Czy dolar odda ostatnie zyski?

Rynki finansowe przygotowują się do piątkowego, szeroko oczekiwanego wystąpienia w Jackson Hole Rezerwy Federalnej Jerome’a Powella i oczekują, że zasygnalizuje on dalszą potrzebę agresywnych podwyżek stóp procentowych w celu zwalczania inflacji, pomimo ryzyka dla wzrostu gospodarczego.

Nadzieje na to, że w piątek usłyszymy zwrot w polityce monetarnej Rezerwy Federalnej są zdecydowanie mniejsze niż jeszcze kilka tygodni temu. Porównując wycenę rynkową z początku sierpnia i tą aktualną, widać, że rynek oczekuje nieco większej podwyżki we wrześniu (ok 66 pbs). Zmienił się również oczekiwany docelowy poziom dla stopy funduszy federalnych. Aktualnie wyceniane jest to, że Fed zbliży się znacznie lub nawet osiągnie 4 proc. do końca roku. W ostatnim czasie zmieniło się nieco oczekiwanie co do obniżek kosztu pieniądza w 2023 roku. Obecnie nadal rynek zakłada, że Fed będzie zmuszony do cięcia stóp w przyszłym roku w związku z mocnym spowolnieniem gospodarczym, ale będzie odbywać się to w mniejszym tempie.

Ten jastrzębi zwrot Rezerwy Federalnej wynika głównie z wypowiedzi przedstawicieli Fed z ostatnich tygodni. Rynki zwracają uwagę na takie szczegóły jak zmiana stanowiska Neel Kashkari’ego. Prezes Fed z Minneapoli zaliczany do obozu gołębi, powiedział, że bank centralny musi kontynuować zacieśnianie polityki monetarnej dopóki inflacja wyraźnie nie spadnie. Tom Barkin (prezes Fed z Richmond) mówił, że Fed zrobi to co trzeba, by ograniczyć dynamiczny wzrost cen. Podkreślił, że bank centralny jest zdecydowany by ograniczyć rozgrzany do czerwoności wskaźnik CPI, nawet jeśli oznacza to ryzyko recesji gospodarczej w USA. James Bullard klarownie mówił o podwyżce wrześniowej na poziomie 75 bps. Z kolei Mary Daly (prezes Fed z San Francisco) odrzuciła oczekiwania na cięcia stóp w przyszłym roku, mówiąc, że jest za strategią „podnieś i trzymaj”.

Dane makro są niejednoznaczne. Za zmniejszeniem tempa podwyżek przemawiają sygnały spowolnienia na rynku nieruchomości, słaba kondycja usług (spadek wskaźnika PMI) oraz fakt, że inflacja prawdopodobnie osiągnęła swój szczyt. Za dalszym agresywnym podejściem stoi wciąż silny rynek pracy, ale pamiętajmy, że oznaki słabości pokazuje on z reguły nieco później w porównaniu do innych obszarów gospodarki. Barometry regionalne są niejednoznaczne. Indeks Fed z Filadelfii zaskoczył pozytywnie, a NY Empire State pokazał dużą słabość. Wskaźnik Fed z Richmond również wypadł na większym minusie niż oczekiwano.

Pamiętajmy jednak, że to ostatnie mocno restrykcyjne nastawienie Fed-u zostało już w dużej mierze wycenione przez rynek, a w szczególności przez dolara. Moim zdaniem istnieje większe ryzyko, że „zielony” odda część ostatnich zysków niż to, że zobaczymy kontynuację aprecjacji USD. W piątek Powell będzie raczej chciał zachować dyplomatyczne stanowisko a rynek nie otrzyma nic bardziej jastrzębiego od tego co już wie, co może skutkować sprzedażą faktów. Pamiętajmy, że EUR/USD od 11 sierpnia spadł o ponad 4,5 figury- to dużo. Notowania zeszły do poziomu 0,9900 ale dość szybko powróciły w rejon parytetu. Widać aktualnie odbicie do 1,0020 i potencjalną formację podwójnego dna.

Łukasz Zembik (Oanda TMS Brokers)

Droższe zakupy w budownictwie, dłuższy czas spłaty w transporcie

Firmy z sektora MŚP chciałyby rozkładać na raty zakupy o wartości średnio 42 tys. zł i spłacić je w ciągu roku. Dla budownictwa raty to szansa na sfinansowanie bardziej kosztownych zakupów, a dla transportu – na rozłożenie zapłaty w dłuższej perspektywie czasu. To wyniki badania NFG „Finansowanie zakupów firmowych”.

Efekt skali w biznesie powoduje, że wraz z wielkością przedsiębiorstwa zmieniają się też jego potrzeby zakupowe. Im większa firma, tych dokonuje większych i droższych zakupów. Jednocześnie dla mikrofirm kwota poniżej 5 tys. zł jest już wystarczającą przesłanką do tego, by sięgnąć po raty.

Mała firma, mały kłopot

Na pytanie „Od jakiej wartości netto towaru lub usługi Pana/i firma zaczęłaby rozważać możliwość zakupu na raty?” co druga przepytana przez NFG mikrofirma (zatrudniająca od 1 do 9 pracowników) wskazuje na kwotę do 5 tys. zł netto. Dla porównania, co czwarta większa firma, zatrudniająca od 10 do 49 pracowników, chciałaby kupować na raty produkty i usługi o wartości powyżej 50 tys. zł. Przeciętnie w sektorze MŚP jest to więc kwota 42,6 tys. zł.

Wśród branż niedrogimi zakupami firmowymi na raty, do 5 tys. zł, najbardziej zainteresowany jest transport (57 proc.). Z kolei w budownictwie 62,1 proc. firm chciałoby finansować towary lub usługi za minimum 11 tys. zł, w tym co czwarta firma z tego sektora za ponad 50 tys. zł. Mniej kosztowne zakupy firmowe (do 5 tys. zł) chętnie sfinansują ratami firmy z branży handlowej (52,6 proc.) oraz usługowej (44,4 proc.), zaś 66 proc. firm przemysłowych zainteresowanych jest zakupem na raty produktów o wartości od 6 do 50 tys. zł.

Widać wyraźną różnię pomiędzy wielkością przedsiębiorstwa a wysokością kwoty netto, od której firmy rozważają pozyskanie finansowania ratalnego. W przypadku mikrofirm przeważnie są to niewielkie sumy. Natomiast w przypadku większych firm taka średnia kwota zakupów to około 68 tysięcy złotych. Analizując formy prawne, można dostrzec kolejne różnice: jednoosobowe działalności gospodarcze stawiają na niższe kwoty, a spółki na wyższe. Z naszego badania wynika również, że wśród branż wyraźnie zmęczone drożyzną jest budownictwo. To efekt wielokrotnych podwyżek cen materiałów budowlanych, narzędzi, maszyn i urządzeń na przestrzeni ostatnich lat. Dla przedsiębiorstw budowlanych jest to zatem szansa, by najbardziej kosztowne wydatki rozłożyć na raty, a jednocześnie zachować płynność finansową, ciągłość działania oraz konkurencyjność – komentuje Emanuel Nowak, ekspert NFG.Finansowanie zakupów firmowych

Na rok lub dłużej

Zakupy na raty mają to do siebie, że jednorazowy, duży wydatek zostaje rozłożony w czasie na mniejsze, wygodniejsze płatności. Z badania NFG wynika, że taki optymalny czas spłaty to dla przedsiębiorców 12 miesięcy. Zamiast jednej dużej sumy, którą trzeba uiścić natychmiast, trzy czwarte firm z sektora MŚP wolałoby uregulować kilkanaście mniejszych.

W tym wypadku przedsiębiorcy są zgodni. Większość z nich opowiada się za 12-miesięcznym terminem spłaty. Tę liczbę rat podaje 75 proc. respondentów (70 proc. w mikrofirmach i 80 proc. w małych). Przy czym małe firmy szczególnie często stawiają na okres od 7 do 12 miesięcy (blisko połowa z nich). Warto jednak pamiętać, że im dłuższy termin spłaty, tym wyższy łączny koszt finansowania – komentuje Emanuel Nowak.

Zwolennikami dłuższych terminów spłaty, sięgających 24 miesięcy, są przedstawiciele firm transportowych. Usługa ratalna zatem to dla tej branży szansa, by „kupić sobie” odrobinę więcej czasu na uregulowanie płatności i zachować płynność finansową.

Branża transportowa od lat, niezmiennie boryka się z problemem długich terminów zapłaty i opóźnień w regulowaniu faktur przez kontrahentów. Zatory płatnicze sprawiają, że przedsiębiorcy stają się niewypłacalni. W Krajowym Rejestrze Długów jest już ponad 22,5 tys. takich niewypłacalnych przewoźników, którzy mają na koncie blisko miliard złotych zadłużenia. Ponad 120 mln zł są im winni klienci, którzy nie zapłacili za zrealizowane kontrakty – wylicza Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Finansowanie zakupów firmowychOszczędność na raty

Przedsiębiorcy mają świadomość, że odkładając w czasie konieczność zapłaty, muszą ponieść w związku z tym dodatkowe koszty. W przypadku zakupów firmowych na raty najbardziej akceptowalnym kosztem jest dla nich przeciętnie ok. 14 proc. Przy czym, najczęściej wybieranym zakresem kosztowym jest przedział od 1 do 5 proc. Wśród branż jedynie przemysł akceptuje wyższe koszty tej usługi tzn. na poziomie powyżej 20 proc.

– Koszt usługi w dużej mierze zależy od tego, na jaki okres czasu została rozłożona płatność oraz czy przedsiębiorca uiścił jakąś opłatę wstępną, czyli tzw. wkład własny. Usługę ratalną warto jednak postrzegać nie przez pryzmat kosztów, ale przez pryzmat oszczędności i narzędzi wspierających płynność finansową. Takie rozwiązanie pozwala bowiem na większy rozwój biznesu. Przedsiębiorca oszczędza, bo zalicza do kosztów uzyskania przychodu koszt usługi finansowania zakupów i odlicza VAT. Dodatkowo, kupując na raty, nie wydaje oszczędności firmowych i ma środki na bieżącą działalność. Nie musi zaciągać kredytów ani pożyczek, a w odróżnieniu od leasingu od razu staje się właścicielem zakupionej rzeczy. Od razu może wrzucić w koszty całą kwotę zakupu i odliczyć cały VAT, co również pod tym względem usługę ratalną stawia ponad leasingiem – podsumowuje Emanuel Nowak.Finansowanie zakupów firmowych

O badaniu:

Ogólnopolskie badanie „Finansowanie zakupów firmowych” zostało przeprowadzone w I kwartale 2022 r. przez IMAS International na zlecenie firmy faktoringowej NFG na celowej próbie mikro oraz małych firm, techniką mieszaną CAWI oraz CATI. W sumie zrealizowano 501 wywiadów.

Sprzedaż kredytów w lipcu 2022 r.

W lipcu 2022 r., w porównaniu do lipca 2021 r., w ujęciu liczbowym banki i SKOK-i udzieliły więcej tylko kredytów ratalnych o (+27,4%). Spadki liczbowe odnotowały: kredyty mieszkaniowe (-62,7%), limity na kartach kredytowych (-25,7%) i kredyty gotówkowe (-8,9%). W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały niższą wartość we wszystkich produktach kredytowych. Najwięcej spadła wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych (-62,5%) oraz przyznanych limitów na kartach kredytowych (-15,3%). Na niższą wartość udzielono także kredytów gotówkowych (-9,9%) i ratalnych (-1,6%).

W pierwszych siedmiu miesiącach 2022 r., w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku, ujemne dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym odnotowały kredyty mieszkaniowe (-36,7%, -30,8%) oraz karty kredytowe (-32,6%, -17,6%). Natomiast dodatnie dynamiki liczbowe i wartościowe zanotowano tylko w przypadku kredytów ratalnych (+27,2%, +3,0%). O (+1,5%) udzielono więcej kredytów gotówkowych, jednak na kwotę o (-0,6%) niższą.

Analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając na ich podstawie wnioski oraz formułując opinie, BIK zawsze bierze pod uwagę dwa ważne aspekty metodyczne.

Po pierwsze, uwzględnia specyfikę poszczególnych produktów kredytowych: kredyty konsumpcyjne (ratalne i gotówkowe) oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank. Zazwyczaj złożenie wniosku i udzielenie kredytu czy przyznanie limitu zamykają się w jednym miesiącu. Zatem w przypadku tych produktów, lipcowa akcja kredytowa jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w samym lipcu 2022 r. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet do dwóch miesięcy od złożenia wniosku, w związku z tym, sprzedaż kredytów mieszkaniowych w lipcu 2022 r. jest efektem wniosków składanych głównie w maju i czerwcu 2022 r.

Po drugie, z uwagi na ich konstrukcję duże problemy ze spłatą kredytów mogą w pełni zmaterializować się w odczytach Indeksów Jakości dopiero po trzech miesiącach od zaprzestania spłaty, ponieważ Indeksy obejmują jedynie opóźnienia powyżej 90 dni, nie pokazują więc wczesnych, 30-dniowych opóźnień.

W lipcu 2022 r. spadki w kredytach gotówkowych w ujęciu liczbowym i wartościowym

Lipcowe dynamiki liczby i wartości kredytów gotówkowych r/r trzeba ocenić negatywnie, natomiast w całym okresie 7 miesięcy br. sprzedaż była podobna do zeszłorocznej.

– W siedmiu pierwszych miesiącach br. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku kredyty gotówkowe odnotowały dodatnie dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym z dwóch najniższych przedziałów kwotowych: do 5 tys. zł oraz 5-10 tys. zł (+12,8% L) i (+8,5% W) oraz (+2,7% L) i (+1,6% W), a także z przedziału najwyższego, tj. pow. 50 tys. zł (+3,6% L) i (+5,6% W). W przeciwieństwie do zeszłego roku, gdy najwyższa dynamika wzrostów dotyczyła kredytów wysokokwotowych pow. 50 tys. zł, to obecnie najwyższa dynamika występuje w kredytach niskokwotowych. Kredyty z tych dwóch przedziałów odpowiadają za 9,8% wartości sprzedaży i ponad połowę liczby udzielonych w okresie styczeń – lipiec 2022 r. kredytów gotówkowych. Stąd dynamika w całym segmencie kredytów gotówkowych w ujęciu liczbowym nadal jest dodatnia, a w wartościowym już ujemna – wyjaśnia prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Siedem miesięcy na rynku kredytów gotówkowych należy do w miarę udanych i to pomimo serii podwyżek stóp procentowych, które spowodowały, że stopy procentowe wróciły do poziomu sprzed 18 lat. Kredyty gotówkowe odnotowały w tym okresie w ujęciu r/r dodatnie dynamiki zarówno liczby, jak i wartości udzielonych kredytów. Jednak sytuacja nie jest tak różowa, bowiem już od kilku miesięcy widzimy spadki liczby i wartości udzielanych kredytów gotówkowych. Dobrze widać to na danych lipcowych, w których ujemne dynamiki wystąpiły zarówno w ujęciu r/r, jak i m/m. W kolejnych miesiącach zjawisko to w mojej opinii będzie się nasilać, co spowoduje, że rok 2022 zamkniemy na poziomach niższych niż rok 2021 – puentuje prof. Rogowski.

Po wiosennej zadyszce nie ma już śladu – kredyty ratalne w lipcu na dużym plusie w ujęciu liczbowym i lekkim minusie w ujęciu wartościowym

W przypadku kredytów ratalnych w lipcu 2022 r. mamy dodatnie dynamiki r/r w ujęciu ilościowym (+27,4%) i ujemne dynamiki w ujęciu wartościowym (-1,6%). Jednak zarówno liczba, jak i wartość udzielonych kredytów ratalnych w okresie styczeń – lipiec tego roku jest wyższa w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku – odpowiednio o (+27,2%) oraz (+3,0%).

– Kredyty ratalne są jedynym produktem kredytowym, który w okresie siedmiu pierwszych miesięcy br. zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym odnotowały dodatnie dynamiki w porównaniu do takiego samego okresu zeszłego roku (L +27,2% i W +3,0%). Najwyższe dynamiki dotyczą kredytów ratalnych do 1 tys. zł. (+57,9%). W ujęciu liczbowym również najwyższe dodatnie dynamiki dotyczą kredytów ratalnych z przedziału do 1 tys. zł aż (+94,0%). W dużej części to pozytywny efekt nabycia portfela pożyczek BNPL przez jeden z banków. A segment pożyczek BNPL bardzo dynamicznie rośnie. Co ciekawe, ujemną dynamikę odnotowały jedynie kredyty ratalne wysokokwotowe z przedziału powyżej 10 tys. zł (-8,6% L oraz -9,4% W), co może wynikać ze zmniejszenia atrakcyjności oraz braku możliwości zakupu droższych rzeczy np. samochodów. Należy również zauważyć, że nadal mamy możliwość skorzystania z oferty zakupu na raty przy 0 stawce RRSO głównie artykułów RTVAGD, co przy tak wysokiej inflacji czyni zakupy na raty jeszcze bardziej atrakcyjne dla nabywców – stwierdza główny analityk BIK.

Średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w lipcu 2022 r. to 3 508 zł i jest ona niższa niż w lipcu rok temu o 22,8%.

Średnia wartość kredytu gotówkowego zaciągniętego w lipcu 2022 r. wyniosła 19 622 zł – to spadek o 1,1% w stosunku do lipca 2021 r.

Obserwowany przez BIK co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych (gotówkowych i ratalnych) w oparciu o odpowiednie Indeksy Jakości, pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na bardzo niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – lipcowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych wynosi 1,25%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się natomiast kredyty gotówkowe. Lipcowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wynosi 4,27%.

– W porównaniu do lipca 2021 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych polepszyła się (spadła) o 0,11 pkt proc. Jednak w porównaniu do wartości Indeksu miesiąc, kwartał, pół roku czy dziewięć miesięcy temu, mamy jego pogorszenie (wzrosty), co wskazuje na lekki wzrost ryzyka tych kredytów. Na uwagę zasługuje również nadal bardzo niski odczyt Indeksu dla kredytów ratalnych. Co prawda, w okresie 12-miesięcznym wartość Indeksu pogorszyła się (wrosła) o 0,08 p.p. i również jeżeli porównamy wartość Indeksu w ujęciu miesięcznym, kwartalnym czy półrocznym nadal widzimy nieznaczne jego pogorszenie, to i tak wartość Indeksu jest na bezpiecznym poziomie. Pomimo, że oba Indeksy pogorszają się w ujęciu 1-, 3-, 6- i 9-miesięcznym, to poziom wzrostów nie jest na razie tak wysoki, aby budzić istotne obawy co do jakości portfela kredytów gotówkowych i ratalnych.

Jednak z uwagi na wzrost ryzyka wynikającego z uwarunkowań globalnych czy sytuacji makroekonomicznej w Polsce, w kolejnych miesiącach należy jeszcze uważniej obserwować zachowanie się Indeksów jakości zarówno kredytów ratalnych i gotówkowych, a przede wszystkim należy analizować czy nie ma dynamicznych wzrostów wartości Indeksów, co świadczyłoby o pogorszeniu jakości tych kredytów – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe – w lipcu ogromne spadki liczby i wartości udzielonych kredytów

W lipcu br. w porównaniu z lipcem 2021 r., na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy ogromny spadek zarówno liczby (-62,7%) jak i wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych
(-62,5%). W lipcu 2022 r. średnia wartość udzielonego kredytu mieszkaniowego wyniosła 329,99 tys. zł i była wyższa w ujęciu rocznym o 0,8%.

Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego, w okresie styczeń – lipiec 2022 r. widać duże zróżnicowanie. Najniższe ujemne dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych, zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym, dotyczyły kredytów z przedziału powyżej 500 tys. zł, w ujęciu liczbowym (-14,4%) i w wartościowym (-11,9%). Najwyższe ujemne dynamiki zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym wystąpiły w kredytach do 150 tys. zł odpowiednio (-47,0%) oraz (-45,5%).

– Dla kredytów mieszkaniowych lipiec był katastrofalny. Tak złego wyniku w ujęciu liczbowym nie było od ponad 12 lat, czyli od stycznia 2010 r., bowiem w lipcu banki udzieliły tylko 9 tys. kredytów. W ujęciu wartościowym banki udzieliły w lipcu kredytów mieszkaniowych na wartość 2,967 mld zł. Jest to najmniej od ponad 7 lat, czyli od lutego 2015 r. Mamy więc klif również w ujęciu wartościowym.

Obecnie jesteśmy w cyklu zacieśniania polityki monetarnej. Za nami już 10 podwyżek stóp procentowych. Obecna stopa referencyjna NBP wynosi 6,5% i jest na poziomie nie widzianym od 18 lat, czyli sierpnia 2004 r. Ostatnia lipcowa podwyżka nie znalazła jeszcze, bo nie mogła, swojego odzwierciedlenia w samej akcji kredytowej. Natomiast już poprzednie podwyżki stóp procentowych obniżyły bardzo znacząco zdolność kredytową – zamrażając popyt na kredyty mieszkaniowe. Do tego dochodzą działania KNF, zaostrzające wymogi liczenia zdolności kredytowej, które również negatywnie wpływają na zdolność kredytową. Wszystkie te czynniki w konsekwencji bardzo wyhamowały akcję kredytową.

– Wartość akcji kredytowej z pierwszych siedmiu miesięcy 2022 r. jest praktycznie na poziomie akcji kredytowej z pierwszych siedmiu miesięcy 2018 r. – stwierdził prof. Rogowski. A lipcowy odczyt Indeksu popytu na kredyty mieszkaniowe na historycznie niskim poziomie (-66,8%) już pokazał duże schłodzenie popytu na rynku kredytów mieszkaniowych, co w kolejnych miesiącach oczywiście bardzo negatywnie przełoży się na skalę i wartość akcji kredytowej – puentuje prof. Rogowski.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w lipcu 2022 r. wyniósł 0,78%. W ostatnich 12 miesiącach (od lipca 2021 r. do lipca 2022 r.) jakość portfela nieznacznie pogorszyła się, o czym świadczy wzrost Indeksu o (+0,20 p.p.).

– Jak już sygnalizowałem w komentarzach do wcześniejszych Newsletterów wydawało mi się, że czynnikiem, który może niekorzystnie wpłynąć w przyszłości na jakość portfela kredytów mieszkaniowych, są podwyżki stóp procentowych, ponieważ prawie cały portfel złotowych kredytów mieszkaniowych to kredyty na zmienną stopę. Wartość Indeksu Jakości kredytów mieszkaniowych nieznacznie pogarszała się (wzrost wartości Indeksu) w ujęciu 1, 3, 6 i 12 miesięcznym, co mogło zapowiadać pogorszenie jakości w kolejnych miesiącach roku. Obecnie jednak pojawił się „gamechanger”, który może ograniczyć, a właściwie zahibernować wzrost opóźnień. Tym czynnikiem są oczywiście wakacje kredytowe. Gdy większość osób z nich skorzysta, to problem braku spłaty może zostać przesunięty w czasie. Jednak, gdy po ich zakończeniu, czyli w 2024 r. stopy procentowe istotnie nie spadną, a sytuacja gospodarcza nie poprawi się, to w pierwszym półroczu 2024 r. możemy mieć wzrost szkodowości kredytów mieszkaniowych i to w skumulowanej odsłonie – ostrzega prof. Rogowski.

Karty kredytowe – kontynuacja spadków

W lipcu 2022 r. banki wydały 47,3 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 384 mln zł.

– W lipcu 2022 r. pomimo efektu niskiej bazy sprzed roku, nadal mamy w ujęciu liczbowym ujemną dynamikę, która wynosi (-25,7%). Również w ujęciu wartościowym odnotowujemy ujemną dynamikę (-15,3%). Zarówno w ujęciu liczbowym jak i wartościowym ujemne dynamiki w siedmiu miesiącach br. w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku, dotyczą wszystkich przedziałów kwotowych. W ujęciu wartościowym najniższe spadki charakteryzowały limity kartowe udzielone na ponad 10 tys. zł (-0,6%). Należy pamiętać, że limity kartowe są po kredytach gotówkowych drugim najbardziej ryzykownym produktem kredytowym. Wartość Indeksu Jakości w lipcu wyniosła 3,69%, a w ujęciu rocznym wartość Indeksu pogorszyła się – wzrosła o (+0,53) – mówi prof. Rogowski z BIK.

Rynek magazynowy w poszukiwaniu nowej równowagi

Z najnowszego raportu przygotowanego przez firmę doradczą BNP Paribas Real Estate Poland wynika, że w drugim kwartale rynek powierzchni magazynowych, logistycznych i przemysłowych w Polsce urósł o około 1,15 mln m kw. W budowie pozostawało 4,3 mln m kw., z czego jedna trzecia pojawi się na rynku jeszcze w tym roku. W analizie autorzy zwracają uwagę na widoczne oznaki spowolnienia w sektorze, widmo luki podażowej, wysokie koszty budowy i wzrosty czynszów.

Dzięki nowej, kwartalnej podaży krajowy rynek powierzchni magazynowych i logistycznych swoimi łącznymi zasobami przekroczył poziom 26 mln mkw. Największymi nowo oddanymi obiektami pomiędzy kwietniem a czerwcem były: na Górnym Śląsku kompleks Panattoni Park Ruda Śląska III (66,5 tys. m kw. powierzchni) i zlokalizowany w strefie Polska Centralna Panattoni Park Pabianice (63,6 tys. m kw.). Pierwszy z nich jest w pełni skomercjalizowany, natomiast drugi nadal posiada ok. 30% wolnej powierzchni.

W drugim kwartale nad Wisłą pozostawało w budowie około 4,3 mln m kw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, logistycznej i przemysłowej. Zgodnie z zapowiedziami deweloperów, jedna trzecia powinna wzbogacić rynek do końca 2022 roku. Autorzy raportu zwracają uwagę, że jednym z efektów w poszukiwaniu nowej rynkowej równowagi – zauważalnym w analizowanym kwartale – był spadek udziału w budowach projektów, które
są realizowane spekulacyjnie. W porównaniu do pierwszego kwartału zmniejszył się on o około 20 %.

Pomimo trudnej sytuacji geopolitycznej, wysokiej inflacji, stabilizujących się, ale wciąż wysokich kosztów materiałów i budowy oraz ogólnej niepewności panującej na rynkach, branża logistyczna ma silne fundamenty, co potwierdza bardzo wysoki kwartalny popyt brutto – 2,2 mln m kw. Największą transakcją kwartału był wynajem obiektu typu BTS przez Globalway, jednego z największych dostawców produktów z Dalekiego Wschodu. Firma będzie rosła w obiekcie Panattoni Park Gdańsk East III, w którym zajmie powierzchnię 103 tys. m kw. Nieco mniej, bo 90 tys. m kw., również od Panattoni wynajęła niemiecka platforma modowa BestSecret. Właściciel platformy zajął cały park i jednocześnie zagwarantował sobie możliwość ekspansji o kolejnych ponad 40 tys. m kw. w sulechowskim kompleksie.

Z raportu wynika, że w drugim kwartale wskaźnik pustostanów utrzymywał się na niskim poziomie notując 3,1 %.

W ostatnich miesiącach mamy do czynienia z wyraźnym wzrostem czynszów bazowych. Porównując dwa minione kwartały, ich średnia oscyluje w okolicach 9 %, ale są strefy w Polsce, jak na przykład Warszawa II i Poznań, w których czynsze rosną w tempie rzędu około 20%, czyli o wiele szybszym niż wzrost kosztów budowy, szacowany dziś na około 10 proc. Ten wzrostowy trend, który przewidujemy w kolejnym kwartale, będzie również wynikał z niskiego poziomu dostępnych powierzchni magazynowych do wynajęcia w całej Polsce – mówi Robert Pawłowski, Dyrektor w Dziale Wynajmu Powierzchni Magazynowych i Logistycznych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Największe średnie wzrosty stawek czynszów bazowych, poza Warszawą II i Poznaniem odnotowano: we Wrocławiu, na Górnym Śląsku oraz w Polsce Centralnej.

Jednym z dwóch, obok e-commerce, silników napędzających rozwój sektora jest skracanie łańcuchów dostaw, czyli ”friendshoring”. W czasach, w których z jednej strony warunki dyktują globalne turbulencje gospodarcze i Covid, a z drugiej regionalny konflikt zbrojny z rozlewającymi się po świecie konsekwencjami, firmy starają się jeszcze lepiej zabezpieczyć przed zerwaniem ciągłości działania. Poza zwiększaniem stanów magazynowych i przenoszeniem inwestycji z Azji do Europy, na rynku można zaobserwować ruchy zabezpieczające produkcję i logistykę w obrębie państw, które są stabilne politycznie i gospodarczo, a dodatkowo chronione są gwarancjami bezpieczeństwa NATO. Polska i inne kraje regionu mogą być beneficjentami „friendshoringu”.

Innym akceleratorem dla sektora jest i będzie handel internetowy. Szacunki wskazują, że magazyny i obiekty logistyczne, w których wykonywane są operacje dla e-commerce sięgają blisko 30 % całkowitych zasobów dostępnych na rynku. Co równie ważne, Polska jako kraj staje się centrum modowego e-handlu. Szacunki branży mówią, że w 2025 roku przychody ze sprzedaży mody przez Internet sięgną 365 mld dolarów, co będzie wynikiem dwukrotnie wyższym niż ten wypracowany w 2020 roku.

Modowy e-commerce w regionie rośnie jak na drożdżach i wydaje się odporny na różne turbulencje. Dla rozwoju tego segmentu Polska, a szczególnie zachodnia ściana, może okazać się ważnym ogniwem. Lokalizacja, dobra infrastruktura, zapleczem logistyczne i bliskość zachodniej Europy, to argumenty które mają siłę przekonywania. – mówi Michał Rdzanek, Zastępca Dyrektora w Dziale Wynajmu Powierzchni Magazynowych i Logistycznych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Gdzie można sprawdzić ważność e-recepty?

E-recepta uprawnia pacjentów do wykupienia przepisanych przez lekarza medykamentów, o ile zgłoszą się oni do apteki w dopuszczalnym terminie. Wszystkie e-recepty posiadają terminy ważności, których przekroczenie wiązać będzie się, z tym że farmaceuta pacjentowi leków nie wyda. Jak i gdzie sprawdzić ważność e-recepty?

Czym są e-recepty i jak je otrzymać?

Elektronicznymi receptami, czy też w skrócie e-receptami, nazywa się dokumenty cyfrowe uprawniające pacjentów do wykupienia leków wydawanych z przepisu lekarza. Są to odpowiedniki znanych z lat wcześniejszych recept papierowych, przy czym są wygodniejsze i łatwiejsze w wystawianiu i realizacji. Zaletą e-recept jest też możliwość wglądu do ich historii w dowolnym momencie, nawet jeśli już dawno zostały przez pacjenta zrealizowane. Wystarczy urządzenie z dostępem do Internetu, a w kilku ruchach można sprawdzić, jakie leki i w jakich dawkach pacjent zażywał np. pół roku temu.

Od kiedy e-recepty zostały wprowadzone, pojawiło się wiele nowych możliwości, w tym, chociażby przepisywanie leków bez konieczności spotkania lekarza z pacjentem w przychodni. E-recepty na telefon trafiają również do pacjentów po konsultacjach zdalnych ze specjalistą, a za przykład postawić można NaszaRecepta.pl, który udostępnia pacjentom taką opcję. To dobry sposób, kiedy pacjent nie może od ręki umówić się na wizytę stacjonarną do lekarza, a potrzebna mu jest szybko e-recepta. Lekarz online po konsultacjach medycznych przez Internet może wystawić e-receptę zaledwie w kilka minut, a pacjent nawet nie będzie musiał opuszczać domu.

Ważność recepty – lepiej jej dopilnuj!

Podstawową kwestią, jeśli chodzi o możliwość wykupienia w aptece leków wydawanych z przepisu lekarza, jest posiadanie ważnej recepty. Nie wystarczy zatem zgłosić się do lekarza po receptę – trzeba jeszcze dopilnować wykupienia leków w odpowiednim czasie, w przeciwnym razie recepta nie będzie mogła być zrealizowana. Ważność recepty nie jest taka sama dla wszystkich przepisywanych przez lekarzy leków, dlatego należy szczególnie zwrócić uwagę na podane terminy:

  • większość recept na leki posiada termin ważności wynoszący 30 dni od daty wystawienia bądź od daty „od dnia” wpisanej przez lekarza.
  • recepty na antybiotyki muszą być zrealizowane w terminie do 7 dni od daty wystawienia bądź od daty „od dnia” wpisanej przez lekarza;
  • E-recepty na leki immunologiczne mają natomiast ważność 120 dni.

Wyjątkowo e-recepty mogą być też ważne 365 dni (rok). Mowa o pacjentach chorych przewlekle, którzy muszą na stałe przyjmować konkretne leki. Aby jednak recepta była ważna rok, lekarz musi zaznaczyć na niej datę realizacji „do dnia” i koniecznie musi wpisać sposób dawkowania leku. Recepta ważna rok (365 dni) może jednak obejmować leki wystarczające na kurację trwającą 360 dni, a jej pierwsze opakowanie należy wykupić w pierwsze 30 dni od wystawienia.

Gdzie sprawdzić ważność otrzymanej e-recepty?

Pacjent, któremu wystawiona zostanie e-recepta, nie musi zgłaszać się do apteki niezwłocznie, jednak musi przypilnować terminu ważności dokumentu. Gdzie sprawdzić e-receptę otrzymaną jakiś czas temu, jej termin ważności i stan realizacji, a także rodzaj przepisanych leków, ich ilość i zalecane dawkowanie? Wystarczy zalogować się na swoje IKP, gdzie zapisywane są wszystkie e-recepty powiązane z danym numerem PESEL – by zalogować się na ten portal, nie trzeba posiadać profilu zaufanego. E-receptę sprawdzić też można w swojej skrzynce e-mail, gdyż tam trafiają wszystkie wydruki informacyjne PDF e-recept wystawianych danej osobie.

Płatność danymi osobowymi – kiedy informacje o nas stają się walutą

Dodatkowe rabaty za podanie adresu email, dostęp do dodatkowych usług w zamian za udzielenie zgód na przetwarzanie danych w celach marketingowych czy darmowy ebook w zamian za pozostawienie naszego adresu email to już niemal standard. Teoretycznie wszystkie powyższe benefity są przekazywane za darmo, jednakże w rzeczywistości w zamian za ich uzyskanie przekazujemy przedsiębiorcy nasze dane osobowe. W konsekwencji – danymi o nas płacimy za dodatkowe rabaty czy uzyskanie dostępu do usług cyfrowych. Obserwując działania przedsiębiorców w sieci i związane z tym zmiany prawne, można dojść do wniosku, że zapłata za usługi cyfrowe nie zawsze jest pobierana w pieniądzu. Bardzo często najcenniejszą wartością, jaką może uzyskać przedsiębiorca, są dane o jego klientach, możliwościach kontaktu z nimi czy też ich preferencjach. I to właśnie ta wartość niejednokrotnie może mieć większe znaczenie, niż finalna suma zer na koncie.

Wychodząc od ogólnych zasad związanych z zawieraniem umów, w tym zasady swobody umów, nie ma wątpliwości, że taka sytuacja będzie dopuszczalna. Jednakże sama zasad swobody umów to zbyt mało, by móc ocenić zjawisko „płatności” danymi osobowymi. Trzeba bowiem wziąć pod uwagę fakt, że dane osobowe jako swoiste świadczenie wzajemne jest kategorią znacznie różniącą się chociażby od tradycyjnego pieniądza czy świadczeń o charakterze barterowym. Wynika to przede wszystkim z faktu, że dane osobowe w świetle prawa stanowią odrębny przedmiot ochrony w tym na mocy RODO czy też dodatkowych przepisów dotyczących chociażby świadczenia usług drogą elektroniczną. Wziąć pod uwagę musimy także kwestię tego, kto „płaci” danymi osobowymi – często będzie to konsument, zatem rozważyć należy również aspekty dotyczące ochrony praw konsumenta i kwestii klauzul abuzywnych. Już te trzy płaszczyzny powodują, że zwyczajne „pozostawienie” adresu email w zamian za udzielenie dodatkowego rabatu na zakupy w sklepie internetowym czy zapisanie się do programu lojalnościowego, pozwalającego na uzyskanie zniżek i rabatów w zamian za zbierane punkty przestaje być prostą i nieistotną czynnością, ale zyskuje duże znaczenie w kontekście prawnym i biznesowym.

Zastanawiając się nad zjawiskiem płatności danymi osobowymi w kontekście umów zawieranych w Internecie, gdzie jednym ze świadczeń są dane dotyczące strony takiej umowy będącej osobą fizyczną, nie można zapominać o zakresie definicji danych osobowych wyrażonej w RODO. Jak wskazuje art. 4 pkt. 1 RODO, dane osobowe to „wszelkie informacje o zidentyfikowanej lub możliwej do zidentyfikowania osobie fizycznej”, tym samym – choć w dalszej części przepisu definicja zawiera wymienienie przykładów takich danych – to jest ona skonstruowana na tyle szeroko, że w zasadzie w każdym przypadku należy szczegółowo rozważyć, czy mamy do czynienia z danymi osobowymi. Pewne kategorie danych osobowych jak np. adres email czy numer telefonu nie budzą tutaj większych wątpliwości co do swojego charakteru. Ważne jest również to, jak wygląda proces pozyskania takich danych osobowych przez przedsiębiorcę i na jakiej podstawie dane te przetwarza. Przedsiębiorca w takim wypadku ma do wyboru dwa modele, oparte o dwie różne przesłanki przetwarzania danych osobowych wynikające z RODO.

W pierwszym z modeli użytkownik, który chce skorzystać np. z darmowego ebooka na odpowiedniej podstronie serwisu lub landing page przedsiębiorcy pozostawia swój adres email i zaznacza odpowiednie oświadczenia o udzieleniu zgody. Wśród nich znajdzie się zapewne również zgoda na przetwarzanie danych osobowych w celach marketingowych administratora danych osobowych, która będzie wymagana od użytkownika, jeżeli ten chce uzyskać dostęp do treści cyfrowych.  W takiej sytuacji faktyczną zapłatą za uzyskanie usługi cyfrowej w postaci ebooka będzie udzielenie zgody na przetwarzanie danych osobowych w celach marketingowych. Z samym udzieleniem zgody wiąże się jedna z wątpliwości jakie pojawiają się w kontekście płatności danymi osobowymi. Zgodnie bowiem z art. 7 ust. 4 RODO, zgoda powinna mieć charakter dobrowolny czyli niewymuszony na użytkowniku. Dodatkowo – zgoda w przypadku, o którym mowa powyżej, nie może również być powiązana z wykonaniem umowy, dla której to przetwarzanie danych osobowych nie jest niezbędne. Z drugiej strony należy wziąć pod uwagę, że w przypadku np. przekazania w zamian za dane osobowe ebooka lub innego podobnego świadczenia, udzielenie takiej zgody może zostać ocenione pozytywnie w świetle art. 7 ust. 4 RODO, a więc jako zgodne z przepisami, o ile za podobne świadczenie użytkownik może zapłacić lub może je uzyskać od innego administratora danych osobowych bez udzielania zgody. Skoro zatem użytkownik ma wybór w postaci uzyskania świadczenia od przedsiębiorcy w zamian za udostępnienie mu swoich danych osobowych oraz możliwości uzyskania podobnego świadczenia bez konieczność przekazania danych osobowych jak formy świadczenia ekwiwalentnego, to zgoda w dalszym ciągu zachowuje dobrowolny charakter, mimo, iż użytkownik otrzymuje jasny komunikat, że będzie ona niezbędna, jeżeli chce otrzymać świadczenie od przedsiębiorcy.

Opisany wyżej model biznesowy, to zaledwie jeden ze sposobów, w jaki można „zapłacić” danymi za świadczenie otrzymane przez użytkownika od przedsiębiorcy. Drugim z nich jest rozwiązanie oparte nie o zgodę, ale o przetwarzanie danych osobowych w związku z wykonywaniem umowy między jej stronami. W takim podejściu do przetwarzania i pozyskiwania danych jako zapłaty za świadczenie drugiej strony, podstawą do przetwarzania danych osobowych użytkownika, będzie z kolei uzasadniony interes administratora danych osobowych. Jest to przesłanka z jednej strony bardzo szeroka, z drugiej zaś – zawsze ocenna i uzależniona od tego, czy interes ten nie narusza praw i wolności osób, których dane dotyczą. Operując tą podstawą przetwarzania danych osobowych nie można jej traktować jako uniwersalnego rozwiązania w przypadku braku innych podstaw przetwarzania, gdyż zawsze przesłanka taka musi się odnosić do konkretnego stanu faktycznego, co przejawia się m.in. chociażby w konkretnym opisaniu charakteru tego interesu w przypadku informowania o przetwarzaniu danych osobowych. Takie – funkcjonalne – podejście do tej przesłanki przetwarzania danych osobowych potwierdza chociażby brzmienie motywu 47 RODO, w którym wskazano, że: „Podstawą prawną przetwarzania mogą być prawnie uzasadnione interesy administratora, w tym administratora, któremu mogą zostać ujawnione dane osobowe, lub strony trzeciej, o ile w świetle rozsądnych oczekiwań osób, których dane dotyczą, opartych na ich powiązaniach z administratorem nadrzędne nie są interesy lub podstawowe prawa i wolności osoby, której dane dotyczą. (…) Aby stwierdzić istnienie prawnie uzasadnionego interesu, należałoby w każdym przypadku przeprowadzić dokładną ocenę, w tym ocenę tego, czy w czasie i w kontekście, w którym zbierane są dane osobowe, osoba, której dane dotyczą, ma rozsądne przesłanki by spodziewać się, że może nastąpić przetwarzanie danych w tym celu.” Najczęstszym przykładem sytuacji, o której mowa w motywie 47 RODO jest chociażby marketing bezpośredni usług lub produktów administratora danych osobowych lub podmiotów z nim powiązanych. Warunkiem dopuszczalności takich działań jest z kolei odpowiednie poinformowanie osób, których dane dotyczą, o takim sposobie przetwarzania ich danych osobowych na etapie zbierania danych osobowych, zgodnie z art. 13 RODO oraz rozważenie kwestii związanych chociażby ze zmianą celu przetwarzania danych osobowych czy też ustalenie kwestii, czy dane osobowe nie będą przetwarzane w sposób zautomatyzowany, a zatem możliwością realizacji uprawnienia do niepodlegania zautomatyzowanym decyzjom, o których mowa art. 22 RODO. Rozważenia wymaga również kwestia, czy w przypadku przetwarzania danych w oparciu o przesłankę uzasadnionego interesu administratora i następnie wykorzystania ich w celu marketing bezpośredniego nie będzie konieczne uzyskanie dodatkowych zgód na przesłanie informacji handlowej, o której z kolei mówi ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Nie można również zapomnieć, że niezależnie od wybranego modelu biznesowego, zawsze obowiązują zasady przetwarzania danych osobowych wskazane w art. 5 RODO, a wśród nich – zasada minimalizacji danych, mówiąca o tym, że w aby zrealizować cel przetwarzania ustalony przez administratora danych osobowych, powinien on wykorzystywać jedynie dane niezbędne do tego celu.

Podsumowując powyższe, należy zauważyć, że jedynie na polu ochrony danych osobowych traktowanie danych osobowych jako formy swoistej waluty lub świadczenia zamiennego wiąże się z szeregiem obowiązków i decyzji, które musi podjąć przedsiębiorca zanim zdecyduje się na pozyskiwanie danych osobowych użytkowników w zamian za oferowane przez niego świadczenia. Samo zaś „płacenie” danymi osobowymi to zagadnienie znacznie szersze niż tylko pozostawienie adresu email w odpowiednim polu w serwisie internetowym i może być rozpatrywane na wielu płaszczyznach.

Autorem artykułu jest Magdalena Druzic, radca prawny, szef specjalizacji prawo nowych technologii w Gut i Wspólnicy Kancelaria Prawna sp.k.

Wojciech Świątek obejmuje rolę dyrektora ds. zrównoważonego rozwoju w Schneider Electric

Polski oddział Schneider Electric, firmy wielokrotnie uznawanej na całym świecie za jedno z najbardziej zrównoważonych przedsiębiorstw, z początkiem lipca powołał Wojciecha Świątka na nowo utworzone stanowisko dyrektora ds. zrównoważonego rozwoju. W nowej roli Wojciech Świątek będzie odpowiedzialny za realizację strategii firmy związanej z obszarem zrównoważonego rozwoju (ang. sustainability) oraz wsparcie współpracy firmy z klientami i partnerami w tym zakresie.

Wojciech Świątek jest związany ze Schneider Electric od 1997 roku. Na przestrzeni lat pracował w różnych organizacjach i zespołach SE na stanowiskach związanych z marketingiem, strategią i rozwojem biznesu, m.in. we Francji, Rosji i krajach WNP. Od 2013 r. pracuje w Polsce, ostatnio pełniąc między innymi obowiązki dyrektora ds. rozwoju biznesu na Czechy, Polskę, Słowację i Ukrainę. W swej ostatniej roli odpowiadał m.in. za realizację długoterminowych planów rozwoju działalności firmy w Polsce i regionie, opracowanie krajowych planów strategicznych oraz współpracę z kluczowymi klientami i partnerami.

Na nowym stanowisku Wojciech Świątek będzie realizował strategię spółki związaną  z osiąganiem lokalnie celów zrównoważonego rozwoju, dekarbonizacji i transformacji energetycznej, zapewniając klientom i partnerom dostęp do szerokiej wiedzy eksperckiej i odpowiedniej technologii, a także przeszczepiając na lokalny grunt najlepsze praktyki wypracowywane przez lata na innych rynkach, dopasowując je do lokalnych uwarunkowań.

Zrównoważony rozwój jest od wielu lat jednym z głównych fundamentów działalności Schneider Electric na całym świecie. Już w 2005 roku jako organizacja zaczęliśmy monitorować nasz wpływ na ludzi i planetę, pomagając klientom zaoszczędzić w tym czasie ponad 120 milionów ton emisji dwutlenku węgla i zapewniając dostęp do energii ok. 30 milionom ludzi na całym świecie. Tym bardziej cieszę się, że będąc tyle lat w organizacji, mogę połączyć zdobyte do tej pory kompetencje i wiedzę z bogatym doświadczeniem Schneider Electric w realizacji założeń zrównoważonego rozwoju – mówi Wojciech Świątek, dyrektor ds. zrównoważonego rozwoju w Schneider Electric.

Wojciech Świątek to absolwent Politechniki Warszawskiej na kierunku automatyki przemysłowej i zarządzania oraz University of Westminster w Londynie na kierunku cyfrowego przetwarzania sygnałów.

Obroty i odwiedzalność centrów handlowych w czerwcu 2022 r.

  • Obroty centrów handlowych w czerwcu 2022 r. były o 12% wyższe niż w czerwcu 2019 r.
  • W podziale na kategorie najlepsze wyniki notowały: usługi (+104,5%), żywność (+73,7%) i gastronomia (+33%). Mniejsze wzrosty notowała odzież (+0,7%).
  • Obroty wzrosły we wszystkich kategoriach obiektów, w największych galeriach (powyżej 60 tys. mkw. GLA) wzrost wyniósł 17,5%. Duże obiekty (40-60 tys. mkw. GLA) notowały wzrosty o 9,2%, średnie (20-40 tys. mkw. GLA) o 7,6%, a najmniejsze (5-20 tys. mkw. GLA) o 3,7%.
  • Odwiedzalność centrów handlowych w lipcu 2022 r., mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu, była o 5,4% wyższa niż w lipcu 2019 r.

– W czerwcu obroty centrów handlowych czwarty miesiąc z rzędu były wyższe niż przed pandemią, ale dynamika wzrostów w ostatnim, przeanalizowanym miesiącu była niższa niż w maju. Ze wskaźnika Turnover Index wynika, że w czerwcu 2022 r. obroty branży wzrosły o 12% w porównaniu do czerwca 2019 r. Z kolei odwiedzalność w lipcu była wyższa o 5,4% niż w lipcu 2019 r. Takie wyniki pozwalają branży odbudowywać się po stratach z okresów lockdownów. Wyzwaniem w nadchodzących miesiącach będzie spowolnienie gospodarcze, wysoka inflacja, rosnące koszty energii oraz możliwe ograniczenia w jej dostępności – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Największy wpływ na czerwcowe obroty w centrach handlowych miały usługi, zakupy spożywcze oraz gastronomia. Za bardzo dynamiczny, ponad 100%, wzrost w segmencie usług odpowiadają głównie biura podróży, duże wzrosty notują też kantory. To efekt tzw. odłożonej konsumpcji. Polacy po 2 latach bardzo energicznie nadrabiają pandemiczne ograniczenia w podróżowaniu. Zwiększone zakupy spożywcze to trend, który utrzymuje się już 4 miesiąc. Z kolei stabilny wzrost obrotów w gastronomii, o ponad 30%, który utrzymuje się od 3 miesięcy pokazuje, że klienci spragnieni kontaktów z innymi wrócili do przyzwyczajeń sprzed pandemii i spędzania wolnego czasu w galeriach. Potwierdza to tezę, że aspekt społeczny centrów handlowych znów jest ważny dla klientów. W branży odzieżowej działającej w centrach handlowych obroty w czerwcu wzrosły o 0,7%.

Footfall Density Index – wskaźnik odwiedzalności centrów handlowych, pokazujący liczbę klientów w ciągu miesiąca, w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni najmu. Jest przygotowywany na podstawie informacji dostarczanych z nowoczesnych systemów kamer, pozwalających na rzeczywiste, codzienne mierzenie ruchu w centrach handlowych. Klienci odwiedzający galerie są liczeni za pomocą kamer 3D zainstalowanych przy każdym wejściu. Aby zminimalizować możliwość błędów, kamery montowane są również w dodatkowych miejscach, kluczowych dla weryfikacji ruchu w danym obiekcie. To najbardziej miarodajny system analizujący przepływy klientów w centrach handlowych, wyróżniający się dokładnością sięgającą 98%. Dane są zbierane w ponad 120 obiektach handlowych o łącznej powierzchni powyżej 4,5 mln mkw., co stanowi 35% rynku centrów handlowych w Polsce. Nieprzerwalnie od 2008 r., dane te są zbierane i weryfikowane przez PwC, wiodącego międzynarodowego audytora.

Turnover Index – wskaźnik obrotów najemców w centrach handlowych podawany w PLN, w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni najmu. Dane pochodzą z raportów dostarczanych przez najemców właścicielom i zarządcom galerii handlowych. Ze względu na ich poufność i wrażliwość są one, podobnie jak wyniki odwiedzalności, gromadzone i weryfikowane przez PwC.

Frank zbliża się do 5zł, dolar wciąż mocniejszy od euro

W Dzień Niepodległości Ukrainy przypada pół roku obrony przed rosyjską inwazją. Jest to też moment kiedy rynki wstrzymują oddech, czekając czy Rosja nie przygotowała mocnego akcentu.

Dolar wciąż mocniejszy od euro

Amerykańska waluta tym razem na dłużej zadomowiła się poniżej poziomu 1,00000 na głównej parze walutowej świata. Wczoraj obserwowaliśmy krótkotrwałą próbę ruchu korekcyjnego, ale finalnie wciąż żyjemy w świecie, gdzie dolar jest droższy od euro. Osoby zainteresowane tanim dolarem mają dzisiaj jeszcze jeden problem. Na rynkach panuje duży niepokój w sprawie tego, co wydarzy się w dniu niepodległości Ukrainy. Media zawierają wiele scenariuszy spiskowych od zmasowanych ataków po potencjalne prowokacje. Dlaczego to takie ważne? Jeżeli wydarzenia będą naprawdę istotne, a takich wykluczyć nie możemy, skoro Rosjanie od ponad pół roku okupują niepodległe państwo, to pojawią się prawdopodobnie kolejne sankcje. Te z kolei będą najprawdopodobniej bardziej dotkliwe dla Unii Europejskiej niż USA, które po prostu mniej handluje z Rosjanami.

Frank zbliża się do 5zł

Kredytobiorcy frankowi z dużym niepokojem obserwują zachowanie szwajcarskiej waluty. Powodem jest zbliżanie się wartości CHF do niepokojącego poziomu 5 zł. Należy pamiętać, że to tylko jeden z potencjalnych problemów kredytobiorców. Nie można zapominać, że na raty kredytów wpływ mają również stopy procentowe. To był element, który dotychczas przez ich rekordowo niskie poziomy bronił portfeli kredytobiorców. Obecnie stopy procentowe idą w górę a kredytobiorcy frankowi, jeżeli sytuacja się utrzyma, znów mogą mieć tak samo jak złotowi jeżeli nie wyraźnie gorzej. Trzeba pamiętać, że wzrost stóp procentowych pociąga za sobą umacnianie waluty, więc decyzje o podwyżce mogą uderzać po kieszeni podwójnie.

Ropa w górę

Niepewność co zrobią dzisiaj Rosjanie to nie tylko wpływ na rynki walutowe, gdzie kapitał ucieka z naszego regionu. To również niespodziewany wzrost cen ropy naftowej. Jest to o tyle dziwne, że eskalacja konfliktu powinna cenę raczej obniżać. Import z Rosji i tak jest już niemożliwy. Państwa azjatyckie raczej będą korzystać z taniego surowca niż dołączać się do sankcji. Do tego eskalacja konfliktu oznacza spowolnienie gospodarcze. Nie można jednak wykluczyć, że obecny konflikt może jeszcze eskalować. W połączeniu z problemami z osiągnięciem wysokości produkcji przez OPEC jest to uzasadniony wzrost.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Staff augmentation czy project outsourcing – który model współpracy wybrać?

Prognozy wskazują, że niedobór programistów w USA do 2026 roku przekroczy 1,2 mln, w UE 600 tyś., w samej Polsce na dzień dzisiejszy brakuje ok. 50 tysięcy programistów. Jest to palący problem sektora IT, którego rozwiązaniem są 2 popularne modele zapobiegania deficytom kadrowym – staff augmentation oraz project outsourcing. Który z nich warto wybrać?

Outsourcing – co to jest?

Nazwa outsourcing pochodzi od skrótu  połączenia trzech angielskich słów – outside-resource-using, co można przetłumaczyć jako wykorzystywanie źródeł zewnętrznych. Outsourcing jest praktyką w biznesie, która polega na przekazaniu określonych zadań lub prac nad projektem firmie zewnętrznej, która dostarcza swoich pracowników.

W branży IT outsourcing przybiera często formę wypożyczenia pracowników z firmy A (np. software house’u) do firmy B (np. firmy produkcyjnej) w celu:

  • wytworzenia systemu lub jego części,
  • przeprowadzenia testów oprogramowania,
  • stworzenia kompleksowego produktu cyfrowego.

Największą zaletą outsourcingu jest oszczędność czasu i środków, które musiałyby zostać wykorzystane do stworzenia planu projektu czy rekrutacji i zatrudnienia specjalistów z branży IT (programistów, project managerów, scrum masterów czy testerów). Decydując się   na outsourcing usług IT, możesz skupić się na własnych procesach biznesowych, dzięki czemu podniesiesz ich jakość oraz rentowność.

Dzięki wykorzystaniu możliwości outsourcingu, firmy, które nie specjalizują się w programowaniu mogą stworzyć system lub produkt cyfrowy bez konieczności powoływania do tego celu zespołów programistów lub testerów.

Outsourcing projektów IT

Zlecenie projektów IT firmie zewnętrznej powszechnie nazywane jest outsourcingiem projektowym. Określamy tak zarówno sytuację, gdy firma zleca cały projekt zewnętrznemu dostawcy jak i jego fragment (np. przetestowanie wytworzonego systemu).

W tej sytuacji to dostawca jest odpowiedzialny za rekrutację i zarządzanie pracownikami, wykonanie określonych w umowie zadań oraz terminowe dostarczenie odpowiedniego jakościowo produktu.

Jest to więc nic innego jak zewnętrzny zespół specjalistów, który pracując zdalnie lub z Twojej siedziby, dba o to, aby dostarczyć Ci możliwie najlepszy system, aplikację lub inne dedykowane oprogramowanie.

Czym jest Staff Augmentation?

Staff Augmentation jest rodzajem strategii outsourcingowej, która pozwala firmom zrekompensować luki w umiejętnościach własnych zespołów poprzez uzupełnienie ich pracownikami z zewnątrz. 

Opierając się na na wymaganiach umowy lub kontraktu, dodajemy do Twojego teamu pracowników (team extension), którzy mają wiedzę ekspercką w danej dziedzinie. “Wynajmowane” osoby dołączają do zespołu na dowolnym etapie tworzenia oprogramowania. Celem Staff Augmentation jest uzupełnienie Twojego zespołu pracownikami o eksperckich kompetencjach, bez konieczności zatrudniania ich przez Ciebie.

Właściwy partner technologiczny zapewnia specjalistów z szerokimi kompetencjami w danej dziedzinie, którzy szybko wdrożą się w sposób działania Twojej organizacji. Nowe osoby mogą pracować zarówno zdalnie, jak i z Twojego biura. Twój dostawca powinien zadbać o zapewnienie właściwych narzędzi i podział ról w zespole.

Jeśli chcesz poznać wady i zalety obu rozwiązań koniecznie przeczytaj artykuł: https://solwit.com/blog/staff-augmentation-czy-project-outsourcing-ktory-model-wspolpracy-wybrac/

Project outsourcing czy Staff Augmentation — który model wybrać?

Jeżeli Twoja firma boryka się z brakami kadrowymi w sektorze IT, to zarówno project outsourcing jak i staff augmentation będą remedium dla Twoich problemów. Musisz jednak wiedzieć, że modele te mają swoje specyficzne zależności, które zdecydowanie warto wziąć pod uwagę już na samym początku procesu decyzyjnego.

Project Outsourcing doskonale sprawdzi się w sytuacji, w której nie chcesz tworzyć własnego zespołu IT i zależy Ci na oddelegowaniu całego projektu do sprawdzonej firmy zewnętrznej. W tym przypadku przekazujesz całą odpowiedzialność za efekt końcowy  zespołowi inżynierów, który posiada już określoną strukturę i doświadczenie w prowadzeniu projektów IT.

Staff Augmentation sprawdzi się, jeśli Twoim celem jest uzupełnienie kompetencji własnego zespołu specjalistów. Stosując to rozwiązanie, dołączasz do swojego teamu  osoby, które wypełniają lukę kompetencyjną i po zrealizowaniu swoich zadań wychodzą z projektu. 

Bez względu na to który model współpracy wybierzesz, musisz mieć pewność, że pracujesz ze sprawdzonymi osobami, które dostarczą Twojej firmie produkt cyfrowy najwyższej jakości.

Podsumowanie

Outsourcing IT jest świetnym sposobem na uzupełnienie kompetencji i zachowanie ciągłości prac nad projektem. Zanim zdecydujesz się na współpracę z konkretną firmą outsourcingową upewnij się, że ma doświadczenie w realizacji podobnych projektów, dla firm zbliżonych  w swojej strukturze do Twojej. Współpraca będzie przebiegała płynniej i sprawniej. Koniecznie zapoznaj się z case studies projektów, które zrealizował Twój potencjalny dostawca.

W Solwicie zrealizowaliśmy ponad 1000 różnego rodzaju projektów. Jeden z nich dotyczył rozwoju i przetestowania bezpiecznego oprogramowania wbudowanego typu embedded w branży automotive.

W innym projekcie wsparliśmy klienta zespołem programistów, którzy pracowali przy rozwoju aplikacji PaaS dla Fintech.

Jeśli wciąż masz dylemat, który z modeli najlepiej sprawdzi się w przypadku Twojego projektu, skontaktuj się z ekspertami z Sowitu, którzy chętnie doradzą najlepsze rozwiązanie. Umów się na bezpłatną konsultację!

Pół roku wojny w Ukrainie. Pracownicy z Ukrainy doskonale odnaleźli się na polskim rynku pracy. „Szukają pracy w swoich zawodach”

Dramatyczna wojna w Ukrainie zaczęła się pół roku temu – 24 lutego 2022. Od tego momentu zmian na rynku pracy jest całe mnóstwo. Jak nadpodaż pracowników została przyjęta na rynku pracy? W opinii ekspertów uchodźcy wojenni doskonale odnajdują się na polskim rynku pracy. Nie brakuje jednak sytuacji trudnych. – Widzimy, że nastąpiła silna feminizacja w wielu sektorach. Z Ukrainy dotarły do nas głównie kobiety i dzieci, a jednocześnie rynek pracy najbardziej potrzebuje mężczyzn. Wielu przedsiębiorców musiało „przestawić” swój sposób myślenia i pozwolić paniom na pracę w niestandardowych dla nich miejscach. Osoby z Ukrainy chętnie podejmowały pracę w turystyce czy w przemyśle przy prostych pracach – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy.

260 tysięcy osób z Ukrainy podjęło stałą prace. „Uzupełniają Polaków w pracach, których nie chcemy podejmować”

Na pewno nie możemy mówić o stabilności jeżeli chodzi o osoby z Ukrainy szukające zatrudnienia w Polsce. Wiele osób zdecydowało już o powrocie na Ukrainę, wiele miało problem z podjęciem pracy ze względu na wychowywanie dzieci czy brak stabilnego miejsca zamieszkania.

– Ostatnie pół roku to był dla wielu osób prawdziwy czas próby. Gwałtowna nadpodaż kobiet na rynku pracy spowodowała, że w wielu miastach tych ofert nie było zbyt wiele. Mowa szczególnie o dużych ośrodkach, gdzie szybko skończyły się oferty przy sprzątaniu, w hotelarstwie czy w gastronomii. By podejmować inne prace trzeba było znajomości języka, a ta na początku była poważną barierą dla pracodawców. Osoby z Ukrainy obawiały się opuszczać duże miasta, by szukać pracy np. w miastach powiatowych, a to tam w ostatnich miesiącach było najwięcej ofert – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy i prokurent w Idea HR Group.

– Według szacunków w Polsce na mocy specustawy o zatrudnianiu uchodźców wojennych pracę podjęło ponad 260 tysięcy osób. Bezrobocie mamy najniższe od 30 lat. Osoby z Ukrainy więc doskonale odnalazły się na rynku pracy i uzupełniły Polaków w miejscach, w których oni nie chcą pracować – dodaje Siedziniewska – Brzeźniak.

Jakie sektory najchętniej zatrudniają obecnie osoby z Ukrainy? – To się bardzo pozytywnie zmienia. Na początku handel bardzo bał się pracowników z Ukrainy, bo bariera językowa unikała komunikację. Obecnie nie jest to już tak wielki problem. Podobnie jest np. z pracą na magazynach czy z zatrudnianiem pomocy medycznych czy pracy w charakterze opiekuna czy opiekunki. Ofert w tych zawodach jest mnóstwo, ale zaznaczam, więcej w mniejszych miastach niż w dużych aglomeracjach – dodaje ekspertka.

Największy problem rynku pracy: brak mężczyzn

Eksperci rynku pracy zauważają, że osoby z Ukrainy, które zostały w Polsce coraz częściej poszukują dla siebie pracy w wyuczonych zawodach.

– Na początku uchodźcy brali pracę „jak leci”. To powodowało, że wykształcone kobiety pracowały jako pomoce kuchenne, sprzątały, skręcały drobne elementy w halach przemysłowych. To bardzo dobry początek funkcjonowania w obcym kraju w charakterze tymczasowym. Teraz jednak widzimy, że te osoby poznają język polski, widzą jak się u nas żyje i chcą pracować na wyższym poziomie. Mamy bardzo dużo urzędniczek, prawniczek, księgowych, ekonomistek, nauczycielek, które chciałyby rozwijać się zawodowo. Tutaj poszukiwanie pracy wymaga lepszej znajomości języka, ale i determinacji, by przyswoić np. polskie przepisy – mówi Dorota Siedziniewska-Brzeźniak.

Na rynku pracy wciąż dramatycznie brakuje mężczyzn: – To bardzo złożony temat. Mężczyźni z Ukrainy wyjechali na początku wojny, ale to nie jest tak, że ten odpływ się zatrzymał. Wręcz przeciwnie. Coraz więcej osób opuszcza Polskę, by odbudowywać Ukrainę. Odnotowujemy niestety rosnącą ilość wyjazdów pracowników zagranicę np. do Niemiec czy do Skandynawii. To pokłosie wzrostu cen i tego, że praca w Polsce jeszcze kilka lat temu po prostu opłacała się bardziej – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak.

Cavatina sfinalizowała transakcję sprzedaży pakietu trzech nieruchomości za ponad 139 mln euro

Podmioty powiązane z Lone Star Funds nabyły od Cavatina Holding SA pakiet nieruchomości. Po ogłoszonym w czerwcu br. zamiarze dokonania transakcji, stronom sprawnie udało się doprowadzić do jej finalizacji. Carbon Tower we Wrocławiu oraz Ocean Office Park A i Tischnera Office w Krakowie oferują łącznie niemal 66 tys. mkw. GLA, a ich średni stopień wynajmu kształtuje się na poziomie ok 90%. Transakcja opiewa na ponad 139 mln euro.

Firmy Cavatina Holding i Lone Star Funds 24 sierpnia 2022 r., po spełnieniu przez strony warunków uzgodnionych w czerwcu w umowach przedwstępnych, sfinalizowały umowy sprzedaży/kupna dotyczące projektów Carbon Tower, Ocean Office Park A i Tischnera Office. Cena sprzedaży wyniosła odpowiednio: 40,6 mln euro w odniesieniu do Carbon Tower, 31,1 mln euro w odniesieniu do Ocean Park A oraz 67,6 mln euro za Tischnera Office. Transakcja została przygotowana przy wsparciu dla Cavatina Holding ze strony kancelarii Dentons oraz firmy doradczej CBRE.

Aktywa biurowe typu „prime” cieszą się w Polsce dużym zainteresowaniem inwestorów. W pierwszej połowie roku łączny wolumen inwestycji wyniósł 2,88 mld euro, z czego aż 44% przypadło na rynek biurowy.

Cavatina Holding jest jednym z wiodących deweloperów biurowych w Polsce, działającym przede wszystkim na głównych rynkach regionalnych, koncentrującym się na miastotwórczych wkomponowanych przeważnie w kompleksy typu mixed-use.

Inwestorzy poszukują dziś zrównoważonych budynków położonych w najlepszych lokalizacjach. Nasze propozycje odpowiadają na potrzeby zarówno mieszkańców miast, najemców, jak i inwestorów, którzy doceniają nasze podejście do nieruchomości. Stawiamy na jakość, wysokiej klasy architekturę i elastyczność we współpracy z firmami. Kolejna udana transakcja portfelowa cieszy i motywuje nas do dalszego rozwoju w wybranym modelu, skupiając się na głównych rynkach regionalnych”, mówi Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Cavatina Holding.

Wszystkie nieruchomości projektowane i realizowane przez Cavatina Holding charakteryzują się niebanalną architekturą, wysoką jakością wykonania i zastosowanych rozwiązań, wygodną lokalizacją zapewniającą komunikację z różnymi częściami miasta oraz przemyślanym miksem punktów usługowych, stref relaksu i zieleni. W efekcie, bez względu na zmienną sytuację rynkową, cieszą się zainteresowaniem ze strony najemców, którzy dodatkowo doceniają elastyczny pakiet usług Cavatina Holding obejmujący także fit-out oraz dostosowania przestrzeni do specyficznych potrzeb firm. Całe portfolio Cavatina Holding jest certyfikowane środowiskowo w międzynarodowym standardzie BREEAM oraz w WELL Health-Safety Rating.

Carbon Tower to 15-kondygnacyjny budynek biurowy klasy A o nietuzinkowej architekturze. Zlokalizowany jest w sercu zachodniej, biznesowej dzielnicy Wrocławia, przy ul. Fabrycznej, ale w pobliżu głównych węzłów komunikacyjnych miasta, ul. Legnickiej i AOW oraz lotniska. Biurowiec oferuje ponad 19 tys. mkw. wysokiej klasy powierzchni biurowej. Znajduje się w nim rozbudowana infrastruktura rowerowa, liczne udogodnienia dla najemców, biura serwisowane Quickwork oraz placówka medyczna. Jakość i wysoki standard wykonania, jeżeli chodzi o aspekty wpływu na środowisko, potwierdza posiadany certyfikat BREEAM na poziomie Very Good.

Ocean Office Park A to pierwszy z budynków kompleksu wielofunkcyjnego powstającego na krakowskim Zabłociu. Biurowiec oddany do użytku w III kw. 2021 r. oferuje ok. 13 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej oraz miejsca postojowe w podziemnym garażu na dwóch poziomach. Dzięki użyciu energooszczędnych i ekologicznych rozwiązań kompleks uzyskał zielony certyfikat BREEAM na poziomie Excellent.

Tischnera Office to biurowiec o łącznej powierzchni najmu niemal 34 tys. mkw. Wśród najemców budynku znajdują się firmy Sabre, Skanska, SII, Tyrens, drEryk czy INNERGY. Inwestycja spełnia wymogi certyfikacji BREEAM na poziomie Very Good. Biurowiec wyróżnia się nie tylko lokalizacją i oryginalnym projektem bryły, ale również udogodnieniami. Na terenie obiektu znajdują się zielone kaskadowe tarasy o łącznej powierzchni ponad 1,6 tys. mkw. oraz wewnętrzne patio ze strefą zieleni i małą architekturą.

Specjalizująca się w projektach wielofunkcyjnych grupa Cavatina Holding wcześniej z powodzeniem dokonała sprzedaży udziałów w sumie pięciu nieruchomościach. W czerwcu 2020 r. poinformowano o sprzedaży budynków A, B i C w ramach kompleksu Equal Business Park w Krakowie, we wrześniu 2020 r. – 65% udziałów w Chmielna 89, a w 2019 r. o transakcji dotyczącej Diamentum Office we Wrocławiu.

Minimalny podatek CIT odroczony o dwa lata

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) pozytywnie ocenia uwzględnienie przez Ministerstwo Finansów części postulatów w zakresie minimalnego podatku CIT. Rada Ministrów przyjęła na ostatnim posiedzeniu projekt nowelizacji ustawy o CIT, przewidujący zmiany m.in. w budzącym poważne kontrowersje i wątpliwości mechanizmie minimalnego podatku dochodowego. Wprowadzone modyfikacje do ostatecznej wersji projektu w części uwzględniają rozwiązania, o które apelowała Federacja Przedsiębiorców Polskich – przede wszystkim zawieszenie stosowania przepisów o minimalnym podatku na dwa lata. Oznacza to, że firmy po raz pierwszy zapłaciłyby nową daninę dopiero w 2025 r.

Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów dotyczących szacunkowego wykonania budżetu państwa za pierwsze 7 miesięcy bieżącego roku, wpływy z tytułu CIT wzrosły w stosunku do analogicznego okresu 2021 r. aż o 14,6 mld zł, czyli 47,2%. W dyskursie publicznym pojawiła się teza, iż tak znaczący wzrost dochodów budżetowych związanych z opodatkowaniem osób prawnych jest zasługą wprowadzonego w ramach Polskiego Ładu tzw. minimalnego podatku dochodowego. Nie jest to jednak prawdą z bardzo prostej przyczyny – minimalny CIT jest płacony dopiero po zakończeniu roku podatkowego, co oznacza, że do tej pory żadne wpływy podatkowe nie zostały wygenerowane z tytułu tej daniny.

„Wprowadzone zmiany do projektowanej ustawy stanowią krok w dobrym kierunku, choć nie realizują w pełni zgłaszanych postulatów. Docelowo instrument podatku minimalnego w przyjętej formie powinien zostać uchylony, ponieważ w praktyce obciążałby on przedsiębiorstwa niestosujące wątpliwych praktyk związanych z unikaniem opodatkowania, lecz notujące niską rentowność z czysto biznesowych przesłanek. Zawieszenie poboru podatku minimalnego przez kolejne dwa lata daje jednak firmom większą przewidywalność odnośnie do ich sytuacji prawnej oraz poziomu ponoszonych obciążeń podatkowych w nadchodzącym czasie. Okres zawieszenia krajowych przepisów w zakresie podatku minimalnego pozostawia również ustawodawcy niezbędny czas na wdrożenie unijnej dyrektywy ATAD3 oraz II filaru BEPS 2.0, przewidujących globalne minimalne opodatkowanie transgranicznych spółek oraz opodatkowanie przychodów pasywnych. Dzięki temu możliwa będzie harmonizacja obowiązujących w Polsce przepisów z regulacjami unijnymi, bez niepotrzebnie częstego zmieniania zasad opodatkowania dochodów spółek” – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Projektowana ustawa wprowadza również zmiany w innych obszarach, m.in. regulacjach zagranicznej spółki kontrolowanej (CFC), poboru podatku u źródła (WHT), cen transferowych, przerzucania dochodów, czy też tzw. ukrytej dywidendy. Generalny kierunek wprowadzanych zmian należy ocenić pozytywnie – ogranicza on trudne w interpretacji i praktycznym zastosowaniu rozwiązania wprowadzone do ustawy o CIT w ramach Polskiego Ładu, zwiększając przejrzystość przepisów prawa podatkowego.

Mimo kryzysu firmy zwiększą wydatki na IT w 2023 r.

Pandemia okazała się srogą lekcją dla biznesu. Dziś, w obliczu globalnego kryzysu i kurczenia się gospodarki, firmy zamiast zaciskać pasa najmocniej jak się da, planują zwiększyć swoje wydatki na IT średnio o 21 proc. w 2023, wynika z przeprowadzonej w czerwcu ankiety Spiceworks Ziff Davis.

Prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego nie pozostawiają wątpliwości: przed nami kryzys, jakiego światowego gospodarka nie widziała od dawna, a pandemia była tylko przygrywką. Eksperci szacują, że globalny PKB zwiększy się w tym roku o 3,2 proc., a w kolejnym o 2,9 proc. To dwa razy wolniej niż w 2021 (6,1 proc.). A to prognozy po dwóch kwartałach, do końca roku, może się jeszcze wiele wydarzyć i szacunki mogą się zmienić i być mniej optymistyczne. W zależności od scenariusza globalne PKB może być odpowiednio jeszcze mniejsze o 0,6 i 0,9 pkt. proc. w 2022 i 2023, ostrzegają ekonomiści MFW.

W czasie pandemii wiele firm ograniczyło wydatki na marketing, rozwój, dodatkowe świadczenia pracownicze i technologie – zwraca uwagę Mikołaj Zaleski, szef działu CX/EX z NTT, i dodaje: – Jak pokazała historia, szczególnie te ostatnie okazują się mieć kluczowy wpływ na to, jak biznes radzi sobie z wyzwaniami. Obronną ręką z kryzysu COVID-19 wyszły firmy, które już przed pandemią nie szczędziły środków na inwestycje w rozwiązania cyfrowe. Dzięki temu skutecznie i szybko dopasowały się do nowych okoliczności i wypracowały sobie przewagę konkurencyjną. Dziś, odcinają kupony od swojej strategii i wciąż doskonalą swoje biura, systemy i procedury.

Odrobiona praca domowa

Dobra informacja jest taka, że biznes uczy się na błędach, uważają eksperci z Spiceworks Ziff Davis. Firma, która dostarcza oprogramowanie dla biznesu, w czerwcu 2022 zrealizowała badania na grupie 1400 specjalistów IT. Z powstałego na bazie odpowiedzi raportu: 2023 State of IT, dowiadujemy się, że firmy nie zmniejszą budżetów na technologie. Jak podkreślają eksperci ze wspomnianej firmy, biznes wyciągnął wnioski z nieodległej przeszłości. W obliczu zbliżającego się kryzysu gospodarczego nie planuje rezygnować z inwestycji w technologię.

Dane zebrane przez Spiceworks Ziff Davis wskazują, że mimo końca pandemii, rozmach, z jakim firmy inwestują w ucyfrowienie swoich struktur nie spadł. Co więcej, ponad połowa (51 proc.) respondentów zapowiedziała, że w ujęciu rok do roku – planuje zwiększyć swoje nakłady na IT. Z kolei zaledwie 6 na 100 przedstawicieli przedsiębiorstw (6 proc.) zapowiedziało, że zamierza ograniczyć swoje wydatki.

Firmy, które prognozują, że ich wydatki na technologie w 2023 roku wzrosną, szacują, że ich budżety na IT powiększą się średnio o 21 proc. Według ekspertów SWZD do najważniejszych czynników wpływających na wzrost wydatków należą: wyższy priorytet projektów IT, modernizacja infrastruktury (np. przestarzałego sprzętu i oprogramowania), inflacja oraz obawy związane z bezpieczeństwem.

Jednym z głównych powodów, dla których inwestowanie w technologię jest ważne dla firm jest to, że pozwala uwolnić potencjał pracowników. To szczególnie istotne dziś, gdy praca hybrydowa staje się normalnością, a wąskie gardło stanowią niedopasowane rozwiązania IT – uważa Mikołaj Zaleski z NTT i dodaje: – Odpowiednio zrealizowana wirtualizacja stanowiska pracy pomoże właścicielom firm i ich pracownikom wykonywać swoje obowiązki mądrzej i szybciej. W rezultacie, wzrasta wydajność całego przedsiębiorstwa.

Oszczędności z wydatków

Inwestowanie w rozwój technologiczny przedsiębiorstwa rzeczywiście popłaca, przekonują specjaliści z Spiceworks Ziff Davis. Z przeprowadzonych badań wynika, że dzięki poprzednim inwestycjom modernizacyjnym aż 4 na 10 ankietowanych przedstawicieli firm zauważyło, że ich przedsiębiorstwa są w stanie teraz więcej zaoszczędzić. Jako kolejna kluczowa korzyść, wynikająca z większych inwestycji, została wymieniona przez 45 proc. respondentów poprawa bezpieczeństwa.

Dlaczego analiza SEO strony jest istotna?

Przygotowując funkcjonalną stronę internetową, która ma pojawić się na czołowych pozycjach w wynikach popularnych wyszukiwarek, musimy pamiętać o kilku kwestiach. Jedną z najważniejszych jest analiza przygotowanej strony pod kątem nieprawidłowości. Brak, lub źle wykonana analiza może spowodować, że nasza strona internetowa nigdy nie rozwinie swojego potencjału. 

Na czym polega analiza strony firmowej?

Analiza, czy też audyt strony firmowej polega na zebraniu odpowiednich danych, dotyczących elementów witryny, jak i dotychczas podjętych na niej działań (np. dodanych treści), w celu znalezienia tych, które nie spełniają swojej roli. Profesjonalna analiza SEO dla stron firmowych pozwoli sprawdzić między innymi prędkość uruchamiania się danej witryny www, jakość UX (User Experience), czyli poziom satysfakcji użytkownika podczas przeglądania naszej witryny, czy też przekonać się, jak dana strona prezentuje się na urządzeniach mobilnych.

Podczas analizy strony firmowej sprawdzony zostanie każdy element strony internetowej, który ma wpływ na skuteczność SEO. Skontrolowane zostaną więc dotychczasowe działania, jeśli chodzi o link building, czy dobór słów kluczowych, sprawdzony zostanie również jej kod źródłowy. Przeprowadzenie profesjonalnej analizy SEO strony internetowej pozwoli wskazać jej mocne oraz słabe punkty. Umożliwi także optymalizację witryny, czyli – w dużym skrócie – naprawienie rozpoznanych usterek i poprawę jakości elementów umieszczonych na stronie.

Korzyści z analizy strony firmowej

Istnieje naprawdę bardzo wiele korzyści audytu strony internetowej. Jest to związane z faktem, że usługa ta jest po prostu niezbędna w każdej skutecznej kampanii SEO. Wymienić można między innymi:

  • odnalezienie kluczowych błędów, mogących zaważyć o niskiej pozycji naszej strony WWW w rankingach wyszukiwania;
  • poznanie mocnych i słabych stron naszego serwisu;
  • możliwość odpowiedniego zaplanowania dalszego rozwoju strony i podjęcia konkretnych kroków w celu poprawienia jej jakości;
  • wzrost zainteresowania stroną (po jej optymalizacji).

Analizę strony warto powierzyć profesjonalnej agencji SEO – posiada ona bowiem dostęp do wszelkich niezbędnych narzędzi.

Dlaczego analiza SEO strony internetowej jest ważna z punktu widzenia firmy?

Analiza (oraz następująca po niej optymalizacja) strony firmowej jest absolutną podstawą wszelkich technik SEO. To od jej skuteczności zależy bowiem w bardzo dużej mierze, jaką pozycję zajmie nasza witryna w wynikach wyszukiwania. Algorytmy oraz boty indeksujące największych wyszukiwarek (takich jak np. Google) również zwracają uwagę na wszelkie czynniki sprawdzane podczas analizy strony WWW. To zaś, jak ocenią ich jakość, ma olbrzymi wpływ na to, jak wysoko (lub nisko) pozycjonowana zostanie nasza strona. Oczywiście, im wyższa pozycja w wynikach wyszukiwania, tym większa szansa, że zauważą nas klienci i partnerzy biznesowi.

W przypadku firm jakość strony internetowej często postrzegana jest jako swoista wizytówka danego przedsiębiorstwa. Jeśli więc nawet, pomimo dużej liczby niedociągnięć, klienci odnajdą naszą stronę www, mało prawdopodobne jest, że zostaną na niej przez dłuższy okres czasu. Strona będzie bowiem po prostu mało responsywna i niewygodna w korzystaniu – a w związku z kiepską jakością strony internetowej, użytkownicy wyrobić sobie mogą także negatywną opinię na temat naszej marki.

Amerykańskie indeksy w okolicach 2-tygodniowych minimów

Amerykański rynek akcji kontynuował wczoraj rozpoczętą tydzień temu korektę. Główne indeksy spadły w okolice swoich 2-tygodniowych minimów (S&P 500 -0,22 proc., DJIA -0,47 proc., Nasdaq Composite 0,00 proc.).

Na giełdach Azji i Oceanii dziś rano przeważały spadki (najsilniej – o 1,6 proc. – spadał Shanghai Composite).

Słabe były generalnie również dziś rano giełdy w Europie (ok. 9:50 DAX –0,78 proc., CAC 40 –0,62 proc.). Najniżej od 1,5 roku był dziś ukraiński UX Index. „Tradycyjnie” nowe rekordy ustanawiał turecki XU100.

WIG-20 był dziś rano najsłabszym europejskim indeksem (-1,46 proc. ok. godz. 9:50). Spadały dziś rano ceny akcji wszystkich składników tego indeksu (najsilniej – o 3,04 proc. – taniały akcje PKN Orlen). Swe nowe cykliczne minima osiągnęły dziś ceny akcji CD Projekt i CCC. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe przynajmniej roczne maksima ustanowiły dziś rano ceny akcji Alumetalu i CI Games.
Nadal rosły dziś rano rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w krajach rozwiniętych. Rentowność niemieckich 10-latek wyszła nski a najwyższy poziom od końca czerwca.

Wczorajszy wzrost wyniósł cenę ropy Brent powyżej poziomu 100 dolarów za baryłkę po raz pierwszy od prawie 2 tygodni i dziś rano ten poziom był broniony. Od kilku dni drożeją kontrakty na zboża odbijające się od swoich wielomiesięcznych minimów. Taniały dziś lekko metale szlachetne (ok. godz. 9:35 złoto -0,19 proc., srebro –0,65 proc., platyna –1,28 proc., pallad –0,59 proc.) i miedź (-0,73 proc.).
Euro nie zdołało wczoraj wydobyć się ponownie powyżej poziomu parytetu względem USD i dziś rano lekko spadało względem amerykańskiej waluty (-0,2 proc.).

Polski złoty tracił dziś rano względem dolara (USD/PLN +0,31 proc.) i minimalnie zyskiwał względem euro (EUR/PLN -0,11 proc.).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara po piątkowym silnym tąpnięciu nadal utrzymywał się w wąskim przedziale wahań (20767-21800 USD). Dziś rano kurs spadał o 0,51 proc.

Autor: Wojciech Białek, TMS Brokers

300 plus, czyli dodatek „Dobry Start” jest obecnie wart tylko 233 zł

Dla prawie 5 milionów dzieci zbliża się nowy rok szkolny. Koszt wysłania dzieci do szkoły wzrósł w tym roku w Polsce o 15 proc. Spada także realna wartość świadczenia 300 Plus, która obecnie wynosi już tylko 233 zł.

Już 1 września uczniowie wracają do szkoły. Rosnąca inflacja powoduje jednak, że wydatki związane z wysłaniem dzieci do szkoły będą w tym roku bardziej obciążać rodzinny budżet. W ciągu ostatniego roku ceny w Polsce wzrosły przeciętnie o 15,6 proc. Za poważną część tego wzrostu odpowiada wzrost cen nośników energii i żywności. W ciągu roku znacząco poszły w górę także koszty ponoszone przez rodziców w związku z rozpoczęciem roku szkolnego. I tak według GUS wyposażenie mieszkania podrożało w ciągu roku o 8,7 proc., produkty i usługi z kategorii edukacja są droższe o 6,2 proc. a odzież i obuwie o 4 proc. Choć dzieci korzystają zwykle z ulgowych lub bezpłatnych przejazdów komunikacją, kto dowozi dzieci do szkoły własnym transportem ponosi dziś znacznie wyższe koszty niż rok temu. Według GUS ta kategoria zanotowała w ciągu roku wzrost cen o aż 22,9 proc. To oznacza, że koszty wysłania dzieci do szkoły będą w tym roku o około 15 proc. wyższe niż rok temu.

Inflacja powoduje wzrost cen praktycznie wszystkich produktów i usług na rynku. Tym samym zmniejsza się realna wartość świadczenia z programu Dobry Start, popularnie nazywanego „300 Plus”. Jest ono wypłacane w okresie od czerwca do września na każde uczące się dziecko w wieku do 20 lat, bez względu na dochody rodziców. Wynosi 300 zł i jego wartość nie uległa zmianie od startu programu w czerwcu 2018 roku. Brak waloryzacji tej kwoty, powoduje, że jej realna wartość cały czas spada. Obecnie to świadczenie jest warte już tylko 233 zł (78 proc. pierwotnej wartości) w cenach z czerwca 2018 roku, podczas gdy rok temu było to jeszcze 270 zł. Jeśli w kolejnym roku inflacja będzie dwucyfrowa to wartość ta zmniejszy się do 210 zł, a gdy inflacja przekroczy 14 proc. r/r to spadnie poniżej 200 zł.

Wydatki związane z rozpoczęciem roku szkolnego rosną w wielu krajach pomimo pojawiającego się zagrożenia recesją, które zwykle skutkuje odwrotnym zachowaniem konsumentów. Według badania firmy Deloitte1 amerykańska rodzina wyda w tym roku z powodu powrotu dziecka do szkoły 8 proc. więcej niż rok temu. Będzie to też 27 proc. więcej niż w 2019 – ostatnim roku przed pandemią.

Liczba uczniów w Polsce na koniec poprzedniego roku szkolnego (w czerwcu 2022) wyniosła 4,75 mln. Za sprawą dzieci uchodźców z Ukrainy nowy rok szkolny prawdopodobnie rozpocznie większa liczba uczniów.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

1 https://www2.deloitte.com/content/dam/insights/articles/us175490_back-to-school/DI_Back-to-school-2022.pdf

Cisco Talos: cyberprzestępcy mogą zakłócić globalne dostawy żywności

Już w marcu tego roku eksperci „Financial Times” alarmowali, że atak Rosji na Ukrainę będzie miał ogromny wpływ na światowe zapasy żywności. Jak podaje UN Comtrade (United Nations International Trade Statistics Database), oba kraje razem odpowiadają za 10% globalnych dostaw zboża, 13% dostaw kukurydzy i przeszło 50% oleju słonecznikowego. Sytuacja stała się na tyle poważna, że przyciągnęła uwagę nie tylko rządów i organizacji międzynarodowych, ale również cyberprzestępców, którzy dostrzegli swoją szansę w atakach na sektor rolniczy. Mają one poważne konsekwencje, a ponieważ zakłócenia spowodowane przestojami w dostawach żywności nie mogą trwać zbyt długo, szanse, że żądania atakujących zostaną spełnione znacznie wzrastają.

Aby zrozumieć rolę Ukrainy w światowej branży żywieniowej, wystarczy wspomnieć, że w 2021 r. kraj wyprodukował 20 milionów ton pszenicy. Część z niej trafiała do krajów w Afryce, na Bliskim Wschodzie i w niektórych częściach Azji. Organizacje humanitarne wskazują, że w Etiopii, Somalii i Kenii liczba osób dotkniętych skrajnym głodem wzrosła ponad dwukrotnie od zeszłego roku. Rolnictwo odgrywa również ważną rolę w gospodarce samej Ukrainy dając zatrudnienie 14% populacji. Jak podaje Organizacja Narodów Zjednoczonych, sektor odpowiada za 20% Produktu Krajowego Brutto.

Rolnictwo nie może pozwolić sobie na przestoje

Rolnictwo jest częścią złożonej i rozbudowanej sieci usług o znaczeniu krytycznym, które pozwalają społeczeństwu funkcjonować. Cyberataki skierowane na organizacje z tego obszaru zawsze będą stanowiły zagrożenie dla gospodarki danego państwa, a nawet, jak pokazuje przykład Ukrainy, świata.

„Zdolność do zakłócania działania usług krytycznych jest potężną bronią w rękach osób, które chcą wpłynąć na losy konkretnego kraju. Nawet ataki pośrednie mogą mieć wpływ na rolnictwo. Cyberataki wymierzone w przemysł energetyczny lub wodociągowy mogą wywołać efekt domina, zmniejszając zdolność rolnictwa do optymalnej produkcji. Ukraina od dawna doświadcza tego rodzaju incydentów, czego przykładem jest kosztowny atak NotPetya sprzed kilku lat, który przypisany został cyberprzestępcom powiązanym z Rosją” – tłumaczy Joe Marshall z Cisco Talos.

Jak podkreśla ekspert Cisco Talos, sektor rolnictwa jest bardzo podatny na cyberataki, biorąc pod uwagę niską tolerancję dla przestojów, niewystarczającą ochronę cybernetyczną i dalekosiężne skutki zakłóceń. Dlatego interesują się nim zarówno organizacje, których działania są motywowane finansowo, jak i te działające na zlecenie obcych państw.

Cyberbezpieczeństwo coraz bardziej ucyfrowionej branży rolniczej

Specjaliści z Cisco Talos wskazują, że jedynym sposobem na skuteczne zabezpieczenie branży rolniczej jest jeszcze większa integracja rozwiązań z zakresu cyberbezpieczeństwa z operacjami przemysłowymi. Branża rolnicza również przechodzi cyfrową transformację i wdraża automatykę przemysłową, co jest podyktowane koniecznością szybkiego dostarczenia produktu na rynek. Na przykład w pełni zautomatyzowany elewator zbożowy eliminuje potrzebę udziału ludzi przy rozładunku ziarna, wydłużając przy tym czas pracy samego elewatora. Z kolei zautomatyzowane systemy udojowe umożliwiają zwiększenie liczby krów mlecznych, a zautomatyzowane podgarniacze paszy pozwalają utrzymać stada, aby produkcja mleka była stała.

Mając na uwadze bezpieczeństwo nie tylko samej organizacji, ale także całego kraju, kluczowe jest, aby decydenci z branży rolniczej mieli świadomość skutków cyberataków. Niezbędne jest wprowadzenie odpowiednich procedur, w tym przywracania systemu po awarii czy tworzenia kopii zapasowych, a także ciągła edukacja zespołów. Zagrożenia wciąż ewoluują i często, tak jak w przypadku wojny w Ukrainie, mają związek z wydarzeniami globalnymi. Odpowiednia wiedza w połączeniu z właściwymi narzędziami pozwala zmniejszyć ryzyko, że dojdzie do kosztownego cyberataku, który sparaliżuje działanie przedsiębiorstwa. Od tego mogą zależeć losy światowego łańcucha dostaw w rolnictwie.

Czy będzie reglamentacja żywności?

Obecna sytuacja na rynku produkcji i przetwórstwa rolniczego – brak rąk do pracy, zerwane łańcuchy dostaw, wysokie ceny i duża inflacja powodują niepokój co do zaopatrzenia w Polsce. A alarmujące informacje o możliwych przerwach w dostawach energii jesienią i zimą mogą istotnie odbić się na przemyśle spożywczym. Czy należy oczekiwać pustych półek i reglamentacji żywności? Czy po raz kolejny nakręci to falę inflacji?

– Miejmy nadzieję, że rząd wsłucha się w nasze argumenty i zrozumie sytuację, jaka jest dzisiaj. Nie chcemy, żeby były puste półki. Dbamy właśnie o to, żeby produkt polski, produkt od polskich producentów, od polskich przetwórców był w 95% na naszych półkach. Żeby nie był eksportowany do innych krajów. Żebyśmy mieli swoje produkty, do których jesteśmy przyzwyczajeni – powiedziała serwisowi eNewsroom Renata Juszkiewicz, prezeska zarządu Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. – Polski rynek przetwórczy jest bardzo mocny, bardzo nowoczesny i nie powinno zabraknąć nam żywności – pod warunkiem oczywiście, że wszyscy zadbamy o łańcuchy dostaw. Musimy wziąć też pod uwagę aspekt energetyczny. Jeżeli w tym momencie zabrakłoby energii w Polsce, to przemysł spożywczy może bardzo mocno ucierpieć. Przykładem mogą być pomidory z polskich szklarni. Jeżeli nie będzie można z nich korzystać, bo nie będzie energii – to pomidory będziemy musieli sprowadzać z innych krajów. Czy wówczas społeczeństwo na tyle przewartościuje swoje oczekiwania i wydatki, żeby móc zaopatrywać się w te produkty, które są absolutnie podstawowe, które muszą być w każdym gospodarstwie domowym? – analizuje Juszkiewicz.

Wartość portfela nieruchomości inwestycyjnych MLP Group sięgnęła 4,2 mld zł

  • Zysk netto wyniósł 433,9 mln zł, + 161% r./r., napędzany silnym wzrostem przychodów z najmu oraz dodatnim wynikiem z aktualizacji wyceny nieruchomości inwestycyjnych, stopy kapitalizacji na istniejącym portfelu budynków pozostały generalnie bez zmian
  • Wartość nieruchomości inwestycyjnych sięgnęła 4,2 mld zł, + 25% vs. 31.12.2021 r.
  • NAV na akcję 107,5 zł, + 26% vs. 31.12.2021 r.
  • Wartość środków z działalności operacyjnej FFO (funds from operations) wyniosła
    37,0 mln zł,
    + 43% r./r.
  • Zanualizowane FFO na 2022 r. to 74,0 mln zł, + 33% r./r.
  • Podpisane umowy najmu w I półroczu 2022 objęły ok. 214 tys. mkw., + 91% r./r.
  • Bardzo duży wzrost stawek czynszów o ok. 24% r./r.
  • Przychody netto z najmu wzrosły w ujęciu r./r. o 22% do 90,4 mln zł, wsparte nowym czynszem wynikającym z ukończonych prac deweloperskich i aktywnym zarządzaniem portfelem inwestycyjnym Grupy
  • Wypełnianie zobowiązań ESG, w tym postęp realizacji strategii w zakresie energii odnawialnej
  • Wysoki wskaźnik retencji najemców w ramach europejskiego portfolio na poziomie 99%

Grupa Kapitałowa MLP Group utrzymuje bardzo dobrą kondycję finansową, co potwierdzają opublikowane wyniki za I półrocze 2022 roku. W pierwszych sześciu miesiącach br. Grupa powiększyła wartość aktywów netto (NAV) o 26% do poziomu 2,3 mld zł. Wartość nieruchomości inwestycyjnych wzrosła o 25% do ponad 4,2 mld zł. Skonsolidowane przychody zwiększyły się w ujęciu r./r. o 26% i wyniosły 123,2 mln zł. Z kolei przychody netto z najmu wzrosły w ujęciu r./r. o 22% do 90,4 mln zł. Grupa poprawiła wynik na działalności operacyjnej o 181% do 577,2 mln zł. MLP Group w I półroczu br. wypracowało 433,9 mln zł zysku netto poprawiając ponad 2,5 krotnie (+161%) osiągniecia w tym zakresie z analogicznego okresu poprzedniego roku.

– Mamy za sobą bardzo udaną I połowę br. pomimo trudnego otoczenia gospodarczego i politycznego. Osiągnęliśmy doskonałe wyniki zarówno pod względem operacyjnym, jak i finansowym. W tym okresie zawarliśmy umowy najmu na 214 tys. mkw., czyli o 91% więcej niż w I połowie 2021 roku. To był nasz rekordowy wynik w wynajmie. Obserwujemy rosnący popyt na nowe i istniejące powierzchnie magazynowe MLP Group w całej Europie, ponieważ firmy coraz częściej poszukują opłacalnych sposobów zwiększania odporności swoich łańcuchów dostaw i zdolności produkcyjnych poprzez onshoring, czyli przenoszenie produkcji z Azji do Europy. Utrzymująca się ograniczona podaż wysokiej jakości aktywów przemysłowych przekładała się również na wzrost stawek najmu. Wyniósł on ok. 24% i był znacznie większy niż wzrost kosztów budowy, co także wpłynęło pozytywnie na osiągane wyniki powiedział Radosław T. Krochta, Prezes Zarządu MLP Group S.A.

Firma działa na rynku polskim, niemieckim, austriackim i rumuńskim. Portfel nieruchomości należący do MLP Group wynosi ok. 1,2 mln mkw. łącznej powierzchni najmu w obiektach gotowych, w budowie lub posiadających pozwolenia na budowę. Grupa obsługuje obecnie 22 parki logistyczne w Polsce i za granicą. Ponadto w 2022 roku zawarła kilka umów rezerwacyjnych na nowe działki pod kolejne parki logistyczne w Polsce i Europie. Bazując na aktualnym banku ziemi wraz z zarezerwowanymi działkami (200 ha), może wybudować kolejny 1 mln mkw. powierzchni magazynowej.

Zwykłem cytować wiele powiedzeń, jedno jest powszechnie przypisywane Markowi Twainowi – „historia się nie powtarza, ale rymuje się”. Przewiduję, że w niedalekiej przyszłości będziemy musieli działać w trudnym otoczeniu makroekonomicznym, jakiego doświadczaliśmy w przeszłości podczas spowolnień czy kryzysów gospodarczych. Jako MLP Group jesteśmy natomiast bardzo dobrze przygotowani na potencjalne wyzwania gospodarcze. Mamy praktycznie 100% wynajętej powierzchni, bardzo dobrą dywersyfikację najemców, zarówno geograficzną, jak i branżową. Wszystkie umowy najmu są indeksowane do europejskich wskaźników inflacji. Wzrost inflacji powoduje zatem automatyczny wzrost przychodów. Wszystkie czynsze są denominowane w EUR lub bezpośrednio wyrażone w EUR, co znacznie zmniejsza ekspozycję na ryzyko walutowe. Praktycznie 100% kredytów jest zabezpieczonych IRS na kolejne 5 lat, co skutkuje ograniczoną ekspozycją na ryzyko zmienności stóp procentowych. Dodatkowo koncentracja na utrzymywaniu bliskich relacji z naszymi klientami, dobrze zlokalizowany bank ziemi i bezpieczna struktura kapitałowa zapewniają nam znaczne możliwości dalszego, dynamicznego rozwoju – dodał Radosław T. Krochta

Strategicznym celem jest ciągłe poszerzanie portfolio magazynowego poprzez rozwój budynków typu Big Box oraz projektów logistyki miejskiej. MLP Group zamierza nadal szybko się rozwijać przede wszystkim w Niemczech, gdzie systematycznie powiększa portfolio projektów głównie w Zagłębiu Ruhry, Hesji i Brandenburgii. Planuje również umocnienie pozycji na rynku austriackim. Dodatkowo analizuje wejście do nowych krajów tj. Beneluksu i Węgier. Dla Grupy nadal bardzo ważny jest polski rynek, gdzie będzie konsekwentnie zwiększana oferta w kluczowych regionach logistycznych. W 2022 roku nakłady inwestycyjne (CAPEX) wyniosą ok. 150-200 mln EUR, z czego ok. 30% zostanie przeznaczone na zakup działek.

Działania MLP Group są szczególnie ukierunkowane na ochronę środowiska i osiągnięcie zerowej emisji CO2 do 2026 roku. W ramach istniejących i powstających obiektów realizowany jest projekt budowy farm fotowoltaicznych na dachach parków logistycznych. Celem jest, aby do końca 2022 roku 80% projektów posiadało certyfikat BREEAM na poziomie Excellent lub Very Good oraz certyfikat DGNB Gold lub Platinum na rynku niemieckim i austriackim.

Zgodnie ze strategią „build & hold” MLP Group po zakończeniu budowy parków logistycznych utrzymuje je w swoim portfelu i samodzielnie nimi zarządza. Wszystkie projekty realizowane przez Grupę wyróżnia również bardzo atrakcyjna lokalizacja parków logistycznych, stosowanie rozwiązania typu built-to-suit oraz wsparcie najemcy w trakcie trwania umowy najmu.

Rośnie zainteresowanie rynkiem biurowym w mniejszych miastach

Mniejsze miasta powyżej 100 tys. mieszkańców stają się coraz bardziej atrakcyjne dla firm z sektora nowoczesnych usług dla biznesu. W efekcie, wzrasta zainteresowanie rynkiem biurowym w mniejszych miastach – wynika z danych Colliers zawartych w raporcie ABSL „Sektor Nowoczesnych Usług Biznesowych w Polsce 2022”.

Polska uznana za jedną z gospodarek najbardziej odpornych na kryzys wywołany przez COVID-19, od lat utrzymuje pozycję lidera na rynku biurowym w regionie Europy Środkowo- Wschodniej (CEE). Potwierdza to też rosnące zainteresowanie inwestorów i najemców rozszerzających swoją działalność w Polsce. Pod koniec pod koniec I półrocza 2022 r. łączne zasoby nowoczesnych powierzchni biurowych w kraju wyniosły 12,6 mln mkw., a w budowie było 780 000 mkw. Udział sektora usług biznesowych w popycie na powierzchnie biurowe wynosi 16 proc., czyli co szósta umowa najmu w Polsce zawierana jest przez firmę z tej branży. Dostępność nowoczesnych biur jest jednym z kluczowych czynników wspierających rozwój sektora oraz umacnia pozycję Polski jako atrakcyjnej lokalizacji dla inwestorów.

Inwestorzy doceniają rynek biurowy w mniejszych miastach

Z danych zawartych w raporcie ABSL wynika, że uwagę inwestorów coraz częściej przyciągają rynki biurowe w mniejszych miastach. Całkowite zasoby powierzchni biurowej na rynkach rozwijających się tj. w Białymstoku, Bydgoszczy, Kielcach, Olsztynie, Opolu, Radomiu, Rzeszowie, Toruniu oraz Tarnowie łącznie wynoszą 635 600 mkw. a w budowie znajduje się 53 300 mkw. Dostęp do atrakcyjnych powierzchni biurowych, obok dostępności kadry to jeden z najistotniejszych czynników przy wyborze lokalizacji przez inwestorów. Czynnikiem przemawiającym za wyborem mniejszych ośrodków jest m. in. wielkość zasobów pracowników wykształconych na uniwersytetach na szczeblu wojewódzkim i lokalnym znających języki obce oraz rosnący potencjał rynku biurowego. W stosunku do największych miast w Polsce, mniejsze ośrodki cechują się niższymi kosztami życia, a co za tym idzie kosztami pracy i wynajmu powierzchni biurowych. Dodatkowym czynnikiem działającym na korzyść mniejszych ośrodków jest bliskość dużych aglomeracji.

Analizy Colliers oraz ABSL potwierdzają, że pandemia dodatkowo przyspieszyła trend lokalizacji nowoczesnych usług dla biznesu poza głównymi ośrodkami. Koncentracja ludzi i tym samym zachorowań na COVID-19 w dużych miastach oraz upowszechnienie pracy zdalnej spowodowały migracje młodych mieszkańców do rodzinnych miejscowości.

– W minionych latach większe miasta przyciągały najbardziej kreatywne jednostki. Pandemia, która przyśpieszyła digitalizację codzienności zahamowała ten trend. Coraz częściej mamy do czynienia również z suburbanizacją i wyludnianiem się centrów miast. Dziś zdalnie pracujemy, zamawiamy posiłki i robimy zakupy w internecie. To sprawia, że rola małych miast o niższych kosztach życia rośnie. Większa aktywność inwestorów z sektora usług dla biznesu w mniejszych miastach przekłada się również na rosnące zapotrzebowanie na biura – tłumaczy Paweł Panczyj, Członek Zarządu ABSL.

Rośnie popularność biur typu flex

Jednym z trendów opisanych w raporcie ABSL, mającym wpływ na funkcjonowanie biur, jest zmiana modelu pracy na hybrydowy lub całkowicie zdalny. Wzrasta zainteresowanie elastycznymi przestrzeniami biurowymi, typu flex, dostosowanymi do potrzeb inwestorów oraz pracowników. Najemcy decydują się na przedłużenie umów i przearanżowanie przestrzeni pod nowe funkcje wspierające pracę zespołową, well-being pracowników, a także wpływ na środowisko. Znaczny odsetek nowych umów, który pod koniec I półrocza 2022 r. wyniósł ok. 53 proc. (wzrost o 4 p.p.) potwierdza tę zmianę. Kolejną dużą częścią wszystkich transakcji są renegocjacje sięgające prawie 34 proc.

– Wyraźnie obserwujemy, że wzrasta zainteresowanie firm zagranicznych z sektora BPO/SSC, lokowaniem biznesu w mniejszych miastach. Niestety problemem, jaki napotykają w niektórych z nich, jest brak wolnej nowoczesnej powierzchni biurowej. Niektórzy włodarze już wcześniej zauważyli potencjał tkwiący w przyciąganiu zagranicznych firm z sektora nowoczesnych usług biznesowych i same zachęcały deweloperów do budowy nowoczesnych biurowców, inne przespały ten moment. Czasowym rozwiązaniem na niską podaż tradycyjnych biur mogą być powierzchnie flex, które zapewniają większą elastyczność i mogą stanowić „przystanek” przed podpisaniem umowy na najem długoterminowy. Z flexów chętnie korzystają także firmy, które nie potrafią precyzyjnie przewidzieć swojego tempa rozwoju, a co za tym idzie potrzeb biurowych i kadrowych, ale także firmy, które dopiero wchodzą do Polski – mówi Sebastian Bedekier, Partner w Colliers, Dyrektor Regionalny w Poznaniu.

Bydgoszcz na czele miast rozwijających się

Z danych raportu ABSL wynika, że do siedmiu lokalizacji w Polsce, w których centra usług biznesowych zatrudniają już ponad 10 000 osób dołączyła Bydgoszcz, w której zatrudnienie pod koniec I półrocza 2022 r.  wyniosło ok. 11 500 osób. W Bydgoszczy odnotowano największy wzrost zatrudnienia w sektorze wynoszący 16,2 proc. Jest to drugi wyniki, tuż po Warszawie (17 proc.) przy ogólnym wzroście zatrudnienia na poziomie 11,6 proc. Na terenie miasta funkcjonuje 47 centrów usług biznesowych, z czego 3 zatrudniają powyżej 500 osób. Główną kategorią świadczonych usług są usługi IT, budując zdecydowaną specjalizację miasta.

Wraz z zainteresowaniem inwestorów z sektora usług biznesowych, poziom powierzchni biurowej w Bydgoszczy systematycznie się powiększa i wynosi 139 000 mkw., dodatkowo w budowie znajduje się blisko 10 000 m kw. Wg danych ABSL planowana podaż na rynkach rozwijających się przewyższa istniejące zasoby powierzchni biurowej, mimo iż rozpoczęcie budowy planowanych projektów warunkowane jest zawarciem transakcji przednajmu powierzchni przez zainteresowanych najemców.

– Bydgoszcz to przede wszystkim miasto z wielkim potencjałem do rozwoju. Wraz z otaczającą aglomeracją umożliwia dostęp do blisko milionowej populacji, co w połączeniu z silnym zapleczem akademickim i przyjaznym klimatem do życia zapewnia dobrą perspektywę dla dalszego wzrostu sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Od kilku lat zajmujemy czołowe pozycje w rankingach najlepszych miejsc na inwestycje. Bydgoszcz jest też doskonałym przykładem wschodzącego rynku biurowego w Polsce – mówi Edyta Wiwatowska Prezes Zarządu, Bydgoska Agencja Rozwoju Regionalnego.

Co drugi Polak boi się, że wkrótce w sklepach zabraknie towarów

Według badania UCE RESEARCH i Grupy BLIX, ponad połowa Polaków obawia się, że wkrótce w sklepach może brakować towarów, tak jak ostatnio cukru. Powodem takiego myślenia jest rosnąca inflacja i wojna w Ukrainie. Mówią o tym przeważnie osoby starsze, a także te z najniższym wykształceniem oraz z małych miejscowości. Natomiast eksperci z branży retailowej przekonują, że na chwilę obecną nie należy bać się takiego scenariusza. I podkreślają, że konsumenci nie powinni wpadać w panikę, bo wtedy zazwyczaj popełniają błędy. Kupują produkty niepotrzebnie na zapas i po niekorzystnych cenach. Część sklepów wykorzystuje to i sprzedaje je jeszcze drożej, co wyraźnie pokazała ostatnia sytuacja z cukrem.

Wizja pustych półek

Jak wynika z badania, aż 53,3% Polaków obawia się, że wkrótce, np. przez szalejącą inflację, wojnę w Ukrainie lub inne negatywne zdarzenie, w sklepach będzie brakować różnych towarów, tak jak ostatnio cukru. Z kolei w taki scenariusz nie wierzy 32,4% z 1034 respondentów w wieku 18-80 lat. Natomiast 14,3% ankietowanych nie ma wyrobionej opinii w tym zakresie.

– Obawy związane z możliwymi brakami towarów są na wyrost. Natomiast istotne jest to, że sygnalizują niepewność wśród Polaków w kwestii sytuacji na rynku. Powodami tego są m.in. szalejące ceny, które chwilowo wzmagają popyt, gdyż konsumenci obawiają się, że produkty jeszcze gwałtowniej podrożeją. Ponadto cały czas mamy stan wojny za naszą wschodnią granicą i duża część towarów jest tam eksportowana – komentuje dr Krzysztof Łuczak, główny ekonomista Grupy BLIX.

Zdaniem Marcina Luzińskiego, ekonomisty Santander Bank Polska, nie należy obawiać się braków w sklepach. Nie ma żadnego powodu, dla którego mogłoby się coś takiego wydarzyć. Gospodarka działa normalnie, mimo że pojawiają się pewne negatywne zjawiska, które powodują spowolnienie wzrostu. Według eksperta, ewentualnie może brakować gazu, więc już teraz warto go oszczędzać.

– Prawdopodobieństwo wystąpienia niedoborów w sklepach jest niewielkie. Polska jest krajem samowystarczalnym żywnościowo. Przykładowo, produkuje o 42% więcej zbóż, niż wynosi krajowe spożycie. Nadwyżkę odnotowujemy również m.in. w produkcji mleka, drobiu czy wołowiny. Na skutek przerwanych łańcuchów dostaw występować mogą jedynie braki paru produktów, np. oleju czy miodu. Krajowi producenci żywności wskazują, że droższe ceny energii utrudniają produkcję. To zwiększa odsetek osób obawiających się braków towarów – stwierdza Sebastian Sajnóg, analityk zespołu makroekonomii Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Oni się (nie) boją

Z sondażu również wynika, że częściej ww. obawy mają kobiety niż mężczyźni (57,9% – 48,3%). O swoich lękach w tym zakresie mówią przede wszystkim osoby w wieku 56-80 lat (wśród nich – 54,6%), z miesięcznymi dochodami netto 5000-6999 zł (58,5%), wykształceniem podstawowym i gimnazjalnym (56%), a także z miejscowości od 20 tys. do 49 tys. mieszkańców (58,8%).

– Wyniki badań wśród poszczególnych grup pokazują, że obawy są wyższe wśród osób starszych. Moim zdaniem, może to być pokłosiem ich doświadczeń z PRL-u, kiedy niedobory były powszechne. Natomiast od czasu transformacji, czyli już od ponad 30 lat, one w ogóle nie występują i trzeba o tym pamiętać – podkreśla ekspert Santander Bank Polska.

Wiemy też, że częściej obaw nie mają mężczyźni niż kobiety (39,8% – 25,6%). Ponadto taką postawę przyjmują głównie osoby w wieku 23-35 lat (wśród nich – 38,5%), z miesięcznymi dochodami netto powyżej 9 tys. zł (41%), wykształceniem wyższym (32,8%) i z miast liczących powyżej 500 tys. mieszkańców (38,9%).

– Grupa z największymi dochodami ma najszerszy dostęp do oferty wielu sklepów. Może więc pojechać na zakupy do innej placówki, a także nabyć towary po wyższej cenie. Te osoby zazwyczaj nie robią przetworów na zimę, przez co nie za bardzo interesują się, ile kosztują takie produkty jak ocet, sól czy cukier. Ludzie mniej zamożni natomiast bardziej zwracają uwagę na ceny tych artykułów. Kupują je bowiem w większych ilościach, żeby z reguły zrobić domowe przetwory – zaznacza dr Łuczak.

Niekorzystna panika

Marcin Luziński przypomina, co działo się na samym początku pandemii i wojny w Ukrainie. W pierwszym przypadku konsumenci zaczęli wykupywać ze sklepów mąkę, cukier i przetwory. W drugim – nabywali na zapas paliwo i wypłacali gotówkę z bankomatów. Ekspert przyznaje, że faktycznie tych towarów zabrakło, ale tylko dlatego, że sklepy nie nadążały z logistyką w obliczu wzmożonego popytu. Przed bankomatami i stacjami paliw ustawiały się długie kolejki. Ale to trwało tylko kilka dni. Jak zaznacza ekonomista Santander Bank Polska, informacje o „deficytach” często rozchodzą się tzw. pocztą pantoflową. W efekcie brak towaru w jednym sklepie może spowodować falę zakupów w sąsiednich placówkach i wywołać niedobór na całym lokalnym rynku.

– Na skutek paniki dostawcy nie nadążają uzupełniać asortymentu i dlatego właśnie wystąpiły braki cukru. Takie decyzje konsumenckie o masowych zakupach mogą generować czasowe problemy na rynku. Zwiększona liczba chętnych nabycia danego produktu stanowi pokusę dla sprzedawców, by zwiększać swoje zyski. Firmy mogą podnosić ceny, jak to było w przypadku cukru – podkreśla analityk PIE.

Z kolei dr Łuczak zwraca uwagę na sieci, które zdążyły zrobić zapasy deficytowych produktów. One mogą dodatkowo zarobić na marży i zapewne tak się dzieje. Niestety, tracą na tym konsumenci. Jednak według eksperta, w dłuższej perspektywie sytuacja powinna się unormować. Natomiast póki co należy spodziewać się wyższych cen na deficytowe produkty, a nawet czasowych braków towarów w części sieci. Mimo to konsumenci nie powinni wpadać w panikę, gdyż wtedy zazwyczaj podejmują najgorsze decyzje. Kupują artykuły niepotrzebnie na zapas czy też po bardzo niekorzystnych cenach.

– Moim zdaniem, należy do sprawy podchodzić racjonalnie i nie ulegać panice. W większości przypadków takie zachowania odbijają się negatywnie na samych konsumentach. Oni tracą czas i często muszą zapłacić więcej, gdyż sprzedawcy nierzadko korzystają z okazji i podnoszą ceny. Chęć zgromadzenia zapasów podstawowych dóbr w trudnych ekonomicznie czasach nie jest niczym dziwnym. Natomiast zawsze warto przeanalizować, czy są jakiekolwiek przesłanki, by doszło do faktycznego kryzysu na rynku danego produktu – podsumowuje ekonomista Santander Bank Polska.

Polska gastronomia w pierwszym półroczu 2022

Przeciętna polska firma gastronomiczna, szczególnie jeśli jest restauracją lub cukiernią, zanotowała właśnie bardzo dobre półrocze pod względem wysokości obrotów – wyższych o 34% w stosunku do analogicznego okresu w rok 2019 – oraz liczby klientów, z wolumenem i dynamiką wzrostu wreszcie zbliżoną do poziomu z ostatniego roku przed wybuchem pandemii. Niestety, te nominalnie wysokie obroty są w dużej mierze wynikiem stale rosnących cen – nawet 20% liczonych rok do roku – kompensujących dwucyfrową inflację oraz dramatycznie szybko rosnące ceny produktów, energii, transportu oraz koszty pracy.Polska gastronomia w pierwszym półroczu 2022 Polska gastronomia w pierwszym półroczu 2022 Polska gastronomia w pierwszym półroczu 2022

Przeciętna polska firma gastronomiczna może się pochwalić bardzo udanymi dwoma pierwszymi kwartałami tego roku – pod względem wysokości przychodów oraz liczby klientów. Przyjmując za punkt odniesienia dane w roku 2019 – „nieskażonego” kryzysem pandemicznym – możemy mówić o wzrostach na poziomie 30% w pierwszym kwartale oraz blisko 40% w drugim kwartale. Pod względem liczby klientów, możemy mówić o powrocie do czasów przedpandemicznych, choć w praktyce jest to w dużej mierze zasługa adaptacji modelu sprzedaży z dostawą niż tłoku w samych lokalach.

Świadczy o tym fakt, że statystyki ciągną ku górze głównie restauracje, w których wzrosty w pierwszym półroczu wynosiły ponad 60% oraz kawiarnie i cukiernie, ze wzrostami blisko 40%, które radziły sobie stosunkowo najlepiej nawet w najtrudniejszych okresach zamknięcia.

Nieco gorzej wygląda sytuacja w przypadku pubów i barów. Dla nich pierwsze półrocze – mimo bardzo dynamicznego odbicia po dramatycznych ostatnich dwóch latach – było tylko o 18% lepsze niż w roku 2019. Za sprawą ożywienia w sektorze turystycznym, znacznie lepiej radziły sobie bary i restauracje hotelowe – tutaj wzrosty w pierwszym półroczu 2022 wyniosły 55% w stosunku do analogicznego okresu w rok 2021, 65% w stosunku do roku 2020 i 40% w porównaniu do pierwszego półrocza 2019.

Przeciętny biznes gastronomiczny rejestrował ponad 3,7 tys. transakcji w pierwszym kwartale – 18% więcej niż w 2020 r. – oraz ponad 4,5 tys. transakcji w drugim kwartale 2022 r. – ponad 85% więcej niż w 2020 r. Formalnie może to oznaczać powrót do poziomów z roku 2019, jednak w praktyce jest to także zasługa adaptacji modelu sprzedaży na telefon lub online z dostawą do mieszkań i biur. Już w 2020 roku taką formę korzystania z oferty nie tylko ulubionych restauracji, ale także odkrywania nowych kuchni i smaków wybierało nawet 40% konsumentów – głównie w dużych i średnich miastach.

Szybkie i zdecydowane kroki, takie jak zdywersyfikowanie oferty, urozmaicenie menu oraz udostępnienie opcji zamówienia z dostawą lub na wynos uratowały wiele firm przed bankructwem. W przeciętnej restauracji posiłki odpowiadają zazwyczaj za ok. 75% przychodów, napoje niealkoholowe za ok. 10%, a napoje nisko- i wysokoalkoholowe ok. 15%. W okresach zamknięcia – szczególnie w 2020 r. – to jedzenie stało się głównym źródłem utrzymania, odpowiadając za ponad 85% przychodów. W pierwszej połowie 2022 roku nadal normalizowała się struktury przychodów biznesów gastronomicznych, szczególnie tych, w których sprzedaż wysokomarżowych przekąsek i napojów – alkoholowych i bezalkoholowych – była głównym źródłem przychodów.

W niemal wszystkich analizach ekonomicznych przewija się słowo recesja. W praktyce oznacza to konieczność funkcjonowania przez najbliższe kwartały, a może i lata, w sytuacji permanentnego kryzysu. Uświadamia to właścicielom i managerom firm gastronomicznych, jak ważna jest możliwość szybkiej analizy danych sprzedażowych, nie tylko pod kątem sum końcowych i struktury ich składowych, ale także preferencji klientów czy choćby sposobów płatności – wyjaśnia Marcin Marciniuk, Product & Support Manager Dotykačka.

Odczyty danych w zakresie wartości zamówień oraz cen poszczególnych grup produktów – nie tylko w dwóch pierwszych kwartałach bieżącego roku, ale także za cały rok 2021 – nie pozostawiają miejsca na wątpliwości. Wzrosty cen surowców oraz kosztów energii, transportu i zatrudnienia, w połączeniu z kilkunastoprocentową inflacją, odcisnęły swoje piętno również na cenach w menu.

Restauratorzy zaczęli zmieniać cenniki już od początku zeszłego roku. Na przełomie pierwszego i drugiego kwartału ceny napojów alkoholowych i bezalkoholowych oraz jedzenia wzrosły o ponad 5%, w połowie roku podwyżki sięgnęły ponad 10%, aby pod koniec roku dobić do nawet 15%. W pierwszym półroczu 2022 taka dynamika wzrostów utrzymała się, szczególnie w przypadku jedzenia, które podrożało aż o 20% w stosunku do cen sprzed roku. Trudno o to mieć pretensje do właścicieli biznesów gastronomicznych w sytuacji, gdy w tym samym okresie inflacja sięgnęła ponad 15%.

Wstępne prognozy wskazują, że w kolejnych kwartałach trend wzrostowy cen – podążających nie tylko za wysoką inflacją, ale także kolejnymi spodziewanymi wzrostami cen energii oraz rosnącymi kosztami kredytów i leasingów – może się niestety utrzymać, co dodatkowo może negatywnie wpłynąć na kondycję wielu biznesów.

Jaki hosting wybrać dla strony WWW? 5 wskazówek

Często mówi się, że jeśli nie ma Cię w Internecie, to Twoja firma nie istnieje, ale może lepiej byłoby powiedzieć, że jeśli nie masz dobrego hostingu, to Twoja firma będzie praktycznie niewidoczna. Transformacja cyfrowa jest konieczna, a do tego niezbędne są najlepsze narzędzia. Bez dobrego hostingu strona nie pojawi się na pierwszych pozycjach w wyszukiwarce Google, a więc nie będzie odwiedzana.

Ale nie tylko to – hosting zapewnia także szybkie ładowanie strony, co jest kluczowym czynnikiem wpływającym na wrażenia użytkownika. Dlatego przed dokonaniem wyboru hostingu dla witryny internetowej (np. z bazy firm hostingowych) należy przeanalizować i ocenić szereg czynników decydujących o sukcesie, lub porażce tego wyboru. Czynniki decydujące o wyborze hostingu:

1 . Wsparcie techniczne

Często pomijana pomoc techniczna jest podstawowym elementem podjęcia właściwej decyzji. Jeśli witryna przestaje działać w sobotę w południe, nie możemy czekać do poniedziałku, aby ją odzyskać, musimy to zrobić natychmiast.

Dlatego należy poszukiwać hostingu z serwisem technicznym dostępnym w języku polskim przez 24 godziny na dobę i 365 dni w roku. Czat internetowy, lub telefoniczna obsługa są w porządku, ale profesjonalny system zgłoszeń w panelu klienta jest zawsze lepszy. Wiele hostingów oferuje darmowy okres próbny, wypróbuj wtedy serwis techniczny, aby sprawdzić, jak działa. Zawsze warto porównać różne firmy, ich serwis techniczny i poszukać opinii na temat zadowolenia klientów.

  1. Dostępna przestrzeń

Inną kluczową kwestią jeśli chodzi o wybór dobrego hostingu, zwłaszcza jeśli jest to hosting współdzielony, jest wiedza, ile miejsca będziemy mieli do dyspozycji i czy jest ono dostosowane do wielkości naszego projektu oraz ruchu, jakiego się spodziewamy. Jeśli planujesz rozwijać swoją działalność, zawsze możesz zdecydować się na hosting z możliwością rozbudowy, który pozwala na dodanie miejsca zwiększenie parametrów technicznych w przyszłości, choć musisz znać opłatę za rozbudowę. Mimo to przy wyborze należy kierować się realizmem, unikając ofert oferujących nieograniczoną przestrzeń. Warto wiedzieć, że dyski twarde SSD są droższe, ale ich szybkość i wydajność rekompensują tę cenę.

  1. Szybkość ładowania witryny

Wspomnieliśmy już, że wrażenia użytkownika z odwiedzanej strony zależą po części od szybkości ładowania witryny, a to zależy od dostawcy hostingowego. Im wolniej ładuje się strona, tym wyższy jest wskaźnik porzuceń użytkowników, dlatego należy szukać hostingu, który korzysta z wydajnych serwerów i nie obciąża ich nadmiarem klientów, choć raczej nie będzie nas o tym informował. Pomocnym przy tym mogą okazać się recenzje, testy i rankingi hostingów w serwisach takich jak TOP Hosting.

Rozmiar witryny ma również wpływ na szybkość ładowania, dlatego oprócz korzystania z dobrego hostingu należy zoptymalizować obrazy i pliki w witrynie, aby nie zawierały one zbyt dużo MB.

  1. Poczta elektroniczna, domeny i subdomeny

Również w tym przypadku decydujące znaczenie ma wielkość projektu biznesowego. Liczba oferowanych kont e-mail, domen i subdomen zależy od hostingu. Posiadanie możliwości utworzenia subdomeny jest przydatne na przykład jeśli zamierzasz uruchomić stronę internetową powiązaną z główną witryną – np. sklep internetowy głównej witryny.

Wiele planów hostingowych jest ograniczonych do jednej domeny, więc będziesz potrzebował drugiego planu dla nowej domeny, ale dobrzy dostawcy pozwolą Ci stworzyć wiele stron internetowych i domen w ramach jednego planu.

  1. Bezpieczeństwo

Kolejną istotną kwestią przy wyborze hostingu jest oczywiście bezpieczeństwo. W tym zakresie należy wziąć pod uwagę wiele elementów, ale jeśli ograniczymy się do hostingu, to można wyróżnić trzy kluczowe aspekty, które powinien zawierać profesjonalny hosting stron internetowych:

  • Środki antyhakerskie, takie jak zapory sieciowe, które wykrywają osoby trzecie próbujące uzyskać dostęp do konta użytkownika;
  • Ochrona przed atakami DDoS, czyli próbami zniszczenia witryny polegającymi na ataku witryny prze boty internetowe, oraz
  • Automatyczne tworzenie kopii zapasowych, co dobra firma hostingowa będzie robić z częstotliwością co najmniej jednej kopii zapasowej dziennie, aby zminimalizować skutki ewentualnych problemów z witryną.

Źródła: hosting.edu.pl, wikipedia

Jak wybrać domenę internetową? 7 wskazówek

Każdy kto chce założyć stronę internetową, musi zadbać o kilka podstawowych kwestii w tym o domenę internetową. Pełni ona bardzo ważne kwestie. Przede wszystkim jest nazwą oraz adresem. Dzięki domenie można bardzo łatwo znaleźć daną stronę przy pomocy wyszukiwarki. Warto zapoznać się z najważniejszymi informacjami dotyczącymi domeny i jej wyboru.

Czym tak właściwie jest domena internetowa?

Domena internetowa to fundament każdej strony internetowej. Jest ona odpowiedzialna za przetłumaczenie adresu IP danego serwera na prostą i czytelną dla użytkowników nazwę. Najczęściej składa się ona z nazwy i danego rozszerzenia (np. pl.). Dzięki niej każdy użytkownik może z łatwością znaleźć stronę. Wystarczy tylko zapamiętać jej adres.

Wskazówka 1 – Rozszerzenia domen

Przede wszystkim warto zaznaczyć, że domeny mogą mieć różne rozszerzenia, czyli końcówki występujące po kropce. Wybór konkretnego typu może np. wskazywać na to, w jakim języku działa witryna lub jakiej tematyki czy obszaru dotyczy. Można spotkać się z rozszerzeniami takimi jak: domeny krajowe, polskie, regionalne, funkcjonalne, globalne, Europejskie, zagraniczne czy nTLD (rozszerzenia najwyższego szczebla).

Wskazówka 2 – Koszty

Wybór domeny wiążę się także z koniecznością poniesienia określonych kosztów. To ile taka usługa będzie kosztować w dużej mierze, jest zależne od rejestratora. To on posiada swój własny cennik uwzględniający opłatę wstępną oraz przedłużenie. Warto zaznaczyć, że bardzo często okazuje się, że zakup tanich domen wcale nie jest taki tani i wiąże się z koniecznością dopłacania wysokiej kwoty za przedłużenie. Dlatego przed skorzystaniem z jakiejkolwiek oferty warto dokładnie przemyśleć decyzję.

Na rynku są także dostępne darmowe domeny, jednak zwykle ich wybór wiąże się z wieloma dodatkowymi opłatami czy komplikacjami.

Wskazówka 3 – Zarabianie na domenach

Bardzo ważną kwestią jest to, że na domenach można zarabiać. Jeżeli jakaś nazwa cieszy się dużym uznaniem i renomą i jest bardzo chwytliwa to, może się okazać, że jest kolejka chętnych na jej odkupienie. Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że najdroższe domeny bywają sprzedawane nawet za sześciocyfrowe sumy.

Wybierają swoją domenę, warto zadbać o to, aby była jak najbardziej interesująca i chwytliwa, ponieważ może to bezpośrednio wpłynąć na jej przyszłość.

Wskazówka 4 – Gdzie kupić domeny?

Czasem lepszym rozwiązaniem jest zakupienie gotowej domeny. Takie działanie może być bardziej skuteczne i bezpośrednio wpłynąć na popularność oraz trafność wyszukiwania. Ciekawą możliwością jest też dzierżawa domen, czyli wynajmowania jej od administratora.

Przed podjęciem decyzji o zakupie czy dzierżawie, warto jednak się upewnić czy jest to na pewno opłacalne.

Wskazówka 5 – Rejestracja domeny

Wybierając domenę, należy także pamiętać o tym, że domena nie istnieje, dopóki nie zostanie zarejestrowana, czyli opłacona. Oznacza to, że nie liczy się to kto pierwszy, wymyśli daną nazwę, ale kto pierwszy za nią zapłaci. Dlatego nie należy zbyt długo zwlekać i się zastanawiać. Należy ją wykupić puki, nie została zajęta przez kogoś innego.

Wskazówka 6 – Zagrożenia dotyczące domen

Osoby, które chcą zarejestrować daną domenę, muszą się także liczyć z kilkoma zagrożeniami. Przede wszystkim bardzo często ma miejsce proceder, który polega na wybieraniu nazwa, które są bardzo zbliżone do istniejących już marek. Innym, szkodliwym działaniem jest zakładanie takich adresów, które są bardzo podobne do istniejących stron, a różnią się np. tylko literą. Osoba, postępująca w ten sposób ma nadzieję, że osoby zainteresowane zawartością strony zrobią jakąś literówkę i trafia do niej.

Należy wziąć to pod uwagę podczas zakładania własnej strony.

Wskazówka 7 – Operatorzy

Na koniec warto zaznaczyć, że domena i hosting mają ze sobą wiele wspólnego, jednak nie są ze sobą tak powiązanie, aby nie było możliwe ich podzielenie i wykupienie od różnych operatorów. Bez obawy można się zdecydować na takie rozwiązanie. Zawsze można przenieść swoją domenę na inny serwer i udoskonalić jej działanie.

Źródła: FAQ o domenach internetowych – hostingserwery.pl, 13 porad jak wybrać adres strony internetowej (domenę) – hostingonline.pl

Jakie konto dla działalności gospodarczej? Warunki, które trzeba sprawdzić

Prowadzenie działalności biznesowej w XXI wieku wymaga używania takich narzędzi jak na przykład konto bankowe. Dzięki rachunkowi w banku możliwe jest regulowanie zaciąganie zobowiązań oraz sprawne zarządzanie posiadanym kapitałem firmowym. Jednocześnie, odpowiedni wybór konta jest niezbędny. W poniższym tekście przedstawiono przykładowe aspekty, jakie warto przeanalizować podczas zakładania konta dla działalności gospodarczej.

Konto bankowe dla działalności gospodarczej – na jakie aspekty warto zwrócić uwagę?

Nie istnieje idealne konto bankowe, które spełni potrzeby każdego przedsiębiorcy. Zasadniczo, podczas wyboru tego typu produktów finansowych warto brać pod uwagę m.in. następujące aspekty:

  • opłaty i ukryte koszty,
  • możliwości w zakresie automatyzacji,
  • preferencyjne warunki w zakresie pozostałych produktów bankowych,
  • bankowość mobilna.

Same oferty najlepiej sprawdzić w rankingu kont bankowych dla firm na ZaradnyFinansowo.pl.

Opłaty i ukryte koszty

Aspekt kosztowy to jeden z czynników, na który najczęściej zwraca się uwagę podczas wyboru rachunku firmowegoKoszty mogą bowiem dotyczyć właściwie wszystkiego, w tym np. przelewów (krajowych i zagranicznych), wypłat w bankomatach, posiadania karty debetowej czy opłat z tytułu zobowiązań publicznoprawnych (tzn. z tytułu podatku dochodowego oraz składek ZUS).

Warto przy tym pamiętać, że częstą praktyką ze strony banków jest wprowadzanie bezpłatnych, ale warunkowych usług. Oznacza to, że darmowe są np. takie usługi jak:

  • wypłaty z bankomatów – do określonej liczby w miesiącu,
  • posiadanie karty debetowej – jeśli przedsiębiorca wykona miesięcznie transakcje ponad wskazany limit.

Ukryte koszty z tytułu opłat bankowych mogą okazać się dość wysokie. Przedsiębiorca przed wyborem konta powinien przeanalizować, czy spełnienie warunków będzie w jego przypadku proste.

Możliwości w zakresie automatyzacji

Jeśli chodzi o ten o aspekt, to zalicza się tu między innymi możliwość ustawienia stałych przelewów. Jest to użyteczne rozwiązanie w przypadku, gdy przedsiębiorca ponosi koszty w stałej wysokości wobec jednego lub kilku dostawców. Na szczęście, tego typu rozwiązanie jest oferowane przez większość instytucji bankowych, które działają w Polsce.

Preferencyjne warunki w zakresie pozostałych produktów bankowych

Współczesne banki to instytucje o uniwersalnym charakterze. Oferują one nie tylko tradycyjne usługi finansowe (pożyczki, konta, lokaty), ale także takie rozwiązania jak na przykład:

  • rachunek odnawialny,
  • faktoring,
  • leasing,
  • kredyt inwestycyjny,

Częstą praktyką jest oferowanie preferencyjnych warunków dla przedsiębiorców, którzy posiadają już rachunek w danym banku. Warto sprawdzić potencjalne korzyści jeszcze przed założeniem konta. Może się bowiem okazać, że nawet jeśli sam rachunek nie jest najlepszym rozwiązaniem na rynku, to właściciel biznesu otrzymuje atrakcyjne warunku zakresie leasingu czy finansowania należności (faktoringu).

Bankowość mobilna

Last but not least, ważnym aspektem jest również bankowość mobilna. Dostęp do konta za pośrednictwem smartfona czy tableta jest ważny w przypadku tych przedsiębiorców, którzy często odbywają podróże biznesowe czy uczestniczą w spotkaniach służbowych. Możliwość sprawdzenia stanu konta czy dokonania przelewu za pomocą kilku kliknięć w aplikacji mobilnej to znaczna wygoda podczas codziennego prowadzenia przedsiębiorstwa.

Nie musisz ograniczać się wyłącznie do jednego rachunku biznesowego

Warto pamiętać, że możliwe jest posiadanie – w ramach jednej działalności gospodarczej – kilku różnych rachunków bankowych. Obecne przepisy dotyczące prowadzenia firmy nie zabraniają takiego działania. Oznacza to, że możliwe jest np. otworzenie dwóch różnych rachunków bankowych, z których każdy cechuje się różnymi korzyściami.

Dlaczego odpowiedni wybór konta bankowego dla przedsiębiorstwa jest niezbędny?

Choć może wydawać się inaczej, to w rzeczywistości właściwy wybór w zakresie rachunku bankowego dla przedsiębiorstwa jest ważny. Jak już wiesz, dobre konto bankowe dla przedsiębiorstwa oznacza m.in. automatyzację najbardziej powtarzalnych czynności oraz usprawnienie czynności. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że właściwy wybór w tym zakresie oznacza realne wsparcie dla biznesu.

Transformacja cyfrowa szansą dla polskiego przemysłu. Musimy gonić Zachód

Z raportu firmy analitycznej PMR przeprowadzonej wśród polskich przedsiębiorców wynika, że polski przemysł jest zacofany, a wiele barier uniemożliwia jego rozwój, np. park maszynowy w polskich zakładach jest stary, brakuje systemów mogących go unowocześnić. Czy tak jest faktycznie i co mogłoby usprawnić digitalizację polskiego przemysłu? Jak wygląda skłonność do zmian podejścia firm przemysłowych, jeśli jest problem starego parku maszynowego i technologii i klienci odrzucają temat, to czy są w stanie przejść przez ten proces – czy to gra na być albo nie być? Czy starają się dogonić rynek, a nie jest to patrzenie na rzeczywiste potrzeby? Czy firmy przemysłowe w Polsce digitalizują się na zasadzie „krok po kroku” czy całościowo?

Na pytania odpowiada Szymon Bartkowiak, prezes TT PSC, globalnego dostawcy rozwiązań IT.

Podejście do procesu digitalizacji widać np. po wdrożeniach chmury w przedsiębiorstwach, gdzie często stosuje się podejście wdrożenia hybrydowego, gdzie łączy się chmurę publiczną i rozwiązania on-premise, czy chmurę prywatną w ramach jednej infrastruktury. Takie podejście pozwala firmom na testowanie rozwiązań i stopniowe się do nich przekonywanie oraz przyzwyczajanie, np. zaczynają od prac deweloperskich, następnie archiwizują dane, a w kolejnym kroku wdrażają chmurę w pełnym zakresie.

Dla rozwoju nowych technologii w rodzimych przedsiębiorstwach często barierą jest kwestia finansowa. Stąd często decyzja o fragmentarycznej cyfryzacji, a nie całościowej. Rośnie jednak świadomość firm, że jeśli nie uwzględnią digitalizacji w swoich strategiach rozwoju, to będzie malała ich pozycja rynkowa, a konkurencja ucieknie do przodu i może być za późno na odrabianie strat. Cyfryzacja to dziś kluczowy element rozwoju firm produkcyjnych. W Polsce muszą wzrosnąć w tym zakresie świadomość (po lekturze raportu PMR widać, że jest coraz większa) i budżety. Warto też pamiętać, że tylko kompleksowe podejście do cyfryzacji i mapa drogowa poszczególnych zintegrowanych etapów takiego procesu, zapewnią danej firmie osiągnięcie pełnych korzyści.

Jakie obecnie są trendy na rynku nowych technologii w zakresie zakładów przemysłowych w Polsce?

Wyraźnie widzimy wzrost zainteresowania firm w zakresie wdrożeń systemów PLM, adopcja chmury, rozwiązań analityki danych i sztucznej inteligencji (AI) oraz cyberbezpieczeństwa. Prym zdecydowanie wiodą usługi i rozwiązania chmurowe, które stają się coraz popularniejsze. Przedsiębiorstwa przekonują się do nich, widząc ich przewagi, m.in. skalowalność, mniejszy początkowy nakład kapitałowy, w porównaniu z tradycyjną serwerownią z pełną obsługą w ramach danego zakładu pracy.  Systemy chmurowe okazują się też bardziej bezpieczne i zapewniają zmniejszenie ryzyka utraty danych,  a także wspierają dalsze procesy cyfryzacyjne, które wykorzystują duże zbiory danych zbieranych z całego przedsiębiorstwa. Skoro mowa o danych, to warto zwrócić na nie szczególną uwagę. Firmy produkują ich coraz więcej, ale nie korzystają z nich w pełni. A mogłyby w prosty sposób zyskiwać dodatkową wartość, gdyby odpowiednio nimi zarządzały. To było widać zwłaszcza w pandemii, gdy pojawiły się zawirowania w łańcuchach dostaw. Możliwość dysponowania pełną informacją o stanach magazynowych i bieżący monitoring dostaw pozwoliłyby uniknąć zakłóceń w przyszłości.

W zakresie cyberbezpieczeństwa widzimy wzrost zainteresowania, np. testami, wdrożeniami odpowiednich systemów, audytami czy doradztwem, a także ciągłym proaktywnym monitorowaniem i dbaniem o maksymalny poziomu cyberbezpieczeństwa w firmie.

Z kolei wielki potencjał drzemie w technologii AR, która będzie mogła być zastosowana na szerszą skalę w przemyśle w zakresie wspierania prac montażowych, jak również tych związanych z uruchomieniem oraz utrzymaniem maszyn czy całych linii produkcyjnych. Wciąż jednak w Polsce świadomość w tym zakresie jest na początkowym etapie, choć co roku coraz więcej rodzimych firm może pochwalić się konsekwentnym wprowadzaniem zmian w tym zakresie.

Od wielu lat na rynku są też dostępne systemy PLM (Product Lifecycle Management), jednak do tej pory, z powodu swojej złożoności i kosztów, takie wdrożenia były odkładane w czasie. W tym momencie przy coraz większej różnorodność produkcji (i trendach, takich jak mass customization, dużej liczby wariantów produktów), takie systemy stają się koniecznością. Koszt także się zmniejsza, m.in. dzięki stosowaniu rozwiązania SaaS i możliwości skalowania systemu wraz ze zmianą liczby użytkowników, włączenia we wdrożenia większej liczby procesów czy danych. Dodatkowo systemy PLM wspierają procesy związane z „SUSTAINABILITY” i produkcją odpowiedzialną społecznie, m.in. sprawdzając, już na etapie inżynierskim, w jaki sposób dany produkt będzie oddziaływał na środowisko (czy jaki jest wpływ wytworzenia tego produktu).

Jak pandemia wpłynęła na przemysł, zwłaszcza w branży motoryzacyjnej i wdrażanie nowych rozwiązań; czy firmy raczej szukają oszczędności?

Jestem przekonany, że polskie przedsiębiorstwa po prostu nie mogą już pozwolić sobie na oszczędzanie na cyfryzacji jeżeli chcą konkurować na rynkach globalnych i utrzymać lub rozwinąć swoją pozycje. Widzimy wyraźny trend wśród naszych klientów, którzy chcą cyfryzować procesy, migrować do chmury, optymalizować koszty produkcji, procesy biznesowe i logistyczne. W tym pomagają im nowoczesne technologie, takie jak analityka danych i sztuczna inteligencja.

Pandemia COVID-19 przyczyniła się do popularyzacji także rozszerzonej rzeczywistości w polskim przemyśle, w tym motoryzacji. Firmy coraz częściej zaczęły przykładać wagę do tego, by zapewnić sobie bardziej skuteczną i efektywną współpracę, której towarzyszy strategia ochrony przed tego typu zdarzeniami w przyszłości. Pandemia powodowała przestoje produkcji z braku pracowników (choroby, kwarantanny), jak też duże problemy przy serwisowaniu produktów czy szkoleniu pracowników i partnerów. To przyczyniło się do wzrostu popularności technologii AR, której zastosowanie pozwoliło minimalizować wpływ tego typu zdarzeń, Teraz rozwiązania Assisted Reality czy Augmented Reality stają się powszechnie używanymi rozwiązaniami w branży motoryzacyjnej.

Pandemia spowodowała też wzrost zainteresowania aspektami cyberbezpieczeństwa w Polsce. Firmy przyspieszają procesy wdrożeniowe i poprawę infrastruktury bezpieczeństwa informatycznego, co przyczynia się do wdrażania nowoczesnych technologii w rodzimych firmach. Wzrost wydatków firm w zakresie cyberbezpieczeństwa wyraźnie był wzmocniony wpierw przez pandemię, która spowodowała że duży odsetek pracowników wykonywał swoje obowiązki zdalnie, a następnie przez wojnę na Ukrainie.  Punktowo dzieje się też tak po głośnych atakach hakerskich na znane firmy.

To, co jest dziś kluczowe, to nie tyle zainwestowanie w cyfryzację, ile mądre zainwestowanie. Chodzi o to, by wdrażać takie rozwiązania dla firm, które faktycznie przyniosą im wymierne efekty w postaci mniejszych kosztów, zdynamizowania procesów, wykorzystania w pełni zgromadzonych danych, które zmigrowane do chmury stają się kluczowym elementem przewagi konkurencyjnej firmy

Jak na te branże wpływa to, co dzieje się na rynku, zwłaszcza wysoka inflacja?

Wysoka inflacja powoduje zmiany w planach zakupowych w obszarze IT i to już widzimy u naszych klientów. Zarządy i dyrektorzy IT analizują portfolio projektów inwestycyjnych, w tym związanych z cyfryzacją. Po analizie wybierają projekty kluczowe. Te oczywiście są utrzymywane, natomiast projekty mniej strategiczne trafiają do „zamrażarki” i czekają na swoją kolej lub w ogóle znikną z agendy na kilka lat.

Inflacja ma wpływ oczywiście na zakupy sprzętu, oprogramowania czy koszty usług zewnętrznych, ale powoduje także, że coraz większy jest koszt zatrudniania do firmy ekspertów od cyfryzacji.

Z drugiej strony wydatki na rozwiązania IT mogą dać dodatkowy oręż zarządom, m.in. jeśli poprawią efektywność procesów, zwiększą automatyzacje czy polepszą tzw. customer engagement, czyli zwiększą lojalność klientów i umożliwią osiągnięcie większych zysków przez firmę, przez co zniwelują wpływ inflacji na dane przedsiębiorstwo.

W kontekście sankcji wprowadzonych na Rosję – czy widać zatrzymanie inwestycji w przemyśle czy przeciwnie – napędziły je?

Sytuacja geopolityczna oczywiście wpływa na nastroje inwestycyjne w przemyśle. Widać nadchodzące spowolnienie oraz rosnące koszty działania powiązane z kosztami energii czy gazu. Z drugiej strony firmy inwestują w rozwiązania związane z optymalizacją kosztów czy bardziej efektywnym zarządzaniem energią lub zdalnym, proaktywnym monitoringiem pracy fabryk czy poszczególnych elementów linii produkcyjnej.

Dodatkowo firmy, które zgromadziły środki, decydują się na większe inwestycje, czasami kluczowe dla ich przyszłości. Powodem jest brak sensu akumulowania środków przy utrzymującej się wysokiej inflacji.

Jak rysuje się perspektywa rozwoju branży przemysłowej w kontekście digitalizacji w najbliższej przyszłości i jak może wpłynąć na nią kryzys, o którym mówi się, że nastąpi – czy jako kraj zyskamy na skróceniu łańcuchów dostaw, szukaniu dostawców w bliższej okolicy?

Od digitalizacji nie ma odwrotu. Firmy wcześniej czy później będą musiały wejść na cyfrową ścieżkę, na stałe wpisując cyfryzację w swoje strategie, by móc być bardziej konkurencyjnymi na rynku i umacniać lub zwiększać pozycję rynkową.

Obawy o nadciągającą recesję powodują, że jednak zmieniają się trendy na rynku, czego przykładem jest chociażby zmniejszające się nieco zainteresowanie rozwiązaniami ukierunkowanymi na innowacyjny rozwój firm, a środki przekierowywane są na inwestycje związane z optymalizacją infrastruktury i kosztów. Widzimy m.in. dalej rosnącą rolę chmur obliczeniowych w firmach (dzięki czemu przedsiębiorstwa mogą skalować infrastrukturę i powiązane z tym koszty w zależności od potrzeb). Sądzę, że polski przemysł zyskuje na znaczeniu poprzez skrócenie łańcucha dostaw, przenoszenie produkcji z Ukrainy, Rosji czy też Azji (to jeszcze pokłosie pandemii), ale żeby w pełni wykorzystać szansę, musi „gonić” w zakresie automatyzacji (szybko rosnące koszty pracy rodzą bowiem pytania dlaczego utrzymywać produkcję w Polsce, a nie jeszcze bliżej centrali firm w Hiszpani, Włoszech, Francji czy Niemczech).

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego: Przepisy ustawy o PIT definiujące pojęcie działalności gospodarczej są konstytucyjne

Trybunał Konstytucyjny ogłosił 19 lipca wyrok w sprawie skargi konstytucyjnej dotyczącej nakładania obciążeń w podatku dochodowym od osób fizycznych na skutek niedookreślonej definicji ,,działalności gospodarczej”. Kanwą sprawy był casus właściciela gruntu, który podzielił go i sprzedawał jako odrębne działki. Nie zgodził się z praktyką skarbówki, która takie działanie klasyfikuje jako podlegający opodatkowaniu PIT profesjonalny obrót nieruchomościami.

In dubio pro tributario

O prowadzeniu działalności gospodarczej przesądzają obiektywne i zewnętrzne jej przejawy, a nie przekonanie podatnika. Każdorazowo przy podejmowaniu się takiej oceny, musi być respektowana reguła rozstrzygania wątpliwości co do treści przepisu prawa podatkowego na korzyść podatnika. Tak we wtorek 19 lipca 2022 r. orzekł Trybunał Konstytucyjny (sygn. akt SK 20/19). TK w swoim rozstrzygnięciu nie dopatrzył się niekonstytucyjności przepisów ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych definiujących działalność gospodarczą podlegającą temu podatkowi w związku z odpłatnym zbyciem nieruchomości. W uzasadnieniu Trybunał podkreślił jednak, że każdy przypadek musi być oceniany indywidualnie, przez pryzmat całokształtu okoliczności, w tym działań podjętych przez właściciela nieruchomości przed sprzedażą, do tego z uwzględnieniem zasady in dubio pro tributario

Konsekwencją wyroku jest przyzwolenie, by każdorazowo to organy skarbowe kwalifikowały czy rozporządzenie majątkiem przez właściciela jest działalnością gospodarczą, co wobec braku  przepisów normujących, kiedy mamy do czynienia ze zbywaniem prywatnych, a kiedy firmowych nieruchomości zrodzi liczne spory w sądach administracyjnych, a nawet TSUE.

Podział nieruchomości i sprzedaż w częściach

Skargę konstytucyjną wniósł podatnik będący od 2007 r. wyłącznym właścicielem nieruchomości, którą nabył w 1999 r. do majątku wspólnego razem z żoną jako gospodarstwo rolne. Od 2016 roku zaczął wydzielać i sprzedawać jej części. W tym czasie prowadził działalność rolniczą oraz działalność gospodarczą, trudniąc się dostawą wyrobów tartacznych.

Organy podatkowe uznały, że dzieląc grunt na mniejsze działki i systematycznie je zbywając właściciel prowadził niezgłoszoną profesjonalną działalność gospodarczą w zakresie sprzedaży nieruchomości. Dlatego też podlega obowiązkowi podatkowemu w podatku dochodowym od osób fizycznych z tytułu uzyskiwanych z tej działalności przychodów. Stanowisko skarbówki poprały sądy administracyjne, w tym NSA.

Zwykłe wykonywanie prawa własności

Właściciel nieruchomości wniósł skargę konstytucyjną zarzucając, że niejasne przepisy art. 5a pkt 6 w związku z art. 10 ust. 1 pkt 3 i pkt 8 lit. a ustawy o PIT doprowadziły do niedopuszczalnego zastosowania w jego sprawie przez organy i sądy wykładni rozszerzającej, i tym samym akceptacji obarczenia go opodatkowaniem z tytułu osiągania dochodów z działalności gospodarczej w obrocie swoimi nieruchomościami gruntowymi, podczas gdy podejmował on jedynie czynności mieszczące się w zakresie zwykłego wykonywania prawa własności. Zdaniem podatnika doszło do naruszenia art. 84 w związku z art. 217 w związku z art. 64 ust. 3 Konstytucji RP. Przepisy te gwarantują, że ciężary podatkowe mogą być nakładane na obywateli tylko w drodze ustawy (a nie wykładni rozszerzającej), tak jak i wyłącznie ustawą można ograniczyć własność, do tego wyłącznie w zakresie, w jakim nie narusza to istoty prawa własności.

Właściciel gruntu przywołał na poparcie swojego stanowiska szereg orzeczeń sądów administracyjnych, konstytuujących obowiązek jasnego i precyzyjnego formułowania przepisów, a ten w opinii podatnika został naruszony przez nieprecyzyjne uregulowanie pojęcia „działalności gospodarczej” w art. 5a pkt 6 ustawy o PIT. Niejednoznaczna definicja pozwala organom skarbowym rozciągać obowiązek podatkowy, naruszając konstytucyjną zasadę równości, traktując odmiennie inne podmioty w podobnych sytuacjach.

Przepisy nie są sprzeczne z Konstytucją, ale każdy przypadek podatnika należy rozpatrywać indywidualnie

Trybunał Konstytucyjny uznał, że do pozbawienia mocy obowiązującej danej regulacji prawa z powodu jej niejasności powinno dochodzić w ostateczności, a taka sytuacja w tej sprawie nie występuje. Powstające wątpliwości interpretacyjne mogą zostać rozwiane w procesie wykładni prawa. Zgodnie z dotychczasowym dorobkiem orzecznictwa, pod pojęciem działalności gospodarczej należy rozumieć działalność zarobkową, wykonywaną w sposób zorganizowany i ciągły, we własnym imieniu, na własny lub cudzy rachunek. Decydujące znaczenie dla uznania, że w danym przypadku działania podatnika wypełniają jej znamiona, mają okoliczności w jakich zostały podjęte. Rozstrzygają więc obiektywne i zewnętrzne przejawy działalności, a nie przekonanie podatnika. TK podkreśli jednak, że każdy przypadek trzeba rozpoznawać indywidualnie, oceniając całokształt okoliczności towarzyszących działalności podatnika.

Podsumowanie

Konsekwencją wyroku jest przyzwolenie, by w każdym pojedynczym przypadku to organy skarbowe kwalifikowały czy rozporządzenie majątkiem przez właściciela jest działalność gospodarczą. Podatnikom pozostaje więc sądowa walka o ochronę mienia. W wyroku z 18 grudnia 2019 r., sygn. akt I SA/Gl 798/19, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach stanął po stronie podatnika przywołując orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE, w których stwierdził, że jeśli sprzedaż nieruchomości następuje w ramach zarządu majątkiem prywatnym, to nie można jej uznać za podlegającą opodatkowaniu VAT (wyrok w sprawach połączonych C-180/10 i C-181/10 z 15 września 2011 r.). Zwykłe wykonywanie prawa własności nie może być samo z siebie uznawane za prowadzenie działalności gospodarczej, a sama liczba i zakres transakcji nie może o tym decydować. Przesądzać nie może również sam fakt podziału jednej działki na kilka (sprawa C-155/94 z 20 czerwca 1996 r.).

Pozostawienie organom podatkowym dowolności w uznawaniu, kiedy rozporządzanie prywatnym majątkiem, także należącym do wspólności majątkowej małżeńskiej, stanowi działalność gospodarczą będzie rodzić wiele sporów, trafiających przed sądy administracyjne, a może nawet i TSUE. Przyjęcie założenia, że zarządzanie prywatnym majątkiem i jego zbycie stanowi niezgłoszoną działalność gospodarcza będzie wpływać nie tylko na rozliczenia co do podatku dochodowego od osób fizycznych, ale również VAT oraz obowiązków wobec ZUS zbywcy, czy zbywców nieruchomości – w przypadku małżonków.

W konsekwencji może to doprowadzić do sytuacji, w której nie da się na etapie planowania sprzedaży prywatnych nieruchomości oszacować rodzaju i wysokości opodatkowania, np. PCC czy VAT, co przełoży się na trudności w określaniu ceny przedmiotu sprzedaży oraz przy tworzeniu projektów umów, przez co podniesie się też ryzyko nie tylko dla stron transakcji, ale i notariuszy spisujących tego rodzaju akty. Niezbędna wydaje się więc pilna inicjatywa ustawodawcza, która doprowadzi do przyjęcia jasnych przepisów normujących, kiedy mamy do czynienia ze zbywaniem prywatnych, a kiedy firmowych nieruchomości.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Dolar droższy niż euro

Zmiana sentymentu na rynku powoduje, że inwestorzy jeszcze przychylniej patrzą na dolara niż na euro. Dane z Unii Europejskiej tylko potwierdzają ostatnie zachowanie walut.

Sprzedaż detaliczna lepsza niż produkcja

Sprzedaż detaliczna rośnie w Polsce o 18,4%. Jest to spory kontrast względem słabych danych z produkcji przemysłowej. Jest jednak wyraźna różnica pomiędzy niepewnością u przedsiębiorców, którzy boją się tego co będzie, a także mają bardzo wysokie koszty finansowania, a optymizmem konsumentów. Tych z kolei wspierają kolejne programy socjalne, które w tym półroczu niesamowicie przyspieszyły. Niepłacenie 4 z 6 rat kredytów oraz dodatek węglowy tylko napędzają konsumpcję. Napędzają też inflację. W tle tych danych słabnie produkcja budowlano-montażowa. Tutaj problemem są stopy procentowe i ze zdolnością kredytową.

Euro tańsze niż dolar

Od kilku tygodni analitycy próbują się przyzwyczaić do faktu, że frank jest droższy od euro. Teraz doszedł do kompletu jeszcze dolar. Amerykańska waluta ma dobrą passę ostatnimi dniami. Fundamenty tego umocnienia nie są jednak zbyt silne. Wielu obserwatorów wskazuje na to, że mamy do czynienia z pewną rozgrywką. Brakuje miejsc, do których ten kapitał płynie. Z drugiej strony warto obserwować docelowy horyzont stóp procentowych w USA. Tam dzieje się ostatnio bardzo dużo. To również najprawdopodobniej dlatego kapitał nie płynie na rynek obligacji. Są one zbyt drogie, biorąc pod uwagę nadchodzące w kolejnych kwartałach wzrosty stóp procentowych. Jeżeli jednak sytuacja się utrzyma i rynki będą dalej spodziewać się wzrostów stóp dolar może na dłużej zadomowić się powyżej poziomu jednego euro.

PMI nie ratują euro

Słabość europejskiej waluty po części wynikała ze słabych oczekiwań względem rozwoju sytuacji gospodarczej. Dzisiejszy odczyt ze strefy euro jest mocno mieszany. Przemysłowy PMI wypadł co prawda o 0,7 pkt lepiej od oczekiwań. Z drugiej strony usługi okazały się o 0,3 pkt słabsze. Warto jednak pamiętać, że o ile faktycznie przemysłowy PMI jest ważniejszy, o tyle oba te wskaźniki spadają z miesiąca na miesiąc. Potwierdza to tylko słabszy obraz perspektyw, jaki ma przed sobą strefa euro. Z drugiej strony po tak słabych danych jest sporo przestrzeni na korektę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Kluczowy czas dla dominacji Apple? Jest ku temu potencjał

Kurs akcji Apple od początku roku zachowywał się lepiej na tle amerykańskich indeksów oraz konkurencji w postaci gigantów Doliny Krzemowej Amazonu, Microsoftu, Alphabetu czy Meta Platforms. Od czasu prezentacji solidnych wyników za drugi kwartał roku kurs spółki szybuje w górę, a popyt nie zwalnia tempa w obliczu prezentacji nowych produktów, które mogą okazać się sprzedażowymi hitami.

Co istotne najlepsze kwartały firma może mieć dopiero przed sobą, ponieważ to okres świąteczny zwykle wiązał się dla niej ze skokowym wzrostem przychodów. Fani nowych technologii z zapartym tchem czekają na prezentację modelu nowego iPhone’a 14 oraz zestawu rzeczywistości wirtualnej.

IPhone – król jest jeden?

Smartfony z serii iPhone to flagowe urządzenia Apple, które w 2021 roku wygenerowały ponad połowę całkowitych przychodów spółki. 7 września Apple zaprezentuje nowy model, iPhone 14. To oczywiście nie wszystko w okresie pracowitej dla firmy jesieni, Apple zamierza zaprezentować iPady, nowy model Mac oraz trzy modele Apple Watch. Firma nie sygnalizowała w ostatnim raporcie, że spodziewa się spadku popytu choć fakty są nieubłagane – Apple zaprezentuje model w niepewnym środowisku makro. Jednocześnie amerykańska gospodarka ma się wyraźnie dobrze, mocny rynek pracy i rosnące płace powinny wskazywać na solidną sprzedaż… przynajmniej w Stanach Zjednoczonych. Nowe iPhone’y’ mają pojawić się w sklepach 16 września, już 9 dni po premierze, co potwierdza, że łańcuchy dostaw prawdopodobnie uległy poprawie. Dokładna godzina tradycyjnie dostępnej do obejrzenia on-line prezentacji nie jest jeszcze znana.

Podstawowe wizualne modyfikacje, które obejmą iPhone 14 Pro to eliminacja wycięcia na przednią kamerę (notch) małym otworem na czujniki Face ID i dziurką na kamerę co powinno dać więcej miejsca na ekranie smartfona. Wersja Pro otrzyma też szybszy chip, wersje standardowe zachowają A15 z poprzedniej 13 odsłony modelu. Apple wyeliminuje wersję mini i pierwszy raz doda 6,7 calową przekątną do standardowych modeli smartfona. Nowy model zostanie wyposażony w 48 megapikselowy, szerokokątny aparat. Firma poinformowała też, że skoncentruje się na wydłużeniu czasu pracy i żywotności baterii.

Wirtualna rzeczywistość wraca do łask

Jednym z urządzeń na które od wielu miesięcy czeka rynek jest zestaw VR od Apple, wykonany w technologii passthrough, która ze względu na wysoką efektywność i łatwość skalowania zdaniem wielu ekspertów ma szansę tymczasowo zdominować rynek zestawów wirtualnej i mieszanej rzeczywistości AR/VR. Jeśli tzw. mieszana rzeczywistość (MR) w technologii passthrough okaże się działać zgodnie z planem, zestawy VR mogą przejąć rolę zestawów  AR, i oferować cyfrowe nakładki na rzeczywisty świat co zwiększy możliwość budowy aplikacji i praktycznego wykorzystania w realnym świecie.

Zestawy budowane przez spółki BigTech w końcu stoją przed szansą epokowej modernizacji rynku komputerów osobistych, które mogłyby ewoluować w wygodne “headsety” nakładane na głowę. Warto wspomnieć, że popyt i zainteresowanie technologią wirtualnej rzeczywistości potężnie rosło w latach 90-tych, jednak zostało “powstrzymane” przez hossę internetową, gdy wiele technologicznych firm zmieniło obrało nowy kurs rozwoju i zaczęło podłączać się do internetu by badać możliwości biznesowe jakie daje nowy rynek. Dziś technologia VR wraca na salony z zupełnie nowym technologicznym zapleczem. Największym wyzwaniem wciąż pozostaje rozdzielczość, która według CounterPoint Research musi być nawet 6-krotnie gęstsza (3550 PPI) od ekranów smartfonów by “zatopić” użytkowników w wirtualnej rzeczywistości.

Głównym konkurentem w technologii VR dla Apple jest oczywiście Meta Platforms, która wydaje rekordowe sumy liczone w miliardach dolarów na technologię i badania w dziedzinie Metaverse (cyfrowych światów). Spółka weszła na rynek z produktami VR z serii Oculus Quest 2, które w 2021 roku stanowiły 78% rynku zestawów VR. Dodatkowo, firma Marka Zuckerberga zamierza zaprezentować nowy, udoskonalony i niemal dwukrotnie droższy (minimum 800 USD) od Oculusa zestaw Cambria. Apple podejmuje rękawicę i być może już w ostatnim kwartale roku zaprezentuje konkurencyjny dla Mety zestaw. Wciąż nie jest jasne czy Apple zdąży z premierą przed okresem świątecznym, prezentacja może zostać przesunięta na początek przyszłego roku. Prognozowana cena urządzenia wyniesie… 3000 USD. Produkcją zestawów VR zajmują się obecnie również niszowe spółki jak HTC czy fińskie Vario. Prawdopodobnie jednak rynek zostanie zdominowany przez dysponujących dziesiątkami miliardów dolarów gigantów z Doliny Krzemowej. Czy Apple zwycięży walkę o rynek VR? Firma nie zamknie się na rynku podręcznych urządzeń i między 2023 a 2025 rokiem zamierza… zbudować elektryczny samochód.

Pokaz siły

Apple pokazało, że dobrze radzi sobie w czasie spowolnienia gospodarczego, rekordowej inflacji i potrafi zminimalizować ryzyka płynące z problemów w łańcuchach dostaw i wąskich gardeł. Popyt na produkty firmy pozostaje wysoki, a wśród ich pierwszych odbiorców dominują zamożniejsi klienci, którzy niechętnie rezygnują z konsumpcyjnych wydatków i zostają z firmą na dłużej. W świetle tych informacji możemy spodziewać się, że Apple wciąż odbierane będzie przez inwestorów jako “safe haven” na rynku nowych technologii, co zdecydowanie może sprzyjać wycenie firmy, również w obliczu rynkowej zmienności i spadku sentymentu do ryzyka.Apple

Wykres akcji Apple (AAPL.US), interwał D1. Popyt uaktywnił się po spadku kursu giełdowego poniżej 200 sesyjnej średniej kroczącej, która pozostaje jednym z kluczowych wyznaczników w określaniu trendów. Cena wymazała niemal całkowicie spadki od początku roku i wraca do trendu wzrostowego. Po drodze napotkała jednak na kluczowy opór w okolicach 176 USD, który znajduje się blisko dwóch szczytów z lutego i listopada 2021 roku. Rekordowo wysoki w historii spółki wskaźnik ceny do wartości księgowej (P/B ratio) sięgnął ponad 47 punktów, jednak nie przeszkodził we wzrostach, co potwierdza rosnącą rolę Apple na rynku nowych technologii i wysoką wartość marki. Wskaźnik ceny do zysku (P/E ratio) utrzymuje się na relatywnie zdrowym poziomie 28 punktów przy prawie 69 punktach Amazonu, 31 dla Microsoftu oraz indeksowej średniej 25 punktów dla spółek z indeksu NASDAQ. Oznacza to, że oczekiwania wobec przyszłych zysków spółki wciąż nie są nadmiernie rozdmuchane na tle innych największych technologicznych, amerykańskich co może okazać się korzystne dla dalszego wzrostu jej wyceny. Źródło: xStation5

Autor: Eryk Szmyd, analityk XTB

W Polsce przybywa condohoteli i apartamentów wypoczynkowych

Pandemia nie wyhamowała popytu i podaży w sektorze condohoteli i apartamentów wypoczynkowych. Według prognoz raportu „Rynek hoteli i condohoteli w Polsce”, przygotowanego przez Emmerson Evaluation, do 2024 r. podaż apartamentów inwestycyjnych wzrośnie o 27,5% na Warmii i Mazurach, o 20% w pasie górskim, o 14% w pasie nadmorskim oraz o 12% w największych aglomeracjach. Coraz rzadziej jednak kupujący będą spotykali się z gwarancją stopy zwrotu, których obietnica w ostatnich latach tak przyciągała inwestorów do tego rynku.

Swoją popularność w pandemii wśród inwestorów rynek condohoteli i apartamentów wypoczynkowych zawdzięcza dwóm kluczowym czynnikom. Po pierwsze, sektor oferował łatwiejszą możliwość pozyskania kapitału przez przedsiębiorców bezpośrednio z wpłat potencjalnych nabywców. Po drugie, inwestorzy szukali alternatywy do lokowania swoich oszczędności, w obliczu niskich zysków z lokat bankowych. Uciekali przed rosnącą inflacją, a tego typu projekty reklamowano wysokimi stopami zwrotu.

Morze najmocniej przyciąga inwestycje

W swoim raporcie Emmerson Evalaution wyróżnił cztery główne rynki dla sektora condo i apartamentów wypoczynkowych: pas nadmorski, pas górski, Warmia i Mazury, największe aglomeracje. W I połowie 2022 r. podaż lokali w tych lokalizacjach ma osiągnąć poziom prawie 18,5 tys. nad Bałtykiem, 12,5 tys. w górach, niemal 1 tys. na pojezierzu i ponad 8,7 tys. w metropoliach.

Dominującym rejonem pod względem podaży był obszar pasma nadmorskiego. Najwięcej inwestycji powstało w Kołobrzegu i Rogowie. Drugim najbardziej rozwijającym się regionem jest południe Polski, w tym wakacyjne obszary górskie. Jeżeli chodzi o największe aglomeracje, to nowe obiekty zostały uruchomione w Warszawie, Gdańsku i Gdyni – wskazuje Dariusz Książak, prezes Emmerson Evaluation.

Podaż rośnie

Nowych lokali condo i wypoczynkowych ma się pojawić w Polsce jeszcze więcej, wskazują analitycy firmy. Prognozowany przyrost nowej podaży apartamentów inwestycyjnych do 2024 r. w relacji do podaży na koniec I półrocza 2022 r. dla największego nadmorskiego rynku wyniesie ok. 14%. Największy wzrost oferty zanotuje pojezierze – podaż ma zwiększyć się o 27,5%. Tak duży skok jest jednak efektem niskiej bazy. Warmia i Mazury są najmniej zagospodarowanym do tej pory rynkiem. Jednak nie tylko woda przyciąga sektor condo i apartamentów wypoczynkowych. Do 2024 oferta w górach zwiększy się o 1/5. 12% przyrost podaży zanotują natomiast analizowane w raporcie najważniejsze dla sektora duże ośrodki miejskie.

Podaż nowych projektów i tych będących w planach jest bardzo duża. Zebrane przez nas dane wyraźnie wskazują na kontynuację trendu wzrostowego w tym sektorze rynku. Historia pokazuje jednak, że obiekty tego typu w wielu przypadkach nie mogły osiągać przychodów jakie były obiecywane w prospektach i umowach, co spotkało się z dużym rozczarowaniem nabywców. Inwestycja w sektor condohoteli i apartamentów wypoczynkowych to też spory wydatek. Ich ceny potrafią być wyższe nawet niż w zagranicznych kurortach turystycznych – zaznacza Dariusz Książak.

Eksperci Emmerson Evaluation zaznaczają jednak, że w obliczu spadku zdolności finansowych potencjalnych nabywców i wysokich cen lokali condohotelowych czy wypoczynkowych, popyt na inwestycje w tym sektorze ulegnie ochłodzeniu. Tym bardziej, że deweloperzy coraz rzadziej gwarantują wysokie stopy zwrotu z inwestycji w umowach, jak to miało miejsce dotychczas. Coraz częściej bowiem w praktyce okazywały się one dla klientów nieosiągalne.

W Polsce przybywa condohoteli i apartamentów wypoczynkowych

Wypalone zespoły ds. bezpieczeństwa walczą z atakami o podłożu geopolitycznym i ruchami wewnątrzsieciowymi

VMware opublikował 8. coroczny Global Incident Response Threat Report. Przeanalizowano wyzwania stojące przed zespołami bezpieczeństwa w obliczu pandemii, wypalenia zawodowego i cyberataków motywowanych geopolitycznie — a te, według 65% specjalistów, nasiliły się od czasu inwazji Rosji na Ukrainę. Co więcej, dane z raportu rzucają również światło na pojawiające się zagrożenia, takie jak deepfake, ataki na interfejsy API. Cyberprzestępcy biorą na celownik także tych, którzy reagują na incydenty. 

  • Aby uniknąć kontroli bezpieczeństwa, cyberprzestępcy wykorzystują deepfake podczas przeprowadzania ataków — powiedział Rick McElroy, główny strateg ds. cyberbezpieczeństwa w VMware. Dwóch na trzech uczestników naszego raportu zaobserwowało wykorzystanie złośliwych deepfake’ów przy okazji ataku, co stanowi wzrost o 13% w stosunku do ubiegłego roku. Główną metodą dostarczania jest poczta elektroniczna. Złoczyńcy nie wykorzystują już syntetycznych materiałów audiowizualnych wyłącznie w operacjach wywierania wpływu czy kampaniach dezinformacyjnych. Dziś ich nowym celem jest wykorzystanie tej technologii do kompromitacji organizacji i uzyskania dostępu do ich środowiska. 

Pozostałe wnioski z raportu to: 

  • Wypalenie zawodowe wśród specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa dalej jest poważnym problemem. 47% reagujących na incydenty stwierdziło, że doświadczyło przepalenia lub ekstremalnego stresu w ciągu ostatnich 12 miesięcy, co oznacza niewielki spadek w porównaniu z ubiegłorocznym 51%. Spośród tej grupy 69% (65% w 2021 r.) respondentów rozważało z tego powodu odejście z pracy. Organizacje dokładają jednak starań, aby temu zaradzić — ponad 2/3 ankietowanych stwierdziło, że ich miejsca pracy wdrożyły programy well-beingowe przeciwdziałające wypaleniu zawodowemu. 
  • Twórcy oprogramowania ransomware stosują strategie cyberwymuszeń. Popularność ataków ransomware, wspieranych przez grupy e-przestępcze współpracujące w dark webie, wciąż nie słabnie. 57% respondentów miało styczność z takim zagrożeniem w ciągu ostatnich 12 miesięcy. 2/3 ankietowanych zetknęło się z programami partnerskimi lub partnerstwami między grupami ransomware. Co więcej, najsilniejsze organizacje cyberprzestępcze nadal stosują techniki podwójnego wymuszania, aukcje danych i szantaż. 
  • Interfejsy API to nowy punkt końcowy, stanowiący kolejną płaszczyznę dla napastników. W związku z rosnącym obciążeniem środowiska i aplikacji, obecnie około 23% ataków naraża na szwank bezpieczeństwo API. Do najważniejszych typów zagrożeń należą: narażenie danych (42%), ataki typu SQL i API injection (odpowiednio 37% i 34%) oraz DDoS (33%).   
  • Ruch boczny to nowe środowisko walki. Ruch boczny zaobserwowano w 25% wszystkich ataków, przy czym cyberprzestępcy wykorzystali do penetracji sieci wszystko: od hostów skryptów (49%) i magazynów plików (46%) po PowerShell (45%), platformy komunikacji biznesowej (41%) i .NET (39%). Analiza telemetrii w ramach VMware Contexa wykazała, że tylko w kwietniu i maju 2022 r. prawie połowa włamań zawierała element ruchu bocznego. 

 

  • Aby obronić ciągle rosnącą powierzchnię ataku, zespoły ds. bezpieczeństwa potrzebują właściwego poziomu widoczności w ramach obciążeń, urządzeń, użytkowników i sieci. To umożliwi wykrywanie, ochronę i reagowanie na cyberzagrożenia — stwierdził Chad Skipper, globalny technolog ds. bezpieczeństwa w VMware. Gdy decyzje są podejmowane w oparciu o niepełne i niedokładne dane, hamuje to zdolność do wdrażania granularnej strategii bezpieczeństwa. Wtedy wysiłki w zakresie wykrywania i powstrzymywania bocznego przemieszczania ataków są utrudnione ze względu na ograniczony kontekst systemów. 

 

Niezależnie od zawirowań na rynku i rosnących zagrożeń opisanych w raporcie, specjaliści ds. bezpieczeństwa podejmują walkę – 87% z nich twierdzi, że jest w stanie zakłócić działania cyberprzestępców czasami (50%) lub bardzo często (37%). Wykorzystują w tym celu również nowe techniki. Trzy czwarte respondentów twierdzi, że obecnie wdraża wirtualne patchowanie jako mechanizm awaryjny. W każdym przypadku im większą widoczność mają defensorzy na coraz szerszej powierzchni ataku, tym lepiej będą przygotowani do stawienia czoła niebezpieczeństwu. 

Metodologia 

VMware przeprowadziło w czerwcu 2022 r. ankietę online dotyczącą trendów w zakresie reagowania na incydenty, w której wzięło udział 125 specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa i reagowania na incydenty z całego świata. Procenty w niektórych pytaniach przekraczają 100 procent, ponieważ respondenci zostali poproszeni o zaznaczenie wszystkich odpowiedzi, które mają zastosowanie. Ze względu na zaokrąglenia, wartości procentowe we wszystkich pytaniach mogą nie sumować się do 100 procent. Aby przeczytać zeszłoroczny raport, odwiedź stronę Global Incident Response Threat Report: Manipulating Reality. 

Kiedy UE powinna wprowadzić embargo na rosyjskie węglowodory?

Czy rządowi wolno słuchać w 100% i bez zastrzeżeń oczekiwań społecznych? Czy rząd państwa takiego jak Austria, Niemcy czy Holandia zastanawia się, by natychmiast zerwać z dostawami węglowodorów, energetyki oraz zakończyć handel z Rosją? Zasadniczo wiadomo, że do tego dojść musi – ale czy natychmiast? Większość krajów europejskich poszła ścieżką kunktatorstwa. Obiecywała swoim społeczeństwom szybką zmianę nastawienia i odcięcie się od Rosjan. Nawoływała, przygotowywała społeczeństwa do poniesienia pewnych wyrzeczeń związanych z takim ruchem, ale nie wprowadzała jednostronnie embarga na import węglowodorów czy węgla z Rosji. Tymczasem Polska wprowadziła embargo na import węgla z Rosji. Błędne było myślenie, że Polsce wystarczy węgla bez dostaw z Rosji. W innych krajach europejskich po prostu zajęto się zapełnianiem magazynów, składów. Nawet przy ewentualnym użyciu dostaw ze Wschodu, z Rosji – jednak przede wszystkim po to, by przygotować się do wprowadzenia embarga mając pełne magazyny i zdolności do funkcjonowania społeczeństwa.

– Te postawy, które widzimy obecnie w polityce państw Europy Zachodniej sprawiają wrażenie głębokiego przemodelowania umowy społecznej, jaka jest zawarta w każdym z tych państw. Wydaje się, że społeczeństwa są nieco odważniejsze w swoich oczekiwaniach i zmienia się nastawienie wobec agresora, którym jest Vladimir Putin. Obywatele chcą, by rządy były odważniejsze w proponowaniu i realizacji odseparowania się od Rosji – energetycznego, gospodarczego, biznesowego i politycznego – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Cydejko, publicysta ekonomiczny. – Jest to niezwykle ważny i ciekawy bardzo proces, bo jest także świadectwem tego, jak szybko wolne media i swoboda dostępu do informacji potrafią zmienić nastawienie społeczne – które przecież jeszcze niedawno, jeszcze parę lat temu, zdawało się sprzyjać uzależnieniu państw od tanich surowców, którymi Rosja kusiła obywateli Unii Europejskiej. Obecnie mamy do czynienia z odwróceniem tego trendu. To społeczeństwa są odważniejsze w formułowaniu swoich oczekiwań politycznych. Z tego powodu też wydaje się, że rządy podążą tą ścieżką i będą w coraz większym stopniu odcinać się od Vladimira Putina. W dobrze skomunikowanym układzie władza-społeczeństwo możliwa jest wspólna decyzja o tym, by koszty decyzji politycznej zaakceptować i je ponieść. Z pewnością nie będzie rozruchów w Holandii czy w Niemczech z powodu zerwania stosunków energetycznych z Rosją. Tego typu polityka – przy wolnych mediach i dobrym przepływie informacji – będzie akceptowana społecznie i sądzę, że społeczeństwa zdecydują się ponieść cenę związaną ze zmianą kosztów bezpieczeństwa energetycznego – wyjaśnia Cydejko.

Minimalny podatek CIT ma niewielki wpływ na dochody budżetowe

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) apeluje, aby w ramach obecnie procedowanej nowelizacji ustawy o CIT odejść od wadliwej koncepcji minimalnego podatku dochodowego, która tworzy więcej problemów niż rozwiązuje. Wpływ uchylenia tych przepisów na dochody podatkowe budżetu państwa byłby znikomy i łatwy do zrekompensowania przez bardziej efektywne instrumenty. Jakość i przejrzystość polskiego prawa podatkowego zdecydowanie zyskałaby na likwidacji minimalnego CIT.

Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów dotyczących szacunkowego wykonania budżetu państwa za pierwsze 7 miesięcy bieżącego roku, wpływy z tytułu CIT wzrosły w stosunku do analogicznego okresu 2021 r. aż o 14,6 mld zł, czyli 47,2%. W dyskursie publicznym pojawiła się teza, iż tak znaczący wzrost dochodów budżetowych związanych z opodatkowaniem osób prawnych jest zasługą wprowadzonego w ramach Polskiego Ładu tzw. minimalnego podatku dochodowego. Nie jest to jednak prawdą z bardzo prostej przyczyny – minimalny CIT jest płacony dopiero po zakończeniu roku podatkowego, co oznacza, że do tej pory żadne wpływy podatkowe nie zostały wygenerowane z tytułu tej daniny.

„Przyczyn wzrostu dochodów z CIT należy szukać przede wszystkim nie w nowych rozwiązaniach legislacyjnych, lecz otoczeniu ekonomicznym przedsiębiorstw. Z uwagi na gwałtowny wzrost cen energii oraz jej nośników, spółki z sektora wydobywczo-energetycznego zaczęły bowiem notować znacząco lepsze wyniki finansowe. Jak wynika z danych GUS, tylko w I kw. 2022 r. zysk netto przedsiębiorstw górniczych wzrósł o 257% r/r, a firm wytwarzających i zaopatrujących w energię elektryczną, gaz i ciepło – o 56% r/r. W ujęciu wartościowym, tylko te dwie gałęzie odpowiadają za połowę całkowitego przyrostu wyniku finansowego sektora przedsiębiorstw w Polsce w pierwszych trzech miesiącach roku. W naturalny sposób przekłada się to na równie nagły wzrost odprowadzanego podatku dochodowego. Dalszy wzrost wpływów podatkowych do budżetu państwa, w tym CIT, jest możliwy przede wszystkim dzięki stabilnym i przewidywalnym regulacjom prawa podatkowego oraz dynamicznemu rozwojowi polskiej gospodarki, w tym sektora przedsiębiorstw. Minimalny podatek dochodowy nie wpisuje się natomiast w standardy dobrej legislacji. Mimo wprowadzanych sektorowych wyłączeń, danina ta w dalszym ciągu będzie obciążać firmy, które nie stosują praktyk agresywnej optymalizacji podatkowej, lecz z przyczyn czysto gospodarczych osiągają niski poziom wskaźnika rentowności. Konstrukcja podatku minimalnego liczonego od obrotu przedsiębiorstwa stanowi również fundamentalne zaprzeczenie samej idei podatku dochodowego, zgodnie z którą podatkiem powinny być obciążane firmy wypracowujące zysk, a nie ponoszące straty, gdyż to tylko powoduje pogłębienie ich problemów finansowych, narażając przedsiębiorstwa na upadłość, a tworzone przez nie miejsca pracy na likwidację” – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Od 2022 r. zmiany w uprawnieniach Inspekcji Transportu Drogowego

W 2022 roku wiele się zmieniło w przeprowadzaniu kontroli drogowych zarówno w prawie krajowym, jak i międzynarodowym. Pakiet mobilności wpłynął na funkcjonowanie Inspekcji Transportu Drogowego, co dało możliwość nakładania bardziej dotkliwych kar na kierowców i przewoźników. W niektórych sytuacjach służby kontrolne mogą wyłączyć kierowcę z wykonywania zawodu nawet na kilka miesięcy za manipulacje przy tachografach.  Co jeszcze może kontrolować Inspekcja Transportu Drogowego, a w którym miejscu kończy się zakres jej uprawień? W jaki sposób nowe przepisy wpływają na polską branżę TSL i co trzeba zrobić, żeby uniknąć wysokich kar? Na wszystkie pytania odpowiada Jakub Ordon, regionalny ekspert, Grupa Inelo.

Kontrola ITD – kierowcy pod lupą?

Na początku bieżącego roku, przyjęto nową ustawę, pozwalającą inspektorom Transportu Drogowego wykluczyć kierowców z wykonywania zawodu na wiele miesięcy, jeśli mają oni na sumieniu manipulacje związane z czasem pracy. Podobna sytuacja może spotkać kierowców, którzy w ogóle nie rejestrowali swojej aktywności za pomocą tachografów.

 Inspektorzy transportu w początkowej fazie istnienia przepisu z uwagi na niedoskonałości legislacyjne pozbawieni byli możliwości zatrzymywania uprawnień kierowcom, dopuszczającym się manipulacji, niemniej jednak w dość szybki sposób rozwiązano te niedociągnięcie komentuje Jakub Ordon, regionalny ekspert, Grupa Inelo.

Jak podkreśla ekspert Grupy Inelo, bardzo łatwo jest się narazić na karę. Za przejazd pojazdem ciężarowym czy autobusem po drodze publicznej, bez włożonej karty do tachografu, niezależnie od długości trwania tego zdarzenia, kierowca otrzyma karę w wysokości nie mniejszej niż 2000 zł. Na dodatkową decyzję o nałożeniu kary może liczyć również przewoźnik w wysokości nie niższej niż 5000 zł oraz osoba zarządzająca transportem. Wydaje się, że najbardziej dotkliwą karą dla kierowcy będzie stanowił nowy obowiązek zatrzymania na okres trzech miesięcy uprawnień do prowadzenia wszystkich pojazdów, figurujących w prawo jeździe. Zgodnie z obowiązującymi przepisami możliwe jest również przedłużenie tej decyzji o kolejne pół roku w sytuacji, gdy kierowca ponownie zostanie „złapany” przez służby kontrolne na prowadzeniu jakiegokolwiek pojazdu, nie wykluczając osobówki prowadzonej do celów prywatnych.

W praktyce nieuczciwi kierowcy mogą zostać wykluczeni z zawodu nawet na 9 miesięcy. Przepisy w obecnym kształcie faktycznie spełniają swoją prewencyjną rolę, a w rozmowach z kierowcami zawodowym nie sposób odnieść wrażenie, że polskie prawo na w tym zakresie „dogoniło” Europę. Oczywiście przepis nie został przyjęty przez kierowców z entuzjazmem, lecz nie należy zapominać o celowości wprowadzenia tego rozwiązania, ponieważ ma ono służyć zwiększeniu zachowania bezpieczeństwa w ruchu drogowym oraz walce z nieuczciwą konkurencją w transporcie dodaje Jakub Ordon, regionalny ekspert, Grupa Inelo.

Busy na cenzurowanym

Do nowych uprawnień, które znacznie poszerzają zakres działania ITD. należy możliwość kontrolowania samochodów poniżej 3,5 tony w związku z koniecznością posiadania licencji na przewozy międzynarodowe.

Wcześniej przedsiębiorstwa posługujące się w transporcie pojazdami lekkimi, nie wymagały posiadania specjalnych zezwoleń na prowadzenie działalności, stąd firmy te nie były w kręgu zainteresowań inspektorów transportu drogowego. Inspektorzy ograniczali się do kontroli przepisów ruchu drogowego oraz tonażu  komentuje Jakub Ordon, regionalny ekspert, Grupa Inelo i dodaje, że licencja wspólnotowa na transport wiąże się z koniecznością spełnienia nieznanych dotychczas firmom busiarskim obowiązków.  Transport do 3,5 tony powoli przeżywa pewnego rodzaju rewolucję, ponieważ przedsiębiorcy będą musieli sprostać min. karom administracyjnym, które w nowym porządku prawnym stawiają ich firmy na równi z transportem ciężkim. Przykładowo przekroczenie dopuszczalnej masy całkowitej o zaledwie  „kilogram” ponad dopuszczalną masę całkowitą busa, to kara w wysokości 500 zł. W przypadku wyjścia poza 750 kg dmc przewoźnik zapłaci  2000 zł. Warto zaznaczyć, że jest to zauważalna zmiana w zakresie wzmocnienia działania służb, ponieważ rok wcześniej nienormatywność busów wiązała się jedynie z odpowiedzialnością kierowcy.

Ograniczenia inspektorów za granicą

Pakiet mobilności wprowadził również pewne ograniczenia związane z funkcjonowaniem krajowych służb kontrolnych. Z unijnych przepisów wynika, że możliwości nakładania kar przez polskie służby kontrolne zostały ograniczone w pewnym zakresie i okolicznościach. Dotyczy to głównie incydentów związanych z manipulacją urządzeniami rejestrującymi czas pracy i aktywność kierowców, zaistniałych poza granicami naszego państwa. To wyjątkowa sytuacja, która jest pewnego rodzaju niedoskonałością unijnego systemu prawnego, ale nie powoduje ona paraliżu działań służb kontrolnych, ponieważ spektrum działania inspekcji transportu drogowego jest o wiele szersze.

Te „niedopatrzenie” formalno-prawne wymaga nowelizacji unijnych przepisów, oczywistym jest bowiem fakt konieczność istnienia przepisów, które dają możliwość wykrywania manipulacji i fałszerstw w zakresie czasu pracy kierowców zawodowych na jednolitym poziomie w całej wspólnocie. Obecnie w większości przypadków inspektorzy skupiają się na sprawdzaniu kierowców w systemie bieżących naruszeń, co oznacza, że manipulacja czy fałszerstwo może być wykryte na „gorącym uczynku” – komentuje Jakub Ordon z Grupy Inelo i dodaje, że w sporadycznych sytuacjach inspektorzy zagłębiali się w historyczne zapisy istniejące w tachografach, by dowodzić, w czasie kontroli drogowej,  istnienia manipulacji wykonanej przykładowo 3 tygodnie przed kontrolą na terenie Francji czy Niemiec.

Jak przygotować się do kontroli?

Ostatnie kilka miesięcy stało pod znakiem zmian w prawie międzynarodowym, co związane było z koniecznością dostosowania prawa krajowego do zapisów, wpływających na kontrole zarówno drogowe, jak i te przeprowadzane w siedzibach przedsiębiorstw. O ile kontrole na trasie wymagają od kierowcy min. udostępnienia inspektorom danych z karty i  tachografu oraz podstawowej dokumentacji, te stacjonarne są o wiele dokładniejsze. Polegają między innymi na analizie porównawczej wszystkich danych z tachografów i kart kierowców, jakimi dysponuje przedsiębiorstwo w konfrontacji z danymi pochodzącymi np. z dokumentacji przewozowej z okresu do roku wstecz od dnia podjęcia kontroli przedsiębiorstwa.

Przewoźnicy muszą sprostać również nowym wymogom odnoszącym się do okazywania pełniej ewidencji czasu pracy zatrudnianych kierowców oraz dokumentacji opracowanej przez pracowników w oparciu o art. 12 rozporządzenia 561/2006 , również w zakresie powrotów kierowców trwających do 12 godzin jazdy, do bazy/domu,  na odpoczynek tygodniowy zaznacza Jakub Ordon  – oczywiście, jakie dokumenty będą konkretnie interesowały ITD zostanie przedstawione w zawiadomieniu, które otrzymamy listownie, ok. tygodnia do dwóch przed kontrolą dodaje ekspert.

Unfold.vc inwestuje w AgronetPRO

  • AgronetPRO to polski startup działający w segmencie agrotechnologii. Dzięki zautomatyzowanemu systemowi wspierającemu zarządzanie polami, umożliwia producentom owoców i warzyw bieżące monitorowanie stanu upraw oraz reagowanie na zagrożenia związane z przymrozkami, suszami, szkodnikami czy chorobami.
  • Startup opracował technologię opartą na aplikacji komunikującej się z urządzeniami IoT (internet rzeczy). Na rozwój zintegrowanego systemu, a także wzrost sprzedaży otrzyma łącznie ponad 1 mln PLN od wrocławskiego funduszu vc, który dołączył do grona inwestorów. Agrotechowa spółka szykuje się też na ekspansję zagraniczną.
  • W portfelu Unfold.vc (d. Venture INC) oprócz AgronetPRO znajdują się też m.in.: Brand24, Infermedica, Timecamp, Intelliseq, Pixel Perfect Dude, Exit Plan Games, neurocare group czy GibLib.

Wrocław, 23.08.2022 – AgronetPRO – twórca oraz dostawca aplikacji i czujników wspierających rolników i sadowników w zarządzaniu polami – rozwija się od 2020 roku. To ponad dwa lata temu polski sadownik Kamil Koc, oraz eksperci w dziedzinie oprogramowania oraz tworzenia i wdrażania technologii – Sander de Vries i Dmitry Kolesnikov – postanowili połączyć siły. Rozpoczęli prace nad automatycznym systemem umożliwiającym monitorowanie stanu upraw, integrując stacje pogodowe i modułowe czujniki polowe z autorską aplikacją. Chcieli, by użytkownicy w czasie rzeczywistym otrzymywali informacje mogące zapobiec skutkom m.in. ekstremalnych zjawisk atmosferycznych. O tym, że na rynku brakuje takiego rozwiązania przekonał się już wcześniej Kamil Koc, jeden z founderów startupu. Lokalny przymrozek w jedną noc zniszczył bowiem większą część jego plonów, powodując straty na setki tysięcy złotych.

Dziś, wykorzystująca dane z urządzeń aplikacja AgronetPRO w trybie 24/7 ostrzega użytkowników przed nadchodzącymi przymrozkami, suszą, szkodnikami, a także szczegółowo monitoruje warunki – m.in. stan etylenu, O2, CO2 – w magazynach. System pozwala kontrolować uprawy na dużych obszarach, a czujniki wysyłają dane na urządzenia mobilne nawet co dwie minuty. W startup już uwierzyli m.in. zagraniczni inwestorzy. To francuska Grupa Albatros, do której należą RIMpro czy Tellusia, ale i prywatny inwestor Stefan Sikora – znany w branży za wkład w rozwój zrównoważonego rolnictwa. Łącznie ponad 1 mln PLN na rozwój spółki wyłoży ponadto wrocławski fundusz venture capital Unfold.vc, poszerzając tym samym swój portfel inwestycyjny o sektor AgriTech.

– AgronetPRO, tworzący inteligentny system zarządzania uprawami, w nieco ponad rok objął swoim zasięgiem sady należące do ponad 100 sadowników pozwalając na bieżąco monitorować łącznie około 300 000 ha ziemi. Innowacyjne, skalowalne rozwiązanie spółki szybko zdobywa uznanie, bo odpowiada na potrzeby producentów owoców i warzyw. Zarządzanie uprawami m.in. wobec wymogów klimatycznych obarczone jest bowiem coraz większym ryzykiem. To stwarza rosnącą niszę dla AgronetPRO z sukcesem rozwijającego technologie mające zautomatyzować kontrolowanie upraw, w tym zużycia wody oraz nawozów. Zdecydowaliśmy się zainwestować w spółkę również dlatego, że stoją za nią doświadczeni przedsiębiorcy, doskonale znający swój rynek – podkreśla Rafał Sobczak, managing partner w funduszu Unfold.vc.

AgronetPRO opiera się na technologii LoRaWAN (rozwiązanie dedykowane IoT), bezprzewodowo łączącej urządzenia z internetem i zarządzającej komunikacją pomiędzy czujnikami a systemem informatycznym. Aplikacja informuje użytkowników o wszelkich zmianach wymagających ich uwagi. Prezentuje też szczegółowe analizy i predykcje oparte o dane historyczne. Przedstawiciele spółki podkreślają, że produkt bardzo szybko przyjął się wśród sadowników będących początkowo głównymi klientami firmy. Czujniki AgronetPRO są na tyle wszechstronne, że wykorzystuje się je również w uprawach owoców miękkich (maliny, borówki, truskawki) oraz uprawach tunelowych (np. pomidory, ogórki, papryka).

Bazując na znajomości branży i problemów, z którymi muszą radzić sobie rolnicy w zarządzaniu gospodarstwem, szybko pozyskujemy kolejnych klientów oraz partnerów. Zaczynaliśmy w 2020 r. z dwoma czujnikami w sadzie Kamila. Dziś na polach w całej Polsce jest ich już ponad 300. W ofercie mamy 8 czujników o 13 różnych parametrach, kolejne czekają na realizację mówi Sander de Vries, współzałożyciel i prezes AgronetPRO, który przez ponad 10 lat był konsultantem ds. oprogramowania dla firm polskich i zagranicznych działających m.in. obszarze VR czy IoT.

Rozwiązanie AgronetPRO jest modułowe. Każde urządzenie można zainstalować oddzielnie i w zależności od potrzeb, zmieniać jego miejsce. Kupując więcej niż jedno urządzenie, można skompletować modułową stację meteo dostosowaną do własnych potrzeb. A dzięki temu, podejmować trafne decyzje, optymalizujące koszty  dodaje Kamil Koc, współzałożyciel startupu.

W planie rozwój produktu i ekspansja zagraniczna

Agrotechowy startup chce postawić kolejny krok w kierunku wspomagania efektywności upraw wykorzystując kompleksowe rozwiązania technologiczne. Pozyskane finansowanie przeznaczy więc na rozwój inteligentnego systemu do zarządzania gospodarstwem rolnym. W ramach nowej wersji oprogramowania, możliwe będzie nie tylko rejestrowanie prognozy pogody, aktualnych warunków atmosferycznych czy jakości gleby, ale także monitorowanie całego gospodarstwa. To wszystko dzięki rozwiązaniom chmurowym, przy minimalnym wkładzie użytkowników. Oprócz prac deweloperskich, AgonetPRO ma plan, by rozwijać się nie tylko na rynku lokalnym, ale i poza granicami kraju. Już w 2023 roku produkty spółki dostępne będą bowiem we Francji, otwierając nowy rozdział w rozwoju firmy.

Rolnictwo 4.0 po polsku

Polski rynek AgriTech nie jest jeszcze tak rozwinięty jak ten globalny, ale projekty pokroju AgronetPRO wpisują się w dynamicznie zmieniający się obraz branży również w naszym kraju, i co ważne, w myśl przewodnią polityki unijnej na rzecz zrównoważonej gospodarki. Europejski Zielony Ład zakłada dla sektora rolnego m.in. ograniczenie stosowania chemicznych pestycydów do 50% czy używania nawozów o 20%. Poprawienie efektywności używanej agrochemii wpłynie na zmniejszenie ilości wykorzystywanych środków – do czego dąży agrotechowy AgronetPRO.

Zagrożenie szkodnikami i chorobami rośnie z roku na rok, a z drugiej strony wymagania unijne dotyczące jakości upraw zaostrzają się. Dzięki temu, że wykorzystujemy m.in. zaawansowane modele chorobowe, możemy przewidzieć, czy plony są zagrożone i wskazać właściwe działanie prewencyjne. Co istotne, dużo mniej agrochemii stosuje się w celu zapobiegania chorobie, niż w sytuacji gdy trzeba ją już zwalczać– tłumaczy Sander de Vries.

Jak przyznaje Rafał Sobczak z Unfold.vc, w naszym kraju pomysłów na innowacyjne projekty dla branży rolniczej nie brakuje.

Dostęp w czasie rzeczywistym do informacji o wilgotności gleby, analiza historycznych plonów, mniejsze zużycie wody dzięki zainstalowanym czujnikom i precyzyjniejszym prognozom pogody — to tylko niektóre rozwiązania rozwijane przez Polaków, a jednocześnie korzyści płynące z inteligentnego rolnictwa. Cyfryzacja tego sektora to kierunek, dzięki któremu możliwe będzie podniesienie wydajności upraw, ochrona zasobów czy w końcu polepszenie jakości żywności. Postęp technologiczny w rolnictwie jest najbardziej widoczny właśnie w Europie. Dla spółki to szansa, by wykorzystać ten trend. Widzimy w AgronetPRO obiecujący potencjał rozwoju i wzrostu  – podsumowuje Rafał Sobczak.

Według zeszłorocznego raportu „Technologie w rolnictwie” Fundacji Startup Poland, w 2020 roku w startupy z branży rolno-spożywczej na całym świecie zainwestowano blisko 30 mld USD.

Jak długo EUR/USD będzie poniżej parytetu?

EUR/USD jest cały czas poniżej parytetu. Został nawet przełamany dołek z 14 lipca na 0,9953. Dziś zostaną opublikowane wskaźniki PMI z Europy oraz z USA. Rynek będzie bacznie obserwował te publikacje, gdyż mają one charakter wyprzedzający i mogą dać wskazówkę w jakim kierunku zmierzają gospodarki.

Europejskie wskaźniki prawdopodobnie pokażą słabe wyniki, gorsze od tych sprzed miesiąca. Z uwagi na wysokie ceny energii, presję płacową, niedobory materiałów i problemy w łańcuchu dostaw, brak wykwalifikowanej siły roboczej oraz słabnącą gospodarkę światową, firmy zmagają się z wieloma przeciwnościami. W ostatnich dniach obawy o recesję na Starym Kontynencie wyraźnie wzrosły. To wszystko zasługa ostatnich doniesień z Gazpromu, który to oznajmił, że planuje wstrzymanie prac Nord Stream 1 w okresie 31 sierpnia do 2 września. Wczoraj ceny gazu na holenderskiej giełdzie „wystrzeliły” do poziomu 287 euro za MWh i nadal utrzymuje się na wysokim poziomie. Popyt na surowiec w Europie nadal jest wysoki pomimo ustalonych ograniczeń.

Jeśli dzisiejsze PMI pokażą spadki, wówczas wzmocnią się obawy o recesję co może wywołać dodatkową presję na euro. Wówczas para EUR/USD na dłużej może pozostać poniżej psychologicznej bariery.

Czy może dojść do odbicia na EUR/USD jak miało to miejsce w połowie lipca? Problemy Europy szybko nie miną. To pewne. Zatem ciężko będzie znaleźć konkretne wsparcie dla wspólnej waluty. Odbicie mogłoby nastąpić gdyby mocno wykupiony dolar zaczął tracić a długie pozycje w USD byłyby redukowane. Rynek po części liczy na zwrot w polityce monetarnej Fed-u podczas najbliższego sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole. Inwestorzy pamiętają, że podczas tego wydarzenia poprzedni bankierzy centralni zapowiadali istotne ruchy. W 2015 roku Bernanke – ówczesny prezes Fed – zasygnalizował drugą rundę łagodzenia polityki pieniężnej. Wówczas na rynkach pojawił się optymizm. Historia oczywiście nie musi się powtórzyć. Ostatnie umocnienie USD świadczy o tym, że jednak rynek zaczyna coraz mniej liczyć na złagodzenie tempa zacieśniania przez Rezerwę Federalną. Wypowiedzi przedstawicieli banku centralnego, które pojawiły się w minionym tygodniu, zdecydowanie osłabiły te nadzieje. To jest widoczne na wykresie. Osłabienie USD – i tym samym odreagowanie głównej pary walutowej – mogłoby być możliwe, gdyby z wypowiedzi Powella wynikało, że jednak we wrześniu bardziej prawdopodobna będzie zmiana kosztu pieniądza o 50 bps. Jeśli jednak gdzieś między wierszami Powell wskaże poziom 75 bps, wówczas dolar pozostanie mocny. Wiemy jednak, że prezes Fed jest dużym dyplomatą i prawdopodobnie będzie starał się dać jak najmniej wskazówek, zostawiając sobie duże pole manewru.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Profil Zaufany w podpisywaniu umów

Jak podpisać umowę między dwoma firmami w Internecie i od razu zweryfikować tożsamość stron? Korzystając z e-podpisu z Profilem Zaufanym – to nowość na rynku.

Dwie firmy podpisują umowę o współpracy, sprzedaży czy ugodę. Jak taki dokument skutecznie podpisać online? Można z wykorzystaniem podpisu kwalifikowanego. Obecnie w Polsce korzystają z niego jednak duże firmy, księgowi i prawnicy – w sumie tylko 200 tysięcy Polaków. Coraz więcej firm korzysta za to z niekwalifikowanych e-podpisów. Pozwalają one na zdalne zawieranie umów w tzw. formie dokumentowej. Co do zasady, umowy zawarte w ten sposób są przez prawo traktowane tak samo, jak umowy podpisane własnoręcznie. Problemem jest jednak weryfikacja tożsamości stron. Jak zrobić to sprawnie, bez wychodzenia z domu czy firmy? – radzi notariusz Paweł Orłowski, Prezes Ultima RATIO. Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego przy Stowarzyszeniu Notariuszy Rzeczypospolitej Polskiej w Warszawie.

Przy podpisywaniu umów między dwoma kontrahentami bardzo często zdarza się sytuacja, że umowa zostaje podpisana fizycznie, a przedstawiciele firm wysyłają między sobą skany dokumentów. Oryginały są potem dostarczane pocztą lub na kolejnym biznesowym spotkaniu. Jednak taka praktyka jest stosowana raczej w przypadkach, gdy obie strony już się znają i współpracowały ze sobą. Gorzej jest w sytuacjach, gdy umowę zawierają podmioty, które nigdy wcześniej nie miały ze sobą kontaktu. Pojawia się wówczas ryzyko oszustw poprzez podanie przez drugą stronę nieprawdziwych danych. W Internecie w dalszym ciągu ludzie są w dużej mierze anonimowi. Oczywiście można skorzystać z tak zwanego kwalifikowanego podpisu elektronicznego. W praktyce jest on jednak mało przydatny. Posiadają go księgowi, prawnicy i inni profesjonaliści. Przeciętny Kowalski nie widzi potrzeby, aby osobiście udawać się do specjalnej firmy, aby go wyrobić.

Kwestię tę rozwiązuje e-podpis wprowadzony właśnie przez Ultima RATIO. Dzięki przyłączeniu systemu IT sądu do Węzła Krajowego, przed podpisaniem umowy strony muszą potwierdzić swoje dane przez Profil Zaufany. Nie ma więc potrzeby żmudnej wideo-weryfikacji, przelewów weryfikacyjnych albo badania danych osobowych przez pracowników w terenie.

Profil Zaufany posiada w Polsce prawie 15 milionów obywateli. Teraz mogą oni wykorzystać go, by potwierdzić swoje dane przy zawieraniu takich umów, jak umowy: pożyczki, sprzedaży, zlecenia, o dzieło, współpracy, ubezpieczenia, agencyjnej, o roboty budowlane, kontraktu menadżerskiego, o pracę, ugody a wkrótce umowy leasingu. Wszystkie te umowy można podpisać w naszym systemie. Prawo nie wymaga, aby były one podpisywane własnoręcznie albo z użyciem kwalifikowanego podpisu elektronicznego. W umowach podpisywanych naszym e-podpisem strony nie muszą zawierać klauzul arbitrażowych na Ultima RATIO. Chcemy je jednak do tego zachęcać. Wkrótce możliwe będzie dodanie do każdej takiej umowy pieczęci z zapisem arbitrażowym. W Ultima RATIO. strony prowadzą bowiem sprawy przez Internet. Dowody przedstawiane tą drogą dość łatwo jest jednak podważyć. Kiedy tak się dzieje, opinie grafologiczne znacznie przedłużają czas i podnoszą koszty postępowań. Natomiast dokumenty podpisywane naszym e-podpisem posiadają kwalifikowane pieczęci elektroniczne oraz kwalifikowane znaczniki czasu. Są też przez nasz system automatycznie sprawdzane. Dlatego firmy, które prezentują je w sprawach arbitrażowych, mogą liczyć na jeszcze szybsze postępowania. Dokumentów takich nie da się bowiem ani podrobić, ani przerobić.” mówi notariusz Paweł Orłowski, Prezes Ultima RATIO. Pierwszego Elektronicznego Sądu Polubownego przy Stowarzyszeniu Notariuszy Rzeczypospolitej Polskiej w Warszawie.

Firmy, które wdrożyły nowy e-podpis, zwracają uwagę na prostotę tego rozwiązania.

„Nasza firma zajmuje się finansowaniem produktów i usług w formie subskrypcji. Zawieramy co miesiąc setki umów B2B w całej Polsce, np. na wynajem komputerów czy usług księgowych. Teraz proces ten stał się prostszy i bardziej bezpieczny. Klient otrzymuje wiadomość mail z linkiem do umowy. Aby ją podpisać, musi zalogować się do Profilu Zaufanego. Później podpisanie umowy ogranicza się do jednego kliknięcia. Klient nie musi zakładać konta ani zostawiać swoich danych. Pomimo, że nie było to wymagane, zdecydowaliśmy się także wprowadzić do umów zapisy na Ultima RATIO. Dzięki temu zarówno my, jak i nasi klienci, mają do dyspozycji szybką i prostą ścieżkę załatwienia ewentualnych problemów, które mogą się pojawić po podpisaniu umowy. Decydującą rolę odegrała też wygoda i niskie koszty a także fakt, że korzystamy z ich e-podpisu”. mówi Sebastian Kuk, członek Zarządu WeSub.

Nowi uprawnieni do otrzymania świadczenia pogrzebowego i inne udogodnienia

Nowi uprawnieni do otrzymania świadczenia pogrzebowego i kolejne uproszczenia procedury pochówkowej.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych poszerzy krąg uprawnionych do otrzymania świadczenia pogrzebowego – o niespokrewnionych ze zmarłą osobą. ZUS popiera też zwolnienie z obowiązku umieszczania na fakturach i rachunkach informacji o zapłaceniu gotówką – wynika z korespondencji, jaką otrzymała od tej instytucji Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP). Polska Izba Branży Pogrzebowej od ponad 5 lat należy do FPP i jako reprezentacja tej organizacji uczestniczy w pracach i konsultacjach, których celem jest stałe polepszanie warunków do działania sektora funeralnego oraz jego klientów.

ZUS daje „zielone światło” w kwestii zrównania obcych zmarłej osobie i najbliższej rodziny do wypłaty świadczenia pogrzebowego.

– To niezmiernie ważna kwestia, która dotąd powodowała liczne perturbacje. Dotyczyły one sytuacji, gdy czynnościami pogrzebowymi chciały zajmować się faktycznie bliskie zmarłemu osoby, pozostające jednak bez stosunku pokrewieństwa z nim. Ograniczało to tym samym dostęp do należnego po osobie zmarłej świadczenia, pomimo np. jej ostatniej woli, aby organizacją pochówku zajęli się jej przyjaciele lub sąsiedzi – uważa Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej, która należy do Federacji Przedsiębiorców Polskich.

W korespondencji do Federacji, ZUS pisze: – Po analizie wniosków od świadczeniobiorców oraz wystąpień środowiska zakładów pogrzebowych, (ZUS) podjął w czerwcu br. decyzję o ujednoliceniu zasad występowania z wnioskiem o zasiłek pogrzebowy poprzez dopuszczenie możliwości składania wniosku o zasiłek pogrzebowy wraz z dokumentami za pośrednictwem zakładu pogrzebowego, na podstawie pisemnego upoważnienia udzielonego przez wnioskodawcę zarówno, gdy z wnioskiem o to świadczenie występuje członek rodziny zmarłego, jak i osoba niespokrewniona ze zmarłym.

Zakład wyjaśnia też: – Oznacza to, że w przypadku złożenia za pośrednictwem zakładu pogrzebowego wniosku o zasiłek pogrzebowy wraz z dokumentami, na podstawie upoważnienia wnioskodawcy, ZUS przekaże zasiłek pogrzebowy na konto bankowe zakładu pogrzebowego, który zrealizował usługę pogrzebową niezależnie od tego, czy wnioskodawca jest członkiem rodziny zmarłego czy nie – przeczytać można w piśmie do Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Jedno z kolejnych pytań skierowanych do ZUS dotyczyło odejścia od obowiązku umieszczania na rachunkach i fakturach za usługi pogrzebowe napisu „zapłacono gotówką”. – Z punktu widzenia uprawnień do zasiłku pogrzebowego nie ma potrzeby, aby na rachunkach była zamieszczana adnotacja o dokonaniu zapłaty za usługę – oświadcza ZUS. Zdaniem autorów korespondencji, śmierć osoby co do zasady jest zdarzeniem nagłym, nieprzewidywalnym, natomiast jej pochówek odbywa się w krótkim czasie od zgonu. – W tej sytuacji powszechnie spotykaną jest praktyka, że zakłady pogrzebowe kredytują wykonywane przez siebie usługi, za które oczekują zapłaty w późniejszym terminie. Zapłata ta następuje po otrzymaniu zasiłku z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych – informuje w piśmie do Federacji Przedsiębiorców Polskich Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

Jak wskazuje Polska Izba Branży Pogrzebowej, wiadomym jest, że rodziny osób zmarłych liczą w szczególności na wypłatę zasiłku, a ta zaś mogła nastąpić tylko w przypadku umieszczeniu na fakturze takiej adnotacji.

– Powodowało to liczne niedogodności i ryzyko braku zapłaty przez rodzinę kosztów pogrzebu – przypomina Robert Czyżak.

Polska Izba Branży Pogrzebowej wraz z Federacja Przedsiębiorców Polskich zwróci-ły się do ZUS z pytaniami dotyczącymi min. zasad wypłaty zasiłków pogrzebowych, zrównania osób obcych i najbliższej rodziny jako wnioskodawców o wypłatę należnego świadczenia po zmarłym, likwidacji na fakturach zapisu „zapłacono gotówką” z racji kredytowania przez firmy pogrzebowe kosztów pogrzebu do czasu wypłaty świadczenia ZUS, a także zwiększenia kwoty zasiłku pogrzebowego.

– Chodzi tutaj o podniesienie wysokości zasiłku pogrzebowego do kwoty 5 tys. zł od przyszłego roku. Choć byłoby to zaledwie 1 tysiąc złotych, to trzeba tutaj zwrócić szczególną uwagę na rosnące cały czas składki płacone przez pracodawców, które w naszej ocenie powinny pozwolić podnieść kwotę zasiłku minimum dwa razy – zaznacza Robert Czyżak.

Kierowana przez niego Polska Izba Branży Pogrzebowej ma nadzieję, że kwestia ta zostanie także wkrótce zrealizowana. W odpowiedzi na dotyczące jej pytanie, ZUS wskazuje, że załatwienie jej leży w gestii Ministerstwa Rozwoju i Polityki Społecznej (MRPiS). – W odpowiedzi na interpelację nr 33957 (IX kadencja) wskazano, że obecnie w MRiPS trwają szczegółowe analizy, dotyczące możliwości zmiany wysokości zasiłku pogrzebowego, tak by jego wysokość uwzględniała z jednej strony ponoszone koszty pogrzebu, z drugiej zaś możliwości finansowe FUS i budżetu państwa. Natomiast szacunki ZUS wskazują, że podniesienie kwoty zasiłku pogrzebowego do 4500 zł zwiększyłoby wydatki FUS w 2023 r. o 202,1 mln zł; a z kolei do 5000 zł – o 404,2 mln zł – tłumaczy w piśmie do FPP Zakład Ubezpieczeń Społecznych.

Federacja Przedsiębiorców Polskich wraz Polską Izbą Branży Pogrzebowej reprezentuje m.in. przed stroną rządową interesy całego sektora funeralnego, i to niezależnie, czy dany podmiot należy do Izby, czy też nie. Obecne działania Federacji i należącej do niej Izby koncentrują się na usprawnieniu wszelkich czynności związanych z organizacja pochówków, tak aby jak najbardziej uprościć dotychczasowe procedury, poczynając m.in. od elektronicznej karty zgonu poprzez jego akt zgonu, kończąc na elektronicznym złożeniu wniosku o wypłatę świadczenia z ZUS.

94% ataków ransomware obejmuje próby zniszczenia kopii zapasowych

Niemal wszystkie ataki (94%) wykorzystujące oprogramowanie ransomware obejmują próby zniszczenia kopii zapasowych firmy – wynika z Ransomware Trends Report 2022 firmy Veeam. W 7 na 10 przypadków przestępcom udaje się to przynajmniej częściowo. Aż 76% firm przyznaje, że zapłaciły okup. Jednak co czwarte przedsiębiorstwo mimo spełnienia żądań przestępców nie było w stanie odzyskać zasobów.

Niszczenie backupu kluczowe dla udanego ataku

Mimo rosnącej świadomości dotyczącej ransomware i coraz większej czujności zespołów IT, złośliwe oprogramowanie wciąż najczęściej przedostaje się do firmowych systemów przez błędy użytkowników: phishing, złośliwe linki lub zainfekowane strony internetowe – potwierdziło to 46% badanych firm z regionu EMEA. Wielu zdarzeń można więc uniknąć.

W niemal wszystkich przypadkach atakujący za cel obierali repozytoria kopii zapasowych, aby zwiększyć presję i uniemożliwić ofierze odzyskanie danych bez zapłacenia okupu. Jak wskazuje raport, w 30% przypadków przestępcom udało się uszkodzić znaczącą większość lub wszystkie repozytoria kopii zapasowej, a 38% ofiar przyznało, że część ich repozytoriów została bezpowrotnie utracona. Przeszło jedna czwarta prób przestępców zakończyła się niepowodzeniem. Jedynie 6% ataków nie było wymierzonych w repozytoria backupu ofiary.

Pozbawienie firmy możliwości odzyskania danych jest częstą taktyką przestępców, ponieważ zwiększa prawdopodobieństwo, że ofiara zapłaci okup. Jedynym sposobem zabezpieczenia się przed takim scenariuszem jest posiadanie co najmniej jednej kopii na niezmiennym nośniku lub odizolowanej od sieci (air-gapped). Zapobiega to modyfikacji lub zaszyfrowaniu danych. Informacje są kluczowe dla działania każdej firmy – posiadanie niezmiennych kopii zapasowych umożliwia bezpieczne odzyskanie źródłowych zasobów. Niestety, lokalne realia pokazują, że niewiele firm w Polsce posiada takie bezpieczne kopie danych. Dlatego ataki ransomware mają dla nich bardzo poważne konsekwencje.

Ryzyko utraty danych jak 1 do 3

Większość badanych firm (76%) zapłaciła okup. Niestety, pozwoliło to na odzyskanie zasobów tylko połowie z nich. Jedna na cztery ofiary mimo wpłaty nie odzyskała swoich danych. Ryzyko, że mimo zapłacenia okupu nadal nie będzie dostępu do danych wynosi więc jeden do trzech. 19% firm nie zapłaciło przestępcom, a mimo to udało im się odzyskać dane w inny sposób. Do tego powinno dążyć pozostałe 81% ofiar ransomware.

Trzeba podkreślić, że płacenie cyberprzestępcom za przywrócenie danych nie jest strategią ochrony zasobów. Nie ma gwarancji ich odzyskania, a ryzyko utraty reputacji i zaufania klientów jest bardzo wysokie. Co więcej, takie postępowanie dodatkowo napędza i nagradza działania przestępców.

Mimo wszechobecności ransomware, firmy nie są jednak wobec niego bezradne. Powinny przede wszystkim edukować pracowników i dbać o ich cyfrową higienę – to kluczowe elementy nowoczesnej polityki ochrony danych. Ważne jest też regularne przeprowadzanie rygorystycznych testów rozwiązań i protokołów ochrony zasobów oraz tworzenie szczegółowych planów ciągłości działania oraz przywracania procesów, które przygotują głównych zainteresowanych na najgorsze scenariusze.

Większość ataków wykorzystuje znane luki

W 80% udanych ataków ransomware przestępcy wykorzystali znane luki w zabezpieczeniach, w tym w popularnych systemach operacyjnych i hypervisorach, a także w platformach NAS i serwerach baz danych. Potwierdza to konieczność aktualizowania oprogramowania. Najczęściej szyfrowane były platformy w zdalnych biurach (49% przypadków). W 48% atak objął też serwery w firmowych centrach danych, a w 46% – chmurę. Znacznie wyższy wskaźnik ataków raportowano wśród specjalistów ds. bezpieczeństwa i administratorów kopii zapasowych niż wśród dyrektorów ds. IT lub CISO. Wskazuje to, że osoby będące bliżej problemu dostrzegają więcej zagrożeń.

Nie należy zapominać, że cyberataki to duże zagrożenie dla ciągłości biznesowej firm. Dlatego powinny one zapewnić sobie zdolność do identyfikacji, łagodzenia i usuwania skutków ataków ransomware. Ochrona ciągłości działania przedsiębiorstwa to obowiązek każdego pracownika, nie tylko kierownictwa firmy. Bezpieczna i możliwa do odzyskania kopia zapasowa jest ostatnią linią obrony przed ransomware. Pozwala zminimalizować przestoje w pracy i zapobiec utracie danych, dzięki czemu firma nie musi płacić kosztownego okupu.

Andrzej Niziołek, Dyrektor Regionalny na Europę Wschodnią w firmie Veeam

O badaniu:

W styczniu 2022 r. niezależna firma badawcza na zlecenie firmy Veeam przeprowadziła ankietę wśród 1000 neutralnych liderów IT na temat wpływu ransomware na ich środowiska, a także stosowanych przez nich metod korygowania oraz strategii na przyszłość. Respondenci należeli do jednej z czterech grup: CISO, specjaliści ds. zabezpieczeń, administratorzy kopii zapasowych i specjaliści ds. operacji IT. Osoby te reprezentowały przedsiębiorstwa każdej wielkości z 16 krajów z APJ, EMEA oraz obu Ameryk.