Wyniki finansowe Biedronki za I półrocze 2022 roku

Ostatni wzrost inflacji spowodowany wojną na Ukrainie, problemy z łańcuchami dostaw, rosnące ceny i osłabienie tempa ożywienia gospodarczego w wyniku COVID-19 sprawiły, że konsumenci zaczęli zwracać większą uwagę na stosunek jakości produktu do ceny. W efekcie konsumenci w Polsce jeszcze uważniej starają się zarządzać swoimi wydatkami, niekoniecznie kupując taniej, ale raczej kupując to, na co ich stać.  Wśród firm widać zwiększone starania, by zapewnić dobre jakościowo produkty przy zachowaniu przystępności cenowej oraz dostosowaniu oferty do głównych priorytetów konsumentów, takich jak wygoda, personalizacja produktów i prostota.

Według Euromonitor International, Biedronka (Jeronimo Martins Polska SA) pozostaje niekwestionowanym liderem polskiego rynku spożywczego, generując 24% udziałów wartościowych w 2021 roku, podczas gdy drugi gracz Lidl generuje jedynie 10% sprzedaży wartościowej. Firma konsekwentnie realizuje swój plan rozwoju oraz skutecznie odpowiada na trendy konsumenckie. Jeronimo Martins inwestuje w działania związane z rozwojem zrównoważonym w całej swojej sieci. Na przykład, 89% produktów spożywczych dostępnych w sieci pochodzi od lokalnych dostawców, co jest ważne zarówno dla lokalnego biznesu, jak i społeczeństwa.

Postrzeganie dyskontów przez konsumentów zmieniło się znacząco w ostatniej dekadzie – od sklepów oferujących głównie tanie produkty o niskiej jakości do takich, które dysponują produktami o najlepszym stosunku jakości do ceny oraz są zlokalizowane w dogodnych miejscach. Globalny trend optymalizacji, który wynika z szybkiego rozwoju technologii – robotyzacji i automatyzacji – znacznie obniżył koszty wielu procesów. Korzystają na tym przede wszystkim sklepy z ograniczonym i ustandaryzowanym asortymentem, czyli dokładnie takim, jakie oferują dyskonty. Dlatego dyskonty mogą sprzedawać swoje produkty po wyjątkowo niskich cenach ze względu na wysoką efektywność w porównaniu z detalistami głównego nurtu. W związku z tym prognozuje się, że sklepy dyskontowe odnotują największy wzrost w kanałach spożywczych w Polsce – 4% wzrostu rocznie w ujęciu ciągłym w ciągu najbliższych 5 lat.

Mimo że konsumenci preferują najlepszy stosunek ceny do wartości, nie są gotowi poświęcać dużo czasu na szukanie ofert i rabatów podczas zakupów.  W oparciu o badanie Euromonitor International Lifestyles Survey, z 2022 roku, konsumenci w różnych grupach wiekowych w Polsce stali się mniej skłonni do spędzania czasu na poszukiwaniu okazji od 2016 roku. W 2016 roku 59% respondentów wspomniało, że lubi szukać okazji, podczas gdy w 2022 roku tylko 50% wybrało tę samą odpowiedź. Konsumenci raczej wolą odwiedzać zaufane marki sklepów, które oferują dobry stosunek wartości do jakości. Na podstawie tego samego badania Euromonitor, 31% Polaków planuje częściej robić zakupy w dyskontach w ciągu najbliższych 12 miesięcy, w porównaniu do 26% w 2016 roku.

Dyskonty w Polsce mają najwyższą penetrację w całkowitym handlu detalicznym artykułami spożywczymi w Europie. Oczekuje się, że kanał ten będzie dalej umacniał swoją pozycję w najbliższych latach. Biedronka jako wiodący gracz dyskontowy w Polsce ma ogromny potencjał do stabilnego rozwoju nawet w burzliwym czasie w Europie.

Marija Milasevic, Senior Consultant w Euromonitor International

Coraz mniej osób poszukuje mieszkań

Ograniczenie w dostępie do kredytów hipotecznych oznacza coraz mniejsze zainteresowanie zakupem mieszkań. Mimo słabszego popytu, najnowszy raport przygotowany przez ekspertów RynekPierwotny.pl, Metrohouse i Credipass wskazuje, że średnie ceny mieszkań w największych miastach nadal rosną.

Jak wiadomo, cykliczność jest stałym elementem rynku nieruchomości. Lata wzrostów cen i intensywnego rozwoju rynku przeplatają się z okresami korekt i stagnacji. Jednak są też czynniki, które bywają nieprzewidywalne. Wojna, pandemia, inflacja, globalne problemy gospodarcze – te i inne zdarzenia odciskają głębokie piętno na lokalnych rynkach nieruchomości. Decyzje banku centralnego dotyczące kolejnych podwyżek stóp procentowych zamykają drogę kolejnym grupom potencjalnych nabywców mieszkań do realizacji planów związanych z zakupem. – Rynek mieszkaniowy staje się otwarty dla dobrze sytuowanej klasy średniej, której dochody pozwalają na zaciągnięcie kredytu lub dla klientów gotówkowych, którzy nie muszą posiłkować się przy zakupie zewnętrznym finansowaniem, mówi Marcin Jańczuk z sieci biur nieruchomości Metrohouse, współautor raportu Barometr Metrohouse i Credipass II kw. 2022 r.

Jak w sytuacji kumulacji różnorakich czynników zareaguje rynek? Na to pytanie poznamy zapewne odpowiedź za kilka miesięcy, ponieważ rynek nieruchomości ze znamiennym opóźnieniem reaguje na pojawiające się wszelkie bodźce gospodarczo-rynkowe. – Odpływ z rynku klientów powinien w rezultacie wpłynąć na kształtowanie się poziomów cenowych dostępnych na rynku mieszkań. Nie jest to jednak tak oczywiste, ponieważ prawdopodobnym scenariuszem może stać się ograniczenie produkcji przez deweloperów oraz coraz liczniejsze wstrzymywanie się ze sprzedażą klientów indywidulanych, co nie stworzy obszaru dla zjawiska nadpodaży, komentuje Marcin Jańczuk z Metrohouse.

Na rynku pierwotnym ceny znowu w górę

Tymczasem w II kw. 2022 r. na rynku pierwotnym odnotowujemy wzrosty cen we wszystkich największych miastach wynoszące od 0,8 proc. do prawie 4 proc. Liderem wzrostów jest Wrocław (wzrost o 3,9 proc. kw./kw.). Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl twierdzi, że podwyżki dotyczące Warszawy (3 proc.) oraz Wrocławia, na pewno należy określić jako znaczące. – Stolica Dolnego Śląska już w najbliższym czasie może „przebić” kolejny próg cenowy. Tym razem chodzi o stawkę 11 000 zł/mkw. na rynku pierwotnym. Mimo cenowej pogoni, wrocławski rynek mocno ustępuje krakowskiemu i gdańskiemu pod względem oferty najdroższych mieszkań deweloperskich. Mowa o lokalach kosztujących ponad 15 000 zł/mkw.

Najwięcej takich drogich „M” znajdziemy oczywiście w cennikach stołecznych deweloperów. Na warszawskim rynku już co czwarte nowe mieszkanie kosztuje więcej niż 15 000 zł/m kw. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl, spośród sześciu analizowanych w Raporcie Barometr miast, w czterech średnia cena nowych mieszkań przekracza już 10 000 zł/m kw. Jedynie w Poznaniu i Łodzi stawki są niższe.Tab.1 - Zmiana średniej ceny ofertowej 2Q2022

Mieszkania z rynku wtórnego:  stabilizacja w kilku miastach

Na rynku wtórnym nie ma już takiej cenowej jednomyślności. W analizowanych przez Metrohouse sześciu największych miastach widać spore dysproporcje. Pierwsza grupa miast (Wrocław, Poznań, Łódź) to lokalizacje, w których można mówić o porównywalnych cenach do tych sprzed kwartału. W drugiej grupie (Kraków, Warszawa, Gdańsk) transakcje przeprowadzane w II kwartale pokazują silne zwyżki od 7 do 10 proc. Średnie ceny na rynku wtórnym w Gdańsku przekroczyły 11 tys. zł i są już wyższe od cen w stolicy Małopolski. Natomiast w Warszawie powoli zbliżają się do poziomu 13 tys. zł za m kw. Najciekawsze obserwacje przynosi jednak analiza wzrostów w skali r/r. Rekordzistą jest Gdańsk, gdzie ceny wprost wystrzeliły i są wyższe o 30 proc. od transakcji sprzed roku. Średnia kwota, jaką wydajmy tam na mieszkanie tylko nieznacznie ustępuje cenom stołecznym. Powyżej 10 proc. ceny wzrosły w Krakowie (16,3 proc.) i Warszawie (14 proc.).Tab. 2 - Średnie ceny transakcyjne 2Q2022

Jak można się było spodziewać, Indeks Popytu notuje swoje rekordowo niskie wartości. Silnie spadła liczba osób aktywnie poszukujących nieruchomości do zakupu. Natomiast na wysokim poziomie (41 proc.) utrzymuje odsetek zakupów inwestycyjnych. Ciekawe, czy coraz wyższe oprocentowanie lokat i rekordowo wysokie zainteresowanie obligacjami wpłynie na osłabienie aktywności klientów lokujących swoje nadwyżki na rynku mieszkań?

Coraz wyższe ceny mieszkań i specyfika obecnej sytuacji powoduje, że widoczne są dość istotne zmiany w parametrach nabywanych lokali. W Warszawie na rynku wtórnym 67 proc. nabywanych w II kw. 2022 r. mieszkań ma powierzchnię nie większą niż 50 m kw. To aż 19 pkt. proc. mniej niż rok temu. Wyraźnie więc widać, że w stolicy kupujemy coraz mniejsze mieszkania.  W koszyku innych największych miast również popularne są lokale do 50 m kw. (54 proc.), choć częściej niż w stolicy w transakcjach pojawiają się większe metraże.

Kredyty hipoteczne dostępne dla nielicznych

Rodzina zarabiająca łącznie 8 tys. zł. netto może liczyć na zdolność kredytową w średniej wysokości 246 tys. zł, choć przed rokiem było to 629 tys. zł. Wszystkiemu winne są wprowadzone w kwietniu rekomendacje KNF a przede wszystkim rosnące stopy procentowe. Nie wiemy, czy czekają nas jeszcze kolejne ich podwyżki i na ten moment trudno jest prognozować do jakiego poziomu możemy dojść. – Ciekawą sytuację obserwujemy na początku lipca na notowaniach stawek WIBOR, które symbolicznie od kilku dni zaczynają spadać. Może być to chwilowe wahnięcie lub sygnał, że dotknęliśmy już „dna” i sytuacja zaczyna się stabilizować. Do tego dochodzi fakt, że w ostatnich tygodniach już cztery banki obniżyły oprocentowanie stałe swoich kredytów hipotecznych, mówi Andrzej Łukaszewski ekspert finansowy Credipass. Aktualnie średnie oprocentowanie kredytu przy 20% wkładu własnego ze zmienną stopą procentową wynosi 9,09% a ze stopą stałą 9,16%, co też świadczy o pewnej stabilizacji ofert.

Obecna sytuacja sprawia, że II kw. 2022 r. był jednym z najsłabszych w ostatnich latach jeśli chodzi o wartość nowo podpisanych umów o kredyt hipoteczny. Autorzy raportu oceniają, że wolumen kredytów hipotecznych w II kw. przekroczy nieznacznie 14 mld zł.

Wybory w USA – w tym roku odbicie rynku może być jeszcze większe

Śródterminowe wybory w USA odbędą się za cztery miesiące, kiedy to amerykańscy wyborcy pójdą do urn, aby wybrać całą 435-osobową Izbę Reprezentantów, jedną trzecią 100-osobowego Senatu, a także dwie trzecie gubernatorów z 50 stanów.

Republikanie wydają się korzystać z tradycyjnych anty inkumbenckich nastrojów partyjnych, niskiego poparcia prezydenta Bidena, a także powszechnych obaw o inflację, a sondaże pokazują, że odzyskają kontrolę nad Izbą Reprezentantów, a jednocześnie zdobędą kontrolę nad Senatem dzięki łatwemu zwycięstwu w Kongresie. Prawdopodobnie spowoduje to dalszy impas w polityce USA i zwiększy ryzyko polityczne, jeśli Stany Zjednoczone wpadną w recesję i konieczne będzie podjęcie dwupartyjnych działań fiskalnych.

Miesiące poprzedzające wybory śródterminowe zazwyczaj są niesprzyjające dla rynków akcji, ale po nich przeważnie następuje pewna ulga. Ten tradycyjny dla tego sezonu trend, jeśli zrówna się ze słabnącą inflacją i końcem podwyżek stóp procentowych FED (co – jak się spodziewamy – pobudzi rynki globalne), może teraz zostać zintensyfikowana.

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

LinkedIn, Microsoft i Adidas wśród najczęściej wykorzystywanych marek przez hakerów

  • LinkedIn wciąż jest najczęściej wykorzystywaną marką w atakach phishingowych (45%)
  • Największy wzrost w drugim kwartale odnotował Microsoft, którego znaki graficzne wykorzystywane były w 13% wszystkich prób phishingu z wykorzystaniem wizerunku znanych marek
  • W pierwszej dziesiątce rankingu pojawiły się również zupełnie nowe marki, takie jak Adidas, Adobe i HSBC

Cyberprzestępcy, chcąc wykraść nasze dane, najchętniej podszywają się pod znane marki portali społecznościowych oraz firmy technologiczne. W ostatnich miesiącach blisko połowa ataków phishingowych wykorzystujących znane marki była opatrzona logo LinkedIn. Jednocześnie hakerzy coraz częściej podszywają się pod Adidasa, Adobe czy bank HSBC – ostrzega Check Point Research.

W kwietniu, maju i czerwcu analitycy Check Point Research zaobserwowali, że platforma społecznościowa dla profesjonalistów LinkedIn wciąż jest najczęściej wykorzystywaną marką w atakach phishingowych. Udział LinkedIna w „torcie phishingowym” nieznacznie spadł: z 52% w pierwszym kwartale do 45% wszystkich w kwartale drugim. Badania Check Pointa wykazały jednocześnie, że portale społecznościowe nadal są instytucjami, pod które najczęściej podszywają się hakerzy. Na drugim miejscu tym razem znalazły się firmy technologiczne, które wymieniły się pozycją z firmami kurierskimi.

Największy wzrost w drugim kwartale odnotował Microsoft, którego znaki graficzne wykorzystywane były w 13% wszystkich prób phishingu z wykorzystaniem wizerunku znanych marek. Był to wynik ponad dwukrotnie wyższy niż na początku roku 2022. Eksperci Check Pointa zauważają, że phishing wykorzystujący konta Microsoft stanowi zagrożenie zarówno dla osób prywatnych, jak i organizacji, bowiem zdobywając dane logowania do naszych kont, hakerzy uzyskują dostęp do wszystkich aplikacji, które za nimi stoją, takich jak Teams czy SharePoint; to także zwiększone ryzyko narażenia konta e-mail w Outlooku.

Trzecie miejsce (spadek z drugiego), z 12% udziałem, przypadło DHL-owi. W pierwszej dziesiątce rankingu pojawiły się również zupełnie nowe marki, takie jak Adidas, Adobe i HSBC.

Jak wyjaśniają eksperci Check Point Research, atak typu brand phishing nie tylko wykorzystuje nasze zaufanie do znanych marek, ale także oddziałuje na ludzkie emocje, takie jak strach przed utratą korzystnej oferty. Konsumenci klikają w pośpiechu, bez uprzedniego sprawdzania czy wiadomość e-mail rzeczywiście pochodzi od danej marki.

– Linkedin i Microsoft to dwie najczęściej naśladowane marki. Dla nas to sygnał, że cyberprzestępcy nadal uważają pracę zdalną za atrakcyjny trend do wykorzystywania exploitów. E-maile phishingowe są ważnym narzędziem w arsenale każdego hakera, ponieważ można je szybko wdrożyć i mogą dotrzeć do milionów użytkowników przy stosunkowo niskich kosztach. Dają one cyberprzestępcom możliwość wykorzystania reputacji marek, w celu przejęcia danych osobowych lub istotnych informacji handlowych i – w efekcie – korzyści finansowych – mówi Wojciech Głażewski Country Manager firmy Check Point Software w Polsce.

Najpopularniejsze marki wykorzystywane w atakach phishingowych w II kwartale 2022 r.

  1. LinkedIn (45%)
  2. Microsoft (13%)
  3. DHL (12%)
  4. Amazon (9%)
  5. Apple (3%)
  6. Adidas (2%)
  7. Google (1%)
  8. Netflix (1%)
  9. Adobe (1%)
  10. HSBC (1%)

84%-procentowy wzrost powierzchni magazynowej dedykowanej do obsługi e-commerce w Polsce od 2019 roku

7,35 mln mkw. powierzchni magazynowej w Polsce, czyli 30,7% całkowitej podaży, przeznaczone jest do obsługi e-commerce. Największy wzrost tego rodzaju powierzchni zaobserwowano w województwach: dolnośląskim, wielkopolskim oraz śląskim – wynika z raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield: „E-commerce pęka w szwach, a magazyny razem z nim”.

Ubiegły rok był rekordowy pod względem dostarczanej powierzchni magazynowej

Wolumen nowych umów najmu (popyt netto) w ciągu ostatnich 12 miesięcy wyniósł 5,8 mln mkw., co stanowi wzrost o 68% w porównaniu do roku 2020. Wysokie zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe wynika z potrzeby dywersyfikacji sieci logistycznej dostosowanej do potrzeb rynku e-commerce, a także zatorów zauważalnych wciąż w globalnych łańcuchach dostaw, co skłania wiele firm do zwiększania poziomu zapasów.

Warto podkreślić, że tylko w ciągu pięciu ostatnich lat na polski rynek dostarczono 12,5 milionów mkw. nowej powierzchni magazynowej – jest to ponad 50% całego rynku. Mamy więc w Polsce dominującą przewagę nowoczesnych budynków magazynowych spełniających najwyższe standardy i wymagania, co odróżnia nas od rynków Europy Zachodniej, gdzie sporą część zasobów stanowią magazyny znacznie starsze i niekwalifikujące się do kategorii „A” – komentuje Damian Kołata, Partner, Head of Industrial & Logistics Agency Poland, Head of E-Commerce CEE, Cushman & Wakefield.

Ponad 7 mln mkw. powierzchni magazynowej dedykowane pod e-handel

Biorąc pod uwagę wolumen powierzchni magazynowej w Polsce, wzrost tej przeznaczonej na potrzeby e-commerce na przestrzeni ostatnich trzech lat osiągnął aż 84% – w 2019 roku wskaźnik ten wyniósł 3,9 mln mkw., a obecnie jest to 7,35 mln mkw. Z kolei udział powierzchni przeznaczonej do obsługi e-commerce w całkowitym ujęciu powierzchni magazynowej w Polsce wyniósł o 6,2 pp. więcej; odnotowano wzrost z 24,5% w 2019 roku do 30,07% obecnie.

Największe nasycenie magazynów, których działalność ukierunkowana jest na e-commerce, zauważalne jest w województwie dolnośląskim, łódzkim oraz śląskim. Powierzchnie magazynowe poświęcone obsłudze rynku e-commerce wynoszą tu odpowiednio: 1 445 000 mkw., 1 046 000 mkw. i 1 032 000 mkw. Popularność tych regionów wynika z ich sąsiedztwa z rynkami zagranicznymi. Takie inwestycje znajdują się m.in. wzdłuż trasy S3 w zachodniej Polsce (np. Legnica, Głogów, Zgorzelec, Słubice, Rokitno, Świebodzin, Zielona Góra, Gorzów Wielkopolski).

Województwo dolnośląskie, wielkopolskie i śląskie z najwyższym wzrostem powierzchni dedykowanej pod obsługę branży e-commerce

W ujęciu regionalnym zachodnie regiony Polski zanotowały najwyższy wzrost powierzchni magazynowej przeznaczonej do obsługi e-commerce w stosunku do 2021 r. W kontekście udziału powierzchni magazynowej wykorzystywanej do obsługi rynku e-commerce w relacji do całkowitej powierzchni tego typu, wyróżnia się województwo dolnośląskie (729 tys. mkw. podaży), w którym odnotowano 102%-owy wzrost tego typu powierzchni. Województwa wielkopolskie (579 tys. mkw.) i śląskie (411 tys. mkw.) zanotowały odpowiednio 142% i 66%-owy wzrost.

Euro nie otrzymało wsparcia od Lagarde

Plotki okazały się faktem. Europejski Bank Centralny podniósł stopy procentowe o 50 punktów bazowych, choć na czerwcowym posiedzeniu zapowiadano ruch o 25 pb. Euro zyskało chwilę po decyzji. W trakcie konferencji prasowej niestety ruch aprecjacyjny został zredukowany a próba wyjścia EUR/USD ponad 1,0265 okazała się nieudana.

Ruch o 50 punktów bazowych nie był w pełni wyceniony. Widać to było chwilę po 14:15, kiedy rynek obiegła informacja o decyzji EBC. Kupujący podeszli jednak do sprawy zachowawczo i czekali na słowa Christine Lagarde. Tu widzieliśmy rozczarowanie i w konsekwencji osłabienie wspólnej waluty.

Wczorajsze wyjście EBC z ujemnych stóp procentowych było bez wątpienia wydarzeniem historycznym. Rada Prezesów przechodzi jednak do podejścia polegającego na podejmowaniu decyzji z posiedzenia na posiedzenie. Pamiętamy, że w czerwcu komunikowano mały krok w lipcu (25 pb) oraz większy we wrześniu. W tym momencie EBC wycofał się z klarownych deklaracji o mocniejszej podwyżce na początku jesieni, uzależniając ją od napływających danych dotyczących inflacji. Można przypuszczać, że EBC po prostu zamienił kolejnością decyzje o wzroście stóp procentowych. Co najważniejsze ostateczny pułap, do którego może zaprowadzić cykl podwyżek, w żaden sposób się nie zmienił. Dlatego też euro nie było w stanie zyskać względem dolara podczas wczorajszego handlu.

Mocniejsza wczorajsza zmiana parametrów polityki monetarnej była z pewnością możliwa dzięki wprowadzeniu nowego narzędzia o nazwie TPI (Transmission Protection Instrument) – który ma na celu ograniczanie rozszerzania się spread’ów między obligacjami państw strefy euro. Radę skłoniły do tego ostatnie duże rozbieżności w rentownościach między papierami włoskimi a niemieckimi. TPI to nic innego jak skup obligacji. Jednak, żeby dany kraj otrzymał takie wsparcie musi spełnić kilka warunków, m.in. prowadzić zrównoważoną politykę makroekonomiczną oraz fiskalną (zgodną z ramami fiskalnymi UE).

Euro nie osłabiło się bardziej tylko dlatego, że kryzys energetyczny został przesunięty jedynie w czasie. Gaz do Europy znów płynie i na moment to ryzyko zostało zażegnane. Ale niepewność pozostaje. UE wezwała wczoraj do znacznego ograniczenia zużycia gazu o 15 proc. w ciągu najbliższych ośmiu miesięcy i zagroziła obowiązkowym racjonowaniem. Prezydent Rosji zapowiedział dalsze ograniczenie dostaw na przyszły tydzień. Nie można również wykluczyć całkowitego odcięcia.

Notowania pary EUR/USD są aktualnie „zamknięte” w wąskiej konsolidacji pomiędzy poziomami 1,0270 a 1,0153.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Managed Services: czym jest ta usługa i dlaczego się opłaca?

W ostatnich latach zainteresowanie Managed Services rośnie. Coraz więcej firm dostrzega, że współpraca z partnerem, który w pełni przejmuje określony proces, po prostu się opłaca. Czy Twoja firma również powinna skorzystać z Managed Services? W jakich obszarach można liczyć na wsparcie? I wreszcie, co można zyskać, decydując się na Managed Services?

Na czym dokładnie polega Managed Services?

Managed Services (usługi zarządzane) to rozwiązanie polegające na przekazaniu realizacji określonego procesu zewnętrznemu dostawcy. Najczęściej Managed Services dotyczą usług IT, co jest spowodowane szybkim tempem rozwoju nowych technologii – wewnętrzne działy IT nie nadążają za zmianami, pojawiają się też braki kadrowe. Jednocześnie równie często firmy szukają podmiotów specjalizujących się w marketingu, HR czy finansach (np. zapobieganiu i wykrywaniu nadużyć finansowych).

Mimo że Managed Services mogą kojarzyć się outsourcingiem, to jednak ta usługa jest bardziej wyspecjalizowana i kompleksowa. W tym przypadku na zewnątrz organizacji nie zleca się jedynie wycinka zadań z danego obszaru – dostawca przejmuje cały proces. W ramach Managed IT Services klient może liczyć choćby na opiekę nad systemami operacyjnymi czy bazami danych. Więcej na ten temat dowiesz się ze strony: prodataconsult.pl/uslugi/managed-services/.

Jakie problemy rozwiązuje?

Atrakcyjność modelu Managed Services można postrzegać przez pryzmat zarówno jakości, jak i finansów. Firma, która zdecyduje się powierzyć zewnętrznemu dostawcy proces z zakresu IT, rozwiązuje następujące problemy:

  • brak specjalistów w dziale IT – dostawca Managed Services zatrudnia specjalistów i ma dostęp do know-how, dzięki czemu jest w stanie usunąć zgłoszone awarie czy wesprzeć w wyborze technologii i budowie dedykowanych rozwiązań,
  • zbyt wysokie koszty utrzymania działu IT – współpraca z zewnętrznym dostawcą eliminuje niepewność kosztów; klient otrzymuje fakturę i dokładnie wie, za co płaci, dzięki czemu łatwiej mu zaplanować budżet,
  • rozproszenie uwagi, niemożność skupienia się na priorytetach – wybór Managed IT Services pozwala skoncentrować się na podstawowym zakresie działalności firmy, bez potrzeby ciągłego angażowania się w funkcjonowanie działu IT.

Managed IT Services: jak przebiega wdrożenie?

Zauważasz, że Twojej firmie coraz trudniej utrzymać dział IT? Brakuje specjalistów, koszty rosną oraz pojawiają się awarie i błędy, które powodują przestoje? Rozwiązaniem kłopotów mogą być właśnie Managed IT Services.

Ich wdrożenie wymaga określenia aktualnych potrzeb i budżetu, w jakim powinien zmieścić się wybrany dostawca. Dopiero następnym krokiem jest jego poszukiwanie. Wybierając dostawcę, szczególną uwagę trzeba zwrócić na jego doświadczenie, staż na rynku czy rekomendacje otrzymane od klientów.

Decyzja o wyborze dostawcy usług IT wymaga też sprawdzenia, czy zapewnia on elastyczny model współpracy. Najlepiej, aby firma nie wymagała terminowej umowy. To spowoduje, że w razie konieczności możliwe będzie np. przejście z kompleksowej obsługi do współpracy w modelu time and material.Pragmatic Coders - Managed services dla NSM

Polacy kupują wycieczki, jakby jutra miało nie być

Sezon turystyczny na Pomorzu Zachodnim rozpędza się. Nie ma mowy o 100% obłożeniu, ale zainteresowanie turystów jest większe niż przedsiębiorcy spodziewali się w maju i w czerwcu. Jak wygląda sytuacja biur podróży? Zrzeszone w Izbie organizacje zapewniają, że sezon jest bardzo dobry, mimo wzrostu cen i relatywnie sporej niepewności związanej np. z lotami samolotów. – Turystyka odrodziła się po pandemii COVID-19, ale potem całą branże przydusiła wojna w Ukrainie oraz inflacja. Z relacji naszych przedsiębiorców wynika, że jesteśmy tak spragnieniu odpoczynku, że często wydajemy na niego ostatnie pieniądze. To jest trochę znak czasów, że obecna sytuacja gospodarcza sprawia, że decydujemy się na wyjazd teraz, nawet jeżeli jest to delikatnie w sprzeczności z racjonalnym planowaniem naszego domowego budżetu – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Szturm na biura podróży mimo wojny w Ukrainie i inflacji

Relacje przedsiębiorców zrzeszonych w Północnej Izbie Gospodarczych zajmujących się obsługą turystyczną są pozytywne. To jest dobry sezon, a zainteresowanie Polaków wyjazdami za granicę jest wyższe niż się spodziewano. Przedsiębiorcy przyznają jednak, że zarówno inflacja jak i wojna w Ukrainie są generatorami niepewności. Nie ma jednak takich sytuacji, by Polacy masowo rezygnowali z urlopów.

– Jest wiele osób, które nie jeździły nigdzie przez dwa lata z powodu pandemii i w tym roku jadą, nawet jeżeli te ceny są wyższe. Niektórzy mówią: jak nie teraz to kiedy? – mówi Agnieszka Strojny z biura podróży Aga Holiday. – W tym roku trochę kupujemy „jakby jutra miało nie być”. Klienci mówią, że nie wiedzą czy w przyszłym roku będzie ich stać, więc jadą na wczasy i chcą po prostu odpocząć od problemów. Poza tym urlop zagranicą i tak jest pewnie tańszy niż urlop w polskich kurortach – dodaje ekspertka. – Turcja, Grecja, Hiszpania, Egipt. Klienci interesują się egzotyką, bo coraz częściej daleka podróż jest tańsza albo podobna cenowo niż kraje europejskie – mówi Agnieszka Strojny.

Katarzyna Derlecka z biura podróży Britas przyznaje, że od maja ilość klientów w biurach podróży przybywa, choć pierwszy kwartał roku 2022 z powodu wojny w Ukrainie był bardzo ciężki. – Mimo wzrostu cen biletów i benzyny, to klienci są spragnieni wczasów. Mamy wysokie obłożenie w krajach europejskich, ale także połączenie Szczecin-Turcja jest prawdziwym przebojem. – Nie odrodziła się jeszcze turystyka biznesowa. Spotkania online sprawiły, że połączenia krajowe w tygodniu cieszą się mniejszym zainteresowaniem niż przed pandemią – dodaje Katarzyna Derlecka. Eksperci przyznają, że oferty turystyczne krajowe również cieszą się zainteresowaniem, ale tutaj w dużej mierze wypoczywający decydują się na samodzielne poszukiwanie zarówno hoteli jak i atrakcji turystycznych.

Polacy jadą zagranicę, ale czy turyści z zagranicy przyjeżdżają do Polski?

– Silna turystyka to ważny sektor naszej gospodarki. Jako Północna Izba Gospodarcza aktywnie działamy na rzecz naszych hoteli, obiektów gastronomicznych oraz szeroko rozumianego sektora wypoczynkowego. Widzimy, że zainteresowanie Polską turystów z zagranicy jest duże, ale to wciąż nie jest sytuacja idealna. Budowa bazy hotelowej, która będzie atrakcyjna dla osób spoza Polski trwało wiele lat. Hotele i organizatorzy wycieczek bardzo liczą, że turystów będzie przybywać. Niestety wojna w Ukrainie sprawiła, że ten ruch w pierwszym półroczu był mniejszy niż przed pandemią, ale i tak delikatnie wyższy niż w roku 2021 – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– Informacje, jakie otrzymujemy od hoteli są raczej pozytywne. Nie ma obłożenia na poziomie 100%, ale statystyki z czerwca i lipca są lepsze niż się spodziewano – dodaje Hanna Mojsiuk.

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie jest organizatorem kampanii informacyjnej „Polska jest bezpieczna na wakacje” w której informujemy o atrakcjach zachodniopomorskiego pasa nadmorskiego i dementujemy informacje o tym, że wojna w Ukrainie sprawiła, że wypoczynek tutaj jest naznaczony jakimkolwiek dyskomfortem czy zagrożeniem.

Rośnie rynek kamperów i elektryków

Chociaż czasowo rynek kamperów wykazuje wyniki słabsze niż w roku ubiegłym to pamiętajmy, że wciąż znajdujemy się poza sezonem. Można przypuszczać, że w kolejnych miesiącach zainteresowanie kamperami będzie rosło. Szczególnie zainteresowanie firm, które te kampery użyczają – zakup kampera na własne potrzeby często jest decyzją mało opłacalną, bo są to pojazdy drogie. Niemniej jednak w ostatnich latach widać, szczególnie w okresie pandemii, że zainteresowanie podróżami indywidualnymi z wykorzystaniem pojazdu z zabudową umożliwiającą nie tylko przemieszczanie się, ale przede wszystkim swobodne mieszkanie w tym pojeździe, rosło – a w przyszłości będzie jeszcze większe. To jest jeden ze środków transportu – nasz dom na kółkach, który będziemy wykorzystywali w okresie urlopowym.

– Nie jest to oczywiście jedna jedyna możliwość. Każdy, kto posiada samochód, może swobodnie się przemieszczać. Koszty przemieszczania co prawda znacząco wzrosły ze względu na ceny paliw, niemniej jednak ta swoboda wciąż pozostaje – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego SAMAR. – Samochody elektryczne w Polsce są wciąż niszą, chociaż rynek samochodów elektrycznych w porównaniu do rynku samochodów z napędem klasycznym rośnie. Te wzrosty są wysokie – bo przekraczają poziomy 30% – niemniej jednak to wciąż 1% całego rynku. Niestety, wielu osób nie stać na zakup samochodu elektrycznego, bo wciąż są zdecydowanie droższe od aut z napędem klasycznym. Dodatkowo, surowce częściowo potrzebne do produkcji elektryków pochodziły z ryku rosyjskiego – a więc ich dostępność dzisiaj jest ograniczona, a ceny wzrosły o wiele bardziej niż innych surowców. Do tego auta elektryczne są ściśle związane z infrastrukturą ładowania i tu wielu potencjalnych kandydatów na kierowców czy właścicieli samochodów elektrycznych zadaje sobie pytanie, czy to już jest ten moment do zakupu elektryka. Może się okazać, że nie ma go gdzie ładować. Choć to niepotrzebne obawy – ja jeżdżę elektrykiem, łatwo go ładować, można jeździć, a jak się ma dom i fotowoltaikę, to koszty bieżące eksploatacji auta są bardzo rozsądne – zachęca Drzewiecki.

EBC podniósł stopy po raz pierwszy od 11 lat

Rada Prezesów Europejskiego Banku Centralnego zdecydowała o podwyżce stóp o 50 pb z -0,5 pp. do zera. Podwyżka jest większa niż wynikało z zapowiedzi EBC przed miesiąca – wtedy anonsowano podniesienie stóp o 0,25 pb. Skala podwyżki jest jednak wynikiem coraz mocniejszej inflacji w strefie euro oraz rosnącej presji na osłabienie euro. Zgodnie z zapowiedziami, od początku lipca EBC zakończył powiększanie swojego programu skupu aktywów.

Podwyżka ma pomóc w walce z inflacją która w czerwcu w strefie euro wyniosła 8,6 proc. (dla porównania w Polsce było to 15,5 proc.). Między poszczególnymi krajami w strefie występują jednak znaczące różnice. Najwyższą inflację notują Estonia – 22 proc., Litwa – 20,5 proc., Łotwa – 19,2 proc. oraz Słowacja – 12,6 proc. Najniższa zaś jest na Malcie – 6,1 proc., we Francji – 6,5 proc. oraz w Finlandii – 8,1 proc.. Inflacja w Niemczech, największej gospodarce w strefie euro wynosi 8,2 proc.

EBC bardzo późno rozpoczyna swój cykl podwyżek stóp. Amerykański FED rozpoczął taki cykl w marcu br., a RPP – w październiku 2021. Opóźnienie jest związane ze znacznym strukturalnym zróżnicowaniem gospodarki strefy euro, co przekłada się na różnice w inflacji i wzroście gospodarczym. Walka z wysoką inflacją w części krajów mogłaby bowiem doprowadzić do silnej recesji w innych krajach. Stąd bardzo ostrożna polityka EBC.

Jednak rynek wywierał ostatnio na EBC coraz mocniejszą presję, głównie poprzez znaczne osłabienie euro. 12 lipca przez chwilę za jedno euro płacono mniej niż za jednego dolara, co było sytuacja nienotowaną od prawie 20 lat. Przed decyzję o podwyżce euro nieznacznie się jednak umocniło i obecnie 1 euro kosztuje 1,02 dolara. Podwyżka stóp może pomóc w ustabilizowaniu kursu euro.

Podwyżka stóp będzie tez oznaczać wyższe kosztu obsługi długu przez kraje strefy euro. EBC zdecydowało się wdrożyć program, który ma zapobiegać fragmentacji, czyli znacznemu zróżnicowaniu oprocentowania obligacji między krajami. To pomoże obniżyć koszty obsługi długu przez kraje postrzegane jako bardziej narażone na ryzyko recesji i jej skutków. W strefie euro, najmniej za swoje obligacje płacą obecnie Niemcy – 1,29 proc., a najwięcej, pogrążeni w kolejnym kryzysie politycznym, Włosi – 3,69 proc.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Administrator rapidu.net i darkw.pl zapłaci CANAL+ za naruszenia praw autorskich

W ramach monitoringu sieci Internet, prowadzonego przez Sekcję dw. z Piractwem CANAL+ Polska S.A., wykryto, że w serwisach internetowych funkcjonujących pod adresami rapidu.net, darkw.pl oraz freshfile.pl, zarządzanych przez tego samego Administratora, użytkownicy tych serwisów udostępniają i tym samym rozpowszechniają, w formie plików możliwych do pobrania przez innych użytkowników, znaczne ilości utworów, w tym m.in. filmy i seriale do których prawa posiada Spółka.

Sekcja dw. z Piractwem CANAL+ Polska od dawna obserwowała serwisy rapidu.net, darkw.pl oraz freshfile.pl podejmując szeroko zakrojone działania zmierzające do zaprzestania naruszeń w nich dokonywanych. Od stycznia 2019 roku lutego 2022 roku pracownicy Sekcji dw. z Piractwem CANAL+ Polska wykryli w samym tylko serwisie rapidu.net ponad 240 tys. plików z filmami, serialami oraz innymi materiałami audiowizualnymi, do których Spółka posiada prawa. O ogromnej skali nielegalnego rozpowszechniania bez zgody podmiotów uprawnionych, świadczą również dane z raportu przejrzystości firmy Google zawierające informacje o żądaniach usunięcia linków/adresów URL z wyników wyszukiwania, mogących naruszać prawa autorskie. W przypadku domeny rapidu.net Google na wniosek ponad 600 podmiotów z całego świata, w tym CANAL+ Polska, HBO, Fox, Disney, Netflix, CD Projekt, TVN i wielu innych, usunął ponad 12,6 miliona adresów URL, co plasuje ten serwis na 20 miejscu w globalnym rankingu.

Serwisy zostały wyłączone przez administratora w wyniku działań wielu podmiotów oraz organów ścigania.

Administrator rapidu.net oraz innych powiązanych ze stroną serwisów (darkw.pl i freshfile.pl) zawarł z CANAL+ porozumienie i przekazał CANAL+ Polska domeny rapidu.net oraz darkw.pl oraz zapłaci za naruszenie praw autorskich.

W wyniku podjętych rozmów dotyczących działalności serwisów rapidu.net, darkw.pl oraz freshfile.pl, CANAL+ Polska oraz Administrator zawarli porozumienie i polubownie, w sposób satysfakcjonujący obie strony, zakończyli spór.

Serwisy zostały wyłączone przez administratora w wyniki działań wielu podmiotów oraz organów ścigania.

W ramach zawartego porozumienia Administrator rapidu.net, darkw.pl oraz freshfile.pl uznał roszczenia CANAL+ Polska dotyczące naprawienia wyrządzonej szkody poprzez zapłatę ustalonej kwoty, podjął działania zapobiegające podobnym naruszeniom w przyszłości, czego domagała się Spółka, zdecydował nie kontynuować ich funkcjonowania, zobowiązał się, że w przyszłości nie będzie prowadził tego typu serwisów a także przekazał CANAL+ Polska domeny rapidu.net oraz darkw.pl.

Przekazane domeny wykorzystywane są obecnie do budowania świadomości wśród dotychczasowych użytkowników rapidu.net oraz darkw.pl, informując ich o legalnej ofercie serwisu CANAL+ online. To pierwsza tego typu inicjatywa w Polsce, która z jednej strony pokazuje skuteczność CANAL+ Polska w działaniach antypirackich i poważne podejście do ochrony własności intelektualnej a z drugiej demonstruje innowacyjny sposób edukowania i promowania legalnej oferty wśród użytkowników, którzy dotychczas korzystali z treści nielegalnie rozpowszechnianych.

Rekordowe dane GUS, czyli „łabędzi śpiew” prosperity budownictwa mieszkaniowego

Najnowsza informacja GUS, komunikująca wstępne wyniki budownictwa mieszkaniowego w czerwcu oraz w pierwszym półroczu bieżącego roku, wciąż nie koresponduje z postępującym załamaniem sprzedaży lokali deweloperskich, którego rynek pierwotny doświadcza już od trzech kwartałów. Niestety, są to zapewne ostatnie symptomy inwestycyjnego eldorado budowniczych mieszkań.

Narastająca od końca ubiegłego roku nierównowaga popytowo-podażowa na pierwotnym rynku mieszkaniowym, znalazła ostatnio potwierdzenie w statystykach sprzedaży deweloperów giełdowych. Jak przeanalizowali eksperci portalu RynekPierwotny.pl, kontraktacja branżowych tuzów tąpnęła rok do roku o ponad 40 proc. i aż 16 proc. w relacji kwartał do kwartału. To najlepiej obrazuje stan koniunktury rynkowej, który sugerowałby przynajmniej stopniowe ograniczanie produkcji nowych lokali przez deweloperów, choćby w trosce o utrzymanie rynkowej stabilności bez ryzyka pompowania nawisu podażowego. Tymczasem dwie główne GUS-owskie statystyki inwestycyjne wciąż mierzą się z rekordowymi poziomami, a relatywne osłabienie widać jedynie w przypadku mieszkań oddawanych do użytkowania.Dane GUS - 2018 - 2022

Tym razem na plan pierwszy wysuwają się GUS-owskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym, komunikujące wciąż brak słabnięcia rynkowej euforii inwestycyjnej. W sumie w czerwcu w ramach wszystkich form budownictwa wydano 34810 przedmiotowych decyzji administracyjnych, co jest najwyższym wynikiem w historii. Główna w tym zasługa deweloperów, którzy rezultatem blisko 26 tys. pozwoleń pobili swój rekord z grudnia 2020 roku. Tym samym wynik ogółem pierwszego półrocza zrównał się prawie z wynikiem analogicznego okresu ub. roku, a deweloperzy poprawili go o ponad 7 proc.

Jak wiadomo nowe pozwolenia na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów oraz wiarygodnym wskaźnikiem ich optymizmu inwestycyjnego. Jednak w dzisiejszych warunkach rynkowych tego typu relacja traci na aktualności, pozostawiając pole do popisu efektowi znacznej różnicy w czasie od złożenia wniosku o pozwolenie do momentu jego uzyskania.

Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl nie mniej ciekawie ma się sytuacja z nowymi inwestycjami. W czerwcu było ich ogółem 24 tys., o kilka procent mniej rdr. Tymczasem sami deweloperzy osiągnęli w minionym miesiącu wynik blisko 16 tys. rozpoczętych mieszkań, czyli jeden z kilku najlepszych w rynkowej historii, korespondujący z ich rekordowym rezultatem z marca 2021.

W tym miejscu mamy oczywiście do czynienia z efektem ucieczki przed regulacjami noweli ustawy deweloperskiej, która wchodząc w życie z początkiem lipca dość poważnie skomplikowała działalność gospodarczą branży budowniczych mieszkań. Mimo wszystko zarówno ogółem, jak i u samych deweloperów mamy słabsze pod tym względem półrocze rdr o blisko jedną piątą.

W związku z tym kwestią pozostaje jedynie skala osłabienia aktywności inwestycyjnej deweloperów w drugim półroczu. Oni sami oceniają tegoroczny spadek nowych inwestycji na mniej więcej 40 proc. względem roku poprzedniego, co należy uznać za bardzo prawdopodobną prognozę. Nie lepiej będzie z inwestorami budującymi na własne potrzeby. W tym przypadku czerwiec okazał się bardzo słaby, zapowiadając dalsze spadki wolumenów budów domów jednorodzinnych w kolejnych miesiącach. Przyczyną są przede wszystkim rosnące koszty budowy połączone z załamaniem zdolności kredytowej Polaków.

Z kolei statystyki lokali oddawanych do użytkowania, najmniej istotne dla oceny bieżącej koniunktury, wciąż trzymają się na przeciętnych, jednak w obecnej sytuacji zadowalających poziomach, bliższych dolnemu zakresowi wahań. W tym przypadku zdecydowanego regresu nie należy oczekiwać w najbliższej przyszłości, co jest oczywistym efektem charakteru tej kategorii danych, odzwierciedlających stan koniunktury rynkowej sprzed około 2 lat.

W sumie bardzo dobre czerwcowe wyniki inwestycyjne rynku mieszkaniowego tym razem nie zapowiadają kontynuacji boomu budowlanego, a wręcz są przysłowiowym „łabędzim śpiewem” prosperity budownictwa mieszkaniowego, co jest dość osobliwym znakiem obecnych czasów.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

W transporcie brakuje nawet 150 tysięcy kierowców

– Jesteśmy w stanie wyszkolić i znaleźć pracę każdej liczbie kierowców – mówi Aleksander Igielski, dyrektor zarządzający w Grupie Igielski w Szczecinie. Eksperci Północnej Izby Gospodarczej przyznają wprost, że tak dramatycznej sytuacji w sektorze transportowym jeszcze nie było. Według różnych szacunków na rynku pracy brakuje obecnie przynajmniej 150 tysięcy osób gotowych do pracy w charakterze kierowcy zawodowego. – Brakuje kierowców na trasach krajowych, międzynarodowych, w komunikacji miejskiej, właściwie do każdy, kto ma uprawnienia i chęci do pracy to znajdzie w tym zawodzie zatrudnienie bez większego problemu – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Obawiamy się, że zaraz nie będzie komu wozić węgla i produktów spożywczych do dyskontów”

Nie ma jasnej ewidencji na której można się opierać oceniając braki kadrowe w sektorze transportowym. Eksperci jednak nie mają wątpliwości, że przepaść powiększa się właściwie z tygodnia na tydzień. Nie przybywa nowych kierowców, a Ci, którzy pracują coraz częściej rezygnują z długich tras międzynarodowych na rzecz krajowych. Potężnym problemem jest także odpływ kierowców z Ukrainy, który jest coraz silniej odczuwalny w całym sektorze TSL.

– Bijemy na alarm, bo sytuacja jest gorzej niż krytyczna. Nie ma w tym momencie w Polsce firmy logistycznej, która nie chce zatrudnić kierowców – mówi Hanna Mojsiuk. – Najbardziej brakuje kierowców w spedycji międzynarodowej, ale widać również poważne braki w strukturach samorządowych i spółkach zajmujących się np. komunikacją miejską. Największym problemem jest, że zawód kierowcy zawodowego nie jest atrakcyjny dla młodych ludzi. Nabory są bardzo słabe, zupełnie nieadekwatne do wielkich potrzeb rynku pracy. To jest moment w którym warto zaapelować do młodych ludzi i ich rodziców: to jest naprawdę dobry, perspektywiczny i świetnie płatny zawód. Warto go rozważyć – dodaje Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej.

– Obawiamy się, że zaraz nie będzie komu wozić węgla i produktów spożywczych do dyskontów. Nie mówiąc już o autobusach i komunikacji miejskiej. Braki kierowców są naprawdę dotkliwe i trzeba z tym coś szybko zrobić  – mówi Hanna Mojsiuk.

„Polska jest logistyczną i transportową potęgą, ale brak kierowców może nas strącić z pozycji lidera”

Eksperci sektora TSL nie mają wątpliwości, że sytuacja jest bardzo poważna i wymaga rozwiązań systemowych. Inaczej niedługo wszyscy Polacy odczują brak kierowców przez np. brak towarów dowiezionych do sklepów czy zastój w sektorze e-commerce.

– Polska stała się hubem wojennej Ukrainy. To wielka szansa dla logistyki, by obsługiwać nowe towary. Boimy się jednak, że nie będziemy mieli możliwości kadrowych, by być w stanie sprostać wszystkim oczekiwaniom – mówi Laura Hołowacz, Prezes Grupy CSL.  – Polska jest logistyczną i transportową potęgą, firmy dają sobie radę jak tylko mogą, ale braki kadrowe są coraz bardziej odczuwalnym problemem. Brak kierowców może nas strącić z pozycji międzynarodowego lidera – dodaje Prezes Laura Hołowacz.

– Sytuacja w ciągu roku się nie zmieniła. Kumuluje się coraz więcej zjawisk gospodarczych jak np. pandemia, wojna w Ukrainie, braki produktów spożywczych.  Kierowców bardzo brakuje, firmy coraz bardziej poważnie rozglądają za pracownikami z takich krajów jak np. Filipiny. Nie możemy także zapominać o tym, że demografii nie da się oszukać. Kierowcy pracujący zawodowo po prostu się starzeją i widzimy tutaj również coraz więcej osób odchodzących na emeryturę  – mówi Jerzy Gębski z firmy Enterprise Logistics.

Zawód kierowcy może być atrakcyjny dla osób planujących zmianę zawodu. To również szansa dla osób z Ukrainy, które dotarły do Polski przez wojnę: –  Zawód kierowcy jest potrzebny wszędzie. Każdy pracodawca, każdy przedsiębiorca potrzebuje kierowców do obsługi przedsiębiorstwa. Wśród naszych klientów nie brakuje debiutantów, są tacy, którzy chcą dopiero zacząć pracę. Pojawia się także duża rzesza osób, które chcą poszerzać swoje kwalifikacje: jeździł ciężarówką, a teraz chce jeździć z przyczepą. Jeździł małym autobusem, a teraz będzie jeździć takim większym i wyższym. Pandemia ogołociła przedsiębiorstwa z kierowców i obecnie pilnie pracujemy nad tym, by tę kadrową lukę załatać – mówi Aleksander Igielski, zarządzający Grupą Igielski.

„Kierowcy z komunikacji miejskiej są podkupywani przez firmy komercyjne”

Poszukiwania kierowców na rynku pracy nie należą do łatwych. Problemem jest ich brak, a nie małe stawki, które oferowane są przez pracodawców.

– Przedsiębiorcy będąc świadomi jak trudno o dobrego kierowcę zawodowego, są w stanie zaoferować osobie gotowej do pracy stawki zarobkowe na poziomie nawet 50% wyższym niż przed pandemią COVID-19. Kierowcy to zręcznie wykorzystują i rzeczywiście rotacja między firmami jest bardzo duża. Najtrudniejsza sytuacja jest w sektorze samorządowym, gdzie kierowcy komunikacji miejskiej są podkupywani przez firmy zajmujące się przewozem komercyjnym. Trochę bardziej skomplikowana jest sytuacja na rynku międzynarodowym. Widzimy wyraźny odwrót od jazdy na długich trasach. Wielu kierowców zraziło się do takiej pracy w czasie pandemii – przyznaje Dorota Siedziniewska – Brzeźniak, ekspert rynku pracy Idea HR Group.

– Rekrutacja w sektorze TSL jest na pewno wielkim wyzwaniem i dowodem na to, że logistyka, transport i spedycja stają się naszymi narodowymi specjalizacjami. Im większy rozwój sektora e-commerce, tym więcej pracowników potrzeba. Nie będzie jednak tego rozwoju bez odpowiednich kadr, a kierowcy są fundamentem tej branży – dodaje ekspertka.

Brak wykwalifikowanej kadry i starzejące się systemy główną barierą cyfryzacji

Według opublikowanego przez Veeam raportu Data Protection Trends Report 2022, największym wyzwaniem dla firm związanym z cyfryzacją są braki wykwalifikowanej kadry IT i starzejące się systemy. Aż 1/3 przedsiębiorstw w razie awarii i braku dostępu do zasobów planuje przywracać działanie serwerów w trybie ręcznym. Wiąże się to z dużym ryzykiem, że dane nie zostaną odzyskane tak szybko, jak to konieczne dla zapewnienia ciągłości biznesu. Firmy najczęściej wskazują utratę wiarygodności oraz zaufania klientów i pracowników jako konsekwencję przestoju w działalności.

Postępy w cyfryzacji firm wciąż utrudnione

W ciągu ostatnich dwóch lat aż 73% dużych firm przyspieszyło proces cyfryzacji. W 2021 roku największym wskazywanym wyzwaniem było utrzymanie działalności operacyjnej w czasie pandemii (53%). W najnowszej edycji raportu Veeam przedsiębiorstwa zwracały uwagę przede wszystkim na takie czynniki utrudniające cyfryzację, jak brak wykwalifikowanej kadry IT (54%) oraz uzależnienie od starszych systemów (53%). Wśród przeszkód wymieniane były także brak poparcia wśród kadry managerów (43%), brak czasu (39%) oraz środków finansowych (35%). Jedynie 8% firm nie odczuwa żadnych problemów związanych z cyfryzacją.

Platformy, na których firmy przetwarzają dane, stale się zmieniają, a wraz z nimi także rozwiązania konieczne do ochrony zasobów i wymagane umiejętności kadry IT. Może to powodować problemy ze znalezieniem specjalistów. Digitalizację spowalniają także przestarzałe systemy. Są one drogie w utrzymaniu i często wymagają ręcznej obsługi procesów, przez co firmy mają mniejszy budżet i ograniczoną siłę roboczą na nowe inicjatywy.

Ręczne przywracanie działalności dużym ryzykiem dla firm

Raport Veeam wskazuje, że przestój w działalności firmy, spowodowany utratą dostępu do danych i aplikacji w przypadku połowy przedsiębiorstw może skutkować utratą zaufania klientów oraz wiarygodności marki. Jako inne kluczowe konsekwencje 44% firm na świecie wskazuje problemy z obsługą długoterminowych i ważnych projektów, a 39% utratę zaufania pracowników. Co trzecie przedsiębiorstwo dostrzega też ryzyko spadku kursu akcji oraz negatywnych skutków prawnych.

W przypadku awarii, aby ponownie uruchomić procesy, aż 30% firm planuje przywracać do pracy serwery w trybie ręcznym. 45% przedsiębiorstw w przypadku przestoju użyje skryptów, a 25% skorzysta z orkiestrowania tych zadań. Ręczne przywracanie działalności to jednak duże ryzyko – jeśli nie uda się to wystarczająco szybko, może skutkować nawet upadłością biznesu. Nieodpowiednio utrzymywane skrypty mogą być podatne na błędy podczas odzyskiwania danych. Pewność, że wszystko zadziała prawidłowo w momencie kryzysu, daje jedynie orkiestracja. Dzięki niej możliwe jest także wcześniejsze testowanie procesu, aby w trakcie odzyskiwania zasobów nie wystąpił błąd.

Ważny nie tylko wzrost wydatków

Od dwóch lat dynamicznie postępuje modernizacja środowisk IT. Zmiany skłoniły wiele firm do refleksji, że ich systemy ochrony nie są unowocześniane równie szybko, nawet w sytuacji rosnącego uzależnienia biznesu od danych. Coraz więcej jest także zasobów, które trzeba chronić. W ciągu ostatniego roku liczba firm, które zaobserwowały luki w ochronie danych wzrosła o 14%. Aby nie pogłębiały się one, potrzebne są rozwiązania nadążające za rosnącą ilością danych i aplikacji. Nie wystarczy jednak samo zwiększanie wydatków na cyfryzację i zabezpieczenia. Rozwiązania nowoczesnej ochrony danych wykorzystują kopie zapasowe w chmurze i technologie odzyskiwania, które sprawiają, że zabezpieczanie zasobów w dużej skali staje się bardziej ekonomiczne. Oznacza to, że firmy mogą chronić więcej danych mniejszym kosztem. Można to osiągnąć dzięki prostym, elastycznym i niezawodnym rozwiązaniom ochrony danych, które zapewniają ciągłość biznesową.

Andrzej Niziołek, Dyrektor Regionalny na Europę Wschodnią w firmie Veeam

O raporcie:

Raport Data Protection Trends Report 2022 powstał na podstawie wyników badania zleconego przez Veeam niezależnej firmie Vanson Bourne. Wzięło w nim udział 3 tys. osób, które podejmują decyzje dotyczące infrastruktury IT w przedsiębiorstwach zatrudniających ponad 1000 pracowników, z 28 krajów. Tematyka badania dotyczyła m.in. trendów na rynku rozwiązań do ochrony danych oraz stopnia ich wdrożenia.

Rynek czeka na EBC

Już dzisiaj posiedzenie EBC, na którym pierwszy raz od ponad 6 lat ma dojść do zmiany stóp procentowych. Określenie wzrostu o 0,25%, bo takiego oczekują analitycy, jako „przełomowy” wydaje się dziwne, ale wszystko wygląda na to, że może to być ważne wydarzenie.

Rynek pracy w Polsce

Poznaliśmy wczoraj dane na temat zmiany wynagrodzeń i zatrudnienia. W zeszłym miesiącu wielu analityków zwracało uwagę, że wzrost wynagrodzeń przestał wyprzedzać inflację. Wtedy była to różnica ułamka procenta. Po tym, jak zobaczyliśmy spadek tempa wzrostu wynagrodzeń do 13% w ujęciu rocznym, różnica wynosi już 2,5%. Nie brzmi to zbyt dobrze. Warto jednak zwrócić uwagę, że do obywateli płynie strumień mniej lub bardziej dziwnych transferów pieniężnych. Ostatnio pojawiła się dotacja węglowa, której przecież na węgiel wydać nie trzeba, bo węgla nie ma. Gdyby doliczyć ją do średniej pensji, dałoby to miesięcznie jeszcze 3,8% wzrostu. Warto zwrócić uwagę, że wciąż rośnie zatrudnienie. 2,2% w skali roku nie jest szczególnie imponującym rezultatem, Musimy jednak pamiętać, że mamy relatywnie niskie bezrobocie, stąd sam wzrost powinien cieszyć. Jest to też dobry prognostyk dla wynagrodzeń. Gdy brakuje rąk do pracy, często rosną płace.

Produkcja przemysłowa zwalnia

Produkcja przemysłowa rośnie o 10,4% w ujęciu rocznym. Nie są to fatalne dane, ale o tym, iż nie są też najlepsze, dobrze świadczy fakt, że to najniższy wynik w tym roku. Ostatni raz niższy wzrost widzieliśmy w październiku 2021. Z drugiej strony to obecnie 4 wynik w Unii Europejskiej, co pozwala spojrzeć na ten parametr znacznie przychylniej. Analitycy spodziewali się, jednak wyniku 11,2%. Tłumaczy to wczorajsze delikatne osłabienie złotego po tych danych. Część winy można oczywiście przypisać do symbolicznie niższego wzrostu wynagrodzeń, aczkolwiek rynki zwyczajowo silniej reagują na produkcję przemysłową.

Japonia utrzymuje stopy procentowe

Bank Japonii utrzymał na niezmienionym poziomie stopy procentowe. Wynoszą one obecnie -0,1% i jeżeli tendencja się utrzyma, wkrótce mogą być ponownie najniższe na świecie. W sumie do tego ruchu brakuje obecnie dwóch decyzji. Mowa o Szwajcarii i Danii. Jeżeli dojdzie do podwyżek stóp procentowych w strefie euro, raczej obydwa te organizmy gospodarcze podążą za EBC i również podniosą stopy procentowe. Należy pamiętać, że o ile Szwajcaria ma jeszcze inflację pod względną kontrolą na poziomie 3,4%, ale już podnosi stopy procentowe, to wzrost cen w Danii wynosi 8,2% i brak decyzji jest mocno zastanawiający.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych należy zwrócić uwagę na decyzję EBC o 14:15 i konferencję prasową po tej decyzji o 14:45.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

GUS o e-handlu w czerwcu

Wg najnowszych danych GUS w czerwcu 2022 r. w porównaniu z majem br. odnotowano spadek wartości sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących (o 3,2%). Udział sprzedaży przez Internet w sprzedaży „ogółem” zmniejszył się z 8,9% w maju br. do 8,6% w czerwcu br.

Najnowsze dane komentuje poniżej ekspert Unity Group:

Sebastian Błaszkiewicz, Head of Sales Excellence, Unity Group

„Ostatnie miesiące to czas dużej zmienności, także w obszarze handlu. Z uwagi na galopującą inflację i ostrożniejsze zarządzanie domowymi budżetami ulega stagnacji lub spada sprzedaż większości dóbr (wyjątkiem są produkty pierwszej potrzeby). Przekłada się to na większą wrażliwość cenową klientów, którzy zwykle w poszukiwaniu przecen kierują się do internetu. Oczywiście negatywne konsekwencje wyraźnie malejącej, realnej siły nabywczej Polaków odbiją się na całym handlu detalicznym, ale to kanał online, jako że jest najszybszy i najbardziej wrażliwy na zmiany cen, odczuł to jako pierwszy. Dane GUS na koniec czerwca, według których sprzedaż detaliczna przez internet zmalała m/m o 3,2% a udział e-commerce w całej sprzedaży detalicznej obniżył się do 8,6%, potwierdzają tę tezę.

Są jednak widoczne na horyzoncie duże możliwości, jakie stoją przed cyfrowymi kanałami sprzedaży. Te pozytywne sygnały dla e-commerce będą odczuwalne zwłaszcza w najbliższych miesiącach: okres wakacyjny to czas zakupów letnich ubrań, sprzętu turystycznego i sportowego, a to tradycyjnie kategorie, w których rynek sprzedaży internetowej jest bardzo konkurencyjny, a to z kolei pozwoli konsumentom z powodzeniem szukać tych najtańszych ofert. W sierpniu zaczną się przygotowania do szkoły, czyli zakup podręczników, art. szkolnych i materiałów biurowych. Niedługo później wkraczamy w sezon jesienny – najlepszy pod względem obrotów w roku. W tym okresie możemy spodziewać się bardzo mocnej konkurencji cenowej podmiotów handlowych, która, biorąc pod uwagę rosnące zadłużenie sklepów online, dla wielu może być walką o przetrwanie i utrzymanie się na rynku.”

Jak pozyskać nowych klientów do swojego biznesu za pomocą telemarketingu?

Zainteresowanie potencjalnych klientów ofertą nie jest łatwe, gdy konkurencja stale rozwija swoje usługi lub wdraża nowe produkty. Z myślą o wysokiej skuteczności działań marketingowych proces ten warto zlecić firmie zewnętrznej, która specjalizuje się we wsparciu procesu sprzedaży. Co należy do zadań telemarketerów i jak pozyskać nowych klientów dzięki wielokanałowej obsłudze w call center?

Czym jest telemarketing?

Telemarketing to popularny zestaw narzędzi marketingowych o wysokiej skuteczności, który bazuje na wykorzystaniu systemów teleinformatycznych w kontaktach z klientami. Stanowi jedną z form marketingu bezpośredniego, którego celem jest utrzymanie relacji, przedstawienie oferty lub nakłonienie do zakupu, najczęściej poprzez kontakt telefoniczny.

Główną misją call center jest realizacja projektów sprzedażowych w imieniu klientów firmy. Nowoczesny telemarketing oferuje jednak o wiele większy zakres działań i często jest tożsamy z wielokanałową obsługą klientów przez zewnętrzną firmę.

Tego rodzaju kompleksowe usługi świadczy Polcall – contact center zajmujące się profesjonalnym outsourcingiem usług telemarketingowych. 

Jakie usługi wybrać przy pozyskiwaniu nowych klientów?

Telemarketing oferuje wiele możliwości dotarcia do nowego klienta i zainteresowania go ofertą firmy. Najpopularniejszym ze sposobów jest kontaktowanie się z potencjalnymi kontaktami, tzw. leadami i przedstawianie oferty dostosowanej według ich potrzeb. Call center w ramach wykonywanych usług może zająć się również telefonicznym umawianiem spotkań o charakterze handlowym – proces rozpoczyna się od pozyskania klienta i trwa aż do umówienia terminu oraz miejsca dalszych rozmów.

Na początku współpracy z call center warto rozważyć również telesprzedaż. Specjaliści zajmują się wykonywaniem połączeń telefonicznych do precyzyjnie określonej grupy odbiorców, zachęcając do skorzystania z oferty. Właściciele sklepów internetowych mogą natomiast wybrać opcję callback. W ramach tej usługi call center (https://www.polcall.pl/pl/uslugi.html) odpowiada za automatyczne nawiązanie połączenia z klientem, który poprosił o kontakt przez formularz kontaktowy lub okienko czatu umieszczone na stronie.

Skuteczność telemarketingu

Współcześnie dostępnych jest wiele metod pozyskiwania klientów, jednak telemarketing wciąż cieszy się niezmiennie wysoką efektywnością. Smartfony stały się nieodłącznym atrybutem każdego konsumenta, dlatego relatywnie łatwo pozyskać tą drogą uwagę potencjalnych klientów i namówić ich do zakupu. Zlecenie obsługi procesów przedsprzedażowych zewnętrznej firmie to również oszczędność kosztów. Powierzając prowadzenie projektów profesjonalistom, budżet nie ulegnie przepaleniu związanym z nieprecyzyjnym określeniem grupy docelowej. Ponadto każdy etap sprzedaży jest dostosowany do wymagań RODO i przeprowadzany zgodnie z przepisami.

Telemarketing a zadowolenie klientów

Usługi telemarketingowe w wykonaniu profesjonalistów cieszą się pozytywnym odbiorem wśród większości klientów. Specjaliści wiedzą, jak w nienachalny sposób przedstawić ofertę, która skłoni do zakupu i pozwoli zbudować pozytywny wizerunek firmy. Poziom satysfakcji z obsługi można zweryfikować poprzez przeprowadzenie badania CATI, które jest dostępne w ofercie większości firm profesjonalnie zajmujących się telemarketingiem.

Więcej o badaniach satysfakcji przeczytasz na stronie: https://www.polcall.pl/pl/uslugi/badanie-satysfakcji-badanie-cati.html

Jaki scenariusz czeka polską gospodarkę w obliczu obecnych wydarzeń?

Około 57% Polaków przewiduje wzrost cen paliw, a niemal 51% uważa, że sankcje nałożone na Rosję przełożą się na sytuację energetyczną w Polsce. Jaki scenariusz dla polskiej gospodarki w obliczu wojny na Ukrainie widzą Polacy? Tego dowiadujemy się z wyników ogólnopolskiego Raportu pt. Czego Polacy boją się najbardziej w obliczu konfliktu na Ukrainie. Zdaniem badanych, najlepszymi rozwiązaniami na zaistniałą sytuację byłoby przejście na alternatywne, zielone źródła energii oraz inwestycja w wydobycie polskich surowców energetycznych. Raport został przygotowany przez Procontent Communication.

Sytuacja kryzysowa w Europie Wschodniej ma wpływ na wiele krajów, a Polska jako kraj sąsiadujący z Ukrainą  w obliczu zaistniałych okoliczności podjęła decyzje m.in. o odcięciu się od dostaw rosyjskich surowców energetycznych. Konsekwencje powziętych działań mogą mieć odzwierciedlenie na wielu płaszczyznach, np. w zmianie dotychczasowego trybu życia Polaków poprzez zamianę transportu samochodowego na rowerowy w związku z rosnącymi cenami paliw.

Zagrożenia dla polskiej gospodarki

Na pytanie o sektory polskiej gospodarki najbardziej dotknięte wojną w Ukrainie, 57,4% badanych wskazuje transport ze względu na wzrost paliw, a ponad połowa (50,8%) przemysł energetyczny, argumentując to sankcjami. Z kolei 32,5% Polaków wskazuje sektor finansowy, a 30,5% zdrowie i opiekę zdrowotną jako sektory gospodarki, które zostaną najbardziej dotkniętymi w wyniku wojny. Branżę budowlaną wskazuje 23,9% ankietowanych, wymieniając brak podwykonawców jako potencjalne zagrożenie dla sektora. Branżę turystyczną typuje 16,6% ankietowanych pod kątem zamykania poszczególnych destynacji podróży. Z kolei 15,5% deklaruje, że opóźnienia w realizacji inwestycji mogą mieć wpływ na branżę deweloperską. Tylko 4,3% badanych sygnalizuje, że w ich ocenie wojna na Ukrainie będzie służyć polskiej gospodarce lub nie będzie dla niej stratna.Jakie sektory polskiej gospodarki będą najbardziej dotknięte wojną na Ukrainie

Alternatywne źródła energii naszym ratunkiem?

Polacy zapytani o najlepsze rozwiązania wobec aktualnej sytuacji społeczno-gospodarczej związanej z konsekwencjami odcięcia się od rosyjskich surowców energetycznych najczęściej (34,7% badanych) wskazywali przejście na alternatywne, zielone, źródła energii, np. wiatr, wodę, czy też fotowoltaikę. Jako alternatywne rozwiązania zostały również wskazywane inwestycje w wydobycie polskiego gazu lub korzystanie z własnych zasobów tam, gdzie to możliwe (23,8% badanych). Skutecznym rozwiązaniem dla 19% ankietowanych jest inwestycja w energię atomową, a dla 17,2% dywersyfikacja zakupów ropy i gazu. Jedynie 4% uważa, że zgoda na warunki stawiane przez Rosję – przez co rozumiana jest płatność za surowce w rublach – jest alternatywnym, lepszym rozwiązaniem.Jakie rozwiązanie byłoby najlepsze dla Polski

Podsumowanie raportu

Zdaniem większości Polaków branża transportowa (54,7%) oraz  energetyczna (50,8%) mogą spodziewać się najpoważniejszych konsekwencji spowodowanych wojną. Wśród alternatyw dla odciętych rosyjskich surowców energetycznych najwięcej, bo 34,7%, proponuje przejście na bardziej ekologiczne rozwiązania (np. wiatr, woda, czy też fotowoltaika). Celem raportu pt. „Czego Polacy boją się najbardziej, w obliczu konfliktu na Ukrainie” jest nie tylko ukazanie obaw ludzi, ale też nastroju społecznego wobec zachodzących zmian w kontekście konfliktu zbrojnego w Ukrainie.  Badanie powstało na reprezentatywnej próbie 832 dorosłych Polaków.

PKN ORLEN finalizuje fuzję z Grupą LOTOS

Akcjonariusze PKN ORLEN zdecydowaną większością 98,3% głosów wyrazili zgodę na połączenie z Grupą LOTOS. Dzień wcześniej korzystną decyzję w tej sprawie podjęło prawie 99% Akcjonariuszy Grupy LOTOS. To zamyka proces pozyskiwania zgód korporacyjnych i otwiera drogę do ostatniego kroku do finalizacji fuzji, czyli rejestracji połączenia w Krajowym Rejestrze Sądowym. Finalizacja procesu uwolni synergie, które przełożą się na konkretne i wymierne korzyści dla obu spółek, ich Akcjonariuszy, klientów i pracowników. Ważnym efektem fuzji będzie również skuteczne zwiększenie niezależności energetycznej Polski, co ma olbrzymie znaczenie w kontekście trwającej wojny w Ukrainie. Zgodę na przeprowadzenie transakcji w oparciu o wynegocjowane środki zaradcze, a także na partnerów do ich realizacji wydała Komisja Europejska.

– Zgoda Akcjonariuszy to przypieczętowanie trudnego i wymagającego procesu. Jednak przede wszystkim to zdecydowane, mocne potwierdzenie, że nasza decyzja o budowie silnego koncernu multienergetycznego była słuszna, a obrany przez nas kierunek dalszego rozwoju gdańskiej rafinerii jest właściwy i gwarantuje pełne wykorzystanie jej potencjału. Jesteśmy w historycznym momencie. Tworzymy nową Grupę ORLEN, złożoną z aktywów PKN ORLEN, Grupy Energa, Grupy LOTOS, a docelowo także PGNiG. Wspólnie będziemy realizować warte miliardy złotych, strategiczne dla bezpieczeństwa energetycznego Polski i regionu, inwestycje w zero- i niskoemisyjną energetykę. Zwiększymy także nakłady na badania i poszukiwanie innowacyjnych rozwiązań, które wzmocnią naszą konkurencyjność na międzynarodowym rynku. Pełne wykorzystanie efektu synergii pozwoli nam maksymalizować korzyści biznesowe, a tym samym zapewni koncernowi stabilny, długofalowy rozwój – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Połączenie zostanie zrealizowane poprzez przejęcie Grupy LOTOS S.A. przez PKN ORLEN S.A. To oznacza, że w momencie przejęcia akcjonariusze Grupy LOTOS obejmą nowe akcje w podwyższonym kapitale zakładowym PKN ORLEN i staną się akcjonariuszami tej spółki. W wyniku fuzji PKN ORLEN i Grupy LOTOS udział Skarbu Państwa w połączonym koncernie wzrośnie do ok. 35%. Zakładając następnie połączenie z PGNiG, udział ten zwiększy się istotnie.

Połączenie PKN ORLEN i Grupy LOTOS oraz docelowo PGNiG jest nierozerwalnie związane z bezpieczeństwem energetycznym Polski i całego regionu Europy Środkowej, w tym m.in. Litwy, Łotwy, Estonii, a także Czech i Słowacji. Fuzja oznacza budowę jednego silnego koncernu multienergetycznego z przychodami na poziomie ponad 250 mld zł rocznie, który będzie z powodzeniem prowadził działalność biznesową na konkurencyjnym rynku i obsługiwał ok. 100 mln klientów w Europie, gwarantując im bezpieczeństwo dostaw paliw i energii.

Fuzja oznacza także korzyści dla pracowników Grupy LOTOS, którzy zyskają nowe możliwości rozwoju zawodowego w silnym koncernie o międzynarodowej pozycji. Ponadto w ramach porozumienia podpisanego w lipcu br. pomiędzy PKN ORLEN, Grupą LOTOS i Związkami Zawodowymi obu firm pracownikom Grupy LOTOS zapewniono m.in. 48-miesięczny okres obowiązywania gwarancji zatrudnienia oraz 24-miesięczny okres utrzymania dotychczasowych warunków pracy i płacy, w tym w szczególności miejsca świadczenia pracy.

Koncern, po połączeniu z Grupą LOTOS, a docelowo także z PGNiG, wzmocni pozycję lidera transformacji systemu energetycznego, opierając inwestycje na nisko- i zeroemisyjnych źródłach wytwarzania energii. Realizując inwestycje m.in. w zieloną energetyką, w tym morskie i lądowe farmy wiatrowe oraz fotowoltaikę, a także w paliwa alternatywne, małą energetykę jądrową i biomateriały, nowa Grupa ORLEN istotnie przyczyni się do zmniejszenia uzależnienia polskiej gospodarki od paliw kopalnych.

W czerwcu br. zgodę na połączenie PKN ORLEN i Grupy LOTOS wyraziła Komisja Europejska, co jednocześnie oznaczało jej pełną akceptację dla wynegocjowanych przez PKN ORLEN umów i partnerów do ich realizacji. Decyzja KE potwierdziła również, że fuzja spółek nie zaburzy konkurencji w żadnym z obszarów działalności, nie tylko w Polsce, ale też w regionie.

W wyniku połączenia firm wzrośnie skala nakładów inwestycyjnych na rozwój poszczególnych segmentów biznesowych, które będzie tworzyć koncern multienergetyczny. Tylko w 2021 r. Grupa ORLEN przeznaczyła na inwestycje rekordowe 9,9 mld zł, natomiast nakłady inwestycyjne na ten rok wyniosą aż 15,2 mld zł, najwięcej w historii firmy. To z kolei przełoży się na wzrost wpływów odprowadzanych przez koncern do budżetu państwa. W 2021 r. PKN ORLEN wpłacił do budżetu z tytułu różnych opłat i podatków prawie 35,5 mld zł. Łącznie od 2018 r. do 2021 r. było to ok. 143 mld zł.

Dubaj wysyła urzędników i lekarzy do metaverse. W wirtualnym świecie rozwiążemy realne problemy

Wizyta w urzędzie nadal budzi niechęć wielu z nas. Dodatkowo tradycyjna korespondencja nie zawsze oddaje znaczenie i emocje słów w niej zawartej, a często znacznie opóźnia załatwianie sprawy. Komunikacja online również nadal kuleje, a rządowe aplikacje często nie są intuicyjne, wprowadzają chaos, a często i tak korzystanie z nich kończy się na wizycie w urzędzie. Tym bardziej decyzja emiratu Dubaju o wejściu w metaverse u wielu wzbudza niedowierzanie, ale tak już wkrótce może wyglądać korzystanie z usług publicznych.

Dubaj, stolica emiratu i największe miasto w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, coraz śmielej wchodzi w świat nowych technologii. Już dziś jest jednym z najbardziej liczących się centrów kryptograficznych na świecie, ale plany są znacznie bardziej śmiałe. Dubaj wprowadza bowiem strategię wejścia do metaverse, aby stać się jedną z dziesięciu najbardziej liczących się gospodarek w świecie wirtualnym. “Dubai Metaverse” ma przynieść aż 40 tys. nowych miejsc pracy, która będzie świadczona w świecie wirtualnym. Strategia ma zwiększyć aż cztery miliardy dolarów PKB miasta w ciągu następnych pięciu lat.

Dziś wszystkie oczy entuzjastów od metaverse zwracają się właśnie ku Dubajowi. Oczywiście emirat jest na tyle bogaty, że może sobie pozwolić na eksperymenty. Zapewne nie unikną błędów, więc tym bardziej musimy wyciągać z nich wnioski, żeby móc wprowadzać te rozwiązania wkrótce i u nas z pominięciem wielu potknięć ”wieku dziecięcego”, a przecież doskonale wiemy, że w Polsce mamy wiele do zrobienia w kwestii usług publicznych i udostępniania ich w formie online – zaznacza Michał Jeska, prezes zarządu oyou.me, platformy społecznościowej łączącej twórców, fanów oraz ludzi biznesu, która wykorzystuje rozwiązania Internetu 3.0 takie jak analiza big data, technologie blockchain czy NFT.

Rozszerzona rzeczywistość zastąpi stetoskop?

W ramach strategii Dubaj zamierza przenieść część departamentów rządowych do metaverse i właśnie tam załatwiać swoje sprawy będą mieszkańcy emiratu. Plan zakłada również stworzenie nowego modelu działań w turystyce, edukacji, przeniesieniu części handlu detalicznego, ale także stworzenie nowego wymiaru dla opieki zdrowotnej czy sektora prawnego.

Szczególnie warto zwrócić uwagę na możliwości technologii rozszerzonej rzeczywistości (AR). Wirtualny urzędnik otrzyma wiele narzędzi podczas rozmowy z interesariuszem. Może wyświetlić film, wykres, objaśnić coś na wirtualnej tablicy. Rozmowa też przebiega inaczej. Awatar może bowiem w większym stopniu odzwierciedlać emocje, a zrozumienie komunikacji niewerbalnej może przyspieszyć załatwienie sprawy – mówi Michał Jeska z oyou.me.

Dubaj stawia na edukację

Zanim w Dubaju urzędnicy przejdą do świata wirtualnego, emirat musi przystąpić do inwestycji. Oprócz wspomnianych już 40 tys. nowych miejsc pracy związanych z metaverse władze Dubaju chcą swoje działania skupiać na rozwiązaniach opartych na sztucznej inteligencji i internecie 3.0, a co za tym idzie, niezbędne będzie pełne wdrożenie sieci 5G. Strategia “Dubai Metaverse” obejmie współpracę badawczo-rozwojową, która w pierwszym etapie, ma przyciągnąć firmy i projekty  z zagranicy, a także zapewnić wsparcie w edukacji o metaverse skierowanej do programistów, twórców treści i użytkowników platform cyfrowych, którzy chcą przenieść się do wirtualnego świata.

Działalność w metaverse daje twórcom nowe możliwości. Przede wszystkim część z nich po raz pierwszy może pokazać się szerszej publiczności. Szczególnie twórcy tradycyjni mogą tworzyć kopie swoich prac w cyfrowej wersji. Dzięki temu mają szansę uzależnić się od skostniałego systemu galerii. Jednak twórcy mają uzasadnione wątpliwości, nie wiedzą jeszcze jak publikować, budować swoją markę osobistą, budować społeczność czy monetyzować treści w nowej wirtualnej  rzeczywistości – podkreśla Michał Jeska z oyou.me, które tworzy narzędzia, które ułatwią poruszanie się w metaverse jak np. algorytm oyou.ai, który pomoże w lepszym zrozumieniu odbiorców, a cała platforma oparta jest o technologię blockchain, dzięki czemu w przyszłości będzie można zarabiać na twórczości poprzez tokeny NFT.

Emirat futurystyczną kolebką

Dubaj już dziś jest niezwykle ważnym ośrodkiem technologii futurystycznych. Technologie VR i AR stworzyły już ok. 7 tys. miejsc pracy i wniosły do gospodarki ZEA aż 500 milionów dolarów. Dodatkowo wartość finansowania venture capital i private equity w metawersie osiągnęła 13 miliardów dolarów w 2021 roku, podczas gdy sprzedaż nieruchomości w wirtualnej rzeczywistości przekroczyła w zeszłym roku 500 milionów dolarów.

Największe firmy w emiracie już wkraczają do metawersu. Linie Emirates zapowiedziały, że rozszerzą wykorzystanie tej technologii, a Grupa Damac planuje budowę cyfrowych miast. Od początku czerwca Dubai Virtual Assets Regulatory Authority (VARA) wydał lub przedłużył licencje na wirtualne aktywa dla kilku kluczowych platform kryptograficznych, takich jak Crypto.com, Huobi i OKX. Dubaj jest też miejscem największych konferencji czy targów futurystycznych jak np. corocznej wystawy Crypto Expo.

Złożenie wniosku o rozłożenie zaległości na raty nie zatrzyma fiskusa

Samo złożenie wniosku o rozłożenie zaległości podatkowej na raty, czy o odroczenie płatności nie ma wpływu na możliwość jej egzekwowania. Tak wynika z wyroku sądu (NSA o sygn. akt III FSK 440/21). Orzeczenie NSA świadczy o tym jak ważne jest dochowanie terminów w postępowaniu administracyjnym. Zbyt późne działania, podejmowane często „po fakcie” mogą nie przynieść oczekiwanych skutków.

Czego dotyczyła sprawa?

Spółce zostało wymierzone zobowiązanie podatkowe do zapłaty zaległego VAT za niektóre miesiące 2012 r. w łącznej kwocie blisko 161,5 tys. zł. Egzekucja do powyższych spraw została zakończona poprzez całkowitą realizację zajęcia przez Urząd Skarbowy (przekazanie środków pieniężnych przez bank w grudniu 2017 r. na konto depozytowe Urzędu Skarbowego ww. kwoty). Nastąpiło to przed złożeniem wniosku o rozłożenie zaległości na raty w dniu 21.12.2017 r.

Z takim sposobem egzekucji oraz jej zakończeniem nie zgadzała się spółka, która podkreśliła, że organ podatkowy prowadził egzekucję pomimo, że spółka złożyła wniosek o rozłożenie tej zaległości na raty. Należy zaznaczyć, że wniosek spółki został złożony po wszczęciu egzekucji administracyjnej.

W ocenie spółki wniosek o rozłożenie na raty może świadczyć o tym, że podatnik nie zamierza uchylać się od spełnienia swego obowiązku, a to oznacza, że prowadzenie przeciwko niemu postępowania egzekucyjnego jest niedopuszczalne i narusza zasadę pogłębiania zaufania do organów oraz zasadę celowości, i niezbędności postępowania egzekucyjnego.

Strona na poparcie własnego stanowiska powołała się na wyroki NSA o sygn. akt II FSK 1705/12 oraz II FSK 1722/12 twierdząc, że wystąpienie z wnioskiem o rozłożenie zapłaty zaległości podatkowej może sygnalizować, że podatnik ma zamiar zapłacić należność. W ocenie spółki organy unikają podania daty wszczęcia postępowania egzekucyjnego w konfrontacji z datą zawiadomienia dłużnika o dokonanych czynnościach egzekucyjnych (daty nie doręczenia, a wysłania do niego pisma). Strona zdaje się tym samym sugerować, że wszczęcie egzekucji było przedwczesne.

Istota problemu

Główną osią sporu jest osadzenie w czasie dwóch czynności: momentu złożenia wniosku o rozłożenie płatności podatku na raty oraz momentu wszczęcia postępowania egzekucyjnego.

 

 

Zgodnie z art. 26 § 5 ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji wszczęcie egzekucji administracyjnej następuje z chwilą:

  1. doręczenia zobowiązanemu odpisu tytułu wykonawczego lub
  2. doręczenia dłużnikowi zajętej wierzytelności zawiadomienia o zajęciu wierzytelności lub
  3. innego prawa majątkowego, jeżeli to doręczenie nastąpiło przed doręczeniem zobowiązanemu odpisu tytułu wykonawczego lub
  4. podpisania protokołu zajęcia ruchomości przez pracownika obsługującego organ egzekucyjny, jeżeli to podpisanie nastąpiło przed doręczeniem zobowiązanemu odpisu tytułu wykonawczego lub
  5. wpisu w księdze wieczystej o wszczęciu egzekucji z nieruchomości lub złożenia wniosku o wpis o wszczęciu egzekucji z nieruchomości do zbioru dokumentów, jeżeli ten wpis lub to złożenie nastąpiło przed doręczeniem zobowiązanemu odpisu tytułu wykonawczego.

Powyższe warunki funkcjonują na zasadzie alternatywy w zależności od tego, które zdarzenie nastąpi wcześniej.

W omawianej sprawie dzień wszczęcia egzekucji został przyjęty jako dzień zawiadomienia banku o zajęciu rachunku bankowego spółki.

Stanowisko fiskusa

W ocenie fiskusa dopiero wydanie decyzji o zastosowaniu ulgi w postaci rozłożenia zaległości na raty może stanowić podstawę do zatrzymania egzekucji. Ponadto fiskus potwierdził, że działał prawidłowo, a jako datę wszczęcia egzekucji należy przyjąć datę zawiadomienia banku. Zatem w ocenie organu podatkowego dokonał on wszelkich niezbędnych czynności, a prowadzone postępowanie nie miało na celu jedynie „wyłudzenia” opłat egzekucyjnych, ale dochodzenie do spłaty zobowiązania.

Wyroki sądów administracyjnych

W omawianej sprawie wyroki sądów administracyjnych były zgodne. Zarówno Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gorzowie Wlkp. w wyroku z 08.08.2018 r., sygn. I SA/Go 227/18, jak również Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 30.03.2022 r. sygn. III FSK 440/21 nie wsparły stanowiska spółki, wskazując, że ostateczny charakter decyzji wymierzającej zaległy VAT do zapłaty oraz brak wstrzymania jej wykonania powoduje, że obowiązek z niej wynikający staje się wymagalny. W ocenie sądów decydujący był moment doręczenia zawiadomienia o zajęciu dłużnikowi zobowiązanej, co nastąpiło 20 grudnia 2017 r. (czyli przed złożeniem wniosku o rozłożenie na raty). Fakt, że zajęcie rachunku bankowego nastąpiło przed doręczeniem zobowiązanemu tytułów wykonawczych, nie świadczy o wadliwości prowadzonego postępowania egzekucyjnego.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Prawnik podpowiada, jak zachować się podczas upadłości pracodawcy i nie narazić się na dodatkowe kłopoty

W przypadku ogłoszenia upadłości przedsiębiorcy, pracownicy stają się jego wierzycielami. Są zaspokajani w pierwszej kolejności z masy upadłości, szczególnie w zakresie zaległych pensji. Nie muszą zgłaszać swoich roszczeń syndykowi. Należności wynikające ze stosunku pracy są umieszczane na liście wierzytelności z urzędu. Sąd upadłościowy uznaje je m.in. na podstawie listy płac i obecności. Jednak pracownik może nie mieć pewności, czy dokumenty były prowadzone w prawidłowy sposób i czy sąd w ogóle nimi dysponuje. W celu weryfikacji, czy upadły ujął wierzytelności w prawidłowej wysokości, zatrudniony ma prawo sam wystąpić z roszczeniem. Jeśli pracodawca jest niewypłacalny, to należność zostanie uregulowana ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. W określonych przypadkach pracownikowi przysługuje też odszkodowanie oraz odprawa.

Potrzebna czujność

Sąd, wydając postanowienie o ogłoszeniu upadłości przedsiębiorcy, m.in. wyznacza syndyka oraz wzywa wierzycieli upadłego do zgłoszenia wierzytelności w terminie trzydziestu dni od obwieszczenia. Pracownicy mają prawo dochodzić z masy upadłości należności ze stosunku pracy, w szczególności zaległego wynagrodzenia. I w ich przypadku nie jest nawet wymagane zgłoszenie.

Należności wynikające ze stosunku pracy są umieszczane na liście wierzytelności z urzędu. I podlegają zaspokojeniu w pierwszej kolejności, co wynika wprost z art. 342 prawa upadłościowego. Jednak, niezależnie od tego, pracownicy upadłego mają prawo do samodzielnego zgłoszenia wierzytelności. To może okazać się pomocne w celu weryfikacji, czy upadły pracodawca ujął je w prawidłowej wysokości.

Pracownik może zwrócić się z roszczeniem zarówno do syndyka, jak i do sądu upadłościowego, który uznaje należność dla niego na podstawie prowadzonej przez pracodawcę dokumentacji kadrowo-płacowej, tj. listy płac, listy obecności oraz innych dokumentów. Jeżeli nie były one prowadzone w prawidłowy sposób, zatrudniony musi sam zadbać o swoje interesy, wskazując, iż ujęte wierzytelności ze stosunku pracy powinny być ujęte w innej wysokości. Biorąc pod uwagę to, że na rynku może być coraz więcej upadłości, warto zawczasu kilka rzeczy na ten temat wiedzieć.

Jeśli wierzytelności wynikają z dokumentacji finansowo-kadrowej upadłego pracodawcy, a ich wysokość nie będzie sporna, to stosownie do art. 237 p.u. zostaną umieszczone na liście wierzytelności z urzędu. Dotyczy to również tych o charakterze majątkowym, które przysługują pracownikowi względem upadłego pracodawcy, ale wymagają niekiedy dodatkowych ustaleń co do ich faktycznego przysługiwania albo wysokości. Może chodzić m.in. o wykazanie liczby przepracowanych godzin nadliczbowych, spełnienie przesłanek z regulaminu premiowania, a także innych dodatkowych świadczeń przewidzianych w układach zbiorowych pracy czy regulaminach wynagradzania. Jeżeli roszczenie dotyczy np. pracy w nocy, w sobotę lub święta, to jego wysokość wynika wprost z listy obecności i listy płac.

Niewypłacalny pracodawca

Zgodnie z przepisami, syndyk posiada inicjatywę w dochodzeniu należności pracowników. Jego powinnością  jest niezwłoczne wykonanie obowiązków przewidzianych przepisami ustawy o ochronie roszczeń pracowniczych w razie niewypłacalności pracodawcy, która określa zasady, zakres i tryb ich ochrony w przypadku niemożności ich zaspokojenia z powodu niewypłacalności przedsiębiorcy.

W okresie miesiąca od daty niewypłacalności pracodawcy syndyk sporządza i składa marszałkowi województwa (właściwemu ze względu na siedzibę pracodawcy) zbiorczy wykaz niezaspokojonych roszczeń. Określa osoby uprawnione oraz tytuły i wysokość roszczeń wnioskowanych do zaspokojenia ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Zbiorczy wykaz obejmuje roszczenia z okresów poprzedzających datę niewypłacalności pracodawcy. Marszałek województwa, po stwierdzeniu jego zgodności, przekazuje niezwłocznie odpowiednie środki finansowe Funduszu syndykowi, który wypłaca świadczenia.

Osobami uprawnionymi do otrzymania świadczeń są pracownicy niewypłacalnego pracodawcy, a także byli pracownicy, członkowie rodziny zmarłego pracownika lub byłego pracownika, uprawnieni do renty rodzinnej. To również ci, którzy wykonują pracę zarobkową na innej podstawie niż stosunek pracy, jeżeli z tego tytułu podlegają obowiązkowi ubezpieczenia społecznego.

Niezależnie od inicjatywy przysługującej syndykowi, ww. osoby mogą także samodzielnie wnioskować o wypłatę świadczeń z Funduszu u marszałka województwa. Powinny to zrobić jednak nie wcześniej niż dwa tygodnie po upływie terminu przewidzianego do złożenia wykazu niezaspokojonych roszczeń przez syndyka.

Do wniosku należy załączyć dokumenty potwierdzające uprawnienie do świadczeń oraz kwotę niezaspokojonych roszczeń. Wówczas marszałek województwa dokonuje wypłaty świadczeń niezwłocznie po stwierdzeniu, że roszczenia podlegają zaspokojeniu ze środków Funduszu i powiadamia o tym syndyka.

Jednak Fundusz wypłaca wynagrodzenia przysługujące pracownikowi za okres maksymalnie trzech miesięcy. Mogą one poprzedzać datę wystąpienia niewypłacalności pracodawcy albo ustanie stosunku pracy.

Wypowiedzenie umowy

Jak stanowi art. 41(1) kodeksu pracy, w razie ogłoszenia upadłości lub likwidacji pracodawcy, nie stosuje się art. 38, 39 i 41 ani przepisów szczególnych dot. ochrony pracowników przed wypowiedzeniem lub rozwiązaniem umowy o pracę. Oznacza to też, że osoby w wieku przedemerytalnym, na zwolnieniach lekarskich lub przebywające na urlopach również nie są chronione.

W myśl art. 36(1) kodeksu pracy, jeżeli wypowiedzenie pracownikowi umowy o pracę zawartej na czas nieokreślony lub określony następuje z powodu ogłoszenia upadłości bądź likwidacji firmy albo z innych przyczyn niedotyczących pracowników, pracodawca może, w celu wcześniejszego rozwiązania umowy o pracę, skrócić okres trzymiesięcznego wypowiedzenia do jednego miesiąca. W takim przypadku zatrudnionemu przysługuje odszkodowanie w wysokości wynagrodzenia za pozostałą część okresu wypowiedzenia. Wlicza się on też osobie pozostającej bez pracy do okresu zatrudnienia.

Odszkodowanie, o którym mowa w powyższym przepisie, stanowi swego rodzaju ekwiwalent za pozostawanie bez pracy przez zatrudnionego. Jego istotą jest zrekompensowanie szkody majątkowej, jaką pracownik ponosi wskutek utraty możliwości zarobkowania w czasie pozostałego okresu wypowiedzenia. Przyjmuje się, że odszkodowanie powinno zostać wypłacone pracownikowi najpóźniej w ostatnim dniu pracy, jeżeli jest wypłacane przez pracodawcę.

Pracodawca lub odpowiednio syndyk wypłaca pracownikom odszkodowania, oczywiście jeżeli posiada odpowiednie środki. Jeśli brakuje na to zasobów, to należność taka może zostać zaspokojona z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Zwolnienie grupowe

Zagadnienie odpraw pieniężnych reguluje Ustawa z dnia 13 marca 2003 r. o szczególnych zasadach rozwiązywania z pracownikami stosunków pracy z przyczyn niedotyczących pracowników. Jej przepisy stosuje się w razie konieczności rozwiązania umowy przez pracodawcę zatrudniającego co najmniej 20 pracowników z przyczyn, które ich nie obejmują.

Dotyczy to sytuacji, gdy w okresie nieprzekraczającym 30 dni pracodawca zatrudniający mniej niż 100 pracowników zwalnia co najmniej 10 osób. Jeśli ma minimum 100 pracobiorców, ale mniej niż 300, to zwolnienie jest uznawane za grupowe, gdy 10% traci pracę ww. okolicznościach. A jeżeli przynajmniej 300 osób jest zatrudnionych w danej firmie, to powyższe obejmuje 30 zwolnionych pracowników.

W ramach grupowego zwolnienia pracownikowi przysługuje odprawa pieniężna w wysokości jednomiesięcznego wynagrodzenia, jeżeli był zatrudniony u upadłego pracodawcy krócej niż 2 lata. Równowartość dwumiesięcznej pensji należy się osobie, która pracowała u niego od 2 do 8 lat. Natomiast odprawa odpowiadająca trzymiesięcznemu wynagrodzeniu jest należna, gdy zatrudniony przepracował u danego pracodawcy ponad 8 lat. W każdej z ww. sytuacji powinien ją wypłacić pracodawca, ale jeżeli nie posiada on odpowiednich środków, to przejmuje ten obowiązek Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Autorem komentarza jest radca prawny, dr Karolina Mazur

Dzień decyzji

EBC pierwszy raz od dekady podniesie dziś stopy procentowe. Jeszcze 2 dni temu rynek oczekiwał ruchu o skromne 25 punktów bazowych. Kiedy to na rynku pojawiły się plotki o możliwym dwukrotnie większym ruchu ze strony europejskiej instytucji euro zyskało. Poprzeczka przed EBC zawieszona została jednak wysoko. Jeśli EBC rozczaruje, wspólna waluta prawdopodobnie ulegnie deprecjacji. Dostawy gazu przez Nord Stream 1 zostały wznowione. W pierwszej godzinie przepływ wynosił 30 proc. pełnych możliwości. Euro jest stabilne a kurs głównej pary walutowej oscyluje wokół 1,02.

Na wstępie chciałbym jedynie przypomnieć, że sama decyzja EBC będzie ogłoszona o 14:15 a konferencja prasowa zapowiedziana jest na 14:45. W przeszłości te wydarzenia odbywały się 30 minut wcześniej.

Dzisiejsza decyzja nabrała dodatkowych barw. Wszystko przez plotki podane przez agencję Reuters o tym, że Rada rozważa wzrost kosztu pieniądza o 50 punktów bazowych. Narosłe oczekiwania spowodowały, że wytworzyła się dodatkowo presja na EBC, a ryzyko osłabienia wspólnej waluty urosło. Jeśli plotki okażą się jedynie plotkami a Rada będzie realizować plan z czerwca, wówczas wspólna waluta odda to co wypracowała w ostatnich dniach. Jeszcze niedawno ruch o 25 pb byłby prawdopodobnie neutralny dla euro. W tym momencie będzie dużym rozczarowaniem. Oznaczać to również będzie, że EBC świadomie i celowo zawodzi oczekiwania rynku. Jeśli wtorkowe doniesienia zmaterializują się, uważam, że euro ma jeszcze potencjał do aprecjacji a główna para walutowa może w krótkim czasie znaleźć się przy 1,0370. Rynek w tym momencie wycenia 44 proc. prawdopodobieństwo zmiany stóp o 50 pb. Ryzyko zakręcenia kurka z gazem przez Rosję zostało oddalone, dlatego też ten czynnik nie powinien w tym momencie ograniczać wzrostów EUR.

Dodatkowo rynek czeka na przedstawienie przynajmniej ogólnego zarysu nowego narzędzia o nazwie TPM (Transmission Protection Mechanism), który EBC zamierza wykorzystać do walki ze wzrostem spread’ów pomiędzy obligacjami europejskimi. Ostatnio duża rozbieżność nastąpiła między papierami włoskimi a niemieckimi.

Złoty wczoraj lekko się osłabił. Dziś rano EUR/PLN jest przy 4,77 a USD/PLN przy 4,67. Teoretycznie brak materializacji czarnego scenariusza związanego z przesyłem gazu powinno działać korzystnie na złotego. Jak na razie nie widać większej reakcji.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Dążenie do niezależności napędza niemiecką transformację energetyczną

W perspektywie średnioterminowej nowe, ambitne cele Niemiec powinny zwiększyć udział energii odnawialnej w ich miksie energetycznym nawet powyżej poziomu, który byłby potrzebny do osiągnięcia celów klimatycznych z Paryża do 2035 roku.

Wyścig o suwerenność energetyczną, wywołany inwazją Rosji na Ukrainę, może sprawić, że niemiecka transformacja ekologiczna znacznie przekroczy linię mety. Pomimo zwiększonego wykorzystania węgla do produkcji energii elektrycznej w krótkim okresie, system EU ETS (Europejski System Handlu Emisjami – znany także jako „wspólnotowy rynek uprawnień do emisji dwutlenku węgla ”) ograniczy dodatkowe emisje, węgiel nadal więc jest na dobrej drodze do wycofania go z użycia do 2030 roku.

Konieczna koordynacja rozbudowy infrastruktury

Osiągnięcie celu czterokrotnego wzrostu mocy energii odnawialnej wymaga zmiany paradygmatu w kluczowych obszarach systemu elektroenergetycznego. Procedury planowania i zatwierdzania dla sieci energii odnawialnej, elektrycznej i wodorowej muszą być konsekwentnie upraszczane i przyspieszane. Ponadto pilnie potrzebna jest koordynacja rozbudowy infrastruktury dla sieci elektrycznych, gazowych i wodorowych, co jest mało prawdopodobne bez zintegrowanego planu rozwoju systemu.

Rozwój odnawialnych źródeł energii będzie dużym bodźcem rozwoju gospodarczego:
40 mld EUR wartości dodanej rocznie do 2035 r. (1,1% w PKB w 2021 r.) i 440 000 miejsc pracy w samych Niemczech.

Wyścig o suwerenność energetyczną wywołany inwazją Rosji na Ukrainę sprzyja przekroczeniu pierwotnych planów zielonej transformacji Niemiec

Zbliżająca się groźba wstrzymania importu gazu z Rosji postawiła w centrum uwagi zależność energetyczną Niemiec. Krótkoterminowe rozwiązanie polegało na większym poleganiu na węglu do wytwarzania energii elektrycznej, co budzi obawy, że zielona transformacja kraju zejdzie z kursu. Jest to jednak mało prawdopodobne z trzech powodów:

  • Większa produkcja energii elektrycznej z węgla nie spowoduje wzrostu emisji CO2 w UE, ponieważ są one ograniczone przez unijny system handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS). Dodatkowe wykorzystanie węgla spowoduje jednak wzrost cen CO2 w tym systemie, prowadząc do mniejszej emisji CO2 w innych gałęziach przemysłu objętych EU ETS.
  • Ceny w EU ETS pozostaną powyżej poziomów, które pozwoliłyby na konkurencyjność węgla na rynku energii elektrycznej. Węgiel w energetyce wymaga cen EU ETS poniżej 60 euro, podczas gdy obecne ceny wahają się między 80-90 euro i oczekiwany jest ich dalszy wzrost.
  • Niemiecki rząd nadal jest zaangażowany w wycofywanie węgla do 2030 r., choć zobowiązanie to nie zostało jeszcze uregulowane. Biorąc pod uwagę podwyższone ceny w ramach EU ETS, jest bardzo mało prawdopodobne, aby węgiel przetrwał zbyt długo jako substytut rosyjskiego gazu; wspomniane ceny (uprawnień) “wypchną” go z rynku.

W perspektywie średnioterminowej ambitne nowe cele Niemiec zakładają ponad czterokrotny wzrost mocy odnawialnych, co przyspieszy odchodzenie od rosyjskiego gazu. Pozytywną stroną kryzysu energetycznego jest to, że w jego następstwie cel 1,5°C (cel z konferencji w Paryżu ograniczenia zmian klimatycznych do 1,5° C) może nawet zostać przekroczony, ponieważ planowany miks energetyczny na 2030 r. jest bardzo zbliżony (a nawet nieco bardziej ambitny) w porównaniu z niezbędnym miksem dla „paryskiego celu 1,5°C”.

Co trzeba zrobić, aby do 2035 roku czterokrotnie zwiększyć moc energii odnawialnej?

Podstawą do zwiększenia mocy energii odnawialnej jest niemiecki „pakiet wielkanocny” (ogłoszony w kwietniu), który przewiduje, że do 2030 roku energia zielona będzie stanowić 80% zużycia energii elektrycznej brutto (z 42% obecnie i poprzedniego celu 65%). Ponadto planuje się, że do 2035 roku krajowa produkcja energii elektrycznej będzie niemal neutralna pod względem emisji gazów cieplarnianych. Niemcy realizują w ten sposób zalecenie Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) dotyczące neutralnych dla klimatu dostaw energii elektrycznej do 2035 roku, co zostało również wspólnie ogłoszone przez grupę G7 na jej ostatnim spotkaniu w Elmau w Niemczech.

Planowane przyrosty mocy energii odnawialnej w NiemczechPlanowane przyrosty mocy energii odnawialnej w Niemczech

Źródła: Allianz Research

Są to bez wątpienia ambitne cele. W końcu, zakładając zużycie energii elektrycznej brutto na poziomie 750 terawatogodzin (TWh) w 2030 r. – ponieważ zapotrzebowanie na energię elektryczną ma gwałtownie wzrosnąć ze względu na rosnącą elektryfikację procesów przemysłowych, ciepła i transportu (sprzężenie sektorowe) – oraz w celu bezpiecznego osiągnięcia celu 80% bioenergii, wytwarzanie energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych będzie musiało wzrosnąć z nieco poniżej 240 TWh obecnie do 600 TWh w 2030 r. i 875 TWh w 2035 r. Oznacza to, że w 2035 r. moc zainstalowana wyniesie blisko 160 GW w przypadku lądowej energii wiatrowej (54 GW w 2020 r.), 60 GW morskiej energii wiatrowej (8 GW w 2020 r.) oraz ponad 300 GW w przypadku fotowoltaiki (PV, 54 GW w 2020 r.). W rezultacie, do 2035 roku udział energii odnawialnej w produkcji energii elektrycznej wyniesie prawie 90%, podczas gdy wodór wniesie kolejne 7% neutralnej dla klimatu energii elektrycznej. Przynajmniej na papierze, można by się skłaniać do twierdzenia, że do tego czasu będzie to neutralność klimatyczna. Ponieważ w 2035 roku Niemcy będą eksportować ponad 4% energii elektrycznej, produkcja energii elektrycznej neutralnej dla klimatu przewyższy krajowe zużycie energii elektrycznej. Jednak aby zintegrować rosnący udział energii odnawialnej, potrzeba około 75 GW mocy dyspozycyjnej, która wypełni lukę w przypadku braku energii odnawialnej. Obejmuje to elektrownie biogazowe oraz elektrownie na gaz ziemny, które będą musiały przestawić się na korzystanie z wodoru tak szybko, jak tylko pozwoli na to wzrost produkcji wodoru.

Oprócz elektrowni dyspozycyjnych potrzebne jest blisko 100 GW mocy z dodatkowych „usług elastycznych”

Wymagane zmiany: koordynacja i uproszczenie budowy infrastruktury, a także zwiększenie rezerw elastyczności systemu

Osiągnięcie tego celu wymaga jednak zasadniczej zmiany paradygmatu w kluczowych obszarach systemu elektroenergetycznego. Procedury planowania i zatwierdzania sieci energii odnawialnej, elektrycznej i wodorowej muszą być konsekwentnie upraszczane i przyspieszane. Rząd pokazał, że jest to możliwe, wydając nadzwyczajne zezwolenia i rozpoczynając już budowę wciąż brakującej, ale niezbędnej infrastruktury LNG.

W celu uzupełnienia rozwoju odnawialnych źródeł energii, oprócz wspomnianych elektrowni „dyspozycyjnych” swoje zdolności zwiększyć muszą także podmioty zapewniające elastyczność systemu, aby poradzić sobie z rosnącą zmiennością produkcji energii elektrycznej spowodowaną brakiem ciągłości mocy uzyskiwanej z wiatru i PV. Usługi w zakresie elastyczności mogą reagować na niskie dostawy energii elektrycznej poprzez zmniejszenie zapotrzebowania na energię elektryczną lub nawet odwrócenie przepływu i dostarczanie energii elektrycznej do sieci. Moc elastyczności będzie musiała wzrosnąć dziesięciokrotnie z 10GW obecnie do prawie 100GW w 2035 roku (wykres).

Planowane przyrosty mocy energii odnawialnej w NiemczechPlanowane przyrosty mocy energii odnawialnej w Niemczech

Sources: Agora, Prognos, Consentec, Allianz Research

Atrakcyjne obszary przyjaznego dla systemu zarządzania stroną popytową obejmują ładowanie pojazdów elektrycznych, wytwarzanie ciepła (obsługa 9 mln pomp ciepła w 2035 r.) oraz produkcję wodoru przez elektrolizery. Magazynowanie w akumulatorach i elektrowniach szczytowo-pompowych już dziś przyczynia się do elastyczności, przy czym akumulatory stanowią ogromny potencjał do dalszej rozbudowy. Przewiduje się, że lwia część pojemności akumulatorów nie będzie pochodzić z dużych sieci, lecz raczej z wysoce zdecentralizowanych domowych systemów magazynowania energii (w połączeniu z fotowoltaiką dachową) oraz akumulatorów pojazdów elektrycznych, które są „sprzężone sektorowo” dzięki dwukierunkowemu ładowaniu z powrotem do sieci elektrycznej za pośrednictwem systemu vehicle-to-grid. Łącznie akumulatory mogłyby zapewnić około 90% potrzebnej pojemności elastycznej w 2035 r.

440 000 miejsc pracy: neutralny klimatycznie system energetyczny Niemiec to także (znaczny) bodziec gospodarczy

Neutralny klimatycznie system elektroenergetyczny Niemiec wiązać się będzie także ze znacznymi korzyściami dla wzrostu gospodarczego i zatrudnienia. Samo zwiększenie mocy ze źródeł odnawialnych do 2035 roku wymaga inwestycji o wartości średnio 28 mld euro rocznie (bezpośrednich i pośrednich – te ostatnie dotyczą łańcuchów dostaw inwestycji w energię odnawialną). Spowoduje to powstanie dodatkowej wartości dodanej w wysokości 40 mld euro rocznie, co stanowi 1,4-krotność inwestycji lub 2,7-krotność wsparcia fiskalnego ze strony rządu. W międzyczasie ekspansja w zakresie energii odnawialnej będzie związać się z zatrudnieniem w latach 2022-2035 średnio 440 000 pracowników. Może to być jednak błogosławieństwo lub przekleństwo. Jeśli gospodarka pozostanie słaba, będzie to bardziej niż mile widziany bodziec gospodarczy. Jeśli jednak gospodarka ponownie wejdzie w fazę hossy lub ożywienia globalnych łańcuchów dostaw, nie będzie nadążać za ekspansją i może to wywołać dalszą presję cenową na ograniczone zasoby (pracy), prowokując inflację lub nawet ułatwiając powstanie spirali płacowo-cenowej.

Nasza analiza obejmuje krótkoterminowe korzyści ekonomiczne w pierwszych pięciu latach funkcjonowania instalacji. Ich wkład w wartość dodaną waha się od 37% dla nowo tworzonych instalacji fotowoltaicznych do 52% dla energii wiatrowej pozyskiwanej na morzu. Wielkość inwestycji przekroczy 1% obecnego PKB pod koniec dekady, a w całym okresie wartość dodana brutto przyczyni się do wzrostu gospodarczego średnio o ponad 1%. Liczba 440 000 miejsc pracy jest obliczona raczej „konserwatywnie” i zakłada tylko wpływ ekspansji energii odnawialnej. Także rzeczywisty wkład we wzrost PKB będzie prawdopodobnie znacznie większy niż 1% rocznie.

Dr Remigiusz Kopoczek dyrektorem Narodowego Centrum Badań i Rozwoju

W wyniku konkursu dr Remigiusz Kopoczek został powołany przez Ministra Edukacji i Nauki, prof. Przemysława Czarnka na stanowisko dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Kadencja dyrektora NCBR trwa cztery lata.

Przez ostatnie pięć miesięcy dr Remigiusz Kopoczek pełnił obowiązki dyrektora instytucji. Zastąpił on na stanowisku dra inż. Wojciecha Kamienieckiego, który 17 lutego br. złożył rezygnację ze stanowiska. Zgodnie z Ustawą o Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, pozycja została obsadzona w drodze konkursu przeprowadzonego przez Ministra właściwego do spraw nauki.

– Powierzam panu dyrektorowi funkcję w szczególnym momencie przygotowywania przez Centrum pierwszych konkursów w ramach nowej perspektywy budżetowej Unii Europejskiej. Jestem przekonany, że rozpoczęte już przez niego działania będą sprawnie i efektywnie kontynuowane, a NCBR wzmocni swoją pozycję największego ośrodka kreującego innowacje nie tylko w Polsce, ale również w Europie Środkowo-Wschodniej – powiedział prof. Przemysław Czarnek, Minister Edukacji i Nauki.

NCBR, jako Instytucja Pośrednicząca w wydatkowaniu środków europejskich, będzie ich dysponentem w ramach programów Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG) oraz Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego (FERS). Już w czwartym kwartale br. planowane jest ogłoszenie pierwszego konkursu na dofinansowanie innowacyjnych projektów. Centrum cały czas organizuje również konkursy o granty w ramach środków krajowych, współpracy międzynarodowej czy w ramach programu Horyzont Europa.

– Przez piętnaście lat działalności, NCBR prężnie działał na rzecz polskich innowacji – stworzył platformę do współdziałania biznesu i nauki, by rozwiązania jutra służyły nam już dziś. To ogromny zaszczyt ale również odpowiedzialność kierować tak ważną dla krajowej gospodarki instytucją – komentuje nominację dyrektor Kopoczek. – Nowe technologie cały czas się zmieniają, świat pędzi do przodu. Przyjazna dla środowiska energetyka, technologie kosmiczne czy cyberbezpieczeństwo – potrzeby tych oraz wielu innych branż muszą zostać przez Centrum właściwie zaadresowane by rodzime przedsiębiorstwa dotrzymały kroku zagranicznym konkurentom.

Dr Remigiusz Kopoczek jest od lat związany ze środowiskiem naukowym. Doktoryzował się na Uniwersytecie Szczecińskim. Od 2020 roku jest członkiem Senatu Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. W latach 2012-2016 pełnił funkcję prodziekana ds. kształcenia i studentów na Wydziale Artystycznym Uniwersytetu Śląskiego. Jest współautorem kierunków studiów z dziedziny projektowania gier i przestrzeni wirtualnej oraz autorem i współautorem publikacji m.in. na temat procesu tworzenia gier komputerowych, wykorzystywania multimediów i rzeczywistości wirtualnej w edukacji. W ostatnich latach sprawował stanowisko prezesa zarządu pierwszego akceleratora gier wideo ARP Games. Przed objęciem pełniącego obowiązki dyrektora NCBR był prezesem zarządu jednej z największej konferencji gospodarczej w Polsce – Kongres 590.

Akcje Netflixa szarżują po wynikach

Wczoraj po zakończeniu sesji kasowej gigant streamingowy, Netflix przekazał wyniki za II kwartał. Rynki oczekiwały ich z zapartym tchem ponieważ poprzednie raporty kwartalne były przyczyną dramatycznych wyprzedaży akcji firmy i okazywały się być zapowiedzią podaży na głównych indeksach. Tym razem Netflix pobił oczekiwania analityków, a cena akcji rośnie prawie 8% przed otwarciem rynku jednak czy wyniki naprawdę są tak dobre?

Wyniki jakimi podzielił się Netflix:

Przychody: 7,97 mld USD vs 8.05 mld USD prognozowanych (7,87 mld USD w I kw. 2022)

EPS: 3,20 USD vs 2.99 USD prognozowanego (3,53 USD w I kw. 2022 )

Subskrypcje: Strata 970 k vs 2 mln prognozowanej (200 000 straty w I kw. 2022)

Spółka podzieliła się wstępnymi prognozami na III kw. 2022:

Przychody: 7,87 mld USD vs 8,18 mld USD oczekiwań

EPS: 2,14 USD vs 2,74 USD oczekiwanego

Subskrypcje: Wzrost o 1 mln vs 1,8 mln oczekiwań

  • Wyniki Netflixa mają mieszany wydźwięk jednak popyt uwolnił się ponieważ spółka straciła ponad połowę subskrybentów mniej niż zakładała. Dodatkowo Netflix pokonał prognozy zysku na akcję. Jednocześnie jednak przychody okazały się być poniżej oczekiwań, a spółka oczekuje dalszego spowolnienia;
  • Warto wziąć poprawkę na to, że prognozy spółki z I kw. zakładające stratę 2 mln subskrypcji były nie tyle ostrożne co katastroficzne. Poprzeczka została zaniżona w taki sposób, że spółce de facto ciężko byłoby jej nie pokonać, zwłaszcza biorąc pod uwagę premierę nowego sezonu Stranger Things. Firma przyznała się do obniżenia prognoz przychodów płatnych subskrypcji w bieżącym kwartale m.in. ze względu na ryzyko kursowe rzutujące na sprzedaż;
  • Analitycy Bloomberg Intelligence podzielają obawy wokół osłabionych prognoz spółki na III kw. tego roku oraz podkreślają brak katalizatorów (w tym kwartale był nim Stragner Things) i presję walutową, która może wspierać niedźwiedzi dla Netflixa scenariusz rosnącej konkurencji i zmiany wydatków gospodarstw domowych. To wszystko rodzi obawy wokół dłuższego utrzymania popytu na walorach Netflixa;
  • Silny dolar może ciążyć Netflixowi w przyszłości. Blisko 60% przychodów spółki pochodzi spoza USA, dodatkowo Netflix większość wydatków ponosi w dolarach zatem nie korzysta na mocnej walucie. Specjalnie w związku z nadzwyczajną sytuacją na rynku walut Netflix zamieścił sekcję F/X Neutral Operating Margin Disclosure, która ma za zadanie pokazać jak wpływ F/X wpłynął na marżowość. Spółka podkreśliła negatywny wpływ aprecjacji dolara na obecne wyniki. Przychody wzrosły blisko 9% rok do roku jednak wzrosłyby o prawie 13% jeśli negatywnego wpływu nie miałby rynek walutowy. Zysk operacyjny i marża nieznacznie przekroczyły szacunki firmy;
  • Netflix mimo głośnej premiery Stranger Things stracił prawie 1 mln klientów w tym kwartale, to wciąż blisko 500% więcej niż w poprzednim kwartale. Dodatkowo strategia polegająca na budowaniu zaniżonych prognoz co kwartał w celu zbudowania atmosfery wokół “pozytywnego zaskoczenia” wydaje się być drogą do nikąd. Rynek oczekuje od Netflixa skokowego wzrostu przychodów i nowych subskrypcji, by firma potwierdziła swój status lidera rynku platform streamingowych, który został zakwestionowany w obliczu osłabienia i rosnącej konkurencji;
  • Spółka wciąż jest w stanie gromadzić przed ekranami miliony, a w czerwcu udział Netflixa w oglądaniu telewizji w USA niemalże pobił połączone wyniki gigantów NBC i CBS i wybił historyczne szczyty osiągajac blisko 7,7 %  całkowitej oglądalności. Pośrednio to jednak zasługa nowego, udanego sezonu Stranger Things, które wygenerowało 1,3 mld godzin oglądalności w pierwszych 4 tygodniach po premierze oraz spowodowało wzrost oglądalności starszych sezonów.

Reklamy i dzielenie kont

List do akcjonariuszy nie sprecyzował dokładnej daty pojawienia się reklamodawców w platformie streamingowej jednak szacowany przez Netflixa termin to “około początku 2023 roku”. Poprzednio spółka poinformowała o wprowadzeniu nowego modeli biznesowego jeszcze w tym roku.

Spółka przekazała, że znajduje się w początkowej fazie prac nad monetyzacją blisko 100 mln gospodarstw domowych, które korzystają z jej usług nie płacąc. W 2023 roku Netflix zamierza stworzyć uproszczony model płatnego dzielenia się hasłami między gospodarstwami domowymi we wszystkich krajach (obecne stawki za dzielenie konta w wybranych krajach Ameryki Łacińskiej wynoszą 2,99 USD).

Wykres akcji NetflixWykres akcji Netflix (NFLX.US), interwał MN. Spółka znajdowała się w długoterminowym kilkuletnim silnym trendzie wzrostowym, który został zakwestionowany w 2022 roku. Po potężnych spadkach, w których Netflix stracił od początku 2022 prawie 67% wyceny akcje próbują odreagowywać, dzisiejsze otwarcie sugeruje poziomy w okolicach 220 USD. Wczorajsza sesja sprawiła, że Netflix zamknął się powyżej 200 USD i zarazem powyżej 21.6 zniesienia fali spadkowej  wg. Fibonacciego, co rodzi nadzieję wokół odreagowania nawet w kierunku 270 USD, gdzie obserwujemy zniesienie 31.8. Odreagowanie może jednak okazać się tymczasowe. Spółkom growth ciążyły wygórowane oczekiwania analityków, dziś zderzają się z inną rzeczywistością. Źródło: xStation5

PGE zbuduje największy magazyn energii w Europie

Unikalny na skalę europejską projekt magazynu energii PGE w Żarnowcu o mocy powyżej 200 MW uzyskał pierwszą w Polsce promesę koncesji na magazynowanie energii elektrycznej w wielkoskalowym elektrochemicznym magazynie energii. Promesa została wydana przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki.

Grupa PGE pracuje nad budową największego magazynu energii w Europie. Projekt otrzymał, jako pierwszy w Polsce, promesę koncesji na magazynowanie energii. Celem strategicznym Grupy w obszarze magazynowania energii jest posiadanie 800 MW nowych instalacji magazynowania energii w Polsce w 2030 roku. Instalacje zapewnią bezpieczną integrację systemową nowych odnawialnych źródeł energii, przyczynią się do stabilizacji systemu elektroenergetycznego oraz poprawią bezpieczeństwo energetyczne kraju – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej – Projekt magazynu energii w Żarnowcu wpisuje się w cele Europejskiego Zielonego Ładu
w zakresie lepszej integracji energii elektrycznej z OZE oraz ograniczenia wykorzystania wysokoemisyjnych jednostek konwencjonalnych
– dodaje.

Projekt budowy wielkoskalowego Bateryjnego Magazynu Energii Elektrycznej (dalej: BMEE) przy Elektrowni Szczytowo-Pompowej (dalej: ESP) Żarnowiec o mocy nie mniejszej niż 200 MW i pojemności ponad 820 MWh jest jednym z największych tego typu projektów na skalę europejską.

W czerwcu 2022 roku projekt uzyskał Decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach, która jest niezbędnym, niezwykle istotnym krokiem na drodze kontynuacji prac projektowych. Kolejnym krokiem milowym w realizacji inwestycji było uzyskanie pierwszej w Polsce promesy koncesji na magazynowanie energii elektrycznej.

Potencjał na innowacyjną instalację hybrydową w Żarnowcu

Projekt ten ma na celu połączenie istniejącej ESP Żarnowiec o mocy 716 MW z BMEE o mocy nie mniejszej niż 200 MW i pojemności ponad 820 MWh. Uzyskana dzięki temu innowacyjna instalacja hybrydowa o mocy co najmniej 921 MW i pojemności ponad 4,6 GWh, co odpowiada mocy największych konwencjonalnych bloków w Polsce, będzie w stanie świadczyć pełen zakres regulacyjnych usług systemowych, posłużyć do „odbudowy” systemu energetycznego lub zasilić energią około 200 tysięcy domów przez okres co najmniej 5 godzin (przy średnim obciążeniu 5 kW na dom).

W pierwszym kwartale 2022 roku planowany BMEE został wpisany do rejestru Rynku Mocy, a prowadzone już wcześniej prace projektowe doprowadziły do uzyskania dla niego warunków przyłączenia do sieci przesyłowej.

Dodatkowo BMEE będzie pełnił funkcję bilansowania technicznego i handlowego dla niestabilnych źródeł energii odnawialnej tj. lądowych i morskich farm wiatrowych oraz farm fotowoltaicznych należących do Grupy PGE.

Prace nad projektem realizowane są zgodnie z przyjętym harmonogramem. Skala, funkcjonalność, położenie i znaczenie tego projektu dla Krajowego Systemu Energetycznego (dalej: KSE) oraz rozwoju odnawialnych źródeł energii pozwala stwierdzić, że jest to projekt innowacyjny nie tylko na skalę kraju, ale również Europy.

Projekt ubiega się o dotacje ze środków Komisji Europejskiej oraz dodatkowo Grupa PGE poszukuje także partnerów biznesowych w celu sfinansowania inwestycji.

Hub energetyczny ze wsparciem magazynu energii

Lokalizacja projektu oddalona jest o ok. 10 km od Morza Bałtyckiego, na którym PGE posiada trzy decyzje lokalizacyjne umożliwiające budowę morskich farm wiatrowych o łącznej mocy 3,5 GW. Ok. 30 km od ESP Żarnowiec i planowanego magazynu energii znajduje się należąca do Grupy PGE Farma Wiatrowa „Lotnisko” o mocy ok. 100 MW z potencjałem rozbudowy o kolejne 140 MW w tym m.in. o wielkoskalowe farmy fotowoltaiczne. Wszystkie wymienione aktywa Grupy PGE będą połączone z KSE poprzez stację elektroenergetyczną „Żarnowiec” 400/110 kV znajdującą się ok. 2 km od ESP Żarnowiec i BMEE oraz stację elektroenergetyczną „Choczewo” 400 kV budowaną na potrzeby morskich farm wiatrowych w niedalekiej odległości (ok.15-20 km) od stacji Żarnowiec. Połączenie wymienionych jednostek w jednym obszarze KSE umożliwi integrację zielonej energii elektrycznej wytworzonej w tych aktywach oraz zwiększy ich elastyczność i sterowalność.

Potencjał planowanej instalacji hybrydowej może również okazać się pomocny dla wzrostu bezpieczeństwa energetycznego Polski i krajów Bałtyckich. Będzie mieć również wpływ na konkurencyjność rynków energii oraz synchronizację systemów energetycznych Litwy, Łotwy i Estonii z systemem Europy kontynentalnej poprzez projekt Harmony Link, będący międzysystemowym połączeniem do wymiany energii elektrycznej między Litwa i Polską. Dzięki temu połączeniu system elektroenergetyczny Litwy zostanie połączony z polskim systemem za pomocą podmorskiego kabla o długości 330 kilometrów między stacjami elektroenergetycznymi w Żarnowcu i Dorbianach na Litwie.

Jednorazowe butelki szklane w systemie kaucyjnym – to zniszczy polski handel detaliczny i radykalnie obniży zbiórkę szkła

Ok. 70% – to wysokość recyklingu opakowań szklanych w Polsce, pozyskiwana już teraz w gminnych systemach zbiórki i segregacji odpadów opakowaniowych. Włączenie butelek szklanych jednorazowego użytku do systemu kaucyjnego – to rozwiązanie najgorsze z możliwych. Uderzy w polski handel detaliczny i pogorszy zbiórkę frakcji szklanej, której – na tle pozostałych opakowań plastikowych i puszek – pozyskuje się najwięcej. Polska Izba Handlu wraz z 16 organizacjami branżowymi napisała w tej sprawie list do premiera Mateusza Morawieckiego oraz Ministrów: Anny Moskwy – z resortu Klimatu i Środowiska oraz Waldemara Budy – z resortu Rozwoju i Technologii. Zaapelowano w nim o pozostawienie jednorazowych butelek szklanych w systemie gminnym i wyłączenie ich z planów objęcia systemem kaucyjnym.

Polska Izba Handlu wraz z 16 organizacjami związanymi z produkcją i recyklingiem opakowań szklanych oraz polskim sektorem handlu przyjęła treść wspólnego oświadczenia, w którym apeluje się o pozostawienie butelek szklanych jednorazowego użytku w gminnych systemach zbiórki oraz nieobejmowanie jednorazowego szkła systemem kaucyjnym.

Koalicjanci wyrażają przekonanie, że premier polskiego rządu przychyli się do argumentacji instytucji takich jak Polska Izba Handlu najszerszej reprezentacji handlu w Polsce, co uchroni przedstawicieli m.in. 40% małego i średniego, polskiego, handlu przed rozwiązaniami, które zagrażają rodzimej gospodarce – w tak ważnym sektorze, jakim jest sprzedaż żywności i napojów – i w tak niesprzyjających warunkach gospodarczych (galopująca inflacja) oraz geopolitycznych (niestabilne łańcuchy dostaw, wojna w Ukrainie, obostrzenia pandemiczne).

Włączenie butelek szklanych jednorazowego użytku to dla sklepów osiedlowych, które są domeną polskiego handlu detalicznego – to wyzwania organizacyjne, logistyczne i finansowe niewspółmierne do zakładanych przez ustawodawcę efektów. Dodatkowe obowiązki związane z odbieraniem opakowań wszystkich frakcji od klientów, ich dystrybucją do recyklera i sprawozdawczością, mogą obniżyć poziom uczestnictwa sklepów w systemie kaucyjnym. Pamiętajmy, że podstawowym celem ustawy i implementowanej przez nią Dyrektywy SUP 2019/904, powinna być zbiórka opakowań jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych.

W przypadku handlu detalicznego ważną kwestią jest problem bezpieczeństwa i ograniczeń przestrzennych przy magazynowaniu opakowań szklanych. Składowanie butelek szklanych wymaga wygospodarowania i odpowiedniego zabezpieczenia dużej części powierzchni sklepu, co w przypadku wielu sklepów będzie powodowało utrudnienia w działalności handlowej. Równie istotne są względy bezpieczeństwa i higieny pracy, w tym zwiększone ryzyko stłuczek. Po stronie placówek pozostaje proces bezpiecznego odbioru butelki szklanej od klienta, przeniesienia jej w wydzielone na terenie sklepu miejsce do składowania oraz pozostałe czynności związane ze sprawozdawczością, które łącznie zakłócą przebieg procesu handlowego.

Pod treścią listu skierowanego do premiera Mateusza Morawieckiego oraz ministrów Anny Moskwy – i Waldemara Budy, o pozostawienie zbiórki butelek szklanych jednorazowego użytku w systemach gminnych, podpisali się przedstawiciele łącznie 17 organizacji, w tym handlu: Polskiej Izby Handlu, Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji; producenci napojów: ze Stowarzyszenia Krajowa Unia Producentów Soków, Stowarzyszenia Polska Wódka, Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy, Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa; producenci szkła: Związku Pracodawców Polskie Szkło; producenci rolni i sadowniczy: Federacji Branżowych Związków Producentów Rolnych, Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw, Krajowego Stowarzyszenia Przetwórców Owoców i Warzyw, Stowarzyszenia Polskich Dystrybutorów Owoców i Warzyw „Unia Owocowa”, Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego, Związku Sadowników RP, Stowarzyszenia Sady Grójeckie, Stowarzyszenia Plantatorów Jagody Kamczackiej; recyklingu: Izby Pracodawców Recyklingu Opakowań EKOPAK, a także Interzero.

Rosną obroty w centrach handlowych, ale w dużej mierze jest to efekt inflacji

  • Obroty w centrach handlowych w maju 2022 r. były o 22% wyższe niż w maju 2019 r.
  • W podziale na kategorie najlepsze wyniki notowały: żywność (+67%) i gastronomia (+34%). Bazą porównawczą był maj 2019 r.
  • Obroty wzrosły we wszystkich kategoriach obiektów. Najszybciej w największych galeriach (powyżej 60 tys. mkw. GLA), gdzie obroty były o 29% wyższe niż w maju 2019 r. Duże obiekty (40-60 tys. mkw. GLA) notowały wzrosty o 18%, a średnie (20-40 tys. mkw. GLA) i najmniejsze (5-20 tys. mkw. GLA) o 15%.

Odwiedzalność centrów handlowych w czerwcu 2022 r., mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu, była o 1,4% wyższa niż w czerwcu 2019 r.

– Obroty w centrach handlowych rosną kolejny miesiąc z rzędu, a klienci odwiedzają je częściej niż przed pandemią. Ze wskaźnika Turnover Index wynika, że w maju obroty wzrosły o 22%, czyli nieco szybciej niż inflacja. Odwiedzalność, prezentowana w oparciu o Footfall Density Index, w czerwcu była o 1,4% wyższa niż w czerwcu 2019 r. Najnowsze dane potwierdzają, że klienci wrócili do zwyczajów zakupowych sprzed pandemii. To pozwala z ostrożnym optymizmem oceniać możliwości wzrostu w branży centrów handlowych. Nadal bowiem należy pamiętać o wciąż rosnącej inflacji, kosztach energii i niepewności dalszego rozwoju sytuacji gospodarczej – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Już trzeci miesiąc z rzędu duży wpływ na wzrost obrotów mają zwiększone zakupy spożywcze. Dotyczą one tak Polaków, jak i dodatkowych konsumentów, którymi są uchodźcy z Ukrainy. Z kolei wzrost obrotów w gastronomii pokazuje, że klienci spragnieni kontaktów z innymi wrócili do przyzwyczajeń sprzed pandemii i spędzania wolnego czasu w galeriach. Aspekt społeczny centrów handlowych znów mocno nabiera znaczenia, a teorie o zmierzchu handlu stacjonarnego okazały się nietrafione.

Równolegle ze zwiększonymi obrotami rośnie odwiedzalność, która od kwietnia 2022 r. jest wyższa od tej sprzed pandemii. W wynikach odwiedzalności widać obecność grupy dodatkowych konsumentów, pochodzących z Ukrainy. Ich wpływ na odwiedzalność jest widoczny zwłaszcza w tych miejscach, gdzie koncentrują się uchodźcy.

Footfall Density Index – wskaźnik odwiedzalności centrów handlowych, pokazujący liczbę klientów w ciągu miesiąca, w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni najmu. Jest przygotowywany na podstawie informacji dostarczanych z nowoczesnych systemów kamer, pozwalających na rzeczywiste, codzienne mierzenie ruchu w centrach handlowych. Klienci odwiedzający galerie są liczeni za pomocą kamer 3D zainstalowanych przy każdym wejściu. Aby zminimalizować możliwość błędów, kamery montowane są również w dodatkowych miejscach, kluczowych dla weryfikacji ruchu w danym obiekcie. To najbardziej miarodajny system analizujący przepływy klientów w centrach handlowych, wyróżniający się dokładnością sięgającą 98%. Dane są zbierane w ponad 120 obiektach handlowych o łącznej powierzchni powyżej 4,5 mln mkw., co stanowi 35% rynku centrów handlowych w Polsce. Nieprzerwalnie od 2008 r., dane te są zbierane i weryfikowane przez PwC, wiodącego międzynarodowego audytora.

Depozyt w Urzędzie Patentowym – nowy oręż w walce z nieuczciwą konkurencją?

W Sejmie opiniowany jest obecnie projekt zmian do ustawy – Prawo własności przemysłowej („p.w.p”), a właściwie projekt całkowicie nowej ustawy. Obecna regulacja została uchwalona ponad 22 lata temu (30 czerwca 2000 r.) i była nowelizowana ponad 20 razy – co oznacza niemal jedną nowelizację rocznie. Przyjęte w p.w.p. rozwiązania są często krytykowane jako niedostosowane do zachodzących zmian, w szczególności w zakresie cyfryzacji i elektronizacji.

Z uzasadnienia projektu wynika, że ustawodawca podjął się nie lada wyzwania. Ma on – jak czytamy w obszernym uzasadnieniu – uczynić ochronę posiadanych praw własności przemysłowej bardziej skuteczną, co w konsekwencji –zminimalizuje także ryzyka finansowe związane z koniecznością ponoszenia kosztów postępowań sądowych i odszkodowań za potencjalne naruszenia cudzych praw.

Cele są niewątpliwie ambitne: to, czy uda się je zrealizować, pokaże praktyka. Niewątpliwie natomiast niektóre z projektowanych rozwiązań są nowe dla polskiego porządku prawnego.

Należy do nich m.in. instytucja depozytu informacji technicznych i technologicznych przedsiębiorców.

W tym miejscu należą się dwa słowa wyjaśnienia.

Tajemnica przedsiębiorstwa

O ile znaki towarowe czy wzory przemysłowe można zarejestrować w Urzędzie Patentowym i w razie sporu wylegitymować się stosownym certyfikatem, to samo know-how (podobnie zresztą jak prawa autorskie) nie podlega ujawnieniu w żadnych publicznych rejestrach. W rezultacie to, czy w razie ewentualnego sporu przedsiębiorca zdoła wykazać, że know-how należy do niego i że stanowi tajemnicę jego przedsiębiorstwa, zależy tylko od podjętych przez niego wysiłków w celu odpowiedniego zabezpieczenia informacji. Jeżeli przedsiębiorca/pracodawca nie podjął działań w kierunku ich odpowiedniego zabezpieczenia, to informacja – nawet najcenniejsza – nie stanowi tajemnicy przedsiębiorstwa.

Zabezpieczenie KNOW-HOW firmy

Wśród działań, jakie mogą zostać podjęte przez przedsiębiorcę celem zabezpieczenia tajemnic przedsiębiorstwa wymienia się: środki ochrony fizycznej (np. dozór fizyczny, kontrola dostępu do pomieszczeń, monitoring), organizacyjnej (np. technologie zapewniające bezpieczeństwo sieci informatycznych, poinformowanie pracowników o potrzebie ochrony informacji, wprowadzenie stosownych wewnętrznych procedur) czy prawnej ( np. klauzule do umów o pracę, oddzielne umowy o poufności czy zakazy konkurencji). Ostatecznie jednak w razie sporu sądowego o tym, czy dane informacje poufne były na tyle chronione przez przedsiębiorcę, by uznać je za „tajemnicę przedsiębiorstwa” decyduje sąd.

Depozyt informacji technicznych i technologicznych przedsiębiorców

W założeniu ustawodawcy, projektowany depozyt ma ułatwić przeprowadzenie przez przedsiębiorcę dowodu na okoliczność pierwszeństwa istnienia informacji stanowiącej tajemnicę przedsiębiorstwa i na okoliczność treści (przedmiotu) tej informacji. Depozyt może – jak czytamy w OSR (Ocenie Skutków Regulacji) – być również przydatny w postępowaniach sądowych toczących się na podstawie ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Mianowicie, złożenie dokumentów do depozytu ma w założeniu pomóc przedsiębiorcy w przeprowadzeniu dowodu na okoliczność bezprawnego pozyskania informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa, pozyskania informacji bez zgody uprawnionego czy uzyskania nieuprawnionego dostępu, przywłaszczenia lub kopiowania dokumentów.

Poprzeczka została ustawiona wysoko – choć same przepisy – na pierwszy rzut oka przynajmniej – są dość lakoniczne. Nowelizacja przewiduje m.in. iż depozyt zawierający informacje techniczne i technologiczne prowadzi Urząd Patentowy, zaś przedmiotem depozytu jest dokument utrwalony w postaci elektronicznej.

Z kolejnych postanowień nowelizacji wynika, że wpis do depozytu następuje na wniosek przedsiębiorcy zawierający m.in. oznaczenie przedmiotu depozytu. Urząd Patentowy nie bada przedmiotu depozytu oraz uprawnienia wnioskodawcy do informacji nim objętych, a jedynie wydaje dokument potwierdzający złożenie depozytu.

Uszczegółowienie tej dość prostej regulacji ma nastąpić w rozporządzeniu wydanym przez Prezesa Rady Ministrów, które powinno przewidywać prowadzenie depozytu z wykorzystaniem „nowoczesnych technik”.

Rozwiązanie to wydaje się ciekawe, choć na chwilę obecną trudno jest ocenić, czy rzeczywiście ułatwi dowodzenie zakresu tajemnicy przedsiębiorstwa lub kwestii ich pierwszeństwa m.in. w postępowaniach sądowych. W chwili obecnej wydaje się, że podobną funkcję może pełnić złożenie określonych dokumentów do depozytu notarialnego. Dość powszechnie stosowanym  rozwiązaniem jest np. składanie do depozytu notarialnego kodów źródłowych oprogramowania. Nie widzę przeszkód, by do takiego depozytu złożyć również dokumenty zawierające informacje technologiczne i techniczne przedsiębiorcy.

Instytucja depozytu w praktyce

Powstaje też interesujące pytanie, w jaki sposób instytucja depozytu (w razie wejścia projektowanych przepisów w życie) będzie stosowana przez strony sporów dotyczących naruszenia tajemnicy przedsiębiorstwa, a jak przez sądy. Zasadą prawa procesowego jest, że dostęp do dokumentów w aktach sprawy powinny mieć obydwie strony. Jednak dokumenty złożone w depozycie stanowią tajemnicę przedsiębiorstwa jednej ze stron, a zapoznanie się z nimi przez przeciwnika procesowego może wyrządzić szkodę przedsiębiorcy.. W takim przypadku, powstaje pytanie o możliwość wyłączenia dostępu do zdeponowanych dokumentów zawierających tajemnice przedsiębiorstwa innym uczestnikom sporu poza składającym. W przypadku konieczności przedstawienia dokumentów biegłemu na potrzeby wydawanej opinii, sąd powinien zobowiązać biegłego (lub biegłych) do zachowania w poufności tajemnic przedsiębiorstwa, a także weryfikować odpowiedzi biegłego pod kątem braku zawarcia w nich informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa, przed udostępnieniem ich obu stronom. Oczywiście, przy tego typu postępowaniu nie sposób uniknąć wątpliwości co do zachowania zasady równego traktowania stron i kontradyktoryjności.

Na tym etapie możemy więc stwierdzić, że instytucja depozytu w Urzędzie Patentowym zainteresuje wielu przedsiębiorców.  Po pierwsze, depozyt, zawierający informacje techniczne i technologiczne może pomóc w udowodnieniu, że w chwili rozpoczęcia negocjacji lub współpracy stron  informacje
techniczne i technologiczne istniały i miały określoną treść, która podlegała następnie ujawnieniu.

Ponadto, złożenie dokumentacji do depozytu może być okazją do przeglądu i usystematyzowania wszystkich wartości niematerialnych posiadanych przez spółkę.

Opr. Adw. Agnieszka Zwierzyńska

Dolar wraca ze szczytów

Amerykańska waluta miała bardzo słaby tydzień, ale patrząc na poprzednie miesiące, nie można absolutnie mówić o słabości dolara. W tle solidne dane na temat tamtejszego rynku nieruchomości.

Rynek nieruchomości za oceanem

Wczorajsze dane z USA pokazują, że pomimo rosnących kosztów kredytów hipotecznych rynek nieruchomości ma się dobrze. Pozwoleń na budowę domów wydano nawet więcej od oczekiwań. Widać za to delikatny spadek w rozpoczętych budowach. Wzrost kosztów kredytowania wynika obecnie oczywiście z oczekiwań wzrostu stóp procentowych w USA. Pamiętajmy, że tamtejszy rynek w przeciwieństwie do polskiego zdominowany jest przez kredyty ze stałą stopą procentową. W rezultacie banki już teraz uwzględniają w cenach przyszłe wzrosty. Dane te nie miały większego wpływu na dolara. Amerykańska waluta po odbiciu się od ataku na poziom wymiany 1:1 za euro złapała trochę zadyszki. W ciągu tygodnia dolar potaniał od szczytów o 20 groszy, co nie znaczy, że przy poziomie 4,64 zł możemy mówić o tanim dolarze.

Chiny nadal nie zmieniają stóp procentowych

Inflacja w Państwie Środka znajduje się obecnie na poziomie 2,5%. Nie może zatem dziwić, że kraj ten ma obecnie inne wyzwania gospodarcze niż państwa Zachodu. Kluczem do sukcesu było niewprowadzenie programów, w wyniku których przekazano ogromne ilości pieniędzy do gospodarki. W rezultacie Chiny nie mają presji na wzrost stóp procentowych i mogą je utrzymywać na niezmienionym poziomie. Biorąc pod uwagę potencjalnie nadchodzące spowolnienie gospodarcze, równoległa walka z inflacją jest tylko utrudnieniem. Tego problemu najwyraźniej Państwo Środka uniknie, co może mu pozwolić dalej zwiększać swoje znaczenie gospodarcze na świecie.

Rynek pracy na Wyspach

Wczoraj Wielka Brytania przedstawiła dane z tamtejszego rynku pracy. Stopa bezrobocia utrzymała się na bardzo atrakcyjnym poziomie 3,8%. Tym samym po raz kolejny potwierdziło się, że oczekiwane masowe bezrobocie po wyjściu z Unii Europejskiej okazało się fikcją. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wciąż spada, aczkolwiek wolniej od oczekiwań. Biorąc pod uwagę obecny poziom stopy bezrobocia, powoli trzeba będzie się pogodzić ze stabilizacją. Szczególnie biorąc pod uwagę coraz częściej wspominane przez analityków potencjalne spowolnienie na rynku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Rynek pożyczkowy po 1 półroczu 2022 r.

Łączna sprzedaż firm pożyczkowych współpracujących z BIK wyniosła w pierwszym półroczu 2022 r. 4,459 mld zł w ujęciu wartościowym oraz 1,778 mln sztuk w ujęciu liczbowym. W okresie styczeń – czerwiec 2022 r., w porównaniu do analogicznego okresu 2021 r. w ujęciu wartościowym firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły pożyczek na kwotę wyższą o 47,5%, a w ujęciu liczbowym udzielono ich o 36,2% więcej.

– Pierwsze półrocze br. to kontynuacja zeszłorocznej hossy. Po dużych spadkach z 2020 r. nie ma już śladu. Wartość udzielonych pożyczek w pierwszym półroczu 2022 r. jest wyższa o 99,7% od wartości z pierwszego półrocza 2020 r. W ujęciu liczbowym jest wyższa o 84,0%. Równie dobrze, choć mniej spektakularnie, wygląda porównanie z pierwszym półroczem 2019 r., czyli okresem sprzed pandemii. W tym przypadku dynamika wartości udzielonych pożyczek wynosi (+29,4%), a w liczbie (+32,1%). Rynek pożyczek pozabankowych w pierwszym półroczu 2022 r. w ujęciu ilościowym, jak i wartościowym istotnie wzrósł zarówno w porównaniu do 2019, 2020 i 2021 r. Można więc stwierdzić, że na tym rynku panuje obecnie bardzo dobra koniunktura – komentuje prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.

Strona popytowa rynku pożyczkowego

Sprzedaż firm pożyczkowych jest determinowana przede wszystkim rosnącym popytem na pożyczki. Po ogromnej zapaści w pierwszych miesiącach pandemii, już w lecie 2020 r. popyt zaczął się odbudowywać. W 2021 r. popyt na dobre się odbudował, a obecnie jeszcze wzrósł. Dynamika wniosków o pożyczki w okresie styczeń – czerwiec 2022 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku wynosi +20,9%.

– Obecnie rynek pożyczek pozabankowych niewątpliwie odnotowuje duże wzrosty w wyniku dwóch zjawisk, tj. zwiększającego się zapotrzebowania na finansowanie bieżących wydatków przez część gospodarstw domowych w wyniku rosnącej inflacji oraz rosnącej roli pożyczek BNPL. Myślę, że sprzedaż pożyczek pozabankowych powinna kontynuować odbicie w drugiej połowie roku, oczywiście gdy nie wystąpią negatywne zdarzenia pandemiczne (nagły wzrost zarażeń), pogorszenie sytuacji globalnej czy recesja w polskiej gospodarce. Wynikać to będzie przede wszystkim z rosnącego popytu na finansowanie bieżących potrzeb w wyniku wzrostu cen i wyhamowania dynamiki wzrostu wynagrodzeń. Dodatkowym czynnikiem, który w mojej opinii może negatywnie wpłynąć na rynek pożyczkowy są ewentualne zmiany regulacyjne.

Jest jeszcze jeden kluczowy czynnik determinujący obecną oraz przyszłą sytuację na rynku pożyczkowym. Jest nim możliwość pozyskiwania finansowania przez firmy pożyczkowe w środowisku rosnącego ryzyka i rosnących stóp procentowych (kosztu pozyskiwania finansowania) oraz ograniczeń co do możliwości emitowania obligacji korporacyjnych – podsumowuje prof. Rogowski.

Dobry II kwartał dla warszawskich biur

Rosnący po raz kolejny popyt, korekta w dół wskaźnika pustostanów, wzrost udziału przedłużeń umów w strukturze podpisywanych kontraktów i ograniczona podaż; te czynniki w głównej mierze kształtowały obraz warszawskich biur w drugim kwartale roku. Autorzy raportu z BNP Paribas Real Estate Poland zwracają również uwagę na już widoczne konsekwencje luki podażowej i potrzebę o wiele szerszego niż dotychczas doradztwa w zakresie poszukiwania i wynajmu powierzchni biurowej.

Na koniec czerwca warszawskie biura zajmowały łącznie powierzchnię 6,27 mln m kw. Pod względem podaży kwartał zdominowały dwa budynki wybudowane przez PHN, a rynek urósł dzięki nim o 35,6 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni. Najpierw, na przełomie marca i kwietnia, pozwolenie na użytkowanie odebrał biurowiec Intraco Prime, który zgodnie z przewidywaniami w III kwartale 2022 roku przywita pierwszych najemców. Kilka tygodni później została wydana decyzja o pozwoleniu na użytkowanie dla wyższego budynku SkySAWA, który jest flagowym projektem PHN. Na początku roku właściciel sfinalizował wieloletnią umowę wynajmu całej powierzchni kompleksu SkySAWA przy ul. Świętokrzyskiej PKO Bankowi Polskiemu. Zgodnie z planem, powierzchnia zostanie przekazana nowemu najemcy w I połowie przyszłego roku.

Sukcesywnie odbudowujący się popyt spowodował, że w drugim kwartale w stolicy udało się wynająć ponad 212 tys. m kw. powierzchni. To kolejny kwartał, w którym popyt na warszawskie biura pokonał pułap 200 tys. m kw. Wynik wypracowany między kwietniem a czerwcem jest o ponad 45 proc. wyższy niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Co więcej, od początku roku w Warszawie podpisano umowy najmu na blisko 480 tys. m kw., co stanowi 75 proc. całkowitego popytu z roku 2021. Autorzy raportu sygnalizują, że w drugim kwartale w strukturze popytu dało się zauważyć istotny wzrost odsetka odnowień umów. Stanowiły one 48 proc. łącznej puli kontraktów, o 21 proc. więcej niż w pierwszym kwartale roku. Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland prognozują, że w najbliższych kwartałach udział renegocjacji i odnowień będzie się zwiększał proporcjonalnie do malejącej podaży i coraz wyższych kosztów wykańczania powierzchni.

Drugi kwartał kontynuował trend z początku roku. Mówimy o wysokiej aktywności najemców i finalizacji transakcji wstrzymywanych przez niepewność związaną w pierwszej kolejności z dalszymi skutkami pandemii w środowisku biurowym. Nie ma jednak mowy o hurraoptymizmie, zmiany na rynku biurowym dokonywały się również w cieniu wojny na terytorium Ukrainy, przy galopującej inflacji i z widmem hamującej gospodarki oraz recesji u progu. Część najemców decydowała się na pozostanie czy też relokację, licząc się z konsekwencjami luki w podaży, presji na wzrost czynszów, a także spodziewając się wzrostu kosztów aranżacji powierzchni oraz możliwych opóźnień. mówi Dorota Mielke, Associate Director z Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Kurcząca się ilość dostępnej powierzchni i zwiększony popyt spowodowały zmniejszenie wskaźnika pustostanów do poziomu 11,9 proc. z 12,2 proc. notowanych na koniec pierwszego kwartału. W analizowanym okresie trzy biurowe strefy – Mokotów, Centrum Północ oraz Korytarz Żwirki i Wigury – odnotowały wzrost odsetka wolnych powierzchni. Przy czym w drugiej ze stref spowodowane było to oddaniem do użytku biurowca Intraco Prime, który na dzień oddania posiadał 17% powierzchni niewynajętej.

W minionym kwartale biura wynajmowane były przede wszystkim przez firmy z sektora technologicznego i usług. Listę z największymi transakcjami pod względem wynajętej powierzchni otwiera przedłużenie umowy na 21 tys. m kw. w budynku Warsaw Spire przez Samsunga. Druga, to wynajem blisko 10 tys. m kw. przez Krajowy Ośrodek Wspierania Rolnictwa w kompleksie Karolkowa Business Park. Właścicielowi tego drugiego w procesie wynajmu doradzali konsultanci BNP Parias Real Estate Poland. W trójce największych umów znalazło się też przedłużenie umowy na ponad 9 tys. m kw. przez firmę z sektora IT w Warsaw Financial Centre.

Widzimy dziś, jak z oferty na ofertę rosną stawki czynszów, jak wydłużają się okresy najmu, które to czynniki będą kształtowały popyt na warszawskie biura w najbliższym czasie. Żeby dziś pokryć koszty fit-out’u, które średnio wynoszą między 800 a 850 Euro za 1 metr kwadratowy, od stanu deweloperskiego, firmy decydują się na nowe kontrakty o długości minimum 7 lat. I to wszystko w obliczu luki podażowej i dużego wyzwania dla deweloperów jakim będzie planowanie nowych projektów w warunkach ograniczonej przewidywalności czasowo-kosztowej. To sprawia, że rynek będzie świadkiem procesów konsolidacji, u fundamentów której będzie leżeć np. oczekiwanie zdefiniowania na nowo pracy hybrydowej i dostosowanie jej do dzisiejszych i jutrzejszych realiów. To też ważny moment dla firm doradczych działających na rynku nieruchomości, które powinny odważnie wychodzić poza dotychczasowe schematy współpracy z klientami. Bezcenne będzie wielopoziomowe doradztwo i kompleksowość proponowanych rozwiązań. – Małgorzata Fibakiewicz, Head of Business Intelligence Hub & Consultancy, BNP Paribas Real Estate Poland.

IPO Watch: Duży spadek ofert publicznych w Europie. Kolejny kwartał bez debiutu na rynku głównym giełdowym w Warszawie

Wartość pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w pierwszym półroczu 2022 r. wyniosła 4,8 mld euro – to spadek o 90 % w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku (46,2 mld euro). Drugi kwartał roku przyniósł dalszy wzrost niepewności na rynku – wzrost inflacji i stóp procentowych, wprowadzane na nowo ograniczenia pandemiczne w Chinach oraz rosyjska inwazja w Ukrainie stanowiły czynniki, które w praktyce zamknęły rynek kapitałowy dla większości emitentów – wynika z raportu „IPO Watch Europe” przygotowanego przez firmę doradczą PwC.

Podsumowanie I półrocza 2021 r. na GPW w Warszawie

W pierwszym półroczu 2022 roku na giełdzie w Warszawie odnotowano 9 IPO, wobec 19 w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wszystkie tegoroczne debiuty miały miejsce na alternatywnym rynku NewConnect, a łączna wartość przeprowadzonych transakcji wyniosła jedynie 27,3 mln zł (6,9 mln euro), co oznacza spadek o 99,5% w porównaniu do 2021 r., kiedy to odnotowano 19 IPO (z czego 5 na rynku głównym GPW) o łącznej wartości 5,9 mld zł (1,3 mld euro), w tym m.in. 2 megaoferty spółek Pepco Group (3,7 mld PLN) oraz Huuuge, INC (1,7 mld PLN).

Spośród 9 ofert przeprowadzonych na alternatywnym rynku NewConnect największą pod względem wartości ofertę przeprowadziła spółka z branży medycznej SDS Optic z IPO o wartości 11 mln zł (2,4 mln euro). Drugie i trzecie miejsce przypadło odpowiednio technologicznej spółce Noctiluca (oferta o wartości 4,6 mln zł) oraz BeeIN – spółce z sektora odnawialnych źródeł energii (oferta o wartości 4,0 mln PLN).

Podsumowanie europejskiego rynku w I połowie 2022 r.

Zgodnie z danymi uzyskanymi przez PwC, w pierwszej połowie 2022 roku łączna wartość IPO w Europie wyniosła zaledwie 4,8 mld euro i spadła w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku aż o 89,6%. W okresie od stycznia do czerwca 2022 r.. miało miejsce jedynie 57 debiutów (wobec 231 w I połowie 2021 r.).

W drugim kwartale 2022 r. największym rynkiem pod względem wartości IPO okazała się giełda we Włoszech – Borsa Italiana z łączną wartością przeprowadzonych ofert (3 IPO) na poziomie 519 mln euro. Na drugim miejscu uplasowała się Nasdaq Nordic Stockholm (5 ofert o  wartości 322 mln euro), a na trzecim –  Euronext Paris (5 IPO wartych 305 mln euro).

Największym IPO w Europie w drugim kwartale 2022 r. była oferta spółki Industrie de Nora (474 mln euro) przeprowadzona na Borsa Italiana. Na pozostałych miejscach uplasowały się RA Special Acquisition Corp (oferta o wartości 219 mln euro, debiut na Euronext Amsterdam) oraz EPIC Suisse (debiut na SIX Swiss Exchange z ofertą o wartości 187 mln euro).

„Poziom niepewności i warunki makroekonomiczne oraz geopolityczne uległy dalszemu pogorszeniu w drugim kwartale roku. W rezultacie, przeprowadzenie z sukcesem debiutu giełdowego, nawet przez emitentów dobrze przygotowanych do IPO i działających w atrakcyjnych sektorach gospodarki, jest coraz trudniejszym procesem, wymagającym znaczącego zaangażowania po stronie zarządów spółek, odpowiednio wczesnej komunikacji z inwestorami i dobrej strategii pre-marketingowej. Transakcje przeprowadzone na największych europejskich giełdach w pierwszym półroczu dowodzą, że rynek nie jest zupełnie zamknięty na nowych emitentów i nawet w tak trudnym otoczeniu pojawiają się korzystne warunki na przeprowadzenie wybranych, pojedynczych transakcji. Niemniej, powrót na rynek szerokiej fali emitentów wydaje możliwy wówczas, gdy zmniejszy się poziom niepewności a wraz z nim – coraz większa ostatnio różnica w oczekiwaniach co do wyceny spółek pomiędzy sprzedającymi (spółkami i właścicielami) a inwestoramimówi Bartosz Margol, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC Polska.

Aktywność na europejskim rynku IPO w I kw. od 2018* r.IPO Watch Europe

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch Europe oraz w Raporcie.     

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2017 r.*

Aktywność na europejskim rynku IPO

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch Europe oraz w Raporcie.

O raporcie IPO Watch Europe

Bieżąca i poprzednie edycje IPO Watch Europe są dostępne pod adresem: www.pwc.pl/ipowatch. Dostępne są również podsumowania roczne za lata 2004-2021.

Raport IPO Watch Europe obejmuje wszystkie debiuty na głównych giełdach w Europie (włączając w to giełdy w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Islandii, Norwegii, Turcji, Serbii i Szwajcarii) i jest publikowany kwartalnie. Debiuty podmiotów, które przeprowadzały wcześniej pierwszą ofertę publiczną oraz przeniesienie pomiędzy rynkami w ramach jednej giełdy, nie zostały uwzględnione w statystykach. Raport dotyczy okresu od 1 stycznia do 30 czerwca 2022 roku i został sporządzony w oparciu o daty debiutów akcji lub praw do akcji.

Począwszy od raportu za II kwartał 2019 roku IPO Watch Europe obejmuje wyłącznie oferty o wartości powyżej 5 mln USD. Dla zapewnienia porównywalności, dane za poprzednie okresy prezentowane w raporcie IPO Watch Europe zostały odpowiednio przekształcone. Komentarz do rynku polskiego omawia wszystkie debiuty na rynku w Warszawie, niezależnie od ich wartości.

Groźna „dziura” w przepisach podatkowych. Pracownik wystawi pustą fakturę, pracodawca musi zapłacić VAT

Dotychczasowe orzecznictwo wskazuje na to, że w przypadku, gdy pracownik podatnika wystawił fałszywą fakturę z wykorzystaniem jego danych, zobowiązanym do zapłaty podatku jest przedsiębiorca. W świetle literalnego brzmienia art. 108 ust. 1 ustawy o VAT, taki obowiązek powinien jednak ciążyć na „wystawcy faktury”. Impulsem do przełomu i ugruntowania właściwej linii orzeczniczej może być oczekiwane orzeczenie TSUE. Obecnie pracownik nie podnosi żadnej odpowiedzialności podatkowej za wystawianie tzw. pustych faktur. Z kolei pracodawcę obciąża zaległość podatkowa. Do tego dochodzą sankcje karno-skarbowe. Są indywidualnie ustalane i liczone nawet w milionach złotych. Firma traci też wiarygodność jako podmiot gospodarczy. Ponadto samemu przedsiębiorcy grozi kara pozbawienia wolności, która może wynieść nawet do 25 lat.

Oczekiwanie na przełom

W dotychczasowym orzecznictwie sądów administracyjnych można wyróżnić dwa poglądy na gruncie art. 108 ustawy o VAT. Zgodnie z pierwszym z nich, w przypadku podszycia się osoby trzeciej pod danego podatnika, on nie może zostać uznany za wystawcę faktury i obciążony obowiązkiem zapłaty podatku. Wynika to z tego, że jego dane zostały użyte bezprawnie. Wprost wskazują na to orzeczenia NSA z dnia 27 czerwca 2017 r. (sygn. FSK 1459/15), a także z 26 maja 2017 r. (sygn. I FSK 1872/15). Zgodnie z drugim poglądem, podatnik, którego danymi posłużył się pracownik lub umocowany pełnomocnik w celu wystawienia na jego rzecz tzw. pustej faktury, ponosi za to odpowiedzialność. Przykładem tego są wyroki NSA z dnia 10 kwietnia 2013 r. (sygn. I FSK 362/12) oraz z 24 października 2014 r. (sygn. I FSK 1717/13).

W kontekście drugiego z ww. stanowisk obecnie oczekiwane jest orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W sprawie rozpatrywanej przez Naczelny Sąd Administracyjny, w zakresie której skierował 26 maja br. do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej pytanie prejudycjalne, pracownica spółki, korzystając z udzielonych jej uprawnień przez pracodawcę i z zajmowanego stanowiska kierowniczego, prowadziła równoległą działalność, polegającą na handlu pustymi fakturami, wykorzystywanymi przez nabywające je podmioty w celu oszustw podatkowych. Odpowiedź TSUE w zakresie zagadnienia tzw. pustych faktur będzie miała doniosłe znaczenie dla interpretacji art. 108 ust. 1 ustawy o VAT i ukształtowania linii orzeczniczej na tym tle.

Sam przepis nic nie mówi o pracowniku, tylko o osobie wystawiającej fakturę. Poprzez fakt podległości służbowej sądy administracyjne i organy podatkowe dotychczas dochodziły do wniosku, że działa on na rzecz swojego pracodawcy. I z tej przyczyny, z uwagi na relację podległości pracownika, przerzucały odpowiedzialność za przestępcze działania na właściciela firmy, nawet jeśli o nich nie wiedział. Powyższa analiza przepisu mogła prowadzić do błędnych wniosków i niekorzystnych orzeczeń dla przedsiębiorców.

Brzmienie art. 108 ust. 1 ustawy o VAT wydaje się być jednoznaczne. Jednak zaistniałe spory z organami podatkowymi wskazują na istniejące wątpliwości interpretacyjne. Niezbędne byłoby wprowadzenie definicji „wystawcy faktury” albo ugruntowanie właściwej linii orzeczniczej, kładącej większy nacisk na uwzględnienie oszukańczego charakteru działania „wystawcy faktury”. Takim impulsem mogłoby być orzeczenie TSUE, gdyby było korzystne dla przedsiębiorców. Z pewnością ma ono szansę doprowadzić do przełomu w podejściu sądów administracyjnych, a na pewno – do jeszcze bardziej pogłębionej refleksji składów orzekających.

Stratny pracodawca

W sytuacji, gdy pracownik wystawił pustą fakturę, pracodawca może dowodzić dochowania należytej staranności w zakresie nadzoru i kontroli pracy w swojej firmie, zachowania norm bezpieczeństwa mających na celu niedopuszczenie do nadużyć i bezprawnego wykorzystania danych pracodawcy. Ma też prawo powołać się na zarzut firmanctwa, które jest przestępstwem na gruncie obecnego kodeksu karno-skarbowego. Co do zasady odpowiedzialność ta jest osobista i powinien nią zostać obarczony sprawca czynu zabronionego.

Jednak w tego typu sprawach pracownik zazwyczaj broni się działaniem w imieniu i na rzecz pracodawcy, na podstawie przyznanych mu uprawnień czy też udzielonych pełnomocnictw. Często też wskazuje, że łączy go z pracodawcą stosunek podległości służbowej i w związku z tym działał, wykonując nałożone na niego obowiązki pracownicze.

Pracodawca, uznany za odpowiedzialnego za wystawienie fikcyjnej faktury, będzie zobowiązany do zapłaty wynikającego z niej podatku VAT wraz z odsetkami. Mogą zostać nałożone na niego także sankcje karno-skarbowe, mogące wynieść nawet do 720 stawek dziennych (art. 62 §  2, art. 56 kks). Ich wysokość jest ustalana indywidualnie, przy czym sąd bierze pod uwagę dochody sprawcy, jego warunki osobiste, rodzinne, stosunki majątkowe i możliwości zarobkowe. Stawka dzienna nie może być niższa od jednej trzydziestej części minimalnego wynagrodzenia ani też przekraczać jej czterystukrotności. W niektórych przypadkach suma może być liczona w milionach złotych.

Oprócz sankcji ekonomicznych sąd może nałożyć na przedsiębiorcę karę roku pozbawienia wolności. Wskazuje na to art. 62 § 2 kks. Co więcej, kodeks karny przewiduje za wystawienie pustej faktury karę pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8 (art. 271a § 1 kk). W przypadku faktur zawierających kwotę należności ogółem, której łączna wartość jest większa niż dziesięciokrotność kwoty określającej mienie wynoszące 10 mln zł, sprawca podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od 5 lat albo wynoszącej 25 lat (art. 277a kk).

Przedsiębiorca może również stracić wiarygodność jako podmiot gospodarczy. Organ podatkowy może doszukiwać się dalszych nieprawidłowości w firmie. Trudno oszacować straty po stronie podmiotu okrytego złą sławą. Taki przedsiębiorca traci wizerunkowo na każdym polu. Inni profesjonalnie działający, uczciwi podatnicy mogą rezygnować ze współpracy z podmiotem, w imieniu którego działają pracownicy wystawiający fikcyjne faktury. Świadomość przedsiębiorców co do konieczności zachowania należytej staranności w obrocie gospodarczym mocno wzrosła w ostatnich latach.

Odpowiedzialność pracownika

W przypadku zastosowania art. 108 ustawy o VAT względem pracodawcy z powodu nieuczciwego działania pracownika, przedsiębiorca może wystąpić z roszczeniem odszkodowawczym względem zatrudnionego na podstawie kodeksu pracy. Odpowiedzialność pracownika na gruncie kodeksu pracy jest ograniczona do wysokości trzymiesięcznego wynagrodzenia, przysługującego mu w dniu wyrządzenia szkody.

Jednak na mocy art. 122 kodeksu pracy, jeżeli zatrudniony umyślnie wyrządził szkodę, jest obowiązany do jej naprawienia w pełnej wysokości. Na gruncie kodeksu karnego natomiast odpowiada sprawca danego czynu.

Podobnie na gruncie kodeksu karnego skarbowego odpowiada sprawca, za którego powinien zostać uznany ten, kto wystawił „pustą fakturę”. Dotychczasowa praktyka stosowania przepisów wskazuje jednak, że skoro to pracodawca jest najczęściej uznany za „wystawcę faktury”, również i pracodawca (np. członek zarządu) będzie uznany za sprawcę na gruncie kks.

Możliwe rozwiązanie

Warto podkreślić, że ryzyko wystawiania pustych faktur przez pracowników nie jest większe ani mniejsze w żadnej branży. Jest to możliwe w każdym sektorze. Zależy tylko i wyłącznie od pomysłowości oraz możliwości, które dostrzeże nieuczciwa osoba. Do ww. działania mogłaby ją jednak skutecznie zniechęcić świadomość poważnych konsekwencji finansowych, których obecnie brakuje.

Jeżeli TSUE orzeknie, że odpowiedzialność za fikcyjną fakturę spoczywa na pracowniku, który przekroczył swoje uprawnienia, to będzie on musiał zapłacić podatek VAT z tytułu fikcyjnej faktury, a to może spowodować dalsze konsekwencje karne czy też karno-skarbowe po jego stronie. Dotąd pracownik mógł nie czuć takiego zagrożenia, gdyż orzeczenia sądów były niekorzystne dla przedsiębiorców.

Nie ma takiej możliwości, aby pracownik nie wiedział, że wystawia pustą fakturę, jeżeli pracodawca go instruuje, w jaki sposób następuje prawidłowe fakturowanie w firmie. Dlatego można uznać, że korzystne dla przedsiębiorców orzeczenie TSUE byłoby jednocześnie bezpieczne dla uczciwych pracowników.

Podsumowując, można stwierdzić, że każdy przypadek powinien być oceniany, na podstawie kompleksowego materiału dowodowego, zebranego w konkretnej sprawie. Jeśli pracodawca dochował należytej staranności w organizacji działania swojego przedsiębiorstwa, powinien to być argument za tym, że to nie on odpowiada za podatek VAT z tzw. fikcyjnej faktury.

Wartość inwestycji venture capital w Polsce w drugim kwartale 2022 roku wyniosła prawie miliard złotych

PFR Ventures i Inovo Venture Partners przygotowały kwartalny raport podsumowujący transakcje na polskim rynku venture capital (VC). Z danych wynika, że od kwietnia do końca czerwca 2022 przeprowadzono 93 transakcje, w które zaangażowanych było 111 funduszy. Dostarczyły one do innowacyjnych polskich spółek 916 mln PLN.

W drugim kwartale 2022 przez polski rynek VC przepłynęło 916 mln PLN. To łączna wartość kapitału, jaki polskie i zagraniczne fundusze zainwestowały w rodzime innowacyjne przedsiębiorstwa. Od początku tego roku do polskich start-upów trafiło w sumie ponad 2 mld PLN. To o 76% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

Wartość inwestycji venture capital w Polsce w drugim kwartale 2022
Rysunek 1 Liczba i wartość transakcji. Celowo w zestawieniu osobno prezentujemy megarundy (outliers), które zaburzają statystyczny obraz

Wynik za drugi kwartał podtrzymał wzrostowy trend na polskim rynku VC. Wartość transakcji była nieznacznie mniejsza niż w tym samym okresie rok wcześniej. Porównując już pierwsze połowy roku, można mówić o znaczącym wzroście. Liczba transakcji utrzymuje się w okolicach stu kwartalnie.

– Zachowanie obecnego trendu może przełożyć się na kolejny rekord na polskim rynku venture capital. Szacuję, że wtedy poziom finansowania może przekroczyć 4 mld PLN – mówi Aleksander Mokrzycki, wiceprezes w PFR Ventures. – Rolę kapitału PFR Ventures dobrze widać w zestawieniu największych rund z tego kwartału. Synerise, Talkin’ Things czy Symmetrical to spółki, które nasze fundusze wspierają od etapu zalążkowego. Dobry zasiew pozwolił na rozwój tych projektów – dodaje.

– Pomimo słabych nastrojów na świecie, polski ekosystem start-upowy po raz kolejny udowadnia swój potencjał i solidne podstawy. Oczywiście, aktualna sytuacja nie pozostaje bez wpływu na nas. Jesteśmy częścią globalnego ekosystemu i najlepiej pokazuje to fakt, że 72% inwestycji w polskie start-upy pochodzi od międzynarodowych VC. Dużym wyzwaniem w nadchodzącym okresie będzie przystosowanie się zarówno przedsiębiorców, jak i funduszy do operowania w nowych warunkach – mówi Karol Lasota, principal w Inovo Venture Partners.

29% zainwestowanych w drugim kwartale środków to kapitał publiczno-prywatny, a udział międzynarodowych funduszy w wartości transakcji wyniósł 72%. Jednocześnie 75 z 93 transakcji bazowało na kapitale publiczno-prywatnym. 78 transakcji przeprowadziły polskie zespoły.

20 z 93 transakcji to inwestycje z udziałem funduszy PFR Ventures. W drugim kwartale zapewniły one około 17% kapitału dla innowacyjnych przedsiębiorstw. Istotną rolę w segmencie zalążkowym odgrywają też fundusze Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, które dokonały 44 transakcji (ok. 5% udziału w wartości). 15 największych transakcji z tego roku odpowiada za 68% kapitału, który trafił do start-upów.

Wśród największych transakcji z tego kwartału znalazło się aż sześć rund o wartości ponad 60 mln PLN. Na liście firm, którym udało się zebrać taki kapitał jest Tidio, Synerise, Nomagic, Talkin’ Things, Symmetrical oraz Zowie. Wszystkie z nich rozwijają się dalej przy zaangażowaniu lokalnych funduszy. 5 na 6 z nich korzystało w przeszłości ze środków PFR Ventures lub NCBR.

Reklama dźwignią handlu, a handel dłużnikiem reklamy

Firmy zajmujące się marketingiem, reklamą oraz PR-em zmagają się z problemem zatorów płatniczych. Mają przeszło 112,7 mln zł przeterminowanych zobowiązań finansowych, ale głównie dlatego, że same nie otrzymują należnych im pieniędzy. Według danych Krajowego Rejestru Długów klienci są im winni 176,3 mln zł. Najwięksi dłużnicy branży reklamowej to: handel, budownictwo, transport oraz… sektor opieki zdrowotnej.

Pandemia negatywnie wpłynęła na kondycję finansową agencji reklamowych i PR. W tym czasie wielu właścicieli firm ograniczyło działalność biznesową, tnąc w pierwszej kolejności wydatki właśnie na kampanie marketingowe. Pociągnęło to za sobą spadek zleceń i zmniejszone wpływy do budżetów agencji. Znacznie pogorszyła się również moralność płatnicza klientów, którzy w koronakryzysie wstrzymywali bądź opóźniali płatności. W efekcie, we wrześniu 2021 roku pandemiczne długi branży reklamowej sięgnęły 160 mln zł. Gdy na początku tego roku wydawało się, że sektor wychodzi już na prostą, nadszedł kolejny cios – wojna Rosji z Ukrainą. Znów, podobnie, jak w pandemii, właściciele firm w pierwszym odruchu ograniczyli działania promocyjne. W marcu Sotrender informował, że dzienna liczba aktywnych reklam spadła na koniec lutego o 73% w stosunku do najwyższego wyniku z tego miesiąca. Agencjom ponownie zaczął doskwierać brak zamówień od klientów i wstrzymane bądź opóźnione płatności. Dziś klienci zalegają im w sumie 176,3 mln zł. Za tę kwotę sektor reklamowy mógłby spłacić własne zadłużenie, które przekracza 112,7 mln zł.

Polski biznes promuje się cudzym kosztem?

Rynek reklamy, marketingu i PR tworzy wiele różnych podmiotów, wśród których są zarówno duże koncerny, jak i małe, kilkuosobowe agencje oraz freelancerzy. Największe zadłużenie, a także najwyższą łączną liczbę dłużników mają agencje reklamowe: na koniec I półrocza 2022 r. zaległości 3745 z nich sięgają 98,9 mln zł. 7,3 mln zł powinny spłacić firmy zajmujące się badaniami rynku i opinii publicznej, a branża public relations jest winna swoim wierzycielom 6,5 mln zł. Przy założeniu, że na polskim rynku funkcjonują 934 agencje z branży PR (wg Exacto), to już co czwarta z nich (26,7 proc.) jest wpisana do KRD jako dłużnik.

Problemy finansowe branży w większości wynikają z niskiej moralności płatniczej kontrahentów, a także ze specyfiki działalności. Wielu przedsiębiorców wychodzi z założenia, że gdy pojawia się kryzys, to w pierwszej kolejności należy ciąć wydatki na reklamę i marketing. W efekcie albo wstrzymują realizację rozpoczętych projektów, albo rezygnują ze współpracy, albo przestają w ogóle regulować płatności w terminie.

– Średni dług firmy z branży reklamowej wynosi 26,4 tys. zł. Z kolei ich dłużnicy przeciętnie zalegają im 68 tys. zł. Łącznie klienci są winni agencjom aż 176,3 mln zł, to o 56% więcej niż one same zalegają innym. Problemy finansowe tej branży są więc w dużej mierze pochodną zatorów płatniczych. Brak zapłaty od klienta sprawia, że firma nie może uregulować własnych zobowiązań w terminie i sama kończy jako dłużnik. Skala tego zjawiska jest na tyle duża, że zdołała przekuć się w milionowe zaległości – wskazuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Mali zakładają za dużych

Jak wynika z raportu brief4U, 90 proc. firm z sektora komunikacji marketingowej to MŚP, z czego blisko połowa to małe przedsiębiorstwa, a 38 proc. to mikrofirmy zatrudniające do 10 osób. W największym stopniu problem z zatorami płatniczymi dotyczy tych najmniejszych. Ponad połowa (60,9 mln zł) łącznego zadłużenia branży notowanego w KRD należy do jednoosobowych działalności gospodarczych.

– Małe agencje marketingowe, reklamowe czy PR-owe oraz działający w tym sektorze freelancerzy, pracują projektowo, często wynagrodzenie za projekt otrzymując dopiero po realizacji zlecenia. Jednocześnie bardzo rzadko mogą liczyć na tzw. zaliczkę od klienta. Jeśli klient zleca zaprojektowanie i wykonanie dużej partii folderów, ulotek, gadżetów lub innych materiałów reklamowych, ale płaci za nie dopiero po ich otrzymaniu, to oczywiste jest, że taka agencja musi sięgnąć po zewnętrzne wsparcie finansowe, by mieć pieniądze na poczet realizacji przyszłego zadania. Może być to kredyt obrotowy albo faktoring zaliczkowy, w którym formę zabezpieczania stanowi przyszła wierzytelność. Mikro czy mała firma rzadko kiedy posiada taką ilość kapitału, by „założyć za klienta”, a równocześnie terminowo regulować wszystkie bieżące zobowiązania związane z prowadzeniem własnej działalności, jak: ZUS, urząd skarbowy, pensje dla pracowników, czynsz itd. Na to mogą sobie pozwolić co najwyżej duże firmy i agencje z nadwyżką kapitału – wyjaśnia Emanuel Nowak, ekspert NFG.

By skutecznie działać na rynku szczególnie małe agencje marketingowe muszą być o krok przed klientem, dostarczać nieszablonowych pomysłów i wyróżniać się elastycznością, dodaje Ewelina Gieros, dyrektor zarządzający agencji reklamowej Krewcy Krawcy. – Podczas kryzysu działania dodatkowe, kreatywne i nieszablonowe, ale wzmacniające rozpoznawalność marki i jej główny przekaz, są eliminowane jako pierwsze. Firmy koncentrują się na niezbędnych elementach marketingu. Często pojawia się też oczekiwanie obniżenia kosztów, mimo rosnącej inflacji. Zdarza się, że agencja podejmuje się przeprowadzenia projektu o niskiej marżowości po to, by utrzymać ciągłość obsługi klienta. W efekcie bierze na siebie jeszcze większe ryzyko realizacyjne. Prowadzenie takiej działalności wymaga odpowiedniego zabezpieczenia środków, przewidzenia zagrożeń i co niemniej istotne, dużego zaufania po obu stronach. Na szczęście wielu klientów zdaje sobie sprawę, że właśnie w kryzysie działania marketingowe są kluczowe, a sprawdzeni kontrahenci stanowią wartościowe wsparcie. I dlatego rzetelnie podchodzą do swoich zobowiązań finansowych – mówi Ewelina Gieros.

Mazowsze skupiskiem branży i jej długów

Niemal połowa polskich agencji reklamowych zlokalizowana jest w Warszawie. Dlatego też Mazowsze przoduje pod względem zadłużenia w KRD. Tu działa blisko co trzeci dłużnik. Łącznie firmy z tego województwa mają na koncie przeterminowane faktury i rachunki na sumę 41,5 mln zł. Na czołowych miejscach plasuje się też Śląsk, Małopolska i Wielkopolska, z zadłużeniem sięgającym odpowiednio 13,2 mln zł, 11,5 mln zł i 11,1 mln zł. Najmniej zadłużone firmy działają w województwach świętokrzyskim, podlaskim i opolskim.

Najczęściej wierzycielami branży reklamy i PR są fundusze sekurytyzacyjne, które kupiły je od innych podmiotów na rynku (np. banków, ubezpieczycieli czy dystrybutorów energii). Dług sektora wobec tych podmiotów to 48,1 mln zł. Drugą w kolejności najwyższą kwotę, 11,7 mln zł, branża promocji powinna uregulować względem operatorów telefonicznych. O zbliżoną sumę, bo 11,2 mln zł, upominają się firmy leasingowe.

Z kolei branża reklamowa sama ma dłużników niemal ze wszystkich sektorów gospodarki. Negatywnie pod tym względem wyróżnia się handel, który jest jej winien 46,6 mln zł. Ogromne zaległości wobec agencji ma też budownictwo (18,2 mln zł) oraz transport i gospodarka magazynowa (16 mln zł). Odporny na monity jest również sektor opieki zdrowotnej, który zalega branży na 15,2 mln zł.

Z powodu inflacji 6 na 10 firm nie płaci swoim dostawcom na czas

Znów idą – a niektórzy uważają, że już nadeszły – ciężkie czasy dla polskich biznesów. Galopująca inflacja i wzrost stóp procentowych, który sprawił, że spłacanie kredytów stało się droższe niż kilka miesięcy temu, znacznie pogorszyły siłę nabywczą niemałej grupy konsumentów. Coraz trudniej jest nam płacić na czas. Przedsiębiorcy spodziewają się nowej fali opóźnionych płatności. Jak wynika z raportu Intrum ”European Payment Report 2022”[1], nierzetelni płatnicy-klienci są już problemem dla blisko 8 na 10 (77 proc.) firm w Polsce. Walczą one nie tylko o zachowanie płynności finansowej, ale i o… zachowanie twarzy. 6 na 10 (61 proc.) przedsiębiorstw działających na naszym rynku przyznaje, że z powodu inflacji ma coraz większy problem z terminowym płaceniem swoim dostawcom. Dlatego aż 60 proc. firm była zmuszonych prosić swoich partnerów biznesowych wydłużenie terminów płatności. Jakie jest wyjście z tego impasu? Co mogą zrobić polscy przedsiębiorcy, by z wierzycieli nie stać się dłużnikami? Postawić na efektywnie zarządzanie zaległymi płatnościami i unowocześnić procesy administracyjne.

Przedsiębiorcy cierpliwie czekają na zapłatę i biednieją…

Polski przedsiębiorca nie ma łatwo. Klienci z sektora publicznego płacą faktury średnio po 73 dniach, a ci z B2B po 61 dniach – najbardziej rzetelnymi płatnikami są klienci B2C – 30 dni. W dodatku aż 8 na 10 (81 proc.) firm pytanych przez Intrum w ciągu ostatniego roku zostało poproszonych o zaakceptowanie dłuższego terminu płatności, niż z ten, z którym czułyby się komfortowo. 74 proc. przystało na zmienione warunki płatności. Dlaczego?

– Wydaje się, że firmy postępując w ten sposób, działają wbrew swoim interesom. Powinny raczej szykować się na ciężkie czasy i zaostrzać politykę płatniczą w stosunku do swoich klientów. Sytuacja jednak jest bardziej skompli-kowana. 50 proc. firm uczestniczących w naszym badaniu przyznaje, że zgodziły się na wydłużenie terminów płatności, by nie popsuć sobie relacji z klientami, a 49 proc. zrobiło, to, by uniknąć ryzyka bankructwa, wychodząc z założenia, że wolą poczekać dłużej na zapłatę, niż stracić klienta… i pieniądze. Można więc uznać, że to aktualna sytuacja makroekonomiczna niejako wymusiła na polskich biznesach zgodę na opóźnione płatności – komentuje Krzysztof Krauze, Prezes Intrum w Polsce.

Jak dodaje Krzysztof Krauze, przedsiębiorcy, wybierając taką postawę, liczą również na wyrozumiałość. – Zwiększający się odsetek klientów niepłacących na czas finalnie spowoduje, że firmy same zaczną mieć problem z terminowym wywiązywaniem się ze swoich zobowiązań finansowych. Liczą na to, że kiedy już znajdą się w takiej sytuacji, ich partnerzy biznesowi potraktują ich ulgowo – tak samo jak firmy traktują swoich niepłacących klientów – i zgodzą się na wydłużenie terminów płatności.

Część przedsiębiorstw już znalazła się w złej sytuacji. 61 proc. respondentów Intrum przyznaje, że ich firmy z powodu inflacji mają coraz większy problem z płaceniem swoim dostawcom na czas. Blisko 4 na 10 (37 proc.) ankietowanych stwierdza nawet, że opóźnienia w płatnościach, które ich firmy mają względem dostawców, są o wiele większe niż te, które sami byliby w stanie zaakceptować. Co znaczące, w zeszłym roku odsetek ten wynosił „tylko” 28 proc.

Płacenie dostawcom i partnerom biznesowym na czas to kwestia honoru… i warunek „zdrowego”, zrównoważonego prowadzenia firmy

Klienci niepłacący na czas są już problemem dla 77 proc. firm w naszym kraju. 60 proc. przedsiębiorców uważa, że w 2022 roku jego skala będzie jeszcze większa, głównie z powodu rosnącej inflacji, która może przynieść kolejny kryzys. Przedsiębiorcy doskonale wiedzą, jakie to niesie konsekwencje dla „zdrowego” funkcjonowania biznesu i chcą ich oszczędzić podmiotom trzecim. To tłumaczy, dlaczego poprawa praktyk płatniczych, by dokonywać terminowych płatności dla dostawców, znalazła się na liście priorytetowych inicjatyw strategicznych dla polskich firm w 2022 roku, widniejących w raporcie Intrum. W dodatku wspomniana kwestia jest ważna aż dla 78 proc. przedsiębiorstw biorących udział w badaniu.

– Jednocześnie przedsiębiorcy zdają sobie sprawę z faktu, że muszą wdrożyć odpowiednie rozwiązania, włożyć wysiłek w to, by ich firmy stały się bardziej rzetelnymi płatnikami. A jak pokazuje badanie Intrum, nie zawsze jest to łatwe. 56 proc. ankietowanych uważa, że w trakcie dbania o rozwój ich przedsiębiorstw, z trudem udaje się im unowocześnić procesy i systemy administracyjne, by zapewnić terminowe płatności dla dostawców i partnerów biznesowych – zauważa Krzysztof Krauze, Prezes Intrum w Polsce.

Postawienie na nowoczesne i odpowiednie procesy pozwoli firmom również lepiej zarządzać zaległymi płatnościami klientów i generalnie efektywniej „walczyć” z opóźnionymi płatnościami. To z kolei nie tylko jest konieczne dla zachowania płynności finansowej jako takiej, ale szybsze, tzn. terminowe dokonywanie płatności przez klientów pozwoliłoby polskim biznesom na dokonywanie szybszej zapłaty dostawcom. Tak uważa 62 proc. ankietowanych przedsiębiorców.

Pocieszający jest fakt, że 58 proc. firm deklaruje, że już wdrożyły odpowiednie działania, by być jeszcze bardziej odpowiedzialnymi płatnikami w stosunku do swoich dostawców. – Według 66 proc. przedsiębiorców to kwestia istotna dla budowania i utrzymywania zaufania do partnerów biznesowych – dodaje Krzysztof Krauze.

O raporcie:

Raport ”European Payment Report 2022” bazuje na badaniu, które zostało przeprowadzone jednocześnie w 29 krajach Europy między 14.01 a 12.04.2022 r. W badaniu wzięło udział łącznie 11 007 firm z 15 branż. W Polsce w badaniu uczestniczyło 500 przedsiębiorstw.

Ponad dwie trzecie spodziewa się funduszy Private Equity z Europy Środkowej pogorszenia dostępności finansowania transakcji

Odczuwany przez inwestorów spadek cen oferowanych transakcji, spowodowany pogarszającą się kondycją ekonomiczną gospodarek w regionie Europy Środkowej, prowadzi do mniejszego popytu. 65 proc. przedstawicieli funduszy Private Equity spodziewa się dalszego utrzymania tego trendu – wynika z ostatniego badania Central Europe Private Equity Confidence Survey, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Jednocześnie indeks nastrojów sektora PE dla regionu spadł poniżej poziomów sprzed pandemii, odzwierciedlając wpływ sytuacji gospodarczej na narastające niepokoje inwestorów.

Ostatnie wskazania opracowanego przez firmę doradczą Deloitte indeksu nastrojów sektora Private Equity dla regionu Europy Środkowej pokazują pogarszające się oceny dotyczące sytuacji gospodarczej i otoczenia inwestycyjnego. Zdaniem respondentów rosnące stopy procentowe sprawiają, że wielu inwestorów w nadchodzących miesiącach i w 2023 r. spodziewa się wielu przeciwności. Długoterminowy wpływ pandemii, a ostatnio także konsekwencje wojny w Ukrainie, przynoszą ryzyko strat zarówno na rynkach środkowoeuropejskich, jak i światowych. Te czynniki spowodowały, że indeks spadł do zaledwie 58 pkt, jednego z najniższych wskazań w swojej historii, kontynuując wyraźnie malejący trend, rozpoczęty z końcem 2021 r.

Jeszcze w grudniu 2020 r. indeks wykazywał najbardziej dynamiczny wzrost w swojej historii, by w czerwcu ubiegłego roku osiągnąć 149 pkt (tylko 10 pkt mniej od rekordu z kwietnia 2007 r.). Po kolejnym roku poziom zaufania ankietowanych powrócił do bardziej zrównoważonych wskazań – wartość indeksu spadła do 119 pkt, wciąż wyraźnie powyżej 10-letniej średniej. Natomiast obserwowany teraz spadek jest tak gwałtowny i głęboki, jak ten trwający 12 miesięcy po światowym kryzysie gospodarczym w 2008 r., gdy z poziomu 118 pkt zmalał do zaledwie 48.

– Chwilę po poprawie nastrojów inwestorów, spowodowanej okresem mniejszych pandemicznych restrykcji, światowe rynki i konsumenci muszą mierzyć się z rosnącą inflacją i innymi gospodarczymi skutkami wojny w Ukrainie. Nasze badanie, prowadzone już niemal od 20 lat, pokazuje, że po każdym takim kryzysie następuje okres wzmożonej aktywności transakcyjnej, a po nim z kolei poprawa deklarowanych nastrojów i warunków gospodarczych. Spodziewamy się, że teraz też tak się stanie. Tym razem jednak inwestorzy mogą wyciągnąć wnioski z sytuacji wywołanej kryzysem pandemicznym – mówi Michał Tokarski, partner zarządzający działem doradztwa finansowego Deloitte w Polsce, lider zespołu M&A Corporate Finance.

W zaistniałej sytuacji nie jest zaskakujące, że wyrażane przez ankietowanych oczekiwania gospodarcze są przede wszystkim pesymistyczne. Poważny wzrost spodziewających się dalszego pogorszenia warunków rynkowych (z 41 proc. do 86 proc.) jest wyższy nawet niż po pierwszym uderzeniu kryzysu wywołanego przez COVID-19. Żaden z respondentów nie spodziewa się obecnie poprawy, a więcej niż co siódmy – utrzymania obecnej sytuacji. Zdaniem ekspertów takie odczucia nie są jednak wyjątkowe dla przedstawicieli regionu, a raczej odzwierciedlają globalne podejście branży Private Equity. Choć z pewnością geograficzna bliskość wojny ma znaczący wpływ na opinie wśród pytanych z Europy Środkowej.

Mniejsza chęć inwestowania, słabsze oczekiwania dotyczące aktywności rynkowej

Mimo tych negatywnych nastrojów, uczestnicy badania Deloitte wyrażają chęć podejmowania inwestycji – przy czym odsetek planujących skupić się na nowych transakcjach spadł w ostatnim czasie do 49 proc. (o 12 p.p.). Ten popyt inwestycyjny może w znacznym stopniu wynikać z przewidywań dotyczących spadających cen oferowanych aktywów. 14 proc. respondentów zauważa, że oferenci ograniczyli swoje oczekiwania cenowe w ciągu ostatnich sześciu miesięcy – to dwukrotnie więcej niż podczas poprzedniego badania. Jednocześnie, niemal dwie trzecie spodziewa się, że taka sytuacja utrzyma się w przyszłości.

Wyniki badania pokazują też wyraźnie, że kilkakrotnie wzrósł odsetek osób, które spodziewają się zmniejszenia aktywności rynkowej – z 9 proc. do 59 proc., choć nadal ponad jedna trzecia (35 proc.) ocenia, że utrzyma się ona na dotychczasowym poziomie. Jednocześnie mocno spadła liczba patrzących optymistycznie na aktywność rynkową i oczekujących jej rozwoju – z 30 do 6 proc. Zdaniem ekspertów Deloitte takie prognozy wyrażane przez ankietowanych odzwierciedlają szersze spojrzenie uczestników rynku, w którym niepewność inflacyjna skutkuje słabszymi wycenami aktywów. Na to nakłada się bardzo możliwe ryzyko pogorszenia sytuacji wynikające z doniesień o pojawiających się nowych wariantach koronawirusa i rozwoju wojny w Ukrainie.

Gorszy dostęp do źródeł finansowania, przy utrzymaniu wielkości transakcji

Jak wynika z badania, wyraźnie wzrósł odsetek inwestorów spodziewających się ograniczenia dostępności źródeł finansowania transakcji – tak wskazuje więcej niż dwóch na trzech ankietowanych (71 proc.) i jest to duży wzrost z 30 proc. deklarowanych w poprzedniej ankiecie. Zaledwie mniej niż jedna trzecia respondentów (29 proc.) spodziewa się utrzymania dotychczasowej dostępności, co stoi w sprzeczności z większością odpowiedzi uzyskiwanych w badaniach od 2003 r., w których takie oceny przeważały. Tak niski poziom pytani ostatnio wyrażali jesienią 2011 r., także w czasie wyraźnego spadku nastrojów wyrażanego w indeksie. Zdaniem ekspertów Deloitte, ten popyt może zaspokoić powstający w regionie Europy Środkowej rynek pożyczek pozabankowych.

Jednocześnie jednak ponad dwie trzecie inwestujących (69 proc.) spodziewa się utrzymania w nadchodzących miesiącach dotychczasowych wielkości prowadzonych inwestycji, mimo pogarszających się warunków rynkowych. Zmniejszenie skali transakcji prognozuje 24 proc. pytanych, co może wynikać z zacieśniania polityki kredytowej przez banki w regionie. Wzrostów spodziewa się zaledwie 8 proc. respondentów.

Choć tragiczne wydarzenia w Ukrainie mają poważny wpływ na nastroje rynkowe, fundusze PE z regionu Europy Środkowej muszą przede wszystkim mierzyć się z czynnikami ekonomicznymi, których konsekwencje są odczuwalne w perspektywie globalnej – z wysoką inflacją i rosnącymi kosztami inwestycji. Niemal połowa, bo 45 proc. ankietowanych wskazuje wręcz, że wojna nie miała wpływu na stan ich portfeli, a kolejne 47 proc. ocenia, że te efekty dotyczyły nie więcej niż czwartej części ich aktywów – mówi Michał Tokarski.

Ożywienie na zagranicznych rynkach akcji

Wczorajsza sesja na amerykańskim rynku akcji zakończyła się silnymi wzrostami głównych indeksów (S&P 500 +2,76 proc., DJIA +2,43 proc., Nasdaq Composite +3,11 proc.). S&P 500 zamknął się najwyżej od 9 czerwca zbliżając się do poziomu zbliżając się do poziomu 4000 pkt. (3936 pkt.). Dziś rano kontrakty na amerykańskie indeksy kontynuowały wzrost (S&P 500 +0,36 proc.).

To ożywienie na rynku akcji było kontynuowane dziś rano na giełdach Azji i Oceanii. Najsilniej w tym rejonie zwyżkował dziś japoński Nikkei 225 (+2,67 proc.) wybijając się w górę z trwającej przez poprzednie 5 tygodni konsolidacji.

Te wzrosty cen akcji były dziś rano kontynuowane w Europie (DAX +0,39 proc., CAC 40 + 0,46 proc. ok. godz. 9:40).

Głównie indeksy polskiego rynku akcji również dziś rano generalnie rosły, ale pozostawały wyraźnie w tyle za swoimi odpowiednikami na rynkach rozwiniętych: WIG-20 (+0,57 proc. ok. 9:50) nadal był wyraźnie poniżej swoich lokalnych maksimów z okresu minionych 5 tygodni. Najwyżej od 5 lat była dziś cena akcji Unimotu. Najwyżej od 8 lat była dziś cena akcji Bumechu. Najwyżej od końca 2019 roku była dziś cen akcji spółki VRG (dawniej Vistula Group).

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych rządu USA wyszła wczoraj ponownie powyżej poziomu 3 proc., a dziś rano lekko korygowała ten wzrost. Nadal rentowność amerykańskich 2-latek o ok. 0,2 pkt. proc. przewyższała rentowność 10-latek („inwersja” krzywej rentowności). Rentowność polskich 10-latek również lekko dziś rano spadała, ale nadal utrzymywała się powyżej poziomów swych minimów z okresu minionych 2,5 miesięcy.

O ponad 1 proc. taniała dziś rano ropa naftowa (WTI -1,42 proc., Brent -1,09 proc.). Spadała również lekko cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie (-0,39 proc.).
Po nieudanym pierwszym szturmie na poziom parytetu względem euro sprzed kilku dni amerykański dolar nadal słabł (EUR/USD +0,35 proc. ok. 9:30). Zmiana kursu USD/JPY była dziś rano niewielka (-0,02 proc.).

Polski złoty się lekko umacniał dziś rano (USD/PLN -0,41 proc., EUR/PLN -0,1 proc.).
Po ponad 9 proc. wzroście wczoraj kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara konsolidował się dziś rano na najwyższym poziomie od 5 tygodni (-0,1 proc. ok godz. 9:25).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers