 2023 przedstawia się niestety w gorszych barwach niż rok 2022. Pod względem ekonomicznym jest coraz więcej niepewności – Europa jest w trudnej sytuacji ze względu na jej poprzednie uzależnienie od surowców energetycznych z Rosji. W 2023 roku prognoza zakłada wzrost gospodarczy Polski na poziomie 1 proc. Oznacza to, że być może pierwszy, a nawet drugi kwartał 2023, to będą okresy, kiedy możliwa jest techniczna recesja w Polsce. Trzeba zatem zakładać przynajmniej dwa kwartały z ujemną dynamiką aktywności gospodarczej. Ważnym elementem są zapasy surowców w energetyce – od tego, jak ciężka będzie zima będzie zależeć, w jak dużym stopniu te zapasy zostaną wykorzystane. Kryzys energetyczny będzie groził także w kolejnych latach – ponieważ zmiana infrastruktury zajmuje dużo czasu. Polska już wcześniej przygotowywała się do mniejszej zależności od Rosji, ale cała Europa ma w tym obszarze bardzo dużo wyzwań.

– Nasza obecna prognoza zakłada, że gospodarka niemiecka będzie w recesji w 2023 roku – chociaż nie tak głębokiej, sięgającej 0,2 proc. Inne gospodarki, jak chociażby Włochy, także będą w niewielkiej recesji – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface. – Dodatnie dynamiki wzrostu będą prawdopodobnie notowane w niektórych krajach Europy Środkowo-Wschodniej – choć nadal jest dosyć dużo czynników niepewności, które mogą spowodować głębsze pogorszenie aktywności gospodarczej. Tym samym w obliczu wielu wyzwań – przed jakimi stoi gospodarka, a także przedsiębiorstwa w Polsce – oczekujemy, że liczba niewypłacalności przedsiębiorstw będzie rosła. Z roku na rok zwiększa się polski eksport, wiele polskich firm jest również zaangażowanych w tzw. globalne łańcuchy produkcyjne. Dlatego pogorszenie koniunktury światowej od razu jest zauważalne właśnie w takich firmach. A więc otwarcie na wymianę handlową zwiększa ekspozycję na czynniki ryzyka i światową recesję – podsumowuje Sielewicz.

Nadchodzi stabilizacja płac w branży IT – raport płacowy Hays

Podwyżki w roku 2023 przewiduje 89% pracodawców z branży IT, lecz tempo wzrostu wynagrodzeń będzie mniejsze.

Pomimo licznych zmian o charakterze ekonomicznym, prawnym i geopolitycznym, miniony rok dla branży IT okazał się łaskawy. W obszarze technologii informacyjnych obserwowany jest dalszy wzrost przeciętnego wynagrodzenia. Na horyzoncie widać natomiast pierwsze zwiastuny stabilizacji płac. Jak wynika z najnowszego Raportu płacowego Hays IT Contracting, rok 2023 najprawdopodobniej nie przyniesie specjalistom IT tak dużych wzrostów wynagrodzeń, jakich doświadczali na przestrzeni ostatnich kilku lat.

W minionym roku branża technologiczna w Polsce osiągała kolejne rekordy. Natomiast odmienne trendy kształtowały się na rynku w pierwszym i drugim półroczu. Pierwsze sześć miesięcy roku 2022 były czasem ogromnej dynamiki rekrutacyjnej, której towarzyszyły wysokie podwyżki oraz walka o talent. Drugie półrocze przyniosło natomiast uspokojenie nastrojów w branży IT. Wynikało to przede wszystkim z pierwszych oznak kryzysu na globalnym rynku. Wielu pracodawców po uregulowaniu siatki płac w pierwszym półroczu, nie miało już aż tak wielu możliwości przyznania kolejnych podwyżek.

Trendy płacowe

Rok 2023 z dużym prawdopodobieństwem przyniesie kontynuację tego trendu. Płace w IT będą rosły, natomiast częstotliwość oraz skala przyznawanych podwyżek nie będą równie imponujące, co na przestrzeni minionych 12 miesięcy. Pracodawcy ostrożniej będą decydować się na uruchomienie rekrutacji. Mniejsza będzie również ich gotowość do odpowiadania na oczekiwania finansowe, deklarowane przez kandydatów i pracowników.

Wyniki badania Hays pokazują, że w roku 2023 podwyżki planuje 89 proc. pracodawców z branży IT. Największy odsetek firm (47 proc.) przewiduje wzrosty wynagrodzeń rzędu 10-19,9 proc. Kolejne 36 proc. organizacji z sektora technologicznego planuje wzrosty płac do 10 proc., a zaledwie 6 proc. – podwyżki wynoszące 20 proc. lub więcej. Perspektywy płacowe pracowników IT będą jednak silnie uzależnione nie tylko od obszaru specjalizacji, lecz również od dalszego rozwoju sytuacji gospodarczej.

Raport płacowy Hays IT Contracting 2023_wykres 1
Źródło: Raport płacowy IT Contracting 2023, Hays Poland

Jak wynika z Raportu płacowego Hays IT Contracting 2023, na przestrzeni minionego roku stawki oferowane kontraktorom IT wzrosły średnio o 14 proc. Jest to wynik tożsamy z danymi GUS, który ogólny wzrost płac na rynku IT szacuje na 12,2 proc. W przypadku ekspertów IT świadczących swoje usługi w modelu B2B, największe wzrosty stawek godzinowych, wynoszące nawet 25-35 proc. dotyczyły m.in. developerów C/ C++ i PHP, administratorów baz danych oraz specjalistów SAP.

Po kilku latach znaczących wzrostów, płace w obszarze architektury oprogramowania, cyberbezpierczeństwa czy DevOps w roku 2022 wzrosły o zaledwie kilka procent. Większe podwyżki zanotowały natomiast dotychczas niżej opłacane profesje, co nastąpiło m.in. w wyniku wysokiej inflacji i silnej presji płacowej. Największy wpływ na średni wzrost wynagrodzeń w sektorze IT miały duże, nawet kilkudziesięcioprocentowe podwyżki na stanowiskach, które w poprzednich latach były niedopłacane – wyjaśnia Elwira Policht, Recrutiment Director IT Contracting w Hays Poland.

Na rynku obserwujemy zatem pierwsze zwiastuny stabilizacji płacowej. Może to świadczyć zarówno o osiągnięciu przez polską branżę IT poziomu dojrzałości porównywalnego do zachodnich rynków, jak i ostrożniejszych decyzjach biznesowych, podejmowanych w obliczu aktualnych kryzysów.

Technologie a widmo kryzysu

Na początku 2023 roku polski sektor IT ponownie stoi w obliczu transformacji oraz nowych wyzwań, związanych z globalnymi zmianami gospodarczymi oraz zagrożeniami wynikającymi z bieżącej sytuacji geopolitycznej w Europie. Jak zauważa Arkadiusz Wargin, Executive Director IT Contracting w Hays Poland, kompetencje technologiczne nadal jednak znajdują się na szczycie listy zapotrzebowania pracodawców.

Branża IT ponownie udowadnia, że jak mało która jest odporna na wszelkie zawirowania rynkowe. Nie oznacza to jednak, że nie doświadcza zmian. Płace w sektorze IT nadal rosną, natomiast dynamika tego wzrostu jest wyraźnie mniejsza niż w latach poprzednich. Inflacja i rosnące koszty wytwarzania produktów przekładają się bezpośrednio na firmy, które są zmuszone do szukania oszczędności – również w zakresie budżetów IT przeznaczonych na rozwój technologii i usług elektronicznych – komentuje Arkadiusz Wargin.

Widmo globalnego kryzysu różnorodnie wpływa na strategię zatrudnienia organizacji korzystających z usług outsourcingu IT. Wiele zależy od branży, profilu ich działalności oraz pochodzenia kapitału. Dość wyraźnie rysuje się różnica pomiędzy organizacjami zagranicznymi, w szczególności ściśle związanymi z rynkiem amerykańskim, oraz firmami polskimi i koncentrującymi się na lokalnym rynku.

Organizacje zagraniczne wykazują zdecydowanie większą obawę w kontekście negatywnych zmian gospodarczych niż firmy z polskim kapitałem, natomiast ich reakcje są różne. Niektóre z nich dążą do redukcji kosztów i ograniczają liczbę wakatów zaczynając do kontraktorów. Inne wręcz przeciwnie – traktują kontrakting usług IT jako bardziej elastyczną formę zatrzymania kompetencji technologicznych w organizacji – wyjaśnia Kamil Dmuchowski, Senior Account Manager IT Contracting w Hays Poland.

Plany rekrutacyjne

Specjaliści w dziedzinie nowych technologii nadal cieszą się ogromnym zapotrzebowaniem pracodawców, co potwierdzają wyniki badania Hays. Firmy ze wszystkich sektorów rynku, zapytane o specjalizacje, których będą dotyczyć procesy rekrutacyjne prowadzone w 2023, najczęściej wskazują IT (37 proc. wskazań). Co więcej, plany rekrutacyjne na nadchodzące 12 miesięcy deklaruje również aż 97 proc. organizacji z sektora IT, co stanowi odsetek niższy od ubiegłorocznego o zaledwie 2 pkt. proc.

Raport płacowy Hays IT Contracting 2023_wykres 2
Źródło: Raport płacowy 2023, Hays Poland

Pracodawcy z branży najczęściej deklarują rekrutację pracowników stałych (87 proc.), natomiast aż 68 proc. ma w planach nawiązywanie współpracy z kontraktorami, realizującymi zadania w ramach modelu B2B. Firmy IT spodziewają się trudności rekrutacyjnych – takiego zdania jest 69 proc. z nich. Mimo że jest to bardzo wysoki wynik, to jest on niższy od ubiegłorocznego o 8 pkt. proc. Może to świadczyć o uspokojeniu nastrojów na rynku pracy IT po niezwykle intensywnym i dynamicznym 2022 r.

O RAPORCIE

Raport płacowy Hays IT Contracting jest zestawieniem poziomów wynagrodzeń na blisko 100 stanowiskach, uzupełnionym wnioskami i komentarzami ekspertów. Raport bazuje na oczekiwaniach finansowych ponad 16 tysięcy kontraktorów IT. Zestawienie zostało opracowane na podstawie danych uzyskanych w ramach projektów rekrutacyjnych realizowanych przez Hays Poland w 2022 r.

Kolejne bankrutujące restauracje. Eksperci: 100 tysięcy złotych przychodu nie wystarczy, by utrzymać małe bistro

Nie ma dnia, by do mediów nie przedostawały się informacje o zamykających się lokalach gastronomicznych. Tylko w ostatnich dniach w Szczecinie zlikwidowane zostały kolejne dwie restauracje. Północna Izba Gospodarcza ponawia apel do rządzących o pochylenie się nad losem sektora MŚP, a szczególnie branż mocno narażonych na wzrosty energii czy ogrzewania. – Przygotowaliśmy pismo do Rzecznika MŚP Adama Abramowicza z którym zawsze doskonale nam się współpracuje, byśmy razem spróbowali pomóc przedsiębiorcom z branży gastronomicznej. Mamy tutaj prawdziwy pogrom – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Nie ma szans żeby podwyżki wpisać w koszt działania firmy, bo talerz zupy kosztowałby 20 złotych, a obiad domowy 35 złotych”

Branża gastronomiczna od trzech lat boryka się z poważnymi problemami wynikającymi z trudnej sytuacji gospodarczej – najpierw pandemia, potem wojna, obecnie inflacja i kryzys energetyczny. Przedsiębiorcy nie ukrywają jednak, że tak trudno prowadzić biznes w sektorze MŚP jak teraz, to jeszcze nie było nigdy.

– Przygotowaliśmy apel do rządzących i chcemy w tym temacie współdziałać z Rzecznikiem MŚP. Gastronomia w Polsce znalazła się w krytycznym punkcie. Codziennie upadają restauracje, bo ich właściciele otrzymują rachunki z hurtowni i są przerażeni kosztami. Jeszcze gorzej jest jeżeli chodzi o ceny energii. Nie ma szans żeby podwyżki wpisać w koszt działania firmy, bo talerz zupy kosztowałby 20 złotych, a obiad domowy 35 złotych – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Nasze oczekiwania to przygotowanie wspólnego frontu wsparcia dla sektora MŚP, a szczególnie gastronomii, cukiernictwa, piekarnictwa i rzemiosła spożywczego. To sektory energochłonne, które właśnie przeżywają dramaty związane z odpowiedzią na pytanie: czy damy radę dalej istnieć – dodaje Hanna Mojsiuk.

– Tylko w ostatnich dniach w samym Szczecinie zamknęło się kilka restauracji, w tym bardzo aktywni członkowie Północnej Izby Gospodarczej – mówi dr Piotr Wolny, dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.  – Otrzymujemy informacje, że obroty lokalu z obiadami domowymi potrafią wynosić 100 tysięcy złotych miesięcznie, a i tak taki lokal przynosi straty w takich miesiącach jak listopad czy grudzień. To jest astronomiczna sytuacja – mówi dyrektor Piotr Wolny.

Apel do konsumentów: wspierajcie swoje ulubione restauracje, bistra i bary. Ilość windykacji w tym sektorze jest większa niż w pandemii

Gastronomia w 2022 roku znalazła się w drugim miejscu, jako sektor gospodarki w którym prawie najczęściej dokonywane są czynności windykacyjne. Trudniejsza sytuacja jest jedynie w transporcie.

– W najtrudniejszej sytuacji są małe lokale, które działają pojedynczo, bez wsparcia z innych źródeł. Na przykład właścicielka ma małą kawiarnię albo tylko małe bistro z obiadami domowymi, nie ma innych lokali, nie ma innych źródeł utrzymania. To scenariusz ma poważne problemy w czasach, gdy generalnie małe lokale mające do 8 stolików mają wielki problem z kalkulacją budżetu – mówi Małgorzata Marczulewska, windykator i prezes Grupy AVERTO.

– Duży restaurator czy właściciel kilku kawiarni przesypie pieniądze z jednego lokalu do drugiego i jest w stanie obronić konkretne miejsce nawet w trudniejszym czasie. Mniejsi są skazani tylko na siebie – mówi ekspertka Północnej Izby Gospodarczej.

– Ilość windykacji w gastronomii jest obecnie wyższa niż w czasie pandemii. Jedyne co nam pozostaje to apelować do konsumentów: wspierajcie swoje ulubione restauracje, kawiarnie, bistra, bary. To dla ich właścicieli bardzo trudny czas – mówi Marczulewska.

Dymnika wzrostu cen lekko wyhamowała. Ale wciąż jest bardzo drogo

W grudniu ub.r. zakupy były droższe o prawie 25% niż rok temu, co pokazują dane zebrane z blisko 41 tys. sklepów. W listopadzie podwyżka wyniosła blisko 26% rdr. Zatem widać, że nastąpiło lekkie wyhamowanie dynamiki wzrostu cen, ale to wcale nie oznacza, że jest taniej. Znów podrożały wszystkie z badanych kategorii, a każda z nich ponownie odnotowała dwucyfrowy wzrost. Ostatnio najmocniej poszły w górę ceny art. sypkich i chemii gospodarczej. Natomiast najmniej podrożały dodatki spożywcze, napoje oraz używki. Jednak ww. zjawisko eksperci tłumaczą m.in. tym, że retailerzy powstrzymali się od zaplanowanych wcześniej podwyżek, żeby jeszcze bardziej nie przerazić i tak już wystraszonych drożyną Polaków. I dodają, że podwyżki zostały tylko odłożone w czasie, co konsumenci odczują już w styczniu i w lutym br.

Według comiesięcznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Wyższych Szkół Bankowych, w grudniu 2022 roku zakupy były droższe średnio o 24,8% w porównaniu z analogicznym okresem 2021 roku. To mniej niż w listopadzie ub.r. Wówczas ceny poszły w górę o 25,8% rdr. Natomiast w październiku ten wynik wyniósł 26,1%. Ostatnio po raz kolejny podrożały wszystkie z dwunastu badanych kategorii, a każda z nich znów odnotowała dwucyfrowy wzrost. Pod lupą analityków znalazło się 50 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą ceny z blisko 41 tys. sklepów detalicznych.

– Widać, że ciągle jest drogo, ale dynamika wzrostu cen teoretycznie lekko wyhamowała. Konsumenci w wielu rynkowych badaniach deklarowali, że przed świętami poważnie ograniczą zakupy, ze względu na pogarszającą się sytuację materialną. Ten głos uwzględniła branża retailowa, która w grudniu ub.r. mocno wstrzymała się z drastycznym podnoszeniem cen. W ten sposób nie chciała doprowadzić do sytuacji, w której klienci dodatkowo wystraszyliby się podwyżkami i jeszcze bardziej zamknęliby swoje portfele – stwierdza dr Krzysztof Łuczak, główny ekonomista Grupy BLIX.

Wynik jest pozytywnym zaskoczeniem, co podkreśla dr Tomasz Kopyściański, ekonomista i wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu. Z pewnością przy wielu towarach może pojawić się bariera popytowa związana z poziomem cen, której sprzedawcy nie będą chcieli przekraczać z obawy przed nagłym spadkiem obrotów. A okres przedświąteczny to przecież od lat tzw. czas żniw dla handlowców, w którym konsument dokonuje impulsywnych zakupów, zwykle w oderwaniu od chłodnej analizy cen czy oceny zasobności swojego portfela. Świadome ograniczanie podwyżek nie miałoby racjonalnego uzasadnienia.

– Czynnikiem wartym odnotowania jest powoli ustępująca presja ze strony surowców rolnych. Już w grudniu ub.r. światowy indeks cen żywności był niższy o ok. 1% niż rok wcześniej. W dwóch ostatnich miesiącach roku odnotowaliśmy wyraźne spadki hurtowych cen wielu kategorii, m.in. masła. To może świadczyć o narastaniu bariery popytowej na rynku żywności. Siła nabywcza konsumentów zaczyna maleć w warunkach wysokiej inflacji i spowalniającej gospodarki – zaznacza dr Mariusz Dziwulski, ekspert ds. analiz sektora rolno-spożywczego w PKO BP.

Z kolei w podobnym tonie do dr. Łuczaka wypowiada się dr Anna Semmerling, ekspertka z zakresu finansów i ekonomii Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku. Uważa ona, że grudniowy odczyt w kwestii cen żywności jest średnio reprezentatywny, na co w dużym stopniu wpływa fakt, że sieci handlowe faktycznie wstrzymały się z drastyczną podwyżką cen przed świętami. Ekspertka dodaje, że podwyżki ostatecznie zostaną przerzucone są na konsumentów, a w styczniu bądź w lutym będzie to dużo łatwiejsze, gdyż można to będzie powiązać z noworocznymi podwyżkami, przy jednoczesnym spadku popytu na produkty spożywcze, zwłaszcza w porównaniu do okresu świątecznego.

Patrząc na 12 badanych kategorii, można zauważyć, że w grudniu najmocniej podrożały produkty sypkie – tj. o 35,9% rdr (w listopadzie szóste miejsce w zestawieniu i wynik 27,7% rdr.). Najmocniej z nich poszła w górę cena cukru – o 59,5% rdr. Dalej widać mąkę – 38,3%, makaron – 37,6%, a także sól 22,6%.

– Sytuacja z produktami sypkimi to rezultat kilku czynników. Pierwszy ma charakter strukturalny w związku z trwającymi zaburzeniami łańcuchów logistycznych w gospodarce na skutek wojny w Ukrainie. Drugi to fakt, iż są to produkty mocno przetworzone, a zatem w ich cenie mamy uwzględnione nie tylko koszty samego surowca, ale również energii potrzebnej do produkcji. A języczkiem uwagi jest czynnik sezonowy. Okres przedświąteczny to przecież wzmożony popyt na mąkę i cukier, stąd w tej kategorii dynamika cen w grudniu 2022 roku nie wyhamowała – analizuje dr Tomasz Kopyściański.

Na drugiej pozycji najbardziej drożejących kategorii w grudniu znalazła się chemia gospodarcza ze średnim wzrostem na poziomie 35,7% rdr. (w listopadzie 3. miejsce i  33,6% rdr.). Na ten wynik wpływ miała przede wszystkim podwyżka cen papieru toaletowego – o 55,7%, ręczników papierowych – o 45,3%, a także proszku do prania – o 43,2% rdr.

– Branża papiernicza już wcześniej zapowiadała, że czekają ją znaczne podwyżki cen. Wydaje się, że w tym sektorze mieliśmy do czynienia z opóźnieniem względem innych kategorii produktów, jednak ostatecznie również tutaj nie udało się uniknąć wysokich podwyżek. Wzrost cen produktów papierniczych związany jest z wcześniejszymi zakłóceniami pandemiczno-wojennymi, a ostatecznie dokłada się do tego wzrost cen drewna, który jest głównym surowcem dla produkcji papieru – mówi dr Semmerling.

Trzecia pozycja w grudniowym zestawieniu należy do kategorii inne ze średnim wzrostem na poziomie 34,2% rdr (poprzednio czwarte miejsce z wynikiem 30,9% rdr.). W tym przypadku widzimy, że najmocniej podrożały karmy dla psów – o 39,8% rdr. Dalej w zestawieniu są pieluchy dla niemowląt – 35,8% oraz karma dla kotów – 27,1% rdr.

– Karmy dla zwierząt produkowane są ze składników, które w ostatnim czasie mocno podrożały. Dodatkowo produkcja takich artykułów pochłania znaczną ilość energii. Z kolei ceny pieluch dla niemowląt wzrosły w ostatnich miesiącach na całym świecie. Dla Polski jest to produkt głównie importowany, więc skoki cenowe w tej kategorii w konsekwencji również odnotowujemy – dodaje wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Na czwartej pozycji w grudniowym zestawieniu drożyzny są produkty tłuszczowe – 31,9% rdr. (w listopadzie lider rankingu z wynikiem 37,2% rdr.). W obrębie tej kategorii największy wzrost cen dotyczy tym razem margaryny – 50,6 rdr. Olej, którego w ostatnich miesiącach ceny znacząco rosły, podskoczył o 26,7% rdr. Dalej jest masło – 18,5% rdr. Z kolei czołową piątkę rankingu zamyka nabiał – 29,5% rdr. (poprzednio również piąta lokata i 29,8% rdr.). Tu podrożały przede wszystkim jajka – o 40,2% rdr. Przed nimi widać mleko oraz ser biały – odpowiednio 36,4% i 34,9% rdr.

– Ceny produktów tłuszczowych przez cały rok pozostawały bardzo wysokie. Odnotowane wyhamowanie w grudniu może być odzwierciedleniem ogólnej poprawy podaży produktów mlecznych i roślinnych, z których wytwarzane są tłuszcze. Jeżeli ta tendencja utrzymałaby się, to mogłoby być pozytywnym sygnałem dla dynamiki cen produktów innych kategorii, dla których tłuszcze są koniecznym półproduktem – mówi dr Kopyściański.

Natomiast najmniej podrożały w grudniu używki – o 10,3% (w listopadzie siódma pozycja i 22,5% rdr.). Przed nimi są dodatki spożywcze – 13,7% rdr. (poprzednio jedenaste miejsce i 18,9% rdr.), a także napoje – również 13,7% rdr. (wcześniej dwunasta pozycja i 16,5% rdr.).

–  Ceny używek rosną dopiero na początku roku kalendarzowego. Z kolei napoje zdrożały już dużo wcześniej, co było związane z wejściem w życie podatku cukrowego. Ponadto z tej ostatniej kategorii przeciętny konsument może łatwo zrezygnować. Jeśli doszłoby więc do szoku cenowego, po poprzednich wysokich podwyżkach, to mogłoby się okazać, że obroty w ujęciu globalnym ostatecznie zdecydowanie by się obniżyły – podsumowuje dr Anna Semmerling.

Grupa InPost dostarczyła w 2022 roku 744,9 mln przesyłek – o 44% więcej r/r

Grupa InPost dostarczyła w 2022 roku 744,9 mln przesyłek, o 44% więcej niż rok wcześniej. W Polsce wolumen przesyłek wyniósł 508,4 mln paczek (+20% r/r). Na rynkach międzynarodowych wolumen wyniósł 236,5 mln sztuk (+153% r/r), w tym Mondial Relay dostarczył 213,1 mln przesyłek (+151% r/r)[1].

Kluczowe informacje:

  • W IV kwartale Grupa dostarczyła 222 mln przesyłek co przełożyło się na 23% wzrost, w tym w Polsce 149,4 mln (+18% r/r), a na rynkach międzynarodowych 72,6 mln (+35% r/r)
  • Na koniec 2022 roku InPost miał 27 939 urządzeń Paczkomat®, w tym w Polsce 19 306 (+17% r/r), a na rynkach międzynarodowych 8 633 sztuk (+120% r/r)
  • Liczba skrytek na koniec ubiegłego roku wyniosła 2,9 mln sztuk w Polsce (+21% r/r) i 651 tys. (+196% r/r) na rynkach zagranicznych
  • Na koniec 2022 roku Grupa InPost miała 26 099 punktów nadań i odbioru (PUDO) w tym 3 660 w Polsce oraz 22 439 na pozostałych rynkach

Rafał Brzoska, założyciel i prezes zarządu InPost:

Rafał Brzoska
Rafał Brzoska

To był kolejny dobry rok dla Grupy InPost. Zanotowaliśmy rekordowe wolumeny zarówno w Polsce, jak i na rynkach międzynarodowych. Udało się to osiągnąć pomimo trudnych warunków makroekonomicznych będących wyzwaniem dla całego sektora e-commerce. Wyjątkowa jakość oferowanych przez InPost usług spowodowała, że był to kolejny rok wzrostu udziału na podstawowym, polskim rynku. W okresie przedświątecznym w Polsce jako jedyna firma na rynku logistycznym, po raz kolejny zagwarantowaliśmy dostawy do ostatnich dni przed świętami. Pomimo rekordowych wolumenów, na poziomie nawet 5 mln paczek dziennie, nasz wskaźnik NPS (Net Promoter Score – wskaźnik lojalności klientów) wzrósł z 75% do poziomu 81% w badaniu w grudniu 2022. Te wyniki potwierdzają, że sieć urządzeń Paczkomat® InPost to najwygodniejsza, najbardziej elastyczna i najbardziej prokonsumencka forma dostaw dla e-commerce. Jak pokazują wolumeny za IV kwartał nasz model biznesowy z sukcesem wdrażamy na nowych rynkach.

Warto podkreślić, że francuski Mondial Relay, operujący na drugim najważniejszym dla Grupy rynku, zanotował rekordowy, przekraczający wcześniejsze założenia, wzrost. Rosnący we Francji popyt na nasze usługi ugruntowuje nasze przekonanie o słuszności założeń co do skali i tempa planowanego procesu inwestycyjnego w tym kraju zarówno w sieć logistyczną jak i rozbudowę sieci maszyn Paczkomat®.

Także rynek brytyjski przyniósł pozytywne zaskoczenie. Zapotrzebowanie na usługi Grupy wzrosło do takiego poziomu, że zdecydowaliśmy się na czasowe ograniczenie ich dostępności z powodu obaw o przepustowość u naszego partnera logistycznego. Motywuje to nas do rozbudowy logistyki na rynku brytyjskim, tak aby w pełni odpowiadała oczekiwaniom naszych klientów. Wyniki za 2022 rok oraz rosnący popyt konsumentów na usługi Grupy InPost, zarówno we Francji, gdzie dostawy przez Paczkomat® InPost stanowią już 7% całkowitego wolumenu jak i w Wielkiej Brytanii, gdzie rosną oczekiwania dotyczące zwiększenia dostępności, pozwalają z optymizmem patrzyć na właśnie rozpoczęty 2023 rok, zwłaszcza jeżeli chodzi o rynki międzynarodowe.

[1] Wzrost wolumenów Mondial Relay liczony na podstawie danych z 2021 r. zaraportowanych przez Grupę InPost. Wyniki Mondial Relay są konsolidowane od 1 lipca 2021 r.

Content marketing, SEO i influencer marketing – podsumowanie roku i kluczowe trendy na 2023

Wzrost znaczenia machine learningu i sztucznej inteligencji (AI) oraz ich wpływ na działania specjalistów SEO i content managerów, w tym także wykorzystywanie tych rozwiązań do automatyzacji i optymalizacji strategii marketingowych. Jeszcze większa personalizacja treści i tworzenie dobrego jakościowo contentu oraz przekształcanie go w interaktywne doświadczenia czy w końcu, dalszy rozwój podcastów wśród influencerów i jeszcze więcej live streamingu oraz shortsów – tak w wielkim skrócie rysuje się rok 2023 w branży marketingu internetowego. Jaki był mijający rok 2022 i jakie wyzwania czekają na specjalistów content marketingu, SEO i influencer marketingu, a także jakie jeszcze trendy zyskają ich zdaniem na znaczeniu w 2023 roku – komentują przedstawiciele międzynarodowej platformy WhitePress, automatyzującej publikację artykułów, tworzenie treści i współpracę z influencerami.

Rok 2022 w SEO – AI i machine learning

Sztuczna inteligencja analizuje dane w tempie, któremu nie dorówna żaden człowiek. Dlatego też kwestie związane z AI zaczynają z roku na rok coraz bardziej dominować w strategiach SEO. A rok 2022 tylko to potwierdza. Według Tomasza Bieguna, Head of Content marketing & SEO, WhitePress ostatnie 12 miesięcy w tej branży minęło pod hasłem – machine learningu oraz AI, w tym jego wpływu na działania specjalistów SEO oraz content managerów.

Z kolei Dominik Fajferek, SEO Specialist, WhitePress, zwraca uwagę na kwestię Helpful Content Update, czyli aktualizację Google z sierpnia 2022 roku, która z założenia ma walczyć z automatycznie generowanymi treściami.

Rok 2023 w SEO – trendy i wyzwania

Tak jak zmienia się otaczająca nas rzeczywistość, tak i zmieniają się kierunki, a także wyzwania w pozycjonowaniu stron. Niewątpliwie nadal istotnym elementem w SEO będzie sztuczna inteligencja, a ten rok przyniesie nam jeszcze szybszy postęp w tym zakresie. Według specjalistów trudność sprawić może też większa liczba aktualizacji algorytmu Google w skali roku. Problemem okazać się też mogą popandemiczne spadki ruchu w wielu branżach, a co za tym idzie i w Internecie. Co więcej, branża będzie musiała przygotować się na poświęcenie większej ilości czasu na analizę danych o zachowaniu konsumentów w aspekcie SEO oraz czynników behawioralnych.

– Trendy w SEO, które będą zyskiwać na znaczeniu w 2023 roku to przede wszystkim wzrost znaczenia machine learning oraz AI w SEO oraz marketingu. Ten rok zdecydowanie przyniesie jeszcze szybszy rozwój sztucznej inteligencji, co sprawia, że będzie ona coraz częściej wykorzystywana zarówno w działaniach SEO, jak i szeroko rozumianego marketingu internetowego. Co więcej, dane behawioralne staną się ważniejsze niż kiedykolwiek, właściwie już są. Na przestrzeni ostatnich lat widzimy, jak duże znaczenie dla wyników SERP mają zachowania użytkowników. Stąd można przypuszczać, że w 2023 r. to właśnie czynniki behawioralne będą kluczowe, a tym samym na znaczeniu mogą nieco stracić czynniki techniczne SEO komentuje Tomasz Biegun.

Z kolei Dominik Fajferek jest zdania, że GPT-4(Generative Pre-trained Transforme) od OpenAI, a także marketplace SEO, metaverse SEO i web3 będą równie istotne w 2023 roku.

– Sam Altman, dyrektor generalny OpenAI potwierdził doniesienia o uruchomieniu wspominanego wcześniej modelu GPT-4, który według założeń ma być mniejszy, ale będzie działać lepiej. Na tę premierę wielu specjalistów niewątpliwie będzie czekać z niecierpliwością. Z kolei określenie „metaverse SEO” brzmi dość egzotycznie, ponieważ trudno nam sobie wyobrazić na ten moment, jak może wyglądać świat metaverse, a co dopiero jak będą funkcjonować w nim wyszukiwarki – dodaje.

Wygląda na to, że w przyszłym roku specjaliści będą walczyć również z indeksacją serwisów. W tym wyzwaniu dużą rolę odegrają portale tworzone na bardzo popularnych frameworkach Javascript oraz masowo generowana treść przez AI. Google i inne wyszukiwarki muszą sobie poradzić z niezwykle dynamicznymi środowiskami, które trzeba zrozumieć i zaindeksować.

Rok 2022 w branży content marketingowej

Content marketing to obecnie jedna z popularniejszych strategii marketingowych wykorzystywanych przez marketerów, która pozwala firmom zaistnieć w przestrzeni online. Ale, żeby tak się stało, trzeba tworzyć treści wartościowe, które odbiorca będzie chciał czytać, oglądać czy też słuchać. I choć content, zdaniem wielu „is still a king”, to z roku na roku trendy w tym obszarze się zmieniają. Zatem, jak marketing treści rysował się na marketingowym krajobrazie w 2022 roku i co czeka specjalistów w najbliższych latach? Na te pytania odpowiada Joanna Godzic, Content Premium Manager oraz Anna Jaroszewska, Head of Content Marketing w WhitePress.

– Rok 2022 w branży content marketingowej niewątpliwie upłynął pod znakiem personalizacji i sztucznej inteligencji. Markom zależało na zapewnieniu swoim odbiorcom zindywidualizowanego doświadczenia. Mogliśmy również zaobserwować bardzo szybki rozwój narzędzi do tworzenia treści za pomocą AI – mówi Joanna Godzic.

Z kolei dla Anny Jaroszewskiej w 2022 roku kluczowe było szukanie nowych form przekazu, ponieważ te stosowane dotychczas mogły zostać nieco ograniczone przez otaczającą rzeczywistość.

O ile w 2020 i 2021 roku takim wyzwaniem była pandemia, o tyle w 2022 stała się nim wojna – i nagle okazało się, że część przekazu medialnego zaczęła być niestosowna ze względu na sytuację w Ukrainie. Te wydarzenia pokazały, jak ważne dla przeciętnego konsumenta są wartości, jakimi kierują się marki. Nacisk na wyjście dużych brandów z Rosji czy bojkot tych, które tego nie zrobiły pokazują, że dla odbiorców liczy się nie tylko cena i jakość, ale też etyka firm – komentuje Anna Jaroszewska.

Co przyniesie 2023 w branży CM?

Według raportu WhitePress, przeprowadzonego w 2022 roku, już 6 na 10 specjalistów przyznało, że korzysta z rozwiązań AI do tworzenia contentu i wszystko wskazuje na to, że trend ten w kolejnym roku będzie się umacniał.

Wypuszczony na rynek model GTP-3 text-davinci 003 przez OpenAI w pierwszym odbiorze zrobił fenomenalne wrażenie na użytkownikach. Na tej podstawie możemy sądzić, że wszystkie narzędzia, które będą korzystać z tej technologii, mogą znacząco przyspieszyć tempo generowania contentu o jeszcze lepszej jakości niż ta, którą do tej pory obserwowaliśmy. Po drugie AI do generowania treści będzie wykorzystywane na szeroką skalę. Jak wiemy, sztuczna inteligencja jest w stanie tworzyć content tylko na podstawie zebranych danych. W związku z tym dla Google taka treść nie będzie wnosić nic nowego. Dlatego prawdopodobnie w najbliższych latach będzie się rozwijać kierunek, w którym to treści stworzone przez AI będą doszlifowywane przez copywritera z doświadczeniem w danej tematyce – komentuje Joanna Godzic, WhitePress.

Rozwój usług w tym zakresie jest tak duży, że wspomnę tylko o naszym rodzimym rynku: m.in. Content Planner, a potem Content Writer od Senuto, pokazują, jak silny jest to trend i potrzeba. Czy to oznacza, że AI zastąpi copywriterów? Uważam, że raczej nie, ale będzie się od nich wymagać pewnej zmiany sposobu pracy – dodaje Anna Jaroszewska, WhitePress.

Wyzwania w obszarze content marketingu na 2023 r.

Content marketing stoi przed różnymi wyzwaniami, w związku z tym wybraliśmy te, które będą najistotniejsze w tym roku i do których warto się odpowiednio przygotować.

Przede wszystkim jednymi z większych trudności, przed którymi postawiona jest branża, to: dostosowywanie treści do zmieniających się platform i urządzeń, ale też tworzenie contentu jakościowego, który dodatkowo będzie jeszcze swego rodzaju „interaktywnym doświadczeniem”. Ważnym elementem stanie się też wykorzystywanie AI i uczenia maszynowego do automatyzacji i optymalizacji strategii content marketingowych – zaznacza Joanna Godzic.

Rok 2022 w branży influencer marketingu

Według Moniki Ćwiertni, Head of Influencer Marketing w WhitePress®, w poprzednim roku na branżę znaczący wpływ miały: rekomendacje oraz regulacje wprowadzone przez UOKIK w kontekście uporządkowania oznaczania treści reklamowych przez influencerów w mediach społecznościowych.

– Od kilku miesięcy każdy influencer ma możliwość zapoznania się z kwestiami prawnymi, jakie mu przysługują i szybko może zweryfikować czego należy przestrzegać. Marki i sami marketerzy coraz częściej sięgają po współpracę z twórcami internetowymi, których zasięgi oscylują w przedziale od kilku do kilkudziesięciu tysięcy obserwujących. W 2022 r. nie zabrakło też zainteresowania mikroinfluencerami, którzy dzięki swojej zaangażowanej społeczności docierają do grona odbiorców, na których firmom bardzo zależy dodaje.

Rok 2023 w influencer marketingu – trendy i wyzwania

 Choć jakiś czas temu mówiło się dużo w dyskusji marketingowej o tym, że influencerzy wkrótce przestaną odgrywać tak ważną rolę w strategiach marketingowych, to prognozy branżowe i ilość współprac zawieranych przez marki z „gwiazdami internetu” wcale na to nie wskazują. Zatem, w jakim kierunku będzie rozwijać się influencer marketing w 2023 roku?

Kluczowym trendem będzie zdecydowanie rozpowszechnienie się jeszcze większej ilości podcastów tworzonych przez influencerów, a także wartościowych rozmów bez kompromisów. Coraz więcej internetowych twórców nie tylko bierze udział w podcastach, ale również je tworzy jako nowy kanał, dzięki któremu w bardzo naturalny sposób można “wpleść” reklamę, przedstawiając tym samym np. sponsora danego odcinka. Ponadto jedną z najbardziej wiarygodnych form reklamy staje się długofalowa lub cykliczna współpraca z influencerami, gdyż utrwala się ona w pamięci odbiorców, a także wpływa na zwiększenie świadomości marki oraz konwersji. Zauważalna będzie jeszcze większa ilość transmisji na żywo oraz treści wideo, które niezmiennie przyciągają uwagę widza – dodaje Monika Ćwiertnia, WhitePress®.

Z kolei jednym z większych wyzwań w influencer marketingu w 2023 roku stanie się tworzenie rzetelnego, jakościowego contentu z którym konsumenci będą chcieli mieć kontakt.

–  Problematyczne okazać się może odejście od przekazywania tylko recenzji dotyczącej produktu w tradycyjny sposób. Odbiorcy oczekują konkretnych, specjalistycznych porad, ale w przystępnej, ciekawej i krótkiej formie. Coraz więcej firm zleca influencerom wykonanie oryginalnych formatów nagranych w różnych kadrach oraz miejscach. Dlatego w dalszym ciągu będzie rosła popularność tworzenia wysokiej jakości wideo typu Instagram Reels, które obecnie są już produkowane przez specjalistów wraz z profesjonalnym sprzętem. Warto nadmienić, że sytuacja gospodarcza również odciśnie swój ślad na omawianej branży, dlatego można spodziewać się wzrostu stawek u influencerów – dodaje. 

Podsumowując rok 2023 w content marketing to przede wszystkim dalszy rozwój AI i generowanie przez nią treści na dużo większą skalę niż dotychczas. Z kolei w branży SEO istotne będą czynniki behawioralne, szczególnie w aspekcie zachowań użytkowników na stronach internetowych marek jak i w wynikach SERP, a w influencer marketing na znaczeniu zyskiwać będą podcasty, live streaming i shortsy.

Polskie firmy niegotowe na obowiązek raportowania ESG

Coraz większa liczba firm raportuje swoją aktywność z zakresie zrównoważonego rozwoju. 63% największych firm w Polsce przygotowuje osobny, dedykowany tematyce ESG raport, a 17% przedsiębiorstw uwzględnia kwestie ESG w swoich raportach rocznych – wynika z raportu KPMG w Polsce pt. „Badanie raportowania zrównoważonego rozwoju. Sprawozdawczość w dobie nowych przepisów”. Zakres raportowanych informacji wskazuje jednak, że firmy mają jeszcze wiele do zrobienia, aby zaraportować przynajmniej minimum wymagane przez wchodzącą w najbliższych latach dyrektywę CSRD.

Z raportu KPMG wynika, że zdecydowana większość badanych firm z Polski (81%) raportuje przynajmniej podstawowe zagadnienia dotyczące zrównoważonego rozwoju. Taki wynik plasuje Polskę nieco gorzej w stosunku do krajów Europy Zachodniej, gdzie wynosi on 85%, a w Ameryce Północnej aż 97%.

Coraz więcej firm publikuje odrębny raport dedykowany ESG

63% największych firm w Polsce z badanej grupy przygotowuje osobny, dedykowany tematyce ESG raport. Od 2020 roku odsetek takich firm wzrósł o 7 p.p. Pokazuje to, że firmy powoli przygotowują swoje organizacje do nowego obowiązku raportowania, zgodnie z przyjętą pod koniec 2022 roku dyrektywą CSRD, jednak zakres raportowanych danych jest nadal niewielki w stosunku do nowych wymogów. Dyrektywa CSRD wprowadza również nowe jednolite standardy raportowania ESRS, obowiązek raportowania zgodnie z nimi będzie dotyczył raportów za 2024 rok (dla firm zatrudniających powyżej 500 pracowników) i za 2025 rok dla wszystkich dużych przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 250 pracowników. Warto zauważyć, że w Polsce zaledwie 9% badanych firm zaczęło integrować dane finansowe i niefinansowe, jednak nie są to zintegrowane raporty finansowe i ESG w rozumieniu regulatora. Podobna sytuacja jest w całej Europie – w krajach Europy Zachodniej raportowanie zintegrowane stosuje 14% badanych firm, a 15% w krajach Europy Wschodniej.

W Polsce ogólnie przyjętym i podstawowym standardem raportowania jest GRI (Global Reporting Initiative). Niemal połowa badanych firm (45%) korzysta w swoich raportach z tego standardu. Ten odsetek konsekwentnie rośnie – jeszcze dwa lata temu zaledwie co dziesiąta firma wskazywała na taki sposób raportowania. Wynikało to z faktu, że ustawa o rachunkowości dawała firmom dowolność w stosowaniu ram raportowania, jak również możliwość ustalania własnej polityki raportowej. To powodowało, że firmy często na początku drogi raportowej nie stosowały globalnych standardów, traktując je jako kolejny krok zaawansowania. Można się spodziewać, że wraz z wprowadzeniem unijnego standardu CSRD ujednolicenie podejścia firm do raportowania stanie się faktem. Wymagane przez CSRD raportowanie szans i ryzyk klimatycznych oraz uwzględnienia kwestii środowiskowych w strategii biznesowej oraz wskaźników i mierników realizacji celów będzie w dużej mierze zbieżne z Rekomendacjami TCFD (Task Force on Climate-Related Financial Disclosures). Z badania KPMG wynika, że w Polsce tylko co piąta firma uwzględnia obecnie wytyczne TCFD, co stanowi 12 punktów procentowych mniej w porównaniu z globalną grupą 100 największych przedsiębiorstw z 58 badanych krajów. Można się spodziewać, że dostosowanie do raportowania na poziomie szczegółowości wymaganym przez CSRD będzie wymagać od polskich przedsiębiorstw szeregu zmian na poziomie strategicznym, procesowym oraz przyjętych rozwiązań metodologicznych i systemowych – mówi Iwona Galbierz-Sztrauch, Partner, Lider Usług Doradczych dla Sektora Finansowego, Lider ESG w KPMG w Polsce.

Nowa regulacja CSRD, wprowadza również obowiązek formalnego audytowania i potwierdzenia raportowanych danych. Będzie to duża zmiana dla całego rynku oraz wyzwanie dla firm w zakresie ujednolicenia i wiarygodności danych. Obecnie formalne potwierdzenie danych zawartych w raporcie jest w Polsce rzadkością. Tylko 12% firm zdecydowało się na tego typu działanie.

29% badanych firm odnosi się w swoich raportach do celów zrównoważonego rozwoju ONZ

Organizacja Narodów Zjednoczonych stworzyła listę 17 głównych celów (SDG) oraz związanych z nimi zadań adresujących globalne zmiany środowiskowe na świecie, które mają zostać osiągnięte do 2030 roku. Celami, do których firmy odwołują się najczęściej w swoich działaniach są: godna praca i wzrost gospodarczy (72%), działania w dziedzinie klimatu (63%) oraz odpowiedzialna konsumpcja i produkcja (58%). Niespełna jedna trzecia analizowanych firm w Polsce firm łączy w raportach swoją politykę i działania ESG z Celami Zrównoważonego Rozwoju ONZ. Zdecydowana większość przedsiębiorstw na świecie raportuje wyłącznie pozytywny aspekt (61%), tylko jedna dziesiąta uwzględnia negatywny wpływ na cele zrównoważonego rozwoju. W Polsce firmy nie raportują swojego pozytywnego i negatywnego wpływu w obszarze Celów Zrównoważonego Rozwoju ONZ. Tylko 6% badanych firm identyfikuje cele szczegółowe dostosowane do ich biznesu i branży. Informowanie o negatywnym wpływie jest już wymagane dyrektywami np. SFDR dla rynku finansowego czy Taksonomii UE inwestycji zrównoważonych – jednak nie jest ujednolicone z analizą realizacji celów SDG. Badanie również pokazuje, że większość firm raportuje wobec konkretnych SDG, a 10% wobec wszystkich 17.

Rośnie odsetek firm identyfikujących istotne tematy ESG

44% badanych firm w Polsce identyfikuje i raportuje tematy istotne dla ich działalności. To pokazuje, na ile obszar ESG w dane firmie jest powiązany z modelem biznesowym firmy i jej rzeczywistym wpływem. Prawie połowa (47%) europejskich przedsiębiorstw uznaje czynnik społeczny za ryzykowny dla ich przedsiębiorstw, jednak jego raportowanie często przyjmuje formę opisową, a nie przedstawia danych ilościowych.

Niespełna połowa firm w Polsce identyfikuje i raportuje czynniki ESG, które w istotny sposób wpływają na wartość i model biznesowy firmy. Odsetek ten pokazuje, że polskie firmy nadal w dużej części traktują informacje dotyczące wskaźników klimatyczno-środowiskowych, zarządczych i społeczno-pracowniczych jako komunikację CSR, która nie ma powiązania z materialnością finansową firmy. Jest to o tyle istotny wskaźnik, że pokazuje interesariuszom powiązanie wiedzy nt. finansowego wpływu ryzyk ESG z modelem biznesowym i strategią firmy. Zintegrowanie ESG ze strategią biznesową jest kluczowe, a uporządkowane i holistyczne włączenie czynników pozafinansowych w procesy operacyjne absolutnie konieczne. ESG to nie incydentalne inicjatywy, a długookresowe działania, które mają bezpośredni wpływ na wartość firmy w kolejnych latach. Od tego warto wyjść myśląc o ESG – mówi Przemysław Oczyp, Partner Associate w Dziale Doradztwa Biznesowego/ESG, w KPMG w Polsce.

Dobrą praktyką, ale także przyszłym obowiązkiem jest wskazanie osoby odpowiedzialnej za realizację zakładanych celów związanych ze zrównoważonym rozwojem. W Polsce obecnie takie informacje możemy znaleźć jedynie w 15% raportów badanych firm. Nadal rzadkością jest raportowanie uwzględnienia kwestii zrównoważonego rozwoju w obszarze wynagrodzeń w firmie, zarówno na poziomie zarządu, jak i zespołu kierowniczego. W Polsce raportuje takie informacje jedynie 4% badanych firm.

O RAPORCIE:

Raport KPMG w Polsce pt.: „Badanie raportowania zrównoważonego rozwoju. Sprawozdawczość w dobie nowych przepisów” powstał na podstawie badania 5800 firm z całego świata, w tym z Polski. Próba N100 odnosi się do stu największych przedsiębiorstw w każdym z 58 krajów. Zostały one wyodrębnione pod względem przychodu na podstawie uznanego źródła krajowego lub gdy nie było ono dostępne, to na podstawie kapitalizacji rynkowej lub podobnej miary. Badaniem zostały objęte firmy o różnej strukturze własnościowej (tj. państwowe, publiczne, prywatne oraz rodzinne).

Martin Birkert jako Country Manager będzie wspierał ekspansję MLP Group w Niemczech

MLP Group wzmacnia swój zespół w Niemczech. Z początkiem stycznia br. Martin Birkert objął stanowisko Country Manager Germany i będzie odpowiadać za rozwój nowych projektów magazynowo-logistycznych oraz business parków na terenie tego kraju.

Martin Birkert jest doświadczonym menedżerem na rynku niemieckim z 17-letnim doświadczeniem zdobytym w sektorze nieruchomości komercyjnych. Karierę zawodową rozpoczął jako negocjator w agencji doradczej JLL (Jones Lang LaSalle). Następnie pracował dla różnych podmiotów rozwijając kompetencje w zakresie  zarządzania aktywami nieruchomościowymi. W NAI Apollo Real Estate, pełnił funkcję zastępcy szefa działu nieruchomości przemysłowych. Następnie jako Business Development Manager w Nextparx koncentrował się na pozyskiwaniu nieruchomości i najemców, prowadzeniu procesów due diligence i zarządzaniu projektami. W kolejnych latach odpowiadał za rozwój biznesu logistycznego w ramach SEGRO, następnie Alpha Industrial Advisors, a w ostatnich latach w DIC Asset. Posiada tytuł magistra uzyskany w International Real Estate Business School (IREBS) na Uniwersytecie w Ratyzbonie.

MLP Group traktuje priorytetowo rozwój na rynku niemieckim. Obecnie Grupa rozwija w tym kraju sześć parków logistycznych w okolicach Berlina, Unny, Niederrhein, Schalke, Trebur i Idstein. W przygotowaniu są kolejne projekty. Wszystkie obiekty powstające na rynku niemieckim i austriackim poddawane są certyfikacji DGNB na poziomie Gold lub Platinum. Działania MLP Group mają na celu ochronę środowiska i osiągnięcie zerowej emisji CO2 do 2026 roku.

Radosław T. Krochta Prezes Zarządu MLP Group
Radosław T. Krochta Prezes Zarządu MLP Group
– Niemcy są największym i najważniejszym rynkiem magazynowym w Europie. W ciągu roku w tym kraju przybywa blisko 10 mln mkw. nowej powierzchni, czyli kilkakrotnie więcej niż w Polsce. Dla MLP Group rynek niemiecki jest strategicznym kierunkiem zagranicznej ekspansji. Systematycznie zwiększamy swoją aktywność dokupując i rezerwując kolejne grunty pod inwestycje. W perspektywie dwóch, trzech lat stanie się on dla nas najważniejszy i stanowić będzie około 50-60% naszego portfela nieruchomościowego – powiedział Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group.

Zgodnie ze strategią „build & hold” MLP Group po zakończeniu budowy parków logistycznych utrzymuje je w swoim portfelu i samodzielnie nimi zarządza. Wszystkie projekty realizowane przez Grupę wyróżnia również bardzo atrakcyjna lokalizacja parków logistycznych, stosowanie rozwiązania typu built-to-suit oraz wsparcie najemcy w trakcie trwania umowy najmu.

WIG-20 powyżej poziomu 1900 pkt.

WIG-20 wzrósł wczoraj o 3,04 proc. przekraczając po raz pierwszy od końca kwietni ub.r. poziom 1900 pkt. W efekcie pod względem skali 3-miesięczne wzrostu (+38,2 proc.) indeks ten – wśród głównych indeksów światowych rynków akcji – ustępuje jedynie indeksom z krajów o bardzo wysokiej inflacji (argentyńskiemu Merval-owi oraz tureckiemu XU100). Dziś rano WIG-20 lekko spadał (-0,36 proc. ok. godz. 9:40).

Wczorajsza sesja na rynku akcji w USA zakończyła się mieszanym wynikiem. Początkowe zyski zostały w dalszej części sesji skasowane (S&P 500 -0,08 proc., DJIA -0,34 proc., Nasdaq Composite +0,63 proc.). Dziś rano ceny kontraktów na S&P 500 notowały niewielkie zmiany (-0,05 proc. ok. godz. 9:45).

Na rynkach akcji Azji i Oceanii przeważały dziś niewielkie spadki (największy – o 1,28 proc – notował singapurski Straits Times). Najsilniej – o +0,78 proc. – rósł dziś japoński Nikkei 225.

Niewielkie spadki cen akcji dominowały na początku wtorkowej sesji również w Europie (DAX -0,28 proc., CAC 40 -0,56 proc. ok. godz. 9:50).

Na GPW najwyższy poziom od listopada 2021 osiągnął dziś rano kurs akcji PZU. Wśród składników mWIG-u 40 swe przynajmniej roczne maksima ustanowiły dziś ceny akcji spółek Eurocash, Ciech i XTB. Wśród składników indeksu sWIG-80 podobnie było w przypadku cen akcji spółek PCC Rokita, Torpol oraz AB PL.

Na najwyższym od 2015 roku poziomie przebywała dziś rentowność japońskich 10-letnich obligacji skarbowych (0,5 proc.). Lekko rosła dziś rano rentowność 10-latek w USA i krajach europejskich. Rentowność 10-letnich obligacji polskiego rządu utrzymywała się w pobliżu swojego 4-miesięcznego minimum poniżej poziomu 6 proc.

Wczoraj dosyć silnie wzrosły ceny kontraktów na gaz ziemny w Europie (w Wielkiej Brytanii +8,02 proc., w Holandii +6,48 proc.), ale dziś rano cena kontraktów na amerykański gaz ziemny na NYMEX-ie spadała ok. godz. 9:30 o 4,68 proc. utrzymując się poniżej poziomu 4 USD. Minimalnie – o mniej niż 0,5 proc. – taniały dziś kontrakty na ropę naftową na NYMEX-ie i ICE. Cena kontraktów na kakao na ICE osiągnęła dziś najwyższy poziom od kwietnia ub.r.

Bardzo sennie było dziś rana na rynku polskiego złotego (EUR/PLN +0,03 proc., USD/PLN -0,02 proc. ok. godz. 9:25).

Kurs EUR/USD utrzymywał się dziś rano w pobliżu swego osiągniętego wczoraj najwyższego od początku czerwca ub.r. poziomu (+0,09 proc. ok. godz. 9:25). Amerykański dolar notował dziś rano niewielka zmianę względem japońskiego jena (USD/JPY 0,06 proc.) utrzymując się w okolicach poziomu 132 JPY.

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara wzrósł wczoraj do najwyższego poziomu od ponad 3 tygodni przekraczając poziom 17000, a dziś ok. godz. 9:20 rósł o 0,18 proc.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

25% pracodawców planuje redukcję etatów, a 48% firm chce pozostawić zatrudnienie na tym samym poziomie

W I kwartale 2023 roku 24% polskich pracodawców chce poszukiwać nowych rąk do pracy, redukcję stanowisk deklaruje 25% organizacji, a 48% firm prognozuje pozostawienie zatrudnienia na niezmienionym poziomie. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski na pierwszy kwartał 2023 roku to -2%. W praktyce oznacza to, że możemy spodziewać się większej liczby zwolnień – takie dane płyną z opublikowanego dziś raportu ManpowerGroup, prezentującego plany rekrutacyjne firm na czas od stycznia do końca marca tego roku. Największe zapotrzebowanie na kandydatów zgłaszają przedsiębiorcy z sektora usług komunikacyjnych (+33%) oraz energetyki i usług komunalnych (+14%). Są jednak branże, w których pracodawcy planują zmniejszać swoje zespoły. Z analizy danych dla regionów Polski wynika, że najwięcej nowych pracowników chcą pozyskiwać firmy z południowego zachodu (+14%), a zwolnień można spodziewać się na Wschodzie (-6%) i w Centrum (-6%). Więcej w najnowszym raporcie „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”.

ManpowerGroup opublikował dziś najnowszy raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany zatrudnienia na czas od stycznia do końca marca. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski, która jest barometrem rynku pracy i pokazuje chęci firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr na najbliższy kwartał wynosi -2%, co w praktyce oznacza redukcje etatów. To wynik niższy o 2 punkty procentowe od prognozy deklarowanej na poprzedni kwartał oraz spadek o 25 punktów procentowych w porównaniu do wskaźnika z I kwartału 2022 roku. Oznacza to, że jeszcze rok temu kandydaci mogli liczyć na wiele ofert, a organizacje prężnie powiększały swoje zespoły.

– Od stycznia do marca tego roku musimy liczyć się z ochłodzeniem nastrojów rekrutacyjnych niemal we wszystkich branżach. Choć w ujęciu kwartalnym odsetek firm planujących pozostawienie zatrudnienia na obecnym poziomie nie zmienił się, to w obecnym kwartale mamy więcej firm, które będą redukować etaty niż tych, które chcą zatrudniać nowych pracowników – mówi Tomasz Walenczak, dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce. – Patrząc na prognozy zatrudnienia polskich pracodawców, deklarowane przez nich w grudniu, wróciliśmy do nastrojów notowanych w trzecim kwartale 2020 roku, czyli wtedy, gdy najbardziej odczuwaliśmy wpływ obostrzeń pandemicznych na rynek pracy. Podobnie negatywne nastroje obserwowaliśmy w 2013 roku w trakcie kryzysu gospodarczego w Polsce. Możemy zatem powiedzieć, że sytuacja na rynku pracy w Polsce uległa pogorszeniu, ale jednocześnie wciąż mamy do czynienia z dużym niedoborem talentów w wielu obszarach. To sprawia, że firmy wciąż będą zabiegać o wykwalifikowanych specjalistów, jednak nie spodziewałbym się w najbliższym czasie znacznego wzrostu zatrudnienia – dodaje ekspert.

W minionym kwartale nastąpiło wyhamowanie i stagnacja rynku pracy, natomiast prognoza na najbliższe miesiące mówi o tym, że firmy planują nieznaczne redukcje etatów. Zatrudnienie nowych pracowników planuje 24% badanych przedsiębiorstw, nieco więcej, bo 25% deklaruje konieczność zwolnień. 48% polskich organizacji nie chce niczego zmieniać w swojej strukturze zatrudnienia, pozostawiając liczbę pracowników na dotychczasowym poziomie, a jedynie 3% firm nie zna planów zatrudnienia na nadchodzący czas.

Finanse i nieruchomości oraz IT z gwałtownymi spadkami

Raport przedstawia prognozy zatrudnienia dla 8 sektorów rynku, jak pokazują prognozy, w 5 z nich pracodawcy planują otwierać nowe rekrutacje. Najwięcej ofert pracy mogą spodziewać się kandydaci z obszaru usług komunikacyjnych (+33%), a także energetyki i usług komunalnych (+14%). W sektorze transportu, logistyki i motoryzacji, a także IT prognoza netto zatrudnienia to +3%, co oznacza niewielki wzrost zatrudnienia. Branża nowych technologii odnotowała dość gwałtowny spadek w porównaniu rocznym, prognoza zatrudnienia zmniejszyła się bowiem o 41 punktów procentowych, a w ujęciu kwartalnym o 4. Niewielki wzrost na poziomie +1% prognozuje obszar dóbr i usług konsumpcyjnych, co oznacza pozytywną prognozę, jednak kandydaci będą musieli liczyć się z bardzo ograniczonymi możliwościami zmiany pracodawcy w tym sektorze. Wśród analizowanych obszarów, redukcji etatów możemy spodziewać się wśród przedstawicieli branży nauk przyrodniczych i opieki zdrowotnej (-5%). Zwolnienia planują również przedstawiciele przemysłu i surowców oraz finansów i nieruchomości, gdzie prognoza wynosi -2%. To szczególnie duża zmiana dla ostatniego sektora, bowiem prognozy netto zatrudnienia na czwarty kwartał 2022 roku były dla nich optymistyczne i wynosiły +7% a dla pierwszego kwartału 2022 +36%, co oznacza spadek odpowiednio o 8 i 38 punktów procentowych.

– Miniony rok był czasem niepewności i wyzwań, z którymi musieliśmy mierzyć się niemal na każdym polu. Nad polskim rynkiem pracy wciąż ciąży widmo wojny toczącej się tuż za naszą wschodnią granicą, na nastroje pracodawców wpływa również inflacja, ceny paliwa, gazu oraz energii. Od stycznia podwyższona została płaca minimalna, a co za tym idzie, wzrosły wydatki związane z prowadzeniem działalności. Pracodawcy chcą przeczekać najbliższy czas, decyzje o zwolnieniach będą podejmowane bardzo ostrożnie, wiele firm przekłada planowane na pierwsze miesiące 2023 roku inwestycje na kolejne kwartały. Polscy przedsiębiorcy są powściągliwi i wolą ostrożnie podejmować wszelkie decyzje, na co dowodem będą właśnie nadchodzące miesiące – dodaje Tomasz Walenczak.

Południowo-zachodnia Polska z największym optymizmem rekrutacyjnym

Biorąc pod uwagę dane dla regionów to z raportu ManpowerGroup wynika, że najwięcej nowych pracowników chcą pozyskiwać firmy w regionie południowo-zachodnim (+14%). Mniej korzystnych perspektyw dla kandydatów należy natomiast oczekiwać na Północy (+6). Są to jednak wciąż dodatnie prognozy zatrudnienia, co oznacza że przedsiębiorcy planują zwiększenie rekrutacji, a osoby panujące zmianę zatrudnienia mogą liczyć na oferty pracy. Firmy zlokalizowane w obszarze północnego-zachodu (+1) deklarują bardzo niewielki wzrost zatrudnienia, będący zapowiedzią stagnacji na lokalnym rynku. Zwolnienia planują pracodawcy w regionie południowym (-4%), wschodnim (-6%) i centralnym (-6%).
Tylko duże firmy chcą pozyskiwać nowych pracowników
Najbardziej otwarte na powiększanie swoich zespołów są duże firmy (+6%), zatrudniające powyżej 250 pracowników. Pracodawcy z pozostałych przedsiębiorstw liczą się z koniecznością redukcji etatów w najbliższych miesiącach. Średnie organizacje (50-249 pracowników) przewidują prognozę -2%, a mikrofirmy (do 10 pracowników) -3%. Najtrudniejszą sytuację rekrutacyjną deklarują małe przedsiębiorstwa, zatrudniające 10-49 osób, z prognozą netto zatrudnienia -4%.

Polska na tle regionu EMEA

Polski rynek pracy odnotowuje jedną z najniższych prognoz zatrudnienia (-2%) na I kwartał 2023 roku w całym regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki. Niższy wskaźnik zadeklarowały jedynie pracodawcy z Węgier, przewidując prognozę -8%, co oznacza większe niż w naszym kraju planowane zwolnienia. Wśród państw regionu EMEA najwięcej ofert pracy mogą spodziewać się kandydaci z Austrii (+29%), Turcji (+29%) i Izraela (+28%). W porównaniu z I kwartałem 2022 roku niemal wszystkie kraje Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki odnotowały spadek prognozy netto zatrudnienia, z wyjątkiem Turcji, która zadeklarowała wzrost wskaźnika o 1 punkt procentowy, oraz Francji z identyczną prognozą rok do roku.

Boom na elektryczne rowery

Segment elektrycznych jednośladów wzrośnie dwukrotnie w ciągu najbliższych trzech lat, osiągając wolumen sprzedaży 10 mln sztuk w Europie. Część z tych e-bike’ów pochodzić będzie z polskich fabryk, których moce produkcyjne już osiągnęły wartość 2 mld złotych. Plasuje to nasz kraj na 4. pozycji na Starym Kontynencie. Przyglądamy się rynkowi elektrycznych rowerów.

Rowery miejskie do codziennych dojazdów do pracy, również w wersji składanej, crossowe i trekkingowe, które pozwalają na jazdę w mieście, jak i w terenie lub rowery górskie, które świetnie poradzą sobie na wymagających szlakach. Co, poza popularnością, łączy te jednoślady? Fakt, że od kilku lat są jeszcze bardziej rozchwytywane przez klientów za sprawą elektrycznych wersji, które wspomagają siłę ludzkich mięśni.

– Polacy chcą jeździć rowerami elektrycznymi. Na wzrost popularności tego środka transportu mają wpływ aspekty funkcjonalne, ekologiczne i przede wszystkim ekonomiczne. Trend ten jest zauważalny zarówno w sektorze biznesowym, m.in. branży dostawczej, gdzie rowery cargo odgrywają kluczową rolę w realizacji dostaw tzw. „ostatniej mili”, jak i wśród użytkowników indywidualnych. Koszt przejechania samochodem 100 km, czyli średniego tygodniowego dystansu praca-dom wynosi 56 zł. Podczas gdy ci, którzy wybiorą rower, zapłacą zaledwie 40 groszy – wyliczają organizatorzy kampanii Rowerowa Rewolucja.

Ankietowani są na TAK

Z badań ankietowych Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego (PSR) wynika, że dla większości badanych (70%) rower elektryczny jest bardziej ekonomiczny niż samochód. Dodatkowo wzrost cen paliw wywołuje w co drugiej osobie chęć skorzystania z e-roweru, a 54% ankietowanych byłoby skłonnych nabyć e-bike’a za równowartość 12 tankowań pojazdu. Ekonomiści niestety nie pozostawiają złudzeń – wysoka inflacja będzie się utrzymywać, a jej skutki Polacy odczują m.in. w sklepach i na stacjach paliw. Przesiadka na rower to pewna alternatywa na podreperowanie budżetu domowego, przy jednoczesnym zapewnieniu wielu innych korzyści, np. zdrowotnych czy ekologicznych – argumentują przedstawiciele PSR.

Rola roweru elektrycznego w codziennej komunikacji systematycznie rośnie. Pokazują to zarówno najnowsze badania, obserwacje naszych ekspertów oraz trendy na polskich ulicach i ścieżkach rowerowych. Polacy podążają za trendami obecnymi w krajach zachodniej Europy. Także u nas wzrost popularności e-bike’ów przyniesie same korzyści dla miast i społeczeństwa, a także szansę na dynamiczny rozwój polskiej elektromobilności – mówi Mateusz Pytko, dyrektor biura PSR.

Popularność jednośladów ze wspomaganiem byłaby jeszcze większa, gdyby istniał w Polsce rządowy system wsparcia ich zakupu, tak jak ma to miejsce w przypadku samochodów elektrycznych i programu „Mój elektryk” uruchomionego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW).

Z pewnością tego typu działanie zwiększyłoby zainteresowanie rowerami elektrycznymi i skłoniłoby też do wyboru roweru jako komfortowego środka transportu, a przy okazji spopularyzowałoby ogólną aktywność sportową – komenutje Grzegorz Grzyb, Wiceprezes Zarządu firmy Romet.

Kto kupuje e-rowery?

Powodem, dla którego coraz więcej klientów wybiera rowery ze wspomaganiem jest przede wszystkim przyjemność z jazdy. Drugą, ważną kwestią jest to, że w zasadzie każda grupa użytkowników może pokonać zdecydowanie więcej kilometrów.

Pierwszą grupą odbiorców są osoby, które jeżdżą rowerem, ale nie mają wystarczającej kondycji, aby pokonywać wiele kilometrów czy wjeżdżać na wysokie, strome szczyty. To osoby, które nigdy nie podejmowały tego typu wysiłku, a chcą spróbować. Drugą grupę stanowią osoby starsze, które nadal chciałyby pokonywać dziesiątki kilometrów, przełamywać bariery, ale z różnych przyczyn nie jeżdżą na rowerze. Trzecią grupę stanowią osoby aktywne, które po zakończeniu treningów, maratonów, wyścigów nadal są głodne emocji. Chcą pokonywać kolejne kilometry czy to na górskich szlakach czy w mieście i tutaj idealnie sprawdzą się rowery elektryczne. Rowery z napędem elektrycznym to również dobre rozwiązanie w przypadku rodzin z dziećmi – podczas wspólnych wyjazdów, każdy może pokonywać trasę w tym samym tempie – Filip Wojciechowski Prezes firmy Kross.

Europa rowerami stoi

Według danych Eurostatu, w ubiegłym roku kraje Unii Europejskiej wyeksportowały poza region wspólnotowy rowery (zarówno elektryczne, jak i nieelektryczne) o wartości 921 mln EUR, importując jednocześnie jednoślady o wartości 1 896 mln EUR.produkcja elektryczne rowery

Największym producentem rowerów w Europie była w 2020 roku Portugalia

Podobny bilans dotyczy rowerów ze wspomaganiem. W 2021 roku UE wyeksportowała 315 526 rowerów elektrycznych o wartości 488 mln euro i sprowadziła 1 148 600 rowerów elektrycznych o wartości 849 mln euro z krajów spoza UE. W porównaniu z 2020 r. liczba eksportowanych rowerów elektrycznych wzrosła w 2021 r. o 15%, podczas gdy import rowerów elektrycznych wzrósł o 37%.producenci elektryczne rowery

Polska numerem cztery

Analizy uwzględniają także nasz kraj. Eurostat wyliczył, że produkujemy ponad milion sztuk rowerów rocznie. Tendencja ma charakter wzrostowy, przy czym w zeszłym roku na rynek trafiło 1 155 651 nowych jednośladów, co stanowi 8,57% produkcji w Europie. Polska zajęła tym samym 4. miejsce na rynku europejskim, zaraz po Niemczech (1 427 174 szt.), Włoszech (1 874 349 szt.) i Portugalii (2 880 757 szt.). W całym ubiegłym roku na europejskich rynkach wyprodukowano blisko 13,5 mln rowerów. Zdaniem CONEBI – Konfederacji Europejskiego Przemysłu Rowerowego działającej na rzecz przemysłu i branży rowerowej – w 2021 roku sprzedaż rowerów i e-rowerów osiągnęła rekord wszechczasów, przekraczając 22 miliony sztuk. Wzrost ten był w szczególności napędzany przez utrzymujący się wysoki popyt na e-rowery, który przekroczył liczbę 5 milionów sprzedanych egzemplarzy. Łączna sprzedaż rowerów i e-rowerów osiągnęła wartość 19,7 mld euro, czyli 7,5% więcej niż przed rokiem.

Cieszę się, że nasz sektor – pod względem tworzenia zielonych miejsc pracy, zrównoważonej lokalnej produkcji, przedsiębiorczości i inwestycji, innowacji i śladu środowiskowego – w konkretny sposób przyczynia się do realizacji celów Unii Europejskiej, czyniąc branżę jedną z największych w Unii Europejskiej w tzw. Green Economy – powiedział Manuel Marsilio, Dyrektor Generalny CONEBI.

Made in Poland

Wyliczenia CONEBI oraz Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego pokazują, że udział elektrycznych wersji w rynku rowerowym w Polsce w 2026 roku osiągnie 28% (aktualnie to 6%), a jego wartość wyniesie 2 mld zł. Już teraz rodzimy Romet – aktualnie największy producent rowerów w Polsce, odpowiadający za 1/3 całej rodzimej produkcji – około połowę wszystkich jednośladów eksportuje do krajów Europy Zachodniej oraz krajów w nadbałtyckich, a rowery tej marki sprzedawane są już na 50 światowych rynkach.

W 2022 roku udział rowerów elektrycznych w całej produkcji firmy Romet wyniósł około 20%. Posiadamy w swojej ofercie kilkanaście różnych modeli w zasadzie we wszystkich kategoriach: od E-MTB, E-Trekking i E-Cross, po E-City. Aktualnie pracujemy nad nowymi propozycjami e-bików: rowerem zjazdowym MTB Enduro XC i również wersją elektrycznego gravela – chwali się Wiceprezes Zarządu firmy Romet.

Polskie rowery mają ugruntowaną pozycję na rynku dzięki atrakcyjnej cenie i wysokiej jakości wykonania, którą poprzedzają żmudne prace projektowe, laboratoryjne oraz badania zmęczeniowe i udarowe, dodatkowo poszerzone o testy w komorze klimatycznej. Wszystko po to, by gotowy rower jak najdłużej znosił trudy eksploatacji w zmiennych warunkach pogodowych i drogowych.

Nasze ramy produkujemy w Polsce. Aluminium, z którego je produkujemy pochodzi z polskich hut. Pracując nad rowerami elektrycznymi nawiązaliśmy strategiczne partnerstwa, które pozwalają nam na to, że obecnie z uwagi na wspomniany udział procentowy komponentów możemy mówić o polskim rowerze elektrycznym. Opracowaliśmy technologię, dzięki której są one zintegrowane z baterią, której dostawcą jest firma BMZ Poland Sp. z o.o. – dodaje Grzegorz Grzyb.

2 zamiast 4 kół

Do wzrostu popularności rowerów w Polsce, w tym także tych zasilanych z baterii, przyczyniła się początkowo pandemia, przez co w 2021 roku ruch rowerowy w polskich miastach wzrósł o 29% Aktualnie ten trend potęgują wysokie ceny paliw wywołane wojną w Ukrainie i kryzysem paliwowym oraz wzrost świadomości społecznej w zakresie ekologicznej mobilności.

Nasze dzisiejsze wyliczenia pokazują, że równowartość 12 pełnych baków paliwa wystarczy na zakup nowego roweru elektrycznego. Takiego podstawowego modelu. To rower, który posłuży nam na tysiące kilometrów, na około 700 ładowań – mówił na antenie radia RMF FM Mateusz Pytko, dyrektor biura Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego.

Co więcej, CONEBI prognozuje, że do 2025 r. sprzedaż e-bike’ów wzrośnie ponad dwukrotnie, czyli przebije 10 mln. Europejczycy chcą kupować ekologiczne jednoślady, ponieważ producenci doskonale odczytują ich potrzeby.

Uważnie obserwujemy trendy na rynku rowerowym i z dużym zainteresowaniem śledzimy, jak zmieniają się przyzwyczajenia i preferencje zakupowe Polaków. Rower to dziś bardzo atrakcyjna forma rekreacji weekendowej oraz oszczędna możliwość dojazdu do pracy. Jesteśmy dobrze przygotowani i nadal mamy w ofercie szeroki wybór modeli w wielu kategoriach produktowych. Co trzecia Polka i Polak rozważający zakup, chce kupić rower marki KROSS – mówi Filip Wojciechowski, prezes firmy KROSS.

Dane sprzedażowe KROSS wyraźnie pokazują, że Polacy chcą nadal jeździć rowerami. Według najnowszych danych, sprzedaż modeli oferowanych przez KROSS, we wrześniu i w październiku wzrosła odpowiednio o 38% i 37% względem roku ubiegłego. Modele elektryczne KROSS cieszą się szczególną popularnością. Ich sprzedaż w tym samym okresie wzrosła odpowiednio o 242% i 141% względem tego samego okresu w 2021 roku. Na decyzje konsumentów wpłynęła także kwestia ekonomiczna, czyli potrzeba szukania oszczędności w związku z rekordową inflacją. Ważną rolę odgrywa także szybsze podróżowanie rowerem w coraz bardziej zakorkowanych miastach.

Bogata i różnorodna oferta

Przysłowiowym papierkiem lamusowym popularności nowych rowerów jest rynek. Na jednym z największych polskich portali aukcyjnych dostępnych jest ponad 16,5 tys. nowych elektrycznych modeli rowerów od ponad 150 producentów. Nabywca może wybrać ramę z aluminium, stali, magnezu lub karbonu w różnych rozmiarach. Tam samo tyczy się rozpiętości kół, która waha się od 10 do 29 cali. Tak, jak w konwencjonalnym rowerze do wyboru jest także typ przerzutek, hamulców czy potencjalnych amortyzatorów. W przeważającej większości e-rowerów oferowane są akumulatory trakcyjne w najpopularniejszej technologii litowo-jonowej, rzadziej żelowe. Spektrum możliwości personalizacji e-bike’a zaczynają się od typu napędu, bo oferta mocy silników wynosi przeważnie od 100 do 250 Watt, choć są też modele z dwukrotnie mocniejszymi silnikami lub nawet z takimi o mocy 2000 czy 3000 Watt (pytanie tylko, czy te mocne wersje to wciąż są rowery?). Same silniki mogą być umieszczone w piaście przedniej lub tylnej lub w napędzie centralnym. Oczywiście można także wybrać akumulator trakcyjny – najważniejszy element, który wpływa na zasięg roweru elektrycznego. Może mieć on przykładowo pojemność od 6 do 16 Ah i napięcie 36V, co przekłada się na teoretyczny zasięg 25-45 km (dla wersji 7,8 Ah), 50-80 km (w modelu 10,4 Ah), 60-100 km (w przypadku 13 Ah) oraz od 80-160 km (dla wersji 16 Ah).

Ceny?

Najtańszy chiński rower elektryczny z kołami o średnicy 14 cali, wysokości 62 cm, wadze 18 kg i dopuszczalnej masie kierującego do 120 kg można już mieć za mniej niż 2000 zł. W tej kwocie otrzymujemy „metalowego składaka”, którego można łatwo transportować i przechowywać. Według deklaracji producenta, 250 watowy silnik, umieszczony w tylnej osi, pozwala na maksymalną prędkość 25 km/h i zasięg do 40 km dzięki 10Ah baterii, której maksymalne ładowanie ma trwać do 6 godzin.

Na drugim końcu skali są elektryczne rowery za 20-krotność sumy wyjściowej. Wersje za ok. 40 tys. i więcej zazwyczaj są oferowane w wersjach górskich lub trekkingowych z ramami wykonanymi z karbonu, z amortyzowanymi kołami o średnicy od 25 do 29 cali, z mocnymi, kilkusetwatowymi silnikami umieszczonymi w korbie oraz markowymi akumulatorami o pojemności min. 625Wh, które pozwalają przejechać – w zależności od warunków – ponad 100 km na jednym ładowaniu i w których uzupełnianie energii nie trwa dłużej niż 3 godziny.

Który wybrać?

Wybierając się do sklepu musimy być świadomi jakie są rodzaje rowerów czy jaki powinniśmy wybrać biorąc pod uwagę, że na rynku dostępne są takie warianty jak trekkingowy, górski, miejski, składany, speed, z silnikiem centralnym. Obecnie na rynku e-biki występują pod postacią praktycznie każdego z tych rodzajów. Oczywiście tych najbardziej popularnych, jak MTB, trekking, czy miejskie, ale także w tych rzadziej spotykanych (przynajmniej jak na razie) cargo, szosowe itd.

– W przypadku elektryków podział komplikuje się jeszcze o systemy elektryczne, które zostały zastosowane w poszczególnych rowerach. Wyróżnia się dwa główne rodzaje silników – centralne i piastowe. Silniki centralne są instalowane w miejscu mechanizmu korbowego. Napęd w ich przypadku następuje poprzez korbę. Drugi typ to silniki piastowe, które wprawiają w ruch bezpośrednio koło, w którym są umieszczone – przednie lub tylne. Oczywiście nie oznacza to, że wszystkie silniki w swoich grupach działają tak samo. Spektrum technologii i sposobów działania jest bardzo szerokie – wyjaśnił Krzysztof Dobrowolski z Ecobike.

Do typowo komunikacyjnych zastosowań zdecydowanie wystarczy miejski rower elektryczny. Na rynku znajdziemy masę zarówno damskich, jak i męskich konstrukcji tego typu – mówi Tomasz Tyszko z serwisu bikeworld.pl i dodaje, że na przykład w mieście świetnie radzą sobie też konstrukcje typu trekking lub cross – tego typu jednoślady mają jednak zasadniczą przewagę, bo w większości przypadków można zjechać nimi w lekki teren (np. utwardzona droga w lesie), więc weekendowe wyprawy poza miasto i na łono natury również wchodzą w grę. Ktoś kto musi wnosić rower po schodach, bo nie ma windy, może zdecydować się na tzw. składaka. W niespełna minutę można go złożyć do rozmiarów walizki, komfortowo transportować np. w środkach transportu publicznego czy autem, a tam, gdzie to potrzebne, równie szybko rozłożyć i dojechać do celu w myśl definicji transportu ostatniej mili.

Składaki są też z natury lżejsze, ale i oferują mniejszy zasięg. Oczywiście jeśli szuka się jednego roweru, który pozwoli wjechać teren i do miasta zarazem, można rozważyć też zakup taniego górskiego roweru elektrycznego. Terenowe opony to żaden kłopot w trakcie dojazdów do pracy – silnik o mocy 250W bez wysiłku będzie wspomagał nas do 25 km/h – tak, jak w każdym innym rowerze elektrycznym – dodaje ekspert z bikeworld.pl

Istotnym elementem, na który trzeba zwrócić uwagę jest geometria ramy. To od niej zależy pozycja w jakiej użytkownik będzie poruszał się na rowerze. Miejskie i niektóre trekkingowe modele pozwalają zachować prostą sylwetkę podczas jazdy, co dla wielu osób jest wygodne, jednak może nie mieć zastosowania na dłuższych dystansach lub w bardziej wymagających warunkach, ponieważ rozkład masy ciała użytkownika i pozycja za kierownicą ograniczają pełną kontrolę nad rowerem.

Rzeczywiście wiele osób decyduje się obecnie na rower z ramą pozbawioną górnej rury, co ułatwia wsiadanie. Ten rodzaj geometrii stał się też już bardzo popularnym wyborem wśród męskiej części kupujących rowery elektryczne i nie tylko – skomentował przedstawiciel Ecobike. Dodał również, że – zawsze należy pamiętać, że kupując rower musimy zdefiniować jego przeznaczenie, a następnie wybrać model, którego cechy najlepiej sprawdzą się w warunkach, w jakich chcemy go używać, ale przede wszystkim taki, na którym najlepiej się czujemy. Większość sprzedawców udostępnia klientom rowery testowe i dobrze jest to wykorzystać, wypróbować jak najwięcej różnych modeli, a na pewno wśród nich znajdzie się ten, który najlepiej spełni oczekiwania.

W efekcie wiele zależy od naszych preferencji. Kwestią uniwersalną jest natomiast rozmiar ramy, który dobieramy do wzrostu przyszłego użytkownika. Różne rodzaje ram dedykuje się w innych rozmiarach dla danej osoby – rower MTB powinno się wybrać nieco mniejszy niż np. trekkingowy. Dostępne są tabele rozmiarów, którymi można się posiłkować i każdy sprzedawca powinien się do nich odnosić doradzając klientowi przy zakupie.

W przypadku elektrycznych rowerów poza wysokością i geometrią ramy trzeba też wziąć pod uwagę to rodzaj wspomagania. – Nie każdy silnik pozwoli na wjechanie pod każdy rodzaj wzniesienia, zatem kupując rower elektryczny należy wziąć pod uwagę takie czynniki, jak teren, w którym będziemy chcieli się poruszać. Na trasach o dużym przewyższeniu najlepiej sprawdzają się silniki centralne, ze względu na znacznie większy moment obrotowy od silników piastowych. Rowery z silnikami centralnymi są jednak znacznie droższe od tych, z silnikami piastowymi, zatem jeśli nie mamy zamiaru pokonywać wymagających wzniesień, to nie musimy w nie inwestować, a silnik piastowy jest znacznie łatwiejszy w eksploatacji, jeśli chodzi o serwis na przykład – stwierdził Krzysztof Dobrowolski z Ecobike.

Jakie parametry?

Rowerzyści, którzy jeżdżą w trudny teren, rzecz jasna, muszą wybrać rower z mocnym silnikiem i odpowiednio pojemną baterię. Ktoś, kto porusza się jednośladem tylko w mieście, powinien wybrać słabszy motor o mocy ok. 250W, dzięki czemu nie będzie także potrzebował baterii o dużej pojemności, która jest cięższa i droższa w zakupie. Warto również pamiętać, że wersje z silnikiem umieszczonym w przedniej piaście są przeważnie tańsze od tych z silnikiem z tyłu. Modele z jednostką elektryczną umieszczoną centralnie, czyli w piaście z pedałami są droższą opcją, ale takie rowery są też lepiej wyważone.

Jeśli szukamy roweru na lata lub zależy nam na wysokim, naprawdę wysokim standardzie, to powinniśmy zacząć poszukiwania od rowerów sygnowanych takimi markami, jak rodzimy Kross czy Romet. Dalej możemy wskoczyć w Wheelera, Canyona, Treka, Cube`a i tak dalej – radzi Przemysław Jankowski z portalu benchmark.pl.

Ekspert zwraca także uwagę na powszechnie znany fakt, a mianowicie, że na droższym rowerze jeździ się lepiej, ponieważ jest on solidniej zbudowany i ma lepsze podzespoły. Niemniej, nie każdy potrzebuje produktu, którego cena wkracza na przedział cenowy 5000-10 000 zł. – Czasem wystarczają nam prostsze konstrukcje i tu warto zerknąć na propozycje rozmaitych producentów, którzy dostrzegając rynkową popularność rowerów elektrycznych, mają całkiem atrakcyjne propozycje w swoim portfolio – konkluduje Jankowski.

E-bike to wciąż rower?

Wiele osób nie obeznanych z tematem zastanawia się, czy rower elektryczny to wciąż typowy jednoślad, do prowadzenia którego nie potrzeba dodatkowych uprawnień lub jego rejestracji, co wiązałoby się z dodatkowymi kosztami i kwestiami administracyjnymi. Na szczęście rower elektryczny nie musi być rejestrowany oraz nie trzeba mieć żadnych specjalnych uprawnień, aby takim pojazdem jeździć. Według kodeksu drogowego, aby pojazd był klasyfikowany jako rower elektryczny jego wspomaganie może działać maksymalnie do prędkości 25 km/h, a silnik powinien posiadać moc maksymalną nieprzekraczającą 250W. Zdaniem Tomasza Tyszko rower elektryczny to jednoślad posiadający silnik, który ma za zadanie wspomaganie naszego pedałowania – dokładnie chodzi tylko o wspomaganie, uruchamiane w momencie naszego nacisku na pedały i kręcenia korbami. To główny powód, dlaczego rowery elektryczne to nadal rowery, tyle że z przyszłości, dlatego cieszą się niesłabnącą popularnością.

Wsparcie miast przy ich zakupie?

Zwiększająca się popularność rowerów elektrycznych została zauważona przez europejskie kraje. Dofinansowanie do jednośladów jest istotnym elementem transportu miejskiego m.in. w Lizbonie, Barcelonie, Berlinie czy Oslo. Również Polacy jak wspomniano, coraz chętniej sięgają po rowery elektryczne. Z badania Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego wynika, że 50% ankietowanych z uwagi na rosnące ceny paliw, chętnie przesiądzie się na pojazd elektryczny. 4 na 10 pytanych mieszkańców twierdzi, że rozważa zakup „elektryka” w ciągu najbliższych 5-12 miesięcy. Samorządy dostrzegają popularność tych produktów, dlatego postanawiają wspierać ich zakup. Przykładem może być Gdynia, która jest jak na razie jedynym miastem w Polsce dopłacającym do rowerów elektrycznych. Pomysł jest jednak na tyle popularny, że również inne gminy chcą sprawdzić program w praktyce.

Są szanse, że programy pilotażowe ruszą już w przyszłym roku. W 2023 roku dopłaty do „elektryków” planują wprowadzić takie miasta jak Kielce, Wrocław i Wałbrzych. – Wałbrzych jest miastem górskim, trudnym do jeżdżenia „zwykłym” rowerem. Ponadto jest rozproszony, do niektórych osiedli autobusy powinny dojeżdżać, ale mieszka tam bardzo mało potencjalnych pasażerów. W takich miejscach rower elektryczny byłby ciekawym rozwiązaniem. Dlatego zaplanowaliśmy przeznaczyć kilkaset tysięcy złotych w przyszłym roku na program dopłat do rowerów elektrycznych – mówi Roman Szełemej, prezydent Wałbrzycha.

Z kolei Kielce już niedługo uruchomią system roweru miejskiego, którego część będą stanowiły pojazdy elektryczne. – To istotne ze względu na specyfikę w ukształtowaniu terenu w naszym mieście – mówi Agata Wojda, wiceprezydent Kielc. Należy też podkreślić, że kieleccy samorządowcy uważają, że dotowanie zakupu rowerów elektrycznych jest sensownym uzupełnieniem systemu roweru miejskiego. – Jeżeli sytuacja finansowa pozwoli, chcielibyśmy na wzór Gdyni uruchomić pilotaż takiego programu w Kielcach w przyszłym roku. Pieniądze na dopłaty pochodziłyby z własnych środków budżetowych samorządu, ale z nadzieją patrzymy na inicjatywy poszerzenia programu „Mój elektryk” właśnie o środki na zakup roweru elektrycznego – dodaje Wojda.

Dotację na zakup rowerów elektrycznych rozważa też Bydgoszcz. Zanim jednak zostanie wprowadzony system wsparcia, miasto skupia się na rozbudowie infrastruktury dla rowerów: budowie ścieżek rowerowych czy nowych parkingów. Przykład Gdyni zainspirował też samorządowców m.in. w Świnoujściu, Łodzi i Bielsku-Białej, mimo że Łódź na razie zdecydowała się na dopłaty do elektrycznych rowerów cargo dla przedsiębiorców.

Wrocław natomiast program wsparcia do „elektryków” przesunął na przyszły rok. Jako powód tej decyzji podaje dodatkowe obciążenia finansowe wynikające np. z zaproponowanych przez państwowe firmy podwyżek cen prądu. Jak wyjaśnia Tomasz Sikora z biura prasowego Urzędu Miejskiego Wrocławia, program ma zostać zrealizowany w „lepszych czasach”.

Autor: Elektromobilni.pl

Terminal płatniczy w Twojej firmie za 0 zł – jak zamówić?

Karta płatnicza jest najczęstszą formą płatności dla Polaków. Z roku na rok płatności bezgotówkowego coraz bardziej dominują rynek. Sprawdź, co to oznacza dla Twojego biznesu. Wybierz terminal płatniczy za 0 zł.

Obowiązek posiadania terminala – dla kogo?

Rosnąca popularność płatności bezgotówkowych sprawia, że coraz więcej przedsiębiorców decyduje się na wprowadzenie terminali płatniczych. Nie jest to jednak jedyny powód, dla którego warto zainteresować się bliżej tym tematem. Możliwość płacenia bez użycia gotówki jest obowiązkowa dla wielu przedsiębiorców. Co to oznacza?

Według obecnie obowiązującego prawa każdy, kto posiada kasę fiskalną, musi zapewniać zapłatę w formie bezgotówkowej. Czytamy o tym w nowelizacji ustawy Prawo Przedsiębiorców: „Przedsiębiorca zapewnia możliwość dokonywania zapłaty w każdym miejscu, w którym działalność gospodarcza jest faktycznie wykonywana, w szczególności w lokalu, poza lokalem przedsiębiorstwa lub w pojeździe wykorzystywanym do świadczenia usług transportu pasażerskiego, przy użyciu instrumentu płatniczego w rozumieniu ustawy z dnia 19 sierpnia 2011 roku o usługach płatniczych”.

Co więcej, od 1 stycznia 2025 roku wejdzie obowiązek integracji kas z terminalami płatniczymi. Na szczęście większość operatorów takich jak PeP oferuje pomoc podczas przeprowadzenia procesu integracji z kasami i systemami sprzedażowymi.

Z jaki zaletami wiąże się terminal płatniczy?

Jednak terminal płatniczy to nie tylko płatności kartą. To wachlarz możliwości, z którego przedsiębiorcy mogą korzystać całymi garściami. Dla klienta zaś to wygoda, szybkość i bezpieczeństwo. Poznaj plusy płatności bezgotówkowych.

Szybsza obsługa Klientów

Płacenie kartą zajmuje tylko chwilę. Jest ono o wiele szybsze niż płatność gotówką. Klient nie musi bowiem liczyć pieniędzy i czekać na wydanie reszty. Z kolei szybsza obsługa przekłada się na mniejsze kolejki. Tym samym skraca się czas, jaki Twój personel potrzebuje, aby przyjąć płatności od klientów. Zwiększa to jego przepustowość, ogranicza ryzyko pomyłki i poprawia bezpieczeństwo.

Klient może wydać więcej

Klienci, którzy płacą kartą, statystycznie wydają więcej. Różnica może sięgać nawet od 10 do 20%. Jak to możliwe? To proste. Nie ogranicza ich ilość posiadanej przy sobie gotówki. Dzięki terminalowi płatniczemu mogą zapłacić nie tylko kartą, ale również zegarkiem czy telefonem. Dzięki temu wydają chętniej i częściej.

Dodatkowe usługi

Na co pozwalają terminale płatnicze? O możliwości płacenia telefonem czy zegarkiem już pisaliśmy. Nie zapominajmy jednak o kodach BLIK, których popularność ciągle rośnie. Ponadto urządzenie POS umożliwia korzystanie z kart lojalnościowych i podarunkowych, cashbacku czy doładowań telefonu. Co więcej, terminal można dostosować do potrzeb swojej branży. Dzięki temu możliwa jest także preautoryzacja lub obsługa kart flotowych.

Jaki terminal płatniczy wybrać?

Dostosowanie terminala do swoich potrzeb to jedna z usług, na jaką możesz liczyć wtedy, kiedy współpracujesz z takimi operatorami jak PeP. Warto jednak najpierw poznać rodzaje urządzeń POS, aby wiedzieć, jakie wybrać. Wyróżniamy bowiem:

  • terminale stacjonarne – są na stałe podłączone do stacji zasilania, są wykorzystywane tam, gdzie Klienci są obsługiwani na miejscu;
  • terminale mobilne – w odróżnieniu od urządzeń stacjonarnych mogą być przenoszone z miejsca na miejsca;
  • PIN Pady kasowe – osobne urządzenia, jakie możesz postawić bliżej Klienta, aby zwiększyć komfort płatności.

Jak otrzymać terminal płatniczy za 0 zł?

Zakup terminala płatniczego nie musi wiązać się ze sporymi kosztami. Przedsiębiorcy, którzy nie korzystali z terminala przez ostatnie 12 miesięcy lub rozpoczynają działalność gospodarczą, mogą skorzystać z programu Polska Bezgotówkowa.

Dzięki niemu terminal płatniczy można otrzymać terminal płatniczy za 0 zł przez 5 miesięcy. Dodatkowo, decydując się na ofertę PeP, możesz wydłużyć promocję o kolejne 7 miesięcy i nie płacić w trakcie nich prowizji od transakcji lub opłat za najem urządzenia.

Rozpoczęcie roku przynosi optymizm na rynkach

Złoty nie notuje większych zmian, niemniej szeroki rynek rozpoczął rok od optymizmu. Rynek pozytywnie zapatruje się na szybkie odchodzenie przez Chiny od polityki zero–COVID i oznaki miękkiego lądowania w Europie i USA.

Zeszły tydzień przyniósł ulgę na froncie inflacyjnym po obu stronach Atlantyku. Ceny energii w Europie spadły w grudniu silniej niż oczekiwano, z kolei w USA wzrost płac wydaje się normować. W efekcie spadły rentowności papierów skarbowych, a aktywa ryzykowne dobrze rozpoczęły rok, doświadczając szerokiej aprecjacji. Wyniki walut G10 były mieszane, lecz waluty rynków wschodzących, szczególnie azjatyckie i Ameryki Łacińskiej, istotnie zyskiwały dzięki optymizmowi inwestorów. Jedną z najlepiej radzących sobie walut był tajski baht, którego wspierają oczekiwania, że sektor turystyczny będzie dużym beneficjentem zakończenia w Chinach polityki zero-COVID.

W tym tygodniu uwaga zwróci się ku raportowi o inflacji CPI w USA za grudzień, który zostanie opublikowany w czwartek 12.01. Rynkowy optymizm zakładający, że szczyt inflacji jest już za nami, nie pozostawia zbyt wiele przestrzeni na rozczarowanie. Stratedzy i ekonomiści w większości rewidują w górę swoje prognozy dla euro, przeczuwając, że wpływ kryzysu energetycznego będzie mniejszy niż oczekiwano, a ewentualna recesja będzie krótkotrwała i płytka – jak od dawna uważaliśmy. Tydzień dopełnią dane o PKB Wielkiej Brytanii w listopadzie i szereg przemówień przedstawicieli głównych banków centralnych, w tym prezesa Fedu Jerome’a Powella we wtorek 10.01.

PLN

Złotego w ubiegłym tygodniu charakteryzowała ograniczona zmienność kontrastująca zarówno z dużymi wahaniami pary EUR/USD, jak i wyraźnym umocnieniem walut regionu. Zwykle mniej wahliwa korona czeska zyskała do euro ok. 0,5%, umacniając się do najsilniejszej pozycji od 2008 r. Forint węgierski tymczasem zyskał ponad dwukrotnie więcej, dobijając do najwyższego poziomu od sierpnia ub.r. Umocnienie tych walut można wiązać z ogólnie lepszym sentymentem do ryzyka. W przypadku walut europejskich jest on dodatkowo wzmacniany przez spadki cen gazu. W tym kontekście niewielka zmienność złotego może budzić pewne zaskoczenie, ale z naszej perspektywy nie jest niepokojąca. Złoty pozostaje dość mocny po wcześniejszym rajdzie i spodziewamy się, że będzie stopniowo zyskiwał w 2023 r.

Wstępny odczyt CPI dla Polski z zeszłego tygodnia przyniósł nieoczekiwanie głęboki spadek dynamiki cen konsumpcyjnych w grudniu. Inflacja CPI wyniosła 16,6% wobec 17,5% w listopadzie. Zmiana ta cieszy oko i zwiększa szanse na to, że dynamika cen w kolejnych miesiącach nie przekroczy psychologicznego poziomu 20%. Niemniej na istotniejszy spadek inflacji trzeba będzie poczekać jeszcze kilka miesięcy – oczekuje się, że podbije ona na początku roku, wspierana przez wzrost cen administrowanych i nowe cenniki. Utrzymanie przez Radę Polityki Pieniężnej stóp na niezmienionym poziomie w zeszłym tygodniu przeszło bez echa. Naszym zdaniem w najbliższym okresie nie ma co liczyć na rewelacje w polityce pieniężnej. Z uwagą obserwować będziemy jednak odczyty inflacji w pierwszych miesiącach roku i marcową projekcję, żeby lepiej ocenić, kiedy można spodziewać się rozpoczęcia procesu obniżania stóp.

EUR

W ciągu ostatnich tygodni sentyment względem gospodarki strefy euro uległ znacznej poprawie. Przyczyniły się do tego łagodna zima, niższe ceny energii i spadek głównej miary inflacji. Przestrzegamy jednak przed zbytnim optymizmem po zeszłotygodniowym zaskoczeniu inflacyjnym. Było ono spowodowane raczej bezpośrednimi interwencjami w kontekście cen energii, szczególnie w Niemczech i Hiszpanii, niż wyraźnym przywróceniem równowagi między podażą i popytem. Bardziej stała miara bazowa wciąż rośnie i nie widać oznak, by osiągnęła już szczyt.

Decydenci Europejskiego Banku Centralnego zdają się podzielać tę opinię, a ton ich wypowiedzi w kontekście przyszłych podwyżek stóp procentowych jest znacznie bardziej jastrzębi, niż mogłyby wskazywać obecne wyceny rynkowe. Biorąc pod uwagę nasze oczekiwania wyższych docelowych stóp procentowych EBC, podtrzymujemy nasz pozytywny pogląd na wspólną walutę.

USD

Grudniowy raport z amerykańskiego rynku pracy musiał zadowolić Rezerwę Federalną, nie był bowiem jednoznaczny. Zatrudnienie rośnie w stałym, lecz umiarkowanym tempie i mimo że stopa bezrobocia jest blisko minimów, wzrost płac wydaje się hamować. Ogólnie rzecz ujmując, liczby są spójne z normującą się inflacją i rosnącą gospodarką. Innymi słowy – z miękkim lądowaniem. Oznaki tego, że inflacja mogła osiągnąć szczyt są w USA bardziej przekonujące niż w Europie, Fed podziela jednak zdrowy sceptycyzm EBC i komentarze płynące z FOMC pozostają jastrzębie. Bliska przyszłość dolara wydaje się niepewna – z jednej strony ciąży mu optymizm w kontekście inflacji, z drugiej – wspiera go ton komunikatów Fedu. Nadchodzący raport o inflacji powinien nieco wyklarować sytuację.

CNY

W ubiegłym tygodniu chiński juan umocnił się o ok. 1% w stosunku do dolara amerykańskiego, jeszcze silniej zyskał w ujęciu ważonym handlem. Mimo że częściowo można przypisać to poprawie sentymentu do ryzyka, nie mamy wątpliwości, że otwieranie się Chin prowadzi do zmiany podejścia inwestorów do waluty.

Ostatnie dane PMI z Chin potwierdziły, że aktywność biznesowa w grudniu była mocno stonowana. Ponieważ oczekuje się, że w I kwartale 2023 r. kraj mierzyć będzie się z kolejnymi falami zarażeń COVID-19, najpewniej będziemy musieli chwilę zaczekać, zanim aktywność w gospodarce zacznie wracać na właściwe tory. Wczorajsze złagodzenie przepisów dotyczących podróży przyczynia się jednak do rynkowego optymizmu – wydaje się, że jest to ostatni gwóźdź do trumny polityki zero-COVID. Patrząc w przyszłość, będziemy obserwować dane o inflacji CPI i PPI za grudzień, które opublikowane zostaną w czwartek 12.01. Na początku przyszłego tygodnia Bank Ludowy Chin ustali zaś stopę jednorocznego kredytu średnioterminowego (MLF). Jej zmiana byłaby zaskoczeniem. Zamiast tego rynek skupi się raczej na tym, jak będzie wyglądała kwestia rolowania pożyczek opartych na tej stopie (czy bank odnowi je częściowo, w całości czy zapewni jeszcze dodatkową płynność).

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Rentowność polskich 10-latek najniżej od września ub.r.

Główne indeksy rynku akcji w USA wzrosły w piątek o ponad 2 proc. (S&P 500 +2,28 proc., DJIA +2,13 proc., Nasdaq Composite +2,56 proc.), przy czym te dwa pierwsze indeksy osiągnęły swe najwyższe poziomy od ponad 2 tygodni. „Zazieleniły” się dziś rano również rynki akcji Azji i Oceanii. Największe – ponad 2,6 proc. – wzrosty notowały dziś główne indeksy giełd na Tajwanie i w Korei Południowej.

Dziś rano najwyższy od 2019 roku poziom osiągnął brytyjski indeks rynku akcji UK100. Zmiany niemieckiego DAX-a i francuskiego CAC-40 były niewielkie (+0,22 proc. i +0,05 proc. ok. godz. 9:30).

WIG-20 zwyżkując ok. 9:35 proc. o 1,38 proc. osiągnął dziś najwyższy poziom od końca kwietnia ub.r. Rosły dziś rano wszystkie indeksy sektorowe GPW (najsilniej o ponad 4 proc. WIG-Górnictwo; o prawie 4,5 proc. zwyżkował dziś kurs akcji KGHM). Wśród składników mWIG-u 40 swe nowe cykliczne (lub historyczne) maksima osiągnęły dziś rano kursy akcji spółek XTB, Ciech i Benefit. Wśród składników sWIG-u 80 swe owe cykliczne (lub historyczne) osiągnęły dziś ceny akcji spółek PCC Rokita, Torpol, Votum, Mirbud oraz AB PL.
W piątek swój najwyższy poziom od 2015 roku osiągnęła rentowność 10-letnich obligacji skarbowych rządu Japonii (0,498 proc.). Dziś rano rentowności skarbowych 10-latek w USA i krajach europejskich rosły. Jedynym wyjątkiem były polskie 10-latki, który rentowność spadła poniżej poziomu 6 proc. osiągając najniższy poziom od września ub.r.

Ceny kontraktów na gaz ziemny w USA (Henry Hub na NYMEX-ie) w piątek odbiła się ze swojego najniższego poziomu od końca 2021 roku i dziś rano kontynuowała zwyżkę (+4,53 proc. ok. godz. 9:10). Ceny kontraktów na ropę naftową na NYMEX-ie i ICE rosły dziś rano o ponad 2,3 proc. W poniedziałkowy poranek rosły ceny kontraktów na metale szlachetne. Cena złota była najwyżej od maja ub.r. (+0,53 proc.). Platyna była najdroższa od marca 2022 (+0,14 proc.). Cena kontraktów na miedź na COMEX-ie osiągnęła dziś najwyższy poziom od czerwca ub.r.

Kurs USD/JPY, który wczoraj próbował przełamać w górę poziom 134 JPY, ale poniósł porażkę, utrzymywał się dziś tuż nad poziomem 120 JPY (+0,07 proc. ok. godz. 9:05). Kurs EUR/USD wracał dziś rano w okolice poziomu 1,07 (+0,39 proc. ok. godz. 9:05). Najsilniejszy od 1,5 roku był dziś względem amerykańskiego dolara dolar singapurski. Czeska korona była dziś najsilniejsza względem euro od 2011 roku.

Polski złoty lekko się umacniał względem amerykańskiego dolara (USD/PLN -0,23 proc. ok. godz. 9:05) i lekko osłabiał względem euro (EUR/PLN +0,2 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara wzrósł dziś rano do najwyższego poziomu od ponad 3 tygodni przekraczając poziom 17000 USD (+1,39 proc. ok. godz. 9:00).

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

Budżet na dopłaty do najszybszych stacji ładowania zarezerwowany w mniej niż godzinę

Ponad 125 mln zł, które NFOŚiGW przeznaczył na dotacje do stacji o mocy co najmniej 150 kW, zostało zarezerwowane przez beneficjentów niemal od razu po rozpoczęciu drugiej tury naborów w ramach programu dofinansowania do infrastruktury ładowania. Wciąż można ubiegać się o dotacje do ładowarek o niższej mocy.

09 stycznia 2023 r. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) uruchomił kolejne nabory w ramach programu „Wsparcie infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych i infrastruktury do tankowania wodoru”. W mniej niż godzinę od rozpoczęcia naborów podmioty zainteresowane dopłatami założyły wnioski na kwotę wyższą niż budżet przeznaczony na wsparcie ogólnodostępnych, ultraszybkich stacji ładowania o mocy nie mniejszej niż 150 kW, tj. 125 015 709 zł. Maksymalna wysokość dofinansowania w ramach tego naboru wynosiła do 50% kosztów kwalifikowanych.

Ubiegłoroczny rekord związany z pierwszym naborem, gdy wynoszące 315 mln zł środki na dotacje do najszybszych ładowarek o mocy co najmniej 150 kW zostały wyczerpane w ok. 2 tygodnie, został pobity z nawiązką. Tym razem budżet naboru był jednak znacznie niższy. Duże zainteresowanie operatorów dotacjami do ultraszybkich stacji nie powinno dziwić. Z perspektywy operatorów uruchamianie takich urządzeń wiąże się ze znacznymi nakładami finansowymi sięgającymi kilkuset tysięcy złotych, a ponadto są to inwestycje najbardziej perspektywiczne i cieszące się największym zainteresowaniem ze strony kierowców samochodów elektrycznych – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Po doświadczeniach z 2022 r. NFOŚiGW w drugim naborze do swojego programu najwyższy budżet przeznaczył na dopłaty do najszybszych stacji. W pierwszej turze na wsparcie instalacji wszystkich kategorii ładowarek przeznaczono taką samą kwotę – po 315 mln zł.  W tegorocznym naborze niższe środki zostały udostępnione beneficjentom zainteresowanym uruchomieniem ładowarek nieogólnodostępnych o mocy co najmniej 22 kW. Ok. 12,1 mln zł to ponad 10 razy mniej niż budżet na dofinansowanie najszybszych stacji. Wnioskodawcy planujący instalację infrastruktury prywatnej lub półprywatnej mogą starać się o dopłatę w wysokości do 25% kosztów kwalifikowanych. Na dotacje do urządzeń o mocy od 50 kW do mniej niż 150 kW, NFOŚiGW zamierza wydać łącznie ok. 59,5 mln zł. Maksymalną wysokość dopłaty ustalono na 30% kosztów kwalifikowanych (do 45% w przypadku gmin, w których w roku poprzedzającym termin złożenia wniosku o dofinansowanie liczba mieszkańców nie przekraczała 100 tys. lub zostało zarejestrowanych mniej niż 60 tys. pojazdów samochodowych lub mniej niż 400 pojazdów samochodowych przypadało na 1 tys. mieszkańców). Kolejne 100 mln zł przeznaczono na dofinansowanie stacji tankowania wodoru. W tym przypadku maksymalna wysokość dotacji wynosi do 50% kosztów kwalifikowanych. Ze wsparcia w ramach programu NFOŚiGW mogą korzystać przedsiębiorcy, jednostki samorządu terytorialnego, wspólnoty mieszkaniowe, spółdzielnie oraz rolnicy indywidualni.

Dopłaty ze środków publicznych stanowią bardzo ważny czynnik stymulujący rozbudowę infrastruktury na wczesnym etapie rozwoju elektromobilności w Polsce. Operatorzy, którzy zmagają się z licznymi barierami natury systemowej czy wzrastającymi cenami energii, potrzebują dofinansowania do wciąż nierentownego biznesu. Liczymy również, że NFOŚiGW przyspieszy procedurę zawierania umów o wsparcie. Kontrakty po pierwszym naborze będą w wielu przypadkach podpisywane dopiero w styczniu 2023 r., mimo że sam nabór został zakończony pod koniec marca 2022 r. Przez ten czas wielu beneficjentów ograniczało kolejne inwestycje w oczekiwaniu na finalizację dopłat – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Na podstawie „Licznika Elektromobilności” obecnie w Polsce funkcjonuje ok. 2,6 tys. ogólnodostępnych stacji ładowania. W 2022 r. liczba nowo zainstalowanych ładowarek przekroczyła 600.

Złoto mocno zaczęło rok. Cena za uncję najwyższa od ponad pół roku

Pierwszy tydzień 2023 roku przyniósł złotu wzrosty. Cena kruszcu przekroczyła poziom 1 860 USD za uncję, osiągając tym samym najwyższą cenę od czerwca zeszłego roku. Początek nowego tygodnia to dalsze umacnianie się żółtego metalu.Cena za uncję najwyższa od ponad pół roku

Złoto przez dużą część 2022 roku znajdowało się pod silną presją dolara amerykańskiego, który umacniał się na fali obaw związanych z rosnącą inflacją i ryzykiem recesji. Inwestorzy uciekali do dolara jako do tymczasowego środka zabezpieczającego w obliczu słabnących rynków finansowych.

Swój szczyt dolar osiągnął we wrześniu, inflacja w czerwcu. FED dopiero pod koniec roku zaczął łagodzić podwyżki stóp procentowych. Z kolei złoto swój dołek w 2022 roku zaliczyło w okolicach drugiej połowy września i od początku listopada odrabia ono stratę.

Wiele wskazuje na to, że inwestorzy zaczną się teraz rozglądać za bezpiecznymi aktywami, w których można ulokować zgromadzone, ciągle przecież podgryzane przez inflację dolary. Jedną z opcji, w świetle wszystkich czynników ryzyka i niepewności, jest złoto. I wzrosty w końcówce roku świadczą o tym, że kruszec ten jest już intensywnie kupowany.

FED nadal „jastrzębi”

W ubiegłą środę opublikowane zostały „minutki” z ostatniego posiedzenia Federalnego Komitetu do spraw Operacji Otwartego Rynku (FOMC). Choć projekcje gospodarcze nie są aż tak słabe, jak te sprzed miesiąca, prognozy w dalszym ciągu wskazują znaczące spowolnienie, a inflacja w dalszym ciągu znajduje się na nieakceptowalnym poziomie.

Członkowie FOMC zachowują postawę ostrożną i – na razie – nie biorą pod uwagę możliwości łagodzenia polityki pieniężnej. Restrykcyjna polityka ma zostać utrzymana tak długo, aż inflacja nie znajdzie się na trwałej ścieżce spadkowej, zmierzającej do celu inflacyjnego, czyli 2 proc. (w listopadzie była ona na poziomie 7,1 proc.).

Zdaniem prezesa FED z Minneapolis Neela Kashkari, w celu skutecznego zwalczania inflacji Rezerwa Federalna powinna w dalszym ciągu podnosić stopy procentowe, jednak w możliwie minimalnym zakresie, by nie szkodzić gospodarce.

W NBP bez zmian

Rada Polityki Pieniężnej spotkała się na początku roku i po raz czwarty zdecydowała o pozostawieniu stóp procentowych na poziomie 6,75 procent Według wielu analiz i komentarzy, mogą ona takie zostać przez dłuższy okres.

Sprzyja temu wstępny odczyt inflacji GUS za grudzień. W ostatnim miesiącu roku 2022 ceny rosły w tempie 16,6 proc. To mniej niż zakładał konsensus (17,3), a także mniej niż wynosił listopadowy odczyt inflacji (17,5 proc.). Czy jednak oznacza to, że weszliśmy na trwałą ścieżkę spadku inflacji? Na ten moment byłoby to wysoce ryzykowne stwierdzenie.

Zdaniem mBank Research, w kolejnych dwóch miesiącach obserwować będziemy raczej wzrost, który zmierzać będzie w kierunku 20 proc. w lutym. Na początku roku zaczną rosnąć ceny energii, podniesiona zostanie płaca minimalna i wprowadzone zostaną zmiany w tarczy antyinflacyjnej.

Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark

Prognozy dla rynku TSL na 2023 r. Spowolnienie we wszystkich sektorach

W bieżącym roku stopnieje nie tylko globalne PKB, ale także dynamika handlu towarowego, która skurczy się do poziomu 1-2%. W konsekwencji wyhamuje transport morski, lotniczy i drogowy, ale także logistyka kontraktowa, usługi spedycyjne i inne rynki. Zwolni również kolej, zwłaszcza długodystansowe przewozy intermodalne.

Po wybuchu wojny na Ukrainie można było się spodziewać, że nabierająca rozpędu światowa gospodarka gwałtownie wyhamuje. Od lutego 2022 r. przyszło się jej mierzyć z kryzysem energetycznym, żywnościowym, inflacyjnym, zerwanymi łańcuchami dostaw, słabnącą koniunkturą produkcji i popytu. Ponury obraz spowolniania nasilił się w ostatnich miesiącach minionego roku, kiedy szacunki dotyczące globalnej dynamiki PKB i handlu zaczęły publikować najważniejsze światowe instytucje.

Według prognozy ekonomicznej Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) z listopada, wzrost globalnego PKB w 2022 r. osiągnie poziom 3,1%, 2023 r. 2,2%, a w 2024 r. 2,7%.

W październiku zaktualizowaną kalkulację dotyczącą wzrostu światowego PKB opublikował także Międzynarodowy Fundusz Walutowy (IMF). Według IMF światowa gospodarka urośnie w 2022 r. o 3,2%, a w roku bieżącym o 2,7% z 25% prawdopodobieństwem, że może być to dynamika nawet poniżej 2%. Drastycznie spowolnić ma także handel towarowy, którego wolumen w 2021 r. urósł o 10,8%. W 2022 r. ma on stopnieć do 2,9%, a w tym do zaledwie 2%.

Pod względem wartości wyrażonej w dolarach światowy handel towarowy w 2023 r. zaliczy recesję na poziomie – 0,4%. Wolumenowy wzrost eksportu dóbr w gospodarkach rozwiniętych ma spać z 9,7% w 2021 r. do 2,4% w 2022 r. i dalej w dół do 1,7% w 2023 r. Gospodarki rozwijające się i rynki wschodzące zaliczą lekkie wzrosty z 1,4% w 2022 r. do 2,4 % w 2023 r., ale to i tak olbrzymienie spowolnianie z 11% w 2021 r.

Równie ponuro wyglądają wskaźniki wzrostowe dla globalnego importu towarowego, który z poziomu 10,8% w 2021 r. w gospodarkach rozwiniętych zanurkuje do 1,5% w 2023 r., zaliczając 5,3% w 2022 r. Import towarowy w gospodarkach rozwijających się i na rynkach wschodzących ma się powiększyć o 1,4 % w 2022 r. i o 2,9% w roku bieżącym. Trudno jednak o optymizm, kiedy spojrzeć na dane z 2021 r. i wzrost na poziomie 12,1%.

Także OECD nie ma dobrych wieści na temat kondycji światowego handlu. Z danych opublikowanych w końcu listopada wynika, że wartość handlu towarowego krajów G20 w III kw. 2022 r. spadła po raz pierwszy od dwóch lat. Eksport skurczył się o 1,26%, natomiast import o 1,09%. Eksport Unii Europejskiej zmalał o 1,5%, natomiast import o 0,7%.

Smutnego obrazu światowego handlu towarowego dopełnia niedawna prognoza Światowej Organizacji Handlu (WTO). Według WTO globalny handel towarowy wzrośnie w 2022 r. o 3,5%. To nieco lepszy wynik niż prognoza z kwietnia (3%), ale w 2023 r. wzrost wyniesie zaledwie 1%, a to znacząca korekta wobec wcześniejszej estymacji na poziomie 3,4%. W tym roku eksport z Ameryki Pn. urośnie tylko o 1,4%, z Azji o 1,1%, natomiast z Europy o 0,8%. Prognozy dla importu oszacowano na poziomie 0,8% dla Ameryki Pn., 2,2% dla Azji, natomiast Europa osiągnie ujemną wartość – 0,7%.

Przed spowolnieniem ostrzega także Konferencja Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD) i choć globalny handel towarowy na 2022 r. ma osiągnąć prawie 25 bln dolarów, co stanowi ok. 10% skok rdr., to wynika to głównie z silnego wzrostu w pierwszym półroczu. W III kwartale 2022 r. wartość światowego handlu towarowego obniżyła się o ok. 1% w porównaniu do II kwartału 2022 r., a dalsze spadki zapowiadane są na ostatnie miesiące roku. Dane zaprezentowane w grudniu pokazują, że pomimo nawet dwucyfrowych kwartalnych wzrostów rdr., pozytywne trendy handlowe w ujęciu kwartał po kwartale obniżyły się dla większości regionów świata. Wyjątek stanowi Azja Wsch. która utrzymała poziom obrotów, a także Ameryka Pn., gdzie utrzymał się eksport oraz Rosja, która zwiększyła import.Handel towarowy w III kwartale 2022 r

Spadki w handlu odczują wszystkie rodzaje transportu

UNCTAD w najnowszym Przeglądzie Transportu Morskiego szacuje, że dynamika wzrostu międzynarodowego handlu morskiego straci impet rozwojowy i spadnie z 3,2% w 2021 r. do 1,4% w 2022 r. utrzymując taką samą wartością w roku bieżącym. W latach 2023 – 2027 handel morski będzie rósł w średniorocznym tempie 2,1%, co jest wartością znacznie poniżej historycznej średniej wynoszącej 3,3%. Według organizacji nieco lepiej wyglądają perspektywy dla morskiego transportu kontenerowego, który w 2022 r. ma urosnąć o 1,2%, co w obliczu obecnej sytuacji gospodarczej i tak jest szacunkiem optymistycznym. W 2023 r. transport kontenerowy na urosnąć o 1,9%, a w latach kolejnych o odpowiednio: 3%, 3,1%, 2,9% i 3,8% w 2027 r.

Na mniejsze wartości wzrostowe w transporcie morskim wskazują prognozy Clarksons Research. Sektor całego handlu morskiego urośnie w 2022 r. o 0,9%, a w 2023 r. o 2,2%. Przewozy kontenerowe zakończą miniony rok na minusie (‑ 0,1%), a w tym mają osiągnąć wzrost na poziomie 2,4%.

Spowolnienie w przewozach oceanicznych, wywołane zmniejszonym globalnym popytem, widać od dłuższego czasu w spadających cenach transportu. Indeks złożony Drewry, raportujący o stawkach spotowych na głównych szlakach żeglugowych, był w połowie grudnia o 77% niższy niż w tym samym tygodniu w grudniu 2021 r. To 42 tydzień z rzędu spadków stawek za transport kontenera 40-stopowego (FEU).

Spadki w lotniczym cargo zapowiada także IATA

Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) ogłosiło w połowie grudnia, że całkowite przychody linii lotniczych osiągną w 2022 r. 727 mld dolarów, czyli ok. 87% tych z 2019 r., z czego udział przewozów cargo w przychodach wyniesie ok. 28%. Na rok 2023 r. IATA zapowiada wzrost całkowitych przychodów do 779 mld dolarów, co będzie stanowić ok. 93% rezultatu z 2019. Transport towarów ma wygenerować 149,9 mld dolarów przychodu, ale będzie to spadek o prawie 25,6% z zeszłorocznych 201,4 mld. Do 19% spadnie także udział cargo w ogólnych przychodach. O 4,1% w 2023 r. zmniejszy także praca przewozowa (CTK – cargo tonokilometry) wykonana w lotnictwie towarowym, a spadek na poziomie 8% prognozuje się także na rok 2022. Z 60,3 mln do 57,7 mln obniży się także tonaż dóbr transportowanych na pokładach samolotów w 2022 r. Tak jak w przypadku przewozów morskich, ogólne spadki i słabszy popyt na fracht lotniczy poskutkują obniżką stawek.

Transport drogowy – kluczowy dla polskich firm

Zmniejszenie popytu na towary i topniejące wolumeny w transporcie morskim pociągną za sobą spadki w przewozach lądowych, zwłaszcza drogowych. To szczególnie ważne dla polskich firm, ponieważ pojazdy zarejestrowane w naszym kraju wykonują największą pracę przewozową spośród wszystkich krajów Unii Europejskiej. Według Eurostatu w 2021 r. było to 379,8 mld tkm (tonokilometrów). Za nami znalazły się Niemcy 296,1 mld tkm oraz Hiszpania 270,2 mld tkm. Praca przewozowa wykonana w transporcie drogowym w całej Unii wyniosła w 1,9 bln tkm, Polska odpowiadała więc za blisko 20%.

Prognozy ośrodka analitycznego Transport Intelligence (Ti) przewidują, że spowolnienie w europejskim sektorze transportu drogowego, które było zauważalne już w drugiej połowie ub. r. rozciągnie się także na ten rok. Poskutkuje to realnym rozwojem rynku na poziomie zaledwie 1,1% i jego wartością ok. 389,3 mld euro. Przewozy krajowe mają rozwijać się tempie 0,7%, a to znacznie wolniej niż obsługa transportu międzynarodowego, który wzrośnie o 2,1%. Za wyraźnie lepszą kondycję przewozów międzynarodowych ma odpowiadać obsługa zamówień e‑commerce i rynku detalicznego. Zestawienie prognoz na miniony i bieżący rok dobitnie pokazuje, że branża transportowa na Starym Kontynencie zaciągną hamulec. Przewozy krajowe z trendu wzrostowego 3,3% spadną do wspominanych 0,7%, natomiast rynek międzynarodowy z 3,6% osłabnie do 2,1%. Przewidywania Ti na 2022 r. mówią o wzroście całego sektora o 3,4%. Dla porównania w 2021 r. europejskie przewozy drogowe wzrosły o 9,4%.

Za spadki do poziomu 1,1% w 2023 r. ma odpowiadać szereg podłączonych ze sobą czynników, z wojną na Ukrainie, wysoką inflacją, kryzysem energetycznym i wizją globalnej recesji na czele. Doprowadzi to do osłabienia siły nabywczej Europejczyków, a w konsekwencji do obniżenia popytu na usługi transportowe. To te same czynniki, które spowodują spadki w pozostałych modelach transportu.

O ostatecznej skali spowolnienia decydować będzie tempo wzrostu europejskiego PKB, co w obliczu spodziewanej recesji w Niemczech (-0,6% wg Komisji Europejskiej) nie jest najlepszą wiadomością. Obecnie nawet 16% tamtejszych przedsiębiorców deklaruje, że z powodu wysokich cen energii musiało zmniejszyć produkcję lub częściowo z niej zrezygnować.

Jeśli sytuacja w transporcie drogowym w tym roku ma zależeć od kondycji unijnej gospodarki, to warto podkreślić, że ta już w zeszłym roku rozwijała się bardzo wolno. Według Eurostatu w III kw. 2022 r. urosła jedynie o 0,4%. Z kolei Komisja Europejska w swojej jesiennej prognozie zakładała wzrost PKB w 2022 r. dla całej Unii na poziomie 3,3%, a w strefie euro 3,2%. Rok 2023 to duży spadek do 0,3% zarówno w strefie euro, jak poza nią. Odbicie ma następować w kolejnych latach, a w 2024 r. wzrost gospodarczy ma sięgnąć 1,6%.

– Słabnąca kondycja unijnej gospodarki nigdy nie jest do dobrą wiadomością dla polskich firm działających w obszarze handlu międzynarodowego, nie tylko tych z sektora logistycznego. Przedsiębiorcy z uwagą powinni śledzić rozwój wydarzeń, zwłaszcza że to kraje Unii odpowiadają za większość polskiej wymiany towarowej. Z danych GUS z połowy grudnia wynika, że w okresie styczeń – październik prawie 76% polskiego eksportu towarowego wysłaliśmy do krajów Wspólnoty. Jeśli chodzi o import było to 51% towarów. Z względu na bliskość tego rynku wymiana handlowa obydwa się w dużej mierze z wykorzystaniem transportu drogowego, dlatego słabnąca koniunktura w Unii może niepokoić polskie firmy. Sytuacja nie jest jednak tak dramatyczna, jak mogłoby się wydawać. Przewozy drogowe, choć odczuwają spowolnianie, wciąż notują tendencje zwyżkowe. W listopadzie uzyskały wzrost o 0,5% w porównaniu do listopada 2021 r. Także w okresie styczeń-listopad wzrost transportu drogowego w Polsce był o 0,9% wyższy niż w tym samym okrasie rok wcześniej. Widać również, że rośnie adopcja sektora transportowego i magazynowego w Polsce do sytuacji za naszą wschodnią granicą. W grudniu aż 75% firm uważało, że wpływ wojny na Ukrainie na ich działalność będzie niewielki bądź nieodczuwany. Jeszcze miesiąc wcześniej uważało tak 70% przedsiębiorstw mówi Marcin Bąk, Prezes Zarządu Spedimex, polskiego operatora logistycznego obsługującego sieci detaliczne, galerie handlowe, handel internetowy oraz przewozy drobnicowe i FTL w Polsce i w Europie.

Za sprawą szczytu zakupowego w ostatnim kwartale mieliśmy dobre zamknięcie roku, a z relacji naszych klientów wynika, że nie wszyscy spodziewają się drastycznych spadków. Na dobrym poziomie wciąż utrzymuje się sprzedaż internetowa, a dane opublikowane przed końcem roku wskazują, że w listopadzie udział e-commerce w ogólnej sprzedaży detalicznej towarów w Polsce zwiększył się do 11,9%. Jak do tej pory to najlepszy wynik w minionym roku i o 0,8% wyższy niż w styczniu 2022 r., kiedy odsetek ten wyniósł 11,1%. Biorąc pod uwagę, że grudzień to zwyczajowo dobry okres dla handlu internetowego, wynik ten może być jeszcze lepszy w ostatnim miesiącu 2022 r. Z naszych doświadczeń wynika, że w perspektywie nadchodzącego roku wciąż będzie można liczyć kilka sektorów, które zagwarantują wzrost. Oprócz e-commerce, będzie to także segment farmaceutyczny oraz, co wydaje się mniej oczywiste, rynek dóbr luksusowych, który osiąga dobre wyniki.  Choć na wielu rynkach panuje niepewność, zarówno wśród operatorów, jak i klientów, to ostatecznie najczarniejszy scenariusz może okazać się daleki od realizacji. Należy za to myśleć o rozwiązaniach, nawet strukturalnych problemów w firmach, które mogą spowalniać dynamikę przewozów w kolejnych miesiącach i latach lub ograniczać rozwój sektora transportowego w Polsce i na Kontynencie. Mowa tu w szczególności o digitalizacji branży i nieustającym niedoborze kierowców. Złagodzenie zwłaszcza tej ostatniej kwestii przyniesie w dłuższej perspektywie strategiczną korzyść polskim przewoźnikom i pozwoli umocnić dominującą pozycję na europejskim rynku – dodaje Marcin Bąk.

Kłopoty kadrowe będą pogłębiać nadchodzące spadki

Brak kierowców może w najbliższych latach doprowadzić do zmniejszenia dostępnej przestrzeni ładunkowej, a uwagę na ten problem zwraca giełda transportowa Timocom. Z jej danych wynika m.in., że w 2022 r. oferowana przestrzeń w Europie zatrzymała się na poziomie z 2021 r., a w Niemczech przez 10 pierwszych miesięcy ub. r. zgłoszono o 24% mniej mocy przewozowych niż rok wcześniej. Ogólna tendencja w Europie ma utrzymać kurs spadkowy.

Długookresowo niedobór kierowców będzie spowalniał regenerację i rozwój rektora, a problem kadrowy będzie się pogłębiał. W Polsce, Hiszpanii, Rumunii, Danii, Niemczech i we Francji zapotrzebowanie na kierowców w okresie styczeń – wrzesień 2022 r. wzrosło o 44%. W każdym kwartale otwieranych było co najmniej 6 tys. nowych wakatów, a wysoce prawdopodobny jest scenariusz, w którym popyt na kierowców będzie rósł w tempie 10% rocznie przez najbliższych 5 lat.

Według Międzynarodowej Unii Transportu Drogowego (IRU) aż 425 tys. wakatów dla kierowców ciężarówek w Europie (10% wszystkich stanowisk) pozostało nieobsadzonych w 2021 r. Do końca 2022 r. ma to być już 14% stanowisk. Sprawę niedoborów komplikuje dodatkowo fakt, że 30% obecnych kierowców przejdzie na emeryturę do 2026 r., a przepaść pomiędzy nimi a pokoleniem wchodzącym na rynek pracy ma się potroić, skutkując wzrostem wskaźnika nieobsadzonych stanowisk nawet do 60% do 2026 r. W pesymistycznym scenariuszu do tego czasu w Europie może brakować nawet 2 mln kierowców zawodowych.Transport towarowy w latach 2021- 2023 wg modeli

Hamulec zaciągnie cała branża TSL

Pocieszający dla europejskich logistyków może być fakt, że wyraźne spowolnienie spodziewane jest nie tylko na Starym Kontynencie, ale również w skali globalnej, wewnątrz całego rynku TSL – bez względu na rodzaj transportu i model biznesowy.

I tak na przykład światowy sektor logistyki kontraktowej w 2023 r. zwolni do 3,1% rdr. osiągając wartość ponad 253,7 mld euro. Rynki w Ameryce Pn. i Europie będą się rozwijać poniżej średniej, powiększając się przyszłym roku o odpowiednio 2% oraz 0,6%. Utrzymanie pozytywnego trendu wzrostowego na rynku globalnym będzie zasługą regionu Azji i Pacyfiku, który powiększy się o 5,7%, zbliżając się tym samym do 105,6 mld euro. Rynki w Europie i Ameryce Pn. wrosną do niecałych 74,1 mld i 59,2 mld euro. W średniej perspektywie logistyka kontraktowa ma się rozwijać w średniorocznym tempie 3,7% w latach 2021-2026 i na koniec prognozy osiągnąć wartość ponad 286 mld euro.

Kolejnym przykładem spowolnienia będzie światowy rynek usług spedycyjnych, który w 2022 r. ma urosnąć normlanie o 27,6%, ale realnie będzie to spadek o 2,4% w porównaniu z rokiem poprzednim. Przewozy lotnicze skurczą się realnie o 2,7%, natomiast morskie o 2,2%. Realny wzrost całego rynku w 2023 r. szacowany jest na poziomie 0,7% do wartości ponad 265 mld euro. Przewozy lotnicze urosną o 0,8%, natomiast morskie o 0,7%. Motorem napędowym ponownie będzie obszar Azji i Pacyfiku, gdzie rynek urośnie o 1,3% (po 1,3% dla transportu morskiego i lotniczego). Rynek europejski urośnie o 0,5% (lotniczy 0,6%, morski 0,5%), a w Ameryce Pn. o 0,1% (lotniczy 0,1%, morski 0%).

Udział głównych graczy w globalnym rynku w 2023 r. będzie wyglądał następująco: Azja Pacyfik 34,4% (91,3 mld euro), Europa 32,2% (85,3 mld euro), Ameryka Pn. 22,3% (59,1 mld euro).

Wolniejszy bieg wrzuci także kolej

Ze względu na ograniczony popyt i produkcję, a także zmniejszenie przepływów handlowych na morzu, w powietrzu i na drogach, spowolnienie zagości również na tory, zwłaszcza na długodystansowych trasach międzynarodowych i w przewozach intermodalnych. Widać to już wyraźnie na kolejowym Nowym Jedwabnym Szlaku.

Z danych indeksu ERAI (Eurasian Rail Alliance Index) zasilanego przez JSC UTLC ERA, spółkę obsługującą ok. 80% przewozów na trasie Chiny-Europa-Chiny wynika, że transport kontenerowy na tym szlaku spadł w okresie styczeń – listopad o 31,94% w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej. W ciągu jedenastu miesięcy ub. r. przewieziono 386 374 TEU (ekwiwalent kontenera dwudziestostopowego). O 27,8% spadły także przewozy w ujęciu tonażowym i na koniec listopada wyniosły niecałe 2,33 mln ton. Spadki odnotowała większość grup towarach, w tym m.in. maszyny, sprzęt elektryczny oraz części (- 32,25%), pojazdy inne niż szynowe (- 48,11%), meble (- 39,02%), zabawki (- 50,84%) oraz odzież i akcesoria (- 44,98%).

Nieco lepiej w najbliższych latach mogą wyglądać przewozy krajowe, co dobrze pokazuje przykład Grupy PKP Cargo. Pomimo spadków w przewozach intermodalnych zarówno pod względem masy (- 7,6% do 6,8 mln t), jak i wykonanej pracy przewozowej (-13% do 2,96 mld tkm), całkowite przychody Grupy po trzech kwartałach ub. r. były o 21% wyższe niż w tym samym okresie rok wcześniej. Spadki w intermodalu spowodowane mniejszą intensywnością przewozów na Nowym Jedwabnym Szlaku oraz ograniczeniem przepustowości tras z portów morskich, gdzie priorytet nadano przewozom węgla, zrekompensowano transportem paliw płynnych i stałych oraz metali, rud, kruszyw i materiałów budowalnych.

Krzysztof Oflakowski

Krajobraz po święcie

Czasem jest tak, że po dniu wolnym przychodzimy do pracy, a na rynkach jest wciąż to samo, a czasem jest taka huśtawka, jak na dolarze. W tle zamieszki w Meksyku i szturm na parlament w Brazylii.

Co się stało z dolarem?

Amerykanie pokazali w czwartek i piątek serię danych makroekonomicznych. Dane czwartkowe to przede wszystkim bardzo dobre odczyty z tamtejszego rynku pracy. Wyższy od oczekiwań raport ADP i wyraźnie niższa liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Nie mogło zatem dziwić, że dolar szedł wyraźnie w górę. Piątek przyniósł potwierdzenie tych danych w postaci ponownego zejścia wskaźnika bezrobocia do 3,5%, czyli najniższego poziomu od czasów pandemii. Gorzej wypadły jednak zamówienia na dobra i raport ISM dla usług. Inwestorzy tylko czekali na sygnał do realizacji zysków. W ciągu kilku godzin dolar stracił niemal dwa centy na wartości względem euro.

Koniec złudzeń o spokojnym 2023 roku

Osoby, które życzyły spokojnego nowego roku muszą teraz być mocno zdziwione jak szybko te życzenia okazały się nieskuteczne. Nie mamy jeszcze 10. dnia roku, a w Meksyku już mamy wojnę największego gangu z państwem, po zatrzymaniu szefa kartelu oraz szturm na budynki rządowe wywołany przez zwolenników przegranego w wyborach prezydenckich w Brazylii. Łapanie przestępców nie jest oczywiście niczym złym, ale trzeba pamiętać, że relacje Meksyku z gangami są dość specyficzne. Tego samego lidera gangu przecież już raz wypuszczono, by uspokoić zamieszki. Teoretycznie są to wydarzenia daleko od Polski. Jest to jednak destabilizacja sytuacji w dwóch krajach, w których mieszka w każdym ponad 100 mln ludzi. To się może negatywnie odbić na sytuacji na rynkach globalnych.

Dobre dane z Kanady

Dobre dane z rynku pracy w Ameryce Północnej to nie tylko USA, ale również Kanada. Stopa bezrobocia niespodziewanie spadła do 5% pomimo oczekiwanego wzrostu do 5,2%. Powodem był duży wzrost zatrudnienia. 104 tysiące nowych miejsc pracy w Kanadzie to bowiem dużo lepszy wynik niż 220 tysięcy w USA. Należy również zwrócić uwagę, że aż 84,5 tysiąca z tych miejsc to miejsca na pełen etat. Nie można się zatem dziwić, że dolar kanadyjski wyskoczył w górę i znalazł się na najwyższych od ponad miesiąca poziomach zarówno względem dolara amerykańskiego, jak i znacznie bardziej nas interesującego, złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych wydarzeń.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Ceny za prąd i gaz spowodowały że biznes już się nie opłaca? Istnieje możliwość rozwiązania umowy najmu

Ceny prądu i gazu rosną, a tarcze rządowe choć bardzo pomocne, nie wszystkim są w stanie pomóc. Zazwyczaj firmy wynajmują lokale, aby prowadzić swoje działalności. W tym celu zawierają umowy najmu lokali użytkowych na czas określony. Jednak w sytuacji, gdy wzrost cen energii sprawia, że prowadzenie biznesu staje się nieopłacalne, istnieje możliwość rozwiązania takiej umowy najmu.

Prawo pozwala na to, gdy wystąpi nadzwyczajna zmiana stosunków gospodarczych, taka jak znaczny wzrost cen energii, którego strony nie przewidywały, gdy taką umowę na czas określony zawierały. W przypadku, gdy wynajmujący nie chce zgodzić się na rozwiązanie umowy najmu, a dla najemcy sam wynajem i prowadzenie działalności stają się problemem finansowym, można zastosować tzw. klauzulę rebus sic stantibus. Ta klauzula pozwala stronie, która znajduje się w gorszej sytuacji, na zwrócenie się do sądu o rozwiązanie umowy, gdy jej wykonanie staje się niezwykle trudne lub grozi rażącą stratą. Chodzi tu oczywiście o znaczną inflację, której elementem są podwyżki cen energii.

Co jednak w przypadku, gdy wynajmujący niechętnie spogląda na umożliwienie najemcy zgodnego rozwiązania umowy najmu? W tym przypadku zastosowania powinna znaleźć właśnie słynna klauzula rebus sic stantibus.

Art. 3571 k.c. na ratunek najemcom chcącym rozwiązać umowę najmu

Polski ustawodawca już ponad 100 lat temu wprowadził do Kodeksu cywilnego przepis, który pozwala uratować drugą stronę umowy, gdy wystąpi niespodziewana sytuacja, która spowoduje że wykonanie umowy będzie się wiązało z rażącą stratą. Klauzula rebus sic stantibus pozwala stronie, która znajduje się w gorszej sytuacji, zwrócić się do sądu z żądaniem zmiany sposobu wykonania zobowiązania, wysokości świadczenia lub nawet rozwiązania umowy.

Art. 3571 § 1. Jeżeli z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy, sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet orzec o rozwiązaniu umowy. Rozwiązując umowę sąd może w miarę potrzeby orzec o rozliczeniach stron, kierując się zasadami określonymi w zdaniu poprzedzającym.

Aby skorzystać z tego uprawnienia, osoba domagająca się zmiany czy też rozwiązania umowy musi spełnić następujące warunki, czyli inaczej wypełnić przesłanki przepisu:

  • wystąpienie nadzwyczajnej zmiana stosunków,
  • zmiana ta wywołuje nadmierną trudność w spełnieniu świadczenia lub groźbę rażącej
  • straty
  • dla jednej
  • bądź obu
  • stron,
  • istnieje związek przyczynowo skutkowy pomiędzy wystąpieniem nadzwyczajnej zmiany stosunków a utrudnieniami w wykonaniu zobowiązania lub groźbą straty,
  • strony w momencie zawierania umowy nie przewidziały wystąpienia zdarzenia, które znacząco wpłynie na wykonanie zobowiązania.

Nadzwyczajna zmiana stosunków – co należy przez to zrozumieć?

Warto podkreślić, iż nadzwyczajna ma być tu sama zmiana, a nie sytuacja, która do takowej doprowadziła. Co ważne, wspomniana nadzwyczajna zmiana stosunków musi nastąpić po powstaniu zobowiązania. W mojej ocenie najpierw pandemie, a następnie podwyżki cen prądu czy gazu o ponad 40% w skali roku należy zakwalifikować jako nadzwyczajną zmianę stosunków, tylko jeżeli faktycznie ta nadzwyczajna zmiana bardzo istotnie wpływa na dany biznes oraz jego opłacalność.

Nadmierna trudność w spełnieniu świadczenia lub groźba rażącej straty dla jednej lub obu stron

Należy teraz pochylić się nad kolejną przesłanką – to właśnie skutkiem wystąpienia nadzwyczajnej zmiany stosunków ma być nadmierna trudność w spełnieniu świadczenia lub groźba rażącej straty. Co ważne, nie należy tej przesłanki oceniać jednostronnie – wszak takie okoliczności mogą dotknąć nie tylko jednej strony, ale chęć zmiany czy rozwiązania umowy może pojawić się u obu stron.

Co więc należy rozumieć przez te pojęcia? Otóż za nadmierną trudność w spełnieniu świadczenia należy uznać sytuację, gdzie spełnienie przez jedną ze stron nałożonego na nią obowiązku wymagałoby od tej osoby nadmiernych czy nawet niebezpiecznych dla niego czy osób, którymi się posługuje starań, które przesądzają o faktycznej, a zwłaszcza ekonomicznej nieracjonalności. Zaś groźbę rażącej straty należy stricte wiązać z sytuacją ekonomiczną dłużnika, gdzie jego działanie spowoduje nadzwyczajny uszczerbek w jego majątku, z uwzględnieniem celu zobowiązania oraz spodziewanych korzyści. Skoro więc najemca, na przykład przedsiębiorca, zawiera długoterminową umowę najmu, gdzie zamierza prowadzić swój biznes, a opłaty wzrosną tak znacznie, że nie osiągnie żadnych korzyści, a wręcz znaczące straty, można taką sytuację uznać za spełniającą daną przesłankę.

Jednakże, jak zwrócono uwagę wyżej, to spełnienie świadczenia musi być nieracjonalne z uwagi na wiele czynników – więc nie można stwierdzić nadmiernej trudności w spełnieniu świadczenia czy też groźby rażącej straty, gdy dłużnik wprawdzie ponosi dużo większe koszta związane na przykład z opłatą mediów, ale tym samym uzyskuje dużo wyższe przychody niż w momencie zawierania umowy. Więc każdą sytuację należy oceniać indywidualnie starając się maksymalnie taką ocenę zobiektywizować, ponieważ oceniając te same stany faktyczne można dojść do skrajnie odmiennych wniosków.

Związek przyczynowo skutkowy

W związku z omawianą tematyką, a więc wzrostem cen prądu i gazu, należy stwierdzić, iż pomiędzy nadzwyczajnym wzrostem cen wspomnianych mediów, a trudnością w wykonaniu zobowiązania lub groźbą rażącej straty zachodzi związek przyczynowo skutkowy, jeżeli biznes jest w znacznym stopniu uzależniony od cen energii. Jeżeli przykładowo kancelaria prawna nie zużywa jak dotąd mediów za 400zł miesięcznie, a koszt ten wzrósł do 640zł, to nadal wpływ tej podwyżki na jej funkcjonowanie jest przecież stosunkowo niewielki, nawet jeżeli bolesny. Kiedy jednak mamy do czynienia z małą gastronomią z zapiekankami, używającą pieca na prąd, której koszty wzrosły z 3000zł do 9000zł miesięcznie, to już taka zmiana jednoznacznie wpływa na opłacalność biznesu, a to kluczowa z przesłanek umożliwiających uzyskanie rozwiązania umowy najmu.

Strony nie przewidziały nadzwyczajnej zmiany okoliczności.

Jednym z ważniejszych, o ile nie najważniejszym elementem przy zastosowaniu art. 3571 Kodeksu cywilnego jest warunek nieprzewidzenia przez strony, iż nadzwyczajna zmiana stosunków może wywołać skutki stanowiące obecnie problem dla jednej ze stron – w tym przypadku znacznie wyższe stawki za dostawę prądu czy gazu.

W świetle powyższego możemy przedstawić tu dwie sytuacje, kiedy tego przepisu zastosować się nie da. Jeden – strony wyłączyły możliwość zastosowania klauzuli dotyczącej nadzwyczajnej zmiany stosunków. Dwa – strony zawierały umowę kiedy już wiadomo było, że będą podwyżki.

Przesłanki spełnione – co dalej?

Jeśli w ramach konkretnej sytuacji faktycznej uznamy, iż przesłanki zastosowania art. 3571 Kodeksu cywilnego zostały spełnione, możliwe jest staranie się o zmianę treści umowy, a nawet o jej rozwiązanie. Najlepiej jeżeli uda się to wynegocjować z właścicielem nieruchomości. To oczywiście kwestia dobrego poprowadzenia negocjacji – które są jednak w stanie rozsądnym właścicielom wykazać, niechybną sądową porażkę i całą masę związanych z tym kłopotów, także wizerunkowych. W przypadku fiaska negocjacji, najemca musi wystąpić z powództwem do sądu, gdzie może wskazywać jednak od początku na postawę wynajmującego, która jeżeli okaże się w świetle okoliczności niebiznesowa – spowoduje przeniesienie na właściciela nieruchomości nie tylko znacznej części strat, ale także znacznych kosztów postępowania sądowego.

Najlepszym ruchem na sam początek negocjacji jest kontakt z wyspecjalizowaną kancelarią prawną, w celu przygotowania dobrze umotywowanej propozycji polubownego rozwiązania sporu. Warto przecież spróbować porozumieć się z wynajmującym co do ewentualnej zmiany ponoszonych przez najemcę opłat albo realizacji w drodze porozumienia wcześniejszego rozwiązania wiążącej strony umowy najmu zawartej na czas określony. Gdy ten scenariusz nie jest możliwy, z racji na niechęć wynajmującego, możliwe jest zastosowanie kolejnych kroków, tym bardziej nieco stanowczych. Przykładem jest tu przedsądowe wezwanie do, na przykład, rozwiązania umowy, wraz z wykazaniem, iż w danej sytuacji znajdzie zastosowanie klauzula rebus sic stantibus, a tym samym roszczenie jest zasadne.

Jeśli nie jest możliwe w żaden sposób porozumienie się z wynajmującym w kwestii rozwiązania umowy najmu, należy sprawę skierować do Sądu. Wtedy powód może skutecznie dochodzić swoich praw względem pozwanego, wykazując zasadność zastosowania art. 3571 Kodeksu cywilnego oraz żądając zmiany stosunku umownego (np. znaczące obniżenie czynszu czy innych opłat), albo rozwiązania umowy najmu.

Jeśli borykają się Państwo z problemem opisanym w artykule, zapraszamy do kontaktu z autorem – nasza Kancelaria Prawna specjalizuje się w sprawach dotyczących rozwiązywania umów najmu lokali. Po dokładnym rozpoznaniu specyfiki danej sprawy, będziemy w stanie ustalić kolejne działania, włączając w to nie tylko negocjacje ale także możliwość złożenia pozwu do sądu. W całej Polsce reprezentujemy już najemców, w dziesiątkach takich spraw, zarówno przed sądem jak i na etapie negocjacji ugodowych.

Radca Prawny

Piotr Kłodziński 

Założyciel Kancelarii Prawnej – specjalizującej się w sprawach dotyczących rozwiązywania umów najmu.

Pożyczka przez Internet – pożyczaj bez wychodzenia z domu!

Nadprogramowy zastrzyk gotówki może być potrzebny każdemu. Pożyczki, szczególnie te zawierane przez Internet, cieszą się rosnącą popularnością w społeczeństwie. Nic dziwnego – to właśnie dzięki nim można opłacić nagłe wydatki lub sfinansować doczesne potrzeby. Jak korzystać z pożyczek przez Internet, by maksymalnie wykorzystać ich potencjał?

Pożyczka przez Internet – sposób na wygodne pożyczanie

W kryzysowych sytuacjach dodatkowe środki mogą pomóc w ustabilizowaniu budżetu domowego. Biuro Informacji Kredytowej podaje, iż kwota pożyczek w Polsce wzrosła w roku 2021 o 47,8% w stosunku do 2020 r. To jasno pokazuje, że Polacy coraz częściej korzystają z takiego zastrzyku gotówki. Na co wydają zgromadzone pieniądze? 

Pożyczona kwota może pomóc w naprawie samochodu (taką odpowiedź wybrało 26% respondentów), usunięciu awarii w mieszkaniu (24%) czy sfinansowaniu wyjazdu na wymarzone wakacje (11%). Aby dodatkowa suma przyniosła prawdziwą ulgę dla budżetu domowego, warto skorzystać z komfortowych warunków, jakie oferuje m.in. Provident. Proponowana przez firmę pożyczka przez Internet to wygodne rozwiązanie dla tych, którzy chcą zyskać dodatkowe środki bez konieczności wychodzenia z domu!

Na co można pożyczać?

Czasem zastrzyk gotówki jest potrzebny do pokrycia codziennych potrzeb. Innym razem przyda się on do odświeżenia mieszkania, zasłużonego odpoczynku lub spełnienia marzenia dziecka. Biorąc pożyczkę przez Internet w Providencie (dostępna w Provident pożyczka online z RRSO 19,75%, warunkiem udzielenia pożyczki jest pozytywny wynik zdolności kredytowej konsumenta), nie musisz tłumaczyć się ze swoich wyborów. Możesz zawnioskować o dowolną kwotę do 15 000 zł, a jej spłatę rozłożyć na tyle rat, ile potrzebujesz. Elastyczny system płatności pozwala podzielić sumę nawet na 48 miesięcznych transz. Dzięki temu dopasujesz wysokość jednej raty do swoich możliwości finansowych i unikniesz obciążenia budżetu.

Co wziąć pod uwagę przy wyborze pożyczki przez Internet?

Gdy decydujesz się na pożyczkę przez Internet, koniecznie zwróć uwagę na to, by skorzystać z zaufanego źródła. Strona, na której wypełniasz formularz, powinna być zabezpieczona certyfikatem SSL, czyli kłódką widoczną przy nazwie witryny. W ten sposób masz pewność, że podane przez Ciebie dane pozostaną bezpieczne

Dobrze jest również korzystać tylko z tych firm, które mają za sobą wiele zrealizowanych transakcji. Przykładowo Provident, oferujący pożyczki przez Internet, działa na polskim rynku już od 25 lat, a w tym czasie z jego usług skorzystały aż 4 miliony ludzi. Co więcej, 90% z nich wyraża zadowolenie z jakości obsługi! Zapoznaj się z warunkami pożyczki i zacznij spełniać marzenia. 

Bibliografia:

  1. Podsumowanie 2021 roku – rynek kredytów i pożyczek w drugim roku pandemii; dr Mariusz Cholewa, prezes zarządu BIK 26.01.2022 r.