93% Polaków twierdzi, że ich firmy dbają o ochronę danych osobowych

Po blisko trzech latach stosowania RODO aż 93% Polaków potwierdza, że ich pracodawca dba o kwestie ochrony danych osobowych. Warto również wiedzieć, że aż 43% osób pracujących deklaruje, że każda zatrudniona osoba w firmie jest informowana o procedurach i odbywa szkolenie. Czy według polskich pracowników, unijne rozporządzenie zwiększyło dbałość pracodawców o ochronę danych osobowych? Co jeszcze się zmieniło po wprowadzeniu nowych przepisów?

Cele RODO

25 maja 2021 r. upłyną trzy lata, odkąd europejski prawodawca zreformował i ujednolicił system ochrony danych osobowych na obszarze całej Unii Europejskiej. Wprowadzona reforma stanowiła ogromne wyzwanie dla przedsiębiorców, którzy zostali zmuszeni do wdrożenia nowych rozwiązań. Przedsiębiorcy podjęli wysiłek dostosowania swoich organizacji, pod presją kar przewidzianych w RODO, a nakładanych przez krajowe organy nadzorcze – wskazuje Maciej Kaczmarski, prezes ODO 24.

Jednym z celów wprowadzonej reformy było ułatwienie realizacji praw, jakie każdy człowiek ma względem swoich danych osobowych, np. swojego imienia, nazwiska, numeru PESEL czy każdej innej informacji, która osobę identyfikuje. Europejski prawodawca uznał, że dla realizacji praw osób, kluczowe jest upowszechnienie świadomości o ich istnieniu.

Równie ważnym celem RODO było zapewnienie skutecznej ochrony danych przed naruszeniami, np. ujawnieniem danych osobom nieupoważnionym. Odpowiednie zabezpieczenie zapewnić mogły zarówno środki techniczne, takie jak zamki, klucze, szyfry, specjalistyczne programy komputerowe, ale także środki organizacyjne, takie jak edukacja pracowników, w jaki sposób należy postępować z danymi osobowymi.

Czy wdrażanie RODO zakończyło się sukcesem?

Wyniki badania firmy ODO 24 potwierdzają, że tylko 7,5% Polaków uważa, że ochrona danych osobowych nie stanowi dla pracodawcy kluczowego aspektu działalności. Respondenci wskazywali przy tym na różne działania, które podjęto w ich firmach, a które miały być dowodem dbałości pracodawcy o ochronę danych. Największa grupa badanych uznaje, że dowodem takiej dbałości jest konieczność odbycia przez każdego pracownika szkolenia z zakresu RODO (42,8%). Dla części badanych (18,9%), dowodem szczególnej dbałości o dane osobowe jest gotowość firmy do niezwłocznego działania w przypadku wycieku danych. Prawie jedna trzecia (30,8%) badanych potwierdza, że pracodawca dba o ochronę danych, przy czym kwestiami tego typu zajmuje się dział prawny, bez angażowania pracowników z innych działów.

W trakcie badania zapytano pracowników także o to, co ich zdaniem jest najważniejsze w ochronie cennych firmowych informacji oraz danych osobowych? Zdaniem 39,4% respondentów najważniejsze są zabezpieczenia fizyczne (alarmy, bramki) i technologiczne (oprogramowanie). W skuteczność tych środków wierzy prawie co drugi pracownik (48,2%) w wieku do 24 lat.  Starsi respondenci (25-34 lat oraz 35-49 lat) ufają środkom technicznym w mniejszym stopniu (wynik to odpowiednio 42,7% i 41,2%). Pracownicy powyżej 50 roku życia najmniej wierzą w skuteczność tego typu środków (34,6%).

Tylko 19,4% badanych wskazuje, że skuteczną metodą zabezpieczenia danych jest budowanie świadomości zagrożeń wśród pracowników – w tym regularne szkolenia oraz jasne procedury postępowania. Odpowiednio 17,4% oraz 12,7% respondentów wskazuje, że w skutecznym zabezpieczeniu danych pomóc mogą dobrzy prawnicy zatrudnieni przez firmę, oraz współpraca z wyspecjalizowaną firmą zapewniającą wsparcie w aspektach prawnych i doboru odpowiednich zabezpieczeń technicznych.

Trzy lata stosowania przepisów RODO dały efekt, w postaci zwiększającej się świadomości pracodawców i pracowników w obszarze ochrony danych. Stało się to możliwe dzięki kampaniom informacyjnym prowadzonym przez instytucje publiczne i prywatne, a także dzięki specjalistycznym szkoleniom, które pracodawcy zapewniają sobie i swoim pracownikom – tłumaczy Maciej Kaczmarski, prezes ODO 24. Pomimo sukcesów w tym obszarze, pozostaje wiele do zrobienia. W szczególności niepokój wzbudza fakt, że w co trzeciej firmie kwestie ochrony danych zostały powierzone działowi prawnemu, bez angażowania innych pracowników. Za ślepą uliczkę należy uznać przesadną wiarę blisko połowy respondentów w zabezpieczenia techniczne. Takie środki są oczywiście ważne, pod warunkiem, że zostaną prawidłowo dobrane i wdrożone, ale nawet najlepsze zabezpieczenia techniczne będą całkowicie nieskuteczne, jeżeli personel nie będzie odpowiednio uwrażliwiony i wyedukowany. Z tego względu cieszy mnie, że blisko połowa badanych wskazuje szkolenia, jako kluczowy element dbałości pracodawców o ochronę danych osobowych – dodaje.

Polacy rzucili się na używane auta. 2 na 3 zarejestrowane pojazdy pochodzą z zagranicy

Ponad 321,5 tys. samochodów osobowych zostało zarejestrowanych w Polsce w pierwszym kwartale 2021 roku. Jak wynika z danych przekazanych przez Ministerstwo Cyfryzacji, przeszło 63% z nich stanowiły pojazdy używane, sprowadzone z zagranicy. Ich liczba była o około 10 tys. większa niż na początku zeszłego roku. Z kolei o przeszło 40 tys. więcej było ponownych rejestracji samochodów już zarejestrowanych na terenie Polski. Ostatnio najwięcej takich przypadków odnotowano w województwie mazowieckim. Natomiast wielkopolskie otwiera zestawienie dot. rejestracji aut używanych, sprowadzonych z zagranicy. 

Jak informuje Ministerstwo Cyfryzacji, w pierwszym kwartale 2021 roku zarejestrowano 321 556 samochodów osobowych. To więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 301 281. Większość w tych statystykach stanowią pojazdy używane, które sprowadzono z zagranicy. Od stycznia do marca br. ich liczba wyniosła 204 093, a wcześniej – 194 131.

– Te dane nie pokazują, ile rzeczywiście aut trafia do Polski. Nie ma kontroli na granicach i nadzoru nad tym, ile osób sprzedaje w szarej strefie. Te pojazdy są widoczne przez nasze władze nie w momencie wjazdu do kraju, a dopiero później – przy uregulowaniu akcyzy. Zwykły Kowalski przychodzi rejestrować pojazd, który sam teoretycznie przywiózł. Ale mamy pandemię i pewnie 99% takich nabywców nie było za granicą po samochód, a do transakcji doszło w Polsce – komentuje Maciej Szymajda, prezes zarządu Stowarzyszenia Komisów.

Jak zauważa Marcin Barankiewicz, prezes zarządu Polskiej Izby Stacji Kontroli Pojazdów, z roku na rok ceny nowych samochodów są coraz wyższe. Ale zamożność społeczeństwa nie rośnie proporcjonalnie. Wiele osób może pozwolić sobie tylko na zakup używanego pojazdu. A w pandemii wzrosło zapotrzebowanie na posiadanie własnego auta. Wpływ na to miał m.in. strach przed zakażeniem. Sporo Polaków uznało, że to będzie najbezpieczniejszy środek transportu.

– W marcu ub.r. ze względu na pandemię zaczęły się problemy ze sprowadzaniem pojazdów. Ludzie kupowali, co popadło. Ceny wariowały i dalej tak się dzieje. Natomiast wielu analityków mówi, że ten wzrost rejestracji ma także związek z elementami psychologicznymi. Pandemia spowodowała upadek i kompromitację komunikacji zbiorowej. W efekcie ogromna ilość ludzi potrzebowała drugiego, trzeciego czy nawet czwartego samochodu, żeby się bezpiecznie poruszać – podkreśla Marek Konieczny, prezes Związku Dealerów Samochodów.

Od stycznia do marca br. było ponad 560 tys. ponownych rejestracji samochodów już zarejestrowanych na terenie Polski. Natomiast w danych z początku 2020 roku widzimy przeszło 520 tys. takich przypadków.

– Ponowne rejestracje to przede wszystkim transakcje wewnątrzkrajowe. Ale zdarzają się też samochody, które jako nowe wyjechały z kraju i teraz do niego wróciły jako używane. W Polsce mamy między 2 a 3 mln transakcji kupna-sprzedaży różnych pojazdów rocznie – dodaje ekspert Stowarzyszenia Komisów.

Analizując statystyki dotyczące pojazdów używanych sprowadzonych z zagranicy, widać, że najwięcej zarejestrowano ich w województwie wielkopolskim – 26 979 (w analogicznym okresie 2020 roku – 25 041). Dalej jest mazowieckie – 25 706 (24 019) i śląskie – 20 375 (19 398). Na końcu zestawienia znajduje się opolskie – 5 126 (4 728). Natomiast, biorąc pod uwagę ponowne rejestracje pojazdów już zarejestrowanych w Polsce, stawkę otwiera mazowieckie – 86 961 (81 089). Kolejne pozycje należą do śląskiego – 63 795 (58 208) i wielkopolskiego  – 59 320 (52 379). Najmniej takich przypadków odnotowano w opolskim – 12 990 (11 846).

– Wielkopolska to zagłębie importerów aut. Na jej obszarze mamy m.in. Gniezno, Wągrowiec czy inne miejscowości znane właśnie z tego typu działalności. Podobnie sytuacja wygląda na Mazowszu i Śląsku. Dlatego tam dokonuje się najwięcej rejestracji pojazdów sprowadzanych z zagranicy – podkreśla prezes zarządu PISKP.

Z kolei Maciej Szymajda zaznacza, że w województwie mazowieckim za mekkę firm handlujących samochodami uchodzi Ostrów Mazowiecka. Można się o tym przekonać, wpisując nazwę tego miasta do wyszukiwarek w portalach z ogłoszeniami motoryzacyjnymi. Natomiast Śląsk to przede wszystkim duże skupisko mieszkańców, co też przekłada się na liczbę kupowanych aut używanych.

– W ub.r. ze względu na pandemię przedłużono z 30 do 180 dni termin na rejestrację samochodu sprowadzonego z zagranicy. Ale to były przepisy przejściowe, obowiązujące do końca grudnia. Teraz znów jest tak jak na początku 2020 roku. Dlatego wiele komisów szybko rejestruje pojazdy, aby nie narazić się na karę administracyjną od 200 do 1000 zł. I to przekłada się na statystyki we wspomnianych zagłębiach importerów aut – dodaje Barankiewicz.

Pandemia sprawiła, że proces decyzyjny ws. zakupu auta jest szybszy. Przede wszystkim ze względu na mniejszy wybór, co podkreśla Marek Konieczny. Ekspert ZDS dodaje, że większe zainteresowanie samochodami używanymi jest chwilowe. Prawdopodobnie pod koniec roku wyhamuje. Wówczas będzie około miliona sprowadzanych pojazdów rocznie.

Szok inflacyjny w USA podbił zmienność na rynku

Aktywa ryzykowne na całym świecie oscylują blisko rekordowo wysokich poziomów. Ich sytuacja jest jednak bardziej niepewna po tym, jak w zeszłym tygodniu dane o amerykańskiej inflacji pokazały wyraźny wzrost, wywołując zamieszanie na rynku.

Biorąc pod uwagę skalę zaskoczenia, nieco dziwi, że natychmiastowy wzrost rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA wyniósł zaledwie 4 pb. Niemniej ruch ten wystarczył, aby wzburzyć rynek surowcowy i wywołać wahania walut rynków wschodzących, których większość zakończyła tydzień osłabieniem względem amerykańskiej waluty.

W tym tygodniu w środę poznamy minutki z posiedzenia Fedu. Spodziewamy się, że nie będą miały one dużego wpływu na rynek – zaskoczenie inflacyjne sprawia, że są niejako nieaktualne. Naszym zdaniem dla rynków w tym tygodniu najważniejsze będą wstępne odczyty indeksów PMI dla gospodarek USA, strefy euro i Wielkiej Brytanii, które poznamy w piątek. Poza tym rynek zdaje się nadal trawić duży wzrost przynajmniej krótkoterminowej presji inflacyjnej w USA. Uważamy, że gdy skończy, dolar nadal będzie tracić.

PLN

Kluczowym krajowym wydarzeniem dla złotego w zeszłym tygodniu miała być publikacja uchwały Sądu Najwyższego ws. frankowiczów. Po kilkugodzinnym posiedzeniu Sąd postanowił jednak zasięgnąć opinii pięciu instytucji (RPO, RPD, KNF, NBP i Rzecznika Finansowego). Informacja o istotnym odsunięciu w czasie publikacji uchwały nie przełożyła się na słabość złotego. Polska waluta, wspierana przez pozytywny sentyment i wzmacniana dodatkowo przez rosnące oczekiwania względem zacieśniania polityki pieniężnej w Polsce, znalazła się pod koniec tygodnia na najwyższym od nieco ponad miesiąca poziomie w parze z euro.

Obecnie rynek zaczął wyceniać jedną pełną podwyżkę stóp procentowych (o 25 pb.) przed końcem roku. Uważamy za bardziej prawdopodobne, że do wzrostu stóp procentowych dojdzie dopiero w 2022 r. Wzrost kosztów kredytu wydaje się jednak coraz bliższy, zwłaszcza biorąc pod uwagę dobre perspektywy polskiej gospodarki i oczekiwaną dość wysoką dynamikę cen. Szczególnie że zarówno wzrost, jak i inflacja powinny zostać wzmocnione przez planowane przez rząd zmiany w polityce fiskalnej w ramach zaprezentowanego w sobotę programu Polski Ład.

EUR

Zeszłotygodniowe wskaźniki nastroju inwestorów w strefie euro potwierdziły zmianę na lepsze w oczekiwaniach względem sytuacji w Europie, co wzmocniło sygnał wysyłany przez wiodące wskaźniki ekonomiczne. Uważamy, że jednym z kluczowych czynników finansowych i ekonomicznych w 2021 r. będzie przebieg odbicia europejskiej gospodarki w stosunku do amerykańskiej – zarówno w kontekście jego prędkości, jak i towarzyszącej mu presji inflacyjnej. Ze względu na wsteczność danych nie uzyskamy jednak jasnego obrazu sytuacji aż do połowy lata.

Póki co skupimy się na wiodących wskaźnikach aktywności gospodarczej, takich jak indeksy PMI, które zostaną opublikowane w piątek. Kolejna pozytywna niespodzianka w przypadku indeksu dla usług mogłaby wesprzeć euro pod koniec tygodnia.

USD

Od dawna oczekiwany gwałtowny wzrost inflacji w USA w zeszłym tygodniu ukazał się w pełni. Inflacja w kwietniu wzrosła o 4,2% w ujęciu rocznym. Co bardziej złowieszcze, stabilniejsza miara bazowa, która nie uwzględnia zmian cen najbardziej wahających się komponentów, czyli energii i żywności, odnotowała najwyższy skok od 1981 r. (+0,9% m/m), a jej trzymiesięczna zanualizowana stopa wzrostu to obecnie 5,6%.

W najbliższym czasie kluczowa będzie reakcja Fedu. Ich komunikacja była gołębia i sugerowała niereagowanie na krótkoterminowy wzrost presji cenowej oraz utrzymanie polityki w trybie silnej stymulacji. Możliwe, że mimo to niektórych członków Rezerwy Federalnej poruszył gwałtowny wzrost inflacji. Jeśli chodzi o rynek walutowy, bardzo niskie stopy procentowe i rosnąca inflacja rzadko bywają pozytywnym połączeniem dla jakiejkolwiek waluty i nie oczekujemy, że tym razem będzie inaczej.

GBP

Ulgę po ogłoszeniu wyników wyborów w Szkocji wywołuje m.in. brak perspektyw do ponowienia dążeń niepodległościowych w najbliższym czasie. Była ona wzmocniona przez pasmo bardzo dobrych wieści dotyczących cen domów, miesięcznego PKB w marcu i sprzedaży detalicznej BRC. Funt doświadczył umocnienia w zeszłym tygodniu, kończąc go wyżej w stosunku do wszystkich głównych walut G10 i rynków wschodzących.

W najbliższych dniach, poza jak zawsze kluczowymi indeksami PMI, których wstępne majowe odczyty poznamy w piątek, wyczekujemy środowych danych o inflacji. Rynki oczekują niewielkiego odbicia miary bazowej. Dane pomogą odpowiedzieć na pytanie, czy duża niespodzianka inflacyjna w USA z zeszłego tygodnia jest fenomenem ogólnoświatowym, czy na tę chwilę dotyczy tylko amerykańskiej gospodarki.

CHF

Frank zakończył ostatni tydzień niewielką zmianą w stosunku do euro, mniej więcej w połowie stawki w porównaniu do pozostałych walut G10. W trakcie tygodnia zmienności jednak nie brakowało. Gwałtowne ruchy waluty można w większości wytłumaczyć dwoma czynnikami: zaskoczeniem dotyczącym danych z USA, które pociągnęły za sobą silne ruchy rentowności obligacji i szerokiego rynku walutowego, oraz zwiększonymi interwencjami Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB) na rynku.

Biorąc pod uwagę dane SNB o depozytach na żądanie, wygląda na to, że w ciągu kilku ostatnich tygodni interwencje banku centralnego wyraźnie przybrały na sile. W pierwszym tygodniu maja wartość tych depozytów wzrosła o 3,6 mld franków, co było największym skokiem od lipca 2020 r., a w zeszłym – o kolejne 2,8 mld. Może to być tymczasowa reakcja na odporność franka. Sytuacja prawdopodobnie unormuje się w dalszej części roku, jeśli poprawa sentymentu do ryzyka i rentowności amerykańskich obligacji znowu wywrą presję na walutę. W krótkim terminie niezmiennie skupiamy się na wieściach z zewnątrz, obserwując jednocześnie zmiany w danych o depozytach na żądanie i pozycjonowaniu.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Moc przyłączeniowa dla stanowisk postojowych związanych z budynkami – ustalono wymogi minimalne

PSPA: 14 maja opublikowano długo oczekiwane rozporządzenie Ministra Klimatu i Środowiska w sprawie sposobu ustalania minimalnej mocy przyłączeniowej dla wewnętrznych i zewnętrznych stanowisk postojowych związanych z budynkami użyteczności publicznej oraz budynkami mieszkalnymi wielorodzinnymi.

Podstawą prawną dla wydania rozporządzenia jest art. 12 ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych, który przewiduje obowiązek zapewnienia mocy przyłączeniowej w nowych budynkach obu kategorii, pozwalającej na instalację punktów ładowania o mocy nie mniejszej niż 3,7 kW  – mówi Joanna Makola, Kierownik Centrum Legislacyjnego PSPA. Celem regulacji ma być zabezpieczenie mocy umożliwiającej instalację punktów ładowania oraz stopniowe zwiększanie ich liczby, z uwzględnieniem potrzeb zaspokojenia bieżącego zapotrzebowania na energię elektryczną wynikającego z używania tych budynków. Przepis ustawy, a w konsekwencji – przepisy rozporządzenia – odnoszą się jedynie do gmin, o których mowa w art. 60 ust. 1 ustawy, a więc nie obejmują swoim zakresem gmin o liczbie mieszkańców niższej niż 100 000.

W rozporządzeniu przewidziano, że minimalna moc przyłączeniowa dla wewnętrznych i zewnętrznych stanowisk postojowych związanych z budynkiem użyteczności publicznej stanowi iloczyn 20% liczby wszystkich stanowisk postojowych związanych z tym budynkiem i wartości mocy 3,7 kW, jednak nie mniej niż 3,7 kW, chyba że z tym budynkiem nie są związane żadne stanowiska postojowe. Minimalna moc przyłączeniowa dla wewnętrznych i zewnętrznych stanowisk postojowych związanych z budynkiem mieszkalnym wielorodzinnym ma natomiast stanowić iloczyn 50% liczby wszystkich stanowisk postojowych związanych z tym budynkiem i wartości mocy 3,7 kW, jednak nie mniej niż 3,7 kW, chyba że z tym budynkiem nie są związane żadne stanowiska postojowe.

Przyjęcie rozporządzenia kończy długotrwały proces legislacyjny, który rozpoczął się w 2019 r. Podmioty realizujące inwestycje budowlane zyskują jasność co do reguł, na których mają opierać wyliczenie minimalnej mocy przyłączeniowej dla budynku na poczet mających w nim powstać punktów ładowania.

Mając jednak na uwadze potrzebę zapewnienia odpowiedniej mocy przyłączeniowej, pozwalającej na instalację punktów ładowania w budynkach powstających w całej Polsce, konieczne będzie poszerzenie delegacji ustawowej zawartej w art. 12 ust. 2, tak aby zakresem rozporządzenia objąć również budynki znajdujące się w gminach liczących poniżej 100 000 mieszkańców.

Rozporządzenie wchodzi w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia.

Link do rozporządzenia Ministra Klimatu i Środowiska z dnia 7 maja 2021 r. w sprawie sposobu ustalania minimalnej mocy przyłączeniowej dla wewnętrznych i zewnętrznych stanowisk postojowych związanych z budynkami użyteczności publicznej oraz budynkami mieszkalnymi wielorodzinnymi: https://dziennikustaw.gov.pl/D2021000089201.pdf

Polski Ład wymaga rzetelnych konsultacji ze środowiskiem pracodawców i związków zawodowych

  • Zaproponowane w Polskim Ładzie zmiany w składce zdrowotnej oznaczają dla firm małych i większych, ale także dla ogromnej rzeszy specjalistów, wzrost obciążeń, który pogorszy warunki prowadzenia działalności, inwestycji, ale także świadczenie pracy.
  • Zwiększenie nakładów na politykę społeczną, a w szczególności na ochronę zdrowia, musi wynikać z dochodów, które biorą się z aktywności gospodarczej i wzrostu zatrudnienia, a nie wyłącznie ze wzrostu obciążeń – uważa Konfederacja Lewiatan.

Polski Ład ma być odpowiedzią na zagrożenia w obszarze gospodarczym i społecznym po ponad rocznym okresie ograniczeń w działalności gospodarczej i świadczenia pracy spowodowanych walką z pandemią. Jego celem powinno być zarysowanie perspektywy powrotu do normalności i wejścia na szybką ścieżkę rozwoju gospodarczego. Nie bez znaczenia są ogromne zaległości i problemy w sferze zdrowia publicznego obywateli, poprawy sytuacji dochodowej, ale także dążenia do uzyskania równowagi makroekonomicznej, zwłaszcza w tak mocno nadwyrężonych finansów publicznych.

– Z perspektywy społecznej, a zwłaszcza gospodarczej oczekiwano na zintegrowany program inwestycji w gospodarkę, zachęt do ich podejmowania, ale także czekano na inwestycje w jakość pracy i zdrowie publiczne. I mimo, że planów inwestycyjnych w Polski Ładzie jest wiele, sposób ich realizacji może budzić szereg pytań. Czy zarysowane cele i działania oraz metoda realizacji zapewnią szybki powrót na ścieżkę rozwoju? Czy obok inwestycji publicznych pojawią się tak oczekiwane inwestycje prywatne? Czy biznes uwierzy w warunki stabilnego rozwoju? – pyta prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan i przewodniczący Zespołu ds. budżetu, wynagrodzeń i świadczeń socjalnych w RDS.

Składka zdrowotna zwiększy koszty

Polski Ład koncertuje się przede wszystkim na celach polityki społecznej i planach inwestycji publicznych. Zaskakuje tak mocna zmiana systemu podatkowego, która dzięki zastosowaniu instrumentów fiskalnych zmniejsza obciążenia najniżej zarabiających, zwiększając obciążenie osób osiągających wyższe dochody, a zwłaszcza przedsiębiorców. Szczególnie nowa konstrukcja składki zdrowotnej, która z pewnością zapewni wzrost dochodów Narodowego Funduszu Zdrowia, wydaje się bardzo radykalna, wręcz szokowa z perspektywy kosztów prowadzenia działalności gospodarczej.

– Tak dla małych firm, jak dla większych, ale także dla ogromnej rzeszy specjalistów zatrudnionych w gospodarce, nowa koncepcja składki zdrowotnej to wzrost obciążeń, który pogorszy warunki prowadzenia działalności, inwestycji, ale także warunki świadczenia pracy. Zaproponowany kształt reformy wymaga racjonalnych korekt – podkreśla prof. Jacek Męcina.

Zwłaszcza, że mimo głębokiego uzasadnienia dla zwiększania inwestycji w zdrowie publiczne, w Polskim Ładzie nie przedstawiono przekonywujących reform, które przełożą się na wyższą efektywność funkcjonowania systemu. Należy poprawiać płace w służbie zdrowia, zwiększyć liczbę kształconych lekarzy i pielęgniarek, należy też rozwijać programy badań profilaktycznych, ale trzeba też wprowadzić przejrzyste zasady zarządzania zasobami i infrastrukturą zdrowia, tak aby nakłady rzeczywiście wpływały na poprawę funkcjonowania systemu. Takiej reformy na tym etapie w Polskim Ładzie brak, a prosty wzrost nakładów, choć kierunkowo słuszny, może przyczynić się ograniczenia działalności gospodarczej i w dłuższym okresie czasu przyczynić się do spadku dochodów NFZ.

Zwiększenie nakładów na politykę społeczną, a w szczególności na ochronę zdrowia musi wynikać z dochodów, które oznaczają wzrost aktywności gospodarczej i związanej z pracą, a nie wyłącznie ze wzrostu obciążeń. Zwłaszcza dla części biznesu najbardziej dotkniętego skutkami pandemii oraz dla części pracujących, program może okazać się zapowiedzią pogorszenia perspektyw rozwoju i sygnałem dla ograniczenia inwestycji, czy aktywności zawodowej.

Niekorzystne zmiany na rynku pracy

Drugi, kluczowy obszar Polskiego Ładu to zatrudnienie i rynek pracy. O ile rozwiązanie związane ze zmniejszeniem klina podatkowego dla pracowników o niskich dochodach ma sens, bo może zwiększyć zatrudnienie najsłabszych grup na rynku pracy i korzystnie wpłynąć na ograniczenie szarej strefy, to dość radykalny wzrost obciążeń dla lepiej zarabiających budzi już poważne zastrzeżenia. Oczywiście w perspektywie dwóch lat, kiedy uporamy się ze skutkami pandemii wzrost obciążeń jest racjonalnym rozwiązaniem, ale nie w tym momencie i nie tak radykalnie. Dziś zapowiedzi obciążenia składką zdrowotną wszystkich dochodów samozatrudnionych i przedsiębiorców oraz znacząca podwyżka obciążeń dla dobrze zarabiających specjalistów są złą wiadomością. Te zmiany uderzą w specjalistów, tak potrzebnych dla unowocześniania polskiej gospodarki. Mogą oznaczać ograniczenie działalności na polskim rynku, czy wręcz decyzje o przenoszeniu działalności, co pogłębi problemy rynku pracy.

Z zapowiedzią ozusowania umów zleceń zdążyliśmy się oswoić, ale wdrożenie jednolitego kontraktu bez pokazania perspektywy tak potrzebnych form pracy dorywczej może niepokoić część przedsiębiorców. Podobnie przejrzystych decyzji wymaga dziś uregulowanie pracy zdalnej, która po kilku miesiącach konsultacji wymaga wreszcie kompromisowego projektu.

Dobry pomysł na reformę urzędów pracy

– Pozytywnie należy ocenić zapowiedź reformy usług świadczonych przez publiczne służby zatrudnienia, choć brak informacji o sposobie zwiększenia potencjału usług rynku pracy dzięki współpracy z siecią prywatnych agencji i organizacjami pozarządowymi. Więcej konkretów wymaga też pozytywnie odbierana przeze mnie zapowiedź większych nakładów na kształcenie ustawiczne i zwiększenie dostępu do środków Krajowego Funduszu Szkoleniowego dla przedsiębiorców i pracowników – dodaje prof. Jacek Męcina.

Z tej perspektywy Polski Ład wymaga rzetelnych konsultacji ze środowiskiem pracodawców i związków zawodowych. Lewiatan liczy na otwarty dialog z rządem, bo sporo zapowiedzi może budzić niepokój, a inne bardziej przyjazne biznesowi rozwiązania wymagają doprecyzowania. Dobrą okazją do takiej dyskusji będzie planowane na 20 maja posiedzenie plenarne Rady Dialogu Społecznego. Ta pierwsza debata powinna być zapowiedzią odpowiedzialnych konsultacji, w trakcie których możliwe będzie korygowanie, lub zmiana niektórych propozycji.

TransactionLink – startup inkubowany przez GPW Tech S.A. rozpoczyna działalność i zapowiada przełom w usługach otwartej bankowości

  • TransactionLink jest start-upem inkubowanym przez GPW Tech S.A.
  • Firma zajmie się upowszechnianiem nowych rozwiązań z zakresu otwartej bankowości oraz pomocą w budowie „polskich jednorożców” w branży fintech
  • Start-up rozpoczął właśnie oficjalnie działalność na polskim rynku

Na podstawie unijnej dyrektywy PSD2, banki zobowiązane są do udostępniania połączenia podmiotom zewnętrznym, tak aby te miały dostęp do historii transakcji użytkowników. Otwiera to drogę do rozwoju nowym dostawcom technologii. Produkty TransactionLink pozwalają bezpiecznie łączyć dane bankowe za pomocą jednego API oraz wzbogacać i analizować płynące dane.

– Dyrektywa PSD2 otworzyła drogę do rewolucji w usługach otwartej bankowości. Chcemy pozwolić każdemu, nawet najmniejszemu i niezwiązanemu z finansami biznesowi, na czerpanie korzyści z tej sytuacji. Z naszych usług mogą korzystać rozwinięte spółki oferujące kredyty, pożyczki, ubezpieczenia, wynajem mieszkań, leasing czy faktoring. Przede wszystkim jednak zależy nam na wsparciu młodych fintechów, które mogłyby stać się pierwszymi „polskimi jednorożcami”. Dzięki naszej technologii, spółki te mogą szybko zbudować swój biznes właściwie od zera i od razu stanąć w szranki z najlepszymi – mówi Mateusz Pniewski, CEO TransactionLink.

Jako podmiot AISP, TransactionLink jest nadzorowane przez Komisję Nadzoru Finansowego. Spółka otrzymała również wsparcie od GPW Tech S.A. w ramach programu inkubacji perspektywicznych polskich start-upów, zainicjowanego przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW).

– W ramach realizacji Strategii Rozwoju Rynku Kapitałowego, zadaniem GPW jest m.in. inkubacja nowoczesnych technologii. Od 2018 roku wyinkubowaliśmy już sześć spółek. W dalszym rozwoju postanowiliśmy wspierać spółkę TransactionLink, ponieważ rozwijana przez założycieli technologia może zrewolucjonizować rynek kapitałowy w Polsce i na świecie. Cieszę się, że dwa renomowane międzynarodowe fundusze venture capital są naszymi koinwestorami w tym przedsięwzięciu – mówi Marek Dietl, prezes Zarządu GPW.

– Jesteśmy bardzo wdzięczni GK GPW za wsparcie i już dziś wiemy, że na tym nasze kontakty z Giełdą się nie zakończą – nasz model biznesowy zakłada bowiem rozwój od fazy pre-seed aż po potencjalne, przyszłe IPO. Chcemy budować świat finansów, który jest bezpieczniejszy, prostszy i bardziej zrozumiały dla użytkowników. Dzięki nam, klienci różnych przedsiębiorstw będą mogli sprawniej wynająć mieszkanie, założyć konto maklerskie, wykupić ubezpieczenie lub komfortowo zweryfikować swoją tożsamość – dodaje Mateusz Pniewski.

TransactionLink oferuje elementy składowe do zbudowania dowolnego produktu finansowego, szytego na miarę indywidualnych potrzeb klienta. Dane pobierane z banku za pomocą połączeń PSD2 mogą zostać wzbogacone o zewnętrzne źródła danych, przetworzone przez zaufanych partnerów, a doświadczenie użytkownika końcowego rozbudowane poprzez zaoferowanie mu dowolnej metody weryfikacji tożsamości w procesie. Wszystkie te funkcjonalności dostępne są natychmiastowo, a platforma umożliwia korzystanie z nich już po kilku minutach integracji technicznej.

Podstawę bezpieczeństwa danych stanowi certyfikacja PCI DSS (Payment Card Industry Data Security Standard) – norma bezpieczeństwa stosowana w środowiskach, gdzie przetwarzane są dane posiadaczy kart płatniczych. Standard został wprowadzony, aby objąć skrupulatną kontrolą proces przetwarzania danych i zapewnić najwyższy poziom bezpieczeństwa klientom.

Schemat działalności TL – podstawowe produkty i wtyczki

Schemat działalności TL – podstawowe produkty i wtyczki

Ceny usług hotelowych, gastronomicznych i artystycznych mocno w górę

Będzie czwarta fala? Czy klienci wrócą? Czy odmrożenie gospodarki jest na stałe czy tylko na chwilę? Pytań jest mnóstwo, a odpowiedzi… mniej. Przedsiębiorcy od 14 miesięcy żyją w permanentnym stanie niepewności, który nie sprzyja temu, by prowadzić spokojną działalność gospodarczą. Jak mówią przedstawiciele Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska w ostatnim czasie kancelaria zasypywana jest pytaniami związanymi z optymalizacją działania czy kwestiami dotyczącymi rentowności działania w reżimie sanitarnym. – Entuzjazm z otwarcia gospodarki to jedno, a chłodny rachunek ekonomiczny to drugie. Nie ukrywamy, że wielu przedsiębiorców cieszy się mniej gdy policzy, jakie ryzyka mogą nieść ze sobą najbliższe miesiące – mówi Filip Kiżuk.

Pogoda, uwolnienie ruchu transgranicznego, sympatia klientów – od tego zależy sukces odmrażania gospodarki

O jakich ryzykach mowa? Pandemia koronawirusa nie ustąpiła i tak naprawdę trudno jest stwierdzić czy nadejdzie czwarta fala lub czy niebawem nie przyjdzie nam się mierzyć z kolejnym wariantem koronawirusa. Niepewne jest także czy nasze społeczeństwo nabędzie odporność populacyjną czy nie. Biorąc pod uwagę wszystkie ryzyka wielu przedsiębiorców wstrzymuje się z inwestycjami czy z decyzjami o odmrażaniu działalności.

– Nie wszystkie hotele otworzyły się w maju, nie wszystkie restauracje podjęły decyzje o powrocie do działania. Jest duża niepewność czy warto już teraz wracać i rekrutować pracowników. Jeżeli restauracja może działać tylko w 50% obłożeniu to w wielu przypadkach nawet jeżeli będzie otwarta i będzie mieć wielu klientów to i tak nie jest w stanie wygenerować zysków, a koszty są większe. Choćby kwestia zatrudniania pracowników. Podobnie jest w usługach, turystyce, handlu czy hotelarstwie. Tylko pełne odmrożenie i np. uwolnienie ruchu transgranicznego może zagwarantować zyski. Bez tego jest to tylko delikatne poprawienie sytuacji branż, które objęte były lockdownem przez wiele miesięcy – mówi Katarzyna Michalska z Centrum Doradztwa Gospodarczego Kiżuk & Michalska.

– Przedsiębiorcy patrzą na przyszłość na pewno spokojniej niż kilka tygodni temu, ale nie ma tutaj nadal „hurra-optymizmu”. Wiele zależy od czynników na które przedsiębiorcy nie mają zupełnie wpływu. To kwestia np. pogody, decyzji o uwolnieniu ruchu transgranicznego czy kwestii powrotu konsumentów – dodaje Filip Kiżuk.

Duże wzrosty cen za usługi objęte lockdownem w ostatnich miesiącach

Jak powinno wyglądać więc mądre odmrażanie gospodarki? Eksperci nie mają wątpliwości, że przedsiębiorcy wiele tygodni przygotowywali się na otwarcie swoich działalności. Ci, którzy przetrwali na pewno będą stawiać na wysoką jakość obsługi oraz będą zachęcać konsumentów do korzystania ze swoich usług. Nie ma jednak wątpliwości, że przed nami wysoki wzrost cen w sektorach, które były zamknięte w ostatnich miesiącach.

– To już widać w pasie nadmorskim. Pobyty w hotelach są droższe niż przed pandemią. Wzrosły również ceny w restauracjach i kawiarniach. Zaskoczyła mnie w miniony weekend cena lodów nad morzem, gdzie jedna gałka kosztuje 6 złotych, a w ubiegłym roku było to maksymalnie 4,50. Na pewno droższe będą również wydarzenia muzyczne, koncerty, spektakle. Tego po prostu nie da się uniknąć po tak długim i bolesnym lockdownie – mówi Katarzyna Michalska. – Tu pojawia się pytanie: czy klienci dopiszą? Czy będziemy chcieli płacić więcej za korzystanie z restauracji i dóbr kultury? Z jednej strony jestem pewna, że wiele osób tylko czekało na możliwość wyjazdu nad morze czy do innego miasta, by zatrzymać się w hotelu czy wypić kawę w restauracyjnym ogródku. Z drugiej mam też wrażenie, że trochę się od pewnych wydatków odzwyczailiśmy. Przedsiębiorcy muszą więc bardzo zwinnie balansować na granicy pomiędzy opłacalnością swojego biznesu i tolerancji klientów – dodaje Katarzyna Michalska.

Hossa na rynku materiałów budowlanych. Ceny rosną jak szalone!

Materiały budowlane stanowią zasadniczy koszt każdej budowy, stąd tendencje cenowe ich dotyczące mają podstawowe znaczenie dla kształtowania stawek metra kwadratowego mieszkań deweloperskich. Pytanie, czy sygnały przyśpieszenia hossy na rynku materiałów budowlanych, zasygnalizowane dość wyraźnie na początku tego roku, zdążyły już doczekać się swojej materializacji

Jeszcze w styczniu br. dynamika cen materiałów budowlanych, choć od bardzo dawna nieprzerwanie na plusie, pozostawała pod wpływem wyraźnie spadkowej linii trendu, której kontynuacja w kolejnych miesiącach dawała szansę na długo oczekiwaną korektę. Niestety, kolejne 3 miesiące zaowocowały bardzo silnym odreagowaniem, w efekcie którego tendencja powróciła do wzrostowej, a średnia dynamika cen z zaledwie 1 proc. we wrześniu 2020 r. wzrosła w kwietniu br. do blisko 5 proc.

Jak wskazuje RynekPierwotny.pl ceny materiałów budowlanych oraz perspektywy ich kształtowania w bliższej i dalszej przyszłości są niezwykle ważnym elementem planowania wszelkich inwestycji na rynku mieszkaniowym. Wynika to z faktu bardzo wysokiego, grubo ponad 50-procentowego ich udziału w kosztach budowy każdej nieruchomości mieszkaniowej. W ostatnich latach jednym z koronnych argumentów tendencji wzrostowej cen mieszkań było bowiem powszechne przekonanie o nieuchronności „wiecznej” hossy na rynku materiałów budowlanych.

Decydujący wpływ na trendy cenowe rynku materiałów budowlanych wywierają publikowane co miesiąc gusowskie dane dotyczące budownictwa mieszkaniowego. Dotyczy to głównie statystyk nowo rozpoczynanych budów oraz nowych pozwoleń na budowę. Te w pierwszorzędnym stopniu determinują obecny oraz przewidywany w przyszłości popyt na materiały budowlane. Tymczasem dane GUS budownictwa mieszkaniowego, niezależnie od komplikującej się sytuacji gospodarczej kraju na skutek pandemii, wciąż sygnalizują bardzo wysoką aktywność inwestycyjną mieszkaniowego rynku pierwotnego.

Wg ekspertów portalu RynekPierwotny.pl swoje robi też zapewne rekordowy popyt na nowe mieszkania, jaki zanotowano w trzech pierwszych miesiącach br. Konieczność uzupełniania oferty deweloperów będzie nakręcała statystyki inwestycyjne pierwotnego segmentu mieszkaniówki, a te zapotrzebowanie na kolejne dostawy tysięcy ton materiałów. Do tego dochodzi systematycznie windowanie kursów surowców na światowych giełdach, rosnące ceny paliw i coraz wyraźniej nabierająca wiatru w żagle inflacja.17.05 Tabela – Dynamika cen

Jak zatem wynika z publikowanych co miesiąc danych Grupy Polskie Składy Budowlane (PSB), hossa na rodzimym rynku materiałów budowlanych  nie tylko wciąż ma się bardzo dobrze, ale od początku roku uległa znacznemu przyśpieszeniu. Na wypracowanie blisko 5-procentowej dynamiki złożyły się przede wszystkim takie pozycje jak:

  • płyty OSB (skok dynamiki z 11 proc. w styczniu do 32,4 proc. w kwietniu),
  • oświetlenia, elektryki (z 3,2 proc. do 9,6 proc.),
  • izolacje termiczne (z 0,7 proc. do 7,9 proc.), czy
  • instalacje, ogrzewanie (z 3,5 proc. do 7,1 proc.).

W sumie na 20 monitorowanych grup towarowych w 19 przypadkach zanotowano wzrosty, przy jedynie pojedynczym spadku cen w relacji rok do roku (ściany, kominy). Co więcej, stan koniunktury rynkowej nie wskazuje na rychłe wyhamowanie średniej dynamiki wzrostów, która w najbliższych miesiącach powinna dalej rosnąć nawet w okolice 7-8 proc.17.05 – Wykres – Dynamika cen materiałów budowlanych

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

U progu odblokowania konieczna pomoc sektorowa dla targów

O bezwzględne i pilne przyznanie pomocy sektorowej dla firm pracujących dla targów zwraca się ponownie do rządu Komitet Obrony Branży Targowej. Pochodzące z takiego wsparcia środki zrekompensowałyby dotkliwe straty, jakie od początku pandemii ponoszą przedsiębiorstwa targowe. Dzięki „zastrzykowi finansowemu” zajmujące się np. budową stoisk czy spedycją targową firmy pozostałyby w branży, doczekując do końca epidemii. Branża targowa potrzebuje przy tym wskazania daty jej odmrożenia z co najmniej 3 miesięcznym wyprzedzeniem, odbudowania zasobów ludzkich, a także stworzenia alternatywnego rozwiązania (w tym także rekompensaty) wobec zamienionych na covidowe szpitale ośrodków targowych czy wsparcia całej infrastruktury około targowej – z biurami, hotelami, gastronomią i miejscami spotkań, które również żyją z targów.

Kolejne tarcze pomocowe pomijają firmy pracujące dla branżowych targów. Działa ich w Polsce około 4 i pół tysiąca. Do wybuchu pandemii prosperowały bardzo dobrze, realizując zlecenia dla rodzimych i zagranicznych (głównie niemieckich) organizatorów imprez wystawienniczych. Dziś przedsiębiorcy tej branży zostawieni są sami sobie i domagają się wsparcia od państwa.

– Potrzebna jest bezwzględnie i pilnie pomoc sektorowa, która zrekompensuje nam dotkliwe starty, które ponieśliśmy. Potrzebny jest zastrzyk finansowy dla tych firm, które chcą pozostać w branży i prowadzić nadal działalność w zakresie wspomagania rozwoju biznesu – uważa Krzysztof Szofer z Komitetu Obrony Branży Targowej, zasiadający jednocześnie w Radzie Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Zwraca uwagę, że obecnie potrzeba środków na rozruch i restart targowych przedsiębiorstw, i to tu i teraz. – Firmy z przemysłu spotkań – targów, konferencji oraz eventów zostały najbardziej dotknięte skutkami pandemii. Jest szansa na to, żeby tę branżę jeszcze uratować, ale potrzebna jest precyzyjna pomoc finansowa.

Teraz organizację imprez blokują: strach potencjalnych uczestników przed zakażeniem, zajęcie infrastruktury targowej na cele związane z walką z epidemią (gł. na szpitale tymczasowe), a wreszcie – brak formalnej decyzji czy wskazania nawet orientacyjnego terminu ponownego uruchomienia imprez targowych. W Niemczech, gdzie podobnie jak w całej Europie targi i konferencje zostały ze względu na pandemie odwołane, rząd przyznał wszystkim pracującym w tych segmentach gospodarki firmom specjalną pomoc sektorową w wysokości 642 milionów euro. Zgodziła się na to Komisja Europejska. Oprócz tego przedsiębiorstwa otrzymują tam od rządu wsparcie na zasadach ogólnych, a jedynym kryterium jest spadek przychodów. Podobnej pomocy i decyzji rządzących chciałby w Polsce, zrzeszający firmy około targowe Komitet Obrony Branży Targowej. W szczególności rządowe decyzje dotyczyłyby:

  1. okresu rozbiegowego. Branża targowa potrzebuje od wskazania daty odmrożenia okresu około 3 miesięcy na wystartowanie z pierwszymi imprezami. Ten czas to okres intensywnej pracy z klientami oraz prowadzenie działań marketingowo – promocyjnych. To również czas dla wszystkich firm świadczących usługi okołotargowe na kompletacje zleceń – przygotowanie projektów oraz elementów stoisk. W przypadku firm wystawienniczych, odmrożenie z okresu letargu dostawców wyposażenia – mebli, sprzętu AV itp., doprowadzenie do stanu gotowości bazy noclegowej oraz gastronomicznej – w tym usług cateringowych. Czas rozruchu po tak długim okresie braku aktywności to okres intensywnego inwestowania środków w odbudowę zarówno kapitału ludzkiego, jak i zapasów materiałowych. Potrzebny jest zatem kapitał obrotowy, którego w naszych firmach już po prostu nie ma.
  2. Konieczności zaakceptowania – zarówno przez rządzących, jak i branże targową – istnienia szpitali tymczasowych na terenach targowych ze wszystkimi tego konsekwencjami. Zarówno Poznań, Kielce, Kraków, Gdańsk, Łódź oraz Lublin posiadają zajętą powierzchnię hal targowych przez szpitale tymczasowe. Część ośrodków z pewnością pozostanie z tym problemem do końca roku, a część stanie przed dylematem – pozostać ze szpitalem i minimalnym pokrywaniem kosztów utrzymania hal, czy też swoje zasoby z powrotem przeznaczyć na cele targowe, wracając do swojej właściwej działalności, jednak bez pewnej przyszłości w tym zakresie. O ile rządzący rekompensują w minimalnym zakresie gestorom obiektów koszty utrzymania hal przeznaczonych pod szpitale tymczasowe, o tyle organizatorzy targów oraz firmy świadczące usługi okołotargowe nie otrzymują żadnej rekompensaty z tytułu tego, że swoich usług na tych halach świadczyć nie mogą. Przecież nie da się wybudować stoiska targowego bez hali, na której odbywają się targi, ale nie da się też zorganizować targów bez stoisk dla poszczególnych wystawców. Tutaj również potrzebne jest rozwiązanie finansowe wspomagające tych, którzy poprzez obecność szpitali tymczasowych zostali pozbawieni możliwości pracy.
  3. Odbudowy zasobów ludzkich. Środki pomocowe, jakie uzyskały firmy z branży spotkań, wspomogły utrzymanie naszych przedsiębiorstw, ale w żadnym razie nie były wystarczające na pokrycie wszystkich zobowiązań przy normalnie funkcjonującym przedsiębiorstwie. Podjęte decyzje o skorzystaniu z subwencji PFR, powiązane z utrzymaniem stanów zatrudnienia, to często dramatyczne wybory podejmowane w maju 2020 roku z perspektywami restartu branży w końcu roku 2020. Niestety sytuacja zweryfikowała prognozy i znaczna część firm musiała się przebranżowić. Spora grupa już nie powróci do swojej podstawowej działalności. W jaki sposób zostaną zatem przeprowadzone największe imprezy targowe w Polsce, ale też w Europie, jeśli nie będzie miał ich kto obsługiwać, jeśli nie wrócą do swojej pracy projektanci stoisk targowych czy też firmy budujące często bardzo wyszukane ekspozycje targowe? Tutaj również potrzebny jest kapitał na odbudowę straconych kadr fachowców w tej branży. Na przygotowanie wykwalifikowanego pracownika potrzeba przynajmniej kilku miesięcy – okresu bez wpływów z koniecznością płacenia wynagrodzenia.
  4. Kondycji finansowej tych przedsiębiorstw, którym udało się doczekać i chcą dalej pracować na targach. Tutaj jest tragedia. Wyprzedany majątek – co się dało i udało, zaciągnięte zobowiązania pewnie na najbliższe 10 lat i perspektywa dalszej niepewności przez kolejne miesiące. Taki jest stan faktyczny tych pasjonatów, którzy właśnie z pasji i zamiłowania do tego, co robili przez ostatnie 5, 10, 30 lat chcą nadal pozostać w branży. Sprawa dotyczy nie tylko tego najbliższego kręgu firm pracujących przy organizacji targów, ale też całej szeroko pojętej turystyki biznesowej. Żaden hotel rezydujący w dużym mieście targowym nie przetrwa bez obecności wystawców i gości targowych. Ta cała duża grupa stanowiąca bazę noclegową dla gości przyjeżdżających – nie na wakacje do naszych miast – jest również na krawędzi możliwości finansowania dalszego utrzymania swojego potencjału. Bez wsparcia finansowego nie uda się doczekać do restartu branży. Kto przyjedzie na targi, jeśli nie będzie miał możliwości skorzystania z noclegu oraz restauracji?

– Rozwiązanie wszystkich powyższych problemów sprowadza się niestety do pozyskania źródła finansowania – twierdzi Paweł Montewka z Komitetu Obrony Branży Targowej, wskazując jednocześnie, że w zaprezentowanym właśnie przez rząd Polskim Ładzie na próżno szukać rozwiązań, które pomogłyby unieruchomionym przez pandemię branżom w wyjściu z kryzysu. Mało tego, duża część tego sektora opiera się na podmiotach pracujących jako Jednoosobowa Działalność Gospodarcza, która, jak zapowiada rząd, ma zostać teraz „dotknięta cudownym zabiegiem opodatkowania”. – Każdy z nas pamięta z pewnością z autopsji następującą sytuację: dobiegamy na przystanek, na którym stoi autobus. W momencie, gdy już zbliżamy się do pojazdu, drzwi zamykają się nam przed nosem i autobus odjeżdża – taką analogie do obecnej sytuacji branży targowej przedstawia Krzysztof Szofer i kontynuuje: – Branża targowa, konferencyjna oraz powiązane z nią branże z zakresu obsługi turystyki biznesowej znalazły się w sytuacji takiego właśnie niedoszłego pasażera. Po ponad 14 miesięcznym okresie lockdownu, przy nabierającym tempa procesie szczepień, spadku ilości zakażeń i konkretnych planach odmrażania poszczególnych dziedzin naszego życia codziennego – nikt nadal nie potrafi wskazać terminu odmrożenia dla tej ważnej gałęzi gospodarki – boleje Krzysztof Szofer, powołując się na to, co zauważa Rzecznik MŚP Adam Abramowicz, że wiele branż np. targowa, zostało pominiętych w rządowym harmonogramie odmrażania gospodarki. A tymczasem specyfika branży powoduje szereg problemów. – Apelujemy więc, aby rządzący nie zamykali nam drzwi w odjeżdżającym autobusie, ale podali pomocną rękę. A że to się opłaci w dłuższej perspektywie, to jest to oczywiste – domaga się w imieniu firm około targowych Krzysztof Szofer, zauważając jednocześnie, że władze polskie z pewnością dostrzegają gospodarczo promocyjny potencjał targów, bo same, i to z dużym rozmachem, chwalą się przygotowaniami Polski do udziału w najważniejszej imprezie targowej świata czyli Expo w Dubaju. – Z jednej strony rząd wydaje ogromne środki na urządzanie stoiska czyli polskiego pawilonu czy na polską delegację i jej spotkania z zainteresowanymi przedstawicielami biznesu, z drugiej jednak – w ogóle pomija targi u siebie, skazując je de facto na śmierć i przekazanie ich do innych krajów, które ostrzą sobie aż zęby na organizowanie ich u siebie – zauważa Krzysztof Szofer.

Z rządowej pomocy w postaci tzw. tarcz korzysta zaledwie 10 procent całej branży – oceniła niedawno Beata Kozyra – prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Rząd pomija rodzime firmy świadczące usługi dla imprez targowych przy tworzeniu złożonych z kodów PKD określonych rodzajów sektorów list przedsiębiorstw zakwalifikowanych do otrzymywania w ramach pomocy środków finansowych. Jedynie PFR zdecydował się na początku roku umieścić kod 73.11.Z, któremu podlegają projektujące i budujące stoiska firmy, na swojej tarczy. Straty polskiej branży targowej przekraczają dziś 2 miliardy złotych.

Dolar znów w odwrocie, korekta na bitcoinie

Pakiet piątkowych danych musiał pogrążyć dolara. Nie były one wyjątkowo złe, ale były bardzo konsekwentne, wszystkie najważniejsze publikacje okazały się słabsze od oczekiwań analityków.

Piątek słabszy dla dolara

Dane makroekonomiczne publikowane na koniec tygodnia nie pomogły dolarowi. Amerykańska waluta po raz kolejny znalazła się w odwrocie po publikacji zmian sprzedaży detalicznej. Ta zamiast rosnąć o 1% w kwietniu utrzymała się na niezmienionym poziomie. Co gorsza, subindeks bez sprzedaży samochodów zanotował spadek o 0,8% pokazując, że to sprzedaż aut utrzymuje obecne poziomy. Wolniej wzrasta również produkcja przemysłowa, a co za tym idzie wykorzystanie mocy produkcyjnych. Na dodatek słabiej od oczekiwań wypadł raport Uniwersytetu Michigan. W rezultacie, nie może dziwić, że dolar znów jest niemal najsłabszy od końca lutego względem euro.

Złoty wciąż silny

W mediach słyszymy ostatnio bardzo dużo o Nowym Ładzie, nie jest to jednak temat, który na razie zaprząta głowy inwestorów walutowych. Są oni zainteresowani oczywiście źródłami finansowania tego dobrobytu, który ma nastać, ale z punktu widzenia kwotowań złotego są teraz ważniejsze tematy. Chociażby wolniejsze odbicie PKB w pierwszym kwartale tego roku pokazujące, że aż tak różowo nie jest. Z drugiej strony na rynku rosną oczekiwania względem podwyżek stóp procentowych. Widać to nie tylko po umacniającym się złotym, ale również po rosnącej rentowności obligacji skarbowych.

Korekta na bitcoinie

Był taki moment, kiedy rynki światowe śledziły Twittera prezydenta USA, zastanawiając się, czy to, co napisze, będzie miało wpływ na notowania walut. Teraz to samo przeżywają osoby zainteresowane notowaniami kryptowalut z Twitterem Elona Muska. Po tym, jak Tesla zapowiedziała wycofanie się z transakcji bitcoinem oraz ogłosiła, że poszuka bardziej ekologicznych kryptowalut, rozpoczęły się spadki. Teraz oliwy do ognia dolała odpowiedź, w której Elon Musk potwierdził, że inwestorzy mieliby się biczować, gdyby okazało się, że Tesla sprzeda swoje bitcoiny. Okazuje się, że w przypadku aktywów, które są mocno niestabilne, konto twitterowe o dużym zasięgu może być głównym powodem do przeceny sięgającej 30%. Nie jest to pierwsza istotna przecena tego aktywa i jest to ważne ostrzeżenie dla osób, które chcą tam zaangażować swoje oszczędności.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Polska – inflacja bazowa,
14:30 – USA – indeks NY Empire State.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Branża lotnicza odradza się, ale bardzo powoli

To był ekstremalnie trudny rok dla branży lotniczej. Dziś swoje wyniki za rok finansowy kończący się 31 marca przestawił Ryanair. Spółka w ciągu roku straciła 815 mln. euro w porównaniu do 1 mld euro zysku w roku poprzednim. Spółka przewiozła tylko 27,5 mln pasażerów, tj. 81 proc. mniej niż rok wcześniej. Zadłużenie spółki wzrosło o 28 proc. do 5,8 mld euro. Ruch lotniczy odradza się powoli z powodu wolniejszego tempa szczepień w Europie niż w USA.

Lepsze wyniki linii lotniczych powinniśmy poznać w sierpniu, gdy podsumowany będzie kwartał kończący się w czerwcu br. Ryanair już wznowił lub zapowiedział wznowienie wielu tras z Polski, a także planuje utworzenie zupełnie nowych połączeń. Kryzys w branży lotniczej i spadki liczby pasażerów powodują, że Ryanair będzie teraz częściej latał na główne lotniska zamiast jak poprzednio na te tańsze i bardziej oddalone od miast. Tak będzie np. w Sztokholmie.

Powolne tempo znoszenia barier w podróżowaniu dotyka wszystkich linii lotniczych. W zeszły wtorek obserwowaliśmy znaczące spadki cen akcji Ryanair, Wizzair, EasyJet oraz innych, kiedy rząd Wielkiej Brytanii poinformował, że na liście krajów, do których Brytyjczycy będą mogli bez przeszkód podróżować, znalazło się tylko 12 państw. EasyJet swoje wyniki za pierwszy kwartał 2021 przedstawi 20 maja, a Wizzair opublikuje raport za rok kończący się 31 marca w dniu 2 czerwca.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Mocny wzrost inflacji w USA, ale jeszcze większy w Polsce

Amerykańska inflacja w kwietniu wzrosła o 4,2 proc r/r, czyli znacznie powyżej oczekiwań (3,6 proc. r/r). To najwyższy wzrost od sierpnia 2008 roku, czyli początku poprzedniego kryzysu finansowego. To powoduje, że rosną oczekiwania co do wcześniejszego od dotychczasowych prognoz (2023-2024) zacieśnienia polityki fiskalnej przez FED oraz wzrostu oprocentowania 10-letnich obligacji USA. Wzmaga to także rotację kapitału na giełdach od spółek technologicznych do spółek cyklicznych, w tym finansowych, surowcowych i przemysłowych, które zwykle są beneficjentami szybszego wzrostu gospodarki połączonego z inflacją. Inflacja to efekt ogromnego skumulowanego popytu, jaki pojawił się na amerykańskim rynku po pandemii. W portfelach Amerykanów są zarówno oszczędności z ostatnich miesięcy, jak i dodatkowe pieniądze, które otrzymali w ramach pakietów stymulacyjnych. Cały czas otwarte pozostaje pytanie o to, do jakiego poziomu inflacja wzrośnie i jak długo się utrzyma. W piątek opublikowano dane o wzroście o 0,7 proc. m/m cen towarów importowanych do USA w kwietniu. To najniższy odczyt od 5 miesięcy, co może wpłynąć na osłabienie wzrostu inflacji.

Polska inflacja CPI przebiła amerykańską, rosnąc w kwietniu o 4,3 proc. r/r, wobec 3,2 proc. r/r w marcu. W ujęciu miesięcznym ceny towarów wzrosły o 0,9 proc. a usług o 0,3 proc. Żywność zdrożała o 1,1 proc. m/m, a transport o 2,5 proc. m/m. Te dane dotyczą miesiąca w prawie pełnym lockdownie, nie ma więc wątpliwości, że z bardziej otwartą gospodarką w maju przyjdzie jeszcze wyższa inflacja. A dziś poznamy dane o inflacji bazowej za kwiecień.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Polski Ład PiS to ścieżka do nowych upadłości?

“Polski Ład” to pomysł Prawa i Sprawiedliwości na wyjście z kryzysu po pandemii. Będzie składał się z pięciu filarów, jego głównym fundamentem będą zmiany podatkowe. Najbardziej ucierpią samozatrudnieni oraz prowadzący mały biznes. Eksperci ostrzegają, że to oni najbardziej ucierpieli na pandemii, a to w połączeniu z nowymi obciążeniami podatkowymi, może spowodować nagły wzrost ogłaszanych bankructw. 

“Nowy Ład” przygotowywany przez Prawo i Sprawiedliwość od co najmniej kilku miesięcy, tuż przed ogłoszeniem programu zmienił on nazwę na “Polski Ład”.  Ujawnienie planu, który zdaniem rządzącej partii ma za zadanie m.in. pomóc polskiej gospodarce przejść okres po pandemiczny, przekładane było kilka razy. Ostatnio przeszkodą był wybuch III fali pandemii oraz ciągłe kłótnie wśród polityków tworzących Zjednoczoną Prawicą. Ostatecznie koalicyjny obóz doszedł do porozumienia i plan przedstawił wspólnie, a prezes Jarosław Kaczyński zapowiedział zmiany podatkowe.

Rewolucja podatkowa – nie każdy będzie się uśmiechał

Z zapowiedzi szefa PiS wynika, że podniesiony zostanie drugi próg podatkowy z 85 tys. do 120 tys. Akurat waloryzacja progu, od którego będzie się opłacało 32% podatek nie budzi wielkiego sporu, gdyż nie był zmieniany kilkanaście lat. PiS chce też podwyższyć kwotę wolną do 30 tysięcy złotych.  To według Zjednoczonej Prawicy oznacza niższe podatki dla 18 milionów Polek i Polaków.

Trzecim podatkowym – i najbardziej kontrowersyjnym – elementem “Polskiego Ładu” – ma być likwidacja możliwości odliczenia składki zdrowotnej w rozliczeniu PIT.  Dziś z 9% składki aż 7,75% można odjąć od podatku, który płacimy.  Teraz to się zmieni, bo jeśli plan wejdzie w życie to odliczeń nie będzie.

Niepokój samozatrudnionych…

Dodatkowo składka ma być zawsze wyliczana proporcjonalnie od dochodów i nie będzie można skorzystać ze zryczałtowanej formy, a tak robią to teraz osoby, które prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą. Jest ich w Polsce już ponad 3 miliony. Dziś w przypadku składki zdrowotnej niezależnie od tego, do jakich ubezpieczeń został zgłoszony przedsiębiorca, podstawę jej naliczania stanowi 75% przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw za IV kwartał roku poprzedniego. W 2021 roku wynosi ona więc ok. 382 złote. W propozycji PiS ci, których dochód z prowadzonej działalności wyniesie ok. 10 tys. zł mogą zapłacić nawet ponad dwa razy tyle składki zdrowotnej.

– Co w połączeniu ze spodziewanym zabraniem ulgi w odliczeniu powoduje znaczny wzrost obciążeń. Na zmianach nie stracą jedynie osoby na samozatrudnieniu, ale także podatnicy na etacie, którzy zarabiają powyżej 6 tys. zł. Kwota wolna będzie korzystna dla wszystkich zarabiających poniżej tej kwoty, a konsekwencją radykalnej podwyżki kwoty wolnej będzie z kolei zwolnienie z podatku PIT emerytur i rent do wysokości 2,5 tys. zł – tłumaczy Marek Czyżewski, z serwisu Pravna.pl, który zajmuje się pomocą prawną skierowaną do sektora biznesu.

Dodatkowo prezes PiS zapowiedział likwidację “umów śmieciowych” i wprowadzenie jednego “kontraktu na pracę”. Jak zmieni to sytuację samozatrudnionych jeszcze nie wiadomo i czekać trzeba na szczegóły, które mają wpływać z każdym tygodniem.

…przed bankructwem?

Czyżewski zwraca uwagę, że sytuacja pandemiczna nie pomogła w prowadzeniu biznesu większości przedsiębiorców w tym samozatrudnionym. – Wielu z nich było narażonych na przedłużające się kolejne lockdown’y. Mówimy m.in. o. wolnych zawodach jak fryzjerzy czy ludzie świadczący usługi kosmetyczne, a nie wspominając już o branży gastronomicznej. Nie dość, że ciężko było uzyskać pomoc z rządowych programów, to musieli np. opłacać czynsz, mimo że nie świadczyli usług. Nie każdy właściciel nieruchomości był wyrozumiały. Dla nich kolejne obciążenie może oznaczać stan niewypłacalności finansowej– uważa założyciel Pravna.pl

Ogłoszenie stanu niewypłacalności jest dla wielu ostatecznością, ale obowiązujące – wielokrotnie nowelizowane przepisy – znacznie uprościły procedurę, choć nadal jest ona żmudna i czasochłonna. Bankructwo mogą ogłosić ci, którzy nie radzą sobie ze swoimi zobowiązaniami dłużej niż trzy miesiące.

Jeszcze w 2014 roku w Polsce ogłosiły upadłość zaledwie 32 osoby, a rok później już ponad 2 tys. Z roku na rok liczba przypadków rośnie, a po ostatniej zmianie przepisów szacuje się, że w 2020 roku ogłoszono upadłość konsumencką przeszło 13 tysięcy osób. Nowe przepisy sprawiają też, że sądy oddalają znacznie mniej wniosków. Do końca kwietnia 2021 roku – według Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej – aż 6 tys. razy ogłoszono upadłość konsumencką. To może oznaczać, że na koniec roku przekroczona zostanie bariera 20 tys. bankructw.

Mimo wszystko jeszcze mało osób wie, że może wyjść ze spirali długów. Ogłoszenie upadłości naprawdę ratuje ludziom życie i warto podejść do niej dobrze przygotowanym. Jest to bowiem proces wywołujący ogromny stres. Pomoc prawnika w takim momencie nie jest jednak zbytkiem czy luksusem. To dobrze wydane pieniądze, bo źle przygotowany wniosek zostanie odrzucony, a ponownie starać się o oddłużenie można dopiero po dziesięciu latach – mówi Czyżewski.

W obecnych przepisach istnieje możliwość skorzystania z upadłości również przez osoby na samozatrudnieniu czy prowadzących własną działalność gospodarczą. Sąd bada wtedy czy niewypłacalność wynika z prowadzonej działalności i jeśli tak jest po formalnym zamknięciu biznesu sędzia przychyli się do takiego wniosku o ile wszystkie inne formalności zostaną dochowane.

Przypomnijmy, że według nowych przepisów bankructwo mogą ogłosić także osoby, które doprowadziły do zadłużenia z własnej winy, ale w ich przypadku zachodzi konieczność spłaty części zobowiązań. Całkowite umorzenie długów możliwe jest jedynie wtedy, gdy dłużnik udowodni, że nie posiada majątku. – W marcu 2019 roku Ministerstwo Finansów szacowało, że nawet ok. 2 milionów osób może nie poradzić sobie ze spłatą swoich zobowiązań. Działo się to na rok przed wybuchem pandemii. Obecnie możemy spodziewać się niestety wyłącznie zwiększonego zainteresowania, a szykowane w Nowym Ładzie podwyżki obciążeń tylko mogą pogorszyć sytuację – uważa CEO Pravna.pl.

Paweł Barski nowym Dyrektorem Komunikacji i Marketingu w UNICEF Polska

Paweł Barski, wieloletni Dyrektor Marketingu w Ricoh Polska, został nowym Dyrektorem Komunikacji i Marketingu w UNICEF Polska. Będzie odpowiedzialny za strategię marketingową organizacji, działania wizerunkowe, media społecznościowe oraz komunikację wewnętrzną i zewnętrzną.

Paweł Barski jest związany z marketingiem od prawie 30 lat. Posiada szerokie doświadczenie w budowaniu strategii marketingowych, rozwoju marek, produktów i komunikacji. Przez wiele lat w roli Managera Marketingu w sektorze biznesowym.

Paweł Barski najdłużej był związany z Ricoh Polska, gdzie przez wiele lat pełnił funkcję Dyrektora ds. Marketingu. Odpowiadał za kreowanie i realizację strategii marketingowych dwóch marek Ricoh i Pentax w segmencie B2B i B2C. Zarządzał kilkunastoosobowym działem marketingu. Laureat wielu wyróżnień i nagród, m.in. finalista konkursu „Dyrektor Marketingu Roku”, „Osobowość Roku Mice Poland” czy „Grand Prix w kategorii Najlepszy Zespół Marketingu w Polsce”.

Temat pomocy potrzebującym dzieciom zawsze był mi bardzo bliski, dlatego cieszę się, że jestem w UNICEF Polska. Dołączam do organizacji, która od 75 lat niesie wsparcie najmłodszym na całym świecie. To ogromny zaszczyt, ale i wyzwanie, mówi Paweł Barski. Wierzę, że moja wiedza i doświadczenie pomogą organizacji w realizacji jej misji, dodaje.

Cieszę się, że naszej organizacji udało się pozyskać tak doświadczonego profesjonalistę, któremu nieobca jest również działalność pomocowa. Jestem przekonana, że jego wiedza i umiejętności przyczynią się do dalszego rozwoju organizacji, a także wzmocnienia jej wizerunku na rynku polskim. To zdecydowanie właściwy człowiek na właściwym miejscu, skomentowała Renata Bem, Zastępca Dyrektora Generalnego UNICEF Polska.

Rzecznik MŚP przypomina: po publikacji wyroku TSUE biegnie termin na złożenie wniosków o wznowienie postępowań podatkowych

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców przypomina przedsiębiorcom, że biegnie termin na złożenie wniosków o wznowienie postępowań. Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie C-895/19 został opublikowany 10 maja 2021 r. w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej.

W związku z wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej C-895/19 podatnicy spełniający odpowiednie warunki mogą w ciągu miesiąca składać wniosek o wznowienie postępowań podatkowych. Podstawą prawną takiego wniosku jest art. 240 § 1 pkt 11 w związku z art. 241 § 2 pkt 2 Ordynacji podatkowej. Żądanie strony dotyczące wznowienia postępowania podatkowego powinno zostać wniesione w terminie miesiąca od dnia publikacji sentencji orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej.

W przypadku postępowania sądowo-administracyjnego podstawą takiego wniosku jest art. 272 § 3 ustawy Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi. Żądanie strony dotyczące wznowienia postępowania sądowo-administracyjnego powinno zostać wniesione w terminie trzech miesięcy od dnia publikacji sentencji orzeczenia Trybunału.

Publikacja orzeczenia TSUE w sprawie C-895/19 nastąpiła w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej z dnia 10 maja 2021 r. (seria C, nr 182, str. 16). Od tej daty należy liczyć terminy, w których podatnicy są uprawnieni do składania wniosków o wznowienie postępowania.

Fiskus nie może nakładać na przedsiębiorców sankcji karnych za błędne rozliczenia bez rozróżnienia, czy są oni oszustami, czy nie

Sprawa polskiej spółki trafiła przed Trybunał Sprawiedliwości UE. Spółka nabyła nieruchomość po cenie brutto wraz z VAT-em, który następnie odliczyła. Skarbówka stwierdziła, że firma nie miała prawa do odliczenia, bo dostawa nieruchomości jest co do zasady zwolniona z VAT, a strony transakcji nie złożyły oświadczenia o zrzeczeniu się tego zwolnienia. Spółka dostosowała się do wskazań organu. Skorygowała deklarację VAT i kwotę podatku zgodnie ze wskazaniami organu. Naczelnik urzędu skarbowego przyjął korektę, ale mimo to nałożył na przedsiębiorcę sankcję karną w postaci dodatkowego zobowiązania, wynoszącego 20% kwoty zawyżenia zwrotu VAT. Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu wystąpił do unijnego trybunału z pytaniem, czy takie karanie przedsiębiorców jest dopuszczalne.

Przedsiębiorca nabył nieruchomość na fakturę i zapłacił VAT

Grupa Warzywna sp. z o.o. nabyła nieruchomość za cenę ustaloną w akcie notarialnym w kwocie brutto, zawierającą podatek od towarów i usług. Zbywca wystawił spółce fakturę VAT sprzedaży. Przedsiębiorca po uregulowaniu faktury uznał, że kwota naliczonego na niej VAT podlega odliczeniu. W złożonej w Urzędzie Skarbowym w Trzebnicy deklaracji podatkowej wykazał w związku z tym nadwyżkę VAT naliczonego nad należnym i wystąpił o jej zwrot.

W wyniku kontroli spółka skorygowała deklarację VAT

Urząd przeprowadził w spółce kontrolę i stwierdził, że zgodnie z art. 43 ust. 1 pkt 10 ustawy o podatku od towarów i usług sprzedaż nieruchomości podlega zwolnieniu z VAT, chyba że strony transakcji sprzedaży zrzekną się tego zwolnienia, co w tej sprawie nie nastąpiło. Spółka nie miała więc prawa do odliczenia VAT. Dostosowując się do wskazań organu, firma złożyła korektę deklaracji VAT, w pełni uwzględniając ustalenia przeprowadzonej kontroli i znacznie zmniejszając kwotę wykazanej nadwyżki zapłaconego podatku.

Organ korektę przyjął, ale karę nałożył

Jak się jednak okazało, Naczelnik Urzędu Skarbowego w Trzebnicy, wydając decyzję potwierdzającą zgodność kwoty nadwyżki VAT wykazanej przez spółkę w skorygowanej deklaracji, a jednocześnie powołując się na art. 112b ust. 2 ustawy o VAT, nałożył na przedsiębiorcę sankcję karną w postaci dodatkowego zobowiązania podatkowego w wysokości 20% kwoty zawyżenia nienależnie żądanego zwrotu VAT. Decyzję naczelnika podtrzymał organ II instancji.

Czy taka sankcja jest proporcjonalna do charakteru popełnionego błędu i wagi naruszenia?

Przedsiębiorca wniósł skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu. Sąd powziął wątpliwość, czy stosowanie takiej sankcji jest zgodne z fundamentalnymi zasadami proporcjonalności i neutralności VAT w sytuacji, gdy błędna kwalifikacja podatkowa transakcji przez przedsiębiorcę nie spowodowała uszczuplenia należnego fiskusowi podatku. Zdaniem wrocławskiego sądu ustanowienie sankcji w art. 112b ustawy o VAT miało na celu przekonanie podatników do rzetelnego i starannego wypełniania deklaracji podatkowych, a więc miała ona spełniać rolę prewencyjną. Natomiast zastosowana tak, jak w tej sprawie, ma charakter opresyjny. Regulacja tego artykułu nie przewiduje bowiem sytuacji, gdy nieprawidłowe rozliczenie VAT jest efektem błędnej oceny zakresu opodatkowania transakcji przez obie jej strony.

WSA we Wrocławiu postanowił więc wystąpić do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z pytaniem o zgodność z prawem wspólnotowym nakładania na podatników takiej sankcji w sytuacji, gdy wykracza ona poza swój cel, jakim jest zwalczanie przestępczości podatkowej, nie uwzględnia charakteru ani wagi popełnionego przez podatnika błędu ani tego, że Skarb Państwa wskutek tego błędu nie doznał uszczerbku.

Nie można automatycznie karać przedsiębiorców, nie bacząc, czy są oszustami, czy tylko popełnili błąd

Trybunał w Luksemburgu przypomniał, że państwa członkowskie UE mogą ustanawiać przepisy, które służą im do zapewnienia prawidłowego poboru VAT i zapobiegania oszustwom podatkowym. Jednak zobowiązane są przy tym do poszanowania unijnego prawa, w tym takich zasad, jak zasada proporcjonalności. Oznacza to, że ustanawiane regulacje, sankcje nie mogą wykraczać poza to, co jest niezbędne do realizacji ww. celów. A zatem dla dokonania oceny, czy sankcja nie narusza tej zasady, konieczne jest w szczególności uwzględnienie charakteru i wagi dokonanego przez podatnika naruszenia.

Orzekając na korzyść przedsiębiorcy, Trybunał stwierdził, że ustalanie i nakładanie na podatników sankcji z art. 112b polskiej ustawy o VAT powinno uwzględniać charakter popełnionego błędu i rozróżniać, czy w danej sytuacji doszło do naruszenia w wyniku niezamierzonej pomyłki, czy raczej wskutek celowego oszustwa:

„…art. 273 dyrektywy VAT i zasadę proporcjonalności należy interpretować w ten sposób, że stoją one na przeszkodzie przepisom krajowym, które nakładają na podatnika, który błędnie zakwalifikował transakcję zwolnioną z VAT jako transakcję podlegającą temu podatkowi, sankcję wynoszącą 20% kwoty zawyżenia zwrotu VAT nienależnie żądanej, w zakresie, w jakim sankcja ta ma zastosowanie bez rozróżnienia zarówno w sytuacji, w której nieprawidłowość wynika z błędu w ocenie popełnionego przez strony transakcji co do podlegania przez dostawę opodatkowaniu, który to błąd cechuje brak przesłanek wskazujących na oszustwo i uszczuplenia wpływów do skarbu państwa, jak i w sytuacji, w której nie występują takie szczególne okoliczności” (wyrok TSUE z 15 kwietnia 2021 r. w sprawie C‑935/19, Grupa Warzywna sp. z o.o. przeciwko Dyrektorowi Izby Administracji Skarbowej we Wrocławiu).

Wyrok szansą dla ukaranych przedsiębiorców

Wyrok Trybunału jest niezwykle istotny, gdyż dostarcza przedsiębiorcom oręża do walki z automatycznym karaniem przez organy skarbowe sankcjami w postaci dodatkowych zobowiązań podatkowych za nieprawidłowości w rozliczeniach podatkowych. Zarówno ci, którzy zostali już ukarani, jak i ci, na których taka sankcja zostanie w przyszłości nałożona, mogą użyć tego rozstrzygnięcia jako argumentu przeciw takiemu machinalnemu stawianiu ich w jednym szeregu ze wszystkimi oszustami podatkowymi. Zwłaszcza, mając na uwadze fundamentalną zasadę państwa prawa, która brzmi, że nikogo nie można nazywać oszustem, dopóki oszustwo nie zostanie udowodnione.

Jak podkreślił w swym wyroku TSUE: „…sposób ustalania omawianej sankcji, stosowany automatycznie, nie daje organom podatkowym możliwości zindywidualizowania nałożonej sankcji w celu zapewnienia, by nie wykraczała ona poza to, co jest niezbędne do realizacji celów polegających na zapewnieniu prawidłowego poboru podatku i zapobieganiu oszustwom podatkowym”.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Maciej Oniszczuk: „Polski Ład” to cios w samozatrudnionych. Będą szukać optymalizacji podatkowej?

Jak przekonują politycy obozu Zjednoczonej Prawicy, „Polski Ład” ma przynieść ulgę podatkową 18 milionom Polek i Polaków. Jest jednak grupa, która „zrzuci” się na tę grupę. To ponad 60% samozatrudnionych, którzy zapłacą wyższe podatki. Część najbogatszych Polek i Polaków może zdecydować się na zmianę rezydentury podatkowej i ucieczkę przed wyższymi podatkami. 

„Polski Ład” to program, który zdaniem obozu rządzącego ma za zadanie m.in. pomóc polskiej gospodarce poradzić sobie ze skutkami pandemii. Ogłoszenie dokumentu było przekładane kilkukrotnie m.in. ze względu na wybuch trzeciej, bardzo poważnej w skutkach, fali pandemii oraz tarć koalicyjnych. Już sama nazwa ma się dobrze kojarzyć – New Deal – to był przecież pakiet reform wprowadzonych przez prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta w latach 1933-1939, który pomógł wyjść Ameryce z wielkiego światowego kryzysu z lat 1929-1933. Dopisek do nazwy programu „nowa nadzieja” również nawiązuje do USA, ale już popkulturowo. Według Zjednoczonej Prawicy aż 18 milionów Polek i Polaków ma zyskać nadzieję na niższe podatki, ale są grupy społeczne, które będą musiały zapłacić więcej.

Uderzenie w 60% samozatrudnionych

“Polski Ład” przyniesie rewolucję fiskalną. Nowy plan podatkowy partii Jarosława Kaczyńskiego oparty został na trzech filarach. Zapowiedziano – długo oczekiwane – podniesienie drugiego progu podatkowego – z 85 tys. do 120 tys. zł. PiS chce też podwyższyć kwotę wolną do 30 tys. zł. To zaskakująca zmiana – eksperci spodziewali się podwyższenia z obecnych 8 tys. do maksymalnie 15 tys. zł.

Trzecim – najbardziej kontrowersyjnym – elementem “Polskiego Ładu” ma być likwidacja możliwości odliczenia składki zdrowotnej w rozliczeniu PIT. Dziś z 9% składki aż 7,75% można odjąć od podatku, który płacimy.

Dodatkowo składka ma być zawsze wyliczana proporcjonalnie od dochodów i nie będzie można skorzystać ze zryczałtowanej formy, a tak robią to teraz osoby, które prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą. W 2021 roku wynosi ona 382 zł. Dla osób zarabiających ponad 10 tys. brutto złotych podwyżka składki może być nawet dwukrotna.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, na koniec kwietnia ponad 2,5 mln Polek i Polaków prowadziło działalność gospodarczą.

Ministerstwo Finansów wprost akcentuje, że na “Polskim Ładzie” skorzysta jedynie ok. 40% samozatrudnionych. To oznacza, że pozostałe 1,5 mln osób będzie musiało płacić wyższe podatki – komentuje Maciej Oniszczuk, z kancelarii Oniszczuk & Associates, specjalizującej się w doradztwie prawnym i podatkowym dla biznesu czy też zakładaniu spółek w Polsce i za granicą. W weekend kancelaria – zaraz po ogłoszeniu planu – zanotowała bardzo wymowny pięciokrotny wzrost wejść na swoją stronę internetową.

Zyskają ci, którzy zarabiają maksymalnie 6 tys. złotych brutto. Zarabiający więcej będą tracić.
Dodatkowo prezes Kaczyński zaakcentował chęć pozbycia się tzw. „śmieciówek” i wprowadzenie jednolitego kontraktu o pracę. Jednoosobowa działalność gospodarcza nie wpisuje się w to wprost, ale rozwiązania „Polskiego Ładu” mają zachęcać do przechodzenia na umowę o pracę tych lepiej zarabiających. Od lat mówię klientom, że większa firma w formie działalności to problemy z ochroną majątku przed długami, sukcesją oraz ZUS. Teraz stanie się to też nieopłacalne podatkowo – dodaje Oniszczuk.

Emigranci wrócą? Czy wyjadą inni?

PiS chciałoby zachęcić do powrotu polską emigrację, bo projekt zakłada, że od 2022 r. w zeznaniach będzie można wskazać kwotę do opodatkowania niższą o 50 tys. zł, a w kolejnym baza do opodatkowania miałaby być niższa o 50 proc. Część emigrantów może wrócić, ale inna grupa może z Polski wyjechać.

Niektóre propozycje “Polskiego Ładu” wydają się wzajemnie wykluczać. Podwyższając podatki sprawia się, że wielu najbogatszych będzie szukało rozwiązań optymalizacji podatkowej i wyjazdu z kraju – przekonuje Maciej Oniszczuk.

Jednym ze sposobów może być rezydencja podatkowa innego kraju, choć jak zauważa Oniszczuk nie jest to rozwiązanie dostępne dla każdego samozatrudnionego. Po pierwsze, żeby przestać być polskim rezydentem podatkowym, nie wystarczy tylko nie przebywać na terenie kraju przez 183 dni. Istotnym kryterium oceny jest też kwestia tzw. centrum interesów życiowych. Rodzina mieszkająca w kraju lub posiadane nieruchomości, mogą stanowić dla Urzędu Skarbowego argumenty przemawiające za tym, że centrum to – mimo nie przebywania podatnika w ojczyźnie – nadal znajduje się w Polsce.

– Rezydentura to też koszty, np. wynajmu nieruchomości, zatroszczenia się o byt w nowym miejscu czy też opłacenia kosztów związanych z usługami prawniczymi – wylicza ekspert kancelarii Oniszczuk & Associates.

Należy też spełnić wymagania kraju przyjmującego. Dla przykładu – programista, który chciałby pracować na Cyprze, musi przebywać tam co najmniej 60 dni, prowadzić działalność lub być zatrudniony, a także wynajmować nieruchomość i pilnować, żeby nie zdobyć innej rezydencji podatkowej np. poprzez przebywanie w Polsce przez 183 dni.

Wtedy prow­­­adzona przez niego jednoosobowa spółka LTD może zejść z podatkiem w ramach IP BOX do 2%, a dywidenda dla udziałowca jest zwolniona od podatku. Oznacza to, że globalne opodatkowanie dochodu naszego informatyka wyniesie 2% – kończy Oniszczuk.

Obecnie, obok Cypru, najkorzystniejsze warunki do zdobycia rezydentury podatkowej oferują Malta i Portugalia.

Victoria Dom zakłada dalszy skokowy rozwój działalności

Victoria Dom opublikowała wyniki finansowe za 2020 r. zgodnie z którymi w tym okresie osiągnęła rekordowe wyniki wypracowując 453,8 mln zł skonsolidowanych przychodów oraz 88,7 mln zł zysku netto. W ramach posiadanego dużego banku ziemi Zarząd Victoria Dom zakłada dalszy skokowy rozwój działalności w perspektywie co najmniej kolejnych dwóch lat.

– Miniony rok był dla nas bardzo udany. Był to jednocześnie okres wielkich wyzwań, jakie sprawiła pandemia w Polsce i na świecie. Restrykcyjne podejście banków do finansowania klientów stawiały duże wyzwania do prowadzenia biznesu deweloperskiego. Przeszliśmy ten okres w bardzo bezpieczny sposób, silniejsi finansowo i wzmocnieni o kolejne doświadczenia. Osiągnęliśmy także rekordowe wyniki finansowe utrzymując ponadprzeciętną rentowność. Ugruntowaliśmy wiodącą pozycję na rynku warszawskim, rozpoczynając jednocześnie ekspansję w Krakowie. Nasza oferta kompaktowych i funkcjonalnych mieszkań w atrakcyjnej lokalizacji jest cały czas bardzo dobrze przyjmowana przez klientów – powiedział Waldemar Wasiluk, Wiceprezes Zarządu Victoria Dom.

W minionym roku Grupa Victoria Dom osiągnęła 453,8 mln zł skonsolidowanych przychodów, co oznacza wzrost o blisko 3% w porównaniu do poprzedniego roku. Spółka wypracowała jednocześnie rekordowy zysk netto na poziomie 88,7 mln zł, poprawiając wynik z poprzedniego roku również o blisko 3%. Wartość kapitałów własnych (aktywów netto) wzrosła w zeszłym roku o 29,5% do 277,7 mln zł. – Na przestrzeni ostatnich 5 lat nasze roczne przychody ze sprzedaży wzrosły pięciokrotnie. Średnioroczne tempo wzrostu wyniosło jednocześnie około 40% i było najwyższe w grupie czołowych polskich deweloperów – dodał Waldemar Wasiluk.

W minionym roku Victoria Dom ukończyła realizację 11 inwestycji: Osiedle Classic IX i X, Viva Garden 11 i 12, Mieszko 4, Połczyńska 1 i 2, Przystanek Tarchomin, Variant Praga II, Ursus Factory 3 oraz Miasteczko Nova Ochota. Powierzchnia wybudowanych mieszkań wyniosła rekordowo blisko 61 tys. m2 PUM. Na koniec marca br. w budowie było 1917 lokali powstających w ramach 14 inwestycji w 7 lokalizacjach w Warszawie, o łącznej powierzchni 89,4 tys. m2. Victoria Dom realizowała również swój pierwszy projekt w krakowskich Mistrzejowicach, składający się z 147 lokali o powierzchni 7,4 tys. m2. Z wszystkich inwestycji planowanych do ukończenia w tym roku na koniec marca br. zakontraktowanych było łącznie 87% lokali.

– Cały czas widzimy bardzo silny popyt na rynku. Aktualne zamierzenia rządu dotyczące wsparcia osób w zakresie zakupu mieszkań z pewnością pozytywnie wpłyną również na nasz rozwój. Rozbudowany bank ziemi oraz wypracowane w minionym roku wyniki finansowe dają bardzo solidną podstawę, żeby skokowo powiększyć nasz biznes o 100% w ciągu następnych dwóch lat – podkreślił Waldemar Wasiluk

Rok pandemii w Polsce – wyniki badania nastrojów pracowników

Pomimo niedogodności i zagrożeń wynikających z pandemii, pracownicy w Polsce zdążyli się do obecnej sytuacji w pewnym sensie przyzwyczaić. Większość osób (64%) deklaruje, że ich motywacja do pracy pozostała bez zmian. Polski rynek pracy stoi jednak przed wieloma wyzwaniami. Co zatem obecnie niepokoi polskich pracowników? – o tym m.in. mówią wyniki badania agencji Insight Lab z Grupy Komunikacja Plus.

Już ponad rok pracownicy w Polsce zmagają się z konsekwencjami zawodowymi wynikającymi z pandemii COVID-19. Pomimo zmian dotyczących trybu oraz sposobu pracy, na podstawie przeprowadzonego przez Insight Lab badania, można oszacować, że pracownicy zdążyli oswoić się z obecną sytuacją pandemiczną. Większość osób (64%), które w 2021 roku odpowiadały na pytanie dot. motywacji do pracy w czasie pandemii COVID-19 deklaruje, że pozostała ona bez zmian. Dany odsetek wzrósł o 14% względem roku 2020 (z 50% na 64%). Jednocześnie spadła liczba respondentów, którzy twierdzą, że ich motywacja do pracy w czasie pandemii COVID-19 uległa zmniejszeniu (z 28% w roku 2020 do 23%). Podobny kierunek zmian dotyczy pracowników, których motywacja się zwiększyła (spadek z 12% do 8%).

Warto zauważyć, że w dobie gwałtownych zmian, najbardziej optymistyczne podejście do pracy wykazują bardzo młodzi pracownicy. Młodzi dobrze odnaleźli się w nowej, bardziej wirtualnej rzeczywistości zawodowej. Osoby w wieku 18-24 lat, częściej niż inne grupy wiekowe twierdzą, że ich motywacja do pracy uległa zwiększeniu (21% vs 4%-11%)  mówi Ewa Eron, Operations Director w Insight Lab. 

Pozytywne i negatywne konsekwencje pandemii

Optymizm płynie również z danych dotyczących relacji ze współpracownikami oraz przełożonymi. Pomimo zwiększenia udziału pracy zdalnej w polskich firmach, pracownicy najrzadziej deklarują pogorszenie się aspektów relacyjnych w codzienności zawodowej (odpowiedzi negatywne dot. współpracowników: 20% oraz przełożonych: 16%). Tryb „home office” nie stanowi również większej bariery w komunikowaniu się pomiędzy pracownikami w firmie. Zdecydowane pogorszenie w kontaktach deklaruje jedynie 8% zatrudnionych.

Przedłużająca się sytuacja pandemiczna w Polsce ma również swoje negatywne konsekwencje. Niepewność w sferze zawodowej w szczególności dotyczy pogorszenia nastrojów pracowników w obszarze uczucia bezpieczeństwa. Co trzeci badany czuje pogorszenie kondycji finansowej firmy oraz integracji ze współpracownikami. Podobny odsetek badanych osób obawia się utraty pracy.

W Polsce możemy w dalszym ciągu zauważyć dużą niepewność o to, co przyniosą nam nadchodzące miesiące, czy lata. To sprawia, że aż 44% respondentów deklaruje pogorszenie poczucia bezpieczeństwa. Ten niepokój dotyczy w szczególności naszej sytuacji zawodowej – przyznaje Ewa Eron.

O badaniu

„Badanie opinii pracowników na temat wpływu pandemii COVID-19” zostało zrealizowane metodą CAWI w dniach 5-8 kwietnia br. Specjaliści Insight Lab przeanalizowali opinie o życiu zawodowym 641 pracowników. W badaniu wzięli udział mieszkańcy Polski 18+.

Czy Polski Ład może pomóc złotemu? Euro tańsze o kilkanaście groszy

Nie przyczyni się do szybszego wprowadzenia stóp procentowych, może pogorszyć parametry fiskalne Polski i ocenę agencji ratingowych, a finansowo najbardziej wspomoże tych, którzy cechują się niską skłonnością do oszczędzania. Czy realizacja założeń nowego rządowego programu Polski Ład wspomoże złotego w odrabianiu pandemicznych strat?

Zaprezentowany w sobotę program Polski Ład i wchodzące w jego skład reformy systemu podatkowego nie mogą pozostać bez wpływu na fundamenty notowań złotego.

W 2022 r. PKB Polski złamie barierę 5 proc

W dużym uproszczeniu rząd chce m.in., by finansowo zyskali emeryci z najniższymi uposażeniami oraz najmniej zarabiający zatrudnieni kosztem pracowników z najwyższymi pensjami.

Innymi słowy, na największe zwiększenie dochodu rozporządzalnego mogą liczyć te grupy społeczne, które cechuje stosunkowo niska skłonność do oszczędzania. Co to oznacza? Bodziec dla zwiększenia konsumpcji, a to z kolei perspektywę wzrostu PKB. Już w tym roku, po dość łagodnym przejściu polskiej gospodarki przez trzecią falę zachorowań na COVID-19, rozwój może zbliżyć się do 5 proc. Jest niemal pewne, że w 2022 r. bariera ta zostanie złamana, a wówczas najważniejszy atut złotego, czyli szybki wzrost gospodarczy, dodatkowo się wzmocni twierdzi Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Istotna wydaje się kwestia, że bodziec dla konsumpcji zwiększa prawdopodobieństwo scenariusza, w którym miejsce impulsów podażowych windujących wskaźniki inflacji zajmą czynniki popytowe. W rezultacie, dynamika cen nie będzie szybko powracać do celu – wbrew obecnemu nastawieniu Rady Polityki Pieniężnej, które jest typowe dla większości banków centralnych na świecie, z Rezerwą Federalną na czele.

Odległy cel inflacyjny, ale ważniejsze wychodzenie z kryzysu

Oddziaływanie zwiększającej się konsumpcji na inflację powinno być najbardziej ewidentne w przypadku wskaźnika bazowego, który już teraz – zamiast obniżać się – uparcie pozostaje blisko ryzykownie wysokiego poziomu 4 proc. r/r. Utrzymywanie się takiego stanu rzeczy wywoływać będzie potrzebę silniejszej, bardziej śmiałej reakcji ze strony władz monetarnych, czyli gwałtowniejszego podniesienia stóp procentowych. Z zasady byłaby ona jednoznacznie pozytywna dla złotego. Z drugiej jednak strony jest to miecz obosieczny, ponieważ potencjalna kontynuacja skrajnie łagodnego kursu i bagatelizowanie narastającej presji cenowej uderzyłyby w atrakcyjność odsetkową waluty.

Polski Ład nie przybliża naszym zdaniem terminu wprowadzenia pierwszej podwyżki stóp procentowych. Powinna ona mieć miejsce w połowie przyszłego roku. Może jednak oznaczać, że gdy cykl się już zacznie, to będzie musiał być bardziej zdecydowany. Nie zmienia także naszych prognoz walutowych i pozytywnego długoterminowego spojrzenia na kurs EUR/PLN. Spodziewamy się, że na koniec tego roku za wspólną europejską walutę będziemy płacić ok. 4,40 zł, czyli o kilkanaście groszy mniej niż obecnie, by w kolejnym roku kontynuować zniżki. Wprawdzie zmiany w systemie podatkowym będą pogarszać parametry, ale obecnie jest to mało istotne z punktu widzenia złotego. Przed pandemią wskaźniki oddające kondycję finansów publicznych w Polsce nie niepokoiły międzynarodowych agencji ratingowych, a dziś dużo ważniejszy jest impet ożywienia i wychodzenia z koronawirusowego kryzysu. To właśnie ten czynnik w najbliższych kwartałach powinien stać się istotnym motorem notowań naszej waluty wskazuje analityk Cinkciarz.pl.

Columbus Energy w I kw. zwiększył przychody i dokonał ważnych inwestycji

W minionym kwartale Grupa Kapitałowa Columbus Energy osiągnęła prawie 158 mln zł przychodów, czyli o ponad 25% więcej niż w analogicznym okresie 2020 r. Wartość EBITDA Grupy wyniosła ponad 20 mln zł i była porównywalna z pierwszym kwartałem 2020 r. Grupa koncentrowała się na inwestycjach w nowe technologie, projekty farmowe i zasoby ludzkie.

Zgodnie z opublikowanym dziś raportem kwartalnym GK Columbus Energy za pierwszy kwartał 2021 r., przychody Grupy wyniosły 157,89 mln zł wobec 125,89 mln zł w analogicznym okresie 2020 r. Z kolei wartość EBITA była porównywalna do tej z w pierwszego kwartału 2020 r. i wyniosła 20,05 mln zł. Poza czynnikami makroekonomicznymi, związanymi z kolejną falą pandemii COVID-19 i zastojem gospodarczym, na wyniki Grupy w omawianym kwartale miały wpływ poczynione w tym czasie inwestycje. Jedną z nich było opracowanie innowacyjnej usługi “Prąd Jak Powietrze”, ogłoszonej w lutym br., dzięki której możliwe jest efektywniejsze wykorzystanie energii z fotowoltaiki. Po wielomiesięcznych przygotowaniach, Columbus już w najbliższych tygodniach zacznie dostarczać usługę bilansowania i sprzedaży energii dla prosumentów, dzięki czemu nawiąże z nimi trwałą, wieloletnią współpracę. Obecnie społeczność Columbus tworzy już 38 tys. prosumentów i użytkowników rozwiązań opartych o OZE.

W omawianym okresie Grupa zwiększyła udział w rynku podstawowej linii biznesowej, czyli fotowoltaiki i pomp ciepła dla gospodarstw domowych, utrzymując oczekiwaną marżę na sprzedaży. Znacząco zwiększyła też portfel projektów farm fotowoltaicznych, którego moc – łącznie z negocjowanymi przejęciami – przekracza już 5 GW. Jest to jeden z największych, jeśli nie największy, portfel w Polsce.

  • Należy pamiętać, że rozwój biznesu farm fotowoltaicznych, którego jeszcze nie widać w przychodach i wyniku EBIDTA naszej Grupy, to również duży zespół inżynierów i managerów, którzy pracują nad rozwojem projektów, późniejszą ich budową i utrzymaniem – wyjaśnia Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A. – Te inwestycje będą w przyszłości filarem wartości Grupy, a zarządzanie gigawatami mocy z OZE przyniesie dodatkowe premie.

Jak podkreśla Zarząd Columbus, w ciągu ostatnich miesięcy Grupa rozbudowała też wewnętrzne zasoby ludzkie w obszarach nowoczesnej energetyki, a do organizacji dołączyło wielu znakomitych managerów.

  • Powiększyliśmy zespoły techniczne i montażowe, dedykowane do pomp ciepła i magazynów energii – komentuje Dawid Zieliński. – Dzięki temu jesteśmy przygotowani na wzrost rynku w tych segmentach (najnowszy dokument rządowy Polski Ład zapowiada, że program Mój Prąd 3.0 będzie obejmował magazynowanie energii). Rozwinęliśmy również zespół specjalistów w obszarze elektromobilności i jesteśmy gotowi na wzrosty post-pandemiczne w sprzedaży infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych.

Warto dodać, że w minionym kwartale Columbus nabył też spółkę obrotu energią Vortex Energy Obrót Sp. z o.o., oraz prowadzi akwizycję Archeton Sp. z o.o. – spółki sprzedającej gotowe projekty domów. Plany rozwoju Grupy w związku pierwotnym rynkiem domów zostaną szerzej omówione przez Columbus w nowej strategii, którą Spółka zakomunikuje w III kwartale br.

  • Dzisiaj najważniejsze jest dla nas zdobywanie przestrzeni rynkowej, lojalizowanie właścicieli domów i przedsiębiorców, budowanie własnych zielonych aktywów oraz rozwijanie nowych produktów i usług – dodaje Dawid Zieliński. – To oznacza ciągłe inwestycje, które w większości realizujemy z marży, zysków, zielonych obligacji i kredytów. Inaczej niż większość spółek z naszego sektora, stawiamy nie na krótkoterminowy konsumpcjonizm i szybkie benefity dla inwestorów, tylko na budowanie wartości Grupy, która dzięki dzisiejszemu skupieniu na rozwoju przez kolejne dekady będzie generować stabilny i pewny zysk, a rynek kapitałowy będzie mógł to docenić i odpowiednio zdyskontować.

Zarząd Spółki wskazuje, że będzie rekomendować akcjonariuszom, aby przenieść walory Columbus na rynek regulowany GPW jeszcze w tym roku.

W pandemii rosły apetyty na usługi telekomunikacyjne, ale spadały możliwości regulowania rachunków

Zadłużenie osób i firm wobec telekomów podwyższyło się przez rok o 280 mln zł do niemal 1,8 mld zł, a liczba dłużników o ponad 52 tys. do blisko 408 tys. Największa telekomunikacyjna zaległość – prawie 8 mln zł należy do firmy z Mazowsza, ale konsument rekordzista też ma spory dług,  niemal 1,7 mln zł – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor przygotowanych z okazji Światowego Dnia Telekomunikacji i Społeczeństwa Informacyjnego przypadającego na 17 maja.

Bez telefonu i Internetu jak bez ręki, szczególnie w czasie pandemii. Wyniki badania zrealizowanego dla Urzędu Komunikacji Elektronicznej, pokazały, że w ostatnich miesiącach z oferty firm telekomunikacyjnych, w większym stopniu zaczęła korzystać aż połowa Polaków. Ankietowani w okresie lockdownów i ograniczeń najczęściej rozmawiali, a także sięgali po komunikatory internetowe, mówiła o tym co druga z badanych osób. Prawie co trzecia wymieniała potrzebę zaglądania na portale społecznościowe, wysyłania wiadomości SMS i nieco rzadziej robienie zakupów online. Aż 92 proc. ankietowanych używających telefonu komórkowego korzysta też z mobilnego Internetu. 80 proc. używa w smartfonie komunikatorów internetowych, a najczęściej wybieraną aplikacją jest Messenger. Najpopularniejszym rodzajem dostępu do sieci jest jednak łącze stacjonarne, z którego korzysta blisko dwie trzecie przebadanych Polaków.

Same usługi telekomunikacyjne jak i ich jakość była w zeszłym roku szczególnie ważna m.in., ze względu na powszechna naukę online, a także fakt, że co czwarty ankietowany Polak wykonywał pracę zdalną, większość w pełnym wymiarze, a pozostali ok. 10 dni roboczych miesięcznie. Jakość świadczonych usług w czasie pracy zdalnej z pewnymi wyjątkami była oceniana pozytywnie. Gorsze doświadczenia miały jednak osoby uczące się online, niezadowolona była co piąta. Najczęstszymi problemami w czasie e-learningu, były usterki techniczne związane z aplikacjami oraz przerwy w dostępie do Internetu – obie kwestie dotyczyły połowy tych pytanych.

Pandemia sprzyja opóźnianiu płatności nawet na pracy i nauce zdalnej

Gdyby nie szeroki dostęp do usług telekomunikacyjnych, strach sobie wyobrazić, jak wyglądałoby funkcjonowanie w czasie obowiązywania zakazów i ograniczeń. Infrastruktura telekomunikacyjna uchroniła wszystkich przed bardzo mocną recesją, pozwoliła na w miarę sprawną pracę z domu i naukę zdalną. Udźwignęła gwałtowny wzrost ruchu masowo organizowanych spotkań online czy biznesowych webinarów, a także boom na zakupy w sieci.

Ale nie ma nic za darmo, bo wynikająca z koronawirusa sytuacja, owszem sprzyja większemu wykorzystaniu usług telekomunikacyjnych, ale niestety jednocześnie nie pomaga płatnościom. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że firmy telekomunikacyjne przekonały się o tym dotkliwie. Gdy liczba dłużników, zarówno firm jak i konsumentów, od marca ub.r. do marca br. w bazie BIG InfoMonitor nie zmieniła się, a suma ich zaległości podwyższyła się o 3 proc., telekomom przybyło 15 proc. nowych dłużników, a kwota nieuregulowanych faktur wzrosła o 18 proc.

– Nie ma wątpliwości, że firmy telekomunikacyjne odczuły problemy finansowe przedsiębiorstw i konsumentów znacznie bardziej niż inni. Z naszych danych wynika, że pandemia przyspieszyła przyrost kwoty zaległych rachunków za telefon. Jeszcze rok wcześniej, między marcem 2019 r. a końcem marca 2020 r., statystyki były znacznie lepsze. Tempo przyrostu zaległości było niższe o 4 proc., a w przypadku liczby dłużników odnotowano nawet spadek o 3,6 proc. Koronakryzys jednak sporo zmienił zarówno w budżetach, jak i podejściu do płatności. Wystarczy podać, że jeśli chodzi o konsumentów to po wybuchu pandemii 27 proc. osób, ze względu na niepewną sytuację finansową, odczuwało przyzwolenie na opóźnianie bieżących płatności – wskazuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Niepłacący rachunków muszą jednak brać pod uwagę, że gdy nie wywiązują się z terminów, czyli łamią warunki umowy, firma telekomunikacyjna może np. dodać do długu udzielone wcześniej rabaty, a także opłatę karną za opóźnienie. Na poczet długu nalicza też wszystkie płatności, które klient powinien uregulować do końca trwania umowy. W rezultacie dwa nieopłacone rachunki, mogą uruchomić lawinę zaległości – dodaje.

Zaległość konsumentów przekracza 3 tys. zł, firm sięga 11 tys. zł

Według danych Urzędu Komunikacji Elektronicznej osoby prywatne wydają miesięcznie na rachunki za usługi telekomunikacyjne średnio 108 zł. Za telefon płacą 52 zł miesięcznie, a za Internet – 55,7 zł. Jednak, gdy mowa o średnim zaległym rachunku za telefon konsumenta czy firmy, w grę wchodzą już tysiące złotych. Przysłowiowy Kowalski ma na minusie 3 356 zł, a przedsiębiorstwo prawie 11 000 zł. Firmy generują też rekordowe zaległości – podmiot z Mazowsza ma do oddania niebotyczną kwotę wynoszącą niemal 8 mln zł. Wśród wojewódzkich rekordzistów znajdują się tylko dwie osoby prywatne: mężczyźni z Małopolski i Lubelszczyzny mający do spłaty odpowiednio prawie 1,7 mln zł i blisko 300 tys. zł.

Najwyższe zaległości na Mazowszu, ale dłużników najwięcej na Śląsku

zaległości wobec telekomów
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor

Kto częściej nie radzi sobie z płaceniem za telefon w terminie?

Wśród konsumentów z długami wobec telekomów przeważają mężczyźni (58 proc.) i osoby między 25. a 44. rokiem życia (52 proc.). Największą grupę niepłacących rachunków stanowią osoby w wieku 25-34 lata – 96 547 oraz 35-44 lat – 97 301. Wśród najmłodszych klientów między 18. a 24. rokiem życia, zaległości ma 33 127 osób, podobnie wygląda to w gronie klientów od 65 lat wzwyż – 35 616. W każdej grupie wiekowej, z wyjątkiem seniorów, dominują mężczyźni.

Nie płacisz, trafisz do rejestru dłużników

Do rejestru dłużników można trafić za opóźnione płatności wynoszące w sumie co najmniej 200 zł w przypadku konsumentów i co najmniej 500 zł, jeśli klientem jest firma. Zanim jednak wierzyciel zgłosi dłużnika na listę, 30 dni wcześniej ma obowiązek wysłać do niego ostrzegawcze wezwanie do zapłaty. Może to zrobić samodzielnie lub zlecić to BIG-owi prowadzącemu rejestr dłużników, nadawcą listu może być więc dłużnik lub prowadzący rejestr dłużników BIG. Jeśli niesolidny klient nie zareaguje, jest już na prostej drodze do rejestru, a co za tym idzie konsekwencji i komplikacji jakie z tego wynikają. Banki, firmy pożyczkowe, operatorzy telewizji kablowych, no i oczywiście telekomy oraz wiele innych przedsiębiorstw weryfikują rzetelność płatniczą potencjalnych klientów w bazie BIG. Mogą więc niesolidnemu dłużnikowi odmówić sprzedaży usług czy towaru. Z rejestru można zostać skreślonym dopiero po całkowitej spłacie zadłużenia.

Rok 2021 zapowiada się optymistycznie dla telekomów

Według ekspertów z branży, telekomy okazały się być odporne na pandemię, bo usługi telekomunikacyjne stały się dobrem pierwszej potrzeby. Klienci nie rezygnują z zakupów i nie przechodzą też na oferty z niższej półki cenowej. Wprawdzie przynajmniej w niektórych przypadkach operatorzy zanotowali trochę niższe przychody ze sprzedaży sprzętu, a wszyscy mniejsze wpływy z roamingu, to jednak nie był to trend trwały i najbardziej istotny z punktu widzenia całego biznesu. Zakładając, że nie będzie kolejnego lockdownu i pełnego zamknięcia gospodarki, 2021 rok powinien być dla telekomów dobry.

Devo Energy planuje instalację 980 stacji ładowania do samochodów elektrycznych w ciągu 3 lat

Notowana na rynku NewConnect spółka Devoran (w trakcie zmiany nazwy na Devo Energy) przyspiesza z realizacją budowy sieci stacji ładowania samochodów elektrycznych. Pierwsza lokalizacja zostanie oddana do użytku do końca września tego roku. Zgodnie z ustaleniami spółka ma zamówić w ciągu trzech lat 980 stacji. Projekt będzie realizowany we współpracy z siecią supermarketów, przy których będą stawiane stacje szybkiego ładowania. Dostawcą technologii będzie chiński Shenzen Sinexcel Electric Co. Ltd..

Partner z Chin to spółka notowana na giełdzie w Shenzen działająca w branży technologii energetycznych. Shenzen Sinexcel Electric zajmuje się sprzedażą rozwiązań i produktów takich jak stacje szybkiego ładowania z systemami płatności. Dodatkowo, firma oferuje też integrację wiat garażowych z systemami fotowoltaicznymi i magazynami energii, przy wykorzystywaniu energii odnawialnej.

– Jesteśmy na najlepszej drodze, aby włączyć się do wyścigu w działaniach na rzecz zwiększenia dostępności do elektromobilności w naszym kraju. Planowo pierwsze stacje przystosowane do ładowania samochodów elektrycznych będą działały od września tego roku. Jesteśmy w trakcie rozmów z popularną siecią supermarketów i w ciągu najbliższych miesięcy przedstawimy szczegóły związane z naszą kluczową inwestycją – mówi dr Michał Krzyżanowski, Prezes Devoranu.

Pierwotnie projekt stacji ładowania aut elektrycznych powstał w spółce w 2015 r. 1 maja tego roku spółka podpisała umowę z chińskim producentem tych instalacji. Zgodnie z planem średnioterminowym ogłoszonym 6 kwietnia Devoran planuje budowę 24 stacji ładowania samochodów elektrycznych. Docelowo do końca 2024 spółka zamierza zrealizować blisko tysiąc instalacji.

Klabater: wyniki Q1 2021 to efekt przygotowań do najważniejszych premier spółki

Klabater odnotował 37% wzrost marży ze sprzedaży swoich gier w porównaniu do analogicznego okresu w 2020 roku. Spółka przygotowuje się do dużych premier planowanych na kolejne kwartały – The Crossroads Inn na Xbox Series X/ Xbox One, a także The Amazing American Circus i Moonshiners na wszystkie platformy.

– W Q1 uzyskaliśmy ponad 860 tys. złotych przychodu. Pomimo przygotowań do premier, spółka nie wygenerowała istotnych strat. Odnotowaliśmy za to wzrost marży ze sprzedaży produktów dzięki niższym kosztom sprzedaży – komentuje Robert Wesołowski, Joint-CEO.

Spółka odnotowała 0,86 mln złotych przychodu ze sprzedaży gier, w porównaniu do 0,99 mln złotych w Q1 2020. Pomimo braku istotnej premiery w Q1 2021, Klabater miał zaledwie 15 tys. złotych straty netto. To kolejny kwartał, w którym głównym źródłem przychodów były tytuły z back-catalogu: Crossroads Inn oraz Heliborn – kluczowe filary stabilizujące wyniki Spółki. W drugim kwartale br. zaplanowane są premiery obu w/w gier na konsolach Xbox i PlayStation, a już w przyszłym tygodniu rozpoczną się szeroko zakrojone publiczne beta testy gry The Amazing American Circus na platformie Steam.

Nasz kalendarz wydawniczy w 2021 roku jest bogaty w wydarzenia. Ostatnie miesiące poświęciliśmy przede wszystkim na przygotowania związane z The Amazing American Circus i konsolową wersją Crossroads Inn. 

W okresie od maja do grudnia planujemy wydać łącznie 10 tytułów na wszystkich najważniejszych platformach sprzętowych: PC, PlayStation, Nintendo Switch oraz Xbox. Sprawdzamy również możliwość ekspansji na smartfony, chcielibyśmy aby The Amazing American Circus była pierwszą grą z naszego portfolio, która zadebiutuje na urządzeniach mobilnych. Ważnym projektem będzie też planszowa wersja gry Crossroads Inn – kontynuuje Michał Gembicki.

W segmencie wydawniczym i portingowym Klabater również planuje realizację interesujących projektów. Do katalogu gier lifestylowych, skierowanych do rodzin i najmłodszych graczy, wkrótce trafią produkcje Castle on the Coast oraz May’s Mysteries: A Puzzle Adventure Journey. Uzupełnią one bestsellerową ofertę gier zręcznościowo-logicznych spółki na platformach konsolowych, która obecnie zawiera Roarr! The Adventures of Rampage Rex oraz Golazo! Niedawno spółka podpisała również kolejną głośną umowę – tym razem z Devolver Digital, na bazie której adaptację gry Weedcraft Inc na konsole PlayStation 4, PlayStation 5, Xbox One, Xbox Series X i Nintendo Switch. Ten kontrakt pozwoli na znaczne wzmocnienie katalogu silnych gier strategiczno-symulacyjnych Spółki, do których należy wydany wcześniej Big Pharma, wchodzący do sprzedaży Heliborne i Crossroads Inn oraz dwie pozyskane od Starni Games tytuły z serii Startegic Minds.

Bloober Team z najlepszymi wynikami finansowymi wśród spółek sektora gamingowego na NewConnect

O 277%, do 5,8 mln. zł wzrósł zysk netto Bloober Team w pierwszym kwartale 2021 r. w porównaniu z poprzednim, rekordowym rokiem. Najnowsza gra studia – The Medium – okazała się największym sukcesem finansowym w historii spółki. 

Pierwszy kwartał był rekordowy dla Bloober Team zarówno pod względem sprzedaży produktów, jak i stanu gotówki. Odniesione przez spółkę historyczne wyniki są związane z premierą dotychczas największej produkcji krakowskiego studio – The Medium. Fundusze przeznaczone na stworzenie i promocję okazały się być trafioną inwestycją – tytuł w niecałą dobę zwrócił koszty produkcji i marketingu. w USD. Gra zdobyła uznanie fanów gatunku, co potwierdzają opinie użytkowników – aż 89% ocen pozytywnych na portalu Steam (blisko 3800 recenzji), a wielu recenzentów twierdzi, że jest to tytuł przełomowy.

Już teraz możemy potwierdzić, że The Medium odniosło sukces artystyczny, ale również i komercyjny. Prezentowane wyniki dotyczą zaledwie dwóch miesięcy od premiery – na ostateczne przychody wygenerowane przez tytuł należy zaczekać. Szczególnie, że jest to gra z długim ogonem sprzedażowym. Spółka zgodnie z zasadami będzie rozliczać przychody i koszty z produkcji związane z produkcją przez proporcjonalnie dłuższy okres. Pozwala nam to liczyć na rekordowy rok pod kątem zarówno wyników sprzedażowych, jak i stanu gotówki. Mamy ciekawe plany inwestycyjne, które powinny dać całej grupie przyspieszenie pewnych działań – komentuje prezes Bloober Team – Piotr Babieno.

Zespół pracuje obecnie nad dwoma projektami, których szczegóły nie są jeszcze publicznie znane. Pierwszy z nich, o kodowej nazwie ‘Black’, powstaje we współpracy z partnerem, z którym spółka nawiązała współpracę w 2019 roku.  Drugi z nich natomiast to kolejna autorska gra spółki. Jej szczegóły jednak wciąż owiane są tajemnicą.

– Zgodnie z naszymi planami pragniemy, aby z każdą grą zwiększać skalę naszych produkcji. Przedsmakiem tego, co czeka naszą firmę w przyszłości jest umowa z globalnym wydawcą i światowym liderem branży. Zarówno pod kątem wartości całego kontraktu jak i samego projektu to jedno z największych przedsięwzięć polskiego rynku gier. “Black” będzie też pierwszym tytułem, który zdecydowanie bardziej opowiadać będzie historię przez akcję. Podczas kiedy The Medium było grą przełomu – pomiędzy dwoma sposobami narracji, nasza nowa produkcja będzie już całkowicie osadzona wśród gier typowo mainstreamowych. Na razie nie możemy zdradzić szczegółów dotyczących nadchodzących tytułów, ale pierwszych informacji związanych z naszymi grami można spodziewać się jeszcze w tym roku – kontynuuje Babieno – W czerwcu natomiast planujemy specjalną konferencję dla Akcjonariuszy – kończy.

W międzyczasie Bloober Team dąży do zwiększenia dostępności istniejących już tytułów na wszystkich najpopularniejszych urządzeniach – w ostatnich tygodniach spółka wydała Layers of Fear w wersji na gogle PSVR oraz ustaliła na 16 lipca datę premiery Observer: System Redux na Playstation 4 oraz Xbox One. Natomiast już w najbliższy czwartek – 20 maja zadebiutuje na rynku Layers of Fear 2 na platformę Nintendo Switch. Poprzednia część gry była dużym sukcesem.

MedApp S.A. raportuje korzystne wyniki I kwartału 2021 roku

MedApp, notowana na NewConnect spółka działająca w segmencie medtech, oferująca rozwiązania oparte m.in. na sztucznej inteligencji, mieszanej rzeczywistości oraz obrazowaniu 3D w I kwartale 2021 roku osiągnęła przychody netto ze sprzedaży w wysokości 1 944 tys. zł co oznacza kontynuację dynamicznych wzrostów przychodów ze sprzedaży oraz zysków z końca ubiegłego roku.

I kwartał 2021 był bardzo dobrym początkiem roku dla MedApp, zarówno pod względem finansowym, jak i operacyjnym. Przychody netto w raportowanym okresie wyniosły 1 944 tys. zł, przy 16 tys. zł w porównywalnym okresie 2020 r. Natomiast zysk netto osiągnął poziom 376 tys. zł i jest to wzrost o 244% względem I kwartału 2020 r., kiedy to Spółka odnotowała wynik (stratę) -260 tys. zł.

Oprócz dalszego rozwoju oferty produktowej czas między styczniem a marcem br., spółka wykorzystała na kontynuację działań komercjalizacyjnych poszerzając liczbę klientów zarówno w kraju, jak i za granicą.

Cieszę się, że oddając w ręce inwestorów raport bieżący za I kwartał 2021 roku, mam poczucie dobrze realizowanej strategii komercjalizacji rozwiązań MedApp S.A. To najlepszy wynik pierwszego kwartału, jaki dotychczas wypracowała Spółka. Cały nasz zespół włożył ogromny wysiłek, by efekty działań jakie podejmujemy, były widoczne zarówno w aspekcie operacyjnym jak i finansowym. Zawarliśmy umowy dystrybucyjne z partnerami z Wielkiej Brytanii i  Francji. Umacniamy naszą pozycję, dzięki współpracy z liderami poszczególnych rynków jak Diagnostyka czy Microsoft. Wszystkie te działania pozwalają nam optymistycznie patrzeć w przyszłość komentuje Krzysztof Mędrala, Prezes Zarządu MedApp S.A.

I kwartał 2021 r. to dla Spółki przede wszystkim koncentracja na działaniach sprzedażowych. W styczniu br., MedApp zawarł pierwszą zagraniczną umowę dystrybucyjną z firmą Insight Direct (UK) Ltd. Brytyjski partner jest częścią grupy Insight Enterprises, Inc. – światowego lidera oferującego nowoczesne rozwiązania technologiczne dla sektora medycznego. Insight Direct Ltd będąc dystrybutorem technologii obrazowania holograficznego 3D CarnaLife Holo oraz HoloComm, ma zapewnić MedApp szersze dotarcie do brytyjskich podmiotów publicznych m.in. uniwersytetów medycznych oraz szpitali. Swoją międzynarodową pozycję MedApp umocnił także podpisując w kwietniu br. umowę dystrybucyjną z francuskim partnerem – FP Business SAS. Umowa obejmująca rozwiązanie CarnaLife Holo dotyczy działań na terytorium Francji i Luxemburga. Oferta na rynku francuskim kierowana będzie głównie do lekarzy i szpitali specjalizujących się w obszarach kardiologii, onkologii, ortopedii, radiologii oraz laryngologii.

MedApp rozwijał również w I kwartale 2021 r. działalność na rynku krajowym. Spółka zawarła umowę współpracy z Diagnostyką – największą polską siecią laboratoriów medycznych. Umowa dotyczy dwuletniej współpracy w zakresie dodania nowych funkcjonalności do aplikacji CarnaLife System – zaawansowanej platformy medycyny cyfrowej wspomagającej diagnozowanie i monitoring pacjentów.

Rozwój i zacieśnienie współpracy z dotychczasowymi partnerami Spółki, był istotnym elementem operacyjnym raportowanego okresu. Z początkiem roku MedApp został wybrany przez firmę Microsoft do programu partnerskiego Microsoft Mixed Reality Partner Program (MRPP) otrzymując status Silver Partner.  Niedługo później Spółka jeszcze bardziej zacieśniła współpracę z Microsoft, uzyskując status Mixed Reality Distributor – Managed Partner (DMP). Oba te statusy pozwalają Spółce uczestniczyć w działaniach marketingowo-sprzedażowych organizowanych przez Microsoft oraz sprzedawać własne oprogramowanie wraz z produktem HoloLens 2 Microsoft.

Początek 2021 roku był dla Spółki także czasem podjęcia nowych projektów naukowo-badawczych. Od kwietnia br., spółka jest uczestnikiem unijnego programu Maria Skłodowska-Curie – Horyzont 2020 na rzecz badań i innowacji oraz wspierania rozwoju kariery zawodowej i szkoleń pracowników naukowych.  Ponadto w marcu br. MedApp został zaproszony do prowadzonego przez Grupę NEO Hospital programu Living Lab, skierowanego do twórców innowacyjnych usług i rozwiązań cyfrowych.

– Koncentrujemy się na komercjalizacji naszych rozwiązań w Polsce, jak i na rynkach zagranicznych oraz dalszym udoskonalaniu obecnych i wdrażanie nowych funkcjonalności każdego z czterech głównych produktów Spółki: CarnaLife System, CarnaLife Holo, Cyfrowa Przychodnia czy HoloComm. Zadaniem nadrzędnym kolejnych okresów, jest dla nas oferowanie wsparcia technologicznego dla pacjentów i lekarzy w ramach innowacyjnych rozwiązań medycznych, opartych na technologii sztucznej inteligencji, analizie big data czy obrazowaniu trójwymiarowemu. Liczymy, iż rozpoczęte prace badawczo-rozwojowe, bezpośrednio przyczynią się do dalszego poszerzenia listy rozwiązań MedApp, jednocześnie zwiększając konkurencyjność Spółki na rynku nowych technologiikomentuje Krzysztof Mędrala, Prezes Zarządu MedApp S.A.

Prezes Hanna Mojsiuk o Polskim Ładzie: Przedsiębiorcy nie są niewyczerpalnym źródłem środków na programy socjalne

Prezes Hanna Mojsiuk o Polskim Ładzie: „Biorąc pod uwagę rozmach programu Polski ład przedsiębiorcy mają obawy, że mogą być  źródłem pieniędzy na realizację programów socjalnych”

–  Kiedy  rząd  prezentuje   program, który ma być wyznacznikiem gospodarczego kierunku na najbliższe lata to nie sposób nie podchodzić do tego tematu emocjonalnie. Pięć Fundamentów Polskiego Ładu brzmi bardzo optymistycznie : 7% PKB na zdrowie, obniżka  podatków dla 18 mln Polaków, inwestycje  które wygenerują 500 tys. nowych miejsc pracy, mieszkanie bez wkładu własnego  i emerytury  bez podatku  do 2500 PLN.   Przedsiębiorcy do planów polityków zwykle podchodzą  ostrożnie i często zadają sobie pytanie: czy to nie my będziemy finansować kolejne obietnice o charakterze socjalnym? Tutaj również takich pytań nie brakuje. Program „Polski ład” ma bardzo dużo zalet  ale rodzi wiele pytań i budzi pewien niepokój – komentuje Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

„Przedsiębiorcy powinni być partnerem, a nie podmiotem w dyskusji o Polskim Ładzie”

W minioną sobotę partia rządząca zaprezentowała swój program gospodarczo-społeczny na najbliższe lata. Polski Ład rozgrzał ekonomistów, analityków i przedsiębiorców do czerwoności.

– Program podatkowy Polskiego Ładu zakłada poprawę  sytuacji osób o dochodach minimalnych  co należy oceniać pozytywnie, ale zwiększa inne  obciążenia składkowe i podatkowe. Pozytywnym  akcentem jest również podniesienie progu podatku dochodowego  do 120.000 zł jak i zwiększenie kwoty wolnej od podatku do 30.000 zł. Jednak niepokojącym czynnikiem, może być to, że samorządy terytorialne, które  mają  50% udział we wpływach  z podatku dochodowego od osób fizycznych odczują spadek źródła przychodów z tego tytułu, co  może ograniczyć inwestycje lokalne i uzależni od dotacji rządowych. Zmiana  ryczałtu na NFZ na % od dochodu bez możliwości odliczenia od podatku  dla przedsiębiorców znosi degresywny system podatkowy, ale bardziej obciąża klasę średnią. Z szacunków wynika , że korzyści kończą się zaraz po przekroczeniu średniej krajowej , która wyniosła w gospodarce  w IV kwartale 2020: 5.458 zł  brutto a w I kwartale 2021 : 5.929 zł brutto – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

– Osobiście mam wrażenie, że  ten plan nie uwzględnił tego, że przedsiębiorcy przez 14 miesięcy żyli i funkcjonowali w czasie pandemii. Niektórzy się zadłużali, inni notowali wielkie straty, inni funkcjonowali świetnie i planowali rozwój. Czy można od wszystkich wymagać tyle samo? Nie. Mam wrażenie, że „gospodarka” została potraktowana tu jak jednolita sfera, z której można wciąż czerpać. Mam głęboką nadzieję, iż rząd przemyśli  to, że  przedsiębiorcy to nie jest niewyczerpalne źródło pieniędzy na realizację programów socjalnych – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Prezes Północnej Izby Gospodarczej podkreśla, że widzi zarówno pozytywy jak i zagrożenia płynące z zapowiedzi partii rządzącej: – Uzależnianie składki zdrowotnej od dochodów jest bardzo poważnym obciążeniem dla jednoosobowych działalności gospodarczych. Likwidacja umów cywilnoprawnych bardzo mocno odbije się na pracownikach oraz pracodawcach. Nie każdy stosunek pracy powinien być formalizowany, rynek pracy powinien zachować pewną elastyczność, która właśnie zostaje zlikwidowana. Chciałabym  aby w Polskim Ładzie  znajdowali jednak oni swoje miejsce jako partnerzy, a nie jako źródło z którego czerpane będą środki na realizacje programów socjalnych – dodaje Prezes Hanna Mojsiuk.

Michał Wojtas: „Dobrobytu ludzi nie buduje się zniechęcając do prowadzenia własnej firmy”

Skarbnik Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Michał Wojtas zwraca uwagę na kwestie rozwiązań podatkowych zaproponowanych podczas sobotniej konferencji: – W sferze podatków – premiowani są emeryci i niskopłatni pracownicy. Im zostanie podniesiona kwota wolna i próg skali podatkowej. To dobrze, przy obecnym wzroście inflacji i poziomu cen jest to działanie potrzebne. Z Planu wyłania się jednak wniosek, że sfinansuje go biznes – i to ten mały i średni – poprzez zakaz odliczenia składek zdrowotnych od PIT i z ogromnego wzrostu tej składki – liczonej od dochodu firmy. Plan wskazuje na potrzebne zwiększenie finansowania służby zdrowia – tylko że mały i średni biznes z niej prawnie nie korzysta, bo dba o siebie, żeby swój biznes prowadzić. Przedsiębiorcy nie chodzą na L4. Przedsiębiorca odpowiada często całym swoim majątkiem, odpowiada za pracowników, za realizację kontraktów, musi być efektywny – by konkurować, rozwijać się, inwestować. Teraz ta efektywność zostanie mu opodatkowana. Dobrobytu ludzi i kraju nie buduje się zniechęcając do prowadzenia własnej firmy – komentuje Michał Wojtas.

Michał Wojtas zwraca również uwagę na zmiany w rozliczeniu pracy do których dojdzie, gdy zlikwidowane zostaną umowy cywilnoprawne: – Umowa o pracę to nie jest już atrakcyjna dla młodego pokolenia. Działalność teraz już też nie będzie – do liniowej stawki 19% PIT doliczy się bowiem 9% liniowej składki zdrowotnej – nowego para-podatku, zatem opodatkowanie małego i średniego biznesu wzrośnie do 28%. Czyli wchodzimy na poziom opodatkowania całej Europy Zachodniej i Skandynawii – komentuje Michał Wojtas.

Dyrektor Izby wskazuje zalety Polskiego Ładu: kwestie zdrowotne, rozwój cyfrowy, rozwój infrastrukturalny

Jak mówi dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie dr Piotr Wolny koszty Polskiego Ładu będą bardzo wysokie: – Ambitny plan Rządu, który ma kosztować ok. 70 mld zł rocznie, to w dużej mierze obietnice socjalne i „opieka” państwa nad różnymi grupami społecznymi. W dojrzałych państwach demokratycznych solidarność społeczna jest ważna, a pomoc najsłabszym niezbędna. Pytanie jednak kto za to wszystko zapłaci? Jakim kosztem Państwo chce „opiekować” się wybranymi grupami? Okazuje się, że najbardziej stracić mają nie tylko najbogatsi, ale i też klasa średnia. Czy to jest właściwa droga do budowania nowoczesnego, zamożnego i produktywnego społeczeństwa. To klasa średnia najwięcej i najciężej pracuje – komentuje dyrektor Wolny.

– Plan jest bardzo ambitny i zakłada wiele ważnych rozwiązań takich jak inwestycje infrastrukturalne czy w system ochrony zdrowia. Pochwalić również należy kwestię planów rozwoju cyfrowego i energetycznego, czy podnoszenia poziomu usług publicznych. Brakuje jednak bardzo istotnej kwestii, jaką jest edukacja – dodaje dyrektor Wolny.

Bio Planet poprawia wyniki w I kwartale 2021 r.

Bio Planet S.A., lider polskiego rynku konfekcjonowania i dystrybucji żywności ekologicznej, przedstawił wyniki za 1 kwartał 2021 roku. Spółka pomimo wymagającego, pandemicznego okresu zauważalnie poprawiła parametry finansowe. Bio Planet wygenerowała niemal 59 mln PLN przychodu netto, odnotowując wzrost o niemal 6% w stosunku do roku ubiegłego. Zysk netto w porównaniu z I kwartałem 2020 wzrósł o 30%.

Dane finansowe:

  Q1 2020 Q1 2021 Zmiana rdr
mln PLN mln PLN wartość proc.
Przychody ze sprzedaży 55,824 58,949 +3,125 +5,6%
EBITDA 4,222 4,248 +0,026 +0,61
Zysk netto 2,202 2,863 +0,661 +30%
Zysk brutto 2,966 3,613 +0,647 +21,8%

 

Spółka Bio Planet wypracowała w pierwszym kwartale 2021 roku niemal 59 mln przychodów ze sprzedaży, przy około 3 mln zł zysku netto (+30% rdr). Wartość EBITDA wzrosła w porównaniu rdr o ponad 0,6%. Oznacza to, że wyniki minionego kwartału są wyższe niż rezultaty z analogicznego okresu w roku ubiegłym.

– Pierwszy kwartał był dla nas czasem intensywnej pracy. Sfinalizowaliśmy kilka projektów i wystartowaliśmy z kolejnymi. Rozpoczęliśmy wewnętrzne prace koncepcyjne nad budową nowego zakładu przetwórczego, który chcielibyśmy zrealizować do końca 2023 roku. Jesteśmy przekonani, że to przełoży się na jeszcze wyższą wydajność i umożliwi nie tylko magazynowanie produktów, ale również ich przetwarzanie. Pozwoli to również w dużej mierze zoptymalizować ponoszone przez nas koszty – mówi Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Najważniejszą inwestycją, jaką spółka podjęła, było uruchomienie pierwszej część rozbudowanego centrum logistyczno-magazynowego. Jego pełne uruchomienie przewidywane jest w II kwartale 2021 r. Spółka uruchomiła również maszynę do paczkowania świeżych warzyw i owoców, co umożliwi Spółce zwiększenie ilości oferowanych świeżych warzyw i owoców.

– Skupiliśmy się również na wprowadzaniu do oferty licznych, nowych produktów zarówno w markach własnych jak i w markach dystrybuowanych. Wprowadziliśmy łącznie 350 nowych produktów, większość z nowości to produkty dostawców od lat współpracujących z Bio Planet. Poszerzyliśmy również naszą ofertę o azjatyckie makarony pod marką Perfect Earth oraz włoskie pieczywo chrupkie marki La Buona Terra. Od niedawna oferujemy również produkty nabiałowe oraz nowości marki Biominki – dodaje Prezes Strużyna.

Jak zapewnia prezes Bio Planet, w kolejnych miesiącach Spółka planuje kolejne inwestycje i ekspansję na nowe rynki.

– Widzimy duży potencjał w rynkach zagranicznych i analizujemy możliwość ekspansji w tym kierunku. Pracujemy również nad poszerzeniem asortymentu dostępnego dla naszych klientów. Jesteśmy przekonani, że inwestycje, zarówno te zrealizowane, jak i planowane pozwolą pomnożyć zyski już w kolejnych miesiącach – zapewnia Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Creepy Jar zanotował drugi najlepszy kwartał w historii

O ponad 31% wzrosły przychody Creepy Jar w I kw. 2021 r. w porównaniu do ostatniego kwartału roku ubiegłego (596% rok do roku), wynika ze wstępnych rezultatów opublikowanych przez spółkę. W zakończonym kwartale warszawski developer wypracował 5,2 mln zł zysku brutto (wzrost o 505% r/r), a stan gotówki na koniec marca zwiększy się o ponad 8,2 mln zł osiągając poziom 36,2 mln zł.

Jesteśmy zadowoleni z efektów sprzedaży pierwszej z trzech części dodatku do Green Hell- Spirt of Amazonia (SoA). Wysoka sprzedaż na PC to kolejne potwierdzenie, że nasz produkt jest longsellerem, który będzie generował stabilne przychody przez kolejne kwartały nie tylko tego roku, ale i kolejnych lat- podkreśla Krzysztof Kwiatek, prezes Creepy Jar. Wyniki spółki w I kw. 2021 r. były lepsze nie tylko niż w analogicznym okresie roku ubiegłego, ale co ważniejsze były również wyższe od rezultatów wypracowanych w ostatnim kwartale roku ubiegłego, kiedy to Creepy Jar wciąż zarabiał na wydania tzw. wersji coop.

Miniony kwartał pokazuje również, że warszawski developer potrafi utrzymać wysoką zdolność do generowania gotówki oraz utrzymać wysoką rentowność pomimo rosnących kosztów produkcji i działalności. Warto podkreślić dodatkowo, że w kosztach znaczący udział mają pozycje niegotówkowe wynikające z rozliczania kolejnych etapów programu motywacyjnego.

Kolejnym sprawdzianem siły Green Hell, będzie premiera gry na konsole XboxOne i PS4. – Więcej szczegółów na temat premiery podamy wkrótce. Wszystko idzie zgodnie z planem. Teraz pałeczka jest po stronie producentów konsol- komentuje prezes. W tym roku spółka wyda również kolejne dwa epizody Spirits of Amazonia, którego pierwsza część odpowiadała za świetne wyniki minionego kwartału.

Jak w kryzysie poradzili sobie polscy producenci żywności?

Analiza pandemicznego roku 2020 pokazuje, że branża spożywcza  utrzymała w tym czasie względnie stabilny poziom produkcji na tle innych polskich gałęzi przetwórstwa. Odnotowano także wzrost eksportu żywności zwiększając przy tym sprzedaż na rynki pozaunijne. Ekonomiści banku uważają, że to wyróżnia polską branżę spożywczą wśród swoich odpowiedników w pozostałych państwach UE.

Wnioski płynące z raportu poświęconego branży spożywczej pt. Rok pandemii w branży spożywczej. Jak w kryzysie poradzili sobie polscy producenci żywności?, przygotowanego przez Bank Pekao we współpracy z Portalem Spożywczym potwierdzają, że polski przemysł spożywczy – pomimo wyzwań i pojawiających się w niektórych jego segmentach zawirowań – jako całość wykazał wysoką odporność na skutki pandemii COVID-19. Nie tylko zdołał on utrzymać lekki wzrost produkcji przetworów spożywczych w okresie 12 miesięcy od wybuchu epidemii w Europie (+2% r/r w ujęciu wartościowym w okresie mar’20-lut’21), lecz także wykazał o 18% wyższy zagregowany zysk netto za rok 2020 (uwzględniając firmy zatrudniające 10 i więcej osób), niż w roku 2019. Nieco słabiej wypadła pod tym względem branża napojowa (spadek produkcji i zysków o 3% r/r). Warto jednak podkreślić, że Polska była jednym z dwóch państw UE (obok Litwy), które w całym 2020 r. wykazały wzrost wolumenów produkcji spożywczo-napojowej.

Branży udało się też utrzymać dodatnią dynamikę eksportu (+5% r/r). Pomogła zwłaszcza korzystna sytuacja na globalnym rynku zbóż, jednak wyraźną zwyżkę sprzedaży zagranicznej odnotował też szereg innych kategorii produktów, m.in. słodyczy, karmy dla zwierząt domowych, przetworów mięsnych i rybnych czy przetworów zbożowych i wyrobów piekarniczych. Wzrost eksportu zanotowali też producenci alkoholi, którym pomógł zwiększony zagraniczny popyt na spirytus i oparte na nim wyroby o zastosowaniu medycznym.

Analiza podstawowych wskaźników określających zadłużenie i płynność przemysłu spożywczo-napojowego prowadzi do wniosku, iż w kryzysowym roku 2020 nie doszło w tym zakresie do poważniejszych zmian, które – poza nielicznymi wyjątkami – sugerowałyby kumulację problemów firm z poszczególnych jego segmentów – mówi Krzysztof Mrówczyński, Kierownik w Departamencie Analiz Makroekonomicznych w Banku Pekao S.A. – Do nielicznych przykładów, którym warto poświęcić nieco więcej uwagi, można zaliczyć pogorszenie i tak relatywnie niskiej przeciętnej płynności producentów napojów, przetworów zbożowych oraz olejów i tłuszczy oraz osłabienie wskaźników zadłużenia i płynności wielu firm drobiarskich. Na przeciwległym biegunie znajdują się branże przetwórstwa żywności, których co do zasady bezpieczne poziomy zadłużenia i płynności uległy w trudnym, kryzysowym roku dalszemu wzmocnieniu (np. branża piekarnicza, mleczarska czy mięsa czerwonego) – dodaje.

Sytuacja poszczególnych segmentów branży była w ubiegłym roku silnie zróżnicowana, jednak wiele z nich odnotowało bardzo dobre wyniki finansowe. Znaczny wzrost zysków (choć przede wszystkim w 1. półroczu) wykazali producenci żywności trwałej i łatwej do przygotowania w domu, np. makaronów (+61% r/r). Poprawę wyników wykazały też branże względnie słabo uzależnione od popytu sektora gastronomicznego lub zdolne do szybkiego przerzucenia sprzedaży do kanału detalicznego, np. branża mleczarska (+43% r/r), przetwórstwo ryb (+68% r/r, choć w tym przypadku korzystne było dopiero 2. półrocze 2020 dzięki spadkowi cen importowanego surowca) oraz produkcja karm dla zwierząt domowych (+57% r/r). Co ciekawe, ponad dwukrotnie vs. 2019 r. wzrósł wynik w przetwórstwie mięsa czerwonego. Była to w dużej mierze pochodna poprawy marżowości w segmencie wieprzowiny, gdzie załamanie cen skupu żywca zrekompensowało przekraczające 30% r/r spadki średnich cen zbytu wyrobów. Niższe ceny mięsa przełożyły się z kolei na wzrost o blisko 40% r/r zysków netto w produkcji wędlin. Poprawę zysków odnotowano również w destylacji i rektyfikacji alkoholi (+35% r/r), co jednak należy wiązać z popytem na spirytus i oparte na nim wyroby medyczne.

Niestety, nie wszystkie segmenty branży spożywczej okazały się równie odporne. Spadek skupu cen żywca dla wielu hodowców wiązał się ze znaczącym pogorszeniem opłacalności, w segmencie drobiarskim było to najbardziej zauważalne. Branża drobiarska odczuła zresztą silnie skutki kryzysu także na poziomie przetwórstwa które odnotowało spadek zysku netto aż o 70% r/r. Innymi segmentami bezpośrednio dotkniętymi skutkami pandemii była produkcja przetworów ziemniaczanych, zwłaszcza frytek (wynik netto -37%), a w nieco mniejszym stopniu produkcja czekolady i słodyczy (-7%) oraz pieczywa i wyrobów ciastkarskich (-10% r/r). W tym ostatnim przypadku dodatkowym obciążeniem stał się silny wzrost globalnych i krajowych cen zbóż w 2H20. Drożejąca na świecie produkcja roślinna odbiła się także na wynikach producentów olejów i tłuszczy (-7% r/r), a w połączeniu z trudną sytuacją hodowców żywca rzeźnego przełożyła się też na spadek wyniku netto producentów pasz dla zwierząt gospodarskich (-25% r/r).

Produkcja żywności to na szczęście dość konserwatywna branża, przez co na kryzysy reaguje spowolnieniem wzrostu, a nie spadkami sprzedaży. Mamy więc do czynienia z ewolucją, a nie rewolucją zachowań konsumentów, którzy zostali niejako zmuszeni do „pozostania w domach”. Ich wybory produktów zmieniły się. Zyskały towary, które są trwałe i bezpiecznie zapakowane, a straciły te, które jeszcze niedawno były bardzo atrakcyjne i pożądane, czyli świeże i „on the go”. A to dlatego, że u podstaw dużej części konsumpcji leży nasza aktywność i mobilność – mówi Paulina Piwowarek, Redaktor Prowadząca PortalSpozywczy.pl

Warto przy tej okazji wspomnieć, że na utrzymanie tak dobrej kondycji sektora mogło też mieć wpływ wsparcie  systemowe udzielone firmom w ramach kolejnych tarcz antykryzysowych i wakacji kredytowych w czasie pandemii. Przynosiły one bowiem zarówno częściową ulgę po stronie kosztowej, jak również mogły skutkować zwiększeniem niektórych pozycji przychodowych. W jeszcze większym stopniu przekładało się ono jednak na stabilizację krytycznych z punktu widzenia bezpieczeństwa biznesu wskaźników płynności.

Bank Pekao od początku pandemii udowadnia, że jego przedsiębiorcy mogą na niego liczyć także wtedy, gdy zmagają się z niełatwą codziennością naznaczoną COVID-19 – mówi Andrzej Brauner, Dyrektor ds. Specjalizacji Sektorowej z obszaru przemysłu agro-spożywczego w Banku Pekao S.A. – Od początku lockdownu szybko reagowaliśmy na zmieniającą się sytuację rynkową, dlatego też zaangażowaliśmy się do programu subwencji w ramach Tarcz Finansowych PFR, zaoferowaliśmy Pakiet Pomocowy SOS dla Kredytobiorców i Pożyczkobiorców w zawieszeniu spłaty rat kredytów i pożyczek, czy wprowadziliśmy instrumenty pomocowe razem z ARP, EBI czy z BGK. Jak widać z wniosków pokazanych w raporcie, takie i inne działania finansowe wspierające gospodarkę mają głęboki wpływ na przetrwanie przedsiębiorców w tak trudnych warunkach. Cieszymy się, że branża spożywcza oparła się w znacznej mierze kryzysowi spowodowanemu pandemią, a część sektorów odnotowała nawet zwiększenie przychodów. Patrząc na nasze wyniki na tle UE możemy tylko trzymać kciuki za naszych przedsiębiorców w tej branży i dalej wspierać ich tworząc nowe dopasowane do ich potrzeb produkty i udogodnienia technologiczne – dodaje.

Jak podsumowują autorzy raportu, mimo niezbyt optymistycznego początku bieżącego roku spowodowanego trzecią falą pandemii, nadzieję na „lepsze jutro” można wciąż pokładać w drugim półroczu 2021 r. Prognozy makroekonomiczne zgodnie przewidują wyraźne ożywienie gospodarcze począwszy od 2Q21 w kraju i na głównych polskich rynkach eksportowych w strefie euro. Odbicie to powinno zapewnić utrzymanie stabilnej sytuacji na rynku pracy, sprzyjając wzrostowi wydatków konsumentów. Oczywiście prognozy te bazują w znacznej mierze na założeniu o przywracaniu gospodarek i życia społecznego do stanu względnej normalności po przeprowadzeniu akcji szczepionkowej i wytworzeniu odporności stadnej.

Na początku nowego roku wyzwaniem dla wielu gałęzi przetwórstwa żywności stały się rosnące koszty produkcji – zauważa Paweł Kowalski, Ekspert ds. sektora spożywczego w Departamencie Analiz Makroekonomicznych w Banku Pekao S.A. – Są one związane z napędzanymi przez trendy globalne i unijne wzrostami cen surowców spożywczych (zboża, rośliny oleiste, mleko, żywiec), lecz także ze specyficznymi krajowymi czynnikami podażowymi (w szczególności wpływ ptasiej grypy na hodowlę drobiu w Polsce) czy z drożejącą energią. Można jednak żywić nadzieję, że oczekiwane w 2. półroczu 2021 r. odblokowanie unijnej i krajowej gastronomii i związana z tym względna normalizacja popytu powinny pomóc zneutralizować wyższe koszty dzięki poprawie elastyczności w zakresie zbytu i kształtowania cen wyrobów. 

Zakładając, że drugie półrocze 2021 r. rzeczywiście przyniesie odmrożenie popytu branży gastronomicznej, oczekiwać można poprawy sytuacji większej części przetwórstwa spożywczego. Szereg jego segmentów wykazało przecież wysoką odporność już w ubiegłym roku lub przynajmniej było w stanie szybko dostosować się do nowych warunków, utrzymując przyzwoite wyniki.

Niektóre hotele i restauracje w lubuskim nie otworzyły się, bo… brakuje pracowników

Niektóre hotele i restauracje mogą się nie otworzyć. Brak pracowników na rynku jest wręcz dramatycznie odczuwalny.

Mamy obecnie rynek pracodawcy czy pracownika? Trudno czas pandemii koronawirusa zdawał się redefiniować to pytanie, na które odpowiedź bez żadnego problemu znalibyśmy jeszcze kilkanaście miesięcy temu. Obecnie sytuacja zdaje się powoli wracać do normy – pracodawcy w pośpiechu i gorączkowo rekrutują pracowników do takich branż jak: gastronomia, turystyka czy hotelarstwo, ale Ci… nie chcą wracać. – Obecna sytuacja nie sprzyja powrotom do branż, które w ostatnich miesiącach objęte były lockdownem. Wielu kelnerów, kucharzy czy pracowników obsługi hotelowej ma już nowy zawód i doskonale się w nim odnajdują – mówi Dorota Siedziniewska-Brzeźniak, prokurent w firmie Idea HR. Przed gastronomią i hotelarstwem więc kolejne wyzwanie – najpierw przetrwanie czasu lockdownu, a teraz zrekrutowanie pracowników, by móc się ponownie otworzyć.

Szykuje się zażarta walka o pracowników sezonowych? Najpierw było wielkie zwalnianie, a teraz jest wielkie poszukiwanie

Ostatnie statystyki gospodarcze pokazują, że w skali makroekonomicznej Polska przez czas pandemii koronawirusa przeszła relatywnie dobrze – dane dotyczące przemysłu napawają optymizmem. Eksport i import trzyma się mocno i nie poddaje wszelkim wahaniom związanym np. z zerwanymi łańcuchami dostaw. Bezrobocie mamy niemal najniższe w Europie. Oczywiście wszelkie badania nastrojów przedsiębiorców pokazują, że w tej kwestii nie jest najlepiej, ale to efekt wielomiesięcznego lockdownu i dużej niepewności.

Hotele i gastronomia po wielu miesiącach mogą przygotowywać się do pełnego otwarcia, ale to jest bardzo skomplikowany proces. Najpierw w ramach redukcji trzeba było zespół optymalizować, a teraz trzeba kompletować nowe kadry. – Bardzo mało hoteli i restauracji stać było na utrzymanie całej załogi na czas lockdownu. Za nami więc fala zwolnień i odejść, a teraz obserwujemy bardzo gorączkowe poszukiwania pracowników, choćby sezonowych. Odbieramy mnóstwo telefonów od zdesperowanych przedsiębiorców, którzy mówią wprost: jeżeli w maju nie znajdziemy obsady do pensjonatu czy restauracji to nie mamy po co się otwierać – mówi Dorota Siedziniewska – Brzeźniak z firmy Idea HR.

– Presja płacowa jest coraz większa, co mocno irytuje restauratorów i hotelarzy, którzy przecież przez ostatnie miesiące niemal nie funkcjonowali. Ich sytuacja jest obecnie bardzo trudna i należy spodziewać się bardzo zażartej walki o pracowników przez cały sezon wakacyjny – mówi Siedziniewska – Brzeźniak. Obecnie restauratorów i hotelarzy satysfakcjonują nawet pracownicy „na kilka dni”. Najtrudniejsza sytuacja jest na obrzeżach miast i w kurortach turystycznych.

„Łapanka na pracowników”? Wiele firm znalazło się w trudnej sytuacji. Muszą odbudować zaufanie

Ekspert Idea HR Group przyznaje, że branże turystyczne, hotelowe i gastronomiczne spodziewały się, że odmrożenie gospodarki może nastąpić w maju. Wielu przedsiębiorców nie podjęło jednak ryzyka wcześniejszej rekrutacji. Sytuacja w czasie pandemii jest bowiem tak niepewna, że zatrudnianie kogoś bez konkretnego terminu odmrożenia działalności byłoby zbyt kosztowne.

– Wszystkie działania rekrutacyjne odbywają się na ostatnią chwilę. Mówimy wręcz o łapance na pewne stanowiska. Trudno się dziwić przedsiębiorcom, że są tacy zachowawczy, bo ostatnie miesiące były dla nich trudne. Nie możemy jednak nie być wyrozumiałymi dla pracowników. Oni musieli znaleźć nowe zatrudnienie i zaufanie byłych pracowników gastronomii do właścicieli restauracji czy kawiarni jest bardzo niskie. Były branże, które przeżywały bardzo dobre chwile. Wielu kelnerów jest dzisiaj kurierami, magazynierami czy pracownikami w sektorze e-commerce. Pracodawcy z sektora gastronomii muszą poczynić szereg działań, by pozyskać zaufanie pracowników. Obecna sytuacja zdecydowanie temu nie sprzyja. Tak naprawdę nie wiadomo czy na jesieni nie przyjdzie kolejna fala pandemii, a to oznaczałoby znowu zwolnienia – dodaje Dorota Siedziniewska – Brzeźniak.

Satis Group zamierza wprowadzić do Polski innowacyjną metodę leczenia niepłodności

Satis Group S.A., notowana na GPW grupa technologiczna, prowadzi zaawansowane negocjacje z amerykańską firmą medyczną INVO BioScience Inc., notowaną na NASDAQ. Obie spółki są coraz bliżej ustalenia warunków współpracy, w ramach której Satis Group będzie mogła otwierać placówki leczące niepłodność innowacyjną metodą autorstwa INVO BioScience Inc. Na popularność tej metody w Polsce może wpłynąć również fakt, że jest zgodna z katolicką nauką społeczną – uważają władze spółki. Z danych wskazywanych przez EPAF (European Policy Audit on Fertility) z problemem niepłodności tylko w Polsce może zmagać się 1,5 mln par.

Proces negocjacji przebiega sprawnie m.in. dzięki podpisanej 14 maja br. umowie o zachowaniu poufności.

– Negocjacje z INVO Bioscience przebiegają bardzo sprawnie. Zaczynamy omawiać szczegółowe warunki współpracy, dlatego zdecydowaliśmy się podpisać umowę NDA. Naszą intencją jest otrzymanie wyłączności na wprowadzenie i wykorzystywanie technologii INVOcell® na terenie Polski oraz Europy Środkowo-Wschodniej. Właśnie w tym kierunku zmierzają prowadzone przez nas rozmowy – komentuje Andrzej Wrona, Prezes Zarządu Satis Group S.A.

Misją INVO Bioscience® jest zwiększenie dostępu do leczenia niepłodności oraz opieki nad pacjentami na całym świecie. Spółka jest autorem technologii INVOcell®, pierwszego systemu do inkubacji wewnątrzpochwowej (IVC) dopuszczonego przez FDA w Stanach Zjednoczonych. Jest to nowatorskie urządzenie i procedura zapewniająca bardziej naturalne, bezpieczne, skuteczne i tańsze leczenie niepłodności.

– Technologia INVOcell stanowi alternatywę dla tradycyjnych metod leczenia niepłodności, takich jak inseminacja domaciczna (IUI) i zapłodnienie in vitro (IVF). Jej przewagą nad wymienionymi metodami jest m.in. fakt, że jest ona akceptowana przez kościół katolicki oraz zgodna z Katolicką Nauką Społeczną. Zarówno w Polsce, jak i innych krajach regionu CEE religia ma duże znaczenie, dlatego widzimy bardzo duże szanse na osiągnięcie sukcesu przez tą metodę właśnie na wskazanych rynkach – dodaje Andrzej Wrona.

Przed rozpoczęciem negocjacji Satis Group dokonała transakcji nabycia pakietu akcji INVO Bioscience® stanowiącego prawie 2,4 procent udziału w jej kapitale zakładowym. Transakcja została sfinansowana w ramach umowy z Polish American Investment Fund LLC, która została zawarta 29 kwietnia br.

Wprowadzenie do Polski oraz krajów regionu CEE innowacyjnej technologii INVOcell to jeden z dwóch filarów rozwoju spółki na rynku MedTech. 6 maja Spółka podpisała umowę inwestycyjną z firmą Mineviskin, której założycielem jest znana modelka Yulianna Yussef. W ramach umowy Spółka nabędzie 25 procent udziałów w medyczno-kosmetycznym biznesie za łączną kwotę 1,25 mln zł, które obejmie do 30 września br. Myneviskin realizuje projekt badawczo-rozwojowy, którego celem jest prowadzenie działań R&D nad opracowaniem funkcjonalnej aplikacji połączonej ze skanerem wraz ze zbiorem materiałów edukacyjnych i instruktażowych, która pozwoli na kontakt pacjenta z lekarzem, a także umożliwi wstępną diagnostykę różnych form i odmian złośliwych nowotworów, a także zmian skórnych na podstawie charakterystycznych cech znamion (w tym pigmentacji, kształtu, struktury itp.).

Rozwój usług logistycznych w sąsiedztwie portów morskich

Przewóz towarów pomiędzy centrami gospodarczymi Europy, Azji i obu Ameryk oparty jest na transporcie kontenerowym w morsko-lądowych łańcuchach dostaw. Coraz większe znaczenie na europejskiej mapie transportowej zyskują polskie porty, a nasz kraj stał się bramą do krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Naturalnym jest więc rozwój usług logistycznych w ich sąsiedztwie.

Korzystne miejsce Polski na mapie sprawia, że nasz kraj stał się naturalnym zapleczem kontenerowym dla naszych sąsiadów, szczególnie, że trzech z siedmiu nie posiada dostępu do morza. Ponadto, inwestycje infrastrukturalne sprawiają, że na przestrzeni ostatnich 10 lat skrócił się czas dojazdu z południa na północ Polski, a to nie koniec.

Kolejne inwestycje drogowe, które prowadzi GDDKiA, zapewni połączenie Gdyni czy Gdańska z siecią dróg krajowych. Prace na A1 zakończą się w 2023 roku a ponad 564 km autostrady połączy Trójmiasto z granicą czeską. Ze Słowacją i Ukrainą połączy je z kolei Via Carpatia, czyli S19. Te atuty wzmacniają konkurencyjność polskich terminali kontenerowych na europejskiej mapie logistycznej, co potwierdzają dane DCT podsumowujące I kwartał w polskich portach.

Polska bramą do krajów Europy Środkowo-Wschodniej

Port Gdańsk zamknął I kwartał awansem na pierwsze miejsce w rankingu kontenerowym na Bałtyku. Utrzymuje się także na podium wśród wszystkich portów. W ciągu pierwszych trzech miesięcy 2021 roku w porcie gdańskim przeładowano łącznie 13,3 mln ton.

W I kwartale 2021 roku DCT Gdańsk Głębokowodny Terminal Kontenerowy znajdujący się na terenie Portu Gdańskiego przeładował ponad 515 tysięcy TEU (kontenerów 20-stopowych), rosyjski port Sankt Petersburg prawie 500 tys. TEU, a Port Gdynia – niemal 240 tys. TEU.

– DCT Gdańsk to największy terminal kontenerowy w Polsce i jedyny obiekt na Morzu Bałtyckim zdolny do obsługi największych na świecie statków pływających (ULCV), które kursują między Azją i Europą – mówi Cameron Thorpe, CEO DCT Gdańsk. Jak dodaje, dostawy bezpośrednio do lub z DCT Gdańsk zapewniają najmniejsze koszty, największą wydajność i najniższy ślad węglowy dla międzykontynentalnych towarów przewożonych w kontenerach.

– W rezultacie Gdańsk stał się głównym miejscem rozładunku i przeładunku, włączając terminal do procesu łańcucha dostaw w regionie Europy Środkowej. Dalsza integracja logistyczna na terenie portu staje się zatem kluczowa, aby wykorzystać tę szansę. Wydajne i odporne sieci logistyczne mają zasadnicze znaczenie dla sprawnego funkcjonowania dzisiejszej globalnej gospodarki działającej w trybie 24/7, zwłaszcza w czasach nagłych wstrząsów w łańcuchu dostaw, takich jak niedawne lockdowny – podkreśla Cameron Thorpe, CEO DCT Gdańsk.

Rozwój portów to rozwój rynku magazynowego

– Rozbudowa portów oraz ciągły rozwój handlu elektronicznego sprawiają, że Pomorze zyskuje na znaczeniu na logistyczno-magazynowej mapie Polski – mówi Klaudia Dąbroś, Consultant, JLL.

W ocenie ekspertki JLL, prężnie rozwijająca się gospodarka, nowoczesna infrastruktura biznesowa, a także korzystna nadmorska lokalizacja coraz silniej przyciągają czołowych deweloperów magazynowych, chętnych by wykorzystać potencjał tego regionu. Najlepszym dowodem na to jest rozwijane pod szyldem GLP Pomorskie Centrum Logistyczne. Cały obiekt to ponad 150 tys. mkw. powierzchni magazynowej, produkcyjnej i biurowej. Znajduje się on tuż obok Głębokowodnego Terminalu Kontenerowego DCT w Gdańsku. To centrum intermodalne odgrywa dużą rolę w Transeuropejskim Korytarzu Transportowym, a w praktyce łączy Polskę z całym światem i umożliwia klientom optymalizację kosztów procesów logistycznych.

– Pomorskie Centrum Logistyczne to flagowa inwestycja GLP w Polsce. Wciąż mamy tu miejsce na rozbudowę o kolejne obiekty spełniające najwyższe standardy funkcjonalne i ekologiczne. Planujemy budowę budynku nr 5 o powierzchni 39 tys. mkw., który dostępny będzie od 4 kwartału 2021 – mówi Magdalena Górska-Wojtas, Business Development Manager, GLP Poland.
Pomorskie Centrum Logistyczne ma docelowo osiągnąć łączną powierzchnię 500 tys. mkw.

Nowe rozwiązania w łańcuchu dostaw

Lokalizacja w Gdańsku pozwala firmom logistycznym na oferowanie i tworzenie nowych rozwiązań w łańcuchach dostaw swoich klientów. To w ocenie przedstawicieli branży znalazło również uznanie wśród firm, które ze względu na Brexit szukają operatorów logistycznych na kontynencie.

– Dzięki oddziałowi w Gdańsku, nasi Klienci zdołali w tych trudnych czasach utrzymać i zabezpieczyć ciągłość dostaw przy utrzymaniu wysokiej jakości i przy optymalnych kosztach – mówi Agnieszka Moździerz, Branch Manager, DSV Solutions, Oddział Gdańsk. DSV Solutions projektuje i dostarcza rozwiązania logistyczne szyte na miarę, włączając w to szeroki zakres usług dodanych, jak np. obsługa portowa i obsługa celna, zarządzanie łańcuchem dostaw i stokiem, produkcja, co-packing, przeładunki niestandardowe, ważenie i wiele innych. – Bliskość portu była jednym z elementów wyboru lokalizacji na terenie parku GLP, w której posiadamy już dwa magazyny – dodaje Agnieszka Moździerz z DSV Solutions.
– Im więcej magazynów, baz samochodów ciężarowych, biur agencyjnych, dróg, torów kolejowych i obiektów powstaje w bezpośrednim sąsiedztwie DCT Gdańsk, tym większa jest wartość dodana dla klientów, ponieważ proces logistyczny staje się bardziej spójny i efektywny. Tworzy to miejsca pracy, wspiera inwestycje i ostatecznie dostarcza wartości końcowemu użytkownikowi – konsumentowi – podkreśla Cameron Thorpe, CEO DCT Gdańsk.

– Posiadanie zaplecza magazynowego w pobliżu terminali kontenerowych może znacznie wpłynąć na obniżenie kosztów transportu towarów. Takie rozwiązanie przyspiesza proces dotarcia produktu na rynek i obniża ryzyko jego uszkodzenia – zaznacza Klaudia Dąbroś, Consultant, JLL.

Jak wskazują eksperci, już dziś Polska jest naturalnym zapleczem kontenerowym dla naszych sąsiadów. Coraz większa zdolność przeładunkowa portów oraz nowe okołoportowe inwestycje magazynowe mogą stać się jednak ważnym czynnikiem dalszego rozwoju rynku logistycznego w naszym kraju.

Zauważalny wzrost znaczenia polskich portów na europejskiej mapie transportowej to w perspektywie najbliższych lat także duża szansa nie tylko dla Polski, ale i całej Europy Środkowej.

Kupuj dołki, sprzedawaj szczyty

Na giełdach spadki po raz kolejny okazały się dobrym momentem do kupna. Większość zniżek czwartkowych została zredukowana już w piątek. EUR/USD ponownie jest blisko 1,2150. Widać tu cały czas trwającą dodatnią korelację z rynkami akcyjnymi. Słaby dolar oraz wysoka presja inflacyjna odzwierciedlona we wskaźnikach CPI oraz PPI powoduje, że zyskuje złoto. Za uncję trzeba już zapłacić ponad 1850 USD. Kapitał na rynek królewskiego metalu może również być transferowany z sektora kryptowalut, które w ubiegłym tygodniu znacznie traciły.

W piątek na Wall Street obserwowaliśmy odbicie. Dow Jones zyskał 1,06 proc. Zdecydowanie lepiej radził sobie NASDAQ 100, który odrobił 2,17 proc. Szeroki indeks SP500 urósł o 1,49 proc. Kolejny raz wygrała zasada, że jak jest taniej warto kupić akcje lub indeks. To oczywiste, przecież hossa trwa. Wzrosty cen akcji podsyciły gorsze dane płynące z Indeksu Michigan (82,8 pkt., oczekiwano poziomu 90,3 pkt). Widać, że ocena sytuacji bieżącej gospodarstw domowych obniżyła się w porównaniu do poprzedniego miesiąca. Urósł subindeks dotyczący oczekiwań inflacyjnych krótkoterminowych oraz długoterminowych. Z kolei sprzedaż detaliczna również rozczarowała. W marcu widoczne było znacznie ożywienie konsumpcyjne (wynikało ono w dużej mierze z realizacji czeków, które otrzymali Amerykanie). W kwietniu mamy stagnację. Wynik miesiąc do miesiąca pokazał całe 0 proc. a ten bez samochodów uplasował się na ujemny poziomie (-0,8p proc.) Konsensus rynkowy pokazywał wzrost tej figury makroekonomicznej. Wiemy, że konsumpcja opiera się nie tylko na obecnych poziomach oszczędności. W długim terminie wysoki jej poziom zależy od dochodów, który podczas pandemii urósł jednie w wybranych grupach pracowników. W przypadku wielu uczestników rynku pracy, został on obniżony. Piątkowe dane wlały wiele wątpliwości co do silnego ożywienia konsumpcji w USA. Ponownie jednak gorsze dane okazały się pozytywną informacją dla szerokiego rynku. Pomimo wyższej inflacji rynek nie spodziewa się przyspieszenia normalizacji polityki pieniężnej przez Fed. W środę poznamy minutki FOMC. Dodatkowo uwaga inwestorów powinna być skupiona również na wypowiedziach członków Fed. Dziś odbędzie się wystąpienie Richarda Claridy (członek zarządu Fed) oraz Raphaela Bostica (szef Fed z Atlanty). Jutro głos zabierze Robert Kaplan (szef Fed z Dallas) oraz ponownie Bostic. W środę dowiemy się co na temat inflacji i polityki monetarnej sądzi James Bullard – szef Fed z St. Louis. Zmienność na rynkach będzie zatem podwyższona.

W przypadku Polski to dziś poznamy kwietniowe dane o inflacji bazowej o godz. 14:00. W naszym kraju dane na temat cen również są tematem numer jeden. W piątek dowiemy się dodatkowo jak silnie wzrosną ceny produkcji sprzedanej przemysłu. Wysoki wynik na tym polu będzie rozgrzewał dyskusję o przyszłej implikacji inflacji PPI na ceny dóbr i usług konsumpcyjnych. Wysokie odczyty mogą powodować, że rynek zacznie budować oczekiwania na wcześniejszy moment startu normalizacji polityki pieniężnej, co może przełożyć się na silniejszego złotego. Poziom 4,50 na EUR/PLN może zostać naruszony.

Łukasz Zembik
Kierownik departamentu Analiz TMS Brokers

Bitcoin będzie kosztować 250 tysięcy dolarów? Możliwe, ale dopiero za kilka lat. Co czeka BTC?

Przyszłość Bitcoina to w tym momencie temat niezwykle gorący. Wielu inwestorów zastanawia się, czy warto lokować kapitał w najpopularniejszą kryptowalutę świata po jej ogromnym wzroście cenowym w przeciągu ostatniego roku. Nikt tak naprawdę nie wie, czy to dopiero początek wielkiej ofensywy BTC, czy jednak należy spodziewać się obniżek. Zdania są podzielone. Pojawiają się głosy, że w dalszej perspektywie Bitcoin przekroczy granicę cenową 200 lub 250 tysięcy dolarów. Skąd takie przypuszczenia? Co musi stać się, by taki pułap został osiągnięty? Co oznacza to dla przeciętnego Kowalskiego?

Trudno uznać aktualną sytuację rynkową Bitcoina za spokojną. Twór Satoshiego Nakamoto w krótkim czasie zanotował rekordowy dla siebie kurs 64 tysięcy dolarów za sztukę, by za moment zaliczyć jeden z większych dołków od momentu wybuchu pandemii koronawirusa. Obecnie za BTC trzeba zapłacić około 55-56 tysięcy dolarów, co dla niemałej grupy inwestorów jest sygnałem do ochoczego wykupowania aktywu  po promocyjnej cenie, oczywiście w celach zarobkowych. Najbliższa przyszłość najsłynniejszej kryptowaluty świata może być jednak różna. Niewykluczone, że sprawdzą się przewidywania ekspertów z początku roku, które wskazywały, że mniej więcej w połowie roku pęknie spekulacyjna bańka wokół Bitcoina. To w dużej mierze przez nią cena aktywu z krótkimi przerwami cały czas wzrastała. Dziś sporo mówi się o dalszej przyszłości BTC. Pojawiły się głosy, że jego cena w ciągu najbliższych lat wzrośnie ponad czterokrotnie! Bitcoin ma kosztować 250 tysięcy dolarów, a przemawia za tym kilka faktów.

Hossa Bitcoina powróci

Część znawców rynku kryptowalutowego nie ma wątpliwości, że BTC wróci na trend wzrostowy. Mark Yusko z Morgan Creek Capital Management twierdzi, że pułap 250 tysięcy dolarów za wirtualną monetę zostanie osiągnięty w ciągu najbliższych pięciu lat. Ekspert zwraca uwagę, że Bitcoin nie jest po prostu zwykłą kryptowalutą. Według niego, ludzie zapominają, że Bitcoin wyznacza wręcz standardy dla wszystkich innych aktywów tego rodzaju i stanowi pewnego rodzaju wzór, dla którego póki co nie pojawiła się żadna alternatywa o choćby podobnej wartości. Yusko zwrócił uwagę również na fakt, że Bitcoin może zyskiwać na rozwoju technologicznym. Ten jest bowiem niepohamowany i trudno oczekiwać, że w ciągu najbliższych lat nagle zwolni. Ponadto, CEO Morgan Creek Capital Management podkreśla, że BTC będzie rywalizować ze złotem pod względem „wartości monetarnej”.

Co się musi stać, by Bitcoin mógł się odbić?

Wizja Bitcoina kosztującego ponad 250 tysięcy dolarów na pewno rozgrzewa inwestorów, którzy aktualnie skupują tokeny po niższej cenie. Co jednak musi się stać, by hossa BTC wróciła? Na ten moment czynnikiem najmocniej osłabiającym aktyw wydają się altcoiny, które dość nieoczekiwanie rosną w siłę. Ich cena nie jest oczywiście tak zawrotna jak w przypadku największej kryptowaluty, jednak niektóre z nich i tak zdołały osiągnąć niebywały sukces. Za przykład może posłużyć Dogecoin, który stał się czwartą pod względem kapitalizacji największą wirtualną walutą świata. Mając na uwadze fakt, że mowa tu o kryptowalucie-memie, na jaką jeszcze kilka miesięcy temu nikt nie zwracał uwagi, nie można nie zauważyć, że sezon na altcoiny trwa w najlepsze. Pytanie tylko, jak długo potrwa ta sytuacja? Bitcoin dość dzielnie broni się przed natarciem mniejszych kryptowalut, a ich passa też nie może trwać w nieskończoność. Możliwie, że ofensywa altcoinów wkrótce dobiegnie końca, a wtedy pozostanie tylko czekać na kolejny wzrost cenowy BTC.

Bitcoin wciąż dobrem inwestycyjnym

Zakładając, że Bitcoin faktycznie będzie kosztować ponad 200 tysięcy dolarów, można jednocześnie przyjąć, że nie stanie się w najbliższym czasie powszechnie stosowaną metodą płatności. Dlaczego? Aby każdy mógł używać tego środka np. do regulowania rachunków w sklepie, musi on przestać być dobrem inwestycyjnym. Na to, jak widać, raczej się nie zanosi. Wizja rosnącej ceny Bitcoina w najbliższej przyszłości będzie działać na wyobraźnię traderów. Jak zostało już wspomniane – nawet teraz wykorzystują oni chwilowy dołek aktywu, by nabyć go po nieco niższej cenie. Jeśli więc przewidywania Marka Yusko się sprawdzą, to w ciągu najbliższych lat rynek kryptowalutowy będzie wykorzystywany do ochrony i mnożenia kapitału, a nie do nabywania alternatywnych pieniędzy, za które zrobimy nawet najprostsze zakupy.

Przyszłość nie jest pewna

Należy jednak pamiętać, że wszystkie te przewidywania nie muszą się urzeczywistnić. Przyszłość BTC jest wyjątkowo niejasna i mglista. Nie ma na świecie osoby, która ma wiedzę o tym, jak zachowa się kurs Bitcoina i czy faktycznie osiągnie on kolejne, kosmiczne wartości cenowe. Warto o tym pamiętać, decydując się na zakup aktywu. Mimo zapewnień ekspertów, zawsze trzeba mieć z tyłu głowy to, że nieoczekiwane zdarzenie ma prawo doprowadzić do rynkowego krachu. Przypomnieć należy chociażby sytuację z początku pandemii. Jej wybuchu nie spodziewał się nikt, a dość mocno odcisnęła ona swoje piętno na rynku, kiedy to BTC zanotował jeden z największych spadków w ostatnich latach.

Wspólna inwestycja Excellence, Intensona i Januarego Ciszewskiego

Excellence – polski producent soków, syropów, napojów oraz produktów biobójczych, notowany na NewConnect – zainwestował w nową spółkę Excellence Cannabis SA wraz z partnerami strategicznymi: Intenson Europe i Januarym Ciszewskim. Excellence wraz z przewodniczącym rady nadzorczej Marcinem Ciecierskim objął ponad 46% akcji nowej spółki. Spółka będzie specjalizować się w produkcji wyrobów z olejem cannabis oraz na kryształach CBD – produktów spożywczych, kosmetycznych i suplementów diety. Przewodniczącym rady nadzorczej Excellence Cannabis SA będzie Marcin Ciecierski, a prezesem zarządu Radosław Maziarz, pełniący także funkcję wiceprezesa Excellence SA.

W styczniu 2021 roku zarząd Excellence podjął decyzję o rozpoczęciu działań zmierzających do przeniesienia notowań akcji spółki z NewConnect na rynek regulowany GPW.

„Tak, jak deklarowaliśmy powołaliśmy spółkę wraz z Intensonem i Januarym Ciszewskim. Excellence Cannabis ma bardzo ambitne plany – opracowanie własnych, unikatowych produktów, uruchomienie kanałów sprzedaży i bezpośredniego dotarcia do odbiorcy, a także w przyszłości bazowanie na własnych surowcach. To bardzo perspektywiczny rynek, na którym możemy szybko zbudować silną pozycję. Jesteśmy też najlepsi w liquidach i w tym segmencie chcemy być liderem w produktach konopnych. Mamy już szereg przetestowanych receptur, będziemy się starali jak najsprawniej zarejestrować je i uruchomić sprzedaż”mówi Marcin Ciecierski, przewodniczący rady nadzorczej Excellence.

W 2021 roku Excellence za kwotę 2,5 mln zł nabył 51 proc. udziałów w spółce Health Medica, specjalizującej się w produkcji i sprzedaży suplementów diety. To inwestycja zgodna z kierunkiem rozwoju spółki i odpowiadająca na rosnący popyt rynkowy w tym segmencie. Spółka pracuje nad nowoczesną platformą internetowej sprzedaży suplementów diety, która powinna zostać uruchomiona do końca 2021 roku. Serwis internetowy będzie służył obsłudze klienta, który będzie mógł dokonać zakupu suplementów diety oraz preparatów medycznych i leków na podstawie wyników uzyskanych po konsultacji z lekarzem. Będą to zatem specjalizowane kuracje – każdy zestaw produktów będzie skierowany indywidualnie dla wybranych grup docelowych i nie będzie standardowym produktem, jaki jest obecnie oferowany na rynku. Dla Excellence oznacza to wejście w nowy, perspektywiczny obszar działalności, oparty na dedykowanym modelu e-commerce.
Ponadto firma objęła 10% akcji spółki Polskie Konopie. Będzie ona produkowała artykuły spożywcze z dodatkiem konopii, suplementy diety, a także rozpocznie sprzedaż wyrobów farmaceutycznych i medycznych oraz kosmetyków na bazie konopii.

W pierwszym kwartale 2021 roku Excellence osiągnął przychody w wysokości 12,833 mln zł, czyli o 20,8% wyższe w porównaniu do Q1 2020. Zysk netto wyniósł 407,3 tys. zł i wzrósł aż o 1548%. W wynikach pierwszego kwartału są konsolidowane dane spółki Health Medica, specjalizującej się w produkcji i sprzedaży suplementów diety – w której Excellence nabył 51% udziałów.

Jak w czasie pandemii zmienił się portret pożyczających Polaków

Jedynie co szósty Polak starał się w ostatnich 12 miesiącach o pożyczkę lub kredyt. Najczęściej takie decyzje podejmowały osoby w wieku 34-44 lata (25 proc.) oraz 24-33 lata (22 proc.), a najrzadziej najmłodsi, poniżej 24 roku życia.

Jeśli spojrzymy na wykształcenie i miejsce zamieszkania, to okazuje się, że o dodatkowe finansowanie zabiegali przede wszystkim Polacy z wyższym i średnim wykształceniem, którzy mieszkają w największych miastach Polski (jak wynika z badań przeprowadzonych dla Wonga sp. z o.o., która jest częścią notowanej na warszawskiej giełdzie grupy kapitałowej KRUK SA).

– W trakcie pandemii jesteśmy bardziej ostrożni w podejmowaniu decyzji dotyczących kredytów i zobowiązań finansowych, a banki i firmy pożyczkowe postępują bardziej selektywnie przy przyznawaniu pożyczek – mówi w rozmowie z MarketNews24 Aneta Gergont-Gałązka, dyrektor w Wonga.

Natomiast z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że akcja kredytowa w 2020 r. osiągnęła 140,8 mld zł i była niższa o 29 mld zł (18%) niż w 2019 r. – to bilans sprzedaży kredytów i pożyczek w dobie pandemii, która zaważyła na wynikach wszystkich produktów kredytowych i pożyczek. W 2020 r. udzielonych zostało 51,7 mld zł kredytów gotówkowych, czyli o 30 proc. mniej niż rok wcześniej. Spadła także sprzedaż kredytów hipotecznych z 65 mld zł w 2019 r. do 63,2 mld zł w 2020 r. Wzrosły, ale tylko o 0,8 proc. kredyty ratalne.

Czas pandemii to dla instytucji finansowych czas podwyższonego ryzyka, czyli większej selektywności i ostrożności. Konsumenci mogli mieć problem otrzymaniem pozytywnej decyzji kredytowej zarówno od banków, jak i firm pożyczkowych. Ostatnie 12 miesięcy – to czas koncentracji na własnych klientach i szczegółowej weryfikacji nowych.

32 proc. badanych twierdzi, że w trakcie pandemii jest trudniej dostać kredyt/pożyczkę. 16 proc. ankietowanych przyznało, że odmówiono im finansowania, tak samo liczna grupa powiedziała, że dostała niższą kwotę kredytu/pożyczki niż tą, o którą wnioskowali. Co czwarty 35-44 latek z dużego miasta (100-500 tys. mieszkańców) odchodził z kwitkiem, a co trzeci 25-34 latek musiał zadowolić mniejszą kwotą przyznanej pożyczki/kredytu.

Badanie dla Wonga zostało przeprowadzone na panelu Ariadna na ogólnopolskiej próbie 1094 osób, w dniach 26 – 29 marca 2021 r.

Plast-Box zamyka I Q z 3,5 mln zł zysku netto

Plast-Box, notowany na warszawskiej giełdzie producent opakowań z tworzyw sztucznych, zanotował od stycznia do marca 2021 roku wyższe o niemal 3% skonsolidowane przychody w porównaniu do roku poprzedniego, generując 56,1 mln zł sprzedaży. Równocześnie zysk netto Grupy podniósł się ponad dwukrotnie r/r i przekroczył 3,5 mln zł. W tym samym okresie Grupa Plast-Box wypracowała zysk EBITDA o wartości 7,6 mln zł, przy stopie EBITDA 13,6%.

Na wyniki finansowe Grupy decydujący wpływ miała ekstremalnie trudna sytuacja na rynku surowców oraz dodatnie różnice kursowe. Od końca ubiegłego roku do marca 2021 ceny polimerów wzrosły o 45%. Oprócz wzrostu cen, silnie przewyższającego naturalne wahania, pojawił się problem z dostępnością surowca do produkcji.

Kolejno ogłaszane przez producentów poliolefin stany siły wyższej wywierały na nas i innych przetwórcach silną presję. Sytuacja na rynku surowców negatywnie wpłynęła na rentowność operacyjną Grupy. Wygenerowane przychody na wyższym niż rok wcześniej poziomie nie pokryły wysokich cen surowców, które osiągnęły nienotowane w historii wartości – komentuje Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A. – Jest dla nas niespotykanym dotychczas wyzwaniem, zarządzanie polityką cenową sprzedaży przy tak dynamicznych wzrostach kosztów nabycia surowców, by  zniwelować niekorzystny wpływ drożejących surowców i jednocześnie zabezpieczyć satysfakcjonujący poziom marż na kolejne okresy – dodaje.

W ujęciu jednostkowym zysk netto spółki matki Plast-Box S.A. w I kwartale 2021 roku wyniósł 1,9 mln zł wobec takiego samego  zysku uzyskanego rok wcześniej. W tym czasie przychody spółki urosły do 43,7 mln zł i były wyższe r/r o 13,7%.

Największą część skonsolidowanych przychodów Grupa Plast-Box wypracowała za granicą. W I kwartale br. eksport osiągnął 54,6% poziom w strukturze sprzedaży, w wyniku wzrostu r/r o 2,8%. Jednocześnie Grupa umocniła pozycję na rynku w kraju i zanotowała 2,5% wzrost sprzedaży.

Intensyfikujemy działania nad rozwojem produktowym, zarówno poprzez rozszerzenie portfolio, jak i optymalizację ofert i cenników, dzięki czemu możemy osiągać zadawalające wzrosty. Pracujemy nad osiąganiem dobrych wyników, które są warunkiem wypłaty dywidendy. Jestem przekonany, że nasi Akcjonariusze będą zadowoleni z decyzji Zarządu o rekomendowaniu wypłaty z zysku na poziomie 0,09 zł na akcję – podsumowuje Grzegorz Pawlak.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 17.05 – 21.05.2021

Temat inflacji i implikacji dla polityki pieniężnej staje się coraz głośniejszy na rynkach. Jak dotychczas bankierzy centralni podkreślają przejściowy charakter napięć inflacyjnych i nie zamierzają rezygnować z gołębiego nastawienia. Rynek zdaje się kwestionować determinację banków centralnych (głównie Fed), co prowadzi do okresowego wzrostu zmienności. W średnim terminie nie powinno to jednak zagrażać narracji przyspieszającego ożywienia globalnego z korzyścią dla ryzykownych aktywów.

Wydarzenia tygodnia: PMI, NY Empire State, Philly Fed, minutki FOMC, PKB z Eurolandu, CPI z Wlk. Bryt., rynek pracy z Australii

USA

W USA nastroje biznesu powinny pozostać dobre, co uwidocznią regionalne indeksy koniunktury (pon, czw). Ogólnokrajowe indeksy PMI (pt) mogą pokazać wzrost odzwierciedlający przyspieszenie ożywienia, ale też rosnącą presję kosztową. Jednak odczyty powyżej 60 mogą już nie wystarczyć dla pozytywnej oceny danych, jeśli szczegóły będą wskazywać na zagrożenia dla utrzymania wysokiej produkcji (poprzez zakłócenia w otrzymywaniu dostaw). Ponieważ główna uwaga skupia się na inflacji, wszelkie sygnały w minutkach FOMC (śr) lub wypowiedziach członków Fed dotyczące niepokojów o trwałość presji inflacyjnej będą miały znaczenie. Widzimy tutaj główne źródło krótkoterminowej zmienności.

Strefa euro

W strefie euro drugi odczyt PKB za I kw. (wt) nie powinien mieć wpływu na EUR. Więcej uwagi może być poświęcone majowym szacunkom PMI (pt). Zamiary dalszego luzowania restrykcji we Francji, Niemczech i Włoszech powinny sprzyjać poprawie PMI dla sektora usługowego. Z kolei wysokie koszty i wydłużony czas dostaw będą podbijać wskaźniki dla przemysłu, chociaż jednocześnie zakłócenia w łańcuchu dostaw oznaczają trudności dla produkcji. EUR/USD pozostaje pozytywnie skorelowany z apetytem na ryzyko, co sugeruje wzrostową trajektorię w średnim terminie.

Wielka Brytania

Wysyp danych z Wielkiej Brytanii z główną uwagą na silnym wzroście inflacji CPI (śr) oraz indeksach PMI (pt). Wyższe ceny energii, efekty bazy oraz globalne skutki niedoboru podaży będą ciągnąć wskaźnik cen w górę (do 1,4 proc. r/r). Indeksy PMI dla przemysłu i usług powinny utrzymać wysokie poziomy (tj. powyżej 60), gdyż luzowanie restrykcji, postępujący proces szczepień i poprawa nastrojów konsumentów i biznesu przemawia za podwyższonym tempem wzrostu aktywności. Dobre dane powinny sprzyjać dalszemu umocnieniu funta względem dolara.

Polska

Z Polski napłyną kwietniowe dane o inflacji bazowej (pon), z rynku pracy (czw) i PPI (pt). Inflacja wskoczyła na pierwszy plan i w szczególności mocniejszy wzrost PPI będzie podsycał dyskusję o dalszym wzroście cen dóbr i usług konsumpcyjnych. Rynek może budować oczekiwania na wcześniejsze podwyżki stóp procentowych i nawet jeśli uważamy te oczekiwania za błędne (bardziej wierzymy w determinację prezesa Glapińskiego do dotrwania z brakiem podwyżek do połowy 2022 r.), to nie wykluczamy, że może generować dodatkową siłę na umocnienie złotego i pchnąć EUR/PLN pod 4,50.

Australia

W Australii spodziewana jest kontynuowana poprawa na rynku pracy (czw) z rosnącą liczbą zatrudnionych, choć stopa bezrobocia ma pozostać na 5,6 proc. Dobre warunki na rynku pracy pozytywnie rokują dla odczytu sprzedaży detalicznej (pt). AUD wciąż ma potencjał do umocnienia w oparciu o optymistyczne perspektywy globalnego ożywienia, a po ostatniej korekcie nie ma ryzyka wykupienia rynku.

Kanada

W Kanadzie rosnąca inflacja CPI (śr) raczej nie będzie pretekstem do wyceny bardziej jastrzębiego nastawienia Banku Kanady, biorąc pod uwagę, że bank już przeszedł do wygaszania programu QE. Sprzedaż detaliczna za marzec (pt) może pokazać dobre wyniki w związku z kontynuowanym otwieraniem gospodarki, zanim w kwietniu wróciły lockdowny. CAD ma za sobą dobrą passę z przełomu kwietnia i maja, ale przy zachwianiu sentymentu i zatrzymaniu wzrostów cen ropy naftowej CAD jest podatny na głębszą korektę.

Chiny

W Chinach interesujące będzie, czy sprzedaż detaliczna i produkcja przemysłowa (pon) doświadczą wyhamowania ożywienia, szczególnie w obliczu działań władz nakierowanych na zacieśnienie warunków kredytowych. Przy podwyższonej wrażliwości rynków akcji na negatywne informacje, słabsze dane mogą budować negatywny sentyment w trakcie azjatyckiej części handlu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

ZPP prezentuje wyniki badania polskiego rynku e-commerce

Na zlecenie Związku Przedsiębiorców i Pracodawców przygotowane zostało badanie firm dotyczące prowadzenia sprzedaży on-line. Badanie zostało wykonane w lutym 2021 roku, tym samym uwzględnia ono obecne warunki prowadzenia działalności gospodarczej w dobie pandemii COVID-19, a także odwzorowuje aktualnie panujące tendencje i kierunki rozwoju wśród rodzimych przedsiębiorstw. Głównym celem badania było poznanie opinii przedstawicieli firm z sektora handlu i produkcji na temat sprzedaży on-line. Pragniemy zatem przedstawić Państwu najważniejsze i najciekawsze wnioski płynące z uzyskanych wyników.

Wśród szerokiej próby badanych, nieco ponad 60% firm prowadzi sprzedaż on-line, a około 1/3 nieprowadzących obecnie tej działalności myśli o jej rozpoczęciu w ciągu najbliższego roku. Fakt ten pokazuje, że firmy zdają sobie sprawę z globalnych megatrendów konsumenckich, a także ze znaczenia obecności ich działalności w Internecie. Jednocześnie wciąż istnieje spora przestrzeń do rozwoju rodzimych przedsiębiorstw w zakresie handlu e-commerce, gdyż popyt ze strony konsumentów na produkty sprzedawane tym kanałem wciąż nie został w pełni zaspokojony.

Najrzadziej na prowadzenie sprzedaży on-line decydują się firmy o najdłuższym stażu na rynku, tj. istniejące więcej niż 10 lat. Firmy te, posiadając ugruntowaną pozycję na rynku rzadziej odczuwają potrzebę prowadzenia sprzedaży on-line, zapewne dzięki stałej i zaufanej grupie kontrahentów oraz konsumentów. Jednakże z pewnością w najbliższym czasie będziemy świadkami dostosowywania się tych firm do panujących warunków rynkowych, a zatem do przenoszenia części lub całości działalności handlowej do Internetu.

COVID-19 przyniósł w handlu e-commerce niemal tyle samo firm wygranych, co przegranych. Choć wydawałoby się, że sprzedaż on-line w dobie pandemii koronawirusa jest pewnym remedium na skutki społeczno-gospodarcze wywołane pandemią, badanie wskazuje, że 27% firm odnotowało spadek sprzedaży, a 30% uzyskało wzrost sprzedaży.

Negatywne wyniki części firm w trakcie pandemii można usprawiedliwić spadkiem nastrojów wśród konsumentów, niepewnością co do przyszłości gospodarczej, a zatem ograniczeniem konsumpcji wśród pewnych grup odbiorców. Jednakże, pandemia przyniosła także trwałe zmiany behawioralne wśród konsumentów, przekonując w ich w znacznym stopniu do zakupów przez Internet. Zatem z dużym prawdopobieństwem, po ustaniu trwającego okresu niepewności, konsumenci chętniej niż przed pandemią będą sięgać po produkty sprzedawane kanałami e-commerce, co spowoduje poprawę wyników pozostałych firm.

Firmy nieprowadzące handlu e-commerce inaczej postrzegają przeszkody, niż firmy zaangażowane w sprzedaż on-line. Firmy, które prowadzą sprzedaż on-line, częściej niż te, które nie tego nie oferują, są zdania, że problemem związanym ze sprzedażą on-line są nieuczciwa konkurencja oraz odsetek niedokończonych zamówień. Natomiast firmy, które nie mają obecnych doświadczeń ze sprzedażą on-line, mają poczucie, że istotnym utrudnieniem jest kwestia obsługi zwrotów.

Jak wynika z powyższych wniosków, początkowe obawy przedsiębiorstw mogą się różnić od rzeczywistych trudności związanych z handlem e-commerce. Firmy, które dopiero rozpoczynają sprzedaż w Internecie muszą być świadome konieczności analizy pojawiających się problemów i ich rozwiązywania, nawet, jeżeli w początkowym biznesplanie trudności te nie zostały uwzględnione.

Firmy prowadzące sprzedaż on-line uzyskują z tego kanału średnio 50% swoich przychodów; niemal połowa z nich działa tylko na rynku krajowym, a nieco ponad połowa – także lub wyłącznie na rynkach zagranicznych. Odsetek firm zaangażowanych w zagraniczne rynki e-commerce jest najwyższy wśród firm produkcyjnych, większych i będących dłużej na rynku. Ponadto, 40% firm, które sprzedają przez Internet tylko na rynku krajowym przyznaje, że ma w planach rozpoczęcie sprzedaży poza Polską.

Dzięki obecności w Internecie, znaczna ilość przedsiębiorców ma dostęp do globalnej grupy odbiorców dla sprzedawanych przez siebie produktów, a dokonując dywersyfikacji geograficznej przychodów są oni mniej podatni na lokalną koniunkturę gospodarczą i lokalne trendy konsumenckie. Chodzi zatem zarówno o powiększenie przychodów dzięki większej grupie docelowej, ale także o stabilizację ich uzyskiwania, a także ograniczenie ryzyk związanych z jednym, lokalnym rynkiem bytu.

Jak wynika z badania, korzyści wynikających z rozszerzenia działalności o zagraniczną sprzedaż są również świadomi przedsiębiorcy, który jeszcze nie są obecni na innych rynkach niż Polski, jednak istotnie rozważają taki kierunek rozwoju.

Rozwój sprzedaży on-line poprzez wejście na zagraniczne rynki to realna szansa dla polskich firm z sektora MŚP. Dzięki stosunkowo niskim kosztom zatrudnienia i produkcji, mają one możliwość konkurencji cenowej z zachodnimi przedsiębiorstwami.

W kontekście konkurencji z zagranicznymi podmiotami, istotne znaczenie będzie miała otwartość polskich firm na nowoczesne rozwiązania technologiczne, która daje szansę na skokowy rozwój handlu e-commerce dzięki zastosowaniu zaawansowanych narzędzi do analizy potrzeb klienta, czy też sztucznej inteligencji oddziałującej na wybory konsumentów, a tym samym zwiększającej sprzedaż. Dzięki wysokorozwiniętym kompetencjom cyfrowym polskich pracowników, rodzime firmy mają także szansę konkurowania na rynku międzynarodowym także w zakresie jakości obsługi klientów, zapewniając autorskie, innowacyjne platformy e-commerce.

Dzięki powyższemu, polskie małe i średnie firmy posiadają realną perspektywę prowadzenia zagranicznej ekspansji gospodarczej bez konieczności budowania rozległych i międzynarodowych struktur oddziałów i pracowników. Wykorzystując możliwości wspólnego rynku, a także tendencje związane z coraz większymi przepływami towarów na całym świecie, posiadają one unikatową możliwość szybkiego wzrostu oraz stania się ważnymi uczestnikami międzynarodowego rynku handlu.