Nawet 7 tysięcy przedsiębiorców nadodrzańskich dotkniętych katastrofą na Odrze. Przedsiębiorcy: „wsparcie w sierpniu albo spirala zadłużenia”

Nawet 7 tysięcy firm dotkniętych kryzysem nadodrzańskim. Działanie wspierające  musi zostać podjęte jeszcze w sierpniu.

Północna Izba Gospodarcza zaprosiła do współdziałania instytucje otoczenia biznesu działające na terenie wszystkich regionów, które dotknięte są katastrofą ekologiczną. Sytuacja jest bardzo poważna, bo zakaz korzystania z Odry trwa od dwóch tygodni i wiele wskazuje na to, że szybko się nie zakończy. – Przedsiębiorcy mówią wprost, że sierpień jest dla nich miesiącem straconym. Nie ma szans na jakiekolwiek przychody zarówno w rybołówstwie, przetwórstwie jak i turystyce czy rekreacji. Jednocześnie przedsiębiorcy wciąż musza płacić leasingi, kredyty oraz zobowiązania wobec pracowników. Kryzys odrzański najmocniej dotyka branże działające sezonowo, boimy się o ich przyszłość – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Lokale gastronomiczne w pospiechu zdejmują szyldy, że oferują „ryby z Zalewu Szczecińskiego”

Według szacunków Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie nawet 7 tysięcy firm może być dotkniętych kryzysem odrzańskim. Mowa o rybakach, producentach ryb, przetwórniach, firmach z sektora gastronomii oraz turystyki i rekreacji. Firmy te od ponad dwóch tygodni odnotowują gigantyczny spadek przychodów, co wiąże się z realnym zagrożeniem ich funkcjonowania.

– Sierpień to dla wielu firm najczarniejszy miesiąc w historii działalności. Wiele przedsiębiorstw dosłownie żyło z Odry. Zakaz połowów oznacza, że wiele kutrów rybackich zostało uziemionych w hangarach. Brak połowu, to brak zysku dla tych firm, ale ta spirala nakręca się dalej, bo bez połowów nie ma szans na sprawne działanie przetwórni ryb czy smażalni. W efekcie coraz więcej firm generuje straty bez perspektywy na szybki powrót do normalnej działalności. Rybacy obawiają się, że kryzys sierpniowy przedłuży się na kolejne miesiące, że nie będzie czego łowić i czego sprzedawać – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej. – Zachodniopomorscy rybacy byli zawsze dumni ze swoich połowów, a lokale gastronomiczne były dumne, że mają „ryby z Zalewu Szczecińskiego”. Teraz szyldy są w pośpiechu zdejmowane, bo konsumenci obawiają się jedzenia świeżo odłowionych ryb. To poważny problem – mówi Hanna Mojsiuk.

Odra była dla przedsiębiorców wielkim atutem, teraz jest przekleństwem

Poważny problem nadal ma turystyka oraz gastronomia. Odra przed kryzysem ekologicznym była turystyczna dumą Szczecina i okolic. Obecnie ośrodki agroturystyczne, wypożyczalnie kajaków, restauracje i sklepy wędkarskie ulokowane nad rzeka świecą pustkami.

– Klienci obawiają się korzystania z kajaków, żaglówek czy łodzi. Rekreacja i sport przestały więc działać w szczycie sezonu. Trudno ocenić, jak wielkie straty to wygenerowało, szacunki nadal trwają. Niektóre firmy już teraz zamknęły działalność, wielu pracowników otrzymało wypowiedzenia. To poważny kryzys, który będzie mieć wpływ na  „życie nad rzeką” na długie lata. Niektórzy obawiają się, że budowany latami wizerunek gmin nadodrzańskich zostanie zburzony i będzie długo kojarzony jako wizerunek miast i gmin, gdzie odra płyną śnięte ryby. W opinii Północnej Izby Gospodarczej należy przygotować strategię komunikacyjna, która po kryzysie odrzańskim pozwoli na wspieranie gmin promocyjnie – dodaje Hanna Mojsiuk.

Warunkiem wsparcia powinna być udokumentowana strata dochodów

Przedsiębiorcy oczekują możliwie szybkiego wsparcia. To jest sytuacja kryzysowa i uruchomione powinny zostać wszelkie środki, które pozwolą przetrwać firmom, które ucierpiały z powodu katastrofy ekologicznej.

– Spotkanie z przedstawicielami Ministerstwa Rozwoju i Technologii pozwoliło nam na przedłożenie postulatów i apeli przedsiębiorców z Pomorza Zachodniego. Teraz czekamy na szybkie działanie. Nie ma stanu klęski żywiołowej, nie ma formalnego lockdownu, musi być więc konkretny plan wsparcia, którego przedsiębiorcy w czasie kryzysu mają prawo oczekiwać od rządzących – mówi Hanna Mojsiuk. – Oczekujemy, że zostanie od wdrożony jeszcze w sierpniu, by przedsiębiorcy nie wpadli w spiralę zadłużenia – mówi Hanna Mojsiuk.

Oczekiwanie przedsiębiorców to wsparcie także branż, które nadal mogą działać (np. gastronomia), ale jednocześnie udokumentują straty wynikające z kryzysu odrzańskiego.

Fatalna sytuacja finansowa emerytów. Mają już ponad 10 mld zł zaległości

Przed emerytami trudny czas. Rosnące w zastraszającym tempie ceny, w tym żywności, energii czy leków, sprawiły, że podstawowe wydatki pochłaniają ich skromny domowy budżet. Pieniędzy nie wystarcza więc też na spłatę bieżących zobowiązań, nakręca się spirala zadłużenia. Z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK wynika, że kwota zaległości osób po 65 r.ż. w czerwcu br. zbliżyła się już do 10,4 mld zł, to o ponad 1 mld zł więcej niż w marcu 2020 r. W ujęciu wojewódzkim najwięcej problemów finansowych mają seniorzy z Mazowsza i ze Śląska, choć rekordzista pochodzi z Lubelszczyzny, 66-latek winien jest ponad 77,5 mln zł. Ponad 60 proc. emerytów wskazuje, że najbardziej ich budżet uszczuplają wydatki na leki.

Osoby starsze wyjątkowo dotkliwie odczuły skutki kryzysu gospodarczego. Zebrane przez BIG InfoMonitor i BIK dane wskazują, że sytuacja finansowa osób powyżej 65 r.ż. wygląda fatalnie na tle pozostałych kategorii wiekowych. Tylko dwie grupy wiekowe powiększyły swoje zaległości i liczbę dłużników od marca 2020 do czerwca br. i poza 45-54 latkami są to właśnie emeryci. Warto pamiętać, że ich portfele zostały znacznie uszczuplone już w czasie pandemii, a galopująca inflacja i drożyzna tylko pogorszyły tę sytuację.

Emeryci kontra inflacja

Mimo że waloryzacja emerytur i rent w 2022 roku była jedną z najwyższych w ostatnich latach, a budżety seniorów w ub.r. powiększyła też 13. i 14. emerytura, to problemów finansowych nie brakuje. Większe świadczenia nie są w stanie zrekompensować im rekordowych podwyżek cen. A podrożało niemal wszystko. Jak podaje GUS[1], ceny towarów i usług konsumpcyjnych w lipcu 2022 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem ub.r. wzrosły o 15,6 proc. Przy czym wzrost cen żywności i napojów bezalkoholowych wyniósł 15,3 proc. Wzrosły też koszty utrzymania domu czy mieszkania, bo znacznie droższe niż w lipcu ub.r. są już opał i gaz (wzrost kolejno o 131,2 proc. i 44,9 proc.). A to właśnie zakupy spożywcze i rachunki za media oraz czynsz otwierają listę najważniejszych wydatków emerytów.

 Im większy wzrost cen, tym większa luka w domowym budżecie. Osoby starsze muszą teraz zaciskać pasa i oszczędzać bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Z badania[2] zrealizowanego na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że w tej grupie wiekowej ponad 80 proc. respondentów gospodaruje żywnością tak, aby nie zmarnować w ten sposób nawet złotówki. Co równie istotne, większość zapytanych emerytów nie pozwala sobie na odrobinę spontaniczności i robi zakupy spożywcze wyłącznie w sposób przemyślany. Ograniczyli także wydatki na rozrywkę, nie planują również w tym roku żadnych wyjazdów [3] – mówi Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor.

To jednak nie wybór, a konieczność. Wiek powoduje, że coraz bardziej dają się we znaki problemy zdrowotne, a nieprzemyślane wydatki mogłyby sprawić, że nie wystarczyłoby na wizytę u lekarza, rehabilitację czy leki. Dane GUS pokazują bowiem, że względem lipca ub.r. mocno podrożało również wszystko, co jest związane z szeroko pojętą ochroną zdrowia. Usługi lekarskie (wzrost o 15 proc.), usługi szpitalne i sanatoryjne (13,4 proc.), urządzenia i sprzęt terapeutyczny (7,3 proc.) oraz wyroby farmaceutyczne (3 proc.). Te zmiany cen są wyjątkowo dotkliwe dla najstarszej grupy wiekowej, zaraz po opłaceniu rachunków i zakupie żywności – dla ponad 60 proc. z nich to właśnie wydatki na leki – najbardziej obciążają ich finansowo, na drugiej pozycji są bilety i paliwo, a na trzeciej znów wydatki związane ze zdrowiem – usługi lekarskie i rehabilitacyjne.

wydatki emerytow
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

Mimo że płatności częściej nie regulują kobiety, to większe długi mają mężczyźni. W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK widnieje bowiem 194 285 pań (zaległość – 4,6 mld zł) i 191 291 panów (zaległość – 5,8 mld zł) po 65 r.ż. Przeważający udział w zobowiązaniach obu płci mają zaległości kredytowe.

zaległości emerytów
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

Najbardziej zadłużeni w tej kategorii wiekowej są mieszkańcy woj. mazowieckiego. Łącznie mają niemal 2 mld zł nieuregulowanych płatności. Kolejne miejsca zajmują zameldowani w województwach śląskim (1,5 mld zł) i dolnośląskim (898,5 mln zł). Najmniej niespłaconych długów mają natomiast osoby z woj. podlaskiego (163 mln zł).

Rekordzista pochodzi jednak z woj. lubelskiego. Mężczyzna zalega bankom i instytucjom finansowym na ponad 77,5 mln zł.

lista zaległości emerytów
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

Dłużnicy – rekordziści po 65 roku życia wg województw

Dłużnicy – rekordziści po 65 roku życia wg województw
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

– Polscy seniorzy muszą w ostatnich latach mierzyć się z wieloma problemami. Osobom, które dodatkowo borykają się z ciężkimi schorzeniami i są zmuszone do licznych wizyt lekarskich i zakupu drogich leków pandemia dała się we znaki. Dostęp do usług medycznych został utrudniony, a to przełożyło się na konieczność korzystania z odpłatnych rozwiązań, które jednocześnie zaczęły znacząco drożeć. No i teraz staja przed dylematem czy zadbać o zdrowie, czy uregulować bieżące rachunki. Niestety, dane zgromadzone w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor wskazują, że spłata zobowiązań często musi poczekać – komentuje Sławomir Grzelczak, Prezes BIG InfoMonitor. – Faktem jest również, że społeczeństwo się starzeje i liczba seniorów z każdym rokiem rośnie, a to także nie pozostaje bez wpływu na statystyki związane z długami – dodaje.

[1] Badanie zostało wykonane przez Instytut ARC Rynek i Opinia na zlecenie BIG InfoMonitor, w listopadzie 2017, metodą wywiadów telefonicznych (CATI), na próbie 502 osób przebywających na emeryturze w wieku 60+ lat (kobiety) oraz 65+ lat (mężczyźni). Próba była reprezentatywna dla populacji kobiet i mężczyzn w przyjętych przedziałach wiekowych. Ponad połowę 502 osobowej próby stanowiły kobiety i mężczyźni między 65 a 74 rokiem życia. 22 proc. badanych przebywało na emeryturze nie dłużej niż 5 lat, kolejne 22 proc. między 6 a 10 lat, 17 proc. od 11 do 15 lat, a niemal 40 proc. badanych przeszło na emeryturę 16 lat temu lub dawniej.

[1] GUS, Wskaźniki cen towarów i usług konsumpcyjnych w lipcu 2022 r., 15.08.2022 r.

[2] Badanie Quality Watch zrealizowane w dn. 15-18 lipca 2022 metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+, Próba: n=1069

[3] Badanie Quality Watch zrealizowane w dn. 3-6 czerwca 2022, przeprowadzone metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+, na próbie reprezentatywnej ze względu na wiek, płeć i wielkość miejsca zamieszkania, Próba: n=1055.

Zaległości podatkowe sięgają niemal 80 mld złotych

Na koniec I półrocza br. zaległości podatników, którzy w danych rejestracyjnych mieli wskazany kod klasyfikacji PKD, przekroczyły 78,9 mld zł. To tylko o 2,4% mniej niż rok wcześniej, gdy ta kwota wynosiła przeszło 80,8 mld zł. Zdecydowanie największe zaległości dotyczą województwa mazowieckiego – aż 39,170 mld zł. Z kolei najniższy wynik w kraju uzyskało warmińsko-mazurskie – 608 mln zł. Natomiast biorąc pod uwagę zaległości w rozbiciu na poszczególne podatki, widać, że w czołówce jest VAT – 70,924 mld, PIT – 4,468 mld zł, a także CIT – 3,465 mld zł.

Delikatny spadek

Jak informuje Ministerstwo Finansów, według stanu na 30 czerwca tego roku, ponad 78,9 mld zł wyniosły zaległości podatników, którzy w danych rejestracyjnych mieli wskazany kod klasyfikacji PKD. To o 2,4% mniej niż rok wcześniej, kiedy kwota ta przekraczała 80,8 mld zł. Zdaniem prof. Adama Mariańskiego, przewodniczącego Komisji Podatkowej BCC i prezesa Polskiego Instytutu Analiz Prawno-Ekonomicznych, można wysnuć wniosek, że rośnie świadomość co do kwestii konieczności regulowania należności publicznoprawnych i konsekwencji, jakie mogą wyniknąć z braku ich uiszczania. Wdrożenie rozwiązań przymusowych, takich jak postępowanie egzekucyjne, łączy się z dotkliwymi i uciążliwymi sankcjami dla podatników, m.in. z zajęciem rachunków bankowych czy mienia ruchomego.

– Spadek zaległości podatkowych to zjawisko bardzo korzystne dla fiskusa i całego budżetu. Jego wartość nie powinna wydawać się zaskakująca, biorąc pod uwagę uwolnienie gospodarki po tzw. pandemicznych latach. Ze względu na zniesienie restrykcji antycovidowych polepszyła się płynność finansowa wielu przedsiębiorców, którzy mogli regulować zaległości podatkowe. Raczej nie zostały one umorzone. Urzędy skarbowe prędzej zgadzają się na ulgi w spłacie takich zobowiązań, odroczenie terminów płatności czy rozłożenie na raty, by nie uszczuplać swoich wyników ściągalności podatków – mówi doradca podatkowy Ewa Flor.

Jak komentuje Marek Niczyporuk, doradca podatkowy i radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI, spadek robi wrażenie wyłącznie w ujęciu kwotowym. I wcale nie musi świadczyć o tym, że organy skarbowe wyegzekwowały konkretną sumę pieniędzy. Zobowiązania podatkowe mogły np. wygasnąć wskutek stwierdzonego przedawnienia, co się zdarza dość często, zwłaszcza po zbadaniu sprawy przez sąd administracyjny. Ekspert zwraca również uwagę na to, że rośnie liczba postępowań upadłościowych, w ramach których dochodzone są także zaległości podatkowe. I dodaje, że po przeprowadzeniu pogłębionej analizy mogłoby się okazać, iż nie było żadnego sukcesu w obszarze ściągalności.

– Spadek w ujęciu kwotowym z pozoru wydaje się wysoki. Jednak należy zaznaczyć, że zaległości podatkowe istnieją na świecie tak długo, jak same podatki. I są niemożliwe do zlikwidowania. W obecnych czasach przyczyn należy poszukiwać w restrykcjach antycovidowych. Zaległości są też skutkiem wojny w Ukrainie i galopującej zmienności prawa podatkowego – dodaje Ewa Flor.

Mazowieckie „liderem”

Biorąc pod uwagę wyniki poszczególnych województw, wyraźnie widać, że zdecydowanie największe zaległości dotyczą mazowieckiego – 39,170 mld zł (rok wcześniej – 38,840 mld zł). Dalej mamy woj. śląskie – 8,944 mld zł (9,953 mld zł), wielkopolskie – 8,232 mld zł (8,325 mld zł), dolnośląskie – 4,571 mld zł (5,377 mld zł), a także małopolskie – 3,754 mld zł (poprzednio 4,211 mld zł). Na końcu listy jest warmińsko-mazurskie – 608 mln zł (663 mln zł). Poprzedza je woj. świętokrzyskie – 772 mln zł (730 mln zł), jak również lubuskie – 815 mln zł (rok wcześniej był to 811 mln zł).

– Województwo mazowieckie plasuje się na pierwszym miejscu, bo tam działa najwięcej firm w Polsce. Natomiast w warmińsko-mazurskim występuje jedna z najmniejszych liczb działalności gospodarczych. W związku z tym finalnie mniej przedsiębiorców ma zaległości podatkowe, co skutkuje ich mniejszą wysokością – zauważa Ewa Flor.

Z kolei patrząc na poszczególne podatki, można zauważyć, że na koniec pierwszego półrocza br. największe zaległości dotyczyły VAT-u – 70,924 mld (rok wcześniej – 72,444 mld zł). Dla prof. Mariańskiego nie stanowi to zaskoczenia. Ze względu na zróżnicowanie wysokości stawek i liczne zwolnienia ten podatek rodzi największe okazje do nadużyć. Ponadto jego płatnikami są zarówno osoby prawne lub inne podmioty nieposiadające osobowości prawnej, jak i osoby fizyczne, prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą.

– W moim przekonaniu, VAT jest na pierwszym miejscu, bo ma najwyższą stawkę podstawową. Jest podatkiem powszechnym, płaconym od niemal każdej transakcji usługowej i towarowej. Do tego organy skarbowe mogą tę samą fakturę dwa razy powiązać z powstaniem zobowiązania podatkowego – po stronie sprzedającego i nabywcy. Co więcej, wciąż odnotowuje się liczne przypadki tworzenia tzw. karuzel vatowskich, czyli mechanizmów do uzyskiwania nielegalnych korzyści podatkowych – zauważa Marek Niczyporuk.

Na kolejnych miejscach w zestawieniu widać PIT – 4,468 mld zł (rok wcześniej – 4,9 mld zł), CIT – 3,465 mld zł (3,477 mld zł), a także PSD (podatek od sprzedaży detalicznej) – 59,8 mln zł (28,6 mln zł), zniesione 80 tys. zł (poprzednio 80 tys. zł). Na końcu jest FIN (podatek od niektórych instytucji finansowych) – 0 zł (rok wcześniej 12 tys. zł).

– Z uwagi na zobowiązanego, z pewnością zaskoczeniem nie jest zerowa wartość podatku FIN. Z kolei, spadek w zakresie podatku PIT, może sugerować, iż szczególnie zobowiązani prowadzący działalność gospodarczą potrzebują uwiarygodnienia w zakresie braku zaległości podatkowych. To można łączyć z aktualną sytuacją gospodarczą, w tym z zapotrzebowaniem na zwiększenie tzw. zewnętrznych form finansowania. Utrzymywanie się zaległości w CIT na podobnym poziomie świadczyć może o stabilnej liczbie podmiotów zobowiązanych do uiszczania tego podatku, a także o stałym problemie w zakresie jego regulowania – tłumaczy prof. Mariański.

Dalsze prognozy

Zdaniem doradcy podatkowego Ewy Flor, w drugiej połowie roku sytuacja z ww. zaległościami może wyglądać podobnie jak w pierwszym półroczu, w którym widać było spadek zaległości rdr. Jednakże tutaj do końca nie można przewidzieć, w jakiej kondycji będzie polska gospodarka. A to będzie miało znaczące przełożenie na działalność firm i ich zdolność regulowania zobowiązań podatkowych. W ocenie eksperta, największe różnice mogą dotyczyć podatku PIT, ze względu na zmiany w skali podatkowej i jej wysokości.

– Uwzględniając zaangażowanie organów w egzekwowanie należności i nowe narzędzia mające usprawnić te działania, zaległości powinny wciąż się zmniejszać. Wobec wzmożonych kontroli, szczególnie w zakresie zwrotów podatku VAT, to największy spadek może dotyczyć właśnie tej daniny. A jeśli sytuacja gospodarcza zacznie się stabilizować, to będziemy obserwować dalszą tendencję spadkową w przypadku CIT-u. Firmy nastawione na inwestowanie i rozwój będą potrzebowały czystego stanu w zakresie należności publicznoprawnych – wyjaśnia prof. Adam Mariański.

Natomiast ekspert z Kancelarii Ars AEQUI spodziewa się, że w drugiej połowie roku 2022 wzrośnie liczba zaległości podatkowych, zwłaszcza w obszarze małych i średnich przedsiębiorstw. One najbardziej odczują zmiany inflacyjne, wzrost kosztów prowadzenia działalności oraz brak możliwości konkurowania z wielkimi markami w dłuższej perspektywie czasowej.

Zwiększa się ryzyko niewypłacalności i upadłości przedsiębiorstw w Polsce

Europa jest zależna od gazu płynącego z Rosji i nadal nie wiadomo, jak będą się kształtowały kolejne miesiące – zwłaszcza zimowe. Już teraz widać, że przedsiębiorstwa muszą więcej płacić za energię, za wkłady do produkcji, za części, za komponenty. To dotyczy nie tylko Europy, ale całego świata. Sytuacja zmieniła się w porównaniu do tego, co można było obserwować podczas pandemii. W pierwszych fazach pandemii było dosyć duże wsparcie środków rządowych, które pomagały przedsiębiorstwom zachować płynność. Te środki zostały już wycofane – tylko w nieznacznym stopniu czasami wspomagają firmy. To przekłada się na wyższe ryzyko niewypłacalności przedsiębiorstw – widać nie tylko opóźnienia płatności, ale także w wielu krajach rosną niewypłacalności i upadłości przedsiębiorstw. W związku z tym rośnie też ryzyko biznesowe w wielu krajach na świecie.

– Ostatnia rewizja ocen ryzyka krajów, którą przeprowadziliśmy potwierdza, że niestety ryzyko przedsiębiorstw na świecie rośnie i dotyczy to wielu krajów na świecie. Oceny ryzyka krajów, które prowadzi Coface są podobnym narzędziem, które stosują agencje ratingowe. Natomiast my skupiamy się nie tyle na ocenie kraju jako emitenta długu publicznego – co robią właśnie agencje ratingowe – ale na ocenie sektora przedsiębiorstw, ryzyka niewypłacalności przedsiębiorstw w poszczególnych krajach i oczywiście bierzemy pod uwagę podobne wskaźniki, jak agencje ratingowe – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface. – Czyli chociażby wskaźniki dotyczące sytuacji gospodarczej, finansowej, politycznej w danych krajach. Ale dodajemy do tego także nasze doświadczenia płatnicze – to są dane płynące z naszych wewnętrznych baz, plus dodatkowo ocena klimatu biznesowego. W ramach tej ostatniej rewizji ocen dokonaliśmy zaledwie dwóch podwyższeń ocen, a aż 19 obniżeń. ocen. Obniżenie oceny jest równoznaczne z tym, że ryzyko wzrosło. Wyższe oceny otrzymały tylko Brazylia i Angola. Jeśli chodzi o oceny obniżone, to większość krajów – bo aż 16 – pochodzi z Europy. Dotyczy to również Polski – której ocena spadła z poziomu A3 do A4. Skala od A1 to poziom najbezpieczniejszy – najniższego ryzyka, przez A2, A3, A4, które można mówić, że są poziomami ryzyka jeszcze akceptowalnego, dalej mamy B, C, D, E. E to już ryzyko ekstremalne – jak na przykład Syria, gdzie ciężko jest prowadzić działalność biznesową – wyjaśnia Sielewicz.

Krótkotrwały rajd dolara? Słabsze dane z polskiego przemysłu

Piątkowe dane okazały się słabsze dla gospodarki, ale lepsze dla naszych portfeli. Może produkcja przemysłowa spowalnia, ale za to wynagrodzenia i zatrudnienie rosną.

Produkcja przemysłowa spowalnia

W piątek poznaliśmy ważne odczyty z Polski. Produkcja przemysłowa zgodnie z oczekiwaniami miała spowolnić z 10,4% do 7,8%. Finalny odczyt wyniósł jednak 7,6%. Są to słabsze dane, ale jeszcze nie można mówić o jakimś wyraźnym strukturalnym problemie. Wraz z wolniejszym wzrostem produkcji przemysłowej widzimy również szybszy od oczekiwań spadek inflacji producenckiej. Brzmi to niby dobrze, aczkolwiek trzeba pamiętać, że to spadek do 24,9%, czyli nadal prawie 10% ponad inflację konsumentów. Oznacza to, że koszty produkcji nadal mają dużą presję na wzrost cen. W rezultacie tych danych pierwszy raz od przełomu lipca i sierpnia euro podrożało powyżej 4,75 zł.

Płace rosną

Zgodnie z danymi opublikowanymi przez GUS w piątek przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło do 6778,63 zł. Oznacza to, że płace rosną o 15,8% w skali roku. To 0,2% szybciej niż wzrost inflacji. Problem w tym, że wzrost inflacji jest niestety znacznie bardziej równomiernie rozłożony niż wzrost płac. Spora część z nas niestety nie nadrobi inflacji podwyżkami. Mocniej od oczekiwań rośnie też jednak zatrudnienie. Oznacza to, że jeszcze trudniej będzie na rynku pozyskać specjalistów. Proces ten zwyczajowo przekłada się na wzrost płac. Tym bardziej że już teraz mamy rekordowo niskie bezrobocie, a przynajmniej najniższe od fikcji pełnego zatrudnienia.

Dolary wciąż atrakcyjne

Na rynku widzimy zwiększone zainteresowanie dolarem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że równolegle rośnie rentowność obligacji amerykańskich. Środki nie płyną zatem na ten rynek. Najwyraźniej inwestorzy uwierzyli w wyższe od oczekiwań podwyżki stóp procentowych. Od kilku dni szansa na wzrost o 0,75% na wrześniowym posiedzeniu wyraźnie zyskuje na popularności. Od dzisiaj jest to już scenariusz dominujący. Dolar ponownie zrównuje się obecnie z euro. Patrząc jednak na rynki obligacji czy akcji, które też złapały zadyszkę, ciężko wskazać gdzie te środki trafią. Część analityków spekuluje zatem, że może to być ruch krótkoterminowy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Czy Polaków już nie stać na oszczędzanie i inwestycje? Wygranymi są młodzi z najmniejszymi zobowiązaniami

W pierwszym półroczu 2022 roku prawie połowie Polaków nie udało się zaoszczędzić (47%). Wśród tych, którzy to zrobili (53%), jedynie 27% postanowiło zainwestować odłożone środki finansowe. Najczęściej na ten ruch decydowały się osoby z najmłodszych grup wiekowych czyli 18-24 lata. Byli oni również najliczniejszą grupą oszczędzających (71%). Podium najczęściej wybieranych przez Polaków aktywów zajmują kolejno lokaty (34%), kryptowaluty (18%) i złoto (15%) – wynika z badania firmy Tavex zrealizowanego przez Opinia24. Nieruchomości w analizowanym okresie znalazły się poza top 3. Czy w związku z pożerającą nasze oszczędności inflacją, nieruchomości jako środek pomnażania swoich środków finansowych odejdą w cień? Jak będzie zmieniać się inwestycyjny klimat Polski?

Niepewne środowisko

W realiach dominującej niepewności na rynkach finansowych oraz przeświadczenia o zwiększonym ryzyku inwestycyjnym, z jednej strony wiele osób może obawiać się lokowania swoich zaoszczędzonych środków finansowych w aktywa w strachu przed ich utratą, z drugiej chce zainwestować, aby zatrzymać ich wartość.

W I półroczu 2022 roku tylko 53% Polaków zaoszczędziło. Co istotne, jedynie 27% z nich zdecydowało się zainwestować. Zarówno w przypadku odkładania, jak i inwestowania środków finansowych prym wiodą najmłodsi.

Przykładowo aż 71% osób w przedziale 18-24 lata zaoszczędziło, stając się tym samym liderem na tle pozostałych grup. Respondenci w pozostałych przedziałach wiekowych – 25-34 lata (59%), 35-44 lata (53%), 45-54 lata (51%), 55-64 lata (50%), 65+ (42%) – już nieco mniej licznie odkładali zarobione środki finansowe.

Podobnie w zakresie chęci pomnażania swoich oszczędności. Najliczniej aktywność inwestycyjną w I półroczu br. deklarowali młodzi: 31% osób w grupie 18-24 lata oraz 31% respondentów w wieku 25-34 lata. Tuż za nimi byli ankietowani w przedziale 55-64 lata (29%) i kolejno: 35-44 (28%), 45-54 lata (21%) oraz 65+ (17%).

Powodem takiej sytuacji może być fakt, że osoby najmłodsze nie mają jeszcze tylu zobowiązań finansowych, a przede wszystkim kredytów mieszkaniowych, które po podwyżkach stóp procentowych mogły znacząco uszczuplić budżety domowe osób, które je zaciągnęły.

Potwierdzają to dane BIK S.A. za I półrocze 2022 r., według których niecałe 8% kredytobiorców (według liczby udzielonych kredytów) i nieco ponad 6% (według wartości udzielonych kredytów) to właśnie osoby do 25 r.ż. Natomiast osoby od 26 do 44 lat to największa grupa kredytobiorców: 77% (według liczby udzielonych kredytów) i ponad 80% (według wartości udzielonych kredytów).

Inwestycyjne typy Polaków

Na co stawiają Polacy, gdy zdecydują się zainwestować zaoszczędzone pieniądze? Badanie firmy Tavex pokazuje, że podium należy do lokat (34%), kryptowalut (18%) oraz złota (15%). Co ciekawe, za sprawą obecnej sytuacji (rosnącej inflacji oraz stóp procentowych) nieruchomości, które jeszcze niedawno były w czołówce rankingu obecnie znajdują się o 2 p.p. poniżej top 3.

Warto wiedzieć, że przy obecnej sytuacji rynkowej nie jest łatwo wybrać całkowicie bezpieczne inwestycje, które uchroniłyby oszczędności przed inflacją i przyniosły oczekiwany zysk. Nie ma się co dziwić, że w środowisku comiesięcznych podwyżek stóp procentowych oraz rosnącej inflacji społeczeństwo rezygnuje z zakupu nieruchomości. Chętniej za to stawiamy na aktywa, które gwarantują przeniesienie wartości pieniądza w czasie, jak np. złoto. Potwierdzają to również nasze wyniki sprzedaży złota, które zanotowały około 12% wzrost porównując I kwartał 2021 roku do I kwartału 2022 roku mówi Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex. Najlepszym sposobem ochrony zaoszczędzonych środków finansowych – nie tylko w momentach globalnego risk-offu – jest dywersyfikacja aktywów oraz systematyczne inwestowanie nawet małych kwot – dodaje.

Najmłodsi respondenci wybierają kryptowaluty (41%), złoto (28%) oraz lokaty (21%). Osoby w grupie wiekowej 25-34 lat zapytane o to, w co najczęściej inwestują, w większości wskazywały lokaty (31%), kryptowaluty (25%) oraz nieruchomości (20%).

Osoby z przedziału wiekowego 35-44 chcąc pomnożyć swoje środki finansowe stawiają najczęściej na lokaty (34%), nieruchomości (16%) i fundusze inwestycyjne (16%) oraz kryptowaluty (14%). Natomiast respondenci 45-54 lata inwestują w lokaty (34%), fundusze inwestycyjne (22%) oraz obligacje Skarbu Państwa (16%). Respondenci 55-64 lata na sposób pomnożenia oszczędności wybierają lokaty (53%), obligacje Skarbu Państwa (14%) oraz złoto (12%). Natomiast osoby powyżej 65 r.ż. lokaty (51%), fundusze inwestycyjne (13%), a także złoto (12%) i obligacje Skarbu Państwa (12%)

Nasze badania pokazują, że każda grupa wiekowa ma swój własny schemat inwestowania. Istotne jest to, aby kształtować go samodzielnie, dobierając odpowiednie aktywa i nie polegać głównie na panujących trendach. Inwestowanie – niezależnie w jakie aktywo – powinno polegać m.in. na nieustannej ocenie ryzyka wskazuje Aleksandra Olbryś, analityk ds. rynku metali szlachetnych, Tavex.  Analiza naszych danych pokazuje, że w I półroczu 2022 roku pierwsze trzy grupy wiekowe nadal stawiały na kryptowaluty licząc zapewne na szybki zwrot. Ciekawe będą jednak kolejne badania, które obejmą okres znacznych spadków na tej giełdzie, po którym mogliśmy obserwować wycofanie się wielu dużych inwestorów, jak np. Tesla. Przyszłość nieruchomości jest również wielką niewiadomą. Można jednak podejrzewać, że w najbliższym czasie czeka nas przestój na tym rynku – dodaje.

Koniec eldorado w budownictwie mieszkaniowym

Najnowsza informacja GUS, komunikująca wstępne wyniki budownictwa mieszkaniowego w lipcu oraz w okresie siedmiu miesięcy bieżącego roku, wreszcie zakomunikowała korelację danych inwestycyjnych mieszkaniowego rynku pierwotnego z postępującym już czwarty kwartał z rzędu załamaniem sprzedaży lokali deweloperskich. Tym samym inwestycyjne eldorado budowniczych mieszkań definitywnie dobiegło końca.

Pogłębiająca się od końca ubiegłego roku przewaga podaży nad popytem na pierwotnym rynku mieszkaniowym bardzo długo, bo przez ponad pół roku, nie znajdowała potwierdzenia w GUS-owskich danych budownictwa mieszkaniowego, które aż do czerwca utrzymywały się na relatywnie niezłych poziomach. Co więcej, czerwcowe statystyki nowych pozwoleń na budowę ogółem zanotowały swój rekordowy wynik na poziomie blisko 35 tys. przedmiotowych decyzji administracyjnych, a rozpoczęte inwestycje osiągnęły jeden z największych miesięcznych wolumenów w historii.

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl tego typu sytuacja wynikała przede wszystkim z terminu wejścia w życie przepisów nowej ustawy deweloperskiej, przed którą deweloperzy do ostatniej chwili starali się uchronić maksymalną liczbę swoich nowych budów. Tym samym dopiero lipiec miał pokazać faktyczny potencjał inwestycyjny pierwotnego segmentu rodzimej mieszkaniówki, w okresie załamania koniunktury sprzedażowej. I jak się okazało, w pełni ten potencjał obnażył.Statystyki GUS na temat budownictwa mieszkaniowego - lipiec 2022

Spadek liczby nowych pozwoleń na budowę

Jak zwykle najciekawiej zaprezentowały się GUS-owskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym, które aż do połowy roku w żaden sposób nie komunikowały braku słabnięcia rynkowej euforii inwestycyjnej. Tymczasem w lipcu nastąpiło spektakularne tąpnięcie przedmiotowych statystyk, które ogółem zaliczyły zjazd o 24 proc. w relacji rdr i aż 37 proc. mdm. Na taki spadek zapracowali głównie deweloperzy, którzy w tegorocznym czerwcu rezultatem blisko 26 tys. pozwoleń pobili swój rekord z grudnia 2020 roku, natomiast miesiąc później z wynikiem zaledwie 14 tys. decyzji zeszli do najniższego poziomu od dwóch lat.

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl nowe pozwolenia na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów oraz wiarygodnym wskaźnikiem ich optymizmu inwestycyjnego. Uwzględniając jednak efekt znacznej różnicy w czasie od złożenia wniosku o pozwolenie do momentu jego uzyskania, na potwierdzenie tezy o znacznym pogorszeniu nastrojów inwestorów, zarówno instytucjonalnych jak i tych budujących na własne potrzeby, przyjdzie jeszcze nieco poczekać. W przypadku deweloperów bowiem wynik za 7 miesięcy br. jest tu wciąż o 4 proc. lepszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku

Niestety podobnie pesymistycznie ma się sytuacja z nowymi inwestycjami. Jak zauważa portal RynekPierwotny.pl w lipcu było ich ogółem niewiele ponad 16 tys., czyli aż o 37 proc. mniej rdr i o jedną trzecią słabiej mdm. Tymczasem sami deweloperzy osiągnęli w minionym miesiącu wynik rzędu zaledwie 8,4 tys. rozpoczętych mieszkań, czyli jeden z najgorszych w rynkowej historii, i o blisko połowę gorszy zarówno w relacji rdr jak i mdm.

Tak spektakularny zjazd to oczywiście w pierwszym rzędzie efekt zakończenia batalii o ochronę bieżących inwestycji przed regulacjami noweli ustawy deweloperskiej, która wchodząc w życie z początkiem lipca, dość poważnie skomplikowała działalność gospodarczą branży budowniczych mieszkań. Tym samym zarówno ogółem, jak i u samych deweloperów w ramach nowych budów mamy słabsze 7 miesięcy roku względem analogicznego okresu ub. roku już o ponad jedną piątą.

Co czeka mieszkaniówkę w najbliższych miesiącach?

W związku z tym, kwestią pozostaje jedynie skala osłabienia aktywności inwestycyjnej deweloperów w drugim półroczu. Oni sami oceniają tegoroczny spadek nowych inwestycji na mniej więcej 40 proc. względem roku poprzedniego, czyli dwukrotnie więcej niż po siedmiu miesiącach tego roku.

Podobnie słabo zapowiada się aktywność inwestorów budujących na własne potrzeby. W tym przypadku lipiec okazał się już kolejnym bardzo słabym okresem, zapowiadając dalsze spadki wolumenów budów domów jednorodzinnych w kolejnych miesiącach. Przyczyną są tu przede wszystkim rosnące koszty budowy połączone z załamaniem zdolności kredytowej Polaków.

Z kolei statystyki lokali oddawanych do użytkowania, najmniej istotne dla oceny bieżącej koniunktury, wciąż trzymają się na przeciętnych poziomach, bliższych dolnemu zakresowi wahań. W tym przypadku zdecydowanego regresu nie należy oczekiwać w najbliższej przyszłości, co jest oczywistym efektem charakteru tej kategorii danych, odzwierciedlających stan koniunktury rynkowej sprzed około 2 lat.

W sumie lipcowe tąpnięcie wyników inwestycyjnych rynku mieszkaniowego jest zjawiskiem nie tylko powszechnie spodziewanym, ale w obecnej sytuacji rynkowej jak najbardziej naturalnym. Prosperity budownictwa mieszkaniowego definitywnie dobiegło końca, a kwestią sporną może być obecnie jedynie przewidywanie terminu kolejnego cyklicznego ożywienia.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Projekt dotyczący stacji kontroli pojazdów trafił do Sejmu

Rządowy projekt zmiany ustawy Prawo o ruchu drogowym, w zakresie badań technicznych pojazdów, trafił do Sejmu. System badań w Polsce zostanie dostosowany do przepisów Unii Europejskiej, a nieprawidłowości w jego funkcjonowaniu będą ograniczone – zapowiada Ministerstwo Infrastruktury.

Przedstawiciele ministerstwa zapowiedzieli, że rząd dąży do stworzenia spójnego systemu nadzoru nad badaniami technicznymi pojazdów oraz działalnością SKP, co ma zapewnić wysoki poziom kontroli na stacjach i poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego. Nowe rozwiązania mają zapewnić sprawne reagowanie, eliminowanie nieprawidłowości oraz zapobieganie im.

Stacje kontroli pojazdów pod nadzorem TDT

Projekt przewiduje wprowadzenie organu pełniącego nadzór nad prawidłowością przeprowadzania badań technicznych, umieszczania cech identyfikacyjnych oraz dokonywania innych czynności diagnosty związanych z dopuszczeniem pojazdu do ruchu. Ma się to przyczynić się do podniesienia jakości wykonywanych badań technicznych, czego efektem będzie wyeliminowanie z ruchu pojazdów w złym stanie technicznym.
Nadzór nad badaniami pełnić będzie dyrektor Transportowego Dozoru Technicznego, natomiast starosta pozostanie organem nadzoru nad przedsiębiorcami prowadzącymi stacje kontroli pojazdów oraz ośrodki szkolenia diagnostów.

Nowe zasady egzaminowania diagnostów SKP

Zmiany w ustawie przewidują stworzenie nowego systemu egzaminowania i szkolenia diagnostów. Określone zostaną szczegółowe wymagania dla ośrodków szkoleniowych dotyczące zarówno infrastruktury jak i wykładowców. Powstać ma również nowy system prowadzenia egzaminów oraz obowiązkowych szkoleń uzupełniających dla diagnostów, za który odpowiedzialny będzie dyrektor Instytutu Transportu Samochodowego. Wszystko to ma na celu podniesienie kwalifikacji diagnostów, dzięki czemu badania będą prowadzone rzetelniej.

W celu sprawnej wymiany informacji z Komisją Europejską i innymi państwami UE utworzony zostanie Krajowy Punkt Kontaktowy do spraw Badań Technicznych. Zmiany mają wejść w życie z początkiem przyszłego roku.

Nowe przepisy dot. SKP – opinia branży

– System badań technicznych wymaga zreformowania, co zresztą postulujemy od lat. Po naszych drogach wciąż jeździ zbyt dużo pojazdów, które nie powinny zostać dopuszczone do ruchu. Z zadowoleniem przyjmujemy zatem skierowanie na ścieżkę ustawodawczą projektu zmian w ustawie, który przewiduje na przykład wykonywanie zdjęć pojazdu podczas badania technicznego. Już sam ten wymóg wyeliminuje najbardziej rażące przypadki naruszeń w zakresie badań technicznych. Liczymy, że będą temu towarzyszyć odpowiednie przepisy wykonawcze, które sprawią, że zakładane cele zostaną zrealizowane, a poziom bezpieczeństwa ruchu drogowego się podniesie – mówi Tomasz Bęben, dyrektor zarządzający Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych.

Polska Izba Stacji Kontroli Pojazdów również oczekuje zmian w zakresie funkcjonowania SKP:

– Nasze środowisko opowiada się za wprowadzeniem europejskich standardów w systemie badań technicznych. Doskonale wiemy, jak ważną rolę odgrywa on w zapewnieniu bezpieczeństwa ruchu drogowego i zapewniam, że stacje kontroli pojazdów chcą swoje obowiązki wykonywać rzetelnie. Oczekujemy, że w ślad za zmianami przewidzianymi w projekcie ustawy pójdą następne i wreszcie zwaloryzowane zostaną opłaty za badania, których cena nie zmieniła się prawie od dwóch dekad. Jeśli system badań technicznych ma być sprawny i wydolny, prowadzenie stacji kontroli pojazdów musi być rentowne, co w obecnych warunkach jest trudne do osiągnięcia – wyjaśnia Marcin Barankiewicz, prezes PISKP.

Inwestycje i produkcja stanęły. Niemal połowa firm obawia się jeszcze gorszego scenariusza w drugiej części roku

Recesja w polskim przemyśle trwa, co potwierdza najnowszy branżowy odczyt Barometru EFL. Subindeks dla branży produkcyjnej na III kwartał br. wyniósł 47,7 pkt., czyli tyle samo, ile w poprzednim kwartale. Tak niskiego wyniku nie mieliśmy od ponad 2 lat – w maju 2020 roku wyniósł 45,9 pkt. Ochłodzenia w kolejnych miesiącach spodziewa się niemal dwa razy więcej firm produkcyjnych niż w II kwartale. W opinii 46% zapytanych kondycja branży pogorszy się w związku z gospodarczo-politycznym otoczeniem, trzy miesiące wcześniej uważało tak 26% zapytanych. Widać stagnację w inwestycjach – aż 84% przedsiębiorców nie spodziewa się tutaj żadnych zmian, a 14% obawia się ich spadku.

– Wyniki naszego branżowego Barometru dla produkcji są zbieżne z danymi Głównego Urzędu Statystycznego. Już od trzech miesięcy produkcja przemysłowa, choć rok do roku jest wyższa, w ujęciu miesięcznym spada. Analitycy zgodnie spodziewają się, że w drugiej części roku nie ma co liczyć na odwrócenie tego trendu, głównie z uwagi na rosnące ceny energii i wysoką inflację. Pesymistycznie w przyszłość spoglądają sami zainteresowani, wśród których niemal co drugi uważa, że w kontekście obecnej sytuacji społeczno-polityczno-gospodarczej, kondycja branży przemysłowej pogorszy się. Jeszcze trzy miesiące temu taką opinię wystawił co czwarty zapytany – powiedział Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Produkcja stoi

Subindeks Barometru EFL na III kwartał br. dla branży produkcyjnej wyniósł 47,7 pkt., tyle samo ile w drugim kwartale tego roku. Jest to najniższa wartość wskaźnika od początku pandemii COVID-19 w Polsce, kiedy w maju 2020 roku wartość subindeksu wyniosła 45,9 pkt. W najnowszym pomiarze przemysł odnotował trzecią najniższą wartość wśród sześciu badanych branż, po handlu (45,5 pkt.) i usługach (47 pkt.).

Inwestycje stoją

W III kwartale br. zdecydowana większość firm produkcyjnych (84%) planuje podobny poziom inwestycji co w poprzednich miesiącach, a 24% spodziewa je zmniejszyć. Tylko 2% firm myśli o większych nakładach inwestycyjnych.

Nieco lepiej niż w inwestycjach przedstawiciele branży prognozują sprzedaż. 18% liczy na jej wzrost (w II kwartale br. – 22%), 46% spodziewa się podobnego poziomu zamówień co w poprzednim kwartale, a 34% obawia się ich spadku (w II kwartale br. – 32%).

Niestety płynność finansowa firm produkcyjnych nie wygląda najlepiej. Co trzecia obawia się jej pogorszenia w II kwartale br. (34%). Tylko 18% liczy na jej poprawę.

Wojna trwa

Produkcja podobnie jak w poprzednim pomiarze bardziej odczuwa negatywny wpływ wojny toczącej się na terenie Ukrainy niż skutki pandemii. 64% firm uważa, że to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, ma niekorzystny wpływ na ich działalność (z czego 15% – bardzo niekorzystny i 49% – raczej niekorzystny). W przypadku COVID-19 – na jej negatywny wpływ wskazuje 40% zapytanych (z czego 9% – zdecydowanie niekorzystny, a 31% – raczej niekorzystny). Warto jednak podkreślić, że odsetek respondentów oceniających, że koronawirus ma negatywny wpływ na ich działalność jest najwyższy wśród wszystkich 6 badanych branż.

EFL w badaniu Barometr po raz kolejny zapytał przedstawicieli polskiego przemysłu, czy w obecnej sytuacji społeczno-polityczno-gospodarczej, sytuacja w ich branży w ciągu najbliższych 6 miesięcy poprawi się, pogorszy czy pozostanie bez zmian. Prawie połowa odpowiedziała, że się pogorszy (46%), 39% – że pozostanie bez zmian, a tylko 3% przedsiębiorców wskazało na poprawę sytuacji.

Wartość głównego indeksu Barometru EFL na III kwartał 2022 roku wyniosła 47,6 pkt. Osiągnięty poziom jest o 1,1 pkt. niższy niż w II kwartale 2022 roku.

***

Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się od 28 czerwca do 11 lipca 2022 roku.

Nowe prawo grup spółek. Rząd tworzy reguły funkcjonowania holdingów i koncernów spółek kapitałowych

Już wkrótce – 13 października 2022 roku, wejdzie w życie nowelizacja prawa spółek handlowych, wprowadzająca nowe regulacje dotyczące grup kapitałowych – holdingów i koncernów. Przedmiotem najważniejszych zmian są przepisy regulujące funkcjonowanie grup spółek, dominujących i zależnych, oraz zasady zarządzania i nadzoru nad nimi. Zmiany dotyczą również spółek kapitałowych ogółem, przewidując szczególne wzmocnienie pozycji rad nadzorczych czy precyzując zasady kadencyjności członków zarządu. Ustawa modyfikuje też podstawy wymiaru składki zdrowotnej niektórych podmiotów. Już wkrótce do nowych przepisów Kodeksu spółek handlowych i innych zmienionych nowelizacją ustaw swoją działalność będą musieli dostosować przedsiębiorcy.

Prawo holdingowe a Kodeks spółek handlowych

Zgodnie z uzasadnieniem ustawy dla właściwego zrozumienia zmian należy odróżnić kwalifikowany stosunek dominacji i zależności „grupy spółek” w rozumieniu prawa holdingowego (prawo koncernowe) od „zwykłego” stosunku dominacji i zależności między spółkami, o którym jest mowa w art. 4 § 1 pkt 4 Kodeksu spółek handlowych (dalej również: KSH). Zastosowanie do niej będą mieć nowe przepisy art. 211 – 2116 w dodanym do KSH całym Dziale IV Tytułu I poświęconym grupie spółek.

Przepisy o grupie spółek dotyczą wyłącznie spółek kapitałowych i mogą mieć zastosowanie także do spółek powiązanych ze spółką dominującą. Jednak wymaga to wyraźnego postanowienia w umowie, albo statucie spółki powiązanej. Podmiotem nowych regulacji nie mogą być natomiast spółki zależne o statusie publicznych.

Definicja grupy spółek i konieczność ujawnienia jej w KRS

Dlatego też nowelizacja wprowadza do Kodeksu spółek handlowych definicję grupy spółek (art. 4 § 1 pkt 51), pod którą należy rozumieć spółkę dominującą i spółkę albo spółki zależne, będące spółkami kapitałowymi, kierujące się, zgodnie z uchwałą o uczestnictwie w grupie spółek, wspólną strategią w celu realizacji wspólnego interesu (interes grupy spółek), uzasadniającą sprawowanie przez spółkę dominującą jednolitego kierownictwa nad spółką zależną albo spółkami zależnymi.

Uchwałę o uczestnictwie w grupie spółek ze wskazaniem spółki dominującej, podejmuje zgromadzenie wspólników, albo walne zgromadzenie spółki zależnej większością trzech czwartych głosów. Uczestnictwo w grupie spółek ujawniane jest w rejestrze sądowym przez spółkę dominującą i spółkę zależną poprzez wpisanie do niego wzmianki o tym. Po ujawnieniu w KRS, do spółek będą mieć zastosowanie przepisy prawa koncernowego (holdingowego).

Obowiązek informowania o powiązaniach umownych ze spółką dominującą

Tym co ma definiować grupę spółek, do której zastosowanie znajdą nowe przepisy art. 211 – 2116, ma być przyjęcie przez spółki uczestniczące w grupie spółek wspólnej strategii gospodarczej, uzasadniającej sprawowanie przez spółkę dominującą kierownictwa nad spółkami zależnymi. Na te ostatnie zostanie nałożony obowiązek informowania o swoich powiązaniach umownych ze spółką dominującą za okres ostatniego roku obrotowego. Wskazane przepisy oraz nowa definicja grupy spółek będą mieć zastosowanie do holdingów faktycznych, ale, z uwagi na cywilnoprawną zasadę swobody umów, również do holdingów umownych, które przyjęły wspólną strategię gospodarczą. Do stworzenia grupy spółek, prócz spółki dominującej, potrzebna będzie dodatkowo co najmniej jedna spółka zależna. Spółka dominująca korzysta z domniemania, że dysponuje większością głosów umożliwiającą podjęcie uchwały o uczestnictwie w grupie spółek oraz o zmianie umowy, albo statutu spółki zależnej, jeśli bezpośrednio lub pośrednio reprezentuje w spółce zależnej co najmniej 75% kapitału zakładowego.

Wywieranie decydującego wpływu

Obecnie za spółkę dominującą uznaje się m.in. taką spółkę handlową, która wywiera decydujący wpływ na działalność spółki kapitałowej zależnej albo spółdzielni zależnej, w szczególności na podstawie umowy przewidującej zarządzanie spółką zależną lub przekazywanie zysku przez taką spółkę. Od 13 października 2022 r. wystarczającym do stwierdzenia decydującego wpływu, a zatem do spełniania roli spółki dominującej, będzie samo ustalenie zawarcia takiej umowy między tymi spółkami.

W związku z powyższą zmianą zdecydowano usunąć art. 7 KSH, z którego wynikał obowiązek powiadamiania sądu rejestrowego o umowie o zarządzenie spółką zależną przez spółkę dominującą, zawierającej postanowienia określające zakres odpowiedzialności spółki dominującej za szkody wyrządzone spółce zależnej oraz odpowiedzialności wobec jej wierzycieli.

To korzystana zmiana, bowiem w praktyce regulacje te były przepisami martwymi, do tego wywoływały wątpliwości interpretacyjne, jak choćby takie, czy samo ujawnienie ww. postanowień umownych w rejestrze wyłączało odpowiedzialność spółki dominującej wobec wierzycieli spółki zależnej. Sąd rejestrowy dowie się o uczestnictwie obu spółek w grupie z informacji zawartej we wpisie do rejestru.

Interes grupy spółek

Zgodnie z dodawanym do Kodeksu Spółek Handlowych art. 211 § 1 spółka dominująca oraz spółka zależna, które uczestniczą w grupie spółek, kierują się obok interesu spółki interesem grupy spółek, o ile nie zmierza to do pokrzywdzenia wierzycieli, lub wspólników mniejszościowych, albo akcjonariuszy mniejszościowych spółki zależnej. Taka konstrukcja ma na celu podkreślenie, że choć w zgodzie z istotą prawa spółek każda spółka, zarówno dominująca jak i zależna, powinna kierować się interesem własnym, to w rozumieniu prawa holdingowego powinny się kierować szeroko rozumianym wspólnym interesem grupy kapitałowej, którą tworzą.

Wiążące polecenie

Głównym narzędziem pozwalającym spółce dominującej na zarządzanie grupą spółek ma być jednak „wiążące polecenie”. Spółka dominująca może wydać spółce zależnej wiążące polecenie dotyczące prowadzenia spraw spółki, jeżeli jest to uzasadnione interesem grupy spółek oraz jeśli przepisy szczególne nie stanowią inaczej. Pod rygorem nieważności polecenie musi zostać wydane w formie pisemnej lub elektronicznej i zawierać co najmniej informacje:

  • czego spółka dominująca oczekuje od zależnej;
  • jaki jest interes grupy spółek realizowany dzięki wykonaniu tego polecenia;
  • wskazanie spodziewanych korzyści lub przewidywanych szkód spółki zależnej, jakie wystąpią w wyniku wykonania polecenia;
  • przewidywany sposób i termin naprawienia spółce zależnej szkody poniesionej w wyniku jego wykonania.

Pozostałe narzędzia zarządzania grupą spółek jakie otrzymała spółka dominująca to:

  1. uprawnienie rady nadzorczej do sprawowania stałego nadzoru nad spółkami zależnymi w zakresie realizacji interesu grupy spółek (jeśli umowa lub statut obu spółek nie stanowią inaczej; spółka dominująca może m.in. przeglądać księgi i dokumenty spółki zależnej oraz żądać wyjaśnień);
  2. prawo do przymusowego wykupu udziałów albo akcji należących do wspólników (akcjonariuszy) mniejszościowych spółki zależnej.

Wiążące polecenie a spółka zagraniczna

Zgodnie z nowym art. 211 § 3 zd. 3, spółka dominująca z siedzibą za granicą może ujawnić swoje uczestnictwo w grupie spółek poprzez wpis w rejestrze spółki zależnej. Choć więc krajowy rejestr przedsiębiorców nie przewiduje możliwości wpisu dla podmiotów prawa obcego, to poprzez ujawnienie w tym rejestrze swojej zagranicznej spółki dominującej przez polską spółkę zależną nowe przepisy prawa holdingowego obejmą również i ją.

Wykonanie lub niewykonanie polecenia

W celu podjęcia się wykonania wiążącego polecenia zarząd spółki zależnej musi uprzednio podjąć dedykowaną uchwałę. Jeśli nie chce go wykonać również musi podjąć uchwałę o odmowie wykonania. Uchwała musi zostać podjęta w formie pisemnej pod rygorem nieważności i zawierać uzasadnienie. Odmowa jest obowiązkiem jeśli wykonanie polecenia prowadziłoby do niewypłacalności lub zagrożenia niewypłacalnością spółki zależnej. Natomiast, gdy spółka dominująca bezpośrednio bądź pośrednio sprawuje kontrolę nad pozostałymi spółkami zależnymi, w których występują wspólnicy albo akcjonariusze mniejszościowi niepowiązani kapitałowo, bądź w inny sposób ze spółką dominującą, wówczas taka zależna spółka może odmówić wykonania wiążącego polecenia jeśli poweźmie obawę, że jego wykonanie byłoby sprzeczne z jej interesem i mogłoby wyrządzić jej szkodę, która nie zostanie naprawiona. Prawo spółki dominującej do wydania wiążącego polecenia spółce zależnej może zostać ograniczone, lub wyłączone przez przepisy szczególne.

Umowa albo statut spółki zależnej należącej do grupy może przewidywać dodatkowe przesłanki odmowy wykonania polecenia. Niemniej spółka zależna ma obowiązek poinformować spółkę dominującą o tym, jaką decyzję podjęła. Podjęcie uchwały o wykonaniu wiążącego polecenia ułatwia zarządcom spółki zależnej uwolnić się od odpowiedzialności cywilnej związanej z jego wykonaniem. Umożliwi również wykazanie braku bezprawności czynu w zakresie odpowiedzialności karnej.

Sprawozdanie o zachowaniu warunków rynkowych

Na wzór rozwiązań w zakresie cen transferowych przy zawieraniu transakcji między podmiotami powiązanymi, dla kontroli zachowania warunków rynkowych również w przypadku grup spółek, zarządcy spółki dominującej są zobowiązani do sporządzania sprawozdań o swoich powiązaniach umownych ze spółkami zależnymi, za okres ostatniego roku obrotowego.

Odpowiedzialność wspólników za wykonanie wiążącego polecenia

Członkowie zarządu, rady nadzorczej, komisji rewizyjnej i likwidatorzy (także członkowie rady dyrektorów prostej spółki akcyjnej) spółki zależnej nie ponoszą odpowiedzialności za szkody wyrządzone wykonaniem wiążącego polecenia, a spółki dominującej – za szkody powstałe wskutek działań podejmowanych w interesie grupy spółek. Ustawa zmieniająca reguluje więc odpowiedzialności spółki dominującej za szkodę wyrządzoną spółce zależnej z tytułu wydawania wiążących poleceń, choć w sposób bardzo nieostry. Dlatego mogą powstawać liczne spory na tle ustalania, w którym momencie skończy się odpowiedzialność spółki dominującej za wyrządzone drugiej spółce szkody, skoro podjęła je przecież w „interesie grupy spółek”.

Obwiązki sprawozdawcze spółek zależnych

Celem ochrony wspólników i akcjonariuszy mniejszościowych spółek zależnych spółki te obarczono obowiązkiem sporządzania sprawozdań o swoich powiązaniach umownych ze spółką dominującą za okres ostatniego roku obrotowego. Sprawozdania mają ujawniać wydane przez spółkę dominującą wiążące polecenia.

Przymusowy wykup akcji

Mniejszościowi wspólnicy i akcjonariusze reprezentujący nie więcej niż 10% kapitału zakładowego spółki zależnej mogą żądać umieszczenia w porządku obrad najbliższego zgromadzenia wspólników, albo walnego zgromadzenia, punktu dotyczącego podjęcia uchwały o przymusowym odkupie ich udziałów, albo akcji przez spółkę dominującą, która reprezentuje bezpośrednio, pośrednio lub na podstawie porozumień z innymi osobami co najmniej 90% kapitału zakładowego spółki zależnej. Natomiast zgromadzenie wspólników lub walne zgromadzenie spółki zależnej może podjąć uchwałę o przymusowym wykupie udziałów, albo akcji wspólników, albo akcjonariuszy reprezentujących nie więcej niż 10% kapitału zakładowego przez spółkę dominującą, która reprezentuje bezpośrednio co najmniej 90% kapitału zakładowego. Umowa, albo statut spółki zależnej może przewidywać, że takie prawo przysługuje również spółce dominującej, która reprezentuje mniej niż 90% kapitału zakładowego spółki zależnej (lecz nie mniej niż 75%).

Ustanie uczestnictwa w grupie spółek

Uchwałą podjętą większością trzech czwartych głosów zgromadzenia wspólników, albo walnego zgromadzenia spółki zależnej, lub w wyniku złożonego spółce zależnej oświadczenia przez spółkę dominującą następuje ustanie uczestnictwa spółki zależnej w grupie spółek.

Zmiany dotyczące spółek kapitałowych

Nowelizacja prawa spółek to nie tylko nowe przepisy odnoszące się stricte do holdingów i koncernów spółek dominujących i zależnych, ale i spora modyfikacja regulacji KSH dotyczących spółek kapitałowych w ogóle.

Wzmocnienie roli rady nadzorczej i odpowiedzialność karna

Informacje, dokumenty, sprawozdania lub wyjaśnienia żądane przez radę nadzorczą mają być przekazywane jej najpóźniej w terminie 2 tygodni od dnia zgłoszenia żądania, a zarząd nie może ograniczać członkom rady dostępu do żądanych informacji. Za niedopełnienie tych obowiązków w terminie, lub za przekazanie informacji niezgodnych ze stanem fatycznym, czy zatajenie danych wpływających w istotny sposób na treść żądanych informacji, grozić będzie odpowiedzialność karna. Tu również, jak w przypadku wykonania wiążącego polecenia, dostęp do informacji o spółce zależnej może być ograniczony przepisami szczególnymi, np. w zakresie tajemnicy bankowej.

Rada nadzorcza może ustanowić doraźny, lub stały komitet rady nadzorczej, w którego skład wejdą jej członkowie, do pełnienia określonych czynności nadzorczych. W umowie spółki można nadać radzie nadzorczej uprawnienie do podjęcia uchwały o zbadaniu na koszt spółki danej sprawy dotyczącej spółki i jej majątku przez wybranego doradcę rady. Doradca ten może zostać powołany także do przygotowania analizy lub opinii. Rada nadzorcza została również obarczona obowiązkiem zawiadamiania biegłego rewidenta o terminie posiedzenia, którego przedmiotem będą sprawozdania z działalności spółki.

Obowiązek dołożenia odpowiedniej staranności

Na mocy dodawanych art. 2091 § 1 oraz 2141 § 1 członkowie zarządu, rady nadzorczej lub komisji rewizyjnej spółek kapitałowych zobowiązani są przy wykonywaniu swoich obowiązków dołożyć staranności wynikającej z zawodowego charakteru swojej działalności oraz dochować lojalności wobec spółki. Żaden z nich, również likwidator, nie naruszą tego obowiązku jeśli postępując lojalnie wobec spółki, będą działać w granicach uzasadnionego ryzyka gospodarczego, w tym na podstawie informacji, analiz i opinii, które powinny być uwzględnione w danych okolicznościach przy dokonywaniu starannej oceny.

Modyfikacja podstawy wymiaru składki zdrowotnej przedsiębiorców

Z dniem ogłoszenia omawianej nowelizacji weszły już w życie przepisy po raz kolejny dokonujące modyfikacji sposobu ustalania składki zdrowotnej osób fizycznych będących przedsiębiorcami oraz innych osób prowadzących działalność pozarolniczą, w szczególności w zakresie korygowania tej podstawy o tzw. różnice remanentowe. Roczną podstawę wymiaru składki na ubezpieczenie zdrowotne tych przedsiębiorców, rozliczających się na zasadach ogólnych, podatkiem liniowym, lub w ramach podatku od dochodu z kwalifikowanych praw własności intelektualnej, stanowi dochód z działalności gospodarczej ustalony za rok kalendarzowy jako różnica między osiągniętymi przychodami, z wyłączeniem niektórych przychodów niepodlegających opodatkowaniu (np. uzyskane z działalności gospodarczej prowadzonej na terenie SSE, albo z realizacji nowej inwestycji), a poniesionymi kosztami uzyskania tych przychodów, pomniejszony o kwotę opłaconych w tym roku składek na ubezpieczenia emerytalne, rentowe, chorobowe i wypadkowe, jeżeli nie zostały zaliczone do kosztów uzyskania przychodów.

Przy ustalaniu ww. dochodu nie wlicza się do niego odpisów amortyzacyjnych zaliczonych do kosztów uzyskania przychodów przed dniem 1 stycznia 2022 r. Przy ustalaniu w 2022 r. podstawy wymiaru składki na ubezpieczenie zdrowotne nie uwzględnia się różnic remanentowych.

Rozszerzenie zakazu pełnienia funkcji

Funkcję członka zarządu, rady nadzorczej, komisji rewizyjnej, likwidatora oraz prokurenta od 13 października 2022 roku nie może pełnić osoba skazana prawomocnym wyrokiem za przestępstwa określone w art. 228 – 231 kodeksu karnego, dotyczące: płatnej protekcji, udzielenia, obietnicy udzielenia, przyjmowania i wręczania korzyści majątkowych, czy przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych.

Zasady ustalania kadencji zarządu i tajemnica spółki

Jeśli umowa spółki nie stanowi inaczej, termin trwania kadencji zarządu oraz rady nadzorczej (komisji rewizyjnej) oblicza się w pełnych latach obrotowych. Na przykład: mandat członka zarządu w spółce, której rok obrotowy jest tożsamy z rokiem kalendarzowym, powołanego 1 czerwca 2022 r. na dwuletnią kadencję wygaśnie z dniem odbycia zgromadzenia wspólników zatwierdzającego sprawozdanie finansowe za rok obrotowy 2024.

Członek zarządu, rady lub komisji nie może ujawniać tajemnic spółki nie tylko w czasie swojej kadencji, ale również po wygaśnięciu swojego mandatu.

Ważne dla obecnych członów zarządów

Ustawa w przepisach przejściowych stanowi, że w zakresie mandatów członków organów spółek kapitałowych i odnośnie ich kadencji trwających w dniu wejścia w życie nowelizacji, zastosowanie mają nowe przepisy. To bardzo kontrowersyjne rozwiązanie zwłaszcza w spółkach, w których rok obrotowy nie pokrywał się z rokiem kalendarzowym. Osoba podejmująca się pełnienia określonych zadań członka zarządu czy rady nadzorczej przyjmowała na siebie świadomie ogół praw i obowiązków związanych z daną funkcją, ale obowiązujących pod rządami ówczesnych przepisów. Może to oznaczać dla spółek spore komplikacje, jeśli okaże się, że w danym przypadku, wbrew woli członka zarządu, ale również być może i samej spółki, jego kadencja wygaśnie wcześniej, lub później niż strony się na to umawiały obsadzając stanowisko.

Co nowe prawo holdingowe oznacza dla przedsiębiorców?

Kolejna rewolucja w systemie prawa spółek i grup kapitałowych, czyli podmiotów najbardziej dotkniętych licznymi zmianami i obostrzeniami w sferze i tak nie łatwych do realizacji obowiązków, jak np. w zakresie cen transferowych, oznacza dla prowadzących w tej formie działalność gospodarczą przedsiębiorców obarczenie nowymi ciężarami jak np. obowiązkiem podejmowania przez zarząd inicjatywy informacyjnej, czy obowiązkiem sprawozdawczym rady nadzorczej.

Zmiany polegają też na poszerzeniu katalogu osób wyłączonych z kręgu podmiotów dopuszczonych do roli członka: zarządu, rady nadzorczej lub komisji rewizyjnej, albo do roli likwidatora lub prokurenta, co może z kolei rodzić dla spółek konieczność zwalniania z funkcji obecnych członków niespełniających już nowych kryteriów, wypłaty im rekompensat i przede wszystkim konieczność poszukiwania na ich miejsce nowych osób – wszystko to może sprawić, że tak jak usuwany właśnie art. 7 KSH dotyczący dotychczasowego prawa holdingowego, tak i większość nowych przepisów okaże się martwa. Bo grupy spółek kapitałowych, ze względu na wysoki formalizm i zwiększoną odpowiedzialność spółek dominujących wobec wierzycieli i wspólników, albo akcjonariuszy mniejszościowych, nie będą się decydować na podjęcie uchwały o zgłoszeniu swojej grupy do KRS, celem objęcia nowymi przepisami prawa holdingowego.

Ustalenie czy danej grupy spółek dotyczą dotychczasowe przepisy KSH, czy nowe regulacje prawa holdingowego, a więc czy spółki spełniają definicję spółki dominującej, spółki od niej zależnej, czy z nią powiązanej, może nastręczać przedsiębiorcom trudności, a koszty analiz prawnych i innych niezbędnych dla wdrożenia w grupie właściwego systemu sprawozdawczego, spadną oczywiście na firmy.

Zmiany nie pomagają również w realizacji zasady pewności prawa. To z kolei może umniejszyć walory atrakcyjności prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce w formie spółki kapitałowej. Rewolucja może niekorzystnie wpłynąć na zagranicznych inwestorów i ich chęć tworzenia tu grup kapitałowych spółek i wnoszenia do nich obcego kapitału.

Korzyści i zagrożenia

Oceniając kolejne zmiany, których konieczność wprowadzenia uzasadniana jest chęcią polepszenia funkcjonowania koncernów i holdingów spółek w Polsce, nie wolno zapomnieć, że te deklarowane przez ustawodawcę jako korzystne dla przedsiębiorców wymogi zostały obwarowane surowymi karami.

Kto nie dopełni w terminie wspomnianych wcześniej obowiązków informacyjnych przekazania dokumentów, sprawozdań lub wyjaśnień, albo też przekaże je niezgodnie ze stanem faktycznym, zatai istotne dane, będzie podlegać grzywnie od 20 000 do 50 000 zł, a nawet karze ograniczenia wolności. Karane będzie także nieumyślne popełnienie tych czynów: grzywną od 6 000 do 20 000 zł. W tych samych granicach sankcji zagrożone będzie doprowadzenie do tego, że zarząd nie zapewni doradcy rady nadzorczej dostępu do ww. dokumentów, sprawozdań i informacji.

Pozytywnie należy ocenić podkreślenie w nowych przepisach, że odpowiedzialność członków organów spółek za naruszenia obowiązków dołożenia należytej staranności przy pełnieniu swoich funkcji może zostać wyłączona jeśli ich działania podejmowane były w ramach uzasadnionego ryzyka gospodarczego. Niemniej o zgodności działań osób zarządzających spółką z jej interesem rozstrzygać będą nie akcjonariusze, ale prokurator i sądy karne. Dotyczy to wszystkich spółek kapitałowych, nie tylko tworzących PGK.

Warto się przygotować i zabezpieczyć

Powyższe wnioski skłaniają do konkluzji, że działające w ramach grupy spółki kapitałowe powinny się dobrze przygotować do nowych regulacji, dokonać audytu swojej działalności, statutów i struktur organizacyjnych, i dzięki temu zabezpieczyć interes wspólnego przedsiębiorstwa. Dotyczy to szczególnie spółek zgrupowanych w transgranicznych, międzynarodowych strukturach, w których wytyczne co do podejmowania działań we wspólnym interesie grupy płyną z góry, od zagranicznej spółki dominującej.

Warto podkreślić, że nowelizacja nie stanowiła jednomyślnej woli ustawodawczej. Za jej uchwaleniem głosowało 236 posłów, za odrzuceniem 211. Całkowitego odrzucenia domagał się Senat wskazując na nadmiarową, zbędną regulację ładu korporacyjnego spółek kapitałowych, zagrożenie naruszenia interesów wspólników mniejszościowych, interesów spółek zależnych i ich wierzycieli, szkodliwą regulację obowiązków informacyjnych zarządu spółki akcyjnej wobec rady nadzorczej, czy zagrożenie otwarcia drogi do wywłaszczania akcjonariuszy mniejszościowych posiadających istotne pakiety akcji, ale mniejsze niż 25%.

Prezydent podpisał ustawę 4 kwietnia 2022 r. Wejdzie ona w życie 13 października 2022 r., z wyjątkiem przepisów dotyczących zmian w ustawie o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, które obowiązują od 13 kwietnia 2022 r.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Obawy o inflację powodują drgania na rynku kryptowalut

Obawy o inflację po raz kolejny wywołały w zeszłym tygodniu drgania na rynku kryptowalut, z dużą wyprzedażą po zeszłotygodniowych wzrostach.

Bitcoin spadł do 21 400 dolarów, tracąc w stosunku do ceny zeszłego tygodnia, kiedy jego wartość wynosiła 24 000 dolarów. Szczególnie mocno uderzyły w niego obawy o inflację, z niemieckimi danymi wyższymi niż oczekiwano, w połączeniu z protokołami FEDu, w których podkreślono, że to jeszcze nie koniec podwyżek stóp. Bitcoin ucierpiał podwójnie, również z powodu likwidacji długoterminowych pozycji na rynku przyszłości, ponieważ starał się odtworzyć zyski z poprzedniego tygodnia.

Ethereum również odnotowało dwucyfrowe spadki i obecnie znajduje się nieco poniżej 1 600 dolarów, co oznacza spadek w stosunku do zeszłotygodniowej pozycji wynoszącej prawie 1 900 dolarów. Zupełnie inaczej niż tydzień temu, kiedy to wraz z wieloma głównymi kryptowalutami był wspierany przez wiadomości o The Merge, jego zyski uległy erozji, ponieważ korelacja kryptowalut z akcjami spowodowała, że ceny reagują bardziej wrażliwie na presję w skali makro.

Podczas gdy zeszłotygodniowe cofnięcie bez wątpienia będzie frustrujące dla inwestorów, na rynku krypto dzieje się wiele, zwłaszcza że do The Merge pozostał już tylko miesiąc. Możemy zatem zobaczyć interesującą zależność pomiędzy ekscytacją związaną ze zmianami w sieci wpływającymi na cenę, a napiętą sytuacją makroekonomiczną i geopolityczną, powodującą ograniczenia.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Hakerzy wykorzystują lukę bezpieczeństwa Apple do przejęcia kontroli urządzeń

Użytkownicy iPhone’ów, iPadów oraz Maców mogli paść ofiarą ataków hakerskich. To efekt dwóch luk w zabezpieczeniach, które mogły umożliwić atakującym przejęcie kontroli nad urządzeniami. Apple poinformowało, że w obu przypadkach istnieją wiarygodne doniesienia, że ​​hakerzy już wykorzystują luki w zabezpieczeniach do atakowania użytkowników. Niezbędna jest aktualizacja oprogramowania w celu zabezpieczenia ich przed lukami w zabezpieczeniach.

Jedna ze słabości oprogramowania dotyczy jądra, najgłębszej warstwy systemu operacyjnego, która jest wspólna dla wszystkich urządzeń, poinformował Apple. Drugi dotyczy WebKit, podstawowej technologii przeglądarki internetowej Safari. W przypadku każdego z błędów firma stwierdziła, że ​była „świadoma zagrożenia oraz możliwości aktywnego jego wykorzystania”, chociaż nie podała żadnych szczegółów.

Tymczasem eksperci ds. bezpieczeństwa apelują do wszystkich posiadaczy urządzeń Apple, których dotyczy problem, o jak najszybsze zaktualizowanie oprogramowania do najnowszej wersji. – Cyberprzestępcy będą szukać każdego urządzenia, które tego nie robi, aby uzyskać dostęp do danych osobowych, za pomocą złośliwego oprogramowania lub uzyskać dostęp do sieci korporacyjnych. Krajobraz zagrożeń szybko ewoluuje, a luki w zabezpieczeniach urządzeń mobilnych i złośliwe oprogramowanie stanowią istotne i często pomijane zagrożenie zarówno dla bezpieczeństwa osobistego jak i korporacyjnego – twierdzi Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software w Polsce.

Ekspert podkreśla, że narzędzia, które wykorzystują analizę zagrożeń w czasie rzeczywistym do aktywnej ochrony przed kampaniami phishingowymi typu zero-day oraz filtrowanie adresów URL w celu blokowania dostępu do znanych złośliwych witryn z dowolnej przeglądarki (jak np. Check Point Harmony Mobile), chroniły użytkowników przed udaną próbą ataku.

Komercyjne firmy spyware, takie jak izraelska grupa NSO, znane są z identyfikowania i wykorzystywania takich wad, wykorzystując je w złośliwym oprogramowaniu, które potajemnie infekuje smartfony celów, wysysa ich zawartość i monitoruje cele w czasie rzeczywistym. NSO Group została umieszczona na czarnej liście amerykańskiego departamentu handlu, po tym jak oprogramowanie szpiegujące było wykorzystywane w Europie (Polsce), na Bliskim Wschodzie, w Afryce i Ameryce Łacińskiej przeciwko dziennikarzom, dysydentom i działaczom na rzecz praw człowieka.

Ekologistyka – przyszłość czy chwilowy trend?

Aktualna sytuacja branży TSL jest jeszcze bardziej skomplikowana niż na początku pandemii. Niepewność i strach o przyszłość narastają, a problemy związane z deficytem kierowców, finansami i nieustannymi zmianami w prawie spędzają sen z powiek właścicielom każdej firmy z branży. Czy w tym chaosie jest jeszcze jakiekolwiek miejsce na ekologistykę? – zastanawia się Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics.

Postępujące zmiany klimatu dają nam jednoznaczny sygnał, że jak najszybciej musimy zmienić sposób naszego postępowania. Wojna, Pakiet Mobilności i obawy finansowe jednak wydają się jednak spychać tę kwestię na dalszy plan i kierują uwagę branży bardziej na przetrwanie niż na inwestowanie w ekologiczne rozwiązania. Jednak czy funkcjonowanie bez zrównoważonego rozwoju jest rozsądne? Czy to właśnie na to powinniśmy skierować głównie naszą uwagę?

Sytuacja jest zła

Stan naszego środowiska zmusił Parlament Europejski do podjęcia konkretnych działań – w 2019 roku ogłosił on kryzys klimatyczny i wezwał państwa ONZ do rozpoczęcia natychmiastowych działań prowadzących do redukcji wytwarzania gazów cieplarnianych, a także do przedstawienia strategii pozwalającej na osiągnięcie do 2050 roku neutralności klimatycznej. Na skutek ówczesnych wydarzeń powstał koncept ekologistyki, zwanej inaczej zieloną logistyką, której celem jest obniżenie kosztów związanych z obszarem logistycznym i zwiększenie zysków z jednoczesnym wyeliminowaniem działań szkodliwych dla środowiska naturalnego. Ekologiczne rozwiązania w logistyce mają prowadzić do wytwarzania produktów według optymalnych metod i dystrybucji po najniższych kosztach w jak najkrótszym czasie przy jednoczesnym zmniejszeniu wskaźnika uszkodzeń i strat towarów oraz zero waste. Wizja ta być może brzmi utopijnie, jednak kryzys klimatyczny i odpowiedzialność społeczna biznesu wymagają wprowadzenia konkretnych zmian, które zbliżą nas jak najbliżej tej pożądanej rzeczywistości.

Trudne zadanie do wykonania

Logistyka jest jednym z kluczowych obszarów polskiej gospodarki, a wprowadzenie na tym polu ekologicznych rozwiązań to zadanie bardzo skomplikowane. Pierwszym wyzwaniem jest obecne uzależnienie firm od paliw kopalnianych. Niestety wprowadzenie alternatywnych źródeł pozyskiwania energii nie będzie ani tak szybkie, ani proste jakbyśmy chcieli. Dowodzą tego znaczące straty, jakie ponieśli przewoźnicy, którzy zainwestowali w ciężarówki napędzane gazem LNG. LNG jest reklamowane jako paliwo przyjazne dla środowiska, jednak od 1 sierpnia kilogram płynnego metanu podrożał o 50 proc. i obecnie doprowadza firmy transportowe na skraj bankructwa. Kolejnym wyzwaniem, jest wymaganie szybkiej dostawy produktu do klienta. Konkurencyjne firmy nieustannie prześcigają się w czasie dostawy i ta rywalizacja będzie niezwykle trudnym czynnikiem do wyeliminowania. Ostatni, niezwykle istotny w obecnych realiach aspekt, o którym warto wspomnieć, to koszty wprowadzania nowoczesnych, ekologicznych rozwiązań.

Firmy, aby zbliżyć się do neutralności klimatycznej muszą zainwestować ogromne kwoty w transport, magazyny i produkcję, a niestety coraz mniej z nich ma na to wystarczające zasoby. Co więcej, z tymi zmianami związana jest również inwestycja w szeroko pojmowaną cyfryzację. Wszelkie transformacje są jednak obecnie trudne do wprowadzenia, bowiem wojna wstrząsnęła ekologicznymi planami na zrównoważony rozwój branż z sektora TSL, chociażby ze względu na ceny paliw.

Ekologistyka i innowacyjne rozwiązania odpowiedzą na trudne czasy

Ten niezwykle trudny dla biznesu okres jest czasem dużej zmienności, a ta rodzi nagłe i niecodzienne problemy, na które trzeba być przygotowanym, aby utrzymać się na powierzchni. Dużym błędem jest nieposiadanie żadnego planu kryzysowego, ale jest nim również poleganie na planie zbyt mało elastycznym, bowiem nie jesteśmy w stanie do końca przewidzieć kierunku nadchodzących zmian a także ich konsekwencji. Jedną z tych zmian, której skutki są trudne do przewidzenia jest temat paliw -w obecnej, wojennej rzeczywistości zapotrzebowanie na alternatywne źródła zasilania będzie tylko wzrastać, co jest związane chociażby z sankcjami oraz embargami na węglowodory z Rosji (w tym ropę czy gaz), a biopaliwa, wodór czy elektryczność wydają się naturalnymi kierunkami zwrotu w transporcie. Chociaż po ostatniej sytuacji z ciężarówkami na gaz LNG, zaufanie do tego typu rozwiązań spadnie, zmiany w tym zakresie i tak będą musiały się dokonać. Nie ma natomiast wątpliwości, że farmy fotowoltaiczne będą najprawdopodobniej kluczową częścią w planach budowy nowych obiektów logistycznych. Można dojść zatem do wniosku, że przed wojną inwestycje w ekologiczne rozwiązania były w głównej mierze kierowane troską o środowisko, teraz będą przymusowe ze względu na wysokie koszty a także brak dostępności węglowodorów. Reasumując, nie ma wątpliwości, że ekologia będzie stale zwiększać swoje znaczenie dla całej branży TSL.

Zmiany rzeczywistości wymagają od firm dostosowania się do nowych warunków. Podwyżki cen LNG mocno uderzyły w ekologiczny program Unii Europejskiej. Znaczenie LNG na rynku światowym drastycznie wzrosło, bowiem ma on zastąpić gazociągowe dostawy z Rosji, a to spowodowało wzrost cen. Osoby inwestujące w ciężarówki napędzane tym gazem nie mogły spodziewać się takiego obrotu spraw, a sytuacja zwiększyła jeszcze bardziej niepokoje w branży. Jednak trzeba spojrzeć prawdzie w oczy – ekologistyka nie jest już trendem, a naszą rzeczywistością. Jak wszystko, ma to swoje dobre i złe strony, które gruntownie zmienią – i już zmieniają – realia branży TSL.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

PragmaGO otrzyma do 5 mln EUR pożyczki od Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR)

PragmaGO otrzyma do 5 000 000 EUR od Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOR) w ramach pożyczki na rozwój innowacyjnych produktów finansowych dla polskiego sektora MŚP.

Pozyskane środki posłużą finansowaniu polskich mikro, małych i średnich przedsiębiorstw, wzmocnieniu ich standingu finansowego i pozycji konkurencyjnej.

„Podstawą naszej strategii jest wsparcie mikro, małych i średnich przedsiębiorstw. Dostarczamy finansowanie w formie faktoringu lub pożyczek, które jest szybkie, wygodne i nie obciąża zasobów naszych klientów. Sprowadza się to do oferowania produktów online, „na jeden klik”, zagnieżdżonych również w środowiskach naszych klientów, np. w marketplace`ach, platformach e-commerce, fakturowniach online. Projektujemy nasze produkty w taki sposób, aby pasowały do specyfiki małych podmiotów – akceptujemy niskie nominały czy brak powtarzalności transakcji.

Jesteśmy dumni, że tak duży, profesjonalny bank o bardzo wysokich standardach i wymaganiach decyduje się na rozpoczęcie współpracy z nami. To wyróżnienie i nobilitacja, a jednocześnie mamy nadzieję, że to dopiero początek wspólnej drogi. Mimo że jesteśmy największym niebankowym fintechem w segmencie finansowania B2B w Polsce, widzimy ogromną przestrzeń do dalszego rozwoju. W naszym kraju wielu małych przedsiębiorców zmaga się z utrudnionym dostępem do kapitału.

Warto podkreślić, że finansowanie z EBOR ma również na celu zapewnienie zrównoważonego rozwoju sektora prywatnego. W centrum naszego zainteresowania będą firmy dbające o środowisko, walczące z nierównościami, promujące zatrudnienie kobiet, a także firmy zarejestrowane w mniej rozwiniętych regionach Polski” – podkreśla Jacek Obrocki, Wiceprezes Zarządu PragmaGO.

Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju powstał w 1991 roku i odegrał kluczową rolę w procesie transformacji gospodarczej Europy Środkowo-Wschodniej. Obecnie Bank działa w 38 krajach, zrealizował 6 000 projektów, inwestując w nie 150 mld EUR. Dzisiaj PragmaGO dołącza do grona firm, które mogą się poszczycić podjęciem współpracy z tak cenioną instytucją, jaką jest EBOR.

Dolar najsilniejszy wobec chińskiego juana od 2 lat

Nadal utrzymuje się wysoka siła amerykańskiego dolara. Dziś jego kurs względem chińskiego juana był najwyższy sierpnia 2020. USD był również najwyżej wobec koreańskiego wona od 2009 roku, wobec malezyjskiego ringitta od 2017 roku, wobec tajwańskiego dolara od 2020 roku. Amerykański dolar osiągnął dziś też swe nowe cykliczne maksima względem islandzkiej korony.

Kurs USD/JPY utrzymywał się dziś rano w okolicach swoich 3-tygodniowych maksimów (+0,01 proc. ok. 9:15). Spadający dziś rano o 0,22 proc. kurs EUR/USD ponownie zbliżał się do parytetu (1,00196).

Polski złoty był dosyć stabilny (EUR/PLN -0,03 proc., USD/PLN +0,21 proc.).

Po 10 proc. tąpnięciu w piątek kurs Bitcoina względem USD w sobotę i niedzielę lekko zwyżkował, ale w poniedziałek rano te niewielkie zyski były niwelowane (-1 proc. ok. 9:10).

W piątek amerykański rynek akcji korygował wzrosty z ostatnich 2 miesięcy (S&P 500 1,29 proc., DJIA -0,86 proc., Nasdaq Composite -2,01 proc.).

Na początku nowego tygodnia lekka tendencja spadkowa przeważała również na rynkach akcji Azji i Oceanii. Najsilniej – o 1,1 proc. – spadał nowozelandzki NZX50.

Słabe były również giełdy europejskie (DAX -1,12 proc., CAC 40 -0,94 proc.). Cały czas na najwyższym poziomie w historii utrzymywał się turecki XU 100 (+0,01 proc.).

Słabości nie uniknęła również w poniedziałek rano GPW. Ok. godz. 9:30 WIG-20 tracił 1,01 proc. i był najniżej od 9 sesji. Wśród składników sWIG-u 80 rosnąc dziś rano o 2,2 proc. swój poprzedni historyczny szczyt z 2017 roku pokonywała dziś cena akcji Unimotu. Na drugim biegunie były akcje Newagu, które znalazły się na najniższym poziomie od 3 lat.

W Azji i Oceanii rentowności 10-letnich obligacji skarbowych rosły (wyjątkiem była Malezja). W Europie i USD dominowały dla odmiany spadki rentowności 10-latek. Przy spadku rentowności amerykańskich 10-latek o 0,67 proc. do 2,956 proc. i wzroście rentowności tamtejszych 2 latek o 0,4 proc. do 3,2509 proc. nieco zmniejszyła się skala ostrzegającej przez gospodarczą recesją „inwersji” krzywej rentowności w tym jej segmencie.

Taniała ropna naftowa. Kontrakty na WTI traciły dziś rano 2,07 proc., zaś cen ropy Brent spadała o niecały procent. Nadał tuż poniżej poziomów swoich osiągniętych w czerwcu kilkunastoletnich rekordów utrzymywała się cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie. Taniały dziś rano metale szlachetne (złoto -0,62 proc., srebro -1,1 proc., platyna -1,46 proc., pallad –0,71 proc.) i miedź (-0,87 proc.).
Najwyższy poziom w historii osiągnęła w piątek cena notowanych na ICE kontraktów na emisję dwutlenku węgla w UE. Piątkowy poziom zamknięcia 98,1 euro/tonę był nieco wyższy niż wcześniejszy rekord ustanowiony w lutym br. (96,93 euro/tonę).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Ceny mieszkań w miastach wojewódzkich – sierpień 2022

Sezon letni przynosi pierwsze jaskółki zmiany trendu cenowego na rynku mieszkaniowym. W kilku miastach wojewódzkich po drugim kwartale roku ceny nowych mieszkań zaczęły spadać, a w miastach gdzie odnotowano wzrosty, ich dynamika była już znacznie mniejsza. Spadków cen nie widać za to na razie na rynku wtórnym.

Wg ekspertów drastyczna seria podwyżek stóp procentowych, w połączeniu z inflacją i ogólnie niepewną sytuacją makroekonomiczną oraz nastawieniem konsumentów przełoży się na korektę cenową na rynku mieszkaniowym. Wg analityków PKO BP realny jest spadek cen do 5 proc. w ciągu roku.

„W scenariuszu bazowym zakładamy spadek cen mieszkań w okresie II kw. 2022 r. – I kw. 2023 r. w przedziale 0 proc. do -5 proc. Na prognozę składają się: (1) silny spadek popytu kredytowego w warunkach znacznych podwyżek stóp procentowych; (2) znaczny spadek zdolności kredytowej gospodarstw domowych po wdrożeniu ostatnich zaleceń nadzoru bankowego; (3) założenie wzrostu stopy referencyjnej do poziomu ok. 7 proc. i utrzymania jej na tym poziomie w okresie prognozy; (4) powolna reakcja podaży na słabszy popyt na mieszkania, szczególnie w sytuacji w dalszym ciągu dużej liczby projektów w budowie” – czytamy w raporcie banku.

Skala ewentualnej przeceny pozostaje jednak niewiadomą, głównie za sprawą czynników obiektywnie hamujących spadki. Chodzi  przede wszystkim o rosnące koszty inwestycji budowlanych – materiałów i robocizny. Deweloperzy mają więc ograniczone możliwości “schodzenia” z marż. Poza tym przed przeceną będą się ratować, ograniczając podaż nowych inwestycji. Mniejszy wybór mieszkań na rynku może sprzyjać utrzymaniu wysokiego poziomu cen. Nie bez znaczenia jest fakt, że w niepewnych czasach nieruchomości ciągle są traktowane jako atrakcyjna lokata kapitału, co utrzymuje popyt inwestycyjny, zwłaszcza że – m.in. w związku z napływem ludzi ze wschodu – jest wysokie zapotrzebowanie na mieszkania na wynajem.

Ceny mieszkań po II kw. 2022

Nie dysponujemy jeszcze danymi za aktualny, trzeci kwartał roku na rynku mieszkaniowym, ale na podstawie pełnych danych za pierwsze półrocze – do końca czerwca 2022, można powiedzieć, że widać już hamowanie cenowe na mieszkaniowym rynku pierwotnym. W kilku dużych miastach ceny mieszkań w II kw.2022 spadły. Poniżej zamieściliśmy wykres oraz tabelę ze średnimi cenowymi na lokalnych rynkach. Dane pochodzą z NBP, który co kwartał publikuje informacje o średnich cenach mieszkań w miastach wojewódzkich.

Wykres 1 – średnie ceny nowych mieszkań w stolicach województw w II kw. 2022 (źródło: NBP)średnie ceny nowych mieszkań w stolicach województw

Jak widzimy, co prawda w analizowanym okresie w większości miast wojewódzkich mieszkania jeszcze drożały, ale skala wzrostów cen była już jednak znacznie mniejsza niż w 2021 r., najczęściej w granicach 100 – 200 zł/mkw. Wyraźniejsze wzrosty cen zanotowano jedynie w Szczecinie, Poznaniu i Krakowie. W stolicy Małopolski stawki poszły do góry o niecałe 700 zł. Równocześnie jednak widać też – spodziewane – przełamywanie trendu. Bardzo minimalnie, bo zaledwie o 20 zł na metrze kwadratowym, ale jednak – spadły ceny mieszkań w Warszawie. O 300 zł na metrze kw. zmniejszyły się też średnie ceny w Gdańsku, a o niecałe 100 zł staniały mieszkania w Katowicach. Niewielkie spadki cen zanotowano również w Opolu i Rzeszowie.

 

Czy dane NBP istotnie wskazują, że era drożejących mieszkań odchodzi w przeszłość? Jak już wspomnieliśmy – na razie ciężko jednoznacznie przesądzać, w którą stronę pójdzie rynek. Co prawda analitycy spodziewają się przeceny, ale – jak wspominaliśmy -są też czynniki, które mogą hamować ewentualne spadki.

Rynek wtórny – przeceny nie widać

O ile na mieszkaniowym rynku pierwotnym u progu lata pojawiły się sygnały świadczące o rozpoczynającym się cyklu taniejących mieszkań, o tyle segment nieruchomości używanych na razie nie reaguje na niekorzystne czynniki makroekonomiczne, drożejący pieniądz z banków, czy też spadek popytu. Na mieszkaniowym rynku wtórnym w minionym kwartale ceny nadal wyraźnie rosły.

Wykres 2 średnie ceny używanych mieszkań w stolicach województw w II kw. 2022 (źródło: NBP)średnie ceny używanych mieszkań w stolicach województw

Największe wzrosty cen – o 8 i 7 proc. – odnotowano w Łodzi, Rzeszowie, Trójmieście i Kielcach. O ponad 6 proc. podrożały mieszkania używane we Wrocławiu, Zielonej  Górze i Białymstoku, o 5 proc. w Szczecinie i Poznaniu, a o 4 proc. w Krakowie. Najmniejsze wzrosty – o nieco ponad 1 proc. zanotowano w Warszawie. Ceny nie zmieniły się natomiast w Lublinie.

 

Powyższe dane wskazują, że rynek wtórny na razie jeszcze nie wierzy w przecenę. Oczywiście wstawiający mieszkania na sprzedaż reagują z opóźnieniem na tendencje rynkowe. Prawdziwym testem sytuacji cenowej będzie więc jesień. Na chwilę obecną wyhamowanie drożyzny mieszkaniowej widać głównie na rynku pierwotnym, ale o większej skali przecen także tu nie ma mowy.

Mieszkanie pod miastem albo do remontu

Należy się spodziewać, że w związku z ciągle drogimi mieszkaniami i drożejącymi kredytami, które skutecznie uderzają w zdolność kredytową Polaków, klienci rynku mieszkaniowego w większym zakresie będą poszukiwać tańszych alternatyw wobec wygórowanych cenowo mieszkań w stolicach województw. Z danych RynekPierowtny.pl wynika, że w miejscowościach przyległych do metropolii nowe mieszkania są tańsze – przeciętnie o 1000 do 2000 zł na metrze kwadratowym w stosunku do średnich cenowych w wiodących dużych miastach. Taki stan rzeczy będzie prowokował kupujących do poszukiwania nieruchomości w oddalonych lokalizacjach.

Innym spodziewanym trendem jest większe zainteresowanie mieszkaniami do remontu. W okresach hossy były one głównie na celowniku inwestorów pod wynajem, czy tzw. filpperów zajmujących się szybkim obrotem nieruchomościami. Dziś w związku z trudną sytuacją rynkową nieruchomości “do poprawki” mogą być w większym stopniu na celowniku osób kupujących na własny użytek.

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl

Najczęstsze wymówki przedsiębiorców, którzy unikają uregulowania długów

„Nie mogę spłacić długu, bo się rozwodzę”, „Nie oddam pieniędzy, bo buduję dom”, „Nie zapłaciłem, bo wierzyciel mnie zdenerwował” – wachlarz wymówek przedsiębiorców, którzy unikają uregulowania długów wobec kontrahentów, jest szeroki. Mierzą się z nimi na co dzień negocjatorzy firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso, którzy odzyskują należności dla przedsiębiorstw. Czekanie aż dłużnik sam zapłaci, kończy się bowiem zazwyczaj niczym.

Według danych Krajowego Rejestru Długów przedsiębiorcy są winni innym firmom 8,1 mld zł. Średnie zadłużenie jednego dłużnika wynosi 31,5 tys. zł. Zaległości finansowe ma blisko 260 tys. podmiotów. Wielu właścicieli firm decyduje się skorzystać z profesjonalnej windykacji w celu odzyskania należnych im pieniędzy.

Zamrożone pieniądze nie pracują

Z doświadczenia negocjatorów Kaczmarski Inkasso wynika, że wśród przedsiębiorstw, które nie płacą partnerom biznesowym za towary czy usługi, są takie, które rzeczywiście mają problemy finansowe, jak również takie, które robią to z rozmysłem.

Niestety, celowe wstrzymywanie zapłaty w transakcjach handlowych powoduje, że firmy, które nie otrzymują na czas należnych pieniędzy, nie mają z czego zapłacić swoim kontrahentom. Tworzy się błędne koło, które prowadzi do zatorów płatniczych. Im większy podmiot, tym większa sprzedaż towarów i usług, co oznacza więcej niesolidnych klientów.

Niezapłacone faktury to dla przedsiębiorstw zamrożone pieniądze, które mogłyby zostać przeznaczone na pensje dla pracowników, podatki, raty kredytów i leasingu, a także regulowanie zobowiązań wobec własnych kontrahentów oraz inwestycje w rozwój firmy. Szybkie zlecenie odzyskania należności pomaga zachować firmie stabilność finansową. Kluczowa jest właśnie ta szybka reakcja, bo im mniej czasu upłynęło od terminu zapłaty na fakturze, tym większe szanse na zwrot pieniędzy przez dłużnika – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

Badanie „Jak MŚP korzysta z windykacji”, zrealizowane przez Instytut Mands dla Kaczmarski Inkasso w grudniu 2020 r., pokazuje, że negatywny wpływ na działalność małych i średnich firm ma płatność opóźniona już o 21-30 dni. Ocenia tak 43 proc. z nich. Kiedy klient nie reguluje faktur, trzeba mu o tym przypomnieć. Rodzą się wtedy obawy, czy firma nie straci kontrahenta i zleceń. Dlatego wielu przedsiębiorców odpuszcza upominanie się o pieniądze, licząc, że klient w końcu sam zapłaci. Ale w ten sposób oni tracą płynność finansową. Ci bardziej świadomi konsekwencji niepłacenia przez partnerów, decydują się na przekazanie faktur do zewnętrznej firmy windykacyjnej.

Kiedy faktury trafią do windykacji, negocjatorzy Kaczmarski Inkasso podczas rozmów z przedsiębiorcami-dłużnikami słyszą przeróżne tłumaczenia. Muszą je zweryfikować i ustalić, czy jest to prawda czy blef. Przedsiębiorcy używają bowiem wyszukanych wymówek, aby uniknąć płacenia. Negocjatorzy nie działają we własnym imieniu, lecz na zlecenie wierzycieli, którzy zwrócili się do nich w celu odzyskania swoich pieniędzy.

„Na Ukrainę” i „na chorobę”

Negocjatorzy usłyszeli już, że dłużnik nie ureguluje faktury od kontrahenta, bo… kupił nowy samochód i nie ma teraz z czego zapłacić. Padł też argument „Jestem na wakacjach, nie mam pieniędzy, a w ogóle to nie będę rozmawiał”.

Bardzo długo były modne wymówki „na pandemię”. Nawet jeśli dłużnik miał pieniądze, to zasłaniał się trudną sytuacją w gospodarce spowodowaną epidemią koronawirusa. Teraz tłumaczeniem jest wojna na Ukrainie. To, co słyszą negocjatorzy, potwierdzają wyniki badania „Biznes a Ukraina”, przeprowadzonego z inicjatywy Krajowego Rejestru Długów przez TGM Research w marcu 2022 r. Średnio co 3. przedsiębiorca wskazywał, że doświadcza zmian w zamówieniach i płatnościach ze strony kontrahentów, które tamci tłumaczą wojną za wschodnią granicą. Ponadto, podając ten powód, kontrahenci zmniejszają wartości składanych zamówień, opóźniają płatności, proszą o dłuższe terminy zapłaty albo nawet rezygnują z planowanych zleceń.

Dłużnicy twierdzą też, że są poważnie chorzy lub idą na operację, choć nie są w stanie tego udowodnić. Przekonują, że umarł ktoś z rodziny i nie mają teraz głowy ani pieniędzy, aby zajmować się długami. Podczas następnych rozmów z negocjatorem „uśmiercają” kolejnych krewnych, uważając, że tak mocny argument zdejmie z nich ciężar konieczności spłacenia zaległości.

Materiały w górę, płatności w dół

Jest też katalog wymówek biznesowych. „To nie jest dobry moment dla mojej firmy”, „Muszę zainwestować pieniądze w inne przedsięwzięcie”, „Paliwo podrożało, więc nie zapłacę”, „Nie oddam długu, bo materiały poszły w górę”. Szczególnie to ostatnie nasi negocjatorzy słyszą teraz najczęściej. Wstrzymując płatności, przedsiębiorcy kredytują swoją działalność kosztem innych firm, co niekorzystnie wpływa na obieg pieniądza w gospodarce i powoduje zatory płatnicze – zauważa Jakub Kostecki.  

Badanie „Relacje między kontrahentami po zleceniu windykacji”, przeprowadzone przez Instytut Mands na zlecenie Kaczmarski Inkasso na przełomie maja i czerwca 2021 r., pokazało, że aż 1/3 firm zlecających windykację polubowną zaobserwowała, iż dzięki temu zwiększyła się liczba faktur, które partnerzy biznesowi zaczęli opłacać w terminie. Co więcej, firmy korzystające z windykacji polubownej są postrzegane jako wiarygodne i odpowiedzialnie podchodzące do zapłaty za swoją pracę. Wskazało tak 73 proc. małych i średnich przedsiębiorstw.

Ponad połowa przedsiębiorców przekazuje faktury do profesjonalnej firmy windykacyjnej dopiero w momencie, kiedy długotrwałe, samodzielne próby dochodzenia należności nie przynoszą efektu. Naszą rolą jest odciążenie przedsiębiorstw, którzy nie mają kompetencji do prowadzenia negocjacji i takie pokierowanie całym procesem, aby odzyskać pieniądze i nie zaburzyć relacji pomiędzy stronami. Dłużnik i wierzyciel będą mogli wówczas kontynuować współpracę na zdrowych zasadach – podsumowuje Jakub Kostecki.

Bankowość i finanse: 8 na 10 firm nie może znaleźć potrzebnych pracowników

Tylko jeden na pięciu pracodawców branży bankowości i finansów znajduje kandydata o odpowiednich kompetencjach. Firmom szczególnie trudno pozyskać osoby zajmujące się IT i analizą danych (43%) oraz obsługą klienta (38%). Sektor bankowości i finansów w Polsce jest jednym z obszarów najbardziej dotkniętych niedoborem pracowników o pożądanych umiejętnościach – wynika z najnowszego raportu ManpowerGroup. Jakich jeszcze specjalistów najtrudniej jest zrekrutować w tej branży? Które z umiejętności miękkich są najczęściej poszukiwane wśród kandydatów?

Blisko 8 na 10 pracodawców reprezentujących sektor bankowości i finansów ma problemy z obsadzeniem miejsc pracy nowymi pracownikami – takie wnioski płyną z najnowszego raportu ManpowerGroup „Niedobór talentów”. Jak pokazuje analiza, skala trudności w pozyskaniu pracowników dla tej branży w Polsce jest wyższa, niż średnia globalna dla sektora wynosząca 75%.

– Rynek pracy sektora bankowości i finansów w Polsce charakteryzuje się przede wszystkim stosunkowo dużą stabilnością zatrudnienia. Pojawia się także coraz więcej nowych możliwości zawodowych, które łączą chociażby świat bankowości ze światem IT, między innymi dzięki nieustannie postępującej automatyzacji i cyfryzacji procesów. Zmiany w systemie podatkowym wpłynęły również na oczekiwania finansowe specjalistów z tej branży, które często przewyższają możliwości budżetowe organizacji. W połączeniu z trudnościami wynikającymi z dużego zapotrzebowania na kandydatów i wysokimi oczekiwaniami wobec ich profilu, skala trudności w znalezieniu odpowiednich pracowników jest wysoka. Jednym z zauważalnych trendów rynku pracy bankowości i finansów jest wdrożenie możliwości częściowej pracy zdalnej. Organizacje z tego sektora w dużych miastach wdrażają przede wszystkim model hybrydowy, rzadko całkowicie zdalny lub w 100% z biura. Trochę inaczej wygląda sytuacja w mniejszych miejscowościach. Firmy są często bardziej skłonne do zaproponowania pracy w pełni zdalnej ze względu na duży niedobór kandydatów na rynku lokalnym. By przyciągnąć talenty i zwiększyć swoją atrakcyjność, firmy starają się elastycznie dopasować do potrzeb kandydatów. Słuchają ich potrzeb i w miarę możliwości wprowadzają rozwiązania odpowiednie dla pracowników. Dodatkowo, organizacje są skłonne negocjować wynagrodzenia, tworzą także atrakcyjną ofertę szkoleń rozwojowych czy kursów certyfikacyjnych – mówi Marta Szymańska, manager zatrudnienia stałego w Manpower.

Pracodawcy najczęściej borykają się z trudnościami w obsadzeniu stanowisk specjalistami IT i analizy danych, o czym mówi 43% badanych firm. Organizacje sygnalizują także brak kandydatów w obszarze obsługi klienta (38%) oraz administracji (36%). Z kolei w ujęciu globalnym firmy najczęściej wskazywały trudności z rekrutacją osób zajmujących się IT i analizą danych (35%) oraz marketingiem i sprzedażą (29%). Globalnie wyzwaniem jest także pozyskanie specjalistów obsługi klienta (23%).

Jak dodaje ekspertka, pracodawcy z sektora bankowości i finansów zwracają również uwagę na wysoko rozwinięte kompetencje miękkie. – Wymagania wobec kandydatów utrzymujące się na niezmiennie wysokim poziomie, przekładają się na to, że liczba pracowników na rynku nie jest w stanie zaspokoić zapotrzebowania organizacji. Specjaliści z branży bankowości oraz finansów zawsze byli tą grupą zawodową, która niechętnie podchodziła do zmiany pracy. Wraz z wprowadzeniem zdalnego modelu rekrutacji, kandydaci otworzyli się na rozmowy kwalifikacyjne, między innymi po to, by sprawdzić co oferuje rynek. W konsekwencji często uczestniczą w kilku procesach rekrutacyjnych jednocześnie, pomimo że ich motywacja do zmiany organizacji nie jest zbyt silna. Dodatkowo kandydaci, którzy decydują się na złożenie wypowiedzenia mogą w niektórych przypadkach liczyć na kontrofertę obecnego pracodawcy, co często utrudnia i znacznie wydłuża proces rekrutacji – podsumowuje Marta Szymańska.

Wśród najtrudniejszych do zrekrutowania przez organizacje z branży bankowości i finansów kompetencji miękkich pracowników znalazły się odporność na stres i umiejętność adaptacji (39%), a także analizy oraz krytycznego myślenia (34%). Brakuje również osób wykazujących się łatwością w rozwiązywaniu problemów (34%), kreatywnych (30%) i podejmujących inicjatywy (30%).

Fundusz SATUS Games inwestuje w firmę EpicVR

Działający od 2020 roku Fundusz SATUS Games, powołany przez Bloober Team i SATUS, zainwestował w firmę EpicVR – twórcę technologii i aplikacji VR/AR oraz producenta gier Virtual Reality. Dzięki kwocie 1,2 mln zł krakowska spółka wzmocni zespół pracujący m.in. nad portem do Builder Simulator na VR oraz swoją autorską grą Reptile Park.

Cieszymy się, że w naszą działalność uwierzył fundusz SATUS Games, wspierający firmy działające w sektorze gier. Dzięki otrzymanej kwocie powiększymy zespół, który obecnie liczy 22 osoby. Wierzymy, że wpłynie to pozytywnie na rozwój naszego biznesu oraz jakość projektów, nad którymi obecnie pracujemy – mówi Adrian Łapczyński, prezes EpicVR.

SATUS Games to podmiot z rodziny funduszy VC SATUS. Buduje on fundusze seed i venture capital. Działalność funduszu polega na wspieraniu nowatorskich spółek i startupów, działających w branżach gier i nowych technologii w modelu bridge-to-IPO, bridge-to-round, oraz bridge-to-publisher.

Dokonaliśmy inwestycji nie tyle w samą spółkę i jej dotychczasowe osiągnięcia, ale przede wszystkim w bardzo silny zespół poparty ciekawą wizją rozwoju EpicVR – powiedział Wojciech Woziwodzki, partner zarządzający SATUS Games.

Aktualnie EpicVR pracuje nad portem VR do gry Builder Simulator oraz nad swoim autorskim, survivalowym tytułem Reptile Park. Builder Simulator to gra wydana przez firmę Live Motion Games z grupy PlayWay, w której gracz wciela się w rolę budowlańca. Z kolei Reptile Park to projekt inspirowany znanymi serialami czy filmami, takimi jak Zagubieni (Lost) i Park Jurajski. Umożliwi on użytkownikom, przeniesienie się na wyspę zamieszkaną przez prehistoryczne gady.

Przy Builder Simulator skupiamy się teraz nad przeniesieniem mechaniki menu i tutorialu do świata VR. Natomiast jeśli chodzi o Reptile Park, jesteśmy na etapie realizacji prac końcowych trailera gry. Mamy nadzieję, że docelowo nasze starania zadowolą graczy i zapewnią im wiele godzin wciągającej rozrywki – podsumowuje Adrian Łapczyński.

Poza działalnością w sektorze gier – EpicVR zajmuje się również tworzeniem rozwiązań szkoleniowych w Virtual Reality. W ostatnim czasie firma stworzyła aplikację WSS VR, będącą realistycznym symulatorem procesów manualnych w logistyce. Rozwiązanie jest obecnie testowane przed jedną z holenderskich firm logistycznych. Krakowska spółka pracuje także nad narzędziem przeznaczonym dla użytkowników przestrzeni Metaverse. W związku z tym projektem – opracowano już gotowy system multiplayer dedykowany dla VR. W kolejnym etapie rozwijany będzie autorski system realistycznych awatarów.

EpicVR zamierza dołączyć do spółek notowanych na rynku NewConnect. Udziałowcami EpicVR są również giełdowe spółki w postaci Grupy PlayWay oraz Arts Alliance.

Z szacunków wynika, że światowy rynek VR osiągnie wartość ponad 184 mld dolarów do 2026 roku.

Podwykonawcy na budowach czekają na waloryzację kontraktów. Rośnie ryzyko przerywania inwestycji

Trudna sytuacja w branży budowlanej sprawiła, że trwają prace nad ustawą dot. waloryzacji kontraktów. Ministerstwo Rozwoju i Technologii podaje, że przepisy wkrótce wejdą w życie. Natomiast podwykonawcy twierdzą, że generalni wykonawcy obecnie nie chcą podnosić im wynagrodzeń. Jednak resort dąży do zabezpieczenia ich interesów. Według ekspertów, obecny limit waloryzacji jest za niski. 10% może pokryć tylko wybrane kontrakty, a już teraz podwykonawcy mówią, że realizacja zdrożała o minimum 15-20%, a u tych, którzy muszą zapewnić swój materiał, nawet o 30%. Dlatego z każdym dniem rośnie ryzyko odstępowania od zawartych już umów i schodzenia z placów budów, bo dla podwykonawców przestaje to być opłacalne. Znawcy tematu ostrzegają, że jeżeli nic się nie poprawi, to nad wieloma firmami zawiśnie groźba bankructw i masowych zwolnień pracowników.

Czas na zmiany

Podwyżki cen materiałów i paliw oraz płac mocno uderzają w firmy działające w budowlance, szczególnie w podwykonawców. Jak informuje branża, dla przykładu od początku roku materiały szalunkowe poszły w górę o 70%. Energia eklektyczna podrożała o 60%, a wynagrodzenia wzrosły o 20%. Stal w najgorszym momencie zdrożała ponad trzykrotnie. Dlatego przedsiębiorcy apelują o pilne wdrożenie zmian w prawie. Jak podaje Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT), obecnie trwają konsultacje projektu ustawy dot. waloryzacji kontraktów. Resort chce jak najszybciej zakończyć etap przygotowywania przepisów i rozpocząć proces legislacyjny. Przewidywany termin wejścia w życie to jeszcze III kwartał 2022 roku.

– Dopóki podwykonawcy nie uzyskają realnego prawa do waloryzacji od początku swoich robót oraz w pełnym zakresie zmian cen materiałów lub kosztów, to większość podwykonawców w ogóle nie dostanie jakiejkolwiek waloryzacji umowy – komentuje Robert Gil, dyrektor sprzedaży jednej z wiodących spółek w branży oznakowania dróg w Polsce.

Z doświadczenia innych osób z branży wynika, że same zalecenia i wytyczne w praktyce nie funkcjonują. Dlatego z przepisów prawa jasno powinno wynikać, że waloryzacja dotyczy podwykonawców w takim samym zakresie, jak generalnych wykonawców. Umowy podpisane w latach 2020-2021 są realizowane w oparciu o przepisy starej ustawy Pzp (Prawo zamówień publicznych). Nie mówiły one wprost o waloryzacji wynagrodzeń podwykonawców. Natomiast resort obecnie prowadzi konsultacje ze wszystkimi chętnymi podmiotami, niezależnie od ich roli w procesie realizacji zamówień. Katalog propozycji zgłaszanych przez przedsiębiorców jest bardzo szeroki. Zawiera postulaty, od wprowadzenia obowiązkowej waloryzacji do przygotowania jedynie stosownych wytycznych dla zamawiających. Do momentu zakończenia prac nad projektem regulacji, MRiT jest otwarte na propozycje ze strony środowiska przedsiębiorców.

– Rekomendacje Prezesa Urzędu Zamówień Publicznych w zakresie przykładowych klauzul przeglądowych dla 12 rodzaju branż, w tym budowlanej, zostały opracowane i udostępnione na potrzeby nowego PZP już w 2020 r. Aktualnie trwają prace z przedstawicielami wykonawców i zamawiających w obszarze klauzul waloryzacyjnych oraz przeglądowych dla branży budowlanej. Szeroki udział przedstawicieli wykonawców i zamawiających gwarantuje wszechstronną perspektywę spojrzenia na zagadnienie – zaznacza Michał Trybusz z Urzędu Zamówień Publicznych (UZP).

Prace dotyczące klauzul przeglądowych koncentrują się na ewentualnej aktualizacji i dodaniu nowych aspektów do ww. rekomendacji Prezesa UZP. Natomiast działania w zakresie klauzul waloryzacyjnych zmierzają do stworzenia kilku przykładowych, uwzględniających różne typy kontraktów, z którymi mają do czynienia zamawiający różnego szczebla.

– Na początku br. podniesiony został maksymalny limit waloryzacji na kontraktach drogowych prowadzonych przez GDDKiA z 5 do 10%. W związku ze znaczącym wzrostem cen materiałów i usług, spowodowanych m.in. wojną na Ukrainie, resort zaproponował wyższy limit także dla kontraktów już realizowanych. W maju Rada Ministrów przyjęła projekty uchwał opracowanych przez Ministra Infrastruktury, zakładających zwiększenie limitu finansowego Programu Budowy Dróg Krajowych o 2,6 mld zł oraz Programu Budowy 100 Obwodnic o 115 mln zł. To pozwoli na wprowadzenie mechanizmu waloryzacji na wszystkich kontraktach zawartych na realizację dróg krajowych na poziomie do 10% – informuje Szymon Huptyś, rzecznik prasowy Ministerstwa Infrastruktury.

Kluczowa waloryzacja

Prace legislacyjne toczą się, ale niektórzy podwykonawcy skarżą się, że generalni wykonawcy nie są obecnie zbyt chętni do podnoszenia im wynagrodzeń. Jak zaznacza Jan Styliński, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa (PZPB), trudno jest uogólniać. Ekspert ma kontakt z wieloma generalnymi wykonawcami, którzy waloryzują wynagrodzenia, mimo że inwestor im za to nie płaci. Najczęściej jest tak, że generalny wykonawca nie wyraża zgody na taki ruch, jeśli jego wynagrodzenie nie zostało podniesione. Regułą polskiego rynku jest to, że inwestorzy w nikłym stopniu waloryzują wypłaty.

– Chcemy, aby wypłata waloryzacji nie zależała od decyzji generalnego wykonawcy. Wiadomo, że sądy potwierdziłyby nasze stanowisko, ale jest to proces długotrwały. Niewiele firm zdecyduje się na drogę sądową z obawy, że się nie doczeka zakończenia sprawy. Dlatego też, konstruując nowe przepisy, należy pamiętać o podwykonawcach, którzy w rzeczywistości – jako faktyczni wykonawcy robót i usług – ponoszą zwiększone koszty. Generalni wykonawcy w większości przypadków nie dysponują swoimi brygadami roboczymi. Wszystkie prace, usługi, paliwa, zakupy materiałów czy też dostawy zlecają podwykonawcom. Sami de facto zarządzają tylko kontraktami – mówi anonimowo prezes jednej z firm budowlanych z woj. śląskiego.

Tymczasem resort zapewnia, że kwestia waloryzacji wynagrodzeń podwykonawców będzie uwzględniona w projektowanych regulacjach, bo z wielu stron płyną takie postulaty. Wzrost cen materiałów oraz innych kosztów realizacji zawartych umów dotyka bowiem zarówno generalnych wykonawców, jak i podwykonawców. Podobnie jak w przypadku prac nad nowym prawem zamówień publicznych czy też tzw. regulacji covidowych, resort dąży do odpowiedniego zabezpieczenia interesów podwykonawców w zakresie waloryzacji wynagrodzeń. Przewiduje się, że generalny wykonawca, którego wynagrodzenie zostało zwaloryzowane, będzie zobowiązany do odpowiedniej waloryzacji wynagrodzenia podwykonawców biorących udział w realizacji zamówienia. I tutaj eksperci z branży zwracają uwagę na to, że nowe przepisy powinny wprost określać, że waloryzacja wynagrodzenia dotyczy głównie podwykonawców. Nie można zostawiać takiej decyzji generalnym wykonawcom.

– Pojawiły się już propozycje aneksów waloryzacyjnych do kontraktów, które mają być odpowiedzią na znaczny wzrost cen materiałów, paliw i usług związanych z wojną na Ukrainie. Niestety, nadal generalny wykonawca nie musi waloryzować robót podwykonawcy w oparciu o pełny koszyk waloryzacyjny, ale  tylko o obowiązkowy wskaźnik CPI oraz jeden inny wybrany wskaźnik – zwraca uwagę Robert Gil.

Jak informuje Ministerstwo Rozwoju i Technologii, kwestia sposobu efektywnego zabezpieczenia interesów podwykonawców jest cały czas przedmiotem szeregu prac i analiz. Resort stoi na stanowisku, że poziom ochrony ich interesów powinien co najmniej odpowiadać poziomowi zabezpieczenia interesów generalnych wykonawców. Podobnie jak w przypadku tzw. regulacji covidowych, przygotowywane rozwiązanie nie zakłada nakładania kar umownych na zamawiających za brak zmiany umowy z wykonawcą (generalnym wykonawcą).

– Ważne jest, żeby uregulowano odpowiedzialność dla generalnych wykonawców, którzy nie chcą waloryzować wynagrodzeń. Niestety z naszych doświadczeń wynika, że jeżeli nie zostaną oni odgórnie zobowiązani do tego, to z własnej woli raczej nie decydują się na taki ruch – twierdzi prezes śląskiej firmy budowlanej.

Procenty pod lupą

Eksperci z branży budowlanej twierdzą, że maksymalny limit waloryzacji jest za niski. W opinii wielu z nich, 10% nie pokrywa rzeczywistego wzrostu kosztów. Jednocześnie znawcy tematu dodają, że ewentualne odstąpienie od umowy na skutek nagłego wzrostu cen nie jest taką prostą sprawą. Zwykle taka decyzja oznacza zapłatę kary umownej i sprawę w sądzie. Na wyrok czeka się czasem latami i nigdy nie wiadomo, jaki on będzie, więc lepiej próbować innych rozwiązań.

– 10% może pokryć pewne kontrakty, które są na końcowym etapie realizacji. Natomiast jeśli ktoś miał głównie roboty asfaltowe albo stalowe, to taki limit właściwie nic nie znaczy. Wnioskowaliśmy do ministra o 18%. A gdyby z jakiegoś powodu ceny kiedyś zaczęły spadać, to i ww. próg mógłby być obniżony. Natomiast co do zasady jesteśmy zwolennikami braku maksymalnego limitu, bo to jest światowy standard. Takie rozwiązanie funkcjonuje np. w Czechach czy Rumunii. Ponadto w Polsce są też kontrakty, nawet w GDDiA, np. na budowę kilku tuneli górskich, w których nie ma limitów waloryzacji – podkreśla prezes PZPB.

Jak wskazuje prezes śląskiej firmy, obecnie podwykonawcy realizują kontrakty, narażając się na spore straty. W dalszej perspektywie, żaden z przedsiębiorców nie udźwignie finansowo kontynuowania umów bez waloryzacji wynagrodzeń. To jest prosta droga do upadłości, bankructw oraz masowych zwolnień pracowników. I w tym miejscu należy zaznaczyć, że sami generalni wykonawcy potwierdzają ten problem w czasopiśmie GDMT geoinżynieria drogi mosty tunele 2/2022. Dlatego szczególnie ważne jest, żeby nowe regulacje zostały wprowadzone jak najszybciej. Nie można dopuścić do zatrzymania rozpoczętych inwestycji publicznych w kraju. Jeśli w miejsce upadłych wejdą nowe firmy podwykonawcze, to wynagrodzenia za usługi budowlane będą dużo wyższe niż koszty waloryzacji, o których mowa.

– Zgodnie z zasadami waloryzacyjnymi, połowę ryzyka związanego ze wzrostem kosztów realizacji kontraktów przejmują inwestorzy, a drugą część – generalni wykonawcy. I ten mechanizm jest obligatoryjnie przenoszony na zasadach jeden do jednego w dół, tzn. na podwykonawcę i dalszych podwykonawców. Jednak, naszym zdaniem, on nie powinien być w proporcji 50 do 50. To powinno być 80 do 20, czyli waloryzację należałoby naliczać na 80% wynagrodzenia, a nie na 50%. Bo faktycznie więcej niż połowa kosztów rośnie. Średnio zysk w robotach budowlanych z reguły wynosi na poziomie generalnego wykonawcy 5%, a na poziomie podwykonawców 10-12% – analizuje prezes Styliński.

Aktualnie do MRiT nie docierają sygnały wskazujące na nasilające się zjawisko odstępowania przez wykonawców lub podwykonawców od zawartych umów. Resort podkreśla, że nowe prawo zamówień publicznych znacznie wzmocniło ochronę interesów podwykonawców, gdyż w pracach nad nim uwzględniono doświadczenia wynikające z poprzednich kryzysów na rynku zamówień publicznych. Jednak niektóre podmioty z branży nie są aż tak optymistycznie do tego nastawione. I ostrzegają, że jeśli umowy zaczną być masowo zrywane, to będzie już za późno na zmiany w prawodawstwie.

– Mamy taki model rynku, gdzie opieramy się na różnych firmach specjalistycznych, tj. z reguły na mniejszych podwykonawcach. Jeśli one odstąpią od umów, to inwestycje nie będą realizowane. Ryzyko było widoczne już w marcu, a dziś rośnie i waloryzacja naprawdę stała się niezbędna. Jeśli zmiany będą się przedłużać, to będziemy mieli lawinę takich odstąpień i utrudnień dla procesów inwestycyjnych. Trzeba wprowadzać mechanizmy waloryzacji, które później realnie odzwierciedlą wzrosty cen, jakich spodziewamy się od przełomu lat 2023 i 2024, po korekcie w najbliższych miesiącach – podsumowuje prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

22 sierpnia mija termin na zmianę formy opodatkowania

Ryczałtowcy, którzy chcieliby od drugiego półrocza przejść na skalę podatkową, mogą to zrobić do 22 sierpnia. Aby zmienić formę opodatkowania, należy zmodyfikować wpis w CEIDG na stronie biznes.gov.pl. Eksperci inFakt wyjaśniają dla kogo taka zmiana jest korzystna.

Po wyborze skali podatkowej podatnik będzie mógł w rozliczeniu za 2022 rok skorzystać z pełnej kwoty wolnej od podatku (30 tys. zł). Do drugiego progu podatkowego będzie wpadał po przekroczeniu kwoty 120 tys. zł.  Co ważne, do tych limitów nie będzie brany pod uwagę przychód z pierwszej połowy roku, który był rozliczany jeszcze według ryczałtu. Przejście na skalę podatkową może więc być dla wielu przedsiębiorców opłacalne.

Korzyści ze zmiany formy opodatkowania odczują wszyscy, którzy za drugą połowę roku osiągną przychody do 135 tys. zł (a za cały rok – 270 tys. zł), przy opłacanym dużym ZUS i stawce ryczałtu 17%. Zysk co prawda jest w tej sytuacji niewielki, bo wyniesie ok. 100 zł, jednak im mniejsze przychody podatnik osiągnie w drugiej połowie roku, tym korzyść będzie większa.

Przykładowo: dla przychodów w wysokości 200 tys. zł w ciągu roku (po 100 tys. zł w każdym półroczu) i przy stawce ryczałtu 17%, przejście na skalę w połowie roku daje korzyść w wysokości około 3 tys. zł. Z kolei jeśli podatnik stosuje ogólną, najbardziej popularną stawkę dla usług – 8,5% i osiąga 130 tys. zł przychodu rocznie (po 65 tys. zł na każde półrocze), to przy zmianie w połowie roku zyska ok. 900 zł (bez kosztów).

Okazja na zakupy sprzętów do firmy

Poziom osiągniętych korzyści będzie więc uzależniony głównie od stawki ryczałtu, wartości przychodów osiąganych w drugim półroczu i kosztów, które obniżają podstawę opodatkowania. Co więcej, wybór skali w połowie roku może być dla podatnika jeszcze korzystniejszy, jeśli będzie ponosił koszty. Obecni ryczałtowcy mogą się zastanowić czy w drugim półroczu nie doposażyć firmy np. w nowy komputer czy inne składniki majątkowe. Skala da im możliwość zaliczenia tego w koszty, czego nie mogą zrobić na ryczałcie. Półroczne „okienko” jest do takich celów świetną okazją.

Z jakich ulg nie można skorzystać po zmianie formy opodatkowania?

Po przejściu na skalę podatkową od połowy roku nie będzie można rozliczyć się za 2022 rok wspólnie z małżonkiem. Podatnik nie będzie mógł też skorzystać z preferencyjnego rozliczenia dla osób samotnie wychowujących dziecko. Będzie natomiast przysługiwało mu prawo do skorzystania z ulgi prorodzinnej, czyli obniżenia podatku w wysokości 1112 zł na pierwsze i drugie dziecko, 2000 zł na trzecie i 2700 na czwarte i każde kolejne.

Co z ZUS i składką zdrowotną?

Składka zdrowotna należna za lipiec, a więc płatna w sierpniu, będzie wynosiła wartość minimalną – 270,90 zł dla wszystkich, którzy zmienią formę opodatkowania od połowy roku. Dzieje się tak dlatego, że aby obliczyć składkę zdrowotną na skali podatkowej, należałoby użyć dochodu z czerwca. Podatnik był jednak wtedy jeszcze na ryczałcie, dlatego w tej sytuacji nie można użyć dochodu. Jest to z pewnością dobra wiadomość dla podatników. Dopiero składka zdrowotna za sierpień, płatna we wrześniu, będzie wyliczana klasycznie jako 9% dochodu z lipca.

Co ważne, podatnik powinien poinformować ZUS o zmianie formy opodatkowania dopiero w maju 2023 roku, składając druk ZUS DRA za kwiecień 2023. Wówczas będzie musiał oznaczyć specjalne pole informując, że zmienił w ubiegłym roku formę opodatkowania i przeszedł na skalę podatkową.

Zwrot nadpłaty składki za 2022 rok tylko w maju 2023!

Warto zapamiętać datę: maj 2023 roku także dlatego, że wtedy będzie można dopłacić ewentualną niedopłatę składki zdrowotnej do 22 maja lub zawnioskować o zwrot nadpłaty składki. Co bardzo ważne, o zwrot można będzie ubiegać się tylko w maju. Jeśli podatnik przegapi ten termin, to zwrotu nie otrzyma.

Dwa PIT-y za 2022 rok

Jeśli podatnik zmieni formę opodatkowania za 2022 rok, będzie musiał w 2023 roku złożyć dwa PIT-y: PIT-28 dla ryczałtu i PIT-36 dla skali podatkowej. Od przyszłego roku terminy składania PIT-ów będą uproszczone i wszyscy będą mieli taki obowiązek do 30 kwietnia.

Trzeba również pamiętać, że zmiana formy opodatkowania w CEIDG do 22 sierpnia br. jest wiążąca na kolejne lata. Będzie nadal obowiązywać podatnika, nawet gdy nie zmieni jej w 2023 roku. Jeśli więc ktoś będzie chciał wrócić na ryczałt powinien pamiętać, żeby na początku roku ponownie zmienić wpis w CEIDG.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Sytuacja na Odrze to katastrofa dla przetwórców i rybaków. „Takiej tragedii nie było od 70 lat”

Rybacy i przetwórcy rybni w obliczu największego kryzysu w historii. „Jeżeli połowy nie ruszą szybko, to stoimy przed widmem bankructwa”.

Nie tylko wypożyczalnie sprzętu turystycznego, lokale gastronomiczne i ośrodki turystyczne mają poważny problem wynikający z katastrofy ekologicznej na Odrze. Niemal z dnia na dzień możliwość funkcjonowania stracili także rybacy, przetwórcy i spółdzielnie rybackie. – Dla rybaków to katastrofa. Podobnie jest ze spółdzielniami rybackimi, skupami ryb, przetwórcami i innymi firmami dla których Odra była rzeką eksploatowaną gospodarczo – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Odra jest rzeką życiodajną nie tylko dla ryb, ale także dla przedsiębiorców. Jej zamknięcie na dłużej to bankructwo wielu firm i kryzys w sektorze rybackim, a co za tym idzie gospodarczym. Kryzys jakiego nie widzieliśmy od lat – mówi Hanna Mojsiuk.

„Poza Odrą nie mamy żadnego źródła dochodu”

Katastrofa ekologiczna na Odrze z dnia na dzień pozbawiła wiele firm możliwości normalnego funkcjonowania. Odebraliśmy mnóstwo telefonów od rybaków, spółdzielni rybackich oraz zrzeszeń – wszyscy przyznają zgodnie, że dla nich zakaz połowu i degradacja rzeki to sytuacja mogąca szybko doprowadzić ich do bankructwa.

– Zakaz jeszcze nie przekłada się na całkowity zaraz produkcji w zakładzie, bo mamy zgromadzone zapasy, ale myśleliśmy, że będziemy je wykorzystywać jesienią i wiosną. Potrzebuję od 100 do 200 ton ryb w magazynie. Na dzisiaj mam 50. Jeżeli połowy ruszą szybko to sobie poradzimy, ale jeżeli połowy będą zatrzymane jeszcze kilka tygodni to będziemy całkowicie zablokowani. To będzie katastrofa dla przetwórców, nie wiem czy nie doprowadzi to do bankructwa przedsiębiorstwa-  mówi Witold Łojak, członek zarządu firmy McLean Brothers. – Oczekujemy działań interwencyjnych, decyzja o odwieszeniu połowów musi zostać podjęta tak szybko jak to tylko jest możliwe, gdy okaże się, że badania Odry są pozytywne – dodaje Łojak.

– Rybacka Spółdzielnia Rybacka Regalica w Gryfinie poza Odrą nie mają żadnego źródła dochodu. Sytuacja jest dramatyczna i pozbawiła nas wszelkich dochodów związanych z naszą działalnością. Jesteśmy kompletnie odcięci od wpływów  – mówi Krzysztof Grzelak, Prezes Spółdzielni Rybackiej Regalica.  – Oczekujemy wsparcia ze strony rządu i zabezpieczenia rybakom i spółdzielcom środków do życia jeżeli okaże się, że kryzys odrzański potrwa dłużej. Gospodarujemy na Odrze 70 lat i podobnego kryzysu nie pamiętam. Obawiam się, że nie będzie w najbliższym czasie ryby w Odrze, że z tego narybku, który zostanie wpuszczony nie będziemy mogli szybko korzystać. Obawiamy się także złego wizerunku spożywania ryb, boimy się, że klienci nie będą chcieli ryby kupować – mówi Prezes Grzelak.

Prezes Hanna Mojsiuk: „Jakie wsparcie dla przedsiębiorców? Czas na konkrety!”

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie oraz Unia Izb Odry i Łaby zwracają uwagę, że kryzys odrzański to problem wielowymiarowy, który wymaga pilnej interwencji ze strony władz rządowych oraz samorządowych.

– Odra to źródło utrzymania dla tysięcy mieszkańców Pomorza Zachodniego. Zakaz połowu w momencie skażenia lub niepewności, co do przyczyn katastrofy ekologicznej jest zrozumiały. Musimy jednak pamiętać, że taka sytuacja wiąże się z koniecznością pilnych rekompensat dla podmiotów, które ponoszą straty. Nie możemy zabrać ludziom możliwości działania, a jednocześnie nie informować ich czy należy im się pomoc i wsparcie. Informacje ze strony rządzących są bardzo lakoniczne. Jako Północna Izba Gospodarcza mówimy: czas na konkrety – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Oczekujemy wsparcia dla rybaków, spółdzielni rybackich, przetwórców rybnych, przedstawicieli sportu i rekreacji, turystyki, gastronomii oraz wędkarstwa, hotelarstwa i agroturystyki. Wszyscy przedsiębiorcy, którzy udowodnią, że kryzys odrzański sprawił, że ponieśli straty powinni zostać zauważeni i powinni otrzymać wsparcie – dodaje Hanna Mojsiuk.

Dolar znów rośnie w siłę

Amerykańska waluta przeczekała dzień po publikacji minutek i znów atakuje coraz wyższe poziomy względem euro. Jeżeli trend się utrzyma, szybko zobaczymy kolejne zbliżenie się do parytetu wymiany 1 euro za 1 dolara.

Rynek przetrawił minutki FED

Publikacja minutek FED, czyli stenogramów z posiedzenia, w samą środę nie wywołała zbytnich reakcji rynków. Było to dość dziwne, biorąc pod uwagę, że mowa była o zdecydowanej walce z inflacją, czy akceptowaniu spowolnienia. Nie minęła jednak doba i inwestorzy doszli do wniosku, że to jednak zapowiedź wyższych podwyżek, niż dotychczas sądzono. Można to oczywiście łączyć z czwartkowymi danymi z USA. Były one lepsze w przypadku wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, ale słabsze przy sprzedaży domów na rynku wtórnym. Ciężko zatem nimi uzasadnić około 1-centowe umocnienie dolara względem euro. Patrząc jednak na zmiany nastrojów na rynku kontraktów terminowych na stopę procentową, widać wyraźnie, że coś się dzieje i kapitał znów jest ściągany za ocean.

Odwrót od złotego

Nic tak nie przeszkadza ostatnio polskiej walucie, jak zasysanie kapitału w stronę dolara. To właśnie mocniejszy dolar odpowiada za słabość polskiej waluty. Odpływ kapitału z Polski widać zresztą nie tylko na kursach walut. Rośnie rentowność 10-letnich obligacji, które od początku tygodnia zmieniły swoje oprocentowanie na rynku z 5,35% na ponad 6%. Z drugiej strony mamy też polski parkiet giełdowy, który mimo że większość największych rynków rośnie, ten z kolei z jakiegoś powodu od kilku miesięcy podąża w trendzie bocznym. Widać zatem, że dzieje się tutaj coś złego względem innych giełd.

Turcja obniża stopy procentowe

Teoria ekonomiczna w Turcji to temat wielu żartów w branży finansowej. Prezydent Erdogan ma kilka bardzo odważnych koncepcji, idących absolutnie pod prąd obecnej wiedzy w tej dziedzinie. Niestety od posiadania koncepcji do działania jest w tym autorytarnym kraju krótka droga. W rezultacie Bank Centralny działa zgodnie z założeniem, że to wysokie stopy procentowe powodują inflację. Mając to na uwadze, wczorajsza obniżka głównej stopy procentowej o 1% do 13% nie jest aż takim zaskoczeniem. Mało jest jednak państw na świecie, które przy inflacji ocierającej się o 80% obniżyłyby stopy procentowe. Co ciekawe, rynki były względnie gotowe na tę niespodziankę. Po krótkiej przecenie lira odzyskała swoją wartość względem euro do końca dnia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Bitcoin osuwa się po kilkunastu dniach konsolidacji

  • Bitcoin osuwa się po kilkunastu dniach konsolidacji
  • Ethereum w oczekiwaniu na the Merge
  • Znaczący spadek nastrojów na rynku

Po rajdzie Bitcoina i całego rynku kryptowalut w lipcu, pierwsza połowa sierpnia charakteryzowała się stabilizacją sytuacji na rynku. Na początku trwającego tygodnia Bitcoin próbował przełamać impas i podjął próbę wybicia powyżej silnego oporu na poziomie 25 tys. dolarów. Ostatecznie presja podażowa zepchnęła byki poniżej. W następstwie Bitcoin zaliczył kilka sesji spadkowych z rzędu, a w piątek rano spadł gwałtownie poniżej granicy 22 tys. dolarów. W tym momencie największa kryptowaluta ponownie znajduje się poniżej 200 – tygodniowej średniej kroczącej, a od początku tygodnia traci już ponad 8 proc.Bitcoin osuwa się po kilkunastu dniach konsolidacji

Ethereum w oczekiwaniu na the Merge

Ethereum w ciągu ostatniego tygodnia zaliczyło nieznacznie mniejsze spadki od Bitcoina. Druga największa kryptowaluta spadła poniżej wsparcia na poziomie 1800 dolarów, jednak nadal znajduje się około 100 proc. powyżej czerwcowego dołka. Silne wzrosty spowodowały, że ETH odpowiada już za około jedną piątą całego rynku kryptowalut – po raz pierwszy od grudnia 2021 roku.

W następnych tygodniach można się spodziewać wzmożonej zmienności na wykresie ETH w wyniku nadchodzącego the Merge Ethereum. Przejście ETH z modelu Proof-of-Work (PoW) na Proof-of-Stake (PoS) jest obecnie zaplanowane na 15 września, jednak dokładna data zależy od hashrate. Ta zmiana pomoże zmniejszyć zużycie energii przez Ethereum dzięki stakowaniu ETH.

Znaczący spadek nastrojów na rynku

Wskaźnik Fear & Greed Index po zanotowaniu 14 sierpnia lokalnego maksimum na poziomie 47 punktów, spadł gwałtownie do okolic 30 punktów. Pomimo pogorszenia nastrojów, sentyment na rynku jest znacząco lepszy od czerwcowego, kiedy to wskaźnik odnotował rekordowo niskie 6 punktów. Rynek nadal znajduje się jednak w strefie „strachu” (odczyt poniżej 50), co wskazuje na wysoką awersję do ryzyka inwestorów.

Komentarz opracował: Lukas Enzersdorfer – Konrad, szef ds. rozwoju produktu oraz zastępca dyrektora generalnego Bitpanda

Niniejszy materiał jest jedynie komentarzem do sytuacji rynkowej i nie stanowi analizy finansowej ani rekomendacji.

Nowe perspektywy na rynku kredytów

Obserwowana w ostatnich miesiącach seria podwyżek stóp procentowych spowodowała zauważalne zmiany na rynku kredytów. Bardziej ostrożne są obecnie zarówno banki, w tym szczególnie największe instytucje działające na polskim rynku, jak i ich klienci. Odsetki od zaciąganych zobowiązań warto jednak konfrontować z obecnym poziomem inflacji oraz mieć na uwadze fakt, że zbliżamy się do końca cyklu zaostrzania polityki pieniężnej – już wkrótce możemy być świadkami obniżek stóp procentowych, a więc także spadku kosztów kredytowania.

Prowadzone w dużym tempie oraz znacznej skali zaostrzanie polityki pieniężnej w dość krótkim czasie doprowadziło do spadku dynamiki na rynku kredytowym. Duża grupa banków coraz ostrożniej podchodzi do ich udzielania, licząc się ze zwiększonym ryzykiem spłat, z drugiej strony obniżyła się zdolność kredytowa klientów. Wysoka inflacja oraz perspektywa możliwego pogorszenia się koniunktury w gospodarce również nie wpływają pozytywnie na sentyment potencjalnych kredytobiorców.

Początkowo najbardziej ucierpiał rynek kredytów hipotecznych – z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że liczba wniosków o kredyt hipoteczny na koniec pierwszego półrocza była aż o 60 proc. niższa niż rok wcześniej. Długoterminowe zobowiązania mogą kojarzyć się klientom z większym ryzykiem, z drugiej strony należy mieć świadomość tego, że w horyzoncie 20-30 lat będziemy mieć z pewnością do czynienia z kilkoma cyklami spadków oraz wzrostów kosztów finansowania. Przy podejmowaniu decyzji należy więc brać pod uwagę nie tylko bieżącą sytuację, ale także scenariusze jej rozwoju w długim horyzoncie czasowym.

Z najnowszego raportu Narodowego Banku Polskiego, opisującego sytuację na rynku kredytowym wynika, że mniejsza skłonność do zadłużania się klientów, jak i do udzielania kredytów przez banki, przenosi się na inne kategorie, także służące finansowaniu bieżących potrzeb i zakupów dóbr konsumpcyjnych, również trwałego użytku. Jednak w tym przypadku należy podkreślić, że wszystkie kalkulacje powinny uwzględniać nie tylko bieżące koszty kredytu, ale także wysokość inflacji oraz jej przyszły poziom. Z projekcji analityków NBP, a także szacunków niezależnych ekonomistów wynika, że w pierwszych miesiącach przyszłego roku przejściowo wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych może przekroczyć nawet 18 proc. To oznacza, że cena wielu grup towarów za kilka miesięcy będzie znacząco wyższa niż obecnie. Biorąc to pod uwagę, może okazać się, że dla wielu klientów bardziej opłacalne jest zaciągnięcie kredytu konsumpcyjnego obecnie, by dokonać planowanych zakupów po cenach niższych niż w przyszłości. Oczywiście należy w każdym przypadku brać pod uwagę indywidualną sytuację gospodarstwa domowego i zdolność do regulowania zobowiązań. Co prawda nastroje konsumentów w ostatnim czasie pogorszyły się, co sugeruje ostrożność w podejmowaniu decyzji zakupowych, lecz z drugiej strony sytuacja na rynku pracy wciąż jest korzystna dla zatrudnionych i realnie nie widać tutaj większych zagrożeń. Stopa bezrobocia jest w Polsce najniższa od ponad 30 lat i nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała się w tym względzie znacząco pogorszyć.

Autor komentarza: Tomasz Rzeski, Country Sales Manager Oddziału Inbank w Polsce

Powrót hossy na rynku biurowym?

Polski rynek biurowy na zakończenie II kwartału 2022 r. dysponuje ponad 12,6 mln mkw. nowoczesnej powierzchni. Tradycyjnie liderem w całkowitych zasobach pozostaje Warszawa, przy czym osiem głównych regionalnych rynków z Krakowem i Wrocławiem na czele nie zwalnia tempa. Przykładem jest Trójmiasto, które w drugim kwartale br. dołączyło do grona biurowych milionerów. Z obrazu rynku wyłania się optymizm wynikający z rosnącego popytu. AXI IMMO prezentuje podsumowanie danych za I połowę 2022 roku na polskim rynku biurowym.

Na zakończenie czerwca 2022 r. całkowite zasoby A-klasowej powierzchni biurowej w Polsce wyniosły ponad 12,6 mln mkw. Aktywność deweloperów w drugim kwartale br. wyniosła 103 900 mkw., co odzwierciedliło się w oddaniu do użytku 12 biurowców. Zliczając projekty oddane od stycznia do czerwca 2022 r. na rynek biurowy w Polsce, dostarczono łącznie 34 inwestycji, których łączna powierzchnia wyniosła 440 800 mkw. Wśród największych zrealizowanych w analizowanym okresie biurowców znalazły się budynek Forest Tower (51 500 mkw., HB Reavis, Warszawa), KTW II (39 900 mkw., TDJ Estate, Katowice) oraz Midpoint71 (36 200 mkw., Echo Investment, Wrocław).

W przypadku Warszawy w drugim kwartale br. oddano do użytku dwa projekty tj. SkySAWA (22 800 mkw.) i Intraco Prime (12 800 mkw.), które powiększyły całkowite zasoby stołecznego rynku biurowego do niespełna 6 270 300 mkw. Sumaryczny wynik nowej podaży w stolicy w I poł. 2022 r. to ponad 129 000 mkw. Prawdziwym placem budowy są natomiast regionalne rynki biurowe. Tam, w pierwszym półroczu 2022 r. dostarczono aż 26 inwestycji o łącznej powierzchni 311 800 mkw. Od kwietnia do czerwca br. oddano kolejne 10 projektów, wśród których największym była I faza projektu The Park Kraków (11 700 mkw., White Star) w Krakowie. W kontekście nowej podaży w miastach regionalnych najwięcej projektów oddano w Krakowie (ok. 26 300 mkw.), Trójmieście (18 800 mkw.) oraz Łodzi (18 800 mkw.). Wysoka aktywność deweloperska przełożyła się na wzrost całkowitych zasobów powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach biurowych (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Poznań, Katowice, Łódź, Szczecin i Lublin) do poziomu 6 335 700 mkw. Największymi centrami biznesowymi po Warszawie pozostają Kraków (1 666 200 m kw.), Wrocław (1 284 500 m kw.) i Trójmiasto (1 010 900 m kw.).

Nowa podaż na rynku biurowym w drugim kwartale 2022 r. nieznacznie wpłynęła na poziom pustostanów. Na polskim rynku znajduje się ok. 1,71 mln mkw. powierzchni dostępnej od ręki. W Warszawie na koniec czerwca 2022 wskaźnik pustostanów wskazał 11,9% (747 700 mkw.), przy czym bardzo wyraźny jest deficyt wolnej powierzchni w strefach centralnych. Z kolei na regionalnych rynkach biurowych do wynajęcia od zaraz pozostaje 961 000 mkw. (15,2%). Najwyższy zarejestrowany współczynnik pustostanów pozostaje w Łodzi (18,6%), a najniższy w Szczecinie (4,9%).

Po pierwszej połowie 2022 r. całkowity wolumen transakcji najmu na polskim rynku biurowym zakończył się z wynikiem 829 500 mkw. W pierwszych trzech miesiącach 2022 roku najemcy podpisali umowy na łącznie 427 700 mkw. (WAW 267 200 mkw.; regiony 160 500 mkw.), z kolei w okresie od kwietnia do czerwca br. wynajęto dodatkowe 401 800 mkw. (WAW 212 200 mkw.; regiony 189 600 mkw.). W II kwartale 2022 r. w miastach regionalnych największy popyt odnotowano w Krakowie (73 900 mkw.), we Wrocławiu (25 600 mkw.) oraz w Trójmieście (25 100 mkw.). W strukturze najmu w stolicy w okresie od kwietnia do czerwca br. najemcy najczęściej decydowali się na renegocjacje (48%), które wyprzedziły nowe umowy (45% wraz z przednajmami) i ekspansje (7%). Natomiast na regionalnych rynkach biurowych w analogicznym okresie najwyższy udział w popycie przypadł nowym umowom (57% włączając przednajmy oraz umowy na potrzeby własne), renegocjacjom (35%) i ekspansjom (8%).

„W Warszawie obserwujemy wysoki popyt, którego wynikiem jest obniżający się poziom pustostanów w strefach centralnych. Najemcy na obecnym etapie nie obawiają się covidu. W przypadku kolejnej fali ponownie zostaną włączone procedury związane z większym bezpieczeństwem sanitarnym jak, chociażby wprowadzenie systemu pracy zmianowej czy home office w większym zakresie. Kolejnym następstwem uspokojenia się najemców w kontekście pandemii jest mniejsza liczba decyzji dotyczącej optymalizacji powierzchni. Wśród branż, które z naszej perspektywy zwiększają swoje zapotrzebowanie na nowoczesną powierzchnię biurową są kancelarie prawne, firmy podatkowe, branża IT, a także operatorzy biur serwisowanych. Na wzrost ostatniej grupy szczególne znaczenie ma rosnąca liczba firm przenoszących swoją działalność ze wschodu, głównie z Ukrainy. Najemcy Ci najczęściej poszukują mniejszej powierzchni dla 4-5 osób na około rok. Wpływ na to, czy firmy ze wschodu staną się znaczącą grupą najemców, która w kolejnych kwartałach zdecyduje się na wynajęcie tradycyjnej powierzchni biurowej będą miały dwa czynniki. Pierwszym jest stopień i czas adaptacji do warunków i rynku pracy w Polsce, z kolei drugim dalsze losy działań militarnych na Ukrainie,” mówi Jakub Potocki, Starszy konsultant w Dziale Powierzchni Biurowych, AXI IMMO.

Wśród największych transakcji zamkniętych na warszawskim rynku biurowym do końca czerwca br. znalazły się dwie umowy przednajmu. W pierwszej PKO BP wynajęło 34 500 mkw. w kompleksie SKYSAWA, w drugiej natomiast poufny najemca z sektora bankowego zajmie 30 000 mkw. w budynku Forest Tower. Podium domyka transakcja z II kwartału 2022 r., w której Samsung Electronic Polska (R&D) odnowiło umowę najmu blisko 21 000 mkw. w budynku Warsaw Spire C. Z kolei w regionach najciekawsze transakcje miały miejsce między kwietniem a czerwcem 2022 r. Capgemini podpisało umowę przednajmu 13 800 mkw. w budynku Fabryczna Office Park B5, a Cisco Systems Poland zdecydowało się na renegocjacje i odnowienie umowy 12 500 mkw. w kompleksie Enterprise Park C. Regionalne podium za pierwsze sześć miesięcy uzupełnia nowa umowa podpisana w budynku KTW II, gdzie PWC zajmie blisko 10 000 mkw.

„Wśród kluczowych trendów na kolejne miesiące warto wskazać, że rosnący popyt i ograniczona podaż z pewnością znajdą odzwierciedlenie w podwyższających się stawkach czynszów. Na dziś trudno oszacować, o ile właściciele nieruchomości, w przypadku nowych najemców, podniosą czynsze wyjściowe. Na obecnym etapie trudniej również wynegocjować zachęty w postaci dłuższych wakacji czynszowych czy większej partycypacji w kosztach fit-outu. Wyceny zaaranżowania powierzchni powoli stabilizują się, na co wpływ ma większa normalizacja cen i większa dostępność materiałów. Wyjściowe stawki za fit-out dla powierzchni Shell&Core w strefach centralnych Warszawy utrzymują się na poziomie 900-1000 EUR/mkw., przy czym średni czas na zrealizowane projektu po klucz od momentu podpisania umowy trwa ok. 5 do 6 miesięcy,” prognozuje Bartosz Oleksak, Starszy konsultant w Dziale Powierzchni Biurowych, AXI IMMO.

„W kontekście średnio i długoterminowych trendów z pewnością należy również wskazać na rosnące koszty za opłaty eksploatacyjne. Spodziewamy się, że tzw. service charge dla mniej energooszczędnych budynków biurowych mogą na początku 2023 r. zaczynać się od 30 PLN/mkw.,” dodaje Jakub Potocki.

Dane Stowarzyszenie PiNK oraz AXI IMMO.

W statystykach widać kolejny wzrost liczby prób samobójczych

  • Dane KGP: Liczba zamachów samobójczych wśród kobiet wzrosła rdr. o ponad 30 proc.
  • 80 proc. wzrost liczby zamachów samobójczych wśród młodzieży
  • Tylko w 5 miesięcy w Polsce doszło do ponad 6 tys. zamachów samobójczych

3xzdrowieWedług danych Komendy Głównej Policji, w ciągu pięciu miesięcy br. odnotowano o blisko 9% więcej zamachów samobójczych niż w analogicznym okresie ub.r. Wśród mężczyzn liczba ataków na własne życie zmniejszyła się rdr. o ok. 1%, a w grupie kobiet wzrosła o ponad 30%. Ostatnio co trzecia taka próba zakończyła się zgonem. Prawie 15% wszystkich zamachów w pierwszych pięciu miesiącach br. dotyczyło osób w wieku 13-18 lat. W tej grupie wiekowej liczba ww. przypadków wzrosła rdr. o prawie 80%. Najwięcej ich było na obszarze działania KWP w Gdańsku.

Narastający problem

Jak wynika z danych KGP, od stycznia do maja br. było 6156 zamachów samobójczych. To o 8,6% więcej niż w analogicznym okresie 2021 roku, kiedy takich prób stwierdzono 5670. Dr Joanna Stojer-Polańska, kryminalistyk z Uniwersytetu SWPS, podkreśla, że zwiększona liczba zamachów samobójczych to informacja o problemach społecznych i emocjonalnych, a także o konfliktach w rodzinie. To sytuacje uwarunkowane wieloczynnikowo i często narastające miesiącami czy latami. Być może teraz bardziej jesteśmy wyczuleni na obserwowanie skutków problemów, które zaczęły się już dużo wcześniej.

– Ostatnio mamy sporo powodów do zmartwień. Konflikt zbrojny na Ukrainie, wysoka inflacja i podwyżki cen, wzrost rat kredytów czy coraz większa liczba zachorowań na COVID. To sytuacje stresogenne, które mogą wzmagać objawy związane z zaburzeniami psychicznymi. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że istotna część społeczeństwa może się z tym borykać, to w połączeniu z kolejnymi wyzwaniami czasem może dojść do tragedii – komentuje psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy pl.

W pierwszych pięciu miesiącach br. najwięcej zamachów samobójczych stwierdzono na obszarze działania KWP w Katowicach – 837 (analogiczny okres ub.r. – 729). Dalej widać Gdańsk – 753 (675), Kraków – 578 (490), Łódź – 576 (596), a także Wrocław – 453 (442). Na końcu zestawienia znajduje się Opole – 106 (80). Przed nim plasuje się Gorzów Wielkopolski – 139 (153) oraz Bydgoszcz – 208 (182). Według policyjnych statystyk, rdr. liczba zamachów samobójczych nieznacznie zmniejszyła się wśród mężczyzn (o 0,7%, ostatnio – 3943, a rok wcześniej – 3971). Natomiast sporo zwiększyła się w grupie kobiet (o 30,3%, ostatnio – 2213, a rok wcześniej – 1699).

– Znajomość trendów samobójstw pozwala na podjęcie w porę działań zapobiegawczych. Niedopuszczanie do tych czynów jest możliwe dzięki wczesnej identyfikacji i leczeniu osób uznanych za skłonnych do zamachu na własne życie. Często samobójstwo jest skutkiem występowania zaburzeń psychicznych. Im jest ich więcej w przypadku danej osoby, tym bardziej wzrasta ryzyko tragedii – mówi Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl.

Ponadto z policyjnych danych wynika, że w ciągu pierwszych pięciu miesięcy br. 2108 zamachów samobójczych zakończyło się zgonem (34,2%). W okresie od stycznia do maja ubiegłego roku było to 2206 (38,9%). Jak podkreśla dr Stojer-Polańska, w Polsce samobójstwo zwykle dokonywane jest przez powieszenie. To jedna z metod, która czyni prawie niemożliwym uratowanie człowieka. Tak samo jest z postrzałem. Ale np. przedawkowanie leków daje już szansę na ratunek. Ekspert z Uniwersytetu SWPS zaznacza, że na pewno nie wszystkie próby zostały odnotowane przez policję. I rzadko mamy dane, w jaki sposób człowiek podejmował działania autoagresywne.

– To, że zamach samobójczy nie kończy się śmiercią, niekoniecznie oznacza, że ktoś chce tylko zwrócić na siebie uwagę. Osoby takie przede wszystkim szukają rozwiązania swoich problemów. Czasem jedynym sposobem, jakim dostrzegają, jest targnięcie się na własne życie. Jeżeli ktoś mówi nam otwarcie o swoich tendencjach samobójczych, to nigdy nie należy tego lekceważyć – dodaje Michał Pajdak.

Trudności młodych

Ostatnio najwięcej zamachów samobójczych dotyczyło Polaków mających 13-18 lat – 894 (od stycznia do maja ub.r. – 499, wówczas 6. miejsce w zestawieniu). Dalej są osoby w wieku 19-24 lat – 718 (w analogicznym okresie ub.r. – 653 i 1. miejsce w zestawieniu) oraz 35-39 lat – 635 (615 – 2. miejsce).

– Od dłuższego czasu kryzys goni kryzys. Najpierw pandemia COVID utrudniła, szczególnie młodym osobom, znalezienie satysfakcjonującej i godnej pracy. Ponadto młodzież, która przecież przyzwyczajona była do częstych spotkań ze znajomymi, cały czas może borykać się z poczuciem izolacji i zmiany częstotliwości kontaktów społecznych. Młodzi ludzie często nie mają wypracowanych sposobów radzenia sobie z wyzwaniami, które pojawiają się w życiu dorosłym. Nie mają też dostępu do specjalistów z zakresu zdrowia psychicznego – psychologów, psychoterapeutów i psychiatrów, którzy często z uwagi na długie kolejki na NFZ przyjmują głównie prywatnie – stwierdza ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.

Patrząc na wspomnianą grupę 13-18 lat, widzimy, że rdr. liczba zamachów samobójczych wzrosła aż o przeszło 79%. Na 894 próby samobójcze w tej grupie wiekowej, 171 (tj. ponad 19%) odnotowano na obszarze działania KWP w Gdańsku. Tylko jeszcze jedna komenda ma wynik trzycyfrowy, KWP w Katowicach – 133 (tj. 14,9%).

– Śmierć młodych osób jest sprawą medialną, bo to coś sprzecznego z naturalną koleją rzeczy, ale też o ograniczeniach dot. psychiatrii dziecięcej mówi się od lat. Nowe problemy społeczne związane z pandemią, nowe rodzaje przemocy, np. cyberprzemoc doznawana od rówieśników, konflikty rodzinne – to wszystko ma swoje konsekwencje. One pewnie będą badane przez kolejne lata – dodaje ekspert z Uniwersytetu SWPS.

Ponadto z policyjnych statystyk wynika, że w analizowanych okresach najmniej zamachów samobójczych dotyczyło dzieci w wieku 7-12 lat. Tylko w tym roku było 38 takich zdarzeń w tej grupie wiekowej, a w analogicznym okresie ub.r. – 24.

– Wzrost liczby samobójstw wśród dzieci i młodzieży nie ogranicza się jedynie do Polski. Niestety, zjawisko to obecnie występuje również w innych krajach, w tym nawet bardzo rozwiniętych. Powody tego to m.in. wzrastający wskaźnik zaburzeń nastroju, lęki oraz nadużywania substancji psychoaktywnych. To czynniki zwiększające ryzyko samobójstwa – podsumowuje Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl.

Powściągliwy optymizm czy zapowiedź kryzysu?

Zgodnie z danymi zaprezentowanymi przez GUS w II kwartale 2022 roku wzrosła liczba rejestracji przedsiębiorstw o 1,3 proc. w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Łącznie odnotowano 93 tys. 660 rejestracji oraz 80 upadłości, co oznacza o 4,8% mniej niż w II kwartale 2021 roku.

Wzrost liczby firm odnotowano w następujących sektorach: informacja i komunikacja (wzrost o 37,5 proc.) oraz transport i gospodarka magazynowa (wzrost o 13,9 proc.).

Krzysztof Pulkiewicz, Country Manager Unifiedpost Group, odpowiedzialny za rozwój platformy Banqup w Polsce:

Pierwszy raz od dwóch lat mamy sytuację, kiedy drugi kwartał nie przyniósł spadku w rejestracji nowych przedsiębiorstw. Od Q3 2021 obserwujemy sukcesywny wzrost z kwartału na kwartał liczby nowych podmiotów gospodarczych.

Od zeszłego roku zmniejsza się również liczba przedsiębiorstw ogłaszających upadłość – również z kwartału na kwartał sukcesywnie spada. W działaniu przedsiębiorców widać pewien optymizm, który jest efektem poprawy ogólnej koniunktury po pandemii. Jednak sporo czynników działa hamująco na dynamikę, której można było się spodziewać po niemal dwóch latach zamknięcia.

Uwagę zwraca spora aktywność przedsiębiorców w sektorze informacji i komunikacji – tu zarówno pandemia, jak i inflacja zdynamizowały dążenie do szukania rozwiązań technologicznych, optymalizacji w koniecznych procesach digitalizacji biznesu.
Z kolei spadek nastąpił w: zakwaterowaniu i gastronomi (o 15,6 proc.); handlu, naprawie pojazdów samochodowych (o 6,1 proc. ); usługach (o 3,8 proc.); przemyśle (o 3,1 proc.); budownictwie (o 2,5 proc.).

Krzysztof Pulkiewicz:

Spadek w sektorze zakwaterowanie i gastronomia jest niepokojący. Choć pandemia minęła – Polacy nie jadą tłumnie na wakacje. Dane z początku sezonu urlopowego powinny pokazać moment gotowości sektora horeca – tymczasem obserwujemy wyraźnie odwrotny trend.

Widzę tu negatywny wpływ inflacji, która mocno zwiększa koszty prowadzenia biznesu z jednej strony ograniczając inwestycje w już istniejących a z drugiej powstrzymując nowe inicjatywy. Koszt wystartowania z własną firmą i prowadzenia jej w perspektywie choćby roku jest trudny do oszacowania.

Sporym ograniczeniem dla rozwoju stała się wojna w Ukrainie. Konflikt przyniósł niepewność i tym samym ostrożność w podejmowaniu decyzji biznesowych.

Zmiany w systemie podatkowym również wstrzymały nieco przedsiębiorców, którym trudniej było ocenić choćby koszty związane z inwestycją.

Wśród zarejestrowanych działalności w Q2 2022 osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą stanowiły 85,6 proc. wszystkich rejestracji przedsiębiorstw, a spółki z ograniczoną odpowiedzialnością 12 proc. (w Q2 w 2021 roku udziały te wynosiły odpowiednio 84 proc. i 13,5 proc.).

Jaka prognoza na kolejne półrocze?

Krzysztof Pulkiewicz:

Po druzgocących informacjach o rosnącej inflacji i wzroście cen wywołanym rosyjska inwazją, dane o większej liczbie nowych działalności i spadku upadłości są zaskakująco pozytywne. Podziwiam odwagę i determinację przedsiębiorców, którzy rozwijają firmy w trudnych czasach. Takie działania pomagają naszej gospodarce.

Spadki jednak mogą nadejść już w kolejnym kwartale tego roku. Oszczędności przedsiębiorców zaczną już zjadać większe koszty prowadzenia działalności, zaniechane inwestycje mogą odbić się czkawką na wyhamowaniu rozwoju. Nakłaniałbym konsumentów do weryfikacji produktów i usług, z których korzystają, tak by wspierać rodzime marki. Losy firm zależeć teraz będą z jednej strony od lojalności klientów, z drugiej od rozwiązań rządowych wspierających biznes, a z trzeciej – od własnych strategicznych decyzji biznesowych, często wymagających wprowadzenia zmian i elastyczności w stosunku do zachowań na rynku.

Ailleron będzie promować rozwiązanie do zarządzania spotkaniami i zasobami od TIMIFY

Ailleron, polski software house i dostawca rozwiązań IT dla branży finansowej, wraz z TIMIFY, wyspecjalizowanym producentem oprogramowania do planowania spotkań z siedzibą w Monachium, połączyły siły, aby zaoferować rozwiązanie mające idealnie odpowiadać aktualnym potrzebom banków i innych dostawców usług finansowych.

Zapotrzebowanie na możliwość rezerwacji spotkań online rośnie we wszystkich kluczowych gałęziach gospodarki. Regulowany rynek instytucji finansowych nie stanowi wyjątku, a dodatkowo oczekuje oprogramowania zgodnego z prawem, bezpiecznego na wszystkich poziomach i wspierającego doświadczenia klientów w złożonych strukturach organizacyjnych. Dlatego klienci instytucjonalni, w szczególności banki, są bardzo zainteresowani konfigurowalnymi rozwiązaniami IT klasy enterprise, które łatwo dopasować do istniejących strategii omnikanałowych.

„Współpraca z TIMIFY pozwala nam dostarczyć najlepszą w swojej klasie usługę rezerwacji spotkań dla całej branży finansowej. Wspieramy naszych klientów za pomocą zautomatyzowanych procesów planowania spotkań i zoptymalizowanego zarządzania zasobami, które poprawiają obsługę klienta. Dotyczy to zarówno kanałów online, jak i offline, dla klientów detalicznych, jak i biznesowych. Co więcej, kompetencje Ailleron w zakresie oprogramowania omnichannel i doświadczenie w obszarze integracji –  zarówno w infrastrukturze tradycyjnej, jak i chmurowej – pozwalają nam stworzyć wysokiej jakości rozwiązanie dla każdej instytucji finansowej, przy najbardziej optymalnych  parametrach kosztowych.”– zapewnia Maciej Kasprzak, General Manager w Ailleron.

Ailleron jest uznawany za prekursora w branży technologicznej i niezawodnego dostawcę przyszłościowych rozwiązań i usług IT dla banków. Rozwiązania TIMIFY z kolei już teraz pomagają dużym europejskim firmom w zarządzaniu zasobami i ustalaniu terminów spotkań, obsługując ponad 3 miliony rezerwacji miesięcznie.

„Jesteśmy podekscytowani współpracą z Ailleron jako partnerem technologicznym w sektorze finansowym. Razem jesteśmy w stanie pomóc instytucjom finansowym zapewnić bardziej spersonalizowane doświadczenia, zmaksymalizować produktywność i zwiększyć zaangażowanie klientów w wielu kanałach, w jakich się z nimi komunikujemy.” – ocenia Andreas Knürr, współzałożyciel i CEO TIMIFY.

Ailleron będzie promować rozwiązanie do planowania oraz zarządzania spotkaniami i zasobami, oparte na silniku TIMIFY, pod marką Ailleron Appointment Manager. Polski software–house oferuje również usługi integracji IT dla klientów z branży finansowej. Typowy scenariusz wdrożenia oprogramowania dla banku obejmuje back office – zarówno dla centrali, jak i oddziałów – oraz widget dla klientów końcowych, umożliwiający wygodne rezerwacje zarówno online, jak i w oddziałach.

7 milionów Polaków sięgnie po pomoc psychologa w związku z wojną na Ukrainie. Wyniki ogólnopolskiego raportu

Wojna na Ukrainie niewątpliwie wzbudza wiele obaw, 1/3 Polaków boi się zbrojnego ataku na Polskę, natomiast ponad 18% deklaruje, że w przeciągu ostatniego pół roku odczuli potrzebę konsultacji u psychologa lub sięgnęli po jego pomoc. Ma to związek z nasilającym się lękiem –  dowiadujemy się z raportu pt. Czego Polacy boją się najbardziej, w obliczu konfliktu na Ukrainie,  przygotowanego przez Procontent Communication. [i]

Od kilku miesięcy jesteśmy świadkami kryzysu gospodarczego w Europie Wschodniej. Odczuwamy go na wielu płaszczyznach. Ponad połowa badanych (56%) boi się wzrostu cen żywności, a blisko 350 zapytanych osób (39%) twierdzi, że ich największe obawy na ten rok dotyczą inflacji oraz malejącej siły nabywczej. Konsekwencje ataku zbrojnego na Ukrainę mają realny wpływ na codzienne życie Polaków. W rezultacie, lęk odczuwany w obliczu wojny, zaczyna mieć charakter długoterminowy. Przy utrzymującym się stanie niepokoju, potrzebna staje się pomoc specjalisty. Sięgnie po nią nawet 7 milionów Polaków.

Kryzys gospodarczy. Wielowymiarowe zagrożenie?

Polacy wskazali również na najbardziej zagrożone sektory gospodarcze. 57% badanych uważa, że sankcje nałożone na Rosję przełożą się na wzrost cen paliw, a zatem największy kryzys przewidują dla gałęzi transportu. Decyzje o odcięciu się od dostaw rosyjskich surowców, wywołały poważne konsekwencje dla przemysłu energetycznego. Na jego znaczne zagrożenie wskazuje co druga pytana osoba. Wśród najbardziej narażonych na kryzys znalazły się również sektor finansowy oraz opieki zdrowotnej. W konsekwencji, problem dotyka każdej możliwej sfery życia Polaków. Liczba osób, które zdecydowały się sięgnąć po specjalistyczną pomoc nie stanowi zatem zaskoczenia.Czy odczułeś potrzebę lub sięgnąłeś po pomoc psychologa w zwiazku z nasilającym się lekiemJakie sektory polskiej gospodarki będą najbardziej dotknięte wojną na Ukrainie Wyniki.

Niepokój wśród pracowników obszarów gospodarczych

Według danych ostatecznych GUS na koniec 2020 r. liczba pracujących w gospodarce narodowej wyniosła 16 mln osób, czyli 40% Polaków. W dużej mierze to pracownicy zagrożonych sektorów, którzy są szczególnie narażeni na stres związany z postępującym kryzysem. Sprawą priorytetową powinno być zatem dbanie o to, by lęk nie stanowił dla nich przeszkody w codziennej pracy. Mimo to, według raportu, wciąż 1/3 pracodawców nie podjęła żadnych kroków by przeciwdziałać zagrożeniom wynikającym z konfliktu.

– W obliczu trudnych dla wielu branż okoliczności, świetnie sprawdzą się działania Employer Brandingowe i CSR. Pracodawcy powinni rozpocząć dialog ze swoimi pracownikami, który buduje świadomość problemu i pozytywne relacje. Wdrożenie nowych rozwiązań do organizacji, mogłoby znacznie polepszyć samopoczucie pracujących Polaków, a to z kolei przełożyłoby się na efektywność ich pracy. Badania pokazują, że ludzie nie są obojętni wobec trwającej wojny na Ukrainie i nie należy zostawiać tego problemu bez reakcji. Dlatego tak istotna staje się komunikacja w kontekście sfery psychicznej pracowników. Pracodawcy powinni wykazać zrozumienie, iż długotrwały stres faktycznie dotyczy pracujących Polaków i może wpływać na ich funkcjonowanie również w życiu zawodowym. Warto rozważyć zagwarantowanie zatrudnionym w zagrożonych sektorach gospodarczych pracownikom pomocy w postaci psychologa. Specjalistyczna konsultacja może okazać się bowiem niezbędna, w przypadku nieustannie nasilającego się lęku.  – podkreśla Iwona Kubicz z Procontent Communication

[i] Badanie wykonane przez SW Research na zlecenie Procontent Communication, na reprezentatywnej próbie Polaków, 832 dorosłych. Badanie przeprowadzone w okresie 13.05.2022 r. – 19.05.2022 r.

Słaby złoty, przecena bitcoina

Główne indeksy amerykańskiego rynku akcji lekko korygowały wczoraj w górę swe środowe spadki (S&P 500 +0,23 proc., DJIA +0,06 proc., Nasdaq Composite +0,21 proc.). W Azji dziś przeważała lekka słabość rynków akcji (największy spadek – o 1,1 proc. – notował nowozelandzki NZ50). Również europejskie giełdy były raczej słabawe po otwarciu dzisiejszych notowań (DAX -0,42 proc., CAC 40 -0,4 proc.). Swój nowy historyczny rekord osiągnął dziś ponownie turecki XU100.

Najsłabszym w Europie indeksem był dziś w okolicach godziny 9:30 WIG-20 (-1,08 proc.). Ponad 2 proc. taniały dziś rano akcje PGE i KGHM. Wśród składników sWIG-u 80 do najniższego poziom od roku spadł dziś kurs Oponeo.pl (-8,29 proc. ok. godz. 9:25).

Rosły dziś rentowności 10-letnich obligacji skarbowych we wszystkich krajach rozwiniętych.

Ceny kontraktów na ropę naftową traciły dziś rano nieco ponad 1 proc. Lekko taniały dziś metale szlachetne (złoto -0,25 proc., srebro -1,47 proc., platyna –1,1 proc., pallad -0,46 proc.). Wczoraj na CBOT po spadku o 5,75 proc. do najniższego poziomu od roku spadła cena kontraktów na owies.

Amerykański dolar umocnił się dziś względem japońskiego jena do najwyższego poziomu od 3 tygodni (+0,44 proc. ok. godz. 9:05). Dolar był dziś najwyżej względem koreańskiego wona od 2009 roku. Kurs USD względem malezyjskiego ringitta był dziś najwyżej od początku 2017 roku. Wczoraj kurs USD względem ukraińskiej hrywny osiągnął najwyższy poziom w historii. Po wczorajszym spadku o prawie jednego centa do najniższego od miesiąca poziomu kurs EUR/USD był dziś rano stabilny (-0,02 proc. ok. godz. 9:10). Euro zaliczyło dziś swoje kolejne 28-letnie minimum względem izraelskiego szekla. Europejska waluta była również najsłabsza od 1985 roku względem singapurskiego dolara.

Złoty lekko słabł dziś rano (EUR/PLN +0,3 proc., USD/PLN +0,32 proc. ok. godz. 9:15).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, spadał dziś rano o ponad 6 proc. zdecydowanie przełamując w dół rosnącą linię wsparcia miesięcznego trendu wzrostowego. Kurs dotarł w ten sposób do dolnego ograniczenia kanału rozpoczętego 18 czerwca trendu wzrostowego, a zarazem do swej rosnącej średniej 50-sesyjnej.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Nowe zasady gry na rynku nieruchomości

Polski rynek mieszkaniowy od strony popytu wygląda bardzo dobrze, kwestią zasadniczą jest kto, jak i kiedy zaspokoi wynikające z tego potrzeby. Zasada jest dość prosta, jeśli nie kupię to wynajmę, bo mieszkać gdzieś trzeba. Przez ponad dekadę obserwowaliśmy ogólnopolską hossę na rynku deweloperskim. Mieszkania i domy sprzedawały się jak przysłowiowe gorące bułeczki. Jak policzył GUS tylko w 2021 r. Polacy kupili ich ponad ćwierć miliona. Do sprzedaży wystarczał standardowy marketing. Jednak wraz z załamaniem się tej dobrej koniunktury sprzedażowej i zmianom zasad gry, to już zdecydowanie za mało.

Z roku na rok, eksperci wieszczyli kryzys, którego nie było, a zamiast tego odnotowaliśmy kolejne rekordy. W dwucyfrowym tempie rosła zarówno sprzedaż mieszkań, domów, jak i działek. Tylko w 2021 r. Polacy wydali na nieruchomości ponad 197 mld zł, podpisano blisko 702 tys. aktów notarialnych, co oznaczało wzrost o 24,3 proc. w ujęciu rocznym. Ponad ćwierć miliona z nich dotyczyło sprzedaży lokali mieszkalnych. Jeszcze wyraźniej wzrosła liczba podpisanych aktów notarialnych dotyczących sprzedaży działek niezabudowanych, bo o 188 tys. W całym kraju oddano do użytku rekordowe 235 tys. nowych domów i mieszkań.

Dobra koniunktura i duży popyt wynikał nie tylko z faktu, że na rynku wciąż brakowało kilku mln mieszkań, przy jednoczesnym wskaźniku jednej z najniższych średniej liczby pokoi na osobę w UE, ale również z potrzeby ucieczki przed utratą wartości depozytów bankowych. Z drugiej strony Polacy posiłkowali się łatwo dostępnymi kredytami mieszkaniowymi.

W tym roku liczba chętnych na nowe mieszkania mocno spadła, a rynek hipotek przeżywa załamanie. Od kilku miesięcy masowo odpływają z rynku klienci chcący posiłkować się kredytem hipotecznym. Jak wynika z danych Biura Informacji Kredytowej, w czerwcu o kredyt mieszkaniowy wnioskowało o blisko 60 proc. mniej potencjalnych kredytobiorców niż rok wcześniej. Nadeszły czasy weryfikacji strategii sprzedażowych i skuteczności podejmowanych działań marketingowych. W sześciu największych polskich miastach deweloperzy sprzedali łącznie ok.19,5 tys. mieszkań, to aż o 50 proc mniej w porównaniu z tym samym okresem r./r. Deweloperzy radykalnie ograniczają kolejne inwestycje – transakcji jest dużo mniej, a wszyscy czekają na rozwój sytuacji.

Kolejne podwyżki stóp procentowych, uruchomiły negatywny mechanizm, podobny do dawnej próby powrotu do parytetu walut w złocie, który w celu zahamowania inflacji zabił rynek. W końcu na rozbudowane programy społeczne, których przybywa — musi ktoś zarobić. Jeśli w krótkim czasie, nie powróci popyt na kredyty, to może grozić nam niestety prowadząca do recesji – spirala kolejnych negatywnych bodźców, które trudno będzie zatrzymać. Jednym z obecnych skutków wysokiej inflacji w Polsce i innych krajach jest również wzrost stóp bazowych, a także kosztów zabezpieczenia kredytów inwestycyjnych. Wysokie stopy procentowe utrzymają się najprawdopodobniej przez dłuższy czas, co może mieć wpływ na kształtowanie się stóp kapitalizacji w najbliższej przyszłości.

Rekordowe ceny i mała liczba kupujących mieszkania zmienia rynek. Deweloperzy wstrzymują kolejne inwestycje, a te już wybudowane kuszą klientów promocjami, zniżkami, czy voucherami. Polacy kupują coraz więcej mieszkań z niższej półki cenowej. Jak wynika z najnowszych danych NBP – mieszkania z drugiej ręki w największych miastach są aż o 15,1 proc. droższe niż przed rokiem. Wzrost cen w przypadku lokali deweloperskich jest jeszcze większy. Na rosnące ceny mieszkań wpływa głównie inflacja, dostępność gruntów, koszty wykonawstwa czy drożejące materiały.

Natomiast klienci z gotówką, coraz częściej interesują się nieruchomościami za granicą. Szczególnie dużo transakcji z ich udziałem notuje się na południu Europy. Największym zainteresowaniem cieszą się nadmorskie apartamenty w zamkniętych kompleksach, a wśród inwestycji premium – luksusowe wille z basenami, a najciekawsze oferty znikają niemal natychmiast. Na znaczeniu rośnie rynek najmu, gdzie ceny również idą w górę. Jak wynika z raportu Expandera i Rentier.io analizującego 15 największych miast, w porównaniu z kwietniem 2021 r. stawki najmu wzrosły średnio o 24 proc. Wkrótce czeka nas kolejny skok popytu, związany z zapotrzebowaniem na kwatery dla studentów.

Choć mieszkanie jest prawem, a nie towarem — szkoda, że w naszym kraju to wciąż tylko teoria. Pod koniec maja ruszył kolejny rządowy program „Mieszkanie bez wkładu własnego”, który podobnie do poprzednich okazał się kompletną klapą.  Publiczne nakłady w sektorze mieszkalnictwa to nie tylko wydatek, ale strategiczna ważna społecznie inwestycja. W ostatniej dekadzie rynek nieruchomości w Polsce rozwijał się głównie za sprawą prywatnych przedsiębiorców. Obecne jego wystudzenie spowodowane wojną w Ukrainie, inflacją i wzrostem kosztów oraz brakiem kadr, jak w soczewce obnaża szereg wieloletnich zaniedbań, które mocno wpływają na rosnące ceny mieszkań. Polska ma wciąż jeden z najniższych wskaźników dostępności mieszkań w Europie, wg szacunków wciąż brakuje ich nawet 2-2,5 mln (nie licząc szacownych na 1-1,5 mln potrzeb uciekających przed wojną rodzin, które osiedlą się u nas na stałe), a także jedną z najniższych średnią liczbę pokoi na osobę. Kto, szybciej i na wiekszą skalę, odnajdzie się w nowych zasadach będzie beneficjentem, powiedzenia  Eckharta Tolle’a — “w każdym kryzysie ukryta jest szansa”…

Autor materiału: Adam Białas – ekspert rynku nieruchomości, dyrektor agencji BIALAS Consulting & Solutions, dziennikarz biznesowy

Columbus wybuduje największy prywatny magazyn energii w Polsce

Columbus kupił spółkę posiadającą warunki przyłączeniowe o mocy 133 MW, które pozwolą na budowę przemysłowego magazynu energii o pojemności 532 MWh. Urządzenie zostanie wybudowane w południowej Polsce.

17 sierpnia br. Columbus nabył 100 proc. udziałów w spółce, która w drugiej połowie lipca br. uzyskała warunki przyłączeniowe na budowę wielkoskalowego magazynu energii o pojemności 532 MWh. Tego typu magazyn jest w stanie zasilić przez całą dobę nawet 150 000 domów.

– Jesteśmy na drodze do realizacji naszego pierwszego wielkoskalowego magazynu energii – mówi Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A. – Co więcej, będzie to pierwsza tak duża prywatna inwestycja w naszym kraju, a w przyszłości planujemy kolejne.

Przemysłowe magazyny energii to kluczowy element w budowie nowoczesnego i niezawodnego systemu energetycznego opartego o źródła OZE. To technologia niezbędna w stabilizowaniu sieci i zwiększaniu efektywności fotowoltaiki oraz innych odnawialnych źródeł energii. Liczę, że ten rynek będzie szybko się rozwijał.

Wartość inwestycji jest szacowana na ok. 1 mld zł i będzie finansowana ze środków zewnętrznych. Realizacja przedsięwzięcia jest planowana na lata 2024-26.

Złoty wciąż słabnie

Dobre dane z USA tylko pogłębiają problemy polskiej waluty. Z jakiegoś powodu pomimo zapowiadanego spowolnienia w gospodarce dane zza oceanu są naprawdę solidne.

Złoty w odwrocie

Ten tydzień rozpoczynaliśmy od poziomu 4,66 zł za euro. To w sumie mocne słowo, że “rozpoczynaliśmy”, bo 15. był świętem narodowym. Zanim przyszliśmy dobrze do pracy, euro kosztowało już 4,68 zł. Kolejne dni przyniosły sporo wahań, ale kierunek się niestety utrzymuje. Dzisiaj rano za 1 euro przyszło nam już płacić 4,72 zł. Powodem słabości złotego nie są ostatnie skandale. Skażenie Odry, czy zastanawiająco wysokie zarobki osób nierzadko pozbawionych najwyższych kompetencji menedżerskich w Spółkach Skarbu Państwa – to wszystko to problemy lokalne. Rynki znacznie bardziej żyją obecnie odpływem kapitału za ocean. USA pomimo mniejszych szans na wyższe podwyżki stóp procentowych we wrześniu w dalszym ciągu przyciąga mnóstwo kapitału, a to szkodzi złotemu.

Ropa znów tanieje

Na rynku ropy po tym, jak jeszcze tydzień temu testowano ponownie poziomy 100 dolarów za baryłkę, obecnie mamy znów odbicie w dół. Cena znajduje się ponownie w okolicach 92-94 dolarów za baryłkę. Mowa oczywiście o ropie Brent notowanej w Londynie. Amerykańska WTI jest obecnie około 6 dolarów tańsza. Powody przeceny są znowu takie same. Skoro spodziewamy się spowolnienia gospodarczego to i prognozy zapotrzebowania na ropę naftową idą w dół. Być może kryzys nie jest czymś, co brzmi optymistycznie. Jest jednak jedno ważne “ale”. Droga ropa sponsoruje rosyjską inwazję na terytorium Ukrainy. Wraz ze spadkiem cen, koszty wojny zaczną być coraz bardziej dotkliwe.

Dolar nowozelandzkie w odwrocie

Wczoraj wzrosły stopy procentowe w Nowej Zelandii z 2,5% na 3%. Był to ruch zgodny z oczekiwaniami analityków. Konferencja prasowa po samej decyzji okazała się jednak znacznie ostrożniejsza, niż dotychczas sądzono. Inwestorzy spodziewali się, że skoro w USA stopy rosną i zgodnie z oczekiwaniami mają silnie dalej rosnąć, to tutaj również narracja banku taka będzie. Niestety tak się nie stało. To właśnie dlatego inwestorzy wycofywali się z dolara nowozelandzkiego po samej decyzji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Szklany problem systemu kaucyjnego

Z ostatnich doniesień medialnych wynika, że Ministerstwo Klimatu i Środowiska, pomimo apeli organizacji branżowych, nie zamierza wyjść naprzeciw postulatowi wyłączenia szklanych butelek jednorazowych z systemu kaucyjnego. Należy liczyć się z tym, że – ze względu na konieczność przyjęcia odpowiednich regulacji prawnych do końca br. – resort będzie naciskał na szybkie uchwalenie przez Sejm przepisów w proponowanym kształcie. Presja czasu nie może być jednak żadnym usprawiedliwieniem dla przyjęcia szkodliwych zapisów w procedowanej ustawie. Ministerstwo powinno udzielić jednoznacznej odpowiedzi na kwestie podnoszone przez polskich przedsiębiorców.

W ostatnich miesiącach przedstawiciele wielu środowisk apelowali – w listach otwartych, ogłaszanych analizach oraz na łamach mediów – by resort klimatu uwzględnił ich zastrzeżenia odnośnie zasadności włączenia do systemu kaucyjnego szklanych butelek jednorazowych. Na problem zwracają uwagę organizacje branżowe, producenci wprowadzający na rynek napoje w jednorazowych butelkach szklanych, przedstawicieli handlu, producenci opakowań szklanych i organizacje odzysku surowców wtórnych. Jak dotychczas, ze strony MKiŚ nie padła żadna deklaracja uwzględnienia przedstawionych argumentów. W oficjalnych wypowiedziach dla mediów przedstawiciele resortu podtrzymują wcześniejsze stanowisko.

Projektowany system kaucyjny w istotny sposób ingeruje w działalność gospodarczą m.in. handlu detalicznego, na co zwracał uwagę również Instytut Staszica. Włączenie butelek szklanych jednorazowego użytku do systemu kaucyjnego to rozwiązanie, które grozi negatywnymi skutkami. Uderza w polski handel detaliczny i szkodzi konsumentom (m.in. z powodu spodziewanych problemów z magazynowaniem, zagrożeniem dla bezpieczeństwa pracowników, konieczności odnoszenia do sklepów/ recyklomatów gabarytowych i nieporęcznych butelek szklanych).

Już teraz udział zbiórki szkła jednorazowego w systemach gminnych oraz w ramach działających obecnie systemów zorganizowanych i finansowanych przez producentów (butelka zwrotna) jest na bardzo wysokim poziomie i wynosi ok. 70%. Z badań Instytutu Pollster wynika, że prawie 90 proc. Polaków deklaruje segregowanie szkła w ramach zbiórki gminnej. Dlatego, zdaniem ekspertów Instytutu Staszica – obecne systemy zbiórek powinny być kontynuowane i rozwijane. Powinno się utrzymać systemy gminne dla frakcji szklanej (obecny wysoki poziom recyclingu opakowań szklanych został osiągnięty dzięki skutecznym systemom segregacji w gminach) i skutecznie edukować obywateli w zakresie właściwej segregacji odpadów.

Warto zauważyć, że w tych krajach europejskich, w których osiągane są najwyższe poziomy recyklingu szkła, nie zostały wprowadzone systemy kaucyjne dla tego surowca (Szwecja – recykling szkła na poziomie 99%, Norwegia – 98%, Belgia – 98%, Włochy – 87%, Hiszpania – 80%, Bułgaria – 78%).

Instytut Staszica apeluje, by Ministerstwo Klimatu i Środowiska pilnie odniosło się do pytań, które stawiają przedstawiciele branży oraz eksperci, a które pozostają bez odpowiedzi ze strony resortu:

  • Czy Ministerstwo Klimatu i Środowiska ma świadomość, że forsowane regulacje zmierzają do wyparcia z handlu polskich małych i średnich przedsiębiorców, wykluczając ich z systemu kaucyjnego lub czyniąc udział w nim niewykonalny? Czy Ministerstwo ma świadomość, że na takich rozwiązaniach zyskają duże, zagraniczne sieci handlowe kosztem polskich sklepów?

 

  • Czy Ministerstwu Klimatu i Środowiska zależy na efektywnie działającym systemie, a jeśli tak, dlaczego pomija się milczeniem wysokie poziomy odzysku szkła w systemach gminnych?
  • Dlaczego Ministerstwo Klimatu i Środowiska planuje doprowadzić do powstania dwóch równolegle działających systemów zbiórki frakcji szklanej? Czy Polskę stać na dublowanie tych mechanizmów?
  • Dlaczego Ministerstwo Klimatu i Środowiska planuje dopuścić do działania wielu operatorów? Producenci opowiadają się za jednym operatorem, argumentując, że jeden podmiot, niedziałający dla zysku, da równe warunki dla wprowadzających i nie stworzy chaosu dla konsumentów, a także pozwoli uniknąć utrudnień organizacyjnych w zakresie zawierania wielu umów przez małe sklepy. Wielu operatorów jest wg organizacji branżowych zagrożeniem dla systemu kaucyjnego – stwarza ryzyko, że duże sieci będą faworyzowały opakowania ze swoich sklepów i odbiorą klientów małym sklepom. Dodatkowo wielkopowierzchniowe sieci, należące do zagranicznych sieci handlowych mogą uruchomić własne skupy, a zebrane opakowania wywieźć do zakładów przetwórczych w innych krajach, co utrudni dostęp do recyklatu w Polsce rodzimym producentom. Istnieje ryzyko faworyzowania dużych zagranicznych sieci handlowych ze szkodą dla polskiego handlu i polskich producentów (ryzyko wyprowadzania surowców poza granice kraju).

Dobrze działający system kaucyjny wymaga otwartej dyskusji i partnerskiego traktowania interesariuszy przez urzędników. Cały czas jest szansa, by wycofać się z założeń, które stanowią zagrożenie dla polskiej gospodarki. Nie można dopuścić, aby słuszna i pożyteczna idea systemu, który pozwoli efektywnie zagospodarować surowce wtórne, została wypaczona z powodu dążenia do uchwalenia przepisów, które będą stały na przeszkodzie tej efektywności.

Kiedy sprawę opóźnień w płatnościach przejmie windykacja?

  • W ciągu najbliższego roku aż 72% gospodarstw domowych spodziewa się pogorszenia ogólnej sytuacji ekonomicznej, a już teraz blisko 64% Polaków zauważa spadek jakości swojego życia.
  • Mimo bardzo niesprzyjających okoliczności ekonomicznych ponad 68% gospodarstw domowych bezproblemowo obsługuje swoje zobowiązania finansowe, to o 4,5 p.p. więcej niż w pierwszym kwartale 2022 r. Wciąż jednak 33,5% badanych ma problemy ze spłatą długów.
  • Przejęcia zadłużeń przez windykatora można spodziewać się już nawet dzień po upływie terminu spłaty. Co dalej? Nieodbieranie telefonów czy unikanie kontaktu, to nie są najlepsze rozwiązania.

Czerwcowe badania Związku Przedsiębiorstw Finansowych (ZPF) i Instytutu Rozwoju Gospodarczego SGH wykazały, że prawie 64% Polaków dostrzega spadek jakości swojego życia w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r. W dużej mierze taki regres jakości życia wynika z ogólnej trudnej sytuacji finansowej – inflacji, tak wskazało 78,2% ankietowanych. Dla ponad 55% uczestników badanych niekorzystny wpływ na ich życie miała wojna na Ukrainie, a dla prawie 26% – konflikt polityczny.

Ten niekorzystny trend widoczny był już w poprzedniej wersji naszego badania „Sytuacja na rynku consumer finance”, który obejmował okres pierwszego kwartału 2022 r. Wówczas wyraźnie rysowały się problemy finansowe Polaków, bo wynikało z tej analizy, że co dziesiąte gospodarstwo domowe popada w długi, a ponad 13% „przejada” własne oszczędności. Taka sytuacja jest wynikiem inflacji, co też osoby biorące w naszym najnowszym badaniu, trafnie zdiagnozowały. Nic dziwnego, tylko w maju tego roku inflacja wyniosła 13,9%, a w czerwcu przekroczyła próg 15%. Taka sytuacja ma swoje potężne odzwierciedlenie w portfelach konsumentów – mówi Marcin Czugan, prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

Co więcej, scenariusze na najbliższą przyszłość nie rysują się zbyt optymistycznie – z badania przeprowadzonego przez ZPF wynika również, że 72% polskich gospodarstw domowych spodziewa się pogorszenia ogólnej sytuacji ekonomicznej w perspektywie najbliższego roku. ZPF 1ZPF 2

Jak Polacy spłacają zobowiązania?

Dobrą wiadomością jest, że według najświeższych wyników Barometru Obsługi Zobowiązań (BOZ) opublikowanych przez ZPF, większość osób (ponad 68%) bez większych przeszkód spłaca swoje bieżące zobowiązania. To wynik lepszy niż w pierwszym kwartale 2022, gdy 63,8% respondentów bezproblemowo regulowało zobowiązania.

Niestety obecnie jedna czwarta badanych wskazała też, że ma małe problemy z obsługą rachunków i zadłużeń. Natomiast duże problemy ze spłatą zobowiązań zadeklarowało 6,5% ankietowanych.

W drugim kwartale 2022 r. też znacznie lepiej, niż na początku roku, prezentowały się prognozy dotyczące obsługi zobowiązań w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Ponad połowa Polaków (51,9%) nie przewiduje, że mogą pojawić się problemy w regulacji rachunków. Około 21% badanych myśli, że mogą pojawić się po ich stronie małe problemy, natomiast większe wyzwania przewiduje 8,8%.

Mimo pesymistycznych prognoz dla gospodarki, sytuacja indywidualna gospodarstw domowych jest lepsza, niż w pierwszym kwartale 2022 r. W świetle wzrostu inflacji i stóp procentowych może to świadczyć o tym, że Polacy bardzo świadomie podchodzą do obowiązku regulowania zobowiązań – komentuje prezes ZPF.

Kiedy windykator zapuka do drzwi?

Niestety, w ogólnym rozrachunku sytuacja nie przedstawia się w kolorowych barwach. Blisko 30% osób biorących udział w badaniu w perspektywie najbliższego roku może mieć mniejsze lub większe problemy ze spłatą swoich zobowiązań. W związku z tym prędzej czy później można spodziewać windykacji.

W teorii już nawet dzień zwłoki w spłacie zobowiązań może poskutkować telefonem od windykatora. Zwłaszcza, że w wielu przypadkach zakłada się, że opóźnienie w płatności może wynikać ze zwykłej nieuwagi, a im sprawniejsze poinformowanie osoby zadłużonej o minionym terminie na regulację zobowiązania, tym większa szansa na odzyskanie należności.

W praktyce bardzo często przed podjęciem problemu przez windykatora, przypomnienia o płatności są generowane przez wierzyciela. Mimo to odraczanie spłaty coraz bardziej zbliża osobę zadłużoną do kontaktu ze strony windykatora.

Co robić, gdy dzwoni windykator?

Kontakt windykatora jest szansą dla dłużnika na polubowną spłatę zobowiązań. Wobec tego unikanie kontaktu, zbywanie, przekładanie rozmowy „na później”, to nie są najlepsze rozwiązania. Z perspektywy zarówno wierzyciela, windykatora, jak również osoby zadłużonej, najkorzystniejsze jest możliwie jak najszybsze zamknięcie tematu długu, w czym oczywiście windykator chętnie pomoże, bo ma ku temu właściwe kompetencje i narzędzia – wyjaśnia Marcin Czugan.

W sytuacji, gdy dochodzi do kontaktu osoby zadłużonej z windykatorem, istnieje możliwość zawarcia korzystnych ustaleń – na przykład nowych warunków spłaty zobowiązań, które będą dla obu stron satysfakcjonujące i realnie doprowadzą do pełnej redukcji  długu.

Slim VAT 3 a sprzedaż mieszana – korzystne zmiany dla podatników

Pakiet Slim VAT 3 wprowadza zmiany w systemie proporcji odliczania podatku VAT w sprzedaży mieszanej. Znacząco zwiększona zostanie kwota, która pozwala na odliczenie 100% wysokości podatku naliczonego.

Ze sprzedażą mieszaną mamy do czynienia gdy podatnik prowadzi zarówno sprzedaż opodatkowaną, jak i nieopodatkowaną podatkiem VAT. Prowadząc sprzedaż mieszaną trzeba uzgodnić z naczelnikiem właściwego urzędu skarbowego wartość stosowanego w niej wskaźnika VAT. Wskaźnik ten określa proporcję opodatkowanej i nieopodatkowanej sprzedaży u danego podatnika oraz pozwala ustalić podatek VAT od nabyć mieszanych. Dla przykładu: jeśli u podatnika sprzedaż nieopodatkowana wynosi 20% a opodatkowana 80%, to z faktury zakupowych co do zasady odliczy tylko 80% VAT.

Zmiana przepisów ma dodać regułę, wedle której uzgodnienie współczynnika dla sprzedaży mieszanej nie będzie wymagane, jeżeli u podatnika obrót nie przekroczy 30 tys. zł. Wystarczy wówczas przesłanie zawiadomienia o zaistnieniu sprzedaży mieszanej w działalności gospodarczej.

Zasady odliczenia VAT w sprzedaży mieszanej

Według projekt Slim Vat 3 zwiększona ma zostać kwota podatku naliczonego niepodlegająca odliczeniu, wynikająca z zastosowania proporcji, w skali roku, pozwalająca na odliczenie 100% podatku VAT. Obecnie limit ten wynosi 500 zł, zostanie zaś zwiększony do 10 tys. zł. W praktyce oznacza to, że gdy proporcja sprzedaży opodatkowanej do nieopodatkowanej u przedsiębiorcy wynosi co najmniej 98% sprzedaży opodatkowanej VAT i kwota podatku naliczonego niedolegająca odliczenia z pozostałych 2% nie będzie wyższa niż 10 tys zł, to podatnik będzie mógł odliczać 100% podatku VAT.

Należy jednak pamiętać, że bez względu na wysokość proporcji, w sprzedaży mieszanej podatnik musi dokonać korekty podatku VAT na koniec roku. Obowiązek ten wynika z faktu, że wskaźnik sprzedaży mieszanej ustalany jest z wyprzedzeniem na cały rok. W trakcie roku natomiast mogą wystąpić znaczące zmiany w proporcji czy wartości sprzedaży nieopodatkowanej.

Jeśli realny współczynnik na koniec roku będzie niższy od ustalonego o mniej niż 2%, to korekta nie jest wymagana. Na przykład: jeśli ustalony przez naczelnika urzędu skarbowego współczynnik wyniesie 43%, a realnie na koniec roku okaże się, że jest to 41%, podatnik nie musi dokonywać korekty VAT. W przypadku, jeśli wskaźnik byłby większy, to podatnik będzie miał swobodę w korygowaniu podatku VAT. Należy pamiętać, że większy współczynnik daje możliwość odliczenia większej proporcji VAT, dlatego warto dokonać takiej korekty.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Analiza ruchu w dyskontach: Netto i Aldi zyskują kosztem Biedronki i Lidla. Wzrosty są mocno dwucyfrowe

Według monitoringu zachowań ponad 443 tys. konsumentów, w lipcu w porównaniu do czerwca br. spadł ruch we wszystkich dyskontach. Jednak rok do roku zwiększył się o 13,2%. Sieci Netto i Aldi poszły w górę odpowiednio o 52,3% i 44,7%. Skoki o 9% i 5,8% w Biedronce i w Lidlu są przy tym symboliczne. Zestawiając wyniki z czerwca i lipca tego roku, widać też, że każda sieć straciła unikalnych klientów. Natomiast w stosunku do lipca ub.r. ostatnio zaobserwowano wzrosty – w Netto aż o 46,2%, w Aldi o 32,2%, w Lidlu o 6,3%, a w Biedronce tylko o 0,9%. Z raportu wynika również, że udział poszczególnych dyskontów w łącznym ruchu prawie się nie zmienił w relacji miesięcznej. Ale dane z lipca br. i analogicznego okresu ub.r. jasno pokazują, że sieci Netto i Aldi zyskały kosztem Biedronki i Lidla.

Z raportu firmy technologicznej Proxi.cloud i platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH, opracowanego na podstawie obserwacji przeszło 3,5 mln wizyt ponad 443 tys. konsumentów w dyskontach spożywczych, wynika, że ruch w lipcu w porównaniu do czerwca br. spadł w każdej sieci. W Biedronce obniżył się o 4%, w Lidlu – o 3,8%, w Netto – o 6,4%, a w Aldi – o 6,1%. Łącznie cały segment odnotował spadek na poziomie 4,3%.

– Straty są nieznaczne, zarówno dla poszczególnych sieci, jak i całego kanału dyskontowej sprzedaży. Spadki mogły mieć też związek z okresem wakacyjnym. Część klientów wyjechała za granicę, a w konsekwencji nie odwiedzała sklepów tak często, jak miesiąc wcześniej. Konsumenci, którzy zostali w kraju, ale stołowali się poza domem, np. wypoczywając nad morzem czy w górach, również rzadziej robili zakupy spożywcze – wyjaśnia Mateusz Chołuj z Proxi.cloud, jeden ze współautorów badania.

Jednak porównując sytuację na rynku dyskontów z lipca br. do analogicznego okresu ubiegłego roku, widać wzrost ruchu we wszystkich sklepach. Szczególnie duży procentowy skok można zauważyć w przypadku sieci Netto oraz Aldi – odpowiednio o 52,3% i 44,7%. Z kolei wzrosty w Biedronce i Lidlu są przy tym niewielkie – o 9% i 5,8%. Cały segment w tym zakresie odnotował wzrost na poziomie 13,2%.

– W przypadku Netto kluczowe znaczenie mogło mieć przejęcie Tesco. Ponadto na wzrost liczby wizyt we wszystkich sieciach wpłynęły podwyżki cen. Sprawiły, że klienci odwiedzali więcej sklepów z wyższą częstotliwością, aby znaleźć jak najtańsze produkty lub ich zamienniki, co wyraźnie widać po powyższych danych – tłumaczy Miłosz Sojka, analityk w Proxi.cloud.

Analogiczne statystyki, jak dla ruchu w sklepach, oszacowano dla liczby unikalnych klientów dyskontów.  W lipcu br. w porównaniu do czerwca dyskonty odnotowały łączną stratę na poziomie 2,2%. W Biedronce spadek wyniósł 2,1%, w Lidlu – 2,3%, w Netto – 2,4%, a w Aldi – 4,4%.

– W lipcu w porównaniu do czerwca br. we wszystkich sieciach spadek liczby unikalnych klientów był mniejszy niż strata ruchu. Poza siecią Aldi oscylował w okolicach 2%. W tym wypadku ponownie może to wynikać z tego, iż lipiec jest okresem wakacyjnym, w którym kupujący częściej wyjeżdżają, w związku z czym rzadziej odwiedzają sklepy spożywcze, szczególnie pierwszego wyboru – stwierdza Mateusz Chołuj.

Z kolei w stosunku do lipca 2021 roku ostatnio liczba unikalnych klientów w całym segmencie praktycznie się nie zmieniła. Nastąpił prawie niewidoczny wzrost, który oscylował na poziomie 0,4%. W Biedronce odnotowano niewielki skok – o 0,9%. W Lidlu był on już nieco wyższy i wyniósł 6,3%. W Netto liczba unikalnych klientów zwiększyła się niemal o połowę, bo o 46,2%, a w Aldi – o ponad jedną trzecią, czyli o 32,2%.

– Przez wysoką inflację klienci – w poszukiwaniu okazji cenowych – są zmuszeni odwiedzać sklepy, w których wcześniej nie bywali. Odwiedzają placówki nawet mocno oddalone od ich domów, by zaoszczędzić jak najwięcej pieniędzy na podstawowych produktach. Dlatego popularność Netto i Aldi mogła wzrosnąć. Oczywiście nie oznacza to, że w tych sieciach jest taniej. Po prostu w danym czasie oferują inne obniżki niż Biedronka czy Lidl – komentują analitycy z UCE RESEARCH.

Ostatnim etapem analizy było sprawdzenie udziałów poszczególnych sieci w łącznym ruchu w dyskontach. Porównując wyniki z lipca i czerwca tego roku, wyraźnie widać, że praktycznie nic się nie zmieniło. Biedronka zaliczyła skok o 0,2%. Lidl zyskał 0,1%. Sieć Netto straciła 0,3% w całym ruchu, a Aldi – 0,1%. Spoglądając jednak na dane z lipca br. i analogicznego okresu roku poprzedzającego, można zauważyć wzrost udziału Netto – o 3%, a także Aldi – o 0,8%, kosztem Biedronki i Lidla. Dwie ostatnie sieci zaliczyły spadki – odpowiednio o 2,5% i 1,4%.

– Względnie duży wzrost udziału Netto w rynku dyskontów rok do roku ponownie można wyjaśnić przejęciem sieci Tesco, a co za tym idzie – zwiększeniem liczby sklepów. Mimo wszystko w dalszym ciągu Biedronka, a w drugiej kolejności Lidl wciąż pozostają liderami segmentu – podsumowuje Miłosz Sojka.

Analiza została przygotowana przez firmę technologiczną Proxi.cloud i platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH. Monitoringiem objęto łącznie ponad 443 tys. konsumentów oraz 5056 placówek sieci dyskontowych, znajdujących się we wszystkich województwach. Dane wykorzystane w raporcie zostały uzyskane za pomocą geofencingu, tj. wirtualnych okręgów naniesionych na mapę, które umożliwiają zebranie informacji o pojawieniu się konkretnego konsumenta na danym obszarze i o opuszczeniu go. Wejście było rejestrowane jako wizyta klienta w sklepie, gdy trwało co najmniej 2 minuty i nie dłużej niż 2 godziny. W celu określenia pozycji rynkowych badanych sieci oraz ich zmian, zostały przeanalizowane dane o ruchu we wszystkich dyskontach spożywczych w lipcu 2022 roku w odniesieniu do wyników z miesiąca poprzedzającego (czerwca br.) oraz analogicznego okresu roku poprzedniego (lipca 2021 roku).

Wyniki PKO Banku Hipotecznego w I połowie 2022 roku

  • W pierwszej połowie 2022 roku zysk PKO Banku Hipotecznego przed opodatkowaniem wyniósł 76,5 mln zł, a zysk netto osiągnął 50,8 mln zł.
  • Na koniec czerwca 2022 roku bank, z listami zastawnymi o wartości 9,9 mld zł, niezmiennie zajmował pozycję lidera polskiego rynku banków hipotecznych pod względem salda hipotecznych listów zastawnych pozostających w obrocie. Z końcem czerwca bank przeprowadził ponadto inauguracyjną dla naszego regionu subskrypcję zielonych hipotecznych listów zastawnych w EUR o wartości nominalnej 500 mln EUR, dla których dzień emisji ustalony został na 4 lipca 2022 roku.
  • Portfel kredytowy PKO Banku Hipotecznego na koniec czerwca 2022 roku osiągnął wartość ponad 20,8 mld zł zachowując bardzo wysoką jakość pod względem ryzyka kredytowego.

Pierwsza połowa 2022 roku to w działalności PKO Banku Hipotecznego kolejny okres realizacji stabilnych wyników finansowych, pomimo zawirowań geopolitycznych, związanych z agresją Rosji na Ukrainę i utrzymującej się pandemii Covid-19. Zysk banku przed opodatkowaniem wyniósł 76,7 mln zł, tj. o 20,6 mln zł więcej niż przed rokiem, natomiast zysk netto zrealizowany w tym okresie to 50,8 mln zł, co stanowi wzrost o 16,9 mln zł w porównaniu z analogicznym okresem 2021 roku.

Choć portfel kredytowy sukcesywnie zmniejszał się w wyniku przyspieszonej amortyzacji, to wynik z tytuł odsetek wzrósł, głównie z powodu wzrostu stóp procentowych, o 1,6% w porównaniu z pierwszą połową 2021 roku i osiągnął wartość 155,2 mln zł. Pomimo dotworzenia 2 mln zł rezerw na kredytobiorców pochodzących z Rosji, Białorusi i Ukrainy, wynik z tytułu odpisów na oczekiwane straty kredytowe wyniósł 0,2 mln zł przychodu, wobec 1,5 mln zł straty rok wcześniej, co wynikało głównie z poprawy sytuacji płynnościowej klientów objętych rezerwami w związku z pandemią Covid-19.

Tym samym rentowność banku utrzymuje się na stabilnym poziomie, pomimo konieczności poniesienia kosztów regulacyjnych sięgających 30,9 mln zł oraz kosztów z tytułu podatku od niektórych instytucji finansowych w wysokości 37,0 mln zł.

Suma aktywów na koniec czerwca 2022 r. wyniosła 22,5 mld zł, a jej kluczową pozycję po stronie aktywów stanowiły hipoteczne kredyty mieszkaniowe o wartości 20,8 mld zł. PKO Bank Hipoteczny pozyskuje kredyty do swojego portfela dzięki strategicznej współpracy z PKO Bankiem Polskim, w tym w drodze sprzedaży kredytów mieszkaniowych w największej w Polsce sieci oddziałów, pośredników i agentów, jak również poprzez zakup portfeli wierzytelności od PKO Banku Polskiego. W pierwszej połowie 2022 roku PKO Bank Hipoteczny udzielił kredytów hipotecznych o wartości 121 mln zł, nie realizując nabycia wierzytelności od PKO Banku Polskiego.

– „PKO Bank Hipoteczny zrealizował w mijającym półroczu satysfakcjonujące wyniki finansowe. Utrzymujemy dobrą rentowność portfela kredytów hipotecznych zachowując jego wysoką jakość. Nieustannie poprawiamy również efektywność funkcjonowania i usprawniamy realizowane w banku procesy, w tym, korzystając ze strategicznej współpracy z PKO Bankiem Polskim wdrażamy rozwiązania wspierające naszych klientów”. – mówi Katarzyna Surdy, Wiceprezes Zarządu PKO Banku Hipotecznego.

Wartość pozostających w obrocie na koniec czerwca 2022 roku wyemitowanych przez PKO Bank Hipoteczny hipotecznych listów zastawnych, wyniosła 9,9 mld zł. Stanowiła ona ok. 50,4 proc. łącznej wartości wyemitowanych przez polskie banki hipotecznych listów zastawnych. To klasyfikuje PKO Bank Hipoteczny jako największego w Polsce emitenta hipotecznych listów zastawnych.

Z końcem czerwca 2022 roku bank przeprowadził subskrypcję zielonych hipotecznych listów zastawnych w EUR serii 8 o wartości nominalnej 500 mln EUR, dla których dzień emisji ustalony został na 4 lipca 2022 roku. Była to pierwsza w Polsce oraz Europie Środkowo-Wschodniej emisja zagraniczna zielonych hipotecznych listów zastawnych zabezpieczonych wyłącznie na wysokiej jakości złotowych kredytach mieszkaniowych.

– „Naszym strategicznym celem pozostaje niezmiennie zapewnienie Grupie Kapitałowej PKO Banku Polskiego gotowości do emisji listów zastawnych, w tym w formacie zielonym. Zapewniając możliwości emisyjne zielonych listów zastawnych potwierdzamy znaczenie zrównoważonego rozwoju w działalności naszego banku i Grupy. W czerwcu 2022 roku opublikowaliśmy zaktualizowaną metodologię zarówno wyboru zielonych aktywów jak i zasad emisji zielonych listów zastawnych.  Aktualizacja polegała przede wszystkim na weryfikacji czy przyjęte przez bank kryteria określania aktywów jako zielone, są spójne ze standardem wyznaczonym przez Climate Bond Initiative dla nieruchomości mieszkalnych w Polsce oraz czy zasady te spełniają wymogi określone przez ICMA Green Bond Principles. Szczególnie dumni jesteśmy z faktu, że w lipcu 2022 roku jako pierwszy emitent z Polski przeprowadziliśmy benchmarkową emisję zielonych listów zastawnych w Euro.” – podkreśla Katarzyna Surdy.

Hipoteczne listy zastawne są rodzajem obligacji zabezpieczonych wierzytelnościami z tytułu kredytów hipotecznych. Podstawę emisji listów zastawnych PKO Banku Hipotecznego stanowią wyłącznie kredyty mieszkaniowe w złotych polskich, które spełniają konserwatywne kryteria ich udzielania, tak w zakresie oceny zdolności kredytowej, jak i wyceny nieruchomości stanowiących ich zabezpieczenie. Wysokie bezpieczeństwo listów zastawnych PKO Banku Hipotecznego odzwierciedla rating Aa1 nadany przez agencję ratingową Moody’s Investors Service w grudniu 2020 roku. Jest to najwyższy rating, jaki mogą uzyskać polskie papiery dłużne.

Pierwsza połowa 2022 roku stała także pod znakiem dostosowywania się banku do istotnych zmian w otoczeniu prawno–regulacyjnym, związanych z nowelizacją ustawy o listach zastawnych i bankach hipotecznych oraz w związku z wejściem w życie ustawy o finansowaniu społecznościowym dla przedsięwzięć gospodarczych i pomocy kredytobiorcom. W tej ostatniej kwestii bank oszacował wpływ wakacji kredytowych na 644 mln zł, przy założeniu, że 63% klientów skorzysta z zawieszenia spłat, a kwota korekty została ujęta księgach w lipcu 2022 roku.

-„Choć rzeczywisty wpływ rozwiązań w zakresie „wakacji kredytowych” jest jeszcze nieznany, i zależeć będzie między innymi od liczby klientów, którzy skorzystają z tych rozwiązań, to już teraz w tym kontekście warto podkreślić, że sytuacja kapitałowa i płynnościowa banku pozostaje bezpieczna”. – dodaje Jakub Niesłuchowski, Członek Rady Nadzorczej PKO Banku Hipotecznego wykonujący czynności Członka Zarządu.

Co będziemy jeść w czasie recesji? Wegetarianie będą w najtrudniejszej sytuacji

PKB mocno wyhamował w 2. kwartale, a to oznacza, że Polacy ograniczają swoje wydatki w przededniu recesji. Sposobem na niższe rachunki w sklepach jest przestawianie się na tańsze źródła białka. Konsumenci łososia przestawią się na mięso, a wołowiny i wieprzowiny na kurczaka. Wegetarianie są w trudniejszej sytuacji, bo to zwierzęce białko jest obecnie najtańsze.

Ceny paliw na stacjach benzynowych zależą od ceny ropy naftowej, taką zależność zna prawie każdy Bez względu na sytuację ekonomiczną każdy człowiek powinien przyswoić około 0,9 g białka na 1 kg masy ciała. Zatem dorosła osoba o wadze 60 kg by utrzymać zdrowie i mięśnie musi jeść co najmniej 50g białka dziennie. Na to jakie białko wybieramy, wpływają przyzwyczajenia kulinarne, względy etyczne, ale przede wszystkim jego koszt. Gdy na horyzoncie pojawia się recesja, konsumenci ograniczają wydatki. A to zwykle skutkuje wyborem tańszego źródła białka.

Ogólne zapotrzebowanie na białko na świecie rośnie także za sprawą wzrostu populacji. Jeszcze w tym roku ludność świata przekroczy 8 mld, a do końca obecnej dekady przybędzie dodatkowe 500 mln osób. Ocenia się, że popyt na żywność do 2050 roku wzrośnie o 60 proc. A duża cześć z tego wzrostu będzie dotyczyć właśnie źródeł białka.

kryzys jedzenia
Źródło: GUS, dane sieci handlowych

W obecnej sytuacji, gdy wiele krajów znajduje się w przededniu recesji (lub już w nią weszło), konsumenci ograniczają wydatki, co skutkuje przestawianiem się na tańsze źródła białka. Osoby, które dotychczas było stać na jedzenie ryb np. łososia, w celu oszczędności mogą przestawić się na tańsze mięso. Konsumenci wołowiny czy wieprzowiny, mogą zmienić je na kurczaka. W trudniejszej sytuacji pozostają wegetarianie, bo to białko zwierzęce pozostaje obecnie najtańsze i trudno o równie tanie jego substytuty.

Długoterminowy trend wskazuje na rosnącą popularność roślinnych substytutów mięsa, jednak ostatnio, przez decyzje zakupowe oszczędzających konsumentów, został on zastopowany. Zamienniki mięsa pozostają na większości rynków najdroższym źródłem białka (ich cena w USA wynosi przeciętnie około $25 za kg). Widać to wyraźnie w zrewidowanych w dół prognozach producentów takich jak Beyond Meat czy Oatly (producent mleka roślinnego). Jednak w długim okresie ceny substytutów i ich popularność powinny rosnąć.

W najbliższym czasie możemy zatem spodziewać się zwiększonego popytu na tańsze mięso i zmniejszenia na droższe ryby czy roślinne substytuty mięsa. Do takiego stanu warto dostosować swój portfel inwestycyjny, poszukując spółek, które będą beneficjentami takich zmian w zachowania konsumentów.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce