Bezpieczna poczta – czy wiesz o niej już wszystko?

Firmowe konta mailowe mogą być narażone na wiele różnych zagrożeń. Część z nich pochodzi z zewnątrz, jednak niektóre są generowane przez użytkowników. Udzielenie dostępu osobom niepożądanym, wyciek danych czy utrata ważnych plików, to tylko niektóre z problemów związanych z cyberbezpieczeństwem. Sprawdź, czy masz świadomość zagrożeń, jakie czyhają na Twoją skrzynkę mailową!

Poczta e-mail jest jedną z najpopularniejszych form komunikacji w internecie. Chociaż na wielu polach zastąpiły ją popularne aplikacje i komunikatory, to wciąż jest jednym z głównych kanałów kontaktu w sprawach biznesowych czy formalnych.  Jednak zarówno  prywatne, jak i firmowe konto pocztowe musi być odpowiednio zabezpieczone. Z jakich zagrożeń trzeba sobie zdawać sprawę?

Konta pocztowe na firmowej domenie

Większość serwisów oferujących usługi hostingowe umożliwia tworzenie kont pocztowych dla pracowników. Przeglądając oferty, warto zwrócić szczególną uwagę na to, czy poczta zabezpieczona jest oprogramowaniem antywirusowym. Dobrym pomysłem jest także przechowywanie kopii zapasowych danych – dzięki temu można odzyskać ważny plik omyłkowo skasowany przez pracownika. Szukając hostingu poczty, sprawdź ofertę dostępną na progreso.pl – ich zasady są przejrzyste, a usługi możesz testować za darmo. Progreso oferuje też ogromną pojemność, która gwarantuje, że Twojej firmie nie zabraknie miejsca na skrzynkach pocztowych.

Szkolenia z bezpiecznego korzystania z poczty

Nie wszyscy na bieżąco śledzą nowinki technologiczne. Część pracowników może być nieświadoma zagrożeń, jakie niesie ze sobą korzystanie z poczty e-mail. Nowe rodzaje oszustw i sposoby ich przeprowadzania czasami zaskakują nawet specjalistów, nic więc dziwnego, że szeregowy pracownik może nie zdawać sobie z nich sprawy.  Dlatego pierwszym krokiem do budowania bezpieczeństwa powinny być szkolenia, podczas których pracownicy dowiedzą się jak korzystać z poczty i rozpoznawać zagrożenia, a także jak na nie reagować.

Logowanie do poczty firmowej

Jednym z najpopularniejszych ataków jest włamanie na konto pocztowe. Haker może wówczas wykraść wrażliwe dane, wysyłać wiadomości, w których podszywa się pod pracownika i wyłudzać cenne informacje. Aby ograniczyć ryzyko takich sytuacji, należy stosować bezpieczne, trudne do złamania hasła oraz wieloetapową weryfikację. Pracownicy muszą także pamiętać o regularnej zmianie danych logowania i trzymaniu ich w tajemnicy.

Czym jest PHISHING?

Ten rodzaj oszustw jest szczególnie niebezpieczny. Ofiarą takich ataków mogą paść nawet osoby ostrożne i biegłe w nowoczesnych technologiach. Oszustwo polega na wysyłaniu wiadomości, w których haker podszywa się pod osobę, firmę lub instytucje i próbuje skłonić do przesłania konkretnych informacji, danych logowania czy kliknięcia w link albo pobrania załącznika. Celem ataku może być uzyskanie dostępu do dokumentów i kont, niekiedy może chodzić także o zainfekowanie komputera odbiorcy złośliwym oprogramowaniem. Takie wiadomości mogą wyglądać bardzo wiarygodnie, dlatego warto się dokładnie upewnić, komu udzielasz informacji i w jakie linki klikasz.

Czy celem Putina jest światowy głód, a w efekcie masowe migracje?

Wojna w Ukrainie jest jednym z wielu konfliktów – zwłaszcza dla krajów, które są daleko położone od Europy. Według Instytutu Sztokholmskiego obecnie mamy 56 konfliktów na świecie. Czyli takich punktów zapalnych – niektóre z nich to wojny domowe, a inne, jak w przypadku wojny pomiędzy Rosją a Ukrainą, wojny międzypaństwowe. Wojna na Ukrainie jest świetnym przykładem wpływu na ogólnoświatowe migracje. Jest to lokalny konflikt, który powoduje globalne problemy – jak chociażby problem z brakiem żywności. Wystarczyło zaatakować Ukrainę, co zrobiła to Rosja i wywołała wielkie zamieszanie na rynku żywności. Przykładowo Ukraina jest jednym z największych producentów pszenicy, jest największym producentem oleju słonecznikowego. Według światowej organizacji żywności FAO, wojna w Ukrainie spowoduje w ciągu tego i kolejnego roku głód dla 275 mln ludzi. O tym będzie się rozmawiać na szczycie klimatycznym w Sharm El-Sheikh w Egipcie, ten temat omawiano też na szczycie ekonomicznym w Davos.

– Toczonych wojen jest dużo, a ich liczba co gorsza będzie rosnąć. Także dlatego, że mamy postępujące zmiany klimatyczne. Tutaj przypomnę absolutnie fenomenalny raport pana profesora Philipa Alstona, specjalnego sprawozdawcy ONZ do spraw praw człowieka, który na prośbę sekretarza generalnego ONZ tego rodzaju raport przygotował. W 2018 roku ten raport został okrzyknięty przez dziennikarzy jako raport o apartheidzie klimatycznym – bo mówił o tym, co się wydarzy, jeżeli dojdzie do wielkoskalowych zmian związanych z klimatem – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, Dyrektor Wykonawczy UN Global Compact Network Poland. – Aż 70% negatywnych konsekwencji dotknie tak zwane globalne Południe, a zaledwie 30% bogatą Północ. W konsekwencji będziemy mieć potężne wstrząsy, niepokoje społeczne, głód, brak żywności, brak wody i migracje klimatyczne. Szacuje się je w ramach systemu ONZ na miliardy ludzi w roku 2100 i później. Ta wielka wędrówka ludów jest najbardziej niepokojąca, bo nigdy nie doświadczyliśmy migracji w takiej masowej skali. To może być początek końca cywilizacji człowieka, jaką znamy. Atak na Ukrainę jest zwiastunem takich zawirowań. W Ukrainie zaaresztowane lub rozkradzione zostało zboże, a całkiem niezłe tegoroczne plony będą musiały albo zostać na polach – ponieważ nie będzie jak ich zebrać, albo nie będą znowu mogły być wywiezione poza terytorium Ukrainy z powodu zablokowania portów bądź ich zaminowania, jak w przypadku Odessy. To są działania, które jak w soczewce pokazują, że jeden punktowy konflikt zbrojny powoduje globalne problemy – w tym przypadku problemy z żywnością. Brak żywności będzie odczuwalny jeszcze w tym roku w Północnej Afryce, na Bliskim Wschodzie i w wielu innych krajach na świecie – wyjaśnia Wyszkowski.

Polskie firmy w większości zdecydowały się na całkowite opuszczenie Rosji i pokazały, jak działa odpowiedzialny biznes

Już od ponad 4 miesięcy trwa exodus zagranicznych firm z Rosji. Niektóre z nich błyskawicznie po rozpoczęciu inwazji podjęły decyzję o zaprzestaniu lub ograniczeniu dalszej działalności w kraju rządzonym w przez Władimira Putina, innym zajęło to trochę więcej czasu, co spotykało się z negatywną reakcją opinii publicznej. Już ponad 1000 przedsiębiorstw ogłosiło swoje deklaracje dotyczące tego, co zrobią w związku z rosyjską agresją, jednak nie zawsze były one takie, jakich oczekiwała społeczność międzynarodowa. Polska znalazła się na wysokim 3. miejscu w zestawieniu krajów europejskich, których firmy zdecydowały się na opuszczenie Rosji.

Jak wynika z raportu EMIS „Fleeing Russia: The Mass Corporate Exodus” do końca czerwca 2022 r. łącznie 1129 firm ogłosiło plany ograniczenia działalności w Rosji lub całkowitego opuszczenia tamtejszego rynku. Niecały miesiąc po wybuchu wojny firmy takie jak Carlsberg, Paypal czy Goldman Sachs oznajmiły, że pozbędą się całego swojego biznesu w Rosji. Jeszcze w maju oszacowano, że przychody prawie tysiąca firm, które zdecydowały się na ograniczenie działalności w kraju rządzonym przez Władimira Putina, stanowiły ok. 45% rosyjskiego PKB. Jednak, w ostatnich miesiącach, z tamtejszego rynku postanowili już całkowicie wycofać się giganci tacy jak McDonald’s, IBM i Siemens, którzy wcześniej jedynie wstrzymali swoją działalność. Kolejne pakiety sankcji będą przyczyniały się do dalszego ograniczania biznesu zagranicznych firm w Rosji i pogłębią izolację gospodarczą kraju.

Co firmy rozumieją poprzez „ograniczenie działalności w Rosji”

Nie wszystkie firmy, które ogłosiły, że podjęły działania mające na celu ograniczenie swojej aktywności na rosyjskim rynku, zdecydowały się na całkowite opuszczenie tego kraju. Niektóre opublikowały komunikaty dotyczące zawieszenia sprzedaży tylko po to, aby uniknąć fali krytyki, jednak w rzeczywistości kontynuowały swój biznes.

Spośród spółek, które wydały komunikat dotyczący działalności w Rosji, 496 tymczasowo wstrzymuje większość lub prawie wszystkie operacje, 168 ogranicza jedynie niektóre czynności biznesowe, a 160 odkłada planowane inwestycje, jednocześnie kontynuując bieżącą działalność.

Analitycy EMIS informują, że jedynie 2,3% wszystkich firm, które zawieszają operacje w Rosji, ale nie opuszczają całkowicie rynku, to polskie przedsiębiorstwa. W zestawieniu Polska razem z Danią zamyka pierwszą dziesiątkę krajów, których organizacje zdecydowały się na właśnie taki krok. Na pierwszym miejscu znalazły się Stany Zjednoczone z wynikiem 32,9%, na drugim Niemcy z 8%, a podium zamykają Japonia i Wielka Brytania – 7,8%. Na opublikowanej z początkiem wojny i aktualizowanej na bieżąco przez Uniwersytet Yale „liście wstydu” wymieniono polskie biznesy: producenta opakowań metalowych Canpack oraz MAKROchem, firmę wytwórczą z branży gumowej i oponiarskiej.

Polskie firmy nie bawiły się w półśrodki

Na koniec czerwca 2022 r. 305 firm zdecydowało o całkowitym opuszczeniu Rosji. Są wśród nich znane polskie marki, jak LPP (producent i dystrybutor odzieży, mający w swoim portfolio m.in. Reserved, House i Cropp), Hortex czy Allegro. Eksperci EMIS wskazują, że 6,5% przedsiębiorstw spośród tych, które zadeklarowały ten radykalny krok, pochodzi z Polski. W światowym zestawieniu plasuje to kraj nad Wisłą na równi z Finlandią na wysokim, 4. miejscu. Najwięcej firm, które zakończyły biznes w Rosji pochodzi z USA – 35,7% (w tym giganci, jak Nike czy Cisco), dalej znalazła się Wielka Brytania z 14%, następnie Niemcy z 7,1%.

Niezdecydowanym firmom zagranicznym pierwszy wicepremier Rosji Andriej Biełousow przedstawił trzy opcje. Mogą zostać, opuścić Rosję albo przekazać zarządzanie miejscowym partnerom. Według raportu EMIS przedsiębiorstwa z Polski rzadko się wahały czy decydowały na opóźnienie decyzji, aby zdobyć więcej czasu. Pod koniec czerwca większość z tych polskich organizacji, które przedstawiły swoje oficjalne stanowisko, postanowiło całkowicie opuścić reżim Putina.

Rosjanie nie napiją się Pepsi

Wyjście z Rosji przez wspomniany już polski Hortex wpisuje się w trend, który pokazuje, że w kategorii dóbr konsumpcyjnych krajowy sektor żywności i napojów był tym, który odczuł najsilniej wycofanie się firm zagranicznych. Rosjanie nie znajdą już na sklepowych półkach napojów firmy PepsiCo, które były jednymi z niewielu zachodnich produktów dozwolonych w Związku Radzieckim. Gigant, dla którego Rosja była drugim co do wielkości rynkiem międzynarodowym po Meksyku, ogłosił zawieszenie sprzedaży Pepsi-Coli, 7 Up i innych napojów gazowanych.

Rynek rosyjski porzucają głównie firmy z sektora przemysłowego – to aż 28,6% wszystkich organizacji. Za nimi w zestawieniu uplasowały się przedsiębiorstwa IT z 12,1%, a następnie z sektora podstawowych produktów konsumenckich – 11,8%. Część rosyjskich ekonomistów alarmuje, że krajowi grozi zapaść gospodarcza. W ich ocenie zachodnie sankcje i międzynarodowa izolacja zbyt mocno uderzają w sektor usług i zakłady przemysłowe. Tak długo, jak wojna w Ukrainie trwa, powrót międzynarodowych korporacji do Rosji wydaje się coraz mniej prawdopodobny. Co więcej, w związku z ostatnimi sygnałami z Moskwy, że zmierza ona w kierunku nacjonalizacji aktywów zagranicznych firm, które opuściły kraj, prowadzenie interesów w Rosji staje się jeszcze bardziej ryzykowne.

Źródło: EMIS Insights – Fleeing Russia – The Mass Corporate Exodus

Anatomia baniek finansowych, krachów i tego, gdzie jesteśmy dzisiaj

Globalne rynki: akcji, walut, surowców – w jakim są momencie wzrostu czy spadku?

  • Niektóre ważne segmenty amerykańskiego rynku akcji (NASDAQ, NASDAQ 100, S&P 500 home builders index) w 2021 r. najprawdopodobniej znajdowały się w trybie bańki; nie zakończyły jeszcze typowej korekty po bańce, oferując więcej spadków niż wzrostów.
  • W przeciwieństwie do tego, rynki akcji w innych gospodarkach rozwiniętych oraz na rynkach wschodzących nie znajdowały się w strefie bańki spekulacyjnej; oferują obecnie więcej korzyści niż zagrożeń.
  • Aby dojść do takich wniosków, nie opieramy się na miernikach wyceny; zamiast tego używamy oryginalnej metodologii, która koncentruje się na tym, jak przeszłe ruchy rynkowe wpływają na psychologię inwestorów w kontekście niepewności.

Poniższy tekst to wybór skróconych fragmentów z oryginalnego opracowania (w jez. angielskim), które zawiera pełen wywód poparty licznymi przykładami, wykresami i metodologią. Zapraszamy do zapoznania się – materiał w załączeniu

Czy obecna korekta rynkowa to prawdziwy epizod pękania bańki? A jeśli tak, czy może być gorzej?

Korekty o 20-30%, których doświadczyliśmy w pierwszej połowie 2022 r., a które są najgorszym spadkiem w pierwszej połowie od ponad 50 lat, nie były spowodowane kryzysem. Nastąpiły one po okresie szybkiej aprecjacji cen, a ich punkty wyjścia były wysokie. W związku z tym w opinii Allianz Trade należy odpowiedzieć na dwa pytania: po pierwsze, czy punkty wyjścia tych korekt były tak wysokie, że rynki stały się bańkami? Po drugie, jeśli rynki były w trybie bańki, to czy zeszło z nich powietrze tak szybko, jak to się dzieje zazwyczaj po pęknięciu bańki?? Jak zawsze, zrozumienie, skąd przybywamy, może pomóc w ustaleniu, dokąd zmierzamy.

Odpowiedź Allianz Trade to generalnie – tak, a mianowicie niektóre kluczowe segmenty rynku, głównie w USA, były w trybie bańki, ale nie, nie jest to jeszcze czas na zwiększenie ekspozycji na ryzykowne aktywa. Ta odpowiedź nie jest oryginalna, ale taka jest nasza metoda ilościowa, której używamy, aby do niej dojść. Ponieważ żyjemy raczej w świecie niepewności („nieznanych niewiadomych”) niż w świecie ryzyka („znanych niewiadomych”), zakładamy, że wycena fundamentalna jest nieuchwytnym pojęciem, co do którego inwestorzy nie mogą formułować racjonalnych oczekiwań[1]. Zamiast tego skupiamy się na tym, jak przeszłe ruchy rynkowe wpływają na psychologię inwestorów. W naszym ujęciu rynek staje się bańką, gdy uczestnicy rynku, patrząc na sekwencję przeszłych zwrotów, postrzegają go jako rosnący w podwyższonym tempie. Aby zmierzyć takie tempo, wykorzystujemy średnią ważoną poprzednich stóp zwrotu, której czynniki ważone mają unikalną właściwość: są zmienne w czasie (lub zależne od kontekstu). Wskaźnik ten nazywamy postrzeganym zwrotem. Aby scharakteryzować czym jest bańka, ustalaliśmy próg postrzeganej stopy zwrotu na poziomie 15% rocznie.

Bańka pęka, gdy rynek osiąga poziom, który staje się długotrwałym szczytem (trwającym co najmniej 260 dni handlowych).  Łącząc te dwa kryteria – postrzeganą stopę przekraczającą 15% rocznie w momencie pęknięcia bańki oraz utrzymujący się długotrwale szczytowy poziom – i stosując je do 44 różnych rynków (rynki akcji: 22 w gospodarkach rozwiniętych, 12 w gospodarkach wschodzących; sześć kluczowych surowców; trzy metale szlachetne i jedna, najlepiej rozpoznawalna kryptowaluta:) w okresie po II wojnie światowej zidentyfikowaliśmy prawie 100 baniek  Kolejnym i ostatnim krokiem badania Allianz Trade jest ocena, czy ścieżki, którymi podążały postrzegane zwroty przed i po tych 100 bańkach, wykazują pewne wspólne wzorce lub cechy? Stwierdzamy, że tak. Wykorzystujemy te wzorce i cechy do oceny obecnej sytuacji na rynkach kapitałowych. Zgodnie z naszą metodologią, niektóre ważne segmenty amerykańskiego rynku akcji (NASDAQ, NASDAQ 100, S&P 500 home builders index) najprawdopodobniej znajdowały się w 2021 r. w trybie bańki i nie zakończyły jeszcze typowej korekty po bańce. Z kolei rynki akcji w innych zaawansowanych gospodarkach, jak również na rynkach wschodzących nie znajdowały się w trybie bańki.

Zakładając, że przeszłe ruchy cenowe odgrywają zasadniczą rolę w kształtowaniu oczekiwanych zwrotów, a tym samym psychologii rynku, w badaniach Allianz Trade stosujemy mało znany algorytm – filtr Allaisa (1965, 1966) – aby uwzględnić sposób, w jaki uczestnicy rynku przetwarzają przeszłe zwroty, zapamiętują je i obliczają nasz postrzegany zwrot.

Czego możemy się nauczyć z tego, co działo się z postrzeganymi zwrotami przed i po pęknięciu tych baniek?

Keynes podobno ukuł słynny dowcip, zgodnie z którym „rynki mogą pozostać irracjonalne dłużej niż ty możesz pozostać wypłacalny”. Dylemat, przed którym staje inwestor mający wątpliwości co do sposobu myślenia innych inwestorów: w ciągu ostatniego roku przed szczytem ceny średnio podwajają się (skumulowany zwrot do szczytu jest bliski 90%); w ciągu ostatnich sześciu miesięcy średni skumulowany zwrot nadal jest bliski 50%; w ciągu ostatnich trzech miesięcy nadal wynosi 35%. Innymi słowy, koszt alternatywny wczesnego wyjścia jest bardzo wysoki i może stanowić zbyt duże ryzyko biznesowe dla większości zarządzających portfelami, przywiązanych do benchmarków i względnych wyników.

Typowa ścieżka, po której następuje typowe odreagowanie po pęknięciu bańki sugeruje, że obecna korekta jeszcze nie zakończyła się pełnym sukcesem. Po pęknięciu bańki rynek zazwyczaj osiąga dno, gdy postrzegana stopa zwrotu spada w pobliże 2-3%. Na dzień 30 czerwca postrzegane zwroty z NASDAQ 100 (10,8%), NASDAQ (9,1%) oraz S&P 500 (7,3%) były nadal znacznie powyżej tego poziomu 2-3%. Trzeba by jeszcze kilku dużych spadków cen, aby zepchnąć postrzegany zwrot do poziomu typowego dla rynkowego dołka.

[1] Zgodnie z hipotezą racjonalnych oczekiwań (w oryginale skrót REH), w warunkach ryzyka (znanych niewiadomych), oczekiwania ludzi są niczym innym jak stochastycznymi prognozami dokonywanymi przez „odpowiedni” model ekonomiczny. W warunkach niepewności (znanych niewiadomych) ludzie nie mogą formułować modelowych („racjonalnych”) oczekiwań; mniej lub bardziej szybko mogą się jedynie uczyć na podstawie zmian w otoczeniu.

Oszczędności pod podwójną presją

Patrząc na sytuację na rynkach finansowych, optymalnym rozwiązaniem dla oszczędzających są lokaty bankowe. Na giełdach bessa, ceny surowców także idą w dół, na rynku obligacji spore wahania, niepewność w kwestii stóp procentowych.

Inflacja wciąż pozostaje na bardzo wysokim poziomie i stan ten potrwa zapewne do pierwszego kwartału przyszłego roku, choć w tej kwestii prognozy są zróżnicowane. Przedstawiciele Narodowego Banku Polskiego zakładają, że szczyt dynamiki wzrostu cen będzie miał miejsce tego lata, ale jednocześnie ekonomiści banku centralnego w swoich opracowaniach kreślą scenariusze bardziej pesymistyczne, czyli dalszy wzrost inflacji, utrzymujący się do początku 2023 r., w najgorszym wariancie, z przejściowym skokiem nawet do 27 proc. Aż tak źle raczej nie będzie, ale z dłuższym utrzymywaniem się inflacyjnej presji należy się liczyć. Tym bardziej, że międzynarodowe instytucje finansowe także przewidują, że inflacja w Polsce będzie w przyszłym roku należała do najwyższych wśród krajów Unii Europejskiej. Komisja Europejska szacuje, że średnioroczna inflacja w 2023 r. wyniesie u nas 9 proc. Z tego można wnioskować, że po skoku w pierwszych miesiącach przyszłego roku, zacznie szybciej spadać. Jednocześnie powszechne jest wśród ekonomistów oczekiwanie recesji w światowej gospodarce, zaś w Polsce znaczne spowolnienie tempa wzrostu PKB. Rynki finansowe taki scenariusz już dyskontują. Indeksy giełdowe zniżkują po ponad 20 proc., a więc znajdują się w obszarze bessy. Tu więc zarobić się nie da, a ryzyko wciąż pozostaje wysokie. Rosnące do niedawna mocno ceny surowców znalazły się ostatnio także w fazie znaczącej spadkowej korekty, a rynek ten jest dostępny jedynie dla nielicznych inwestorów. Ceny obligacji skarbowych, zarówno na świecie, jak i w Polsce, ulegają sporym wahaniom, co utrudnia podejmowanie decyzji o lokowaniu oszczędności w funduszach papierów dłużnych. Inwestycje w waluty także są obarczone sporym ryzykiem, biorąc pod uwagę, że dolar jest najdroższy od dwudziestu lat, a ostatnio nieco traci na wartości. W tych warunkach lokaty bankowe wydają się być najbardziej rozsądnym wyborem. Choć przed tak wysoką inflacją nie chronią, to jednak pozwalają na ograniczenie jej destrukcyjnego wpływu. Niedawno dwa największe polskie banki ponownie zwiększyły atrakcyjność swych ofert dla oszczędzających, ale czynią to pod presją ich głównego właściciela, czyli skarbu państwa. Ponadto nie są już tak hojne, jak w pierwszej fazie podwyżek oprocentowania i stawiają dodatkowe warunki. Z reguły zaś wyższe oprocentowanie wiąże się z koniecznością angażowania pieniędzy na dłuższe okresy, od dwunastu do osiemnastu miesięcy. Polacy z kolei preferują lokaty o znacznie krótszych terminach, co dodatkowo ma uzasadnienie, biorąc pod uwagę zwiększoną niepewność co do warunków, z jakimi możemy mieć do czynienia na rynkach finansowych w horyzoncie najbliższych dwóch lat.

Tomasz Rzeski, Country Sales Manager Oddziału Inbank w Polsce

Wyniki I półrocza w XTB: 480 mln zł zysku i poprawa rentowności

  • Skonsolidowany zysk netto w I półroczu 2022 r.: 480,0 mln zł, o 638,4% więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku
  • Ponad 100 tysięcy klientów pozyskanych w ciągu pierwszych 6 miesięcy 2022 roku
  • Wzrost wolumenu obrotu klientów na instrumentach CFD o 53,6% r/r – z 1,99 mln do 3,05 mln lotów
  • Zwiększenie rentowności na lota o 125%

XTB opublikowało właśnie wstępne wyniki finansowe za I półrocze 2022 roku. W tym okresie XTB wypracowało zysk netto w wysokości 480 mln zł, który był o 638,4% wyższy niż w I półroczu 2021 roku, ale również wyższy o 63,6% od rekordowego w historii firmy wyniku I półrocza 2020 roku, kiedy wyniósł on 293,4 mln zł. Istotnymi czynnikami wpływającymi na poziom wyników XTB były utrzymująca się wysoka zmienność na rynkach finansowych i towarowych, spowodowana m.in. ciągle napiętą sytuacją geopolityczną oraz systematycznie powiększana baza klientów.

W I półroczu 2022 roku XTB wypracowało zysk netto na poziomie 480,0 mln zł wobec 65,0 mln zł zysku rok wcześniej. Przychody z działalności operacyjnej zanotowane w I półroczu 2022 roku osiągnęły wartość 836,2 mln zł, co oznacza wzrost o 245% wobec I półrocza 2021 r. Z kolei koszty działalności operacyjnej ukształtowały się na poziomie 267,3 mln zł (w I półr. 2021 r.: 163,3 mln zł).

W II kwartale 2022 roku XTB pozyskało 45,7 tys. klientów, co w połączeniu z 55,3 tys. nowych klientów w I kwartale daje łącznie ponad 101 tys. nowych klientów na koniec czerwca. Tym samym w obu kwartałach firma zrealizowała deklaracje zakładające pozyskanie średnio co najmniej 40 tys. klientów kwartalnie. W II kwartale 2022 roku łączna liczba klientów przekroczyła granicę pół miliona, osiągając 525,3 tys. na koniec czerwca. Na szczególną uwagę zasługuje też wzrost średniej liczby aktywnych klientów. W I półroczu wyniosła ona 149,8 tys. w porównaniu z 105 tys. w I półroczu poprzedniego roku i 112 średnio w całym 2021 r. Przełożyło się to na zwiększenie wolumenu obrotu klientów na instrumentach CFD wyrażonego w lotach – w I półroczu wyniósł on 3,05 mln transakcji wobec 1,99 mln w analogicznym okresie 2021 roku (wzrost o 53,6%). Rentowność na lota zwiększyła się z kolei o 125%. O 16,2% (z 1,6 mln zł w I

 

półroczu 2021 roku do 1,95 mld zł w I półroczu 2022 r.) wzrosła również wartość depozytów netto klientów.

Nasze wyniki w połowie roku pokazują, że utrzymujemy trend rozwojowy, jeśli chodzi o nasz biznes. Nieustannie powtarzamy, że podstawą naszej strategii jest budowa bazy klientów i dostarczanie naszym klientom najwyższej jakości technologii i usług. Systematyczne powiększanie bazy sprawia, że odnotowujemy wzrost liczby zawieranych transakcji a tym samym wzrost przychodów. Utrzymująca się w II kwartale zmienność na rynkach przełożyła się w efekcie na większą rentowność – komentuje Omar Arnaout, prezes zarządu XTB.

Jeśli chodzi o przychody XTB pod kątem klas instrumentów odpowiedzialnych za ich powstanie, to w I półroczu 2022 r. najbardziej zyskowne były CFD oparte na indeksach. Ich udział w strukturze przychodów na instrumentach finansowych sięgnął 48,9%. To konsekwencja dużej dochodowości na instrumentach CFD opartych o amerykański indeks US 100, niemiecki indeks akcji DAX(DE30) czy też amerykański indeks US 500. Drugą najbardziej dochodową klasą aktywów były instrumenty CFD oparte na towarach. Ich udział w strukturze przychodów w I półroczu 2022 r. wyniósł 34,8%. Najbardziej zyskownymi instrumentami w tej klasie były CFD oparte na notowaniach surowców energetycznych: gazu ziemnego i ropy naftowej oraz złota. Przychody na instrumentach CFD opartych o waluty stanowiły 13,4% wszystkich przychodów, gdzie najbardziej dochodowymi instrumentami finansowymi w tej klasie były oparte o parę walutową EURUSD.

Koszty działalności operacyjnej w I półroczu 2022 r. ukształtowały się na poziomie 267,3 mln zł i były o 104 mln zł wyższe w stosunku do analogicznego okresu w poprzednim roku (163,3 mln zł w I półroczu 2021 r.). Najistotniejszą pozycją były koszty marketingowe wynikające z rozpoczętych w I kwartale i kontynuowanych w II kwartale kampanii marketingowych. Rozwój firmy wiąże się też ze wzrostem zatrudnienia, co przełożyło się na wzrost kosztów wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych o 33,8 mln zł.

Nasze dobre wyniki dotyczące pozyskiwania nowych klientów w połączeniu z ekspansją na wielu rynkach utwierdzają nas w przekonaniu, że XTB jest na dobrej drodze do ścisłej światowej czołówki firm inwestycyjnych. Budowa globalnej marki wymaga jednak intensywnych działań nie tylko produktowych oraz technologicznych ale również promocyjnych, na wszystkich rynkach, na których jesteśmy obecni. Dlatego będziemy kontynuować nasze kampanie marketingowe promujące oferowane przez nas rozwiązania inwestycyjne oraz narzędzia, które ułatwiają wejście w świat inwestycji: od rozwijanej pod kątem oczekiwań klientów platformy, poprzez codzienne analizy rynkowe po liczne materiały edukacyjne. Uzupełnieniem naszych działań są zmiany w ofercie, będące odpowiedzią na zmieniającą się sytuację na rynku i oczekiwania klientów – komentuje Omar Arnaout.

Luka w zabezpieczeniach Twittera ujawniła dane niemal 5,5 mln kont. Haker żąda 30 tys. dolarów

Luka w zabezpieczeniach Twittera została ujawniona w styczniu 2022 roku. Według dostępnych informacji, portal załatał ją już kilka dni później. Wyciek został zauważony przez użytkownika ,,zhirinovskiy”, który przekazał informację organizacji Hacker One, zajmującej się bezpieczeństwem w Internecie. Użytkownik za swoją spostrzegawczość otrzymał od Twittera nagrodę w wysokości 5000 dolarów. Zhirinovskiy w swoich postach podkreślał, że przez powstały wyciek możemy wyszukać każdego użytkownika, podając numer telefonu lub maila, nawet jeśli ich właściciel zastrzegł tę opcję w ustawieniach prywatności.

Pomimo sprawnego rozwiązania problemu, luka została wykorzystana do wygenerowania bazy z danymi milionów użytkowników.

Kilka dni temu, nieco ponad pół roku od wykrycia i naprawienia groźnego błędu serwisu, dane niespełna 5,5 miliona użytkowników Twittera zostały wystawione na sprzedaż. Baza została rzekomo pozyskana przy wykorzystaniu opisanej w styczniu luki bezpieczeństwa. Portal Restore Privacy poinformował, że cyberprzestępca znany jako “devil” wystawił ogłoszenie na hakerskim forum ,,Breached Forums”. Dzięki śledztwu Restore Privacy wiemy, że żąda za bazę nie mniej niż 30 tys. dolarów. Ma zawierać dane z wielu różnych kont, należących m.in. do celebrytów i firm, ale również przypadkowych użytkowników serwisu. Wyciek, oprócz numerów telefonów i adresów mailowych, obejmował też informacje profilowe: liczbę followersów, opisy kont i zamieszczane zdjęcia.

Weryfikacja wycieku – Twitter sprawdza, branżowe portale potwierdzają autentyczność.

Jak raportuje strona BleepingComputer, Twitter na razie nie potwierdza naruszenia bezpieczeństwa danych. Portal prowadzi w tej chwili dochodzenie, w sprawie autentyczności wycieku. Z kolei portale branżowe (Restore Privacy, BleepingComputer oraz forum z oryginalnym postem sprzedaży), po weryfikacji próbek, opublikowanych przez hakera, potwierdzają ich zgodność.

Haker twierdzi, że zdobyta w grudniu 2021 roku baza wzbudza duże zainteresowanie potencjalnych kupujących, a udostępnił ją z powodu niekompetencji Twittera.

Niestety w tej chwili nie ma możliwości sprawdzenia czy nasze konto brało udział w wycieku. Będziemy na bieżąco aktualizować nowe informacje w sprawie. Póki co zalecamy ostrożność wszystkim użytkownikom serwisu, nieklikanie w linki z nieznanych źródeł i niepodawanie ich dalej. Szczególną czujność należy zachować w mailach od samego Twittera, które wymagają od nas podania danych logowania. Te powinny być wprowadzane jedynie na oficjalnej stronie portalu Twitter.com.

Małe firmy dotknął duży kryzys. Blisko 26% biznesów zamknięto, a 40% zawieszono

  • Dane CEIDG: Fala likwidacji małych firm. Polacy zamykają średnio ponad 17 tys. działalności miesięcznie
  • W pół roku samozatrudnieni złożyli ponad 100 tys. wniosków o zamknięcie firm

W I połowie br. do rejestru CEIDG wpłynęło o blisko 26% więcej wniosków dotyczących zamknięcia działalności gospodarczej niż w analogicznym okresie ub.r. Ostatnio było ich średnio ok. 17,4 tys. miesięcznie, a wcześniej – o 3,5 tys. mniej. Ponadto liczba wniosków o zawieszenie działalności wzrosła rdr. o przeszło 39%. Zdaniem ekspertów, na te zjawiska wpływają różne czynniki, w tym Polski Ład. Nie brakuje też prognoz, że w drugiej połowie br. będzie jeszcze więcej zamykanych biznesów.

Jak wynika z danych Ministerstwa Rozwoju i Technologii, w pierwszym półroczu br. do rejestru CEIDG wpłynęło ponad 104,3 tys. wniosków dotyczących zamknięcia działalności gospodarczej (średnia miesięczna 17 385). To o 25,8% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 82,9 tys. Ostatnio średnia miesięczna wyniosła więc 17 385, a wcześniej – 13 817.

– Powyższe dane mogą być niepokojące. Od kilku lat obserwujemy niekorzystne zmiany w otoczeniu prawno-podatkowym dla prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. W 2022 roku dodatkowo negatywnie wpływają na sferę biznesu ciągłe zmiany w podatkach, np. Polski Ład i kolejne do niego nowelizacje. Te czynniki mają zły wpływ na funkcjonowanie małych i średnich firm, co może w konsekwencji przyczyniać się do większej liczby zamykanych działalności gospodarczych – komentuje doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika.

Patrząc na dane z poszczególnych miesięcy 2022 roku, to zdecydowanie najwięcej ww. wniosków wpłynęło w styczniu – 27 361. Dalej widzimy marzec – 18 083, a na końcu czerwiec – 12 542. Z kolei takie zestawienie za I połowę 2021 roku otwiera styczeń – 16 412, a zamyka maj – 12 386.

– Wpływ na statystyki mają nowe obciążenia podatkowe, nałożone Polskim Ładem. Do tego dochodzą m.in. takie kwestie, jak wzrost cen energii oraz stóp procentowych. Wielu przedsiębiorców w obecnych warunkach makroekonomicznych rezygnuje z prowadzenia firm, gdyż nie są w stanie wypracować dodatnich wyników finansowych – stwierdza doradca restrukturyzacyjny i radca prawny Łukasz Goszczyński.

Ponadto z danych resortu wynika, że w pierwszej połowie br. do rejestru CEIDG wpłynęło 161,1 tys. wniosków o zawieszenie działalności. To o 39,4% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich ponad 115,5 tys. Ostatnio więc średnia miesięczna wyniosła 26 857, a wcześniej – 19 264. Patrząc na ten rok, najwięcej wniosków było w styczniu i w czerwcu – odpowiednio 38 025 i 28 564. Te miesiące otwierają również takie zestawienie obejmujące I połowę 2021 roku – 24 104 oraz 21 514.

– Najczęściej przedsiębiorcy decydują się na zawieszenie działalności w sytuacji, gdy w danych warunkach nie mogą wypracować dochodów. Taki ruch umożliwia bezkosztowo przeczekać trudny okres. Jednakże firmy siłą rzeczy opuszczają rynek, na który po pewnym czasie trudno jest wrócić i nawiązać nowe relacje biznesowe – wyjaśnia mec. Goszczyński.

Jak informuje biuro prasowe MRiT, początek i koniec roku zawsze są okresem większej dynamiki zmian w liczbie podmiotów podejmujących decyzję o wznowieniu, zawieszeniu lub zamknięciu działalności gospodarczej. To naturalne procesy zachodzące w gospodarce. Natomiast Łukasz Goszczyński do tego dodaje, że największa dynamika nowych wpisów w CEIDG wiąże się z corocznym podsumowaniem wyników finansowych firm. Początek roku to również okres, w którym wchodzą w życie przepisy podatkowe nakładające dodatkowe obowiązki biurokratyczne i fiskalne.

– W drugiej połowie roku możemy się spodziewać zwiększenia liczby zamykanych firm. W mojej ocenie, przyczynią się do tego takie problemy, jak wysoka inflacja, wojna w Ukrainie oraz kolejne zamiany w podatkach wprowadzone w połowie roku. Niewielkie biznesy będą mniej konkurencyjne w stosunku do swoich większych odpowiedników – zaznacza Natalia Stoch-Mika.

Według mecenasa Goszczyńskiego, Polacy nauczyli się radzić sobie z pandemią, ale obecnie występuje więcej zagrożeń. W opinii eksperta, na warunki do prowadzenia biznesu największy wpływ będzie miała siła kryzysu gospodarczego, który jest już mocno widoczny. Jego rozmiar dodatkowo będzie zależny od przebiegu wojny w Ukrainie, ponieważ ma on bardzo duży wpływ na ceny surowców energetycznych. Ponadto z ostatnich badań wynika, że małe i średnie firmy najbardziej obawiają się zmian prawnych, a tych jest dużo. I ten czynnik może również przyczynić się do pogorszenia sytuacji. Przedsiębiorcy gubią się w gąszczu nowych regulacji, które są coraz bardziej skompilowane. Często wolą odpuścić, niż domyślać się, o co w nich w ogóle chodzi.

Czy recesja rozleje się na BigTech?

Recesja, choć jeszcze nieśmiało, to jednak coraz głośniej zaczyna pukać do bram Wall Street. Kolejne znane z pierwszych stron gazet spółki wzrostowe zaczynają pokazywać rozczarowujące wyniki. W przypadku Netflixa od kwietnia do czerwca abonament przestało płacić ponad 1 mln osób na całym świecie. Akcje Snapa odnotowały druzgocący spadek o niemal 40% po opublikowaniu wyników, które były “zaledwie” zgodne z oczekiwaniami.

Czy w branży amerykańskich BigTechów czeka nas inwestycyjne deja vu, które znamy z “dzikiej” gamingowej hossy? Czy może jednak jest szansa na to, że BigTechowe blue chipy z zahartowanymi w ogniu niejednej recesji modelami biznesowymi są w stanie oprzeć się – przynajmniej na razie – wpływowi pogarszających się danych gospodarczych? Czy wyniki finansowe flagowych spółek Doliny Krzemowej doleją oliwy do ognia, powodując wzrost recesyjnych obaw, czy może jednak poprawią nastroje tracącego od początku roku Wall Street? O tym dowiemy się już w tym tygodniu, w  którym rynki wstrzymują oddech w oczekiwaniu na raporty kwartalne technologicznych gigantów Alphabet, Apple, Amazon, Microsoft i Meta Platforms. Inwestorzy obawiają się, że spowolnienie gospodarcze dotknie BigTech, w którym rynek widział wygranego ostatniej dekady.

Alphabet (GOOGL.US) – wyniki 26.07 po sesji

Alphabet poda dziś wyniki za 2Q 2022 r. Rynek oczekuje wzrostu przychodów, jednak w wyniku spadających marż może się to nie przełożyć na rosnące zyski. Istnieją jednak pewne obawy, że Alfabet może rozczarować wynikami. Alphabet, podobnie jak Snap, jest zależny od przychodów z reklam, więc pytanie brzmi, czy fatalne wyniki Snapa były wydarzeniem specyficznym dla tej konkretnej firmy, czy raczej zapowiedzią szerszego trendu. Firma Alphabet ogłosiła również niedawno, że spowolni proces rekrutacji, co budzi dodatkowe obawy dotyczące perspektyw rozwoju spółki. Z drugiej strony przychody z reklam w usługach wyszukiwarek są bardziej stabilne niż przychody z reklam w mediach społecznościowych, jak w przypadku Snapa, więc recesja może nie wpłynąć na Alphabet w tak znacznym stopniu. Krótko mówiąc, uwaga inwestorów skupi się na przychodach z reklam, których dynamika ma spowolnić, a także na prognozach spółki na najbliższe kwartały.

Microsoft (MSFT.US) – wyniki 26.07  po sesji

Akcje spółki podobnie do Apple od początku roku wykazały się ograniczoną zmiennością radząc sobie nieznacznie lepiej od indeksu S&P500. Wall Street obniżyło oczekiwania wobec Microsoftu spodziewając się w tym kwartale największego od lat spowolnienia wzrostu przychodów. Mimo to inwestorzy nie spodziewają się tąpnięcia i prognozują stały wzrost popytu na usługi i produkty firmy, nawet w recesyjnym otoczeniu. Analitycy wciąż oczekują dwucyfrowego wzrostu przychodów spółki w tym i przyszłym roku co w perspektywie rekordowej inflacji będzie stanowić wyzwanie. Spółka w dłuższej perspektywie może mieć problem z powtórzeniem wyników napędzanych pandemiczną transformacją technologiczną i rekordową skalą dodruku.

Inwestorzy będą uważnie oczekiwać przychodów z rosnącej w szybkim tempie chmury obliczeniowej Azure (25% globalnego rynku chmury obliczeniowej),  zapewniającej imponującą marżowość. Mimo rosnącego rynku usług w chmurze do którego przyczynia się trend pracy zdalnej oraz niezwalniająca tempa po pandemii transformacja technologiczna, Azure musi konkurować z platformą Amazona, Alphabet oraz mniejszymi spółkami co może skutecznie ograniczać jej zasięg.  Dodatkowo Microsoft boryka się z procesami antymonopolowymi dotyczącymi usług w chmurze, w Europie, co może ograniczać wzrost firmy. Dodatkowo silny dolar ogranicza perspektywy zysków – spółka ponad 50% działalności prowadzi poza USA. Analitycy spodziewają się przychodów spółki na poziomie 52,4 mld USD oraz 2,3 USD zysku na akcję oraz 12,8 mld USD przychodów z usług w chmurze.

Meta Platforms (META.US) – wyniki 27.07 po sesji

Akcje Meta Platforms, czyli de facto Facebook, spadły w tym roku o ponad 50%. Nastroje inwestorów ucierpiały podczas piątkowej sesji  w obliczu rozczarowujących wyników Snap Inc, które rzuciły cień na ‘kapryśny’ model biznesowy oparty na reklamie. Model sprawdza się dobrze w czasach rozwoju gospodarczego. W czasie recesji gdy firmy tną wydatki, a konsumpcja zwalnia może stać się jednak prawdziwą kulą u nogi i ograniczać przychody. To nie jedyna taka ‘kula’ jaką obecnie ciągnie Meta Platforms. Spółka angażuje się w kosztowny rozwój technologiczny wirtualnych światów ‘Metaverse’ nad którym wielokrotnie rozpływał się CEO, Mark Zuckerberg sygnalizując transformację poprzez marketingową zmianę nazwy. Meta Platforms inwestuje miliardy dolarów w rozwój technologii VR i AR oraz platformę Oculus, którą nabyła w 2014 roku. Ambicja spółki może być pozytywnie odbierana przez inwestorów wierzących w potencjał Metaverse jednak potężne koszty nierentownych badań i budowa zaplecza wokół technologii rodem z Sci-Fi w okresie rosnących kosztów kapitału wyraźnie ciąży inwestorom. Podobnie jak bardzo mocny dolar, który prawdopodobnie odbije się na rentowności.

W najbliższym czasie Meta Platforms stanie przed wyzwaniem w postaci monetyzacji budowanego trendu Metaverse oraz budowy modelu reklam omijającego blokady prywatności iOS (Apple), które w skuteczny sposób ostudziły apetyt i prognozy przychodów. Tymczasem analitycy obniżyli oczekiwania wokół wyników Meta Platforms niemal godząc się z nadchodzącym rozczarowaniem. Czy Meta powtórzy scenariusz Netflixa i pobije obniżone do minimum prognozy spanikowanego Wall Street? Ze względu na rozpoznawalność i szersze grono reklamodawców spółka wciąż może ‘trawić’ recesję lepiej od wspomnianego Snapa. Analitycy spodziewają się 30,7 mld USD przychodów i EPS w wysokości 2,61 USD zysku przy redukcji kosztów do 87/92 mld USD wobec poprzednich prognoz 90/95 mld USD.

Amazon (AMZN.US) – wyniki 28.07 po sesji

Amazon zaraportuje wyniki za d2Q 2022 r. w czwartek po zamknięciu sesji giełdowej. Jak spodziewa się rynek, mogą być one na historycznie złym poziomie. Spółka znana jest z wykazywania  przynajmniej minimalnego wzrostu przychodów w każdym kwartale od momentu jej wejścia na giełdę, co miało miejsce 25 lat temu. Wzrost przychodów (top-line) wyniósł poniżej 10% tylko w trzech z dotychczasowych 101 kwartałów. Pierwszy z nich przypada na moment pęknięcia bańki internetowej w 2001 roku. Dwa kolejne to 4Q’21 oraz 1Q’22. Mówi się, że “do trzech razy sztuka”, jednak wiele wskazuje na to, że 2Q’22 może być najgorszy w historii.

Analitycy obniżyli prognozy zysków i przychodów na ten kwartał oraz następny, jak również na cały rok 2023. Amazon wcześniej prognozował przychody w tym kwartale na poziomie pomiędzy 116 mld dolarów a 121 mld dolarów, co oznacza wzrost od 3% do 7%. Prognoza ta zawiera przewidywany 2-procentowy wpływ niekorzystnych kursów walutowych – szacunek, który jest prawie na pewno zbyt niski, biorąc pod uwagę ciągłą aprecjację dolara w stosunku do walut europejskich i azjatyckich w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Obecny konsensus giełdowy przewiduje przychody w wysokości 119,1 mld dolarów oraz EPS równy 14 centów. Dla Q3 2022r. konsensus analityków przewiduje przychody w wysokości 127 mld dolarów i EPS w wysokości 33 centów.

Apple (AAPL.US) – wyniki 28.07 po sesji

Widmo globalnej recesji odbiło się w ostatnim czasie na nastrojach zarządów amerykańskich spółek, które coraz częściej sygnalizują potrzebę zmian wewnątrz biznesu. Nie inaczej jest z Apple (AAPL.US), który w zeszłym tygodniu zapowiedziało spowolnienie dynamiki zatrudnienia oraz ograniczenie budżetu dla niektórych działów firmy. Medialny wydźwięk tych zapowiedzi przybrał na sile również dlatego, że spółka od dłuższego czasu była relatywnie odporna na zmiany czynników zewnętrznych. Według prognoz analityków wyniki kwartalne wykażą silny spadek sprzedaży, a co za tym idzie, szacowaną na 8 mld dolarów lukę w przychodach spółki. Czynnikami kreującymi tak silny ubytek są ciągle utrzymujące się problemy w łańcuchach dostaw oraz utrzymujące się ograniczenia na rynku chińskim. Konsensus zakłada przychody na poziomie 82 mld dolarów oraz EPS na poziomie 1,16 dolarów. Apple spodziewa się, że marża brutto wyniesie między 41,5% a 42,5%. Przewidywania kluczowych banków są mocno zróżnicowane. Analitycy JP Morgan oraz UBS odnoszą się względnie pozytywnie do publikowanych w czwartek wyników. Morgan Stanley natomiast wskazuje na presję związaną z łańcuchami dostaw, które mogą negatywnie przełożyć się na wyniki w tym kwartale. 

Podsumowanie

Choć akcje technologicznych gigantów znajdują się w tym roku w trendzie spadkowym, trudno porównać blisko 60% spadek wartości Meta Platforms do blisko 15% korekty w przypadku Apple. Należy zatem podkreślić, że wyniki okresowe, podobnie jak miało to miejsce w przypadku I kwartału tego roku mogą mieć mieszaną wymowę. Redukcja kosztów i zwalnianie tempa zatrudnienia stały się nową normą wśród spółek z branży BigTech, co może sygnalizować, że cały sektor spodziewa się bolesnego spowolnienia. Raporty kwartalne pokażą czy ‘kuloodporne’ spółki wciąż mogą przerzucać rosnące koszty na konsumentów i cieszyć się rosnącym popytem na usługi. Warto zaznaczyć jednak, że Wall Street ma wygórowane oczekiwania wokół wzrostu przychodów większości spółek BigTech co może okazać się prawdziwym testem dla najbardziej ‘dojnych krów’ amerykańskiej gospodarki. Zbliżające się wyniki mogą wyznaczyć dalszą drogę dla amerykańskich indeksów i rzucić więcej światła co do zasadności recesyjnych obaw. Może się jednak okazać, że podobnie jak miało to miejsce w przypadku spółek gamingowych, wyniki zgodne z oczekiwaniami rynku to dla inwestorów już zdecydowanie za mało.

Autor: Dział Analiz XTB

Niemiecka firma Exolaunch będzie odpowiadać za wyniesienie pierwszego mikrosatelity polskiej spółki Creotech Instruments

Na IV kwartał 2023 r. przewidziane jest wyniesienie pierwszego mikrosatelity ,,EagleEye’’ na orbitę okołoziemską. Liderem konsorcjum odpowiedzialnym za realizację tego przełomowego projektu jest Creotech Instruments – notowany na GPW wiodący w Polsce producent systemów i podzespołów kosmicznych. Firma właśnie poinformowała o wyborze kontrahenta, który będzie współodpowiedzialny za to przedsięwzięcie. W ramach postępowania przetargowego wybrano niemiecką spółkę Exolaunch. Wartość oferty wynosiła 641 400 EUR netto. Exolaunch jest integratorem usług dla firmy Elona Muska – SpaceX, i to właśnie za pomocą rakiety tej firmy – Falcon 9 – najprawdopodobniej nastąpi wyniesienie pierwszego mikrosatelity Creotech Instruments. Kapitał na rozwój tego kosmicznego projektu pochodzi m.in. z zakończonej w czerwcu br. oferty publicznej Creotech na łączną kwotę około 40 mln PLN.

Creotech Instruments od 2020 r. opracowuje projekt 50 kg. satelity obserwacyjnego ,,EagleEye’’ w ramach własnej platformy w standardzie HyperSat. Platforma pozwala na prowadzenie różnego rodzaju misji, od technologicznych i naukowych, poprzez misje obserwacyjne i telekomunikacyjne, aż po misje w daleki kosmos. HyperSat jest przeznaczony do realizacji satelitów o masach od 10 do 60 kg.

Na naszej autorskiej platformie HyperSat przygotowywane są aktualnie dwie misje. Pierwszą z nich będzie EagleEye. Jestem dumny, że jesteśmy liderem tego pionierskiego przedsięwzięcia. Nasi specjaliści robią wszystko, aby wyniesienie mikrosatelity EagleEye na orbitę okołoziemską było możliwe już w IV kwartale 2023 r. To będzie niezwykle ważny moment, zarówno dla nas, naszych partnerów, jak i dla całej społeczności śledzącej wydarzenia z sektora NewSpace. – mówi dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Croetech Instruments SA. – Za nami kolejny ważny krok. Właśnie wyłoniliśmy w ramach postępowania przetargowego naszego partnera, który będzie odpowiedzialny za obsługę procesu wyniesienia satelity. Najlepszą firmą okazała się niemiecka Exolaunch GMBH. Drugim partnerem projektu będzie najprawdopodobniej, zgodnie z informacjami przekazanymi od Exolaunch, firma Space Exploration Technologies Corporation, znana również szerzej pod nazwą SpaceX. Firma dysponuje rakietami klasy Falcon 9 i taka zostanie użyta do umieszczenia satelity EagleEye na orbicie okołoziemskiej – dodaje Grzegorz Brona.

Kwota wybranej oferty wynosi 641 400 EUR netto i jest to największy jednostkowy wydatek w ramach programu budowy satelity ,,EagleEye’’.

Projekt ,,EagleEye’’ powstaje w ramach programu finansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Platforma uzbrojona zostanie w teleskop optyczny. Podsystemy komputera przygotowywane są przez Centrum Badań Kosmicznych PAN, zaś teleskop optyczny umieszczony na pokładzie opracowywany jest przez spółkę Scanway. Projekt prowadzony jest zgodnie z wymaganiami jakościowymi opracowanymi przez NASA, wdrożonymi przez Europejską Agencję Kosmiczną i według norm European Cooperation for Space Standarization.

Środki na rozwój tego projektu pochodzą m.in. z tegorocznej oferty publicznej, w ramach której spółka z sukcesem pozyskała od inwestorów 39,65 mln zł brutto. Emisja nowych akcji obejmowała łącznie 396.558 akcji serii I. Cena emisyjna za jedną akcję wynosiła 100 zł. Popyt zgłoszony przez inwestorów przewyższył podaż dostępnych akcji. Stopa redukcji zapisów w TID wyniosła 40%.

Creotech Instruments od lat realizuje wiele zaawansowanych projektów technologicznych,
m.in. dla Europejskiej Agencji Kosmicznej. Rynek kosmiczny jest dla spółki kluczowym obszarem działalności. W kwietniu br. spółka zrealizowała I fazę projektu PIAST, którego celem jest umieszczenie satelitów obserwacyjnych na orbicie okołoziemskiej w 2024 r. Przedsięwzięcie to ma na celu stworzenie w Polsce instrumentów narodowego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi na potrzeby Sił Zbrojnych RP. Niedawno Creotech Instruments zawarł także umowę o współpracy z Uniwersytetem UC TATI w Malezji. Współpraca dotyczy opracowania produktów w zakresie technologii satelitarnych i dronowych, odpowiadających na potrzeby regionu Azji Południowo-Wschodniej.

Zmiany w przepisach o zatorach płatniczych

Ustawa o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych funkcjonuje już od 2013 r. Wiąże się ona z szeregiem obowiązków dla przedsiębiorców, które mają na celu zminimalizowanie opóźnień w płatnościach za transakcje handlowe oraz zapobieżenie sytuacjom wykorzystywania przewagi negocjacyjnej i stosowania długich terminów płatności wobec małych i średnich przedsiębiorców. Istotnym elementem ustawy jest obowiązek sprawozdawczy – o stosowanych w poprzednim roku kalendarzowym terminach zapłaty w transakcjach handlowych. Z uwagi na pojawiające się wątpliwości dotyczące raportowania oraz komplikacje wynikające ze zbierania danych, ustawodawca zdecydował się przedstawić projekt zmian do tej ustawy, przewidujący znaczne uproszczenia w raportowaniu.

Uproszczenie obowiązku sprawozdawczego

W tym zakresie proponowane jest wyłączenie ze sprawozdań świadczeń z transakcji handlowych zawieranych w zakresie działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej. Warto jednak zaznaczyć, że zasadniczo w praktyce nie występują w tym obszarze zatory. Ponadto planowane jest wyłączenie ze sprawozdań świadczeń przedawnionych. Nie ma uzasadnienia, żeby raportować takie transakcje, skoro dłużnik jest chroniony instytucją przedawnienia.

Istotna dla wielu zmiana dotyczy wyłączenia ze sprawozdań świadczeń pomiędzy spółkami w ramach jednej grupy kapitałowej. Ustawodawca uznał, że opóźnienia w ramach grupy nie są istotne z perspektywy likwidowania zatorów płatniczych, ponieważ całość zostaje w ramach jednej grupy. Ponadto przewidywane jest zwolnienie z obowiązku sprawozdawczego spółek wchodzących w skład podatkowych grup kapitałowych.

Kolejna ważna zmiana to wydłużenie obowiązku raportowania. Obecnie raportowanie należało wykonać do 31 stycznia kolejnego roku, co w praktyce było bardzo krótkim okresem. Planowane jest znaczące wydłużenie terminu na złożenie sprawozdania – do 30 kwietnia.

Doprecyzowanie i uregulowanie kwestii dotyczących obowiązku sprawozdawczego

Ustawodawca w ramach planowanych zmian dokona także wyjaśniania pewnych spornych kwestii. Pierwszą z nich jest uregulowanie w ustawie, że w przypadku spółek komandytowych obowiązek sprawozdawczy za spółkę ma komplementariusz prowadzący sprawy spółki. Ponadto doprecyzowane zostaną zasady składania pełnomocnictwa.

W chwili obecnej kwestia wysyłki korekty sprawozdań nie jest uregulowana, tzn. nie ma takiej możliwości. Projekt zakłada uregulowanie tej kwestii poprzez wskazanie, że w przypadku, gdy ujawniono błędy mające istotny wpływ na ogólny obraz praktyk płatniczych podmiotu, sprawozdanie można skorygować – korekty będzie można dokonać poprzez złożenie nowego sprawozdania.

Kolejne doprecyzowanie odnosi się do kursu walutowego w jakim można przeliczać świadczenia spełnione/niespełnione, otrzymane/nieotrzymane w walutach na potrzeby sprawozdawczości oraz postępowania w sprawie nadmiernych opóźnień.

Ponadto doprecyzowano termin kiedy informacja powinna zostać ujawniona na stronie BIP – corocznie w terminie do 31 lipca.

Poprawa efektywności postępowania i uelastycznienie modelu karania

Projekt ustawy przewiduje także, że zmianie ulegną zasady karania za nadmierne opóźnianie się ze spełnianiem świadczeń pieniężnych. Co istotne w tym zakresie przewiduje się wprowadzenie uznaniowości Prezesa UOKiK przy wymiarze kary, wraz ze wskazaniem przesłanek/dyrektyw wymiaru kary oraz modyfikację wzoru, według którego będzie liczona maksymalna kara za nadmierne opóźnienie ze spełnianiem świadczeń pieniężnych. Taka zmiana jest z pewnością niekorzystna dla przedsiębiorców, ponieważ każda uznaniowość organu administracji może prowadzić do nadużyć.

Ponadto przewidywane jest wprowadzenie instytucji tzw. wezwań miękkich, czyli Prezes UOKiK, bez wszczynania postępowania, będzie mógł wystąpić do przedsiębiorcy w sprawach z zakresu nadmiernego opóźniania się ze spełnianiem świadczeń pieniężnych.

Pozostałe zmiany

Ważna zmiana dotyczy także nałożenia obowiązku składania oświadczenia o swoim statusie na wszystkich dużych przedsiębiorców. W chwili obecnej tylko duże podmioty gospodarcze będące dłużnikami mają obowiązek składania drugiej stronie transakcji handlowej oświadczenia o swoim statusie. Może się więc zdarzyć, że przedsiębiorcy nie podadzą informacji o swoim statusie, aby korzystać z większych odsetek.

Powyższej przedstawione, główne zmiany wynikające z projektu ustawy należy uznać za korzystne dla przedsiębiorców oraz poprawiające jakość i sposób raportowania zatorów płatniczych, a w szczególności łagodzące bardzo rygorystyczne przepisy w tym zakresie. Ułatwienia zmniejszą czas potrzebny na przygotowanie raportów, który jednocześnie został wydłużony. Doprecyzowania zmniejszą wątpliwości i ograniczą konieczność poszukiwania

odpowiedzi na liczne pytania podmiotów. Niemniej warto zwrócić uwagę, że zmiany będą wymagały dostosowania procedur oraz narzędzi, z których dotychczas korzystali przedsiębiorcy.

Autor: radca prawny Kamil Nagrabski, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Przed nami kolejna duża podwyżka stóp Fedu

Oczekuje się, że Rezerwa Federalna w środę ogłosi kolejną znaczną podwyżkę stóp procentowych. Zakładamy, że wyniesie ona 75 pb. – do przedziału 2,25–2,50%. Naszym zdaniem pogorszenie danych o aktywności gospodarczej (w szczególności załamanie lipcowych danych PMI) i oznaki, że inflacja bazowa słabnie, oznaczają, że zbliża się spowolnienie cyklu podwyżek.

Wysoki odczyt inflacji w USA za zeszły miesiąc rozbudził rynki, prowadząc do zwiększenia oczekiwań w zakresie działań FOMC w tym miesiącu. Inflacja CPI podbiła w czerwcu do 9,1% wobec konsensusu na poziomie 8,8%. Czekamy jeszcze na jednoznaczne oznaki, że osiągnęła szczyt. Na pewnym etapie po publikacji danych rynki terminowe przypisywały ponad 50% prawdopodobieństwa temu, że kolejny ruch Rezerwy Federalnej będzie podwyżką o 100 pb. Zakłady te jednak od tamtej pory wyraźnie spadły w związku z pogarszającymi się danymi o aktywności gospodarczej. Obecnie rynek szacuje prawdopodobieństwo takiego ruchu na ok. 10%. Wraz z konsensusem spodziewamy się podwyżki o 75 pb., a głosy pojedynczych prognostyków sugerujące, że podwyżka mogłaby być silniejsza, uznajemy za nieuzasadnione.

Wykres 1: Inflacja w USA (2012 – 2022)Inflacja w USA (2012 – 2022)

Rynek czeka na komentarze Powella

Biorąc pod uwagę, że podwyżka o 75 pb. w środę wydaje się być pewnikiem i że jednocześnie nie poznamy nowych prognoz makroekonomicznych czy projekcji stóp procentowych, pole do zaskoczenia rynków może być ograniczone. Mimo to inwestorzy będą zwracać szczególną uwagę na komentarze prezesa Jerome’a Powella dotyczące stanu gospodarki USA i opinie Fedu w zakresie kolejnych podwyżek stóp po lipcowym posiedzeniu.

Jeśli chodzi o gospodarkę, uważamy, że Fed będzie nadal zaznaczał, że fundamenty popytu są mocne, a rynek pracy w USA radzi sobie dobrze. Chociaż dostrzegamy pewne dowody na łagodne spowolnienie obejmujące rynek pracy, to duże pozytywne zaskoczenie jakie przyniósł czerwcowy raport o zatrudnieniu sugeruje, że dotychczasowe działania Fed w kierunku zacieśniania polityki pieniężnej miały ograniczony wpływ na zatrudnienie.

Dane o aktywności zahamują jastrzębi ton Fed?

Decydenci prawdopodobnie jednak zwrócą uwagę na ostatnie spowolnienie w danych o aktywności gospodarczej – które pojawiły się już po poprzednim posiedzeniu FOMC w połowie czerwca – szczególnie w świetle rozczarowujących danych PMI z zeszłego tygodnia. Kluczowy kompozytowy indeks PMI od S&P spadł w tym miesiącu do poziomu 47,5 pkt i był wyraźnie niższy od oczekiwań. Po raz pierwszy od dwóch lat znalazł się poniżej poziomu 50 pkt, oddzielającego ekspansję od kurczenia się aktywności biznesowej. Dane o aktywności na rynku mieszkaniowym wskazują na ochłodzenie również tego rynku.

 

Istnieje możliwość, że gospodarka USA znalazła się w technicznej recesji, notując dwa kwartały spadku PKB w ujęciu kwartalnym – w czwartek 28.07 dowiemy się, czy się to potwierdzi, kiedy poznamy dane o PKB za II kwartał. Uważamy, że uzasadnia to złagodzenie tonu Fed w sprawie perspektyw i możliwe odejście od ultrajastrzębiej retoryki w kontekście stóp procentowych.

Wykres 2: Indeksy PMI dla USA (2019 – 2022)

Indeksy PMI dla USA (2019 – 2022)

Zachowanie dolara będzie zależało od sygnałów dot. kolejnej podwyżki

Spodziewamy się, że Fed będzie nadal przyjmował zależne od danych podejście do normalizacji polityki pieniężnej. Kolejne posiedzenie odbędzie się we wrześniu, a jego wynik poznamy dopiero 21.09 – za niemal dwa miesiące – w związku z tym nie sądzimy, że Powell z góry będzie zobowiązywał się do skali kolejnej podwyżki. Uważamy, że w międzyczasie debata skupi się na tym, czy we wrześniu będzie to podwyżka o 50 czy o 75 pb. Powell prawdopodobnie pozostawi na stole obie możliwości.

Biorąc pod uwagę obecne rynkowe wyceny (165 pb. włącznie do listopada) jakiekolwiek mocne zasygnalizowanie przez Powella, że na kolejnym posiedzeniu we wrześniu może nastąpić podwyżka o 75 pb. byłoby postrzegane jako pozytywne dla dolara amerykańskiego. Z drugiej strony dostrzegamy pole do natychmiastowego osłabienia dolara, jeśli Powell zasugerowałby, że Fed prawdopodobnie zmniejszy tempo do 50 pb.

Jakiekolwiek odstępstwa podczas głosowania w tym tygodniu – głosy za mniejszą podwyżką – również byłyby odebrane jako negatywne dla dolara, chociaż widzimy dużą szansę, że głosowanie nad stopami w środę 27.07 będzie jednomyślne.

Co się tyczy reakcji złotego – zasadniczo każdy wynik pozytywny dla dolara amerykańskiego będzie negatywny dla polskiej waluty. I odwrotnie, jeśli amerykańska waluta znajdzie się pod presją, złoty na tym skorzysta.

Nadchodzi koniec dużych podwyżek stóp Fed

Choć naszym scenariuszem bazowym jest niezamykanie sobie opcji przez FOMC, z dwóch wymienionych powyżej scenariuszy uważamy, że ten drugi jest bardziej prawdopodobny. Naszym zdaniem pogorszenie danych o aktywności gospodarczej (w szczególności załamanie lipcowych danych PMI) i oznaki, że inflacja bazowa słabnie, oznaczają, że zbliża się spowolnienie cyklu podwyżek – niezależnie od tego, czy zostanie zapowiedziane w środę czy nie. Spodziewamy się, że Fed podniesie stopy procentowe o 50 pb. we wrześniu i widzimy możliwość powrotu do 25 pb. w listopadzie. Naszym zdaniem jest mało prawdopodobne, by Fed rozważał zwiększenie tempa podwyżek do ruchów o 100 pb., o ile nie doszłoby do wystrzału inflacji w USA. Powell może w tym tygodniu powiedzieć, że poprzeczka dla takiego ruchu zawieszona jest bardzo wysoko.

FOMC ogłosi decyzję w sprawie polityki pieniężnej o 20:00 w środę 27.07, konferencja prasowa przewodniczącego Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Trójmiasto przekracza symboliczną granicę 1 miliona m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej

Na koniec II kwartał 2022 roku zasoby biurowe w Trójmieście wyniosły 1,01 mln m kw., przekraczając tym samym symboliczną granicę, dzięki czemu utrzymało ono swoje trzecie miejsce pod względem wielkości wśród regionalnych rynków biurowych, zaraz za Krakowem i Wrocławiem.  

„Trójmiasto jest zdecydowanie jednym z najdynamiczniej rozwijających się rynków biurowych w Polsce. Z końcem czerwca 2022 roku Trójmiasto dołączyło do „milionowych” rynków regionalnych, czyli Krakowa i Wrocławia. Wraz z sukcesywnie rozbudowywanym zapleczem biurowym, w Trójmieście lokują się kolejne firmy.  W 2022 roku ten obszar otrzymał 1. miejsce jako najbardziej dynamicznie rozwijającego się miasta w Polsce według CEE Shared Services and Outsourcing Awards,” – komentuje Joanna Gomułkiewicz, Leasing Manager w Knight Frank.

Nowa podaż oddana do użytku w II kwartale roku na trójmiejskim rynku biurowym to blisko 19 000 m kw. Na ten wolumen składały się dwa projekty: K2 (10 900 m kw., Vastint Poland) oraz Palio Office Park B (7 900 m kw., Cavatina). Od początku roku ten rynek zyskał zaś blisko 50 600 m kw., co stanowiło 16% wolumenu powierzchni zrealizowanej w największych miastach regionalnych w Polsce, tj. Krakowie, Katowicach, Wrocławia, Poznaniu, Trójmieście i Łodzi.

„Zastrzyku nowej powierzchni, przy zachowaniu planowanych terminów, możemy spodziewać się w 2023 roku, kiedy to na trójmiejski rynek trafi 95% z obecnie realizowanych 82 500 m kw. Największymi obecnie projektami w budowie są Waterfront II (14 500 m kw., Vastint Poland) oraz Punkt (12 500 m kw., Torus). Firmy poszukujące nowych lokalizacji może dodatkowo zachęcić pozycja lidera wśród najlepszych miejsc do prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce według rankingu ABSL w 2022 roku,” – dodaje Katarzyna Bojar, Konsultant w dziale Badań Rynku w Knight Frank.

Od kwietnia do czerwca 2022 roku w Trójmieście odnotowano wysoki popyt na powierzchnię biurową, a wolumen transakcji wyniósł ponad 28 000 m kw., co było wzrostem o 26% w porównaniu do poprzedniego kwartału. Uzyskany wynik stanowił blisko 15% powierzchni wynajętej w regionach i był drugim najwyższym wynikiem spośród miast regionalnych zaraz za Krakowem. Największy udział, blisko 72% stanowiły nowe umowy, w tym umowy pre-let 3%. Zarówno renegocjacje, jak i ekspansje odpowiadały za 14 % wolumenu transakcji. W całym półroczu trójmiejscy najemcy wynajęli  ponad
50 100 m kw. powierzchni biurowej.

Mimo wysokiego popytu, oddane do użytku dwa nowe obiekty wpłynęły na współczynnik pustostanów, który wzrósł o 1 pp. w ciągu kwartału i na koniec czerwca 2022 roku wyniósł 15,3%. W porównaniu z analogicznym okresem w roku poprzednim wskaźnik pustostanów wzrósł aż o 6,1 pp.

Na koniec czerwca czynsze wywoływacze w Trójmieście pozostały na stabilnym poziomie i wahały się od 10,00 EUR do 15,00 EUR/ m kw. miesięcznie.

Rynek budowlany czekają zmiany – fotowoltaika na blokach, stabilizacja cen

Od stycznia do maja 2022 r. rozpoczęto budowę o 19,5% mniej mieszkań niż w roku ubiegłym. W maju banki udzieliły o 43% mniej kredytów hipotecznych. Prognozy zwiastują znaczne wyhamowanie na rynku budowlanym w ciągu najbliższych dwóch lat. Jednak w nadchodzących miesiącach sytuacja i ceny materiałów prawdopodobnie się ustabilizują. Rosnące ceny energii i ogrzewania zwiększą potrzeby modernizacji budynków i wyposażania ich w magazyny energii oraz instalacje słoneczne. Pomimo chwilowych turbulencji, branża OZE, w tym fotowoltaika, nabierze wiatru w żagle.

Nawet pięć razy niższe koszty energii – fotowoltaika w spółdzielniach

Po wprowadzeniu nowego systemu rozliczeń od 1 kwietnia 2022 roku branża fotowoltaiczna w obszarze małych instalacji przeżywa chwilowy kryzys. Rosnące ceny energii i ogrzewania wymuszą jednak dalsze inwestycje w OZE, również w budownictwie wielorodzinnym. Wiele wspólnot mieszkaniowych będzie decydować się na montaż instalacji słonecznych, magazynów energii lub ciepła. Ułatwi to nowelizacja ustawy o OZE, która wprowadziła pojęcie „prosumenta zbiorowego”, wytwarzającego w budynku wielolokalowym energię z odnawialnych źródeł na własne potrzeby. Deweloperzy, wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe będą mogły skorzystać z dotacji na instalacje fotowoltaiczne. Podobnie jak prosumenci indywidualni będą też mogły odprowadzić niewykorzystaną energię do sieci na zasadzie net-billingu.

We wspólnotach i spółdzielniach zużywa się ogromne ilości energii elektrycznej, potrzebnej do oświetlania klatek schodowych, piwnic, garaży, ogrzewania budynku czy zasilania wentylacji, klimatyzacji oraz wind. Takie systemy są dużo bardziej energochłonne niż własne potrzeby lokali mieszkalnych. Inwestycje w OZE mogą zmniejszyć koszty eksploatacji budynków i pomóc uniezależnić wspólnotę od wzrostu cen prądu.

Większość budynków wielorodzinnych ma wysoko położone, płaskie i niezacienione dachy o dużej ekspozycji słonecznej i wolnej przestrzeni. Można je więc łatwo zagospodarować i zamontować na nich panele słoneczne. Instalacja małych turbin wiatrowych nie przynosi tak znaczących korzyści, a małe elektrownie wodne z oczywistych względów przy blokach nie powstaną. Dlatego dla wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych, które chcą się stać bardziej „zielone” i oszczędzać na opłatach za energię, najskuteczniejszym rozwiązaniem jest instalacja słoneczna. Pilotażowy program „Słoneczne Dachy”, który był realizowany dwa lata temu przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚiGW) wykazał, że opłaty za energię mogą zmaleć nawet pięciokrotnie.

Sektor budowlany w gorszej kondycji?

Według danych Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, firmy budowlane oceniają obecną sytuację jako złą, a im mniejsze przedsiębiorstwo tym gorsze nastroje. Ponad 77% firm jako barierę dla działalności wskazuje koszt materiałów, zaś po raz pierwszy od 2007 roku ponad 16% firm mówi też o ich braku. Ponad 70% odczuwa wysoką inflację i presję płacową ze strony pracowników. Kryzys spowodowany wojną w Ukrainie oraz odpływ pracowników nie miał jednak dotąd tak negatywnego wpływu jaki przewidywali analitycy, gdyż zapotrzebowanie na pracowników jest niższe niż podczas kumulacji robót w budownictwie w latach 2007-2008 i 2018-2019. Branża budowlana realizuje wciąż inwestycje rozpoczęte w ostatnich dwóch latach. W kolejnych miesiącach 2022 i 2023 roku trzeba się spodziewać spadku liczby nowych projektów inwestycyjnych, przede wszystkim w segmencie prywatnym.

Ucieczka w towary i stabilizacja cen surowców

W pierwszym kwartale 2022 roku PKB wzrósł o 8,5%. Był napędzany w dużej mierze gromadzeniem zapasów, a nie bieżącymi inwestycjami – podobnie jak sprzedaż materiałów budowlanych. Kryzys logistyczny wywołał obawy o dostępność produktów, wiele firm chciało też chronić się przed inflacją i „uciekało” w towar. Było to widoczne m.in. w segmencie kabli i przewodów. Ceny kabli i przewodów zmieniały się nawet z godziny na godzinę. Spowodowało to znaczny wzrost sprzedaży, ale produkty kupowane były z myślą o magazynowaniu, nie pod konkretne projekty. Podobny mechanizm zauważany był na wszystkich poziomach – od głównych dystrybutorów, przez małe składy, po wykonawców i instalatorów. Dodatkowo potęgowało to wzrost cen i braki towarów.

Do maja 2022 roku wzrosty cen niektórych materiałów były dwucyfrowe – np. izolacje termiczne podrożały o 63%, a płyty OSB o 49%. W branży elektrotechnicznej czy instalacyjnej ceny wzrosły o ok. 20-30% w porównaniu z rokiem 2021. Rynek skoryguje jednak ceny niektórych materiałów budowlanych w ślad za taniejącymi surowcami. Szczyt cen surowców prawdopodobnie mamy za sobą, obserwowane są już ich spadki. Na przykład tona stali budowlanej w marcu 2022 roku kosztowała ok. 9500 złotych, a obecnie to około 4 tys. Podobnie jest w przypadku miedzi, która z 11 tys. dolarów za tonę w marcu spadła do ok. 8 tys. dolarów. Ceny materiałów budowlanych wciąż są wysokie, ale razem z surowcami powinny zacząć się stabilizować.

Bartłomiej Jaworski, Senior Product Manager w firmie Eaton

Lekki letni letarg na rynkach akcji

Wczorajsza sesja na amerykańskim rynku akcji nie przyniosła jakichś większych rozstrzygnięć (S&P 500 +0,13 proc., DJIA +0,28 proc., Nasdaq Composite -0,43 proc.). Również dzisiejsza sesja na giełdach Azji i Oceanii miała niejednoznaczny przebieg (Hang Seng +1,82 proc., japoński Nikkei 225 -0,16 proc., tajwański TAIEX -0,87 proc.).

Brak wyraźnej tendencji obserwowany był dziś rano również na giełdach w Europie (DAX -0,35 proc., CAC 40 –0,23 proc. ok. godz. 9:35 proc.).

WIG-20 tracił ok. 9:35 0,42 proc. Najwyżej od stycznia 2020 był dziś kurs akcji Lotosu. Swe nowe roczne minimum zaliczył kurs akcji spółki Mo-BRUK. Kolejny dzień silnie drożały akcje Biomedu Lublin (+11,32 proc. ok. 9:40).

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych w USA i strefie euro spadała dziś rano. Rentowność amerykańskich 2-latek nadal była o ponad 20 punktów bazowych wyższa niż rentowność tamtejszych 10-latek („inwersja” krzywej rentowności). Rentowność 10-latek polskiego rządu utrzymywała się na poziomie swych 3-miesięcznych minimów (5,839 proc. dziś rano).

Ceny kontraktów na ropę naftową, które wczoraj obroniły poziomy swych 4-miesięcznych minimów rosły dziś rano o ok. 15 proc. Do najwyższego poziomu od 2 tygodni wzrosła dziś rano cena kontraktów na miedź na COMEX-ie. Lekko rosły ceny metali szlachetnych. Wczoraj do najniższego poziomu od roku spadła cena kontraktów na cukier na ICE a także cena kontraktów na owies na CBOT.
Na rynku walutowym dolar był dziś rano stabilny względem euro (EUR/USD +0,03 proc.) i japońskiego jena (-0,04 proc.).

Złoty minimalnie się umacniał (ok. 9:15 EUR/PLN -0,09 proc., USD/PLN -0,14 proc.).

Cena Bitcoina względem USD kontynuowała rozpoczęty 6 dni temu spadek i po przełamaniu poziomu wsparcia wyznaczanego przez lokalne szczyty z końca czerwca i pierwszej polowy lipca zbliżała się do poziomu 21000 USD (-4,11 proc. ok. 9:10).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Wyniki Grupy Banku Millennium po 2 kwartale 2022

Bank Millennium – dodatnie wyniki operacyjne pomimo znaczących kosztów związanych z portfelem kredytów walutowych, wynik netto obciążony kosztem systemu ochrony banków.

Skonsolidowane wyniki Grupy Kapitałowej Banku Millennium po 2 kwartałach 2022 r.

Skonsolidowany wynik netto grupy Banku Millennium po 2 kwartałach 2022 roku wyniósł -263 mln zł (-140 mln zł w 2 kwartale br.). Wynik obciążyły koszty związane z portfelem kredytów hipotecznych w walutach obcych (rezerwy na ryzyko prawne, koszty związane z porozumieniami polubownymi oraz koszty prawne) w wysokości 1 170 mln zł (593 mln zł w 2 kwartale br.). Gdyby nie powyższe obciążenia Grupa zaksięgowałaby zysk netto w wysokości 907 mln zł (w 2 kwartale 453 mln zł). Bezpośrednią przyczyną straty netto w 2 kwartale br. był znaczący jednorazowy koszt związany z instytucjonalnym systemem ochrony banków (252 mln zł brutto).

– Jestem  szczególnie zadowolony z pozytywnego wyniku 2 kwartału, w którym pomimo rezerw na kredyty walutowe, dzięki dobrym wynikom operacyjnym, Bank zaraportowałby pozytywny wynik finansowy, gdyby nie konieczność zaksięgowania kosztów związanych z przystąpieniem do instytucjonalnego systemu ochrony. Do poprawy wyników, mimo rosnących istotnie przychodów, przyczyniła się również prowadzona przez nas ścisła kontrola kosztów.

– Drogowskazem działań Banku jest konsekwentnie wdrażana strategia „Millennium 2024 – Inspirują nas ludzie”. Założone w niej cele są nadal aktualne, chociaż dostrzegamy intensywność niemożliwych do przewidzenia zawirowań na rynku – utrzymującego się wzrostu stóp procentowych i inflacji, wojny w Ukrainie, czy w końcu, bezprecedensowej ustawy wprowadzającej wakacje kredytowe. Po fazie operacjonalizacji, znajdujemy się teraz na etapie realizacji strategii. W 2 kwartale uruchomiliśmy kilkanaście dużych inicjatyw angażujących wszystkie obszary Banku, wprowadziliśmy m.in. Millennium 360° – nowe, bezpłatne konto, połączone z jeszcze szerszą ofertą spersonalizowanych usług w super-aplikacji mobilnej, z którego korzysta już 100,000 klientów. Trwają również przygotowania do wprowadzenia płatności odroczonych  BLIK, które zamierzamy testować już w sierpniu – powiedział Joao Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium.

– Bank kontynuuje zawieranie ugód z kredytobiorcami hipotecznymi we frankach szwajcarskich. Pomimo niekorzystnych trendów kursowych i rosnących stóp procentowych zawarliśmy w tym półroczu  4 456 polubownych umów z kredytobiorcami frankowymi (2 175 tylko w 2 kwartale), a liczba aktywnych walutowych kredytów hipotecznych zmniejszyła się o 5 300 (z poziomu 47 600 na koniec 2021 roku) – dodał Joao Bras Jorge.

– Niestety, mimo pozytywnego trendu, bezprecedensowa regulacja dotycząca wakacji kredytowych przyniesie w 3 kwartale 2022 roku istotne koszty dla Banku. W rezultacie, zgodnie z obowiązującymi ustawodawstwem i przepisami, Zarząd Banku podjął decyzję o uruchomieniu planu naprawy – poinformował Joao Bras Jorge. – W celu podniesienia współczynników kapitałowych Bank planuje wykorzystać istniejące wewnętrzne zasoby i inicjatywy. Plan nie ma wpływu na relacje z klientami. Koncentrujemy się jeszcze bardziej na realizacji strategii 2022-2024  “Inspirują nas ludzie”. Dbałość o wysoką jakość obsługi i pozytywne doświadczenia klientów są naszym priorytetem.

Następujące wydarzenia 2 kwartału 2022 roku determinujące poprawę wyników r/r są naszym zdaniem szczególnie warte podkreślenia:

  • znaczne przyspieszenie odbudowy wyniku z odsetek ze wzrostem r/r w 2kw22 o 80%;
  • istotne przyspieszenie poprawy kwartalnej NIM (448 p.b. w 2kw22 vs. 377 p.b. w 1kw22 i 298 p.b. w 4kw21);
  • solidny wzrost kredytów (netto/brutto +4%/5%% r/r) z przyspieszającym tempem redukcji portfela walutowych kredytów hipotecznych, niższym apetytem na ryzyko oraz koncentracji na aktywach ważonych ryzykiem ( RWA) mający coraz większy wpływ na wzrost kw/kw; produkcja kredytów detalicznych poprawiła się w porównaniu z 1Q22; wypłaty kredytów hipotecznych w 2kw22 powróciły do poziomu powyżej 2,0 mld zł, tym niemniej były o 16% poniżej poziomu w tym samym okresie roku ubiegłego; podczas gdy produkcja pożyczek gotówkowych w 2kw22 przekroczyła 1,4 mld zł i była niższa niż w 2Q21 jedynie o 2%; niezależnie od tego nasz portfel walutowych kredytów hipotecznych wyrażony w PLN zmniejszył się o 28% r/r, co było wynikiem spłat, tworzenia rezerw (zgodnie z MSSF9 rezerwy na ryzyko prawne księguje się jako pomniejszenie wartości brutto zasądzonych kredytów) i polubownych ugód z kredytobiorcami; w rezultacie udział całego portfela walutowych kredytów hipotecznych w kredytach brutto ogółem zmniejszył się do 10,4% (kredyty udzielone przez BM:9,6%) z 15,1% (13,9%) w tym samym okresie w zeszłym roku;
  • poprawa efektywności kosztowej w wyniku połączenia stałego wzrostu ucyfrowienia naszego biznesu, jak również relacji z klientami i silnej odpowiedzi kosztowej na presje przychodowe; spadająca liczba pracowników (liczba aktywnych pracowników spadła o 315, tj. 5% od 2kw21), trwająca optymalizacja naszej sieci dystrybucji fizycznej (liczba oddziałów własnych spadła o 37 jednostek, tj. 8% w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy) komplementarna w stosunku do rosnącego udziału usług cyfrowych (klienci cyfrowi: 2,42 mln, wzrost o 13% r/r, aktywni użytkownicy bankowości mobilnej: 2,1 mln, wzrost o 18% r/r); kosztowe działania optymalizacyjne pomogły ograniczyć inflacyjny wzrost kosztów operacyjnych oraz przełożyły się na znaczną poprawę efektywności kosztowej; raportowany wskaźnik koszty/dochody („K/D”) wzrósł do 50,6% z 41,9% w tym samych okresie roku ubiegłego (głównie efekt jednorazowych kosztów związanych z IPS) ale wskaźnik K/D z wyłączeniem BFG/IPS, portfela FV, kosztów prawnych, kosztów dobrowolnych ugód oraz wpływu pozycji kompensujących rezerwy utworzone na walutowe kredyty hipoteczne dot. portfela d. EB zmniejszył się w ciągu roku do poniżej poziomu 30% z poziomu 37% w tym samym okresie ubiegłego roku);
  • stabilna jakość portfela kredytowego i w rezultacie niski koszt ryzyka (35 p.b. w 2kw22 w por. z 40 p.b. w 1kw22) które odzwierciedlały stabilne trendy w jakości zarówno portfela detalicznego jak i korporacyjnego oraz dodatkowo wspierany przez sprzedaż portfela kredytów niepracujących (40 mln zł wynik brutto); wskaźnik NPL (4,3%) obniżył się w porównaniu z poziomem z końca grudnia 2021 r. (4,4%) i był istotnie poniżej poziomu 4,7% rok wcześniej; pokrycie kredytów niepracujących rezerwami pozostało praktycznie niezmienione ((68% w por. z 69%) pomimo relatywnie dużego sprzedanego portfela kredytów niepracujących (wartość brutto > 200 mln zł);
  • depozyty klientów marginalnie zmniejszyły się w kwartale (spadek o 1%) z depozytami detalicznymi rosnącymi o 1% oraz spadkiem depozytów korporacyjnych o 3% po 30% wzroście kw/kw w 1kw22; struktura depozytów detalicznych dalej stopniowo się zmieniała z udziałem depozytów terminowych na poziomie 22% na koniec czerwca w porównaniu z 15% na koniec 2021 r.; płynność Banku pozostawała na bardzo komfortowym poziomie ze wskaźnikiem K/D rosnącym do poziomu 83%;
  • wskaźniki kapitałowe obniżyły się w kwartale (skonsolidowany TCR: 15,2%/T1: 12,1% w porównaniu z odpowiednio 17,1%/14,0% na koniec grudnia 2021 r.) w efekcie zmniejszenia się kapitałów własnych (strata netto w okresie, negatywna wycena portfela obligacji) podczas gdy aktywa ważone ryzykiem (RWA) nieznacznie wzrosły;
  • aktywa zarządzane zarówno przez Millennium TFI, jak i fundusze zewnętrzne spadły o 14% kw/kw do poziomu poniżej 6,8 mld zł i spadły r/r o 28%.

Bezrobocie poniżej 4,9%

Przed pandemią byliśmy przyzwyczajeni do kolejnych najniższych od początku lat 90-tych poziomów bezrobocia. W czerwcu pobiliśmy wszystkie tamte poziomy wynikiem 4,9%, a jest szansa, że to nie koniec.

Rekordowo niskie bezrobocie

Stopa bezrobocia po raz pierwszy od końca fikcji pełnego zatrudnienia w naszym kraju spadła poniżej 5%. Biorąc pod uwagę prace sezonowe, zarówno w turystyce, jak i w rolnictwie możemy w tym roku spodziewać się jeszcze spadku. Koniunktura na świecie zaczyna się co prawda psuć, aczkolwiek jest spora szansa, że czynniki sezonowe pozwolą je obniżyć jeszcze dalej. Warto zwrócić uwagę, że strach wynikający z przybycia Ukraińców i zajęcia miejsc pracy okazuje się mocno przesadzony na ten moment. Wczoraj po tych danych złoty zaczął wyraźnie się umacniać. Przez chwilę osiągnął nawet 4,70 zł za euro.

Ropa czeka na FED

W środę decyzja z posiedzenia Rezerwy Federalnej. Oczekiwania są duże, aczkolwiek część analityków poddaje w wątpliwość ich zasadność. To właśnie spodziewane wzrosty kosztów pieniądza powodują, że prognozy zapotrzebowania na ropę idą w dół. Droższy kredyt ma bowiem ograniczyć wzrost gospodarczy. Z drugiej strony na rynku domykane są krótkie pozycje. Co to znaczy? Inwestorzy, którzy grali na spadki, a patrząc na wykres najprawdopodobniej dobrze zarobili, realizują zyski. To właśnie dlatego byliśmy wczoraj świadkami istotnego odbicia cen w górę. Z drugiej strony wczoraj rynek otworzył się z 5 dolarową luką, więc odbicie było głównie wyrównaniem ceny. Jeżeli FED podniesie stopy słabiej od oczekiwań, może to być sygnał do kontynuowania ruchu w górę. Przy silnej podwyżce raczej powinniśmy spodziewać się ropy dalej w okolicach 100 dolarów lub niżej za baryłkę.

Zainteresowanie złotym nie spada

Polskie papiery dłużne cieszą się ostatnio bardzo dużym zainteresowaniem. Cały rynek obligacji ma się bardzo dobrze. Od lipcowych szczytów rentowność 10-letnich obligacji europejskich spadła o ponad ćwierć procenta w przypadku większości państw Europy Zachodniej. W naszej części świata widać ponownie wyraźną różnicę pomiędzy Czechami a Polską i Węgrami. Czeskie obligacje zachowują się jak papiery dłużne Europy Zachodniej. Obligacje Węgierskie są oprocentowane aż procent niżej niż w szczytach lipcowych. Polskie spadły o około 1,25%. Oznacza to, że na rynek obligacyjny płynie ogromny strumień pieniędzy. Biorąc pod uwagę wysoką inflację i zagrożenie recesją stabilna i to dość wysoka stopa zwrotu brzmi atrakcyjnie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Organ ma obowiązek poinformowania inwestora o przeszkodach do wydania decyzji tak by przedsiębiorca miał możliwość dostosowania wniosku

W postępowaniu odwoławczym prowadzonym z udziałem Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Warszawie uchyliło w całości decyzję w sprawie odmowy udzielenia zezwolenia na lokalizację zjazdów indywidualnych.

Rzecznik złożył odwołanie od decyzji Burmistrza Łomianek w przedmiocie odmowy udzielenia zezwolenia na lokalizację zjazdów indywidualnych z drogi gminnej do realizowanej w ramach prowadzonej działalności gospodarczej inwestycji polegającej na budowie budynków mieszkalnych. Rzecznik podniósł zarzuty naruszenia przepisów postępowania administracyjnego.

Na skutek powyższego, organ odwoławczy uchylił zaskarżoną decyzję i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia organowi pierwszej instancji.

Rozpoznając sprawę w postępowaniu odwoławczym Samorządowe Kolegium Odwoławcze zgodziło się z zarzutem odwołania, że organ nie wykonał przewidzianego w art. 79a § 1 Kpa obowiązku poinformowania inwestora o przeszkodach w zakresie dopuszczenia zabudowy o określonych wskaźnikach i parametrach, po to aby wnioskodawca miał możliwość dostosowania wniosku do wymogów wynikających z przepisów prawa i nie został zaskoczony negatywnym rozstrzygnięciem.

Organy administracji i przedsiębiorcy powinni współpracować tak by nie dopuszczać do sytuacji w której niekorzystnej decyzji można było uniknąć poprzez uzupełnienie wniosku lub przedstawienie dodatkowych dokumentów – powiedział Adam Abramowicz rzecznik małych i średnich przedsiębiorców

Oznaki spowolnienia w USA nie pomagają dolarowi

Rozczarowujące dane z USA zminimalizowały szanse na podniesienie przez Rezerwę Federalną stóp procentowych o 100 pb. w tym tygodniu. To dobra wiadomość dla złotego.

Podwyżka stóp procentowych o 50 pb. ze strony Europejskiego Banku Centralnego miała zaskakująco niewielki natychmiastowy wpływ na wspólną walutę. Ostatecznie jednak, podobnie jak inne główne waluty, w ubiegłym tygodniu euro umocniło się do dolara amerykańskiego.

Wydarzeniem bieżącego tygodnia będzie zaś posiedzenie Rezerwy Federalnej. Istotne będą również raporty inflacyjne z USA i strefy euro, które poznamy w piątek. Ważnym pytaniem, jakie zadają sobie inwestorzy, jest: jak szybko spowolnienie widoczne w większości obszarów gospodarczych przełoży się na spadek inflacji. Będzie to kluczowe pytanie, z którym w tym tygodniu będzie zmagać się Fed.

PLN

Polski złoty jest wyraźnie silniejszy – kurs EUR/PLN jest najniżej od trzech tygodni i wynosi ok. 4,70. Odreagowanie waluty wiążemy ze spadkiem ryzyka dotyczącego dostaw gazu do Europy po uruchomieniu Nord Stream 1 po okresie konserwacji, z silniejszym euro i słabszym dolarem amerykańskim.

Dane z Polski z ostatniego tygodnia w większości rozczarowały. Odczyty przestały być imponujące, stały się za to coraz bardziej spójne z obrazem spowalniającej gospodarki. Między innymi w tym kontekście postępuje korekta rynkowych oczekiwań dotyczących podwyżek stóp procentowych w Polsce. Obecnie rynek nie liczy, że stopy procentowe wzrosną istotnie powyżej 7%. Nawet dobicie do tego poziomu przestało być traktowane jako pewnik. Spadek oczekiwań nie uderzył jednak w złotego, bowiem tak jak spowolnienie gospodarcze, korekta oczekiwań dotyczących stóp występuje również w przypadku innych krajów.

W tym tygodniu skupimy się głównie na informacjach z zewnątrz, które mają największy potencjał wpływania na kurs złotego. Oprócz tego w piątek będziemy obserwować wstępne lipcowe dane o inflacji CPI w Polsce, która według oczekiwań ma pokazać niewielki wzrost, ale jednocześnie wyraźnie wytracać momentum.

EUR

Europejski Bank Centralny zaskoczył rynki podwyżką stóp o 50 pb., czemu przed posiedzeniem, podobnie jak rynek, przypisywaliśmy prawdopodobieństwo 50/50. Początkowa pozytywna reakcja euro nieco osłabła, bowiem rynki nadal nie oceniają, że mają wystarczająco konkretnych informacji o nowym narzędziu EBC do przeciwdziałania fragmentacji (Transmission Protection Instrument, TPI). Na marginesie, EBC zrezygnował z kierowania oczekiwaniami (forward guidance). Stanowi to część bardzo potrzebnego odejścia banku od polegania na całkowicie niewystarczającej zdolności prognozowania, o której często wspominaliśmy.

Niepewność w połączeniu z negatywnymi niespodziankami w danych PMI o aktywności biznesowej, które sugerują, że gospodarka strefy euro jest w stagnacji, ograniczyła wzrost euro do dolara i utrzymuje kurs EUR/USD dość niedaleko od parytetu. Wszystkie oczy będą teraz zwrócone na piątkowe wstępne dane o inflacji konsumenckiej w lipcu, które – jak się oczekuje – pokażą, że inflacja bazowa w strefie euro jeszcze nie osiągnęła szczytu.

USD

W zeszłym tygodniu w USA pojawiły się niezaprzeczalne oznaki spowolnienia gospodarczego. Cotygodniowe dane o liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych pokazały kolejny wzrost, choć z bardzo niskiego poziomu. Wyższe oprocentowanie kredytów hipotecznych nadal powoduje spowolnienie na rynku nieruchomości, jednak liczba rozpoczętych budów domów pozostaje wysoka na historycznym tle. Najbardziej niepokojący naszym zdaniem był spadek PMI do recesyjnych poziomów (indeks zbiorczy: 47,5 pkt w lipcu).

W związku z tym nie spodziewamy się, że posiedzenie Rezerwy Federalnej w tym tygodniu przyniesie podobne zaskoczenie jak w przypadku innych banków centralnych na świecie, które konsekwentnie podejmowały się bardziej agresywnych podwyżek stóp procentowych niż oczekiwano. Oznaki spowolnienia w USA powinny wystarczyć, żeby podwyżka była ograniczona do 75 pb. Uważamy, że duże podwyżki stóp procentowych należą już do przeszłości i po lipcowym posiedzeniu powinniśmy zobaczyć powrót do ruchów o 25 lub 50 pb., co może ograniczyć siłę dolara amerykańskiego.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Deweloperzy wypłacą rekordowe dywidendy za 2021 rok

Jak co roku w okresie wakacyjnym na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych materializuje się sezon dywidendowy. Jak się okazało, wchodzenie rynku mieszkaniowego w cykliczne spowolnienie nie zniechęciło zarządów największych spółek branży deweloperskiej do kolejnej wypłaty sowitych dywidend z zysków roku 2021. Pytanie, na jakie profity będą mogli liczyć akcjonariusze branżowych tuzów w kolejnych latach.

Co roku liczne grono zarządów spółek giełdowych podejmuje decyzje, zatwierdzane następnie przez Walne Zgromadzenia Akcjonariuszy, o podziale wypracowanego w poprzednim roku zysku netto przedsiębiorstwa na część wypłacaną akcjonariuszom oraz zatrzymaną w firmie, z zamiarem przeznaczenia jej na cele inwestycyjno-rozwojowe. Z czasem powoli rosła liczba notowanych na GPW deweloperów mieszkaniowych, którzy decydowali się na wypłatę dywidend, podobnie jak i ich suma. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl w 2019 roku osiem spółek wypłaciło razem 725 mln zł, co było dotychczasowym rekordem.

Tab. 1 - Wysokość dywidendy w 2021 r. - spółki deweloperskie

W roku bieżącym na wypłatę dywidendy z zysków 2021 roku zdecydowało się osiem spółek deweloperskich o profilu mieszkaniowym, notowanych na GPW oraz Ronson i Robyg, aktualnie obecne tylko na Catalyst.

W przypadku Ronson Development dywidenda za rok 2021 ma charakter warunkowy. Jak informuje spółka, podział zysku jest uzależniony od tego, czy wypłata ta nie wpłynie negatywnie na zdolność spółki do spłaty zadłużenia lub realizacji planów rozwojowych, w kontekście aktualnej sytuacji rynkowej i sytuacji na rynku nieruchomości. Ostateczną decyzję ma podjąć nadzwyczajne walne zgromadzenie spółki nie później niż do 30 listopada 2022 r.

Z kolei Walne Zgromadzenie spółki Robyg zdecydowało o wypłacie równo 600 mln zł, sumy pochodzącej z zysku za 2021 rok oraz kapitału zapasowego, na wypłatę dywidendy jedynemu akcjonariuszowi spółki – Bricks Acquisitions Limited z siedzibą w Londynie.
Wyłączając te dwa przypadki, w pozostałych ośmiu, dotyczących wciąż obecnych na warszawskim parkiecie spółek deweloperskich o profilu mieszkaniowym, wypłaty dywidend mają wymiar rekordowy, podobnie jak i ich ubiegłoroczne zyski. Jak wskazują wyliczenia portalu RynekPierwotny.pl, suma przelewów na rachunki inwestycyjne akcjonariuszy wyniesie tym razem 830 mln zł, czyli najwięcej w dotychczasowej historii.

Z kolei średnia stopa dywidendy wyniosła 9,5 proc. i była niższa o 1,2 pp. od rekordowego poziomu z ubiegłego roku. Mimo tego wciąż aktualna pozostaje teza, według której żadna inna branża notowana na warszawskiej GPW nie może pochwalić się podobnym do deweloperskiego progresem osiąganych zysków oraz wypłacanych akcjonariuszom profitów. Sęk w tym, że ośmioletnie eldorado na rodzimym mieszkaniowym rynku pierwotnym dobiegło końca, a w związku z tym samo nasuwa się pytanie o dalsze perspektywy zarabiania na akcjach deweloperów i wypłacanych przez nich dywidendach.

Załamanie sprzedaży deweloperów mieszkaniowych, jakiego rodzimy rynek pierwotny właśnie doświadcza, nie musi znaleźć swojego bezpośredniego, pełnego odzwierciedlenia już w wynikach finansowych roku bieżącego. Wynika to z zasady księgowania zysków z mieszkań przekazanych, a więc tych z podpisaną umową przeniesienia własności. Tym samym na tegoroczne wyniki finansowe wpływać będzie kontraktacja z dwóch poprzednich lat, która jak wiadomo miała relatywnie wysoki wolumen. Tym sposobem zysk netto, jaki spółki deweloperskie wykażą za rok 2022 wciąż powinien mieć zadowalający poziom.

Tymczasem pogarszająca się sytuacja rynkowa oraz rosnąca niepewność jutra, mogą skutecznie zniechęcić deweloperów mieszkaniowych do dzielenia się zyskiem ze swoimi akcjonariuszami w podobnym zakresie w roku przyszłym, a może także w latach kolejnych. Stąd prawdopodobieństwo dłuższej przerwy w wypłatach rekordowo sowitych dywidend wydaje się coraz bardziej prawdopodobne.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Rekordowe półrocze pod względem najmu na warszawskim rynku biurowym

Pierwsze półrocze 2022 r. to rekordowy popyt na wynajem powierzchni biurowej na warszawskim rynku. W ciągu sześciu miesięcy wynajęto 479 400 m kw., co przekłada się na wzrost rok do roku o 94%. Zgodnie z prognozami Savills, w obliczu rosnącej luki podażowej przewiduje się wzrost czynszów, na który wpływ będzie mieć zmniejszenie zasobów powierzchni oraz znaczący wzrost kosztów budowy i zarządzania obiektami biurowymi.

Jak wynika z najnowszego raportu Savills, w pierwszym półroczu 2022 r. całkowita podaż warszawskiego rynku biurowego wyniosła 6,27 mln m kw., przy powoli wyrównującym się rozkładzie na poszczególne obszary miasta. Obecnie 45% nowoczesnej powierzchni biurowej znajduje się w strefach centralnych, podczas gdy 55% znajduje się poza obszarem centrum Warszawy.

Na stołecznym rynku w budowie znajduje się obecnie 303 100 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej i jest to najniższy wynik w historii. W drugiej połowie roku w planach deweloperów jest dostarczenie kolejnych 122 500 m kw. powierzchni biurowej, co przełoży się na całkowitą nową podaż 251 500 m kw. w 2022 r. Największe projekty w budowie to m.in. Varso Tower (66 300 m kw.), The Bridge (47 000 m kw.) oraz Skyliner II (38 000 m kw.), spośród których pierwszy zostanie oddany do użytku jeszcze w tym roku.

„Widzimy postępujący spadek aktywności deweloperskiej, który rozpoczął się w I kw. 2020 r. Jest on wynikiem czasowego zamrożenia projektów po wybuchu pandemii oraz wojny na Ukrainie, które przełożyły się na wzrost cen materiałów i surowców, odpływ części ukraińskich pracowników budowlanych oraz przesunięciem w czasie poszczególnych projektów. W rezultacie na lata 2023-2024 przewidujemy oddanie do użytku projektów o łącznej powierzchni 251 600 m kw., co przełoży się na powiększenie luki podażowej, która w najbliższych latach utrudni najemcom zabezpieczenie nowych lokalizacji biur” – komentuje Daniel Czarnecki, dyrektor działu powierzchni biurowych, reprezentacja właściciela, Savills.

Zgodnie z danymi Savills, na koniec czerwca 2022 r. współczynnik powierzchni niewynajętej w Warszawie wyniósł 11,9% i spadł o 0,7 pp. w ujęciu półrocznym. Miesięczne stawki w najbardziej prestiżowych lokalizacjach strefy Centrum utrzymały się w przedziale 21-25,5 euro za m kw. miesięcznie, jednak w kilku budynkach zauważalny jest trend wzrostowy. Na Służewcu – największym pozacentralnym obszarze biznesowym stolicy – wyniosły 13-15 euro za m kw. miesięcznie.

Strategia Dubai Metaverse pozwala spojrzeć na przyszłość pracy

Dubaj, chcąc znaleźć się na czele rozwoju technologii i wykorzystać swój potencjał, uruchomił tzw. strategię metaverse. Emirat mówi, że w ciągu najbliższych pięciu lat planuje uruchomić około 40 000 wirtualnych miejsc pracy – jest to ambitna perspektywa mająca na celu zachęcenie utalentowanych ludzi do pracy w swoim ośrodku.

Metaverse był wiodącym trendem, z głośnym wejściem na scenę kryptowalutową w zeszłym roku. Podobnie jak NFT i sektor kryptowalutowy, w ciągu ostatnich kilku miesięcy zmagał się z uzyskaniem trakcji. Ale inicjatywy takie jak projekt Dubaju pokazują, że kluczowa działalność jest kontynuowana.

Tokeny takie jak MANA, RBLX i SAND są na czele projektów metaverse opartych na kryptowalutach, a te dwie innowacje idą ze sobą w parze. Jest to z pewnością przestrzeń, którą warto obserwować pod kątem kluczowych innowacji, szczególnie biorąc pod uwagę zaangażowanie głównych państwowych graczy ożywiających rynek, takich jak Dubaj.

Simon Peters, analityk kryptowalut w eToro

Na rozbudowę infrastruktury do ładowania pojazdów z napędem elektrycznym potrzeba nawet 450 mld złotych

Rynek pojazdów elektrycznych (EV) rozrasta się coraz szybciej. Większa popularyzacja takich samochodów wymaga jednak rozbudowy infrastruktury do szybkiego ładowania, tak by przypominała ona obecną sieci stacji benzynowych. Według szacunków ekspertów Siemens Financial Services (SFS), wielkość globalnej „luki inwestycyjnej” dotyczącej infrastruktury ładowania EV będzie wzrastać wraz z rozwojem rynku pojazdów elektrycznych z 196 mld złotych w latach 2021-2023 do 452,5 mld złotych w latach 2024-2026. W samej Europie na takie inwestycje należałoby przeznaczyć odpowiednio 51 i 118 mld złotych[1].

Siemens Financial Services (SFS) w raporcie „Financing Decarbonization: eMobility”, oszacował tzw. lukę inwestycyjną, czyli kwotę jaka powinna zostać przeznaczona na rozbudowę infrastruktury związanej z ładowaniem EV, by zaspokoić rosnący „popyt” kierowców aut elektrycznych, a jednocześnie wspierać zainteresowanie elektrykami. Kwoty zostały ujęte w dwa przedziały czasowe – pierwszy to lata 2021-2023, a drugi 2024-2026. Celem jest pokazanie jak na przestrzeni czasu – najbliższych 6 lat – wzrastać będzie zapotrzebowanie na inwestycje związane z rozbudową sieci stacji do ładowania EV. W skali globalnej na realizację takich projektów należałoby przeznaczyć 196 mld złotych w latach 2021-2023 oraz 452,5 mld złotych w latach 2024-2026. Największe nakłady potrzebne byłyby w krajach Azji i Pacyfiku (APAC) – odpowiednio 90 i 212 mld złotych[2].

Na rozbudowę infrastruktury do ładowania pojazdów z napędem elektrycznym potrzeba nawet 450 mld złotych

Rozbudowa globalnej struktury ładowania pojazdów elektrycznych to wyzwanie, z którym w najbliższym czasie będą musiały się zmierzyć podmioty, takie jak koncerny paliwowe, przedsiębiorstwa użyteczności publicznej, sektor publiczny, oraz firmy posiadające kampusy, w których urządzenia do ładowania mają być oferowane pracownikom. Jest to wyzwanie o tyle skomplikowane, że stworzenie sieci stacji ładowanie EV polegać będzie nie tylko na budowie infrastruktury, lecz także na opracowaniu systemu zarządzania wymianą energii między poszczególnymi punktami ładowania. Intensywny wzrost liczby pojazdów elektrycznych, zwłaszcza tych, które wymagają szybkiego ładowania, będzie wywierał coraz większą presję na rozbudowę sieć stacji ładowania EV, tak by przypominała ona obecną siatkę stacji benzynowych. Pod koniec maja 2022 r. w Polsce funkcjonowało 2190 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych. W analogicznym okresie roku ubiegłego było ich aż o 32 proc. mniej, bo tylko 1498[3]. Mimo imponującego wzrostu to nadal zbyt mało by skutecznie wspierać trend wzrostowy zainteresowania autami elektrycznymi – mówi Łukasz Bancarzewski, Starszy Specjalista ds. Rozwoju Biznesu z Siemens SI w Polsce.

Coraz wyższy popyt

Zainteresowanie autami z alternatywnym napędem rośnie w tempie niemal wykładniczym – Międzynarodowy Urząd Energii (International Energy Authority) nazywa obecną dekadę „latami napędu elektrycznego”[4]. W 2020 roku liczba rejestracji aut z napędem elektrycznym wzrosła aż o 41 proc., na przekór związanego z pandemią spadku sprzedaży aut, który w skali globalnej wyniósł 16 proc.[5] Według danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM) i Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA) pod koniec maja 2022 roku w Polsce były zarejestrowane łącznie 46 676 osobowe i użytkowe samochody z napędem elektrycznym (BEV i PHEV), czyli o 83 proc. więcej względem analogicznego okresu 2021 roku[6]. Zainteresowanie pojazdami elektrycznymi jest dziś stymulowane przez takie czynniki, jak połączenie coraz szerszej oferty produktów czy zapotrzebowania społeczne na przyjazne dla środowiska rozwiązania.

Globalne cele

Do rozwoju rynku pojazdów elektrycznych przyczyniają się także regulacje i polityka publiczna na rzecz bardziej zrównoważonej przyszłości. Jak podaje Europejska Agencja Środowiska, prawie 30 proc. całkowitej emisji CO2 w UE pochodzi z sektora transportu, z czego 72 proc. – z transportu drogowego[7].  Nic dziwnego, że w ramach działań mających zredukowanie emisji gazów cieplarnianych do atmosfery wydawane są coraz to nowe regulacje mające przyspieszyć dekarbonizację branży motoryzacyjnej. W 2021 roku Komisja Europejska w ramach Europejskiego Zielonego Ładu przyjęła zestaw propozycji, wśród których znalazł się zakaz rejestracji od 2035 r. nowych samochodów z silnikami spalinowymi oraz regulacja odnosząca się do konieczności zapewnienia odpowiedniej liczby stacji ładowania. Według ekspertów sprostanie tym zaleceniom nie będzie możliwe bez wsparcia finansowego wyspecjalizowanych podmiotów.

Finansowanie smart

Finansowanie smart to usługi oparte na dopasowaniu formy finansowania do stopnia wykorzystania inwestycji, jej wydajności i wyników, świadczone przez wyspecjalizowane prywatne instytucje finansowe. Zgodnie z założeniem takie rozwiązania mają pomóc w dostosowaniu kosztów inwestycji do oczekiwanego przepływu pieniężnego. W ten sposób podmiot finansujący może zapewnić elastyczność, a jednocześnie – korzystając ze swojej specjalistycznej, dogłębnej wiedzy – ograniczyć ryzyko inwestycji. Dodatkowo, dzięki wyeliminowaniu konieczności ponoszenia wydatków kapitałowych, inteligentne finansowanie potencjalnie umożliwia podmiotom przeznaczenie kapitału na inwestycje, które nie generują tak natychmiastowych i namacalnych przepływów pieniężnych.

Wspieranie oczekiwanej skali wzrostu rynku pojazdów elektrycznych wymaga szybkiej rozbudowy globalnej infrastruktury ładującej. Fundusze publiczne i zachęty w postaci licznych dotacji mają zasadnicze znaczenie przy realizacji takich inwestycji, jednak jak wynika z naszych szacunków nie wystarczą do tego, by stacje ładowania EV powstawały w tempie mogącym zaspokoić rosnące zapotrzebowanie, które jest tym większe im większa jest popularnością pojazdów z napędem alternatywnym. Warto zaznaczyć, że istotne jest, by inwestycja w infrastrukturę do ładowania pojazdów EV była tak samo zrównoważona, jak technologia, dla której jest wsparciem – zapewniała elastyczność i neutralność kosztową, jednocześnie ułatwiając podmiotom je realizującym bieżącą działalność. W tym kontekście rozwiązania z zakresu finansowania smart oparte na zużyciu, będą najodpowiedniejsze do zmierzenia się z tym wyzwaniem – Marek Trejda, Koordynator ds. Finansowania Branży Przemysłowej i Energetycznej  w Siemens Financial Services w Polsce.

Kompleksowa współpraca kluczem do coraz większej sieci stacji ładowania EV

Rozbudowa sieci stacji ładowania EV to wyzwanie, w którym pomóc może kompleksowa współpraca między dostawcami infrastruktury, producentami ładowarek i firmami udzielającymi finansowania. Dobrym przykładem takiej wielostronnej kooperacji może być ta między spółką NOXO ENERGY – operatorem ogólnopolskiej sieci stacji ładowania NOXO, a  Siemens Polska oraz Siemens Finance Sp. z o.o. W ramach sfinalizowanej na początku bieżącego roku transakcji firma NOXO ENERGY nabyła od Siemens ładowarki EV. Były to między innymi urządzenia SICHARGE D wspierające szybkie i ultraszybkie ładowanie prądem stałym (DC). Urządzenia pozwalają na pełne ładowanie pojazdu w czasie kilkukrotnie krótszym niż za pomocą ładowarek prądu przemiennego AC. Transakcja została sfinansowana przez Siemens Finance Sp. z o.o.

– E-mobility to branża, która rozwija się w tempie wykładniczym. Każda nowa stacja zagęszcza sieć infrastruktury, co przekłada się na łatwiejszą dostępność ładowania EV i w efekcie przyczynia do promocji elektromobilności. Dla nas jako spółki działającej na tym rynku niezmiernie ważne jest to by partnerzy biznesowi rozumieli tę zależność i nie bali się już dziś podejmować z nami współpracy, mając na względzie przyszły rozwoju biznesu. Dzięki kompleksowej współpracy z Siemens i Siemens Financial Services w Polsce udaje nam się poszerzać naszą sieć stacji w oparciu o ładowarki od czołowego producenta, co przekłada się na optymalizację kosztów operacyjnych i maksymalizację zysków w całym okresie eksploatacji. Co więcej, odpowiednia struktura finansowania pozwala na zakup urządzeń z wyższej półki, co wpływa na bezawaryjność, komfort użytkowników i popularyzację elektromobilności. W ostatnim czasie uruchomiliśmy już setny punkt w naszej sieci – zlokalizowany na śląskim odcinku autostrady A1 – będący jednocześnie pierwszą stacją szybkiego ładowania SICHARGE D dostępną publicznie – mówi Jakub Bańkowski, Prezes NOXO.

Cały raport Siemens Financial Services “Financing Decarbonization: eMobility” dostępny jest do pobrania pod adresem: https://new.siemens.com/global/en/products/financing/whitepapers/whitepaper-financing-decarbonization/emobility-download.html

[1] Według kursu NBP USD/PLN na dzień 26.04.2022

[2] jw.

[3] Dane za PSPA: Licznik Elektromobilności V’22 oraz Licznik Elektromobilności V’21

[4] IEA, Global EV outlook 2020

[5] The Guardian, Global sales of electric cars accelerate fast in 2020 despite covid pandemic, 19.01.2021

[6] Dane za PSPA: Licznik Elektromobilności V’22 oraz Licznik Elektromobilności V’21

[7] Dane za Emisje CO2 z samochodów fakty i liczby (infografika) | Aktualności | Parlament Europejski (europa.eu); 26.04.2022

Wolumeny na rynku IPO spadły o połowę

Liczba transakcji IPO spadła o 54% w skali globalnej, a wpływy z transakcji o 65% w ujęciu rok do roku w drugim kwartale 2022 r. – wynika z raportu EY Global IPO Trends. Niepewność na rynkach nie będzie sprzyjała debiutom w kolejnych miesiącach. Sektor technologii utrzymał pozycję lidera w zakresie wolumenu transakcji, ale wartościowo został zdetronizowany przez energetykę i to powinno się utrzymać w najbliższym czasie. ESG wyrasta na kluczowy czynnik wspierający wyceny debiutantów.

Po ubiegłorocznych rekordach na światowym i polskim rynku debiutów giełdowych (Initial Public Offering – IPO), kolejne miesiące obecnego roku pokazują wyraźny odwrót firm od giełdy w 2022 r. na większości głównych rynków. Spadki z początku roku pogłębiły się w drugim kwartale 2022 r. – wynika z najnowszej edycji raportu EY Global IPO Trends.

W drugim kwartale 2022 r. na globalnym rynku IPO odnotowano 305 transakcji, które przyniosły 40,6 mld USD wpływów, co oznacza spadek odpowiednio o 54% i 65% w ujęciu rocznym. Od początku 2022 r. na światowym rynku IPO odnotowano 630 transakcji o wartości 95,4 mld USD, co oznacza spadek odpowiednio o 46% i 58% w ujęciu rok do roku.

Aktywność IPO na świecie pod względem liczby transakcji IPO 2018-2021 (pełne lata), narastająco od początku 2022

Aktywność IPO na świecie pod względem liczby transakcji IPO`

Aktywność IPO na świecie pod względem wpływów z transakcji IPO (w mld USD) 2018-2021 (pełne lata), narastająco od początku 2022
0
Aktywność IPO na świecie pod względem wpływów z transakcji IPO

– Zwiększona zmienność spowodowana napięciami geopolitycznymi i czynnikami makroekonomicznymi, spadające wyceny i słabe notowania akcji giełdowych debiutantów sprawiły, że kolejne tego typu transakcje zostały odłożone w czasie w trakcie trwania tego kwartału – mówi Anna Zaremba, Partnerka EY Polska, CFO Consulting, odpowiedzialna za rynek IPO.

Inwestorzy wracają do postaw

W regionie obu Ameryk przeprowadzono 41 transakcji w drugim kwartale 2022 r., pozyskując 2,5 mld USD wpływów, co oznacza spadek odpowiednio o 73% i 95% w ujęciu rok do roku. Region Azji i Pacyfiku odnotował 181 transakcji IPO, pozyskując w drugim kwartale 23,3 mld USD wpływów, co oznacza spadek o 37% rok do roku w przypadku wolumenu i 42% w zakresie wpływów. W regionie EMEIA odnotowano 83 transakcje i pozyskano 14,8 mld USD wpływów w drugim kwartale 2022 r., co oznacza spadek rok do roku odpowiednio o 62% i 44%.

W Europie przeprowadzono 43 IPO o wartości 1,51 mld USD w drugim kwartale 2022 r. wobec 166 IPO o wartości 22,9 mld USD w tym samym okresie rok wcześniej.

Żadna spółka nie zdecydowała się w drugim kwartale na debiut na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. W pierwszym kwartale 2022 r. na rynku głównym zadebiutowały jedynie spółki z NewConnect, które nie są uwzględnione w metodologii przyjętej w raporcie EY.

Aktywność IPO w podziale geograficznym narastająco od początku 2022 (zmiana procentowa w stosunku do porównywalnego okresu w 2021)
Aktywność IPO w podziale geograficznym

– Inwestorzy są teraz bardziej selektywni, w obliczu ograniczonej płynności na rynkach i znacznego spadku cen akcji wielu spółek tzw. nowej gospodarki, które weszły na giełdę w ciągu ostatnich dwóch lat. Obserwujemy ponowną koncentrację na fundamentach spółek, zamiast na planach rozwoju i prognozach wzrostu, patrząc m.in. na zrównoważone zyski i wolne przepływy pieniężne – mówi Anna Zaremba.

Energetyka zdetronizowała technologię

10 największych IPO pod względem uzyskanych wpływów przyniosło łącznie 40 mld USD, przy czym trzy z czterech największych transakcji zostały przeprowadzone w sektorze energetycznym, który zastąpił sektor technologiczny w roli branży pozyskującej najwięcej funduszy drogą IPO. Sektor technologiczny nadal pozostaje liderem pod względem liczby transakcji, ale średnia wielkość transakcji IPO spadła z 293 mln USD do 137 mln USD, podczas gdy sektor energetyczny wyprzedził go pod względem przychodów, a średnia wielkość transakcji wzrosła ze 191 mln USD do 680 mln USD rok do roku.

Wraz z gwałtownym spadkiem globalnej aktywności IPO nastąpił znaczny spadek aktywności transgranicznej, na co wpływ miała presja geopolityczna i polityka poszczególnych rządów dotycząca podejścia do notowań zagranicznych.

Liczba transakcji IPO w podziale na sektory. Narastająco od początku 2022 vs. 2021 vs. 2020
Liczba transakcji IPO w podziale na sektory

Wpływy z transakcji IPO w podziale na sektory. Narastająco od początku 2022 vs. 2021 vs. 2020
Wpływy z transakcji IPO w podziale na sektory

Niepewne perspektywy

Geopolityczne zawirowania sprawiły, że wiele debiutów giełdowych o potencjalnie wysokiej wartości zaplanowanych na pierwszą połowę 2022 roku zostało odłożonych w czasie. Czekają one jednak w kolejce na bardziej stabilne otoczenie makroekonomiczne, poprawę stóp zwrotu z inwestycji na rynku kapitałowym oraz zmniejszenie się post-pandemicznych obostrzeń, które wciąż wpływają na globalne podróże i powiązane z nimi sektory.

Branże które obecnie cieszą się największym zainteresowaniem inwestorów, powinny utrzymać swoją pozycję w kolejnych miesiącach. Sektor technologiczny prawdopodobnie pozostanie numerem jeden pod względem liczby transakcji. Sektor energetyczny powinien utrzymać przejętą właśnie pałeczkę lidera pod względem wpływów z transakcji IPO – w związku z większym naciskiem na odnawialne źródła energii oraz w obliczu rosnących cen ropy naftowej.

– ESG będzie nadal kluczowym zagadnieniem dla inwestorów i kandydatów na IPO, niezależnie od reprezentowanego sektora gospodarki. W miarę nasilania się globalnych zmian klimatycznych i ograniczeń w dostawach energii, spółki, które włączyły ESG do swoich podstawowych wartości biznesowych i działań, powinny przyciągnąć więcej inwestorów i uzyskać wyższą wycenę – mówi Magdalena Warpas, Partner, Doradztwo Strategiczne i Transakcyjne, EY Polska.

O badaniu
Dane zaprezentowane w opracowaniu EY Global IPO Trends pochodzą od firm Dealogic i EY, o ile nie stwierdzono inaczej. Drugi kwartał 2022 roku obejmuje dane o przeprowadzonych debiutach giełdowych w okresie 01.04.2022 do 14.06.2022, plus transakcje spodziewane do końca czerwca 2022 roku. Raport globalny nie obejmuje debiutów opartych o special purpose acquisition company (SPAC); na poziomie Polski statystyki nie uwzględniają przejść z NewConnect, o ile nie stwierdzono inaczej.

Spadki oprocentowanie obligacji odbijają się korzystnie na złotym

Indeksy koniunktury pokazują, że gospodarka musi pogodzić się z nadchodzącym spowolnieniem. Patrząc jednak na oceny agencji ratingowych, nie powinno to mieć wpływu na zdolność do spłaty zadłużenia.

Indeksy PMI słabną

W piątek poznaliśmy odczyty indeksów koniunktury. Indeks PMI informuje nas jak bardzo optymistycznie podchodzą do przyszłości managerowie odpowiedzialni za zamówienia. Robi się osobne badania w sektorze przemysłowym i usługowym. W obydwóch przypadkach dla Unii Europejskiej wynik jest wyraźnie słabszy od oczekiwań i oscyluje wokół poziomu 50 pkt. Dlaczego ten poziom jest taki ważny? 50 pkt to bariera pokazująca równowagę pomiędzy odpowiedziami pozytywnymi a negatywnymi. Spadek sugeruje, że spodziewają się oni gorszego obrotu spraw niż jeszcze kilka miesięcy temu. Jest to niestety trochę samospełniająca się przepowiednia. Niski optymizm zaopatrzeniowców spowoduje niższe zamówienia. To z kolei może doprowadzić faktycznie do spowolnienia w gospodarce.

Fitch nie zmienia rankingu

Agencja ratingowa Fitch uznała, że rentowność długoterminowa Polski to nadl A-. Co więcej, pomimo przeszło 15% inflacji, budżetu domykanego kolanem, przez wylewające się wydatki socjalne i nadchodzące w przyszłym roku wybory, otrzymaliśmy perspektywę stabilną. To bardzo miło, ze strony analityków, bo nie wzrosną nam koszty kredytowania. Problem w tym, że jeżeli tak nonszalancko rozdawane są ratingi, to prawdopodobnie są one warte tyle samo co przed kryzysem z 2008 roku. Dla niepamiętających tamtych czasów, agencja Fitch realnie bankrutującej Grecji dopiero w listopadzie 2009 roku obniżyła rating do A-, problem w tym, że inne były bardziej spóźnione. Tak, najwyraźniej uważano, że ten kraj jest wówczas równie wiarygodny jak Polska przez ostatnie lata. Później oczywiście lawinowo rating spadał, ale było to mocno po fakcie. Nie sugerujemy, że Polska jest bliska drogi greckiej. Nadmierny optymizm agencji powoduje, że kapitał masowo płynie na rynek obligacji, zatem państwa są realnie zainteresowane śrubowaniem wyników. Polskie obligacje po raz pierwszy od kwietnia płacą mniej niż 6% rocznie.

Odbicie złotego

Wspomniane spadki oprocentowanie obligacji odbijają się korzystnie na złotym. To przecież za złotówki kupowane są polskie papiery dłużne. Dzisiaj euro dotarło już do poziomu 4,72 zł ostatni raz tak tanie było na początku lipca. Relatywnie niskie poziomy widać również na dolarze i franku. Tutaj jednak przez słabość europejskiej waluty efekt nie jest aż tak spektakularny.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Osteopata w Krakowie

Krakowskie Centrum Fizjoterapii i Osteopatii Osteohelp

Odwiedź -> Krakowskie Centrum Fizjoterapii i Osteopatii Osteohelp.pl

Osteopatia to dziedzina medycyny, której celem jest wspomaganie organizmu w procesie samoregeneracji i samoleczenia. Osteopatia opiera się też na twierdzeniu, że wszystkie narządy wewnętrzne są od siebie całkowicie zależne. Stawianie diagnozy i leczenie dolegliwości odbywa się za pomocą technik manualnych. W 1874 roku Andrew Taylor Still, nawiązując do praw rządzących w naturze, stworzył pojęcie osteopatii. Uznaje się go za ojca osteopatii. Amerykański lekarz był założycielem akademii medycyny osteopatycznej. American School of Osteopathy w Kirksville w Missouri powstała w 1892 roku — była to pierwsza szkoła osteopatii na świecie. Jeżeli chodzi o Polskę, to pierwsze szkolenia w zakresie osteopatii odbywały się na początku XX wieku. Wydział Medycyny Osteopatycznej został uruchomiony dopiero w 2013 roku.

Kim jest osteopata?

Osteopata jest lekarzem lub fizjoterapeutą posiadającym dodatkowe uzupełnieniające wykształcenie na studiach podyplomowych na kierunku osteopatia. Osteopata w leczeniu schorzeń stosuje techniki manualne. Ma holistyczne podejście do pacjenta — zwraca uwagę nie tylko na kondycję ciała, ale i psychiki. Osteopata w szczegółowym wywiadzie może pytać o wszystko, co ma wpływ na organizm (na przykład o sposób odżywiania, otoczenie, przebyte stany chorobowe, stosowane leczenie). Tak więc ważne jest nie tylko całe ciało i psychika, ale również wszystko to, co może mieć wpływ na stan zdrowia człowieka.

Osteopatą może zostać lekarz lub fizjoterapeuta, przy czym wymagane jest ukończenie studiów podyplomowych, co jest zgodne z Ustawą o Szkolnictwie Wyższym.

Filozofia osteopatii może zachwycić pacjentów, którzy do tej pory czuli, że byli traktowani wyłącznie jak jednostki chorobowe. Terapia osteopatyczna pomija leczenie farmakologiczne i wykazuje brak działań niepożądanych.

Jeśli chodzi o to, jak wygląda wizyta, to osteopata po przeprowadzeniu wywiadu przejdzie do badania osteopatycznego. Oceni stan tkanek miękkich, przeprowadzi testy ruchomości poszczególnych części ciała, a także może przeanalizować wyniki badań RTG czy rezonansu magnetycznego. W trakcie terapii może zalecić zmianę diety, trybu życia (na przykład pacjent może usłyszeć, że trzeba wprowadzić do życia aktywność ruchową), a także wskazać działania profilaktyczne.

Co można uzyskać dzięki terapii manualnej?

Do osteopaty mogą zgłosić się pacjenci w każdym wieku (zarówno osoby dorosłe, jak i dzieci). W szczególności osteopatią powinny zainteresować się osoby cierpiące na bóle kręgosłupa, dyskopatie, wady postawy (zwłaszcza u małych dzieci), rwę kulszową, schorzenia stawów, kontuzje i stany pourazowe, bóle i zawroty głowy, szumy uszne, depresje, stany lękowe. Wizyta u osteopaty pomoże w dolegliwościach związanych z układem pokarmowym. Osteopatia ma zastosowanie w dolegliwościach ginekologicznych (bolesne miesiączki, endometrioza), urologicznych (nietrzymanie moczu) i sercowo — naczyniowych. Osteopatia jest zalecana dla osób, które mają obniżoną odporność. Jest zalecana w sytuacjach takich jak urazy okołoporodowe.

Ogólnie rzecz biorąc, osteopatia wykazuje pozytywny wpływ na organizm człowieka. Terapia daje szansę na wyzdrowienie pacjentom, którzy nie czują efektów działania medycyny tradycyjnej, a poza tym chcą unikać na przykład inwazyjnych metod operacyjnych i długiej rehabilitacji po operacji.

Deloitte: zdaniem deweloperów ESG staje się kluczowym kierunkiem rozwoju branży nieruchomości

Zaawansowane narzędzia analityczne oraz technologie takie jak Internet Rzeczy mogą odegrać kluczową rolę w realizacji przyszłych projektów budowlanych.

Zmiany otoczenia prawnego i biznesowego związane z wdrożeniem założeń zrównoważonego rozwoju coraz mocniej oddziałują na rynek nieruchomości. Według 60 proc. deweloperów biorących udział w przygotowanym przez firmę doradczą Deloitte badaniu rosnące znaczenie czynników ESG stworzy nowe możliwości biznesowe dla ich organizacji. Nowoczesne narzędzia, takie jak sztuczna inteligencja, staną się niezbędne dla adaptacji przyszłych projektów do zmieniających się warunków klimatycznych. Wśród trendów wskazywanych w przygotowanym przez firmę doradczą Deloitte w raporcie Real Estate Predictions 2022 znalazły się m.in. konieczność poprawy systemu zarządzania starzejącymi się budynkami, spadek zainteresowania mieszkaniem w centrach miast oraz zmiana wyglądu obszarów miejskich na skutek wzrostu popularności pojazdów autonomicznych i koncepcji wspólnego podróżowania.

Konsekwencje wydarzeń ostatnich kilkunastu miesięcy sprawiają, że deweloperzy poszukują strategii rozwoju, które pomogą im przetrwać okres spowolnienia gospodarczego. Zdaniem autorów Real Estate Predictions 2022, czyli zestawienia prognoz dotyczących branży nieruchomości, na przyszłość rynku real estate wpłynie przede wszystkim wzrost znaczenia czynników środowiskowych, społecznych i dotyczących ładu korporacyjnego (ESG) w strategiach organizacji i ich codziennej działalności.

Według 60 proc. respondentów z rynku nieruchomości, którzy wzięli udział w ankiecie 2022 Deloitte Center for Financial Services Outlook Survey, coraz większe znaczenie aspektów ESG tworzy nowe możliwości rynkowe. Blisko połowa tej grupy uważa z kolei, że tego typu inicjatywy pozwolą im na uzyskanie przewagi konkurencyjnej. Świadomość znaczenia kwestii zrównoważonego rozwoju sprawia, że przyszłe projekty deweloperskie będą zmierzały w kierunku uwzględnienia wpływu inwestycji na środowisko i lokalne społeczności.  To może doprowadzić do znaczących zmian w wyglądzie i funkcjonowaniu zarówno dużych aglomeracji, jak i mniejszych miast. Dodatkowo, dużą rolę odegra projektowanie w duchu gospodarki cyrkularnej. Wybór materiałów budowlanych i ich utylizacja czy sposób produkcji, a także możliwość ponownego wykorzystania zyskają na znaczeniu  – mówi Łukasz Michorowski, partner, lider zespołu ESG Assurance w Europie Środkowej, Deloitte.

Ukierunkowanie projektów deweloperskich w stronę zrównoważonego rozwoju jest wynikiem m.in. regulacji prawnych, takich jak przygotowywana przez Komisję Europejską dyrektywa o sprawozdawczości przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju. Nowe regulacje nałożą na firmy zatrudniające ponad 250 pracowników obowiązek informowania o swojej polityce środowiskowej, społecznej i zarządczej za pomocą ustandaryzowanych raportów. Już dzisiaj wiele przedsiębiorstw, w tym 90 proc. spółek wchodzących w skład indeksu S&P 500, publikuje raporty z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR), odpowiadając tym samym na oczekiwania konsumentów.

Digitalizacja i inteligentne budynki

Według organizacji Architecture 2030, źródłem 40 proc. całkowitej globalnej emisji dwutlenku węgla są budynki. Blisko jedna trzecia tej emisji powstaje na skutek eksploatacji nieruchomości, a ok. 11 proc. gazów cieplarnianych wytwarzanych jest podczas procesu produkcji materiałów i produktów budowlanych. Liczby te pokazują, jak znaczącą rolę w walce z ociepleniem klimatu może odegrać branża nieruchomości, m.in. poprzez powszechne wykorzystanie nowoczesnych technologii takich jak sztuczna inteligencja.

Konieczność pogodzenia celów komercyjnych z wymogami dotyczącymi wpływu inwestycji na środowisko jest dużym wyzwaniem, ale nie jest niemożliwe do osiągnięcia. W celu zachowania swojej pozycji rynkowej deweloperzy powinni rozważyć zastosowanie nowoczesnych narzędzi z zakresu analizy danych. Dzięki technologii łatwiej będzie im podjąć właściwe decyzje w obszarze planowania inwestycji czy zaangażowania kapitałowego – mówi Dominik Stojek, partner, lider sektora nieruchomości w Polsce, Deloitte.

Jednym z trendów, jakie mogą wpłynąć na przyszły kształt branży deweloperskiej jest upowszechnienie inteligentnych budynków. W 2020 r. 75 proc. ankietowanych przez Deloitte menadżerów z branży nieruchomościowej przewidywało, że do 2025 r. inteligentne nieruchomości staną się normą. W ostatnich latach ograniczył się rozwój tego zjawiska, również ze względu na brak standardów rynkowych w obszarze inteligentnego budownictwa oraz wysokie oczekiwania deweloperów wobec zwrotu z inwestycji.

Nowoczesne technologie mogą nie tylko wpłynąć na kształt przyszłych projektów budowlanych, ale również stwarzają możliwość poprawy efektywności procesu zarządzania istniejących nieruchomości mieszkaniowych. Jak wskazują autorzy Real Estate Predictions 2022, niektóre zadania związane z codzienną opieką nad budynkami mogą zostać zautomatyzowane, np. poprzez wykorzystanie robotów sprzątających czy digitalizację procesu komunikacji z mieszkańcami za pomocą chatbotów. Jest to szczególnie istotne w kontekście niedostatecznej liczby pracowników, którzy dzięki automatyzacji niektórych procesów mogliby skupić się na obszarach, gdzie preferowana jest obsługa tradycyjna.

Transport a rozwój miast

Jak wskazują eksperci Deloitte, jednym z największych wyzwań dla większości europejskich miast jest obecnie niedobór lokali mieszkalnych. Rosnąca liczba mieszkańców sprawia, że zarządzający obszarami zurbanizowanymi stają przed wieloma często na pozór sprzecznymi ze sobą wyzwaniami: koniecznością efektywnego gospodarowania zasobami mieszkaniowymi, dążeniem do poprawy jakości życia w miastach czy ograniczeniem zjawiska wykluczenia komunikacyjnego. Jednym z rozwiązań mogących pomóc w rozwoju zrównoważonej urbanizacji jest budowa węzłów transportowych celem stworzenia efektywnego systemu podróżowania.

– Pandemia pokazała, że wiele aktywności, w tym zawodowych, można wykonywać z domu. Oznacza to, że w przyszłości konieczne będzie projektowanie i budowa takich budynków oraz lokali mieszkalnych, które będą spełniać funkcję także biurową. Jednocześnie ograniczenie konieczności codziennego podróżowania do biura może skłonić wiele osób do zwrócenia się ku transportowi zbiorowemu. Zmiana takich nawyków będzie jednak możliwa tylko wtedy, gdy mieszkańcy metropolii otrzymają możliwość sprawnego przemieszczania się za pomocą transportu publicznego – wskazuje Magdalena Topolska-Ziemak, senior manager, zespół doradztwa nieruchomościowego Deloitte.

Nie bez znaczenia dla kierunku rozwoju miast i rynku nieruchomości jest pojawienie się pojazdów autonomicznych (AV) oraz koncepcji współdzielenia przejazdów (ridesharing). Chociaż pierwszy z projektów wciąż nie wyszedł poza fazę testów, to według ekspertów Deloitte automatyzacja procesu prowadzenia samochodu przyczyni się do zmniejszenia natężania ruchu samochodowego w miastach. Podobny skutek będzie miała rosnąca popularność współdzielenia przejazdów. Spadająca liczba samochodów wyeliminuje z kolei konieczność zapewniania szerokich ulic oraz miejsc parkingowych. Zaoszczędzona w ten sposób przestrzeń może zostać następnie przeznaczona na nowe inwestycje, takie jak rozbudowa już istniejących budynków, stworzenie nowych terenów zielonych w miastach czy obszarów użyteczności publicznej. Przykładem miasta, w którym doszło do transformacji obszarów dotychczas wykorzystywanych przez użytkowników samochodów jest Londyn, gdzie w ostatnich latach udało się „odzyskać” 7,1 km kw. powierzchni.

Podsumowanie I połowy 2022 roku na polskim rynku nieruchomości handlowych

W I połowie 2022 roku w Polsce oddano do użytku blisko 110 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej, z czego 19 tys. mkw. stanowiły rozbudowy. Tym samym odnotowano najniższą półroczną podaż od pięciu lat. Dominującą pozycję wśród nowych inwestycji zajmują parki handlowe w małych miastach i prognozy na kolejne miesiące nie wróżą zmiany tego trendu.

Podaż głównie w małych miastach

Aż 84% nowej powierzchni oddano do użytku w miastach poniżej 100 tysięcy mieszkańców. Inwestycje przyjmują formę głównie małych parków handlowych o profilu zakupów codziennych –  stanowiły one blisko 90% wszystkich projektów.

– Wyraźnie widać, że deweloperzy kontynuują rozwój formatu parków handlowych i centrów zakupów codziennych w mniejszych ośrodkach. Łącznie w parkach handlowych w miastach poniżej 100 tysięcy mieszkańców oddano do użytku około 87 tys. mkw. Przykładami takich projektów są: Karuzela w Puławach, Stacja Sierpc, N-Park w Pszczynie czy Green Park w Sławnie – mówi Wojciech Wojtowicz, Analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynkowych  w Colliers.

Handlowe roszady

Popyt niezmiennie pozostaje zdominowany przez sieci handlowe z branży ekonomicznej, dyskonty i sklepy off-price, które stawiają na silną ekspansję. Właściciel sieci Half Price zamknął pierwszy rok działalności w Polsce z liczbą blisko 70 sklepów, zaś TK Maxx świętował otwarcie swojej 50. placówki. Także sieć JD Sports uruchomiła kolejnych 5 lokalizacji. Na rynku pojawił się również nowy gracz – niemiecka sieć drogerii DM Drogerie Markt, która rozpoczęła ekspansję od województwa dolnośląskiego.

W I połowie roku doszło także do kilku przejęć. Medicover sfinalizował zakup 14 klubów fitness prowadzonyc­­­h w 10 miastach w Polsce przez McFIT, wiodącą europejską sieć fitness należącą do RSG Group. Austriacka sieć XXXLutz nabyła udziały Black Red White, a Grupa Romet produkująca rowery stała się właścicielem 45 sklepów Prorowery.pl.

Odnotowano także zniknięcia marek. W II kwartale 2022 roku właściciel marki TXM złożył wniosek o upadłość, podobnie jak sieć Go Sport, która w związku z wojną w Ukrainie objęta została sankcjami (powiązanie z kapitałem z Rosji). Jednocześnie w ubiegłym kwartale UOKiK wydał zgodę na przejęcie kontroli nad spółką przez Sportsdirect.com Poland. Decyzję o zamknięciu sklepów w Polsce podjęła również rosyjska sieć dyskontów Mere. Polski rynek opuściła także sieć Orsay.

Proekologiczne warianty

Widocznym trendem na rynku handlowym jest rozwój modelu mody cyrkularnej, który najczęściej obejmuje produkcję odzieży z przetworzonych tkanin i obieg używanych ubrań poprzez ponowną ich sprzedaż.  Dotyczy to zarówno marek popularnych, jak i luksusowych, które tworzą własne platformy sprzedaży używanych ubrań i dodatków lub dołączają do typowych sprofilowanych na drugi obieg marketplace’ów. W I poł. 2022 r. na rynku pojawiła się kolejna platforma wpisująca się w ten trend – Less.store. Firma 4F zdecydowała się nastomiast na sprzedaż second-hand – ubrania z drugiej ręki można nabyć w wybranych lokalach marki, np. w warszawskim centrum handlowym Arkadia. Na ekologiczny wariant postawiła też marka Deni Cler, która otworzyła patfomę Vintage, na której można kupić archiwalne projekty firmy. Dodatkowo, firma ma w planach uruchomienie zakładki „resale”, za pośrednictwem której możliwa będzie sprzedaż ubrań z metką marki, od klientki do klientki.

– Rozwój modelu gospodarki cyrkularnej wpisuje się we wzrost znaczenia społecznej, środowiskowej i ekonomicznej (ESG) odpowiedzialności w branży handlowej, ale także proekologicznej świadomości wśród społeczeństwa. Klienci pytają, marki odpowiadają. Ostatnie lata przyniosły wzrost aktywności w tym obszarze i pewne jest, że trend ten będzie się umacniał, angażując coraz więcej przedsiębiorstw z branży handlowej. Związane to będzie także z planowanym wprowadzeniem od 2024 roku regulacji unijnych nakładających na firmy obowiązek raportowania wpływu dzialaności biznesowej m.in. na środkowisko. Ponadto o wadze i konieczności działań w zakresie zrównoważonego rozwoju świadczy poziom emisji CO2 generowany tylko z produkcji i obrotu, który obecnie szacowany jest na poziomie ok. 8-10% światowej emisji gazu – mówi Marta Machus-Burek, Senior Partner w Colliers, Dyrektor Działu Powierzchni Handlowych i Działu Startegic Advisory.

Na rynku przybywa też firm, które z mody cylkuralnej uczyniły swój główny cel biznesu – platforma online Vinted czy nowo otwarta Less.store należą do tej kategorii.  Co więcej, marki second-hand coraz śmielej wchodzą do centrów handlowych, czego przykładem może być chociażby Butik Cyrkularny, który swoje sklepy otworzył już w kilku centrach handlowch na terenie Polski, w tym warszawskich Galerii Mokotów i Wars Sawa Junior czy Avenidzie w Poznaniu. Z kolei Vive Profit, działający od wielu lat lider w sektorze mody używanej, stworzył sieć obejmującą już ponad 50 sklepów stacjonarnych w wielu parkach i galeriach handlowych.

– Obecne działania wprowadzane przez firmy są jak najbardziej pozytwynym zjawiskiem, jednak realna zmiana w zakresie odpowiedzialnego dla środowiska biznesu mody będzie możliwa, jeżeli strategia ESG obejmie cały  łańcuch dostaw, szczególnie  produkcję odzieży, pozyskiwanie surowców i poprawę efektywności energetycznej firmy i jej dostawców – dodaje Marta Machus-Burek.

Dynamiczny rozwój q-commerce

Zaledwie 4 latach od uruchomienia pierwszych sklepów q-commerce w Polsce (sklepy oferujące sprzedaż online i szybkie dostawy), obserwujemy znaczący rozwój tego segmentu handlowego. W I kwartale roku działalność rozpoczął supermarket online Delio, a w drugim Barbora Express. Na ekspansję zdecydował się poznański serwis dostaw lokalnych Fyrtel, który uruchomił swoje usługi w wybranych dzielnicach Warszawy. Jednocześnie w I półroczu z polskiego rynku wycofał się operator q-commerce JOKR. ­

– Trend szybkich dostaw dostrzegają także duże marki spożywcze, które, aby dostosować się do oczekiwań konsumentów, wchodzą we współpracę z firmami logistycznymi. Na partnerstwo zdecydowały się InPost i Carrefour w ramach usługi InPost Fresh, oferując swoje usługi w Warszawie, Krakowie oraz Łodzi – mówi Katarzyna Michnikowska, Dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

Bardzo aktywna w I półroczu była Grupa Allegro, która w kwietniu dokonała przejęcia platform e‑commerce Mall Group oraz oferującej usługi kuriersko-logistyczne WE|DO. Uruchomiła także serwis w języku ukraińskim. W ostatnich miesiącach na rynek polski powrócił e-Bay, który funkcjonował tu w latach 2005-2011.

180 tys. mkw. jeszcze w tym roku

Na koniec czerwca 2022 r. w budowie znajdowało się ok. 325 tys. mkw. GLA, z czego ok. 200 tys. mkw. GLA planowane jest do oddania do końca tego roku. Większość projektów w budowie stanowią parki handlowe, głównie w miejscowościach poniżej 100 tys. mieszkańców. Wśród największych obiektów planowanych do oddania w ciągu najbliższych 18 miesięcy są m.in. Bawełnianka w Bełchatowie, Galeria Goplana w Lesznie, Pasaż Kępiński oraz M Park w Koszalinie. Trwają również prace związane z kolejnymi przebudowami dawnych hipermarketów i supermarketów Tesco: do otwartego w I półroczu projektu Karuzela Puławy dołączyć mają również m.in. Dor Częstochowa, S1 w Gorzowie Wielkopolskim czy Cuprum Park w Lubinie.

Rośnie również rola inwestycji typu mixed-use. W myśl tego trendu trwa przebudowa obiektów Renoma oraz Supersam. Realizowane są także m.in. kolejne fazy kompleksów Fuzji oraz Widzewska Manufaktura w Łodzi, Quorum we Wrocławiu, Waterfront w Gdyni oraz inwestycji na terenie Młodego Miasta w Gdańsku.

– Deweloperzy planują kolejne projekty wielofunkcyjne, zarówno w dużych miastach, np. Drucianka w Warszawie, jak i mniejszych ośrodkach, jak np. Kielce, gdzie Trust Investment zamierza wybudować projekt mieszkalno-biurowo-usługowy – wymienia Wojciech Wojtowicz.

Wakacje 2022: Majorka w ramach „L4” od psychiatry. Czy będą wzmożone kontrole zwolnień?

Polacy słyną ze słabości do pobierania „L4” w okresie wakacyjnym, których powodem niekoniecznie są choroby. W 2021 roku w miesiącach wakacyjnych, kontrolerzy Conperio przeprowadzili łącznie 6322 kontroli terenowych pracowników przebywających na zwolnieniach lekarskich. Nieobecność pracownika pod adresem wskazanym na druku zwolnienia, błędnie podany adres lub naruszenie postanowień „L4”, stwierdzono aż w 41% przypadkach.

Zjawisko pobierania nieuczciwych zwolnień chorobowych nasiliło się za sprawą popularnych teleporad, a także zwolnień związanych z wypaleniem zawodowym i depresją, które są bardzo delikatne oraz trudne do zweryfikowania.

Majorka 2022 w ramach „L4” od psychiatry”

Zdarza się, że zwolnienie lekarskie traktowane jest jak dodatkowy urlop. Lekarz wystawia „L4” z jakiegoś powodu, a pracownik zamiast leczyć się przebywa na wakacjach, prowadzi remonty i prace wokół domu lub poszukuje dodatkowej możliwości dorobienia do pensji.

– Podam ostatni przykład. Jeden z pracowników przebywających na zwolnieniu od psychiatry, dwie nieobecności podczas kontroli uzasadnił koniecznością stosowania się do zaleceń lekarskich w postaci spacerów. Miesiąc później ten sam pracownik złożył wniosek do Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych o refundację wczasów na Majorce, z których korzystał właśnie w okresie, gdy przeprowadzone były wspomniane kontrolemówi Mikołaj Zając, prezes Conperio, największej polskiej firmy doradczej zajmującej się problematyką absencji chorobowych.

Co ciekawe, bardzo często osoby przebywające na fikcyjnym zwolnieniu lekarskim w wakacje same się pogrążają, chwaląc się urlopem w mediach społecznościowych.

W ubiegłym roku mieliśmy wiele takich przypadków, gdzie pracownicy oficjalnie przyznawali się, że czas na „L4” spędzali na wakacyjnych wyjazdach. W sezonie letnim, portale społecznościowe zapełnione są zdjęciami z piaszczystej plaży albo górskich szczytów. Niezbyt rozsądne – ale wciąż popularne – są takie publikacje ze strony osób, które przebywają na „L4”. Fotki trafiają najpierw np. na Facebooka, a następnie, dziwnym trafem, bardzo często do pracodawców dodaje ekspert.

ZUS zachwycony wynikami. A co z kontrolami?

ZUS nie kryje zadowolenia po wprowadzeniu elektronicznych zwolnień lekarskich. Zakład Ubezpieczeń Społecznych przekazał informację, że w czerwcu zostało wystawione 100-milionowe cyfrowe zwolnienie lekarskie w Polsce. Nasz kraj jest jednym z nielicznych w UE, który wprowadził taką reformę i wyparł papierowe zwolnienia lekarskie. To, co Zakład może uznawać za sukces, pracodawcy już niekoniecznie. W 2021 roku zarejestrowano 24,6 mln zaświadczeń lekarskich o czasowej niezdolności do pracy na łączną liczbę 282,5 mln dni absencji chorobowej (z tytułu choroby własnej, opieki nad dzieckiem oraz opieki nad innym członkiem rodziny). Tymczasem państwowa jednostka nie wyrabia się z kontrolami. W ubiegłym roku ZUS przeprowadził 353,2 tys. kontroli osób, którym lekarz wystawił zaświadczenie o czasowej niezdolności do pracy. To niecałe 1,5%.

Wakacje 2022 – ekspert przewiduje kontrole

Coraz więcej polskich przedsiębiorstw korzysta z usług zewnętrznych firm konsultingowych, wyspecjalizowanych w audycie, doradztwie i zarządzaniu problemem absencji chorobowej. Wynika to z prostej kalkulacji – nieprawidłowe wykorzystywanie zwolnień lekarskich destabilizuje funkcjonowanie całej firmy i generuje napięcia, spory oraz poczucie niesprawiedliwości wśród członków załogi. To także wymierne straty finansowe dla firm.

Coraz więcej przedsiębiorstw zleca takie kontrole i ta liczba na pewno się nie zmniejszy. Działania kontrolne powodują skrócenie średniego czasu trwania zwolnień chorobowych i przywrócenie naturalnego poziomu absencji w zakładzie pracy. To z kolei błyskawicznie potrafi przełożyć się na bieżącą kondycję finansową przedsiębiorstw. Obecnie przedsiębiorcy borykają się m.in. z problemem rosnących cen materiałów, energii i paliwa. Dla wielu z nich dodatkowy, podwójny koszt zatrudnienia pracownika przebywającego na zwolnieniu lekarskim to zbyt wiele. Protokół ze sporządzonej kontroli oraz szczegółowy opis wszystkich podjętych czynności stanowi wartościowy materiał dla ewentualnego sądu pracy, ZUS-u bądź samego pracodawcy  – tłumaczy Mikołaj Zając.

Aplikacja pomaga walczyć z naciąganymi „L4”

Biorąc pod uwagę fakt, że Polacy lubią korzystać z „lewego” zwolnienia lekarskiego, Conperio stworzyło Pulpit Absencji – pierwszą polską aplikację dla firm do typowania pracowników wykorzystujących „L4” w sposób niezgodny z przeznaczeniem. Pulpit zapewnia m.in. dostęp do wskaźników absencji chorobowej dla całego zakładu pracy, a także pojedynczych pracowników, wyszczególnienie wskaźnika absencji chorobowej dla konkretnych działów firmy, analizę szczegółową z uwzględnieniem rozbicia na grupy długości trwania zwolnień oraz możliwość skorelowania informacji o absencji z wiekiem pracowników, ich płcią, stażem pracy, wielkością firmy, jej lokalizacją czy rodzajem prowadzonej działalności.

Kiedy pracodawca posiadaj dostęp do tak szczegółowej analizy, może o wiele szybciej i łatwiej rozpocząć zapobieganie nieprawidłowościom w obszarze absencji firmy, a osobę, która wykazuje jakieś niepokojące tendencje skierować bezpośrednio z aplikacji do kontroli zwolnienia chorobowego podsumowuje Mikołaj Zając.

Jak wynika z danych Conperio, aż blisko 32% z około 30 tys. kontrolowanych przez firmę „L4” rocznie, wykorzystywanych jest w sposób niewłaściwy.

Czy zaostrzenie warunków finansowania spowodowane wzrostem stóp spowoduje zapaść kredytową?

Strefa Euro: uwaga na warunki kredytowe.

  • Kryzys kredytowy? Na pewno wzrost kosztów finansowania

Czy po podwyżce stóp procentowych przez EBC po raz pierwszy od ponad 11 lat, od razu o 50 punktów bazowych, to gwałtowne zaostrzenie warunków finansowania może wywołać kryzys kredytowy? Choć w porównaniu z kryzysem zadłużeniowym sprzed ponad dekady banki są w lepszej kondycji, to już mają większą awersję do ryzyka. Rezygnacja ze środków wsparcia kryzysowego jeszcze bardziej ograniczy ich zdolność do udzielania kredytów. Większość moratoriów na zadłużenie i gwarancji na dług publiczny została wycofana, a trzecia transza TLTRO EBC wygasła z końcem czerwca, kończąc okres ponad ośmiu lat dostępu do taniego pieniądza banku centralnego. W tym kontekście opinii Allianz Trade sektor prywatny może stanąć w obliczu znacznego wzrostu kosztów finansowania, co może spotęgować negatywny wpływ inflacji na konsumpcję i inwestycje.

  • Czy rosnące ryzyko pogorszenia sytuacji (gospodarczej) może zmusić wkrótce EBC do zmiany polityki, a przynajmniej jej złagodzenia z czasem?

W sytuacji, gdy zasadnicza inflacja osiąga rekordowe poziomy, EBC ze zrozumiałych względów koncentruje się na tym, by nie dopuścić do wymknięciu się oczekiwań inflacyjnych spod kontroli. Ponieważ jednak rosnąca awersja banków do ryzyka powoduje spowolnienie akcji kredytowej, niższy popyt na pieniądz powinien mieć działanie dezinflacyjne. Dlatego też gwałtowne zaostrzenie warunków kredytowych w opinii Allianz Trade może skłonić Radę Prezesów EBC do przyjęcia wkrótce bardziej stopniowego tempa normalizacji polityki w obliczu rosnącego ryzyka recesji.

Rada Prezesów EBC rozpoczęła proces wychodzenia z ujemnych stóp procentowych i na posiedzeniu w ubiegłym tygodniu podniosła stopy procentowe o 50 punktów bazowych. Jednak w warunkach kredytowych i tak zaczynają już pojawiać się pierwsze rysy w związku z pogarszającymi się perspektywami gospodarczymi – wynika z analiz Allianz Trade. Ogólny impuls kredytowy pozostaje pozytywny, ponieważ kredyty dla sektora prywatnego nie zwalniają (ogólny wzrost kredytów w strefie Euro wyniósł w zeszłym miesiącu 5,7% r/r, głównie dzięki kredytom dla przedsiębiorstw), obecna dynamika kredytowa wydaje się być powiązana z odejściem od (kurczącej się) akcji kredytowej dla sektora publicznego (wykres poniżej). Ponadto, stopa kredytowa dla nowych kredytów dla MŚP (rozumianych jako kredyty o wartości nominalnej do 1 mln EUR) spadła w krajach członkowskich strefy euro i jak na razie, w ciągu pierwszych pięciu miesięcy 2022 r. wynosiła od 1,4% do 3,8% (w porównaniu z 2,7% do 7,2% w pierwszej połowie 2012 r. w szczytowym momencie europejskiego kryzysu zadłużeniowego).

Strefa euro – wzrost kredytów i aktywa zagraniczne netto monetarnych instytucji finansowych (MFI)

Zmiana w wysokości kredytów pozostających do spłaty

Zmiana w wysokości kredytów pozostających do spłaty

Wzrost akcji kredytowej (r/r %)

Wzrost akcji kredytowejŹródła: Refinitiv, Allianz Research

Zdrowszy sektor bankowy, z większym buforem bezpieczeństwa mógłby zapewnić lepsze perspektywy kredytowe.

Chociaż rentowność pozostaje głównym wyzwaniem dla banków w strefie euro, kapitał i jakość ich aktywów uległy w ostatnich latach poprawie, dzięki zharmonizowanym i wzmocnionym regulacjom oraz wysiłkom na rzecz efektywności kosztowej. Te pierwsze pomogły bankom zbudować solidne pozycje kapitałowe, przy czym wskaźnik CET1 (wskaźnik kapitału podstawowego Tier 1) spadł tylko nieznacznie do 15,2% w I kw. 2022 r. z 15,8% na koniec ubiegłego roku. Wysiłki mające na celu zmniejszenie zasobu kredytów zagrożonych (NPL), zwłaszcza w krajach Europy Południowej, okazały się skuteczne, a środki pomocowe związane z pandemią zapobiegły znacznemu pogorszeniu jakości aktywów. W konsekwencji wskaźnik NPLs spadł z 3,2% na koniec 2019 r. do 1,9% w I kwartale 2022 r.

Jednocześnie udział ryzykownych kredytów (sklasyfikowanych jako etap 2) pozostał zasadniczo niezmienne w tym okresie (na poziomie 9,3% w I kwartale, przy wskaźniku pokrycia wynoszącym 4%). Pomimo znacznej poprawy, wskaźnik ceny do wartości księgowej banków w strefie euro wskazuje, że trudne otoczenie nadal wpływa na wyceny, co ogranicza zdolność banków do udzielania kredytów ze względu na wysoki koszt kapitału oraz wzmacnianie buforów kapitałowych, aby z czasem zwiększyć ich odporność.

Zapewne dlatego według najnowszej ankiety EBC dotyczącej kredytów bankowych, po roku stabilizacji standardów kredytowych, banki stały się znacznie bardziej niechętne do podejmowania ryzyka. Wskazując, że normalizacja polityki pieniężnej zwiększyła koszt funduszy i ograniczenia bilansowe, w II kwartale 2022 r. znacznie zaostrzyły również kryteria kredytowe (tj. wewnętrzne wytyczne lub kryteria przyznawania kredytów), podobnie jak w przypadku pandemii Covid-19.

Jednocześnie utrzymuje się silny popyt na kredyt netto ze względu na zapotrzebowanie na kapitał obrotowy. Z analiz Allianz Trade potrzeby firm w zakresie finansowania są prawdopodobnie związane z rosnącymi cenami energii i surowców oraz ciągłymi zakłóceniami w łańcuchu dostaw, które doprowadziły do wyższych kredytów o krótszych terminach zapadalności. Jednak spadek zaufania przedsiębiorców osłabił popyt netto firm na kredyty na finansowanie inwestycji (wykres).

Strefa euro – zmiana kredytu dla przedsiębiorstw niefinansowychStrefa euro - zmiana kredytu dla przedsiębiorstw niefinansowych

(według terminów zapadalności, w procentach)

 Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Co zaostrzenie warunków finansowych oznacza dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw?

W przypadku przedsiębiorstw, przełożenie pomiędzy rynkowymi i bankowymi stopami procentowymi było historycznie silniejsze niż w przypadku gospodarstw domowych (których stopy procentowe są średnio wyższe, ze względu na niższą stopę odzysku kredytów konsumenckich i dłuższy okres spłaty kredytów hipotecznych w porównaniu z krótszymi liniami kredytowymi dla przedsiębiorstw).

W większości krajów efekt przeniesienia jest również większy w przypadku mniejszych kredytów (do 1 mln EUR). Analiza Allianz Trade sugeruje, że wrażliwość kredytów dla przedsiębiorstw na podwyżki stóp procentowych była po GFC równa jeden, podczas gdy dla kredytów dla gospodarstw domowych wrażliwość ta wynosiła około 0,5-0,6.

Strefa euro — wrażliwość oprocentowania kredytów dla przedsiębiorstw niefinansowych i gospodarstw domowych na zmiany stopy procentowej (szacunki kroczące, 10 lat)

Strefa euro — wrażliwość oprocentowania kredytów dla przedsiębiorstw niefinansowych i gospodarstw domowychŹródła: Refinitiv, Allianz Research

Jednak od początku pandemii oprocentowanie kredytów dla gospodarstw domowych stało się bardziej wrażliwe na zmiany stopy procentowej; sugeruje to zwiększoną wrażliwość długiego końca krzywej dochodowości (który wpływa na gospodarstwa domowe) na zmiany stóp banku centralnego (wpływające głównie na przedsiębiorstwa niefinansowe).

Jeśli chodzi o firmy, obawy o jakość aktywów mogą wkrótce powrócić.

Niewypłacalność przedsiębiorstw już wzrasta w miarę wygasania moratoriów (zawieszających prawo) upadłości i gwarancji długu publicznego, a skutki kryzysu stanowią wyzwanie dla firm w mocno dotkniętych sektorach. Większe firmy mające dostęp do rynku w większości pokryły już swoje potrzeby w zakresie refinansowania w najbliższym czasie, co czyni je mniej wrażliwymi na zaostrzenie warunków finansowania. Również znaczne bufory gotówkowe (wzrost o 13% w 2021 r. w porównaniu z 2020 r.) mogą pomóc firmom w absorpcji obecnej presji cenowej – ale tylko pod warunkiem, że wzrost gospodarczy nie ulegnie dalszemu spowolnieniu, a ceny energii nie będą dalej rosły. Dlatego w Allianz Trade spodziewamy się, że w tym roku przypadki niewypłacalności przekroczą poziom sprzed pandemii jedynie w Hiszpanii i Grecji, podczas gdy w pozostałych gospodarkach bloku bankructwa będą prawdopodobnie możliwe do opanowania.

 

Czy w tym kontekście rosnące ryzyko pogorszenia sytuacji może zmusić EBC do zmiany polityki?

W sytuacji, gdy inflacja zasadnicza w strefie euro osiągnęła w czerwcu rekordowe poziomy (8,6% r/r), EBC powinien słusznie skupić się na tym, by nie dopuścić do wymknięciu się oczekiwań inflacyjnych spod kontroli. W Allianz Trade oczekujemy, że inflacja w strefie Euro osiągnie szczyt w tym kwartale (o ile Rosja nie wyłączy całego eksportu gazu).

Akcja kredytowa w strefie Euro

Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Jednocześnie silny popyt na kredyty sugeruje, że firmy i gospodarstwa domowe ponownie zaczęły stosować dźwignię finansową, aby poradzić sobie z obecną presją cenową (wykres). Jednak rosnące ryzyko dla perspektyw wzrostu może wkrótce uzasadnić wolniejsze zacieśnianie polityki pieniężnej, zwłaszcza jeśli wzrost kredytów ostatecznie spowolni. Ponieważ rosnąca awersja banków do ryzyka powoduje dalsze zaostrzenie warunków kredytowych, niższy popyt na pieniądz i zmniejszająca się dynamika strumienia pieniądza powinny mieć działanie dezinflacyjne. W związku z tym Rada Prezesów EBC może wkrótce skłonić się ku przyjęciu bardziej stopniowego tempa normalizacji polityki wobec narastających obaw o wzrost gospodarczy w strefie Euro.

Rentowność 10-latek polskiego rządu nadal poniżej 6 proc.

Główne indeksy amerykańskiego rynku akcji skorygowały w piątek wcześniejszy wzrost do najwyższego poziomu od 6 tygodni (S&P 500 -0,93 proc., DJIA -0,43 proc., Nasdaq Composite -1,87 proc.). Dziś rano cena kontraktów na S&P 500 nadal lekko spadała (-0,15 proc. ok. 9:40). Na giełdach w Azji i Oceanii również przeważały lekkie spadki (Nikkei 225 -0,77 proc.).

Również pod znakiem lekkich spadków nowy tydzień rozpoczął się na giełdach europejskich (ok. 9:40 DAX -0,59 proc., CAC 40 -0,44 proc.).

WIG-20 spadał na początku poniedziałkowej sesji o 0,84 proc. Najwyższy poziom od 2 lat osiągnął dziś kurs akcji XTB. Najwyższy od 2010 roku poziom osiągnęła dziś cena akcji spółki Arctic Paper, natomiast najniższa od I kw. 2021 był dziś rano kurs akcji Ferro.

Rentowność amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych zaatakowały w piątek poziom swych minimów z końca kwietnia i końca maja osiągając na koniec dnia poziom 2,75 proc. Dziś rano ten silny spadek był lekko korygowany (2,792 proc.). Nadal wyższa niż w przypadku amerykańskich 10-latek była rentowność 2-letnich obligacji tamtejszego rządu (2,9888 proc. ok. 9:10) cały czas generując ostrzegający przed gospodarczą recesją sygnał „inwersji” krzywej rentowności. Rentowność 10-latek polskiego rządu pozostawała poniżej poziomu 6 proc. (5,872 proc. ok. 9:30).

Ceny kontraktów na ropę naftową spadały dziś 4-tą sesję z rzędu (ok. 9:25 WTI -1,2 proc., Brent -1,23 proc.). Cena kontraktów na gaz ziemny na NUMEX-ie utrzymywała się w okolicach swych 6-tygodniowych maksimów. Lekko taniały dziś rano metale szlachetne. W piątek najniżej od przynajmniej roku były ceny kontraktów na owies i rzepak, natomiast najwyższy poziom od 2015 roku osiągnęła na CME cena kontraktów na bydło opasowe („feeder cattle”).

Amerykański dolar korygował dziś rano lekko swój ubiegłotygodniowy spadek względem japońskiego jena (+0,26 proc. ok. 9:15). Kurs EUR/USD minimalnie spadał (-0,08 proc. ok. 9:15).

Złoty lekko się dziś rano umacniał (EUR/PLN -0,36 proc., USD/PLN -0,12 proc.).

Kurs Bitcoina względem USD kontynuując rozpoczętą 5 dni wcześniej korektę spadł poniżej poziomu 22000 USD.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Promocja „30 gr na litrze” marketingowym strzałem w 10. Spadki wizyt na Orlenie mniejsze niż u konkurencji

Promocja, obejmująca trzy bony na tankowanie o 30 gr taniej na litrze, uchroniła Orlen przed istotnymi stratami, wywołanymi wzrostem cen paliwa. Na początku wakacji ruch na stacjach koncernu zmniejszył się tylko o 0,21%. Unikalnych klientów ubyło o 0,23%. A cała konkurencja odnotowała spadki odpowiednio o 6,97% i 7,02%. Tak wynika z obserwacji zachowań 347,5 tys. konsumentów, którzy łącznie odwiedzili ponad 4,5 tys. placówek należących do 11 sieci. Eksperci nie mają wątpliwości co do tego, że branża nie zdoła powstrzymać części Polaków przed rezygnacją z jej usług. Jednocześnie dodają, że czerwcowy rabat paliwowego giganta rozbudził ostrą rywalizację między stacjami, która będzie eskalować.

Wakacyjna promocja Orlenu, obejmująca trzy bony na tankowanie o 30 gr taniej na litrze, ewidentnie wpłynęła na ruch konsumencki na stacjach koncernu. Tak wykazała analiza firmy technologicznej Proxi.cloud i platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH. Porównano liczbę wizyt na stacjach tego koncernu i wyniki konkurencji (IDS, Circle K, Amic, Huzar, Shell, Lotos, Avia, BP, Moya i AS 24) przed i po wprowadzeniu ww. rabatu. Obniżka zaczęła obowiązywać 27 czerwca 2022 roku i ta data była graniczna dla rozróżnienia dwóch okresów, tj. od 13 do 26 czerwca i od 27 czerwca do 10 lipca br. Łącznie zbadano ruch na ponad 4,5 tys. stacji paliw, w tym 1,8 tys. placówek Orlenu i ponad 2,7 tys. innych sieci. Obserwowano zachowania przeszło 347,5 tys. konsumentów.

– Według naszych obserwacji, liczba wizyt na samym Orlenie, porównując okres po wprowadzeniu promocji do poprzedzającego ten moment, zaliczyła niemal niezauważalny spadek, bo o zaledwie 0,21%. Natomiast pozostałe stacje na rynku straciły aż 6,97%. Dzięki zestawieniu wyników polskiego giganta i jego konkurencji widać, że akcja lidera wpłynęła na utrzymanie ruchu w jego placówkach, mimo rosnących cen – komentuje Adam Grochowski, Data Analyst w Proxi.cloud.

Trzeba też zaznaczyć, że spadek ruchu w placówkach największej sieci stacji paliw w Polsce był o 6 p.p. mniejszy niż na całym rynku. W ocenie analityków z UCE RESEARCH, to dość istotna różnica, która może pozwolić spółce na znaczne powiększenie przewagi konkurencyjnej, wynikającej z największej liczby placówek w Polsce. W dobie szalejącej inflacji istnieje ryzyko, że najmniejsi gracze na rynku mogą wręcz czuć się zagrożeni marketingową zagrywką Orlenu. Jak wiadomo, część Polaków niestety rezygnuje z zakupu paliwa, przechodząc na korzystanie z transportu publicznego. Gdy jesienią ceny większości towarów w sklepach po raz kolejny mocno pójdą w górę, odpływ klientów może być jeszcze dotkliwszy dla branży paliwowej.

– Wakacyjny rabat Orlenu rozbudził walkę o konsumenta między stacjami. Zaraz po wprowadzeniu go konkurencyjne stacje zastosowały inne obniżki. Przewiduję, że konkurencja między stacjami paliw będzie się nasilać. Jednak w związku z tym, że lider rynkowy jako pierwszy odebrał ruch konkurencji i obronił się przed znacznymi spadkami wizyt na stacjach, trudno będzie go zepchnąć z wygranej pozycji. Co więcej, koncern działa na największą skalę na rynku, co potencjalnie umożliwi mu oferowanie paliw w najniższych cenach. A w obecnych czasach cena jest dla konsumentów najważniejszym kryterium wyboru – przypomina Mateusz Chołuj, szef zespołu analitycznego w Proxi.cloud.

Analiza wykazała również, ze liczba unikalnych klientów Orlenu spadła tylko o 0,23%. Natomiast cała konkurencja poniosła stratę na poziomie 7,02%. Różnica wyniosła 6,79 p.p. Przy tym warto zwrócić uwagę na to, że wyniki dotyczące ruchu i unikalnych klientów są mocno zbliżone.

– Te dane potwierdzają trend widoczny w Polsce od kilku miesięcy. Wraz ze wzrostem cen paliw część Polaków decyduje się na ograniczenie podróży bądź wybiera transport publiczny. Jednak promocja i niekwestionowany sukces Orlenu pokazuje, że stacje benzynowe mogą zmniejszyć odpływ konsumentów poprzez właściwe akcje promocyjne, skierowane do klientów indywidualnych – podkreśla Adam Grochowski.

Do tego Mateusz Chołuj dodaje, że przewaga konkurencyjna Orlenu ma szansę utrzymywać się przez dłuższy czas, co oczywiście nie oznacza monopolu na sukces. Zdaniem eksperta, firmy, które poddadzą się i pozostaną bierne w czasach rosnącej inflacji, mogą bezpowrotnie stracić w oczach konsumentów. Brak marketingowego ruchu może okazać się najgorszy w skutkach. Polacy czekają na rabaty i stają się coraz mniej lojalni wobec jakichkolwiek sieci. Zresztą to samo dotyka branżę retailową. Dla wielu osób liczy się już tylko to, ile mogą faktycznie zaoszczędzić.

Przedwyborcze obietnice rządu osłabiają warszawską giełdę

Kondycję warszawskiej giełdy osłabiają przedwyborcze obietnice rządu. Lista obietnic wydłuża się, nie wiadomo gdzie jest giełdowe dno, od którego można się odbić, a to byłaby okazja dla inwestorów.

Giełdowi inwestorzy zareagowali nerwowo na informację premiera, że rząd chce dodatkowo opodatkować spółki energetyczne i paliwowe – w których akcjonariuszem jest Skarb Państwa – aby podzieliły się swoimi rekordowymi zyskami osiąganymi przy bardzo wysokiej inflacji i bardzo wysokich cenach na stacjach paliw.

Spółki te reprezentowane są w WIG20, co osłabiło ten indeks największych spółek. W ciągu sześciu miesięcy indeks WIG20 stracił już ponad 30%. Jaka jest kondycja warszawskiej giełdy?

W ostatnich tygodniach posypał się kurs akcji banków, silnie reprezentowanych w WIG20. Notowania banków znajdowały się od dłuższego czasu po presją głównie z uwagi na ryzyko polityczne objawiające się wprowadzeniem przez rząd wakacji kredytowych.

– Mówi się, że nie ma hossy bez banków, a te cierpią z powodów makro i mikro, te mikro to właśnie wakacje kredytowe – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Kietliński, ekspert XTB. – Dodatkowo bardzo wysoka inflacja może okazać się zagrożeniem dla banków bo wzrost stóp procentowych tylko do pewnego momentu będzie dla nich korzystny, kłopoty zaczną się, gdy kredytobiorcy przestana spłacać swoje zobowiązania.

Wakacje kredytowe umożliwiają zawieszenie spłaty kredytu hipotecznego udzielonego w polskim złotym przez łączny okres 8 miesięcy: po 2 miesiące w trzecim i czwartym kwartale 2022 r. i po 1 miesiącu w każdym z czterech kwartałów roku 2023. Okres kredytowania ulega wydłużeniu o liczbę miesięcy, którą wykorzystało się na zawieszenie spłaty kredytu. Ustawa zakłada również wzrost środków przeznaczonych na dopłaty z Funduszu Wsparcia Kredytobiorców. Banki są zobowiązane do wpłacenia na fundusz dodatkowych 1,4 mld zł końca roku.

Szacunkowy koszt wakacji był dyskontowany przez rynek od momentu ogłoszenia przez premiera M.Morawieckiego 25 kwietnia Planu Pomocy dla Kredytobiorców. Szacunkowy koszt dla sektora bankowego wahał się w granicach od 20 do 28 mld zł przy założeniu iż 80% uprawnionych kredytobiorców zdecyduje się na skorzystanie z powyższego rozwiązania.

– Czynnikiem powodującym niepewność była wysokość kosztów dla poszczególnych banków oraz sposób jego ujęcia w sprawozdaniu finansowym, nie było wiadomo czy pokażą je w wynikach za Q2 czy za Q3 – wyjaśnia ekspert XTB.

Finalnie banki zdecydowały się na ujęcie tego kosztu jednorazowo, w wynikach za Q3 2022r., co mityguje jeden z istotnych czynników ryzyka dla sektora. Większość banków opublikowało już szacunkowy koszt związany z wprowadzeniem wakacji kredytowych.

Lista przedwyborczych zobowiązań wydłuża się. W Sejmie głosowano nad rozwiązaniami, które mają zrekompensować wyższe ceny węgla dla obywateli. Jak widać zaczynamy coraz szybciej wkraczać w okres kampanii wyborczej, więc zdaje się, że w otoczeniu wysokiej inflacji i wysokich stóp procentowych możemy się spodziewać coraz to nowych rozwiązań rządowych mających na celu pozyskanie głosów wyborców.

– Trudno znaleźć obszary korzystne do inwestowania na GPW, gdy prezes NBP mówi, że przed nami recesja techniczna, a więc co najmniej dwa kwartały spadku PKB – dodaje M.Kietliński z XTB. – Sentyment na GPW jest bardzo słaby, co jednak będzie stwarzać okazje do kupowania akcji po bardzo niskiej cenie.

Węgla dla gospodarstw domowych będzie brakować

Wprowadzenie dodatku węglowego nie zakończy chaosu wywołanego działaniami rządu. Na świecie jest zbyt mało węgla kamiennego, nadającego się do spalania w polskich domach.

Sejm poparł wprowadzenie nowej pomocy dla osób palących węglem. Każdemu gospodarstwu domowemu będzie przysługiwać 3 tys. zł. Ustawa nie precyzuje, że pieniądze te trzeba wydać akurat na węgiel.

W Polsce brakuje węgla dla drobnych odbiorców, dla gospodarstw domowych i małych lokalnych kotłowni czy szklarni, które zużywają rocznie 10-11 mln ton węgla kamiennego średniego i grubego. Takiego węgla wydobywaliśmy od kilku lat o połowę za mało, potrzebny był import z Rosji czy Kazachstanu.

– Jest to taki węgiel, który jest deficytowy na całym świecie, a nikt na świecie nie ogrzewa domów węglem na taka skalę jak Polska – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl. – W Polsce spala się 11 mln ton takiego węgla, gdy w całej Europie 13 mln ton. Jeżeli będziemy zwiększać import z Afryki, Australii czy Ameryki Południowej, to węgiel, który przypłynie do nas będzie dużo bardziej pokruszony, nie będzie w nim dużo węgla nadającego się do wykorzystania w gospodarstwach domowych.

Reakcje na narastający węglowy kryzys były chaotyczne. Polska Grupa Górnicza należąca do Skarbu Państwa sprzedawała węgiel dla gospodarstw domowych po 1 200-1 300 zł za tonę, gdy cena rynkowa przekroczyła 3 tys. zł (w ilości do 5 ton na osobę).

– To absurd, bo różnica w cenie dla jednego odbiorcy wynosiła 10 tys. zł, dlatego powstała kolejka „słupów”, kupujących dla innych i dostających 1 tys. zł prowizji, natomiast sprytne firmy kupowały węgiel za pośrednictwem bootów – wyjaśnia B.Derski. – Jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest powrót do cen rynkowych i wspieranie najbiedniejszych odbiorców poprzez ośrodki pomocy społecznej.

Węgla dla gospodarstw domowych będzie więc brakować, a skala kłopotów będzie już zależeć przede wszystkim od tego jako bardzo mroźna okaże się tegoroczna zima.

Złoto wraca do świata finansów

W świecie niestabilnej i coraz mniej przewidywalnej gospodarki coraz częściej sięgamy po sprawdzone na rynku wymiany towarowo-pieniężnej instrumenty. Jednym z takich instrumentów jest złoto. W ciągu ostatnich dziesięcioleci „władcy pieniądza” zrobili wiele, aby wyrzucić złoto ze świata finansów i zastąpić je dolarem.

Ten metal szlachetny został zdegradowany z ogólnego ekwiwalentu finansowego do towaru/surowca giełdowego, a cena złota była sztucznie zaniżana. Jednak żadne tego typu działania nie pomogły – złoto pozostało konkurentem dolara, a teraz ma okazję się odegrać: 28 czerwca 2021 roku, przyjęte zostały nowe przepisy Banku Rozrachunków Międzynarodowych w Bazylei[1], znane jako Bazylea III, zgodnie z którymi cena złota już nie będzie manipulowana przez USA i Wielką Brytanię. Dodatkowo na te „zachodnie” regulacje na rynku złota, nakładają się „wschodnie” plany dokonania zmian w światowym systemie finansowym, w których złoto odgrywa nie poślednią rolę. Czy wywyższenie złota oznacza koniec dolara? Wielu ekspertów uważa, że trudno będzie go uratować. Inni twierdzą, że dolara nie ma czym zastąpić, i tu pretendentem nie jest nawet złoto.

Złoto na finansowej banicji

To, co w świecie finansów do niedawna stanowiło wielką tajemnicę jest dziś wiedzą powszechną. Mianowicie od dziesięcioleci złoto było energicznie wypierane ze świata pieniądza, a jego cena sztucznie zaniżana. Polityka deprecjacji złota jako środka płatniczego została przyjęta przez tych, którzy narzucili swoje decyzje Jamajskiej Konferencji Monetarnej i Finansowej w 1976 roku[2], konferencji, która zdecydowała o zastąpieniu standardu złotego dolara, dolarem papierowym. Złotu nakazano opuścić świat pieniądza. Zostało arbitralnie zdegradowane do poziomu towaru/surowca. Jednak w rzeczywistości finansowej pozostało konkurentem dolara.

Wtedy postanowiono „stłumić” cenę złota. W świecie finansów istniała cyniczna formuła: „Im niższa cena złota, tym silniejszy dolar” (i odwrotnie: „im wyższa cena złota, tym słabszy dolar”). Przez cztery kolejne dekady „władcy pieniądza” (główni akcjonariusze Rezerwy Federalnej USA) prowadzili dyskretną wojnę ze złotem. Wojna ta prowadzona była wyrafinowanymi metodami:

  • Na rynku złota – realizowane były oficjalne interwencje w złoto dokonywane kosztem rezerw Skarbu USA i MFW (prowadzone głównie pod koniec lat 70.);
  • Założono tajny kartel złota, obejmujący Bank Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku, Bank Anglii, kilka banków z Wall Street i City of London, które obniżały cenę złota. Kartel wykorzystywał metal z oficjalnych rezerw złota USA i prawdopodobnie Anglii. W rzeczywistości miała miejsce kradzież złota z oficjalnych rezerw, przykryta fałszywymi umowami dotyczącymi pożyczek i leasingu złota.
  • Na przełomie XX-XXI wieku zawarto tak zwane Porozumienie Waszyngtońskie[3], w którym uczestniczyło ponad dwadzieścia państw zachodnich. Porozumienie wymagało od władz monetarnych kontrolowanej wyprzedaży złota z oficjalnych rezerw. Umowa działała skutecznie (sprzedaż złota przez banki centralne Szwajcarii, Anglii, Francji, Niemiec itd.) do 2010 roku;

Równolegle stosowano takie środki „tłumienia” cen złota jak pochodne instrumenty finansowe powiązane z tym metalem szlachetnym. Były to różne kontrakty terminowe (futures) i opcje[4], należności (i zobowiązania) denominowane w złocie. W 90-99% przypadkach w operacjach tych nie było rzeczywistej podaży fizycznego metalu.

Powstało pojęcie tzw. „papierowego złota”[5]. Gigantyczna skala handlu „papierowym złotem” obniżała cenę fizycznego metalu. Giełdy, o których mówiono, że są „złote”, faktycznie handlowały (i nadal handlują) wirtualnym („papierowym”) złotem. Największa na świecie platforma handlu złotem znajduje się w Londynie, gdzie działa London Bullion Market Association (LBMA). Tutaj złoto jest wymieniane średnio na 20 miliardów dolarów dziennie, czyli ponad 5 bilionów dolarów rocznie. I prawie cały handel sprowadza się do kupna i sprzedaży „papierowego złota”. Drugą co do wielkości platformą handlu metalami szlachetnymi na świecie jest nowojorski COMEX. Znany analityk finansowy Patrick Heller wypowiadał się o roli tej giełdy w obniżaniu ceny złota i wspieraniu dolara amerykańskiego, w sposób następujący: „handel kontraktami terminowymi i opcjami na COMEX rozpoczął się w połowie lat siedemdziesiątych XX w. po to, aby rząd amerykański i główni partnerzy Rezerwy Federalnej mogli manipulować ceną złota”.

Głównymi uczestnikami handlu „papierowym złotem” są banki. Pracują z dwoma rodzajami złota. Pierwszym z nich jest tzw. złoto alokowane, będące własnością klientów banku. Jest to fizyczny metal, zidentyfikowany (sztabki o określonym standardzie, ponumerowane), przechowywany w specjalnie wyposażonych pomieszczeniach. Złoto to nie jest wykazywane w bilansie banku, jest aktywem pozabilansowym. Drugi rodzaj – to złoto niealokowane. Złoto to jest własnością banku, odzwierciedloną w jego bilansie. Bank przeprowadza różne transakcje takim złotem, które znajdują odzwierciedlenie w aktywach i pasywach banku. Klient banku może na przykład otworzyć depozyt na 1000 uncji niealokowanego złota, a obowiązkiem banku jest spłata wierzytelności w walucie lub w formie metalu. Większość transakcji „metalowych” nie kończy się dostawą fizycznego złota. Dlatego banki mają minimalny (a czasami zerowy) zapas fizycznego złota. Tu pojawia się analogia z gotówką. W kasie banku komercyjnego gotówka jest czasem tysiące razy mniejsza niż sumaryczne wymagania wszystkich klientów, którzy założyli w tym banku rachunki depozytowe. W odniesieniu do złota można powiedzieć, że banki pracujące ze złotem niealokowanym mają niepełne (częściowe) pokrycie swoich zobowiązań z tytułu transakcji z tym metalem szlachetnym. Oczywiście ten czynnik zwiększa niestabilność banku. Niektóre banki, które specjalizują się w pracy z niealokowanym złotem, mogą upaść podczas kryzysów bankowych, gwałtownych wahań cen na rynku złota itp. W rzeczywistości niealokowane złoto banków jest jedną z odmian „papierowego złota”. Oczywistym jest, że w celu zwiększenia stabilności banków zajmujących się złotem, konieczna jest zmiana proporcji złota fizycznego i „papierowego” na korzyść tego pierwszego. A jeśli bank nie chce (lub nie może) zmienić tej proporcji i jest skłonny pracować z „papierowym” złotem, musi zwiększyć kapitał własny, który mógłby pokryć ryzyko pracy ze złotem niealokowanym.

Bitwa za Bazyleę III

Problemy związane ze złotem od dawna są przedmiotem troski Banku Rozrachunków Międzynarodowych (ang. Bank for International Settlements – BIS) w Bazylei. Wiadomo, że bank ten opracowuje standardy adekwatności kapitałowej dla banków w celu zwiększenia stabilności instytucji kredytowych. Pierwsza generacja takich standardów nosiła nazwę Bazylea I. Następnie zostały one zastąpione przez standardy Bazylea II. Ale kiedy wybuchł światowy kryzys finansowy lat 2008-2009, okazało się, że standardy Bazylea II są niewystarczające, i że konieczne jest zaostrzenie wymagań co do wielkości i jakości kapitału banków komercyjnych. Rozpoczęto opracowywanie i stopniowe wdrażanie standardów Bazylea III, ale nie zostały one jeszcze w pełni wprowadzone. Szczególnie wrażliwa dla wielu państw i banków jest kwestia złota w nowych regulacjach bazylejskich.

Na początku 2019 roku pojawiła się plotka, że 29 marca tego samego roku weszła w życie nowa zasada rozliczania złota, jako części kapitałów własnych banków, dzięki czemu ten metal szlachetny stał się bardziej atrakcyjnym dla banków. Stymulowało to banki do pozyskiwania kapitału w oparciu o złoto. Jednak ku rozczarowaniu wielu ekspertów nowe zasady finansowe nie zostały wdrożone. Pojawiła się wersja, że: „władcom pieniądza” udało się wywrzeć presję na BIS i uniemożliwić wprowadzenie zasad, osłabiających pozycję amerykańskiego dolara. W 2021 r. BIS wznowił wysiłki na rzecz postępu w zakresie zasad Bazylei III. Nowe reguły mają zapobiec powtórce z czasów kryzysu finansowego 2008- 2009, kiedy upadające banki były ratowane na koszt podatnika. W tym celu nadzorcy bankowi z Bazylei dążą do podniesienia limitów minimalnego kapitału własnego, dźwigni finansowej, minimalnych wskaźników płynności oraz do ograniczenia ryzyka podejmowanego przez banki na rynkach finansowych.

Jednak to kwestia złota spowodowała, że temat nowych Reguł Bazylejskich, który rzadko kiedy wychodzi poza hermetyczne środowisko bankowe i akademickie, tym razem od dłuższego już czasu rozgrzewa wyobraźnię analityków i inwestorów z rynku złota. Powodem jest to, że nowe regulacje przynoszą istotny zmianę w mechanizmach funkcjonowania rynków metali szlachetnych, a w szczególności złota, a w tym między innymi:

  • Po pierwsze, złoto wraca do systemu bankowego. Bazylea III mocno zmienia się sposób traktowania złota w bilansach banków. Metal alokowany będzie miał zerową wagę ryzyka na potrzeby obliczania kapitału regulacyjnego. Stanie się tak zwanym Tier1 asset, podczas gdy wcześniej traktowany był jak każdy inny surowiec przemysłowy (Tier3 asset). W ten sposób złoto leżące w bankowym skarbcu i będące własnością banku zrówna się swym statusem z gotówką czy obligacjami skarbowymi.
  • Po drugie zmieni się podejście do złota w bankowej rachunkowości. W ramach Bazylea III złoto będzie traktowane jak waluta obca, a nie jako pozycja na rynku surowcowym, jak to było do tej pory. Zdaniem części analityków zwiększy to popyt na fizyczne złoto ze strony banków komercyjnych, ale także banków centralnych[6].
  • Po trzecie, banki będą musiały spełnić minimalne wymogi wskaźnika o nazwie Net Stable Funding Ratio (NSFR – Wskaźnik Stabilnych Funduszy Netto). NFSR nakłada na banki obowiązek posiadania zabezpieczenia na wszystkie transakcje finansowania i rozliczania pozycji na rynkach metali szlachetnych. W przypadku złota wskaźnik ten został ustalony na minimum 85%. Oznacza to, że złoto niealokowane będzie traktowane jako znacznie bardziej ryzykowne, niż złoto fizycznie znajdujące się w skarbcu, czyli złoto alokowane. Do tej pory oba rodzaje złota były traktowane jednakowo.

Zaostrzenie przepisów Bazylei ostatecznie przestało być tajemnicą, gdy 4 maja 2021 roku, LBMA i Światowa Rada Złota (WGC)[7] wysłały do brytyjskiego Urzędu Regulacji Prudential (Prudential Regulation Authority) wniosek o niewprowadzanie standardów Bazylei III dla handlu niealokowanymi metalami szlachetnymi (nie tylko złotem, ale także srebrem). Istniały bowiem obawy, że nowe przepisy doprowadzą do likwidacji londyńskiego rynku „papierowego złota”. Co zaskakujące, do apelu LBMA przyłączył się WGC. Ta ostatnia instytucja przez wiele lat podawała się za organizację chroniącą interesy tych, którzy pracują z fizycznym złotem (górnicy złota, przemysł jubilerski). Najwyraźniej WGC już dawno przeszedł na stronę tych, którzy pracują z „papierowym złotem” i chronią dolara amerykańskiego.

Z pewnością BIS jest pod presją sił, które bronią słabnącego dolara. Tak więc, pomimo że 28 czerwca 2021 roku w Unii Europejskiej ogłoszono regulacje Bazylei III, to już 27 października tegoż roku, Komisja Europejska ujawniła projekt dyrektywy, w której proponuje odroczenie wprowadzenie reform do 2025 roku. Wcześniej, na mocy globalnego porozumienia ustalono, że datą, od której banki Unii Europejskiej miały rozpocząć przejście do nowej wersji Bazylei, miał być wspomniany 28 czerwca 2021 r., a nowe wskaźniki adekwatności kapitałowej miały obowiązywać w od 1 stycznia 2023 (w Stanach Zjednoczonych – od 1 lipca 2021, a w Wielkiej Brytanii od 1 stycznia 2022 r.). Zaistniałe opóźnienie KE tłumaczy pandemią, chociaż niektórzy eksperci mówią, że w ostatniej chwili BIS i regulatorzy finansowi UE, Anglii i innych krajów mogli się wycofać i próbują przynajmniej opóźnić wprowadzanie nowych przepisów.

Na innowacje związane z handlem złotem w ramach nowych uregulowań Bazylea III zareagował jeden z bardziej znanych uczestników rynku metali szlachetnych, meksykański miliarder Hugo Salinas Price. Price od dawna twierdzi, że na światowym rynku ceny złota i srebra są sztucznie obniżane. 31 maja 2021 roku, biznesman ten opublikował artykuł pt. „June 28: Bank for International Settlements Caves into Russia and China” („28 czerwca – Bank for International Settlements poddaje się Rosji i Chinom”). Warto przytoczyć najważniejsze stwierdzenia tego artykułu: „To operacje z niealokowanym, czyli z raczej mitycznym złotem, pozwoliły najważniejszym bankom w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych kontrolować i obniżać rynkową cenę złota. Zgodnie z nowymi przepisami, które zostały zaprezentowane 28 czerwca 2021 roku, cena złota nie będzie już manipulowana przez USA i Wielką Brytanię, ponieważ najważniejsze banki tych państw nie będą już mogły korzystać z niealokowanego, czyli nieistniejącego złota, jako narzędzia w ich zmowie, mającej na celu kontrolowanie ceny tego kruszcu”.

Zachodzi pytanie, dlaczego Hugo Salinas Price twierdzi w tytule swego artykułu, że „BIS poddaje się Rosji i Chinom”? Należy wątpić, aby Moskwa lub Pekin miały jakakolwiek możliwość wywierania presji na Bank Rozrachunków Międzynarodowych w Bazylei (stworzony przez USA i państwa Europy Zachodniej), aby ten zmienił swoją politykę i wprowadził nowe przepisy dotyczące złota. W rzeczywistości BIS długo prowadził politykę pro-dolarową, ale dziś sytuacja na rynkach finansowych jest taka, że stawianie na dolara obarczone jest dużym ryzykiem. Jego dalsze wsparcie poprzez obniżanie ceny złota, może doprowadzić do sytuacji, wobec której kryzys finansowy lat 2008-2009 wyglądać będzie jak dziecinna zabawka. BIS to rozumie i wie, że jego priorytetowym zadaniem nie jest ratowanie dolara, ale ratowanie światowego systemu kapitalistycznego.

Jednak rzeczywiście trzeba przyznać, że jeśli nowe zasady BIS ostatecznie wejdą w życie, to będą one korzystne dla Rosji i Chin. Zapotrzebowanie na fizyczne złoto zacznie bowiem gwałtownie rosnąć, a Chiny i Rosja są wiodącymi, światowymi producentami tego kruszcu. Poza tym, w dalekosiężnych planach tych krajów złoto ma odegrać ważną rolę w tworzeniu nowego światowego ładu finansowego.

Złoto w zmaganiach Rosji i Chin z Zachodem

Przez pewien czas wydawało się, że złoto – uniwersalna miara wartości – pozostaje na marginesie trwających obecnie rozgrywek ekonomicznych na świecie. Tymczasem po pewnym okresie neutralności staje się ono obecnie jednym z instrumentów wojny sankcyjnej między Rosją a Zachodem, a szerzej między Zachodem a Wschodem. Pieniądz od dawna jest bronią, a złoto – jako wieczny pieniądz – nie jest tu wyjątkiem. O tym, że złoto może być doskonałym instrumentem wojen ekonomiczno-finansowych świadczyć mogą chociażby trzyinformacje ze złotem we wspólnym mianowniku, które jedna po drugiej pojawiły się w końcu czerwca bieżącego 2022 roku:

  • 21 czerwca Reuters poinformował, że Unia Europejska rozważa możliwość nałożenia ograniczeń na rosyjskie złoto w ramach siódmej rundy sankcji. Wcześniej, decyzję o sankcjach na rosyjskie złoto podjęły USA;
  • 22 czerwca państwowa rosyjska korporacja VEB.RF przedstawiła ideę emisji „złotego krypto-rubla” nastawionego na rozliczenia międzynarodowe;
  • Tego samego dnia prezydent Rosji Władimir Putin w swoim powitalnym przemówieniu do uczestników Forum Biznesu BRICS[8] zapowiedział badanie kwestii stworzenia międzynarodowej waluty rezerwowej, opartej na „koszyku” walut krajów BRICS.

Sytuacja gospodarcza i finansowa na świecie powoduje, że coraz wyraźniej rysują się perspektywy powrotu – chociaż w zmienionej, unowocześnionej formie – do standardu złota. W nowych realiach możemy mówić o dwóch rozwiązaniach: „towarowym standardzie” – pieniądzu wspieranym przez kluczowe zasoby złota i quasi-pieniądzu z punktu widzenia gospodarki krajów rozwijających się. Pieniądze fiat[9] wydrukowane na kolosalną skalę, głównie dolar amerykański, stają się coraz bardziej toksycznym instrumentem rozliczeń międzynarodowych. A po zablokowaniu rezerw walutowych Banku Rosji, z perspektywą ich wywłaszczenia dolar i euro stają się dla wielu państw ryzykownym narzędziem oszczędzania i akumulacji[10].

Proces porzucania dolara ze zrozumiałych względów postępuje w miarę szybko głównie w Rosji, ale także w Chinach, gdzie tempo wyprzedaży amerykańskiego długu rządowego sięgnęło ostatnio miliarda dolarów dziennie. Jednak powszechna de-dolaryzacja na świecie poza USA, UE i krajami satelickimi jest ograniczona. Ograniczenia te wynikają przede wszystkim z braku instrumentów, które mogłyby zastąpić dolara. Proces tworzenia alternatyw dla amerykańskiej waluty jest również ograniczony szeregiem parametrów finansowych i politycznych:

  • Po pierwsze, liczba krajów, które są na tyle zainteresowane de-dolaryzacją, aby zająć proaktywną postawę i działać na rzecz wprowadzenia innej waluty, jest ograniczona. Trzeba mieć świadomość, że dla zdecydowanej większości państw rozliczenia międzynarodowe w dolarach są obecnie dobrze znane i wygodne. Dlatego, z punktu widzenia państw dążących do osłabienia pozycji dolara, uzasadnienie mają działania, wykorzystujące w tym celu potencjał BRICS. Łatwiej jest uzgodnić utworzenie nowego narzędzia rozliczeniowego w ramach wpływowej „piątki” państw BRICS, niż prowadzić dyskusję z nieograniczoną liczbą krajów;
  • Po drugie, kluczowym dla zmian w światowych walutach rozliczeniowych są szczegółowe rozwiązania techniczne. Na przykład powiązanie instrumentu rozliczeniowego ze złotem upraszcza proces rozliczeń, ale jednocześnie ma swoje wady, w tym przede wszystkim niewystarczający fizyczny wolumen złota. Co prawda trzy z pięciu krajów BRICS – Chiny, Rosja i Republika Południowej Afryki – należą do dziesięciu największych producentów złota i mają wystarczające możliwości, aby je wyemitować na poparcie powiązanej z nim waluty. Jednak ta ilość złota nie wystarczy, aby zapewnić rozliczenia międzynarodowe dla szerokiego grona krajów. W tym kontekście – z punktu widzenia Zachodu i jego walki z nowymi instrumentami rozliczeniowymi opartymi o złoto – uzasadnione jest uderzenie sankcyjne w rosyjski złoty kruszec. Cel takiego uderzenia jest jasny. Dotowane rosyjskie złoto, będące „nieetycznym” towarem dla świata zachodniego, będzie sprzedawane z dyskontem na rynkach wschodnich, podobnie jak z dyskontem sprzedawana jest rosyjska ropa Urals. W tym sensie negatywny wpływ na potencjalny krypto-rubel – nową walutę surowcową – jest realizowany poprzez nakładanie sankcji na rosyjskie surowcowe towary eksportowe, w tym metale szlachetne (a jest to nie tylko złoto, ale także diamenty, platyna itp.). Osłabia to pozycję negocjacyjną Rosji w rozmowach dotyczących koszyka walutowego BRICS. Oparty na wartości sankcjonowanego złota krypto-rubel, znalazłby się w takim koszyku z rabatem.
  • Po trzecie, kryptowaluty z definicji nie są kontrolowane przez rządy krajowe. A jeśli chodzi o stworzenie międzynarodowego centrum emisyjnego takiej waluty, kwestie utrzymania kontroli nad takim centrum, mnożą się. Z tego powodu na przykład Rosyjski Bank Centralny z dystansem podchodzi do legalizacji kryptowalut jako środka płatniczego.

Tak czy inaczej wojna o kontrolę nad nowym systemem globalnych rozliczeń finansowych już się toczy. A zachodnie sankcje wobec złota, jako potencjalnej, uniwersalnej miary wartości i jednego z istotnych składników koszyka walut, zorganizowanego:

  • czy to w oparciu o walutę BRICS,
  • czy w oparciu o chińskiego juana,
  • czy nawet w oparciu o rubla, funkcjonującego w ramach Unii Euro-Azjatyckiej,

odgrywają znaczącą rolę w walce o utrzymanie dominującej roli dolara. Z kolei w Rosji podejmowane są działania, skierowane na wsparcie państwa dla przemysłu wydobywczego złota. Przy czym inwestycje w wydobycie złota ze względu na jego potencjał jubilerski i przemysłowy mają drugorzędne znaczenie. Władze na Kremlu ciągle mają nadzieję, że złoto już wkrótce wyznaczać będzie miejsce Rosji w zaktualizowanym systemie rozliczeń międzynarodowych.

Literatura:

  1. Глеб Простаков, Русское золото как звено новой системы международных расчетов, https://vz.ru/opinions/2022/6/24/1164516.html
  2. King World News, Multi-Billionaire Hugo Salinas Price – Gold Is Back! As BIS Caves Under Pressure From Putin And China, May 31, 2021, https://kingworldnews.com/multi-billionaire-hugo-salinas-price-gold-is-back-as-bis-caves-under-pressure-from-russia-and-china/
  3. Krzysztof Kolany, Złoto, banki i Bazylea III, 2021-06-30, https://www.bankier.pl/wiadomosc/Zloto-banki-i-Bazylea-III-8142582.html
  4. Paweł Kowalewski, Komisja Europejska proponuje: Bazylea III od 2025 roku, 25.10.2021, https://alebank.pl/komisja-europejska-proponuje-bazylea-iii-od-2025 roku/?id=387624&catid=32532&cat2id=32534&cat3id=25926

Autorzy: Robert Nogacki – Twórca Kancelarii Prawnej Skarbiec, płk rez. dr inż. Krzysztof Surdyk

[1] Bank Rozrachunków Międzynarodowych (ang. Bank for International Settlements (BIS)) – najstarszy bank międzynarodowy, utworzony 17 maja 1930 roku na konferencji w Hadze, jako efekt realizacji Planu Younga. Pierwotnie jego głównym celem było zarządzanie środkami wynikającymi z reparacji wojennych Niemiec po I wojnie światowej. Obecnie misją banku jest pomoc bankom centralnym i instytucjom uprawnionym do prowadzenia polityki pieniężnej w zapewnieniu monetarnej i finansowej stabilności, pełnienie funkcji banku dla tych instytucji oraz wspieranie ich międzynarodowej współpracy. Bank przyjął formę spółki akcyjnej, w której udziałowcami są banki centralne. Łącznie jest ich 60 (w tym Narodowy Bank Polski) plus dodatkowo Europejski Bank Centralny. Siedziba organizacji znajduje się w Bazylei.

[2] Jamajski System Walutowy to współczesny system wzajemnych rozliczeń i relacji walutowych oparty na swobodnie płynnym kursie walutowym. Nazwany na cześć konferencji Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Kingston na Jamajce w styczniu 1976 r. Zastąpił tak zwany system monetarny z Bretton Woods.

 

[3] Washington Gold Agreement został podpisany 26 września 1999 r. w Waszyngtonie podczas dorocznego spotkania Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) w obecności sekretarza skarbu USA Lawrence’a Summersa i prezesa Rezerwy Federalnej Alana Greenspana. Druga wersja umowy została podpisana w 2004 roku, a następnie przedłużona w 2009 i 2014 roku. Zniechęcone niskimi cenami złota, niektóre banki centralne zaczęły wyprzedawać swoje rezerwy. Czyniły to w sposób zupełnie nieskoordynowany i aby zapobiec dalszym spadkom, we wrześniu 1999 r. podpisano tzw. pierwsze porozumienie waszyngtońskie regulujące i precyzujące ilość dopuszczanego do sprzedaży złota. Wielu uznaje je za przełomowe. Porozumienie było odpowiedzią na obawy na rynku złota po tym, jak brytyjskie Ministerstwo Skarbu ogłosiło, że oferuje sprzedaż 58% brytyjskich rezerw złota na aukcjach Banku Anglii, a także perspektywę dużej sprzedaży przez Szwajcarski Bank Narodowy oraz możliwość bieżącej sprzedaży z Austrii i Holandii, a także oferty sprzedaży z MFW.

[4] Kontrakty terminowe (futures) oraz opcje należą do grupy instrumentów finansowych, których wartość uzależniona jest od zachowania się innych aktywów, tzw. instrumentów bazowych. Z uwagi na tę zależność nazywa się je instrumentami pochodnymi lub z angielskiego derywatami. Instrumentami bazowymi mogą być akcje, obligacje, stopy procentowe, indeksy, różnego rodzaju towary oraz surowce, waluty a także różnego rodzaju wskaźniki czy mierniki.

[5] Złotem „papierowym” przyjęto nazywać wszelakie instrumenty finansowe dające inwestorowi ekspozycję na cenę złota. W zdecydowanej większości tego typu produktów złota nawet nie zobaczymy, ale będziemy mogli zarobić na wzroście jego wartości (lub stracić w przypadku spadku cen). Cała transakcja zostanie rozliczona w fiducjarnym (tj. opartym o zaufanie) pieniądzu, bez dostawy fizycznego metalu. Warto pamiętać, że nawet najlepszy „papier” zawsze pozostaje tylko papierem i nie stanowi substytutu dla prawdziwego kawałka złota.

[6] Trzeba dodać, że informacja o zmianie reguł bazylejskich nie jest niczym nowym. O tym, jak będą wyglądać nowe regulacje, wiadomo już od jesieni 2010 roku

[7] Misją Światowej Rady Złota (ang. World Gold Council) jest tworzenie warunków dla rozwoju rynku złota, działanie na rzecz odpowiedzialnego biznesu i popularyzowanie wiedzy o inwestowaniu w złoto. Członkami Światowej Rady Złota jest 19 kopalń złota, które prowadzą działalność w 47 krajach. Główna siedziba tej organizacji znajduje się w Londynie a odziały w Nowym Jorku, Szanghaju, Hong Kongu, Singapurze, Tokio, Bombaju, Madrasie oraz Pekinie. Rada wspiera swych członków poprzez stymulowanie popytu na istniejących i dopiero rozwijających się rynkach złota. Prowadzi badania analityczne i współpracę partnerską z producentami, inwestorami, jubilerami oraz uczelniami.

 

[8] BRICS – określenie grupy państw rozwijających się – Brazylii, Rosji, Indii, Chin oraz od 2011 Republiki Południowej Afryki (ang. South Africa). Nazwa pochodzi od pierwszych liter nazw tych państw. Kraje BRICS nie tworzą sojuszu politycznego (jak np. Unia Europejska) ani formalnego stowarzyszenia handlu. Cele krajów BRICS to m.in.: stworzenie nowego systemu walutowego, zwiększenie roli państw rozwijających się w światowych instytucjach walutowych, reformowanie ONZ.

[9] Waluta fiat, inaczej pieniądz fiducjarny, swoją nazwę wzięła od łacińskiego słowa fides, oznaczającego wiarę. Wartość takiego pieniądza nie opiera się bowiem na zabezpieczeniu kruszcem, czy innym dobrem, a po prostu na zaufaniu do emitenta. Definicja waluty fiat mówi, że jest to legalny środek płatniczy na określonym terenie, czyli np. na obszarze danego państwa. Waluty fiducjarne zastąpiły m.in. złoto i inne systemy towarowe, które kiedyś były ogólnie obowiązującymi środkami płatniczymi.

[10] Nawiązanie do sprawy zamrożenia rosyjskich rezerw walutowych zamrożonych w zachodnich bankach, w ramach sankcji nałożonych na Moskwę w 2022 roku (około 300 mld USD).

Polskie firmy otwierają się na Azjatów

Rodzimi pracodawcy coraz chętniej zatrudniają pracowników z Azji – podaje międzynarodowa agencja zatrudnienia Gremi Personal. W grę wchodzą już nie tylko państwa byłego Związku Radzieckiego, ale i bardziej odległe, takie jak Indonezja czy Filipiny. Pracodawców jednak nadal martwią kwestie językowe, kulturowe czy religijne, jak również kwestia legalizacji pobytu i zatrudnienia.

– Jeszcze kilka miesiecy temu nasi partnerzy podchodzili z dużą rezerwą do pracowników z tzw. państw trzecich. Przede wszystkim wskazywali na problemy komunikacyjne – większość z nich nie ma brygadzistów angielskojęzycznych, a cała infrastruktura przedsiębiorstwa: opisy stanowisk, przepisy BHP, informacje na halach i w magazynach są po polsku, ewentualnie po rosyjsku. Wymieniali zbyt małe doświadczenie we współpracy z tymi obcokrajowcami i szczerze przyznawali, że obawiają się różnic kulturowych i w podejściu do wykonywania samej pracy. Pomijając oczywiście największą przeszkodę jaką jest wynikający z przepisów prawa zbyt długi czas oczekiwania na takiego pracownika – mówi Damian Guzman, zastępca dyrektora generalnego ds. rozwoju agencji Gremi Personal.

Według Damiana Guzmana to się powoli, ale zmienia. W związku z dotkliwym brakiem siły roboczej w niektórych branżach firmy – dotąd niechętne – otwierają się na nowych pracowników. Pracodawcy wciąż mają jednak sporo obaw.

– Jedna z firm z branży nowoczesnych technologii zatrudnia od lat pracowników z Indonezji i wręcz komunikuje nam, że takich Azjatów potrzebują, bo są nie tylko bardzo pracowici, ale sumienni i dokładni, co akurat w tej branży jest zasadnicze. Firma z branży przetwórstwa rybnego zatrudnia Peruwiańczyków i też ich bardzo chwali. Wystarczy jedno pozytywne doświadczenie z pracownikami innymi, niż Ukraińcy, żeby otworzyć się na inne kraje.

Inny partner Gremi Personal – firma z branży drobiarskiej – z powodzeniem zatrudnia od niedawna Kirgizów i też są zadowoleni z ich pracy, więc proszą o więcej osób z tego kraju. Ale początki były trudne – zadawali mnóstwo pytań o to, co jedzą (pracownicy są karmieni w fabryce, ponieważ z powodów sanitarnych i obecności alergenów panuje zakaz wnoszenia na teren zakładu własnego jedzenia), ile razy modlą się w czasie pracy (żeby dostosować produkcję do ew. dodatkowych przerw), jakiego są wzrostu (również z powodu obsługi maszyn tacy pracownicy nie mogą być zbyt niscy).

– Oferujemy pomoc we wprowadzaniu pracowników, przygotowaniu instrukcji i brygadzistów mówiących po angielsku. Choć są takie firmy, które nalegają na pracowników z krajów rosyjskojęzycznych, tym bardziej, że w firmach, które od dawna zatrudniają obcokrajowców z krajów ościennych już obecna jest kadra kierownicza, która może porozumiewać się z nimi po rosyjsku. Zaczęliśmy rekrutację w państwach postsowieckich, czyli Kazachstanie, Tadżykistanie, Uzbekistanie. Widzimy tam dużą perspektywę, ponieważ wcześniej głównym kierunkiem migracji zarobkowej dla obywateli tych krajów była Rosja, teraz już nie taka atrakcyjna z powodu sankcji i kryzysu gospodarczego. Na przykład liczba zapytań kierowanych do Gremi Personal z kazachstańskich agencji pośrednictwa pracy co do możliwości zatrudnienia obywateli Kazachstanu w Polsce przez ostatnie dwa miesięcy wzrosła o 50 proc – reasumuje Damian Guzman.

Czy internet rzeczy zmieni świat?

Technologia internetu rzeczy ang. Internet of Things znana pod skrótem IoT ma za zadanie skomunikowanie wszelkich urządzeń i rzeczy, tworząc sieć w celu optymalizacji procesów produkcyjnych, logistycznych oraz poprawy ogólnej jakości życia i korzyści płynących z użytkowania urządzeń. Internet rzeczy można porównać do gigantycznej, wirtualnej sieci, która dzięki szczegółowej analizie i integracji może skracać procesy decyzyjne, przyspieszać i optymalizować produkcję, umożliwiać analizę danych i eliminację błędów w infrastrukturze.

IoT może tworzyć niemal wszystko, od domowej klimatyzacji oraz “inteligentnego” centralnego ogrzewania przez sygnalizację świetlną, samochód wybierający najkrótszą z dostępnych dróg do celu i smartwatch analizujący pracę serca po rozwiązywanie złożonych problemów w produkcji przemysłowej czy globalnych łańcuchach dostaw.
Czy internet rzeczy zmieni świat

Internet of Things staje się jednym z głównych tematów rozmów wśród prezesów giełdowych spółek wyprzedzając popularnością tematy takie jak: inwazja na Ukrainę, recesja, chmura obliczeniowa, transformacja cyfrowa czy Covid. Źródło: IoT Analytics

Jak działa IoT i dlaczego jest potrzebny?

Choć sama nazwa Internet of Things została pierwszy raz użyta dopiero w 1999 roku przez Kevina Ashtona, cała koncepcja IoT zdążyła nabrać wielowymiarowego znaczenia ze względu na możliwą skalę zastosowania i adopcji wśród miliardów nowych urządzeń zintegrowanych w sieci. Skoncentrujemy się zatem na dwóch przestrzeniach: przemyśle i łańcuchach dostaw, które mogą stanowić motor dla jej dalszego rozwoju.

Wszystkie czujniki i urządzenia dostarczają dane na temat stanu, w jakim się znajdują. Istotne jest jednak w jaki sposób dane te są emitowane, gdzie są agregowane i jak je analizować. Dlatego sieć IoT tworzy chmurę, do której trafiają opisane we wspólnym języku informacje, dzięki czemu urządzenia mogą komunikować się ze sobą, a systemy analityczne – zbierać i integrować dane z wielu źródeł umożliwiając komunikację i dokładną analizę z pomocą AI lub zespołów analityków.

Zasadniczo IoT opiera się na kilku fundamentach:

  • Narzędzia – sprzęt lub maszyny zdolne emitować i agregować dane bez ingerencji zewnętrznej
  • Skomunikowanie – wysyłanie i odbieranie danych na dowolne odległości, również poza Ziemię w czasie rzeczywistym
  • Oprogramowanie – czyli systemy IT, które zajmują się przetwarzaniem, zbieraniem i zabezpieczaniem otrzymywanych danych
  • Integracja – która umożliwia współpracę urządzeń w ramach systemów IT na każdym etapie

Czy internet rzeczy zmieni świat 2

Lista pokazuje kluczowe dla technologii IoT przypadki wykorzystania takie jak zdalna kontrola aktywów, automatyzacja procesów, zdalne zarządzanie pojazdami czy śledzenie lokalizacji. Źródło: IoT Analytics

Dwa kluczowe sektory

Przemysł – Industrial Internet of Things obejmuje połączone i współpracujące ze sobą urządzenia dzięki IT. Współpraca ta obejmuje przemysłowe systemy sterowania, komputery, mobilne urządzenia i czujniki. Dzięki integracji IoT implementujące nową technologię firmy ograniczają ryzyka produkcyjne, optymalizują procesy wewnętrzne i przyspieszają wymianę danych między zakładami. Technologia IoT w produkcji i przemyśle ściśle współdziała z innymi nowoczesnymi technologiami jak: sztuczna inteligencja, uczenie maszynowe, analiza big data, przetwarzanie brzegowe i chmura obliczeniowa.

Łańcuchy dostaw – Mimo odejścia pandemii COVID-19 na dalszy plan wyzwania jakie stoją przed logistyką wciąż są aktualne w obliczu zmian w geopolityce, kryzysu energetycznego i przestoju chińskiej gospodarki. Internet of Things redukuje ryzyko i koszty co pozytywnie wpływa na marżowość i może tworzyć asymetryczne przewagi nad konkurencją. Dzięki komunikacji urządzeń na wszystkich etapach od produkcji po wysyłkę, śledzenie i głęboką analizę IoT umożliwia m.in.: inteligentne zarządzanie flotą i towarami, automatyzację procesów uzupełniania zapasów, ocenę wydajności i analizę tzw. “wąskich gardeł”. Umożliwia też kontrolę zasobów w czasie rzeczywistym i zdalną diagnostykę.

Kto może zyskać?

Choć zaimplementowana technologia IoT może przyspieszyć cyfryzację i wydajność w niemal każdej branży, bezpośrednim beneficjentem jej adopcji są spółki, które dostarczają oprogramowanie i rozwiązania w ramach nowej, wirtualnej infrastruktury. Wybraliśmy trzy technologiczne spółki, które w naszej ocenie mogą stać się beneficjentami rozwoju i wzrostu znaczenia internetu rzeczy.

Cisco Systems

Cisco jest światowym gigantem w dostarczaniu sprzętu sieciowego dla przedsiębiorstw, co w bezpośredni sposób poddaje spółkę ekspozycji na rozwój wysoko zaawansowanych rozwiązań IoT. Jednym z flagowych projektów Cisco jest platfotma Kinetic, która umożliwia dystrybucję danych między urządzeniami i aplikacjami używanymi w danym biznesie a centralną siecią łączącą infrastrukturę informatyczną podmiotu. To jednak nie wszystko, autorskie rozwiązania IoT amerykańskiej spółki są powszechnie stosowane w zarządzaniu efektywnością linii produkcyjnych (Nissan Motor korzysta właśnie z rozwiązań Cisco w automatyzacji robotów na liniach montażowych), systemach transportu miejskiego (prowadząc ruch komunikacyjny w taki sposób, aby ograniczyć ryzyko powstawania niedogodnych korków ulicznych) czy w transporcie towarowym (rozwiązania IoT firmy Cisco implementuje m.in. Port w Rotterdamie, jedno z największych centrów przeładunkowych na świecie).

Dla dalszej wyceny walorów Cisco kluczowym jest, w jaki sposób będzie się kreował popyt na infrastrukturę informatyczną w czasie podwyższonych obaw o światową recesję. Niemniej jednak, zapotrzebowanie na transformacje infrastruktury informatycznej w firmach nadal rośnie, a przyszłe lata mogą przyspieszyć ten trend. Rosnąca adopcja pracy zdalnej wymusza na przedsiębiorstwach inwestycje w zwiększanie przepustowości oraz efektywności sieci. W chwili obecnej wskaźnik P/E wynosi 15.11 (dla indeksu S&P 500 jest to obecnie 20.24). Stopa dywidendy wynosi 3,48%.
Czy internet rzeczy zmieni świat 3Prognoza wydatków przedsiębiorstw w zależności od segmentu w miliardach USD. Dobre perspektywy popytowe na zaawansowane systemy informatyczne może wspierać biznes Cisco w szerokiej perspektywie. Źródło: Bloomberg

Samsara

Samsara jest spółką technologiczną, która działa bezpośrednio w branży Internet of Things, debiutowała na NASDAQ jesienią 2021 roku. Firma koncentruje się na zwiększaniu wydajności klientów w ramach platformy technologicznej Connected Operations Cloud, która umożliwia agregację i wykorzystanie danych w ramach IoT. Jej partnerem są zarówno duże firmy jak Ford Motor jak i podmioty rządowe jak m.in. miasto Boston. Spółka udostępnia kompleksowe rozwiązania zarówno dla agencji rządowych jak i małych korporacji, a jej celem jest włączenie do platformy COC jak największej liczby klientów z wielu branż.

Dzięki analizie danych podmioty korzystające z usług Samsary są zdolne do analizy i opracowania praktycznych wniosków oraz różnego rodzaju optymalizacji prowadzonych biznesów i operacji. Wspomniany Connected Operations Cloud znajduje zastosowanie w produkcji, transporcie, energetyce, opiece zdrowotnej i handlu.

Akcje Samsary wyglądają na ryzykowne na tle innych spółek oferujących usługi IoT, jednak potencjalnie mogą przynieść wysokie zwroty jeśli spółce uda się stworzyć optymalny model biznesowy i przyciągać coraz większą liczbę klientów. Aktualnie wskaźnik P/B Samsary wynosi 7,50 co znaczy, że spółka notowana jest z wysoką premią zwłaszcza biorąc pod uwagę, że nie jest jeszcze rentowna. Jednocześnie obrazuje to, że oczekiwania rynku wokół jej przyszłości pozostają wysokie.
Czy internet rzeczy zmieni świat 4Mimo rekordowego osłabienia głównych indeksów oraz blisko 30% spadków NASDAQ w pierwszej połowie 2022 roku inwestorzy instytucjonalni nie prowadzili dystrybucji walorów firmy i zwiększyli swoje udziały w Samsara. Źródło: Fintel.io

Xerox

Spółka znacznie osunęła się od rekordowych wycen z czasów hossy dot-com, gdy korzystała na wzroście popularności kserokopiarek. Xerox dysponował szeregiem patentów, z których korzystały m.in. Apple i Microsoft i wciąż posiada szeroką wartość intelektualną (Palo Alto Research Center). Teraz ma ambicje by odzyskać dawną świetność dzięki technologii druku 3D, która znajduje zastosowanie w produkcji i przemyśle. Spółka opracowuje energooszczędne, zaawansowane technologicznie czujniki. Flagowym produktem firmy jest drukarka 3D ElemX, która w lipcu tego roku zadebiutowała jako pierwsze urządzenie tego typu w Marynarce Wojennej USA. Xerox w kwietniu 2022 roku zawarł strategiczną umowę z firmą Siemens. Kluczowa dla przyszłości firmy stanie się dalsza adopcja jej autorskich technologii, które mogą okazać się szczególnie potrzebne w dobie problemów w łańcuchach dostaw i niedoborów.

1 lipca, w wieku 59 lat odszedł CEO Xerox, John Visentin, w związku z czym Xerox będzie musiał zmierzyć się z budową strategii. Wpływowym akcjonariuszem spółki pozostaje miliarder, Karl Icahn posiadający 22% udziałów, który znany jest z wywierania wpływu przedsiębiorstwa, których jest udziałowcem. W najbliższym czasie kwestia przejęcia ze strony HP może ponownie wrócić, prawdopodobnie ze wsparciem Icahna, który w przeszłości próbował do niej doprowadzić.

Spółka posiada atrakcyjny dla inwestorów opierających się na analizie fundamentalnej wskaźnik P/B na poziomie 0,54 oraz wskaźnik P/E na poziomie 12 przy średniej S&P 500 na poziomie 20,24.
Czy internet rzeczy zmieni świat 5
Z technicznego punktu widzenia walory Xerox notowane są obecnie w rejonie oporów wyznaczonych przez 50- dniową, wykładniczą średnią kroczącą (niebieska krzywa) oraz zniesienie 23,6% Fibo fali spadkowej zapoczątkowanej w marcu 2021. Źródło: xStation 5

Autor: Eryk Szmyd i Mateusz Czyżkowski, analitycy XTB

EBC wreszcie podnosi stopy procentowe

Posiedzenie EBC wywołało duże poruszenie na rynkach walutowych. Po 11 latach Europejski Bank Centralny podniósł stopy procentowe o 50 punktów bazowych. Ich wzrost był bardziej znaczący niż początkowo zakładano, ale nie był dużym zaskoczeniem dla rynków, gdyż przed posiedzeniem nie wykluczano takiej skali podwyżki. Interesująca była również prezentacja planu, który ma zapobiec fragmentacji rozwoju sytuacji na rynkach obligacji poszczególnych krajów strefy euro. Innymi słowy, EBC nie chce, aby oprocentowanie obligacji problematycznych gospodarek rosło znacznie szybciej niż tych zdrowych. Zostanie to osiągnięte poprzez większą elastyczność w reinwestowaniu obligacji będących w posiadaniu EBC.

Warto też zwrócić uwagę na wyniki z polskiej gospodarki. Produkcja przemysłowa spadła w czerwcu o 0,9% m/m i wzrosła o 10,5% r/r. Podczas gdy wzrost przemysłowy w ujęciu rocznym nadal wygląda wizualnie bardzo silnie, w danych przedstawianych miesięcznie widać już oznaki spowolnienia. Podobnie czerwcowa sprzedaż detaliczna (-1,4% m/m i +3,2% r/r) wyraźnie wskazuje, że polscy konsumenci zaczynają oszczędzać. Na podstawie danych wyrównanych sezonowo, szczytowy poziom sprzedaży detalicznej minął i druga połowa tego roku prawdopodobnie będzie charakteryzowała się słabszą konsumpcją. Wynika to głównie z negatywnych skutków inflacji, która obniża realne dochody gospodarstw domowych, przy czym ten spadek będzie się pogłębiał. Na to, że inflacja konsumencka nie przestanie przyspieszać, wskazują zmiany zarówno w cenach energii, jak i żywności.

Złoty w tym tygodniu lekko się umocnił, w piątek rano notowany był na poziomie 4,76 PLN/EUR, podczas gdy eurodolar w tym samym czasie notowany był na poziomie 1,014 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Columbus planuje budowę przemysłowego magazynu energii o mocy 133 MW

Columbus planuje budowę przemysłowego magazynu energii o mocy 133 MW, który powstanie w południowej Polsce. To pierwsza tego typu inwestycja spółki, a jej wartość może sięgnąć nawet 1 mld zł.

Columbus, poprzez spółkę, do której posiada prawa, uzyskał warunki przyłączenia dla przemysłowego magazynu energii o mocy 133 MW oraz pojemności 532 MWh, zlokalizowanego w południowej części kraju. Urządzenie pozwoli stabilizować sieć oraz zwiększy możliwości dla przyłączenia nowych źródeł OZE w regionie.

–  Magazyny energii są nie tylko kluczową technologią dla poprawy jakości funkcjonowania sieci energetycznych, ale także niezbędnym narzędziem dla transformacji energetycznej i zrównoważonego rozwoju kolejnych źródeł OZE w naszym kraju mówi Dawid Zieliński, prezes zarządu Columbus Energy S.A.To nasza pierwsza inwestycja w wielkoskalowy magazyn energii, a w planach mamy kolejne tego typu przedsięwzięcia. Magazyn energii o takiej mocy jest w stanie zasilić przez cały dzień 150 000 domów.

Realizacja przedsięwzięcia planowana jest na lata 2024-2026. Szacunkowa wartość inwestycji wynosi ok.1 mld zł.

Inwestorzy szybko odwrócili się od euro

Europejski Bank Centralny zrobił wariant wielokrotnie rozgrywany ostatnio w Polsce. Odważnej decyzji towarzyszyła konferencja prasowa, która zupełnie zmieniła wydźwięk decyzji. Pomimo dużej podwyżki rynki patrzą podejrzliwie na euro.

EBC podnosi stopy procentowe

Na wczorajszym posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego podjęto decyzję o podniesieniu stóp procentowych o 0,5%. Rynek oczekiwał wzrostu o 0,25%. To właśnie przez tę różnicę początkowa reakcja rynków była bardzo optymistyczna. Większa od oczekiwań podwyżka stóp procentowych spowodowała, że inwestorzy zaczęli nagle skupować europejską walutę. Zyskiwał również polski złoty i forint węgierski, jako waluty silnie powiązane z euro. Złoty zyskiwał nawet pomimo porannych słabszych danych na temat sprzedaży detalicznej. To był moment, kiedy rynki wierzyły, że EBC rozpoczyna swoją krucjatę antyinflacyjną.

Zimny prysznic na konferencji prasowej

Jak nietrudno wywnioskować z poprzedniego akapitu, nastroje szybko się zmieniły. Na konferencji prasowej okazało się, że wcale nie jest tak dobrze. Zaczęło się od tego, że owszem stopy procentowe rosną szybciej, ale by nie miało to zbyt silnego wpływu na gospodarki południa kontynentu, to będzie specjalny program skupu tamtejszych obligacji. W rezultacie mamy sytuację, gdzie jednocześnie zmniejszamy i zwiększamy ilość pieniądza na rynku. Do tego doszła informacja, że to nie jest początek cyklu, a EBC będzie podejmował decyzję na bieżąco na podstawie danych, zamiast sygnalizować swoją politykę z wyprzedzeniem. Co to znaczy w praktyce? Bankierzy widzą problemy z inflacją, ale boją się również recesji. Dzięki temu zabiegowi mają pełną elastyczność podnoszenia stóp i ewentualnego nietracenia twarzy, jak przez spowolnienie tego nie zrobią. Strasznie wygodne, ale komunikacja z rynkiem tak nie działa. Nie może zatem dziwić, że inwestorzy szybko odwrócili się od euro.

Więcej bezrobotnych za oceanem

W międzyczasie euro pomogły również dane z USA. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wzrasta tam z tygodnia na tydzień. Przekroczyła już 250 tysięcy. Poziom ten powoli zaczyna budzić niepokój. Nie można absolutnie mówić o panice, ale też nie da się udawać, że są to dobre dane. To taki uczciwy neutralny poziom, mogący sugerować, że stopa bezrobocia jest blisko stabilizacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl