GUS o e-handlu w czerwcu

Wg najnowszych danych GUS w czerwcu 2022 r. w porównaniu z majem br. odnotowano spadek wartości sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących (o 3,2%). Udział sprzedaży przez Internet w sprzedaży „ogółem” zmniejszył się z 8,9% w maju br. do 8,6% w czerwcu br.

Najnowsze dane komentuje poniżej ekspert Unity Group:

Sebastian Błaszkiewicz, Head of Sales Excellence, Unity Group

„Ostatnie miesiące to czas dużej zmienności, także w obszarze handlu. Z uwagi na galopującą inflację i ostrożniejsze zarządzanie domowymi budżetami ulega stagnacji lub spada sprzedaż większości dóbr (wyjątkiem są produkty pierwszej potrzeby). Przekłada się to na większą wrażliwość cenową klientów, którzy zwykle w poszukiwaniu przecen kierują się do internetu. Oczywiście negatywne konsekwencje wyraźnie malejącej, realnej siły nabywczej Polaków odbiją się na całym handlu detalicznym, ale to kanał online, jako że jest najszybszy i najbardziej wrażliwy na zmiany cen, odczuł to jako pierwszy. Dane GUS na koniec czerwca, według których sprzedaż detaliczna przez internet zmalała m/m o 3,2% a udział e-commerce w całej sprzedaży detalicznej obniżył się do 8,6%, potwierdzają tę tezę.

Są jednak widoczne na horyzoncie duże możliwości, jakie stoją przed cyfrowymi kanałami sprzedaży. Te pozytywne sygnały dla e-commerce będą odczuwalne zwłaszcza w najbliższych miesiącach: okres wakacyjny to czas zakupów letnich ubrań, sprzętu turystycznego i sportowego, a to tradycyjnie kategorie, w których rynek sprzedaży internetowej jest bardzo konkurencyjny, a to z kolei pozwoli konsumentom z powodzeniem szukać tych najtańszych ofert. W sierpniu zaczną się przygotowania do szkoły, czyli zakup podręczników, art. szkolnych i materiałów biurowych. Niedługo później wkraczamy w sezon jesienny – najlepszy pod względem obrotów w roku. W tym okresie możemy spodziewać się bardzo mocnej konkurencji cenowej podmiotów handlowych, która, biorąc pod uwagę rosnące zadłużenie sklepów online, dla wielu może być walką o przetrwanie i utrzymanie się na rynku.”

Jak pozyskać nowych klientów do swojego biznesu za pomocą telemarketingu?

Zainteresowanie potencjalnych klientów ofertą nie jest łatwe, gdy konkurencja stale rozwija swoje usługi lub wdraża nowe produkty. Z myślą o wysokiej skuteczności działań marketingowych proces ten warto zlecić firmie zewnętrznej, która specjalizuje się we wsparciu procesu sprzedaży. Co należy do zadań telemarketerów i jak pozyskać nowych klientów dzięki wielokanałowej obsłudze w call center?

Czym jest telemarketing?

Telemarketing to popularny zestaw narzędzi marketingowych o wysokiej skuteczności, który bazuje na wykorzystaniu systemów teleinformatycznych w kontaktach z klientami. Stanowi jedną z form marketingu bezpośredniego, którego celem jest utrzymanie relacji, przedstawienie oferty lub nakłonienie do zakupu, najczęściej poprzez kontakt telefoniczny.

Główną misją call center jest realizacja projektów sprzedażowych w imieniu klientów firmy. Nowoczesny telemarketing oferuje jednak o wiele większy zakres działań i często jest tożsamy z wielokanałową obsługą klientów przez zewnętrzną firmę.

Tego rodzaju kompleksowe usługi świadczy Polcall – contact center zajmujące się profesjonalnym outsourcingiem usług telemarketingowych. 

Jakie usługi wybrać przy pozyskiwaniu nowych klientów?

Telemarketing oferuje wiele możliwości dotarcia do nowego klienta i zainteresowania go ofertą firmy. Najpopularniejszym ze sposobów jest kontaktowanie się z potencjalnymi kontaktami, tzw. leadami i przedstawianie oferty dostosowanej według ich potrzeb. Call center w ramach wykonywanych usług może zająć się również telefonicznym umawianiem spotkań o charakterze handlowym – proces rozpoczyna się od pozyskania klienta i trwa aż do umówienia terminu oraz miejsca dalszych rozmów.

Na początku współpracy z call center warto rozważyć również telesprzedaż. Specjaliści zajmują się wykonywaniem połączeń telefonicznych do precyzyjnie określonej grupy odbiorców, zachęcając do skorzystania z oferty. Właściciele sklepów internetowych mogą natomiast wybrać opcję callback. W ramach tej usługi call center (https://www.polcall.pl/pl/uslugi.html) odpowiada za automatyczne nawiązanie połączenia z klientem, który poprosił o kontakt przez formularz kontaktowy lub okienko czatu umieszczone na stronie.

Skuteczność telemarketingu

Współcześnie dostępnych jest wiele metod pozyskiwania klientów, jednak telemarketing wciąż cieszy się niezmiennie wysoką efektywnością. Smartfony stały się nieodłącznym atrybutem każdego konsumenta, dlatego relatywnie łatwo pozyskać tą drogą uwagę potencjalnych klientów i namówić ich do zakupu. Zlecenie obsługi procesów przedsprzedażowych zewnętrznej firmie to również oszczędność kosztów. Powierzając prowadzenie projektów profesjonalistom, budżet nie ulegnie przepaleniu związanym z nieprecyzyjnym określeniem grupy docelowej. Ponadto każdy etap sprzedaży jest dostosowany do wymagań RODO i przeprowadzany zgodnie z przepisami.

Telemarketing a zadowolenie klientów

Usługi telemarketingowe w wykonaniu profesjonalistów cieszą się pozytywnym odbiorem wśród większości klientów. Specjaliści wiedzą, jak w nienachalny sposób przedstawić ofertę, która skłoni do zakupu i pozwoli zbudować pozytywny wizerunek firmy. Poziom satysfakcji z obsługi można zweryfikować poprzez przeprowadzenie badania CATI, które jest dostępne w ofercie większości firm profesjonalnie zajmujących się telemarketingiem.

Więcej o badaniach satysfakcji przeczytasz na stronie: https://www.polcall.pl/pl/uslugi/badanie-satysfakcji-badanie-cati.html

Jaki scenariusz czeka polską gospodarkę w obliczu obecnych wydarzeń?

Około 57% Polaków przewiduje wzrost cen paliw, a niemal 51% uważa, że sankcje nałożone na Rosję przełożą się na sytuację energetyczną w Polsce. Jaki scenariusz dla polskiej gospodarki w obliczu wojny na Ukrainie widzą Polacy? Tego dowiadujemy się z wyników ogólnopolskiego Raportu pt. Czego Polacy boją się najbardziej w obliczu konfliktu na Ukrainie. Zdaniem badanych, najlepszymi rozwiązaniami na zaistniałą sytuację byłoby przejście na alternatywne, zielone źródła energii oraz inwestycja w wydobycie polskich surowców energetycznych. Raport został przygotowany przez Procontent Communication.

Sytuacja kryzysowa w Europie Wschodniej ma wpływ na wiele krajów, a Polska jako kraj sąsiadujący z Ukrainą  w obliczu zaistniałych okoliczności podjęła decyzje m.in. o odcięciu się od dostaw rosyjskich surowców energetycznych. Konsekwencje powziętych działań mogą mieć odzwierciedlenie na wielu płaszczyznach, np. w zmianie dotychczasowego trybu życia Polaków poprzez zamianę transportu samochodowego na rowerowy w związku z rosnącymi cenami paliw.

Zagrożenia dla polskiej gospodarki

Na pytanie o sektory polskiej gospodarki najbardziej dotknięte wojną w Ukrainie, 57,4% badanych wskazuje transport ze względu na wzrost paliw, a ponad połowa (50,8%) przemysł energetyczny, argumentując to sankcjami. Z kolei 32,5% Polaków wskazuje sektor finansowy, a 30,5% zdrowie i opiekę zdrowotną jako sektory gospodarki, które zostaną najbardziej dotkniętymi w wyniku wojny. Branżę budowlaną wskazuje 23,9% ankietowanych, wymieniając brak podwykonawców jako potencjalne zagrożenie dla sektora. Branżę turystyczną typuje 16,6% ankietowanych pod kątem zamykania poszczególnych destynacji podróży. Z kolei 15,5% deklaruje, że opóźnienia w realizacji inwestycji mogą mieć wpływ na branżę deweloperską. Tylko 4,3% badanych sygnalizuje, że w ich ocenie wojna na Ukrainie będzie służyć polskiej gospodarce lub nie będzie dla niej stratna.Jakie sektory polskiej gospodarki będą najbardziej dotknięte wojną na Ukrainie

Alternatywne źródła energii naszym ratunkiem?

Polacy zapytani o najlepsze rozwiązania wobec aktualnej sytuacji społeczno-gospodarczej związanej z konsekwencjami odcięcia się od rosyjskich surowców energetycznych najczęściej (34,7% badanych) wskazywali przejście na alternatywne, zielone, źródła energii, np. wiatr, wodę, czy też fotowoltaikę. Jako alternatywne rozwiązania zostały również wskazywane inwestycje w wydobycie polskiego gazu lub korzystanie z własnych zasobów tam, gdzie to możliwe (23,8% badanych). Skutecznym rozwiązaniem dla 19% ankietowanych jest inwestycja w energię atomową, a dla 17,2% dywersyfikacja zakupów ropy i gazu. Jedynie 4% uważa, że zgoda na warunki stawiane przez Rosję – przez co rozumiana jest płatność za surowce w rublach – jest alternatywnym, lepszym rozwiązaniem.Jakie rozwiązanie byłoby najlepsze dla Polski

Podsumowanie raportu

Zdaniem większości Polaków branża transportowa (54,7%) oraz  energetyczna (50,8%) mogą spodziewać się najpoważniejszych konsekwencji spowodowanych wojną. Wśród alternatyw dla odciętych rosyjskich surowców energetycznych najwięcej, bo 34,7%, proponuje przejście na bardziej ekologiczne rozwiązania (np. wiatr, woda, czy też fotowoltaika). Celem raportu pt. „Czego Polacy boją się najbardziej, w obliczu konfliktu na Ukrainie” jest nie tylko ukazanie obaw ludzi, ale też nastroju społecznego wobec zachodzących zmian w kontekście konfliktu zbrojnego w Ukrainie.  Badanie powstało na reprezentatywnej próbie 832 dorosłych Polaków.

PKN ORLEN finalizuje fuzję z Grupą LOTOS

Akcjonariusze PKN ORLEN zdecydowaną większością 98,3% głosów wyrazili zgodę na połączenie z Grupą LOTOS. Dzień wcześniej korzystną decyzję w tej sprawie podjęło prawie 99% Akcjonariuszy Grupy LOTOS. To zamyka proces pozyskiwania zgód korporacyjnych i otwiera drogę do ostatniego kroku do finalizacji fuzji, czyli rejestracji połączenia w Krajowym Rejestrze Sądowym. Finalizacja procesu uwolni synergie, które przełożą się na konkretne i wymierne korzyści dla obu spółek, ich Akcjonariuszy, klientów i pracowników. Ważnym efektem fuzji będzie również skuteczne zwiększenie niezależności energetycznej Polski, co ma olbrzymie znaczenie w kontekście trwającej wojny w Ukrainie. Zgodę na przeprowadzenie transakcji w oparciu o wynegocjowane środki zaradcze, a także na partnerów do ich realizacji wydała Komisja Europejska.

– Zgoda Akcjonariuszy to przypieczętowanie trudnego i wymagającego procesu. Jednak przede wszystkim to zdecydowane, mocne potwierdzenie, że nasza decyzja o budowie silnego koncernu multienergetycznego była słuszna, a obrany przez nas kierunek dalszego rozwoju gdańskiej rafinerii jest właściwy i gwarantuje pełne wykorzystanie jej potencjału. Jesteśmy w historycznym momencie. Tworzymy nową Grupę ORLEN, złożoną z aktywów PKN ORLEN, Grupy Energa, Grupy LOTOS, a docelowo także PGNiG. Wspólnie będziemy realizować warte miliardy złotych, strategiczne dla bezpieczeństwa energetycznego Polski i regionu, inwestycje w zero- i niskoemisyjną energetykę. Zwiększymy także nakłady na badania i poszukiwanie innowacyjnych rozwiązań, które wzmocnią naszą konkurencyjność na międzynarodowym rynku. Pełne wykorzystanie efektu synergii pozwoli nam maksymalizować korzyści biznesowe, a tym samym zapewni koncernowi stabilny, długofalowy rozwój – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Połączenie zostanie zrealizowane poprzez przejęcie Grupy LOTOS S.A. przez PKN ORLEN S.A. To oznacza, że w momencie przejęcia akcjonariusze Grupy LOTOS obejmą nowe akcje w podwyższonym kapitale zakładowym PKN ORLEN i staną się akcjonariuszami tej spółki. W wyniku fuzji PKN ORLEN i Grupy LOTOS udział Skarbu Państwa w połączonym koncernie wzrośnie do ok. 35%. Zakładając następnie połączenie z PGNiG, udział ten zwiększy się istotnie.

Połączenie PKN ORLEN i Grupy LOTOS oraz docelowo PGNiG jest nierozerwalnie związane z bezpieczeństwem energetycznym Polski i całego regionu Europy Środkowej, w tym m.in. Litwy, Łotwy, Estonii, a także Czech i Słowacji. Fuzja oznacza budowę jednego silnego koncernu multienergetycznego z przychodami na poziomie ponad 250 mld zł rocznie, który będzie z powodzeniem prowadził działalność biznesową na konkurencyjnym rynku i obsługiwał ok. 100 mln klientów w Europie, gwarantując im bezpieczeństwo dostaw paliw i energii.

Fuzja oznacza także korzyści dla pracowników Grupy LOTOS, którzy zyskają nowe możliwości rozwoju zawodowego w silnym koncernie o międzynarodowej pozycji. Ponadto w ramach porozumienia podpisanego w lipcu br. pomiędzy PKN ORLEN, Grupą LOTOS i Związkami Zawodowymi obu firm pracownikom Grupy LOTOS zapewniono m.in. 48-miesięczny okres obowiązywania gwarancji zatrudnienia oraz 24-miesięczny okres utrzymania dotychczasowych warunków pracy i płacy, w tym w szczególności miejsca świadczenia pracy.

Koncern, po połączeniu z Grupą LOTOS, a docelowo także z PGNiG, wzmocni pozycję lidera transformacji systemu energetycznego, opierając inwestycje na nisko- i zeroemisyjnych źródłach wytwarzania energii. Realizując inwestycje m.in. w zieloną energetyką, w tym morskie i lądowe farmy wiatrowe oraz fotowoltaikę, a także w paliwa alternatywne, małą energetykę jądrową i biomateriały, nowa Grupa ORLEN istotnie przyczyni się do zmniejszenia uzależnienia polskiej gospodarki od paliw kopalnych.

W czerwcu br. zgodę na połączenie PKN ORLEN i Grupy LOTOS wyraziła Komisja Europejska, co jednocześnie oznaczało jej pełną akceptację dla wynegocjowanych przez PKN ORLEN umów i partnerów do ich realizacji. Decyzja KE potwierdziła również, że fuzja spółek nie zaburzy konkurencji w żadnym z obszarów działalności, nie tylko w Polsce, ale też w regionie.

W wyniku połączenia firm wzrośnie skala nakładów inwestycyjnych na rozwój poszczególnych segmentów biznesowych, które będzie tworzyć koncern multienergetyczny. Tylko w 2021 r. Grupa ORLEN przeznaczyła na inwestycje rekordowe 9,9 mld zł, natomiast nakłady inwestycyjne na ten rok wyniosą aż 15,2 mld zł, najwięcej w historii firmy. To z kolei przełoży się na wzrost wpływów odprowadzanych przez koncern do budżetu państwa. W 2021 r. PKN ORLEN wpłacił do budżetu z tytułu różnych opłat i podatków prawie 35,5 mld zł. Łącznie od 2018 r. do 2021 r. było to ok. 143 mld zł.

Dubaj wysyła urzędników i lekarzy do metaverse. W wirtualnym świecie rozwiążemy realne problemy

Wizyta w urzędzie nadal budzi niechęć wielu z nas. Dodatkowo tradycyjna korespondencja nie zawsze oddaje znaczenie i emocje słów w niej zawartej, a często znacznie opóźnia załatwianie sprawy. Komunikacja online również nadal kuleje, a rządowe aplikacje często nie są intuicyjne, wprowadzają chaos, a często i tak korzystanie z nich kończy się na wizycie w urzędzie. Tym bardziej decyzja emiratu Dubaju o wejściu w metaverse u wielu wzbudza niedowierzanie, ale tak już wkrótce może wyglądać korzystanie z usług publicznych.

Dubaj, stolica emiratu i największe miasto w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, coraz śmielej wchodzi w świat nowych technologii. Już dziś jest jednym z najbardziej liczących się centrów kryptograficznych na świecie, ale plany są znacznie bardziej śmiałe. Dubaj wprowadza bowiem strategię wejścia do metaverse, aby stać się jedną z dziesięciu najbardziej liczących się gospodarek w świecie wirtualnym. “Dubai Metaverse” ma przynieść aż 40 tys. nowych miejsc pracy, która będzie świadczona w świecie wirtualnym. Strategia ma zwiększyć aż cztery miliardy dolarów PKB miasta w ciągu następnych pięciu lat.

Dziś wszystkie oczy entuzjastów od metaverse zwracają się właśnie ku Dubajowi. Oczywiście emirat jest na tyle bogaty, że może sobie pozwolić na eksperymenty. Zapewne nie unikną błędów, więc tym bardziej musimy wyciągać z nich wnioski, żeby móc wprowadzać te rozwiązania wkrótce i u nas z pominięciem wielu potknięć ”wieku dziecięcego”, a przecież doskonale wiemy, że w Polsce mamy wiele do zrobienia w kwestii usług publicznych i udostępniania ich w formie online – zaznacza Michał Jeska, prezes zarządu oyou.me, platformy społecznościowej łączącej twórców, fanów oraz ludzi biznesu, która wykorzystuje rozwiązania Internetu 3.0 takie jak analiza big data, technologie blockchain czy NFT.

Rozszerzona rzeczywistość zastąpi stetoskop?

W ramach strategii Dubaj zamierza przenieść część departamentów rządowych do metaverse i właśnie tam załatwiać swoje sprawy będą mieszkańcy emiratu. Plan zakłada również stworzenie nowego modelu działań w turystyce, edukacji, przeniesieniu części handlu detalicznego, ale także stworzenie nowego wymiaru dla opieki zdrowotnej czy sektora prawnego.

Szczególnie warto zwrócić uwagę na możliwości technologii rozszerzonej rzeczywistości (AR). Wirtualny urzędnik otrzyma wiele narzędzi podczas rozmowy z interesariuszem. Może wyświetlić film, wykres, objaśnić coś na wirtualnej tablicy. Rozmowa też przebiega inaczej. Awatar może bowiem w większym stopniu odzwierciedlać emocje, a zrozumienie komunikacji niewerbalnej może przyspieszyć załatwienie sprawy – mówi Michał Jeska z oyou.me.

Dubaj stawia na edukację

Zanim w Dubaju urzędnicy przejdą do świata wirtualnego, emirat musi przystąpić do inwestycji. Oprócz wspomnianych już 40 tys. nowych miejsc pracy związanych z metaverse władze Dubaju chcą swoje działania skupiać na rozwiązaniach opartych na sztucznej inteligencji i internecie 3.0, a co za tym idzie, niezbędne będzie pełne wdrożenie sieci 5G. Strategia “Dubai Metaverse” obejmie współpracę badawczo-rozwojową, która w pierwszym etapie, ma przyciągnąć firmy i projekty  z zagranicy, a także zapewnić wsparcie w edukacji o metaverse skierowanej do programistów, twórców treści i użytkowników platform cyfrowych, którzy chcą przenieść się do wirtualnego świata.

Działalność w metaverse daje twórcom nowe możliwości. Przede wszystkim część z nich po raz pierwszy może pokazać się szerszej publiczności. Szczególnie twórcy tradycyjni mogą tworzyć kopie swoich prac w cyfrowej wersji. Dzięki temu mają szansę uzależnić się od skostniałego systemu galerii. Jednak twórcy mają uzasadnione wątpliwości, nie wiedzą jeszcze jak publikować, budować swoją markę osobistą, budować społeczność czy monetyzować treści w nowej wirtualnej  rzeczywistości – podkreśla Michał Jeska z oyou.me, które tworzy narzędzia, które ułatwią poruszanie się w metaverse jak np. algorytm oyou.ai, który pomoże w lepszym zrozumieniu odbiorców, a cała platforma oparta jest o technologię blockchain, dzięki czemu w przyszłości będzie można zarabiać na twórczości poprzez tokeny NFT.

Emirat futurystyczną kolebką

Dubaj już dziś jest niezwykle ważnym ośrodkiem technologii futurystycznych. Technologie VR i AR stworzyły już ok. 7 tys. miejsc pracy i wniosły do gospodarki ZEA aż 500 milionów dolarów. Dodatkowo wartość finansowania venture capital i private equity w metawersie osiągnęła 13 miliardów dolarów w 2021 roku, podczas gdy sprzedaż nieruchomości w wirtualnej rzeczywistości przekroczyła w zeszłym roku 500 milionów dolarów.

Największe firmy w emiracie już wkraczają do metawersu. Linie Emirates zapowiedziały, że rozszerzą wykorzystanie tej technologii, a Grupa Damac planuje budowę cyfrowych miast. Od początku czerwca Dubai Virtual Assets Regulatory Authority (VARA) wydał lub przedłużył licencje na wirtualne aktywa dla kilku kluczowych platform kryptograficznych, takich jak Crypto.com, Huobi i OKX. Dubaj jest też miejscem największych konferencji czy targów futurystycznych jak np. corocznej wystawy Crypto Expo.

Złożenie wniosku o rozłożenie zaległości na raty nie zatrzyma fiskusa

Samo złożenie wniosku o rozłożenie zaległości podatkowej na raty, czy o odroczenie płatności nie ma wpływu na możliwość jej egzekwowania. Tak wynika z wyroku sądu (NSA o sygn. akt III FSK 440/21). Orzeczenie NSA świadczy o tym jak ważne jest dochowanie terminów w postępowaniu administracyjnym. Zbyt późne działania, podejmowane często „po fakcie” mogą nie przynieść oczekiwanych skutków.

Czego dotyczyła sprawa?

Spółce zostało wymierzone zobowiązanie podatkowe do zapłaty zaległego VAT za niektóre miesiące 2012 r. w łącznej kwocie blisko 161,5 tys. zł. Egzekucja do powyższych spraw została zakończona poprzez całkowitą realizację zajęcia przez Urząd Skarbowy (przekazanie środków pieniężnych przez bank w grudniu 2017 r. na konto depozytowe Urzędu Skarbowego ww. kwoty). Nastąpiło to przed złożeniem wniosku o rozłożenie zaległości na raty w dniu 21.12.2017 r.

Z takim sposobem egzekucji oraz jej zakończeniem nie zgadzała się spółka, która podkreśliła, że organ podatkowy prowadził egzekucję pomimo, że spółka złożyła wniosek o rozłożenie tej zaległości na raty. Należy zaznaczyć, że wniosek spółki został złożony po wszczęciu egzekucji administracyjnej.

W ocenie spółki wniosek o rozłożenie na raty może świadczyć o tym, że podatnik nie zamierza uchylać się od spełnienia swego obowiązku, a to oznacza, że prowadzenie przeciwko niemu postępowania egzekucyjnego jest niedopuszczalne i narusza zasadę pogłębiania zaufania do organów oraz zasadę celowości, i niezbędności postępowania egzekucyjnego.

Strona na poparcie własnego stanowiska powołała się na wyroki NSA o sygn. akt II FSK 1705/12 oraz II FSK 1722/12 twierdząc, że wystąpienie z wnioskiem o rozłożenie zapłaty zaległości podatkowej może sygnalizować, że podatnik ma zamiar zapłacić należność. W ocenie spółki organy unikają podania daty wszczęcia postępowania egzekucyjnego w konfrontacji z datą zawiadomienia dłużnika o dokonanych czynnościach egzekucyjnych (daty nie doręczenia, a wysłania do niego pisma). Strona zdaje się tym samym sugerować, że wszczęcie egzekucji było przedwczesne.

Istota problemu

Główną osią sporu jest osadzenie w czasie dwóch czynności: momentu złożenia wniosku o rozłożenie płatności podatku na raty oraz momentu wszczęcia postępowania egzekucyjnego.

 

 

Zgodnie z art. 26 § 5 ustawy o postępowaniu egzekucyjnym w administracji wszczęcie egzekucji administracyjnej następuje z chwilą:

  1. doręczenia zobowiązanemu odpisu tytułu wykonawczego lub
  2. doręczenia dłużnikowi zajętej wierzytelności zawiadomienia o zajęciu wierzytelności lub
  3. innego prawa majątkowego, jeżeli to doręczenie nastąpiło przed doręczeniem zobowiązanemu odpisu tytułu wykonawczego lub
  4. podpisania protokołu zajęcia ruchomości przez pracownika obsługującego organ egzekucyjny, jeżeli to podpisanie nastąpiło przed doręczeniem zobowiązanemu odpisu tytułu wykonawczego lub
  5. wpisu w księdze wieczystej o wszczęciu egzekucji z nieruchomości lub złożenia wniosku o wpis o wszczęciu egzekucji z nieruchomości do zbioru dokumentów, jeżeli ten wpis lub to złożenie nastąpiło przed doręczeniem zobowiązanemu odpisu tytułu wykonawczego.

Powyższe warunki funkcjonują na zasadzie alternatywy w zależności od tego, które zdarzenie nastąpi wcześniej.

W omawianej sprawie dzień wszczęcia egzekucji został przyjęty jako dzień zawiadomienia banku o zajęciu rachunku bankowego spółki.

Stanowisko fiskusa

W ocenie fiskusa dopiero wydanie decyzji o zastosowaniu ulgi w postaci rozłożenia zaległości na raty może stanowić podstawę do zatrzymania egzekucji. Ponadto fiskus potwierdził, że działał prawidłowo, a jako datę wszczęcia egzekucji należy przyjąć datę zawiadomienia banku. Zatem w ocenie organu podatkowego dokonał on wszelkich niezbędnych czynności, a prowadzone postępowanie nie miało na celu jedynie „wyłudzenia” opłat egzekucyjnych, ale dochodzenie do spłaty zobowiązania.

Wyroki sądów administracyjnych

W omawianej sprawie wyroki sądów administracyjnych były zgodne. Zarówno Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gorzowie Wlkp. w wyroku z 08.08.2018 r., sygn. I SA/Go 227/18, jak również Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 30.03.2022 r. sygn. III FSK 440/21 nie wsparły stanowiska spółki, wskazując, że ostateczny charakter decyzji wymierzającej zaległy VAT do zapłaty oraz brak wstrzymania jej wykonania powoduje, że obowiązek z niej wynikający staje się wymagalny. W ocenie sądów decydujący był moment doręczenia zawiadomienia o zajęciu dłużnikowi zobowiązanej, co nastąpiło 20 grudnia 2017 r. (czyli przed złożeniem wniosku o rozłożenie na raty). Fakt, że zajęcie rachunku bankowego nastąpiło przed doręczeniem zobowiązanemu tytułów wykonawczych, nie świadczy o wadliwości prowadzonego postępowania egzekucyjnego.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Prawnik podpowiada, jak zachować się podczas upadłości pracodawcy i nie narazić się na dodatkowe kłopoty

W przypadku ogłoszenia upadłości przedsiębiorcy, pracownicy stają się jego wierzycielami. Są zaspokajani w pierwszej kolejności z masy upadłości, szczególnie w zakresie zaległych pensji. Nie muszą zgłaszać swoich roszczeń syndykowi. Należności wynikające ze stosunku pracy są umieszczane na liście wierzytelności z urzędu. Sąd upadłościowy uznaje je m.in. na podstawie listy płac i obecności. Jednak pracownik może nie mieć pewności, czy dokumenty były prowadzone w prawidłowy sposób i czy sąd w ogóle nimi dysponuje. W celu weryfikacji, czy upadły ujął wierzytelności w prawidłowej wysokości, zatrudniony ma prawo sam wystąpić z roszczeniem. Jeśli pracodawca jest niewypłacalny, to należność zostanie uregulowana ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. W określonych przypadkach pracownikowi przysługuje też odszkodowanie oraz odprawa.

Potrzebna czujność

Sąd, wydając postanowienie o ogłoszeniu upadłości przedsiębiorcy, m.in. wyznacza syndyka oraz wzywa wierzycieli upadłego do zgłoszenia wierzytelności w terminie trzydziestu dni od obwieszczenia. Pracownicy mają prawo dochodzić z masy upadłości należności ze stosunku pracy, w szczególności zaległego wynagrodzenia. I w ich przypadku nie jest nawet wymagane zgłoszenie.

Należności wynikające ze stosunku pracy są umieszczane na liście wierzytelności z urzędu. I podlegają zaspokojeniu w pierwszej kolejności, co wynika wprost z art. 342 prawa upadłościowego. Jednak, niezależnie od tego, pracownicy upadłego mają prawo do samodzielnego zgłoszenia wierzytelności. To może okazać się pomocne w celu weryfikacji, czy upadły pracodawca ujął je w prawidłowej wysokości.

Pracownik może zwrócić się z roszczeniem zarówno do syndyka, jak i do sądu upadłościowego, który uznaje należność dla niego na podstawie prowadzonej przez pracodawcę dokumentacji kadrowo-płacowej, tj. listy płac, listy obecności oraz innych dokumentów. Jeżeli nie były one prowadzone w prawidłowy sposób, zatrudniony musi sam zadbać o swoje interesy, wskazując, iż ujęte wierzytelności ze stosunku pracy powinny być ujęte w innej wysokości. Biorąc pod uwagę to, że na rynku może być coraz więcej upadłości, warto zawczasu kilka rzeczy na ten temat wiedzieć.

Jeśli wierzytelności wynikają z dokumentacji finansowo-kadrowej upadłego pracodawcy, a ich wysokość nie będzie sporna, to stosownie do art. 237 p.u. zostaną umieszczone na liście wierzytelności z urzędu. Dotyczy to również tych o charakterze majątkowym, które przysługują pracownikowi względem upadłego pracodawcy, ale wymagają niekiedy dodatkowych ustaleń co do ich faktycznego przysługiwania albo wysokości. Może chodzić m.in. o wykazanie liczby przepracowanych godzin nadliczbowych, spełnienie przesłanek z regulaminu premiowania, a także innych dodatkowych świadczeń przewidzianych w układach zbiorowych pracy czy regulaminach wynagradzania. Jeżeli roszczenie dotyczy np. pracy w nocy, w sobotę lub święta, to jego wysokość wynika wprost z listy obecności i listy płac.

Niewypłacalny pracodawca

Zgodnie z przepisami, syndyk posiada inicjatywę w dochodzeniu należności pracowników. Jego powinnością  jest niezwłoczne wykonanie obowiązków przewidzianych przepisami ustawy o ochronie roszczeń pracowniczych w razie niewypłacalności pracodawcy, która określa zasady, zakres i tryb ich ochrony w przypadku niemożności ich zaspokojenia z powodu niewypłacalności przedsiębiorcy.

W okresie miesiąca od daty niewypłacalności pracodawcy syndyk sporządza i składa marszałkowi województwa (właściwemu ze względu na siedzibę pracodawcy) zbiorczy wykaz niezaspokojonych roszczeń. Określa osoby uprawnione oraz tytuły i wysokość roszczeń wnioskowanych do zaspokojenia ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Zbiorczy wykaz obejmuje roszczenia z okresów poprzedzających datę niewypłacalności pracodawcy. Marszałek województwa, po stwierdzeniu jego zgodności, przekazuje niezwłocznie odpowiednie środki finansowe Funduszu syndykowi, który wypłaca świadczenia.

Osobami uprawnionymi do otrzymania świadczeń są pracownicy niewypłacalnego pracodawcy, a także byli pracownicy, członkowie rodziny zmarłego pracownika lub byłego pracownika, uprawnieni do renty rodzinnej. To również ci, którzy wykonują pracę zarobkową na innej podstawie niż stosunek pracy, jeżeli z tego tytułu podlegają obowiązkowi ubezpieczenia społecznego.

Niezależnie od inicjatywy przysługującej syndykowi, ww. osoby mogą także samodzielnie wnioskować o wypłatę świadczeń z Funduszu u marszałka województwa. Powinny to zrobić jednak nie wcześniej niż dwa tygodnie po upływie terminu przewidzianego do złożenia wykazu niezaspokojonych roszczeń przez syndyka.

Do wniosku należy załączyć dokumenty potwierdzające uprawnienie do świadczeń oraz kwotę niezaspokojonych roszczeń. Wówczas marszałek województwa dokonuje wypłaty świadczeń niezwłocznie po stwierdzeniu, że roszczenia podlegają zaspokojeniu ze środków Funduszu i powiadamia o tym syndyka.

Jednak Fundusz wypłaca wynagrodzenia przysługujące pracownikowi za okres maksymalnie trzech miesięcy. Mogą one poprzedzać datę wystąpienia niewypłacalności pracodawcy albo ustanie stosunku pracy.

Wypowiedzenie umowy

Jak stanowi art. 41(1) kodeksu pracy, w razie ogłoszenia upadłości lub likwidacji pracodawcy, nie stosuje się art. 38, 39 i 41 ani przepisów szczególnych dot. ochrony pracowników przed wypowiedzeniem lub rozwiązaniem umowy o pracę. Oznacza to też, że osoby w wieku przedemerytalnym, na zwolnieniach lekarskich lub przebywające na urlopach również nie są chronione.

W myśl art. 36(1) kodeksu pracy, jeżeli wypowiedzenie pracownikowi umowy o pracę zawartej na czas nieokreślony lub określony następuje z powodu ogłoszenia upadłości bądź likwidacji firmy albo z innych przyczyn niedotyczących pracowników, pracodawca może, w celu wcześniejszego rozwiązania umowy o pracę, skrócić okres trzymiesięcznego wypowiedzenia do jednego miesiąca. W takim przypadku zatrudnionemu przysługuje odszkodowanie w wysokości wynagrodzenia za pozostałą część okresu wypowiedzenia. Wlicza się on też osobie pozostającej bez pracy do okresu zatrudnienia.

Odszkodowanie, o którym mowa w powyższym przepisie, stanowi swego rodzaju ekwiwalent za pozostawanie bez pracy przez zatrudnionego. Jego istotą jest zrekompensowanie szkody majątkowej, jaką pracownik ponosi wskutek utraty możliwości zarobkowania w czasie pozostałego okresu wypowiedzenia. Przyjmuje się, że odszkodowanie powinno zostać wypłacone pracownikowi najpóźniej w ostatnim dniu pracy, jeżeli jest wypłacane przez pracodawcę.

Pracodawca lub odpowiednio syndyk wypłaca pracownikom odszkodowania, oczywiście jeżeli posiada odpowiednie środki. Jeśli brakuje na to zasobów, to należność taka może zostać zaspokojona z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Zwolnienie grupowe

Zagadnienie odpraw pieniężnych reguluje Ustawa z dnia 13 marca 2003 r. o szczególnych zasadach rozwiązywania z pracownikami stosunków pracy z przyczyn niedotyczących pracowników. Jej przepisy stosuje się w razie konieczności rozwiązania umowy przez pracodawcę zatrudniającego co najmniej 20 pracowników z przyczyn, które ich nie obejmują.

Dotyczy to sytuacji, gdy w okresie nieprzekraczającym 30 dni pracodawca zatrudniający mniej niż 100 pracowników zwalnia co najmniej 10 osób. Jeśli ma minimum 100 pracobiorców, ale mniej niż 300, to zwolnienie jest uznawane za grupowe, gdy 10% traci pracę ww. okolicznościach. A jeżeli przynajmniej 300 osób jest zatrudnionych w danej firmie, to powyższe obejmuje 30 zwolnionych pracowników.

W ramach grupowego zwolnienia pracownikowi przysługuje odprawa pieniężna w wysokości jednomiesięcznego wynagrodzenia, jeżeli był zatrudniony u upadłego pracodawcy krócej niż 2 lata. Równowartość dwumiesięcznej pensji należy się osobie, która pracowała u niego od 2 do 8 lat. Natomiast odprawa odpowiadająca trzymiesięcznemu wynagrodzeniu jest należna, gdy zatrudniony przepracował u danego pracodawcy ponad 8 lat. W każdej z ww. sytuacji powinien ją wypłacić pracodawca, ale jeżeli nie posiada on odpowiednich środków, to przejmuje ten obowiązek Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Autorem komentarza jest radca prawny, dr Karolina Mazur

Dzień decyzji

EBC pierwszy raz od dekady podniesie dziś stopy procentowe. Jeszcze 2 dni temu rynek oczekiwał ruchu o skromne 25 punktów bazowych. Kiedy to na rynku pojawiły się plotki o możliwym dwukrotnie większym ruchu ze strony europejskiej instytucji euro zyskało. Poprzeczka przed EBC zawieszona została jednak wysoko. Jeśli EBC rozczaruje, wspólna waluta prawdopodobnie ulegnie deprecjacji. Dostawy gazu przez Nord Stream 1 zostały wznowione. W pierwszej godzinie przepływ wynosił 30 proc. pełnych możliwości. Euro jest stabilne a kurs głównej pary walutowej oscyluje wokół 1,02.

Na wstępie chciałbym jedynie przypomnieć, że sama decyzja EBC będzie ogłoszona o 14:15 a konferencja prasowa zapowiedziana jest na 14:45. W przeszłości te wydarzenia odbywały się 30 minut wcześniej.

Dzisiejsza decyzja nabrała dodatkowych barw. Wszystko przez plotki podane przez agencję Reuters o tym, że Rada rozważa wzrost kosztu pieniądza o 50 punktów bazowych. Narosłe oczekiwania spowodowały, że wytworzyła się dodatkowo presja na EBC, a ryzyko osłabienia wspólnej waluty urosło. Jeśli plotki okażą się jedynie plotkami a Rada będzie realizować plan z czerwca, wówczas wspólna waluta odda to co wypracowała w ostatnich dniach. Jeszcze niedawno ruch o 25 pb byłby prawdopodobnie neutralny dla euro. W tym momencie będzie dużym rozczarowaniem. Oznaczać to również będzie, że EBC świadomie i celowo zawodzi oczekiwania rynku. Jeśli wtorkowe doniesienia zmaterializują się, uważam, że euro ma jeszcze potencjał do aprecjacji a główna para walutowa może w krótkim czasie znaleźć się przy 1,0370. Rynek w tym momencie wycenia 44 proc. prawdopodobieństwo zmiany stóp o 50 pb. Ryzyko zakręcenia kurka z gazem przez Rosję zostało oddalone, dlatego też ten czynnik nie powinien w tym momencie ograniczać wzrostów EUR.

Dodatkowo rynek czeka na przedstawienie przynajmniej ogólnego zarysu nowego narzędzia o nazwie TPM (Transmission Protection Mechanism), który EBC zamierza wykorzystać do walki ze wzrostem spread’ów pomiędzy obligacjami europejskimi. Ostatnio duża rozbieżność nastąpiła między papierami włoskimi a niemieckimi.

Złoty wczoraj lekko się osłabił. Dziś rano EUR/PLN jest przy 4,77 a USD/PLN przy 4,67. Teoretycznie brak materializacji czarnego scenariusza związanego z przesyłem gazu powinno działać korzystnie na złotego. Jak na razie nie widać większej reakcji.

Łukasz Zembik DM TMS Brokers

Dążenie do niezależności napędza niemiecką transformację energetyczną

W perspektywie średnioterminowej nowe, ambitne cele Niemiec powinny zwiększyć udział energii odnawialnej w ich miksie energetycznym nawet powyżej poziomu, który byłby potrzebny do osiągnięcia celów klimatycznych z Paryża do 2035 roku.

Wyścig o suwerenność energetyczną, wywołany inwazją Rosji na Ukrainę, może sprawić, że niemiecka transformacja ekologiczna znacznie przekroczy linię mety. Pomimo zwiększonego wykorzystania węgla do produkcji energii elektrycznej w krótkim okresie, system EU ETS (Europejski System Handlu Emisjami – znany także jako „wspólnotowy rynek uprawnień do emisji dwutlenku węgla ”) ograniczy dodatkowe emisje, węgiel nadal więc jest na dobrej drodze do wycofania go z użycia do 2030 roku.

Konieczna koordynacja rozbudowy infrastruktury

Osiągnięcie celu czterokrotnego wzrostu mocy energii odnawialnej wymaga zmiany paradygmatu w kluczowych obszarach systemu elektroenergetycznego. Procedury planowania i zatwierdzania dla sieci energii odnawialnej, elektrycznej i wodorowej muszą być konsekwentnie upraszczane i przyspieszane. Ponadto pilnie potrzebna jest koordynacja rozbudowy infrastruktury dla sieci elektrycznych, gazowych i wodorowych, co jest mało prawdopodobne bez zintegrowanego planu rozwoju systemu.

Rozwój odnawialnych źródeł energii będzie dużym bodźcem rozwoju gospodarczego:
40 mld EUR wartości dodanej rocznie do 2035 r. (1,1% w PKB w 2021 r.) i 440 000 miejsc pracy w samych Niemczech.

Wyścig o suwerenność energetyczną wywołany inwazją Rosji na Ukrainę sprzyja przekroczeniu pierwotnych planów zielonej transformacji Niemiec

Zbliżająca się groźba wstrzymania importu gazu z Rosji postawiła w centrum uwagi zależność energetyczną Niemiec. Krótkoterminowe rozwiązanie polegało na większym poleganiu na węglu do wytwarzania energii elektrycznej, co budzi obawy, że zielona transformacja kraju zejdzie z kursu. Jest to jednak mało prawdopodobne z trzech powodów:

  • Większa produkcja energii elektrycznej z węgla nie spowoduje wzrostu emisji CO2 w UE, ponieważ są one ograniczone przez unijny system handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS). Dodatkowe wykorzystanie węgla spowoduje jednak wzrost cen CO2 w tym systemie, prowadząc do mniejszej emisji CO2 w innych gałęziach przemysłu objętych EU ETS.
  • Ceny w EU ETS pozostaną powyżej poziomów, które pozwoliłyby na konkurencyjność węgla na rynku energii elektrycznej. Węgiel w energetyce wymaga cen EU ETS poniżej 60 euro, podczas gdy obecne ceny wahają się między 80-90 euro i oczekiwany jest ich dalszy wzrost.
  • Niemiecki rząd nadal jest zaangażowany w wycofywanie węgla do 2030 r., choć zobowiązanie to nie zostało jeszcze uregulowane. Biorąc pod uwagę podwyższone ceny w ramach EU ETS, jest bardzo mało prawdopodobne, aby węgiel przetrwał zbyt długo jako substytut rosyjskiego gazu; wspomniane ceny (uprawnień) “wypchną” go z rynku.

W perspektywie średnioterminowej ambitne nowe cele Niemiec zakładają ponad czterokrotny wzrost mocy odnawialnych, co przyspieszy odchodzenie od rosyjskiego gazu. Pozytywną stroną kryzysu energetycznego jest to, że w jego następstwie cel 1,5°C (cel z konferencji w Paryżu ograniczenia zmian klimatycznych do 1,5° C) może nawet zostać przekroczony, ponieważ planowany miks energetyczny na 2030 r. jest bardzo zbliżony (a nawet nieco bardziej ambitny) w porównaniu z niezbędnym miksem dla „paryskiego celu 1,5°C”.

Co trzeba zrobić, aby do 2035 roku czterokrotnie zwiększyć moc energii odnawialnej?

Podstawą do zwiększenia mocy energii odnawialnej jest niemiecki „pakiet wielkanocny” (ogłoszony w kwietniu), który przewiduje, że do 2030 roku energia zielona będzie stanowić 80% zużycia energii elektrycznej brutto (z 42% obecnie i poprzedniego celu 65%). Ponadto planuje się, że do 2035 roku krajowa produkcja energii elektrycznej będzie niemal neutralna pod względem emisji gazów cieplarnianych. Niemcy realizują w ten sposób zalecenie Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) dotyczące neutralnych dla klimatu dostaw energii elektrycznej do 2035 roku, co zostało również wspólnie ogłoszone przez grupę G7 na jej ostatnim spotkaniu w Elmau w Niemczech.

Planowane przyrosty mocy energii odnawialnej w NiemczechPlanowane przyrosty mocy energii odnawialnej w Niemczech

Źródła: Allianz Research

Są to bez wątpienia ambitne cele. W końcu, zakładając zużycie energii elektrycznej brutto na poziomie 750 terawatogodzin (TWh) w 2030 r. – ponieważ zapotrzebowanie na energię elektryczną ma gwałtownie wzrosnąć ze względu na rosnącą elektryfikację procesów przemysłowych, ciepła i transportu (sprzężenie sektorowe) – oraz w celu bezpiecznego osiągnięcia celu 80% bioenergii, wytwarzanie energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych będzie musiało wzrosnąć z nieco poniżej 240 TWh obecnie do 600 TWh w 2030 r. i 875 TWh w 2035 r. Oznacza to, że w 2035 r. moc zainstalowana wyniesie blisko 160 GW w przypadku lądowej energii wiatrowej (54 GW w 2020 r.), 60 GW morskiej energii wiatrowej (8 GW w 2020 r.) oraz ponad 300 GW w przypadku fotowoltaiki (PV, 54 GW w 2020 r.). W rezultacie, do 2035 roku udział energii odnawialnej w produkcji energii elektrycznej wyniesie prawie 90%, podczas gdy wodór wniesie kolejne 7% neutralnej dla klimatu energii elektrycznej. Przynajmniej na papierze, można by się skłaniać do twierdzenia, że do tego czasu będzie to neutralność klimatyczna. Ponieważ w 2035 roku Niemcy będą eksportować ponad 4% energii elektrycznej, produkcja energii elektrycznej neutralnej dla klimatu przewyższy krajowe zużycie energii elektrycznej. Jednak aby zintegrować rosnący udział energii odnawialnej, potrzeba około 75 GW mocy dyspozycyjnej, która wypełni lukę w przypadku braku energii odnawialnej. Obejmuje to elektrownie biogazowe oraz elektrownie na gaz ziemny, które będą musiały przestawić się na korzystanie z wodoru tak szybko, jak tylko pozwoli na to wzrost produkcji wodoru.

Oprócz elektrowni dyspozycyjnych potrzebne jest blisko 100 GW mocy z dodatkowych „usług elastycznych”

Wymagane zmiany: koordynacja i uproszczenie budowy infrastruktury, a także zwiększenie rezerw elastyczności systemu

Osiągnięcie tego celu wymaga jednak zasadniczej zmiany paradygmatu w kluczowych obszarach systemu elektroenergetycznego. Procedury planowania i zatwierdzania sieci energii odnawialnej, elektrycznej i wodorowej muszą być konsekwentnie upraszczane i przyspieszane. Rząd pokazał, że jest to możliwe, wydając nadzwyczajne zezwolenia i rozpoczynając już budowę wciąż brakującej, ale niezbędnej infrastruktury LNG.

W celu uzupełnienia rozwoju odnawialnych źródeł energii, oprócz wspomnianych elektrowni „dyspozycyjnych” swoje zdolności zwiększyć muszą także podmioty zapewniające elastyczność systemu, aby poradzić sobie z rosnącą zmiennością produkcji energii elektrycznej spowodowaną brakiem ciągłości mocy uzyskiwanej z wiatru i PV. Usługi w zakresie elastyczności mogą reagować na niskie dostawy energii elektrycznej poprzez zmniejszenie zapotrzebowania na energię elektryczną lub nawet odwrócenie przepływu i dostarczanie energii elektrycznej do sieci. Moc elastyczności będzie musiała wzrosnąć dziesięciokrotnie z 10GW obecnie do prawie 100GW w 2035 roku (wykres).

Planowane przyrosty mocy energii odnawialnej w NiemczechPlanowane przyrosty mocy energii odnawialnej w Niemczech

Sources: Agora, Prognos, Consentec, Allianz Research

Atrakcyjne obszary przyjaznego dla systemu zarządzania stroną popytową obejmują ładowanie pojazdów elektrycznych, wytwarzanie ciepła (obsługa 9 mln pomp ciepła w 2035 r.) oraz produkcję wodoru przez elektrolizery. Magazynowanie w akumulatorach i elektrowniach szczytowo-pompowych już dziś przyczynia się do elastyczności, przy czym akumulatory stanowią ogromny potencjał do dalszej rozbudowy. Przewiduje się, że lwia część pojemności akumulatorów nie będzie pochodzić z dużych sieci, lecz raczej z wysoce zdecentralizowanych domowych systemów magazynowania energii (w połączeniu z fotowoltaiką dachową) oraz akumulatorów pojazdów elektrycznych, które są „sprzężone sektorowo” dzięki dwukierunkowemu ładowaniu z powrotem do sieci elektrycznej za pośrednictwem systemu vehicle-to-grid. Łącznie akumulatory mogłyby zapewnić około 90% potrzebnej pojemności elastycznej w 2035 r.

440 000 miejsc pracy: neutralny klimatycznie system energetyczny Niemiec to także (znaczny) bodziec gospodarczy

Neutralny klimatycznie system elektroenergetyczny Niemiec wiązać się będzie także ze znacznymi korzyściami dla wzrostu gospodarczego i zatrudnienia. Samo zwiększenie mocy ze źródeł odnawialnych do 2035 roku wymaga inwestycji o wartości średnio 28 mld euro rocznie (bezpośrednich i pośrednich – te ostatnie dotyczą łańcuchów dostaw inwestycji w energię odnawialną). Spowoduje to powstanie dodatkowej wartości dodanej w wysokości 40 mld euro rocznie, co stanowi 1,4-krotność inwestycji lub 2,7-krotność wsparcia fiskalnego ze strony rządu. W międzyczasie ekspansja w zakresie energii odnawialnej będzie związać się z zatrudnieniem w latach 2022-2035 średnio 440 000 pracowników. Może to być jednak błogosławieństwo lub przekleństwo. Jeśli gospodarka pozostanie słaba, będzie to bardziej niż mile widziany bodziec gospodarczy. Jeśli jednak gospodarka ponownie wejdzie w fazę hossy lub ożywienia globalnych łańcuchów dostaw, nie będzie nadążać za ekspansją i może to wywołać dalszą presję cenową na ograniczone zasoby (pracy), prowokując inflację lub nawet ułatwiając powstanie spirali płacowo-cenowej.

Nasza analiza obejmuje krótkoterminowe korzyści ekonomiczne w pierwszych pięciu latach funkcjonowania instalacji. Ich wkład w wartość dodaną waha się od 37% dla nowo tworzonych instalacji fotowoltaicznych do 52% dla energii wiatrowej pozyskiwanej na morzu. Wielkość inwestycji przekroczy 1% obecnego PKB pod koniec dekady, a w całym okresie wartość dodana brutto przyczyni się do wzrostu gospodarczego średnio o ponad 1%. Liczba 440 000 miejsc pracy jest obliczona raczej „konserwatywnie” i zakłada tylko wpływ ekspansji energii odnawialnej. Także rzeczywisty wkład we wzrost PKB będzie prawdopodobnie znacznie większy niż 1% rocznie.

Dr Remigiusz Kopoczek dyrektorem Narodowego Centrum Badań i Rozwoju

W wyniku konkursu dr Remigiusz Kopoczek został powołany przez Ministra Edukacji i Nauki, prof. Przemysława Czarnka na stanowisko dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Kadencja dyrektora NCBR trwa cztery lata.

Przez ostatnie pięć miesięcy dr Remigiusz Kopoczek pełnił obowiązki dyrektora instytucji. Zastąpił on na stanowisku dra inż. Wojciecha Kamienieckiego, który 17 lutego br. złożył rezygnację ze stanowiska. Zgodnie z Ustawą o Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, pozycja została obsadzona w drodze konkursu przeprowadzonego przez Ministra właściwego do spraw nauki.

– Powierzam panu dyrektorowi funkcję w szczególnym momencie przygotowywania przez Centrum pierwszych konkursów w ramach nowej perspektywy budżetowej Unii Europejskiej. Jestem przekonany, że rozpoczęte już przez niego działania będą sprawnie i efektywnie kontynuowane, a NCBR wzmocni swoją pozycję największego ośrodka kreującego innowacje nie tylko w Polsce, ale również w Europie Środkowo-Wschodniej – powiedział prof. Przemysław Czarnek, Minister Edukacji i Nauki.

NCBR, jako Instytucja Pośrednicząca w wydatkowaniu środków europejskich, będzie ich dysponentem w ramach programów Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG) oraz Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego (FERS). Już w czwartym kwartale br. planowane jest ogłoszenie pierwszego konkursu na dofinansowanie innowacyjnych projektów. Centrum cały czas organizuje również konkursy o granty w ramach środków krajowych, współpracy międzynarodowej czy w ramach programu Horyzont Europa.

– Przez piętnaście lat działalności, NCBR prężnie działał na rzecz polskich innowacji – stworzył platformę do współdziałania biznesu i nauki, by rozwiązania jutra służyły nam już dziś. To ogromny zaszczyt ale również odpowiedzialność kierować tak ważną dla krajowej gospodarki instytucją – komentuje nominację dyrektor Kopoczek. – Nowe technologie cały czas się zmieniają, świat pędzi do przodu. Przyjazna dla środowiska energetyka, technologie kosmiczne czy cyberbezpieczeństwo – potrzeby tych oraz wielu innych branż muszą zostać przez Centrum właściwie zaadresowane by rodzime przedsiębiorstwa dotrzymały kroku zagranicznym konkurentom.

Dr Remigiusz Kopoczek jest od lat związany ze środowiskiem naukowym. Doktoryzował się na Uniwersytecie Szczecińskim. Od 2020 roku jest członkiem Senatu Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. W latach 2012-2016 pełnił funkcję prodziekana ds. kształcenia i studentów na Wydziale Artystycznym Uniwersytetu Śląskiego. Jest współautorem kierunków studiów z dziedziny projektowania gier i przestrzeni wirtualnej oraz autorem i współautorem publikacji m.in. na temat procesu tworzenia gier komputerowych, wykorzystywania multimediów i rzeczywistości wirtualnej w edukacji. W ostatnich latach sprawował stanowisko prezesa zarządu pierwszego akceleratora gier wideo ARP Games. Przed objęciem pełniącego obowiązki dyrektora NCBR był prezesem zarządu jednej z największej konferencji gospodarczej w Polsce – Kongres 590.

Akcje Netflixa szarżują po wynikach

Wczoraj po zakończeniu sesji kasowej gigant streamingowy, Netflix przekazał wyniki za II kwartał. Rynki oczekiwały ich z zapartym tchem ponieważ poprzednie raporty kwartalne były przyczyną dramatycznych wyprzedaży akcji firmy i okazywały się być zapowiedzią podaży na głównych indeksach. Tym razem Netflix pobił oczekiwania analityków, a cena akcji rośnie prawie 8% przed otwarciem rynku jednak czy wyniki naprawdę są tak dobre?

Wyniki jakimi podzielił się Netflix:

Przychody: 7,97 mld USD vs 8.05 mld USD prognozowanych (7,87 mld USD w I kw. 2022)

EPS: 3,20 USD vs 2.99 USD prognozowanego (3,53 USD w I kw. 2022 )

Subskrypcje: Strata 970 k vs 2 mln prognozowanej (200 000 straty w I kw. 2022)

Spółka podzieliła się wstępnymi prognozami na III kw. 2022:

Przychody: 7,87 mld USD vs 8,18 mld USD oczekiwań

EPS: 2,14 USD vs 2,74 USD oczekiwanego

Subskrypcje: Wzrost o 1 mln vs 1,8 mln oczekiwań

  • Wyniki Netflixa mają mieszany wydźwięk jednak popyt uwolnił się ponieważ spółka straciła ponad połowę subskrybentów mniej niż zakładała. Dodatkowo Netflix pokonał prognozy zysku na akcję. Jednocześnie jednak przychody okazały się być poniżej oczekiwań, a spółka oczekuje dalszego spowolnienia;
  • Warto wziąć poprawkę na to, że prognozy spółki z I kw. zakładające stratę 2 mln subskrypcji były nie tyle ostrożne co katastroficzne. Poprzeczka została zaniżona w taki sposób, że spółce de facto ciężko byłoby jej nie pokonać, zwłaszcza biorąc pod uwagę premierę nowego sezonu Stranger Things. Firma przyznała się do obniżenia prognoz przychodów płatnych subskrypcji w bieżącym kwartale m.in. ze względu na ryzyko kursowe rzutujące na sprzedaż;
  • Analitycy Bloomberg Intelligence podzielają obawy wokół osłabionych prognoz spółki na III kw. tego roku oraz podkreślają brak katalizatorów (w tym kwartale był nim Stragner Things) i presję walutową, która może wspierać niedźwiedzi dla Netflixa scenariusz rosnącej konkurencji i zmiany wydatków gospodarstw domowych. To wszystko rodzi obawy wokół dłuższego utrzymania popytu na walorach Netflixa;
  • Silny dolar może ciążyć Netflixowi w przyszłości. Blisko 60% przychodów spółki pochodzi spoza USA, dodatkowo Netflix większość wydatków ponosi w dolarach zatem nie korzysta na mocnej walucie. Specjalnie w związku z nadzwyczajną sytuacją na rynku walut Netflix zamieścił sekcję F/X Neutral Operating Margin Disclosure, która ma za zadanie pokazać jak wpływ F/X wpłynął na marżowość. Spółka podkreśliła negatywny wpływ aprecjacji dolara na obecne wyniki. Przychody wzrosły blisko 9% rok do roku jednak wzrosłyby o prawie 13% jeśli negatywnego wpływu nie miałby rynek walutowy. Zysk operacyjny i marża nieznacznie przekroczyły szacunki firmy;
  • Netflix mimo głośnej premiery Stranger Things stracił prawie 1 mln klientów w tym kwartale, to wciąż blisko 500% więcej niż w poprzednim kwartale. Dodatkowo strategia polegająca na budowaniu zaniżonych prognoz co kwartał w celu zbudowania atmosfery wokół “pozytywnego zaskoczenia” wydaje się być drogą do nikąd. Rynek oczekuje od Netflixa skokowego wzrostu przychodów i nowych subskrypcji, by firma potwierdziła swój status lidera rynku platform streamingowych, który został zakwestionowany w obliczu osłabienia i rosnącej konkurencji;
  • Spółka wciąż jest w stanie gromadzić przed ekranami miliony, a w czerwcu udział Netflixa w oglądaniu telewizji w USA niemalże pobił połączone wyniki gigantów NBC i CBS i wybił historyczne szczyty osiągajac blisko 7,7 %  całkowitej oglądalności. Pośrednio to jednak zasługa nowego, udanego sezonu Stranger Things, które wygenerowało 1,3 mld godzin oglądalności w pierwszych 4 tygodniach po premierze oraz spowodowało wzrost oglądalności starszych sezonów.

Reklamy i dzielenie kont

List do akcjonariuszy nie sprecyzował dokładnej daty pojawienia się reklamodawców w platformie streamingowej jednak szacowany przez Netflixa termin to “około początku 2023 roku”. Poprzednio spółka poinformowała o wprowadzeniu nowego modeli biznesowego jeszcze w tym roku.

Spółka przekazała, że znajduje się w początkowej fazie prac nad monetyzacją blisko 100 mln gospodarstw domowych, które korzystają z jej usług nie płacąc. W 2023 roku Netflix zamierza stworzyć uproszczony model płatnego dzielenia się hasłami między gospodarstwami domowymi we wszystkich krajach (obecne stawki za dzielenie konta w wybranych krajach Ameryki Łacińskiej wynoszą 2,99 USD).

Wykres akcji NetflixWykres akcji Netflix (NFLX.US), interwał MN. Spółka znajdowała się w długoterminowym kilkuletnim silnym trendzie wzrostowym, który został zakwestionowany w 2022 roku. Po potężnych spadkach, w których Netflix stracił od początku 2022 prawie 67% wyceny akcje próbują odreagowywać, dzisiejsze otwarcie sugeruje poziomy w okolicach 220 USD. Wczorajsza sesja sprawiła, że Netflix zamknął się powyżej 200 USD i zarazem powyżej 21.6 zniesienia fali spadkowej  wg. Fibonacciego, co rodzi nadzieję wokół odreagowania nawet w kierunku 270 USD, gdzie obserwujemy zniesienie 31.8. Odreagowanie może jednak okazać się tymczasowe. Spółkom growth ciążyły wygórowane oczekiwania analityków, dziś zderzają się z inną rzeczywistością. Źródło: xStation5

PGE zbuduje największy magazyn energii w Europie

Unikalny na skalę europejską projekt magazynu energii PGE w Żarnowcu o mocy powyżej 200 MW uzyskał pierwszą w Polsce promesę koncesji na magazynowanie energii elektrycznej w wielkoskalowym elektrochemicznym magazynie energii. Promesa została wydana przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki.

Grupa PGE pracuje nad budową największego magazynu energii w Europie. Projekt otrzymał, jako pierwszy w Polsce, promesę koncesji na magazynowanie energii. Celem strategicznym Grupy w obszarze magazynowania energii jest posiadanie 800 MW nowych instalacji magazynowania energii w Polsce w 2030 roku. Instalacje zapewnią bezpieczną integrację systemową nowych odnawialnych źródeł energii, przyczynią się do stabilizacji systemu elektroenergetycznego oraz poprawią bezpieczeństwo energetyczne kraju – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej – Projekt magazynu energii w Żarnowcu wpisuje się w cele Europejskiego Zielonego Ładu
w zakresie lepszej integracji energii elektrycznej z OZE oraz ograniczenia wykorzystania wysokoemisyjnych jednostek konwencjonalnych
– dodaje.

Projekt budowy wielkoskalowego Bateryjnego Magazynu Energii Elektrycznej (dalej: BMEE) przy Elektrowni Szczytowo-Pompowej (dalej: ESP) Żarnowiec o mocy nie mniejszej niż 200 MW i pojemności ponad 820 MWh jest jednym z największych tego typu projektów na skalę europejską.

W czerwcu 2022 roku projekt uzyskał Decyzję o środowiskowych uwarunkowaniach, która jest niezbędnym, niezwykle istotnym krokiem na drodze kontynuacji prac projektowych. Kolejnym krokiem milowym w realizacji inwestycji było uzyskanie pierwszej w Polsce promesy koncesji na magazynowanie energii elektrycznej.

Potencjał na innowacyjną instalację hybrydową w Żarnowcu

Projekt ten ma na celu połączenie istniejącej ESP Żarnowiec o mocy 716 MW z BMEE o mocy nie mniejszej niż 200 MW i pojemności ponad 820 MWh. Uzyskana dzięki temu innowacyjna instalacja hybrydowa o mocy co najmniej 921 MW i pojemności ponad 4,6 GWh, co odpowiada mocy największych konwencjonalnych bloków w Polsce, będzie w stanie świadczyć pełen zakres regulacyjnych usług systemowych, posłużyć do „odbudowy” systemu energetycznego lub zasilić energią około 200 tysięcy domów przez okres co najmniej 5 godzin (przy średnim obciążeniu 5 kW na dom).

W pierwszym kwartale 2022 roku planowany BMEE został wpisany do rejestru Rynku Mocy, a prowadzone już wcześniej prace projektowe doprowadziły do uzyskania dla niego warunków przyłączenia do sieci przesyłowej.

Dodatkowo BMEE będzie pełnił funkcję bilansowania technicznego i handlowego dla niestabilnych źródeł energii odnawialnej tj. lądowych i morskich farm wiatrowych oraz farm fotowoltaicznych należących do Grupy PGE.

Prace nad projektem realizowane są zgodnie z przyjętym harmonogramem. Skala, funkcjonalność, położenie i znaczenie tego projektu dla Krajowego Systemu Energetycznego (dalej: KSE) oraz rozwoju odnawialnych źródeł energii pozwala stwierdzić, że jest to projekt innowacyjny nie tylko na skalę kraju, ale również Europy.

Projekt ubiega się o dotacje ze środków Komisji Europejskiej oraz dodatkowo Grupa PGE poszukuje także partnerów biznesowych w celu sfinansowania inwestycji.

Hub energetyczny ze wsparciem magazynu energii

Lokalizacja projektu oddalona jest o ok. 10 km od Morza Bałtyckiego, na którym PGE posiada trzy decyzje lokalizacyjne umożliwiające budowę morskich farm wiatrowych o łącznej mocy 3,5 GW. Ok. 30 km od ESP Żarnowiec i planowanego magazynu energii znajduje się należąca do Grupy PGE Farma Wiatrowa „Lotnisko” o mocy ok. 100 MW z potencjałem rozbudowy o kolejne 140 MW w tym m.in. o wielkoskalowe farmy fotowoltaiczne. Wszystkie wymienione aktywa Grupy PGE będą połączone z KSE poprzez stację elektroenergetyczną „Żarnowiec” 400/110 kV znajdującą się ok. 2 km od ESP Żarnowiec i BMEE oraz stację elektroenergetyczną „Choczewo” 400 kV budowaną na potrzeby morskich farm wiatrowych w niedalekiej odległości (ok.15-20 km) od stacji Żarnowiec. Połączenie wymienionych jednostek w jednym obszarze KSE umożliwi integrację zielonej energii elektrycznej wytworzonej w tych aktywach oraz zwiększy ich elastyczność i sterowalność.

Potencjał planowanej instalacji hybrydowej może również okazać się pomocny dla wzrostu bezpieczeństwa energetycznego Polski i krajów Bałtyckich. Będzie mieć również wpływ na konkurencyjność rynków energii oraz synchronizację systemów energetycznych Litwy, Łotwy i Estonii z systemem Europy kontynentalnej poprzez projekt Harmony Link, będący międzysystemowym połączeniem do wymiany energii elektrycznej między Litwa i Polską. Dzięki temu połączeniu system elektroenergetyczny Litwy zostanie połączony z polskim systemem za pomocą podmorskiego kabla o długości 330 kilometrów między stacjami elektroenergetycznymi w Żarnowcu i Dorbianach na Litwie.

Jednorazowe butelki szklane w systemie kaucyjnym – to zniszczy polski handel detaliczny i radykalnie obniży zbiórkę szkła

Ok. 70% – to wysokość recyklingu opakowań szklanych w Polsce, pozyskiwana już teraz w gminnych systemach zbiórki i segregacji odpadów opakowaniowych. Włączenie butelek szklanych jednorazowego użytku do systemu kaucyjnego – to rozwiązanie najgorsze z możliwych. Uderzy w polski handel detaliczny i pogorszy zbiórkę frakcji szklanej, której – na tle pozostałych opakowań plastikowych i puszek – pozyskuje się najwięcej. Polska Izba Handlu wraz z 16 organizacjami branżowymi napisała w tej sprawie list do premiera Mateusza Morawieckiego oraz Ministrów: Anny Moskwy – z resortu Klimatu i Środowiska oraz Waldemara Budy – z resortu Rozwoju i Technologii. Zaapelowano w nim o pozostawienie jednorazowych butelek szklanych w systemie gminnym i wyłączenie ich z planów objęcia systemem kaucyjnym.

Polska Izba Handlu wraz z 16 organizacjami związanymi z produkcją i recyklingiem opakowań szklanych oraz polskim sektorem handlu przyjęła treść wspólnego oświadczenia, w którym apeluje się o pozostawienie butelek szklanych jednorazowego użytku w gminnych systemach zbiórki oraz nieobejmowanie jednorazowego szkła systemem kaucyjnym.

Koalicjanci wyrażają przekonanie, że premier polskiego rządu przychyli się do argumentacji instytucji takich jak Polska Izba Handlu najszerszej reprezentacji handlu w Polsce, co uchroni przedstawicieli m.in. 40% małego i średniego, polskiego, handlu przed rozwiązaniami, które zagrażają rodzimej gospodarce – w tak ważnym sektorze, jakim jest sprzedaż żywności i napojów – i w tak niesprzyjających warunkach gospodarczych (galopująca inflacja) oraz geopolitycznych (niestabilne łańcuchy dostaw, wojna w Ukrainie, obostrzenia pandemiczne).

Włączenie butelek szklanych jednorazowego użytku to dla sklepów osiedlowych, które są domeną polskiego handlu detalicznego – to wyzwania organizacyjne, logistyczne i finansowe niewspółmierne do zakładanych przez ustawodawcę efektów. Dodatkowe obowiązki związane z odbieraniem opakowań wszystkich frakcji od klientów, ich dystrybucją do recyklera i sprawozdawczością, mogą obniżyć poziom uczestnictwa sklepów w systemie kaucyjnym. Pamiętajmy, że podstawowym celem ustawy i implementowanej przez nią Dyrektywy SUP 2019/904, powinna być zbiórka opakowań jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych.

W przypadku handlu detalicznego ważną kwestią jest problem bezpieczeństwa i ograniczeń przestrzennych przy magazynowaniu opakowań szklanych. Składowanie butelek szklanych wymaga wygospodarowania i odpowiedniego zabezpieczenia dużej części powierzchni sklepu, co w przypadku wielu sklepów będzie powodowało utrudnienia w działalności handlowej. Równie istotne są względy bezpieczeństwa i higieny pracy, w tym zwiększone ryzyko stłuczek. Po stronie placówek pozostaje proces bezpiecznego odbioru butelki szklanej od klienta, przeniesienia jej w wydzielone na terenie sklepu miejsce do składowania oraz pozostałe czynności związane ze sprawozdawczością, które łącznie zakłócą przebieg procesu handlowego.

Pod treścią listu skierowanego do premiera Mateusza Morawieckiego oraz ministrów Anny Moskwy – i Waldemara Budy, o pozostawienie zbiórki butelek szklanych jednorazowego użytku w systemach gminnych, podpisali się przedstawiciele łącznie 17 organizacji, w tym handlu: Polskiej Izby Handlu, Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji; producenci napojów: ze Stowarzyszenia Krajowa Unia Producentów Soków, Stowarzyszenia Polska Wódka, Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy, Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa; producenci szkła: Związku Pracodawców Polskie Szkło; producenci rolni i sadowniczy: Federacji Branżowych Związków Producentów Rolnych, Krajowego Związku Grup Producentów Owoców i Warzyw, Krajowego Stowarzyszenia Przetwórców Owoców i Warzyw, Stowarzyszenia Polskich Dystrybutorów Owoców i Warzyw „Unia Owocowa”, Polskiej Izby Produktu Regionalnego i Lokalnego, Związku Sadowników RP, Stowarzyszenia Sady Grójeckie, Stowarzyszenia Plantatorów Jagody Kamczackiej; recyklingu: Izby Pracodawców Recyklingu Opakowań EKOPAK, a także Interzero.

Rosną obroty w centrach handlowych, ale w dużej mierze jest to efekt inflacji

  • Obroty w centrach handlowych w maju 2022 r. były o 22% wyższe niż w maju 2019 r.
  • W podziale na kategorie najlepsze wyniki notowały: żywność (+67%) i gastronomia (+34%). Bazą porównawczą był maj 2019 r.
  • Obroty wzrosły we wszystkich kategoriach obiektów. Najszybciej w największych galeriach (powyżej 60 tys. mkw. GLA), gdzie obroty były o 29% wyższe niż w maju 2019 r. Duże obiekty (40-60 tys. mkw. GLA) notowały wzrosty o 18%, a średnie (20-40 tys. mkw. GLA) i najmniejsze (5-20 tys. mkw. GLA) o 15%.

Odwiedzalność centrów handlowych w czerwcu 2022 r., mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu, była o 1,4% wyższa niż w czerwcu 2019 r.

– Obroty w centrach handlowych rosną kolejny miesiąc z rzędu, a klienci odwiedzają je częściej niż przed pandemią. Ze wskaźnika Turnover Index wynika, że w maju obroty wzrosły o 22%, czyli nieco szybciej niż inflacja. Odwiedzalność, prezentowana w oparciu o Footfall Density Index, w czerwcu była o 1,4% wyższa niż w czerwcu 2019 r. Najnowsze dane potwierdzają, że klienci wrócili do zwyczajów zakupowych sprzed pandemii. To pozwala z ostrożnym optymizmem oceniać możliwości wzrostu w branży centrów handlowych. Nadal bowiem należy pamiętać o wciąż rosnącej inflacji, kosztach energii i niepewności dalszego rozwoju sytuacji gospodarczej – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Już trzeci miesiąc z rzędu duży wpływ na wzrost obrotów mają zwiększone zakupy spożywcze. Dotyczą one tak Polaków, jak i dodatkowych konsumentów, którymi są uchodźcy z Ukrainy. Z kolei wzrost obrotów w gastronomii pokazuje, że klienci spragnieni kontaktów z innymi wrócili do przyzwyczajeń sprzed pandemii i spędzania wolnego czasu w galeriach. Aspekt społeczny centrów handlowych znów mocno nabiera znaczenia, a teorie o zmierzchu handlu stacjonarnego okazały się nietrafione.

Równolegle ze zwiększonymi obrotami rośnie odwiedzalność, która od kwietnia 2022 r. jest wyższa od tej sprzed pandemii. W wynikach odwiedzalności widać obecność grupy dodatkowych konsumentów, pochodzących z Ukrainy. Ich wpływ na odwiedzalność jest widoczny zwłaszcza w tych miejscach, gdzie koncentrują się uchodźcy.

Footfall Density Index – wskaźnik odwiedzalności centrów handlowych, pokazujący liczbę klientów w ciągu miesiąca, w przeliczeniu na 1 mkw. powierzchni najmu. Jest przygotowywany na podstawie informacji dostarczanych z nowoczesnych systemów kamer, pozwalających na rzeczywiste, codzienne mierzenie ruchu w centrach handlowych. Klienci odwiedzający galerie są liczeni za pomocą kamer 3D zainstalowanych przy każdym wejściu. Aby zminimalizować możliwość błędów, kamery montowane są również w dodatkowych miejscach, kluczowych dla weryfikacji ruchu w danym obiekcie. To najbardziej miarodajny system analizujący przepływy klientów w centrach handlowych, wyróżniający się dokładnością sięgającą 98%. Dane są zbierane w ponad 120 obiektach handlowych o łącznej powierzchni powyżej 4,5 mln mkw., co stanowi 35% rynku centrów handlowych w Polsce. Nieprzerwalnie od 2008 r., dane te są zbierane i weryfikowane przez PwC, wiodącego międzynarodowego audytora.

Depozyt w Urzędzie Patentowym – nowy oręż w walce z nieuczciwą konkurencją?

W Sejmie opiniowany jest obecnie projekt zmian do ustawy – Prawo własności przemysłowej („p.w.p”), a właściwie projekt całkowicie nowej ustawy. Obecna regulacja została uchwalona ponad 22 lata temu (30 czerwca 2000 r.) i była nowelizowana ponad 20 razy – co oznacza niemal jedną nowelizację rocznie. Przyjęte w p.w.p. rozwiązania są często krytykowane jako niedostosowane do zachodzących zmian, w szczególności w zakresie cyfryzacji i elektronizacji.

Z uzasadnienia projektu wynika, że ustawodawca podjął się nie lada wyzwania. Ma on – jak czytamy w obszernym uzasadnieniu – uczynić ochronę posiadanych praw własności przemysłowej bardziej skuteczną, co w konsekwencji –zminimalizuje także ryzyka finansowe związane z koniecznością ponoszenia kosztów postępowań sądowych i odszkodowań za potencjalne naruszenia cudzych praw.

Cele są niewątpliwie ambitne: to, czy uda się je zrealizować, pokaże praktyka. Niewątpliwie natomiast niektóre z projektowanych rozwiązań są nowe dla polskiego porządku prawnego.

Należy do nich m.in. instytucja depozytu informacji technicznych i technologicznych przedsiębiorców.

W tym miejscu należą się dwa słowa wyjaśnienia.

Tajemnica przedsiębiorstwa

O ile znaki towarowe czy wzory przemysłowe można zarejestrować w Urzędzie Patentowym i w razie sporu wylegitymować się stosownym certyfikatem, to samo know-how (podobnie zresztą jak prawa autorskie) nie podlega ujawnieniu w żadnych publicznych rejestrach. W rezultacie to, czy w razie ewentualnego sporu przedsiębiorca zdoła wykazać, że know-how należy do niego i że stanowi tajemnicę jego przedsiębiorstwa, zależy tylko od podjętych przez niego wysiłków w celu odpowiedniego zabezpieczenia informacji. Jeżeli przedsiębiorca/pracodawca nie podjął działań w kierunku ich odpowiedniego zabezpieczenia, to informacja – nawet najcenniejsza – nie stanowi tajemnicy przedsiębiorstwa.

Zabezpieczenie KNOW-HOW firmy

Wśród działań, jakie mogą zostać podjęte przez przedsiębiorcę celem zabezpieczenia tajemnic przedsiębiorstwa wymienia się: środki ochrony fizycznej (np. dozór fizyczny, kontrola dostępu do pomieszczeń, monitoring), organizacyjnej (np. technologie zapewniające bezpieczeństwo sieci informatycznych, poinformowanie pracowników o potrzebie ochrony informacji, wprowadzenie stosownych wewnętrznych procedur) czy prawnej ( np. klauzule do umów o pracę, oddzielne umowy o poufności czy zakazy konkurencji). Ostatecznie jednak w razie sporu sądowego o tym, czy dane informacje poufne były na tyle chronione przez przedsiębiorcę, by uznać je za „tajemnicę przedsiębiorstwa” decyduje sąd.

Depozyt informacji technicznych i technologicznych przedsiębiorców

W założeniu ustawodawcy, projektowany depozyt ma ułatwić przeprowadzenie przez przedsiębiorcę dowodu na okoliczność pierwszeństwa istnienia informacji stanowiącej tajemnicę przedsiębiorstwa i na okoliczność treści (przedmiotu) tej informacji. Depozyt może – jak czytamy w OSR (Ocenie Skutków Regulacji) – być również przydatny w postępowaniach sądowych toczących się na podstawie ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Mianowicie, złożenie dokumentów do depozytu ma w założeniu pomóc przedsiębiorcy w przeprowadzeniu dowodu na okoliczność bezprawnego pozyskania informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa, pozyskania informacji bez zgody uprawnionego czy uzyskania nieuprawnionego dostępu, przywłaszczenia lub kopiowania dokumentów.

Poprzeczka została ustawiona wysoko – choć same przepisy – na pierwszy rzut oka przynajmniej – są dość lakoniczne. Nowelizacja przewiduje m.in. iż depozyt zawierający informacje techniczne i technologiczne prowadzi Urząd Patentowy, zaś przedmiotem depozytu jest dokument utrwalony w postaci elektronicznej.

Z kolejnych postanowień nowelizacji wynika, że wpis do depozytu następuje na wniosek przedsiębiorcy zawierający m.in. oznaczenie przedmiotu depozytu. Urząd Patentowy nie bada przedmiotu depozytu oraz uprawnienia wnioskodawcy do informacji nim objętych, a jedynie wydaje dokument potwierdzający złożenie depozytu.

Uszczegółowienie tej dość prostej regulacji ma nastąpić w rozporządzeniu wydanym przez Prezesa Rady Ministrów, które powinno przewidywać prowadzenie depozytu z wykorzystaniem „nowoczesnych technik”.

Rozwiązanie to wydaje się ciekawe, choć na chwilę obecną trudno jest ocenić, czy rzeczywiście ułatwi dowodzenie zakresu tajemnicy przedsiębiorstwa lub kwestii ich pierwszeństwa m.in. w postępowaniach sądowych. W chwili obecnej wydaje się, że podobną funkcję może pełnić złożenie określonych dokumentów do depozytu notarialnego. Dość powszechnie stosowanym  rozwiązaniem jest np. składanie do depozytu notarialnego kodów źródłowych oprogramowania. Nie widzę przeszkód, by do takiego depozytu złożyć również dokumenty zawierające informacje technologiczne i techniczne przedsiębiorcy.

Instytucja depozytu w praktyce

Powstaje też interesujące pytanie, w jaki sposób instytucja depozytu (w razie wejścia projektowanych przepisów w życie) będzie stosowana przez strony sporów dotyczących naruszenia tajemnicy przedsiębiorstwa, a jak przez sądy. Zasadą prawa procesowego jest, że dostęp do dokumentów w aktach sprawy powinny mieć obydwie strony. Jednak dokumenty złożone w depozycie stanowią tajemnicę przedsiębiorstwa jednej ze stron, a zapoznanie się z nimi przez przeciwnika procesowego może wyrządzić szkodę przedsiębiorcy.. W takim przypadku, powstaje pytanie o możliwość wyłączenia dostępu do zdeponowanych dokumentów zawierających tajemnice przedsiębiorstwa innym uczestnikom sporu poza składającym. W przypadku konieczności przedstawienia dokumentów biegłemu na potrzeby wydawanej opinii, sąd powinien zobowiązać biegłego (lub biegłych) do zachowania w poufności tajemnic przedsiębiorstwa, a także weryfikować odpowiedzi biegłego pod kątem braku zawarcia w nich informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa, przed udostępnieniem ich obu stronom. Oczywiście, przy tego typu postępowaniu nie sposób uniknąć wątpliwości co do zachowania zasady równego traktowania stron i kontradyktoryjności.

Na tym etapie możemy więc stwierdzić, że instytucja depozytu w Urzędzie Patentowym zainteresuje wielu przedsiębiorców.  Po pierwsze, depozyt, zawierający informacje techniczne i technologiczne może pomóc w udowodnieniu, że w chwili rozpoczęcia negocjacji lub współpracy stron  informacje
techniczne i technologiczne istniały i miały określoną treść, która podlegała następnie ujawnieniu.

Ponadto, złożenie dokumentacji do depozytu może być okazją do przeglądu i usystematyzowania wszystkich wartości niematerialnych posiadanych przez spółkę.

Opr. Adw. Agnieszka Zwierzyńska

Dolar wraca ze szczytów

Amerykańska waluta miała bardzo słaby tydzień, ale patrząc na poprzednie miesiące, nie można absolutnie mówić o słabości dolara. W tle solidne dane na temat tamtejszego rynku nieruchomości.

Rynek nieruchomości za oceanem

Wczorajsze dane z USA pokazują, że pomimo rosnących kosztów kredytów hipotecznych rynek nieruchomości ma się dobrze. Pozwoleń na budowę domów wydano nawet więcej od oczekiwań. Widać za to delikatny spadek w rozpoczętych budowach. Wzrost kosztów kredytowania wynika obecnie oczywiście z oczekiwań wzrostu stóp procentowych w USA. Pamiętajmy, że tamtejszy rynek w przeciwieństwie do polskiego zdominowany jest przez kredyty ze stałą stopą procentową. W rezultacie banki już teraz uwzględniają w cenach przyszłe wzrosty. Dane te nie miały większego wpływu na dolara. Amerykańska waluta po odbiciu się od ataku na poziom wymiany 1:1 za euro złapała trochę zadyszki. W ciągu tygodnia dolar potaniał od szczytów o 20 groszy, co nie znaczy, że przy poziomie 4,64 zł możemy mówić o tanim dolarze.

Chiny nadal nie zmieniają stóp procentowych

Inflacja w Państwie Środka znajduje się obecnie na poziomie 2,5%. Nie może zatem dziwić, że kraj ten ma obecnie inne wyzwania gospodarcze niż państwa Zachodu. Kluczem do sukcesu było niewprowadzenie programów, w wyniku których przekazano ogromne ilości pieniędzy do gospodarki. W rezultacie Chiny nie mają presji na wzrost stóp procentowych i mogą je utrzymywać na niezmienionym poziomie. Biorąc pod uwagę potencjalnie nadchodzące spowolnienie gospodarcze, równoległa walka z inflacją jest tylko utrudnieniem. Tego problemu najwyraźniej Państwo Środka uniknie, co może mu pozwolić dalej zwiększać swoje znaczenie gospodarcze na świecie.

Rynek pracy na Wyspach

Wczoraj Wielka Brytania przedstawiła dane z tamtejszego rynku pracy. Stopa bezrobocia utrzymała się na bardzo atrakcyjnym poziomie 3,8%. Tym samym po raz kolejny potwierdziło się, że oczekiwane masowe bezrobocie po wyjściu z Unii Europejskiej okazało się fikcją. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wciąż spada, aczkolwiek wolniej od oczekiwań. Biorąc pod uwagę obecny poziom stopy bezrobocia, powoli trzeba będzie się pogodzić ze stabilizacją. Szczególnie biorąc pod uwagę coraz częściej wspominane przez analityków potencjalne spowolnienie na rynku.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Rynek pożyczkowy po 1 półroczu 2022 r.

Łączna sprzedaż firm pożyczkowych współpracujących z BIK wyniosła w pierwszym półroczu 2022 r. 4,459 mld zł w ujęciu wartościowym oraz 1,778 mln sztuk w ujęciu liczbowym. W okresie styczeń – czerwiec 2022 r., w porównaniu do analogicznego okresu 2021 r. w ujęciu wartościowym firmy pożyczkowe współpracujące z BIK udzieliły pożyczek na kwotę wyższą o 47,5%, a w ujęciu liczbowym udzielono ich o 36,2% więcej.

– Pierwsze półrocze br. to kontynuacja zeszłorocznej hossy. Po dużych spadkach z 2020 r. nie ma już śladu. Wartość udzielonych pożyczek w pierwszym półroczu 2022 r. jest wyższa o 99,7% od wartości z pierwszego półrocza 2020 r. W ujęciu liczbowym jest wyższa o 84,0%. Równie dobrze, choć mniej spektakularnie, wygląda porównanie z pierwszym półroczem 2019 r., czyli okresem sprzed pandemii. W tym przypadku dynamika wartości udzielonych pożyczek wynosi (+29,4%), a w liczbie (+32,1%). Rynek pożyczek pozabankowych w pierwszym półroczu 2022 r. w ujęciu ilościowym, jak i wartościowym istotnie wzrósł zarówno w porównaniu do 2019, 2020 i 2021 r. Można więc stwierdzić, że na tym rynku panuje obecnie bardzo dobra koniunktura – komentuje prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.

Strona popytowa rynku pożyczkowego

Sprzedaż firm pożyczkowych jest determinowana przede wszystkim rosnącym popytem na pożyczki. Po ogromnej zapaści w pierwszych miesiącach pandemii, już w lecie 2020 r. popyt zaczął się odbudowywać. W 2021 r. popyt na dobre się odbudował, a obecnie jeszcze wzrósł. Dynamika wniosków o pożyczki w okresie styczeń – czerwiec 2022 r. w porównaniu do analogicznego okresu zeszłego roku wynosi +20,9%.

– Obecnie rynek pożyczek pozabankowych niewątpliwie odnotowuje duże wzrosty w wyniku dwóch zjawisk, tj. zwiększającego się zapotrzebowania na finansowanie bieżących wydatków przez część gospodarstw domowych w wyniku rosnącej inflacji oraz rosnącej roli pożyczek BNPL. Myślę, że sprzedaż pożyczek pozabankowych powinna kontynuować odbicie w drugiej połowie roku, oczywiście gdy nie wystąpią negatywne zdarzenia pandemiczne (nagły wzrost zarażeń), pogorszenie sytuacji globalnej czy recesja w polskiej gospodarce. Wynikać to będzie przede wszystkim z rosnącego popytu na finansowanie bieżących potrzeb w wyniku wzrostu cen i wyhamowania dynamiki wzrostu wynagrodzeń. Dodatkowym czynnikiem, który w mojej opinii może negatywnie wpłynąć na rynek pożyczkowy są ewentualne zmiany regulacyjne.

Jest jeszcze jeden kluczowy czynnik determinujący obecną oraz przyszłą sytuację na rynku pożyczkowym. Jest nim możliwość pozyskiwania finansowania przez firmy pożyczkowe w środowisku rosnącego ryzyka i rosnących stóp procentowych (kosztu pozyskiwania finansowania) oraz ograniczeń co do możliwości emitowania obligacji korporacyjnych – podsumowuje prof. Rogowski.

Dobry II kwartał dla warszawskich biur

Rosnący po raz kolejny popyt, korekta w dół wskaźnika pustostanów, wzrost udziału przedłużeń umów w strukturze podpisywanych kontraktów i ograniczona podaż; te czynniki w głównej mierze kształtowały obraz warszawskich biur w drugim kwartale roku. Autorzy raportu z BNP Paribas Real Estate Poland zwracają również uwagę na już widoczne konsekwencje luki podażowej i potrzebę o wiele szerszego niż dotychczas doradztwa w zakresie poszukiwania i wynajmu powierzchni biurowej.

Na koniec czerwca warszawskie biura zajmowały łącznie powierzchnię 6,27 mln m kw. Pod względem podaży kwartał zdominowały dwa budynki wybudowane przez PHN, a rynek urósł dzięki nim o 35,6 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni. Najpierw, na przełomie marca i kwietnia, pozwolenie na użytkowanie odebrał biurowiec Intraco Prime, który zgodnie z przewidywaniami w III kwartale 2022 roku przywita pierwszych najemców. Kilka tygodni później została wydana decyzja o pozwoleniu na użytkowanie dla wyższego budynku SkySAWA, który jest flagowym projektem PHN. Na początku roku właściciel sfinalizował wieloletnią umowę wynajmu całej powierzchni kompleksu SkySAWA przy ul. Świętokrzyskiej PKO Bankowi Polskiemu. Zgodnie z planem, powierzchnia zostanie przekazana nowemu najemcy w I połowie przyszłego roku.

Sukcesywnie odbudowujący się popyt spowodował, że w drugim kwartale w stolicy udało się wynająć ponad 212 tys. m kw. powierzchni. To kolejny kwartał, w którym popyt na warszawskie biura pokonał pułap 200 tys. m kw. Wynik wypracowany między kwietniem a czerwcem jest o ponad 45 proc. wyższy niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Co więcej, od początku roku w Warszawie podpisano umowy najmu na blisko 480 tys. m kw., co stanowi 75 proc. całkowitego popytu z roku 2021. Autorzy raportu sygnalizują, że w drugim kwartale w strukturze popytu dało się zauważyć istotny wzrost odsetka odnowień umów. Stanowiły one 48 proc. łącznej puli kontraktów, o 21 proc. więcej niż w pierwszym kwartale roku. Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland prognozują, że w najbliższych kwartałach udział renegocjacji i odnowień będzie się zwiększał proporcjonalnie do malejącej podaży i coraz wyższych kosztów wykańczania powierzchni.

Drugi kwartał kontynuował trend z początku roku. Mówimy o wysokiej aktywności najemców i finalizacji transakcji wstrzymywanych przez niepewność związaną w pierwszej kolejności z dalszymi skutkami pandemii w środowisku biurowym. Nie ma jednak mowy o hurraoptymizmie, zmiany na rynku biurowym dokonywały się również w cieniu wojny na terytorium Ukrainy, przy galopującej inflacji i z widmem hamującej gospodarki oraz recesji u progu. Część najemców decydowała się na pozostanie czy też relokację, licząc się z konsekwencjami luki w podaży, presji na wzrost czynszów, a także spodziewając się wzrostu kosztów aranżacji powierzchni oraz możliwych opóźnień. mówi Dorota Mielke, Associate Director z Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Kurcząca się ilość dostępnej powierzchni i zwiększony popyt spowodowały zmniejszenie wskaźnika pustostanów do poziomu 11,9 proc. z 12,2 proc. notowanych na koniec pierwszego kwartału. W analizowanym okresie trzy biurowe strefy – Mokotów, Centrum Północ oraz Korytarz Żwirki i Wigury – odnotowały wzrost odsetka wolnych powierzchni. Przy czym w drugiej ze stref spowodowane było to oddaniem do użytku biurowca Intraco Prime, który na dzień oddania posiadał 17% powierzchni niewynajętej.

W minionym kwartale biura wynajmowane były przede wszystkim przez firmy z sektora technologicznego i usług. Listę z największymi transakcjami pod względem wynajętej powierzchni otwiera przedłużenie umowy na 21 tys. m kw. w budynku Warsaw Spire przez Samsunga. Druga, to wynajem blisko 10 tys. m kw. przez Krajowy Ośrodek Wspierania Rolnictwa w kompleksie Karolkowa Business Park. Właścicielowi tego drugiego w procesie wynajmu doradzali konsultanci BNP Parias Real Estate Poland. W trójce największych umów znalazło się też przedłużenie umowy na ponad 9 tys. m kw. przez firmę z sektora IT w Warsaw Financial Centre.

Widzimy dziś, jak z oferty na ofertę rosną stawki czynszów, jak wydłużają się okresy najmu, które to czynniki będą kształtowały popyt na warszawskie biura w najbliższym czasie. Żeby dziś pokryć koszty fit-out’u, które średnio wynoszą między 800 a 850 Euro za 1 metr kwadratowy, od stanu deweloperskiego, firmy decydują się na nowe kontrakty o długości minimum 7 lat. I to wszystko w obliczu luki podażowej i dużego wyzwania dla deweloperów jakim będzie planowanie nowych projektów w warunkach ograniczonej przewidywalności czasowo-kosztowej. To sprawia, że rynek będzie świadkiem procesów konsolidacji, u fundamentów której będzie leżeć np. oczekiwanie zdefiniowania na nowo pracy hybrydowej i dostosowanie jej do dzisiejszych i jutrzejszych realiów. To też ważny moment dla firm doradczych działających na rynku nieruchomości, które powinny odważnie wychodzić poza dotychczasowe schematy współpracy z klientami. Bezcenne będzie wielopoziomowe doradztwo i kompleksowość proponowanych rozwiązań. – Małgorzata Fibakiewicz, Head of Business Intelligence Hub & Consultancy, BNP Paribas Real Estate Poland.

IPO Watch: Duży spadek ofert publicznych w Europie. Kolejny kwartał bez debiutu na rynku głównym giełdowym w Warszawie

Wartość pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w pierwszym półroczu 2022 r. wyniosła 4,8 mld euro – to spadek o 90 % w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku (46,2 mld euro). Drugi kwartał roku przyniósł dalszy wzrost niepewności na rynku – wzrost inflacji i stóp procentowych, wprowadzane na nowo ograniczenia pandemiczne w Chinach oraz rosyjska inwazja w Ukrainie stanowiły czynniki, które w praktyce zamknęły rynek kapitałowy dla większości emitentów – wynika z raportu „IPO Watch Europe” przygotowanego przez firmę doradczą PwC.

Podsumowanie I półrocza 2021 r. na GPW w Warszawie

W pierwszym półroczu 2022 roku na giełdzie w Warszawie odnotowano 9 IPO, wobec 19 w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wszystkie tegoroczne debiuty miały miejsce na alternatywnym rynku NewConnect, a łączna wartość przeprowadzonych transakcji wyniosła jedynie 27,3 mln zł (6,9 mln euro), co oznacza spadek o 99,5% w porównaniu do 2021 r., kiedy to odnotowano 19 IPO (z czego 5 na rynku głównym GPW) o łącznej wartości 5,9 mld zł (1,3 mld euro), w tym m.in. 2 megaoferty spółek Pepco Group (3,7 mld PLN) oraz Huuuge, INC (1,7 mld PLN).

Spośród 9 ofert przeprowadzonych na alternatywnym rynku NewConnect największą pod względem wartości ofertę przeprowadziła spółka z branży medycznej SDS Optic z IPO o wartości 11 mln zł (2,4 mln euro). Drugie i trzecie miejsce przypadło odpowiednio technologicznej spółce Noctiluca (oferta o wartości 4,6 mln zł) oraz BeeIN – spółce z sektora odnawialnych źródeł energii (oferta o wartości 4,0 mln PLN).

Podsumowanie europejskiego rynku w I połowie 2022 r.

Zgodnie z danymi uzyskanymi przez PwC, w pierwszej połowie 2022 roku łączna wartość IPO w Europie wyniosła zaledwie 4,8 mld euro i spadła w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku aż o 89,6%. W okresie od stycznia do czerwca 2022 r.. miało miejsce jedynie 57 debiutów (wobec 231 w I połowie 2021 r.).

W drugim kwartale 2022 r. największym rynkiem pod względem wartości IPO okazała się giełda we Włoszech – Borsa Italiana z łączną wartością przeprowadzonych ofert (3 IPO) na poziomie 519 mln euro. Na drugim miejscu uplasowała się Nasdaq Nordic Stockholm (5 ofert o  wartości 322 mln euro), a na trzecim –  Euronext Paris (5 IPO wartych 305 mln euro).

Największym IPO w Europie w drugim kwartale 2022 r. była oferta spółki Industrie de Nora (474 mln euro) przeprowadzona na Borsa Italiana. Na pozostałych miejscach uplasowały się RA Special Acquisition Corp (oferta o wartości 219 mln euro, debiut na Euronext Amsterdam) oraz EPIC Suisse (debiut na SIX Swiss Exchange z ofertą o wartości 187 mln euro).

„Poziom niepewności i warunki makroekonomiczne oraz geopolityczne uległy dalszemu pogorszeniu w drugim kwartale roku. W rezultacie, przeprowadzenie z sukcesem debiutu giełdowego, nawet przez emitentów dobrze przygotowanych do IPO i działających w atrakcyjnych sektorach gospodarki, jest coraz trudniejszym procesem, wymagającym znaczącego zaangażowania po stronie zarządów spółek, odpowiednio wczesnej komunikacji z inwestorami i dobrej strategii pre-marketingowej. Transakcje przeprowadzone na największych europejskich giełdach w pierwszym półroczu dowodzą, że rynek nie jest zupełnie zamknięty na nowych emitentów i nawet w tak trudnym otoczeniu pojawiają się korzystne warunki na przeprowadzenie wybranych, pojedynczych transakcji. Niemniej, powrót na rynek szerokiej fali emitentów wydaje możliwy wówczas, gdy zmniejszy się poziom niepewności a wraz z nim – coraz większa ostatnio różnica w oczekiwaniach co do wyceny spółek pomiędzy sprzedającymi (spółkami i właścicielami) a inwestoramimówi Bartosz Margol, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC Polska.

Aktywność na europejskim rynku IPO w I kw. od 2018* r.IPO Watch Europe

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch Europe oraz w Raporcie.     

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2017 r.*

Aktywność na europejskim rynku IPO

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch Europe oraz w Raporcie.

O raporcie IPO Watch Europe

Bieżąca i poprzednie edycje IPO Watch Europe są dostępne pod adresem: www.pwc.pl/ipowatch. Dostępne są również podsumowania roczne za lata 2004-2021.

Raport IPO Watch Europe obejmuje wszystkie debiuty na głównych giełdach w Europie (włączając w to giełdy w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Islandii, Norwegii, Turcji, Serbii i Szwajcarii) i jest publikowany kwartalnie. Debiuty podmiotów, które przeprowadzały wcześniej pierwszą ofertę publiczną oraz przeniesienie pomiędzy rynkami w ramach jednej giełdy, nie zostały uwzględnione w statystykach. Raport dotyczy okresu od 1 stycznia do 30 czerwca 2022 roku i został sporządzony w oparciu o daty debiutów akcji lub praw do akcji.

Począwszy od raportu za II kwartał 2019 roku IPO Watch Europe obejmuje wyłącznie oferty o wartości powyżej 5 mln USD. Dla zapewnienia porównywalności, dane za poprzednie okresy prezentowane w raporcie IPO Watch Europe zostały odpowiednio przekształcone. Komentarz do rynku polskiego omawia wszystkie debiuty na rynku w Warszawie, niezależnie od ich wartości.

Groźna „dziura” w przepisach podatkowych. Pracownik wystawi pustą fakturę, pracodawca musi zapłacić VAT

Dotychczasowe orzecznictwo wskazuje na to, że w przypadku, gdy pracownik podatnika wystawił fałszywą fakturę z wykorzystaniem jego danych, zobowiązanym do zapłaty podatku jest przedsiębiorca. W świetle literalnego brzmienia art. 108 ust. 1 ustawy o VAT, taki obowiązek powinien jednak ciążyć na „wystawcy faktury”. Impulsem do przełomu i ugruntowania właściwej linii orzeczniczej może być oczekiwane orzeczenie TSUE. Obecnie pracownik nie podnosi żadnej odpowiedzialności podatkowej za wystawianie tzw. pustych faktur. Z kolei pracodawcę obciąża zaległość podatkowa. Do tego dochodzą sankcje karno-skarbowe. Są indywidualnie ustalane i liczone nawet w milionach złotych. Firma traci też wiarygodność jako podmiot gospodarczy. Ponadto samemu przedsiębiorcy grozi kara pozbawienia wolności, która może wynieść nawet do 25 lat.

Oczekiwanie na przełom

W dotychczasowym orzecznictwie sądów administracyjnych można wyróżnić dwa poglądy na gruncie art. 108 ustawy o VAT. Zgodnie z pierwszym z nich, w przypadku podszycia się osoby trzeciej pod danego podatnika, on nie może zostać uznany za wystawcę faktury i obciążony obowiązkiem zapłaty podatku. Wynika to z tego, że jego dane zostały użyte bezprawnie. Wprost wskazują na to orzeczenia NSA z dnia 27 czerwca 2017 r. (sygn. FSK 1459/15), a także z 26 maja 2017 r. (sygn. I FSK 1872/15). Zgodnie z drugim poglądem, podatnik, którego danymi posłużył się pracownik lub umocowany pełnomocnik w celu wystawienia na jego rzecz tzw. pustej faktury, ponosi za to odpowiedzialność. Przykładem tego są wyroki NSA z dnia 10 kwietnia 2013 r. (sygn. I FSK 362/12) oraz z 24 października 2014 r. (sygn. I FSK 1717/13).

W kontekście drugiego z ww. stanowisk obecnie oczekiwane jest orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W sprawie rozpatrywanej przez Naczelny Sąd Administracyjny, w zakresie której skierował 26 maja br. do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej pytanie prejudycjalne, pracownica spółki, korzystając z udzielonych jej uprawnień przez pracodawcę i z zajmowanego stanowiska kierowniczego, prowadziła równoległą działalność, polegającą na handlu pustymi fakturami, wykorzystywanymi przez nabywające je podmioty w celu oszustw podatkowych. Odpowiedź TSUE w zakresie zagadnienia tzw. pustych faktur będzie miała doniosłe znaczenie dla interpretacji art. 108 ust. 1 ustawy o VAT i ukształtowania linii orzeczniczej na tym tle.

Sam przepis nic nie mówi o pracowniku, tylko o osobie wystawiającej fakturę. Poprzez fakt podległości służbowej sądy administracyjne i organy podatkowe dotychczas dochodziły do wniosku, że działa on na rzecz swojego pracodawcy. I z tej przyczyny, z uwagi na relację podległości pracownika, przerzucały odpowiedzialność za przestępcze działania na właściciela firmy, nawet jeśli o nich nie wiedział. Powyższa analiza przepisu mogła prowadzić do błędnych wniosków i niekorzystnych orzeczeń dla przedsiębiorców.

Brzmienie art. 108 ust. 1 ustawy o VAT wydaje się być jednoznaczne. Jednak zaistniałe spory z organami podatkowymi wskazują na istniejące wątpliwości interpretacyjne. Niezbędne byłoby wprowadzenie definicji „wystawcy faktury” albo ugruntowanie właściwej linii orzeczniczej, kładącej większy nacisk na uwzględnienie oszukańczego charakteru działania „wystawcy faktury”. Takim impulsem mogłoby być orzeczenie TSUE, gdyby było korzystne dla przedsiębiorców. Z pewnością ma ono szansę doprowadzić do przełomu w podejściu sądów administracyjnych, a na pewno – do jeszcze bardziej pogłębionej refleksji składów orzekających.

Stratny pracodawca

W sytuacji, gdy pracownik wystawił pustą fakturę, pracodawca może dowodzić dochowania należytej staranności w zakresie nadzoru i kontroli pracy w swojej firmie, zachowania norm bezpieczeństwa mających na celu niedopuszczenie do nadużyć i bezprawnego wykorzystania danych pracodawcy. Ma też prawo powołać się na zarzut firmanctwa, które jest przestępstwem na gruncie obecnego kodeksu karno-skarbowego. Co do zasady odpowiedzialność ta jest osobista i powinien nią zostać obarczony sprawca czynu zabronionego.

Jednak w tego typu sprawach pracownik zazwyczaj broni się działaniem w imieniu i na rzecz pracodawcy, na podstawie przyznanych mu uprawnień czy też udzielonych pełnomocnictw. Często też wskazuje, że łączy go z pracodawcą stosunek podległości służbowej i w związku z tym działał, wykonując nałożone na niego obowiązki pracownicze.

Pracodawca, uznany za odpowiedzialnego za wystawienie fikcyjnej faktury, będzie zobowiązany do zapłaty wynikającego z niej podatku VAT wraz z odsetkami. Mogą zostać nałożone na niego także sankcje karno-skarbowe, mogące wynieść nawet do 720 stawek dziennych (art. 62 §  2, art. 56 kks). Ich wysokość jest ustalana indywidualnie, przy czym sąd bierze pod uwagę dochody sprawcy, jego warunki osobiste, rodzinne, stosunki majątkowe i możliwości zarobkowe. Stawka dzienna nie może być niższa od jednej trzydziestej części minimalnego wynagrodzenia ani też przekraczać jej czterystukrotności. W niektórych przypadkach suma może być liczona w milionach złotych.

Oprócz sankcji ekonomicznych sąd może nałożyć na przedsiębiorcę karę roku pozbawienia wolności. Wskazuje na to art. 62 § 2 kks. Co więcej, kodeks karny przewiduje za wystawienie pustej faktury karę pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8 (art. 271a § 1 kk). W przypadku faktur zawierających kwotę należności ogółem, której łączna wartość jest większa niż dziesięciokrotność kwoty określającej mienie wynoszące 10 mln zł, sprawca podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od 5 lat albo wynoszącej 25 lat (art. 277a kk).

Przedsiębiorca może również stracić wiarygodność jako podmiot gospodarczy. Organ podatkowy może doszukiwać się dalszych nieprawidłowości w firmie. Trudno oszacować straty po stronie podmiotu okrytego złą sławą. Taki przedsiębiorca traci wizerunkowo na każdym polu. Inni profesjonalnie działający, uczciwi podatnicy mogą rezygnować ze współpracy z podmiotem, w imieniu którego działają pracownicy wystawiający fikcyjne faktury. Świadomość przedsiębiorców co do konieczności zachowania należytej staranności w obrocie gospodarczym mocno wzrosła w ostatnich latach.

Odpowiedzialność pracownika

W przypadku zastosowania art. 108 ustawy o VAT względem pracodawcy z powodu nieuczciwego działania pracownika, przedsiębiorca może wystąpić z roszczeniem odszkodowawczym względem zatrudnionego na podstawie kodeksu pracy. Odpowiedzialność pracownika na gruncie kodeksu pracy jest ograniczona do wysokości trzymiesięcznego wynagrodzenia, przysługującego mu w dniu wyrządzenia szkody.

Jednak na mocy art. 122 kodeksu pracy, jeżeli zatrudniony umyślnie wyrządził szkodę, jest obowiązany do jej naprawienia w pełnej wysokości. Na gruncie kodeksu karnego natomiast odpowiada sprawca danego czynu.

Podobnie na gruncie kodeksu karnego skarbowego odpowiada sprawca, za którego powinien zostać uznany ten, kto wystawił „pustą fakturę”. Dotychczasowa praktyka stosowania przepisów wskazuje jednak, że skoro to pracodawca jest najczęściej uznany za „wystawcę faktury”, również i pracodawca (np. członek zarządu) będzie uznany za sprawcę na gruncie kks.

Możliwe rozwiązanie

Warto podkreślić, że ryzyko wystawiania pustych faktur przez pracowników nie jest większe ani mniejsze w żadnej branży. Jest to możliwe w każdym sektorze. Zależy tylko i wyłącznie od pomysłowości oraz możliwości, które dostrzeże nieuczciwa osoba. Do ww. działania mogłaby ją jednak skutecznie zniechęcić świadomość poważnych konsekwencji finansowych, których obecnie brakuje.

Jeżeli TSUE orzeknie, że odpowiedzialność za fikcyjną fakturę spoczywa na pracowniku, który przekroczył swoje uprawnienia, to będzie on musiał zapłacić podatek VAT z tytułu fikcyjnej faktury, a to może spowodować dalsze konsekwencje karne czy też karno-skarbowe po jego stronie. Dotąd pracownik mógł nie czuć takiego zagrożenia, gdyż orzeczenia sądów były niekorzystne dla przedsiębiorców.

Nie ma takiej możliwości, aby pracownik nie wiedział, że wystawia pustą fakturę, jeżeli pracodawca go instruuje, w jaki sposób następuje prawidłowe fakturowanie w firmie. Dlatego można uznać, że korzystne dla przedsiębiorców orzeczenie TSUE byłoby jednocześnie bezpieczne dla uczciwych pracowników.

Podsumowując, można stwierdzić, że każdy przypadek powinien być oceniany, na podstawie kompleksowego materiału dowodowego, zebranego w konkretnej sprawie. Jeśli pracodawca dochował należytej staranności w organizacji działania swojego przedsiębiorstwa, powinien to być argument za tym, że to nie on odpowiada za podatek VAT z tzw. fikcyjnej faktury.

Wartość inwestycji venture capital w Polsce w drugim kwartale 2022 roku wyniosła prawie miliard złotych

PFR Ventures i Inovo Venture Partners przygotowały kwartalny raport podsumowujący transakcje na polskim rynku venture capital (VC). Z danych wynika, że od kwietnia do końca czerwca 2022 przeprowadzono 93 transakcje, w które zaangażowanych było 111 funduszy. Dostarczyły one do innowacyjnych polskich spółek 916 mln PLN.

W drugim kwartale 2022 przez polski rynek VC przepłynęło 916 mln PLN. To łączna wartość kapitału, jaki polskie i zagraniczne fundusze zainwestowały w rodzime innowacyjne przedsiębiorstwa. Od początku tego roku do polskich start-upów trafiło w sumie ponad 2 mld PLN. To o 76% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

Wartość inwestycji venture capital w Polsce w drugim kwartale 2022
Rysunek 1 Liczba i wartość transakcji. Celowo w zestawieniu osobno prezentujemy megarundy (outliers), które zaburzają statystyczny obraz

Wynik za drugi kwartał podtrzymał wzrostowy trend na polskim rynku VC. Wartość transakcji była nieznacznie mniejsza niż w tym samym okresie rok wcześniej. Porównując już pierwsze połowy roku, można mówić o znaczącym wzroście. Liczba transakcji utrzymuje się w okolicach stu kwartalnie.

– Zachowanie obecnego trendu może przełożyć się na kolejny rekord na polskim rynku venture capital. Szacuję, że wtedy poziom finansowania może przekroczyć 4 mld PLN – mówi Aleksander Mokrzycki, wiceprezes w PFR Ventures. – Rolę kapitału PFR Ventures dobrze widać w zestawieniu największych rund z tego kwartału. Synerise, Talkin’ Things czy Symmetrical to spółki, które nasze fundusze wspierają od etapu zalążkowego. Dobry zasiew pozwolił na rozwój tych projektów – dodaje.

– Pomimo słabych nastrojów na świecie, polski ekosystem start-upowy po raz kolejny udowadnia swój potencjał i solidne podstawy. Oczywiście, aktualna sytuacja nie pozostaje bez wpływu na nas. Jesteśmy częścią globalnego ekosystemu i najlepiej pokazuje to fakt, że 72% inwestycji w polskie start-upy pochodzi od międzynarodowych VC. Dużym wyzwaniem w nadchodzącym okresie będzie przystosowanie się zarówno przedsiębiorców, jak i funduszy do operowania w nowych warunkach – mówi Karol Lasota, principal w Inovo Venture Partners.

29% zainwestowanych w drugim kwartale środków to kapitał publiczno-prywatny, a udział międzynarodowych funduszy w wartości transakcji wyniósł 72%. Jednocześnie 75 z 93 transakcji bazowało na kapitale publiczno-prywatnym. 78 transakcji przeprowadziły polskie zespoły.

20 z 93 transakcji to inwestycje z udziałem funduszy PFR Ventures. W drugim kwartale zapewniły one około 17% kapitału dla innowacyjnych przedsiębiorstw. Istotną rolę w segmencie zalążkowym odgrywają też fundusze Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, które dokonały 44 transakcji (ok. 5% udziału w wartości). 15 największych transakcji z tego roku odpowiada za 68% kapitału, który trafił do start-upów.

Wśród największych transakcji z tego kwartału znalazło się aż sześć rund o wartości ponad 60 mln PLN. Na liście firm, którym udało się zebrać taki kapitał jest Tidio, Synerise, Nomagic, Talkin’ Things, Symmetrical oraz Zowie. Wszystkie z nich rozwijają się dalej przy zaangażowaniu lokalnych funduszy. 5 na 6 z nich korzystało w przeszłości ze środków PFR Ventures lub NCBR.

Reklama dźwignią handlu, a handel dłużnikiem reklamy

Firmy zajmujące się marketingiem, reklamą oraz PR-em zmagają się z problemem zatorów płatniczych. Mają przeszło 112,7 mln zł przeterminowanych zobowiązań finansowych, ale głównie dlatego, że same nie otrzymują należnych im pieniędzy. Według danych Krajowego Rejestru Długów klienci są im winni 176,3 mln zł. Najwięksi dłużnicy branży reklamowej to: handel, budownictwo, transport oraz… sektor opieki zdrowotnej.

Pandemia negatywnie wpłynęła na kondycję finansową agencji reklamowych i PR. W tym czasie wielu właścicieli firm ograniczyło działalność biznesową, tnąc w pierwszej kolejności wydatki właśnie na kampanie marketingowe. Pociągnęło to za sobą spadek zleceń i zmniejszone wpływy do budżetów agencji. Znacznie pogorszyła się również moralność płatnicza klientów, którzy w koronakryzysie wstrzymywali bądź opóźniali płatności. W efekcie, we wrześniu 2021 roku pandemiczne długi branży reklamowej sięgnęły 160 mln zł. Gdy na początku tego roku wydawało się, że sektor wychodzi już na prostą, nadszedł kolejny cios – wojna Rosji z Ukrainą. Znów, podobnie, jak w pandemii, właściciele firm w pierwszym odruchu ograniczyli działania promocyjne. W marcu Sotrender informował, że dzienna liczba aktywnych reklam spadła na koniec lutego o 73% w stosunku do najwyższego wyniku z tego miesiąca. Agencjom ponownie zaczął doskwierać brak zamówień od klientów i wstrzymane bądź opóźnione płatności. Dziś klienci zalegają im w sumie 176,3 mln zł. Za tę kwotę sektor reklamowy mógłby spłacić własne zadłużenie, które przekracza 112,7 mln zł.

Polski biznes promuje się cudzym kosztem?

Rynek reklamy, marketingu i PR tworzy wiele różnych podmiotów, wśród których są zarówno duże koncerny, jak i małe, kilkuosobowe agencje oraz freelancerzy. Największe zadłużenie, a także najwyższą łączną liczbę dłużników mają agencje reklamowe: na koniec I półrocza 2022 r. zaległości 3745 z nich sięgają 98,9 mln zł. 7,3 mln zł powinny spłacić firmy zajmujące się badaniami rynku i opinii publicznej, a branża public relations jest winna swoim wierzycielom 6,5 mln zł. Przy założeniu, że na polskim rynku funkcjonują 934 agencje z branży PR (wg Exacto), to już co czwarta z nich (26,7 proc.) jest wpisana do KRD jako dłużnik.

Problemy finansowe branży w większości wynikają z niskiej moralności płatniczej kontrahentów, a także ze specyfiki działalności. Wielu przedsiębiorców wychodzi z założenia, że gdy pojawia się kryzys, to w pierwszej kolejności należy ciąć wydatki na reklamę i marketing. W efekcie albo wstrzymują realizację rozpoczętych projektów, albo rezygnują ze współpracy, albo przestają w ogóle regulować płatności w terminie.

– Średni dług firmy z branży reklamowej wynosi 26,4 tys. zł. Z kolei ich dłużnicy przeciętnie zalegają im 68 tys. zł. Łącznie klienci są winni agencjom aż 176,3 mln zł, to o 56% więcej niż one same zalegają innym. Problemy finansowe tej branży są więc w dużej mierze pochodną zatorów płatniczych. Brak zapłaty od klienta sprawia, że firma nie może uregulować własnych zobowiązań w terminie i sama kończy jako dłużnik. Skala tego zjawiska jest na tyle duża, że zdołała przekuć się w milionowe zaległości – wskazuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Mali zakładają za dużych

Jak wynika z raportu brief4U, 90 proc. firm z sektora komunikacji marketingowej to MŚP, z czego blisko połowa to małe przedsiębiorstwa, a 38 proc. to mikrofirmy zatrudniające do 10 osób. W największym stopniu problem z zatorami płatniczymi dotyczy tych najmniejszych. Ponad połowa (60,9 mln zł) łącznego zadłużenia branży notowanego w KRD należy do jednoosobowych działalności gospodarczych.

– Małe agencje marketingowe, reklamowe czy PR-owe oraz działający w tym sektorze freelancerzy, pracują projektowo, często wynagrodzenie za projekt otrzymując dopiero po realizacji zlecenia. Jednocześnie bardzo rzadko mogą liczyć na tzw. zaliczkę od klienta. Jeśli klient zleca zaprojektowanie i wykonanie dużej partii folderów, ulotek, gadżetów lub innych materiałów reklamowych, ale płaci za nie dopiero po ich otrzymaniu, to oczywiste jest, że taka agencja musi sięgnąć po zewnętrzne wsparcie finansowe, by mieć pieniądze na poczet realizacji przyszłego zadania. Może być to kredyt obrotowy albo faktoring zaliczkowy, w którym formę zabezpieczania stanowi przyszła wierzytelność. Mikro czy mała firma rzadko kiedy posiada taką ilość kapitału, by „założyć za klienta”, a równocześnie terminowo regulować wszystkie bieżące zobowiązania związane z prowadzeniem własnej działalności, jak: ZUS, urząd skarbowy, pensje dla pracowników, czynsz itd. Na to mogą sobie pozwolić co najwyżej duże firmy i agencje z nadwyżką kapitału – wyjaśnia Emanuel Nowak, ekspert NFG.

By skutecznie działać na rynku szczególnie małe agencje marketingowe muszą być o krok przed klientem, dostarczać nieszablonowych pomysłów i wyróżniać się elastycznością, dodaje Ewelina Gieros, dyrektor zarządzający agencji reklamowej Krewcy Krawcy. – Podczas kryzysu działania dodatkowe, kreatywne i nieszablonowe, ale wzmacniające rozpoznawalność marki i jej główny przekaz, są eliminowane jako pierwsze. Firmy koncentrują się na niezbędnych elementach marketingu. Często pojawia się też oczekiwanie obniżenia kosztów, mimo rosnącej inflacji. Zdarza się, że agencja podejmuje się przeprowadzenia projektu o niskiej marżowości po to, by utrzymać ciągłość obsługi klienta. W efekcie bierze na siebie jeszcze większe ryzyko realizacyjne. Prowadzenie takiej działalności wymaga odpowiedniego zabezpieczenia środków, przewidzenia zagrożeń i co niemniej istotne, dużego zaufania po obu stronach. Na szczęście wielu klientów zdaje sobie sprawę, że właśnie w kryzysie działania marketingowe są kluczowe, a sprawdzeni kontrahenci stanowią wartościowe wsparcie. I dlatego rzetelnie podchodzą do swoich zobowiązań finansowych – mówi Ewelina Gieros.

Mazowsze skupiskiem branży i jej długów

Niemal połowa polskich agencji reklamowych zlokalizowana jest w Warszawie. Dlatego też Mazowsze przoduje pod względem zadłużenia w KRD. Tu działa blisko co trzeci dłużnik. Łącznie firmy z tego województwa mają na koncie przeterminowane faktury i rachunki na sumę 41,5 mln zł. Na czołowych miejscach plasuje się też Śląsk, Małopolska i Wielkopolska, z zadłużeniem sięgającym odpowiednio 13,2 mln zł, 11,5 mln zł i 11,1 mln zł. Najmniej zadłużone firmy działają w województwach świętokrzyskim, podlaskim i opolskim.

Najczęściej wierzycielami branży reklamy i PR są fundusze sekurytyzacyjne, które kupiły je od innych podmiotów na rynku (np. banków, ubezpieczycieli czy dystrybutorów energii). Dług sektora wobec tych podmiotów to 48,1 mln zł. Drugą w kolejności najwyższą kwotę, 11,7 mln zł, branża promocji powinna uregulować względem operatorów telefonicznych. O zbliżoną sumę, bo 11,2 mln zł, upominają się firmy leasingowe.

Z kolei branża reklamowa sama ma dłużników niemal ze wszystkich sektorów gospodarki. Negatywnie pod tym względem wyróżnia się handel, który jest jej winien 46,6 mln zł. Ogromne zaległości wobec agencji ma też budownictwo (18,2 mln zł) oraz transport i gospodarka magazynowa (16 mln zł). Odporny na monity jest również sektor opieki zdrowotnej, który zalega branży na 15,2 mln zł.

Z powodu inflacji 6 na 10 firm nie płaci swoim dostawcom na czas

Znów idą – a niektórzy uważają, że już nadeszły – ciężkie czasy dla polskich biznesów. Galopująca inflacja i wzrost stóp procentowych, który sprawił, że spłacanie kredytów stało się droższe niż kilka miesięcy temu, znacznie pogorszyły siłę nabywczą niemałej grupy konsumentów. Coraz trudniej jest nam płacić na czas. Przedsiębiorcy spodziewają się nowej fali opóźnionych płatności. Jak wynika z raportu Intrum ”European Payment Report 2022”[1], nierzetelni płatnicy-klienci są już problemem dla blisko 8 na 10 (77 proc.) firm w Polsce. Walczą one nie tylko o zachowanie płynności finansowej, ale i o… zachowanie twarzy. 6 na 10 (61 proc.) przedsiębiorstw działających na naszym rynku przyznaje, że z powodu inflacji ma coraz większy problem z terminowym płaceniem swoim dostawcom. Dlatego aż 60 proc. firm była zmuszonych prosić swoich partnerów biznesowych wydłużenie terminów płatności. Jakie jest wyjście z tego impasu? Co mogą zrobić polscy przedsiębiorcy, by z wierzycieli nie stać się dłużnikami? Postawić na efektywnie zarządzanie zaległymi płatnościami i unowocześnić procesy administracyjne.

Przedsiębiorcy cierpliwie czekają na zapłatę i biednieją…

Polski przedsiębiorca nie ma łatwo. Klienci z sektora publicznego płacą faktury średnio po 73 dniach, a ci z B2B po 61 dniach – najbardziej rzetelnymi płatnikami są klienci B2C – 30 dni. W dodatku aż 8 na 10 (81 proc.) firm pytanych przez Intrum w ciągu ostatniego roku zostało poproszonych o zaakceptowanie dłuższego terminu płatności, niż z ten, z którym czułyby się komfortowo. 74 proc. przystało na zmienione warunki płatności. Dlaczego?

– Wydaje się, że firmy postępując w ten sposób, działają wbrew swoim interesom. Powinny raczej szykować się na ciężkie czasy i zaostrzać politykę płatniczą w stosunku do swoich klientów. Sytuacja jednak jest bardziej skompli-kowana. 50 proc. firm uczestniczących w naszym badaniu przyznaje, że zgodziły się na wydłużenie terminów płatności, by nie popsuć sobie relacji z klientami, a 49 proc. zrobiło, to, by uniknąć ryzyka bankructwa, wychodząc z założenia, że wolą poczekać dłużej na zapłatę, niż stracić klienta… i pieniądze. Można więc uznać, że to aktualna sytuacja makroekonomiczna niejako wymusiła na polskich biznesach zgodę na opóźnione płatności – komentuje Krzysztof Krauze, Prezes Intrum w Polsce.

Jak dodaje Krzysztof Krauze, przedsiębiorcy, wybierając taką postawę, liczą również na wyrozumiałość. – Zwiększający się odsetek klientów niepłacących na czas finalnie spowoduje, że firmy same zaczną mieć problem z terminowym wywiązywaniem się ze swoich zobowiązań finansowych. Liczą na to, że kiedy już znajdą się w takiej sytuacji, ich partnerzy biznesowi potraktują ich ulgowo – tak samo jak firmy traktują swoich niepłacących klientów – i zgodzą się na wydłużenie terminów płatności.

Część przedsiębiorstw już znalazła się w złej sytuacji. 61 proc. respondentów Intrum przyznaje, że ich firmy z powodu inflacji mają coraz większy problem z płaceniem swoim dostawcom na czas. Blisko 4 na 10 (37 proc.) ankietowanych stwierdza nawet, że opóźnienia w płatnościach, które ich firmy mają względem dostawców, są o wiele większe niż te, które sami byliby w stanie zaakceptować. Co znaczące, w zeszłym roku odsetek ten wynosił „tylko” 28 proc.

Płacenie dostawcom i partnerom biznesowym na czas to kwestia honoru… i warunek „zdrowego”, zrównoważonego prowadzenia firmy

Klienci niepłacący na czas są już problemem dla 77 proc. firm w naszym kraju. 60 proc. przedsiębiorców uważa, że w 2022 roku jego skala będzie jeszcze większa, głównie z powodu rosnącej inflacji, która może przynieść kolejny kryzys. Przedsiębiorcy doskonale wiedzą, jakie to niesie konsekwencje dla „zdrowego” funkcjonowania biznesu i chcą ich oszczędzić podmiotom trzecim. To tłumaczy, dlaczego poprawa praktyk płatniczych, by dokonywać terminowych płatności dla dostawców, znalazła się na liście priorytetowych inicjatyw strategicznych dla polskich firm w 2022 roku, widniejących w raporcie Intrum. W dodatku wspomniana kwestia jest ważna aż dla 78 proc. przedsiębiorstw biorących udział w badaniu.

– Jednocześnie przedsiębiorcy zdają sobie sprawę z faktu, że muszą wdrożyć odpowiednie rozwiązania, włożyć wysiłek w to, by ich firmy stały się bardziej rzetelnymi płatnikami. A jak pokazuje badanie Intrum, nie zawsze jest to łatwe. 56 proc. ankietowanych uważa, że w trakcie dbania o rozwój ich przedsiębiorstw, z trudem udaje się im unowocześnić procesy i systemy administracyjne, by zapewnić terminowe płatności dla dostawców i partnerów biznesowych – zauważa Krzysztof Krauze, Prezes Intrum w Polsce.

Postawienie na nowoczesne i odpowiednie procesy pozwoli firmom również lepiej zarządzać zaległymi płatnościami klientów i generalnie efektywniej „walczyć” z opóźnionymi płatnościami. To z kolei nie tylko jest konieczne dla zachowania płynności finansowej jako takiej, ale szybsze, tzn. terminowe dokonywanie płatności przez klientów pozwoliłoby polskim biznesom na dokonywanie szybszej zapłaty dostawcom. Tak uważa 62 proc. ankietowanych przedsiębiorców.

Pocieszający jest fakt, że 58 proc. firm deklaruje, że już wdrożyły odpowiednie działania, by być jeszcze bardziej odpowiedzialnymi płatnikami w stosunku do swoich dostawców. – Według 66 proc. przedsiębiorców to kwestia istotna dla budowania i utrzymywania zaufania do partnerów biznesowych – dodaje Krzysztof Krauze.

O raporcie:

Raport ”European Payment Report 2022” bazuje na badaniu, które zostało przeprowadzone jednocześnie w 29 krajach Europy między 14.01 a 12.04.2022 r. W badaniu wzięło udział łącznie 11 007 firm z 15 branż. W Polsce w badaniu uczestniczyło 500 przedsiębiorstw.

Ponad dwie trzecie spodziewa się funduszy Private Equity z Europy Środkowej pogorszenia dostępności finansowania transakcji

Odczuwany przez inwestorów spadek cen oferowanych transakcji, spowodowany pogarszającą się kondycją ekonomiczną gospodarek w regionie Europy Środkowej, prowadzi do mniejszego popytu. 65 proc. przedstawicieli funduszy Private Equity spodziewa się dalszego utrzymania tego trendu – wynika z ostatniego badania Central Europe Private Equity Confidence Survey, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Jednocześnie indeks nastrojów sektora PE dla regionu spadł poniżej poziomów sprzed pandemii, odzwierciedlając wpływ sytuacji gospodarczej na narastające niepokoje inwestorów.

Ostatnie wskazania opracowanego przez firmę doradczą Deloitte indeksu nastrojów sektora Private Equity dla regionu Europy Środkowej pokazują pogarszające się oceny dotyczące sytuacji gospodarczej i otoczenia inwestycyjnego. Zdaniem respondentów rosnące stopy procentowe sprawiają, że wielu inwestorów w nadchodzących miesiącach i w 2023 r. spodziewa się wielu przeciwności. Długoterminowy wpływ pandemii, a ostatnio także konsekwencje wojny w Ukrainie, przynoszą ryzyko strat zarówno na rynkach środkowoeuropejskich, jak i światowych. Te czynniki spowodowały, że indeks spadł do zaledwie 58 pkt, jednego z najniższych wskazań w swojej historii, kontynuując wyraźnie malejący trend, rozpoczęty z końcem 2021 r.

Jeszcze w grudniu 2020 r. indeks wykazywał najbardziej dynamiczny wzrost w swojej historii, by w czerwcu ubiegłego roku osiągnąć 149 pkt (tylko 10 pkt mniej od rekordu z kwietnia 2007 r.). Po kolejnym roku poziom zaufania ankietowanych powrócił do bardziej zrównoważonych wskazań – wartość indeksu spadła do 119 pkt, wciąż wyraźnie powyżej 10-letniej średniej. Natomiast obserwowany teraz spadek jest tak gwałtowny i głęboki, jak ten trwający 12 miesięcy po światowym kryzysie gospodarczym w 2008 r., gdy z poziomu 118 pkt zmalał do zaledwie 48.

– Chwilę po poprawie nastrojów inwestorów, spowodowanej okresem mniejszych pandemicznych restrykcji, światowe rynki i konsumenci muszą mierzyć się z rosnącą inflacją i innymi gospodarczymi skutkami wojny w Ukrainie. Nasze badanie, prowadzone już niemal od 20 lat, pokazuje, że po każdym takim kryzysie następuje okres wzmożonej aktywności transakcyjnej, a po nim z kolei poprawa deklarowanych nastrojów i warunków gospodarczych. Spodziewamy się, że teraz też tak się stanie. Tym razem jednak inwestorzy mogą wyciągnąć wnioski z sytuacji wywołanej kryzysem pandemicznym – mówi Michał Tokarski, partner zarządzający działem doradztwa finansowego Deloitte w Polsce, lider zespołu M&A Corporate Finance.

W zaistniałej sytuacji nie jest zaskakujące, że wyrażane przez ankietowanych oczekiwania gospodarcze są przede wszystkim pesymistyczne. Poważny wzrost spodziewających się dalszego pogorszenia warunków rynkowych (z 41 proc. do 86 proc.) jest wyższy nawet niż po pierwszym uderzeniu kryzysu wywołanego przez COVID-19. Żaden z respondentów nie spodziewa się obecnie poprawy, a więcej niż co siódmy – utrzymania obecnej sytuacji. Zdaniem ekspertów takie odczucia nie są jednak wyjątkowe dla przedstawicieli regionu, a raczej odzwierciedlają globalne podejście branży Private Equity. Choć z pewnością geograficzna bliskość wojny ma znaczący wpływ na opinie wśród pytanych z Europy Środkowej.

Mniejsza chęć inwestowania, słabsze oczekiwania dotyczące aktywności rynkowej

Mimo tych negatywnych nastrojów, uczestnicy badania Deloitte wyrażają chęć podejmowania inwestycji – przy czym odsetek planujących skupić się na nowych transakcjach spadł w ostatnim czasie do 49 proc. (o 12 p.p.). Ten popyt inwestycyjny może w znacznym stopniu wynikać z przewidywań dotyczących spadających cen oferowanych aktywów. 14 proc. respondentów zauważa, że oferenci ograniczyli swoje oczekiwania cenowe w ciągu ostatnich sześciu miesięcy – to dwukrotnie więcej niż podczas poprzedniego badania. Jednocześnie, niemal dwie trzecie spodziewa się, że taka sytuacja utrzyma się w przyszłości.

Wyniki badania pokazują też wyraźnie, że kilkakrotnie wzrósł odsetek osób, które spodziewają się zmniejszenia aktywności rynkowej – z 9 proc. do 59 proc., choć nadal ponad jedna trzecia (35 proc.) ocenia, że utrzyma się ona na dotychczasowym poziomie. Jednocześnie mocno spadła liczba patrzących optymistycznie na aktywność rynkową i oczekujących jej rozwoju – z 30 do 6 proc. Zdaniem ekspertów Deloitte takie prognozy wyrażane przez ankietowanych odzwierciedlają szersze spojrzenie uczestników rynku, w którym niepewność inflacyjna skutkuje słabszymi wycenami aktywów. Na to nakłada się bardzo możliwe ryzyko pogorszenia sytuacji wynikające z doniesień o pojawiających się nowych wariantach koronawirusa i rozwoju wojny w Ukrainie.

Gorszy dostęp do źródeł finansowania, przy utrzymaniu wielkości transakcji

Jak wynika z badania, wyraźnie wzrósł odsetek inwestorów spodziewających się ograniczenia dostępności źródeł finansowania transakcji – tak wskazuje więcej niż dwóch na trzech ankietowanych (71 proc.) i jest to duży wzrost z 30 proc. deklarowanych w poprzedniej ankiecie. Zaledwie mniej niż jedna trzecia respondentów (29 proc.) spodziewa się utrzymania dotychczasowej dostępności, co stoi w sprzeczności z większością odpowiedzi uzyskiwanych w badaniach od 2003 r., w których takie oceny przeważały. Tak niski poziom pytani ostatnio wyrażali jesienią 2011 r., także w czasie wyraźnego spadku nastrojów wyrażanego w indeksie. Zdaniem ekspertów Deloitte, ten popyt może zaspokoić powstający w regionie Europy Środkowej rynek pożyczek pozabankowych.

Jednocześnie jednak ponad dwie trzecie inwestujących (69 proc.) spodziewa się utrzymania w nadchodzących miesiącach dotychczasowych wielkości prowadzonych inwestycji, mimo pogarszających się warunków rynkowych. Zmniejszenie skali transakcji prognozuje 24 proc. pytanych, co może wynikać z zacieśniania polityki kredytowej przez banki w regionie. Wzrostów spodziewa się zaledwie 8 proc. respondentów.

Choć tragiczne wydarzenia w Ukrainie mają poważny wpływ na nastroje rynkowe, fundusze PE z regionu Europy Środkowej muszą przede wszystkim mierzyć się z czynnikami ekonomicznymi, których konsekwencje są odczuwalne w perspektywie globalnej – z wysoką inflacją i rosnącymi kosztami inwestycji. Niemal połowa, bo 45 proc. ankietowanych wskazuje wręcz, że wojna nie miała wpływu na stan ich portfeli, a kolejne 47 proc. ocenia, że te efekty dotyczyły nie więcej niż czwartej części ich aktywów – mówi Michał Tokarski.

Ożywienie na zagranicznych rynkach akcji

Wczorajsza sesja na amerykańskim rynku akcji zakończyła się silnymi wzrostami głównych indeksów (S&P 500 +2,76 proc., DJIA +2,43 proc., Nasdaq Composite +3,11 proc.). S&P 500 zamknął się najwyżej od 9 czerwca zbliżając się do poziomu zbliżając się do poziomu 4000 pkt. (3936 pkt.). Dziś rano kontrakty na amerykańskie indeksy kontynuowały wzrost (S&P 500 +0,36 proc.).

To ożywienie na rynku akcji było kontynuowane dziś rano na giełdach Azji i Oceanii. Najsilniej w tym rejonie zwyżkował dziś japoński Nikkei 225 (+2,67 proc.) wybijając się w górę z trwającej przez poprzednie 5 tygodni konsolidacji.

Te wzrosty cen akcji były dziś rano kontynuowane w Europie (DAX +0,39 proc., CAC 40 + 0,46 proc. ok. godz. 9:40).

Głównie indeksy polskiego rynku akcji również dziś rano generalnie rosły, ale pozostawały wyraźnie w tyle za swoimi odpowiednikami na rynkach rozwiniętych: WIG-20 (+0,57 proc. ok. 9:50) nadal był wyraźnie poniżej swoich lokalnych maksimów z okresu minionych 5 tygodni. Najwyżej od 5 lat była dziś cena akcji Unimotu. Najwyżej od 8 lat była dziś cena akcji Bumechu. Najwyżej od końca 2019 roku była dziś cen akcji spółki VRG (dawniej Vistula Group).

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych rządu USA wyszła wczoraj ponownie powyżej poziomu 3 proc., a dziś rano lekko korygowała ten wzrost. Nadal rentowność amerykańskich 2-latek o ok. 0,2 pkt. proc. przewyższała rentowność 10-latek („inwersja” krzywej rentowności). Rentowność polskich 10-latek również lekko dziś rano spadała, ale nadal utrzymywała się powyżej poziomów swych minimów z okresu minionych 2,5 miesięcy.

O ponad 1 proc. taniała dziś rano ropa naftowa (WTI -1,42 proc., Brent -1,09 proc.). Spadała również lekko cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie (-0,39 proc.).
Po nieudanym pierwszym szturmie na poziom parytetu względem euro sprzed kilku dni amerykański dolar nadal słabł (EUR/USD +0,35 proc. ok. 9:30). Zmiana kursu USD/JPY była dziś rano niewielka (-0,02 proc.).

Polski złoty się lekko umacniał dziś rano (USD/PLN -0,41 proc., EUR/PLN -0,1 proc.).
Po ponad 9 proc. wzroście wczoraj kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara konsolidował się dziś rano na najwyższym poziomie od 5 tygodni (-0,1 proc. ok godz. 9:25).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

FPP: Aż 400 mln zł więcej na zatrudnianie osób z niepełnosprawnościami

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) była inicjatorem uchwały przyjętej zgodnie przez obie strony dialogu społecznego (RDS) – organizacje pracodawców i związki zawodowe. Jej celem było wprowadzenie w drodze ustawowej stałego mechanizmu gwarantującego adekwatny poziom finansowania realizowanych przez PFRON zadań związanych ze wspieraniem zatrudnienia osób z niepełnosprawnościami. Uchwała miała przy tym nadzwyczajny charakter, gdyż wykorzystywała przysługujące Radzie uprawnienie do zgłaszania do rządu własnych projektów ustaw, wynikające z art. 7 ustawy o RDS.

Na ostatnim posiedzeniu Rady Ministrów rozpatrzony został wniosek w sprawie uchwały strony pracodawców i pracowników Rady Dialogu Społecznego dotyczący zmiany ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych, przedłożony przez Minister Rodziny i Polityki Społecznej. Rząd podjął kierunkową decyzję w sprawie przeznaczenia dodatkowych środków z budżetu państwa na Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON), w kwocie ponad 400 mln zł rocznie.

„Liczymy na to, że za kierunkową decyzją rządu w sprawie dofinansowania PFRON podążą stosowne zapisy w projekcie budżetu państwa, który zostanie przedstawiony pod koniec sierpnia. Mamy ponadto nadzieję, że rozwiązanie wprowadzane przez rząd będzie miało – tak, jak wynika to z treści uchwały RDS – charakter systemowy, zapewniając trwały wzrost budżetowego finansowania zadań PFRON na poziomie minimum 30% ich kosztów, a nie będzie działaniem doraźnym, przynoszącym jedynie krótkotrwały pozytywny efekt. Jest to szczególnie istotne w kontekście niekorzystnych trendów występujących na rynku pracy osób z niepełnosprawnościami, wynikających m.in. z nieadekwatnego poziomu finansowania kluczowych instrumentów” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).

Efektem działań zainicjowanych przez FPP jest deklaracja zwiększenia finansowego wsparcia działań związanych z zatrudnianiem osób z niepełnosprawnościami, co potwierdza sens aktywnego uczestnictwa w dialogu społecznym poprzez wysuwanie własnych propozycji i projektów legislacyjnych przez partnerów społecznych.

Będzie łatwiej o samochód zastępczy po wypadku

  • Poszkodowani w wypadkach będą częściej korzystać z aut zastępczych po wejściu w życie nowych rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego dotyczących likwidacji szkód.
  • Eksperci spodziewają się, że standardem stanie się przedstawianie poszkodowanym propozycji podstawienia samochodu zastępczego i zabrania uszkodzonego do warsztatu naprawczego
  • Już teraz Polacy coraz częściej korzystają z samochodów zastępczych w ramach usługi assistance po wypadkach lub awariach, szczególnie z segmentu premium i dostawczych
  • W pierwszej połowie 2022 r. klienci Mondial Assistance korzystali z aut zastępczych przez ponad 98 tys. dni. Dla porównania rok wcześniej było to 76 tys. dni.
  • Co piąty przypadek pomocy w razie problemów z samochodem dotyczy udostępnienia samochodu zastępczego.

Udostępnienie samochodu zastępczego znajduje się wśród pięciu usług assistance, z których skorzystalibyśmy najchętniej – wynika z badania IPSOS na zlecenie Mondial Assistance. Co istotne zainteresowanie nią wzrosło w ostatnim czasie. Aż 62% klientów pytanych na przełomie 2021/22 r. wskazało, że najchętniej skorzystałoby z usługi samochodu zastępczego. Dla porównania w 2020 r. deklarowało tak 57% badanych. Z danych Mondial Assistance wynika, że przeciętnie z zastępczych aut osobowych korzystamy przez około 6 dni, a dostawczych średnio około 7 dni.

– Obserwujemy coraz większe zapotrzebowanie na samochody zastępcze udostępniane posiadaczom umów assistance w ramach pakietów ubezpieczeń komunikacyjnych oraz poszkodowanym korzystającym z OC komunikacyjnego sprawcy wypadku. Trzeba też pamiętać, że Polska znajduje się w europejskiej czołówce pod względem sprzedaży nowych aut, do których pakiet assistance jest dodany z automatu. Z naszych statystyk wynika, że liczba klientów, którzy skorzystali z auta zastępczego była po pierwszych sześciu miesiącach 2022 r. o 13% wyższa, niż w analogicznym okresie roku ubiegłego. Przeciętnie używali ich w tym okresie dłużej, bo przez 98 tys. dni, wobec 76 tys. dni rok wcześniej, co oznacza 29% wzrost. Spodziewam się, że w najbliższych miesiącach popyt na taką usługę będzie rósł, na skutek wejścia w życie rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego dotyczących likwidacji szkód komunikacyjnych. Żeby zaspokoić oczekiwania naszych partnerów i klientów, w tym roku zwiększymy dostępną flotę o 15%, do ponad 37 tys. pojazdów.– mówi Piotr Ruszowski, prezes Mondial Assistance.

Kiedy dostaniemy auto zastępcze?

To, w jakich sytuacjach dostaniemy auto zastępcze i na jak długo zależy od warunków umowy, którą zawarliśmy lub pakietu dodanego do auta. W podstawowych wariantach assistance dodawanych bezpłatnie np. do OC komunikacyjnego zwykle takiej możliwości w ogóle nie ma. Pojawia się ona dopiero w dodatkowo płatnych pakietach. I tu również zakres pomocy zależy od ich ceny. W tańszych dostaniemy samochód zastępczy tylko po wypadku. W droższych również w razie awarii lub kradzieży. Im droższy wariant, tym dłuższy jest też okres, na jaki możemy dostać samochód, może to być od 4 do nawet 30 dni. Możemy też liczyć na to, że ubezpieczyciel podstawi samochód zastępczy na miejsce zdarzenia. W szerszych wariantach jest też możliwe, że odbierze go od nas np. po zakończeniu naprawy.

Koszt takiego ubezpieczenia to mniej więcej 100-200 zł rocznie. Za taką kwotę moglibyśmy wynająć samochód zastępczy na wolnym rynku na 1-2 dni. Dlatego, jeśli samochód jest nam niezbędny do pracy czy po prostu w codziennym życiu warto zdecydować się na możliwe szeroki pakiet assistance – argumentuje Piotr Ruszowski.

Ze statystyk jego firmy wynika, że 21% interwencji w razie problemów z samochodem dotyczy udostępnienia samochodu zastępczego. Bardziej popularną formą pomocy jest tylko usługa holowania (61% przypadków). Najczęściej interwencja asystora jest konieczna po awarii (75% przypadków) i wypadku (19%).

Kto potrzebuje aut zastępczych?

Warto podkreślić, że podstawiany samochód zastępczy musi być alternatywą dla tego przez nas używanego. Jeśli więc mamy samochód dostawczy, to nie dostaniemy auta osobowego. Jeśli jeździmy autem klasy F, czyli luksusowym, nikt nie zaproponuje nam samochodu z segmentu A.

W przypadku programów assistance producentów samochodów podstawowym wymogiem jest zapewnienie dostarczenia auta nie tylko tej samej klasy, ale też marki. Szczególnie dotyczy to programów aut z segmentu premium – mówi Piotr Ruszowski.

Zwraca uwagę, że w 2021 r. pojazdy z segmentu premium np. marki BMW, Mercedes i Audi plasowały się w czołowej dziesiątce sprzedaży nowych pojazdów. W konsekwencji rośnie też zapotrzebowanie na takie samochody zastępcze. Dlatego w tym roku co szóste auto zasilające flotę dostępnych aut zastępczych Mondial Assistance, należy do segmentu premium.

Obecnie około 58% udostępnianych przez nas pojazdów należy do segmentu budżetowego. Co trzecie auto jest zaliczane do segmentu premium. 8% udostępnień dotyczy samochodów dostawczych. W tych dwóch ostatnich segmentach obserwujemy największy wzrost zapotrzebowania na samochody zastępcze  – wylicza Piotr Ruszowski.

Skalę wzrostu zainteresowania samochodami zastępczymi pokazują dane dotyczące rozbudowy dostępnej dla klientów floty pojazdów. Na koniec roku ma być o niemal jedną trzecią więcej samochodów dostawczych typu furgon. O 20% wzrośnie liczba specjalistycznych aut dostawczych np. wywrotek, lawet, chłodni itp.

Widzimy, że przedsiębiorcy wykorzystujący auta do pracy są coraz bardziej świadomi, jakie koszty wynikają z braku dostępu do takich samochodów i częściej decydują się na zawarcie ubezpieczenia, które zapewni im ciągłość działania – mówi Piotr Ruszowski.

Rekomendacje zwiększą zainteresowanie

Warto zwrócić uwagę, że w tym tygodniu Komisji Nadzoru Finansowego ogłosiła rekomendacje dotyczące likwidacji szkód z polis OC komunikacyjnego. Określają więc one zasady postępowania wobec poszkodowanych w wypadkach. W porównaniu do wytycznych z 2014 r. pojawiły się między innymi dwa nowe elementy, które będą wpływały na większy popyt na auta zastępcze.

Rekomendacja 21 mówi m.in. o obowiązku przekazania poszkodowanemu zgłaszającemu szkodę informacji o zasadach uznawania kosztów wynajmu pojazdu zastępczego. Rekomendacja 22 określa zasady, jakimi powinien kierować się ubezpieczyciel, oferując samochód zastępczy poszkodowanemu. Z kolei rekomendacja 16 przewiduje, że elementem tzw. kompleksowej likwidacji szkody ma być zapewnienie pojazdu zastępczego na czas naprawy. Spodziewam się, że na skutek tych rekomendacji standardem stanie się przedstawianie klientom propozycji podstawienia samochodu zastępczego i zabrania uszkodzonego do warsztatu naprawczego – mówi Piotr Ruszowski.

Komisja Nadzoru Finansowego oczekuje, że rekomendacje będą stosowane przez zakłady ubezpieczeń nie później niż od 1 listopada 2022 r.

Urlopy bez tajemnic. Kto, jak długo i z jakiej okazji odpocznie od pracy?

Chociaż Polacy narzekają na zbyt mało dni wolnych od pracy – statystyki mówią same za siebie. Liczba dni urlopu wypoczynkowego w Polsce mieści się w średniej krajów europejskich, a o ponad rocznym, płatnym urlopie macierzyńskim mieszkańcy innych zakątków świata mogą tylko pomarzyć. Gdzie korzystanie z odpłatnego urlopu jest normą, a w których krajach otrzymanie płatnych dni wolnych od pracy graniczy z cudem?

Urlopy w Polsce

Według polskiego prawa każda osoba zatrudniona na podstawie umowy o pracę jest uprawniona do skorzystania z urlopu wypoczynkowego.  W zgodzie z art. 161 Kodeksu pracy pracodawca jest zobowiązany udzielić pracownikowi urlopu wypoczynkowego, pod warunkiem że ten uzyskał  do niego prawo. W praktyce etatowcy z ponad 10-letnim stażem pracy otrzymują 26 dni roboczych płatnego urlopu wypoczynkowego. Osoby z mniejszym niż 10 lat stażem – mają natomiast prawo do 20 dni urlopu.

Urlop wypoczynkowy to jednak niejedyne dni wolne od pracy dla Polaków. Każda osoba zatrudniona na etat  może również skorzystać z:

  • 4 dni urlopu na żądanie, który można wykorzystać w dowolnym czasie. Jest rodzajem urlopu wypoczynkowego, a nie dodatkowymi dniami wolnymi. Zgłasza się go telefonicznie, osobiście, mailowo lub pisemnie. Urlop na żądanie to dzień wolny od pracy, który przysługuje w wyniku nieprzewidzianych, nagłych sytuacji losowych. Według art. 1872 Kodeksu pracy informację o urlopie na żądanie należy przekazać najpóźniej w dniu rozpoczęcia urlopu, ale przed godziną  rozpoczęcia  pracy.
  • urlopu okolicznościowego – pogrzeb bliskiego członka rodziny, narodziny dziecka czy własny ślub – to wydarzenia, które uprawniają pracownika do skorzystania z urlopu okolicznościowego. Zgodnie z zapisami Rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Socjalnej urlop okolicznościowy trwa od 1 do 2 dni. Jest to urlop pełnopłatny, pod warunkiem przekazania pracodawcy w późniejszym terminie odpisu aktu zgonu, małżeństwa czy też narodzin dziecka.
  • urlopu macierzyńskiego, tacierzyńskiego i rodzicielskiego – urlop macierzyński jest związany z okresem ciąży i udzielany kobietom spodziewającym się dziecka. Polki mają prawo do 20 tygodni urlopu macierzyńskiego po narodzinach dziecka, a 6 tygodni można wykorzystać bezpośrednio przed porodem. Co ciekawe, liczba dni urlopu macierzyńskiego jest związana z mnogością ciąży. Mamy bliźniaków mogą wykorzystać 31 tygodni płatnego urlopu, a mamy trojaczków (i więcej) aż 37 tygodni. Warto nadmienić, że urlop macierzyński jest płatny. Wysokość świadczenia w tym okresie jest uzależniona od średniej zarobków z ostatnich 12 miesięcy poprzedzających przejście na urlop. Ale to jeszcze nie koniec możliwości urlopowych dla rodziców w Polsce. Urlop rodzicielski to 32 tygodnie i 34 tygodnie (przy większej liczbie dzieci) płatnego urlopu dla matki lub ojca. Można go wykorzystać bezpośrednio po urlopie macierzyńskim i tym samym zachować ciągłość opieki nad dzieckiem, ale istnieje również możliwość jego podziału. Urlop rodzicielski można rozłożyć na maksymalnie 4 części, przy czym każda z nich wynosi wówczas 8 tygodni.
  • urlopu wychowawczego – to bezpłatny urlop na wychowanie dziecka, który  trwa maksymalnie 36 miesięcy (3 lata). Co istotne – nie trzeba wykorzystywać go w pełnym wymiarze czasu. Rodzice mogą zdecydować, z ilu tygodni urlopu skorzystają. Urlop wychowawczy dla jednego rodzica może wynieść maksymalnie 35 miesięcy, ponieważ 1 miesiąc jest zawsze zarezerwowany dla drugiego opiekunka (matki lub ojca), niezależnie od tego, czy on z niego skorzysta.
  • urlopu ojcowskiego w wymiarze to 14 dni (płatny 100 proc.).
  • urlopu bezpłatnego, który może trwać od kilku dni do kilku miesięcy. Ile dokładnie? Co ciekawe, chociaż urlop ten jest regulowany przepisami Kodeksu pracy, to dokument ten nie zawiera informacji o maksymalnym limicie wolnych dni. Pracodawca może zgodzić się na udzielenie urlopu bezpłatnego, a swojej odmowy nie musi niczym uzasadniać.
  • urlopu szkoleniowego przysługującego wtedy, gdy pracownik podnosi swoje kwalifikacje – korzysta ze szkoleń wewnętrznych lub zewnętrznych. W zależności od rodzaju szkolenia pracownik może skorzystać z 6 do 21 dni roboczych.

Zeszłoroczne badanie TNS Kantar i ZBP wskazuje, że niemal połowa ankietowanych Polaków wykorzystuje urlop wypoczynkowy w jednorazowym wymiarze od 7 do 10 dni. Na dłuższy wypoczynek wybiera się niespełna 11 proc. badanych. Może to wynikać z kilku czynników: możliwości finansowych, odpowiedzialności zawodowej, chęci podzielenia urlopu wypoczynkowego na kilka transz lub obawy o niezadowolenie pracodawcy z dłuższej nieobecności w pracy. Z niecierpliwością wyczekujemy tegorocznych wyników badania – zakładam, że wysoka inflacja będzie miała realne przełożenie na długość urlopu Polaków w 2022 roku – mówi Krzysztof Wojtas, prezes zarządu BrainSHARE IT, producenta programu SaldeoSMART.

Swego nie znacie, cudze chwalicie. Urlopy w innych krajach

Zaplecze urlopowe w Polsce wcale nie jest tak złe, jak można by się spodziewać. Niejeden rodzic z Dubaju czy USA może tylko pomarzyć o rocznym, płatnym urlopie związanym z wychowaniem dziecka. Wiele młodych matek z żalem oddaje pod opiekę niespełna dwu-, trzymiesięczne dzieci, by z laktatorem pod pachą szybko wrócić do pracy.

Urlopy w Stanach Zjednoczonych

American Dream w urlopowym wydaniu wcale nie prezentuje się tak bajkowo, jeśli pod ocenę bierze się płatny wypoczynek od pracy. Dla wielu szokujące jest to, że zatrudnionym w USA nie przysługuje ani jeden dzień urlopu wypoczynkowego, a płatny urlop rodzicielski nie istnieje (z wyjątkiem kilku stanów, które ustanowiły odrębne przepisy w zakresie udzielenia urlopu rodzicielskiego, jak np. Kalifornia). Na co zatem mogą liczyć zatrudnieni w USA?

To jedynie 12 tygodni bezpłatnego urlopu rodzinnego, który przysługuje zaraz po urodzeniu dziecka (lub po jego adopcji). Urlop ten może być udzielony wyłącznie pod pewnymi warunkami, a i wiele zależy od dobrych chęci pracodawcy. Ci najhojniejsi oferują rodzicom częściowe wynagrodzenie podczas trwania urlopu rodzicielskiego.

Zrelaksowany jak Francuz

Oprócz tego, że we Francji obowiązuje skrócony, 35-godzinny tydzień pracy, pracownicy mogą wykorzystać aż 30 dni płatnego urlopu w ciągu roku, przy czym jednorazowo może to być maksymalnie 24 dni. Pozostałe 6 dni należy wykorzystać w innym terminie.

Francuski indemnities journaliers de maternite (świadczenie z tytułu płatnego urlopu macierzyńskiego) przysługuje kobietom, które przerywają pracę na czas urlopu macierzyńskiego. Wynosi on 16 tygodni (6 przed porodem i 10 tygodni po porodzie) i jest powiększany o kolejne tygodnie w zależności od liczby dzieci, aż do 46 tygodni (w przypadku ciąż mnogich). Ojcom przysługuje z kolei urlop ojcowski w wymiarze od 11 do 18 płatnych dni, które mogą wykorzystać do 4 miesięcy po narodzinach dziecka.

Urlopy w Niemczech – podobnie jak w Polsce

W Niemczech minimalna długość urlopu wypoczynkowego (minimalna, bo często zapisy umowy o pracę wydłużają ten czas) wynosi 24 dni w przypadku 6-dniowego tygodnia pracy i 20 dni, gdy tydzień roboczy ma 5 dni. Do nich należy jednak również doliczyć dodatkowe 10 dni w roku, które są wolne od pracy z mocy ustawy. Zatrudnieni w Niemczech mogą również skorzystać z bezpłatnego urlopu na zasadach podobnych jak w Polsce. Urlop rodzicielski w Niemczech wynosi natomiast maksymalnie 24 miesiące, które można podzielić na części i wykorzystać dowolnie do czasu ukończenia przez dziecko 3 roku życia.

Wielka Brytania – urlop po angielsku

W Wielkiej Brytanii pracownik otrzymuje prawo do 28 dni płatnego urlopu wypoczynkowego zaraz po rozpoczęciu pracy. Jednak to pracodawca ma decydujący głos o długości urlopu i może według własnego uznania zwiększyć liczbę dni wolnych od pracy.

Osoby zatrudnione na wyspach mogą liczyć również na to, że ich urlop będzie związany z wyższym wynagrodzeniem, bowiem świadczenie urlopowe wypłacane jest ze średniej zarobków (włącza się w nią również płatne nadgodziny). Płatny urlop macierzyński w UK trwa 52 tygodnie. Jest podzielony na dwie części – podstawową, która trwa 26 tygodni, i dodatkową, trwającą drugie 26 tygodni.

Japonia – mekka pracoholików

Japończycy są bardzo pracowici i ambitni. Nie tylko  pracują nawet po 13 godzin na dobę przez 6 dni w tygodniu, ale na dokładkę przysługuje im bardzo mało dni wolnych od pracy. Urlop macierzyński w Japonii trwa jedynie 14 tygodni (sześć tygodni przed porodem i osiem tygodni po porodzie).

Urlop wypoczynkowy w Japonii trwa 20 dni, ale przysługuje tylko tym, którzy przepracowali minimum 6,5 roku. Co ciekawe, jeśli osoba zatrudniona w Japonii zachoruje, może nie przychodzić do pracy, ale dni poświęcone na chorowanie będą jej odebrane z urlopu wypoczynkowego… Urlop okolicznościowy w Japonii trwa dłużej niż w Polsce, bo aż 5 dni, jednak wynika to jedynie z kultury i obyczajów religijnych Japończyków.

Hiszpania – rekordziści w liczbie dni urlopów okolicznościowych

Urlop wypoczynkowy w Hiszpanii przysługuje każdej zatrudnionej osobie i wynosi aż 30 dni. Na szczególną uwagę zasługuje jednak długość płatnego urlopu okolicznościowego, który w Hiszpanii trwa nawet 15 dni. Może on być udzielony zarówno z okazji ślubu, jak i z powodu przeprowadzki.

Podstawowy urlop macierzyński w Hiszpanii ma wymiar 16 tygodni (plus 2 dodatkowe tygodnie na każde dziecko w przypadku ciąż mnogich). Podobnie jak w Polsce, w Hiszpanii istnieje również prawo do skorzystania z bezpłatnego, trzyletniego urlopu wychowawczego.

Belgia – pierwszeństwo do urlopu wypoczynkowego dla rodziców

Długość urlopu wypoczynkowego udzielanego osobom zatrudnionym w Belgii jest uzależniona od stażu ich pracy. Płatny urlop wypoczynkowy w maksymalnym wymiarze może wynieść 24 dni robocze. Co ciekawe, pierwszeństwo w wykorzystaniu urlopu wypoczynkowego mają zawsze pracownicy będący rodzicami dzieci w wieku szkolnym!

Urlop macierzyński w Belgii trwa 15 tygodni plus dodatkowe 10 dni z okazji urodzenia się dziecka (3 dni płatne w 100 proc., kolejne 7 dni płatne 82 proc.). Kobieta pracująca w Belgii ma zakaz pracy na 7 dni przed planowanym terminem rozwiązania.

Szwecja – preferencyjne warunki urlopowe dla rodziców

W Szwecji bardzo duży nacisk kładzie się na wychowanie dzieci. To właśnie dlatego rodzice mają prawo do 480 dni urlopu po urodzeniu lub adoptowaniu dziecka. W tym czasie otrzymują 80 proc. maksymalnego wynagrodzenia. Co więcej, każdy rodzic planujący wrócić do pracy przed ukończeniem przez dziecko 8 roku życia może na życzenie zmniejszyć wymiar pracy o jedną czwartą. Liczba dni urlopu wypoczynkowego w Szwecji wynosi natomiast 25 dni roboczych.

W porównaniu warunków urlopowych w różnych krajach świata Polska wcale nie wypada źle. Najwięcej dni wolnych od pracy w Europie oferuje Francja, zaraz po niej Słowenia, Węgry i Cypr. Najmniej urlopu wypoczynkowego, bo jedynie 18 dni, otrzymają natomiast osoby zatrudnione w Irlandii. A jak wygląda sytuacja z faktycznym wykorzystaniem przyznanych dni na wypoczynek od pracy? Dopiero w przyszłym roku można będzie ocenić, czy galopująca inflacja wpłynie na wakacyjne plany zatrudnionych nie tylko w Polsce i Europie, ale też na całym świecie.

Zasiłek macierzyński zwolniony z PIT

Obecne zmiany w ramach Polskiego Ładu obejmują także zasiłki macierzyńskie dla mężczyzn (za okres urlopu ojcowskiego) i kobiet. Z dniem 1 lipca są one zwolnione z podatku dochodowego od osób fizycznych do kwoty 85 tys. 528 złotych w skali roku. 

Do tej pory osoby sięgające po ulgę zwolnienia z PIT, które pobierały zasiłek macierzyński w okresie od stycznia do czerwca 2022 roku, od tego świadczenia opłacały podatek. – W obliczu nowelizacji przepisów w ramach Polskiego Ładu, z dniem 1 lipca zasiłki wypłacane zarówno przez pracodawcę, jak i ZUS nie mogą być pomniejszone o zaliczkę na podatek dochodowy. Podkreślić należy, iż zmiana ta dotyczy zarówno kobiet pobierających zasiłek macierzyński za okres urlopu macierzyńskiego oraz urlopu rodzicielskiego, jak również mężczyzn pobierających zasiłek macierzyński za okres urlopu ojcowskiego – mówi Maciej Blajer z Systim.pl

Choć nowe przepisy dotyczące zwolnienia podatkowego weszły już w życie 1 lipca br., to jednak zaczną one obowiązywać z mocą wsteczną – zwolnieniem z podatku dochodowego zostaną bowiem objęte wszystkie zasiłki macierzyńskie wypłacone od dnia 1 stycznia 2022 roku.

Ze zwolnienia podatkowego może skorzystać osoba, która pobiera zasiłek macierzyński i ma prawo skorzystać z jednej z poniższych ulg podatkowych:

  • ulgi dla młodych, która przysługuje osobom, które nie ukończyły 26. roku życia,
  • ulgi na powrót, która przysługuje osobom, które na stałe wracają do Polski z zagranicy,
  • ulgi dla rodzin 4+, która przysługuje osobom, które wychowują co najmniej czwórkę dzieci,
  • ulgi dla pracujących seniorów, która przysługuje osobie pracującej po osiągnięciu wieku emerytalnego (60 lat – kobieta, 65 lat – mężczyzna, zasiłek macierzyński może przysługiwać pracującemu seniorowi, m.in. jeśli przyjmie dziecko lub dzieci na wychowanie).

Co należy zrobić, aby ZUS zastosował zwolnienie przy naliczaniu zaliczki na PIT? – W tym celu niezbędne jest złożenie do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych odpowiednich dokumentów. Jeśli chodzi o osoby korzystające z ulgi dla młodych, powinny one złożyć wniosek o obliczenie zaliczek z uwzględnieniem zwolnienia.  W sytuacji, gdy mamy do czynienia z osobami korzystającymi z pozostałych ulg, wtedy powinny one sięgnąć po oświadczenie o spełnieniu warunków do stosowania ulgi – podkreśla ekspert z Systim.pl.

Na koniec warto podkreślić, iż w sytuacji zmiany stanu faktycznego, który ma wpływ na stosowanie zaliczki na podatek dochodowy od osób fizycznych, ZUS musi być o tym poinformowany. Co ważne, możliwe jest cofnięcie złożonego wniosku o zastosowanie ulgi.

7 na 10 firm nie może znaleźć pracowników z potrzebnymi umiejętnościami

7 na 10 pracodawców w Polsce boryka się z trudnościami w zrekrutowaniu nowych pracowników z aktualnie poszukiwanymi umiejętnościami – potwierdza opublikowany dziś raport ManpowerGroup „Niedobór talentów”. To wciąż dużo, jednak skala ta jest mniejsza niż jeszcze rok temu, gdy rekrutacja zakończona sukcesem była wyzwaniem dla 81% pracodawców w naszym kraju. Poziom niedoboru talentów wrócił do takiego samego rozmiaru, z jakim rynek pracy mierzył się przed wybuchem pandemii, w 2019 roku. Raport potwierdza również, że najtrudniej jest znaleźć u kandydatów umiejętności z obszaru IT & analizy danych, logistyki & operacji oraz obsługi klienta. Z wyzwaniem w pozyskaniu odpowiednich osób do pracy zmaga się cały świat – w skali globalnej odnotowuje je 75% firm.

Zgodnie z deklaracjami polskich pracodawców najtrudniejszymi do znalezienia wśród kandydatów umiejętnościami są te z obszaru IT & analizy danych – wskazało na nie 32% przebadanych polskich firm. Na drugim miejscu znalazły się logistyka i operacje (29%), a następnie obsługa klienta (27%), HR (26%) oraz sprzedaż i marketing (23%). Branżą, w której firmy odczuwają największy problem z rekrutacją pracowników jest gastronomia i hotelarstwo – aż 85% organizacji z tego sektora mierzy się z niedoborem talentów. Równie duży niedobór rąk do pracy odczuwa bankowość i finanse (77%), budownictwo (75%) oraz produkcja (75%).

Skala trudności w zrekrutowaniu pożądanych pracowników nadal utrzymuje się na wysokim poziomie, jednak wynik jest niższy o 11 punktów procentowych niż rok temu. W raporcie z 2021 roku o braku kandydatów mówiło 81% firm, w 2019 roku było to o 11 punktów procentowych mniej, czyli 70% – dokładnie tyle, ile pokazuje tegoroczna analiza.

– Najnowsze wyniki raportu Manpower o niedoborze talentów dobitnie pokazują wyzwania, z jakimi mierzy polski rynek pracy. 70% pracodawców mówiących o trudnościach w pozyskaniu niezbędnych talentów to pokłosie zarówno nadal bardzo niskiego poziomu bezrobocia, jak i niedopasowania kompetencyjnego kandydatów na rynku do tak dynamicznie zmieniającej się specyfiki i organizacji wielu firm – mówi Kamil Sadowniczyk, dyrektor Manpower Polska.

Największe problemy ze znalezieniem osób z pożądanymi kwalifikacjami zgłaszają małe (zatrudniające od 10 do 49 osób) i średnie (50 – 250) przedsiębiorstwa – 74% z nich mówi o trudnościach w dostępności rąk do pracy. Problem zauważa również 68% dużych organizacji (ponad 250 osób) oraz 67% mikroprzedsiębiorstw (do 9 osób).

Zdaniem eksperta, pracodawcy funkcjonują w otoczeniu dużej niepewności, ale też ogromnych niedoborów, a liczne czynniki zewnętrzne będą jedynie zwiększały dynamikę tych zmian. – Ostatnie dwa lata charakteryzowała zarówno transformacja cyfrowa, jak i umacniający się trend automatyzacji w przedsiębiorstwach produkcyjnych czy logistycznych. W efekcie znacząco szybciej rośnie zapotrzebowanie na nowe kompetencje, niż ich podaż na rynku – mówi Kamil Sadowniczyk.

Jak dodaje ekspert, nie można jednak pominąć czynników, pod wpływem których znajduje się obecnie polska gospodarka, a w rezultacie rynek pracy. – Wciąż notowane są duże zakłócenia w globalnym łańcuchu dostaw, które wymagają od firm jeszcze większej elastyczności. Są one jednak przyczyną decyzji o przenoszeniu części łańcucha do Europy, w tym do Polski, co nasila zapotrzebowanie na kandydatów. Z drugiej strony mamy do czynienia z szalejąca inflacją oraz presją płacową, czy też niemal spiralą inflacyjną, której ryzyko jest bardzo wysokie przy wysokich oczekiwaniach kandydatów na rynku o tak dużym niedoborze. Jedną z konsekwencji takiej sytuacji, może być właśnie nadal utrzymujący się na bardzo wysokim poziomie wskaźnik niedoboru talentów – podsumowuje Kamil Sadowniczyk.

Jak wygląda sytuacja niedoboru talentów w ujęciu globalnym? Wyzwania związane z pozyskiwaniem pracowników o pożądanych kompetencjach zgłasza 75% firm na świecie, co jest wskaźnikiem o 5 punktów procentowych wyższym niż ten notowany w Polsce. Największe niedobory talentów na rynku pracy wskazują przedsiębiorstwa w Tajwanie (88%), w Portugalii (85%), Singapurze (84%), Chinach (83%) i Hong Kongu (83%). Polska zajęła 32 miejsce w globalnym rankingu, co stanowi 4. miejsce wśród państw europejskich z najmniejszym niedoborem talentów. Mniejsze trudności ze znalezieniem kandydatów z odpowiadającymi firmom kwalifikacjami w Europie notują organizacje z Czech (49%), Słowacji (56%) oraz Holandii (66%).

O badaniu: Badanie „Niedobór talentów” zostało zrealizowane na próbie 522 pracodawców w Polsce i 40 000 firm na świecie. Celem badania było zmierzenie skali trudności w pozyskiwaniu nowych pracowników o pożądanych kompetencjach. Raport prezentuje dane w podziale na 6 regionów Polski i 6 sektorów rynku. W raporcie znajdują się również dane na temat umiejętności, w tym również kompetencji miękkich, najtrudniejszych do znalezienia u kandydatów. Badanie zostało zrealizowane pomiędzy 1 a 29 kwietnia 2022 roku, zatem odzwierciedla wpływ konfliktu
w Ukrainie na rynek pracy w Polsce.

W stronę organizacyjnego dobrostanu

Doświadczenie pandemii uświadomiło wszystkim uczestnikom rynku pracy, że w zmieniającej się nagle rzeczywistości umiejętność budowania zmotywowanych, silnych zespołów jest kluczowa. Dlatego dziś to dyrektorzy HR przejmują centralną rolę w firmach i stają się inicjatorami zmian w strategiach biznesowych. Coraz częściej są określani mianem people & culture managerów, których głównym celem jest tworzenie rozwiązań wspierających elastyczność, empatię, wspólne wartości, inkluzywność, a także zdrowie psychiczne, kondycję i rozwój pracowników. Od powodzenia w ich pracy wiele zależy, bo to właśnie te czynniki będą przyciągać najlepszych kandydatów i decydować o sile firm w czasach, w których pewne jest tylko to, że nie ma nic pewnego.

Mówi się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Tak też można by podsumować jednym zdaniem zmiany, które zaszły na rynku pracy po ciężkich dwóch latach zmagania się z pandemią. Wszyscy doświadczyliśmy w tym czasie trudnych, a często traumatycznych sytuacji, które dotknęły w niemal równym stopniu naszego życia prywatnego i zawodowego, jeszcze mocniej je ze sobą wiążąc. Między innymi to sprawiło, że w nowej popandemicznej rzeczywistości wzrosła ranga i znaczenie dyrektorów HR, określanych od pewnego czasu coraz częściej mianem people & culture managerów. Stają się oni strategicznymi partnerami w zarządzaniu biznesem, inicjatorami zmian, które wyprzedzą niekorzystne zjawiska zachodzące w otoczeniu rynkowym i zapobiegną ich negatywnemu wpływowi na firmę i jej wyniki. Wiele zatem zależy od ich skuteczności, inicjatywy, kreatywności i intuicji. Do najważniejszych wyzwań należy zaś dostarczenie rozwiązań, które pomogą świadomie obrać kierunek, planować i przechodzić przez transformację, a także wspieranie rozwoju silnych liderów i budowanie postaw w duchu agile.

Po trudnych doświadczeniach ostatnich dwóch lat widać już wyraźnie, że nie da się tych celów osiągnąć, jeśli w centrum uwagi managerów nie stanie człowiek i jego szeroko pojęty dobrostan, obejmujący zdrowie, relacje międzyludzkie, poczucie bezpieczeństwa i wspólne wartości. Tego właśnie oczekują dziś pracownicy od swoich liderów i takie środowisko pracodawcy muszą im zapewnić. Z punktu widzenia firmy doradczej Michael Page zmianę tę widzimy w szerszej perspektywie: z jednej strony poszukujemy osób o odpowiednich kompetencjach na stanowiska people & culture managerów, z drugiej specjaliści z tego obszaru zlecają nam rekrutację pracowników do innych działów w ich firmach. Czym zatem organizacje mogą przyciągnąć dziś najlepszych kandydatów i jakie wyzwania stoją przed osobami zarządzającymi obszarem HR?

Nie wszystko złoto

Jedno trzeba sobie powiedzieć wprost: sukcesy będą odnosić tylko ci pracodawcy, którzy zrozumieją, że świat się zmienił i zmienili się pracownicy. Wysokość zarobków, mimo rosnącej inflacji, nie stanowi dziś najważniejszego i jedynego kryterium, decydującego o wyborze miejsca pracy. Oczywiście nadal perspektywa rosnącej pensji wpływa na decyzję o pozostaniu w danej firmie, ale równorzędną rolę odgrywa w niej zdrowe środowisko pracy, o którego jakość dba właśnie obszar HR. Składa się na nie dobra, bezstresowa atmosfera, interpersonalna dojrzałość emocjonalna w zespole, możliwość wymiany doświadczeń i rozwoju, a także wysoki poziom bezpieczeństwa. To właśnie takie otoczenie zapobiega wypaleniu zawodowemu i zaburzeniom depresyjnym, będących doświadczeniem coraz większej liczby pracowników.

Kluczowe wyzwania dla dyrektora HR – czy właśnie już people & culture managera – firmy chcącej przyciągnąć najlepsze talenty wiążą się też ze znalezieniem takich rozwiązań na poziomie operacyjnym oraz w zakresie kultury organizacyjnej, które będą sprzyjały szeroko pojętej równowadze między pracą a życiem prywatnym. Istotne jest także zaangażowanie w akcje społeczne oraz zapewnienie benefitów adekwatnych do realnych i aktualnych potrzeb. Potwierdza to m.in. badanie Michael Page, przeprowadzone na 5000 pracownikach i kandydatach w całej Europie. 59% badanych twierdzi w nim, że chętnie pozostałaby przy pracy zdalnej lub hybrydowej, a wśród kobiet ten odsetek wynosi nawet 63%. Jednocześnie dla 50% ważne są więzi społeczne w miejscu pracy. Trzy czwarte (75%) respondentów zadeklarowało też chęć pracy dla firmy zaangażowanej w społeczną odpowiedzialność biznesu, przede wszystkim (97%) w obszarze praw człowieka.

Jeśli chodzi o benefity, najważniejsze dla pracowników są dziś korzyści związane z opieką zdrowotną, zarówno na poziomie fizycznym, jak i psychicznym. We wspomnianym badaniu Michael Page prywatna opieka zdrowotna dla siebie i rodziny okazała się priorytetowa dla 51% respondentów.

Międzynarodowe badanie Ipsos przeprowadzone w 28 krajach świata na przełomie listopada i grudnia 2020 dla Światowego Forum Ekonomicznego pokazuje, że w czasie pandemii 56% osób pracujących odczuwało lęk związany z bezpieczeństwem pracy, a 55% stres wynikający z nowej organizacji pracy i życia rodzinnego (np. opieka nad dziećmi) lub trudności związane ze znalezieniem równowagi pomiędzy pracą a innymi sferami życia. Dlatego wszelkie działania i benefity zmniejszające te właśnie zjawiska znajdują się obecnie w głównym spektrum zainteresowania osób zajmujących się obszarem HR – i to zarówno, gdy poszukują pracowników, jak gdy sami rozważają ofertę pracy.

Papier wszystko przyjmie?

Nowa rzeczywistość wymaga jednocześnie nowego przywództwa, mądrych liderów, którzy zapewnią empatyczne relacje, zdecydowane działania i człowieczeństwo, zamiast ciągłego nadzoru i oczekiwania stałej dostępności – i to nie tylko na poziomie sloganów na ścianach biura. To bardzo korzystna dla wszystkich tendencja. Rolą nowoczesnego people & culture managera będzie tu więc tworzenie odpowiednich narzędzi wspierających u zarządzających ten styl pracy w duchu agile. Przykładowo partnerskie relacje mogą polegać m.in. na tym, że obie strony potrafią zdefiniować i jasno wyrazić realistyczne oczekiwania, a także odpowiednio reagować na zmiany i dostosowywać się do bieżących wyzwań, np. podczas ustalania modelu pracy hybrydowej. Nowym priorytetem dla obszaru HR jest też takie budowanie kultury organizacyjnej, która zintegruje obszar online i offline, a także przesunięcie punktu ciężkości z obecności na zaufanie.

 

Wszelkie zmiany w systemie wartości firmy – zarówno w sensie operacyjnym, jak i niezwiązanym bezpośrednio z biznesem – muszą jednak wynikać z autentycznych potrzeb ludzkich, a nie jedynie pustych deklaracji. Tylko wtedy przełożą się na rzeczywistą transformację, mocniejsze wewnętrzne relacje, mniejszy dystans, silniejszą organizację i co za tym idzie, stabilność i efektywność. Dlatego też, aby te cele osiągnąć, rola people & culture managera wymaga wielu miękkich kompetencji, sporą intuicji oraz inteligencji emocjonalnej.

ESG – strategiczne podstawy wzrostu konkurencyjności

Obecny coraz mocniej trend uwzględniania w ocenach spółek czynników ESG, czyli troski o środowisko, szeroko rozumianej odpowiedzialności społecznej oraz ładu korporacyjnego, także istotnie wpływa na kierunek zmian w obszarze HR. I nie jest to już, jak niegdyś, kwestia tylko reputacji, wizerunku, ale realnych wyników, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że dziś w niemal każdej branży mamy do czynienia z tzw. rynkiem kandydata. W zjawisko to dokładnie wpisuje się stopniowa, już zawuważalna transformacja stanowiska dyrektora HR w funkcję odgrywającego strategiczną rolę people & culture managera, przed którym zmiana ta otwiera jednocześnie nowe perspektywy i szersze możliwości działania. Zróżnicowany, dobrze zintegrowany zespół pracowników owocuje bardziej różnorodną, elastyczną i otwartą organizacją, która lepiej poradzi sobie nawet z niespodziewanymi dużymi zmianami w otoczeniu rynkowym. Zwiększa też na co dzień kreatywność i wydajność, dzięki otwarciu na kandydatów i talenty ze środowisk lub w wieku wcześniej rzadko branym pod uwagę. Nowoczesne firmy, które stawiają czoło uprzedzeniom związanym z płcią i wiekiem – począwszy od sformułowań, których używają w ogłoszeniach, a skończywszy na skutecznych działaniach integrujących – tworzą też bardziej sprawiedliwe i atrakcyjne miejsca pracy, a to daje im istotną przewagę konkurencyjną.

Tak więc, jak wspomniałem na wstępie: nie ma tego złego… i obecna nowa, popandemiczna rzeczywistość ma – szczególnie z punktu widzenia naszego ogólnego dobrostanu związanego z pracą – bez wątpienia swoją bardzo pozytywną stronę. Elastyczność, równowaga, mocne relacje międzyludzkie i różnorodność to wartości, z których przecież mogą czerpać wszyscy: i pracodawcy, i pracownicy.

Sebastian Szurek, Senior Executive Manager, Head of Michael Page Poznań

Produkty śniadaniowe zdrożały w ciągu dwóch lat o 71 proc.

Indeks śniadaniowy eToro, składający się z bieżących globalnych cen dziewięciu artykułów spożywczych, w ciągu dwóch lat podrożał o 71 proc. – znacznie bardziej niż sugeruje oficjalna inflacja. Najbardziej, bo o 124 proc. – wzrosła cena soku pomarańczowego.. Najmniej – bo tylko 7 proc. – wzrosła cena kakao.

W ciągu dwóch lat, światowe ceny produktów potrzebnych do standardowego śniadania, wzrosły o 70 proc. To znacznie więcej niż wynosiła oficjalna inflacja (CPI) która w tym samym czasie (skumulowana) wyniosła w Polsce 20,7 proc. Oznacza to, że firmy z branży spożywczej mają pole do dalszych podwyżek cen, by podążać za globalnymi cenami. Silne wzrosty cen żywności bardziej uderzają w osoby mniej zamożne, w przypadku których udział produktów żywnościowych w koszyku jest większy.

Indeks śniadaniowy eToro składa się z bieżących globalnych cen dziewięciu artykułów spożywczych, w tym: pszenicy, kakao, płatków owsianych, wieprzowiny, soku pomarańczowego, kawy, mleka i herbaty. Bez większości tych produktów, bezpośrednio lub w formie przetworzonej, nie może się obyć żadne polskie śniadanie.  Od lipca 2020 roku, indeks ten wzrósł o 71 proc. Najważniejszymi czynnikami wywołującymi wzrost cen były wojna na Ukrainie oraz problemy w globalnych łańcuchach dostaw. Także problemy pogodowe dotykające wielu regionów na świecie dołożyły swoją cegiełkę do wzrostów. Rosnące ceny na światowych rynkach odbijają się na konsumentach pod postacią wyższych cen lub pomniejszania opakowań przy utrzymaniu tej samej ceny.

W ciągu dwóch lat, najbardziej zdrożał sok pomarańczowy – aż o 124 proc. Jest to efekt nieudanych zbiorów pomarańczy w USA, spowodowanych złą pogodą oraz chorobami drzew.  Kawa w ciągu dwóch lat podrożała o 94 proc., także z powodu złej pogody oraz problemów w łańcuchach dostaw. O 80 proc. na światowych rynkach wzrosła cena wieprzowiny, co może cieszyć polskich hodowców, ale martwić konsumentów. To głównie efekt wzrostu cen transportu oraz coraz wyższych kosztów pracy.  Najmniej podrożało kakao, które jest tylko o 7 proc. droższe niż dwa lata temu, co jest efektem nadwyżki powstałej z powodu spadku popytu w czasie pandemii.

Niektórzy politycy proponują, by w czasie wysokiego wzrostu cen żywności po prostu mniej jeść. To bardzo radykalne rozwiązanie. Z naszego indeksu wynika, że części wzrostu cen można uniknąć na przykład zamieniając w jadłospisie kawę na kakao albo sok pomarańczowy na herbatę.

Produkt spożywczy Lipiec 2020 =100 Ceny 

Styczeń 2021

Ceny

Lipiec 2021

Ceny

Styczeń 2022

Ceny

Lipiec 2022

Pszenica 100 135 132 158 163
Cukier 100 119 143 149 146
Kakao 100 116 112 115 107
Płatki owsiane 100 106 108 196 183
Sok pomarańczowy 100 117 154 186 224
Mleko 100 113 123 163 178
Kawa 100 116 139 192 194
Wieprzowina 100 113 180 151 180
Herbata 100 115 97 146 140
Indeks śniadaniowy eToro 100 117 133 159 171

Bieżące ceny światowe z pierwszego tygodnia danego miesiąca, w porównaniu do pierwszego tygodnia Lipca 2020 r.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Podaż lokali na rynku wtórnym wzrosła w II kwartale 2022 r.

W drugim kwartale 2022 r. eksperci GetHome.pl zaobserwowali w większości największych miast wzrost popytu na mieszkania z drugiej ręki. Dużo bardziej wzrosła jednak podaż mieszkań. Czy wpłynęło to na ich ceny?

Deweloperzy boleśnie odczuwają skutki gwałtownego wzrostu oprocentowania kredytów hipotecznych oraz rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), która drastycznie ograniczyła zdolność kredytową potencjalnych nabywców mieszkań. Natomiast na rynku wtórnym nie zaobserwowaliśmy do tej pory załamania sprzedaży mieszkań. Oczywiście są miasta, np. Poznań, w których sytuacja może budzić duży niepokój – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Przyznaje, że analizowanie rynku wtórnego bardzo utrudnia fakt, że oferty mieszkań na sprzedaż są rozproszone w wielu portalach ogłoszeniowych i bazach agencji pośrednictwa w obrocie nieruchomościami. Np. w portalu GetHome.pl oferty z rynku wtórnego zamieszcza ok. 1,6 tys. agencji pośrednictwa w obrocie nieruchomościami. Co ważne, trafiają do niego oferty unikalne z potwierdzonymi adresami. GetHome.pl odsiewa bowiem duplikaty, które w niektórych portalach ogłoszeniowych stanowią nawet 80% wszystkich ofert.

Gdzie popyt wzrósł, a gdzie zmalał?

Mimo drożejących kredytów mieszkaniowych, drugi kwartał był nieco lepszy pod względem sprzedażowym od pierwszego. W 7 analizowanych przez nas miastach za pośrednictwem agencji sprzedano łącznie blisko 8 tys. mieszkań, czyli o 3% więcej niż w trzech wcześniejszych miesiącach. Np. w Katowicach popyt wzrósł w drugim kwartale o 21%, choć niepokoić może aż 54% spadek sprzedaży w czerwcu w porównaniu z majem.

Z kolei w Krakowie sprzedaż w drugim kwartale była o 15% większa, we Wrocławiu – o 13%, a w Gdańsku – o 10%. Regres odnotowaliśmy natomiast w Poznaniu, Łodzi i Warszawie o odpowiednio: 26%, 10% i 3%.

To pokazuje, że sytuacja w poszczególnych miastach jest bardzo zróżnicowana. Niewykluczone, że część transakcji w drugim kwartale finalizowały osoby, które decyzję o zakupie mieszkania podjęły dużo wcześniej. W takim przypadku zawierana jest umowa przedwstępna. Potencjalny nabywca wpłaca zadatek, który mógłby stracić w przypadku rezygnacji – komentuje ekspert GetHome.pl.

Ponadto w drugim kwartale mogły finalizować transakcje osoby, którym udało się uzyskać pozytywną decyzję kredytową przed 1 kwietnia. Po tej dacie banki zostały zobowiązane do przyjęcia wspomnianej rekomendacji KNF. Firma brokerska Notus Finanse obliczyła, że w zależności od banku, zdolność kredytowa dla singla obniżyła się od 6% do 38%, zaś dla rodziny 2+1 – od 14% do nawet 42%.

Wykres 1Oczywiście istnieje ryzyko, że kryzys dotrze i na rynek wtórny. Warto zwrócić jednak uwagę, że część potencjalnych nabywców może zmienić preferencje i zamiast kupić mieszkanie od dewelopera, poszuka go na rynku wtórnym. Np. młodych ludzi, którzy obecnie najmują mieszkania, może do tego zachęcić kredyt z gwarantowanym przez państwo wkładem własnym.

Problem w tym, że pole poszukiwań mieszkania za kredyt bez wkładu zawęża limit ceny metra kwadratowego, który jest dużo niższy od średniej rynkowej. Na rynku pierwotnym oferta mieszkań spełniających ten wymóg jest obecnie bardzo skromna. Np. w Łodzi jest to zaledwie 2% łącznej podaży nowych mieszkań z ujawnioną ceną. Natomiast na rynku wtórnym udział mieszkań do kupienia za kredyt bez wkładu własnego jest w tym mieście dużo większy. Z podobną sytuacją mamy obecnie do czynienia z Katowicach i Poznaniu. Ponadto oferta mieszkań używanych rośnie w tym roku z miesiąca na miesiąc.Wykres 2

Coraz więcej mieszkań na rynku

Wygląda na to, że coraz więcej właścicieli mieszkań, którzy nosili się z zamiarem ich sprzedaży doszło do wniosku, że odkładanie decyzji może skutkować koniecznością weryfikacji oczekiwań cenowych. Wśród tych osób mogą być tzw. flipperzy, którzy kupili mieszkania w okresie boomu, żeby zarobić na wzroście ich wartości – mówi Marek Wielgo.

Z danych portalu GetHome.pl wynika, że w 7 analizowanych miastach pośrednicy w obrocie nieruchomościami wprowadzili w drugim kwartale na rynek łącznie blisko 11,6 tys. mieszkań, czyli o 8% więcej niż w poprzednich trzech miesiącach. W Krakowie nowa podaż była aż o 54% większa niż w pierwszym kwartale a w Gdańsku, Katowicach, Wrocławiu i Łodzi o odpowiednio: 45%, 30%, 29% i 13%.Wykres 3

Jednak i w tym przypadku dała o sobie znać specyfika miast. Najwyraźniej ze sprzedażą nie kwapią się właściciele mieszkań w Warszawie i Poznaniu, bo w drugim kwartale na rynek trafiło ich mniej niż w poprzednich trzech miesiącach. W stolicy spadek nowej podaży wyniósł aż 22%. Mimo to wprowadzonych do sprzedaży mieszkań było więcej niż sprzedanych.

W efekcie niemal we wszystkich analizowanych przez nas miastach (wyjątkiem są Katowice) wzrosła liczba mieszkań oferowanych przez agencje pośrednictwa, co jest dobrą wiadomością dla potencjalnych nabywców. Najbardziej wzrósł wybór mieszkań we Wrocławiu (o 31%), Poznaniu (o 27%) i Gdańsku (o 22%). Jak to przełożyło się na ich ceny?Wykres 4

Średnie ceny ofertowe w górę

Z danych GetHome.pl wynika, że w Gdańsku, Krakowie, Łodzi i Poznaniu średnia cena metra kwadratowego mieszkań utrzymała poziom z maja br., a w Katowicach wzrosła o symboliczny 1%. Za to we Wrocławiu średnia w ofercie wzrosła o 4%, zaś w Warszawie o taki sam procent… spadła. Żeby wyjaśnić to zjawisko sięgnęliśmy do danych pokazujących średnie ceny mieszkań wprowadzonych na rynek i sprzedanych, co skutkuje zmianą struktury cenowej mieszkań na rynku. We Wrocławiu średnia wzrosła, bo w ofercie agencji pojawiła się pula mieszkań ze średnią ok. 11,2 tys. zł za m kw., czyli znacznie odbiegającą w górę od średniej w ofercie, która w czerwcu sięgnęła 10,9 tys. zł za metr.Wykres 5

Z kolei w Warszawie z oferty agencji zniknęły drogie mieszkania, których średnia za metr kwadratowy wynosiła 16 tys. zł. Na warszawskim rynku wtórnym pojawiły się zaś lokale ze średnią ceną ok. 14 tys. zł za metr, czyli nieco niższą od średniej ofertowej.

Porównując jednak średnią cenę metra kwadratowego kwartał do kwartału, to wciąż w większości miast odnotowujemy podwyżki. Ich liderem jest Wrocław (6%). W Katowicach i Poznaniu czerwcowa średnia ofertowa była o 3% wyższa niż w marcu. W Gdańsku podwyżka wynosiła 2%, a w Krakowie – 1%. Natomiast w Warszawie i Poznaniu odnotowaliśmy spadek średniej o odpowiednio: 2% i 1%.Wykres 6

Wielu potencjalnych nabywców mieszkań z pewnością zmartwi fakt, że w tym roku, w większości analizowanych miast skurczył się udział mieszkań z ceną poniżej 7 tys. zł za m kw. Najbardziej spektakularną zmianę zaobserwowaliśmy w Łodzi, gdzie w styczniu 62% mieszkań w ofercie agencji pośrednictwa kosztowało mniej niż 7 tys. zł za metr. Po sześciu miesiącach udział takich lokali wynosi 52%! W Warszawie, Krakowie i Gdańsku takie oferty można policzyć dosłownie na palcach.

Wzrósł natomiast odsetek mieszkań z ceną ofertową powyżej 10 tys. zł za m kw. Najbardziej we Wrocławiu – z 37% do 52%. Najwyższy jest oczywiście w Warszawie: 90%. Ceny jednej trzeciej mieszkań na warszawskim rynku wtórnym przekraczają pułap 15 tys. zł za m kw!

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Pożyczka online – 3 najważniejsze kwestie

Pożyczka gotówkowa online jest popularnym produktem finansowym oferowanym przez banki, spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe i instytucje pozabankowe. Jedną z jej największych zalet jest możliwość przeznaczenia środków finansowych na dowolny cel.

Pożyczka online będzie więc strzałem w dziesiątkę, jeśli chcesz zrealizować długo odkładane plany i marzenia, np. wakacyjny wyjazd w tropiki, musisz sfinansować nieprzewidziane wydatki, np. kosztowną naprawę auta, czy opłacić bieżące wydatki.
W ramach pożyczki online pożyczysz od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych, a spłatę rozłożysz na wygodne, miesięczne raty. Dzięki formule online złożysz wniosek (a nawet zawrzesz umowę) szybko, bezpiecznie i wygodnie — bez wychodzenia z domu, w 100% przez internet.

Dla kogo pożyczka online?

Pożyczka online to produkt skierowany do osób, które chcą pożyczyć pieniądze bez wychodzenia z domu i zbędnych formalności. Świetnie sprawdzi się zawsze wtedy, kiedy pieniądze potrzebne są na już, a nawet na przysłowiowe wczoraj. Możliwość wnioskowania o dodatkowe środki przez internet znacząco skraca bowiem całą procedurę i umożliwia otrzymanie pieniędzy nawet w dniu złożenia wniosku.

Zanim sięgniesz po pożyczkę online – 3 najważniejsze kwestie

Aby pożyczka online przyniosła ci realne korzyści, przed zawarciem umowy pożyczkowej zwróć uwagę na trzy kluczowe kwestie. Jakie?

1. Sprawdź szczegóły

Instytucje finansowe często definiują pożyczkę online w odmienny sposób. Co to oznacza w praktyce? W przypadku niektórych określenie to dotyczy pożyczki, o którą możesz wnioskować przez internet (lub także przez telefon). Samo zawarcie umowy wymaga jednak wizyty w oddziale. Inne umożliwiają wykonanie całej procedury — łącznie z zawarciem umowy — bez konieczności wychodzenia z domu, w 100% online.

Przykład.

Kasa Stefczyka w ramach Prostej Pożyczki online (RRSO 8,29%) oferuje swoim klientom dodatkowe środki w wysokości 3000 zł — bez zaświadczeń o zarobkach i dodatkowych formalności. Wstępną informację kredytową otrzymasz w 15 minut, a wszystkich formalności, łącznie z zawarciem umowy dopełnisz online.

2. Uważaj na oszustów

Pożyczek gotówkowych online udzielają nie tylko banki i spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe, ale także pozabankowe instytucje finansowe. Biorąc pod uwagę ograniczone regulacje w zakresie działalności tych ostatnich, korzystanie z ich usług wciąż niesie za sobą spore ryzyko. Pamiętaj, że presja czasu nigdy nie jest dobrym doradcą. Nawet jeśli potrzebujesz pieniędzy jak najszybciej, nie korzystaj z usług przypadkowych pożyczkodawców. Podjęta pod wpływem impulsu decyzja może przynieść ci zdecydowanie więcej szkody niż pożytku.

3. Dostosuj parametry pożyczki do własnych potrzeb

Aby pożyczka online przyniosła wymierne korzyści i nie obciążyła portfela, przed zawarciem umowy porównaj szczegóły dostępnych na rynku produktów, zwracając uwagę przede wszystkim na:

  • maksymalną kwotę finansowania. Jeśli chcesz pożyczyć więcej niż kilkanaście tysięcy złotych, w pierwszej kolejności znajdź pożyczkodawców, którzy zaoferują ci tyle, ile potrzebujesz;
  • Kolejnym krokiem powinna być weryfikacja kosztów finansowania. Dobra pożyczka online nie może być przecież droga. Aby sprawdzić, ile w praktyce zapłacisz za pożyczone pieniądze, zwróć uwagę nie na wartość oprocentowania, lecz na wskaźnik RRSO — rzeczywistą roczną stopę oprocentowania. RRSO zawiera w sobie nie tylko oprocentowanie, ale także wszystkie inne koszty towarzyszące pożyczeniu pieniędzy;
  • wymagane formalności. Jeśli chcesz skrócić i usprawnić całą procedurę, znajdź pożyczkodawców, którzy nie będą wymagać od ciebie dodatkowych zaświadczeń i formalności. Dzięki temu możesz otrzymać pieniądze nawet w dniu złożenia wniosku pożyczkowego.

Pożyczka online to szybki i skuteczny sposób na pozyskanie nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Dostosowana do twoich potrzeb i finansowych możliwości, pozwoli realizować plany i marzenia, bez szkody dla domowego budżetu.

Źródło:
https://www.totalmoney.pl/artykuly/7607254,kredyty-gotowkowe,jak-bezpiecznie-wziac-kredyt-przez-internet-co-trzeba-wiedziec–decydujac-sie-na-kredyt-on-line,1,1

Relokacja uchodźców do mniejszych miast: praca czynnikiem kluczowym

Rząd ogłosił nową strategię międzyresortową mającą na celu systemową pomoc w integracji uchodźców z Ukrainy.  Jednym z pomysłów jest zachęcenie ich do przeniesienia się z dużych aglomeracji miejskich do niewielkich miast do 25 tysięcy mieszkańców i na tereny wiejskie. Temat również podjęto na spotkaniu Zespołu do spraw Uchodźców wojennych z Ukrainy (działającego w ramach Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego). Czy rzeczywiście jest na to szansa?

Większość ukraińskich uchodźców obecnie mieszka w dużych miastach. Według danych opracowanych przez Polski Instytut Ekonomiczny w Warszawie do 12 lipca nadano numery PESEL 120 tys. obywatelom Ukrainy (w stolicy i okalających ją powiatach – 184 tysiącom). To najwięcej w Polsce. Na drugim miejscu znalazł się Wrocław (45 tys.), Kraków (32 tys.) i Poznań (31 tys.). W Warszawie i Wrocławiu  ukraińskim uchodźcom wydano kilkanaście razy więcej numerów PESEL, niż w Olsztynie i Białymstoku.

– Pomysł więc jest bardzo dobry, jednak tej relokacji nie da się zarządzić przymusowo ani poprzez rozwiązania administracyjne, potrzebne jest właściwe podejście, argumentacja oraz zrozumienie czynników wpływających na podjęcie decyzji. Czynnikiem kluczowym jest możliwość podjęcia pracy,  najlepiej z zakwaterowaniem, bo pomoc rządowa dla osób użyczających swoich własnych mieszkań uchodźcom wojennym już się zakończyła. Praca daje pewność i poczucie bezpieczeństwa finansowego osobom nie chcącym zależeć od dobrej woli innych – mówi Damian Guzman, zastępca dyrektora generalnego międzynarodowej agencji zatrudnienia Gremi Personal.

Dotychczasowy brak chęci do relokacji wynika z obaw o warunki życia poza wielkimi aglomeracjami. Obawy te są oparte przede wszystkim na dotychczasowych doświadczeniach Ukraińców, ponieważ w Ukrainie faktycznie istnieją duże problemy zarówno ze znalezieniem pracy poza dużymi miastami, jak i z jakością życia tamże. Jak podkreślają eksperci agencji Gremi Personal, to z małych ukraińskich miejscowości pochodziła wcześniej większość migrantów zarobkowych, a aż 70,9 proc. z nich jako motywację do wyjazdu wskazywało bezrobocie w miejscu zamieszkania.

– Oczywiście, że w Polsce jest inaczej: duże przedsiębiorstwa produkcyjne, hale magazynowe, strefy ekonomiczne lokowane są poza wielkimi miastami. Z ponad 300 dużych klientów Gremi Personal ok. 80 proc. znajduje się w mniejszych miejscowościach. Poziom życia  jest tam przyzwoity, a zasoby do pomocy uchodźcom – większe. Tylko że Ukrainki i Ukraińcy tego nie wiedzą i chcą jechać do Warszawy, Krakowa czy Gdańska, gdzie ich zdaniem będzie łatwiej ze znalezieniem pracy i jest już duża społeczność ukraińska – mówi Damian Guzman.

Obecny projekt zakłada, że samorządy przystosują pustostany do zamieszkania, przy jednoczesnej pomocy pochodzącej ze strony instytucji rynku pracy, które powinny opracować regionalne i lokalne mapy potrzeb zatrudnienia. Samorządowcy chcą włączyć w to również przedsiębiorców, którzy mogą odegrać kluczową rolę w zapewnieniu pracy. Zdaniem Damiana Guzmana, ogólnopolskie agencje zatrudnienia też mogą się przydać, ponieważ posiadają sieci koordynatorów regionalnych w skali całego kraju oraz własną bazę mieszkaniową, która pozwala zatrudniać pracowników z zakwaterowaniem blisko miejsca pracy.

EKIPA Holding S.A. intensyfikuje działalność inwestycyjną

Spółka notowana od 11 maja bieżącego roku na rynku NewConnect intensyfikuje działania swojego inwestycyjnego ramienia w postaci EKIPA Investments ASI. Podmiot powstał w celu budowania osobnego niezależnego profilu biznesowego w grupie EKIPA. Celem są inwestycje w spółki, którym oprócz kapitału zostanie zaoferowane wsparcie w szczególności w influencer marketingu, branży FMCG oraz tworzenia nowych marek.

W ramach tej działalności naturalne będzie oferowanie spółkom, w które zainwestowano możliwości znalezienia efektów synergii z grupą EKIPA. W kręgu zainteresowania są podmioty z branży nowych technologii i mediów, rozrywki oraz e-commerce. Ekipa Investment ASI inwestuje w spółki na etapie pre-seed oraz seed. Wartość pojedynczej inwestycji kapitałowej to od 250 tys. zł do 1 mln zł.

Dzięki nabytemu doświadczeniu udało nam się zbudować siatkę synergii oraz kontaktów które chcemy oferować spółkom portfelowym. Poprzez inwestycje w podmioty ‘zapraszamy do rodziny’ wybrane projekty. Jesteśmy przekonani, że dajemy potencjalnym spółkom unikalną możliwość dołączenia do naszego ekosystemu, która w wielu wypadkach jest nawet ważniejsza niż sam kapitał. Zamierzamy rozbudowywać naszą działalność jako EKIPA Holding i dzięki posiadaniu własnego ramienia inwestycyjnego będziemy w stanie dostarczać ciekawe projekty – wskazuje Krzysztof Misiałkiewicz, wiceprezes EKIPA Investments ASI.

Podmiot inwestycyjny grupy EKIPA z sukcesem zakończył w dniu 13 maja bieżącego roku emisję udziałów i pozyskał 9,3 mln zł. Środki te zamierza przeznaczyć na kilkanaście projektów inwestycyjnych. Jednocześnie rozpoczęło się poszukiwanie potencjalnych celów inwestycyjnych. Wszystkie informacje dla chętnych startupów można znaleźć na stronie ekipainvestments.pl. Wszelkie interesujące projekty będą weryfikowane zgodnie z polityką inwestycyjną EKIPA Investments ASI w oparciu o wypracowane procedury.

Spółka zrealizowała już swoje pierwsze inwestycje m.in. kupując udziały w Horex S.A. Jest to firma silnie egzekwująca nowoczesne modele biznesowe, w tym w szczególności asset light business model. Dzięki zastosowanemu modelowi dropshipping/order4order, dedykowanemu systemowi, wykorzystała istniejącą infrastrukturę i połączyła się bezpośrednio z największymi w Polsce dystrybutorami kosmetyków. Daje to klientowi ponad 30 000 produktów w jednym miejscu od ponad 1200 producentów znajdujących się w 580 kategoriach produktowych. Jednocześnie nie ma konieczności posiadania magazynu, towaru oraz pracowników niezbędnych do ich wysłania. Dzięki temu zespół Horex, zbudowany z osób z doświadczeniem w takich firmach jak Eobuwie, Cinkciarz, Neonet oraz Rossmann, skupia się głównie na budowaniu znaczącej pozycji na rynku beauty online.

Nasza grupa cieszy się ogromną popularnością, a sukces jaki udało nam się osiągnąć jest inspiracją dla wielu osób. Chcemy zaangażować się w inwestycje promujące ciekawe pomysły, którym możemy dostarczyć znacznie więcej wartości poprzez wykorzystanie naszego doświadczenia, kontaktów i know-how – dodaje Krzysztof Misiałkiewicz.

EKIPA Holding S.A. po finalizacji połączenia z BBI S.A. jest od 11 maja 2022 r. notowana na rynku NewConnect. Trwają obecnie prace nad nową strategią rozwoju, która powinna zostać zaprezentowana w ciągu kilku tygodni.

Przed nami pierwsza podwyżka stóp w strefie euro od 2011 r. Czy EBC dołączy do „klubu 50”?

Na lipcowym posiedzeniu Europejski Bank Centralny niemal na pewno podniesie stopy procentowe – po raz pierwszy od ponad dekady. Są argumenty za tym, że bank może dokonać podwyżki stóp aż o 50 pb., a nie sygnalizowane 25 pb., woląc zaskoczyć niż rozczarować inwestorów. Taki rozwój wydarzeń może wesprzeć euro w relacji do głównych walut.

Od dawna zwracamy uwagę, że EBC jest daleko w tyle, jeśli chodzi o podnoszenie stóp procentowych. Wszystkie banki krajów emitujących waluty G10, poza Bankiem Japonii podniosły w tym roku stopy procentowe – większość z nich łącznie o 100 punktów bazowych lub więcej. W czerwcu Rada Prezesów EBC dokonała jednak wyraźnego, jastrzębiego zwrotu. Bank ogłosił zakończenie programu skupu aktywów (APP), jednocześnie dając do zrozumienia rynkom, że zamierza podnieść stopy procentowe o 25 punktów bazowych w lipcu (posiedzenie jest zaplanowane na ten czwartek), następnie we wrześniu, prawdopodobnie dokonując wówczas silniejszego ruchu. EBC być może nigdy nie był tak jednoznaczny w swoich wytycznych dotyczących przyszłości.

Bardzo wyraźny plan zacieśniania polityki pieniężnej sformułowany w czerwcu oznacza, że EBC może być trudno w tym tygodniu zaskoczyć inwestorów. To może wzmocnić ewentualne rozczarowanie. Niemniej jest kilka niewiadomych, które mogą wywołać reakcję rynku walutowego.

  • Kiedy EBC dołączy do „klubu 50”?

Najprawdopodobniej EBC w tym tygodniu podniesie stopy procentowe o 25 punktów bazowych, a we wrześniu o 50 pb.  zgodnie z wytycznymi z czerwca. Niemniej nie wykluczamy podwyżki stóp o 50 pb. już teraz. Widzieliśmy, że większość banków centralnych w ostatnich tygodniach decydowała się na większe podwyżki stóp w odpowiedzi na gwałtowny wzrost cen – mówi się nawet, że amerykański FOMC może rozważyć ruch o 100 pb. podczas posiedzenia w kolejnym tygodniu. Inflacja w strefie euro przekracza oczekiwania i nie wykazuje oznak hamowania. W czerwcu jej główna miara osiągnęła 8,6%. Mogłoby to zachęcić decydentów do przyspieszenia tempa zacieśniania, zwłaszcza biorąc pod uwagę implikacje dla inflacji wynikające ze słabszego euro. Rzeczywiście, jak sugeruje opis dyskusji z ostatniego posiedzenia EBC, niektórzy decydenci byli gotowi do podniesienia stóp już w zeszłym miesiącu, a wielu z nich może podzielać naszą opinię, że zbyt długo ociągali się z rozpoczęciem podwyżek stóp.

Wykres 1: Inflacja w strefie euro (2013 – 2022)Inflacja w strefie euro

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 18.07.2022

Z drugiej strony wzrost ryzyka recesji w strefie euro w ostatnich tygodniach – zwłaszcza po gwałtownym skoku cen gazu ziemnego w Europie – może wywołać przynajmniej pewną dozę ostrożności wśród decydentów. W kontekście tych obaw oraz mocno zarysowanego planu działania podczas posiedzenia w czerwcu rynki przez dłuższy czas wyceniały jedynie niewielkie prawdopodobieństwo ruchu o 50 pb. wynoszące ok. 10–20%.

Obecnie, po dzisiejszych doniesieniach z EBC podawanych przez duże agencje informacyjne (Reuters, Bloomberg), które sugerują, że podwyżka o 50 pb. będzie tematem dyskusji na posiedzeniu w lipcu, szacowane przez rynki prawdopodobieństwo ruchu o takiej skali wzrosło do ok. 40–50%.

  • Czy rynki pozytywnie ocenią narzędzie Rady Prezesów do zwalczania fragmentacji?

Pomimo jastrzębiego zwrotu EBC w czerwcu, euro doświadczyło wyprzedaży w następstwie konferencji prasowej prezeski Lagarde. Wszystko przez obawy o wzrost rentowności europejskich obligacji, które doprowadziły do ostrego rozszerzenia spreadów krajów peryferyjnych (wzrostu ich rentowności powyżej rentowności benchmarku, w tym przypadku rentowności krajów centrum, takich jak Niemcy). Niecały tydzień po tamtym posiedzeniu EBC zorganizował nadzwyczajne posiedzenie ad hoc, ogłaszając, że przygotowuje nowe narzędzie mające złagodzić wzrost rentowności europejskich peryferiów. Oczekuje się, że szczegóły dotyczące tego narzędzia zostaną ujawnione w tym tygodniu – brak takich informacji byłby dużym rozczarowaniem dla rynków i prawdopodobnie doprowadziłby zarówno do kolejnego rozszerzenia spreadów peryferiów, jak i osłabienia europejskiej waluty.

Ostatnio obserwowany wzrost niepewności politycznej we Włoszech oznacza, że to nowe narzędzie do zwalczania fragmentacji prawdopodobnie nabierze dodatkowego znaczenia. Gdyby inwestorzy byli dostatecznie przekonani, że narzędzie to wystarczy, aby przynajmniej częściowo złagodzić sytuację na rynku długu, euro mogłoby otrzymać impuls do wzrostu. Problemem dla EBC jest to, że dwie trudności z którymi obecnie się boryka, czyli rosnąca inflacja i rozszerzające się spready mają przeciwstawne rozwiązania.

  • Czy EBC będzie próbował słownie wzmocnić euro?

Uważamy, że dodatkowym tematem dyskusji na czwartkowym posiedzeniu będzie kwestia reakcji decydentów na niedawną wyprzedaż euro. W zeszłym tygodniu po raz pierwszy od prawie dwóch dekad kurs EUR/USD spadł poniżej parytetu. Ponadto, nominalny efektywny kurs waluty wyliczany przez JP Morgan jest blisko najniższego poziomu od połowy 2017 roku (Wykres 2). EBC w przeszłości pozytywnie patrzył na słabsze euro. Słabość waluty w standardowym otoczeniu ma bowiem korzystny wpływ na konkurencyjność eksportu i bilans handlowy. W obecnym otoczeniu wysokiej inflacji uważamy, że decydenci będą jednak negatywnie podchodzić do tej słabości. Europejski rachunek za import energii jest nieelastyczny, a osłabienie waluty jedynie zwiększa cios w realne dochody w Europie. Pozwolenie na trwającą i niekontrolowaną deprecjację waluty prawdopodobnie wyrządziłoby więcej szkody niż pożytku i skutecznie zrównoważyłoby część wpływu wyższych stóp procentowych na inflację.

Wykres 2: Nominalny efektywny kurs euro [NEER] (2016 – 2022)Nominalny efektywny kurs euro

Źródło: Refinitiv Datastream Data: 18.07.2022

EBC do tej pory w dużej mierze bagatelizował osłabienie wspólnej waluty, a jego rzecznik w zeszłym tygodniu powiedział, że bank nie „targetuje” kursu walutowego, chociaż „uważa” na jego wpływ na inflację w strefie euro. Uważamy, że w tym tygodniu możemy zobaczyć wsparcie dla bardziej agresywnych działań części decydentów w obliczu słabszej waluty. Możliwe, że zaobserwujemy nawet zdecydowaną retorykę dotyczącą kursu walutowego w komunikacie banku lub na konferencji prasowej prezeski Lagarde, w ramach próby stworzenia dolnego ograniczenia dla kursu walutowego.

Jak euro zareaguje na posiedzenie w tym tygodniu?

Rosnące ryzyko stagflacji oznacza, że EBC będzie musiał dokonać starannego wyważenia. Mając to na uwadze, jesteśmy zdania, że głównym priorytetem banku będzie kontrolowanie inflacji. Nadal zakładamy, że w tym roku bank jest bardziej skłonny do przekroczenia oczekiwań niż do rozczarowania.

Uważamy, że Rada Prezesów wkrótce dołączy do innych banków centralnych w podnoszeniu stóp o 50 pb. i nie bylibyśmy całkowicie zaskoczeni, gdybyśmy zobaczyli taki ruch już w tym tygodniu, co stanowiłoby pozytywny impuls dla euro. Inwestorzy prawdopodobnie jednocześnie będą musieli pozytywnie ocenić nowe narzędzie banku do przeciwdziałania fragmentacji. Jeśli tego nie zrobią, a EBC podniesie stopy o 25 pb., kurs EUR/USD może ponownie zejść poniżej parytetu.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (21.07) o godz. 14:15, a konferencja prasowa rozpocznie się o 14:45.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Ubywa członków RPP

Stopy procentowe najprawdopodobniej przestają już wzrastać. Problem w tym, że ciężko mówić o stabilizacji, a w RPP brakuje już 3 członków do pełnego składu.

Import rosyjskiej ropy z limitem cen?

Amerykanie przedstawili zadziwiającą propozycję sankcji na Rosję. Polegać ma ona na wprowadzeniu limitu w okolicach 40-60 USD za baryłkę w przypadku rosyjskiej ropy. Pomysł na pierwszy rzut oka wydaje się idealny. Jednocześnie ogranicza wpływy do rosyjskiego budżetu na finansowanie agresji rosyjskiej na Ukrainę i zapewnia tani surowiec na rynku. Szybko jednak pojawiają się znaki zapytania. Pierwszy z nich to, czy aby na pewno Rosja sprzeda surowiec do Europy po tej cenie. Drugi to, kto będzie mógł korzystać z zakupów poniżej kosztów rynkowych i kto na tym finalnie skorzysta. Trzeci i najważniejszy, dlaczego surowiec nie ma dalej trafiać do Azji, a co najwyżej drobne ilości iść na Zachód. W tle rosną ceny ropy naftowej, inwestorzy nie wierzą najwyraźniej w tę wizję dopuszczenia rosyjskiego surowca na rynek.

Co się dzieje w RPP?

Ostatnio w mediach Rada Polityki Pieniężnej nie ma najlepszych opinii. Powiedzmy to wprost, nie ma nawet dobrej. Nie można jednak mówić, że zainteresowanie zasiadaniem w tym gremium trochę spadło. Można by się populistycznie odwołać do pensji, którą się tam otrzymuje i zasugerować, że chętni się znajdą. Problem w tym, że już wcześniej Sejm nie powołał dwóch osób. Teraz jeden członek z nominacji senackich przechodzi na kilka miesięcy przed końcem swojej kadencji do NSA. W rezultacie zamiast prezesa i 9 członków mamy już prezesa i 6 członków. Mając na uwadze, co się dzieje obecnie w polityce monetarnej, jest to dość dziwna liczba wakatów.

Inflacja bazowa pod kontrolą?

Wczoraj poznaliśmy odczyt inflacji bazowej w Polsce. Odczyt wyniósł 9,1%, co okazuje się dobrym rezultatem, pomimo 0,6% wzrostu. Powodem jest fakt, że analitycy spodziewali się wyniku 9,3%. Inflacja bazowa to ważna miara, gdyż pokazuje zmiany cen bez uwzględniania zmian w żywności i energii. Odcięcie tych dwóch elementów jest o tyle istotne, że są to najbardziej zmienne ceny. Dzięki temu uzyskujemy pewien stabilny długookresowy trend, który nie zmieni się zaraz przy lepszych/gorszych zbiorach, czy skoku ceny baryłki ropy. Poziom 9,1%, czyli ponad 2,5% powyżej stóp procentowych, nie jest powodem do popadania w samozachwyt. Polska waluta przyjęło to jednak w miarę neutralnie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

STS Holding – bardzo dobre pierwsze półrocze 2022

Grupa STS – jeden z największych bukmacherów w Europie Centralnej oraz lider rynku w Polsce – w pierwszym półroczu 2022 wygenerowała NGR na poziomie ponad 296 mln zł, gdy przed rokiem było to niemal 296 mln zł. Od stycznia do czerwca 2022 roku wartość zawartych zakładów przez klientów Grupy STS wyniosła 2,189 mld zł, gdy przed rokiem było to 2,222 mld zł. Tylko w II kwartale br. suma stawek była wyższa niż w I kwartale br. i II kwartale u.br. Warto odnotować, że w Q2 2021 rozgrywane były Mistrzostwa Europy, tegoroczne Mistrzostwa Świata rozpoczną się zaś w Q4 2022.

W II kwartale 2022 roku liczba aktywnych użytkowników wyniosła 375 tys. Grupa odnotowała od kwietnia do czerwca br. 92 tys. nowych rejestracji, a liczba klientów, którzy dokonali pierwszego depozytu wyniosła 66 tys.

W pierwszej połowie bieżącego roku wypracowaliśmy bardzo dobre wyniki operacyjne. Nieznacznie poprawiliśmy NGR – czyli wartość zakładów zawartych przez klientów, pomniejszona o wypłacone wygrane i podatek od gier – względem analogicznego okresu roku ubiegłego. Przy czym warto zaznaczyć, że w 2021 roku w tym okresie rozgrywane były Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. W drugiej połowie bieżącego roku liczymy, że bardzo atrakcyjny kalendarz wydarzeń sportowych oraz Mistrzostwa Świata w Katarze pozwolą na wypracowanie jeszcze lepszych wskaźników operacyjnych, które przełożą się pozytywnie również na wyniki finansowe mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding.

Grupa STS jest największym pod względem obrotów bukmacherem w Polsce, który działa również na skalę międzynarodową dzięki licencjom w Wielkiej Brytanii oraz Estonii, skąd oferuje usługi na kilku rynkach. Produkty oferowane przez Grupę obejmują zakłady sportowe, zakłady na sporty wirtualne, kasyno internetowe (poza Polską), BetGames oraz szeroką ofertę zakładów na wyniki wydarzeń esportowych.

Grupa od wielu lat nieprzerwanie wdraża strategię „mobile-first” w oparciu o autorski system bukmacherski. Stale rozwija własną platformę technologiczną, aby sprostać potrzebom klientów i wyznaczać rynkowe trendy. Inwestycje Grupy w portfolio produktowe i rozwiązania technologiczne wyniosły w 2021 r. 29 mln PLN. Ponadto w 2020 roku STS S.A. przejęła kontrolę nad czeską spółką technologiczną Betsys, w której obecnie posiada 74% akcji. Betsys jest głównym dostawcą rozwiązań IT dla bukmachera w Polsce, zarówno na potrzeby kanałów online, jak i retail. Łącznie w Grupie zespół ds. rozwoju produktów i platform Grupy składa się z około 160 wysoko wykwalifikowanych osób, w tym około 85 programistów, 55 innych pracowników zajmujących się rozwojem technologii i platform oraz 20 pracowników zajmujących się business intelligence oraz analityką biznesową.

Od stycznia do marca br. Grupa wygenerowała rekordowy w ujęciu kwartalnym poziom NGR, który wyniósł 158 mln zł. Oznacza to wzrost o 15% rdr. Skorygowana EBITDA w pierwszym kwartale br. wyniosła 72 mln zł, gdy przed rokiem było to 61 mln zł. Wzrost wyniósł 17% rdr. W Q1 2022 roku przychody Grupy STS wyniosły 142 mln zł, czyli o 14% więcej rok do roku, gdy w Q1 2021 roku było to 125 mln zł. W Q1 2022 roku STS S.A. – główna spółka operacyjna Grupy STS – osiągnęła aż 59 mln zł zysku netto, co oznacza wzrost o 24% rok do roku.

Kupno nowego zamka: Poradnik ślusarski dla właścicieli domów i najemców

Czy masz stary zamek, który nie spełnia obecnych standardów bezpieczeństwa? Czy obawiasz się, że potencjalny intruz może naruszyć jego zabezpieczenia? Jeśli tak, to zakup nowego zamka jest dla Ciebie idealnym rozwiązaniem. Ślusarz może zainstalować bezpieczniejsze zamki w drzwiach domu lub mieszkania. Przed zakupem nowego zamka warto jednak wiedzieć, jaki rodzaj systemu zamknięć jest najlepszy dla danej nieruchomości i budżetu. Do wyboru jest wiele różnych systemów zamknięć, takich jak zamki ryglowe, zamki cyfrowe i zamki przedsionkowe. Każdy typ ma swoje unikalne zalety i wady, które należy rozważyć przed podjęciem ostatecznej decyzji.

 

Na co zwrócić uwagę przy zakupie nowego zamka

 

Istnieje wiele różnych typów zamków do wyboru. Pierwszym krokiem przy wyborze nowego zamka jest rozważenie pożądanego budżetu. Ponieważ chcesz, aby zamek był tak niezawodny jak to możliwe, ważne jest również, aby wziąć pod uwagę kluczowe cechy każdego rodzaju zamka. Kolejną rzeczą, na którą należy zwrócić uwagę przy zakupie zamka, jest to, czy został on przetestowany i zatwierdzony do użytku w celu spełnienia określonych norm bezpieczeństwa. Inne kwestie, które należy rozważyć, to trwałość i estetyka zamka. Idealnie byłoby wybrać zamek, który jest trwały i powinien wytrzymać długi czas. Powinien być również estetyczny, aby pasował do wyglądu domu lub mieszkania.

 

Wymiana zamków w drzwiach

 

Jeśli wymieniasz stare zamki na nowe, prawdopodobnie będziesz musiał usunąć stary zamek z drzwi przed zainstalowaniem nowego zamka. Jeśli nie wiesz, jak zdjąć stary zamek, warto zatrudnić ślusarza, który to zrobi. Konieczny może być także zakup nowych zawiasów, jeśli stare są uszkodzone lub nie działają prawidłowo. Profesjonalna firma ślusarska taka jak Pogotowie Zamkowe https://www.pogotowie-zamkowe-gdansk-24h.pl/ pomoże Ci wybrać i wymienić zamki do drzwi, a także zainstalować nowe zabezpieczenia, których potrzebujesz. Dla odpowiednich fachowców wymiana zamka w drzwiach to ekspresowa procedura na dodatek z pełną gwarancją.

 

Wymiana wkładki w drzwiach

 

Jeżeli konieczna jest wymiana wkładki bębenkowej w drzwiach, może to być możliwe bez konieczności demontażu całego zamka. Pozwoli to zaoszczędzić czas i pieniądze. Wymiana wkładki bębenkowej może pomóc w rozwiązaniu wielu różnych problemów. Na przykład, jeśli klucz nie obraca się do końca w zamku, może to oznaczać, że wkładka bębenkowa jest uszkodzona. Podobnie, jeśli zamek zacina się, wymiana wkładki może rozwiązać problem. Jeśli wkładka bębenkowa jest stara lub uszkodzona, należy ją jak najszybciej wymienić. W przeciwnym razie może to narazić dom lub mieszkanie na ryzyko włamania. Ślusarz

est stosunkowo prostym procesem, który zazwyczaj można wykonać w ciągu niecałej godziny, a wykonanie przez rzetelną firmę ślusarską, będzie to trwało jeszcze krócej.