32 mln zł netto – tyle ma kosztować analiza środowiskowa dla lotniska i węzła kolejowego CPK

Ruszają kolejne prace związane z planowaniem lotniska. Najnowsza umowa na analizy środowiskowe dotyczy węzła CPK, czyli terenów przewidzianych pod budowę nowego portu lotniczego wraz z dworcem kolejowym i zbiegających się tutaj kolejowych „szprych”.

Wartość kontraktu zawartego przez spółkę Centralny Port Komunikacyjny ze spółką Arup Polska to 32 mln zł netto. Do końca 2021 r. wykonawca zobowiązał się do wykonania tzw. inwentaryzacji stanu zerowego środowiska wraz z przedłożeniem i zatwierdzeniem raportów z badań stanu środowiska. Umowa przewiduje też dostarczenie w dalszej kolejności m.in. raportu odziaływania na środowisko, decyzji środowiskowej, pozwoleń wodnoprawnych i decyzji o wyłączeniu gruntów z produkcji rolnej.

Tzw. inwentaryzacja stanu zerowego środowiska, która jest jednym z elementów zawartego kontraktu, obejmie obszar znacznie większy niż samej inwestycji lotniskowo-kolejowej wraz z najbliższym otoczeniem, czyli zakładanych 74 km kw. Badania zostaną przeprowadzone bowiem w czterech podobszarach:

  • tzw. A0obszar badań abiotycznych elementów środowiska i dokumentacji hydrogeologicznej, w najbliższym otoczeniu Portu Solidarność (o powierzchni 157 km kw),
  • A – pełnej inwentaryzacji gatunków roślin i zwierząt dla lokalizacji inwestycji lotniskowej, drogowych i kolejowych wokół węzła (340 km kw),
  • B – buforów na potrzeby inwentaryzacji gatunków ptaków i nietoperzy (794 km kw)
  • C – inwentaryzacji gatunków ptaków mogących stanowić potencjalne zagrożenie dla ruchu lotniczego (1055 km kw)

To najważniejsza spośród umów CPK na analizy środowiskowe. W pierwszej kolejności chodzi o teren nowego lotniska wraz dworcem kolejowym, liniami kolejowymi i infrastrukturą drogową. Umowa obejmie jednak swoim zakresem znacznie większy obszar m.in. ze względu na szczególne wymagania dotyczące inwentaryzacji portów lotniczych – mówi wiceminister infrastruktury Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK.

Zakres prac będzie dotyczył nie tylko dokumentacji w ramach tzw. inwentaryzacji stanu zerowego środowiska, lecz także na potrzeby oceny oddziaływania na środowisko i innych postępowań administracyjnych związanych z ochroną środowiska, a niezbędnych potem np. do skompletowania przez spółkę CPK wniosku o decyzję lokalizacyjną.

Realizując tę umowę, przyrodnicy zbadają obszar dwukrotnie większy niż całkowita powierzchnia Warszawy. Wszystko po to, abyśmy tworząc Port Solidarność w jak najmniejszym stopniu ingerowali w środowisko naturalne – mówi Mikołaj Wild, prezes spółki CPK.

CPK będzie najlepiej skomunikowanym miejscem w Europie Środkowo-Wschodniej. Do Portu Solidarność będą dojeżdżały pociągi z 10 kierunków, które zapewnią połączenia CPK z większością regionów Polski w czasie do 2,5 godz. Inwestycja zapewni dynamiczny rozwój całego regionu wokół lotniska, w tym m.in. Błonia, Grodziska Mazowieckiego, Sochaczewa i Żyrardowa.

Oprócz inwentaryzacji na terenie węzła CPK do końca 2021 r. zostaną przeprowadzone analogiczne badania środowiskowe dla pierwszych 530 km z planowanych 1 800 km nowych linii kolejowych dużych prędkości. W ramach tego etapu działań inwentaryzacjami objętych zostanie ponad 1 150 km kw. terenu na obszarze siedmiu województw: mazowieckiego, łódzkiego, wielkopolskiego, dolnośląskiego, podkarpackiego, lubelskiego i podlaskiego.

Na tych planowanych liniach, na które zostały już podpisane umowy na inwentaryzacje, badania będą ruszały w pierwszej kolejności:

  1. Linia nr 85 Warszawa Zachodnia – CPK – Łódź Niciarnia o długości 136 km (jako uzupełnienie podpisana dziś umowa na węzeł kolejowy)
  2. Linia nr 85 Łódź – Sieradz Północny55 km
  3. Linia nr 86 Sieradz Północny – Kępno63 km
  4. Linia nr 86 Kępno – Czernica Wrocławska60 km
  5. Linia nr 86 Czernica Wrocławska – Wrocław Główny23 km
  6. Linie nr 267 i 268 Żarów – Świdnica – Wałbrzych – granica państwa62 km;
  7. Linie nr 58 i 632 Łętownia – Rzeszów42 km;
  8. Linie nr 54 i 56 Trawniki – Krasnystaw Miasto i Wólka Orłowska – Zamość46 km;
  9. Linia nr 29 Ostrołęka – Łomża – 32 km.

Jak zakładają harmonogramy, do końca 2023 r. spółka CPK planuje rozpoczęcie pierwszych robót budowlanych, a ich ukończenie do końca 2027 r. Po ich realizacji skrócą się czasy przejazdu, np. z Warszawy do:

  • Łodzi – 45 min;
  • Sieradza – 1 godz. 15 min;
  • Wrocławia – 1 godz. 55 min;
  • Zamościa – 2 godz. 15 min;

Ponadto zostanie utworzone nowe połączenie z Warszawy do Łomży (dziś to jedno z największych miast w Polsce, do których nie dojeżdżają pociągi) – 1 godz. 20 min.

Inwestycje kolejowe CPK to łącznie prawie 1800 km nowych linii, które mają powstać do końca 2034 r. (z czego 530 km wraz z uruchomieniem lotniska). Dzięki inwestycjom CPK łącznie 179 powiatów zostanie skomunikowanych szybkimi połączeniami kolejowymi, a 24 mln ludzi znajdzie się w bezpośrednim zasięgu nowej sieci kolejowej.

Ciemna strona Black Friday. Jak kupować, by nie zalewać środowiska odpadami

Black Friday to święto wyprzedaży. Miliony ludzi, kuszonych na całym świecie przecenionymi produktami, wpadają w szał zakupów. Niestety nie zawsze koniecznych i trafionych. Przed włożeniem do koszyka nowego smartfona czy kolejnej modnej bluzki warto zastanowić się, jakie konsekwencje będzie to miało dla środowiska naturalnego. 

Sprzęt AGD i RTV, odzież, zabawki dla dzieci, a także wiele innych mniej lub bardziej potrzebnych produktów. To wszystko można kupić podczas Black Friday, czyli wywodzącego się ze Stanów Zjednoczonych święta wyprzedaży. Dzień, przypadający na pierwszy piątek po Święcie Dziękczynienia, w ciągu kilkudziesięciu lat rozprzestrzenił się z Ameryki Północnej na inne kontynenty.

Jak wynika z danych NRF, amerykańskiej organizacji reprezentującej handel detaliczny, w 2019 r. niemal 190 milionów mieszkańców USA zrobiło zakupy w dniach pomiędzy Świętem Dziękczynienia a Cyber Monday, czyli przypadającym na poniedziałek po Black Friday dniem wyprzedaży internetowych. W ciągu roku liczba klientów w tym okresie wzrosła aż o 14 proc. Kupujący w 2019 r. średnio wydawali podczas listopadowych obniżek cen niemal 362 dolary, podczas gdy w 2018 r. przeznaczali na ten cel tylko nieco ponad 313 dolarów.

Zakupy a środowisko

Black Friday i następujący po nim Cyber Monday cieszą się w ostatnich latach popularnością również w Polsce. Warto jednak przy tym pamiętać, że zakupy to nie tylko nowe produkty, które często wcale nie są nam potrzebne. To także morze opakowań, starych telewizorów, smartfonów i innego rodzaju elektroniki, trafiającej na śmietnik.

Decydując się na wymianę sprzętu na nowszy, pamiętajmy o wyrzuceniu tego dotychczasowego we właściwy sposób. Urządzenia RTV czy AGD nie mogą trafiać do pojemników na odpady zmieszane bądź być umieszczane w altanach śmietnikowych. Kupując nowy sprzęt, ten zużyty można zostawić w sklepie, w którym nabywamy produkt. Elektrośmieci przyjmowane są również w Punktach Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych – wskazuje Kazimierz Pietras, dyrektor składowiska Amest Otwock Sp. z o.o.

Niestety, często jednak tego rodzaju odpady trafiają na nielegalne wysypiska, urządzane np. w lasach. W Polsce to niestety prawdziwa plaga. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2019 r. zlikwidowano na terenie naszego kraju aż 11 370 niezorganizowanych śmietnisk, pozbawionych jakiejkolwiek kontroli i zatruwających okoliczny ekosystem.

Rozsądne zakupy

Znaczącym problemem, w kontekście zakupów kolejnych produktów, jest również powstawanie olbrzymich ilości odpadów opakowaniowych. Wśród nich są wymagające odpowiedniego zagospodarowania. Chociażby styropian, który może rozkładać się od kilkuset do nawet miliona lat. Powtórne użycie tego rodzaju produktów, np. do zabezpieczania kolejnych przesyłek, jest niezwykle istotne.

Zakup nowego laptopa, smartfona czy lodówki nie powinien być efektem impulsu, a efektem przemyślanego działania, opartego m.in. na trosce o środowisko naturalne. Jeżeli nowszy sprzęt może przynieść wymierne efekty, np. w postaci niższego zużycia energii, warto rozważyć jego nabycie. Jeżeli jednak jest to wyłącznie rezultat chęci zmiany czy mody, z pozoru nieszkodliwe, jednostkowe działanie może być znaczącym obciążeniem dla naszej planety. Zwłaszcza gdy w ten sam sposób pomyślą miliony ludzi na całym świecie – podkreśla Kazimierz Pietras.

W wyniku pandemii tysiące chorych na osteoporozę pozostają bez pomocy. Lekarze i pacjenci apelują o proste zmiany umożliwiające diagnostykę i leczenie

Na osteoporozę choruje w Polsce aż 2,1 mln osób, a liczba nowych przypadków rośnie. Nieleczona prowadzi do niepełnosprawności i trwałego kalectwa, a nawet śmierci. Tymczasem pandemia COVID-19 spowodowała kilkumiesięczny przestój w diagnostyce i terapii tej choroby. Dane NFZ pokazują, że liczba porad udzielonych w poradniach leczenia osteoporozy spadła w tym roku o ponad 20 proc., a wizyt w gabinetach reumatologów i ortopedów – o 1/3. Lekarze alarmują, że opóźnienia będą mieć nieodwracalne konsekwencje dla tysięcy pacjentów, i apelują do Ministerstwa Zdrowia o wdrożenie prostych rozwiązań, które odciążą system. 

Osteoporoza jest chorobą szkieletu i kości, która prowadzi do częstych złamań (najczęściej kręgosłupa, kości przedramienia i szyjki kości udowej) nawet przy niewielkich urazach. Polega na rozrzedzeniu tkanki kostnej (osłabieniu struktury przestrzennej i mineralnej kości), która przez to staje się osłabiona i podatna na złamania. Dlatego osteoporozę nazywa się „złodziejem kości” albo „cichą epidemią”, ponieważ liczba zachorowań na nią szybko rośnie. Szacuje się, że do 2035 roku może zwiększyć się aż trzykrotnie.

Z danych NFZ pozyskanych przez Fundację My Pacjenci wynika, że obecnie mniej pacjentów kierowanych jest na kluczowe badanie diagnostyczne – densytometrię (spadek o 35,7 proc.), a liczba zlecanych operacji wszczepienia endoprotezy stawu biodrowego spadła o 1/3 w stosunku do ubiegłego roku.

– Osteoporoza, jak każda choroba przewlekła, wymaga stosowania się pacjenta do zaleceń lekarskich i zachowania ciągłości terapii. Nieprzestrzeganie tych zasad i brak ciągłości leczenia skutkuje bowiem wzrostem ryzyka złamań i niesprawności funkcjonalnej, a także wzrostem śmiertelności – podkreśla prof. dr hab. n. med. Ewa Marcinowska-Suchowierska, przewodnicząca Zespołu Ekspertów ds. Osteoporozy przy Narodowym Instytucie Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji.

Obecnie w grupie wiekowej 50+ na osteoporozę choruje w Polsce 2,1 mln osób, z których zdecydowaną większość (1,7 mln) stanowią kobiety. Czynnikami ryzyka, które przyspieszają rozwój choroby, są m.in. otyłość i niska aktywność fizyczna, alkohol i palenie papierosów oraz niskie spożycie wapnia w codziennej diecie. Ryzyko zachorowania wzrasta wraz z wiekiem – proces utraty tkanki łącznej zaczyna się po 30. roku życia, a u kobiet nasila w okresie menopauzy. Osteoporoza przez długi czas może nie dawać żadnych objawów i rozwijać się w ukryciu, ale nieleczona prowadzi do niepełnosprawności, kalectwa, a nawet śmierci.

– Brak leczenia osteoporozy i kontynuacji leczenia wcześniej zdiagnozowanych pacjentów może w najbliższym czasie skutkować znacznym wzrostem liczby złamań osteoporotycznych. To przełoży się z kolei na wzrost wydatków NFZ związanych z leczeniem zabiegowym i spowoduje nasilenie niepełnosprawności u starszych osób po przebytych złamaniach – wskazuje prof. dr hab. n. med. Marek Brzosko, konsultant krajowy w dziedzinie reumatologii oraz prezes zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego.

Lekarze alarmują, że te opóźnienia będą mieć nieodwracalne konsekwencje dla tysięcy pacjentów. Jak wskazują, część problemów można rozwiązać poprzez usprawnienie teleporad, aby zapewnić chorym na osteoporozę ciągłość leczenia i stosowanej farmakoterapii.

– Dziś w trakcie teleporady u specjalisty pacjenci napotykają istotny problem. Lekarz nie ma możliwości zlecenia badań diagnostycznych, co uniemożliwia zarówno kontynuację leczenia chorych, jak i wdrożenie leczenia u nowych pacjentów – mówi Magdalena Kołodziej, prezes Fundacji My Pacjenci.

Organizacje pacjenckie – wspierane przez Rzecznika Praw Pacjenta – od kilku miesięcy apelują też do resortu zdrowia o przyjęcie innego prostego rozwiązania, które pomogłoby poprawić sytuację. Chodzi o umożliwienie lekarzom specjalistom wypisywanie leków z listy „S”, czyli dla pacjentów 75+. Pod względem prawnym jest to możliwe do realizacji.

 Trudno zrozumieć, dlaczego w dobie pandemii, kiedy kontakt z lekarzem jest utrudniony, ciągle przesuwa się uruchomienie tej funkcjonalności – mówi Magdalena Kołodziej.

Fundacja My Pacjenci apeluje także o pomoc seniorom w leczeniu, o zwrócenie uwagi, dopytanie, czy osoby te biorą leki, czy mają w najbliższym czasie zaplanowane wizyty u lekarzy specjalistów, czy potrzebują pomocy w kontakcie z ochroną zdrowia.

Eksperci współpracujący z fundacją w ramach Zespołu Continuum Curatio podkreślają też, by pacjenci nie bali się kontaktu z placówkami ochrony zdrowia. Zapewniają, że badanie czy wizyta tradycyjna, jeśli tylko są możliwe, będą bezpieczne, bez ryzyka zakażenia się koronawirusem, ponieważ przychodnie i szpitale wdrożyły liczne procedury, by to zapewnić.

Firmy budowlane nie odczuwają dużego spowolnienia. Osłabienie koniunktury w budownictwie spodziewane jest w przyszłym roku

Pandemia nie zatrzymała budowlanki. Jak pokazuje listopadowa ankieta PZPB, firmy budowlane mają zapełnione portfele zleceń pozyskanych jeszcze przed pandemią COVID-19, a większość z nich pracuje w tej chwili z 80–90-proc. wydajnością. Ostatnie miesiące przyniosły pewne odbicie zwłaszcza w sektorze mieszkaniowym. Branża budowlana musi jednak przygotować się na skutki kryzysu gospodarczego w następstwie pandemii, choć osłabienie koniunktury pojawi się z pewnym opóźnieniem.

– Kondycja branży budowlanej w dobie COVID-19 jest paradoksalnie dobra. Na pewno lepsza niż wielu innych gałęzi gospodarki. Wynika to faktu, że decyzje inwestycyjne i sam proces inwestycyjny w budownictwie trwają miesiącami, czasem nawet latami. Pierwsza fala pandemii, z którą mieliśmy do czynienia wiosną, spowodowała krótkotrwałe spowolnienie prac budowlanych, niemniej jednak ich nie zatrzymała. Inwestycji budowlanych, w szczególności w sektorze mieszkaniowym, mamy w Polsce na razie rekordową liczbę – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Kisiel, prezes Grupy Atlas.

Branża pozostała w dużej mierze odporna na pandemię, ponieważ jako jedna z niewielu mogła kontynuować działalność w czasie lockdownu przy zachowaniu reżimu sanitarnego. Prace budowlane przebiegają zgodnie z harmonogramem także teraz, w trakcie drugiej fali pandemii – wskazuje Polski Związek Pracodawców Budownictwa. W raporcie „Przyszłość budownictwa po COVID-19” podkreśla, że firmy budowlane mają w tej chwili zapełnione portfele zleceń pozyskanych jeszcze przed pandemią i kontynuują realizację wszystkich powierzonych inwestycji.

Ankieta przeprowadzona przez PZPB na początku listopada pokazała, że firmy budowlane pracują w tej chwili z 80–90-proc. wydajnością, a obostrzenia epidemiologiczne nie wpływają znacząco na kondycję operacyjną spółek. Firmy nie mają problemów ze znalezieniem podwykonawców czy pozyskaniem pracowników z zagranicy. 3/4 z nich nie obawia się pogorszenia swojej płynności finansowej w ciągu kolejnych trzech miesięcy, a ponad 2/3 nie zamierza redukować zatrudnienia. Tylko co czwarta firma przewiduje opóźnienia w realizacji kontraktów z powodu pandemii COVID-19, choć nie będą one duże (jednocześnie dla prawie połowy jest za wcześnie, żeby to ocenić).

 Jeżeli chodzi o dostawców chemii budowlanej, firmy wykonujące prace budowlane i wykończeniowe, ten rok będzie dla nich bardzo dobry. Większe obawy pojawiają się o przyszłość, ale ona będzie uzależniona m.in. od tego, jak długo potrwa druga fala COVID-19. Wrzesień i październik pokazały już mocne odbicie w budownictwie mieszkaniowym. Także wyniki finansowe spółek deweloperskich są dobre. One pokazują, że firmy zaczęły w ostatnich kilku miesiącach bardzo mocno nadrabiać okres spowolnienia z pierwszej fali pandemii – mówi Paweł Kisiel.

W ostatnich kilku latach polski rynek nieruchomości był nieprzerwanie w fazie hossy, ale pandemia SARS-CoV-2 chwilowo nim zachwiała. Klienci ograniczyli popyt, co pociągnęło za sobą słabsze wyniki finansowe deweloperów i wstrzymywanie się z nowymi inwestycjami, zwłaszcza poza największymi aglomeracjami miejskimi. W efekcie podaż nowych inwestycji mieszkaniowych może w najbliższych dwóch–czterech kwartałach nieznacznie wyhamować, choć w lipcu i sierpniu tego roku ich liczba w zasadzie powróciła do poziomu sprzed pandemii, a we wrześniu wyraźnie wzrosła.

Zgodnie z danymi GUS w październiku o 13,9 proc. wzrosła (względem września) liczba mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym. Jednocześnie jednak liczba mieszkań oddanych do użytkowania spadła o 3,9 proc. w ujęciu miesięcznym, a liczba tych, których budowę rozpoczęto – o 25,3 proc. Natomiast łącznie w okresie 10 miesięcy tego roku oddano do użytkowania więcej mieszkań niż przed rokiem (176,4 tys., wzrost o 6,1 proc. r/r). Spadła jednak liczba mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym, oraz mieszkań, których budowę rozpoczęto.

– Rynkowi mieszkaniowemu sprzyjają niskie stopy procentowe. Mamy w Polsce rekordową inflację na tle całej Europy, ludzie nie mogą lokować pieniędzy, a kredyty hipoteczne są bardzo tanie. W pierwszej fazie COVID-u banki bardzo usztywniły swoje polityki, ale dzisiaj atrakcyjnych ofert jest coraz więcej, oprocentowanie kredytów hipotecznych jest niskie, poniżej inflacji, więc to się po prostu opłaca – mówi prezes Grupy Atlas.

Według danych BIK w październiku br. wartość Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe wzrosła rok do roku o 8,1 proc. W sumie o kredyt wnioskowało prawie 38,4 tys. potencjalnych kredytobiorców. To o 1,7 proc. mniej niż rok temu i 2 proc. więcej niż we wrześniu br. Co istotne, w stosunku do minimum z kwietnia br. liczba wnioskujących wzrosła aż o 38,2 proc. W ciągu najbliższych miesięcy potencjalni nabywcy nie mają co liczyć na głęboką korektę cen mieszkań.

– Ceny nieruchomości w Europie i w Stanach Zjednoczonych w średnim i długim okresie rosną. Od początku pandemii w USA wzrosły średnio o 6 proc. W Polsce wielu ekonomistów wieszczyło szybki spadek cen nieruchomości mieszkaniowych, ale one nie chcą spadać i nie ma przesłanek do tego. Wręcz przeciwnie, one raczej będą nadal rosnąć, choć już nie tak dynamicznie na skutek czynników kosztowych i popytowych, bo popyt na mieszkania nie spada – podkreśla Paweł Kisiel.

Ponad 50 proc. przedsiębiorstw ankietowanych przez PZPB obawia się w kolejnych miesiącach problemów z dostępnością materiałów i surowców na rynku budowlanym. 40 proc. przewiduje z kolei pogorszenie swojej sytuacji ekonomicznej w ciągu najbliższych trzech miesięcy (głównie firmy z segmentu infrastruktury transportowej).

PZPB prognozuje, że osłabienie koniunktury w budownictwie pojawi się z pewnym opóźnieniem, a niższa aktywność budowlana najprawdopodobniej utrzyma się przez cały 2021 rok. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to utrzymanie wysokich nakładów na inwestycje publiczne na poziomie centralnym (m.in. w segmencie drogowym i kolejowym), ale duży spadek inwestycji w samorządach i ograniczenie ich przez inwestorów prywatnych (zwłaszcza w segmencie biurowym i handlowym). W efekcie można spodziewać się spadku rentowności firm wykonawczych o lokalnym zasięgu i przedsiębiorstw MŚP. Z kolei duże firmy wykonawcze o charakterze wielobranżowym będą w stanie utrzymać, a nawet poprawić dotychczasowe marże m.in. dzięki ustabilizowaniu cen na rynku budowlanym i dobrej rentowności kontraktów pozyskanych przed pandemią koronawirusa.

– Wynikiem pandemii na pewno będzie spowolnienie gospodarcze. Mamy jednak do czynienia z nowym zjawiskiem – masową emisją pieniądza i niskimi stopami procentowymi praktycznie na całym świecie. Tego typu działania pobudzają konsumpcję – zarówno indywidualną, jak i tę o charakterze inwestycyjnym – mówi prezes Grupy Atlas.

Jak wynika z opracowania GUS „Wpływ pandemii COVID-19 na koniunkturę gospodarczą”, w październiku większość przedsiębiorstw z branży budowlanej oceniła negatywne skutki pandemii jako nieznaczne. Dotyczy to szczególnie dużych firm, spośród których wskazało tak 67 proc. Listopadowy wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury w budownictwie kształtuje się jednak na poziomie -26,2, dużo niższym niż w październiku (-16,5).

Mniejsze miasta dzięki pandemii mogą zahamować odpływ ludności. Nowych mieszkańców przyciągnęłyby inwestycje w czyste środowisko i oferta mieszkań na wynajem

Wyludnianie się małych i średnich miast i ucieczka młodych do większych aglomeracji to zjawisko obserwowane od dawna. Dzięki pandemii i pracy zdalnej okazało się, że nie trzeba mieszkać blisko miejsca pracy, co może okazać się szansą dla mniejszych ośrodków. Ich dużym plusem są też niższe koszty utrzymania. Jeśli lokalne społeczności zaproponują wykształconym ludziom warunki do wygodnego i przyjemnego życia, m.in. czyste środowisko i atrakcyjną ofertę mieszkaniową, będą mogły konkurować z większymi miastami o nowych mieszkańców. To może pomóc samorządom pozyskać wykwalifikowanych pracowników m.in. do pracy w urzędach, szpitalach czy szkołach.

– Polskie samorządy na rynku muszą konkurować o pracowników z lokalnymi firmami. W momencie gdy nakłada się na to proces depopulacji, ta konkurencja się nasila. Współczesny świat, procesy gospodarcze są coraz bardziej skomplikowane, wymagani są coraz bardziej doświadczeni ludzie, z dużą wiedzą i kwalifikacjami. W oczywisty sposób gminy mają kłopoty z pozyskaniem takich ludzi – mówi agencji Newseria Biznes Aleksander Jankowski, dyrektor inwestycyjny w Aesco Group.

Według prognozy Głównego Urzędu Statystycznego, zaktualizowanej w 2017 roku, dotyczącej zmiany liczby ludności w gminach, do 2030 roku w dwóch gminach na trzy nastąpi spadek liczby ludności (czyli w 1665 gminach spośród wszystkich 2478). Przy tym w 1007 gminach ubytek ludności wyniesie powyżej 5 proc., a w 322 powyżej – 10 proc.

Najgorsze prognozy dotyczą województw ściany wschodniej, z wyjątkiem Podkarpacia. Aż 43,2 proc. gmin z województwa podlaskiego i 27,7 proc. z Lubelszczyzny straci więcej niż 10 proc. populacji. Dotyczy to również więcej niż co piątej gminy w województwie warmińsko-mazurskim, ale również na Opolszczyźnie i Dolnym Śląsku. Względnie dobrą sytuacją demograficzną będą cieszyć się natomiast Małopolska, Wielkopolska i Pomorze oraz centralna część województwa mazowieckiego, czyli aglomeracja warszawska wraz z przyległymi gminami.

– Do niedawna wydawało się, że depopulacja i migracje do dużych miast to jest coś nieuniknionego. Pandemia, ale również pewne tendencje społeczne pokazały, że małe i średnie miasta nie są z góry skazane na porażkę – mówi Aleksander Jankowski.

Przewagą mniejszych społeczności jest większa przestrzeń, kontakt z naturą, większy spokój, a więc cechy, które budują komfort życia.

Małe i średnie miasta muszą zaoferować coś, co będzie interesującą alternatywą dla ludzi mieszkających czy marzących o mieszkaniu w wielkim mieście. Takimi rzeczami są czyste środowisko, dobry transport, możliwość większego wpływu na sytuację lokalną czy idea smart city – mówi dyrektor inwestycyjny w Aesco Group. – Nam smart city kojarzy się z technologią, ale to są tak naprawdę dobre warunki życia. Jednym z najważniejszych elementów ich zapewnienia jest samorządowe budownictwo mieszkaniowe. To jest coś, co może odróżniać mniejsze miasta od wielkich aglomeracji, w których koszt zakupu lub wynajmu mieszkania jest horrendalnie wysoki.

Z danych GUS wynika, że od stycznia do października 2020 roku włącznie w Polsce oddano do użytkowania 176,4 tys. mieszkań, o 6,1 proc. więcej niż rok wcześniej. Z tego niemal 65 proc. z przeznaczeniem na sprzedaż lub wynajem, a 33,6 proc. – to budownictwo indywidualne. Na komunalne przypadło 0,43 proc., a na społeczne czynszowe – 0,63 proc. W porównaniu z takim samym okresem 2019 roku to w obu przypadkach o niemal połowę mniej. Jeszcze gorsze są proporcje w przypadku mieszkań, na które wydano pozwolenia lub przyjęto zgłoszenia o zamiarze budowy, podobnie w mieszkaniach, których budowę rozpoczęto.

– W ostatnich pięciu latach przeciętna gmina w Polsce wybudowała pół mieszkania rocznie, w tym samym czasie ta sama przeciętna gmina sprzedała 10 razy tyle mieszkań. Oznacza to, że zasoby komunalne gmin gwałtownie się kurczą. Moim zdaniem wynika to z tego, że zarówno system prawny, jak i potoczne myślenie utożsamia samorządowe budownictwo z funkcją socjalną – tłumaczy Aleksander Jankowski. – Do funkcji socjalnej trzeba bardzo dużo dopłacać, nigdy się nie zwraca, to jest działalność misyjna. Oczywiście jest ona potrzebna, ale nie ma waloru rozwojowego. Drugą kwestią, która jest potrzebna, jest właśnie promowanie budownictwa mieszkaniowego jako narzędzia rozwojowego, które pozwoli gminom się rozwijać, przełamać trendy depopulacyjne i utrzymać zdolności świadczenia swoich usług w przyszłości.

Gminne mieszkania na wynajem mogłyby zaoferować czynsze niższe nawet o 30–50 proc. niż osoby prywatne. Byłoby to także z korzyścią dla samorządu, bo obecnie mieszkania komunalne często są zajmowane przez najbiedniejszych, którzy zalegają z opłatami.

– Należy umożliwić gminom autonomicznie decydować, jakie mieszkania i dla kogo chcą budować. Każda z nich ma inną sytuację: są gminy, które chcą przyciągnąć pracowników do lokalnych stref ekonomicznych, są takie, które chcą z powrotem przyciągnąć młodych ludzi, którzy wyjechali na studia. Samorządowe mieszkania na wynajem są idealnym narzędziem do tego typu przedsięwzięć – rekomenduje Aleksander Jankowski. – Może służyć do pozyskania wartościowych pracowników do pracy w urzędzie, ale prowadzimy rozmowy z władzami, które chcą przyciągnąć lekarzy czy nauczycieli. W każdym przypadku budownictwo samorządowe na wynajem jest bardzo dobrym narzędziem rozwoju gminy.

Wyprzedaże u dealerów mają pobudzić sprzedaż aut przed końcem grudnia. Mimo to w całym roku spadki przekroczą 20 proc.

Sprzedaż samochodów osobowych i dostawczych przez pierwsze 10 miesięcy 2020 roku spadła o 26 proc. Po 20 dniach listopada widać większe zainteresowanie klientów – w osobówkach wzrost sięgnął 7 proc., w autach dostawczych – 26,5 proc. r/r. To może być efekt rozpoczętych wyprzedaży roczników 2020. Pod tym względem pandemiczny rok nie będzie znacząco różnił się od poprzednich. Tym bardziej że od 2021 roku wchodzi w życie nowa norma Euro 6d związana z emisją spalin. Przedstawiciele branży podkreślają, że każdy impuls popytowy byłby na wagę złota, np. programy dopłat połączone ze złomowaniem.

– Spadek sprzedaży notujemy od samego początku pandemii, czyli od kwietnia. Po 11 miesiącach 2020 roku, w połowie listopada, spadek wynosi około 25 proc. Jeżeli nie wydarzą się żadne niespodziewane sytuacje do końca roku, nie będziemy mieli kolejnego pełnego lockdownu, to pewnie zamkniemy rok w przedziale 23–27 proc. spadku sprzedaży – mówi agencji Newseria Biznes Marek Konieczny, prezes Związku Dealerów Samochodów. – Sprzedaż nowych samochodów jest pewnego rodzaju wyznacznikiem kondycji gospodarki. Kiedy ludzie tracą pracę, kiedy są obniżane pensje, to natychmiast jest to widoczne w branży motoryzacyjnej.

Z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego wynika, że od początku roku do końca października przybyło dokładnie 380 965 samochodów osobowych i dostawczych do 3,5 t. To o 26 proc. mniej w porównaniu do 10 miesięcy 2019 roku. Podobne wyniki notuje branża motoryzacyjna w UE – spadki wyniosły tam 26,8 proc.

– Ruch w salonach jest umiarkowany, ale to wynika nie tylko z elementów ekonomicznych, ale także z sytuacji sanitarnej. Ludzie dużo mniej odwiedzają salony, chcą pewne rzeczy załatwić przez internet. Branża odpowiada na to nowymi aplikacjami, nowymi konceptami sprzedaży. Natomiast wydaje się, że jeżeli uda się w przyszłym roku tę pandemię opanować, a optymizm wróci do polskiej gospodarki, a także do polskiego społeczeństwa, to dość szybko te straty zostaną zniwelowane – ocenia Marek Konieczny.

Ostatni miesiąc przyniósł lekkie odbicie. W ciągu pierwszych 20 dni listopada sprzedaż samochodów osobowych wzrosła o 7 proc. w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku. W segmencie aut dostawczych wzrost przekroczył 26 proc., a w ciężarowych sięgnął 50 proc. W kolejnych tygodniach ruch u dealerów także powinien być nieco większy ze względu na duże wyprzedaże aut z tego rocznika.

 Koniec 2020 roku będzie pewnie podobny do lat poprzednich, bo będziemy mieli liczne wyprzedaże w każdej marce – mówi prezes Związku Dealerów Samochodów. – Liczę na to, że polscy klienci, zwłaszcza że rok przyszły może być zdecydowanie lepszy niż ten, że za chwilę pojawi się szczepionka, będą myśleli już w tej perspektywie i okazje, które pojawią się w grudniowych wyprzedażach, będą dla nich bardzo zachęcające.

Dla branży motoryzacyjnej wyprzedaż tego rocznika jest o tyle istotna, że od stycznia 2021 roku wchodzi w życie nowa norma w zakresie emisji spalin. Zobowiązuje ona producentów samochodów do zastosowania technologii, która umożliwi utrzymanie emisji CO2 na poziomie nie wyższym niż 95 g/km. Obecnie obowiązuje tymczasowa norma Euro 6d-Temp, która miała przygotować producentów samochodów do nowych rygorów. Niższa sprzedaż spowodowała, że – jak prognozuje Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów (ACEA) – do końca roku na placach może zalegać nawet 600 tys. pojazdów.

– Z tego powodu dzisiaj cała branża musi starać się sprzedać jak najwięcej samochodów, które spełniają jeszcze starą normę. To z pewnością przyczyni się do tego, że promocje będą nieco lepsze i bardziej atrakcyjne dla klientów – wskazuje Marek Konieczny.

Jak podkreśla, przez sytuację w tegorocznej sprzedaży każdy impuls pobudzający popyt byłby dla branży na wagę złota. Na różnego typu programy dopłat w trakcie pierwszego lockdownu zdecydowały się największe europejskie rynki, m.in. Niemcy, Francja, Włochy czy Hiszpania. Kupujący mogą liczyć na dopłaty do zakupu elektryków, ale także za złomowanie starych pojazdów, co ma również aspekt ekologiczny.

– Państwo na tym nie traci, ponieważ z punktu widzenia modelu podatkowego podatek VAT na tak drogich przedmiotach jak samochody zawsze niweluje te dopłaty. Dla każdego rządu w Europie taki program dopłat oznacza raczej nieco mniejsze wpływy VAT niż wyższe wydatki, nie da się na tym stracić. Apelujemy do polskiego rządu, że taki program jest korzystny nie tylko dla branży, klientów i społeczeństwa, ale także dla budżetu – mówi prezes Związku Dealerów Samochodów. – Branża motoryzacyjna niezależnie od tego, czy to dealerzy, czy importerzy, czy producenci  przyjęłaby taki program z otwartymi rękami. Ale jestem realistą i nie liczyłbym na to, więc chyba musimy sobie poradzić sami.

Szczepionki na koronawirusa trafią do Polski na początku 2021 roku. Jedna z nich została jednak skierowana na dodatkowe badania

Walka z pandemią koronawirusa wkracza w decydującą fazę. Pierwsze szczepionki pomyślnie przeszły fazy testów klinicznych i są gotowe do wprowadzenia do powszechnego obrotu. Na mocy ustaleń poczynionych przez Komisję Europejską już w styczniu 2021 roku pierwsza partia trafi do krajów członkowskich, w tym m.in. do Polski. Po ich zatwierdzeniu będą mogły trafić do pacjentów najbardziej narażonych na powikłania wynikające z zakażenia koronawirusem. Okazuje się jednak, że jedna z nich – szczepionka firmy AstraZeneca tworzona we współpracy z naukowcami z Uniwersytetu Oksfordzkiego – wymaga dodatkowych badań.

– Kwestie zatwierdzenia szczepionek do obrotu znajdują się na poziomie Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych i Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego, podlegają również rejestracji na poziomie EMA, czyli europejskiej agencji, która je certyfikuje i dopuszcza do obrotu. W tej chwili szczepionki tych producentów, którzy już je opracowali, są na intensywnie pracujących liniach produkcyjnych. W momencie kiedy dojdzie do rejestracji, na pewno się pojawią. Jest to działanie o charakterze globalnym – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr n. med. Radosław Sierpiński, prezes Agencji Badań Medycznych.

Na przełomie października i listopada, na mocy ustaleń Komisji Europejskiej, przedstawiciele państw członkowskich podjęli decyzję o scentralizowanym zakupie szybkich testów wykrywających obecność koronawirusa oraz szczepionek, kiedy te pomyślnie przejdą testy kliniczne. Współpraca międzypaństwowa ma być gwarancją sprawiedliwego dostępu do niezbędnych środków leczniczych, które pozwolą zwalczyć pandemię na terenie wspólnoty.

Po wstępnym potwierdzeniu skuteczności części szczepionek Komisja Europejska rozpoczęła rozmowy handlowe z ich dystrybutorami, aby jeszcze w styczniu 2021 roku pierwsze partie trafiły do krajów członkowskich. Unia nie chce bowiem uzależniać się od jednego producenta i planuje zakupić szczepionki z jak największej liczby źródeł. Taka strategia zróżnicowanych dostaw ma być gwarantem niezachwianej wyszczepialności w państwach członkowskich, kiedy poszczególne specyfiki pomyślnie przejdą przez proces certyfikacyjny.

Zgodnie z założeniami Rady Ministrów do Polski w pierwszej transzy ma trafić 20 mln dawek szczepionki. Pozwolą one zaszczepić medyków oraz osoby najbardziej narażone na powikłania koronawirusowe.

– Procedura szczepień w Polsce musi być szeroko dostępna. Pewne grupy będą znajdowały się w priorytecie, m.in. osoby starsze, medycy. Logistykę szczepień przygotowuje resort zdrowia w porozumieniu z zespołem zarządzania kryzysowego. Wiemy, że szczepionki są bezpieczne i skuteczne. W obserwacjach i badaniach klinicznych widzimy bardzo dobre efekty ochronne tych działań – przekonuje ekspert.

Dotychczas Komisji Europejskiej udało się zarezerwować przeszło 1,2 mld dawek szczepień, które trafią do krajów członkowskich. Przedstawiciele Unii porozumieli się już w sprawie dostaw pierwszych szczepionek z przedstawicielami firm AstraZeneca, BioNtech-Pfizer, CureVac, Janssen Pharmaceutica NV Moderna oraz Sanofi-GSK. Najnowsze doniesienia wskazują jednak, że szczepionka firmy AstraZeneca tworzona we współpracy z naukowcami z Uniwersytetu Oksfordzkiego – wymaga dodatkowych badań, potwierdzających jej skuteczność.

Teoretycznie Unii udało się zarezerwować wystarczającą liczbę dawek, aby wyszczepić wszystkich obywateli wspólnoty, ale proces certyfikacji leków nie dobiegł jeszcze końca. Dlatego nie wiadomo, ile szczepionek ostatecznie trafi na unijny rynek. Na tempo szczepienia może mieć wpływ koszt szczepień od poszczególnych dystrybutorów.

– Kwestie refundacji szczepionki leżą w gestii resortu. To dobrze, że szczepionek jest więcej, lekarze będą decydować, która jest najwłaściwsza i która najlepiej przysłuży się pacjentom. Rozpiętość cenowa jest relatywnie duża, słyszymy o tym, że szczepionki mogą kosztować od 15 do nawet ponad 100 za dawkę. Oczywiście, w wypadku dużych populacji, to są ustalenia na poziomie rządów – tłumaczy dr n. med. Radosław Sierpiński.

Polski rząd zapewnia, że szczepionka dla chętnych ma być bezpłatna.

NASA chce wyprodukować tlen na Marsie. Pomoże to w eksploracji planety i powrocie astronautów na Ziemię [DEPESZA]

Już wkrótce na Marsie będzie można produkować tlen. Łazik Perseverance NASA wyposażony jest w urządzenie MOXIE, które może przekształcić marsjańskie powietrze w tlen. Cienka atmosfera Czerwonej Planety składa się w 95 proc. z dwutlenku węgla. Wysłanie czegokolwiek z powrotem w kosmos wymaga paliwa, a spalanie go wymaga tlenu. MOXIE wytwarza tylko około 6 gramów tlenu na godzinę – to o wiele za mało. Jeśli jednak system się sprawdzi, misje na Marsa i dalsza eksploracja kosmosu staną się o wiele prostsze.

– Kiedy wyślemy ludzi na Marsa, będziemy chcieli, aby bezpiecznie z niego wrócili  W tym celu potrzebują rakiety, aby unieść się z planety. Ciekły tlen do utleniania paliwa rakietowego to coś, co możemy wyprodukować na miejscu, nie musimy go zabierać ze sobą na pokładzie. Jednym z pomysłów jest to, by zabrać w podróż pusty zbiornik i napełnić go na Marsie – wskazuje Michael Hecht z Haystack Observatory na MIT, zastępca dyrektora projektu Event Horizon Telescope, a także główny badacz instrumentu Mars Oxygen ISRU Experiment (MOXIE).

Kilka miesięcy temu łazik Perseverance wyruszył w jednokierunkową podróż na powierzchnię Marsa. Wśród wielu innych narzędzi statek zawiera eksperymentalny instrument, który może pomóc astronautom w przyszłości w podróżowaniu na planetę w obie strony.

Mars Oxygen In-Situ Resource Utilization Experiment, czyli MOXIE, jest wielkości mniej więcej akumulatora samochodowego, ale jego rola jest ogromna. Został zaprojektowany, aby poprzez elektrolizę przekształcić dwutlenek węgla w tlen. Cienka atmosfera Marsa składa się w 95–96 proc. z dwutlenku węgla. Wysłanie czegokolwiek z powrotem w kosmos wymaga paliwa, a jego spalanie – tlenu. NASA mogłaby wysłać ciekły tlen na Czerwoną Planetę, ale potrzebna ilość zajmuje zbyt dużo miejsca. Tu pomóc może MOXIE.

– Ludzie zazwyczaj pytają mnie, czy MOXIE jest rozwijany po to, by astronauci mieli czym oddychać na Marsie – twierdzi Michael Hecht. – Jednak to rakiety potrzebują setek razy więcej tlenu niż ludzie.

Atmosfera na Marsie jest 170 razy cieńsza niż na Ziemi. Powietrze jest bogate w dwutlenek węgla, a niskie ciśnienie oznacza, że ​​ilości otaczającego powietrza wpływające do reaktywnego rdzenia MOXIE nie wytwarzają dużo tlenu. Jednak sprężarka urządzenia wytwarza tlen jak drzewo – wdycha dwutlenek węgla i wydycha tlen. Zasysa go i poddaje elektrolizie pod ciśnieniem zbliżonym do ziemskiego. Tam chemiczny katalizator działający w temperaturze 800 stopni Celsjusza wyrywa atom tlenu z każdego wchodzącego CO2. Pary atomów tlenu łączą się i tworzą dwuatomowy tlen, który wydostaje się z tlenkiem węgla.

MOXIE jest niewielki, produkuje też niewielkie ilości tlenu, niewystarczające do wytworzenia paliwa. NASA obecnie testuje rozwiązanie, jeśli się sprawdzi, na Marsie mogłoby stanąć znacznie większe urządzenie, które pomoże w przyszłych misjach kosmicznych. Aby wystartować z Czerwonej Planety, astronauci potrzebują około 30–45 ton metrycznych paliwa, czyli mniej więcej tyle, ile waży prom kosmiczny. Przyszłe generatory tlenu, które obsługują misje ludzi na Marsie, musiałyby być ok. 100 razy większe niż MOXIE.

– MOXIE jest zaprojektowany do wytwarzania około 6 do 10 gramów tlenu na godzinę. To wystarczająca ilość do oddychania dla małego psa – wskazuje Asad Aboobaker, inżynier systemów MOXIE w Jet Propulsion Laboratory w Południowej Kalifornii. – Pełnowymiarowy, docelowy system przystosowany do produkcji paliwa, które wystarczy na powrót astronautów z Marsa, wymagałby zwiększenia produkcji tlenu o około 200 razy.

Produkcja tlenu na Marsie rozwiązałaby ostatni z większych problemów w jego eksploracji. Od lat 90. dyskusje na ten temat sprowadzały się do czterech pytań. Dwa dotyczyły bezpieczeństwa Czerwonej Planety dla ludzkich misji. Jej atmosfera zagraża burzami piaskowymi i promieniowaniem. Te pytania zostały rozwiązane. Kolejne dotyczyło tego, jak duże pojazdy mogą lądować na Marsie. Ten problem został rozwiązany, gdy cztery łaziki NASA wylądowały na nim bezpiecznie w latach 1996–2011. Czwarte pytanie pozostawało bez odpowiedzi i dotyczyło sposobu, w jaki można sprowadzić wszystkie niezbędne zasoby na Marsa. MOXIE może stanowić odpowiedź.

– Zaangażowanie w rozwój MOXIE pokazuje, że NASA traktuje to poważnie – podkreśla Michael Hecht. – MOXIE nie jest jeszcze pełną odpowiedzią, ale jest jej kluczowym elementem. Jeśli projekt się powiedzie, przyszli astronauci będą mogli polegać na tej technologii, która pomoże im bezpiecznie wrócić z Marsa do domu.

Pierwsza załogowa misja na Marsa miałaby się odbyć do 2033 roku.

81% firm obawia się lockdownu. 74% firm deklaruje, że skorzystało ze wsparcia państwa

Blisko 74% firm deklaruje, że skorzystało z pomocy państwa w czasie pandemii. Aż 81% uważa, że dalsze ograniczanie działalności oznaczać będzie problemy z płynnością finansową i może zagrozić ich funkcjonowaniu – wynika z badania przeprowadzonego przez Konfederację Lewiatan.

Gospodarka i przedsiębiorcy obronili się przed negatywnymi skutkami pierwszego uderzenia pandemii, a działania biznesu koncentrowały się na procesach dostosowawczych (wewnętrzne oszczędności, przebranżowienie, uruchomienie dodatkowych kapitałów).

– Aż dwie trzecie firm wykorzystało ożywienie w gospodarce pomiędzy czerwcem a październikiem br. i zwiększyło obroty oraz poprawiło wyniki finansowe. W przypadku kolejnych ponad 11% sytuacja do października br., pogorszyła się radykalnie, a obroty nie osiągnęły nawet połowy wartości z 2019 r. Dla jednej czwartej badanych sytuacja jest bardzo trudna. 81% firm obawia się, że dalsze ograniczanie działalności gospodarczej może zagrozić ich funkcjonowaniu – mówi prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Przedsiębiorstwa doceniają pomoc państwa w czasie pandemii. Mimo, że najważniejsze znaczenie w walce z kryzysem miały radykalne oszczędności i uruchamianie dodatkowego kapitału (ponad 50%), to 73,9% firm skorzystało ze wsparcia. Najważniejszymi jego formami było zawieszenie składek ZUS (tak twierdzi 33% firm) i ochrona miejsc pracy (31,3%). Ważną rolę odegrało również podtrzymywanie płynności firm (15,7%). Dzięki wsparciu przedsiębiorstw i ich zapobiegliwości udało się ochronić setki tysięcy miejsc pracy. Zdecydowana większość korzystających z pomocy państwa pozytywnie ocenia współpracę z administracją. Tylko niespełna 8% otrzymała odmowę pomocy.

– Branże szczególnie dotknięte skutkami pandemii uważają, że szybka pomoc państwa była i jest niezbędna. Zwracają jednak uwagę, że w walce ze skutkami Covid-19 brakuje przejrzystej strategii, poprzedzonej szerokimi konsultacjami z biznesem i ekspertami. Firmy w kontekście kolejnego uderzenia pandemii i ograniczeń, które utrzymywać się mogą nie tylko w perspektywie końcówki 2020 roku, ale i początku 2021 roku najbardziej obawiają się wysokich kosztów pracy w warunkach ograniczania działalności, co będzie powodować problemy z płynnością i zagrożenia dla utrzymania zatrudnienia. Tylko strategia bezpiecznego utrzymywania działalności gospodarczej, a w warunkach ograniczeń zachowania pomocy dla przedsiębiorców w szczególności w zakresie ponoszenia kosztów pracy może skutecznie chronić firmy i zatrudnienie – podkreśla prof. Jacek Męcina.

– Należy pamiętać, że w perspektywie roku 2021 wzrosną koszty pracy, choćby związane z podniesieniem płacy minimalnej do 2 800 zł. Dla wielu firm dotkniętych ograniczeniem działalności oznacza to, zwłaszcza I kwartale 2021 roku, poważne wyzwanie z utrzymaniem zatrudnienia i wymaga w takich branżach jak hotelarstwo, gastronomia, turystyka, czy branża eventowa systemowego wsparcia – przekonuje prof. Jacek Męcina.

Badanie zostało przeprowadzone na przełomie października i listopada na ogólnopolskiej próbie 230 firm, reprezentujących kluczowe branże.

Pandemia przyspieszyła część rynkowych procesów. Eksperci wyjaśnili, jak mogą z tego skorzystać przedsiębiorcy

Nowe sposoby dostarczania usług i towarów, rynek e-commerce rozwinięty w niezwykłej skali w krótkim czasie czy powstanie nowych narzędzi pomocowych dla przedsiębiorców, które mogą być skuteczne także w przyszłości – to tylko niektóre zmiany, które zachodzą w gospodarce pod wpływem pandemii. Zdaniem ekspertów, którzy uczestniczyli w konferencjach na temat inwestowania i finansowania w czasach pandemii odbywających się w ramach Europejskiego Kongresu Małych i Średnich Przedsiębiorstw „Back to Business”, przedsiębiorcy muszą się odnaleźć w nowej rzeczywistości, a rolą krajowych instytucji i jednostek samorządu jest dostarczenie im wiedzy i narzędzi, by mogli to zrobić.

Tegoroczna, specjalna edycja Europejskiego Kongresu MŚP odbywa się pod hasłem „Back to Business” – zdaniem organizatorów, Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach, nazwa musi oddawać obecny stan gospodarki – wiele procesów inwestycyjnych zostało w ostatnim czasie wstrzymanych, a przedsiębiorcy muszą się mierzyć nie tylko z problemami finansowymi, ale często także z dużymi ograniczeniami formalnymi dla prowadzonych działalności. Kluczowy jest zatem „powrót do biznesu” – odbudowanie łańcucha dostaw i przekonanie inwestorów, że warto angażować się w nowe projekty. Eksperci z całej Polski – naukowcy, samorządowcy, urzędnicy i przedsiębiorcy, którzy wzięli udział w organizowanym online wydarzeniu 23 i 24 listopada, nie mają wątpliwości, że w każdej sytuacji można dostrzec nowe szanse.

–   Pandemia spowodowała weryfikację wszystkich planów inwestycyjnych, ale warto pamiętać, że niektóre procesy zostały gwałtowanie przyśpieszone. W Polsce mówiło się dużo o przemyśle 4.0, natomiast część firm nie podchodziła do tego w sposób zadaniowy. Inwestycje, które są teraz realizowane, cechują się wysokim udziałem procesów zautomatyzowanych – zauważa Zbigniew Bednarski, dyrektor Biura Koordynacji Oddziałów w Agencji Rozwoju Przemysłu S.A. – W ARP S.A. realizujemy też cały szereg programów wsparcia dla przemysłu. W czasach kryzysu jesteśmy jednostką dedykowaną, żeby realizować projekty „tarczowe”. Prowadzimy także rządowy program wsparcia przedsiębiorców „Polityka Nowej Szansy”. Tych narzędzi mamy szeroką paletę i myślę, że każdy przedsiębiorca może znaleźć coś dla siebie.

Polityka Nowej Szansy to instrument pomocowy oferowany przedsiębiorcom w celu ich ratowania lub restrukturyzacji. Ma stanowić odpowiedź na potrzeby firm, które znalazły się w trudnej sytuacji ekonomicznej i wymagają wsparcia w procesie zmian w swoim biznesie. Budżet projektu to łącznie nawet 1,2 miliarda złotych w ciągu 10 lat. Założenia projektu przedstawiono podczas kongresu, w ramach webinarium przygotowanego przez Centrum Wsparcia MŚP. Centrum Wsparcia to z kolei inicjatywa Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach, która umożliwiła lokalnym przedsiębiorcom pozyskiwanie bezpłatnych porad związanych niemal z każdym obszarem prowadzonej działalności – za pośrednictwem specjalnej infolinii lub na stronie www.centrumwsparciamsp.pl.

Gdzie szukać inwestorów?

Eksperci podkreślali, że przedsiębiorcy mogą szukać środków na finansowanie swoich firm nie tylko w Polsce, ale także za granicą. Jako źródła tego finansowania wskazywano m.in. fundusze ONZ, możliwości zawarte w perspektywie finansowej UE na lata 2021-2027, a także środki z tzw. Green Deal.

Niewiele mikro, małych i średnich przedsiębiorstw szuka inwestorów za granicą. Problemem może być nieznajomość rynku. Warto jednak zdawać sobie sprawę z tego, że w każdym z państw są instytucje, których celem jest pomoc w relacjach między przedsiębiorcami. Zachęcam do bezpośredniego kontaktu z państwowymi agencjami, które działają w każdym kraju związkowym. Takim przykładem jest Polsko-Niemiecka Izba Przemysłowo-Handlowa, ale nie tylko. Osoby, które działają w tego typu instytucjach mają wiedzę, którą chcą się dzielić – mówi Krystian Stępień, prezes Funduszu Górnośląskiego S.A.

Jak zaznaczali prelegenci, inwestorzy w czasach COVID-19 są może nieco ostrożniejsi, ale na pewno nadal będą szukać prawdziwej okazji do zrobienia udanego biznesu. Tych okazji nadal jest dużo, tym bardziej, że pandemia „wymusiła” na przedsiębiorcach innowacyjne, zaawansowane technologicznie rozwiązania. W ciągu ostatniego roku pojawiły się m.in. nowe sposoby dostarczania usług i towarów, a rynek e-commerce niezwykle się rozwinął. W rzeczywistości pandemicznej nowego znaczenia nabrały m.in. inwestycje w projekty zdrowotne i ekologiczne.

Takim obszarem, o którym myślimy w kontekście ekologii jest np. transport publiczny. Są spółki, które chcą wykorzystywać w tym celu gaz koksowniczy. To oznacza, że można myśleć o tym, jak wykorzystać zasoby węgla, ale nie w bezpośrednim spalaniu, tylko w procesach chemicznych, które pozwolą produkować czystą energię. To jest możliwe – to jest nasza forma szukania sposobu na transformację energetyczną, czyli pomysłu, jak wykorzystać nasze zasoby, np. węgiel i duży potencjał firm górniczych, żeby mogły szukać nowych technologii, nowych rozwiązań i „miękko” przejść do przyszłości nisko lub zeroemisyjnej, przyjaznej dla mieszkańców – wylicza Kazimierz Karolczak, przewodniczący Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii.

Podczas dwudniowego wydarzenia odbywało się także łączenie przedsiębiorców na międzynarodowej platformie spotkań B2B online, która jest dodatkowym i szczególnie cennym elementem kongresu. Pomysłodawcy tego unikalnego narzędzia – Europejski Kongres Małych i Średnich Przedsiębiorstw oraz Enterprise Europe Network przy Funduszu Górnośląskim szacują, że na platformie odbyło się ok. 70 spotkań. Swojej szansy na nawiązanie współpracy z polskimi partnerami szukają przedsiębiorcy m.in. z Austrii, Belgii, Czech, Niemiec, Irlandii, Włoch, Holandii, Rosji, Turcji i Ukrainy. Głównym celem organizatorów jest realna pomoc w odbudowie zerwanych w ostatnim roku łańcuchów dostaw oraz otwarcie polskich firm na nowe rynki.

Jak sztuczna inteligencja i nowe technologie pomagają w cyfrowej transformacji?

Jak nowoczesne technologie – w tym SI – pomogą przeprowadzić biznes przez proces transformacji cyfrowej?

Technologia jest miarą postępu w społeczeństwie. To, w jaki sposób wykorzystujemy ją do poprawy jakości naszego życia i całego ludzkiego doświadczenia, świadczy o naszym rozwoju cywilizacyjnym. Obecnie jesteśmy w momencie Czwartej Rewolucji Przemysłowej, która w dużej mierze zostanie zdefiniowana przez rozwój sztucznej inteligencji.

Sztuczna Inteligencja (SI) choć aktualnie wciąż jest czymś zupełnie nowym, to w nadchodzących latach, podobnie jak elektryczność, stanie się częścią struktury życia codziennego. Już teraz zmienia nasze życie na lepsze. Sami nie zdajemy sobie sprawy jak często nam towarzyszy – korzystając z komputera, smartfonu czy tabletu.

SI ma potencjał by zrewolucjonizować biznes o wiele szybciej, niż nam się wydaje. Szczególnie teraz, w trakcie pandemii jej uczestnictwo w procesie transformacji cyfrowej jest nieuniknione.

SI może tworzyć nowe miejsca pracy

Technologia SI jest stale rozwijana i doskonalona, tak aby ulepszyć sposób w jaki żyjemy oraz pracujemy, z ambicjami, aby działać szybciej, lepiej i sprawniej. W świecie pracy Sztuczna Inteligencja pomaga nam oszczędzać czas i zwiększać produktywność.

Rozwój automatyzacji niewątpliwie ułatwia życie, ale także niesie za sobą szereg pytań, przede wszystkim o zachowanie miejsc pracy. Choć zdecydowana część zadań, szczególnie w sektorze produkcyjnym zostanie zrewolucjonizowana, nie oznacza to że zmniejszy się odsetek zatrudnionych. Zmiana dotyczy przede wszystkim transformacji i automatyzacji procesów, tak aby zmaksymalizować zyski i skrócić czas wykonania czynności. Personel zostanie w ten sposób odciążony od prac rutynowych. Ponadto, potencjał SI drzemie w zakresie tworzenia nowych produktów, usług i rozwiązań technologicznych, a w realizacji tych projektów niewątpliwie rola człowieka będzie niezastąpiona.

Przyszłość biznesu już trwa

Według badań przeprowadzonych przez Salesforce połowa ankietowanych przedsiębiorców zdaje sobie sprawę z tego, że praca zdalna choć miała być rozwiązaniem tymczasowym, to w pewnym stopniu stanie się stałym elementem działalności firmy. To rodzi pewne trudności, w szczególności dla firm które jak dotąd nie miały do czynienia z zarządzaniem zespołami na odległość.

Pomijając aspekt czysto techniczny – jak zapewnienie odpowiednich narzędzi pracy, wykorzystanie odpowiednich platform i programów, zdalny dostęp do danych firmy i bazy klientów – w nowej post-pandemicznej rzeczywistości przedsiębiorcy stoją przed wyzwaniem zapewnienia swoim pracownikom odpowiednich narzędzi nauki. 61% liderów biznesu twierdzi, że w przyszłości pracy, będą wymagali od swojej kadry stale nowych umiejętności. Nowa rzeczywistość wymaga od ludzi nie tylko znajomości technologii, ale przede wszystkim kompetencji szybkiego uczenia się. Kultywowanie tendencji edukowania się przez całe życie pomoże firmom całkowicie zmienić sposób podnoszenia kwalifikacji pracowników. To, jak wypełniamy istniejące dziś luki w zakresie kompetencji i wykształcenia, zadecyduje o naszym sukcesie jako społeczeństwa w przyszłości.

Te umiejętności sprawią, że pracownicy będą mogli odnaleźć się w każdych warunkach, korzystając ze zdywersyfikowanych narzędzi. Technologia zmienia i rozwija się bardzo dynamicznie i prawdopodobnie to tempo będzie sukcesywnie rosnąć. Możliwość wykorzystania przez kadrę pracowniczą narzędzi takich jak sztuczna inteligencja, jest nieoceniona w rozwoju biznesu.

Indywidualne podejście do każdego z naszych klientów

Oczekiwania klientów, które uległy zmianie podczas pandemii, będą miały długofalowe konsekwencje dla przedsiębiorstw każdej wielkości. Ostatnie kilka miesięcy doprowadziło do zrewolucjonizowania stylu życia wielu z nas, również albo przede wszystkim pod kątem technologicznym.

Niezbędnym narzędziem do poprawy naszych doświadczeń jest personalizacja. Natychmiastowy dostęp do źródła informacji o klientach, takich jak poprzednie zakupy, ich preferencje i upodobania pomagają dostawcom usług zdecydowanie lepiej poznać i zrozumieć ich potrzeby. Obecnie obsługa klienta przechodzi przez znaczny proces zmiany. W czasach gdy e-commerce stał się jednym z filarów handlu, internetowe centra obsługi klientów mają o wiele więcej zgłoszeń niż miało to miejsce przed pandemią. W tak szybko zmieniającym się środowisku szansą na przetrwanie są chatboty. Oparte na technologii SI mogą wnieść wyższą jakość obsługi klienta, jednocześnie usprawniając przepływ informacji i procesowanie zapytań.

W rzeczywistości w jakiej się obecnie znajdujemy nie ma miejsca na zwłokę, trzeba działać tu i teraz. Ponieważ zapotrzebowanie na usługi online i bardziej elastyczne doświadczenia konsumentów stale rośnie, firmy nie mają innego wyjścia, jak tylko wdrażać innowacje. Przedsiębiorstwa, które nie wykorzystają tego momentu na zmianę, zostaną w tyle i będzie im bardzo trudno nadrobić stracony czas. Automatyzacja jest silnym elementem rozwoju i pozwoli firmom zaoszczędzić pieniądze, a jednocześnie wzmocnić pozycję marki. Pandemia Covid-19 zwróciła uwagę na fakt, jak istotna jest rola innowacji w procesie transformacji cyfrowej.

Zaufanie jako podstawa innowacji

Wraz ze wzrostem możliwości cyfrowych, które stają się coraz bardziej inteligentne i domyślne, rośnie również potrzeba budowania zaufania do sztucznej inteligencji. Dzięki odpowiedzialnemu wykorzystaniu narzędzi SI mogą one stać się dla nas zarówno w biznesie jak i życiu codziennym, ogromnym wsparciem, pozwalając wykonywać zadania bardziej starannie i efektywnie, a także szybciej niż kiedykolwiek znajdować rozwiązania wielu problemów współczesnego świata.

Innowacyjność i zaufanie to dwie kluczowe wartości, którymi kierujemy się w Salesforce. Zdajemy sobie sprawę z tego, że droga przez cyfrową transformację może być trudna do przebycia, dlatego dostarczamy naszym klientom narzędzia wyposażone w najnowsze technologie, kierując się przy tym wsparciem zaufanych ekspertów.

Autor: Krzysztof Augustynowicz, Regional Sales Director CEE Commercial Business Unit w Salesforce

Przecena kryptowalut

Zarówno dane makroekonomiczne, jak i nieobecność Amerykanów na rynkach powodują, że dzisiejszy dzień zapowiada się wyjątkowo spokojnie na rynku walutowym.

Bezrobocie w ryzach

Wczoraj poznaliśmy stopę bezrobocia w Polsce. Wynosi ona 6,1% i mierzona jest metodą bezrobocia rejestrowanego. Był to wynik dokładnie zgodny z oczekiwaniami analityków, co uspokoiło rynki. Z drugiej strony warto pamiętać, że wskaźnik bezrobocia w Unii częściej podaje się metodą BAEL. Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności ze względu na wymóg aktywnego poszukiwania pracy daje znacznie niższe wyniki. W przypadku Polski jest to obecnie niecałe 3,5%.

Dane z USA bez niespodzianek

Wczorajsze dane z USA były podwójne, gdyż dzisiaj mamy Święto Dziękczynienia. Pomimo dużej liczby odczytów obyło się bez większych niespodzianek. Na uwagę zasługuje spadek dochodów Amerykanów, podczas gdy wydatki wciąż rosną. Nie jest to wielka różnica, ale utrzymywanie się długotrwałe tej tendencji może być problematyczne dla gospodarki. Drugim problemem jest ponownie rosnąca liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Wielu analityków wierzyło w utrzymanie tendencji spadkowej, jednakże nie doszło do tego. Nie może zatem dziwić, że dolar był wczoraj w odwrocie.

Bolesna przecena kryptowalut

Święto Dziękczynienia będzie niemiło wspominaną datą na rynku kryptowalut. Po dwóch miesiącach wzrostów doszło do gwałtownej ponad 10% przeceny, kiedy to najpopularniejsza kryptowaluta w ciągu doby spadła z ponad 19 000 dolarów do poniżej 17 000 dolarów. Porównywalną, a miejscami nawet większą wartość straciły inne, mniej popularne kryptowaluty. Analitycy wskazują, że po tak silnych wzrostach było dużo miejsca na rynku na korektę wywołaną realizacją zysków.

Dzisiaj Święto Dziękczynienia w USA, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

TSL na niskim biegu przez długi kontrahentów

71% respondentów opracowania Intrum European Payment Report 2020 uważa, że terminowe dokonywanie płatności ma kluczowe znaczenie dla budowania i podtrzymywania zaufania między dostawcami i partnerami biznesowymi. Tymczasem aż 17 dni wynosi średnio luka płatnicza (czyli czas, jaki upływa pomiędzy terminem płatności i faktycznym jej dokonaniem) w sektorze B2B. Smutnego obrazu rzeczywistości dopełnia fakt, że w Polsce wg obliczeń KRD odnotowano aż 25 tys. zadłużonych firm przewozowych. Prawie 60% badanych wskazuje brak możliwości rozwoju przez nieściągnięte długi od kontrahentów. Wszystkie te dane wskazują, że płynność finansowa polskiej branży TSL jest zagrożona i wynika często z nietrafionego wyboru kontrahentów. Co zrobić, żeby partner biznesowy w przewozach nie zawiódł oczekiwań, szczególnie jeżeli dopiero zaczynamy karierę przewoźnika? Sprawdzanie zleceniodawców to podstawa.

W TSL, jak w każdym biznesie, panuje zasada ograniczonego zaufania – szczególnie w kwestiach finansowych. Podwójną ostrożnością powinni wykazać się transportowcy, którzy stawiają w branży pierwsze kroki. Ale nawet doświadczeni przewoźnicy mogą nieraz wpaść w pułapkę współpracy z nierzetelnym kontrahentem. Efekty mogą doprowadzić do poważnego nadwyrężenia finansów przedsiębiorcy transportowego, który zanim otrzyma opłatę za wykonane zlecenie, musi najpierw sam zainwestować w utrzymanie floty, kierowcy, opłaty drogowe i benzynę.

Jak szukać kontrahenta?

Żeby zweryfikować kontrahenta, trzeba najpierw wiedzieć, jak go znaleźć. Jak podkreślają eksperci, w branży panuje kilka szkół.

– Najczęściej spotykanym scenariuszem jest znalezienie firmy spedycyjnej, która kompleksowo „poprowadzi” pojazdy: od znalezienia ładunku, po opiekę spedytora nad kierowcą. Część przedsiębiorców świadczy jednoosobowym działalnościom gospodarczym nieformalne usługi spedycyjne. W trzeciej wersji przewoźnicy dysponują już pierwszymi kontaktami w branży, pojazdami i wstępnymi zleceniami. To najczęściej byli kierowcy albo spedytorzy, którzy postanawiają założyć firmę. Ale są też przedsiębiorcy, którzy wykupują dostęp do tzw. giełd transportowych i na nich starają się szukać ładunków i kontrahentów – komentuje Tomasz Czyż, ekspert GBOX, Grupa INELO. Dodaje jednak, że już na tym etapie należy zachować czujność. Konkurencja na rynku sprawia, że pojawiają sią nieuczciwe firmy, które co chwila odradzają się z nowym NIP-em, ale nigdy nie wypłacają wynagrodzeń podwykonawcom.

Pomimo luk w funkcjonowaniu giełdy, warto na nią zaglądać. To często kopalnia recenzji na temat współpracy i ewentualnych problemów z płatnościami. A jak wynika z raportu Intrum, średni czas oczekiwania na opłacenie faktury w sektorze B2B wynosi w Polsce aż 62 dni i jest dłuży od średniej europejskiej tylko o dwa dni. Zarówno nad Wisłą, jak i w UE luka płatnicza wynosi od 14 do 17 dni.

 

Zbliżone realne terminy płatności w Polsce i w Unii Europejskiej pokazują, że kwestia regulowania należności pomiędzy partnerami biznesowymi w obu przypadkach wygląda równie nieciekawie. Jest więcej niż pewne, że sytuacja ulegnie pogorszeniu w obliczu następstw kryzysu wywołanego przez Covid-19. Już w tej chwili mamy do czynienia ze zdestabilizowanymi łańcuchami dostaw, a przedsiębiorcy czują rosnącą presję związaną z szukaniem sposobów na zabezpieczenie płynności finansowej swoich biznesów – dodaje Dariusz Łupiński, ekspert Intrum.

Kontrahent pod lupą

We wstępnym sprawdzeniu partnera biznesowego może pomóc nawet zwykła wyszukiwarka internetowa i portale zbierające oceny o firmie pod kątem np. opinii pracowników. Bardziej wnikliwe spojrzenie na potencjalnego kontrahenta nie jest wcale o wiele trudniejsze. Do dyspozycji pozostają bezpłatne bazy CEIDG (Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej) i KRS, które uwiarygodnią firmy i podstawowe dane na ich temat. W branży TSL kluczowym źródłem wiedzy jest również wyszukiwarka KREPTD, czyli Krajowy Rejestr Elektroniczny Przedsiębiorców Transportu Drogowego, dzięki której zweryfikujemy nie tylko NIP i adres organizacji, ale także posiadane licencje, zezwolenia i certyfikaty jej pracowników. Weryfikacja może także wyjść poza granice kraju. To szczególnie ważne dla przedsiębiorców transportowych, którzy planują przewozy na terenie krajów Unii Europejskiej.

– Międzynarodowi przewoźnicy mogą skorzystać z jeszcze jednego narzędzia, jakim jest wyszukiwarka VIES, która została stworzona przez Komisję Europejską i służy do identyfikowania, czy numer VAT konkretnego przedsiębiorcy został zarejestrowany w interesującym nas kraju członkowskim. Możemy to zrobić za pomocą systemu TMS, który automatycznie sprawdza kontrahenta wśród wyników wyszukiwania, ale też zbiera dane dotyczące dotychczasowych transakcji z tą firmą i opóźnień w płatnościach. Każdemu przedsiębiorcy zapali się z pewnością czerwona lampka, jeżeli analiza wskaże na przekroczenia terminów, szczególnie te powtarzające się – dodaje Tomasz Czyż. – Biorąc pod uwagę skalę środków, jakie muszą zostać najpierw zainwestowane w sam przewóz, warto pomyśleć o limitach kredytowych, które pozwolą uniknąć zamrożenia zbyt dużych kwot. Zwracajmy też uwagę na to, czy samo zlecenie nie jest zbyt zawiłe i obarczone zbyt wieloma karami. To zawsze powinno wzbudzić naszą czujność – podsumowuje Tomasz Czyż, Grupa INELO.

Choć to rozwiązanie generujące koszty, przewoźnik, może zwrócić się także do firm obsługujących długi i pobrać raport organizacji, które nie wywiązują się ze swoich zobowiązań finansowych.

Nieterminowi kontrahenci powodują problemy związane nie tylko z regulowaniem bieżących opłat. Z naszych danych wynika, że ponad połowa, bo aż 51% przedsiębiorców twierdzi, że nieterminowe wpływy utrudniły inwestowanie w strategiczne inicjatywy mające na celu rozwój ich firm. Aż 58% respondentów uznaje, że przeszkodą w rozwoju ich organizacji są straty wynikające z nieściągniętych długów. Dlatego przedsiębiorcy oczekują na rozwiązania legislacyjne ułatwiające ściąganie należności na poziomie krajowym i europejskim. Na nowe zapisy liczy aż 54% respondentów naszego badania – komentuje Dariusz Łupiński, Intrum.

Transport się zrzesza – wirtualnie i w realu

Istotną role odgrywają także oficjalne organizacje branżowe zrzeszające przewoźników, które pozwalają na wymianę doświadczeń i nawiązanie nowych kontaktów. Coraz częściej  w mediach społecznościowych powstają zamknięte grupy, w których można wymienić się wiedza o nierzetelnych kontrahentach.

Obie te formy utrzymywania branżowej solidarności mogą doprowadzić do zawiązania nieformalnych, partnerskich relacji, w ramach których firmy będą dokonywać większych (i z racji tego – korzystniejszych finansowo) zamówień na usługi lub sprzęt – konkluduje Tomasz Czyż, Grupa INELO.

Pandemia a rynek hipoteki odwróconej. 4 nowe zjawiska

Pandemia wpływa na notowania giełdowe, kursy walut, rynki finansowe i ceny nieruchomości. Dotyka przeróżnych obszarów i branż. Niektóre z nich borykają się z coraz większym kryzysem, inne – jak branża spożywcza czy farmaceutyczna – nie odczuwają tak mocno skutków pandemii. Co z rentą dożywotnią? Czy zmiany na rynku nieruchomości wpływają na branżę hipoteki odwróconej? Czy seniorzy decydują się na to rozwiązanie, czy są teraz bardziej ostrożni? Wreszcie, na co wydają pozyskane środki, gdy inflacja rośnie, a ceny produktów i usług są coraz wyższe?

  1. Rynek nieruchomości będzie hamował

Jeszcze we wrześniu br. eksperci podkreślali, że pandemia spowodowała niewielkie zmiany na rynku nieruchomości, a wysokie ceny sprzedaży nie będą raczej spadać. Z danych GUS wynikało, że między styczniem a lipcem 2020 roku oddano do użytkowania 118,8 tys. mieszkań, czyli o 6,6 proc. więcej niż przed rokiem. Później banki zaczęły wstrzymywać finansowanie, inwestorzy stali się bardziej ostrożni, zatrzymano również niektóre budowy.
– Warto pamiętać, że jesteśmy w trakcie drugiej fali pandemii, niektóre gałęzie gospodarki mają narzucane kolejne ograniczenia, żyjemy ciągle z obawą o kolejny lockdown całego kraju. Coraz głośniej mówi się o tym, że ceny nieruchomości mogą spadać, a rynek nieruchomości, rozpędzony od wielu lat, zacznie wyhamowywać. Z jednej strony dobrze będzie inwestować pieniądze w nieruchomości, zwłaszcza gdy inflacja zacznie wpływać na kondycję złotówki a oprocentowanie lokat jest bliskie zeru. Z drugiej strony, przy rosnącym bezrobociu i problemach finansowych coraz większej liczby Polaków, niewiele osób będzie miało środki finansowe, by takiej inwestycji dokonać. Zwłaszcza wtedy, gdy banki będą ostrożne w udzielaniu kredytów – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

– Zmiany na rynku nieruchomości mogą dotyczyć też seniorów. Wzrost kosztów utrzymania nieruchomości, energii elektrycznej, wywozu śmieci, wody, nowe podatki od nieruchomości np. tzw. podatek od deszczu, mogą powodować, że dla wielu seniorów koszty eksploatacji mieszkania będą stanowiły coraz większe obciążenia. W obecnej sytuacji coraz więcej seniorów może zacząć rozważać hipotekę odwróconą jako sposób na „przerzucenie” kosztów utrzymania nieruchomości na kogoś innego. Taka usługa pozwala nie tylko na otrzymywanie dodatkowej renty, ale również na zmniejszenie lub wręcz zredukowanie do zera kosztu utrzymania nieruchomości – dodaje Robert Majkowski.

2. Popyt na usługę będzie rósł

Popyt na rentę dożywotnią będzie rósł nie tylko ze względu na rosnące koszty utrzymania nieruchomości. Polskie emerytury zawsze były jednymi z najniższych w Europie. Teraz, w dobie pandemii, emerytom jest coraz ciężej utrzymać zadowalający poziom życia. Inflacja jest coraz wyższa, a eksperci prognozują, że wciąż będzie rosła. Dotychczasowe świadczenia emerytalne nie będą znacząco rosły (jeśli nie liczyć waloryzacji, która ma nastąpić w marcu), a ceny i wydatki będą coraz wyższe. Z danych KRD wynika, że liczba zadłużonych emerytów rośnie z roku na rok. W tym roku większy był również udział seniorów w ogólne liczbie upadłości konsumenckich.

3. Nowe przeznaczenie środków z renty dożywotniej

Wraz z trudną sytuacją gospodarczą oraz problemami polskich przedsiębiorstw część Polaków już notuje niższe wpływy do domowego budżetu, a część właśnie straciła pracę. – Seniorzy zawsze, mimo niskich rent i emerytur, starali się pomagać finansowo swoim dzieciom. W dobie pandemii to się nie zmienia, a bardzo możliwe, że ta pomoc będzie jeszcze bardziej wskazana. Jeśli te dzieci lub wnukowie zaczną borykać się z problemami finansowymi możliwe, że emerytury ich dziadków i rodziców będą jedynym stałym i pewnym źródłem dochodu. Pieniądze z rety dożywotniej również mogą stać się wsparciem dla domowego budżetu. Tym razem nie tylko samych seniorów, ale również ich bliskich – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

4. Liczba umów „prywatnych” również może rosnąć

Zmieniają się też nastroje społeczne oraz tzw. „grupy wsparcia”. Z badania Funduszu Hipotecznego DOM wynika, że 50 proc. seniorów uważa, że żyje im się teraz gorzej niż kiedyś. Co piąty twierdzi, że powodem jest sytuacja epidemiologiczna w Polsce. Emeryci narzekają na samotność, gorszy dostęp do służby zdrowia i rosnące problemy finansowe. – Okazuje się, że w dobie przymusowej kwarantanny osoby starsze potrzebują pomocy chociażby w robieniu zakupów, czy wyprowadzaniu psa. Jeśli są to osoby samotne ta pomoc płynie najczęściej od znajomych lub sąsiadów. W dobie pandemii, gdy dzieci mieszkają daleko, pomoc w codziennym życiu również spada na osoby ze społeczności mieszkaniowej, zwłaszcza sąsiadów. W tej sytuacji może rosnąć liczba umów o dożywocie podpisywanych między osobami prywatnymi np. seniorem a sąsiadem. Wielu seniorów będzie potrzebowało coraz większej opieki i będzie chciało się finansowo odwdzięczyć – podsumowuje Robert Majkowski.

Po zniesieniu lockdownu firmy usługowe łapią drugi oddech

W III kw. tego roku firmy Nowoczesnej Gospodarki, czyli przedsiębiorstwa wdrażające innowacyjne rozwiązania, odnotowały wzrost zatrudnienia nowych pracowników wynoszący 4,11 proc. (vs III kw. 2019 r.) – wynika  z raportu „Zatrudnienie w Nowoczesnej Gospodarce Q3 2020” przygotowanego przez ADP Polska. Najwięcej nowych pracowników zatrudniły  firmy usługowe, które zanotowały wzrost o 4,48 proc. w porównaniu do analogicznego kwartału 2019 r.

Według danych raportu Głównego Urzędu Statystycznego dynamika zatrudnienia ogółu rynku zmniejszyła się o 1,9 proc. (vs. III kw. 2019 r.). To wynik bardzo podobny do poprzedniego kwartału, kiedy to spadek wyniósł 2 proc. (vs. II kw. 2019 r.). Wzrost zatrudnienia w firmach Nowoczesnej Gospodarki o 4,11 proc. oznacza, że różnica pomiędzy Nowoczesną Gospodarką a rynkiem wyniosła aż 6,01 p.p.

– Od początku roku dystans między innowacyjnymi przedsiębiorstwami i ogółem rynku wyraźnie się zwiększa. W trzecim kwartale osiągnął on rekordowe 6,01 p.p. To najlepszy dowód na to, że firmy korzystające z nowych technologii i outsourcingu procesów lepiej radzą sobie w czasie pandemii. Nie tylko zdecydowanie łatwiej dostosowują się one do konieczności pracy zdalnej, ale traktują ten trudny czas jako szansę na zbudowanie przewagi konkurencyjnej i wypracowanie silniejszej pozycji rynkowej – powiedziała Anna Barbachowska, szefowa pionu zarządzania zasobami ludzkimi w ADP Polska.

Usługi wyraźnie odżyły, produkcja lekko wyhamowuje

W III kw. 2020 r. nieco lepiej z wyzwaniami rynkowymi poradziły sobie firmy usługowe niż produkcyjne. Zatrudnienie w tych przedsiębiorstwach wzrosło o 4,48 proc. (vs III kw. 2019 r.). Zestawiając te wyniki z poprzednim kwartałem tego roku, dynamika wzrostu jest jeszcze bardziej widoczna – w ciągu zaledwie trzech miesięcy różnica w wynikach wyniosła aż 1,52 p.p. Biorąc z kolei pod uwagę wielkość firm, lepiej poradziły sobie duże przedsiębiorstwa, zatrudniające powyżej 500 osób. Odnotowały one wzrost zatrudnienia na poziomie 4,63 proc. (vs III kw. 2019 r.). Natomiast małe firmy usługowe okres od lipca do października zakończyły z 3,72 proc. wzrostem zatrudnienia (vs III kw. 2019 r.).

Co ciekawe, w przypadku firm produkcyjnych Nowoczesnej Gospodarki, w III kw. wzrost zatrudnienia wyniósł 3,05 proc. (vs III kw. 2019 r.). Biorąc pod uwagę fakt, że w II kw. 2020 r. zatrudnienie w przedsiębiorstwach produkcyjnych NG wzrosło aż o 5,46 proc. (vs II kw. 2019 r.), wyraźnie widać wyhamowanie. Dotyczy to głownie dużych firm zatrudniających powyżej 500 osób. Ich wzrost wyniósł zaledwie 1,88 proc.

– Trzeci kwartał to odwrócenie tendencji z poprzedniego okresu. Sektor usług, po odblokowaniu dzięki zniesieniu lockdownu, który umożliwił firmom powrót do normalnego funkcjonowania, wykazał wyższy wzrost niż w poprzednim kwartale. Z kolei firmy produkcyjne w obawie przed drugą falą pandemii, która również stanowiłaby ryzyko kolejnego lockdownu, zabezpieczyły dość duże zapasy towarów, w związku z czym sektor produkcyjny Nowoczesnej Gospodarki w całościowym ujęciu spowolnił – dodała Anna Barbachowska.

Raport WEI: Polski rynek apteczny – kluczowe fakty i liczby

Według stanu na wrzesień 2020 roku w Polsce działało 12 312 aptek ogólnodostępnych, czyli o 1 253 mniej niż w czerwcu roku 2017 roku, gdy w życie weszła tzw. Ustawa „Apteka dla Aptekarza”. Mniej aptek to gorszy dostęp do leków i opieki farmaceutycznej dla pacjentów. Mniejsza konkurencja to z kolei gorsza jakość świadczonych usług. Warsaw Enterprise Institute przestrzega w swoim raporcie: „Polski rynek apteczny – kluczowe fakty i liczby” przed dalszym ograniczaniem konkurencyjności i pogarszaniem sytuacji w sektorze aptecznym w dobie pandemii. W sytuacji kryzysu wywołanego pandemią COVID – 19 wszelkie działania powinny być nakierowane na zwiększenie efektywności całego systemu ochrony zdrowia, ze szczególnym zwróceniem uwagi na rynek apteczny.

Nie bez znaczenia jest także jego wpływ na budżet publiczny i portfel pacjentów. Tylko w 2019 roku sieci apteczne zapłaciły łącznie ponad 1,27 mld a apteki indywidualne 0,57 mld zł podatków. Razem zasiliły więc finanse państwa kwotą prawie 1,8 mld zł. To ważny aspekt makroekonomiczny. Podobnie, co zniesienie antyrynkowych obostrzeń i ułatwienie drogi do otwierania nowych placówek, co spowoduje uwolnienie rynku i zwiększenie średniorocznych przychodów finansów publicznych do prawie 1,9 mld zł. Natomiast oszczędności pacjentów wyniosą nawet 930 mln zł rocznie w wydatkach na produkty nierefundowane (leki Rx., pełnopłatne leki OTC itp.).

WEI wskazuje także w raporcie na trzy rynkowe scenariusze: realistyczny, rynku zamkniętego i otwartego. Dwa pierwsze zakładają dalsze ograniczenia rynkowe, w tym radykalne założenie, w którego w wyniku dochodzi do likwidacji aptek sieciowych i pozostawienia jedynie aptek indywidualnych. Trzeci scenariusz zakłada zniesienie antyrynkowych obostrzeń, ułatwienie drogi do otwierania nowych placówek. W tym scenariuszu liczba aptek wraca do poziomu z roku 2017 i naturalnego nasycenia, uwzględniającego wielkości rynku, ilości recept i ilości farmaceutów. Uwolnienie rynku zwiększy średnioroczne przychody finansów publicznych do prawie 1,9 mld zł. Natomiast oszczędności pacjentów wyniosą nawet 930 mln zł rocznie w wydatkach na produkty nierefundowane (leki Rx., pełnopłatne leki OTC itp.).

Gdzie jest praca dla Ukraińców w czasie drugiej fali pandemii

Wolne miejsca pracy czekają na Ukraińców w Polsce. Gdzie można znaleźć pracę w czasie drugiej fali pandemii.

Wolne miejsca pracy czekają na Ukraińców w Polsce również w czasie drugiej fali pandemii. Największe zapotrzebowanie na migrantów zarobkowych można zaobserwować obecnie w przemyśle spożywczym, branży logistycznej i zakładach elektronicznych.

Centrum Analityczne firmy zatrudnienia międzynarodowego Gremi Personal dokonało analizy branż, w których Ukraińcy mogą znaleźć zatrudnienie jesienią i zimą. Dane bazują na badaniach rynku pracy i oficjalnych statystykach.

Polska gospodarka przeżywa kryzys, ale nie jest on tak głęboki, jak podczas pierwszej fali koronawirusa. Według GUS w III kwartale PKB Polski spadło o 1,6% w porównaniu z analogicznym okresem w ubiegłym roku, notując jednocześnie wzrost o 7,7% w porównaniu z drugim kwartałem, czyli okresem narodowej kwarantanny. Generalnie Polska przechodzi kryzys lepiej niż Ukraina i inne kraje europejskie, gdzie średni spadek PKB wynosi 4,3%. Najlepiej radzą sobie podczas drugiej fali kryzysu przedsiębiorstwa produkcyjne.

Jesienią, w związku ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia, tradycyjnie przedsiębiorstwa spożywcze (rybne, mięsne, cukiernicze, producenci mrożonek) zwiększyły produkcję, a co za tym idzie, potrzebują więcej pracowników z Ukrainy. W branży logistycznej i magazynowej wzrost zapotrzebowania wynika ze wzrostu sprzedaży w ramach e-commerce i zamknięcia centrów handlowych. Na przełomie stycznia i lutego prognozowany jest sezonowy wzrost wielkości produkcji w przedsiębiorstwach motoryzacyjnych i zakładach elektronicznych, w których obecnie zatrudnionych jest wielu Ukraińców.

„Sytuację może zmienić pandemia. Już jednak widzimy, że przedsiębiorstwa produkcyjne znacznie lepiej radzą sobie z drugą falą koronawirusa niż pierwszą. Obecnie przedsiębiorstwa, w których zatrudnieni są Ukraińcy, funkcjonują stabilne. Także liczba wolnych miejsc pracy dla Ukraińców jest zbliżona do ubiegłorocznej, bez względu na fakt, że niektóre fabryki nieznacznie ograniczyły produkcję, obawiając się, że ich towary nie znajdą nabywców z uwagi na spadek konsumpcji. Zaskoczyło nas, że firmy stoczniowe, z którymi współpracujemy, również nie spowolniły swojej produkcji. Ich zamówienia na jachty planowane są z dwuletnim wyprzedzeniem”- powiedział Tomas Bogdevic, dyrektor generalny agencji zatrudnienia międzynarodowego Gremi Personal.

Zdaniem Bogdevica trudniej jest o pracę w gastronomii i hotelarstwie, a także w branży usługowej. Restauracje i kawiarnie w Polsce działają wyłącznie na wynos, więc potrzebują mniej pracowników. Hotele z kolei, są otwarte tylko dla osób podróżujących służbowo, a polski rząd nie planuje ich ponownego otwarcia dla wszystkich na ferie zimowe do 17 stycznia.

Co nas czeka w cyberbezpieczeństwie w 2021 roku? Przewidywania eksperta Sophos

W 2021 roku cyberprzestępcy będą wykorzystywać na coraz szerszą skalę powszechnie znane, wiarygodne narzędzia, co ułatwi im poruszanie się po sieci bez wykrycia. Zmieni się też argumentacja związana z żądaniem okupu przez atakujących – nie tylko będą szyfrowali dane, ale też wykradali wrażliwe informacje i grozili ich upublicznieniem. W cyberbezpieczeństwie znajdzie też zastosowanie podejście znane z epidemiologii – eksperci będą tworzyli modele statystyczne, aby szacować realną liczbę zainfekowanych urządzeń. 

Dodatkowe wyłudzenia i początkujący hakerzy

Coraz częściej cyberprzestępcy dzielą się między sobą narzędziami. Ich łatwa dostępność na czarnym rynku sprawia, że także w nadchodzącym roku stale będzie rosła aktywność początkujących hakerów. Będą oni wykorzystywali przede wszystkim oprogramowanie umożliwiające atakowanie dużej liczby niewielkich celów. Stale udoskonalane będą techniki i narzędzia, a gdy jedno zagrożenie zniknie, w jego miejsce szybko pojawiać się będzie kolejne. Zmieni się również argumentacja związana z żądaniem okupu – coraz częściej, pdanych, atakujący wykradają bowiem wrażliwe informacje i grożą ich publikacją, jeśli ich żądania nie zostaną spełnione.

Nowe wykorzystanie botnetów

W 2021 roku konieczne będzie przykładanie większej wagi do powszechnych zagrożeń, takich jak botnety (grupa urządzeń zainfekowanych złośliwym oprogramowaniem, których działanie może być zdalnie kontrolowane przez hakera). Celem takich ataków coraz częściej staje się nie tylko wykorzystywanie mocy obliczeniowej komputerów do kopania kryptowalut czy rozsyłanie spamu, ale też m.in. zbieranie wrażliwych danych, na przykład dotyczących geolokalizacji, które później są sprzedawane na czarnym rynku. Takie incydenty mogą wydawać się nieszkodliwe, jednak grożą otwarciem całego systemu na bardziej zaawansowane zagrożenia, takie jak ransomware.

Legalne narzędzia „kryjówką” przestępców

Duże wyzwanie dla cyberbezpieczeństwa w nadchodzącym roku stanowić będzie coraz częstsze stosowanie przez przestępców powszechnie znanych, wiarygodnych narzędzi i usług sieciowych o wysokiej reputacji. Umożliwia to im poruszanie się po sieci bez wykrycia aż do momentu uruchomienia złośliwego oprogramowania. Jednocześnie utrudnia analizę incydentów, gdyż takie działania nie są automatycznie oznaczane przez rozwiązania ochronne jako zagrożenie. W procesie reagowania na incydenty wzrośnie więc rola specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa. Ich wiedza i doświadczenie będą ułatwiały wyłapywanie anomalii sugerujących podejrzaną aktywność.

Rozwój „cyfrowej epidemiologii”

Jaki procent wszystkich urządzeń jest zainfekowanych niewykrytym złośliwym oprogramowaniem? To kwestia równie trudna do oszacowania, jak procent populacji zarażonej koronawirusem. Podejście znane z epidemiologii może jednak w 2021 roku znaleźć zastosowanie także w cyberbezpieczeństwie. Eksperci będą tworzyli modele statystyczne, aby szacować ogólną liczbę infekcji urządzeń. Pozwoli to skuteczniej oceniać ryzyko powodzenia ataków, ustalać priorytety oraz rozwijać rozwiązania ochronne.

Łukasz Formaskierownik zespołu inżynierów w firmie Sophos

Wyniki Allegro komentuje Grzegorz Rudno-Rudziński (Unity Group)

Allegro miało w trzecim kwartale 2020 roku 131,7 mln zł straty netto wobec 73,4 mln zł zysku rok wcześniej. Skorygowany zysk netto za trzeci kwartał tego roku, oczyszczony o zdarzenia jednorazowe (koszty związane z IPO i refinansowaniem zadłużenia), wyniósł 147,4 mln zł (+94,6 proc. rdr).

Przychody Allegro wzrosły w trzecim kwartale o 49,7 proc. do 928,7 mln zł. Wartość sprzedanych produktów (GMV) na platformie Grupy Allegro w trzecim kwartale 2020 r. wyniosła 8.253 mln zł (+48,7 proc. rdr).

Największy udział w łącznych przychodach miał segment marketplace, czyli prowizje i opłaty pobierane od sprzedających – przychody z tego tytułu wyniosły 771,5 mln zł (+50,2 proc.). Usługi reklamowe przyniosły grupie 78,3 mln zł przychodów (+62,7 proc. rdr), a porównywarka cenowa Ceneo.pl 37,4 mln zł (+17,6 proc. rdr).

– Znakomite wyniki Allegro to ewidentny rezultat wzrostu popularności e-zakupów. Przewidywaliśmy, podobnie jak Allegro, że pikiem sprzedaży w Internecie w tym roku będzie nie grudzień, a listopad – zamknięte galerie i zaplanowane promocje przyczyniły się do tego wzrostu. Na liczby obrazujące ostatni kwartał przyjdzie nam poczekać, ale odwołując się do zeszłorocznych danych był to dla wielu klientów czas, w którym zrealizowali ok. 25% obrotów rocznych w online – w tym roku będzie podobnie lub lepiej. Największa polska platforma sprzedażowa jest skupiona na B2C, ale wciąż integruje powiązane kanały i usługi. Nie dziwi zatem, że Allegro stanęło do walki o ostatnią milę kontaktu z klientem, co dziś  oznacza paczkomaty. W tej bitwie zmierzy się z gigantami: chińskim AliExpress, amerykańskim Amazonem oraz dzisiejszym liderem InPostem, który sam wchodząc na giełdę, może stać się przedmiotem przejęcia. Własna logistyka pozwala na niezależność, pełniejsze poznania własnego klienta i w przyszłości daje możliwości lepszego użycia sztucznej inteligencji do zrozumienia całości zachowań klienta i optymalizacji marży. Równolegle jednak obserwujemy coraz silniejsze firmy w segmencie B2B. Dla przykładu próba powtórzenia modelu biznesowego B2B przez MerXu pokazuje, że rynek e-commerce B2B doszedł do skali obrotów, w którym jest interesujący. W Unity Group także obserwujemy coraz większe inwestycje naszych klientów w ten obszar – mówi Grzegorz Rudno-Rudziński, Managing Partner, Unity Group.

Koszty eksploatacyjne w czasie pandemii

Pandemia Covid-19 wymusiła na niektórych najemcach i właścicielach budynków biurowych konieczność poszukania oszczędności. W centrum zainteresowania znalazły się m.in. koszty eksploatacyjne. Czy słusznie?

Obok czynszu koszty eksploatacyjne stanowią dla najemców znaczący element ponoszonych wydatków za wynajem powierzchni. Dzieje się tak z powodu ich stałego wzrostu, ale też ze względu na coraz większy udział w całości kosztów ponoszonych przez najemców. Często zdarza się, że decyzja o wynajmie biura lub lokalu usługowo-handlowego w danej nieruchomości uzależniona jest od wysokości opłaty eksploatacyjnej, ponieważ stawki czynszu kształtowane przez mechanizmy rynkowe popytu i podaży są względnie wyrównane.

„Od początku trwania pandemii widzimy bardzo duże zainteresowanie na rynku nieruchomości komercyjnych tematyką obniżenia kosztów eksploatacyjnych. Najlepszym potwierdzeniem tego są liczne zapytania, które dostajemy od najemców. Oczekują oni redukcji kosztów eksploatacyjnych ze względu na pracę zdalną. Wielu najemców uważa, że tzw. lockdown wpłynął na obniżenia kosztów utrzymania nieruchomości. Rzeczywistość jest niestety inna, bo żaden z budynków nie został całkowicie zamknięty, a co za tym idzie musiał być standardowo obsługiwany” – powiedziała Magdalena Oksańska, Head of Property Management Compliance w Knight Frank.

Niektórzy właściciele budynków biurowych musieli zwiększyć zakres i częstotliwość wykonywanej pracy przez serwisy sprzątające. Najczęściej dotykane powierzchnie, np. klamki, przyciski w windach czy barierki, dezynfekowane są znacznie częściej niż miało to miejsce przed wybuchem pandemii. Dodatkowo wzrosły ceny środków czystości, do których zaliczane są środki do dezynfekcji powierzchni. W razie wystąpienia potwierdzonego przypadku Covid-19 w nieruchomości profesjonalne firmy dezynfekują powierzchnię nieruchomości poprzez tzw. zamgławianie.

„Niestety rozczaruję większość najemców, ponieważ koszty eksploatacyjne w czasie pandemii nie ulegną znacznej obniżce. Wynika to z faktu, że biurowce cały czas w pełni funkcjonują, część najemców pracuje w biurze i nawet jeśli w ograniczonym zakresie, to niektóre instalacje pracują pełną parą.” – wyjaśnia Magdalena Oksańska.

Gdzie możemy szukać oszczędności?

„Koszty eksploatacyjne z pewnością będą różniły się pomiędzy obiektami. Wynika to z zależności w jakim stopniu najemcy wykorzystują swoje biura. Obserwujemy, że niektóre budynki biurowe od marca wykorzystywane są w 20%, a inne w większym, np. 80%. To właśnie ilość użytkowników będzie miała kluczowy wpływ na zużycie mediów (energii elektrycznej i wody). W kwietniu i maju faktycznie zauważyliśmy niższe zużycie wody, ale w jednych obiektach było to o mniej więcej 20%, a w niektórych aż o 50%. Należy wziąć pod uwagę, że z jednej strony jest mniej użytkowników w obiektach, ale z drugiej bardziej dbamy o higienę, a zatem zużywamy więcej wody w stosunku do tego co było przed pandemią. Pomimo znacznie wyższej ceny energii w 2020 roku w stosunku do roku poprzedniego koszt ostatecznie może być podobny ze względu na znacznie niższe zużycie” – dodaje Magdalena Oksańska.

W wybranych budynkach biurowych mogły ulec też zmniejszeniu koszty ochrony, pomimo minimalnego wzrostu wynagrodzenia i stawki godzinowej. Działo się to w sytuacji, gdy możliwe było zmniejszenie zespołu chroniącego, np. zewnętrznych obchodowych, czy też kontrolujących parking.

Niższe koszty w miesiącach, w których wielu najemców pracuje zdalnie będą dotyczyły także wywozu odpadów. W marcu, kwietniu i maju wiele samorządów umożliwiło skorygowanie deklaracji dotyczącej wywozu odpadów do wymaganego minimum, co pozwoliło ograniczyć koszty. Od września obowiązują nowe przepisy i odpady przekazywane są już bezpośrednio wybranym firmom a nie jak było wcześniej miastu, co pozwoliło na zoptymalizowanie tych kosztów” – komentuje Magdalena Oksańska.

Ciężko w chwili obecnej jest jednoznacznie prognozować o ile zmniejszą się koszty eksploatacyjne w czasie pandemii Covid-19. Jest to kwestia indywidualna i bardzo dużo zależy od tego w jakim stopniu najemcy wykorzystują swoje biura. Ważna jest kontrola kosztów, a dokładniej sprawdzenie, czy są rozliczane zgodnie z zapisami umowy najmu oraz po stawkach rynkowych.

Metodologia badania

Analizując koszty i opłaty eksploatacyjne eksperci Knight Frank dysponują zarówno danymi z nieruchomości zarządzanych, jak i z innych budynków biurowych z Warszawy i miast regionalnych, które są zbierane regularnie od 2011 roku.

Leczenie COVID-19 – spotkanie ekspertów i przegląd najskuteczniejszych terapii w oparciu o najnowsze publikacje naukowe

Prezes Agencji Badań Medycznych dr Radosław Sierpiński w porozumieniu z Ministrem Zdrowia dr Adamem Niedzielskim, w celu monitorowania obecnej sytuacji dotyczącej skuteczności leczenia COVID-19, zwołał kolejne spotkanie z krajowymi ekspertami, w ramach którego omówione zostały najnowsze wyniki badań oraz ich wpływ na dalsze leczenie chorych z COVID-19. W spotkaniu uczestniczyli: prof. Andrzej Horban – główny doradca premiera do spraw COVID-19, prof. Krzysztof Tomasiewicz –  kierownik Katedry i Kliniki Chorób Zakaźnych UM w Lublinie oraz prof. Robert Flisiak – Prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.

W ramach dyskusji prof. Krzysztof Tomasiewicz, odniósł się do badania zaprezentowane na łamach „New England Journal of Medicine„, które jak podkreślił wpisują się w nurt prac, które jednoznacznie nie rozstrzygają o skuteczności wykorzystania osocza ozdrowieńców w leczeniu chorych zakażonych wirusem SARS-CoV-2. Osocze, podawane w ramach badania dr Ventura Simononovich’a charakteryzowało się dużą rozbieżnością przeciwciał, co może mieć znaczący wpływ na wyniki końcowe. Ponadto, analiza statystyczna, oparta na tak małej grupie uczestników może prowadzić do niedoskonałych wniosków.

W podobnym tonie, najnowsze doniesienia skomentował prof. Robert Flisiak, dotychczas wszystkie publikacje dotyczące wykorzystania osocza ozdrowieńców w leczeniu chorych z COVID-19 nie dawały stu procentowego potwierdzenia, ale też nie zanegowały z całą pewnością skuteczności wykorzystywania tej terapii, w związku z czym publikacja argentyńskich badaczy nie dodaje merytorycznie nic nowego. Jednocześnie prof. Flisiak podkreśla istotę wspomagającego podania osocza u pacjentów we właściwym momencie terapii. Wyniki te potwierdzają wnioski z rejestru SARS-ter, prowadzonego przez Polskie Towarzystwo Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, które ma szansę uzyskać dofinansowanie Agencji Badań Medycznych i może stanowić krajowy rejestr terapii covidowych w Polsce.

Na ostateczne wyniki badań, które będą w stanie z całą pewnością potwierdzić skuteczność wykorzystania osocza ozdrowieńców w leczeniu COVID-19 lub jej brak będziemy musieli jeszcze poczekać – komentuje prof. Andrzej Horban.

Jak podsumowali zgodnie zebrani eksperci, leczenie remdesivirem i osoczem ozdrowieńców nadal wydają się metodami, które powinny być uwzględnione w standardzie leczenia COVID-19, przy jednoczesnej bieżącej weryfikacji badań w tym zakresie.

Mocna innowacyjna trzydziestka

Ponad 192 mln zł z Funduszy Europejskich pomoże zespołom polskich naukowców i przedsiębiorców w realizacji 30 nowatorskich projektów z różnych dziedzin. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju rozstrzygnęło siódmy konkurs „Projekty aplikacyjne”.

Pierwotnie budżet konkursu wynosił 100 mln zł. Jednak ze względu na wysoki poziom projektów konieczne okazało się niemal dwukrotne jego zwiększenie. Źródłem finansowania są środki z Funduszy Europejskich, z Programu Inteligentny Rozwój.

W konkursie „Projekty aplikacyjne”, podobnie jak we flagowej „Szybkiej Ścieżce” NCBR, nie ma ograniczeń tematycznych, poza wymogiem wpisywania się w co najmniej jedną Krajową Inteligentną Specjalizację.

W siódmej edycji wpłynęło aż 85 wniosków z bardzo wielu dziedzin. Do dofinansowania eksperci wybrali 30 projektów.

– Dalekosiężny cel naszej inicjatywy to znaczące zwiększenie skali wykorzystania nowych rozwiązań technologicznych koniecznych dla rozwoju polskich przedsiębiorstw – co zarazem pomoże poprawić ich konkurencyjność. Projekty wyłonione w konkursie pokazują, że ich autorzy, a więc naukowcy i przedsiębiorcy, nie tylko potrafią ze sobą skutecznie współpracować i doskonale znają najnowsze trendy w swoich obszarach, ale także chcą mieć swój konkretny udział w rynku. Dla ekspertów, którzy oceniali między innymi, czy zgłoszone pomysły mają ten potencjał wdrożeniowy i czy znajdą klientów, to zawsze ogromna satysfakcja, gdy w konkursie napływają wnioski na tak dobrym poziomie – mówi Przemysław Kurczewski, zastępca dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Od pomysłu do przemysłu

Najwyższą punktację w konkursie otrzymał projekt „Rozwój przedkliniczny przeciwciał monoklonalnych do diagnostyki i terapii psich nowotworów hematologicznych”, złożony przez konsorcjum w składzie: Instytut Immunologii i Terapii Doświadczalnej im. Ludwika Hirszfelda Polskiej Akademii Nauk, Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu oraz przedsiębiorstwo Vet Planet Sp. z o.o. W tym przypadku rekomendowana kwota dofinansowania to około 2,3 mln zł.

Eksperci wysoko ocenili również pomysł na samoobsługową myjnię bezdotykową z kompaktowym systemem odzyskiwania i oszczędzania wody i energii. Jej zaprojektowania podejmie się Politechnika Lubelska we współpracy z firmą Tixewash Polska Danuta Alchimowicz Spółka Jawna. Z kolei Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytut Ciężkiej Syntezy Organicznej „Blachownia” wraz z Orlen Oil Sp. z o.o. zamierza się skupić na polepszaniu właściwości eksploatacyjnych przemysłowych środków smarowych za pomocą nanododatków. Innowacyjną technologię wytwarzania nanokomponentów Re z odpadów pochodzących z recyklingu przygotują zaś Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytut Metali Nieżelaznych i Zakład Działalności Innowacyjnej „INNOVATOR” Sp. z o.o.

Na blisko 14 mln zł dofinansowania może liczyć projekt opracowania immunologicznych preparatów do profilaktyki i leczenia stanów zapalnych wymienia krów (mastitis), mających stanowić alternatywę dla konwencjonalnych chemioterapeutyków i antybiotyków. Do jego realizacji są gotowe przystąpić Zakład Badawczo-Wdrożeniowy Ośrodka Salmonella IMMUNOLAB Sp. z o.o. oraz Instytut Rozrodu Zwierząt i Badań Żywności Polskiej Akademii Nauk.

Najwyższa rekomendowana kwota dofinansowania – około 15,5 mln zł – dotyczy projektu, w wyniku którego ma powstać opatrunek wchłanialny „na bazie aktywnego tropokolagenu egzogennego ze skór rybich z dodatkiem zmodyfikowanych nanoproszków węgla”. Za tym przedsięwzięciem stoją Politechnika Łódzka, Sancoll sp. z o.o. i Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Wnioskodawcy będą się też przygotowywać m.in. do realizacji takich projektów, jak: „Eko-efektywny wielopaliwowy układ napędowy z ogniwem wodorowym w jednostce pływającej typu katamaran”, „Wykorzystanie środowiska wirtualnej rzeczywistości w systemie szkolenia pracowników handlingu w zakresie obsługi towarów przewożonych drogą powietrzną” czy „Opracowanie systemu szybkiego genotypowania próbek biologicznych dla celów kryminalistycznych – ForenSNP”.

Ponadto w efekcie prac B+R mają powstać czujniki do pomiarów ekstremalnych ciśnień, nowatorska technologia produkcji substratu i nawozów z krajowych surowców do produkcji sadzonek drzew leśnych oraz inteligentny i bezobsługowy system stabilizacji pracy dystrybucyjnych sieci elektroenergetycznych w oparciu o modułowe instalacje wodorowego bufora energetycznego z perspektywą użytkowego wykorzystania wodoru. Praktyczne zastosowanie ma szansę znaleźć także system monitoringu i analizy zdarzeń pozwalający na podniesienie bezpieczeństwa na przejazdach kolejowych kategorii D, a przy tym identyfikujący przestrzeganie obowiązujących przepisów ruchu drogowego.

Silny impuls rozwojowy

Program „Projekty aplikacyjne” cieszy się niezmiennie dużym zainteresowaniem innowatorów. W dotychczas zrealizowanych sześciu konkursach dofinansowanie uzyskało około 140 projektów.

W siódmym konkursie wnioski mogły zgłaszać wyłącznie konsorcja naukowo-przemysłowe składające się maksymalnie z pięciu podmiotów, w tym co najmniej jednego przedsiębiorstwa i co najmniej jednej jednostki naukowej. Liderem takiego konsorcjum może być jednostka naukowa albo przedsiębiorstwo. Projekty muszą być realizowane poza województwem mazowieckim (kategoria regionów słabiej rozwiniętych). Powinny obejmować realizację zarówno badań przemysłowych, jak i eksperymentalnych prac rozwojowych lub wyłącznie tych ostatnich. Elementem projektu mogą być również prace przedwdrożeniowe.

– Nabór wniosków w konkursie prowadziliśmy w lipcu br. Po raz kolejny okazuje się, że nawet epidemia COVID-19 nie jest w stanie wyhamować innowacji, i to w różnych dziedzinach, począwszy od medycyny i biotechnologii, poprzez chemię, ochronę środowiska i energetykę odnawialną, aż po sztuczną inteligencję czy nowoczesne technologie materiałowe. Innowacje pokonują wszelkie bariery. Ich twórcy, polscy przedsiębiorcy i naukowcy, potrafią zawalczyć o sukces swoich przedsięwzięć, a my nadal jesteśmy gotowi im w tym pomagać – deklaruje Przemysław Kurczewski, zastępca dyrektora NCBR.

Banki centralne podbijają ceny mieszkań

Obecny kryzys jest dziwny, nie wywołał spadku cen nieruchomości na spodziewaną skalę. Bardzo chętnie kupujemy mieszkania, dzieje się tak zarówno w Polsce jak i w USA.

Rynek nieruchomości w USA jest najmocniejszy od lat, ceny wzrosły o 6 proc. r/r. I jest to już ósmy rok wzrostu cen.

W III kw. ceny mieszkań w Polsce wzrosły o 9,0 proc. na rynku pierwotnym i 9,1 proc. na rynku wtórnym rok do roku. W październiku wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych była wyższa o 3,4 proc. r/r. Nadal bardzo chętnie kupujemy mieszkania.

Podejmujemy takie decyzje, pomimo tego, że większość z nas ma awersję do ryzyka, co wynika ekonomii behawioralnej. Jeśli nie musimy podejmować ryzyka, to go nie podejmujemy. Jednak jednocześnie jeszcze bardziej nie lubimy ponosić strat.

– Obecna sytuacja rozmija się z obowiązującą przez wiele lat teorią efektywnych rynków finansowych, która zakłada, że jesteśmy do cna racjonalni i doskonale poinformowani o tym jak zmieniają się ceny – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Nasze obecne zachowania związane są z ucieczką od gotówki i depozytów bankowych.

Awersja do straty powoduje, że zachowujemy się impulsywnie, nie wyliczamy jaka będzie stopa zwrotu z inwestowanie w mieszkania.

Nasze zachowania zmieniłyby się, gdyby banki centralne zaczęły podnosić oprocentowanie kredytów, odchodząc od zerowych stóp procentowych. Jednak na to się nie zanosi w najbliższym, przewidywalnym czasie.

– Polityka banków centralnych jest destrukcyjna ponieważ prowadzi do złej alokacji kapitału, dotyczy to rynku nieruchomości i akcji kupowanych na giełdzie – komentuje ekspert XTB. – Ta polityka pogłębia także nierówności społeczne, bo ze względu na rosnące ceny mieszkań wyższa jest bariera wejścia na rynek nieruchomości dla tych, którzy dopiero muszą zarobić pieniądze na kupno mieszkania.

Przyszłość w naszych rękach, czyli relacja z konferencji Sustainable Economy Summit

24 listopada odbyła się VI edycja konferencji „Sustainable Economy Summit”, podczas której dyskutowano o zrównoważonym rozwoju oraz związanej z nim odpowiedzialności społecznej i środowiskowej. Tegoroczna edycja konferencji organizowanej przez Executive Club przybrała wyjątkową formę – wydarzenie odbyło się online, a transmisja na żywo była prowadzona na kanale YouTube. Program szóstej edycji konferencji obejmował dwa panele dyskusyjne, wystąpienia gości specjalnych, oraz wywiady z czołowymi postaciami polskiego biznesu. Konferencja zakończyła się ogłoszeniem nominacji do nagród w konkursie „Sustainable Economy Awards”.

Konferencja Sustainable Economy Summit (1) Konferencja Sustainable Economy Summit (3)

Część merytoryczna spotkania rozpoczęła się wystąpieniem Gościa Specjalnego – Profesora Witolda Orłowskiego, wybitnego ekonomisty, nauczyciela akademickiego i publicysty. Tematem prezentacji były globalne wyzwania dla współczesnej ekonomii. Profesor podkreślił niezwykle duży wpływ zmian technologicznych oraz klimatycznych na gospodarkę, a także zwrócił uwagę na zmiany, które zachodzą w społeczeństwie. Przeciętna długość życia człowieka stale się wydłuża i pojawia się problem obowiązku pracy osób starszych. Ludzie zmieniają się także jako pracownicy, tracąc entuzjazm i przenosząc swoje życie w świat wirtualny. Mówca poruszył także temat napięć wynikających z układu sił gospodarczych na świecie.

Wyzwania ludzkości w związku z kryzysem klimatycznym omówił szczegółowo Kamil Wyszkowski – Przedstawiciel i Prezes Rady Global Compact Network Poland – Inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ. W swojej prezentacji zawarł analizę obecnej sytuacji oraz ostrzegł przed następstwami działań człowieka, które bezpośrednio wpływają na zmiany klimatu. Kamil Wyszkowski, nawołując do reakcji, nadmienił, że jeśli nie podejmiemy odpowiednich działań, do 2300 roku możliwe jest wystąpienie konieczności wycofania się gatunków stałocieplnych na północną cześć planety.

Po wystąpieniach przyszedł czas na pierwszy panel dyskusyjny pod hasłem „Zmiany klimatyczne a biznes”. Moderatorem panelu był Profesor Bolesław Rok z Katedry Przedsiębiorczości i Etyki w Biznesie Akademii Leona Koźmińskiego. Do rozmowy na temat wpływu decyzji biznesowych na klimat zostali zaproszeni: Wojciech Hann – Prezes Zarządu Banku Ochrony Środowiska SA, Maciej Korbasiewicz – Prezes Zarządu BOLIX, Marek Łuczak – Prezes Zarządu Syngenta Polska, Marcin Ujejski – Prezes Zarządu  Blue Timber oraz Katarzyna Zawodna-Bijoch – Prezes Zarządu Skanska CDE. Głównym tematem dyskusji były strategie przyjęte przez przedsiębiorstwa na rzecz zrównoważonego rozwoju. Goście wymienili m.in. redukcję śladu węglowego, czystą produkcję,  przywracanie bogactwa gatunków roślinnych oraz finansowanie tzw. „zielonych inwestycji” jako swoje misje. To ogromne wyzwania dla biznesu i instytucji finansowych. Paneliści jednogłośnie wskazali wzrost świadomości ludzi pod względem ekologii i zrównoważonego rozwoju. Strategie przyjazne klimatowi to podstawa zarówno poprawy jakości środowiska jak i zdrowia człowieka.

Kolejnym punktem konferencji był wywiad przeprowadzony przez Profesora Bolesława Roka z Rafałem Rudzińskim – Prezesem Zarządu, Robert Bosch. Rozmowa dotyczyła reakcji firmy na zachodzące zmiany klimatyczne oraz motywacji całego świata do działań na rzecz zrównoważonego rozwoju. Ponownie podkreślono wagę redukcji emisji dwutlenku węgla, zaznaczono również kwestie dotyczące poprawy efektywności energetycznej, zakupu energii zielonej certyfikowanej oraz mechanizmów kompensacyjnych. „Wiele firm zaczęło od siebie i to jest bardzo dobry znak czasów” – mówił Prezes Rudziński.

Drugi panel dyskusyjny pt. „Gospodarka cyrkularna” poprowadził Profesor dr hab. Piotr Wachowiak – Rektor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, a rozmówcami byli: Robert Daniluk – Dyrektor ds. Jakości, Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju, Lyreco, Iwona Jacaszek-Pruś – Dyrektor ds. korporacyjnych w Kompanii Piwowarskiej, Marek Jagieła – Dyrektor Działu Sprzedaży Chemii Przemysłowej i Działu Rozwoju Rynku, BASF Polska, Tomasz Kuklo – Członek Zarządu, Dyrektor Zakładu Produkcji opon Agro i członek Zespołu Dyrekcyjnego Fabryki, Michelin Polska, Artur Pollak – Prezes Zarządu APA Group. Podczas debaty poruszono kwestie odpowiedzialnej produkcji i świadomej konsumpcji z myślą o planecie. Jednym z najważniejszych zagadnień panelu była optymalizacja zużycia zasobów dzięki gospodarce obiegu zamkniętego. Przystosowania do współczesnych wymagań takie jak ekoinnowacje, nadawanie drugiego życia produktom czy wspomniana optymalizacja zużycia zasobów naturalnych, to jedne z wielu kluczy do osiągnięcia celów zrównoważonego rozwoju. Prezes Tomasz Kuklo podkreślił złożoność podejmowanych strategii oraz wymienił gospodarkę cyrkularną i neutralność węglową jako dwa szczególnie istotne elementy działalności ku zielonej planecie. Prezes Kuklo dodał także, że „Michelin jako promotor zawsze stara się w jakiś sposób okazać wpływ produktu na środowisko”. Wzrastająca świadomość społeczeństwa i podejmowane działania przez wiodące przedsiębiorstwa międzynarodowe dostarczają nadziei i inspirują do walki o przyszłość planety.

Po drugim panelu dyskusyjnym odbył się wywiad Profesora Bolesława Roka z Dorotą Hryniewiecką-Firlej – Prezes Zarządu, Pfizer Polska oraz Kamilem Wyszkowskim – Przedstawicielem i Prezesem Rady Global Compact Network Poland – Inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ. Rozmowa dotyczyła praw człowieka w biznesie jako fundamentu przedsiębiorstwa. Pani  Prezes podkreśliła wagę wspólnoty wartości w firmie oraz wskazała szacunek jako podstawę tej wspólnoty. Wspomniała również o występującej dyskryminacji między pracownikami i pracodawcami. Pani Prezes Dorota Hryniewiecka-Firlej odniosła się również do problemu przemocy w miejscu pracy: „wielkimi krokami idą pewne regulacje prawne, unijne, które już są bardzo dojrzałe i będą w sposób systemowy, globalny, brały w ochronę pracownika, znacznie bardziej niż do tej pory to miało miejsce”, nawołując przy tym do zapoznania się z nimi, kiedy tylko wejdą w życie. Padły także pytania o zagrożenie praw człowieka w obliczu pandemii.  Kamil Wyszkowski wskazał możliwość ingerencji pracodawców w czas wolny pracowników, ale jednocześnie podkreślił, że wraz z formą pracy zdalnej, wzrasta zaufanie względem pracownika. Należy zastanowić się jak prawa człowieka będą wyglądać w przyszłości, w kolejnych pokoleniach oraz zadbać o kompetencje społeczne, takie jak empatia, które odgrywają dzisiaj kluczową rolę.

 

Po części merytorycznej, pełnej inspirującej wiedzy, przyszedł czas na ogłoszenie nominacji w konkursie „Sustainable Economy Awards”. Dzięki pracom Kapituły Konkursowej w dziewięciu kategoriach zostali wyłonieni finaliści,  wyróżniający się swoimi działaniami na rzecz zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialnego biznesu.

Nominowani:

  1. LIDER ZRÓWNOWAŻONEJ PRODUKCJI
·        Goodvalley Polska
·        NOWY STYL
·        Press Glass
·        Unilever Polska
  1. LIDER ZRÓWNOWAŻONEGO BUDOWNICTWA
  • 7R
  • Budimex
  • Lafarge w Polsce
  • Spółka biurowa Skanska w CEE
  1. LIDER EKOLOGII W ENERGETYCE
·        Columbus Energy
·        ENEA
·        Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo
·        Schneider Electric Polska

 LIDER TECHNOLOGII DLA ZRÓWNOWAŻONEGO ROZWOJU

·        BASF Polska
·        Robert Bosch
·        Mondelez Polska
·        Samsung Polska
  1. LIDER DORADZTWA DLA ZRÓWNOWAŻONEGO ROZWOJU
·        Ayming Polska
·        Baker McKenzie
·        CMS Polska
·        EY
  1. LIDER ZRÓWNOWAŻONEGO FINANSOWANIA
·        Bank Gospodarstwa Krajowego
·        Bank Millenium
·        Bank Ochrony Środowiska
·        BNP Paribas Bank Polska
  1. LIDER ETYKI W BIZNESIE
·        Sopockie Towarzystwo Ubezpieczeń ERGO Hestia
·        Kompania Piwowarska
·        Nordkalk
·        Sokołów
  1. LIDER SPOLECZNEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI
·        Bolix
·        Ciech
·        Jeronimo Martins
·        Orange Polska
  1. WIZJONER ODPOWIEDZIALNEGO BIZNESU
  • Markus Baltzer – Prezes Zarządu, Bayer
  • Dorota Hryniewiecka-Firlej – Prezes Zarządu, Pfizer Polska
  • Piotr Mirosław – Prezes Zarządu, Lyreco Polska
  • Beata Pawłowska – Dyrektor Zarządzająca na Europę Centralną, Oriflame Poland

Jak pandemia zmienia postrzeganie przedsiębiorczości przez Polaków

Jak pandemia zmienia postrzeganie przedsiębiorczości przez Polaków – Globalny Raport Przedsiębiorczości Amway 2019-2020.

Jak pandemia wpłynęła na postrzeganie przedsiębiorczości przez Polaków? Czy wciąż chcemy otwierać własne firmy? Jaką rolę pełnią dziś dla przedsiębiorców social media? Odpowiedzi na te pytania dostarcza Globalny Raport Przedsiębiorczości Amway 2019-2020, oparty na badaniach opinii publicznej przeprowadzonych przed pandemią i w jej trakcie.

Czym jest AGER?

Raport AGER (Amway Global Entrepreneurship Report) jest międzynarodowym projektem badającym postrzeganie przedsiębiorczości w społeczeństwie. Najnowsza, IX edycja pokazuje, jak zmieniło się postrzeganie kwestii posiadania i prowadzenia własnej firmy w kontekście społecznym, gospodarczym i zawodowym w rzeczywistości  determinowanej trwającą pandemią COVID-19. W ramach badania Ipsos Global Omnibus przeprowadzonego w 12 europejskich krajach, przebadano ponad 12 tys. respondentów, w Polsce badanie przeprowadzono na reprezentatywnej grupie ponad 1000 osób.

W raporcie zaprezentowano wyniki ankiet badających nastroje i postawy biznesowe przed pandemią (rok 2019 – ankietowani udzielili wtedy odpowiedzi na pięć pytań) oraz w trakcie jej trwania (w 2020 roku poproszono ich o ponowne udzielenie odpowiedzi na dwa pytania), co pozwoliło stworzyć unikatowy obraz dynamicznie zmieniających się preferencji w społeczeństwie. Raport pokazuje także, jak ludzie odkrywają i wykorzystują nowe możliwości w prowadzeniu biznesu (związane głównie z mediami społecznościowymi), dostosowując się do dynamicznych i niepewnych realiów rynku.

Czy Polacy chcą być przedsiębiorcami i jakie formy przedsiębiorczości preferują?

Z badań przeprowadzonych w ramach Raportu AGER 2019-2020 wynika, że chociaż pandemia znacząco zmieniła postrzeganie przedsiębiorczości przez Polaków, to wciąż jednak duża część społeczeństwa deklaruje zainteresowanie posiadaniem własnej firmy teraz lub w przyszłości.

Znacząco rośnie poczucie niepewności i nieoznaczoność rzeczywistości, w której rosnącego ryzyka nie daje się skalkulować w przewidywalny sposób – zauważa dr Anna Czarczyńska z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego –  Tym nie mniej aż 46% z nas już działa albo myśli o własnym biznesie w przyszłości, czyli niewiele poniżej średniej dla Europy, gdzie własna działalność jest atrakcyjna dla 51% badanych.  

W ogólnej grupie respondentów wzrasta zainteresowanie tradycyjną działalnością gospodarczą (z 50% przed pandemią do 55% w jej trakcie) oraz działalnością e-commerce (z 54% do 60%).

Wyobrażenia o wymarzonym biznesie przesuwają się jednak z niepewnych freelancerskich form pracy (spadek z 44 do 35%), w stronę modelu tradycyjnego bądź też w stronę e-commerce (wzrost odpowiednio o 5 i 6 punktów procentowych). Podobnie w Europie obserwujemy silnie spadkową tendencję postrzegania atrakcyjności pracy bez etatu bazującej na projektach na zlecenie, czy też modelu franczyzy –  komentuje dr Anna Czarczyńska.

Warto podkreślić, że w grupie poniżej 35. roku życia zainteresowanie działalnością freelancerską spadło aż o 20%: z 63% przed covid do 43% w trakcie pandemii, a wzrosło takimi formami jak: tradycyjna działalność gospodarcza (z 58% przed covid do 68% w trakcie), e-commerce (z 66% do 73%) oraz tzw. Sharing economy (z 33% do 46%).

Interesująco wygląda także zmiana zainteresowania własną działalnością influencerską w podziale na płeć. Wśród mężczyzn chęć bycia influencerem wzrosła o 10% (z 28% przed pandemią do 38% w jej trakcie), a u kobiet natomiast zmalała o 9% (z 49% przed pandemią do 40% w jej trakcie).

Korzyści i bariery

Respondenci wciąż jako trzy główne korzyści z prowadzenia własnego biznesu wskazują: możliwość uzyskania dodatkowych przychodów (wzrost: 68% w trakcie pandemii vs. 64% przed pandemią), możliwość bycia własnym szefem (spadek: 63% w trakcie pandemii vs. 67% przed pandemią) oraz realizację własnej pasji (spadek z 65% przed pandemią vs. 63% w trakcie pandemii).

Jako największe bariery w rozpoczęciu własnej działalności gospodarczej ankietowani wskazują obawę przed niepowodzeniem i pozyskaniem kapitału na prowadzenie biznesu.

Przyspieszona cyfryzacja

Jeden z głównych tematów Raportu AGER 2019-2020 stanowi postrzeganie mediów społecznościowych w rozwoju własnej działalności gospodarczej.

Decyzje administracyjne związane z pandemią, ograniczające działalność gospodarczą, spowodowały wzrost znaczenia wykorzystywania mediów społecznościowych do nawiązywania kontaktów
i budowania relacji z potencjalnymi klientami –
komentuje dr Anna Czarczyńska. – Ten kanał jako najważniejszy wskazuje aż 57% respondentów w Europie i 44% w Polsce – wydaje się, że cyfrowa rewolucja w Polsce dopiero się rozkręca i że ciągle jeszcze niedowierzamy nowym kanałom promocji biznesu.

37% ogółu ankietowanych Polaków uważa media społecznościowe za najlepszy sposób zwiększenia liczby klientów i sprzedaż produktów, a 33% – że są one najlepszym kanałem na promocję własnego biznesu. Jednocześnie 33% sądzi, że nie ma wystarczająco dużej sieci, aby promować swoją firmę,
a 30% – że nie ma wystarczających umiejętności w tym zakresie.

Jednak, jak zauważa dr Anna Czarczyńska z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego: Nowe pokolenie zdigitalizowanych przedsiębiorców bardzo dobrze odnajduje się w nowej rzeczywistości podobnie w Europie, jak i w Polsce, uznając, że ma wystarczające umiejętności do prowadzenia własnej działalności – im wyższe wykształcenie tym większe zaufanie do własnych kompetencji. Badana grupa poniżej 35. roku życia ma zdecydowanie większą skłonność do zaryzykowania pracy na własny rachunek (62% vs 38% w wieku powyżej 35. roku życia), opierając swój model biznesowy właśnie na zarządzaniu siecią kontaktów społecznościowych.

Dr Anna Czarczyńska podkreśla rolę i inne nastawienie młodego pokolenia do prowadzenia biznesu
w sieci:

Wśród młodego pokolenia nie ma istotnych różnic, jeśli chodzi o potencjał przedsiębiorczości w sieci ze względu na kraj, płeć czy sektor. Niezależnie od bieżących wyzwań gospodarczych, myśląc o własnej firmie szukamy niezmiennie możliwości zwiększania dochodów własnych, ale też realizowania swoich pasji zawodowych i większego poczucia niezależności. Rosnąca popularność pracy zdalnej i praca postrzegana w kategoriach samorealizacji bazująca na Internecie ludzi, czyli zarządzaniu siecią kontaktów, dla pokolenia 35- jest już oczywistością. Badania pokazują, że to właśnie nowe pokolenie jest odpowiedzią na współczesne wyzwania.

Prezentacja Raportu AGER 20219-2020 w Polsce odbyła się 25. listopada 2020 roku. Z tej okazji przygotowaliśmy  także webinar z udziałem dr Anny Czarczyńskiej z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego, Marcina Kłódkiewicza, Marketing & PR Managera Amway  Polski i krajów Bałtyckich oraz dziennikarza ekonomicznego Ernesta Bodziucha. Podczas spotkania online zaprezentowane i omówione zostały zmiany w postrzeganiu przedsiębiorczości, jakie zaszły w społeczeństwie na skutek trwającej pandemii. Zapraszamy do obejrzenia webinaru:

Badanie Ericsson: Ponad połowa Polaków chce szybkiego dostępu do 5G

52% Polaków chciałoby zacząć korzystać z sieci 5G u swojego operatora
w ciągu roku od jej uruchomienia – wynika z badania „5G Made in Poland” zrealizowanego przez SW Research na zlecenie firmy Ericsson*. Z kolei co szósta osoba oczekuje dostępu do sieci 5G maksymalnie w ciągu miesiąca od momentu uruchomienia usługi. Sukces sieci 5G na rynku konsumenckim będzie miał kluczowe znaczenie dla operatorów, a dodatkowe możliwości
i wyzwania będą związane z wykorzystaniem łączności 5G w przemyśle
i biznesie.

– „Wyniki naszego ogólnopolskiego badania jednoznacznie pokazują,
że konsumenci z dużymi oczekiwaniami podchodzą do wprowadzenia łączności 5G. W Polsce technologia 5G jest już dostępna, ale konieczne jest przydzielenie odpowiednich pasm i częstotliwości” – mówi Marcin Sugak, ekspert firmy Ericsson.Badanie Ericsson Ponad połowa Polaków chce szybkiego dostępu do 5G

Według badania „5G Made in Poland”, najważniejszym czynnikiem
dla konsumentów przy wprowadzeniu sieci piątej generacji jest zwiększona przepustowość łącza, czyli szybszy internet – deklaruje to 28% badanych Polaków. W nieznacznie mniejszym stopniu, istotne dla respondentów okazuje się również bezpieczeństwo danych (19%) oraz lepszy zasięg łączności mobilnej (16%).

– „Polacy coraz świadomiej podchodzą do nowych technologii, ich zalet ale i niebezpieczeństw. Stąd tak duży odsetek osób, dla których ważnym czynnikiem jest bezpieczeństwo danych. Dodatkowo, większość konsumentów wie, że cyberbezpieczeństwo w sieci 5G jest elementem priorytetowym” – tłumaczy Marcin Sugak. Prawie jedna czwarta respondentów badania oczekuje, że połączenie 5G będzie zdecydowanie bezpieczniejszym
niż 4G we wszystkich obszarach eksploatacji. Kolejnych 21% stwierdza, że 5G będzie bezpieczniejsze w wybranych obszarach.

Znaczenie rynku konsumenckiego dla operatorów

Znaczenie rynku konsumenckiego w rozwoju sieci 5G na świecie podkreśla również najnowszy globalny raport Ericsson ConsumerLab**. W raporcie zaznaczono, że usługi konsumenckie obejmujące telefonię komórkową, stacjonarną, szerokopasmową, telewizję i wideo już w 2019 r. stanowiły średnio 56% przychodów operatorów na świecie. Na pozostałą część składają się usługi dla biznesu. Największy udział w zyskach operatorów miały usługi mobilne, a w mniejszym stopniu usługi stacjonarnego dostępu szerokopasmowego, telewizji i wideo. 79% przychodów z usług mobilnych stanowią te dedykowane dla konsumentów.

– Szacujemy, że do 2024 r. udział ten wzrośnie do 81%. Na całym świecie obserwujemy, że operatorzy kładą duży nacisk na poszukiwanie nowych źródeł przychodów, które wykorzystują zaawansowaną charakterystykę sieci 5G” – mówi Marcin Sugak, ekspert firmy Ericsson. Według Ericsson ConsumerLab operatorzy usług komunikacyjnych mogą wygenerować do 2030 r. łączny przychód w wysokości do 131 mld USD z samych tylko dodatkowych usług cyfrowych. Około 40% tych prognoz przychodów przypisuje się wydatkom konsumentów na usługi wideo, rzeczywistość rozszerzoną (AR), wirtualną (VR) i gry w chmurze za pośrednictwem sieci 5G.

Polska u progu 5G

Sprzęt firmy Ericsson jest gotowy do pracy w sieci 5G już od 2015 roku. Jest to możliwe dzięki aktualizacji do 5G za pomocą zdalnej instalacji oprogramowania. Do tej pory do operatorów na całym świecie wysłanych zostało ponad 5 milionów anten 5G. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G.

Ericsson jest pionierem i aktywnym promotorem rozwiązań 5G w Polsce – wdrożył pierwszą komercyjną sieć 5G w Polsce z firmą Polkomtel, 5G w sieci Play, sieć testową w Warszawie z Orange oraz kampus 5G na Politechnice Łódzkiej. Ericsson współpracuje z operatorami, ośrodkami badawczo-rozwojowymi, środowiskiem akademickim oraz ze start-upami
i przemysłem.

Ericsson posiada obecnie ponad 117 komercyjnych umów 5G, z których
70 to aktywne sieci działające w ponad 30 krajach. Ericsson jest również liderem w standaryzacji 5G, z większością udziałów dla 4G i 5G. Biorąc pod uwagę deklaracje zgłoszone do Europejskiego Instytutu Norm Telekomunikacyjnych (ETSI), stosując filtr niezbędności, Ericsson jest na szczycie wyścigu patentowego 5G. Według analizy firmy prawnej Bird & Bird, Ericsson posiada największą liczbę znaczących patentów
SEP (standard-essential patent) związanych z 5G na świecie (15,8%).

*Badanie przeprowadzone w październiku 2020 roku przez SW Research na zlecenie Ericsson na reprezentatywnej grupie Polaków powyżej 16. roku życia. Przeprowadzono 806 ankiet, a reprezentatywność była kontrolowana pod względem podstawowych zmiennych demograficznych: płci, wieku oraz wielkości miejscowości zamieszkania.

**Badanie Ericsson ConsumerLab dostępne jest pod adresem:

https://www.ericsson.com/4ac9d8/assets/local/reports-papers/consumerlab/reports/2020/harnessing-the-5g-consumer-potential.pdf

Rekomendacje inwestycyjne dla rynku nieruchomości na 2021 rok

  • Według badania przeprowadzonego przez Savills IM, 70% inwestorów przewiduje, że inwestycje
    w nieruchomości utrzymają się na obecnym poziomie lub wzrosną w ciągu kolejnych 12 miesięcy.
  • Według Savills IM sektory atrakcyjne w długim terminie pod względem inwestycyjnym to: sektor magazynowy, supermarkety i parki handlowe z przewagą operatora spożywczego oraz najlepsze biura klasy A, zlokalizowane w centralnych dzielnicach biznesowych (CBD).
  • Na znaczeniu zyskuje także sektor inwestycji alternatywnych. Jest on coraz bardziej popularny wśród inwestorów, którzy chcą uwzględnić element wartości dodanej w swoich portfelach.

Savills Investment Management (Savills IM), międzynarodowy menedżer inwestycyjny rynku nieruchomości prognozuje, że biura w centralnych dzielnicach biznesowych miast (CBD), supermarkety i parki handlowe z rozbudowaną ofertą gastronomiczną oraz centra logistyczne w kluczowych lokalizacjach w Europie będą najbardziej atrakcyjnymi klasami aktywów w 2021 roku. Zdaniem Savills IM, popularność tych aktywów będzie rosła wraz ze stopniowym powrotem zaufania inwestorów po kryzysie wywołanym przez COVID-19.

Chociaż w przyszłym roku zatrzymanie pandemii pozostanie tematem numer jeden, rok 2021 będzie obfitował w inne wyzwania. W pełni doświadczymy skutków opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię. Widoczne będą ryzyka związane ze zmianami klimatycznymi, rosnącymi nierównościami
i utrzymującymi się napięciami geopolitycznymi, co może stanowić zagrożenie dla globalnej stabilności. Dlatego uwzględnianie negatywnego wpływu tych zjawisk na istniejące portfele oraz nowe inwestycje zyskuje na znaczeniu. Częściowo wiąże się to z wykorzystaniem trendów strukturalnych, które wyraźnie przyspieszyły wskutek COVID-19.

Savills IM w raporcie Outlook 2021:Budowanie odporności globalnych portfeli nieruchomości”, nie przewiduje dalszego pogorszenia sytuacji w sektorze biurowym, mimo zwiększenia się skali pracy elastycznej na skutek pandemii. Dobrze skomunikowane biura zlokalizowane w centralnych obszarach biznesu pozostaną ważne. Z kolei aktywa handlowe w segmencie spożywczym wykazują odporność na negatywne skutki pandemii, co jest impulsem do ich zakupu przez inwestorów typu core i core-plus. W raporcie podkreślono, że sektor logistyczny, który jest wyraźnym wygranym czasu pandemii ze względu na wzrosty udziału sprzedaży online, nadal będzie wspierany solidnymi czynnikami fundamentalnymi i pozytywnymi zmianami strukturalnymi. Przy niskiej rentowności tradycyjnych klas nieruchomości – biurowych, przemysłowych i handlowych – inwestorzy poszukują  alternatywnych segmentów, takich jak: prywatne akademiki i domy dla studentów, mieszkania na wynajem czy domy senioralne.

Z najnowszych badań1 ujętych w raporcie wynika, że 59% inwestorów na całym świecie spodziewa się ożywienia na rynkach nieruchomości w Europie w 2021 r., a nieco ponad połowa (52%) przewiduje, że rozpocznie się ono pomiędzy II a IV kwartałem przyszłego roku. Ponad 45% inwestorów wskazuje, że inwestycje w nieruchomości wzrosną w ciągu najbliższych 12 miesięcy, a 25% uważa, że poziom inwestycji nie ulegnie zmianie.

Andreas Trumpp, Head of Research, Europe, w Savills IM, skomentował:

Przeprowadzone przez nas badania pokazują, że inwestorzy są pewni 2021 roku, a niedawne pozytywne doniesienia dotyczące dostępności szczepionki mogą dodatkowo przyspieszyć ożywienie gospodarcze, poprawić nastroje i pomóc w ponownym przepływie inwestycji transgranicznych.

Pandemia spowodowała szereg zakłóceń w gospodarce i na rynkach nieruchomości komercyjnych. Niemniej jednak, szukając nowych możliwości, inwestorzy powinni uwzględniać trendy strukturalne, które przyspieszyły wskutek COVID-19.”

Polska

Średnio- i długoterminowe prognozy dotyczące polskiego rynku nieruchomości komercyjnych są pozytywne, ponieważ podstawowe czynniki decydujące o sukcesie gospodarczym kraju pozostają niezmienione. Ponadprzeciętne wydatki na infrastrukturę, bezpośrednie inwestycje zagraniczne, popyt na produkty krajowe oraz konkurencyjność gospodarki nadal decydują o atrakcyjności polskiego rynku nieruchomości.

Polska pozostaje jednym z najbardziej pożądanych rynków magazynowych w Europie. Pomimo pandemii, jego wysoka płynność i popularność wśród kapitału napędza wolumen transakcji i utrzymuje lub w pewnych przypadkach powoduje wzrost cen obiektów magazynowych. Z uwagi na stabilny popyt ze strony najemców ryzyko po stronie podaży jest umiarkowane. Inwestorzy na polskim rynku coraz częściej wchodzą w partnerstwa strategiczne z deweloperami w celu długoterminowego zabezpieczenia dostępu do aktywów. Savills IM przewiduje, że w kolejnych miesiącach trend ten się utrzyma, a dodatkowo dzięki rozwojowi infrastruktury i połączeń komunikacyjnych na znaczeniu zyskają rynki w północnej, zachodniej i wschodniej części Polski. Savills IM spodziewa się też postępującej specjalizacji inwestorów w ramach dedykowanych strategii logistycznych.

Z kolei rynek biurowy, podobnie jak w innych krajach, boryka się z wyzwaniami wywołanymi pandemią. Spodziewany spadek popytu na powierzchnię biurową, niechęć najemców do podejmowania długoterminowych zobowiązań umownych w warunkach niepewności dotyczącej przyszłego modelu pracy, wpływ pandemii na stabilność czynszów, konkurencja ze strony podnajmów, czy rosnące pakiety zachęt w krótkim terminie wpłyną na poziomy zwrotów z tej klasy aktywów. Natomiast czynniki fundamentalne, w tym koszty pracy, pozostają w Polsce atrakcyjne w porównaniu z rynkami w Europie Zachodniej, co przekłada się na dobre perspektywy sektora biurowego w długim terminie. Savills IM prognozuje, że stopy kapitalizacji za najlepsze nieruchomości biurowe mogą wzrosnąć o 25-50 punktów bazowych, przy czym różnica w stopach kapitalizacji między Warszawą a kluczowymi rynkami regionalnymi może się zmniejszać.

Poza sektorem hotelowym, sektor handlowy w Polsce ucierpiał w największym stopniu
w wyniku pandemii. W związku z tym, Savills IM spodziewa się korekty cen obiektów handlowych, za wyjątkiem tych najlepszych. Powodami są przewidywany spadek popytu ze strony najemców, zmiana przyzwyczajeń zakupowych, dynamiczny wzrost sprzedaży online oraz presja na obniżkę czynszów. Wśród rekomendowanych nieruchomości o najlepszych perspektywach wzrostu wartości należy wyróżnić centra wyprzedażowe i parki handlowe z rozbudowaną ofertą spożywczą.

Jak wynika z raportu Savills IM Outlook 2021, warto uważnie przyglądać się dynamicznie rosnącemu rynkowi instytucjonalnego wynajmu mieszkań. Wyższe stopy zwrotu w porównaniu z Europą Zachodnią, fundamentalny deficyt zasobów mieszkaniowych odpowiedniej jakości oraz utrudniona dostępność finansowania w połączeniu z początkową fazą rozwoju rynku i spodziewaną zmianą podejścia do posiadania nieruchomości, zwiększają atrakcyjność tej klasy aktywów dla graczy gotowych na nieco wyższy profil ryzyka.

Kluczowe rekomendacje inwestycyjne:

  • Nowoczesne centra dystrybucyjne przy głównych szlakach komunikacyjnych oraz obiekty typu multi-let zlokalizowane w pobliżu obszarów miejskich.
  • Najwyższej jakości aktywa biurowe w Warszawie, stanowiące część projektów mixed-use oraz wyselekcjonowane projekty biurowe w kluczowych miastach regionalnych.
  • Centra wyprzedażowe i parki handlowe z wiodącym udziałem najemców spożywczych.

 

Piotr Trzciński, Head of Investment – Poland w Savills IM, skomentował:

„Polska pozostaje liderem w Europie Środkowej pod względem atrakcyjności dla inwestorów, oferując  relatywnie wysoką premię za ryzyko. Pomijając efekt COVID-19, uważam, że przyszły poziom aktywności na rynku będzie zależał głownie od dostępności odpowiedniego produktu oraz źródeł pochodzenia kapitału. Z racji na potencjał, położenie, czy chłonny i duży rynek wewnętrzny, Polska jest postrzegana wśród wielu inwestorów zagranicznych jako ciekawy element dywersyfikacji geograficznej, często w kontekście szerszych strategii pan-europejskich. Mam też nadzieję, że upowszechnienie się szczepionki na COVID-19 pod koniec roku 2021, ograniczy negatywny wpływ niepewności
i zredukowanej mobilności na kondycję naszego rynku inwestycyjnego.    

Jestem też przekonany, że znaczenie odpowiedzialnego inwestowania w Polsce będzie rosło. ESG to znacznie więcej niż kolejny zielony certyfikat. Ci uczestnicy rynku, którzy w swoich strategiach świadomie uwzględnią odpowiedzialność m.in. za wpływ nieruchomości na środowisko, użytkownika czy społeczność lokalną, nie tylko przyczynią się do upowszechnienia się obiektów bezpiecznych oraz przyjaznych człowiekowi i otoczeniu, ale w długim terminie lepiej ochronią wartość inwestycji
w porównaniu z tymi inwestycjami, przy których aspekt ESG nie był brany pod uwagę.”

 

Najważniejsze tematy w ujęciu pan-europejskim, na które wskazano w raporcie Savills IM Outlook 2021, obejmują następujące zagadnienia.

Sektor magazynowy będzie preferowany przez inwestorów w 2021 roku

Sektor magazynowy pozostanie jasnym punktem na mapie rynku nieruchomości. Sentyment inwestorów pozostanie pozytywny, między innymi dzięki wzrostowi udziału sprzedaży online i ogólnie niskiemu wskaźnikowi pustostanów. Savills IM rekomenduje inwestycje w nowoczesne centra dystrybucyjne, zlokalizowane w głównych klastrach logistycznych w całej Europie w pobliżu autostrad oraz sieci transportowych, które są zabezpieczone długoterminowymi umowami.

Ponadto, rekomendacje obejmują strategię ukierunkowaną na miejskie centra logistyczne, która mimo pogarszającej się koniunktury na rynku, pozwala wykorzystać trend rozwoju e-handlu i postępującej urbanizacji. Z badań przeprowadzonych przez Savills IM wynika, że logistyka jest czołowym sektorem preferowanym przez inwestorów na rynku nieruchomości – 57% z nich przewiduje wzrastające inwestycje w duże centra dystrybucyjne, natomiast 55% w logistykę ostatniej mili oraz miejskie magazyny.

Kluczowe rekomendacje inwestycyjne:

  • Aktywa najlepszej jakości (core oraz core plus) z dobrymi, długoterminowymi umowami
    w głównych klastrach logistycznych w całej Europie.
  • Nowoczesne centra dystrybucyjne przy głównych autostradach oraz sieciach transportowych, takich, jak: korytarze Morze Północne – Bałtyckie, Morze Północne – Śródziemnomorskie oraz korytarz atlantycki.
  • Obiekty logistyczne na rynkach regionalnych w dobrze skomunikowanych lokalizacjach we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii.
  • Obiekty logistyczne w obszarach miejskich i nieruchomości typu multi-let w pobliżu dużych
    i gęsto zaludnionych obszarów w całej Europie.

Sektor handlowy – odporność handlu detalicznego w segmencie spożywczym i dyskontów

Aktywa oparte na segmencie spożywczym, cechują się relatywnie stabilnym cash flow, dzięki czemu będą odpowiednim produktem dla inwestorów zainteresowanych strategią typu core/core-plus. Z badań Savills IM wynika, że 80% globalnych inwestorów na rynku nieruchomości spodziewa się, że inwestycje w obiekty handlowe oparte na ofercie spożywczej wzrosną lub pozostaną na tym samym poziomie. Atrakcyjne zwroty skorygowane o ryzyko są nadal dostępne również dla inwestorów w segmencie centrów typu outlet w Europie Zachodniej.

Kluczowe rekomendacje inwestycyjne:

  • Duże parki handlowe z bogatą ofertą gastronomiczną oraz centra dzielnicowe
    w największych aglomeracjach w całej Europie.
  • Formaty handlowe z artykułami codziennego użytku i artykułami spożywczymi, takie jak: supermarkety i sklepy dyskontowe na terenach miejskich w całej Europie.
  • Centra outletowe w segmentach „convenience” i „destination” w Europie Zachodniej.

Biura z nami zostaną

Choć tylko 16% inwestorów na rynku nieruchomości przewiduje wzrost inwestycji w biurowce zlokalizowane w CBD w 2021 roku, a 43% uważa, że poziom tych inwestycji spadnie,1 to eksperci Savills IM wierzą, że obiekty efektywnie zaprojektowane, dostępne i oferujące szeroką gamę udogodnień oraz znajdujące się w dobrze skomunikowanych lokalizacjach, prawdopodobnie osiągną w perspektywie długoterminowej lepsze wyniki. Praca w biurze ułatwia dzielenie się wiedzą, naukę
i mentoring. Poprawia też kreatywność i wydajność pracy. Poza tym, biuro jest miejscem interakcji społecznych, wspierających kulturę korporacyjną opartą na współpracy i produktywności.

Kluczowe rekomendacje inwestycyjne:

  • Najwyżej jakości biurowce typu multi-let (o profilu ryzyka core i core-plus) w pobliżu węzłów komunikacyjnych w centralnych obszarach biznesu oraz w dobrze rozwiniętych lokalizacjach na obrzeżach miast w całej Europie.
  • Nieruchomości biurowe typu core z możliwością długoterminowego generowania przychodu
    w miastach regionalnych, głównie w Niemczech, Francji, Holandii i Polsce.

Rośnie znaczenie inwestycji alternatywnych z sektora „living”

Sektory alternatywne, takie jak domy senioralne czy akademiki i domy studenckie stanowią dobry zakup dla coraz większego grona inwestorów. Kluczowe czynniki kreujące popyt na takie produkty, związane ze starzeniem się populacji z jednej strony i zmianami w sektorze szkolnictwa wyższego z drugiej, nie uległy zmianie.

Kluczowe rekomendacje inwestycyjne:

  • Budynki mieszkalne, w szczególności budynki wielorodzinne z mieszkaniami
    na wynajem oraz akademiki i domy studenckie, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii. Placówki opieki zdrowotnej i opieki nad osobami starszymi (np. we Włoszech), zapewniające długoterminowy, stabilny przychód.

Pełna wersja raportu Savills IM Outlook 2021 dostępna jest do pobrania pod linkiem: https://www.savillsim.com/research/outlook-2021.aspx

Źródło: Badanie przeprowadzone w imieniu Savills Investment Management przez PollRight wśród 122 inwestorów instytucjonalnych w październiku 2020 r. Inwestorzy pochodzą z globalnej bazy danych obejmującej Amerykę Północną, Wielką Brytanię i kontynentalną Europę, przy średniej wartości zarządzanych aktywów inwestycyjnych na rynkach nieruchomości wynoszącej 18,9 miliardów funtów (25 miliardów dolarów).

Wiem, że jestem przedsiębiorcą, ale czy to oznacza, że muszę stąd uciekać?

Jeśli ktoś nie jest w stanie prowadzić działalności w takich warunkach, to znaczy, że się do tego nie nadaje i po prostu powinien zająć się czymś innym. Taki przekaz od przedstawiciela władzy usłyszeli rok temu, we wrześniu 2019 r., przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą w Polsce. A co, jeśli ktoś jednak się uprze, i dalej będzie chciał prowadzić biznes? Najwyraźniej musi robić to gdzie indziej.

Przedsiębiorcy a fiskus

„…organ podatkowy (…) zapomniał o tym, że wstrzymał zwroty VAT Skarżącej opiewające na wysokie kwoty, co mogłoby być kluczowym czynnikiem finansowym uniemożliwiającym prowadzenie dalszej działalności gospodarczej” – tłumaczył fiskusowi wrocławski sąd w uzasadnieniu swojego wyroku, wyjaśniając jednocześnie organom prawdopodobną przyczynę zaprzestania prowadzenia działalności gospodarczej przez spółkę (WSA we Wrocławiu z dnia 9 listopada 2017 r., sygn. akt I SA/Wr 203/17). Powyższe chyba jeszcze jaskrawiej obrazuje stosunek organów państwa do przedsiębiorców niż informacje przywołane we wstępie.

Przedsiębiorcy w Polsce muszą mierzyć się nie tylko z częstymi i licznymi zmianami w prawie, nakładającymi na nich kolejne wymogi, obowiązki, podatki i opłaty (rok 2019 był rekordowym od 2004 r. pod względem liczby „wyprodukowanego” prawa – w Dzienniku Ustaw ogłoszono aż 2566 aktów prawnych). Muszą także stawiać czoła organom, które – wykonując to prawo – stosują je tak, by wyciągnąć z ich kieszeni jak najwięcej, czego przykładem są m.in. wstrzymywane latami, bądź całkowicie odbierane zwroty VAT. Urzędnicy nie baczą przy tym, czy przedsiębiorca konsekwencje takich działań udźwignie, czy nie.

W długoletnim oczekiwaniu na zwrot VAT

Przedsiębiorcom, którzy zapłacili w danym okresie rozliczeniowym więcej VAT-u, niż był fiskusowi należny, należy się zwrot uiszczonej nadwyżki. Ustawowo urząd skarbowy ma na to 60 dni, a na prośbę podatnika nawet krócej, bo 25. Naczelnik Urzędu Skarbowego w Ostrowie Wlkp. wstrzymywał zwrot VAT przedsiębiorcy przez blisko 9 lat (tak wynika z udzielonej 17 lipca 2017 r. przez Ministerstwo Finansów odpowiedzi na interpelację poselską nr 13405 z 13 czerwca 2017 r.).

W lipcu 2020 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku stanął po stronie spółki, którą organy podatkowe, nie chcąc jej zwrócić VAT-u, postanowiły oskarżyć i wmanewrować w oszustwo: „…organ podatkowy niejako z góry założył, że skarżąca jest świadomym uczestnikiem karuzeli podatkowej i starał się działalność skarżącej dopasować do z góry przyjętego, oszukańczego schematu transakcji pozornych” (wyrok z 22 lipca 2020 r., sygn. akt I SA/Bk 203/20).

19 września 2019 r. w wyroku uchylającym postanowienia organów podatkowych wstrzymujących od 7 lat przedsiębiorcy należny mu VAT WSA w Warszawie zwrócił uwagę, że: „Skarżąca (…) W toku swojej działalności wygenerowała dla budżetu znaczne wpływy z tytułu podatków, uczciwie odprowadzanych od siedmiu już prawie lat. Obecne działania organów podatkowych mogą w niedługim czasie doprowadzić do likwidacji firmy…” (sygn. akt III SA/Wa 676/19).

Kartka z kalendarza zwykłego dnia przedsiębiorcy

Takie przykłady nieprzychylnych, wręcz antagonistycznych i bezprawnych (co stwierdzają wyroki sądów) działań polskich organów podatkowych wobec przedsiębiorców można mnożyć. Do tego należy doliczyć wspomnianą nadprodukcję nowego prawa, nowych opłat i podatków. Podczas posiedzenia Sejmu w październiku 2018 r. podniesiono, że na przestrzeni trzech lat pojawiło się w kraju lub wzrosło 30 nowych opłat, podatków i danin (Sprawozdanie stenograficzne z 69. posiedzenia Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 4 października 2018 r.). W 2020 r. o kilkanaście procent wzrosły ceny prądu, a więc i realne koszty prowadzenia zdecydowanej większości rodzajów działalności gospodarczej. A od 2021 r. mają zostać wprowadzone nowe daniny, takie jak podatek od cukru, a nawet od deszczu.

Przedsiębiorcy muszą się mierzyć nie tylko z tym, jak jest, co następuje, ale i z tym, co dopiero może nastąpić. W sierpniu tego roku Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło projekt ustawy o tzw. konfiskacie prewencyjnej, dzięki której władza będzie mogła odbierać majątki przedsiębiorcom i zwracać im je tylko pod warunkiem udowodnienia przez nich „nie przestępczego” sposobu ich zgromadzenia. Jak dotąd w większości państw cywilizowanego świata standardem prawnym było, że aby odebrać komuś majątek, organy ścigania musiały najpierw udowodnić jego przestępcze pochodzenie.

Pandemia COVID-19

Wszystko to potęguje jeszcze obecna sytuacja kryzysowa związana z pandemią COVID-19. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego na koniec sierpnia 2020 r. działalność gospodarczą w Polsce zawiesiło ponad 464 tys. przedsiębiorców, a do 30 września w Monitorze Sądowym i Gospodarczym opublikowano 28 695 ogłoszeń związanych z toczącymi się postępowaniami upadłościowymi.

Podsumowanie

Jeśli ktoś weźmie sobie do serca słowa władzy przytoczone we wstępie i stwierdzi, że nie jest w stanie ponosić tak licznych bądź tak trudnych do uniesienia ciężarów, a i będzie chciał uniknąć zamknięcia czy też zawieszenia swojej działalności, to powinien rozważyć przeniesienie jej gdzie indziej. Najlepiej na Maltę. Dlaczego? Bo Unia Europejska nieustannie represjonuje atrakcyjne dla biznesu jurysdykcje spoza terytorium UE. Leżąca w Europie Malta to natomiast państwo członkowskie tej Wspólnoty, oferujące liczne i znaczące korzyści dla biznesu.

To np. wynosząca jedynie ok. 5% efektywna stawka opodatkowania maltańskich spółek podatkiem dochodowym od osób prawnych, zerowe opodatkowanie wynagrodzeń dyrektorskich przy wykorzystaniu struktury holdingu polsko-maltańskiego czy też brak opodatkowania dochodów osiąganych przez przedsiębiorcę poza terytorium Malty. Poza tym certyfikat rezydencji podatkowej Malty, oprócz braku podatku od zysków kapitałowych, czy też braku podatku od dochodów powstałych w wyniku wyzbycia się udziałów w spółkach kapitałowych, oznacza dla przedsiębiorcy także brak obowiązków wynikających z przepisów CFC w zakresie opodatkowania dochodów zagranicznych spółek kontrolowanych, jak i negatywnych konsekwencji globalnej wymiany informacji o rachunkach bankowych w ramach standardów CRS.

Jak informowała w 2019 r. Maltańska Izba Handlowa, Przedsiębiorczości i Przemysłu, przed pandemią COVID-19 liczba spółek lokalnych i zagranicznych zarejestrowanych na Malcie po raz czwarty z rzędu rosła, osiągając średnią 25,5 rejestracji dziennie (www.maltachamber.org.mt). Co prawda Izba nie opublikowała jeszcze danych za 2020 r., ale nie tak dawno, pod koniec października 2020 r., maltański minister ekonomii Silvio Schembri chwalił się, że pomimo pandemii koronawirusa Malta przyciągnęła w 2020 r. 35 firm zajmujących się bezpośrednimi inwestycjami zagranicznymi, czyli o trzy takie firmy więcej niż w całym 2019 r. (www.maltatoday.com.mt).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Black Friday i Cyber Monday – uważaj na promocje. Możesz wpaść w długi

  • Z prognoz analityków wynika, że tegoroczny Black Friday, pomimo pandemii, będzie rekordowy pod względem sprzedaży, która może wzrosnąć nawet o 20 proc.*
  • Paradoksalnie sprzyjać temu będzie zamknięcie w domach – zakupy przeniosą się w tym roku do sieci.
  • Lekkomyślne korzystanie z promocji może jeszcze bardziej zwiększyć zadłużenie Polaków

Black Friday dotarł do Polski z USA, gdzie jest obchodzony od ponad pół wieku. Wypada w pierwszy piątek po Święcie Dziękczynienia, czyli 27 listopada. Kolejny poniedziałek po nim to Cyber Monday, który oferuje promocje na zakupy online.

Choć Black Friday i Cyber Monday przypadają w ostatnie dni listopada, to w tym roku kampanie promocyjne zalewają internet, radio i telewizję już od początku miesiąca. To nie przypadek. Światowa sprzedaż w tym okresie, w porównaniu do zwykłych dni, wzrasta nawet o kilkaset procent. Obniżki cen dotyczą niemal wszystkiego – domów i ogrodów, elektroniki, sprzętu AGD, sportowego, motoryzacyjnego, odzieży i kosmetyków.

Black Friday, Black Week, a nawet Black November – sklepy zachęcają do zakupów, a my dajemy się skusić. Często wydajemy pieniądze w nieprzemyślany sposób, pod wpływem chwili, co może odbić się na naszych finansach domowych. Korzystajmy z promocji, ale w sposób przemyślany – zróbmy listę rzeczy, które są nam potrzebne. Sprawdźmy, czy oferowane, okazyjne ceny faktycznie różnią się od tych obowiązujących na co dzień. I przede wszystkim – nie wydawajmy więcej niż pozwala na to budżet domowy. Pamiętajmy, aby zakupy w tych okresach promocyjnych były przemyślane, w przeciwnym razie raty zakupowe mogą stać się długami, które później trudno będzie spłacić – mówi Marcin Czugan, Prezes Zarządu Związku Przedsiębiorstw Finansowych, organizacji, która realizuje kampanię Windykacja? Jasna Sprawa!

Black Friday – statystyki, które musisz znać

Eksperci z Adobe Analitycs przewidują, że „Czarny Piątek” osiągnie w tym roku w USA 10 miliardów dolarów sprzedaży online i może wyprzedzić Cyber Monday. Co druga osoba uważa, że ​​w tych dniach można uzyskać najlepsze ceny online.

Dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor z ubiegłego roku są jednak bezlitosne. Polacy zadłużyli się na ponad 1,3 mld złotych z tytułu nieopłaconych umów sprzedaży i zakupów na raty. Znaczna część wydatków jest realizowana właśnie jesienią pod wpływem wzmożonych akcji reklamowych.

Jak wynika z raportu Związku Przedsiębiorstw Finansowych (ZPF), przygotowanego na koniec trzeciego kwartału br., aż 58 proc. ankietowanych – mimo kryzysu i pandemii – deklaruje chęć wydatków i zaciągnięcia kredytów na przedmioty codziennego użytku. Przy wyraźnym spadku po pierwszym lockdownie, to i tak o 2 proc. więcej niż przed rokiem.

Nie sprawdzamy, czy nas stać

Blisko co czwarty Polak zaciągający pożyczkę nie zastanawia się, czy jest w stanie ją spłacić – czytamy dalej w raporcie ZPF. Głównym powodem takich zachowań jest chęć natychmiastowego zakupu. Z drugiej strony, pożyczanie pieniędzy stało się powszechne i decyzja o wzięciu kredytu często bywa podejmowana pod wpływem impulsu. Warto zwrócić uwagę też na aspekt psychologiczny. Niepewność i wzrost zachorowań na koronawirusa wyzwala w nas lęk i niepokój. Kupujemy, aby poprawić sobie humor. Niestety, jest to złudne wrażenie. Trzeba uważać, żeby takie zachowanie nie stało się przyzwyczajeniem, które łagodzi lęk i stres, a także sprawia, że coraz częściej podejmujemy nieprzemyślane decyzje.

– Niestety, „wirtualne” pieniądze często wydaje się łatwiej niż te, które mamy w portfelu. Dodatkowo wielu sprzedawców przyciąga nas atrakcyjnymi ofertami. A powodów do zakupu np. elektroniki w dobie home office i zdalnego nauczania jest więcej niż dotychczas. Przed zakupem zawsze należy zadać sobie pytanie „Czy mnie na to stać?” dodaje Marcin Czugan.

Co, jeśli podczas jesiennych promocji zaciągnęliśmy dług, z którego spłatą będziemy mieli problem lub już otrzymujemy upomnienia o spłatę długu z poprzedniego Black Week? W takiej sytuacji lepiej otwarcie porozmawiać ze specjalistami z firmy windykacyjnej, która pomoże nam ustalić zasady spłaty istniejącego zadłużenia. Możliwe jest m.in. rozłożenie spłaty na dogodne raty, dostosowane do możliwości budżetowych klienta albo wydłużenie okresu spłaty, a co za tym idzie – obniżenie wysokości rat w uzgodnionym przez strony okresie. Im szybciej spłacimy zadłużenie, tym szybciej będziemy mogli znowu myśleć o zakupach podczas Black Friday i innych sezonowych wyprzedaży.

Pandemia sprzyja zakupom w Black Friday

A jest o czym myśleć. Prognozy i analizy Adobe Analitycs mówią, że mimo pandemii ten sezon zakupowy pod hasłem „Black” będzie rekordowy. Przewidywany wzrost sprzedaży w okresie promocji sięgnie 20 proc. Wszystko wskazuje na to, że sytuacja spowodowana koronawirusem przełoży się na szybki wzrost liczby osób dokonujących zakupów w sklepach internetowych. Z jednej strony powodem są zamknięte ze względu na dużą liczbę zachorowań galerie handlowe i brak możliwości zakupów w sklepach stacjonarnych.

Z drugiej strony, w czasie pierwszego lockdownu Polacy przyzwyczaili się do kupowania w sieci, a co więcej, nabrali zaufania do sprzedawców online. Dlatego większość analityków wróży wysokie wzrosty ze sprzedaży przez internet. Z ostatnich badań firmy doradczej KPMG wynika, że w czasie pandemii sklepy online zyskały 34 proc. klientów. Covid-19 spowodował zmiany naszych zachowań. W sieci kupujemy produkty, które wcześniej nas nie interesowały. Ciekawostką jest, że na okazje częściej dają się złapać mężczyźni.

W okresie zwiększonych ofert promocyjnych warto jednak chłodno kalkulować. W czasie kryzysu dynamika zmian jest tak duża, że lepiej odłożyć plany związane z dużymi wydatkami i dobrze przemyśleć każdy zakup.

– O ile, na pierwszy rzut oka, zaciągnięcie drobnych zobowiązań nie wydaje się ryzykowne, o tyle sytuacja zmienia się w obliczu nieprzewidzianych wydatków – chociażby awarii sprzętu czy wypadków losowych, takich jak utrata pracy. A to ostatnie, zwłaszcza dzisiaj, jest realnym zagrożeniem. Dlatego roztropność podczas zakupów powinna nam towarzyszyć zawsze, ale szczególnie podczas Black Friday – podsumowuje Marcin Czugan.

* Prognozy i analizy Adobe Analitycs z października 2020 roku

* źródło: „Raport KPF i IRG SGH: Sytuacja na rynku consumer finance. III kwartał 2020, Warszawa–Gdańsk, wrzesień 2020”.

Co 4. Polak skorzystał w trakcie pandemii z możliwości pracy zdalnej

Choć ponad 60 proc. sprzedaży tekstyliów, odzieży i obuwia w kwietniu 2020 r. realizowano przez internet, a jedna z wiodących polskich platform e-commerce zyskała w ciągu pierwszych 9 miesięcy 2020 roku 11,5 tys. sprzedawców, to już we wrześniu wzrost udziału e-commerce w całkowitej sprzedaży detalicznej w Polsce w porównaniu z lutym wyniósł tylko 1,2 p.p. Jak wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Monitoring gospodarki cyfrowej. Trzy kwartały przyspieszonej transformacji”, pandemia wyraźnie odcisnęła piętno na naszym życiu zawodowym oraz przyzwyczajeniach rozrywkowych. 24,9 proc. Polaków skorzystało w trakcie pandemii z możliwości pracy zdalnej, a przez pierwsze dni lockdownu oglądaliśmy telewizję 43 min. dłużej niż rok wcześniej. Indeks WIG Tech osiągnął na początku października 120,3 proc. wartości maksymalnych poziomów z I kwartału 2020 r.

Po wprowadzeniu na wiosnę ograniczeń związanych z sytuacją epidemiologiczną sprzedaż przez internet okazała się dla wielu firm jedynym dostępnym kanałem. W kwietniu 2020 r., kiedy zamknięto galerie handlowe, 12 proc. całej sprzedaży realizowano tą drogą. Jednocześnie na koniec września udział sprzedaży przez internet w całej sprzedaży online wyniósł 6,8 proc. – jedynie o 1,2 p.p. więcej niż w styczniu i lutym. Zmiana zachowań konsumentów zdaje się chwilowa, a porównując dane dla Polski z danymi z Wielkiej Brytanii czy USA, widać że dystans dzielący nas od liderów powiększa się zamiast maleć.Co 4 Polak skorzystał w trakcie pandemii z możliwości pracy zdalnej

Wydaje się, że wiosenne ograniczenia związane z pandemią są jednorazowym impulsem, po którym cyfryzacja sprzedaży wróciła na starą ścieżkę. To zjawisko podobne do corocznej grudniowej górki sprzedaży, kiedy to konieczność kupienia prezentów pod choinkę napędza sprzedaż internetową, po czym od stycznia wskaźniki wracają do spokojnego, organicznego wzrostu. Za tą wizją zdecydowanie przemawiają dane GUS, a także przynajmniej niektóre prognozy rynkowe – komentuje Ignacy Święcicki, kierownik zespołu gospodarki cyfrowej Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Zdalna praca i edukacja

Pod koniec marca i w kwietniu, zarówno w polskim, jak i światowym internecie, gwałtownie wzrosło zainteresowanie takimi aplikacjami jak Zoom, Microsoft Teams czy Google Meet. Zdalna praca i edukacja wymusiły korzystanie z tego typu aplikacji, lecz wraz ze znoszeniem ograniczeń liczba związanych z nimi wyszukiwań stopniowo malała.

W badaniach PIE i PFR jedynie ok. 12 proc. zatrudnionych chciałoby w pełni pracować zdalnie. O ile ogólne szacunki wskazywały, że nawet 40 proc. pracowników w krajach OECD może świadczyć swoje obowiązki zdalnie, o tyle w Polsce bardziej prawdopodobny jest przedział 20-25 proc., obserwowany już wiosną. Przejście na pracę zdalną to także skutki dla biur i centrów miast, ale większe przeobrażenie może czekać dzielnice „sypialniane” i dalekie przedmieścia. To tam przeniesie się zarówno część konsumpcji, jak i rozrywki, obecnie oferowanej w centrach miast – tłumaczy Jacek Grzeszak, analityk PIE.

Pandemia wywróciła rynek kultury i rozrywki

W okresie lockdownu jeszcze bardziej przyspieszył wzrost popularności portali gamingowych oraz serwisów VOD. Szczególnie widać to na przykładzie Netfliksa, który w pierwszym półroczu 2020 r. pozyskał rekordowe 26 mln nowych użytkowników, na co wpłynęło m.in. przymusowe zamknięcie kin. Gdy pandemia zostanie opanowana, widzowie zapewne wrócą do kin, ale w międzyczasie balans sił przesunie się na trwale w stronę nowych form dystrybucji treści. Może to oznaczać chociażby zmianę w cyklu życia filmów, obecnie wypuszczanych najpierw do kin, a dopiero po jakimś czasie dostępnych do obejrzenia w telewizji czy w internecie – mówi Jacek Grzeszak, analityk PIE.praca zdalna pandemia 2020

Zmiany w dużym stopniu czekają także tradycyjną telewizję. Z jednej strony cały czas obserwujemy rozwój narzędzi znanych z internetu, takich jak próby wprowadzenia targetowanych reklam, a z drugiej w dłuższym okresie zmiany pokoleniowe i rozwój serwisów internetowych będą oznaczać stopniowy spadek znaczenia telewizji linearnej. Utrzymanie ograniczeń pandemicznych może tylko ten trend przyspieszyć, gdyż idzie za nimi przesuwanie budżetów reklamowych do internetu.

Giełda w czasie pandemii

Indeksy grupujące firmy technologiczne, zdają się nie reagować na największy od stu lat spadek aktywności gospodarczej. NASDAQ czy WIG Tech przebiły maksima osiągnięte w lutym br., podobnie indeks technologiczny w Indiach. Nieco inaczej reagują główne indeksy, które wciąż w większości nie mogą wrócić do tegorocznych maksimów, choć ich spadki są relatywnie nieduże w porównaniu do skali gospodarczej recesji. Oderwanie wyceny notowanych spółek od perspektyw całej gospodarki można tłumaczyć na kilka sposobów.

Z jednej strony może być to oczywiście znak bardzo dobrych perspektyw stojących przed firmami technologicznymi, często zyskującymi użytkowników w czasie pandemii. Z drugiej jednak obserwowane zjawisko można interpretować jako przejaw postępującej finansjalizacji gospodarki (oderwania sfery finansowej od realnej), wzmocnionej dominującą teorią wartości, pozbawionej trwałego punktu odniesienia – wyjaśnia Filip Leśniewicz, analityk PIE.

U progu drugiej fali pandemii

Jesienią ze względu na sytuację epidemiologiczną powróciły restrykcje polegające na wprowadzeniu nauki zdalnej oraz zamknięciu m.in. lokali gastronomicznych i niektórych sklepów. Ponadto przy rosnącej liczbie zakażeń pojawiło się niebezpieczeństwo wprowadzenia kwarantanny narodowej. Dane z października i początków listopada wskazują, że różnice między wiosennym a jesiennym lockdownem występują we wszystkich obszarach badanych przez PIE.

W przypadku e-commerce wiosenne ograniczenia w funkcjonowaniu sklepów były znacznie silniejszym impulsem do przenoszenia zakupów do sieci niż te zastosowane jesienią. Znacznie mniejsze jest też obecnie zainteresowanie zamawianiem towarów czy usług do domu. Inaczej kształtowało się również zainteresowanie wyszukiwaniem najpopularniejszych narzędzi do wideokonferencji i spotkań. O ile platformy Zoom i Skype cieszyły się w październiku i listopadzie niższym zainteresowaniem niż w kwietniu, o tyle platformy Meet i Teams przebiły swoje maksymalne wyniki z wiosny. W przypadku indeksów giełdowych reakcje na parkietach przypominały te z wiosny jedynie pod kątem trendu wywołanego obostrzeniami, różniły się natomiast znacząco wielkością zmian osiąganych wartości – komentuje Ignacy Święcicki.

Bain&Co: Rekordowy spadek na rynku towarów luksusowych z powodu pandemii

Globalny rynek osobistych dóbr luksusowych takich jak odzież, akcesoria czy kosmetyki odnotował w 2020 roku najgłębszy spadek w historii, po tym jak z powodu pandemii konsumenci ograniczyli wydatki a kraje wprowadziły restrykcje w podróżowaniu. Wartość sprzedanych dóbr skurczyła się w porównaniu do roku ubiegłego o 23 proc. i wyniosła 217 mld euro, szacuje w corocznym raporcie międzynarodowa firma doradcza Bain & Company.

Spadek sprzedaży dotknął wszystkie grupy towarów luksusowych, przy czym najmocniejszy 30-proc. zanotowały ubrania i zegarki. Najmniej ucierpiał segment obuwia (spadek o 12 proc.), ponieważ klienci przestawili się na ekskluzywne buty sportowe, jak również biżuteria, gdzie markom pomogła sprzedaż przez Internet oraz stosunkowo stabilny popyt ze strony chińskich konsumentów.

W poprzednich latach rynek notował kilkuprocentowe wzrosty dzięki popytowi generowanemu przez zamożnych Chińczyków, którzy zaopatrywali się w towary luksusowe głównie podczas podróży zagranicznych. Zdaniem ekspertów Bain & Company, którzy wraz z mediolańską Fondazione Altagamma już po raz 19-ty przeanalizowali branżę, do 2023 roku rynek powróci do poziomu sprzed pandemii, ale ulegnie znacznym przeobrażeniom – wzrośnie sprzedaż towarów przez Internet, rynek stanie się bardziej lokalny, a marki będą jeszcze bardziej angażować się społecznie.

Do tej pory rynek towarów luksusowych był dość odporny na zawirowania w światowej gospodarce. Jednak pandemia mocno dała się we znaki i rynek, tradycyjnie napędzany zakupami turystów, mocno ucierpiał z powodu ograniczeń w podróżach i zamknięcia gospodarek – powiedziała Katarzyna Wal, Starszy Menedżer, Bain & Company. Widać jednak przesłanki do odbicia. Mamy pozytywne sygnały z Chin, gdzie konsumenci powrócili na rynek. W sierpniu szanghajski sklep Louis Vuitton pobił rekord miesięcznej sprzedaży w Chinach – klienci podczas pocovidowej odwilży kupili towary o wartości 22 mln dolarów, czyli niemal dwukrotnie większej niż średnia miesięczna sprzedaż w sklepie.

Z powodu pandemii ucierpiały w tym roku wszystkie największe rynki sprzedaży z wyjątkiem Chin. O ile w Europie i Stanach Zjednoczonych rynek skurczył się o odpowiednio 36 proc i 26 proc., to rynek chiński wzrósł o 45 proc. do 44 mld euro. Coraz liczniejsza grupa chińskich konsumentów, którzy stanowią obecnie około 30 proc. wszystkich klientów, zaczęła kupować towary luksusowe na lokalnym rynku. Eksperci Bain & Company szacują, że nawet gdy powrócą oni do turystyki, wewnętrzny rynek chiński nadal będzie się mocno rozwijał i w 2025 roku stanie się największym rynkiem towarów luksusowych, a chińscy konsumenci będą stanowić połowę wszystkich klientów marek premium.

Tak jak i w innych segmentach handlu, również w segmencie premium pandemia przyśpieszyła rozwój e-commerce. Wartość towarów luksusowych sprzedawanych przez Internet wzrosła w 2020 roku do 49 mld euro z 33 mld euro rok wcześniej. Tym samym, udział kanału online w całkowitej sprzedaży dóbr luksusowych na świecie niemal podwoił się w ciągu roku do 23 proc. z 12 proc. Eksperci Bain & Company spodziewają się, że pandemia była katalizatorem zmian i w roku 2025 Internet stanie się głównym kanałem sprzedaży dla dóbr luksusowych.

W tym roku handel towarami luksusowymi w sieci nabrał przyspieszenia i znalazł się na poziomie, którego osiągnięcie w normalnych warunkach zajęłoby około kilku lat. Tego trendu nie da się już odwrócić, bo konsumentami luksusu stają się coraz młodsze osoby, dla których Internet jest naturalnym środowiskiem funkcjonowania. Szacujemy, że do 2025 roku głównym kanałem kupowaniu towarów luksusowych będzie właśnie kanał online – powiedziała Katarzyna Wal.

Przeniesienie handlu towarami luksusowymi do Internetu to nie jedyne wyzwanie dla tradycyjnych luksusowych domów handlowych i stacjonarnych butików, gdzie ruch drastycznie się zmniejszył. Kolejnym jest zmieniający się model konsumpcji – osoby urodzone między 1981 a 2015, czyli Generacja Y i Z, które odpowiadają już za 57 proc. rynku, preferują marki realizujące odpowiedzialne etycznie i środowiskowo praktyki i angażujące się w niwelowanie nierówności społecznych i rasowych.

Bain & Company szacuje, że w 2020 roku całkowita wartość światowego rynku dóbr luksusowych, która oprócz dóbr osobistych uwzględnia takie kategorie jak nieruchomości, środki transportu (samochody, odrzutowce, jachty), podróże czy kolekcje sztuki, spadła do 1 bln euro.

Większość Polaków kupi prezenty świąteczne w Internecie

Popularność zakupów online stale rośnie, a w niektórych kategoriach produktów udział internetowych konsumentów jest już większy niż stacjonarnych. Tak jest na przykład w przypadku prezentów świątecznych które, jak wynika z badania Wonga Polska,  zamawia w Internecie blisko trzy czwarte (73 proc.) Polaków. Po świąteczne upominku do sklepów stacjonarnych udaje się co czwarty ankietowany. 

Wonga Polska od ponad roku analizuje zachowania zakupowe Polaków w sieci w ramach badania „Cyfrowe Zwyczaje Polaków”. Sprawdza m.in. jakie kategorie produktów konsumenci najczęściej kupują online i dlaczego wybierają właśnie ten kanał. W związku ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia firma pod lupę wzięła prezenty, które co roku Polacy wręczają swoim najbliższym w tym czasie.

Przede wszystkim zakupy online

Większość Polaków prezenty świąteczne zamówi w tym roku w sieci. Badani mają jednak różne sposoby poszukiwania odpowiednich upominków. Blisko co drugi (48 proc.) ankietowany szuka potrzebnego produktu w Internecie, tam go wybiera i kupuje. 17 proc. badanych najpierw poszukuje informacji o interesującym go prezencie w sieci, potem idzie do sklepu stacjonarnego, żeby zobaczyć go „na żywo”, a następnie znajduje najkorzystniejszą ofertę w Internecie i tam ostatecznie zamawia produkt. Co dziesiąty ankietowany zaczyna od znalezienia odpowiedniego upominku w sieci, a następnie idzie do punktu handlowego i tam go kupuje. Bezpośrednio w sklepie stacjonarnym szuka i kupuje prezenty świąteczne 13 proc. badanych.Większość Polaków kupi prezenty świąteczne w Internecie

– Zdecydowana większość Polaków kupuje prezenty świąteczne przez Internet. Niezależnie od stosowanego sposobu blisko trzy czwarte ankietowanych ostatecznie kupuje je w sieci, przy czym co drugi zamawia produktu od początku do końca online. Zachowania zakupowe Polaków badamy od ponad roku i to jest najwyższy wynik, jaki dotychczas odnotowaliśmy – zauważa Aneta Gergont-Gałązka, dyrektor departamentu marketingu w Wonga Polska. – Warto również podkreślić, że drugi najwyższy wynik w ciągu całego cyklu odnotowaliśmy we wcześniejszym badaniu z września, dotyczącym sprzętu komputerowego. Duży wpływ na to ma oczywiście pandemia, zwłaszcza w przypadku zakupów w pełni online, które są znacząco bezpieczniejsze – dodaje.

Taniej i wygodniej

Polacy doceniają zakupy prezentów świątecznych przez Internet z wielu powodów. Najczęściej jest to wygoda i zaoszczędzony czas, na co wskazuje aż 76 proc. ankietowanych Na drugim miejscu jest cena – według 72 proc. zakupy w sieci bardziej się opłacają. Bardzo często (70 proc.) ankietowani wskazali na możliwość sprawdzenia opinii innych użytkowników. Co drugi badany uważa również, że oferta prezentów świątecznych w Internecie jest bardziej przejrzysta oraz zakupy online dają możliwość szybkiego zwrotu lub reklamacji.zakupy prezentów świątecznych przez Internet

– Wygoda, cena i łatwa dostępność do opinii innych użytkowników od dłuższego czasu dominują w naszym badaniu. Od niedawna zauważamy jednak systematyczny wzrost liczby ankietowanych, którzy uważają, że zakupy w Internecie bardziej się opłacają. W czerwcu na tę odpowiedź wskazało 60 proc. badanych. We wrześniu było to 65 proc., a teraz już 72 proc. – co jest jednocześnie najwyższym wynikiem od początku naszego cyklu. Wynika to prawdopodobnie z doświadczenia, a także większych możliwości porównywania ofert, które ułatwiają wybranie najkorzystniejszej. Decydując się na zakupy online dużo wygodniej i szybciej możemy sprawdzić cenę w kilkunastu sklepach, co stacjonarnie zajęłoby sporo czas. Tym samym sprzedający muszą bardziej konkurować ceną. Zwłaszcza, w takiej kategorii produktów jak prezenty świąteczne, gdy często są to upominki o mniejszej wartości i rozmiarach – podsumowuje Aneta Gergont-Gałązka z Wonga Polska.

Algorytmy podpowiedzą, co wrzucić do koszyka

Nie zapomnij mleka! – Wkrótce taką komendą podczas zakupów uraczy nas sztuczna inteligencja. Personalni asystenci to przyszłość handlu, który przy pomocy sprytnych algorytmów chce zaskarbić sobie lojalność konsumentów. Niedawne badania Fortune Business Insights pokazują, że na rozwój tego typu technologii wydamy fortunę.

Głównym bohaterem kinowego hitu Iron Man był genialny wynalazca, Tony Stark. W swojej pracowni stworzył pierwszą prawdziwą sztuczną inteligencję, którą ochrzcił imieniem JARVIS. Program ten towarzyszy mu zarówno w życiu prywatnym, jak i podczas kolejnych potyczek z czarnymi charakterami. Okazuje się, że jesteśmy coraz bliżej realizacji tej wizji.

Pandemia sprawiła, że cześć przedsiębiorców znalazła się w potrzasku, a szukając szybkiego ratunku, zwróciła się w stronę sprytnych algorytmów. – Jest to szczególnie widoczne w branżach, które wymagają bezpośredniego kontaktu z klientem, np. w handlu. Ryzyko zakażenia COVID-19 wciąż istnieje, dlatego wiele osób podchodzi bardzo zachowawczo do kwestii zewnętrznych aktywności i interakcji. Stąd większy nacisk na rozwój funkcjonalności sklepów online – zauważa Przemysław Pietrzak, data scientist z Sagra Technology. Spółka wspiera przedsiębiorców, którzy chcą digitalizować swoją działalność handlową. Ekspert zwraca uwagę na to, że wykorzystanie SI w handlu nie ogranicza się jedynie do automatyzacji procesów w przedsiębiorstwach, a równie mocno ingeruje w relacje z konsumentem.

Przykład zastosowania sztucznej inteligencji, który pokazuje, że to rzeczywiście działa? Systemy rekomendacyjne, które są wykorzystywane zarówno na platformach informacyjnych czy oferujących treści audio lub wideo, jak i w największych sklepach internetowych. Serwisy te pokazują nam nie tylko najważniejsze informacje, ale przede wszystkim takie, które nas mogą potencjalnie zainteresować w związku z naszymi preferencjami. To samo dzieje się w handlu online – sklepy wykorzystują algorytmy na podstawie naszej aktywności w sieci i podpowiadają nam produkty. Sugerują, co może być naszym optymalnym wyborem – wyjaśnia Przemysław Pietrzak.

Zakupy z obstawą

Potwierdzeniem słów eksperta są ostatnie wyniki badań, jakie przeprowadziła firma analityczna Fortune Business Insights. W raporcie, który dotyczył rozwoju sztucznej inteligencji w branży retail oszacowano, że w ciągu siedmiu najbliższych lat łączna wartość tego sektora wyniesie 23,32 mld USD. To o blisko 700% więcej niż w 2019. Specjaliści twierdzą, że zeszłoroczne wydatki zamknęły się kwotą 3 mld USD.

Analitycy oceniają, że zmiany, jakie dokonują się w handlu detalicznym, będą miały ogromny wpływ na obraz naszej rzeczywistości. Nie ma w tym nic dziwnego. Jak pokazują dane Statista, na zakupy spożywcze chodzimy około 2 razy w tygodniu i nie uwzględniając czasu potrzebnego na dojazd, poświęcamy na nie 45 minut. W ujęciu rocznym to 80 godzin, czyli pełne 2 tygodnie pracy, skoncentrowane tylko na tym, by uzupełnić naszą lodówkę. Jakiekolwiek zmiany w handlu detalicznym, będą rezonować na naszą codzienną rutynę – zauważa ekspert z Sagra Technology.

Odzieżowy zawrót głowy

Czy zaufałbyś sztucznej inteligencji, gdyby miała zostać Twoim osobistym stylistą? Coraz więcej przedsiębiorców wierzy, że owszem. Firmy technologiczne chętnie łączą siły z markami, które oferują między innymi odzież, by stworzyć system, który może poważnie zagrozić stylistom.

Swoją usługę tego typu dopiero co uruchomił gigant handlu online Amazon. Men’s Personal Shopper to propozycja dla wszystkich panów, którym marzy się modny ubiór. Wystarczy, że uiszczą dodatkową opłatę w wysokości niecałych 5 USD miesięcznie, a będą mogli skorzystać z pomocy stylisty, szkolonego przez algorytmy. W zamian za niewielką dopłatę do standardowego abonamentu, użytkownicy otrzymają raz na 30 dni odzieżowe propozycje dopasowane do ich preferencji i aparycji wprost pod swoje drzwi.

I to nie wszystko. Dla użytkowników, którzy głowią się nad tym, w co się ubrać na nadchodzącą rozmowę kwalifikacyjną lub jaki styl ubioru jest odpowiedni na lunch w stylu „business casual”, przygotowano spersonalizowane porady i zalecenia dotyczące garderoby na specjalne okazje. Każdy z panów otrzyma również informacje o trendach na nadchodzący sezon.

Ekspansja SI tak, ale jeszcze nie teraz

Mijająca dekada to niewątpliwie wielki sukces inżynierów w dziedzinie możliwości kognitywistycznych jakimi dysponują współczesne maszyny. Nikogo nie dziwi już fakt, że zwykły smartfon jest w stanie przeprowadzić prostą konwersację, przeanalizować zawartość faktury, rozpoznać obiekty na zdjęciach czy sekwencji wideo. W efekcie, zgodnie ze słynnym postulatem Alana Turinga jest i będzie nam coraz trudniej określić, czy po drugiej stronie mamy do czynienia z maszyną czy człowiekiem. Możliwości te napędzają wyobraźnię inwestorów, stąd rekordowe nakłady na rozwój technologii bazujących na SI.

Jednak na dojrzałe i stabilne rozwiązania, które osiągnęły fazę produkcyjną i operują w samofinasującym się modelu biznesowym, trzeba będzie jeszcze zaczekać – mówi Przemysław Pietrzak z Sagra Technology. – Według Gartnera, rozwój technologiczny przebiega według typowego schematu obejmującego klika kolejnych faz. Większość z około trzydziestu kluczowych dla rozwoju SI technologii pełny rozkwit ma jeszcze przed sobą i znajduje się obecnie w fazie nazywanej szczytem zawyżonych oczekiwań. Około 2/3 z nich jest w tzw. płaskowyżu produktywności – tj. etapie, w którym osiągnięcia technologiczne wchodzą do głównego nurtu, co trwa od 2 do 5 lat. Pozostała część potrzebować będzie dłuższego czasu rozwoju, minimum 5 lat  – dodaje ekspert.

Rozwój SI może być wielką szansą dla branży detalicznej, którą w najbliższych latach czeka rewolucja. Dzięki wykorzystaniu samouczących się algorytmów, luka między wirtualnymi a fizycznymi kanałami sprzedaży zostanie wypełniona. Nie ma znaczenia, czy mowa o małym biznesie, czy o wielkopowierzchniowych molochach – szerokie wdrożenie sztucznej inteligencji w handlu wpłynie na sytuację każdego przedsiębiorcy.

Czy popyt na mieszkania słabnie? Deweloperzy odpowiadają

Czy po wprowadzeniu nowych ograniczeń spadło zainteresowanie zakupem nowych mieszkań? Czy od wiosny zwiększyła się ilość osób kupujących inwestycyjnie, lokujących gotówkę w nieruchomości? Czy wśród klientów deweloperów pojawili się zagraniczni inwestorzy? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develii

Po słabszym ze względu na pandemię pierwszym półroczu br. sytuacja sprzedażowa poprawiła się zauważalnie w trzecim kwartale. Klienci, którzy odkładali zakup w czasie, wrócili do biur sprzedaży i chętniej podejmowali decyzje zakupowe. Potwierdzają to także wyniki sprzedaży. W trzecim kwartale sprzedaliśmy 358 mieszkań na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych, co oznacza wzrost o 15 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

W związku ze wzrostem zachorowań na COVID-19, od połowy października zaobserwowaliśmy niewielki spadek kontaktów ze strony klientów. Jeśli chodzi o klientów inwestycyjnych, presja na ochronę kapitału przed inflacją i lokowanie środków w nieruchomości rośnie. Średnie oprocentowanie lokat utrzymuje się na rekordowo niskim poziomie, a mieszkania nadal są dla inwestorów atrakcyjną formą lokowania środków. Stąd też zainteresowanie klientów inwestycyjnych wciąż jest bardzo duże. Trudno tutaj jednak mówić o zmianach w trendzie z uwagi na fakt, iż liczba tego typu transakcji w dużym stopniu zależy od posiadanej oferty. Faktem jest jednak, że w początkowym okresie po wprowadzeniu inwestycji niezmiennie największą popularnością cieszą się najmniejsze lokale, szczególnie w centrach miast.

Angelika Kliś, dyrektor zarządzająca ds. Sprzedaży i Marketingu w Atal

Popyt na mieszkania utrzymuje się na wysokim poziomie. Niezmiennie mamy do czynienia z bardzo dużymi i w znacznej mierze niezaspokojonymi potrzebami mieszkaniowymi spowodowanymi niedoborem mieszkań w Polsce. Z naszych obserwacji wynika, że udział w rynku klientów inwestycyjnych utrzymuje się na równie wysokim poziomie, jak w pierwszych miesiącach roku. Nie zauważyliśmy zwiększenia zainteresowania zakupem mieszkań ze strony zagranicznych inwestorów.

Klienci, mając na uwadze niepewną sytuację gospodarczą, w pierwszych tygodniach pandemii wstrzymali się z decyzją o zakupie, ale wrócili do biur sprzedaży już z większym optymizmem. W związku z tym czerwiec i lipiec były miesiącami odbudowy popytu. Obecnie obawy klientów inwestycyjnych dotyczą raczej kumulacji środków na lokatach i kontach bankowych. Inwestorzy indywidualni szukając stabilnego miejsca do ulokowania środków chętnie wybierają nieruchomości. Klienci indywidualni natomiast obawiają się ponownego zaostrzenia warunków udzielania kredytów i wzrostu ich kosztów.

Natalia Sawicka, dyrektor sprzedaży i marketingu Angel Poland Group we Wrocławiu

Marzec i kwiecień był miesiącem pełnym zawahań ze strony klientów, którzy w obliczu nowej sytuacji wstrzymali decyzje dotyczące transakcji. Jak się jednak okazało kilka tygodni później, zastój był chwilowy. W późniejszym okresie, nawet w obliczu ponownego wprowadzenia restrykcji, nie spotkaliśmy się ze zmniejszonym zainteresowaniem nieruchomościami w segmencie premium. Wśród klientów naszej wrocławskiej inwestycji liczną grupę stanowią osoby spoza naszego kraju. W ostatnim czasie na przykład obsługiwaliśmy klientów mieszkających w Singapurze.

Robert Stachowiak, prezes zarządu SGI

Obecna sytuacja na rynku jest dość skomplikowana, jednak zainteresowanie mieszkaniami i liczba zapytań kierowanych do działów sprzedaży pozostają niezmienne. Inwestowanie w nieruchomości to dobra alternatywa do lokowania nadwyżkowych środków w produktach banków, funduszy inwestycyjnych, czy na giełdzie. Taki model działania jest obecny już od wielu lat.

W naszym przypadku zdecydowaną większość stanowią klienci indywidualni, którzy kupują mieszkania na własny użytek. Dotyczy to zarówno projektów realizowanych obecnie, jak i naszych poprzednich inwestycji w Szczecinie, Łodzi czy Warszawie. Od początku działalności spółki, lokale kupowane pod inwestycję stanowią mniejszość. Podobnie jest w przypadku zagranicznych inwestorów. Odnotowujemy bardzo mały udział ekspatów wśród kupujących i zainteresowanych naszymi projektami.

Tomasz Czubak, dyrektor Przygotowania Projektów Deweloperskich w Jakon

Popyt na mieszkania od lipca tego roku kształtuje się na w miarę równym poziomie. Po przejściu pierwszej fali pandemii wielu klientów wróciło do myśli o zakupie nieruchomości. W niektórych inwestycjach zauważyliśmy wzmożony ruch osób, chcących zainwestować wolne środki w nieruchomości. Są to raczej inwestorzy z Polski, którzy w większości współpracują z naszą firmą od wielu lat. Nie zauważyliśmy większego ruchu obcokrajowców.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Popyt na mieszkania, a w szczególności na małe mieszkania, nie słabnie z uwagi na niedobór lokali. Prawie 11 mln Polaków zalicza się do Millenialsów, urodzonych w latach 1980-2000, którzy stanowią 30 proc. populacji. Są obecnie najliczniejszą grupą docelową dla deweloperów. Jedną z cech wyróżniających to pokolenie jest duża mobilność, łatwość zmiany pracy i stylu życia. Ta generacja zarówno wtedy, kiedy decyduje się na wynajem mieszkania, jak też, wtedy gdy może sobie pozwolić na zakup z reguły wybiera lokale o małej powierzchni. Decyzji o zakupie własnego mieszkania bez wątpienia sprzyjają niskie stopy procentowe i duża dostępność kredytów hipotecznych. Z uwagi na inflację i niskie oprocentowanie depozytów małe mieszkania są także na celowniku inwestorów, bo to najbezpieczniejsza od lat forma lokowania nadwyżek finansowych.

Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper

Popyt na mieszkania jest bardzo silny, a wprowadzane ograniczenia nie powodują zmiany kluczowych decyzji klientów. Dotyczy to także lokali inwestycyjnych, które stanowią około 30 proc. naszej oferty. Szczególnym zainteresowaniem cieszą się projekty, które zostaną ukończone w przyszłym oraz kolejnym roku, a więc w czasie, kiedy pandemia najprawdopodobniej zostanie już opanowana.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

W naszej ocenie popyt na rynku mieszkaniowym pozostaje raczej na stabilnym poziomie. Po okresie pierwszego lockdownu, kiedy gospodarka praktycznie zamarła, a klienci i banki w znacznej mierze wstrzymywali się z decyzjami sytuacja unormowała się i obserwujemy ponownie duże zainteresowanie zakupem nowych mieszkań.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Robyg SA.

Druga fala epidemii nie osłabiła jak dotąd popytu na mieszkania, wręcz przeciwnie. Notujemy nawet więcej zapytań od potencjalnych klientów. Widzimy też wyraźny popyt inwestycyjny – zwłaszcza, że obecnie WIBOR jest rekordowo niski, co może zachęcać do inwestycji w nieruchomości. Jako dobrą lokatę proponujemy klientom mikroapartamenty Modern Space. Nieduże metraże i promocyjne ceny lokali pozwalają na szeroki wybór. Inwestycja jest jeszcze bardziej opłacalna w przypadku skorzystania z opcji odliczenia podatku VAT.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Pomimo wprowadzenia częściowego lockdownu w drugiej połowie października br. nie zauważyliśmy znaczącego ograniczenia popytu. Zupełnie inaczej niż w przypadku prawie całkowitego zamknięcia kraju za pierwszym razem. Klienci oswoili się już z pandemią i ograniczeniami wynikającymi z tej sytuacji. Obserwujemy nawet wzmożone zainteresowanie zakupem mieszkań oraz zmianę motywacji i podejścia do zakupu mieszkań. Obserwujemy obecnie trzy wiodące grupy klientów. Osoby, które chcą ulokować nadmiar środków w dobro, które nie straci na wartości. Klientów, którzy poszukują większej przestrzeni ze względu na większą niż dotąd ilość czasu spędzaną w domu. A także grupę osób, które obawiają się znaczącego pogorszenia warunków uzyskania kredytu.

Szczęśliwie nie sprawdziły się najczarniejsze prognozy dotyczące zapaści gospodarczej. Stopa bezrobocia w październiku wyniosła 6,1 proc. (wzrost zaledwie o 1% ws. X 2019), nastroje konsumenckie są dobre, a w pierwszych trzech kwartałach roku rozpoczęto budowę 178 tys. mieszkań w porównaniu do 167 tys. w analogicznym okresie 2019 roku.

Agata Zambrzycka, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Aria Development

Spadek popytu na mieszkania zmniejsza się tylko w miesiącach, gdy zostają wprowadzane ograniczenia związane z Covid-19. Jednak biorąc pod uwagę cały rok sprzedaż jest na satysfakcjonującym poziomie, lepszym niż w roku ubiegłym.

Obserwujemy przypływ klientów zainteresowanych mniejszymi mieszkaniami, szczególnie kawalerkami i lokalami dwupokojowymi, ale nie jest to większy odsetek, niż liczba klientów kupujących na własne potrzeby mieszkaniowe. Jeśli chodzi o inwestorów zagranicznych, nie widzimy ich aktywności w naszych inwestycjach.

Karolina Guzik, menadżer sprzedaży w spółce mieszkaniowej Skanska

Nasze doświadczenia pokazują, że popyt na mieszkania jest stabilny i utrzymuje się na bardzo dobrym poziomie. Kupujący w dalszym ciągu aktywnie poszukują swojego wymarzonego miejsca do życia i wciąż uważają, że zakup nieruchomości jest dobrą oraz bezpieczną lokatą kapitału.

Natomiast bacznie obserwując i analizując sytuację, mogę powiedzieć, że nowa rzeczywistość wpłynęła na nieco większą ostrożność nabywców inwestycyjnych. W ich przypadku popyt również jest stabilny, jednak zauważalnie zmieniła się jego dynamika. Oczywiście to naturalne następstwo bardziej zachowawczej postawy klientów, którym zależy na zakupach inwestycyjnych. W końcu jest to grupa nabywców, planująca zakup swojego drugiego lub kolejnego mieszkania.

Wojciech Dzioba, prezes zarządu TBV Investment

W 2020 roku spadek zainteresowania zakupem naszych mieszkań odnotowaliśmy tylko na przełomie marca i kwietnia podczas wprowadzonego przez rząd lockdownu. Wtedy faktycznie dominował nastrój niepewności inwestycyjnej związany m.in. z niejasnymi wymagania banków w zakresie warunków uzyskania kredytów hipotecznych. Poza tym, w tym okresie nie dysponowaliśmy jeszcze tak wieloma narzędziami do sprzedaży zdalnej, jak dzisiaj, a klienci również potrzebowali czasu, aby przyzwyczaić się do bardziej bezkontaktowego procesu załatwiania spraw związanych z zakupem mieszkania. Już pod koniec kwietnia sprzedaż naszych mieszkań powróciła do poziomu sprzed pandemii.

Coraz więcej naszych klientów nabywa mieszkania w celach inwestycyjnych, co akurat wcale nas nie dziwi, ponieważ w obecnej sytuacji lokata gotówki w nieruchomości to bardzo rozsądny pomysł. Inwestycje TBV od lat pozostają w kręgu ich zainteresowań klientów zagranicznych. W ostatnich miesiącach realizowaliśmy transakcje z inwestorami z takich krajów jak Stany Zjednoczone, RPA, Emiraty Arabskie, Norwegia, Niemcy, Austria, Szwajcaria i Ukraina.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Analizując okres od marca br. do dziś, począwszy od czerwca widzimy dynamiczny wzrost liczby zapytań. W Poznaniu ceny rosną stabilnie i według naszych obserwacji nie wpływa to negatywnie na popyt. Wzrosty są akceptowane przez naszych klientów. Rzeczywiście, odnotowaliśmy zwiększoną aktywność inwestorów kupujących mieszkania i apartamenty w inwestycji ST_ART Piątkowo. Stanowią oni obecnie już ponad 60 proc. nabywców. Ciekawe jest też, że znacznie zwiększyło się zainteresowanie inwestorów indywidualnych naszą podmiejską lokalizacją Osiedle Księżnej Dąbrówki. Dotąd stanowili oni pomijalny odsetek na tym obszarze. W ostatnim czasie jednak wyraźnie widać ich zainteresowanie mieszkaniami z dużymi tarasami, balkonami, czy przynależnymi ogrodami już nie tylko w granicach miast. Bez wątpienia decyduje o tym konkurencyjna cena mieszkań w porównaniu z cenami mieszkań w Poznaniu.

Sylwester Śniadecki, prezes zarządu Śniadecki Development i Śniadecki Investment Group

Zainteresowanie nieruchomościami jako inwestycją obserwujemy już od dawna, choć w tym roku na rynku pojawiło się jeszcze więcej chętnych poszukujących alternatywnych metod lokowania kapitału. Dzięki oferowanej przez Śniadecki Investment Group opcji grupowego inwestowania, możliwość wejścia w deweloperski świat znacznie się poszerzyła. Oprócz nabywców kupujących inwestycyjnie mieszkania, obserwujemy przypływ inwestorów dysponujących kapitałem rzędu 100 tys. zł lub więcej, którzy chcą inwestować pasywnie, nie angażując się w poszczególne procesy związane z budową i sprzedażą mieszkań czy domów. Wśród zainteresowanych naszymi nieruchomościami pojawili się także Niemcy.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu Aurec Home

Sprzedaż mieszkań w naszej, pierwszej warszawskiej inwestycji Miasteczko Jutrzenki ruszyła w połowie lipca br. W pierwszym etapie budowy oferujemy 163 mieszkania, z których dotąd sprzedaliśmy już ponad połowę. Nasze doświadczenie pokazuje, że popyt na mieszkania nie słabnie. Wśród kupujących większość to single i rodziny, dla których mieszkanie w Miasteczku Jutrzenki będzie pierwszym własnym lokum. Zdarzają się również osoby, kupujące 3-4 mieszkania w celach inwestycyjnych. Z rozmów z nimi wynika, że mieszkania w naszej inwestycji stanowią dobrą, długoterminową lokatę środków.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Jeśli chodzi o ponowne wprowadzenie ograniczeń gospodarczych, aktualnie nie zauważyliśmy ich wpływu na popyt na mieszkania. Obecna sytuacja różni się od tej związanej z wprowadzeniem lockdownu na wiosnę. Wtedy mieliliśmy całkowite ograniczenie przemieszczania się, a teraz tego nie ma, więc klienci chętnie kupują mieszkania. Pomimo wzrostu cen zakup nieruchomości nadal jest jedną z najlepszych i najbezpieczniejszych opcji inwestowania kapitału. Ta tendencja utrzymuje się już od kliku miesięcy, ale wyraźnie wzrosła od marca br.

Autor: Dompress.pl

Znaczny spadek udzielonych kredytów w październiku 2020 r.

W dziesięciu miesiącach 2020 r. banki i SKOK-i udzieliły 2,294 mln kredytów gotówkowych (-30,7%) na kwotę 42,951 mld zł (-31,5%) oraz 2,827 mln kredytów ratalnych (+2,9%) na kwotę 12,279 mld zł (+2,7%), zaś kredytów mieszkaniowych 181,1 tys. (-10,3%) na kwotę 52,418 mld zł (-4,4%).

Dużo mniej kredytów mieszkaniowych, gotówkowych i kart kredytowych w październiku

W październiku 2020 r., w porównaniu do października 2019 r., banki i SKOK-i udzieliły dużo mniej trzech rodzajów produktów kredytowych w ujęciu liczbowym. Banki przyznały o (-36,4%) mniej kart kredytowych, udzieliły o (-32,1%) mniej kredytów gotówkowych oraz o (-3,2%) kredytów mieszkaniowych. Pozytywną dynamikę wykazały tylko kredyty ratalne, których udzielono więcej o (+14,3%). W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały mniej (-34,6%) limitów kartowych niż przed rokiem, spadła także wartość udzielonych kredytów gotówkowych (-28,5%). Dodatnia dynamika dotyczy kredytów ratalnych – wzrost o (+17,2%) oraz kredytów mieszkaniowych (+3,4%).

Istnieją dwa uwarunkowania, które uwzględnia BIK, analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając z nich wnioski. Po pierwsze, przyjmuje się, że kredyty konsumpcyjne oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank. Toteż w przypadku tych produktów, październikowa sprzedaż jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w październiku. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet do dwóch miesięcy, zatem sprzedaż kredytów mieszkaniowych w październiku jest efektem wniosków składanych w sierpniu i wrześniu br.

Po drugie, problemy ze spłacaniem kredytów w wyniku pandemii nie mogły się jeszcze w pełni zmaterializować w odczytach Indeksów Jakości, ponieważ Indeksy obejmują opóźnienia powyżej 90 dni. A część kredytobiorców, z powodu sytuacji wywołanej COVID – 19, skorzystała z bankowego wsparcia w zakresie odroczenia spłaty rat kredytowych. Część odroczeń spłat już się zakończyła, najwięcej we wrześniu – 173,87 tys. na kwotę 17,65 mld zł. Obecnie bardzo uważnie obserwujemy zachowanie się tych rachunków.

Kredyty gotówkowe i ratalne

– W okresie styczeń – październik 2020 r. ujemne dynamiki zarówno liczby, jak i wartości udzielonych kredytów gotówkowych, dotyczyły wszystkich przedziałów wartości udzielanych kredytów. Najwyższy spadek dotyczył kredytów wysokokwotowych tj. powyżej 50 tys. zł (-33,1%) liczbowo oraz (-36,2%) wartościowo. Widzimy już to zjawisko od początku pandemii. Ponownie, niższa ujemna dynamika dotyczyła kredytów gotówkowych z przedziału niskokwotowego do 1 tys. zł: liczbowo (-18,3%) oraz (-19,9%) wartościowo. Może to świadczyć o tym, że w przypadku kredytów wysokokwotowych, z uwagi na fakt dużo wyższej ich szkodowości, banki bardziej ostrożnie podchodzą do ich udzielania, ale również z uwagi na to, że ograniczenie konsumpcji prywatnej zmniejsza popyt na finansowanie wysokokwotowe.

W porównaniu do kredytów gotówkowych o wiele lepiej wygląda sytuacja kredytów ratalnych. W ich przypadku w okresie styczeń – październik 2020 r. zarówno w ujęciu liczbowym jak i wartościowym odnotowaliśmy dodatnie dynamiki sprzedaży: odpowiednio (+2,9%) oraz (+2,7%). I jest to jedyna grupa produktowa, w przypadku której wystąpiły dodatnie dynamiki w okresie pierwszych dziesięciu miesięcy 2020 r. Wynika to z faktu, że ten rodzaj kredytów dla udzielającego banku jest dużo bezpieczniejszy od kredytów gotówkowych, co ma swoje odzwierciedlenie w poziomie szkodowości. Inne jest również ich przeznaczenie, kredyty gotówkowe służą bardziej uzupełnieniu bieżącego budżetu domowego, zaś ratalne wiążą się z nabywaniem na raty dóbr konsumpcyjnych trwałego użytku, sprzętu RTV/AGD, innej elektroniki czy mebli, a także samochodów. Wzrost liczby udzielonych kredytów ratalnych należy wiązać z m.in. dużymi akcjami promocyjnymi proponowanymi przez firmy zajmujące się handlem elektroniką, sprzętem RTV/AGD czy meblami.

Co ciekawe, pozytywny trend nie dotyczy wszystkich przedziałów kwotowych. Ujemne dynamiki w ujęciu liczbowym odnotowały trzy najniższe przedziały kwotowe: do 1 tys. zł (-0,7%), 1-1,5 tys. zł (-1,9%) oraz 1,5-2 tys. zł (-2,6%). Pozostałe przedziały odnotowały już dodatnie dynamiki, przy czym najwyższą (+8,5%) kredyty powyżej 5 tys. zł. Są to zazwyczaj właśnie kredyty finansujące różnego rodzaju sprzęt elektroniczny oraz gospodarstwa domowego czy meble, które są nabywane zarówno w sklepach stacjonarnych jak i w e-commerce, często po atrakcyjnych cenach wynikających z promocji. Wyższe kredyty ratalne zazwyczaj biorą bogatsi kredytobiorcy, chcący skorzystać z promocji również w zakresie finasowania (zerowe oprocentowanie kredytów oferowanych w sklepach), którzy posiadają bezpieczeństwo ekonomiczne. Trzeba pamiętać, że kredyty ratalne obejmują również kredyty samochodowe, których średnia kwota udzielonego finansowania jest wyższa – stwierdza prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Dla kredytów gotówkowych średnia wartość udzielonego kredytu to 19 329 zł – wzrost o 5,3% w stosunku do października 2019 r. Średnia wartość kredytu ratalnego to 4 551 zł i jest ona wyższa niż w październiku rok temu o 2,5%.

Obserwowany przez BIK co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych w oparciu o Indeks Jakości pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – październikowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych wynosi 1,41%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się kredyty gotówkowe. Październikowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wynosi 3,73%.

Pomimo wcześniejszych obaw dotyczących wzrostu szkodowości kredytów gotówkowych i ratalnych, październik potwierdza pozytywne zaskoczenie związane z poprawą jakości wyrażoną spadkami odczytów Indeksu Jakości, obserwowaną już we wrześniu. Tak wyraźna poprawa Indeksu Jakości jest najprawdopodobniej efektem odroczeń spłat rat kredytowych w ramach wakacji kredytowych udzielanych klientom przez banki.

– W porównaniu do października 2019 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych polepszyła się (spadła) aż o 2,33 pkt proc., a w porównaniu do odczytu wrześniowego, o 0,29. Niewątpliwie pozytywny wpływ na to miały dwa czynniki. Uzyskana przez część kredytobiorców pomoc z banków związana z odraczaniem spłaty rat kredytów, która w dużej części zamortyzowała spadek dochodów w pierwszych miesiącach pandemii i lockdownu. Po drugie osoby, którym skończyły się wakacje kredytowe, wracają do terminowej spłaty zaciągniętych kredytów. Z analizy BIK-u wynika jednak, że pierwszymi osobami korzystającymi z wakacji kredytowych, nie były osoby najbardziej narażone na ryzyko utraty zdolności kredytowej. Należy przy tym pamiętać, że jest to obserwacja z jeszcze krótkiego okresu. Trzeba więc ze szczególną uwagą śledzić terminowość spłat w kolejnych miesiącach (szczególnie w grudniu 2020 i styczniu 2021), tym bardziej, że kończą się wakacje kredytowe kredytobiorcom o gorszym profilu ryzyka. We wrześniu poprawiła się również jakość kredytów ratalnych. W ich przypadku wartość Indeksu w okresie 12 miesięcy polepszyła się (spadła) o 0,76, a w stosunku do września 2020 o 0,15  – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe

W październiku br. na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy pierwsze od początku pandemii dodatnie dynamiki wartości (3,4%) udzielonych kredytów, przy nadal ujemnej dynamice liczby udzielonych kredytów (-3,2%) w porównaniu z październikiem 2019 r. W okresie styczeń – październik 2020 r. już 47,7% wartości udzielonych kredytów dotyczyło przedziału kwotowego powyżej 350 tys. zł. Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego, w okresie styczeń – październik 2020 r. nadal tak, jak i w poprzednich okresach, obserwujemy odmienne tendencje. Dodatnie dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym dotyczą tylko kredytów powyżej 350 tys. zł, których pomiędzy styczniem a październikiem 2020 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. w ujęciu liczbowym udzielono więcej o 6,5%, a w wartościowym o 7,2%.

– Wyniki październikowej sprzedaży kredytów mieszkaniowych są odzwierciedleniem popytu z okresu sierpnia i września. Odbudowę popytu na kredyt mieszkaniowy sygnalizowały już sierpniowy i wrześniowy odczyt Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe odpowiednio (-3,1%) oraz (+5,4%). W październiku wartość indeksu to już +8,1%. Należy nadmienić, że jest to już drugi dodatni odczyt od lutego, czyli w całym dotychczasowym okresie pandemicznym. Popyt więc już się odbudował. Trzeba jednak pamiętać, że sytuacja na rynku kredytów mieszkaniowych jest determinowana nie tylko zachowaniem potencjalnych kredytobiorców (popytem), chcących nabyć nieruchomość za kredyt, lecz i banków udzielających kredyt (podaż). Banki po wakacjach poluzowały wymagania m.in. w zakresie wkładu własnego. Jednak w październiku mieliśmy nawrót pandemii w postaci tzw. drugiej fali. Ważna będzie więc reakcja banków, które w warunkach rosnącej niepewności mogą zdecydować się na ponowne zaostrzenie polityki kredytowej, co będzie skutkować kolejną ograniczoną dostępnością kredytu, należy to obserwować – prognozuje prof. Rogowski.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w październiku 2020 r. wyniósł 0,47%. W ostatnich 12 miesiącach (październik 2019 r. – październik 2020 r.) jakość portfela polepszyła się, o czym świadczy spadek Indeksu o (-0,27). W dużej mierze jest to efekt „wakacji kredytowych”.

– Pomimo dużych wcześniejszych obaw – szczególnie w początkach pandemii, obecnie nie odnotowujemy spadku jakości portfela kredytów mieszkaniowych. A wręcz przeciwnie, jakość w październiku nadal się polepsza od września – polepszenie (spadek) Indeksu o 0,10. Przy czym należy pamiętać, że mówimy o opóźnieniach 90-dniowych, czyli możliwych do wystąpienia dopiero po 3-miesięcznym opóźnieniu w spłacie raty kredytu. Podobnie jak w przypadku pozostałych rodzajów kredytów musimy szczególnie obserwować „powakacyjne” zachowania kredytobiorców mieszkaniowych. Ważne będą więc odczyty z grudnia i początkowych miesięcy 2021 roku – zaznacza główny analityk BIK.

Karty kredytowe

W październiku 2020 r. banki wydały 62,8 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 381 mln zł.

– W październiku 2020 r. mamy więc kontynuację negatywnego trendu dynamiki rocznej obserwowanego już od początku roku, w ujęciu liczbowym (-36,4%) i wartościowym (-34,6%). Negatywne zjawisko dotyczy ponownie wszystkich przedziałów kwotowych. Należy pamiętać, że limity kartowe są jednym z najbardziej ryzykownych produktów kredytowych, stąd naturalna ostrożność do ich przyznawania przez banki w okresie niepewności. Ostrożność banków wpływa bezpośrednio na dostępność tego produktu kredytowego. Ponadto coraz popularniejsze stają się mobilne formy płatności – mówi prof. Rogowski z BIK.

BioMaxima SA pozyska inwestorów instytucjonalnych na rynku regulowanym GPW

Spółka BioMaxima SA ogłosiła zwołanie Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy, którego celem jest podjęcie uchwał rozpoczynających proces przeniesienia akcji spółki z rynku NewConnect na rynek główny Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. BioMaxima jest czołowym polskim producentem diagnostyki laboratoryjnej, m.in. testów do identyfikacji zakażeń SARS-CoV-2.

Głównym punktem obrad zwołanego na 22 grudnia br. Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy będzie podjęcie uchwały o przejściu od 1 stycznia 2021 roku na Międzynarodowe Standardy Sprawozdawczości Finansowej (MSSF), które są pierwszym krokiem do przeniesienia notowań akcji spółki na rynek główny GPW. W tym strategicznym kierunku spółka podąża od 2018 roku, kiedy to Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy m.in. wyznaczyło zarządowi cel osiągnięcia minimalnej kapitalizacji uprawniającej do zmiany rynku notowań. Został on spełniony już w sierpniu 2020 roku, za co zarząd otrzyma drugą transzę ustalonego wówczas przydziału opcji menadżerskich.

Naszym celem jest budowa jeszcze bardziej dynamicznej i transparentnej firmy, potrafiącej skorzystać z szans, jakie daje obecna koniunktora na rynku technologii medycznych. Poprzez działania, które planujemy, chcemy dalej stabilizować akcjonariat, zapewniając jednocześnie środki na kontynuację szybkiego rozwoju, którego spółka doświadcza przez ostatnie 2 lata” – powiedział Łukasz Urban, prezes zarządu BioMaxima SA.

Zatrudniająca ponad 120 osób BioMaxima SA w latach 2018-2019 realizowała ambitny program inwestycyjny, opiewający na ponad 20 mln zł, w którego rezultacie zbudowano nowy zakład produkcyjny oraz Centrum Badawczo Rozwojowe w Lublinie. W nowym zakładzie skoncentrowano produkcję, przenosząc 4 wydziały z zakładów w Warszawie i Gdańsku. Zwołane walne zgromadzenie ma także w programie uchwały o zmianach w statucie spółki dostosowujących organizację pracy i skład władz spółki do wymagań istniejących na rynku regulowanym, m.in. rozszerzenie składu rady nadzorczej o członków niezależnych oraz powołanie komitetu audytu.

W dniu 13 listopada 2020 r. Emitent opublikował raport kwartalny. Przychody w III kwartale 2020 roku wyniosły 14.181 tys. zł. Spółka BioMaxima SA (jednostka dominująca) zanotowała w tym okresie 1.817 tys. zł zysku operacyjnego powiększonego o amortyzację (EBITDA) oraz zysk netto na poziomie 1.183 tys. zł. Po trzech kwartałach 2020 r., narastająco przychody Spółki wyniosły 37.024 tys. zł., zysk operacyjny powiększony o amortyzację wyniósł 6.993 tys. zł, zaś zysk netto 4.613 tys. zł. Spółka opublikowała również wstępne wyniki za miesiąc październik 2020, informując, że osiągnęła zysk netto na poziomie 1.230 tys. zł., a zysk EBITDA wyniósł 1.596 tys. zł. Po 10 miesiącach 2020 r. zysk netto BioMaxima SA wynosi 5.843 tys. zł, przy EBITDA 8.589 tys. zł.

Polacy za smog winią „kopciuchy”, złej jakości paliwo i przemysł

Polacy jako główną przyczynę smogu na równi wskazują używanie do ogrzewania domów niskiej jakości paliw i działalność zakładów przemysłowych (po 83%). Dodatkowo, 80% ankietowanych wśród czynników pogarszających jakość powietrza wymienia eksploatację nieekologicznych źródeł energii – wynika z raportu „Barometr ekologiczny Polaków. Co robimy, aby chronić środowisko?” Banku Ochrony Środowiska.

Dwie trzecie respondentów (67%) ocenia, że smog obecnie towarzyszy nam częściej niż w ubiegłych latach. W opinii prawie co czwartego ankietowanego (24%) zanieczyszczenie powietrza nie występuje dziś ani częściej, ani rzadziej. Warto również zauważyć, że według 80% badanych walka z zanieczyszczeniem powietrza i środowiska jest jednym z najważniejszych zadań dla Polski. Co ciekawe, większe przekonanie w tej kwestii mają osoby z wykształceniem podstawowym (86% z nich) niż ze średnim i wyższym – odpowiednio 77% i 76%.Polacy za smog winią kopciuchy, złej jakości paliwo i przemysł (2) Polacy za smog winią kopciuchy, złej jakości paliwo i przemysł (1)

Jak podkreśla we wstępie do raportu BOŚ prof. Maciej Chorowski, prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, w kontekście przeciwdziałania zmianom klimatu, a także emisji zanieczyszczeń, istotnym elementem jest kwestia transformacji energetycznej. – Polityka energetyczna zmienia się na klimatyczno-energetyczną. Procesy wytwarzania, przesyłu, magazynowania oraz końcowego wykorzystania różnych form energii, a przede wszystkim energii elektrycznej, wymagają uwzględnienia celów klimatycznych przez uniknięcie emisji szkodliwych substancji, minimalizację tzw. śladu węglowego, ograniczenie zużycia zasobów wody i włączenia do systemu coraz liczniejszych źródeł energii odnawialnej. Proponowane technologie muszą połączyć dwa cele: ochrony środowiska jako celu nadrzędnego oraz zapewnienia dostępu do energii jako celu koniecznego dla rozwoju gospodarki i wzrostu zamożności społeczeństwa – wskazuje.

Smog – skąd się bierze

Wśród przyczyn powstawania smogu, Polacy najczęściej wskazują na używanie niskiej jakości paliw do ogrzewania domów, a także działalność hut czy kopalni – po 83%. W podobny sposób ankietowani odnoszą się do kwestii eksploatacji nieekologicznych źródeł energii i ciepła. Czterech na pięciu Polaków (80%) jest zdania, że tego rodzaju postępowanie ma niekorzystny wpływ na jakość powietrza.

Znacząca większość Polaków przyczyn powstawania smogu upatruje w eksploatacji nieekologicznych źródeł energii, także cieplnej. Mimo że z mapy rodzimych miast i wsi systematycznie znikają tzw. „kopciuchy”, czyli niewydajne kotły zasilane paliwem stałym, nadal według szacunków Polskiego Alarmu Smogowego jest ich nad Wisłą około trzech milionów. Transformacja w tym zakresie jest koniecznością, bowiem to one są główną przyczyną niebezpiecznej dla zdrowia niskiej emisji. O priorytecie działań świadczy uruchamianie takich programów jak „Czyste Powietrze” – zauważa Sławomir Mazurek, główny ekolog BOŚ.

Innowacje w dobie epidemii – jak biznes ułatwia życie w nowej rzeczywistości?

Epidemia koronawirusa przyspieszyła wprowadzanie innowacji w polskich firmach. Wielu z nas zaczęło załatwiać więcej spraw przez internet i nierzadko po raz pierwszy sięgnęło po nowoczesne technologie. O tym, że dynamiczne zmiany na rynku mają też ogromne znaczenie dla funkcjonowania firm, świadczą wyniki badań przeprowadzonych przez ING. Aż 73%* Polaków uznało stosowanie innowacyjnych rozwiązań za bardzo ważne dla przedsiębiorców, a 69% stwierdziło, że nowa rzeczywistość zachęciła prowadzących biznes do rozpoczęcia działalności w internecie.

Nowa rzeczywistość, nowe sposoby działania

Trudne sytuacje, w których – przynajmniej na chwilę – tracimy poczucie kontroli nazywamy w psychologii kryzysami. Takim kryzysem jest bez wątpienia epidemia koronawirusa, której konsekwencje dotyczą nie tylko sfery ściśle zdrowotnej, ale także kondycji psychicznej ludzi, a nawet sytuacji ekonomicznej i finansów. Trudna sytuacja bywa jednak dobrym momentem do tego, aby zatrzymać się na chwilę, przyjrzeć problemowi i wygenerować rozwiązania. Mówiąc inaczej – kryzys stymuluje do kreatywności, szukania innowacji i nowych rozwiązań, które mogą prowadzić do wyników przerastających te, uzyskiwane w czasach stabilizacji. Poczucie bezpieczeństwa i przewidywalność są wprawdzie przyjemne, ale mogą sprawiać, że nie dostrzegamy okazji do zmiany i doskonalenia się – mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog, Uniwersytet SWPS.

Prowadzenie biznesu w nowej rzeczywistości wiąże się ze stosowaniem nowoczesnych rozwiązań, dzięki którym ludziom żyje się łatwiej. Polacy doceniają te zaimplementowane przez firmy i przedsiębiorców innowacje. Aż 58% przyznało, że ułatwiają nam one codzienne funkcjonowanie w czasach epidemii. Z tym stwierdzeniem nie zgadza się jedynie 5% z nas. Pomaganie i ułatwianie innym życia dzięki stosowaniu nowoczesnych rozwiązań niesie także satysfakcję dla właścicieli firm – tak uważa 62% respondentów. Tymczasem, prawie połowa z nas (46%) sądzi, że przeszkodą we wprowadzaniu innowacyjności może być brak czasu związany z bieżącym prowadzeniem firmy.

Inicjatywy, które warto wspierać

Inicjatywa i pomysłowość firm działających na rynku sprawia, że wielu z nas żyje się po prostu łatwiej. Widzimy, jak wiele tego typu działań podejmowanych jest codziennie przez firmy, małe i średnie, ale również przez te najmniejsze. Warto te inicjatywy wspierać i pomagać w ich realizacji. Robimy to także poprzez udostępnianie firmom rozwiązań, które usprawniają obrót bezgotówkowy, rozwijanie metod płatności czy szybszą zamianę należności na gotówkę – powiedział Marcin Kościński, Dyrektor Zarządzający w pionie klientów biznesowych ING Banku Śląskiego.

ING Bank Śląski wspiera firmy, aby mogły robić swoje w biznesie. Poprzez innowacyjne rozwiązania, dostępne w jednym miejscu – w aplikacji dla firm, ułatwia codzienne prowadzenie biznesu.

O sukcesie, czyli przetrwaniu tej trudnej dla nas wszystkich sytuacji światowej epidemii zadecydują między innymi dwa ważne czynniki – innowacyjność rozwiązań biznesowych oraz solidarność i wspólnotowość społeczeństwa. Wspierajmy się wzajemnie, zachowując życzliwość i otwartość na drugiego człowieka oraz korzystając z lokalnych usług i produktów, a dzięki temu zadbamy nie tylko o interesy innych, ale także pozytywną ocenę samych siebie – podsumowuje dr Ewa Jarczewska-Gerc.

Innowacje w dobie epidemii – jak biznes ułatwia życie w nowej rzeczywistości

* Badanie na reprezentatywnej próbie Polaków N=1067 zrealizowane we wrześniu 2020 dla ING Banku Śląskiego.

Ponad 600% podwyżki za śmieci w Warszawie – nowe zasady i stawki opłat za zagospodarowanie odpadów komunalnych

Od 1 grudnia 2020 r. w Warszawie zaczną obowiązywać nowe zasady naliczania opłat za gospodarowanie odpadami. Rada m.st. Warszawy zadecydowała o wprowadzeniu ich zdaniem najbardziej „sprawiedliwego” z rozwiązań, czyli systemu naliczania opłaty uzależnionego od ilości zużytej wody. Miesięczna opłata dla domów jednorodzinnych, mieszkań w zabudowie wielorodzinnej i dla nieruchomości mieszanych będzie liczona wg wzoru: 12,73 zł x 1m3. Z naszych wyliczeń wynika, że podwyżka będzie niezwykle bolesna. W ujęciu całkowitym inwestycji wyniesie ona od 450 do nawet ponad 500%.

Opłata będzie liczona na podstawie średniego zużycia wody z 6 ostatnich miesięcy. Jeśli w nieruchomości nie ma wodomierza albo nie jest ona podłączona do sieci wodociągowej lub nie ma danych o zużyciu wody za okres 6 kolejnych miesięcy, opłata zostanie naliczona według wzoru: nieruchomość zamieszkana: liczba mieszkańców x 4 m3 wody x 12,73zł. W nieruchomości mieszanej, niezamieszkanej, czyli np. delikatesy w kamienicy, salon kosmetyczny w bloku wielorodzinnym, będą brane pod uwagę normy zużycia wody wg załącznika do uchwały nr XXIV/676/2019 i zostaną pomnożone przez 12,73 zł.

Dokonaliśmy wyliczenia takiej podwyżki w zarządzanych przez nas wspólnotach. Według zastosowania nowej metody ustalenia ceny za wywóz i zagospodarowanie odpadów, wysokość opłat wzrośnie od 400 do ponad 600% w porównaniu z kosztami poniesionymi w 2019r. Dla przykładu, w jednej z zarządzanych przez nas nieruchomości średniej wielkości, gdzie znajduje się 250 lokali, zgodnie z nową stawką zapłacimy 303 589 PLN za 12 miesięcy kalendarzowych usługi. Poprzednio w 2019 płaciliśmy 53 694 PLN, czyli podwyżka sięgnie średnio 565%. Z kolei dla mniejszej wspólnoty, która ma tylko 50 lokali mieszkaniowych, za obsługę zagospodarowania odpadów komunalnych zapłaciliśmy w 2019 roku kwotę 13 614 PLN. Według nowych szacunków za 2021 zapłacimy 78 668 PLN – 578% podwyżki. Z kolei dla ponad 900 lokalowej wspólnoty opłaty za odbiór i zagospodarowanie śmieci wynosił rok temu 143 775 PLN. Po podwyżce wspólnota poniesie koszt w wysokości 889 968 PLN – więcej o 619%. 

Zgodnie z nowymi stawkami za zagospodarowanie odpadów średni koszt za lokal we wszystkich zarządzanych przez nas lokalach mieszkaniowych wyniesie miesięcznie od 80 PLN do 131 PLN. Przed reformą i tzw. rewolucją śmieciową koszt na lokal sięgał nawet kwoty 5 PLN miesięcznie. Oznacza to, że za w skrajnym przypadku od 2014 opłata wzrosła ponad 2600% czyli 26 razy, a wiemy, że będą i lokale, które zapłacą ponad 250zł miesięcznie. To tak jakby cena 1m3 wody podrożała z dzisiejszych 9,85 zł do 256,10 zł w 2026r. W tym samym czasie 2014-2020 inflacja biorąc pod uwagę tylko wskaźniki dodatnie wyniosła 5,9%. Wzrost cen wywozu nieczystości jest więc niewspółmiernie wysoki.  Należy się dość skrupulatnie przyjrzeć takim podwyżkom i czynnikom jakie je generują. Trzeba także przeanalizować rozwiązania prawne, które pozwoliły w znaczący sposób na monopolizację rynku, a także wprowadziły bardzo restrykcyjne rozwiązania wpływające źle nie tylko na koszty usług, ale także ich jakość. Dla przykładu, w obecnej chwili wspólnoty mieszkaniowe nie mają wpływu na godziny odbioru nieczystości ani na jakość świadczonych usług. Reforma wytworzyła wiele problemów. Gminy i dzielnice określają przepisami maksymalną odległość pomiędzy śmietnikiem, a miejscem dojazdu samochodu firmy odpowiadającej za odbiór nieczystości. Te z kolei potrafią przyjeżdżać na miejsce z miarką celem udowodnienia sprzeczności z obowiązującymi regulacjami. Problem w tym, że jest wiele wspólnot wielolokalowych, gdzie ta odległość od śmietników siłą rzeczy jest dużo większa niż zakłada ratusz. Pojawia się w takiej sytuacji koszt w postaci dodatkowej usługi wystawienia śmietników do odpowiedniego punktu. Co więcej, ponieważ nie ma jasno określonych godzin, w których firmy odbierają śmieci, muszą one być udostępnione w przedziale. Zdarza się wówczas, że nieczystości przez kilkanaście godzin straszą mieszkańców wyglądem i zapachem w oczekiwaniu na firmę, które je odbierze. Co więcej, praktycznie żadna ze znanych nam firm nie odbiera śmieci z nowoczesnych budynków, gdzie śmietniki znajdują się na poziomach -1. Przy czym należy pamiętać, że urzędy wydały wcześniej pozwolenia na budowę i użytkowanie, a takich inwestycji jest całkiem sporo. Tutaj także te śmieci trzeba podstawić niemal pod nos śmieciarce i firmom odpowiadającym za ich odbiór.

Podsumowując należy dodać, że przy nowym sposobie wyliczenia kosztów odbioru i zagospodarowania odpadów nie uwzględnia się sytuacji, kiedy lokal nie jest zasiedlony. W czasie pandemii Covid-19 jest sporo mieszkań z przeznaczeniem na wynajem, które straciły najemców i nie znalazły jeszcze nowych. Wówczas ich właściciel poniesie koszty zgodnie ze zużyciem wody z ostatnich 6 miesięcy. Ponadto, nowe regulacje oznaczają dużo więcej pracy dla firmy administrującej, która musi naliczać opłaty i je rozliczać. Odpowiadamy za ściągnięcie tego „podatku” w imieniu miast. W przypadku braku wpłat ze strony właścicieli może to skutkować zachwianiem płynnością finansową całych wspólnot. Całe ryzyko związane z podatkiem śmieciowym zostało bowiem przeniesione na wspólnoty mieszkaniowe. Przy tak ogromnej podwyżce musimy się spodziewać prawdziwego buntu społecznego i odmowy ponoszenia tak wysokich kosztów.

Autorem komentarza jest Mariusz Łubiński, Prezes Zarządu Admus Sp. z o.o., firmy specjalizującej się w zarządzaniu nieruchomościami.

Technologia pomoże wdrożyć paliwa alternatywne w branży TSL

Transformacja cyfrowa i ekologiczna w Europie to główne obszary rozwoju gospodarek państw UE w kolejnych latach, w dobie zwanej nową normalnością. Obydwa zagadnienia są bliskie branży transportowej i będą miały znaczący wpływ na jej kształt oraz rozwój w przyszłości. Zielony ład w transporcie mają wesprzeć nowoczesne technologie – zarówno te związane z przejściem na paliwa alternatywne, czy przesiadanie się na ciężarówki elektryczne, jak i wszelkie rozwiązania IT, które pozwalają precyzyjnie planować trasy, zarządzać taborem, by nie było pustych przejazdów i nadprogramowych kilometrów. Polscy przewoźnicy już zaczynają wyznaczać nowe rynkowe trendy – digitalizację i ekologię. Jednym z przykładów jest firma Omega Pilzno, która niedawno powiększyła swoją flotę o 50 ciężarówek zasilanych LNG. To obecnie największy tego typu tabor w Polsce.

European Green Deal i „Nowa generacja UE” – jakie rodzaje paliw alternatywnych zastąpią diesla?

Plan KE na odbudowanie europejskiej gospodarki po COVID-19 został zaprezentowany w maju 2020 roku w dokumencie „Nowa generacja UE” i zakłada zaciągnięcie wspólnego długu w wysokości 750 mld euro. Jego głównymi celami jest Zielony Ład oraz cyfryzacja różnych gałęzi przemysłu i usług tak, by inwestycje wspierały osiąganie neutralności klimatycznej. Ta została ogłoszona w European Green Deal – inicjatywie, która traktowana jest jako „road map” dla zrównoważonego biznesu, w tym również przewozowego. Sektor transportu drogowego towarów wymieniany jest jako jeden z kluczowych udziałowców w emisji gazów cieplarnianych. Nic dziwnego – 73 proc. transportu ładunków w Europie odbywa się drogą lądową.[1] Ciężarówki odpowiadają za 22 proc. emisji CO2, mimo że stanowią one jedynie 2 proc. pojazdów poruszających się po drogach całej Unii.[2] Dlatego w Green Deal KE deklaruje działania mające na celu ograniczenie w transporcie transferu dwutlenku węgla do atmosfery o 90 proc. do 2050 roku.

To wyzwanie, któremu będą musieli sprostać w przyszłości również przewoźnicy. Ciężarówki elektryczne to temat numer jeden w branży transportowej, jeśli chodzi o ekologię. Najwięksi producenci w Europie pracują nad technologiami, które przede wszystkim zwiększą zasięgi pojazdów ciężkich na dalekich trasach. Unia Europejska, dzięki ciężarówkom elektrycznym mogłaby ograniczyć emisje dwutlenku węgla, który generują przewoźnicy towarowi o ponad jedną piątą (22 proc.) w ciągu dekady. Jednak kluczowa w tym wypadku jest infrastruktura do ładowania pojazdów, a ta jest w tej chwili po prostu niewystarczająca. Jak wynika z najnowszych danych UE do 2030 roku ma być w użytku aż 520 tys. elektrycznych ciężarówek, w tym 43 tys. na polskich tablicach rejestracyjnych.[3] Taka prognoza brzmi dobrze i z pewnością wyznacza kierunek, którym powinni podążać przedsiębiorcy – mówi Dawid Kochalski, ekspert GBOX z Grupy Inelo. – Jednak, zanim przesiądziemy się na ciężarówki elektryczne, można włączyć w swój biznes już dostępne technologie i paliwa alternatywne, takie jak LNG.

Dobre praktyki w Polsce – LNG w 50 ciężarówkach polskiego przewoźnika.

50 nowozakupionych ciągników siodłowych Iveco S-Way Natural PowerZakup największego w Polsce taboru pojazdów napędzanych skroplonym gazem ziemnym to decyzja strategiczna. Chcemy wyznaczać trendy w branży transportowej. Stworzyliśmy eko-flotę, która już pracuje dla naszych klientów. Są to ciągniki siodłowe na LNG oraz naczepy o obniżonej masie własnej wyposażone w opony o zredukowanych oporach toczenia. Jesteśmy przekonani, że zwrot sektora TSL w stronę ekologii jest szansą. Podobnie jak wdrażanie coraz bardziej zaawansowanych systemów informatycznych. Dzięki nim zarządzanie transportem jest łatwiejsze. Przepływ w magazynach znajduje się pod stałą kontrolą, a spedycja precyzyjnie planuje ruch. W Omedze Pilzno rozwijamy ofertę w ten sposób, by była ona konkurencyjna pod względem ekologicznym oraz technologicznym zarówno na runku krajowym, jak i zagranicą. Polska jest w czołówce przewozów międzynarodowych, ale bez umacniania się w tych dwóch obszarach, w kierunku których zmierza Europa, możemy w przyszłości zostać w tyle – komentuje Mariusz Godawski, prezes Omega Pilzno.

Paliwa alternatywne i LNG wkraczają do taborów przy wsparciu technologii

Digitalizacja i automatyzacja procesów są stawiane na równi z Green Deal, jeśli chodzi o kierunki, w które będzie podążał transport w ciągu najbliższych lat. Nowe założenia UE, jakie mają być zaprezentowane we wrześniu 2020 roku, zwiększają cel redukcji emisji na 2030 rok z 40 proc. na 50 proc (a nawet 55 proc.) w porównaniu do poziomów z 1990 roku. Może to oznaczać podwyższenie wskaźnika również dla transportu ciężkiego. Aktualnie wynosi on 30 proc. O tyle w trakcie dekady transport drogowy powinien zmniejszyć emitowanie CO2 do atmosfery. Jak to osiągnąć? Należy zacząć od tego, co już dostępne na polskim rynku.

W ciągu 27 lat działalności transportowej zdobywaliśmy doświadczenie, jak zarządzać operacjami transportowo-spedycyjnymi w środowisku międzynarodowym i podnosić rentowność biznesu. Nowoczesne technologie dla transportu są mocno związane z tematem ekologii. Telematyka oraz TMS (Transport Management System) pozwalają efektywnie zarządzać taborem i w bardziej kontrolowany sposób przejść na paliwa alternatywne. Dzięki pozyskanym danym jesteśmy w stanie policzyć, że taka zmiana się opłaca – dodaje Mariusz Godawski, Omega Pilzno.

Co to jest LNG? Czy należy się bać tego rozwiązania?

Gaz ziemny można znaleźć w postaciach sprężonych i skroplonych. Jego głównym składnikiem jest metan. Oprócz niego także etan, propan i cięższe węglowodory oraz azot, tlen, dwutlenek węgla, siarka. Podczas procesu skraplania gaz ziemny musi zostać oczyszczony z wody i dwutlenku węgla, aby zapobiec tworzeniu się cząsteczek stałych, kiedy gaz jest schładzany do temperatury ok. -160°C.

W efekcie LNG jest bardzo czystym gazem – w 95%. składa się z metanu, a tylko 5% stanowią inne składniki. Popularność LNG na rynku międzynarodowego transportu towarów stale rośnie. To paliwo bezpieczne i nietoksyczne. Jest też przyjazne dla środowiska. Pojazdy zasilane tym paliwem notują redukcję emisji szkodliwego dwutlenku azotu o 90 proc. w porównaniu do diesla. W przypadku wykorzystania bioLNG szacuje się obniżenie emisji CO2 o nawet 95 proc. Podobnie jest z cząstkami stałymi, których pojazdy napędzane LNG produkują o 99% mniej.

Wśród proponowanych celów na teraz, określonych w Green Deal, można znaleźć wykorzystania gazu – zarówno LNG, jak i CNG – jako paliwa transportowego. Mimo iż jest to nadal paliwo kopalne, to wykorzystywanie go na szeroką skalę w transporcie ciężkim jest bardzo dobrym krokiem w kierunku zmian wpisanych w Zielony Ład w Europie. Dla kierowców tankujących LNG to żadne utrudnienie, gdyż tankowanie gazu ziemnego nie trwa dłużej niż wypełnianie zbiorników ciężarówki olejem napędowym. Trzeba pamiętać o podstawowych środkach bezpieczeństwa takich jak długie rękawy, rękawice kriogeniczne czy osłona twarzy. Istnieje też procedura tankowania LNG, z którą trzeba się zapoznać. Cała operacja tankowania nie powinna zająć więcej niż 6-8 minut.

LNG i inne paliwa alternatywne – przyszłość zielonego transportu drogowego

W ciągu najbliższych pięciu lat należy spodziewać się z pewnością większego wykorzystania paliw alternatywnych w transporcie ciężkim oraz dążeń UE do wprowadzenia na rynek pojazdów ciężarowych zasilanych energią elektryczną. To zaś wiąże się z inwestycjami w rozbudowaną sieć stacji do ładowania. Dla ciężarówek realizujących frachty na długich dystansach rozpatrywane jest zasilanie wodorem. Jednak to na razie zew przyszłości. Dlatego polscy przewoźnicy coraz częściej interesują się gazem ziemnym jako alternatywą do zasilania i unowocześniania swoich flot, a LNG rozpatrywane jest jako szansa na dywersyfikację oraz rozwój biznesu w wersji eko.

Jak podkreśla Dawid Kochalski, ekspert GBOX z Grupy INELO: Według deklaracji KE strategia klimatyczna dla Europy ma być przyjęta jeszcze w 2020 roku. Na pewno kluczowe miejsce w jej celach zajmie transport drogowy, który odpowiada za jedną czwartą zanieczyszczeń powietrza przez CO2. Dlatego bardziej zrównoważone przewozy towarowe i inteligentna mobilność są traktowane jako priorytety. Wydaje się też, że po pandemii COVID-19 międzynarodowy system transportu drogowego zostanie skierowany na nowe tory. Telematyka i TMS pomagają minimalizować wszelkie pomyłki w planowaniu tras, a tym samym eliminują nadprogramowe kilometry oraz mogą znacząco ograniczyć puste przejazdy. Dzięki nim łatwo sprawdzić rentowność różnych rozwiązań ekologicznych tak, jak zrobiła to firma Omega Pilzno. Takie inicjatywy pokazują także, że wykorzystanie paliw alternatywnych – w tym przypadku LNG – na szeroką skalę jest możliwe. Co więcej, w długofalowej perspektywie prowadzi to do obniżenia kosztów prowadzenia działalności transportowej i ma pozytywny wpływ na środowisko naturalne. Takich inwestycji będzie w przyszłości więcej, gdyż Green Deal to wyraźny komunikat o nieodwracalnym kierunku rozwoju ciężkiego transportu drogowego. Nie ma biegu wstecznego od cyfryzacji i zapobieganiu zmianom klimatycznym. Każda branża musi się z tym zmierzyć, a sektor TSL już się do nich przygotowuje.

[1] European Green Roads Future, worldhighways.com, 2020.
[2] UE needs e-truck charging plan, Transportenvironment.org, 2020.
[3] Transport&Environment, lipiec 2020.