Rekordowe zainteresowanie kredytami hipotecznymi w kwietniu

Wartość BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM) informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Kolejny już w tym roku dodatni odczyt Indeksu wystrzelił do 94,3% i jest rekordowym odczytem w całej historii publikacji Indeksu. Wartość Indeksu oznacza, że w kwietniu 2021 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 94,3% w porównaniu z kwietniem 2020 r.

W kwietniu 2021 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 50,92 tys. potencjalnych kredytobiorców, w porównaniu do 27,81 tys. rok wcześniej – jest to wzrost o +83,1%. Jednak w porównaniu do marca 2021 r., liczba wnioskujących spadła o 9,2%. Średnia kwota wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w kwietniu br. wyniosła 320,61 tys. zł i była o 6,1% wyższa niż w kwietniu 2020 r.

– Na wartość Indeksu pozytywnie wpłynął zarówno wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu, jak i przede wszystkim bardzo duży wzrost liczby wnioskodawców w porównaniu do kwietnia 2020 r. Rekordowa w całej historii jest wartość kwot na wnioskach kredytowych (wartości bezwzględne). W aspekcie liczby wnioskodawców trzeba pamiętać, że w kwietniu 2020 r. mieliśmy do czynienia z jednej strony z największą niepewnością co do przebiegu i skutków pandemii, jak również był to sam środek lockdownu. Bezpieczeństwo ekonomiczne gospodarstw domowych wydawało się zagrożone. Nie zachęcało to wówczas do zaciągania kredytów, w tym kredytu mieszkaniowego na 20 – 30 lat. W kwietniu 2020 r. było jedynie 27,81 tys. wnioskodawców, co było piątym najniższym poziomem od 2007 r.- mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Biura Informacji Kredytowej.

W kwietniu br. popyt na kredyty mieszkaniowe nadal jest w trendzie wzrostowym zapoczątkowanym w listopadzie 2020 r.

– Wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu, odzwierciedla obecną sytuację na rynku mieszkaniowym, wzrost średniej ceny PUM-u oraz zakup większych nieruchomości. Ponadto wzrost liczby osób zaszczepionych powoduje, że optymizm co do przyszłości wśród Polaków rośnie. Rośnie również inflacja, która może spowodować jeszcze wyższy wzrost cen nieruchomości. Wzrost cen nieruchomości może być dodatkowo stymulowany również wzrostem kosztów pracy. Ponadto konieczność wpłat na fundusz gwarancyjny dla deweloperów (2%) również w przyszłości wpłynie na wzrost cen. Coraz częściej w dyskursie publicznym mówi się ponadto o wprowadzeniu opłat za utrzymywanie dużych kwot na rachunkach bankowych. Wszystko to wpływa na jeszcze wyższe zainteresowanie nieruchomościami jako aktywami inwestycyjnymi, powodując duży popyt na nie, co przy ograniczonej podaży przekłada się na wzrost cen – tłumaczy prof. Waldemar Rogowski.

– Należy pamiętać, że Indeks opisuje jedynie stronę popytową rynku kredytów mieszkaniowych. Wartość akcji kredytowej jest natomiast determinowana polityką kredytową banków i ich skłonnością do akceptacji ryzyka. W mojej opinii w sytuacji obecnej wysokiej nadpłynności polskiego sektora bankowego, najniższego ze wszystkich produktów kredytowych poziomu szkodowości jakim charakteryzują się kredyty mieszkaniowe oraz faktu, że poziom akceptacji wniosków kredytowych jest na poziomie ok. 70%, w kolejnych miesiącach należy oczekiwać wysokiego wzrostu akcji kredytowej w ujęciu wartościowym i marcowe rekordowe 7,3 mld zł może już niebawem zostać przekroczone – dodaje prof. Rogowski.

popyt na kredyty mieszkaniowe

Metodyka indeksu:

Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe
na kwoty przekraczające 1 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach. Metodyka indeksu została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeks publikowany jest co miesiąc.

I kw. 2021 na rynku nieruchomości biurowych

Pandemia przekłada się na większą ostrożność i niższy popyt na biura. Za nami spokojny kwartał pod względem ukończonych projektów. Łącznie w kraju powstaje najmniej biur od 8 lat, ale rynki regionalne trzymają się mocno – buduje się 800 000 mkw.

Firma doradcza JLL podsumowała I kwartał 2021 r. na rynku biurowym w Polsce.
Ponowne wprowadzenie restrykcji dotyczących COVID-19 wpłynęło na procesy decyzyjne firm. W efekcie, w pierwszych trzech miesiącach 2021 roku odnotowano spowolnienie aktywności na rynku biurowym.

Popyt – IT na podium

W I kwartale 2021 r. zapotrzebowanie na powierzchnię biurową w Polsce sięgnęło 208 000 mkw. To wynik niższy o 41% w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego.
Na największych rynkach biurowych poza Warszawą*, popyt w pierwszym kwartale wyniósł 98 300 mkw., a najemcy byli najbardziej aktywni w Trójmieście, Krakowie i Wrocławiu. Co ciekawe, 45% całkowitej aktywności na rynkach regionalnych stanowiły renegocjacje umów, popyt w pierwszym kwartale wyniósł 98 300 mkw., a najemcy byli najbardziej aktywni w Trójmieście, Krakowie i Wrocławiu. Co ciekawe, 45% całkowitej aktywności na rynkach regionalnych stanowiły renegocjacje umów, – wylicza Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych, JLL.

Zapotrzebowanie na biura na rynkach regionalnych generowały firmy technologiczne, które odpowiadały za 36% wolumenu transakcji poza Warszawą. Na kolejnych miejscach znalazł się sektor usług dla biznesu (17%) i finansowy (11%). Włączając Warszawę, pod względem skali najmu nadal prym wiedzie sektor IT (21% całkowitego popytu). Do największych transakcji najmu w Polsce należały kontrakty zawarte przez poufnego najemcę z sektora IT w Krakowie (11 400 mkw., kompleks Korona), Intel w Gdańsku (9 800 mkw., Tryton Business House) oraz Zarząd Transportu Miejskiego w Warszawie (9 800 mkw., Fabryka PZO).

Mimo że wiele firm w Polsce wstrzymuje ostateczne decyzje dotyczące zmian w swoim portfolio biurowym z uwagi na pandemię, widzimy pewne ożywienie w tym obszarze i układanie strategii w nowej normalności. Przykładowo, w ostatnich kilku miesiącach jako JLL pozyskaliśmy nowe projekty z obszaru reprezentacji najemcy na około 70 000 mkw., z czego około 25-30% to zapytania od firm jeszcze w Polsce nieobecnych, głównie z sektora usług dla biznesu, IT czy branży medycznej lub organizacji rozszerzających zakres działania i usług, – dodaje Karol Patynowski.

Jednym z ważniejszych „pandemicznych” trendów w Polsce są podnajmy, wykorzystywane przez firmy w celu optymalizacji swojego portfela nieruchomości. W Warszawie w ofercie jest około 120 000 mkw. na podnajem, a poza nią 167 000 mkw., głównie we Wrocławiu, Krakowie i Trójmieście.

Podaż – 200 000 mkw. powstaje w Katowicach

Od stycznia do marca do użytku oddano łącznie 213 000 mkw. (ponad 167 000 w Warszawie i jedyne 46 000 mkw. poza nią.). Wśród miast regionalnych najwięcej powierzchni ukończono w Trójmieście (25 000 mkw. w takich obiektach jak m.in. Palio A) i Krakowie (21 000 mkw., m.in. w Equal Business Park D). W efekcie, na koniec I kwartału 2021 r. całkowite zasoby powierzchni biurowej w Polsce wyniosły 11,9 mln mkw., z czego 5,8 mln mkw. przypadło na największe rynki regionalne.

Obecnie w Polsce buduje się około 1,2 mln mkw. – najmniej od 2013 roku. W Warszawie jest to 420 000 mkw., co jest z kolei najniższym wynikiem od 2010. Co ciekawe jednak, aktywność deweloperów na rynkach regionalnych utrzymuje się na mocnym poziomie – 800 000 mkw. na koniec I kwartału 2021 r., z czego imponujące 200 000 mkw. przypada na Katowice, – wylicza Ewa Grudzień, Starszy Analityk Rynku, JLL.

Do największych realizowanych obecnie inwestycji poza Warszawą należą: Global Office Park (Cavatina) oraz .KTW II (TDJ Estate) w Katowicach, MidPoint 71 (Echo Investment) we Wrocławiu, Nowy Rynek D & E (Skanska Property Poland) oraz Andersia Silver (Von der Heyden Group) w Poznaniu, a także 3T Office Park (SGPM Sp. z o.o.) w Trójmieście.

Rynek inwestycyjny – rekordowe regiony

Aktywność inwestorów w sektorze biurowym utrzymuje się na wysokim poziomie, pomimo pandemii. W I kwartale 2021 r. wartość transakcji inwestycyjnych wyniosła około 605 mln euro, z czego prawie 360 mln przypadło na główne rynki biurowe poza Warszawą. To najlepsze w historii otwarcie roku w miastach regionalnych. Tak spektakularny wynik został osiągnięty dzięki sprzedaży portfolio budynków w Krakowie i Wrocławiu przez Grupę Buma do Partners Group za ponad 200 mln euro. Inne znaczące transakcje to sprzedaż przez Torus biurowca Alchemia Neon w Gdańsku do funduszu DWS za ponad 80 mln euro, a także przejęcie Bramy Portowej w Szczecinie przez FLE od Vastint, – wymienia Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, JLL.

Powierzchnie niewynajęte i czynsze

Ze względu na umiarkowany poziom nowej podaży w pierwszych trzech miesiącach 2021 roku, średni wskaźnik pustostanów dla ośmiu rynków regionalnych pozostał na relatywnie stabilnym poziomie i wyniósł 12,6%, w porównaniu do 12,7% w IV kw. 2020 r. Łącznie, w całej Polsce wakat sięga 12%.Na koniec I kw. 2021 r. najwyższe czynsze poza Warszawą odnotowano w Krakowie (14-15,5 euro/mkw./miesiąc), a najniższe w Lublinie (10,5-11,5 euro/mkw./miesiąc). W nadchodzących kwartałach czynsze za najlepsze powierzchnie biurowe utrzymają się na stabilnym poziomie, natomiast wzrost nowej podaży oraz przyspieszający trend relokacji najemców do budynków lepszej jakości będą wywierać presję na obniżenie stawek czynszowych za powierzchnie biurowe klasy B.

*W Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Katowicach, Poznaniu, Łodzi, Lublinie, Szczecinie

I kw. 2021 na rynku nieruchomości handlowych

Branża handlowa w 2021 r. stanęła przed kolejnym wyzwaniem: rząd planował wprowadzić nową formę pomocy dla sklepów i lokali usługowych: 80 procentową obniżkę czynszu podczas zamknięcia sklepów w galeriach handlowych oraz 50 procentową przez trzy miesiące po jego zakończeniu. Po kilku tygodniach niepewności plany te zostały wstrzymane co jest pozytywnym sygnałem dla Właścicieli galerii handlowych, którzy ponoszą nie tylko koszty funkcjonowania obiektów pomimo znacznych ograniczeń w ich funkcjonowaniu ale również muszą podołać zobowiązaniom kredytowym.

Nowe, proponowane przez rząd przepisy mogły doprowadzić właścicieli galerii handlowych do niewypłacalności. Nieruchomości handlowe zazwyczaj w 70-80% są finansowane z kredytów bankowych, a umowy najmu są zabezpieczeniem spłacanych kredytów. W wyniku proponowanych zmian w umowach poszkodowani byli wszyscy właściciele centrów handlowych o powierzchni przekraczającej 2 000 m kw., zarówno inwestorzy zagraniczni, jak i firmy z rodzimym kapitałem. Według danych PRCH szacowana wartość zadłużenia branży handlowej wynosi obecnie ok 90 mld PLN.

Regulacja wysokości stawek czynszu ingeruje w swobodę kształtowania umów między podmiotami prywatnymi. Centra handlowe to system naczyń powiązanych – wsparcie jednej strony i przerzucenie większości kosztów na drugą stronę, będzie miało wpływ na pozostałych uczestników tego łańcucha: banki, dostawców, firmy świadczące usługi dla centrów handlowych, a w konsekwencji dla tych samych najemców, którzy dziś będą korzystać z tego pakietu pomocowego. – Fabrice Paumelle, Dyrektor Działu Powierzchni Handlowych, BNP Paribas Real Estate Poland

W I kwartale 2021 r. do użytku oddano jedynie 66 600 m kw. nowej powierzchni handlowej. W strukturze nowej podaży dominują wielkopowierzchniowe obiekty handlowe (54% nowej powierzchni), głównie dzięki otwarciu pod szyldem Castorama trzech byłych obiektów Tesco (Tychy, Ruda Śląska i Starogard Gdański). Z kolei udział parków handlowych w nowej powierzchni stanowi ok. 35% za sprawą otwarcia: Pasażu Warmińskiego w Lidzbarku Warmińskim, Aura Park Nakło nad Notecią oraz Atut Bielany w Krakowie. Rośnie udział parków handlowych w nowej podaży, obserwujemy natomiast mniejszą aktywność związaną z rozwojem i przebudową centrów handlowych, które przestały być dominującym formatem rozwijanym na rynku handlowym w Polsce. Sytuacja ta jest związana z trudną sytuacją centrów wywołaną pandemią COVID – 19. Z uwagi na duże nakłady inwestycyjne potrzebne do realizacji prac modernizacyjnych, inwestorzy na razie zachowują ostrożność w prowadzeniu takich działań.

W budowie pozostaje ok. 390 000 m kw. z terminem oddania do końca 2021 r.

Wśród obiektów w budowie dominują małe i średnie centra handlowe oraz parki handlowe, ponad 53% powierzchni zlokalizowane jest w miastach do 50 tys. mieszkańców, a tylko 14% w największych aglomeracjach. Udział parków handlowych w zasobach powierzchni handlowej rośnie z każdym rokiem, a nowa rzeczywistość COVID-19 pokazała, że ten format pozostaje odporny na skutki kryzysu. Na koniec I kwartału 2021 r. parki handlowe stanowiły 40% powierzchni pozostającej w budowie. W formacie tym dominują małe projekty o powierzchni najmu 5 000 – 10 000 mkw., zlokalizowane w miastach poniżej 100 000 mieszkańców. Rozwój tego segmentu jest konsekwencją ekspansji sieci dyskontowych, rozwijających się głównie w formatach małych centrów i wygodnych parków handlowych, w miastach do 100 tys. mieszkańców. – Małgorzata Fibakiewicz, Dyrektor Działu Business Intelligence Hub & Consultancy, BNP Paribas Real Estate Poland

I kw. 2021 r. upłynął również pod znakiem uruchomienia długo wyczekiwanej polskiej platformy Amazon.pl. Pomimo niepewnej sytuacji panującej na rynku handlowym w Polsce, cztery nowe marki zadebiutowały w I kw. 2021 r.: DentalPro Clinic z Włoch, Duxiana ze Szwecji i Rolf Benz z Niemiec oraz polska sieć hard dyskontów – Vollmart. Pozycja dyskontów w Polsce, zarówno spożywczych jak i niespożywczych, od lat stale rośnie, a pandemia tylko wzmocniła ten wzrostowy trend. Nawyki zakupowe konsumentów w czasie pandemii mocno przesunęły się w stronę sieci, a ponieważ kolejne lockdowny są trudne do przewidzenia, stąd też dyskonty niespożywcze zmierzają do uruchomienia sprzedaży on-line. Jako pierwsze na ten krok zdecydowało się Pepco, ogłaszając w lutym 2021 r. plany uruchomienia e-sprzedaży.

W centrach handlowych, w dużej mierze dzięki elastycznym umowom najmu, coraz częściej pojawiają się sklepy typu pop-up. Sklepy tymczasowe to atrakcyjna propozycja dla rozwijających się marek, a także sposób na obniżenie poziomu pustostanów w obiekcie handlowym. Centra handlowe decydują się również na wynajęcie powierzchni sklepom typu second-hand. W dobie wciąż zwiększającej się świadomości ekologicznej społeczeństwa, nadawanie drugiego życia przedmiotom jest trendem, który będzie się rozwijał w przyszłości.

Udział e-commerce w sprzedaży detalicznej przed pandemią oscylował w Polsce w granicach 5%-6%. W wyniku kolejnych obostrzeń nakładanych na branżę i wielu tygodni zakazu handlu drogą stacjonarną, dla wielu sklepów handel internetowy był jedynym kanałem dystrybucji. Udział sprzedaży internetowej w sprzedaży detalicznej ogółem w Polsce spadł z 9,8% w styczniu do 8,6% w lutym, kiedy to otwarto centra handlowe dla kupujących, jednakże jego udział nadal pozostaje znacznie wyższy, niż miało to miejsce w 2019 r. Pandemia pokazała jednocześnie, że handel stacjonarny nie zniknie i wciąż wielu Polaków jest przywiązanych do tradycyjnego modelu sprzedaży, o czym świadczyć może wyraźne wyhamowanie dynamiki sprzedaży online wraz z kończącymi się kolejnymi lockdownami i luzowaniem obostrzeń w działalności centrów handlowych.

I kwartał 2021 r. na rynku inwestycyjnym w sektorze nieruchomości handlowych zakończył się bardzo dobrym wynikiem.

Łączna wartość nieruchomości handlowych objętych transakcją w tym okresie osiągnęła prawie 190 mln EUR, co jest najlepszym wynikiem zaobserwowanym w I kwartale roku na przestrzeni ostatnich 5-6 lat. Największą transakcją odnotowaną w I kwartale 2021 r. było kupno przez EPP czterech obiektów handlowych M1 (Olsztyn, Tychy, Opole i Kielce). Była to ostatnia transza aktywów Chariot Top Group na podstawie umowy podpisanej w 2018 r. Z kolei prawie 20% aktywów handlowych dotyczyło obiektów należących poprzednio do Tesco. Biorąc pod uwagę ograniczenia w funkcjonowaniu dużych obiektów handlowych w Polsce, zmianę zachowania konsumentów oraz rozkwit zakupów lokalnych, na celowniku inwestorów w kolejnych miesiącach pozostaną parki handlowe i centra codziennych zakupów, jako aktywa o największej płynności. – Mateusz Skubiszewski, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych, BNP Paribas Real Estate Poland.

Przedsiębiorcy alarmują: ceny stali osiągają kosmiczne poziomy, skoczyły nawet o 100%

Do Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie zgłaszają się przedsiębiorcy, którzy alarmują o dramatycznie rosnących cenach stali. Efekt to wzrost cen kosztów produkcji i coraz trudniejsza sytuacja w sektorach produkcji metalowej. – To nie prawda, że przemysł jest tylko i wyłącznie w ofensywnie. Ceny materiałów rosną i jest to drastycznie odczuwalne. Ceny stali to prawdziwy armageddon – informują nas przedsiębiorcy z Pomorza Zachodniego. – Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie odnotowała problem rosnących cen stali. W imieniu naszych członków napisaliśmy w tej sprawie pismo do Rzecznika MŚP Pana Adama Abramowicza – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Przedsiębiorcy mówią o „Armagedonie” na rynku stali

Przedsiębiorcy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej są zaniepokojeni drastycznymi wzrostami cen stali. Jak mówi Bogdan Białas z firmy BML z Wałcza obecna sytuacja „wymknęła się wynkowi spod kontroli”, a efekty tego to znaczący wzrost kosztów produkcji z użyciem elementów stalowych i metalowych. Najbardziej cierpi branża konstrukcyjna. Znacząco rosną ceny rusztowań., konstrukcji metalowych czy hal magazynowych. Dla firm z tego sektora takie wzrosty kosztów w czasach pandemii znacząco niwelują zysk, co powoduje, że zlecenia przed pandemią oceniane jako intratne, teraz generują straty.

– Ceny skoczyły o 50-100%. Do tego bardzo poważnym problemem są braki w asortymentach. Konsekwencją są wysokie wzrosty kosztów dla przedsiębiorców – mówi Bogdan Białas. – Huty wygasiły piece pod koniec roku 2020 i  zamiast je ponownie uruchomić i zwiększać produkcję, podnoszą ceny swoich wyrobów. Jest dosłowny „Armagedon”. Jak w takiej sytuacji planować produkcję, ustalać ceny wyrobów finalnych by nie ponieść straty? – dodaje. Ekspert Północnej Izby Gospodarczej zaznacza, że problem nie dotyczy tylko Polski, ale i całej Europy. Poszczególne rynki radzą sobie jednak indywidualnie i w ocenie naszego rozmówcy np. w Niemczech produkcja przemysłowa sprawniej radzi sobie z niedoborami.  – Planowanie inwestycji jest trudniejsze, podobnie jak wycena. Jeżeli ktoś stawia nową halę to jeszcze niedawno mógł szacować koszty na ok. milion złotych. W ciągu kilku miesięcy ta cena wzrosła do 1,5 miliona albo nawet jeszcze więcej. To różnice nad którymi nie da się przejść gładko do porządku dziennego – wyjaśnia Bogdan Białas.

Północna Izba Gospodarcza przygotowała w tej sprawie pismo do Rzecznika MŚP Adama Abramowicza. Będziemy monitorować sytuację na bieżąco.

Przemysł i logistyka mają sporo problemów. Coraz więcej zgłoszeń o zerwanych łańcuchach towarowych

Wiosną 2020 największa obawa branży TSL dotyczyła zerwanych łańcuchów komunikacyjnych czy przykładowo „rozproszonej globalizacji” czyli przenoszenia się centrów logistycznych z kontynentu na kontynent, tak by dynamiczniej odpowiadać na potrzeby przedsiębiorców i klientów w razie kolejnych lockdownów.

– Jesteśmy zwinną i dynamiczną gospodarką. Przetrwa ten, kto dostosowuje się do realiów rynkowych. Łańcuchy się rwały, dostawy były nieregularne, ale przedsiębiorcy mający dostęp do gotówki zakupili tyle towarów „na zapas”, że wzrost cen frachtowych czy lockdowny nie były dla nich bolesne. Czasem to powoduje stratę, a czasem gigantyczne zyski. Pogorszyły się marże, jest widoczny wzrost cen, czasem trudniej o dostawy o czasie. Branża TSL jest gotowa do dalszego działania i rozwoju – dodaje Prezes Grupy CSL Laura Hołowacz.

Nośniki reklamowe POS to prosty sposób na lepszą sprzedaż

Jak dotrzeć do klienta ze swoją ofertą? Okazuje się, że pomimo wielu nowoczesnych i zaawansowanych technologii, jednym z najbardziej skutecznych sposobów wciąż pozostają nośniki reklamowe POS. Przyczyna jest prosta – to tania i efektywna forma promocji, która w przeciwieństwie do reklam w mass mediach, bardzo rzadko irytuje klienta.

Czym są nośniki POS?

Nośniki reklamowe POS (z ang. point of sale), to w największym skrócie materiały wspomagające sprzedaż produktów i usług. Głównym zadaniem tego rodzaju nośników jest zwykle nakłonienie klienta do dokonania zakupu towaru w punkcie sprzedaży.

Jak łatwo zauważyć, materiały wspierające sprzedaż to dość obszerna grupa. Nośniki POS dzielimy na trwałe oraz miękkie. Pierwsza podkategoria to elementy wykonane z metalu lub tworzyw sztucznych, zaś druga to materiały bazujące głównie na papierze. Do podkategorii trwałych nośników reklamowych zaliczamy m.in. potykacze, kieszenie na ulotki, ekspozytory i stojaki z plexi, natomiast do miękkich np. naklejki, broszury czy katalogi reklamowe.

Które nośniki reklamowe wybrać?

Wśród wyżej wymienionych nośników możemy oczywiście wskazać te mniej lub bardziej skuteczne. Niemniej w praktyce o efektywności naszego komunikatu decyduje nie tylko metoda przekazu – istotna jest ponadto jakość wykonania materiałów a także odpowiednie rozmieszczenie nośników i umiejętne wykorzystanie dostępnej powierzchni.

Polecamy tutaj różnego rodzaju stojaki, prezentery oraz kieszenie na materiały promocyjne. Są lekkie i zajmują niewiele przestrzeni, dzięki czemu można je przenosić z miejsca na miejsce, co pozwala szybko weryfikować ich skuteczność. Nośniki tego typu to najczęściej wyroby z plexi i innych tworzyw sztucznych. Plexi to tworzywo, które w szczególności upodobała sobie branża reklamowa. Jego świetne właściwości fizyczne i optyczne a przede wszystkim przezroczystość, która w przypadku bezbarwnego szkła akrylowego dochodzi do 92% – sprawiają, że pleksi idealnie wpasowuje się w otoczenie. Plexiglas bardzo łatwo poddaje się różnego rodzaju obróbce, takiej jak gięcie, czy frezowanie, co umożliwia nadawanie elementom z pleksi praktycznie dowolnych kształtów.

Profesjonalnie wykonane wyroby z plexi doskonale sprawdzą się zarówno w sklepie, jak i biurze, gdzie mogą spełniać nie tylko rolę promocyjną, ale i reprezentacyjną, wzbogacając aranżację wnętrza. Nośniki reklamowe same w sobie powinny stanowić swego rodzaju element identyfikacji firmy, aby wspomagać budowanie świadomość marki wśród konsumentów.

Dlaczego nośniki POS?

Ekrany nieustannie wyświetlające reklamy, czy głośniki w kółko informujące o promocjach z początku mogą wydawać się dobrym pomysłem. Niemniej jednak tego rodzaju nachalny przekaz bardzo szybko zaczyna irytować a wręcz drażnić kupujących. Gdy mowa o nośnikach reklamowych, sytuacja wygląda nieco inaczej. To sam klient decyduje o tym, czy chce zapoznać się z materiałami promocyjnymi – przykładowo ulotkami, wizytówkami, folderami, czy próbkami towarów. Oczywiście, żeby przekaz był widoczny, należy zadbać o atrakcyjny wygląd nośników i materiałów promocyjnych, tak aby skutecznie przyciągały uwagę potencjalnych klientów. Umiejscowienie elementów reklamowych również odgrywa kluczową rolę w tym aspekcie.

Wyroby wykonane z plexi, takie jak np. kieszenie na ulotki lub wizytówki (pojedyncze bądź wielosegmentowe), świetnie sprawdzą się np. na biurku doradcy w dziale obsługi klienta. Kieszenie oraz stojaki z materiałami promocyjnymi można także rozstawić w pobliżu półek z produktami, aby na dłużej zatrzymać przy nich klienta. Wyroby z plexi doskonale nadają się do eksponowania poszczególnych towarów wraz z ich opisami – co można zaobserwować chociażby w wiodących sklepach z elektroniką. Rozwiązanie to jest na tyle dobre, że pozwala łatwo zaprezentować główne atuty danego produktu a przy okazji odciąża sprzedawców.

Stojaki reklamowe z plexi to interesujący wybór dla sklepów z kosmetykami i salonów piękności. Dzięki wysokiej przepuszczalności światła, stojaki wykonane z plexi można bez problemu dopasować do układu pomieszczenia w sposób, który nie psuje jego wystroju ani klimatu. Plexiglas wykorzystywany jest również do tworzenia wszelkiego rodzaju detali, takich jak małe szyldy, napisy czy logotypy, które świetnie nadają się do wykorzystania, jako subtelne ozdoby albo elementy wzmacniające identyfikację wizualną marki. Możliwości w tym zakresie jest naprawdę wiele.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 10.05 – 14.05.2021

Na rynki wraca apetyt na ryzyko w oparciu o trendy reflacyjne. Na rynku walutowym przejawia się to odejściem od dolara, rynek akcji sporo optymizmu ma już w cenach, za to nowym motorem wzrostów są surowce. Dane makro są analizowane pod kątem potwierdzenia otwierania gospodarek i poprawy perspektyw ożywienia w drugiej części roku. W najbliższych dniach odczyty inflacji mogą podsycać dyskusję o przyszłości polityce monetarnej. W Polsce pod lupą uchwała Sądu Najwyższego ws. kredytów frankowych.

Wydarzenia tygodnia: CPI/sprzedaż detaliczna z USA, Sentix/ZEW ze strefy euro, PKB z Wlk. Brytanii, CPI/PKB z Polski, uchwała SN ws. kredytów CHF

USA

W USA na pierwszym planie inflacja CPI (śr), gdzie spodziewane jest dalsze przyspieszenie tempa wzrostu cen. Jednak wyższa inflacja raczej nie rozbudzi oczekiwań na reakcję Fed, gdyż te chwilowo wyparowały po fatalnym NFP. Normalizacja sprzedaży detalicznej (pt) po silnym skoku w marcu (efekt wypłaty czeków zapomogowych) może przynieść spadek m/m, ale nie powinno być to źródłem awersji do ryzyka. W ciągu tygodnia nie zabraknie wystąpień przedstawicieli Fed, ale należy liczyć na potwierdzenie, że dyskusja o redukcji tempa skupu aktywów jest odłożona na później. Brak obaw o zwrot Fed i podtrzymanie apetytu na ryzyko na rynkach będą przemawiać za słabszym USD.

Strefa euro

W strefie euro indeks Sentix (pon) powinien wskazać poprawę nastrojów zbieżną z postępem procesu szczepień i poprawą perspektyw gospodarczych. Podobnie niemiecki indeks ZEW (wt) powinien odzwierciedlać łagodzenie restrykcji i spadek niepewności o wpływ trzeciej fali COVID-19 na siłę ożywienia. Lepsze dane powinny być zachętą do pchania EUR na wyższe poziomy, choć główną siłą nadającej kierunek EUR/USD pozostaje nastawienie względem dolara.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii marcowe PKB i produkcja przemysłowa (śr) są najważniejszymi odczytami. Jakkolwiek lockdown nie został jeszcze zniesiony, otwarcie szkół powinno wpłynąć na wzrostu produktu krajowego. Wskaźniki PMI w marcu pokazywały wzrost aktywności, co także przemawia za solidnym wzrostem gospodarczym w tym okresie. Po weekendzie będzie też znany już wynik wyborów do szkockiego parlamentu, ale potencjalna zmienność z tytułu wygranej SNP nie powinna zakłócić trendu wzrostowego funta.

Polska

W Polsce dane makro ograniczają się do rewizji kwietniowej inflacji CPI i szacunku flash PKB a I kw. (pt). W pierwszym interesujące będą składniki silnego przyspieszenia inflacji do 4,3 proc. r/r. W drugim – jak odporna była gospodarka na utrudnienia związane z restrykcjami. Z perspektywy złotego ważniejsza będzie kolejna odsłona uchwał sądowych w temacie kredytów frankowych. We wtorek 11 maja Izba Cywilna Sądu Najwyższego powinna wydać uchwałę w sprawie sześciu pytań dotyczących kredytów walutowych. Im bardziej zalecenia będą zmierzać ku konwersji kredytów lub ich unieważnieniu, tym bardziej negatywny będzie wpływ na złotego. Nie podejmujemy się oceny, w którą stronę pójdzie uchwała sądu.

Chiny

Poza tym niewiele wydarzeń mogących przynieść większą zmienność. CPI i PPI w Chinach (wt) mogą posłużyć jako dobry barometr dla oceny wzrostu popytu.

Norwegia i Szwecja

Odczyty inflacji z Norwegii (pon) i Szwecji (śr) nie powinny odmienić oczekiwań w stosunku do polityki Norges Banku i Riksbanku. Ewentualna słabość NOK po gorszym odczycie raczej będzie szybko wykorzystywana do kupna, biorąc pod uwagę spekulacje o podwyżce stóp procentowych jeszcze w III kw.

Australia i Kanada

W bloku dolarowym (AUD, NZD, CAD) indeksy nastrojów z Australii (pon) czy produkcja przemysłowa z Kanady (pt) zejdą na dalszy plan względem generalnego nastawienia do ryzyka i śledzenia przez waluty zmian w cenach surowców.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Apple rzuci rękawice Tesli?

Najpotężniejsze spółki informatyczne są coraz bardziej zainteresowane produkcją samochodów autonomicznych. Zaskoczył tym Google, a ostatnio coraz większe jest zamieszanie wokół Apple.

Samochody, które nie potrzebują kierowcy, coraz odważniej wjeżdżają na drogi. Jeszcze w tym roku pojawią się w Wielkiej Brytanii, a nad uregulowaniem ich statusu pracuje już polski rząd. Widać też mobilizację w branży IT. Czy przyspieszenie w projektowaniu autonomicznych pojazdów to gratka również dla inwestorów?

Najnowsze wyniki finansowe Apple były lepsze od oczekiwań i pokazały, że iPhone jest nadal flagowym produktem kalifornijskiej firmy. Ale to może się zmienić. Według nieoficjalnych informacji Apple przygotowuje się do produkcji własnego samochodu. Jego wprowadzenie na rynek mogłoby zmienić motoryzację tak, jak komputery Mac czy iPhony zmieniły świat elektroniki. Wszystko wskazuje na to, że Apple myśli o autonomicznych pojazdach elektrycznych i chce rzucić wyzwanie Tesli Elona Muska.

– Samochód autonomiczny produkowany przez Apple, to temat pozostający ciągle w sferze plotek, nie wiadomo nawet czy projekt ten dotyczyć ma stworzenia samochodu, czy też ograniczy się do przygotowania oprogramowania, przy współpracy z różnymi producentami – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Leściorz, ekspert CMC Markets. – Wiadomo jednak, że Apple rozmawiała już z kilkoma producentami samochodów. Przed dwoma laty były to rozmowy z Volkswagenem, a w tym roku z koreańskim Hyundaiem i japońskim Nissanem.

Najnowsze informacje o potencjalnej współpracy, z kwietnia br., dotyczą Lucid Motors, spółki z Kalifornii projektującej samochody elektryczne. Gdyby do tego doszło, byłby to bardzo ciekawy projekt, ponieważ obie firmy wyznają wspólne zasady dotyczące projektowania. Jest to filozofia oparta na dążeniu do perfekcjonizmu.

– Z tych działań wynika, że inwestorzy już mogą myśleć o Apple, jako o spółce, która będzie produkowała samochody, a wówczas Apple rzuci rękawice Tesli – komentuje ekspert CMC Markets. – Tesla musi brać to pod uwagę, ze względu na olbrzymie możliwości kapitałowe Apple.

Niedawne wyniki finansowe Tesli były lepsze od oczekiwań analityków. Jednak pierwsza reakcja inwestorów była taka, że kurs akcji spadł o 3 proc. Na początku maja za akcje Tesli trzeba było zapłacić około 670 USD, gdy 13 kwietnia, a więc jeszcze przed ogłoszeniem wyników kwartalnych, było to 762 USD. Co jednak o wiele istotniejsze, przed rokiem akcje Tesli były kilkakrotnie tańsze – 152 USD na początku maja 2020 r.

Czy ta część branży motoryzacyjnej, która zajmuje się samochodami elektrycznymi lub autonomicznymi jest przeszacowana przez inwestorów, a szczególnym tego przykładem jest właśnie Tesla? Czy też może jest przeciwnie i akcje firm z tej branży są nadal atrakcyjne?

– Inwestorzy oceniają, że jest to nadal część rynku z olbrzymimi perspektywami, a pojawiają się nowi gracze, o których w Polsce prawie nic nie wiemy, bądź są to spółki, których nie kojarzymy z branżą motoryzacyjną – wyjaśnia M. Leściorz. – Mamy w CMC Markets „koszyk akcji” pojazdów autonomicznych, który jest instrumentem finansowym podobnym do ETF-ów, a w nim Tesla ma ok. 10 proc. wagę. W tym koszyku umieściliśmy już Apple i Alphabet (holding powołany przez Google). W ciągu ostatniego roku wartość tego koszyka akcji wzrosła ponad dwukrotnie.

Bez podwyżki stóp procentowych nie zdusimy wysokiej inflacji

Żyjemy w świecie zerowych stóp procentowych, ale to musi się skończyć, wtedy odczujemy jak duże są koszty spłacania kredytów i długu budżetu państwa.

Jeszcze pamiętamy jak bardzo obciążający był światowy kryzys finansowy w 2008 r., a gospodarki wielu krajów przez kilka lat odbudowywały swój PKB. Takiej powtórki obawiano się na początku obecnego kryzysu, stąd też szybkie zmiany w 2020 r. w polityce pieniężnej banków centralnych. Obniżano stopy procentowe w obawie, że ceny zaczną spadać.

– Stało się jednak inaczej, ceny rosną i inflacja w Polsce jest znacznie powyżej celu inflacyjnego NBP – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – I nie ma perspektyw szybkiego powrotu do tego celu.

Zgodnie ze wstępnym szacunkiem inflacja CPI w Polsce zwiększyła się w kwietniu do 4,3 proc. r/r wobec 3,2 proc. w marcu. I była wyraźnie powyżej konsensusu rynkowego, wynoszącego 4,0 proc.

W maju inflacja prawdopodobnie będzie jeszcze wyższa, może nawet przekroczyć 5 proc. Coraz częściej nazywana jest „ukrytym podatkiem”, bo zwiększa rządowe dochody, które są znacznie powyżej założeń ustawy budżetowej. Jednocześnie najbardziej uderza to w sytuację gospodarstw domowych o najniższych dochodach.

Przez ostatnie miesiące NBP sugerował, że nie dojdzie do podwyżek stóp procentowych co najmniej do końca przyszłego roku. Można zastanawiać się czy nie stanie się to znacznie wcześniej.

– Trudno teraz przewidywać kiedy do tego dojdzie, ale ta data pierwszej podwyżki stóp procentowych uległa już znacznemu przyspieszeniu – komentuje ekspert XTB. – Na pewno powinniśmy już rozpocząć dyskusję o podwyżce stóp procentowych i to Rada Polityki Pieniężnej powinna sformułować uwarunkowania, przy spełnieniu których będzie chciała takie zmiany podejmować.

Popyt konsumpcyjny znów jest już silny. Będzie jeszcze wyższy, bo znoszone są kolejne ograniczenia administracyjne, związane z pandemią. Firmy nie nadążają z realizacją zamówień.

– Bez podwyżki stóp procentowych nie powrócimy do niskiej inflacji – dodaje P.Kwiecień. – Nie jest już pewne, że podwyżki stóp pozwolą łatwo zapanować nad wysoką inflacją.

Sniper Ghost Warrior Contracts 2 – premiera na PS5 w późniejszej części 2021 r.

CI Games zapowiedziało, że premiera oczekiwanej gry Sniper Ghost Warrior Contracts 2 na PlayStation 5 odbędzie się w późniejszej części 2021 r. z powodu nieoczekiwanych problemów technicznych.

Premiera gry na PS4, Xbox One, Xbox Series X|S oraz PC pozostaje niezmieniona i odbędzie się 4 czerwca 2021 r. CI Games jest pewne stanu i jakości gry na tych platformach, a doświadczony zespół już pracuje nad zapewnieniem równie wysokiego standardu rozgrywki na PS5.

Ze względu na opóźnienie, CI Games zapowiedziało, że pierwszy większy dodatek do gry (zawierający jedną rozległą mapę oraz nowe zlecenia) będzie dostępny za darmo dla graczy na wszystkich platformach. DLC jest obecnie w produkcji, a więcej informacji na jego temat pojawi się w późniejszym terminie.

Dodatkowo, posiadacze zarówno cyfrowej, jak i fizycznej wersji Sniper Ghost Warrior Contracts 2 na PS4 otrzymają darmowe, cyfrowe ulepszenie gry do wersji PS5, gdy ta pojawi się na rynku. Dzięki temu posiadacze PS5 mogą bez obaw sięgnąć po wersję gry z poprzedniej generacji. Na konsolach najnowszej generacji gracze będą mogli korzystać z ulepszonych tekstur i efektów graficznych oraz szybkiego ładowania z dysku SSD.

– Nie mogliśmy przewidzieć napotkanych problemów. Mogę zapewnić graczy, że bardzo doświadczony, profesjonalny i oddany zespół pracuje wraz z ekspertami Sony oraz dostawcą silnika nad zapewnieniem posiadaczom PS5 najlepszego doświadczenia snajperskiego, na jakie zasługują. Darmowa aktualizacja do wersji na PS5 będzie dostępna zarówno dla posiadaczy fizycznych i cyfrowych wersji na PS4 – zapewnia Tobias Heussner, producent wykonawczy w CI Games.

Sniper Ghost Warrior Contracts 2 przeniesie gameplay bestsellerowej serii CI Games na nowy poziom. Gracze będą mogli oddać strzały do celów oddalonych o ponad kilometr (rekord w serii), zwiedzić olbrzymie mapy-piaskownice, używać realistycznych broni i gadżetów. Ulepszona grafika i silnik gry pozwolą przeżyć graczom najlepsze doświadczenie bycia strzelcem wyborowym.

Zamówienie przedpremierowe na wersje konsolowe gry dostępne są u wybranych sprzedawców. Grę w wersji PC można zamówić już teraz na Steam. Wersja przedpremierowa da graczom dostęp do ekskluzywnych broni i skórek do broni.

Sniper Ghost Warrior Contracts 2 będzie dostępny za 99,99 zł na PC i 149,99 zł na konsolach.

Indeks GIP60: Kwiecień był dla Giełdowego Indeksu Produkcji najlepszym miesiącem w 2021

W kwietniu akcje polskich producentów z Giełdowego Indeksu Produkcji (GIP60) wzrosły o 7,6% pozwalając mu wrócić powyżej poziomu 1000 pkt, od którego indeks wystartował na początku 2016 r. Dobra koniunktura w przemyśle zrodziła dla polskiego sektora produkcji wiele szans, ale też problemów – szczególnie z zaopatrzeniem, które do tej pory nie ograniczały znacząco wzrostu wartości rynkowej polskich producentów z GPW.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc kwiecień. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP z DSR S.A. pisze: „Kwiecień był dla Giełdowego Indeksu Produkcji (GIP60) najlepszym miesiącem w 2021 r. Wzrost z poziomu 930,33 punktów ustanowionego na koniec marca, do 1001,22 punktów na koniec kwietnia dał 7,6% stopę zwrotu. Cały pierwszy kwartał br. przyniósł 5,4% wzrost, tak więc pierwszy miesiąc drugiego kwartału okazał się wyjątkowo dobry, dzięki czemu od początku 2021 roku GIP60 zyskał na wartości już ponad 13,5%”.

Dla osób śledzących nasze komunikaty, taki rozwój wypadków nie powinien być zaskoczeniem, gdyż tak pisaliśmy miesiąc temu: „Polskie spółki produkcyjne wykorzystują szansę, która pojawiła się w wyniku zawirowań pandemicznych na globalnym rynku dostaw. Od dołka z ubiegłego roku GIP60 zdążył już podwoić swoją wartość, jednak ciągle znajduje się poniżej swojej wartości bazowej ustalonej na poziomie 1000 punktów w styczniu 2016 roku, zachowując potencjał do dalszych wzrostów, które powinny być kontynuowane w drugim kwartale br.”. Można więc uznać, że długa seria trafnych prognoz została podtrzymana. Przejdźmy zatem do kolejnej analizy zdarzeń minionego miesiąca.

W kwietniu, aż 42 spółkom udało się uzyskać dodatnie miesięczne stopy zwrotu, wśród których 17 zanotowało dwucyfrowy zwrot.  W przekroju branżowym w kwietniu najlepiej radzili sobie producenci i dystrybutorzy odzieży określani przez nas mianem „Projektantów”. Średnia miesięczna stopa zwrotu w tej grupie wyniosła 21,5% za sprawą solidnych wzrostów na akcjach Vistuli (31,43% m/m), LPP (20,62%) i CCC (12,38%). Również branża spożywcza zanotowała solidne wzrosty, co przełożyło się na średni zwrot w tej grupie na poziomie 10%. Porównywalnie dobrze w kwietniu radzili sobie producenci tworzyw sztucznych (średnio +9,1% m/m), materiałów budowlanych (+8,7%), producenci z przemysłu lekkiego (+6,0%), metalurgicznego (+5,4%), motoryzacyjnego (+4,4%) i elektromaszynowego (+4,0%).

Znalazły się również branże, które minimalnie traciły. Niektóre mniej, tak jak producenci wyrobów drewnianych i chemicznych, którzy średnio tracili w kwietniu odpowiednio 0,7% i 0,9%. Jednak największe przeceny dotknęły spółki z branży farmaceutycznej, w której średnia stopa zwrotu w kwietniu wyniosła -13,7%. Może to wskazywać na wiarę inwestorów w skuteczność programu szczepień i przejście w fazę „popandemiczną”.

Wyniki za rok 2020 podsycają popyt na akcje polskich producentów

Kwietniową klasyfikację Giełdowego Indeksu Produkcji wygrywa Decora S.A. za miesięczny zwrot na poziomie 35,38%, co zbliżyło wartość rynkową tej spółki do 2 mld zł. Akcje przedsiębiorstwa ze Środy Wielkopolskiej, produkującego elementy wykończenia podłogi oraz dekoracji ściennych zareagowały żywo na wyniki spółki za 2020 rok. We wspomnianym sprawozdaniu finansowym uwagę zwraca solidny wzrost zysku netto do 58,9 mln zł, a więc 173% więcej niż w 2019 r. kiedy spółka zarobiła na czysto 21,6 mln zł, a to wszystko przy 21% wzroście przychodów do 353 mln zł. Równocześnie spółka ogłosiła plan wypłaty dywidendy w wysokości 2 zł na akcję, co daje stopę dywidendy w okolicach 5%.

Drugi stopień podium dla VRG S.A. za 31,43% zwrot w kwietniu. Również w tym przypadku ceny akcji rozpoczęły solidny marsz na północ, po ogłoszeniu wyników za ubiegły rok. Jednak tym razem inwestorzy zadowolili się mniejszą stratą od oczekiwanej, dzięki czemu krakowska Vistula Retail Group S.A. okazała się jedną z lepszych inwestycji na początku drugiego kwartału.

Trzecie miejsce dla spółki Wielton S.A. za 27% wzrost wartości. Jest to już kolejne miejsce na podium narodowego czempiona motoryzacyjnego z Wielunia, który na przekór problemom branży transportowej, radził sobie relatywnie dobrze, utrzymując w ubiegłym roku dodatni wynik skonsolidowany (27,3 mln zł), mimo spadku przychodów (-22% rdr). Na uwagę zasługuje także wzrost liczby zarejestrowanych przyczep i naczep w pierwszym kwartale br. do 822 szt. (+25,7% rdr).

Problemy z podażą surowców i materiałów

Dane GUS i Eurostatu publikowane są z miesięcznym opóźnieniem, jednak dotychczasowe odczyty nie budzą wątpliwości, co do dobrej kondycji przemysłu w Polsce. Produkcja rośnie, rośnie też wartość produkcyjnych spółek giełdowych, co dowodzi, że inwestorzy uwierzyli, że to trwały trend. Rośnie produkcja w wielu krajach Europy Wschodniej, wyróżniając ją na tle świata, gdzie poza Chinami przemysł nie odnotowuje aż tak dobrej koniunktury.

Jednak rosnący popyt to tylko jedna strona medalu, po drugiej mamy pogłębiające się problemy z zakupami surowców i materiałów, których ceny są wyraźnie wyższe, a dostępność mniejsza niż przed rokiem. W mniejszym stopniu producentom doskwierają problemy z uzupełnieniem braków kadrowych.

Efekty trudnej sytuacji po stronie podażowej widać już teraz w badaniach ankietowych, które przykładowo leżą u podstaw wskaźnika PMI®, a ten spadł w kwietniu z 38-miesięcznego szczytu (54,3) do 53,7 pkt. W komentarzu do badań wskazano rekordowo niską wydajność zaopatrzeniowców, najszybszą w historii badań inflację kosztów oraz cen wyrobów gotowych, przy bezprecedensowo wysokim poziomie zaległości produkcyjnych. Wśród ankietowanych kierowników firm produkcyjnych panuje przeświadczenie, że produkcja wzrosła tylko nieznacznie, właśnie przez wspomniane wcześniej problemy z zakupem surowców i materiałów, co – w połączeniu z dużym popytem eksportowym – doprowadziło do wyprzedaży zapasów i wzrostu cen wyrobów gotowych.

Na początku drugiego kwartału zakłócenia w łańcuchu dostaw utrzymały status głównego czynnika hamującego rozwój sektora przemysłowego, zwiększając średni czas opóźnienia w dostawach. Zatrudnienie w sektorze rośnie nieustannie od kilku miesięcy, jednak producenci w dalszym ciągu narzekają na braki również w tym obszarze. Zamówienia eksportowe rosły w tempie najszybszym od 7 lat, natomiast popyt krajowy osłabł, przez co sumaryczny wzrost nowych zamówień okazał się niewielki.

Kolejne spółki publikują zadowalające lub bardzo dobre wyniki za ubiegły rok oraz informują o utrzymaniu tempa wzrostu w pierwszych miesiącach 2021 roku. Jednak problemy z dostępnością materiałów i surowców ograniczają możliwości wykorzystania obecnej sytuacji do jeszcze szybszej ekspansji. Utrzymujące się problemy z ciągłością łańcuchów dostaw mogą spowodować spadek dynamiki wzrostu sprzedaży w sektorze, co z pewnością nie umknie uwadze inwestorów- prognozuje dr Maciej Zaręba.

Czy polscy producenci są w stanie rozwiązać te problemy i wykorzystać dziejową szansę na zwiększenie udziału w globalnym rynku? Spółki, którym ta sztuka się uda zapewne hojnie wynagrodzą swoich akcjonariuszy w kolejnych kwartałach.

Doręczenia elektroniczne – krok w dobrym kierunku?

Informatyzacja szeroko rozumianej administracji publicznej uległa w ostatnim czasie znacznemu przyspieszeniu. Praktycznie we wszystkich sprawach urzędowych, w tym w sprawach podatkowych, wymiana korespondencji może obecnie następować drogą elektroniczną. Co więcej, postępowanie przed sądami administracyjnymi również może toczyć się w całości elektronicznie, a już niedługo – bo 1 lipca 2021 r. – pełnej informatyzacji ulegnie również postępowanie przed sądami rejestrowymi.

Obszarem, który dalej pozostaje w znacznej części „papierowy” jest postępowanie przed sądami powszechnymi, chociaż i w tym przypadku wprowadzono w ostatnim czasie kilka ciekawych rozwiązań, w szczególności możliwość uczestnictwa w zdalnych rozprawach.

Ustawodawca postanowił wykonać kolejny krok w procesie upowszechnienia informatyzacji kontaktów obywateli z państwem, uchwalając ustawę z dnia 18 listopada 2020 r. o doręczeniach elektronicznych. Ustawa kompleksowo reguluje kwestię elektronicznej wymiany korespondencji pomiędzy obywatelami i urzędami i wprowadza kilka zasadniczych zmian, które można byłoby bez większej przesady określić jako rewolucyjne.

Podstawowe założenia

Doręczenie elektroniczne, również w sprawach podatkowych, ma stać się zasadą, a „tradycyjne” doręczenie papierowe – wyjątkiem. Nowo tworzony system ma w założeniach zastąpić obecnie stosowaną komunikację za pośrednictwem platformy ePUAP – „wygaszenie” systemu ePUAP nastąpi po 30 września 2029 r. Korespondencja urzędowa będzie doręczana przez podmioty publiczne na adres do doręczeń elektronicznych wpisany do bazy adresów elektronicznych. Każda osoba będzie posiadać jedną skrzynkę do doręczeń elektronicznych, wykorzystywaną do celów komunikacji urzędowej.

Usługa doręczenia elektronicznego ma być zasadniczo dobrowolna. Część podmiotów została jednak zobowiązana do utworzenia adresu do doręczeń elektronicznych – są to m.in. adwokaci i radcy prawni wykonujący zawód. Muszą oni utworzyć taki adres dość szybko, bo do 1 października 2021 r. W przypadku osób wykonujących działalność gospodarczą oraz podmiotów wpisanych do Krajowego Rejestru Sądowego, utworzenie takiego adresu nastąpi z urzędu. Doręczenie elektroniczne będzie mogło być potencjalnie wykorzystywane również w komunikacji między przedsiębiorcami, zastępując obecnie wykorzystywaną formę rejestrowanego listu poleconego.

Uzupełnieniem usługi doręczenia elektronicznego ma być tzw. publiczna usługa hybrydowa, zapewniająca możliwość odbierania korespondencji w postaci papierowej tym osobom, które nie będą chciały lub mogły odbierać korespondencji w drodze elektronicznej. Takie pisma będą pierwotnie wysyłane jako pisma elektroniczne, ale przed ich faktycznym doręczeniem zostaną wydrukowane i przekazane adresatowi w tradycyjnej formie papierowej.

Stopniowo do celu

Usługa doręczenia elektronicznego oraz tzw. publiczna usługa hybrydowa, będą wprowadzane stopniowo. Najwcześniej, bo od 1 października 2021 r., doręczać elektronicznie będą organy administracji rządowej. Najpóźniej nowymi zasadami doręczeń zostaną natomiast objęte m.in. sądy powszechne – w ich przypadku ustawa wejdzie w życie 1 października 2029 r. Wątpliwości może budzić bardzo odległy termin wdrożenia ustawy w sądach powszechnych, zwłaszcza, że jest to obszar działalności państwa niejako „wykluczony” cyfrowo.

W dobrym kierunku

Informatyzacja doręczeń ma wiele plusów. Wysyłka pism elektronicznych jest co do zasady tańsza, wygodniejsza, mniej pracochłonna i szybsza. Do niektórych osób mogą również przemawiać argumenty dotyczące łatwiejszej archiwizacji wysyłanych i odbieranych dokumentów, czy też argumenty natury ekologicznej (mniej zużytego papieru). Ustawa o doręczeniach elektronicznych jest więc niewątpliwie krokiem w dobrym kierunku.

Niemniej jednak wydaje się, że niektóre zmiany wprowadzane są zbyt wolno. Cieszy natomiast przedstawienie jasnego harmonogramu cyfryzacji działalności podmiotów publicznych. Pozostaje mieć nadzieję, że terminy te będą dotrzymane i nie zajdzie potrzeba ich przedłużania – tak, jak miało to miejsce w przypadku elektronizacji postępowań przed sądami rejestrowymi.

Jarosław Józefowski, radca prawny, senior associate w Enodo Advisors. Specjalizuje się w zagadnieniach związanych z CIT, szczególnie związanych z opodatkowaniem międzynarodowym. Posiada doświadczenie w projektach realizowanych m.in. dla podmiotów z branży energetycznej, farmaceutycznej oraz finansowej.

Fikcyjność transakcji dostawy – przesłanki na podstawie wyroku NSA o sygn. I FSK 168320

Karuzele VAT-owskie są przedmiotem dużego zainteresowania fiskusa w ostatnich latach. W związku z tym bardzo szczegółowo badane są łańcuchy transakcji i powiązań pomiędzy podmiotami, szczególnie w sytuacji, gdy towar opuścił terytorium Polski. Zdarza się, że dla „urealnienia” karuzeli VAT-owskiej w takie transakcje angażowane są legalnie działające podmioty, niebędące oszustami podatkowymi. W związku z tym podatnicy powinni zachować szczególną ostrożność, jeżeli chodzi o weryfikację swoich kontrahentów oraz dokonywanych transakcji. Istotne jest w tym zakresie wdrożenie odpowiednich procedur weryfikujących transakcje i kontrahenta, zbieranie w związku z tym odpowiednich dowodów, jak też prawidłowe i rzetelne dokumentowanie transakcji. Jak bardzo jest to ważne, przekonał się podatnik, będący bohaterem sprawy, która ostatecznie skończyła się wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 28 stycznia 2021 r. sygn. I FSK 1683/20.

Co kwestionował organ?

Organy podatkowe w toku prowadzonej kontroli stwierdziły wystąpienie fikcyjnego obrotu kawą, mającego na celu oszustwo podatkowe. W obrocie kawą brało udział 8 spółek, z których jedna była zagraniczna. Kontrola dotyczyła podatnika VAT zarejestrowanego jako podatnik VAT czynny od 1997 r., składającego regularnie deklaracje VAT-7. Podatnik zajmował się działalnością w zakresie handlu hurtowego i detalicznego artykułami spożywczymi, nawozami i napojami alkoholowymi.

W toku kontroli stwierdzono, że w przypadku pięciu faktur dotyczących wewnątrzwspólnotowego nabycia zastosowana została nieprawidłowa stawka podatku 23% zamiast 5%. Ponadto w czasie kontroli sprawdzono transakcje zakupu i sprzedaży kawy. Na podstawie zebranych dowodów oraz kontroli krzyżowych przeprowadzonych u kontrahentów podatnika, a także w oparciu o zeznania świadków, korespondencji mailowej i pozostałych dokumentów stwierdzono, że faktury nie dokumentują rzeczywistych transakcji gospodarczych. W szczególności organy zidentyfikowały braki w dokumentacji przyjęcia i wydania towarów oraz stosowanie w łańcuchu warunków transakcji, których podmioty nie ustaliłyby w przypadku konkurencji rynkowej, tj. warunków bez biznesowego uzasadnienia.

Ponadto różne strony transakcji zeznawały odmiennie, jeżeli chodzi o kwestię transportu kawy. Brak spójności w tym zakresie w przypadku transportu towarów za 600 tys. zł był w ocenie organu wystarczający do przyjęcia, że do transportu nie doszło. Dodatkowo domniemanie to potwierdzał krótki okres pomiędzy wystawieniem faktury zakupu i faktury dostawy, który w ocenie kontrolerów byłby niemożliwy do osiągnięcia w warunkach konkurencji rynkowej. Termin i czas zapłaty również był bardzo krótki.

W konsekwencji organy podatkowe ustaliły, że faktury nie dokumentują rzeczywistych transakcji gospodarczych, lecz stanowią tzw. puste faktury, wykorzystywane w oszustwach VAT.

Stanowisko spółki

Spółka nie zgodziła się z takim stanowiskiem organu podatkowego, powołując się na definicję dobrej wiary podatnika określoną w wyroku TSUE z 22 października 2015 r. w sprawie C-277/14. W wyroku tym TSUE wskazał, że przedsiębiorca nie może zostać obciążony ciężarem podatku w związku z nadużyciami dokonanymi przez kontrahenta. W efekcie odliczenie VAT powinno przysługiwać także w sytuacji, gdy podmiot został na podstawie przepisów krajowych uznany za nieistniejący. Ponadto spółka zarzuciła organom podatkowym selektywne wybieranie dowodów oraz brak przeprowadzenia dowodu z zeznań świadka odpowiedzialnego za odbiór i załadunek zakupionej kawy, który to dowód miałby świadczyć na korzyść strony.

Wyrok NSA

W omawianej sprawie Naczelny Sąd Administracyjny podtrzymał stanowisko WSA w Krakowie i orzekł, że dokonywanie interpretacji selektywnie powoływanych określonych okoliczności sprawy na korzyść strony nie dowodzi, że nie doszło do oszustwa podatkowego oraz nie przesądza o dobrej wierze spółki. NSA zaznaczył, że w niniejszej sprawie wymóg dochowania należytej staranności nie został spełniony, ponieważ spółka wiedziała lub przynajmniej powinna była wiedzieć o fikcyjności w przypadku dokonywanych transakcji obrotu kawą.

NSA zwrócił uwagę na kompleksowy charakter zebranego materiału dowodowego i jego analizę, która potwierdziła dokonanie oszustwa podatkowego. NSA wskazał, że dowody powoływane przez spółkę nie były w stanie podważyć ustaleń organu. Strona powoływała pojedyncze okoliczności, które w perspektywie logicznego podejścia, zgodnego z doświadczeniem życiowym, nie uzasadniały niewiedzy, że podmiot uczestniczy w oszustwie. W szczególności NSA podkreślił, że według zeznań świadków podatnik nigdy nie handlował kawą, a dokonana transakcja przeprowadzona była na bardzo korzystnych warunkach rynkowych. NSA nie udowodnił jednoznacznie, że podatnik świadomie uczestniczył w oszustwie, wskazując jedynie: „Tym samym teza spółki o braku świadomości udziału w nielegalnym procederze jawiła się jako niewiarygodna”.

Powyższy wyrok NSA wskazuje, że podatnicy powinni być bardzo ostrożni przy weryfikacji swoich kontrahentów oraz nie podejmować transakcji „podejrzanych”, gdzie warunki znacznie odbiegają od warunków rynkowych. Pomimo więc, że nie ma złudzeń co do tego, iż w przedmiotowej sprawie doszło do oszustwa podatkowego, to organy podatkowe nie zdołały jednoznacznie potwierdzić woli uczestnictwa podatnika w tym procederze. Oznacza to, że podatnik mógł być nie do końca świadomy, że uczestniczy w oszustwie. Jednak brak jakichkolwiek procedur i słaba dokumentacja przekreśliły jego szanse na obronę.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Piąty dzień tygodnia

Dobrnęliśmy do końca tygodnia, w trakcie którego nastroje na rynkach były mieszane, choć powoli zaczyna górę brać apetyt na ryzyko. Dziś uwaga skupia się na raporcie NFP, gdzie ponad 1 mln nowych miejsc pracy jest możliwy, choć prawdopodobnie mało istotny dla inwestorów.

Konsensus dla liczby nowych miejsc pracy w sektorze pozarolniczym USA w kwietniu został ustanowiony na równo 1 mln. Rosnąca liczba zaszczepionych i luzowanie restrykcji pozwala na odbudowę miejsc pracy przede wszystkim w sektorach, które wcześniej ucierpiały na lockdownach. Widać to było w raportach ISM, gdzie subindeks zatrudnienia wzrósł w usługach (choć obniżył w przemyśle, ale i tam pozostał powyżej 50 pkt.). Dodatkowo otwieranie szkół przywróci prace w sektorze publicznym. Niezależnie jak imponująco wygląda przywrócenie miliona nowych miejsc pracy, nie robi to już wrażenia na uczestnikach rynku. Odbicie gospodarcze USA stało się faktem dobre kilka tygodni temu i jest już ujęte w cenach. Poprzeczka dla pozytywnych zaskoczeń jest ustawiona wysoko – albo dane pokażą bardzo szybką odbudowę zatrudnienia i wzniecą oczekiwania na szybszy zwrot w polityce Fed, albo wystarczą tylko do podtrzymania ogólnorynkowego optymizmu (sytuacja się poprawia). W skrócie, raport NFP raczej nic dobrego dla dolara nie przyniesie. Co więcej, sytuacja w gospodarce może być za dobra, by NFP pokazał wyniki lepsze od oczekiwań. Hojne programy fiskalne skutkują zwlekaniem bezrobotnych z powrotem do pracy, przez co firmy zgłaszają problemy ze znalezieniem pracowników. Podsumowując, ryzyka wokół raportu są obustronne, ale z uwagi na powyższe okoliczności odczyt może zostać zignorowany.

Bank Anglii utrzymał główną stopę na 0,1 proc. i limit dla programu skupu aktywów na 875 mld GBP, ale tempo skupu aktywów zostało obniżone z 4,4 mld GBP/tyg. do 3,44 mld GBP/tyg. Redukcja tempa oznacza, że program pozostanie aktywny dłużej (do końca 2021 r.), ale generalnie niewiele zmienia w ocenie polityki pieniężnej. BoE powtórzył, że nie zamierza zacieśniać polityki dopóki nie pojawią się „jasne dowody” odbicia ożywienia, nawet jeśli bank zakłada, że gospodarka Wielkiej Brytanii jeszcze w tym roku odzyska poziomy sprzed pandemii. BoE potwierdził, co rynek już dyskontował – QE nie będzie przedłużane, choć jeszcze za wcześnie, by wyceniać podwyżkę stóp procentowych. Wydźwięk decyzji Banku Anglii jest jastrzębi, ale tylko na tyle, aby zrównać oczekiwania wkomponowane w wycenę na rynku stopy procentowej i pośrednio odpowiedzialne za powrót GBP/USD do 1,39 w ostatnich dniach. By ruszyć wyżej (i skorzystać na poprawie apetytu na ryzyko) funt wpierw musi pozbyć się niepewności wokół wyniku wyborów parlamentarnych w Szkocji (czekamy na wyniki dziś lub jutro), nawet jeśli zagrożenie leży wyłącznie w nerwowej reakcji rynków na wygraną SNP niż faktycznym ryzyku referendum niepodległościowego. Poprzednim razem SNP po wyborach w 2011 r. potrzebowała trzech lat na doprowadzenie do głosowania. Jest też mało realne, aby rząd Borisa Johnsona tym razem miał szybciej przystać na referendum.

EUR/PLN odbija dziś rano z powrotem w stronę 4,58. Złoty ma trudności ze skorzystaniem z pozytywnych nastrojów na rynkach zewnętrznych, a blokują go czynniki krajowe. NBP pozostaje gołębi i nie spieszy się ze zwrotem ku podwyżek stóp procentowych, pomimo wyższej inflacji. Takie nastawienie powinna dziś potwierdzić konferencja prezesa NBP A. Glapińskiego. Nie sądzę, aby przy 4,58 złoty wyceniał jastrzębi zwrot RPP, aby w przypadku gołębiego wydźwięku konferencji zareagować negatywnie. W złotym ujęta jest premia za ryzyko związana z nierozstrzygniętą kwestią kredytów frankowych. 11 maja Sąd Najwyższy ma wydać uchwałę w tej sprawie, a dziś spodziewana jest uchwała SN do odrębnego zapytania Rzecznika Finansowego ws. roszczeń w przypadku unieważnienia umowy kredytowej. Najbliższe dni to okres szumu wokół uchwał SN, gdzie wszystko może się zdarzyć.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Prowadzisz własny biznes? Pomyśl o ubezpieczeniu NNW – następstw nieszczęśliwych wypadków

Ubezpieczenie NNW Indywidualne to odpowiedź na potrzeby własnego biznesu. Taka polisa przyda się również osobom, które pracują na własnej działalności, rozliczając się co miesiąc w ramach faktury. To rozwiązanie również dla przedstawicieli tzw. wolnych zawodów np. z branży artystycznej. W sytuacji, gdy nie jesteśmy zatrudnieni na zasadach umowy o pracę i rozwijamy własną działalność musimy myśleć o wielu rzeczach wokół biznesu. Jedną z nich jest zapewnienie sobie ochrony w ramach polisy ubezpieczeniowej.

Twoje zdrowie to Twój najważniejszy biznes.

Prowadzenie własnej firmy daje wiele satysfakcji. Gdy jesteśmy „na swoim”, podejmujemy ważne decyzje, rozwijamy własny biznes. Przynosi to wiele satysfakcji i daje poczucie niezależności. Pierwsze sukcesy napędzają do dalszego działania i motywują do rozwoju swojej przedsiębiorczej drogi. W tej codziennej gonitwie powinniśmy jednak pamiętać, jak wiele zależy od stanu naszego zdrowia i jak wiele może się zmienić w jednej chwili. Jak zabezpieczyć się na taką pesymistyczną wizję? Ubezpieczeniem NNW.

Jak przewidywać nieprzewidziane?

NNW to ubezpieczenie skutków nieszczęśliwego wypadku. Mogą być nimi np. uszkodzenie ciała czy problemy zdrowotne tzw. rozstrój zdrowia. Powrót do normalności, pełnej kondycji fizycznej naszego organizmu wymaga wówczas nakładów: czasowego i pieniężnego. Koszty są nieraz tak duże, że każda pomoc jest na wagę… zdrowia i spokoju. W takiej sytuacji przyda się właśnie NNW Indywidualne. Takie rozwiązanie daje całodobową ochronę w życiu prywatnym i zawodowym, bez względu na to, gdzie akurat przebywamy. Wsparcie finansowe w obliczu wypadku jest bezcenne. Bo kto by chciał oszczędzać na zdrowiu.

W jakich sytuacjach pomocne będzie NNW Indywidualne?

NNW Indywidualne w podstawowym zakresie to świadczenia z tytułu trwałego uszczerbku na zdrowiu oraz poważnego urazu po nieszczęśliwym wypadku. Wysokość tych świadczeń można sprawdzić w tabelach: trwałego procentowego uszczerbku na zdrowiu i poważnych urazów, które zawarte są w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia (OWU). To z nich wyczytamy jaki procent sumy ubezpieczenia stanowi konkretny uszczerbek czy uraz. Warto z tymi dokumentami zapoznać się przed zawarciem polisy.

Trwały uszczerbek dotyczy uszkodzeń ciała, zaburzeń jego ważnych funkcji. Przykład? Uszkodzenie kręgosłupa, złamanie ręki czy nogi, zwichnięcia stawów. Poważny uraz wiąże się z kolei z utratą części ciała lub upośledzeniem działania organizmu. Przykładem może być utrata słuchu czy wzroku, także kończyny, porażenie czy niedowłady. Rodzaj tych urazów przekłada się na procentową wysokość sumy ubezpieczenia.

Jak wybrać odpowiedni zakres ochrony ubezpieczenia NNW?

Ubezpieczenie następstw nieszczęśliwych wypadków w ofercie Compensy  daje wiele możliwości rozszerzenia zakresu ochrony. Wśród nich są takie świadczenia po nieszczęśliwym wypadku jak m.in.:

  • zasiłek dzienny przy niezdolności do pracy  lub nauki (krótkotrwałej, od 14 do 100 dni)
  • pomoc w sytuacji, gdy wypadek wymusi zmianę kwalifikacji zawodowych (np. zwrot kosztów szkoleń).

Oba rozszerzenia z pewnością przydadzą się osobom prowadzącym własny biznes, przedsiębiorcom czy przedstawicielom wolnych zawodów. Polisa NNW zapewni również zwrot kosztów leczenia, rehabilitacji, operacji plastycznych po nieszczęśliwym wypadku czy świadczenie w przypadku poważnego zachorowania (np. paraliż, udar, zawał serca, nowotwór złośliwy). W przypadku niepełnosprawności będącej skutkiem nieszczęśliwego wypadku, możemy liczyć na wsparcie finansowe w obliczu konieczności dostosowania mieszkania do nowych ograniczeń związanych z poruszaniem się.

Więcej informacji na temat możliwości ubezpieczenia dla właścicieli małych firm, samozatrudnionych i wykonujących wolne zawody przeczytasz w artykule: https://www.compensa.pl/blog/165/wlasna-dzialalnosc-jakie-wybrac-ubezpieczenie-co-obejmuje-nww-indywidualne.

Ministerstwo szykuje bat na nieuczciwych sprzedawców. Prawnicy przerażeni proponowanymi zmianami do art. 388 k.c.

Resort sprawiedliwości planuje nowelizację art. 388 k.c. Ma to zwiększyć ochronę obywateli przed nieuczciwymi i nieetycznymi praktykami sprzedawców. Projekt m.in. zakłada, że poszkodowany będzie mógł żądać unieważnienia umowy, która jest dla niego rażąco niekorzystna. Jednak prawnicy negatywnie oceniają te propozycje. I zwracają przy tym uwagę na kilka pułapek, na przykład łatwość rozwiązania umowy czy działanie prawa wstecz. Ponadto przypominają o obowiązującej od 2007 roku ustawie o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, która w ich ocenie, wystarcza do obrony takich interesów. Jednocześnie resort informuje, że pracuje nad projektem dot. przepisów z zakresu prawa konsumenckiego.

Stop wyzyskowi

Jak informuje resort sprawiedliwości, trwają prace nad nowelizacją art. 388 kodeksu cywilnego. Zawarte w projekcie rozwiązania mają zwiększyć ochronę obywateli m.in przed nieuczciwymi i nieetycznymi praktykami sprzedawców, którzy nakłaniają klientów do zawierania niekorzystnych transakcji.

– Projektowane zmiany będą obejmowały np. nakłanianie seniorów poprzez zastosowanie technik marketingowych do nabywania rzeczy codziennego użytku po zawyżonych cenach. Do tego dochodzą też wszystkie umowy zawarte w warunkach wyzysku, np. tzw. pożyczki chwilowe, przewłaszczenie na zabezpieczenie czy franczyza z nieproporcjonalnie dużymi świadczeniami – komentuje Agnieszka Borowska, rzecznik prasowy Ministra Sprawiedliwości.

UOKiK ostrzega, że w trudnych czasach łatwiej nabrać się na ofertę produktu lub usługi, które fałszywie obiecują ochronę zdrowia lub leczenie, np. dzięki działaniu rzekomych leków czy urządzeń. W latach 2020-2021 do Urzędu trafiło mniej zgłoszeń konsumentów dotyczących umów zawieranych poza lokalem. Ale trzeba pamiętać o tym, że jest to okres pandemii.

– Na podstawie projektowanych przepisów poszkodowany będzie mógł żądać od osoby albo przedsiębiorstwa, z którym zawarł rażąco niekorzystną dla siebie umowę, unieważnienia jej. W projekcie wydłużony został czas, w którym taka osoba będzie mogła zgłosić oszustwo – dodaje rzecznik Borowska.

Negatywne zmiany

Wyzysk należy bezwzględnie zwalczać, co podkreśla adwokat Ryszard Kalisz, były minister spraw wewnętrznych i administracji. Jednak wszystkie zmiany w brzmieniu zaproponowanym w projekcie ustawy należy ocenić negatywnie. Zdaniem eksperta, za najbardziej kuriozalne i jednocześnie niepokojące trzeba uznać wprowadzenie zdecydowanie łatwej możliwości unieważnienia umowy. W konsekwencji stworzy to możliwość do nadużyć we wszystkich sferach stosunków gospodarczych oraz niejako pomoże nieuczciwym kontrahentom uniknąć realizacji zawartych umów i przede wszystkim spłacania długów. Nowe brzmienie art. 388 k.c. może być wykorzystywane niezgodnie z jego celem, tj. w zakresie wycofania się z transakcji, która wraz z upływem czasu okazała się po prostu niekorzystna.

– W projekcie nowelizacji przede wszystkim przewiduje się, że podstawowym efektem przepisów o wyzysku będzie unieważnienie umowy. Drugi istotny element to zniesienie dwuletniego terminu na skorzystanie z uprawnienia do powołania się na wyzysk. W efekcie uprawnienie to będzie się przedawniało na zasadach ogólnych. Zatem ten termin będzie wynosił 6 lat. Zawierając więc umowę o charakterze cywilnoprawnym, niepewność co do ostatecznej trwałości stosunku prawnego będzie trwała co najmniej trzykrotnie dłużej. W moim przekonaniu, da to nieuzasadnioną przewagę jednej ze stron – mówi Marek Niczyporuk, radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI.

Jak dodaje Ryszard Kalisz, projekt zmian w treści art. 388 k.c. przewiduje działanie prawa wstecz poprzez możliwość stosowania nowych przepisów również do umów zawartych przed dniem wejścia w życie nowelizacji. Zdaniem eksperta, złamanie zakazu działania prawa wstecz nie powinno mieć w żadnym wypadku miejsca, zwłaszcza że nowa regulacja stwarza możliwości na wzruszenie umów, które zostały zawarte zgodnie z prawem. Negatywnie ocenić należy również zmiany dot. zasad przerywania biegu przedawnienia.

– Kodeksowa instytucja wyzysku z całą pewnością wymaga zmian, jednak nie w kształcie proponowanym przez projektodawców. Przykładowo ochronę konsumentów, w tym osób starszych, przed nieuczciwymi i nieetycznymi praktykami sprzedawców przewiduje obowiązująca od 2007 r. ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym. Zawarta w niej definicja jest bardzo pojemna a przysługująca na jej podstawie ochrona – szeroka – zaznacza adwokat Damian Kopera z Kancelarii Prawnej Sołtysiński Kawecki & Szlęzak.

Wokół konsumenta

W ramach projektu obejmującego zmianę art. 388 k.c. nie przewiduje się nowelizacji prawa konsumentów. Jak podkreśla rzecznik Borowska, prace takie prowadzone są w związku z innym projektem. Jednak regulacja kodeksowa dotycząca wyzysku obejmuje wszelkie umowy, w tym tzw. konsumenckie. Tym samym projektowane zmiany będą miały wpływ również na wyeliminowanie wyzysku w umowach zawieranych z takimi osobami, niezależnie od braku modyfikacji prawa konsumenckiego.

– Nie ma potrzeby zachęcania konsumentów do zbyt częstego korzystania z kodeksowej instytucji wyzysku, ponieważ nawet po wprowadzeniu postulowanych zmian standard dowodu będzie dla konsumenta wysoki, a same zmiany budzą wątpliwości interpretacyjne. Rozwiązania zawarte w wyżej wskazanej ustawie są, w mojej ocenie, korzystniejsze dla konsumenta. Znowelizowana instytucja wyzysku znalazłaby zastosowanie w relacji B2C jedynie w sytuacjach wyjątkowych. Proponowane zmiany mogą jednak stanowić zbyt daleko idącą ingerencję ustawodawcy w zasadę swobody umów, zwłaszcza w obrocie profesjonalnym – stwierdza mec. Kopera.

Ministerstwo Sprawiedliwości pracuje równocześnie nad projektem dotyczącym przepisów z zakresu prawa konsumenckiego. Nie przewiduje on zmian dotyczących wydłużenia czasu na skorzystanie z prawa odstąpienia od umowy zawartej poza lokalem przedsiębiorstwa. Nie można jednak wykluczyć modyfikacji projektu w wyniku analizy licznych odpowiedzi nadesłanych w toku prowadzonych konsultacji publicznych, opiniowania i uzgodnień.

– Ewentualne wydłużenie tego czasu byłoby dodatkowym zabezpieczeniem konsumentów, zwłaszcza że skorzystanie z prawa odstąpienia od umowy zawartej poza lokalem przedsiębiorstwa w oparciu o prawa konsumentów jest rozwiązaniem prostym. To nie wymaga żadnego uzasadnienia po stronie nabywcy – podkreśla radca prawny Marek Niczyporuk.

Do tego UOKiK dodaje, że dokonana została zmiana w dyrektywie w sprawie praw konsumentów (2019/2161), wydłużająca czas na odstąpienie od umowy z 14 do 30 dni. Dotyczy to umów zawieranych w kontekście nieumówionych wizyt przedsiębiorcy w domu konsumenta lub wycieczek zorganizowanych, których celem lub skutkiem jest promocja bądź sprzedaż produktów. Urząd przygotowuje obecnie przepisy wdrażające ww. kwestie. Zwrócił się już z prośbą o wpisanie do wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów projektu ustawy, który będzie implementacją tej dyrektywy.

– Projektowane zmiany, odnoszące się pozornie do instytucji wyzysku oraz przerywania biegu przedawnienia to regulacje, które uderzą przede wszystkim w prawa ludzi uczciwych będących wierzycielami. I osłabią ich pozycję względem dłużników. Propozycja ta jest przykładem populizmu i braku prawidłowej oceny skutków regulacji dla normalnych stosunków cywilnoprawnych. Wprowadzenie zasad wzruszania zawartych umów poprzez korzystanie może nieść bardzo daleko idące skutki dla biznesu i co najbardziej istotne – pewności obrotu gospodarczego – podsumowuje adwokat Ryszard Kalisz.

Kwiecień historycznym miesiącem dla Forda w USA. Kolejny rekord sprzedaży zelektryfikowanych samochodów

  • Ford w USA poprawił wyniki sprzedaży nie tylko względem analogicznego okresu 2020 roku, kiedy pandemia bardzo mocno ograniczyła sprzedaż samochodów, ale także względem 2019 roku.
  • Motorem napędowym marki cały czas są SUV-y, a Bronco Sport bije kolejne rekordy. Znakomicie sprzedaje się także dostępny w Polsce Explorer.
  • Doskonale sprzedają się pojazdy zelektryfikowane marki, a Mustang Mach-E znika z salonów w zaledwie cztery dni.

Kwiecień 2021 r. był wyjątkowo dobrym miesiącem sprzedaży dla Forda w Stanach Zjednoczonych. Marka nie tylko pobiła rekord sprzedaży z ubiegłego roku, gdy rynek determinowała pandemia, ale sprzedała również więcej samochodów niż w kwietniu 2019 roku.

Imponujący wzrost sprzedaży Forda

W kwietniu 2021 r. Ford w USA sprzedał łącznie 187 345 pojazdów, co oznacza wzrost względem analogicznego roku o blisko 63%. Ogromną część sprzedaży stanowiły SUV-y.  Nowych nabywców znalazło aż 80 440 takich pojazdów, czyli o 116% więcej niż rok wcześniej.

Sprzedaż samochodów Forda do klientów indywidualnych wzrosła w kwietniu 2021 r. o 57% względem analogicznego okresu ubiegłego roku. Warto podkreślić, że była ona także wyższa o blisko 24% niż w kwietniu 2019 r.

Rozpatrując łącznie sprzedaż ciężarówek i SUV-ów do klientów indywidualnych był to najlepszy kwiecień pod względem sprzedaży od 2006 r.

Nadal rośnie zainteresowanie pojazdami zelektryfikowanymi

Odnotować należy także ogromny wzrost sprzedaży pojazdów zelektryfikowanych – o 262% względem kwietnia 2020 r. Ford sprzedał łącznie 11 172 takie pojazdy, a to miesięczny rekord w historii marki.

Na ten wynik zapracowały głównie trzy modele: Escape – odpowiednik europejskiego Forda Kugi (3 695 sprzedanych egzemplarzy), F-150 PowerBoost (3 365) oraz dostępny także w Polsce w pełni elektryczny Mach-E (1 951). Łącznie w 2021 roku Ford sprzedał w USA już 8 565 egzemplarzy Mach-E.

SUV-y motorem napędowym marki

Świetnie radziły sobie SUV-y marki – ich sprzedaż wzrosła względem kwietnia 2020 r. o 116%, a względem kwietnia 2019 r. o blisko 55%.

W tym kontekście warto wspomnieć o Bronco Sport, który cały czas śrubuje rekord sprzedaży. W kwietniu 2021 r. nowych nabywców znalazło 13 856 pojazdów, co oznacza wzrost względem marca o blisko 42%. Dodatkowo 60% sprzedaży tego modelu stanowią nowi klienci Forda, którzy wcześniej kupowali samochody innych marek.

Dostępny także w Polsce Ford Explorer, uzyskał najwyższą sprzedaż wśród klientów indywidualnych od kwietnia 2004 roku. Wzrosła ona względem analogicznego okresu ubiegłego roku o 102%.

– Na polskim rynku nowy Explorer jest propozycją Forda dla najbardziej wymagających klientów, którzy cenią sobie sportową dynamikę i wysoki komfort jazdy. 457 KM i 825 Nm generowane przez hybrydowy zespół silnika benzynowego i elektrycznego pozwalają na dynamiczną, ale jednocześnie oszczędną jazdę. Ten model jest esencją amerykańskiej motoryzacji – powiedział Piotr Pawlak, prezes i dyrektor zarządzający Ford Polska.

W kwietniu udział Fordów serii F w segmencie pełnowymiarowych pick-upów zwiększył się o dwa punkty procentowe. Sprzedaż do klientów indywidualnych w kwietniu 2021 r. wzrosła względem kwietnia 2020 r. o blisko 20%, podczas gdy względem kwietnia 2019 r. o blisko 10%.

Ogromne wrażenie robi także popularność niektórych modeli. Mustang Mach-E przed sprzedażą pozostawał na placach dealerów zaledwie cztery dni, podczas gdy Bronco Sport niewiele dłużej – jedynie trzynaście dni.

Turcja pozostawia stopy bez zmian

Pomimo tego, że poprzedni szef Banku Turcji stracił stanowisko, podnosząc stopy procentowe, u jego następcy nie widać chęci do ich obniżenia. Pytanie, czy to próba przeciwstawienia się władzy, czy zmiana otoczenia makroekonomicznego (które jeszcze bardziej uzasadnia tę politykę) usprawiedliwia te działania.

Decyzje w sprawie stóp procentowych

Wczoraj poznaliśmy decyzję z Wielkiej Brytanii, gdzie Bank Anglii opublikował komunikat podtrzymujący dotychczasową politykę monetarną. Odbyło się to przy 100% poparciu gremium decyzyjnego, co wskazuje na to, że nie należy się szybko spodziewać zmian na Wyspach. Ciekawiej było natomiast w Turcji, gdzie utrzymano stawkę 19%. Dlaczego to takie interesujące? Poprzedni szef Banku Centralnego stracił pracę za nadmierne podwyżki stóp procentowych, co wielu analityków odczytywało, jako zapowiedź ich rychłego obniżenia. Do tego nie doszło już jednak drugie posiedzenie z rzędu. Patrząc na dane makroekonomiczne, w tym rosnącą już 17% inflację, obniżka stóp procentowych byłaby szaleństwem. Nie zmienia to faktu, że Turcja Erdogana jest państwem autorytarnym i nie takie rzeczy się tam działy w ostatnich latach.

Ważna bariera w USA

Wczorajsze dane z USA pokazywały kolejny istotny spadek liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. 498 tysięcy to niby bardzo dużo, wszakże to 0,3% ogółu pracujących. Z drugiej strony to ważny etap na drodze do stabilizacji pokryzysowej. Jest to pierwszy od początku pandemii odczyt poniżej 0,5 mln. Patrząc na ostatnie tygodnie i wyraźny trend spadkowy możemy oczekiwać kolejnych rekordów w najbliższym czasie. Pomimo tych lepszych danych dolar był wczoraj w odwrocie, a odczyt tylko na chwilę zamortyzował ten ruch.

Chiny nadrabiają covid

Pandemia w Chinach została opanowana wcześniej niż w Europie, o ile w Europie w ogóle można mówić o jej opanowaniu. Nie mogą zatem dziwić dobre dane z tamtejszego przemysłu, który nadrabia stracony czas. Import w ciągu roku wzrósł o 43,1%, a eksport o 32,3%. Nawet jeżeli odliczyć zeszłoroczne spadki, które powodują tzw. efekt niskiej bazy, w dalszym ciągu gospodarka chińska porusza się w swoim zaplanowanym długookresowym tempie. Jest to w sumie dobra informacja dla rynków, gdyż nie pojawia się tam kolejny, tak nam teraz niepotrzebny czynnik ryzyka.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Dramatyczna sytuacja branży fitness. „Otwarcie w czerwcu nie ratuje tego sektora gospodarki, klienci wrócą dopiero jesienią”

Apelujemy o przyspieszenie otwarcia branży fitness. „Otwarcie w czerwcu nie ratuje tego sektora gospodarki, klienci wrócą dopiero jesienią”.

– Nie rozumiemy dlaczego branża fitness, która jest zamknięta od października 2020 roku nadal musi czekać na swoje odmrożenie. Do 29 maja zostało jeszcze kilka tygodni. Nie ma we mnie zrozumienia dlaczego jej działalność nie może być przywrócona w reżimie sanitarnym – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom. – Siłownie i kluby fitness faktycznie rozpoczną działalność w czerwcu, czyli po swoim szczycie sezonu. W wakacje ludzie planują urlopy i zwykle to właśnie do sezonu letniego ruch na siłowniach jest duży. Zaryzykowałabym tezę, że prawdziwe rozmrożenie tej branży nastąpi dopiero jesienią, bo w wakacje ruch nie będzie zaspokajać gospodarczych potrzeb tych firm. Brak klientów to straty, straty to długi. Apelujemy: niech branża zostanie otwarta jak  najszybciej – dodaje Małgorzata Marczulewska.

Apel stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom to efekt zarówno obserwacji rynku, jak i analiza wiadomości jakie napływały do naszej organizacji w minionych miesiącach. Zgłoszeń o zwolnieniach w siłowniach i klubach fitness było całe mnóstwo szczególnie wiosną i na początku roku. Teraz pojawiają się kolejne: – Pracownicy piszą do nas, że tracą pracę mimo, że teoretycznie siłownie mają być otwarte. Pojawiają się także zgłoszenia od np. trenerów personalnych, że ich siłownie wypowiedziały im umowę, ale proponują dalszą współpracę na zasadzie freelancera albo trenera na godziny. Sytuacja branży jest dramatyczna. Ogromne długi, brak możliwości funkcjonowania przez wiele miesięcy i fakt ominięcia szczytowego sezonu, kiedy ta branża zarabia. Odmrożenie w czerwcu to pozwolenie na działanie w czasie, gdy klientów i tak standardowo jest mniej. Ludzie na siłownię chodzą zimą i wiosną, gdy szykują swoją sylwetkę na wakacje. W sezonie letnim chętniej ćwiczą na dworze i generalnie ruch na salach treningowych jest zdecydowanie mniejszy – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

Prezes Marczulewska zauważa, że zawieszenie karnetów sportowych na wiele miesięcy może powodować, że kluby będą musiały zaproponować swoim klientom rekompensaty, a to może spowodować, że wiele klubów realne wpływy zauważy w swoich portfelach… za kilka miesięcy. – To jedna z najbardziej zadłużonych branż. Brak wpływów, brak możliwości alternatywnego zarabiania, a do tego konieczność opłat leasingów czy innych zobowiązań. Nie mam wątpliwości, że branża fitness jest bardzo mocno dotknięta pandemią. Czy jej zamknięcie na tyle miesięcy to była konieczność? Mam wątpliwości – dodaje Prezes Marczulewska. – Wiele osób straciło pracę, szczególnie młodych. Odrodzenie tego sektora nie nadejdzie szybko niestety – dodaje.

Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom apeluje o objęcie pracowników tego sektora dodatkowym wsparciem oraz o możliwe przyspieszenie otwarcia klubów fitness i siłowni. Naszym zdaniem mogłoby to nastąpić od 14 maja.

Od połowy maja walka frankowiczów z bankami będzie jeszcze prostsza niż do tej pory

W dniu 29 kwietnia TSUE zdecydował, że o  konsekwencjach niedozwolonych zapisów w umowach kredytowych mają decydować sądy krajowe. Sukces ogłosili zarówno frankowicze jak i banki. Według adwokat Sandry Sobańskiej-Drexler z kancelarii Sandra Sobańska-Drexler  prowadzącej sprawy frankowczów przeciwko bankom orzeczenie TSUE oznacza, że od połowy maja walka z bankami będzie jeszcze prostsza niż do tej pory.

Sandra Sobańska-Drexler
Sandra Sobańska-Drexler

–  Wyrokiem TSUE mogą być zawiedzeni wszyscy, którzy  oczekiwali jasnych wytycznych – komentuje Sandra Sobańska-Drexler. Trybunał odpowiedział na pytania zadane przez Sąd Okręgowy w Gdańsku powstałe na tle sporu dotyczącego postanowień umowy kredytu powiązanego z walutą wg wzorca dawnego GE Money Banku. Trzeba podkreślić, że wyrok w tej sprawie  będzie miał bezpośrednie  przełożenie na całe orzecznictwo dotyczące kredytów frankowych i będzie obowiązywał w stosunku do wszystkich spraw, które będą się toczyły.  – dodaje prawniczka.

Pomimo, że wyrok Trybunału wskazuje kierunek, a nie daje jasnych odpowiedzi, to według Sandry Sobańskiej-Drexler w spójny sposób kontynuuje dotychczasową linię orzeczniczą, która jest korzystna dla frankowiczów. Jak w takim razie należy odczytać postanowienia Trybunału? Poniżej przedstawiamy interpretację

Sąd musi unieważniać umowę według treści z daty jej zawarcia, a nie zmienionej aneksem

Podpisanie przez kredytobiorcę aneksu lub porozumienia już po zawarciu umowy kredytowej, w tym także dotyczącego spłaty rat kredytowych  w walucie CHF, który nie był świadomy  nieuczciwych warunków zawartych w jego umowie kredytowej i nie został przy zawarciu aneksu  o nich pouczony i poinformowany  przez bank,  nie blokuje i nie przeszkadza w  stwierdzeniu nieuczciwych warunków zawartych w jego pierwotnej umowie kredytowej. Wprowadzenie nowych elementów np. z ustawy antyspreadowej poprzez zawarcie przez kredytobiorcę aneksu antyspreadowego, nie może osłabić pierwotnej pozycji konsumenta. Wynika z tego, że kredytobiorca ma prawo dochodzić stwierdzenia nieuczciwych warunków zawartych w jego pierwotnej umowie kredytowej.

Nie można redukować treści klauzul przeliczeniowych o wadliwą treść

Nie jest możliwe częściowe modyfikowanie klauzul niedozwolonych zawartych w umowach kredytowych a jedynie ich całkowita eliminacja. Częściowa eliminacja klauzul niedozwolonych zawartych w umowie kredytowej zmienia istotę klauzul w ich  pierwotnym brzmieniu a to jest niedopuszczalne. W ten sposób TSUE odniósł się do specyficznych zapisów w umowach banku GE Money, które w zakresie zasad określania kursów walut odwołują się do założeń: „kurs średni NBP + marża banku”. Trybunał podkreślił, że wyeliminowanie elementu w postaci „marży banku” prowadzi do tego, że upada cała klauzula, a za nią w całości indeksacja. Z uzasadnienia wyroku wynika, iż kolejny  raz TSUE potwierdził, iż nie ma możliwości uzupełninia umowy i zmiany jej treści na podstawie przepisów dyspozytywnych. Przykładowo nie można zastąpić nieuczciwych warunków zawartych w umowie kredytowej dotyczących kursu kupna i sprzedaży waluty CHF jakimś innym, umownym kursem czy średnim kursem NBP. Oznacza to również, że ustawa antyspreadowa z 2011r. nie ma znaczenia dla oceny roszczeń kredytobiorców. Nie sanuje ona wadliwych postanowień tkwiących w umowach.

Sąd powinien informować konsumenta o skutkach nieważności umowy

Po wyeliminowaniu całej klauzuli niedozwolonej z umowy kredytowej to sąd krajowy ma zdecydować o jej dalszym  losie. Prawo unijne i dyrektywa nie regulują kwestii nieważności umowy i co do zasady nie przewidują tej sankcji. To sąd krajowy ma  zdecydować czy umowa w danym kształcie po wyeliminowaniu z niej niedozwolonych klauzul jest nieważna czy też da się ją wykonywać dalej ale  bez tych klauzul niedozwolonych jako kredyt złotowy +LiBOR + marża banku – czyli odfrankowić. Jeżeli sąd krajowy uważa że taką umowę kredytową  należy  unieważnić i służy to ochronie konsumenta, który też tego chce, to dyrektywa 93/13 nie sprzeciwia się nieważności umowy. Sąd krajowy ma obiektywnie ocenić czy taką umowę należy unieważnić czy odfrankowić.  Sąd w każdym wypadku musi poinformować konsumentach o skutkach prawnych nieważności, nawet jeśli konsument jest reprezentowany przez profesjonalnego pełnomocnika. O skutkach nieważności  umowy zdecyduje sąd krajowy. Sad Najwyższy w swojej uchwale  w dniu   11 maja bieżącego roku  może jasno wskazać jakie są skutki nieważności umowy kredytowej w świetle prawa krajowego.

Wynagrodzenie za korzystanie z kapitału

Podkreślić należy, że TSUE nie odniósł się w sposób bezpośredni do kwestii wynagrodzenia za korzystanie z  kapitału po unieważnieniu  umowy ponieważ nie tego dotyczyło pytanie Sądu Okręgowego w Gdańsku. Zgodnie z dotychczasowym orzecznictwem TSUE nie można uznać, że banki mają prawo do dochodzenia wynagrodzenia za korzystanie z kapitału po unieważnieniu   umowy z winy banku, który wprowadził do umowy nieuczciwe klauzule. TSUE w swym uzasadnieniu podkreślił, że stwierdzenie nieważności umowy kredytowej po wyeliminowaniu z niej niedozwolonych klauzul zgodnie z wolą konsumenta nie może być w następstwie  karą dla  konsumenta i musi przywracać stan faktyczny i prawny taki, jakby w umowie od początku nie było postanowień nieuczciwych. Z tego pośrednio wynika, iż bankom nie będzie przysługiwało wynagrodzenie za korzystanie z kapitału od konsumenta.

– To jest kolejny dobry wyrok dla frankowiczów, nie odpowiada w sposób szczegółowy na zadane pytania, raczej zakreśla ramy dla sądu krajowego, ale  potwierdza dotychczasową linię orzeczniczą. Orzecznictwo, pomimo pojawiających się czasem rozbieżności w zakresie orzekania,jest już co do zasady ugruntowane, ponieważ obecnie frankowicze wygrywają w sądach w ponad 90 proc.  – podsumowuje Sandra Sobańska-Drexler.

Już niemal co trzeci inwestor w Polsce uwzględnia ryzyka ESG w swojej strategii inwestycyjnej

Kwestie związane z miernikami ESG, czyli dotyczącymi ładu środowiskowego, społecznego i korporacyjnego coraz częściej wpływają na wycenę spółek na polskim rynku. Z badania PwC wynika, że połowa inwestorów dostrzega kwestie ESG, choć nie uznaje ich za krytyczne, ale już blisko 30% badanych jest skłonna obniżyć swoją wycenę lub wycofać się z inwestycji jeśli ryzyka ESG są zbyt wysokie. Tymczasem jedynie 43% spółek giełdowych posiada zintegrowaną strategię biznesową i zrównoważonego rozwoju, a 36% ankietowanych firm nie posiada żadnej strategii niefinansowej. Ponad 60% inwestorów uważa, że spółki nie są gotowe do dostarczenia wymaganych informacji w zakresie ESG.

Raport „ESG – miecz Damoklesa czy szansa na strategiczną zmianę?” przedstawia wyniki badania przeprowadzonego w lutym i marcu tego roku wśród inwestorów, przedstawicieli spółek giełdowych i rad nadzorczych w Polsce. Analiza została przygotowana przez PwC przy współpracy z CFA Society Poland, Stowarzyszeniem Niezależnych Członków Rad Nadzorczych oraz Forum Rad Nadzorczych.

Z badania wynika, że 43% inwestorów ocenia poziom przygotowania do wdrożenia rozporządzenia SFDR jako średni lub niski. Głównymi obszarami ich działalności, na jakie unijna regulacja będzie miała wpływ są: uwzględnienie ryzyk ESG w polityce inwestycyjnej, przejrzystość w tym zakresie względem klientów oraz informowanie o tym jak decyzje inwestycyjne będą wpływały na zrównoważony rozwój. 62% ankietowanych inwestorów twierdzi, że spółki na polskim rynku są średnio lub słabo przygotowane do dostarczania inwestorom wymaganych rozporządzeniem 2019/2088 informacji w zakresie ESG.

Autorzy raportu podają, że obecnie jedynie 31% inwestorów sporządza politykę dotyczącą zaangażowania w zakresie monitorowania spółek pod kątem ryzyk ESG, a tylko 11% ją publikuje. Co więcej, 20% inwestorów nie uwzględnia elementów niefinansowych w swoich portfelach. Ma się to zmienić w ciągu dwóch lat – wskaźnik ten ma wówczas zmaleć do 3%.

Już dziś kwestie ESG wpływają na wycenę spółek na polskim rynku. Połowa inwestorów je dostrzega, choć nie uznaje za krytyczne, ale już blisko 30% badanych jest skłonna obniżyć swoją wycenę lub wycofać się z inwestycji jeśli ryzyka ESG są zbyt wysokie. Analitycy biur maklerskich nie włączają kwestii ESG do rekomendacji analitycznych. 18% badanych w swoim podejściu do ESG koncentruje się na kwestiach ładu korporacyjnego. – Krzysztof Szułdrzyński, partner PwC, współtwórca Forum Rad Nadzorczych

Według inwestorów, którzy wzięli udział w badaniu, najtrudniej przełożyć na wskaźniki niefinansowe kwestie związane z prawami człowieka, społeczeństwem oraz środowiskiem.

Odpowiedzi inwestorów wskazujące na zmianę w podejściu do włączania kryteriów ESG do podejmowanych decyzji powinny być ważną wskazówką dla spółek zarówno tych, których papiery wartościowe są przedmiotem notowań, jak i dla spółek prywatnych. Inwestorów instytucjonalnych obowiązuje tzw. fiduciary duty, czyli działanie w interesie klienta. W tym celu potrzebują oni jakościowych i porównywalnych między spółkami danych z zakresu środowiska i przeciwdziałania zmianom klimatu, kwestii społecznych, pracowniczych i związanych z przestrzeganiem praw człowieka, jak również przeciwdziałaniu korupcji i łapownictwu. – Milena Olszewska-Miszuris z CFA Society Poland i Stowarzyszenia Niezależnych Członków Rad Nadzorczych

Spółki giełdowe a kwestie ESG i raportowanie niefinansowe

Jak wynika z raportu jedynie 43% spółek giełdowych w Polsce posiada zintegrowaną strategię biznesową i zrównoważonego rozwoju. Natomiast 36% ankietowanych nie posiada żadnej strategii niefinansowej. W tym kontekście nie jest zaskoczeniem, że rady nadzorcze bardzo nisko oceniają stopień powiązania celów biznesowych spółek z celami ESG.

Dla połowy spółek, które wzięły udział w badaniu, przygotowanie raportu niefinansowego jest działaniem compliance. Tylko 43% widzi w tym szansę na pokazanie swojej strategii w obszarze zrównoważonego rozwoju i tego, jak wpływa na budowanie wartości firmy w długim terminie. 20% ankietowanych ma opracowany plan realizacji strategii, a u 15% wyznaczony jest członek zarządu odpowiedzialny za jego realizację.

Wśród kwestii niefinansowych uwzględnianych w procesie zarządzania ryzykiem w spółce, członkowie rad nadzorczych i emitenci wskazywali na klimat i środowisko, kwestie pracownicze, ład korporacyjny oraz związany z nim obszar przeciwdziałania korupcji. Do tej listy zarządy spółek dodają jeszcze kwestie społeczne, prawa człowieka i cyberbezpieczeństwo.

ESG to tylko z pozoru kolejny wymóg regulacyjny. Chociaż jesteśmy dopiero na początku długiej drogi, to klienci instytucjonalni banków już dziś przekonują się, że czynniki jakościowe będą istotne z punktu widzenia kosztu i dostępności finansowania. Sektor bankowy, będący w Polsce kluczowym źródłem finansowania dla przedsiębiorstw, już teraz pośrednio uwzględnia aspekty ESG w polityce kredytowej. Wprawdzie dziś nie ma jeszcze twardych limitów regulacyjnych to banki wzięły sprawy w swoje ręce. Część z nich dobrowolnie wprowadza ograniczenia dla finansowania części branż gospodarki stawiając na wsparcie transformacji ekologicznej. Skala zaangażowania banków w projekty o zrównoważonym ratingu ESG będzie wpływać na popyt wśród inwestorów posiadających akcje banków, a w konsekwencji na giełdowe wyceny walorów sektora bankowego. – Przemysław Paprotny, partner PwC, lider usług dla sektora finansowego

Dlaczego spółki zdecydowały się na przygotowanie raportów uwzględniających dane niefinansowe? Dla 50% badanych emitentów to wymogi regulacyjne były głównym powodem rozpoczęcia przygotowywania raportów niefinansowych. Dlatego połowa respondentów rozpoczęła ten proces 3-5 lat temu, w związku z wejściem w życie rozporządzenia o raportowaniu niefinansowym (NFRD).

Dominującym podejściem w raportowaniu niefinansowym wśród polskich emitentów jest międzynarodowy standard raportowania GRI (35%). Spółki stosują też własne podejście (20%) lub Standard Informacji Niefinansowej (15%), którego opracowanie było koordynowane przez Fundację Standardów Raportowania oraz Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych. Działem wskazanym najczęściej jako odpowiedzialny za przygotowanie informacji niefinansowej jest dział PR/komunikacji (36%). Na drugim miejscu znalazł się dział kontrolingu/finansowy (23%). Jedynie 36% badanych poddaje raport niefinansowy ocenie zewnętrznych audytorów.

Zarówno inwestorzy, jak i członkowie rad nadzorczych, oceniają swój obecny poziom wiedzy na temat raportowania niefinansowego jako średniozaawansowany. Istnieje potrzeba szerokiej edukacji i podnoszenia świadomości rynku w zakresie zrównoważonego rozwoju, ryzyk niefinansowych oraz raportowania. Na dostosowanie się do realizacji wymogów w zakresie raportowania niefinansowego spółki będą miały czas do 2023 roku. Najbliższe dwa lata powinny być okresem intensywnej pracy i zmian nie tylko z poziomu compliance, ale przede wszystkim w zakresie strategii i transformacji. – Piotr Rówiński, partner PwC

Złoto znów drożeje, sprzyja temu zamieszanie na rynku kryptowalut

Ostatnie miesiące były fatalne dla złota. Przez ostatnich sześć miesięcy potaniało o ponad 8 proc. Jednak od połowy kwietnia złoto znów drożeje. Sprzyja temu zamieszanie na rynku kryptowalut.

Po pierwszym tygodniu maja cena złota była bliska poziomu 1 790 USD za uncję. Złoto podrożało nieznacznie, bo z końcem kwietnia za uncje trzeba było płacić 1 770 USD.

Choć gospodarka światowa znajduje się w kryzysie, a jednocześnie indeksy giełdowe biją rekordy, złoto przestało być traktowane jako bezpieczna i jednocześnie atrakcyjna inwestycja. Przez ostatnich 12 miesięcy jego cena wprawdzie wzrosła o 4,23 proc., jednak w ostatnich sześciu miesiącach spadła aż o 8,42 proc.

W ostatnich sześciu miesiącach ten spadek był już mniej dynamiczny i wynosił 1,57 proc. W ostatnich tygodniach cena odbiła, w kwietniu o 2 proc., a w ostatnich 30 dniach o 3,33 proc.

– Jesteśmy po I kwartale, który był fatalny dla rynku złota, a działo się to w czasie, gdy drożała większość surowców – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Złoto było wyprzedawane, ale również inne metale szlachetne nie radziły sobie dobrze, a było to związane z bardzo mocnym wzrostem rentowności długu w USA.

Akcjonariusze Medinice podjęli decyzje o emisji akcji wspierającej rozwój nowych projektów

Medinice S.A. – spółka notowana na głównym rynku GPW rozwijająca innowacyjne i małoinwazyjne technologie medyczne w obszarze kardiologii i kardiochirurgii – ma zamiar rozszerzyć portfolio kluczowych projektów. Podczas walnego zgromadzenia, które odbyło się 6 maja, akcjonariusze zdecydowali o emisji akcji serii J do 1,07 mln szt., stanowiących 16,7 proc. w podwyższonym kapitale. Spółka planuje w ten sposób pozyskać środki na przyspieszenie prac badawczych na projektach własnych oraz pozyskanie nowych, innowacyjnych rozwiązań pojawiających się na rynku. W planach Medinice jest rozszerzenie portfolio m.in. o projekt SMI, czyli dwa wynalazki, nad którymi spółka chce pracować wspólnie ze światowej renomy ośrodkiem badawczym – Utrecht Medical Centre.

6 maja podczas walnego zgromadzenia akcjonariusze spółki Medinice zajmującej się tworzeniem, rozwijaniem oraz komercjalizacją innowacyjnych, bezpiecznych i małoinwazyjnych rozwiązań z obszaru kardiologii i kardiochirurgii zdecydowali o przeprowadzeniu emisji akcji serii J do 1,07 mln szt. stanowiących 16,7 proc. w podwyższonym kapitale. Cena emisyjna akcji określona przez Zarząd Spółki będzie nie mniejsza niż 30 zł. Planowana emisja ma nastąpić w trybie subskrypcji prywatnej z wyłączeniem prawa poboru przeprowadzanej w drodze oferty publicznej wyłączonej z obowiązku opublikowania dokumentu informacyjnego (ofertowego).

– Zainteresowanie ze strony inwestorów instytucjonalnych oraz pozytywna decyzja akcjonariuszy dotycząca planów emisyjnych umożliwia nam dalszą realizację strategii biznesowej Medinice. Od dłuższego czasu dostrzegamy atrakcyjne perspektywy na rynku rozwiązań kardiologicznych i kardiochirurgicznych. Nasze dotychczasowe trzy kluczowe projekty, czyli PacePress, CoolCryo i Minimax są na zaawansowanym etapie
i jesteśmy przekonani, że to idealny moment na intensyfikację rozwoju Medinice i rozszerzenie naszego portfolio. Osiągnięte już kamienie milowe w obecnie realizowanych projektach, pozwalają nam wejść w nowe inicjatywy o zbliżonej wartości do dotychczasowych, dlatego przeprowadzona emisja pozwoli nam realizację tych planów – mówi Sanjeev Choudhary, Prezes Zarządu Medinice S.A.

Środki finansowe pozyskane z emisji spółka planuje przeznaczyć na przyspieszenie prac badawczych na projektach własnych, pozyskanie nowych, innowacyjnych rozwiązań z obszaru kardiologii oraz kardiochirurgii, wzmocnienie współpracy z ośrodkiem badawczym należącym do światowej czołówki innowacji kardiochirurgicznych – Utrecht Medical Centre, a także akwizycję technologii innowacyjnego zacisku do zamykania uszka lewego przedsionka. W najbliższych tygodniach mają zakończyć się negocjacje dot. przejęcia spółki posiadającej patent do ww. urządzenia.

– Uzyskane środki pozwolą nam przede wszystkim rozszerzyć portfolio m.in. o rozwiązania wspólne z Utrecht Medical Centre, o które staramy się od początku współpracy z prof. Paulem Grundemannem. Chodzi o SMI, a konkretnie o dwa narzędzia, czyli SpaceMaker i Suction Knife, które zostały zaprojektowane po to, aby ułatwić i zwiększyć bezpieczeństwo w minimalnie inwazyjnych zabiegach kardiochirurgicznych poprzez umożliwienie precyzyjnego dostępu do miejsca interwencji chirurgicznej. Jesteśmy w trakcie rozmów z partnerami z Holandii i wierzymy, że bycie oficjalnym partnerem finansowym Utrecht Medical Centre bardzo wzmacnia naszą renomę w oczach międzynarodowej społeczności kardiochirurgicznej. Dodatkowo, możliwości zastosowania wynalazku wykraczają poza obszar chorób serca, a to automatycznie przekłada się na wyższy potencjał rynkowy – wyjaśnia Sanjeev Choudhary.

Space Maker to wielofunkcyjne nadmuchiwane urządzenie, które poprawi dostęp do klatki piersiowej i ułatwi dostęp i manewrowanie instrumentami endoskopowymi w zabiegach małoinwazyjnych, natomiast Suction Knife to nóż do precyzyjnego nacinania tkanek w czasie minimalnym bez ryzyka uszkodzenia okolicznych tkanek. Oba wynalazki to narzędzia wspierające operacje chirurgiczne, a więc mogą być stosowane w szeregu różnych interwencji na sercu z minimalnego dostępu tzw. „key hole”. Oba narzędzia, wchodzące w skład projektu SMI mogą mieć także szerokie zastosowanie w rozmaitych zabiegach laparoskopowych poza kardiochirurgią np. w ginekologii. Całkowita wartość europejskiego rynku urządzeń wykorzystywanych w chirurgii małoinwazyjnej wyniosła w 2020 r. 9,1 mld USD ze średniorocznym wzrostem wynoszącym 5,5%.

Spółka będzie również ubiegała się na podstawie prospektu o dopuszczenie akcji serii J oraz praw do akcji serii J do obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Emisja akcji serii J skierowana zostanie do inwestorów uprawnionych do udziału w ofercie publicznej. Zarząd zaoferuje objęcie akcji wybranym przez siebie inwestorom.

Prezes Medinice dodaje, iż planowana emisja pozwoli na poszerzenie portfolio trzech najbardziej intensywnie rozwijanych produktów (CoolCryo, MiniMax i PacePress) o dodatkowe projekty zwiększające efekty realizowanej przez Medinice strategii biznesowej. Medinice planuje także intensyfikować prace nad EP Bioptom – opatentowanym wynalazkiem, łączącym w pojedynczym cewniku mapowanie 3D EAM z przezskórną, endomiokardialną biopsją mięśnia sercowego oraz dodatkowo rozpocząć prace nad dwoma nowymi projektami, w tym nad innowacyjnym systemem kardioneuroablacji.

– Obecna sytuacja, czyli poziom zaawansowania naszych kluczowych projektów tj. MiniMax, CoolCryo i PacePress oraz perspektywy ich komercjalizacji, pozwalają nam rozszerzyć portfolio o kolejne rozwiązania własne, czego doskonałym przykładem jest EP Bioptom. Urządzenie posiada już amerykański patent, a na przełomie roku otrzymaliśmy decyzję o dofinansowaniu z NCBiR. Aktualnie trwają prace nad prototypem elektrody. Natomiast, kolejnym projektem będzie urządzenie do innowacyjnej metody kardioneuroablacji czyli CNL (CardioNeuroLab) – mówi Sanjeev Choudhary, Prezes Zarządu Medinice S.A.

PGE i Ørsted sfinalizowały umowę joint venture dla wspólnych projektów offshore w Polsce

Po sfinalizowaniu ogłoszonej 10 lutego br. umowy, PGE i Ørsted posiadają obecnie po 50 proc. udziałów w projektach Baltica 2 i Baltica 3, składających się na Morską Farmę Wiatrową Baltica – największą inwestycję offshore w polskiej części Bałtyku. Partnerzy wspólnie wybudują i będą eksploatować morskie elektrownie wiatrowe o łącznej mocy zainstalowanej wynoszącej do 2,5 GW.

W połowie marca Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał zgodę na realizację umowy joint venture. Następnie partnerzy złożyli wniosek o rejestrację w Krajowym Rejestrze Sądowym i sfinalizowali transakcję, co oznacza, że Ørsted objął 50 proc. udziałów w obu spółkach projektowych.

PGE, jako największy producent energii elektrycznej w Polsce, posiadający bogate doświadczenie w krajowym sektorze energetycznym, zaprosił jednego z liderów światowego rynku morskiej energetyki wiatrowej do wspólnego rozwoju, budowy i eksploatacji morskich projektów wiatrowych. Połączenie wiedzy i doświadczenia Ørsted i PGE stanowi solidny fundament dla realizacji tak ważnej inwestycji dla krajowej gospodarki, jaką jest budowa dwóch morskich farm wiatrowych w Polskiej Wyłącznej Strefie Ekonomicznej Morza Bałtyckiego – mówi Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Cieszę się, że udało nam się nawiązać silne partnerstwo w obszarze morskiej energetyki wiatrowej z wiodącym polskim przedsiębiorstwem energetycznym. Wniesiemy nasze wieloletnie doświadczenie na ten nowy rynek, aby dostarczać zieloną energię, rozwijać  przemysł, tworzyć nowe miejsca pracy i wspierać Polskę w drodze do objęcia roli lidera branży offshore – mówi Rasmus Errboe, Senior Vice President Ørsted Offshore, odpowiedzialny za Europę kontynentalną.

Baltica 2 i Baltica 3 znacząco przyczynią się do transformacji Polski w kierunku zielonej energii, przyspieszą rozwój lokalnego łańcucha dostaw i pobudzą aktywność gospodarczą na wiele lat. Obydwa etapy otrzymały już pozwolenia środowiskowe i podpisały umowy przyłączeniowe do sieci, a 7 kwietnia 2021 r. uzyskały ze strony Urzędu Regulacji Energetyki kontrakty różnicowe. W zależności od ostatecznych decyzji inwestycyjnych Ørsted i Grupa Kapitałowa PGE, Baltica 3 (1 GW) może zostać uruchomiona w 2026 roku, a Baltica 2 (1,5 GW) przed 2030 rokiem.

Pandemia obcięła zarobki studentów

Studenci biednieją przez pandemię. Ich portfele stały się znacznie chudsze niż rok temu. Ostatnie badanie „Student w pracy” Polskiej Rady Biznesu wskazuje na wyraźny spadek zarobków w tej grupie.  

Pandemia mocno uderzyła w pracujących studentów. Nie dość, że branże, w których zazwyczaj znajdują zatrudnienie, takie jak gastronomia czy turystyka, od zeszłego roku funkcjonują z ogromnymi problemami, to na dodatek w pozostałych gałęziach gospodarki najmłodsi stażem pracownicy byli pierwsi do zwolnienia.

Kolejna edycja badania „Student w pracy”, zrealizowana w ramach Programu Kariera Polskiej Rady Biznesu, pokazuje znaczny spadek żaków zarabiających pomiędzy 2 tys. a 3 tys. zł w porównaniu do 2020 r.

Rozpoczynanie kariery zawodowej w obecnym czasie jest trudniejsze niż jeszcze kilka lat temu. Choć oficjalne bezrobocie cały czas jest najniższe w Unii Europejskiej, to wśród młodych ludzi panuje dużo większą niepewność co do zatrudnienia – wskazuje Marian Owerko, twórca i szef Programu Kariera, największego w Polsce niezależnego programu płatnych staży dla studentów i absolwentów organizowanego przez Polską Radę Biznesu, której jest wiceprezesem.

Praca studenta – mniej stała i z niższym wynagrodzeniem

Z badania przeprowadzonego w ramach Programu Kariera Polskiej Rady Biznesu przez pracownię SW Research wynika, że prawie 30 proc. obecnie pracujących studentów zarabia na rękę pomiędzy 2 tys. a 3 tys. zł. To spadek o 10 punktów procentowych w porównaniu do 2020 r. – wówczas takie osoby stanowiły blisko 40 proc. Jednocześnie ponad 11 proc. studentów otrzymuje więcej niż 5tys. zł netto – to prawie 3 razy więcej niż rok temu.

Widać, że pewna grupa studentów została częściowo wypchnięta z rynku pracy. Jednak ci, którzy stanowią wartość dla firm mogą liczyć na solidne uposażenie – komentuje Marian Owerko.Student w pracy 2021

Dane ogólnopolskie pokazują, że 13 proc. studentów otrzymuje wynagrodzenie poniżej 1 tys. Najwięcej osób z takimi zarobkami jest w Krakowie (20 proc.). Na drugim miejscu znalazły się Warszawa i Poznań (18 proc.). Z kolei najwyższe pensje, w wysokości ponad 5tys. zł na rękę, najwięcej studentów otrzymuje we Wrocławiu (17 proc.). Dalej w kolejności są: Trójmiasto (16 proc.), Bydgoszcz i Toruń (14 proc.), Łódź (13 proc.), Poznań (10 proc.) i Szczecin (8 proc.). Na samym końcu jest w Warszawie (6 proc.) i Krakowie (5 proc.).Student w pracy 2021 zarobki

Marian Owerko wskazuje, że zróżnicowaniu płac towarzyszy zwiększenie tymczasowości zatrudnienia. Obecnie znacznie więcej studentów niż w 2020 r. określa swoją pracę jako dorywcza nieregularna – 36 proc. wobec 27 proc. rok temu. Prawie 55 proc. związane jest z pracodawcą poprzez umowy cywilno-prawne (w zeszłym roku 41 proc.).

Mimo pandemii marzą o pensji ponad 10 tys.

Słabsza sytuacja na rynku pracy wcale nie odbiera młodym ludziom marzeń. Za 10 lat prawie co trzeci student chciałby zarabiać powyżej 10 tys. złotych na rękę. W ciągu roku liczba ta wzrosła o 8 punktów procentowych. Za rok prawie połowa chciałaby dostać ponad 5 tys. zł netto.Student w pracy 2021 oczekiwania

Studenci szukają pracy

W tegorocznej edycji badania „Student pracy” organizatorzy Programu Kariera zadali pytanie o poszukiwanie pracy w trakcie pandemii. Blisko 2/3 studentów rozglądało się za nowym źródłem utrzymania. Czemu nie więcej? 27 proc. z tych, którzy nie szukali, jako odpowiedź podało trudności w znalezieniu pracy, stażu lub praktyki w dobie koronawirusa. Prawie 16 proc. uznało, że w czasie pandemii nie ma ofert w branży, którą są zainteresowani. Porównywalnie tyle samo bało się podejmować zarobkowania, a 12 proc. nie wiedziało, gdzie szukać ofert w czasie pandemii.

Tym bardziej zapraszamy do aplikowania na staże w Programie Kariera. Wszyscy uczestnicy otrzymują wynagrodzenie w wysokości 3,5 tys. zł za miesiąc stażu, a niektórzy 4 tys. lub nawet 5 tys. złotych. Warto, bo staże odbywają się w największych polskich firmach a u nas nikt nie parzy kawy. Staże w Programie Kariera to solidna nauka fachu, która procentuje w przyszłości – co 4. stażysta otrzymuje ofertę pracy po odbyciu praktyk– zachęca Marian Owerko.

Stopy zwrotu z wynajmu mieszkań zrównują się z inflacją

W ostatnich latach popyt na rynku mieszkaniowym istotnie napędzały osoby, które chciały zainwestować w wynajem. Stopy zwrotu z takiego zakupu były znacznie wyższe niż oprocentowanie lokat, a rosnące dynamicznie ceny mieszkań zachęcały do inwestycji. Pandemia zmieniła jednak sytuację na rynku. Odpłynęli z niego studenci i pracownicy z zagranicy, zanikł najem krótkoterminowy, a ceny wynajmu poszły w dół. W miastach takich jak Warszawa czy Kraków w 2020 r. spadki sięgały niemal 10% r/r, wskazują eksperci Emmerson Evaluation.

W swoim najnowszym raporcie „Evaluer Index 2021” specjaliści od wycen nieruchomości z Emmerson Evaluation przeanalizowali rynki mieszkaniowe największych polskich aglomeracji. W swojej analizie wskazują, że pandemia zmieniła rynek najmu w Polsce na wielu poziomach. Ograniczenia w przemieszczaniu się skutkowały brakiem najemców biznesowych oraz zanikiem turystyki krajowej i zagranicznej, co przyczyniło się do ograniczenia rynku najmu krótkoterminowego. Skutki tego były szczególnie zauważalne w centralnych dzielnicach największych aglomeracji, które dotychczas ukierunkowane były głównie na turystów oraz najemców biznesowych. Miastem, które najbardziej ucierpiało na skutek braku turystów chętnych na wynajem krótkoterminowy był Kraków.

Z mniejszą liczbą chętnych musiał zmierzyć się także rynek najmu długoterminowego. Popyt spadł ze względu na odpływ studentów oraz osób, które planowały przenieść się do większego miastach w celach pracowniczych. Wiele osób wstrzymało się z decyzją o przeprowadzce i zostało w domu rodzinnym lub do niego wróciło, gdyż pracuje w trybie home office. Wśród chętnych na wynajem ubyło także cudzoziemców, głównie pracowników z zagranicy, np. Ukrainy. Wzrost dostępnej oferty mieszkań na wynajem, przy równoczesnym spadku popytu odbił się negatywnie na stawkach czynszów najmu.

Na początku pandemii wielu właścicieli mieszkań nie decydowało się na obniżki czynszów najmu obserwując dalszy rozwój sytuacji. Dopiero po kilku miesiącach wzrostu liczby pustostanów, nastąpiła reakcja rynku w postaci obniżenia stawek. W analizowanych przez nas miastach największe spadki odnotowaliśmy na rynku krakowskim – średnio o 9,6% oraz w Warszawie i Łodzi, gdzie obniżki sięgały 9,5% rok do roku. Najmniejszym wahaniom uległy stawki w Poznaniu, gdzie w ciągu 2020 roku ceny wynajmu spadły średnio o 5,7% – zauważa Robert Korczyński, członek zarządu Emmerson Evaluation.czynsz wynajem mieszkań w polsce

Warszawa, Trójmiasto i Wrocław z najdroższym wynajmem

Według raportu „Evaluer Index 2021” w rankingu najwyższych stawek czynszów w Polsce króluje stolica. W Warszawie najwięcej ofert autorzy raportu odnotowali na Śródmieściu, Mokotowie i Woli. Od lat najdroższą dzielnicą pozostaje Śródmieście z medianami stawek czynszów od 1 750 zł/m-c dla mieszkań 1-pokojowych do 3300 zł/m-c dla mieszkań 3-pokojowych.

Trójmiejski rynek cenami mieszkań na wynajem dorównuje stolicy. Najdrożej w 2020 r. było w Sopocie, gdzie mediany stawek czynszów wyniosły od 1 700 zł/m-c dla mieszkań 1-pokojowych do 2 700 zł/m-c dla mieszkań 3-pokojowych. W Gdańsku były nieco niższe. W przypadku lokali 1-pokojowych mediany stawek czynszu wynosiły 1400 zł/m-c netto, 2-pokojowych 1 900 zł/m-c, a 3-pokojowych 2 300 zł/m-c. Najtańsza pozostała Gdynia z medianą stawki czynszu od 1 100 zł/m-c w przypadku kawalerek do 2 000 zł/m-c w przypadku 3-pokojowych lokali.

Podium najwyższych stawek czynszów zamyka Wrocław. W stolicy Dolnego Śląska najdroższe mieszkania na wynajem można było znaleźć na Starym Mieście – z medianą od 1 600 zł/m-c dla 1-pokojowych do 2400 zł/m-c dla 3-pokojowych. Wysokie stawki analitycy Emmerson Evaluation zaobserwowali także w dzielnicy Krzyki, szczególnie w rejonie Przedmieścia Oławskiego oraz w zachodniej części rejonu Południe.

Stopy zwrotu zrównują się z inflacją

W ubiegłym roku średnie stopy zwrotu z inwestycji w mieszkanie na wynajem kształtowały się w przedziale 3%-4,8%. Jej wysokość eksperci Emmerson Evaluation wyliczyli jako relację rocznego dochodu możliwego do uzyskania z wynajmu do ceny transakcyjnej mieszkania oraz jego wykończenia bądź remontu. Przyjęty model uwzględnia zryczałtowany podatek od przychodów z wynajmu w wysokości 8,5% oraz straty w dochodach związane z 2-miesięcznym okresem przeznaczonym na poszukiwanie najemcy.

Najwyższą rentowność uzyskiwano z wynajmu mieszkań w Łodzi i we Wrocławiu. Było to odpowiednio 4,8% i 4,7% w przypadku mieszkań 1-pokojowych oraz 4,6% i 4% dla 2-pokojowych.  Najmniej rentowne okazały się największe, 3-pokojowe mieszkania (4% dla Łodzi i 3,8% dla Wrocławia). Na rynku trójmiejskim jedne z najwyższych stóp zwrotu osiągały mieszkania położone w Sopocie (od 4,1% dla mieszkań 3-pokojowych do 4,5% dla kawalerek), a najniższe w Gdyni (od 3,6% do 4,4%).

Najniższy wskaźnik rentowności wynajmu spośród największych miast odnotowano w Warszawie i Krakowie. W stolicy mieścił się w przedziale od 3,4% (dla mieszkań 3-pokojowych) do 4% (dla mieszkań 1-pokojowych). Wskaźniki dla Krakowa były nieco niższe i wynosiły odpowiednio 3,3% i 4%. Zdaniem ekspertów Emmerson Evaluation, spadek rentowności w wymienionych miastach spowodowany był przede wszystkim zwiększeniem podaży, która została zasilona mieszkaniami przeznaczonymi wcześniej na wynajem krótkoterminowy.Stopy zwrotu z wynajmu mieszkań

W czasie pandemii wynajmujący musieli stawić czoła nie tylko mniejszemu popytowi ze strony lokatorów i związanymi z tym spadkami czynszów, ale także najwyższej od ośmiu lat inflacji. Na koniec 2020 roku sięgała ona 3,4%, a w 2021 przyśpieszyła jeszcze mocniej, w marcu przekraczając poziom 4%. Z drugiej strony inwestycja w mieszkanie na wynajem wciąż daje możliwość niwelowania jej wpływu, czego nie mogą zapewnić już niezwykle nisko oprocentowane lokaty bankowe. To przyciąga osoby chcące chronić swoje oszczędności, szczególnie że ceny mieszkań ciągle rosną, a niskie stopy procentowe dają dostęp do taniego kredytu. Niemniej jednak pandemia zostawi po sobie ślad na tym rynku. Sądzimy, że w 2021 r. zdecydowanie mniej nabywców będzie kupowało mieszkania w celu najmu krótkoterminowego. Wzrośnie natomiast właśnie udział nabywców mieszkań w celu ochrony kapitału oraz na własne potrzeby – prognozuje ekspert Emmerson Evaluation.

Nowi gracze na rynku

Analitycy Emmerson Evaluation zwracają również uwagę na wzmożoną aktywność na rynku najmu instytucjonalnego (PRS – Private Rented Sector). W 2020 r. inwestorzy zawarli kilka znaczących transakcji i nabyli obiekty w fazie przed rozpoczęciem budowy lub w trakcie budowy. Powstałe mieszkania zostaną przeznaczone na wynajem, a procesem będzie zarządzać firma, a nie indywidualny inwestor. Przy czym lokale te będą miały jednolity standard i zasady wynajmu, co również odróżnia je od oferty prywatnych właścicieli. To stosunkowo nowy segment na rynku najmu w Polsce, mający bardzo niski udział w jego całości. Obecnie funkcjonujące mieszkania w systemie najmu instytucjonalnego stanowią zaledwie 2% wszystkich mieszkań oddanych do użytkowania w 2020 r.

Przewidujemy, że najem instytucjonalny będzie rósł dynamicznie, ale startuje z bardzo niskiej bazy i potrzeba będzie lat, aby stanowił konkurencję dla obecnie dominującego wynajmu indywidualnego. Przyczyni się natomiast do wzmocnienia popytu i będzie kolejnym czynnikiem napędzającym koniunkturę na rynku. Z uwagi na rosnący rynek PRS, można oczekiwać, że część deweloperów poza dotychczasową tradycyjną sprzedażą mieszkań, będzie realizowała więcej obiektów przeznaczonych na wynajem na potrzeby funduszy inwestycyjnych – podsumowuje Robert Korczyński.

Największe wyzwanie MŚP: utrzymać płynność

Pandemia miała destabilizujący wpływ na sytuację finansową wielu firm, doprowadzając do problemów z płynnością. O ile we wszystkich branżach widać już lekką poprawę nastrojów, to właśnie utrzymanie płynności staje się największym wyzwaniem stojącym przed sektorem MŚP (37 proc. wskazań) – wynika z najnowszego badania Bibby MSP Index, przeprowadzonego na zlecenie Bibby Financial Services na reprezentatywnej, ogólnopolskiej próbie małych i średnich firm.

– Firmy po okresach lockdown’u, spadku sprzedaży i popytu w niektórych branżach, kłopotach z łańcuchami dostaw powoli patrzą coraz bardziej optymistycznie w przyszłość. Z rosnącą falą szczepień zaczynają też myśleć o zwiększeniu sprzedaży, produkcji i zatrudnienia czy nowych inwestycjach. Do tego potrzebują pieniędzy. Stąd właśnie kluczowym wyzwaniem pozostaje teraz dla nich utrzymanie płynności finansowej. Bez niej trudno będzie wrócić do poziomów działalności sprzed epidemii. – mówi Ewa Gawrońska–Micuń, Dyrektor Zarządzający, Członek Zarządu Bibby Financial Services, firmy faktoringowej, która od dekady bada nastroje polskich przedsiębiorców w ramach Bibby MSP Index.

Kurs na płynność

Jedynie w branży produkcyjnej i handlu większy odsetek respondentów spodziewa się wzrostu płynności (po 14 proc.) niż jej spadku (odpowiednio 10 proc. i 13 proc. ) w kolejnych sześciu miesiącach. W pozostałych zdecydowanie większy odsetek przewiduje pogorszenie płynności w tym okresie. Największe obawy odnośnie płynności finansowej i zadłużenia mają transportowcy – aż 20 proc. spodziewa się pogorszenia sytuacji, a tylko 2 proc. poprawy. Gorzej jest też w budownictwie, gdzie pogorszenia sytuacji z płynnością spodziewa się co piąty respondent. Co więcej, mniej firm budowlanych liczy też teraz na poprawę lub stabilność płynności niż w poprzednim pomiarze (10,9 pkt wobec 12,1 pkt). Także usługodawcy wyrażają nieco większe obawy niż we wcześniejszym badaniu w odniesieniu do poziomu zadłużenia i płynności.

Producenci i firmy sklasyfikowane jako pozostała działalność – czyli przede wszystkim niszowa lub rozproszona na kilka różnych aktywności – to jedyne branże, które pozytywnie prognozują zarówno w obszarze swojej płynności finansowej jak i liczą na zmniejszenie zadłużenia w nadchodzących miesiącach.

Kontrahenci płacą gorzej

Skąd problemy z płynnością? Oczywiście jednym z powodów są zatory płatnicze i opóźnienia w płatnościach wywołane kryzysem. Aż 34 proc. przedsiębiorców uważa, że ich kontrahenci w ostatnim półroczu płacili gorzej i nieregularnie. Przy czym reprezentanci firm transportowych istotnie częściej niż inni podają, że w ostatnim półroczu opóźnienia w płatnościach nasiliły się – wskazało tak aż 60 proc. respondentów. Na opóźnienia w płatnościach skarżyli się jednak wszyscy – w przypadku handlu (39 proc.), budownictwa (37 proc.), a w branży produkcyjnej, usługowej i pozostałej działalności – po ok. jednej czwartej respondentów.

Jak firmy wspierały płynność?

Z badania wynika, że MŚP intensywnie korzystały w ostatnim półroczu z wielu rozwiązań wspierających płynność ich biznesu. Ogółem różnych form wsparcia szukało 45 proc. respondentów. Niemal co czwarty przedsiębiorca w ostatnim półroczu wspomógł płynność finansową swojej firmy korzystając z dotacji i subwencji w ramach rządowej tarczy. Niektórzy kierowali się w stronę kredytu bieżącego (8 proc.) czy faktoringu (4 proc.), a 4,2 proc. przeznaczyło też własne oszczędności i zasoby, aby zasilić firmowe konta. Przy tym przedstawiciele firm małych, zatrudniających 10-49 pracowników, istotnie częściej deklarowali, że w ostatnich 6 miesiącach w ramach wsparcia płynności finansowej zwiększyli limit w koncie firmowym.

Z kolei reprezentanci działalności sklasyfikowanych jako pozostałe oraz handel deklarują, że w ostatnim półroczu nie sięgnęli po żadne z rozwiązań wspierających płynność finansową firmy.

Zmiany w dostępie do finansowania

9 proc. ogółu badanych potwierdza, że uzyskanie dostępu do zewnętrznego finansowania jest teraz trudniejsze. Większe trudności z pozyskaniem finansowania widzi przede wszystkim branża budowlana (17 proc. badanych) oraz usługowa (11 proc.). Niemal żadnych zmian w tym zakresie nie obserwują natomiast producenci oraz handel. Nie bez znaczenia jest wielkość firmy. Głównie to zdaniem małych firm (10-49) dostęp do kredytów czy leasingu jest trudniejszy i ciężej o uzyskanie finansowania.

– Bez wątpienia branże, które były bardziej narażone na straty z powodu pandemii, będą miały większe trudności z pozyskaniem zewnętrznego finansowania. To m.in. efekt pogorszenia ich kondycji finansowej jak i zaostrzenia warunków kredytowych w samych bankach. Do tego znaczenie tarcz i programów rządowych maleje. W tej sytuacji ratunkiem dla wielu firm może okazać się faktoring, który uwalnia środki z zamrożonych wierzytelności. Przy tym faktoring pełny, w którym ryzyko niewypłacalności odbiorcy przejmuje faktor, pomoże ochronić firmę przed niespodziewanym zaprzestaniem regulowania zobowiązań przez jej klienta. – wyjaśnia Ewa Gawrońska–Micuń z Bibby Financial Services.

W kontekście badań Bibby MSP Index nie dziwi to, że aż ponad jedna trzecia respondentów za największe wyzwanie uznała właśnie utrzymanie płynności w firmie. Bez niej trudno będzie firmom przetrwać, wrócić do poziomów działalności sprzed pandemii i dalej się rozwijać.

ANALIZA: Na rynku widać wysyp ofert pracy dla informatyków. Rosną też oczekiwania kandydatów

W I kwartale br. na Pracuj.pl zamieszczono ponad 37 tys. ofert dla specjalistów z branży IT. Oznacza to wzrost o 80% w porównaniu z początkiem ub.r. W portalu Praca.pl liczba takich ogłoszeń urosła z niecałych 9 tys. do 27,5 tys. Z kolei w serwisie OLX propozycji było ponad 2,7 tys. I tu nastąpił spadek o prawie 50. Gratka opublikowała niespełna 500 ofert, tj. o około 50 więcej niż od stycznia do marca 2020 roku. Zatem firmy wznawiają działania, które wcześniej zostały wstrzymane w związku z pandemią. Propozycje skierowane są m.in. do front-end developerów i programistów Java. Do tego widać wyraźnie, że oczekiwania finansowe kandydatów stale rosną.

37 244 oferty dla specjalistów IT zostały opublikowane w serwisie Pracuj.pl w I kwartale br. To wzrost o 80% w porównaniu z analogicznym okresem 2020 roku. Te ogłoszenia stanowiły 19% wszystkich. Tym samym propozycje dla informatyków po raz pierwszy znalazły się na drugim miejscu w zestawieniu uwzględniającym wszystkie branże. Więcej kierowanych było tylko dla specjalistów ds. handlu i sprzedaży – 31%.

– Od stycznia do marca 2021 roku w portalu Praca.pl opublikowano 27 512 ogłoszeń w obszarach informatyka i administracja oraz informatyka i programowanie. To 24% zamieszczonych ofert, a zarazem najwięcej spośród wszystkich kategorii. Rok wcześniej kandydaci mieli do wyboru 8 717 propozycji, co stanowiło ok. 7% – informuje Aleksandra Wesołowska, PR Manager Praca.pl.

Na początku br. 2667 nowych i przedłużonych ogłoszeń było w serwisie OLX w obszarze IT i telekomunikacji. Widać więc nieznaczny spadek. Według eksperta z branży IT i programisty  Sergiusza Diundyka, to może być efektem cenowej polityki portalu ogłoszeniowego. W 2020 roku liczba takich propozycji wyniosła 2714. Jak zaznacza Paulina Rezmer, PR specialist w OLX, oferty w kategorii pracy dodawane są przede wszystkim przez pracodawców z sektora blue i gray collar. W serwisie jest średnio 100 tys. aktywnych ogłoszeń o pracę ogółem. Branża IT stanowi z tego mniej niż 1%, a blisko połowa propozycji jest kierowana do pracowników wsparcia technicznego. Natomiast Gratka.pl, ukierunkowana na rekrutacje tzw. niebieskich kołnierzyków, odnotowała wzrost liczby ofert dla branży IT i programistycznej etc. Ostatnio takich propozycji było 476, a od stycznia do marca 2020 roku – 430.

– Obecnie na rynku IT obserwujemy wzrost zapotrzebowania na specjalistów. Wiele firm uzupełnia wakaty oraz poszukuje nowych zasobów do realizacji projektów zaplanowanych na 2021 rok. Część przedsiębiorców chce również wznowić działania, które wcześniej zostały wstrzymane w związku z pandemią COVID-19 – komentuje Agnieszka Grzybowska, menedżer ds. rekrutacji IT w Experis.

Od listopada 2020 roku widać wzrost zapotrzebowania na specjalistów IT. Ma to również odzwierciedlenie w liczbie ofert pracy, co podkreśla Małgorzata Krupnik, Sales, Delivery & Operations Manager IT Services w The Adecco Group. I dodaje, że przed pandemią pracodawcy mierzyli się z silnym rynkiem kandydata IT. Wówczas odzew na ogłoszenia był bardzo niski, wpływały jedna lub dwie aplikacje na stanowiska w obszarze software development. Do tego Sergiusz Diundyk dodaje, że faktycznie na rynku widać odmrożenie wakatów. I co ważniejsze, pracodawcy są skłonni lepiej opłacać swoich przyszłych pracowników.

– Specjaliści IT, posiadający ponad 2-letnie doświadczenie, codziennie otrzymują nowe propozycje zawodowe z Polski oraz z innych krajów. Praca zdalna umożliwia zatrudnienie w dowolnej firmie na świecie, bez względu na granice terytorialne. Większość rekrutacji w tej branży odbywa się z wykorzystaniem serwisów z ofertami pracy w IT lub metodą direct search. Doświadczeni kandydaci rzadko decydują się na aplikowanie na ogłoszenia z ogólnych serwisów rekrutacyjnych – mówi Agnieszka Grzybowska.

Potwierdza to Sergiusz Diundyk. I dodaje, że fachowcy częściej są łowieni w social mediach, szczególnie na LinkedIn, a niektóre firmy skłonne są nawet płacić pracownikom prowizje za zachęcanie znajomych do przyjęcia ich ofert. Natomiast w serwisie Praca.pl pracodawcy zamieszczają ogłoszenia głównie dla front-end developerów i programistów Java, a także inżynierów, specjalistów ds. analizy danych i bezpieczeństwa. Jak podkreśla Aleksandra Wesołowska, przekrój poszukiwanych stanowisk jest bardzo duży. Podobnie sytuacja wyglądała w ubiegłym roku. Ekspert dodaje, że ogłoszenia są publikowane zarówno przez duże korporacje, jak i startupy. Praktycznie każda gałąź gospodarki potrzebuje specjalistów IT.

– Od kilku lat widzimy systematyczny wzrost liczby rekrutacji na stanowiska frontend. Pandemia to wzmocniła. Obecnie większość spraw załatwiamy online, a liczba aplikacji, z których korzystamy, stale rośnie. Wpływa to na wzmożone zapotrzebowanie na specjalistów z obszaru frontend, backend czy odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Trend ten prawdopodobnie utrzyma się w najbliższych miesiącach – analizuje menedżer ds. rekrutacji IT w Experis.

Jak zaznacza Małgorzata Krupnik, rynek pracy dla specjalistów IT ma się bardzo dobrze, a nawet lepiej niż przed pandemią. Należy jednak zaznaczyć, że dotyczy to specjalistów z min. 3-letnim doświadczeniem. Ekspert podkreśla, że w przypadku stanowisk juniorskich blisko 60% kandydatów ma problem ze znalezieniem swojego pierwszego zatrudnienia. Z taką opinią jednak nie do końca zgadza się Sergiusz Diundyk, który twierdzi, że właśnie teraz dla początkujących jest dobry okres. Wystarczy na portalu z ogłoszeniami wpisać „Programista Junior”. Wiąże się to m.in. z tym, że pracodawcy mocno patrzą w przyszłość. Już teraz szukają zdolnego narybku, żeby za kilka lat nie mieć dodatkowych problemów z wyszkoloną kadrą.

– Znalezienie pierwszej pracy w tej branży może być jednak wyzwaniem, szczególnie dla osób, które w ramach przebranżowienia ukończyły jedynie kursy z obszarów IT. Problem ten nie dotyczy jednak absolwentów uczelni technicznych, którzy szybko znajdują zatrudnienie w branży – dodaje Agnieszka Grzybowska.

Z kolei według Małgorzaty Krupnik, jednym z zauważalnych trendów są stale rosnące oczekiwania finansowe kandydatów. Wynika to z faktu, że na rynku jest więcej ofert pracy niż osób otwartych na zmiany. Ponadto firmy, które chcą zatrudnić specjalistów IT, mierzą się ze wzmożoną liczbą kontrofert od obecnych pracodawców. Podwyżki oscylują między 10 a nawet 30% miesięcznego wynagrodzenia. Natomiast Aleksandra Wesołowska zaznacza, że kandydaci zwracają uwagę głównie na możliwość pracy zdalnej. Oferty bez tej opcji cieszą się mniejszym zainteresowaniem wśród aplikujących.

– Obecna sytuacja z pewnością napawa optymizmem kandydatów, ale rodzi duże wyzwania dla pracodawców. Z naszych analiz wynika, że firmy muszą się liczyć z tym, że bieżące widełki finansowe nie pokrywają się z oczekiwaniami rynku i są średnio o 15-20% niższe. Pojawiają się zatem trudności w zaoferowaniu konkurencyjnej oferty kandydatowi i zachęceniu go do zmiany – podsumowuje ekspert z The Adecco Group.

RPP z dużym spokojem. Stopy procentowe bez zmian

RPP po raz kolejny nie zmienia stóp, ale nastroje na rynku wyraźnie zmieniają się z “jednak nie obniżyli”, na “jednak nie podnieśli”. Co ciekawe, mimo braku wzrostu rynki coraz bardziej go oczekują. Ciekawe, jak duży wpływ na zmiany komunikatu miała presja czasu i czy w tę stronę miał być modyfikowany.

Zatrudnienie w USA

Raport ADP na temat zatrudnienia zaskoczył negatywnie i to pomimo tego, że to trzeci najlepszy wynik od początku pandemii. W ciągu miesiąca przybyło w USA 742 tysiące miejsc pracy. To niemal 0,5% wszystkich, co oczywiście będzie miało wpływ na odczyt bezrobocia, który powinien po raz kolejny spaść. Problem w tym, że analitycy oczekiwali, że wzrost liczby miejsc pracy będzie jeszcze większy. Tym samym mocniej wówczas powinien spaść wskaźnik bezrobocia. Rynek pracy za oceanem wydaje się mieć większe znaczenie w przypadku wpływu na kursy walut niż w Europie. Spowodowane jest to między innymi znacznie większą jego elastycznością. Rezultatem wczorajszych danych była przecena dolara amerykańskiego.

Ropa znów pnie się w górę

Wczoraj baryłka londyńskiej ropy sięgnęła niemal 70 dolarów. Tak drogie czarne złoto od początku pandemii było tylko przez krótki czas w marcu tego roku. Warto również zwrócić uwagę, że przed pandemią surowiec ten znajdował się na zbliżonych poziomach. Może to świadczyć o tym, że inwestorzy wierzą w powrót gospodarki na stare tory. Świadczy o tym, chociażby wczorajszy stan zapasów w USA, gdzie niespodziewanie pokazano redukcję o niemal 8 milionów baryłek w ciągu tygodnia. Wraz z cenami ropy w górę pnie się również rosyjski rubel.

RPP z dużym spokojem

Wczorajsze posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej musiało być mocno burzliwe, skoro decyzja zakomunikowana rynkom została dopiero o 17:30. Zwyczajowo publikacja ta miała miejsce około 13:30, ale ten zwyczaj od wielu miesięcy już nie obowiązuje. Zwyczajowa konferencja prasowa planowana była zawsze na 16:00, by na spokojnie skomentować posiedzenie, patrząc na ostatnie czasówki nie wykluczone, że ten punkt programu straci rację bytu. Co ciekawe, pomimo tak długich rozmów w sumie niewiele się zmieniło. Analitycy zwracają uwagę na zmiany w komunikacie, aczkolwiek patrząc na jego nową treść, spodziewanie się podwyżek stóp procentowych może być przedwczesne. Wskazywane jest usunięcie fragmentu o inflacji, nie został on jednak w pełni usunięty a zaledwie bardzo mocno skrócony i osłabiony. Złoty przyjął te dane lekkim umocnieniem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Sztuczna inteligencja “na godziny” – jak „robo-rewolucja” zmieni biznes i świat?

Choć sztuczna inteligencja nieodmiennie kojarzy się z powieściami z gatunku science-fiction, warto zauważyć, że według szacunków, globalny rynek całkiem już realnych rozwiązań opartych na skryptach AI ma do 2030 roku przekroczyć wartość nawet 2,8 mld USD (Transparency Market Research). Co więcej, szacuje się, że będzie się on rozwijał średnio-rocznie o około 29 proc. w okresie prognozy. Już teraz jednak można zaobserwować wyraźne korzyści jakie niesie za sobą wdrażanie AI – bezpieczniejszy i bardziej ekologiczny transport czy usprawniona opieka zdrowotna to tylko kilka z nich. Możliwości jest natomiast nieskończenie wiele. Do tej pory by sięgnąć jednak po korzyści płynące z zastosowania Sztucznej Inteligencji, konieczne były gigantyczne nakłady na infrastrukturę i oprogramowanie, co ograniczało innowacyjność tylko do tych największych organizacji. A gdyby tak sztuczną inteligencję można było wynająć na godziny?

Z badań firmy FleishmanHillard wynika, że prawie 60 proc. zapytanych osób wciąż obawia się rozwoju sztucznej inteligencji (SI, AI). Mimo to, już teraz towarzyszy nam ona w życiu codziennym, niezależnie od tego, czy jesteśmy jej zwolennikami, czy podchodzimy do niej z rezerwą. Co więcej, w trakcie pandemii zauważalnie wzrosły nakłady na jej rozwój. Według Gartnera, w ostatnim okresie prawie 30 proc. inwestycji w sztuczną inteligencję nabrało dodatkowego wiatru w żagle, a kolejne 47 proc. nie zmniejszyło tempa.

– Raymond Kurzweil przewidział, że jeszcze przed końcem obecnej dekady człowiek stworzy system, który posiadać będzie ludzki umysł i potrafił będzie myśleć jak ludzie. Widząc jednak jak wzrasta zainteresowanie AI oraz biorąc pod uwagę, że dzięki chmurze technologia ta staje się właśnie ogólnodostępna, wygląda na to, że być może nastąpi to znacznie wcześniej niż w 2029 roku. – ocenia Robert Paszkiewicz, odpowiedzialny w OVHcloud za region Europy Środkowo-Wschodniej.

Sztuczna inteligencja i automatyzacja to koniec świata jaki znamy

Z danych raportu The Future of Jobs 2020 report, Światowego Forum Ekonomicznego wynika, że ze względu na pandemię, automatyzacja miejsc pracy następuje jeszcze szybciej niż pierwotnie zakładano. Przewiduje się, że w przeciągu najbliższych pięciu lat zautomatyzowanych zostanie około aż 85 milionów miejsc pracy. Co ciekawe jednak, tylko 4 na 10 ankietowanych uznała, że wiązać się to będzie z redukcją zatrudnienia. I chociaż prognozowane zmiany mogą wzbudzać skrajne emocje, nie należy obawiać się realizacji niesamowitych scenariuszy hollywoodzkich filmów. Inteligentne maszyny nie zastąpią ludzi. Przejmą tylko, i tak wykonywane, mechanicznie czynności oraz zapewnią wsparcie w pracach wymagających pozostawania w ciągłej gotowości, np. zdalną obsługę klienta.

– Do 2022 roku automatyzacja będzie miała wpływ na prawie 50 proc. znanych nam zawodów. Trzeba się zastanowić, jak pomóc ludziom przejść przez transformację związaną ze sztuczną inteligencją, która jednocześnie wyzwoli potrzeby w nowych zawodach – zauważa Robert Paszkiewicz, OVHcloud

W tym czasie bowiem wzrośnie popyt na role wykorzystujące „ludzkie” umiejętności, takie jak abstrakcyjne myślenie, wszechstronność, kreatywność czy miękkie kompetencje społeczne bazujące na intuicji i relacjach. Z raportu wynika, że aż 41 proc. ankietowanych firm, planuje rozszerzyć wykorzystanie wykonawców do specjalistycznych zadań, a aż 34 proc. – zwiększyć liczbę zatrudnionych osób, ze względu na integrację technologii. Zamiast więc przynieść koniec świata, „robo-rewolucja” ma przynieść około 97 milionów nowych miejsc pracy w innych sektorach, i chociaż, niektóre będą wymagały innych kompetencji niż do tej pory, skorzystać będą mogli na tym wszyscy. To zmiany wynikające z wdrażania automatyzacji, ale sztuczna inteligencja to nie tylko roboty.

Jak Sztuczna Inteligencja może zmieniać biznes i świat?

– Nie trzeba daleko szukać, przeróżne instytucje na całym świecie korzystały z rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji by sprostać wyzwaniu związanemu z odpowiadaniem na pytania dotyczące nabierającej tempa pandemii, a dzięki uczeniu maszynowemu tworzy się modele rozprzestrzeniania zachorowań oraz zachowania gospodarki w tych trudnych chwilach. – mówi Robert Paszkiewicz ale sztuczna inteligencja to też Święty Graal przedsiębiorczości. Inteligentna analiza danych umożliwia bowiem szybsze podejmowanie właściwszych decyzji biznesowych, a to przekłada się na zyski.

Sztuczna Inteligencja to cały, wciąż rozwijany zbiór rozwiązań o niezwykle szerokim zastosowaniu. Wbrew powszechnemu przekonaniu, sztuczna inteligencja nie jest też już rozwiązaniem skierowanym jedynie do dużych firm. Dzięki chmurze, budowanie i wdrożenie tego typu rozwiązań nie wymaga już wielkich nakładów. Skrypty AI mogą zaś wesprzeć zarówno samą sprzedaż, jak i zaplecza firm – działy, w których konieczne jest żmudne przetwarzanie znacznych ilości danych, jak choćby księgowość, najbardziej skorzystają z minimalizacji potencjalnych błędów wynikających z czynnika ludzkiego. Ponadto, z raportu The Practice of Now 2020: The Future of Accounting jednoznacznie wynika, że technologicznego wparcia pragną sami księgowi. 45 proc. z ponad 3 000 ankietowanych księgowych chciałoby zautomatyzować powtarzalne i czasochłonne zadania, a aż 40 proc. pragnie zautomatyzować przynajmniej procesy fakturowania.

Jednak, wprowadzenie AI może zoptymalizować działanie nawet najmniejszego sklepu posiadającego własną witrynę internetową. I nie chodzi tylko o chatboty, dzięki którym klienci nie muszą już czekać na odpowiedź konsultantów. Automatyczne rekomendacje bazujące na skryptach AI bez trudu podpowiedzą produkty bądź usługi dopasowane do aktualnych wyników wyszukiwania klientów, tym samym zwiększając obroty firmy. Ponadto wykorzystywanie skryptów AI może pomóc w personalizacji doznań zakupowych klienta, co jest szczególnie ważne dla sklepów e-commerce, które nie mogą skorzystać z fizycznego sprzedawcy przeprowadzającego klienta przez cały proces zakupowy. Z siódmego, corocznego badania firmy Evergage (2020 Trends in Personalization Study) wynika, że personalizacja wywiera silny wpływ na rozwój relacji z klientem. Aż 92 proc. ankietowanych twierdzi, że klienci, zarówno obecni jak i potencjalni, oczekują spersonalizowanego doświadczenia – począwszy od wyświetlanych na stronie rekomendacji wspólnych z zainteresowaniami, aż po wysyłanie użytkownikom bezpośrednich wiadomości w celu zwiększenia ich zaangażowania.

– Sztuczna inteligencja pozwala na coś więcej niż tylko zoptymalizowanie działalności. Oczywiście, zautomatyzowanie procesów umożliwia redukcję kosztów, a to niezwykle istotne dla małych i średnich przedsiębiorstw, jednak to połączenie sztucznej inteligencji i ludzkiej kreatywności otwiera przed nami szereg możliwości. Dostarczenie rozwiązań, które idealnie odpowiadają potrzebom jest ważne nie tylko pod kątem zwiększenia dochodów firmy, lecz przede wszystkim ze względu na możliwość zapewnienia klientom najwyższego poziomu satysfakcji. W połączeniu z niezawodnym produktem, bądź ofertą, przekłada się to na stworzenie trwałych relacji biznesowych – dodaje Robert Paszkiewicz

Kto mieczem wojuje…

Ze sztuczną inteligencją wiązane są też wielkie nadzieje w kontekście cyberbezpieczeństwa. Jak wskazuje raport z badania kosztów naruszeń ochrony danych 2020, IBM Security spośród organizacji, które w wyniku pandemii COVID-19 musiały wdrożyć pracę zdalną, 76 proc. deklaruje, że taki model pracy wydłużył czas potrzebny na rozpoznanie i powstrzymanie potencjalnego naruszenia. Wszelkie połączone z siecią prywatne urządzenia mogą być bowiem celem botnetów, które wykorzystują je następnie do dystrybucji złośliwego oprogramowania bądź ataków DDoS. Eksperci twierdzą, że właśnie dzięki zastosowaniu uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji ominięcie klasycznych zabezpieczeń nie stanowi już wyzwania dla hakerów.

Na szczęście sztuczną inteligencję można wykorzystywać również do obrony przed atakami. Przeprowadzanie zaawansowanej analizy zagrożeń przy wykorzystaniu AI i dostarczane na ich podstawie informacje, mogą pomóc w skróceniu czasu reakcji na atak. Sztuczna inteligencja może także utrudniać cyberprzestępcom dostęp do sieci, automatycznie przypisując role i uprawnienia wybranym użytkownikom, bez konieczności ciągłego potwierdzania tożsamości. Dostępne algorytmy oraz niemal nieograniczona, dzięki chmurze, moc obliczeniowa infrastruktury są nadzieją na poprawę bezpieczeństwa w organizacjach cieszących się szczególnym zainteresowaniem cyberprzestępców.

– Rosnące wykorzystanie chmury do przechowywania danych oraz większa dostępność serwerów „bare metal” sprawiają, że przeprowadzanie w niej skomplikowanych zadań obliczeniowych nie stanowi najmniejszego problemu. Postęp w architekturze chmur obliczeniowych może bez wątpienia wywołać szybsze przyjęcie sztucznej inteligencji w najróżniejszych branżach. Dlatego, chociaż budowa systemów AI jest złożonym procesem wciąż wymagającym specjalistycznej wiedzy, bez wątpienia jest to technologiczny trend, któremu warto bliżej przyjrzeć się w najbliższych latach. – podsumowuje Robert Paszkiewicz.

Sztuczna inteligencja “na godziny”, czyli demokratyzacja AI

Takie inicjatywy jak AI4EU brały sobie za cel stworzenie wiodącej platformy AI dla Europy oraz zbliżenie świata nauki i biznesu w kontekście prac nad sztuczną inteligencją. Założeniem projektu było wypromować europejską wizję sztucznej inteligencji – odpowiedzialną, zarządzaną i dla wszystkich.

Demokratyzacja sztucznej inteligencji wyjmuje AI spod wyłącznej władzy ekspertów ze startupów i działów R&D wielkich organizacji. Wymaga to, co prawda zmian organizacyjnych w strukturach firm i instytucji – ktoś bowiem musi zająć się nadzorowaniem działania danych rozwiązań opartych na AI lub tworzeniem ich od podstaw. Umożliwia jednak dopływ większego potencjału kreatywnego do technologii, która wcześniej zarezerwowana była dla wybrańców.

Dodatkowo, dzięki wykorzystaniu chmury, możliwe staje się skalowanie rozwiązań sztucznej inteligencji i zapewnienie bezpieczeństwa gigantycznym zbiorom przetwarzanych danych. Wszystko to jeszcze bardziej przyśpiesza rozwój tej technologii i jej wdrażanie.

Istotna jest także społeczna demokratyzacja Sztucznej Inteligencji, tak, aby korzyści z powszechnej dostępności do nowego, potężnego narzędzia wyszły poza rynki i działy IT i objęły też społeczeństwo jako takie, przybliżając je do dobrobytu i zmniejszając wykluczenie. Postulat społeczny jednak, w praktyce, dodaje tylko kolejne pola rozwoju SI do listy tematów koniecznych do poruszenia i rozwiązania. Nie byłoby jednak o nim mowy, gdyby nie ogólny trend demokratyzacji Sztucznej Inteligencji.

Projekt przepisów wprowadzających e-faktury

Ministerstwo Finansów w ostatnich latach pracuje coraz intensywniej nad wdrażaniem nowoczesnych narzędzi analitycznych, umożliwiających bieżącą kontrolę rozliczeń podatkowych. Postępującej cyfryzacji służyło wprowadzenie nowego sposobu rozliczeń VAT, gdzie podatnik wraz z deklaracją podatkową przesyła rozszerzone ewidencje w formie pliku elektronicznego (JPK V7). Także w innych ustawach wdrażane są nowe rozwiązania, takie jak np. rozszerzone raportowanie w zakresie cen transferowych TPR-C, elektroniczna rejestracja podmiotów akcyzowych i konieczność wdrażania elektronicznych ewidencji oraz rozliczeń etc. Kolejnym pomysłem w tym zakresie, którego plany pojawiły się już kilka lat temu, jest wdrożenie e-faktur, czyli faktur elektronicznych wysyłanych i odbieranych na ustandaryzowanym formularzu poprzez system elektroniczny Ministerstwa Finansów.

Na jakim etapie są nowe przepisy?

Ministerstwo Finansów rozpoczęło w dniu 5 lutego 2021 r. konsultacje publiczne projektu ustawy nowelizującej przepisy ustawy o VAT, które wprowadzać będą e-faktury. Nowe przepisy planuje się wdrożyć w życie z dniem 1 października 2021 r. Równocześnie z przekazaniem do konsultacji publicznych projektu e-faktur przygotowano propozycję struktury logicznej e-faktury. Ewentualne uwagi można było zgłaszać do 23 lutego 2021 r. Obecnie czekamy na analizę zgłoszonych uwag i komentarzy oraz ewentualne uwagi do projektu ustawy z dnia 1 lutego 2021 r. o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw.

Cel wdrożenia e-faktury

Cele wdrożenia e-faktur można podzielić na dwie kategorie: profiskalne i progospodarcze. Dzięki e-fakturom fiskus będzie miał wcześniej dane odnośnie do dokonywanych transakcji, przez co będzie mógł szybciej reagować na oszustwa i wyłudzenia podatkowe, a także lepiej monitorować transakcje, które co prawda są zgodne z ustawą, ale generują straty budżetowe. Podobne mechanizmy obowiązują już w innych krajach Unii Europejskiej. Przykładowo we Włoszech usługa taka została udostępniona w 2017 r. (dobrowolnie), a od 1 stycznia 2019 r. stała się obowiązkiem.

Ponadto Ministerstwo wskazuje, że e-faktury powinny ułatwić i przyspieszyć rozliczenia pomiędzy kontrahentami. Dodatkowo dzięki archiwizacji faktury w bazie Ministerstwa zwiększy się bezpieczeństwo obrotu, a standaryzacja rozliczeń poprawi komfort podatników. Brak będzie konieczności wydawania duplikatów. Podatnik zyska też pewność, że faktura zawsze trafi do kontrahenta.

Zasady działania

W swoich założeniach rozwiązanie oparte jest na modelu poświadczeń, tj. wymagana jest autoryzacja danej osoby w systemie. Dane mają być przesyłane do systemu finansowo-księgowego poprzez API. Po uwierzytelnieniu się w systemie Ministerstwa podatnik będzie mógł przeglądać wystawione i otrzymane faktury ustandaryzowane. Co ciekawe, zgodnie z projektem faktury uznaje się za otrzymane i wystawione w dniu przydzielenia numeru identyfikującego tę fakturę.

W celu rejestracji podmiotów uprawnionych do dostępu do Krajowego Systemu e-faktur będzie trzeba złożyć specjalne zawiadomienie w urzędzie skarbowym. Wprowadzona ma być również możliwość udzielania autoryzacji dla osób odpowiedzialnych za wystawianie faktur. Ponadto planowane jest umożliwienie podatnikom tworzenia faktur we własnych systemach, a następnie przesyłania ich do centralnego systemu. Faktury ustrukturyzowane będą mogły być korygowane w formie faktury ustrukturyzowanej, jak również w formie tradycyjnie wystawionej faktury.

Czy e-faktury będą obowiązkowe?

Projekt zmian przewiduje dobrowolność w zakresie zastosowania tego rozwiązania. E-faktury będą jedną z form dokumentowania sprzedaży obok występujących w obrocie faktur papierowych oraz faktur elektronicznych. Jednakże Ministerstwo Finansów przygotowało wiele zachęt dla podatników chcących skorzystać z e-faktur. Przykładowo przewiduje się możliwość otrzymania o 1/3 szybciej zwrotu VAT, tj. skrócenie czasu oczekiwania na zwrot z 60 do 40 dni. Stosowanie e-faktur będzie wymagało zgody odbiorcy takiej faktury, np. przez zaakceptowanie komunikatu w aplikacji e-Mikofirma albo przez sam pobór faktury z systemu. MF planuje wdrożenie obligatoryjnych e-faktur w 2023 r.

Komentarz

Skutkami postępującej cyfryzacji rozliczeń podatkowych są kolejne kroki Ministerstwa Finansów, w tym wprowadzenie e-faktur. Na chwilę obecną znane są ogólne założenia projektu spisane w formie nowelizacji ustawy. Niemniej nie sposób oprzeć się wrażeniu, że e-faktury będą kolejnym narzędziem Ministerstwa Finansów służącym do zwiększenia kontroli nad rozliczaniem podatków. Organy podatkowe dostaną dokładniejsze dane o obiegu faktur w gospodarce. Z perspektywy podatnika zmiana ta niesie za sobą wiele niewiadomych, takich jak chociażby sposób transferu danych pomiędzy centralnym Krajowym systemem e-faktur a systemami rozliczeniowymi podatników, odpowiedzialność za archiwizację dokumentów i ewentualną ich utratę, odpowiedzialność za problemy techniczne systemu czy też za błędy osób wystawiających faktury, sposób korygowania faktur, a także aktualizacja uprawnień do dostępu do danych spółki. Dodatkowo przedsiębiorcy będą korzystali z systemu informatycznego, nad którym nie mają kontroli, tj. nie mogą go w żaden sposób zabezpieczyć. Całkowicie uzasadnione mogą więc okazać się obawy o wyciek danych, ponieważ podatnik nie będzie w stanie ich zabezpieczyć, a dane o kontrahentach, z którymi się współpracuje, wolumenie transakcji ich wartości są danymi bardzo wrażliwymi w gospodarce. Ponadto zdarzyć się mogą ataki hakerskie, za które nie wiadomo kto ponosi odpowiedzialność.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Eesti Energia osiągnęła w I kw. zysk netto w wysokości 26,5 mln EUR

W pierwszym kwartale 2021 roku przychody ze sprzedaży Grupy Eesti Energia, do której należy działający w Polsce Enefit, wzrosły o jedną trzecią rok do roku do 297,3 mln EUR, a spółka wypracowała zysk netto w wysokości 26,5 mln EUR.

Zysk EBITDA spadł o 46% do 72,4 mln EUR w ciągu roku. O ile pierwszy kwartał ubiegłego roku przyniósł firmie stratę w wysokości 2 mln euro, to w tym roku zysk netto wyniósł 26,5 mln euro.

Jak podkreślił Andri Avila, członek zarządu i dyrektor finansowy Eesti Energia, za dobry wynik odpowiadają wzrost produkcji i wolumenu sprzedaży, wyższe ceny energii oraz niższe niż w roku ubiegłym koszty stałe.

W porównaniu z rokiem 2020 temperatury w pierwszych trzech miesiącach roku były średnio o prawie sześć stopni niższe. Doprowadziło to do wzrostu zużycia energii elektrycznej o 10%. Zwiększone zapotrzebowanie na energię elektryczną podniosło ceny rynkowe oraz zwiększyło wykorzystanie naszych elektrociepłownizaznaczył Avila.

Sprzedaż energii elektrycznej przez Grupę na rynkach macierzystych – od Finlandii po Polskę – wzrosła w ciągu roku o 13% do 2,5 TWh. Najszybciej rosła sprzedaż na Litwie, gdzie Eesti Energia stała się drugim największym sprzedawcą energii elektrycznej w warunkach stopniowego otwierania tamtejszego rynku energii elektrycznej. Ceny energii elektrycznej na rynku Nord Pool były średnio dwukrotnie wyższe niż w ubiegłym roku, co jest główną przyczyną wzrostu przychodów ze sprzedaży.

    I kw. I kw. Zmiana
2021 r. 2020 r.
Sprzedaż energii elektrycznej GWh 2.519 2.199 12,70%
Sprzedaż usług sieciowych GWh 2.092 1.911 9,50%
Sprzedaż paliw płynnych tys. ton 112 102 10,90%
Sprzedaż energii cieplnej GWh 356 291 8,70%
Sprzedaż gazu GWh 974 581 67,60%
         
Produkcja energii elektrycznej GWh 1.279 957 33,60%
Produkcja paliw płynnych tys. ton 125 122 1,60%
Produkcja energii cieplnej GWh 437 384 13,80%
         
Przychody ze sprzedaży mln EUR 297,3 226,8 31,10%
EBITDA mln EUR 72,4 49,7 45,50%
Inwestycje mln EUR 32,1 68,7 -53,20%
Zysk z działalności operacyjnej mln EUR 30,4 5,5 457,80%
Zysk netto mln EUR 26,5 -2 1426,40%

Produkcja energii elektrycznej wzrosła o jedną trzecią rok do roku do 1,3 TWh. Do wzrostu produkcji przyczyniły się wyższe ceny rynkowe energii elektrycznej oraz zapotrzebowanie na produkcję sterowalną w okresie niskich temperatur i braku wiatru.

Elektrociepłownie Eesti Energia w czasie szczytowego zużycia pracowały z mocą do 1 200 MW. W ten sposób firma spełniła oczekiwania dotyczące utrzymania produkcji na poziomie średniego zużycia energii elektrycznej w Estonii.

Produkcja paliw płynnych na poziomie 125 tys. ton utrzymała się na ubiegłorocznym poziomie. Od czasu wybuchu pandemii COVID-19 rok temu, globalny popyt na paliwa płynne oraz ceny produktów na rynkach ropy naftowej wzrosły kwartał do kwartału, zbliżając się do poziomów sprzed kryzysu.

W pierwszym kwartale Eesti Energia podjęła kilka ważnych z handlowego punktu widzenia decyzji, między innymi dotyczących budowy farmy wiatrowej Purtse w prowincji Virumaa Wschodnia do 2023 roku czy przejęcia spółki Imatra, świadczącej usługi sieciowe w prowincji Läänemaa i Viimsi.

Patrząc w przyszłość, jeszcze większego znaczenia nabiera nasza nowa linia biznesowa, zakładająca zawieranie długoterminowych, nawet dziesięcioletnich umów sprzedaży energii wiatrowej z estońskimi, łotewskimi i litewskimi klientami biznesowymi, którzy chcą zmniejszyć swój wpływ na środowisko i zyskać stabilność cen w długim terminie. Wolumen umów zawartych w ciągu trzech miesięcy sięgnął 2 TWh, czyli około jednej czwartej rocznego zużycia energii elektrycznej w Estonii – zaznaczył Avila.

Naszej spółce Enefit Green zajmującej się energią ze źródeł odnawialnych, będącej wiodącym producentem energii wiatrowej i deweloperem na tym rynku w krajach bałtyckich, zapewnia to lepsze warunki do realizacji obecnych i nowych inwestycji w zakresie energetyki wiatrowej, przy czym inwestycje na rynku energii odnawialnej realizujemy również wspólnie z innymi deweloperami – dodał Avila.

Eesti Energia jest obecna poza granicami Estonii za pośrednictwem spółki zależnej Enefit, działającej na polskim rynku od 2017 roku. Oferta Enefit w Polsce jest skierowana do klientów biznesowych i obejmuje zakup energii, a także rozwiązania oraz usługi energetyczne. Spółka operuje także na Łotwie, Litwie i w Finlandii.

Vercom z sukcesem debiutuje na GPW

Akcje Vercom zadebiutowały na głównym parkiecie GPW w Warszawie. W kwietniu Spółka przeprowadziła Ofertę Publiczną o łącznej wartości 225 mln zł. Kurs akcji na debiucie wyniósł 53,99 zł, co oznacza wzrost o blisko 20 proc. względem ceny z Oferty.

Jesteśmy zadowoleni z udanego debiutu i pierwszych notowań naszych akcji. Dla nas jest to przełomowy moment i kolejny etap rozwoju Vercom. Dzięki środkom pozyskanym z IPO będziemy mogli jeszcze dynamiczniej rosnąć i zyskać miano lidera rozwiązań CPaaS w regionie CEE. Jeszcze raz dziękujemy wszystkim akcjonariuszom za zaufanie, wierzymy, że wspólnie będziemy budować dalszą wartość Vercom. – komentuje Krzysztof Szyszka, prezes zarządu Vercom.

Wartość całej Oferty Vercom wyniosła 225 mln zł, a Spółka pozyskała kwotę 180 mln zł, którą przeznaczy w całości na akwizycje. Celem są jednokanałowe podmioty z regionu CEE, wyróżniające się znaczną bazą klientów i umiędzynarodowieniem. W transzy detalicznej inwestorzy złożyli łącznie około 5,9 tys. zapisów na 7,9 mln akcji, w wyniku czego średnia stopa redukcji wyniosła około 92,4 proc.

Od dzisiaj jesteśmy pierwszą spółką działającą w modelu CPaaS, która notowana jest na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Dla nas jest to szczególny moment i zarazem zobowiązanie wobec nowych akcjonariuszy. Oczywiście nie chcemy ich zawieść, dlatego będziemy kontynuować nasze starania budowy lidera na rynku CPaaS w regionie CEE. Środki pozyskane z Oferty z pewnością ułatwią i przyśpieszą nam ten proces. – dodaje Tomasz Pakulski, członek zarządu Vercom.

W Ofercie Vercom Pekao Investment Banking S.A. pełnił rolę Globalnego Koordynatora oraz Współprowadzącego Księgę Popytu, mBank pełnił rolę Współkoordynatora oraz Współprowadzącego Księgę Popytu, Kancelaria GESSEL pełniła rolę doradcy prawnego, KPMG było audytorem Spółki, a InnerValue odpowiadało za komunikację Oferty.

Już ponad 30% wyroków w e-arbitrażu ULTIMA RATIO dotyczy sporów z branży budowlanej

Z opublikowanych właśnie danych wynika, że przez lata 2011 – 2020 średni czas trwania postępowań w sądach państwowych wydłużył się kolejne o 3 miesiące. Aktualnie sprawy trwają średnio 6,9 miesiąca w sądach rejonowych oraz 10 miesięcy w sądach okręgowych. Mowa tu oczywiście o uśrednionym wskaźniku. Jeżeli więc w danej sprawie pojawiają się kwestie sporne albo pozwany celowo przedłuża postępowanie, proces trwa całymi latami. Sytuacja taka z dużą siłą uderza w branżę budowlaną. Brak płatności nawet jednej faktury może tu bowiem zagrozić wypłacalności wykonawcy. W poszukiwaniu wyjścia z tej pułapki, coraz więcej firm budowlanych zwraca się w kierunku e-arbitrażu. Ponad 30% w Ultima Ratio to wyroki dotyczące sporów w sprawach budowlanych.

Sekret szybkich sądów online

Arbitraż to inaczej sąd prywatny, który z woli stron zastępuje sąd państwowy w rozpoznaniu danego sporu. Po zawarciu umowy z zapisem arbitrażowym, żadna ze stron nie może się już z arbitrażu wycofać, zaś wyrok arbitrażowy po nadaniu klauzuli wykonalności ma moc wyroku sądu powszechnego. Dlaczego e-arbitraż jest taki atrakcyjny dla firm wykonawczych?

Postępowanie arbitrażowe przed Ultima Ratio toczy się bardzo szybko, gdyż jest w maksymalnym stopniu uproszczone. Sprawy prowadzone są online, na platformie IT sądu. Procedurę zaczyna powód – w sprawach budowlanych najczęściej wykonawca – wnosząc pozew drogą elektroniczną. Dołącza dowody: umowę, faktury, protokoły odbiorów, kopie dziennika budowy, zdjęcia czy filmy z terenu robót. Potwierdza, że materiały te są prawdziwe i autentyczne. Zaraz po złożeniu pozwu, system automatycznie doręcza go pozwanemu, losuje arbitra i przygotowuje e-akta sprawy. Druga strona ma 7 dni na ewentualną odpowiedź. – komentuje Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio.

W Ultima Ratio postępowanie jest odpłatne dla obydwu stron co oznacza, że jeżeli pozwany chce wnieść odpowiedź na pozew, również musi uiścić opłatę arbitrażową. W przeciwnym razie, arbiter nie bierze odpowiedzi pod uwagę. Do odpowiedzi pozwany może dołączyć „swoje” dowody – pisma, zdjęcia czy inne tego typu materiały. Musi jednak potwierdzić ich prawdziwość i autentyczność. Później, w toku sprawy, strony wymieniają się stanowiskami, a kiedy arbiter uzna sprawę za dostatecznie wyjaśnioną – zamyka postępowanie i wydaje wyrok.

Sąd jako usługa a nie budynek a dowody multimedialne przesyłane w profilu sprawy

„Nie trzeba dodawać, że system „działa” 24 godziny na dobę, przez 7 dni w tygodniu. Zdarza się, że zapalczywi pełnomocnicy wymieniają pisma procesowe o 5 rano, a jeden z arbitrów wydał wyrok w sobotę o 22.20! Wszystko to wydaje się mało prawdopodobne, ale jest możliwe, bo ani arbiter, ani strony nie są już przywiązane do jakiegoś konkretnego budynku, w którym toczy się sprawa.  W efekcie, średni czas trwania postępowania gospodarczego udało się skrócić do zaledwie 19 dni, a najdłuższa sprawa budowlana trwała niespełna dwa miesiące.”- dodaje Robert Szczepanek.

Tym jednak, co najbardziej przyśpiesza rozpoznawanie spraw budowlanych, jest możliwość dodawania przez strony dowodów w formie multimedialnej. Na czym to polega? Najlepiej pokazać to na przykładzie jednej ze spraw. Inwestor odmówił zapłaty pełnej kwoty za wykonaną kostkę brukową twierdząc, że to nie ta, którą zamawiał. Zaradny wykonawca wziął jednak postępowanie dowodowe „w swoje ręce”. Nakręcił telefonem komórkowym film obrazujący plac wyłożony kostką. Następnie udał się do składu budowlanego i nagrał w nim kostkę, którą inwestor zakupił kilka tygodni wcześniej (nazywała się „Pastelowa harmonia”). Oznaczenia się zgadzały, a odcień był identyczny! Ponieważ wszystko to było na filmie doskonale widoczne, arbiter nie potrzebował żadnych dalszych dowodów, by zasądzić wykonawcy należne wynagrodzenie. Sprawa zakończyła się w niespełna miesiąc.

Zeznania świadków i opinie biegłych online

Oczywiście, to nie jest tak, że w Ultima Ratio postępowanie toczy się wyłącznie w sieci. Sąd może na przykład przesłuchiwać świadków. Aby przesłuchanie mogło odbyć się możliwie szybko i bez problemów, odbywa się w drodze telekonferencji. Sąd może też prowadzić dowód z opinii biegłych sądowych, w tym biegłych z zakresu budownictwa. Biegłych zapewnia sądowi Polskie Stowarzyszenie Rzeczoznawców i Biegłych Sądowych w Warszawie, z którym Sąd posiada stosowną umowę. Pomimo, że w sprawach budowlanych biegli muszą z reguły udawać się na teren robót, i tak udaje im się przygotowywać opinie w terminie około 3 tygodni. Jak to możliwe?

Otóż, wynagrodzenie biegłych ma u nas charakter ryczałtowy. Dla kontrastu, w sądach powszechnych biegli rozliczani są „na godziny”, zaś bazowa stawka ich wynagrodzenia wynosi… 22,90 PLN/h. Nie trzeba zbyt długo zastanawiać się nad sensem tych słów, by zrozumieć jedną z przyczyn, dla których sprawy budowlane w sądach państwowych trwają tak długo. No bo, ile godzin biegli muszą w tych warunkach pisać swoje opinie, by ich honoraria zbliżyły się do wartości rynkowych?”- komentuje Robert Szczepanek.

Dla wykonawców robót budowlanych, e-arbitraż jest więc bardzo atrakcyjny. Gwarantuje sprawne załatwienie ewentualnych problemów wynikających ze zrealizowanego kontraktu oraz – jeżeli coś pójdzie nie tak – szybki wyrok w sprawie o zaległe wynagrodzenie. Postępowanie arbitrażowe jest jednoinstancyjne. Po uzyskaniu klauzuli wykonalności, wyrok arbitrażowy można oddać do komornika.

73% Polaków nie zrezygnowałoby z pracy, gdyby wprowadzono Bezwarunkowy Dochód Podstawowy

Bezwarunkowy dochód podstawowy popiera 51% rodaków, jednak poziom akceptacji spada, kiedy poruszana jest kwestia podnoszenia podatków czy wzrostu zadłużenia Polski. Trudno się dziwić – Państwowy Instytut Ekonomiczny wycenił ten program na 376 mld zł rocznie. 

Chociaż 57% Polaków nigdy nie słyszało o bezwarunkowym dochodzie podstawowym (BDP), to temat ten budzi ogromne emocje nie tylko w naszym kraju. W uproszczeniu w ramach takiego programu państwo wypłaca każdemu obywatelowi miesięczne wynagrodzenie bez konieczności spełniania jakichkolwiek warunków. Bezwarunkowy Dochód Podstawowy często wskazywany jest jako jeden ze sposobów zagwarantowania każdemu człowiekowi życia wolnego od ubóstwa.

U podstaw burzliwych dyskusji nad BDP leży prosta zasada – żeby komuś coś dać, trzeba wcześniej komuś to zabrać. Zakładając, że miesięczna wysokość świadczenia wynosiłaby 1.200 zł dla osób wieku produkcyjnym i 600 zł dla osób w wieku przedprodukcyjnym, otrzymujemy roczny koszt BDP na poziomie 376 mld zł. Wystarczy wspomnieć, że prognoza dochodów budżetu państwa na 2021 r. zakłada wpływy na poziomie 404,5 mld zł. Dlatego eksperci rankomat.pl przeanalizowali raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) „Bezwarunkowy Dochód Podstawowy. Nowy pomysł na państwo opiekuńcze?” aby sprawdzić, jak Polacy oceniają ideę BDP.

BDP popiera 51% Polaków, chociaż 57% nigdy nie słyszała o takim rozwiązaniu

Ponad połowa Polaków w wieku od 18 do 64 lat poparłaby powszechne wprowadzenie bezwarunkowego dochodu podstawowego. Na pierwszy rzut oka rozwiązanie to spotkałoby się z naszą aprobatą, jednak sytuacja zmienia się, kiedy trzeba porozmawiać o kosztach takiego programu. I tak poparcie spadłoby do 30% gdyby sfinansowanie BDP wymagało znacznego podniesienia podatków, do 28% gdyby wymagało rezygnacji z części świadczeń
i usług socjalnych i do 24% jeśli konieczny byłby wzrost zadłużenia Polski.Popracie dla BDPJeszcze ciekawiej robi się, kiedy sprawdzi się wiedzę Polaków na temat BDP. Zaledwie 13%
z nas słyszało o takim programie i śledzi dyskusje związane z tym tematem. Niemal jedna trzecia Polaków (30%) słyszała o takim rozwiązaniu, ale nie interesuje się tym zagadnieniem. Do największej grupy (57%) należą osoby, które nigdy nie słyszały o BDP.Wiedza na temat BDP

Wśród osób popierających Bezwarunkowy Dochód Gwarantowany bez względu na to czy słyszały wcześniej o tym programie, 24% pytanych zdecydowanie popiera to rozwiązanie. Warto odnotować, że taki sam odsetek ankietowanych jest zdecydowanie przeciwny wprowadzeniu BDP.Popracie dla BDP a wiedza

Wiedza na temat BDP i wysokość świadczenia wpływają na poparcie programu

Kolejnym elementem wpływającym na poparcie BDP, w połączeniu z wiedzą na temat tego rozwiązania, jest wysokość samego świadczenia. W badaniu przyjęto dwa progi:

  • 800 zł – odpowiadający kwocie świadczenia na poziomie relatywnej granicy ubóstwa,
  • 200 zł – odpowiadający wartości minimum socjalnego z 2019 roku.

Największe poparcie (78%) otrzymałby Bezwarunkowy Dochód Podstawowy w niższej kwocie w grupie osób mających wiedzę na temat takiego rozwiązania. Wyższa kwota spowodowałaby spadek akceptacji w badanej grupie do 56%. BDP w wysokości 1.200 zł cechowałoby się najniższym poparciem w grupie osób, które nigdy nie słyszały o takim rozwiązaniu.Poparcie dla wprowadzenia BDP

91% pracujących Polaków byłoby prawdopodobnie aktywnych zawodowo po otrzymaniu BDP

Dyskusja na temat Bezwarunkowego Dochodu Podstawowego często krąży wokół zagadnień związanych z wpływem takiego świadczenia na rynek i podaż pracy. Przeprowadzone do tej pory badania pilotażowe nie mogły dać jasnej odpowiedzi na to pytanie, gdyż po pierwsze nie były one powszechne (program kierowano do wybranej grupy odbiorców), a po drugie obowiązywały w ściśle wyznaczonym terminie. Trudno jest zatem ocenić, czy badani tak samo podeszliby do swojej dotychczasowej pracy, gdyby mieli świadomość, że świadczenie będzie wypłacane dożywotnio.Kontynuowanie pracy przy BDP

Z badania przeprowadzonego przez PIE wyłania się dosyć intrygujący obraz. Po wprowadzeniu w Polsce BDP, 73% Polaków zadeklarowało, że jest bardzo prawdopodobne, że pozostaną aktywni zawodowo. Z kolei 18% ocenia, że jest to raczej prawdopodobne. Odpowiedzi są niemal takie same bez względu na wysokość oferowanego świadczenia – 800 lub 1.200 zł.

Z drugiej strony tylko 22% badanych uznało, że inne osoby po otrzymaniu takiego świadczenia będą kontynuować swoją pracę zarobkową. Tak duża dysproporcja wynika z faktu, że w Polsce poziom zaufania do innych osób jest niski. Rozkład ten niemal pokrywa się z badaniami CBOS, z których wynika, że 22% ankietowanych uważa, że większości ludzi można ufać, a 76% deklaruje, że w stosunku do innych trzeba być bardzo ostrożnym (Komunikat z badań CBOS, Zaufanie społeczne).

Mniejszy lęk przed ubóstwem głównym argumentem za wprowadzeniem BDP

Wśród ankietowanych Polaków głównym argumentem za wprowadzeniem BDP jest zmniejszenie lęku przed zaspokojeniem podstawowych potrzeb (28%), co przekłada się także na większe szanse osób uboższych w społeczeństwie (27%), które nie będą musiały skupiać całej swojej energii na walkę o godny byt. BDP jest także przesłanką przemawiającą za zmniejszeniem biurokracji (24%), gdyż nie wymaga weryfikacji dochodów i innych warunków uprawniających do wypłaty świadczeń na dotychczasowych warunkach.   Argumenty za BDP

Ten program jest za drogi – kluczowy argument przeciwko BDP

Głównym argumentem przemawiającym przeciwko wprowadzeniu Bezwarunkowego Dochodu Podstawowego jest brak możliwości sfinansowania takiego programu (40%). Wspominaliśmy, że roczny koszt BDP szacowany jest na poziomie 376 mld zł. Wprowadzenie takiego programu nie jest możliwe bez konieczności likwidacji dotychczasowych świadczeń socjalnych i istotnej podwyżki podatków, która mogłaby zdławić potencjalny wzrost gospodarczy.

Inny argument przeciwko wprowadzeniu BDP opiera się na przesłance niesprawiedliwości społecznej (28%), ponieważ wszyscy otrzymywaliby tę samą kwotę, a realne potrzeby poszczególnych jednostek często są różne. Wypłata świadczenia budzi też lęk przed napływem cudzoziemców, zachęconych możliwością łatwego zwiększenia swoich dochodów (25%).Argumenty przeciwko BDP

Zmniejszenie ubóstwa, przywrócenie godności i większej kontroli nad własnym życiem powoduje, że Bezwarunkowy Dochód Podstawowy ma swoich zagorzałych zwolenników. Przeciwnicy zwracają uwagę na olbrzymie koszty fiskalne i ryzyko ograniczenia podaży pracy, co mogłoby skutkować wytworzeniem się nowej klasy społecznej, trwale uzależnionej od państwowego transferu. Dotychczasowe eksperymenty nie dają jasnej odpowiedzi na pytania o długofalowe skutki związane z wprowadzeniem BDP, co może tłumaczyć, dlaczego żaden kraj nie wprowadził tego programu na pełną skalę – komentuje Bartłomiej Borucki, ekspert rankomat.pl.

Bezwarunkowy dochód podstawowy w masowej wyobraźni

Temperaturę dyskusji na temat BDP podnosi stanowisko osób mających realny wpływ na masową opinię. Do zwolenników tego rozwiązania należą m.in. Mark Zuckerberg (Facebook) , Elon Musk (SpaceX, Tesla, The Boring Company, Open AI, Neuralink) czy Richards Branson (Virgin Group). Ten pierwszy uważa, że „Powinniśmy mieć społeczeństwo, które mierzy postęp nie za pomocą wskaźników ekonomicznych, jak PKB, ale według tego ilu z nas pełni rolę, którą uznamy za znaczącą”.

Według Zuckerberga każdy powinien mieć zabezpieczony dochód podstawowy, który zachęci do tworzenia nowych pomysłów, co może być podwaliną pod stworzenie prawdziwej kultury przedsiębiorczości. Wtóruje mu brytyjski ekonomista w książce “Dochód podstawowy: i jak możemy to osiągnąć” przekonując, że „Bez wolności popełniania błędów ludzie nie mogą nauczyć się skutecznie kontrolować swojego życia”.

Z drugiej strony mamy sceptyków BDI, jak Neera Tanden – obecnie dyrektor Biura
i Zarządzania Budżetem w administracji prezydenta Bidena. W jej opinii wyrażonej w 2017 r. na Twitterze Bezwarunkowy Dochód Podstawowy jest zgubny. Uważa również, że „Praca za 40 tysięcy jest dla ludzi bardziej satysfakcjonująca niż czek na 25 tysięcy, chociaż ekonomiści twierdzą, że to równe”. Z wizją właściciela Facebooka nie zgadza się Lawrence Mishel, prezes Instytutu Polityki Gospodarczej w Waszyngtonie, nazywając BDI chybioną misją – „To spojrzenie dyrektora technicznego na świat, które moim zdaniem jest zniekształcone”.

Dane i analizy wykorzystują wyniki badania sondażowego przeprowadzonego na zlecenie Polskiego Instytutu Ekonomicznego (2020) w październiku 2020 r. Badanie zostało zrealizowane na próbie 1200 osób w wieku 18-64 lata przy zastosowaniu metodologii CAWI. 

RPP nie będzie gorączkowo reagować na skoki inflacji

Pomimo bardzo później godziny decyzji Rada Polityki Pieniężnej nie zmieniła parametrów polityki. Skromne zmiany w komunikacie sugerują, że Rada nie będzie gorączkowo reagować na skoki inflacji z przyczyn będących poza jej kontrolą. Dziś swoje zdanie wyrażą Norges Bank i Bank Anglii.

Do 17:30 trzeba było czekać wczoraj na decyzję o poziomie stóp procentowych w Polsce (referencyjna: 0,1 proc.) i kolejne 15 minut na komunikat. I to chyba najbardziej ekscytujący (czyt. frustrujący) element majowego posiedzenia RPP. Wszyscy czekali na odniesienie się do silnego skoku inflacji w kwietniu (4,3 proc. r/r po 3,2 proc. w marcu), jednak Rada podtrzymuje zdanie, że inflacja jest podwyższana przez czynniki niezależne od krajowej polityki pieniężnej, tj. wyższe ceny ropy naftowej, wzrost cen energii elektrycznej i opłat za wywóz śmieci. Bank centralny zakłada, że w przyszłym roku efekty te wygasną i inflacja obniży się, choć trajektoria będzie zależna od trwałości ożywienia koniunktury i sytuacji na rynku pracy po zakończeniu programów pomocowych.

Niektórzy doszukują się dodatkowego przesłania w usunięciu ostatniego akapitu, który podkreślał pozytywny wpływ polityki NBP na gospodarkę w czasie pandemii i jej rolę w stabilizacji inflacji na poziomie zgodnym z celem inflacyjnym NBP w średnim terminie. Jego usunięcie ma rzekomo oznaczać, że Rada porzuciła przekonanie o zdolności utrzymania inflacji w celu i otwiera się na zmianę nastawienia. Osobiście uważam, że akapit został po prostu skasowany, bo inflacja nie jest już w celu i nie wróci do niego jeszcze przez dobre kilka miesięcy. Ale w 2022 r. już może być niższa, co by dawało Radzie możliwość do niespieszenia się z podwyżką stóp procentowych. Dotychczasowa historia komunikacji obecnej Rady z rynkiem kłóci się z tezą, że nagle komunikat po posiedzeniu zaczyna zawierać głęboko ukryty przekaz. Może w piątek prezes NBP Glapiński na konferencji rozwieje wątpliwości.

Dziś pod lupą przekaz z kolejnych dwóch banków centralnych. Norges Bank ostatnim razem w marcu zasygnalizował gotowość do podwyżki w drugiej połowie 2021 r., prawdopodobnie jeszcze we wrześniu. Komentarze odnośnie inflacji, cen nieruchomości i tempa szczepień będą analizowane pod kątem oceny, czy możliwa jest nie jedna, a dwie podwyżki w tym roku, co by dało NOK sporą przewagę odsetkową nad resztą walut G10.

W Wielkiej Brytanii lepsze perspektywy gospodarcze zamykają temat potrzeby dalszego luzowania polityki pieniężnej, a przerzucają ciężar dyskusji ku redukcji wsparcia monetarnego. BoE raczej nie pozwoli na ostre zatrzymanie skupu, ale może zmniejszyć tempo. Jakkolwiek jest ryzyko takiej decyzji w tym miesiącu, wpierw spodziewalibyśmy się werbalnego przygotowania pod „tapering” z faktyczną decyzją odłożoną co najmniej do czerwca, a start redukcji tempa QE wyznaczony na jesień. Zbyt wczesne sygnalizowanie zmiany nastawienia w polityce otwiera drogę do ostrych, wyprzedzających ruchów na rynkach finansowych prowadzących na niechcianego zaostrzenia warunków finansowych (silniejszy GBP, wzrost rynkowych stóp procentowych).

Jeśli BoE zasugeruje gotowość do redukcji QE, GBP może zyskiwać, jednak rynek może szybko przejść do realizacji zysków, gdyż decyzja BoE to nie jedyne wydarzenie na Wyspach w tym tygodniu. Dziś w Szkocji odbędą się wybory do parlamentu, gdzie uzyskanie większości przez Szkocką Partię Narodową (SNP) prawdopodobnie otworzy drogę do starań o drugie referendum o niepodległość Szkocji. Ogólnie jednak ryzyka związane z niepodległością nie są duże, a przynajmniej obecnie nieistotne dla GBP. Poprzednim razem SNP po wyborach w 2011 r. potrzebowała trzech lat na doprowadzenie do głosowania. Jest mało realne, aby rząd Borisa Johnsona tym razem miał szybciej przystać na referendum. W konsekwencji ewentualne osłabienie funta w ramach wstępnej reakcji na wygraną SNP może być wykorzystywane jako lepszy punkt wejścia w długie pozycje w oparciu o pozytywną korelację funta z trendami reflacyjnymi i globalnym ożywieniem gospodarczym.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Prognoza dla zbiorów owoców na 2021 – czy kapryśna wiosna zagraża uprawom w krajach UE?

Zaledwie kilka dni temu zmagaliśmy się z załamaniem pogody. Europejskie kraje zalała fala chłodu, co miało destrukcyjny wpływ na tereny sadownicze. Przymrozki dotknęły m.in. Włochy, Chorwację, Węgry, Francję, Austrię, ale także naszego sąsiada – Niemcy. Sadownicy już teraz obserwują znaczne uszkodzenia w sadach. Czy europejskie mrozy będą miały wpływ na uprawy jabłoni w Polsce?

Już na początku roku, fale mrozów pozostawiły ślad w sadach. Wahania temperatur co roku wpływają na ilość i jakość urodzaju drzew i krzewów owocowych. W zimę sadownicy zmagają się z przymrozkami, a w cieplejszych porach roku z suszą. W Polsce, w styczniu i w lutym brakowało opadów atmosferycznych, jednak obecnie, ze względu na deszczowy początek wiosny, gleba nabrała wilgoci, co napawa rolników nadzieją na mniejszą suszę niż w poprzednich latach. Jednak nie wszyscy europejscy sadownicy mogą odetchnąć z ulgą. Trudne warunki pogodowe, minusowe temperatury oraz deszcz i intensywny śnieg dotknęły wielu naszych sąsiadów i kluczowe dla uprawy jabłoni kraje.

Francuscy rolnicy mierzą się obecnie z jedną z największych katastrof pogodowych. Eksperci już teraz zapowiadają niedobory lokalnych owoców i konieczność zwiększonego importu, co może stanowić szansę dla polskich producentów jabłek. W niektórych rejonach straty w plonach wynoszą aż 100%. Nie pomogły też działania chorwackich sadowników, którzy próbowali uchronić swoje sady przed niekorzystnymi warunkami pogodowymi. Mimo usilnych starań i wykorzystywania nowoczesnych metod ochrony przed mrozem, wielu roślin nie udało się uratować. Przez minusowe temperatury, ucierpiał również sektor owoców we Włoszech. Właściciele, aby uchronić swoje drzewa od przymrozków i podnieść temperaturę w sadach, rozpalali nawet ogniska, jednak włoscy sadownicy są zgodni – szkody były i są nieuniknione. Przez przymrozki zostały dotknięte także drzewa owocowe w Hiszpanii, jednak tam najbardziej ucierpiały migdały i winorośle.

Szkody spowodowane mrozami objawiają się m.in. uszkodzonymi pąkami, a później także gorszą jakością jabłek. To właśnie na samym początku wiosny, jabłonie są najbardziej narażone na uszkodzenia mrozowe z powodu rozpoczęcia okresu wegetacyjnego. Skutkiem takich przymrozków są mniej jędrne owoce o liczniejszych wadach.

Według ekspertów, nie grozi nam klęska urodzaju, jednak niektóre gatunki jabłoni mogły szczególnie ucierpieć. Do wrażliwych na mrozy odmian zaliczamy m.in. Golden Delicious, Galę i Red Delicious. Sadownicy stosują różne metody mające na celu ochronę jabłoni przed przymrozkami, takie jak zraszanie drzew, czy sztuczne ocieplanie sadów.

Zapowiada się szczególny rok, patrząc na to, co zadziało się w ostatnich dniach w zachodniej Europie i na południu. Szacunki strat są przerażające natomiast optymistyczne pod kątem polskiej produkcji. Oby tylko nasza produkcja nie została zmrożona w maju to będzie dobrze.– wyjaśnia Emilia Lewandowska z Fruit-Group, członek Unii Owocowej

– „W niektórych europejskich krajach zaczęto już szacować straty. Niektóre sady będą musiały zmierzyć się ze znacznie mniejszymi zbiorami. Liczymy na to, że ryzyko wiosennych przymrozków w Polsce szybko minie, a nasi sadownicy nie będą musieli martwić się o swoje plony” – komentuje Paulina Kopeć, sekretarz generalna Unii Owocowej.

Prognozy pogody wskazują na zwiększone opady atmosferyczne przez najbliższe dni, a co za tym idzie, więcej wilgoci w powietrzu i w glebie. W związku z tym, sadownicy powinni przygotować się również na możliwe zagrożenie ze strony szkodników jabłoni. W wilgotnym środowisku łatwiej
o rozwój parcha jabłoni – najbardziej znanej i zarazem najgroźniejszej choroby w sadach. Sadownicy, w swoich działaniach mających na celu ochronić jabłonie przed infekcjami, powinni pamiętać
o stosowaniu metod pozwalających na zachowanie równowagi biologicznej, które oprócz swojego charakteru przyjaznemu środowisku, pozwala także osiągnąć stabilność ekonomiczną działalności rolniczej na dłuższy czas.

– „Po pierwszych zabiegach preparatami miedziowymi, które działają zapobiegawczo zarówno na parcha jabłoni jak i na choroby kory i drewna, przyszedł czas na włączenie w ochronę sadów jabłoniowych preparatów zawierających dithianon. Stosowanie tej grupy środków zgodnie z etykietą w mniejszych dawkach, daje możliwość skutecznej ochrony zapobiegawczej przeciwko parchowi jabłoni do czasu kwitnienia. Należy pamiętać, że najważniejszym elementem skutecznej ochrony przeciwko temu patogenowi jabłoni jest ochrona zapobiegawcza. Środki interwencyjne, są ostatecznością i nie należy ich nadużywać ze względu na ryzyko uodpornienia” – mówi Mateusz Woźniak z FreshMazovia, członek Unii Owocowej

W ciągu kilku najbliższych dni, większość gatunków drzew i krzewów owocowych rozpocznie wegetację. Jest to optymalny moment na wykonanie pierwszych zabiegów ochronnych, w których warto postawić na rozwiązania ekologiczne. Według idei zrównoważonego rolnictwa, najlepsze rezultaty ochrony przy najniższych kosztach daje równoczesne stosowanie różnych metod ochrony roślin: mechanicznych, fizycznych, biologicznych oraz dopiero alternatywnie chemicznych. Chwasty są zwalczane mechanicznie lub poprzez ściółkowanie gleby. Zabiegi mechaniczne należy wykonywać w miarę potrzeby, mając na uwadze, aby nie spowodować nadmiernego przesuszenia i pogorszenia struktury ziemi. Według raportu „Trendy na polskim rynku sadowniczym 2020” skutecznym sposobem, na ochronę sadu przed gradem, ale też innymi opadami atmosferycznymi, zwierzętami oraz szkodnikami, jest instalacja systemu siatek przeciwgradowych.

Nieodzownym elementem nie chemicznej ochrony sadów przed chorobami, są zabiegi fitosanitarne polegające na usuwaniu porażonych pędów przez mączniaka jabłoni lub inne grzyby. Początek wiosny to również czas, kiedy pod drzewka umieszcza się płachty i wytrząsa na nie szkodniki, co pozwala na zmniejszenie liczebności m.in. kwieciaka jabłkowca. Warto też obserwować drzewka pod kątem obecności zwójek i wydłubki oczateczki. Gąsienice tych szkodników rozpoczynają żerowanie wczesną wiosną, szkodząc drzewom owocowym. Skutecznym sposobem przeciwdziałania rozmnażaniu się szkodników z rodziny motyli, jest feromonowa technika dezorientacji samców szkodników jabłoni.

Należy pamiętać, że najważniejsza jest stała obserwacja swoich sadów i najbliższych prognoz pogodowych oraz działanie prewencyjne, zapobiegawcze, które ochroni sadowników przed potencjalnymi szkodami. Dzięki podejściu diagnostyczno-prewencyjnemu, producent może podjąć szybkie i skuteczne działania, a tym samym wybrać najlepsze rozwiązania interwencyjne. Producenci powinni także pamiętać, że odpowiednio przeprowadzone zabiegi agrotechniczne są gwarancją uzyskania owoców o wysokiej jakości oraz znalezienia odbiorców w kraju i za granicą.

COVID-19 ostudził zapał cudzoziemców do kupowania mieszkań w Polsce. Mniej kupili ich nawet Ukraińcy

W 2020 r. w ręce cudzoziemców trafiło ponad 7,4 tys. mieszkań. Pod względem metrażu obywatele Ukrainy kupili ich więcej, niż łącznie obywatele kolejnych 10 krajów, w tym m.in. Niemiec, Białorusi, Wielkiej Brytanii, Włoch, Francji i Rosji! Coraz większą grupę cudzoziemców kupujących mieszkania w Polsce stanowią obywateleIndii. GetHome.pl dotarł do najnowszych danych MSWiA na ten temat.

Od przeszło 20 lat nasz rynek mieszkaniowy jest dla cudzoziemców niemal całkowicie otwarty. Zezwolenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji (MSWiA) wymaga jedynie zakup nieruchomości w strefie nadgranicznej. Ograniczenie obejmuje więc m.in. Trójmiasto, Szczecin, Świnoujście oraz Zakopane. Oczywiście takiego zezwolenia nie potrzebują obywatele UE.

– Raporty MSWiA przyzwyczaiły nas więc do tego, że transakcji mieszkaniowych z udziałem cudzoziemców jest z roku na rok coraz więcej. A jednak, pandemia COVID-19 przełamała ten trend – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo, który dotarł do najnowszych statystyk MSWiA.

Jak podaje resort, w 2020 r. osoby z zagranicznym paszportem kupiły w naszym kraju 7434 mieszkania oraz 2002 lokale użytkowe. Tych pierwszych było aż o ponad 12% mniej niż rok wcześniej.MSWiA-cudzoziemcy-nieruchomości-2020

Dodajmy, że poprzedni spadek tego typu transakcji miał miejsce w 2012 r. i był skutkiem światowego kryzysu finansowego. Wówczas wymiótł on z Polski inwestorów spekulacyjnych m.in. z Wielkiej Brytanii, Irlandii, Włoch i Hiszpanii, którzy liczyli na zarobek będący efektem szybko rosnących cen mieszkań. Wygląda na to, że tym razem to kryzys gospodarczy wywołany pandemią COVID-19 zniechęcił cudzoziemców.

Marek Wielgo jest przekonany, że w dużej mierze przyczyniły się do tego także problemy natury administracyjnej, np. wydłużył się czas wydawania karty stałego pobytu, bez której cudzoziemiec nie dostanie w banku kredytu mieszkaniowego. Pod koniec grudnia 2020 r. rzecznik praw obywatelskich alarmował w piśmie do premiera, że procedury trwają nawet 2 lata, choć według przepisów, załatwienie karty stałego pobytu powinno trwać miesiąc, a w przypadkach szczególnie skomplikowanych – dwa miesiące.

– Jedno wydaje się pewne, z zakupu mieszkań nie zamierzają rezygnować pracujący w naszym kraju obywatele Ukrainy. Wskazuje na to m.in. badanie agencji zatrudnienia Gremi Personal, z którego wynika, że aż 55,5% ukraińskich imigrantów zarobkowych planuje w najbliższym czasie zakup nieruchomości w Polsce. Przed rokiem tego typu deklarację złożyło 34% badanych – mówi ekspert GetHome.pl.

Od sześciu lat to obywatele Ukrainy są największą grupą kupujących z obcym paszportem. W 2020 r. sfinalizowali transakcje dotyczące przeszło 2,9 tys. mieszkań. Kupują oni nie tylko mieszkania, ale także grunty, na co wciąż muszą mieć zezwolenie MSWiA. Resort podał, że w 2020 r. wydał im 447 takich zezwoleń na zakup 31,6 hektarów gruntów. Jako główny cel nabycia działek wnioskodawcy wskazywali zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych.MSWiA-cudzoziemcy-nieruchomości-2020-1

Duży odsetek wśród cudzoziemców kupujących u nas mieszkania stanowią obywatele Białorusi i Rosji, co powinno cieszyć w sytuacji kryzysu demograficznego. Łącznie nasi wschodni sąsiedzi kupili w 2020 r. – głównie w największych miastach – przeszło 3,6 tys. mieszkań o łącznej powierzchni przeszło 192,3 tys. kw. Gdyby przyjąć, że średnia cena metra kwadratowego wynosi 9 tys. zł, to oznaczałoby, że w ubiegłym roku wydali oni na mieszkania w naszym kraju łącznie ponad 1,7 mld zł.

Raport MSWiA pokazał też rosnącą aktywność na rynku mieszkaniowym obywateli Indii. Zaczęli oni kupować u nas mieszkania w 2005 r., czyli po przystąpieniu naszego kraju do UE. Jednak od trzech lat robią to coraz odważniej, np. w 2020 r. kupili więcej mieszkań niż obywatele Izraela i Szwecji.

MSWiA-cudzoziemcy-nieruchomości-2020-2

Widać też wyraźnie, że cudzoziemcy najchętniej kupują mieszkania tam, gdzie najłatwiej jest o pracę, czyli w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Łodzi. Co ciekawe, w ostatnich trzech latach rośnie liczba transakcji zawieranych w Łodzi. W 2020 r. było ich więcej niż w Poznaniu i Gdańsku.MSWiA-cudzoziemcy-nieruchomości-2020-3

Dodajmy, że dane MSWiA nie w pełni odzwierciedlały skalę transakcji, bo niektórzy notariusze przesyłają informacje o nich z dużym opóźnieniem, albo zapominają o tym obowiązku. W 2020 r. konsekwencje dyscyplinarne poniosło sześciu notariuszy.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Odzież robocza z hurtowni BHP. Jak sprawdzić stan rękawic ochronnych ze sklepu BHP?

Zweryfikuj stan rękawic ochronnych. Dowiedz się, jak sprawdzać odzież roboczą i artykuły BHP do ochrony indywidualnej ze sklepu internetowego i hurtowni BHP.

Kupujesz rękawice w sklepie lub hurtowni BHP? Zobacz, co warto sprawdzić, gdy paczka z zamówieniem trafi już w Twoje ręce. Poniższe wskazówki przydadzą się również, jeśli zastanawiasz się nad odzieżą ochronną, której używasz obecnie. Za kilka minut będziesz wiedzieć, czy nadaje się ona do użytku, czy jednak sygnały ostrzegawcze, które widzisz, trzeba potraktować bardzo poważnie.

Szwy w odzieży roboczej ze sklepu BHP.

Najpierw wykonaj prosty test wytrzymałościowy. Chwyć materiał po obu stronach szwu i naciągnij go, by sprawdzić jego wytrzymałość. Jeśli zauważasz, że szew się rozchodzi, jest to podstawą do reklamacji. W innym przypadku zamówiony artykuł BHP nie będzie chronił Cię z przewidywaną przez producenta mocą.

Warto przetestować w ten sposób wszystkie szwy, a nie tylko losowe miejsca. Zajmie to chwilę, a może uchronić Cię przed szkodliwymi czynnikami.

Struktura materiału rękawic ochronnych i roboczych.

Grubość materiału powinna być jednolita. Wszelkie przetarcia, pęknięcia czy przekłucia również nie rokują dobrze. Mogłoby się zdawać, że ma to znaczenie tylko przy rękawicach przeznaczonych do kontaktu z chemią. Niestety także rękawice remontowe i inne artykuły do ochrony rąk z hurtowni BHP powinny mieć stabilną strukturę, by posłużyły Ci przez dłuższy czas.

Powleczenie artykułów BHP.

Artykuły BHP przeznaczone do ochrony rąk mogą być powlekane w różnych celach. Czasem chodzi o proste nakropkowanie gumowe po wewnętrznej stronie dłoni, które zwiększa przyczepność. W innym przypadku celem jest uzyskanie wodoodporności, ochrony przed czynnikami chemicznymi czy biologicznymi albo mechanicznymi uszkodzeniami. Jeśli powleczenie odkleja się od materiału lub jego struktura jest naruszona, rękawica nie spełni pokładanych w niej nadziei.Odzież robocza BHP

Sztywność rękawic z hurtowni odzieży roboczej.

Dotyczy to nie tylko zużytych artykułów ochronnych. Jeśli hurtownia BHP źle przechowuje rękawice, możesz mieć problem ze zginaniem palców. Co za tym idzie, Twoje ruchy nie będą tak precyzyjne, jak mogłyby być. Nie trzeba mówić, że może to stwarzać zagrożenie dla Ciebie i osób w Twoim otoczeniu. Zesztywniałą rękawiczkę trudniej też włożyć lub jest to całkowicie niemożliwe.

Zmiany barwy w rękawicach ze sklepu internetowego.

Jest to szczególnie niebezpieczne przy odzieży ochronnej, która ma zabezpieczać przed działaniem światła UV lub chemią. W pierwszym przypadku przebarwieniu ulegać będzie większa powierzchnia poddawana promieniowaniu. W drugim – zmiana barwy może być nieregularna. Mogą też towarzyszyć jej bardzo charakterystyczne pofałdowania.

Wymień środki ochrony indywidualnej, jeśli zauważysz którekolwiek z omówionych tu zjawisk.

Wyściółka rękawic z hurtowni BHP.

W Twojej rękawicy jest wyściółka? Chcesz, by spełniała ona swoje zadanie? Więc musi być kompletna. Jeśli jest to możliwe, wywiń rękawicę na lewą stronę. Konstrukcja rękawicy na to nie pozwala? W takim przypadku zajrzyj do środka.

Sprawdź solidność szwów i materiału. Dziury nie tylko obniżają właściwości ochronne, ale i sprawią, że będzie Ci mniej wygodnie podczas pracy.

Czy brud może wpływać na właściwości rękawicy?

Nowe rękawice powinny oczywiście dotrzeć do Ciebie w nienagannym stanie. Później należy je oczyszczać w sposób wskazany przez producenta. Jeśli sprawdzasz odzież, której obecnie używasz, zrób mały rachunek sumienia. Nieprawidłowe oczyszczanie zmienia właściwości rękawicy. Brud może zaś pozostać na przedmiotach, których dotykasz lub zmienić przepuszczalność powietrza.

Potrzebujesz nowych rękawic lub obuwia roboczego?

Zajrzyj do naszej hurtowni BHP BHPonline-24.pl. W naszym asortymencie znajdziesz nie tylko odzież roboczą i obuwie ochronne. Oferujemy również kamizelki ostrzegawcze, gogle chroniące przed pyłem, środki do ochrony słuchu, szelki do prac wysokościowych czy fartuchy przydatne w zakładach chemicznych. Masz pytania na temat BHP? Chętnie na nie odpowiemy i pomożemy Ci wybrać najlepszy sposób zabezpieczenia przy pracy, którą wykonujesz Ty lub Twoi pracownicy.

BADANIE: Ponad 20% przedsiębiorców z branży beauty zapowiada zwolnienia pracownicze

Z badania UCE RESEARCH i SYNO Poland wynika, że w związku z pandemią i jej skutkami 24% pracodawców z branży beauty zamierza zwolnić część swoich pracowników. Blisko 49% nie zakłada tego. Natomiast ponad 27% ankietowanych jeszcze waha się w tej kwestii. Planowane redukcje najczęściej mają obejmować ponad 60% kadr. Komentujący to eksperci alarmują, że zwolnione osoby będą miały poważne problemy ze znalezieniem nowej pracy. Do tego przewidują lawinę upadłości.

Jedna czwarta firm z branży beauty będzie zwalniać pracowników

Jak wykazało badanie, przeprowadzone wśród blisko 900 przedsiębiorców działających w branży beauty, 24% z nich planuje obecnie zwolnić cześć swoich pracowników. 48,7% nie zamierza tego zrobić, a 27,3% jest jeszcze niezdecydowanych. Firmy są prowadzone w poczuciu skrajnej niepewności, co podkreśla Michał Łenczyński, lider grupy wsparcia Beauty Razem. I dodaje, że okres pomiędzy lockdownami wcale nie był łatwy dla branży. W najlepszych miesiącach obrót był niższy o 30% od tego sprzed pandemii. Gdy w marcu br. nastąpiła już pewna poprawa, przedsiębiorców zaskoczyło drugie zamknięcie.

– Jeżeli dojdzie do przewidywanych redukcji kadr, to duża ilość zwolnionych osób będzie miała poważne problemy ze znalezieniem pracy przynajmniej do końca roku. Przecież cała branża przeżywa teraz stagnację – komentuje Krzysztof Zych, główny analityk UCE RESEARCH.

Dodatkowo z badania wynika, że pracodawcy, którzy deklarują redukcje, najczęściej planują zwolnić ponad 60% kadr – 26,8%. W drugiej kolejności wskazują zakres do 10% zespołu. Tak zapowiada 20,1% ankietowanych. Na trzecim miejscu jest przedział 50-60%, który podaje 18,2% przedsiębiorców.

– To dramatyczne statystyki nie tylko dla pracowników. Stanowią również zapowiedź upadłości wielu firm. W wypadku redukcji zatrudnienia przedsiębiorcy będą musieli zwrócić środki pomocowe, które spożytkowali na walkę o przetrwanie, gdy jeszcze nie spodziewali się drugiego lockdownu. To oczywiste, że część salonów wycofa się z rynku. Cała branża poniosła dotkliwą stratę. Szacujemy, że w samym kwietniu br. wyniosła 4 mld zł – alarmuje lider grupy wsparcia Beauty Razem.

W ocenie analityków z UCE RESEARCH, zapowiadane przez firmy redukcje na poziomie większym niż 60% najdobitniej świadczą o tym, jak duże straty poniosła branża. Do niedawna każdy kolejny tydzień lockdownu pogłębiał zapaść. Zdaniem Krzysztofa Zycha, rząd powinien przygotować dodatkowy plan pomocowy dla tych przedsiębiorców, którzy muszą zwalniać pracowników.

– Warto zliberalizować obecną Tarczę 9.0 o zniesienie wymogu identyfikacji PKD przez REGON. Powinna przecież liczyć się realnie prowadzona działalność. Trzeba włączyć PKD dostawców hurtowych. Jak najszybciej konieczna jest aktualizacja regulaminu umorzenia PFR 1.0 o obiecane zamknięte PKD. W najbliższej przyszłości powinny rozpocząć się prace nad PFR 3.0 – wylicza Michał Łenczyński.

Badanie zostało przeprowadzone w 3. i 4. tyg. kwietnia br. metodą CAWI przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na ogólnopolskiej próbie 870 przedsiębiorców, pochodzących z grupy wsparcia Beauty Razem, do której obecnie należy blisko 57 tys. członków.

Centrum Medyczne ENEL-MED rozważa emisję akcji

  • Spółka Enel-med zwołała na 7 czerwca 2021 roku walne zgromadzenie akcjonariuszy. Wśród projektów uchwał znajduje się emisja publiczna w trybie subskrypcji prywatnej nie więcej niż 4.713.380 akcji, czyli do 20 proc. kapitału spółki.
  • Pozyskany w drodze emisji akcji kapitał enel-med zamierza przeznaczyć na rozwój sieci (m.in. stomatologia, przychodnie abonamentowe, diagnostyka obrazowa, medycyna estetyczna, przychodnie specjalistyczne) oraz cyfryzację usług, ze szczególnym uwzględnieniem rozwoju telemedycyny oraz
    e-commerce.

– Popyt na wysokospecjalistyczne usługi stomatologiczne w sektorze prywatnym jest bardzo wysoki, a marże atrakcyjne. Enel-med od prawie 30 lat jest ekspertem w tej dziedzinie, dlatego inwestowanie w ten rynek jest dla nas kluczowe. Znaczne środki planujemy również przeznaczyć na nowe przychodnie ogólnomedyczne tak, by stale podnosić jakość oferty dla klientów abonamentowych. Spółka zamierza nadal inwestować w aglomeracje o największym potencjale sprzedażowym. Nie zapomnimy też o rozwoju obszaru medycyny estetycznej. Marka ESTELL powinna doczekać się kilku nowych lokalizacji – komentuje Jacek Rozwadowski, prezes enel-med.

Spółka zakłada, że digitalizacja usług medycznych będzie jednym z motorów jej wzrostu
w kolejnych latach. W tym obszarze enel-med wskazuje przede wszystkim na: telemedycynę, aplikację mobilną oraz e-sklep. Jak podkreśla spółka, pandemia znacząco przyspieszyła proces dostosowywania się społeczeństwa do rozwiązań cyfrowych.

Do ewentualnego przeprowadzenia emisji akcji nie będzie konieczne sporządzenie prospektu emisyjnego. Potencjalna emisja publiczna będzie mogła odbyć się z wyłączeniem w całości prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy. Projekty uchwał przewidują natomiast prawo pierwszeństwa dla akcjonariuszy posiadających w dniu rejestracji uczestnictwa na walne zgromadzenie akcje uprawniające do wykonywania co najmniej 0,4 proc. ogólnej liczby głosów w spółce. W przypadku przegłosowania podwyższenia kapitału przez akcjonariuszy spółki, w procesie budowy księgi popytu będzie mogła wziąć udział każda z następujących grup: (i) inwestorzy kwalifikowani lub (ii) inwestorzy, którzy obejmą akcje o łącznej wartości – liczonej według ceny emisyjnej z dnia jej ustalenia – wynoszącej co najmniej 100 tys. euro lub (iii) osoby wskazane przez zarząd enel-med w liczbie mniejszej niż 150, w tym pracownicy spółki.

Zgodnie z przedłożonymi projektami uchwał cena emisyjna akcji serii E nie będzie mogła być niższa od pomniejszonej o 10 proc. średniej ceny arytmetycznej ze średnich dziennych cen akcji spółki ważonych wolumenem obrotu, z wyłączeniem transakcji pakietowych z okresu miesiąca poprzedzającego podjęcie uchwały.

Enel-med w 2020 roku wypracował 399,8 mln zł przychodów ze sprzedaży, wobec 417,7 mln zł w 2019 roku. EBITDA bez uwzględnienia MSSF 16 w analizowanym okresie wyniosła
33,7 mln zł, co oznacza wzrost rok do roku o 36,3 proc. Zysk netto bez uwzględnienia
MSSF 16 wzrósł w 2020 roku do 8,0 mln zł, z 0,02 mln zł w 2019 roku. Na koniec grudnia 2020 roku grupa dysponowała środkami pieniężnymi w kwocie 17,8 mln zł w porównaniu z 8,3 mln zł na koniec 2019 roku.