Polacy powracają do biur, ale czy wrócą do publicznego transportu miejskiego?

Kolejne firmy planują powroty swoich pracowników z pracy zdalnej do biura. Ale czy pracownicy wrócą do podróżowania komunikacją miejską? Pandemia znacząco zmieniła nasze podejście do transportu miejskiego. Według ekspertów Polskiego Instytutu Ekonomicznego[1] istnieje duża szansa, że zmiana nawyków transportowych może okazać się trwała dla dużego odsetka osób. Mimo że przewoźnicy dbają o to, by pojazdy były zdezynfekowane i jak najbardziej bezpieczne, wielu z nas zachowując szczególną ostrożność, rezygnuje
z komunikacji miejskiej na rzecz samochodu. Z badania portalu jakdojade[2] wynika, że aż 20 proc. Polaków korzysta z samochodu częściej niż przed pandemią, a 30 proc. z nich częściowo ograniczyło lub całkowicie odrzuciło podróże środkami transportu miejskiego.

Czy kończy się era home office?

Wielu Polaków podczas pandemii zmieniło swój tryb pracy. Według badania Finansowy Barometr ING[3] około 8 mln Polaków wykonuje obecnie pracę zdalną. Badanie wskazuje także, że wiele firm, których pracownicy przeszli na home office, deklaruje, że taki model pracy jest dla nich zadowalający i planuje wykorzystywać go również po pandemii. Jednak już w modelu hybrydowym, czyli w połączeniu pracy z biura i z domu. Jednocześnie
28 proc. pracowników, którzy obecnie mają możliwość wykonywania pracy zdalnej, oczekuje, że po zakończeniu pandemii będzie pracować wyłącznie z biura, a 24 proc. z nich twierdzi, że będzie pracować z domu średnio mniej niż jeden dzień na tydzień w skali miesiąca. Niemal co piąty pracownik (19 proc.)  sądzi, że home office nadal będzie dominować w ponad 60 proc. jego czasu pracy. Mimo małej popularności pracy w domu przed pandemią – w nowej rzeczywistości wielu Polaków przyzwyczaiło się do tego systemu pracy i nie chce z niego rezygnować.

Transport w ,,nowej normalności’’

Według badania jakdojadę co piąty Polak korzysta obecnie z samochodu częściej niż przed pandemią. 22 proc. respondentów korzysta z transportu miejskiego rzadziej niż przed pandemią, a 8 proc. całkowicie zrezygnowało z tego rodzaju podróży. Jednocześnie aż połowa badanych w ogóle nie zmieniła swoich dotychczasowych przyzwyczajeń. Tracą również koleje pasażerskie, które odnotowują o 37% gorszy wynik niż rok wcześniej[4]. Natomiast z badania ,,Wynajem krótkoterminowy w oczach Polaków’’ wykonanego przez SW Research na zlecenie Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów wynika, że 23 proc. Polaków wynajęłoby samochód z wypożyczalni aut (Rent a Car) ze względu na obawy związane z korzystaniem z masowych środków transportu. Badanie pokazuje też, że 31 proc. badanych skorzystałoby z wynajmu krótkoterminowego auta ze względu na swoje bezpieczeństwo – szczególnie związane z sytuacją pandemiczną. Polacy postrzegają także wynajem samochodu z wypożyczalni jako bezpieczne rozwiązanie na czas pandemii.

Wyniki przeprowadzonego badania pokazują, że ponad trzech na dziesięciu Polaków wynajęłoby auto właśnie ze względu na bezpieczeństwo związane z sytuacją pandemiczną – mówi Maciej Tórz, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Rentis SA.  Od początku pandemii szczególnie dbamy, aby oferowane do wynajmu auta w wypożyczalniach były odpowiednio przygotowane pod względem sanitarnym w kontekście COVID-19. Każda osoba, która decyduje się na wynajem auta z firmy oferującej wynajem krótkoterminowy (Rent a Car), może mieć pewność, że wybrany z całej gamy pojazdów samochód, jest bezpieczny pod względem sanitarnym i odpowiednio przygotowany do jazdy. Nie tylko pod względem wymogów związanych z pandemią, ale również z punktu widzenia bezpieczeństwa i wygody użytkownika. Nasze auta są regularnie serwisowane w ASO i naprawiane wyłącznie w renomowanych warsztatach. Pojazdy oferowane do wynajmu w wypożyczalniach są zazwyczaj nowe lub niemalże nowe fabrycznie, ich wiek nie przekracza z reguły 2 lat. Klienci mogą również liczyć na całodobowe wsparcie techniczne oraz pomoc assistance.

Podróże służbowe

Pandemia jeszcze się nie skończyła, ale firmy uruchamiają ponownie możliwość podróży służbowych. W sytuacji, gdy staramy się unikać transportu publicznego, idealnym rozwiązaniem może okazać się właśnie wynajem krótkoterminowy samochodu z wypożyczalni. Decyzję na temat wyboru środka transportu często podejmuje pracodawca – który go opłaca. Jednocześnie, to rolą pracodawcy jest zadbanie o bezpieczeństwo pracownika podczas wykonywania obowiązków służbowych. Według badania PZWLP 18 proc. Polaków korzystało z wynajmu krótkoterminowego samochodu właśnie w przypadku podróży służbowych. Respondenci wskazali także, że decydując się na tego typu rozwiązania, cenią sobie bezpieczeństwo nie tylko pod względem COVID-19, ale również stanu pojazdu. 27% Polaków wśród zalet wynajmu auta z wypożyczalni (Rent a Car) wymienia właśnie sprawdzony, niezawodny, serwisowany samochód.

W związku z sytuacją pandemiczną odsetek firm, które korzystają z wynajmu krótkoterminowego samochodu z wypożyczalni na potrzeby podróży służbowych, może się zwiększać – mówi Paweł Piórkowski, Członek Zarządu PZWLP, Prezes Hertz (Motorent Sp. z o.o.) – Jest to także korzystne rozwiązanie w przypadku czasowego zwiększania floty firmy, czy też dostosowywania rodzaju pojazdów do aktualnych potrzeb przedsiębiorstwa. Jest to szczególnie ważne w przypadku sezonowych projektów. Rozwiązania proponowane przez firmy oferujące wynajem krótkoterminowy samochodów są także sposobem na optymalizację finansów firmy – koszty wynajmu są zawsze, dzięki czemu łatwo zaplanować wydatki na transport firmowy.

Jak pokazują badania – pandemia zmieniła nasze podejście do wielu sfer życia – w tym również do sposobu, w jaki podróżujemy. Polacy powracający do biur chcą czuć się bezpiecznie w drodze do pracy, a osoby, które zostają na home office i niejako ,,odmiejscowiły’’ lokalizację, w której pracują, zmieniły swoje postrzeganie wykorzystywania transportu – również służbowego. Bezpieczeństwo stało się priorytetem, a Polacy zwracają większą uwagę na sposób, w jaki się przemieszczają.

[1] https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2021-03-13/komunikacja-miejska-po-pandemii-czy-pasazerowie-wroca-do-tramwajow-i-autobusow/

[2] https://www.transport-publiczny.pl/wiadomosci/koronawirus-polacy-wroca-do-samochodow-68721.html

[3] https://www.ing.pl/_fileserver/item/pkse0py

[4] https://www.transport-publiczny.pl/wiadomosci/koronawirus-co-dalej-z-transportem-publicznym-68634.html

W przypadku sprzedaży nieruchomości obowiązuje zasada pierwszeństwa działalności gospodarczej jako źródła przychodu – wyrok NSA, sygn. akt II FSK 3674/18

Zasadniczo o tym, czy czynność jest wykonywana w ramach działalności gospodarczej, czy zarządu majątkiem prywatnym decyduje zamiar podatnika. Podatnik jako osoba najlepiej wiedząca, jakie było przeznaczenie transakcji, co do zasady sam powinien dokonywać jej klasyfikacji. Jednak granica pomiędzy prowadzeniem biznesu a zarządem majątkiem prywatnym jest bardzo cienka lub wręcz niewidoczna. Jest to powodem licznych sporów oraz wyroków na poziomie sądów administracyjnych. Dlatego w kwestie kwalifikacji podatkowej zdarzeń gospodarczych angażują się także organy podatkowe, które często mają odmienne spostrzeżenia niż podatnicy. Warto na wstępie zaznaczyć, że kwalifikacja podatkowa zdarzeń gospodarczych do odpowiedniej kategorii przychodów wpływa na opodatkowanie tych czynności.

Wprowadzenie

Jedno z ostatnich przełomowych orzeczeń w kwestii źródła przychodów zostało wydane przez Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie, który w uchwale z dnia 24 maja 2021 r. (sygn. akt II FPS 1/21) zakontestował, że w przypadku najmu (np. mieszkania, domu) znaczenie o tym, czy jest to związane z działalnością gospodarczą, czy zarządem majątkiem prywatnym ma subiektywna decyzja podatnika. NSA potwierdził następnie takie stanowisko w wyrokach z 22 czerwca 2021 r. (sygn. akt II FSK 2402/19 i II FSK 2403/19), gdzie potwierdził prawo podatnika do ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych w przypadku najmu z majątku prywatnego. Zatem w przypadku transakcji związanych z najmem nieruchomości sądy stoją na stanowisku, że istotny jest zamiar strony, z jakim dokonywana jest czynność, i jest to już ugruntowana linia orzecznicza.

Cienka granica

Inna sytuacja występuje jednak w przypadku transakcji zbycia nieruchomości. Jak wspomniano wyżej, granica pomiędzy podejmowaniem czynności w ramach zarządu majątkiem prywatnym a działalności gospodarczej jest bardzo cienka i w wielu sytuacjach się zaciera. Takie stanowisko można odczytać z jednego z ostatnich wyroków NSA z dnia 9 czerwca 2021 r. (sygn. akt II FSK 3674/18), który zajął się kwestią sprzedaży nieruchomości. W przedmiotowej sprawie organy podatkowe, dokonując ustaleń dowodowych, uznały, że podatnik nie nabywał nieruchomości celem prowadzenia gospodarstwa rolnego, lecz we wszystkich przypadkach transakcje takie przyniosły wymierne dochody. Organ podatkowy, uznając działania podatnika za zorganizowane, ciągłe o charakterze zarobkowym, przekwalifikował transakcje na sprzedaż związaną z działalnością gospodarczą. W konsekwencji w ramach decyzji Naczelnik Urzędu Skarbowego w Kielcach określił podatnikowi zobowiązanie podatkowe w kwocie 1 283 153 zł.

Naczelny Sąd Administracyjny, do którego finalnie trafiła sprawa, dokonując analizy sprawy, potwierdził, że działalność prowadzona przez podatnika, polegająca na wcześniejszym zakupie 58 działek, tak aby sprzedać je z zyskiem, spełniała cechy działalności gospodarczej w rozumieniu ustawy o PIT. NSA wskazał, że: „Ocena działań podatnika wskazuje wobec tego jednoznacznie, że nabywane nieruchomości były traktowane jako towar handlowy do dalszej odsprzedaży”, zaznaczając przy tym, że podatnik przy tych transakcjach korzystał z doświadczenia zawodowego i profesjonalnego pracownika, który w ramach swoich obowiązków zajmował się tymi transakcjami, wykorzystując fakt wcześniejszej pracy dla Agencji Nieruchomości Skarbu Państwa. Warto wskazać, że NSA w wyroku dokonał we własnym zakresie kompleksowej analizy przesłanek prowadzenia działalności gospodarczej takich jak zorganizowanie, zarobkowość i ciągły charakter.

Zasada pierwszeństwa

W ocenie NSA kwestia kwalifikacji dokonywanych transakcji zakupu i sprzedaży przez podatnika jako związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej w rozumieniu PIT nie budzi większych wątpliwości. Dlatego podatkowym podsumowaniem powyższego wyroku NSA jest zasada stosowania reguły pierwszeństwa w zakresie kwalifikowania przychodów do przychodów z działalności gospodarczej. Zasada pierwszeństwa sformułowana przez NSA zakłada, że w pierwszej kolejności weryfikowane są przesłanki dokonania transakcji w ramach działalności gospodarczej określone w art. 5a pkt 6 ustawy o PIT, tj. czy działalność jest wykonywana w sposób zarobkowy, zorganizowany i ciągły, a także czy jest prowadzona we własnym imieniu i na własny lub cudzy rachunek. Dodatkowo uzyskane przychody z prowadzenia działalności nie są zaliczane do innych przychodów ze źródeł wymienionych w art. 10 ust. 1 pkt 1, 2 i 4-9.

Powyższa zasada pierwszeństwa wynika bezpośrednio z treści art. 10 ust. 1 pkt 8 lit. a ustawy o PIT, zgodnie z którym źródłem przychodów jest odpłatne zbycie nieruchomości lub ich części oraz udziału w nieruchomości, jeżeli nie następuje w wykonaniu działalności gospodarczej i zostało dokonane w określonym terminie. Zatem w przypadku sprzedaży nieruchomości ma miejsce istotne zastrzeżenie pierwszeństwa źródła przychodów z działalności gospodarczej, które nie występuje w innych przepisach. Brak takiego zastrzeżenia w innych przepisach dotyczących źródeł przychodów powoduje, że w przypadku innych transakcji, jak np. wynajem nieruchomości, zasada pierwszeństwa nie będzie miała zastosowania. Takie podejście i stanowisko jest spójne z dotychczasowymi wyrokami NSA w tym zakresie.

Podsumowując, podatnik powinien zakwalifikować dokonaną sprzedaż działek jako przychody z pozarolniczej działalności gospodarczej zgodnie z art. 10 ust. 1 pkt 3 ustawy o PIT, a nie jako przychody z odpłatnego zbycia nieruchomości, bez prawa do zwolnienia na podstawie art. 21 ust. 1 pkt 28 ustawy o PIT.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Złoty znów traci

Dobre dane z amerykańskiego rynku pracy znów odbijają się negatywnie na złotym. Inwestorzy, przenosząc swoje inwestycje za ocean, zamykali je również w Polsce stąd bardzo słabe zakończenie tygodnia dla złotego.

Piątkowe dane z USA

Cały poprzedni tydzień przebiegał pod dyktando kolejnych danych z amerykańskiego rynku pracy. Niemal codziennie poznawaliśmy kolejne odczyty. Kulminacją był piątek, kiedy to otrzymaliśmy informację o zmianie zatrudnienia oraz o stopie bezrobocia. W lipcu bezrobocie niespodziewanie spadło aż o 0,5%. Wynik 5,4% to nadal ponad 1,5% więcej niż przed pandemią, ale też trzeba pamiętać, że były to wyjątkowo niskie poziomy. Kryzys z 2008 roku był uważany za zakończony, gdy bezrobocie spadło do 5%. Przyjmując podobne kryteria widzimy, że sytuacja obecnie również dąży szybko do normalności. Nie może zatem dziwić, że wraz z danymi doszło do umocnienia dolara amerykańskiego. Był on najsilniejszy względem euro od przełomu marca i kwietnia.

Słabsze dane z Europy

Ucieczka kapitału za ocean to nie tylko zasługa Amerykanów. Dane z Europy w tym głównie produkcja przemysłowa Niemiec okazały się słabsze od oczekiwań. W rezultacie już od rana mieliśmy przepływ kapitału do USA, który tylko się po południu pogłębił. Miało to niestety też wpływ na złotego. Kapitał, uciekając ze strefy euro, został zassany również z Polski. W rezultacie pomimo tego, że piątek zaczynaliśmy poniżej poziomu 4,55 zł, na koniec dnia byliśmy niemal 3 grosze wyżej.

Lepsze nastroje na rynkach

Poprawa sytuacji pandemicznej na świecie spowodowała poprawę nastrojów również na rynkach walutowych. W górę szło euro względem franka szwajcarskiego. Nie podążyła jednak za nimi ropa naftowa. Należy jednak zwrócić uwagę, że nie można na razie mówić o optymizmie. Jesteśmy wciąż na etapie korygowania negatywnych oczekiwań. Obecna faza pandemii ma jednak znacznie spokojniejszy przebieg, co wielu analityków wiąże z pozytywnym wpływem programów szczepień. Dzieje się to pomimo nieosiągnięcia zakładanych początkowo zasięgów. Jest to szczególnie dobra wiadomość dla frankowiczów. To właśnie frank szwajcarski jest typową inwestycją na trudne czasy. Jeżeli normalizacja będzie postępować, raty kredytów powinny spadać.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Medicofarma Biotech otworzyła nowe laboratorium w Poznaniu

Biotechnologiczna spółka w stolicy Wielkopolski prowadzić będzie prace badawczo-rozwojowe nad innowacyjnymi lekami onkologicznymi oraz terapią po przejściu choroby COVID-19. Prace grupy badawczej w Wielkopolskim Centrum Zaawansowanych Technologii w Poznaniu koordynować będzie obecnie dr hab. Katarzyna Rolle, prof. ICHB. 

W ramach poznańskiego Centrum B+R realizowane będą projekty w obszarze terapii nowotworów oraz rehabilitacji postcovidowej. W skład zespołu badawczego Centrum B+R wchodzą doświadczeni badacze, w tym dr hab. Katarzyna Rolle, Kierownik Zakładu Neuroonkologii Molekularnej w IChB PAN. Naukowczyni była również członkiem ​​Wirusowej Grupy Wsparcia, która opracowała pierwszy polski test diagnostyczny na wykrycie koronawirusa.

Do tej pory spółka zdecydowała się na inwestycję w platformy CANCER PRINT oraz BREAST/OVARY RNA THERAPY, ale w planach jest testowanie kolejnych modeli badawczych.  Ponadto w laboratorium będzie prowadzona analiza molekularna maszynerii kontroli epigenetycznej choroby COVID-19. Ma stanowić platformę do dalszych badań, a następnie opatentowania kluczowych cząsteczek, które będą mogły być użyte w tworzeniu strategii terapeutycznych.

W Centrum wykorzystywane będą nowoczesne technologie, takie jak organoidy czy biodruk 3D żywych tkanek. Następnie testowane będą na nich nowe cząsteczki, które wykazują potencjał terapuetyczny. Naszym celem jest wyodrębnienie i przebadanie tych, które finalnie przyczynią się do poprawy jakości życia i zdrowia pacjentów – tłumaczy dr. hab. Katarzyna Rolle, Kierownik Zakładu Neuroonkologii Molekularnej IChB PAN.

Medicofarma S.A. od 2017 r. – większościowy akcjonariusz Medicofarmy Biotech SA, działa w kooperacji z Instytutem Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu. Efektem skutecznej współpracy jest wprowadzenie na rynek pierwszego polskiego testu genetycznego na SARS-CoV-2. Najnowsza generacja testu MediPAN-2G+ FAST COVID daje możliwość wykrywania dwóch specyficznych genów koronawirusa w jednej reakcji zaledwie w ciągu 1 godziny. Medicofarma S.A zajęła się realizacją serii pilotażowej, a następnie kompleksową produkcją testów. Medicofarma Biotech także nawiązała współpracę wdrożeniową z Instytutem w zakresie wsparcia w opracowywaniu innowacyjnych terapii onkologicznych oraz rehabilitacji postcovidowej.

W Centrum B+R możliwe jest także przeprowadzenie badań analitycznych, preformulacji i szeregu analiz dla podmiotów zewnętrznych. Tym samym spółka poszerza ofertę świadczeń komercyjnych dla branży farmaceutycznej.

W branży biotechnologicznej ciągłe innowacje to konieczność. Konkurencja w dziedzinie opracowywania leków onkologicznych jest silna. Stawiamy na rozwój, dlatego laboratorium w Wielkopolskim Centrum Zaawansowanych Technologii korzystać będzie z najnowocześniejszego sprzętu oraz technologii biologii molekularnej – komentuje Cezary Kilczewski, prezes Medicofarma S.A. – Choć wciąż potrzebne są testy wykrywające zakażenie SARS-COV-2, to chcemy skupić się na tym co przed nami. Coraz więcej osób będzie zgłaszało potrzebę rehabilitacji postcovidowej. To naturalny wybór kierunku rozwoju spółki –

Ceny mieszkań w stolicy nadal rosną

Najdroższą dzielnicą w Warszawie nadal pozostaje Śródmieście. Średnia cena mieszkania w centrum stolicy (z uwzględnieniem rynku wtórnego i pierwotnego) wynosi 16,5 tysiąca złotych, czyli o ponad tysiąc złotych więcej niż przed rokiem i prawie 2 tysiące złotych więcej niż w II kwartale 2019 roku. Jak wyglądają ceny mieszkań w pozostałych dzielnicach Warszawy?

Śródmieście nadal na fali

Od 2 lat najdroższymi dzielnicami Warszawy pozostają Śródmieście, Żoliborz, Mokotów i Wola. Powodów, dla których mieszkania w tych rejonach Warszawy są najbardziej kosztowne, należy szukać między innymi w udogodnieniach, jakie oferują mieszkańcom. W Śródmieściu czynnikiem, który może znacząco wpływać na cenę nieruchomości, jest dogodna komunikacja miejska, bliskość biur, czy rozwijająca się infrastruktura miejska.

Wpływ na średnią cenę mieszkań w Śródmieściu może mieć również rosnąca popularność Powiśla, które z roku na rok zyskuje na atrakcyjności, nie tylko za sprawą rozwoju nadwiślańskich bulwarów, ale również nowopowstałych miejsc takich jak Elektrownia Powiśle, czy rozbudowujące się Centrum Nauki Kopernik. Według danych Otodom w II kwartale 2021 roku za nowe mieszkanie z rynku pierwotnego w Śródmieściu trzeba zapłacić średnio 15,5 tysiąca złotych za metr kwadratowy, czyli aż o 1,5 tysiąca złotych więcej niż przed rokiem i ponad 2,5 tysiąca złotych więcej niż w 2019 roku. Te liczby wyraźnie pokazują, że pandemia nie zatrzymała wzrostu cen w Śródmieściu.

Na podium także Żoliborz i Mokotów

Na drugim miejscu wśród najdroższych dzielnic w Warszawie plasuje się Żoliborz. Średnia cena mieszkania w tej dzielnicy wynosi nieco ponad 14 tysięcy złotych za metr kwadratowy. Żoliborz jest doceniany przede wszystkim za bliskość pierwszej linii metra, a także wielu terenów zielonych i rekreacyjnych. Trzecią najdroższą dzielnicą Warszawy pozostaje Mokotów, gdzie za metr kwadratowy mieszkania trzeba zapłacić średnio 13,6 tysiąca złotych.

W II kwartale 2021 roku na 4 miejscu wśród dzielnic uplasowała się Wola. Według danych Otodom w ciągu 2 lat ceny w tej dzielnicy wzrosły średnio o 1,5 tysiąca złotych za metr. Przyczyną wzrostu cen na Woli może być fakt, że w ostatnich latach obserwujemy stały rozwój tej części miasta. Potencjalnych klientów zachęca m.in. dostęp do drugiej linii metra, bliskość Śródmieścia i nowoczesnych przestrzeni biurowych, a także powstające nowe osiedla o wysokim standardzie.

Ceny mieszkań na Pradze Północ idą w górę

Interesującym przykładem dzielnicy, która w ciągu zaledwie 2 lat zanotowała bardzo duży wzrost cen, jest Praga Północ. Z danych Otodom wynika bowiem, że średnia cena mieszkania w tej dzielnicy wzrosła o ponad 4 tysiące złotych za metr kwadratowy w porównaniu z 2019 rokiem i obecnie wynosi aż 12 tysięcy złotych.

Praga Północ może stanowić przykład dzielnicy, która za sprawą nowych inwestycji i postępującej rewitalizacji zdecydowanie zyskuje na atrakcyjności, co najlepiej obrazuje szybki wzrost cen mieszkań. Może to stanowić dowód na to, jak ważna dla osób poszukujących nowej nieruchomości jest atrakcyjna lokalizacja, którą nie zawsze należy łączyć z mieszkaniem w ścisłym centrum miasta, ale również obecnością nowych przestrzeni przeznaczonych do spędzania wolnego czasu – zauważa Jarosław Krawczyk, ekspert Otodom. Przyczyną wzrostu cen w tej dzielnicy może być plan rozbudowy trzeciej linii metra, która poprawi komunikację prawego brzegu Wisły z pozostałymi częściami miasta.

Warszawa droższa niż Kraków i Wrocław

Analizując ceny mieszkań w dzielnicach Warszawy, warto przyjrzeć się temu, jak wyglądają one w innych miastach Polski. Według danych Otodom w Krakowie za mieszkanie na Starym Mieście trzeba zapłacić średnio 13,6 tysiąca złotych za metr kwadratowy, czyli o prawie 3 tysiące złotych mniej niż za nieruchomość w centrum Warszawy, której średnia cena wynosi 16,5 tysiąca złotych. We Wrocławiu z kolei cena za metr kwadratowy mieszkania w samym centrum miasta to blisko 11 tysięcy złotych. W stolicy Wielkopolski cena nieruchomości za metr kwadratowy jest jeszcze niższa i wynosi 9,2 tysiąca złotych. Widać zatem, że Warszawa w porównaniu z innymi dużymi miastami Polski, nadal utrzymuje pozycję lidera pod względem cen mieszkań.

Perspektywa na przyszłość

Powyższe dane pokazują, że pandemia, wbrew pierwotnym oczekiwaniom, nie załamała cen na rynku nieruchomości nad Wisłą – za mieszkania w stolicy musimy płacić coraz więcej. Dalszy dynamiczny rozwój miasta oraz komunikacji sprawi, że będą rosły nie tylko ceny nieruchomości w ścisłym centrum, ale również w dzielnicach oddalonych od serca miasta, co widać na przykładzie wspomnianej Pragi Północ. Bliskość terenów zielonych i coraz lepsza komunikacja sprawiają, że takie dzielnice stają się wyjątkowo atrakcyjne.

Tylko 4 proc. zatrudnionych w IT chce pracować w biurze

Mimo otwierania gospodarek pracownicy na całym świecie nie wracają tłumnie do biur. Dotyczy to też programistów, którzy od początku pandemii pracują z domu. Jak przez ten czas zmieniły się realia pracy zdalnej w Polsce, Danii i Indiach? Zbadała to firma 7N, współpracująca z niemal 1500 doświadczonych konsultantów IT, wspierających zaawansowane projekty informatyczne. Wyniki mogą zaskakiwać i burzyć stereotypowe wyobrażenie o podejściu do pracy w innych kulturach.

Brak klarownego oddzielenia pracy od czasu wolnego (45 proc. wskazań), samotność (39 proc.) i przedłużone godziny pracy (38 proc.) otwierają listę niedogodności odczuwanych przez specjalistów z sektora IT, którzy wzięli udział w ankiecie firmy 7N na temat pracy zdalnej.

Respondenci, którzy wzięli udział w badaniu, pochodzą z Danii, Polski i Indii, czyli krajów, gdzie 7N ma najwięcej konsultantów IT. O ile w wymienianiu minusów przymusowej pracy zdalnej byli oni jednomyślni, inne badane kwestie ujawniły ciekawe różnice między krajami.

Jak pracowano przed lockdownem?

Dość odmienne reakcje osób z branży nowych technologii na wprowadzoną w pełnym zakresie pracę zdalną wydają się być powiązane z dominującym stylem pracy przed pandemią. W Polsce w tym trybie pracowało 29 proc. badanych konsultantów IT. To wciąż mniejszość, jednak znacznie więcej niż w Danii (3 proc.) czy Indiach (5 proc.).

27 proc. respondentów z Polski pracowało w formie hybrydowej (łącząc pracę z biura i z domu), a 43 proc. w tej samej lokalizacji co pozostali członkowie zespołu.

W Danii odsetek osób pracujących w biurze wynosił 56 proc. a w Indiach – 68 proc. Z kolei praca hybrydowa była przed lockdownem najbardziej popularna wśród Duńczyków – wybierało ją 41 proc. konsultantów IT.

programiści przed lockdownem
Źródło: 7N

– Od dawna większość osób z sektora IT w Polsce przynajmniej częściowo pracowała zdalnie. Pandemiczny tryb pracy i kontakt z zespołem za pomocą komunikatorów nie był dla tej grupy tak dużym zaskoczeniem. Oczywiście praca w IT to nie tylko samotne pisanie kodu na komputerze, ale też cały szereg działań związanych z koordynacją projektów. Jest więc spora różnica, między stanem, gdy pracę zdalną wybierają osoby, którym ona pasuje, a sytuacją, kiedy na home office trafia cała firma. Całkowite przeniesienie do sieci odczuły nawet osoby, które przed pandemią pracowały głównie z domu – ocenia Jakub Strzemżalski, Vice President, IRD w 7N.

Przybywa zdalnych kontaktów

Połowa respondentów przyznała, że w ubiegłym roku wzrosła liczba spotkań i rozmów głosowych odbywanych online, a tylko 3 proc. uważa, że uczestniczy w nich rzadziej niż kiedyś. Eksperci z sektora IT odnotowali też wzrost liczby wysyłanych e-maili: 23 proc. ankietowanych przyznało, że wysyła ich więcej. Co ciekawe, wśród pracujących w Polsce było relatywnie najwięcej osób, które nie odczuły wzrostu intensywności komunikacji e-mailowej i rozmów przez komunikatory. W Danii i Indiach odsetek konsultantów deklarujących, że znacznie częściej korzysta z narzędzi do zdalnej komunikacji, był średnio o 10 punktów procentowych wyższy niż w Polsce.

zmiany w komunikacji praca zdalna
Źródło: 7N

Pracę zdalną najbardziej lubią Polacy

Konsultanci IT chwalą sobie pracę zdalną. Większość z nich byłaby skłonna polecić tę formę współpracy swojemu znajomemu (średni wynik to 7,84 w skali od 0 do 10). Co ciekawe, najbardziej pracę zdalną chwalą sobie Polacy. Średnia uzyskana na podstawie odpowiedzi konsultantów z naszego kraju to 8,12. To więcej niż wynik wskazany w Indiach (8,06) czy Danii (7,82).

Tylko 4 proc. zatrudnionych w IT chce pracować w biurze

– Jedną z wielu przyczyn rozbieżności stanowisk wobec systemu pracy zdalnej może być różna zdolność do adaptacji mieszkań na tymczasowe biura. Często bywa, że pracujemy przy kuchennym stole lub w innej przestrzeni dzielonej z domownikami – zauważa Olga Żółkiewicz, Employer Branding Manager w 7N – Różnice postaw w poszczególnych krajach zdają się być powiązane z dominującym w ich kulturach podejściem do pracy w grupie. Duńczycy lubią spotkania twarzą w twarz, więc wymiana maili i telekonferencje mogą być dla nich nieco frustrujące. Za to w Indiach preferowane są pisemne instrukcje, dlatego większa liczba tekstowych komunikatów jest tam odbierana pozytywnie, podobnie jak brak dojazdów do pracy, które potrafiły trwać znacznie dłużej niż ma to miejsce w europejskich miastach. Polacy chętnie wybierali pracę zdalną i hybrydową już wcześniej i dlatego zapewne byli do niej najlepiej przygotowani – wyjaśnia ekspertka 7N.

Niespełna 4 proc. respondentów chciałoby w przyszłości pracować wyłącznie w biurze, a 16 proc. – w pełni zdalnie. Zdecydowana większość badanych wybrała jeden z wariantów pracy hybrydowej. Wśród polskich programistów i innych osób z branży IT najwięcej (niemal ⅓) optuje za tym, by przez ok. 90 proc. czasu pracować zdalnie.

Metodologia: Badanie przeprowadzono metodą ankietową. Wzięły w nim udział 402 osoby zajmujące różne stanowiska w branży nowych technologii.

Polski Ład uderzy w samorządy. Północna Izba Gospodarcza przeciwko cięciom, które odbiją się na kondycji samorządów

Jak poinformowała Unia Metropolii Polskich każdy samorząd straci na wejściu w życie przepisów Polskiego Ładu. Jeżeli koncepcja Prawa i Sprawiedliwości zostanie przegłosowana w sejmie to w budżecie miasta będzie mniej o ponad 170 milionów złotych. – Solidaryzujemy się z apelem Unii Metropolii Polskiej oraz samorządowców, w tym prezydenta Szczecina Piotra Krzystka, by zrewidować postulaty Polskiego Ładu dotyczące rozdzielania danin podatkowych wśród samorządów. To są pieniądze „najbliżej obywateli”. Mówienie o sprawiedliwości społecznej w kontekście gospodarczym i pozbawianie możliwości realizacji swoich inwestycji przez samorządy uważamy za nieakceptowalny paradoks. Silne samorządy, to silna lokalna gospodarka i silny sektor MŚP – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Szacunki Unii Metropolii Polskich opierają się o uśredniony ubytek w PIT podanym przez Ministerstwo Finansów według projektu ustawy Polski Ład, który został poddany właśnie konsultacjom społecznym. Kwota wpływów samorządowych zostanie uszczuplona o 174 miliony złotych. Według tych samych wyliczeń Stargard straci ponad 18 milionów złotych, Police 12 milionów, a Świnoujście blisko 16 milionów złotych. Skala strat uzależniona jest oczywiście od wielkości miasta. Ubytki prognozowane przez Unię Metropolii Polskich mogą doprowadzić do katastrofy budżetowej wielu samorządów.

– Takie miasta jak Szczecin prowadzą bardzo ambitną politykę inwestycyjną. Takimi decyzjami Rząd doprowadza samorządy do kryzysu i konieczności nowego przeliczania swoich inwestycyjnych planów. W efekcie wiele inwestycji zostanie zawieszonych, wiele rozciągniętych w czasie, a jeszcze inne po prostu nie zostaną zrealizowane. Północna Izba Gospodarcza nie zgadza się na kolejny cios w samorządy, jest to działanie sprzeczne z ideami współczesnego rozwoju gospodarczego. Uważamy, że silny samorząd to wielka wartość. Tylko odpowiednio dofinansowany ma szansę na odpowiednią realizację swoich zadań statutowych. Z rozmów z wójtami i prezydentami miast wiem, że mają oni poważne problemy w relacjach z Rządem RP. Dyskutowana jest między innymi konieczność zwiększenia subwencji oświatowych czy regulacji dotyczących wywozu opadów. Obniżenie wpływów samorządów z tytułu PIT to kolejny cios – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Północna Izba Gospodarcza w najbliższym czasie zamierza nawiązać kontakt z samorządami z naszego regionu, by wystosować wspólny apel do Premiera Mateusza Morawieckiego w sprawie konieczności zmian w Polskim Ładzie. – 174 miliony złotych to pół budowanego właśnie w Szczecinie aquaparku czy niemal całość realizowanej w mieście torowej rewolucji, gdzie przebudowywane zostanie torowisko w centrum miasta i na Niebuszewie. Nie mówimy o małym osłabieniu, a potężnej stracie dla miasta. To strata, która będzie dotykać także przedsiębiorców. Apelujemy o rewizję planów oraz szerszą dyskusję o postulatach Polskiego Ładu, które według przedsiębiorców nie są korzystne dla sektora MŚP – dodaje Hanna Mojsiuk.

Cyberprzestępcy żerują na rozproszeniu pracowników

Cyberprzestępcy zdołali wykorzystać zamieszanie i pośpieszną cyfryzację. Z naszych badań wynika, że brak procedur i zabezpieczeń sprawił, że pracownicy zdalni stali się dla nich łatwym celem.

Nadszedł czas, aby zespoły zajmujące się bezpieczeństwem wrzuciły wyższy bieg. Dotarliśmy do przełomowego momentu w historii cyberbezpieczeństwa, ponieważ dzisiaj to zewnętrzne, a nie technologiczne czynniki wymuszają wprowadzenie fundamentalnych zmian. Jak nigdy wcześniej potrzebny jest plan działania, który pozwoli na proaktywną ochronę organizacji i ich pracowników w dowolnym miejscu, gdyż praca w modelu zdalnym zostanie już z nami na zawsze.

To jeden z głównych wniosków, jaki wyłania się z naszych badań. Zapytaliśmy ponad 3500 specjalistów ds. bezpieczeństwa cybernetycznego, o charakter obecnych zagrożeń i ich wpływ na otoczenie w ciągu ostatniego roku. Okazało się, że efektem ubocznym masowego przejścia na pracę zdalną stało się zwiększone zagrożenie cyberatakami.

Uzyskanie nadzoru nad siecią rozproszoną jest priorytetem

W aż trzech firmach na cztery wzrosła liczba ataków, a 78% upatruje ich przyczyny właśnie w gwałtownym wzroście liczby pracowników zdalnych korzystających z niezabezpieczonych urządzeń i sieci. Jednak prawdziwa skala ataków jest trudna do rozpoznania, ponieważ specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa nie są w stanie zajrzeć w zakamarki urządzeń osobistych i sieci domowych, które, czasami bez odpowiedniej weryfikacji, zostały wszczepione w ekosystemy organizacji. Na dodatek ryzyko potęgowane wykorzystaniem zewnętrznych aplikacji i dostawców powiększyło pulę słabych punktów. Według badanych główną przyczyną zagrożeń są właśnie aplikacje firm trzecich, co tylko zwiększa poziom ryzyka związanego z bezpieczeństwem.

W związku z tym, zespoły ds. cyberbezpieczeństwa potrzebują kompleksowego spojrzenia na organizację z uwzględnieniem pracowników zdalnych, których dziś w wielu organizacjach jest więcej niż tych stacjonarnych. To sprawia, że zespoły potrzebują lepszej kontroli nad aplikacjami oraz danymi – 63% specjalistów stwierdziło, że jest to jedna z kluczowych dzisiaj kwestii, która może pomóc w zwiększeniu poziomu bezpieczeństwa. Priorytetem jest wgląd do wszystkich punktów końcowych i obciążeń w ramach nowej, wysoce rozproszonej sieci. Poznanie jej słabszych punktów ma ogromne znaczenie, ponieważ umożliwi zespołom zrozumienie kontekstów i uzyskanie pewności, że usuwają istotne zagrożenia.

Przygotuj się na ataki ransomware

Z badań Global Security Insights wynika, że główną przyczyną zakłóceń bezpieczeństwa wśród badanych organizacji stał się ransomware. W pierwszej połowie 2020 roku nasza jednostka analizy zagrożeń odnotowała aż 900% wzrost liczby wieloetapowych ataków. Crackerzy koncentrują się na uzyskaniu niewykrywalnego dostępu do sieci, eksfiltracji danych i tworzeniu backdoorów.

Chcą znaleźć się na jak najlepszej pozycji, zanim zaczną wysuwać żądania. Aby nie paść ofiarą ataku, organizacje potrzebują dwutorowego podejścia, które połączy skuteczną ochronę przed ransomware z efektywnymi mechanizmami naprawczymi po ewentualnym ataku. Cel to wyeliminowanie ciągłej, nierzucającej się w oczy, obecności napastników w środowisku organizacji.

Zwrot ku chmurze

Przejście na pracę zdalną obnażyło słabe punkty w technologii i procedurach bezpieczeństwa. Na przykład organizacje, które nie wprowadziły uwierzytelniania wieloskładnikowego, odkryły, że pracownicy zdalni nie mogą korzystać z sieci korporacyjnych, nie narażając przy tym organizacji i samych siebie na znaczne ryzyko. To jedna z obserwacji jasno pokazująca, że poprawa bezpieczeństwa wiąże się z koniecznością zwiększenia nakładów na zwalczanie zagrożeń.

Teraz gdy praca zdalna stała się standardem, zespoły ds. bezpieczeństwa mają prawo żądać od kierownictwa strategicznych inwestycji służących wyeliminowaniu luk pomiędzy aktualnym stanem zabezpieczeń a rzeczywistymi potrzebami w zakresie ochrony pracowników zdalnych.

Kwestia bezpieczeństwa uległa redefinicji. Choć zmiany zachodziły już od pewnego czasu — rosło zapotrzebowanie na mobilność — to wydarzenia ostatniego roku całkowicie zmieniły zasady. Bezpowrotnie minęły czasy, gdy dział IT skupiał się na zabezpieczaniu firmowych komputerów dla pracowników biurowych korzystających z aplikacji na firmowych serwerach. Obecnie zdalnie łączymy się z aplikacjami opartymi na infrastrukturze, która może, ale nie musi, być zarządzana, posiadana lub kontrolowana przez firmę. To wymusza zmiany w podejściu do bezpieczeństwa.

Przy tak wielu typach środowisk, mechanizmy kontroli punktów końcowych i sieci muszą być wysoce elastyczne — organizacje muszą zadbać o bezpieczeństwo, które będzie “podążać” za chronionymi zasobami. Na większości z nich wymusi to zwrócenie się ku chmurze.

Chmura również potrzebuje ochrony

Zwracam jednak uwagę, że chmura nie jest jednak panaceum na problemy bezpieczeństwa — organizacje muszą zweryfikować mechanizmy kontrolne. Jeśli przeciwnicy chcą atakować na dużą skalę, to cloud jest miejscem, w którym można to robić. Krakerzy wykorzystują moment cyfrowej transformacji firm i jest pewne, że w ciągu najbliższych miesięcy będziemy świadkami coraz bardziej wyrafinowanych ataków na chmurę.

Ostatni rok uwydatnił znaczenie cyberbezpieczeństwa dla zapewnienia ciągłości działania firm. To jedyna w swoim rodzaju okazja, aby wyjść poza dotychczasowe schematy i wdrożyć strategie zapewniające kompleksowe bezpieczeństwo. Aby zapoznać się z danymi stanowiącymi fundament naszych spostrzeżeń, przeczytaj pełny raport VMware Global Security Insights.

Arkadiusz Sikora, Country Manager w VMware

Wpływ Chin na światową gospodarkę

Chińska gospodarka może wyprzedzić amerykańską szybciej niż przewidywano. Jest to możliwe dzięki temu, że Państwo Środka dużo lepiej poradziło sobie z pandemią niż większość krajów Zachodu. Eksperci przewidują, że w okolicy 2030 roku Chiny staną na podium światowej gospodarki – zarówno biorąc pod uwagę PKB nominalny, jak i pod względem siły nabywczej. Z kolei w ujęciu rozwojowym, gospodarka Chin jest nadal mniej rozwinięta niż chociażby gospodarka USA. W tym przypadku bierze się pod uwagę wydatki na badania i rozwój, długość życia oraz inne wskaźniki. W celu uniezależnienia się od Chin kraje europejskie powinny zdywersyfikować procesy dostawcze, aby móc utrzymać działalność produkcyjną. Chiny jako „fabryka świata” są niezastąpionym elementem łańcucha dostaw i to właśnie dlatego bardzo trudno będzie odejść od tego modelu. W dodatku Chiny wykształciły gospodarkę konkurującą, przykładowo w elektronice użytkowej – w związku z tym oderwanie się USA lub Unii Europejskiej od Chin będzie bardzo trudne.

– Chiny są już pierwszą gospodarką świata wg. parytetu siły nabywczej, a w perspektywie 2030 roku mają szansę stać się największą gospodarką świata także w ujęciu PKB mierzonego nominalnie – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Wąsiński, kierownik zespołu handlu zagranicznego w Polskim Instytucie Ekonomicznym. – Dla Chin jest to prosta ścieżka, natomiast problemem będzie nasilający się spór z gospodarkami rozwiniętymi – m.in. Stanami Zjednoczonymi i Unią Europejską. Jeżeli dojdzie do eskalacji, Chiny napotkają na swej drodze poważną przeszkodę. Jednocześnie będzie to proces kosztowny dla pozostałych państw. Patrząc na ubiegły rok z perspektywy handlu, głównym zadaniem Stanów Zjednoczonych i Europy powinna być dywersyfikacja – a nie relokacja przedsiębiorstw i ich dostawców z Chin. Skutkowałoby to częściowym uniezależnieniem się od Chin, ponieważ posiadanie innych dostawców umożliwi działalność produkcyjną w czasie kryzysu. Możemy mówić, że z perspektywy rozwojowej Chiny nie są na tym samym etapie co Stany Zjednoczone – lecz rozmawiając o perspektywie czysto gospodarczej, stanowią globalną potęgę – wyjaśnia Wąsiński.

NFP to tylko część układanki

Piątkowy raport z rynku pracy wypadł powyżej oczekiwań. Psychologiczny poziom 1 mln nowych miejsc pracy co prawda nie został osiągnięty, ale odczyt na poziomie 943 tys. to solidny wynik. Znacznie natomiast spadła stopa bezrobocia do 5,4 proc. to było większym zaskoczeniem dla rynku. Dolar umocnił się. EUR/USD spadł do poziomu poniżej 1,1750. Złoto z kolei znalazło się przez moment poniżej 1700 USD za uncję. Teraz widzimy dynamiczne odreagowanie.

W USA zatrudnienie wzrosło w lipcu w najszybszym tempie od prawie roku, pomimo obaw o 4 falę pandemii. Nowych miejsca pracy w USA przybyło aż 943 tys. a stopa bezrobocia spadła do 5,4 proc. Wzrost płac był najlepszy od sierpnia 2020 roku. Dane są bardzo mocne. Na uwagę zasługuje również fakt, że odczyt za czerwiec został zrewidowany w górę o 119 tys. Drugi miesiąc rzędu mamy solidne wyniki. Szacunki co do piątkowych danych były dość zróżnicowane, wszystko przez niepewność co do tempa wzrostu po ostatnim złagodzeniu obostrzeń. Rynek pracy mimo dobry danych nadal stoi w obliczu ryzyka wydarzeń, które będą miały miejsce prawdopodobnie jesienią (szczyt 4 fali pandemii). Wchodząc w szczegóły raportu widzimy, że średnie godzinowe zarobki również wzrosły bardziej niż oczekiwano (0,4 proc. m/m oraz 4 proc. r/r). Dane za ostatnie miesiące sugerują, że rosnący popyt na pracę związany z wychodzeniem z pandemii prawdopodobnie wywarł presję na wzrost płac. BLS podkreślił, ze wpływ COVID-19 nadal w pewien sposób zniekształca dane a wzrost płac jest nierównomierny w poszczególnych sektorach. Wskaźnik aktywności zawodowej urósł do 61,7 proc. co stanowi najwyższy poziom od wybuchu pandemii. Co prawda do poziomu 63 proc. jeszcze trochę brakuje, ale pamiętajmy, że zbliża się koniec zasiłku dla bezrobotnych w wysokości 300 USD tygodniowo. Niektóre stany już wycofały się z tego programu (to jedna z przyczyn dużego spadku stopy bezrobocia). To może powodować, że z miesiąca na miesiąc będziemy widzieć wyższe odczyty. Pracodawcy nadal muszą zachęcać pracowników podwyżkami płac. Wzrost stawki godzinowej rok do roku i miesiąc do miesiąca jest tego namacalnym dowodem.

Nie zapominajmy jednak, że nadal brakuje 5,7 mln miejsc pracy w stosunku do lutego 2020 roku. Oznacza to, że na rynek powróciło około 75 proc. z 22,3 mln wszystkich miejsc pracy utraconych w czasie pandemii.

Nie ulega żadnej wątpliwości, że gospodarka USA poczyniła postęp w kierunku celów Fed. Nie jest on jednak jeszcze wystarczający do zmiany polityki monetarnej. Richard Clarida w ubiegłym tygodniu podkreślił, że to właśnie raporty z rynku pracy będą brane pod lupę w dużej mierze przez urzędników. Lipcowy raport stanowi bez wątpienia duży krok w kierunku osiągniecia celu zatrudnienia przez Rezerwę Federalną. Istnieje zatem szansa, że decyzja o redukcji QE zostanie podjęta w IV kwartale.

Ożywienie na rynku pracy jest warunkiem koniecznym do pierwszej podwyżki stóp przez Fed w dającej się przewidzieć przyszłości. Nie jest to warunek wystarczający. Nie zapominajmy o inflacji. Finalny odczyt CPI za lipiec poznamy w środę. Wyższe odczyty miesiąc do miesiąca i rok do roku napędzą oczekiwania „lift-offu” i wleją kolejną dawkę paliwa umacniającego dolara. Wyhamowanie dynamiki wzrostów spowoduje, że rynek zacznie interpretować, że szczyt inflacji w USA jest za nami i najbliższe miesiące mogą pokazać niższe wartości. Dlatego też środowa publikacja nabiera większego znaczenia i jest najważniejszym punktem w kalendarzu rynkowym w tym tygodniu.

Złoty osłabił się w piątek do głównych walut. Spadki głównej pary walutowej to standardowo okres deprecjacyjny dla PLN. Na EUR/PLN zobaczyliśmy w piątek 4,5750 a na USD/PLN 3,8950. Dziś od rana złoty lekko umacnia się. W tym tygodniu poznamy szacunki dynamiki PKB z Q2. Oczekiwany jest dynamiczny wzrost rzędu 10,8 proc. Oczywiście prawdopodobny dobry wynik to efekt luzowania obostrzeń po zimowo – wiosennej fali pandemii ale pamiętajmy o efekcie niskiej bazy i nie popadajmy w olbrzymi zachwyt. Dodatkowo poznamy finalny odczyt inflacji CPI (wszystkie dane w piątek). Pamiętajmy, że publikacja wartości wstępnej (30 lipca) spowodowała wzrost wartości naszej waluty. Tym razem nie oczekujemy dużego wpływu danych na PLN.

Łukasz Zembik, kierownik dep. analiz w TMS Brokers

GfK: Polacy wracają do zwyczajów sprzed pandemii. Wyhamowanie wzrostu handlu w branży spożywczej w pierwszym półroczu 2021

Po 2020 roku, który znacząco zmienił trendy i koszyki zakupowe, przyszła covidowa odwilż. Polscy konsumenci w części wracają do starych zwyczajów. Konsekwencją tego jest wyhamowanie sprzedaży produktów szybkozbywalnych oraz spożywczych w pierwszej połowie bieżącego roku. Wciąż chętnie odwiedzamy dyskonty, znów spożywamy posiłki poza domem, a także coraz większą uwagę zwracamy na zdrową dietę i ekologię. Takie dane płyną z analiz Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Ze względu na obowiązujące restrykcje 2020 rok zmienił styl życia Polaków. Więcej czasu spędzaliśmy w domach, więc także tam przenieśliśmy część okazji konsumpcyjnych. W rezultacie zyskał sektor spożywczego handlu detalicznego. – 2020 rok zmienił nabywców, mieliśmy do czynienia z zupełnie innymi zwyczajami i trendami konsumenckimi. Trzeba jednak pamiętać, że te zmiany wynikały z konieczności. Nic więc dziwnego, że w pierwszym półroczu 2021 roku stopniowo wracamy do zachowań sprzed pandemii. Częściowe luzowanie obostrzeń sprawiło, że nabywcy już mniej powstrzymują się przed odwiedzaniem sklepów stacjonarnych, a także wrócili do lokali gastronomicznych czy korzystania z usług branży turystycznej – mówi Szymon Mordasiewicz, dyrektor komercyjny Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Pierwsza połowa bieżącego roku przyniosła szereg zmian dla branży produktów z segmentu FMCG. Z danych Panelu GfK wynika, że kategorie spożywcze w pierwszym półroczu odnotowały wzrosły w wysokości 0,8% w porównaniu do analogicznego okresu w 2020 roku. Tak samo było w przypadku kosmetyków oraz produktów do pielęgnacji domu. Oznacza to, że kiedy przez część pierwszego półrocza 2021 roku możliwy był częściowy powrót do tzw. „normalności”, nastąpiło wyhamowanie zakupów w handlu detalicznym. O tym, że nabywcy częściej spożywają posiłki w lokach gastronomicznych, mogą świadczyć spadki w sprzedaży poszczególnych kategorii, np. świeżego mięsa (-10,2%), paczkowanych wędlin (-4,7%) lub świeżych warzyw (-4%).

Dyskonty górą

Jedynym kanałem sprzedaży, który podczas pandemii zbudował i umocnił lojalność oraz relacje z konsumentami są dyskonty. Tylko one nie odnotowały mniejszej liczby kupujących w pierwszym półroczu 2021. Co szczególnie ciekawe, wyhamowanie w sprzedaży dotyczy także kanału online. Według danych Panelu GfK w pierwszej połowie bieżącego roku internetowe zakupy w kategorii FMCG spadły o 4,2% w stosunku do zeszłego roku. Warto jednak pamiętać, że w porównaniu do pierwszych 6 miesięcy 2019 roku jest to wzrost o blisko 50%.

Polacy coraz bardziej eko

Część obecnych trendów konsumenckich rozwijała się już od dłuższego czasu, a pandemia dodatkowo je wzmocniła. Wśród nich można wskazać zwiększoną troskę o zdrowie oraz planetę. Konsumenci są coraz bardziej świadomi, dlatego należy spodziewać się dalszych zmian w tym zakresie. Polscy nabywcy deklarują, że przywiązują większą wagę do swoich diet, a także składów kupowanych produktów – wszystko w trosce o zdrowie i kondycję. Z danych Panelu GfK wynika, że szczególną popularnością wśród Polaków cieszą się roślinne zamienniki mięsa (wzrost o 179% w pierwszej połowie 2021 roku w porównaniu do tego okresu w roku ubiegłym) oraz nabiału (+50%). Wśród innych rosnących kategorii zakupowych są takie produkty jak np. surowe i wędzone ryby (+24,1%), oliwa z oliwek (+19,6%) oraz bakalie (+11%).

To dobry prognostyk dla wszystkich marek, kategorii, produktów lub usług, które odpowiadają na potrzeby konsumentów, proponują „zdrowszą alternatywę”, a także skutecznie komunikują swoje walory prozdrowotne. Coraz silniejsze stają się również trendy związane z ekologią. Także w tym przypadku rośnie odsetek konsumentów, którzy twierdzą, że będą wybierać marki lokalne, przyjazne zwierzętom oraz wspierające środowisko. Zaangażowanie w te kwestie to już konieczność dla marek. Najlepiej świadczą o tym dynamiczne wzrosty w sprzedaży produktów oznaczonych jako eko, bio czy vege – podkreśla Szymon Mordasiewicz.

Tomasz Konik na czele Deloitte w Polsce i krajach bałtyckich

Deloitte w Polsce, na Litwie, Łotwie i w Estonii działa teraz jako jeden klaster. Na jego czele stanął Tomasz Konik, który będzie łączył tę rolę z funkcją prezesa zarządu firmy Deloitte w Polsce.

Ta konsolidacja bez wątpienia oznacza wzmocnienie pozycji Deloitte w tym regionie. Chcemy w większym stopniu skoordynować nasze podejście rynkowe i zintensyfikować wymianę doświadczeń, by jak najlepiej doradzać naszym klientom – mówi Tomasz Konik, prezes zarządu Deloitte.

Tomasz Konik od ponad roku jest prezesem zarządu Deloitte w Polsce. Wcześniej, jako wiceprezes odpowiadał za rozwój obszaru kluczowych klientów oraz programów branżowych, a także strategii i operacji w dziale konsultingu. Z Deloitte jest związany od ponad 20 lat.

Ukończył Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach oraz międzynarodowy program MBA St. Gallen Business School. Jest absolwentem programów na IMD w Lozannie, Harvard Business School oraz IESE w Barcelonie. Jest licencjonowanym doradcą podatkowym.

Fortinet ogłosił wyniki finansowe za drugi kwartał 2021 roku

Firma Fortinet przedstawił wyniki finansowe za drugi kwartał 2021 roku.

Wybrane pozycje prezentują się następująco:

  • Przychody: 801,1 mln USD, wzrost o 30% (rok do roku)
  • Przychody ze sprzedaży produktów: 298,3 mln USD, wzrost o 41% (rok do roku)
  • Przychody z usług: 502,8 mln USD, wzrost o 24% (rok do roku)
  • Kwota zafakturowanych zamówień: 960,9 mln USD, wzrost o 35% (rok do roku)
  • Przychody przyszłych okresów: 2,91 mld USD, wzrost o 27% (rok do roku)
  • Marża operacyjna GAAP: 18,4%
  • Marża operacyjna inna niż GAAP: 25,4%
  • Rozwodniony zysk netto na akcję liczony według zasad GAAP: 0,82 USD
  • Rozwodniony zysk netto na akcję liczony według zasad innych niż GAAP: 0,95 USD
  • Przepływy środków pieniężnych z działalności operacyjnej: 418,2 mln USD
  • Przepływy wolnych środków pieniężnych: 394,7 mln USD

– W drugim kwartale bieżącego roku osiągnęliśmy najwyższy od ponad pięciu lat kwartalny wzrost obrotów, szczególnie w regionach Ameryki Północnej i Południowej oraz EMEA, a jednocześnie kontynuowaliśmy inwestowanie w rozbudowę naszego produktowego portfolio – powiedział Ken Xie, założyciel, prezes i dyrektor generalny Fortinet. Nasi klienci dostrzegają wartość płynącą z kompleksowej platformy zabezpieczającej, którą oferujemy. Zapewnia ona zintegrowaną i zautomatyzowaną ochronę firmowej sieci, urządzeń końcowych i usług chmurowych. Jesteśmy zadowoleni z silnej dynamiki naszego biznesu i z przyjemnością po raz kolejny podnosimy prognozy dotyczące wyników finansowych za cały rok.

„Odwrócone licytacje” na rynku nieruchomości. Oferty znikają z rynku i pojawiają się ponownie. Znacznie droższe

W lipcu 2021 roku padł rekord udzielonych kredytów hipotecznych. Wiele wskazuje, że cały bieżący rok w tym zakresie zamknięty zostanie z historycznie wysokim wolumenem hipotek. W pierwszej połowie roku Polacy przyjęli już 42 miliardy złotych kredytów, a według analityków do końca roku liczba ta przekroczy 80 miliardów. Z czego wynikają te rekordy? Polacy chcą budować domy, chcą kupować mieszkania i chcą inwestować w rynek, który rozwija się w bardzo progresywny sposób. Nowe mieszkania sprzedają się na pniu, a i mieszkania na rynku wtórnym cieszą się gigantycznym zainteresowaniem. Również właściciele ziemi zacierają ręce i wysoko podbijają stawki za grunty.

Tak drogo, jak tylko się da. „To już nie jest wyciskanie cytryny, a skórki po cytrynie”

Ceny nieruchomości biją swoje rekordy. W niektórych miastach w Polsce uśredniona cena metra kwadratowego przekracza już 10 tysięcy złotych – mowa o Trójmieście oraz Warszawie. Do tej kwoty zbliżają się także Wrocław i Kraków. Te rekordy wynikają z gigantycznego, niespotykanego wcześniej w historii zainteresowania kupców nieruchomościami. – Lokaty biją swoje negatywne rekordy. Polacy nie chcą, by ich oszczędności były zżerane przez inflację i szukają dla siebie dobrych i bezpiecznych inwestycji. Nie dla każdego są kryptowaluty, nie każdy poradzi sobie z inwestowaniem na giełdzie czy w dzieła sztuki. Nieruchomości wydają się bezpieczne i rzeczywiście w obecnych czasach bardzo perspektywiczne – mówi Filip Kiżuk, doradca gospodarczy,

Eksperci przyznają jednak, że ten „boom” niesie ze sobą szereg niebezpieczeństw oraz sytuacji, które jeszcze parę lat temu nie miały miejsca. – Obserwujemy masowe sytuacje wycofywania ofert z rynku. Ktoś wystawia dom za milion złotych, rozpoczyna negocjacje z klientami, po czym nagle wycofuje swoją ofertę i podnosi cenę lub wraca po kilku tygodniach z propozycjami znacznie wyższymi. Jest to działanie nagminne i wynika z faktu, że sprzedający chcą jak najwięcej zarobić na swoich obiektach – mówi Filip Kiżuk, doradca gospodarczy z centrum Kiżuk & Michalska.

– To już nie jest wyciskanie cytryny, a skórki po cytrynie. Właściciele nieruchomości wiedzą, że sprzedadzą swoje mieszkania czy domy. Chcą to jednak zrobić tak, by nie mieć żadnych wątpliwości, że drożej już się nie dało – mówi Filip Kiżuk, doradca gospodarczy.

„Miałam do czynienia z klientem, który w ciągu miesiąca dwa razy podniósł cenę oferowanej przez siebie nieruchomości”

Jak się zachować w takiej sytuacji? Doradcy gospodarczy nie mają wątpliwości, że progresywne zainteresowanie nieruchomościami napędza zainteresowanie klientów i apetyt właścicieli na pieniądze. Nie powinniśmy się jednak zgadzać na to, by ktoś w trakcie rozmów podbijał swoją stawkę. – Obiekt jest warty tyle, ile jesteśmy w stanie za niego zapłacić. Mamy do czynienia obecnie z tzw. „odwróconymi licytacjami” i oczywiście tylko od nas zależy czy zapłacimy więcej za dom, ziemię czy mieszkanie. Na pewno znajdzie się ktoś, kto zapłaci więcej od nas. Z drugiej strony zgoda na takie działanie napędza sytuacje, że osoby sprzedające nieruchomości są jeszcze bardziej rozpędzeni w swoich próbach podwyższania cen – mówi Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy. – Miałam do czynienia z klientem, który w ciągu miesiąca dwa razy podniósł cenę oferowanej przez siebie nieruchomości. Oferta ostateczna dla klienta była 60 tysięcy większa niż pierwotna – mówi Katarzyna Michalska, doradca gospodarczy.

Czy możliwe jest, że sytuacja na rynku nieruchomości uspokoi się w najbliższym czasie? Doradcy mówią, że raczej nie ma mowy  o tym, by „bańka mieszkaniowa” szybko wybuchła. Obecnie jest dobry czas na kredyt i dobry czas na inwestycje. Należy być jednak ostrożnym, bo taka sytuacja na rynku generuje, że na rynku pojawia się wiele ofert na granicy uczciwości.

Sytuacja na regionalnych rynkach biurowych po I półroczu 2021 r.

Na koniec pierwszego półrocza biura w regionach liczyły prawie 5,96 mln mkw. co oznacza, że łączna wielkość zasobów w ośmiu głównych miastach goni podaż Warszawy. Na przestrzeni drugiego kwartału deweloperzy oddali do użytku ponad 80 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni, a w budowie wciąż pozostaje ponad 630 tys. mkw. Autorzy raportu podkreślają, że najemcy z jednej strony wciąż wykazują dużą ostrożność, ale z drugiej, są coraz bardziej zainteresowani wznawianiem rozmów dotyczących wynajęcia powierzchni.

Wyniki biurowych regionów z ostatniego kwartału jasno pokazują, że zarówno najemcy i deweloperzy wciąż z dużą rozwagą planują ruchy i podejmują decyzje. Dobrymi prognostykami mogą być już wypracowane i powoli wdrażane strategie powrotów do pracy z biura, a także całkiem nieźle przystosowane i zabezpieczone do nowych realiów powierzchnie. Coraz częściej słyszy się też o pomysłach na to, jak zachęcać pracowników do powrotu do biur. W drugim kwartale to wszystko przełożyło się na większe zainteresowanie powierzchniami ze strony najemców. W najbliższym czasie spodziewamy się też skracania samych procesów decyzyjnych, czyli obserwujemy te same mechanizmy, które widać na stołecznym rynku biurowym. – Mikołaj Laskowski Head of Office Agency, BNP Paribas Real Estate Poland

Od początku roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w miastach regionalnych urosły o 126 tys. mkw. W drugim kwartale roku najwięcej nowych biur (36 tys. mkw.) oddano w kolejnym etapie inwestycji, którą firma Skanska realizuje w Poznaniu. Projekt Nowy Rynek będzie składał się z pięciu budynków o różnej funkcjonalności i łącznej powierzchni wynoszącej ponad 100 tys. mkw. W tym samym czasie pozwolenia na użytkowanie dostały dwa biurowce w Krakowie oraz po jednym w Katowicach i we Wrocławiu. W drugim kwartale gotowy na nowych najemców był również jeden obiekt biurowy w Trójmieście – rynku, który w 2021 r. ma szansę przekroczyć barierę miliona metrów kwadratowych.

Obecnie trwają prace przy budowie ponad 630 tys. mkw. biur, których oddanie planowane jest na drugą połowę 2021 i rok kolejny. Eksperci z BNP Paribas Real Estate zwracają uwagę, że niektóre planowane inwestycje mogą zostać przesunięte w czasie.

Według raportu AAG – Rynek biurowy w regionach Q2 2021 r., od kwietnia do końca czerwca popyt na nowoczesne biura na ośmiu najbardziej znaczących rynkach w regionach osiągnął poziom niemal 166 tys. mkw. W strukturze popytu dominowały renegocjacje kontraktów (47 proc.) oraz nowe umowy z umowami przednajmu włącznie (45 proc.). Ekspansje stanowiły 8 proc., a powierzchnie wynajmowane przez właścicieli na własne potrzeby nie przekroczyły 1 proc. całkowitego wolumenu. Na czele stawki rynków cieszących się największą popularnością uplasowała się stolica małopolski (47 tys. mkw. wynajętej powierzchni), wyprzedzając wyraźnie Katowice (35 tys. mkw.) i rynek trójmiejski (34 tys. mkw.).

W ostatnich latach miasta regionalne wyrosły na ważne centra biznesowe, a w związku z tym i ośrodki biurowe. Stały się zagłębiem dla firm z branż IT, outsourcingu i telekomunikacji, a także zapleczem dla sektora TSL i e-commerce. Co naturalne, pandemia sprowokowała pytania o zapotrzebowanie na przestrzenie biurowe i spowolniła decyzyjność kontraktów w zakresie nowych i długoterminowych zobowiązań, ale rynków regionalnych nie zatrzymała. Dziś widzimy, że najemcy przede wszystkim poszukują większej elastyczności i rozwiązań, które są bardziej dopasowane do strategii biznesowych na jutro i na pojutrze. – Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor Działu Business Intelligence Hub BNP Paribas Real Estate Poland

Pandemia spowodowała, że dla wielu biurowców w regionach najem powierzchni stoi pod znakiem weryfikacji planów dotyczących zapotrzebowania na powierzchnie, które w większości zajmowane są przez firmy z sektorów SSC/BPO/R&D oraz IT. A te zazwyczaj posiadają umowy podpisane na duże metraże. Małgorzata Fibakiewicz zaznacza, że w drugim kwartale pozytywną informacją był prawie 45 proc. wzrost popytu w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej, co jest zjawiskiem odwrotnym do obserwowanego na stołecznym rynku i może oznaczać chęć zabezpieczenia sobie nowoczesnych powierzchni w konkurencyjnych cenowo lokalizacjach.

Na liście największych transakcji w analizowanym okresie znalazły się m.in. renegocjacja umowy połączona z ekspansją firmy Rockwell Automation w kompleksie A4 Business Park II w Katowicach (19,5 tys. mkw.), a także przedłużenie kontraktu przez najemcę reprezentującego sektor finansowy i zajmującego biura w budynku przy ul. Kapelanka 42a w Krakowie (15,6 tys. mkw.).
Z raportu wynika, że wskaźnik pustostanów – w porównaniu kwartał do kwartału – wzrósł o 0,8 p.p. z 12,6 proc. do 13,4 proc., natomiast w porównaniu z analogicznym okresem 2020 r. powiększył się o 3,2 p.p. Najwięcej wolnych biur ma Łódź (18,3 proc. pustostanów), a najmniej Szczecin, który charakteryzuje się stabilnym popytem i najmniejszą podażą wśród analizowanych miast regionalnych. Wzrost wskaźnika, głównie za sprawą oddania do użytku nowych budynków, odnotowano również w Poznaniu i Krakowie.

Sektor nieruchomości life sciences wchodzi do głównego nurtu inwestycyjnego

  • W 2020 r. odnotowano 72% wzrost inwestycji korporacyjnych dokonanych przez firmy z sektora life sciences w regionie EMEA.
  • Od 2010 roku w regionie EMEA zainwestowano w ten sektor 81,5 mld dolarów, a liczba nowych miejsc pracy stale wzrasta +5% r/r.
  • Hiszpania, Włochy, Rosja, Polska i Węgry znajdują się obecnie w pierwszej dwudziestce krajów docelowych inwestycji korporacyjnych z sektora life sciences. W każdym z nich poziom inwestycji w ciągu ostatniej dekady przekroczył 1 mld dolarów.
  • Popyt na nieruchomości przystosowane do prowadzenia działalności w zakresie life sciences przewyższa istniejącą podaż.
  • Państwa mające korzystne systemy podatkowe, w tym Irlandia, mogą odnotować spadek zainteresowania najemców, ponieważ kraje z grupy G7 starają się powstrzymać firmy od przenoszenia zysków do krajów oferujących niskie opodatkowanie.

Firma doradcza Colliers opublikowała nowy raport pt. „Life Sciences Under the Microscope”, analizujący znaczny wzrost inwestycji w sektorze life sciences oraz jego wpływ na sektor nieruchomości w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce (EMEA). Z racji tego, że sektor ten jest przygotowany do znacznego wzrostu, raport prezentuje także możliwości dla wynajmujących i inwestorów zarówno na rynkach o ugruntowanej pozycji,  jak i rozwijających się.

Zainteresowanie firm sektorem life sciences w ciągu ostatniej dekady było duże —
w regionie EMEA od 2010 roku zainwestowano w niego 81,5 mld dolarów przy zachowaniu stabilnego tempa (powyżej 5% r/r) w tworzeniu miejsc pracy. Jednakże rok 2020 był wyjątkowy — w regionie EMEA odnotowano wzrost inwestycji korporacyjnych o 72%, ponieważ firmy znajdujące się na pierwszej linii frontu walki z pandemią zwiększyły swoją aktywność biznesową. Motywuje to właścicieli nieruchomości i deweloperów do rozważenia gotowości ich aktywów do wspierania aspiracji szybko rozwijających się firm z branży life sciences w odniesieniu do nieruchomości komercyjnych, a inwestorów do zwrócenia uwagi na powstające klastry life science.

Większość nowych inwestycji w sektorze od 2010 r. przeznaczono na produkcję farmaceutyków i urządzeń medycznych, co stanowi 59% inwestycji kapitałowych (33,6 mld dolarów). Na kolejnym miejscu znalazły się badania i rozwój – 11,4% (15,5 mld dolarów).

Zdecydowaną większość inwestycji realizowanych w tym czasie w Europie (67%) zdominowały istniejące klastry life sciences. Największym magnesem przyciągającym fundusze była Irlandia oferująca korzystne otoczenie w ramach UE oraz wielomiliardowe wsparcie dla sektora. Inne ugruntowane ośrodki cieszące się zainteresowaniem funduszy to: brytyjski „Złoty Trójkąt” (Londyn, Oksford i Cambridge), Zurych w Szwajcarii, niemiecka Bio-Valley, Flandria w Belgii i Medicon Valley w Kopenhadze.

Także nowe klastry nadrabiają zaległości. Hiszpania, Włochy, Rosja, Polska i Węgry znajdują się obecnie w pierwszej dwudziestce krajów docelowych, a każdy z nich przekroczył poziom 1 mld dolarów inwestycji korporacyjnych w ciągu ostatniej dekady.

— Sektor life sciences jest wyraźnie skupiony wokół kluczowych klastrów wiedzy specjalistycznej i zasobów ludzkich. Pojawiają się jednak nowe lokalizacje, co wynika z potrzeby firm do optymalizacji swojego zasięgu i zdobycia rynków rozwijających się, jako że sektor ten, w porównaniu do tradycyjnych gałęzi przemysłu, odnotowuje dynamiczne wzrosty. Decyzja krajów z grupy G7 o ustaleniu podatku dochodowego od osób prawnych na poziomie 15% jest kolejnym czynnikiem, który całkowicie zmieni sytuację firm, zmniejszając przewagę jednych krajów, a zwiększając innych — mówi Damian Harrington, Dyrektor Działu Badań Rynków Kapitałowych Colliers oraz Działu Badań w regionie EMEA i dodaje: — Przykładowo Irlandia przyciągnęła największe inwestycje korporacyjne, przy czym stosunek inwestycji do utworzonych miejsc pracy jest ponad czterokrotnie wyższy niż w przypadku kolejnego największego klastra – Złotego Trójkąta w Wielkiej Brytanii. Jest to około 28 razy więcej niż średnia dla klastra. Oczekiwalibyśmy, że przyszłe inwestycje korporacyjne będą w większym stopniu odpowiadać wielkości danego rynku oraz jakości i dostępności zasobów ludzkich. Będzie to napędzać popyt na nieruchomości związane z life scienses oraz możliwości zarówno w klastrach o ugruntowanej pozycji, jak i tych dopiero powstających.

Zeszłoroczny pęd inwestycyjny nie przełożył się jeszcze na rozszerzenie działalności w dziedzinie life sciences w Europie, a zatrudnienie wzrosło jedynie o 5% w ciągu 2020 r. Ten rozdźwięk między ekspansją finansową a fizyczną odzwierciedla między innymi ograniczoną podaż niezbędnych do rozwoju specjalistycznych, wielofunkcyjnych budynków.

— Najemcy z sektora life sciences zazwyczaj wymagają wysoce specjalistycznych i dostosowanych do ich potrzeb obiektów — zauważa Andrew Hallissey, Dyrektor Zarządzający Colliers ds. Usług dla Najemców w regionie EMEA. — Aby z nimi współpracować, deweloperzy muszą zadbać o swój rozwój w zakresie innowacji budowlanych oraz dostarczać im inteligentne i zrównoważone produkty. Ze względu na charakterystykę sektora nadal kluczowa będzie lokalizacja. Biorąc pod uwagę solidne perspektywy wzrostu branży, firmy deweloperskie kładące podwaliny pod jej rozwój prawdopodobnie nie doświadczą braku popytu ze strony najemców.

Z czasem podaż dogoni popyt, szczególnie gdy duzi gracze inwestycyjni, tacy jak Blackstone, Harrison Street, AXA, Oxford Properties czy Brookfield rozszerzą działalność na nieruchomości związane z life sciences. Colliers przewiduje wzrost wolumenu inwestycji z 1% średniej rocznej w ostatnim cyklu do blisko 5% w tym nowym, rozwijającym się cyklu inwestycyjnym.

Wyniki analizowane w raporcie dla poszczególnych rynków i regionów obejmują Wielką Brytanię, Bliski Wschód i Afrykę Północną, Hiszpanię i Włochy.

Wielka Brytania pozostaje jednym z największych europejskich magnesów przyciągających inwestycje w dziedzinie life sciences i zajmuje trzecie miejsce za Irlandią i Zurychem — chociaż jej wystąpienie z UE stale wpływa na model inwestycyjny, biorąc pod uwagę wciąż nierozwiązanie kwestie  dotyczące wzajemnego uznawania badań klinicznych, bezpieczeństwa produktów i innych regulacji. Firmy Legal & General i Bruntwood to jedni z kluczowych graczy w sektorze life sciences, którzy utworzyli spółkę joint venture, aby zbudować pierwszy portfel nieruchomości o wartości 360 mln funtów, obejmujący siedem obiektów o powierzchni ponad 120 tys. mkw. Docelowo, w ciągu 10 lat, w portfolio ma znaleźć się ok. 576 tys. mkw. BioCity Group i Oxford Properties również dokonują znaczących inwestycji.

Bliski Wschód i Afryka Północna: Turcja, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska i Egipt odpowiadają za 7% wszystkich inwestycji korporacyjnych w sektorze life sciences w regionie EMEA. Egipt i ZEA łącznie zainwestowały 4 mld dolarów, co pozwoliło na stworzenie ok. 15 tysięcy miejsc pracy. Dodatkowo, znaczenie ZEA wzrosło w ostatnim czasie dzięki niedawno utworzonemu partnerstwu między Wielką Brytanią a krajami arabskimi w dziedzinie life sciences (Life Science UK-Arab Partnership). W ramach tej współpracy, kierowanej przez firmę Mubadala Investment Company z siedzibą w Abu Zabi, zobowiązano się do zainwestowania 800 mln funtów, oprócz 200 mln funtów z Wielkiej Brytanii, aby wspomóc następną generację brytyjskich firm z branży life sciences w ZEA oraz pogłębić istniejące więzi handlowe i inwestycyjne między Wielką Brytanią a ZEA, które w 2019 roku były warte łącznie 32 mld funtów.

Na Hiszpanię przypada obecnie 4% regionalnych inwestycji w life sciences, koncentrujących się w Madrycie i Barcelonie. W kraju działa ponad 425 firm zatrudniających ponad 40 000 osób, z czego 60% to przedsiębiorstwa spoza Hiszpanii. Hiszpański przemysł farmaceutyczny i biotechnologiczny przyciąga firmy swoją innowacyjnością w zakresie zastosowania technologii w opiece zdrowotnej oraz wielkości rynku, który wciąż ma duży, niewykorzystany potencjał.

Włochy odpowiadają za 3% wszystkich inwestycji w regionie EMEA, które napędza cały ekosystem zbudowany wokół sektora life sciences, wspierający jego wzrost, innowacyjność i eksport produktów. Jego trzon stanowi 6 parków naukowych składających się  z 12 tzw. centrów doskonałości (ang. centres of excellence) i 16 ośrodków krajowych zajmujących się badaniami i rozwojem w dziedzinie life sciences.. Wszystkie jednostki zlokalizowane są w głównych miastach Włoch, takich jak: Rzym, Mediolan, Turyn, Genua i Neapol.

NEXERA otrzymała ponad 1 mld zł finansowania od konsorcjum banków na rozwój sieci światłowodowych w Polsce

Firma Nexera, pierwszy w Polsce wyłącznie hurtowy operator telekomunikacyjny, podpisała z konsorcjum banków umowę kredytową na łączną kwotę ponad 1 mld zł. Finansowanie zostanie przeznaczone na inwestycje w zakresie rozwoju sieci światłowodowych w Regionach Nexery. Porównując wielkość firmy do wysokości przyznanych jej środków, jest to bezprecedensowe wydarzenie na polskim rynku, potwierdzające szerokie perspektywy rozwoju operatora.

Nexera otrzyma finansowanie w postaci kredytu  inwestycyjnego oraz kredytu odnawialnego, który zostanie przeznaczony na rozwój infrastruktury światłowodowej w Regionach Nexery. Pozyskane środki pozwolą firmie przekroczyć liczbę 700 tys. adresów, które znajdą się w zasięgu sieci światłowodowej operatora. Lista kredytodawców Nexery obejmuje 5 banków: Europejski Bank Inwestycyjny, Bank PKO BP, Santander, BGK oraz ING.

Plan operatora zakłada docelowo objęcie siecią światłowodową ponad 1 mln gospodarstw domowych oraz jednostki edukacyjne w blisko 2 000 lokalizacji w 4 Regionach Polski: Świętokrzyskim, Regionie Warmii i Mazur, Łódzkim oraz Regionie Kujaw z Pomorzem i Mazowszem. Szacowany koszt inwestycji to blisko 3 miliardy złotych. Na koniec czerwca 2021 r. Nexera posiadała około 200 000 gospodarstw domowych w ramach sieci wybudowanej lub zakupionej ze środków własnych.

Oprócz finansowania przyznanego od konsorcjum banków firma pozyskała także 700 mln zł finansowania ze środków unijnych (środki przeznaczone są na budowę sieci znajdujących się w programie POPC). Pozostałą część finansowania, niezbędną do realizacji założonego celu, zapewniają udziałowcy firmy Nexera: Infracapital oraz Nokia.

Nexera to stosunkowo nieduża organizacja, zatrudniająca nieco ponad 20 osób, o regionalnej skali działania. Natomiast pozyskane finansowanie dłużne sytuuje nas na poziomie największych podmiotów w kraju. To niewątpliwy sukces na polskim rynku, który pokazuje, że jesteśmy wiarygodną organizacją z ogromnym potencjałem, co potwierdziły wiodące instytucje finansowe – mówi Paweł Hordyński, Członek Zarządu ds. Finansowych w Nexerze.

– Za naszym sukcesem stoi dobrze opracowany plan biznesowy, realna i skuteczna strategia firmy oraz innowacyjny sposób działania naszej organizacji, oparty na modelu „agile”, który pod wieloma względami stał się benchmarkiem dla innych operatorów na rynku – dodaje Jacek Wiśniewski, Prezes Zarządu Nexery.

– Dzięki pozyskanym środkom będziemy mogli kontynuować rozwój infrastruktury szerokopasmowej na obszarach tzw. białych plam. Są to miejsca (głównie tereny wiejskie i małe miejscowości w Polsce), które nie mają jeszcze dostępu do internetu szerokopasmowego. Doświadczenia ostatniego roku pokazały nam, że budowa światłowodu jest pilną inwestycją oraz podstawowym i kluczowym elementem infrastruktury miejskiej i wiejskiej, tak jak dostęp do innych mediów: prądu czy wody – podkreślają Członkowie Zarządu Nexery.

Produkty ze stali – gdzie szukać dostawcy?

Stal to bardzo popularny i chętnie wykorzystywany materiał, który cieszy się nieustannie bardzo dużą popularnością. Jest to rzecz jasna związane z tym jak duże możliwości ona daje. Jej wytrzymałość i bardzo wysoka jakość sprawiają, że jest to produkt, który nawet przy intensywnym użytkowaniu będzie się charakteryzował wysoką jakością i wykorzystany w różnych miejscach zagwarantuje nam trwałość, której będziemy oczekiwali. Dlatego nie powinno być zaskoczenia, że obecnie w wielu miejscach powszechnie wykorzystuje się elementy stalowe. Dlatego bardzo ważną kwestią jest również znalezienie właściwego dostawcy.

Wysoka jakość stali – zajrzyj do hurtowni

Pod kątem zakupu stali najlepszym miejscem będzie rzecz jasna hurtownia stali, taka jak np. https://ulamex.com.pl/stal-czarna i to ona będzie miała nam najwięcej do zaoferowania. W takim miejscu stal dostępna jest w zróżnicowanych formatach, z różnymi rozwiązaniami jeśli chodzi o funkcjonalność proponowanych materiałów. Stal powinna być oczywiście z pewnego źródła, dlatego hurtownia, która specjalizuje się w sprzedaży takich materiałów będzie najlepszym miejscem do dokonania takich zakupów. Choćby z tego względu faktycznie warto zaglądać do tego co hurtownie proponują, jaką stal są w stanie nam zaproponować.

Możliwość przygotowania zamówienia pod kątem indywidualnych oczekiwań

Warto decydować się na taką hurtownię stali, gdzie będzie można również oczekiwać, że stal zostanie dopasowana do tego jakie oczekiwania ma klient. Czasami konieczne są określone materiały i dlatego tak istotne będzie szukanie dostawcy, który będzie w stanie na te oczekiwania odpowiedzieć. Dobra hurtownia stali to również gwarancja wysokiej jakości produktów i atrakcyjnej ceny. Jeśli ktoś będzie składał duże zamówienie to również bardzo istotne będzie to, by dało się ewentualnie negocjować cenę. Dzięki temu będzie większa szansa na to, że uda się otrzymać dobrą ofertę.

Profesjonalna oferta hurtowni stali

Można się spodziewać, że sytuacja nie będzie ulegała zmianie i stal ciągle będzie takim materiałem, który jest bardzo popularny i chętnie wybierany. Dlatego również tutaj duże pole do popisu dla hurtowni stali, które mogą rozwijać swoją ofertę, poprawiać ją regularnie wprowadzając coś nowego. Warto mieć to wszystko na uwadze również szukając dostawcy. Szczególnie dla tych, którzy na co dzień pracują ze stalą jest to bardzo ważne,by mieć takiego dostawcę, który w 100% odpowiadać będzie oczekiwaniom, będzie w stanie zaproponować wszystko co będzie do realizacji prac potrzebne.

Przegląd wydarzeń tygodnia 9.08 – 13.08.2021

Nastroje na rynkach finansowych w minionym tygodniu zostały ukształtowane przez jastrzębie głosy ze strony przedstawicieli Fed podparte solidnym wynikiem zmiany zatrudnienia w sektorze pozarolniczym. Trudno oczekiwać, aby ubogi w publikacje makroekonomiczne następny tydzień diametralnie odmienił nastroje inwestorów, jednak w kalendarzu znalazło się miejsce dla interesujących publikacji. Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na dane z USA, gdzie w piątek opublikowana zostanie inflacja CPI. Kontynuacja wzrostu cen (bądź stabilizacja dynamiki) to kolejny argument za zacieśnianiem monetarnym, który może umacniać dolara w krótkim terminie. Dane z Wielkiej Brytanii powinny pokazać solidne odbicie gospodarcze, które wyhamuje w kolejnych kwartałach z uwagi na przejściowo problemu z epidemią. Spoglądając lokalnie poznamy dynamikę PKB z Polski, która wykorzystując efekt niskiej bazy oraz luzowanie restrykcji epidemicznych pokaże dynamiczną odbudowę gospodarki w drugim kwartale bieżącego roku.

Wydarzenia tygodnia: CPI z USA, PKB i produkcja przemysłowa z Wielkiej Brytanii, PKB z Polski, Indeks ZEW z Niemiec

USA

Zapowiada się spokojny tydzień w odniesieniu do strefy euro, gdzie jedynym istotnym odczytem będzie Indeks ZEW z Niemiec,  związku z czym większa uwaga skupi się na danych ze Stanów Zjednoczonych. Odczyt inflacji CPI (środa) może jedynie utwierdzić jastrzębią frakcję w konieczności stopniowej normalizacji polityki pieniężnej. Rynek nie oczekuje drastycznego wyhamowania dynamiki cen, a dobre dane z rynku pracy (NFP +943 tys. miejsc pracy) dają przestrzeń do taperingu (ograniczania skali skupu aktywów w ramach programu luzowania ilościowego). Miniony tydzień umocnił dolara, a w nadchodzącym perspektywy na odwrócenie trendu są raczej nikłe. Fed traci kolejne argumentu za utrzymywaniem ekspansywnej polityki pieniężnej, a co za tym idzie wszelkie próby (jeśli takie będą miały miejsce) opowiadania się za kontynuacją utrzymywania luźnych warunków finansowych mogą nie trafić na podatny grunt w świadomości inwestorów

Wielka Brytania

Interesująco maluje się czwartek w Wielkiej Brytanii, gdzie opublikowane zostaną szacunki dynamiki PKB za 2Q21 oraz wartość produkcji przemysłowej za czerwiec. Zbiór danych rzuci kolejne światło na obraz brytyjskiej gospodarki i pomoże w ocenie słuszności działań Banku Anglii. W minionym tygodniu BOE  podzielił się swoimi przewidywaniami odnośnie wskaźników gospodarczych. Bank widzie inflację na poziomie 4 proc. w 4Q21, ale jednocześnie powrót wskaźnika w okolice celu w kolejnych kwartałach. Odnosząc się do wzrostu gospodarczego BOE prognozuje wzrost PKB na poziomie 5 proc. 2 2Q21 i powrót do poziomów sprzed pandemii w 4Q21. Bazując na takich prognozach główne parametry polityki pieniężnej nie zostały zmienione, toteż czwartkowe dane pomogą zrewidować rynkowe oczekiwania kształtu policy-mix w kolejnych kwartałach. Kolejny kwartały mogą natomiast przynieść lekkie spowolnienie, które będzie efektem zakłóceń związanych w większą liczbą zachorowań na COVID19.

Polska

Równie emocjonująco zapowiada się ostatni dzień tygodnia w Polsce, kiedy to poznamy szacunki dynamiki PKB za drugi kwartał bieżącego roku. Naszym zdaniem PKB w ujęciu rocznym wzrośnie o około 10,8 proc. W dużej mierze za dynamiczne odbicie odpowiadać będzie efekt niskiej bazy, jednak nie bez wpływu pozostanie szersze luzowanie restrykcji epidemicznych, jakiego byliśmy świadkami w ubiegłych miesiącach. W tym samym czasie GUS opublikuje ostateczny wynik inflacji za lipiec. Odczyt PKB powinien pozostać neutralny dla złotego, który pozostaje wrażliwy przede wszystkim na globalne nastroje oraz na działania (a właściwie ich brak) ze strony RPP. Kilka nieco mniej gołębich komentarzy członków RPP nie burzy obrazu gołębiej Rady jako całości i do czasu publikacji prognoz inflacji mówiących o znacznym przestrzeleniu celu w długim terminie Rada nie powinna zmieniać swoich założeń.

Maciej Madej, analityk TMS

Tempo wzrostu cen produkcji w strefie euro przekroczyło 10%

Szybki wzrost cen komplikuje sytuację w europejskim i globalnym sektorze wytwórczym. Na przykład w strefie euro, zgodnie ze wskaźnikiem produkcji sprzedanej w przemyśle PPI, ceny w sektorze wytwórczym wzrosły w czerwcu o 10,2%. Główne pozycje obejmują na przykład wzrost cen materiałów o 9,2% lub wyjątkowo wysoki wzrost cen energii o 25,1%.

Liczby te są naprawdę wysokie i można spodziewać się, że w najbliższym czasie nie zobaczymy wyraźnego spowolnienia inflacji w strefie euro, a wręcz przeciwnie. Sytuacja jest również skomplikowana w Polsce, gdzie w czerwcu wzrost produkcji sprzedanej w przemyśle wyniósł 7%. Przez wyższe ceny produkcji rośnie również inflacja konsumencka. Rynek czeka jak ustosunkuje się do tego NBP, który na razie twierdzi, że wzrost cen ma jedynie charakter tymczasowy. Przykładowo, Narodowy Bank Czeski zareagował na szybki wzrost cen i już po raz drugi w tym tygodniu podniósł główną stopę procentową, tym razem z 0,5% do 0,75%.

Inne statystyki, o których warto w tym tygodniu wspomnieć, to wyniki raportu o zatrudnieniu ADP, według którego w lipcu w USA powstało 330 000 nowych miejsc pracy. To wynik znacznie poniżej oczekiwań, przy konsensusie rynkowym na poziomie 695 000.

W tym tygodniu złoty lekko się umocnił, w piątek rano notowania względem euro oscylowały na poziomie 4,54 PLN/EUR. Jednocześnie światowa główna para walutowa, eurodolar, była wyceniana na 1,183 USD/EUR.

Marta Pavlik, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Rzecznik MŚP nie popiera najnowszego projektu franczyzodawców. Kodeks dobrych praktyk we franczyzie tylko z konkretnym okresem wypowiedzenia

Opublikowany niedawno projekt Kodeksu Dobrych Praktyk dla rynku franczyzy nie uzyskał poparcia Rzecznika MŚP, Adama Abramowicza. Choć na stronie internetowej projektu mogliśmy przeczytać o wsparciu Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców dla tej inicjatywy, to w rzeczywistości prace nad projektem toczyły się bez jego udziału.

Jak wielokrotnie wskazywano, zarówno na posiedzeniach Zespołu Roboczego ds. Franczyzy, jak i w innych komunikatach oraz działaniach Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, kodeks dobrych praktyk dla rynku franczyzy, zdaniem Rzecznika MŚP, będzie kompletny wyłącznie przy uwzględnieniu postulatu wprowadzenia konkretnego okresu wypowiedzenia, tak dla franczyzobiorców, jak i dla franczyzodawców. Ponadto Kodeks powinien precyzować, że zakaz konkurencji nie może być dłuższy od okresu obowiązywania umowy.

– Wypracowana formuła Kodeksu nie jest kompromisem, ponieważ nie zawiera w sobie najważniejszego z punktu widzenia franczyzobiorców zapisu o 3 i 6 miesięcznym okresie wypowiedzenia odpowiednio dla franczyzobiorców i franczyzodawców. Świadectwem braku uniwersalnego poparcia dla projektu jest też fakt, że sygnatariuszami Kodeksu są prawie wyłącznie organizacje zrzeszające franczyzodawców, ze strony franczyzobiorców jest to tylko jedna organizacja – komentuje Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorców.

Rzecznik MŚP stworzył dla przedstawicieli obu stron przestrzeń do dyskusji nad samoregulacją rynku franczyzowego w postaci Zespołu Roboczego ds. Franczyzy w Radzie Przedsiębiorców przy Rzeczniku. Zespół miał opracować kodeks, który miałby na celu zabezpieczenie franczyzobiorców przed negatywnymi skutkami wykorzystywania silniejszej pozycji ekonomicznej przez franczyzodawców. Kością niezgody okazał się proponowany przez Rzecznika przepis o 3 i 6 miesięcznym okresie wypowiedzenia umowy franczyzy.

– Konkretne i dość krótkie terminy są niezbędne, aby zabezpieczyć franczyzobiorców przed dramatami osobistymi i rodzinnymi spowodowanymi niemożnością uwolnienia się od długoterminowej umowy franczyzy w przypadku, gdy przedsięwzięcie z różnych przyczyn przestało przynosić franczyzobiorcy dochody – dodaje Adam Abramowicz.

W ostatnim czasie Ministerstwo Sprawiedliwości rozpoczęło analizę potrzeby uregulowania ustawowego kwestii umowy franczyzy, która do tej pory stanowi jedną z tzw. umów nienazwanych. Konieczne jest rozwiązanie problemu mikroprzedsiębiorców uwikłanych w niedające się rozwiązać długoterminowe umowy franczyzowe.   Rzecznik MŚP wciąż uważa, że najlepszym rozwiązaniem byłoby stworzenie odpowiednich rozwiązań samoregulacyjnych. Muszą być one jednak akceptowalne dla wszystkich stron. Zaproponowany przez środowisko franczyzodawców Kodeks Franczyzy tego nie gwarantuje. Jeśli konsens nie zostanie osiągnięty, wydaje się, że niezbędne będzie uregulowanie tej kwestii na poziomie ustawy.

BinarApps z 35% wzrostem przychodów r/r i nowym oddziałem w Gdyni

BinarApps – polska spółka IT tworząca produkty cyfrowe dla biznesu, poinformowała o uruchomieniu nowego Delivery Center w Gdyni. Firma z siedzibą główną w Łodzi, zatrudnia obecnie ponad 130 specjalistów. BinarApps upatruje największe szanse na rozwój w branży FinTech.

W trójmiejskim biurze firmy pracuje już ponad 20 osób, głównie specjalistów Java i React Native. Firma planowała stworzenie nowego Delivery Center od kilkunastu miesięcy, a pandemia COVID-19 tylko przyspieszyła tę decyzję. BinarApps chce powtórzyć sukces swojego łódzkiego oddziału, ale w dwukrotnie krótszym czasie – celem jest zwiększenie zatrudnia do 100 osób w przeciąg 3 lat. W planach spółki jest również otwarcie kolejnych lokalizacji, w tym pierwszego oddziału zagranicznego.

– Przez ostatnie 7 lat zebraliśmy wiele doświadczeń i dojrzeliśmy jako organizacja. Projekty, które zrealizowaliśmy dla firm ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Skandynawii zyskały duży rozgłos i są dla nas świetną reklamą, zarówno wśród potencjalnych klientów, jaki i partnerów. Od dłuższego czasu prowadziliśmy rozmowy z mniejszymi firmami czy zespołami specjalistów, którzy zauważają trudności w kwestii skalowania swojego biznesu. Przyłączenie się do BinarApps to dla nich szansa na szybki wzrost przy minimalnym ryzyku. Gdynia jest właśnie takim przykładem – spotkaliśmy tu ludzi, którzy mieli ambicje, aby pracować przy innowacyjnych projektach z obszaru Open Banking czy Blockchain i wspólnie stworzyliśmy zespół o bardzo mocnych kompetencjach. W przyszłości planujemy otwarcie kolejnych lokalizacji, również za granicą podkreśla Adam Przymusiała, Co-Founder BinarApps.

Dobre wyniki mimo pandemii

Pomimo okresu pandemii spółka odnotowała wysokie wyniki finansowe – ubiegły rok BinarApps zamknęła z wynikiem 14,5 mln zł, co oznaczało 35% wzrost przychodów r/r. Jak podaje Adam Przymusiała, rok 2021 zapowiada się jeszcze lepiej:

Początkowy okres pandemii COVID-19 był dla nas trudny bo wiele projektów zostało wstrzymanych, a tempo pozyskiwania nowych wyraźnie zmalało. Jednak dzięki partnerskim relacjom z klientami i różnym działaniom wewnętrznym, sytuacja szybko odwróciła się o 180 stopni. Przede wszystkim zoptymalizowaliśmy wiele procesów w organizacji, które pozwoliły nam działać znacznie sprawniej. Podjęliśmy też decyzję, że niezależnie od sytuacji, nikogo nie zwalniamy. Było to możliwe dzięki wartościom na których budujemy naszą organizację, czyli odpowiedzialności, troska o innych i zaufaniu. Po początkowej fazie niepewności, znacznie wzrosło zainteresowanie ze strony klientów i pojawiły się nowe projekty, bo firmy potrzebowały rozwiązań pozwalających na sprawne funkcjonowanie w nowej rzeczywistości. W efekcie nasze przychody zwiększyły się o 35% r/r. Jednak wiele wskazuje na to, że to dopiero początek dużej fali wznoszącej, bowiem już w połowie roku nasze wstępne prognozy szacują 75% wzrost.

FinTech szansą na rozwój

BinarApps tworzy aplikacje mobilne i webowe dla branż, takich jak e-commerce, healthcare, media czy HR, ale największe szanse na wzrost upatruje w FinTech. W tym sektorze spółka zrealizowała do tej pory kilkanaście projektów, m.in. dla firm z USA, Wielkiej Brytanii czy Skandynawii.

– FinTech to jedna z najszybciej rozwijających się branż w ostatnich latach. Próg wejścia dla nowych firm był dotychczas bardzo wysoki, ale dyrektywa PSD2 stworzyła możliwości zaistnienia w tym sektorze również mniejszym podmiotom. Mamy duże doświadczenie w tworzeniu rozwiązań z zakresu Open Banking czy Blockchain i widzimy tutaj szansę rozwoju BinarApps. Projekty takie jak Minerva, Everest oraz GetBeyond pomogły nam zdobyć wiedzę, rozbudować kompetencje, ale przede wszystkim odniosły sukces na swoich rynkach. Każda kolejna realizacja to nowe doświadczenie, które szybko procentuje, bo dostarczamy coraz doskonalsze produkty – wskazuje Maciej Krasowski, Chief Revenue Officer i Co-Funder BinarApps.

SatRevolution przejmuje easyCALL.pl

Działająca w sektorze kosmicznym firma SatRevolution łączy się z notowaną na rynku NewConnect spółką easyCALL.pl SA (ECL). Umowę w sprawie odwróconego przejęcia podpisano w piątek, 6 sierpnia. SatRevolution ogłasza dalsze ambitne plany, w tym dwukrotne powiększenie zespołu i budowę trzech mikrosatelitów ze zdolnościami pozyskiwania zdjęć wysokorozdzielczych.

SatRevolution to jedna z najprężniejszych firm kosmicznych w tej części Europy. Ostatnio jako pierwsza firma z Polski nawiązała strategiczne partnerstwo biznesowe z Virgin Orbit i wysłała na orbitę dwa swoje satelity: STORK-4 oraz STORK-5, zaczynając tym samym proces budowy własnej konstelacji. W tym roku wyniesie na orbitę jeszcze 9 satelitów (łącznie będzie ich 14), a w 2022 planowo kolejne 60.

Debiut SatRevolution za pomocą mechanizmu odwróconego przejęcia umożliwia spółce szybsze i bardziej elastyczne pozyskanie kapitału i debiut na publicznym rynku. – Przy obecnym niebywale szybkim rozwoju SatRevolution jak również całej branży kosmicznej, to niezbędne działanie – mówi Grzegorz Zwoliński, prezes zarządu SatRevolution S.A.

SatRevolution wnosi swój biznes do easyCALL.pl w zamian za emisję nowych akcji, które obejmą obecni akcjonariusze SatRevolution S.A. EasyCALL.pl po przejęciu przyjmie nazwę SatRevolution.
W świetle podpisanej w piątek umowy, przed przejęciem kapitał zakładowy SatRevolution zostanie podwyższony w wyniku emisji akcji serii J, N, P, R i S w liczbie 654 151 o wartości nominalnej 0,1 zł każda. Emisja jest kierowana zarówno do nowych inwestorów, jak i kluczowej kadry zarządzającej spółki. Uruchomiono też program akcji pracowniczych.

Pozyskane fundusze zostaną przeznaczone na rozwój SatRevolution. – W ciągu najbliższych miesięcy planujemy podwojenie zespołu z 50 do 100 osób. Poszukujemy osób na kluczowe stanowiska, w tym programistów, mechaników, elektroników, inżynierów. Wkrótce rozpoczniemy kolejną rundę finansową celem zebrania środków na sfinansowanie całej konstelacji Stork – zdradza prezes Grzegorz Zwoliński.

– Planujemy również rozpoczęcie budowy trzech mikrosatelitów ze zdolnościami pozyskiwania zdjęć wysokorozdzielczych. Podpisaliśmy kontrakty o wartości 2 milionów dolarów na najbliższe trzy lata. Ponadto, jesteśmy na etapie negocjacji kolejnych kontraktów na łączną kwotę ponad 20 mln dolarów, w tym finalizujemy kontrakt wysokorozdzielczy na 10 mln dolarów. Obecnie realizujemy także trzy projekty badawczo-rozwojowe na łączną kwotę dofinansowania ok. 12 mln dolarów, z której ok. 30 proc. zostało do tej pory wykorzystane – mówi Grzegorz Zwoliński.

Dolar znów zyskuje

Rosnący deficyt handlowy USA nie przeszkadza inwestorom zainteresować się amerykańską walutą. Liczą oni na dobre dane z rynku pracy, które poznamy dzisiaj o godzinie 14:30.

Dane z USA

Zgodnie z oczekiwaniami deficyt handlowy USA nadal rośnie. Mieliśmy wczoraj kolejny rekord wszechczasów. Powód rekordów jest dość prozaiczny. W odbiciu popandemicznym import wrócił do trendu i osiągał dalej historyczne maksima. Eksport nadal jednak nie przekracza poziomów z lat 2018-2019. Ostatnie umocnienia dolara tylko przeszkadzają w zbilansowaniu budżetu handlowego.

Bezrobocie za oceanem

Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych wypadły wczoraj wyjątkowo blisko oczekiwań. Co ciekawe, zeszłotygodniowe dane wbrew ogólnej tendencji zostały skorygowane w dół. W ostatnich tygodniach niemal zawsze były to wzrosty. Inwestorzy uznali te dane za dobry prognostyk względem dzisiejszego pakietu informacji z rynku pracy. Dolar kontynuuje zaczęte jeszcze w środę umocnienie względem euro. Od tego czasu umocnił się o niecałego centa, co nie jest aż tak dużym wynikiem, ale większość analityków oczekuje na dzisiejsze dane.

Czesi podnieśli stopy procentowe

Powoli RPP traci swoje punkty odniesienia. Polska najczęściej w polityce monetarnej porównuje się z Czechami i Węgrami. Są to jedyne państwa naszego regionu o własnej walucie z podobnymi wskaźnikami makroekonomicznymi. Obydwa jednak walcząc z inflacją podniosły stopy procentowe. W przypadku Czechów był to zresztą poziom nie 5% wzrostu cen, ale 3%. Pomimo tego, że rynki spodziewały się podniesienia stóp i tak część inwestorów lokowała środki przeciwko tej decyzji. Odwracanie pozycji po publikacji spowodowało umocnienie się korony względem pozostałych walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych należy zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Projekt interpretacji ogólnej w sprawie definicji transakcji kontrolowanej

W ostatnich latach można zaobserwować dużą dynamikę zmian w zakresie przepisów o cenach transferowych. Immanentną cechą zmian jest powstanie niepewności oraz możliwości różnego rozumienia zmiany, co prowadzić może do rozbieżności w interpretacji przepisów. Ministerstwo Finansów w dniu 31 marca 2021 r. skierowało zawiadomienie o rozpoczęciu konsultacji podatkowych w sprawie projektu interpretacji ogólnej Ministra Finansów, Funduszy I Polityki Regionalnej w sprawie definicji transakcji kontrolowanej (publikacja projektu 1 kwietnia 2021 r.). Od tego, czy określona transakcja stanowi transakcję kontrolowaną, zależy m.in. dokumentowanie oraz raportowanie cen transferowych.

Ustawa o podatku dochodowym

Zgodnie z art. 11a ust. 1 pkt 6 ustawy o CIT oraz art. 23m ust. 1 pkt 6 ustawy o PIT transakcja kontrolowana oznacza identyfikowane na podstawie rzeczywistych zachowań stron działania o charakterze gospodarczym, w tym przypisywanie dochodów do zagranicznego zakładu, których warunki zostały ustalone lub narzucone w wyniku powiązań.

Centralnym elementem tej definicji są działania o charakterze gospodarczym, które można zidentyfikować na podstawie rzeczywistych zachowań stron. Drugi ważny element, który powinien być rozpatrywany łącznie, to warunki transakcji, które powinny być ustalone w wyniku występujących powiązań.

Działania o charakterze gospodarczym

W pierwszej kolejności należy wskazać, że ustawa o podatku dochodowym PIT i CIT nie zawiera definicji „działania o charakterze gospodarczym”. W związku z tym w projekcie interpretacji ogólnej Ministerstwo Finansów zaproponowało określenie jednej definicji. W szczególności MF wskazało, że słowo „działanie” ma bardzo szerokie znaczenie, a jedynym jego ograniczeniem jest gospodarczy charakter transakcji. W związku z tym każdorazowo przy analizie transakcji należy w pierwszej kolejności zwrócić uwagę na gospodarczy charakter i posiłkować się pojęciem „działalności gospodarczej”. Innymi słowy, gospodarczy charakter działania powinien w ocenie Ministerstwa Finansów opierać się na trzech filarach: cele zarobkowe (zysk, zwiększenie majątku), zorganizowana struktura (ciągłość, powtarzalność, częstotliwość działań) oraz niezależny charakter (samodzielny). Ministerstwo zwróciło także uwagę na pewną oczywistość, czyli fakt, że działania o charakterze gospodarczym nie zawsze muszą oznaczać prowadzenie działalności gospodarczej (są pojęciem szerszym), niemniej w ocenie Ministerstwa charakter gospodarczy jest ściśle związany z działalnością gospodarczą, a przynajmniej można go zidentyfikować na podstawie ww. cech.

Rzeczywiste zachowania stron

W zakresie rzeczywistych zachowań stron MF w projekcie interpretacji ogólnej zwraca szczególną uwagę na rzeczywistość zachowań oraz związek ze stroną. Rzeczywiste działania należy rozumieć jako działania zrealizowane albo faktyczne czynności, które są dokonywane. Ministerstwo zwróciło uwagę, że należy oceniać faktyczny wygląd czynności, a nie treść zawartą na fakturze. Innymi słowy, oceniane są rzeczywiste działania o charakterze dwustronnym lub wielostronnym, a nie pozorne czy sztuczne. Istotne są przyczyny ekonomiczne zawierania transakcji kontrolowanej.

Ministerstwo Finansów zwróciło uwagę na możliwość rozbieżnego traktowania transakcji kontrolowanej, tj. odrębnej analizy przesłanek transakcji kontrolowanej przez każdą stronę. W konsekwencji może okazać się, że z perspektywy jednego podmiotu określone działanie będzie transakcją kontrolowaną, a dla innego podmiotu już nie. Tu jako przykład wskazana jest transakcja najmu prywatnego nieruchomości przez udziałowca spółki na cele prowadzenia działalności gospodarczej przez spółkę.

Warunki działań ustalone lub narzucone w wyniku powiązań

Kolejną przesłanką identyfikującą transakcję kontrolowaną jest ustalenie warunków transakcji w oparciu o zachodzące powiązania. W szczególności, jak zaznacza Ministerstwo Finansów, mogą wystąpić sytuacje, gdzie transakcja jest niezależna od powiązań jak np. wypłata dywidendy, czyli zrealizowanie ustawowego prawa do wypłaty zysku. W takich sytuacjach nie będziemy mieli do czynienia z transakcją kontrolowaną. Oznacza to, że Ministerstwo ostatecznie potwierdziło, iż transakcje takie jak wypłata dywidendy w spółkach kapitałowych, wypłata zysku w spółkach osobowych, ale także wszelkie dopłaty wynikają z przepisów prawa i są czynnościami dokonywanymi samodzielnie, a wspólnik zasadniczo nie ma żadnego wpływu na ich wysokość. Dlatego też transakcje takie nie stanowią transakcji kontrolowanych i nie podlegają dokumentowaniu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Bayer powołał dyrektora Digital Hubu w Warszawie

Bogusław Tobiasz objął stanowisko dyrektora Digital Hubu firmy Bayer. Będzie odpowiedzialny za strategiczne zarządzanie nowoutworzoną jednostką w światowej strukturze firmy. Digital Hub, zlokalizowany w warszawskim biurze firmy, to najnowsza inwestycja firmy Bayer w Polsce. Centrum, które rozpoczęło działalność w lipcu, koncentruje się na opracowywaniu innowacyjnych rozwiązań cyfrowych do zastosowań globalnych, w pierwszym etapie – dla rolnictwa. Digital Hub stworzy miejsca pracy nawet dla 400 specjalistów IT – strategiczna koordynacja tego procesu to jedno z zadań jej nowego dyrektora. Objął on tę funkcję z początkiem sierpnia.

– Moim celem jest stworzenie świetnego, zróżnicowanego zespołu, który będzie rozwijał najbardziej innowacyjne rozwiązania cyfrowe dla rolnictwa do zastosowań na całym świecie – mówi Bogusław Tobiasz – Pracownicy w Warszawie będą ściśle współpracowali z zespołami centrów IT firmy Bayer w Niemczech, USA i innych krajach. Wspólnie wprowadzając cyfrowe innowacje, będziemy realizowali wizję Bayer „Health for all, hunger for none”.

Przed objęciem obecnego stanowiska Bogusław Tobiasz pracował w firmie Amazon, pełniąc funkcję Senior Regional IT Head na Europę Środkowo-Wschodnią i zarządzał rozproszonym zespołem pracowników IT. Wcześniej był już związany z firmą Bayer, pracując przez ponad trzy lata na stanowisku Regional IT & Digital Innovation Director na Europę Środkowo-Wschodnią. Był wówczas odpowiedzialny za międzynarodowe projekty zarządzania aplikacjami, infrastrukturą, cyfryzacją i innowacjami. Kierował też Zespołem Innowacji. Ma doświadczenie w metodykach zarządzania projektami (Prince2 i Agile), w budowaniu rozwiązań programistycznych, integracji aplikacji i platform korporacyjnych, definiowaniu i wdrażaniu procesów. W swojej karierze zarządzał wieloma projektami w zakresie rozwoju oprogramowania, transformacji cyfrowej oraz rozwoju biznesu.

Bogusław Tobiasz ma tytuł MBA Oxford Brookes University, gdzie studiował na kierunku IT Systems in Management and Business. Jest ponadto absolwentem Wyższej Szkoły Zarządzania w Waszawie. Fascynują go obszary e-zdrowia, e-commerce, aplikacji mobilnych.

– Z radością obejmuję nowe stanowisko, bo oznacza to unikalne, bardzo ambitne wyzwania zawodowe – dodaje Bogusław Tobiasz – Kreatywność, odwaga w myśleniu, entuzjazm: to są bliskie nam wartości. Już dziś zapraszam do naszego zespołu programistów, specjalistów na stanowiska Full Stack Engineer, Cyber Security Engineer, Data Engineer, Data Scientist – z doświadczeniem w uczeniu maszynowym, sztucznej inteligencji i badaniach operacyjnych.

Big Tech szykuje się do walki o prawa konsumenta

W trakcie pandemii giganci technologiczni osiągnęli rekordowe zyski, ale czeka ich ciężka walka z regulatorami, którzy uważnie przyglądają się niektórym ich praktykom biznesowym, uznając je za szkodliwe dla konsumentów.

Lina Khan, nowa przewodnicząca Federalnej Komisji Handlu (FTC), podczas przesłuchania przed amerykańską podkomisją ds. Ochrony Konsumentów i Handlu oświadczyła, że agencja rozważa zmiany legislacyjne w celu „zakończenia specjalnej ochrony wybranych branż” oraz mocniejsze egzekwowanie przepisów prawa w odniesieniu do niektórych z największych światowych firm i ich platform.

Oczekuje się, że Federalna Komisja Handlu pod przywództwem Khan będzie znacznie twardsza w stosunku do dużych spółek technologicznych, nazywanych popularnie Big Tech. Agencja ta działała już

w obszarze, który budził wiele kontrowersji związanych z „prawem do naprawy”. Pojawiły się raporty o rolnikach zmuszanych do korzystania z hakerów, aby ich ciągniki i kombajny, posiadające skomputeryzowane systemy, mogły rozpoznawać wykorzystywane części zamienne.

Małe warsztaty naprawcze również narzekają na brak możliwości wymiany pękniętych ekranów w niektórych telefonach, ponieważ albo części zamienne są niedostępne, albo producent wymaga skomplikowanej procedury i specjalistycznych, autorskich narzędzi. Pojawiają się również doniesienia o braku możliwości naprawy niektórych urządzeń elektronicznych ze względu na to, że elementy są tak mocno przyklejone do obudowy, że otwarcie urządzenia niszczy je, zmuszając właściciela do wymiany wadliwego urządzenia zamiast naprawienia go. Raport FTC opublikowany w maju tego roku wykazał, że producenci często odradzają naprawy przez niezależne firmy, które mogą pobierać od konsumentów mniej niż one same.

Społeczeństwo obywatelskie domaga się jednak prawa do naprawy, biorąc pod uwagę, że może ono pomóc rozwijać społeczności oraz oszczędzać pieniądze konsumenta i cenne zasoby naturalne. Nawet współzałożyciel Apple, Steve Wozniak, powiedział, że popiera prawo do naprawy.

W następstwie dekretu wykonawczego podpisanego przez prezydenta Bidena w sprawie promowania konkurencji w gospodarce amerykańskiej FTC jednogłośnie zagłosowała za zwiększeniem egzekwowania prawa przeciwko restrykcjom naprawczym, które uniemożliwiają małym firmom, konsumentom, a nawet podmiotom rządowym naprawianie ich własnych produktów.

Wysiłki, aby wprowadzić prawo w tym zakresie, są jednak jeszcze na samym początku drogi, gdyż giganci technologiczni tacy jak Amazon, Apple, Google, Microsoft, Samsung, aktywnie walczą z propozycjami legislacyjnymi prawa do naprawy, twierdząc, że zagraża ono ochronie własności intelektualnej, tajemnic handlowych i może tworzyć obawy związane z bezpieczeństwem, a dodatkowo zobowiązaniami dla firm. Niedawna decyzja FTC może stanowić zagrożenie dla strumienia przychodów z napraw właśnie

dla tych firm. Na przykład według Kyle’a Wiensa, prezesa firmy iFixit, linia biznesowa Apple’a zajmująca się naprawą iPhone’a może przynosić spółce od 1 do 2 miliardów dolarów rocznie.

Europa podjęła już kroki w kierunku możliwości naprawy, prosząc producentów niektórych urządzeń elektrycznych o zapewnienie możliwości ich naprawy przez co najmniej 10 lat. Europejskie Biuro Ochrony Środowiska szacuje, że wydłużenie żywotności europejskich smartfonów o zaledwie jeden rok pozwoliłoby zaoszczędzić 2,1 miliona ton ekwiwalentu CO2 rocznie, przyczyniając się do walki z globalnym ociepleniem. Wielkość ekwiwalentu CO2 odpowiada rocznej emisji ponad 450 000 samochodów.

W badaniu opublikowanym przez eurobarometr, 77 proc. obywateli Unii Europejskiej wolałoby naprawiać swoje urządzenia niż je wymieniać, podczas gdy 79 proc. uważa, że producenci powinni być prawnie zobowiązani do ułatwiania naprawy cyfrowych urządzeń lub wymiany ich poszczególnych części.

Pomimo walki z regulatorami, trwająca pandemia prawdopodobnie zwiększy zyski firm Big Tech. W drugim kwartale 2021 r. Amerykanie wydali 14 miliardów dolarów na gry wideo i powiązane produkty, co stanowiło wzrost o 2 proc. w porównaniu do pierwszego kwartału. Zyski odnotowano w wydatkach na komputery osobiste (PC), przechowywanie danych w chmurze (cloud), urządzenia mobilne (mobile)

i subskrypcje, a także na sprzęt i nie-konsolowe produkty VR. Przykładowo, dla spółki Apple (AAPL) jest to dobra wiadomość, ponieważ 62 proc. przychodów z App Store jest generowanych właśnie przez transakcje w grach mobilnych.

Wydatki na konsole i akcesoria odnotowały spadek w drugim kwartale, choć czerwiec był najlepszym miesiącem pod względem sprzedaży w ujęciu dolarowym dla nowych konsol Xbox Series X/S firmy Microsoft (MSFT) – bijąc poprzedni rekord sprzedaży z 2011 r. – i przewyższając Sony (SONY) PlayStation 5.

Bogdan Maioreanu, analityk rynków eToro w Rumunii

Indeks GIP60: Dobra koniunktura w niełatwych czasach

Giełdowy Indeks Produkcji wzrósł w lipcu o 1,45% do poziomu 1121,78 pkt. Jest to szósty z rzędu miesięczny wzrost wartości, ale również kolejny w którym ta dynamika spadła. Od początku roku GIP60 zyskał już 27,14%, a więc więcej niż S&P500 czy Nasdaq.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc lipiec. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

„Gdyby porównać zeszłomiesięczną sytuację na rynkach akcji do pogody, to musielibyśmy przyznać, że klimat lipcowy mógłby posłużyć za dość trafną analogię. Na rynkach akcji w różnych miejscach na świecie ścierały się fronty wzrostowe ze spadkowymi, a nasilające się wyładowania cechowały się różną siłą i niosły za sobą różne reakcje. W większości miejsc, tak jak w Stanach Zjednoczonych i w Europie, giełdy, po kilku korekcyjnych sesjach w połowie miesiąca, powróciły na swoje ścieżki wzrostu. Ostatecznie indeks S&P500 wypracował 2,27% miesięczną stopę zwrotu, ustanawiając po drodze nowe ATH, technologiczny Nasdaq zyskał w tym czasie 1,16%, niemiecki DAX 0,24% ponad kreską, a WIG20 1,58% na plusie w lipcu. Jednak na kilku rynkach korekta miała o wiele głębsze źródła przez co wywołała znacznie większe straty. I tak na przykład chińskie spółki w wyniku wewnętrznych problemów z władzami walczą z odpływem kapitału inwestorów do dziś.

Mocny GIP60 i SWIG80

Wspomniane okoliczności rynkowe miały swój wpływ również na wartość Giełdowego Indeksu Produkcji, która wzrosła szósty miesiąc z rzędu do poziomu 1121,78 pkt. W porównaniu z końcem czerwca GIP60 wzrósł o 1,45%, a od początku roku już 27,14% co oznacza, że GIP60 jest w tym roku silniejszy od S&P500 (+17% od początku roku), Nasdaq (+13,9%), czy niemieckiego DAX (+13,3%), a minimalnie słabszy niż SWIG80, który ze swoim 28,4% zwrotem pozytywnie wyróżnia się na tle indeksów giełdowych na całym świecie. Słabnie natomiast dynamika wzrostu GIP60, gdyż po kwietniowym 7,62%, 6,46% w maju i 3,74% w czerwcu, mamy lipcowe 1,45%, słabnąca siła wzrostu wartości rynkowej polskich spółek produkcyjnych jest więc zauważalna.

W przekroju branżowym widoczna jest natomiast siła polskich producentów i projektantów odzieży, dla których mediana miesięcznych wzrostów cen akcji wyniosła w lipcu 7,5% oraz producentów z branży drzewnej, dla których mediana wyniosła 6,1%. W obu grupach głównym czynnikiem wzrostów była rosnąca sprzedaż, ale w przypadku spółek odzieżowych uwagę inwestorów zwracał przede wszystkim dalszy wzrost udziału internetowych kanałów sprzedaży w sprzedaży ogółem. Przeciwległy biegun kolejny miesiąc z rzędu okupowany przez spółki z branży farmaceutycznej, dla których mediana stóp zwrotu w lipcu wyniosła -9,4% m/m. Niewiele lepiej spółki z przemysłu lekkiego (mediana -4,3% m/m), spożywczego (-4,1%) i chemicznego (-2,3%).

Pozbud, Izoblok i CCC najsilniejsze w lipcu

zrost ceny Pozbud T&R S.A z 3,6 do 4,25 zł pozwolił akcjom spółki osiągnąć ponad 18% miesięczną stopę zwrotu. Wartość poznańskiego producenta drzwi i okien drewnianych rosną systematycznie od ubiegłorocznego dołka. Wzrost wartości spółki przyspieszył na pierwszych sesji lipca, ale w obliczu ogólnorynkowej korekty z połowy miesiąca, akcje spółki zaliczyły korektę kursu. W tym czasie spółka doświadczyła kilku zmian w strukturze akcjonariatu, a pod koniec miesiąca zmiany dotknęły również Zarząd (rezygnacja Wiceprezesa) i Radę Nadzorczą (rezygnacja Członka RN) spółki, jednak bez większych konsekwencji dla kursu akcji spółki.

Drugi najwyższy miesięczny wzrost osiągnęły akcje IZOBLOK S.A. z ceną z 38,1 do 44,7 zł (17,32% m/m). Grupa posiadająca 4 zakłady (3 w Polsce i 1 w Niemczech) produkuje głównie wyroby ze spienionego polipropylenu (EPP) dla czołowych międzynarodowych marek z sektora motoryzacyjnego, a także produkty dla branży logistycznej. Akcje spółki wystrzeliły na jednej z pierwszych sesji lipca, chwilę po ogłoszeniu przejęcia większościowego pakietu akcji Izobloku przez Bewi ASA, spółkę notowaną na giełdzie w Oslo. Pod koniec miesiąca spółka ogłosiła wezwanie do zapisów na sprzedaż akcji.

Trzecia w kolejności jest  firma CCC S.A. za wzrost ceny akcji z 112,35 do 121,55 zł (+18,06% m/m). Kurs akcji polkowickiego producenta obuwia testował w połowie miesiąca granicę 130 zł za akcję, jednak w obliczu chwilowego zmrożenia nastrojów na rynkach akcji, spadł i do końca lipca poruszał się w przedziale 120-126 zł. Spodziewany wzrost obrotów w wyniku całkowitego odblokowania tradycyjnych kanałów sprzedaży oraz kontynuacja ekspansji na rynku e-commerce to główne czynniki, które pozytywnie wpływają na cenę akcji spółki w ostatnich tygodniach.

Przemysł ma się dobrze

Według wielu źródeł warunki gospodarcze w polskim sektorze produkcyjnym poprawiły się w lipcu, co wpisuje się w bieżący trend szybkiego rozwoju tego sektora po zniesieniu ograniczeń epidemiologicznych. Jednak zauważalny jest spadek tempa ekspansji, co znalazło swoje odzwierciedlenie np. w spadku wskaźnika PMI® z 59,4 do 57,6 pkt. który jednak ma obecnie drugą najwyższą wartość w historii. Z firm produkcyjnych oprócz sygnałów o utrzymującym się na rekordowych poziomach popycie (choć w przypadku popytu zagranicznego możemy już mówić o pewnym ochłodzeniu) i problemach z dostawą, docierają do nas sygnały o intensywnej akcji inwestycyjnej. Wygląda więc na to, iż firmy z sektora uznały, że popyt nie jest krótkotrwały i warto zainwestować we wzrost mocy produkcyjnych, akceptując tym samym ryzyko spadku popytu w przyszłości.

Ze względu na problemy w realizacji zamówień nastroje wśród pracowników firm produkcyjnych uległy małemu ochłodzeniu nie tylko w Polsce, ale również w największych ośrodkach przemysłowych świata, w tym u naszych największych partnerów handlowych. Wydaje się, że firmy dotarły do momentu, w którym – aby zaspokoić niesłabnący popyt – są zmuszone zainwestować w zwiększenie mocy produkcyjnych, głównie poprzez inwestycje w środki trwałe, lub w mocne zwiększenie efektywności działania np. poprzez zastosowanie narzędzi IT. Jeśli więc dobra koniunktura utrzyma się dla spółek produkcyjnych na dłużej, najprawdopodobniej doświadczymy dalszych wzrostów wolumenu produkcji w kolejnych kwartałach. Może to jednak nie wystarczyć, aby akcje polskich producentów kontynuowały wzrosty, gdyż wiele zależy również od ogólnej sytuacji na rynkach akcji, gdzie pojawia się coraz więcej sygnałów rosnącej niepewności, np. w kwestii stóp procentowych. ”

Dalszy wzrost sprzedaży detalicznej i spadek udziału e-commerce. Posumowanie II kwartału 2021 r. na rynku nieruchomości handlowych

Zasoby powierzchni handlowej powiększyły się w drugim kwartale 2021 r. w ramach wszystkich formatów o 123 000 mkw., a w budowie pozostaje 30 nowych obiektów. Rośnie także odwiedzalność w centrach handlowych – wynika z podsumowania przygotowanego przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield.

123 000 mkw. nowej powierzchni handlowej w II kw. 2021; dominują niewielkie parki handlowe i wolnostojące magazyny handlowe

W II kw. 2021 r. zasoby powierzchni handlowej powiększyły się w ramach wszystkich formatów o 123 000 mkw. Na nową podaż składało się łącznie dziesięć obiektów, z których największy to IKEA w Szczecinie (29 000 mkw.). Pozostałe obiekty oddane do użytku w tym kwartale to: centrum handlowe Sekunda w Jędrzejowie, Galeria Odyseja w Brzesku, Vendo Park w Koszalinie, Park Handlowy Saller w Nowej Soli, Arkadia Park w Lęborku, Vendo Park w Piekarach Śląskich, Castorama w Rzeszowie, Castorama w Olsztynie i Leroy Merlin w Gorzowie Wielkopolskim. Wszystkie trzy nowo otwarte markety budowlane to powierzchnia handlowa, która wróciła do zasobów w ramach przekształcenia zamkniętych w ostatnich miesiącach centrów handlowych Tesco. Dodatkowo dwa obiekty handlowe rozbudowano: Galeria Ostrovia w Ostrowie Wielkopolskim (o 2 500 mkw.) oraz Park S1 w Kutnie (o 3 800 mkw.).

Jednocześnie w II kw. 2021 r. cztery kolejne obiekty Tesco zostały zamknięte w związku z procesem wycofywania się sieci z Polski (w Bytomiu, Głogowie, Kaliszu i Lubinie). Zamknięto także market budowlany Castorama w Rzeszowie, zamiast którego powstała nowa placówka tej sieci w innej lokalizacji miasta (wspomniana powyżej).

Łącznie w pierwszej połowie 2021 r. oddano do użytku prawie 200 000 mkw. powierzchni handlowej. Jednocześnie w wyniku zamknięć placówek Tesco, 70 000 mkw. wycofano z rynku.

30 nowych obiektów w budowie, z których ponad połowę stanowią parki handlowe

Ponad 450 000 mkw. powierzchni handlowej jest obecnie w trakcie budowy z terminem otwarcia zaplanowanym na 2021-2022 r. Największe budowane obiekty to między innymi: park handlowy Koszalin Power Center (38 000 mkw.), wielofunkcyjny obiekt Fabryka Norblina w Warszawie (26 000 mkw. powierzchni handlowej) oraz park handlowy Galeria Andrychów (24 000 mkw.).

Prawie połowa budowanej obecnie powierzchni handlowej zostanie dostarczona na rynki mniejszych miast o populacji poniżej 100 000 mieszkańców. W dalszym ciągu będziemy więc obserwować proces uzupełniania istniejącej podaży mniejszymi centrami codziennych zakupów oraz małymi parkami handlowymi – mówi Małgorzata Dziubińska, Associate Director, Cushman & Wakefield.

Trzy debiuty międzynarodowych marek

W II kw. 2021 r. na polskim rynku handlowym zadebiutowały trzy międzynarodowe marki: Camicissima – włoski producent koszul (Galeria Mokotów), Yargici – turecka marka oferująca odzież damską, akcesoria i artykuły dekoracyjne dla domu (Galeria Mokotów) oraz pierwszy własny sklep LEGO w Westfield Arkadia.

Dalszy wzrost sprzedaży detalicznej i spadek udziału e-commerce

Zgodnie z danymi GUS, sprzedaż detaliczna w cenach stałych w czerwcu 2021 r. była wyższa niż przed rokiem o 8,6% (wobec spadku o 1,3% w czerwcu 2020 r.). W porównaniu z majem 2021 r. miał miejsce wzrost sprzedaży detalicznej o 3,5%.

Ogółem, w pierwszej połowie 2021 r. sprzedaż wzrosła r/r o 7,8% (wobec spadku o 5,2% w 2020 r.).

W czerwcu 2021 r. największy wzrost sprzedaży detalicznej w porównaniu z analogicznym okresem 2020 r. odnotowały podmioty handlujące tekstyliami, odzieżą i obuwiem (o 22,3% wobec spadku o 3,7% przed rokiem).

Udział e-commerce w sprzedaży detalicznej przed pandemią oscylował w Polsce w granicach 5%-6%. W wyniku kolejnych obostrzeń nakładanych na branżę i wielu tygodni całkowitego zakazu handlu drogą stacjonarną dla wielu sklepów handel internetowy był jedynym kanałem dystrybucji. Udział e-commerce w sprzedaży detalicznej osiągał w tych okresach rekordowe (dla Polski) wyniki 11,9% w kwietniu 2020 r. i 11,4% w listopadzie 2020 r. Jednocześnie wraz z luzowaniem obostrzeń konsumenci wracali do handlu stacjonarnego, o czym świadczyć może wyraźne wyhamowanie dynamiki sprzedaży online wraz z kończącymi się kolejnymi lockdownami i luzowaniem obostrzeń w działalności centrów handlowych – podsumowuje Małgorzata Dziubińska.

W czerwcu 2021 r. odnotowano spadek wartości sprzedaży detalicznej przez Internet w cenach bieżących (o 8,2%). Udział tej sprzedaży zmniejszył się z 9,1% w maju 2021 r. do 8,1% w czerwcu 2021 r. Spadek udziału sprzedaży przez Internet zaobserwowano w większości grup, przy czym największy wykazały przedsiębiorstwa zaklasyfikowane do grupy „tekstylia, odzież i obuwie” (o 2,7 pp.)

Odwiedzalność w centrach handlowych w czerwcu 2021 już tylko o 8% niższa niż przed pandemią i o 19% wyższa niż rok temu

Umiarkowany optymizm rynku powierzchni handlowych w Polsce potwierdzają dane o odwiedzalności w centrach i parkach handlowych, która w maju 2021 r. była średnio o 37% wyższa niż w roku ubiegłym i o 15% niższa niż w roku 2019, przed pandemią. W czerwcu 2021 r. odwiedzalność również przewyższała poziom z roku 2020 (o 19%), a jednocześnie była niższa niż w czerwcu 2019 r. już tylko o 8% – dodaje Małgorzata Dziubińska.

Skumulowana wartość obrotów w miesiącach styczeń-maj 2021 r. o 23% niższa niż w roku ubiegłym

Dane o obrotach w centrach handlowych pokazują, że poziom sprzedaży w maju 2021 r. był wyższy o 24% niż w roku ubiegłym, a jednocześnie o 16% niższy niż w analogicznym miesiącu 2019 r. Skumulowany spadek obrotów w okresie styczeń-maj 2021 r. wyniósł średnio 23% w porównaniu do roku poprzedniego.

NFP ważny jak za dawnych lat

Dziś rynki żyją raportem NFP. Można powiedzieć, że nic więcej się nie liczy. Dane z rynku pracy ponownie stały się publikacją numer jeden. Przed pandemią nie wywoływały aż tak duży emocji, kiedy to rynek pracy był w bardzo dobrej kondycji. Teraz ponownie powodują dużą zmienność na dolarze i mogą dać kierunek w średnioterminowej wycenie amerykańskiej waluty.

Sytuacja na rynku pracy w USA jest jednym z czynników decydujących o tym, czy Fed w najbliższym czasie ograniczy zakupy papierów wartościowych. Dla rynku walutowego sama redukcja QE nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Bezpośrednie przełożenie na FX ma dopiero zmiana na stopach procentowych. Wiemy jednak, że „liftoff” (wcześniejsza podwyżka stóp procentowych) jest realna w USA dopiero wówczas, kiedy wpierw Fed zakończy zakupy obligacji z rynku.

Dzisiejsze dane mają dużą wartość informacyjną. Rynek pracy w USA przeżywa bezprecedensowy wstrząs, zatem prognozowanie liczb w raporcie jest tym bardziej trudniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Co prawda środowy ADP (330 tys. nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym) jest pewnego rodzaju papierkiem lakmusowym NFP, jednak zdaję sobie sprawę z tego, że historycznie nie są one idealnym prognostykiem publikacji, którą poznajemy dwa dni później. Przysłowiowy „rozjazd” danych zdarzał się w przeszłości całkiem często. Prognozy NFP są zawieszone dość wysoko. Konsensus jest na poziomie 900 tys., chociaż o cyfrze 1 mln. mówi się już od dłuższego czasu. Moim zdaniem Fed będzie patrzył nie tylko na główną cyfrę, ale równie ważne będzie dla banku centralnego czy poprawia się wskaźnik aktywności zawodowej Amerykanów, który obecnie wynosi 61,6 proc. i jest  zdecydowanie niżej niż przed pandemią. „Participation rate” poprawiło się co prawda od momentu załamania, ale już od wielu miesięcy utrzymuje się na bardzo podobnym poziomie. Pamiętajmy, że we wrześniu wiele pakietów socjalnych wygasa, zatem można wówczas oczekiwać większych powrotów ludzi do pracy. Wczoraj dowiedzieliśmy się, że znacznie spadła liczba osób kontynuujących pobieranie zasiłku do 2 930 tys. z 3 296 tys. To może być dobry prognostyk.

Liczba osób kontynuujących pobieranie zasiłku w USA
Liczba osób kontynuujących pobieranie zasiłku w USA, dane tygodniowe, źródło: tradingeconomics.com
Wskaźnik aktywności zawodowej Amerykanów
Wskaźnika aktywności zawodowej Amerykanów, źródło: tradingeconomics.com

Jak może zatem zareagować rynek na dane? Środowe ADP wywołało wzrost EUR/USD o ok 30 pkt. Dość skromnie ale to oczywiście dane drugiego jak nie trzeciego kalibru. Już same słowa Claridy tego samego dnia wywołały dwukrotnie mocniejszą reakcje rynku, tyle, że w odwrotnym kierunku. Dziś interpretacja będzie podobna. Lepsze dane (wszystko powyżej 900 tys.) powinny umocnić dolara i spowodować korektę na indeksach amerykańskich. Jeśli szczegóły raportu pokażą poprawę sytuacji, reakcja może być silniejsza. Słabsza kondycja rynku pracy w lipcu z kolei spowoduje wzrosty EUR/USD oraz zabarwi dzisiejszą sesję na Wall Street na zielono. To będzie oznaczać, że normalizacja polityki pieniężnej przez Fed oddala się w czasie.  Gorsze dane to lepsze dane – to chyba już przez wszystkich znana, powtarzana od jakiegoś czasu, interpretacja uczestników rynku.

PLN kontynuuje ruch umacniający. Mimo deklaracji prezesa NBP o braku potrzeby podwyżek stóp procentowych oraz docierających na rynek podobnych głosów (Eryk Łon), na rynku międzybankowym rosną oczekiwania co do podwyżek kosztów pieniądza, które nasiliły się od momentu ostatniej publikacji wskaźnika CPI (ubiegły piątek). Stawki FRA6x12 (pochodne do zabezpieczania ryzyka stopy procentowej) wzrosły w przeciągu ostatnich dwóch tygodni z poziomu 0,4 do 0,72 proc. Oznacza to jedno, oczekiwania (na 6 miesięcy za 6 miesięcy od teraz) na rynku kontraktów na stopy procentowe na rynku międzybankowy ponownie wzrosły. Widać na wykresie jak mocno skorelowane są te instrumenty z rynkiem walutowym. Dzisiejsze gorsze od konsensusu NFP może dodatkowo wzmocnić złotego. Dziś w nocy na EUR/PLN mieliśmy nowy lokalny dołek na 4,5320 (najniżej od 12 lipca). Aktualnie obserwujemy odbicie do 4,5450.

Stawki FRA6x12 (pokazujące oczekiwane stopy procentowe w Polsce na 6 miesięcy
Stawki FRA6x12 (pokazujące oczekiwane stopy procentowe w Polsce na 6 miesięcy za 6 miesięcy) oraz EUR/PLN, silna ujemna korelacja, źródło: Bloomberg

Łukasz Zembik, Kierownik Departamentu Analiz w TMS Brokers

Accor publikuje wyniki finansowe za I półrocze 2021

W mieszanej i hybrydowej rzeczywistości 2021 roku Accor publikuje wyniki finansowe za pierwsze półrocze.

Jak zaznacza Grupa, choć wyniki są niejednorodne na kluczowych rynkach, stale poprawiają się. W pierwszym półroczu 2021 Accor odnotował przychód w wysokości 824 mln euro, a zysk netto grupy powrócił do dodatniego poziomu 67 mln euro. EBITDA na poziomie 120 mln EUR wskazuje na tendencję do ożywienia ze znaczną poprawą w porównaniu do pierwszego półrocza 2020 roku.

Jak zaznacza Sebastien Bazin, Chairman and Chief Executive Officer Accor: od maja obserwujemy wyraźne ożywienie – postępujący proces szczepień, ponowne otwieranie granic dają pozytywny impuls dla turystyki w sezonie letnim. W pierwszym półroczu Accor znacząco poprawił wyniki operacyjne. Nadal skutecznie i ostrożnie zarządzaliśmy naszą płynnością i inwestycjami, dzięki czemu jesteśmy elastyczni i przygotowani na pełne ożywienie branży. Jest jeszcze za wcześnie, aby w pełni określić prognozy na koniec roku, ale jesteśmy pewni, że będą pozytywne w niemal wszystkich szerokościach geograficznych.

W porównaniu z pierwszym półroczem 2019 roku wskaźnik RevPAR spadł o 60%. Liczba ta wynika ze zróżnicowanych sytuacji w poszczególnych krajach. Niektóre regiony odnotowały znaczną poprawę od pierwszego kwartału roku, podczas gdy inne nadal borykały się z ograniczeniami rządowymi związanymi z sytuacją COVID-19.

Jednocześnie, w pierwszej połowie 2021 roku Accor powiększył globalne portfolio o 121 hoteli z 15 000 pokoi. Oznacza to wzrost netto dla całej sieci o prawie 2% w okresie 12 miesięcy. Tempo otwarcia brutto było powolne, w związku z wciąż ostrożnym podejściem właścicieli hoteli do zmian w branży.

Na koniec czerwca 2021 r. Grupa dysponowała portfelem 762 000 pokoi (5 199 hoteli) i stabilnym pipeline 211 000 pokoi (1 203 hotele). Na koniec lipca 2021 r. 93% hoteli Grupy na całym świeci było otwarte.

Wyceny polskich start-upów to często bujda

Jak wycenia się w Polsce start-upy na wczesnym etapie? Metoda zdyskontowanych przepływów pieniężnych, wartość odtworzeniowa, mnożniki giełdowe, waluacja transakcyjna, a może autorski model ekspercki? Brzmi skomplikowanie i wymaga lat doświadczeń. Tyle teoria. W praktyce wiele VC nie robi przed wejściem żadnych wycen, mając sztywno ustalony zakres %.

Tematyka wycen jest w pewnym sensie paradoksalna, bo jednocześnie skomplikowana i prosta. Trudność sprawia próba trafnego określenia, ile warta jest spółka bez przychodów, która obiecuje spektakularne wzrosty. Statystycznie przecież 90% zakończy działalność bez większego sukcesu. Chcąc pokazać realny obraz, trzeba dodać, że obie strony mają z tym problem. Głowią się zarówno fundusze, próbując na bazie wcześniejszych doświadczeń budować własne założenia, a tym bardziej start-upy, które nierzadko podchodzą do tematu po raz pierwszy. Z kolei prostota waluacji związana jest z tym, że cap table, czyli parytet udziałowy powinien się mieścić się w normach rynkowych, które różnią się w zależności od kraju. W Polsce na etapie seed najczęściej spotykam się z wycenami na poziomie między 3 a 9 mln pre money. Inwestując 1 mln, fundusz obejmuje zatem między 10 a 25%. Jak to intepretować?

Nie wszyscy szukają jednorożców…

Oceniając potencjalny parytet udziałów, trzeba się temu przyjrzeć nieco bliżej. Ostatnio trafiły do mnie od VC dwa skrajne przykłady:

A: „12% udziałów na etapie seed? To nieakceptowalne, Y-Combinator wskazuje, że spółka nie powinna oddać więcej niż 7,5%, bo żaden szanujący się fundusz w to nie zainwestuje”.

B: „My zawsze obejmujemy min. 51%, chcemy mieć kontrolę nad spółką, bo dokładnie wiemy, co z nią zrobimy. Wchodzenie na jakieś 20% i mniej to nic innego jak strata pieniędzy”.

Rozsądek podpowiada, że powinno się podpisać pod autorem podejścia A – natomiast prawda jest taka – to zależy. Dlaczego? Bowiem polski rynek VC ma się dobrze, rośnie konkurencyjność, a zatem fundusze szukają różnych sposobów na dywersyfikację oferty. Co ważne – nie wszyscy szukają jednorożców! Jest szereg VC, które mają większą awersję do ryzyka i celują we wzrosty rzędu 4-7 razy pieniądz (CoC). Nie liczą więc, że to ten jedyny start-up zwróci im cały wkład inwestorów – szukają bardziej zachowawczych inwestycji o mniejszym ryzku. Ktoś powie – absurd, przecież to nie venture capital. Natomiast skoro takie praktyki są obecne na rynku, to można pozostać dogmatycznym i je krytykować lub przyjąć to do wiadomości i działać dalej po swojemu.

Grunt to strategia

Najważniejsze przy ustaleniu parytetu jest wypracowanie wspólnej wizji, co dalej będzie działo się ze spółką. Jeśli zarówno founderzy, jak i fundusz dochodzą do porozumienia, że nie mają zamiaru pozyskiwać kolejnych inwestorów, bo mają bardzo krótką drogę do rentowności, chcą wspierać się wyłącznie kapitałem dłużnym lub mają określony plan na akwizycję przez inwestora branżowego – nie ma absolutnie żadnego powodu, by sugerowali się parytetem niezbędnym do pozyskania kolejnej rundy. Founderzy powinni dobrze oszacować jaką wartość daje fundusz, sprawdzić, co proponuje i wtedy podjąć decyzję. Nawet jeśli fundusz ma objąć pakiet kontrolny i obie strony sądzą, że jest to racjonalne – ponownie brak przeciwskazań. Zapewne zdarzą się głosy zdziwienia bądź nawet oburzenia daną decyzją – jednak to świadczy o ignorancji audytorium, które celów biznesowych nie zna.

Z drugiej strony, jeśli spółka ma zamiar podążać tradycyjną drogą i finansować się od rundy do rundy – musi zaakceptować fakt, że więcej nie znaczy lepiej. Jeśli fundusz będzie miał zbyt duży pakiet udziałowy – bardzo ciężko będzie znaleźć kolejne finansowanie, bo founderzy na wczesnym etapie – nawet po 2 rundzie – mający mniej niż 51% mogą stracić motywację. Tu jednak należy postawić gwiazdkę, bowiem cap table da się naprawić i wiele funduszy to robi. Jeśli spółka jest bardzo perspektywiczna, jest trakcja a zespół robi duże wrażenie, często szuka się rozwiązania. Częściowy odkup udziałów przez inwestora zamiast emisji nowych, MBO, nowe udziały na esop, umorzenie – narzędzi jest wiele, zatem jest to tylko kwestia chęci obu stron.

Warto jednak pamiętać, że wycena, która jest nieadekwatna w stosunku do rynku utrudnia a czasem nawet uniemożliwia pozyskanie finansowania. Na polskim rynku było wiele przykładów spółek, które mając waluację na etapie seed w okolicach 40-60 milionów złotych nie znalazły żadnego funduszu. Powodem jest brak zgodności z założeniami polityki inwestycyjne i zbyt duże ryzyko. Co stoi za taką wyceną? Czasem jest to początkujący angel, który zachwycony ideą faktycznie wszedł przy takiej waluacji, w innym wypadku jest to benchmark do początków najszybciej rosnących start-upów, które zaczynały na innych rynkach, a w jeszcze innym niczym nie uzasadniona wizja foundera. Jeśli się uda – brawo, natomiast trzeba liczyć się z konsekwencjami takich decyzji.

Robić zatem waluację, czy nie?

Wyceny na wczesnym etapie są bardzo trudne i to jest fakt. Są typowe modele, które do tego służą, natomiast w wielu przypadkach mają pierwiastek subiektywizmu. Część VC wypracowało sobie autorskie paradygmaty, w których ocenia np. rynek, innowacyjność, zespół, monetyzację i produkt. Każda ze zmiennych ma określoną wagę a ich suma wskazuje na akceptowalny przedział ryzyka np. 15-20%. Inne korzystają z wypracowanych metod popularnych w Stanach Zjednoczonych lub stosują proste rozwiązania typu metoda ostatniej transakcji czy estymują porównywalne transakcje. W wielu przypadkach natomiast jest to tzw. metoda dyrektorska, czyli dany partner subiektywnie wycenia jaki chciałby mieć udział. Co jednak ważne – nikt się do tego nie przyzna i na prośbę o podstawę, zleci analitykowi przygotowanie poważnie wyglądającej aproksymacji w Excelu.

Jedno, co jest w tym pewne, to że trzeba być świadomym konsekwencji, jakie niesie ze sobą określona wycena w przyszłości. Jak oddziałuje to na rynek, zdolność transakcyjną i trajektorię rozwoju danej spółki. Jeśli obie strony są tego świadome, mają racjonalne argumenty ku temu i godzą się na dany stan rzeczy, to jest wyłącznie ich decyzja. Wolny rynek.

Szymon Janiak, Dyrektor Zarządzający Czysta3.vc

Użytkownicy infrastruktury technik operacyjnych nadal stoją przed wyzwaniami związanymi z bezpieczeństwem

Rozwiązania technik operacyjnych (Operational Technology, OT) to cyfrowy fundament umożliwiający funkcjonowanie na całym świecie fabryk, zakładów produkcji i przesyłu energii, sieci transportowych oraz przedsiębiorstw użyteczności publicznej. Aby zwiększyć wydajność operacyjną i rentowność, wiele firmy korzystających z infrastruktury OT, a szczególnie z nadzorczych systemów kontroli i pozyskiwania danych (SCADA), integruje ją z sieciami informatycznymi w celu analizy zebranych danych, wcześniej przechowywanych wyłącznie w odizolowanym środowisku. Jednak integracja sieci OT i IT, oprócz zapewnionej sprawności i wydajności, wiąże się także z podwyższonym ryzykiem wobec cyberbezpieczeństwa.

Aby poznać rodzaje zagrożeń, na jakie narażone są firmy stosujące techniki operacyjne, oraz dowiedzieć się, w jaki sposób ich administratorzy mogą temu zjawisku przeciwdziałać, firma Fortinet przeprowadziła badanie wśród menedżerów w przedsiębiorstwach z różnych branż (produkcja, dostawcy energii i innych usług komunalnych, ochrona zdrowia, transport).

Wyniki zostały zebrane w raporcie Fortinet 2021 State of Operational Technology and Cybersecurity Report. Wskazano w nim obszary, w których techniki operacyjne są najbardziej narażone na ataki, rodzaje cyfrowych zagrożeń, z jakimi spotykają się przedsiębiorstwa, stosowane obecnie taktyki ochronne oraz dziedziny, w których procedury cyberbezpieczeństwa wymagają poprawy.

Problemy z zabezpieczeniem środowisk OT wciąż trwają

Opublikowany w tym roku raport wskazuje, że menedżerowie środowisk OT nieustannie zaangażowani są w walkę na rzecz zapewnienia ich bezpieczeństwa. Pandemia jeszcze bardziej utrudniła to zadanie w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Dążenie do konwergencji sieci OT i IT było widoczne już wcześniej, ale konieczność wyprowadzania wymuszonych przez pandemię innowacyjnych rozwiązań przyspieszyła cyfrową transformację i zwiększyła zakres łączności pomiędzy tymi środowiskami.

Przedsiębiorstwa, stojąc przed wyzwaniem związanym z koniecznością dostosowania swojego środowiska do pracy zdalnej, musiały zwiększyć swoje budżety, aby przyspieszyć wdrażanie nowych rozwiązań technicznych. Chcąc nadal odnosić korzyści, mimo wielu zmian spowodowanych pandemią, menedżerowie środowisk OT rozpoczęli poszukiwanie nowych sposobów na usprawnienie procesów i zmniejszenie kosztów w przyszłości.

Jednak, pomimo zauważalnego postępu, jest jeszcze miejsce na poprawę. Większość użytkowników środowisk OT nie wykorzystuje orkiestracji i automatyzacji, a ich gotowość do zapewnienia bezpieczeństwa została dodatkowo nadwyrężona przez pandemię COVID-19. Konwergencja sieci OT i IT, w połączeniu z coraz bardziej zróżnicowanymi rodzajami zagrożeń i koniecznością radzenia sobie z problemami związanymi z pandemią sprawiły, że administratorom infrastruktury OT jeszcze trudniej jest blokować działania cyberprzestępców.

W badaniu Fortinetu podkreślono cztery kluczowe wnioski na temat obecnego stanu bezpieczeństwa infrastruktury OT w firmach.

Przedsiębiorstwa nadal doświadczają włamań do infrastruktury OT

Dla firm reprezentowanych przez grupę menedżerów środowisk OT, którzy wzięli udział w badaniu, wciąż wyzwaniem jest uniemożliwienie cyberprzestępcom dostępu do kluczowych systemów i zakłócania ich działalności. Dziewięć na dziesięć przedsiębiorstw doświadczyło co najmniej jednego włamania w ciągu ostatniego roku, co jest niemal identycznym wynikiem jak w badaniu przeprowadzonym w 2020 roku. Prawdopodobnie pewne nieprzewidziane wyzwania przyniosła pandemia, jednak wskaźnik włamań na poziomie 90% stanowi znaczący problem, który powinien niepokoić zarządzających infrastrukturą OT.

Zarządzający środowiskami OT nie byli przygotowani na zmiany związane z pandemią

Biorąc pod uwagę konieczność zdalnej pracy, menedżerowie infrastruktury OT musieli szybko usprawnić zarządzanie procesami związanymi z cyfrową łącznością pomiędzy sieciami IT i OT. Zwiększone wydatki związane z tymi dwoma odrębnymi środowiskami miały wpływ na budżety działów technicznych. Jednostki SOC i NOC wymagały więcej personelu i sprzętu, ponieważ pandemia przyspieszyła cyfrową transformację i zwiększyła zapotrzebowanie na łączność zapewniającą bezpieczny zdalny dostęp. Do dziś korzystają z niego przede wszystkim pracownicy techniczni wykonujący swoje obowiązki zdalnie, producenci OEM oraz integratorzy systemów, jako że możliwość ich przemieszczania się wciąż jest ograniczona.

Firmy walczą ze złośliwym oprogramowaniem oraz zwiększoną częstotliwością występowania zagrożeń wewnętrznych i phishingu

Badanie wykazało znaczny wzrost liczby ataków phishingowych – 58% ankietowanych zgłosiło ten rodzaj włamania, w porównaniu z 43% w roku ubiegłym. Ten wzrost jest efektem skorzystania przez atakujących z podatności, które pojawiły się na początku 2020 r. wraz z nagłą koniecznością umożliwienia pracy zdalnej. Problemy charakterystyczne dla globalnego biznesu IT dotyczyły także infrastruktury OT. Ponieważ pracownicy nadal często wykonują swoje obowiązki zdalnie, jasne jest, że użytkownicy infrastruktury OT muszą rozszerzyć zasadę ograniczonego zaufania (Zero Trust) na swoje urządzenia końcowe, aby wyeliminować ryzyko zaatakowania ich.

Pomiary aspektów dotyczących bezpieczeństwa nadal stanowią wyzwanie dla zarządzających infrastrukturą OT

Menedżerowie środowisk OT nieustannie obserwują raporty zawierające informacje z pomiarów dotyczących aspektów związanych z cyberbezpieczeństwem. Przyznają, że „koszt” zajmuje niższą pozycję na liście priorytetów niż „ocena ryzyka” i „wpływ na działalność biznesową”. Głównymi kryteriami pomiarów i raportowania dziedzin związanych z ochroną pozostają podatności (70%) i włamania (62%), ale w ostatnim czasie coraz bardziej powszechne stało się także obserwowanie kwestii związanych z zarządzaniem ryzykiem (57%).

Odpowiedź na wyzwania związane z OT

Nie ulega wątpliwości, że zapotrzebowanie na uzyskanie odporności, która może być osiągnięta dzięki wdrażaniu najlepszych praktyk w zakresie cyberbezpieczeństwa, zyskało większe zainteresowanie w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Pomimo tego, raport z 2021 r. wskazuje, że menedżerowie środowisk OT nadal borykają się z problemami. Wciąż rośnie poziom wymiany cyfrowych informacji pomiędzy sieciami OT i IT, tymczasem – według wyników tegorocznego badania – tylko w 7% firm korzystających z infrastruktury OT nie doszło do włamania. Wyraźnie widać więc, że wiele z nich stoi przed wyzwaniami związanymi z implementacją praktyk dot. bezpieczeństwa i zapewnieniem skutecznej ochrony swojej infrastruktury przed dzisiejszymi, coraz bardziej wyrafinowanymi cyberzagrożeniami.

Mimo to, wiele firm skutecznie korzystających ze środowisk OT osiągnęło sukces w zakresie ich cyfrowego zabezpieczenia, co ułatwiło im przetrwanie niezwykłej sytuacji spowodowanej pandemią oraz będącej jej konsekwencją koniecznością szybkiego wprowadzania innowacyjności. Przedsiębiorstwa te nadal rozwijają wykorzystanie narzędzi umożliwiających scentralizowany wgląd w stan pracy ich infrastruktury oraz przyjmują proaktywne podejście do bezpieczeństwa, aby chronić swoje krytyczne systemy.

Nadużycia w sektorze leasingowym i faktoringowym – raport 2021

Od 2018 roku na potrzeby konferencji Risk&Supervision Meeting CRIF przeprowadza badanie nadużyć w sektorze leasingowym i faktoringowym. Celem badania jest rozpoznanie wspólnych ryzyk i trendów w sferze zarządzania ryzykiem nadużyć w obydwu sektorach.

W roku 2021 w badaniu wzięło udział 19 firm ze wspomnianych branż.

Zdecydowanie największy przyrost liczby nadużyć obserwujemy w zakresie oszustw związanych z wykorzystywaniem nowych technologii. Ogólnie można te nadużycia określić mianem cyberprzestępczości. Zmusza to instytucje finansowe do ciągłego poszukiwania nowych, skuteczniejszych sposobów ograniczania ryzyka nadużyć. Zaobserwować też można coraz niższy próg wejścia w świat przestępstw finansowych. Może to być związane z niskobudżetowym wykreowaniem pozornej wiarygodności firmy w oparciu o prawdziwy adres, czy nowoczesną stronę internetową.

Wieloetapowym działaniem, które rozpoczyna wdrożenie odpowiednich procedur do sieci jest digitalizacja. Z uwagi na dynamiczny rozwój Internetu, usług internetowych czy coraz częstsze udostępnianie danych wrażliwych w urządzeniach mobilnych obok digitalizacji zawsze pojawia się cyberprzestępczość.

16 ankietowanych firm wskazuje wzrost tego rodzaju ryzyka w ostatnich trzech latach. Pandemia koronawirusa sprzyja cyberprzestępczości. Problem cyberataków będzie narastał, bo z roku na rok coraz większa część naszego życia przenosi się do sieci, a pandemia dodatkowo przyspiesza cyfrową transformację. Warto tu zwrócić uwagę, iż z danych ujętych w statystykach policji jako stwierdzone przestępstwa dotyczące cyberbezpieczeństwa wynika, że w sumie w 2020 r. było ich niemal 55 tys.- to o ponad połowę więcej niż cztery lata wcześniej.

Cyberprzestępczość jest stosunkowo nową i niezwykle szybko rozwijającą się formą przestępczości.

W związku z nieustannym rozwojem technik cyfrowych i telekomunikacyjnych, zmienia się również cyberprzestępczość, coraz bardziej obecna w naszym życiu. Pandemia Covid-19 wymusiła na nas określone zachowania. Praca zdalna z wykorzystaniem sieci i komputerów, płatności mobilne preferowane przy zakupach w sklepach, wzrost handlu prowadzonego w Internecie. Firmy wskazują na zwiększenie liczby zidentyfikowanych usiłowań fraudów.

Walka z nadużyciami w sektorze finansowym niezmiennie trwa

Co kilka miesięcy słyszymy z mediów o rozpracowaniu kolejnych zorganizowanych grup przestępczych, przestępstwach finansowych, przeniknięciu przestępczości zorganizowanej do świata finansów i gospodarki. O wielkiej aferze finansowej, ze zorganizowaną przestępczością w tle, zabójstwami i korupcją na szczytach władzy możemy przeczytać w czarnej serii Mariusza Zielke, znanego dziennikarza śledczego.

Niepokojącym jest fakt, iż 15 firm odnotowało istotne jednorazowe zdarzenie fraudu. Fałszowanie faktur i zawyżona wartość przedmiotu finansowania to tylko dwa z wielu schematów działania fraudstera.

17 podmiotów podkreśla, że największą korzyścią ze stosowania technik analitycznych w programach zapobiegania nadużyciom jest wczesne wykrywanie nadużyć.Przeszkody_faktoring_2021 przeszkody_leasingi_2021

Główne przeszkody wskazane przez ankietowane firmy wynikają z braku informacji o wszystkich nierzetelnych klientach – 17 podmiotów jako przeszkodę wskazuje brak informacji o wszystkich nierzetelnych klientach, a 15 brak współpracy międzybranżowej. Na pewno brakuje jednej branżowej lub lepiej międzybranżowej bazy danych o nadużyciach. Odpowiedzią na sygnalizowane przeszkody w przeciwdziałaniu nadużyciom, takich jak brak informacji o wszystkich nierzetelnych klientach, jest Credit Check Platforma Weryfikacji Klienta. To nowe rozwiązanie, które zintegruje dane z rynku i pozwoli skuteczniej rozpoznawać ryzyko wyłudzeń. PWK umożliwia oznaczanie statusu sprawy, poziomu jej ryzyka, umożliwia oznaczenie podejrzenia popełnienia przestępstwa i współdzielenie się tą informacją. Zwrócenie dodatkowych parametrów w PWK wzmocni proces oceny zdolności kredytowej czy też wiarygodności płatniczej podmiotów. Co ważne – współdzielenie się informacją o Klientach, szczególnie tych którzy próbowali nas oszukać może zabezpieczyć pozostałych Uczestników PWK.

18 podmiotów wskazuje, iż w celu wykrywania nadużyć w swojej firmie stosują analizę sieci powiązań oraz analizę publicznie dostępnych źródeł danych. Przykładem automatycznych procesów IT, które wspierają ochronę antyfraudową jest detekcja połączeń pomiędzy klientem, a dostawcą/kontrahentem. Nie chodzi tutaj tylko o proste połączenia. Dzięki algorytmom detektującym różne relacje na poziomie firm, działalności gospodarczych, adresów rejestrowych, aktywnych oraz nieaktywnych powiązań osób, możemy zdefiniować wielowymiarowe reguły połączeniowe. Wszystko zależy od naszej kreatywności i potrzeb. W wyniku tego CRIF pokazuje nawet odległe i nieoczywiste relacje między klientem, a dostawcą/kontrahentem. Takie bliskie lub odległe połączenia pomiędzy firmami możemy także wzbogacić o weryfikację powiązań np.  z listą nierzetelnych klientów. CRIF umożliwia rozszerzenie raportu PWK o dane, które integrują wiele źródeł co może mieć wpływ na wykrycie potencjalnych nieprawidłowości na wczesnym etapie.

Łączną wartość zablokowanych prób oszustwa szacuje się pomiędzy 1.1, a 10 mln PLN w każdej z respondowanych firm. Przywłaszczenie przedmiotu leasingu czy fałszywa faktura to najczęściej identyfikowane typy nadużyć. Popularne wśród fraudsterów jest także oszustwo przy wykorzystaniu fałszywych dokumentów lub informacji.

Pandemia niewątpliwie nie pozostała bez wpływu na działalność branży finansowej. Wzrost kosztów ryzyka operacyjnego spowodował intensyfikacje działań dotyczących procesów w obszarze walki z nadużyciami, docelowym rezultatem jest definiowanie i tworzenie nowoczesnych rozwiązań antyfraudowych. O tym wszystkim usłyszycie na konferencji Risk&Supervision Meeting 2021, która odbędzie się 9 września 2021r. w Hotelu Marriott w Warszawie.

Cloud Technologies podsumowuje osiągnięcia i wskazuje kluczowe czynniki rozwoju w I półroczu 2021 roku

Cloud Technologies, warszawska spółka specjalizująca się w monetyzacji danych z internetu i Big Data, podsumowuje osiągnięcia w I półroczu 2021 roku i spodziewa się ich pozytywnego wpływu na wyniki finansowe w kolejnych okresach. Spółka, działająca na szybko rosnącym rynku reklamy online, stawia na rozwój swojego kluczowego segmentu Data enrichment, międzynarodowe akwizycje i rozwój autorskich technologii.

Najważniejszy obszar rozwoju spółki – segment Data enrichment – obejmuje sprzedaż danych i technologii do ich przetwarzania. Dynamika wzrostu sprzedaży danych do kluczowych klientów w tym segmencie wyniosła według ostatnich raportów z kwietnia i maja odpowiednio 346% r/r oraz 314% r/r, a w I kwartale marża w tym segmencie osiągnęła blisko 70%. Spółka konsekwentnie realizuje swoją strategię mającą na celu dalszą globalizację sprzedaży danych, dokonuje międzynarodowych akwizycji oraz dąży do komercjalizacji swoich technologii.

Rynek reklamy online, na którym działa warszawska spółka, rośnie w szybkim tempie, a pandemia okazała się dodatkowym katalizatorem zmian. Agencja mediowa Zenith opublikowała raport, który prognozuje wzrost udziału wartości reklamy cyfrowej w całości wydatków reklamowych na świecie do poziomu 58%, o 10 p.p. więcej niż jeszcze w 2019 roku.

Podsumowanie operacyjne I półrocza 2021 roku

Z początkiem II kwartału przedstawiliśmy nasze strategiczne plany na 2021 rok, które obejmowały działania w trzech istotnych obszarach: globalizacji, międzynarodowych akwizycji i rozwoju własnych technologii. Podsumowując I półrocze, z dużym zadowoleniem patrzymy na wykonaną przez nas pracę i cele, które udało nam się zrealizować. Szczególnie cieszą duże wzrosty w segmencie Data enrichment, obejmującym sprzedaż danych i technologii, co dowodzi skuteczności naszej strategii i skalowalności przyjętego modelu biznesowego. Dynamika wzrostu sprzedaży danych do kluczowych klientów przekroczyła 300% w kwietniu i w maju, a marża tego segmentu wyniosła blisko 70% w I kwartale br. – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Aby rozszerzyć zasięg sprzedaży naszych danych, w czerwcu nabyliśmy udziały w hiszpańskiej spółce The Linea1 MKT S.L. z branży marketingu internetowego. Akwizycja umożliwi nam szybkie dotarcie z naszymi danymi do nowych klientów. Rozwijamy też posiadane zaplecze technologiczne – w kwietniu założyliśmy spółkę OnPropsects Ltd w Wielkiej Brytanii, aby komercjalizować naszą platformę DSP, służącą do sprzedaży powierzchni reklamowej w internecie. Ważnym wydarzeniem było dla nas rozpoczęcie raportowania w cyklu miesięcznym danych sprzedażowych do kluczowych klientów w segmencie Data enrichment, co pozwala inwestorom na bieżąco śledzić rozwój naszego biznesu – dodaje Piotr Prajsnar.

Rosnący globalny rynek reklamy internetowej

Model biznesowy Cloud Technologies, który opiera się przede wszystkim na sprzedaży danych, jest beneficjentem rosnącego rynku reklamy internetowej i przenoszenia się aktywności do kanału online. Reklama cyfrowa to coraz popularniejszy i odznaczający się wysoką skutecznością sposób na wzrost rozpoznawalności marki, co odzwierciedla trend wzmożonych inwestycji ze strony dużych i małych przedsiębiorstw – komentuje Piotr Soleniec, dyrektor finansowy Cloud Technologies.

Według najnowszego raportu globalnej agencji Zenith, wartość rynku reklamy cyfrowej zanotuje w 2021 roku wzrost o 19% r/r, znacznie powyżej wzrostu całego rynku reklamy, którego dynamika wyniesie 11% r/r. Odpowiedź na duże zapotrzebowanie ze strony przedsiębiorstw i agencji reklamowych na wysokiej jakości anonimowe cyfrowe dane o internautach to główna działalność Cloud Technologies. Dodatkowo, spółka koncentruje się przede wszystkim na rynku USA, który w 2021 roku będzie odpowiadał za 46% całego wzrostu globalnych wydatków reklamowych, które wyniosą 669 mld USD.

Skalowalny i efektywny model biznesowy oraz sprzyjające otoczenie pozwalają nam ze spokojem patrzeć na kolejne okresy, w których spodziewamy się dalszych wzrostów Cloud Technologies i całego szerokiego rynku – dodaje Piotr Soleniec.

W sierpniu spółka opublikuje raport wynikowy za II kwartał 2021 roku.

Cloud Technologies obchodzi w tym roku 10-lecie swojej działalności. Z firmy o początkowo lokalnym zasięgu, zmieniła się w globalny podmiot tworzący grupę kapitałową złożoną z czterech spółek: OnAudience.com, OnProspects.com, Audience Network i Online Advertising Network. W chwili obecnej Cloud Technologies pozyskuje dane z ponad 200 rynków na całym świecie i przetwarza ponad 100 mld anonimowych profili internautów.

Grupa Transition Technologies odnotowuje kolejny udany kwartał

Grupa Kapitałowa Transition Technologies („Grupa”), Polska firma z branży IT, obchodząca w tym roku 30-lecie powstania, koncentrująca się na rynkach przemysłu, energii, gazu i medycyny odnotowuje stały wzrost zamykając II kwartał 2021 roku z przychodami w wysokości 231 mln zł. Zysk brutto Grupy wyniósł 19,9 mln zł, natomiast EBIDTA 18,7 mln zł. 

II kwartał 2021 roku dla Grupy Transition Technologies upłynął pod znakiem dalszego, dynamicznego rozwoju. Efektem tego jest wzrost przychodów ze sprzedaży, który był o 7% wyższy niż w roku ubiegłym. Na koniec kwartału w swoim backlog’u Grupa posiadała kontrakty w wysokości 85% tegorocznych założeń.

Od intensywnego dla nas początku roku, cały czas przyspieszamy tempo rozwoju, czego wyraźnym potwierdzeniem jest podsumowanie wyników za II kwartał. Obserwujemy również bardzo dobre trendy rynkowe – znaczący wzrost przemysłu 4.0 i coraz dynamiczniejsze inwestowanie europejskich przedsiębiorstw. Są to dobre prognozy dla naszej Grupy na przyszłość. W swojej działalności nadal będziemy koncentrować się na usługach outsourcingu, szczególnie tam, gdzie wymagane są wysokie kompetencje. Nie mniej znaczące są także obszary IoT, VR czy sztucznej inteligencji i automatycznego wnioskowania. Dążymy też do umacniania naszej pozycji międzynarodowej zarówno w Europie, jak i Stanach Zjednoczonych. Bardzo dobre wyniki Grupy w corocznych rankingach pomagają w pozyskiwaniu zamówień w kluczowych dla nas sektorach działalności. Jednocześnie stale poszukujemy nowych możliwości rozwoju – mówi Konrad Świrski, Prezes Grupy Kapitałowej Transition Technologies.Transition Technologies grafika

2021 rok obfituje w ważne dla firmy wydarzenia, a jednym z kluczowych jest 30. rocznica jej powstania.   Utworzona jako Transition Technologies Sp. z o.o., z wykorzystaniem wyłącznie polskiego kapitału, na początku zatrudniała 5 pracowników i była jedną z pierwszych firm rodzących się w gospodarce wolnorynkowej. W 2007 roku utworzono spółkę w Transition Technologies USA Inc., z siedzibą w Pittsburghu, co dało początek tworzenia Grupy Kapitałowej, w ramach której działa już 10 spółek. W tym czasie Grupa konsekwentnie umacniała swoją międzynarodową pozycję, otwierając zagraniczne biura – dzisiaj 2000 pracowników w 23 biurach na 3 kontynentach codziennie współpracuje z największymi globalnymi korporacjami.

Ponadto w tym roku Grupa podpisała kontrakt z NATO, otworzyła kolejne biura poza granicami kraju i dokonała finalizacji pierwszej akwizycji polskiej firmy Algomine. W lipcu wygrała przetarg o wartości 30,5 mln zł na obsługę ZUS w zakresie świadczenia opieki serwisowej oraz wsparcia oprogramowania Oracle Tuxedo i Oracle Salt. W kwietniu natomiast, Spółka Transition Technologies-CS została wyłącznym dystrybutorem Doosan Robotics w Polsce, wiodącego producenta robotów współpracujących. Kolejnym potwierdzeniem dynamicznego rozwoju Grupy jest to, że w swoich szeregach zatrudnia obecnie ponad 2000 osób.

Popyt na usługi świadczone przez Grupę Transition Technologies stale rośnie, co przekłada się na dynamiczny, stale zwiększający się rozwój organiczny. W perspektywie będzie on także wspierany poprzez realizowanie kolejnych akwizycji.

Agnieszka Siuzdak nowym członkiem zarządu Agory odpowiedzialnym za pion Gazeta.pl w Agorze

5 sierpnia 2021 r. zarząd Agory powołał do swojego grona w drodze kooptacji Agnieszkę Siuzdak. Nowa członkini wzmocni przede wszystkim cyfrowe kompetencje zarządu i będzie nadzorować pion Gazeta.pl w Agorze.

Agnieszka Siuzdak-Zyga jest związana z mediami cyfrowymi od początku swojej kariery zawodowej. Pracę w Agorze rozpoczęła w 2006 r. „Gazecie Wyborczej”, po czym związała się z Gazeta.pl. Do 2018 r. jako dyrektor ds. wzrostu biznesu kontentowego współtworzyła kierunki rozwojowe Gazeta.pl, testowała nowe możliwości biznesowe oraz odpowiadała m.in. za marketing, SEO oraz analizy biznesowe. W październiku 2018 r. objęła stanowisko dyrektora pionu Gazeta.pl, odpowiadając za zarządzanie tym obszarem, wynik finansowy oraz biznesowy rozwój portalu. 

Agnieszka Siuzdak  jest cenioną menedżerką i naturalną liderką zespołów, z którymi pracuje. Odkąd objęła stery w Gazeta.pl, biznes ten systematycznie rośnie. – mówi o zmianie Bartosz Hojka, prezes zarządu Agory- Jestem przekonany, że jej nowoczesny styl działania, wizja rozwoju spółki w cyfrowym świecie oraz umiejętność integrowania pracowników i tworzenia kultury współpracy będą dla Agory nieocenionym wsparciem. 

Agnieszka Siuzak  zasiądzie w zarządzie Agory obok Bartosza Hojki, prezesa spółki oraz członków zarządu Anny Kryńskiej-Godlewskiej, Tomasza Grabowskiego, Tomasza Jagiełły i Agnieszki Sadowskiej, która zgłosiła zamiar rezygnacji z funkcji członka zarządu.

Agnieszka Siuzdak jest liderką i menedżerką z ponad 10-letnim doświadczeniem w branży mediów cyfrowych. Ma doświadczenie w budowaniu zespołów redakcyjnych, zarządzaniu zmianą, rozwoju biznesów oraz tworzeniu efektywnej i innowacyjnej kultury pracy. Jest absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończyła liczne kursy doszkalające, m.in. z metod zarządzania i rozwoju przywództwa. Urodziła się w 1983 r.

Pół miliona cudzoziemców z ważnymi zezwoleniami na pobyt w Polsce

Dokumenty uprawniające do długoterminowego pobytu w Polsce posiada 0,5 mln cudzoziemców. Zdecydowanie przeważają obywatele Ukrainy, którzy stanowią 55 proc. tej grupy ale coraz liczniej osiedlają się także Białorusini. Do Polski migrują głównie osoby młode w związku z chęcią podjęcia pracy.

Z 500 tys. cudzoziemców posiadających zezwolenia na pobyt oraz dokumenty wydawane obywatelom państw UE, największe grupy stanowią obywatele: Ukrainy – 277 tys. osób, Białorusi – 34 tys., Niemiec – 20 tys., Rosji – 13 tys., Wietnamu – 11 tys., Indii – 10,5 tys., Gruzji – 9 tys., Włoch – 8,5 tys., Chin – 6,5 tys. oraz Wielkiej Brytanii – 6,5 tys.

W pierwszej połowie tego roku liczba obcokrajowców posiadających dokumenty pobytowe wzrosła o prawie 42 tys. osób. Największy wzrost wśród cudzoziemców osiedlających się w Polsce dotyczył obywateli: Ukrainy – o 31,5 tys. osób, Białorusi – o 4,4 tys. osób, Gruzji – o 1 tys. osób, Mołdawii – o 0,9 tys. osób oraz Indii – o 0,7 tys. osób.

Cudzoziemcy najchętniej osiedlają się w regionach z dużymi ośrodkami miejskimi, oferującymi możliwości pracy lub nauki. Najbardziej popularnymi są województwa: mazowieckie – 132 tys. osób, małopolskie – 60 tys., wielkopolskie – 46,5 tys., dolnośląskie – 40,5 tys. oraz śląskie – 31 tys.

Prawie 70 proc. cudzoziemców posiadających zezwolenia na pobyt w Polsce to osoby poniżej 40. roku życia. Nieco ponad 25 proc. stanowią natomiast osoby w przedziale wiekowym 40 – 59 lat.

Zdecydowanie najwięcej cudzoziemców posiada zezwolenia na pobyt czasowy, które mogą być wydane na maksymalnie 3 lata. Tego typu dokumentami dysponuje obecnie 63 proc. osób. Grupa obcokrajowców uprawnionych do pobytu stałego i rezydenta długoterminowego stanowi 20 proc. Około 14 proc. to obywatele państw członkowskich Unii Europejskiej, którzy zarejestrowali swój pobyt.

Powyższe dane nie uwzględniają osób przebywających w Polsce tymczasowo np. w ramach ruchu bezwizowego lub na podstawie wiz.

Postępowanie restrukturyzacyjne w dobie kryzysu

Masz problemy finansowe w swojej firmie spowodowane przez pandemię? Z pomocą odpowiednich osób możesz odbić się od dna! Czym jest postępowanie restrukturyzacyjne w dobie kryzysu i jakie korzyści daje firmie? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w niniejszym artykule.

Restrukturyzacja to idealne rozwiązanie dla firm, które przez pandemię mają duże problemy finansowe. Dzięki możliwości ustalenia nowego planu spłaty i ogłoszenia upadłości dłużnika, rozpoczęcie postępowania upadłościowego nie będzie konieczne! Skorzystaj z pomocy Kancelarii Restrukturyzacyjnej już dziś, bez względu na wielkość długu Twojej firmy. Z niniejszego artykuły dowiesz się, czym właściwie jest prawo restrukturyzacyjne, czym jest postępowanie o zatwierdzenie układu oraz jakie korzyści daje firmom postępowanie restrukturyzacyjne. Zapraszamy do lektury.

Prawo restrukturyzacyjne w Polsce

Prawo restrukturyzacyjne wiąże się z postępowaniem sądowym, podczas którego dla dłużnika ustala się nowy plan spłaty jego zobowiązań – tak zwany Plan układowy. Dzięki temu przedsiębiorstwo można bez problemu oddłużyć, redukując jego zadłużenie, wstrzymując wypowiedzenie różnego rodzaju umów – w tym leasingów oraz gwarantując odpowiednią przeciwegzekucyjną ochronę. Wraz z wierzycielami rozkłada się wszystkie zobowiązania na raty.

Wyróżnia się aż pięć typów związanych z postępowaniem restrukturyzacyjnym. Do listy zalicza się zatwierdzenie układu, przyspieszone postępowanie układowe, postępowanie układowe, postępowanie sanacyjne oraz uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne.

Zmiany wywołane przez COVID-19: możliwość uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego

W tym roku jest możliwość skorzystania z uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego. To najszybszy typ postępowania restrukturyzacyjnego, przy którym zadłużona firma otrzymuje na cztery miesiące odpowiednią ochronę przed ewentualną egzekucją. Dodatkową zaletą tego typu postępowania jest także fakt, że wszelkie skutki wdrożenia wchodzą w życie niemalże od razu. Uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne blokuje komorniczą egzekucję i odblokowuje zajęty firmowy rachunek bankowy.

W przypadku uproszczonego postępowania restrukturyzacyjnego należy pamiętać, że jest ono mocno ograniczone czasowo. Ustawa informuje, że koniec uproszczonego postępowania przypada na 30.06.2021 roku. Jednakże jest już projekt, który przedłuży tę możliwość aż do listopada bieżącego roku, chociaż nie został jeszcze w tym momencie wprowadzony w życie.

Co to jest postępowanie o zatwierdzenie układu?

Postępowanie o zatwierdzenie układu polega na tym, że osoba zadłużona indywidualnie ustala plan układowy z wierzycielami, u których ma zadłużenie. Doradca restrukturyzacyjny natomiast ma za zadanie, by zatwierdzić ten plan przed sądem.

Modelowy przebieg postępowania restrukturyzacyjnego

Przebieg postępowania restrukturyzacyjnego składa się z kilku kroków. W pierwszej kolejności prawnicy analizują całą sytuację firmy i decydują, czy kwalifikuje się ona do postępowania. Przedsiębiorca musi sporządzić pełną listę wierzytelności oraz spisać cały majątek swojej firmy. Analiza ta jest zwykle darmowa.

Drugim krokiem postępowania restrukturyzacyjnego jest umowa. Aby doradca mógł złożyć odpowiedni wniosek do sądu, zadłużona firma musi podpisać umowę zlecającą. W ciągu pierwszego tygodnia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym pojawi się informacja, że postępowanie zostało wszczęte. Od tego dnia firma dłużnika otrzymuje odpowiednią ochronę przeciwegzekucyjną, która trwa cztery miesiące. W trakcie trwania tej ochrony żadne umowy – w tym leasingowe, kredytowe czy najmu – nie mogą zostać wypowiedziane. Odblokowuje się także zajęte konto bankowe i zawiesza komornicze licytacje.
Podczas trwania czteromiesięcznej ochrony doradca rozmawia z wierzycielami i przesyła specjalne karty do głosowania. Przedstawia im swoje propozycje układowe. Jeśli większości głosujących pasuje układ, do sądu trafia specjalny wniosek, który ten układ ma zatwierdzić.

Kiedy tylko sąd zatwierdzi plan układowy, restrukturyzacyjny doradca staje się sądowym nadzorcą. Co trzy miesiące składa sprawozdania, informując o tym, jak dłużnik reguluje zobowiązania. Sprawozdania te wpływają przez cały okres trwania planu układowego. Jeśli szukasz odpowiedniego doradcy, polecamy skorzystać z usług, które proponuje KPR Kancelaria Restrukturyzacyjna, będąca obecnie liderem w Polsce.

Jakie korzyści dla firmy daje postępowanie restrukturyzacyjne?

Dla zadłużonej firmy postępowanie restrukturyzacyjne to nierzadko idealne rozwiązanie. Celem jest przede wszystkim oddłużenie przedsiębiorstwa. Do zalet postępowania restrukturyzacyjnego zalicza się redukcję zobowiązań, zmniejszenie obciążeń miesięcznych, karencję i – co najważniejsze – ochronę przeciwegzekucyjną. Jeśli masz problemy finansowe, warto skorzystać z tego rodzaju opcji. Sam audyt nic nie kosztuje, a być może, okaże się, że cała sprawa zakończy się dla Twojej firmy pomyślnie!

Więcej informacji na temat postępowania restrukturyzacyjnego znajdziesz na stronie KPR Kancelaria Restrukturyzacyjna. W przypadku dodatkowych pytań skontaktuj się z doradcami KPR. Uzyskasz również informacje o uproszczonym postępowaniu, jak przygotować spis wierzytelności oraz sposoby na naprawienie szkody. W zależności od tego, co znajduje się w majątku dłużnika, mogą zostać zaproponowane inne rozwiązania. Czasami będzie to zakaz wypowiadania, a w innym przypadku konieczność przygotowania spisu wierzytelności objętych ograniczeniami. Z takich porad warto skorzystać również przed przyjęciem układu lub wtedy, gdy grozi stan zagrożenia niewypłacalnością. Jak widać ogłoszenie upadłości może mieć różne formy. Coraz większa ilość postępowań restrukturyzacyjnych sprawia, że w mocy prawa można rozwiązać wiele problemów.

Moralność finansowa Polaków 2021

Praca na czarno, płacenie gotówką bez rachunku, aby uniknąć VAT oraz przepisywanie majątku na rodzinę, aby uciec przed wierzycielami – to zachowania, które na rynku finansowym spotykają się z największym społecznym przyzwoleniem – wynika z badania Związku Przedsiębiorstw Finansowych pt. „Moralność Finansowa Polaków 2021”. To już szósta edycja tego unikalnego projektu badawczego, zrealizowana w partnerstwie z BIG InfoMonitor, Ikano Bank i Ultimo.

Wyniki najnowszej edycji badania Moralność Finansowa Polaków 2021 wskazują na utrzymującą się dużą skłonność Polaków do nadużyć  w obszarze finansów. Po tym jak na fali pandemii, w zeszłym roku wartość Indeksu Akceptacji Nieetycznych Zachowań Finansowych wzrosła znacząco z 41 do ponad 46 proc., w tym roku nieco obniżyła się do poziomu 45,3 proc.

Wartość Indeksu nieco zmalała w porównaniu do ubiegłego roku. Jednym z czynników mógł być fakt, że podczas pandemii zauważyliśmy jako społeczeństwo, że każde odstępstwo od zapewnienia normalnego obiegu pieniądza w gospodarce wpływa negatywnie na szereg powiązanych czynników, w tym choćby na transfery socjalne. Im szybciej zdamy sobie sprawę, że gospodarka to sieć naczyń połączonych i jej prawidłowe funkcjonowania poprawia sytuację całego społeczeństwa, tym lepiej dla nas. Wciąż jednak niepokoją usprawiedliwienia konkretnych zachowań stanowiących odstępstwa od przyjętego kanonu – powiedział mec. Marcin Czugan, Prezes Zarządu Związku Przedsiębiorstw Finansowych.

moralność finansowa polaków 2021Poziom indeksu nadal jest niepokojąco wysoki. Oznacza to, że Polacy są gotowi usprawiedliwiać odstępstwa od zasad w blisko połowie badanych sytuacji. Na wynik składają się odpowiedzi na dziewięć pytań, w których badani deklarują, czy są w stanie zrozumieć i zaakceptować, dla bieżących korzyści finansowych, łamanie nie tylko zasad etycznych, ale czasami również prawa.

Stawiane wymagania moralne, dotyczące kwestii finansowych, rosną wraz z wiekiem. Osoby starsze, szczególnie w wieku emerytalnym, znacznie rzadziej są skłonne usprawiedliwiać konsumenckie nadużycia niż osoby młodsze. Wyższy poziom moralności finansowej niezmiennie przejawiają też kobiety.

Praca na czarno i podpisywanie umów bez czytania

Praca na czarno, aby uniknąć ściągania długów z pensji, kolejny rok z rzędu spotyka się z największym przyzwoleniem społecznym. Akceptację dla tego typu nadużycia wyraża ponad 63 proc. Polaków. Prawie trzy piąte badanych jest skłonnych usprawiedliwić płacenie gotówką bez rachunku, aby uniknąć VAT. To nieco więcej niż przed rokiem, gdy pogląd taki wyrażało 54 proc. uczestników badania. Natomiast 55 proc. respondentów uważa, że można zaakceptować przepisywanie majątku na rodzinę, aby uciec przed wierzycielami.

Ponad połowa uczestników badania gotowa jest też usprawiedliwić zatajanie informacji uniemożliwiających uzyskanie kredytu. Wciąż bardzo wysoki jest również poziom przyzwolenia społecznego dla zaciągania kredytów bez zapoznania się z warunkami ich spłaty. Dla tego niebezpiecznego zjawiska akceptację w najnowszej edycji raportu wyraża ok. 48 proc. badanych. Najbardziej rygorystycznie odnosimy się natomiast do wyłudzania kredytów za pomocą fałszywych dokumentów – usprawiedliwia je co dziesiąty z nas, co i tak jest bardzo niepokojącym wynikiem.moralność finansowa polaków 2021 2

Ankietowani co rok pytani są również w badaniu o podejście do oddawania długów, czy jest to ich zdaniem obowiązek moralny? Zdecydowana większość uważa, że tak – tym razem 92 proc.  respondentów. Jedynie 2 proc. uznało, że nie. Można jednak zaobserwować, że od wybuchu pandemii w 2020 r. przybyło negatywnych odpowiedzi, więcej jest też osób, które mają co do tego wątpliwości.

Znajomość biur informacji gospodarczej na wysokim poziomie

O konieczności oddawania długów przypominają prowadzące rejestry dłużników Biura Informacji Gospodarczej (BIG). Instytucje te są coraz powszechniej znane Polakom. Z ostatniej fali badania wynika, że o BIG-ach słyszało ponad cztery piąte (84,2 proc.) polskich konsumentów. Co więcej, ponad dwie piąte respondentów ocenia je pozytywnie. Znajomość biur informacji gospodarczej rośnie wraz z wiekiem i wykształceniem badanych. Bardziej znane są również wśród osób, które sięgają po pożyczki czy kredyty.

Z upływem lat coraz więcej osób ma opinię o funkcjonowaniu BIG-ów, co może świadczyć, że bezpośrednio lub pośrednio doświadczyli ich działania. Na pewno nie jest to już działalność niszowa. Tylko w naszym rejestrze obecnie znajduje się ponad 2,2 mln osób fizycznych z zaległościami z tytułu bieżących rachunków czy rat pożyczek. To jest co 14. pełnoletni Polak – wskazuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Badani mają też sporą świadomość mechanizmu działania Biur Informacji Gospodarczej na regulowanie zobowiązań finansowych. Stąd też zapewne dość powszechna deklaracja szybkiej spłaty długu z myślą o wykreśleniu z rejestru, by wpis o długu nie stanął na przeszkodzie realizacji planów. Jednak co znamienne, w okresie przedłużającej się pandemii, reakcja ta straciła nieco na popularności. Obecnie 72 proc. badanych mówi, że spłaciłoby dług, aby zostać wykreślonym z rejestru dłużników, podczas gdy przed rokiem takiej odpowiedzi udzieliło 77 proc. badanych, a dwa lata temu 79 proc. Przybywa natomiast osób, które uregulowałyby zobowiązanie dopiero w momencie, gdyby wpis utrudniał im życie (19 proc. wobec 18 proc. przed rokiem i 15 proc. w edycji badania z 2019 r.).moralność finansowa polaków 2021 3

Badanie pokazuje również, że pandemia wpłynęła na sytuację życiową, możliwości spłaty, jak i samo podejście do regulowania zobowiązań, szczególnie tam, gdzie kondycja materialna nie jest najlepsza. Wśród respondentów, którzy zaciągnęli kredyt lub pożyczkę i mają problemy z regulowaniem rat, obecnie 37 proc. od razu zwróciłoby dług, aby zostać wykreślonym z rejestru, natomiast blisko połowa spłaciłaby go dopiero wtedy, gdy wpis utrudniałby im życie. To duża zmiana w porównaniu do ubiegłego roku, kiedy to przeważał udział osób gotowych spłacić zaległość natychmiast.

Badanie „Moralność finansowa Polaków 2021” zostało przeprowadzone w marcu 2021 roku przez firmę Biostat na zlecenie ZPF metodą CATI, na ogólnopolskiej, reprezentatywnej 1000-osobowej próbie Polaków w wieku powyżej 18 lat.