Złoty wciąż mocny, czekając na RPP

Rodzima waluta ma za sobą bardzo dobry miesiąc. Wielu analityków wskazuje jednak, że czeka ją mocny test na środowym posiedzeniu RPP. Czego oczekuje rynek, to wiemy. Zobaczymy czy uda się Radzie przezwyciężyć wewnętrzne konflikty i podjąć decyzję.

Bezrobocie w USA

W piątek poznaliśmy niekorzystne dane z amerykańskiego rynku pracy. Stopa bezrobocia ponownie wzrosła do 3,7%. To wynik słabszy od oczekiwań mówiących o 3,6%. Należy pamiętać, że dwa miesiące temu również mieliśmy 3,7% a kończy się czas prac sezonowych. Nie jest to zatem jeszcze powód do paniki. Za brakiem paniki przemawiają też wskaźniki zmiany zatrudnienia, pokazujące że miejsc pracy przybywa. Problemem jest płaca, która rośnie dwukrotnie wolniej od inflacji. Wyraźnie widać zatem, że społeczeństwo może kupować coraz mniej. Rynki zareagowały jednak wyraźną wyprzedażą. W piątek dolar osłabił się o niemal 2 centy względem euro. Pokazuje to, że inwestorzy liczyli na znacznie lepsze odczyty.

Wibor zwiastuje wzrost stóp w środę

Tydzień minie nam w oczekiwaniu na Radę Polityki Pieniężnej. Z jednej strony jesteśmy w sytuacji, gdzie większość znaków mówi – będzie wzrost stóp. Polska waluta od miesiąca zyskuje na wartości. Polskie obligacje w tym czasie z kolei są coraz wyżej oprocentowane. Jeżeli napływa do nas kapitał, a jednocześnie trwa wyprzedaż papierów dłużnych, to znak, że rynek wierzy, że dostanie jeszcze więcej. Gdyby dalej stopy procentowe rosły bardzo szybko, znalazłoby się oczekiwanie dla owego więcej. Widać to również po stawce rynkowej WIBOR. Po ostatnim posiedzeniu, gdzie uhonorowano sopockie ustalenia prezesa NBP, stawka co prawda trochę spadła, ale dzisiaj jest w przypadku 3 miesięcznego parametru 0,26 punktu procentowego wyżej. Jasno pokazuje to, że rynek liczy na wzrosty i nie może się zdecydować czy bardziej 0,25% czy już bardziej 0,5%. Gdyby nie doszło do tej podwyżki, wielu specjalistów uważa, że możemy być świadkami bolesnej korekty na polskim złotym.

Ropa szuka szczytów

W piątek widzieliśmy jak cena baryłki ropy skręcała w stronę 99 dolarów. Pamiętając co działo się na stacjach przy ostatnich wzrostach cen, aż strach pomyśleć co będzie teraz. O ile oczywiście ruch ten będzie wsparty dalej przez serię strajków, jak to, ku radości Rosji, ma miejsce we Francji od kilku tygodni. Dzisiaj co prawda presja na wzrost cen spada, bo Chińczycy nie chcą poluzować ograniczeń covidowych na co liczył rynek. To z kolei sugeruje mniejszy od oczekiwań popyt na ropę z tamtej części świata.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Deloitte: Platformy e-handlu B2B pozwalają dwukrotnie skrócić czas realizacji zamówienia

Dynamiczny rozwój rynku B2B sprawia, że posiadanie platformy handlu elektronicznego staje się niezbędne do zachowania pozycji konkurencyjnej. W krajach rozwiniętych cztery na pięć przedsiębiorstw dostarczających usługi innym firmom korzysta z takich rozwiązań, wynika z raportu „B2B e-commerce” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte Digital. Chociaż w przypadku polskiego rynku trudno mówić o bezpośredniej zależności między wielkością firmy a przychodami z e-handlu, to wyniki badania pokazują, że elektroniczne narzędzia sprzedaży ułatwiają rozwój firm poprzez m.in. zwiększenie liczby obsługiwanych klientów.

Mimo spadku tempa wzrostu światowej gospodarki rynek B2B nie przestaje się rozwijać. W ubiegłym roku tempo wzrostu globalnego sektora transakcji międzyfirmowych wyniosło 18 proc. między innymi dzięki upowszechnieniu platform handlu elektronicznego. Takie rozwiązania umożliwiają bowiem wyjście naprzeciw oczekiwaniom klientów oczekującym wygody, prostoty i spersonalizowanej obsługi zamówień, dostępnej 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu.

– Zaspokojenie potrzeb klientów na pewnym etapie rozwoju przedsiębiorstwa wymaga sięgnięcia po nowoczesne technologie. Chociaż wyniki badania polskiego rynku nie pokazują bezpośredniej korelacji między faktem korzystania z platformy a wysokością przychodów, to firmy o przychodach powyżej 500 mln zł dwukrotnie częściej niż podmioty zarabiające poniżej 20 mln zł korzystają z takich rozwiązań. Pozwala to na usprawnienie procesu sprzedaży oraz skuteczną integrację różnych obszarów funkcjonowania przedsiębiorstwa – mówi Wojciech Telenga, dyrektor, lider transformacji sprzedaży, Deloitte Digital.

Sprzedaż przede wszystkim

Pochodzący z Polski uczestnicy przeprowadzonego przez Deloitte Digital badania jako najczęstszy powód implementacji platform handlu B2B wskazali chęć rozwoju narzędzi sprzedaży (60 proc. odpowiedzi). Na kolejnych miejscach znalazły się konieczność dostosowania się do nawyków zakupowych klientów (40 proc.) oraz opłacalność takiej inwestycji (34 proc.). Chęć ekspansji na rynki zagraniczne stanowiła jedynie 6 proc. odpowiedzi, co może oznaczać, że polskie firmy B2B skupiają się przede wszystkim na rodzimym rynku.

Rezultaty badania pokazują, że stosowanie platform B2B faktycznie umożliwia obsługę znacznie większej liczby klientów. Średnia miesięczna liczba transakcji firm korzystających z takich rozwiązań wyniosła 28 006, natomiast w przypadku pozostałych przedsiębiorstw było to 617 – ponad czterdziestokrotnie mniej.

Poza wzrostem liczby klientów, korzystający z platform handlu B2B są w stanie sprawniej realizować złożone zamówienia. W ubiegłym roku średni czas obsługi w firmach posiadających platformy handlu elektronicznego wyniósł 15,73 godziny. Przed wdrożeniem takich rozwiązań czas realizacji transakcji wśród tych podmiotów był dwukrotnie wyższy i wynosił średnio 33,67 godziny.

Platforma handlu elektronicznego B2B umożliwia klientowi większą kontrolę nad zamówieniem oraz automatyzację powiązanych procesów. Skutkuje to znaczącym ograniczeniem czy nawet eliminacją potrzeby ręcznej edycji lub wprowadzania danych po stronie sprzedającego, co przyspiesza prace administracyjne i zmniejsza prawdopodobieństwo wystąpienia błędów. Integracja z systemami realizacji zamówień i automatyzacji procesów wysyłkowych pozwala ponadto skrócić do minimum czas przygotowania zamówienia, co naturalnie zwiększa poziom satysfakcji konsumentów – mówi Olaf Puchalski, starszy konsultant B2B Commerce, Deloitte Digital.

Outsourcing wsparciem dla zmian

Blisko połowa uczestników badania nie posiada platformy handlu elektronicznego B2B. Najczęstszą przyczyną sceptycznej postawy jest brak potrzeby (43 proc. odpowiedzi). Zdaniem autorów raportu takie podejście może wynikać np. ze specyfiki branży, w której funkcjonuje dany podmiot. Z drugiej strony wydarzenia ostatnich lat (pandemia, wybuch wojny w Ukrainie) pokazały, że firmy dysponujące nowoczesnymi rozwiązaniami są w stanie dużo szybciej przywrócić normalny tryb sprzedaży, a nawet pozyskać nowych klientów.

Jedna trzecia przedsiębiorców nieposiadających platform B2B twierdzi, że brakuje im kompetencji potrzebnych do wdrożenia takich zmian. Zdaniem autorów raportu realizacja tego procesu z wykorzystaniem własnych zasobów może faktycznie stanowić wyzwanie, natomiast jednym z sugerowanych rozwiązań jest skorzystanie z usług firm wdrożeniowych. Posiadające odpowiednie kompetencje, know-how i doświadczenie podmioty zwiększają szanse na udaną realizację całej operacji oraz sprawne przeprowadzenie pełnego procesu. Wyniki badania Deloitte pokazują, że średni czas wdrożenia z wykorzystaniem zewnętrznego podmiotu wyniósł 9,5 miesiąca – o miesiąc krócej niż w przypadku korzystania z własnych zasobów.

Zewnętrzna firma wdrożeniowa pozwala również odpowiednio zaplanować cały proces i ograniczyć ewentualne ryzyka. Jednym z podstawowych elementów przygotowań jest właściwe oszacowanie wskaźnika ROI, określającego potencjalny zwrot z inwestycji. Okazuje się, że aż 86 proc. uczestników badania, którzy wdrożyli platformę B2B e-commerce, pominęło ten krok, uniemożliwiając skuteczny pomiar ewentualnych korzyści.

O ile wsparcie zewnętrznego podmiotu pomaga rozwiązać najczęściej wskazywane problemy, takie jak wydłużający się czas wdrażania platformy (56 proc. odpowiedzi) czy kłopoty z integracją z innymi systemami (50 proc.), o tyle zarządzający podmiotami powinni sami zadbać o przełamanie oporu pracowników przed zmianą (50 proc. odpowiedzi). Kluczowe w tym obszarze jest właściwe przedstawienie kontekstu wdrożenia zespołowi sprzedaży czy wytłumaczenie kadrze kierowniczej specyfiki planowanych działań.

Kluczowe kompleksowe podejście

Ponad trzy czwarte ankietowanych przedstawicieli tych firm, które zaczęły korzystać z narzędzi do handlu elektronicznego oczekiwało, że wdrożenie platform B2B zwiększy poziom sprzedaży. W rzeczywistości niecała połowa ankietowanych zanotowała wzrosty w tym obszarze. Innymi najczęściej odnotowanymi korzyściami były optymalizacja kosztów działu handlowego (54 proc.), skrócenie czasu realizacji zamówień (52 proc.) oraz wzrost rozpoznawalności marki (36 proc.). Zdaniem autorów raportu zwiększenie sprzedaży jest możliwe wtedy, gdy firma podejdzie do zmian w sposób holistyczny. Co więcej, niektóre efekty nie są widoczne na pierwszy rzut oka, natomiast mają one kluczowe znaczenie dla pozycji firmy na coraz bardziej konkurencyjnym rynku.

To jeden z najważniejszych wniosków płynących z raportu osiągniecie głównego celu, jakim jest wzrost sprzedaży wymaga dokonania zmian w całym systemie marketingowo-sprzedażowym. Jeżeli firma poprzestanie na wdrożeniu platformy i nie określi związków przyczynowo-skutkowych tej decyzji, to ostatecznie może nie osiągnąć spodziewanych efektów. Wdrożenie tej technologii musi usprawniać proces w sposób przemyślany, ponieważ jej celem jest poprawa funkcjonowania, a nie pełna automatyzacja działu sprzedaży– mówi Wojciech Telenga.

Paweł Mitoraj został nowym wiceprezesem Zarządu Nest Banku

Komisja Nadzoru Finansowego wyraziła zgodę na powołanie Pawła Mitoraja do Zarządu Nest Banku. Paweł objął stanowisko wiceprezesa Zarządu Nest Banku odpowiedzialnego za Pion Ryzyka (CRO).

Paweł Mitoraj jest związany z bankowością od 1993 roku. Ukończył studia magisterskie na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach. Przez większość swojej kariery zawodowej pracował w grupie ING Polska. Zajmował kierownicze stanowiska w obszarze sprzedaży, rozwoju produktów kredytowych, a następnie zarządzania kredytowym ryzykiem transakcyjnym w ING Banku Śląskim. Od 2015 r. pełnił rolę Wiceprezesa Zarządu ING Commercial Finance odpowiedzialnego za nadzór nad ryzykiem kredytowym i zarządzanie procesami. Od 2018 r. nadzorował obszar ryzyka kredytowego jako Wiceprezes ING Lease Polska. Do zespołu Nest Banku dołączył w 2022 roku.

Paweł Mitoraj objął funkcję wiceprezesa Nest Banku (CRO). Tym samym będzie odpowiedzialny za realizację strategii i budżetu banku w zakresie działalności pionu ryzyka, a także monitorowanie pracy podległych departamentów oraz nadzorowanie procesów identyfikacji, pomiaru, limitowania, monitorowania i raportowania ryzyka.

Otwierasz cukiernię? Zobacz, czego potrzebujesz

W ostatnich latach wiele osób pochłonęło pieczenie i dekorowanie pysznych tortów. Ci, którzy szczególnie upodobali sobie torty artystyczne, niejednokrotnie rozwijają się również w innych dziedzinach cukiernictwa. Jeśli czujesz, że domowa pracownia tortów to za mało i myślisz o otwarciu cukierni lub pracowni z prawdziwego zdarzenia – sprawdź, jak ją wyposażyć.

Nowoczesne cukiernie to nie tylko miejsca, do których przychodzi się po odbiór urodzinowego tortu. Cukiernia może być kameralnym miejscem spotkań. Kochamy autentyczne biznesy – możliwość rozmowy twarzą w twarz z osobą, która tworzy torty na specjalne okazje jest ceniona przez klientów. Jednak atmosfera to nie wszystko: zobacz, jak wyposażyć lokal, w którym otwierasz swoją cukiernię lub pracownię tortów.

Bezpieczeństwo produktów jest najważniejsze

Odpowiednie przechowywanie tortów, ciastek i deserów jest ogromnie ważne dla bezpieczeństwa klientów. Niemniej istotne jest bezpieczne miejsce dla półproduktów używanych do pieczenia i dekorowania ciast.

Aby wyeksponować produkty wymagające przechowywania w niskiej temperaturze, możesz umieścić je w regałach chłodniczych. Regały chłodnicze sprawdzą się doskonale, jeśli w swojej cukierni planujesz oferować klientom nie tylko swoje wypieki, ale też desery, drugie śniadania w słoiczkach czy napoje.

Tym, czego nie może zabraknąć w cukierni, są witryny chłodnicze (zwane również witrynami cukierniczymi). To w nich pięknie wyeksponujesz swoje ciasta, ciasteczka i torty.

Urządzenia chłodnicze mogą mieć nie tylko doskonałe parametry, ale też wygląd dopasowany do wystroju Twojej pracowni. Możesz wybrać regał chłodniczy spośród wielu dostępnych modeli, a także zamówić go w konkretnym kolorze. Marzysz o zielonych lodówkach na desery w swojej ekocukierni? Nie ma problemu!

Piękna cukiernia, w której toczy się życie

Jeśli pragniesz stworzyć miejsce, do którego klienci nie będą przychodzili jedynie raz na kilka lat po tort z okazji rodzinnej uroczystości, ale chętnie wpadną także po ciastko do porannej kawy czy popołudniową słodką przekąskę, nie zapomnij o pięknym wystroju. Twoje cukiernicze dzieła zasługują na wyjątkową oprawę – nie traktuj więc lokalu po macoszemu. Nawet jeśli zdecydujesz się na najprostszą ladę, możesz stworzyć niepowtarzalny klimat dzięki kolorom ścian, dodatkom i dekoracjom. Zaaranżuj miły kącik, w którym klientka będzie mogła poczekać na zapakowanie ciasta, chętnie zrobi sobie zdjęcie i oznaczy Cię w social mediach. Kwiatowa huśtawka, kolorowa ściana z Twoim logo, lustro w pięknej ramie… puść wodze fantazji i podejdź kreatywnie do wnętrza swojej cukierni.

Słodkie miejsce spotkań

Jeśli chcesz na trwałe wpisać się w lokalną społeczność, a do tego kochasz spotkania z ludźmi – pomyśl o organizacji warsztatów cukierniczych. Jeśli tylko Twój lokal jest odpowiednio duży, postaw w nim warsztatowy stół, krzesła lub ławki i zaproś wszystkich chętnych na cykliczne warsztaty – np. pieczenia babeczek czy pierniczków. Zadowolony uczestnik warsztatów zostanie Twoim klientem!

Poza tym potrzebujesz oczywiście kasy fiskalnej i innych rzeczy niezbędnych do prowadzenia każdego biznesu.

Słodkich sukcesów!

Zbyt drogi dolar

Raport z amerykańskiego rynku pracy osłabił USD i spowodował przewagę kupujących na Wall Street. Dane były solidne, ale górę wzięły negatywne sygnały schłodzenia. Być może USD jest zbyt mocno „wykupiony” i brakuje już siły na dalszą aprecjację – przynajmniej w średnim terminie. Spadki EUR/USD po decyzji FOMC w minioną środę zostały w pełni odrobione. Główna para walutowa zbliżyła się do parytetu.

Przypomnijmy, że zatrudnienie w sektorze pozarolniczym wyniosło 261 tys., co stanowi wyższą wartość od prognoz na poziomie 195 tys. Rewizji w górę uległ również odczyt wrześniowy do 315 tys. Negatywnym czynnikiem jest z pewnością wzrost stopy bezrobocia do 3,7 proc. czy spadek współczynnika aktywności zawodowej do 62,2 proc. z 62,3 proc. poprzednio.

Piątkowe dane o zatrudnieniu potwierdzają obraz z ostatnich kilku miesięcy. Choć rynek pracy zmierza w kierunku pożądanym przez Fed, to spowolnienie nadal jest bardzo powolne. Początek czwartego kwartału był jak dotąd dość pozytywny dla amerykańskiej gospodarki. Wraz z kilkoma innymi twardymi danymi z października, które już się ukazały, dane z rynku pracy nadal wskazują na utrzymującą się dobrą koniunkturę. Pożądany przez Fed wynik – przedłużający się wzrost gospodarczy poniżej długoterminowego trendu – nie został jeszcze osiągnięty. Należy oczekiwać dalszych podwyżek stóp procentowych, nawet jeśli zgodnie ze wskazaniem Fed będą one prawdopodobnie mniejsze niż ostatnio podjęte kroki o 75 punktów bazowych.

W tym tygodniu poznamy dane o inflacji z USA, które z pewnością wpłyną na zmienność. Piątkowe wydarzenia na rynku FX oraz giełdzie za oceanem, pokazują, że odbicie może być jeszcze większe. Jeśli CPI wypadnie poniżej oczekiwań (prognozy wskazują 8 proc.), wówczas możemy oczekiwać kontynuacji wyprzedaży USD. Rynek będzie bardziej wrażliwy na dane pokazujące mocniejszy spadek dynamiki wzrostu cen. Jeśli czwartkowa publikacja będzie poniżej zakładanych wartości, wówczas w dość szybkim tempie możemy znaleźć się na głównej parze walutowej w okolicach 1,0090 a następnie 1,0180 – gdzie zlokalizowany jest szczyt z września.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Prognozy dotyczące najbliższego posiedzenia RPP 9.11.

Na ostatnim posiedzeniu 6 października 2022 Rada Polityki Pieniężnej utrzymała stopy procentowe na dotychczasowym poziomie. Wbrew oczekiwaniom rynku i prognozom ekonomistów. Mimo wysokiego – wyższego niż prognozowano – wrześniowego odczytu inflacji na poziomie 17,2 proc. r/r. Jednak oczywiście ku zadowoleniu i uldze kredytobiorców, którym przez ostatni rok raty boleśnie wzrosły. Jakie były powody tej zaskakującej decyzji? Prezes NBP wymienił cztery przesłanki:

  • Po pierwsze dotychczasowe działania RPP ograniczyły popyt na kredyty, szczególnie gospodarstw domowych.
  • Po drugie stopniowo wygasają pierwotne szoki, które spowodowały inflację- szoki energetyczne i napięcia w liniach dostaw.
  • Po trzecie polityka pieniężna działa z opóźnieniem. Jej efekty będą odczuwalne w kolejnych kwartałach i nie kierujemy się bieżącymi odczytami inflacji. Pełny wpływ 11 podwyżek stóp procentowych zobaczymy w przyszłym roku.
  • Po czwarte politykę pieniężną zaczęły zacieśniać inne banki centralne, nasza polityka staje się dzięki temu od razu skuteczniejsza.

Czy w związku z tym można spodziewać się utrzymania stóp na niezmiennym poziomie na listopadowym posiedzeniu RPP?

Choć z ostatniej konferencji po posiedzeniu RPP „między wierszami” wybrzmiewał wniosek, że stopy nie będą już podnoszone to Prezes NBP kilkukrotnie podkreślił, że jest to zatrzymanie cyklu podwyżek, a nie jego formalny koniec. Furtka pozostaje otwarta. W listopadzie zostanie opublikowana przygotowywana przez NBP projekcja inflacji i PKB. Dane w niej zawarte pomogą Radzie ocenić skutki dotychczasowych podwyżek.  Jeśli okaże się, że czynniki wewnętrzne powodujące inflację rozwijają się, będzie to wskazaniem do kolejnych podwyżek.

Jest niemal pewne, że ta makroekonomiczna projekcja wskaże na wyższą inflację niż projekcja lipcowa oraz utrzymywanie się inflacji powyżej celu NBP w horyzoncie oddziaływania polityki pieniężnej.

W październiku 2022 r. ceny towarów i usług konsumpcyjnych wg szybkiego szacunku GUS wzrosły o 17.9% r/r, a w stosunku do września 2022 r. wzrosły o 1,8% i nie widać szans na to, żeby w najbliższych miesiącach wskaźnik ten spadł. Spodziewany szczyt inflacji przesunął się na luty 2023 i wg prognoz przekroczy 20%.

Jakiej podwyżki stóp można się spodziewać?

Ekonomiści Credit Agricole prognozują, że RPP podniesie stopy procentowe o 25 pb na posiedzeniach w listopadzie i grudniu i tym samym zakończy cykl zacieśniania polityki pieniężnej ze stopą referencyjną na docelowym poziomie równym 7,25 proc.

Wg ekonomistów ING Rada podniesie stopy procentowe o 25pb (scenariusz bazowy), chociaż prawdopodobieństwo, że stopy procentowe ponownie pozostaną bez zmian, także jest wysokie.

Joanna Tyrowicz (Członkini RPP) widzi przestrzeń do podwyżki stóp procentowych nawet o 100 pb: „Oczekiwania inflacyjne w Polsce są bardzo wysokie i mamy bardzo mocno ujemną realną stopę procentową. Realna stopa procentowa uwzględnia dzisiejszą stopę referencyjną NBP oraz oczekiwania inflacyjne. Tak mierzona stopa procentowa w Polsce jest silnie ujemna, a to oznacza, że pomimo 11 podwyżek stóp procentowych w ostatnim roku, w praktyce prowadzimy w Polsce luźną politykę pieniężną. Z tej perspektywy patrząc, nie ma najmniejszych wątpliwości, że powinniśmy zacieśniać politykę pieniężną tak werbalnie, jak i za pomocą stopy procentowej „- wyjaśnia.

Wg analityków Goldman Sachs RPP będzie zmuszona podwyższyć stopy procentowe do 8 proc. W najbliższym czasie utrzymane zostanie „gołębie” nastawienie NBP, ale kurs ten zostanie skonfrontowany z wysoką inflacją bazową oraz presją płacową, znaczącym złagodzeniem polityki fiskalnej w 2023 r., a także wysokim deficytem na rachunku obrotów bieżących.

Kolejnym argumentem przemawiającym za podwyżką jest fakt, że stawka WIBOR od połowy października znowu rośnie, a to oznacza, że rynek oczekuje, że w listopadzie członkowie Rady Polityki Pieniężnej mogą powrócić do podwyżki stóp procentowych.

Co to oznacza dla kredytobiorców?

Poniższa tabela przedstawia, jak może zmienić się rata kredytu względem następnych podwyżek stóp procentowych w kilku wariantach tj. podwyżki o 0,25 p.p., 0,5 p.p. i 1 p.p. Nie wiemy dokładnie jak zachowa się WIBOR po kolejnej podwyżce, ponieważ nie jest to zależność 1:1, ale taką właśnie przyjmę na potrzeby wyliczeń. Za przykład posłuży kredyt wysokości 300 tysięcy, zaciągnięty na 30lat, z marżą banku na poziomie 2%.

Warianty Oprocentowanie Wysokość miesięcznej raty w zł Koszt odsetkowy w zł
wartość na dzień 02.11.2022- WIBOR 3M – 7,51% 9,51% 2525 608911

 

dla WIBOR 3M na poziomie 7,76% 9,76% 2580 628680
dla WIBOR 3M na poziomie 8,01% 10,01% 2635 648575
dla WIBOR 3M na poziomie 8,51% 10,51% 2746 688726

 

Ekspert: Karolina Jurek, ekspert kredytowy Lendi

Co dalej ze stopami procentowymi w USA?

Pękła cenowa bańka spekulacyjna na rynku samochodów osobowych, pojawiły się też inne symptomy osłabienia wzrostu cen w USA. Jednak Fed będzie podwyższał stopy procentowe, bo obawia się odbicia inflacji, gdy dojdzie do obniżenia stóp.

Decyzja Fed zaserwowała inwestorom emocjonalny rollercoaster. Mieli nadzieje na pivot, czyli zmianę polityki najważniejszego banku centralnego na świecie, a w zamian inwestorzy dostali bardzo jastrzębi przekaz. Zyskiwał dolar, spadała wartość akcji.

Sama podwyżka stóp procentowych choć duża (+75bp, główna stopa wynosi 3,75-4%), to nie zrobiła wielkiego wrażenia, bo była oczekiwana przez rynek. Jednak po niedawnym artykule Wall Street Journal rynek spodziewał się, że Fed jednocześnie jasno zakomunikuje spowolnienie tempa podwyżek, a nawet zakończenie cyklu. Publikacja komunikatu jeszcze te nadzieje podsyciła, bo znalazł się tam zapis, że przy podejmowaniu kolejnych decyzji Fed weźmie pod uwagę także już te podjęte, co interpretowano, że stopy nie mogą rosnąć w nieskończoność.

Na rynku mieliśmy euforię. Nie trwała jednak długo. Początek wystąpienia szefa Fed był standardowy, ale nagle jak grom z jasnego nieba w inwestorów uderzyło zdanie, że docelowe stopy będą prawdopodobnie wyższe niż Fed sądził we wrześniu, czyli na poprzednim posiedzeniu. Jednak Fed uznał, że inflacja w USA jest już bardzo wysoka, skoro wynosi 8,2% r/r.

– Fed podniósł stopy procentowe i nadal będzie je podnosić, choć inwestorzy mieli nadzieję, że bank centralny USA przestraszy się spadków na giełdzie i puści do nich oko, dając do zrozumienia, że podwyżki wkrótce się skończą i na horyzoncie pojawią się obniżki stóp procentowych – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Nadzieje na pivot przegrały, Powell pozbawił inwestorów złudzeń, ale są jednak symptomy, że presja inflacyjna może zwalniać, przykładem jest pęknięcie cenowej bańki spekulacyjnej na rynku samochodów używanych w USA i spadające ceny w logistyce, a pojawi się też statystyczny efekt bazy.

Powell powiedział co prawda, że być może na kolejnym posiedzeniu (grudzień) stopy wzrosną już o mniej niż 75bp, ale nie tempo, a poziom się liczy. Dodał wreszcie, że nie ma mowy o rozważaniu przerwy w cyklu i Fed woli raczej zrobić zbyt dużo niż zbyt mało. W końcowej części konferencji padały desperackie wręcz pytania dziennikarzy Bloomberga, którzy (nastawieni na pivot) próbowali wydusić z Powella coś optymistycznego (w kwestii zmiany polityki), ale po tych pytaniach padały jedynie kolejne ciosy w tym samym kierunku. Przekaz Fed jest jasny: inflacja zostanie zduszona, choćby nie wiem co.

– Już nie powinniśmy mieć wątpliwości, że dla Fed priorytetem jest stabilność cen. Decyzje Fed są istotne dla innych banków centralnych bo dolar pełni kluczową rolę w globalnym systemie monetarnym – komentuje ekspert XTB. – Umocnienie dolara wpływa na sytuację banków centralnych, bo osłabienie innych walut zwiększa presję inflacyjną, powinny więc zareagować zaostrzeniem swej polityki. Bliska staje się sytuacja, że w USA docelowe stopy procentowe będą zbliżone do tych jakie teraz mamy w Polsce, choć to my mamy niemal 18% inflację, gdy w USA nie przekroczyła 10% rok do roku.

Konsekwencje rynkowe są poważne. Rynki akcji mocno odbijały w nadziei na zmianę polityki i oczywiście nagle to odbicie straciło jakby rację bytu. Wracamy do wizji spowolnienia, pogorszenia wyników i wcale nie takich atrakcyjnych wycen akcji (szczególnie w USA). Na rynku walutowym sytuacja skomplikowała się, bo europejskie waluty jeszcze dwa tygodnie temu stały przed szansą na większe odreagowanie (sprzyjają temu spadki cen gazu i prądu w Europie), jednak nijakie posiedzenie EBC wystawia euro (a tym samym złotego) na przecenę wobec dolara.

Wall Street znów obiecało sobie zbyt wiele i przepłaciło przedwczesną chciwość spadkami w okolice rocznych minimów. Stopa procentowa w USA osiągnęła poziom 4% i możliwe, że docelowo wzrośnie powyżej 5%. Powrót awersji do ryzyka za oceanem widoczny jest szczególnie w spadających wycenach technologicznych spółek. Alphabet, Apple i Amazon notują kilku procentowe wyprzedaże, a cena Meta Platforms ląduje na poziomach nie widzianych od 2015 r.

Fed będzie mieć na uwadze że podwyżki stóp działają z opóźnieniem i będzie dostosowywał politykę monetarną w zależności od danych z rynku. Większe znaczenie od samych kwot podwyżek stóp będzie miała docelowa stopa procentowa i determinacja bankierów Fed w dalszym zacieśnianiu polityki pieniężnej.

– Powell zapowiedział, że jeśli nawet inflacja będzie spadać, pojawi się efekt bazy, to Fed będzie miał jeszcze dużo pracy do wykonania – wyjaśnia P.Kwiecień. – Szef Fed chce się upewnić, że nie powtórzy się sytuacja z lat 70. XX wieku, gdy przedwczesne wycofanie zaostrzania polityki pieniężnej doprowadziło do odbicia inflacji do jeszcze wyższych poziomów, a w konsekwencji do wprowadzenia kilkunastoprocentowych stóp procentowych i długotrwałej recesji.

Rzecznik MŚP: ZUS łamie zasady zawarte w Konstytucji Biznesu

ZUS łamie zasady zawarte w Konstytucji Biznesu wpędzając w kłopoty kobietę prowadzącą działalność gospodarczą, która urodziła dziecko.

Pani Magdalena, kosmetyczka z Warszawy, nie ma z czego utrzymywać siebie i dziecka, ponieważ ZUS odmówił jej wypłaty zasiłku macierzyńskiego z powodu domniemanego zadłużenia przedsiębiorcy.

Pani Magdalena prowadzi swój salon kosmetyczny od 9 lat. W czasie pandemii zmuszona była do zaprzestania prowadzenia działalności gospodarczej z uwagi na wprowadzone przez rząd restrykcje. W związku z tym nie miała pieniędzy na zapłacenie składek na ubezpieczenie społeczne i powstały u niej zaległości w opłacaniu składek. W dniu 7 marca br. zawarła z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych umowę o rozłożenie na raty zaległych należności z tytułu składek. 12 dni później (19 marca 2022 r.) urodziła dziecko i złożyła wniosek o wypłatę zasiłku macierzyńskiego.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych odmówił jej prawa do zasiłku macierzyńskiego podkreślając, że w dniu porodu na jej koncie występowało zadłużenie z tytułu składek na kwotę przekraczającą 30,10 zł tj. 1% minimalnego wynagrodzenia za pracę. Jednocześnie ZUS wydał przedsiębiorczyni zaświadczenie o niezaleganiu w opłacaniu składek wskazując, iż według stanu na dzień 18 maja 2022 r. ubezpieczona nie miała zaległości z tytułu opłacania składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne bowiem korzysta z ulgi w postaci układu ratalnego na spłatę należności, które nie są wymagalne na dzień wydania zaświadczenia.

Z pomocą przyszedł Adam Abramowicz – Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, który w tej, jak i w wielu innych podobnych sprawach nie zgadzając się z organem rentowym, iż terminowo spłacany przez przedsiębiorcę układ ratalny stanowi zadłużenie w rozumieniu art. 2a ust. 1 ustawy zasiłkowej zwrócił się do Prezesa ZUS oraz do Ministra Rodziny i Polityki Społecznej o podjęcie działań zmierzających do zapewnienia skutecznej ochrony praw przedsiębiorców poprzez rozstrzygnięcie, iż terminowo opłacany przez przedsiębiorcę układ ratalny powinien być równoznaczny z brakiem zadłużenia z tytułu składek na ubezpieczenie społeczne, co potwierdza także ZUS wydając zaświadczenie o braku zaległości wobec ZUS przedsiębiorców z układami ratalnymi i terminowymi spłatami rat.

Rzecznik wskazał, że do grudnia 2021 r. przedsiębiorcy którzy posiadali nawet nieznaczne opóźnienia w opłacaniu składki na ubezpieczenia chorobowe w celu uzyskania świadczeń musieli składać wnioski do ZUS o przywrócenie terminu do opłacenia składki chorobowej. Wprowadzony zaś od 1 stycznia 2022 r. art. 2a ustawy zasiłkowej zawierający słowo „zadłużenie” miał dyscyplinować przedsiębiorców tj. zmobilizować ich do zapłaty składek na ubezpieczenie chorobowe w celu uzyskania świadczeń np. chorobowego, opiekuńczego, rehabilitacyjnego czy też macierzyńskiego, a jedocześnie miał uprościć procedury przyznawania świadczeń w razie gdy przedsiębiorca nie opłaci w terminie składki chorobowej.
Ulga w postaci rozłożenia należności na raty polega na przesunięciu ustawowego terminu płatności należności wobec ZUS. Przesunięcie terminu skutkuje również tym, iż ZUS jako wierzyciel nie podejmuje działań zmierzających do wyegzekwowania należności objętych układem ratalnym. Dopiero jeżeli przedsiębiorca nie spłaci w terminie ustalonym przez ZUS rat, pozostała kwota staje się natychmiast wymagalna. W odpowiedzi na powyższe Minister Rodziny i Polityki Społecznej potwierdził zasadność stanowiska Rzecznika wskazując, iż w celu wyeliminowania jakichkolwiek wątpliwości resort rodziny przygotował stosowne przepisy, które zawarte są w art. 6 projektu ustawy o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw. Obecnie projekt ten znajduje się w Senacie.

Niestety, ZUS w dalszym ciągu odmawia wypłaty świadczeń wskazując, iż „zadłużenie” to również składki opłacane terminowo w ramach układu ratalnego. Rzecznik wskazuje, iż celem wprowadzonych zmian miało być uproszczenie procedur, odciążenie administracyjne zarówno Zakładu, jak i przedsiębiorców. Konieczność zaś spłaty całości zadłużenia miała mieć charakter dyscyplinujący, a nie eliminujący z kręgu podmiotów uprawnionych do świadczeń. Nie było celem tych zapisów pozbawienie środków do życia przedsiębiorców, którzy ponieśli finansowe konsekwencje lockdownów. W okresie niezdolności do pracy z powodu np. choroby, osoby podlegające ubezpieczeniu chorobowemu powinny być pod szczególną ochroną państwa i nie powinny tracić prawa do świadczeń w przypadku terminowego opłacania rat ustalonych przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

Sprawa Pani Magdaleny trafiła do Sądu Rejonowego, który wyrokiem z dnia 30 września 2022 r., sygn. akt VII U 353/22 zmienił zaskarżoną decyzję i przyznał Pani Magdalenie prawo do zasiłku macierzyńskiego wskazując, iż zawarcie porozumienia między organem rentowym a ubezpieczoną o rozłożeniu na raty należności z tytułu składek opartego na postanowieniach ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych doprowadziło do zmiany terminu płatności przez przedsiębiorcę składek na ubezpieczenie społeczne, w związku z czym straciły w ocenie sądu one przymiot zaległości.

W sytuacji w której Rzecznik MŚP, Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej a w końcu sąd, wskazują ZUS-owi , że przepisów nie można interpretować wyłącznie literalnie lecz należy przeprowadzić analizę celowościową, a Sejm uchwala przepisy doprecyzowujące w tej sprawie, pani Magdalena otrzymuje od ZUS informację o złożeniu przez tę instytucję apelacji, do Sądu Okręgowego w Warszawie od korzystnego dla przedsiębiorcy wyroku, co będzie skutkowało kolejnymi miesiącami braku wypłaty zasiłku macierzyńskiego dla Pani Magdaleny.

Nie można tolerować tak jawnego lekceważenia zasad Konstytucji Biznesu przez urzędników ZUS wobec przedsiębiorców, którzy swoją ciężką pracą i płaconymi do budżetu podatkami utrzymują także etaty tych urzędników. W sprawie Pani Magdaleny kierowałem wielokrotnie pisma do ZUS wskazując, że jeżeli przepisy są niejednoznaczne powinny być interpretowane na korzyść przedsiębiorcy, rozmawiałem telefonicznie z członkiem Zarządu, niestety jak grochem o ścianę. Liczę, że po nagłośnieniu sprawy przez media ktoś w końcu wstrząśnie tą instytucją i spowoduje, że zacznie działać zgodnie z wolą Rządu, Sejmu i Senatu, czyli zacznie w praktyce stosować zasady Konstytucji Biznesu stając się instytucją przyjazną dla małego biznesu i obywateli – powiedział Adam Abramowicz Rzecznik MŚP.

Look through approach – zwolnienie z podatku od dywidendy

W międzynarodowych grupach kapitałowych tematem wymagającym analizy podatkowej jest wypłata dywidendy. Kwestia może być problematyczna szczególnie w przypadkach, gdy spółka matka jest spółką specjalnego przeznaczenia, która stworzona została jedynie na potrzeby organizacyjne i nie przemawia za nią żadna materia biznesowa.

Od 2019 r. przepisy w zakresie podatku u źródła podlegają nieustannym zmianom. Wzmogły się też kontrole w tym obszarze, a wnioski z nich nie napawają optymizmem, bowiem niedoregulowane w przepisach kwestie zazwyczaj nie są rozstrzygane na korzyść podatnika. Punktem spornym są najczęściej zapisy o należytej staranności uwzględniającej skalę i zakres działalności przedsiębiorcy, które wprowadzono również w odniesieniu do podatku u źródła. Jest to pojęcie, które nie ma ustawowej definicji, dlatego podatnicy powinni bardzo dokładnie analizować kwestie opodatkowania dywidendy.

Podatek od dywidendy

Przychody z dywidend wypłacanych przez krajowe spółki, zgodnie z ustawą o CIT powinny być zasadniczo opodatkowane na terytorium Polski. Stawka zryczałtowanego podatku dochodowego od dywidend wynosi 19%. W przypadku wypłaty dywidendy możliwe jest zastosowanie zwolnienia z podatku dochodowego.

Warunki zastosowania zwolnienia

Wypłata dywidendy na rzecz zagranicznego podmiotu może podlegać zwolnieniu z podatku dochodowego po spełnieniu poniższych kryteriów określonych w art. 22 ust 4 ustawy o CIT:

  • wypłacającym dywidendę oraz inne przychody z tytułu udziału w zyskach osób prawnych jest spółka mająca siedzibę lub zarząd na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.
  • uzyskującym dochody (przychody) z dywidend oraz inne przychody z tytułu udziału w zyskach osób prawnych, jest spółka podlegająca w Rzeczypospolitej Polskiej lub w innym niż Rzeczpospolita Polska państwie członkowskim Unii Europejskiej lub w innym państwie należącym do Europejskiego Obszaru Gospodarczego, opodatkowaniu podatkiem dochodowym od całości swoich dochodów, bez względu na miejsce ich osiągania. Dokumentem potwierdzającym spełnienie tego warunku jest ważny certyfikat rezydencji podatkowej.
  • spółka uzyskująca dywidendę posiada bezpośrednio nie mniej niż 10% udziałów (akcji) w kapitale spółki wypłacającej, nieprzerwanie przez okres dwóch lat.
  • spółka wypłacająca nie korzysta ze zwolnienia z opodatkowania podatkiem dochodowym od całości swoich dochodów, bez względu na źródło ich osiągania. W praktyce najczęściej warunek ten jest potwierdzany w formie oświadczenia spółki zagranicznej.

Jednocześnie zastosowanie zwolnienia wymaga spełnienia kryteriów negatywnych tj. zwolnienie nie może być sprzeczne w danych okolicznościach z przedmiotem lub celem przepisów oraz podejmowane działania nie mogą być sztuczne, nakierowane na możliwość zastosowania zwolnienia.

Kryterium rzeczywistego właściciela

Zdaniem wielu ekspertów wypłata dywidendy na rzecz zagranicznej spółki nie wymaga dochowywania należytej staranności, w tym weryfikacji kryterium beneficjenta rzeczywistego. Takiego zdania nie są jednak organy podatkowe. W interpretacji z dnia 14 czerwca 2022 r. nr 0111-KDIB2-1.4010.128.2022.2.AR, organ wskazał, że: ustalenie statusu rzeczywistego właściciela jest niezbędne do dokonania całościowej oceny, czy struktura prowadząca do wypłaty dywidendy nie jest strukturą sztuczną przez co zastosowanie preferencji w podatku u źródła zostałoby wykluczone. Zatem organy podatkowe, pomimo braku jednoznacznego przepisu rozszerzają dyspozycje art. 22c ustawy o CIT. Organ w tej interpretacji wskazał, że dla zastosowania zwolnienia z zapłaty podatku u źródła przy wypłacie dywidendy konieczne jest posiadanie statusu rzeczywistego właściciela po stronie odbiorcy takiej płatności.

W ocenie organu przedsiębiorca powinien przeprowadzić pełną weryfikację warunków umożliwiających skorzystanie z tego zwolnienia, zachowując przy tym należytą staranność, zaś w jej ramach powinien zweryfikować status rzeczywistego właściciela. Obowiązek dochowania należytej staranności ciąży na płatniku bez względu na wysokość kwoty transakcji. W przypadku, gdy płatnik będzie posiadał informację, że odbiorca dywidendy nie jest jej rzeczywistym właścicielem nie będzie możliwości zastosowania zwolnienia, o którym mowa w art. 22 ust. 4 ustawy o CIT.

Look through approach

Koncepcja „look through approach” zakłada, że w przypadku podmiotów pośredniczących, które jedynie transferują dywidendę, należy zweryfikować kryteria zwolnienia z VAT, w tym zarówno kwestie związane z należytą starannością oraz kryteriami beneficjenta rzeczywistego także w odniesieniu do kolejnych podmiotów w strukturze transferu dywidendy. Przykładem jest interpretacja Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z dnia 18 marca 2020, znak 0114-KDIP2-1.4010.534.2019.2.JC, w której organ wskazał: „przy każdej pojedynczej płatności należy zastosować look through approach i ustalić czyim definitywnym przysporzeniem jest dana płatność”.

Tak więc przy analizie przesłanek do zwolnienia z podatku dochodowego wypłacanych dywidend należy zweryfikować nie tylko kryteria zwolnienia, ale także kwestie beneficjenta rzeczywistego transakcji przy zastosowaniu koncepcji look through approach.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Czeka nas rewolucja w sporach zbiorowych

Obecnie toczą się prace nad ustawą o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. Będą to istotne zmiany dla pracodawców, jak również dla związków zawodowych. Zmiany mają dostosować przepisy prawne do dynamicznej sytuacji rynkowej. Jednym z głównych celów ustawy jest przejrzystość procedur zarówno w interpretowaniu, jak i w stosowaniu – tak by wyeliminować dodatkowe napięcia między stronami sporu. Główną zmianą jest sposób definiowania sporu zbiorowego. Dotychczas w ustawie obowiązywał katalog zamknięty tego, co może być przedmiotem sporu. Teraz ustawodawca zakłada, że przedmioty tam wskazane będą miały charakter przykładowy i ten katalog będzie otwarty. Uniemożliwi to podważanie przez pracodawcę zgłoszonego przez związek zawodowy sporu, ze względu na wykraczanie jego przedmiotu poza definicję – co ograniczy również liczbę wieloletnich, bezcelowych procesów sądowych. Ponadto ustawodawca chce nałożyć obowiązek zawiązywania koalicji związków zawodowych, gdy negocjacje pracodawcy toczą się z kilkoma związkami zawodowymi. Jest to kontrowersyjna zmiana ze względu na częste konflikty i spory między związkami zawodowymi oraz istnienie tak zwanych “żółtych związków zawodowych” – czyli takich, które nie chronią interesów pracowników, a pracodawcy. Oczywiście projekt zakłada, że jeśli taka reprezentacja nie zostanie wyłoniona, warunkiem prowadzenia rokowań będzie uczestnictwo w nich co najmniej jednej reprezentatywnej organizacji związkowej. Część komentatorów twierdzi, że będzie to dyskryminowało mniejsze, niereprezentatywne związki zawodowe.

– Zmianą, która powinna być oceniana pozytywnie, jest określenie czasu trwania sporu zbiorowego. Teraz spory potrafią trwać latami i nie ma granicy czasowej. Ustawodawca zakłada, że maksymalnie spór będzie trwał 9 miesięcy. Strony wspólnie mogą go przedłużyć o trzy miesiące. Po tym czasie spór wygasa z mocy prawa. Tę zmianę rzeczywiście należy ocenić pozytywnie – będzie mobilizować strony sporu, czyli pracodawców i organizacje związkowe do tego, żeby jednak te działania zintensyfikować – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Bocianowski, adwokat, mediator i specjalista z zakresu prawa pracy. – Kolejną dość kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie ustawowej podstawy dla pracodawcy do wystąpienia do sądu celem zbadania czy referendum strajkowe w przedmiocie ogłoszenia strajku było prawidłowo przeprowadzone, czy też nie. W praktyce pracodawcy już występowali z takimi pozwami o ustalenie – z reguły nielegalności – referendum strajkowego i to powodowało problemy praktyczne, bo – jak wiemy – sprawy w sądach toczą się wiele lat, są duże opóźnienia. Problemem, który wiąże się z tą zmianą, jest to, że pracodawcy już zgłaszają – nawet jeżeli nie mają podstawy ustawowej – roszczenia nielegalności referendów strajkowych. Co robią? Składają wniosek o zabezpieczenie tego roszczenia. Czasami sąd wydaje takie zabezpieczenie, które blokuje strajk związku zawodowego i de facto pozbawia prawa do strajku pracowników. Nawet jeżeli później się okazuje, że to roszczenie pracodawcy było bezzasadne – to po kilku latach takiego zabezpieczenia organizacja strajku nie ma już sensu. Jeszcze warto wspomnieć o dwóch zmianach – pierwsza to tak zwana mediacja prewencyjna, czyli ustawowo wprowadzamy pewien obowiązek przeprowadzenia mediacji pomiędzy pracodawcą i stroną związkową z udziałem osoby trzeciej, czyli niezależnego mediatora. To należy ocenić pozytywnie – bo może udział mediatora, osoby trzeciej, pomoże rozładować ten konflikt i doprowadzić do tego, że strony szybko osiągną porozumienie. Jedyna kontrowersja wiąże się z ograniczeniem liczby mediatorów. Listę mediatorów będzie ustalać minister właściwy do spraw pracy i tutaj wyłączono uzgodnienia tej listy z organizacjami partnerów społecznych reprezentowanymi w radzie dialogu społecznego. W mojej ocenie jest to zmiana negatywna, dlatego że strona związkowa, strona społeczna, strona pracodawców nie będzie miała wpływu na obsadzanie mediatorów na tej liście – co może powodować zniechęcenie do tej instytucji, bo podstawą powinna być niezależność mediatorów – podkreśla Bocianowski.

Brytyjczycy zapowiadają kryzys

Bank Anglii podnosi stopy procentowe o 0,75%. Z drugiej strony mamy zapowiedź nadchodzącego spowolnienia gospodarczego, co osłabia funta. Czesi nie zmieniają stóp procentowych. W tle spada cena gazu.

Wielka Brytania podnosi stopy

Brytyjczycy zrobili dużo zamieszania zapowiedziami oryginalnych działań w polityce monetarnej. Wczorajsza decyzja Banku Anglii była jednak względem stóp procentowych mocno standardowa. Wydawać by się mogło, że wzrost o 0,75% będzie elementem umacniającym funta. Sam wzrost owszem, ale w wystąpieniu publicznym prezes Banku Anglii straszył długotrwałą recesją. Wskazywano ponadto, że pozostawienie stóp procentowych niżej i niewalczenie z inflacją tylko pogorszy sytuację. Inwestorzy postanowili uciekać z funta. Na wczorajszej przecenie funt tracił niemal 1,5% względem euro. Większe straty kurs funta miał względem dolara. Powodem był fakt, że kurs euro spadał względem amerykańskiej waluty.

W Czechach bez zmian

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami nasi południowi sąsiedzi utrzymali na niezmienionym poziomie stopy procentowe. Poziom 7% w przypadku stopy procentowej jest najwyższy w tym millennium. Brzmiałoby to lepiej, gdyby inflacja również nie miała takiego osiągnięcia. Problem w tym, że w szczycie inflacji z lat 1997-1998 inflacja była znacznie niższa niż obecnie, a stopy procentowe były dwukrotnie wyższe. Pokazuje to, że obecna strategia walki z rosnącymi cenami jest zupełnie inna niż wtedy. Z drugiej strony inwestorzy wczoraj kupowali koronę czeską mimo braku podwyżki stóp.

Dołek cen gazu

W tym tygodniu mieliśmy jeszcze jedno ważne wydarzenie. Ceny gazu pierwszy raz od maja spadły poniżej poziomu 125 euro za megawatogodzinę. Biorąc pod uwagę, że szczyt był w okolicach 340 euro, jest to istotna różnica. Jest to szczególnie ważne, biorąc pod uwagę problemy z inflacją. Wzrost cen w ciągu roku nie jest już aż tak szalony, zatem i presja na wzrost cen jest niższa. Dla konsumentów jest to z kolei szansa, że jeśli tendencja się utrzyma, wzrost kosztów ogrzewania nie będzie tak wysoki, jak jeszcze niedawno sądzono.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na indeksy koniunktury ze strefy euro, oraz:

13:30 – USA – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

GfK: Polacy wciąż w kiepskich nastrojach. Wzmacnia się trend oszczędzania

GfK: polscy konsumenci wciąż w kiepskich nastrojach. Wskaźniki na historycznie niskich poziomach.

Stabilizacja, którą widać w badaniu nastrojów polskich konsumentów realizowanym przez firmę GfK, nie daje powodów do optymizmu. Średnie wyniki wciąż utrzymują się na bardzo niskim poziomie – w historii pomiarów gorzej było wyłącznie na początku pandemii koronawirusa, w marcu 2020 roku. Polacy szykują się „chude” miesiące, w których kluczowe będzie odpowiedzialne gospodarowanie domowym budżetem.

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, wyniósł w październiku br. -20,1 i wzrósł o 0,2 p.p. w stosunku do poprzedniego miesiąca. Choć nad Wisłą wyniki są niskie, uśredniony wskaźnik dla Unii Europejskiej wskazuje na jeszcze niższy poziom -28,9.Nastroje konsumenckie GfK 10 2022

Minimalne odchylenia w relacji miesiąc do miesiąca mieszczą się w granicy błędu statystycznego. Kluczowy i bardziej miarodajny jest uśredniony pomiar z kilku ostatnich miesięcy, który jasno pokazuje, że nastroje konsumenckie są złe. I mogą być jeszcze gorsze. W perspektywie mamy dalszy wzrost inflacji, która może nie zatrzymać się na 20 procentach oraz widmo zimowego kryzysu energetycznego. Przed nami okres wyczekiwania i dużej niepewności, do którego polscy konsumenci na ten moment przygotowują się bardzo dojrzale. W decyzjach zakupowych widać rozwój smart shoppingu i jeszcze większą koncentrację na zaciskanie pasa. Na ten moment u nabywców nie obserwujemy jednak efektu paniki – Polacy czekają na to co nadejdzie i spodziewają się, że będzie trudniej niż dotychczasmówi Artur Noga-Bogomilski, Head of Market Intelligence w GfK.

W październiku br. ujemne nastroje konsumenckie dotyczyły większości grup wiekowych analizowanych przez GfK. Najwyższy wynik odnotowano w grupie od 15 do 22 lat (wskaźnik wyniósł 1 i był to jedyny dodatki odczyt w badaniu), zaś najniższy (-28,6) zarejestrowano wśród dojrzałych osób (50-59 lat). Zgodnie z danymi gromadzonymi przez GfK, niezmiennie wraz ze wzrostem wieku, wskaźnik nastrojów konsumenckich w Polsce osiąga proporcjonalnie niższy poziom, a w ostatnich miesiącach dysproporcje są bardzo mocno widoczne.

W przypadku podziału na płeć w październiku br. różnice w wynikach mężczyzn i kobiet były znacznie większe niż przed miesiącem. Gorsze nastroje utrzymują się wśród kobiet (-22,5). Dla porównania wśród mężczyzn średnia wyniosła -17,5.

Znaczących różnic w nastrojach konsumenckich nie widać w przypadku podziału na miejsce zamieszkania, jednak duża dysproporcja pojawia się w zestawieniu na różne poziomy wykształcenia. Najlepsze nastroje GfK odnotowało wśród konsumentów z wykształceniem podstawowym (-7,3), zaś najgorsze u osób z dyplomem wyższej uczelni (-27,9).

W październiku br. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:Nastroje konsumenckie GfK

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 7-12 października 2022 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.

Miliony sztuk niesprzedanego towaru zalegają w magazynie? Sprawdź, jak się ich pozbyć!

Szybko przemijająca moda na dane produkty i równie często zmieniające się upodobania klientów – to wyzwania, z którymi wciąż muszą się mierzyć dostawcy, producenci oraz importerzy. I mówimy tu o towarze różnego typu. Tam, gdzie wyprzedaże nie pomagają, antidotum może stanowić wsparcie osób, które doskonale odnajdują się w różnych kanałach dystrybucji.

Wtedy, kiedy w magazynach zalegają nawet miliony sztuk produktów, których nie udało się sprzedać, mówimy o tzw. stokach magazynowych. I choć problem czasem wydaje się być nie do rozwiązania, to na takim towarze wciąż jeszcze można zarobić. Przekonuje o tym Dominik Małysa, właściciel firmy „Stocklots”, która już od 2000 roku zajmuje się skupem tego, co w hurtowych ilościach zalega w magazynach.

Stocklots

Stare kolekcje? Możesz się ich pozbyć!

Z nadwyżkami towaru mierzą się m.in. dostawcy, którzy mają na stanie końcówki starych kolekcji. A te przez lata potrafią blokować nie tylko miejsce w magazynie, ale i kapitał.

– Zgłosił się kiedyś do nas klient, który sprzedawał zestawy sztućców i porcelany. Do swojej oferty zdążył już wprowadzić nowe produkty, ale musiał się jeszcze uporać z elementami poprzednich kolekcji. W jednej zostały mu same spodki, w kolejnej same miseczki, a w jeszcze innej tylko widelce i łyżki. W związku z tym, że na rynku tradycyjnym każdy oczekuje powtarzalności i niewybrakowanych kompletów, ich sprzedaż stanęła. W końcu zgłosił się do nas, przesłał zestawienie stanów magazynowych, zdjęcia oraz wzory, a my natychmiast przedstawiliśmy mu ofertę zakupu zalegających towarów. Po małych negocjacjach ustaliliśmy cenę sprzedaży całości stoku. Już następnego dnia, po przesłaniu faktury, dostawca miał pieniądze na koncie, a dzień później podstawiliśmy dwa tiry i odebraliśmy wspomniany towar – relacjonuje Dominik Małysa.

W ten sposób dostawca odzyskał w magazynie miejsce na nowe produkty, mogąc z nich czerpać kolejne zyski. Dało mu to również pole do manewru w kwestii finansowej – efektywnie obracając zamrożonym wcześniej kapitałem, w szybkim tempie odrobił stratę.

Produkty dostarczane z prawem zwrotu

Jako kolejny przykład weźmy firmę, która dostarcza do sieci supermarketów drobne produkty gospodarstwa domowego, zabawki, dekoracje czy narzędzia. Jej średnia wielkość zwrotu wynosi około 10% dostarczonego towaru. Zwroty systemowo traktowane są jako strata (z uwagi na to, że taki towar trzeba odebrać z kilku magazynów, nie jest on pakowany w oryginalne kartony, nierzadko jest zabrudzony, zdarza się też, że opakowania są lekko uszkodzone). Co więcej, zwracane ilości są często zbyt małe, żeby można je było ponownie sprzedać w kanałach dystrybucji tej firmy. Wtedy rozwiązaniem problemu może być skorzystanie z pomocy osób, które znają znacznie bardziej różnorodne kanały dystrybucji.

– Kiedy dostawca zgłosił się do nas z takim problemem, postanowiliśmy ustalić szczegółowy plan działania. W dużym skrócie: przed każdą promocyjną wysyłką do klientów, otrzymujemy od dostawcy listę asortymentu wraz z przewidywanym poziomem zwrotu i kosztem zakupu, jaki on sam poniósł. Płacąc mu 30% tej ceny, zdejmujemy z jego głowy cały proces obsługi zwrotów i na własny koszt odbieramy towar z magazynów klienta. Kwestiami przywrócenia towarowi wartości handlowej i dystrybucji w naszych kanałach zajmujemy się my. Klient odzyskuje zaś 30% tego, co i tak mogło mu przynieść nawet stuprocentowe straty, a do tego oszczędza na kosztach transportu, innych kosztach logistycznych oraz na miejscu w magazynie. Mało tego! Może się skupić na biznesie, który przynosi mu zyski, zamiast kombinować, co zrobić ze zwrotami – zaznacza właściciel firmy „Stocklots”.

Co zrobić, kiedy towar nie mieści się w magazynach dostawcy?

Czasem bywa i tak, że dany towar jest sprowadzany z daleka (na przykład z Chin), a później – przez pogorszenie sytuacji rynkowej – taki dostawca zostaje z pełnymi magazynami i kilkunastoma, gotowymi do rozładowania, kontenerami. Wtedy „Stocklots” także może pomóc.

– Zgłosiła się do nas kiedyś taka firma. Poza powyższym problemem, borykała się z brakiem środków na opłacenie należności celnych. To zaś generowało koszty składowania kontenerów w porcie. A i na tym nie koniec, bo firma ta musiałaby wynająć kolejne powierzchnie magazynowe w centrum logistycznym, co też mocno uderzyłoby jej właścicieli po kieszeni. Dlatego poprosiliśmy o przesłanie listy produktów, które najtrudniej sprzedać, które najdłużej zalegają w magazynie, które najsłabiej rotują. Następnie wybraliśmy z nich to, co nas interesuje. W sumie było to 10 tirów towaru. Zaproponowaliśmy, ile łącznie możemy za to zapłacić. Była to cena niższa niż wartość zakupu, ale dostawca chętnie przystał na naszą propozycję, bo koszty dalszego składowania kontenerów oraz wynajęcia dodatkowych powierzchni magazynowych znacznie przewyższały wartość straty na towarze – tłumaczy Dominik Małysa.

I zaznacza, że w ten sposób obie strony wyszły na tym kontrakcie zwycięsko.

Dostawca w złej kondycji finansowej

Nawarstwiające się przez lata problemy finansowe mogą doprowadzić do sytuacji, w której firma całkowicie trafi płynność finansową. Z takimi przypadkami firma „Stocklots” również się spotka.

– Zgłosiła się kiedyś do nas firma handlowa, która dość dawno utraciła płynność finansową. Wprawdzie jej bilans nie wyglądał aż tak źle, ale już po stronie aktywów widniały głównie bardzo stare zapasy magazynowe. Banki nie chciały dalej kredytować tego przedsiębiorstwa, a właściciel – zamiast zajmować się generowaniem obrotu i dochodu – większość czasu poświęcał na rozmowy z wierzycielami i na łatanie dziur finansowych – mówi Dominik Małysa.

W momencie, kiedy dostawca poprosił firmę „Stocklots” o pomoc, brakowało mu 300 tys. złotych, żeby móc wyjść na prostą i zająć się biznesem.

– Stan magazynowy w cenach zakupu opiewał wtedy na 1 200 000 złotych i nie dawał nadziei na sprzedaż nawet po kosztach zakupu. Zaproponowaliśmy, że za połowę stanu magazynowego zapłacimy od razu wspomniane 300 tys. złotych. Dla klienta nie była to łatwa decyzja, by bilansowo stracić drugie 300 tys. złotych. Jednak z drugiej strony transakcja ta pozwalała spłacić długi i kolejne przychody przeznaczać na zakup nowych, lepiej rotujących i dających marżę towarów, a także przestać płacić odsetki od długów. Ponadto pozwoliła firmie zrezygnować z najmu jednej z hal magazynowych, co w skali roku dało 140 tys. złotych oszczędności – dodaje.

I zdradza, że po roku ponownie spotkał się z właścicielem wspomnianej firmy, a ten już inaczej spoglądał na tamtą sytuację. Finał był optymistyczny: firma wyszła na prostą, strata został odrobiona, a zarabianie pieniędzy znów stało się możliwe.

Problemy producentów kosmetyków

Wymagającymi produktami bywają kosmetyki. To jeden z tych towarów, którego klienci hurtowi oraz sieci handlowe nie kupują z datą ważności krótszą, niż sześć miesięcy. Dlatego może się zdarzyć, że większość asortymentu będzie leżeć w magazynie tak długo, aż w końcu się przeterminuje. Wtedy takie produkty trzeba zutylizować.

– Z takim problemem zgłosił się do nas kiedyś znany producent kosmetyków. Zaproponowaliśmy mu zakup tej części asortymentu, której termin ważności dobiegał końca. Była to oferta po mocno obniżonych cenach, ale to pozwoliło firmie upłynnić cały towar, odzyskać dużą część kapitału i nie ponosić dużych kosztów utylizacji. Mało tego! Po tej transakcji dostawca zaproponował nam stałą współpracę i teraz co sześć miesięcy odbieramy nową partę produktów, sprzedając je do alternatywnych dla dostawcy kanałów dystrybucji, które nie zakłócają oryginalnego rynku – zauważa właściciel firmy „Stocklots”.

Produkty z ograniczonym terminem ważności

Warto tu zauważyć, że kwestia ograniczonego terminu ważności to wyzwanie, z jakim muszą się mierzyć nie tylko producenci, ale i dystrybutorzy kosmetyków. A i na nich się nie kończy, bo problematyczna jest również chociażby żywność. Ci, którzy do ostatniej chwili próbują sprzedać towar z krótką datą w swoich kanałach dystrybucji, ryzykują koniecznością kosztownej utylizacji. Jednak i tu jest jeszcze rozwiązanie.

– W takiej sytuacji też możemy pomóc, skupując te produkty za symboliczną cenę i za równie niską cenę sprzedając je do krajów, w których handel produktami po terminie jest dozwolony. To jednak ostateczność, dlatego na przyszłość rekomendujemy klientom, by znacznie wcześniej zgłaszali nam chęć współpracy – zaznacza Dominik Małysa.

Towar bez wymaganych certyfikatów

I jak już o utylizacji produktów mowa, to warto zaznaczyć, że może to być konieczne nie tylko wtedy, gdy produkty są przeterminowane.

– Zgłosiła się do nas kiedyś firma, do której przypłyną kontener z zabawkami z Chin. Po tym, jak okazało się, że produkty te nie posiadają wszystkich wymaganych certyfikatów, przedsiębiorcy groziło widmo utylizacji całej partii towaru. Mimo to także i tu znaleźliśmy rozwiązanie. Sprzedaliśmy towar do klienta w Maroko, gdzie tego typu certyfikaty nie są wymagane – tłumaczy Dominik Małysa.

Podkreśla, że w ten sposób wspomniana firma zaoszczędziła koszty utylizacji produktów i postoju kontenera w porcie, a także odzyskała część wartości towaru, który zdążyła już spisać na straty.

Uszkodzone produkty

Problematyczne bywają również te produkty, które na przykład w trakcie transportu zostały uszkodzone.

– Zgłosiła się do nas firma, dostarczająca swoje produkty do sieci supermarketów. Posiadała ona kontener stalowych bidonów, na których były lekkie zarysowania. W związku z tym, że klient odmówił odbioru towaru, a wspomniana firma nie posiadała innych kanałów dystrybucji, problemem było to, co zrobić z tym towarem. Pomogliśmy, odkupując te produkty za niższą cenę i sprzedając je do hurtowni, która zaopatruje bazary we Francji. Tam tego typu uszkodzenia są akceptowalne – zdradza właściciel firmy „Stocklots”.

Artykuły reklamowe

Warto też zwrócić uwagę na bardzo specyficzne i dość problematyczne produkty. W tej grupie są na przykład artykuły reklamowe. Jedną z sytuacji, jaka była z nimi związana, wspomina Dominik Małysa.

– Zgłosił się do nas producent artykułów reklamowych, który w tego typu produkty zaopatrywał duże korporacje. Miał na stanie duże ilości towarów z nadrukowanym logiem klienta, których ten nie odebrał. Firma zaś nie mogła wprowadzić ich do obrotu ze względu na obostrzenia zawarte w umowie. Znaleźliśmy rozwiązanie, odkupując całość asortymentu i sprzedając go do innych krajów – tych, w których klient, którego logo pojawiło się na produktach, nie prowadzi działalności. Mogę tu uchylić rąbka tajemnicy: współpracujemy z tym przedsiębiorstwem do dziś, odbierając od niego wszystkie tego typu problematyczne produkty. Dzięki temu, firma odblokowała kapitał, który wcześniej przeznaczyła na straty – mówi Dominik Małysa.

Towar gotowy – zamówienie odwołane

Zdarzają się sytuacje, w których dostawcy muszą się mierzyć z nagłym odwołaniem złożonego im wcześniej zamówienia. I tak na przykład do firmy „Stocklots” zgłosiła się kiedyś firma, której jedna z sieci supermarketów nagle wypowiedziała umowę.

– Stanowiło to o tyle duży problem, że firma ta zdążyła zgromadzić duże ilości towaru. W ten sposób miała na stanie produkty pod marką swojego klienta, ale nie mogła go wprowadzić do obrotu w kraju, w którym ma on swoje sklepy. Jednocześnie firma ta nie posiadała kanałów dystrybucji w innych krajach. Dlatego odkupiliśmy od tego przedsiębiorcy cały towar, a następnie część sprzedaliśmy do innych krajów, a część przepakowaliśmy do nowych kartonów bez marki wspomnianego klienta i sprzedaliśmy to w kraju – przytacza Dominik Małysa.

Podkreśla, że w ten sposób klient firmy „Stocklots” nie musiał już ponosić dalszych kosztów logistycznych. Jednocześnie jednorazowo odblokował i miejsce w magazynie, i kapitał.

Spóźniony towar sezonowy

Problemy logistyczne mogą być czasem powodem tego, że towar sezonowy nie dociera na miejsce na czas. W takiej sytuacji niemały kłopot stanowi później znalezienie klientów na takie produkty. Tam, gdzie nie sprawdzą się wyprzedaże, firma „Stocklots” również może pomóc. Taki przykład jej właściciel także podaje.

– Zgłosiła się do nas firma, której spóźniła się dostawa produktów świątecznych z Chin. I mówimy tu o dużej ilości produktów – do tego stopnia, że zablokowana została spora kwota kapitału, a możliwość sprzedaży tego sezonowego towaru firma miała dopiero za rok (podczas kolejnych świąt). To przedsiębiorstwo nie mogło sobie jednak na to pozwolić. Dlatego zaproponowaliśmy zakup całości towaru, w nieco niższej cenie. Przewieźliśmy go do naszego magazynu i sprzedaliśmy podczas kolejnych świąt – tłumaczy Dominik Małysa.

W ten sposób firma utrzymała płynność finansową i zaoszczędziła na rocznych kosztach magazynowania.Stocklots

Profesjonalne rejestrowanie domen i bezkonkurencyjny hosting – mhw.pl

Rejestracja domeny i hosting to dwie z najważniejszych decyzji, które musisz podjąć podczas zakładania strony internetowej. Obydwa mają kluczowe znaczenie dla wydajności i sukcesu Twojej witryny.

  • Rejestracja domeny, hosting – dlaczego są takie ważne?
  • Rejestracja domen, hosting i inne usługi prowadzone przez mhw.pl.

Na czym polega rejestracja domeny i hosting?

Nazwa domeny to sposób, w jaki użytkownicy znajdują Twoją witrynę w sieci, dlatego ważne jest, aby wybrać nazwę domeny, która będzie łatwa do zapamiętania i wpisania. Rejestrator domen to organizacja, która rejestruje domeny w imieniu ich właścicieli, zwykle za roczną opłatą.

Rejestracja domeny to proces wyboru unikalnej nazwy dla Twojej witryny. Nazwa domeny służy do zlokalizowania i identyfikacji Twojej witryny w Internecie. Nazwy domen mogą być rejestrowane globalnie w dowolnym kraju, ale zazwyczaj są rejestrowane w kraju pochodzenia.

Dostawca usług hostingowych to podmiot, który udostępnia miejsce na jednym lub większej liczbie serwerów podłączonych do Internetu wraz z różnymi usługami związanymi z udostępnianiem treści przez Internet.

Hosting to nie tylko usługa, która zapewnia miejsce do przechowywania Twojej witryny, ale także usługa, która umożliwia użytkownikom dostęp do Twojej witryny z różnych lokalizacji na całym świecie. W tym artykule zbadamy różnicę między rejestracją domeny a hostingiem, a także ich znaczenie w dzisiejszym cyfrowym świecie.

Rejestracja domeny i hosting to dwa pojęcia, które idą w parze. Nie możesz mieć jednego bez drugiego. Obydwa są równie ważne w procesie budowy strony internetowej.

Profesjonalna firma zajmująca się rejestrowaniem domen i hostingiem mhw.pl

Profesjonalna firma zajmująca się rejestracją i hostingiem domen to firma, która zapewnia rejestrację domen, hosting i inne usługi związane z tworzeniem i prowadzeniem stron internetowych.

Profesjonalna firma mhw.pl zajmująca się rejestracją i hostingiem domen to firma oferująca usługi dla stron internetowych, domen i innych potrzeb związanych z siecią. Oferują różnorodne usługi, w tym rejestrację domen, hosting, marketing e-mailowy, optymalizację SEO i wiele innych. Firma najpierw zarejestruje nazwę domeny dla Ciebie. Nazwy domen są zwykle kupowane od wybranego rejestratora. Po dokonaniu zakupu zostanie on przeniesiony na konto profesjonalnej rejestracji domeny i firmy hostingowej w celu zachowania własności nazwy.

Po zakończeniu transferu zapewnią Ci kontrolę nad nową nazwą domeny za pomocą konta na ich stronie internetowej, na którym możesz zarządzać wszystkimi aspektami swojej witryny, takimi jak dodawanie treści lub zmiana adresu e-mail.

Szpitalom w Polsce brakuje specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa

Eksperci zajmujący się bezpieczeństwem infrastruktury IT muszą umieć reagować na pojawiające się nowe cyfrowe zagrożenia. Jednak osób z odpowiednią wiedzą i umiejętnościami brakuje. Luka kompetencyjna w tym obszarze jest poważnym wyzwaniem, z którym muszą mierzyć się firmy z różnych branż – od przemysłu po ochronę zdrowia.

80% przedsiębiorstw z całego świata doświadczyło w 2022 roku przynajmniej jednego cyberataku, którego można było uniknąć, gdyby nie zabrakło im wykwalifikowanych pracowników[1]. Wyzwaniem dla firm jest nie tylko znalezienie i zatrudnienie odpowiednich specjalistów, ale także zatrzymanie obecnie pracujących, którzy mogą chcieć zmienić miejsce pracy. Gdy firmy i inne podmioty nie posiadają odpowiedniego zespołu ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa, ich sieci, dane klientów czy systemy o krytycznym znaczeniu są znacznie bardziej narażone na cyberzagrożenia.

Jednocześnie stale rośnie liczba i poziom zaawansowania cyberataków. W przypadku powodzenia, takie włamania mogą kosztować firmę setki tysięcy lub nawet miliony złotych, a przede wszystkim utratę poufnych informacji. Tymczasem odpowiednia liczba pracowników odpowiedzialnych za bezpieczeństwo IT zwiększa prawdopodobieństwo wykrycia włamań i zminimalizowania ich negatywnych skutków.

Luka kompetencyjna w placówkach ochrony zdrowia

Problem braku personelu odpowiedzialnego za cyberbezpieczeństwo istnieje także w placówkach ochrony zdrowia, w których od początku pandemii COVID-19 przechowywanych i przetwarzanych jest coraz więcej wrażliwych danych. Celem cyberprzestępców jest ich kradzież, a następnie wykorzystanie do włamywania się do innych systemów, sprzedania innym przestępcom lub zatrzymanie ich dla szantażu upublicznieniem, z nadzieją na otrzymanie okupu.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez firmę Fortinet, w 36% szpitali w Polsce brakuje dziś specjalistów ds. bezpieczeństwa IT. Z kolei w 16% placówek ich niedobór traktowany jest jako najpoważniejsze wyzwanie w zabezpieczaniu infrastruktury IT. W co szóstym szpitalu zatrudnienie specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa jest najważniejszą potrzebą inwestycyjną.

Jednak, jak pokazuje badanie Fortinet, wydaje się, że luka kompetencyjna w polskich szpitalach powoli się zmniejsza. W prawie 25% placówek ochrony zdrowia w ciągu ostatniego roku wzrosła liczba zatrudnionych specjalistów IT. Ponadto, w czasie pandemii w ponad połowie placówek (54%) przeprowadzane były szkolenia dla pracowników w zakresie cyberhigieny.

Jak zlikwidować lukę kompetencyjną?

W sytuacji, gdy zatrudnienie specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa jest wyzwaniem, firmy i instytucje mogą skoncentrować się na rozwijaniu umiejętności obecnych pracowników IT. Szkolenia, staże i programy treningowe w zakresie cyfrowego bezpieczeństwa pozwalają poszerzyć wiedzę i nie wymagają przechodzenia przez często długi proces rekrutacyjny.

Innym sposobem na zlikwidowanie luki kompetencyjnej w obszarze cyberbezpieczeństwa jest edukowanie młodych ludzi na temat zagrożeń związanych z wirtualną przestrzenią oraz zachęcanie zainteresowanych osób do dalszej nauki w tym obszarze. Firmy mogą skorzystać także z osiągnięć techniki – wprowadzanie w przedsiębiorstwach systemów bazujących na sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym pozwoli wykrywać zagrożenia szybciej, a personelowi umożliwi skupienie się na innych zadaniach.

Informacje o badaniu

Badanie zostało przeprowadzone metodą CATI w lipcu 2022 roku przez centrum badawczo-rozwojowe Biostat na próbie 100 placówek medycznych w Polsce, w skład których wchodziły zarówno podmioty prywatne, jak i publiczne. 3/5 badanych stanowiły szpitale powiatowe lub miejskie, co czwarty respondent wypowiadał się w imieniu wojewódzkiego szpitala specjalistycznego (25%). W badaniu udział wziął również jeden respondent wypowiadający się w imieniu instytutu badawczo-rozwojowego. Ankietowanymi były osoby odpowiedzialne za szpitalną infrastrukturę IT.

[1] https://www.fortinet.com/content/dam/fortinet/assets/reports/report-2022-skills-gap-survey.pdf

GlobalConnect na GPW – od dzisiaj inwestorzy mogą inwestować w zagraniczne akcje na polskiej giełdzie

W dniu 4 listopada br. polska Giełda Papierów Wartościowych uruchomiła nowy segment rynku, tzw. GlobalConnect, gdzie dostępne będą akcje zagranicznych spółek. Akcje będą notowane w polskiej złotówce i będą to dokładnie te same akcje, które są notowane na rynkach zagranicznych. Innymi słowy inwestorzy, którzy nabędą akcje zagraniczne na polskim parkiecie będą posiadali te same prawa (np. odnośnie dywidendy, albo udziału w walnym zgromadzeniu) gdyby akcje tych samych spółek kupili na zagranicznych parkietach.

To bardzo dobra inicjatywa, która może ułatwić szczególnie polskim inwestorom inwestowanie na całym świecie, co automatycznie przełoży się na dywersyfikacje ich portfeli. Z punktu widzenia polskich inwestorów inwestowanie globalne było szczególnie istotne w ostatniej dekadzie, kiedy stopy zwrotu z akcji globalnych, czy też amerykańskich okazały się sporo wyższe od polskich akcji. Polskie akcje wypadły też gorzej na tle rynków Emerging Markets – do których ciągle jesteśmy zaliczani (jesteśmy w tym samym „koszyku” co inne kraje Emerging Markets, zatem istotne jest także porównanie stóp zwrotu polskich indeksów akcyjnych np. do indeksu MSCI Emerging Markets).

Polacy powinni nie tylko dywersyfikować swoje inwestycje na rynkach globalnych (w czym pomoże nowy rynek GlobalConnect), ale także zwiększyć wolumen oszczędzania, szczególnie pod kątem przyszłych środków dostępnych na emeryturze. Zgodnie z raportem Komisji Europejskiej stopa zastąpienia wyniesie w Polsce w 2060 roku jedynie 25%. Stopa zastąpienia to wielkość emerytury wyrażona jako procent ostatniego wynagrodzenia.

Czy GlobalConnect ma szansę na sukces? Z pewnością tak. Podobne rozwiązania możemy spotkać na innych giełdach europejskich np. w Austrii, Niemczech czy Anglii. W Wiedniu akcje zagranicznych spółek są notowane w tzw. segmencie „global market”. Obecnie jest dostępnych ponad 700 różnych akcji z całego świata. Przykładowo możemy zainwestować w akcje Mitsubishi Corp z Japonii, albo akcje Amazona z USA. Poza głównymi rynkami, dostępne są też akcje z Kanady, Izraela, Chin, Argentyny, Indii czy też Tajwanu.

Polski rynek GlobalConnect zaczyna skromnie, bo jedynie z pięcioma akcjami niemieckimi. Notowanie będą dostępne jedynie w godzinach od 9.05 rano do 17.05 popołudniu. Kluczem do sukcesu będzie nie tylko rozszerzenie oferty, ale też jej atrakcyjność na tle obecnie dostępnych rozwiązań dla polskich inwestorów.

dr Jarosław Jamka, Chief Investment Officer WealthSeed

Funt nie otrzymał wsparcia od BoE

Pomimo najwyższej od 33 lat podwyżki stóp procentowych w Wielkiej Brytanii, GBP stracił na wartości. Bank Anglii co prawda podtrzymał perspektywę dalszych kroków normalizacyjnych, ale aktualnie widzi niszczy szczyt kończący cały cykl zacieśniania monetarnego.

Na „Wyspach” doszło do kolejne podwyżki stóp procentowych. BoE zdecydował się na taki sam krok (ruch w górę o 75 punktów bazowych do poziomu 3 proc.), jak dwa dni temu Fed a w ubiegłym tygodniu EBC. Sama decyzja była oczekiwana przez rynek, dlatego też nie było na tym polu żadnego zaskoczenia.

Swoją decyzję BoE argumentował napiętą sytuacją na rynku pracy, wzrostem presji kosztowej i cenowej oraz rynkowymi oczekiwaniami. Jeden z przedstawicieli banku opowiedział się za ruchem o 50 pb. Podkreślono, że większa podwyżka w listopadzie prawdopodobnie pomoże w przywróceniu inflacji do celu 2 proc. w sposób zrównoważony w średnim okresie i zmniejszy ryzyko bardziej kosztownego zacieśnienia w późniejszym okresie.

Dlaczego zatem GBP uległ deprecjacji? Przede wszystkim Bank Anglii zakłada, że koniec podwyżek wypadnie na niższym poziomie, niż oczekiwał rynek jeszcze przed posiedzeniem (niżej niż 4,75 proc.). Dodatkowo BoE opublikował nowe projekcje dotyczące inflacji i wzrostu gospodarczego. Obecnie oczekuje się, że szczyt CPI będzie nieco niższy niż w sierpniu. Wynika to głównie z różnych działań rządu mających na celu ograniczenie wzrostu cen energii. BoE zakłada, że niektóre środki tłumiące będą kontynuowane po obecnym sześciomiesięcznym okresie obowiązywania gwarancji cen energii. Wciąż jednak panuje tu spora niepewność. Rząd Wielkiej Brytanii przedstawi swoje plany fiskalne 17 listopada, co może jeszcze wpłynąć na perspektywy inflacyjne. BoE spodziewa się, że od wiosny 2023 roku stopa inflacji znacząco spadnie, a w trakcie 2024 roku obniży się nawet poniżej celu 2 proc.

Wskazówka, że rynek oczekiwał zbyt agresywnych podwyżek stóp, a także fakt, że dwóch członków uznało, że dzisiejszy ruch o 75 pb był zbyt mocny, przemawia za wolniejszym tempem w przyszłości. Mniejszy krok mógłby zatem nastąpić na kolejnym posiedzeniu w grudniu, powiedzmy o 50 pb. Perspektywy na rok 2023 będą więc prawdopodobnie zależeć przede wszystkim od dalszego rozwoju inflacji.

Kurs GPB/USD kontynuował wczoraj spadki. Ich dynamik była spotęgowana siłą dolara, który wynikała z środowej decyzji Fed-u. Notowania odpadły już w poniedziałek od średnioterminowej linii trendu spadkowego, co sugeruje, że wracamy do dominującej, spadkowej tendencji.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Alior Bank podsumowuje III kw. 2022 r.

W III kw. 2022 r. przychody Grupy Alior Bank wyniosły 767 mln zł. Skorygowane o koszt wakacji kredytowych oraz rezerwę na zwrot dodatkowej marży dotyczącej kredytów hipotecznych wzrosły one w ujęciu rocznym o 41 proc., czyli dokładnie o 373 mln zł i wyniosły niemal 1,3 mld zł. Jest to rekordowy wynik w całej historii Grupy. Pod wpływem zdarzeń o charakterze jednorazowym wynik netto wynosi –63 mln zł. Skorygowany o zdarzenia wynik wyniósł ok. 431 mln zł, co stanowi wzrost o 187 proc. r/r. Łącznie, czynniki o charakterze jednorazowym obniżyły wynik netto o 494 mln zł. Na koniec III kw. br. wskaźnik rentowności kapitału własnego ROE wyniósł -4,6 proc. (skorygowany: 30 proc.), natomiast C/I 59,5 proc. (skorygowany: 31 proc.).

W III kw. 2022 r. przychody Grupy Alior Banku wyniosły 767 mln zł. W ujęciu rocznym zmniejszyły się o 152 mln zł (-17 proc. r/r).  Wynik odsetkowy wyniósł 587 mln zł (-17 proc. r/r), a wynik prowizyjny: 202 mln zł (+6 proc. r/r). Wyniki obciążone są dodatkowym kosztem wakacji kredytowych w wysokości 502 mln zł oraz rezerwą na zwrot dodatkowej marży, dotyczącej kredytów hipotecznych w kwocie 23 mln zł. Łączna wartość zdarzeń o charakterze jednorazowym wyniosła 597 mln zł i obniżyła zysk netto Grupy Alior Banku w III kw. tego roku o ok. 494 mln zł.

Trzeci kwartał to szereg zdarzeń jednorazowych, które ostatecznie miały ogromny wpływ na wyniki całego sektora bankowego, w tym także nasze. Wśród nich są: rezerwa na koszt wakacji kredytowych, koszty ryzyka prawnego kredytów hipotecznych w walutach obcych, rezerwa na zwrot marży związanej z wpisem hipoteki do ksiąg wieczystych, dopłata do Systemu Ochrony Banków Komercyjnych oraz wpłata na Fundusz Wsparcia Kredytobiorców. Te wszystkie czynniki są w dużej mierze odpowiedzialne za wynik, jaki osiągnęliśmy. Pomijając te wyjątkowe okoliczności, osiągnęliśmy kolejne rekordowe przychody. To pokazuje, że nasza strategia przynosi efekty i sprawdza się także w trudnych czasach. Utrzymujemy tempo rozwoju, podnosimy kluczowe wskaźniki i szybko reagujemy na zmieniającą się rzeczywistość, wprowadzając nowe produkty i optymalizując koszty. To cechy nowoczesnej i elastycznej bankowości na miarę dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości – mówi Grzegorz Olszewski, prezes Zarządu Alior Banku.

Skorygowane przychody, po wyłączeniu wpływu zdarzeń jednorazowych, osiągnęły poziom niemal 1,3 mld zł, co jest najwyższym wynikiem w historii Grupy Alior Banku. Wynik netto w III kw. wyniósł -63 mln zł. Skorygowany zysk netto wyniósł ok. 431 mln zł.

– Pomimo zdarzeń jednorazowych bank utrzymuje rentowność po trzech kwartałach 2022 r. na zadowalającym poziomie. Natomiast po korekcie wymienionych wcześniej okoliczności zanualizowany ROE wynosi 30 proc. Marża odsetkowa (NIM) wyniosła 3,07 proc. (skorygowany NIM to 5,81 proc.). W świetle wszystkich negatywnych dla banków czynników, z którymi zmagaliśmy się w ostatnim kwartale, świadczy to o bardzo dużej stabilności finansowej Alior Banku i wysokim stopniu przygotowania na różne scenariusze – informuje Radomir Gibała, wiceprezes Zarządu Alior Banku, odpowiedzialny za obszar finansów.

Wartość aktywów wynosi na koniec września 84,1 mld zł, czyli o 8 proc. więcej niż w III kw. 2021 r. Także o 8 proc. wzrósł wolumen depozytów, osiągając poziom 72,4 mld zł.

Pomimo stosunkowo niewielkiego wzrostu kredytów z utratą wartości w III kw. tego roku – wskaźnik NPL wyniósł 10,98 proc. wobec 10,7 proc. w II kw. tego roku, znacznie poprawił się wskaźnik pokrycia NPL rezerwami.

Zmiana polityki kredytowej oraz konsekwentna realizacja strategii redukcji portfela NPL umożliwiła trwałe ograniczenie kosztów ryzyka oraz ogólną poprawę jakości portfela kredytowego – mówi Tomasz Miklas, wiceprezes Zarządu Alior Banku odpowiedzialny za ryzyko.

Poziomy współczynników kapitałowych TIER I oraz TCR na koniec III kw. 2022 r. znacznie przekraczają minima regulacyjne, odpowiednio o: 246 pb. (1,2 mld zł) oraz 173 pb. (0,9 mld zł).

Rosnąca transakcyjność w segmencie klientów indywidualnych

Liczba klientów indywidualnych utrzymuje się na stabilnym poziomie. W ujęciu rocznym wzrosła ona do ponad 4,1 mln (+2 proc.). Wpływ na ten wynik ma przeprowadzona w III kw. akcja zamykania nieaktywnych rachunków. O 26 proc. wzrosła natomiast liczba rachunków Konto Jakże Osobiste, osiągając wynik 610 tys. Regularnie rośnie liczba wykonywanych transakcji. Klienci indywidualni wykonali 10,8 mln transakcji BLIK, czyli o 45 proc. więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Zwiększyła się także liczba klientów z systematycznymi wpływami. Jest ich już ponad 1,03 mln.

Pomimo zawirowań na rynku nieruchomości, portfel kredytów hipotecznych wyniósł 15,9 mld zł, co stanowi 3 proc. udział w rynku. Jednocześnie, o 53 proc. r/r, spadła sprzedaż w tym segmencie, a wartość sprzedaży hipotek wynosi teraz 0,44 mld zł (rok wcześniej było to 0,94 mld zł).

W odpowiedzi na trudne otoczenie rynkowe, Alior Bank wprowadził do sprzedaży ofertę hipoteczną „Lekki Start”, czyli marżę w wysokości 0 proc. w pierwszym roku kredytowania. Ma ona wesprzeć nabywców w remontowaniu czy urządzaniu nieruchomości. Od lipca w Alior działa także rządowy program „Mieszkanie bez wkładu własnego”, w ramach którego bank zamiast wkładu przyjmuje gwarancję spłaty od BGK. Rynkowy udział sprzedaży kredytów hipotecznych przez Alior Bank wynosi 6,2 proc.

Systematyczna poprawa jakości salda klientów biznesowych

Dzięki konsekwentnej polityce budowania relacji z firmami, bank odnotował wzrost sprzedaży produktów transakcyjnych w segmencie klienta biznesowego. Liczba transakcji bezgotówkowych kartami płatniczymi sięga już 3,3 mln, a liczba samych kart wzrosła o 5 proc., do ponad 103 tys. Wolumen przelewów zleconych przez klientów biznesowych wynosi 89,1 mld – o 16 proc. więcej niż w III kw. ub.r.

Strategia poprawy jakości portfela kredytowego ma pozytywny wpływ na wzrost przychodów, spadek kosztów ryzyka oraz obniżenie wskaźnika NPL, czyli tzw. kredytów niepracujących o -3,7 pp. r/r. Towarzyszy temu także optymalizacja bazy klientów. Bank koncentruje się na budowaniu relacji z podmiotami o dobrym profilu ryzyka i wysokim potencjale produktowym. Dzięki tej strategii rosną aktywa w regularnej obsłudze (+ 18 proc.), a portfel w restrukturyzacji lub windykacji maleje – w III kwartale wyniósł 2,7 mld zł, czyli o 22 proc. mniej niż przed rokiem. Widoczna jest także poprawa jakości salda aktywów, które w segmencie małych, dużych i średnich firm wyniosło 13,5 mld zł. Znacznie, bo aż o 70 proc. r/r, wzrósł łączny przyznany limit kredytowy, osiągając w III kw. wartość 1,8 mld zł.

W III kw. br. udział nowych limitów kredytowych i faktoringowych sprzedawanych do branż preferowanych w segmentach MŚP i dużych firm wyniósł 26 proc., a w I-III kw. 2022 r. kształtuje się na poziomie 23 proc. Wysoka wartość odzwierciedla działania Alior Banku w kierunku dywersyfikacji portfela oraz wzrostu w branżach o niskim ryzyku i dużym potencjale przychodowym.

Wśród najważniejszych wdrożeń kierowanych do klientów biznesowych w tym okresie są: kredyt w rachunku bieżącym do 36 miesięcy, „Fast track” – czyli decyzja kredytowa w 4 dni dla średnich i dużych firm, refinansowanie zewnętrzne kredytu w rachunku bieżącym z gwarancją BGK oraz INIT – inicjacja procesu online w ścieżce pre-approved. Bank prowadzi jednocześnie działania zmierzające do dalszej automatyzacji procesów kredytowych i obsługi zdalnej. Nowa sprzedaż w decyzjach automatycznych zwiększyła się o 21 proc. r/r.

Rozwój kanałów cyfrowych, Alior Pay – kolejny krok w kierunku hiperpersonalizacji

Systematycznie rośnie także znaczenie kanałów cyfrowych banku. Liczba użytkowników aplikacji mobilnej Alior Banku wzrosła w ciągu roku o 25 proc. i w III kw. br. wynosiła 882 tys. Liczba przelewów zleconych za pośrednictwem Alior Mobile wyniosła 10,3 mln, co stanowi wzrost o 22 proc. r/r. Klienci często korzystają także z opcji dodatkowych, takich jak opłaty za przejazd autostradą czy zakup biletów komunikacji zbiorowej. W tym segmencie w III kw. br. odnotowano 431 tys. operacji, co przekłada się na wzrost na poziomie 88 proc. r/r. Podobnie jak w poprzednich kwartałach, rośnie liczba użytkowników „mobile only” – czyli tych, dla których aplikacja jest jedynym kanałem kontaktu z bankiem. Ich udział w strukturze korzystania z usług bankowych Alior Banku wynosi już 39 proc.

W minionym kwartale jednym z priorytetów banku były prace poświęcone rozwojowi oferty związanej z hiperpersonalizacją. Takiej, która pozwala klientom dostosowywać produkty do ich indywidualnych potrzeb. Sama aplikacja Alior Mobile zyskała kolejne możliwości personalizacji – wśród nowych opcji pojawiły się różne tapety czy logowanie „nonclick”, udoskonalone zostały także procesy UX. Na użytkowników czeka także nowy marketplace, który charakteryzuje się wyższym dopasowaniem do indywidualnych potrzeb. Ulepszona została także ścieżka przekierowania klienta do oferty.

Kolejnym projektem umożliwiającym klientom personalizację jest udostępniona przed kilkoma dniami – jedyna taka na polskim rynku – funkcja Moje rachunki. Ułatwia ona opłacanie faktur i zarządzanie domowym budżetem.

– Kolejnym przełomowym krokiem będzie Alior Pay – opracowany w Alior Banku nowy system płatności. To pierwsza taka oferta na rynku usług finansowychZdecydowanie ułatwi ona gospodarowanie dostępnymi środkami i zarządzanie zakupami. Alior Pay obejmie płatności kartą i BLIKIEM w sklepach stacjonarnych i internetowych oraz przelewy z rachunku – wyjaśnia Grzegorz Olszewski.

System bankowości internetowej Alior Online gwarantuje także dostęp do nowych ofert. W trzecim kwartale w ofercie Alior Banku pojawił się rachunek maklerski IKE/IKZE. Produkt dostępny jest także w aplikacji Alior Mobile. Z kolei dzięki usłudze „MojeID” klienci mogą w bezpieczny i łatwy sposób potwierdzić swoją tożsamość i dzięki temu uzyskać dostęp do dostawców usług komercyjnych, nie wychodząc z domu.

Kluczowe wskaźniki finansowe Grupy Alior Banku w III kw. 2022 roku:

  • Przychody: 767 mln zł; przychody skorygowane o zdarzenia jednorazowe: 1,3 mld zł.
  • Wskaźnik ROE: -4,6 proc.; wynik skorygowany: 30 proc.
  • Rynkowy udział w sprzedaży kredytów hipotecznych: 6,2 proc.
  • Marża odsetkowa (NIM): 3,07 proc.
  • Poziomy współczynników kapitałowych TIER I oraz TCR na koniec III kw. 2022 r. znacznie przekraczają minima regulacyjne, odpowiednio o: 246 pb. (1,2 mld zł) oraz 173 pb. (0,9 mld zł).

Deloitte: Co trzeci pracownik zgodzi się na niższe zarobki, jeśli będzie mógł samemu zdecydować o liczbie dni pracy zdalnej

W odpowiedzi na oczekiwania pracowników polskie przedsiębiorstwa od kilku lat intensywnie szukają najlepszych rozwiązań w zakresie zdalnego i hybrydowego modelu pracy. Okazało się to poważnym wyzwaniem zarówno dla liderów, jak i pracowników muszących odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Jak wynika z przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte raportu Stan pracy hybrydowej w Polsce. Doświadczenia i oczekiwania pracowników, niemal trzy czwarte organizacji wdrożyło jasne regulacje dotyczące pracy zdalnej i hybrydowej. O znaczeniu tych kwestii dla zatrudnionych świadczy, że aż 46 proc. respondentów deklaruje, że decyzja o zwiększeniu liczby dni obowiązkowej obecności w biurze skłoniłaby ich do zmiany pracodawcy.

Po okresie eksperymentowania przez wiele firm w Polsce z różnymi strategiami dotyczącymi zdalnego i hybrydowego modelu pracy stało się jasne, że takie realia wymagają wykształcenia nowych sposobów zarządzania na poziomie organizacji i zespołów. W badaniu Deloitte Stan pracy hybrydowej w Polsce. Doświadczenia i oczekiwania pracowników respondenci najczęściej wskazywali 3 dni pracy zdalnej tygodniowo jako preferowany model pracy biurowej – tak uważało 24 proc. pytanych.

– Polskie przedsiębiorstwa od kilku lat intensywnie eksperymentują, szukając najlepszych rozwiązań w zdalnym czy też hybrydowym modelu pracy. Nasze ogólnopolskie badanie stanu takich sposobów wykonywania obowiązków służbowych pokazuje, że nadal wiele organizacji pracujących w ten sposób nie zadbało o wprowadzenie jasnych reguł, co często przekłada się na niezadowolenie pracowników. To tym bardziej istotne, że możliwość pracy zdalnej w wymiarze przynajmniej 40 proc. czasu jest dla pracowników bardzo ważna. Pokazuje to też jednoznacznie, dlaczego ten model wymaga dalszego rozwoju – mówi John Guziak, partner, lider Human Capital, Deloitte.

Zasady ułatwiają pracę hybrydową pracownikom i pracodawcom

Jak wynika z raportu Deloitte, upowszechnienie możliwości pracy spoza biura wymaga wdrożenia odpowiednich zasad i regulacji. Określony regulamin jest znacznym ułatwieniem zarówno dla pracowników, jak i pracodawców. Zdecydowana większość (73 proc.) respondentów deklaruje, że w ich organizacjach wprowadzono takie zasady. Przeciwnie wskazał co czwarty pytany. Najczęściej odpowiednie regulacje pojawiają się w firmach z branży technologicznej (87 proc.), a nieznacznie rzadziej w przedsiębiorstwach finansowo-ubezpieczeniowych (82 proc.) oraz oferujących usługi Shared Services (74 proc.).

Formalizując obowiązujący w danej spółce model pracy hybrydowej lub też planując wdrożenie takiego modelu w organizacji, należy brać pod uwagę nie tylko preferencje zespołu co do modelu pracy, ale też przepisy prawa, które odnoszą się do pracy zdalnej i które dotyczą m.in. sposobu jej ustalania, grup nią objętych czy też zasad komunikowania się pracodawcy ze swoim hybrydowym zespołem – mówi Katarzyna Sarek-Sadurska, partner, radca prawny, Deloitte Legal.

W badaniu Deloitte widać jednocześnie, że w organizacjach, które wprowadziły zasady dotyczące pracy hybrydowej, z ich obowiązywania niezadowolonych jest blisko jedna piąta pytanych. Najczęściej jest to motywowane brakiem możliwości wypowiedzenia się na temat modelu pracy (38 proc.), jak również brakiem wypracowania regularnego rytmu pracy, na co wskazywała jedna trzecia respondentów).

Możliwość pracy zdalnej kluczowa przy wyborze pracodawcy

Podczas ustalania zasad pracy hybrydowej istotne jest, aby dostosować je również do oczekiwań zespołu. Odpowiedzi respondentów w badaniu Deloitte pokazują, że najbardziej preferowanym modelem jest podział na 2 dni w biurze oraz 3 dni zdalnie. Jednocześnie najwięcej odpowiadających twierdzi, że taki model zapewnia im możliwość najbardziej efektywnego wykonywania swoich obowiązków i współpracowania z innymi.

Istotne jednak jest odpowiednie dopasowanie działań w zależności od miejsca wykonywania obowiązków i sprawdzenie, które aktywności sprawdzają się lepiej w biurze, a które podczas pracy zdalnej. 41 proc. ankietowanych oceniło bowiem indywidualną pracę jako bardziej efektywną podczas pracy zdalnej. Natomiast 39 proc. wskazuje biuro jako lepsze miejsce dla współpracy z swoimi zespołami oraz zauważają, że zaangażowanie współpracowników jest wtedy wyższe.

Co niezwykle istotne, możliwość pracy zdalnej jest dla pracowników jednym z decydujących czynników podczas wyboru pracodawcy. Blisko połowa respondentów, aż 46 proc., deklaruje, że decyzja o zwiększeniu liczby dni obowiązkowej obecności w biurze skłoniłaby ich do zmiany firmy. Jednocześnie ponad 30 proc. odpowiadających byłoby w stanie zrezygnować z części wynagrodzenia, aby uzyskać lub zachować możliwość pracy zdalnej w zadowalającym wymiarze dni – mówi Zbigniew Łobocki, senior manager, Human Capital, Deloitte.

Jak wskazują wyniki badania Deloitte, praca w modelu hybrydowym lub zdalnym ma wiele zalet. Respondenci jako największe z nich wskazali oszczędność czasu ze względu na brak konieczności dojeżdżania do biura (78 proc.) oraz możliwość większego skupienia się na pracy (50 proc.). W czołówce wybieranych odpowiedzi znajdowała się również możliwość elastycznej pracy, co daje pole do załatwienia ważnych prywatnych spraw (43 proc.), a po 22 proc. zyskały wskazania dotyczące mniejszych wydatków na dojazdy oraz możliwość mieszkania w większej odległości od miejsca pracy.

Mimo wszelkich zalet, praca zdalna w pełnym lub częściowym wymiarze ma też wady. Wśród najczęściej wymienianych przez respondentów znalazły się te dotyczące: osłabienia relacji i zaufania w zespole, co z kolei wpływa na szybkość i efektywność procesów, a także mówiące o braku możliwości wyczucia nastrojów pracowników i nieformalnej wymiany informacji. Wśród szczególnych wyzwań znalazły się wdrożenie i angażowanie nowych pracowników.

Kluczowe – ustanowienie zasad, świadome wsparcie i likwidacja luki w oczekiwaniach

Wyniki badania Deloitte potwierdzają, że model pracy hybrydowej lub zdalnej pojawił się w większości organizacji w Polsce. Jednocześnie konkretne oczekiwania i wykształcone postawy pracowników sprawiają, że nie wystarczy po prostu wprowadzić takiej możliwość wykonywania obowiązków służbowych. Musi ona być dobrze zorganizowana, z jednoczesnym uwzględnieniem zmian w prawie pracy, które na pracodawców będą nakładały konkretne obowiązki.

Pracownicy powinni mieć świadomość, dlaczego mają pojawiać się w biurze i jakie konkretnie zadania powinni w nim wykonywać. Należy też zlikwidować rozbieżności między ich oczekiwaniami w zakresie wsparcia pracy zdalnej i hybrydowej a tym, co oferują pracodawcy. W obliczu rosnącej inflacji i kosztów energii, respondenci oczekują w tym zakresie przede wszystkim troski o bardzo wymierne kwestie, dotyczące np. dofinansowania ponoszonych kosztów.

Nowe realia dotyczące upowszechnienia pracy zdalnej i hybrydowej wymagają wprowadzenia w życie całkiem nowych praktyk i terminów. Można tu wymienić np. Dzień Zespołu, kiedy wspólnie jesteśmy w biurze czy Wyspę Zespołu, gdzie możemy się spotkać i razem pracować. Należy pamiętać, że hybrydowa organizacja pracy koncentruje się na zespołach, podczas gdy biura wciąż pozostają dostosowane do pracy indywidualnej. Co więcej, praca hybrydowa wymaga bardziej intencjonalnego działania ze strony kadry menadżerskiej, która musi w sposób celowy planować różnego rodzaje interakcje – mówi John Guziak.

Czarne chmury nad polską gospodarką. Żadna branża nie może czuć się bezpiecznie

Allianz Trade wspólnie z Polskim Instytutem Credit Management (PICM) zbadali nastroje managerów zarządzających finansami firm prowadzących działalność w Polsce. W ich opinii, w perspektywie najbliższego roku, należy spodziewać się znaczącego pogorszenia sytuacji ekonomicznej, w tym wzrostu zatorów płatniczych między firmami, co może wywołać falę upadłości i bankructw.

Nastroje managerów odpowiedzialnych za ocenę ryzyka i politykę finansową firm są niekorzystne – przeważa nastawienie negatywne nad pozytywnym – wynika z badania „Warunki zarządzania należnościami firm w Polsce”, przeprowadzonego przez Allianz Trade i PICM. Aż blisko 82 procent badanych deklaruje pesymistyczną ocenę perspektyw ekonomicznych dla Polski w 2023 roku. Mając to na uwadze ponad połowa finansistów spodziewa się pogorszenia perspektyw dla swojej firmy i branży w której działa. Tylko niespełna co dziesiąty ankietowany uważa, że jego firma może skorzystać na obecnych zmianach i sytuacji makroekonomicznej w Polsce i na świecie.

Badanie pokazuje również, że kluczowy wpływ na gospodarkę i relacje biznesowe obecnie mają: kryzys spowodowany wzrostem inflacji (30 proc.), kryzys energetyczny (28 proc.) oraz zerwane łańcuchy dostaw (18 proc.) i sytuacja na Ukrainie (16 proc.). Finansiści poproszeni o ocenę bezpośredniego wpływu konfliktu wojennego na Ukrainie na ich firmy deklarują, że ma on wpływ, ale nieznaczny (65 proc.). W przypadku 17 proc. badanych wojna na terytorium naszego wschodniego sąsiada znacząco wpływa na działalność firmy, w której pracują.

Jak ocenia Pan/Pani perspektywy ekonomiczne dla Polski w 2023 roku?perspektywy ekonomiczne dla Polski w 2023 roku

Źródło: Badanie 2022 Allianz Trade i PICM

Ocena sytuacji gospodarczej i nastroje wśród kadry zarządzającej finansami przedsiębiorstw są zbieżne z naszymi analizami, że żadna branża w Polsce nie może już czuć się bezpiecznie. Wzrost kosztów prowadzenia działalności i kredytowania dotyka absolutnie wszystkich. W przedsiębiorstwa uderzają nie tylko rekordowe ceny energii i paliw, wysokie stopy procentowe oraz inflacja, a przede wszystkim niepewność i szybkość zmian, w konsekwencji czego trafna ocena ryzyka i kondycji kontrahenta stają się coraz trudniejsze. Mamy już do czynienia ze znaczącym wzrostem niewypłacalności, dlatego należy zakładać, że biznes najgorsze ma jeszcze przed sobą – uważa Sławomir Bąk, wiceprezes ds. oceny ryzyka w Allianz Trade w Polsce.

Rentowność, zatory i optymalizacja

Finansiści poproszeni o ocenę obecnej sytuacji firm, w których pracują, zadeklarowali przede wszystkim tzw. umiarkowany rozwój (52 proc.), a o silnym rozwoju mówi 33 proc. W przypadku 13 proc. badanych, w tej chwili możemy mówić o regresie lub stagnacji w prowadzonej działalności. Zdecydowana większość managerów uważa, że w 2023 roku w ich firmach należy spodziewać się działań optymalizacyjnych i restrukturyzacyjnych, szczególnie w obszarze zasobów ludzkich (39 proc.), struktury organizacyjnej (32 proc.) oraz struktury klientów i łańcucha dostaw. Około 30 proc. badanych deklaruje, że obecnie nie są planowane żadne działania optymalizacyjno-restrukturyzacyjne.

Na podejmowane w przyszłości decyzje znaczący wpływ może mieć rentowność biznesu. Blisko 40 proc. ankietowanych zakłada, że ten rok firmy z ich branży zakończą z przeciętną marżą na dotychczasowym poziomie. Takimi optymistami nie jest już 36 proc. finansistów, którzy spodziewają się, że ich firmy w tym roku będą musiały zadowolić się niższą rentownością.

Ostatnie 2 lata to prawdziwy biznesowy rollercoaster, a jednocześnie sytuacja narastania zjawisk kryzysowych. Zarządzający finansami muszą uczyć się szybko i na nowo, ponieważ trudno jest porównać obecne warunki gospodarcze do jakichkolwiek wcześniej. Dlatego pozytywną stroną wyników badania jest wyraźna świadomość całej gamy ryzyk, w warunkach jakich działają przedsiębiorstwa. Ta świadomość to dobry znak, ponieważ od niej rozpoczyna się proces przygotowywania na potencjalne zagrożenia, szukania odpowiednich instrumentów zabezpieczania przed niekorzystnym dla biznesu rozwojem wypadków czy dostosowywania polityki kredytowania klientów. Opinia praktyków, których zaprosiliśmy do badania, znajduje swoje potwierdzenie w licznych danych statystycznych, które sygnalizują stopniowe narastanie problemów z płynnością finansową wielu firm. To z pewnością doprowadzi do zwiększonych zatorów płatniczych oraz wzrostu liczby postepowań restrukturyzacyjnych i upadłości. Pamiętajmy, że zadaniem credit managerów jest przede wszystkim zapobieganie powstawaniu niespłacalnych należności. Każda taka sytuacja to koszt. W warunkach wyjątkowej presji na marże, z czym mamy dzisiaj do czynienia, ograniczanie kosztów wynikłych z niewypłacalności kontrahentów jest ważne jak nigdy wcześniej. – mówi Robert Dyrcz, prezes Polskiego Instytutu Credit Management

Wśród wyzwań na najbliższych okres zdecydowana większość managerów wymienia zmianę nastawienia kontrahentów do terminowego regulowania zobowiązań (52 proc. mówi o opóźnieniach), podczas gdy współzarządzane przez nich firmy mają zdolność do bieżącego regulowania zobowiązań na dotychczasowym poziomie (80 proc.). Jednak w przypadku prognozy na najbliższe 12 miesięcy badani zapowiadają wzrost zatorów płatniczych (58 proc.). Konsekwencją rynkowych zmian moralności płatniczej jest to, że blisko co trzeci badany spodziewa się wzrostu problemów firm w Polsce, a aż 39 proc. finansistów uważa, że będziemy mieć do czynienia ze wzrostem niewypłacalności, co będzie widoczne w statystykach upadłości i bankructw.

Tu i teraz – wiarygodne informacje

Badani przez Allianz Trade i PICM managerowie wśród kluczowych wyzwań stojących przed nimi w najbliższym czasie wymieniają przede wszystkim szybkość i trafność podejmowanych decyzji w warunkach dużej zmienności i niepewności. Oceniając ryzyko relacji handlowych i decydując się na udzielenie kredytu kupieckiego finansiści deklarują, że wiarygodnymi dla nich źródłami informacji są te w: sprawozdaniach finansowych (27 proc.), agregowane przez wywiadownie gospodarcze (23 proc.) i analizowane przez ubezpieczycieli należności (19 proc.).

W opinii Sławomira Bąka, obecnie przedsiębiorcy, jak nigdy dotychczas, muszą być bardzo czujni i uważni podejmując decyzję o sprzedaży swoich towarów czy usług z odroczonym terminem płatności. Na rynku mamy do czynienia ze wzrostem zatorów płatniczych, spowodowanych pogarszającą się sytuacją ekonomiczną coraz większej rzeszy firm. W obecnej sytuacji i biorąc pod uwagę to co się dzieje w gospodarce – dane historyczne przestają mieć znaczenie. Nikt, w perspektywie ostatnich lat, nie mierzył się z taką niepewnością, jak obecnie. Zatem ocena sytuacji partnerów biznesowych staje się dla wszystkich coraz większym wyzwaniem.

* W przeprowadzonym we wrześniu 2022 r. jakościowym badaniu ankietowym Allianz Trade i Polskiego Instytutu Credit Management udział wzięli polscy managerowie odpowiedzialni za ocenę ryzyka, przede wszystkim pracujący w dużych międzynarodowych firmach (63 proc.) produkcyjnych oraz handlowych, którzy anonimowo wyrazili opinie na temat sytuacji gospodarczej i zarządzania należnościami w obrocie handlowym. Blisko 70 proc. ankietowanych pracuje w firmie o obrotach przekraczających 50 mln EUR i w zdecydowanej większości zatrudniającej ponad 250 osób.

Dalszy spadek wartości i liczby wniosków o kredyty hipoteczne w październiku br.

O 68,7% r/r spadła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe złożonych w październiku 2022 r.- informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM). Wartość Indeksu oznacza, że w październiku 2022 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 68,7% w porównaniu do października 2021 r.

W październiku 2022 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 13,02 tys. potencjalnych kredytobiorców w porównaniu do 39,66 tys. rok wcześniej – jest to spadek o 67,2%. W porównaniu do września 2022 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy również spadła o 4,1%.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w październiku br. wyniosła 336,66 tys. zł i była niższa o 4,5% zarówno w relacji do wartości z października 2021 r., jak i o 0,3% w porównaniu do września 2022 r.

– Październikowy odczyt BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe potwierdza, że podwyżki stóp procentowych, zaostrzenie wymogów regulacyjnych oraz obawy przed skutkami spowolnienia gospodarczego, a nawet możliwej recesji, nie tylko skutecznie, ale i prawdopodobnie na dłużej zamroziły popyt na kredyty mieszkaniowe.

W październiku ponownie wróciliśmy do spadków zarówno liczby wnioskujących, jak i średniej kwoty wnioskowanego kredytu i to w obu ujęciach r/r i m/m. W porównaniu do października ub.r. mamy duże spadki. Październikowa wartość Indeksu pomimo tego, że nie jest najniższą w historii pomiaru, to i tak jest jedną z najniższych w całej 14-letniej historii pomiaru. Na październikową wartość Indeksu negatywnie wpłynęła mniejsza o ponad 67% niż przed rokiem liczba wnioskodawców. Jest to drugi, po sierpniowym negatywnym rekordzie, najniższy wynik od stycznia 2007 r. czyli od 15 lat, odkąd BIK analizuje liczbę wnioskodawców.

Wrześniowe małe światełko w tunelu związane z tym, że po raz pierwszy od 6 miesięcy w ujęciu m/m mieliśmy wówczas wzrost liczby wnioskodawców, w październiku szybko zgasło i wróciliśmy do trendu spadkowego w ujęciu miesięcznym. Zobaczymy, co się wydarzy w kolejnych miesiącach. Nadal w grze jest raczej scenariusz negatywny, w którym zarówno liczba wnioskujących, jak i średnia kwota wnioskowanego kredytu nie rosną. Aby popyt się odmroził, konieczne jest istotne zwiększenie zdolności kredytowej, która zależy od trzech czynników: stóp procentowych, wynagrodzeń i cen nieruchomości. Na ten moment najbardziej prawdopodobny jest spadek cen nieruchomości. Nie liczyłbym jednak na jakieś spektakularne obniżki, które istotnie zwiększyłyby zdolność kredytową, a tym samym pobudziły popyt na kredyty mieszkaniowe. Głównym czynnikiem jest jednak wysokość stóp procentowych, ale raczej nie zanosi się na szybkie ich obniżenie, raczej przeciwnie – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe w październiku 2022

Między Wielką Rezygnacją a Galopującą Inflacją. Czego branża IT spodziewa się, a czego może się spodziewać, w najbliższej przyszłości?

Polskie otoczenie biznesowe jest dla firm IT pełne wyzwań, jednak branża nauczyła się już doskonale sobie z nimi radzić. Mimo to zmiany wprowadzone m.in. przez Polski Ład przyniosły jej sporo niepewności i zamieszania. Przyczyną dużo większych obaw są jednak zjawiska globalne, takie jak wojna w Ukrainie, inflacja czy wciąż jeszcze nieprzegonione widmo pandemii. Pewne rzeczy są jednak niezmienne – software house’y raczej nie boją się o swoje cyberbezpieczeństwo, za to sen z powiek spędza im presja płacowa czy zagadnienie retencji pracowników. Takie wnioski płyną z dwóch przygotowanych dokumentów SoDA – Barometru Nastrojów* i Raportu Płacowego** za 2022 rok.

Przewidywania nie są korzystne dla mało stabilnych przedsiębiorstw. Mówiąc bardziej wprost – wojna w Ukrainie i pozostałe przetaczające się przez świat kataklizmy usuną z rynku najsłabszych graczy. Inflacja generuje presję płacową, która utrudnia bycie konkurencyjnym pracodawcą firmom „na dorobku”, z kolei lęki związane z przyszłością świata, jaki znamy, zniechęcają klientów do podejmowania nowych współprac i skłaniają do pozostania przy sprawdzonych dostawcach usług IT. Branża jako taka ma się raczej dobrze, ale początkującym przedsiębiorcom może być w najbliższym czasie naprawdę ciężko – podsumowuje swoje wrażenia z lektury raportów Bartosz Majewski, prezes SoDA.

Straszna jest wojna i inflacja, ale cyberataki – nie

Jest wiele rzeczy, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Czy w 2023 roku czeka nas powrót lockdownów? Jak potoczy się wojna w Ukrainie? Czy czeka nas kryzys energetyczny i przerwy w dostawie prądu? Nie mamy odpowiedzi na te kluczowe dla funkcjonowania wszystkich biznesów pytania, są jednak rzeczy, które możemy stwierdzić już teraz.

Kiedy przez SoDA przygotowywany był Barometr Nastrojów, prognozowano, że miarodajna dla branży IT gospodarka Wielkiej Brytanii wejdzie w recesję na skutek wysokiej inflacji, a Bank Anglii podniesie główną stopę procentową o 50 pb. Dzisiaj już wiemy, że te prognozy się ziściły, a w Anglii przewidywany jest pierwszy od dawna ujemny wzrost PKB. Nic więc dziwnego, że dla 2/3 firm zrzeszonych w SoDA największym wyzwaniem pozostaje kwestia wynagrodzeń. Aż 64% respondentów ma pesymistyczne przewidywania co do wpływu tego czynnika na ich działalność. Obawiają się, że na skutek galopującej inflacji nie będą w stanie podołać presji płacowej i w efekcie stracą najlepszych specjalistów. Z drugiej strony – szybko spadająca wartość pieniądza skłania do renegocjowania z klientami nie tylko cen, ale także zakresu usług, które mogą być świadczone w ramach uzgodnionych stawek.

To bardzo złożone zagadnienie. Podnosić stawki zaufanym odbiorcom usług, ryzykując, że znajdą dla siebie tańszą alternatywę? Inwestować w przygotowanie ofert i starać się pozyskiwać nowych nabywców? Oczywiście, stały portfel klientów gwarantuje nam większą stabilność i tak też uważa 42% respondentów w przygotowanym przez nas Barometrze Nastrojów. A jednak 28% optymistycznie postrzega wpływ przyszłych, nowych kontraktów na działalność swoich firm – komentuje Maciej Wilczyński, Partner Zarządzający w firmie Valueships, która była partnerem badawczym przy przygotowywaniu obu raportów.

Skutkiem wywołanej przez Rosję wojny jest także zwiększone ryzyko cyberataków. Branża IT boi się ich znacznie mniej niż firmy zajmujące się, chociażby bankowością. Tylko 14% badanych stwierdziło, że taka ewentualność może negatywnie wpłynąć na ich działalność biznesową. 52% respondentów pozostaje w tej kwestii optymistyczna. Według Partnera Zarządzającego Valueships przyczyny tego stanu rzeczy mogą być dwie. Przedsiębiorcy mogą nie doceniać powagi takiego zagrożenia, ale też softwere house’y są przeważnie dobrze przygotowane na ewentualne ataki. Być może przyszłość pokaże, czy przysłowiowy szewc na pewno chodzi w butach.

Niestraszne ryzyko regulacyjne, ale podatki – trochę bardziej

48% badanych w Barometrze Nastroju SoDA ma pesymistyczne zapatrywania na wpływ sytuacji wewnątrz kraju na swój biznes. 30% jest w tej kwestii optymistyczna. Jednak z zebranych danych wynika, że firmy przygotowane są na ryzyko związane ze zmianami wynikającymi z wprowadzaniem kolejnych etapów Nowego Polskiego Ładu. Mocno ambiwalentne są natomiast nastroje związane z regulacjami podatkowymi.

Jak zauważa Maciej Wilczyński w raporcie SoDA, może to wynikać z faktu, że już samo słowo „podatki” ma tę magiczną zdolność ścierania uśmiechów z twarzy osób zarządzających softwere house’ami. 34% badanych przewiduje, że ta konkretna grupa regulacji będzie miała negatywny wpływ na ich wyniki finansowe. 32% wręcz przeciwnie – uważa, że zmiany w ordynacji podatkowej są dla nich korzystne. Ambiwalencja znika, kiedy przechodzimy do wpływu samego wzrostu obciążeń podatkowych. Największa grupa respondentów – 46% – ocenia go negatywnie. A jednak 26% jest się w stanie dopatrzeć w nim pozytywnych aspektów dla swoich przedsiębiorstw

Zmiany w oskładkowaniu umów cywilno-prawnych mogą wiązać się dla firm z dodatkowymi kosztami. Przed wyzwaniami zarówno finansowymi, jak i organizacyjnymi, staną przedsiębiorstwa, jeśli wejdzie w życie projekt nowelizacji Kodeksu Pracy, regulujący m.in. zakres praw i obowiązków stron w przypadku pracy zdalnej. Obok dodatkowych obciążeń administracyjnych związanych z pracą zdalną, pracodawcy będą zobowiązani do pokrycia m.in. kosztów usług telekomunikacyjnych czy energii. Sposób rozliczenia tych ostatnich pozostaje niestety niejasny. Brakuje w nim bowiem wyraźnie sprecyzowanych kryteriów ustalania kwoty ryczałtu wypłaconej pracownikom, która zgodnie z zaproponowanymi zapisami, ma pozostać określona samodzielnie, przez każdą organizację.

Optymizmem napawa spotkanie, do którego doszło między przedstawicielami SoDA a Minister Finansów Magdaleną Rzeczkowską. Rozmowy dotyczyły m.in. podatków i ulg prorozwojowych. Osoby uczestniczące w tych rozmowach – poza samą Panią Minister to dodatkowo Dyrektorzy Departamentów Ministerstwa Finansów – wykazały się zrozumieniem postulatów branży IT i chęcią dialogu.

Warto też dodać, że wymagające otoczenie biznesowe to dla działających na polskim rynku firm codzienność. W badaniu przeprowadzonym przez Polsko-Niemiecką Izbę Przemysłowo-Handlową Polska uzyskała 2,3 punktu na 5, jeśli chodzi o jej przewidywalność dla przedsiębiorców. Z danych firmy Grant Thornton, która odpowiada za przygotowanie „Barometru stabilności otoczenia prawnego w Polsce” wynika, że liczba stron nowych aktów prawnych, z którymi powinni się zapoznać pracodawcy w 2019 roku wynosiła 21 000, w 2020 roku było to dodatkowych 14 000, w 2021 roku liczba ta podskoczyła o kolejne 20 000, a w pierwszej połowie 2022 roku doszło jeszcze 14 500 stron. Wbrew temu, co rokrocznie sugerują nam badania Biblioteki Narodowej na temat czytelnictwa, wygląda na to, że przynajmniej polscy pracodawcy z branży IT lubią czytać, bo tylko 20% tych zrzeszonych w SoDA obawia się ryzyka regulacyjnego. 42% uznaje, że regulacje prawne będą miały pozytywny wpływ na funkcjonowanie ich przedsiębiorstw.

Pracownik w dobie wielokryzysu

Luki kadrowe to stałe zmartwienie pracodawców IT. Obecnie wzrost kosztów życia sprawia, że rośnie też presja płacowa ze strony pracowników. Według Raportu Płacowego SoDA przedsiębiorstwa IT planują zwiększenie wynagrodzeń przeciętnie o 16%, co w obliczu inflacji może nie zaspokoić ich oczekiwań. Czy wobec tego pracodawcy powinni się spodziewać odpływu specjalistów? Niekoniecznie. Być może części osób odchodzenie od stabilnego pracodawcy w dobie wielokryzysu, nie wydaje się dobrym pomysłem. W każdym razie – badania na potrzeby Raportu Płacowego nie wykazały wyraźnej korelacji pomiędzy wysokością wynagrodzenia a skalą rotacji pracowników.

Decyzja o pozostaniu lub nie w danej firmie ma zazwyczaj więcej niż jedną przyczynę, a bywa, że komponent finansowy wcale nie jest kluczowy. Z tego samego raportu wynika, że najwyższa rotacja ma miejsce w firmach zatrudniających od 50 do 149 pracowników. Przedsiębiorstwa tej wielkości są zazwyczaj w kluczowych momentach swojego rozwoju, co wiąże się z dodatkowym obciążeniem psychicznym dla zatrudnianych osób: duża presja idzie w parze z niepewnością co do losu projektów, w które jest się zaangażowanym. Warto mieć w pamięci, że rotacja pracowników jest wysoka w całej branży – najczęściej na poziomie 20% lub większym. Wygląda jednak na to, że przedsiębiorcy IT mają ten problem mocno rozpoznany. Z Barometrów Nastrojów SoDA wynika, że tyle samo respondentów – po 38% – ma pesymistyczne i optymistyczne zapatrywanie na kwestię rotacji pracowników.

Nie dziwi mnie niejednoznaczność wyników badania. IT to od lat rynek pracownika i wszyscy musimy sobie z tym radzić. Firmy wypracowały swoje sposoby odpowiedzi na to wyzwanie. Co nie znaczy, że nie przewidujemy dodatkowych trudności. Już sam fakt, że koszt zatrudnienia może zwiększyć się o 20-25%, wystarczy, żeby działy HR odczuwały niepokój – przekonuje Bartosz Majewski.

Według Raportu Płacowego SoDA niemal wszyscy zrzeszeni przedsiębiorcy planują w 2023 roku zwiększyć zatrudnienie, z czego większość nie bardziej niż o 30%. Powszechność tej deklaracji skłania do zastanowienia się, jakie mogą być największe trudności związane z rekrutacją. Zacznijmy od tego, że w badaniach przeprowadzonych na potrzeby Barometru Nastrojów SoDA 46% ankietowanych przyznało, że problemy rekrutacyjne będą miały negatywny wpływ na ich firmę. Optymizm w tej kwestii wykazało 34% respondentów. Być może osoby, które udzieliły pesymistycznych odpowiedzi, obawiają się zjawiska określonego przez profesora Anthony’ego Klotza z Texas A&M University mianem Wielkiej Rezygnacji. Chodzi o falę rezygnacji z dotychczasowego zatrudnienia, jaka przetoczyła się przez świat w trakcie pandemii i trwa w jakimś stopniu do dzisiaj. Jej przyczyny związane są z tak niewymiernymi kwestiami, jak osobiste refleksje pracowników odnośnie własnej egzystencji i roli pracy zawodowej w ich życiu. Sam Klotz twierdzi, że to zjawisko będzie się utrzymywać, choć raczej już się nie nasili.

A jak płacą pracownikom polskie firmy informatyczne? Z Raportu Płacowego SoDA wynika, że 70% z nich sądzi, że oferują zatrudnionym stawki rynkowe. W rzeczywistości 47% z nich wynagradza swoich specjalistów i specjalistki poniżej tego pułapu. 18% – powyżej. Co ciekawe, płacący więcej nie zdają sobie sprawy z własnej hojności i obstawiają, że ich pensje są na poziomie rynkowym. Pośród ankietowanych znalazły się także firmy, które same z siebie zadeklarowały, że płacą mniej niż każe rynek. W rzeczywistości ci, którzy sądzą, że płacą mniej, płacą… dużo mniej. Jedno jest pewne – jeśli zatrudniać się w software house’ie, to najlepiej na stanowisku developera. Developerzy zarabiają najwięcej.

* Barometr Nastrojów SoDA 2022 został przygotowany przy współpracy badawczej firmy Valueships na podstawie ankiet przeprowadzonych wśród 65 kierowników wyższego szczebla w polskich software house’ach, z których większość jest zrzeszona w SoDA.

** Raport Płacowy SoDA 2022 został przygotowany przy współpracy badawczej firmy Valueships na przełomie maja i czerwca 2022 roku. W badaniu wzięło udział 61 polskich firm IT zrzeszonych w SoDA, zatrudniających łącznie 6407 osób.

Wybory w USA. Kto straci, a kto może zyskać

Cały świat z niecierpliwością spogląda w stronę Stanów Zjednoczonych. Już niedługo odbędą się tam wybory połówkowe do Kongresu. Wiele wskazuje na to, że będziemy świadkami zmian. To natomiast może mieć wielkie odzwierciedlenie na gospodarkę zarówno Amerykańską, jak i światową. Kompendium wiedzy na temat tego wydarzenia przygotował starszy analityk XTB – Michał Stajniak.

Co to są wybory midterm?

Wybory midterm w Stanach Zjednoczonych, czyli tzw. wybory połówkowe do Kongresu odbędą się 8 listopada we wtorek 2022 roku. Nazwa tych wyborów bierze się z tego, że odbywają się one w połowie kadencji prezydenta. W wyborach tych Amerykanie zdecydują o dalszym rozkładzie sił w Kongresie. Wybory te są swego rodzaju oceną działalności obecnej władzy i przede wszystkim aktualnego prezydenta. Czy Demokraci utrzymają się u władzy? Czy Biden dostanie mandat na kontynuację swojej polityki? Kogo będą wybierać Amerykanie 8 listopada?

  • Całą Izbę Reprezentantów, czyli 435 miejsc, gdzie kadencja trwa zawsze 2 lata. W celu posiadania większości potrzeba 218 mandatów.
  • Około 1/3 miejsc w Senacie ze 100, a w tym roku konkretnie 35 miejsc, w których kadencja trwa 6 lat. Do większości wystarczy 51 miejsc lub w przypadku partyjnego wiceprezydenta wystarczy 50 miejsc (tak jak obecnie wygląda stan Senatu)
  • 39 gubernatorów w stanach oraz inne lokalne władze

Wybory midterm zwykle cieszą się zdecydowanie mniejszym zainteresowaniem w porównaniu do wyborów prezydenckich, podczas których również odbywają się wybory do Kongresu. Frekwencja jest niższa, ale wybór często odzwierciedla stosunek społeczeństwa do obecnego prezydenta. Biorąc pod uwagę historię ostatnich kilkudziesięciu lat, niemal zawsze partia urzędującego prezydenta przegrywała wybory połówkowe. Czy tak będzie również tym razem?

Kluczowym pytaniem dotyczącym nadchodzących wyborów jest to, czy Republikanie przejmą chociaż jedną izbę w Kongresie, choć wraz ze zbliżaniem się terminu wyborów rośnie niezadowolenie Amerykanów i jednocześnie rosną szanse na przejęcie władzy w obu izbach przez partię poprzedniego prezydenta Donalda Trumpa.Wybory w Stanach Zjednoczonych. Prawdopodobieństwo przejęcia Senatu oraz Izby Reprezentantów przez Republikanów

Prawdopodobieństwo przejęcia Senatu oraz Izby Reprezentantów przez Republikanów jest bardzo duże. Warto zauważyć, że spadek prawdopodobieństwa wygranej był związany ze spadkiem cen paliw w USA, który obecnie nie jest już taki odczuwalny. Źródło: Predictit, XTB

Kluczowe problemy dla Amerykanów

Gospodarka

Zdecydowanie największym problemem dla Demokratów jest rosnąca inflacja w Stanach Zjednoczonych i rosnące niezadowolenie społeczeństwa. Biden stracił zaufanie wyborców przez potężny wzrost cen paliw. Prezydent starał się zaradzić problemowi inflacji poprzez próbę obniżenia cen paliw, co częściowo udało się osiągnąć. Ceny za galon benzyny spadły z ponad 5 dolarów do poziomu poniżej 4 dolarów, ale wciąż nie zmniejszyło to znacząco niezadowolenia społeczeństwa czy inflacji przechyliło szansę zwycięstwa dla Partii Republikanów.dezaprobata dla prezydenta Bidena

Wraz ze wzrostem inflacji, dezaprobata dla prezydenta Bidena bardzo mocno rosła. Źródło: RealClearPolitics, Bloomberg, XTB

Aborcja

W czerwcu 2022 roku doszło do uchylenia decyzji Sądu Najwyższego z 1973 roku, która uznawała aborcję za legalną w całych Stanach Zjednoczonych. Poprzez uchylenie tej decyzji bardziej konserwatywne stany mogły zdecydować się na bardziej restrykcyjne prawo lub nawet zabronić aborcji. W odpowiedzi Demokraci starają się uchwalić prawo federalne, które chroniłoby prawo do aborcji w Stanach Zjednoczonych. Do tego potrzebują jednak 60 głosów w Senacie, co jest na ten moment niemal niemożliwe do osiągnięcia. Republikanie chcą decyzji dotyczącej aborcji na poziomie stanowym.

Imigracja

Republikanie sprzeciwiają się decyzjom Bidena i Demokratów o usunięciu części antyimigracyjnej polityki Donalda Trumpa. Gubernatorzy Teksasu, Arizony oraz Florydy z Partii Republikańskiej zdecydowały się na kontrowersyjny transport imigrantów z południowych stanów na północ, co spotkało się z dużą uwagą mediów oraz krytyką ze strony Białego Domu.

Stan demokracji

Demokraci uważają, że powrót Republikanów, a w szczególności Trumpa na stanowisko prezydenta w 2024 roku mogłoby oznaczać rządy autorytarne. Warto wspomnieć, że Trump wielokrotnie naciskał na legislatury stanowe, Departament Sprawiedliwości oraz swojego wiceprezydenta do nie uznania wyników wyborów z 2020 roku.

Klimat

Demokraci chcą dalszych działań nakierowanych na walkę z kryzysem klimatycznym, choć warto wspomnieć, że obecnie sam Biden naciska na spółki naftowe do zwiększenia wydobycia w kraju. Powrót Republikanów mógłby oznaczać więcej inwestycji na rynku ropy, gazu czy węgla.Kluczowe rozbieżności w amerykańskich partiach

Kluczowe rozbieżności w amerykańskich partiach. Źródło: XTB

Oczekiwania dla wyników wyborów

Patrząc na historię wyborów połówkowych, głosujący niechętnie głosowali na partię, która aktualnie znajdowała się u władzy. Patrząc na ostatnią 100 letnią historię partia rządząca traciła ok. 18-25 miejsc w Izbie Reprezentantów oraz 3-4 miejsca w Senacie! Jeśli historia miałaby się powtórzyć, Demokraci mogą stracić obie izby w Kongresie. Jakie mamy możliwe scenariusze?Walka o Izbę wydaje się być rozstrzygnięta

Walka o Izbę wydaje się być rozstrzygnięta, dlatego ostateczna walka zostanie rozegrana o Senat. Źródło: US Congress, RealClearPolitics, XTB

Scenariusz nr 1 – Republikanie przejmują cały Kongres

Patrząc na obecną sytuację, Republikanie muszą przejąć jedynie kilka miejsc w Izbie Reprezentantów oraz jedno miejsce w Senacie, aby przejąć władzę w całym Kongresie. Rynek wycenia prawdopodobieństwo takiego scenariusza na blisko 75%!

Co to oznacza dla rynku?

Najprawdopodobniej będzie to oznaczało pełną blokadę agendy prezydenta Joe Bidena i prawdopodobnie brak jakichkolwiek nowych inicjatyw wydatkowych do kolejnych wyborów prezydenckich. Można oczekiwać, że zielona agenda przestanie być priorytetem władz i nie będzie rozważana żadna poważna zmiana podatkowa – w szczególności taka mająca na celu podwyżki. Co więcej ostatnio Republikanie wskazali, że przy pełnej wygranej Kongres nie będzie już tak przychylnie patrzeć na kolejne pakiety wsparcia dla Ukrainy. Jeśli Biden będzie blokował wszelkie pomysły Republikanów, najbliższe dwa lata będą zastojem dla amerykańskiej gospodarki. Niemniej Republikanie będą dążyć w kierunku zwiększenia cyberbezpieczeństwa oraz zwiększenia wydatków na obronność.

Scenariusz nr 2 – Podzielony Kongres

W tym scenariuszu rozważamy raczej Izbę przejętą przez Republikanów oraz większość w Senacie utrzymana przez Demokratów. Rynek widzi na ten scenariusz 5 krotnie większe szanse niż w przypadku Izby po stronie Demokratów oraz Senatu w rękach Republikanów. Warto jednak pamiętać, że w ostatnich latach sondaże niedoszacowywały poparcia dla Demokratów.

Co to oznacza dla rynku?

Ten scenariusz oznacza najmniej możliwych nowych inicjatyw ustawodawczych, choć jednocześnie warto skupić się na kwestiach, które popierane są przez obie partie. Są to m.in. regulacje dotyczące spółek technologicznych czy rynku kryptowalut. Teoretycznie można byłoby również oczekiwać pewnej współpracy przy projektach inwestycyjnych na rynku energii. Niemniej, te same kwestie byłyby rozwijane w większych stopniu w przypadku pełnej wygranej Demokratów.

Scenariusz nr 3 – Demokraci utrzymują cały Kongres

Historia oraz sondaże wskazują, że szanse na ten scenariusz są bardzo małe. Implikowane prawdopodobieństwo tego scenariusza jest mniejsze niż 10% wg rynkowych ekspertów. Niemniej warto zauważyć, że zdecydowana większość senatorów zmienia się ze strony Republikanów, co daje szanse na utrzymanie władz Demokratów. Z drugiej strony ostatni spadek cen energii daje również potencjał do wyrażenia entuzjazmu wśród wyborców w stosunku do Demokratów w wyborach do Izby Reprezentantów.

Co to oznacza dla rynku?

Pełna elastyczność i duży potencjał do kontynuacji zmian w gospodarce. Biden będzie miał możliwość pokazania wyborcom, że można dać mu kolejną szansę w wyborach za dwa lata. Z drugiej strony widać również pewien rozłam w samej Partii Demokratycznej, co widać przede wszystkim w przypadku dalszego poparcia Ukrainy czy również ogromnych programów wsparcia dla gospodarki. Ten scenariusz zakłada dalsze spore wydatki na gospodarkę.

Czy Trump powróci?

Do wyborów prezydenckich  jeszcze daleko, ale Trump zapowiedział, że będzie starał się o reelekcję w 2024 roku. Z drugiej strony Mike Pence, wiceprezydent u boku Trumpa wskazał, że nie wie czy będzie popierał go w wyborach w 2024 roku. Może to oznaczać, że sam Pence nie wyklucza wyścigu o fotel prezydencki za 2 lata.

Na ten moment dezaprobata dla prezydenta Bidena jest na tyle duża, że należy brać pod uwagę możliwość wygranej Republikanów oraz Trumpa za 2 lata, choć ten przegrał z obecnym prezydentem w 2020 roku aż 7 milionami głosów. Jeśli jednak inflacja pozostanie dalszym problemem, a gospodarka amerykańska wejdzie w recesję pełna zmiana władzy w USA nie jest wykluczona. W takim wypadku należałoby zwrócić uwagę na sektor ropy i gazu, sektor zbrojeniowy oraz na możliwe odnowienie wojny handlowej w pełnej skali z Chinami.

Jak statystycznie reagował rynek?

Statystyka jest mocno widoczna w analizie zachowania rynku giełdowego przed i po wyborach połówkowych w Stanach Zjednoczonych. Statystyki mówią, że przed wyborami indeks S&P 500 zwykle tracił lub poruszał się bardzo płasko. Co więcej, jeśli przeanalizujemy jedynie korekty w roku wyborczym, to okazuje się, że im głębsza była początkowo korekta, tym większe było odbicie 12 miesięcy po wyborach!W trakcie każdego roku, kiedy odbywały się wybory midterm

W trakcie każdego roku, kiedy odbywały się wybory midterm, S&P 500 zaliczał dosyć głęboką korektę, ale 12 miesięcy po dołku obserwowane było spore odbicie. Statystyka mówi również o przyspieszeniu impetu wzrostów od terminu wyborów. Źródło: Bairdwealth, Bloomberg, XTB

Co jeszcze mówią statystyki?

  • Analizując wybory midterm od II Wojny Światowej, w 80% przypadkach indeksy amerykańskie zyskiwały w kwartale wyborczym na tle poprzednich kwartałów
  • Statystycznie najlepszym scenariuszem dla giełdy był podzielony Kongres z demokratycznym prezydentem (analiza lat 1926-2019)
  • Średnie odbicie 12 miesięcy po wyborach midterm wynosiło 14,52% w przypadku utrzymania władzy przez partię aktualnego prezydenta (47 przypadków)
  • Średni wzrost o 15,94% w przypadku podzielnego Konresu z demokratycznym prezydentem (14 przypadków)
  • Średni wzrost na poziomie 6,99% w przypadku podzielonego Konresu z republikańskim prezydentem (33 przypadki)

Na jakie rynki trzeba zwrócić uwagę?

US500

W przypadku rynków akcji większy wpływ na indeksy od samego wyniku ma niepewność związana ze zbliżającymi się wyborami. Indeksy z Wall Street radziły sobie różnie w miesiącach poprzedzających wybory, jednak S&P 500 zyskiwał w ciągu 12 miesięcy po wyborach w każdym przypadku od 1942 roku. Stopy zwrotu były nieco wyższe w sytuacji kiedy wybory midterms prowadziły do podziału władzy między Demokratów i Republikanów. Taki wyniki zmniejsza ryzyko przeprowadzenia dużych reform, tym samym zmniejszając niepewności związaną z prowadzeniem biznesu czy regulacjami podatkowymi. Gdyby ten historyczny trend miał się utrzymać, wygrana Republikanów mogłaby zostać cieplej przyjęta przez inwestorów niż utrzymanie pełni władzy w rękach Demokratów.US500 zaliczył od szczytu podobną korektę, jak w trakcie początku

US500 zaliczył od szczytu podobną korektę, jak w trakcie początku pandemii. Czy statystyka związana z wyborami midterm zadziała również tym razem? Źródło: xStation5

Dolar

Dolar amerykański na początku władzy Trumpa i Republikanów w 2016 roku, ale ostatecznie obserwowaliśmy wtedy zejście EURUSD z okolic 1,10 do poziomów wyraźnie poniżej 1,05. Rynek finansowy uważał, że polityka Trumpa doprowadzi do wyższej inflacji, która skłoni Rezerwę Federalną do mocniejszych podwyżek. Trump przez okres swojej kadencji nie mógł zdecydować się czy popiera mocniejszego czy słabszego dolara i próbował sugerować zmiany w polityce monetarnej na bardziej łagodne w celu pobudzenia gospodarki przed wyborami w 2020 roku.

Obie partie starają się umocnić gospodarkę, ale historycznie za czasów Republikanów mieliśmy do czynienia z bardziej restrykcyjną polityką monetarną. Z drugiej strony amerykańscy badacze doszli do wniosków, że prezydentura republikańska zwykle rozpoczyna się w momencie mocnego dolara i ten traci na wartości w okresie jej trwania. Z kolei w przypadku Demokratów sytuacja wygląda odwrotnie – dolar na początku jest słaby, a kończy na bardzo mocnej pozycji. Można powiedzieć, że ta zasada sprawdziła się w ostatnich latach. Czy może to oznaczać, że dojście do władzy Republikanów może oznaczać w średnim i dłuższym terminie koniec dominacji dolara?Czy przejęcie władzy przez Republikanów będzie zwiastowało koniec dominacji dolara

Czy przejęcie władzy przez Republikanów będzie zwiastowało koniec dominacji dolara? W 2014 roku dolar umocnił się jeszcze przed wyborem Trumpa na prezydenta 2 lata później. Z drugiej strony dolar jest obecnie najmocniejszy od 20 lat. Źródło: xStation5

Ropa

Ropa jest zdecydowanie najbardziej politycznym surowcem na świecie. Przejęcie władzy przez Demokratów i Bidena miało zwiastować koniec paliw kopalnych w USA. Sytuacja ta jednak zmieniła się ze względu na obecny kryzys. Z drugiej strony historia pokazała, że Trump zdecydowanie lepiej radził sobie z OPEC niż Biden. Demokraci u władzy mogą oznaczać dalsze ograniczenie podaży, natomiast Republikanie mogą oznaczać więcej podaży w przyszłości i wsparcie dla amerykańskich producentów.Obie ostatnie prezydentury przyczyniły się przynajmniej początkowo do wzrostu cen ropy

Obie ostatnie prezydentury przyczyniły się przynajmniej początkowo do wzrostu cen ropy. Biden chce niższych cen paliw, ale po wyborach nie będzie już presji do dalszego uwalniania rezerw ropy. Biden zapowiedział też, że rezerwy byłyby odbudowywane po cenach niższych niż 70 USD za baryłkę. Źródło: xStation5

Kluczowe spółki i sektory

Scenariusz nr 1 – Republikanie przejmują władzę w Izbie Reprezentantów

Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem podczas tegorocznych wyborów midterm jest zwycięstwo Republikanów, więc temu scenariuszowi poświęcimy w niniejszym materiale większość uwagi.

Rosnące znaczenie cyberbezpieczeństwa

Dramatyczny wzrost zagrożeń cybernetycznych, m.in. z Chin, Rosji i Korei Północnej, wzmaga czujność amerykańskich władz co może wpływać na przyszłe wydatki rządowe w tym zakresie. Według Identity Theft Resource Center, liczba naruszeń danych ustanowiła nowy rekord w 2021 roku, przy czym liczba incydentów wzrosła o 68% w stosunku do 2020 roku i o 23% w stosunku do poprzedniego wysokiego poziomu w 2017 roku. Naruszenia danych wzrosły o kolejne 14% w ujęciu rocznym w pierwszym kwartale 2022 roku. Globalne wydatki na cyberbezpieczeństwo mają przekroczyć 170 miliardów dolarów w 2022 roku (wzrost o około 13% w stosunku do 2021 roku) i prawdopodobnie pozostaną szybko rozwijającą się branżą przez wiele lat.

Wydatki na obronność w centrum zainteresowania Republikanów

Nawet w podzielonym Kongresie może być miejsce na dwupartyjną współpracę w zakresie kilku kluczowych aspektów. Jednym z takich obszarów jest obronność. Od 2000 do 2020 roku Chiny zwiększyły roczne wydatki na obronę o 513%, podczas gdy wydatki amerykańskie wzrosły tylko o 64%. W związku z powyższym otwiera się ciekawa perspektywa dla akcji amerykańskich spółek z branży aerokosmicznej i obronnej, które są silnie skorelowane z wydatkami na obronę USA.

Spółki, które mogą zyskać na zwycięstwie Republikanów

Akamai (AKAM.US)

Jako sieć dostarczania treści (CDN), Akamai zapewnia ich bezpieczne dotarcie do miejsca przeznaczenia. Przy stale rosnącej ilości danych przesyłanych przez Internet, sieci CDN stają się coraz istotniejsze. Więcej osób niż kiedykolwiek wykorzystuje Internet do wszelkich celów, od rozrywki po pracę. Aby wzmocnić swoją ofertę w zakresie bezpieczeństwa sieci i chronić swoich klientów przed atakami ransomware, Akamai nabyło w 2021 r. izraelską firmę Guardicore, a na początku 2022 r. platformę infrastruktury chmurowej Linode.

Fortinet (FTNT.US)

Fortinet (NASDAQ:FTNT) jest jedną z największych firm z branży cyberbezpieczeństwa na świecie pod względem przychodów i kapitalizacji. Podobnie jak Palo Alto Networks, firma utrzymuje dwucyfrowy wzrost i jest wysoce rentowna. W przeciwieństwie do Palo Alto Networks, Fortinet zainwestował w organiczny rozwój bezpieczeństwa w chmurze. Jednym z osiągnięć firmy jest niedawno ogłoszony produkt bezpieczeństwa internetowego. Firma ogłosiła również partnerstwo z singapurskim programem inżynierii kwantowej w celu opracowania zabezpieczeń nowej generacji. Fortinet jest również czołowym dostawcą usług firewall.

Datadog (DDOG.US)

Datadog, platforma typu cloud-native, została zbudowana w celu gromadzenia, monitorowania i uzyskiwania wglądu w dane i operacje w chmurze. Firma wykorzystuje sztuczną inteligencję, aby pomóc zautomatyzować proces monitorowania dużych i złożonych zbiorów danych, odciążając tym samym zapracowane zespoły IT. Stale rozszerza również możliwości swojej platformy o nowe moduły, które obejmują bezpieczeństwo i monitorowanie danych w chmurze.

Lockheed Martin Corp. (LMT.US)

Lockheed Martin to niekwestionowany lider w amerykańskim przemyśle zbrojeniowym. Spółka posiada również długoletnie kontrakty rządowe na dostawy sprzętu wojskowego. Wyprodukowany przez nią odrzutowiec F-35, który odpowiada za 30% przychodów spółki, ma pozostać w służbie do 2070 roku. Przy kapitalizacji rynkowej przekraczającej 117 miliardów dolarów, Lockheed Martin jest symbolem branży, spółka jest wyceniana według wskaźnika P/E = 20,54 przy stopie dywidendy = 2,70%.

Raytheon Technologies Corp. (RTX.US)

Raytheon, podobnie jak Lockheed, jest wiodącym wykonawcą oraz dostawcą usług związanych z przemysłem zbrojeniowym. Jej pozycja na rynku zbrojeniowym związana jest z programem przeciwlotniczych pocisków Stinger. Stany Zjednoczone przekazały dużą część swoich istniejących zapasów Ukrainie i europejskim sojusznikom, co doprowadziło do znaczącego uszczuplenia rezerw pocisków Stinger. Stany Zjednoczone podpisały z firmą Raytheon nowy kontrakt o wartości 625 mln dolarów na uzupełnienie zapasów tych kluczowych pocisków.

Textron Inc (TXT.US)

Textron jest spółką produkującą helikoptery cywilne i wojskowe oraz odrzutowce biznesowe. Pomimo drastycznej przeceny akcji spółki spowodowanej pandemią COVID-19, znaczącą szansą na poprawę jej wyników jest program Future Attack Reconnaissance Aircraft. Textron konkuruje z Lockheed Martin o lukratywny kontrakt z armią USA, zwycięzca ma zostać wyłoniony w 2023 roku. Przed Textron otwierają się również możliwości przyszłych transakcji z Marynarką Wojenną i Marines.

Spółki, które mogą stracić na zwycięstwie Republikanów

Obecnie rządząca Partia Demokratyczna sforsowała ustawę Chips and Science ACT, która ma wesprzeć amerykański rynek producentów półprzewodników kwotą blisko 52 mld USD, która przeznaczona zostanie na badania oraz odbudowę przemysłu chipów na terenie USA. Ustawa spotkała się z krytyką ze strony Republikanów. Możemy domyślać się, że ich zwycięstwo w wyborach midterm ma szansę spotkać się z negatywną reakcją amerykańskich producentów chipów, choć potrzeba stopniowego przenoszenia produkcji chipów z Tajwanu do USA wydaje się zasadna bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Advanced Micro Devices (AMD.US)

Spółka posiada dobrze zdywersyfikowany biznes dostarczając oprogramowania zarówno na rynku procesorów jak i GPU, przy czym na obu rynkach plasuje się na drugim miejscu odpowiednio za Intelem i Nvidią. Firma posiada długoterminowe umowy z Microsoftem i Sony. Sektor gamingowy firmy wzrósł o 32% r/r mimo spowolnienia na rynku technologicznym. Prognozy sprzedażowe rynku konsol pozostają optymistyczne, zarówno Microsoft jak i Sony spodziewają się wyższej sprzedaży PlayStation 5 oraz Xbox.

Nvidia (NVDA.US)

Spółka jest głównym konkurentem AMD, a mimo podobieństw obydwu spółek, technologia układów graficznych Nvidii wydaje się przez wielu być marginalnie lepszą (kosztem wyższej ceny dla konsumenta). Rynek półprzewodników w ostatnich czasach stanął przed widmem stagnacji biznesów w Chinach, na które USA nałożyły sankcje. Nvidia potwierdziła jednak, że rząd USA pozwoli jej kontynuować rozwój swojego chipu sztucznej inteligencji H100 w Chinach. Ostatnie wyniki spółki nie napawały optymizmem, a koniec boomu Covidowego (który wspierał komputeryzację pracy zdalnej), spadek aktywności górników w przestrzeni kryptowalut i związane z nią spadki marż układów graficznych RTX ograniczyły bycze momentum.

Scenariusz nr 2 – Demokraci utrzymują władzę w Izbie Reprezentantów

W centrum zainteresowania Demokratów jest zwiększenie nakładów inwestycyjnych państwa na odnawialne źródła energii, dlatego ten sektor może okazać się głównym beneficjentem ich ewentualnego zwycięstwa.

Spółki, które mogą zyskać na zwycięstwie Demokratów

NextEra Energy Inc (NEE.US)

NextEra Energy jest największą na świecie spółką zajmującą się energią odnawialną. Oprócz wytwarzania energii słonecznej i wiatrowej, NextEra zajmuje się zielonym wodorem i bankami energii. Segment regulowanej użyteczności NextEra angażuje się głównie w wytwarzanie, przesyłanie, dystrybucję i sprzedaż energii elektrycznej na Florydzie. Inny segment produkuje energię elektryczną z czystych i odnawialnych źródeł, w tym z wiatru i słońca.

Enphase Energy Inc (ENPH.US)

Enphase Energy projektuje, rozwija, produkuje i sprzedaje systemy mikroinwerterów dla branży fotowoltaicznej. Urządzenia te konwertują moc prądu stałego wytwarzanego przez panele słoneczne na prąd zmienny wykorzystywany przez urządzenia domowe lub wysyłany do sieci.

Firmy produkujące te urządzenia są kluczowe dla rozwoju branży energii słonecznej. ENPH stale rozwija swoją ofertę technologiczną, w tym najnowocześniejsze mikroinwertery, banki energii, ładowanie EV i oprogramowanie do zarządzania energią w domu.

Ormat Technologies Inc (ORA.US)

Firma ta rozwija, buduje, posiada i obsługuje elektrownie geotermalne, słoneczne i inne oparte na energii odzyskiwalnej. Elektrownie wykorzystujące energię odzyskiwalną pobierają ciepło odpadowe z procesów przemysłowych i przekształcają je w energię elektryczną.

Wśród klientów Ormatu są przedsiębiorstwa użyteczności publicznej, co zapewnia stabilność przychodów firmy. W swojej ostatniej prezentacji dla inwestorów firma zwróciła uwagę na przedłużenie przez Inflation Reduction Act ulg podatkowych na energię geotermalną i słoneczną dla projektów rozpoczynających się przed 1 stycznia 2025 roku.

Piedmont Lithium (PLL.US)

Piedmont Lithium rozwija projekty w Karolinie Północnej i Tennessee oraz posiada udziały ekonomiczne w spółkach litowych w Kanadzie i Ghanie. McKinsey & Co. przewiduje, że popyt wzrośnie z około 500 tys. ton węglanu litu w zeszłym roku do 3-4 mln ton w 2030 roku. Ceny litu wzrosły o kilkaset procent w przeciągu ostatnich kilknuastu miesięcy. Z wyższymi cenami i perspektywą wzrostu popytu, trwa walka o rozwój nowych dostaw litu, który jest głównie wydobywany w Australii, Ameryce Łacińskiej i Chinach, ale może być wydobywany również w USA. Firma ma umowę na dostawy z gigantem pojazdów elektrycznych Tesla (TSLA.US), ale stoi również przed ryzykiem, że Karolina Północna może nie wydać potrzebnego pozwolenia na rozpoczęcie operacji wydobywczych.

First Solar Inc (FSLR.US)

Zachęty wprowadzone przez Inflation Reduction Act dla krajowej produkcji energii słonecznej oraz 10-letnie przedłużenie okresu kredytowania energii słonecznej mogą przynieść korzyści firmie First Solar, wskazując na zróżnicowaną technologię paneli cienkowarstwowych, istniejącą obecność produkcyjną w USA oraz wieloletnie kontrakty terminowe. Ogniwa słoneczne produkowane przez spółkę oparte są na kadmie i tellurku, a nie na polisilikonie, który doświadcza globalnego niedoboru.

Spółki, które mogą stracić na zwycięstwie Demokratów

Istnieje jednak kilka sektorów, których Demokraci wciąż nie darzą zbytnią sympatią. Istnieją dwa sektory biznesowe, które mocno dzielą Demokratów i Republikanów. Należy do nich sektor ropy i gazu oraz wspomniana już energia odnawialna. Wśród Demokratów nadal nie ma wielu zwolenników krajowych spółek z branży naftowej i gazowej. W związku z tym, jeśli Demokraci zdobędą kontrolę nad Izbą, partia ta może podjąć działania, które w znaczący sposób zaszkodzą amerykańskim spółkom naftowym i gazowym.

Exxon Mobil (XOM.US)

Niechęć Demokratów do spółek związanych z konwencjonalną energia mogłaby na przykład przejawić się w nałożeniu nowych podatków na ten sektor, wykorzystaniu ustawy o czystym powietrzu w celu dalszego ograniczania produkcji pojazdów napędzanych benzyną, a także ogłoszeniu, że pewne części wybrzeża Stanów Zjednoczonych są wyłączone z możliwości dokonywania odwiertów. To z kolei może negatywnie wpłynąć na akcje takich potentatów paliwowych, jak Exxon Mobil.

Occidental Petroleum (OXY.US)

Programy wiertnicze Occidental Petroleum są w dużej mierze skoncentrowane na terytorium USA. Dlatego też wszelkie działania Demokratów zmierzające do ograniczenia odwiertów w USA i podniesienia podatków dla producentów ropy miałyby prawdopodobnie znacznie większy wpływ na Occidental niż na XOM. Demokraci z Kongresu próbowali nawet zmusić Fed, by skłonił amerykańskie banki do zaprzestania udzielania pożyczek firmom naftowym.

Grupa CME (CME.US)

Jeśli inflacja pozostanie problemem, a Demokraci zachowają całkowitą kontrolę nad Kongresem, mogą szukać sposobów na ograniczenie spekulacji rynkowej na towarach i surowcach. Byłby to istotny, negatywny czynnik dla CME Group, która prowadzi giełdy ułatwiające zakup towarów, w tym również wielu rodzajów płodów rolnych. Niektórzy z lewicy i wielu kongresowych demokratów twierdzi, że inflacja jest przynajmniej częściowo napędzana przez spekulantów z Wall Street. Jeśli inflacja pozostanie wysoka, a Demokraci zachowają kontrolę nad Kongresem, mogą dążyć do ograniczenia spekulacji towarami przez inwestorów z Wall Street, co może znacznie zaszkodzić CME Group.

Autor: Michał Stajniak, starszy analityk w XTB

Co spadnie, co wzrośnie – przemysł motoryzacyjny w czasach wielkich przemian

Przemysł motoryzacyjny przeżywa największą w historii transformację. Tymczasem kryzys energetyczny w Europie winduje koszty, hamuje produkcję i ogranicza przychody. Małe i średnie firmy mogą nie przetrwać bez pomocy finansowej – ostrzega Benjamin Krieger, sekretarz generalny Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Części Motoryzacyjnych (CLEPA), który podczas XVII Kongresu Przemysłu i Rynku Motoryzacyjnego przedstawił sytuację sektora.

Koszty energii w Europie utrzymywały się na wysokim poziomie już przed wojną w Ukrainie, zaś przemysł zmagał się z niedoborami w dostawach kluczowych komponentów i surowców: mikrochipów, gumy, miedzi, stali. Wojna dodatkowo pogłębiła te problemy.

Producenci części często nie mogą przenieść kosztów na swoich odbiorców, bo są związani długoterminowymi kontraktami. Do tego, jak wskazuje Benjamin Krieger, małe i średnie firmy nie mają dostępu do kapitału, który pozwoliłby im dostosować model biznesowy do nowych warunków, co oznacza, że bez pomocy finansowej mogą nie przetrwać tych trudnych czasów.

Uniknąć litowej zależności

W kontekście deficytów surowcowych CLEPA ostrzega przed uzależnieniem europejskiego przemysłu motoryzacyjnego od dostaw litu, niezbędnego do produkcji baterii trakcyjnych stosowanych w samochodach elektrycznych. Aż 60% światowego rynku przetworzonego litu jest w rękach Chin, które są również monopolistą w podaży pierwiastków ziem rzadkich. CLEPA uważa, że samochody BEV (z napędem bateryjnym) należy traktować jako jedną z dróg prowadzących do celu, jakim jest osiągnięcie neutralności klimatycznej w transporcie samochodowym. Kolejne to pojazdy FCEV, wyposażone w ogniwa paliwowe zasilane wodorem, a także samochody z silnikami spalinowymi, które byłyby zasilane tzw. e-paliwami, produkowanymi z zielonego wodoru, uzyskiwanego metodą elektrolizy z prądu wytwarzanego bezemisyjnie oraz dwutlenku węgla z atmosfery. Produkcja i spalanie tych paliw odbywałyby się więc w cyklu zamkniętym, z zachowaniem całkowitej neutralności klimatycznej, bez konieczności korzystania z surowców kopalnych.

– Włączenie zrównoważonych paliw do europejskiej polityki klimatycznej przyczyniłoby się do budowy niezależności europejskiego przemysłu motoryzacyjnego i odporności na zakłócenia dostaw, a przy tym pozwoliłoby ochronić wiele miejsc pracy w branży motoryzacyjnej, które w przypadku całkowitego wykluczenia konwencjonalnego napędu skazane byłyby na likwidację – wyjaśnia Tomasz Bęben, dyrektor zarządzający Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych.

Starych możliwości ubędzie, pojawią się nowe

CLEPA wspólnie z międzynarodową firmą analityczną Roland Berger przedstawiła również trzy scenariusze upowszechniania się samochodów elektrycznych BEV na rynku europejskim. Należy się spodziewać, że do 2030 roku sprzedaż tych pojazdów osiągnie od 53 do 82%. Każdy scenariusz przewiduje natomiast, że od 2035 roku pojazdy w pełni elektryczne będą stanowiły blisko 100 procent rynku nowych samochodów osobowych i dostawczych. Przy tym jednak, jak wskazuje CLEPA, w 2040 roku elektryki będą stanowiły jedynie 18% samochodów w wieku 8 i więcej lat. Tak więc nawet za dwie dekady warsztaty wyspecjalizowane w samochodach z silnikami spalinowymi będą miały co robić.
Należy jednak pamiętać, że ogólne zapotrzebowanie na obsługę samochodów z konwencjonalnym napędem będzie sukcesywnie spadać. Według danych CLEPA do 2040 roku rynek części zamiennych zmniejszy się o 15%, czyli o 6-7 mld euro, co wynika z faktu, że zapotrzebowanie samochodów elektrycznych na te elementy jest o 30% mniejsze niż w przypadku samochodów spalinowych.

Z drugiej jednak strony znaczenia będzie zyskiwać branża regenerowania baterii i elementów do samochodów elektrycznych i tzw. logistyka zwrotna, co będzie kreowało nowe możliwości dla niezależnych graczy na rynku motoryzacyjnym.

Dla warsztatów niezależnych, które będą chciały wejść na tworzący się nowy rynek obsługi samochodów elektrycznych kluczowe znaczenie będzie miało szkolenie i podnoszenie kwalifikacji. Jak zauważa CLEPA niezbędne jest również wypracowanie nowych modeli współpracy między producentami części i specjalistami z rynku wtórnego dotyczącej obsługi baterii trakcyjnych.

– Przed zmianami nie uciekniemy. Transformacja branży motoryzacyjnej prędzej czy później zawita również na aftermarket i do niezależnych warsztatów. Ci, którzy pierwsi przygotują się do nowych realiów, zdobędą przewagę rynkową. Ci zaś, którzy będą jedynie biernie czekać, narażą się na wypchnięcie z rynku – podsumowuje Tomasz Bęben.

Wyniki Grupy Kapitałowej VRG S.A. za październik 2022 r.

Sprzedaż VRG S.A. osiągnęła w październiku 2022 wartość 89,9 mln zł, o 7,7 proc. więcej, niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Narastająco w dziesięciu miesiącach roku sprzedaż VRG wyniosła 994,9 mln zł (o 23,6 proc. więcej r/r).

Kolejny mocny miesiąc ma za sobą segment jubilerski Grupy, który osiągnął w październiku sprzedaż o wartości 43,8 mln zł (o 14,8 proc. więcej niż w roku ubiegłym). Przychody segmentu odzieżowego wyniosły 46,1 mln zł, o 1,7 proc. więcej niż w roku ubiegłym. Wzrost w tym segmencie miał miejsce zarówno w kanale sklepów stacjonarnych jak i w sprzedaży internetowej.

– Latem zdecydowaliśmy się na głęboką wyprzedaż i znaczne obniżenie cen, aby uniknąć obciążenia zapasami w okresie zapowiadanego spadku koniunktury. We wrześniu, ani w październiku nie pojawiły się jeszcze oznaki znaczącego obniżenia popytu. Grupa utrzymała pozytywną dynamikę sprzedaży i wypracowała wzrost marży z biznesu. Bardzo dobrze w czwarty kwartał wszedł W.KRUK z kolekcją ambasadorską Longplay, która powstała we współpracy z Natalią Kukulską i Michałem Dąbrówką – komentuje Janusz Płocica, prezes zarządu Grupy VRG

Marża Grupy w październiku 2022 r. wyniosła 55,5 proc. w porównaniu do 54,0 proc. w analogicznym okresie rok wcześniej. Kanały online odpowiadały w październiku za 12,8 proc. sprzedaży (w porównaniu z 11,7 proc. rok wcześniej).

– Wyższy poziom marży to konsekwencja realizowanej w 2022 roku strategii efektywniejszego zarządzania produktem i jego ceną oraz dobrej w porównaniu do prognoz sytuacji popytowej. Wyższa sprzedaż, wyższa marża, a także niewielki jeszcze, ale wzrost sprzedaży w kanale internetowym pozwalają na pozytywną ocenę październikowych wyników i bardziej optymistycznego spojrzenia na dwa kolejne, kluczowe dla wyników Spółki miesiące – wskazuje Janusz Płocica.

KOMSA i Westcoast decydują się na strategiczne partnerstwo

  • Liderzy na swoich rynkach w Niemczech i Wielkiej Brytanii tworzą największy europejski sojusz sprzedaży ICT
  • Planowana ekspansja biznesowa w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Francji
    i Niemczech
  • Konwergencja IT i telekomunikacji jako najsilniejszy czynnik wzrostu
  • Założyciele KOMSA ustalają kwestię sukcesji firmy

KOMSA AG i Westcoast (Holdings) Ltd. dążą do bliskiego partnerstwa strategicznego, aby jeszcze bardziej czerpać korzyści z trendów technologicznych związanych ze standardem komunikacji mobilnej 5G, przetwarzaniem w chmurze i pracą mobilną. Dzięki łącznym obrotom przekraczającym 5,5 miliarda euro, KOMSA i Westcoast stały się największym prywatnym partnerem w zakresie sprzedaży, marketingu i usług globalnych marek z branży technologicznej w Europie. W trakcie fuzji Westcoast stopniowo przejmuje udziały od założycieli KOMSA.

KOMSA poprzez fuzję wzmacnia kompetencje IT

Partnerzy handlowi i partnerzy technologiczni czerpią korzyści ze strategicznego partnerstwa między dwoma liderami na swoich rynkach. – „Głównym motorem napędowym jest konwergencja infrastruktury informatycznej i telekomunikacyjnej, która umożliwia firmom korzystanie z zupełnie nowych aplikacji technicznych i zwiększanie produktywności”, wyjaśnia dyrektor generalny i dyrektor finansowy KOMSA, Pierre-Pascal Urbon.

Aktualnym przykładem jest integracja oprogramowania do współpracy w chmurze, takiego jak Microsoft Teams, z istniejącą infrastrukturą firmy. – „Aby osiągnąć wzrost wydajności, potrzebujesz odpowiedniego sprzętu, usług i specjalistycznego doradztwa. Fuzja z Westcoast umożliwia nam dodanie IT do naszej wiedzy sektorowej w dziedzinie telekomunikacji. Ma to dla nas dużą wartość strategiczną, ponieważ pozwala oferować naszym klientom unikalny zakres usług i przekazywać im efektywność wygenerowaną przez fuzję”, mówi Pierre-Pascal Urbon.

Ponadto fuzja otwiera KOMSA dostęp do rynków w UK, Irlandii i Francji, na których do tej pory nie była zbyt aktywna. Firma wykorzysta ekspansję regionalną do wzmocnienia relacji biznesowych z partnerami technologicznymi oraz do sprzedaży na rynku międzynarodowym wynajmu i obsługi smartfonów (device-as-a-service). „KOMSA wykona największy krok rozwojowy w historii firmy”, podsumowuje Kerstin Grosse, Przewodnicząca Rady Nadzorczej KOMSA.

Westcoast uzyskuje dostęp do rozwijającego się rynku Niemiec

Dzięki nowemu partnerstwu dwóch liderów sprzedaży, marketingu i usług na swoich rynkach tworzy największy europejski sojusz prywatnych globalnych marek ICT. Obie firmy, zatrudniając ponad 2200 pracowników, generują sprzedaż na poziomie ponad 5,5 miliarda euro, a razem zrzeszają ponad 400 partnerów technologicznych, 30 000 partnerów handlowych i łącznie ponad 75 000 punktów sprzedaży.

„W połączeniu z logistyczną siłą obu firm, wspólnymi kompetencjami technicznymi w zakresie łączenia IT i ICT oraz doświadczeniem w zakresie napraw i przetwarzania, wspieramy przemysł, handel i biznes w wykorzystaniu postępu technologicznego” – mówi Joe Hemani, prezes i założyciel Westcoast. „KOMSA wnosi również do naszego partnerstwa rozległą wiedzę w dziedzinie Unified Communications, a specjalistyczne know-how w zakresie tworzenia zwinnych struktur ma strategiczne znaczenie dla Westcoast. Fakt, że skala naszej współpracy z firmą KOMSA wykracza poza ramy tego partnerstwa, jest wyraźnym sygnałem, potwierdzającym nasze nieustające zaangażowanie w branżę ICT i zaufanie do tego sektora. Przeniesiemy nasze doświadczenie z wysoce konkurencyjnego rynku IT do świata telekomunikacji, poprawiając tym samym jakość obsługi klienta i naszą ofertę. Dzięki dostępowi do rozwijającego się rynku niemieckiego, na którym wcześniej nie byliśmy zbyt aktywni, strategicznie rozwijamy również naszą pozycję rynkową”.

Fuzja podlega zatwierdzeniu przez odpowiednie władze. Pierwsze zamknięcie planowane jest na styczeń 2023 roku. W tym kontekście założyciele i właściciele KOMSA regulują sukcesję firmy: Westcoast stopniowo przejmie ich udziały najpóźniej do 2025 roku. Gunnar Grosse i Jürgen Unger zrezygnują z funkcji w Radzie Nadzorczej po zamknięciu, a Kerstin Grosse pozostanie Przewodniczącą Rady Nadzorczej. Zarząd KOMSA pozostaje bez zmian, Pierre-Pascal Urbon zostanie również Prezesem Zarządu Westcoast po zamknięciu.

Hyatt Place Krakow oficjalnie otwarty. To pierwszy hotel amerykańskiej sieci w Polsce

Po blisko 10 latach Hyatt wrócił do Polski, potwierdzając tym samym zaangażowanie w rozwój swoich marek w Europie. Pierwszy hotel amerykańskiej sieci został właśnie oficjalnie otwarty w samym sercu stolicy Małopolski. Hyatt Place Krakow, zarządzany przez Hotel Professionals Management Group, oferuje 216 przestronnych pokoi i prawie 150 mkw. powierzchni konferencyjnej. Inwestorem jest konsorcjum Core Development, Wirth Group i Weyhouse Hospitality.

Hyatt Place to unikatowy koncept oparty na funkcjonalnie zaprojektowanych przestrzeniach, innowacyjnej obsłudze i całodobowych udogodnieniach. Oferta hotelu Hyatt Place Krakow skierowana jest do podróżujących, którzy szukają praktycznych i wygodnych rozwiązań w konkurencyjnych cenach. Do dyspozycji gości jest 216 pokoi z wyodrębnionymi strefami do pracy i relaksu, przestronne patio, całodobowe centrum fitness i sklep, a także lobby bar i restauracja ZOOM. Wszystkie pomieszczenia są przyjazne zwierzętom, a właściciele czworonogów dostają pakiety powitalne dla swoich pupili.

Hyatt Place Krakow zlokalizowany jest przy krakowskich Błoniach –  zielonych płucach miasta królów polskich. Lokalizacja ta jest bardzo dobrze skomunikowana z resztą miasta. W pobliżu znajduje się Rynek Główny, Zamek Królewski na Wawelu, Muzeum Narodowe czy Kopiec Kościuszki.

Urban jungle z elementami folkloru miejskiego

Charakterystyczna czarna bryła hotelu skrywa surowe wnętrza zaprojektowane w stylu „urban jungle”. Widoczne nawiązania do architektury pobliskich parków oraz artystycznych tradycji miasta odzwierciedlają charakter wyjątkowej lokalizacji obiektu. Naturalne materiały, takie jak beton, stal i drewno, przełamane zostały dużą ilością zieleni i urozmaicone detalami w kolorze fioletu. Design komponuje się z oryginalnymi dziełami polskiego ilustratora Karola Banacha, będącymi artystyczną interpretacją symboli Krakowa, takich jak Smok Wawelski, Lajkonik czy obwarzanek.

Oferta gastronomiczna

W Hyatt Place Krakow funkcjonuje ZOOM Restaurant oraz ZOOM Lounge & Bar, który łączy się  z ogrodem zimowym. Oba miejsca charakteryzują się swobodną atmosferą i są w pełni otwarte dla mieszkańców Krakowa i odwiedzających hotel turystów.

O podniebienia gości, tworząc kartę menu, zadbał ceniony szef kuchni Miłosz Kowalski, który swoje doświadczenie zdobywał w renomowanych hotelach w Polsce i Wielkiej Brytanii. W kulinarnym repertuarze restauracji prym wiodą sezonowe dania inspirowane lokalną kuchnią i międzynarodowymi klasykami. Natomiast znajdujący się przy recepcji hotelowej całodobowy The Market, oferuje szeroki wybór produktów na wynos, od przekąsek, sałatek i kanapek po soki, zimne napoje bezalkoholowe i świeżo parzoną kawę oraz asortyment wybranych dań gotowych.

„Jesteśmy przekonani, że innowacyjne podejście marki Hyatt do branży hotelarskiej w połączeniu z doświadczeniem inwestora w realizacji unikatowych projektów w przestrzeniach miejskich, sprawi, że oferta Hyatt Place Krakow zaspokoi potrzeby nawet najbardziej wymagających gości” – powiedziała Beata Kowalczyk, Dyrektor Generalna Hyatt Place Krakow.

Wybory w Brazylii: cisza przed burzą?

  • W przeciwieństwie do poprzednich wyborów, na brazylijskich rynkach nie widać warunków stresowych wywołanych sytuacją polityczną. Niemniej jednak w 2023 brazylijskie rynki czeka konfrontacja z rzeczywistością – wynika z analiz Allianz Trade. Po publikacji wyników pierwszej tury wyborów prezydenckich prawdopodobieństwo wprowadzenia ekstremalnych polityk zmalało: rynki znają dobrze obu kandydatów. Inwestorzy z zadowoleniem przyjęli także boom towarowy i determinację, z jaką działa brazylijski Bank Centralny (dodatnie realne stopy procentowe, odporne wpływy portfelowe – realne i netto). W 2023 r., gdy banki centralne zaczną odwracać swą politykę, a rynki dostosują odpowiednio swe oczekiwania co do dochodowości, brazylijskie obligacje skarbowe powinny przynosić dodatnie zwroty z inwestycji. W tak trudnym otoczeniu walutowym będzie to wynikać raczej ze stopy wolnej od ryzyka niż ze spreadów, dla których przewiduje się niewielkie poszerzenie (powyżej 300 bps w 2023 r.) wraz z dalszymi zmianami w cenach ropy naftowej i wzrostem obaw dotyczących polityki fiskalnej. Pierwsze cięcia stóp i środki kontroli inflacji powinny spowodować niewielkie obniżenie dochodowości obligacji wyrażonych w BRL, ale nie przewidujemy, by w przypadku obligacji 5-letnich doszło w 2023 r. do spadku znacznie poniżej 11%. Kredyty powinny skorzystać na luzowaniu polityki monetarnej, ale spready dla produktów fundamentalnych utrzymywać się będą na poziomie szerszym niż potrzebny (~400bps). Jeśli chodzi o kapitały własne, krótkoterminowy cykliczny pęd utrzyma się na wejściu w rok 2023 (zwrot roczny ~0-5%), ale zacznie tracić parę do końca roku w związku z niższym strukturalnym wzrostem gospodarczym po roku 2023.
  • Prawdziwym wygranym tych wyborów jest dług publiczny. Inwestorzy będą oczekiwać stabilności fiskalnej. Poza działaniami ze strony Rezerwy Federalnej i wpływem zmian cen ropy naftowej, kluczową rolę odgrywać będzie krajowa polityka fiskalna. Analizujemy programy obu kandydatów, Luli i Bolsonaro, i stwierdzamy, że środki ekspansjonistyczne (transfery socjalne, cięcia podatkowe, kolejna zmiana limitu wydatkowania) doprowadziłyby do pogorszenia sytuacji deficytu fiskalnego do -1,9% PKB w 2023 r., czy do najgorszego poziomu na przestrzeni ostatnich 20 lat (z wyłączeniem okresu pandemii). Oznacza to również, że Brazylia osiągnęłaby do 2026 r. wskaźnik długu do PKB na poziomie 100%. Ponadto część czynników fiskalnych mogłaby spowodować wzrost inflacji: w Allianz Trade przewidujemy, iż w roku 2023 inflacja zasadnicza osiągnie 5,1%, czyli powyżej celu inflacyjnego banku centralnego wynoszącego 3,25%, natomiast wzrost realnego PKB osłabnie do 0,8% w 2023 r., a następnie powróci do poziomu zgodnego z jego potencjałem, czyli do poziomu 1,9% w 2024 r. Przewidujemy, że BCB (brazylijski bank centralny) utrzyma w 2022 r. stopę Selic na poziomie 13,75%, a następnie zacznie ją obniżać w 2. połowie 2023 r., doprowadzając stopy procentowe do poziomu 12% pod koniec roku.

Co o wynikach wyborów w Brazylii mówią nam rynki?

Choć zmienność rynkowa jest strukturalnie wyższa w związku z trudnymi uwarunkowaniami makroekonomicznymi, brazylijskie wybory w 2022 r. nie wywołały istotnych dodatkowych warunków stresowych. Aktualnej sytuacji nie da się porównać ani z pełnymi napięć momentami z najnowszej historii finansowej Brazylii, takimi jak sytuacja z marca 2020 r., ani z zapaścią cen ropy z lat 2015-2016 (poziomy niższe niż w czasie pandemii COVID-19, ale utrzymujące się dłużej w czasie). W roku 2014 do zawirowań doszło po pierwszej turze, a w roku 2018 przed nią. Oba te etapy miały już miejsce w tym cyklu wyborczym, ale rynki nie zareagowały gwałtownie.

Oboje kandydatów, zarówno Luiz Inacio Lula da Silva (powszechnie znany jako Lula) oraz obecnie urzędujący Jair Bolsonaro, jest dobrze znanych i choć istnieją pewne obawy dotyczące obu stron, rynki nie przewidują, by którykolwiek z nich miał fundamentalnie zmienić obecne uwarunkowania. Ponadto wyniki Partii Liberalnej (PL) w Kongresie zapewniają prawicową większość, co umniejszałoby sile władzy wykonawczej Luli, gdyby – jak sugerują sondaże – został kolejnym prezydentem Brazylii. Sądząc po reakcji aktywów brazylijskich, rynki dobrze przyjęły wyniki pierwszej tury.

Rysunek 1: Zmienność przedwyborcza w porównaniu do uprzednich wydarzeń (po lewej: zmienność kapitałów własnych, po prawej: 1M zmienność implikowana BRLUSD

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research. Data 0 odpowiada pierwszej turze wyborów; w trzech przedstawionych wyborach potrzebna była druga tura, która zwykle odbywa się od trzech do czterech tygodni po pierwszej.

Brazylia stałą się jednym z pierwszych krajów, które stanęły do walki z po-Covidową inflacją i należy też do najzacieklejszych w tym wymiarze, choć jej sytuacja po wybuchu wojny w Ukrainie uległa poprawie w porównaniu do reszty świata. W wyniku tego posiada teraz dodatnie realne stopy procentowe, nie uległa sile dolara amerykańskiego i przyciągnęła wpływy portfelowe netto w tym roku. Udało się to jedynie garstce krajów, nawet uwzględniając eksporterów towarowych, którzy powinni byli skorzystać na wzroście cen.

Rysunek 2: Stopy reala brazylijskiego. Szybka reakcja BCB

Stopy reala brazylijskiego

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research. Przerywane linie i zacieniony obszar odpowiadają prognozom Allianz Research.

Przewidywalność, stabilność i ortodoksyjność mają znaczenie.

Jak wygląda Brazylia w porównaniu do innych rynków wschodzących? W marcu 2021 r., gdy Brazylia podnosiła stopy po raz pierwszy, Prezydent Erdogan wymienił prezesa Banku Centralnego Turcji. Od tego czasu spready obligacji skarbowych Brazylii poszerzyły się o 7bps, a Turcja doświadcza zawirowań, które doprowadziły do spreadów powyżej 800bps. Podobnie, wartość brazylijskiego reala wzrosła o 6% względem USD, natomiast turecka lira straciła ponad 50% na wartości.

Rysunek 3: Porównanie spreadów na krzywej obligacji skarbowych wyrażonych w USDPorównanie spreadów na krzywej obligacji skarbowych wyrażonych w USD

Źródła: Bloomberg, Allianz Research.

W tym samym okresie Kolumbia – północnozachodni sąsiad Brazylii, geograficznie, kulturowo i gospodarczy bliższy Brazylii niż Turcja – wprowadziła pakiet fiskalny, którego celem było obniżenie deficytu fiskalnego, który jednak wycofała w atmosferze zamieszek ulicznych, dokonała aktualizacji stóp obligacji klasy nie-inwestycyjnej według S&P, a następnie wybrała lewicowego prezydenta. Choć ropa naftowa posiada największy udział w eksporcie tego kraju, jego waluta straciła ponad 10% na wartości względem USD w tym roku. Ryzyko niewypłacalności Kolumbii również skutkowała istotną zmianą cen (Rysunek 4): Od roku 2021 kolumbijskie spready wyrażone w USD poszerzyły się znacząco w porównaniu do brazylijskich.

Kluczową rolę odegrały tu pewne charakterystyczne czynniki. Podobnie jak w Brazylii, w roku 2022 w Kolumbii odbyły się wybory prezydenckie. Wybory miały miejsce w czerwcu i doprowadziły do zwycięstwa lewicowego kandydata, Gustavo Petro, co stanowiło kompletny zwrot na kolumbijskiej scenie politycznej dotychczas zdominowanej przez prawicę. Niepewność co do polityki gospodarczej, która zostanie przyjęta w kraju zaciążyły mocno walucie. Aktualne ramy polityczne w Brazylii, gdzie na fotel prezydencki kandyduje dwóch byłych prezydentów, powodują, że rynki nie spodziewają się zbyt wielu niespodzianek. Jak widać na Rysunku 5, brazylijski real (BRL) wykazuje znacznie mniejszą zmienność w czasie tych wyborów niż miało to miejsce w trakcie poprzednich, kiedy to zmiana kierunku z lewa na prawo i odwrotnie wiązała się z wyższą zmiennością kursu walutowego.

Rysunek 4: Różnica pomiędzy kolumbijskim i brazylijskim spreadem wyrażonych w USD obligacji skorygowanym o opcje (OAS) (dodatnia różnica wskazuje, że kolumbijskie spready są wyższe i odwrotnie).Różnica pomiędzy kolumbijskim i brazylijskim spreadem wyrażonych w USD obligacji skorygowanym o opcje

Źródła: BofA, Refinitiv Datastream, Allianz Research. Spready z poziomów Indeksów.

Rysunek 5: Implikowana jednomiesięczna zmienność brazylijskiego reala (BRL) vs wybory prezydenckieImplikowana jednomiesięczna zmienność brazylijskiego reala (BRL) vs wybory prezydenckie

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research.

Inwestorzy z radością przyjęli boom towarowy, ale nie widzą ryzyk, jakimi obarczona jest rozrzutność fiskalna

Największe obawy dla Brazylii obejmują dalsze zacieśnianie amerykańskich warunków finansowych, ceny ropy naftowej (wraz z chińskim popytem) oraz wymknięcie się lokalnej inflacji spod kontroli. O ile w Brazylii nie dojdzie do zwrotu w zakresie praworządności, główne zagrożenia dla jej wyników płyną z zewnątrz. Jak widać na Rysunku 6, istotność czynników globalnych dla ruchów brazylijskich spreadów skarbowych rośnie szybko, gdy Rezerwa Federalna trzęsie rynkami obligacji na całym świecie zacieśnianiem swej polityki. Przewidujemy, iż do końca roku stopa Rezerwy Federalnej osiągnie poziom 4,75%, a do końca roku 2023 poziom 3,75%, co tylko pogorszy sprawę. Przewidujemy, że BCB (brazylijski bank centralny) utrzyma w 2022 r. stopę Selic na poziomie 13,75%, a następnie zacznie ją obniżać w 2. połowie 2023 r., doprowadzając stopy procentowe do poziomu 12% pod koniec 2023 r.

Rysunek 6: Udział ruchów brazylijskich spreadów w USD w oparciu o typowe czynnikiUdział ruchów brazylijskich spreadów w USD w oparciu o typowe czynniki

Źródła: BofA, Refinitiv Datastream, Allianz Research.

Brazylijskie aktywa obarczone ryzykiem wykazały niezwykłą odporność w 2022 r. w porównaniu do innych istotnych rynków wschodzących. Indeks Bovespa obecnie wskazuje ~9% zwrot rok do roku, natomiast indeks S&P 500 oraz inne indeksy kapitałowe rynków rozwiniętych wskazują ~20% korektę rok do roku. A wszystko to przy dodatkowych 5% lepszych niż przewidywane wyników rok do roku brazylijskiego reala względem USD. Poza powyższym, istotnym jest, by przyjrzeć się kontekstowi punktu wyjściowego brazylijskich aktywów: lata 2020 i 2021 były wyjątkowo złe dla Brazylii, gdyż kraj mierzył się z pandemią. Na przestrzeni tych dwóch lat indeks Bovespa odnotował łącznie -10% zwrotu, a wskaźnik S&P 500 odnotował wzrost o 47,5%. Jednocześnie brazylijski real stracił na wartości względem USD o 38,5%. Rozbieżność wyników dla okresu 2020-2021 wskazuje, że aktywa brazylijskie i amerykańskie posiadają odmienne tempa wzrostu: w czasie, gdy brazylijskie aktywa odbijają się od głębokiego rynkowego dna, w przypadku aktywów amerykańskich dochodzi do korekty względem historycznych wartości szczytowych, przez co rynkowe i gospodarcze warunki wyjściowe dla roku 2022 są strukturalnie odmienne (Rysunek 7).

Rysunek 7: Brazylijskie i amerykańskie rynki kapitałowe i waluty (rok do roku %)Brazylijskie i amerykańskie rynki kapitałowe i waluty

Źródła: BofA, Refinitiv Datastream, Allianz Research.

Ale odmienne rynkowe warunki wyjściowe nie wyjaśniają wszystkiego. Rozbieżne ścieżki polityki monetarnej pomiędzy Brazylią i dużymi rozwiniętymi rynkami miały i nadal mają bezpośredni wpływ na wyniki i wyceny aktywów obarczonych ryzykiem. Patrząc wstecz na rok 2021, kiedy to Brazylia wkroczyła na ścieżkę polityki podnoszenia stóp procentowych, tym samym odchodząc od praktyk panujących w tamtym czasie na rynkach rozwiniętych, awersja do ryzyka zyskała znacznie na wadze, prowadząc do znacznej korekty na rynku brazylijskim i spadu wartości waluty. Pod koniec roku 2021, a szczególnie w roku 2022 cykl ostrego podnoszenia stóp procentowych połączony z łagodzeniem super cyklu towarowego pomógł wyników aktywów obarczonych ryzykiem, dając początek ostremu i konsekwentnemu odbiciu zarówno indeksów, jak i waluty. Jeśli chodzi o rynki kapitałowe, względnie wysoka koncentracja sektorów finansowych (korzystających na wysokich stopach procentowych i relatywnie niskich (choć rosnących dla osób fizycznych) wskaźników braku spłaty – Rysunek 8) i sektorów napędzanych towarami (korzystających na super cyklu towarowym) doprowadziła do wyjątkowej odporności i wysokich wyników. Tym niemniej powoduje to wzrost obaw co do możliwości utrzymania tej sytuacji rynkowej oraz możliwego wpływu polityk fiskalnych i monetarnych na ścieżkę ożywienia w przyszłości (Rysunek 9).

Rysunek 8: FTSE Brazylia – Rozbicie sektorowe (%)FTSE Brazylia - Rozbicie sektorowe

Źródła: FTSE, Refinitiv Datastream, Allianz Research.

Rysunek 9: Brazylia – Procent kredytów zagrożonych (%)Brazylia - Procent kredytów zagrożonych

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research.

Patrząc w przyszłość rynku, najważniejszymi aspektami będą ortodoksyjne podejście fiskalne, nadchodzący cykl luzowania monetarnego i wpływ globalnego spowolnienia gospodarczego. W roku 2023 prognozy należy wiązać z początkiem cyklu luzowania. Po drugiej turze – niezależnie od zwycięzcy wyborów – stopień ortodoksyjności fiskalnej i transmisji fiskalnej będą kluczowe dla nastrojów rynkowych. Tym niemniej, przy założeniu, że sytuacja fiskalna nie pogorszy się bardziej niż jest to przewidywane, w roku 2023 powinniśmy obserwować głównie stabilizację rynkową, przy większości rozwiązań fiskalnych realizowanych za pośrednictwem jednostek para-fiskalnych. Jednocześnie, przy rozluźnianiu polityki monetarnej, sektory wrażliwe na zmiany polityki muszą przygotować sobie pewnego rodzaju poduszkę bezpieczeństwa wobec ogólnego spowolnienia gospodarczego i przewidywanego spadku cen towarów. Niższa stopa Selic powinna doprowadzić do sytuacji, w której nie będzie istnieć żaden konkretny trend rynkowy, jednak przy delikatnie dodatniej tendencji przez większą część roku (~0 do 5% zwrotu ogółem za 2023 r.). Prognozy dla aktywów obarczonych ryzykiem po roku 2023 powinny obrać bardziej pesymistyczny kierunek, niezależnie od tego, kto wygra wyboru, jako że strukturalne słabe strony brazylijskiej gospodarki powinny ponownie stać się bardziej widoczne, prowadząc do słabego długoterminowego wzrostu zarobków i wzrostu nierówności fiskalnych. Ta niezbyt pozytywna prognoza dla aktywów obarczonych ryzykiem w ujęciu średnioterminowym stanie się jeszcze wyraźniejsza, jeśli rozpocznie się spowolnienie i pogorszenie sytuacji strukturalnej gospodarki, ponownie obniżając nastroje konsumenckie, co doprowadzi do dalszej erozji bilansów przedsiębiorstw, przy już zaimportowanym globalnym spowolnieniu gospodarczym (Rysunek 10).

Rysunek 10: Brazylia – Marże zysku netto vs ufność konsumencka i szerokość zakresu zarobków* (%)Brazylia - Marże zysku netto vs ufność konsumencka

Źródła: IBES, Refinitiv Datastream, Allianz Research.

Uwaga: * liczba aktualizacji zwiększających szacunki poziomu zysków na akcję – liczba aktualizacji obniżających szacunki poziomu zysków na akcję jako % łącznej liczby szacunków

Jeśli chodzi o sektor kredytowy, w ujęciu średnioterminowym należy oczekiwać sytuacji podobnej do sektora kapitałowego, ale w perspektywie krótkoterminowej luzowanie polityki powinno złagodzić ból. Rozpoczęty wcześnie przez brazylijski bank centralny cykl podnoszenia stóp procentowych spowodował powstanie ryzyka dla obligacji korporacyjnych, ponieważ perspektywa wyższych kosztów finansowania i niepewne otoczenie makroekonomiczne doprowadziły do strukturalnego poszerzenia spreadów korporacyjnych w roku 2022. Tym niemniej w roku 2023 – co dotyczyć będzie też sektora kapitałowego – perspektywa luźniejszej polityki monetarnej w połączeniu z nadal stabilnym rokiem powinna zapewnić swego rodzaju poduszkę pozwalającą na obniżenie ryzyka kredytowego, przez co spready korporacyjne powinny ulec w 2023 r. zawężeniu ku 400 bps w porównaniu do obecnego poziomu 425 bps. Po roku 2023 spready kredytowe pozostaną pod presją, a bilanse firm i ich zdolności do spłaty zadłużenia zostaną poddane testowi, co doprowadzi do strukturalnego poszerzenia spreadów i wzrostu liczby „upadłych aniołów” (Rysunek 11).

Rysunek 11: Brazylia – rozbicie spreadu korporacyjnego w USD (zmiana r/r)Brazylia - rozbicie spreadu korporacyjnego

Źródła: BofA, Refinitiv Datastream, Allianz Research.

Dla brazylijskich obligacji odnotowano znacznie lepsze wyniki niż dla większości tradycyjnych aktywów o stałej stopie dochodu. Choć ostry wzrost inflacji i referencyjnych stóp procentowych wziął inwestorów z zaskoczenia i zmienił rok 2022 w jeden z najgorszych dla zwrotów z aktywów o stałych stopach dochodów na całym świecie, obligacje brazylijskie radziły sobie znacznie lepiej (Rysunek 12).  Do tak dobrych wyników przyczyniły się czynniki wskazane powyżej dla innych klas aktywów, takie jak siła reala w stosunku do sald płatniczych, czy też względnie niski punkt wyjściowy. Teraz, gdy rynki testują na powrót atrakcyjne aktywa o stałych stopach dochodu, brazylijskie obligacje powinny cieszyć się ponownie dodatnimi zwrotami w drugiej połowie 2023 r. Ale pytanie brzmi raczej, czy ich wyniki względem innych aktywów o stałych stopach dochodów (szczególnie z innych rynków wschodzących (EM)) sprawią, że inwestowanie w nie będzie tego warte. Jest wiele czynników, których nowy brazylijski prezydent nie będzie w stanie naprawić (np. stopy procentowe Fedu, czy ceny ropy naftowej), ale polityka fiskalna będzie w nadchodzących latach odgrywać kluczową rolę. Naszym zdaniem w ujęciu względnym, a także patrząc poza krótkoterminowe działania cykliczne, wyniki Brazylii będą gorsze niż innych rynków wschodzących w związku z niesłabnącą presją fiskalną. Stopy procentowe ustabilizują się na wysokim poziomie, przez co Brazylia będzie nadal oferować interesujące kupony, ale przy wyższej niestabilności i ryzyku.

Rysunek 12: Wyniki wybranych indeksów dla aktywów o stałej stopie dochodu vs brazylijskie obligacje skarbowe w USD (zwrot całkowity).Wyniki wybranych indeksów dla aktywów o stałej stopie dochodu vs brazylijskie obligacje skarbowe w USD

Źródła: BofA, JP Morgan, Refinitiv Datastream, Allianz Research. Odmienny dobór indeksów z rynków wschodzących i korporacyjnych może doprowadzić do innych wyników. Brazylijskie obligacje skarbowe w USD należą do grupy obligacji skarbowych rynków wschodzących wyrażonych w twardej walucie (HC).

„Nic nie jest tak trwałe jak tymczasowe programy rządowe”[1]

Polityka fiskalna stanowić będzie kluczową kwestię dla kolejnego rządu, niezależnie od wyników wyborów prezydenckich. W zestawieniu z porównywalnymi krajami Ameryki Łacińskiej, tzn. LatAM-5[2], wskaźnik długu publicznego kraju jest znacznie wyższy i osiągnął poziom 93% w 2021 r. (Kolumbia zajmuje drugie najgorsze miejsce i osiągnęła poziom 64%). Zwiększenie programu transferów pieniężnych „Auxilio Brasil” o 200 R$ do końca roku w otoczeniu niskiego wzrostu gospodarczego jeszcze pogorszyło prognozę fiskalną. Wydaje się, że inflacja osiągnęła swój szczyt, dzięki takim środkom rządowym jak cięcie cen paliwa przez Petrobras, czy zwolnienie z podatku od paliw i energii elektrycznej. Oczekiwania inflacyjne również spowalniają w związku z wolniejszym wzrostem gospodarczym i podniesieniem stóp procentowych na dłuższy okres czasu. Przewidujemy, iż w roku 2023 inflacja zasadnicza osiągnie 5,1%, czyli powyżej celu inflacyjnego banku centralnego wynoszącego 3,25%.

Rysunek 13: Inflacja i stopy procentowe w Brazylii (%)Inflacja i stopy procentowe w Brazylii (%)

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research.

Rysunek 14: Kluczowe wskaźniki makroekonomiczne dla LATAM-5

  Brazylia Kolumbia Chile Meksyk Peru
Kwestie fiskalne Równowaga fiskalna / PKB -4,42% -6,84% -7,49% -3,80% -2,25%
Ryzyko inflacyjne CPI 9,80% 9,40% 11,50% 7,80% 7,77%
Konkurencyjność REER (odchylenie od średniej z ostatnich 5 lat) -4,52% -12,24% -6,06% 8,88% 1,04%
Wzrost PKB (średnia dla lat 2022-2023) 1,80% 4,20% 1,30% 1,40% 2,80%
Zewnętrzne wskaźniki sektorowe Dług zewnętrzny / PKB 48,70% 62,00% 69,00% 52,00% 48,00%
Dług zewnętrzny / eksport 181,40% 333,20% 218,20% 88,70% 135,30%
Dług publiczny / PKB 93,01% 64,60% 36,29% 57,56% 36,35%
Rezerwy walutowe (mld USD) 327,6 56,3 37,8 196,3 74,3
CA/PKB -1,90% -6,10% -8,50% -0,80% -3,60%
Pokrycie importem 12,2 8,2 6,0 4,0 14,3

 

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research.

W warunkach zwiększonego wydatkowania i utraty przychodów, kolejny rząd będzie musiał zdecydować, czy kontynuować nowo wdrożone środki pomocy socjalnej/cięć podatkowych oraz zaktualizować zasadę limitu wydatków. Zarówno Lula, jak i Bolsonaro wskazali już, iż wartość programu „Auxílio Brasil” zostanie utrzymana na obecnym poziomie 600 R$. Należy zauważyć, że budżet na rok 2023 przekazany do Kongresu obejmuje już to przedłużenie. Tym niemniej, nie obejmuje on skorygowanej kwoty (która powodowałaby łączny dodatkowy koszt na poziomie 52 mld R$, czy 0,5% PKB), ale obejmuje przedłużenie obniżenia podatków federalnych na paliwo. W limicie wydatkowania nie ma już marginesu fiskalnego, który pomieściłby te potrzeby, co oznacza konieczność wprowadzenia korekt. Obu kandydatów zasygnalizowało już, iż wprowadzą zmiany obecnego limitu wydatkowania, który stanowi mechanizm stworzony w 2016 r. celem ograniczenia wzrostu wydatków publicznych prowadzących do inflacji notowanej w uprzednich latach, co pozwoliło utrzymać wydatki publiczne w ryzkach i dokonać istotnej korekty fiskalnej na przestrzeni ostatnich lat. To powiedziawszy, od samego początku jego istnienia limit wydatkowania przeszedł pewne zmiany i spowodował wzrost łącznych wydatków powyżej pierwotnie ustalonego progu, co podważyło jego wiarygodność. Jedną z ostatnich zmian było wprowadzenie „awaryjnego PEC”, co umożliwiło wypłacenie środków pomocowych i pokrycie koniecznych wydatków związanych ze zwalczaniem kryzysu wywołanego pandemią Covid-19.

Poniżej przedstawiamy informacje i kwantyfikacje istotnych form wpływu propozycji obu kandydatów na sytuację w oparciu wywiady i/lub przemówienia z ostatnich tygodni. W zaciekłym boju o fotel prezydenta zauważamy silny trend ku zwiększaniu ogólnego „pakietu łaskawości”. Kluczowe propozycje przedstawiono na Rysunku 15. Należy zauważyć, że przestawiamy wyłącznie wydatki wykraczające poza te już ujęte w planie budżetowym na 2023 r.

Rysunek 15: Propozycje, które powinny zmienić politykę fiskalną

  Lula

mld R$ / % PKB

Bolsonaro

mld R$ / % PKB

Korekta podatku dochodowego 21,5 32,6
% PKB 0,22% 0,34%
„Auxilio Brasil” – program transferów pieniężnych – przewidywane zmiany    
Trwały wzrost wartości do 600 R$ 52 52
% PKB 0,54% 0,54%
Dodatkowe 150 R$ na dziecko do 6 roku życia 18 nie dotyczy
% PKB 0,19%  
Trzynasta wypłata dla kobiet odpowiedzialnych za rodzinę nie dotyczy 10,2
% PKB   0,11%
Waloryzacja pensji dla pracowników sektora publicznego nie dotyczy 10
    0,10%
Razem 91,5 104,8
% PKB 0,95% 1,08%

 

Źródła: Różne brazylijskie media (informacje z pewnością nie są wyczerpujące, pominięcia po naszej stronie), Inop, Allianz Research.

Dane przedstawione na Rysunku 15 pozwalają obalić mit znacznie większego wydatkowania pod rządami prezydenta Luli: Zwycięstwo każdego z kandydatów doprowadziłoby do dodatkowych wydatków wynoszących co najmniej 100 mld R$, przy braku odpowiadających im przychodów, a to wszystko przy deficycie fiskalnym, który według obecnych przewidywań osiągnie poziom 64 mld R$.

Pod względem fiskalnym należy rozważyć następujące czynniki:

  • W nowym składzie kongresu większość będzie mieć centro-prawica, a partia Bolsonaro – Partido Liberal (PL) – będzie największą partią w obu izbach – deputowanych i Senacie. Oznacza to, że w 2023 r. rząd Bolsonaro ma większą szansę na uchwalanie nowych środków w Kongresie niż rząd Luli. Wbrew intuicji, ryzyka fiskalne byłyby wyższe pod rządami Bolsonaro niż Luli, pomimo szeregu prywatyzacji planowanych przez Bolsonaro.
  • Obu kandydatów rozważa również reformę podatkową, która przewiduje z jednej strony uproszczenie systemu i obniżenie obciążenia podatkowego, a z drugiej wyższe opodatkowanie zysków i dywidend za pośrednictwem podatku dochodowego, co miałoby stanowić sposób na sfinansowanie dodatkowych wydatków. Zyski osób prawnych są już opodatkowane w Brazylii, ale ich wypłacanie osobom fizycznym nie podlega opodatkowaniu od 1996 r.

Niezależnie od tego, kto wygra, równowaga fiskalna Brazylii ulegnie pogorszeniu, a wskaźnik długu publicznego do PKB osiągnie rekordowy poziom do 2026 r.

Zwiększone wydatkowanie wynoszące średnio 100 mld R$ w kolejnej kadencji doprowadzi do deficytu w wysokości -1,9% w 2023 r. Oznacza to powrót do poziomów z lat 2015-2017 oraz jeden z najgorszych wyników fiskalnych na przestrzeni ostatnich 20 lat – z wyłączeniem wyjątkowej sytuacji spowodowanej pandemią Covid-19 (patrz Rysunek 16).

Rysunek 16: Wskaźnik długu publicznego (% PKB)Wskaźnik długu publicznego (% PKB)

Źródła: IMF, Allianz Research.

Odnosząc się do Rysunku 7 zauważamy, że deficyt przyczyni si więc pozytywni do wzrostu wskaźnika długu publicznego do PKB, szczególnie w latach 2023 i 2024, a następnie zacznie przyczyniać się negatywnie do wzrostu wskaźnika długu publicznego do PKB od roku 2025. Pomimo tego trajektoria długu publicznego pozostanie skierowana ku wzrostowi, szczególnie przy znanej luce obserwowanej pomiędzy stopami procentowymi i wzrostem realnym w horyzoncie prognostycznym (patrz Rysunek 18), przy wskaźniku osiągającym 100% w 2026 r.

Rysunek 17: Prognoza wskaźników fiskalnych

  Wzrost realnego PKB CPI Wzrost nominalnego PKB Średnia stopa procentowa od długu do refinansowania Wydatki odsetkowe ogółem

(% PKB)

Saldo podstawowe razem

(% PKB)

Saldo fiskalne razem

(% PKB)

Dług razem

(%PKB)

2022 2,8% 9,6% 12,6% 12,0% 6,2% 0,0% -5,8% 88,2%
2023 0,8% 5,1% 5,9% 9,9% 6,8% -1,9% -8,6% 91,9%
2024 2,1% 4,0% 6,1% 8,5% 7,3% -0,5% -7,7% 94,3%
2025 1,9% 3,3% 5,2% 8,1% 7,8% 0,3% -7,5% 97,2%
2026 1,7% 3,2% 4,9% 8,0% 7,4% 0,1% -7,3% 99,9%

 

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research.

Rysunek 18: Zmiana brazylijskiego wskaźnika długu do PKB i powodujące ją czynniki

Zmiana brazylijskiego wskaźnika długu do PKB i powodujące ją czynniki

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research.

Na tym tle widać jasno, iż następny rząd będzie musiał wznowić reformy, by zaradzić impasowi fiskalnemu. Zasada wzrostu wydatków i potencjalny wzrost gospodarczy posiadają istotny wpływ na te prognozy. Nasz scenariusz bazowy zakłady wzrost gospodarczy zbliżony do jego potencjału (+1,9%) począwszy od 2024 r., a następnie +0,8% w 2023 r. Z pewnością przyjęcie zasady fiskalnej współgrającej z dążeniem do uzyskania dodatnich wyników podstawowych i przyjęcie reform umożliwiających zgodny z potencjałem wzrost gospodarki stanowić będą klucz do obniżenia długu publicznego. W przeciwnym razie brazylijska premia za ryzyko z pewnością wzrośnie w ujęciu średnioterminowym, co doprowadzi do niższego wzrostu, wyższych stóp procentowych i, w konsekwencji, wyższego długu. Jest jasnym, że następny prezydent będzie musiał zmierzył się z zadaniem dla Herkulesa, a inwestorzy będą się bacznie przyglądać jego poczynaniom.

[1] Milton Friedman.

[2] Brazylia, Kolumbia, Peru, Chile i Meksyk

Legimi spłaciło ostatnią serię obligacji i pozbyło się w całości obligacyjnego długu

Legimi, pionier modelu subskrypcyjnego na polskim rynku e-książki, spłacił obligacje serii AA, o wartości 2,2 mln PLN. W ten sposób firma pozbyła się w całości długu obligacyjnego. W przeszłości Legimi przeprowadziło w sumie 24 emisje obligacji na łączną kwotę ponad 27 mln PLN. Spółka w najbliższym czasie nie planuje kolejnych emisji.

Legimi w ostatnich dniach wykupiło ostatnią, 24. serię obligacji, przez co całkowicie pozbyło się długu obligacyjnego, kończąc tym samym, ogłoszony w 2019 roku, program emisji obligacji, ustanowiony na lata 2019-2021. Z punktu widzenia obecnych i potencjalnych, przyszłych inwestorów jest to ważna cezura w życiu spółki, ponieważ znika ryzyko obligacyjne, które dla wielu z nich mogło być kluczowe w ocenie standingu spółki.

Na początku działalności trudno było nam pozyskać kredyt bankowy, ponieważ jeszcze byliśmy młodym start-upem bez potwierdzonego i stabilnego modelu biznesowego i z tego powodu banki nieprzychylnie patrzyły na możliwość udzielenia finansowania. Szukaliśmy innych dróg na pozyskanie kapitału, jak np. emisja akcji czy właśnie obligacji. Spłacając nasze zobowiązania w terminie, budowaliśmy wiarygodność i dobre relacje z obligatariuszami, co pozwalało nam na skuteczne realizacje kolejnych emisji – komentuje Mikołaj Małaczyński, Prezes Zarządu Legimi.

Legimi jest przykładem spółki technologicznej, która mając powtarzalny i stabilny przychód, ale bez znaczących środków trwałych w bilansie, na których możnaby ustanowić zabezpieczenie, była w stanie użyć obligacji jako lewara do swojego rozwoju.  Obecnie firma wspiera się przede wszystkim długiem bankowym i zaznacza, że w najbliższym czasie nie planuje kolejnych emisji obligacji, ze względu na wymagające otoczenie rynkowe.

– Wykup ostatniej serii obligacji potwierdza fakt, że Legimi jest spółką wywiązującą się ze składanych  deklaracji i realizującą cele zawarte w swojej długofalowej strategii rozwoju. Inwestorzy przez lata doceniali stabilny model biznesowy oraz dyscyplinę kosztową, które sprawiły, że ten instrument rynku kapitałowego tak skutecznie wspierał nas w rozwoju w ostatnich latach. Pozostały w naszym bilansie dług bankowy zamierzamy systematycznie zmniejszać, aby ekspozycja na ryzyko zadłużenia była jak najniższa – dodaje Mikołaj Małaczyński.

Magazyny i sektor living na szczycie listy życzeń inwestorów

Z przeprowadzonego przez Savills badania ankietowego wśród inwestorów zarządzających aktywami w Europie i na Bliskim Wschodzie o łącznej wartości przekraczającej 500 mld euro wynika, że największym zainteresowaniem na rynku nieruchomości komercyjnych w najbliższych 12 miesiącach będą się cieszyły mieszkania na wynajem, wielkopowierzchniowe nieruchomości logistyczne, obiekty wykorzystywane na potrzeby logistyki miejskiej, budynki biurowe w centralnych obszarach biznesowych (COB) oraz domy studenckie.

Na pytanie o strategię na przyszłość ponad 55% respondentów odpowiedziało, że obecnie preferuje bardziej defensywne podejście, koncentrując się na nieruchomościach mieszkaniowych i logistycznych oraz budynkach biurowych w COB na najbardziej płynnych rynkach w Europie. Zmiana ta wynika przede wszystkim z tego, że 76% ankietowanych potwierdziło, iż refinansowanie znacząco wpłynie na całkowity zwrot z inwestycji w najbliższych dwóch latach.

Według ankietowanych, pięć najbardziej atrakcyjnych krajów w Europie pod względem inwestycyjnym na rynku nieruchomości komercyjnych to Niemcy, Francja, Holandia, Wielka Brytania i Hiszpania.

„Wyniki naszego badania potwierdzają, że niektóre sektory nieruchomości nadal będą przykuwały uwagę inwestorów, natomiast inne nie cieszą się już tak dużą popularnością. W kręgu zainteresowań inwestujących znajdują się przede wszystkim nieruchomości charakteryzujące się potencjałem wzrostu czynszów wynikającym między innymi z większej indeksacji stawek na rynku biurowym w Europie kontynentalnej” – mówi Chris Gillum, dyrektor działu nieruchomości biurowych, europejskie rynki kapitałowe, Savills.

„Ponad 90% respondentów wskazuje, że uzyskanie zielonych certyfikatów w takich systemach certyfikacji budynków jak BREEAM czy LEED oraz przeprowadzenie modernizacji w zakresie energooszczędności, w tym inwestycji w odnawialne źródła energii, to element ich strategii inwestycyjnych w nieruchomości. 97% ankietowanych potwierdza opracowanie strategii w zakresie ESG, co świadczy o rosnącym znaczeniu planów w tym obszarze dla inwestorów w sektorze nieruchomości” – mówi Mike Barnes, Associate Director, dział badań rynków europejskich, Savills.

Wraz publikacją wyników przeprowadzonego badania firma Savills podała wstępne dane dotyczące aktywności inwestycyjnej w Europie. Pokazują one, że całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych na europejskim rynku nieruchomości w trzecim kwartale br. wyniósł ok. 55 mld euro, dzięki czemu wartość kapitału zainwestowanego w pierwszych trzech kwartałach przekroczy 200 mld euro – to spadek rzędu 10-11% w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku.

„Przewidujemy, że całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych na europejskim rynku nieruchomości w tym roku wyniesie od 275 do 280 mld euro. Jak pokazują wyniki naszego badania, preferowanymi klasami aktywów będą nieruchomości magazynowe i mieszkaniowe. Do wzrostu czynszów w obu sektorach przyczynia się strukturalny brak równowagi pomiędzy podażą a popytem” – komentuje Lydia Brissy, dyrektorka w dziale badań rynków europejskich, Savills.

„Nie ulega wątpliwości, że płynność aktywów się zmniejszyła, ale wskaźniki podaży i popytu w sektorze magazynowym nadal napawają optymizmem, co przemawia za dalszym wzrostem czynszów. Pomimo presji inflacyjnej rynki Europy Środkowo-Wschodniej wciąż oferują niższe koszty w porównaniu z Europą Zachodnią, a ponieważ dla coraz większej liczby firm priorytetowe znaczenie ma odporność na wahania koniunktury, zrównoważony rozwój oraz koszty, zyskiwać mogą zarówno Polska, jak i inne kraju regionu jako preferowane lokalizacje dla nearshoringu i offshoringu. Pomimo niepewności i znacznego zwiększenia się rozdźwięku pomiędzy oczekiwaniami cenowymi kupujących i sprzedających, nieruchomości magazynowe w Polsce oferują perspektywę wzrostu czynszów, co przyciąga inwestorów, którzy raczej nie mogą na to liczyć na rynkach zachodnich” – dodaje John Palmer, dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego dla sektora nieruchomości magazynowych w Savills w Polsce.

Nie będzie nowych mieszkań. Gwałtowne załamanie podaży. Deweloperzy masowo wstrzymali sprzedaż nowych inwestycji

Z danych opublikowanych przez REDNET Consulting wynika, że w reakcji na słabszą sprzedaż mieszkań deweloperzy masowo wstrzymali się z rozpoczynaniem nowych projektów. Na sześciu największych rynkach nieruchomości – Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Wrocław, Poznań i Łódź, deweloperzy w III kwartale tego roku uruchomili sprzedaż jedynie 6743 mieszkań, podczas gdy jeszcze w II kwartale było ich 14 941, co stanowi spadek o blisko 55%.

Co ciekawe, spadek nowej oferty był znacznie bardziej dynamiczny, niż spadek sprzedaży, która zmniejszyła się o blisko 23,5%. W III kwartale sprzedano więcej mieszkań, niż pojawiło się nowych w ofercie. Największy spadek był w Trójmieście, gdzie jeszcze w II kwartale deweloperzy uruchomili sprzedaż 3892 mieszkań, ale już w bieżącym kwartale było ich tylko 1211, co stanowi spadek o blisko 70%. Dla porównania w II kwartale w Trójmieście sprzedano tylko o 193 mieszkania mniej niż w poprzednim, co stanowi spadek jedynie o 14,14%. Z kolei największe spadki w stosunku do III kwartału 2021 roku zanotowano w Łodzi, gdzie w III kwartale tego roku wprowadzono do sprzedaży 299 mieszkań, podczas gdy w analogicznym okresie ubiegłego roku było to 1898 lokali, co stanowi spadek o rekordowe 84,3%.

– Spodziewamy się, że w IV kwartale podaż będzie jeszcze niższa – prognozuje Ewa Palus  Szef Działu Consultingu w Rednet Property Group.

Tab.1. Mieszkania wprowadzone do sprzedaży w III kw. 2022 roku w stosunku do II kw. 2022 oraz do III kw. 2021.

Lokalizacja III kw. 2021 III kw. 2022 zmiana r/r II kw. 2022 III kw. 2022 zmiana kw./kw.  
Warszawa 4 215 2 627 -37,7% 5 144 2 627 -48,9%
Kraków 2 011 775 -61,5% 1 658 775 -53,3%
Wrocław 1 054 1 177 11,7% 2 365 1 177 -50,2%
Trójmiasto 2 515 1 211 -51,8% 3 892 1 211 -68,9%
Poznań 1 741 654 -62,4% 1 220 654 -46,4%
Łódź 1 898 299 -84,2% 642 299 -53,4%

Źródło: REDNET Consulting

Tab. 2.  Nowo wprowadzone mieszkania na sześciu najwięksych rynkach w ostatnich III kwartałach 2022 r. oraz stosunku do 2021 r.Nowo wprowadzone mieszkania na sześciu najwięksych rynkach w ostatnich III kwartałach 2022

Analitycy REDNET Consulting zwracają uwagę na skalę spadku podaży.  Pomimo rekordowo słabej sprzedaży, która w III kwartale była o ponad połowę niższa niż rok wcześniej, deweloperzy i tak zdołali sprzedać więcej mieszkań niż rozpoczęli oferowanie nowych. Szczególnie widać to w trzech miastach. W Krakowie sprzedano o 44,3% więcej mieszkań niż wprowadzono do obrotu, z kolei w Poznaniu o 26,3% więcej, a w Łodzi o ponad 66%.

W takim tempie za kilka miesięcy sytuacja może być dramatyczna. Jeśli nie będą rozpoczynane nowe inwestycje, to za jakiś czas nie będzie gotowych mieszkań. Nawet jeśli deweloperzy uruchomią sprzedaż nowych projektów, to niestety potrzeba co najmniej półtora roku zanim zostaną one wybudowane. W tym czasie ceny najmu – i tak dziś horrendalnie wysokie – będą nadal rosły – zauważa Robert Chojnacki, założyciel serwisu mieszkaniowego tabelaofert.pl.

Tab.3. Kwartalna sprzedaż mieszkań w III kw. 2022 roku w stosunku do II kw. 2022 oraz do III kw. 2021.

Lokalizacja III kw. 2021 III kw. 2022 zmiana
r/r
II kw. 2022 III kw. 2022 zmiana kw./kw.  
Warszawa 4 016 2 102 -47,7% 2822 2 102 -25,5%
Kraków 2 448 1 118 -54,3% 1433 1 118 -22,0%
Wrocław 2 304 1 063 -53,9% 1359 1 063 -21,8%
Trójmiasto 2 519 1 172 -53,5% 1365 1 172 -14,1%
Poznań 1 523 826 -45,8% 1112 826 -25,7%
Łódź 1 111 497 -55,3% 765 497 -35,0%
6 rynków 13 921 6 778 -51,3% 8 856 6 778 -23,5%

Źródło: REDNET Consulting

Tab.4. Kwartalna sprzedaż mieszkań na sześciu największych rynkach nieruchomości w III kw. 2022 r. w stosunku do III kw. 2021 r.Kwartalna sprzedaż mieszkań na sześciu największych rynkach nieruchomości w III kw. 2022

Według danych REDNET Consulting ceny mieszkań ofertowych stoją w miejscu, co analitycy sygnalizowali już wcześniej, przy publikacji danych miesięcznych.

Ceny nie spadają i nie będą spadać. Deweloperzy mają wybór – albo wprowadzać nowe inwestycje drożej, bo bardzo mocno wzrosły przede wszystkim koszty ich finansowania albo się wstrzymać – wyjaśnia Katarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet 24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań deweloperskich. Rzeczywiste ruchy cenowe najlepiej widać na inwestycjach wieloetapowych, gdzie kolejne etapy wprowadzane są po cenach wyższych niż poprzednie – zauważa Katarzyna Tworska.

Tab.4. Ceny ofertowe mieszkań w III kw. 2022 roku w stosunku do II kw. 2022 oraz do III kw. 2021.

Lokalizacja III kw. 2021 III kw. 2022 zmiana
r/r
II kw. 2022 III kw. 2022 zmiana kw./kw.  
Warszawa 12 325 13 618 10,5% 13 612 13 618 0,0%
Kraków 11 267 12 111 7,5% 12 170 12 111 -0,5%
Wrocław 10 426 11 962 14,7% 11 316 11 962 5,7%
Trójmiasto 11 387 12 477 9,6% 12 468 12 477 0,1%
Poznań 8 641 10 527 21,8% 10 335 10 527 1,9%
Łódź 7 854 8 915 13,5% 8 829 8 915 1,0%

Źródło: REDNET Consulting

FED znów 0,75% w górę. Dolar mocno podrożał względem złotego

Posiedzenia FED może i są bardzo ważne dla rynków. Przez styl komunikacji Rezerwy Federalnej z rynkiem są jednak relatywnie bardzo nudne. Z drugiej strony świadczy to o różnicy profesjonalizmu względem niektórych konkurentów.

FED nie zaskoczył

Zgodnie z oczekiwaniami główna stopa procentowa wzrosła wczoraj z przedziału 3,00-3,25% na 3,75-4,00%. Amerykanie mają zwyczaj podawania przedziału, gdyż jest to wartość docelowa, którą bank centralny wyznacza dla banków na rynku. Pomimo tego, że dokładnie wiedzieliśmy, co się wydarzy na rynkach, panowało spore zamieszanie. Widać było spekulantów odwracających pozycję. Po samej decyzji kurs EURUSD najpierw wyskoczył około centa w górę, ale niemal od razu wrócił na poprzednie poziomy. Na korzyść dolara przemawiał również raport ADP pokazujący korzystniejsze od oczekiwań zmiany na rynku pracy.

Konferencja po decyzji

Konferencje prasowe FED nie mają tych emocji, co wystąpienia prezesa NBP. Jest więcej tzw. mięsa, ale forma nie jest tak przystępna jak w Polsce. W wypowiedziach Jerome Powella wyraźnie widać balansowanie pomiędzy walką z inflacją a wpędzeniem gospodarki w recesję. Na razie jego zdaniem jest jeszcze przestrzeń na podwyżki, ale możliwości są coraz węższe. Powtórzył również, że jego zdaniem większym problemem dla gospodarki będzie długotrwała inflacja niż recesja. Wypowiedzi te zostały odebrane jako zapowiedź utrzymania obecnej polityki podwyżek stóp procentowych. Jest to również dodatkowy powód, dla którego umacnia się dolar względem euro.

Silniejszy dolar szkodzi złotemu

Od wczorajszego wieczora mocno podrożał dolar względem złotego, ale nikogo nie powinno to dziwić. Wysoka podwyżka stóp procentowych i konferencja prasowa utrzymująca obecną politykę to silne sygnały umacniające dolara. Złotemu dodatkowo przeszkadzała ucieczka kapitału na drugą stronę oceanu. W rezultacie na parze dolar do złotego widzimy kumulację obydwóch tych ruchów w postaci 7-groszowego wzrostu ceny dolara. Samo euro podrożało względem złotego relatywnie niewiele – trochę powyżej jednego grosza.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na indeksy koniunktury ze strefy euro, oraz:

13:30 – USA – bilans handlu zagranicznego,
13:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Piece na gaz LPG mogą zastąpić węglowe

Żyjemy w czasach stanu wyjątkowego w energetyce, Jest to wyjątkowo trudny moment dla odbiorców energii – głównie dla indywidualnych gospodarstw domowych. Borykają się one z wysokimi cenami ciepła – a także z obawami, czy uda im się zabezpieczyć odpowiednią ilość surowców potrzebnych na utrzymanie temperatury zimą. Istnieje również spore ryzyko, że w związku z panującym kryzysem zaprzepaszczony zostanie ogromny wysiłek włożony przez Polki i Polaków do realizacji programu Czyste Powietrze – związanego ze zmniejszaniem emisyjności pieców domowych. Mogą również pojawić się problemy z dostępem do węgla – jest więc poważne ryzyko, że ludzie będą palili w piecach czymkolwiek, co będzie bardzo niekorzystne dla zdrowia Polaków.

– Smog zabija kilkadziesiąt tysięcy naszych rodaków każdego roku. Tymczasem dostępna jest bardzo atrakcyjna alternatywa – mianowicie piece gazowe LPG. To są bezpieczne i ekologiczne źródła ciepła dla Polaków – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Wołejko, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Będą mogły być wykorzystywane przez długi czas – nawet projektowane przepisy na szczeblu unijnym nie powinny tutaj w żaden sposób zagrozić piecom na gaz LPG, jako źródłu ciepła dla gospodarstw domowych. Wręcz przeciwnie – projektowane przepisy zakładają bowiem, że wszystkie budynki mieszkalne powinny być zeroemisyjneTutaj doskonałym paliwem przyszłości będzie bioLPG – który jako surowiec będzie wytwarzany głównie z odpadów. W związku z tym piece gazowe LPG to długoterminowa alternatywa wobec pieców na węgiel, na gaz czy na pellet. Alternatywa bezpieczna, tania i warta rozważenia przez odbiorców ciepła – podkreśla Wołejko.

Wyzwania pracy hybrydowej

Z jakimi wyzwaniami mierzą się organizacje, które wdrażają hybrydowy model pracy?

Wiele przedsiębiorstw zakłada, że hybrydowy model pracy łączy najkorzystniejsze aspekty pracy z biura i z domu, postrzegając jednocześnie zmianę trybu pracy jako zadanie wymagające niewielkiej dawki zaangażowania i przygotowania. To jednak tylko pozory. Budowanie poczucia przynależności pracowników do zespołów, dostosowanie powierzchni biurowej do nowego stylu pracy czy interpretacja istniejących przepisów prawa w kontekście pracy zdalnej – to tylko niektóre z wyzwań, przed którymi stoją „hybrydowe przedsiębiorstwa” i które wskazali ankietowani w raporcie firmy Colliers „Hybrid and Beyond”. Nie oznacza to jednak, że firmy powinny zrezygnować z tego modelu, a raczej solidnie przygotować się na zmianę i jej konsekwencje.

Ocena skali zmian i potencjalnych skutków

Operacyjnie i z punktu widzenia procesów zarządzania obiegiem informacji, wymianą wiedzy czy rozwojem pracowników skala zmian, których wymaga efektywne wdrożenie hybrydowego modelu pracy, niewiele różni się od zmian niezbędnych do przejścia w tryb całkowicie zdalny. Żeby w pełni wykorzystać zalety płynące z reorganizacji, należy zbadać nowe potrzeby pracowników, ocenić narzędzia technologiczne, którymi dysponuje firma, zweryfikować procesy, obieg informacji i sposoby zarządzania wiedzą oraz całą infrastrukturę. Szybkie opracowanie i wdrożenie narzędzi do monitorowania sytuacji w firmie oraz w poszczególnych zespołach to jeden z ważniejszych, pierwszych kroków na drodze do skutecznego wdrożenia hybrydy.

Wiele firm nie docenia tego wyzwania, skupiając się na powierzchownych kwestiach związanych z kontrolą czasu pracy i rozliczaniem jej wyników. Tymczasem to właśnie te trudniejsze do zmierzenia i mniej oczywiste aspekty zarządzania organizacją w perspektywie długoterminowej mogą zadecydować o tym, czy wpływ nowego modelu pracy na biznes będzie pozytywny, czy wręcz przeciwnie – wyjaśnia Dorota Osiecka, Partner w Colliers i Dyrektor platformy Colliers Define.

Warto potraktować wdrożenie nowego modelu pracy jak eksperyment oraz wykazać gotowość do odpowiedniego modyfikowania podjętych decyzji w sytuacjach, kiedy w konkretnych obszarach działania pojawia się ryzyko ich negatywnego wpływu na funkcjonowanie organizacji.

Sprawny onboarding

Chociaż hybrydowy model funkcjonowania to dziś „must have” dla wielu kandydatów, sprawne wdrożenie nowo zatrudnianych jest w tym trybie trudniejsze niż w przypadku pracy stacjonarnej. 40% organizacji zbadanych przez firmę Colliers wskazuje, że praca zdalna wpłynęła umiarkowanie negatywnie na proces onboardingu, a 12% uważa, że miała silnie negatywne skutki w tym aspekcie funkcjonowania firmy. Poznanie struktury organizacji, zasad jej funkcjonowania, nieformalnych ścieżek komunikacyjnych oraz zbudowanie relacji ze współpracownikami to tylko niektóre z elementów procesu wdrożeniowego, który w warunkach modelu rozproszonego bywa znacząco utrudniony.

– Obszarem szczególnego ryzyka jest wdrażanie osób młodych, które są na początku kariery zawodowej. W świecie postępującej automatyzacji i digitalizacji procesów biznesowych na znaczeniu zyskują umiejętności interpersonalne. Brak możliwości ich rozwijania w bezpośrednim kontakcie, poprzez naturalny, codzienny mentoring osób bardziej doświadczonych, dla młodych ludzi może oznaczać wolniejszy rozwój zawodowy. Z perspektywy organizacji stwarza zaś większe wyzwania w zakresie zdobycia i utrzymania kadry o adekwatnych kompetencjach – mówi Dorota Osiecka.

Utrzymanie poczucia przynależności

Z badań przeprowadzonych przez Colliers wynika, że jednym z największych wyzwań, przed którymi stoją organizacje wprowadzające hybrydowy model pracy, jest zarządzanie zespołami w taki sposób, żeby pracownicy czuli się ich częścią. Praca stacjonarna dawała wiele możliwości bezpośrednich spotkań – choćby przy automacie do kawy – oraz przestrzeń do budowania relacji, zaufania czy poczucia przynależności. Wirtualny świat utrudnia odtworzenie tego typu doświadczeń społecznych. Okazuje się, że 53% zbadanych organizacji odczuwa umiarkowanie negatywny wpływ pracy zdalnej na podtrzymywanie wśród pracowników poczucia przynależności do zespołu, a 10% wskazuje na silnie negatywny wpływ pracy zdalnej na ten aspekt funkcjonowania firmy.

Istotną rolę do odegrania mają w tym obszarze liderzy i menedżerowie:

– Nowe modele pracy wiążą się nie tylko z koniecznością innej organizacji delegowania i rozliczania zadań, koordynacji zespołów, lecz także wymagają od menedżerów innego typu przywództwa: bardziej empatycznego, zaangażowanego oraz umiejętności kreowania wizji, która jednoczy osoby w zespołach i nadaje poczucie sensu codziennej pracy – wskazuje Karolina Dudek, Associate Director, People & Places Advisory, Colliers Define.

Jeżeli chcemy na bieżąco monitorować zjawisko poczucia przynależności, pomocnym narzędziem będą ankiety pulsowe – krótkie, kilkuminutowe badania, realizowane w regularnych odstępach czasu, np. raz na kwartał.

– Tego typu narzędzie pozwoli określić, w jakim stopniu pracownicy czują się członkami swoich zespołów i organizacji. Regularnie zbierając takie dane, można zidentyfikować zespoły o niskich wynikach, ocenić skalę problemu i sprawdzić, czy problem się pogłębia, co z kolei umożliwia wdrożenie odpowiednich działań zaradczych – radzi Grzegorz Rajca, Senior Associate, People & Places Advisory, Colliers Define.

Zapobieganie ryzyku nierówności

Chociaż hybrydowy model pracy sprzyja wyrównywaniu możliwości poprzez m.in. znoszenie barier związanych z zatrudnianiem osób z niepełnosprawnościami czy ułatwianie godzenia ról prywatnych z zawodowymi, to stwarza również ryzyko nierówności. Zdarza się, że funkcjonując w tym trybie, pracownicy pojawiają się w biurze z różną częstotliwością i w sposób niezsynchronizowany. To z kolei może wzmagać najgorsze przejawy kultury obecności, prowadząc np. do awansu osób częściej widywanych przez menedżera czy izolacji osób pracujących zdalnie w wymiarze większym niż ich współpracownicy. Również w takich sytuacjach kluczowe znaczenie ma postawa lidera i kultura organizacji.

Dostosowanie przestrzeni biurowej do nowych potrzeb hybrydowych

Przestrzeń biurowa niedostosowana do aktualnych potrzeb może sprawić, że zespoły nie będą w stanie efektywnie pracować. Ten problem dostrzega wiele przedsiębiorstw i planuje rearanżację powierzchni oraz jej dostosowanie do hybrydowego modelu pracy. Obok szkolenia kadry kierowniczej w zarządzaniu zespołami rozproszonymi i wdrażania systemu współdzielenia biurek jest to jedno z najczęściej wspominanych rozwiązań, które organizacje planują wdrożyć w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

– Praca hybrydowa powoduje, że w domu wykonuje się przede wszystkim zadania wymagające większego skupienia oraz pracę indywidualną. Do biura przyjeżdża się zaś na spotkania z innymi pracownikami oraz klientami, ponieważ rozmowa, wymiana wiedzy, praca zespołowa lub grupowa praca kreatywna są bardziej efektywne w kontakcie bezpośrednim. Podstawową zmianą, widoczną w sposobie funkcjonowania biura, jest zatem zmiana proporcji w zakresie jego wykorzystania – głównym zadaniem hybrydowego biura jest oferowanie różnorodnych przestrzeni wspólnych do spotkań i interakcji – mówi Małgorzata Michalczyk, Dyrektor ds. administracji, Colliers.

Interpretacja istniejących przepisów prawa

Mimo że od czasu pandemii większość przedsiębiorstw wprowadziła hybrydowy model pracy, to jak dotąd nie doczekała się ona pełnej regulacji prawnej. Pracodawcy wciąż opierają się na szczątkowych uregulowaniach zawartych w tzw. Specustawie COVID-19. W rezultacie powstaje wiele często rozbieżnych interpretacji, co rodzi problemy natury praktycznej.

– Dziś wskazane wprost przez ustawodawcę obowiązki pracodawcy w praktyce ograniczają się do trzech obszarów: wydania polecenia pracy zdalnej (przy czym nie jest ona dokładnie zdefiniowana i spotykamy się z wątpliwościami pracodawców, jak kwalifikować ten rodzaj pracy), zweryfikowania możliwości technicznych oraz lokalowych pracownika pod kątem wykonywania zleconej pracy oraz zapewnienia pracownikowi narzędzi i materiałów potrzebnych do wykonywania pracy zdalnej. Pozostałe kwestie mogą być interpretowane jedynie na podstawie przepisów prawa pracy oraz przepisów BHP. Przysparza to pracodawcom szeregu trudności. Z drugiej strony prowadzi do wypracowywania przez rynek własnych dobrych praktyk, które mają załatać luki w istniejących regulacjach. Pozostaje mieć nadzieję, że nowelizacja aktualnego kodeksu pracy wprowadzi jasne i czytelne zasady, dając pracodawcom odpowiedni czas na ich wdrożenie – twierdzi Małgorzata Blank, Dyrektor w Dziale Prawnym, Colliers.

Płatności mobilne lubimy, ale boimy się blackoutu i utraty dostępu do pieniędzy

Gospodarka bezgotówkowa to nadal utopia – lub dystopia, powiedzieliby inni. Wielu konsumentów ceni sobie wygodę i możliwość wyjścia na zakupy bez portfela. Ale to, co dla jednych jest atrakcyjne, dla innych jest udręką. Szczególnie dla tych, którzy nie mieszkają w wielkich miastach. Eksperci przekonują, że wprowadzanie nowych rozwiązań musi odbywać się w porozumieniu z odbiorcą końcowym, i podają przykłady, jak wprowadzać zmiany akceptowalne dla wszystkich.

Rola tradycyjnego pieniądza w gospodarce maleje. Jeszcze dekadę temu nie wyobrażaliśmy sobie świata bez monet i banknotów. Dziś, szczególnie w dużych miastach, żeby zrobić zakupy, wystarczy wziąć ze sobą telefon. Nie potrzeba nawet kart, bo korzystamy z ich wirtualnych odpowiedników bądź z systemów transakcyjnych mobilnych, takich jak BLIK. Dodatkowo, rosnący rynek e-commerce zachęca nas do płatności online. Tradycyjny pieniądz jednak „walczy” i nawet przykład sklepów oferujących sprzedaż online pokazuje, że ma się całkiem dobrze. Coraz częściej wybierana jest bowiem opcja zapłaty za pobraniem lub odbiór towaru w wybranym sklepie i zapłacenie za niego gotówką.

Na pierwszym miejscu należy bezwzględnie stawiać wygodę klientów. Technologia, a szczególnie sztuczna inteligencja ma pomagać w wyborze, a nie manipulować naszymi decyzjami. Tworząc konkretne rozwiązanie, musimy zostawiać wybór między opcjami, które konsumenci wskazali w badaniach, np. testach użyteczności i grupach fokusowych. Stąd np. przy wielu kasach samoobsługowych pojawia się możliwość płatności gotówką  – komentuje Ariadna Łuszczyńska, Senior Business Development & Marketing Specialist w Symetria UX.

Istotnym czynnikiem, który może mieć wpływ na wybór metody płatności, jest edukowanie osób, które czują się niepewnie z płatnościami bezgotówkowymi.

Ten rodzaj płatności jest najmniej popularny wśród seniorów, którzy jednak – jak pokazują badania – są otwarci na nowe metody płatności. To grupa społeczna, którą można zaktywizować, pochylając się nad barierami, które uniemożliwiają korzystanie z nowych technologii – dodaje Ariadna Łuszczyńska.

Gotówka trzyma się mocno

Brytyjskie badania opublikowane w Forbes  pokazują, że konsumenci nadal postrzegają gotówkę jako ważną część krajobrazu płatności, a 28 proc. klientów nie rozważyłoby zakupów w sklepie, który nie oferuje płatności cyfrowych. Pandemia z pewnością była czynnikiem zmieniającym przyzwyczajenia, ale tylko 10 proc. kupujących stwierdziło, że planuje całkowite przejście na transakcje bezgotówkowe w ciągu najbliższych kilku lat. Co stanowiło tylko wzrost o jeden procent w stosunku do danych sprzed COVID-19. Natomiast 50 proc. konsumentów planuje w przyszłości dokonywać co najmniej 25 proc. transakcji gotówką.

Jak jest w Polsce? Z danych Narodowego Banku Polskiego w pierwszym kwartale 2022 r. przy użyciu kart dokonano transakcji na łączną kwotę 243,5 mld zł. W porównaniu do poprzedniego kwartału ich wartość zmniejszyła się o 11,5 mld zł, co stanowi spadek o 4,5 proc. Nie oznacza to jednak wprost spadku popularności bezgotówkowych form płatności. Zaprzeczają temu choćby statystyki BLIKA, polskiego systemu płatności mobilnych. W ostatnim kwartale 2021 roku użytkownicy BLIKA zrealizowali 240 mln transakcji, a w całym roku ponad 763 mln. Na koniec roku z systemu płatności mobilnych aktywnie korzystało 10 mln osób. Łączna wartość transakcji w czwartym kwartale wyniosła 32,6 mld zł, natomiast rok zamknął się kwotą 103,3 mld zł. BLIK jest dostępny dla wszystkich klientów bankowości mobilnej – to ponad 22 mln aktywnych aplikacji.

Aby konsumenci jeszcze mocniej zaangażowali się w płatności cyfrowe, muszą być one dostępne i atrakcyjne dla wszystkich. Interfejs zarówno wersji mobilnej, jak i strony internetowej powinien mieć nie tylko nowoczesny wygląd, lecz także być też intuicyjny oraz funkcjonalny. Jak do tego dążyć? Choćby poprzez użycie nowoczesnych technologii. We współpracy z BLIKIEM zrobiliśmy m.in. testy z użyciem eye trackera, czyli śledziliśmy wzrok użytkowników, aby ocenić, który z projektów jest najbardziej użyteczny – opisuje Iga Kryza, UX Researcher w Symetria UX.

Według Grand View Research, amerykańsko-indyjskiej firmy analitycznej, wielkość globalnego rynku rozwiązań do przetwarzania płatności wynosiła w 2019 roku ok. 33 mld dolarów. Pandemia przyspieszyła zmiany i oczekuje się wzrostu aż do 2027 r., który przekraczać będzie 14 proc. rocznie.

Pamiętajmy o wykluczonych

Wśród europejskich liderów transformacji bezgotówkowych są kraje nordyckie, takie jak Szwecja, Finlandia i Norwegia. To akurat nie dziwi, bo te państwa charakteryzują się wysokim poziomem równości finansowej i zaawansowaniem technologicznym. Jednak i tam wprowadzano hamulce przed zbyt szybkim wprowadzeniem gospodarki bez pieniądza tradycyjnego. Tak, aby osoby wykluczone lub z terenów wiejskich nie zostały w tyle za resztą społeczeństwa.

Przykładem są Indie, bo gdy polityka tamtejszego rządu przesunęła się w kierunku zachęcania społeczeństwa do bezgotówkowych transakcji, rolnicy nie mogli kupować nasion do swoich upraw. Co więcej, osoby o niskich zarobkach były zmuszone wybierać między pracą a spędzeniem dnia w kolejkach, aby wymienić gotówkę w banku.

To tylko pokazuje, jak wrażliwym tematem są pieniądze. Gdy nie mamy ich w formie, która jest dla nas najbardziej sprzyjająca, tracimy poczucie bezpieczeństwa. Takie konkluzje wydają się być oczywiste, ale jeśli nie wsłuchamy się z należytą uwagą w słowa użytkowników, i to jeszcze przed wprowadzeniem konkretnego rozwiązania, to będziemy musieli się wycofywać z niego rakiem albo w najlepszym przypadku zainwestować dodatkowe środki, aby spełnić wymagania sporej grupy odbiorców – zaznacza Iga Kryza z Symetrii UX.

Biometryka zadba o bezpieczeństwo

Część konsumentów obawia się, że metody płatności bezgotówkowych są zależne od technologii, które mogą być awaryjne. Na przykład gdyby doszło do katastrofy powodującej duże przerwy w dostawie prądu lub awarię łączy internetowych, gospodarka zostałaby sparaliżowana i nikt nie byłby w stanie dokonać płatności. Dodatkowo używanie gotówki daje niektórym poczucie większej kontroli nad danymi osobowymi, a wielu ludzi staje się coraz bardziej zaniepokojonych tym, jak ich dane są gromadzone i udostępniane przez korporacje.

Brak zaufania do obecnych technologii nie jest nieuzasadniony. Ponieważ cyberataki i przypadki oszustw stają się coraz powszechniejsze, bezpieczeństwo transakcji finansowych online wymaga coraz większego poziomu ochrony. Analizując doświadczenia użytkowników, sugerujemy firmom, aby coraz śmielej korzystali z rozwiązań biometrycznych, takich jak odciski palców, skaner siatkówki czy twarzy lub nawet sprawdzanie intonacji głosu. Z naszych badań, które przeprowadzaliśmy m.in. na potrzeby banku Santander, wiemy, że takie rozwiązania cieszą się coraz większym zaufaniem wśród odbiorców i chętniej korzystają oni z aplikacji lub stron internetowych, które zapewniają bezpieczeństwo właśnie w ten sposób – tłumaczy Anna Schneider, UX Team Leader i UX Researcher z Symetria UX, która wspólnie z zespołem badała doświadczenia użytkowników podczas zakładania konta z wideoweryfikacją w banku Santander.

Według ankiety, przeprowadzonej przez Ping Identity, amerykańską firmę programistyczną, wynika, że niemal każdy ekspert od spraw bezpieczeństwa chciałby, aby firmy, dla których pracują, odeszły od haseł. Powód jest prozaiczny. Danych biometrycznych nie da się zgubić, a ich podrobienie jest bardzo trudne.

Kiedy system kaucyjny w Polsce?

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) apeluje o pilne zakończenie prac nad wdrożeniem w Polsce systemu kaucyjnego. Jest to ważne dla bezpieczeństwa surowcowego Polski, rozwoju gospodarki o obiegu zamkniętym, redukcji importu i ponownego wykorzystania surowców, które zostały już wprowadzone na rynek. Biorąc pod uwagę aktualną sytuację międzynarodową oraz ciągle obecne w gospodarce zatory logistyczne będące skutkiem pandemii Covid-19, należy podejmować wszelkie możliwe kroki do zwiększenia bezpieczeństwa i zmniejszenia zależności od importowanych surowców. System kaucyjny realizuje powyższe założenia i jako taki powinien zajmować wysokie miejsce na liście priorytetów legislacyjnych. Kluczowe jest jednak uwzględnienie w systemie puszki metalowej – a nie aluminiowej.

„Mamy nadzieję, że prace nad projektem ustawy wprowadzającej w Polsce system kaucyjny zostaną szybko zakończone – wydaje się, że projekt znajduje się na legislacyjnej ostatniej prostej. Jak wynika z badania opinii publicznej zrealizowanego przez Instytut Badań Rynkowych i Społecznych (IBRIS) na zlecenie Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) na początku sierpnia br., ponad 90% Polek i Polaków popiera funkcjonowanie systemu kaucyjnego. Dotychczas o potrzebie wprowadzenia ogólnopolskiego systemu kaucyjnego i konieczności zbierania odpadów opakowaniowych w ten sposób wypowiadali się przedsiębiorcy oraz organizacje pozarządowe, krajowe i zagraniczne. Podmioty te zwracały uwagę na to, iż system kaucyjny pozwala w znaczący sposób podnieść efektywność zbiórki odpadów opakowaniowych, przyczyniając się do osiągnięcia unijnych celów w zakresie odzysku konkretnych surowców, jak też ułatwiając wprowadzającym dostęp do tychże surowców. Dziś jednym z problemów chociażby producentów napojów jest brak wystarczającej ilości recyklatu, który trzeba sprowadzać z innych państw. System kaucyjny praktycznie rozwiązuje ten problem, gdyż pozwala podnieść poziom zebranych opakowań do 80, a często nawet ponad 90%. Jednak bardzo ważne jest, aby ustawa o systemie kaucyjnym objęła puszkę metalową, a nie aluminiową. Włączenie tylko puszki aluminiowej znacząco zmniejszy zasięg zbiórki, a także umożliwi wychodzenie z systemu kaucji przez zmianę materiału, z którego jest zrobione opakowanie” – podkreśla Piotr Wołejko, ekspert ds. społeczno-gospodarczych Federacji Przedsiębiorców Polskich.

System kaucyjny to najefektywniejszy system zbiórki opakowań po napojach. Potwierdzają to doświadczenia z krajów, w których system działa – przynosząc około 90%-owy odzysk materiałów nadających się do recyklingu. Czym on się cechuje? Przede wszystkim wygodą dla konsumenta, którą gwarantują detaliści. Jak wynika z danych rynkowych, ilość odpadów będących opakowaniami po napojach, wyrażona jako odsetek wszystkich śmieci, jest o 66% niższa w regionach posiadających systemy kaucyjne niż w tych, które ich nie posiadają. Detaliści odgrywają znaczącą rolę w ograniczaniu zanieczyszczenia tworzywami sztucznymi – potwierdzają to wyniki badania przeprowadzonego w Polsce przez ARC Rynek i Opinia, które wprost wskazują, że bliskość sklepu z opcją zwrotu będzie miała znaczny wpływ na efektywne działanie systemu kaucyjnego. Sieć dogodnych punktów zbiórki, w tym przede wszystkim sklepów, gwarantuje konsumentom możliwość uczciwego odzyskania pieniędzy z kaucji. I to właśnie kaucja oraz prosta droga do zwrotu puszki czy butelki dają konsumentom kolejny powód do odwiedzenia sklepu. Co ciekawe, w badaniu przeprowadzonym w czterech krajach Europy, klienci zwracający opakowania wydali nawet o 50% więcej pieniędzy podczas tej samej wizyty w sklepie niż ci, którzy ich nie zwracali.

System kaucyjny będzie efektywny i zapewni wysokie poziomy zbiórki surowców, jeśli będzie opierać się na kluczowych filarach – wygodzie dla konsumentów, powszechności i dostępności oraz szerokim zakresie materiałowym. Tylko w ten sposób osiągniemy cele zbiórki, z których pozyskane zostaną cenne i jakościowe surowce do ponownego użytku. System kaucyjny to jedyna efektywna metoda zebrania z rynku ponad 90% wprowadzonych opakowań po napojach.

Takie założenia wypełniają zawarte w projekcie ustawy obowiązek pobierania kaucji przez placówki handlowe, brak konieczności paragonu, wymogi sprawozdawczości, organizacja systemu przez wprowadzających oraz zwolnienie zużytych opakowań zebranych w systemie z obciążeń finansowych przewidzianych w ustawie o ROP.

Dzięki dostępności wielu supermarketów i sklepów spożywczych, konsumenci mają lokalny dostęp do wielu potencjalnych punktów zwrotu. Odpowiednio zaplanowana logistyka i częsty odbiór pozwala skutecznie zarządzać zebranymi opakowaniami, nie obciążając funkcjonowania sklepu. Im większy udział sklepów w systemie, tym skuteczniejsza staje się organizacja odbioru. A to przekłada się również na wygodę i zadowolenie konsumenta, który może zwrócić dowolne opakowanie w dogodnym dla siebie punkcie.

Co równie istotne, system kaucyjny umożliwia prasowanie lub zgniatanie. W przypadku butelek PET zmniejsza się rozmiar 2,5:1, natomiast puszek aluminiowych 6:1. W ten sposób osiągana jest oszczędność miejsca oraz kosztów transportu związanego z odbiorem surowców. Jednocześnie jest to zabezpieczenie przed nieuprawnionym zwrotem, ponieważ zgniecionych opakowań nie da się zwrócić ponownie. Im bliżej punktu zbiórki następuje ich zgniatanie, tym większa jest oszczędność paliwa, węgla i zasobów.

Aż 8 na 12 działających systemów kaucyjnych w Europie obejmuje najszerszy zakres materiałowy – czyli PET, metal, szkło. Są to kraje: Chorwacja, Dania, Estonia, Finlandia, Niemcy, Islandia, Litwa i Łotwa. Ich śladem planują pójść kolejne państwa jak Malta, Rumunia, Szkocja czy Turcja. Na rynku globalnym 38 z 45 istniejących obecnie systemów kaucji obejmuje także szklane butelki, a 12 z nich włączyło szkło jednorazowe. W Polsce według danych Krynicki Recykling, na składowiska śmieci trafia ponad 50% szkła. Według wyników prowadzonych systemów kaucyjnych we wspomnianych wyżej krajach, system kaucyjny umożliwił nie tylko wzrost poziomu zbiórki szkła do 90%, ale przede wszystkim uzyskał materiał o znacznie lepszej jakości w porównaniu do materiału z gminnej zbiórki pojemnikowej.

Sklepy poniżej określonej wielkości mogą być zwolnione z obowiązku uczestnictwa w systemie, ale jeśli tylko chcą, mogą oferować usługi odbioru opakowań. Jednak ważne jest, ile korzyści mogą odnieść dzięki posiadaniu punktu zwrotu opakowań – możliwość zwrotu puszek i butelek daje konsumentom powód do odwiedzenia sklepów detalicznych. To właśnie tam klienci zazwyczaj wydają pieniądze uzyskane z kaucji. W badaniu przeprowadzonym wśród konsumentów z Michigan, 73% stwierdziło, że wydaje pieniądze z kaucji w sklepie, w którym zwrócili opakowania. Na innych rynkach zakłada się, że odsetek ten wynosi aż 95%. W innym badaniu przeprowadzonym w czterech krajach Europy, klienci zwracający opakowania wydali nawet o 50% więcej pieniędzy podczas tej samej wizyty w sklepie niż ci, którzy nie zwracali opakowań.

W badaniach przeprowadzonych wśród użytkowników systemu w Norwegii, ponad 80% respondentów stwierdziło, że dostęp do punktu zwrotu bez konieczności czekania był dla nich niezwykle ważny przy oddawaniu pustych opakowań. Zazwyczaj detaliści otrzymują zapłatę za świadczoną usługę przyjmowania opakowań w postaci „opłaty manipulacyjnej”. W systemach o wysokiej wydajności, jest ona wypłacana detalistom za każde opakowanie – realizuje to centralny administrator systemu finansowanego przez sektor produkcji napojów. W ośmiu z dziesięciu najlepszych systemów kaucyjnych, sprzedawcy detaliczni otrzymują opłatę manipulacyjną.

Wyniki finansowe Banku Pekao S.A. po 3 kw. 2022 r.

Decydujący wpływ na wyniki finansowe Banku Pekao w III kwartale 2022 roku miały odpisy związane z rządowymi wakacjami kredytowymi oraz koszty wpłat na Fundusz Wsparcia Kredytobiorców (FWK). Jednak bank utrzymał szybkie tempo wzrostu w segmencie korporacyjnym i kanałach cyfrowych, a koszt ryzyka, mimo niesprzyjających warunków, pozostał na stabilnym poziomie.

Leszek Skiba, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.
Leszek Skiba, Prezes Zarządu Banku Pekao S.A.

– Trzeci kwartał był dla nas czasem ciężkiej pracy i budowy skali biznesu, mimo pogarszającego się otoczenia gospodarczego. Skutecznie pozyskiwaliśmy nowych klientów i budowaliśmy wolumeny sprzedaży, zwłaszcza w obszarze bankowości dla firm. Tradycyjnie zadbaliśmy również o efektywność i koszty, choć obraz ten został zniekształcony przez znaczące rezerwy na wsparcie kredytobiorców, co może jednak ulżyć kredytobiorcom i zmniejszyć w dłuższej perspektywie nasze koszty ryzyka – mówi Leszek Skiba, prezes Banku Pekao.

Przy tym stratę w trzecim kwartale traktujemy jako jednorazowe zdarzenie, a zysk netto
w całym roku pozwoli nam na wypłatę dywidendy z tegorocznego zysku
– zaznaczył prezes.

WZROST w bankowości dla firm

  • Trzeci kwartał był kolejnym z rzędu, w którym wyraźnie wzrosły wolumeny kredytowe w segmentach biznesowych. W przypadku dużych korporacji wzrost wolumenu kredytów wyniósł 30 proc., a w przypadku firm z segmentu MŚP i MID 24 proc. w ujęciu rok do roku.
  • W III kw. 2022 przybyło aż 149 tys. nowych rachunków bieżących klientów indywidualnych wobec 108 tys. rok wcześniej.
  • W samym III kw. 2022 Bank Pekao odnotował 544 mln zł straty netto, na co decydujący wpływ miały koszt wakacji kredytowych (w wysokości 2,4 mld zł, przy założeniu 85-proc. partycypacji klientów) oraz koszt FWK (166 mln zł).
  • Narastająco za trzy kwartały 2022 roku Bank Pekao miał skonsolidowany zysk netto w wysokości 832 mln zł w porównaniu do 1,48 mld zł zysku netto w analogicznym okresie rok wcześniej.

Raportowana EFEKTYWNOŚĆ pod wpływem wakacji kredytowych, koszty operacyjne pod kontrolą

  • Wskaźnik koszty/dochody wyniósł po III kw. 2022 roku 54,7 proc na skutek obciążenia dochodów i kosztów negatywnymi zdarzeniami jednorazowymi. Strategiczny cel Pekao do 2024 r. to zmniejszenie wskaźnika koszty/dochody do 42 proc.
  • Wskaźnik ROE w III kw. 2022 r. wyniósł 4,9 proc. wobec zapisanego w strategii Banku Pekao celu 10-proc. ROE w 2024 roku.
  • Koszty operacyjne narastająco po trzech kwartałach 2022 były o 6,4 proc. wyższe niż rok wcześniej, rosnąc znacznie poniżej poziomu inflacji.

KLIENCI stawiają na bankowość cyfrową, powodzeniem cieszy się oferta obligacji detalicznych

  • Bankowość cyfrowa pozostawała kluczowym polem aktywności banku i jego klientów. Liczba aktywnych użytkowników bankowości mobilnej Pekao urosła na koniec III kw. 2022 roku do 2,7 miliona klientów z 2,3 miliona rok wcześniej. Cel strategiczny na 2024 rok to 3,2 mln aktywnych klientów bankowości mobilnej.
  • Od 1 października w ofercie banku za pośrednictwem Biura Maklerskiego Pekao dostępne są obligacje detaliczne Skarbu Państwa. Można je nabywać w kanałach elektronicznych, nawet nie będąc klientem Banku Pekao, a sprzedaż zaledwie po miesiącu przekroczyła ćwierć miliarda złotych.

– Traktujemy obligacje detaliczne jako uzupełnienie naszej oferty inwestycyjnej. Jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów sprzedażowych oraz z faktu, iż wraz z zakupem tego produktu trafiła do nas liczna grupa nowych klientów. Bardzo prosty, przejrzysty i przyjazny dla klienta proces zakupu na pewno nas wyróżnia – podkreśla Jarosław Fuchs, wiceprezes Banku Pekao, nadzorujący Pion Bankowości Prywatnej i Produktów Inwestycyjnych. – Warto też wspomnieć, że w tym roku obchodzimy 25-lecie bankowości prywatnej Pekao i  jako pierwsza uniwersalna instytucja finansowa na świecie stokenizowaliśmy sztukę, oferując unikalną kartę kredytową powiązaną z NFT oraz weszliśmy w metaverse, gdzie można podziwiać sztukę NFT w jej naturalnym cyfrowym środowisku Galerii PeoPay – dodał wiceprezes.

  • Wskaźnik digitalizacji, czyli miara możliwości cyfrowego dostępu do usług bankowych, urósł o 15 punktów procentowych do 65 proc., licząc od czasu ogłoszenia czteroletniej strategii Banku Pekao wiosną 2021 roku. Pekao zakłada, że w 2024 roku zbliży się on do 100 proc., czyli niemal każdą usługę bankową klient indywidualny będzie miał dostępną poprzez kanały zdalne.
  • W kanałach cyfrowych sprzedanych zostało w minionym kwartale rekordowe 80 proc. pożyczek gotówkowych, podczas gdy rok wcześniej było to 62 proc.
  • Już 45 proc. aktywnych klientów cyfrowych korzysta z bankowości elektronicznej tylko na urządzeniach mobilnych.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ w działaniu

  • Bank Pekao w pogarszającym się otoczeniu gospodarczym przykłada szczególną wagę do odpowiedzialnego zarządzania ryzykiem. Standardowe koszty ryzyka banku (bez rezerw na portfel hipotek CHF) pozostają pod pełną kontrolą. W III kw. 2022 znalazły się one na poziomie 51 pb, a narastająco po trzech kwartałach na poziomie 44 pb. W strategii na 2024 rok założony jest poziom 50-60 pb.
  • Pekao utrzymuje wysoką bazę kapitałową. Na koniec września łączny współczynnik kapitałowy (TCR) wyniósł 16,8 proc., a Tier1 15,0 proc.

Ważą się losy stacji kontroli pojazdów. Zaległych długów coraz więcej

Gdy wszystko wokół drożeje, stacje kontroli pojazdów (SKP) od 18 lat niezmiennie trwają przy jednej opłacie za badanie techniczne pojazdu. Nie jest to jednak ich wybór i decyzja, a wymóg prawny, na który z coraz większym niepokojem patrzą przedsiębiorcy działający w tej branży. Co więcej, dochody uzyskane z przeprowadzania przeglądów technicznych, to zdecydowanie za mało, by pokryć całość kosztów związanych z prowadzeniem działalności, które wciąż rosną. Nie tylko ze względu na wprowadzone 1 listopada br. większe wymagania ustawodawcy co do zakresu badań objętych przeglądem, ale również galopującą inflację i wzrost cen energii czy wynagrodzeń. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że przeterminowane zobowiązania stacji kontroli pojazdów, na koniec września 2022 roku, wynosiły już 67,8 mln zł wobec 25 mln zł jeszcze przed rokiem. To wzrost o niemal 170 proc.

Zaległe długi stacji kontroli pojazdów

Głównym zmartwieniem firm wykonujących okresowe przeglądy techniczne jest wysokość opłaty za badanie pojazdu do 3,5 tony, a to dlatego, że przeprowadza się ich w Polsce najwięcej. Aktualnie koszt ten wynosi 98 zł i obowiązuje od czasu wprowadzenia cennika opłat związanych z prowadzeniem stacji kontroli pojazdów w 2004 roku czyli 18 lat temu. Za kontrolę pojazdu z instalacją LPG/CNG, trzeba zapłacić nieco więcej, bo 162 zł [1]. – Trzeba przyznać, że od tego czasu znacznie wzrosły koszty prowadzenia działalności, w tym serwisu przyrządów i urządzeń stanowiących obowiązkowe wyposażenie SKP. Zwiększyły się także podatki oraz opłaty związane z zatrudnieniem wykwalifikowanego pracownika. Ostatnie miesiące dodatkowo zachwiały już mocno nadszarpniętą koniunkturą gospodarczą. Rosnąca inflacja, a szczególnie w obrębie cen związanych z zakupem energii, tylko spotęgowała problem. Nic więc dziwnego, że wśród przedsiębiorców z tej branży coraz częściej słychać głosy niezadowolenia, a co bardziej niepokojące, informacje o kolejnych upadłościach – komentuje Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.

W tym roku pojawiała się szansa na wprowadzenie stosownych zmian związanych z waloryzacją opłat przy okazji konieczności dostosowania obowiązujących w Polsce zasad do Unijnych wymagań. Nowe przepisy w sprawie zakresu i sposobu przeprowadzania badań technicznych nakładają na SKP nowe wymagania i kolejne koszty. Jak wskazuje Konfederacja Lewiatan i Związek Pracodawców SKP te dodatkowe zmiany są kosztowne i mogą jeszcze bardziej pogrążyć przedsiębiorców. Już dziś bowiem stacje dopłacają do każdego badania technicznego. Eksperci obawiają się upadku nawet 6 tys. firm, a to oznacza utratę zatrudniania przez wielu pracowników.

Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK już blisko 3 proc. firm ma problemy w obszarze terminowej obsługi płatności. Natomiast brak stosownych zmian w cenniku opłat może drastycznie tę liczbę zwiększyć. Jak donosi Konfederacja Lewiatan, tylko w pierwszym półroczu tego roku, zbankrutowało aż 150 firm[2].

– Kwota 98 zł od dawna nie jest w stanie pokryć kosztów ponoszonych przez stację kontroli pojazdów. Należy również pamiętać, że 23 proc. z tej opłaty stanowi podatek VAT. Cały czas apelujemy do rządu o waloryzację cennika w taki sposób, aby odpowiadał on obecnym realiom gospodarczym. To największy problem stacji kontroli pojazdów, które same nie mogą modyfikować cen usług, tak jak robią to inne branże. Wystarczy spojrzeć na minimalne wynagrodzenie sprzed 18 lat. Wtedy wynosiło 824 zł brutto, dziś jest to 3010 zł brutto, a stawka za badanie techniczne pojazdu nie drgnęła z miejsca. Jak zatem przedsiębiorcy mają sprostać chociażby wymaganiom w obrębie zatrudnia pracowników? Niestety wraz z upadkiem kolejnych SKP, wiele osób straci pracę, odbije się to także na bezpieczeństwie. Kierowcy będą musieli jeździć dalej na badanie, albo czekać dłużej w kolejce – komentuje Marcin Barankiewicz, Prezes Polskiej Izby Stacji Kontroli Pojazdów.

Pomimo apeli ekspertów sprawa ciągle pozostaje nierozwiązana, trzymając zainteresowanych w niepewności. Niezależnie od ustalonej stawki, coroczny przegląd samochodu to nie tylko kwestia wymogów prawa, ale przede wszystkim bezpieczeństwa na drodze. – Obawiam się, że przy tak wysokich i ciągle rosnących kosztach prowadzenia działalności, sprostanie nowym przepisom może okazać się niemożliwe, co w konsekwencji doprowadzi do plagi bankructw stacji. Zmniejszy się więc dostępność do badań technicznych, a to niestety może przełożyć się na poziom bezpieczeństwa na drogach – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor (Grupy BIK).

[1] https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20042232261/O/D20042261.pdf
[2] https://lewiatan.org/prawie-6-tysiecy-stacji-kontroli-pojazdow-moze-upasc/

Eksperci: W połowie przyszłego roku inflacja może przekroczyć nawet 30 proc.

Ceny w sklepach mocno idą w górę. I to nie koniec złych informacji. Eksperci: Polacy powinni się przygotować na duże podwyżki w przyszłym roku.

Eksperci komentujący ostatnie podwyżki cen w sklepach są pewni tego, że szczyt drożyzny jest wciąż przed nami. Niektórzy prognozują, że nastąpi on dopiero na przełomie maja i czerwca przyszłego roku, a zatem prognozowany czas ciągle się wydłuża. Znawcy tematu dodatkowo ostrzegają, że inflacja może wówczas przekroczyć 30%. Wynika to z tego, że nie ustają jej przyczyny, a kumulują się następstwa. Zakończenie wojny w Ukrainie bezpośrednio zahamowałoby wzrost cen. Tymczasem eskalacja konfliktu osłabia naszą walutę i zmniejsza wartość inwestycji w kraju. To mocno uderza w naszą koniunkturę. Jeden ze scenariuszy zakłada, że malejąca siła nabywcza gospodarstw domowych w końcu doprowadzi do spadku konsumpcji, a w następstwie – do schłodzenia dynamiki podwyżek cen. Jednak taki proces może potrwać aż kilka kwartałów.

Szczytowe podwyżki

We wrześniu br. codzienne zakupy zdrożały średnio o ponad 20% rdr. Tak wynika z ostatniej odsłony cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Wyższych Szkół Bankowych. Jak stwierdza dr Andrzej Maria Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u, wciąż nie jest to niestety szczyt inflacji. Nie ustają jej przyczyny, a kumulują się następstwa, czyli słabsze wyniki firm i problemy z finansowaniem przedsiębiorstw. Zdaniem eksperta, bezrobocie już puka do polskich drzwi, wbrew dotychczasowym wynikom rynku pracy. Do tego import gwałtownie rośnie i jednocześnie drożeje z powodu osłabienia złotego. Z kolei rynki eksportowe słabną, a krajowi producenci uciekają z towarami do krajów płacących w mocniejszych i niesłabnących walutach. To wszystko napędza polską inflację.

– Należy spodziewać się dalszego wzrostu cen w sklepach. Jednak produkty nie będą już drożały tak szybko, jak w pierwszej połowie tego roku. Z uwagi na te same czynniki wzrostu cen we wszystkich kategoriach, największe podwyżki będą dotyczyły mięsa, nabiału oraz produktów sypkich – zapowiada dr Hubert Gąsiński z Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

Z kolei Marcin Luziński, ekonomista z Santander Bank, uważa, że podwyższoną dynamikę cen możemy obserwować przez co najmniej kilka kwartałów i taka sytuacja będzie dotyczyła szerokiej gamy produktów. Jeśli chodzi o żywność, najmocniej mogą drożeć tłuszcze, zboża oraz art. mięsne. Do tego dr Faliński dodaje, że w grudniu br. inflacja osiągnie 20% i nadal będzie rosnąć. Świąteczne zakupy będą naprawdę drogie, bo staną się okazją do odrobienia rosnących strat producentów i handlu. Poza tym pojawią się w większej ilości produkty importowane, a słaby złoty wesprze gwałtowny wzrost cen. Szczyt inflacji powinien nastąpić dopiero na przełomie maja i czerwca 2023 roku. Wówczas może być nawet na poziomie 30%.

– Konsumenci mogą nie odczuwać pełnej skali podwyżek, z którą już mamy do czynienia, bo niektóre produkty w sklepach są sprzedawane w podobnych cenach jak kilka miesięcy temu, ale w mniejszych gramaturach. Dla przykładu, kostka masła o wadze 150 gram, zamiast 200, może dawać złudne wrażenie, że niewiele się zmieniło. Jednak w kolejnych miesiącach producentom i sklepom coraz ciężej będzie ukrywać realne podwyżki. One będą rosły, dopóki nie ustaną przyczyny inflacji. Trudno przewidzieć jej ostateczną granicę, bo wpływa na to zbyt wiele zmiennych – mówi Julita Pryzmont, ekspertka rynku retailowego z agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland.

Wpływ wojny

Natomiast dr Edyta Wojtyla z Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu podkreśla, że wojna w Ukrainie i niestabilna sytuacja w regionie wpływają na ceny surowców, a także na wzrost kosztów energii oraz żywności. Eskalacja konfliktu przekłada się też na osłabienie krajowej waluty i mniejszą wartość inwestycji w kraju. To z kolei uderza w naszą koniunkturę. Duże znaczenie ma kryzys energetyczny, którego zażegnanie będzie kluczem do ustabilizowania dynamiki wzrostu cen we wszystkich kategoriach.

– Wojna w Ukrainie to jeden z najważniejszych czynników wpływających na koszty codziennych zakupów w sklepach detalicznych, przede wszystkim poprzez windowanie cen surowców energetycznych, ale też nawozów, produktów zbożowych i tłuszczów. Myślę, że jak najszybsze zakończenie konfliktu zbrojnego ograniczyłoby presję na wzrost cen – przyznaje ekonomista z Santander Bank.

Ekspert z WSB w Warszawie również jest zdania, że kontynuacja wojny w Ukrainie ma bardzo silny wpływ na gospodarkę światową, a tym samym – na polską. Zakończenie działań zbrojnych będzie jednym z bezpośrednich czynników zahamowania dalszego wzrostu cen w sklepach.

– Nie tylko tocząca się wojna i ograniczenie dostępności części towarów pochodzących z tzw. spichlerza Europy windują ceny w sklepach. Trzeba też wyraźnie zaznaczyć, że znaczenie ma sama niepewność co do tego, kiedy i jak zakończy się konflikt. To nie tylko podnosi koszty codziennych zakupów w sklepach, ale również wyraźnie obniża nastroje konsumenckie – zwraca uwagę ekspertka z Hiper-Com Poland.

Spadek konsumpcji

Według niektórych ekspertów, w związku z szalejącą inflacją, w najbliższych miesiącach dojedzie do znacznego spadku konsumpcji. Zdaniem dr Edyty Wojtyli z Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu, taki scenariusz jest realny dla określonej grupy produktów. Artykuły podstawowe, niezbędne do życia, mają małą elastyczność cenową, a dobra wyższego rzędu – wysoką. I z tych drugich możemy zrezygnować. Mniejszy popyt wymusi na dostawcach obniżenie ceny. Już teraz maleje sprzedaż produktów komplementarnych, a podaż stara się odpowiadać na potrzeby konsumentów, oferując tańsze substytuty, często o niższej jakości.

– Z uwagi na rozpoczęcie okresu jesienno-zimowego nastąpi spadek konsumpcji. Sama inflacja nie będzie bezpośrednio wpływać na spożycie konsumenckie, tylko na przejście w kierunku oszczędności oraz spłaty ewentualnie zaciągniętych kredytów na okres wakacyjny. W długim horyzoncie czasowym zmiana nawyków finansowych Polaków i wzrost rynkowych stóp procentowych, ustalanych przez NBP, przyczynią się do zmniejszenia cen w sklepach – przewiduje dr Hubert Gąsiński.

Jak zauważa Marcin Luziński, wysoka inflacja zjada siłę nabywczą gospodarstw domowych, więc powinna doprowadzić do spadku konsumpcji w ujęciu realnym, co w dalszej perspektywie może schłodzić dynamikę wzrostu cen. Ale taki proces może potrwać aż kilka kwartałów. Ekspansywna polityka fiskalna, nacelowana na wzmacnianie siły nabywczej gospodarstw domowych, odsuwa tę perspektywę.

– W mojej ocenie, wielu konsumentów będzie starało się jak najdłużej ukrywać, nawet przed sobą, że stać ich na coraz mniej. Nie będzie to dotyczyło oczywiście najuboższych Polaków, którzy zwyczajnie już teraz nie mają wyboru i liczą każdą złotówkę, tylko osób średniozamożnych. W dużej mierze przyjdą z pomocą różnego rodzaju promocje na produkty zalegające w magazynach, czyli mniej zbywalne w obecnych czasach – podsumowuje Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland.

Kradną węgiel, pompy ciepła, a nawet panele fotowoltaiczne

  • Rośnie liczba kradzieży z włamaniem: w niektórych regionach, w pierwszym półroczu 2022 było ich nawet o 30 proc. więcej.
  • W tym roku przestępców kuszą nie tylko sprzęty RTV, ale też drogi opał, instalacje fotowoltaiczne, czy pompy ciepła. Wszystko to w związku z ich popularnością oraz wysokimi cenami.
  • Im więcej kradzieży, tym wyższe ceny ubezpieczeń nieruchomości, zwłaszcza w przypadku domków letniskowych, zwykle niezamieszkałych w okresie jesienno-zimowym i tym samym bardziej narażonych na przestępstwa.

Drogi opał grzeje złodziei. Kiedy nie dostaniesz odszkodowania?

W ostatnim czasie policja coraz częściej informuje o nasilających się kradzieżach środków opałowych. Wpływ na powyższy stan mają niewątpliwe bardzo wysokie ceny zakupu oraz braki podażowe. Materiały opałowe, np. węgiel czy drewno możemy ubezpieczyć od ewentualnych zdarzeń losowych, ale niestety kradzież jest wyłączona od odpowiedzialności ubezpieczycieli w większości towarzystw. Jeżeli już uda nam się znaleźć ochronę, będzie ona obwarowana kilkoma istotnymi warunkami.

Aby uzyskać odszkodowanie za kradzież opału, wymagane jest przede wszystkim składowanie go wyłącznie w przeznaczonym do tego pomieszczeniu domowym, a nie na terenie posesji, nawet jeżeli jest szczelnie ogrodzona. Koniecznością jest też posiadanie odpowiednich zabezpieczeń przeciw kradzieżowych. W niektórych towarzystwach opał możemy ubezpieczyć również jako zapasy gospodarstwa domowego w ramach jego wyposażenia. Wówczas odpowiedzialność ubezpieczyciela obejmie ryzyko kradzieży i rabunku – mówi Paweł Bukowski z CUK Ubezpieczenia.

Ochrona fotowoltaiki – samodzielnie lub w ramach polisy domowej

Złodziei kuszą też kosztowne instalacje fotowoltaiczne i pompy ciepła, coraz bardziej popularne elementy przydomowej infrastruktury. Odpowiednio skonstruowana polisa majątkowa pozwoli kompleksowo uchronić się przed negatywnymi konsekwencjami takich zdarzeń, ale również zabezpieczy przed częstymi aktami wandalizmu. Standardowo ubezpieczymy zamontowane lub wbudowane na stałe wewnątrz, lub na zewnątrz budynku instalacje fotowoltaiczne oraz maszyny cieplne trwale związane z gruntem.

Panele fotowoltaiczne, czy pompy ciepła można chronić zarówno w ramach ogólnej polisy dla nieruchomości, podnosząc sumę ubezpieczenia murów lub elementów stałych, jak i niezależnie. W drugim przypadku za ochronę zapłacimy jednak kilkanaście złotych więcej. Rozszerzenie o ryzyko kradzieży oraz dewastacji również będzie wiązało się ze zwyżką składki. Warto jednak to zrobić, gdyż poniesione koszty będą niewspółmierne do konsekwencji ewentualnego przestępstwa – podkreśla Paweł Bukowski z CUK Ubezpieczenia.

Rosną koszty ubezpieczeń nieruchomości

Wg policyjnych statystyk w ubiegłym roku na terenie kraju odnotowano blisko 72 tys. kradzieży z włamaniem. Najwięcej miało miejsce w województwach: śląskim, dolnośląskim oraz mazowieckim – po ok. 10 tys. W Wielkopolsce było ich 4,5 tys. Najbezpieczniejsze pod tym względem okazało się Podlasie oraz woj. podkarpackie – popełniono tu łącznie ok. 2,8 tys. takich przestępstw. Jednak od początku tego roku liczba kradzieży z włamaniem wzrasta praktycznie w każdej lokalizacji. Przykładowo w pierwszym półroczu w Warszawie ich liczba była o 8 proc. wyższa w porównaniu do analogicznego okresu 2021. W Lublinie wzrost wyniósł 22 proc., a w Poznaniu aż 30 proc. Wprawdzie stopniowo rośnie też wykrywalność, ale wciąż blisko połowa przestępstw nigdy nie kończy się złapaniem sprawców, nie mówiąc już o odzyskaniu utraconego majątku. Wszystko to ma istotne znaczenie dla aktualnych cen ubezpieczeń nieruchomości.

– Województwo dolnośląskie i aglomeracja Śląska to miejsca, gdzie we wrześniu tego roku średnie stawki ubezpieczeń nieruchomości przekroczyły poziom 400 zł i należały do najwyższych w skali kraju. W przypadku Wielkopolski było to niespełna 390 zł, a Mazowsza 360 zł. Taniej, bo w granicach 335 zł za ochronę płacili właściciele domów i mieszkań na Lubelszczyźnie. Niemniej w tej lokalizacji, jak i w woj. wielkopolskim ceny poszły w górę w porównaniu do stycznia w granicach 18 proc., a więc dwukrotnie więcej niż średnia krajowa. Wpływ na powyższy stan rzeczy miała nie tylko inflacja, ale także statystyki dotyczące liczby kradzieży – analizuje Paweł Bukowski z CUK Ubezpieczenia.

Ubezpieczenie domu letniskowego tylko od ryzyk nazwanych

Wśród najbardziej narażonych na kradzieże z włamaniem oraz ryzyka wandalizmu i dewastacji są niewątpliwie domki letniskowe, które w sezonie jesienno- zimowym nie są praktycznie użytkowane przez swoich właścicieli. Czynnik ten niestety decyduje o poziomie składki ubezpieczeniowej. Niemniej nieruchomości te powinny posiadać ubezpieczenie, które swoim zakresem obejmie jednakowo zdarzenia losowe, ale też działania o charakterze przestępczym.

– Dom letniskowy oraz jego elementy stałe można ubezpieczyć na tej samej polisie co właściwą nieruchomość. Zawierając ochronę mamy jednak do wyboru wyłącznie wariant oparty o ryzyka nazwane w OWU. I tak dla budynku o konstrukcji murowanej i przykładowej wartości 100 tys. zł należy liczyć się z poziomem składki w granicach 380 zł rocznie. Z kolei oferta ubezpieczenia obejmująca zdarzenia losowe oraz ryzyko kradzieży to wydatek ok. 449 zł rocznie – podsumowuje Paweł Bukowski z CUK Ubezpieczenia.